białczyński

Sielan Dewa – Wyspa Sielskich (Sielnych-Zielnych) Bogów: Siel-Lanka (Śri Lanka) – stare świątynie Światła Świata w Dambulli, Sigiriji i Polonnaruwie oraz Małe Dewy (Male-diwy)


photo by Kira Bialczynska ®All rights reserved

Sielanka, czyli Sri Lanka

Nazwa państwa Sri Lanka, przyjęta w 1972, oznacza w sanskrycie „olśniewający kraj”. Obecna nazwa jest współczesną adaptacją nazwy występującej w Ramajanie, gdzie wyspa znana jest jako Lanka.

W Ramajanie wyspa znana jest także jako Lankadweepa (dwepa – wyspa) oraz Lakdiva (diva – wyspa). Późniejszą tradycyjną nazwą była Lakbima. Lak to skrót od Lanka.

Podobną etymologię nazwy wyspy ma tamilska İlankai.

Co ciekawe nie znajdziecie tutaj etymologii wywodzonej od dewa-bóg, dawa – dawać/dzielić, Boska Lanka, Dewpa-Dwepa – Boska Wyspa. Egzotyczne w zapisie nazwy miejscowe wymawia się dziwnie znajomo i zapisuje po palijsku – a palijski jak wiemy bliski jest i sanskrytowi i polskiemu.

Czy to przypadkowe zbieżności brzmień: Dambulla – Dombulu, Dąbuła, Dymbula, Dębula; Sigiria – ZaGORIJE, Zagórze, Zagorje. Czy to nie brzmi podobnie do przypisywanej Słowianom (być może Goljadziom, Wandalom lub Gotom) jaskini w Hiszpanii, której nazwa ma słowiano-wenedyjskie brzmienie: Zugarramurdi (Zagaromordia). W tejże jaskini odbywały się obrzędy Kresu  (Kupaliów) – krzesania-zagaru, zagorzenia rytualnego Ognia, a do dzisiaj obchodzi się tutaj letnie przesilenie w blasku pochodni i naturalnego ognia upamiętniające też spalone na stosach w tym miejscu i w Kraju Basków czarownice – wiedźmy starej Wiary Przyrody.

Czy to przypadkowa całkowicie zbieżność nazwy Królestwa Polonar, którego stolicą była Pollonaruwa, z blisko brzmiącą nazwą polonorum – Regi Polonorum. Polona Regni – Korona Polska, co z kolei wywodzi się z wici etymologicznej od rok – rok-god, rocznik, czy rock – skała, czy Krok – władca, regent-regni – regalia – symbole władzy, reg – władający skałą, będący i konarem i korzeniem- czyli krakiem – królem-korzeniem i zarazem królem-konarem pniem/gałęzią rodu, a także regiem- ziarnem (co brzmi też w nazwie wyspy Rugii-Ruji), z którego roślina wyrasta, tak drzewo jak i zboże (reż-pszenica, rżyto-żyto, ryg- ryż).

(O Zagoramordji czytajcie np. tutaj)

Sinhala oraz Sihalam

Nazwa Cejlon (ang. Ceylon) sięga swoim rodowodem sanskryckiego słowa sinha (lew). Sinhala może być rozumiana jako „krew lwa”. Ponieważ na Sri Lance nie występują lwy, nazwa ta mogła odnosić się do lokalnego bohatera, dziadka króla Vijayi. W języku pāli, sanskrycka nazwa Sinhala to Sihalam, wymawiana jako Silam.

Salike

Ptolemeusz nazywa Sri Lankę jako Simoundou lub Simundu (prawdopodobnie jako Silundu), która to nazwa upowszechniła się w starożytnym świecie. Ptolemeusz używał także nazwy Palai-Simundu (z gr. palai – stara, lub z sanskrytu jako „miejsce pochodzenia świętego prawa”), jako że w owym czasie wyspa była jednym z głównych ośrodków buddyzmu.

Cejlon

Biorąc pod uwagę pochodzącą z sanskrytu nazwę Sinhala (poprzez palijską nazwę Sihalam), Ammianus Marcellinus (IV w.) nazwał mieszkańców wyspy Serandives, natomiast grecki podróżnik Kosmas Indikopleustes (VI w.) nazwał wyspę Sielen Diva (wyspa Sielen). Ta ostatnia została zaadoptowana przez inne języki: łac. Selan, port. Ceilão, hiszp. Ceilán, franc. Selon, hol. Zeilan, Ceilan i Seylon oraz ang. Ceylon, czy w końcu pol. Cejlon.

Podobną etymologię mają inne nazwy Sri Lanki, np. Serendiva, Serendivus, Sirlediba, Sihala, Sinhale, Seylan, Sinhaladveepa, Sinhaladweepa, Sinhaladvipa, Sinhaladwipa, Simhaladveepa, Simhaladweepa, Simhaladvipa, Simhaladwipa, Sinhaladipa, Simhaladeepa itd.

Abu Rihan Muhammad bin Ahmad (X w.) nazwał wyspę Singal-Dip, jednak w języku arabskim przyjęto później nazwę Serendib lub Sarandib, pochodzącą z perskiego Serendip. Nazwa ta użyta została w perskiej bajce „Ksiązniczka z Serendip”, w której bohaterowie dokonują nieoczekiwanych odkryć i znajdują rzeczy, których nie poszukiwali.

Od tej nazwy, Horace Walpole, 4. hrabia Orford w roku 1754 stworzył angielskie słowo serendipity (pol. serendypność – sytuacja, w której przypadkowo dokonuje się szczęśliwego odkrycia, zwłaszcza wtedy, gdy szuka się czegoś zupełnie innego).

