białczyński

13.0.0.0.0.0


Jeśli chcemy komuś pomóc musimy uważać w dwójnasób – nie tylko tak jakbyśmy uważali gdy myślimy o sobie i własnym bezpieczeństwie, lecz najlepiej dziesięć razy bardziej, bo bierzemy na własne barki ciężar RADY jakiej udzielamy i ryzyko, że jeśli RADA będzie nietrafna osoba której udzieliliśmy RADY poniesie szkodę.

Ja osobiście staram się unikać dawania rad, wskazuję co najwyżej kierunek który warto wypróbować na sobie, bo dla mnie ten kierunek był skuteczną receptą i pozwolił mi pożytecznie przeżyć życie. Nie tylko zresztą pożytecznie, ale także nie ukrywam przyjemnie i zdrowo. Mojej drogi nie polecam tylko tym którzy chcą być bogaci – ale w zasadzie każdy kto chce osiągnąć ten właśnie cel  także może nią podążyć bez problemu – dam mu tylko radę w którym momencie, odwrotnie niż ja,  „zsiąść z karuzeli nowości” i zakotwiczyć w „wybranej przystani jakiejś dziedziny aktywności”, po to żeby zacząć odcinać w tejże „dziedzinie” kupony , czyli zbijać kapitał , czyli tłuc mamonę.

Skoro zatem moja droga była receptą – po 60 latach można to już ocenić – na życie w pełni udane i pod każdym względem zrealizowane – to czuję się uprawniony ostrożnie dzielić się swoją wiedzą i wskazywać ten sposób na życie, jako wart naśladowania przykład, choć niekoniecznie w 100% skutkujący dla wszystkich naśladowców pozytywnie.

Przez jakiś czas byłem też doradcą finansowym i ubezpieczeniowym w ING, więc znam się trochę na tych sprawach. Ponieważ jednak szybko doszedłem do wniosku, że mógłbym ludziom w zasadzie poradzić tylko jedno – trzymajcie się od pożyczek pieniędzy z daleka, a ubezpieczajcie się tylko wtedy, gdy naprawdę macie nadwyżkę finansową i „czujecie” ryzyko, to już po roku przestałem być trybikiem w sektorze finansowo-ubezpieczeniowym – stałem się zupełnie nieskuteczny. To wam powinno dać do myślenia na temat całego tego sektora. 

Doradzanie komuś jak ma obracać swoimi pieniędzmi to naprawdę wielka odpowiedzialność nawet w normalnym kraju. W Polsce, gdzie na rynku panuje kapitalizm drapieżny, furiacki, czy jakby go tu trafnie nazwać „berserkowski” (niewtajemniczonym wyjaśniam – berserkowie – wojownicy mordujący w amoku i na oślep, pod wpływem oszołomienia narkotykami i krwiożerczym transem) trudno coś komuś z sensem doradzać. Mamy tu instytucje o poważnych nazwach, logotypach i utrwalonych na świecie markach zachowujące się w Polsce jak somalijscy piraci i mamy też rodzimych finansistów i biznesmenów, którzy są nie tyle rekinami finansjery co prawdziwymi piraniami z Orinoko, albo innego „czarnego dunajca”.  Nie doradzam nikomu w sprawach finansowych.

 

W tak zwanych sprawach życia i śmierci też nikt nie usłyszy ode mnie żadnych rad. Sprawy miłości i żądzy to tak naprawdę kaliber „życie i śmierć, być albo nie być” – więc nie oczekujcie ode mnie, że i w tych dziedzinach podpowiem jakąś radę w sposób ODPOWIEDZIALNY.

A teraz to do czego zmierzam. Od razu zaznaczam, że choć  posługuję się tutaj konkretnym przykładem nie mam na celu „picia do kogokolwiek” ani „pouczania” ani prostowania „niesłusznych” sądów czy postaw. Sytuacja jaka zdarzyła się na naszym blogu jest tylko pretekstem do rozmowy na dwa tematy:   Odpowiedzialności Wiedzącego i Ostrożności Przyjmującego radę. Tak się składa, że możemy te tematy prześledzić w związku z datą  21 12 2012 lub też jak inni twierdzą 12 12 2012.  Jest to także żywy przykład zastosowania w praktyce narzędzi kodyzmu – w celu wyłuskania informacji „opakowanej w sposób uczony” ale mylnej już w założeniu – w intencji piszącego ją człowieka.

Do rzeczy.

  

Zacznijmy od tego że 10 dni temu Spokojny chciał uspokoić nieco spanikowaną datą 21122012 Magdę. Oto ta próba:

Wysłany 03.10.2012 o 12:36 | W odpowiedzi na Magda.

Mnie chodziło raczej o to, że nic się nie stanie, nic zupełnie się nie stanie, i nic całkiem, i w każdym możliwym sensie Nic po prostu. Dzień jak codzień. Niemniej wiele osób będzie nadawać znaczenie typowym wydarzeniom, ponieważ będą z góry przekonane, że “coś ma być”. Czy koniec świata jest potrzebny. Ja nie wiem. Na pewno można mówić o pewnym kryzysie ekonomicznej koncepcji neoliberalnej, co z perspektywy Polski, od ponad 20 lat faszerowanej tatherowsko korwinowsko balcerowiczowską chałą może wydawać się końcem świata. Nie ma jednak żadnych podstaw do tego, by się spodziewać jakichś kosmicznych cykli czy katastrof. To są legendy miejskie pomieszane z prostymi błędami w rozumowaniu. Poczynając od tego, że ludzie czekający na magiczne 20,12,2012 albo 12.12.2012 zupełnie ignorują fakt, że ten kalendarz na którym opiera się ten zapis wielokrotnie w ciągu ostatniego tysiąca lat zmieniano dodając dni i zmieniając numerację lat. Robili to kolejni papieże za pomocą edyktów na prośby ich matematyków bo im się te kalendarze nie chciały dobrze astronomicznie domykać, więc nawet gdyby założyć, że wiadomo jaka była data początkowa tego kalendarza (a przecież jest całkowicie arbitralnie przyjęta) i gdyby założyć, że cyfry w systemie dziesiętnym pisane mają jakąśkolwiek moc i gdyby założyć, że to właśnie ten kalendarz ma mieć tę moc to i tak wciąż nie wiadomo, jak jest “tak naprawdę” z tą datą. Ten kalendarz się zmieniał.
Po drugie twierdzenie, jakoby kalendarz Majów zawierał zapowiedź końca świata lub się kończył w 2012 roku jest po prostu nieprawdziwe. Nic takiego nie ma miejsca. W kronikach Majów jest mnóstwo odniesień do dat przyszłych po roku 2012. Ten nasz 2012 to po prostu koniec pewnego cyklu ale wiele takich cykli już było. Majowie nigdy na żaden koniec świata nie oczekiwali i nie oczekują.
Po trzecie opowieść o równiku galaktycznym który rzekomo przekraczamy też jest nie za bardzo, bo ten równik też jest wyznaczony arbitralnie i umowny. Nie ma czegoś takiego, jak połowa grubości galaktyki ponieważ galaktyka ma kształt nieregularny i nie można wyznaczyć np. środka drogi mlecznej, tak jak nie można wyznaczyć np. środka warszawskich terenów zabudowanych. To się nie da z przyczyn oczywistych. No chyba, że ktoś (znowu arbitralnie) wyznaczy granicę Warszawy to wtedy z takiej umownie przyjętej figury wyjdzie mu umownie przyjęty środek. Najsensowniejsze syntetyczne opracowanie fenomenu roku 2012 znalazłem po prostu na Wiki.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Fenomen_roku_2012
Czy Rodzimowiercom to potrzebne? Myślę, że nie. Ale co innego by się przydało na pewno. Sensowna merytoryczna krytyka współczesnego gospodarczego systemu. Bliżej realności i ziemi. Niekoniecznie zaraz Ziemi. Po prostu gruntu.

Od razu nasunęła mi się uwaga, że nie chodzi tutaj o ten jeden kalendarz, ani specjalnie o kalendarz Majów – choć głównie o niego, ale też o inne kalendarze i cykle, które w tym momencie się zbiegają, według innych systemów liczone, i z innymi arbitralnie i nie arbitralnie ustalonymi punktami związane. Kalijugi nie liczymy przecież od dat juliańskich czy gregoriańskich. Początku Ery Wodnika też nie wymyśliliśmy sobie, lecz ona po prostu jest w związku z takim a nie innym położeniem Układu Słonecznego względem Galaktyki. Kalendarz Słowiański także wyznacza ten rok jako graniczny – a nie ma nic wspólnego z chrześcijańskim. No nic, myślę, takie zbieżności że coś z różnych stron się zbiega, też są, bywają i bywa, że wiele nie znaczą. Ja też jestem przekonany, że 21 12 2012 nie zdarzy się nic spektakularnego i złowrogiego – zwłaszcza nic z zapowiadanych  kataklizmów.

 

Nasunęła mi się też jednak inna myśl, że te mało precyzyjnie wyznaczone równiki galaktyczne i nie do końca ścisłe daty są jednak związane przez bardzo dokładny i precyzyjny Kalendarz Majów z wydarzeniami jakie zachodzą na drodze układu słonecznego w Galaktyce – w związku z „pozorną” drogą słońca poprzez znaki Zodiaku – czyli Gwiazdozbiory.   Bo ta „pozorna” droga jest drogą rzeczywistą w przestrzeni Wszechświata i powtarza się regularnie z każdym cyklem jaki wyznacza tenże – najdokładniejszy na świcie do XX wieku  – Kalendarz Majów.

Zaciekawiony problemem – bo to w końcu BYĆ ALBO NIE BYĆ, więc żarty na bok, zajrzałem do opracowania spod linku – czyli do Wiki. I oto co przeczytałem (będę ten tekst komentował na bieżąco akapitami bo ten sposób narracji  pozwoli nam się skupić po kolei na problemach, które mają w końcu zasadnicze znaczenie dla oceny wiarygodności i sensowności owego wykładu):

Fenomen roku 2012 – zespół wierzeń o charakterze eschatologicznym, traktujących o katastrofach bądź przemianach, które mają jakoby nastąpić 21 grudnia 2012 roku[1][2][3]. Data ta bywa traktowana jako koniec 5125-letniego cyklu w systemie tzw. Długiej Rachuby, stosowanej w kalendarzach cywilizacji Mezoameryki. Starano się odnieść ją do różnych zjawisk astronomicznych bądź formuł numerologicznych, które miały ukazać jej znaczenie.

5125 lat  x 5 = 25 625  – jest to przybliżony okres Precesji Ziemi – bardzo długi cykl znany naszej nauce astronomii i znany starożytnym – O czym przekonywała kiedyś słusznie  na tym blogu Barbara Walczak w artykule „Dlaczego podręczniki nie uznają najnowszych odkryć”. Przekonują o tej prawdzie prócz niej bardzo liczni naukowcy. To koniec tego cyklu otwiera Erę Wodnika i kończy Kalijugę. Czy to przypadek czy też ta zbieżność wynika z astronomii i obserwacji nieba?

W krótkim akapicie pierwszym złapało mnie od razu słowo „eschatologicznym”, cofnąłem się – „zespół wierzeń o charakterze eschatologicznym”. O, pomyślałem – niedobrze !!!

Definicja: Eschatologia (z greckiego έσχατος /eschatos/ – ostatni + λόγος /logos/ – słowo, nauka) – dział teologii chrześcijańskiej traktujący o tzw. rzeczach ostatecznych człowieka, jak i świata (śmierci, końca świata). Eschatologia zajmuje się również życiem pośmiertnym człowieka, w którym to dusza zostanie osądzona i otrzyma karę lub nagrodę.

Otóż to – więc widzę już kto ten tekst napisał i od razu poczułem w jakiej intencji jest przez owego teologa, niewykluczone iż Dominikanina, Jezuitę, lub wiernego i pilnego słuchacza niedzielnych duszpasterstw dla młodzieży akademickiej, napisany. Zrobiło się ciekawie zwłaszcza , że nie słyszałem żeby ktokolwiek w związku z tą datą czekał na Prawdziwy Koniec Świata, Nadejście Zbawiciela, albo na karę lub nagrodę, i nie słyszałem, żeby ktoś się szykował na to, że wszyscy kiedykolwiek Zmarli przybędą tego Dnia na Ziemię aby się Zgłosić na Sąd Ostateczny. Czytam dalej:

Członkowie ruchów New Age uważają, że w tym dniu rozpocznie się pozytywna przemiana (fizyczna lub duchowa) mieszkańców Ziemi, stanowiąca tym samym początek nowej ery[4]. Inni sugerują, że ma wówczas nastąpić koniec świata, ewentualnie inna, zbliżona rozmiarem, katastrofa kosmiczna. Niektóre scenariusze łączą ją z kolejnym szczytem aktywności słonecznej, wpływem grawitacyjnym lokalnej czarnej dziury lub kolizją z planetoidą Nibiru.

No tak – teraz już widzę że mamy pomieszanie z poplątaniem – Mam już pewność że to jakiś kanonik lub opętany wróg wszystkiego co niesłuszne i piewca tego jedynego co najsłuszniejsze ze słusznych. A więc na celowniku jest New Age i tzw. Inni. I jedno i drugie to pojęcia niezbyt dokładnie zdefiniowane, pojemne, można tu wrzucić co się chce – np. Wiarę Przyrodzoną Słowian, a nawet buddyzm – bo przecież na Zachodzie i w Polsce New Age to każde odstępstwo od tradycji chrześcijańskiej na rzecz czegokolwiek: buddyzmu, Hare Kryszna, czy jakiejkolwiek religii Wschodu lub rodzimej. A inni? No cóż – znamy tych innych z poprzednich faszystowskich prób oczyszczenia świata z „inności” – cykliści, pedały  – w bicyklach, cyklistówkach albo w goglach. 

Uczeni z różnych dziedzin zgodnie twierdzą, że idea wielkiego kataklizmu w 2012 roku jest całkowicie nieprawdziwa. Naukowcy badający kulturę Majów wielokrotnie podkreślali, że przewidywań nadciągającej zagłady nie ma w żadnym z dostępnych źródeł historycznych. Pogląd, iż Długa Rachuba osiąga pewien „kres” w 2012 roku nie znajduje uzasadnienia[3][5]. Współcześni Majowie nie uważają tej daty za znaczącą, a dostępne przekazy klasyczne są rzadkie i wzajemnie sprzeczne[6]. Astronomowie kwalifikują krążące apokaliptyczne przepowiednie do zbioru pseudonaukowych sensacji. Proste obserwacje podważają sens opisanych w nich wydarzeń[7].

I już mamy oczekiwany zwrot wypadków – nagle New Age, które w poprzednim akapicie twierdziło według Autora, że w 2012 roku zajdzie Wielka Pozytywna Przemiana Świadomości, zostało doklejone do „innych”, którzy twierdzili, że będzie kataklizm. Teraz już się Świadomością i jej Zmianą na lepsze nie będziemy zajmować – ale New Age przyczepione do „kataklizmu”  pozostanie już „w obiegu” treści tego artykułu i jeszcze nie raz zostanie sprytnie w takim kontekście użyte. Wiara Przyrodzona Słowian – to wiecie, według Dominikanów i centrum do spraw sekt  – taki folklor, etnografia spleciona z jakimiś pogańskimi bzdetami i zabobonami, do tego czarna magia jako przyprawa i zbroje i lniane giezła. Nie wiadomo po co zarejestrowano To TO jako związki wyznaniowe w Polsce, nie wiadomo też po co komu interesować się Słowianami sprzed 966 roku.

Zdanie, że naukowcy zajmujący się kulturą Majów nie natrafili na żadne materiały mówiące, że Koniec Rachuby w Kalendarzu Majów wiąże się z kataklizmem – jest równie prawdziwe jak zdanie odwrotne – bo w ogóle niewiele co z zapisów Majów ocalało – jakiś 1 promil.  Reszta została spalona a wszyscy, którzy wśród MAJÓW UMIELI CZYTAĆ I PISAĆ ZOSTALI WYMORDOWANI. Czy mam dowody na tak radykalną tezę o ich wymordowaniu?  Tak.

Otóż hiszpańscy chrześcijańscy barbarzyńcy z Europy, którzy podbili Majów i Azteków donosili w sprawozdaniach na dwór królewski,  iż czytać i pisać w alfabecie Majów umieją tylko wyższe warstwy społeczne – kapłani, arystokracja i władcy. Dowodem zaś,  że ich wszystkich do nogi (do ostatniego, który cokolwiek wiedział) wymordowano zanim przyszło do głowy zapytać o czym są ich książki i jak je czytać, jest fakt, iż pismo Majów rozszyfrowano ponownie częściowo w roku 1952, a dopiero w 1990 w takim stopniu, że można coś niecoś odczytać.

Zatem fakt, że uczeni nie odczytali CZEGOŚ w zapiskach Majów – nic nie znaczy. Tak samo jak to, że współcześni Majowie nie wiążą daty 21 12 2012 z kataklizmem. Nie znaczy nic, ponieważ podobnie jak u Słowian – wszystkich Wiedzących – Znających runy i wici – Umiejących  czytać i Mogących przekazać wiedzę – po prostu wymordowano – z powodów głównie ideologicznych. Także dlatego, że byli oni jednocześnie posiadaczami złota i ziemi. Za zbrojnymi konnikami postępowali mnisi – którzy palili całe biblioteki pełne ksiąg i wskazywali niedobitki które należy wyplenić mieczem i toporem.

Mamy tutaj zatem w tym akapicie artykułu (powyżej) zamiast INFORMACJI insynuacje, manipulacje i sądy aprioryczne nie poparte żadnymi dowodami.

Długa Rachuba kalendarza Majów

Osobny artykuł: Kalendarz Majów.

Grudzień 2012 roku zamyka kolejny cykl b’ak’tun Długiej Rachuby (ang. Long Count) kalendarza Majów, systemie, który w różnych odmianach był powszechnie stosowany w Ameryce Środkowej przed przybyciem Europejczyków. Chociaż Długa Rachuba to prawdopodobnie wynalazek Olmeków[8], wiąże się ją przede wszystkim z cywilizacją Majów, przeżywającą rozkwit między 250 a 900 rokiem[9]. Dzięki znacznym postępom w odszyfrowaniu używanego przez nich pisma[10], możliwe stało się zrozumienie zapisów i inskrypcji, które przetrwały do naszych czasów.

W przeciwieństwie do 52-letnich Kręgów Kalendarza (ang. Calendar Round), nadal wykorzystywanych przez potomków Majów, Długa Rachuba miała charakter bardziej linearny niż cykliczny. Zastosowano w niej podział czasu po 20 jednostek: 20 dni stanowiło uinal, 18 uinal (360 dni) składało się na tun, 20 tun stanowiło k’atun, a 20 k’atun (144 000 dni lub około 394 lat) tworzyło b’ak’tun. Data: 8.3.2.10.15 oznaczała więc dla Majów 8 b’ak’tun, 3 k’atun, 2 tun, 10 uinal i 15 dni[11][12].

Sugestia, że ten kalendarz powstał między rokiem 250  a 900 n.e. – jest kompletnie nieuzasadniona – zdanie o przeciwieństwie Kręgów Kalendarza  i Długiej Rachuby – jest nonsensowne. Na koniec przytoczonego wywodu nie wspomina się, że kalendarz b’ak’tun był kalendarzem obrzędowym używanym do celów religijnych  – a kalendarz praktyczny  był niedościgłym (do naszych czasów współczesnych) narzędziem mierzącym czas i skorelowanym ściśle z ruchami planet oraz obserwacjami gwiazdozbiorów. Nie ma słowa o tym, że wyznaczał długość roku z dokładnością tak doskonałą, że ludzkość cywilizacyjnie dojrzała do osiągnięcia tego samego dopiero w XX wieku, i to angażując w sprawę najnowsze technologie, łącznie z atomowymi technikami mierzenia czasu.

Majowscy astronomowie (chyba tak ich trzeba nazwać, a nie z wyżyn mówić o nich – czarownicy, albo zabobonne głupki?) obliczyli, że rok jest równy 365,2420, a współcześni astronomowie przy użyciu wynalazków techniki obliczyli rok na 365,2422 dnia.

Co ciekawe sugestia, że skoro rok miał według jednego kalendarza 360 dni więc Kalendarz Majów jest nic nie wart – nie została tutaj nawet  słownie zwerbalizowana (napisana). Załatwiono Majów wrzucając wprost do podświadomości odbiorcy tę cyfrę – 360, że niby wiedzieli ile jest ale coś około 365 -tyle , ze niedokładnie. Celowo pomięto informację o wiedzy Majów na tematy astronomiczne i precyzyjnej, wysoko rozwiniętej wiedzy o miarach czasu, do której dopiero naukowcy XX i XXI wieku w Europie dorośli. Przytaczam poniżej fragmenty z artykułu Kalendarz Majów, by nie być gołosłownym. Autor artykułu sprytnie odsyła linkiem do niego na początku akapitu – stosuje tutaj znane prawo psychologii komunikacji – tylko co 100-tna osoba wejdzie pod ten link.

Kalendarz Majów – kalendarz używany w obrębie cywilizacji Majów w tzw. okresie klasycznym, tj. między III a IX w. n.e.[1][2],, a w okresie poklasycznym[1] aż do najazdu Hiszpanów, z pewnymi zmianami, przez Majów i ludy Nahua (Nahaua), od IX w. n.e. Tolteków, a od XIV w. n.e. Azteków[2].

Opierał się o sprzężenie dwóch cykli:

  • rytualnego, liczącego 260 dni (tzolkin), będącego z kolei wynikiem sprzężenia cyklu 20-dniowego i cyklu 13-dniowego,
  • słonecznego (a raczej w przybliżeniu słonecznego, jako że nieskoordynowanego dokładnie z porami roku), liczącego 365 dni (haab), podzielonego na 18 okresów („miesięcy”) po 20 dni i 1 okres („miesiąc”) 5-dniowy.

Drugim sposobem rachuby czasu, w obrębie tego kalendarza, była tzw. „Długa Rachuba” (ang. Long Count), polegająca na podaniu liczby dni (wyrażonej w pewnych jednostkach-okresach), jakie upłynęły od pewnej daty początkowej. Jednostką odpowiadającą w przybliżeniu rokowi był w tej rachubie tun, liczący 360 dni[1][2].

Data początkowa Długiej Rachuby sugeruje, że astronomia Majów istniała już ponad 3000 lat p.n.e., a być może nawet w dziewiątym tysiącleciu p.n.e.[2], jednak nie zachowały się żadne instrumenty astronomiczne ani zapisy z tamtych czasów.

Cykl 260-dniowy zwany tzolkin („rok” rytualny, sakralny) był swoisty dla ludów Mezoameryki i nie występował w kalendarzach innych regionów. Został prawdopodobnie wynaleziony na początku pierwszego tysiąclecia p.n.e. przez Zapoteków[5] lub Olmeków[1]. Był wynikiem sprzężenia cyklu 20-dniowego (sekwencji 20 dni oznaczonych nazwami)[6] i cyklu 13-dniowego (sekwencji 13 dni oznaczonych liczbami od 1 do 13). Oba cykle biegły niezależnie, bez przerwy, jak tydzień w kalendarzach mezopotamskich, hebrajskim, chrześcijańskich, islamskim. Określona kombinacja danej nazwy i danej liczby powtarzała się właśnie co 260 dni.

Cykl 365-dniowy zwany haab (rok „słoneczny”, rolniczy) był podobny jak w kalendarzu staroegipskim[5]. Obejmował 18 „miesięcy” 20-dniowych (dni oznaczone liczbami od 0 do 19) i dodatkowy okres 5 dni dla częściowego uzgodnienia z porami roku[7]. Były to tzw. xma kaba kin, czyli dni bez nazwy, uważane za pechowe[2]. Nie zawierano wówczas żadnych transakcji handlowych, nie odbywano sądów, nie robiono nawet porządków. Majowie nie znali roku przestępnego, ich cykl kalendarzowy liczył niezmiennie 365 dni (podczas gdy rzeczywisty czas obiegu Ziemi wokół Słońca wynosi 365,24219 dni)[8]. Powodowało to cofanie się daty początku roku względem pór roku o jeden dzień na cztery lata, i w efekcie przejście tej daty przez wszystkie pory roku w ciągu 1460 lat[2] (rok ruchomy[1]).

Określona kombinacja nazwy i numeru dnia tzolkina oraz nazwy „miesiąca” i numeru dnia w „miesiącu” haaba występowała co 18 980 dni (52 haaby po 365 dni, 73 tzolkiny po 260 dni)[2], co stanowiło szczególnie ważny okres dla Majów, zwany Kręgiem Kalendarza. Według relacji hiszpańskich najeźdźców, początek nowego Kręgu był uroczyście świętowany przez wszystkie posługujące się tym kalendarzem ludy Mezoameryki[5].

więcej precyzyjnego w miarę materiału o Kalendarzu Majów w WIKI

Koniec 13 b’ak’tun. Przewidywania końca świata

Najstarszy dostępny manuskrypt Popol Vuh z 1701 roku

Popol Vuh (Popol Wuj, dosł. Księga Wspólnoty, Księga Rady, znana także jako Rękopis z Chichicastenango) – święta księga narodu Kicze, należącego do cywilizacji Majów i zamieszkującego tereny dzisiejszej Gwatemali.

Księga została napisana między 1554 a 1558 przez jednego lub więcej anonimowych autorów. Będąca bezcennym zabytkiem literatury prekolumbijskiej Popol Vuh to poetycka opowieść, zawierająca zarówno elementy historii, jak i mitologii narodu Kicze. Oprócz mitu o stworzeniu świata i rodzaju ludzkiego przez bogów, znaleźć można w Popol Vuh opowieści o królestwie Kicze i podboju hiszpańskim oraz zebrane ustne relacje, dotyczące tradycji przodków.

Popol Vuh została odkryta dopiero w 1701 r. przez hiszpańskiego dominikanina Francisco Ximeneza, proboszcza w Chichicastenango. Ximenez wykonał transkrypcję tekstu oraz przetłumaczył go na język hiszpański; oryginał zwrócił Indianom Kicze. Pierwsze, zawierające wiele błędów wydanie księgi było dziełem Carla Scherzera, austriackiego etnologa, który w 1856 r. opublikował w Wiedniu zarówno oryginał, jak i hiszpańskie tłumaczenie Ximeneza. W 1861 r. opat Charles Etienne Brasseur de Bourbourg przetłumaczył i opublikował Popol Vuh w Paryżu, ta wersja zawierała tekst oryginalny, doskonałe francuskie tłumaczenie oraz obszerne komentarze i przypisy. Tłumaczenia Ximeneza i Brasseura stały się podstawą większości współczesnych wydań Popol Vuh.

W Polsce Popol Vuh ukazała się po raz pierwszy w 1980 nakładem PIW, w tłumaczeniu Haliny Czarnockiej i Carlosa Marrodána Casasa.

 

W literaturze Majów istniało silnie zakorzenione pojęcie „wieków świata”, jednak jego sens uległ zniekształceniu, pozostawiając kilka możliwości interpretacyjnych[13]. Pewną wskazówkę daje Popol Vuh, zbiór podań o stworzeniu świata ludu K’iche’ Maya. Zamieszkiwał on tereny tamtejszych wyżyn w czasach epoki kolonialnej. Według tego źródła żyjemy obecnie w czwartym ze światów stworzonych przez bogów[14]. Pierwsze trzy okazały się nieudane; dopiero czwarty akt zakończył się sukcesem i pozwolił na zamieszkanie przez ludzi. Poprzedni świat zakończył się po 13 b’ak’tun Długiej Rachuby, czyli 5125 lat temu[15].

Nie będziemy się tutaj zajmować sensownością krytyki wielu wątków na temat kataklizmów jakie mogłyby towarzyszyć przebiegunowaniu Ziemi czy innym wydarzeniom niezwykłym – ponieważ Wiara Przyrodzona Słowiańska nigdy nie twierdziła, nie twierdzi i nie będzie twierdzić – tak jak i inne Wiary Przyrodzone innych Nacji, że21 12 2012 wydarzy się jakiś koniec Świata – Nie, nie będzie końca Świata ani dnia Sądu Ostatecznego – nie, nie będzie śmiertelnego ciosu komety i oceany się nie wyleją donikąd. 

Jednakże będzie TYLKO i AŻ Koniec Epoki – i to nie tylko według Kalendarza Majów.

Zanim o Wielkiej Zmianie czyli Końcu Starej Epoki i Pocżatku Nowej Epoki odniesiemy się tutaj jeszcze do kwestii Popol Vuh, bo to istotna manipulacja na temat przeszłości. Pisaliśmy w poprzednim artykule o zakłamaniu w pewnym filmie, w którym sugerowano, że Indianie nawrócili się dobrowolnie na chrześcijaństwo w związku z legendą o Maryji z Gwadalupe.Podobne manipulacje, jak Jezuici  i Dominikanie na filmie z tą maryją stosuje się w Wikipedii pisząc o Popol Vuh.

 Oto fragmenty NIEWIKIPEDYCZNEGO, UCZCIWEGO podejścia do tematu pisma Majów i kroniki Popol Vuh oraz w ogóle do odczytania pisma Majów, autorstwa Katarzyny Wilk (II rok studiów) ze strony WSP Kraków –”Książka i pismo w okresie prekolumbijskim” – http://www.wsp.krakow.pl/whk/wilk.html

To opracowanie na tyle pokazuje sprawę Popol Vuh na ile nam to jest potrzebne, a jednocześnie mocno akcentuje różnicę między rzetelnością studenta II roku WSP a osoby Autora artykułu pt. „Fenomen roku 2012″:

„…Uporządkowanie chronologiczne lub terytorialne cywilizacji przedkolumbijskich napotyka trudności w związku z niewielką liczbą źródeł pisanych pochodzących z tego okresu a jeśli już są to znów kolejną przeszkodą jest ich odczytanie (Aztekowie często palili rękopisy ludów, które podbijali, a znów po podbiciu Azteków przez Hiszpanów palono ich manuskrypty – szczególnie wsławił się tutaj biskup Diego de Londa paląc na Jukatanie ogromną liczbę kodeksów).

Cywilizacje te rozwijały się niemal równocześnie z cywilizacjami starożytności jednak nigdzie tak mocno jak w Ameryce Środkowej i Południowej nie występuje jednolity zespół podstawowych elementów kultury jak: język (nahuatl), system rachuby czasu, czy też przekonań religijnych.

Kiedy po raz pierwszy pojawiają się na widowni Majowie mają już w pełni rozwinięte pismo oraz wiedzę astrologiczną i matematyczną, co wskazuje na długotrwały okres ewolucji, o którym nic nie wiemy. Zadziwiająco dokładne w porównaniu z dzisiejszymi są ich obliczenia kalendarzowe, matematyczne (to oni pierwsi wynaleźli zero) pod tymi względami ówcześni Europejczycy byli zacofani.

Ekspansja Hiszpanów spowodowała ogromne zniszczenia dorobku kulturalnego Majów. Zarozumiali, chętni zysku kolonizatorzy nie doceniali wytworów niezależnej od nich cywilizacji. Ocalały tylko cztery rękopisy: Kodeks drezdeński (Rys. nr 3 i 3a) (znajduje się w Niemczech, zawiera informacje astronomiczne, jest to XII-wieczna kopia kodeksu, który miał prawdopodobnie powstać w V-IXw. p.n.e.), Kodeks paryski (Rys. nr 4) (Odkryty w 1859 r., znajduje się w Narodowej Bibliotece w Paryżu, dotyczy wróżbiarstwa), Kodeks madrycki (Rys. nr 5 i 5a) (Odnaleziony w 1866 r. i 1875 r. obecnie jest w Muzeum del Americas w Madrycie, dotyczy wróżbiarstwa i obrzędów rytualnych) oraz Kodeks Grolier (Rysunek6, 6a i 6b) (datowany na ok. 1230r. p.n.e.) . Do odszyfrowania kodeksów potrzebna była znajomość mitologii i religii. W zasadzie do tej pory nie udało się ich dokładnie odczytać.

Wspomniane rękopisy nie są jedynymi zabytkami pisma Majów. Otóż odkryto ponad 1000 pięknie zachowanych stel (słupy monolityczne pokryte płaskimi reliefami, rzeźbionymi lub żłobionymi glifami i rysunkami, służyły one do oznaczania czasu, wznoszono je co 5, 10 lub 20 lat i zapisywano na nich wydarzenia jakie w danym okresie zaszły w mieście), zdobionych glifami i rysunkami schodów, ołtarzy oraz ścian budowli (np. świątynia inskrypcji w Palenque – Rys. nr 7), a także gliniane wyroby garncarskie

Na temat pisma Majów dowiadujemy się z dzieła biskupa Diego de Landa tego samego, który zniszczył mnóstwo manuskryptów w 1562 r. Zachowała się tylko część jego relacji pt. Relacion de las cosas de Yukatan z 1566 r. Landa podaje alfabet Majów (ok. 30 znaków) wraz z nazwami, uczeni na podstawie tego alfabetu nie mogą jednak odszyfrować dokumentów. Dzięki temu można jedynie odczytać symbole miesięcy (Rys. nr 8), dni (Rys. nr 9) i liczb (Rys. nr 10) kalendarza.

Po konkwiście uczono Indian łaciny, co miało być formą adaptacji wiary chrześcijańskiej. Potem wielu kronikarzy wykorzystało tę umiejętność do spisania wiedzy o przodkach. W ten sposób powstała Popol-Vuh spisana pomiędzy 1554 a 1558 r. Opisuje ona mity, kosmogonię i religię tego ludu. Drugim takim dziełem była Księga Chilam – Balam (napisana w języku Maya pismem łacińskim) składająca się z kronik opowiadających historię, proroctwa, opisy obrzędów, teksty mitologiczne, wiadomości z zakresu astrologii i medycyny.

….

Dysponowano szeroką paletą barw: kilka rodzajów czerwieni (pochodziły z roztworów hematytu), odcienie żółci (tworzone z ochry i gliny), barwnik niebieski (pozyskiwany z pewnego rodzaju glinki), zieleń, (mieszanka niebieskiego i żółtego), czerń (substancje węglowe), biel wapienna. Farbę nakładano pędzelkiem wytwarzanym z piór i włosów. Artysta najpierw nanosił jasnoczerwone kontury, które dopiero wypełniał farbami.

Kolory miały też swoją symbolikę np. żółta – symbol kobiety. Liczby zapisywali w postaci kropek (od 1 do 4), laseczek (liczby 5, 10, 15), księżyca (20). Kalendarz był bardziej skomplikowany od Azteckiego. Obliczyli oni, że rok jest równy 365,2420, a współcześni astronomowie przy użyciu wynalazków techniki obliczyli rok na 365,2422 dnia.

Pismem władali jedynie kapłani ich synowie i znaczniejsi możnowładcy. Cieszyło się ono tak wielkim szacunkiem, że wynalezienie jego oraz ksiąg przypisywano najważniejszemu bóstwu Itzamnie.

Odczytanie pisma Majów

Próby odczytania zagadkowego pisma trwały ponad 100 lat. Przełomu w próbach odczytania pisma Majów dokonał J. W. Knorozow w 1952 r. Pracował nad Kodeksem Drezdeńskim przez 7 lat. Zidentyfikował to pismo jako obrazkowe i sylabiczne, opracował metodę statystyczną. Uczeni początkowo uznali jego odkrycie za brednie. Niesłusznie jednak, gdyż dzięki jego odkryciu na początku lat 90-tych udało się odczytać większość znaków pisma Majów.

Cywilizacja aztecka to mieszanka innych kultur głównie Majów i Tolteków. Odziedziczyli po Majach wysoko rozwiniętą kulturę i cywilizację o historii sprzed IX w. p.n.e.

Tak więc w tekście czarnym powyżej manipulacja rozwija się już na całego:

W latach 90-tych dokonano odczytu większości znaków pisma Majów, ale do dzisiaj nie odczytano wcale wiele z tychże zapisów jakie w ogóle pozostały, a nie pozostało prawie nic z tego co majowie posiadali.

Dalej – sens Wieków Świata rzeczywiście uległ zniekształceniu i Popol Vuh – nie jest wystarczającą wskazówką do odtworzenia wierzeń Majów, ale oczywiście są inne wskazówki – zwłaszcza stele i piramidy.

Popol Vuh jest mało wiarygodne i niemiarodajne z dużo bardziej ważnych powodów niż te które każą nie ufać interpretacjom zapisanym przez mnichów-kronikarzy chrześcijańskich w krajach słowiańskich na temat ich słowiańskiego panteonu i wierzeń.

Budowanie sądu o mitologii i kulturze Majów na podstawie Popol Vuh, czyli próba wydania sądu o Mitologii całego kontynentu, mitologii kształtującej się 15.000 lat, na podstawie jedynego ocalałego zapisu z roku 1500 n.e., zapisu w łacinie – wykonanego nie wiadomo przez kogo – pewnie przez grupę kolejnych mnichów-interpretatorów, którzy wysłuchiwali opowieści Indian z jednego tylko plemienia – jest mało poważne. 

My Słowianie mamy pewne doświadczenia własne związane z obaleniem naszej religii przemocą przez chrześcijaństwo i wiemy bardzo dobrze ile może ocaleć z wiedzy ustnej przez pokolenia do współczesności, kiedy ktoś metodycznie, z premedytacją niszczy całą poprzednią kulturę, żeby wprowadzić NOWY USTRÓJ – feudalne niewolnictwo postrzymskie, za pomocą jego głównego narzędzia ideologicznego – religii – judeo-chrześcijańskiej.

My Słowianie – żyjąc w Eurazji i we wspólnocie językowej aryjskiej z Indiami, Persją i światem celtyckim,  germańskim i greko-rzymskim odbudowaliśmy mimo wszystko Wiarę Przyrodzoną prawie kompletną, ale tylko dzięki temu, że trwała ona w innych miejscach, a dodatkowo tam gdzie ją zniszczono ocalono wiele zapisów. Wiele zapisów przeniesiono przez wieki w mowie, a wiele adaptowano do nowej wiary. Wiele analogii zachowało się w tomach pism, w obrzędach i zwyczajachtam gdzie Wiara Przyrody wciąż trwała – na Wschodzie.  

W Ameryce praktycznie nic nie ocalało. Języka nie tylko nie użyto do nowej liturgii, ale wykorzeniono go. Świąt i obrzędów pogańskich także praktycznie nie włączono w obszar nowej wiary. Jeśli ktoś mi powie, że potomkowie Majów w Meksyku i gdzie indziej pojednali się z chrześcijanami, po tym co im wyrządzono, i że dobrowolnie przyjęli nową wiarę – to może mnie tym stwierdzeniem tylko rozśmieszyć. Ale jest to śmiech wyjątkowo gorzki, kiedy się ogląda rozpowszechniane przez Watykan a powielane przez postkomunistyczne media – jak TV Religia – KŁAMSTWA.

Sama liczba 13 odgrywa istotną i nie całkiem jasną rolę w systemach kalendarzowych Mezoameryki. Tzolk’in, kalendarz rytualny, dzielił się na 13 miesięcy po 20 dni każdy. Cykl may zawierał 13 k’atun. Takie preferencje próbuje się tłumaczyć zbieżnością z fazami księżyca i długością trwania ciąży u ludzi[16][17].

Naprawdę jestem zaszokowany niewiedzą Autora na temat znaczenia cyfry 13. Każde dziecko w Polsce zna wagę złowrogiej cyfry 13!  Żartuję oczywiście. Jak widać ze współczesnych opracowań na temat dawnej religii Majów i Azteków między Ameryką a EurAzją w tych sprawach nie ma zasadniczych różnic – obydwa systemy mają chyba głębsze korzenie niż sądzono – wyrastają z jednego pnia jeszcze sprzed okresu rozejścia się tych grup i zalania Cieśniny Beringa.

Majowie, inaczej niż osoby przyzwyczajone do współczesnego sposobu rachuby czasu, wykorzystywali w swoich obliczeniach liczbę zero[10]. „Data zerowa” Długiej Rachuby została wyznaczona na dzień stworzenia czwartego (obecnego) świata, co miało miejsce 11 sierpnia 3114 p.n.e. według proleptycznego kalendarza gregoriańskiego[18]. Proleptyczny (gr. prólēpsis – antycypacja) w tym kontekście oznacza użycie rachuby gregoriańskiej przed okresem jej obowiązywania (bulla papieska z 1582 roku; w poszczególnych państwach wprowadzana w życie z różnym opóźnieniem). Kolejny cykl trzynastu b’ak’tun czwartego świata zamknie się 13.0.0.0.0 dnia, wypadającego 21 grudnia 2012.

Jednak b’ak’tun zamyka się dla Czwartego Świata datą 21 12 2012? – Słyszałem że to jakaś arbitralna data, a widzę, że to jest data ściśle wyliczona z obserwacji gwiazd i ruchu całego nieba przez ASTRONOMÓW, którzy liczyli długość roku tak samo dokładnie jak atomowy zegar gdzieś tam w Sevres, czy gdzie on tam jest. Co w tym jest arbitralnego skoro cykl zaczyna się rzeczywiście w chwili, kiedy układ słoneczny wkracza w Nowy Obszar Galaktyki. Nowy obszar – nowe właściwości – czy to jest niemożliwe? Tak samo niemożliwe jak i możliwe. Współcześni mędrcy  tyle samo wiedzą na ten „naukowy” temat ile nie wiedzą. Ale mniejsza z tym, bo przecież Wielka Zmiana nie na tym polega, że przelecimy jakąś linię i świat się zawali albo całkowicie odmieni.

Również co do tej kwestii zgodność wśród badaczy nie jest jednak całkowita. Większość uczonych specjalizujących się w kulturze Majów, takich jak Mark Van Stone oraz Anthony Aveni, wykorzystują układ odniesienia „GMT” (Goodman-Martinez-Thompson), w którym przyjęto datę początkową 11 sierpnia 3114 p.n.e. a końcową 13. b’ak’tun 21 grudnia 2012[19]. Ta data jest też stosowana przez olbrzymią większość zwolenników teorii eschatologicznych, zapewne dlatego, że przypada na czas przesilenia zimowego – wydarzenia uznawanego za ważne w astrologii. Niektórzy badacze, jak Michael D. Coe, Linda Schele i Marc Zender, uznają odmienny układ, zwany „Lounsbury/GMT+2″, zakładający datę początkową 13 sierpnia i końcową 23 grudnia 2012 roku. Nie dowiedziono do tej pory, który z podanych wariantów cechuje większa precyzja[20].

Rzeczywiście to straszna różnica czy 21 czy 23 grudnia jest ta data – ta wątpliwość zdaniem Autora obala tezę o Wielkiej Zmianie lub o końcu świata. Czy to że datę ustalano mozolnie i wahano się – to też jakiś argument przeciw? Rozumiem, powinna to być data objawiona. Gdyby zniósł ją Nowy Mojżesz jakiś zapisaną na kamiennej tablicy z jakiejś Nowej Góry Syna, albo gdyby wypowiedziały ją dzieciaki w Fatimie to byłaby murowana prawda? A tak, skoro liczyli, biedzili się – ktoś tam zmienił zdanie, potem znowu wrócił do poprzedniego sądu – to już nie jest ważne.

Majolog i astronom Maud Worcester Makemson napisała w 1957 roku: „ukończenie Wielkiego Okresu 13 b’ak’tun zyskałoby olbrzymie znaczenie wśród Majów”[21]. W 1966 roku Michael D. Coe w swojej książce The Maya dodał: „istnieje przesłanka… że Armageddon spadłby na wszystkich marnych ludzi tego świata i wszystkie stworzenie z końcem 13. [b'ak'tun]. Z tego względu… nasz dotychczasowy wszechświat zostanie [rzekomo] unicestwiony [w grudniu 2012], kiedy Wielki Cykl Długiej Rachuby dopełni się”[22]. Pierwotną datą proponowaną przez Coe’go był 24 grudnia 2011. Poprawił ją na „11 stycznia 2013 AD” w drugim wydaniu książki (1980)[23], zatrzymując się przy 23 grudnia 2012 dopiero w 1984, przy okazji 3. edycji[24]. Powiązanie daty 13.0.0.0.0 z 21 grudniem 2012 pojawiło się po raz pierwszy w tabeli B.24. wersji książki Sylvanusa Morley’a The Ancient Maya, pod redakcją Roberta J. Sharera[25].

Myślę, że dalej każdy może ten artykuł przeczytać sam i ocenić go krok po kroku. Szkoda naszego czasu . Wiemy, że problemem w odróżnieniu od innych „fenomenów” – jak np. UFO – zajmują się naukowcy z tytułami, z poważnych uczelni – i że nie jest to problem, który lekceważą z wyżyn. Wręcz odwrotnie on ich samych bardzo intryguje i zajmuje. Przedstawianie tematu w takim klimacie, jak w tym artykule jest dowodem na rozdęte ego autora, ale także dowodem jego nierzetelnego, stronniczego podejścia do tematu – w celu głoszenia jakiejś tezy. Jakiej? Zgadujmy – Anty New Age-owej? I to chyba byłoby tyle.

Byłoby gdyby nie coś co jest naprawdę ważne. Tak naprawdę w tym artykule na temat 2012 i Nowej Ery nie powiedziano ani słowa z sensem, ani jednego sensownego zdania o Wielkiej Zmianie. Ani jednego maleńkiego słowa na temat tego co się właściwie dookoła nas dzieje, a co każdy odczuwa intuicyjnie i nie tylko na własnej skórze.

Wielką Zmianę już mamy – czy ktoś tego chce czy nie – ONA już się dokonała. Data 21 12 2012 jest FIZYCZNYM ZDARZENIEM – zdarzeniem astronomicznym, a nie kiczem z dziecięcych baśniuszek, data będąc fizyczną chwilą w dziejach jest jednocześnie SYMBOLICZNYM WYRAZEM Wielkiej Zmiany – wyrazem zmiany świadomości – wyrazem odejścia ludzkości od przyziemnie rozumianego materializmu i starej religii.

Na czym polega Wielka Zmiana nie dowiecie się z tego artykułu. Uważajmy co czytamy, uważajmy co nam mówią, uważajmy co polecamy do czytania. Ten tekst jest naprawdę głupi i szkodliwy ze wszech miar, bo lekceważy i ośmiesza FAKT, który Ma Miejsce – Wielka Zmianę – to się moi drodzy dzieje. Dalszych wywodów i dywagacji nie ma sensu komentować – to nie jest na temat Wielkiej Zmiany 2012 – ani fenomenu jaki obserwujemy.

Krytyka

Interpretacja Coe’go była powtarzana przez innych uczonych do początku lat 90.[26] Późniejsi badacze twierdzili, że o ile koniec 13 b’ak’tun stałby się okazją do świętowania[3], nie oznaczałby jednak końca rachuby[27]. „W przepowiedniach Majów, Azteków lub innych ludów Mezoameryki nie znajdujemy żadnej wzmianki o jakimkolwiek nagłym bądź znacznym wydarzeniu, które miałoby nastąpić w 2012″, stwierdza badacz Mark Van Stone. „Dopiero współcześni zwrócili po raz pierwszy uwagę na zbliżający się koniec Wielkiego Cyklu”[28]. W 1990 roku archeologowie Linda Schele i David Freidel dowodzili, że „Majowie nie postrzegali go jako końca świata, wbrew obiegowym sugestiom”[29]. Susan Milbrath, kurator działu Latin American Art and Archaeology w Florida Museum of Natural History stwierdziła, że „Nie posiadamy żadnego świadectwa, aby [Majowie] mieli oczekiwać nadejścia końca świata”[3]. „Dla starożytnych Majów koniec pełnego cyklu był okazją do dużego święta”, mówi Sandra Noble, dyrektor wykonawczy Foundation for the Advancement of Mesoamerican Studies. Według jej słów fenomen roku 2012 jest „kompletnym zmyśleniem, a dla wielu okazją do łatwego zarobku”[3]. „Przyjdzie nowy cykl”, potwierdza E. Wyllys Andrews V, szef Tulane University Middle American Research Institute. „Majowie mieli świadomość, że ten aktualny był poprzedzony wcześniejszymi, co wskazuje, że równie dobrze mogli oczekiwać następnych”[30].

Odniesienia do 13 b’ak’tun w kulturze Majów

Współcześni Majowie jako całość nie przywiązują dużej wagi do 13. b’ak’tun[31]. Chociaż Kręgi Kalendarza są nadal wykorzystywane przez niektóre grupy z Wyżyny Gwatemalskiej, tradycja Długiej Rachuby zanikła razem z końcem epoki cywilizacji klasycznej. Dopiero odkrycie i odszyfrowanie ich systemu pisma w XX wieku pozwoliło poznać jej reguły[32]. Członek starszyzny Apolinario Chile Pixtun razem z meksykańskim archeologiem Guillermo Bernalem zgodnie podkreślają, że „apokalipsa” jest koncepcją wywodzącą się z kultury Zachodu i nie ma wiele wspólnego z wierzeniami Ameryki Środkowej. Bernal wyznaje pogląd, że takie wyobrażenia zostały narzucone tubylcom po tym, jak zanikły ich rodzime mity[31][33]. Archeolog cywilizacji Majów Jose Huchm opowiada: „Gdybym poszedł do którejś wspólnoty władającej językiem Majów i zaczął pytać, co ma się stać w 2012, nie otrzymałbym żadnej odpowiedzi. Świat ma ulec zagładzie? Nikt nie dałby temu wiary. Liczą się bieżące problemy, takie jak opady deszczu”[31].

W kulturze klasycznej Majów doniosłość 13. b’ak’tun nie jest pewna[34]. Większość przetrwałych inskrypcji dotyczy faktów historycznych i nie zawiera żadnych przepowiedni[34]. Jeden element klasycznego korpusu piśmiennictwa Majów jednakże nawiązuje do 13. b’ak’tun: Tortuguero Monument 6.

Tortuguero

Stanowisko archeologiczne w Tortuguero jest położone na południowym krańcu stanu Tabasco w Meksyku. Sięga czasów VII wieku n.e. i zawiera szereg napisów mających upamiętnić ówczesnego władcę Bahlam Ajawa. Jedna z inskrypcji (Tortuguero Monument 6) jako jedyna zawiera odniesienie do 13. b’ak’tun. Częściowo zatarta została przetłumaczona przez Svena Gronemeyera i Barbarę MacLeod.

tzuhtzjo:m uy-u:xlaju:n pikchan ajaw u:x uni:wuhto:m il[?]ye’ni/ye:n bolon yokte’ta chak joyaj Ma się dokonać trzynastego b’ak’tun.Jest czwartym Ajaw trzecim K’ank’inco uczyni ‚widzialnym’[?].Jako manifestacja B’olon-Yokte’w wielkim „nadaniu”[35].

Bardzo mało wiadomo na temat wspominanego tutaj bóstwa Bolon Yokte’. Znawca Majów Markus Eberl z Christianem Pragerem w artykule opublikowanym w British Anthropological Reports wykładają sens jego imienia jako złożenie wyrazów: „dziewięć”, „OK-te” (o znaczeniu nieznanym) oraz „bóg”. Nieścisłości w zapisach epoki klasycznej świadczą o tym, że jego miano ma rodowód starożytny i już wtedy brzmiało obco dla zapisujących je skrybów[36]. Na inskrypcjach z Palenque, Usumacinta oraz La Mar został przedstawiony jako bóg wojny, konfliktów i podziemi. Na jednej ze stel ukazano go ze sznurem obwiązanym dookoła szyi, na innej znów trzyma kadzielnicę, co łącznie upamiętnia ofiary, czynione na koniec cyklu kalendarzowego[37].

Wnioskując na podstawie rytuałów współczesnych Majów, Gronemeyer i MacLeod twierdzą, że stela odnosi się do ceremonii, w której osoba odgrywająca rolę Bolon Yokte’ K’uh była owijana w uroczyste szaty i krążyła wokół tego stanowiska[38]. Związek Bolon Yokte’ K’uh z 13-oma b’ak’tun wydaje się bardzo istotny. Wzmianka o nim zastępuje zwyczajowe zapisy, takie jak o „wzniesieniu steli razem z okadzeniem” itp. Badacze zapewniają, że chodzi o wydarzenie dotyczące roku 2012, nie zaś mające miejsce w VII wieku[39]. Z drugiej strony, majolog Stephen Houston sprzeciwia się takiemu poglądowi, wskazując, iż Majowie odnosili się do przyszłości przyrównując ją do aktualnych wydarzeń. Z tego wynikałoby, że słowa uwiecznione na steli są również przekazem historycznym[40].

Czasy po 13. b’ak’tun

Świątynia Inskrypcji w Palenque

Zapisy Majów sporadycznie wspominają o przyszłych zdarzeniach czy rocznicach, które miałyby się odbywać po ukończeniu 13. b’ak’tun. Większość z nich została zapisana w formie „dat oddalonych” (ang. distance dates): dni Długiej Rachuby połączonych z dodatkową liczbą, znaną jako Odległość Czasowa (ang. Distance Number). Po zsumowaniu tworzą one przyszłą datę. Na panelu zachodnim Świątyni Inskrypcji w Palenque pewien fragment tekstu odnosi się do 80. Cyklu Kalendarza (wynoszącego 52 lata) po koronacji władcy K’inich Janaab’ Pakala. Pakal wstąpił na tron w 9.9.2.4.8, co równa się dacie 27 lipca 615 roku n.e. proleptycznego kalendarza gregoriańskiego. Zapis rozpoczyna data urodzenia Pakala 9.8.9.13.0 (równoważnik gregoriański: 24 marca 603 roku n.e.) po czym następuje Odległość Czasowa równa 10.11.10.5.8[41], dając w sumie 21 października 4772 roku n.e., 4000 lat później[28][41][42].

Innym przykładem jest Stela 1. w Coba, która zawiera datę: 13.13.13.13.13.13.13.13.13.13.13.13.13.13.13.13.13.13.13.13.0.0.0.0, dwadzieścia rzędów ponad b’ak’tun, co daje 4,134105 × 1028 (41 kwadryliardów; równe 41 oktylionom w krajach anglojęzycznych – zob. krótka skala) lat w przyszłości[29] bądź w przeszłości[43]. Przekracza ona 3 tryliony razy wiek Wszechświata oszacowany przez kosmologów.

Tu poniżej mamy sedno tej manipulacji jaką jest cały ten tekst. Zgodnie z zasadami scenariopisarstwa czyli dramaturgii, po wstępie przyszedł Przełom/Przewrót i rozgrywa się prawdziwa historia (story) – następuje wykład treści – potem będzie kolejny przełom/przewrót , puenta i podsumowanie – najczęściej w filmach bywa rzewne. I znów od tematu New Age w następnych akapitach Autor idzie w stronę Nubiru i innych katastroficznych spraw.

Dlaczego Autor nie pisze o Wielkiej Zmianie? Dlaczego ani słowem nie zająknie się o Kryzysie Światowym, o załamaniu gospodarczym, o zanieczyszczeniu ziemi i jej dewastacji, o Rewolucji Świadomościowej jaka się toczy? Czy nie widać, że nawet świat Islamu przechodzi wstrząsy świadomościowe? Gołym okiem obserwujemy tę Wielką Zmianę, a tutaj – pop kulturowa papka i bzdet anty NOWEMU. Byle anty tejże ZMIANIE.

Napiszę tu jeszcze tylko jedno zdanie moi drodzy i zrozumiecie dlaczego Wielka ZMIANA już SIĘ DOKONAŁA i jest NIEODWRACALNA.

Według badań statystycznych religijności na Ziemi stwierdzono w roku 2011, że 49% WSZYSTKICH LUDZI NA ŚWIECIE uważa

albo

że każdy byt ożywiony jest istotą żywą a każda Istota Żywa posiada duszę!

albo

że Świat ma charakter wyłącznie materialny, więc nie mogą nic powiedzieć na temat duszy.

Według tego badania 25% ludzi na świecie to zdeklarowani ATEIŚCI – Nie wiedzący na temat duszy. 24% zaś to Hinduiści, buddyści i inni wyznawcy Wiary Przyrodzonej (hinduiści 13%, buddyści 6%, inni – 5%) – uznający że każda istota żywa posiada duszę.

Chrześcijanie, mahometanie i izraelici to razem 45% (33, 8, 4). 6% ludności świata – pozostaje tutaj jakoś dziwnie poza badaniem – nie wiem z czego to wynika, bo chyba nie z odpowiedzi – „nie wiem, nie umiem powiedzieć” – a może?

To badanie jednak nie do końca właściwie stawia pytanie o religijność i w związku z tym  nie bardzo wiadomo jak  według niego zakwalifikować TAOISTÓW – czy to wyjątkowo uduchowieni materialiści czy też wyznawcy Wiary Przyrody? Jak traktować taoizm? Czy według taoizmu każdy byt ożywiony posiada duszę? Ja powiadam – Tak. Więc odpowiedź jest prosta i szeregi materialistów na tym świecie znacznie się przerzedzają po wiedzmy że o 10%, a szeregi Wiary Przyrody rosną o tę samą liczbę, skromnie zakładamy że o 10% – co daje 34%. Nie musimy być ściśli co do procenta, żeby zauważyć co się na świecie wydarzyło, poczynając od połowy 20 wieku do dzisiaj. W zasadniczy sposób wzrosła liczba ludności  – tej która wyznaje Wiarę Przyrody. Patrząc globalnie – Wiarę Przyrody wyznaje dzisiaj najliczniejsza grupa wśród ludności Świata – 34%. Ci ludzie nie mają swojego Watykanu ani papieża – jedni cenią Dalajlamę inni Sai Babę, jeszcze inni innych – już w tym widać wielką różnicę. Chrześcijanie to 33%, Ateiści 15%, mahometanie 8%, izraelici 4%. Liczba członków Wiary Przyrody i tych którzy nic na temat duszy nie potrafią powiedzieć z racji swoich materialistycznych poglądów stanowi razem największą część populacji 49%. Stanowiła – rok temu. A jak jest dzisiaj? Czy ten 1% – może spośród tych 6% niezdecydowanych dołączył do owej grupy?

 

Ta statystyka nie jest zresztą najistotniejsza z powodów o których pisze poniżej. Według mnie mahometan może być więcej niż tutaj podano nawet do 18%, a ateistów znacznie mniej może nawet 8-9%. Na pewno przeszacowano tutaj ilość Żydów. To i tak nic nie zmienia.

Każdy byt ożywiony jest istotą żywą, a każda Istota Żywa posiada duszę!

Jest to podstawowe twierdzenie Wiary Przyrodzonej. Każdy kto wierzy w to stwierdzenie, kto jest o nim przekonany – jest wyznawcą Wiary Przyrodzonej.

Czy ludzie, którzy podzielają ten pogląd a twierdzą, że przynależą do jakiejś innej grupy wierzeniowej, albo że są ateistami – nie wyznają jednak nieświadomie tejże Wiary Przyrodzonej? Tak. Są oni nieformalnymi wyznawcami Wiary Przyrody – mimo że zdaje im się, że są wyznawcami jakiejś innej wiary.

Od uznania tego faktu, że każdy ożywiony byt posiada duszę jest już jeden mały kroczek do uznania, że każdy byt posiada świadomość. Myślę, że niewiele mniej procent z tych którzy głoszą ową Deklarację Duszy w Żywych Istotach potwierdziłaby także Deklarację Świadomości w Żywych Istotach. Oznacza to miliardy ludzi z całej populacji Ziemi. Oznacza to także, że prawie się dokonał lub może całkowicie osiągnął procentową przewagę w populacji świata udział ludzi, którzy uznają w umysłach Przewrót Kantowski. Przewrót Kantowski to nieporównanie poważniejsza sprawa niż przewrót kopernikański. Co ten przewrót oznacza dla Globalnej Świadomości?! To jest właśnie WIELKA ZMIANA.

  Czy to stwierdzenie statystyczne powinno nas dziwić. Nie  jeśli przyjmiemy, że taoizm jest kontynuacją Wiary przyrodzonej i buddyzm jest kontynuacją Wiary Przyrodzonej i hinduizm jest prostą kontynuacją tejże wiary – to oznacza że prawie 1 mld Hindusów i 1,5 mld Chińczyków – wyznaje tenże pogląd automatycznie – chyba że są ateistami. Cieszy że podziela go także tak wielu Europejczyków i Amerykanów. Nie chciałbym żeby Polacy znaleźli się poza burtą Wielkiej Zmiany – i sadzę że się za nią nie znajdują wcale. Część Polaków trzyma się kurczowo kościoła katolickiego myśląc że ocali ich w razie kolonialnego zagrożenia – ale oni ideologicznie od niego już odeszli – nie odeszli tylko formalnie.

Wiemy ,że tylko 30% ludności Polski w ogóle praktykuje katolicyzm, czyli uczęszcza regularnie do kościoła. Okazjonalnie robi to drugie tyle ludzi. Pozostałe 40% nie bywa w kościele. Mimo to wielu z nich twierdzi, że są katolikami. Przykładem jest moja matka i wiele jej przyjaciółek, siostra mojej żony i jej brat i bratanek. Ktokolwiek z nich myśli i wierzy że każdy byt ożywiony ma duszę – jest już wyznawcą Wiary Przyrodzonej, choć ma „wdrukowane” inne przeświadczenie.  Jest tak bo to jest sąd racjonalny, który musi uznać każdy wykształcony i oczytany człowiek, to sąd naukowy – zupełnie sprzeczny z nauką kościoła katolickiego. To sąd który musisz potwierdzić jeśli jesteś WIERZĄCYM człowiekiem o światopoglądzie naukowym lub który musisz uznać za niewiadomą jeśli jesteś racjonalnym materialistą o takimż światopoglądzie naukowym. To właśnie Wielka Zmiana. Tak naprawdę 50% a może i więcej Polaków to ludzie o światopoglądzie naukowym – ateiści i świadomi lub nieświadomi wyznawcy Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej – Wiary Przyrody. Formalnie te cyfry mogą sobie wyglądać jak chcą – nie będziemy kruszyć kopii z krytykami tej statystyki, bo procenty przesunięte w tę czy w tę nie zmienią trendu widzialnego gołym okiem od 1945 roku – od likwidacji analfabetyzmu i od upowszechnienia  komputera oraz Internetu.

Ten wykład nadesłany przez Mezamira Snowida jest nieoceniony i wart najszerszego rozpowszechnienia – on pozwala zrozumieć na czym polega Przewrót Kantowski. Po zapoznaniu się ze statystyką globalną Wiary Przyrodzonej i po obejrzeniu tego filmu możecie z głębokim spokojem ducha doczytać do końca co nam prawi Autor z Wikipedii o New Age i scenariuszach końca świata. Bądźcie pewni że jest już Wielka Zmiana i że 21 12 2012 jest jej Symbolem i faktycznym wydarzeniem w dziejach Ziemi i Układu Słonecznego. Powinniśmy te Święta Światła Świata 2012 roku uczcić szczególnie uroczyście, radośnie i podniośle – a w przyszłym roku ruszyć do budowy naszego Ośrodka Słowiańskiego. Wszystkim nam tego właśnie życzę.

Wierzenia New Age

Wiele twierdzeń na temat roku 2012 wywodzi się z nieformalnych przekonań wyznawców New Age i dotyczy duchowości i mądrości przypisywanej starożytnym Majom. Archeoastronom Anthony Aveni pisze, że o ile idea „zachowania równowagi kosmosu” odgrywała znaczącą rolę w literaturze Majów, fenomen roku 2012 nie wywodzi się z tych źródeł. Ma za to wiele wspólnego z amerykańską ideologią ruchu New Age, millenaryzmem i dążeniem do zdobycia wiedzy tajemnej z zamierzchłych czasów i odległych miejsc[44]. Główne wątki literatury roku 2012 to: „podejrzliwość wobec głównego nurtu kultury Zachodu”, duchowa ewolucja oraz wprowadzenie świata w Nowy Wiek poprzez osobiste starania lub połączoną świadomość grupy. Głównym celem tego kanonu nie jest obwieszczanie nadciągającej zagłady, lecz zaszczepienie czytelnikowi kontrkulturowych przekonań i ostatecznie rozwój form socjopolitycznego lub duchowego aktywizmu[2]. Aveni, badając nurty New Age i stowarzyszenia SETI koncepcje związane z rokiem 2012 opisał jako wytwory „rozbitego” społeczeństwa. „Nie będąc w stanie odnaleźć we własnym zakresie odpowiedzi na życiowe dylematy, zwracamy się w kierunku bytów wyobrażonych, odległych w czasie lub przestrzeni – bytów, które są bogate w tę właśnie wiedzę”[45].

Koniec 13 b’ak’tun stał się tematem spekulacji w 1975 roku dzięki kilku autorom New Age, którzy wyznawali pogląd ogólnoświatowej „zmiany świadomości”. W swojej książce pt. Mexico Mystique: The Coming Sixth Age of Consciousness, Frank Waters powiązał oryginalną datę Coe’go (24 grudnia 2011) z astrologicznymi przepowiedniami Indian Hopi[46]. Kolejni autorzy: José Argüelles (The Transformative Vision)[47] i Terence McKenna (The Invisible Landscape)[48][49] rozważali znaczenie roku 2012, pierwotnie nie wypowiadając się na temat konkretnych dat. Argüelles, gospodarz zjazdu Harmonic Convergence (celebracja rzadkiego układu planetarnego – Wielkiego Trygonu w 1987 roku)[50], wydał książkę The Mayan Factor: Path Beyond Technology[51], w której napisał, że 21 grudnia przez Ziemię ma przejść wielki promień z centrum naszej galaktyki. Majowie mieli dostosować swój system kalendarzowy właśnie do tego wydarzenia[52]. Aveni wszystkie przedstawione tezy odrzuca jako całkowicie bezzasadne[53].

Galaktyczna koniunkcja

Dacie początkowej Długiej Rachuby nie zostało przypisane żadne istotne zjawisko astronomiczne[54]. Niemniej jednak od połowy lat 90. autor książek ezoterycznych John Major Jenkins dowodzi, że starożytni Majowie umyślnie wyznaczyli koniec swojego kalendarza na dzień przesilenia zimowego 2012 roku. 21 grudnia ma dojść również do wydarzenia, które określił mianem galaktycznej koniunkcji[55].

Ruch precesyjny

W Układzie Słonecznym wszystkie planety razem ze Słońcem leżą w pobliżu jednej płaszczyzny zwanej ekliptyką. Z perspektywy ziemskiego obserwatora ekliptyka jest ścieżką wykreślaną przez Słońce podczas swojej pozornej wędrówki po niebie. W jej trakcie przemieszcza się na tle dwunastu leżących na niej konstelacji zodiakalnych. Z upływem czasu Słońce zdaje się spóźniać o jeden stopień kątowy na 72 lata, co daje w rezultacie jedną konstelację na każde 2160 lat. Ten wsteczny ruch jest konsekwencją zjawiska precesji Ziemi. Oś globu, „chwiejąc się” podczas wykonywania ruchu obrotowego, zakreśla cyklicznie pełen okrąg – podobnie do wirującego krzywo bąka[56]. Pełny cykl (zwany Wielkim Rokiem) trwa 25 800 lat; Słońce cofa się wówczas o pełne 360 stopni, wracając do położenia wyjściowego względem pierwotnego gwiazdozbioru[56]. W krajach europejskich przyjęto określać precesję poprzez miejsce, jakie zajmuje Słońce w dniu równonocy wiosennej na półkuli północnej. Według tej umowy 23 marca przebywa ono w konstelacji Ryb, cofając się w kierunku Wodnika. Zwiastuje to koniec epoki astrologicznej Ryb i początek następnej – Ery Wodnika[57].

W dniu przesilenia zimowego, przy najniższym położeniu Słońca na nieboskłonie, obecnie przebywa ono w gwiazdozbiorze Strzelca, jednym z dwóch, które przecinają pas Drogi Mlecznej[58]. Każdego roku 21 grudnia dla ziemskich obserwatorów Słońce z drobnym poślizgiem spowodowanym precesją wchodzi w koniunkcję z Drogą Mleczną. Biorąc pod uwagę, że Droga Mleczna osiąga szerokość od 10° do 20° kątowych, Słońce cofa się przez nią w czasie 700–1400 lat[59]. W tej chwili zajmuje położenie prawie pośrodku pasma, blisko równika Galaktyki[60].

Hipoteza Jenkinsa

Droga Mleczna niedaleko gwiazdozbioru Łabędzia, ukazująca Wielką Szczelinę – Xibalba be dla starożytnych Majów

Jenkins wysuwa hipotezę, że Majowie oparli swój kalendarz na obserwacji Wielkiej Szczeliny, skłębienia ciemnych obłoków pyłowych w północnym regionie Drogi Mlecznej. Mieli oni, zdaniem niektórych uczonych, ochrzcić je Xibalba be, co znaczy „Czarna Droga”[61]. Pisarz twierdzi, że Majowie wiedzieli w którym miejscu przez ten twór przebiega równik galaktyczny i nadali pozycji tej wyjątkowe znaczenie[62]. Z jego hipotezy wynika, iż właśnie 21 grudnia 2012 Słońce przekroczy tę płaszczyznę[62]. Klasyczne społeczeństwo Majów miało przewidzieć owo zjawisko i postrzegać je jako zwiastun głębokiej przemiany duchowej całej ludzkości[63]. Wyznawcy New Age będący entuzjastami teorii uważają, że podobnie jak astrolodzy wnioskowali na podstawie układów gwiazd i planet o przyszłości, tak Majowie dostosowali układ swojego kalendarza do szczególnych wydarzeń, które będą miały miejsce na świecie[64]. Szamani (według Jenkinsa) uzyskiwali wgląd w te kwestie za pomocą grzybów psylocybinowych, ropuch zawierających substancje psychoaktywne itp.[65] Xibalba be ma być powiązane również z „drzewem świata”, elementem kosmologii współczesnych potomków Majów[66].

Krytyka

Astronomowie, tacy jak David Morrison, twierdzą, że równik Galaktyki pozostaje linią całkowicie arbitralną, której nie da się wyznaczyć w sposób precyzyjny. Trudno określić dokładne granice Drogi Mlecznej, więc lokalizacja wspomnianej płaszczyzny opiera się wyłącznie na rzetelności zgromadzonych danych. Jenkins wspomina, że swoje wnioski wyciągnął na podstawie obserwacji przeprowadzonych na wysokości powyżej 3400 m n.p.m. Jest to znacznie powyżej poziomu, do którego mieli dostęp starożytni Majowie[52]. Należy uwzględnić również, że także Słońce ma swoją szerokość kątową (ok. pół stopnia), przez co wyminięcie danego punktu zajmuje mu 36 lat. Jenkins sam przyznaje, że największą zbieżność z linią równika środek Słońca osiągnął w 1998 roku[67][68].

Wbrew sugestiom Jenkinsa wcale nie jest pewne, że starożytni Majowie byli świadomi zjawiska precesji. Część badaczy ich kultury – Barbara MacLeod, Michael Grofe, Eva Hunt, Gordon Brotherston czy Anthony Aveni – twierdzi, że święta Majów rzeczywiście były dostosowane do cyklu precesyjnego[69], jednak środowisko akademickie pozostaje podzielone[28]. Przesłanki (archeologiczne bądź historyczne), aby Majowie przywiązywali dużą wagę do terminów przesileń i równonocy, są niewyraźne[28][70]. Istnieje możliwość, że wyłącznie wczesne kultury Mezoameryki śledziły cykle przesileń[71], jednak to również pozostaje kwestią dyskusji[28][70]. Nie ma dowodu, że klasyczni Majowie uważali Mleczną Drogę za szczególnie istotny obiekt; w ich piśmie nie poświęcono jej osobnego glifu. Nie odnaleziono tabel astronomicznych lub chronologicznych, których układ byłby jej podporządkowany[72].

Timewave zero i Księga Przemian

Program komputerowy „Timewave Zero”

Fala czasowa zero (ang. Timewave zero) to ekscentryczna formuła numerologiczna mająca wyliczać pływy i zawirowania tzw. „nowości” (ang. novelty); jej autor Terence McKenna definiuje ją jako przyrost liczby wzajemnych powiązań we Wszechświecie lub też stopień organizacji jego złożoności[73]. Wszechświat posiada atraktor teleologiczny, który zwiększa ilość wzajemnych powiązań w jego obrębie. Na końcu czasu – który ma zostać osiągnięty w roku 2012 – istnieje punkt osobliwy, w którym złożoność systemu dąży do nieskończoności. W praktyce efektem będzie absolutna równoczesność wszystkich obserwowalnych zjawisk. Swoją teorię McKenna kształtował od początku lat 70. w czasie sesji z wykorzystaniem grzybów psylocybinowych i DMT[73].

McKenna koncepcję „nowości” wyraził za pomocą programu komputerowego, który generuje wykres określany jako „timewave zero” albo po prostu „timewave”. Opierając się na autorskiej interpretacji sekwencji figur Księgi Przemian (chin. Yijing; kanoniczna księga konfucjanizmu i taoizmu)[48], zdefiniował funkcję mającą przedstawiać wahania poziomu „nowości” w odniesieniu do przełomowych wydarzeń z dziedzin rozwoju biologicznego i socjokulturowego ludzi. Wierzył, że kolejne incydenty są powiązane ze sobą rekursywną zależnością. Podstawą do określenia położenia punktu końcowego (pierwotnie listopad 2012) była data zrzucenia bomby atomowej na Hiroszimę. Odkrywszy później zbieżność z terminem końca 13. b’ak’tun kalendarza Majów, wprowadził poprawki, aby obie daty się pokrywały[74].

W pierwszym wydaniu swojej książki pt. Niewidzialny Krajobraz (ang. The Invisible Landscape), opisującej własne przygody duchowe i fascynacje intelektualne, McKenna odniósł się dwukrotnie do roku 2012, bez wymieniania konkretnych dat. Dopiero w 1983 roku, po zapoznaniu się z tabelami dat z 4. edycji The Ancient Maya Morleya, nabrał mniemania o wyjątkowości dnia 21 grudnia. Figuruje ona w kolejnych wznowieniach[2].

Pozostałe koncepcje

Pech de Bugarach, Camps-sur-l’Agly, Francja; miejsce pielgrzymek osób oczekujących wielkiej przemiany w roku 2012

Indyjski guru Kalki Bhagavan promował rok 2012 jako ostateczny termin ludzkiego oświecenia przynajmniej od 1998 roku[75]. Ponad 15 milionów wiernych, którzy uważają go za wcielenie boga Wisznu, traktuje rok 2012 jako kres kalijugi, czyli wieku upadku[76].

Daniel Pinchbeck, autor 2012: The Return of Quetzalcoatl (2006) odnosił 13. b’ak’tun m.in. do: kręgów w zbożu, uprowadzeń przez Obcych, doświadczonych osobiście objawień po spożyciu enteogenów oraz zjawisk paranormalnych[77][78]. Potrzeba popularyzacji przekonań kultury New Age wynika u niego z refleksji nad obecnym stanem rzeczy: „materializm i racjonalny, empirystyczny światopogląd, który mu towarzyszy, zmierza ku końcowi… jesteśmy na krawędzi przemiany; przypadnie nam w udziale świadomość, która jest bardziej intuicyjna, mistyczna i szamańska w swej naturze”[4].

Następną książką stawiającą kontrowersyjne hipotezy na temat dziedzictwa Majów jest Atlantis and 2012: The Science of the Lost Civilization and the Prophecies of the Maya Franka Josepha. Wydana w 2010 roku, łączy przepowiednie Majów o 21 grudnia 2012 ze znanym z mitologii motywem zniknięcia Atlantydy oraz istnieniem Lemurii. Wiedza o kataklizmach z przeszłości miała być podtrzymywana zarówno w królestwie Majów, jak i Egipcie faraonów. Kluczowym motywem narracji Josepha są losy Arki Przymierza. Rzekomo wykradziona przez Mojżesza z wnętrza Wielkiej Piramidy, została przeniesiona z biblijnego Jeruzalem do Ameryki za sprawą zakonu templariuszy. Obecnie spoczywa schowana w jaskini nieopodal Illinois, aby w 2012 roku ponownie ujrzeć światło dzienne[79].

Mała francuska osada Bugarach (189 mieszkańców) od 2000 roku stała się miejscem częstych wizyt „ezoteryków” – wyznawców nurtu mistycyzmu, którzy uznali lokalną górę, Pech de Bugarach, za idealne miejsce do przeczekania wieszczonych zmian. W 2011 roku tutejszy mer Jean-Pierre Delord zaczął publicznie wygłaszać obawy o bezpieczeństwo okolicy, którą w 2012 roku czeka najazd tysięcy wiernych. Sugerował nawet zwrócenie się z prośbą o pomoc do wojska[80][81].

