białczyński

Jaskinia Werteba – rzeczywista i jako metafora łemkowskiej przeszłości polsko-ukraińskiego pogranicza (albo wspólnej Małopolski-Rusi Białochorwackiej)


Jaskinia Werteba Ryszarda Turkiewicza

W tych dniach otrzymaliśmy tomik poezji Ryszarda Turkiewicza „Jaskinia Werteba”. Jest to poezja bardzo dojrzała, ale też niestety wywołująca bardzo smutne refleksje związane z dziejami Podola i ludzi którzy zamieszkiwali do końca II Wojny Światowej okolice Bilcza Złotego gdzie leży owa tajemnicza jaskinia.

Scytyjski rysunek z krypty (Krym, Ukraina)
– przedstawia ognistego konia, ognistą boginię
i domek na kurzych łapkach.

Związek między panem Turkiewiczem a naszym blogiem jest przypadkowy, a może i nieprzypadkowy jako że poeta zapragnął ozdobić swój tomik reprodukcjami motywów słowiańskich z pisanek prezentowanych tutaj przez Dobrosława Wierzbowskiego. Zauważyłem już w 2009 roku że te motywy zyskały sobie dużą popularność – na sam artykuł było bardzo wiele wejść zaraz po jego publikacji i wciąż jest to artykuł popularny. Jego siła są owe motywy i objaśnienia ich znaczeń dołączone przez pana Dobrosława. Jego zasługą jest w pewnym sensie, że te motywy przeniosły się do tatuaży i są obecnie wykorzystywane przez pracownie tatuażu, które używają motywów słowiańskich. Weszły więc niejako do kontrkultury i kultury rycerskiej – współczesnej.

Kiedy przeczytałem te wiersze wysłałem mail do Dobrosława Wierzbowskiego , którego fragment tutaj przytoczę zamiast komentarza:

„…Na razie zdążyłem tylko raz przeczytać wiersze i odczekiwałem przed napisaniem do pana. Książka ładnie wydana, teksty, zwłaszcza na początku głębokie i dobre poetycko, potem poezja stała mi się zbyt prozatorska, nie wiem czy poezja powinna opowiadać zdarzenia – traci na tym kiedy przestaje być zapisem chwili i stanu ducha  – muszę przeczytać jeszcze raz. Łemkowie powinni napisać otwarcie o polskim okrucieństwie o tym pożałowania godnym barbarzyństwie powojennym, o tej okrutnej nienawiści – przecież nikt nie zaprotestował kiedy niszczono cały ich świat, a teraz 20 lat po słynnym odzyskaniu niepodległości nikt się nie odważa nawet mówić o tym żeby im zwrócić ich miejsce – tym którzy chcieliby wrócić.  Problem jest trudny , ale od czego do cholery jest to państwo…”.

Kiedy pisałem te słowa miałem odczucie, że obrazy przedstawiane przez Ryszarda Turkiewicza w dalszej części tomiku za dużo opowiadają, są zbyt dosłowne, relacjonujące – teraz zmieniłem zdanie. Nie czytałem drugi raz , na to jest za wcześnie. Widzę jednak po tym mailu do Dobrosława, że został osiągnięty wielki emocjonalny skutek, a to znaczy że jest to dobra poezja i powinna pozostać dokładnie taka jaka jest.

(kliknij – powiększ)

Wierzę panie Ryszardzie w opowieść, że tym otworem Wertebskim, wydobywa się na świat opowieść o naszej wspólnej przeszłości i wspólnych korzeniach – jeśli okrucieństwo wypłynęło z jakiegoś podziemnego otworu (podświadomego tworu) na Ukrainie to musiała być nim jakaś inna, tutejsza peczera.

Jestem pewien że kiedyś ktoś naprawi przynajmniej część tych krzywd, które miały miejsce. Ta Łemkowszczyzna jest nie tylko własnością Turkiewicza czy Vincenza – jest własnością tych co byli przed nimi i tych co będą po nich – jest obiektem naszej wspólnej troski bo to niezagojona rana na ciele Ojczyzny i Macierzy – potąd pokąd nie robimy nic żeby wróciła w ręce tych, którym z racji pokoleń przynależy. Jestem pewien, że kiedyś i Ukraińcy zrozumieją swoje ludobójstwo dokonane na Polakach i Rosjanie zrozumieją swoje i Polacy zrozumieją swoje ludobójstwo na Ukrainie i Łemkowszczyźnie – bo przecież nie ukrywajmy że odwet był – musiał być – choćby skala była niepomierna.

Chciałbym żeby czasy rozlewu krwi z powodu mocarstwowych ambicji grup ludzi (bo przecież nie narodów) i z powodu odmienności czysto religijnych – bo do tego się to tutaj sprowadza (także w byłej Jugosławii) – nie wróciły już nigdy.

Tomik niniejszy jest okazją do przypomnienia dziejów Jaskini Werteba – bo to dzieje Słowian i Słowiańszczyzny

Kamienna głowa byka

Złote Bilcze 1822

W 1822 w Bilczu Złotym odkryto dwa stanowiska archeologiczne zasiedlane przez ludność kultury trypolskiej z epoki miedzi.

Jedno z nich, nazywane Ogrodem, ulokowane w dolinie rzeki Seret, głęboko rozcinającej Wyżynę Podolską, okazało się typową wsią zamieszkiwaną w okresie od 4000 do 3500 lat p.n.e. Dominowały tam piętrowe domy zbudowane z drewna i gliny. Ludność zajmowała się uprawą roli, hodowlą bydła, owiec i świń oraz rzemiosłem, w tym wyrobem narzędzi z krzemienia, kości i z miedzi. Charakterystycznym dziełem tych ludzi są doskonałej jakości naczynia ceramiczne, malowane czarną, czerwoną i białą farbą. Oprócz najczęściej występujących ornamentów geometrycznych, spotykane też są malowane figury ludzi i zwierząt oraz schematyczne przedstawienia roślin.

Drugi stanowisko archeologiczne zlokalizowane było w gipsowej jaskini Werteba, położonej na płaskiej wysoczyźnie lessowej, oddalonej o kilka kilometrów na wschód od Ogrodu.

CzARA – skołocka z Jaskini Werteba (werteb – zapadlisko)

Foto Egidijus

W Wiki:

Jaskinia Werteba – gipsowa jaskinia, znajdująca się w obwodzie tarnopolskim Ukrainy, w pobliżu wsi Bilcze Złote, na płaskiej wysoczyźnie lessowej.

Jaskinię odkryto przypadkowo w 1822. Ziemie wokół Bilcza Złotego i sama jaskinia należały wówczas do księcia Adama Sapiehy, a później do jego syna – Leona.

Odkryto w niej słynne później stanowisko archeologiczne. Pierwszym archeologiem, który z polecenia Komisji Archeologicznej Akademii Umiejętności przeprowadził w l. 1876 – 78 badania w jaskini był Adam Honory Kirkor.

W wąskich, niskich i bogato rozgałęzionych korytarzach jaskini, do której wchodziło się z góry przez otwór, odkryto ponad 1000 bogato zdobionych naczyń ceramicznych lub ich fragmentów kilkadziesiąt narzędzi krzemiennych i ponad 70 glinianych figurek ludzkich. Przedmioty te znajdowały się w najtrudniej dostępnych zakamarkach jaskini, której istotną cechą były trudności z odpowiednią wentylacją skomplikowanej sieci korytarzy. Zabytki starannie dobierane i deponowane w jaskini przez ponad 1000 lat – pochodzą z okresu między 3870 a 2710 p.n.e. – ze względu na swój wotywny charakter i doskonały stan zachowania wskazują na kultowy charakter tego miejsca. Potwierdza to obecność licznych naczyń pochodzących m.in. z środkowego Podnieprza, środkowego i dolnego Naddniestrza, a nawet z Lubelszczyzny.

Funkcjonowanie tego miejsca zamarło około 2500 roku p.n.e. i wiązało się z upadkiem miejscowych populacji rolniczych, które ustąpiły miejsca ruchliwym grupom pasterzy.

Bilcze Złote kultura trypolska 3500 – 2800 pne – Czara – naczynia gliniane
Oto tekst towarzyszący wystawie w roku 20o1 w Muzeum Archeologicznym w Krakowie

Elżbieta Trela

Zbiór wykopalisk z Bilcza Złotego
imienia Książąt Leona i Teresy Sapiehów

W listopadzie 1904 roku księżna Teresa Sapieżyna wdowa po księciu Leonie podpisała z Akademią Umiejętności w Krakowie umowę, na mocy której Akademia zobowiązała się skatalogować, uporządkować i konserwować zabytki z Bilcza Złotego, pokazać je na wystawie jako Zbiór wykopalisk z Bilcza Złotego imienia Książąt Leona i Teresy Sapiehów, a także w ciągu dwu lat po złożeniu zbiorów w krakowskim Muzeum ogłosić drukiem naukowe ich opracowanie.

Po prawie 100 latach umowa doczekała się realizacji. Polsko-ukraiński zespół archeologów poddaje analizie tę, jedną z największych w Europie, kolekcję zabytków. Składa się na nią ponad 300 całych naczyń (niekiedy metrowej wysokości) i ponad 35 tyś. ich fragmentów, około 120 figurek ludzkich i zwierzęcych, ponad 60 glinianych przedmiotów związanych z tkactwem (przęśliki, ciężarki tkackie, szpulka), około 200 narzędzi z kości i rogu, 300 narzędzi krzemiennych i kamiennych (sierpy, siekiery, tłuczki-rozcieracze) oraz ozdoby z kości i muszli, a także niewielki dysk wykonany z hematytu. Zabytki datowane są na okres między poł. V a poł. III tysiąclecia p.n.e.w chronologii kalibrowanej. Dzięki współpracy z archeologami z Ukrainy badającymi od kilku lat stanowisko, z którego pochodzi kolekcja Sapiehów, zabytki wydobyte na początku wieku i dziś po tylu zawirowaniach historii całkowicie pozbawione dokumentacji terenowej, odzyskują kontekst naukowy.

Jaskinię Werteba odkryto przypadkowo w 1822 r. Ziemie wokół Bilcza Złotego i sama jaskinia należały wówczas do księcia Adama Sapiehy, a później do jego syna – Leona. Pierwszym archeologiem, który z polecenia Komisji Archeologicznej Akademii Umiejętności przeprowadził w latach 1876 – 1878 badania w jaskini był Adam Honory Kirkor. Natomiast pierwsze ślady osady znajdującej się na terenie parku dworskiego odkryto jak podaje Gotfryd Ossowski przypadkowo w 1884 r. O prowadzenie w tym miejscu prac wykopaliskowych ks. Leon Sapieha poprosił w 1889 r. kustosza Muzeum im. ks. Lubomirskich we Lwowie, Pawłowicza. W listopadzie 1890 r. dalsze prace w tym miejscu podjął już sam Ossowski. Odkrył ponad dwadzieścia, jak wówczas sądził, grobów ciałopalnych. W 1890 r. Ossowski zainteresował się również jaskinią Werteba i zlecił wykonanie dokładnego jej planu. Dalsze badania w jaskini w latach 1898, 1904 i 1907, a także niewielkie prace w parku prowadził Włodzimierz Demetrykiewicz. Na podstawie wyników badań Demetrykiewicz sprostował mylną hipotezę Ossowskiego uznając znalezione w parku obiekty za ślady konstrukcji mieszkalnych, nie zaś za ciałopalne groby cegłowe jak sądził jego poprzednik. Po roku 1907 nie prowadzono już większych prac w Bilczu Złotym.

Wilki – figurki kamienne

W 1904 r. zabytki pozyskane podczas dotychczasowych badań przekazane zostały, na mocy umowy, Muzeum Akademii Umiejętności w Krakowie, nastąpiło to jednak już po niewyjaśnionej kradzieży część materiałów, która miała miejsce w Bilczu w tym samym roku. Niektóre ze skradzionych zabytków odnalazły się później i przechowywane były w zbiorach Muzeum Dzieduszyckich we Lwowie. Demetrykiewicz zapoczątkował naukowe opracowanie zbiorów bilczańskich. Po jego śmierci materiałami z Bilcza zainteresowała się uczennica prof. Józefa Kostrzewskiego, Mieczysława Ruxer. Zmarła jednak nie dokończywszy pracy. Dzięki zaangażowaniu śp. dr Ewy Rook udało się rozpocząć prace nad całościową analizą tego wspaniałego zespołu.

….

Badania w ramach grantu właśnie się kończą. Polsko-ukraiński zespół archeologów opracował już tę jedną z największych w Europie Środkowej kolekcję zabytków. Składa się na nią ponad 300 całych naczyń i ponad 35 tysięcy ich fragmentów, około 120 figurek ludzkich i zwierzęcych, ponad 60 glinianych przedmiotów związanych z tkactwem (przęśliki, ciężarki tkackie, szpulka), około 200 narzędzi z kości i rogu, około 300 narzędzi krzemiennych i kamiennych (sierpce, siekiery, tłuczki-rozcieracze) oraz ozdoby z kości i muszli, a także niewielki dysk wykonany z hematytu. Zabytki datowane są na okres 3870-2710 lat p.n.e.

Elżbieta Trela

całość tekstu patrz:http://www.ma.krakow.pl/wystawy/bilcze

Bilcze Złote – figurki antropomorficzne bóstw pogańskich

z Wywiadu z dyrektorem Jackiem Rydzewskim z Muzeum Archeologicznego w Krakowie:

- Do najcenniejszych i najbardziej sensacyjnych odkryć należą zabytki z Bilcza Złotego i Ryżanówki, a więc z dawnych polskich majątków leżących na Kresach, obecnie na Ukrainie?

- To prawda. Są to dwie niezwykle cenne kolekcje i duma naszego Muzeum. Bilcze Złote to głównie kolekcja glinianych figurek kultowych i malowanych naczyń z okresu neolitu. Ryżanówka to wyposażenie grobu „księżniczki scytyjskiej” ze znakomicie zachowanymi ozdobami ze złota i srebra pochodzącymi z ok. III wieku przed naszą erą.
W odkryciach w Bilczu Złotym i Ryżanówce także ma swój udział Komitet Badań Naukowych…
Tak. Właśnie zakończyliśmy badania w ramach grantu przyznanego nam przez Komitet Badań Naukowych na opracowanie kolekcji materiałów z Bilcza Złotego.

Bilcze Złote – plakietka kamienna – Głowa Byka (podobna w kształtach do tej z Radymna wykonanej ze złota)

- Dlaczego Muzeum brało udział w badaniach na Ukrainie?

- To się wiąże z historią naszego Muzeum. Od chwili, gdy Muzeum stało się placówką Akademii Umiejętności jednym z celów statutowych była troska o dziedzictwo kulturowe narodu, zwłaszcza na terenach, które utraciliśmy. Jednocześnie na Kresach działało jeszcze wielu Polaków realizujących swoje rozmaite zawodowe ambicje. Było tam nadal wiele polskich majątków i w sposób naturalny Polacy tam mieszkający ciążyli do ośrodków naukowych i kulturalnych dawnej Polski, czyli do Krakowa. Nic więc dziwnego, że dwie wspaniałe kolekcje – Bilcze Złote i Ryżanówka – trafiły właśnie do nas. Bilcze Złote leży w dawnym majątku książąt Sapiehów na Podolu. Już w roku 1822 odkryto tam przypadkowo Jaskinię Werteba. Ziemie wokół Bilcza Złotego i sama jaskinia należały wówczas do księcia Leona Sapiehy. Pierwszym archeologiem, który na zlecenie krakowskiej Akademii Umiejętności przeprowadził badania w jaskini, w latach 1876 – 1878, był Adam Honory Kirkor. Pierwsze ślady osady znajdującej się na terenie parku dworskiego odkryto przypadkowo w roku 1884. O prowadzenie w tym miejscu prac wykopaliskowych Leon Sapieha poprosił kustosza Muzeum im. Ks. Lubomirskich we Lwowie, E. Pawłowicza. To był rok 1889. A dalsze prace już w roku 1890 podjął kustosz Muzeum Archeologicznego w Krakowie Godfryd Ossowski. Zainteresował się wówczas także jaskinią Werteba i zlecił wykonanie jej dokładnego planu. W dworskim ogrodzie natomiast odkrył – jak wówczas sądził – ponad dwadzieścia cegłowych grobów ciałopalnych. Tymczasem była to cała osada.

Modele domków kultury trypolskiej

Jaskinia wydrążona w utworze lessowym, do której wchodziło się z góry przez otwór, była niesłychanie rozgałęziona. Wokół niej koncentrowało się życie pewnej grupy ludności, obok była założona normalna osada. Ci ludzie, jak na stosunki neolityczne byli niezwykle zaawansowani kulturowo i cywilizacyjnie. Mieli swoje, bardzo charakterystyczne, domy, cały świat sztuki i wierzeń, czego przejawem jest przepiękna ceramika, znakomicie wypalona, na świetnym poziomie technicznym, malowana czarnymi wzorami na brązowym tle, niezwykle precyzyjnie, starannie, wykorzystująca motywy geometryczne. Te naczynia zawsze były ozdobą naszej wystawy. Zwracały natychmiast uwagę. W kolekcji z Bilcza Złotego mamy cały świat rozmaitych amuletów wykonanych z kości, z kamienia, z drewna – to cały system wierzeń i zwyczajów. Symbolem tej kultury jest przepiękna zawieszka wykonana z kości przedstawiająca głowę byka. Żłobiony ornament układa się w schemat kobiecej postaci.

Werteb – foto Alieksiej Zaremba

Wystawa zabytków z Bilcza Złotego w naszym Muzeum była ukoronowaniem trzyletniego, międzynarodowego programu badawczego finansowanego ze środków Komitetu Badań Naukowych. Powstała dzięki współpracy archeologów, paleobotaników, paleozoologów, petrografów i artystów plastyków. Polsko – ukraiński zespół zakończył właśnie opracowywanie tej jednej z największych w Europie Środkowej kolekcji. Zabytki pochodzą z okresu między 3870 a 2710 przed naszą erą.

całość patrz: http://www.sprawynauki.waw.pl/?section=article&art_id=626

Bilcze Złote – rekonstrukcja osady

Cuda kultury trypolskiej w Toruniu

Wojciech Pastuszka

7 czerwca 2010Posted in: Archeologia, Europa, Prehistoria

Na wystawie „Neolityczny barok – kultura trypolska” po raz pierwszy w Toruniu prezentowane są unikatowe przedmioty – figurki kobiet kultury trypolskiej (VI-III tys. p.n.e.) ze zbiorów Muzeum Archeologicznego w Krakowie i Muzeum Okręgowego w Toruniu (1 figurka). Kolekcja tych zabytków pochodzi z wykopalisk z Bilcza Złotego na Ukrainie (Ogród i jaskinia Werteba). Uzupełnieniem prezentowanych eksponatów pochodzących ze zbiorów Muzeum Archeologicznego w Krakowie są kolorowe tablice informacyjne przedstawiające historię tej niezwykłej kultury.

Pięknie malowana ceramika kultury trypolskiej. Fot. Cristian Chirita

„Jest to prezentacja jednej z najbardziej intrygujących kultur archeologicznych w pradziejach Europy. Odkrycia pierwszych stanowisk zaliczanych do tej kultury sięgają XIX wieku i choć wiedza na jej temat znacznie poszerzyła się od tego czasu, dyskusje dotyczące jej historii i materialnych pozostałości odkrywanych w ziemi przez archeologów trwają do dzisiaj” – mówi kurator wystawy Beata Bielińska – Majewska. Nazwa pochodzi od wsi Trypole, niedaleko Kijowa. Dokonano tu jednego z pierwszych odkryć.

więcej patrz w Archeowieści

Wycieczka do jaskiń Werteba i Krystaliczna

Ukraina Zachodnia jest znana z wielkiej ilości jaskiń gipsowych. Tutaj, w obrębie obwodów Tarnopolskiego, Czarnowieckiego i Chmielnickiego, znajduje się potężna warstwa gipsu karsowego, w którym znaleziono już więcej niż półtora dziesiątka jaskiń. Te jaskinie są poziome i labiryntowe o długości od kilkuset metrów do więcej niż 200 km, głębokość usytuowania nie przewyższa 30-50 metrów.

Te jaskinie są również interesujące pod względem swojej struktury: niektóre z nich tworzą wysokie galerie i wąskie przejścia, w głębi innych są olbrzymie sale o wysokości ponad 10 metrów. Ściany jaskin utworzone są ze spresowanego gipsu, który w jaskini Krystalicznej; na przykład, pod ciśnieniem przetworzył się w przepiękne desenie w postaci ptasich piór i płatków kwiatów, w jaskini Werteba zaś po prostu są wielkie kolorowe ornamenty. Szczególną uwagę zwracają na siebie niepowtarzalne kryształy o wielkości od kilku milimetrów do dziesiątków centymetrów, ich kolory mienią się odcieniami od śnieżnobiałego i żółto-kremowego do rdzawoczwerwonego i czarnego. Bogata w kryształy jest jaskinia Krystaliczna, która właśnie zawdzięcza swoją nazwę wielkiej ich ilości. W niektórych jaskiniach szukali schroniska jeszcze wcześni ludzie. Na przykład, Werteba znana jest przede wszystkim dzięki interesującym znaleziskom ceramiki trypolskiej: dzbany do przechowywania wina, miski i dzbanki, wazony i amfory, atrybutyka religijna. Na podstawie tych znalezisk udowodniono, że w ciągu setek lat ta pieczara była zamieszkiwana przez kilka pokoleń trypolców.

Dzień pierwszy
Spotkanie w Kamieniec Podolsku.
Wycieczka.
• Jaskinia „Atlantyda” (trzy poziomy w jaskinie, wycieczka na 5 godzin, wrażenia na całe życie!).
• Rychta (zamek XVI w., ruiny młyna wodnego ХІХ w.).
• Kudryńce (zamek – twierdza początku XVII w.).
Zakwaterowanie w hotelu.
Kolacja.

Dzień drugi
Śniadanie.
Wycieczka.
• Jaskinia «Kryształowa» (geologiczna pamiątka o państwowym znaczeniu, jaskinia labiryntowa charakteru karstowego, długość ponad 22 km).
• Jaskinia – muzeum «Werteba» (geologiczna oraz archeologiczna pamiątka o państwowym znaczeniu w której znaleziono ślady cywilizacji trypolskiej).
Powrót do Czortkowa.