Później w języku arabskim używano Tilaan i Cylone, mających podobną jak „Cejlon” etymologię.

Heladiva

Nazwy Heladiva oraz Heladveepa mogą pochodzić od ludu Hela, zamieszkującego Sri Lankę przed przybyciem ludności z kontynentu (Indusów i Tamilów).

Tâmraparnî

Inną nazwą, która była używana w zachodnim świecie, była nazwa wspomniana przez króla Vijayę (indyjskiego najeźdzcę) – Tâmraparnî („liść o miedzianym kolorze”), a zaadaptowaną do języka pali jako Tambaparni. Oficerowie Aleksandra Wielkiego oraz Megastenes używali określenia Taprobanê.

Później nazwa ta pojawiała się w utworach Johna Miltona (w „Paradise lost”), oraz w Miguela de Cervantesa (jako Trapobana w „Don Kichocie).

Inne nazwy

Pośród innych nazw Sri Lanki należy wymienić tamilską İlanare, arabską Tenerism („wyspa rozkoszy”). Wyspa posiadała także popularne określenia: „Wyspa Nauki” (ze względu na to, że była jednym z ważnych centrów buddyzmu), „Łza Indii” (ze względu na swój kształt i położenie względem Półwyspu Indyjskiego) oraz „Perła Oceanu Indyjskiego”.

Odmiana gramatyczna

Odmiana nazwy tego państwa przez przypadki może sprawić pewne trudności, jak i utworzenie rzeczownika określającego obywatela Sri Lanki. Przy odmianie w niektórych przypadkach zachodzi oboczność. Mówimy o Sri Lance. Odwiedzamy zaś Sri Lankę. Obywatel Sri Lanki to Lankijczyk, obywatelka to Lankijka. Przymiotnik brzmi: lankijski.

Lanka (Sanskrit: लंका Sri lankā meaning „respected island”, Sinhala:  (Langkapura), Malay: Langkapuri, Tamil: Ilankai, Javanese and Indonesian: Alengka or Ngalengka) is the name given in Hindu mythology to the island fortress capital of the legendary king Ravana in the great Hindu epics, the Ramayana and the Mahabharata. The fortress was situated on a plateau between three mountain peaks known as the Trikuta Mountains. The ancient City of Lankapura is thought to have been burnt down by Lord Hanuman. After the King Ravana was killed by Lord Rama with the help of the former’s brother Vibhishana, Vibhishana was crowned King of Lankapura by Lord Rama after which he ruled the kingdom.

His descendants ruled the kingdom even during the period of the Pandavas. According to the epic, the Mahabharata, the Pandava Sahadeva had visited this kingdom during his southern military campaign for the Rajasuya sacrifice of Pandava king Yudhisthira.

Węsiory-staniczki  –  staniczki,  czyli małe stanice,  trójkątne chorągiewki w boskich barwach (maściach-mościach). Wbrew pozorom nazwa stanika – nie jest od tejże odległa – staniki – małe trójkąty z materiału, osłaniające piersi.

Rakszas, Rakszasa ( sanskryckie: राक्षसः trl. rākṣasaḥ, japoński: 羅刹天 Rasetsuten ) – w mitologii hinduskiej: demon-ludojad, tytan, rodzaj złośliwego, złego ducha, olbrzyma, szkodnika, złośliwy potwór-olbrzym grasujący po zapadnięciu zmierzchu i żywiącego się surowym mięsem, także ludzkim. W hinduizmie symbolizuje naturę mroczną (tamas), czyli taką w której przeważa nienawiść, naturę złą, która zadaje innym niezgodne z dharmą (religią) rany, cierpienia i krzywdy. Rodzaj żeński to rakszasi. Wodzem rakszasów jest Kuwera. [1]

Etymologia

Słowo rakszasa ma pochodzenie sanskryckie. Tradycyjnie wywodzone jest od sanskryckiego rdzenia rakṣ o znaczeniach strzec, pilnować[2].

Geneza

Wedle indyjskich mitów, cała rasa rakszasów została pierwotnie stworzona przez Brahmę, boga-stwórcę, jednak uległa degeneracji. Rakszasowie byli strażnikami cennych pierwotnych wód ziemi. Mitologia ludowa przypisuje rakszasom odrażający wygląd, wielką otyłość, nienaturalnie długie ręce, kształty olbrzymów lub karłów, większą liczbę nóg, obwisłe brzuchy i piersi (u rakszasic), kończyny zakończone szponami, wystające zęby czy wyłupiaste oczy. Opisuje się głowy rakszasów jako głowy gadów, osłów, koni lub słoni. Odpowiedzialni są za gwałcenie kobiet oraz wypijanie krwi czyli wampiryzm. Mogą przybierać na ciele barwy czerwoną, niebieską lub zieloną, wydają okropne ryczące dźwięki, a kiedy zabijają zwierzęta lub ludzi dla pozyskania ich mięsa, rozrywają ciało w bardzo nietypowy, makabryczny sposób. Można powiedzieć, że obraz rakszasa to obraz wszelkich patologii i deformacji oraz okrucieństwa i wynaturzenia.