Teorie globalnej zagłady

Sagittarius A*, zdjęcie z teleskopu kosmicznego Chandra

Uwagę mediów skupiają szczególnie wizje apokaliptyczne roku 2012, traktujące o końcu świata albo przynajmniej unicestwieniu w tych dniach całej ludzkości. Takie poglądy bywały rozpowszechniane za pomocą sieci, szczególnie poprzez fałszywe strony internetowe czy wideoklipy zamieszczane na serwisie YouTube[82]. W obrębie telewizji, History Channel emitował wielokrotnie programy na temat fenomenu roku 2012: Decoding the Past (2005–2007); 2012, End of Days (2006); Last Days on Earth (2006); Seven Signs of the Apocalypse (2007); Nostradamus 2012 (2008)[83]. W 2009 roku podobny dokument przedstawił Discovery Channel (2012 Apocalypse) sugerując, że czekają nas różne katastrofy naturalne: burze słoneczne, odwrócenie biegunów magnetycznych, trzęsienia ziemi, olbrzymie erupcje wulkaniczne, itp.[84] Uwagi Coe’go z Breaking the Maya Code[85] były generalnie interpretowane (np. przez Grahama Hancocka, autora Fingerprints of the Gods) jako zapowiedź globalnego kataklizmu[86].

Alternatywne koniunkcje

Hipoteza o galaktycznej koniunkcji, zaproponowana pierwotnie przez Jenkinsa, leży u podstaw wyobrażeń o charakterze apokaliptycznym. Wspomniane zrównanie ma doprowadzić do skumulowanego efektu grawitacyjnego pomiędzy Słońcem a supermasywną czarną dziurą (znaną jako Strzelec A* – Sagittarius A*) w centrum naszej galaktyki, siejąc spustoszenie na Ziemi[87]. Poza faktem, iż przepowiadana koniunkcja miała już miejsce w 1998 roku, wypada zaznaczyć, że pozorny ruch Słońca odbywa się kilka stopni ponad środkiem galaktyki[60]. Nawet gdyby zjawisko rzeczywiście mogłoby mieć miejsce, Strzelec A* jest oddalony o 30 000 lat świetlnych, 6 milionów razy za daleko, aby mieć jakikolwiek realny wpływ na siły grawitacyjne w Układzie Słonecznym[88][89]. Powyższe teorie zostały zawarte m.in. w Decoding the Past, produkcji stacji History Channel. Jenkins ubolewał nad faktem, że współautorem scenariusza był pisarz science-fiction, wobec czego całość okazała się „45 minutami bezwstydnego szumu medialnego i tanią sensacją najgorszego gatunku”[90].

Niektórzy wyznawcy teorii zagłady w roku 2012 używają terminu „galaktyczna koniunkcja” w odmiennym znaczeniu, mianowicie w celu wyjaśnienia przyczyn masowego wymierania gatunków, którego ślady mają być obecne w odkrywanych skamieniałościach[91]. Zakładają oni, że wymieranie nie następuje przypadkowo, ale zdarza się cyklicznie co 26 milionów lat. Zagłada byłaby związana z pionowymi oscylacjami Słońca, kiedy w czasie obiegu wokół środka galaktyki przecina jej płaszczyznę. Wychodząc poza płaszczyznę równikową Drogi Mlecznej, siła tego pływu słabnie, jednak przy ponownym zbliżeniu (co następuje raz na 20–25 mln lat) zaburzenia znowu narastają. Modele matematyczne przewidują, że przyczynia się to do zwiększenia o 4 rzędy wielkości liczby komet nadlatujących z obłoku Oorta do przyśrodkowej części Układu Słonecznego. Większy strumień oznacza wzrost ryzyka kolizji z powierzchnią planet[92]. Problem polega na tym, że proces ten rozciąga się na dziesiątki milionów lat, przez co nie może być ograniczony do jednej arbitralnie wyznaczonej daty[93]. Dowody naukowe pokazują, że Słońce przekroczyło wspomniany obszar ostatnio 3 miliony lat temu i aktualnie coraz bardziej się od niego oddala[94].

Trzecią proponowaną koniunkcją 21 grudnia ma być szczególny rodzaj ułożenia planet. Żadne zjawisko astronomiczne nie jest jednakże wówczas przewidywane[95]. Koniunkcje z udziałem wielu planet miały miejsce w latach 2000 oraz 2010, nie powodując perturbacji na Ziemi[96]. Jowisz jest planetą Układu Słonecznego o największej masie. Nawet on, będąc w opozycji, oddziałuje na Ziemię z siłą mniejszą od 1% efektu grawitacyjnego, który na co dzień dostarcza Księżyc[97].

Przebiegunowanie Ziemi

Symulacja NASA zjawiska przebiegunowania

Przebiegunowanie Ziemi (często mylnie wyobrażane jako dosłowna zamiana biegunów magnetycznych miejscami) również jest ideą wiązaną z rokiem 2012. Mogłoby zostać zapoczątkowane rozbłyskiem słonecznym wyzwalającym energię równoważną 100 miliardom bomb atomowych[98]. Przekonanie podtrzymują doniesienia o osłabieniu pola magnetycznego Ziemi[99], co może poprzedzać omawiane zjawisko.

Krytycy podkreślają jednak, że pełne przebiegunowanie zajmuje ok. 7000 lat i nie rozpoczyna się w ściśle określonym czasie[100]. U.S. National Oceanic and Atmospheric Administration przewiduje, że aktywność słoneczna osiągnie szczyt w maju 2013, a nie 2012 roku. Ma być względnie słaby, z liczbą plam na Słońcu poniżej średniego poziomu[101]. Niezależnie od tego nie ma naukowych dowodów na jej powiązanie z procesami geomagnetycznymi[102]. Największym notowanym problemem podczas nasilenia aktywności są zakłócenia w funkcjonowaniu sztucznych satelitów oraz telefonów komórkowych[103]. David Morrison przypisuje wzrost popularności wyobrażeń na temat burzy słonecznej fizykowi i popularyzatorowi nauki Michio Kaku, który w wywiadzie udzielonym Fox News stwierdził, że aktywność w 2012 roku może wywrzeć katastrofalny wpływ na krążące satelity[82].

Planeta X/Nibiru

Następną możliwą przyczyną katastrofy 2012 AD ma być kolizja z Planetą X (zwaną czasem Nibiru), która zderzy się bądź przejdzie tuż obok powierzchni Ziemi. Idea pojawia się w różnych formach od 1995 roku. Oryginalnym terminem kolizji był rok 2003, ale odrzucono go, gdy stało się jasne, że nic podobnego nie będzie miało miejsca[104]. Informację o zbliżającym się zagrożeniu miały przekazać istoty pozaziemskie, co szybko stało się obiektem kpin[104][105]. Każdy obiekt przelatujący tak blisko planety powinien być widoczny z dużym wyprzedzeniem[104].

Następne propozycje katastrof

Plejady, gromada gwiazd o domiemanym związku z wydarzeniami 2012 roku

Program komputerowy Web Bot, zaprojektowany do przewidywania zdarzeń z przyszłości na podstawie analizy materiałów internetowych, stał się przyczyną kolejnych sensacyjnych doniesień o końcu świata. Klęski żywiołowe, które miał sygnalizować, są jednak rzeczą zupełnie niezależną od zawartości Internetu. Istnieją zaś tylko przesłanki, że na podstawie kierunków ruchu sieciowego da się prognozować zjawiska będące konsekwencją działań człowieka, np. trendy na rynkach światowych[106].

W kontekście roku 2012 powróciła koncepcja Pasa Fotonowego (ang. Photon Belt), bliżej nieokreślonej formy interakcji mającej połączyć Ziemię z Alkione, najjaśniejszą gwiazdą gromady Plejad[107]. Krytycy wyliczają liczne mankamenty tej teorii: fotony nie są w stanie przybierać formy „pasów”; Plejady, położone w odległości ponad 400 lat świetlnych nie wywierają na Ziemię żadnego wpływu; Układ Słoneczny, zamiast zbliżać się do gromady, raczej się od niej oddala[108].

Czerwony nadolbrzym gwiazdozbioru Oriona, Betelgeza, w przyszłości zakończy żywot jako supernowa. Niektóre media liczą, że zdarzenie to może zajść już w 2012 roku. Oczekiwania te nie są jednak niczym uzasadnione, gdyż, o ile gwiazda z pewnością utworzy supernową, nie ma możliwości przewidzenia, kiedy na przestrzeni najbliższych 100 000 lat się to stanie[109]. Aby stać się zagrożeniem dla Ziemi, eksplozja musiałaby mieć miejsce w promieniu 25 lat świetlnych od Układu Słonecznego. Betelgeza jest oddalona o 600 lat świetlnych, więc nie zagraża bezpośrednio istnieniu ludzkości[110].

Powstały również doniesienia o planowanej inwazji kosmitów. Artykuł, który pojawił się w grudniu 2010 roku wpierw na stronie Examiner.com, a potem był cytowany w anglojęzycznej wersji portalu Pravda.ru, powoływał się na rezultaty drugiej edycji Digitized Sky Survey prowadzonego przez SETI Institute. Badania miały uchwycić zdjęcie trzech dużych statków kosmicznych, które powinny dotrzeć do Ziemi w 2012 roku[111]. Astronom i pogromca mitów Phil Plait zauważył, że aby stosunek podanej „wielkości” wykrytych obiektów do ich położenia był poprawny, musiałyby one leżeć bliżej niż Księżyc. W takim razie dawno dotarłyby do naszej planety[112].

Odbiór kulturowy

Fenomen roku 2012 stał się kanwą dla setek publikacji oraz setek tysięcy stron internetowych[82]. „Zapytaj Astrobiologa” (ang. Ask an Astrobiologist), popularnonaukowa witryna NASA, otrzymała ponad 5000 listów dotyczących tej sprawy od 2007 roku[107]. Niektóre wiadomości zawierały pytania o celowość samobójstwa lub pozbawiania życia swoich bliskich przed tym czasem[82]. Mnogie nawiązania do daty 21 grudnia 2012 pojawiają się w książkach fabularnych, takich jak bestseller Dana Browna z 2009 roku Zaginiony symbol[113].

Film katastroficzny 2012 był zainspirowany krążącymi przepowiedniami. Kampania reklamowa przed dystrybucją w kinach wykorzystywała metody ukrytego marketingu (ang. stealth marketing). Spoty TV i strony WWW sygnowane przez fikcyjny „Institute for Human Continuity” wzywały ludzi do przygotowania się na wypadek końca świata. Nie ujawniając powiązania z filmem, wywołała panikę wśród odbiorców i liczne próby kontaktów z astronomami[114][115]. Pomimo krytyki[82] sam film okazał się być dużym sukcesem finansowym, uzyskując ponad 770 milionów USD przychodu brutto ze sprzedanych biletów na całym świecie[116].

W Melancholii Larsa von Triera (2011) również występuje planeta, która, wyłoniwszy się zza Słońca, wchodzi w kurs kolizyjny z Ziemią[117]. Wykupując prawa do filmu, szef Magnolia Pictures w informacji prasowej napisał „Z powodu nadciągającej w 2012 roku apokalipsy, teraz jest dobra pora na kinową Ostatnią Wieczerzę”[118].

Przypisy

  1. Robert K. Sitler. The 2012 Phenomenon: New Age Appropriation of an Ancient Mayan Calendar. „Novo Religio: the Journal of Alternative and Emergent Religions”. 9 (3), s. 24–38, luty 2006. Berkeley: University of California Press. doi:10.1525/nr.2006.9.3.024. ISSN 1092-6690. OCLC 357082680.
  2. 2,0 2,1 2,2 Sacha Defesche: ‚The 2012 Phenomenon': A historical and typological approach to a modern apocalyptic mythology.. skepsis, 2007. [dostęp 2011-04-29].
  3. 3,0 3,1 3,2 3,3 3,4 G. Jeffrey MacDonald: Does Maya calendar predict 2012 apocalypse?. W: USA Today [on-line]. 27 marca 2007. [dostęp 2009-10-14].
  4. 4,0 4,1 Benjamin Anastas. The Final Days. „The New York Times Magazine”, 1 lipca 2007. New York: The New York Times Company. [dostęp 2009-05-18].
  5. David Webster: The Uses and Abuses of the Ancient Maya. W: The Emergence of the Modern World Conference, Otzenhausen, Germany [on-line]. Penn State University, 25 września 2007. [dostęp 2009-10-14].
  6. ↑ Aveni 2009 32–33, 48–51
  7. 2012: Beginning of the End or Why the World Won’t End?. NASA, 2009. [dostęp 2011-02-26].
  8. ↑ de Lara and Justeson 2006
  9. Andrew K. Scherer. Population structure of the classic period Maya. „American Journal of Physical Anthropology”. 132 (3), s. 367–380, 2007. doi:10.1002/ajpa.20535. PMID 17205548.
  10. 10,0 10,1 Joyce Marcus. The Origins of Mesoamerican Writing. „Annual Review of Anthropology”. 5, s. 25–67, 1976.
  11. ↑ Schele and Freidel 1990 246
  12. Vincent H. Malmström: The Astronomical Insignificance of Maya Date 13.0.0.0.0. Dartmouth College, 19 marca 2003. [dostęp 2009-05-26].
  13. ↑ Severin 1981 75
  14. ↑ Schele and Freidel 1990 429–430
  15. ↑ Freidel, Schele and Parker 1993 63
  16. ↑ Rice, 2007 44, 59
  17. Duncan McLean Earl and Dean R Snow: The Origin of the 260-day calendar: the gestation hypothesis reconsidered in light of its use among the Quiche Maya. State University of New York at Albany. [dostęp 2011-03-20].
  18. ↑ Aveni, 2009 46
  19. Peter Matthews: Who’s Who in the Maya World. famsi.org. [dostęp 2011-04-13].
  20. Mark Van Stone: Questions and comments. FAMSI. [dostęp 2010-09-06].
  21. ↑ Makemson 1957 4
  22. ↑ Coe 1966 149
  23. ↑ Coe 1980 151
  24. ↑ Coe 1984
  25. ↑ Morley 1983 603, Table B2
  26. ↑ Carrasco 1990 39; Gossen and Leventhal 1993 191.
  27. ↑ Milbrath 1999 4
  28. 28,0 28,1 28,2 28,3 28,4 Mark Van Stone: 2012 FAQ (Frequently Asked Questions). FAMSI. [dostęp 2010-03-02].
  29. 29,0 29,1 Schele and Freidel 1990 81–82, 430–431
  30. Ryan Rivet: The Sky Is Not Falling. Tulane University, 2008. [dostęp 2011-02-26].
  31. 31,0 31,1 31,2 Mark Stevenson: Next apocalypse? Mayan year 2012 stirs doomsayers. Associated Press, 2009. [dostęp 2009-10-12].
  32. David Stuart: Q & A about 2012. W: Maya Decipherment [on-line]. 11 października 2009. [dostęp 2009-10-14].
  33. Rory Carroll: The end of time: Maya calendar runs out soon, but don’t panic. W: The Guardian [on-line]. 2009. [dostęp 2009-10-22].
  34. 34,0 34,1 Stephen Houston, and David Stuart. Of gods, glyphs and kings: divinity and rulership among the Classic Maya. „Antiquity”. 70 (268), s. 289–312, 1996. Cambridge, UK: Antiquity Publications. ISSN 0003-598X. OCLC 206025348.
  35. ↑ Gronemeyer and MacLeod 2010 8
  36. ↑ Eberl and Prager 2005 28
  37. ↑ Eberl and Prager 2005 29–30, cytując Hieroglyphic Stairway E7-H12 w Palenque, plate 104 w: Karl Herbert Mayer, Maya Monuments: Sculptures of Unknown Provenance, Supplement 4 oraz Stele 1 z La Mar.
  38. ↑ Gronemeyer and MacLeod 2010 11, 36-37
  39. ↑ Gronemeyer and MacLeod 2010 24, 35
  40. Stephen Houston: What Will Not Happen in 2012. W: Maya Decipherment [on-line]. 2008. [dostęp 2011-05-29].
  41. 41,0 41,1 Schele 1992 93–95
  42. ↑ Schele and Freidel 1990 430
  43. ↑ Aveni 2009 49
  44. ↑ Aveni 2009 32–33, 156–157
  45. ↑ Aveni 2009 161
  46. ↑ Zob. w szczeg. rozdz. 6. (The Great Cycle: Its Projected Beginning), rozdz. 7. (The Great Cycle – Its Projected End) oraz Appendix w: Waters 1975 256–264, 265–271, 285
  47. ↑ Argüelles 1975
  48. 48,0 48,1 McKenna and McKenna 1975
  49. ↑ konkretna data podana w edycji: (McKenna&McKenna 1993)
  50. Philip J. Hilts, Mary Battiata: Planets Won’t Attend Astronomical Celebration. W: New York Post [on-line]. 1987. [dostęp 2009-11-04].
  51. ↑ Argüelles 1987
  52. 52,0 52,1 The Great 2012 Doomsday Scare. NASA, 2009. [dostęp 2010-01-27].
  53. ↑ Aveni 2009 17-27
  54. ↑ Aveni 2009 83
  55. John Major Jenkins: Introduction to Maya Cosmogenesis. [dostęp 2009-10-14].
  56. 56,0 56,1 Precession. NASA. [dostęp 2009-11-03].
  57. ↑ Spencer, 2000, pp. 115–27
  58. Bruce McClure: Teapot of Sagittarius points to galactic center. W: EarthSky [on-line]. [dostęp 2009-11-03].
  59. What’s going to happen on 21 December 2012?. Cornell University, 2006. [dostęp 2011-05-09].
  60. 60,0 60,1 Geoff Gaherty: Starry Night looks at doomsday. W: Starry Night Times [on-line]. 2008. [dostęp 2009-10-23].
  61. Brian Stross: Xibalba or Xibalbe. University of Texas. [dostęp 2009-05-18].
  62. 62,0 62,1 What is the Galactic Alignment?. alignment2012.com. [dostęp 2009-05-11].
  63. John Major Jenkins: The Mayan Calendar and the Transformation of Consciousness. alignement2012.com, 2005. [dostęp 2010-01-26].
  64. ↑ Zob. Coe 1992, Miller 1993, Pinchbeck 2006
  65. ↑ Jenkins 1998 191–206
  66. ↑ Aveni 2009 62
  67. John Major Jenkins: The True Alignment Zone. czerwiec 1999. [dostęp 2009-10-14].
  68. ↑ Meeus 1997 301–303
  69. ↑ Jenkins 2009 215
  70. 70,0 70,1 J. J. Aimers and P. M. Rice. Astronomy, ritual and the interpretation of Maya E-Group architectural assemblages. „Ancient Mesoamerica”. 17 (01), s. 79–96, 2006. doi:10.1017/S0956536106060056.
  71. ↑ Aveni 2009 54–55, cyt. Aveni and Hartung 2000
  72. ↑ Aveni, 2009 57
  73. 73,0 73,1 Art Bell: Terence McKenna with Art Bell. archive.org, 22 maja 1997. [dostęp 2009-09-22].
  74. Ralph Abraham and Terence McKenna: Dynamics of Hyperspace. W: Santa Cruz, California [on-line]. Ralph Abraham, 1983. [dostęp 2009-10-14].
  75. Vasudha Narayanan: A „White Paper” on Kalki Bhagavan. American Academy of Religion, 1998. [dostęp 2011-02-26].
  76. Jagmeeta Thind Joy: The Power of One. W: Express India [on-line]. 2006. [dostęp 2011-02-26].
  77. ↑ Pinchbeck 2006
  78. Kurt Andersen: The End of the World As They Know It. W: New York Magazine [on-line]. 2006. [dostęp 2011-02-26].
  79. ↑ Joseph 2010
  80. Maïa de la Baume: For End of the World, a French Peak Holds Allure. W: The New York Times [on-line]. 2011. [dostęp 2011-03-08].
  81. No end in sight for villagers. W: The Financial Post [on-line]. 2010. [dostęp 2011-03-08].
  82. 82,0 82,1 82,2 82,3 82,4 David Morrison: Surviving 2012 and Other Cosmic Disasters. FORA.tv. [dostęp 2010-07-17].
  83. Armageddon series. The History Channel, 2008. [dostęp 2009-05-01].
  84. 2012 Apocalypse. The Discovery Channel, 2009. [dostęp 2009-11-08].
  85. ↑ Coe 1992 275–276.
  86. ↑ Hancock 1995 499, ff. 27.
  87. E. C. Krupp: The Great 2012 Scare. W: Sky and Telescope [on-line]. [dostęp 2009-11-11].
  88. Sherry Seethaler: Questions answered. W: San Diego Union Tribune [on-line]. 2007. [dostęp 2009-10-16].
  89. Christopher Springob: What would happen if a supermassive black hole came close to the Earth?. Cornell University, 28 marca 2003. [dostęp 2009-10-14].
  90. John Major Jenkins: How Not to Make a 2012 Documentary. 28 lipca 2006. [dostęp 2009-10-14].
  91. Questions Show: Alignment with the Galactic Plane, Destruction from Venus, and the Death of the Solar System. W: Universe Today [on-line]. 10 października 2008. [dostęp 2009-10-14].
  92. Michael Szpir: Perturbing the Oort Cloud. W: American Scientist [on-line]. The Scientific Research Society. [dostęp 2008-03-25].
  93. Fraser Cain: Galactic Plane. W: Universe Today [on-line]. 11 maja 2009. [dostęp 2009-10-29].
  94. John N. Bahcall and Safi Bahcall. The Sun’s motion perpendicular to the galactic plane. „Nature”. 316 (6030), s. 706–708, 22 sierpnia 1985. doi:10.1038/316706a0.
  95. David Morrison: Nibiru and Doomsday 2012: Questions and Answers. NASA: Ask an Astrobiologist, 2010. [dostęp 2010-09-06].
  96. Abby Cessna: Planetary Alignment. W: Universe Today [on-line]. 2009. [dostęp 2011-04-19].
  97. Phil Plait: Good astronomy: Planetary alignments have relatively little to do with earthquakes. W: Bad Astronomy [on-line]. 2011-03-05. [dostęp 2011-04-28].
  98. Ian O’Neill: 2012: No Killer Solar Flare. W: Universe Today [on-line]. 21 czerwca 2008. [dostęp 2009-10-14].
  99. Nils Olsen and Mioara Mandea. Rapidly changing flows in the Earth’s core. . 1 (6), s. 390–394, 18 maja 2008. Nature Geocscience. doi:10.1038/ngeo203.
  100. Abby Cessna: Geomagnetic Reversal. W: Universe Today [on-line]. [dostęp 2011-04-06].
  101. New Solar Cycle Prediction. NASA. [dostęp 2009-11-02].
  102. Ian O’Neill: października 2012-no-geomagnetic-reversal/ 2012: No Geomagnetic Reversal. W: Universe Today [on-line]. 3 października 2008. [dostęp 2009-05-27].
  103. Tony Phillips: Solar Storm Warning. NASA, 10 marca 2006. [dostęp 2009-10-14].
  104. 104,0 104,1 104,2 David Morrison: The Myth of Nibiru and the End of the World in 2012. Skeptical Inquirer, październik 2008. [dostęp 2009-04-02].
  105. ↑ Schilling 2008 111
  106. Tom Chivers: ‚Web-bot project’ makes prophecy of 2012 apocalypse. W: The Daily Telegraph [on-line]. 24 września 2009. [dostęp 2009-10-04].
  107. 107,0 107,1 David Morrison: NASA Ask An Astrobiologist. NASA. [dostęp 2011-04-11].
  108. Is the earth about to enter the Photon Belt, causing the end of life as we know it?. W: The Straight Dope [on-line]. 1996. [dostęp 2011-04-19].
  109. Phil Plait: Betelgeuse and 2012. W: Bad Astronomy [on-line]. 2011. [dostęp 2011-05-01].
  110. Phil Plait: Is Betelgeuse about to blow?. W: Bad Astronomy [on-line]. 2011. [dostęp 2011-05-01].
  111. Seth Shostak: NO Spaceships Headed for Earth. SETI, 2011. [dostęp 2011-01-07].
  112. Phil Plait: Giant spaceships to attack December 2012?. W: Discover Magazine [on-line]. 2011. [dostęp 2011-01-07].
  113. Best-Selling Books of 2009. marketingcharts.com, 2010. [dostęp 2011-05-10].
  114. Mike Brown: Sony Pictures and the End of the World. Mike Brown’s Planets, 2009. [dostęp 2009-06-07].
  115. Steve Connor: Relax, the end isn’t nigh. W: The Independent [on-line]. 17 października 2009. [dostęp 2009-10-20].
  116. 2009 Worldwide Grosses. W: Box Office Mojo [on-line]. [dostęp 2010-02-25].
  117. Andrea Magrath: Sunny Kirsten Dunst is picture perfect at the Cannes photocall for her provocative new film Melancholia. 2011. [dostęp 2011-05-27].
  118. Borys Kit: Magnolia Picks Up North American Rights to Lars von Trier’s ‚Melancholia’. W: Hollywood Reporter [on-line]. 2011. [dostęp 2011-05-27].

Tu na górze mamy 118 Przypisów, które w mniemaniu Autora uzasadniają każdą brednię i arbitralną tezę wygłoszoną apriorycznie przez Niego. Są tu strzałki do tego na czym się nie znacie – boście niekoniecznie są socjologami, filozofami i innymi specjalistami. Siłą rzeczy rozumiecie, że chodzi o fragmenty i cytaty wyrwane z kontekstu dzieł o zawartości często kilkuset stron.

Poniżej macie zestaw Autorytetów – które według Autora – nawet jeśli opublikowały coś niemal bez związku z tematem – Potwierdzają potęgę wyrażonego tutaj przezeń  sądu i ustanawiają go jako Sąd Obiektywny – tzw Jedyny. 

Bibliografia

  • José Argüelles: The Transformative Vision: Reflections on the Nature and History of Human Expression. Wyd. 1. Flagstaff, AZ: Light Technology Publications, 1992. ISBN 978-0963175007.
  • José Argüelles: The Mayan Factor: Path Beyond Technology. Rochester, VT: Inner Traditions/Bear and Company, 1987. ISBN 0939680386.
  • Water, Mountain, Sky: The Evolution of Site Orientations in Southeastern Mesoamerica. W: Anthony Aveni, H. Hartung: Precious Greenstone Precious Feather. Lancaster, CA: Labyrinthos, 2000.
  • Anthony Aveni: The End of Time: The Maya Mystery of 2012. Boulder, Colorado: University Press of Colorado, 2009. ISBN 978-0870819612.
  • Michael Barkun: A Culture of Conspiracy: Apocalyptic Visions in Contemporary America. Wyd. 1. Berkeley: University of California Press, 2006, seria: Comparative studies in religion and society series, no. 15. ISBN 978-0-520-24812-0. OCLC 255948700.
  • Elizabeth H. Boone i Zelia Nuttall (red.): The Book of the Life of the Ancient Mexicans, Containing an Account of Their Rites and Superstitions: An Anonymous Hispano-Mexican Manuscript Preserved at the Biblioteca Nazionale Centrale, Florence, Italy (Reprint of 1903 edition with additional commentary). Berkeley: University of California Press, 1982.
  • David Carrasco: Religions of Mesoamerica: Cosmovision and Ceremonial Centers. San Francisco, California: Harper and Row, 1990, seria: Religious traditions of the world [series]. ISBN 0-06-061325-4. OCLC 20996347.
  • Michael D. Coe: The Maya. Wyd. 1. London: Thames and Hudson, 1966, seria: Ancient peoples and places, no. 52. ISBN 0500050619. OCLC 318157568.
  • Michael D. Coe: The Maya. Wyd. 2. London: Thames and Hudson, 1980, seria: Ancient peoples and places, no. 10. ISBN 0500050619.
  • Michael D. Coe: The Maya. Wyd. 3. London: Thames and Hudson, 1984, seria: Ancient peoples and places. ISBN 0500050619.
  • Michael D. Coe: Breaking the Maya Code. London: Thames and Hudson, 1992. ISBN 0-500-05061-9. OCLC 26605966.
  • Michael D. Coe: The Maya. Wyd. 6, fully revised and expanded. London and New York: Thames and Hudson, 1999, seria: Ancient peoples and places. ISBN 0-500-28066-5. OCLC 59432778.
  • Jorge Pérez de Lara i John Justeson: Photographic Documentation of Monuments with Epi-Olmec Script/Imagery. Foundation for the Advancement of Mesoamerican Studies, 2006. [dostęp 2009-11-03].
  • B’olon Yokte’ K’uh: Maya conceptions of war, conflict, and the underworld. W: Markus Eberl, and Christian Prager: Wars and Conflicts in Prehispanic Mesoamerica and the Andes: Selected Proceedings of the Conference Organized by the Société des Américanistes de Belgique with the Collaboration of Wayeb (European Association of Mayanists), Brussels, 16–17 listopada 2002. Oxford, UK: John and Erika Hedges Ltd, 2005, s. 28–36, seria: British Archaeological Reports, no. 1385. ISBN 1-84171-706-1. OCLC 254728446.
  • Munro S. Edmonson: The Ancient Future of the Itza: The Book of Chilam Balam of Tizimin. Wyd. Text of Chilam Balam de Tizimín MS. translated and annotated by Munro S. Edmonson; 1st English trans. Austin: University of Texas Press, 1982, seria: The Texas Pan American. ISBN 0-292-70353-8. OCLC 11318551.
  • Munro S. Edmonson: The Book of the Year: Middle American Calendrical Systems. Salt Lake City: University of Utah Press, 1988. ISBN 0-87480-288-1. OCLC 17650412.
  • David Freidel, Linda Schele i Joy Parker: Maya Cosmos:Three thousand years on the shaman’s path. New York: William Morrow, 1993. ISBN 0-888-10081-5. OCLC 27430287.
  • The topography of ancient Maya religious pluralism: a dialogue with the present. W: Gary Gossen, Richard M. Leventhal: Lowland Maya Civilization in the Eighth Century A.D.: A Symposium at Dumbarton Oaks, 7 – 8 października 1989. Washington, D.C.: Dumbarton Oaks Research Library and Collection, 1993, s. 185–217. ISBN 0-88402-206-4. OCLC 25547151.
  • Sven Gronemeyer, Barbara MacLeod. What Could Happen in 2012: A Re-Analysis of the 13-Bak’tun Prophecy on Tortuguero Monument 6. „Wayeb Notes”. 34, s. 1–68, 2010. University of Copenhagen: European Association of Mayanists. ISSN 1379-8286. OCLC 298471525.
  • Graham Hancock: Fingerprints of the Gods. New York: Crown Publishers, Inc., 1995. ISBN 978-051759348.
  • Wouter Hanegraaff: New Age Religion and Western Culture: Esotericism in the Mirror of Secular Thought. Leiden, Netherlands: Brill Publishers, 1996, seria: Studies in the histories of religions (ISSN 0169-8834), no. 72. ISBN 4 10695-2. OCLC 35229227.
  • John Major Jenkins: Maya Cosmogenesis 2012: The True Meaning of the Maya Calendar End-Date. Rochester, VT: Bear and Company, 1998. ISBN 978-1879181489.
  • John Major Jenkins: The 2012 Story: The Myths, Fallacies, and Truth Behind the Most Intriguing Date in History. Los Angeles, CA: Tarcher, 2009. ISBN 1585427667.
  • Joseph Frank: Atlantis and 2012: The Science of the Lost Civilization and the Prophecies of the Maya. New York: Bear & Co., 2010. ISBN 978-1591431121.
  • Richard N. Luxton: The Book of Chumayel: The Counsel Book of the Yucatec Maya, 1539–1638. Walnut Creek, CA: Agaean Park Press, 1996. ISBN 978-0894122446.
  • Maud Worcester Makemson: The Book of the Jaguar Priest: a translation of the Book of Chilam Balam of Tizimin, with commentary. New York: H. Schuman, 1951. OCLC 537810.
  • Maud Worcester Makemson. The miscellaneous dates of the Dresden Codex. „Publications of the Vassar College Observatory”. 6, czerwiec 1957.
  • Terence i Dennis McKenna: The Invisible Landscape: Mind, Hallucinogens, and the I Ching. Wyd. 1. Seabury, 1975. ISBN 0816492492.
  • Terence i Dennis McKenna: The Invisible Landscape: Mind, Hallucinogens, and the I Ching. HarperCollins, 1993. ISBN 978-0062506351.
  • Jean Meeus: Ecliptic and galactic equator. Richmond, VA: Willmann-Bell, 1997, seria: Mathematical Astronomy Morsels. ISBN 9780943396514. OCLC 36126686.
  • Susan Milbrath: Star Gods of the Maya: Astronomy in Art, Folklore, and Calendars. Austin: University of Texas Press, 1999, seria: The Linda Schele series in Maya and pre-Columbian studies. ISBN 0-292-75225-3. OCLC 40848420.
  • Mary Miller, Karl Taube: The Gods and Symbols of Ancient Mexico and the Maya: An Illustrated Dictionary of Mesoamerican Religion. London: Thames & Hudson, 1993. ISBN 0-500-05068-6. OCLC 27667317.
  • Sylvanus Morley: The Ancient Maya. Wyd. 4. Palo Alto, CA: Stanford University Press, 1983. ISBN 0804712883.
  • Zelia Nuttall (red.): The Book of the Life of the Ancient Mexicans, Containing an Account of Their Rites and Superstitions: An Anonymous Hispano-Mexican Manuscript Preserved at the Biblioteca Nazionale Centrale, Florence, Italy. Berkeley, CA: University of California, 1903.
  • Daniel Pinchbeck: 2012: The Return of Quetzalcoatl. New York: Tarcher, 2006. ISBN 978-1-58542-483-2. OCLC 62421298.
  • Ralph Roys: The Book of Chilam Balam of Chuyamel. Charleston, South Carolina: Forgotten Books, 1967. ISBN 978-1605068589.
  • Prudence M. Rice: Maya calendar origins: monuments, mythistory, and the materialization of time. Austin: University of Texas Press, 2007. ISBN 978-0292716926.
  • A New Look at the Dynastic History of Palenque. W: Linda Schele: Supplement to the Handbook of Middle American Indians, Vol. 5: Epigraphy. Austin: University of Texas Press, 1992, s. 82–109.
  • Linda Schele, David Freidel: A Forest of Kings: The Untold Story of the Ancient Maya. New York: Harper Perennial, 1990. ISBN 0-688-11204-8. OCLC 145324300.
  • Gregory M. Severin. The Paris Codex: Decoding an Astronomical Ephemeris. „Transactions of the American Philosophical Society”. 71 (5), 1981.
  • Govert Schilling: The Hunt For Planet X: New Worlds and the Fate of Pluto. Springer, 2008. ISBN 9780387778044.
  • Stephanie South: 2012: Biography of a Time Traveler: The Journey of José Argüelles. Franklin Lakes, New Jersey: New Page Books, 2009. ISBN 978-1-60163-065-0.
  • Love Shall Steer the Stars – The Long Dawning of the Age of Aquarius. W: Neil Spencer: True as the Stars Above. 2000. ISBN 978-0575067691.
  • Mark Van Stone: It’s Not the End of the World: What the Ancient Maya Tell Us About 2012. FAMSI, 2008.
  • Astronomy and Mathematics. W: Alexander Voss: Maya: Divine Kings of the Rain Forest. Cologne: Könemann, 2006, s. 130–143. ISBN 3-8331-1957-8. OCLC 71165439.
  • Maya Creation Myths and Cosmography. W: Eva Eggebrecht i Matthias Seidel (red.): Maya: Divine Kings of the Rain Forest. Cologne: Könemann, 2006, s. 280–293. ISBN 3-8331-1957-8. OCLC 71165439.
  • Elizabeth Wagner: Mexico Mystique: The Coming Sixth World of Consciousness. Chicago, Illinois: Sage Books/Swallow Press, 1975. ISBN 0-8040-0663-6. OCLC 1364766.
  • Ronald Wright: Stolen Continents: 500 Years of Conquest and Resistance in the Americas. Mariner, 2005, s. 165–166. ISBN 9780618492404.
  • Michael York: The Emerging Network: A Sociology of the New Age and Neo-Pagan Movements. Lanham, MD: Rowman & Littlefield, 1995. ISBN 0-8476-8000-2. OCLC 31604796.

Wniosek : Zawsze i Wiedzący i Przyjmujący Wiedzę muszą wykazać się Odpowiedzialnością, czyli najwyższą ostrożnością i namysłem, zwłaszcza muszą głęboko przebadać to co Polecają do Odbioru lub to co Odbierają jako Wiedzę i Wiadomość. Może się bowiem okazać po tej analizie, że polecona wiadomość jest mało wartościowa lub wprowadza w błąd – a to może mieć zasadnicze znaczenie – zwłaszcza gdy chodzi O BYĆ ALBO NIE BYĆ.

Święte Wzgórza Iwanowickie – Roch i herb Odrżywąż-Odrowąż oraz Celtowie i Strażnicy Wiary

Posted in Mitologia Słowiańska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie by bialczynski on 10 Październik 2012

Iwanowice – foto Adam Walanus – Wzgórze Klin

Święte Wzgórza Iwanowickie – Klin, Babia Góra, Wysyłek i Piorunek są dla mnie kolejnymi przykładami Świątyń Światła Świata, które jako powszechnie dostępne miejsca każdy z Krakowian ma dosłownie w odległości o rzut grabiami, a mieszkańcy Iwanowic Włościańskich (na wschód od Skały) mają je pod samym nosem. Świętość tych miejsc nie polega koniecznie na tym iż jest tam jakaś dziwna energia – źródło mocy o dziwnych właściwościach- być może jest, być może nie.

Wzgórza te są święte przez przeszłość jaką w sobie skrywają i jaką przed nami odsłaniają. Przez skorupy pozostawione tam przez naszych przodków na świadectwo ich tutaj bytności, przez szkielety ludzkie, które w ziemi pozostają, i które także dzisiaj w 100 lat po pierwotnym odkryciu miejsca mogą nam ujawnić kolejne tajemnice. Okazuje się bowiem, ze obiegowa opinia przypisująca Celtom i ich kulturze odkryte tutaj artefakty – jest warta funta (anglo-germańskich) kłaków.

Mimo że dysponujemy leżącymi w zbiorach archeologicznych kośćmi osób pochowanych w 300 roku p.n.e. w Iwanowicach to do dzisiaj nie wykonano ekspertyzy DNA tych kości. Cóż, taka ekspertyza mogłaby być ostatecznym dowodem, że mamy do czynienia ze słowiańskimi lub prasłowiańskimi zmarłymi z haplogrupą Y-DNA R1a1 lub I1 lub I2. Bowiem Prasłowianie-Scyci to ludność z grupą R1a1, a Słowianie to konglomerat dwóch grup  ludności Scytów – R1a1+Staroeuropejczyków Północnych – I1, lub Scytów – R1a1 + Staroeuropejczyków Południowych – I2. Ale na co nam jakieś tam dowody?!

Warto pamiętać, iż w każdym wypadku odkrycia archeologicznego mamy do czynienia ze śladem niejednoznacznym, wymagającym interpretacji. Natomiast wynik badania genetycznego nie budzi wątpliwości. Dlaczego więc nie bada się w Polsce genetycznie, na Y-DNA,  posiadanych kości z wykopków archeologicznych?

„Odkrywka” archeologiczna jest jak nakłucie szpilką rozległego szmatu naszej ziemi ojczystej. Gdyby zdjąć ziemię z całej Góry Klin w Iwanowicach, albo przeorać całe Iwanowice – to na mapie pokazującej obszar Polski będzie to nadal  obszar wielkości główki od szpilki.

A jak różnie można odczytać to co odkryto w Iwanowicach – poczytajcie dalej, bo można bardzo bardzo różniasto do owych archeologicznych artefaktów podejść. Dzisiaj dominuje w polskiej „nauce” podejście celto-germańskie, gdyż w Berlinie i Brukseli  leżą źródła finansowe i tam rozdaje się naukowe granty. Nie wszyscy dostają te pieniążki – oj nie wszyscy. Raczej starannie wybrani głosiciele tez, które tam się – w Berlinie, Londynie, Nowym Jorku czy Bostonie  – pozytywnie „naukowo”  definiuje.

Foto ze strony Eksploratorzy – Góra Klin od strony Iwanowic – nie wygląda ciekawie

Iwanowice oficjalne: Iwanowice Włościańskie

Położenie

Iwanowice (do 30 grudnia 1999 Iwanowice Włościańskie) – wieś w Polsce położona w województwie małopolskim, w powiecie krakowskim, w gminie Iwanowice przy drodze wojewódzkiej nr 773.

Miejscowość jest siedzibą gminy Iwanowice.

Wieś położona ok. 20 km na północny wschód od Krakowa, w północnej części województwa małopolskiego. Oddalona ok. 10 km od Słomnik i Skały oraz 15 km od Ojcowa i Pieskowej Skały. Od południa graniczy z Maszkowem, od północy z Biskupicami, od wschodu z Poskwitowem, a od zachodu z Sułkowicami. Przez Iwanowice przepływa rzeka Dłubnia, od której powstała nazwa Dłubniańskiego Parku Krajobrazowego, który obejmuje właśnie Iwanowice.

Iwanowice położone są w środkowym odcinku Doliny Dłubni, zwanym Kotliną Iwanowicką. Przebiega tam granica między Wyżyną Miechowską, a Jurą Krakowsko-Częstochowską. Kotlinę Iwanowicką obrzeżają wzgórza, między innymi Góra Klin i Babia Góra, których wysokość przekracza 40 m ponad dno doliny. Przez wieś przepływa rzeka Dłubnia i jej dopływ oraz potok Minóżka. Krajobraz urozmaicony przez kompleksy leśne w pobliskich Zagajach i Maszkowie. Ze względu na ukształtowanie terenu odcinek Doliny Dłubni między Maszkowem a Iwanowicami nazywany jest “Małym Ojcowem“.

Dawne czasy

Badania archeologiczne wykazały, że Kotlina Iwanowicka i otaczające ją wzgórza były zaludnione już w czasach prehistorycznych. Najdawniejsze ślady osadnictwa pochodzą z czwartego tysiąclecia przed naszą erą. Wykopaliska prowadzone pod kierunkiem prof. Jana Machnika z PAN w Krakowie pozwoliły ustalić, że w młodszej epoce kamienia (neolit) omawiany teren był zamieszkany przez ludność trudniącą się rolnictwem i hodowlą bydła. Odkryto ponadto osadę obronną z okresu wczesnego brązu, grobowce całopalne i szkieletowe z wczesnej epoki żelaza oraz cmentarzysko szkieletowe wskazujące na wpływy celtyckie.

Początki epoki brązu na naszym terenie, szeroko się wiążą z dziejami iwanowickiego mikroregionu osadniczego. Jest to okres 2300-1600 lat p.n.e. System adaptacyjny ludności oparty o uprawę roli i hodowlę w dolinach rzek, wymógł zakładanie krótkotrwałych osad. Najlepiej rozpoznanym regionem w dolinie Dłubni jest mikroregion iwanowicki. Ślady takiej osady zostały odnalezione w Iwanowicach na Babiej Górze w postaci nielicznych skorup z rozbitych naczyń na powierzchni tego stanowiska, co dało początek badaniom archeologicznym .

IWANOWICE

1850-1600 p.n.e. – w okresie brązu na Babiej Górze w Dolinie Dłubni istniała duża osada ludności kultury mierzanowickiej, zamieszkana przez około 200 osób. Stwierdzono tu istnienie wałów i fosy, przez co uważa się ją za jedno z pierwszych znanych w Polsce grodzisk. Produkowano w niej szeroki asortyment wyrobów z krzemienia, w tym również na eksport. Na pobliskim cmentarzu grzebano ludzi z podkurczonymi nogami, niekiedy z przedmiotami importowanymi znad Morza Śródziemnego; jedna z czaszek mężczyzny posiada ślady trepanacji czaszki. Ważne dla archeologii odkrycie dokonał J. Machnik w 1974 r. dzięki przebadaniu układu stratygraficznego. Spostrzegł on, że rów i jamy mierzanowickie były wcięte w obiekty podgrupy Chłopice-Veselé. Jedną z jam tej podgrupy udało się datować metodą C14 na lata około 1850 p.n.e. Również na tym stanowisku odkryto fragmenty naczyń grupy Nyirseg (należącej do kręgu kultury Vucedol), wskazujące na kontakty z Węgrami lub Słowacją. W podgrupie iwanowicko-brzezińskiej (grupy mierzanowickiej) wyraźne jest oddziaływanie podłoża kultury badeńskiej (ceramiki promienistej).

1650-650 lat p.n.e. (epoka brązu) – na Babiej Górze istniała osada plemiona kultury trzcinieckiej

II w. p.n.e. – z samego schyłku środkowego podokresu lateńskiego pochodzą okazałe zabytki metalowe z cmentarzyska na Górze Klin. Należą do nich m.in. miecz żelazny, grot włóczni z bogato zdobioną tuleją, pas żelazny, okucia żelazne tarczy, zdobione zapinki żelazne oraz naczynia wykonane przy użyciu koła garncarskiego. Stan zachowania tych zabytków wskazuje, że pochodziły z grobów ciałopalnych. Niefortunny przypadek sprawił, że znalezisko to nie zostało we właściwy sposób udokumentowane mimo, iż zajmowano się nim wielokrotnie. Niestety już dziś nie jesteśmy w stanie zrekonstruować, jak faktycznie rzeczy się miały.

Historia badań archeologicznych w Iwanowicach i ich najbliższym otoczeniu, zaczyna się w 1911 r., kiedy to Jan Czarnowski na wschodnim stoku góry Klin wykopał ” naczynie gliniane w rękach lepione, zdobione w kreski ukośne,tuż obok czaszkę ludzką zgniecioną z kółkiem brązowym pokrytym zieloną patyną stanowiącą rodzaj zausznicy od której kość czaszki koło otworu usznego również zazieleniała”. Nieco później do zbierania wyorywanych z pól zabytków, dołączył Julian Wiśnicki.

Systematyczne badania wykopaliskowe w 1911 r. Rozpoczął Leon Kozłowski. Trzy lata trwały pierwsze wykopaliska, do których wrócono dopiero w 1964 r. Po trzech latach inwentaryzacji powierzchniowej w 1967 wznowiono gruntowne badania prowadzone do 1974 r. Później prowadzono jeszcze prace sondażowe na Górze Piorunek i Górze Wysyłek, a w latach 1979 i 1981 kontynuowano prace na Górze Klin.

Badania pozwoliły na stwierdzenie, że ok. 2200 r. p.n.e., grupa ludzi zasiedliła ten teren i zbudowała osadę na górze Klin. Druga grupa osiedliła się na Babiej Górze. Część osadników z tej grupy zasiedliła górę Wysyłek na przeciwległym brzegu rzeki Minożki.

Podstawową jednostką społeczności była rodzina biologiczna, zamieszkująca wspólnie jedną zagrodę. Z takich rodzin składała się osada. Osadom towarzyszyło zwykle cmentarzysko. W bezpośrednim sąsiedztwie osad uprawiane były pola, a w kierunku Skały wypasane pastwiska. Po 2-3 latach pola były ugorowane, a po 15-20 latach ponownie karczowano młode lasy.

W okresie największego zaludnienia mikroregionu iwanowickiego tj. 2100-1900 lat p.n.e., stada zwierząt składały się z około 75 szt. Bydła, 40 szt., owiec lub kóz i 12 szt. świń. Cały mikroregion zamieszkiwany był przez ponad 200 osób. Z nieznanych dotychczas powodów, wielkość opisywanej populacji zaczęła się stopniowo zmniejszać. Około 1800 r. p.n.e. osada na Babiej Górze opustoszała Po kilkudziesięciu latach ponownie pojawia się tu grupa społeczna o podobnych sposobach gospodarowania.

Przez kolejne około 100 letni okres wewnętrznej ewolucji iwanowickiej wspólnoty, zauważamy nieznany dotąd wzrost rywalizacji o prestiż. W rywalizacji tej znaczną rolę odgrywały przedmioty będące wyznacznikiem prestiżu. Pojawiły się groby osób lepiej wyposażonych w przedmioty codziennego użytku i ozdoby sprowadzane z dalszych stron. Dla pozyskania przedmiotów i ozdób niezbędne stawało się nawiązywanie trwałych kontaktów wymiennych z otaczającym światem.

Później dość nagle, choć bez udowodnionych wykopaliskami gwałtownych wydarzeń : pożaru czy walk, nastąpił zanik tej kultury. Musiał być wynikiem wewnętrznych sprzeczności w opisanej grupie.

Na przełomie 1300 – 1200 lat p.n.e. na terenie regionu pojawiają się osady a następnie cmentarzyska o kulturze łużyckiej z rejonów. Śląska. Osadnictwo to poświadczone jest w Iwanowicach szczególnie na górze Wysyłek. Różnice kulturowe potwierdzają inne sposoby grzebania zmarłych. Groby szkieletowe (r.32) posiadały kamienne obstawy i często nakrywano je kamieniem. Zorientowane były w osi północ -południe. Głowa zmarłego leżącego na wznak w pozycji wyprostowanej, znajdowała się po stronie południowej w okolicach głowy ustawiano naczynia oraz ozdoby.

Podczas wykopalisk na górze Klin w 1911 r. natrafiono na dwa całopalne groby kultury celtyckiej z 300 lat p.n.e., a więc ludów z terenów Francji i Niemiec. Obaj zmarli wyposażeni byli w identyczny zestaw uzbrojenia, składający się z pogiętego rytualnie długiego miecza, umieszczonego w żelaznej pochwie zgiętego grotu włóczni, części tarczy oraz żelaznych łańcuszków ozdobnych stanowiących prawdopodobnie pozostałość pasów. Niektóre elementy były zdobione ornamentyka. W obu grobach znaleziono też żelazne zapinki, oraz zestaw naczyń.

Z tego też okresu występuje stanowiska o charakterze osadowym w Michałowicach, Wysocicach oraz Mogile.

W ostatnim wieku p.n.e. granice cesarstwa rzymskiego znacznie się rozszerzyły na północ, do linii Dunaju. Stąd oddziaływały na Małopolskę kontakty handlowe. Kultura celtycka zanika a pojawiają się ludy o charakterze wywodzącym się z ludów germańskich. W okresie wyżej wspomnianym do średniowiecza obszar doliny Dłubni jest mało dokumentowany. Wiadomo jedynie, że tereny Małopolski zaczęli zamieszkiwać Słowianie.

Jak widać nie przebadano DNA szkieletów z epoki żelaza – ciekawe jakie maja haplogrupy?

Archeologia

Pisze Leon Kozłowski:

Badania na górze Klin w Iwanowicach z roku 1915, prowadzone, jak w latach poprzednich, kosztem redakcyi Światowita, poza szeregiem jam mieszkalnych i jedenastu nowymi grobami szkieletowymi z czasów epoki Hallsztackiej, wykazały groby z epoki neolitycznej ze szkieletami skurczonymi.
Góra Klin, obszerne wzgórze leżące na rozwidleniu rzeczki Minoźki i Dłubni, jest już od roku 1911 przedmiotem moich prac, dotychczasowe jednak badania obejmowały tylko wschodnią pochyłość wzgórza; szczyt, będący kilkomorgową równiną, nie był dotychczas rozkopany i dopiero w roku 1913 zająłem się zbadaniem tej przestrzeni.
Rezultatem tego stało się odkrycie dalszego ciągu osady z czasów neolitu oraz obszernego cmentarzyska szkieletów skurczonych.Cmentarzysko daje się podzielić na kilka odrębnych grup, obejmujących po kilka lub kilkanaście grobów. Dotychczas zostały rozkopane dwie takie grupy.
Nie czekając jednak na całkowite ukończenie badań, które z powodu rozmiarów terenu i bogactwa nagromadzonych tam zabytków, potrwać mogą jeszcze czas dłuższy, pragnę podać tu wiadomość o dwudziestu grobach ze szkieletami skurczonemi.
Grupa grobów, opisana jako pierwsza, leży na polu Jakóba Bubaka na zachód od cmentarzyska ciałopalnego, opisanego w tomie X Światowita; druga grupa, również na polu tegoż włościanina, leży nieco dalej. Materyał kostny, znaleziony w opisywanej grupie grobów, odesłany został do muzeum Erazma Majewskiego; dzieła zaś ręki ludzkiej, znalezione przy szkieletach, pozostawiłem aż do ukończenia opracowania u siebie. Wykonałem rysunki, załączone do niniejszego opisu.Wojna przeszkodziła wysłaniu przedmiotów do Warszawy. Przy ofenzywie zaś rosyjskiej z Listopada 1914 roku, wojska rosyjskie, przybliżając się do Krakowa, zajęły się rabunkiem majątku i domu, gdzie znajdowały się zbiory.

Leon Kozłowski, „Badania archeologiczne na górze Klin w Iwanowicach, powiatu Miechowskiego”, Warszawa 1917

źródło: http://www.poskwitow.edu.pl/publikacje/to1.pdf

Oto cytat z pracy naukowej na temat Cmentarzyska w Iwanowicach na Górze Klin

(pochodzi ze strony Eksploratorzy: wątek Iwanowice)   znajdziecie tam więcej ciekawego materiału  łącznie ze zdjęciami wzgórza.

„…Leon Kozłowski, który jako pierwszy naukowiec w latach 1911-1915 prowadził regularne badania na Górze Klin.
Pan Kozłowski dopuścił się wielu nieścisłości w opisie grobów (co zresztą słusznie zauważył w swojej pracy Zdzisław Durczewski).
Mimo wielokrotnych, powojennych badań archeologicznych w tym rejonie, do tej pory nie udało się jasno określić nie tylko liczby grobów, przynależności etnicznej zmarłych ale nawet… ich chronologii!

Cytuj:
Z samego schyłku środkowego podokresu lateńskiego (II w. p.n.e.) pochodzą okazałe zabytki metalowe z Iwanowic. Należą do nich m.in. miecz żelazny, grot włóczni z bogato zdobioną tuleją, pas żelazny, okucia żelazne tarczy, zdobione zapinki żelazne oraz naczynia wykonane przy użyciu koła garncarskiego. Stan zachowania tych zabytków wskazuje, że pochodziły z grobów ciałopalnych. Niefortunny przypadek sprawił, że znalezisko to nie zostało we właściwy sposób udokumentowane mimo, iż zajmowano się nim wielokrotnie. Zastanawia jedynie, że badając materiały ze stanowiska, na którym okazy te miano odkryć, całkowicie pomijano je przy opracowaniu pochodzących z niego materiałów „łużyckich”, co wzorem L. Kozłowskiego (1913, s. 25 n.) uczynił Z. Durczewski (1948, s. 15 n.). Badacz ten informuje jedynie (1948, s. 27), że chronologia grobu na La Tene podana przez L. Kozłowskiego (1913, s. 38) niezgodna jest z inwentarzem zabytków określonych jako przynależnych do tego grobu. Podobnie postąpili autorzy opracowując zabytki celtyckie. Nie zastanawiali się oni zupełnie, w jakim ogólniejszym kontekście kulturowym i chronologicznym one występowały. Spowodowało to niewłaściwe określenie cmentarzyska na Górze Klin jako lateńskiego (Przeworska Rosen J., 1964, s. 14). Wzorem J. Rosen-Przeworskiej poszedł Z. Woźniak (1970, s. 320-321). Autorzy ci nie zainteresowali się okolicznością, że określenie numeracji grobów w świetle danych, jakie podał Z. Durczewski mogło (a nawet musiało) być mylne. Najprawdopodobniej tą samą numeracją oznaczono cztery różne groby. Za zdumiewające należy uznać, że grób o wyposażeniu celtyckim podany jako nr 34 nie posiadał żadnej dokumentacji, mimo że dla innych grobów L. Kozłowski ją wykonał. Nie od rzeczy trzeba będzie dodać, że w tym samym tomie „Światowita”. w którym L. Kozłowski opublikował część znalezisk z Góry Klin jego redaktor E. Majewski (1913, s. 100) głosił o różnicy między amatorskimi a naukowymi badaniami cmentarzysk. Nasi celtolodzy nie zauważyli, co pisał Z. Durczewski o ww. cmentarzysku. Niestety już dziś nie jesteśmy w stanie zrekonstruować, jak faktycznie rzeczy się miały. Poszukiwania Marii Gądzikiewicz w archiwum Państwowego Muzeum Archeologicznego w Warszawie pozwoliły jedynie stwierdzić, że w księgach inwentarzowych grób nr 34 zapisano przy zabytkach celtyckich, a przy materiałach „łużyckich” brak numeru grobu. Po wielu latach, które upłynęły od czasu odkrycia, informacji na temat warunków znalezienia udzielił Leon Kozłowski (1892-1944) jeden z najwybitniejszych archeologów polskich okresu międzywojennego (Przeworska Rosen J., 1939, s. 15 oraz 1964, s. 12). Niestety z różnych wiarygodnych źródeł wiadomo, że uczony ten potrafił nieraz rozmaite rzeczy pomieszać, a dobitnym tego przykładem jest dokumentacja z cmentarzysk „łużyckich” na Górze Klin w Iwanowicach (Durczewski Z., 1948, s. 15 n.). Wszystkie więc kategoryczne opinie na temat przynależności ww. zabytków do określonych zespołów mijają się z celem. Bezcelowe są też zdecydowane opinie dotyczące etnicznego pochodzenia pochowanych w nich osobników. Równie trafna może być hipoteza wybitnego archeologa antycznego Kazimierza Majewskiego (1903-1981), członka rzeczywistego PAN, iż wyposażenie to należało do przedstawicieli miejscowej góry społecznej (1947, s. 218), jak doc. dr J. Rosen-Przeworskiej, iż pochowano tu członków elity celtyckiej (np. 1939, passim oraz 1964, passim). Opinię tej ostatniej podziela wielu badaczy. Wspominając o trudnościach z ustaleniem przynależności zabytków do określonych zespołów grobowych (choć przyjmując w dobrej wierze, że L. Kozłowski przekazał J. Rosen-Przeworskiej ich dosyć ścisły opis) nie można pominąć różnych interpretacji tego znaleziska. Wśród nich, niezależnie od wyżej wspomnianych, na uwagę zasługuje następujące stwierdzenie H. Łowmiańskiego (1963, I, s. 131): „Odosobnione groby przy dość bogatym inwentarzu sugerują raczej, że mamy do czynienia z faktem dość pospolitym u Słowian sprowadzenia obcej dynastii i zlecenia jej funkcji naczelnictwa w obrębie plemienia. Byłoby to jedno z najstarszych świadectw krystalizowania się władz plemiennych u Słowian, przy tym w okolicy Krakowa, gdzie i czasy późniejsze pozostawiły niejeden ślad w tym względzie. W ślad za dynastią mogły napłynąć i pewne elementy osadnicze…”.

O Herbie Odrowąż

Wileńszczyzna była prawdziwym ogrodem botanicznym szlachty i – jakiej szlachty! Siedzieli tu od pogańskich czasów, bo od Mendoga – Jundziłłowie, Wismontowie, od Giedymina – Dogilowie, Ejgirdowie, od Jagiełły i Witolda – Krupowiczowie, Zapaśnikowie, Krupowiesowie, Wilbikowie, Mickiewiczowie, Koczanowie, Dowgirdowie, Jodkowie, Bartoszewiczowie i inni. W samym lidzkim powiecie (obecnie część rejonu solecznickiego) pod koniec XVIIIw. kwitło jakieś 600 nazwisk szlacheckich, a w tym kilkanaście rodzin o nazwisku, naszego Wieszcza, Mickiewicz

Herb Odrowąż

W polu czerwona rogacina srebrna w słup, u dołu rozłuczona. W klejnocie nad hełmem w koronie na pawim ogonie taka sama rogacina w pas.

Odmianą herbu jest w polu czerwonym rogacina srebrna w słup, pokrzyżowana, u dołu rozłuczona.

Znane są następujące średniowieczne pieczęcie z tym herbem: 1350 Piotr kasztelan dobrzyński i Jakub sieradzki; 1352 Jakub z Dębna; 1380 Jan, starosta ruski; 1384 Prandota, podsędek ziemski sandomierski; 1385 Krzesław, podsędek ziemski krakowski.

Aktem unii horodelskiej herb został przeniesiony na Litwę. Ród Odrowążów reprezentował Jan ze Szczekocin, kasztelan lubelski, do rodu został adoptowany bojar litewski Wyszegerd (W. Semkowicz, O litewskich rodach…, RTH t. V, s. 55 i 57).

Herb ten znajduje się w Klejnotach Długoszowych, herbarzach: Gelrego, Złotego Runa, Lyncenich, Codex Bergshammar i Herbarzu Bellenviller, a także w Księdze brackiej św. Krzysztofa na Arlbergu.

Wizerunek herbu znajduje się między innymi na chrzcielnicach kościołów w Korzennie i Kruźlowie Wyższym z 1486 r. (J. Kuczyńska, Średniowieczne chrzcielnice…, nr 261 i 267, s. 92 i 94), na andependium ołtarza w kościele Końskiem z XV w. (F. Piekosiński, Heraldyka polska…, s. 110), na tablicy fundacyjnej w Gnieźnie – w kaplicy Bożego Ciała – 1460 r. (P. Mrozowski, Gotyckie tablice…).

Herb najbardziej rozpowszechniony był w ziemiach: krakowskiej, sandomierskiej, samborskiej, sieradzkiej, łęczyckiej, poznańskiej, lwowskiej, halickiej, przemyskiej oraz na Śląsku, Kujawach i Podolu.

Używały go między innymi następujące rodziny: Baranowski, Bębnowski, Białoczewski (z Białaczewa – skąd potem Białczewscy i Białczyńscy), Błaszkowicz, Bielawski, Bieńkowski, Bylina, Cedrowski, Chlewicki, Chomski, Chreptowicz, Czechowski, Durasiewicz, Dziewiatyński, Godowski, Gorski, Jacewicz, Jeleński, Kamieński, Kapuściński, Kietliński, Konecki, Kowalewski, Krajewski, Kwinta, Lasota, Litawor, Łukaszewski, Minkiewicz, Mińkowski, Odrowąż, Ossowski, Parczewski, Pawłowicz, Petrykowski, Pieniążek, Pruszkowski, Rozdrażewski, Siedlecki, Siemaszko, Waligórski, Wizgird, Wolski, Wysocki, Żaba, Żak, Żaranowski.

(S. Górzyński, J. Kochanowski Herby szlachty polskiej, Warszawa 1994).

Starożytni pisarze podają zgodnie, że ów herb został wniesiony do Polski z Morawii, gdzie zwał się “Odrzywąsem” a to z tej okazji, że przeciwnikowi swemu możnemu poganinowi w pewnym zajściu oderwawszy usta z wąsem, takowe wbił na strzałę i jako znak zwycięstwa oddał swemu książęciu, za co od tegoż miał otrzymać nazwę Odrzywąsa, z wyrażeniem tego znaku jako klejnot herbowy, którym dotąd pieczętują się domy Siedlnickich i Tworkowskich w Morawii.

B. Paprocki podaje, że: “Przodek tego domu, mąż jeden sławny w Morawie (w cudzej ziemi) z poganami o sztukę strzelał z łuku, potem z nim i za pasy chodził i dziwnych sztuk rycerskich z sobą próbowali. On poganin, że nań szczęścia z mocy nie miał, przed monarchą krainy onej, znając łaskę pańską; dlatego, że mu się z każdym nieprzyjacielem fortunnie w potrzebach zdarzało, chcąc i nad onym górę otrzymać, o szczudłki (popularna gra ludowa) z nim przed cesarzem czynić chciał. On z gniewu mając to sobie za zelżywość chwycił go za gębę, którą mu z wąsem i nosem oderwawszy, na strzałę wetknął i ukazał panu, który wzgardziwszy onym oszpeconym poganinem, dał temu za wieczny upominek onej jego zwierzchności i nad nim strzałę przez wąs przewleczoną, i nazwał go Odrzywąsem aż per corruptionem sermonis Odrowąż po ten wiek”.

Okólski zaś twierdzi, że przodek herbu tego strzałą z łuku wąsy obydwa i z mięsem mu uciął. W Czechach niektóre przedniejsze domy tym herbem się szczyciły.

W Polsce, nosząc pierwotnie tytuł hrabiów z Końska; zalecał się ów dom przed innymi wydaniem kilku wielkich mężów. Iwo, biskup krakowski, jaśniał swoich czasów ze szczodrobliwości dla ubogich. Pamiątki po nim widzimy po dziś dzień jeszcze: tak klasztor oo. Cystersów w Mogile takiż kanoników reg. Św. Augustyna w Krakowie, w Kaliszu – szpital dla ubogich w Sławkowie, a później w Krakowie kościół Panny Maryi. Będąc jeszcze kanclerzem poruczonem miał sobie od Leszka Białego odprowadzenie królewnej Salomei do Halicza poślubionej Kolomanowi, królowi Halickiemu. Dotąd o Odrowążach z Końska, od których poszli Koneccy; lecz drudzy pisali się z Białoczowa, od tych rozrodzili się Białoczowscy i Staszowie (Straszowie); inni z Chlewisk, od tych Chlewiccy i Szydłowieccy; inni zaś ze Sprowy. Z tych był Prandota, fortunny hetman wojsk polskich przeciw Czechom za panowania Kazimierza W., Jan, arcybiskup gnieźnieński, mąż wielce poważny w Radzie i kochający uczonych. Jako prymas kraju, dał piękny przykład poświęceń dla ojczyzny; tak podczas wojny z Krzyżakami, gdy dla zapłaty wojska zabrakło pieniędzy, kazał przetopić srebro kościelne, w którym to celu złożył też kilka synodów, by z duchowieństwem obmyśleć pomoc potrzebną do wojny z Prusakami. Ustanowiwszy nadto wiele rzeczy pożytecznych, przeniósł się do wieczności w 1464 r. Piotr, wojewoda podolski, potem ruski, pamiętny ze zwycięstw za panowania Władysława Jagiełły, który mu w nagrodę położonych zasług całe Podole i część Rusi nadał. Z domu Odrowążów, piszących się ze Szczekocina albo z Dąbna, piastowało kilku kasztelanie lubelskie. Piotr walczył zaszczytnie w wojnie tureckiej na Węgrzech ze sławnym Zawiszą.

Wł. Chrzanowski “Odrowąż”, Kolekcjoner Polski, październik 1985 r., nr 10 (150), s.14

Herb Odrowąż – do dzisiaj herb Iwanowic

Prawdziwe znaczenie herbu Odrowąż-Odrzywąs-Odrżywąż-Odrawąs.

By dotrzeć do sedna tajemnicy tego herbu trzeba sobie postawić trzy zasadnicze pytania.

Pierwsze pytanie: Co naprawdę przedstawia ten herb jako znak?

Drugie pytanie: Jakie jest prawdziwe znaczenie jego nazwy?

Trzecie pytanie: Jakie stare bóstwa i mityczne sytuacje obydwa te splecione kodem przekazy prezentują, jako logiczna całość plastyczno-semantyczna?

Jest też czwarte pytanie, na które warto odpowiedzieć:  Dlaczego zadbano w przeszłości aby ten znak znalazł sie na chrzcielnicach i w kilku innych bardzo ważnych miejscach  w I Rzeczpospolitej?

Spróbujmy sobie odpowiedzieć na te pytania po kolei.

Po pierwsze znak.

Oto co podają Dwaj Markowie – Derwich i Cetwiński w „Herby, legendy, dawne mity” – na temat Odrowąża (str 27):

Jak wynika z powyższego opisu, z którym zasadniczo się zgadzam, herb przedstawia piktogram Drzewa, ale nie wszystkie prezentowane w tabeli drzewa są symbolami Drzewa Świata. Strzałka Potrojona oznacza wspornik Nieba – Nieboskłonu. Jednakże ten herb nie jest prostym przekształceniem, czy też rozwinięciem, Herbu Dąbrowa – ani jego wariantem.

Herb Odrowąż miałby odpowiadać według ich analizy i analizy Romulusa Vulcanescu wariantowi 5E z przedstawionej tabeli z tym, że ograniczonemu do pojedynczej strzały. Derwich i Cetwiński piszą, że wszystkie wymienione tu herby i jeszcze kilkanaście innych można sprowadzić do obrazu Drzewa (lub Trzech Drzew) wyrastającego z Ziemi (Ziemi jako Góry lub Niecki-Koliby) i podtrzymującego Niebo , albo do Wszechświata jako Drzewa Trójdzielnego.

Tylko że akurat ten herb i znak 5E, moim zdaniem, nie spełnia zakładanej tezy.  Tak samo jak nie pasują do reszty pokazanych w tabeli „zapisów drzewa” trzy inne znaki: 3B, 3D oraz 5B. W ogóle linia 5 – symbolizuje Drzewo Zakorzenione – to symbol nie drzewa świata a Drzewa w Ogóle – czyli Boru – Żywiołu, który  w  analizie panów Marków (tak ich sobie nazywam dla siebie) występuje jako archetypiczny Las- siedlisko zwierzyny chtonicznej: dzika – kozła – niedźwiedzia – węża – wilka -lisa – żaby – jaszczurki,  stworzeń uważanych za korzenne (obecne u korzenia Drzewa Świata), uważane też za atrybutywne zwierzęta  Mieszkańców Zaświatów-Podziemi, Ciemnych Bogów. Te zwierzęta są też  reprezentantami tzw  „dolnego” szamanizmu (niedźwiedziego, wilczego, wężowego) w odróżnieniu od szamanizmu górnego (ptasiego).  Strzała z pojedynczym a nie potrójnym grotem przedstawia tutaj nie Drzewo Świata lecz po prostu  Drzewo. Drzewo stoi na rogach – strzała wychodzi spomiędzy nich. To z czego strzała wyrasta – nie ulega dla mnie wątpliwości  – to ani Góra ani Koliba – tylko Rogi – rogi skierowane w dół – jak u bawołu, barana i kozy.  Te rogi są rogami welesowymi.

Jeśli idzie o rogi bawoła, krowy, wołu – możemy tu mieć wątpliwości  – bo te zwierzęta podobnie jak tury mają częściej rogi postawione do góry niż zaokrąglone w dół, ale zdarzają się i rogi kręcone w dół.

Pan Lech Natkaniec, który zaprosił mnie na spacer po Iwanowicach, a którego interesujący tekst zamieszczam poniżej,  słusznie zauważył ciągi skojarzeń istniejących w języku polskim, jakie towarzyszyły  ufundowaniu u Polaków Roha jako opiekuna rogatego bydła:

cytuję „… Św. Roch w Polsce … jest patronem … rogacizny, którą chroni przed dżumą. Obrzędy w innych parafiach Św. Rocha wyglądają tak : bydło pędzone jest przez żarzące się ognisko (ogień wykrzesany jest przez pocieranie drewna) a potem bydło kropione jest święconą wodą w celu ochrony przed zarazą morową.

Herb ROCH- indyjski rokh- figura szachowa=słoń bojowy z wieżyczką na grzbiecie  –  Herb Iwanowic także rogi i strzała. Ach te stare herby…. Iwan Odrowąż (Odrżywąż) pokonujący poganina wg legendy czeskiej.

Iwo Odrowąż , biskup krakowski…  Iwan walczący z wężem- żmijem-Welesem. Pełgający lśniący ogoniasty żmij być może stanowiący zoomorficzne wcielenie Welesa tego wielkiego opiekuna bydła.Wielkiego rogatego bydła, roch-groch-fasola-mamut,  Słoń Indyjski jest najbliżej spokrewniony z mamutem a nie z innymi słoniami…”

Mamy tutaj znów połączenie poplątanych wątków Welesa – Pasterza Dusz w Nawiach – Boga Koźlorogiego i Koźlokopytnego  z innym „zwierzęcym” uosobieniem opiekuna sporzenia  w aspekcie rogacizny w ogóle – czyli  bydła, ale także kóz i baranów (Skotnego Boga) – WOŁOSA.

Dodatkowo do całej sprawy zamieszany został Iwo Odrowąż. Iwo-Iwan jest tym świętym, który przejął w chrześcijaństwie funkcje Peruna i jego święta oraz obrzędy z nim związane. Mimo, iż Iwo Odrowąż był biskupem, to rodzina Odrowążów była znana – podobnie jak Białoczewscy z Białoczewa herbu Odrowąż i Strasz Białaczewski z Koszczelników pod Krakowem herbu Odrowąż. Imię w rodzinach wojowników – a takimi była szlachta – przechodzi z dziadów i ojców na synów i wnuki, a Iwa – Wierzba jest co prawda  jednym z symbolicznych obrazów Drzewa Świata – Wierżby-Wierszby, ale jest też jednocześnie drzewem Ziemi i Wód.

 Korolkow – Weles – sądząc po rogach Byczy

Tradycja nadawania u Odrowążów tego imienia „po mieczu” skłania mnie dodatkowo do sądu iż Drzewo wyrastające  spomiędzy koźlich – nawskich rogów nie jest Drzewem Świata  tylko zwykłym drzewem zakorzenionym w wodach, rosnącą nad wodami Iwą – Wierzbą. Nawet jeśli jest drzewem świata to tradycja imienna u Odrowążów może wskazywać , że chodziło o Drzewo Welańskie a nie ziemskie – Zwierszenie Weli – Wierszbę.

Stara rycina – Weles jako Lis lub Wilk

Przedstawiam tutaj kilka wizerunków Welesa po to by unaocznić nam iż występują pośród artystów malujących tego boga pewne różnice w interpretacji postaci.

Gusiew – Weles jako Niedźwiedź

Jak widać nie ma jednoznaczności w tej interpretacji. Wskazuje to, że korzystając z odmiennych źródeł i tradycji można Welesa pokazać jako bardzo rożne wcielenia. Jednak większość z nich przedstawiając owego boga podążyła „ślepo” za przekazem mnicha/kronikarza – który pisał o Welesie Skotnym Bogu. Nie jest to jednak  normą. Mamy postać lisią lub wilczą i niedźwiedzią – także chtoniczne. Gusiew jak i Foronsteckij umieszcza nad głową Welesa Niedźwiedzia.

A. Klimenko – Weles – Byk

Dwa zwierzęta z wymieniowej tutaj powyżej  grupy zwierząt chtonicznych (korzennych) są przez ludzi lokowane dwuznacznie: żmija-wąż i kozioł. Te dwa akurat są atrybutami Welesa właśnie – Pana Nawi, czyli Welańskich Zaświatów. Tak zwany Król Wężów zawsze lokowany jest wysoko w górach – tak samo kozioł jest najczęściej przedstawiany jako górska kozica biegająca po szczytach. To właśnie echo, pogłos postaci Welesa i jego zwierzęcych wcieleń.   Żmij nie jest niczym innym jak Pierzasty Wąż Azteków – to skrzysty (skrzydlaty i jarzący się) – Niebiański opiórzony Wąż.

Jerzy Przybył Weles-Wołos

 

Żmij jako rodzaj smoka jest symbolem różnych rzeczy, ale żmija-wąż zaliczana jest do przebywających u korzeni Drzewa lub w dolnej części jego pnia, czyli w rejonach Świata Podziemnego. Misjonarze relacjonujący wierzenia Słowian nie potrafili zrozumieć, że Nawie są Światem Podziemnym Weli – czyli Prawi -Nieba, Nieba położonego w Kręgu wysoko, ponad Jawią – Światem Materialnym (Ziemią i wszechświatem materii). Stąd się bierze zamęt w dalszych odczytaniach znaczeń zapisanych w opowieści i w odczytaniach kolejnych dokonywanych przez nam współczesnych – którzy w dużym stopniu są także przesiąknięci retoryką kościelną (chrześcijańską) i pojęciami filozoficznymi przez jej pryzmat odczytywanymi. Katolicy i prawosławni mogą interpretować Walkę żmija z Perunem jako walkę Dobra ze Złem – owszem ten aspekt jest tam obecny, w kontekście uprawy roli i tego co dla niej dobre a co złe,  ale  generalnie jest to walka Pana Niw Niebieskich z Panem Nawi i jego Żmijami. Dlatego te Żmije są skrzydlate i latają po niebie – że są powyżej Świata Materialnego. Zaświaty – Podziemie Weli (Prawi) leży ponad światem Materialnym Widzialnym (Jawią).

Przysięga składana przez Słowian na Bydło i na Welesa Pana Życia po Śmierci – ma podwójną wagę bo bydło było rzeczą bezcenną – to tak jakby przysiąc na cały posiadany majątek, a do tego na Welesa – wiadomo – złamanie przysięgi tego typu groziłoby i śmiercią i utratą dorobku. Bydło było tak niesłychanie ważne dla egzystencji plemienia, że zasługiwało na osobnego boga – Wołosa – Włochatego Byka ze złotymi rogami (Znanego z odkrycia z Radymna i z wielu wizerunków i glinianych figurek). Tak samo ważne były rośliny uprawne – i zasługiwały na osobne bóstwa – jak choćby Rgieł – Rżęto lub Rgęto (znany z odczytów z figurek prillwitzkich – odczytany nie tylko przez Winicjusza Kossakowskiego), a zapisany także przez kroniki w postaci SimaRgła.

Jak to się dzieje że ta sama symbolika obowiązuje poprzez skojarzenie  w Indiach czy na (Sie)-Lance, czy w izolowanej od Ariów Ameryce Środkowej i Południowej, albo Północnej?

Na TV Religia widziałem film, który rozjaśnia sprawę religii Majów i Azteków i pokazuje jak bardzo zbieżne są te religie z Wiarą Przyrodzoną reszty świata – i jak budowano tamtejsze kalendarze i w jaki sposób obserwacja nieba i świata prowadziła do tego samego – do Takiej Samej Wiary Przyrodzonej.