Wycieczka:
• Jaskinia „Werteba” (w tej jaskinie działa muzeum kultury Trypolu, ponieważ tutaj archeolodzy znaleźli ślady pierwszych Ukraińskich rolników. Pod czas wykopalisk w jaskinie znaleziono pozostałości dużego ogniska, różne narzędzia dookoła (siekiery, dłuta, skrobaki, noże), koście zwierząt. W Wertebie znaleziono przez archeologów liczne ceramiczne figurki kobiet, w jednej sali znaleziono tajemniczy pochówek mężczyzn – 25 szkieletów, naczynie religijne).
• Jaskinia „Młynky” (jedna z jaskiń Podola, długość około 25 km. Tutaj są duże kryształy i ogromne kawałki gipsu, stalaktyty, kamienne „fali”, dziesiątki korytarzy i sale. Charakterystycznym jest to, że w jaskinie „Młynky” opracowano trasy o różnym stopniu trudności, można wybrać bardziej zrelaksowaną podróż również podróż z adrenaliną. Jednak niezależnie od trasy będziesz musiał pełzać, próbować przejść przez wąskie tunele i szczeliny, przechodzić głębokie pęknięcia w gipsowych jaskiniach).
Przyjazd na miejsce obozu.

Wejście do Jaskini/Pieczary Werteba – fot Alt 666

Entrance to the Verteba cave near Bilche Zolote village (вхід до печери Вертеба біля с. Більче Золоте)

Wejście do jaskini – foto Vołodymyr Rizun

History Exploration of Werteba cave

- Wojciech W. Wisniewski The author quotes an unknown text written by Bogusz Zygmunt Steczynski in 1870. The text describes exploration of Werteba cave (Podolia, formerly in Poland) which was carried out by Jan Chmielecki, a local leaseholder, in 1822. After digging through the entrance about 500-600 m of cave passages were discovered. Some human bones, bonfire remnants and one silver coin were found. Picture shows the first cave of Podolia map from 1878.

Plan jaskini

Печера Вертеба

(загальна довжина ходів сягає біля 8 км), відома з давніх часів. Тут спостерігається протягом року стала температура – +10-120С, відносна вологість коливається в межах 92-100%. У печері живе велика колонія кажанів.
Цікава вона тим, що ще у четвертому-другому тисячоліттях до нашої ери (період неоліту) її обладнали під житло представники самобутньої трипільської культури, хоч взагалі вони традиційно селилися на пагорбах. За велику кількість археологічних знахідок цю печеру називають “Наддністрянською Помпеєю”.


foto Jujuapi
Перше дослідження Вертеби датоване 1876 роком, а чимало знайдених там потім експонатів зайняли почесне місце в музеях Європи (були вивезені туди, коли Тернопільщина входила до складу Польщі та Австро-Угорщини). А вже за незалежної України, у 1999-му, археологічна експедиція під керівництвом великого ентузіаста і фаната своєї справи, директора Борщівського краєзнавчого музею Михайла Сохацького знайшла у Вертебі цілісний культурний пласт часів неоліту. Відтак ще тоді виникла ідея створити у печері унікальний музей, експозиція якого наче повертала б відвідувачів на кілька тисячоліть назад. Задум було реалізовано – підземний музей відкрив свої двері для відвідувачів.

Rogate Serce – Stanisław Szukalski, przypomina Wojciech Świętobor Mytnik


Tagged with:

Kraków – Święty Krąg na Libanie – Wzgórze Swaroga naprzeciw Kopca Kraka (nowy)

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 26 Sierpień 2012

Kraków – Płaszów -Wzgórze Swaroga -  Liban: Bajorki na drzewach przy Świętym Kręgu

Na Libanie w Krakowie-Płaszowie w miejscu gdzie był obóz koncentracyjny powstał Święty Krąg złożony z 8 menhirów – symboli bogów Żywiołów. Przygotowywano się tam do wykonania także z otoczaków kręgu 12 Mocy ale pracę przerwano – Wandale oczywiście dewastują to miejsce nieustannie – czynią to ponieważ ich głupota jest bezgraniczna. Jest to  piękne miejsce zbezczeszczone wcześniej zbrodnią przez Niemców-Nazistów, którzy skalali nie tylko święte miejsca ale i święte słowiańskie znaki Wiary Przyrody. Wzgórze piękne i wspaniałe z widokiem wprost na Święty Kopiec Swaroga zwany Kopcem Kraka.

Święte drzewo o wielu pniach – młode – przy Kręgu

Nie pozwólmy tego wzgórza bezcześcić – bywajmy tam. Jest to miejsce  Naszego Pogańskiego Kultu a też i pamięci – Pamięci Przodków – zmarłych. Łatwo to poznać po 9-tym kamieniu , który jest kamieniem leżącym (edwie wystaje z ziemi, pomiędzy kamieniem Pierwszym i Ósmym)  – 9 – czerta śmierci.

Otoczaki przygotowane do Kręgu 12 Mocy i bohomazy debilne (dosłownie boho-zmazy)

Na Krąg od Świętego Drzewa – widoczny wkopany w ziemię menhir między 1 a 8 kamieniem

Na Kopiec Kraka od Świętego Kręgu na Libanie

Widok na oczko wodne w wyrobisku – źródło jest zawsze blisko miejsca świętego

Krąg – widać Kamień przewrócony przez wandali

Widok na Kopiec

Ruiny i ściana drzew

Bohomaz zamiast wizerunku pogańskich bogów

W tle w Bramie Pni Drzew i Kamiennych Słupów widoczny Kopiec Kraka-Swaroga

Z Duchem Przemian (już za 14 dni)


Spotkanie ludzi pragnących uchwycić rytm przemian – jakie niesie rok 2012

Masyw Ślęży jest przystanią, z której odpływa ARKA NOVEGO. Zapraszamy na pokład! 

Moc Góry – Słowiańskie Klimaty – Bratnie Dusze

1 – 2 września 2012 ośrodek Mieszko i Jagienka na przełęczy Tąpadła w Masywie Ślęży.

Recepcja czynna 1 września, sobota, od godziny 10.00

Oficjalne rozpoczęcie spotkania – sobota, godzina 18.00

w Programie

sobota 18.00 – część multimedialna w sali:

- prezentacja ogólna organizatorów

- Słowiański rodowód – Marek Wójtowicz

- prezentacja mechanizmu końca czasów – Marek Wójtowicz

- TRYWID – wizja nadchodzących przemian w artystycznym ujęciu Joanny Maciejowskiej i Marka Wójtowicza

- PRZEDNOVEK NOVEGO – Tadeusz Owsianko

21.00 – Przy ognisku

- spotkanie z uczestnikami wyprawy do Gwatemali – relacje ze spotkania z Don Alejandro – najwyższym przywódcą duchowym Majów i Indian Obu Ameryk

- rozmowy i spotkania indywidualne

A to wszystko przy oryginalnych rytmach grupy Miano z Wrocławia.

niedziela 8.00

- Otwarcie wystawy obrazów Joanny Maciejowskiej – wystawa będzie czynna do godziny 15.00

- 9.00 śniadanie przy wspólnym stole

10.30 wyjście w góry

15.00 pożegnanie

gościem specjalnym spotkania będzie Czesław Białczyński – autor Mitologii Słowian.

Koszty:

- uczestnictwo                  – 20 zł

- nocleg w pokoju 2-3. osobowym z łazienką     – 60 zł od osoby (miejsc 30)

- nocleg w domku 12. osobowym                               – 40 zł (40 miejsc w domkach)

- śniadanie                        -  20 zł

Prosimy o zgłoszenia rezerwacyjne przez Internet, na adres: ssss.staredrzewa@gmail.com

ssss.staredrzewa@gmail.com

Lub telefonicznie (także szczegółowe informacje):

535483643

Otrzymacie Państwo zwrotnie potwierdzenie rezerwacji. Opłata będzie pobierana na miejscu.

Ilość miejsc ograniczona  – decyduje kolejność zgłoszeń!  Na terenie ośrodka nie ma zgody na biwakowanie.

Prosimy o radosne stroje.

DOJAZD

z dworca PKS  we Wrocławiu

POLBUSEM 512 ze stanowiska nr 6

w godzinach 7.40, 9.20, 13.10. Bilety u kierowcy.

Zespół organizacyjny: Joanna Maciejowska, Katarzyna Łuczak, Tadeusz Owsianko, Marek Wójtowicz

Informujemy także że ruszyła strona internetowa naszego wydawnictwa Slovianskie Slovo: http://slovianskieslovo.pl/

Znajdziecie tam także informacje o planowanych spotkaniach,wydawanych książkach, subskrybcjach i innych wydarzeniach

Wzgórze Brzucha (Głębi – Gobekli Tepe) lub Góra Ognia Nawi (Gire Navoke) i Świątynia Pępka Świata

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody by bialczynski on 16 Sierpień 2012

Odkrycie najstarszej Świątyni Wiary Przyrody na świecie wywołało wstrząs w licznych dziedzinach związanych z kształtowaniem wyobrażeń nauki o Starożytności i w środowiskach badaczy starożytności. Po pierwsze okazało się, że pochodzi ona z czasu, kiedy ludzkość miała być pozbawiona możliwości organizacyjnych i wytwórczych oraz mentalnych do wykonania tak skomplikowanego dzieła.  Budowle powstały mianowicie około 9500 roku p.n.e. a do tego w ruinach znaleziono ziarna pszenicy i innych roślin, które zburzyły nie tylko wyobrażenia archeologów lecz również koncepcje historyków i antropologów na temat ewolucji ludzkości w dziedzinie rolnictwa. Obszar o którym mowa leży na pograniczu dzisiejszej Turcji i Syrii , a w czasie kiedy powstawały budowle otoczony był dziką roślinnością i bujną przyrodą zupełnie odmienną niż dzisiejsza pustynia.

Poczytajmy o tym z polskiej Wiki, ale doradzam od razu przeczytać też angielską wersję znacznie dokładniejszą.

Göbekli Tepe (język turecki: wybrzuszone wzgórze; język kurdyjski: Girê Navokê) – stanowisko archeologiczne w południowo-wschodniej Turcji kryjące pozostałości prehistorycznego sanktuarium. Razem z Nevalı Çori zrewolucjonizowało współczesną wiedzę o neolicie w Eurazji. Göbekli Tepe jest najstarszym znanym miejscem kultowym stworzonym przez człowieka (jego powstanie datowane jest na X tys. p.n.e.)[1]. Stratyfikacja terenu wykazuje, że miejsce to było używane przez szereg tysiącleci.

Historia odkrycia

Amerykański rekonesans archeologiczny z 1964 roku uznał, że wzgórze to nie miało charakteru całkowicie naturalnego. Jednakże zakładano że prawdopodobnie kryje cmentarzysko bizantyjskie. Niemiecki Instytut Archeologiczny i Muzeum w Şanlıurfa rozpoczęły wykopaliska w 1994 roku. Prehistoryczny charakter tego miejsca rozpoznano od razu. Jak dotychczas (2009), przebadano tylko około 5% terenu. Ocenia się, że zakończenie wykopalisk może zająć jeszcze 50 lat.

Wcześniej, wzgórze to było wykorzystywane rolniczo. Od pokoleń, mieszkańcy przemieszczali kamienie i prawdopodobnie wiele z archeologicznej wartości miejsca zostało w ten sposób zniszczone.

Opis

Najstarsza warstwa (III) zawiera słupy megalityczne połączone ścianami, tworzące razem koliste lub owalne struktury. Jak dotąd odkopano 4 takie struktury. Badania geofizyczne wskazują na istnienie dodatkowych 16 struktur tego typu. Warstwa III jest datowana na około 9 tysięcy lat przed naszą erą.

W warstwie II odkryto szereg przyległych prostokątnych pokoi z podłogą z polerowanego wapienia. Jest ona datowana na 7500 – 6000 przed naszą erą.

Najwyższa (zarazem najmłodsza) warstwa zawiera pozostałości działalności rolniczej.

Kontekst chronologiczny

Ze względu na początkowy stan badań, wszystkie konkluzje mają charakter roboczy.

Daty zostały ustalone metoda radiowęglową C14. Koniec warstwy III to 9000 przed naszą erą. Początek jest określany w przybliżeniu jako 11 000 lat przed naszą erą lub wcześniej. Warstwa II sięga do około 8000 przed naszą erą.

Dlatego uważa się, że te struktury są starsze niż ceramika, metalurgia, pismo, lub koło. Zostały zbudowane przed tzw. rewolucją neolityczną, czyli przed początkiem rolnictwa i hodowli zwierząt. Organizacji społecznej, jaka była konieczna do zbudowania tych struktur, nie wiązano dotychczas ze społeczeństwami przed-neolitycznymi. Wiele ze słupów waży od 10 do 20 ton, a niektóre nawet 50.

Niedawna analiza DNA pszenicy wskazuje, że odmiana dzika występująca w okolicy Karaca Dağ jest najbliższą pszenicy współczesnej[2]. Karaca Dağ jest położone tylko około 30 km od Göbekli Tepe. Tak więc spekuluje się, że rejon ten pełnił kluczową rolę w historii rolnictwa.

Przypisy

  1. ↑ Sandra Scham, „The World’s First Temple” – streszczenie artykułu z amerykańskiego magazynu „Archeology” (Volume 61, Nov/Dec 2008)
  2. ↑ Heun i in., Site of Einkorn Wheat Domestication Identified by DNA Fingerprinting, Science, 278 (1997) 1312-1314.

(powiększ)

Osobom wychowanym w światopoglądzie chrześcijańskim nie jest łatwo interpretować wiele zjawisk i odkryć. Rozciąga się to na wiele dziedzin życia – a bierze się stąd że ludzie wychowani w kanonie chrześcijańskim nie rozpoznają struktur i wzorców oczywistych dla innych ludzi – ich wychowanie i wiedza mają charakter wybiórczy. Przede wszystkim odseparowano ich i konsekwentnie w procesie edukacyjnym separuje się ich nadal od wiedzy ezoterycznej i magicznej, od symboliki Kabały , symboliki numerologicznej i wszelkich strukturalnych pojęć związanych ze starożytną wiedzą i wiarą – POGAŃSKĄ. Stąd możliwe są tak kuriozalne przeoczenia i i błędy analityczne i interpretacyjne całych środowisk naukowych – jak na przykład archeologów w sprawie Świątyni Pępka Świata położonej na Wzgórzu Brzucha. Jest to świątynia Wiary Przyrody w sposób oczywisty. Już fakt stworzenia budowli owalnych czy też idealnie okrągłych (pierścień) powinny nasuwać wniosek, że mamy tutaj odwzorowanie boskiego Jaja-Kłódzi czyli Owalu-Uwalu-Warze (Owalo-Kuteż-War, Awalokiteśwara), w którym Uwiłte zostało Światło Świata, a który następnie znalazło swoją replikę i znajduje do dzisiaj w wielkanocnych jajach-pisankach, opisanych Wzorem Świata.Mamy tu zatem Owal-Kłódź, czyli Pąp Świata, a więc świątynię Światła Świata.

Gdyby to nie wystarczało należy pójść dalej – każda owalna budowla z dotychczas odkopanych składa się bowiem z dwóch centralnych filarów – są to nie tylko filary podtrzymujące strop lecz także symbole  in-yang – czyli Wielkiego Działu Wszego Świata, Pierwszego Działu – na Białoboga i Czarnoboga – podstawowe siły dzielące Wszechświat czy też RzeczyIstność.

Jeśli to jeszcze za mało do pełniejszej interpretacji to przyjrzyjmy się słupom w bocznych ścianach budowli – w każdym owalu jest ich Osiem – czyż to nie oczywiste, że mamy tu Słupy Ośmiu Żywiołów? Oczywiście dla chrześcijańskiego uczonego nic z tego nie będzie oczywiste, ponieważ on w ogóle nie patrzy na świat poprzez pryzmat znaczeń magicznych – kodów przyrodzonych właściwych Przyrodzie.

Na koniec wreszcie jakby tego wszystkiego było mało mamy tu na słupach płaskorzeźby zwierzęce. Czasem jest to pojedyncze zwierzę a czasami kompleks. Gdyby naukowcy parający się rozwiązaniem tych zagadek patrzyli na świat magicznie i kodystycznie i symbolicznie poprzez pryzmat Wiary Pogańskiej od razu powiązaliby te zwierzęta na słupach z poszczególnymi Żywiołami. Mało tego nie pisali by takich głupstw jak pod tym obrazem w anglojęzycznej Wikipedii:

Monolith with bull, fox, and crane in low relief

(powiększ)

Tutaj wyraźnie widać trzy poziomy zwierzęce związane z tym słupem, ale żeby to łatwo zinterpretować trzeba być praktykującym poganinem człowiekiem wyznającym wielobóstwo i Wiarę Przyrody.  Mamy tutaj symboliczne emanacje boga któremu poświęcony jest słup nie w żadnych totemach jak bajają od 200 lat uczeni chrześcijańscy, lecz w konkretnych bytach żywych – tu konkretnie w zwierzętach istniejących w świecie Przyrody Matki Ziemi. Na obrazie widać wyraźnie ssaka – duże zwierzę na górze – gada – środkowy poziom i ptaka. Ssak to byk, gad – któraś z jaszczurek – być może Salamandra – jeśli zwierzę górne jest Bykiem, a ptak to bocian – ptak królewski (ang. stork – Ptak symbol Białego Lądu – Europy – Ptak Królewski rodu pierwszych królów Pierwopalcych – Pirsztuków – których pamięć przechowała mitologia bałtyjska – Pir – piorunowych – Starków – Gwieździstych i Palczastych, bo stork – po staropolsku palec (stercze i przyrodzenie do dzisiaj i sterczeć – wystawać prosto). Stork – bocian a nie crane – żuraw.

Na dodatek należałoby nawiązać nazwę wzgórza do Wiary Przyrody – czyli do Wedy Indyjskiej lub Gadhby Zoroastryjskiej – jeśli się już nie potrafi wykonać rewolucyjnego zabiegu i sięgnąć wprost do prasłowiańskiego (scyto-indo-słowiańskiego czyli aryjskiego) źródła, bo komuś nie starcza wyobraźni na taki zabieg. Wtedy dowiemy się , że istniało pojęcie Głębi – Pierw Maci, z którego się wywodzi pojęcie Wątpi -Wnętrzności, a więc Wspóry-Świata (wątpi, czyli kiszek, z których wróżono jeszcze w świątyniach starożytnej Grecji). My, Rodzimowiercy, wiemy także o istnieniu tak zwanej Księgi Głębi – którą bułgarscy Bogomilcy przechowali  i spisali i zwali ją Księgą Gołubią (Głębi i Niebios – bo gołąb ptak niebieski-siny – o identyfikacji koloru niebieskiego i sinego pisze K. Moszyński w KLS). Zatem pojęcie w języku tureckim Gobekli – brzuch , wybrzuszenie to inaczej głąb-wnętrze-wątpia (jak głąb w kapuście). Mamy więc tutaj Wzgórze Głąbi-Pierw Maci, Wielkiej Macierzy – a potwierdza to także kurdyjska nazwa wzgórza z zupełnie innej strony – Giri Navoke. Giri – wiadomo po słowiańsku góra, ale znamy wszyscy konotacje góry – góra to także miejsce gorzejące – giri-grzati – goreć, grzać, gorący, ognisty – zatem mamy tutaj Wzgórze Ognia ale Nawne (Navoke) – czyli Naw Piekła z jej Górą Ognia wewnętrznego – podziemnego – jest to odwrotność Góry Światła Świata – Wierchu Weli – jego żeńska wersja (odwrócona) – Naw Nawi – Pierw Nica. A więc byłaby to Świątynia Światła Świata, ale z epoki kultu Matki Matek – Wielkiej Macierzy poprzedzającego kult Ojca Ojców – kultu Pierw Nicy (Ciemności).

(powiększ)

Na tym obrazku w muzeum w Urfie widać wyraźnie figury identyczne jak nasza ze Ślęży , którą uczeni chrześcijańscy z Niemiec określili jako Świnię. Oczywiście to nie żadna świnia tylko Niedźwiedź, ale w tym miejscu zastanówmy się nad czym innym – Czy istnieje związek między tymi dwoma wyobrażeniami z odległych dosyć miejsc kontynentu? Wyobrażenia wykute w kamieniu na Ślęży i tutaj są identyczne – wydaje się zatem, że tak . A więc czy wyobrażenie na Ślężę przeniósł w ciągu kulturowym i w wędrówce po kontynencie lud tej samej krwi w kolejnym pokoleniu? Czy na pewno prawidłowo datowana jest figura na Ślęży czy też datuje się ją – jak to kamień którego nie da się zbadać metodą c14 – pi razy oko – na taki a taki czas – związany z Celtami, bo co innego „uczonym” do głowy nie przyszło – a już najmniej fakt, że zasiedlenie tego terenu przez ludzi o haplogrupie R1a1 datuje się na na 5000 rok p.n.e. Należy zadać też inne pytanie – czy na terenie Anatolii występowały rzeczywiście w okresie 9000 p.n.e. dziki, żubry i niedźwiedzie? A może ich wizerunki przyniesiono z ziemi scytyjskiej – z północy z Wharatu – Gór Harskich i Ślęży?

Słup Jaszczurczy czy też Smoczy? Pod wypukłym Smokiem-Ażdachem skierowanym w dół, płaskorzeźba  Dzika!

Oto tłumaczenie fragmentu  anglojęzycznej wersji opisu Wzgórza Brzucha i Świątyni Pępka Świata.