Przedstawiciele

Najbardziej znanym przedstawicielem rakszasów jest Rawana, król Lanki, który porwał Sitę, małżonkę króla Rama, co jest przedmiotem eposu Ramajana. Historia zbrodni Rawany podkreśla jedynie wszelkie negatywne cechy rakszasów jako złych demonów, złych duchów, które jednak mogą się inkarnować w ludzkie ciała, które wedle wielu ruchów hinduskich, będą mieć jakieś rakszasowe oznaki w postaci wspomnianych deformacji. Inna część hinduskich grup kultowych zabrania nawet wymawiania nazwy rakszas, gdyż może to ich zdaniem wywoływać złego ducha, demona z okolicy. Dla wielu wyznawców hinduizmu opisane deformacje bywały w historii podstawą do odsuwania się od osób o cechach rakszasowych, podczas gdy dla innych były mobilizacją do pomagania takim osobom jako obdarzonym złą karmą, czyli złym losem odziedziczonym z poprzednich wcieleń lub po przodkach. Uważa się jednak powszechnie, że rakszasowe deformacje są odzwierciedleniem cech i skłonności, które są w jakiś sposób nieczyste, demoniczne.

Cechy

Rawana zabija Dźathaju i porywa Sitę

Rakszasa potrafi udawać przyjaciela i pokazywać się w boskich, pięknych kształtach, jednak nie potrafi tego utrzymać zbyt długo i z udawanego przyjaciela szybko staje się zajadłym wrogiem na śmierć i życie. Typowo opisywana cecha rakszasów w dziedzinie moralnej to zaprzyjaźnianie się z gospodarzem domostwa po to, aby uwieść jego żonę. Opisuje się też przypadki tak zwanych fałszywych wielbicieli, którzy przymilają się do jakiegoś guru, po to tylko, aby zniszczyć jego misję czy wręcz zabić przywódcę i zająć jego miejsce. Zdolność ukazywania się rakszasów w pięknych kształtach odnoszona jest do błędnych wizji i fałszywych objawień jakiś nieziemskich istot podających się za dawnych bogów, dewów, aniołów, etc. Hinduizm generalnie przyjmuje zasadę weryfikowania wizji i stanów mistycznych natchnień przez uznanych i sprawdzonych, żyjących nauczycieli czy guru. Niektóre ruchy działające na marginesie hinduizmu odrzucają całą mitologię związaną z rakszasami.

Rawana – czarny charakter w indyskim eposie Ramajana, rakszasa, który podstępnie zagarnął tron Lanki i porwał żonę Rama, Sitę. Przedstawiany jako demon o dziesięciu głowach i dwudziestu rękach, stąd alternatywne imiona Daśamukha (Dziesięciolicy), Daśakantha (Dziesięciogłowy). W Ramakien, tajskiej wersji eposu nazywany Tosakan, w jawajskiej Dasamuka[1].

Łamał zasady prawa wobec ludzi i bogów. Naraził się Śiwie usiłując przesunąć górę Kajlas, na której Śiwa tulił swoją żonę Parwati. Oburzony Śiwa przyciskając górę do ziemi, przygniótł ręce Rawany. Wyraz jego bólu był tak przeraźliwy, że właśnie wtedy zyskał on przydomek Rawana – Krzykacz, Wyjec. Scenę tę przedstawiono m.in. na płaskorzeźbie w słynnej świątyni Kailaś w Elurze.

Dambulla

W polsko-katolickiej Wikipedii i na polskich oficjalnych stronach internetowych po polsku tylko tyle:

Dambulla miasto w środkowej części Sri Lanki położone 148 km na wschód od Kolombo. W mieście znajduje się Złota świątynia Dambulla wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

16 października 2006 miał tam miejsce atak terrorystyczny, w którym zginęły 92 osoby.

Złota Świątynia Dambulla, świątynia buddyjska składająca się z pięciu jaskiń powstawała w okresie od I wieku p.n.e. do XVIII wieku. Położona w centralnej części Sri Lanki w miejscowości Dambulla.

Na świątynie składają się groty:

  • Dewadżara Wihara (Świątynia Króla-Boga) z rzeźbą przedstawiającą odpoczywającego Buddy i dobrze zachowanymi malowidłami ściennymi;
  • Maharadża Wihara (Świątynia Wielkiego Króla), najwieksza ze wszystkich z najwspanialszymi malowidłami ściennymi przedstawiającymi sceny z życia Buddy i historii wyspy;
  • Maha Alut Wihara (Wielka Nowa Świątynia), najmłodsza z świątyń pochodząca z XVIII wieku;
  • świątynia poświęcona królowej Somawathi;
  • piąta świątynia była remontowana w XVIII wieku;

więc dalej po angielsku

is a big town, situated in the Matale District, Central Province of Sri Lanka, situated 148 km north-east of Colombo and 72 km north of Kandy. Due to the major junction, it’s the distribution centre of vegetable in the country.

Major attractions of the area include the largest and best preserved cave temple complex of Sri Lanka, and the Rangiri Dambulla International Stadium, famous for being built in just 167 days. The area also boasts to have the largest rose quartz mountain range in South Asia, and the Iron wood forest, or Namal Uyana.

Ibbankatuwa prehistoric burial site near Dhambulla cave temple complexes is the latest archaeological site of significant historical importance found in Dambulla, which is located within 3 kilometers of the cave temples providing evidence on presence of indigenous civilisations long before the arrival of Indian influence on the Island nation.

The area is thought to be inhabited from as early as the 7th to 3rd century BC. Statues and paintings in these caves date back to the 1st century BC. But the paintings and statues were repaired and repainted in 11th, 12th, and 18th century AD. The caves in the city provided refuge to King Valagamba (also called Vattagamini Abhaya) in his 14 year long exile from the Anuradapura kingdom. Buddhist monks meditating in the caves of Dambulla at that time provided the exiled king protection from his enemies. When King Valagamba returned to the throne at Anuradapura kingdom in the 1st century BC, he had a magnificent rock temple built at Dambulla as a gratitude to the monks in Dambulla.