I tam na szczycie Świata ustawiony jest Bóg Bogów – Światło Świata a pod nim Dział – Biały i Czarny (In i Yang) – Białoboga i Czarnogłów. Według kościelnej (katolickiej) interpretacji przedstawionej w tym filmie Indianie wierzyli, że krwawo zachodzące Słońce ginące w walce z Nocą i znów odradzające się rankiem krwawo, zwyciężające Noc ze stojącymi u jej boku bóstwami księżycowo-gwiezdnymi, trzeba było dokarmiać, tzn. zasilać ludzką krwią. Stąd ich religia obfitowała w krwawe ofiary. Różnica miedzy Wiarą Przyrodzoną Lądu i Mazji (Eurazji) a Wenelądu (Ameryki) sprowadza się zatem do interpretacji  faktów czerpanych z obserwacji nieba. Tu i Tam wyciągano  różne WNIOSKI co do działań jakie należy podjąć przy pomocy obrzędów i kontaktu z bogami. W Azji i Europie sporadycznie w obrzędzie religijnym stosowano ten rodzaj ofiary, a jeśli tak, to w innych celach (jako wzmocnienie sił witalnych osobniczych a nie Słońca czy Księżyca).

Film ten trzeba czytać poprzez “zabrudzoną szybę” kładzioną tutaj przez księży katolickich. Najbardziej zakłamana część to opowieść o Maryji z Gwadalupe, która miała rzekomo pojednać Indian-Ofiary rzezi z Rzeźnikami -Hiszpanami i spowodować przyjęcie przez Ofiary nowej wiary bez przemocy.

Więc jeszcze raz dla utrwalenia: Weles jest Władcą Zaświatów. Nie ma nic wspólnego ze Złotym  Bykiem – Wołosem-Sporzącym Bydło. Weles to Pasterz Dusz w Nawiach – na Weli – Pan Zaświatów – Koziogłowy a nie Byczy. Kozioł – to ten sam kozioł, który jest u katolików upostaciowanym szatanem – Nawny Kozioł z Zaświatów, anioł zepchnięty przez Boga do Piekła. Kozioł jest zwierzęciem symbolicznym, zwierzęcym ucieleśnieniem Welesa. Kozły są jego towarzyszami w zaświatach. Weles jest odpowiednikiem hinduistycznego Siwy – ale w tej części  tylko, która się wiąże z unicestwieniem życia cielesnego i przejściem duszy w Zaświaty, a także jego Odrodzeniem w Zaświatach. Trzy linie poziome ciągłe – nie symbolizują śmierci jako końca – lecz jak w I-Cingu Najwyższą Wartość Czerty (cyfry użytej jako symbol magiczny) w ogóle, oraz najwyższą czertę związaną życiem materialnym (życiem ziemskim bytów duchowych). Po 9 jest już „0” albo „1”, albo „6” – zależnie od tego o jakim z Trzech Potrójnych Kręgów mówimy – i o odrodzeniu w jakim z tych trzech kręgów bytu duchowego mówimy.

Krąg 0-3-6-9 – to Prawia – Świat Welański , Niebieski (Nadświadomość) – włada nim Światło Świata (Świętowit)
Krąg 1-3-6-9 – to Nawia – Świat Dusz Niematerialnych (Niewidzialny) – włada nim Weles i Nyja
Krąg 6-7-8-9 – to Jawia – Świat istot Żywych, Materialny (Widzialny) – włada nim Perun i Prowe


Te trzy potrójne kręgi – To Dziewięć Kręgów Ducha – stąd Świątynia Dziewięciu Kręgów w Łyskogórach (Świętogórach). Trzy potrójne kręgi Ducha to tylko jeden z aspektów dziewiętności Rzeczywistości. Innym jest przykładowo zasada Pełni = 8 Kręgów i kręgu 9  dopełniającego – wstępującego lub zstępującego z kolejnego  poziomu Świata (wyższego w niższy lub niższego w wyższy).

Oznacza to, że w Jawi (na Ziemi i we wszechświecie widzialnym) widzialnych jest 8 Kręgów Życia (rodzajów istot, lub poziomów zaawansowania życia, z którymi powiązany jest poziom duchowości owych żywych bytów). Jednakże faktyczny Krąg Żywota złożny jest z Dziewięciu Kręgów  – do 8 kręgów Jawi dochodzi bądź 1-wszy Zstępujący w Nawie – Świat Zduszów, albo 1-wszy Wstępujący w Prawię – Krąg Duchów Pomocniczych Bogów. 

W. Foronsteckij – Weles


Kozły są symbolami Welesa – ale Rogi zostały też  skojarzone ze sporzącym dostatek Wołosem . I tutaj mamy ów prastary związek, najstarszy ślad rzeczywistej tożsamości tych dwóch postaci w zamierzchłej przeszłości. To że Welesa utożsamia się często ze Skotnym Bogiem bierze się z włochatości ich obu i z ROGÓW – Rahów. Tyle że Słoń i Byk to symbole siły i Słońca i Światła – to na Lance symbol Szczęścia i Powodzenia – właśnie, sporu, sporzenia, dobrobytu.

W Herbie Odrowąż Strzała – Drzewo wyrasta z Welesowych-Kozich Rogów, które są też połową leżącej Ósemki czyli Trójką. Symbol sporzenia i dobrobytu to Trójka  -ω – leżąca rogami do góry , a symbol odwrotny, odwrócony w dół rogami to symbol  zaświatów. Z kolei połowa leżącej rogami do góry trójki to Koliba – kolebka i podkowa – symbole szczęścia, sporu, kosza-losu, kosza pełnego.  Odwrócona Podkowa zaś to symbol oddawania, wylewania lub bramy – otwartej, zapraszająca w gościnę – ale też do Wejścia w Inny Świat – Zaświaty. Wrota Nawi.

Z jakim bogiem połączyć oba te przekazy herbu – lingwistyczny i plastyczny? Okazuje się, że w znaku herbowym mogą tkwić echa różnych mitów – lecz tylko związanych z Welesem:  mitu o walce z Perunem lub mitu o walce z Wołosem/Dziwieniem-Kupałą, czyli mitów  o ochronie Drzewa Świata lub o ochronie Drzewa Ziemi – Boru-Sporu.

ks popiołów139 podkr

Co mówi nazwa Odrowąż i z jakim mitem oraz bogiem poąłczyć te dwa przekazy – plastyczny i lingwistyczny?

Znane są ze Słowiańszczyzny liczne podanie o walce Peruna (Iwo, Iwana) strzegącego Błyskawicą-Pałką Świętej Wierszby – Drzewa Życia-Drzewa Świata o walce z Welesem – bogiem Podziemnym,  o panowanie nad światem. Walka przegrana przez Welesa. Jest też znane inne podanie, o tym jak Weles walczył z Dziwieniem-Kupałą o Miano Pana Płodności, czyli Pana Nasiennego a więc władającego Drzewem Boru-Sporu, w której to walce Weles także  przegrał. Jeden z przydomków Kupały to Wesel [We(l)sel], co jest odwrotnością określenia WELES [ Wel(l)es]. Jeden i drugi z nich ma mieć kozie kopyta! Może przeciwnikiem Welesa nie był w tej drugiej walce Kupała-Dziwień, ale kudłaty, rogaty, kopytny Wołos?

Obie zostały przegrane przez  Pana Welskiego Lasu WEL-LASu – Wel-Leszego – Welesa. Drzewo wyrastające spomiędzy koźlich albo byczych rogów skierowanych ku dołowi – ku poziomowi zaświatów – wskazujących w dół  i czerwone pole – to symbol krwi kraszu – krwi ziemskiej, symbol boru – lasu ziemskiego – drzewo i to z czego to wszystko wyrasta z Nawi to symbole ODRO-DZENIA. W tym miejscu możemy przejść do rozważenia nazwy herbu i co ona nam o treści mitu może powiedzieć.

Odro-Wąż, Odry-Wąż, Odrzyj Wąs, OdraWąż, Odrżywąż, Odrzywąż, Odrohwąs, Modrohwąs, Modrahwąs, Odrahwąż, Odragwąż, Modragwąż, Odrahwąs. Zacznijmy od końca – wąż, -wąs. Wąs to rodzaj węża, który pełznie nad ustami i  po męskiej twarzy, w dół po brodzie, wije się i zwisa, wąż włosów. Od węża-żmija welesowego do wąsa poganina Morawskiego, który to us-wąs – ponoć został odrąbany razem z wargą, droga więc niedługa. Pierwszy człon wyraźnie wskazuje nas Odrę – rzekę odzierającą,  lub na Od-Rawę, od Rawy odchodzącą. Od-RA (Ra-słońce jak wiadomo, występuje też w słowie rah -róg albo RArah- Raróg – Słoneczny Ptak. RAh – róg słoneczny , róg w górę skierowany , róg wskazujący słońce – jak kły słonia  i bycz/krowiee rogi. Od-Rah – odwrotny róg, ten związany nie ze słońcem a z wodami Styksu-WELtawy (Wełtawy – Welskiej Rzeki) w Czechach i na MOR-RAwach – Rzeki Umarłych. Co ciekawe Od-Ra wypływająca rzeka  – jest także Od Ra – odwrócona (od-W-RA-tna), jednocześnie „odwrócona od Słońca”. Także wąż jest symbolem rzeki wijącej się przez ziemię, pomiędzy lasami i łąkami. Ra- Rzwa – Wolga (Welska- Wielka) Rzeka – to Wołga. Od-Ra pochodząca, czyli od Matki Rzek – Wielkiej Ra, Wielkiej Rawy.

A więc Odrowąż to Żmij strzegący Drzewa u Źródeł Odry lub Żmij Od Ra Słońca Odwrócony, Odra- Odzierająca i Odradzająca Rzeka, Jej inne miano to Wiada  – czyli Rzeka Wiodąca – Wid – Pan Wszystkowidzący – Ten który Wwija Nieć Żywota w Baję Świata – jeden z bogów Przeznaczenia, syn Mokoszy. Kolor MODRY – to kolor Baji – Materii Świata – i baja – jej odwzorowanie na Ziemi – niesłychanie szlachetny, bajecznie drogi materiał w kolorze szafirowym lub granatowym lub głębokiego błękitu – kolorze sinym (jak pisze Moszyński – niebieski nazywano sinym) – dawniej łączonym ze śmiercią, materii na którą dawniej stać było tylko najbogatszych ze szlachty sarmackiej.  Odra – Rzeka Odwrócona od RA – słońca – Modra – Wiada – Wiodąca ku Zaświatom – ku samemu Styksowi – ku Welskiej Rzece – co przepływa u stóp Szklanej Góry – Wą Welu  – z Wejściem do Jaskini Skonu – górą której strzeże smok Wizunas (Widunas-Widzunic) , zadający zmarłemu zagadki. Zatem Odra to jedna z rzek Morowej Krainy – tej którą opisuje R. Toklien jako Mordor, leżącej za Bramą Morawską.

Teraz widać też że znak skierowanej ku niebu strzały można także interpretować jako symbol Źródła – tryskającego z Nawi, być może Nawnej Rzeki płynącej przez Trzy Kręgi Ducha – Nawię, Jawię i Prawię – Źródła Rzeki Rzek, ale rzeki odwrotnej, nie płynącej do Nawi z Wierchu Weli tylko z Nawi na Wierzchołek .

Po rozpatrzeniu znaczeń wynikających ze słowa Odrowąż (Odra i Wąż), jego wymowy, możliwych oboczności  znaczenia, a także w nawiązaniu do znaczenia postaci Iwana i Iwa-Wierszby dochodzimy o dziwo do tego samego wniosku. Jakby nazwy nie interpretować będzie ona oznaczać Węża Odry – Żmija Welesowego, Strażnika Zaświatów lub źródeł Odwróconej Od Słońca rzeki która Odziera z żywota i ODRAdza żywoty. Tak więc i Iwo Odrowąż – Iwan Odradzający w walce z Welesem – i święty Roh  i Rah-Rarah, choć pozornie splatają się z tym herbem i jego historią tylko semantycznie w rzeczywistości wywodzą się ze splotu znacznie głębszego – mitycznego – zapisanego w geografii tego miejsca w którym miała się rozegrać legenda rycerska. 

Pozostało nam jeszcze pytanie czwarte, które zostawiam na deser:  Dlaczego herb Odrowąż umieszczono tam gdzie go umieszczono, na wsze czasy. 

Cytuję: „…Wizerunek herbu znajduje się między innymi na chrzcielnicach kościołów w Korzennie i Kruźlowie Wyższym z 1486 r. (J. Kuczyńska, Średniowieczne chrzcielnice…, nr 261 i 267, s. 92 i 94), na andependium ołtarza w kościele Końskiem z XV w. (F. Piekosiński, Heraldyka polska…, s. 110), na tablicy fundacyjnej w Gnieźnie – w kaplicy Bożego Ciała – 1460 r. (P. Mrozowski, Gotyckie tablice…)…”

Na dwóch chrzcielnicach przy tym na jednej w Korzennej, a drugiej w Kruźlowie umieszczono herb Welesa – Żmija Welesowego i znak Drzewa Świata Starej Wiary, albo Drzewa lub Źródła Rzeki Umarłych, wyrastających (Drzewo lub źródło) z Welesowych Rogów, z symbolicznego przedstawienia Nawi.  Zwróćmy uwagę, że Korzenna nawiązuje do korzeni i chtonicznego korzennego charakteru tego herbu, a Kruźlowa do Kruża – rytualnego, ofiarnego kielicha pogańskiego który w obrzędach słowiańskich krążył od ust do ust i z którego każdy upijał łyk somy muchomorowej, albo gańdzi konopnej, albo makiwary – makowej,  zanim wszyscy zjednoczeni transem ruszyli po Kole w Wirowy Tan (Wrzino Kolo – Wrzące Koło, wRAny Krąg) symbolizujący Krąg Odwieczny – Krąg Życia i Śmierci – Przeistoczenia, Przepoczwórzenia  i odRAżenija (odwrócenia się od RA  – czyli śmierci) i – ODRO-dzenia. Dalej herb umieszczono w najważniejszym miejscu Gniezna – w Gnieździe – na tablicy fundacyjnej – fundamentalnej – kaplicy Bożego Ciała – a więc nowego kultu. Oraz na ołtarzu kościoła w Końskiem – Czego symbolem jest Koń – Wierzchowiec Biały i Czarny – Wszystkich Bogów Najwyższych Trzech Kręgów – Czterotwarzowego, Trzygłowych i Dwugłowych – jest symbolem Najwyższego Boga, Działu Działów i Kirów Świata – na raz, jest reprezentantem ich wszystkich. 

Co możemy powiedzieć zatem o przedstawicielach herbu Odrowąż, pochodzącymi z Moraw i Litwy, z miejscowości Końskie – o tych wszystkich osobach, które umieściły owe herby tak przemyślnie, że przetrwały nienaruszone kilka stuleci i mówią dziś do nas to co miały do powiedzenia zawsze, oraz to czego nikt nie mógł wypowiedzieć w Polsce głośno przez 1000 lat chrześcijańskiego terroru – Mówią, że ci którzy je rozmieścili w charakterystycznych miejscach – na chrzcielnicach w ołtarzach i tablicy fundacyjnej Kaplicy Bożego Ciała w Gnieźnie  – dobrze wiedzieli co czynią. Mówią nam bez słów to co nam chcieli przekazać – Byliśmy i trwaliśmy – kto potrafi czytać ten odczyta, iż Trwaliśmy i nie Poddaliśmy się nigdy – odczyta nasze ślady zawsze i wszędzie.

Jak odkrywamy ta mapa jest zmanipulowana – przeszła katolicką cenzurę, bowiem nie zaznaczono tutaj że w Krakowie i okolicach Krakowa było kilkanaście ośrodków ariańskich – Braci Polskich – w tym całe wsie ariańskie, takie jak Iwanowice.

Młodsze dzieje – Bracia Polscy

Z okresu VII-X w. ślady osadnictwa plemiennego dokumentują wykopaliska w Damicach. Odkryto tam fragmenty naczyń glinianych wykonanych już przy użyciu koła garncarskiego. Damice to gród zamieszkiwany przez dłuższy czas. Stwierdzono ślady budynków powierzchniowych, budowane na zrąb, jednoizbowe. Odkryto też kamienną formę do odlewania ozdób. Gród w Damicach to typowy Wiślański, rozległy (o powierzchni 7 hektarów)  gród obronny przylegający do Dłubni. Podwójną linię wałów w kształcie podkowy uzupełnia palisada z drewnianych słupów. Dzisiejsza wysokość wałów sięga 2-2,5 m a podstawa ma szerokość nawet 15 metrów.

Innym grodem ze średniowiecza jest Góra Zamczysko w Imbramowicach, wzniesione na cyplu ze stromymi ścianami nad Doliną Dłubni. Dodatkowo ukształtowane na cyplu wały ziemne o kształcie pierścieniowym od strony wzniesienia zabezpieczone fosą. Gród wykorzystał sąsiednią wysoką skałę jako wieżę strażniczą.

W X w. obszary małopolski włączone zostały do państwa Czech a pod koniec wieku Mieszko I zbrojnie zdobywa i na trwale włącza do państw polańskich Piastów.

XIII w. – wieś należała do rodu Odrowążów, później Pieniążków

XVIII w. – wieś należy do ks. Augusta Czartoryskiego

Podobnie jak w Aleksandrowie Toporczyków i tu u Odrowążów a potem Dłuskich działali Bracia Polscy.Przez 70 lat Iwanowice były lokalnym ośrodkiem Arian, przyjeżdżali tu również Bracia Czescy i Kalwini. W 1557 roku zwołany tu został nawet synod Braci Polskich.

Tak się dziwnie składa, że moja rodzina wywodzi się po części z Kościelnik (Koszczelniki) od Strasza z Białczowa (Białoczowa) i że tamci Białaczewscy-Białoczewscy i Białoczyńscy-Białczyńscy posługiwali się herbem Odrowąż – tak samo jak Odrowąże-Pieniążkowie z Litwy i z Iwanowic. Istnieją też więzy rodzinne między Mickiewiczami a Klemensiewiczami i później Tillami i Pagaczewskimi we Lwowie. Rodzimowiercy musieli w długim okresie – przez stulecia – ukrywać swoje prawdziwe poglądy i wierzenia, ale rozpoznawali się i trzymali blisko siebie – często też zawierali związki małżeńskie w bliskim i sprawdzonym kręgu osób, co do których mieli pewność, że nie zostaną zdradzeni.

  Zwracam uwagę na fakt, że wieś należała też do Czartoryskich – których już tutaj wymienialiśmy na naszych łamach wielokrotnie w różnych kontekstach a to Byka z Radymna, a to Księgi Trentowskiego, a to innych masońskich i rodzimowierczych działań.

Chcę tu powtórzyć jeszcze raz wszystkim tym którzy masonów nie lubią, że było wśród nich tak jak i wśród Arian – Braci Polskich wielu „ukrytych” rodzimowierców, i że dzięki swego rodzaju ukrytej koegzystencji z nimi Strażnicy Wiary Słowian mogli przekazać nam – współczesnym – wiele opisów, podań i masę nieocenionej wiedzy o starych Przyrodzonych Wierzeniach Słowian. Oficjalne mapy pokazujące zasięg oddziaływania Arian terenów tych nie obejmują.

Iwanowice były świadkiem wielu zdarzeń historycznych. Tu w XVI wieku działali bracia polscy. W 1557 odbył się tu ich synod. Rekatolicyzacja wsi nastąpiła po przejściu rodziny Dłuskich, właścicieli Iwanowic na katolicyzm. Wówczas kościół wcześniej zamieniony na zbór, po odrestaurowaniu ponownie został konsekrowany w 1624. W 1809 roku przez wieś przeszły w zwycięskim pochodzie wojska księcia Józefa Poniatowskiego, podążające za wojskami austriackimi.

Pierwsza wzmianka o Iwanowicach pojawiła sie w dokumentach w 1218 roku, kiedy to Wiesław Prandota z Prandocina zakupił te wieś. Nazwa Iwanowice to typowa formacja patronimiczna, utworzona za pomocą przyrostka – owice od imienia Iwan. Istnieją dwie teorie wyjaśniające pochodzenie nazwy miejscowości. Pierwsza (bardziej prawdopodobna) odwołuje się do dokumentu wydanego w 1228 roku przez biskupa krakowskiego Iwo Odrowąża. Znajduje się w nim wzmianka, ze Iwan, syn Sieciesława z Dłubni jest zobowiązany do płacenia dziesięciny na rzecz nowo-powstałego klasztoru Norbertanek w Imbramowicach. Wynika z tego, ze w XIII wieku Iwanowice były posiadłością rycerza Iwana i od jego imienia zostala utworzona nazwa wsi. Druga (mniej udokumentowana koncepcja zakłada, ze nazwa miejscowości powstała od imienia wspomnianego biskupa krakowskiego, Iwo (Iwona) Odrowąża. Początkowo miejscowość ta była określana opisowo – Villa Iwanij filii Setheslai de Dlubnia. W dokumencie z 1279 roku wydanym przez Bolesława Wstydliwego używa się nazwy Iwanowice. Potem rożnie ja zapisywano: Biwanowicze, Janowicz, Iwanowicz czy Giwanowicze. Do pierwotnej nazwy Iwanowice powrócono pod koniec XV wieku. Badania archeologiczne prowadzone pod kierunkiem prof. Jana Machnika z PAN w Krakowie wykazały,ze Kotlina Iwanowicka i otaczające ja wzgórza były zaludnione już w czasach prehistorycznych. Najdawniejsze ślady osadnictwa pochodzą z czwartego tysiąclecia przed nasza era. Ludność trudniąca się rolnictwem i hodowla bydła zamieszkiwała te tereny już w młodszej epoce brązu. Natomiast z okresu wczesnego brązu odkryto osadę obronna, z wczesnej epoki żelaza grobowce całopalne i szkieletowe oraz cmentarzysko szkieletowe wskazujące na wpływy celtyckie. Całkiem prawdopodobne jest, ze w IX wieku tereny te należały do plemiennego państwa Wiślan o przyłączone do państwa Mieszka I zostały prawdopodobnie w 988 roku. Od końca XIII wieku do początku XVI Iwanowice należały do rycerskiego rodu Pieniążków herbu Odrowąż. W 1342 roku wieś została przeniesiona z prawa polskiego na niemieckie. Na początku XVI wieku, Iwanowice odkupił od Stanisława Pieniążka jego ojczym Piotr Dłuski herbu Kotwicz, który był zwolennikiem reformacji. Pod koniec XVII wieku ówczesny właściciel Piotr Firlej sprzedał wieś wraz z okolicznymi dobrami księciu Augustowi Aleksandrowi Czartoryskiemu. Po jego śmierci (poprzez ślub córki Izabeli z księciem Stanisławem Lubomirskim) właścicielem Iwanowie został ród Lubomirskich. Były to czasy świetności tej miejscowości. Wieś oprócz dworu, folwarku miała trzy młyny, swój tartak, folusz, dwie karczmy, olejarnie i browar. Oprócz chłopów mieszkali tu również rzemieślnicy. W 1792 roku dobra iwanowickie przeszły na własność Salomei i Michała z rodu Kolumna Walewskich. Iwanowice po trzecim rozbiorze Polski (1795 r.) znalazły się w zaborze austriackim i weszły w skład powiatu olkuskiego należącego do tzw. Galicji Zachodniej.

Iwanowice były też polem działań powstania styczniowego. Tu stacjonowały w punkcie etapowym pomiędzy Ojcowem, a Miechowem powstańcze oddziały pod dowództwem Apolinarego Kurowskiego, a okolica stawała się często miejscem potyczek z wojskami rosyjskimi. Tędy przemaszerowały oddziały Mariana Langiewicza, który w niedalekiej Goszczy ogłosił się dyktatorem powstania. Niestety po upadku powstania styczniowego przyszły czasy ciemnoty, zacofania, pijaństwa i rusyfikacji.

W 1809 roku Galicja Zachodnia została przyłączona do Księstwa Warszawskiego. W 1817 roku Iwanowice były miejscem ostatniego postoju konduktu żałobnego wiozącego zwłoki księcia Józefa Poniatowskiego na Wawel, co stało się powodem wielkiej manifestacji patriotycznej. W rok po powstaniu styczniowym, na mocy dekretu uwłaszczeniowego cara Aleksandra II, chłopi otrzymali prawo własności do użytkowanej ziemi. Utworzono tu gminę zbiorowa z siedziba sadu gminnego. Podupadły już wówczas majątek kupił od Walewskich Wilhelm Zawadzki. Wybudowana przez niego gorzelnia zajmowała pierwsze miejsce w całej guberni kieleckiej. W końcu XIX wieku dwór iwanowicki był własnością najpierw żydowskiego kupca Heinemana i Herszla Lublinera, potem rzadcy Wawrzyńca Okrajnego i ponownie spółki żydowskiej. W listopadzie 1914 roku w wyniku trwającej dwanaście dni bitwy miedzy Rosjanami i wojskiem austriackim, wieś Iwanowice została zniszczona, odbudowana po odzyskaniu niepodległości Polski.

Kapliczka św. Rocha przy Świętym Źródle

Jak widać rodzina Dłuskich, nota bene spokrewniona z Odrowążami-Pieniążkami przez małżeństwo Piotra,  nie zdecydowała się razem z Braćmi Polskimi emigrować do Niderlandów, czy do Ameryki Północnej i zakładać Masonerię w USA, dając Stanom Zjednoczonym ich słynną Konstytucję. Wobec Kontrreformacji  przyjęli linię bardziej spolegliwą – wyrzekli się swoich poglądów i ocalili majątek przed takim losem jaki spotkał Aleksandrowice Toporczyków i Kochanowskich – nie zostali spaleni ani splądrowani, ani zamordowani. Nie wątpimy też o związkach rodzinnych Pieniążków herbu Odrowąż z Białoczewskiemi-Białoczyńskimi herbu Odrowąż z pobliskich Koszczelnik, spod Góry Kościeja. Nie mamy Dłuskim za złe pozornej zmiany poglądów, dokonanej pod naciskiem przemocy i groźby banicji oraz utraty majątku, siedziby piastowanej od pokoleń, bo od XIII wieku. Taką karę przewidywała kontrreformacja dla odszczepieńców od katolicyzmu. A wyobraźcie sobie jaka byłaby kara dla jawnych pogan, skoro dwór w Aleksandrowicach, również należący do rodziny ariańskiej, splądrowano i spalono a właściciela przegnano. Wręcz odwrotnie – dzięki takim rodzinom jak Czartoryscy czy Dłuscy i wielu wielu innym właśnie Wiara Przyrodzona Słowian (pogaństwo) przetrwała.

Pamięć o tych rodzinach i osobach celowo wymazuje się w Polsce (i to od wieków) z oficjalnych dziejów, albo ten aspekt ich działania się w ich życiorysach celowo pomija – wmawiając ludziom – że pogaństwo tj. Wiara Przyrodzona Słowiańska w Polsce nie przetrwała i straciła ciągłość.

NIE, WIARA PRZYRODZONA SŁOWIAŃSKA NIE STRACIŁA NIGDY CIĄGŁOŚCI i cały czas była kultywowana i uprawiana – między innymi dzięki mądrości takich rodów jak Jagiellonowie, Twardowscy, czy Kochanowscy – bo to Jan Kochanowski utrwalił najgłębszy i najbardziej dobitny przekaz o swojej Wierze Jedynej – Wierze Rodzimej – o swoim pogaństwie – w swoich wierszach (czyt. opracowanie Joanny Salamon o jego „słonecznych” ukrytych przekazach we fraszkach). 

Jeśli prześledzicie uważnie daty, jadąc w dół po Czarnym Pasku po prawej stronie ekranu, przy życiorysach osób będących Strażnikami Wiary oraz przeczytacie opowieści o nich w dziale „Świątynie Światła Świata” (niżej na tymże pasku), albo jeśli przeczytacie o ich życiu i działaniu w innych artykułach np.: o zaginionym Złotym Byku z Radymna, albo o Kopcach i Wzgórzach Świętych – to zobaczycie , że nie ma takiej epoki i takiego czasu, kiedy by oni nie żyli i nie przekazywali sobie wierzeń i obrzędów z ust do ust i nie działali i nie zostawiali po swoim działaniu widomych – OCZYWISTYCH – znaków. To z powodu tychże oczywistych znaków kościół katolicki zabronił usypania Janowi Pawłowi II kopca w Krakowie.

Czy zdaje się wam, że to przypadek, że to kaprys jakiegoś kardynała? kk – połapał się ostatnio co znaczą te kopce, ale cóż – za późno panowie – Czas dojrzał bowiem byśmy usypali po 1000 latach pierwszy oficjalny POGAŃSKI KOPIEC w Polsce – i uczynimy to.

Wzgórze Klin

Spacer po Iwanowicach.

(autor z Lech Natkaniec)

Zapraszam na spacer do Iwanowic, położonych w pięknej dolinie Dłubni.
Na słonecznym, tłumie odwiedzanym przez jaszczurki zwinki i padalce pagórku, postawiono Kaplicę Św. Rocha, wyobrażonego z pasterskim kijem i włochatym psem pod nogami.
W dzieciństwie nazywaliśmy ten pagórek wzgórzem jaszczurek a z krzemienia, który tam licznie występuje krzesaliśmy ogień.Pagórek obecnie porastają akacje lecz samosiejki wiązów ciągle się rozwidlają :) Z podziemnej skały wybija silna, czysta, źródlana woda, która jak niesie legenda, ma uzdrawiającą moc.
Obchody Św. Rocha w połowie sierpnia przyciągają mieszkańców wsi wraz ze zwierzętami: końmi, psami, chomikami i innymi domownikami.
Zaintrygował mnie Pan i zabawiłem się w internetowego detektywa :)
Św. Roch w Polsce nie jest patronem lekarzy i aptekarzy jak we Włoszech lecz rogacizny, którą chroni przed dżumą. Obrzędy w innych parafiach Św. Rocha wyglądają tak : bydło pędzone jest przez żarzące się ognisko (ogień wykrzesany jest przez pocieranie drewna) a potem kropione święconą wodą w celu ochrony przed zarazą morową.

Herb ROCH- indyjski rokh- figura szachowa=słoń bojowy z wieżyczką na grzbiecie :) Herb Iwanowic także rogi i strzała. Ach te stare herby…. Iwan Odrowąż (odrżywąż) pokonujący poganina wg legendy czeskiej.

Iwo Odrowąż, biskup krakowski w niedalekich Wysocicach ufudował kościół a obok w Kacicach klasztor. Iwan walczący z wężem- żmijem- Welesem.Pełgający lśniący ogoniasty żmij być może stanowiący zoomorficzne wcielenie Welesa tego wielkiego opiekuna bydła.Wielkiego rogatego bydła, roch-groch-fasola-mamut :) Słoń Indyjski jest najbliżej spokrewniony z mamutem a nie z innymi słoniami :)
…i ta baja byłaby snem o utraconym królestwie, gdyby nie fakt potwierdzony archeologicznie, że w Iwanowicach znaleziono osadę z II w.p.n.e. Gdzie na Górze Klin i na Babiej Górze odnaleziono kurhany, żelazny miecz i od włóczni bogato zdobioną tuleję. Że niby ,,celtycką” (eksploratorzy.com.pl :))

Iwanowice zasłynęły jako silny ośrodek działalności braci polskich, którzy zostali wygnani za herezję, ponieważ dopuszczali by kazania odprawiały kobiety. Kapłanki nauczały o równouprawnieniu. W środku wsi jest kapliczka Matki Boskiej Pocieszycielki. Nad rzeczką Minóżką jest jeszcze jedno stanowisko archeologiczne, na wzgórzu o wdzięcznej nazwie Wysyłek.
Zapraszam Lech Natkaniec

Pochówki szkieletowe z Babiej Góry w Iwanowicach

Odpowiedź – czyli czy zabytki celtyckie świadczą o obecności Celtów, a kultura Przeworska rzeczywiście jest germańska?

Dziękuję za zaproszenie i przyjmuję je – Iwanowice były w moim planie. Oczywiście pański tekst będzie częścią ilustracji tej nowej odkrywczej wyprawy. Przy okazji na pewno wykryjemy też różne nowe rzeczy, ale osią przewodnią owej wyprawy do Iwanowic uczynię inną sprawę – sprawę nowego sposobu spojrzenia na odkrycia archeologiczne.

Na początek z Wiki o Grupie Tynieckiej do której należeć mają rzekome zabytki celtyckie z Iwanowic. Jak wykazaliśmy wyżej nigdy nie dowiemy się jaka jest chronologia w tym odkryciu – z powodu pewnych zaniedbań. Ale udowodnię wam, ze nawet gdyby tych zaniedbań nie było mówienie o Celtach w Polsce jest tylko nie opartym na mocnych podstawach domysłem, żeby wręcz nie nazwać tego nadużyciem z punktu widzenia nauki.  Tak to jest nadużycie naukowe – bo przedstawia się owe hipotezy i domysły jako fakt w tonie niepodważalnym.

Cytuję – oto przedruk z WIKI:

Grupa tyniecka – grupa epoki żelaza okresu lateńskiego. Stanowiska tej kultury datowane są od 200 roku p.n.e. do przełomu er. Swoją nazwę wzięła od eponimicznego stanowiska Tyniec pod Krakowem. Grupa ta utożsamiana jest z Celtami

Obszar występowania:

  • Małopolska na górną Wisłą, okolice Krakowa po Nidę i Rabę, oraz tereny nad górnym Sanem

Chronologia:

  • datowane są od 200 roku p.n.e. do przełomu er
  • III wiek p.n.e. (okres La Tène B2) – wyłącznie pojedyncze zabytki.
  • La Tène C1- stałe osadnictwo, odkryto groby książęce wojowników w Iwanowicach.
  • większość materiałów zwłaszcza w okresie późniejszym niż La Tène C1 znana z osad.

Osadnictwo (wydzielamy 3 fazy):

  • faza I: naczynia z gliny z dużą ilością grafitu, prawdopodobnie importowanego z Czech. Najważniejsze stanowiska tego okresu to Pełczyska, Kraków-Wyciąże, Kraków-Pleszów, Dalewice.
  • faza II: ceramika lepiona ręcznie, podobna do tej wytwarzanej przez ludność kultury przeworskiej, jednocześnie występowała ceramika celtycka: siwa robiona na kole z gliny ilastej oraz ceramika z pierwszej fazy.
  • faza III: ceramika bardzo dobrej jakości, cienkościenna, robiona na kole, malowana.

Gospodarka:

  • wysoko rozwinięta kultura gospodarcza
  • dobrze rozwinięta produkcja garncarska co poświadczone jest odkryciami pieców kopułowych w Krakowie
  • dobrze rozwinięta metalurgia poświadczona odkryciami kawałków żużli oraz pieców w Krakowie-Wyciążu oraz Krakowie-Krzesławicach. W produkcji żelaza posługiwano się umiejętnością nawęglania.
  • lokalne emisje monet (odkryto formy do kształtowania)naśladujące statery muszlowe, określane są jako typ krakowski, a datowane są na I w. p.n.e.. Najważniejsze stanowiska: Gorzów koło Oświęcimia oraz Kryspinowo.

  Pisanie o Kulturze Przeworskiej jako o germańskiej jest takim samym nadużyciem jak pisanie o grupie tynieckiej jako o Celtach.

Otóż to nic nie zmienia w pięknych słowiańskich legendach i starożytnych opowieściach i w starożytnych powiązaniach Prasłowian i Słowian z bardzo różnymi kulturami archeologicznymi, że odkryto jakąś osadę opartą na wzorze celtyckim i że odkryto w niej przedmioty oparte o wzór celtycki. Czas skończyć z XIX wiecznym podejściem do odkryć archeologicznych i XIX wieczną koncepcją PODBOJU jako jedynej drogi rozprzestrzenienia cywilizacji i Kultury. Jest to kompletnie nielogiczna koncepcja w świetle odkryć nauki ścisłej i niepodważalnej jaką jest genetyka.

Nauka ta powiada, że ludność o haplogrupie Y-DNA R1a1 powszechnie uznawana za Prasłowian=Scytów=Ariów oraz ludność o haplogrupie I1 i I2 uznawana za Staroeuropejską mieszka w Europie w sposób ciągły od tysiącleci. R1a1 – co najmniej od 10.000-7.000 p.n.e nad Adriatykiem i Dunajem, a od 5.000 – 3.000 p.n.e także na północy (po zejściu lodowca) – nad Łabą, w Skandynawii, nad Odrą, Wisłą i Dnieprem. Ludność r1a1 oraz I1 utworzyła etnos i język {Staro}Skandynawski, a ludność R1a1 i I2 {Staro}Słowiański.

Stwierdzono, ponad wszelką wątpliwość, że ta ludność zamieszkuje te tereny w sposób ciągły =- bez żadnych przerw. owszem zdarzało się że wybito w wojnie osadę, gród, spalono i zniszczono fragment terytorium – to nawet mogły być sąsiedzkie zajazdy i porachunki tego samego etnosu a nie obcych. Jednak nigdy nie zniszczono ciągłości genetycznej a więc i ciągłości języka i ciągłości przekazu cywilizacyjnego na tych terenach które wyżej opisałem. Ludność Staroeuropejska (niearyjska) mieszka na tym terenie nieprzerwanie od 30.000-25.000 p.n.e. A odkąd pojawili się Ariowie=Scytowie=Prasłowianie też wcale nie została wybita, wymordowana i nie zanikła – jej język także nie zniknął tylko wtopił się i przekazał słowiańskiemu swój wkład oraz skandynawskiemu swój wkład kulturowy.

O czym świadczą znaleziska celtyckie- taki miecz mógł zostać zakupiony tu na miejscu, albo gdzieś daleko bo Słowianie bywali daleko – w Małej Azji, w Centralnej Azji, w Persji, w Chinach, w Indiach, w Rzymie i Grecji i w Egipcie.

Znalezisko takie może świadczyć tylko o 3 rzeczach:
1. O “przejęciu”/zdobyciu przedmiotu- nabyciu go w posiadanie (broń po wrogu także się przejmowało -nikt jej nie zostawiał na polu wal;ki bo była zbyt cenna), a także o “przejęciu” wzoru lub sposobu produkcji od Celtów.
2. O współprzebywaniu Celtów na tych terenach i przekazywaniu własnych sposobów życia – pokojowym – przez kupców, rzemieślników itp. Nawet teraz obserwujemy emigrację zarobkową i reemigrację z nowymi wzorcami
3. Być może o jakiejś formie dominacji Celtów – ale czasowej, ograniczonej, mogącej gdzieniegdzie pociągać wojenne wyniszczenie – lecz dominacji w gruncie takiej która doprowadziła do tego , że ciągłość genetyczna i językowa i kulturalna nie została na powyższych terenach nigdy przerwana.

My jesteśmy żywym dowodem na poparcie tej tezy – nasze geny i nasz język współczesny – słowiański-polski. Archeologia współczesna nie ma prawa powtarzać dalej błędnych koncepcji i XIX wiecznych nacjonalistycznych pangermańskich bredni. Ci którzy nie uznają genetyki i nie wyciągają wniosków i nie modyfikują archeologii to są antynaukowcy, którzy powtarzają nadal że “Ziemia jest płaska i leży w środku Wszechświata” podczas gdy już dawno wiadomo że jest to BREDNIA.

Zawsze przy tej okazji przytaczam też przykład. Gdyby z jakichś powodów DZISIAJ ze świata zniknęło pismo – wszelkie zapisy elektroniczne i wszystkie pisane dokumenty – mielibyśmy do czynienia z taką sytuacją jaka była za czasów kultury łużyckiej, którą odkrywamy wyłącznie z wykopalisk. 

Wykonajmy eksperyment myślowy: Co się stanie gdy archeolodzy odkopią naszą kulturę która zapadła się z jakichś powodów pod ziemię – gdy będą kopać za 5000 lat i zastosują ten sam sposób myślenia jaki stosuje się dzisiaj?

Odkryli nad Łabą i Wisłą kamienie (budowle) i przedmioty z lat 1940- 2010. Na podstawie starej koncepcji rozprzestrzenienia cywilizacji muszą dojść do wniosku, że nad Wisłą i Łabą po Kulturze Trabanta i Moskwicza oraz pochówku szkieletowego nastąpiła w 1989 roku – wymiana ludności w wyniku wojny i podboju przez cywilizację Zachodnią i nastała Kultura Volkswagena-Toyoty z elementami pochówku ciałopalnego. Wnioski: ludność zamieniła się w Germano-Japończyków palących zwłoki w urnach oraz używających języka japońskiego bądź niemieckiego. Jest to bzdura oczywista. Polacy nadal są, jak wiemy, nad Wisła, mamy rok 2012 a język się nie zmienił. Kwitnie sobie kultura toyoto-volkswagena, choć nie było żadnego podboju. Ludność miejscowa nie mogła się doczekać, kiedy wreszcie wprowadzi sobie sama kulturę toyoto-volkswagena w miejsce trabanto-moskwicza i skończy się ów siermiężny soc-trabancizm.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie z naszej mam nadzieję pouczającej wycieczki do Iwanowic pod Krakowem.

Święta Lipa na Rąbkowej i Stare Dęby Rożnowskie a kamienne świątynie i pośrednicy – Wołanie Słońca lato 2012

Posted in przyroda, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 6 Październik 2012

Słońce przebija się w czasie modłów/medytacji nad Świętą Lipą w Rąbkowej. Pojawia się znikąd rój muszek, które są widoczne jako ciemne kropki na powiększeniu. Pojawił się też, jak zwykle, drapieżny ptak, ale zdjęcia z nim nie wyszły – było za ciemno i był za daleko – w kierunku Tabaszowej.   (powiększ)

Wprowadzając chrześcijaństwo zaszczepiono nam Słowianom dziwaczny, mroczny zwyczaj przeniesiony z pustynnych gorących terenów naszej planety, z miejsc obcych naszej Przyrodzie, obyczaj nakazujący modły i medytacje, nawiązywanie kontaktu z bogiem/bogami  w pomieszczeniach zamkniętych, zwanych świątyniami.

Na trzecim planie widać Świętą Lipę, które to miejsce zaznaczono na ostatnim zdjęciu cyklu  – widok z Tabaszowej

Tam daleko, pod palącym słońcem Egiptu i Izraela, gdzie Scytowie-Prasłowianie zapuszczali się zbrojnie, ale gdzie nie zagościli na dobre i nie zapuścili korzeni,  stawianie świątyń z kamienia miało sens – tutaj na północy zupełnie go nie miało.

Święta Lipa na trzecim planie widok ze wschodu na zachód

Dzisiaj powtarza się ów obcy ryt zupełnie bezmyślnie i powiela kolejne kamienne budowle, w których wierni modlą się w chłodzie i ciemności, do chrześcijańskiego boga, latem i zimą.

Święta Lipa z drogi już w Rąbkowej

Rytuał kontaktu z bogiem, jaki się w tych budowlach odbywa  został przez pośredników religijnych – kapłanów – księży (obydwa te słowa są przywłaszczonymi przez chrześcijaństwo pojęciami Wiary Przyrodzonej – pierwsze pochodzi od kapła – okrycie, kapa kapłana, kaplica – miejsce składania ofiary-żertwy, kapalica, kapka – ofiara -żertwa z wody lub mleka, serwatki, lub z miodu, albo z oleju, a drugie od sług Księżyca-Chorsa-Horusa – Boga Tajemnicy i Wiary, czyli gromady księżycowej sługów Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej – księży-czarowników) rozwinięty w niebywały ornament, który trwa nieskończenie długo, a każdy jego element rozprasza skupienie i przeszkadza w nawiązaniu jakiegokolwiek kontaktu kogokolwiek z kimkolwiek.

Podejście

Ten rodzaj modlitwy  stanowi nie tyle zabawę dla zabawy, co okazję do pobrania tzw. ofiary, czyli myta za zbawienie duszy. Pamiętam to określenie z dzieciństwa, kiedy jeszcze do czasów tzw. Pierwszej Komunii bywałem w kościele. Szedł ksiądz i mówił: „Dajcie na ofiarę… Co łaska”.

Bliżej – północny stok

A propos I Komunii słyszę dzisiaj, że pierwszą komunię odbywa się dwa a nawet kilka razy – mają miejsce bowiem tzw. poprawki , które są okazją do pobrania kolejnego myta. Czy kolejna komunia to nie jest druga, a jeszcze kolejna trzecia?  Dziecko, które znam, a które jest namawiane w szkole do powtarzania rytuału codziennych modłów przez ileś tygodni, aby znów odbyć drugą  pierwszą poprawioną komunię – jest naprawdę mocno skołowane – O co tutaj chodzi? – pyta mnie – Przecież mogę co tydzień iść do komunii bez tego wszystkiego a nawet przyjąć ją codziennie? –  Odpowiedziałem mu: – O myto tu chodzi  i o wyrobienie stosunku zależności od nakazu kościoła.

Jeszcze kilka kroków  – północnym stokiem

Ale wróćmy do zasadniczego tematu. Chrześcijanie rozpoczęli budowę swojej religii wśród Słowian (i wszystkich innych Ludów Ziemi) od wycinania Świętych Gajów – od niszczenia tysiącletnich i starszych i trochę ewentualnie młodszych drzew.

Jest

Drzewa były czczone, więc stanowiły naturalną przeszkodę dla „krzewienia” Nowego. I tak wkroczyło nowe rozpoczynając przy okazji swoją wojnę z Przyrodzoną Wiarą, a więc i z Przyrodą i jej Prawami – naturalnymi.

Z bliska – dzień bardzo pochmurny, słońce nie zaświeciło od rana – jest prawie południe. Zaczynamy modły.

Wycinano więc gaje, potem bory i lasy, potem zaś zanieczyszczano święte źródła i rzeki oraz wyrywano z ziemi święte Głazy, czyniąc z nich zwykłe ujęcia wody czy szlaki spławne, albo z kamieni zwykłe kopaliny –  minerały.

Spod świętej Lipy widok na wschód – Zdejmujemy buty (najlepiej mieć gołe stopy). Wznosimy ręce stojąc w lekkim rozkroku w kierunku wschodu, Pokłon, złożenie rąk na piersiach.

Drzewa owe były  tak wiekowe, ponieważ Wiara Przyrodzona Słowian miała wielowiekową tradycję i prastary rodowód – przyrodzony tj. naturalny i takąż ciągłość krzewienia przez ustne przekazy – Bajorki z Baji.

Przyjmujemy pozycję z rękami złożonymi w miseczkę – jak w pozycji podstawowej siedzącej jogi w lotosie. Widok na północ – widzicie jak wygląda niebo.

Gaj Święty był dla Słowian nietykalny, zatem drzewa w nim były odwieczne, bardzo stare.

Dobre jest to co wygodne byle dłonie zamknęły obwód na czakrze łonowej (pęcherza, płci) – widok na zachód

Potem Nowi przeszli do  stawiania świątyń z kamienia lub drewna na miejscu owych gajów – czy z ich drewna? 

Można to powtórzyć we wszystkich kierunkach głównych, ale kończymy w kierunku słońca w naszym wypadku na południe – i rozpoczynamy medytację – cały czas na stojąco, ale pozycja lotosu (niekoniecznie pełna ze stopami na udach) jest równie dobra. Widok na południe – robi się mała niebieska dziura.

Niewykluczone, że często tak było, a nawet może i pewne bo to była masa drewna w sam raz na kościół.

Słońce się przebija jak zawsze w czasie koncentracji i medytacji – nawet z największej czerni – tutaj do stopnia widzialnego na zdjęciu nieba u góry.

Potem wprowadzili też NOWI w miejsce osobistej, indywidualnej modlitwy w gaju i zawieszenia bajorków proszalnych,  zwyczaj modlitwy zbiorowej pod światłym przewodnictwem kapłana.

Widok na górę i Świętą Lipę na Rąbkowej z góry Tabaszowej

Rola kapłana w tych rytuałach bierze się wprost z roli Księgi Objawionej jaką przypisano Biblii, czyli roli Świętych Treści tamże zawartych, treści pisanych.

 

Pierwszy z pary wspaniałych 500-letnich dębów rożnowskich, na drugim planie drugi z pary

Pośród niepiśmiennych rzesz ludzi starożytnego świata pisać i czytać umieli tylko nieliczni – kapłani, wiedunowie – wiedzący, mogtowie-magowie – posiadający Kontakt z Mogtami-Mocami Wszechświata.


Obydwa dęby od drugiej strony

Nieliczni umieli czytać i pisać jeszcze u progu XX wieku a nawet w jego połowie – stąd w 1945 roku polscy komuniści prowadzili akcję walki z analfabetyzmem na wsi. Jak widać kościół katolicki zadbał skutecznie o edukację wsi i w ogóle ludzi – w połowie XX wieku, po jego 1000 letniej obecności i pracy edukacyjnej,  było w Polsce jeszcze około 60% analfabetów.

 

Obydwa dęby są tu widoczne

Dzisiaj widzimy do jakich wynaturzeń doprowadziło przez wieki ustanowienie kościoła jako instytucji i pośrednictwa kapłana (stanu kapłańskiego – czyli kasty) oraz zapożyczenie idei domu bożego – z katakumb na pustyni Izraela. 

 

Większy Święty Dąb na pierwszym planie

Postawiło to w istocie kościół naprzeciw jego poddanych, po drugiej stronie – tam gdzie Właściciele Świata.

 

Drugi Święty Dąb porośnięty na konarze mchem, z wielką szczeliną u podstawy

Czy ktoś z ludzi uczestniczących w tych modlitwach zastanawia się dzisiaj  nad sensem takiego działania jakim jest kontakt z bogiem w zamkniętej, izolowanej od świata Przyrodzonego budowli z kamienia, we wnętrzu betonowej jaskini?


Czy  ktoś spośród tam się modlących zastanawia się w ogóle nad sensem  idei pośrednictwa w kontakcie człowieka z bogiem/bogami? Dlaczego to człowiek specjalnie przyuczony ma pośredniczyć w kontakcie innego człowieka z bogami?

 

Te rytuały  to zresztą żaden kontakt z bogiem, to pusty spektakl przy dźwiękach muzyki, w asyście dzwonów, dzwonków, śpiewów i melorecytacji, gestów wprost z dawnych  tanów – obrzędów przyrodzonych zaczerpnięte i powtarzane, w asyście sztandarów, świec i kadzideł i kapiących złotem obrazów, z przebierańcami w kolorowych kapach (kapłach-czechołach) – w roli głównej. To po prostu jak japońskie kabuki – stara rytualna opera.

 

Zostawmy to. To nie jest nasze zmartwienie. Owszem są tacy ludzie i to dosyć liczni pośród ich kościoła, którzy mają tego dosyć. Nie rozumieją oni i nie chcą uczestniczyć w pustych rytuałach i składać pustych pokłonów swoim Panom.

 


Każdy robi co uważa za słuszne. Możemy się dziwić, możemy powątpiewać w skuteczność takiego kontaktu – na nieskuteczność wskazuje postępujący lawinowo upadek religii chrześcijańskiej i jej uwstecznienie. Świadczy o tym uwstecznieniu choćby przywrócenie w Polsce instytucji egzorcysty – czyli wypędzacza „złego’ (czyt. diabła). Ale śmiać nam się z nikogo nie wolno – tak jak ktoś z nas się śmieje – nie upadajmy tak nisko jak prześmiewcy.

Ile świątyń mogli, np. w takiej Polsce postribbentropo-mołotowskiej czyli okrojonej do rozmiarów chusteczki do nosa rzuconej między Bug a Nysę, postawić sobie owiż Chrześcijanie na przestrzeni 1000 lat swojej tutaj działalności. 10 tysięcy? 100 tysięcy? Czy ktoś to zliczył – łącznie te wszystkie kościoły i kaplice i kapliczki? Niech ich będzie milion.

Gdyby to nawet było 100 000 kościołów i 10 razy tyle rozstajnych karmników – kapliczek, to ich liczba nijak się ma do liczby Świątyń Światła Świata jakie istnieją na tym nędznym postsowieckim skrawku Ziemi.

Każde wzgórze jest święte gdy je ktokolwiek dla siebie na świątynię obierze, każde źródło jest święte gdy je kto tak potraktuje i zaczerpnie zeń garść Żywej Wody, każde stare drzewo jest święte.

Stare drzewa, jako że święte, padają w Polsce często łupem mściwości pustynnowierców, którzy nadal toczą, wpojoną w ich podświadomość, wojnę z Przyrodą.

Ale święte drzewa nie muszą być wcale prastare – jak pokazuje to Lipa Święta z Pagórka Rąbkowa. Nie jest to zwykły pagórek, jak widzicie, tylko coś w rodzaju pępka po środku kotliny, otoczonej ze wszech stron dużymi wzgórzami.

Modlić się i medytować można także przy drodze wiejskiej, którą suną samochody i wędrują ludzie. Nie potrzeba tam wieszać żadnych domków, daszków, znaków, – wystarczy zatrzymać się pokłonić na Wschód , pokłonić ku Słońcu w danej porze dnia – i rozpocząć kontakt osobisty z bogami/energiami wszechświata.

Można objąć drzewo lub stanąć do niego plecami – i skupić się na tym co dla nas najważniejsze dzisiaj i najważniejsze w życiu – zobaczyć to – zobaczyć to we własnej Świadomości jako dzieło do zrobienia i dzieło skończone, wezwać Nadświadomość do współpracy w tym dziele. Naprawdę nie ma znaczenia czy omieciemy się w koło miotełką, czy zakreślimy krąg rylcem i skropimy go krwią, mlekiem czy miodem.

Nie musimy nic robić. Lepiej zdjąć buty – jak czynią to muzułmanie – tylko że nie wiadomo po co oni wchodzą boso do kamiennych budowli izolując się od Ziemi Matki. Oni oczywiście też nie wiedzą po co to robią i dlaczego i skąd się to naprawdę bierze – opowiadają sobie dziwne podania na ten temat.  

Modliłem się/ medytowałem/ łączyłem się z bogami/energiami wszechświata przez wiele godzin wielokrotnie – przy tych dębach i przy tej lipie. W tym roku i w latach poprzednich – czynię to odkąd jeżdżę do Tabaszowej tj. od 30 lat – każdego roku.

Trzeci „młody” – może 100-letni – Święty Dąb Rożnowski

 

Na koniec tej krótkiej wycieczki do Rożnowa i do Rąbkowej w Nowosądeckiem, zawiadamiam Was, że właśnie wyszedł drugi numer rewelacyjnego czasopisma „Egzorcysta”, szeroko reklamowany przez codzienny organ Najświatlejszej Partii PIS i chyba trzecia płytka z filmem o tych dzielnych ludziach, którzy chcą nam powiedzieć – NAM RDZENNYM LUDZIOM TUTEJSZEJ RODZIMEJ WIARY PRZYRODZONEJ, jak mówili 1000 lat temu, dokładnie  to samo co mówili wtedy i co mówią przez 1000 lat – Że tylko oni mają monopol na Prawdę i Wiarę, że tylko oni się tutaj w naszym domu liczą, że to jest ich dom jedynie i ich odwieczna Świątynia, wreszcie że tylko im  wolno odprawiać magiczne rytuały (np. egzorcyzmy, msze z zamianą ciała i krwi w opłatek i wino, używać relikwii do cudownego uzdrawiania) magiczne rytuały czyli po prostu czary. Nawet wierni ich własnego kościoła nie maja prawa uprawiać tych czarów sami dla siebie – tylko oni – pośrednicy – mogą to czynić za „co łaska”. A wszystkich innych – także z ich kościoła kk – należy egzorcyzmować.

DO TAKIEGO WYNATURZENIA PROWADZI NACISK NA MASOWOŚĆ WIARY, WPAJANIE JEJ NIC NIE ROZUMIEJĄCYM DZIECIOM I STWORZENIE KASTY POŚREDNIKÓW, KTÓRA MIAST DZIELIĆ SIĘ CAŁĄ SWOJĄ WIEDZĄ STOSUJE MASOŃSKIE ZASADY TAJEMNICY I KRĘGU WTAJEMNICZONYCH I ŻYJE Z LĘKU WIERNYCH I NIEUMIEJĘTNOŚCI STOSOWANIA PRZEZ NICH MAGII NA WŁASNY OSOBISTY UŻYTEK.

I jeszcze jedno – my nie zwalczamy katolicyzmu- Pokazujemy po prostu chrześcijaństwo takim jakie jest.Na koniec z innej beczki Muzeum Straży – nie wiem czy mają jakieś inne eksponaty bo było zamknięte- Tutaj rożnowski wóz strażacki – z epoki mojego dzieciństwa – Star 21- ja pamiętam starsze modele 20 i 19 – w straży w Lanckoronie. Ten do niedawna musiał być na chodzie bo ma trzyliterową rejestrację, czarną – czyli mogła być mu nadana np. 15 lat temu.

Polecam wam też ten rosyjski wykład o Rodzimowierstwie, nadesłany przez Mezamira  – w ramach odświętnego  poszerzania wiedzy – możliwe że wiele osób nie odkryje w nim nic nowego dla siebie, ale warto zobaczyć jak oni to robią. Warto też pamiętać, że u nich ktoś na te wspólnoty i filmy wykłada spore sumy pieniędzy. Warto też pamiętać, że nauczyciele są potrzebni, Wiedzący powinni dzielić się wiedzą – lecz nie wolno dopuścić by stali się oni pośrednikami w naszym własnym kontakcie z bogami. W Rosji widać mocny nacisk na przywództwo duchowe w sprawowaniu obrzędu – a to jest już nadużycie, które prowadzi do ubezwłasnowolnienia – każdy z nas musi sie łączyć z bogami/bogiem przy pomocy własnego instrumentarium i we własny indywidualny sposób.

(słowa odświętny używam tu zamiast obcego weekend odróżniając odświętność od świąteczności - czyli święto od Święta – może macie lepsze pomysły na określenie tych dwóch zwyczajowo wolnych dni na końcu tygodnia?)

Tagged with: , , ,

Zapraszam do naszych Słoweńskich Przyjaciół oraz na szamańską syberyjską muzykę


Svetovid timerski

Od dłuższego czasu poszukiwałem opowieści i opisów ze Słoweńskiej Baji. Oto dzięki spotkaniu 1-2 września pod Ślężą nawiązaliśmy bliską współpracę z Bartoszem Wilczkiewiczem, który zamieszkał obecnie w Gdańsku. Od dawna Bartosz interesuje się tym samym tematem i posiada w Słowenii bardzo ciekawe kontakty z tamtejszymi Rodzimowiercami.

Prezentuję tutaj kilka obrazów i linków ze Słoweńskiej Baji.

Radegast

Zapraszam na rodzimowierczą stronę internetową prowadzoną przez  Matjasza Anżura i Spółkę na Słowenii:

http://www.staroverci.si/onas.html

Nasi przyjaciele ze Słowenii są aktywni na wielu płaszczyznach artystycznych , zobaczcie też na Youtube – teledysk :

Bojana Cibej i jej brat stworzyli ostatnio teledysk do swojego duetu

GOLI VITEZ – GITA


http://www.youtube.com/watch?v=FgXqpmaUbJ0
Sceny kręcono na zamku Struga – w którym organizowane są spotkania Rodowierców i słowianofilów. Struga znajduje się obok zamku Otocec na wyspie rzeki Krka.

Swarog

Góra Świętowita w Systemie Świętych miejsc Karantanów – można o tym przeczytać na ich stronie WWW;

http://www.staroverci.si/knezji_kamen.html

Sveško polje. Razmestitev svetih mest: 1- (Krnski) Grad; 2 – prostor vojvodskega stola na Sveškem (Gosposvetskem) polju; 3 – Svatne (Gospa Sveta); L – Lindwurmgrube (kotanja, kjer naj bi prebival celovški zmaj)

I pomyśleć, że jeszcze w latach 90-tych polscy uczeni wmawiali nam autorytatywnie z wyżyn swej wszechwiedzy, że kult Świętowita z całą pewnością miał tylko lokalny pomorski charakter, a figura z Ukrainy jest irańska. No tak, jest scytyjska – tylko że Scyci to właśnie Prasłowianie

Nowy Świętowit – po Wielkiej Zmianie

Niektóre prace artystyczne powstają w natchnieniu – bez spekulacji. Są to niemal czyste przekazy ze Sfery Nadświadomości, Bywa, że z wyprzedzeniem ukazują one to co się zrealizuje za chwilę.  Przy okazji prezentuję tu wstępnie rzeźbę w glinie Bartosza Wilczkiewicza.

1   września 2012 na przełęczy Tąpadła widzieliśmy pokazaną jako część Trywidu Ślężańskiego, pracę Joanny Maciejowskiej – Świętowit Wielkiej Zmiany – w szeregu powielonych, coraz mniejszych postaci  w różnych Wszechświatach czy też w strudze czasu umykającego w przeszłość. Były to figury Świętowita o pustych ścianach. Bartosz Wilczkiewicz stworzył swoją rzeźbę już w lecie 2011 roku, ale przysłał mi jej fotografię 26 września – właśnie teraz. Dlaczego tutaj  o tym piszemy? Bo stworzył ją jako podarunek dla swoich Słoweńskich Przyjaciół – dzisiaj ta rzeźba jest w ich rękach – jest to Nowy Świętowit – PO WIELKIEJ ZMIANIE – zapisany na nowo – omówimy go analitycznie w innym artykule,  przy okazji Wielkiej Zmiany – podczas Słońcestania i Święta Narodzin Światła Świata – Bedrika (Bożej Krówki) oraz wielkich trzydniowych  Dzikich Łowów – 21 12 2012 – 24 12 2012.

Ten Pierwszy Świętowit z Nowym zapisem na ścianach jest już w tej chwili obiektem bardzo cennym – ten palwan (choć nie drewniany a gliniany) łączy Słoweńców i Polaków a w sposób symboliczny jednoczy całą Słowiańszczyznę – Arkońsko-Skandynawską (Wenecko-Morską) i Nurusko-Lągijską (Harsko-ParaLacką)

Popatrzcie dokładnie i zinterpretujcie to co widać. A  co jest na pozostałych ścianach tego posągu niech pozostanie tajemnicą do 20 grudnia 2012.

Czekamy na tłumaczenie Bartosza ze słoweńskiego do naszego Kwartalnika i do naszego blogu – myślę, że będą nie mniej genialne, a póki co posłuchajcie doskonałej, archetypicznej szamańskiej muzyki syberyjskiej jaką mi nadesłał (jest tam tego więcej):

ВеданЪ КолодЪ – Племена 

http://www.youtube.com/watch?v=2ltUG7tzW2o&feature=related

Przy okazji – czy znamy bliskich nam Rodzimowierców z Gdańska i okolic, których namiary moglibyśmy podać Bartoszowi?!Chętnie nawiązałby kontakt i pewnie wynikły by z tego nowe fajne inicjatywy.  Czy ktoś z Gdańska nas czytuje i ma ochotę oraz energię i czas na nową, twórczą znajomość?

Bartosz Wilczkiewicz – Strasz

Tagged with: ,

Bułgarska wizja słowiańskiej Baji – Weda Slovena


Pełny tekst Pierwszego tomu  Wedy Slovena: http://ziezi.net/veda1/

Z Wiki pl

Weda Slowena (Веда Словена po bułg., pierwotnie napisana jako Веда Словенахъ) – zbiór pieśni ludowych i legend muzułmańskich Bułgarów.

Podtytuł książki wskazywał, że zostały one zebrane w krainach Tracji i Macedonii (zobacz obrazek po prawej). Pierwszy z dwóch tomów zbioru wydrukowano w Belgradzie w 1874, zaś drugi w Sankt Petersburgu w roku 1881 przez autora Stefan Verkovića, Bośniackiego Serba. Zbiór obejmuje teksty zebrane przez bułgarskiego nauczyciela Iwana Gologanowa w ciągu 12 lat i słynie z zawartych tam pierwiastków starożytnej słowiańskiej mitologii, na przekór przyjęciu najpierw chrześcijaństwa, a potem islamu.

Weda Slowena była przedmiotem zarzutów o częściowe lub całkowite fałszerstwo Gologanowa  już od chwili wydania, dzieląc koła uczonych na dwie grupy: pierwszą uznającą jej teksty za fałszerstwo, oraz drugą, broniącą ich autentyczności. [1] Ostatnie publikacje takie jak „Bułgarska Encyklopedia” [2] uważają Wedę Slowenę za zwodniczy pozór (mistyfikację).

Przypisy

  1. ↑ Гане Тодоровски. За и против „Веда Словена“ Годишен зборник на Универзитетот во Скопје, 19, 1967, стр. 393-444. (Ganie Todorowski, Za i protiw Wedy sloweny, Godiszen i zbornik na Uniwesitetot wo Skopje)
  2. Българска енциклопедия. Електронно издание. Българска академия на науките, С. 2002 (Błgarska enciklopedija.Elektronno izdanie,Błgarska akademija na naukite)

Pełny tekst drugiego tomu Wedy Slovena: http://ziezi.net/veda2/

Weda Slowena

Гане Тодоровски. За и против „Веда Словена“ Годишен зборник на Универзитетот во Скопје, 19, 1967, стр. 393-444. (Ganie Todorowski, Za i protiw Wedy sloweny, Godiszen i zbornik na Uniwesitetot wo Skopje) Ostatnie publikacje takie jak „Bułgarska Encyklopedia” Българска енциклопедия. Електронно издание. Българска академия на науките, С. 2002 (Błgarska enciklopedija.Elektronno izdanie,Błgarska akademija na naukite) uważają Wedę Slowenę za zwodniczy pozór ( mistyfikację). Linki zewnętrzne ===

Analiza leksykalna Wedy sloweny
Kategoria: Muzyka w Bułgarii
Kategoria: Literatura bułgarska
Kategoria: Utwory literackie z 1874
Kategoria: Zbiory utworów literackich
bg: Веда Словена
en: Veda Slovena
ru: Веда Словена

Veda Slovena (Веда Словена in Modern Bulgarian, originally written as Веда Словенахъ) is a forged collection of folk songs and legends of the Muslim Bulgarians; the subtitle of the book indicated that they were collected from the regions of Thrace and Macedonia (see image right). The first volume of which was printed in 1874 in Belgrade and the second 1881 in Saint Petersburg under the authorship of Bosnian Serb Stefan Verković. The collection was assembled by Bulgarian teacher Ivan Gologanov for 12 years and is famous for containing numerous elements of ancient Slavic mythology notwithstanding the conversions first to Christianity and then to Islam.

Veda Slovena has been alleged to have been partly or fully forged by Gologanov ever since its publication, dividing scholarly circles into two groups, the one considering the texts to be forged, the other defending their genuineness.[1] Recently editions like „Bulgarian Encyclopaedia”[2] consider Veda Slovena to be a mystification.

pl:Weda slowena ru:Веда Словена

Veda Slovena in english

  • Veda Slovena (Веда Словена in Modern Bulgarian, originally written as Веда Словенахъ) is a forged collection of folk songs and legends of the Muslim Bulgarians; the subtitle of the book indicated that they were collected from the regions of Thrace and Macedonia (see image right). The first volume of which was printed in 1874 in Belgrade and the second 1881 in Saint Petersburg under the authorship of Bosnian Serb Stefan Verković. The collection was assembled by Bulgarian teacher Ivan Gologanov for 12 years and is famous for containing numerous elements of ancient Slavic mythology notwithstanding the conversions first to Christianity and then to Islam. Veda Slovena has been alleged to have been partly or fully forged by Gologanov ever since its publication, dividing scholarly circles into two groups, the one considering the texts to be forged, the other defending their genuineness. Recently editions like „Bulgarian Encyclopaedia” consider Veda Slovena to be a mystification.
  • Veda Slovena (Веда Словена in Modern Bulgarian, originally written as Веда Словенахъ) is a forged collection of folk songs and legends of the Muslim Bulgarians; the subtitle of the book indicated that they were collected from the regions of Thrace and Macedonia (see image right). The first volume of which was printed in 1874 in Belgrade and the second 1881 in Saint Petersburg under the authorship of Bosnian Serb Stefan Verković.

Stefan Verković

Ważnym źródłem informacji o podobieństwie (a w zasadzie jedności) między religią dawnych Słowian a hinduizmem są zebrane dzieła literackie. Główne takie teksty to rosyjskie „Księga Welesa”, „Księga Koljady” oraz bułgarska „Słowiańska Weda”. „Księga Koljady” opowiada historie o Kryszeniu (Krysznie) oraz Wisznim (Wisznu). Można tam znaleźć romantyczną opowieść o młodzieńczej miłośći Rady i Kryszenia (hinduskich Radhy i Kryszny). Taka zbieżność ruskich opowieści z hinduską Śrymad-Bhagawatam to kolejny dowód na tezę artykułu. „Księga Welesa” natomiast przedstawia wizję stworzenia świata znaną z hinduskich Puran oraz zwraca się do Boga Słońca jako „Suri” – imieniem bardzo podobnym do hinduistycznego Surji (również Boga Słońca). „Słowiańska Weda” stanowiąca zbiór hymnów folkloru bułgarskiego, zawiera historie o Krysznie i Wisznu pokrywająca się dokładnie z wersją z Bhagawata-Purany. Opisuje także liczne inne Bóstwa indyjskie i wysławia ich hymnami. Inne ciekawe informacje, których można się dowiedzieć z tych tekstów to fakt, że w dawnej Rosji południowej żyli asceci nie posiadający niczego oprócz drewnianych lasek i statuetek Wisznu. Oddawali cześć Wisznu/Krysznie jako głównemu Bóstwu. Nazwa „wiśnia” w językach słowiańskich pochodzi właśnie od imienia Pana Wisznu. Także miesiące kwiecień i czerwiec były miesiącami poświęconymi Krysznie. Widać, że w dawnych krajach słowiańskich zarówno wisznuizm jak i śiwaizm były bardzo rozwinięte. Warto również wspomnieć o podobieństwach polskich czy rosyjskich nazwisk do bóśtw indyjskich. Przykłady to Siwicki(a), Siwiecki(a), Siwiec (wywodzące się od Śiwa); Wiszniewski(a), Wiśniewski(a) (wywodzące się od Wisznu), Kalina, Kalinowski(a) (wywodzące się od Kali Devi), Mohan (od Mohana, czyli Kryszny) i wiele innych.

Widać też więcej podobieństw, na przykład w praktykach religijnych. U Słowian kapłanki strzegły świętego ognia, podobnie jak Agnihotrowie w Indiach. Także tradycyjny słowiański zwyczaj pokłonu przed Słońcem odpowiada praktykowanemu w Jodze Surja-Namaskarowi. Poza tym, Słowianie podobnie jak Ariowie we wczesnej religii wedyjskiej oddawali cześć elementom przyrody i żywiołom. Również u Słowian tak jak u Hindusów kobiety odgrywały ważną rolę w ceremoniach religijnych. Można także porównać hinduski animizm występujący w religii Atharwa-Wedy ze słowiańskimi kultami magicznymi.

Nie można pominąć faktu, że nasi przodkowie wierzyli też w reinkarnację co stanowiło jeden z głównych elementów ich wiary.

Także na Bałkanach praktykowano podobne religie o czym mogą świadczyć podobne imiona bóstw. Na przykład bałtyjski Pradziapatis to hinduski Pradźapati czy bałtyjska Laima to hinduska Lakszmi. Ponadto, język łotewski jest bardzo podobny do sanskrytu co zaznaczył np. George Bernard Shaw.

Критиците на „Веда Словена” обявяват песните за мистификация на следните основания:

1. Размерът на песните в цикъла е неправилен.
Неоснователно възражение като обобщение. Още Пьотър Безсонов (1855г.) пише: „Българите присъствуват на пълното изчезване на странствуващите певци. Употребата на гуслата отпада. И тъй като ритъмът на техните поеми не е вече зависим от музикалните единици, той започва да се изменя и постепенно изчезва. Стихът добива от 5 до 15 слога и дори повече; най-обикновено 7,8,9 и 10 слога. При пеенето твърде често половината или краят на предшествуващия стих преминава към следващия и тъй като определен брой слогове няма за всеки стих, то при записването често трудно могат да се разделят стиховете…”
В увлечението си критиците на „Веда Словена” създават впечатление, че във всички произведения на народното творчество стиховете имат еднакъв брой слогове. Това не отговаря на истината и за да бъде опровергано, достатъчно е да се посочи например „Поема за моя Сид” (El Cantar de mio Cid), позната по най-стар препис от 1307 г. и написана в неравносложни силабически стихове от 12 до 16 слога.
Неправилни размери се срещат не само във „Веда Словена”, но и в „Народне песме Македонски бугара” – например N187, както и в „Памятники болгарского народного творчества”(вьип.1.Спб.,1882) – например N200. В българските народни песни се срещат не само разнообразни размери – от 6 до 17 слога, но и смесени: 10 и 12 срични(„Марко и Дете Дукадинче”), 10 и 11 срични(„Я свивай байрак, ти Мануш войводо). Ако Иван Гологанов би решил да създаде подобия на стари песни от оня край, щеше внимателно да ги наподоби в правилен размер, защото като познавач на Омир той има ясна представа какво значи правилен размер. Всички мистификатори (примерът с Макферсън, Ханка и Линда потвърждава това) имат предвид определени модели. Гологанов обаче записва, както чува, и обикновено не въз основа на песен, а само на речитатив, като чутото на помашки диалект сетне предава на своя мървашки диалект.

2. Части от цикъла се срещали – възразяват критиците – в разнообразни варианти и тези варианти били различни не само по обем, но и по изразни средства.
Несъстоятелно. Фолклористиката отдавна е установила, че не е възможно един и същи текст на народното умотворение два или повече пъти да бъде изпълнен по един и същ начин. „при всяко изпълнение той създава нов вариант” – пише Генчо Керемидчиев за народния певец Вичо Бончев.

3. Неоснователно е и възражението за необикновено големия обем на някои песни в „Веда Словена”, като например :”Женитбата на Талатинска крале со дъщере на Ситска крале” – 1532 стиха; „Рождение Орфеово” – 1153 стиха; „Сонцева женитба со мома Вълкана” – 1028 стиха; „Орфеова женитба со керка на Арапска крале” – 853 стиха, и др.
Относително дълги песни се срещат и в други сборници с български народни песни: „Стоян и потеря” – 402 стиха, N96 от сборника на Чехларов(Сб.НУ, 26, Ц., 1912); „Седем юнака и арапин” – 442 стиха („Трем на българската народна историческа епика”. С., 1940); „Радул бег, Мирчо Войвода и крал Шишман” – 574 стиха(БНТ, Т.3.С., 1961); „Стоян и дружината му” – 545 стиха(БНТ, Т.2. 1961); „Клането в Батак” – 729 стиха, и др. Неоснователността на това твърдение се вижда и от съществуващите в световната литература поеми със значително голям обем, каквито са например: „Дигенис Акрит”, византийска поема, възникнала въз основа на народното творчество през X в. Най-старата позната версия от XIV в. съдържа 3749 петнадесетсложни стиха в осем книги, „Песен за Роланд” (La chanson de Roland), позната по ръкопис от XII век. Нейната най-стара редакция съдържа 4002 стиха, да не говорим за „Песен за Нибелунгите”(Der Nibelunge Not), състояща се от 2444 четиристишия (9776 стиха), да не говорим за киргизкия народен епос „Манас”, състоящ се от два основни записа, всеки от които по 200 хиляди стиха, познати по осемнадесет варианта!
Не е съобразено с истината и възражението, че народните певци не могат да помнят твърде дълги песни. Индийските брахмани са помнели хиляди стихове, а някои от тях са знаели на памет и четирите основни ведически книги. Това важи и за древните рапсоди. Якутският героичен епос(олонхо) се състои от големи количества сходни по сюжет и образи сказания със средна дължина 10-15 хиляди стиха. Дори създаденият въз основа на народното устно творчество от П.А.Ойунски (1893-1939) якутски епос „Нюргун-Боотур Стремительний” се състои от 36600 стиха. Същото може да се каже и за други епически произведения на устното народно творчество, като „Манас”, грандиозна творба на киргизкия народен епос, състояща се от три цикъла с около половин милион стиха, „Джангар” – калмицки народен епос, „Алпамиш” – узбекски народен епос – за съжаление останали неизвестни на отрицателите на „Веда Словена” поради ограничения хоризонт на изследователските им интереси и робуване на отживели критерии за обсега на народното епическо творчество. Ако те познаваха поне отчасти някои от тези монументални творби на народния поетически гений, отношението им не само към тематиката, но и към метриката на „Веда Словена” щеше да бъде друго. Това е толкова по-странно спрямо най-непримиримия отрицател на цикъла академик Михаил Арнаудов, по чието време значителна част от тези творби е вече издадена в превод на руски език в огромни тиражи и екземпляри от тях се намират в българските библиотеки.