Göbekli Tepe jest najstarszym znanym  stworzonym przez Człowieka kompleksem religijnym. Kompleks położony na wzgórzu, zawiera 20 okrągłych struktur, które zostały zasypane piaskami, z których cztery zostały odkopane po roku 1999. Każda okrągła (owalna)  struktura ma średnicę od 10 do 30 metrów. Wszystkie są ozdobione masą, głównie T-kształtnych, filarów wapiennych, które są najbardziej uderzającą cechą tych budowli. Płyty wapienne były wydobywane z dołów Bedrock położonych około 100 metrów (330 stóp) od wzgórza,  przez  robotników – kamieniarzy i transportowane pod górę, gdzie budowniczy układali te neolityczne krzemienne konstrukcje. Większość znalezionych narzędzi to narzędzia krzemienne wykonane na miejscu w Byblos i Nemrik. Trudno uwierzyć, że ludzie epoki neolitu byli w stanie przy pomocy tak prymitywnych narzędzi i środków transportu wydobywać krzemień i rzeźbić go precyzyjnie, transportować pod górę i wznieść w powietrze tak masywne filary. Odkrycie to zdumiewa do dziś ​​archeologiczny świat, jako że przyjmuje się, że tego typu dzieło wymaga zawrotnej liczby ludzi i wysokiej organizacji społecznej oraz wiedzy pozwalajacej już 12 – 14.000 lat temu wznosić takie budowle sklepione na kamiennych słupach. [10]

Dwa filary znajdują się w centrum każdego koła. Były one przeznaczone do wsparcia dachu. Dookoła znajduje się osiem filarów równomiernie rozmieszczonych wokół ścian pomieszczenia. Przestrzenie między filarami są wyłożone nieobrobionym  kamieniem i są  tu umieszczone między filarami wzdłuż ścian kamienne ławy pomiędzy każdą z par filarów. [11]

Wiele z tych filarów jest ozdobionych rzeźbami wypukłymi i płaskorzeźbami zwierząt oraz abstrakcyjnymi tajemniczymi piktogramami. Piktogramy stanowią powszechnie zrozumiałe symbole sakralne, używane przez Człowieka już od czasów malowideł naskalnych w jaskiniach neolitycznych w innych miejscach Eurazji. Reliefy przedstawiają lwy, byki, dziki, lisy, gazele, osły, węże i ​​inne gady, owady, pajęczaki, i ptaki, zwłaszcza sępy. (W  czasie gdy wybudowano świątynię ziemia wokół znajdowała się w klimacie bardziej umiarkowanym i pełna była roślinności i zwierząt z tejże strefy. To uprawa ziemi miała spowodować zdaniem naukowców degradację ziemi i zamieniła ją w kurzową glebę półpustynną jaką widzimy dfzisiaj. [8] Sępy również stanowią istotny element Ikonografii w neolitycznych obiektach w  Çatalhöyük i Jerycho. Uważa się, że na początku neolitycznej kultury w Anatolii i na Bliskim Wschodzie zwłoki zmarłego były celowo wystawione w celu oczyszczenia przez sępy i inne ptaki jedzące padlinę. Głowę zmarłego czasami usuwano i konserwowano, oraz trzymano osobno – w domach jako znak kultu przodków.) [12]. Jest to wzorzec, pierwsze takie pochówki dla ciała po odejściu duszy do nieba – te formy rozwinięte praktykuje się do dzisiaj wśród buddystów tybetańskich i wyznawców zoroastryzmu w Indiach. [13 ]

W Świątyni Pępka na Wzgórzu Brzucha w Göbekli Tepe, w zasadzie nie spotyka się przedstawień postaci humanoidalnych, ale jest ich tutaj kilka – są to rzeźbione postacie nagiej kobiety postawione frontalnie w pozycji skurczonej. Odkrywca -  Schmidt przyrównuje jedo „Wenus figur accueillante” znalezionych w neolitycznej północnej Afryce. Niektóre z filarów w kształcie litery T wyobrażać mają ludzkie ramiona co wskazywałoby że są to stylizowane ciała  ludzkie lub postacie antropomorficzne bogów. Szerszy  kamień na szczycie filarów w kształcie litery T ma symbolizować głowę.

Masywna sekwencja warstw stratyfikacji sugeruje kilka tysiącleci działalności, być może warstwy te sięgają do mezolitu. Najstarsza warstwa zakładzinowa (poziom III) zawiera monolityczne filary połączone przez grube ściany tworzące okrągłe lub owalne struktury. Cztery takie budynki zostały odkryte, o średnicy między 10-30 metrów 33-98 stóp). Badania geofizyczne wskazują na istnienie 16 dodatkowych struktur.

Warstwa II, datowana na Pre-Pottery Neolithic B ust PPNB) ust 7500-6000 pne), ujawniła kilka sąsiednich prostokątnych budowli z podłogami z polerowanego wapna, przypominających rzymskie podłogi z lastryko. Najnowsza warstwa składa się z osadów zdeponowanych w wyniku działalności rolniczej.

Widać tu dobrze rozmieszczenie elementów wewnętrznych jak również ideę Pępka – czyli kręgów poświęconych wszystkim Żywiołom i Mocom – według mnie powinno zostać odkopanych nie 20 (chociaż to także jest możliwe bo to Żywioły i Moce razem wzięte – bez najwyższego Kręgu Kirów, Działu Działów i Boga Bogów) a  26 świątyń, a może także i dwudziesta siódma – Boga Bogów – Światła Świata

Oto artykuł – z 2008 roku ze strony INFRA

: link - http://infra.org.pl/historia-/zakazana-archeologia/495-goebekli-tepe-prawdziwa-kolebka-cywilizacji.html

Göbekli Tepe: Prawdziwa kolebka cywilizacji

wtorek, 02 grudnia 2008 17:13
Odkryty kilkadziesiąt lat temu na tureckim wzgórzu Göbekli Tepe kompleks świątynny okazuje się być jednym z największych archeologicznych odkryć, swym wiekiem o kilka tysięcy lat przewyższając najstarsze pozostałości cywilizacji ludzkiej. Dotychczas zbadano tylko kilka procent jego powierzchni. Naukowcy przyznają, że to nie ostatnie odkrycie mogące przyczynić się do uznania nowej historii człowieka.

Klaus Schmidt jako dziecko, zwiedzał niemieckie jaskinie w poszukiwaniu prehistorycznych malunków. 30 lat później, jako reprezentant Niemieckiego Instytutu Archeologicznego, odnalazł coś, co uznane zostało za znacznie starsze niż szacowany wedle oficjalnej nauki wiek najstarszych pozostałości starożytnych cywilizacji. 

- To miejsce jest jak supernowa – mówi Schmidt stojąc na wzgórzu leżącym w odległości ponad 55 km od granicy turecko-syryjskiej. Kiedy zobaczyłem je po raz pierwszy – wspomina, wiedziałem tylko dwie rzeczy: albo odejść stąd i nikomu o tym nie mówić, albo spędzić w tym miejscu resztę życia.

Gdzieś przed nim rozpoczyna się Nizina Mezopotamska – miejsca uważanego za kolebkę cywilizacji, której miasta odkryto w latach 60-tych, świątynia na wzgórzu Gobekli Tepe (Górze Brzucha lub Górze Pępka), przewyższa wiekiem o kilka tysięcy lat.

Wszystko wskazuje na to, iż kompleks o powierzchni 9 hektarów (z czego dotychczas zbadano kilka procent), użytkowany był przez kilkanaście stuleci. Najstarsza część zawiera monolityczne filary połączone ścianami i formującymi okrągłe lub owalne struktury. Jak na razie odkryto cztery tego typu budowle o średnicy od 10 do 30 m. Badania wskazują, że w sumie może ich się tam znajdować ok. 20. W ich wnętrzu umieszczano wapienne kamienie o wysokości do 7 m i masie do 50 ton.

Fragment świątyni w Gobeliki Tepe z rzeźbami w kształcie litery „T”

To, co czyni to znalezisko unikatowym to zarówno zdobiące ruiny płaskorzeźby (wyobrażenia m.in. dzików, lisów, żubrów, węży i skorpionów, a także bliżej niezidentyfikowanych stworzeń) oraz jego wiek. Gobekli Tepe według naukowców powstało ok. 9500 p.n.e., co oznacza, że jest o 5.500 lat starsze niż pierwsze miasta Mezopotamii i 7000 lat swym wiekiem przewyższa Stonehenge.

Naukowcy uważają jednak, iż budowla ta jest dziełem ludu nie znającego jeszcze uprawy roli, choć zamieszkującego w wioskach. Czy mają rację?

- Wszyscy uważają, iż jedynie rozwinięte, zhierarchizowane cywilizacje mogą zbudować coś równie monumentalnego i to dopiero po odkryciu rolnictwa – mówi Ian Hodder z Uniwersytetu Stanford, który od 1993 roku kierował pracami wykopaliskowymi w Catalhoyuk (uważanym za najstarszą osadę na świecie). Gobekli zmieniło wszystko. Jego skomplikowanie, kompleksowy charakter oraz fakt, iż powstało w okresie, kiedy nie znano jeszcze rolnictwa, czyni je jednym z najważniejszych w historii odkryć archeologicznych.

Lud, który wzniósł świątynię nadal pozostaje nieznany. Niektórzy uważają, że miejsce to było centrum kultu płodności, wnioskując to z faktu, iż w każdej okrągłej budowli znajdują się dwa wysokie kamienie mające reprezentować kobietę i mężczyznę.

Gobekli Tepe zdobią liczne płaskorzeźby. Badacze zasugerowali nawet, iż jego twórcy byli bliscy stworzenia pisma, gdyż niektóre wyryte na kamieniach symbole wydawały się układać w logiczny ciąg znaków

Schmidt podchodzi do tej teorii jednak ze sceptycyzmem. Zgadza się, iż Gobekli Tepe mogło być „ostatnim z bastionów ludzi prowadzących na wpół-osiadły tryb życia, który miał już odchodzić w niepamięć”, wskazując na fakt, iż to jego twórcom zawdzięczamy perfekcyjny stan tego miejsca, ponieważ to oni pokryli je tonami ziemi, jak gdyby dawny świat stracił zupełnie dla nich znaczenie.

Miejsce to ponadto pozbawione jest jakichkolwiek symboli płodności, które odnajdowano w innych neolitycznych pozostałościach. Posągi w kształcie litery „T”, przedstawiające ludzi, prezentowane są jako bezpłciowe.

- Myślę, że mamy tu do czynienia, z najwcześniejszymi wyobrażeniami bogów – mówi Schmidt. Nie mają oczu, ust, twarzy, mają za to ramiona i ręce. Są stworzycielami. Według mnie, ludzie, którzy wykuli je z kamienia, zadawali sobie odwieczne pytanie: Czym jest Wszechświat? Kim my jesteśmy?

Ponieważ w pobliżu świątyni nie natrafiono na ślady domostw, Schmidt uważa, że szczyt wzgórza był miejscem pielgrzymek ludzi z regionu. Zauważa, iż dwa najwyższe kamienie skierowane są na południowy-wschód, jak gdyby patrząc na niziny, które usiane są innymi archeologicznymi znaleziskami, o nie mniejszej niż Gobekli Tepe.

Przykładem tego może być znalezisko francuskich archeologów w Djade al-Mughara w północnej części Syrii, którzy natrafili na najstarsze na świecie malowidło.

- Tworzą je dwa metry kwadratowe geometrycznych figur w kolorach czerwonym, czarnym i białym. Przypominają troche obrazy Paula Klee – stwierdził Eric Coqueugniot, kierujący tymi pracami.

Francuz zauważa też, że wykopaliska w regionie Gobekli Tepe wciąż znajdują się w powijakach.

- Pewnego dnia ktoś dokonać tam może jeszcze bardziej dramatycznego odkrycia – dodaje.

Dyrektor prac wykopaliskowych nad Tygrysem, Vecihi Ozkaya wątpili, iż tysiące kamiennych naczyń, jakie odnalazł od 2001 roku w liczących sobie 11.500 lat grobach mogą mieć podobne znaczenie. Mimo to, jego znaleziska wywołują emocje w Uniwersytecie Dicle w Diarbakirze.

- Patrzcie na to – mówi, wskazując na fotografię figury ukazującej pół-człowieka pół-lwa. To sfinks. Tysiące lat starszy od egipskiego.

Czy nie pora spojrzeć inaczej na narodziny ludzkiej cywilizacji, analizując to, co dotychczas konserwatywnym naukowcom wydawało się być „niewygodnymi dowodami”?

Z Duchem Przemian

Posted in przyroda, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, sztuka, Słowianie by bialczynski on 2 Sierpień 2012

Spotkanie ludzi pragnących uchwycić rytm przemian – jakie niesie rok 2012

Masyw Ślęży jest przystanią, z której odpływa ARKA NOVEGO. Zapraszamy na pokład! 

Moc Góry – Słowiańskie Klimaty – Bratnie Dusze

1 – 2 września 2012 ośrodek Mieszko i Jagienka na przełęczy Tąpadła w Masywie Ślęży.

Recepcja czynna 1 września, sobota, od godziny 10.00

Oficjalne rozpoczęcie spotkania – sobota, godzina 18.00

w Programie

sobota 18.00 – część multimedialna w sali:

- prezentacja ogólna organizatorów

- Słowiański rodowód – Marek Wójtowicz

- prezentacja mechanizmu końca czasów – Marek Wójtowicz

- TRYWID – wizja nadchodzących przemian w artystycznym ujęciu Joanny Maciejowskiej i Marka Wójtowicza

- PRZEDNOVEK NOVEGO – Tadeusz Owsianko

21.00 – Przy ognisku

- spotkanie z uczestnikami wyprawy do Gwatemali – relacje ze spotkania z Don Alejandro – najwyższym przywódcą duchowym Majów i Indian Obu Ameryk

- rozmowy i spotkania indywidualne

A to wszystko przy oryginalnych rytmach grupy Miano z Wrocławia.

niedziela 8.00

- Otwarcie wystawy obrazów Joanny Maciejowskiej – wystawa będzie czynna do godziny 15.00

- 9.00 śniadanie przy wspólnym stole

10.30 wyjście w góry

15.00 pożegnanie

gościem specjalnym spotkania będzie Czesław Białczyński – autor Mitologii Słowian.

Koszty:

- uczestnictwo                  – 20 zł

- nocleg w pokoju 2-3. osobowym z łazienką     – 60 zł od osoby (miejsc 30)

- nocleg w domku 12. osobowym                               – 40 zł (40 miejsc w domkach)

- śniadanie                        -  20 zł

Prosimy o zgłoszenia rezerwacyjne przez Internet, na adres: ssss.staredrzewa@gmail.com

Otrzymacie Państwo zwrotnie potwierdzenie rezerwacji. Opłata będzie pobierana na miejscu.

Ilość miejsc ograniczona  – decyduje kolejność zgłoszeń!  Na terenie ośrodka nie ma zgody na biwakowanie.

Prosimy o radosne stroje.

DOJAZD

z dworca PKS  we Wrocławiu

POLBUSEM 512 ze stanowiska nr 6

w godzinach 7.40, 9.20, 13.10. Bilety u kierowcy.

Zespół organizacyjny: Joanna Maciejowska, Katarzyna Łuczak, Tadeusz Owsianko, Marek Wójtowicz

Informujemy także że ruszyła strona internetowa naszego wydawnictwa Slovianskie Slovo: http://slovianskieslovo.pl/

Znajdziecie tam także informacje o planowanych spotkaniach,wydawanych książkach, subskrybcjach i innych wydarzeniach

Absolutnie pogańska wizja Nowej Ziemi – Wielka Zmiana na poczatek IO 2012 w Londynie

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, sztuka by bialczynski on 29 Lipiec 2012

Wierch Weli z Drzewem Świata-Kłódzią – symbolizowany w Wierze Przyrody na Ziemi  przez Kopiec Bogów z Drzewem (mam nadzieję, że nikt nie jest się tutaj w stanie dopatrzyć Drzewa Dobrego i Złego z którego jakiś tam Adam miał zjeść nieopatrznie jabłko pod wpływem „grzesznej kobiety” Pierwszej – Ewy .)

To było szokujące i fantastyczne widowisko, choć dla niewtajemniczonych czy też nazwijmy ich  po prostu zbyt pogrążonych w materializmie i przyziemności  lub posiadających zbyt małą wiedzę na temat ludzkiej duchowości i wiary przyrody, niezrozumiałe i nudne. Jakość godna Oscara, myśl wyprzedzająca epokę, a myślenie polskich decydentów kulturalno-państwowych na temat widowiska otwarcia imprezy o światowej randze (vide Euro 2012) o 10 epok.

Scena na tle kopca

Oto tytuł i fragment angielskiego artykułu z 28 lipca :

London 2012 Olympics: Opening Ceremony to start with anarchic pastoral vision of GB’s green and pleasant land

The London 2012 opening ceremony will start with an anarchic pastoral vision of Britain’s green and pleasant land, featuring real animals, fake rain, a mosh-pit in tribute to the Glastonbury Festival and a ‚posh-pit’ summoning the spirit of the Last Night of the Proms.

Projekt scenografii z kopcem jako centralnym elementem widowiska

Anarchiczne widowisko jak określa autor notatki i pastoralne – co znaczy nie tylko pasterskie czy sielankowe, ale z przesłaniem boskim  – „Anarchistyczna (anarchiczna) wizja Zielonej Brytanii z boskim przesłaniem. Rozkoszne widoki zaopatrzone prawdziwą zwierzyną, sztucznym deszczem…”

Scena zielono-niebieska

 Już oficjalna recenzja Telegraph przeznaczona przecież dla wszystkich czytelników, nie tylko dla  tych zdolnych przeniknąć przez wszystkie poziomy do ostatniego ukrytego dna przekazu jaki niosło widowisko  ma swoją wymowę. Kolejne obrazy i tempo ich zmiany , stopień komplikacji i nakładająca się wzajemnie symbolika korelująca w rożnych płaszczyznach przekazu i kontekstach znaczeń sprawiły, że był to prawdziwie kodystyczny spektakl iluminoart-wizja – luksofoniczna (świetlno-dźwiękowa) euforia barwno-dźwiękowo-znaczeniowa.

Trójkąty równoboczne – podział na 12 sektorów = 12 Mocy Wszechświata – Znaków Zodiaku – scena fioletowo purpurowa

Symbolika pogańska  – Wiary Przyrody – wiary bardzo mocnej na Wyspach o czym powszechnie wiadomo – wprost przepajała całe to widowisko. Widzieliśmy liczne odniesienia do świata magii, czarowną i czarowską, wręcz okultystyczną  poetykę całości i poszczególnych scen oraz pojawiające się na obrazach z lotu ptaka mistyczne symbole takie jak trzy schodzące się drogi, gwiazda, krzyż równoramienny i wiele innych . Kilkakrotnie pojawiał się także symbol rewolucji lat 60-tych XX wieku – pacyfa, symbol który obchodzi 50 lecie swojego istnienia w tym roku właśnie, a który oznacza również nawiązanie ponownej więzi między światem Wschodu i Zachodu, między wiedzą Wed i starożytnych religii Babilonu a kulturą Zachodnią, powrót do jedności i całkowitą zmianę priorytetów  zbiorowych i indywidualnych – jest wprost manifestacją hasła Turn off, czyli odejścia od wyścigu szczurów i dorabiania się, do świata rozwoju duchowego i pogłębiania świadomości.

Ludzie , zwierzęta i rośliny – landscape, ale przede wszystkim Jedność Człowieka z Przyrodą – zupełnie nowa jakość w myśleniu o komercji, rozrywce masowej i sporcie, o widowisku otwarcia największej na Świecie imprezy.

Przez cały czas widowiska zwieńczał je i „ustawiał” we właściwej perspektywie duchowej główny element scenograficzny na płycie stadionu  będący jednocześnie głównym symbolem Wiar Rodzimych całego świata, wiar  pogańskiech -  symbol Wierchu Weli  czyli Góry Świata (Góry Kara, Hara Berezati – Gry Brzeżnej, czy Góry Welańskiej, Wawelskiej – Onawielnej Góry, Góry Meru – Mahameru, Sumeru, Axis Mundi) z Drzewem Drzew na owym Wierchu, która to góra jest na Ziemi materializowana w postaci  usypanego ręką człowieka sztucznego lecz ziemnego, poświęconego bogom kopca (lub kamiennej piramidy – tutaj imitacja Kopca Glastonbury, która równie dobrze mogłaby być imitacją Kopca Kraka czy Kopca Sandomierskiego lub Kopca Przemyskiego lub Góry Kałdus, Góry Bogit, Góry Kogajon, Góry Olimp, Góry CzARY-Arkaim, lub Góry ARA-RAt, Góry Bugarach, Mahasthargar, Góry Brzucha – Gobekli Tepe lub choćby Wzgórza L’ARK-Hill [Stonehenge],  czy  każdej słowiańskiej góry świętej – bugryszcza,  czy innej świętej góry Wiary Przyrodzonej). Z symbolicznego kopca wyrastał dąb , zwieńczające Górę Świata  Drzewo Świata – Drzewo Drzew – jego Podpora. Drugą scenograficzna dominantę stanowił ring – koło – owal stadionu – Owal Światła Świata (Boskiej Jajo) – Owal Koliba – Owal Kłódź Światła – Koło Bogów – Koło Światła Świata – zmienne , barwne a wreszcie w finale eksplodujące WPROST OGNIEM I ŚWIATŁEM – Światłem Świata.

Koło Bogów – Światło Świata

Szkoda zresztą słów, by opisywać to co się działo, lepiej zobaczcie to sami w obrazach. Oczywiście polskie media traktują temat płaściutko, a na portalach nie znajdziecie obrazka z pacykfą. Może jeszcze się pojawią? Jakoś wątpię. To typowa dla polskich dziennikarzy i i właścicieli mediów masowych w naszym kraju ignorancja – brak wiedzy, brak aparatu do komentarza na odpowiednim poziomie – co jak  widać w Wielkiej Brytanii potrafi pierwszy dziennikarz z brzegu.

Pierścień – Koło Bogów – jak w rzymskim Koloseum

Do mnie szczególnie mocno przemówił głęboko symboliczny  moment, kiedy ubrana na niebiesko wyniosła postać kobieca recytowała hymn a wokoło toczył się spektakl Słońca i Ognia – był to oczywisty symbol Żywiołów a w tym najwyższego Żywiołu Nieba i Pani Niebieskiej – Bogini Dany-Dawany,  Daby-Dobrej, czyli Dażbogi – znanej chrześcijanom a szczególnie katolikom i prawosławnym (a więc głównie Słowianom) jako Matka Boska. Tę właśnie boginię czczono wcześniej szczególnie w Słowiańszczyźnie za czasów Wiary Przyrody  – i my czcimy ją dzisiaj – i tak zostało do dzisiaj pomiędzy słowiańskim ludem mimo zmiany przez większość religii na inną. Także wśród katolików szczególnie się ją czci, choć oni nie wiedzą dlaczego.

Nacisk na Przyrodę w całym spektaklu, obecność roślin i zwierząt nadały nowej jakości temu niesłychanemu  widowisku – było to nie wymuszone, naturalne – a jednak  musiało być pod względem realizacyjnym niewyobrażalnie trudne.

Taniec Słońca – Ogniki – Ist boski wcielany przez słońce w Dusze

Światło – oczywiste że w trakcie Wielkiej Zmiany jaką właśnie przechodzimy na Ziemi główny akcent i siła wyrazu musiały się skupić w świetle i wypłynąć ze światła – nadchodzi przecież Jasność – właściwie już jest. I rzeczywiście to znalazło wspaniałe odbicie w spektaklu. Wreszcie zobaczyłem taką realizację gry światłem i obiegu światła w okręgu, która stworzyła jakość świetlnej symfonii toczącej się nieustannie naprzód. Stadion był jak nowy instrument łączący światło i muzykę-dźwięk – luxofon.

Taniec  Słońca

Po raz pierwszy, i to od razu w tak dużej skali, widziałem realizację teatralną sztuki kodystycznej. Na czym to polegało? Spektakl na scenie miał swój własny dramaturgiczny sens wynikający z interakcji postaci np. demonów i małych dzieci i pielęgniarek kładących je do snu, ale nie był to sens jedyny lecz jeden z wielu sensów jakie powstawały w innych płaszczyznach akcji i odbioru.

Wypisz wymaluj nasza Licho – czyli realizacja mojej wizji tej postaci – tutaj do Harrego Pottera i sceny z pielęgniarkami – nomen omen dla Brytyjczyków ich Służba Zdrowia to duma narodowa – odpowiedzcie sobie czym jest dla nas – chyba takim koszmarem jak widziana tutaj postać Licho – koszmarem dokładnie tego rozmiaru co ta postać.