Ibbankatuwa Prehistoric burial site near Dhambulla, where prehistoric (2700 years old) human skeletons were found according to scientific analysis gives evidence on civilisations in this area long before arrival of Buddhism in Sri Lanka. Evidence of ancient people living on agriculture have been detected in this area for over 2700 years according to archaeological findings. (750 BC)

It was earlier known as Dhamballai. This was ruled by Kings like Raja Raja Chola, Rajendra Chola, etc. during their tenure in the late 10th century and early 11th century.

Dambulla cave temple

Main article: Dambulla cave temple

It is the largest and best preserved cave temple complex in Sri Lanka. The rock towers 160 m over the surrounding plains.There are more than 80 documented caves in the surrounding. Major attractions are spread over 5 caves, which contain statues and paintings. This paintings and statues are related to Lord Buddha and his life. There are a total of 153 Buddha statues, 3 statues of srilankan kings and 4 statues of god and goddess. The latter 4 include two statues of Hindu gods, Vishnu and Ganesh. The murals cover an area of 2,100 m². Depictions in the walls of the caves include Buddha’s temptation by demon Mara and Buddha’s first sermon.

Time line of the Caves

  • 7th to 3rd century BC: Early inhabitants
  • 1st century BC: Paintings and statues
  • 5th century AD: The stupa was built
  • 12th century AD: Addition of the statues of Hindu gods
  • 18th century AD: Most of what we see today
  • 19th century AD: An additional cave and some repainting
  • 20th century AD:UNESCO restoration and lighting….

Dambulla Rock Temple

Dambulla from: http://www.lankalibrary.com/heritage/dambulla.htm

Dating back to the 1st Century BC, this is the most impressive cave temple in Sri Lanka. It has five caves under a vast overhanging rock, carved with a drip line to keep the interiors dry. In 1938 the architecture was embellished with arched colonnades and gabled entrances. Inside the caves, the ceilings are painted with intricate patterns of religious images following the contours of the rock. There are images of the Lord Buddha and bodhisattvas, as well as various gods and goddesses.

The temple is composed of five caves, which have been converted into shrine rooms. The caves, built at the base of a 150m high rock during the Anuradhapura (1st Century BC to 993 AD) and Polonnaruwa times (1073 to 1250), are by far the most impressive of the many cave temples found in Sri Lanka. Access is along the gentle slope of the Dambulla Rock, offering a panoramic view of the surrounding flat lands, which includes the rock fortress Sigiriya, 19kms away. Families of friendly monkeys make the climb even more interesting. Dusk brings hundreds of swooping swallows to the cave entrance. The largest cave measures about 52m from east to west, and 23m from the entrance to the back, this spectacular cave is 7m tall at its highest point. Hindu deities are also represented here, as are the kings Valgamba and Nissankamalla, and Ananda – the Buddha’s most devoted disciple.

 

Within these shrine rooms is housed a collection of one hundred and fifty statues of the Buddhist Order and the country’s history. These statues and paintings are representative of many epochs of Sinhala sculpture and art. The Buddha statues are in varying sizes and attitudes – the largest is 15 metres long. One cave has over 1,500 paintings of Buddha covering the ceiling.  


The Dambulla cave monastery is still functional and remains the best-preserved ancient edifice in Sri Lanka. This complex dates from the 3rd and 2nd Centuries BC, when it was already established as one of the largest and most important monasteries. King Walagambahu is traditionally thought to have converted the caves into a temple in the 1st century BC. Exiled from Anuradhapura, he sought refuge here from South Indian usurpers for 15 years. After reclaiming his capital, the King built a temple in thankful worship. Many other kings added to it later and by the 11th century, the caves had become a major religious centre and still are. King Nissanka Malla gilded the caves and added about 70 Buddha statues in 1190. During the 18th century, the caves were restored and painted by the Kandyan Kings.

The first cave is called Devarajalena, or „Cave of the Divine King.” An account of the founding of the monastery is recorded in a first-century Brahmi inscription over the entrance to the first cave. This cave is dominated by the 14-meter statue of the Buddha, hewn out of the rock. It has been repainted countless times in the course of its history, and probably received its last coat of paint in the 20th century. At his feet is Buddha’s favorite pupil, Ananda; at his head, Vishnu, said to have used his divine powers to create the caves.


In the second and largest cave, in addition to 16 standing and 40 seated statues of Buddha, are the gods Saman and Vishnu, which pilgrims often decorate with garlands, and finally statues of King Vattagamani, who honored the monastery in the first century B.C., and King Nissanka Malla, responsible in the 12th century for the gilding of 50 statues, as indicated by a stone inscription near the monastery entrance. This cave is accordingly called Maharajalena, „Cave of the Great Kings.” The Buddha statue hewn out of the rock on the left side of the room is escorted by wooden figures of the Bodhisattvas Maitreya (left) and Avalokiteshvara or Natha (right). There is also a dagoba and a spring which drips its water, said to have healing powers, out of a crack in the ceiling. Valuable tempera paintings on the cave ceiling dating from the 18th century depict scenes from Buddha’s life, from the dream of Mahamaya to temptation by the demon Mara. Further pictures relate important events from the country’s history

The third cave, the Maha Alut Vihara, the „Great New Monastery,” acquired ceiling and wall paintings in the typical Kandy style during the reign of King Kirti Sri Rajasinha (1747-1782), the famous Buddhist revivalist. In addition to the 50 Buddha statues, there is also a statue of the king.