4. Основателно ли е възражението, че при извършените анкети за проверка на цикъла между 1888 и 1893 г. анкетьорите не попадат на ония рецитатори, с които Иван Гологанов и другите събирачи на фолклорния материал се срещат между 1865 и 1874 г. и чиито имена фигурират в кхиги I и II на „Веда Словена” ? Неоснователно , понеже песни са записвани не само от помаци , но и от мърваци. Анкетьорите се опитват да проникнат само в помашки села, а са запиасани песни от неврокопските села Балдово, Осиково и Ковачевица, от Крушево и от Горно Броди, Демирхисарско. Тези села не са помашки.
Анкетьорите Мехмед Тумбев и Юсуф Синапов се насочват през 1888 г. към Елешница, Рибново и Сребатно, а Веркович през 1892-1893 г. към Чепино. Резултатността и на двете анкети предварително е обречена на неуспех, понеже: а) между 1865-74 и 1888-93 изтичат много години (20-30 години) и вън от съмнение значителна част от рецитаторите, хора все на зряла възраст, измират; б) фолклорният материал е събиран при едни обществено-политически условия, а се прави опит да бъде проверен при други. Междувременно България е освободена от османско владичество в резултат на Руско-Турската война от 1877-1878 г., но на Берлинския конгрес е разделена. Една част от региона, където песните са събирани, отново е включена в Турция, друга остава в Кяжество България, Трета в Източна Румелия и четвърта – в така наречените „непокорни села”, откъснати от територията на Източна Румелия и присъединени към Турция. Българското помашко население отсам и отвъд границата с Княжеството е дълбоко смутено. В граничните райони , свързани с Родопите, е неспокойно, освен това там върлува холера. При това Веркович се опитва да събере сведения, за да защити авторитета на „Веда Словена” не в района, където песните непосредствено са записани – югозападната окрайнина на Родопите, а в североизточната, в Чепинско, и то след повече от две десетилетия, откакто песните са събрани.

5. Неоснователно е и възражението за неизвестност на фолклорния материал, включен в корпуса на „Веда Словена”, на културната общественост преди публикуването им от Стефан Веркович. Има се предвид фолклорен материал, свързан с живота на населението от определен район, сравнително доста отдалечен от околните райони в югозападните предели на обширното някога българско отечество.
Поради специфични исторически причини, за които стана дума по-горе, населението от този край не поддържа оживени връзки с населението от съседни региони. По тази причина народните умотворения, създавани в неговите недра, са сравнително слабо популяризирани. Населението ги съхранява като особено скъпо духовно достояние след преживяното поради наложеното силом помохамеданчване. При това не бива да се забравя и друго: слабо популярни са поради културно-обществените условия вследствие на османското владичество и народните умотворения от всички други райони на страната до публикуването им не само до края на XIX в., но и дори през първите десетилетия на XX в.

При формалните доводи за неавтентичност на цикъла, на които се позовават, след като неговите критици не са положили необходимите усилия да подложат неговия текст на всестранен и задълбочен културологичен и литературоведски анализ, формулираните отрицателни критики на „Веда Словена” не могат да бъдат приети другояче освен на доверие. И за това доверие повече допринасят не доводите и аргументите, а общественото положение на критиците.
Иван Богданов
„Веда Словена и нашето време”
Университетско издателство „Св. Климент Охридски”
София 1991 г.
стр.97-101

The „Veda Slovena” Mystery

04.April.1999

 

The „Veda Slovena” Mystery


In 1874 in Belgrade, and in 1881 in St. Petersburg, the two volumes of „Veda Slovena” were published – „Bulgarian folk songs of the pre-historical and pre-Christian age”. Compiled by the Bosnian Serb Stephen Verkovich, „Veda Slovena” created a furore among the scholarly world ranging from Russia to France, and went down in history as the biggest folklore mystery, the debates over which are still going on.
The sensation lies in the fact that these, as well as some other songs published by Verkovich, „written down” in an isolated part of Macedonia, provided evidence which turned the prevailing conceptions about Europe’s pre-written history upside down.  The „Vedas”, whose „Indian” name was picked up by no chance, not only contained legends of how the plough, the sickle, the boat, wheat, wine, writing, etc. came into being, but  created a legendary-mythological conceptual framework, in which all – the Indian god Vishnu, the Thracian singer Orpheus, the Macedonian kings Phillip II and Alexander the Great, the Trojan War, etc., were present.  Moreover, the famous German epic, the „Song of the Nibelungs” consisted of „only” 9776 lines, while the two volumes of „Veda Slovena” included as many as 23809 lines, and Verkovich himself claimed that he had available at least  ten times as many.
In the debates that followed in the field of European Slavonic studies, „denouncers” exceeded in number „apologists”. „Veda Slovena”  succeeded in winning suport by not only a great number of recognized foreign scholars, but by quite a few of the Bulgarian scholars from Macedonia itself, who knew the local folklore and dialects in minute detail. The French government, in turn, twice sent its emissaries, who had to establish the authenticity of the epos on the spot of its „discovery” – in the South-Western parts of the Rhodopes, among the so-called Pomaks  – a Bulgarian-speaking ethnic group professing Islam. Neither the French, nor, later, the Bulgarian inquiries, however, provided unequivocal and weighty answers to all questions provoked by „Veda Slovena”.
What is known for certain is that  the rise of this mystery is due to the Bulgarian Ivan Gologanov (1839-1895). He was born in the village of Tarlis, in the neighbourhood of the mentioned Pomak region, nearby the town of Valovishta (now Siderokastron in Greece), and spent his whole life as a village teacher in his native place. He was the man who claimed to have found and written down (for a small charge paid by Verkovich) the „Veda Slovena” songs. He did this in the course of 12 years. The Serbian Verkovich published the songs thus collected under his own name.
Ivan Gologanov’s critics, former and present, have rejected the authenticity of „Veda Slovena”. Their argument is, most generally, that Gologanov was simple-minded and, therefore, he lied. Such argument, however, is not correct. Gologanov could hardly be considered one of an uneducated crowd.
The „plain” village teacher actually did not come from just any family – one of his brothers later became an academician, as well as Metropolitan of Skopje, the capital of, then, Vardar Macedonia and the Republic of Macedonia today; the other one was Abbot of the Bachkovo monastery, the second important Bulgarian cloister. Ivan Gologanov himself had command of ancient and modern Greek; he knew the Hellenic mythology in detail, and his idol was the immortal epic poet Homer. Gologanov knew Homer’s works perfectly well.
Even today the argument about „Veda Slovena” goes on: what in the songs is authentic, and what invented by Gologanov himself. Is everything faked? Or is everything authentic?
It is certain that neither the scale of „Veda Slovena” and the artisitc qualities of the songs, nor their huge number could be the work of a talentless graphomaniac. What is more, as we will  see further, the motivation underlying his striking capacity for work, if he was the inventor, did not boil down to just making both ends meet.
The Bosnian Serb Stephen Verkovich (1827-1893), too,  was not someone to ignore. A former Franciscan monk, he settled in Macedonia in 1850, with the purpose of extending, as a paid agent,  the propaganda of the Serbian government among the local people. The historical moment was such that Serbia and Greece, which had been liberated at the beginning of the century from a four-hundred-year Turkish domination, crossed their  Pan-Serbian and Pan-Hellenic appetites in Macedonia, i.e. in one of Bulgaria’s regions, and Bulgaria was still under the rule of the Sultan (its statehood would be revived only in 1878).
Initially Belgrade, whose aim was to form a Southern-Slavic federation under Serbian control, was still far from the idea of declaring the Macedonian Bulgarians to be  „Southern Serbs”, and yet farther from referring to them as a „separate nation”. On the contrary, in those years Belgrade supported the struggle of the Bulgarians to emancipate themselves from the guardianship of the Greek Patriarchate and to restore their own Church hierarchy. In this sense, what Stephen Verkovich did is an isolated, but telling example of noble efforts made in the name of the Bulgarian Revival.
What is more, when the Serbs changed their policy and started large-scale activities, which were detrimental to the Macedonian Bulgarians, the Franciscan Verkovich remained loyal to the morality of his Order. He did not reject the historical and real life truth, opposed all political falsifications, and persisted in his service in support of the causes he believed to be true and just. During the long years he lived in Macedonia, he proved to be a remarkable scientist in the field of Macedonian folklore, ethnography and geography. In addition, owing to his collector’s  zeal, Verkovich saved a great number of ancient manuscripts, coins, objects of art, etc.
The efforts Verkovich made in the study, conservation and popularization of the Macedonian ancient culture, as well as the work of his assistant Ivan Gologanov, had also a practical effect for the Bulgarian people. At that time Bulgaria (Moesia, Thrace, and Macedonia) was agitated by a  feverish struggle on two fronts – against her national oppressors, the Turks and the Ottoman Empire, and against her ecclesiastical oppressors – the Greek Church and clergy. In this sense, the activity of  Verkovich and Gologanov was an integral part of Bulgaria’s powerful desire for educational, cultural, religious and economic emancipation, which reached its apex in the Bulgarian revolutionary movement and the restoration of the national state.
No matter how specific, all these processes were linked with the tendencies and changes occurring in the whole of Europe from the late 18th up to the mid-19th century. This was the epoch of the powerful European revolutionary romanticism, seeking reforms and social freedom, and, in the case of the oppressed peoples – national liberation. Disappointed by the existing reality, romanticists looked for a base of its rejection and reformation in the fertile roots of tradition, in the idealized past of their countries. In all the fields of thought and art they abandoned the ancient models and the rationalism of the  Enlightenment, seeking inspiration in the history, folk art, folklore, music, and architecture of their peoples. Messianic ideas flooded the sphere of ideology, naturally, glorifying the respective nation. At the same time, no other cultural age produced such huge collections, studies, and works based on folklore material like romanticism. Although with a delay of several decades, this wave overflowed the Balkans too. While Germany had its Grimm brothers, the Miladinov brothers  were their Bulgarian analogue. Everywhere in Europe romanticists collected, adapted, recast, authorized folk works. This was the foundation on which the geniuses of Byron and Pushkin, Chopin and Liszt evolved.
And whenever the facts, or their abilities, were deficient, romanticists did not hesitate to resort to sometimes harmless, but other times not that innocent falsifications. The founder of this „technique” was the Scotsman James Macpherson, the predecessor of the romantics, who published in 1765 his revised versions of the Celtic sagas and legends as an authentic collection of works of the legendary warrior and bard Ossian. The circle around the linguist Vaclav Hanka produced, in 1817-1818, the then much talked about „ancient” manuscripts, which were presented as original 9th and 13th century works. The aim of this mystification was to prove the ancient character of the Czech culture and to activate the national self-identification of the Czechs, under Austrian power at that time.
By its scope and scale „Veda Slovena”  surpassed the phenomena mentioned above. Let us assume that this work is a fake.
If Verkovich himself had unconsciously been involved in its creation, the Bulgarian Gologanov was far from doing it by chance. As evidenced by one of his sons, the main motive of his father was patriotic. In fact, because of his activity in this field, Gologanov was persecuted and imprisoned by the Turkish authorities, very much like other Bulgarian „romanticists”. Therefore, not all of his contemporaries felt  inclined to blame him. The most remarkable statesman of modern Bulgaria, Prime Minister Stefan Stambolov (1887-1894) offered to Gologanov to move to Sofia, promising him a pension of considerable amount. Stambolov’s response to some criticisms that he wanted to reward an impostor, was the following: „All European academies have shown interest in the songs of the Rhodope region, so that no matter whether he has heard them from somebody else’s tongue, or has invented them himself, for us, Bulgarians, it is one and the same…”
The assumption that „Veda Slovena” is a fabrication, means to recognize Ivan Gologanov as a poetic genius, who deserves a place of his own in the history of world literature. To assume that these texts are authentic folklore, implies the necessity of reconsidering the cultural development of Europe as a whole. This dilemma has waited its turn for more than a century.

Rasslav


Загадката ВЕДА СЛОВЕНА

19 ноември 2011г.

През 1874 г. в Белград и през 1881 г. в Санкт Петербург излизат двата тома на „Веда Словена” – „Български народни песни от предисторическата и предхристиянската епоха”. Съставена от босненския сърбин Стефан Веркович, „Веда Словена” предизвиква фурор сред научния свят от Русия до Франция и влиза в историята като най-голямата фолклорна загадка, споровете около която продължават и днес.

Сензацията е там, че тези и други публикувани от Веркович песни, „записани” в един забутан край на българска Македония, представят материал, който преобръща наопаки представите за предписмената история на Европа. „Веди”-те, чието „индийско” название също не е случайно, не само съдържат предания за това как са възникнали ралото, сърпът, лодката, житото, виното, писмеността, но създават цяла легендарно-митологична концепция, в която фигурират индийският бог Вишну, тракийският певец Орфей, македонските царе Филип II и Александър Велики, Троянската война и т.н. При това, ако прочутият германски епос „Песен за Нибелунгите” съдържа „едва” 9776 стиха, то само двата тома на „Веда Словена” включват цели 23809, като самият Веркович твърди, че има на разположение поне още десет пъти по толкова.

В разразилите се спорове в европейската славистика възникват два лагера – „разобличители” и „апологети”.  „Веда Словена” успява да спечели подкрепата не само на мнозина авторитетни чуждестранни учени, но и на немалко български фолклористи от самата Македония, които познават в тънкости местното народно творчество и диалекти. Френското правителство на два пъти изпраща свои инспектори, които да проверяват достоверността на епоса там, където е „открит”: в югозападните Родопи, сред т.нар. помаци – българоезична етнографска група, която изповядва исляма. Нито френските, нито по-късните български анкети, дават еднозначни и убедителни отговори на въпросите около „Веда Словена”.

Онова, което се знае със сигурност, е, че загадката възниква благодарение на българина Иван Гологанов (1839-1895 г.). Роден в съседство със споменатия помашки район, в село Търлис недалеч от град Валовища (днешният Сидерокастрон в Гърция), той прекарва почти целия си живот като селски учител в родния си край. Именно той е човекът, който твърди, че е издирил и записал (срещу скромно заплащане от Веркович) песните от „Веда Словена”. Това става в продължение на 12 години. Сърбинът Веркович издава под свое име събраните песни.

Критиците на Иван Гологанов, предишни и настоящи, отричат достоверността на „Веда Словена”. Техен аргумент е грубо казано, че Гологанов е бил „прост” и затова е „лъгал”. Но такъв аргумент е некоректен. Гологанов трудно може да бъде причислен към безпросветното простолюдие.

„Невзрачният” селски учител далеч не произхожда от случайно семейство. Единият му брат става академик, а също така и митрополит на Скопие, столицата на Вардарска Македония и днешна Република Македония. Другият му брат е игумен на Бачковския манастир, втората по важност българска обител. Самият Иван Гологанов владее старогръцки и новогръцки, познава в детайли елинската митология и негов кумир е безсмъртният Омир. Той познава перфектно неговото творчество.

За „Веда Словена” и днес се спори кое е автентично и кое измислено от Гологанов. Дали всичко е фалшификация? Дали всичко е автентично?

Сигурно е, че нито мащабите на „Веда Словена”, нито художествените качества на песните, нито огромното им количество могат да бъдат дело на бездарен графоман. Освен това, както ще се види по-нататък, мотивацията за неговата удивителна работоспособност, ако той е съчинителят, съвсем не се свежда само до едното свързване на двата края.

Босненският сърбин Стефан Веркович (1827-1893 г.) също не е човек за подценяване. Бивш францискански монах, през 1850 г. той се установява в Македония, за да провежда като платен агент на сръбското правителство пропагандата му сред местното население. Историческият момент е такъв, че освободилите се в началото на века от четиристотингодишно турско господство Сърбия и Гърция кръстосват великодържавните си апетити в Македония. А в Македония, според османски и европейски статистики, преобладават българите. България все още е под султанска власт (нейната държавност ще възкръсне едва през 1878 г.).

Всъщност в началото Белград иска да създаде южнославянска федерация под сръбско господство. Белград все още е далеч от идеята да обяви македонските българи за „южни сърби” и още по-далеч да ги нарече „отделна нация”. Напротив – в тези години Белград подпомага борбата на българите за откъсване от опеката на гръцката патриаршия и възстановяване на собствената църковна йерархия. В такъв смисъл дейността на Стефан Веркович е частен, но ярък пример за благородна дейност в името на Българското възраждане.

Нещо повече: когато официален Белград променя своята политика и започва широкомащабна дейност в ущърб на македонските българи, францисканецът Веркович остава верен на морала на своя орден. Той не отстъпва от историческата и фактическата истина, противник е на политическите фалшификации и продължава упорито да служи на онова, което смята за вярно и справедливо. През дългогодишния си престой в Македония той се изявява като забележителен учен в областта на нейния фолклор, етнография и география. Освен това благодарение на колекционерската си страст Веркович спасява множество старинни ръкописи, монети, предмети на изкуството и др.

Усилията на Веркович по проучването, съхраняването и популяризирането на македонската старина, както и дейността на неговия помощник Иван Гологанов имат и чисто практическа стойност за българите. По онова време в България (Мизия, Тракия и Македония) кипи трескава борба на два фронта – срещу националните  поробители – турците и Османската империя, и срещу църковните подтисници – гръцката църква и  духовенство. В такъв смисъл активността на Веркович и Гологанов е неделима от онзи мощен порив на тогавашна България към просветна, културна, религиозна и стопанска еманципация, увенчан с революционното движение и възстановяването на народностната държава.

Но колкото и да са специфични всички тези процеси, те са в пряка връзка с тенденциите и промените в цяла Европа от края на XVIII – средата на XIX в. Това е епохата на могъщия европейски революционен романтизъм, който се стреми към реформи и социална свобода, а при поробените народи – и към национално освобождение. Разочаровани от съществуващата действителност, романтиците търсят опора за нейното отрицание и преустройство в живителните корени на традицията, в идеализираното минало на своите страни. Във всички области на мисълта и изкуство те се отказват от античните образци и рационализма на Просвещението, като търсят вдъхновение в историята, народното творчество, фолклора, музиката, архитектурата на своите народи.
В идеологията нахлуват месинианските идеи, които възвеличават – естествено – своята собствена нация. Същевременно никоя друга културна епоха не е дала такива огромни натрупвания, проучвания и разработки на народен материал, както романтизмът. Макар и със закъснение от няколко десетилетия тази вълна залива и Балканите. Ако Германия има своите братя Грим, то българският им аналог са братя Миладинови. Навсякъде по Европа романтиците събират, преработват, обработват, авторизират народното творчество. Тъкмо на тази основа израстват гениите на Байрън и Пушкин, на Шопен и Лист.

А там, където фактите или силите не достигат, романтиците често прибягват кога към по-безобидни, кога към не съвсем невинни фалшификации. Родоначалник на този „похват” е шотландецът Джеймс Макферсън, предшественикът на романтиците, издал през 1765 г. своите преработки на келтски предания и легенди като автентичен сборник от съчинения на легендарния воин и бард Осиан. От кръга на езиковеда Вацлав Ханка през 1817-1818 г. пък излизат нашумелите на времето си „древни” ръкописи, които се представят за оригинални творби от IX и XIII в. Целта на мистификацията е да се докаже старинността на чешката култура и да се активизира националното самосъзнание на намиращите се под австрийска власт чехи.

Ако я сравним с тези примери, то по своите мащаби и размах „Веда Словена” надминава споменатите феномени. Нека предположим, че това произведение е фалшификат. Ако Веркович е въвлечен в неговото създаване  неволно, то българинът далеч не го прави случайно. Според свидетелство на един от синовете му основната подбуда на баща му е била патриотичната. За тази си дейност впрочем Гологанов е преследван и затварян от турските власти, както се случва и с други български „романтици”. Ето защо не всички съвременници са склонни да го осъждат. Най-бележитият държавник на нова България, премиерът Стефан Стамболов (1887-1894 г.), предлага на Гологанов да се пресели в София, обещавайки му значителна пенсия. На упреците, че иска да възнагради един мошеник, Стамболов отговаря: „Всички европейски академии се заинтересуваха за родопските песни, та дали ги е събирал от чужди уста, или ги е измислял от своя глава, за нас българите е все едно…”

Допускането, че „Веда Словена” е фалшификат, означава да признаем Иван Гологанов за поетически гений със свое място в историята на световната литература. Допускането, че това са автентични фолклорни текстове, означава необходимост от преразглеждане на културното развитие на цяла Европа. Тази дилема чака своя ред повече от век.

Стара слава

Потомък на Иван Гологанов нищи мистерията „Веда Словена”

Изследвачът Христо Спириев смята, че песента „Свети Георги” е българска и е открита от неговия прадядо
Григор Николов
Снимки: Велислав Николов

През 1850 година сърбинът Стефан Веркович, роден в босненското село Угляри, се озовава в Серско (Гърция) като събирач на „древности”. Той е 23-годишен и е учил археология при Павел и Янко Шафарик. В Серско не остава при научната си задача и освен статуи, монети и старинни предмети събира народни песни и запазени стари ръкописи. Част от събраното той издава, като посвещава книжката на сръбската кралица Юлия Обренова, дъщеря на унгарския крал, родена Хуниади, но омъжена за крал Милош Обренович. Скоро след това го вика министър Иван Гарашанин и му казва, че държавата ще финансира събирането на „старините”, но и имала нужда от способен агент в Македония. От Веркович той не искал нещо друго, освен да направи така, че когато дойде решение от Европа да се питат македонските християни дали са славяни или елини, те да отговорят: славяни.

- – -

През 1865 г. Веркович се запознава с Иван Гологанов, роден през 1839 г. в с. Търлис, а отпосле учител в близкото Крушево, Неврокопско (днес Аеглофорион в Гърция, на 20-ина км от границата). Посредничи братът на Иван – Теодосий, тогавашен игумен на манастира „Свети Йоан Предтеча” край Сер. Веркович уговаря Иван да събира народни песни, които да му предоставя срещу съответно заплащане. Учителят решава, че селото е кръстопътно, оттам минават доста българи, тръгнали на пазар в Гърция, и ще се справи.

Само след дни Гологанов изпраща песни на Веркович за сватбени обичаи, поверия и приказки. „Събирачът на древности” остава доволен и между двамата започва дълга кореспонденция (днес в отдел БИА на Народната библиотека са запазени 305 писма). Още в началото

Веркович търси песни

на пиринските и родопските българи, които да са запазили факти за тяхното най-древно битие – преселването им от Индия, и за това, че са потомци на някогашните македонци и траки. И подпитва Гологанов дали няма някоя песен за Александър или Филип Македонски и Орфей. На 8 август 1865 г. Гологанов пише: „Най-сетне изгря най-великият и най-скъпият в живота ми ден.” Изпратена му била една песен от овчаря Стоян от с. Кърчево от 22 стиха за Филип Македонски. Същият овчар му изрецитирал и песен за преселването на славяните в Европа. По подобен начин Гологанов изнамира в края на лятото на същата година и песен за Александър Велики, записана от Стою Мечкар и Йован Стоянов. През 1884 г. записва и друга песен за Александър.

До края на 1865 г. Гологанов изпраща 56 поеми, по-скоро речитативи, от 17 000 стиха. Веркович ги дава на Янко Шафарик, той ги превежда на френски и стиховете излизат в Белград, а през 1867 г. и в Русия. Първият том на „Веда Словена” се появява у нас през 1874 г., а вторият – през 1881 г. Сред песните в първата част има за преселването на народа от Крайната земя, за раждането на Орфей и за сватбата му с дъщерята на Арапския крал, за Слънчовата женитба с мома Вълкана, т. е. това, което е искал Веркович.

Гологанов продължава събирателската си дейност с песни за Крум, Симеон Велики, пословици и гатанки, изнамиране на житото, виното, писмеността, за божества с индийски имена. И споменава, че даскалът в Елешница Илия знаел над 100 песни, които той записал. Крушевският даскал Иван Гологанов си спечелва славата на „българския Омир”. Той предоставя на Веркович над 300 000 стиха. За всяка песен получава по 10 жълтици.

След излизането на „Веда Словена” в европейския научен свят

гръмва сензация – как са се запазили такива народни

песни отпреди повече от 2000 г.

По това време народите в Европа търсят своята национална идентичност. Немците и французите вече имат песните на нибелунгите и на Роланд, в Чехия е публикувана „Чатертоимана”, а в Русия – „Слово”. Последните две обаче се оказват пълни мистификации. Чешкият епос е дело на хиперпатриотката Ханка, а авторът и събирачът на руските творби така и не са открити. Българската „Веда Словена ” излиза тъкмо когато в Европа се разклаща престижът на старочешките и руските поеми. Сред тези, които ги обявяват за фалшификати, са Константин Иречек (той казва, че не е видял човек, който да е чул да се пее такова нещо в българските предели), Вазов, Славейков. По-късно до тях се нареждат акад. Михаил Арнаудов и проф. Иван Шишманов. Основният аргумент за фалшификация е, разбира се, пари. Още на 27 януари 1866 г. Гологанов пише на Веркович, че покойният му баща е оставил дълг от 3000 гроша и ще му вземат къщата, та му трябват пари. Веркович изпраща на няколко пъти цялата сума. Той плаща добросъвестно до началото на 90-те години на по-миналия век, като често сумите са над 500 гроша. Малко преди това Гологанов, който има 6 деца, си е построил нова къща.

Като друг аргумент те изтъкват, че не може да се запомнят песни от 4000 стиха. Допълват, че няколко научни експедиции не откриват много от хората, от които Гологанов е събирал песните.

Поддръжници на истинността на песните на „Веда Словена” пък са френският консул в Пловдив Огюст Дозон, който се среща с Гологанов и казва, че той е прост писар без вкус за поезия и само е преписвал, Стоян Данев, по-късно бъдещ министър-председател, обявява, че ако трябва да се издаде събраното от Гологанов, то ще заеме над 300 коли и е невъзможно да се измисли. Полският учен Ходьзко е убеден в истинността на песните, а д-р Гайтлер казва: „Само за съставяне на песните се изисква 20 години работа.” Сред защитниците на Иван Гологанов е и Стефан Стамболов.

Спорът обаче се развихря през 20-те години на миналия век. Ив. Шишманов отрича „Ведата”. Руският професор славист П. Лавров обаче през 1932 г. иска основното й проучване. Такова е замислял, но не е направил Иван Шишманов.

През 90-те години на миналия век Веркович е обявен за фалшификатор. По това време той е изпаднал в безпаричие и му е гласувана пенсия от 3600 лв. от Народното събрание по предложение на Марин Дринов и Драган Цанков . От Петербург Веркович през 1891 г. се преселва в Пловдив. През 1892 г. предприема пътуване в Родопите и разбира, че никакви народни песни, в истинността, на които го е уверявал Иван Гологанов, не съществуват. Пред Вазов, който е също там на фолклорна експедиция, той отдава това на помаците, които били потайни и не искали да говорят. Веркович умира на 30 декември 1893 г. и е погребан в София на държавни разноски. Гологанов се защитава с обяснението, че е необразован и не може да измисли песните.

Сега един българин от Благоевград

бърка в раната „Веда Словена”

Името му е Христо Спириев. Защо ли му е всичко това, след като вече близо век и половина българската мистерия има люти противници и върли последователи? Какво ли ново може да каже той? Това обаче не е приумица на някой чудак – Спириев е правнук на събирача на песните Иван Гологанов, неговата баба Хана е най-малкото от 6-те деца на Гологанов. Спириев се е заел с идентификацията на народните песни. Интересът към мистификацията „Веда Словена” бил подхранен от баща му Димитър, който го убеждавал, че дядо му е несправедливо наклеветен.

Христо Спириев 20 г. е бил инженер по водоснабдяване, обиколил е целия Пирински край и е търсил корените на песните, събирани от дядо му. Бил е и 4 пъти в Солун, проучвал материали, но признава, че не са го задоволили. Смята, че голяма част от архива на прадядо му е пропаднала по време на Балканската война и затова делото му не може да се отрича категорично. Най-интересният извод от проучванията на Спириев е, че изпълнената от Оркестъра за сватби и погребения на Горан Брегович и станала популярна у нас песен

„Свети Георги” е записана като текст от Гологанов и е българска. Днес от нея се пеели само последните 4 куплета. „Защо смятат, че е циганска песен? – пита се той. – Свети Георги е български празник. И в тая песен, която, разбира се, е претърпяла много варианти, не се пее за Свети Георги, а за Георги Юнака. Използва се само финалът на песента днес. Иначе цялата песен е към 600 строфи.”

Спириев е идентифицирал и песента за Юнак Заров. Той бил покровител на житата. И в песента се обяснява как докарва ветровете, за да може да се вършее. Имало е и село на неговото име, от което е майката на Спириев. Точно там той е открил песента „Юнак Заров”, която неговият прадядо предава на Стефан Веркович. Сега селото се казва Николопис и е на 30-ина километра от Солун. Според него дядо му наистина е събирал песните от българомохамеданите. А за Спириев те са загадка. Между песните, записани от прадядо му, и техния говор има абсолютно съвпадение. Според него те са заселени у нас от Персия. Така му признавали самите помаци в Гоцеделчевско: „Нашите поверия са такива, че ние сме докарани от Персия.” Единият вариант, е че са потурчени там, другият – по-меродавният, е, че това е станало по българските земи. Изследвачът се позовава и на факта, че и днес те правят цветен хляб, както е писал дядо му във „Веда Словена”. Обичаят е запазен в селата Абланица и Блатска.

Za i protiv weda Slovena

ze strony Rastko.Makedonija

Гане Тодоровски

За и против „Веда Словена“

Годишен зборник на Универзитетот во Скопје, 19, 1967, стр. 393-444.

За да се изнајде потребниот збор при определбата на поимот што се крие зад краткиот наслов на една позната книга, на една претолкувана содржина, на еден пренагласен настан, – можеби најдобро е ако се систематизира, раздвои и внимателно постапно подвлекува се она што како импозантна сума од факти се насобра по сензациооналниот обид да му се импутира на словенството, кој знае по кој пат, ненужна тежина од лажна слава!

Дистанцата од скоро еден век е предоволна за да ни овозможи поспокојни заклучоци. Сепак, предметот на разгледувањето си остануваа комплексен и компликуван, не заради нерешените загатки што ги претпоставува, туку пред се заради тешкотијата: на некаква конкретна анализа да се подвргне карактеристична апстракција, предмет што главно спаѓа во категоријата на фикциите, измислиците, нереалните причини за реални и прецизни ангажираности! „Веда Словена”, тој многуилјаден корпус од невешти стихови, сочинет во еден рекорден во својата мала временска рамка период, сочинет под хипнотичката сугестија и високиот материјален стимуланс на еден ултра-романтичарски занес, таквата „Веда Словена” мерлива ли е според општоусвоените норми на конкретниот и позитивниот принос во фондот на трајните наследства на еден народ, на една национална култура? Треба литературната историја да се занимава сериозно со некакви си несериозности, недостојности, измами?

Помногубројни се овие прашања: си имаат своја оправданост, свое место, свој raison d’etre. Меѓутоа, нема ли да сме мaлку неправедни кон себеси, ако преку еден, дури и оправдан, гест на разумно повлекување пред недостојното, го избегнуваме она што сакале-нејќеле си останува само наше, па макар и како заблуда, како некритичност, како неславен дел од нашето течење низ времето. Нели нема смисла, ние од посреќните поколенија да ги обвинуваме своите неуки, невешти, несреќни претходници за непростиви гревови. Тие, најверојатно, го чинеле она што времето им го наложувало и допуштало, го чинеле во името на подостојните идни дни.

Имаме ли право во оваа насока да го трасираме нашиот одговор? Нема ли таквата галантна попустливост кон апсурдите на своето минато да ги подрие строго-егзактните позиции на нашиот сопствен реалистички став? Не ли се крие тука мала доза на сентиментално оценување на дел од изврвениот низ историјата пат?

„Веда Словена” – дело на Верковиќ-Гологанововата колаборација – за секога ќе значи само едно: најизвишен паметник на екстремнниот национален занес, најкусовечната рожба на колективната национална утопија. Тоа дело говори за една неминовна фаза низ која скоро секој народ во својот развиток треба да мине: фазата на романтичарската самодопадливост, фазата кога во огледалото на националната суета секој гест и потег, секое движење и присеќавање, секоја недоустена реч добиваат грандиозно значење, херојска поза, историски чин. Таа црта, всушност, втакена е и во традицијата на народниот епос: народот си ги вложил сите копнежи во исковувањето фантастични ликови на херои, бидејќи во животот немало такви, бидејќи стварноста осетила потреба од нив[1]. Тоа е периодот на нужниот премин од создавање и остварување на животните мечти во својот внатрешен свет до појасното определување на идеалот во конкретната стварност. На ајдучката песна претходи историската, на историската – митолошката. Во случајов, „Веда Словена”, како мистификација со воврела некаде меѓу историската и ајдучката песна, се вовлекла во малата пукнатина на дезориентацијата, како мигновен предив, како добивање на време, како пожелна починка пред тешкиот двобој со посилниот и повеќеименен непријател.

Скоро по правило, сите мистификации во литературата настануваат таму и тогаш, кајшто и когашто највеќе се чувствува нивниот недостиг. Секако, исклучоци има – главно кај релативно послободните народи во Еврoпа. Но, на терените на огромните феудални империи, во чии неоткриени пространства тонеа во повеќевековна потиснатост и мрак помали народи, мистификациите значат речиси закон на националната преродба. Јавувајќи се најчесто во судирот помеѓу посилна, посупериорна и поекспанзивна нација, од една страна, и послаба, поинфериорна и позатворена во себе нација, од друга страна, мистификациите како да станаа некаква неминовност во процесот на културно-политичката еманципација. „Нема ни еден културен народ кој немал свои Верковиќи и Милоевиќи” – има речено со многу оправданост Шишманов[2].

Веда Словена, како литературна мистификација, пред сe означува една митолошка реминисценција. Времето, во кое се роди таа, премногу ги претпочита ваквите методи: во секоја народна песна или приказна да се бара историска или митолошка реминисценција. Мода на векот беше митолошката теорија на браќата Грим а таа претпоставаше големо единство и сличност на мотивите во умотворбите на сите индоевропски народи. Во народните умотворби се бараа траги од првобитните времиња, од митолошката епоха на Аријците[3]. Нo, тоа истовремено како метод на водеше кон целосната вистина. Уште повеќе што во рацете на дилетанти беше злоупотребен. Се дојде до апсурдни заклучоци, до дискредитирање на оваа митолошка школа, која не без резон ја основаа Јаков и Вилхелм Грим. На јужнословенски терен Гримови ученици имаше повеќе. Мегу најзабележаните се секако Раковски, Верковиќ и Милојевиќ[4].

За времето со кое дејствуваа овие луѓе, многушто може да биде оправдано. Сите тие патат од некаква нестрпливост, па оттука поврвност, недостиг на специјалистичка подготовка, непроширување научниот делокруг. Како поинаку би ги објасниле сите нивни неодрживи, наивни до необмисленост претпоставки? Лековерни се воопшто Словените, подвлече Французинот Луј Леже, кога говореше за „Веда Словена”. Преку оваа карактерна црта тој го објаснуваше феноменот на масовната подршка на литературните мистификации, конкретно и на мистификацијата на „Веда Словена” меѓу словенските народи. Нека да е така, меѓутоа, мистификацијата не е словенска измислица, иако во фрапантните примери на Вацлав Ханка и Верковиќ – Гологанов среќаваме кулминантна илустрација. Кон литературна мистификација прибегнуваа повеќе европски народи. Во петнаесеттиот век Холанѓаните познаваат сфаќања според кои Адам и Ева во рајот говореле холандски ане еврејски, како до тогаш се мислело. Некој скандинавски „учен”, доврзувајќи се на холандските хипотези, тврдел дека Адам со бога говорел на норвешки! Мицкевиќ од катедрата на парискиот Колеж д Франс во 1844 проповеда како Словените се најстари живеачи на Европа, дека Римјаните, Фригијците и Асирците биле Словени. Хрватските преродбеници сметаа дека Илирите се Словени. Верковиќ исто така задоен во духот на илиризмот претпостави и повте да докаже дека старите Траки и Македонци се Словени. Времето кое е скудно со факти, посега кон фантазиите. „Веда Словена” е рожба на такво едно време, иако со релативно задоцнување.

Луѓето што се раководеле од вакви идеи (подобро: фиксидеи) не смеат да бидат осудени или отфрлени. Во свое време тие допринеле со некаква полза: му го обрнале вниманието на светот врз постоењето на мали народи, за кои одвај и да се знаело! Ги заинтригувале љубопитствата на другите народи со некаква лажно конструирана слава, оригинална култура, историско величие. Па, ако Индијците ги имаат своите епопеи Рамајана и Махабхарата, Персијците: Зендавеста, Евреите: Библијата, Грците: Илијадата и Одисејата, Германците: Нибелунгите, Французите: Бесниот Роланд, еве и ние Словените, што веќе ги имаме: Словото за походот на Игора и Кралевдворскиот ракопис, можеме сега да се гордееме со уште еден, најсвештен паладиум: „Веда Словена”, песни од предхристијанско и предисториско време, бесцени траги на една првобитна култура, постара од сите други во Европа. Така се изгради илузијата за сопствен, словенски пантеон, полн со раскошна колекција од секакви богатства. Веда Словена на Верковиќ и Гологанов беше таков имагинарен пантеон. Скап колку една шумна провокација – јавноста на покултурна Европа да го сврти погледот малку кон заборавената шир на најјужниот дел од огромниот словенски океан.

* * *

Втората половина на XIX век се карактеризира, барем во македонскиот случај со засилени акции на собирање народни умотворби. Откако Вук Караџиќ, Виктор Григоровиќ и Станко Враз отпочнаа со објавување на македонски народни песни, некаде кон шестата деценија на минатиот век стапува на сцена нова, поагилна плејада собирачи и објавувачи на македонски умотворби: Стефан Верковиќ, Димитар и Константин Миладиновци и Кузман Шапкарев се најистакнатите меѓу нив.

Бранот на собирање особено се интензивира кон 70-те години, кога нашироко низ бугарскиот печат во Турција и Романија се зборува за собирање на народни умотворби. Токму тогаш, во тој виорен полет на трескаво присобирање на народното благо, кога сите периодични публикации на бугарски или српски јазик, подржани од или наменети на Македонците, донесуваа на своите страници полни грски од македонскиот фолклор, Стефан Верковиќ, кој зад себе го имаше зборникот „Народне песме македонски Бугара”, издаден во Белград 1860 – го остави тој толку благороден позив на стрплив и упорит собирач на делото на народниот гениј. Го остави, повлечен од една фикс-идеја, од една невозможност, од една луда авантура на сопствената суета. Гледајќи на себеси како на одбраник на божјата воља, токму тој да биде големиот и генијален откривач на древната епопеја за Орфеј – современата Риг-Веда, за која самиот во писмото до Нил Попов егзалтирано пишуваше[5], тој се втурна во потрага по тие свои бладежни измислици.

Некаде кон 1850, откако веќе еднаш беше доаѓал во Македонија, Стефан Верковиќ се настани за постојано во Сер, главен град во Југоисточна Македонија, како собирач на старини, како археолог. Всушност, зад тој параван на професија што тоа време беше во мода, се криеше специјален агент на српската влада, со посебна мисија меѓу Македонците од овој крај[6].

Доаѓајќи во Македонија и останувајќи во неа во текот на третиот квартал на минатиот век, нагрбен со специјална политичка задача а камуфлирајќи се под плаштот на собирач на нумизматички и археолошки наоди, народни умотворби и обичаи, географски и етнографски податоци, тој, колку прекопнат за подвиг, толку неподготвен за него, доаѓа до претпоставката дека токму на овој терен, тука во Македонија треба да ги открие бесцените блага што ќе го усреќат Словенството.

„Чини ми се као да ми нешто непрестано шапуће: У Елбасану ћеш наћи нешто чему ће се све славенство радовати?” – му пишува во едно писмо на својот пријател Алекса Вукоманович[7]. Му пишува од Сер цела деценија пред да го сретне македонскиот учител Јован Гологанов, кој ќе му ги фабрикува со зачудувачка брзина стиховите на идната „Веда Словена”.

„…седећи на дућану у Филиби (Пловдив – Г. Т.) код једнога мојега знанца, дође тамо један бугарин из Неврокопа и запита за мене од куда сам и с чиме се заимам: ја му одговорим да сам археолог, који сваког рода древности истражујем као: новце, рукописе и надписе. Нато речениј Неврокоплија примети да у његовом селу има на једном камену један велики надпис који није ни грчки, ни римски, ни славенски. Ја му приметим: да неће бити Турски или Ерменски, он одговори да није: и тако се разиђемо. После тоа одем ондашнему једном знатном бугарину да се с њим упознам; разговарајући се с њиме о старинама, изнесе ми једно старо евангелие факсимилирано, од једне стране славенски а од друге глаголитички. Док, сам речено Евенгелие прегледавао, дође тамо и онај Бугарин из Неврокопа; и одма, седаваши до мене, надвири се да види што прегледавам. Тек што погледа у Евангелие, одма упре прстом у слова Глаголитичка и рекне: „тако е они надпис за ког сам ти мало пре казивао да се код Неврокопа у мојему селу налази.” Ја му на то не одговорим ништа, него се пренем као да је искра електричка кроз мене прошла, и помислим: Боже милостиви, на свему ти фала Дакле свако мое предчувствовање оће да се обистини. (Подвлекол – Г. Т.)

После тога упознам се још боле с реченим бугарином и упитам га када би могао у његово село доћи да они надпис видим; он ми каже да његово село лежи у најдивљем кланцу планине Родопске, кроз који није могуће лети, од ајдука проћи; него само зими је можно до онога места, гди надпис стои, доћи; и тако закључимо: да он за кереван серезки дође у Серез, па по керевану да пођемо заедно до онога надписа.

Ја мислим да ће они надпис, ако е збиља Глаголитички бити из језическе добе? Неће ли којом срећом бити Томби Орфеја или Лина?… ако не баш њихова а оно барем не далеко од њиове добе? – Већ та околност се налази у најдивљем пределу даје ми повода мислити да мора врло важан бити; и то такови из кога ће се моћи дознати каког су порекла најстарији трачки житељи били? И јесу ли како образованост и књижевност имали?

…ја сам телом у Серезу а дух ми је непрестано на планини родопској у Ел-басану, и желио би, када би само било можно, да на ова места у магновенију ока будем!

Колика би то чест и слава нашему ученому друштву била када се у његову органу саобшто један Славенскиј Документ из јазическе добе! Та таког до сада нигди печатаног нема!!![8].

Се ова е напишано 1855 година, во почеткокот на Верковиќевиот престој во Македонија, десет години пред да отпочне големата игра околу фалсификувањето на Веда „Словена”, на грамадниот куп од 300.000 стиха „народни” песни, сочувани божем во устно предание од предисторично и предхристијанско доба, и дваесетгодини пред да се појави првиот том на „епохалното” родопско откритие, она што тој сам го квалификува како паметник „од недогледне важности и вредности по историју не само Славена, него и свега човечанства, сачувавши се не на камену, металу или пергаменту, већ устним предањем код Македонских Марвака и Фракијских Родопских Помака”[9].

Во својата „втора татковина”, како сам ќе ја нарече Македонија, Стефан Верковиќ доаѓа со цел да врши важна политичка мисија: „да Славени македонски при решавању источног питања признају себе Славенима а не Герцима”[10]. Фактички тој таа своја мисија ја обави директно и индиректно. Директно, преку многубројните свои контакти со речиси сите попросветени македонски луѓе од она време и индиректно со идејата за изнаоѓање паметник од далечното минато, со што ги возбуди не само учените од Европа, туку и луѓето од серскиот крај, денес етнички скоро заличен. Јован Гологанов во едно свое писмо до Шишманов[11] мошне убаво ја подвлекува таа негова заслуга: „…не само нас, туку и целото население го подбуди кон сознание за народноста”. За ова пишуваат и Арсени Костанцев[12], Јона Маџаров[13], А. П. Стоилов[14] и други. Од обемната преписка на Верковиќ, која е сочувана[15], може да се види најилустративно колку многузначајни се неговите врски со македонските културни работници од средината на минатиот век. Меѓутоа маѓепсан од фантастичната идеја за индиското потекло на Словените, која впрочем на времето завлекува и други, тој исцело се впушта во упорито и фанатички слепо и тврдоглаво докажување на својата хипотеза дека прататковци на Словените на Балканот се Траките, Илирите, Македонците, Пеонците, дека Словените на Балканот го сочувале најдобро првобитниот аријски тип, таков, каков што постоел тој уште во епохата на Риг-Ведата. Затоа и смета дека токму во Македонија, таму, во клисурите помеѓу Пирин (Перуновата планина!) и Родопите ќе наиде на аргументи што ќе ја потврдат неговата претпоставка. Па им се обрнува на сите свои познаници од ред, со молба да истражуваат низ народот песни „…карактера стародревним тракијским знаменитостима, на пример о тракијском певцу Орфеју и другим личностима из старие ових предела, па ако на сличнога шта наиђу, да не пропуште за мене то прибавити”[16]. Од многуте пријатеи познати, до кои Верковиќ се обрати „да истражују по народу песме о царевима мацедонским”, ниеден не се одзва. Не е на одмет да спомнеме кои беа тие личности, кои како вели самиот Верковиќ, не само што оваа порака негова ги изненади, туку и смев им предизвика[17]. Тоа се имиња, помалу или повеќе добро познати на нашата културна историја: Павел Божигробски, Димитар В. Македонски, Венимијан Мачуковски, Константин Динков, Поповиќ Томе, Ковачевски Никола, Божиков Христодул, Браќа Косетнцеви, Дичо Зограф, Михаил Николов, Димитар поп Георгиев, Георги Динков и други. Од сета ова плејада имиња ниеден не можеше да му ја исполни желбата поради простата вистина што такви песни меѓу народот не постоеја. Требаше да се чека до 1865 година, кога на сцената ќе се појави инвентивниот измамник Јован Гологанов.

Потребно е да се задржиме на прашањето по чии узори се загнезди кај Верковиќ ова хипотетична идеја?

Повекемина автори, кои директно или индиректно се задржувале на ова прашање, најчесто го споменуваат името на бугарскиот преродбеник и револуционер Георги С. Раковски. Тука во прв ред спаѓаат најсестраниот проучувач на проблемот на „Веда Словена” – Иван Д. Шишманов, потоа рускиот славист Петар Лавров, браќата Антон и Христо П. Стоилови, и други. Тука треба да го споменеме и прилогот на македонскиот славист Цвета Органџиева, која е склона да мисли дека Верковиќ, пред се се повел по примерот на македонскиот преродбеник Јордан хаџи Константинов Џинот[18].

Ив. Д. Шишманов, во двете свои поопсежни приоѓања кон овој проблем[19] недвосмислено укажува на Раковски:

„Er (Verkovik – G. T.) hatte nach seiner Art theoretische Studien getrieben, wie man aus seiner hinterlassenen Bibliothek sehen kann, die uebrigens nichts von einer directen Einwirkung unseres Rakovski auf ihn verraeth. Verkovic war eine congeniale Natur und connte deshalb ganz wohl – selbsaendig die verschrobenen Ideen verfallen, die man sonst dem Rakovski zuschreibt, dass naemlich die Alten Thrako-Illyrer Sloven waren und fueglich auch Orpheus und Alexander der Grosse Slaven gevesen sein muessen und dgl. mehr.„) (Подвлеченето мое – Г. T.) и ова:

„Dies schliesst jedoch nicht die Moeglichtkeit aus, dass Verkovic mit Rakovski’s Fantasien gut bekannt war. Er muss jedenfall dies oder jenes seiner Werke besessen haben, wie aus gewissen Briefen Gologanov’s erhellte. So bittet dieser im Maerz 1871: „Schickeln Sie mir wieder eine Zeitung und jenes Buch von Rakovski”. Er wiederholt vergeblich die Bitte noch den 10. Mai, 18. u. 27. Oktomber desselben Jahres und den 30. Januar 1872. Den 28. Febr. d. j. berishtet er endlich, das gewuenschte Buch erhalten zu haben”[21]. и пак за ова:

„Връщтайки се отново върху въпроса за автентичноста на песните, Леже продължава: „Ние казахме по-горе, че г. Веркович върти трговия с „антики”, а в тая трговия хората обичат да подстаряват стоката си; от друга страна г. Веркович е абсолготно невежествен. Много е възможно за това да е едновремено лъжец и сам излъган (tout ensemble trompeur et trompe). Когато човек е тъй лесно „dupe” на своето въображение, може да бъде излъган и от други, „quitte a tacher de les engeigner a son tour”, както казваха нашите прадеди, „Nous faisons donc toutes nos reserves sur l’authenticite et l’integralite des poemes qu’on nous presente” (подвлеченото е од Луј Леже – Г. Т.), толкова повече, че подобни мистификации не са новост у южните славяни. Леже привежда Показалеца на Раковски, в които се доказва а priori че българите били дошли направо от Индия, че техният език бил дал на древна Грция всички географически названия и други предположения, които не е възможно да се докажат. По-нататък Леже цитува и фалшифицираните три песни в дисертацията на Раковски за Цар Асен I и II и митоложките измислици на Милоевича[22].

Овдека треба да подвлечеме пак дека најкомпетентниот собеседник на темата „Веда Словена” ќе си остане токму Иван Д. Шишманов. Неговите иследувања до сега претставуваат најстудиозен прилог кон ова занимливо поглавје на бугарското и македонското културно минато. Неговата сестрана подготвеност и импозантната научна акрибија со која располагаше му овозможија да даде најисцрпни заклучоци по прашањето на прочуената мистификација. Меѓутоа, ни се чини дека по прашањето на која лектира директно и подлегнува Верковиќ во своите псевдотеории за тракоилирското потекло на Словените и дали тоа конкретно и директно е Раковски, би требало малку повнимателно да му се пријде. Секако, не од желба да се ревидира мислењето на Шишманов, кое впрочем не е погрешно, туку од потребата да се укаже и на неколку други извори.

Познато ни е дека „Показалецот на Раковски е објавен во 1859 година. Таму за првпат понашироко се изнесува индиската теорија на Раковски. Меѓутоа, во трудот на Цвета Органџиева[23] се запознавме со едно важно писмо на Верковиќ, од кое дознавме дека уште во 1855 година Верковиќ е трескаво обземен од такви мисли. Органџиева се повикува на М. Арнаудов[24] и на Ив. Шишманов (в. СбНУ, XVI-XVII. стр. 614, 630) говорејќи за тоа кому му припаѓа приматот на спомнатава псевдотеорија. Се спомнува дека во лицето на Џинот треба да се препознае родоначалникот на идејата за трако-илирското, т. е. индиското потекло на Јужните Словени. Ќе го приведеме тој дел од прилогот на Органџиева:

„…ова писмо, досега необјавено (се мисли на писмото од Стефан Верковиќ до Алекса Вукомановиќ, датирано од 9/13 октомври 1855 година, Сер, – Г. Т.) и непознато е најстаро писмо од Верковиќ. Тоа основно го менува тврдењето дека родоначалникот на идејата на трако-илирското, т. е. индиското потекло на Јужните Словени е Раковски (види: Арнаудов, Очерки по българския фолклор, стр. 130). Индиската теорија на Раковски е во полна сила дури во „Показалец” (1859) и „Българска старина” (1865). Поверојатно е мислењето на Шишманов дека е Џинот родоначалник на ова идеја: (Види: СбНУ, XVI-XVII. с. 614, 630). Ние ќе обратиме внимавние на тоа дека Џинот уште 1853 година нафрлувал такви мисли. На пример во статијата „Обичаи славјански”, Цариградски весник, 101, од 20 XI. 1853 г. тој пишува меѓу другото: „И не е за чудо ради верховного стихотворца Омира којто во Илирик сос голема жеља слушал стихотворно поене Славјанско, от где са научил и степено удиране Епическо”. Со други зборови, Словените, т. е. Траките имале поезија порано од Грците затоа што во тоа време не е познат називот „Словен”. И Омир се учел од Словените”[25].

… cd http://makedonija.rastko.net/delo/11724

Mokosz

VEDA SLOVENA
Bulgarian folk songs from pre-historical and pre-christian time.
Discovered in Thrace and Macedonia and published by
Stefan I. Verkovich”

The author has been collecting these songs for more than 10 years from 2 main regions – Rodopi, the biggest mountain in Thrace, where the Bulgarians, speaking the pomashki dialect /therefore others call them pomatsi/ were living.
And the other is Eastern Macedonia, where the Bulgarians who lived there spoke marvashki dialect /marvatsi/.
“These tribes live in the most isolated places and despite all changes of time, somehow or other, they have saved their authentic folklore. They have small idea of christianity. And others know some muslim prayers but basically they continued to follow their old tradition.” Doctor Shafarick, a friend and a sponsor of the first edition – 22 July 1874.
And in that book there are a couple of songs about Orpheus, as well.
One of them is from a village named Eleshnitsa, East Macedonia, nowadays – Greece.
It is No 13 in the collection and consists of 625 lines. I’ll quote a few of them:

The Birth of Orpheus

“Brava krale… si se moli:
Oi ti Boje, Vishnu Boje!
Ja dai si mi Boje,
na staro vreme edno chedo
Lu da si gu vide pa da si um
Toi da si mi zeme nasledi…”

“Dete yunak…sha si furka na nebetu,
sus svirka Vishnu Boga da si fail.
Sova dete moshtne nishanlie sha si bode,
sha zaptisa sita zeme I planini,
da si bode purva krale na zemeta.”
Reche staru dedu ne otreche,
pa si furkna gore na nebetu,
du si fail Vishnu Boga,
shto si pravi chuda na zemeta.

“An old king was praying:
Oh, Great God, Vishnu
Please give me oh, God
a child in my old age.
Let me see him and then I die,
Let him inherit my land…

Later, a saintly person came down from the sky and said predicting:


“You’ll have a son from heaven,
he’ll glorify Lord Vishnu with his flute.
This child will have all good qualities,
He’ll pacify all lands and mountains,
He’ll be the king of the earth.”
The saintly man said all that,
and flew back in the sky
to glorify Lord Vishnu
who’s performing His miracles on earth.

 

Verkovich had collected 56 songs and they published only 15. Later he selected the best from the unpublished songs and sent them to the French Consul in Plovdiv – August Dozon and he published them as “Unpublished Bulgarian Folk songs” – “Chanson populaires Bulgares inedites” Paris, 1875. They are now found in the archives of the Bulgarian Academy of Science. There’s another interesting song about Orpheus, who was heartbroken after his wife’s departure. It consists of 462 lines. Here are a few of them:

Orpheus finds his wife Dana

Orpheus was wondering why and how she disappear?d and a voice from the sky told him:

 

“Ni ta klel Siva boga
ya ta klel Visnu boga”…
“Vishnum Dana Defina
Defina mi trisuletna”…

…“It is not done by Lord Siva,
but it is done by Lord Vishnu
…“Dana became a servant of Vishnu,
servant for three years.”

Although he understood this, he had a strong desire to see her and he started praying:

“Vishnu le Boje
tebe sa Boje mole
che na tebe dumilevam!”
Orfei sa molba moli
Vishnu mu molba chue…

“Oh, my dear Lord Vishnu
I’m praying unto You
You are my only shelter!”
Orpheus is humbly praying
And Lord Vishnu hears him

Vishnu mercifully fulfills his desire and He takes him back in His palace in the upper sky.

By the way the name VISHNU is mentioned hundreds of times in all of the songs and he’s always depicted as the Supreme Lord /Gulema Boga/. There are other interesting songs about Siva, Durga, Surva /Surya/, Agne, etc.

Atheists and communists call them mythology or mystification…
Christians anathemize as eres, paganism – and therefore the Bulgarian Ministry of Education rejects their publication until 1997. But the serious scientists agree and confirm that they are authentic and are pre-christian.

Krishna is not mentioned in the songs about Orpheus, but he appears on the pages of Veda Slovena under the name Kolada /which means the Young or little Krishna/ and the name Krusni /the cowherd boy, who became the king of the earth/.

60 Lines for Krishna from Volume 2 VEDA SLOVENA:

 

Bre li mi Krusnyu,
bre mi na pole tsare
mene sa lyutum kani,
chi da si rodi mujku dete,
zlatna si sabe vie,
ta mi dete seche.

Oh my dear Krishna,
Look, this evil king
Who wants to kill me badly
‘cos of the son I’ll bring.
Golden sword he’s waving,
He wants to kill my kid.

F sarae mu star bilarin,
blirna mu kniga pee,
blirna mu kniga kitape,
chi sha rode mujku dete.

A prophet in his fancy palace,
Sings an ancient book for him.
And the ancient book is saying,
That I will bear a male kid.

Tsaryu sa dosta nalyuti,
nalyuti sa, razedi sa,
ta ma metna u zandana
da ma seche zaluk pu zaluk.

The king is really angry
Angry – really mad!
He threw me in the prison,
And will cut me bit by bit

“Stara mi maika u gora,
u gora u Vida
mujku si dete rodila,
mujku hi dete Krusna.
Chi hi sa tsare kani
da hi dete seche.”

“My old mother in the woods,
In the woods of Vida,
Gave birth to a shiny son,
And His name is Krishna.
And the king he does
Want to chop her son.”

Malu mi mlogu devet godini
sivu mi stadu pase…

More or less nine twelve months
Krishna tends His countless cows…

Krusna mi mlada pastuha
sivu mi stado pase,
Veda si kniga pee,
ta si mi yuda mae.

Krishna, my cowherd boy,
Tends gray herds, oh my,
And he’s singing Veda book,
Charming all the goddesses in wood.

Pa mi na pole sleva
tsare mu na urdie,
ta mi sa borba bori,
ya gu s karlika nadbori,

Then he walks down at the ring,
At the challenge of the king.
After a very terrifying fight,
With a stick He showed his might.

Ta mu sarae pleni.
Krusna mi mlada tsare

And he conquered the court.
Krishna – young king of the world,

pusta zeme zaselil,
pusta mi zeme Zain,
det mu chuvek ni fodil,
det mi pile ni furkanalu.

Populated the desert land,
The desert land before the end,
Where no one has ever been.
Neither birds do fly nor sing.

Pa mi sa Krusna ni jeni,
chi e na nebe Vedyu,
Vedyu mi diven.
Krusna mi kniga pee,

By then Krishna never wedded,
He’s omniscient and divine.
He’s the Knower of the Veda,
Krishna sings it all the time.

ta si tsare nadbori
ta mu pleni saraete,
Krusna mi mlada tsare.

he defeated the evil king,
and took over his nice courts.
Krishna – my young Lord!

Ya mi sedi malu-mlogu,
malu-mlogu tri godini,
zakara si mladi yunatsi,
mladi yunatsi, malki momi,

Years passed not more or less,
He ruled there for three twelvemonths.
Then accompanied by His brave friends,
His brave friends and His young wives,

ta mi utide na pole,
det’ mi e pole pustu,
pustu mi zapustenu,
Zaina mi zeme zaseli.

Went where no one else has been,
Desert land no one has seen.
To populate that wasted land,
Which is just before the end.

Krusna mi veke stara,
ya mu dusha ni izleze,
lu si furkna na nebetu,
ta mi na nebe Vedyu,

Krishna lived for many years,
But His Soul did never leave,
He rose to heaven – as He is,
Beyond the sky is where He lives.

Vedyu mi diven.
Subrali sa malki momi,
subrali sa av sarae,
ta mu pesna,
ta mu pesna ustanala.

Oh, my Lord omniscient and divine!
Young girls gathered,
Gathered in the palace,
And they sang a song,
And it stayed forever.

Veda Slovena

Print E-mail
Written by The Editor
Thursday, 04 September 2008
Bulgarian folk songs from pre-historical and pre-christian time, discovered in Thrace and Macedonia and published by Stefan I. Verkovich in 1874.The author has been collecting these songs for more than 10 years from 2 main regions:1. Rodopi, the biggest mountain in Thrace, where the Bulgarians, speaking the pomashki dialect were living.
2. Eastern Macedonia, where the Bulgarians who lived there spoke marvashki dialect.

These tribes live in the most isolated places and despite all changes of time, somehow or other, they have saved their authentic folklore. They have a small idea of Christianity. And others know some Muslim prayers but basically they continued to follow their original tradition.

In that book there are a couple of songs about Krishna, Vishnu, Siva, Orpheus etc. One of them is from a village named Eleshnitsa, East Macedonia, nowadays Greece:

The Birth of Orpheus

“Brava krale… si se moli:
Oi ti Boje, Vishnu Boje!
Ja dai si mi Boje,
na staro vreme edno chedo
Lu da si gu vide pa da si um
Toi da si mi zeme nasledi…”

“Dete yunak…sha si furka na nebetu,
sus svirka Vishnu Boga da si fail.
Sova dete moshtne nishanlie sha si bode,
sha zaptisa sita zeme I planini,
da si bode purva krale na zemeta.”
Reche staru dedu ne otreche,
pa si furkna gore na nebetu,
du si fail Vishnu Boga,
shto si pravi chuda na zemeta.

“An old king was praying:
Oh, Great God, Vishnu
Please give me oh, God
a child in my old age.
Let me see him and then I die,
Let him inherit my land…

Later, a saintly person came down from the sky and said predicting:

“You’ll have a son from heaven,
he’ll glorify Lord Vishnu with his flute.
This child will have all good qualities,
He’ll pacify all lands and mountains,
He’ll be the king of the earth.”
The saintly man said all that,
and flew back in the sky
to glorify Lord Vishnu
who’s performing His miracles on earth.

Verkovich had collected 56 songs and they published only 15. Later he selected the best from the unpublished songs and sent them to the French Consul in Plovdiv (August Dozon) and he published them as “Unpublished Bulgarian Folk songs” – “Chanson populaires Bulgares inedites” Paris, 1875. They are now found in the archives of the Bulgarian Academy of Science. There is another interesting song about Orpheus, who was heartbroken after his wife’s departure. It consists of 462 lines. Here are a few of them:

Orpheus finds his wife Dana

Orpheus was wondering why and how she disappeared and a voice from the sky told him:

“Ni ta klel Siva boga
ya ta klel Visnu boga”…
“Vishnum Dana Defina
Defina mi trisuletna”…

…“It is not done by Lord Siva,
but it is done by Lord Vishnu
…“Dana became a servant of Vishnu,
servant for three years.”

Although he understood this, he had a strong desire to see her and he started praying:

“Vishnu le Boje
tebe sa Boje mole
che na tebe dumilevam!”
Orfei sa molba moli
Vishnu mu molba chue…

“Oh, my dear Lord Vishnu
I’m praying unto You
You are my only shelter!”
Orpheus is humbly praying
And Lord Vishnu hears him

Vishnu mercifully fulfills his desire and He takes him back in His palace in the upper sky.

By the way the name VISHNU is mentioned hundreds of times in all of the songs and he’s always depicted as the Supreme Lord (Gulema Boga). There are other interesting songs about Siva, Durga, Surya, Agni, etc.

Atheists and communists call them mythology or mystification… Christians condemn it as paganism – and therefore the Bulgarian Ministry of Education rejected their publication until 1997. But the serious scientists agree and confirm that they are authentic and are pre-christian.

Krishna is not mentioned in the songs about Orpheus, but he appears on the pages of Veda Slovena under the name Kolada, which means the young or little Krishna named Krusni, the cowherd boy, who became the king of the earth.

60 Lines about Krishna from Volume 2 of Veda Slovena:

Bre li mi Krusnyu,
bre mi na pole tsare
mene sa lyutum kani,
chi da si rodi mujku dete,
zlatna si sabe vie,
ta mi dete seche.

Oh my dear Krishna,
Look, this evil king
Who wants to kill me badly
‘cos of the son I’ll bring.
Golden sword he’s waving,
He wants to kill my kid.

F sarae mu star bilarin,
blirna mu kniga pee,
blirna mu kniga kitape,
chi sha rode mujku dete.

A prophet in his fancy palace,
Sings an ancient book for him.
And the ancient book is saying,
That I will bear a male kid.

Tsaryu sa dosta nalyuti,
nalyuti sa, razedi sa,
ta ma metna u zandana
da ma seche zaluk pu zaluk.

The king is really angry
Angry – really mad!
He threw me in the prison,
And will cut me bit by bit

“Stara mi maika u gora,
u gora u Vida
mujku si dete rodila,
mujku hi dete Krusna.
Chi hi sa tsare kani
da hi dete seche.”

“My old mother in the woods,
In the woods of Vida,
Gave birth to a shiny son,
And His name is Krishna.
And the king he does
Want to chop her son.”

Malu mi mlogu devet godini
sivu mi stadu pase…

More or less nine twelve months
Krishna tends His countless cows…

Krusna mi mlada pastuha
sivu mi stado pase,
Veda si kniga pee,
ta si mi yuda mae.

Krishna, my cowherd boy,
Tends gray herds, oh my,
And he’s singing Veda book,
Charming all the goddesses in wood.

Pa mi na pole sleva
tsare mu na urdie,
ta mi sa borba bori,
ya gu s karlika nadbori,

Then he walks down at the ring,
At the challenge of the king.
After a very terrifying fight,
With a stick He showed his might.

Ta mu sarae pleni.
Krusna mi mlada tsare

And he conquered the court.
Krishna – young king of the world,

pusta zeme zaselil,
pusta mi zeme Zain,
det mu chuvek ni fodil,
det mi pile ni furkanalu.

Populated the desert land,
The desert land before the end,
Where no one has ever been.
Neither birds do fly nor sing.

Pa mi sa Krusna ni jeni,
chi e na nebe Vedyu,
Vedyu mi diven.
Krusna mi kniga pee,

By then Krishna never wedded,
He’s omniscient and divine.
He’s the Knower of the Veda,
Krishna sings it all the time.

ta si tsare nadbori
ta mu pleni saraete,
Krusna mi mlada tsare.

he defeated the evil king,
and took over his nice courts.
Krishna – my young Lord!

Ya mi sedi malu-mlogu,
malu-mlogu tri godini,
zakara si mladi yunatsi,
mladi yunatsi, malki momi,

Years passed not more or less,
He ruled there for three twelvemonths.
Then accompanied by His brave friends,
His brave friends and His young wives,

ta mi utide na pole,
det’ mi e pole pustu,
pustu mi zapustenu,
Zaina mi zeme zaseli.

Went where no one else has been,
Desert land no one has seen.
To populate that wasted land,
Which is just before the end.

Krusna mi veke stara,
ya mu dusha ni izleze,
lu si furkna na nebetu,
ta mi na nebe Vedyu,

Krishna lived for many years,
But His Soul did never leave,
He rose to heaven – as He is,
Beyond the sky is where He lives.

Vedyu mi diven.
Subrali sa malki momi,
subrali sa av sarae,
ta mu pesna,
ta mu pesna ustanala.

Oh, my Lord omniscient and divine!
Young girls gathered,
Gathered in the palace,
And they sang a song,
And it stayed forever.

Bulgaria’s Homer perplexed Europe in the nineteenth century

with the biggest literary mystification in the peninsula’s history. In hastily put-together verses, he described events from 4,000 years ago, while scientists in London, Paris and Moscow, tried to decipher The Epic of Gilgamesh

It all began with the confusing, in a typical Balkan way, personal story of Stefan Verković. Ethnically, he was a Serbianised Croatian from Bosnia, sent in the middle of the nineteenth century to defend the Serbian cause among Macedonians, but ended up betraying it in favour of the Bulgarians instead. He was a Franciscan, who converted to Eastern Orthodoxy, but dedicated his life to Slavic paganism.

As a kind of a natural progression of his own life, Verković stirred up one of the biggest literary scandals in the history of the Slavic world; its rumble still echoing today. In 1874 in Belgrade and in 1881 in Saint Petersburg, he published two solid volumes titled Veda Slovena: Bulgarian Folk Songs of the Prehistoric and the Pre-Christian Age.

Their 23,809 lines of verse, said to be folklore gathered throughout the Rhodopi Mounatins, created a furore in European intellectual circles, as they seemed to reveal that Slavs had preserved an epos dating to the time of the Hindo-European civilization (fourth to the second century BC), which referred to Orpheus and the Trojan War, let alone more recent occurrences, such as Philip II of Macedon and Alexander the Great.

One can only imagine the effect this news had in Paris, London or Moscow, where academics were still struggling to decipher the then recently discovered Epic of Gilgamesh, which – dating back to the 2000BC, was considered as the world’s oldest literary work.

“A collective outcry of admiration, of surprise, and disbelief broke the hitherto quiet and noiseless philologists’ atmosphere,” Bulgarian writer Ivan Vazov wrote. “A part of the Slavic press, loudly and with warm words, congratulated the great discovery; Geitler and the German Han applauded it; in the Paris department of Slavonic languages the scholar professor Hodzko announced that a nation which had created such songs is a most poetic nation; that Veda Slovena heralded a revolution in the science of the history of the East, ushering in a new era.”

Stefan Verković was the “impresario” of Veda Slovena but behind the “recording,” or more likely – the write-up of the Slavic version of The Epic of Gilgamesh stood a Bulgarian – Ivan Gologanov. As a brother of Skopje’s metropolitan and the abbot of the Bachkovo Monastery, he was a well-educated man who possessed in-depth knowledge of ancient and modern Greek, classical mythology and was an expert on Homer.

Before meeting Stefan Verković, he led a humble life as a village teacher in Turlis, located near the present-day Greek town of Siderokastron in the southern Rhodopi Mounatins. However, he gladly gave up his teaching career in exchange for the 300 silver Groschen a month, offered by the Serbian, and over the next two years, he “collected” verses. As he himself explained – he went around fares and took down the oral tradition of the local Pomaks – the Islam-practicing Slavs.

Regardless of Gologanov’s working methods, he must have written like a maniac – in the words of his publisher Verković the published verses constituted only a tenth of the total collected by his assistant. If the Bulgarian created 240,000 lines over ten years, that means he must have written at least three pages of poetry every day – a fact that left even Ivan Vazov – one of Bulgaria’s greatest poets and writers, enraptured, as he called Gologanov a “monstrously prolific Homer.”

After the bombshell of the two volumes’ publication, European literary men split up into two camps: while one, impressed, pondered the message of the incredible discovery, the other called it a mystification. Many of Bulgaria’s literati immediately rejected the notion that Veda Slovena contained authentic folklore.

Niewiele udało się znaleźć na temat Wedy Slovena, ale postaramy się to uzupełniać sukcesywnie

Lekcja Siódma: Szczęście – czyli – Z Atlantydy do Arkadii (ARkadzieji, ARa-ku-Dawii, D-ARii. Siel-Lanki)

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 21 Wrzesień 2012

Siedem – Sedem – Sedam – Sedym – Sedm – Sjem (Siem) – Śdm (Śjedm) – Sim – Sjö – Seiste – Seitsemän – Sajs – Sete – Sata – Sed – Si – Syv – Shvidi – Seven – Siben – Saba – șapte – Sept – Septyni – Septiņi – Septem – Eppta – 7.

Ten ciąg w zakresie wymowy  a nie zapisu można przeprowadzić przez wszystkie języki aryjskie oraz kilka innych ważnych języków (jak chiński-kutajski, tajski czy suahili) uważanych za zupełnie niearyjskie. Najprawdopodobniej  najbliższym i najczystszym określeniem dla pra-aryjskiego słowa przypisanego do tej czerty i do tej taji jest znaczenie/określenie polskie: siedem.Najczystszym źródłem, z którego czerpać można archaiczną wiedzę zawartą w fonetycznych i pisanych zasobach języków aryjskich okazuje się bowiem polszczyzna. Że tak właśnie jest przekonują nas coraz liczniejsi lingwiści i etymolodzy. Wiem, że wielokrotnie mówiono wam coś odwrotnego – że to polszczyzna jest wtórna, a większość naszych słów związanych z kulturą, religią i cywilizacją jest pożyczkami z łaciny, greki i niemieckiego.Tego uczą w polskich szkołach, ale wierzcie mi że te szkoły pracują wciąż według programów narzuconych nam przez kolonizatorów Polski – obecnie są to programy zbudowane według wiedzy („nauki”) niemieckiej.

Okazuje się, że nic podobnego, a  za profesorem Witoldem Mańczakiem,twierdzącym tak od już niemal 30 lat językoznawcą z Uniwersytetu Jagiellońskiego, podążają dzisiaj coraz liczniej naukowcy z różnych innych dziedzin. Odosobnionych i nielicznych uczonych, którzy po 1989 roku przetrwali przy swoich poglądach, uważanych przez ostatnie 20 lat za niemodne ale i nieprawdziwe (bo niezgodne z „nauką” niemiecką), niespodziewanie w 2009 roku wsparła swoimi odkryciami nauka ścisła, jaką jest genetyka. Genetyka odkryła bowiem przy badaniu haplogrup Y-DNA, iż Słowianie od co najmniej 10.000 lat przebywają w Europie nad Dunajem i Adriatykiem,  a od 5000 lat nad Łabą, Wisłą i Dnieprem. Przebywają tutaj w sposób ciągły- bez zakłóceń spowodowanych całkowitym wybiciem czy wymarciem. Te odkrycia rewolucjonizują spojrzenie dotychczasowe na archeologię i jej odkrycia oraz na prace językoznawcze wśród uczonych myślących nowocześnie i uwzględniających w swych pracach odkrycia genetyki.

Obecnie na forach lingwistycznych i historycznych, na forach religioznawczych, antropologicznych i etnograficznych wywodzi się coraz częściej imiona bóstw i określenia funkcjonujące w mitologiach indoeuropejskich od mian słowiańskich. Stamtąd też zaczyna się wywodzić coraz liczniejsze podstawowe słowa związane z rozwojem cywilizacji i kultury określające przedmioty i pojęcia takie jak: koło, radło, żyto, ryż, chata, wóz, krowa, mleko, mąka, mleć, budować czy wić.

Zatem jest raczej odwrotnie – duża liczba słów wywodzi się nie z tych trzech języków kanonicznie uznawanych dotąd przez naukę za kreatorów kultury Zachodu i cywilizacji w ogóle, lecz  z dawnego języka aryjskiego, wspólnego wszystkim Indoeuropejczykom. Jednocześnie okazuje się jednak, że ten język hipotetyczny, odtworzony w gabinetach uczonych – język indoeuropejski, czyli aryjski  jest najbliższy językom słowiańskim. Można go wręcz nazwać prasłowiańskim, a posługiwała się nim niegdyś cała Scytia Europejska i Azjatycka – od Atlantyku (Bretonia i Brytania) po Pacyfik (Kamczatka i Toharystan w Chinach). Zatem język „aryjski” równa się „scytyjski (skołocki)” a to równa się językowi „prasłowiańskiemu”. Ze zmieszania języka Dawijczyków (Dawan-Drzewian-Durzyńców – zwanych też Wenetami) czyli Staroeuropejczyków haplogrupy I2 oraz Prasłowian (Ariów = Skołotów – R1a1) powstała Słowiańszczyzna i języki Słowian. Najbliższy tego aryjskiego, czyli prasłowiańskiego (skołockiego, scytyjskiego) z języków  słowiańskich jest zaś, jak wszystko wskazuje, język polski.

Współczesna nauka dotarła w chwili obecnej do odkrycia Słowiańszczyzny, czyli do Atlantydy – świata rozciągniętego niegdyś – 10.000 i 5.000 lat temu, pomiędzy Atlantykiem a Pacyfikiem – na północy Eurazji – do świata Słowian. Stamtąd czyli STĄD pochodzimy, bo stamtąd  a więc STĄD, są nasi genetyczni przodkowie – krew z krwi – temu nie da się zaprzeczyć. Wyszliśmy z Atlantydy, lecz dokąd zmierzamy, czy do Arkadii, Krainy Szczęścia czy do Siel-Lanki? Być może, ale są jednak pewne warunki konieczne, które trzeba spełnić, aby tam dotrzeć.

Co język polski ma wspólnego ze szczęściem?! Co w ogóle język ma do szczęścia?

Szczęście.

W poprzedniej Lekcji Szóstej nawiązaliśmy do pojęcia Szczęścia słowem/określeniem – sześć – czertą i tają, która symbolizuje akt narodzin i znaczenie „sz-część”.  „Z-częśczenie”  to akt oddzielenia się, czyli oderwania od całości (od zbioru nienarodzonych bytów po stronie Weli czyli – Prawi) .

Tak, już narodziny, których symbolem jest 6 (sześć, część, cześć, zczęść), są szczęściem i są czczone przez wszystkich ludzi na Ziemi, niezależnie od tego jaką wyznają oni religię i czy ją w ogóle wyznają. Ten akt – narodzin  w znaczeniu „przejścia na stronę materialnego świata i życia”, w znaczeniu „oderwania się od świadomości niematerialnej” i wcielenia jej w byt jednostkowy w świecie materialnym jest  uprzedmiotowieniem i urzeczowieniem czyli urzeczywistnieniem materialnym świadomych bytów eterycznych.Taja i czerta związana z „6”, czyli szóstym aktem, szóstym krokiem, szóstym kręgiem – ożywieniem materialnym, nie jest jednak symbolem szczęścia. Oddzielenie od jedności  ze Świadomościami Niematerialnymi i Nadświadomością – stanowiącymi Jedń,  jest oderwaniem od bytowania niematerialnego i nie jest uznawane za akt „szczęśliwy”, za „spełnienie” w kontekście Wieczności. To akt powodujący odmianę i powołanie do świata materialnego, w którym trwa nieustająca nauka, kształtowanie Świadomości. Wydaje się, że pełnią szczęścia powinna być zatem Jedń czyli owa jedność po Drugiej Stronie Bytu – w Prawii.

Lecz symbolem szczęścia powszechnie uznanym i powszechnie jako taki przyjmowanym przez Ludzi na Ziemi jest siódemka –  7 – Siedem. Dlaczego?