Z lotu ptaka bowiem ta sama scena i akcja miała swój odrębny obraz wynikający z układu scenograficznego, był to obraz odmienny, dynamiczny, który przekształcał się w symbole widzialne w kole stadionu – obraz jak kalejdoskop, jak ruchoma mandala – symbole te nie tylko ewoluowały, ale i tworzyły kontekst do akcji scenicznej.

Symbol Koła, Węża, Żółwia, Drogi, Żywota – wiodącego do Bogów – Góry Świata – w trakcie prac przygotowawczych – znów widać podział na 12 Mocy – zielonych płaszczyzn trawy w Owalu – 13 jest sam Kopiec-Góra Świata

Zakończenie opisanej tutaj sekwencji z pielęgniarkami układającymi do snu dzieci pojawieniem się olbrzymiego „białego bobasa” to już prawdziwy majstersztyk. „Biały Bobas”  widziany z dużej wysokości leży na kołysce stworzonej przez dzieci, łóżka i pielęgniarki.

Biały Bobas i falująca kołderka oraz fragment utworzonej z łóżek, dzieci, i pielęgniarek kołyski – z lotu ptaka to jest łódź z żaglem

Jest to przy tym obraz na tyle symboliczny, że łatwo było w nim można odczytać także nie kołyskę lecz łódź. Kto chce zobaczy tam kadłub łodzi a Biały Bobas w białej powiewającej kołderce stanowi dla tej łodzi biały żagiel, kołderka Bobasa wyraźnie falowała, tak jak żagiel nadymany wiatrem.

Sielskość – gaik na pierwszym planie

Całe to widowisko jest dla mnie Znakiem Nowego Początku  – Narodziny Novego i Łódź Osta- Istu w jednym obrazie i do tego puenta sekwencji aktorskiej, a to wszystko jako mandala wpisana w Koło Stadionu podzielone na Dwanaście Sektorów – 12 Mocy, które sprawują „rządy” nad Człowiekiem i Żywymi Istotami Ziemi – Koło Bogów ucieleśnione w widowisku publicznym emitowanym do miliardów widzów.

Kwiat Paproci – zakwita w Londynie 27 07 2012 roku

Jest to spełnienie idei zawartej przeze mnie w książce „Nowe Przygody Baltazara Gąbki – Na tropie Czarnej Dziury” – oczywisty przekaz dla Całej Ludzkości – jak tam w powieści poprzez pokazanie cudu, czyli kwitnącego Kwiatu Paproci – na miliardy ekranów telewizorów na całej Ziemi.

Gaja-Ziemia i Gaiki-Maiki

Widowisko niosło wspaniały przekaz na temat Przyrody – dodatkowy wątek o symbiozie człowieka i przyrody, o harmonii o tym co nazywamy ładnością – ułożeniem Świata. To wszystko zaś skąpane w muzyce światła i muzyce rzeczywistej – naprawdę przeszło to moje najśmielsze oczekiwania, było jak spełnienie na jawie snu z wczesnej młodości .

Kwiat Paproci w pełnym ognistym rozkwicie (utrwalony po wsze czasy w filmach i na tej fotografii)

Nie spodziewałem się takiej materializacji Wielkiej Zmiany – To była esencja pogaństwa, esencja Wiary Przyrody. Dla mnie jest to absolutne potwierdzenie,  że to co ważne i wielkie dzieje się właśnie teraz i dzieje się w Europie – na obszarze pomiędzy Kijowem, Warszawą i Londynem , ale też pomiędzy Atenami i Madrytem, pomiędzy starożytnymi korzeniami kontynentu Euroazji i jego kultur oraz pomiędzy współczesnością która trzeszczy w szwach.

Gaja-Matka Ziemia i Matka Przyroda-Rodżana

To charakterystyczne dla Wielkiej Zmiany Rzeczy Istności – dla zwrotu Świata ku Wzorcowi – co się na naszych oczach  dokonuje – zjawiska które były sformalizowane i sztampowe, nudne, schematyczne, nic nie wnoszące, sztuczne i dęte  – np ceremonie otwarcia czy same Igrzyska albo Euro 2012 w piłce – stają się niezwykłe, prawdziwie wzniosłe – wnoszą w życie społeczne Nową Jakość – bo przecież chyba mamy wszyscy świadomość że tak jak Euro 2012 w Polsce i na Ukrainie było czymś niezwykłym w tej klasie imprez sportowych, czymś dużo więcej niż sport – tak i to widowisko otwarcia i te igrzyska są i będą czymś zupełnie nowej jakości – czymś innym niż wszystkie igrzyska do tej pory. Czym? – poczujemy to wszyscy i dowiemy się, kiedy się skończą.

Kopiec jeszcze bez drzewa – Drzewo w boskim zamyśle – na ekranie

Drzewo z korzeniami ląduje na Kopcu

Sielskość, symbioza człowieka i Przyrody, ptak – Gęś Biała – symbol Białego Lądu na równi z Łabędziem Białym czy Białym Bocianem (w odróżnieniu od czarnego bociana czy czarnej gęsi – symboli Czarnego Lądu – Afryki – utożsamianego też z Egiptem – Mlekomedirem)

Trójkolorowa tęcza samolotowa – Biały, Niebieski, Czerwony – to nie tylko symbole barw Wielkiej Brytanii z jej trzema krzyżami w jednym – ale także barwy wszystkich niemal słowiańskich krajów 9to opisałem dokładnie w artykule „Flagi narodowe – a barwy boskiego istu) – to symbole trzech rodzajów boskiej” krwi”.  Zachód Słońca barwi niebo i tworzy kontekst – Ist zjednoczony – złoty – żółty – dodatkowy czwarty kolor słowiańskich flag. Tak oto Świadomość określa Byt – czyli Boska moc Kosmiczna splata się z ludzkim Świadomym Pragnieniem i Ucieleśnia.

Dzwon Olimpijski – nie przypominam sobie tego symbolu z innych ceremonii- Komu on przyszedł do głowy – Ostatni Dzwonek dla Ludzkości

Symbol Trzech Dróg – Meduza – Kokarda (w środku sześcioramienny symbol Koło Życia)

Gosh – na Pacyfie (jednej z wielu tego wieczora)

Jedna z wielu Mandal w widowisku otwarcia – Światło wyrasta z centrum Pacyfy – Znaku Pokoju i Przemiany Świata

Centralny Znicz Świątyni Światła Świata – największe pogańskie zgromadzenie- tryumf Światła i Zieleni – 2012

Taniec Ognia powstaje Małe Słońce – Swarożyc

Łososiowa baśniowa Królowa Angielska Elżbieta II spada na spadochronie z helikoptera Jamesa Bonda – już widzę jak ktoś nad Wisła pozwala sobie na takie świętokradztwo – to porównywalne ze zrzuceniem Chrystusa na Krzyżu albo Jana Pawła II  w sutannie na spadochronie na Stadion Narodowy – Przepaść mentalna między ludźmi dopuszczonymi w Polsce do tworzenia „kultury” przez maluczkich polityków (w istocie politykierków) – jest tutaj widoczna gołym okiem. Jest jak policzek dla nas wsyztskich – coś co koniecznie musimy zmienić – Odsunąć od żłobów tych marnych ludzi „autorytety” religii, polityki i kultury

I w chwilę  później Elżbieta II żywa materializuje się na trybunie honorowej – siwiuteńka, łososiowa, dokładnie ucieleśnienie wszystkich baśniowych królowych wszechczasów

Tymczasem, po krótkim powitaniu królowej rusza dalej psychodeliczne widowisko

Pojawiają się Punkole – w przeglądzie historycznym muzyki rockowej – czy na polskim widowisku mogliby zaistnieć Punkole w takim towarzystwie jak powyżej – na równi z innymi pozytywnymi bohaterami tego wydarzenia jak choćby Paul Mc Cartney? – Na przykład w obecności naszych największych świetlanych gwiazd – pani Marszałkini, Prezydentowej, Bufetowej lub Pani Ministry? – Przecież to be-fe – panowie szlachta z ulicy Wiejskiej.

Luxofoniczne, prawdziwie multimedialne iluminowidowisko – historia muzyki – na tapecie punk rock i Prodigy – nie do pomyślenia w Polsce – takich lichych, takich maluczkich mamy na szczyty wywindowanych w naszym, NASZYM KRAJU ludzi od kulturki i decydentów – politykierków pospolitych.

A propos Licho – na chwilę wracam do niej – To Prawa Ręka Czarnej Dziury w Nowych przygodach Baltazara Gąbki – a jej poplecznicy to polska biurokracja i klasa rządząca (dlatego nie mogliście jak na razie przeczytać tej książki, zwłaszcza zaś przed Euro 2012 – tak zadecydowała wszechobecna w Polsce Cenzura – ale to się i tak stanie niebawem – będzie wydana.)

Tutaj doskonale widać jak były umieszczone punkty świetlne – jak można się domyślać LEDy – Licho na ich tle

Realizacja sztuki i idei Bkack Blue Art – przez brytyjskich Blackblueardów w trakcie widowiska otwarcia Olimpiady 2012 – sceny blackblueardowskie powtarzały się kilkakrotnie – tak samo jak pacyfa i nawiązania do idei Zielonych – Green Peace

Black Blue Art – Góra światła – Pąk – Pąp Ródzi – rodzi się Kwiat Paproci

Niestety muszę kończyć ten przegląd obrazów – mógłbym go ciągnąć w nieskończoność wydobywając coraz to nowe symbole i znaki – jak choćby pięcioramienna czerwona gwiazda która też tam też była, ale wszystko dobre – co się kończy – więc kończę dominantą – kwiecistym kopcem symbolem Góry Bogów – Wierchu Weli i Wiary Przyrody

Na sam koniuszek jeszcze Pacyfa, której w relacjach fotograficznych nie mogę znaleźć jak na razie więcej, a pamiętam taką świetlistą właśnie ze spektaklu  – tutaj z innego miejsca (kto zgadnie co to za miasto?) ze święta 50 lecia – 4 kwietnia 2012

http://www.youtube.com/watch?v=FyaQzFdrP5o&feature=related

Szczęśliwa Siódemka – Siedmiu  Bogów Szczęścia

Wielki Finał – zapalenie Światła Świata – Pepek Świata – Wzgórze Bogów – Boska Góra – Pąp Rudzi – Kwiat Pąpu Rudzi-Przyrody – Kwiat Paproci -  Kula Ognia – Znicz – Swarog – Słońce – Ra – a na koniec Światło  – Oświecenie – Światło Świata – Święte Wiry Pępka Wszechświata- Najwyższej Mocy Stwórczej – Czarnej Dziury – Białego Wiru  (to wszystko z pojedynczych wniesionych przez wszystkich – WSZYSTKICH ludzi zniczy ognistych)

Tutaj całość:

http://www.youtube.com/watch?v=H2VPSjHnc2E&feature=related

 

 

Kozieradka albo Koszeradka – Boża Trawka – w kuchni (jako przyprawa i nie tylko)

Posted in kuchnia, przyroda, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie by bialczynski on 26 Lipiec 2012

Kozieradka – a właściwie Koszerada lub koszeradka nazywana bywa lekko także Bożą Trawką albo Bożym Ziółkiem. Jest to jedna z niedocenianych w polskiej kuchni roślin przyprawowych, która w kuchni sarmackiej była stosowana powszechnie.

Kupując (TERAZ – TUTAJ!)  Budujesz Wolne Media Wolnych Ludzi!

slowianic nr 2 przod

Wiele niestety takich wspaniałych wynalazków naszych przodków zagubiliśmy przez te ciągłe zawieruchy i rewolucje które nam tutaj na naszej słowiano-isto-skołockiej Nadwiślańsko – Nadodrzańsko – Naddnieprzańsko – Nadwilijsko – Nadwołżańsko – Naddunajsko – Nadłabskiej Ziemi fundowano. Środkowo-Wschodnia część Białego Lądu (Europy – mówiąc z grecka) jest od prawie już 1500 lat obszarem starcia różnych cywilizacji a głównie trzech: słowiano-indo-skołockiej (skołocki znaczy scytyjski – a ta cywilizacja to cywilizacja praindoeuropejska), staroeuropejskiej i celtycko-romańskiej.

To troszkę inne ujęcie dziejów świata jakie tutaj prezentujemy wynika z najnowszych odkryć genetyki genealogicznej (lata 2009-2012) i tego nie uczy się w szkołach podstawowych w Polsce, ale tak jest – uwierzcie mi – prawidłowiej i zdrowiej, bo sięgamy w ten sposób do naszych faktycznych  korzeni europejskich, czyli czasu kiedy tutaj przybyli nasi genetyczni przodkowie- gdzieś około do 10.000  roku p.n.e., kiedy Słowianie znaleźli się rzeczywiście nad Dunajem i Adriatykiem i skąd część ich wywędrowała potem około 5.000 p.n.e. nad Łabę, Odrę, Wisłę i Dniepr – gdy zeszły lody Wielkiego Lodowca.

Jednak nie o takich korzeniach będziemy tutaj mówić więc wracam do Koszerady – Koszeradki- Kozieradki – Ziela Bożego.

Bóg Kosy-Kosza (Splotu – Przypadku) zwany jest  w Wierze Rodzimej Słowian – Wierze Przyrodzonej, Wierze Przyrody Przeplątem lub inaczej Perepułtem-Kusym. Powiadam wam, że to ziółko nie bez powodu mu poświęcono w tychże pradawnych wierzeniach, które my w Naszej Świątyni Światła Świata uprawiamy i dzisiaj ku chwale Najwyższego.

Utrzymanie w dobrym stanie fizycznym ciała, które dano nam jako wehikuł duszy do doskonalenia naszej duchowości w życiu na Ziemi, jest naszym obowiązkiem wobec Boga. Częścią Boga jest bowiem Nasz Duch, którego Iskrę nosimy w sobie, w naszej Duszy, którego cząstką Świadomości – Światłości  jest nasza Świadomość, goszcząca poprzez organ zwany mózgiem w naszych fizycznych, ziemskich ciałach.

To skromne zioło jest darem Żywiołu Ziemi – darem Matki Ziemi i darem Bogini Mocy Siedliska – Matki Przyrody (Rodżany – Bogini Siedliska Ziemskiego – Tej Która Stoi PRZY RODZIE – Bogu Opiekunie i Ojcu Ludzkości i Narodów, a też każdego Człowieka z osobna.

Zatem skorzystajmy z tego daru Ziemi i Przyrody, który nieprzypadkowo symbolizuje Boga Odmiany – Kosza-Przepląta. „Kosz-kos” to po starosłowiańsku los.Dlaczego? Bo jak warkocz kobiety – dawniej nazywany kosą – zmienny jest. Jest splotem, splecionym z dwóch lub więcej wiązek nieci-żywota,  „drobnych” i „złych” chwil i wydarzeń. Od Przepląta  – od tego boga właśnie i jego siostrzanej żony Plątwy-Kosy, od tej Kosmiczno-Ziemskiej dwubiegunowej Mocy zależy, jak się onże los-kos-kosz dla nas układa. Sam Kosz (przedmiot – boskie narzędzie) – jaki Przepląt -Kusy i jego żona Plątwa-Kosa trzymają między sobą, jest także świetnym symbolem owego przypadkowego-losu, bo przez wikła kosza przesącza się to co ci dwoje chcą by się ku nam przesączyło, a zatrzymuje się tam w koszu to czego nam dać nie zechcą.

Zaręczam wam, że stosowana na co dzień w kuchni a także na inne sposoby używana jako zioło lecznicze, kozieradka-koszeradka (boża trawka), może odmienić los waszego ciała fizycznego, a do  zdrowotnego przewrotu – ozdrowieńczej odmiany doda też swój specjalny, niepowtarzalny smaczek  zioła naszych łąk, zioła które wielbili nasi przodkowie i używali go gdy tylko mogli.

Idźmy ich śladem i dowiedzmy się o tym zielu wszystkiego co się da.

Pochodzi z Azji Mniejszej, północno-wschodnich Indii i południowo-wschodniej Europy. Uprawiana jest obecnie w rejonach Morza Śródziemnego, Europy Środkowej, a także w Ameryce Północnej, na niewielką skalę również w Polsce.

Kozieradka znana była i ceniona przez Chińczyków, a parzona w Indiach stanowiła namiastkę kawy. W Egipcie używano jej w obrzędach religijnych. Uważano ją także za środek odmładzający i sproszkowane, wymieszane z oliwą nasiona wcierano w skórę. Była lekiem przeciwgorączkowym, obniżającym ciśnienie oraz zmniejszającym zawartość cukru we krwi. W starożytności spożywano jej sproszkowane nasiona, jako potrawę mającą ogólnie wzmacniać i pobudzać płciowo. Na Bliskim Wschodzie używano jej do tuczenia „dam haremowych”. Szczególnie ceniona była w Grecji, stąd jej nazwa przetrwała do naszych czasów jako siano greckie. Stanowiła tam lek, a także paszę dla zwierząt domowych.

Ma działanie zmiękczające, osłaniające, przeciwzapalne, odżywcze, witaminowe i mlekopędne, a także przeciwskurczowe i wykrztuśne.

Poleca się jej stosowanie w warunkach domowych na pobudzenie apetytu, przy stanach zapalnych i owrzodzeniach przewodu pokarmowego, jak również przy rekonwalescencji, zatruciach żołądkowych i jako środek osłaniający przy wiosennym niedoborze witamin w organizmie. Odwar sporządza się z łyżeczki zmielonych nasion na szklankę wody, gotując przez pół godziny. Pije się trzy razy dziennie po pół szklanki.

Jako środka tuczącego używa się sproszkowanych nasion zmieszanych w równych częściach z oliwą i miodem i przyjmuje się po łyżeczce trzy razy dziennie.

Zewnętrznie kozieradka może być używana na ropnie, przy ropnym zapaleniu skóry, czyrakach, źle gojących się ranach, owrzodzeniach żylakowych. W postaci płukanek stosuje się ją przy zapaleniu gardła lub do lewatywy przy stanach zapalnych jelita grubego.

Z Wikipedii

Kozieradka pospolita, kozieradka lekarska (Trigonella foenum-graecum L.) – gatunek rośliny zielnej z rodziny bobowatych. Inne nazwy zwyczajowe: fenegryka, greckie siano, kozioroźnik, boża trawka[2]. Łacińska nazwa foenum-graecum oznacza „greckie siano”. Rodzimym obszarem jej występowania jest Azja (Kaukaz, Turkmenistan, Uzbekistan) i Europa Wschodnia (Ukraina, Mołdawia, Litwa, Estonia), rozprzestrzenia się też w niektórych innych regionach jako gatunek zawleczony i jest uprawiana niemal na całym świecie[3]. W Polsce roślina zawlekana i przejściowo dziczejąca z upraw.

Pokrój
Jednoroczna roślina o mocnym, palowym korzeniu. Łodyga wyprostowana, słabo rozgałęziona, w górnej części delikatnie owłosiona.
Liście
Trójlistkowe, listki odwrotniejajowate, z wierzchu zielone, spodem sinozielonkawe.
Kwiaty
Siedzące lub na bardzo krótkich szypułkach, osadzone po jeden lub dwa w kątach liści. Kielich rurkowaty, pięciowrębny. Korona motylkowata, żółtawa, pręcików 10 (jeden wolny i dziewięć zrośniętych), słupek jeden.
Owoc
Wygięty strąk, zakończony 2–3 cm dzióbkiem o barwie beżowobrunatnej, zawierającym ok. 15 romboidalnych lub pryzmatycznych nasion koloru beżowego, podzielonych bruzdą na dwie nierówne części (podobnych do nasion gryki).

Roślina lecznicza

Historia
Znana była już w starożytności. Słynny papirus Ebersa podaje przepis na wykorzystanie oleju z jej nasion do pielęgnacji ciała[5]. Szymon Cyreński w XVI wieku, autor pierwszego w Polsce opracowania botanicznego podaje jej nazwe jako fenegryk lub boża trawka[5].
Surowiec zielarski
Nasiona kozieradki (Semen Foenugraeci[6] lub Semen Trigonellae) są pozyskiwane ze względu na dużą zawartość śluzu polisacharydowego (jego zawartość przekracza nawet 40%)[6]. Poza tym nasiona zawierają tłuszcze, saponiny steroidowe, w tym pochodne diosgeniny i estry saponin z białkami (np. fenugrekina). Ponadto w surowcu obecne są białka roślinne, śladowe ilości olejków eterycznych, flawonoidy, cholina, lecytyna, witaminy PP, F, D i alkaloid trygonelina[6].
Działanie
Surowiec działa osłaniająco i przeciwzapalnie na błonę śluzową przewodu pokarmowego[6] oraz (zastosowany zewnętrznie) na skórę[6], w związku z tym jest stosowany w chorobie wrzodowej[6] i w stanach zapalnych skóry (czyraki, egzemy, ropnie)[6]. Nasiona kozieradki mogą również obniżać poziom cholesterolu i cukru we krwi[6]. Kozieradce przypisuje się również właściwości przeciwzapalne, żółciopędne, rozkurczowe, poprawiające samopoczucie, żółciotwórcze, pobudzające wydzielanie soku trzustkowego, żołądkowego i jelitowego, wzmacniające, usprawniające wchłanianie pokarmów, regulujące wypróżnienia, pobudzające regenerację wszystkich tkanek, aktywujące hemopeozę (kozieradka to naturalny aktywator procesów wytwarzania krwinek), mlekopędne, moczopędne, przeciwalergiczne, anaboliczne.
Dawkowanie
Doustnie stosuje się 6g na dobę[6], zewnętrznie jako ciepłe okłady przygotowane przez zalanie 50g surowca 250ml wody[6] i odczekanie ok. 30 min. Bywa stosowana także w stanach wychudzenia i osłabienia dla pobudzenia apetytu i przyspieszenia przemiany materii oraz u matek, które mają zaburzenia laktacji, a dawniej jako środek do powiększania piersi.

Roślina jadalna

Walory kulinarne
Młode liście oraz kiełki są jadane jako warzywa, a suszone używane do wzbogacania smaku gotowych dań (suszone liście mają gorzki smak i charakterystyczny silny zapach)[5]. Nasiona są używane jako przyprawa zwana kozieradką (m.in. do przygotowania zalew do marynat, proszku curry, makaronów, pieczywa i potraw mięsnych)[5].
Znaczenie w kuchniach świata
Spotyka się ją głównie w kuchni hinduskiej oraz w tajlandzkiej. W Jemenie kozieradka jest jednym z głównych składników narodowej potrawy zwanej Saltah, pojawia się ona także często w takich hinduskich i pakistańskich daniach jak: dahls czy mieszance przyprawowej panch phoron.
  • Efektem ubocznym spożywania nawet małych ilości tej rośliny jest zapach curry lub syropu klonowego w moczu i pocie osoby spożywającej kozieradkę.