The fourth and fifth caves are smaller; they date from a later period and are not of such high quality. A small Vishnu Devale between

Sigirija

Sigirija (w wolnym tłumaczeniu „Lwia Skała”) – stanowisko archeologiczne w Sri Lance, znajdują się tam ruiny starożytnego pałacu i twierdzy zbudowanych podczas panowania króla Kassapy (473–491) na szczycie 370-metrowej skały. Sigirija jest jedna z siedmiu miejsc w Sri Lance na Liście światowego dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego.

Skała to ogromna bryła magmy – pozostałość po dawno wygasłym i zapadniętym wulkanie. Położona na względnie płaskiej wyżynie jest widoczna z odległości wielu kilometrów.

Legenda

W drugiej połowie V wieku n.e. na Cejlonie panował król Dhatusen. Władca miał dwóch synów – Mogallana i Kassapę. Tron po ojcu miał objąć starszy Mogallan, ale (młodszy i z nieprawego łoża) Kassapa nie zamierzał ustąpić. W roku 473 dokonał przewrotu pałacowego, uwięził, a następnie zamordował ojca (podobno stary król został żywcem zakopany w ziemi, gdyż nie chciał wyjawić miejsca ukrycia swych skarbów), ale Mogallan mu się wymknął i na czele garstki zwolenników zbiegł do Indii.

Kassapa został królem, ale nie opuszczał go strach przed zemstą przyrodniego brata. Dlatego postanowił zbudować zamek na szczycie wybitnej skały położonej w centrum wyspy, w pobliżu jeziora Mineria. Ogromnym wysiłkiem wzniesiono na szczycie pałac i system fortyfikacji. Wykuto zbiorniki na wodę i spichlerze na żywność, by można było przetrzymać nawet kilkumiesięczne oblężenie. Jedyną drogę na szczyt stanowiły wąskie schodki wykute w skale.

Mogallan długo zbierał siły, ale wreszcie, w roku 491, a więc po osiemnastu latach panowania Kassapy, na czele wielkiej armii wylądował na wyspie i zaatakował. Kassapa przegrał walną bitwę i podobno popełnił samobójstwo podcinając sobie gardło własnym sztyletem[1] w obliczu przeważających sił wroga.

Sigirija dzisiaj

Do dnia dzisiejszego zachowały się jedynie fundamenty pałacu i umocnień, a na ścianach skalnych dobrze zachowane malowidła przedstawiające – jak się można domyślać – damy dworu lub nałożnice królewskie. Zrekonstruowano początkową partię schodów, które wychodzą spomiędzy dwóch kamiennych lwich łap. Dla wygody turystów zbudowano też wygodne schody na stalowej konstrukcji.

Przewodniki turystyczne zachęcają do oglądania resztek twierdzy i Górnego Pałacu, położonej w połowie wysokości galerii malowideł naściennych oraz – u podstawy skały – Dolnego Pałacu i umocnień oraz ogrodów pałacowych.

Oczywiście z polskiej Wikipedii – kastrowanej przez cenzurę katolicką nie dowiecie się, że to była świątynia Wiary Przyrody – trzeba niestety czytać wersję ANGIELSKĄ:

Sigiriya (Lion’s rock, Sinhalese) is a town with a large stone and ancient rock fortress and palace ruin in the central Matale District of Central Province, Sri Lanka, surrounded by the remains of an extensive network of gardens, reservoirs, and other structures. A popular tourist destination, Sigiriya is also renowned for its ancient paintings (frescos),[1] which are reminiscent of the Ajanta Caves of India. It is one of the eight World Heritage Sites of Sri Lanka.

Sigiriya may have been inhabited through prehistoric times. It was used as a rock-shelter mountain monastery from about the 5th century BC, with caves prepared and donated by devotees of the Buddhist Sangha. According to the chronicles as Mahavamsa the entire complex was built by King Kashyapa (477 – 495 CE), and after the king’s death, it was used as a Buddhist monastery until 14th century.

The Sigiri inscriptions were deciphered by the archaeologist Senarath Paranavithana in his renowned two-volume work, published by Cambridge, Sigiri Graffiti and also Story of Sigiriya.[2]

Location and geographical features

Sigiriya is located in the Matale District in the Central Province of Sri Lanka.[3][4] It is within the cultural triangle, which includes five of the eight world heritage sites in Sri Lanka.[5]

The Sigiriya rock is a hardened magma plug from an extinct and long-eroded volcano. It stands high above the surrounding plain, visible for miles in all directions. The rock rests on a steep mound that rises abruptly from the flat plain surrounding it. The rock itself rises approximately 370 m (1,214 ft) above sea level and is sheer on all sides, in many places overhanging the base. It is elliptical in plan and has a flat top that slopes gradually along the long axis of the ellipse.[6]

History

In 477 CE, prince Kashyapa seized the throne from King Dhatusena, following a coup assisted by Migara, the king’s nephew and army commander. Kashyapa, the king’s son by a non-royal consort, usurped the throne from the rightful heir, Moggallana, who fled to South India. Fearing an attack from Moggallana, Kashyapa moved the capital and his residence from the traditional capital of Anuradhapura to the more secure Sigiriya. During King Kashyapa’s reign (477 to 495), Sigiriya was developed into a complex city and fortress. Most of the elaborate constructions on the rock summit and around it, including defensive structures, palaces, and gardens, date back to this period.

Kashyapa was defeated in 495 by Moggallana, who moved the capital again to Anuradhapura. Sigiriya was then turned back into a Buddhist monastery, which lasted until the 13th or 14th century. After this period, no records are found on Sigiriya until the 16th and 17th centuries, when it was used as an outpost of the Kingdom of Kandy. When the kingdom ended, it was abandoned again.