Siedem Szczęśliwych Bóstw Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej daje początek nieskończonym siódemkom szczęśliwym, nie tylko tym z aryjskiego świata. W innym miejscu tego blogu kiedyś już pisaliśmy o podobieństwie 7 japońskich bogów szczęścia do  ich 7 aryjskich odpowiedników. Podobieństwie tak daleko idącym, że do dzisiaj pobrzmiewa w ich japońskich imionach  prasłowiański rdzeń znaczeniowy.

Czym zatem jest szczęście lub co jest szczęściem, skoro Człowiek obserwując uważnie i wnikliwie Przyrodę i Wszechświat oraz czerpiąc swym boskim pierwiastkiem z boskich przekazów Światła Świata nie identyfikuje tego pojęcia z symbolem Życia (6), ani z symbolem Pełni (8), ani z symbolem Prawii i Nawii (9).

Odpowiedź na to pytanie jest fundamentalna, zwłaszcza jeśli się zauważy, że dwie wielkie religie uznawane dzisiaj za jedne z najważniejszych wykształconych w dziejach przez ludzkość systemów filozoficznych,  skupiają prawie całą swoją uwagę i moc na walce z cierpieniem – odwrotnością szczęścia. Mówię tutaj o buddyzmie i o taoizmie, które uznawane są za filozoficzne zwieńczenie Wiary Przyrodzonej, która jak to już wielokrotnie na tym blogu udowodniliśmy, jest jednością na całym Świecie, jest naturalnym (przyrodzonym) człowiekowi systemem wierzeń zrodzonych z obserwacji Świata Rzeczywistego, a nie opartym na objawieniach, dogmatach i niezmiennych kanonach.

Świadomość wydaje się być nierozerwalnie związana z odczuciem Szczęścia i Cierpienia. Buddyzm, a właściwie jego mistrzowie wynaleźli i udoskonalili system kroków uwalniających człowieka od osobistej jednostkowej świadomości po to, by mógł on spojrzeć na świat i siebie z innego punktu widzenia – zewnętrznego w stosunku do własnego ego i by mógł się dzięki temu oderwać od cierpienia i doznać szczęścia, wpierw Oświecenia duchowego, a potem Nirwany – złączenia z Istotą Boską tj. Kosmiczną Energią/Nadświadomością. Czy ten stan złączenia z bogami/mocami/energiami Wszechświata-Wszechświatów, Rzeczywistości (Światła Świata), może człowiek/Świadomość zamknięta w materialnym ciele, uznać za Cel i osiągnąwszy go poczuć się SZCZĘŚLIWĄ? Tak, osiągnięcie jedności z Bogami jest szczęściem – lecz z chwilą osiągnięcia celu poczucie szczęścia zajmuje Spełnienie – Pełnia zaś szczęścia nie daje. Pełnia jest jak sytość, a szczęście to nieustający ruch, działanie. Ludzie często mylą sytość i błogość – Pełnię ze Szczęściem. Kiedy są głodni myślą, że szczęśliwi będą napełniając brzuch do syta, lecz tak naprawdę poczucie przyjemności i szczęścia daje proces nasycania – a sama sytość, czyli pełnia, jest stanem bezruchu, senności, apatii – patrzeniem wstecz, upajaniem się dziełem dokonanym – procesem nasycania.

Buddyzm i taoizm skupiają się na likwidacji poczucia cierpienia poprzez rozwój świadomości istnienia boga i umożliwienie złączenie z nim. Nie będziemy tego oceniać – to było właściwe i jest właściwe dla wielu osób/świadomości, dla których realizacja indywidualna i egotyczna, jednostkowa jest egzystencjalnym celem bytowania materialnego. Oświecenie jest niezbędnym krokiem, aby jednostka mogła uzyskać pełny ogląd Świata i Rzeczywistości, krokiem do którego każda Istota Świadoma powinna dążyć. Gdyby jednak osiągnięcie tego stanu uznać za oczywisty cel egzystencji materialnej to w momencie osiągnięcia owego stanu należałoby popełnić samobójstwo, oderwać się od cielesności i materii. Buddyzm i taoizm oczywiście rozwiązują ten problem, lecz rzecz nie w tym by rozwiązać problem filozoficznie, ale by dać Człowiekowi praktyczną drogę (PRAKTYKĘ ŻYCIA) doprowadzającą do szczęścia jednostkę/świadomość zmaterializowaną, świadomość w materialnym ciele. Jednostka to Ciało+Świadomość (materialna Jedność ożywiona), a nie Świadomość (bezcielesna, eteryczna)+Ciało (fizyczne, bezużyteczne, przeszkadzające). Już na pierwszy rzut oka widać, iż w tej drugiej wizji Jednostki (człowieka) jest głęboka Nierównowaga – dysharmonia, nie-uk-ładność.

Niepotrzebne nam na Ziemi kolejne klasztory pełne oderwanych od PRAKTYKI ŻYCIA mnichów i mniszek. Pozwolimy sobie mieć inne zdanie niż taoizm i buddyzm w kwestii spełnienia istot materialnych i osiągnięcia przez nie szczęścia. Pozwolimy sobie widzieć Szczęście Człowieka/Świadomości w spełnianiu innego – nieosobistego celu, w działaniu na rzecz Wspólnoty Ludzi i Przyrody, a więc we współdziałaniu Świadomości Człowieka ze Świadomością Planety-Gaji (Matki Ziemi). Naszym zdaniem dla istoty materialnej dopóki taką pozostaje (a więc do śmierci ciała) spełnianiem się jest jej działanie na rzecz innych istot świadomych – z własnego gatunku i innych gatunków współtworzących Siedlisko – Przyrodę i współtworzących zbiorową Świadomość Matki – naszej rodzicielki i karmicielki, Planety/Ziemi/Gaji. Osiągnięcie Pełni pod względem zharmonizowania Istot Świadomych i ich Siedliska (Przyrody/Ziemi) jest ostatecznym celem tej ewolucji, w której bierzemy udział jako gatunek i jest, i będzie, długofalowym celem Istnienia Ludzkości. Tylko takie rozumienie Celu pozwala znajdować Szczęście w Spełnianiu Go i Siebie, a nie w samym Spełnieniu.

Uważamy bowiem, jako wyznawcy Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej/Wiary Przyrody, za istotę stanu Szczęścia nie „Spełnienie się” a „Spełnianie się”. W Spełnianiu jest szczęście Świadomej Istoty Materialnej – w działaniu ku Spełnieniu. Mówi nam to język, mówi nasza boska cząstka danym nam językiem, boska cząstka zamknięta w ludzkim ciele, mówi nam to Słowem. To Słowo – Siedem – Sjem – nie jest jakimś Kazaniem – choć kto chce może je traktować jak nakaz i drogowskaz życiowy – jest tylko sygnałem płynącym z głębi Rzeczywistości, z samego Serca Jedni skąd wije się wić-wać-wąt’ Słowa, skąd wywodzą się wątpia i wątki, skąd nieci się nić Żywotów – ze Światła Świata. Sjem znaczy nie tylko Siem-Ziemia, ale i Sjedń- Zjednanie. Istota Materialna może się zjednać z innymi istotami materialnymi tylko w Przyrodzie, na Matce Ziemi. Słowo mówione w naszym języku rodzimym-przyrodzonym, języku naturalnym, języku przyrody północnych krain Ziemi mówi nam – że Szczęście = Siedem, Sjem. Nie 8, nie 9, nie 6, ale 7.

Spełnianie się (7)  to Droga, to właśnie stan Szczęścia, który prowadzi nas do Pełni (8), do dojrzałości a dojrzałość jest stanem, który warunkuje sensowność ostatniego kroku ku Wieczności (9).

Ta Lekcja Siódma nie będzie ani poetycznie mglista ani lirycznie wzniosła, ani przepełniona symbolami – co nie znaczy iż nie będzie głęboko metafizyczna. Metafizyka jest obecnie niemal Meta-matematyką – dziedziną ścisłą i wymagającą logicznego wywodu – jest to ważne zwłaszcza dla Nas Wyznawców Wiary Przyrody – Wiary niesprzecznej z Wiedzą Naukową.

Omówiliśmy powyżej aspekt ogólny zależności „stanu” szczęścia od pojęcia/znaku/słowa – a więc powiązanie mowy i znaczenia zawartego w mowie – z prawdziwym, fizycznym, ISTNIEJĄCYM materialnie i głęboko rozumianym stanem szczęścia. Poniżej omówimy aspekt technologiczny języka jako nośnika informacji, jako narzędzia komunikacji i rozwijania świadomości – Ku Porozumieniu, a więc KU Jedności i UKŁADNOŚCI Świata nam Przyrodzonego – Ziemskiego. Jest on drugim biegunem tego samego – KANAŁU KOMUNIKACJI między Człowiekiem a Bogiem/Bogami/Energiami Wszechświata (nazwijcie je sobie jak chcecie, w zgodzie z własnym odczuciem – Ja nazywam  ową Zjednoczoną Siłę Wszechrzeczywistą – Światłem Świata, bo widzę, że nasi przodkowie posiadali niewyobrażalnie wysoką wiedzę na ten temat, dla mnie to określenie właśnie – Światło Świata – oddaje najlepiej Istotę owej Istoty).

Przejdźmy zatem do technologii komunikacji przy pomocy języka, a więc istoty komunikowania się DLA Porozumienia.

Szczęście. S Z C Z Ę Ś C I E.

Warunek podstawowy – Mowa, pismo, czytelność i czystość źródeł informacji

Nie osiągnie szczęścia kto nie ma dostępu do „czystej” informacji. Czystej to znaczy nieskażonej manipulacją. Nie chodzi tutaj o tzw. informację obiektywną, czyli całkowicie pozbawioną interpretacji, bo taka nie istnieje, lecz o informację niewypaczoną, nie zdeformowaną. Aby jak to mówią oddzielić ziarno od plew trzeba umieć czytać. A więc mieć świadomość istnienia przeszkód komunikacyjnych między ludźmi:

a. świadomość źródła informacji – Postulat nr 1 na liście Manifestu Kodystów Polskich. Rozpoznanie stopnia pewności źródła to rozpoznanie rodzaju naświetlenia informacji jaki z niego płynie – czyli sposobu filtrowania informacji. To tak jak odróżnić źródło żywej wody od martwej, śmiertelnej, zatrutej – fundament dla naszego dalszego przetrwania.

Przykład: ten sam fakt topnienia lodów Antarktyki w piśmie „czarnym” katolicko-prawicowym, naświetlą Nam jako przejaw gniewu bożego i działanie czerwonego demona – tak jak to czynią w odniesieniu do zjawiska magii – i poradzą zastosowanie egzorcyzmów kościelnych. Napiszą, że to naturalny cykl wyznaczony przez boga i trzeba się modlić na nabożeństwach w kościołach i dać grosz w intencji szczęśliwego zakończenia sprawy (tzn. oni to załatwią).  W mediach tzw. „postępowych”, zwanych niesłusznie mainstreamowymi (bo nie istnieje żadna większość i tym bardziej trend większości – to tylko media lewicowo-materialistyczne) powiedzą wam/nam, to co jest zgodne z obecnym trendem naukowym (materialistycznym, ateistycznym) – czyli to co mówi tzw. postępowa większość – lecz według kryterium postępu sformułowanego jako doktryna klasy posiadającej własność (środki produkcji). Obecnie mówią, że to wynik ocieplenia zawinionego przez człowieka i że trzeba zmienić sposób produkowania energii z „brudnego” na „czysty”. Przy czym ta teza nie jest oparta na rzetelnym zbadaniu i analizie problemu, tylko na WIERZENIACH rozpowszechnianych przez klasę posiadającą środki produkcji – w tym media masowe.

Ale może się też wydarzyć inaczej i wtedy jest gorzej. inny Przykład:

Wiadomość że w grobie Anny Walentynowicz nie ma ciała Anny Walentynowicz można znaleźć tylko w Gazecie Polskiej Codziennie i na portalu Niezalezna.pl. Ta wiadomość w ogóle nie ukazała się w Wiadomościach TV w TVP1 ani w wiadomościach w POLSAT TV. Obydwa te dzienniki telewizyjne przedstawiają się publiczności jako „obiektywne źródła informacji”. Jest to oczywista nieprawda. Na dodatek jeden z nich, ten w TVP, jest produkowany za pieniądze wszystkich podatników. Coś takiego nie jest możliwe gdy w państwie działają mechanizmy demokratyczne. W Polsce one nie działają – tak samo jak na Białorusi. 

Zatem może być tak, że zastosowana zostanie najgorsza po-komunistyczna metoda działania – cenzura wykluczająca pewne wiadomości. To skazuje nas na poszukiwanie innych źródeł. To powodowało, że w PRL trzeba było słuchać „zaszumianej” generatorami bezpieki Wolnej Europy na falach krótkich w radio.  Jak widać jesteśmy na najlepszej drodze do otrzymywania już nie powykręcanej, wyunaconej na modłę klasy posiadającej wiadomości, lecz do stanu „bez wiadomości”. Na nic nam wtedy umiejętności rozpoznawania źródła i jego „szumu” (filtra).

b. świadomość istnienia „Przejrzystej Szyby Słów” (to kolejny postulat kodyzmu nr 2 na liście Manifestu) – czyli różnych znaczeń słowa. Ten problem pojawia się przy tłumaczeniach, gdzie pod słowo podstawia się obcojęzyczną interpretację jego znaczenia – zwykle bywa wybór z kilku przybliżonych znaczeń. Niektóre z nich mogą całkowicie zmienić sens zdania. Stąd kłopoty gdy idzie o międzynarodowe traktaty i ich późniejszą interpretację. Mieliśmy przykład ACTA w Polsce – dokumenty podpisane przez rząd Polski dawały możliwość dowolnej interpretacji dzięki tłumaczeniu „ogólnikowemu”, nieprecyzyjnemu – interpretacji dowolnie rozszerzającej istniejące tam zapisy.  Mało osób ma świadomość , że ten sam problem z interpretacją słowa występuje w ramach wspólnego języka np. w rozumieniu języka polskiego między Polakami.

c. Świadomość istnienia Zabrudzeń Szyby (kodystyczny punkt nr 3 Manifestu) – tj. błędów interpretacyjnych i analitycznych oraz prostych błędów wypaczających sens informacji, takich jak nieprawidłowy znak w tekście, albo użycie nieadekwatnego słowa, błąd logiczny w rozumowaniu autora itp.

http://www.youtube.com/watch?v=1f5q4ngLVk4&feature=relmfu

By nie komplikować, nie brnąć w szczegóły i nie męczyć niuansami – Konkluzja:

 Nie wierzcie bezkrytycznie i bezgranicznie we wszystko co tutaj zobaczycie i usłyszycie. Ostatnio często kładę nacisk na samodzielność w myśleniu i samoświadomość. Jest to podstawowa zasada naszej Rodzimej Wiary Przyrodzonej i jej podstawowa wolność. To właśnie stanowi o jej wartości i wyróżnia ją spośród wszystkich religii – ONA nie jest religią, lecz wiarą.

Człowiek który chce osiągnąć szczęście, chce żyć szczęśliwie, nigdy nikomu nie powinien wierzyć bezkrytycznie i bezgranicznie.Słowem, gromkie grzmienie, że upadły autorytety i utyskiwania nad tym faktem – my przyrodowiercy i rodzimowiercy traktujemy jako szczęśliwy dopust boży. Ja gdy to słyszę mówię zwykle: O Boże, nareszcie!

Człowiek, który chce osiągnąć SZCZĘŚCIE – nie wierzy autorytetom, nie wierzy nauczycielom, nie wierzy niczemu czego potwierdzenia nie znajduje we własnej obserwacji, w wiarygodnym dla siebie źródle któremu ufa, u osoby znającej się, której ufa – a dodatkowo jeśli sam danego faktu nie rozważy zanim go przyjmie do wierzenia i nie sprawdzi na sobie samym praktycznie.

 Pośród mnogich opowieści, twierdzeń, autorytatywnych wypowiedzi, wieści, wiedzy i informacji którymi jesteśmy obecnie zalewani, znajduje się tak wiele bezwartościowego śmiecia i tak wiele bałamutnej dezinformacji, lub po prostu zmyślenia i kłamstwa, że mówi się iż jedynymi weryfikatorami mogą być dla nas znawcy, którym ufamy – Wiedzący, pod warunkiem, że tę wiedzę potwierdzimy własnym spostrzeżeniem lub doświadczeniem, albo oprzemy się na innym po stokroć już przez siebie zweryfikowanym pozytywnie źródle.

[Dla zainteresowanych bardzo szczególnie Programem Filozoficznym i Artystycznym Kodyzmu opublikujemy kopię Pierwszego Manifestu z dnia 3/4 maja 1980 roku - skany - już wkrótce na tym blogu]

Taki sposób zdobywania „potwierdzonej” wiedzy jest pracochłonny i kosztowny. Na SZCZĘŚCIE, jeśli idzie o wierzenia i mitologię, istnieje sposób o wiele prostszy  – P-RA-WDA (Wieda Ra- Słońca i Ra-Ognia i Ra-Światła Świata, czyli Wieczysta-Wda-Wdała Weda) zawarta jest w SŁOWIE.

W Słowie, ale to nie znaczy jak u chrześcijan w Biblii, Księdze czy jak w judaizmie w Torze, czy jak u islamistów w Koranie. Ci wszyscy, którzy niegdyś przed tysiącleciami oparli swoje monoteizmy na Starosłowiańskiej Wierze Przyrody, którą przeszczepili przez zoroastryzm i inne sumeryjsko-hettyckie flance w judaizm, a potem w dalsze jego mutacje, nie zrozumieli co to znaczy, iż „najważniejsze jest Słowo”. A raczej przekręcili sens tego znaczenia – zastosowali „przejrzystą szybę” dla zmylenia drugiej strony dialogu i zastosowali mowę w celu Ukrycia Sensu – Przeciw POROZUMIENIU się Ludzi. Prawda bowiem zawarta jest w słowie – w każdym słowie –  Nie w Proroctwie jakiejkolwiek osoby, która się przedstawia jako mesjasz, czy sam bóg. Prawda jest w każdym słowie naszego języka, bo nasz język jest boskim darem – wyrasta rdzennie z Przyrody Ziemi – jak zwierzę, ONŻE – Język – nigdy nie kłamie. Co najwyżej możemy go nie rozpoznawać właściwie, mylić jego „wymowę”, niedosłyszeć lub nie zrozumieć właściwie znaczeń. 

Zatem, jeśli o Wiarę Przyrodzoną idzie, możecie bezgranicznie wierzyć ojczystemu-macierzystemu językowi. On wam nigdy nie skłamie, a dodatkowo powie wam – jeśli go dogłębnie poznacie – o znaczeniach, o których nawet byście nie pomyśleli i o związkach, o których wiedza pisana czy mówiona zdawałoby się już dawno przepadła w mrokach dziejów.

Tak, może to pocieszające, że w ogóle jest na świecie COŚ czemu można bezgranicznie wierzyć, choć z drugiej strony to smutne, że nie można ufać innemu człowiekowi a jedynie swojemu rodzimemu, przyrodzonemu językowi.

Moim zadaniem – jako wieszcza i wieduna – jest jedynie przekazać wam odkrywane przeze mnie prawdy zakodowane w języku polskim i w całej rodzinie języków Słowian/Ariów oraz wszystkich językach z tą rodzina językową spokrewnionych.

W słowach zapisana jest cała Baja Świata = Dzieje i Dzieło Światła = Kosz-Czun (Kościec [kręgosłup] – Czucie i Czyn) =  Odraz(Obraz) – Odrażenije (zObrazowanie) – Odwzorowanie Wzoru (RA-zu) =  wyRAz (Wyobrażenie) Rzeczyistności = PRAWDA – czyli ku Prawi Wdej Wiodąca Wieda. Wdy – wdały znaczy po prostu isty – istniejący (rzeczywisty), prawdziwy, wrodzony, przyrodzony, urodzony w boskim iście – w istocie, w jego krwi zrodzony i z jego krwi-istu, udały – udany –  ale też i wdy-istniejący to znaczy wżdy – po wżdy = zawsze, od wszech i po wszech-wsze czasy, od zawsze i po zawsze.

Gdyby nie dwa języki: polski i rosyjski – już dawno nikt nie potrafiłby odgadnąć istoty takich na przykład mian (rdzeni) i powstałych z owych rdzeni słów,  jak: kon, pan, bóg, mir, wir, wid, owit, gra, igra.

Kon – koń – konopie – konopień – konopienka – pienka, kon-nawa (konew), newa-naw. Czy wiecie, że ten rdzeń, który dzisiaj kojarzy nam się jedynie z końcem i konaniem, skończeniem żywota Rosjanie przechowali na oznaczenie początku żywota: (ros.) iskon – początek, kon – stworzone przez ojców,  kon (kn) – stworzone przez nasA więc kon – to jednocześnie początek i koniec (dawniej pol. końc, coś co K’nam idzie i nas wiedzie)

Tak, możecie mieć pełne zaufanie do języka polskiego i rosyjskiego oraz do tego wszystkiego co zawierają języki rozpostarte pomiędzy tymi dwoma skrajnymi skrzydłami Słowiańskości – czyli  SŁOWA.

Polskie tłumaczenie do przedstawianych tutaj filmów (powstałych w Moskwie) mówi, że Polaków także należy nazywać Rusiczami (Rusami) – Pytanie czy twórcy tych filmów rzeczywiście o tym wiedzą i czy się do tego stosują, choćby w tym filmie? 

Mam wrażenie, że nie, niekoniecznie. Można to zauważyć choćby, gdy rozbierają słowo „wiara” nie zauważając, że istnieje ono w języku polskim w pełnym wymiarze. Tak więc przedstawione tutaj w owych filmach koncepcje i te wiedy słowiańskie, powinniśmy traktować tylko jako wielkoruskie, a całe filmy jako powstałe w „interesie” wielkoruskim.Film ten ma nacjonalistyczny charakter.

Weźcie to pod uwagę przymierzając się do ukształtowania jakże koniecznego pokoju między Polakami a Rosjanami – Wszyscy jesteśmy Haruso-Wenedami , potomkami Wenetów i Harów (Biało-Horwatów) z Gór Harskich (Khar-Pąci, Harpat), ale ten film to celowo pomija.  

To absolutnie nie znaczy, iż należy pRA-wdy zawarte w tej wiedzie wiARY głoszonej przez ów cykl filmowy lekceważyć lub odrzucać. Weźcie to co mówi prawda języka i to co pasuje do Waszej Wiary – to co zechcecie przyjąć.

Ten przykład jest uniwersalnym wskazaniem jak podchodzić do zalewających nas informacji i co uczynić, aby je obrócić dla zbudowania w sobie Czegoś – nawet jeśli wydawałoby się, że skierowane są one przeciw nam, nawet jeśli nas urażają, obrażają, nawet kiedy widzimy w nich manipulację i krzywą-krzywdzącą (fałszywą-sKRIWą) intencję. 

Skoro zamieściłem ten cykl filmowy w tej właśnie Siódmej Lekcji to stało się tak dlatego, że tak trzeba. Nie będę powtarzał tego co powiedziano i pokazano w tych filmach a z czym się zgadzam w 90%.

Zanim wrócimy do pojęcia Siedem i Szczęście jeszcze  o tym z czym się nie zgadzam w tym filmie. Nie zgadzam się głównie z prezentowaną tutaj unifikacją słowotwórstwa i alfabetu poprzez wyłącznie język rosyjski. To jest podejście z gruntu błędne i skażone wielkoruskim nacjonalizmem. Ale wybaczmy to rosyjskim twórcom – choć wielkoruska mania wielkości zaślepia ich do tego stopnia że chwilami oddalają się od odkrycia całej prawdy i zatrzymują się wpół drogi nie skorzystawszy z polskiego strumienia i polskiego źródła słów. Chcą zapomnieć, że jest to  źródło także ich języka, że ich mowa od niego pochodzi. Trudno – to ich zmartwienie. Im jak nikomu innemu jest teraz potrzebny nacjonalizm w rozumieniu XIX-sto wiecznym – ten który dla nas staje się właśnie zbędnym balastem. To nie pozwala nam jeszcze myśleć realnie o zjednoczeniu z nimi.

Słowiańska Wiara Rosji jest rzeczywiście jedyną sensowną wiodącą tam wiarą – nie żadne prawosławie a Prawosławna Weda, to znaczy rosyjska wiara przyrody.

Jeśli ona nie dojrzała to tego żeby dostrzec, że Orzeł (ARieł=Ariel – anioł, zwierzchnik demonów, duch, symbol i zastępcza nazwa Jerozolimy – to orzeł, orzy ptak Boga Bogów – Wostrogot, oryj, Arij) ma dwa skrzydła,  to my na to nie wpłyniemy, nie przyspieszymy procesu zrozumienia przez Rosjan prawdy.

Dlatego fałszywe akty pojednania kk i cerkwi, czyli reprezentantów Czerni (Kalji) na Ziemi,  na fałszywych zasadach, akty jakie podjęto w sierpniu 2012 roku musiały spalić na panewce. Dodatkowo ich efektem jest upadek wiary wierzących katolików w Polsce w zdolność klanu księży (czyli episkopatu) do samodzielności. To o czym powtarzamy tutaj na Naszym Blogu  nieustannie – stało się ciałem. Episkopat pokazał to swoim wiernym naocznie w sierpniu, że najpierw interes Watykanu a potem dopiero Polski. Podobno Papież nakazał im przyjąć Patriarchę z Moskwy i ukorzyć się przed nim. To właśnie potwierdza, że Watykan będzie zawsze miał w głębokim poważaniu interes Polski i Polaków – to powinno otworzyć oczy tym wiernym kościoła katolickiego w Polsce, którzy dobro ojczyzny mają za cel nadrzędny. (Poczytajcie dyskusje na ten temat na prawicowo-katolickich forach politycznych w Niezaleznej.pl lub gdzie indziej). Tak upadają Stare Religie w Dniach Wielkiej Zmiany. Nawet dobre intencje obracają się w Tych Dniach  przeciw ich trwaniu. To byłoby nie do pomyślenia, gdybyśmy już nie wyszli z Kalijugi – oto kończy się Kalijuga i nadchodzi nasz czas – Czas Wiary Przyrody – Wiedy.Upada zbiorowa religia kanoniczna – rodzi się indywidualna osobista WIARA.

Świadomość celu i wybór drogi działania jako niezbędne warunki osiągnięcia rozwoju i  szczęścia

Cel – właśnie cel. Bardzo ładnie wywiedziono w powyższym filmie słowo szczęście i „z – części” i z zespolenia, złączenia części z całością z-sz-częście (jak we słowie z-szyć, zeszyć – złączyć).  Co ciekawe kon jest przez Aleksandra Brucknera w Słowniku Etymologicznym wywodzone z pnia czen-czyń, czynić, za-czynać, za-czyn.

I znów ułomność rosyjska (jedno skrzydło, jednostronność) powoduje jednak zaćmienie i zmętnienie przekazu filmów. Tak jak nie odnotowuje się tutaj znaków alfabetu łacińskiego i słów zapisanych w zapisie łacińskim (słowiańskich=polskich) tak i nie widzi się związku wiary Słowian z Magią (co znaczy związku z działaniem bogów, bo mag = mogący – móc – posiadać moc, Mogty – Moce Świata. Mieć z nimi- Mogtami –  kontakt, to znaczy czarować, uprawiać magię – szamanizm i inne formy łączności z Istotą Nadświadomością/Bogami. Łączność – to złączyć – zszczęścić – połączyć się i działać wraz z Nimi, czenić-czynić.

Ładnie też połączono w filmie owo dążenie do spełnienia się przez włączenie się w całość, połączenie się z Całością, dążenie do Scalenia Wiedzy z dążeniem do CELU i znaczeniem słowa CEL. Choć niestety nie ogarnięto w filmie odwrotności tego słowa – czyli zwierciadlanego odbicia – LEĆ – wzlatuj. Tak samo, owo wielkoruskie (moskiewskie) zaślepienie nie uwzględniające znaczenia alfabetu łacińskiego i runicznego a także języka polskiego i jego wiedzy-wiedy oraz innych języków słowiańskich i aryjskich, nie pozwala im znaleźć ukrytych powiązań i znaczeń pomiędzy RA i AR(a) – ARA – czARA-ARka,  ani właściwego znaczenia słowa KON i w związku z tym AR-KONa. Ten sam powód nie pozwala autorom filmu przeniknąć ważnego znaczenia słowa PAN i ogranicza je do pojęcia państwowości pomijając inne aspekty (znane nam z Taji 23). To Panowie bowiem otrzymali w Górach Kamiennych (Ural) nakaz od Dziewanny, która ich przeklęła za to, iż nie upilnowali Ziemskiego Drzewa z Góry Kara (Hary Krysznia, Hary Berezaiti), lecz tym samym uczyniła ich Strażnikami Wiary Przyrodzonej Słowian – Czaropanami – Nosicielami tej Wiedy po Ziemi – po wsze czasy ścigającymi Ciemne Przesłania Odszczepieńców i zdrajców. Państwo i etap państwowości nie jest niczym wrogim ludzkości, lecz jest etapem koniecznym do wyższych form – do sięgnięcia ku Samoorganizacji (którą to myśl Bakunina – jeszcze 40 lat temu a pewnie i wielu ludzi dzisiaj okrzyknie nie tyle anarchią bo to właściwa jej nazwa – a UTOPIĄ.  Lecz dla nas UTOPIA znaczy tyle co ARKADIA, a ARKADIA – jest zaszyfrowanym w Okresie Jasności przed Kalijugą określeniem CELU – KU Daria – ku ARce Danej, ku czARze ARiów (Ar-kudia gdzie kudy – znaczy dokąd, gdzie (ros. – kuda, pol. gwar. – kudy)) .

Poza wiedzą o przeszłości i znaczeniu jest zatem dla szczęścia (jego osiągnięcia osobistego i jego rozprzestrzenienia na Ziemi) istotne wiedzieć co i jak zmienić w sobie i w okół siebie. W filmie pomija się ważny aspekt (choć gdzieś tam na boku wspomina) że Szczęście – jest związane z liczbą 7 – siedem – (po rosyjsku sjem). A siemia – to rodzina – siemianin to ziomek, sjemja ma związek ze słowem sejm. Zarządzanie poprzez sejm – ale nie taki jak obecny Polski – to samozarządzanie o jakim mowa w tych filmach samo-dzierżawie. Rodzina, Ród – Plemię. Ta nowa społeczność to społeczność Plemion.

Prawdziwe samozarządzanie, które może się w Polsce lada chwila zrealizować – jako w pierwszym kraju na świecie (film słusznie mówi że nigdzie go nie ma)  – spędza sen z powiek naszym „elitom politycznym”. 

Pamiętajmy też o tym, że konieczna jest zmiana widzenia przez wszystkich stereotypu Niemca. Pomiędzy nimi jest co najmniej 30% – jeśli nie więcej – Słowian Nadłabskich i tych jeszcze bardziej zachodnich i południowych – których wzięli pod but swego czasu Celtowie a potem Rzym –  Są też Niemcy, którzy myślą inaczej i są Niemcy podobni do nas polskich pogan – wyznawców Wiary Przyrody. Na początek dla odtrutki polecam stronę o słowiańskich grodach. Link przesłała Joanna – to jest strona niemiecka – nie polska – w Polsce nikomu taka strona do głowy nie przyszła.

Oto link:

http://slawenburgen.npage.de/

Takota (takość) a Szczęście

Tathata (skt. tathatã तथता) – takość –(takhata, takota) w buddyzmie istota bytu, jego głęboka natura (przyrodzenie).

Tyle definicja – lecz my odczytamy to słowo po słowiańsku, a raczej Skołoto-isto-słowiańsku czyli pra-słowiańsku: Ta-Ka-ta = Ta-ko-ta. TAKOTA a nie takość.  W słowie tak-ość, „ta-kość” mamy rdzeń, który nasuwa skojarzenie z rybią lub zwierzęcą kością tymczasem tutaj chodzi o rdzeń niepodważalny i bezdyskusyjny, najgłębszą istotę bytu i jego najgłębsze przyrodzenie  a więc słowo to powstało jako zrost słów Tak oraz Oto, lub Tak oraz To – Tak To – Tak Oto czyli Takoż – Tak-orz – Ta-korz oraz Ta-kosz  – pierwotna przyczyna – ORZA-ORA-ARA, rudymentarna – KORZenna i determinująca, narzucająca przeznaczenie – KOSZa.

Jeszcze raz okazuje się że tłumaczenie sanskrytu poprzez anglosaskie, germańskie transkrypcje fonetyczne jest nieporozumieniem i nie prowadzi do niczego dobrego.

Bhajati – wydziela komu co.
Bhagah – dobro, szczęście,ten kto daje
wydziela,pan,przydomek wielu bóstw.
Baya – udział,dola.

U Słowian północnych mamy charakterystyczne nazwy ważnej rośliny wróżebnej
evigeron acer,które to nazwy brzmią: śćaśće, dóla,bogatka.”

Rozpoznanie Takoty przez Jednostkę/Świadomość  – czyli rozpoznanie głębokiej przyrodzonej natury bytu w istocie warunkuje możliwość osiągnięcia stanu Szczęścia na Ziemi. Nie sposób w żadnym artykule świata i w żadnym wykładzie wymienić wszystkich ważnych z punktu widzenia wiedzy i poszerzania świadomości aspektów Takoty. Lekcja Siódma ma charakter fragmentaryczny – to tylko  Aspekty wybrane dla przykładu z Rzeczywistości. To tylko wskazówki – te bardzo ważne, które pozwolą Wam się odnaleźć, ale nie wszystkie.

http://www.youtube.com/watch?v=oNDAQLFiZNg&feature=relmfu

Cierpienie i szczęście

- paradygmat, dopełnienie, przeciwieństwa, dogmat – punkt wyjścia i cel, ku któremu zdążają wszyscy ludzie, wszyscy wyznawcy jakiejkolwiek idei społecznej – religijnej czy politycznej. Oderwać się od cierpienia, zlikwidować je samo i jego skutki – osiągnąć szczęście i trwać wiecznie w jego objęciach. Jeśli nie wykazaliśmy powyżej wystarczająco błędności takiego myślenia czynimy to poniżej.

Nirwana – buddyzm = szczęście

Wieczne zbawienie – chrześcijaństwo  = szczęście

Każdemu według jego potrzeb – komunizm = szczęście

Decydowanie większości o losie całości – demokracja = szczęście

Zaspokojenie potrzeb przez pomnażanie kapitału – kapitalizm = szczęście

Wegetarianizm i współistnienie z przyrodą Ziemi – ekologizm = szczęście

Psychoanaliza i psychoterapia jako sposoby osiągania równowagi i zrozumienia = szczęście

Harmonia wytwórczości i konsumpcji w kooperatywach – syndykalizm, anarchizm, socjalizm = szczęście

Absolutne podporządkowanie Wodzowi-Wiedowi, który Wie – absolutyzm, faszyzm, nazizm = szczęście

Punktem wyjściowym dla powyższych ideologii, które są tylko pierwszymi z brzegu przykładami zarówno idei społecznych jak i idei indywidualistycznych, jest stan większego czy mniejszego cierpienia, poczucia dyskomfortu w egzystencji społecznej czy jednostkowej.

Każda z ideologii wyrastających z niezadowolenia indywidualnego czy zbiorowego oferuje oczywiście różne recepty cząstkowe, drogi dojścia do celu i generalne rozwiązanie problemu – inaczej nie miałaby owe ideologie w ogóle sensu ani racji bytu. Okazuje się jednak przy bliższym poznaniu, że drogi te są trudne i zawikłane,  tylko dla nielicznych możliwe do przejścia, a wynik dążenia  czyli osiągnięcie końcowego celu jest niepewny, a być może cel jest utopią lub leży na granicy Utopii.

Przekładając ową sytuację na język mitologiczny, czyli na holistyczno-symboliczny język poetycki (literacki), mówimy o  drodze z dna upadku i z ciemności, z centrum bólu i upokorzenia do źródła światła i rozkoszy, miejsca gdzie egzystencja jest wieczna, bezbolesna i bezproblemowa. Stąd właśnie tytuł niniejszej lekcji” Z Atlantydy do ARKAd(a)ji” przy czym Arkadia-Arkadaja,  jest tutaj zamiennikiem pod który każda ideologia może sobie podłożyć swoje mityczne miejsce szczęśliwości Nirwanę, Szambalę, Wszechkomunę, Raj, Niebiosa, Szangri La, Lankę, Sielankę, Równowagę Egzystencjalną itp.

ARKA zapisana w docelowej nazwie Krainy Wieczystej Szczęśliwości w sposób wyróżniony (przy pomocy wersalików) symbolizuje coś co jest obecne w każdym z systemów ideologicznych – zestaw dobrych rad lub obowiązkowych przykazań, niejako wehikuł który, gdy weń wsiądziemy i nie opuścimy go do końca drogi, dowiezie nas niezawodnie do owej DAJI-Dawii, gdzie dostaniemy to ku czemu dążyliśmy (gdzie będzie nam to dane).

Z powszechności konstruowania zbawczych ideologii oraz masowego uczestnictwa ludzi w „wehikułach-systemach” które te ideologie mają przybliżyć do spełnienia wynika iż człowiek przyjmuje stan zastany jako dyskomfortowy punkt wyjścia, oraz że w jego naturze leży chęć osiągnięcia czegoś nowego odmiennego, czegoś więcej niż to co się od początku posiada.

Oto dotknęliśmy Klucza do Zrozumienia czym jest Cierpienie i czym jest Szczęście oraz klucza do zrozumienia procesu Dążenia do Szczęścia (= Ucieczka od Cierpienia – dążenie do Pełni) jakiemu każdy z nas poddaje się w ciągu życia.

Ktoś powiedziałby w tym momencie że skoro to już wiemy, łatwo  będzie teraz przedstawić uniwersalną receptę: Zadowól się tym co masz od początku a będziesz szczęśliwy i nie będziesz cierpiał z powodu niezaspokojenia wykreowanych przez siebie potrzeb. Ten problem rozwiązywałyby zatem łatwo wszelkie ideologie z wpisaną zasadą samoograniczenia się i ascezy. Tak – nie będziesz cierpiał jeśli ich nie wykreujesz – ale jest przecież coś takiego jak obiektywna sytuacja egzystencjalna, która sama kreuje fakty. Człowiek nie cierpiałby z powodu niezaspokojenia wykreowanych przez siebie potrzeb, gdyby nie to że trudno go przekonać iż wyrzeczenie się czegoś co uznaje za niezbędne dla siebie, jest kluczem do osobistego szczęścia.

  Nie będziesz szczęśliwy nie mając wody, pokarmu, dachu nad głową.  Potem mając to wszystko co niby było podstawowe nie będziesz szczęśliwy nie spełniając kolejnych rzeczy które uznajesz za podstawowe na nowym etapie.

Błędne rozpoznanie Takoty powoduje że  z mądrych rad i ksiąg nic nie wynika dla praktyki życia codziennego i że wspaniałe teorie można wyrzucić do kosza, bo nie ma  możliwości ich zastosowania w zgodzie ze Stanem Rzeczywistości jaka nas otacza.

Przykłady Błędnych Dróg i błędnego podejścia

Chociaż dla wielu młodych ludzi w Polsce buddyzm jest obecnie odkryciem to trzeba sobie jasno powiedzieć, że jest on obecny w naszym kraju od lat siedemdziesiątych XX wieku w formie zorganizowanej, a wcześniej był obecny przez małe grupy ezoteryków i wtajemniczonych adeptów, których zwano joginami, czy gnostykami. Działo się to już od pierwszej połowy XIX wieku w sporej skali, a sporadycznie i wcześniej. Trzeba mieć świadomość iż w dobie kontrreformacji i później gdy ustanowiono antyreligijne prawo w Polsce, ale także i jeszcze później, pod naciskiem KK (przypomnijmy sobie historię Kazimiery Iłłakiewiczówny i jej siostry – do poczytania na czarnym pasku) nie obnoszono się z praktykami w rodzaju zen czy jogi, ani z demonstracyjnym prowadzeniem odmiennych sposobów życia, mimo że oświecone kręgi – zwłaszcza wyższe warstwy społeczne stykały się z religią i filozofią Wschodu i tłumaczono przecież na polski oraz publikowano Wedę czy Zendawestę.

Buddyzm jest  nauką, filozofią, religią która ma być receptą  na wszelkie nieszczęścia, samotność, poczucie zagubienia, życie z dnia na dzień w przeświadczeniu o bezwartościowości własnej egzystencji. Tak samo nauki chrześcijańskie gwarantują nam, iż skoro urodziliśmy się biednymi, ułomnymi fizycznie, ograniczonymi psychicznie osobnikami, którzy żyją w niewoli zastanego porządku społecznego, to po śmierci, prowadząc życie według recepty tego czy innego chrześcijańskiego kościoła trafimy do Raju. Nie inaczej jest z islamem czy judaizmem.

Oczywiście solidne podejście do chrześcijaństwa czyli jego codzienne praktykowanie, czy praktykowanie solenne jogi i zen, albo dzogczen bon to jest droga, która wyzwala człowieka z kręgu uzależnień i pozwala mu inaczej spojrzeć na Rzeczy Istność oraz odnaleźć wewnętrzny spokój, równowagę ducha, a przede wszystkim daje wiedę i praktykę zbliżającą do osiągnięcia Arkadaji.

Cóż jednak z tego wynika dla przeciętnego wyznawcy Chrystusa, Jahwe czy Buddy, który nie jest mnichem i nie ma zamiaru,bo nie może udać się do samotni do klasztoru, na Górę pośród duchy i demony. Coż mu z tego gdy nie wolno mu po prostu zlekceważyć zobowiązań wobec rodziny i społeczeństwa i uciec od problemów codziennego życia do zamkniętego miejsca w którym odda się cały praktykowaniu.

We wszystkich wyżej przedstawionych systemach istnieje ponoć gwarancja osiągnięcia stanu wewnętrznego poczucia „szczęścia”, ale praktycznie na drodze izolacji od społeczeństwa, na drodze zamknięcia w enklawie, której stworzymy komfortowe ramy bytowania. Także w komunizmie gdy stworzymy komunę – grupę wyizolowaną – wewnątrz niej można zaprowadzić porządek, który na skalę całego społeczeństwa okazuje się utopią. Nie istnieje w żadnym z powyższych systemów za to gwarancja osiągnięcia Dużego Celu jakim jest szczęście wieczne. Jest to siłą rzeczy jedynie mglista obietnica pozwalająca jednostce zaangażowanej w taki system posiąść wewnętrzne przeświadczenie, że zmierza dobrą drogą i cel ten osiągnie.

Nieprzekraczalna bariera śmierci paradoksalnie zdaje się być tą granicą, która daje owym ideologiom jedyną szansę niepodważalności ich dogmatów, bowiem nie pozwala ich do końca zweryfikować. Jedno jednak musimy przyznać bezsprzecznie – osiągnięcie wewnętrznego, subiektywnego poczucia szczęścia – jest dzięki nim możliwe – w warunkach izolowanej enklawy – zakładu psychiatrycznego, komuny, kooperatywy, zamkniętego ekosystemu, klasztoru, „świętej rodziny” (judaizm).

Oto co mówi Gesze Tenzin Wangjal  Rinpocze w odpowiednim artykule na temat praktyki życia codziennego:

Codzienne życie jest praktyką
Tenzin Wangjal Rinpocze

Gesze Tenzin Wangjal Rinpocze jest nauczycielem w tradycji Dzogczen Bon i dyrektorem Instytutu Ligmincza w Charlottesville w Virginii. Jest znakomitym uczonym zarówno w bon jak i w buddyjskiej tradycji. Tenzin Wangyal Rinpocze był pierwszym lamą, który przeniósł nauki dzogczen bon na Zachód w 1988 r. Do Polski pierwszy raz przybył w 1995 roku i od tego czasu przyjeżdża regularnie co najmniej raz w roku. Więcej informacji o Rinpocze można znaleźć na stronie: Związku Garuda. Poniższy fragment pochodzi z najnowszej książki Rinpocze „Everyday Life is Practice”.

Rezygnacja z codziennego, zwykłego życia i poświęcenie się formalnej medytacji jest jednym ze sposobów podjęcia praktyki Dharmy. Zrobiło tak wielu joginów, którzy udawali się w odludne miejsca, oraz mnichów i mniszek, prowadzących proste, klasztorne życie. Być może sam rozważasz, czy nie zastosować tego we własnym życiu? Możesz być już na emeryturze i jesteś zabezpieczony finansowo, więc masz okazję zdecydować, że nadszedł czas, aby całkowicie poświęcić swoje życie na praktykę, wyrzekając się błahych codziennych zajęć… Jednak dla większości z nas na Zachodzie taki krok jest zbyt trudny. Robiąc tak, moglibyśmy zaszkodzić naszym rodzinom i tym, których kochamy. Nie mamy więc wyboru i wprowadzamy Dharmę do naszego codziennego życia, co tak naprawdę ma taką samą wartość jak praktyka joginów i mnichów.

Na pewno można znaleźć czas na to, żeby odłożyć codzienne, pracowite życie i przeznaczyć parę chwil na studiowanie nauk i odosobnienia, ale w naszym duchowym rozwoju nie powinniśmy na te wydarzenia kłaść wielkiego nacisku. Stanowią one okazję do zyskania lepszego pojęcia, w jaki sposób praktykować oraz do próby zintegrowania praktyki z życiem. Nie powinniście jednak być od nich zależni i liczyć, że dzięki nim wzrośniecie i osiągniecie wyzwolenie.

Ci, którzy płacą rachunki, mają dzieci i prowadzą zwyczajne miłe życie mogą się poczuć rozdarci. Znają wartość praktyki formalnej, ale czasami koliduje ona z rodziną oraz z obowiązkami służbowymi. Co więcej, nie wiedzą nawet, czy praktyka przynosi postępy, ponieważ czują, że nie wykonują jej wystarczająco wiele. Wielokrotnie pod naciskiem życia codziennego łapią się na stwierdzeniach typu: „Och, w zeszłym tygodniu w ogóle nie wykonałem formalnej praktyki. Jestem złym praktykującym. Zobowiązałem się ją wykonywać, a teraz opuściłem się we wszystkim”.

Czują się źle wobec samych siebie oraz ścieżki. Postanawiają więc zasypać przepaść między rzeczywistością codziennego życia a formalną medytacją. Ponieważ zbyt mało praktykują nie są w stanie użyć odpowiednich antidotów przeciw nawykowym wzorcom. Nie pogłębiają doświadczania praktyki.

Ogólnie nie jesteśmy pewni, jak ocenić własny rozwój. Nie jesteśmy wystarczająco zręczni, aby wprowadzić praktykę w życie i zbudować most między Dharmą a wyzwaniami życia codziennego.

Aby to zilustrować, podam przykład mojej przyjaciółki, która chce mieć związek oparty na miłości ze swoją matką. Konflikty i kłótnie między nimi stanowiły standard przez długi czas. Ponieważ jej matka jest dosyć stara, moja przyjaciółka chce zmienić ten wzorzec relacji. Mając to na uwadze, planuje spędzić z matką miło czas podczas weekendowej wizyty, myśląc: „Postaram się najlepiej jak potrafię, wezmę wolne i spędzę czas z matką. Pójdziemy na obiad i do kina. Zrelaksujemy się wspólnie i będziemy się cieszyć swoim towarzystwem”. W piątek, kiedy kończy pracę i wyrusza z miasta, natrafia na korek drogowy i przyjeżdża z opóźnieniem. Matka otwierając drzwi mówi: „Spóźniłaś się.”, dodając „Och, coś ty zrobiła z włosami?” To wystarcza, aby przebudzić starą karmę, stare nawyki i obie zaczynają się kłócić.

Doświadczenie to pokazuje, że owa przyjaciółka nie zaangażowała się w praktykę wystarczająco głęboko, aby dokonać zmiany, której pragnęła. Chciała tego intelektualnie, lecz nic nie zmieniło się na poziomie wewnętrznym. Gdyby było inaczej, na komentarze matki zareagowałaby z humorem. „Tak mamo, moje włosy przez cały tydzień są bardzo cywilizowane, ale szaleją, gdy przychodzi piątek”. Czasami wszystko, czego potrzebujemy, co może zmienić sytuację, jest odrobina humoru. Gdyby jej praktyka była owocna i poruszyła ją do tego stopnia, co komentarze jej matki, mogłaby dokonać tej zmiany. Równie dobrze mogłaby skwitować uwagi matki milczeniem. Koncentrowałaby się raczej na kładzeniu torby i zmywaniu, aniżeli na słuchaniu i całkowitym identyfikowaniu się z celem komentarzy matki.

Gdybyśmy podążyli ścieżką porzucenia życia codziennego w celu praktykowania Dharmy, moglibyśmy skoncentrować się na porzuceniu negatywnych emocji, takich jak gniew. Jeśli nie mamy gniewu, z pewnością niczego nam nie brak. Lecz jeśli doświadczamy gniewu, to udawanie, że go nie ma lub tłumienie go, w niczym nie pomaga. Zastanówmy się raczej, jak można wprowadzić więcej przestrzeni, ponieważ gniew już jest w niej obecny. Antidotum na gniew jest miłość. Dzięki takiemu postępowaniu gniew może rzeczywiście stać się podstawą do osiągnięcia mądrości.

Jedna z dobrze znanych praktyk w buddyjskiej tradycji Bon zwana jest praktyką sześciu loka. Chociaż jest to praktyka formalnej medytacji wykonywana na poduszce w cichym otoczeniu, mówię o niej, ponieważ to pozwoli pokazać, jak każdy z nas może pracować, aby rezultaty zamanifestowały się w życiu codziennym. Według tradycji Bon sześć loka, lub też sześć sfer, to sześć wymiarów cierpienia, które składają się na samsarę (krąg cyklicznej egzystencji). Istoty migrują z jednej sfery do drugiej poprzez niezliczone żywoty. Jedynie poprzez osiągnięcie stanu buddy można się wyzwolić z tego kręgu narodzin i śmierci. Podstawową przyczyną cierpienia jest niewiedza, nierozpoznawanie własnej natury jako otwartej, przejrzystej i doskonałej. Dopóki tego nie rozpoznamy, dopóty będziemy się odradzać.

Czy te rady są dobre i wystarczające dla osiągnięcia Szczęścia – Nie. To naszym zdaniem obraz Błędnej Drogi i Rady, które Człowieka Praktykującego Ścieżkę Życia Codziennego nie prowadzą do realizacji Szczęścia. To wprowadzanie w błąd. Jest to przykład jak myli się Szczęście = Spełnianiu się, ze „szczęśliwością” – Pełnią.

Szczęście, świadomość, umysł,  ciało – materia i energia

 Nie osiągniemy szczęścia nie rozpoznając właściwie rzeczywistości w której istniejemy jako Materialne Byty – czyli nie docierając do TAKOTY Rzeczywistości – jej głębokiego charakteru. Dlatego jednym z istotniejszych czynników osiągnięcia szczęścia jest dbałość o Ciało – wehikuł Ducha/Świadomości. Ciało fizyczne i jego sprawność to olbrzymi odrębny temat. Tutaj wymienimy tylko jako dobrą praktykę/wiedę jogę czy tai chi. Ze zdrowiem i z ciałem wiąże się z setka tematów i problemów, z kórych każdy powinien być rozwiązany w sposób właściwy – bo ciało niesprawne może się stać przeszkodą w realizacji Spełniania się – czyli w osiągnięciu stanu Szczęścia.  Z ciałem wiąże się tak zasadniczy aspekt jego funkcjonowania jak instynkt rozrodczy, którego zaspokojenie ma wielki wpływ na Spełnianie się i odczuwanie Szczęścia. Niedawno pisaliśmy o Niepełnosprawnych Sportowcach – ten temat częściowo dotykał sprawy o jakiej tutaj mówimy – Potrzeby Spełniania się i osiągania stanu Szczęścia, pomimo świadomości ułomności własnego Ciała. Każdy z tych tematów jest przedmiotem rozważań wielu książek i obejmuje rozległą współczesną wiedzę. Leczenie chorób ciała i ducha, właściwe odżywianie ciała, zapobieganie przepracowaniu i przemęczeniu, sposób oddychania, chodzenia, postawa ciała, ubiór, sposób spania i jedzenia, rytm życia – pór doby i roku – to są tysiące problemów i spraw, których przysparza ciało fizyczne. A miłość, przyjaźń, współdziałanie, współżycie społeczne? To są kolejne tomy – cała biblioteka wiedzy na temat jak zdążać do szczęścia.  Jest bardzo wiele aspektów Spełniania się i osiągania stanu Szczęścia, których tutaj nie dotniemy nawet częściowo.

Musicie wybaczyć temu tekstowi ową słabość – iż nie jest on w stanie objąć tematu w całości – niestety nie jest to możliwe. Kiedy piszę te słowa uświadamiam sobie, że wszystko co pisałem do tej pory – jest jedną i tą samą robotą – wskazywanie każdemu kto zechce czytać – drogi do Spełnienia, do osiągnięcia Szczęścia. Musimy więc poprzestać na tym ubogim wycinku wiedzy o Szczęściu jakim są aspekty związane z Świadomością, mową i informacją.

Skupmy się przez chwilę jeszcze na pewnych aspektach wiedzy o Rzeczywistości i Świadomości oraz możliwościach umysłu. Warto popatrzyć na Świat inaczej niż podręcznikowo. Istnieje na przykład coś takiego jak pamięć wody i to jest udowodnione. Istnieją sposoby doładowania się energią wszechświata i utrzymania ciała w ładzie kosmicznym i to można sobie samemu łatwo udowodnić przez popraktykowanie. Istnieje inny świat niż świat przyzwyczajeń i nawyków. Warto spróbować dowiedzieć się i spróbować na sobie samym.

Ostatnimi czasy czytam w mojej ulubionej Gazecie Polskiej Codziennie, która nota bene zaczęła znów wychodzić – ale i ten fakt nie znalazł się w Wiadomościach TVP 1 ani w POLSACIE,  czytam – Żeby Maluczcy nie próbowali się dowiadywać niczego nowego, nie chodzili do wróżki, nie czytali książek o magii i okultyzmie. Bo już samo oddawanie się tym zgubnym praktykom prowadzi do tak poważnych kłopotów, że potrzebny jest egzorcysta. Lansuje się tam zresztą instytucję egzorcysty i filmy o egzorcystach. Mam wrażenie, że to już jakaś mania egzorcyzmowania polskiego, codziennego – co znacznie zbliża nas do Inkwizycji i Średniowiecza i do totalnego zabobonu… Ale to nie nasze zmartwienie, że Kościół Katolicki upadł tak nisko, że z 10 egzorcystów  w Polsce w roku 1996 doszedł do 481 w roku 2012. Skoro Demon krąży nad Polską i do tego Czerwony to egzorcyści zapewne – cała ich armia – poradzi z nim sobie doskonale.Więc kształćmy ich dalej i ślijmy na biedne katolickie społeczeństwo, które zaczyna być coś nieposłuszne WŁADZY. Ponieważ my nie jesteśmy Czerwonymi Demonami tylko Zielonymi więc nasz czas jeszcze nie nadszedł, lecz nawet gdyby nadszedł nie przestraszymy się egzorcystów i ich egzorcyzmów, bo wiemy że to tylko magia, którą dobrze znamy.

Oto zatem linki do wiedzy na tematy, jak rozumiem wywrotowe umysłowo i zakazane – okultystyczne – a ważne moim zdaniem dla rozwoju Świadomości każdego z nas, choćby po to aby prawidłowo funkcjonować w Rzeczywistości:

„Pamięć Wody”, „Naładuj ciało energią kosmiczną” oraz „Czy Świadomość ulokowana jest w mózgu”

http://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/66384,herezje-w-nauce-pamiec-wody

Oto z innego pola linki które zawierają artykuły rozpoznające przenikliwie Rzeczywistość jaka nas otacza – to przykład źródła wiedzy niezbędnej do rozpoznania Rzeczywistości przez naszą Świadomość a nie ciało.

Nie znam autorki tego bloga ale  jest ona teistką czyli osobą wierzącą „naukowo” – nie w dogmaty chrześcijańskie czy inne. (to ważne zgodnie z punktem 1.a tej lekcji ). Ludzie którzy czytają tamten  bardzo głęboki i mądry, przenikliwy BLOG  często wchodzą do nas na Wiarę Przyrody i Słowiańszczyznę a także na artykuły o „zielonym jedzeniu” i ogólno-filozoficzne – jak np. na Lekcje.

http://astromaria.wordpress.com/2008/12/03/bruno-groning/

Jest tam opisana metoda „ładowania się energią” czerpaną z „niewidzialnych (95% zawartości Wszechświata) źródeł kosmicznych. Niestety tej metody ładowania ciała nie da się zastosować jeśli nie stworzymy umysłowej przestrzeni – czyli nie postaramy się w jej skuteczność „uwierzyć”. Stosowanie tego bez wiary musi (MUSI!) być nieskuteczne , a stosowanie kiedy człowiek chce udowodnić że to nie zadziała – nie ma żadnego sensu. To przykład jak zamknięcie – nie podejmowanie próby, albo podejmowanie próby pod z góry założoną tezę – powoduje samospełnienie się tej tezy czyli „oczekiwany przez eksperymentatora wynik eksperymentu”. Dotyczy to także jasnowidzenia, telepatii, teleportacji, inercji, magii i innych zjawisk, które nie są ani dobre ani złe – mogą być natomiast sprzeczne z poglądami nauki albo kościoła takiego czy innego opartego na doktrynie objawionej.

A co nam szkodzi dać sobie szansę na bycie zdrowym i spróbować czegoś w sposób otwarty – z chęcią przyjęcia. Musimy tylko wytworzyć w sobie mechanizm OTWARTOŚCI umysłu na propozycje Świata. Życie i doświadczenie przecież zweryfikuje ten fakt.

Wiemy dobrze – przynajmniej ja, że pozycje jogi, oddychanie, łączność z chmurami, słońcem itp – daje efekty dla nas samych i dla naszych spraw, problemów itp. Warto spróbować się doładować nawet podczas seansu w kinie, czy kiedykolwiek – przy stole, w pracy.

http://astromaria.wordpress.com/2008/12/03/bruno-groning/

http://astromaria.wordpress.com/2011/04/10/bruno-groning-zycie-i-dzialalnosc/

Astromaria jest osobą mądrą, którą wysoko cenię za otwartość i poglądy zrównoważone oraz jasne i uczciwe. Oto kilka przykładowych poglądów ze strony Astromarii, które podzielam bez zastrzeżeń:

http://astromaria.wordpress.com/2011/04/01/wiadomosci-z-wariatkowa-czesc-16/

 

 Globalna Świadomość i Nadświadomość

By budować i rozwijać własną Świadomość w celu osiągnięcia Szczęścia – Spełniania się czyli rozwijania się i doskonalenia Siebie i Środowiska Przyrodzonego a także aby umożliwić sobie łączność z Innymi Świadomościami i z Nadświadomością – łączność sprawną , dwustronną, w pełni kontrolowaną musimy się zastanowić nad tym czym jest Świadomość. Tu przytoczę artykuł który może pomóc. Mógłbym dać tylko link, ale ta treść zasługuje by ją wkomponować w całość wywodu – po to żeby to co ważne znalazło się w jednym logicznym miejscu:

[Ten radioamator z kabiny ciężarówki, jest chyba jakimś fizykiem teoretycznym, który wyakcelerował się z tego środowiska i dla równowagi podróżuje po świecie rozmyślając sobie o tym i owym. A tak na poważnie chciałbym wiedzieć kto jest autorem tego tekstu, bo jest on niezły i dobrze ilustruje parę spraw związanych z funkcjonowaniem Rzeczywistości - choć niekoniecznie się z nim zgadzam w wielu miejscach - ale to jest już na inny artykuł - polemika a z autorem. Zasadniczo tekst jest OK - w 95%  i nie sądzę żeby wyuczonym zawodem tego człowieka było szoferostwo ciężarówek. No cóż, teraz tylu mówiących kilkoma językami i mających po dwa fakultety siedzi za kasami w hipermarketach , że aż przerażenie bierze, więc wszystko jest możliwe.]

http://radioamator.elektroda.eu/gcp.html

Projekt globalnej świadomości.

W 1997 roku, w dniu tragicznej śmierci księżnej Diany, badacze z Uniwersytetu Princeton,
zaobserwowali anomalie (piki) w wykresie będącym obrazem losowego szumu wytwarzanego
przez niewielkie pudełka – urządzenia podłączone do komputerów – sprzętowe generatory losowe.
Podobne anomalie pojawiały się za każdym razem, gdy miało miejsce jakieś zdarzenie, które wstrząsnęło całym światem.
11 września 2001 roku – anomalie pojawiły się 4 godziny przed uderzeniem samolotów w wieże WTC.
W grudniu 2004 roku miało miejsce tragiczne tsunami na Oceanie Indyjskim, w wyniku którego śmierć poniosło ponad 230 tysięcy osób.
Urządzenia zarejestrowały także to zdarzenie z wyprzedzeniem czasowym.
Anomalie pojawiają się także co roku także w czasie przejścia ze starego roku do nowego, co godzinę zgodnie ze strefami czasowymi.
Tak oto powstał na Uniwersytecie w Princeton, pod kierownictwem Rogera Nelsona -
Projekt globalnej świadomości (GCP – Global Consciousness Project) http://noosphere.princeton.edu/
Do tej pory zarejestrowano około 400 anomali, które można powiązać ze zdarzeniami na świecie, które wstrząsnęły świadomością duzej liczby ludzi.
Używane w GCP generatory liczb losowych generują szum elektroniczny na zasadzie zjawiska tunelowania kwantowego
elektronów, które powinno być według teorii chaosu, całkowicie losowe, nieprzewidywalne i wynikające z zasady kwantowej nieoznaczoności Heisenberga.
Według teorii, tak wytworzony szum – powinien być całkowicie nieprzewidywalny, losowy. Tak jednak nie jest.
Urządzenia są rozmieszczone w różnych częściach świata, najwięcej jest ich w Ameryce Północnej i w Europie.
Jedno z nich jest w Polsce, w Collegium Civitas, w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie.
W sumie na dzień dzisiejszy na całym świecie jest ich około 100.

Wyjaśnienie zjawiska:

Zjawiska kwantowe w tych generatorach, odpowiadające za „losowy” szum powstający w tych urządzeniach,
są modulowane przez bezcielesne byty duchowe.
W ten sposób powstają właśnie te anomalie.
Nie jest to tak jak sądzą autorzy eksperymentu, że wpływ na ich pracę ma zbiorowa świadomość dużej liczby ludzi.
Świadomość żywych ludzi nie ma żadnego wpływu na zjawiska kwantowe w tych urządzeniach.
Są to różnorakie dusze, byty duchowe, także te złe, nieczyste – których świadomość wpływa na te losowe zjawisko w urządzeniu.
Wiedzą one z pewnym wyprzedzeniem czasowym o zdarzeniach na świecie, gdyż mogą przenikać materię,
obserwować zdarzenia w przyrodzie, zanim jeszcze zarejestują je przyrządy (tsunami-sejsmografy),
poczynania ludzi odpowiedzialnych za zamachy terrorystyczne (WTC – 2001).
Na tej właśnie zasadzie zwierzęta są informowane z wyprzedzeniem czasowym, i opuszczają zawczasu miejsca katastrof.
Ich mózgi nie są tak selektywne jak ludzkie, i mogą odbierać emocje, myśli takich bytów duchowych.
Te generatory to są najprymitywniejsze jakie tylko mogą istnieć – kwantowe odbiorniki świadomości,
Nie są ani czułe ani selektywne, odbierają wszystko co się z nimi połączy; podobnie jak najprymitywniejszy,
nie posiadający filtrów radioodbiornik o dużych szumach własnych – odbierający wszystkie częstotliwości, programy jednocześnie.
W rzeczywistości te generatory odbierają świadomość bytów duchowych na tej samej zasadzie co mózg.
Zarówno mózg jak i te generatory odbierają duchową świadomość w oparciu o zjawiska na poziomie kwantowym.
Kwantową teorię świadomości Orch-OR (Orchestrated Objective Reduction) – opracowali Roger Penrose i Stuart Hameroff.
Mikrotubule, stanowiące cytoszkielet neuronów są rurkami zbudowanymi z białka tubuliny.
Wewnątrz tych rurek znajduje się czysta woda, która w takiej nano-postaci zachowuje koherencję kwantową,
za sprawą duchowej świadomości, z którą jest połączona.
Tam, w świetle mikrotubul znajduje się właśnie kwantowe połączenie świata duchowego z materialnym.
Mikrotubula sama z siebie nie tworzy świadomości, ale jest rodzajem komputera kwantowego – przekaźnika
sterowanego poprzez duchową świadomość, która jest sprzężona i jest w stanie modulować i kontrolować
koherencję zjawisk kwantowych wewnątrz mikrotubuli.
Neuronalna transmisja synaptyczna jest sterowana sygnałami z mikrotubul,
i jest jedynie „drugim szczeblem” w procesie ożywiania materialnego ciała przez duszę.
Mózg jest bardzo zaawansowanym, o wysokiej czułości, selektywnym kwantowym obustronnym łącznikiem
materialnego ciała z duchową świadomością, i na ogół odbiera czysto i bez zakłóceń jedną świadomość danego człowieka (duszę)
Podobnie jak komputer kwantowy, mózg składa się z nie jednej a wielu bramek logicznych (mikrotubul w miliardach neuronów)
w celu koherentnego współgrania z jedną duchową świadomością i eliminacją błędów kwantowych.
Błędy kwantowe objawiają się niemożnością pełnej kontroli nad mózgiem jednej duszy.
Wówczas mamy do czynienia z różnymi chorobami psychicznymi, schizofrenią paranoidalną , itp.
Błędy takie powstają także wskutek uszkodzenia mózgu w czasie wypadków,
jak też w przypadku zażycia narkotyków, np LSD, DMT i innych substancji psychodelicznych.
Uszkodzone mikrotubule wypadają z koherencji z jedną świadomością i są przejmowane przez inne byty duchowe.

[Moja uwaga: Jeszcze raz przypominam że możemy się z pewnymi rzeczami w przedstawianych tu tekstach nie zgadzać, możemy się też nie zgodzić ze wszystkim co tu napisano].

Świadomość to nie mózg

http://radioamator.elektroda.eu/swiadomosc.html

http://www.eioba.pl/a/2zh0/swiadomosc-to-nie-mozg

Jedno musicie wiedzieć:
Establishment naukowy i medyczny nie przyzna się oficjalnie do istnienia świata duchowego czy życia po śmierci, nawet wobec niezbitych dowodów.
Powodem oczywiście jest pieniądz. Tak, podobnie jak cały ten świat, nauka również nie uniknęła korupcji, i jest polem do zbijania biznesu.
Badań w tematyce o której piszę, po prostu z uprzedzenia i braku korzyści finansowych nikt nie chce ani wspierać, ani finansować, ani promować.
O przypadkach kiedy to prawdziwi nieskorumpowani naukowcy stwierdzili że mają dowody na to, że każdy człowiek ma nieśmiertelną duszę,
która jest właściwym umysłem i świadomością – napisały głównie portale i gazety związane z wiarą, katolickie.
Redaktorzy „renomowanych” naukowych czasopism nie opublikują takich artykułów z prostego powodu:
ośmieszenie poprzez materialistyczny establishment naukowy i biznesowy, a przecież redaktorom zalezy na ich pracy i źródle dochodu.
- tymczasem jest to prawda.
artykuły i materiały filmowe na ten temat nie ukazały się też na polskich głównych portalach np. na onecie, wp, interii, gazecie, a także w polskich czasopismach.
Niektórzy naukowcy którzy szczerze poszukiwali prawdy, a nie uprawiali naukę jedynie dla biznesu
– już przeprowadzili stosowne doświadczenia i obserwacje, i zdobyli niezbite dowody na istnienie duchowej świadomości i życia po śmierci.
James Randi i jego milion dolarów za zademonstrowanie jakiegokolwiek „zjawiska paranormalnego”?
A kto powiedział że ten człowiek jest uczciwy? Przecież to nie jest transmitowane na żywo w TV publicznej, gdzie oglądają miliony, tylko dzieje się w prywatnym zaciszu.
Uważam, że wielu ludzi już mu przedstawiło dowody, ale on na siłę im wmówił że stosują sztuczki iluzjonistyczne itp. byle tylko nie wypłacić nagrody
Nikt mu nie udowodni oszustwa, bo póki to nie będzie transmitowane na żywo na świat – nie ma po prostu takiej możliwości.
To co jest w podręcznikach, encyklopediach, czasopismach naukowych, to co wykłada się na uczelniach to tylko ta część nauki,
która przeszła przez cenzurę establishmentu, czyli została dopuszczona do wiadomości publicznej drogą głosowania większości…
Musicie wiedzieć, że nauka posunęła się dalej, tylko media tego nie rozpropagowały, a wy ufacie mediom i stereotypowi a nie szukacie samodzielnie prawdy.

————————————————————————————————————-

Miałem wówczas 12 może 13 lat, pierwsza połowa lat ’90.
We śnie wyjrzałem przez okienko w przedpokoju.
Na dworze w tym śnie było ciemno, i zobaczyłem w oddali nad lasem ogromny ogień,
który był ze 2 razy wyższy od drzew; zrobił na mnie niesamowite wrażenie,
bo wcześniej czegos takiego nie widziałem.
Za jakiś czas (nie pamiętam dokładnie jaki, ale krótki, jakieś kilka tygodni),
siedząc w pokoju usłyszałem jakieś trzaski. Był wieczór, na dworze już było ciemno.
Wyjrzałem przez okienko w przedpokoju, by zobaczyć skąd pochodzą te trzaski,
i wtedy zobaczyłem identyczny widok jak w swoim wcześniejszym śnie.
Zdałem sobie w mgnieniu oka sprawę, że dokładnie to mi się właśnie śniło,
a teraz to się dzieje na prawdę.
Wszystko identycznie, rozmiary, kształt i miejsce płomieni.
Jak również okienko, i strona z której wyjrzałem – jak we śnie.
Wiem ze absolutnie nie mogło być mowy o przypadku – jak to tłumaczą sceptycy.
Niestety, nie ma innego sposobu by się przekonać, niż samemu doświadczyć na sobie.
Źle tylko zinterpretowałem źródło tych płomieni, zarówno we śnie, jak i gdy je zobaczyłem.
Były na tle lasu, więc myślałem ze to las się pali.
Okazało się że spalił się drewniany dom, który stał tuż przez tym lasem,
a zasłaniały go drzewa, więc z mojego punktu widzenia nie było możliwe ustalenie, co się paliło.

Jednak wtedy fakt że mi się przyśniło coś, co później miało miejsce w rzeczywistości -
specjalnie mnie nie zdziwiło, uznałem właściwie to za coś normalnego.
Nie miałem wtedy pojęcia o tym, że coś takiego jest niespotykane i niewyjaśnione.

Dopiero po latach, kiedy dowiedziałem się że nauka nie ma na to wyjaśnienia – zainteresowałem się tym.
To doświadczenie spowodowało, że zainteresowałem się zjawiskami niewyjaśnionymi.
Po prostu wiedziałem i wiem, że skoro ja coś takiego przeżyłem, to i przynamniej część opisów
niezwykłych przeżyć innych ludzi – musi być prawdziwa.

Czytając, dowiedziałem się że takie sny zdarzają się bardzo rzadko,
nazywa się je realistycznymi snami proroczymi, lub deja-vu (z francuskiego: już widziane).
Zdałem sobie sprawę, że nie jestem jedynym człowiekiem, który tego doświadczył.

Szukałem w nauce odpowiedzi, w jaki sposób mózg mógł mieć dostęp do informacji z przyszłości.
Dowiedziałem się, że przeczy to teorii względności Alberta Einsteina, gdyż zakłada ona, że
nie jest możliwe przesyłanie informacji z prędkością większą, niż predkość światła w próżni – c,
oraz że z tego wynika niemożliwość przesyłania informacji do przeszłości (i ich odbioru z przyszłości).
Dowiedziałem się o hipotetycznych cząskach nadświetlnych, które mogłyby poruszać się szybciej niż c,
i jednocześnie nie mieć mozliwości zwolnić do poziomu c, ani niższych prędkości.
Cząstki te nazwano tachionami.
Jednak ich istnienie jest tylko hipotetyczne, poza tym nie wyjaśniało to,
w jaki sposób mózg mógłby je odbierać, i co mogło by je generować.

Wszak ze snu jasno wynika, że to co ma się zdarzyć – już jest gdzieś zapisane,
albo tak jak myślał Einstein – czas jest tylko upartym złudzeniem; zapewne miał na myśli że przeszłość,
teraźniejszość i przyszłość – istnieją jednocześnie, choć nasza świadomość nie ma dostępu do
przyszłości, przeszłość jedynie pamiętamy – stąd tak a nie inaczej odbieramy rzeczywistość, jako
nieodwracalny uplyw czasu.

Zacząłem się zastanawiać nad tym, czy aby na pewno cała nasza świadomość, osobowość, pamięć -
mieści się w mózgu i że jest on elektrochemicznym komputerem, a nasze myśli to impulsy chemiczne i
elektryczne między neuronami w mózgu (synapsy).

Szybko zdałem sobie sprawę, jakże naiwna jest taka teoria świadomości….

Mimo, że jest ona domeną świata akademickiego, i wciąż jest wykładana na uczelniach, niczego tak naprawdę nie wyjaśnia…
Owszem, takie zjawiska zachodzą w mózgu, zostało to zbadane i potwierdzone.
Jednak w żadnym przypadku nie może być to nasze „ja”, nasza świadomość.

Gdyby tak było – nie różnili byśmy się niczym specjalnym od komputerów.
Silny impuls elektromagnetyczny – broń elektromagnetyczna,
która niszczy wszelkie urządzenia elektroniczne,
albo wysokonaładowane cząstki wiatru słonecznego -
wręcz wykasowało by to nam pamięć z mózgu (jeśli przyjąć że myśli to impulsy elektryczne).
Tymczasem nic takiego nie ma miejsca.
Naszej pamięci nie narusza też potężne pole magnetyczne, w czasie obrazowania mózgu za pomocą jądrowego rezonansu magnetycznego.
Impuls elektromagnetyczny zniszczy komputery, wykasuje pamięć, zniszczy urządzenia elektryczne i elektroniczne.
Nie naruszy jednak naszej pamięci, nie zaburzy naszej osobowości, nie zmieni naszych myśli.
A przecież mózg nie jest ekranowany, czaszka nie jest klatką Faradaya, większa część widma
elektromagnetycznego (prócz podczerwieni, światła widzialnego, UV) – wnika w głąb, lub przenika przez
nasze głowy na wylot.
A pomyślcie o ludziach, którzy są narażeni na bardzo silne pola elektromagnetyczne, o operatorach
wojskowych urządzeń radiolokacyjnych, narażonych na mikrofale o potężnej mocy, które by zniszczyły
wszelkie urządzenia elektroniczne umieszczone w ich wiązce.
Choroba mikrofalowa, która po latach jest tego konsekwencją – nie oznacza jednak utraty osobowości, czy
jakiegokolwiek zaniku pamięci.

W książce „Umysł przewidujący przyszłość” Davida Loye, na początku rozdziału „Holograficzny umysł” – czytamy:


Karl Lashley był jednym z najbardziej wytrwałych i skrupulatnych neuropsychologów przełomu lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku.
Zdecydowany odkryć, czym jest pamięć i gdzie należy ją lokalizować, przez blisko trzydzieści lat badał mózgi szczurów.
Jego eksperymenty polegały na wycinaniu określonego obszaru mózgu, a następnie, kiedy tylko zwierzę dochodziło do zdrowia, testowaniu utraconej pamięci.
Ale chociaż usuwał aż do osiemdziesięciu procent całkowitej objętości mózgu, odkrywał, że pamięć szczurów nadal działa bez zarzutu.
Analizując wyniki swoich badań, nie krył rozczarowania faktem, że nie istnieje żadne oczywiste miejsce,
w którym można by zlokalizować pamięć i żaden „engram”, który by ją przechowywał.
Doszedł więc do wniosku, że proces uczenia się, w jakim wszyscy uczestniczymy, jest z logicznego punktu widzenia… niemożliwy.
W jednej z notatek zaproponował również coś, co miało nieco podbudować jego pracę, ale co w tamtych czasach wydawało się poglądem dość żałosnym.
Engram – jak nieśmiało zasugerował Lashley – istniał, ale w jakiś zupełnie niezrozumiały sposób rozprzestrzeniony był w obszarze całego mózgu.
Ponadto, aby rozjaśnić nieco tę mglistą ideę, dodał, że pamięć powstaje dzięki bliżej nieokreślonym „falom interferencji”.

Natomiast w książce „Poza granicami wyobraźni” Viktora Farkasa, w rozdziale „Cudowna istota człowiek: myślenie bez mózgu”,
– opisane są udokumentowane medycznie przykłady normalnych, żyjących ludzi,
u których w wyniku wodogłowia stwierdzono większościowy lub nawet całkowity brak….

mózgu.