Inne zastosowania

Dawniej była również używana jako pasza dla bydła, jednak ze względu na swoisty zapach, który przenika do mleka, nie jest już stosowana. Roślina ta jest czasami używana do produkcji sztucznych syropów klonowych (artificial maple sirups) jako dodatek smakowy. Wytwarzane są z niej maseczki kosmetyczne do pielęgnacji cery zniszczonej, przewrażliwionej i suchej, a także cery z trądzikiem[5]. Z nasion sporządzano dawniej żółty barwnik, a ich śluz wykorzystywano do usztywniania tkanin[5].

Uprawa

Wymaga słonecznego i osłoniętego od wiatrów stanowiska i żyznej gleby o dużej zawartości wapnia[5]. Uprawia się ją z nasion wysiewanych w połowie kwietnia bezpośrednio do gruntu na głębokość 1-1,5 cm, w rządkach o rozstawie 30 cm[5]. Nasiona kiełkują zazwyczaj po dwóch tygodniach[5]. Oprócz odplewiania i spulchniania gleby nie wymaga innych zabiegów uprawowych.

Oto co pisze o niej doktor Henryk Różański

Właściwości lecznicze

Preparaty z kozieradki wykazują właściwości odżywcze, przeciwzapalne, żółciopędne, rozkurczowe, poprawiające samopoczucie, żółciotwórcze, pobudzające wydzielanie soku trzustkowego, żołądkowego i jelitowego, wzmacniające, usprawniające wchłanianie pokarmów, regulujące wypróżnienia, pobudzające regenerację wszystkich tkanek, aktywujące hemopoezę (kozieradka to naturalny aktywator procesów wytwarzania krwinek), mlekopędne, moczopędne, przeciwalergiczne, anaboliczne.

Kozieradka obniża poziom glukozy we krwi zwiększając jej przenikanie do komórek. Wodno-alkoholowe wyciągi z kozieradki pobudzają miogenezę (rozwój tkanki mięśniowej), wzrost tkanki mięśniowej, chrzęstnej, kostnej i łącznej właściwej. Saponiny sterydowe kozieradki są prekursorami w syntezie horomonów sterydowych o działaniu anabolicznym (estrogeny, dehydroepiandrosteron, testosteron). Kozieradka nasila syntezę kortykosteroidów w nadnerczach. Zwiększa retencję azotu w ustroju, pobudza syntezę białek, dostarcza związki aminowe i aminokwasy, które mogą być wykorzystane w procesach anabolicznych (asymilacji). Działanie stymulujące wzrost organizmu związane jest z pobudzającym wpływem 4-hydroksy-izoleucyny na wydzielanie insuliny. Insulina pobudza syntezę białka. W wielu krajach kozieradka uważana jest za skuteczny afrodyzjak. Lecytyna i inne fosfolipidy zawarte w kozieradce działają psychotonicznie i pobudzająco na motorykę mięśni. Wodno-alkoholowe przetwory z kozieradki zwiększają wydolność fizyczną (o 40-60%, zależnie od diety) i psychiczną (nawet o 50-70%).
Dzięki zawartości fosfolipidów, choliny i betainy oraz sitosterolu kozieradka działa lipotropowo i przeciwmiażdżycowo. Zapobiega marskości wątroby, przyśpiesza procesy detoksykacji (odtruwania) i eliminacji toksyn z ustroju. Zapobiega także zastojom żółci i rozwojowi kamicy żółciowej. Chroni wątrobę przed wpływem niektórych ksenobiotyków (leków, węglowodorów). Preparaty kozieradkowe podane doustnie wywierają również wpływ przeciwkaszlowy i przeciwdepresyjny. Zastosowanie zewnętrznie (okłady, płukanki) działają przeciwzapalnie, przeciwobrzękowo, przeciwwysiękowo, przeciwświądowo, zmiękczająco, pobudzająco na regenerację. Kompresy i częste przemywanie wodnymi oraz wodno-alkoholowymi wyciągami z kozieradki działają przeciwtrądzikowo. Przyśpieszają resorpcję ropni i gojenie krostek. Zauważono także właściwości przeciwplamicze kozieradki (usuwa plamy po ropniach, stłuczeniach, ukąszeniach owadów). Obecnie w niektórych krajach kozieradka jest wykorzystywana do produkcji hormonów sterydowych.

Zastosowanie

Osłabienie fizyczne i psychiczne, wychudzenie, zanik mięśni, choroby reumatyczne i zwyrodnieniowe stawów, złamania kości, niedokrwistość, zaparcia, kamica żółciowa, stłuszczenie serca, nerek i wątroby, choroby alergiczne, kaszel, nieżyty układu oddechowego; stany zapalne powiek, spojówek i gałki ocznej (okłady + zażywanie doustne); troficzne choroby skóry (zewnętrznie + doustnie), owrzodzenia skóry, ropnie, przetoki ropne skórne, plamy na skórze, krwiaki, sińce, owrzodzenia błon śluzowych, stany zapalne jamy ustnej, gardła i narządów płciowych, oparzenia, rany, odleżyny; choroba wrzodowa, ostre nieżyty przewodu pokarmowego z bolesną biegunką i bólami brzucha; uprawianie kulturystyki bez wyraźnych efektów przyrostu mięśni, zaburzenia koncentracji i zapamiętywania, niedobór estrogenów, niedoczynność kory nadnerczy. Do lewatyw: zaparcia, hemoroidy, stany zapalne odbytu. Do irygacji i nasiadówek: stany zapalne pochwy i warg sromowych, świąd sromu.Za granicą przetwory z kozieradki zalecane są przy impotencji (niemocy płciowej) oraz w okresie przekwitania (menopauzy), bowiem działają estrogennie.

W medycynie weterynaryjnej kozieradka jest wykorzystywana jako środek wzmacniający, mlekopędny, stymulujący przyrosty masy ciała, osłaniający, przeciwzapalny i regenerujący. W produkcji zwierzęcej od starożytności kozieradka była stosowana do tuczenia zwierząt. Zalecana również dla zwierząt w okresie okołoporodowym (profilaktyka zaparć, biegunek, stresu, zapobieganie niedoborowi mleka).

Działania niepożądane

U niektórych osób pod wpływem przetworów z kozieradki pot i łój przybiera kozi zapach.

Jak widać należy ostrzec, że niektóre osoby mogą mieć problem z przetworzeniem składników zapachowych tej przyprawy i zioła – to także jest je3den z powodów dla którego symbolizuje ona właśnie Przepląta-Kusego , Boga Przypadku. Chętnych do szczegółowej wiedzy na temat fizykoterapii kozieradką odsyłam na  stronę: http://luskiewnik.strefa.pl/farmakologia/trigonella.htm

Inne wiadomości o kozieradce

Kozieradka działa przeciwmiażdżycowo. Zapobiega marskości wątroby, przyśpiesza procesy detoksykacji (odtruwania) i eliminacji toksyn z ustroju. Zapobiega także zastojom żółci i rozwojowi kamicy żółciowej. Chroni wątrobę przed wpływem niektórych ksenobiotyków (leków, węglowodorów). Preparaty kozieradkowe podane doustnie wywierają również wpływ przeciwkaszlowy i przeciwdepresyjny.

Osłabienie fizyczne i psychiczne, wychudzenie, zanik mięśni, choroby reumatyczne i zwyrodnieniowe stawów, złamania kości, niedokrwistość, zaparcia, kamica żółciowa, stłuszczenie serca, nerek i wątroby, choroby alergiczne, kaszel, nieżyty układu oddechowego; stany zapalne powiek, spojówek i gałki ocznej (okłady + zażywanie doustne); troficzne choroby skóry (zewnętrznie + doustnie), owrzodzenia skóry, ropnie, przetoki ropne skórne, plamy na skórze, krwiaki, sińce, owrzodzenia błon śluzowych, stany zapalne jamy ustnej, gardła i narządów płciowych, oparzenia, rany, odleżyny; choroba wrzodowa, ostre nieżyty przewodu pokarmowego z bolesną biegunką i bólami brzucha; uprawianie kulturystyki bez wyraźnych efektów przyrostu mięśni, zaburzenia koncentracji i zapamiętywania, niedobór estrogenów, niedoczynność kory nadnerczy, zaparcia, hemoroidy, stany zapalne odbytu. Do irygacji i nasiadówek: stany zapalne pochwy i warg sromowych, świąd sromu. Za granicą przetwory z kozieradki zalecane są przy impotencji (niemocy płciowej) oraz w okresie przekwitania (menopauzy), bowiem działają estrogennie.

Kozieradka bywa też używana u matek, które mają zaburzenia laktacji, a dawniej jako środek do powiększania piersi.

Kozieradka jest jedną z najstarszych roślin stosowanych w medycynie, używaną już przez starożytnych Egipcjan i Hipokratesa, wiele osób stosuje ją również za afrodyzjak. Kozieradkę stosuje się także w cukrzycy, obniża poziom cukru we krwi, zmniejsza insulinooporność komórek w cukrzycy typu II.

Ponieważ kozieradka ma dużą wartość odżywczą, mocno zaleca się ją w przypadkach wychudzenia, a nawet anoreksji.

Ważne: kozieradki nie powinny stosować kobiety w ciąży oraz karmiące piersią.

I znów jak widać to Ziele nie dla wszystkich.

Oto co mówi strona Poradnia.pl

Wracanie do natury, w tym także zgłębianie wiedzy o leczniczych właściwościach roślin, to nie tylko moda. To po prostu konieczność. Przecież nasze organizmy są już bardzo zmęczone wszechobecną chemią. Sztuczny rosołek, chemiczne odżywki do włosów, toksyczne meble i wykładziny – sami dobrowolnie naruszamy prawa natury. Dobrze, że coraz częściej sięgamy do naturalnej apteki – łąk, lasów i ogrodów. Jestem pewna, że badania naukowe potwierdzą fantastyczne właściwości kozieradki, bardzo cenionej przez naszych przodków i coraz częściej docenianej przez współczesną medycynę.

W dzisiejszych czasach, kiedy choroby krążeniowe zbierają tak wielkie żniwo, warto przypomnieć, że kozieradka wykazuje działanie uszczelniające ścianki naczyń krwionośnych i pobudzające czynności krwiotwórcze szpiku kostnego.

– Kozieradka (Trigonella foenum-graecum), choć jej polska nazwa brzmi bardzo swojsko, nie jest specjalnie popularna?

– Jej nazwa bierze się stąd, że i smak, i zapach kozieradki – bardzo specyficzny – jest bardzo lubiany przez kozy. Ponieważ raduje kozy (ale nie tylko, bo wędkarze doskonale wiedzą, że na zapach tej rośliny dają się złapać płoć, leszcz i ukleja), najprościej było ją nazwać kozieradką. Kiedyś wszystko było mniej skomplikowane, także nazwy, które w jasny sposób pozwalały rozpoznać roślinę. Rzeczywiście, uprawiana jest w Polsce dość rzadko, została wyparta przez inne, „modniejsze rośliny”. Mam nadzieję, że teraz to się zmieni i że moda na kozieradkę utrzyma się dłużej, bo naprawdę warto. Już Hipokrates bardzo wysoko cenił tę roślinę za jej wiele leczniczych właściwości, starożytne Egipcjanki przyrządzały z jej nasion wygładzającą skórę maść, a z liści herbatkę łagodzącą bóle miesiączkowe. Chińczycy do dziś napar z kozieradki stosują w przypadku bólów brzucha i niestrawności, a także do leczenia męskiej impotencji i dolegliwości okresu klimakterium u kobiet. Ostatnio prowadzone na Zachodzie badania potwierdziły także skuteczność nasion kozieradki w obniżaniu poziomu cukru we krwi.

– Spora rozpiętość! Jakie składniki tej leczniczej rośliny są dla medycyny ludowej najważniejsze?

– Przede wszystkim alkaloidy, steroidalne saponiny, cholina, lecytyna, witaminy A, B i C oraz sole mineralne i substancje śluzowe.

– Przyroda zna leki na wszystkie choroby, tak przynajmniej utrzymują ci, którym bliska jest ludowa medycyna. A Pani, Pani Marto, w jakich przypadkach zaleca stosowanie kozieradki?

– Oj, gdybym chciała opowiedzieć o wszystkich zastosowania kozieradki, zajęłoby to wiele czasu, ale wszystkim, bez względu na wiek (także dzieciom od 1 roku życia, szczególnie tym chorowitym i z niedowagą) i rodzaj schorzenia, polecam kozieradkę z ziołami na miodzie. Niesamowicie wzmacnia organizm, usuwa toksyny. Działa profilaktycznie, a do profilaktyki chyba nikogo nie trzeba przekonywać.

(cd na tejże stronie: Poradnia.pl)

Kozieradka dla sportowców

- dużo lepsza niż sterydy – więc polecam jako zdrowsze dla tych, którzy i tak nie ustaną w wysiłkach siłowniczych by nabyć muskulatury

Kozieradka – Trigonella (Papilionaceae).

Opis.

1. Kozieradka pospolita – Trigonella foenum graecum – roślina jednoroczna dorastająca do 60 cm wys.; liście trójlistkowe, złożone z listków odwrotnie jajowatych; kwiaty bladożółte osadzone w kątach liści; owoc – strąk. Roślina uprawiana i zdziczała.

2. Kozieradka błękitna – Trigonella coerulea – roślina jednoroczna o silnej woni dorastająca do 60 cm wys.; listki podłużnie jajowate, tępe, brzegiem drobno ząbkowane; kwiaty jasnoniebieskie; owoc – strąk. Kwitnie od czerwca do lipca. Roślina uprawiana, niekiedy zdziczała.

Surowiec.

Surowcem jest nasienie kozieradki – Semen Trigonellae – FP II, III, IV, V. W FP figuruje pod nazwą Semen Foenugraeci. Nasiona sprzedawane są w opak. 50 g, mielone lub całe. Do naszych celów najlepiej kupować zmielone nasiona, bo całe są twarde i trudne do rozdrobnienia, a nierozdrobnione rzecz jasna nie zaparzają się i są dla nas nieprzydatne.

Skład chemiczny.

Surowiec zawiera 20-45% śluzu (mannogalaktanu), saponiny sterydowe (pochodne diosgeniny i jej izomer yomoganinę – 0,1-2,2%, tigogeniny, gitogeniny, 25-spirostano-3,5-dien, neogitogeniny, neotigogeniny), białka – 20-27%, flawonoidy (witeksyna, wicenina, izowiteksyna, 2”-o-p-kumaroilowiteksyna), betainę kw. nikotynowego – trygonelinę – 0,04%, cholinę – 0,05%, olejek eteryczny, niacynę -3-5 mg/100g, olej tłusty -6-10%, liczne sole mineralne, wit.F, lecytynę – 2%, gorycze, garbniki. Nasiona są materiałem wyjściowym do produkcji saponin steroidowych służących z kolei do półsyntezy kortykosteroidów (diosgenina).

Działanie.

Składniki sterydowe kozieradki działają wyraźnie hormonalnie i wykazują wpływ anaboliczny. Mogą zastąpić z powodzeniem sztuczne sterydy anaboliczne. Zwiększają retencję azotu, pobudzają syntezę białek, zwiększają stężenie hemoglobiny i liczbę erytrocytów we krwi. Zatrzymują wodę, sód, wapń, żelazo i chlor w organizmie. Pobudzają procesy regeneracji tkanek, pobudzają przyrost tkanki mięśniowej i łącznej. Kozieradka działa odżywczo, odkażająco, przeciwzapalnie, rozmiękczająco, powlekająco, wykrztuśnie, tonizująco, pobudzająco na procesy trawienne, mlekopędnie; regulują wypróżnienia i metabolizm. Pobudzają strefy rozrodcze paznokci i włosów, zwiększają wydzielanie androsteronów i estrogenów.

Wskazania: wysiłek sportowy, uprawianie kulturystyki, osłabienie, niedokrwistość, niedoczynność kory nadnerczy i gruczołów płciowych, zaburzenia przemiany materii, zaparcia, choroby układu oddechowego, niedobory witamin i soli mineralnych, osłabienie, choroby zakaźne, zaburzenia trawienia, laktacja, kaszel, choroby skórne i włosów, przeziębienie, stany ozdrowieńcze, choroba wrzodowa, wychudzenie, stany zapalne przewodu pokarmowego.

Napar: 2 łyżki nasion zalać 2 szkl. wrzącej wody lub gorącego mleka; odstawić na 20 minut; przecedzić. Pić 4 razy dz. po 150 ml; niemowlęta -8-10 ml, 3-4 razy dz.; dzieci w wieku 10-24 miesięcy – 32 ml, 3-5 r. ż. – 38 ml, 6-8 r. ż. – 42 ml, 9-12 r. ż. – 64 ml, 13-15 r. ż. – 85 ml, 3-4 razy dz. Zalecam posłodzić miodem.

Odwar (jest wartościowszy od naparu): 2 łyżki nasion zalać 2 szkl. wody; gotować 3 minuty; odstawić na 20 minut; przecedzić. Pić jak napar.

Efekt anaboliczny (przy równoczesnym ćwiczeniu) widoczny po około 30 dniach stosowania. Składniki lotne wydzielają się wraz z potem nadając mu specyficzny zapach. Stosować przez 3-6 miesięcy, cyklicznie.

Proszek kozieradkowy – Pulvis Trigonellae: nasiona zmielić na drobny proszek. Zażywać 3 razy dz. po 1 łyżeczce.

Miód kozieradkowy – Mel Trigonellae: na każdą łyżeczkę proszku dać 1 łyżkę miodu, wymieszać. Zażywać 4 razy dz. po 1 łyżce.

Więcej jest o tym i o innych mieszankach na pewnej stronie internetowej ale jej adresu tutaj nie podamy

Chleb z kozieradką – pisze Justyna Hall

KOZIERADKA POSPOLITA, A OPTYMISTYCZNA ENERGIA DLA KOMÓREK NERWOWYCH NASZEGO MÓZGU. ODŻYWIANIE CZŁOWIEKA W XXI WIEKU/INFO. (BIOLOGICZNA POMOC !!).

CHLEB ANTYMIAŻDŻYCOWY-IRL, JEST W CHWILI OBECNEJ NAJBARDZIEJ WARTOŚCIOWYM PRODUKTEM ŻYWIENIOWYM DLA CZŁOWIEKA NA PLANECIE ZIEMIA:
80% ENERGII (niskie węglowodany), antyotyłościowy (bardzo syci), antycukrzycowy (poziom cukru do 26% wzrostu). W całych swoich dziejach LUDZKOŚĆ (7 MLD), nie stworzyła dotąd tak wartościowego i biologicznie wzorcowego PRODUKTU ŻYWIENIOWEGO.

CHLEB ANTYMIAŻDŻYCOWY-IRL, MOŻNA PAKOWAĆ PRÓŻNIOWO:
Np. po 3 szt. jest on wówczas przydatny do spożycia przez PONAD 1 ROK. Energia biologiczna tj. 80% ENERGII (niskie węglowodany), na tzw. TRASY, wycieczki, dalekie wyjazdy czyli: LOGICZNA, ZDROWOTNA KONIECZNOŚĆ. Również AKCJE POMOCY HUMANITARNEJ.

OKRUSZKI !! DLA DZIECI, DLA SPORTOWCÓW, CHORYCH (SZPITAL), OSÓB STARSZYCH (DODAJEMY DO WSZELKICH POSIŁKÓW):
Każdy CHLEB wg opracowań IRL KRAKÓW tj. upieczone MINI CHLEBKI, mielimy (mikser) uzyskując tzw. OKRUSZKI czyli produkt biologicznie wzorcowy w praktycznej do spożycia formie. Rozdrobniony chleb jest naturalnym źródłem ENERGII dla człowieka i powinien stanowić podstawowy składnik każdego posiłku/24h. Nasz organizm pozyskuje o 30% więcej energii, niż po spożyciu ugotowanego ryżu, co stanowi zwiększenie energetycznych możliwości życiowych dla wszystkich komórek, a w szczególności komórek nerwowych naszego mózgu. Układ immunologiczny otrzymuje dodatkową energię do walki z bakteriami, wirusami, także z komórkami nowotworowymi wzmacniając szanse obronne organizmu (dużo większa energia dla białych krwinek układu odpornościowego).

A teraz wreszcie dochodzimy do Kuchni

Nasiona kozieradki to jeden z ważniejszych składników indyjskiej przyprawy curry i bułgarskiej czubricy. Roztarte lub zmielone nasiona doskonale się komponują ze startym żółtym serem jako dodatek do pizzy, zapiekanek lub spaghetti. Dodadzą także aromatu pastom z twarożku, masła, wielu surówkom i sałatkom, sosom do sałaty, gotowanym kalafiorom, zielonej fasoli. Aby wydobyć pełen aromat nasion, dobrze jest przed zmieleniem lekko je uprażyć na suchej patelni (nasiona nie mogą stać się czerwone). Nie należy jednak przesadzać z ilością nasion, ze względu na gorycz i bardzo intensywny zapach. W okresie zimowym możemy przygotowywać kiełki z nasion kozieradki. Nasiona kiełkują bardzo szybko, a kiełki są gotowe do spożycia, gdy ich długość 2-3-krotnie przekroczy długość nasion. Kiełki można dodawać do sałatek, surówek, sosów i past. Mają działanie odświeżające i pobudzają apetyt.
Kozieradka w ogrodzie może być tłem dla roślin o ozdobnych kwiatach lub żywopłotem oddzielającym różne uprawy.

KOZIERADKA – roślina lecznicza, jej nasiona są używane jako przyprawa. Łacińska nazwa foenum-graecum oznacza „greckie siano” (w starożytnej Grecji była wykorzystywana jako pasza dla zwierząt). Rośnie dziko od wschodnich wybrzeży Morza Śródziemnego aż po Chiny. Uprawiania prawie na całym świecie, także w Polsce.
Nasiona kozieradki są jednymi z najbogatszych w śluzy – ich zawartość przekracza nawet 40 %.  Zawiera śladowe ilości olejków eterycznych, saponiny steroidowe, flawonoidy, cholinę, lecytynę, witaminy PP, F, D. W niektórych krajach kozieradka jest wykorzystywana do produkcji hormonów sterydowych.
Kozieradka jest bogata w sole mineralne – potas, sód, magnez, wapń, kobalt, mangan, fosfor, cynk, krzem, siarkę, żelazo, miedź.
W celu optymalnego wykorzystania składników czynnych, nasiona kozieradki należy mielić lub rozcierać.
Kozieradka usprawnia procesy trawienia i przyswajania pokarmów oraz zwiększa aktywności układu odpornościowego. Stosuje się ją w celu przyspieszenia przemiany materii. Ma właściwości przeciwzapalne, żółciopędne, rozkurczowe, pobudza wydzielanie soku trzustkowego, żołądkowego i jelitowego. Reguluje wypróżnienia. Jest naturalnym aktywatorem procesów wytwarzania krwinek.
Zewnętrznie stosowana przy zapaleniach skóry, czyrakach, żylakach i zapaleniu gardła.
W kuchni nasiona kozieradki są używane jako przyprawa. Jest składnikiem proszku curry i różnego rodzaju past kremowych. Bardzo popularna w kuchni hinduskiej i tajlandzkiej. Wzbogaca smak zup jarzynowych, warzyw duszonych i serów. Jest składnikiem hinduskiego dania dahls.