The Mahavamsa, the ancient historical record of Sri Lanka, describes King Kashyapa as the son of King Dhatusena. Kashyapa murdered his father by walling him up alive and then usurping the throne which rightfully belonged to his brother Mogallana, Dhatusena’s son by the true queen. Mogallana fled to India to escape being assassinated by Kashyapa but vowed revenge. In India he raised an army with the intention of returning and retaking the throne of Sri Lanka which he considered to be rightfully his. Knowing the inevitable return of Mogallana, Kashyapa is said to have built his palace on the summit of Sigiriya as a fortress and pleasure palace. Mogallana finally arrived and declared war. During the battle Kashyapa’s armies abandoned him and he committed suicide by falling on his sword.

Chronicles and lore say that the battle-elephant on which Kashyapa was mounted changed course to take a strategic advantage, but the army misinterpreted the movement as the King having opted to retreat, prompting the army to abandon the king altogether. It is said that being too proud to surrender he took his dagger from his waistband, cut his throat, raised the dagger proudly, sheathed it, and fell dead. Moggallana returned the capital to Anuradapura, converting Sigiriya into a monastery complex.

Alternative stories have the primary builder of Sigiriya as King Dhatusena, with Kashyapa finishing the work in honour of his father. Still other stories have Kashyapa as a playboy king, with Sigiriya a pleasure palace. Even Kashyapa’s eventual fate is uncertain. In some versions he is assassinated by poison administered by a concubine; in others he cuts his own throat when isolated in his final battle.[7] Still further interpretations have the site as the work of a Buddhist community, with no military function at all. This site may have been important in the competition between the Mahayana and Theravada Buddhist traditions in ancient Sri Lanka.

The earliest evidence of human habitation at Sigiriya was found from the Aligala rock shelter to the east of Sigiriya rock, indicating that the area was occupied nearly five thousand years ago during the Mesolithic Period.

Buddhist monastic settlements were established in the western and northern slopes of the boulder-strewn hills surrounding the Sigiriya rock, during the 3rd century BC. Several rock shelters or caves were created during this period. These shelters were made under large boulders, with carved drip ledges around the cave mouths. Rock inscriptions are carved near the drip ledges on many of the shelters, recording the donation of the shelters to the Buddhist monastic order as residences. These were made within the period between the 3rd century BC and the 1st century CE.

Archaeological remains and features

In 1831 Major Jonathan Forbes of the 78th Highlanders of the British army, while returning on horseback from a trip to Pollonnuruwa, came across the „bush covered summit of Sigiriya”.[8] Sigiriya came to the attention of antiquarians and, later, archaeologists. Archaeological work at Sigiriya began on a small scale in the 1890s. H.C.P. Bell was the first archaeologist to conduct extensive research on Sigiriya. The Cultural Triangle Project, launched by the Government of Sri Lanka, focused its attention on Sigiriya in 1982. Archaeological work began on the entire city for the first time under this project. There was a sculpted lion’s head above the legs and paws flanking the entrance, but the head broke down many years ago.

Sigiriya consists of an ancient castle built by King Kasiappan during the 5th century. The Sigiriya site has the remains of an upper palace sited on the flat top of the rock, a mid-level terrace that includes the Lion Gate and the mirror wall with its frescoes, the lower palace that clings to the slopes below the rock, and the moats, walls, and gardens that extend for some hundreds of metres out from the base of the rock.

The site is both a palace and a fortress. Despite its age, the splendour of the palace still furnishes a stunning insight into the ingenuity and creativity of its builders. The upper palace on the top of the rock includes cisterns cut into the rock that still retain water. The moats and walls that surround the lower palace are still exquisitely beautiful.[9]

Site plan

Sigiriya is considered one of the most important urban planning sites of the first millennium, and the site plan is considered very elaborate and imaginative. The plan combined concepts of symmetry and asymmetry to intentionally interlock the man-made geometrical and natural forms of the surroundings. On the west side of the rock lies a park for the royals, laid out on a symmetrical plan; the park contains water-retaining structures, including sophisticated surface/subsurface hydraulic systems, some of which are working even today. The south contains a man-made reservoir; these were extensively used from the previous capital of the dry zone of Sri Lanka. Five gates were placed at entrances. The more elaborate western gate is thought to have been reserved for the royals.[10][11][12]

Frescoes

John Still in 1907 suggested, „The whole face of the hill appears to have been a gigantic picture gallery… the largest picture in the world perhaps”.[13] The paintings would have covered most of the western face of the rock, covering an area 140 metres long and 40 metres high. There are references in the graffiti to 500 ladies in these paintings. However, many more are lost forever, having been wiped out when the Palace once more became a monastery − so that they would not disturb meditation.[citation needed] Some more frescoes, different from the popular collection, can be seen elsewhere on the rock surface, for example on the surface of the location called the „Cobra Hood Cave”.

Although the frescoes are classified as in the Anuradhapura period, the painting style is considered unique;the line and style of application of the paintings differing from Anuradhapura paintings. The lines are painted in a form which enhances the sense of volume of the figures. The paint has been applied in sweeping strokes, using more pressure on one side, giving the effect of a deeper colour tone towards the edge. Other paintings of the Anuradhapura period contain similar approaches to painting, but do not have the sketchy lines of the Sigiriya style, having a distinct artists’ boundary line. The true identity of the ladies in these paintings still have not been confirmed. There are various ideas about their identity. Some believe that they are the wives of the king while some think that they are women taking part in religious observances. These pictures have a close resemblance to some of the paintings seen in the ajanta caves in India

The frescoes, depicting beautiful female figures in graceful contour or colour, point to the direction of the Kandy temple, sacred to the Sinhalese.