Wniosek jest taki, że naukowcy, którzy powołują się na teorię, jakoby to w mózgu miała być pamięć i osobowość -
nie mają pojęcia, jak bardzo się mylą.

A może wiedzą, ale nie mają lepszego wyjaśnienia.

Tą teorię mogę tylko porównać do dawnej teorii budowy świata – teorii geocentrycznej.
Wszechświat składał się z obracających się kryształowych sfer,
na których były umieszczone Księżyc, Słońce, planety, i na ostatniej – gwiazdy stałe.
W samym centrum wszechświata zaś tkwiła nieruchomo płaska Ziemia.

Jednak wraz z początkami heliocentryzmu, odkryto że Ziemia jest kulą, a Słońce jest znacznie od niej większe.
Nieprawdopodobnym i nielogicznym było, by większe ciało krążyło wokół mniejszego.

Uznano że to Słońce jest nieruchome i znajduje się w centrum wszechświata,
zaś Ziemia jest tylko jedną z planet, które krążą wokół niego.
Odkryto że maleńkie gwiazdy na nocnym niebie są w rzeczywistości ogromnymi słońcami, i że są ich
miliardy, które jako całość nazwano Galaktyką.

Odkryto, ze Galaktyka jest tylko maleńką częścią większej całości,
bowiem podobnych galaktyk są znowu miliardy….

Brzytwa Ockhama – słynna zasada naukowców, mówiąca że nie należy mnożyć bytów ponad
konieczność, i że najprostsze wyjaśnienie bywa zazwyczaj prawdziwe – już wtedy się stępiła…

Jak widzicie, cały czas mnożono byty „ponad konieczność”, w miliardy miliardów….

Jak się później dowiecie – to co nazywamy dziś całym wszechświatem – także przyjdzie pomnożyć….

W międzyczasie pomnożono byty, dzieląc atom ( gr. atomos, niepodzielny! ) – na coraz mniejsze
części…

Pod koniec XX wieku odkryto wreszcie, że wokół innych gwiazd, także krążą planety.
Obecnie odkrywa się ich coraz więcej, choć jest to trudne z uwagi na olbrzymią odległość.

Prosta teoria budowy świata, okazała się nie mieć nic wspólnego z rzeczywistością.
Podobnie jak teraz teoria świadomości, będącej integralną częścią, czy wręcz właściwością mózgu…

A co powiecie na doświadczenia w czasie śmierci klinicznej, doświadczenia pacjentów, których
przywrócono do życia, mimo braku oddechu, tętna, i z płaskim wykresem EEG!

Płaski EEG oznacza tylko jedno:
Mózg nie funkcjonuje – a więc zgodnie z ustaleniami naukowymi, zmysły nie mogą być aktywne,
a człowiek nie może niczego widzieć, słyszeć, czuć, ani tym bardziej zapamiętać.

Tymczasem w rzeczywistości jest inaczej.

Ludzie ci, po udanej reanimacji, byli w stanie zapamiętać i podać szczegóły operacji,
ktorych w żaden sposób nie mogli wymyślić, zgadnąć – jak również to co się z nimi działo wówczas,
gdy przyrządy nie rejestrowały żadnej aktywności mózgu!

I takich przypadków na świecie było i jest wiele!

Zainteresowanym polecam film „The Day I Died” – Dzień w którym umarłem.
Jest na YouTube z lektorem PL.

Profesor Stuart Hameroff jest anestezjologiem i bada relacje pacjentów, którzy przeżyli śmierć kliniczną.
Wspólnie z angielskim fizykiem, Rogerem Penrose – opracowali kwantową teorię świadomości Orch-OR.
Argumentacja sceptyków, jakoby zjawiska kwantowe nie mogły zachodzić w wysokich temperaturach, a więc w tworach takich jak mózg – jest błędna.
Przykładem jest kwantowe zjawisko tunelowe, które ma zastosowanie w elektronice.

Fizyka kwantowa…
Czuję że to właściwa droga!

Nawet Albert Einstein nie mógł tego rozwikłać…

W świecie kwantów dzieją się dziwne rzeczy…
Np. dwie splątane ze sobą cząstki, fotony czy elektrony – mogą się znajdować dowolnie daleko od siebie,
a ich polaryzacja będzie przeciwna.
Mimo, że stan pojedyńczej, dowolnej cząski jest całkowicie niekoreślony,
po dokonaniu pomiaru polaryzacji dowolnej z tych cząsek – stan drugiej automatycznie
ustali się jako przeciwny. Choćby te cząstki były w różnych galaktykach.
Einstein nazwał to „upiornym oddziaływaniem na odległość” ponieważ przeczyło jego teorii,
że informacja nie może poruszać się szybciej niż światło.
Tymczasem w tym przypadku dzieje się to natychmiastowo, bez jakiegokolwiek opóźnienia.

Foton czy elektron może przejść jednocześnie przez dwie szczeliny i interferować sam ze sobą.
Nazywa się to superpozycją.
Gdy jednak będziemy chcieli zaobserwować, którędy przechodzi ta cząstka – okaże się że wybierze
zupełnie losowo jedną szczelinę, przez którą przejdzie, i tylko detektor umieszczony przy tej
szczelinie
zarejestruje przejście.
Elektron lub foton nie obserwowany – zjawia się jako fala interferencyjna, jednak obserowany – jako
cząstka.
Nazywa się to dualizmem korpuskularno-falowym.
Funkcję falową, będącą rozwiązaniem równania Schrödingera, należy rozumieć jako obszar, który opisuje rozkład prawdopodobieństwa
wystąpienia cząstki w danym miejscu.

Niels Bohr, duński fizyk, stworzył „Interpretację kopenhaską mechaniki kwantowej”, w której funkcja
falowa, opisująca rozkład prawdopodobieństwa wystąpienia cząstki – gdy zostanie dokonany pomiar -
zredukuje się do tego jedynego stanu, który jest wynikiem pomiaru.

Kot Schrödingera

Erwin Schrödinger, aby pokazać jak teoria kwantowa przeczy zdrowemu rozsądkowi, opracował myślowy eksperyment z udziałem kota.
Kot jest zamknięty w pudełku, w którym umieszczono szczelny, np szklany pojemnik z trucizną, np lotną cieczą.
Do pudełka włożono próbkę materiału promieniotwórczego, emitującą średnio jedną cząstkę na godzinę,
a także detektor promieniowania, mający na celu zarejestrować tę cząstkę.
Detektor jest połączony z mechanizmem, który w chwili zarejestrowania cząstki, rozbija pojemnik i uwalnia truciznę.
Po włożeniu kota i próbki i zamknięciu pudełka, oraz odczekaniu godziny – mamy 50% prawdopodobieństwo,
że kot jest żywy i takie samo 50% że jest martwy.
Tak mówi zdrowy rozsądek. Jeśli nastąpi radioaktywny rozpad i detektor go zarejestruje, to zostanie uruchomiony mechanizm, który uwolni truciznę z pojemnika,
i wtedy kot zginie. Jeśli rozpad nie nastąpi, kot nadal będzie żywy.
Rozpad promieniotwórczy jest zjawiskiem kwantowym, można więc określić tylko prawdopodobieństwo zajścia rozpadu,
a tym samym prawdopodobieństwo zatrucia kota.

Z interpretacji kopenhaskiej wynika jednak coś innego – Zanim otworzymy pudełko czyli dokonamy sprawdzenia zawartości pudełka,-
kot jest jednocześnie i żywy i martwy. Znajduje się on w dziwnym stanie (superpozycji) wszystkich możliwych rozwiązań.
Dopiero otworzenie pudełka i sprawdzenie jego zawartości redukuje układ do jednego stanu – kot wyskoczy żywy z pudełka, albo pozostaje w nim martwy.

Einstein upierał się przeciwko takie redukcji i przypadkowości w świecie zjawisk kwantowych,
przewidywanych przez interpretację kopenhaską,
pisząc w liście do Bohra słynne zdanie:

„Dobry Bóg nie gra ze światem w kości!”

…..i miał rację!

Kwantowa teoria wielu światów

W 1957r. amerykański fizyk, Hugh Everett III, obronił pracę doktorską, w której zaproponował zupełnie nowe podejście do problemu interpretacji mechaniki kwantowej.
Zaproponował, by wszystkie możliwe stany kwantowe (możliwe wyniki pomiarów) funkcji falowej potraktować jako prawdziwe i rzeczywiste.
Założył, że w chwili obserwacji (pomiaru) zdarzenia kwantowego, będącego wcześniej w superpozycji – wszechświat rozczepia się na tyle kopii,
ile jest możliwych rozwiązań funkcji falowej.
Założył że dzieje się tak w przypadku każdego zdarzenia kwantowego, że redukcja funkcji falowej jest tylko pozorna,
i jest związana z ustaleniem się kwantowego stanu w linii czasowej, że wszystko co tylko jest możliwe, ma miejsce w którejś odnodze multiwszechświata.
Everett swoją teorię nazwał „Wieloświatową interpretacją mechaniki kwantowej”.
Swój pomysł poparł podstawą matematyczną, w ktorej nie udało sie znaleźć błędu.

Multiwszechświat jawi się jako rozgałęziające się drzewo o nieskończenie wielu gałęziach, cały czas rozgałęziających się i postępujących wraz z tym,
co my nazywamy upływem czasu.
Drzewo to może istnieć jako całość, naraz, jednocześnie, a iluzja upływu czasu jest domeną naszej ograniczonej świadomości,
odbierającą tylko jedną wąską ścieżkę łańcucha zdarzeń, spośród nieskończenie wielu możliwych.

Kot Schrödingera jest w połowie przyszłych linii czasowych (od momentu otworzenia pudełka, obserwacji) żywy,
a w drugiej połowie martwy, i to jakiego go zaobserwujemy, zależy od tego, jaki wynik był przypisany linii
czasowej, w której znajduje się nasza świadomość.

Kotów Schrödingera było wiele, bo nasze kopie w równoległych wszechświatach, również wykonały ten eksperyment.

Oczywiście tylko myślowo, bez udziału prawdziwego kota :)

Paradoks dziadka też nie istnieje.

Faktem jest że ta teoria nie jest kompletna, jako teoria wszystkiego, opisująca wszystkie zjawiska w przyrodzie, nie uwzględnia się w niej bowiem grawitacji,
Jednak sama idea istnienia wielu wszechświatów równoległych jest intrygująca, w naturalny sposób wyjaśnia wiele zjawisk, i mam kilka argumentów na rzecz jej prawdziwości.

Komputer kwantowy.

David Deutsch, fizyk z Uniwersytetu w Oksford, opracował w latach ’80 kompletną teorię działania komputera kwantowego.
Już dziś zbudowano pierwsze kwantowe bramki logiczne, przetwarzające pojedyncze qubity (bity kwantowe), których obliczenia potwierdzają teorię.
Niesamowitą szybkość i jednoczesność obliczeń, da się sensownie wyjaśnić, tylko w oparciu o teorię wielu światów, w których wiele bliźniaczych kopii komputera,
jednocześnie wykonuje wiele rożnych prób obliczeń tego samego zadania, i na koniec, zbiorczy wynik jest do odczytu na każdej z nich.

Doświadczenie Younga.

Na początku XIX wieku, Thomas Young, angielski fizyk – wykonał doświadczenie, które potwierdziło falową naturę światła.
Doświadczenie to polegało na przepuszczeniu światła świecy przez małą dziurkę wyciętą w nieprzeźroczystym materiale,
za którym znajdował się kolejny materiał, tym razem z dwiema małymi dziurkami położonymi blisko siebie.
Następnie znajdował się ekran, na który rzutowane było światło po przejściu przez oba materiały z dziurkami.
Young zamiast dwóch świetlnych punktów (na co wskazywała by logika) ujrzał właśnie wzór interferencyjny.
Jednak 100 lat później, Einstein wyjaśnił zjawisko fotoelektryczne, i od tego czasu wiemy że światło składa się z fotonów.
Co zostało potwierdzone doświadczalnie przez Arthura Holly Comptona w 1923r.

Naukowcy wykonali zmodyfikowaną wersję doświadczenia Younga, w której źródło światła emitowało pojedyncze fotony,
tak że np. co ułamek sekundy, wychodził tylko jeden foton
Pojedyncze fotony były przepuszczane przez podwójną szczelinę, za którą umieszczono materiał światłoczuły.
Po kilku godzinach wynik eksperymentu był już znany.
Na światłoczułym materiale pojawiło się nic innego, jak znany już wzór interferencyjny.
Z czym w takim razie interferuje pojedynczy foton?
W mechanice kwantowej ten efekt jest wyjaśniony jako nakładanie się funkcji falowej, która opisuje stan fotonu.
Ale funkcja falowa jest przecież tylko rozkładem prawdopodobieństwa znalezienia cząstki,
i według interpretacji kopenhaskiej nie istnieje jako coś realnego, z czym mógłby interferować pojedynczy foton.
Przecież zgodnie z założeniami szkoły kopenhaskiej, funkcja falowa ma nieustannie ulegać redukcji do jednego konkretnego stanu kwantowego.
Rzeczywiście, tak to wygląda z poziomu obserwatora, który ma dostęp i obserwuje wynik z jednego tylko wszechświata równoległego (ściślej: z jednej równoległej linii czasowej).
Nie oznacza to jednak, że tak właśnie jest w szerzej pojętej rzeczywistości.

Dopiero po zastosowaniu kwantowej teorii wielu światów, znajdujemy wyjaśnienie tej zmodyfikowanej do pojedynczych fotonów wersji doświadczenia Younga.
Pojedyńczy foton interferuje z całą resztą funkcji falowej, którą stanowią niewidzialne w naszym wszechświecie
fotony, znajdujące się w równoległych wszechświatach, których równoległa obecność i trasy – zgodnie z teorią Everetta -
determinują trasę jaką przemieszcza się foton w naszej linii czasowej, w taki sposób, by zgodnie z rozkładem prawdopodobieństwa przewidzianym przez funkcję falową, chwilowe położenie i pęd pojedynczego fotonu nie były identyczne w dwóch różnych wszechświatach równoległych.
W ten sposób właśnie powstaje znany już wszystkim wzór interferencyjny.

Powyższa interpretację tego doświadczenia, którą ująłem własnymi słowami, opisał David Deutsch, i można o niej przeczytać w jego książce „Struktura rzeczywistości” (The Fabric of Reality).

Kwantowa świadomość

Zastanawialiście się, skąd się biorą treści, obrazy, sceny w Waszych snach?
Skoro mój sen, o którym pisałem na początku, dotyczył przyszłego zdarzenia w rzeczywistym świecie,
To nic nie stoi na przeszkodzie, by uznać, że przynajmniej ta część snów, w których widzimy zupełnie realistyczne sceny
widoki, krajobrazy, miasta, domy, ulice, zdarzenia i ich szczegóły – ma rzeczywiście miejsce w którymś z wielu światów równoległych, postulowanych przez Everetta.
W czasie snu, nasza świadomość może przekraczać granicę dzielącą nas od równoległych linii czasowych, a nasza pamięć może się na pewien czas „podłączyć”
do świadomości którejś z naszych kopii żyjącej w którymś ze swiatów równoległych, i rejestrować przeżycia tego naszego bliźniaka w innej linii czasowej,
tak jakbyśmy to przeżywali my.
Co więcej – w snach dosłownie zespalamy się z naszymi bliźniaczymi kopiami.
W snach odbieramy rzeczywistość za pomocą ich świadomości, a nie naszej.
Oznacza to, że śniąc dany sen – mamy w pamięci przeszłe zdarzenia, emocje, uczucia, wiedzę i umiejętności
naszego bliźniaka w równoległym wszechświecie – a nie nasze.
Dlatego mając na uwadze zwykły (nieświadomy) sen – śnimy go bez wpływu naszej świadomości na przebieg zdarzeń -
decyduje o nich właśnie świadomość tej naszej bliźniaczej kopii.
Czas nie ma tu żadnego znaczenia, możliwe jest połączenie zarówno z przyszłą jak i przeszłą równoległą linią czasową.
I to by tłumaczyło mój sen deja-vu, o którym na początku pisałem…

A jak to jest, że widzimy we śnie jakiś napis, czy liczbę, czytamy go, a potem spoglądamy gdzieś indziej, i znów na ten napis….
ale za drugim razem widzimy coś innego?
Obserwujemy różne światy równoległe, będące takimi samymi, za wyjątkiem treści tego napisu.

Jednak z analizy moich snów wynika, że ludzie, których spotykamy w snach w części przypadków znajdują się również we śnie.
Z tym że prawie zawsze są to niematerialne dusze – świadomości ludzi ze światów równoległych, którym my się śnimy w taki sam sposób, w jaki oni nam.
Jednak we śnie widzimy ich normalnie jako ludzi
Takie wytłumaczenie wynika z analizy moich snów, chociażby z treści niektórych prowadzonych rozmów sennych.

Jak ustaliliśmy, choćby na podstawie doświadczeń śmierci klinicznej, istnienie duszy jest faktem.
Świadomość jest niematerialna i może przebywać poza ciałem.
Świadomość (dusza) w jakiś sposób jednak oddziałuje z materią, sterując ciałem,
zapewne za pomocą jakichś nieznanych jeszcze zjawisk kwantowych, rodzajów splątania kwantowego,
z atomami każdej żywej komórki w naszym materialnym ciele, czyniąc go żywym, ożywiając materię.
Zatem wszystko, co żyje, każde zwierzę i roślina, nawet bakterie – mają duszę.
bez kwantowej świadomości – duszy materia nie może być żywa.
Nie oznacza to że zwierzęta, rośliny, czy tym bardziej bakterie są świadome.
Pisząc o świadomości, mam na myśli ten kwantowy pierwiastek życia, który jest odpowiednikiem w świecie duchowym.
A zatem istnieje dusza, która przetrwa śmierć ciała fizycznego.
To tłumaczy, dlaczego śnią nam się nasi bliscy zmarli, i czasami podają informację, których nie można by uzyskać w inny sposób;
Np. w przypadku zaginięć, czy niewyjaśnionych morderstw, zmarły może się przyśnić i podać szczegóły i okoliczności swojej śmierci,
oraz miejsce w którym leży jego ciało, co może być później potwierdzone w trakcie śledztwa prowadzonego przez policję.
Zdarzają się takie przypadki.

Podobnie działa nasz mózg – jest tylko odbiornikiem bytu duchowego w oparciu o zjawiska kwantowe.
Jest jednak bardzo selektywny, i odbiera (analogicznie do radia) tylko jedną stację radiową (naszą świadomość)
a nie transmisje na wszelkich możliwych częstotliwościach, które znajdą się w jego zasięgu.

Do takiego właśnie wniosku doszedł laureat nagrody Nobla z dziedziny fizjologii i medycyny, australijski neurofizjolog prof. John Carew Eccles.
Wynik jego naukowych dociekań, znany jako dualistyczny interakcjonizm (dualist-interactionism),
jest właśnie połączeniem duchowej świadomości (duszy) z ciałem człowieka poprzez zjawisko nieoznaczoności kwantowej w mózgu.
John Eccles doszedł do wniosku, że świadomość mieści się w mózgu, ale nie jest jego wytworem,
jest od niego niezależna, i pozostanie nienaruszona po jego śmierci jako duch.

Czasem zdarza się że jest inaczej, czy to z powodu praktyk, zdolności niektórych ludzi, czy też natury ich mózgu.
I w ten sposób media na seansach spirytystycznych pozwalają na czasowe przejęcie kontroli nad swoim ciałem – innym bytom duchowym,
– stąd czasem mówią nieznanymi językami, bądź zmienionym, nienaturalnym głosem.
To samo dotyczy opętanych, czy niekiedy uznanych za „chorych psychicznie”.
Zdarza się tak i bez spirytyzmu.
Są przypadki ludzi, w których jednym ciele, kryje się kilka osobowości
Nazywa się to podwójną osobowością, i polega na tym, że przez jedno ciało, za pośrednictwem mózgu, kontaktuje
się ze światem materialnym kilka świadomości (dusz).
I też tu są przypadki, że ci ludzie np. znają obce języki, których nigdy się nie uczyli, i nie mieli takiej możliwości.
Lunatycy wstają, chodzą, robią różne rzeczy, niekiedy takie, których nigdy by nie zrobili będąc świadomymi.
Nic później po przebudzeniu nie pamiętają.
Po prostu jakiś byt duchowy posługiwał się wówczas ich ciałem.
W dużym uproszczeniu można się posłużyć analogią radia, telewizora – do mózgu.
Widzimy i słyszymy coś w tych urządzeniach, co jednak nie jest w nich samych, a jedynie przez nie odbierane.
Ale gdyby kilka wieków temu, pokazano komuś telewizor czy radio – nie dał by wiary, że to co tam widzi i słyszy,
nie pochodzi z wnętrza tego urządzenia, że to urządzenie nie jest tego źródłem.

Weźmy radio na baterie, zdejmijmy obudowę, tak by był dostęp do płyty z elementami elektronicznymi (od strony lutowania)
Włączmy takie radio, dostrójmy jakąś stację. ok, wszystko gra.
Teraz, gdy zaczniemy dotykać palcem tych lutowań i ścieżek na płycie,
Gdy trafimy na miejsce, gdzie mieści się układ pośredniej częstotliwości i tam dotkniemy,
radio zacznie nam się rozstrajać, będziemy słyszeli kakofonię różnych stacji radiowych,
także zagranicznych, krótkofalowych, które są nawet na innych zakresach fal.
Gdy tylko odejmiemy palec, wszystko wróci do normy; znów będziemy slyszeć tylko naszą pierwotną stację.

Czasem w wyniku wykrycia np. tętniaka, wykonuje się operacje wymagające trepanacji czaszki.
wycina się fragment kości czaszki, by uzyskać dostęp do kory mózgowej.
Pacjent może być wtedy świadomy.
Lekarze robili doświadczenia, stymulując korę mózgową za pomocą elektrod,
przez które przepuszczali niewielki prąd.
Zmieniali w ten sposób stan świadomości pacjentów, pacjenci widzieli rzeczy, postacie, których nikt inny nie widział.
Jednak nie ma możliwości by w ten sposób „dopisać” człowiekowi lub wymazać jakieś wspomnienie,
coś czego ten człowiek nigdy nie przeżył, nie doświadczył.
Co jest jeszcze jednym argumentem, przeciw teorii, jakoby to mózg był źródłem świadomości.
Po odjęciu elektrody – wszystko natychmiast wracało do normy.

Narkotyki, czy wszelkie substancje psychoaktywne, psychodeliczne – właśnie powodują takie rozstrojenie mózgu;
możliwy jest wgląd w inne światy, możliwe jest zakłócone widzenie rzeczy spoza naszej linii czasowej,
Ale niestety też otwiera to mózg dla innych niż nasza świadomość – bytów duchowych, co może mieć złe skutki, o jakich pisałem powyżej.

Znana jest powszechnie substancja psychodeliczna o nazwie dimetylotryptamina, czyli DMT.
Jest ona wytwarzana w minimalnych ilościach w mózgu przez szyszynkę, ale też znajduje się w wielu roślinach
Znanym przez Indian i inne plemiona już od starożytności rytualnym napojem psychodelicznym zawierającym m.in. DMT jest ayahuasca (czyt. ajałaska).
Wiele osób twierdzi, że ta substancja umożliwia wyjście duszy z ciała,
zobaczenie przyszłości czy innych niedostępnych zmysłom zjawisk, np odnalezienie zaginionych osób czy rzeczy.
Morgan Robertson w swojej powieści „Futility” opisał tragedię, będącą zaskakującym podobieństwem do katastrowy Titanica.
Nie było by w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że powieść została wydana w roku 1898, a więc 14 lat przez słynną katastrofą.
Jak wiadomo, Robertson zmarł na skutek przedawkowania narkotyków.
Prawdopodobnie to właśnie ayahuasca była w jego przypadku przyczyną tego iż miał te prorocze wizje i jak to określił,
kontakt z astralnym współautorem w tworzeniu powieści „Futility”.
Teoria Everetta i wielowymiarowa świadomość przemieszczająca się niepostrzeżenie między równoległymi rzeczywistościami daje wiele możliwości rozwoju wydarzeń,
Chodzi tu o to, że te substancje mają wpływ na pewne zjawiska kwantowe w mózgu (w mikrotubulach) znane jako siły Van der Waalsa.
Zachodzi tu zjawisko podobne do marzeń sennych, polegające na kwantowej teleportacji duchowej świadomości
między mózgami naszych nieskończenie wielu kopii żyjących w równoległych wszechświatach
Ponieważ wszystkie możliwe stany kwantowe się rzeczywiście realizują – czas jako taki nie istnieje,
a jest tylko subiektywną drogą rozwoju i doświadczania świadomości,
nasza jaźń może się dzielić, łączyć, oscylować w tym wielowymiarowym wszechświecie,
stąd dokładne przewidzenie przyszłego zdarzenia przez np. jasnowidzów nie jest możliwe (np numerów lotto, jak by niektórzy chcieli).

Ale wracając do snów – kto decyduje o treści naszych snów, danej nocy, w danej chwili drzemki?
kto sprawia że widzimy akurat takie a nie inne zdarzenie,
spotykamy akurat taką a nie inną osobę i rozmawiamy z nią na określony temat, w akurat takim a nie innym świecie równoległym?

Skoro istnieje dusza, duchy, to znaczy że istnieje też cały świat duchowy, może istnieć wyższy wymiar rzeczywistości, łączący wszystkie te światy równoległe,
w których żyją istoty z materialnym ciałem, mogą żyć w nich doskonalsze od nas istoty duchowe,
które widzą całe to drzewo nazywane multiwszechświatem – jednocześnie.

To one znają naszą przyszłość w różnych liniach czasowych, różne możliwe wersje przyszłych zdarzeń, z naszym udziałem,
to one mogą decydować o treści naszych snów, łącząc nas ze światami równoległymi,
pozwalając niekiedy naszym bliskim zmarłym na kontakt z nami w ważnych sprawach,
a także ostrzegając nas w snach, dając symboliczne wskazówki, lub wyświetlając nam w snach „zwiastuny filmu”
będącego czekającym nas przyszłym wydarzeniem w jakiejś sporej procentowo liczbie przyszłych ścieżek w światach równoległych.
Osobom niewidomym od urodzenia, mogą z jakichś powodów nie być dostarczane wrażenia senne zawierające obrazy.

Mieszkam w domu jednorodzinnym z działką, i od drzwi domu do furtki jest chodnik (wylewka)
i po środku jest wmurowany taki betonowy kwadrat z metalowym okuciem, o boku ok 70cm,
przypomina klapę włazu do studzienki kanalizacyjnej, szamba itp. tylko nie ma żadnych dziurek, i jest masywniejszy i ułożony równo z betonem.
Jak byłem mały, może ze 4-5 lat miałem, to mam w pamięci widok jak dziadek zdjął ten kwadrat betonu,
i była tam wybetonowana jakaś kwadratowa studzienka, o głębokości ok 1,5 – 2m, na jej ścianach wyraźne ślady desek z szalunku,
i lekko pomalowane jakimś rzadkim lepikiem czy smołą.
Później nikt tego więcej nie otwierał, i tak mi w pamięci został tamten widok, byłem przekonany że tak właśnie jest.
A tymczasem niedawno przy okazji małego remontu i poprawek chodnika, wyszła rozmowa i babcia mówi,
że to jest tylko płyta wmurowana w chodnik, i niczego pod spodem nie ma, jest ziemia, i ze tak było od początku.
I faktycznie nie ma, – sprawdziłem wbijając pod kątem metalowy pręt w ziemię – gdy by był beton, to by sie pręt zatrzymał.

Drugi tego typu przypadek miał miejsce w 2003r, gdy szedłem w pielgrzymce (warszawskiej, grupy 17-ste)
Trasa prowadziła przez miejscowość Idzikowice, i szło się ulicą, która była wiaduktem nad torami.
Tam są zakłady remontowe pociągów, i inne tego typu firmy, przebiega centralna magistrala kolejowa (CMK), ale nie w tym rzecz.
Była wtedy ładna słoneczna pogoda, bezchmurne niebo.
Idąc w grupie, przechodząc tym wiaduktem, po lewej stronie przed takim budynkiem, czy to lokomotywownią,
widziałem kilka (3,4 lub 5) oddzielonych torami peronów, a na każdym z nich typową tabliczkę z nazwą stacji „Idzikowice”.
W ogóle nie zwróciłem na to uwagi, aż do niedawna, gdy przypadkowo się dowiedziałem, że tam żadnych peronów nie ma i nigdy nie było (!)…

Moje wyjaśnienie jest takie:

Zakładam prawdziwość teorii Everetta-Deutscha. (Istnieje stała liczba,
być może nieskończenie wiele równoległych wszechświatów, w których są te same prawa przyrody).
Nasza duchowa świadomość płynnie i niezauważalnie przez cały czas przełącza się pomiędzy tymi światami,
ale tylko takimi, w których różnice polegają tylko na nieokreślonych subtelnych zmianach.
(np. pogoda, przyroda, ludzi jakich po drodze spotykamy, a także ich nastrój w stosunku do nas, itp.)
Natomiast wszystkie zapisane w naszej pamięci ustalone dane – są wspólne dla tych swiatów.
(np. wygląd naszego domu, pokoju, miasta, budynki, drzewa, ludzie których znamy, to co mamy zapisane w zeszycie, na komputerze itp.)
Jeśli jesteśmy bardziej rozwinięci duchowo, życzliwiej nastawieni do ludzi, przyrody
– trafiamy do tych lepszych światów, w których czujemy spokój, harmonię, albo jest np ładniejsza pogoda, życzliwsi ludzie.
W naszych snach – też to ma miejsce, z tym że tam przełączani jesteśmy pomiędzy różniącymi się od siebie rzeczywistościami.
Całą wędrówką naszej świadomości kierują istoty astralne.
Wygląda to dla nas tak właśnie jak twierdzą fizycy kwantowi, że świadomość tworzy rzeczywistość.
Większość z nas nie zauważa tego, i przyjmuje po prostu jako upływ czasu w jednym wszechświecie.
Jednak to co napisałem powyżej – 100% się zgadza z teorią kwantową, z doświadczeniem Aspecta,
kwantową teorią świadomości Penrose’a i Hameroff’a – oraz – z moimi odczuciami.
Wszystko odbywa się na zasadzie teleportacji stanów kwantowych wewnątrz mikrotubul.
pomiędzy (jak już wiemy – będącymi kwantowymi interakcyjnymi odbiornikami) mózgami naszych bliźniaczych kopii w tych równoległych światach.
W strukturach nano, jakimi są mikrotubule, stany kwantowe nie wykazują już cech chaosu – nawet w wysokich temperaturach,
Ale są właśnie nieustannie modulowane przez duchową świadomość człowieka.
Dzięki takiemu rozwiązaniu, możliwa jest koherencja i teleportacja stanów kwantowych, co w praktyce oznacza teleportację naszej świadomości.

W tym miejscu należy wspomnieć o możliwości podróży w czasie. Zarówno w przyszłość jak i w przeszłość
I to bez paradoksu dziadka, a także skoków czasowych bez wehikułów czasu, na zasadzie tego przełączania świadomości.

Wiecie czym jest UFO? otóż są to pojazdy podróżników w czasie, przybysze z przyszłości, nasi potomkowie.
Przybywają oni do naszych czasów, by obserwować na żywo ważne wydarzenia historyczne.
Pojawiają się zawsze, gdy na świecie dzieje się coś spektakularnego, co przechodzi na trwałe do kart historii.
Zgodnie z teorią Everetta – funkcja falowa nie ulega redukcji.
Wszystkie możliwe jej stany kwantowe realizują się w równoległych wszechświatach.
Nie ma paradoksu dziadka ani kota Schrodingera.
Istnieje nieznana współczesnej nauce możliwość teleportacji stanów kwantowych materii pomiędzy tymi światami, co jest równoważne podróży w czasie.
Ludzie nazywają to materializacją i dematerializacją, pojawianiem się znikąd i znikaniem.
Człowiek po śmierci ciała jako duch, może dowolnie przemieszczać się w czasie,
a także wrócić do dowolnego momentu ze swojej przeszłości w swoim życiu i zobaczyć zdarzenie jeszcze raz.
Na tej właśnie zasadzie polega nawigacja pojazdów UFO, dzięki temu są w stanie trafić w odpowiednie miejsce w odpowiednim wszechświecie i czasie.

Dzięki materializacji mogą to czego nie może duch; np. pobrać próbki, dokonać rejestracji obrazu, dźwięku pomiarów itp. W przyszłości gdy nauka oficjalnie dowiedzie istnienia ducha i życia po śmierci
– dzięki tej wiedzy granice między tymi światami staną się cieńsze i łatwiejsze do przekraczania.

Przede wszystkim przeczytajcie w Biblii Księgę Ezechiela.

Świadomość może być niekiedy przełączana pomiędzy nieznacznie różniącymi się światami,
W momencie, kiedy to ma miejsce ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, a dopiero jakiś czas po fakcie.
– na co by wskazywało to moje doświadczenie z brakiem studzienki widzianej w dzieciństwie, i później – peronów z tabliczkami.

To wyczerpująco wyjaśniało by zarówno realistyczne jak i symboliczne sny prorocze ludzi.

Tutaj możemy wreszcie spróbować wyjaśnić czym jest tzw. przeczucie czy intuicja.

Być może jesteśmy ostrzegani w podobny sposób na jawie,
albo w jakiś sposób odbieramy silne emocje naszych bliźniaczych kopii z równoległych ścieżek,
którym w wyniku decyzji objętej przeczuciem stało się coś dobrego lub złego.

Bliska nam zmarła osoba, miała wgląd do funkcji falowej przyszłości
(wszelkich możliwych rozwiązań zdarzeń z naszym udziałem),
i mogła nas zawczasu ostrzec dając znak, który odbieramy jako przeczucie, intuicję.

W ten sposób mogą istnieć w naszej świadomości wszelkie nieuzasadnione lęki i fobie przed określonymi rzeczami i sytuacjami.
Któremuś z naszych bliźniaków w równoległej linii czasowej,
przydarzyło się coś złego i było związane z daną rzeczą, sytuacją, okolicznością,
i na zasadzie przeczucia lub jakiegoś zapomnianego snu – przeniknęło do naszej świadomości.

Teoria superstrun przewiduje istnienie wibrujących cząstek o rozmiarach zbliżonych do długości Plancka (około 10^-35m).
A więc nieporównywalnie mniejszych od atomów, nukleonów i tworzących ich kwarków.
Może to być podstawowy budulec multiwszechświata.
Tam właśnie może być świadomość, duch, która dzięki tak małym rozmiarom jest wszystko przenikać.
Postuluje się też istnienie nieco większych mikrotuneli czasoprzestrzennych, ale też w okolicach długości Plancka.
Być może są to tunele łączące równoległe wszechświaty zarówno materialne jak i duchowe z naszym.
Możliwe, że są to właśnie te tunele, które widzieli ludzie będący w stanie śmierci klinicznej.
Możliwe też, że w czasie snu, poprzez takie mikrotunele, nasza świadomość ma wgląd w równoległe wszechświaty.

Niestety, nie wszystkie byty duchowe są szlachetne.
Dręczenia, opętania, koszmary senne, to przykłady ich działań.
I psychiatrzy diagnozują chorobę psychiczną, nie wiedząc z czym tak na prawdę mają doczynienia,
bo nie znają prawdziwej natury świadomości.

Nie wolno wywoływać duchów, uprawiać czarów,wróżb, stosować
różdżek, wahadełek, i wszelkich podobnych rzeczy.
Nie rozumiem czemu tyle ludzi czyta horoskopy, czy korzysta z usług wróżek.
Tak, duch może coś powiedzieć o przyszłości, czy osobie, która szuka takich informacji.
Miejcie jednak świadomość że są to złe duchy.
Takie informacje nie przyniosą Wam szczęścia.

Zabrania tego Biblia, i takie też jest moje zdanie.

Jeśli coś z przyszłości będzie miało Wam być objawione, to tak się stanie bez Waszej ingerencji,
czy to w postaci snu, czy też przeczucia, intuicji.

Jednak właśnie tam, w tym najwyższym wymiarze, ponad multiwszechświatem, bądź jeszcze wyżej,
bo nie wiemy jaka jest liczba takich wymiarów i multiwszechświatów,
Badając otaczającą nas rzeczywistość, wciąż odkrywamy, że to co dotychczas uważalismy za całość,
okazuje się tylko maleńką cząstką czegoś znacznie większego

- powinna być jedna wszechobecna świadomość, siła sprawcza która przenika wszystko, co istnieje,
i widzi całe swoje dzieło stworzenia,
we wszystkich jego czasach i wymiarach jednocześnie.
Nic nie stoi na przeszkodzie, by nazwać tę świadomość Bogiem.

Mam wrażenie, że to właśnie ostateczne, wobec niezbitych dowodów,
naukowe potwierdzenie duchowego świata, duchowej świadomości wraz z niezliczonymi równoległymi wszechświatami.
– będzie największym odkryciem naukowym w historii ludzkości.
Odkryciem, które powinno zostać dokonane już niedługo, wcześniej aniżeli odkrycie za pomocą radioteleskopów przez program SETI
inteligentnego życia pozaziemskiego, cywilizacji zamieszkujących pozasłoneczne planety.

Budowane są coraz potężniejsze akceleratory cząstek, takie jak Wielki Zderzacz Hadronów (LHC) w CERN.
Stosuje się coraz większe energie zderzeń, rozbijając cząstki na coraz mniejsze, o coraz to większej energii wiązania.
Naukowcy próbują znaleźć przewidzianą przez Model Standardowy cząstkę, która nadaje materii masę, zwaną bozonem Higgsa, będącą cząstką pola Higgsa.

Jaki będzie wtedy świat, jak i czy zmienią się ludzie?
Czy nadal będą zabijać zwierzęta, wiedząc już na pewno, że wszystkie one mają duszę?
Trudno mi sobie teraz to wszystko wyobrazić…

Przedstawię Wam analogię teorii miejsca Ziemi w Układzie Słonecznym, do teorii świadomości.

Wiek XV – XVI Powszechnie w świecie przyjmuje się teorię geocentryczną,
jednak jest Kopernik, Galileusz, którzy twierdzą, że Ziemia jest kulą,
jedną z planet, trzecią w kolejności i krąży wraz z nimi wokół Słońca.
Za tą „herezję” omal nie zostali spaleni na stosie przez inkwizycję.
Był też Giordano Bruno, który twierdził ponadto że Słońce jest tylko jedną z niezliczonych gwiazd,
że wszechświat jest ogromny, że wszędzie obowiązują te same prawa, że wokół innych gwiazd krążą planety,
które podobnie jak Ziemia – są zamieszkałe przez istoty rozumne.
Ten wizjoner za tak absurdalne herezje – został spalony na stosie.

XX i początek XXI w. – Powszechnie w świecie naukowym przyjmuje się teorię, że to mózg jest źródłem świadomości.
jednak jest Eccles, Penrose i Hameroff, którzy twierdzą, że świadomość jest duchowa,
i łączy się z mózgiem za pomocą zjawisk kwantowych, w ten sposób ożywiając ciało.
Dziś nie pali się już ludzi na stosach, jednak w świecie naukowym ich teoria nie ma poparcia.
Był też Hugh Everett III, który twierdził że funkcja falowa nie ulega redukcji,
że wszystkie możliwe jej stany są rzeczywiste i zachodzące, że gęstość prawdopodobieństwa funkcji falowej,
odpowiada gęstości wszechświatów równoległych w których jej poszczególne stany kwantowe się realizują,
że liczba tych wszechświatów może być nieskończona,
i że wszystko co jest możliwe – ma na 100% miejsce gdzieś w multiwszechświecie.
Te „herezje” tylko niewielka część naukowców traktuje poważnie, i to dopiero od bardzo niedawna.
Dla przytłaczającej większości ludzi jest to czyste science-fiction.

W obu przypadkach była jakaś część ludzi, która wierzyła w obie teorie, jednak stanowili mniejszość,
a przynajmniej nie byli w stanie przekonać ogółu do nowatorskich teorii.

W pierwszym przypadku wszystko okazało się prawdziwe.
(życia na innych planetach nie możemy odkryć tylko z powodu niewyobrażalnych odległości do gwiazd i galaktyk)

Naprawdę wierzycie, że w drugim przypadku nie będzie dokładnie tak samo?

Wreszcie przedstawię Wam najlepszą analogię jaka tylko mi przyszła na myśl,
jeśli chodzi o porównanie do czegoś powszechnie znanego,
relacji: świadomość(dusza) – mózg – ciało.

Każdy z Was zapewne miał w ręku telefon komórkowy.
Większość z Was wie, że znajduje się w nim karta SIM, do której przypisany jest numer.
Natomiast wszystko co jest z tą kartą SIM (numerem) związane, a więc:
rachunek, stan konta, dane właściciela, usługi, taryfy,poczta głosowa, nagrane powitanie i wiadomości, itp.
– znajduje się u operatora na centrali.
Gdy przełożymy kartę SIM do innego telefonu – tym samym nadamy mu numer przypisany do tej karty SIM.

Załóżmy że istnieje tylko jeden jedyny operator komórkowy, i ma absolutnie wszędzie 100% zasięg.
Telefonów są miliardy, ale każda karta SIM ma swój unikalny kod,
dzięki czemu łącząc się z centralą poprzez niewidzialne fale radiowe
– jest unikalna, i zawsze loguje się tylko pod własnym numerem – numery i karty SIM nie mieszają się.

Gdy włączamy telefon – loguje się on do sieci,
i reprezentuje numer, z którym mozna sie kontaktowac przez tenże telefon.
Załóżmy, że telefon ani karta SIM nie zawierają pamięci – wszystkie kontakty, SMS,y i inne dane -
są zapisane na centrali w pamięci należącej do operatora, w katalogu opisanym tymże numerem.
Załóżmy też, że uszkodzona karta SIM, może powodować że telefon będzie odbierał i przetwarzał zakłócone dane z innych,
nieznanych numerów, a także będzie podatny na wpływ hakerów – a więc nie będzie działał normalnie.
Zniszczenie telefonu i karty SIM – nie powoduje zniszczenia i utraty numeru i danych na centrali.
Numer i wszystko co z nim związane – pozostaje nienaruszony i jest własnością i cząstką operatora.
W przypadku odbudowania/naprawienia uszkodzonego telefonu lub/i karty SIM
– numer będzię funkcjonował tak samo jak poprzednio – wszystkie przypisane mu dane (pamięć) – zostały zachowane.
Nadal będzią mogły zadzwonić (kontaktować się z nim) osoby które go znają, jak i będzie się prezentował tym, do których dzwonimy.
Wszystkie numery są jednością, bowiem znajdują się na jednej pamięci, są ze sobą w ten sposób połączone, i są częścią operatora.

I teraz najważniejsze:

Ludzkie ciało – to telefon komórkowy.
Mózg – to karta SIM
Dusza(świadomość,osobowość) – to numer na centrali i wszystko co jest z nim związane.

Operatorem sieci – jest Bóg.
Wiecej: http://www.eioba.pl/a/2zh0/swiadomosc-to-nie-mozg#ixzz1zXFmkU7V

Lekcja 7 Szczęście – ciąg dalszy na temat Oświecenia

Przytoczę tu fragment maila jaki wysłałem do jednej z osób mi bliskich – na temat oświecenia. Człowiek z Adyashanti.org jest w pełni wiarygodny w swoim wywodzie na temat oświecenia chociaż momentami ten wywód jest nieprecyzyjny – ale trudno żeby było inaczej – każdy czuje to inaczej.

http://www.youtube.com/watch?v=1f5q4ngLVk4

Ja powiedziałbym, że jest wiele stopni oświecenia – od pierwszego małego oświecenia przez małe “o” do ostatniego “O”. To jest droga, która trwa – tak jak on mówi – z każdym Ach! – rozpuszcza się nasze EGO.

Oto fragment mojego maila:
“…mam za sobą długą drogę a oświecenie osiągnąłem w 1984 roku i wciąż się rozwijam. Oświecenie ma różne stopnie, to pierwsze wcale człowieka nie uspokaja i nie “banuje’ jego ambicji – EGO wciąż dominuje i dobrze – tak ma być, ego daje napęd, ale tylko dotąd dokąd ten napęd jest skuteczny. Przychodzi moment, że wiesz, że to nie żadna “brednia” ani chciejstwo – Bo CHCIEĆ oznacza naprawdę MÓC, a MÓC oznacza że to ROBISZ. To DOTYCZY wszystkiego czego NAPRAWDĘ NAJGŁĘBIEJ Chcesz. (Czasami ludzie nie wiedzą tak naprawdę czego chcą) –

Po osiągnięciu tego poziomu, kiedy to już jest Jasne i Oczywiste ego przestaje być napędem. Moje Ego już w tej chwili nie ma żadnego znaczenia, ale do tego rodzaju Oświecenie – przez duże “O” minęło kolejnych 20 lat. …

…Przed tobą, przed innymi młodymi… – przed wami wielka Przyszłość…

…Ruszaj śmiało naprzód ze swoimi pomysłami ….

… Dzieci – także Nasze dzieci, bo są takie, tego potrzebują i czekają, a my jesteśmy po to żeby DAWAĆ. A co im Damy oddadzą nam z całego serca po Stokroć w przyszłości – choćby w formie radości z jaką będziemy patrzeć na ich życie, działanie i rozwój. Wyobraź sobie jak to wspaniale działa, że się ich do niczego nie zmusza – one nie mogą się doczekać, aż będą mogły same działać, aż wreszcie będą dorosłe i na serio będą mogły realizować swój Światopogląd i Swoją Świadomość Boga/Bogów i stać się przekazicielami Wiedy. Jedna rozmowa miedzy Dziećmi, której wysłuchałem starczy mi za całą Sławę Maluczkich jaką czerpią oni z TV i kolorowej prasy, która Ocha i Acha nad ich Ego.

I bez żadnych kompleksów – popatrz: Wiśniewski-Snerg ani nie śnił, że jego SNY i WIZJE są tak ważne dla świata – popełnił samobójstwo – to inna zupełnie bajka, widać tak musiało to wszystko eksplodować w Nim i jego Misja się skończyła. Ile umysłów to poruszyło dzięki “kradzieży” Wachowskich, dzięki temu, że Szukalski przygotował pod to wszystko grunt w Hollywood tak dawno temu, dzięki temu że niańczył Di Caprio – Bez Wiśniewskiego Snerga nie uruchomiliby swojej wyobraźni fizycy teoretyczni, którzy teraz dają nam poprzez “dziwne źródła internetowe” ten tekst pod linkiem poniżej.

To nie żart, że Przemiana wiąże się ze Ślężą i że się już dokonała i to nie żart, że Polska jest Ośrodkiem Ogólnoziemskiej Przemiany, że stąd na świat rozlało się coś “złego” w 1989 roku…. coś co teraz przewraca Świat do góry nogami.

Dużo by pisać o tym ….

http://www.eioba.pl/a/2zh0/swiadomosc-to-nie-mozg
….”

Dlaczego przytaczam ten mail. Byście nie odnieśli wrażenia, że wasze Ego jest szkodliwe – Ego pełni swoją rolę napędową chociaż faktycznie wykrzywia świat. Poruszamy się jednak pomiędzy masą nieświadomych ludzi/istot, sami zyskujemy etapami świadomość i oświecenie. Duże Oświecenie to rewolucja, całkowita zmiana, skok w inny świat – Oświecenia nie wolno traktować jako celu samego w sobie – to uważam za istotną różnicę między Wiarą Przyrody a buddyzmem. Nie chodzi o to żebyśmy się wszyscy stali Nauczycielami czy Świętymi – a tym grozi pojęcie Oświecenia jako celu samego w sobie – co ma miejsce często w buddyzmie. Chodzi o to by nasza świadomość pozwoliła nam realizować się w harmonii z Wszechświatem i Matką Ziemią. Na każdym etapie oświecenia/nieświadomości mamy właściwy napęd – kiedy EGO się wyczerpie zniknie, ale wtedy możemy “porozrywać” ważne więzi z osobami mniej świadomymi. To także jest efekt ukryty działania wciąż EGO i miejsce niebezpieczne tego procesu. Musimy iść z całym naszym otoczeniem, ze wszystkimi istotami z którymi mamy związki. Fajnie jest zamknąć się w klasztorze i brać od innych “co łaska” – ale my to znamy i buddyści wierzący w Indiach też to znają czy w Tybecie – to pasożytnictwo nie jest prawdziwym OŚWIECENIEM – Oświecenie to życie i działanie w miejscu i czasie, który został nam przeznaczony na Ziemi – to na pewno nie oderwanie się i zerwanie więzi i pogrążenie w rozmyślaniach i nabywaniu wiedzy. Kto ma smykałkę do stolarki niech robi super meble nowoczesne – holistyczne a nie jak Jezus z Nazaretu wstępuje w wody Jordanu i naucza i medytuje na pustyni a potem się publicznie krzyżuje. To różnica między nami Rodzimowiercami a chrześcijaństwem – tu różnic oczywistych jest więcej, bo ta religia jest oderwana od Wiary Przyrody (czego najpierw dokonał częściowo zoroastryzm ze swoim błędnym podejściem do idei Dobra i Zła czyli z dualizmem – o którym człowiek na filmie właśnie mówi – to ten dualizm on ma na myśli – nie in-yang które tworzą jedność i pełnię i dopełniają się – Lecz tzw – przeciwieństwa). Buddyzm jest natomiast egotycznym rozwinięciem Wiary Przyrody skupionym na osiągnięciu osobistego wyłącznie Oświecenia i Nirwany. To jest ostatnia pułapka EGO – ja i tylko ja – ja się uświęcam, oświecam i ja połączę się z bogiem – a co z Matką Ziemią? A co mnie to obchodzi???!!!

Masz smykałkę do polityki – uzyskaj stan Oświecenia i rób politykę na pożytek Matki i wszystkich istot żyjących, bo one po twoim oświeceniu tutaj zostaną, a nie tylko ty się liczysz!

Myślimy: Być może jakiś jeden klasztor – Rozmyślalnia i Nabywalnia Wiedzy może byłby sensowny – ale to jest pozór, z którego właśnie MY Nosiciele Wiary Przyrody powinniśmy się uwolnić – nie potrzeba ZIEMI nowych osób, które “Wiedzą” żyjąc w oderwaniu od toczącego się dookoła Życia i nie potrzeba Ludziom “Wiedzących”, którzy staną się pośrednikami. Oświecamy się bezpośrednio czerpiąc ze Źródła Źródeł, a czynimy to po to by BYĆ w Harmonii po słowiańsku w ŁADZie i Ładności-Ułożoności połączonej z Pięknością, czynimy to by działać w sposób doskonały we współbrzmieniu – by nadal żyć – żyć inaczej – w Ładzie, a nie w dotychczasowym Przeplącie (Chaosie), plącie – nieładzie – naszym celem jest więc Zmieniać Świat, zmieniać otoczenie. Po to nabywaliśmy umiejętności w czymś przez lata, aby je spożytkować teraz w Ładzie z Matką i Ojcem (Ziemią i Światłem Świata).

Kiedy napęd ego ustaje rozwój się nie kończy, pojawia się coraz szersza i holistyczna wiedza, a obszar wiedzy jest oczywiście nieskończony – sens ma wzięcie jej części i zastosowanie w tym co najlepiej potrafimy robić – czego się nauczyliśmy i co nam dawało satysfakcję – chyba, że się okaże, iż robiliśmy coś co było kompletnie nonsensowne – tak też może chyba być, ale tego nie potwierdzę już bo nie było to udziałem mojego doświadczenia.

pozdrawiam Was Wszystkich – także tych którzy teraz kręcą z niedowierzaniem głową i tych którzy stukają się palcem w czółko i kiwają z politowaniem głowami – chociaż sądzę, że tych ostatnich jest tutaj bardzo mało. Oni też muszą pracować nad sobą i się rozwijać, więc nie oceniajmy ich – nikogo nie oceniajmy pochopnie, ale patrzmy uważnie, Widźmy, i na podstawie tego co widzimy podejmujmy DZIAŁANIE, które – jak mawiał JP II “Zmieni tę Ziemię” – nie obawiam się go tu cytować i Wy też weźcie z Niego to co nam dał – Poczucie Siły, Pewność i Uwielbienie Przyrody – to naprawdę najbardziej pogański papież jaki chodził po Ziemi i przez to tak wielu ludzi rozwinęło swoją Świadomość – teraz oni pójdą dalej – wyzwolą się z pośrednictwa klechów, którzy nie zrozumieli nawet ułamka tej Lekcji jaką był jego pobyt na Ziemi i jego obecność w Kościele.

https://picasaweb.google.com/104375611327815743405/AdyashantiOswieconeEgo#5732818246962878354

Więc “Zmieniajmy tę Ziemię”

Spełniajmy się – ale nie tak jak on to powiedział lub tak jak to zrozumieli Maluczcy Polacy – Zmieniajmy ZIEMIĘ – Całą Ziemię. Mamy na to siłę – to pokazał Szukalski, Chodakowski, Snerg, Wachowscy – ta akcja jest dowodem żywym dla wszystkich niedowiarków

Pisałem wam nie raz o Skołcznace i pogańskim ołtarzu Matki Boskiej (Matki Ziemi i Lasu i Wody) – który tam swoi. Tam nikt z katolików się nie modlił prawie nigdy. W ostatnia niedzielę modliliśmy się/medytowaliśmy na tym wzgórzu, potem zawsze odwiedzamy ten ołtarz, bo jest jak wyjęty z Indii i tak pogański jak mało który z tymi flagami Polski i Krakowa i z wstęgami idącymi od głowy Matki do stóp ołtarza jak promienie niebiańskie – w całej tęczy poświęconej wszystkim bogom/energiom – wszystkich długości fali czyli koloru. Teraz było tam około 30 osób bez księdza i mszy – osób nie związanych ze sobą, które się modliły – To ludzie, którzy zmienili swój stan duchowy – Nie chcieli pośrednika i rytuału ani oderwania od Ziemi przez izolację w kamiennym bunkrze – zrozumieli, że prawdziwa Świątynia Światła jest tysiąc,  milion razy piękniejszą, niż te budowle Maluczkich. Przyjechali tam by sami skontaktować się z owymi energiami/bogami – zawdzięczają to lekcji JP II – bez wątpienia – i odrywają się od pośrednictwa bonzów Kościoła, którzy nie rozumieją co się dookoła nich zmieniło.

Jeszcze jedna uwaga – nie lubię kiedy ludzie zamiast przedstawić swoją myśl na piśmie mówią ją do kamery (niektórym tak jest łatwiej – oni lubią dużo mówić – ja nie) Ale tam nie da się cofnąć nic co się powiedziało – brak w tym namysłu i często pojawia się kodystyczny “brud” “zabrudzona szyba słów” – słowa nietrafione, niepotrzebne, przegadanie. Oglądając filmy realizowane na żywo pamiętajmy o tej brudnej szybie.

Szczęście Wspólnoty, czyli Nie podzielam pesymistycznej wizji losu Polaków i Polski

Wykład Adyashanti doskonały, To wszystko nie jest odkryciem nowym – ta wiedza ma setki lat.

Teraz przyszedł czas poważnego wzrostu Świadomości Ludzi – Eksplozja Samoświadomości – przyczynił się do tego banalny wynalazek – Internet.

Myślę, że ci którzy go najpierw trzymali przez 30 lat na użytek wojska, nie wiedzieli do końca co robią oddając Cywilom ten patent.

Gdyby jakikolwiek rząd na świecie wiedział że Internet doprowadzi pośrednio do upadku Starego Porządku Świata to zakopałby to narzędzie/wynalazek – głęboko pod Ziemią. Jeśli Niemcy mieli jakąś wiedzę na temat innych rzeczy (niż internet i V2/V3 i energia jądrowa) – poprzez Teslę i innych, to sądzę że zakopali ją właśnie głęboko pod Ziemią , może i pod Ślężą, czy w Górach Sowiego – z czego “racjonaliści” i mądrale uniwersyteccy śmieją się oczywiście do rozpuku, jako z teorii spiskowej. Tak samo Uczeni Teologowie – Mędrkowie Uniwersyteccy śmiali się i pukali w czoło kiedy im Kopernik mówił, że Ziemia nie jest płaska, a Słońce jest Pępkiem Naszego Świata wokół którego wszystko się kręci z prędkością, 1000 razy większą niż bieg konia.

Kto praktykuje jogę czy zen powinien to wiedzieć, a uczono tego przecież u nas jeszcze przed II Wojną np. w Szczepie Rogate Serce (wuj mojej żony Władysław Olszowski – dzisiaj lat 95). Tę wiedzę mieli teozofowie, Roerich, Bławatska i inni. Mieli ją i Niemcy – Steiner i inni, miał ją Trentowski i masoni, mieli ją okultyści. I co z tego?

Teraz do tej wiedzy mają dostęp wszyscy – każdy – każdy ma to u siebie w domu. To przecież tylko malutki wycinek olbrzymiej wiedzy duchowej jaka się rozlewa z Internetu i wiedzy ogólnej na każdy temat. To lawina informatyczna i informacyjna – lawa wiedzy, która wymknęła się dotychczasowej reglamentacji i trafiła “pod strzechy”. To jeszcze tysiące innych implikacji wynalazku Internetu o których długo by pisać – choćby natychmiastowa informacja z pierwszej ręki z miejsca wydarzenia – prawdziwa informacja, nie zmanipulowana. Jeśli tworzymy grupę, jeśli sprawdziliśmy się w działaniach i kontakcie i coś się wydarza w Ekwadorze lub na Islandii, a mamy tam osobę, która to widziała uczestniczyła i wie o czym mówi – to mamy nie propagandową papkę z TV w sosie jakiejś opcji politycznej tylko prawdziwą użyteczną wiedzę z pierwszej ręki – do natychmiastowego użycia. Tak się składa że my już mamy takie osoby w Ekwadorze i na Islandii i w RPA, w USA, nie mówiąc o tysiącu miast Polski. Wiadomości TVP czy TVN – nie są nam potrzebne, na dodatek Internet szybko te propagandowe brednie weryfikuje i demaskuje. To wielka zmiana dla każdego rządu – rząd musi się liczyć z prawdziwą informacją a nie liczyć na sukces swojej propagandy. Kiedy sprawa jest istotna i dotyka wielu osób dzieje się to co stało się z ACTA. ta walka będzie trwać nadal – uczymy się Nowej Świadomości.

To samo rozciąga się na Odkrycia Duchowości i budowanie samoświadomości – tym rządził kler i wiara i uniwersytety. – To się skończyło.

Zwracam tu szczególną uwagę na tę część jego wypowiedzi, która dotyczy tego kim jesteśmy – jak postrzegamy świat. Właśnie to napisałem powyżej i to on powiedział – My – Ty, Ja, Ona – jako Świadomość nie jesteśmy związani z OSOBĄ która jest naszym Ciałem. Jesteśmy zbiornikiem wyobrażeń, które formują się w nas w kontakcie z innymi Świadomościami Osobowymi i Świadomością Nadrzędną – Światłem Świata (nazywajcie to jak chcecie – Kosmosem, Rzeczywistością, matrixem).

Użyjmy tej wiedzy głębokiej, tej Nowej Naszej Świadomości Zbiorowej do naszych celów – Zmieniajmy Świat w Naszym Duchu – Spowodujmy Wielką Przemianę – niech Wiara Przyrody zapanuje nad Światem i niech króluje jej Polska jako OŚ-RODEK Duchowej Przemiany!

To ani patos nadmierny, ani chciejstwo, ani głupota i mrzonka – To się dzieje – A im więcej Oświeconych i Świadomych osób włączy się w ten proces formowania Rzeczywistości w myśl naszych założeń tym szybciej i łatwiej spełniony zostanie cel. Cały Świat jest naszą Ojczyzną! Polska jest tam gdzie są Polacy – mamy jedną kulturę i tradycję i język – to jest nowocześnie rozumiany naród Polski. Będzie tym większy im więcej osób włączy się w naszą odnowioną scytyjsko-sarmacką korzenną kulturę i w świadomość dziejową sięgającą 10.000 lat przed naszą erą. Łączy nas język, dzieje, tradycja sarmacka, wiara przyrody – a więc i szacunek dla Matki Ziemi i ekologia to już jest ideologia i ruch społeczny – ruch niekontrolowany – ruch bez zarządu – takim ruchem był hippizm – to była rewolucja duchowa a nie ustrojowa – i ta teraz jest rewolucją duchową – to nowe pojmowanie Świata i miejsca Człowieka w tym świecie. Tak jak hippizm był nie do pokonania dla molocha totalitarnego państwa z całym jego aparatem przemocy – tak obecna Duchowa Rewolucja – jest nie do zwyciężenia dla tegoż aparatu przemocy – któregokolwiek realnie istniejącego państwa. Stąd w Chinach Internet jest pod kontrolą CENZURY – bo gdyby nie był,  już byłaby tam rewolucja. Dlatego chcą nam odebrać Internet – To jest jądro obecnej Wojny Właścicieli Świata – którzy zrozumieli jaki popełniono błąd dając “ludowi ” (niewolnikom) – to narzędzie.

Ten człowiek mówi rzeczy doskonałe – Rewolucja Duchowa w nas samych jest Podstawą Zmiany jaka zachodzi na Świecie – Polska jest w centrum tej zmiany.

Warto mieć dzieci – Państwo Młodzi! Bo Wasze dzieci będą żyć o wiele lepiej niż my Tutaj i Teraz, a ich dzieci będą już żyły w całkowicie innym Czystym Świecie – w Świetle Światła.

Nie lękajcie się o Polskę i Polaków ani o Królestwo SIS – to jest część Wiecznego Porządku, a nie część czyjejś Chwili i Chwilowej Chwały czy też chwilowego sukcesu, który rychło okazuje się porażką – jak w wypadku niezwyciężonej Armii Czerwonej i Nieśmiertelnej Ideologii Komunizmu czy paplania furhera i inwazji padalców z jego zagonów SS i Gestapo.

Popatrzmy jak to się toczy – gość który UKRADŁ i chciał splamić świastykę – Światło Świata (obojętne z jakich ideowych czy ukrytych powodów to czynił – ręka w rękę z Kościołem Chrześcijan i Żydów czy nie) jest najbardziej pogardzaną istotą Wszechczasów, do tego stopnia pogardzaną przez Ludzi Świadomych, że nie chcą oni wymawiać nawet tego imienia. Głupole robią prawo które zakazuje rozpowszechniania jego idei – wręcz odwrotnie należałoby tego uczyć w szkołach żeby pokazać czym jest Obłęd – coś przeciwnego Oświeceniu i do czego obłęd wcielony w życie może doprowadzić.

OBŁĘD – to supersłowo z głębią sensu w przeciwieństwie do kretyńskiego terminu para-noia, choć to oznacza napęd (parcie) ku samozagładzie ku NOJi-Nyji-Nicości oraz (zagładę duszy, bo duch = para, eter, dech). O-Błęd – Opętanie Błędem – błędną ideą i błędnym rozpoznawaniem świata, a przez to Obłędna Świadomość, czyli po prostu zbłądzona osoba, zabłąkana w sobie i w drodze do celu.

Słowiańscy Bogowie Szczęścia – Bogowie Sporu (sporzenia, przysparzania)

Identyfikowanie Welesa z Wołosem jest błędem wziętym z zapisek chrześcijańskich klechów, którzy te postacie łączą.

Weles jest Pasterzem Dusz a Wołos-Włochaty ziemskich Stad – to Mała Emanacja Sporu – Bogactwa. Przysięga na bydło jest oczywista kiedy się zrozumie jaką ono miało wartość zawsze i teraz też ma. Weles to miano od Weli tak jak i Wa-Wel – jest Wejściem w Wel – to przez jaskinię schodziło się w Zaświaty i następnie przepływało rzekę (wyjście z jaskini Smoka pod wawelem o czym mało kto wie – przy wysokich stanach wody – jest pod wodą – nie ma innego wyjścia). takie jaskinie jak ta uświęcały szamanów – przebywali w nich miesiącami i wychodzili jako Nowonarodzeni – nic dziwnego jak sobie człowiek zafunduje taki stan odmiany świadomości. Wel – Wielki – Welowie to nie Nawiowie-Dusze z Nawi Weli lecz Welanie – Wielcy – czyli Bogowie. W emanacji tynu Sporu – Powodzenia, Bogactwa – jest miejsce puste – kto miąłby być opiekunem Bydła i jego mnożności lepszym niż Wołos? To dla mnie oczywistość, ale wciąż od logiki Wiary Przyrody – czyli logiki Sił Natury – wszechświata mocniej wierzymy zapiskom mnicha który nie rozumiał wiary którą opisuje i plątało mu się wszystko ze wszystkim. Nasza Wiara jest żywa i ma być żywa więc nie ulegajmy etnografii ani mnichom – oprzyjmy się na Świadomości i Logice Wszechświata – jego Budowy. Siły Sporu to siły mnożności – powodzenia każdego przedsięwzięcia. Może dziękując Wołosowi i innym Sporom należało też pamiętać że warto być wdzięcznym Welesowi , że nas z tego Świata nie zabrał w trakcie polowania, przegonu bydła, innych prac, ale on na pewno nie jest Panem Bydła – Tylko Pasterzem Dusz w Zaświatach – bo wszystkie Nawie są Jego – czyli każda Istota Zmarła i wszystko co w Nawiach Jest.

Jak wiadomo są Cztery Nawie: Założa – w kirze wiosny gdzie Bujan i skąd wyjście powtórne na Świat Żywy – kolor Jarunny Zielony i po stronie Jeszy Jesieni jest Naw Rajska z Wyrajem – także Zielona i Żółta – to te łąki właśnie – Boski Bór Rajec i Drzewo Wyraj w Raju, które przechodzi przez wszystkie Trzy Sfery (Nawię, Jawię i Prawię) to słup świata – Pień-Energia łącznik wszystkiego ze wszystkim – to Światło Świata – wokół jego pnia i konarów i gałęzi gromadzą się ci którzy łączą się z bogiem bogów i do niego Wracają.

To Drzewo Świata na Ziemi nazywa się Wierzba lub Wisznia – Wyspowisz (wcześniej były inne jego postacie ale wszystkie zostały zniszczone, np. na Górze Trzygław). Na poziomie Niw Weli czyli Prawi ono nazywa się Kłódż Swąta- Wierżba-Świerszba i rośnie na samym Wierchu Weli jest Zwieńczeniem – Jednością Świata. Na poziomie Nawi – to Drzewo nazywa się Wyraj – stamtąd z Nawi dusze-promienie Światła Świata wspinają się na sam jego wierzchołek w Kłodzi-Pierwni Swąta.

Bujan to Wyspa-łąka, Ostatnia z 27 Wysp Trzy-Dziewięcio Isepia w Założy – to oblana wodami Rzeki Rzek Golema (goła) Łąka, na której pasą się Duszyczki oczekując na kolejne wcielenie w Żywe Istoty i wyjście przez tutejsze WROTA – (wrota od wracać na Świat Żywy). Stąd są przenoszone przez Strasze-Umory i (które POBOŻNY lud zmienia w bociany) i zrzucane na Padół Bujan na Ziemi – znów mokrą wilgotną łąkę Łopuchów, w których pąkach czekają na matki. Te pąki łopuszne (łopuch ma mieć cudowną moc konserwacji obciętych kończyn, przywracania młodego wyglądu – w niego zawinięto Głowę Kupały obciętą)lud POBOŻNY zamienił na główki kapusty.

Nie wszystkie Dusze będą ludźmi – niektóre będą zwierzętami, niektóre roślinami – i tu widzę związek Welesa z Wołosem.

Sporza-Śrecza – Pośrednicząca – Pani Środy, Środka i Spotkania, Pani Wymiany. Zachowana w licznych podaniach Rusi

To naprawdę tylko króciutki fragment Lekcji Siódmej – Szczęście – Tę lekcję każdy z Nas musi budować dla Siebie każdego dnia – od poranka do nocy, od nocy do poranka – każdego dnia krok po kroku, Ta Lekcja Nigdy Się Nie Kończy – trwa aż do ostatniego tchu… dalej niech każdy poprowadzi ją według własnego uznania…

Sielan Dewa – Wyspa Sielskich (Sielnych-Zielnych) Bogów: Siel-Lanka (Śri Lanka) – stare świątynie Światła Świata w Dambulli, Sigiriji i Polonnaruwie oraz Małe Dewy (Male-diwy)


photo by Kira Bialczynska ®All rights reserved

Sielanka, czyli Sri Lanka

Nazwa państwa Sri Lanka, przyjęta w 1972, oznacza w sanskrycie „olśniewający kraj”. Obecna nazwa jest współczesną adaptacją nazwy występującej w Ramajanie, gdzie wyspa znana jest jako Lanka.

W Ramajanie wyspa znana jest także jako Lankadweepa (dwepa – wyspa) oraz Lakdiva (diva – wyspa). Późniejszą tradycyjną nazwą była Lakbima. Lak to skrót od Lanka.

Podobną etymologię nazwy wyspy ma tamilska İlankai.

Co ciekawe nie znajdziecie tutaj etymologii wywodzonej od dewa-bóg, dawa – dawać/dzielić, Boska Lanka, Dewpa-Dwepa – Boska Wyspa. Egzotyczne w zapisie nazwy miejscowe wymawia się dziwnie znajomo i zapisuje po palijsku – a palijski jak wiemy bliski jest i sanskrytowi i polskiemu.

Czy to przypadkowe zbieżności brzmień: Dambulla – Dombulu, Dąbuła, Dymbula, Dębula; Sigiria – ZaGORIJE, Zagórze, Zagorje. Czy to nie brzmi podobnie do przypisywanej Słowianom (być może Goljadziom, Wandalom lub Gotom) jaskini w Hiszpanii, której nazwa ma słowiano-wenedyjskie brzmienie: Zugarramurdi (Zagaromordia). W tejże jaskini odbywały się obrzędy Kresu  (Kupaliów) – krzesania-zagaru, zagorzenia rytualnego Ognia, a do dzisiaj obchodzi się tutaj letnie przesilenie w blasku pochodni i naturalnego ognia upamiętniające też spalone na stosach w tym miejscu i w Kraju Basków czarownice – wiedźmy starej Wiary Przyrody.

Czy to przypadkowa całkowicie zbieżność nazwy Królestwa Polonar, którego stolicą była Pollonaruwa, z blisko brzmiącą nazwą polonorum – Regi Polonorum. Polona Regni – Korona Polska, co z kolei wywodzi się z wici etymologicznej od rok – rok-god, rocznik, czy rock – skała, czy Krok – władca, regent-regni – regalia – symbole władzy, reg – władający skałą, będący i konarem i korzeniem- czyli krakiem – królem-korzeniem i zarazem królem-konarem pniem/gałęzią rodu, a także regiem- ziarnem (co brzmi też w nazwie wyspy Rugii-Ruji), z którego roślina wyrasta, tak drzewo jak i zboże (reż-pszenica, rżyto-żyto, ryg- ryż).

(O Zagoramordji czytajcie np. tutaj)

Sinhala oraz Sihalam

Nazwa Cejlon (ang. Ceylon) sięga swoim rodowodem sanskryckiego słowa sinha (lew). Sinhala może być rozumiana jako „krew lwa”. Ponieważ na Sri Lance nie występują lwy, nazwa ta mogła odnosić się do lokalnego bohatera, dziadka króla Vijayi. W języku pāli, sanskrycka nazwa Sinhala to Sihalam, wymawiana jako Silam.

Salike

Ptolemeusz nazywa Sri Lankę jako Simoundou lub Simundu (prawdopodobnie jako Silundu), która to nazwa upowszechniła się w starożytnym świecie. Ptolemeusz używał także nazwy Palai-Simundu (z gr. palai – stara, lub z sanskrytu jako „miejsce pochodzenia świętego prawa”), jako że w owym czasie wyspa była jednym z głównych ośrodków buddyzmu.

Cejlon

Biorąc pod uwagę pochodzącą z sanskrytu nazwę Sinhala (poprzez palijską nazwę Sihalam), Ammianus Marcellinus (IV w.) nazwał mieszkańców wyspy Serandives, natomiast grecki podróżnik Kosmas Indikopleustes (VI w.) nazwał wyspę Sielen Diva (wyspa Sielen). Ta ostatnia została zaadoptowana przez inne języki: łac. Selan, port. Ceilão, hiszp. Ceilán, franc. Selon, hol. Zeilan, Ceilan i Seylon oraz ang. Ceylon, czy w końcu pol. Cejlon.

Podobną etymologię mają inne nazwy Sri Lanki, np. Serendiva, Serendivus, Sirlediba, Sihala, Sinhale, Seylan, Sinhaladveepa, Sinhaladweepa, Sinhaladvipa, Sinhaladwipa, Simhaladveepa, Simhaladweepa, Simhaladvipa, Simhaladwipa, Sinhaladipa, Simhaladeepa itd.

Abu Rihan Muhammad bin Ahmad (X w.) nazwał wyspę Singal-Dip, jednak w języku arabskim przyjęto później nazwę Serendib lub Sarandib, pochodzącą z perskiego Serendip. Nazwa ta użyta została w perskiej bajce „Ksiązniczka z Serendip”, w której bohaterowie dokonują nieoczekiwanych odkryć i znajdują rzeczy, których nie poszukiwali.

Od tej nazwy, Horace Walpole, 4. hrabia Orford w roku 1754 stworzył angielskie słowo serendipity (pol. serendypność – sytuacja, w której przypadkowo dokonuje się szczęśliwego odkrycia, zwłaszcza wtedy, gdy szuka się czegoś zupełnie innego).

Później w języku arabskim używano Tilaan i Cylone, mających podobną jak „Cejlon” etymologię.

Heladiva

Nazwy Heladiva oraz Heladveepa mogą pochodzić od ludu Hela, zamieszkującego Sri Lankę przed przybyciem ludności z kontynentu (Indusów i Tamilów).

Tâmraparnî

Inną nazwą, która była używana w zachodnim świecie, była nazwa wspomniana przez króla Vijayę (indyjskiego najeźdzcę) – Tâmraparnî („liść o miedzianym kolorze”), a zaadaptowaną do języka pali jako Tambaparni. Oficerowie Aleksandra Wielkiego oraz Megastenes używali określenia Taprobanê.

Później nazwa ta pojawiała się w utworach Johna Miltona (w „Paradise lost”), oraz w Miguela de Cervantesa (jako Trapobana w „Don Kichocie).

Inne nazwy

Pośród innych nazw Sri Lanki należy wymienić tamilską İlanare, arabską Tenerism („wyspa rozkoszy”). Wyspa posiadała także popularne określenia: „Wyspa Nauki” (ze względu na to, że była jednym z ważnych centrów buddyzmu), „Łza Indii” (ze względu na swój kształt i położenie względem Półwyspu Indyjskiego) oraz „Perła Oceanu Indyjskiego”.

Odmiana gramatyczna

Odmiana nazwy tego państwa przez przypadki może sprawić pewne trudności, jak i utworzenie rzeczownika określającego obywatela Sri Lanki. Przy odmianie w niektórych przypadkach zachodzi oboczność. Mówimy o Sri Lance. Odwiedzamy zaś Sri Lankę. Obywatel Sri Lanki to Lankijczyk, obywatelka to Lankijka. Przymiotnik brzmi: lankijski.

Lanka (Sanskrit: लंका Sri lankā meaning „respected island”, Sinhala:  (Langkapura), Malay: Langkapuri, Tamil: Ilankai, Javanese and Indonesian: Alengka or Ngalengka) is the name given in Hindu mythology to the island fortress capital of the legendary king Ravana in the great Hindu epics, the Ramayana and the Mahabharata. The fortress was situated on a plateau between three mountain peaks known as the Trikuta Mountains. The ancient City of Lankapura is thought to have been burnt down by Lord Hanuman. After the King Ravana was killed by Lord Rama with the help of the former’s brother Vibhishana, Vibhishana was crowned King of Lankapura by Lord Rama after which he ruled the kingdom.

His descendants ruled the kingdom even during the period of the Pandavas. According to the epic, the Mahabharata, the Pandava Sahadeva had visited this kingdom during his southern military campaign for the Rajasuya sacrifice of Pandava king Yudhisthira.

Węsiory-staniczki  –  staniczki,  czyli małe stanice,  trójkątne chorągiewki w boskich barwach (maściach-mościach). Wbrew pozorom nazwa stanika – nie jest od tejże odległa – staniki – małe trójkąty z materiału, osłaniające piersi.

Rakszas, Rakszasa ( sanskryckie: राक्षसः trl. rākṣasaḥ, japoński: 羅刹天 Rasetsuten ) – w mitologii hinduskiej: demon-ludojad, tytan, rodzaj złośliwego, złego ducha, olbrzyma, szkodnika, złośliwy potwór-olbrzym grasujący po zapadnięciu zmierzchu i żywiącego się surowym mięsem, także ludzkim. W hinduizmie symbolizuje naturę mroczną (tamas), czyli taką w której przeważa nienawiść, naturę złą, która zadaje innym niezgodne z dharmą (religią) rany, cierpienia i krzywdy. Rodzaj żeński to rakszasi. Wodzem rakszasów jest Kuwera. [1]

Etymologia

Słowo rakszasa ma pochodzenie sanskryckie. Tradycyjnie wywodzone jest od sanskryckiego rdzenia rakṣ o znaczeniach strzec, pilnować[2].