Kozieradka (sproszkowane nasiona) to niezwykle aromatyczna przyprawa, charakteryzuje się specyficzną goryczką, dlatego stosować ją z ostrożnością.

Nasiona i liście

W kuchni używa się nasion, które należy zmielić lub utłuc w moździerzu. Dla pozbycia się goryczki najlepiej je uprzednio lekko uprażyć, ale nie za mocno bo łatwo pogorszyć jej smak, najlepiej na grubej patelni. Stosuje się także suszone liście, które w Indiach i krajach Bliskiego Wschodu funkcjonują pod nazwą menthi i przyprawia się nimi potrawy z warzyw korzeniowych.

Zastosowanie w kuchni

Jest cenionym składnikiem kuchni wegetariańskiej, gdyż nadaje potrawom z warzyw niezwykłego aromatu daniom z tofu. Uprażoną i zmieloną kozieradką można przyprawiać pieczone ziemniaki, gotowaną marchewkę, fasolę, kotlety selerowe, brokułowi lub kalafiorowe, ale także potrawy z jaj i zupy warzywne. Uprażoną i zmieloną bądź utłuczoną kozieradką warto posypać zapiekanki z serem – nabiorą oryginalnego smaku i aromatu.

Nadaje się do zaprawiania dipów jogurtowych oraz twarogów, dodawać do dressingów sałatkowych na bazie jogurtu. Świetnie się sprawdzi w humusach z gotowanych warzyw strączkowych czyli pastach z gotowanej fasoli, cieciorki, bobu, soczewicy.

Kiełki i kasza

Młode liście kozieradki oraz kiełki z nasion można dodać do sałatek jako urozmaicenie smaku. W niektórych krajach nasiona kozieradki moczy się w wodzie i gotuje, po czym podaje jako kaszę.

Przechowywanie

Przechowywać ją należy w szczelnych pojemnikach. Jeśli przechowujemy w oryginalnych torebkach to z dala od innych ziół a w szczególności unikać towarzystwa torebek z budyniami, cukrem waniliowym, czy kisielkami, bo przejdą aromatem.

Jej żółto-brązowe twarde nasionka mają silny aromat, podobny do selera i lubczyku.
Trzeba je zemleć bezpośrednio przed użyciem.
Dodana do startego żółtego sera nadaje mu smak parmezanu.
Świetna do surówek, past twarogowych, zup i sosów oraz wszelkich dań kuchni włoskiej.

Dania mięsne

Gulasz jagnięcy i kluseczki z kozieradką

Przepis z programu Łatwa kuchnia indyjska 2 (odc.2)

liczba osób: 6
trudność: łatwe
rodzaj dania: Dania mięsne
Kuchnia indyjska
Gulasz:
3 łyżki oleju roślinnego
600 g jagnięciny, sprawionej i pokrojonej na małe kawałki
1 łyżeczka nasion gorczycy
1 duża cebula, drobno posiekana
3 duże ząbki czosnku, obrane
4 cm kawałek korzenia imbiru, obrany
sól do smaku
1 łyżeczka cukru
1 łyżka mielonej kolendry
1 łyżka mielonego kminu
½ łyżeczki kurkumy
¼-½ łyżeczki sproszkowanego chilli
3 pomidory, zmiksowane na purée
300 ml wody
400 ml mleka kokosowego
1-2 łyżeczki soku z cytryny
1 mały batat, obrany i pokrojony a kawałki
1 łyżeczka garam masala
250 g ciecierzycy z puszki, opłukanej i osączonej

Kluseczki:
100 g mąki pszennej razowej
50 g mąki z ciecierzycy
szczypta proszku do pieczenia
¾ łyżeczki soli
¾ łyżeczki cukru
1 łyżeczka świeżo startego imbiru
2 łyżki suszonych liści kozieradki
szczypta kurkumy
1 łyżki soku z cytryny
2 łyżki oleju roślinnego
Do podania:
garść posiekanej świeżej kolendry

Przygotowanie:
Rozgrzać w rondlu olej. Dodać jagnięcinę i smażyć 3-4 minuty, od czasu do czasu mieszając, aż mięso zrumieni się ze wszystkich stron. Wyjąć z rondla i trzymać pod przykryciem. Do tego samego rondla wsypać nasiona gorczycy i smażyć pół minuty, aż zaczną strzelać. Dodać cebulę i smażyć 3-4 minuty, aż się zrumieni. Tymczasem zmiksować na pastę czosnek i imbir z odrobiną wody. Dodać do cebuli i smażyć 2-3 minuty, aż pasta się zrumieni. Dodać sól, cukier, mieloną kolendrę i kmin, kurkumę i chilli, i smażyć jeszcze 10 sekund. Dodać purée z pomidorów i 100 ml z odmierzonej wody, dokładnie wymieszać i doprowadzić do lekkiego wrzenia. Gotować 6-8 minut, często mieszając, do niemal całkowitego odparowania płynu. Tymczasem wymieszać mąkę z pozostałymi składnikami i zagnieść ciasto. Zrobić z ciasta trzy wałeczki, podzielić każdy na sześć kawałków i utoczyć z nich kulki. Kiedy sos się zredukuje, wlać do rondla mleko kokosowe, sok z cytryny i resztę wody. Gotować pięć minut. Dodać batat i ponownie doprowadzić do wrzenia. Zmniejszyć ogień i po sześciu minutach dodać kluseczki. Przykryć pokrywką i gotować jeszcze 6-7 minut, aż batat będzie miękki. Dodać garam masalę, odłożoną jagnięcinę i ciecierzycę, z powrotem przykryć i gotować jeszcze 4-5 minut, aż mięso będzie odpowiednio miękkie. Posypać świeżą kolendrą i podawać.

Opracowano na podstawie programu „Łatwa kuchnia indyjska”.

Skrzydełka macerowane z kozieradką

Lubicie kurczaka z chrupiącą rumianą, pachnącą ziołami skórką? Wcale nie trzeba szczególnych umiejętności, żeby przygotować coś więcej niż mięso w gotowej marynacie z torebki. No dobrze, czepiam się, torebki też są fajne i przydają się zabieganym i leniuchom, ale czasem można postarać się trochę bardziej. Szczególnie, jeśli w domu są małe niejadki. Bo nie wiedzieć czemu, małe niejadki zwykle lubią „mięso na kościach” i pałaszują je na wyścigi.

Skrzydełka umyj, dokładnie oczyść, pozbaw nadmiaru tłustej skórry i części nie zawierających mięsa. Osusz i obtocz w przygotowanej mieszance oleju, octu i przypraw. Przełóż do szczelnego pojemnika i odstaw do lodówki na 24 godziny.

Piekarnik nagrzej do 200 st. C, używając funkcji grilla. Skrzydełka ułóż w dużym naczyniu żaroodpornym. Piecz około 1 godziny bez przykrycia, odwracając w trakcie pieczenia 2-3 razy, aby skórka apetycznie się zrumieniła.

Podawaj z ziemniakami lub frytkami i ulubionymi surówkami. Skrzydełka można też upiec na tacce aluminiowej na zwykłym grillu.

Jajka

Klopsiki z jajek

Składniki

  • 6 jajek
  • 4 ziemniaki
  • mała cebula
  • pół łyżeczki sproszkowanej kozieradki lub przyprawy curry
  • 1,5 łyżki masła lub margaryny
  • 3 łyżki tartej bułki
  • natka pietruszki
  • olej do smażenia
  • sól

Sposób przygotowania

4 jajka ugotować na twardo. Ziemniaki ugotowane w mundurkach, obrać i rozetrzeć na purée. Cebulę drobno posiekać i zrumienić na maśle, dodając kozieradkę albo curry. Jajka posiekać drobno, zmieszać z ziemniakami i cebulą, posolić, dodać posiekaną natkę pietruszki, wbić surowe jajko.

Masę dokładnie wymieszać, uformować niewielkie klopsiki i obtoczyć je w tartej bułce, potem w roztrzepanym jajku i jeszcze raz w tartej bułce. Smażyć na rozgrzanym oleju.

Po Wegańsku

Ciasto pakora

  • 1 filiżanka mąki z ciecierzycy
  • 1/2 filiżanki drobno pokrojonej cebuli
  • 1/2 filiżanki drobno pokrojonych ugotowanych ziemniaków
  • 1 łyżeczka kuminu
  • 1 łyżeczka ostrej papryki
  • 1 łyżeczka drobno pokrojonego imbiru
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • sól do smaku
  • olej do głębokiego smażenia

Sos:

  • 1 filiżanka jogurtu naturalnego
  • 1/2 filiżanki maki z ciecierzycy
  • 2 całe suszone czerwone papryczki chili
  • 1 łyżeczka kurkumy
  • 1 łyżeczka nasion kozieradki
  • 1 łyżeczka słodkiej papryki
  • 1 łyżka ghee
  • sól do smaku
  • odrobina oleju do smażenia

1 filiżanka = 250  ml

Wszystkie składniki pakora poza olejem zmiksować na gęstą masę, dodając ok. 1/2 filiżanki zimnej wody. Formować małe kulki. W głębokim garnku (lub naczyniu kadhai) rozgrzać olej i usmażyć kulki na złotobrązowo. Odsączyć na papierowym ręczniku, odstawić.

Jogurt i mąkę z ciecierzycy zmiksować, dodać kurkumę, sól i 3 filiżanki wody. W głębokim garnku (lub naczyniu kadhai) rozgrzać niewielką ilość oleju, dodać kozieradkę i suszone chili, smażyć minutę. Dodać papkę jogurtową, doprowadzić do wrzenia i gotować, stale mieszając, ok. 15 minut na wolnym ogniu. Dodać słodką paprykę, usmażone kulki pakora i gotować jeszcze 5 minut na małym ogniu. Potrawę polać ghee. Podawać na gorąco z ryżem basmati.

źródło:” Przewodnik kulinarny. Indie” wyd. Pascal

CUKINIA Z NASIONAMI KOZIERADKI

Kozieradkę można kupić  w sklepie zielarsko-medycznym, gdyby ktoś pytał, bo w zwykłym markecie raczej trudno ją spotkać :)
Oczywiście taka cukinia nie musi być tylko dodatkiem, można ją podać np. z chlebkami chapati jako danie wegetariańskie – wówczas należy podwoić ilość składników
(na 4 małe porcje)
2 łyżki oleju,
½ średniej cebuli,
1,5 zielonego chili (dałam mały kawałek zielonej papryczki jalapeno),
½ łyżeczki świeżo startego imbiru,
½ łyżeczki czosnku przeciśniętego przez praskę,
½ łyżeczki chili w proszku,
225g cukinii,
1 średni pomidor,
świeże listki kolendry,
1 łyżeczka nasion kozieradki (ja miałam mielone)

Na patelni rozgrzać olej. Wrzucić dorbno posiekaną cebulę i zielone chili (bez pestek), starty imbir, czosnek i chili w proszku i dobrze wymieszać. Dodać pokrojoną w plasterki cukinię i smażyć 5-7 minut, mieszając. Dodać liski kolendry i nasiona kozieradki oraz pokrojonego na półplasterki pomidora, smażyć jeszcze kilka minut. Przełożyć warzywa na półmisek i podawać na gorąco.

(przepis z książeczki „Z kuchennej półeczki. Kuchnia indyjska”)

Lankijskie curry z orzechami nerkowca

z blogu: http://galangal.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?606759

Przepis na curry pochodzi,  z programu Far Eastern Oddysey Ricka Steina. Na Sri Lance używane są dwa rodzaje proszku curry: surowy i prażony. Ten pierwszy jest podobny w składnie do mieszanek z południowych Indii, drugi oprócz braku kurkumy charakteryzuje się tym, że praży się go przed zmieleniem.

proszek curry:

(łyżka to 15 ml, łyżeczka 5 ml)

2 łyżki ziaren kolendry

łyżka kminu

łyżka nasion fenkułu

6 zielonych kardamonów

łyżeczka ziaren kozieradki

łyżka czarnego pieprzu w ziarnach

łyżka czarnej gorczycy

laska cynamonu

suszone chili*

łyżeczka ryżu

curry:

2 łyżki cynamonu**

6 ząbków czosnku

3 cm kawałek korzenia imbiru

zielone chili*

1 trawa cytrynowa

łyżeczka kurkumy

1 liść pandamu/ u mnie pół łyżeczki ekstraktu

puszka mleka kokosowego

garść świeżych liści curry

200 g fasolki szparagowej

300 g orzechów nerkowca

łyżka brązowego cukru (idealnie palmowego)

sok z połowy limonki

sól

2 łyżki oleju roślinnego (idealnie palmowego)

* Kuchnia lankijska jest jedną z najbardziej pikantnych na świecie, ale nie oznacza to, że potrawy z tamtego regionu są mniej smaczne łagodne. Dajcie tyle chili ile lubicie. W programie Rick wrzucił kilka suszonych kaszmirskich chili do proszku, a do samego curry 1 zielone. Ja ograniczyłam się do jednego w przyprawie: birds eye i do 1 zielonego w samym curry, lubię pikantniejsze, ale chciałam, żeby dzieci zjadły – żadne z nich nie narzekało, że za pikantne, więc dobrze. Posypałam sobie dodatkowo na talerzu płatkami chili i byłam zadowolona.

Wszystkie przyprawy na proszek prażymy na suchej patelni przez kilka minut: będzie dymiła i pachniała nieziemsko. Po lekkim ostudzeniu mielimy. Rozgrzewamy tłuszcz w woku, dodajemy cynamon, zmiażdżony czosnek, posiekane chili i imbir, zmiażdżoną i posiekaną trawę cytrynową, kurkumę, dwie łyżki naszego proszku curry, liście pandamu (lub ekstrakt), chwilę smażymy aż aromat się rozwinie, dolewamy mleko kokosowe, wrzucamy liście curry, fasolkę pokrojoną na kawałki i orzechy. Doprowadzamy do wrzenia, doprawiamy solą, cukrem i sokiem z limonki. Potrawa jest gotowa kiedy fasolka jest miękka. Podajemy z ryżem.

ZIEMNIAKI W PRZYPRAWACH PO INDYJSKU (na 4 porcje)

400g małych, młodych ziemniaków, 2 średnie cebule, 2-3 łyżki oleju, 1 łyżeczka świeżo startego imbiru, 1 ząbek czosnku, 1 łyżeczka chili w proszku (zastąpiłam słodką mieloną papryką, żeby danie nie było bardzo ostre), 1,5 płaskiej łyżeczki mielonego kuminu, 1,5 płaskiej łyżeczki mielonej kolendry, 1 łyżka soku z cytryny, 1 zielona papryczka chili do dekoracji
baghaar (sos): 2 łyżki oleju, 3 suszone czerwone chili (dałam kawałek świeżej), ½ łyżeczki nasion czarnuszki, ½ łyżeczki nasion gorczycy, ½ łyżeczki nasion kozieradki

Ziemniaki wyszorować (ewentualnie obrać) i ugotować w osolonej wodzie do miękkości. W dużym rondlu rozgrzać 2-3 łyżki oleju i podsmażyć drobno posiekane cebule na złoty kolor. Zmniejszyć ogień, dodać starty imbir, przeciśnięty przez praskę czosnek, sproszkowaną chili, kumin, kolendrę i szczyptę soli. Smażyć przez 1 minutę, ciągle mieszając. Zdjąć z ognia. Dodać ugotowane, odsączone z wody ziemniaki, skropić sokiem z cytryny i dokładnie wymieszać. Aby przygotować baghaar, należy rozgrzać olej na patelni, dodać posiekane czerwone papryczki chili, nasiona czarnuszki, gorczycy i kozieradki i smażyć, ciągle mieszając, aż przyprawy nieco ściemnieją. Patelnię zdjąć z ognia i polać tym sosem ziemniaki. Udekorować posiekaną zieloną papryczką chili i podawać.

Curry z kalafiora, dyni i ziemniaków

1/4 kalafiora podzielonego na różyczki

dynia pokrojona w kostkę – objętościowo tyle co kalafiora

2 ziemniaki pokrojone w kostkę

1 cebula pokrojona w „pióra”

olej do smażenia, sól do smaku

kozieradka

czarna gorczyca

mieszanka curry

woda

Olej rozgrzać na patelni razem z kozieradką i gorczycą – uwaga gorczyca strzela, więc trzeba uważać. Na tym trzeba zeszklić cebulę i dorzucić po kolei: ziemniaki i podsmażyć, kalafior i podsmażyć a następnie dynię. Zamieszać, dosypać soli do smaku i curry – tak na oko dałam łyżeczkę albo dwie. Podlać 1/4 szklanki wody, zamieszać i na średnim ogniu, pod przykryciem dusić jakieś 10 min albo do momentu aż ziemniaki będą miękkie.

Wychodzi dobre i żółte a żółty kolor poprawia nastrój. :-)

Tagged with:

Z Duchem Przemian


Spotkanie ludzi pragnących uchwycić rytm przemian – jakie niesie rok 2012

Masyw Ślęży jest przystanią, z której odpływa ARKA NOVEGO. Zapraszamy na pokład! 

Moc Góry – Słowiańskie Klimaty – Bratnie Dusze

1 – 2 września 2012 ośrodek Mieszko i Jagienka na przełęczy Tąpadła w Masywie Ślęży.

Recepcja czynna 1 września, sobota, od godziny 10.00

Oficjalne rozpoczęcie spotkania – sobota, godzina 18.00

w Programie

sobota 18.00 – część multimedialna w sali:

- prezentacja ogólna organizatorów

- Słowiański rodowód – Marek Wójtowicz

- prezentacja mechanizmu końca czasów – Marek Wójtowicz

- TRYWID – wizja nadchodzących przemian w artystycznym ujęciu Joanny Maciejowskiej i Marka Wójtowicza

- PRZEDNOVEK NOVEGO – Tadeusz Owsianko

21.00 – Przy ognisku

- spotkanie z uczestnikami wyprawy do Gwatemali – relacje ze spotkania z Don Alejandro – najwyższym przywódcą duchowym Majów i Indian Obu Ameryk

- rozmowy i spotkania indywidualne

A to wszystko przy oryginalnych rytmach grupy Miano z Wrocławia.

niedziela 8.00

- Otwarcie wystawy obrazów Joanny Maciejowskiej – wystawa będzie czynna do godziny 15.00

- 9.00 śniadanie przy wspólnym stole

10.30 wyjście w góry

15.00 pożegnanie

gościem specjalnym spotkania będzie Czesław Białczyński – autor Mitologii Słowian.

Koszty:

- uczestnictwo                  – 20 zł

- nocleg w pokoju 2 – 3. osobowym z łazienką     – 60 zł od osoby (miejsc 30)

- nocleg w domku 12. osobowym                               – 40 zł (40 miejsc w domkach)

- śniadanie                        -  20 zł

Prosimy o zgłoszenia rezerwacyjne przez Internet, na adres: ssss.staredrzewa@gmail.com

Otrzymacie Państwo zwrotnie potwierdzenie rezerwacji. Opłata będzie pobierana na miejscu.

Ilość miejsc ograniczona  – decyduje kolejność zgłoszeń!  Na terenie ośrodka nie ma zgody na biwakowanie.

Prosimy o radosne stroje.

DOJAZD

z dworca PKS  we Wrocławiu

POLBUSEM 512 ze stanowiska nr 6

w godzinach 7.40, 9.20, 13.10. Bilety u kierowcy.

Zespół organizacyjny: Joanna Maciejowska, Katarzyna Łuczak, Tadeusz Owsianko, Marek Wójtowicz

Informujemy także że ruszyła strona internetowa naszego wydawnictwa Slovianskie Slovo: http://slovianskieslovo.pl/

Znajdziecie tam także informacje o planowanych spotkaniach,wydawanych książkach, subskrybcjach i innych wydarzeniach

Kwiat Paproci a Błękitny Kwiat Novalisa


Joanna

©copyright by Joanna

Kwiat Paproci

a

Błękitny Kwiat Novalisa

Pozwólcie, że opowiem historię pewnego Kwiatu i Novalisa – człowieka, dla którego był ów kwiat skarbem największym – wyśnionym – i odnalezionym…

Już kilka lat temu, po przeczytaniu opisu Świetlików (zwanych Kwiatami Paproci) w leksykonie „Stworze i Zdusze” Czesława Białczyńskiego pojawiła się w mojej głowie natrętna myśl, że jest ten znany mi z romantycznej literatury Niemiec Błękitny (a może raczej Niebieski) Kwiat pod pewnymi względami bardzo podobny do naszych słowiańskich Kwiatów Paproci. Zawsze chciałam się z kimś tym „odkryciem” ;) podzielić, ale wbrew pozorom jest to temat głęboki i grząski; żeby opisać go naprawdę porządnie, trzeba by być nie tylko znawcą Słowiańszczyzny ale i znawcą antropozofii i różnych nurtów ezoterycznych.

Cóż, w moim przypadku rodzima słowiańska wiara jest przede wszystkim intuicyjna, choć staram się od jakiegoś czasu nadrabiać edukacyjne braki, natomiast o antropozofię ledwie się otarłam. I wyznam szczerze, że czas, którym dysponuję, wolę poświęcać na to, co nasze, słowiańskie, prastare i wciąż żywe, niż na zagłębianie się w mistycyzm, wyrosły na chrześcijańskim gruncie. (Tym niemniej w przypadku ezoteryzmu pozytywnie zaskakuje mnie to, że najczęściej prowadzi on do wiedzy przedchrześcijańskiej, wedyjskiej, a przez to – było nie było – w wielu punktach zgadza się z wiedzą naszych słowiańskich praprapraprapra…dziadów.)

Chciałabym więc na miarę własnych możliwości porównać ze sobą te dwa Kwiaty: Kwiat Paproci i Błękitny Kwiat Novalisa. Może ktoś mądrzejszy podchwyci ten wątek?

Rzecz jest dosyć pokręcona. Dotyczy niemieckiego poety-pisarza Novalisa, uznawanego za chrześcijańskiego mistyka oraz Błękitnego Kwiatu (Blaue Blume), czyli centralnego symbolu z jego nieukończonej powieści „Henryk von Ofterdingen”. Nie mogę – nie potrafię się oprzeć wrażeniu, że jest ten kwiat bliskim krewnym naszych słowiańskich Kwiatów Paproci. Myślę, że warto zadać sobie pytanie, jakiego stopnia może być to pokrewieństwo.