The Mirror Wall

Originally this wall was so well polished that the king could see himself whilst he walked alongside it. Made of a kind of porcelain, the wall is now partially covered with verses scribbled by visitors to the rock. Well preserved, the mirror wall has verses dating from the 8th century. People of all types wrote on the wall, on varying subjects such as love, irony, and experiences of all sorts. Further writing on the mirror wall has now been banned.

One such poem in Sinhala is:

The rough translation is: „I am Budal [the writer's name]. (I) Came with all my family to see Sigiriya. Since all the others wrote poems, I did not!” He has left an important record that Sigiriya was visited by people beginning a very long time ago. Its beauty and majestic appearance made people stand in awe of the technology and skills required to build such a place

The gardens

The Gardens of the Sigiriya city are one of the most important aspects of the site, as it is among the oldest landscaped gardens in the world. The gardens are divided into three distinct but linked forms: water gardens, cave and boulder gardens, and terraced gardens.

The water gardens

The water gardens can be seen in the central section of the western precinct. Three principal gardens are found here. The first garden consists of a plot surrounded by water. It is connected to the main precinct using four causeways, with gateways placed at the head of each causeway. This garden is built according to an ancient garden form known as char bagh, and is one of the oldest surviving models of this form.

The second contains two long, deep pools set on either side of the path. Two shallow, serpentine streams lead to these pools. Fountains made of circular limestone plates are placed here. Underground water conduits supply water to these fountains which are still functional, especially during the rainy season. Two large islands are located on either side of the second water garden. Summer palaces are built on the flattened surfaces of these islands. Two more islands are located farther to the north and the south. These islands are built in a manner similar to the island in the first water garden.

The third garden is situated on a higher level than the other two. It contains a large, octagonal pool with a raised podium on its northeast corner. The large brick and stone wall of the citadel is on the eastern edge of this garden.

The water gardens are built symmetrically on an east-west axis. They are connected with the outer moat on the west and the large artificial lake to the south of the Sigiriya rock. All the pools are also interlinked using an underground conduit network fed by the lake, and connected to the moats. A miniature water garden is located to the west of the first water garden, consisting of several small pools and watercourses. This recently discovered smaller garden appears to have been built after the Kashyapan period, possibly between the 10th and 13th centuries.

The boulder gardens

The boulder gardens consist of several large boulders linked by winding pathways. The gardens extend from the northern slopes to the southern slopes of the hills at the foot of Sigiriya rock. Most of these boulders had a building or pavilion upon them; there are cuttings that were used as footings for brick walls and beams.

The terraced gardens

The terraced gardens are formed from the natural hill at the base of the Sigiriya rock. A series of terraces rises from the pathways of the boulder garden to the staircases on the rock. These have been created by the construction of brick walls, and are located in a roughly concentric plan around the rock. The path through the terraced gardens is formed by a limestone staircase. From this staircase, there is a covered path on the side of the rock, leading to the uppermost terrace where the lion staircase is situated.

Sigiriya: The Magic Mountain

by Manik Sandrasagra

Swami Gauribala a.k.a German Swami

This paper is a free borrowing of ideas; from Ananda Coomarswamy and Rene Guenon as explained to me over several years (1971 to 1984) by the late Swami Gauribala also known as German Swami.

Swami Gauribala spent over 30 years studying Sihagiri, as he preferred to call it. At that time nobody was really interested, in what they called his ‚theories’. Ever since Sihagiri was made a world heritage site, I have often been approached for Swami’s diaries and notebooks.

Not wanting to pander to the vanity of academics and researchers seeking fame, recognition and honour through their publications, I have on purpose withheld these valuable handwritten notebooks from public scrutiny.

Sacred is secret and Sihagiri does not need the patronage of academics or expensive publications for its continuity as a centre of initiation transcending the three worlds. As Swami once wrote to me, „The age-old mysteries and initiatic centres are still working and fully alive; the Guru-Shishya-Parampara still works inspite of all the corruptions and distortions of the anti-tradition”.

Saving Sihagiri for posterity and examining the few clues that it may occasionally throw up may mean work for archaeologists and researchers for several years, however unless they understand what they are dealing with, they will remain ignorant as to its essence and function. To them Sihagiri will remain a spectacular monument.

This article carries extracts from Swami Gauribala’s note-books. Swami wrote nothing original, everything quoted is either from Guenon, Coomaraswamy or some other sacred text..

„A son of two mothers,
he attains to kingship in his
discovery of knowledge,
he moves on the summit,
he dwells in his high foundation”.
– Rig Veda 1: 10: 2

Click to visit Sigiriya.org
Pabbata-raja made the mountain or rock his centre of ritual worship. The mountain at Mihintale, known in pre-Buddhist times as Missaka pabbata, and the rock at Sigiriya (above) were two of the main centres where pabbata-raja kings held their festivals, involving both rain-making and fertility.

The centre or fixed point is known symbolically to all traditional people everywhere as the ‚pole’ or ‚axis’ around which the world rotates. This idea has been depicted as a wheel in the Celtic, Chaldeon and Hindu traditions. The true significance of symbols like the Cross and the Swastika, seen worldwide from the far-east to the far-west is that they are intrinsically the ‚Sign of the Pole’.

Centres rose in ancient times as a result of a science called sacred or sacerdotal geography through which precise laws determined the position of cities and temples. Between the foundation of a town and the development of a doctrine, or a new form of tradition arising through adaptation to conditions defined by the time and place, there was a certain relationship which resulted in the construction of the town symbolising the unfolding of the doctrine.