Geneza

Wedle indyjskich mitów, cała rasa rakszasów została pierwotnie stworzona przez Brahmę, boga-stwórcę, jednak uległa degeneracji. Rakszasowie byli strażnikami cennych pierwotnych wód ziemi. Mitologia ludowa przypisuje rakszasom odrażający wygląd, wielką otyłość, nienaturalnie długie ręce, kształty olbrzymów lub karłów, większą liczbę nóg, obwisłe brzuchy i piersi (u rakszasic), kończyny zakończone szponami, wystające zęby czy wyłupiaste oczy. Opisuje się głowy rakszasów jako głowy gadów, osłów, koni lub słoni. Odpowiedzialni są za gwałcenie kobiet oraz wypijanie krwi czyli wampiryzm. Mogą przybierać na ciele barwy czerwoną, niebieską lub zieloną, wydają okropne ryczące dźwięki, a kiedy zabijają zwierzęta lub ludzi dla pozyskania ich mięsa, rozrywają ciało w bardzo nietypowy, makabryczny sposób. Można powiedzieć, że obraz rakszasa to obraz wszelkich patologii i deformacji oraz okrucieństwa i wynaturzenia.

Przedstawiciele

Najbardziej znanym przedstawicielem rakszasów jest Rawana, król Lanki, który porwał Sitę, małżonkę króla Rama, co jest przedmiotem eposu Ramajana. Historia zbrodni Rawany podkreśla jedynie wszelkie negatywne cechy rakszasów jako złych demonów, złych duchów, które jednak mogą się inkarnować w ludzkie ciała, które wedle wielu ruchów hinduskich, będą mieć jakieś rakszasowe oznaki w postaci wspomnianych deformacji. Inna część hinduskich grup kultowych zabrania nawet wymawiania nazwy rakszas, gdyż może to ich zdaniem wywoływać złego ducha, demona z okolicy. Dla wielu wyznawców hinduizmu opisane deformacje bywały w historii podstawą do odsuwania się od osób o cechach rakszasowych, podczas gdy dla innych były mobilizacją do pomagania takim osobom jako obdarzonym złą karmą, czyli złym losem odziedziczonym z poprzednich wcieleń lub po przodkach. Uważa się jednak powszechnie, że rakszasowe deformacje są odzwierciedleniem cech i skłonności, które są w jakiś sposób nieczyste, demoniczne.

Cechy

Rawana zabija Dźathaju i porywa Sitę

Rakszasa potrafi udawać przyjaciela i pokazywać się w boskich, pięknych kształtach, jednak nie potrafi tego utrzymać zbyt długo i z udawanego przyjaciela szybko staje się zajadłym wrogiem na śmierć i życie. Typowo opisywana cecha rakszasów w dziedzinie moralnej to zaprzyjaźnianie się z gospodarzem domostwa po to, aby uwieść jego żonę. Opisuje się też przypadki tak zwanych fałszywych wielbicieli, którzy przymilają się do jakiegoś guru, po to tylko, aby zniszczyć jego misję czy wręcz zabić przywódcę i zająć jego miejsce. Zdolność ukazywania się rakszasów w pięknych kształtach odnoszona jest do błędnych wizji i fałszywych objawień jakiś nieziemskich istot podających się za dawnych bogów, dewów, aniołów, etc. Hinduizm generalnie przyjmuje zasadę weryfikowania wizji i stanów mistycznych natchnień przez uznanych i sprawdzonych, żyjących nauczycieli czy guru. Niektóre ruchy działające na marginesie hinduizmu odrzucają całą mitologię związaną z rakszasami.

Rawana – czarny charakter w indyskim eposie Ramajana, rakszasa, który podstępnie zagarnął tron Lanki i porwał żonę Rama, Sitę. Przedstawiany jako demon o dziesięciu głowach i dwudziestu rękach, stąd alternatywne imiona Daśamukha (Dziesięciolicy), Daśakantha (Dziesięciogłowy). W Ramakien, tajskiej wersji eposu nazywany Tosakan, w jawajskiej Dasamuka[1].

Łamał zasady prawa wobec ludzi i bogów. Naraził się Śiwie usiłując przesunąć górę Kajlas, na której Śiwa tulił swoją żonę Parwati. Oburzony Śiwa przyciskając górę do ziemi, przygniótł ręce Rawany. Wyraz jego bólu był tak przeraźliwy, że właśnie wtedy zyskał on przydomek Rawana – Krzykacz, Wyjec. Scenę tę przedstawiono m.in. na płaskorzeźbie w słynnej świątyni Kailaś w Elurze.

Dambulla

W polsko-katolickiej Wikipedii i na polskich oficjalnych stronach internetowych po polsku tylko tyle:

Dambulla miasto w środkowej części Sri Lanki położone 148 km na wschód od Kolombo. W mieście znajduje się Złota świątynia Dambulla wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

16 października 2006 miał tam miejsce atak terrorystyczny, w którym zginęły 92 osoby.

Złota Świątynia Dambulla, świątynia buddyjska składająca się z pięciu jaskiń powstawała w okresie od I wieku p.n.e. do XVIII wieku. Położona w centralnej części Sri Lanki w miejscowości Dambulla.

Na świątynie składają się groty:

  • Dewadżara Wihara (Świątynia Króla-Boga) z rzeźbą przedstawiającą odpoczywającego Buddy i dobrze zachowanymi malowidłami ściennymi;
  • Maharadża Wihara (Świątynia Wielkiego Króla), najwieksza ze wszystkich z najwspanialszymi malowidłami ściennymi przedstawiającymi sceny z życia Buddy i historii wyspy;
  • Maha Alut Wihara (Wielka Nowa Świątynia), najmłodsza z świątyń pochodząca z XVIII wieku;
  • świątynia poświęcona królowej Somawathi;
  • piąta świątynia była remontowana w XVIII wieku;

więc dalej po angielsku

is a big town, situated in the Matale District, Central Province of Sri Lanka, situated 148 km north-east of Colombo and 72 km north of Kandy. Due to the major junction, it’s the distribution centre of vegetable in the country.

Major attractions of the area include the largest and best preserved cave temple complex of Sri Lanka, and the Rangiri Dambulla International Stadium, famous for being built in just 167 days. The area also boasts to have the largest rose quartz mountain range in South Asia, and the Iron wood forest, or Namal Uyana.

Ibbankatuwa prehistoric burial site near Dhambulla cave temple complexes is the latest archaeological site of significant historical importance found in Dambulla, which is located within 3 kilometers of the cave temples providing evidence on presence of indigenous civilisations long before the arrival of Indian influence on the Island nation.

The area is thought to be inhabited from as early as the 7th to 3rd century BC. Statues and paintings in these caves date back to the 1st century BC. But the paintings and statues were repaired and repainted in 11th, 12th, and 18th century AD. The caves in the city provided refuge to King Valagamba (also called Vattagamini Abhaya) in his 14 year long exile from the Anuradapura kingdom. Buddhist monks meditating in the caves of Dambulla at that time provided the exiled king protection from his enemies. When King Valagamba returned to the throne at Anuradapura kingdom in the 1st century BC, he had a magnificent rock temple built at Dambulla as a gratitude to the monks in Dambulla.

Ibbankatuwa Prehistoric burial site near Dhambulla, where prehistoric (2700 years old) human skeletons were found according to scientific analysis gives evidence on civilisations in this area long before arrival of Buddhism in Sri Lanka. Evidence of ancient people living on agriculture have been detected in this area for over 2700 years according to archaeological findings. (750 BC)

It was earlier known as Dhamballai. This was ruled by Kings like Raja Raja Chola, Rajendra Chola, etc. during their tenure in the late 10th century and early 11th century.

Dambulla cave temple

Main article: Dambulla cave temple

It is the largest and best preserved cave temple complex in Sri Lanka. The rock towers 160 m over the surrounding plains.There are more than 80 documented caves in the surrounding. Major attractions are spread over 5 caves, which contain statues and paintings. This paintings and statues are related to Lord Buddha and his life. There are a total of 153 Buddha statues, 3 statues of srilankan kings and 4 statues of god and goddess. The latter 4 include two statues of Hindu gods, Vishnu and Ganesh. The murals cover an area of 2,100 m². Depictions in the walls of the caves include Buddha’s temptation by demon Mara and Buddha’s first sermon.

Time line of the Caves

  • 7th to 3rd century BC: Early inhabitants
  • 1st century BC: Paintings and statues
  • 5th century AD: The stupa was built
  • 12th century AD: Addition of the statues of Hindu gods
  • 18th century AD: Most of what we see today
  • 19th century AD: An additional cave and some repainting
  • 20th century AD:UNESCO restoration and lighting….

Dambulla Rock Temple

Dambulla from: http://www.lankalibrary.com/heritage/dambulla.htm

Dating back to the 1st Century BC, this is the most impressive cave temple in Sri Lanka. It has five caves under a vast overhanging rock, carved with a drip line to keep the interiors dry. In 1938 the architecture was embellished with arched colonnades and gabled entrances. Inside the caves, the ceilings are painted with intricate patterns of religious images following the contours of the rock. There are images of the Lord Buddha and bodhisattvas, as well as various gods and goddesses.

The temple is composed of five caves, which have been converted into shrine rooms. The caves, built at the base of a 150m high rock during the Anuradhapura (1st Century BC to 993 AD) and Polonnaruwa times (1073 to 1250), are by far the most impressive of the many cave temples found in Sri Lanka. Access is along the gentle slope of the Dambulla Rock, offering a panoramic view of the surrounding flat lands, which includes the rock fortress Sigiriya, 19kms away. Families of friendly monkeys make the climb even more interesting. Dusk brings hundreds of swooping swallows to the cave entrance. The largest cave measures about 52m from east to west, and 23m from the entrance to the back, this spectacular cave is 7m tall at its highest point. Hindu deities are also represented here, as are the kings Valgamba and Nissankamalla, and Ananda – the Buddha’s most devoted disciple.

 

Within these shrine rooms is housed a collection of one hundred and fifty statues of the Buddhist Order and the country’s history. These statues and paintings are representative of many epochs of Sinhala sculpture and art. The Buddha statues are in varying sizes and attitudes – the largest is 15 metres long. One cave has over 1,500 paintings of Buddha covering the ceiling.  


The Dambulla cave monastery is still functional and remains the best-preserved ancient edifice in Sri Lanka. This complex dates from the 3rd and 2nd Centuries BC, when it was already established as one of the largest and most important monasteries. King Walagambahu is traditionally thought to have converted the caves into a temple in the 1st century BC. Exiled from Anuradhapura, he sought refuge here from South Indian usurpers for 15 years. After reclaiming his capital, the King built a temple in thankful worship. Many other kings added to it later and by the 11th century, the caves had become a major religious centre and still are. King Nissanka Malla gilded the caves and added about 70 Buddha statues in 1190. During the 18th century, the caves were restored and painted by the Kandyan Kings.

The first cave is called Devarajalena, or „Cave of the Divine King.” An account of the founding of the monastery is recorded in a first-century Brahmi inscription over the entrance to the first cave. This cave is dominated by the 14-meter statue of the Buddha, hewn out of the rock. It has been repainted countless times in the course of its history, and probably received its last coat of paint in the 20th century. At his feet is Buddha’s favorite pupil, Ananda; at his head, Vishnu, said to have used his divine powers to create the caves.


In the second and largest cave, in addition to 16 standing and 40 seated statues of Buddha, are the gods Saman and Vishnu, which pilgrims often decorate with garlands, and finally statues of King Vattagamani, who honored the monastery in the first century B.C., and King Nissanka Malla, responsible in the 12th century for the gilding of 50 statues, as indicated by a stone inscription near the monastery entrance. This cave is accordingly called Maharajalena, „Cave of the Great Kings.” The Buddha statue hewn out of the rock on the left side of the room is escorted by wooden figures of the Bodhisattvas Maitreya (left) and Avalokiteshvara or Natha (right). There is also a dagoba and a spring which drips its water, said to have healing powers, out of a crack in the ceiling. Valuable tempera paintings on the cave ceiling dating from the 18th century depict scenes from Buddha’s life, from the dream of Mahamaya to temptation by the demon Mara. Further pictures relate important events from the country’s history

The third cave, the Maha Alut Vihara, the „Great New Monastery,” acquired ceiling and wall paintings in the typical Kandy style during the reign of King Kirti Sri Rajasinha (1747-1782), the famous Buddhist revivalist. In addition to the 50 Buddha statues, there is also a statue of the king.

The fourth and fifth caves are smaller; they date from a later period and are not of such high quality. A small Vishnu Devale between

Sigirija

Sigirija (w wolnym tłumaczeniu „Lwia Skała”) – stanowisko archeologiczne w Sri Lance, znajdują się tam ruiny starożytnego pałacu i twierdzy zbudowanych podczas panowania króla Kassapy (473–491) na szczycie 370-metrowej skały. Sigirija jest jedna z siedmiu miejsc w Sri Lance na Liście światowego dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego.

Skała to ogromna bryła magmy – pozostałość po dawno wygasłym i zapadniętym wulkanie. Położona na względnie płaskiej wyżynie jest widoczna z odległości wielu kilometrów.

Legenda

W drugiej połowie V wieku n.e. na Cejlonie panował król Dhatusen. Władca miał dwóch synów – Mogallana i Kassapę. Tron po ojcu miał objąć starszy Mogallan, ale (młodszy i z nieprawego łoża) Kassapa nie zamierzał ustąpić. W roku 473 dokonał przewrotu pałacowego, uwięził, a następnie zamordował ojca (podobno stary król został żywcem zakopany w ziemi, gdyż nie chciał wyjawić miejsca ukrycia swych skarbów), ale Mogallan mu się wymknął i na czele garstki zwolenników zbiegł do Indii.

Kassapa został królem, ale nie opuszczał go strach przed zemstą przyrodniego brata. Dlatego postanowił zbudować zamek na szczycie wybitnej skały położonej w centrum wyspy, w pobliżu jeziora Mineria. Ogromnym wysiłkiem wzniesiono na szczycie pałac i system fortyfikacji. Wykuto zbiorniki na wodę i spichlerze na żywność, by można było przetrzymać nawet kilkumiesięczne oblężenie. Jedyną drogę na szczyt stanowiły wąskie schodki wykute w skale.

Mogallan długo zbierał siły, ale wreszcie, w roku 491, a więc po osiemnastu latach panowania Kassapy, na czele wielkiej armii wylądował na wyspie i zaatakował. Kassapa przegrał walną bitwę i podobno popełnił samobójstwo podcinając sobie gardło własnym sztyletem[1] w obliczu przeważających sił wroga.

Sigirija dzisiaj

Do dnia dzisiejszego zachowały się jedynie fundamenty pałacu i umocnień, a na ścianach skalnych dobrze zachowane malowidła przedstawiające – jak się można domyślać – damy dworu lub nałożnice królewskie. Zrekonstruowano początkową partię schodów, które wychodzą spomiędzy dwóch kamiennych lwich łap. Dla wygody turystów zbudowano też wygodne schody na stalowej konstrukcji.

Przewodniki turystyczne zachęcają do oglądania resztek twierdzy i Górnego Pałacu, położonej w połowie wysokości galerii malowideł naściennych oraz – u podstawy skały – Dolnego Pałacu i umocnień oraz ogrodów pałacowych.

Oczywiście z polskiej Wikipedii – kastrowanej przez cenzurę katolicką nie dowiecie się, że to była świątynia Wiary Przyrody – trzeba niestety czytać wersję ANGIELSKĄ:

Sigiriya (Lion’s rock, Sinhalese) is a town with a large stone and ancient rock fortress and palace ruin in the central Matale District of Central Province, Sri Lanka, surrounded by the remains of an extensive network of gardens, reservoirs, and other structures. A popular tourist destination, Sigiriya is also renowned for its ancient paintings (frescos),[1] which are reminiscent of the Ajanta Caves of India. It is one of the eight World Heritage Sites of Sri Lanka.

Sigiriya may have been inhabited through prehistoric times. It was used as a rock-shelter mountain monastery from about the 5th century BC, with caves prepared and donated by devotees of the Buddhist Sangha. According to the chronicles as Mahavamsa the entire complex was built by King Kashyapa (477 – 495 CE), and after the king’s death, it was used as a Buddhist monastery until 14th century.

The Sigiri inscriptions were deciphered by the archaeologist Senarath Paranavithana in his renowned two-volume work, published by Cambridge, Sigiri Graffiti and also Story of Sigiriya.[2]

Location and geographical features

Sigiriya is located in the Matale District in the Central Province of Sri Lanka.[3][4] It is within the cultural triangle, which includes five of the eight world heritage sites in Sri Lanka.[5]

The Sigiriya rock is a hardened magma plug from an extinct and long-eroded volcano. It stands high above the surrounding plain, visible for miles in all directions. The rock rests on a steep mound that rises abruptly from the flat plain surrounding it. The rock itself rises approximately 370 m (1,214 ft) above sea level and is sheer on all sides, in many places overhanging the base. It is elliptical in plan and has a flat top that slopes gradually along the long axis of the ellipse.[6]

History

In 477 CE, prince Kashyapa seized the throne from King Dhatusena, following a coup assisted by Migara, the king’s nephew and army commander. Kashyapa, the king’s son by a non-royal consort, usurped the throne from the rightful heir, Moggallana, who fled to South India. Fearing an attack from Moggallana, Kashyapa moved the capital and his residence from the traditional capital of Anuradhapura to the more secure Sigiriya. During King Kashyapa’s reign (477 to 495), Sigiriya was developed into a complex city and fortress. Most of the elaborate constructions on the rock summit and around it, including defensive structures, palaces, and gardens, date back to this period.

Kashyapa was defeated in 495 by Moggallana, who moved the capital again to Anuradhapura. Sigiriya was then turned back into a Buddhist monastery, which lasted until the 13th or 14th century. After this period, no records are found on Sigiriya until the 16th and 17th centuries, when it was used as an outpost of the Kingdom of Kandy. When the kingdom ended, it was abandoned again.

The Mahavamsa, the ancient historical record of Sri Lanka, describes King Kashyapa as the son of King Dhatusena. Kashyapa murdered his father by walling him up alive and then usurping the throne which rightfully belonged to his brother Mogallana, Dhatusena’s son by the true queen. Mogallana fled to India to escape being assassinated by Kashyapa but vowed revenge. In India he raised an army with the intention of returning and retaking the throne of Sri Lanka which he considered to be rightfully his. Knowing the inevitable return of Mogallana, Kashyapa is said to have built his palace on the summit of Sigiriya as a fortress and pleasure palace. Mogallana finally arrived and declared war. During the battle Kashyapa’s armies abandoned him and he committed suicide by falling on his sword.

Chronicles and lore say that the battle-elephant on which Kashyapa was mounted changed course to take a strategic advantage, but the army misinterpreted the movement as the King having opted to retreat, prompting the army to abandon the king altogether. It is said that being too proud to surrender he took his dagger from his waistband, cut his throat, raised the dagger proudly, sheathed it, and fell dead. Moggallana returned the capital to Anuradapura, converting Sigiriya into a monastery complex.

Alternative stories have the primary builder of Sigiriya as King Dhatusena, with Kashyapa finishing the work in honour of his father. Still other stories have Kashyapa as a playboy king, with Sigiriya a pleasure palace. Even Kashyapa’s eventual fate is uncertain. In some versions he is assassinated by poison administered by a concubine; in others he cuts his own throat when isolated in his final battle.[7] Still further interpretations have the site as the work of a Buddhist community, with no military function at all. This site may have been important in the competition between the Mahayana and Theravada Buddhist traditions in ancient Sri Lanka.

The earliest evidence of human habitation at Sigiriya was found from the Aligala rock shelter to the east of Sigiriya rock, indicating that the area was occupied nearly five thousand years ago during the Mesolithic Period.

Buddhist monastic settlements were established in the western and northern slopes of the boulder-strewn hills surrounding the Sigiriya rock, during the 3rd century BC. Several rock shelters or caves were created during this period. These shelters were made under large boulders, with carved drip ledges around the cave mouths. Rock inscriptions are carved near the drip ledges on many of the shelters, recording the donation of the shelters to the Buddhist monastic order as residences. These were made within the period between the 3rd century BC and the 1st century CE.

Archaeological remains and features

In 1831 Major Jonathan Forbes of the 78th Highlanders of the British army, while returning on horseback from a trip to Pollonnuruwa, came across the „bush covered summit of Sigiriya”.[8] Sigiriya came to the attention of antiquarians and, later, archaeologists. Archaeological work at Sigiriya began on a small scale in the 1890s. H.C.P. Bell was the first archaeologist to conduct extensive research on Sigiriya. The Cultural Triangle Project, launched by the Government of Sri Lanka, focused its attention on Sigiriya in 1982. Archaeological work began on the entire city for the first time under this project. There was a sculpted lion’s head above the legs and paws flanking the entrance, but the head broke down many years ago.

Sigiriya consists of an ancient castle built by King Kasiappan during the 5th century. The Sigiriya site has the remains of an upper palace sited on the flat top of the rock, a mid-level terrace that includes the Lion Gate and the mirror wall with its frescoes, the lower palace that clings to the slopes below the rock, and the moats, walls, and gardens that extend for some hundreds of metres out from the base of the rock.

The site is both a palace and a fortress. Despite its age, the splendour of the palace still furnishes a stunning insight into the ingenuity and creativity of its builders. The upper palace on the top of the rock includes cisterns cut into the rock that still retain water. The moats and walls that surround the lower palace are still exquisitely beautiful.[9]

Site plan

Sigiriya is considered one of the most important urban planning sites of the first millennium, and the site plan is considered very elaborate and imaginative. The plan combined concepts of symmetry and asymmetry to intentionally interlock the man-made geometrical and natural forms of the surroundings. On the west side of the rock lies a park for the royals, laid out on a symmetrical plan; the park contains water-retaining structures, including sophisticated surface/subsurface hydraulic systems, some of which are working even today. The south contains a man-made reservoir; these were extensively used from the previous capital of the dry zone of Sri Lanka. Five gates were placed at entrances. The more elaborate western gate is thought to have been reserved for the royals.[10][11][12]

Frescoes

John Still in 1907 suggested, „The whole face of the hill appears to have been a gigantic picture gallery… the largest picture in the world perhaps”.[13] The paintings would have covered most of the western face of the rock, covering an area 140 metres long and 40 metres high. There are references in the graffiti to 500 ladies in these paintings. However, many more are lost forever, having been wiped out when the Palace once more became a monastery − so that they would not disturb meditation.[citation needed] Some more frescoes, different from the popular collection, can be seen elsewhere on the rock surface, for example on the surface of the location called the „Cobra Hood Cave”.

Although the frescoes are classified as in the Anuradhapura period, the painting style is considered unique;the line and style of application of the paintings differing from Anuradhapura paintings. The lines are painted in a form which enhances the sense of volume of the figures. The paint has been applied in sweeping strokes, using more pressure on one side, giving the effect of a deeper colour tone towards the edge. Other paintings of the Anuradhapura period contain similar approaches to painting, but do not have the sketchy lines of the Sigiriya style, having a distinct artists’ boundary line. The true identity of the ladies in these paintings still have not been confirmed. There are various ideas about their identity. Some believe that they are the wives of the king while some think that they are women taking part in religious observances. These pictures have a close resemblance to some of the paintings seen in the ajanta caves in India

The frescoes, depicting beautiful female figures in graceful contour or colour, point to the direction of the Kandy temple, sacred to the Sinhalese.

The Mirror Wall

Originally this wall was so well polished that the king could see himself whilst he walked alongside it. Made of a kind of porcelain, the wall is now partially covered with verses scribbled by visitors to the rock. Well preserved, the mirror wall has verses dating from the 8th century. People of all types wrote on the wall, on varying subjects such as love, irony, and experiences of all sorts. Further writing on the mirror wall has now been banned.

One such poem in Sinhala is:

The rough translation is: „I am Budal [the writer's name]. (I) Came with all my family to see Sigiriya. Since all the others wrote poems, I did not!” He has left an important record that Sigiriya was visited by people beginning a very long time ago. Its beauty and majestic appearance made people stand in awe of the technology and skills required to build such a place

The gardens

The Gardens of the Sigiriya city are one of the most important aspects of the site, as it is among the oldest landscaped gardens in the world. The gardens are divided into three distinct but linked forms: water gardens, cave and boulder gardens, and terraced gardens.

The water gardens

The water gardens can be seen in the central section of the western precinct. Three principal gardens are found here. The first garden consists of a plot surrounded by water. It is connected to the main precinct using four causeways, with gateways placed at the head of each causeway. This garden is built according to an ancient garden form known as char bagh, and is one of the oldest surviving models of this form.

The second contains two long, deep pools set on either side of the path. Two shallow, serpentine streams lead to these pools. Fountains made of circular limestone plates are placed here. Underground water conduits supply water to these fountains which are still functional, especially during the rainy season. Two large islands are located on either side of the second water garden. Summer palaces are built on the flattened surfaces of these islands. Two more islands are located farther to the north and the south. These islands are built in a manner similar to the island in the first water garden.

The third garden is situated on a higher level than the other two. It contains a large, octagonal pool with a raised podium on its northeast corner. The large brick and stone wall of the citadel is on the eastern edge of this garden.

The water gardens are built symmetrically on an east-west axis. They are connected with the outer moat on the west and the large artificial lake to the south of the Sigiriya rock. All the pools are also interlinked using an underground conduit network fed by the lake, and connected to the moats. A miniature water garden is located to the west of the first water garden, consisting of several small pools and watercourses. This recently discovered smaller garden appears to have been built after the Kashyapan period, possibly between the 10th and 13th centuries.

The boulder gardens

The boulder gardens consist of several large boulders linked by winding pathways. The gardens extend from the northern slopes to the southern slopes of the hills at the foot of Sigiriya rock. Most of these boulders had a building or pavilion upon them; there are cuttings that were used as footings for brick walls and beams.

The terraced gardens

The terraced gardens are formed from the natural hill at the base of the Sigiriya rock. A series of terraces rises from the pathways of the boulder garden to the staircases on the rock. These have been created by the construction of brick walls, and are located in a roughly concentric plan around the rock. The path through the terraced gardens is formed by a limestone staircase. From this staircase, there is a covered path on the side of the rock, leading to the uppermost terrace where the lion staircase is situated.

Sigiriya: The Magic Mountain

by Manik Sandrasagra

Swami Gauribala a.k.a German Swami

This paper is a free borrowing of ideas; from Ananda Coomarswamy and Rene Guenon as explained to me over several years (1971 to 1984) by the late Swami Gauribala also known as German Swami.

Swami Gauribala spent over 30 years studying Sihagiri, as he preferred to call it. At that time nobody was really interested, in what they called his ‚theories’. Ever since Sihagiri was made a world heritage site, I have often been approached for Swami’s diaries and notebooks.

Not wanting to pander to the vanity of academics and researchers seeking fame, recognition and honour through their publications, I have on purpose withheld these valuable handwritten notebooks from public scrutiny.

Sacred is secret and Sihagiri does not need the patronage of academics or expensive publications for its continuity as a centre of initiation transcending the three worlds. As Swami once wrote to me, „The age-old mysteries and initiatic centres are still working and fully alive; the Guru-Shishya-Parampara still works inspite of all the corruptions and distortions of the anti-tradition”.

Saving Sihagiri for posterity and examining the few clues that it may occasionally throw up may mean work for archaeologists and researchers for several years, however unless they understand what they are dealing with, they will remain ignorant as to its essence and function. To them Sihagiri will remain a spectacular monument.

This article carries extracts from Swami Gauribala’s note-books. Swami wrote nothing original, everything quoted is either from Guenon, Coomaraswamy or some other sacred text..

„A son of two mothers,
he attains to kingship in his
discovery of knowledge,
he moves on the summit,
he dwells in his high foundation”.
– Rig Veda 1: 10: 2

Click to visit Sigiriya.org
Pabbata-raja made the mountain or rock his centre of ritual worship. The mountain at Mihintale, known in pre-Buddhist times as Missaka pabbata, and the rock at Sigiriya (above) were two of the main centres where pabbata-raja kings held their festivals, involving both rain-making and fertility.

The centre or fixed point is known symbolically to all traditional people everywhere as the ‚pole’ or ‚axis’ around which the world rotates. This idea has been depicted as a wheel in the Celtic, Chaldeon and Hindu traditions. The true significance of symbols like the Cross and the Swastika, seen worldwide from the far-east to the far-west is that they are intrinsically the ‚Sign of the Pole’.

Centres rose in ancient times as a result of a science called sacred or sacerdotal geography through which precise laws determined the position of cities and temples. Between the foundation of a town and the development of a doctrine, or a new form of tradition arising through adaptation to conditions defined by the time and place, there was a certain relationship which resulted in the construction of the town symbolising the unfolding of the doctrine.

Naturally, the most meticulous precautions were taken when selecting the site of a town destined to become the metropolis or centre for a specified area of the world, so that the names of such towns merit careful study, as do the reported circumstances of their founding. Such centres existed in pre-Hellenic Crete, and it seems that there were several in Egypt, probably founded in successive epochs, like Memphis and Thebes.

The corresponding testimony of all traditions worldwide is that an archetypal ‚Holy Land’ does exist; that it is the prototype for all other ‚Holy Lands’, the spiritual centre to which all others are subordinate. The ‚Holy Land’ is also the ‚Land of the Saints’, the ‚Land of the Blessed’, the ‚Land of the Living’, and the ‚Land of Immortality’.

The ‚Holy Land’ in the present age, it is believed is defended by guardians who keep it hidden from profane view, while ensuring nevertheless a certain exterior communication, which to all intents and purposes is inaccessible and invisible to all except those possessing the necessary qualifications for entry.

Limestone Staircase The paradisical gardenSimilar traditions concerning the earthly paradise are also well known, although little mentioned in public. In Islamic esotericism the ‚green island’ (el jezirah el-Khadrah) and the ‚white mountain’ (el jbabal el abiod) are well known. In the American traditions, ‚Aztlan’ is symbolised by a white mountain, while in India, the ‚white isle’ (shweta dweepa) is regarded as the ‚Abode of the Blessed’, a name easily identifiable as the ‚Land of the Living’.

The Celtic tradition describes a ‚green isle’ as being the ‚Isle of Saints’ or ‚Isle of the Blessed’, in which at the centre stands the ‚White Mountain’, with its summit purple, never submerged by any flood1. This ‚Mountain of the Sun’ as it is also called, is the equivalent of Meru, also entitled ‚White Mountain’. Meru is said to be encircled by a green belt, by the fact of it being situated in the middle of an ocean, and a triangle of light radiates at its peak.

Cosmas writing about Lanka from the reports of Sopater in 550 AD states as follows:

„The temples are numerous, and one in particular, situated on an eminence, is the great hyacinth2,as large as a pine-cone, the colour of fire, and flashing from a distance, especially when catching the beams of the sun – a matchless sight”.

„There are two Kings ruling at opposite ends of the island, one of whom possesses the hyacinth and the other the district, in which are the port and the emporium”.

The Hyacinth

Cosmas, and with the Chinese Hiuen Tsang, in the following century, a story emerges of a priceless red ruby which was fixed on the top of a pagoda in Central Lanka.

Hayton had also heard of the great red ruby: „The king of Celan hath the largest ruby in existence. When his coronation takes place this ruby is placed in his hand and he goes round the city on horse back holding it in his hand, and thenceforth all recognise and obey him as their king.”

Odoric too speaks of the great ruby and Kublai Khan’s endeavours to get it.

Ibn saw it in the possession of Ariya Chakravarti, a Tamil Chief ruling at Patlam.

Friar Jordanus speaks of two great rubies belonging to the King of Sylen, each so large that when grasped in the hand it projected a finger’s breadth at either side.

The fame, at least of these survived to the 16th Century for Andrea Corsali (1515) says: „They tell that the king of the island possesses two rubies of colour so brilliant and vivid that they look like the flame of fire.”

Sir Emerson Tennant, on the subject, quotes from a Chinese work a statement that early in the 14th Century the Emperor sent an officer to Ceylon to purchase a carbuncle of unusual lustre. This was fitted as a ball to the Emperor’s cap; it was upwards of an ounce in weight and cost 100,000 strings of cash. Everytime a great levee was held at night the red lustre filled the palace, and hence it was designated the red palace illuminator.”3

The other references to this spectacular ruby are those in the Travels of Sindbad the Sailor from the Arab epic work, Tales of Arabian Nights as well as the Travels of Marco Polo.

In and around 400AD Sihagiri was the centre of Sri Lankan culture and Kassapa was the king whose temple – palace was Sihagiri. Was then a red ruby on the summit of Sihagiri and was it a part of Kassapa’s regalia ?

The colour red represents the sun and all war gods. It is the masculine, active principle; fire, the sun, royalty, love, joy, festivity, passion, ardour, energy, ferocity, sexual excitement and blood lust. Also, according to Albertus Magnus (ca 1200-1280) stones such as the Hyacinth has the special power to disperse poison in air and vapour.

There are also other symbols in ancient traditions which represent the ‚centre of the world’, one of the most remarkable and widely spread of which is that of Omphalos. In Greek the word signifies ‚umbilical’, which in a general sense describes everything that is central, and in particular the hub of a wheel. The Sanskrit ‚nabhi’ has the same connotations as do various words in the Germanic and Celtic languages derived from the same root, found in the forms ‚nab’ and ‚nav’.

Paradise

The Terrestrial Paradise possessed other names as well. It was called ‚Paradesha’ which in Sanskrit means the ‚Supreme Country’ which applies well to the spiritual centre par excellence, also called the ‚Heart of the World’. It is from this word that the Chaldeons formed ‚Pardes’ and westerners ‚Paradise’. The Persian Alborj and Monsalvat of the Western Grail legend, the Arab mountain Qaf and the Greek Olympus all have the same meaning.

It can be clearly seen from the above that the idea of a spiritual centre – an island containing a ‚sacred mountain’ which is also the axis mundi between heaven and earth is found in all traditions. For a while such a locality may have a tangible existence (even though not all ‚holy lands’ were islands) however, there is also a symbolic meaning.

Historical facts, especially those pertaining to sacred history, translate in their own ways truths of a higher order owing to the law of correspondence which is the foundation of symbolism, and which unites all the words in total and universal harmony.

Considering the above, let us turn to Sihagiri and Lanka. Was Sihagiri designed as a city or could it have been much more ? Should not the origin myths of Lanka be considered when interpreting such important sites? Is it possible to understand the mind of spiritual man from our own materialistic perspective? Is it not better to leave things as they are without destroying the evidence? At present excavations are taking place without any clear basis, turning a vital part of our heritage into a giant western style ‚theme park’.

Lanka

The very name Lanka means ‚resplendent isle’ and in myth and legend and according to the oral tradition, it is ‚Dhammadeepa’ the ‚isle of the blessed’, where truth reigns. Every name given to Lanka has also a similar quality. Lakdiva, Serendib, Pomparippuwa, Ranbima, Tambapani, Sinhale, Eelam, Ceylon all suggest the same quality. We therefore live in a land that has been considered blessed from time immemorial.

In the centre of Lanka, like its heart stands a massive rock monolith first called Sihagiri and later Sigiriya. The original name can be loosely translated as ‚Remembrance Rock’ and the latter as ‚Lion Rock’. Around this rock, there are fourth century A.D. remnants of perhaps the most magnificent buildings Lanka can boast of.

AIthough now declared a ‚World Heritage Site’, the written history of Lanka hardly describes the place. Even the name is only mentioned in four places in the Culavamsa, yet this is perhaps the most extensive edifice in Lanka. It is not impossible that the whole history of Sihagiri would have been different if a layman and not a Buddhist monk had been the author of the Culavamsa, a written history of Lanka.

This is the observation made by Wilhelm Geiger, the translator in his introduction to Part I of the Culavamsa. Continuing, Geiger stated that „Not what is said but what is unsaid is the besetting difficulty of Sinhalese history”. May I add that to a tantric siddha like Swami Gauribala, who understood the Mahayana doctrines very well, Sihagiri made complete sense, based on its design and context.

Was Sihagiri a symbol of the cosmos with seven levels representing the seven heavens of the planets? Was it a junction between heaven, earth and hell through which the axis mundi passes? Through contending viewpoints and perspectives in the oral and written history of Lanka a conflict emerged between orthodoxy and heterodox in relation to traditional kingship, where the ideal was divinity and the King was also its High Priest. This sense of divinity was linked to the idea of the King becoming Varuna, one of the ancient Indian gods.

Varuna

„As god of living waters, fertility and justice, and as a great king, Varuna belongs almost entirely to a settled order of things, to a city state and peasant culture of immemorial antiquity.

On the dark chthonic side of things, with its seasonal festivals, ritual eroticism, and possibly human sacrifice, the whole complex of ideas connected with Varuna and Aditi, Gandharvas and Apsaraas, etc. points backward to a great culture evolved with the beginnings of agriculture, and flourishing from the Mediterranean to the Indus, rather than to the priestly invention of later warlike peoples, such as the Persian or Indian Aryans. Varuna and Aditi in many respects suggest Tammuz and Ishthar.

The ideal of Kingship embodied in the original conception of Varuna may be said to have persisted in Indian culture up to the present day; it is very evident in the person of Rama. (Varuna changing into Prajapati, Purusa or Brahman, and Narayana or Vishnu. In the same way a succession of designations of the Great Mother and Earth Goddess can be recognised in Aditi, Ida, Dhisana, Prakrti, Vak and Laksmi and Bhumi Devi.) The ideal king is a Dharmaraja, an incarnation of justice, and the fertility and prosperity of the country depend upon the King’s virtue; the direct connection between justice and rainfall here involved is highly significant.

Most prominent in the personality of Varuna are his connection with the celestial (upper) waters, and with holy order (rta) physical and moral; his kingship and justice, and the fetters (pasa) with which he binds the sinner and controls the waters.

The description of Varuna in the Vishnudharmottara, III.52, though late, is not without interest and significance. He rides in a chariot drawn by seven hamsas, said to represent the Seven Seas, he has an umbrella of dominion, and is supported by a makara. He has somewhat of a hanging belly (a paunch (udara) for treasure); he is four-handed (a post-Vedic development), holding the lotus and fetter (pasa) in his right hands, conch and jewel-vessel (ratna-patra) in the left. His wife is Gauri (in the Ramayana, Gauri or Varuni), holding a blue lotus is her left hand. Attendants are Ganga on the right, holding a lotus and standing on a makara, and Yamuna on the left, holding a blue lotus and standing on a tortoise, said to represent time (kala).

It will be seen that Varuna’s original character as a great king, dispenser of justice and punisher of sin, lord of rivers and increase, is well preserved, and that the concrete symbolism is consistently and satisfactorily explained.”4

Sihagiri legend

(The history of Kassapa 1, who is associated with the Sihagiri legend is told in Chapters 38 and 39 of the Mahavamsa (Chulavamsa I and II).

Kassapa, brought up under Mahayana influence (Madhyamika and Prajnaparamita – Nagarjuna Ariya- deva: Bienlu, 13) dreams to become a cakravartin and rule from the central Mount Kailasa. He sacrifices his father for the sake of his ideal and tries to realise his dream by building the temple-palace at Sihagiri. By sacrificing Dhatusena he takes revenge for the killing of his guru by his father. Kassapa thus.

Kataragama

Let us digress for a moment to study Kataragama in southern Lanka. Here an unseen King represented by the colour red, rules from a royal palace with 505 courtiers in attendance following rituals instituted over 2000 years ago. Here lies the secret of traditional kingship where ‚nobody’ was King and everybody equal. Fertility and continuity was the only reality. The visible King follows the divine original. As to what the divine design may be, it is left in the hands of the purohita, the royal priest.

In Lankan history in around the fourth century A.D., a conflict arose between King Dhatusena and his first-born son Kassapa. Dhatusena’s ideal of kingship differed from that of Kassapa. Kassapa followed the old path of ‚the tortoise’ as symbolised in Kataragama, while Dhatusena was an adherent of a city culture based in Anuradhapura. Power was based on water and its use. The Kala Wewa was Dhatusena’s ‚Gam Udawa’ and he paid a price for his reckless innovation.

Their conflict is a story of opposing viewpoints on what constitutes kingship, with Brahmins, Shamans and Priests on both sides fighting over definitions and ideals. Sihagiri was never the capital of Śrī Lanka. It was however, the symbol of Lankan kingship, with bringing rain in time being one of its main functions. It is also a mandala, wherein an ascent up to the summit was itself a ritual of purification. It was also the centre in which the ‚Lion Race’ preserved its temperament. Masada in Israel is an interesting parallel.

When our own researchers have eyes to see and ears to hear, perhaps then and only then will Sihagiri reveal itself once more. Until then, what is truly sacred will remain a secret, academics and researchers notwithstanding with perhaps the exception of Raja de Silva, a former Commissioner of Archaeology.

We conclude by quoting the New Testament. Consider and compare the story of Kassapa with Galatians IV 22-31.

„The two sons of Abraham: the one by a bondmaid, born after the flesh (like Moggalana),

The other born by a freewoman, born after the Spirit (like Kassapa). But as then, he that was born after the flesh persecuted him that was born after the Spirit, even so it is now.

But if ye be led by the Spirit, ye are not under the Law”.

  1. Central Lanka has never been under water.
  2. Hyacinth (European): Prudence: peace of mind; heavenly aspiration. The blood of Hyacinthus, from which the hyacinth sprang when he was killed accidentally by Apollo, symbolizes vegetation scorched by the heat of the summer sun; but the flower springing from the blood represents resurrection in spring. Also the emblem of Cronos. (from An Illustrated Encyclopaedia of Traditional Symbols – J.C.Cooper – Thames and Hudson). The Hyacinth has also been identified as a Ruby by Richard W. Hughes (1996) in ‚Ruby & Sapphire’
  3. IB IV, 174-175; Cathay p clxxvii; Hayton ch vi; Jord p 30; Ramus 1 180: Ceylon 1 – 568)
  4. Yaksas ll p26 (1928) Coomaraswamy „appears in a different light”, as a Priest-King or bodhisattva, enthroned on Mount Kailasa, the centre of the Holy Land, as the builder of the „most magnificent building of which Ceylon can boast”, as one of the greatest Kings of Lanka.

Palace in the sky or Mahayana Mandala?

Sigiriya and its Significance by Raja de Silva
[Bibliotheque (Pvt) Ltd. Sri Lanka] Rs. 3,000

Sigiriya maidens
Tara is a goddess who was worshipped by Mahayana Buddhists in Sri Lanka. The divine females at Sigiriya are splendidly adorned with jewellary, bracelets, necklaces, tiaras, diadems, chaplets of flowers and are of three complexions red, yellow and green. The goddess Tara too has numerous manifestations in regal splendor and may be of red, yellow, green, blue or white complexion.
Sigiriya maidens

by Tissa Devendra

It is rare pleasure to come across a book produced in Sri Lanka whose superb format and high quality illustrations are only surpassed by the richness of its contents. Raja de Silva has been one of our most distinguished Archaeological Commissioners who has, over and above the call of duty, devoted a lifetime of study to that most magnificent monument of Sinhala civilization – Sigiriya. His greatest contribution to Sigiriya, Sri Lanka’s cultural heritage and posterity was his meticulous restoration of the wonderful frescoes which had been brutally vandalised over forty years ago. This volume, his magnum opus, is the distillation of his painstaking research. He argues, with convincing cogency, that the traditional acceptance of this architectural wonder as the palace of Kassapa I, oft- damned as the „parricide king”, is based on the shifting sands of biassed chronicles, unsupportable theories and romantic imagination.

The author’s argument is simply stated. Sigiriya was not Kassapa’s palace and pleasure garden. Neither was it a fortress nor was it ever the capital city of Sri Lanka. What this site encompasses is a vast Buddhist monastic complex, embracing both Theravada and Mahayana practices, and spanning many centuries -long before and long after Kassapa’s reign. De Silva’s conclusions are based on an impressive analysis of data drawn from many disciplines – epigraphy, literature, meteorology, Buddhist philosophy, iconography, art history, chemistry and, above all, over a century of scientific excavation by the Archaeological Department. No other study has ever drawn on such a rich lode of material and few, if any, have been able to match de Silva’s great erudition, practical experience and his „magnificent obsession” with the subject of Sigiriya and its significance.

Significant Findings

Some of his most significant conclusions are disarming in their simplicity. No remains of tiles, rafters or post- holes [for pillars] have ever been discovered on Sigiriya’s summit. Furthermore, from a study of monsoon patterns and wind velocity, buttressed by H. C. P. Bell’s excavation reports, he draws two conclusions. The first is that Kassapa’s eighteen year reign would have given him only six months per year during which any construction work was possible on the summit. In this brief ‘window of time’ it was logistically impossible for Kassapa to marshall the men and materials, apart from an ‘army’ of superb artists clinging to precarious perches, to build a ‘palace in the clouds’. De Silva argues, most convincingly, that the summit was a complex of ‘kutis’ [cells] where Buddhist monks lived in meditation and contemplation, far above the hustle and bustle of mundane life. The ‘asanas’ were seats for meditation, discourses and doctrinal disputation. The paved walkways were for meditative perambulation, a feature unique to the Buddhist monastic tradition. The ponds and gardens were designed for contemplation, a Mahayana concept now widely known because of the rock and sand garden of the wonderful Zen temple in Kyoto. A stupa on the summit, to which little attention has been paid, completes the monastery complex. No other monastic site in this country seems more appropriate for seeking the ‘divine emptiness’ of Nirvana or reincarnation as a Bodhisattva, in the Mahayana tradition.

The author’s disarmingly simple explanation for the lack of evidence of permanent roofs on the summit further buttresses his contention that this was a monastery and no palace. He argues that the roofs of the kutis’ [monks cells] were thatched in cadjan – the only type of roof readily renewable after the battering of monsoons. Furthermore, this would place these cells firmly in the Buddhist tradition of ‘pannasalas’ [leaf huts] as dwellings of monks. Interestingly enough, the plausibility of de Silva’s conclusion is now backed up by a parallel from another continent, another hemisphere and another century. In 1450 or so the Incas of Peru built the mountain city of Machu Picchu 1,500 feet high up in the Andes. It has been described in terms that apply equally to Sigiriya. „The Cyclopean size of its stone blocks and the masterful way they were fitted together seem like an unbelievable dream”. Scholars agree that while the stone walls remain intact no ruins of any roofs remain because they were thatch – easily renewable after the fierce gales that sweep the Andes!

History and the Culavamsa

Central to the author’s thesis is the archaeological evidence he adduces to establish that Sigiriya and its environs were the location of monastic establishments from before Kassapa’s reign until the 12th century. For much of this period it was the abode of monks who were followers of the Abhayagiri Vihara which was the fount of Mahayana doctrines in Sri Lanka. It is for this reason that the author is, rather too harshly, critical of the Culavamsa account of Kassapa’s reign atop Sigiriya. By the 12th century, when Ven. Dhammakitti wrote this chronicle Mahayana worship had long been wiped out and the Theravada orthodoxy of Mahavihara had regained the supremacy it yet enjoys.

It was only natural for a Mahavihara writer to look at the past from that particular perspective. I, for one, cannot believe that Ven. Dhammakitti fantasised or wrote of Kassapa with malice aforethought. History, after all, is the victor’s version. If the battle of Waterloo was won by Napoleon his scholars would have written a very different history of Europe from that which we studied. As such, one cannot expect a Mahavihara monk to be scientific and objective about a perceived patron of a ‘heretical’ establishment.

Mahayana and Tara Devi

De Silva has opened a much needed window into the wide spread, vitality and monumental contribution of Mahayana to Sri Lanka’s cultural history. This ‘secret history’, which has left its magnificent sculptures ranging from Weligama to Buduruwegala and even Aukana, needs both deep study and popular discourse to achieve acceptance as an integral component of our history. The greatest Mahayana monument in Sri Lanka, according to the writer’s almost watertight interpretation, is Sigiriya. The entire complex has been conceived as one integrated whole – a Mahayana ‘mandala’ a symbolic diagram of the meditative process to attain Bodhisattva-hood. The way to the summit leads through gardens, ambulatory paths, ponds and fountains – all objects of contemplation — which are surrounded by scattered monastic cells and caves. The Lion Stairway, according to Buddhist iconography, was „to remind the devotee whose of the Buddha whose voice was like that of a roaring lion [Mahasihanada] enunciating the Truth”.

The lion also symbolises Tara the female Bodhisattva of Mahayana Buddhism to whose adoration the incomparable frescoes are dedicated. Every single figure exemplifies a different aspect of Tara. This repetition of the object of ‘worship’ is characteristic of a Mahayana technique of meditation and is most famously seen in the Tun Huang ‘Cave of a Thousand Buddhas’. Sadly, a thousand cruel monsoons have lost us a place in the sun for Sigiriya as the „Mountain of a Thousand Taras”. But thanks to Raja de Silva we now see the wondrous Tara, once again, in her true aspect as Bodhisattva. I dare say no more about the frescoes, or Sigiriya, – the author has said it all with great erudition and fine sensitivity.

Postscript

Raja de Silva’s „Sigiriya and its Significance” was formally launched, with singular felicity, at Hotel Sigiriya on Saturday 26 October. The hotel management had generously hosted an interesting mix of people to the occasion – journalists, artists, dilettante scholars, bird-watchers and even a swami [of sorts]. We sat facing the western face of Sigiriya rose-hued and mysterious in the rays of the setting sun. Raja de Silva modestly sketched out his theory and adroitly fielded a variety of questions ranging from his doubts about the Culavamsa ‘history’, the vital statistics of the frescoed ladies and the libidinous nature of Tantrayana practices. Raja put in a bravura performance and, what is most important, threw out a challenge to our historians, archaeologists and scholars to engage in an open discussion of his thesis, which they have never commented on in spite of its earlier publication in scholarly journals. We look forward to a battle of minds.

In concluding this review I quote from two poems that encapsulate Sigiriya’s enduring romance and mystery. The first is Verse 261 of the Graffiti [trans. Reynolds]

Who is not happy when he sees
Those rosy palms, rounded shoulders
Gold necklaces, copper-hued lips
And long long eyes.

The next is from the great Chilean poet Pablo Neruda [who spent some years in ‘Ceylon’] writing of Machu Picchu in phrases redolent of Sigiriya:

Tall city of stepped stone
High reef of the human dawn…
The fallen kingdom survives us all this while.

więcej na http://sigiriya.org/

Polonnaruwa

- zabytkowe miasto w Sri Lance. Po zniszczeniu Anuradhapury w 993 n.e. przez władcę hinduskiego Rajaraja Chola I dotychczasowa okresowa rezydencja królewska została przekształcona w stolicę. Zbudowano obiekty religii hinduistycznej, w tym świątynię boga Sziwy. Odzyskanie Cejlonu przez króla Vikkamabahu (znanego też jako Kassapa VI) nie tylko nie pozbawiło Polonnaruwy funkcji stołecznych, ale została ona zabudowana dodatkowo świątyniami buddyjskimi, z których najważniejsza była Hatadage (Świątynia Zęba Buddy). Największy rozkwit osiągnęła Polonnaruwa w okresie panowania króla Parâkramabâhu I Wielkiego w latach 1153-1186. Stworzył on otoczone potrójnym murem bajkowe miasto-ogród, w którym pałace i świątynie były wtopione w krajobraz. Z okresu jego panowania pochodzi także Lankatilaka, potężna ceglana budowla z zachowanym wielkim posągiem Buddy oraz Gal Vihara, klasztor z zespołem wielkich rzeźb skalnych. Jeden z jego następców, król Nissanka Malla, zbudował jeszcze jedną imponującą budowlę – Rankot Vihara, jest to stupa o średnicy 175 m i o wysokości 55 m. W późniejszym okresie miasto było często najeżdżane przez sąsiadów, funkcję stolicy pełniło jeszcze okresowo w XIII wieku.

Ważniejsze zabytki

  • Ruiny pałacu królewskiego
    • właściwy pałac o wymiarach 13 na 31 metrów o ścianach grubości 3 metrów;
    • sala audiencyjna (sala posiedzeń Rady Królewskiej);
    • basen;

  • Zespół świątyń, tzw. czworokąt świątynny
    • Vatadage, „Okrągła Świątynia” o średnicy około 18 m, z czterema wejściami i umieszczoną centralnie małą stupą mieszczącą cztery posągi siedzącego Buddy;
    • Hatadage, świątynia, w której przechowywano relikwię zęba Buddy;
    • Thuparama, najlepiej zachowana świątynia w Polonnaruwie, z ceglanym dachem;
    • Latha Mandapaya, mała stupa otoczona kamiennymi kolumnami i obwiedziona wyciętą z kamienia balustradą naśladującą drewno;
    • Gal Pota, czyli „kamienna książka”, blok kamienny z inskrypcjami;
    • Satmahal Prasada, sześciopoziomowa budowla w kształcie pagody;
  • Lankatilaka, potężna ceglana budowla z zachowanym wielkim posągiem Buddy;
  • Gal Vihara, świątynia skalna, zespół czterech rzeźb w ścianie skalnej wyobrażających Buddę;
  • Rankot Vihara, monumentalna stupa o średnicy 175 m i o wysokości 55 m.

Polonnaruwa ( Tamil – பொலநறுவை or புளத்தி நகரம் as called by Cholas) is a town. It’s the main town of Polonnaruwa District in the North Central Province, Sri Lanka. Kaduruwela area is the Polonnaruwa New Town and the other part of Polonnaruwa, remains as the royal ancient city of polonnaru kingdom.

The second most ancient of Sri Lanka’s kingdoms, Polonnaruwa was first declared the capital city by King Vijayabahu I, who defeated the Chola invaders in 1070 to reunite the country once more under a local leader.

History

While Vijayabahu’s victory and shifting of kingdoms to the more strategic Polonnaruwa is considered significant, the real „Hero of Polonnaruwa” of the history books is actually his grandson, Parakramabahu I. It was his reign that is considered the Golden Age of Polonnaruwa, when trade and agriculture flourished under the patronage of the king, who was so adamant that no drop of water falling from the heavens was to be wasted, and each was to be used toward the development of the land; hence, irrigation systems that are far superior to those of the Anuradhapura Age were constructed during Parakramabahu’s reign, systems which to this day supply the water necessary for paddy cultivation during the scorching dry season in the east of the country. The greatest of these systems, is the Parakrama Samudraya or the Sea of Parakrama. It is of such a width that it is impossible to stand upon one shore and view the other side, and it encircles the main city like a ribbon, being both a moat against intruders and the lifeline of the people in times of peace. The Kingdom of Polonnaruwa was completely self-sufficient during King Parakramabahu’s reign.

With the exception of his immediate successor, Nissankamalla I, all other monarchs of Polonnaruwa were slightly weak-willed and rather prone to picking fights within their own court.

They also went on to form more intimate matrimonial alliances with stronger South Indian kingdoms, until these matrimonial links superseded the local royal lineage and gave rise to the Kalinga invasion by King Kalinga Magha in 1214 and the eventual passing of power into the hands of a Pandyan King following the Arya Chakrawarthi invasion of Sri Lanka in 1284. The capital was then moved to Dambadeniya.

The city of Polonnaruwa was also called Jananathamangalam during the short Chola reign.

Present day

Today the ancient city of Polonnaruwa remains one of the best planned archaeological relic sites in the country, standing testimony to the discipline and greatness of the Kingdom’s first rulers. Its beauty was also used as a backdrop to filmed scenes for the Duran Duran music video Save a Prayer in 1982. The ancient city of Polonnaruwa has been declared a World Heritage site by UNESCO.

Near the ancient city, there is a small town with several hotels (especially for tourists) and some glossy shops, and places to fulfill day-to-day needs. There are government institutions in a newly built area called “new town,” about 6 km away from the town and the main road. The largest school in the district, Polonnaruwa Royal Central College is situated at new town.

Polonnaruwa is the second largest city in North Central Province, but it is known as one of the cleanest and more beautiful cities in the country. The green environment, amazing ancient constructions, Parakrama Samudraya (a huge lake built in 1200), and attractive tourist hotels and hospitable people, attract tourists.

Climate

One recent scientific observation is that of its climate changes: historically, Polonnaruwa had a tropical climate most of the year, although it was occasionally chilly in December and January. But in recent years the rain and chilliness has been increased noticeably. Although this is surprising to some people, it is more enjoyable for tourists. However, there is a setback, as paddy field farmers can suffer when there is too much rain.

(Powiększ) – te motywy wyraźnie nawiązują zwierzęcych i roślinnych motywów znanych ze złotych wyrobów scytyjskich

Kilka obrazów przyrody z Siel-Lanki

zachód

kwiaty

Typowe drzewa owocowe na Siel-Lance

Roślinność wodna – nie tylko lotosy

Czasami prawdziwa wodna dżungla

Ale lotosy także

W parku

Pęd jadalnej paproci – jadalny tylko gdy zwinięty w pąk

Zbiór herbaty na wyżynach – więcej o herbacie przy okazji kiedy napiszemy o owocach i jedzeniu- w dziale Kuchnia Królestwa SIS

Na koniec banalnie ale pięknie

Bo dalej były już bardzo piękne sjeliańskie Małe Dewy (Divy) czyli Malediwy – czyli dalszy ciąg SielLanki, jeszcze bardziej banalny niż kwiat powyżej

Z jednym wyjątkiem – tutaj,  a Małych Dewach, też słyszeli o Euro 2012

Do przyrody, roślinności, jedzenia i innych spraw związanych ze wspólnotą języka phali , sanskrytu i polskiego oraz w ogóle języków słowiańskich jeszcze wrócimy – widać że jest o czym pisać i mówić – chociażby dzięki dobrze znanemu nam w Polsce słowu Sielanka, które – możemy zapewnić solennie wszelkich sceptyków – nie wzięło się jako „pożyczka etymologiczna” z Niemiec, Grecji, Rzymu, Persji ani nie jest pożyczką polską z japońskiego.

Male (female) devy

Święta Skała Kriwdy-Sądzy (Krzywy Sąd) Aleksandrowice pod Morawicą


W Aleksandrowicach pod Krakowem obok miejscowości Morawica gdzie stał Zamek Tęczyńskich znajduje się zagadkowa skała wapienna wznosząca się wysoko ponad rozległą bajeczną doliną. Z tą skałą zwaną Krzywy Sąd jak i z Zamkiem Morawickim który zapadł się pod ziemię wiąże się pewne podanie, które tu przytaczamy za Wikipedią:

„Zamek, już w 1408 roku uważany za bardzo stary, znajdował się szczycie wzgórza dominującego nad okolicą, na miejscu dzisiejszego kościoła św. Bartłomieja w Morawicy, wzniesionego w obecnej formie w XVIII wieku, oraz dzisiejszej plebanii i dzwonnicy. W średniowieczu należał do rodu Toporczyków (Toporów), pieczętujących się herbem Topór, protoplastów rodziny Tęczyńskich; Toporczykowie rezydowali tu już na przełomie XII i XIII wieku. Później zamek znajdował się w rękach Tęczyńskich i stanowił pierwotną siedzibę ich rodu; w XIV wieku przenieśli ją oni do zamku Tenczyn, którego budowę rozpoczął w 1319 roku kasztelan krakowski Jan Nawój z Morawicy…

(…)

…Z zamkiem w Morawicy wiąże się podanie ludowe o jaskini pełnej skarbów odkrytej przez jednego z panów zamku, komesa Mateusza Tęczyńskiego, i o skale Krzywy Sąd, usytuowanej na wzgórzu w sąsiedniej miejscowości Aleksandrowice, nazwanej tak na pamiątkę niesprawiedliwego wyroku skazującego na śmierć giermka, który przypadkiem poznał tajemnicę położenia pieczary. Według tej legendy zamek popadł w ruinę po śmierci Mateusza Tęczyńskiego, dręczonego przez wyrzuty sumienia i ukąszonego przez żmiję; później ruiny zostały darowane przez Tęczyńskich kościołowi[2]…”

A oto opowieść o Krzywym Sądzie Użytkownika Aleksandrowice z facebook

Jest ona co prawda tylko rozwinięciem podania, które zamieszczono na tablicy informacyjnej przy skale ale za to jest o wiele ładniejsze niż tamten tekst – napisany i umieszczony za pieniądze UE przez urzędasów III RP:

Oto on:

Legenda o Krzywym Sądzie
utworzona przez użytkownika Aleksandrowice w dniu 12 lutego 2011 o 11:23 ·

Na zachód od Krakowa usadowiła się rozległa, bogata wieś Morawica, której początki giną w niepamięci dziejów.  Ziemia tu żyzna i rodna, a kamienia dość, gdyż wśród pól i lasów sterczą – jak i wszędzie w okolicy- skałki – ostańce, szare i białawe, wapienne, porosłe mchem, a w szczelinach karłowatą brzozą i sosną. Pod ostańcami znajdują się jamy, jaskinie i groty, które dziś jeszcze dają schronienie leśnym zwierzętom, dawniej zaś były mieszkaniem ludzi. Zamek w Morawicy, ongiś piękny, wspaniały, wzniesionych przez możnych panów pieczętujących się herbem Topór, usytuowany na wzgórzu, popadł czasem w ruinę. Na jego gruzach zbudowano obszerny murowany kościół. W czasach gdy zamkiem władał komes Mateusz z możnego rodu Tęczyńskich,  był on potężną, niezdobytą warownią. Pewnego ranka  Mateusz, pan na Morawicy, polował w okolicznych lasach w otoczeniu przyjaciół, dworu i służby. W pościgu za zwierzem- żarłocznym rosomakiem- wysforował się przed wszystkich, a gdy zwierz dopadł lasu, Mateusz zeskoczył z konia, wodze rzucił w ręce przybocznego giermka, a sam z włócznią w ręku podążył w  gąszcz leśny. Zapamiętale piął się w górę, nie bacząc na przeszkody: powalone pnie, cierniste krzewy, śliskie omszałe głazy, ościste konary drzew. Pod szczytem góry rosomak skrył się w obszernej pieczarze. Rycerz wpadł za nim śmiało i zabił zwierza. Wychodząc, dojrzał w blaskach zachodzącego słońca, którego promień wpadł był właśnie do mrocznej pieczary, że w głębi znajdują się okute żelazne drzwi, a w nich tkwi w zamku ogromnych rozmiarów klucz. Mateusz z niezmiernym trudem przekręcił klucz w zamku a gdy drzwi ze zgrzytem ustąpiły, w oczy komesa uderzył blask tak silny, jak blask słońca- w pieczarze odkrył skarb- nieprzebrane stosy złota. Gdy stał olśniony widokiem, nagle blask złota przygasł, rycerz obejrzał się i zobaczył swego giermka, którego opiece powierzył konia… W sercu pana na Morawicy zrodził się gniew, obawa, podejrzliwość… Nie był już jedynym posiadaczem tajemnicy odkrytego skarbu…

W ponurym milczeniu schodził w dół, giermek niósł upolowanego rosomaka, a komes przemyśliwał, jak by się pozbyć niepotrzebnego świadka. Rychło znalazł pożądany argument. Rumak pański, pozostawiony bez opieki, zagłębił się w las i został rozdarty przez niedźwiedzia. Mateusz udając rozpacz po stracie ulubionego konia złożył bez zwłoki sąd, któremu sam przewodniczył. Próżno niektórzy przyjaciele komesa bronili giermka mówiąc, że porzucając konia, śpieszył przecież – wierny i oddany – na pomoc swemu panu. Stronniczy krzywy sąd wydał niesprawiedliwy wyrok. Młodemu giermkowi zawiązano oczy i strącono nieszczęsnego z wyniosłej skały, której strome urwisko sterczy nad wierzchołkami drzew. Komes pozbył się świadka, tajemnicę pieczary zachował tylko dla siebie. Po wykonaniu wyroku nie chciał dosiąść żadnego konia, udawał żal, chcąc zabić wyrzuty sumienia- stąpał szybko wracając do swego zamku. Śród opadłych liści wczesnej, ciepłej jesieni nadeptał na żmiję. Rozbudzony gad uniósł się wysoko i ukąsił komesa pod kolanem. W dwa dni później pan zamku morawickiego, komes i rycerz Mateusz z możnego rodu Tęczyńskich, zmarł w gorączce. Na łożu śmierci toczył pianę jadowitą, zrywał się; ze ściśniętej gardzieli rzucał z trudem pojedyncze słowa. Sensu ich nikt nie mógł zrozumieć. Dopiero ksiądz kapelan zamkowy wyjaśnił, że komes, wyznaje głośno swe grzechy, żałuje swego postępku- krzywego sądu… wyjawia swe tajemnice i …czyni nabożne fundacje… Zamek opustoszał, odsunęli się przyjaciele. Z każdym rokiem niszczało zamczysko, rozpadały się mury, zrywały się stropy rycerskich komnat. Ruinę oddali Tęczyńscy plebanowi. Na ruinach zamku w Morawicy wyrosły mury kościoła i przyległej do jego frontonu ogromnej plebanii, która powstała ze skrzydła zamku najlepiej jeszcze zachowanego. Fundamenty plebanii wrastają w martwicę litej skały, mury są trzymetrowej długości. Przed kilkudziesięciu laty trzech śmiałych ludzi, przetrząsając okoliczne groty i pieczary, znalazło w jednej z nich ogromnej miary klucz, obrosły ze starości kamiennym kryształem. Wybuch wojny przerwał poszukiwania, rozrzucił tych ludzi po świecie, wszyscy zginęli. Skarbu ponownie nie odkryto. Do dziś dnia wyniosłą szarą, wapienną skałę, sterczącą wysoko nad wierzchołkami lasu- zwie lud zamieszkujący Aleksandrowice i okoliczne miejscowości: „KRZYWY SĄD”….

Święty Buk na Krzywym Sądzie

Historia Aleksandrowic sięga okresu ok. 4000 lat p.n.e.

Aleksandrowice mają niezwykłe walory przyrodnicze i krajobrazowe oraz  bogatą przeszłość historyczną. Turystyczną atrakcją miejscowości jest  Jurajska Dolina Aleksandrowicka (zwana przez miejscową ludność „ Strumykiem”) z owianą legendą skałą „Krzywy Sąd”. Dolina rozciąga się na długość 2,5 km i prowadzi przez nią malownicza trasa turystyczna.

Aleksandrowice posiadają bardzo bogatą przeszłość historyczną, początkami sięgającą odległych epok pradziejowych. Potwierdzają to  liczne zabytki osadnictwa odkryte na tym terenie. Najstarsze z odkrytych zabytków:  piece i paleniska, ujawnione podczas badań archeologicznych prowadzonych w latach 1997 – 1998 r. w związku z budową Miejsca Obsługi Podróżnych przy autostradzie A-4, datowane są na  4 tys. lat p.n.e.

Aleksandrowice od czasów wczesnopiastowskich należały do rodu Toporczyków  (Toporów)  herbu Topór z Morawicy.  Na morawickim wzgórzu, w miejscu obecnego zespołu budowli kościelnych, Toporczykowie zbudowali  w XII wieku drewniane dworzyszcze obronne. Od tego czasu, aż do XIV wieku Morawica była ich gniazdem rodowym.  Z najstarszego rodu Toporczyków w niedługim czasie wywiodło się wiele bocznych linii, które przybrały  nazwiska od miejscowości, których byli założycielami i gdzie mieli swe siedziby np.: Aleksandrowice- Aleksandrowscy, Balice- Baliccy, Tęczyn- Tęczyńscy i wiele innych.

Najstarsza zachowana w księgach wzmianka o Aleksandrowicach znajduje się w dokumencie sądowym z 1401 roku i dotyczy sporu prowadzonego przez Kennę, wdowę po Grzegorzu z Morawicy i jej synów, ze Śmiłem z Brzoskwinii i jego bratem o łąkę i łęg, położone między Morawicą, Liszkami i Aleksandrowicami.
Z kolejnego chronologicznie dokumentu sądowego, pochodzącego z 1404 roku wynika, że dziedzicem wsi jest Jan, używający nazwiska Lexandrowski, pieczętujący się herbem Topór. Po nim Aleksandrowice dziedziczą Jan, Marcisz i Andrzej Toporczykowie herbu Topór.
W latach 1493 – 1495 właścicielem Aleksandrowic i Kleszczowa jest Łukasz Górka, który przekazuje prawo własności tych wsi Janowi Iwanowi, staroście lipowieckiemu. Jan Iwan jest też kolejnym właścicielem Aleksandrowic. W 1523 roku wieś dziedziczy jego syn Stanisław  Iwan (1510 – 1603), piszący się Karnińskim.  Stanisław Iwan w czasie  studiów w Niemczech zainteresował się reformacją i powróciwszy w rodzinne strony  stał się jednym z pionierów reformacji w Małopolsce.  W 1591 roku w swoim majątku w Aleksandrowicach założył krakowski zbór ewangelicki. Zbór ten był miejscem spotkań i dyskusji protestantów do czasu jego rabunku przez studentów krakowskich tj.: 14 kwietnia 1613 roku. Data ta też ostatecznie zamyka historię reformacji w Aleksandrowicach.

Całość zabudowy dworskiej w Aleksandrowicach (dwór, oficyna, stajnie i spichlerze) osadzona jest pośród rozległego założenia zieleni, stawów i ogrodu włoskiego utworzonego w XVI w. przez Seweryna Bonera, który wykorzystując sprzyjające warunki naturalne na wzgórzu, zwanym do dziś Winną Górą (333 m n.p.m.), założył jedną z pierwszych na ziemiach polskich winnicę. To u jej podnóża jest częściowo zachowany do dziś, pochodzący z czasów Bonerów, park tarasowy, założony w stylu włoskim. Inne budynki gospodarcze dworskie i czworaki dla służby folwarcznej powstawały przy drodze przebiegającej Dolinką Aleksandrowicką wzdłuż rzeczki Aleksandrówki.

Kolejnymi właścicielami Aleksandrowic są:  od 1629 roku – Zygmunt Gołuchowski. A po nim na przełomie XVII i XVIII wieku : Franciszek Koryciński (zm. 1703), Teofil Pawłowski oraz Franciszek Ksawery Kochanowski (1720 – 1782) herbu Korwin, żonaty z Józefą Dąbską herbu Godziemba. Fundacji Kochanowskich jest  pochodząca z  1755 roku  Figura św. Jana Nepomucena w Aleksandrowicach z  herbami: Korwin i Godziemba.

Od 1762 roku wieś należy do Antoniego Potockiego (1702 – 1766) herbu Pilawa, a od 1783 roku dziedziczona jest przez krewnych Antoniego: Antoniego Protazego Potockiego oraz Protazego Potockiego.

W 1791 roku Aleksandrowice nabywa Franciszek Żeleńskie herbu Ciołek.  Wieś  liczy wówczas 208 mieszkańców (100 mężczyzn i 108 kobiet) w tym 5 osób pochodzenia szlacheckiego, a 8 Izraelitów , są 32 domy, dwór i karczma. Po śmierci Franciszka Aleksandrowice dziedziczy jego syn Wilhelm Żeleński. Fundator „szpitala dla ubogich” dla wysłużonych gospodarzy i uczestników walk narodowo –wyzwoleńczych. Szpital ten, zgodnie z wolą ofiarodawcy wybudowała jego żona Adelajda z Białuskich Żeleńska, według projektu znanego budowniczego Wolnego Miasta Krakowa Ignacego Hercoka. „Szpital”  mieścił się w budynku czteroizbowym i był krytym gontem. Po śmierci Wilhelma, Adelajda wyszła powtórnie za mąż za Erazma Skarżyńskiego (1804 -1871) herbu Bończa, uczestnika trzech powstań: listopadowego, krakowskiego i styczniowego.

Dolina Aleksandrowicka pod Morawicą z Krzywego Sądu

Inna ważna część historii i przechowania nazwy Skały – Strażnicy Wiary Słowian w Aleksandrowicach

Wieś w XVI wieku należała do Jana Karmińskiego (Karnińskiego), jednego z pierwszych zwolenników reformacji. Oddał on swój dwór w 1591 roku na zbór kalwinom krakowskim. Zbór ten zburzyło w 1613 roku w nocnym napadzie pospólstwo krakowskie. W 1625 roku dziedzicem wsi był Piotr Gołuchowski. Jego syn, Piotr, przeszedł na katolicyzm i wydalił ze swych włości innowierców.

Mamy tu więc Strażników Starej Wiary Słowiańskiej w osobie Jana Karmińskiego, który dołożył dbałości aby opowieść o Prawdzie i Kriwdzie zachowała się w legendzie o Skale Krzywy Sąd. Strażnicy Wiary przyrodzonej Słowiańskiej działali na tym obszarze z odkrytą przyłbicę przez 22 lata zanim ich wymordowano, przepędzono, pozbawiono majątków, spalono – w ramach Kontrreformacji sterowanej z Watykanu. Jednakże opowieść o Krzywym Sądzie przeniesiona przez nich do XVII wieku w formie strawnej dla „tolerancyjnych” wyznawców chrześcijaństwa w jego polskiej odmianie, przetrwała kolejnych 300 lat – do naszych czasów. Obecnie mamy jej przytaczaną powyżej schrystianizowaną wersję. Nie jest prawdą co napisano w notatce historycznej o Aleksandrowicach, że historia reformacji w tej podkrakowskiej wsi (podobnie dotyczy to Kleszczowa i Nielepic o czym pisaliśmy w artykule poświęconym Świętym Miejscom w Nielepicach (także tamtejszej skale piorunowej) skończyła się wraz ze spaleniem zboru przez krakowskie pospólstwo podpuszczone do tego czynu przez krakowskich klechów. Do Aleksandrowic wracali potajemnie kolejni emisariusze Wiary przyrodzonej Słowian, których nazwiska dzisiaj możemy ujawnić i wskazać na ich jawne skojarzenie we wcześniejszych i późniejszych czasach z bezbożnymi i ateistycznymi (a tak naprawdę budującymi tolerancję i grunt pod powrót Wiary Przyrodzonej ) działaniami. Te rodziny to wspomniane w powyższym historycznym tekście rodzina: Kochanowskich (Franciszek Ksawery Kochanowski 1720 – 1782) herbu Korwin, żonaty z Józefą Dąbską herbu Godziemba, dziedziczące tradycję ezoteryczną, magiczną, okultystyczną i wiedzę Wiary Przyrodzonej Słowian po Janie Kochanowskim z Czarnolasu i znana ze związków już całkiem jawnych z pogańską Wiarą Słowian w II Rzeczypospolitej  oraz z wolnomularstwem – rodzina Żeleńskich (tych od Boya – od 1791 roku właścicielem był tu Franciszek Żeleński herbu Ciołek. Tadeusz Boy Żeleński był synem  Wandy z Grabowskich[2] i Władysława Żeleńskiego, kompozytora. Rodzina pieczętowała się herbem Ciołek.).

Tadeusz Żeleński w latach 1892–1900 studiował medycynę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wcześniej uczęszczał do Nowodworka. Uczył się wprawdzie, ale jednocześnie prowadził hulaszczy tryb życia, nie stroniąc od alkoholu i gry w karty. Na rok przerwał studia, wpadł w nałóg karciarstwa hazardowego i najważniejszą kwestią życiową stały się dla niego pieniądze. Zdecydował się na stypendium wojskowe (50 guldenów rocznie), które musiał następnie odsłużyć w armii austro-węgierskiej po ukończeniu studiów[3]. Kiedy w 1898 roku z Berlina do Krakowa przeprowadził się Stanisław Przybyszewski, Żeleński stał się jego nieodłącznym towarzyszem, zafascynowany pisarzem i zakochany w jego żonie, przybyłej do Krakowa niedługo później Dagny[4]. Kiedy w 1901 roku otrzymał ostatecznie dyplom medyczny, rozpoczął pracę w Szpitalu św. Ludwika. Jego tryb życia niewiele się przez to zmienił; nadal często przebywał w krakowskich kawiarniach, m.in. „U Turlińskiego” (w hotelu Pod Różą), czy w „Jamie Michalika”[5].

W 1904 roku ożenił się z Zofią Pareńską – piękną Zosią z Wesela Wyspiańskiego. Żeleński był obecny na uroczystości stanowiącej pierwowzór tego dramatu[6]. Małżeństwo to zostało zaprojektowane przez rodziców Tadeusza i Zofii (Eliza Pareńska i Wanda Żeleńska były ze sobą zaprzyjaźnione, natomiast Stanisław Pareński uczył Tadeusza na Uniwersytecie i pomógł mu zdobyć pracę w szpitalu). Z tego związku przyszedł na świat Stanisław Żeleński, późniejszy aktor (jako niemowlę sportretowany wraz z matką przez Stanisława Wyspiańskiego na obrazie Macierzyństwo (Zofia Żeleńska karmiąca) z 1905).