Ale zaraz – jak Wam naświetlić tę sprawę, skoro w Polsce Novalis jest postacią praktycznie nieznaną? Zanim więc przejdę do meritum, trzeba chociaż pokrótce przedstawić tego poetę.

Georg Philipp Friedrich baron von Hardenberg urodził się drugiego maja 1772 w Oberwiederstedt. W dniu swojej śmierci (25.03.1801 w Weißenfels) nie miał nawet skończonych 29 lat. Nie ukończył wielu dzieł, liczne literackie i filozoficzne zamiary nie doczekały się realizacji. Mimo to zalicza się tego młodo umarłego poetę do najważniejszych teoretyków i twórców swojej epoki, a to, co po sobie pozostawił, okazało się pod wieloma względami ważnym impulsem, nie tylko dla rozwijającego się romantyzmu, ale o tym później.

Decydujące znaczenie dla ukształtowania się charakteru i poglądów młodego Friedricha miały stosunki panujące w jego rodzinnym domu, gdzie z jednej strony otoczony był miłością i ciepłem swojej matki, Auguste Bernhardine, z domu Bölzig, z drugiej jednakże cierpiał z powodu wiecznego niezadowolenia ojca, Erasmusa. Powodem tego niezadowolenia było zbyt świeckie (zdaniem ojca) podejście syna do życia. Stary Erasmus był pietystą. Uważał, że Bóg ukarał go za grzechy śmiercią ukochanej pierwszej żony, więc swoje dzieci z drugiego małżeństwa umyślił wychowywać surowo, pietystycznie, w niemal ascetycznym oddaleniu od świata i ludzi.[1] Jednak Friedrich potrzebował więcej wolności, która pokrywałaby się z tą, która była mu wrodzona. Choć był on – i nigdy nie przestał być – chrześcijaninem,  szukał własnej drogi poznania Boga[2], był wielkim głosicielem indywidualnego podejścia do wiary. Ojciec oczywiście uważał to za herezję. Kwestie religijne pozostały w domu Hardenbergów bolesnym tabu nawet przy łożu śmierci młodego poety. Dla starego Erasmusa musiało więc być nie lada szokiem, gdy, krótko po śmierci syna, usłyszał w swojej hernhuterskiej parafii pieśń religijną, która tak go wzruszyła, że śpiewał ją ze łzami w oczach, a po skończonej mszy poszedł się dowiedzieć, kto jest jej autorem; gdy się wówczas dowiedział, że napisał ją właśnie Friedrich[3]

Sophie von Hardenberg, córka najmłodszego brata Novalisa podkreśla, że mimo wszystko był on bardzo podobny do swojego ojca i przytacza jego wypowiedź na temat Erasmusa, która jest jednocześnie jego własną charakterystyką: [ojciec] „uczył nas poprzez przykłady i mowy, pogardy dla wszelakiego blichtru. Napominał nas do pracowitości, skromności i wyrażał swoją radość, gdy kierowaliśmy się sercem, nie bacząc na zdanie świata. Opiewał szczęście cichego, domowego życia i prosił, byśmy nigdy w naszych wyborach i czynach nie kierowali się interesami i ambicjami.”[4]

Rychło okazało się, że założenie własnej rodziny jest dla Friedricha priorytetem, rodzinne szczęście – najwyższym celem. Mając zaledwie 21 lat tak pisał w liście do matki: „O czuję ją całkowicie, tę słodycz powołania, by stać się podporą rodziny.”[5] Żeby móc zrealizować ten cel, musiał zapewnić sobie stabilność finansowo-zawodową. Po zdaniu egzaminów prawniczych, pracował jako urzędnik w starostwie w Tennstedt. (Później będzie on jeszcze studiował w Akademii Górniczej we Freibergu, pod kierunkiem słynnego geologa Abrahama Gottloba Wernera (1749-1817), przygotowując się do zawodu asesora w dyrekcji salin.) Jego przełożeni twierdzili, że urzędnicza praca w ogóle nie sprawiała mu trudności.

Poetycka natura nigdy nie stała w konflikcie z jego praktycznym rozumem – Friedrich był człowiekiem, w przypadku którego musimy mówić o całkowitym zniesieniu sprzeczności, lub (używając jego własnej terminologii) sprzeczności te były z sobą pojednane (versöhnt). „Wszystkie dziedziny nauki muszą zostać spoetyzowane”, pisze on w liście do Friedricha Schlegla[6]. Także prace urzędnicze dają się, jego zdaniem, prowadzić w sposób poetycki.[7] Friedrich Hardenberg jako poeta nigdy nie cierpiał z powodu prozaiczności urzędniczego dnia powszedniego, ponieważ potrafił sobie tę prozę spoetyzować, upoetycznić. Pracował więc pilnie i, pomimo tego, że jego ulubionym przedmiotem studiów była filozofia, z uwagą studiował także medycynę, fizykę, geologię, mineralogię i chemię, interesował się meteorologią, astrologią, alchemią, galwanizmem, czytał teozofów, różokrzyżowców, filozofów przyrody takich jak Jakub Boehme, Emanuel Swedenborg, Franz Hemsterhuis czy Friedrich Oetinger.[8] Ten sam Novalis, który o wynalezieniu i stopniowym wprowadzeniu do powszechnego użytku mechanicznych zegarów pisał, że jest to katastrofalne w skutkach zaburzenie rytmu życia, który wcześniej dyktowała Natura, ten sam Novalis poświęcał się pracom nad wynalezieniem maszyny, która wytwarzałaby chmury, propagował podwójne okna w domach a także antycypował zasady fotografii.[9] Ale nie koniec na tym! Protestant Novalis ubolewał nad rozłamem chrześcijaństwa! Chrześcijanin Novalis głosił konieczność napisania nowej ewangelii, która byłaby ewangelią teraźniejszości i przyszłości. Warunkiem zaś przyszłego chrześcijaństwa miała być absolutna wolność religijno-wyznaniowa! Novalis nie znał czegoś takiego jak sprzeczności, był od nich całkowicie wolny.

W czasach jemu współczesnych daje się zauważyć, że „powrót do natury”, głoszony przez Rousseau i ruch Surm-und-Drang, spychał swoich głosicieli prosto w otchłań, pełną sprzeczności, ponieważ, jak zauważył Schiller, chodziło wtedy o powrót w sensie regresywnym, co było wprawdzie pięknym, ale i utopijnym marzeniem. Novalis uczy się na błędach swoich poprzedników. Kiedy i on ogłosi „powrót do natury”, będzie miał na myśli powrót w sensie progresywnym.

Jako poeta, mistyk i naukowiec wierzy w głębokie powiązania wszystkich rzeczy (Verbundensein aller Dinge) i w to, że pomiędzy fizyką a metafizyką nie ma absolutnie żadnej różnicy.[10] Jest przekonany, że ludzkość, która kiedyś zamieniła ducha na rozum, powinna dążyć do nowego „Złotego Wieku”, do połączenia Ducha i Rozumu w jedno, w pełnię. Właśnie do tego odnosi się wybrany podczas studiów we Freibergu pseudonim „Novalis” (lat. nowy, niewykorzystany dotąd ląd) – chodzi o filozoficzno-kulturowy program odnowy ludzkości, by człowiek z istoty, która straciła swą duchowość kosztem rozumności, mógł przeistoczyć się w istotę rozumno-duchową – czyli mówimy tu o powrocie w znaczeniu progresywnym.[11]

Równie istotny jest fakt, że Novalis nigdy nie dążył do tego, żeby stać się filozofem w ogólnie rozumianym tego słowa znaczeniu. Nigdy nie napisał „czysto filozoficznego” dzieła. Zawsze były to albo literackie fragmenty lub eseje, albo wiersze czy baśnie; miały to być też planowane powieści, z czego zdążyła powstać zaledwie jedna, niedokończona. Celowo rezygnuje z wydumanego, przeintelektualizowanego, rozmiłowanego w abstrakcyjnych pojęciach, stricte filozoficznego słownictwa – zamiast tego wybiera (nawet w krytykach Fichtego czy Kanta) bądź to zwykły codzienny język, bądź piękny, pełen tajemnicy i metafor, przesiąknięty poezją język literatury. Jeszcze ważniejszym jawi się fakt, że nie jest to filozofia, która miała doprowadzić jej twórcę do poznania, jak w przypadku innych filozofów. On poznanie osiągnął – nie waham się użyć stwierdzenia, że był człowiekiem oświeconym – był to więc odwrotny kierunek; cała mądrość wypływała tu z osiągniętego poznania. Jednocześnie mogła być to forma medytacji. Sam Novalis pisał: „filozofia jest duszą mojego życia i kluczem do mnie samego.”[12] Na pewno chodziło też o wskazanie, podpowiedzenie innym szukającym drogi. Wskazaniem, nakreśleniem, gdzie należy jej szukać, ale na pewno nie konkretnym jej wytyczeniem. Novalis uważał bowiem – i myślę, że jest to bardzo ważne przesłanie – że każdy, absolutnie każdy, musi znaleźć swoją własną filozofię; filozofia jest bowiem czymś tak indywidualnym jak wiara.

Napisałam, że nie waham się pisać o Novalisie jako o oświeconym. W rzeczy samej, studiując biografię poety, natykamy się na momenty, poprzez które do oświecenia owego mogło dojść:

Mały Friedrich był dzieckiem chorowitym, niezbyt zdolnym czy lotnym i właściwie leniwym – uczyć się nie umiał i nie chciał.[13] Aż stało się tak, że w wieku dziewięciu lat ciężko zachorował na czerwonkę. Wiele miesięcy był przykuty do łóżka. Mówiono, że będzie z nim źle. Ale wyzdrowiał. I nagle, zupełnie nieoczekiwanie okazało się, że z łóżka wstało zupełnie inne dziecko. Fizycznie i psychicznie był Friedrich całkowicie odmieniony. Zaczął się uczyć jak nigdy, wręcz pochłaniał wiedzę; rychło „przeskoczył” w tym swoje rodzeństwo.[14]

Siedemnastego listopada 1794 Friedrich po raz pierwszy spotkał dwunastoletnią wówczas zaledwie Sophie von Kühn. Można by powiedzieć, że była to klasyczna „miłość od pierwszego wejrzenia”, gdyby nie to, że wybranka była dosyć nieklasyczna: po pierwsze było to jeszcze dziecko, niezbyt urodziwe zresztą, jeśli wierzyć opiniom znajomych Novalisa, zdziwionych uczuciem poety, w dodatku sprawiała wrażenie osoby z lekkim opóźnieniem rozwojowym i była dość słabego zdrowia.[15] Ale Novalis z miejsca się był zakochał. Wiosną następnego roku omówione zostały kwestie zaręczyn. Była to dziwna miłość, zagadkowa nawet dla samego poety. W swoim notatniku napisał kiedyś: „To, co czuję względem Sofijki, to religia, nie miłość.”[16] Siergiej O. Prokofieff, który w swojej książce cytował i komentował odnoszące się do Novalisa wykłady Rudolofa Steinera, pokusił się o antropozoficzne rozwiązanie tej zagadki: Sophie „była dla niego [w wyniku swojej chorowitości i niedostatecznego zindywidualizowania, to jest w wyniku pewnego opóźnienia w rozwoju ciała astralnego] czymś w rodzaju bramy do wyższego świata, dała mu możliwość skierowania wewnętrznego widzenia w sfery tamtej strony, (…) wydaje się umożliwiać mu wgląd w duchowy świat.”[17] Innymi słowy, poprzez delikatne dziewczątko o imieniu Sophie dociera Novalis do boskiej Sophii.

Dziewiętnastego marca 1797 w wieku lat piętnastu, po ciężkiej chorobie umiera ukochana narzeczona poety. Novalis jest tak wstrząśnięty, że początkowo planuje siłą woli doprowadzić swoje ciało do śmierci, by za nią podążyć w zaświaty. Wiele czasu spędza nad grobem ukochanej.  Lecz to właśnie tam Friedrich von Hardenberg stał się Novalisem – Nowym Człowiekiem; tam doszło w nim do wielkiej przemiany i oświecenia, o czym możemy się przekonać, czytając jego „Hymny do Nocy”, traktując je niemal jako dokumenty, opisujące tę przemianę; wejście na wyższy poziom poznania. Kolejno dowiadujemy się z nich najpierw o bezbrzeżnej rozpaczy, samotności i strachu, następnie o tym, jak zostały one siłą Ducha przezwyciężone i przekute w siłę, jak wreszcie dochodzi do uwolnienia od okowów fizycznego ciała.[18]

Novalis pokonuje więc depresję i pragnienie śmierci, jednocześnie zyskując nowe duchowe życie. Poświęca się pracy, studiom przyrodniczym, filozofii i pisarstwu. Wkrótce zaręcza się ponownie (z Julią, córką radcy górniczego Johanna von Charpentier) i ponownie ożywa w nim marzenie stworzenia sobie rodzinnego szczęścia.

Lecz powoli wyniszczająca go gruźlica (być może nabyta podczas pielęgnowania chorego Schillera) i wiadomość o śmierci kolejnej ukochanej osoby (najpierw Sophie, potem najmilszy mu brat, teraz kolejny brat, zaledwie czternastoletni) – przekreślają wszystko. Friedrich dostaje silnego krwotoku i od tego momentu szanse na wyzdrowienie gwałtownie maleją; właściwie wierzy w to jeszcze tylko sam poeta.[19] Przetransportowano go do rodzinnego domu. Wiosną 1801 roku jego stan wydaje się poprawiać. Poeta poświęca się studiowaniu historii, dużo wertuje w Biblii i opowiada przyjaciołom o swoich dalekosiężnych pisarskich zamiarach.[20] Dwudziestego czwartego marca powiedział Friedrichowi Schleglowi: „Wiele rzeczy dopiero teraz zobaczyłem w prawdziwym świetle i jak tylko wyzdrowieję, dopiero zacznę tworzyć!”[21] Schlegel był przy łóżku przyjaciela także następnego dnia. Był tam też młodszy brat poety, Karl. W pewnym momencie Novalis poprosił Karla, by zagrał mu na fortepianie. Przy miłych sobie dźwiękach, w obecności przyjaciela i brata, opuściła ciało jego dusza, cicho, bezboleśnie, jakby rozpływając się w muzyce.[22] Tak oto na zawsze zamknęły się jego oczy, o których Schlegel mawiał, że są to oczy widzącego duchy.[23]

Gdybym chciała opisać filozofię i dzieło Novalisa, wyszłaby mi z tego opasła księga, a i tak pewnie nie udałoby mi się przekazać wszystkiego jasno i wyraźnie; znając moje skłonności, pewnie bym utonęła w morzu niuansów, a część poglądów zniekształciła, dostosowując je niechcący do własnych potrzeb i wyobrażeń. (Jako ciekawostkę dodam, że przeczytałam kilka jego biografii i każda… była inna! Poza kilkoma stałymi w postaci dat i nazwisk, miałam wrażenie, że czytam o zupełnie innych osobach!!!)

Ale jest prostszy sposób przedstawienia poglądów tego poety. Sposób nie dość, że maksymalnie skrótowy, to chyba zarazem najpełniejszy.

Otóż, były poglądy Novalisa antycypacją antropozofii i nauk duchowych Rudolfa Steinera.

Z tą różnicą, którą sam Steiner zresztą podkreślał, że Novalis był naturalnym mistykiem i wizjonerem w najgłębszym tego słowa znaczeniu – czyli najpierw pojawiały się u niego wizje, potem oparta na nich filozofia, a ćwiczenia duchowe, medytacja, skutkowały jakby powrotem do przeżytych już wizji, ewentualnie były ich kontynuacją lub/i pogłębieniem, podczas gdy w przypadku Steinera – to już taka moja osobista refleksja – ćwiczenia duchowe miały rozwinąć w człowieku wrażliwość, bez której przeżycia mistyczne nie są możliwe. Novalis tę wrażliwość posiadał, u niego nie była ona „wyćwiczona” (choć mogła być – i pewnie była –  wynikiem chorowitości i dramatycznych przeżyć; ciągłego przebywania na granicy świata żywych i domeny śmierci). Steinera fascynowała ta „naturalność” jego mistycyzmu, ogłosił go nawet duchowym przewodnikiem, patronem swojego ruchu antropozoficznego.

Dla uproszczenia możemy więc patrzeć na Novalisa jak na antropozofa (choć jego antropozofię odkrył dopiero antropozof Steiner) – ze wszystkimi tego konsekwencjami. Mam tu na myśli przede wszystkim antropocentryzm, który niestety przebija się przez jego poglądy, i który jest chyba – przynajmniej w moim odczuciu – najmocniejszym ogniwem, łączącym go z chrześcijaństwem. Gdyby nie narzucona przez chrześcijaństwo postawa antropocentryczna, myślę, że mówiąc o Naturze, mówiłby Novalis językiem poganina. Trzeba stwierdzić, że w wielu miejscach i tak nim mówił:

„NATURA NIE BYŁABY NATURĄ, GDYBY NIE MIAŁA DUCHA” (– czy takie stwierdzenie nie byłoby przez Kościół okrzyczane herezją?)

Powiem to z całą szczerością: ja cierpię, czytając Novalisa! Co dwa zdania wściekam się na niego za antropocentryzm (jakieś dziwaczne sposoby wychowywania natury, łagodzenia jej charakteru, panowania nad nią, choćby za pomocą muzyki itd.) i kiedy już jestem wściekła i rozczarowana na tyle, żeby rzucić książkę gdzieś w kąt i nigdy do niej nie wracać – staje mi przed oczami kolejne zdanie, z którym się całą moją pogańską duszą zgadzam i które mnie dogłębnie porusza i zachwyca. Na przykład:

„Odbicie nieba w wodzie nie jest tylko złudzeniem, jest to przejaw delikatnej przyjaźni, oznaka sąsiedztwa, a jeśli nie spełniony popęd dąży ku nie zmierzonym wyżynom, to szczęśliwa miłość chętnie pogrąża się w nieskończonej głębi.”

„Szczęśliwym nazywam tego syna, tego ulubieńca natury, któremu pozwala ona oglądać się zarówno w swej dwoistości – jako moc płodząca i rodząca, jak i w swej jedności – jako nieskończone, wiecznotrwałe gody. Jego życie stanie się pełnią wszelkich rozkoszy, łańcuchem upojenia, a jego religią będzie właściwy, prawdziwy kult natury.”

„Jakże dziwne jest to, że właśnie najświętsze i najbardziej czarujące zjawiska natury znajdują się w rękach ludzi tak martwych, jakimi zwykle są chemicy (…) prostackie duchy, które nigdy nie będą wiedzieć, jakie cuda mają w swych probówkach.”

W stu procentach zgadzam się także z poglądami Novalisa odnośnie MITU i roli poezji/poetyckiego natchnienia w dziejopisarstwie:

„Człowiek piszący o historii powinien być także koniecznie poetą, bo tylko poeci posiadają umiejętność wiązania ze sobą wydarzeń w sposób właściwy. (…) Więcej jest prawdy w ich baśniach, aniżeli w uczonych kronikach. Bo nawet, jeśli postacie są tu wymyślone, to sens, w którym zostały wymyślone, kryje w sobie prawdę i jest czymś naturalnym. (…) Tu chodzi o doświadczenie wielkiego i prostego ducha zjawisk dziejowych, a kiedy jest nam to dane, najmniej troszczymy się o możliwość historycznego udowodnienia egzystencji jego zewnętrznej formy.”

„Zbiór mitów zawiera historię świata prawzorów, obejmuje czasy dawne, teraźniejszość i przyszłość”

„To, że nie widzimy się w świecie baśni, ma swą przyczynę tylko w słabości naszych organów i kontaktu ze samym sobą.”

Jerzy Prokopiuk o Hardenbergu: „Filozofia była dla Novalisa ołtarzem, na którym poezja jako kapłaństwo otrzymywała wewnętrzne święcenia.”

Bardzo bliska jest mi też idea symfilozofowania. Zacytujmy znów Jerzego Prokopiuka: „Tym bowiem, co go [Novalisa] interesowało, była raczej nowa metoda myślenia, która doprowadziłaby do syntezy nauki, sztuki i religii, a którą on sam nazywał symfilozofowaniem.”

(źródło cytatów: Jerzy Prokopiuk, Novalis. Uczniowie z Sais. Proza filozoficzna – studia – fragmenty. Czytelnik, Warszawa 1984)

Głównym wątkiem wszystkich dzieł Novalisa jest przepowiadanie i przygotowywanie powrotu ludzkości do Złotego Wieku. Przypomnijmy sobie w skrócie o co chodzi.

Polska Wikipedia jakoś nie zaskakuje „ogromem” tekstu:

Złoty wiek

- w mitologii greckiej wiek obfitości i szczęścia. Motyw „złotego wieku” jest także obecny w innych mitologiach. Według klasycznej wersji legendy złoty wiek miał miejsce za czasów panowania Kronosa, choć wyznawcy Orfizmu uważali, że miał on miejsce w czasie panowania boga Fanosa.

Dla porównania warto zajrzeć do wikipedii niemieckiej:

http://de.wikipedia.org/wiki/Goldenes_Zeitalter

albo angielskiej:

http://en.wikipedia.org/wiki/Golden_Age

Moje tłumaczenie z  niemieckojęzycznej Wiki (początkowe dwa akapity):

Złoty Wiek (gr. χρύσεον γένος chrýseon génos „Złota Rasa“, lat. aurea aetas oder aurea saecula „Złoty Wiek“) jest pojęciem z mitologii antycznej. Określa idylliczną prafazę, stan idealny w historii stworzonej przez Kronosa ludzkości przed powstaniem cywilizacji. Według tego greckiego (przejętego przez Rzymian) mitu istniejące wtedy stosunki społeczne były optymalne, a sami ludzie znakomicie osadzeni w środowisku naturalnym. Wojny, przestępstwa i nałogi nie były znane, skromne potrzeby życiowe pokrywała Natura. W trakcie kolejnych epok nastąpił jednak rozkład moralny, pojawili się ludzie dążący do władzy i posiadania, warunki życia pogorszyły się w sposób drastyczny. W czasach współczesnych narratorowi mitu rozkład osiągnął już niemal punkt krytyczny. [ale – zdaniem Hezjoda, w przyszłości trzeba się spodziewać jeszcze pogorszenia sprawy, aż wściekły Zeus zniszczy ludzkość]. Niektórzy rzymscy autorzy głosili nastanie nowej epoki pokoju i zgody jako odnowionego Złotego Wieku.”

„Istnieją pewne powiązania z mitami Dalekiego Wschodu. Pod pewnymi względami różniące się, ale w gruncie rzeczy dające się porównać Idee rozpowszechnione były w starożytności na Bliskim Wschodzie i w Środkowej Azji. Z różnych zachowanych wersji można zrekonstruować ogólny zarys pramitu azjatyckiego pochodzenia[!!!]. Przynajmniej pod względem poszczególnych motywów jest ów pramit bazą wyjściową tradycji europejskich. [I dopiero na szarym końcu czytamy:] Poza tym  dają się zauważyć pewne paralele z biblijnym mitem Raju (Eden) i wygnaniem z niego, przy czym nie można tu raczej mówić o jakimś trzonie wspólnej tradycji.”

Z dalszej części tekstu dowiadujemy się, że pojęcie Złotego Wieku wystąpiło także w nordyckiej Eddzie.

Przy okazji: Tak się zastanawiam… Mamy rok 2012, rok zmian, czas przesilenia. Skoro mit Złotego Wieku wywodzi się z Białego Lądu i Mazonii, skoro pozbawiona ducha nauka, oparta na, jak go określił Novalis, rozumie skamieniałym i zamieniającym w kamień (dt.versteinert und versteinernd), zaczyna chwiać się na swoim piedestale, skoro upodliliśmy się względem Natury tak, że chyba już bardziej nie można, skoro jednak ludzie powoli zaczynają odczuwać potrzebę uduchowienia, skoro coraz więcej ludzi powraca do swojej rodzimej, pogańskiej wiary… Czy w obliczu tego wszystkiego można mieć nadzieję, że doczekamy (jako ludzkość) nowego Złotego Wieku? Dziwnie mi się ta myśl splata np. z przepowiednią o odrodzeniu Arkony…

Lucas Cranach Starszy „Złoty Wiek”

Jeszcze jedna sprawa, nim ostatecznie dojdę do Błękitnego (Niebiskiego?) Kwiatu.

Novalis używał znanych mitów, historii, postaci (w tym także historycznych) jako bazy, niejednokrotnie wiele w nich zmieniając, nadając im nowe treści, inny wymiar; rozwijał lub całkowicie przerabiał różne wątki. Używał znanych postaci/opowieści/mitów jak naczyń, wlewając w nie własną filozofię, własny przekaz. Czasami zastanawiam się, czy nie zrobił tego również z chrześcijaństwem, którego był wyznawcą. Może miała to być religia uniwersalna, wykraczająca poza religijne podziały? A kiedy mówił, że „nie ma takiej religii, która nie byłaby chrześcijaństwem”, może były to słowa skierowane do chrześcijan, wezwanie do zaprzestania wojen na tle religijnym, nawracania itd.? W piątym „Hymnie do Nocy” czytamy o stopniowym nastawaniu ery Kali Yuga: „bogowie znikali wraz ze swoim orszakiem – samotna, pozbawiona życia była Natura”, ale także o początkach końca tej ery: „zamierzchłe [dt.graue] czasy stają się młode”, „nastaje nowy świat”, Chrystus ożywia starych (pogańskich!!!) Bogów. To przecież nic innego jak znany z nordycko-germańskiej mitologii Ragnarök – Zmierzch Bogów, ich zniknięcie z powodu utraty przez ludzi umiejętności postrzegania duchowej rzeczywistości, ale zniknięcie czasowe (pozorne?), do momentu, aż ludzie, powrócą do utraconej duchowości.

To oczywiście mocno pokręcony tok rozumowania, z tym Chrystusem, ożywiającym starych  Bogów, ale nie zapominajmy, że autorem tych wizji jest chrześcijanin. Ja myślę, że jak na chrześcijanina i tak daleko w tym wszystkim zaszedł ;) Może musiał po prostu otrzymaną wizję dla siebie samego przepuścić przez pojęciową maszynkę chrześcijaństwa?

Bardzo ciekawym przykładem jakościowego przekształcania znanych historii/postaci jest nieukończona powieść Novalisa „Henryk von Ofterdingen”, wydana po jego śmierci w 1802 roku.

Jest ona bezpośrednim nawiązaniem do „Lat nauki Wilhelma Meistra” Goethego. Novalis odnosił się do tego dzieła bardzo krytycznie, choć samego Goethego uważał za geniusza. Dzieło to, powieść rozwojowa/inicjacyjna (Bildungsroman) miało zdaniem Novalisa traktować o rzeczach kompletnie nieważnych, prozaicznych, a natura i mistycyzm w ogóle były z niego wykluczone. Pisze więc Novalis własną wersję powieści inicjacyjnej, ale odnoszącej się do WEWNĘTRZNEGO rozwoju człowieka.

„Es ist alles innerlich.” – „Wszystko jest wewnętrzne.” – czytamy w powieści.

Dodatkowo powieść zaplanowana była jako apoteoza poezji (główny bohater dojrzewa do swojego powołania – staje się poetą). Jest też tam gęsto od filozofii przyrody i miłości, jest mowa o Złotym Wieku, wyraźna jest głęboka wiara w reinkarnację. Powieść składa się z niezliczonych rozmów, nauk mądrych nauczycieli a także z wielu baśni, których rola dla całości jest kluczowa.

I to właśnie w tej powieści natrafiamy na Błękitny Kwiat…

Powieść dzieli się na dwie części: „Oczekiwanie” i „Spełnienie”. Poeta niestety zdążył ledwie zacząć część drugą. Całe szczęście, dzięki Ludwigowi Tieckowi coś niecoś możemy się o niej dowiedzieć, ponieważ przyjaciel pozbierał notatki Novalisa, rozmawiał z nim też wcześniej o jego planach związanych z przebiegiem akcji w powieści. Z całą pewnością „Spełnienie” miało zostać osiągnięte.

Akcja rozgrywa się w trzynastowiecznych Niemczech, głównym bohaterem jest młody Henryk.

http://www.tuya-salina.ch/welcome.html/5182.html

Zamiast się rozpisywać, po prostu przytoczę początek powieści. A zaczyna się ona od… sennej wizji!

(Tutaj muszę zaznaczyć, że nie udało mi się wypożyczyć polskiego tłumaczenia powieści, a w tej chwili nie bardzo mogę sobie pozwolić na luksus kupowania książek. Tłumaczenie jest więc moje własne, kulawe i wybitnie amatorskie. Tekst po niemiecku znajdziecie pod tym linkiem: http://gutenberg.spiegel.de/buch/5235/3)

> Rodzice leżeli już i spali, zegar ścienny wybijał swój monotonny takt, wiatr świszczał za kłapiącymi okiennicami. W izbie co chwila robiło się jasno od księżycowej poświaty. Młodzieniec leżał niespokojnie na swoim posłaniu i myślał o wędrowcu i jego opowieściach. „Tu nie o skarby chodzi, to nie one budzą we mnie to niewypowiedziane pragnienie”, mówił sam do siebie, „jak najdalszą jest mi żądza posiadania; ale zobaczyć chciałbym ów błękitny kwiat. Cały czas o nim myślę, o niczym innym nie potrafię. Nigdy dotąd się tak nie czułem: zupełnie, jakbym przed chwilą śnił, jakby mnie nieprzytomny sen przeniósł do innego świata, bo w świecie, w którym żyję, któż troszczyłby się o kwiaty, nie mówiąc już o tym, że nie słyszałem jeszcze o podobnej względem kwiatu namiętności. Skąd właściwie wziął się ten obcy człowiek? Nikt z naszych nigdy podobnego nie spotkał; ale właściwie dlaczego tylko ja jeden jestem jego opowieściami tak bardzo przejęty; inni słyszeli przecież dokładnie to samo, ale nikomu tak się nie zrobiło. Że też nawet nie potrafię mówić o swoim dziwnym stanie! Przez większość czasu czuję się tak zachwycająco wspaniale, i tylko wtedy, gdy nie mam tego kwiatu żywo w pamięci, opanowuje mnie głębokie, wewnętrzne dążenie: tego nie jest w stanie, nie zrozumie nikt. Myślałbym, że oszalałem, gdybym tak wyraźnie i jasno nie widział i nie myślał, wszystko mi się teraz wydaje bardziej zrozumiałe. Słyszałem kiedyś opowieści o starych czasach, gdy zwierzęta i drzewa i skały rozmawiały z ludźmi. Czuję się teraz tak, jakby miały one w każdej chwili przemówić, jakbym patrząc na nie, od razu wiedział, co chcą mi przekazać. Musi być jeszcze wiele słów, których nie znam: znałbym więcej, mógłbym wszystko o wiele lepiej zrozumieć. Wcześniej lubiłem tańczyć, teraz chętniej myślę o muzyce.” Młodzieniec rozpłynął się w słodkich fantazjach, zasnął. Śniły mu się najpierw bezkresy i dzikie, nieznane obszary. Z niepojętą lekkością wędrował ponad morzami, widział niezwykłe zwierzęta, żył z rozmaitymi ludźmi, podczas wojny, w dzikim zgiełku, w cichych chatach. Dostał się w niewolę, poznał najhaniebniejszą biedę. Wszystkie możliwe doznania rozrastały się w nieskończoność. Przeżył nieskończenie barwne życie, umarł i powrócił, kochał aż do najwyższej namiętności i był potem znowu ze swoją ukochaną rozdzielony. Wreszcie nad ranem, w czas świtania, zrobiło się w jego duszy ciszej; obrazy stały się wyraźniejsze i trwalsze. Zdawało mu się, że idzie samotnie poprzez ciemny las. Światło dzienne z rzadka przebłyskiwało przez zieloną sieć. Wkrótce doszedł do skalnego wąwozu. Musiał się wspinać po omszałych kamieniach, oberwanych kiedyś w wyniku gwałtownej burzy. Im wyżej był, tym jaśniejszy stawał się las. Wreszcie dotarł do niewielkiej łąki, położonej na zboczu góry. Za łąką wznosiła się wysoka skała, u stóp której dostrzegł otwór, który wydawał się być początkiem wykutego w niej korytarza. Korytarz początkowo prowadził prosto, aż do rozległej komory, skąd mu już z daleka błyszczało jasne światło. Kiedy tam wszedł, ujrzał potężny strumień świtała, który niczym gejzer piął się w górę aż do sklepienia, by tam rozsypać się w niezliczoną ilość iskier, które na koniec opadały w dół do wielkiego basenu; strumień ten błyszczał niby pałające złoto; nie było słychać najdrobniejszego dźwięku, święta cisza otaczała ten wspaniały spektakl. Zbliżył się do niecki, która falowała i drżała nieskończonością barw. Ściany jaskini były pokryte tą cieczą, która nie była gorąca, lecz chłodna i rzucała na ścianach matowe, błękitnawe światło. Zanurzył w basenie dłoń, zwilżył wargi. Czuł, jakby przenikało go duchowe tchnienie, poczuł się głęboko w środku pokrzepiony i orzeźwiony. Opanowało go nieodparte pragnienie, żeby całkiem się zanurzyć, rozebrał się, wstąpił do basenu. Było mu tak, jakby opłynęła go chmura wieczornej zorzy, niebiańskie doznanie zalało jego wnętrze; niezliczone myśli dążyły z najgłębszą rozkoszą do tego, by się wymieszać; powstawały nowe, nigdy dotąd nie widziane obrazy, które również rozpływały się jedne w drugich, aż stawały się wokół niego widzialnymi istotami, a każda fala miłej materii [dt.Element] tuliła się do niego niczym delikatna pierś. Przypływ rozpraszał się w czarujące dziewczęta, które na oka mgnienie ucieleśniały się przy młodzieńcu.

Oszołomiony zachwytem, ale świadomy każdego wrażenia, płynął spokojnie z fosforyzującym nurtem, który wpływał w skały. Ogarnęło go coś jakby słodka drzemka, podczas której śniły mu się nieopisywalne wydarzenia, aż obudziło go kolejne olśnienie. Znalazł się na miękkiej trawie przy źródle, które wytryskało w powietrze i w nim się rozpływało. Dalej wznosiły się ciemnoniebieskie skały z barwnymi żyłami; światło dzienne, którym był spowity, było jaśniejsze i łagodniejsze niż zwykle, niebo było ciemnogranatowe i całkowicie przejrzyste. Najsilniej jednak przyciągał jego uwagę wysoki świetliście błękitny kwiat, który stał przy źródle i muskał go swymi szerokimi, błyszczącymi płatkami. Dookoła pełno było kwiatów wszelkiej maści, ich rozkoszny zapach wypełniał powietrze. Lecz on nie widział niczego poza błękitnym kwiatem, przyglądał mu się długo z niewypowiedzianą czułością. W końcu, gdy chciał się do niego zbliżyć, kwiat zaczął się poruszać i zmieniać; płatki rozbłyszczyły się jeszcze mocniej. Przylgnęły do rosnącej łodygi, kwiat zwrócił się w jego stronę, płatki kielicha ukazały rozchylony kołnierzyk, w którym unosiło się delikatne oblicze. Słodkie zdumienie wzrastało wraz z tą przemianą, gdy wtem, nagle, zbudził go głos matki i znalazł się z powrotem w rodzinnej izbie, którą ozłacało już poranne słońce. <

Niedośniony do końca sen pozostawia po sobie niespełnienie i zarazem przeczucie możliwości spełnienia.

Rodzice Henryka niepokoją się o stan chłopaka; jest on teraz odmieniony, często bywa zamyślony.

Bardzo ciekawie Novalis „uczy” swojego odmienionego (częściowo oświeconego?) bohatera egzystencji w społeczeństwie, zmuszając go do stawienia czoła różnym sytuacjom konfliktowym (wydrwienie, konflikty polityczno-religijne i religijno-rasowe, zapał do wojaczki, różnego rodzaju manipulacje, praca zarobkowa a poglądy itd.); spokój, szacunek, entuzjazm, miłość i bycie wiernym swoim ideałom przedstawia jako środki, służące osiągnięciu tej koegzystencji – ale nie będziemy teraz tego omawiać, skupmy się na samym kwiecie.

Zaintrygowało mnie, że chociaż autor z reguły nie podaje konkretnych dat czy dni wydarzeń opisanych w powieści, jedna jest dosyć precyzyjna. Otóż senna wizja Henryka przypada na czas letniego przesilenia. Dowiadujemy się o tym chwilę później, na początku drugiego rozdziału. Rodzice wymyślili, że odmieniony Henryk potrzebuje… jakiejś odmiany. Postanowione więc zostaje, że wraz ze swoją matką i gromadą kupców wyruszy w daleką podróż do Augsburga, gdzie mieszka jego dziadek ze strony matki. Wyruszają po świętym Janie („Johannis war vorbei”).

Czy to przypadek? Może tak, może nie. Może Novalis nawiązuje tu do znanych sobie legend. Może. A może uznał, że czas przesilenia to czas magiczny, idealny, by zacząć wyprawę, o której już wiemy, że tak naprawdę była wyprawą do wnętrza, drogą duchowego rozwoju.

Czym jest właściwie czas letniego przesilenia? Dlaczego wiążą się z nim liczne pogańskie (a nawet „popogańskie” chrześcijańsko-pogańskie, ubrane w szatki świętego Jana) legendy?

Pomyślmy, opierając się na naszej słowiańskiej rodzimej wierze:

Święto letniego przesilenia – Kupała, kupalnocka, sobótki, noc świętorujańska – jak każde słowiańskie święto jest to Święto Przyrody, Natury.

Konkretnie jest to Święto Wody, Ognia i Miłości – miłości pomiędzy kobietą i mężczyzną, ale również miłości Ognia i Wody (żenienie tych dwóch Żywiołów!), czyli poniekąd święto miłości pomiędzy przeciwieństwami, łączenie przeciwieństw w pierwotną całość, w jedń, pełnię.

Ale na tym nie koniec! Jak każde wielkie słowiańskie święto jest to także czas Dziadów, czyli duchów; otwiera się krąg, ludzie obcują z duchami, oddają im cześć, ale też otwierają się na ich mądrość, doświadczenie, na cały duchowy świat.

BOSKOŚĆ – NATURA – DUCHOWOŚĆ – MĘSKOŚĆ/KOBIECOŚĆ oto słowa opisujące letnie przesilenie wg rodzimej wiary.

Wróćmy teraz do powieści Novalisa i do opisu błękitnego kwiatu. No właśnie… Błękitnego? Niebieskiego? Dlaczego właśnie takiego, a nie na przykład różowego czy sinokoperkowego? Niebieski to popularny kolor wśród kwiatów: hortensja, cykoria, bławatek… Dlaczego Novalis uparł się na taki, a nie inny kolor?

Błękitny, niebieski, niebiański, czyli boski… Czyż nie?

Idźmy dalej. Kwiat z sennej wizji Henryka to w pewnym sensie mieszanka rośliny, ducha (ruch łodygi, muskające płatki, eteryczne oblicze) i kobiety (w dalszej części powieści Henryk poznaje Matyldę, córkę wielkiego poety, w której się zakochuje. Wtedy olśniewa go, że twarz, którą widział okoloną płatkami błękitnego kwiatu, to była właśnie twarz Matyldy) Popatrzmy, co otrzymujemy:

Niebieski – Kwiat – Oblicze – ukochana Matylda

a tym samym:

Boskość – Natura – Duchowość – Męskość/Kobiecość

Wyrażenie męskość/kobiecość można chyba zastąpić słowem MIŁOŚĆ

Do tego wszystkiego dochodzi analogiczne wyruszenie na poszukiwanie magicznego kwiatu w czas letniego przesilenia. Słowianie szukają Kwiatu Paproci, Henryk (Novalis) Błękitnego Kwiatu.

Zaryzykuję tezę, że aby odnaleźć ten upragniony cel, trzeba podążać drogą, na której drogowskazem jest… sam poszukiwany kwiat! Czyli: Boskość – Natura – Duchowość – Miłość…

Boskość – Staramy się wczuć w boski, boży świat, czcimy bogów i ich działanie, czcimy Najwyższego – Światło Świata, WszechŚwiat.

Natura – Szanujemy Naturę, staramy się dostroić do niej nasze dusze i ciała, dążymy do życia z nią w harmonii.

Duchowość – Odkrywamy, czujemy ją w całym otaczającym nas świecie; jako Mikrokosmos zlewamy się z Makrokosmosem, zrywamy pęta fizyczności.

Miłość – odnajdujemy ją w sobie, w innych, w tej jednej, jedynej osobie; dajemy ją innym, dzielimy się nią; znajdujemy ją w Naturze, we WszechŚwiecie, Świetle Świata.

Boskość – Natura – Duchowość – Miłość.

Czym zatem jest Kwiat Paproci? – Poznaniem. Wiedzą-Wiarą. Oświeceniem.

Znalazłam na tym blogu, gdzie mowa jest o tym, czym jest SŚŚŚ, bardzo podobne słowa. Ale znalazłam je, o dziwo, dopiero, kiedy sama doszłam już do własnych wniosków. Wcześniej musiałam to przeoczyć, ale teraz, gdy czytam, podpisuję się pod tym obiema rękami!

znak

8+8 = 16 = 7

4 x 4  = 16 = 7

Symbolizuje Kwiat Paproci (Pąp Rudzi) – Wiarę Przyrody

Cały artykuł tutaj: http://bialczynski.wordpress.com/slowianie-w-dziejach-mitologia-slowian-i-wiara-przyrody/

7 to liczba szczęścia, prawda? Wiedza-Wiara daje człowiekowi szczęście.

A czym jest, stworzony przez Novalisa symbol Błękitnego Kwiatu? Tym samym! Poznaniem, Oświeceniem.

W dużym skrócie oczywiście, bo kwiat ten wyrósł nie na czysto pogańskiej glebie, lecz przebijać się musiał przez wiele różnych warstw kulturowych, nim wreszcie wykiełkował i zakwitł. Znalazłam w internecie bardzo interesujący artykuł na ten temat: http://www.zloty-rozokrzyz.org/teksty/po_p55_01.htm

(jedna uwaga: Novalis wcale tak bardzo nie uwielbiał Fichtego, jak sugeruje autor podlinkowanego artykułu. Twierdził, że „Fichtemu brakuje miłości” , a nawet, że Fichte jest „niebezpieczny”.)

Właściwie to już wszystko, co chciałam opowiedzieć. Jako ciekawostkę dodam może jeszcze, że obydwa kwiaty spotyka dzisiaj bardzo podobny los – profanacja. Wszędzie roi się od poszukiwaczy, idących „na skróty”. Spotkałam się już z wieloma teoriami na temat tego, czym „tak naprawdę” jest „domniemany” „Kwiat” Paproci; chyba najbardziej rozbroiło mnie stwierdzenie, że chodzi o fosforyzującą grzybnię, porastającą paprocie. :D

Błękitny kwiat natomiast najczęściej sprowadzany jest do chaberka, bo trzeba wszak było dokonać wyboru pomiędzy kwitnącymi na niebiesko gatunkami.  http://de.wikipedia.org/wiki/Blaue_Blume


[1] Hardenberg, Sophie, Friedrich von Hardenberg genannt Novalis. Eine Nachlese aus den Quellen des Familienarchivs. Avox, Leipzig 2010. S. 35-39

[2] Ibd. S. 290

[3] Ibd.

[4] Ibd. S. 258

[5] Ibd. S. 77

[6] Ibd. S. 196

[7] Safranski, Rüdiger: Romantik. Eine deutsche Affäre. Carl Hanser Verlag. München 2007. S. 59

[8] Prokopiuk, Jerzy,  Novalis. Uczniowie z Sais. Proza Filozoficzna – Studia – Fragmenty. Czytelnik, Warszawa 1984 (s.27)

[9] Hardenberg, Sophie, Friedrich von Hardenberg genannt Novalis. Eine Nachlese aus den Quellen des Familienarchivs. Avox, Leipzig 2010. S. 20

[10] Ibd. S. 28

[11] Lutz, Bernd, Jeβing, Benedikt: Metzler Autoren Lexikon. Deutschsprachige Dichter und Schriftsteller vom Mittelalter bis zur Gegenwart. J.B. Metzler. Stuttgart-Weimar 2004. S. 558

[12] Hardenberg, Sophie, Friedrich von Hardenberg genannt Novalis. Eine Nachlese aus den Quellen des Familienarchivs. Avox, Leipzig 2010. S. 135

[13] Ibd. S. 48

[14] Ibd. S. 48

[15] Prokofieff, Sergej, Ewige Individualität. Zur karmischen Novalis-Biographie. Verlag Am Goetheanum 1987. S. 204

[16] Ibd. S. 206

[17] Ibd. S. 207

[18] Ibd. S. 47

[19] Hardenberg, Sophie, Friedrich von Hardenberg genannt Novalis. Eine Nachlese aus den Quellen des Familienarchivs. Avox, Leipzig 2010. S. 288

[20] Ibd. S. 289

[21] Ibd. S. 289

[22] Ibd. S. 289

[23] Safranski, Rüdiger: Romantik. Eine deutsche Affäre. Carl Hanser Verlag. München 2007. S. 110

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 595 other followers