(kliknij) Na drugim planie za doliną lotnisko Balice, na trzecim na wzgórzu Klasztor Kamedułów na Srebrnej Górze pod Lasem Welskim, na ostatnim  planie szare pasmo to Kraków

Tyle legenda i historia a teraz powiedzmy sobie jak to było naprawdę ze Skałą  Krzywy Sąd, czyli Świętą Skałą Bogini Sądu  – Sądzy-Krzywdy

Topór i Toporowie (Toporczykowie), polskie herby szlacheckie i teoria o pochodzeniu szlachty polskiej od wojowników scytyjskich, a także od wojów sarmackich znajdują w tej historii swoje potwierdzenie. Opowieść owa nie jest na szczęście tylko podaniem i legendą, lecz jest także rzeczywistością, bo nikt nie zaprzeczy, że istniał ród Toporczyków a ich herbem był Topór, który do dzisiaj pozostaje herbem miejscowości leżącej u stóp skały Krzywy Sąd  – Aleksandrowic, biorących imię od któregoś z Tęczyńskich. Nikt nie zaprzeczy że topór to narzędzie katowskie służące wymierzaniu sprawiedliwości od czasów daleko dawniejszych niż średniowiecze i chrześcijaństwo. Narzędzie to służyło nie tylko do obcinania głowy szczególnym zbrodniarzom, ale także tak jak obecnie w islamie – do obcinania rąk złodziejom. Katowska profesja niestety musi być wywodzona w zgodzie z dziejami od funkcji wojownika. Znamy z dzieciństwa z filmów o dzikim Zachodzie postacie Indiańskich wojowników z toporkami w ręku. Lecz topór był powszechnie używanym w walce narzędziem od czasów najpierwotniejszych. topory bojowe są często znaleziskiem towarzyszącym odkryciom archeologicznym  już od eneolitu – od czasów Kultury Ceramiki Sznurowej – Corded War. Jak widzimy na mapie poniżej i co zaczynają powoli przyznawać archeologowie przeformowujący poglądy pod wpływem postępów wiedzy z dziedziny genetyki porównawczej (YDNA) – kultura ta około 3200 lat p.n.e. zajmowała obszar byłego NRD i Polski – czyli późniejszej Lugii-Lęchii oraz sięgała do Skandynawii – czyli pokrywa się w prezentowanym obszarem pierwotnego zasiedlenia przez ludność haplogrupy R1a1 (Prasłowian=Scytów) a także skoligaconych z ta ludnością Staroeuropejczyków I1 oraz I2 (obszar Skandynawski i Zachodnio-Północnej Europy – I1 oraz obszar Naddunajski, Nadczarnomorski i Nadadriatycki – I2).

Kultura ceramiki sznurowejarcheologiczna kultura epoki eneolitu z kręgu kultur naddunajskichdatowana na III tysiąclecie p.n.e.

Chronologia, geneza i zanik

Kultura ceramiki sznurowej rozwijała się w różnych obszarach od około 3200 r. p.n.e. / 2900 r. p.n.e. do około 2300 r. p.n.e. / 1800 r. p.n.e. w latach 80 XX wieku najstarsze stanowiska datowane metodą 14C znane są z obszaru b.NRD i Niżu Polskiego[1]. Obecnie nie ma możliwości ustalenia obszaru, na którym cechy prezentowane przez kulturę ceramiki sznurowej rozwinęły się najwcześniej. Wczesna faza kręgu kulturowego charakteryzuje się grobami szkieletowymi, często pod kurhanami wyposażonymi w amfory i puchary oraz topory kamienne gładzone (tzw. horyzont paneuropejski ceramiki sznurowej). Groby te odpowiadają prawdopodobnie migracjom niewielkich grup ludności, wywodzących się prawdopodobnie ze wschodnich Niemiec. Opanowały one tereny zajmowane wcześniej przez kultury pucharów lejkowatych i amfor kulistych. Hipoteza ta zastąpiła powszechne dawniej przekonanie o migracji ludności z terenów stepów wschodnioeuropejskich. W wyniku procesu akulturacji ludności nastąpił rozpad wczesnej kultury ceramiki sznurowej na szereg kultur zróżnicowanych pod względem kultury materialnej, obrządku pogrzebowego i gospodarki.

Obszar występowania i kontekst kulturowy

Zjawiska charakterystyczne dla kultury ceramiki sznurowej możemy znaleźć na terenie rozciągającym się od południa Skandynawii aż po Alpy i wschodnie Karpaty pomiędzy Renem a środkową Wołgą. W Polsce największe skupiska obserwujemy na Śląsku, Pomorzu Zachodnim oraz w południowej i południowo-wschodniej Małopolsce. Kultura ta rozwijała się na terenach zajmowanych wcześniej przez kulturę pucharów lejkowatych i kulturę amfor kulistych. W wyniku dużego zróżnicowania grup lokalnych wykształciły się z niej osobne kultury m.in. kultura rzucewska i kultura złocka.

Dawno temu ta skałą była naga i na nią być może ganiano tych co krzywdzili innych , a kara ta orzekana była przez sąd starowieku – plemienny. Drzewa nie mają tutaj więcej niż 100-150 lat choć las jest teraz bujny. Na zdjęciu samolot startujący z Balic nad Krzywym Sądem

Nie zgodzimy się tutaj jedynie ze stwierdzeniami typu: „Opanowały one tereny zajmowane wcześniej przez kultury pucharów lejkowatych i amfor kulistych”, ponieważ jesteśmy przekonani ze w związku z udowodnioną ciągłością genetyczną R1a1 oraz I1 i I2 na tych obszarach nie miało miejsce „opanowanie”, lecz „przekazanie” pewnych osiągnięć społeczno-gospodarczych tak jak to miało miejsce po roku 1989 na terenie Polski kiedy to „kulturę wołgi i moskwicza” zastąpiła   „kultura toyoty i Mc Donaldsa” podczas gdy ludność pozostała ta sama i mówi nadal tym samym językiem, choć część z tej ludności od 1989 roku zaczęła uprawiać grzebalny kult zwany ciałopaleniem. Oto zatem horyzont bojowego użycia topora i następnie przekształcenia go w narzędzie wymiaru sprawiedliwości orzekanej przez wiec ludowy – czyli sąd starowieku. Oto także prosty rodowód herbów szlachty polskiej  jak i samej szlachty od Scytyjskich=prasłowiańskich wojowników obrońców ludności wytwarzającej inne dobra na ziemiach Sistanu.

(powiększ)

Scytyjski Sistan nie cierpiał złodziejstwa, zaprzaństwa i zdrady a ludzi ulegających tego rodzaju chuciom karał bezwzględnie i surowo. A propos, w związku z ciągiem nieustannych afer, które nam towarzysza od 23 lat (poczynając od słynnej pary dwóch aferzystów którzy już w latach 90-tych nabili ludzi podobnie w butelkę jak dzisiaj Amber Gold i wylądowali w Izraelu chronieni jego obywatelstwem, może by warto wreszcie wrócić do tej tradycji Sistańskiej jaką jest niezgoda społeczna na złodziejstwo, czyli wrócić do starosłowiańskich – scytyjskich zasad pojmowania sprawiedliwości i uczciwości a także honoru? Scytyjski – Starosłowiański Sistan nazywał takich zaprzańców występujących przeciw zasadom Wiary Przyrodzonej WYRODKAMI  i w najlepszym razie, gdy sądzący złodzieja Sąd Starowieku był w bardzo dobrym humorze skazywał go na Banicję – Wyrodomaję. Tak to powstał na skałach morza śródziemnego pierwszy zlepek plemienny ludków zwanych Wyrodomajami a potem dla łatwości po prostu Romajami. Wyganiano zatem Wyrodomajów, tych co krzywdy czynili innym, po dokonaniu Osądu (Sądzy, Sądeczu) na Skały – jeśli ich nie karano Toporem.

 

I tutaj mamy Skałę Świętą poświęconą bogini zachowanej pięknie w polskim języku, jego licznych wyrazach i ciągach słowotwórczych – we wspólnocie Pamięci Języka. bogini ta  znana jest i z Ruskich Latopisów i występuje tam w parze z Prawdą-Prawotą. Bogini ta znana jest Latopisom jako Kriwda (Kriwota) czyli Krzywda – co znaczy,  że jest ona – Nie-„praw’dającą” a Krzyw’dajacą, czyli Krzywy Sąd sprawującą – krzywy bo nie-prawy, nie’s’prawied’liwy. 

Ruskie Latopisy powstały już w czasach kiedy od dawna, od jakichś 300 lat,  sądy słowiańskie rządziły się nowymi prawami, nowymi normami moralnymi  narzuconymi przez chrześcijaństwo, a także rządziły się nowymi normami prawnymi, kodeksami wywodzącymi się ideowo z zasad nowej wiary i z tradycji  sądów kościelnych – były to zasady prawne nie plemienne jak poprzednio lecz feudalne – podporządkowujące jednych ludzi drugim. Wtedy to powstało powiedzenie o tym że Sądza jest ślepa i że Krzywdzi – jest Kriwdą a nie Prawdą i Prawotą, które Ruś powtarza od niepamiętnych czasów do dzisiaj a i my możemy sobie je powtórzyć obserwując polskie sądy i „sprawiedliwość” we wszystkich jej odmianach i współczesnych wymiarach:

…”Pomiędzy Prowami plewa to Sądza, pośród Dziewów Dzidzilela. Niestety na Ziemi Sądza jest silniejsza od Prawoty. Jak powiadają wołchwowie z Kijowa i Nowogrodu: Prawota przez Kriwdę na Niebo precz przegnana, wysoko chodzi, o to, co w dole, się nie troszczy….”

oraz „… Jeśli jednak Prawdziwc-Prawota nie znajdzie w Kamiennej Księdze nic przeciw słowom ukrywającej prawdę, krzywomówiącej Sądzy (Kriwdy – Bogini Krzyw Dającej), to przecież nigdy nie skłamie. Wielka to robota brać udział w każdym takim sądzie, a jeszcze większa zapisać każdy krok każdej istoty uczyniony na tym świecie…”

Złote Grzyby znalezione na Krzywym Sądzie – czyli boczniaki (wyglądąły naprawdę jak pomalowane złotolem – powiększ)

Postacie owych bóstw z Mitologii Słowian przypominamy po krótce poniżej:

PRAWDZIWC-PRAWOTA

Postacie-wcielenia (równe miana): Prawic, Karna-Ukor lub Prawda-Prawota.

Inne nazwania jego osoby (przydomki):JednorękiPana Prawdy i Prawości, Pana Pokory, Władcy Niewinnych

Zajmowany krag:Siódmy Krąg

funkcja (zakres działania):opieka nad niewinnymi, dochodzenie i odsłanianie prawdy, dbałośćo przestrzeganie prawa ustanowionego przez bogów i ich ziemskich przedstawicieli

ród:Prowów

pochodzenie: jest synem (córką) Prowego i Dziewanny, albo Prowego i Czstnoty.

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Jednoręki, w prawicy dzierży Wagę Uczynków.

Pomocnicy(Stworze – bogunowie): Prawki (Prawdki, Prowdki, Samoludy, Samoludki, Praworuki, Prawiczki, Prawce, Prowydnyki)

Wizerunki:

Prawota – Jerzy Przybył – Księga Ruty (w przygotowaniu – Wydawnictwo Slovianskie Slovo – listopad 2012)

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

Prawdziwc jest Zwany (lub Zwana jest – jeśli przyjąć punkt widzenia Wschodnich Kapiszt Mokoszy o Żeńskiej płci bóstwa) Prawicem, Karną-Ukorem lub Prawdą-Prawotą. Przydomki Prawic, Prawdziwc, Prawda i Prawota zawierają kręgi znaczeniowe wywodzące się z rdzenia per (pir), które omówiono przy postaci Peruna, Spora i Prowego w Tai Szósteja. Wszystkie one sprowadzają się do prać – uderzać, prać – myć, czyścić (pyrti, pirć – łaźnia), ofiarowywać (pir – ofiara), przeć, prąd, prąt, pierw itp. Postać Prawica występuje, pod mianem Karny, w najstarszych zapisach słowiańskich kronikb. W Knidze Gołubiej, w mitach i podaniach Rusi, jest przedstawiany jako Prawota. Wiele opowieści mitologicznych zachowało się do dzisiaj.

Główne miano, Prawdziwc, zawiera w końcówce zdrobnienie -ic oznaczające syna, a poprzez całość drugiego członu dziwc, nawiązuje do postaci matki Prawdziwca, Dziewanny oraz do jego dzikiego przyrodzenia (zbioru cech). Przydomek Prawic określa owego Boga jako prawiącego – mówiącego, karzącego (karzyć – mówić), wydającego sąd, sądzącego. To drugie znaczenie podkreśla także przydomek Karna – karzący, prawiący wyroki, także „mówiący”. Przydomek Ukor nawiązuje z kolei do kary i ukorzenia się, poddania wyrokowi, wyrażenia żalu za popełnione winy. Przydomek Prawda oznacza Dawcę Praw (praw dawca)i Mówiącego (prawiącego) Prawdę, Prawego (praw-wda). Przydomek Prawota znaczy dosłownie – Sprawiedliwość, czyli że Prawic jest bogiem Sprawiedliwym –Dawcą Sprawiedliwości. Jednocześnie przydomki z członem praw podkreślają niewinność (prawiczość) boga (który nie ma żadnych ciągot do bogiń, boginek ani do kobiet ziemskich)c oraz jego prawość. Przydomek Prawota mówi również o pewnej cielesnej cesze boga, jego ułomności, która się wzięła ze stoczonej przezeń walki z Potworemd Pogromem w czasie Wojny o Bytę. Pogrom odgryzł mu lewą rękę i Prawdziw jest od tamtego czasu bogiem jednorękim – wyłącznie prawym (praworęcznym, prawostronnym). Podobną rolę spełnia u Istów Kellukis – Pan dróg.

SĄDZA

Postacie-wcielenia (równe miana): Osuda, Kriwda-Tresta i Sędziwa

Inne nazwania jego osoby (przydomki):Pani Osądu i Sierdzy, Władczyni Przywar, Pani Waśni i Kaźni

Zajmowany krag:Siódmy Krąg, Krąg Małych Mogtów

funkcja (zakres działania):włada osądami ludzkimi, rozsierdzeniem i pomstą, wyrównywaniem krzywd, ale i powoduje krzywdy i krzywe wyroki. Powoduje waśnie i jest odpowiedzialna za wykonywanie kary. Często powoduje troski i zgryzoty.

ród:Prowów

pochodzenie: z rodu Sołów i Dziewów – Córka Prowego, Dabogi i Dziewanny, albo Plątwy

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Kij-Samobij i Osęk

Pomocnicy(Stworze – bogunowie): Sądzenice (Sojenice, Sjudenice, Siuda Baby, Sudenice, Sudennice)

Wizerunki: –

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

Sądza jest czczona przez wszych Sławian jako Osuda, KriwdaTresta i Sędziwa. Jej postać pod mianem Usuda została przechowana przez Słowian Południowych (Serbów) w wielu podaniach i baśniach. Jako Kriwda przetrwała w Setniku Południowosłowiańskim, Knidze Gołubiej, folklorze Rusi (Białorusi, Małorusi) oraz w Rosji. Miana Sądza, Sędziwa, Osuda, wiążą się z kręgiem znaczeń takich jak: sąd, sądzenie – wydawanie sądu, wyroku, sąd – pogląd, wypowiedż, sąd – kara, sędzia – wódz, członek rady Starszych, sędziwy – stary, siwy, sędło – sieć, sęk (suk) – kołek, gałąź, sęt – mówić, rzec, presenetiti –zamawiać, urzekać. Cała grupa tych nazwań wiąże się z pierwotną rolą Starszego Rodu, który był jednocześnie sędzią rozstrzygającym spory, wróżem, wraczem-znachorem odczyniającym i zaklinającym uroki, starcem radzącym i mówiącym plemieniu, jak postąpić, wyrażającym osąda. Z tym znaczeniem wiążą się również postacie Sądzenic – boginek przynoszących przy urodzeniu wierg-los w imieniu Prowów, działających zwłaszcza w zastępstwie Sądzy-Osudy. Przydomek Tresta wiąże się z pojęciem: trestkać – karać, umorzyć, troska – zgryzota, trzask – uderzenie, trzeszczeć, troszczyć się, trociny – opiłki, treść – zawartość, trzon – rdzeń, trzcina, tręść – trząść, trętwieć – drętwieć, trącić, trzeć i trzepaćb.

Ostatni przydomek, Kriwda, wiąże się z kręgiem znaczeń odpowiadających przydomkowi Sądza, ale poszerzających ten krąg w stronę nieprawości. Kriwda w Gołubiej Knidze i baśniach ruskich występuje jako Nieprawota – przeciwniczka Prawoty (Prawdy-Prawica). Kriw – znaczy krzywy, krzywda – skarga, wina, być komuś krzywym – być winnym, krzywaźń – nieprzyjaźń, wrogość, waśń, krzywo patrzyć –patrzeć wrogo, krzywdzić kogoś -wyrządzać mu szkodę, krzywdować sobie – żałować czegoś, wyrzekać się, krzywula (kriwula) – laska obrzędowa obwieszczająca święto i zawiadamiająca o wiecu oraz obrzędach świątynnych, kriwe – kapłan (pierwotnie tylko kapłan Sądzy-Osudy, później także innych bogów – zwłaszcza u Istów). Słowo kriwda wiąże się z innymi kręgami znaczeń wywodzonymi od krew i krowa. Jest to krąg wypływający z rdzenia chors’ (gor, kor). Także wiąże się z kręgiem krzydło-skrzydło (skrzysty, skrzydlaty, iskra) i kręgiem krzynica-krynica (źródło święte, skrzynia – pojemnik, skrętny –kręty, skrat – skrzat, skrzętny, skryty)c.

Miejscami szczególnej czci Sądzy były w Białochorwacji Sądz-Sądecz (dzisiejszy Stary Sącz) i Sądzymirz (dzisiejszy Sandomierz). Z Sądzą można porównywać istyjską Gabyauję, a może tajemniczą Prokorimos.

 

Być może na Krzywym Sądzie odbywały się niegdyś sady starowieku, być może Skała ta była miejscem symbolicznej kary (odosobnienia), dla tych którzy wyrządzili krzywdy innym, możliwe, że tam musieli „odsiadywać” swoje kary lub tam karano tych krzywdzicieli w inny sposób np karą „kosza” czyli zawieszenia w koszu nad przepaścią na określony czas (kara ta znana była wśród Słowian jeszcze w średniowieczu i stosowana) – może nawet strącano winnych z tej skały – bo zwyczaj ten znany nam jest z Romaji-Grecji, którą swego czasu opanowywali i najeżdżali  niejednokrotnie Scytowie-Prasłowianie (zasiedlali Durzyńcy-Dorzyńcy) czy też podbijały  (A)Mazonki.

 

Dziś tę Boginię – Sądzę-Osudę-Kriwdę na tej skale powinniśmy czcić, a  z nią wszystkich innych bogów naszego Pan-Dziewonu (panteonu), który korzeniami swymi sięga grubo przed czas Kultury Corded War (Ceramiki Sznurowej, czy Pucharów Lejkowatych.

Trzeba wyjątkowo złej woli  „naukowej „, żeby nie zauważać przez dziesięciolecia prowadzenia różnorodnych badań będąc na przykład profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego i jego Katedry  Etnografii w opodal leżącym przesławnym grodzie Krakowie, tak oczywistych i prostych, a też  klarownie wyłożonych związków natury rzeczowej, symbolicznej i semantycznej jak tutaj je mamy wyłożone „kawa na ławę” w owej zakorzenionej w pomroce dziejów, jak i sama Morawica i okolice, dziejawie-historii.

09. 09. 2012 Ceremonia Światła, Ognia, Ziemi i Wody na zamknięcie Olimpiady w Londynie (czyli „Niepełnosprawni” sprawniejsi od „Sprawnych”)


Zamknięcie Olimpiady tryumf Światła nad Ciemnością

Boskie Oko – Jądro Życia

Światło-Jaśń/Jaźń – Świadomość

London 2012 Paralympics Closing Ceremony

Na początek Czakram Serca. Potem znów mieliśmy przeliczne motywy Wiary: Zegar Nowego Czasu, Łódź Osta- Ista, Krucze Stado, Trzy Księżyce ułożone w Gołębia-Żurawia, wiele odmian Lotosu – centralnej czakry, liczne ptaki  (w tym bociany – symbole Europy i Afryki), ważki, meduzy, pasikoniki, chrząszcze, świetliki, ogniki, słoneczniki , duchy wiatru i powietrza, duchy światła, kwiaty paproci i wiele innych symboli Świata Przyrody i Magii – na tle żółci, pomarańczy, czerwieni czy zieleni.

- Zobaczcie całość tutaj:

http://www.youtube.com/watch?v=pIRHMmM2z7c

Ognisty Ptak – znany Słowianom jako Żar Ptak lub Strasz-Rasz (Strach-Rah, Rarich-Raróg) – nad Ognistym Kopcem – takim jaki dobrze znamy z uroczystego obchodu Kupaliów – Święta Kresu-Krzeszenia Ognia, w Letnie Górowanie Słońca (20-26 czerwca każdego roku) – Święto Rujewita/Gaji, Dziewanny i Dziwienia-Kupały z łacińska i grecka zwanych Dyjaną-Demetrą (Dziej-matroną, Dziwą Matką) i Dionizosem (Dzionyjzosem-Dziwnyjuszem), Swaroga (z indyjska Waruny) i Wody (Wądy), z litewska Andaji  oraz Wodo-Wodyna znanego Grekom jako Posejdon (Posiej-Toń, czyli Posiewca Duni Istej – Dunaju-Isteru) Celtom jako Wotan a Skandynawom jako Odyn, a także Roda – Władcy Ludzi z Przyrodą-Rodżaną – Władczynią Siedliska (i Kwiatu Paproci- Pąpu Rudzi).

Rah-Rarszek-RA

Picture-special-The-incredible-Closing-Ceremony-brought-curtain-Londons-summer-09 09 2012

It was the event that marked the end of an incredible summer of sport. Last night’s Paralympic Closing Ceremony was called the Festival of the Flame, and it certainly lit up Stratford’s Olympic Stadium. A host of deaf and disabled artists, local children and performers all featured in the show-stopping event along with global superstars Coldplay, Jay-Z and Rihanna. As these stunning pictures show, it honoured the 4,200 Paralympians from 164 nations, who sat around the a huge stage situated in the centre of the stadium.

Zaczęło się oczywiście od Zachodu Słońca – to zwykle  pierwszy element Ceremonii Ładu Światła (Ułożenia – Ładności – Harmonii Światła). Nasze media tego faktu w ogóle nie zauważają, a szkoda bo warto. Nie mogą tego zauważyć dziennikarze którzy są przesiąknięci  katolicyzmem albo ateizmem programowym (czyli Czarni bądź Czerwoni). Także tuszuje się w polskojęzycznych mediach fakt, iż klucz widowiska oparty był na elementach festiwali brytyjskich będacxych jednocześnie obrzędowymi wydarzeniami tamtejszej odmiany  Wiary Przyrody – poświęconymi 4 najważniejszym świętom  związanym z przesileniami (Cztery Tany Najwyższe), czyli ze zmianami pór roku. Festiwale te są na Wyspach określane mianem Festiwali Ducha, albo Duchowości czyli Świadomości, a związane są one, każdy z innym żywiołem i porą roku : z Ziemią/Skałą, Wodą/Lodem , Ogniem/Światłem (Niebieskim) i Wiatrem/Powietrzem.

Festival of Flame to celebrate end of Paralympic Games and last night of London 2012

The London 2012 Paralympic Games Closing Ceremony will see Coldplay take to the stage in celebration of achievements of the Paralympic athletes, and will mark the end of a spectacular summer of sport.

• Ceremony to take audience through circle of seasons honouring the spirit of Festivals

The Ceremony, called ‘Festival of the Flame’ and starting at 8.30pm on Sunday 9 September, will pay tribute to the UK as a nation famous for hosting festivals, and the exuberance of festivals which is felt the world over.

The Ceremony will celebrate the seasonal cycle of ancient and modern festivals that take place throughout the year taking the audience on a journey through Autumn, Winter, Spring and Summer.

Bóg Ognia

„Festiwal Płomienia” na stadionie Olimpijskim w Londynie

zakończył oficjalnie XIV igrzyska paraolimpijskie. Duże wrażenie zrobiła parada dinozaurów, machin i robotów wykonanych z części starych karoserii oraz innych materiałów przeznaczonych do recyclingu. Niektóre machiny nawiązywały do wątku czterech pór roku. Głównym wątkiem artystycznym ceremonii zakończenia igrzysk były brytyjskie festiwale, m.in. muzyczny w Glastonbury, letniego przesilenia (obchodzonego w Stonehenge), ognisk w hrabstwie Kent, karnawałów w zachodniej Anglii. Uwypuklono też motywy Ziemi, wiatru, wody, ognia i lodu. Wiodąca rola przypadła zespołowi Coldplay, który wystąpił na żywo

Ogromny aplauz widowni wzbudził utwór uznany za olimpijski hymn „Viva la Vida”. Obok Coldplay wystąpiła także wokalistka Rihanna oraz amerykański raper Jay-Z, a także The Who oraz Spice Girls. W ceremonii zamknięcia wystąpili też akrobaci na szczudłach, niepełnosprawni cyrkowcy i muzycy. Ci ostatni grali w specjalnie utworzonej z okazji paraolimpiady 17-osobowej orkiestrze pod batutą Charlesa Hazlewooda.

Kwiat Paproci – Bijące w Niebo Źródło Mocy Matki Ziemi i Zielonej Przyrody, które wyzwala szaleństwo tęczowej różnorodności przejawów Życia

Finał powyższej sceny jest finałem śpiewanej pieśni-hymnu pochwalnego, zielone promienie lasera biją w Niebo (tak jak dawniej ku Bogom unosił się dym) a na widowni stadionu szalejąca różnorodność barw i form geometrycznych – luxofoniczna feeria życia

Ogółem w ceremonii zakończenia igrzysk udział wzięło ponad 2 tys. ochotników w tym 120 dzieci ze wschodniego Londynu. Reprezentanci Polski olimpijskie zmagania zakończyli z dorobkiem 36 medali (14 złotych, 13 srebrnych i 9 brązowych). Ten dorobek dał Polsce dziewiąte miejsce w gronie 75 krajów, których reprezentanci stawali na podium. Dwukrotnie Mazurka Dąbrowskiego zagrano nad Tamizą dla byłego żużlowca Rafała Wilka (Start Szczecin), który podczas ceremonii zamknięcia imprezy był chorążym reprezentacji.

Trzy Księżyce Sierpy Nieba; Trzy In-Yangi Komitetu Paraolimpijskiego (w kolorach biało-czerwonym, biało-niebieskim i biało-zielonym ) zamieniono w 2004 roku na 3 Sierpy Księżyca (w kolorach czerwonym, niebieskim i zielonym). Tutaj widzimy księżyce białosrebrzyste – księżycowe – Symbolizujące Niebo (wyłącznie), ale są to także symbole, np. trzech  faz  rozwoju (czwarta; Nów – jest zwykle niewidzialna)- a także trzech Poziomów Świata (Prawia- zwykle kolor Niebieski, Jawia- zwykle kolor Zielony, Nawia- zwykle kolor Czerwony).

 Ten tekst polski relacji z zakończenia Paraolimpiady, powyżej, nad obrazkami, pochodzi z prawicowej katolickiej prasy – więc trudno tu dostrzec rozpoznanie rzeczywistości i symboliki. Redaktor piszący te słowa jest w oczywisty sposób „ślepy” na ten przebogaty świat znaczeń, który płynie z Geometrii Wszechświata rozwiniętej następnie przez magię i alchemię do współczesnej nauki uniwersyteckiej i Wiary Przyrody. Nie nauczono go czytać symboli magicznych takich jak cyfry, kolory, znaki, litery, figury geometryczne, drzewa-symbole, zioła, kwiaty, czy zwierzęta-symbole.

To spodobało mi się najbardziej – Symbol mijającej Epoki Ryby – dlatego właśnie ta ryba tutaj jest już szkieletem. Epoka Ryby trwa od 2000 lat i potrwa jeszcze trochę , ale naprawdę jest to już jej schyłek. Oznacza to jednocześnie koniec czasu pośrednictwa pomiędzy ludźmi a bogiem sprawowanego przez kasty Wtajemniczonych – zwanych kapłanami. Czas na kontakt bezpośredni, czas skończyć z Tajemnicą i Wtajemniczeniami. Otwórzmy więc szeroko oczy i umysły i przeniknijmy te wszystkie tajemnice, po to by uzyskać wolność osobistą do kontaktów z bogami/energiami Wszechświata, by stać się Wolnymi Ludźmi. Z brzucha tej Ryby, która w kolejnej fazie obrzędu zostanie pokryta tysiącami barwnych, kolistych emblematów (kół bogów) wybiegną/wylecą w pewnym momencie ceremonii dziesiątki osób unoszących świecące barwne emblematy zwierząt i roślin – są to symbole „Świadomych Indywidualności” – kolorowe jednostki,   indywidualne osoby, różnorodne postaci i byty – we wszystkich barwach tęczy.

Ledowe fotele na widowni stadionu

09 09 2012 roku czyli Prawdziwe Zakończenie Olimpiady – w duchu Wiary Przyrody

Pewnie zauważyliście, że w ogóle nie obeszło mnie zakończenie Igrzysk Olimpijskich tych „prawdziwych”, tych gladiatorskich. Towarzyszyła mu obrzydliwa ceremonia nacjonalistyczna, ceremonia brytofilska, niemalże pozbawiona – celowo – gry świateł na widowni i znaków w jakie obfitowała Ceremonia Otwarcia. To co było rzekomym „zamknięciem” londyńskiego wydania Święta Światła wykastrowano z luxofonicznych przekazów ponieważ Ceremonia Otwarcia wywołała pewien zbiorowy szok. Świadomie zrezygnowano więc z części scenografii – mimo wielkiego kosztu jakim było zaopatrzenie każdego fotela w ledy, a całego stadionu w system sterujący tymi ledami, zdolny zaprogramować i utworzyć z nich ciągi błyskawicznie zmieniających się gigantycznych obrazów.

Barwy widowiska nie były przypadkowe – dominowały zdecydowanie cztery kolory – Tutaj barwy Nieba – ale także żółć-złoto (barwa absolutnie symbolizująca bogów i przyrodę, boska, słoneczna), zieleń i czerwień. 

Spodziewałem się że tak właśnie będzie – widowisko otwarcia było tak precyzyjne i naładowane symbolami, że jego przekaz stał się po prostu manifestacją Nowych Czasów – Wielkiej Zmiany i Wiary Przyrody.Ta jednoznaczność przeraziła decydentów.

Kosmiczny promień – z Jądra Ognia, z Boskiego Istu – czy to wiadomość od Ludzkości dla WSZECHŚWIATA?

Nie spodobało się organizatorom z Komitetu Olimpijskiego (zdominowanego przez różnej maści monoteistów i ateistów), że pogańska wizja jest zupełnie jednoznaczna i że mimowolnie – ich zdaniem – świecka impreza przerodziła się w manifestację Nowej-Starej Wiary, nadając igrzyskom iście dionizyjski wymiar. Swoboda scenarzystów i reżyserów ceremonii zamknięcia, po serii reakcji i artykułów w światowych mediach, została zatem ograniczona.

Efekt?! Ponieważ widowisko było pod względem akcentów uniwersalnych i symboliki Nowych Czasów zbalansowane bradzo precyzyjnie (z elementami nacjonalistycznymi  – brytyjskimi) – wykastrowanie ceremonii z przekazów jednoznacznie kojarz0nych z Nową Erą spowodowało „odchylenie nacjonalistyczne” – wszystko stało się po prostu brytyjskie, a jedynym akcentem stała się brytyjska flaga. Mieliśmy więc rozrywkowy cyrk (rodem z wytwórni płytowych i Broadwayu) pełen wygibasów i podskoków,  skąpany w szowinistycznej brytyjskiej dumie narodowej-  swoiste, dęte i megalomańskie – bo nie mające poparcia w pozycji Wielkiej Brytanii we współczesnym świecie –  zaprzeczenie idei olimpizmu – powszechności i różnorodności.

W ceremonii zamknięcia Paraolimpiady znów zezwolono na więcej akcentów znaczących. W pewnym momencie pośród stonowanej zieleni pojawiła się w powietrzu Bogini Diana (Dziewanna) – władcza postać na gigantycznym -Skrzystym Jeleniu, w ferii tryskającego światła. Wyobrażenie tejże bogini ma tutaj jaskrawo mitologiczne ukorzenienie – Jej zstapienie na płytę stadionu było jak legendarne objawienie się i zstąpienie w Góry Kare (Ural) po to by wygnać z nich Panów, znanych później jako Haropanowie-Czaropanowie z Wharatu (Gór Harskich-Harpat) lub Panowie z Panonii (Uhorza-Ugoru) , wygnać ich za to, że nie upilnowali Świętego Drzewa Świata przed świętokradztwem (Drzewa Wiszni, Wyspowiszu, Drzewa Kary, Hare Hare, Hary Kryszny-Krzeszenia, Hary Berezaiti – znanego też zoroastryzmowi i podaniom perskim), świętokradztwem dokonanym przez Dziwnyjusza-Dionizosa i Zoroastra-Zaratusztrę.

Pojawiły się też oczywiście inne akcenty konieczne – Tu Kwiat Rudzi-Rodżany-Przyrody, czyli Kwiat Paproci Lata 2012 – czyli inaczej po prostu Znicz Olimpijski.

Nie interesowałem się tamtym zamknięciem także z tej prostej przyczyny, że owo zamknięcie miało tylko charakter pozorny. Prawdziwa druga część widowiska poświęconego Wierze Przyrody, tego świetlistego misterium będącego hołdem dla Matki Ziemi oraz Najwyższej Pani Nieba i Pani Wód, a jednocześnie kultowym obrzędem Hołdu złożonego Bogom Ognia, Słońca i Światła Świata, nie mogła się odbyć w innym dniu niż 09 09.

 Nieprzypadkowo zamieściłem ostatnio artykuł, który nieco sprawę dziewiątek wyjaśnia także tym wszystkim, którzy są w wiarę przyrody, magię i numerologię w ogóle niewtajemniczeni. Nie przypadkiem w tamtym artykule uwypuklone zostały postacie Andrija Warholi (człowieka który w dzieciństwie przeszedł chorobę Heine-Medina, po której zostały mu różne ruchowe i mimiczne defekty)  oraz Nikifora Krynickiego, który uchodził za człowieka upośledzonego umysłowo. Obaj oni słabsi pod pewnymi względami od „normalnych” ludzi (słabsi w pewnych rzeczywistych aspektach bytu) okazali się tytanami w innych aspektach Bycia Człowiekiem – dokonali wielkich rzeczy , wydali dzieła podziwiane przez cały cywilizowany świat.

Zobaczyliśmy też  piękny motyw Serca – łączącego wszystkich ludzi – nie krwistego cierpiącego i przebitego cierniami, lecz świetlistego serca – Serca Światła Świata – Serca Wszystkich Współodczuwających Istot Duchowych (Owalo-Kutaj-Śwary) – w tym także ludzi, Ludzi przez duże L, otwartych na innych, na odmiennych,  na równoprawnych nam choć różnych (bo także przecież Świadomych) – Ludzi otwartych na Braci Mniejszych (Zwierzęta i Rośliny) i na Słabszych, słabszych w jakikolwiek sposób. Bo słabszy w jakimś aspekcie Bytu i Rzeczywistości bywa, może być, często jest,  silniejszy w innym Jej aspekcie – co watro sobie zawsze na nowo uświadamiać.

A więc dla mnie i dla wszystkich LUDZI Olimpiada trwała nadal przez cały ten czas – aż do dnia 9 września, kiedy ją faktycznie zakończono, a na koniec pokazano drugą część widowiska – finał tego co zaczęło się ceremonią otwarcia.

Jak mówi któryś z bohaterów „Nowych Przygód Baltazara Gąbki i jego Kompanii” – „… Na świecie żyją ludzie i ludziska”

Dlatego nie było nic dziwnego w fakcie, że w pewnym momencie celebrowania obrzędu zakończenia igrzysk  pojawił się w asyście WIPa (Ważnej Istotnie Persony-Postaci), inny WIP – Osoba Niepełnosprawna, a obaj wystąpili na tle  symbolicznego samochodu-Pawia. Pawi Samochód, w którym także kierowca był odziany w Pawie Barwy- barwy Tęczy Dengi – to ciekawa koncepcja formalno-mentalna – ptasia tęczowa maszyna.

Paw to jest ptak Pani Tęczy  (RA-Dugi), Ptak Tęczowy, a Tęcza jest odwiecznym symbolem Ładności Świata (ułożenia) czyli Równowagi i Harmonii – Wszystkich Barw Świata. Tylko One Wszystkie – tworzą Jedność-Pełnię (Pełne Widmo Światła).

Według prostej i klarownej filozofii Wiary Przyrody – nie może zabraknąć żadnej Odmienności w Spektrum , aby powstała Pełnia. Światło Jedność nie może zaistnieć gdy zabraknie w nim choćby jednej barwy – Światło Jasność – Jaśń – jest Pełnią. 

W tym obrzędowym widowisku Wiary Przyrody jego twórcy dali dowód wysokiej głębi własnego Człowieczeństwa projektując je w każdym elemencie tak by słabość i odmienność znalazła tam soje miejsce. Tę słabość uczyniono istotnym elementem pokazów – ich siłą. Była to wspaniała manifestacja jedności ludzi – wszystkich Ludzi – Bo Wszyscy mamy Prawo do Szczęścia.

Filozofia ludzi którzy reprezentują obecnie Polaków – jako POLITYCY i twórcy Opinii (autorytety medialne)  – jest odległa o eony wieków od postawy jaką tu prezentujemy – tego dowiedli oni wszyscy lekceważąc zupełnie w Polsce – propagandowo i medialnie – całą Paraolimpiadę, lekceważąc też jaskrawo Paraolimpijczyków (ich wysiłek, ich zdolności i wykonaną przez nich pracę).

Ci drudzy – Ludziska –  to według kategoryzacji Stanisława Szukalskiego  i wszelkich oświeconych nurtów wiary ezoterycznej i magicznej: Goryloludzie, czyli Ludzie pozbawieni łączności duchowej z Nadświadomością. To samo twierdzą  na ten temat scjentyści, to jest naukowcy, z dziedziny psychologii i socjologii badający zachowania społeczne człowieka. Homoludy, lub Homo Ludens (Człowiek Masowy) to gatunek , który przybrawszy nową formę ciała został wyposażony we wszelkie fizyczne przymioty człowiecze, lecz z nich nie korzysta. Homolud podporządkowuje się temu co dostaje/bierze od innych – nic nie jest efektem jego własnego przemyślenia ani dokonania – lecz co najwyżej efektem zaboru i przywłaszczenia. Ten gatunek Człowieka  żyje nadal jak zwierzęta – Nasi Młodsi Bracia z Poprzedniego „Wcielenia” Świadomości. Tyle, że zwierzęta w pełni wykorzystują swoje fizyczne powłoki (cały potencjał jaki im bozia dała) i doskonalą się w kolejnych pokoleniach, uczą się świata i bycia w nim, a też nie krzywdzą bezmyślnie innych bytów ożywionych. Homolud zaś tkwi w miejscu poprzestając na sybarytyzmie – żyje tu i teraz, wyłącznie chwilą – nie licząc się czyim kosztem i czyją krzywdą buduje swój bieżący „dostatek”.

W trakcie widowiska pojawiało się wiele elementów, które świadczą o głębokiej wiedzy i zakorzenieniu w wierze przyrody reżyserów i scenarzystów uroczystości. Tutaj widzimy na przykład słynny Taniec Żurawia/Papugi – albo Taniec Labiryntu/Tajemnicy – znany też jako Taniec Lustrzany – do dzisiaj odprawiany w Irlandii i Szkocji, odprawiany jako obrzęd wierzeniowy –  jako Taniec Życia i Śmierci w uroczystościach u megalitycznych Kręgów Callanish (Nisza Kalji-Kali). Taniec ten jest znany całej światowej Wierze Przyrody, a wśród Indian jest uprawiany od czasów Majów jako ten sam Taniec Życia i Śmierci symbolizowany przez tegoż samego Orła i Papugę – Rajskiego Ptaka.

Mężczyzna naprzeciw Kobiety, jego  monochromatyczna biel Śmierci (dawniej to biel była symbolem Zaświatów i Przejścia Duszy na Tamten Świat – Świat Jasny,  Biały) a naprzeciw znów barwy Pawia Życia.  Tylko osoby dobrze znające Wiarę Przyrodzoną w ogóle, a Wiarę Przyrodzoną Słowian  w szczególności – mogły łatwo odczytać właściwie ten taniec Życia i Śmierci – Taniec Orła-Strasza, Białego Ptaka Orzego Zaświatów  oraz Pawia Życia i Rozkoszy – Bo Życie ma być Przyjemnością (co nie znaczy nieodpowiedzialnością i głupotą), przyjemnością czyli „szczęściem bytowania” – dla wszystkich istot – także dla odmiennych i słabszych. Śmierć zaś ma być przedłużeniem owego szczęścia, Złączeniem Istoty-Świadomości ze Światłem Świata  i przejściem w Wieczność, lub ponownym Odrodzeniem w Labiryncie – Nawi Założy – do Życia Cielesnego, Ziemskiego.

Ci Ludzie (Małpoludy) żyją bez refleksji nad przeszłością i bez troski o doskonalenie własnej duchowości na przyszłość, na wieczność.

Dla wszystkich obserwatorów ceremonii zamknięcia (dla wszystkich  Ludzi – Istot Świadomych Swojej Duchowości) – nie była zapewne trudna do odczytania symbolika zakwitających w ciemnościach Świateł  czy symbolika Pochodu Życia – Istot i Duchowości – przedstawicieli Słabszych lub Innych (Odmiennych), Naszych Braci.

Tylko idiota mógł ten Pochód Odmienności (Różnorodności Życia) nazwać Paradą Dinozaurów – naprawdę – ten komentarz oficjalny mnie zaszokował, że to była parada dinozaurów. Na zdjęciu żabonek.

Dla Małpoludów (w tym jak się okazało dla polskiego Establishmętu, dla polityków, dla autorytetów moralnych, dla prezydenta,  dla premiera, dla masowych mediów, dla telewizji i gazet codziennych oraz kolorowych)  Igrzyska Olimpijskie zakończyły się, kiedy z areny zszedł ostatni „gigant” bieżni i ostatni „mocarz” sztuk walki, ostatni cyborg reprezentant Ich „Narodu Wybranego”, cyborg z którym mogli się „duchowo” zidentyfikować i podświadomie wcielać się emocjonalnie w jego dokonania. Skończyły się wtedy, kiedy przestali móc czerpać pożytek – korzyści osobiste z „grzania się” w blasku jupiterów skierowanych na zwycięzców. Skończyły się kiedy na arenę wkroczyli Odmienni i Słabsi. Paradoksalnie ci słabsi, wyposażeni w cyborgiczne atrybuty (sztucznych kończyn, komputerów) „przywracające” im w pewnym stopniu pełną sprawność okazali się większymi gigantami ducha i bardziej normalnymi Ludźmi, niż ci którzy występowali przed nimi a którzy są rodzajem zaprogramowanych robotów wspomaganych w sposób ukryty różnego rodzaju biochemicznymi protezami które mają z nich uczynić herosów – przysłowiowych „Boldów”. Jest bowiem coś w oczywisty sposób ludzkiego w chęci przywrócenia sprawności za pomocą protez i substytutów funkcji utraconych przez sprawcze działanie losu-koszu, i jest też coś w oczywisty sposób nieludzkiego w chęci nieustannego posiadania – więcej, więcej i jeszcze więcej – siły, prędkości, bogactwa, przedmiotów – więcej , więcej i więcej…

Symbol Boskiego Kręgu – powielany w olimpijskich kołach, w widokach z helikoptera nad stadionem – aż do wyczerpania – chyba też jest czytelny dla wszystkich Ludzi Myślących i Czujących. Myślę że nie ma w funkcjonowaniu powszechnym owych symboli wywodzących się z Wiary Przyrody,  niczego z czym by się można nie zgodzić powszechnie?

Maszyneria Czasu, Zegar Wielkiej Zmiany

Czym się różnią od siebie Ludzie i Ludziska (Małpoludy)?

W książeczce dla dzieci wspomnianej powyżej, która tak kole w oczy Cenzurę Czarną i Czerwoną w Polsce,  w tomie pierwszym „Na tropie Czarnej Dziury” (planowane wydanie wiosna 2013 – Wydawnictwo Slovianskie Slovo) najtrafniej ujmuje to w krótkiej definicji w rozdziale 16 Narrator:

„…Jeszcze przed południem kolejnego dnia telewizja Nic Poza Tym nadała wiadomość o niebywałej inicjatywie Marszałka Zmory i Pana Prezydenta, którą przedstawią oni o godzinie 13. 13, na spotkaniu z Zielonymi oraz bohaterskim Grzegorkiem-Samborkiem. Nazwali go Grzegorkiem-Samborkiem, jakby był ich najbliższym przyjacielem, chociaż nikomu tego nie zaproponował. Cóż, są – jak mawiano w Wiślanii za księcia Kraka – ludzie i ludziska. Ludzie nie narzucają się nikomu wbrew woli, a ludziska – czy ich kto prosił czy nie – zawsze są za pan brat z tymi, co właśnie zyskali sławę lub pieniądze…”.

Ludziska charakteryzują się też pewnymi cechami charakteru – na przykład:

„… Nie dziwiło to wcale zgromadzonego tłumu, że ci eksperci znają się na wszystkim, bo ludziska od dawien dawna przywykli, że  stale pokazują się oni na ekranach, a codziennie są specami od innej sprawy. …”

Anioły czy też Demony (zależnie od punktu siedzenia i punktu widzenia) spływają tu z Nieba w asyście Miliardów Białych Płatków – A może to nasze dualne wyobrażenia o Wszechświecie  płyną z Niebios  w asyście ulotnych motyli ludzkich odczuć-emocji ? Jeźdźcy Apokalipsy czy Zwiastuni Dobrej Nowiny? Sądzę, że ani jedni ani drudzy – to Jasność i Ciemność – dwa dopełniające się do Jedności Elementy Świata Przyrodzonego.

Szczególnie nasi politycy i przedstawiciele mediów masowych dali nam (zwykłym ludziom) w ostatnich dniach paraolimpiady bezprzykładny POPIS swojego światopoglądu. Ujrzeliśmy zaledwie wierzchołek tej wielkiej konstrukcji ich Jaźni – zbioru wyobrażeń w ramach, którego porusza się ich „świadomość”. Nastąpiło swoiste obnażenie ich wnętrza duchowego, poprzez podjęte przez nich działania, bądź zaniechania działań. Ukazali nam swe „humanistyczne wątpia”, całe „piękno” swych dusz, „cud” wewnętrznego ukształtowania swych osobowości. To odmienne od paraolimpijskiego widowisko dało NAM pośrednio świadectwo jakości środowiska intelektualnego, z którego ci ludzie wyrastają. Pokazując swój stosunek do szlachetnych zmagań Paraolimpijskich  i wysiłku  Paraolimpijczyków wyrazili oni w tych dniach jasno swój stosunek do odmienności i różnorodności i do słabszych – czyli do ogółu społeczeństwa – wszystkich, którzy nie są NIMI SAMYMI.

Rozgwiazda – płomień kwiatu paproci gaśnie

Było to widowisko żenujące – Teatrzyk Okropieństw, który przedstawił stan ich umysłów i kult który uprawiają w życiu codziennym. Zaślepienie, Mamona, Siła i Bogactwo  – rozumiane najprzyziemniej, niesłychanie po prostacku – wstyd dla każdego człowieka, który chciałby uchodzić za osobę kulturalną – to właśnie ich świat.

Dopiero kiedy masa medali uzbieranych przez Paraolimpijczyków – w pojęciu tychże Ludzisków (Małpoludów) z mediów i polityki zaczęła przekraczać masę krytyczną i zaczęła ośmieszać ich pienia zachwytu nad Olimpijczykami Pełnosprawnymi, którym poświęcili poprzednio długie godziny uwagi i jęczeli z zachwytu nad byle medalikiem koloru brąz, nad których zdolnościami piali a im nie chciało się palcem kiwnąć żeby zdobywać medale pośród tamtych „prawdziwych” herosów i gladiatorów współczesnego świata, włączyły im się światełka ostrzegawcze i dali prawdziwy pokaz skrajnej hipokryzji.

Meduza

Pasikonik – a nie żaden dinozaur

Rzucili się jak sępy na tych biedaków, dopadli ich ze swoimi mikrofonami, usiłowali wycisnąć coś dla siebie z tej żenującej sytuacji. Jednak sportowcy niepełnosprawni wielokrotnie zawstydzali tych ludzi waląc im prosto z mostu, mówiąc prosto w twarz co o tym wszystkim myślą. Ci ludzie których mamy za słabszych i niepełnosprawnych okazali się wtedy właśnie nadzwyczaj sprawni i prawi – odważni – i jasno myślący. Nie dali się kupić kamerom dla Trefnej Politycznej i Medialnej Hucpy i zagadać gładkim fałszywym buźkom. Nie jeden z tych „normalnych” co dla pokazania się na ekranie gotów powiedzieć wszystko co mu każą i powtórzyć każdą brednię za mediami, powinien brać z nich przykład i uczyć się od nich nie czego innego a normalności właśnie.

Ważka

Za pięć dwunasta – kiedy liczba złotych medali paraolimpijczyków przekroczyła już 8 nagle ocknęli się w TVNie, a jeszcze później w dniu powrotu olimpijczyków w TVP gdzie dyżurny Tłumacz Rzeczywistości „towarzysz” Lis – czołowy propagandysta postkomunistycznych zagonów nagle sprowadza na rozmowę czołowego skandalistę III RP Korwina. Na tym tle łatwo „robi się” na piewcę i obrońcę Niepełnosprawnych, czyli słabszych i odmiennych. Usiłuje nam jednak przy tym wmówić zaklinając rzeczywistość to czego nie mówi nawet Jaś Mela widoczny na ekranie za jego tępą kalarepą – Że oni tj. Niepełnosprawni nie są od „normalnych” wcale odmienni ani słabsi tylko tacy sami normalni!

Ważka 2

Naprawdę już dawno nie słyszałem większej głupoty i prymitywniejszej propagandy. Przy takim stosunku Wykształciuchów, czy jak ich nazwać Lemingów , czy jak jeszcze, żeby się nie obrazili, przy takim stosunku „Elity” do ludzi (istot) odmiennych czy słabszych – nie da się zrobić żadnego postępu w cywilizowaniu światopoglądu ogółu Polaków. Oni mącą ludziom w głowie  i sieją jeszcze większe spustoszenie czyniąc z siebie  „łaskawych Obrońców Uciśnionych”, przy czym jak słoma z butów wyłazi im też przy okazji wyższościowy stosunek do tychże „bronionych” maluczkich.

Gdzie był minister, premier, prezydent – kiedy oni wyjeżdżali do Londynu. Gdzie były kamery panowie Gwiazdy Mediów kiedy wygrywali? Gdzie byłeś dyżurny propagandysto „towarzyszu” Lis?!

Ogień, światło, dymy ofiarne i płomienie

Oddajcie im głos hipokryci z TVP i TVN – tym Niepełnosprawnym – którzy są Słabsi i Odmienni, Których Dotknął Los, Których Doświadczyło Życie – nie mądrzcie się w ich imieniu i nie róbcie sobie klaki ich kosztem! Nie kręćcie polityki na ich karkach – bo państwo polskie zrobiło dla nich tylko tyle, że nie przeszkodziło im osiągnąć sukcesu – a jaki ma do nich prawdziwy stosunek to polskie państwo widać po działaniach NFZ-tu.

 

Ogień, światło, dymy ofiarne i płomienie

Ogień, światło, dymy ofiarne i płomienie

Macie ich szanować Faryzeusze Sektora Informacji Społecznej, szanować  jako Słabszych i Odmiennych – macie szanować Różnorodność a nie wmawiać wszystkim że oni są równi, że są pełnosprawnymi członkami społeczeństwa, że są tacy sami. NIE SĄ! Jeśli wszyscy w te wasze brednie uwierzą to nikt nie wyciągnie do nich jutro pomocnej dłoni! Bo czy trzeba pomagać równym sobie – Nie, oni powinni sobie sami dać radę w życiu. Oto jak poprawność polityczna, udawanie zainteresowania, podczas  gdy się w głębi wyznaje ideologię brutalnego kapitalizmu: zaborczości, siły, zgody na oszustwo i kant i skrajny egoizm –  prowadzi na manowce i w ślepą uliczkę głupoty powielanej bez zastanowienia.

Oto artykuł z roku 2008 po igrzyskach w Pekinie.

Równi i Równiejsi

http://www.wykop.pl/ramka/94138/olimpiada-i-paraolimpiada-rowni-i-rowniejsi/

6 września na Stadionie Narodowym w Pekinie odbyła się uroczystość otwarcia XIII Igrzysk Paraolimpijskich.

Jednak to święto sportu nie ujrzy światła dziennego. Czy jest zbyt mało dochodową imprezą? A może sportowcy tam występujący są ludźmi innej kategorii? Kto stoi za moderowaniem dostępu do informacji sportowych?
Odpowiedzi na te pytania są trudne, jednak spróbujmy je znaleźć.

Zwyczaj organizowania Igrzysk Olimpijskich dla osób niepełnosprawnych jest ideą piękną. Ideą szczytną! W 1988 roku przyjęto, że to święto sportu to kontynuacja „normalnej” olimpiady, odbywa się na tych samych obiektach, w krótkim czasie po zakończeniu właściwej imprezy. Stwarza szansę dla ludzi pokrzywdzonych przez los, którzy często nie mieliby szansy na rywalizację ze zdrowymi zawodnikami.

Polska Agencja Prasowa podaje:
„W wiosce, przystosowanej do potrzeb ludzi niepełnosprawnych, zamieszka około 7300 osób z blisko 150 krajów, w tym 4100 zawodniczek i zawodników.”
Na „normalnych” Igrzyskach liczba ekip wyniosła 204, a liczba sportowców 11128. To niecałe 3 razy więcej! Tylko!

Nazewnictwo
Paraolimpiada. Słowo to, jak i nazwa instytucji zajmującej się jej organizacją (International Paralympic Committee) są niezbyt szczęśliwe.

Słownik Języka Polskiego:
para- pierwszy człon wyrazów złożonych, oznaczający: niby, prawie, wyrażający podobieństwo do tego, co jest określane drugą częścią złożenia?

Motyw żaglowej łodzi przewijał się przez uroczystość nieustannie – tu obraz łodzi był widoczny z helikoptera w rzucie ogólnym stadionu – zdejmowana flaga stanowiła żagiel

Dla nas Rodzimowierców Polskich – wierzących Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej – jest oczywiste że słowo para- znaczy dech, duch, a nie „namiastka „. Ktoś kto jest zakorzeniony w polskim języku oczywiście to wie – ale te osoby zakorzenione to bynajmniej nie młodzi dziennikarze masowych mediów ani nie twórcy słowników języka polskiego, ani też twórcy haseł Wikipedii.

Żeby było śmieszniej już wtedy tj. w roku 2008 zamieszczono powyżej artykułu sondaż: czy igrzyska paraolimpijskie powinny być pokazywane w całości w TV?

75% ludzi (Ludzi) powiedziało tam, że TAK. 

Po czterech latach możemy zacytować w pełni ten sam artykuł na ten sam temat – bez żadnych zmian – bo nic się w mentalności i wychowaniu ludzi w Polsce nie zmieniło.

Reforma Wychowawcza w wykonaniu tej opcji politycznej, która rządzi polską od 20 lat sprowadza się do manipulowania latami nauczania i podziałami na licea i gimnazja – skracaniem i wydłużaniem czasu nauki, coraz większym obciążaniem tornistrów i coraz mniejszą pomocą w dokarmianiu biednych dzieci w stołówkach szkolnych oraz radosną wytwórczością niesłychanej liczby niesłychanie drogich podręczników, które są udręką rodziców wychowujących dzieci.

Oto  jak na dłoni cała pomoc państwa Rodzinie, cała działalność chrześcijańskiej prawicy na rzecz mnożności i zapobiegania aborcji. Hipokryzja do n-tej potęgi, znów z Matką Boską w klapie i z Królem Polski przyprawionym do „Gęby” – by zbyt daleko nie odchodzić od Gombrowicza. W wychowaniu dzieci, rządy III Najświatlejszej RP – Salonu Warszawskiego, czy Mędrcy z Rady Profesorskiej Nauki Polskiej – nie wprowadzili żadnych broń boże zmian światopoglądowych: jak np. nauka o seksualności  człowieka, czy też: jak powinien wyglądać stosunek człowieka do Odmienności i Różnorodności. Słowem: Niech żyje XIX i XX wieczny FASZYZM.

 

 

 

Jeszcze inny artykuł z Internetu

Frekwencyjny sukces paraolimpiady zaskoczył zarówno organizatorów olimpiady, jak i samych sportowców. Podczas tej samej imprezy cztery lata temu w Pekinie udostępniono zaledwie 900 tysięcy biletów, z czego większość była za darmo. W Londynie sprzedano prawie cztery razy więcej biletów, a większość imprez miała komplet widzów. Transmisje z zawodów pokazywane były w 100 stacjach telewizyjnych, a na portalach społecznościowych takich jak Twitter, Facebook czy YouTube miliony ludzi śledziło najświeższe informacje z bieżni, torów kolarskich czy basenów pływackich. Dla polskich kibiców Internet był podstawowym źródłem informacji, gdyż Telewizja Polska uznała, że paraolimpiada nie stanowi dostatecznie ciekawej imprezy dla miłośników sportu w Polsce. To zły sygnał dla niepełnosprawnych sportowców, w przyszłości bowiem brak transmisji telewizyjnych może przełożyć się na mniejsze zainteresowanie sponsorów, co pociągnie za sobą mniejsze nakłady finansowe na tę formę aktywności sportowej.

Londyńska paraolimpiada pokazała, że sport niepełnosprawnych, to nie tylko forma rehabilitacji, której rozwijaniem zainteresowane jest wyłącznie środowisko osób niepełnosprawnych. Paraolimpiada, jak każda impreza sportowa, wywoływała ogromne emocje, wzruszenia i doping kibiców, a świadomość, że walka każdego paraolimpijczyka jest przede wszystkim mierzeniem się z własną niepełnosprawnością, dodała dokonaniom niepełnosprawnych sportowców autentyzmu, o który coraz trudniej w profesjonalnym sporcie.
Polska wysłała do Londynu 101 sportowców. Większość to amatorzy, którzy pracują, a sport uprawiają na własną rękę, a mimo to wrócili z Londynu z imponującymi osiągnięciami: czternaście złotych medali, trzynaście srebrnych i dziewięć brązowych. To aż o 26 medali więcej niż zdobyli ich pełnosprawni koledzy. Tak wielki sukces na londyńskich zawodach, to ogromna szansa dla polskiego ruchu paraolimpijskiego, aby ze sportu dla niepełnosprawnych uczynić masowe przedsięwzięcie, które milionom kibiców dostarczy wspaniałych przeżyć i otworzy niepełnosprawnym sportowcom drogę do dalszych sukcesów.

09 09 2012

Wiadomość ze strony Europejczycy.net

sport: Żadna telewizja w Polsce nie transmitowała na żywo paraigrzysk.

Osoby zainteresowane wynikami rywalizacji w Londynie, gdy chciały się czegoś dowiedzieć zaglądały do sieci. Nie było innej możliwości, ponieważ w polskiej telewizji nie można było zobaczyć ani godziny transmisji na żywo z zawodów paraolimpijskich.

Nasi zawodnicy właśnie wrócili do Polski.

♦ Na marginesie

Gazeta Codzienna od dwóch dni nie dociera do Krakowa

Dzisiaj rano kiedy piszę ten artykuł – 11 września i 12 września 2012 roku o godzinie 9.30 wciąż w kioskach na Prądniku Czerwonym w drugim co do wielkości mieście Polski nie było Gazety Codziennej, której dystrybutorzy prasy nie dostarczyli – zapewne w ramach walki o równość, demokrację i różnorodność, z całym poszanowaniem każdej odmienności, w ramach walki, która się toczy na naszych oczach w mediach i na ulicach.

Wiecie że nie kocham tej gazety, która często zawiera treści obraźliwe w stosunku do wyznawców innych religii niż katolicka – ale każdy przejaw faszyzmu – zwłaszcza ze strony Ludzi Posiadających Władzę i Środki Produkcji – powinniśmy piętnować wspólnymi siłami. Takie zachowania i działania – jak utrudnianie komukolwiek głoszenia jakichkolwiek poglądów pachną terrorem i postkomuną na sto kilometrów.

Zastanawiam się o co tu chodzi bo ani Gazeta Codzienna w formie internetowej ani Gazeta Polska nie bije na alarm, że wydanie drukowane nie dochodzi do Krakowa. Dowiedziałem się od kioskarzy , że od dwóch dni tej gazety w formie druku nie otrzymują?

Tymczasem nie słychać żadnego larum ze środowiska prawicy katolickiej  – więc czy to jest planowana przerwa wydawnicza pisma, czy też może ono zbankrutowało? W Internecie w najlepsze cisza na ten temat jakby się nie działo nic niezwykłego.

Gazeta Codzienna, ogólnopolski dziennik, zapadła się w Czarnej Medialnej Dziurze – trwa milczenie. Już ten fakt sam w sobie świadczy o nienormalności państwa w jakim żyjemy. Konkurencja też milczy? O takim dziwactwie świat nie słyszał. A może medialna „konkurencja” nic o tym spektakularnym upadku wrażej inicjatywy nie wie? Świadczyłoby to fatalnie – znów o jakości ichniego, „konkurencyjnego” dziennikarstwa. A może to po prostu żadna tam KONKURENCJA, lecz jak mawiał Wałęsa: „trzeba wspierać lewą nogie i prawą nogie” – więc się wzajemnie wspierają i SOLIDARNIE milczą.

To tylko taka ciekawostka – przecież nie będziemy ich bronić, oni w naszej sprawie na pewno nie kiwną palcem

13. 09 2012 Ps: Dowiaduję się że we Wrocławiu również od poniedziałku ta gazeta nie występuje

14.09 – Po kolejnym dniu nieobecności Gazety Codziennej w Polsce i milczeniu solidarnym wszystkich mediów na ten temat począwszy od Gazety Polskiej i Wyborczej a skończywszy na Onet i Interia,pl, po braku reakcji na maile pisane na Kontakt- Codziennej, po braku reakcji w portalu Niezalezna.pl – pojawiły się wpisy pod artykułem o Amber Gold podsumowujące – tę „odjazdową” sytuację niezauważania przez nikogo braku drukowanej wersji tej gazety w kioskach całej Polski:

Oto wpis spod artykułu z 14 09 2012, godz 7.37  http://niezalezna.pl/32811-sensacyjne-nagrania-ws-amber-gold:

Wśród czytelników niezalezna.pl zebrałem informacje w jakich miejscowościach od wtorku 11-go września nie można kupić Gazety Polskiej Codziennie

Ciechocinek,
Zgierz
Tarnowskie Góry
Iława
Szczecinek
Sosnowiec
Starachowice
Sopot
Gdynia
Maks- woj. pomorskie
Niemodlin- woj.opolskie
Gdańsk
Wrocław
Poznań
Konin
Ostróda
Lubin
Świdnica
Słupsk
Sławno
Chełm
Kołobrzeg
Myszków
Częstochowa
Kraków -Krowodrza
Kraków- Łagiewniki
Kraków- Kazimierz
Kraków – Nowa Huta
Kraków- Podgórze
Świecie n/W
Gmina Przemęt miejscowości Wieleń,Kaszczor,Osłonin,Olejnica- woj.wielkopolskie
Wąbrzeźno woj. kujawsko-pomorskie
Żnin
Puławy
Wieliczka
Warszawa
Kutno
Głogów
Jonkowo- woj. warmińsko-mazurskie
Zamość
Herby Stare
Zgorzelec
Łomża
Wejherowo
Kędzierzyn-Koźle
Nisko
Mielec
Olsztyn
Jordanów
Ostrołęka
Leżajsk
Opole
Katowice
Ustroń
Cieszyn
Wschowa
Ruda Śląska
Rzeszów
Zakopane

Lista ta jest zapewne o wiele dłuższa.
Co się dzieje ?????????? Dlaczego na portalu niezalezna.pl nie ma żadnych informacji na ten temat ?????

—-

Prostuję ten wpis – nie ma jej od poniedziałku a nie od wtorku i właśnie kończy się tydzień – mamy dzisiaj piątek, 14 09 2012.

No i gdzie my żyjemy – Wielka Zmiana uderza ludziom do mózgów? Wszyscy lekceważą wszystkich i mają ich za idiotów? To jakiś cyrk cieni i parada powszechna oszustów?!

Mówiono mi, ale jako racjonalista słabo w to wierzyłem: cytuję „… Kiedy nadejdzie Wielka Zmiana, ci którzy mają złe intencje pogrążać będą sami siebie.”… Nie przytoczę tutaj dalszej części tego cytatu, bo gdy go sobie przypominam czuję ciarki na plecach. Mam wrażenie że MATRIX się zaciął. Pozdrawiam tych wszystkich którzy mają oczy i uszy i wyciągają dla siebie właściwe wnioski oraz pożytek  z oglądanego ogólnoświatowego spektaklu.

W nagłówku strony Niezalezna.pl znajdziecie zdanie: „My informujemy – oni kłamią”.

KONWERGENCJA HARMONICZNA 2012 !


WITAJCIE WĘDROWCY!

ZAPRASZAMY WAS DO WSPÓLNEJ DUCHOWEJ PODRÓŻY

 

KONWERGENCJA  HARMONICZNA 2012

 – Z DUCHEM PRZEMIAN

 

 

w DZIEŃ ZIEMI – w RÓWNONOC JESIENNĄ 22.09.2012

spoTKANIE POWSZECHENEJ JEDNOTY SZCZERYCH SERC

EMISJA  SERDECZNEJ FALI z ZIEMI dla POLSKI i wszechŚWIATA

ZGROMADZENIE LATOROŚLI przed końcem CZASU

 

GENERATOR KWARCOWEJ GÓRY – WĘZEŁ  KRYSTALICZNEJ SIATKI ZIEMI,

KRASKÓW nieopodal ŚLĘŻY  – U ŹRÓDŁA ŻYWEJ WODY

POLARYZACJA ENERGII YIN i YANG

RÓWNA WAGA RZECZYwistości – KSIĘŻYC w pierwszej kwadrze

 

PRZYGOTOWANIE

 

 

  WSPÓLNA MEDYTACJA

Na 90 dni przed końcem Kalendarza Majów – w 25 lat po Konwergencji Harmonicznej

 Jose Arguellesa, która zebrała 144 tysiące uczestników i zapoczątkowała światową odnowę duchową

nadchodzi czas końca czterech cykli kosmicznych

– KOŁOwrót ŚWIATA dopełnia swój jEDEN obrót – CZEKA  NAs KONIEC

kali yugi – WIEK żelaza odchodzi – nadchodzi ŚWIaT NOWEJ ERY

W wyjątkowym miejscu na Ziemi, w środku GÓRY KWARCU o masie 1,5 mln ton,  możesz

 i TY stać się uczestnikiem CELEBRACJI  tego wyjątkowego WYDARZENIA

wystarczy nas √¯1% poPULAcji POLSKI (630 osób +)

by wpłynąć na i zmienić rzeczywistość –  by wygenerować Serdeczną Falę Światła

PRZYBYWAJ jeśli poczujesz Zew DUCHA!

 

 

 

GEN – kod DNA – jak naRÓD , jak GENius loci – jak DUCH miejsca – jak GENiusz

RA – świetlisty aspekt Boga – jak RAdość, jak spiRAla , jak BRAhMA RAju

data wydarzenia: 22-23.09.2012 Kopalnia kwarcu Krasków koło Ślęży

 

Recepcja czynna w dniu 22.09 od godz. 8.00 

Oficjalny początek spotkania  – sobota 22.09. godz. 13.00

Zakończenie:  w niedzielę 23.09 w godzinach około południowych

 

PATRONat medialny : NTV – niezaleznatelewizja.pl

 

  

proGRAm (elastyczny)

 

 

Dzień Pierwszy – 22.09.2012

 

Dzień Ziemi – 13 CABAN (kaban) wg kalENDarza MAJÓW – KONIEC fali węża.

                      W tym dniu sięGAMY SAMEgo DNA byTU

 

-          13.00   – prezentacja Miejsca i organizatorów

-          13.15  – Ziemia gwiazdOM – dla wszechŚWIATA

-          14.00  – nauka Mądrości – Ręce są bardzo ważne – Mudry

-          14.45  – czas na posiłek

-          16.00  odWIEczne DRZEWO ŚWIATA króTKA medytacja 4 KIERunków – Andrzew

-          16.30   centRAlna MEDYTACJA – zŁĄCZEnie Z ZIEMIĄ – od Ziemi dla wszechŚwiata

Kryształy i my –  opoWIEść O KRYSTALICZNEJ SIATCE ZIEMI – Kasia Barczyńska

wPROWADZENIE do MEDYTACJI – Elwi

wsPÓLna mantRA OM

koncert GONGów – wibRAcja Miłości – Gosia Gałwiaczek / Barbara Warwaszyńska,

                                Tomasz Niewiadomy i inni wykonawcy

zesPOLEnie śWIADOMOŚCI – wspólnota DUCHowA – eMISJA SERDECZNEJ FALI

ZEW DUCHA  

-          20.00   przerwa integracyjna / techniczna

      –     20.30   SŁOWiański RODoWÓD – powrót do korzeni DRZEWA RÓDowego

                        GŁAGOLICA – pRA JĘZYK SŁOWian / Tajemnice Świata – Tadeusz Mroziński

      –     22.00   WIZJA przyszłości wg DUCHA – ELwiRA / AndrZEW

-          22.30 – MIToLOGia SŁOWian 

                        preZENtacja mechanizmu KOŃCA CZASÓW – Marek Wójtowicz

TRYWID – wizja nadchodzących PRZEMIAN w artystycznym ujęciu Joanny

                                          Maciejewskiej i Marka Wójtowicza

-          23.15   nieSPODZIanka EMItera

-          23.30   kOD DNA

-          24.00   watRA – TAŃCE naRODOWE przy bębnach – Grzegorz Zielonko z zespołem MIANO

                             Sam na sam z gwiazdami – osobiste spoTkania podniebne

  

Dzień Drugi  – 23.09.2012

 

ŚWIaT NOWEJ ERY

 

-          6.40      PORAnkowa agnihotRA

-          7.15      dla chętnych –  wyPRAWA na stoki GÓRY ŚLĘŻY 

-          9.30      wspólne śniadanie

-          10.30    PRZEDNOVEK NOVEGO – Tadeusz Owsianko

-          11.30   pożegnania

  

              A  Z DUCHA POCZĘCI ULECĄ POZA CZAS…

 

…………………………………………………………………………………………………………………………..

 

FInanse

 

-          udział w spotkaniu – 30 zł

-          nocleg na polu namiotowym: 5 zł

-          nocleg w sali pod dachem: 10 zł

-          posiłki wegetariańskie / wegańskie (catering na zamówienie) – 12,50 /13.50 zł

 

 

wyDARzenie non PROFIT  JEST natury DUCHowej – organizowane po kosztach 

- opłaty pobierane będą na miejscu w gotówce

 

zaprzyjaźniona strona : http://www.mayapanweb.pl

 

ILOŚĆ miejsc nieoGRANICzona WG fraktalnego WZORU:

PIerwiastek kwadRAtowy Z 1 % populacji – RODu POLSKI : √¯1% genPl = 630 +

 

Prosimy o zabranie ze sobą prowiantu. (będzie możliwość zamówienia posiłków wegetariańskich)

Organizatorzy zapewniają  miejsce na poBliskim polu namiotowym lub w sali pod dachem w odległości 2 km położonej (inne noclegi we własnym zakresie), toy-toyie i umywalnie.

+ krystaLICZNĄ kwarcową WODĘ prosto ze stuDNI źRÓDła wODY ŻYWej

 

Dojazd dla niezmotoryzowanych:

z Wrocławia busem P.W.Beskid (bilety u kierowcy 12.50 zł) do Szczepanowa lub Marcinowic – godz. 6.50 ; 9.00 – stamtąd drogą około 4 km spacerkiem (patrz mapka nr 3)

z powrotem :  godz. 11.45 ; 14.30

mapki dojazdu

mapka nr 1 – Miejsce odjazdu/przyjazdu busów – A

mapka nr 2 – Trasa z Wrocławia do Marcinowic (44 km)

mapka nr 3 -Trasa z Marcinowic – A / Szczepanowa do Kraskowa-kopalni – B

organizatorzy:

 

Ryszard Walczak

– Opiekun i Strażnik Świętej Góry Kwarcowej – kierownictwo logistyczne, tel. 500107860

Joanna Kryńska – pomoc logistyczna, tel. 601575373

Andrzew / Elwi – inspiRAcja DUCHowa – połączenie  telepatyczne

 

 

SERDECZNIE ZAPRASZAMY i DO ZOBACZENIA W KRASKOWIE !

 

Prosimy o rozsyłanie tych Wici w sieci dalej :)

 Witajcie Wędrowcy

 

Wszyscy jesteśmy w Drodze. I jakkolwiek jest ona dla każdego inna, to prowadzi do jednego Celu.

 Wraz z Ziemią idziemy do wyższego wymiaru istnienia.

 

Tymczasem żyjemy w świecie oplątanym siecią matrixa, ale dojrzeliśmy i doszliśmy do etapu, na którym przestało nam to odpowiadać. W głębi siebie krzyczymy: DOSYĆ!

 

To, co się dzieje na zewnątrz, mogłoby sugerować, że nie mamy szans, aby dokonać zmian,

 ale tak nie jest.

Obliczono, że wystarczy pierwiastek kwadratowy z jednego procenta populacji.

 Dla Polski – jest to liczba 630. Potrzeba więc 630 chętnych Serc. Nas.

 

Jeżeli będziemy robili to, co do tej pory robiliśmy i tak, jak do tej pory robiliśmy,

 to efekty będą takie, jak do tej pory.

Być może ktoś powie, że musiałby się wydarzyć cud. Ok, więc oczekujmy, że ten cud się wydarzy.

Być może myślicie, że to niemożliwe. Ale pomyślcie inaczej: że oto TERAZ to, co niemożliwe staje się – JEST MOŻLIWE! A zmiany zaczynają się od nas samych.

To z naszego wnętrza wypływa fala przemian i zatacza coraz szersze kręgi.

 

Prawda chce żyć. Prawda chce się przejawić i tylko z siebie poprzez siebie możemy ją uwolnić. Bowiem wszystko zaczyna się na planie Ducha i dopiero potem przejawia się w świecie materialnym. Na pewnym głębokim poziomie jesteśmy jednością, jesteśmy wszechwiedzący i wszechmocni i to stamtąd wypuśćmy Boskość, Boskie Rozwiązania dla tego świata 3D, do którego przyszliśmy, aby dokonać zmian. Zróbmy to, do czego przygotowywaliśmy się przez wiele żyć.

Uświadommy sobie, Kim jesteśmy i jakie mamy możliwości. Myślmy w sposób nieograniczony.

 

Coraz więcej Boskiej Świadomości wyłania się na światło dzienne, a większa ilość Światła powoduje, że to, co było ukryte – zostaje ujawnione. Nie dziwcie się więc, że świat wygląda tak, jak wygląda. Jednakże miejcie świadomość, że to wszystko jest procesem Transformacji, który zachodzi właśnie po to, aby Stare mogło odejść, a Nowe – Boskie zajęło jego miejsce w tym świecie.

Tak wiele lęku znajduje się w świadomości społecznej, ale to nie lęk ma nas prowadzić, lecz Miłość.

Miłość jest tym, co rozpuszcza wszelkie blokady, łamie wszelkie bariery i w sposób delikatny, subtelny, aczkolwiek zdecydowany, przenika wszystko i dokonuje zmian. Zmian, o jakich marzyliśmy, jakich pragnęliśmy z głębi siebie. Miłość wprowadza Nowe, w którym chce się żyć.

To jest punkt łączący wszystkich i wszystko, a tego, co łączy trzeba się dopatrywać zawsze i wszędzie. To, czemu dajemy uwagę-energię, rozwija się i wzrasta.

To, co ignorujemy – traci moc i schodzi do roli potencjału.

 

Tak więc pełni optymizmu i radości przyjeżdżajcie na nasze wspólne spotkanie,

bo tylko radośni ludzie mogą stworzyć szczęśliwy świat.

Wszystko nam sprzyja. Wszystko jest dla nas przygotowane.

 Czas zaplanowanego spotkania (22 – 23.09.2012) to RÓWNONOC – moment równowagi sił Natury.

Tak więc będziemy wspierani harmonią Kosmosu.

 

Czujcie się zaproszeni i ważni. Niech każdy zajmie należne mu miejsce w kręgu otwartych, chętnych serc. Wszyscy jesteście mile widziani.

 

Kto – jeśli nie MY? Kiedy – jeśli nie TERAZ – Gdzie jeśli nie TU?

 

Do zobaczenia w promieniującym Mocą Miłości Kraskowie!