Naturally, the most meticulous precautions were taken when selecting the site of a town destined to become the metropolis or centre for a specified area of the world, so that the names of such towns merit careful study, as do the reported circumstances of their founding. Such centres existed in pre-Hellenic Crete, and it seems that there were several in Egypt, probably founded in successive epochs, like Memphis and Thebes.

The corresponding testimony of all traditions worldwide is that an archetypal ‚Holy Land’ does exist; that it is the prototype for all other ‚Holy Lands’, the spiritual centre to which all others are subordinate. The ‚Holy Land’ is also the ‚Land of the Saints’, the ‚Land of the Blessed’, the ‚Land of the Living’, and the ‚Land of Immortality’.

The ‚Holy Land’ in the present age, it is believed is defended by guardians who keep it hidden from profane view, while ensuring nevertheless a certain exterior communication, which to all intents and purposes is inaccessible and invisible to all except those possessing the necessary qualifications for entry.

Limestone Staircase The paradisical gardenSimilar traditions concerning the earthly paradise are also well known, although little mentioned in public. In Islamic esotericism the ‚green island’ (el jezirah el-Khadrah) and the ‚white mountain’ (el jbabal el abiod) are well known. In the American traditions, ‚Aztlan’ is symbolised by a white mountain, while in India, the ‚white isle’ (shweta dweepa) is regarded as the ‚Abode of the Blessed’, a name easily identifiable as the ‚Land of the Living’.

The Celtic tradition describes a ‚green isle’ as being the ‚Isle of Saints’ or ‚Isle of the Blessed’, in which at the centre stands the ‚White Mountain’, with its summit purple, never submerged by any flood1. This ‚Mountain of the Sun’ as it is also called, is the equivalent of Meru, also entitled ‚White Mountain’. Meru is said to be encircled by a green belt, by the fact of it being situated in the middle of an ocean, and a triangle of light radiates at its peak.

Cosmas writing about Lanka from the reports of Sopater in 550 AD states as follows:

„The temples are numerous, and one in particular, situated on an eminence, is the great hyacinth2,as large as a pine-cone, the colour of fire, and flashing from a distance, especially when catching the beams of the sun – a matchless sight”.

„There are two Kings ruling at opposite ends of the island, one of whom possesses the hyacinth and the other the district, in which are the port and the emporium”.

The Hyacinth

Cosmas, and with the Chinese Hiuen Tsang, in the following century, a story emerges of a priceless red ruby which was fixed on the top of a pagoda in Central Lanka.

Hayton had also heard of the great red ruby: „The king of Celan hath the largest ruby in existence. When his coronation takes place this ruby is placed in his hand and he goes round the city on horse back holding it in his hand, and thenceforth all recognise and obey him as their king.”

Odoric too speaks of the great ruby and Kublai Khan’s endeavours to get it.

Ibn saw it in the possession of Ariya Chakravarti, a Tamil Chief ruling at Patlam.

Friar Jordanus speaks of two great rubies belonging to the King of Sylen, each so large that when grasped in the hand it projected a finger’s breadth at either side.

The fame, at least of these survived to the 16th Century for Andrea Corsali (1515) says: „They tell that the king of the island possesses two rubies of colour so brilliant and vivid that they look like the flame of fire.”

Sir Emerson Tennant, on the subject, quotes from a Chinese work a statement that early in the 14th Century the Emperor sent an officer to Ceylon to purchase a carbuncle of unusual lustre. This was fitted as a ball to the Emperor’s cap; it was upwards of an ounce in weight and cost 100,000 strings of cash. Everytime a great levee was held at night the red lustre filled the palace, and hence it was designated the red palace illuminator.”3

The other references to this spectacular ruby are those in the Travels of Sindbad the Sailor from the Arab epic work, Tales of Arabian Nights as well as the Travels of Marco Polo.

In and around 400AD Sihagiri was the centre of Sri Lankan culture and Kassapa was the king whose temple – palace was Sihagiri. Was then a red ruby on the summit of Sihagiri and was it a part of Kassapa’s regalia ?

The colour red represents the sun and all war gods. It is the masculine, active principle; fire, the sun, royalty, love, joy, festivity, passion, ardour, energy, ferocity, sexual excitement and blood lust. Also, according to Albertus Magnus (ca 1200-1280) stones such as the Hyacinth has the special power to disperse poison in air and vapour.

There are also other symbols in ancient traditions which represent the ‚centre of the world’, one of the most remarkable and widely spread of which is that of Omphalos. In Greek the word signifies ‚umbilical’, which in a general sense describes everything that is central, and in particular the hub of a wheel. The Sanskrit ‚nabhi’ has the same connotations as do various words in the Germanic and Celtic languages derived from the same root, found in the forms ‚nab’ and ‚nav’.

Paradise

The Terrestrial Paradise possessed other names as well. It was called ‚Paradesha’ which in Sanskrit means the ‚Supreme Country’ which applies well to the spiritual centre par excellence, also called the ‚Heart of the World’. It is from this word that the Chaldeons formed ‚Pardes’ and westerners ‚Paradise’. The Persian Alborj and Monsalvat of the Western Grail legend, the Arab mountain Qaf and the Greek Olympus all have the same meaning.

It can be clearly seen from the above that the idea of a spiritual centre – an island containing a ‚sacred mountain’ which is also the axis mundi between heaven and earth is found in all traditions. For a while such a locality may have a tangible existence (even though not all ‚holy lands’ were islands) however, there is also a symbolic meaning.

Historical facts, especially those pertaining to sacred history, translate in their own ways truths of a higher order owing to the law of correspondence which is the foundation of symbolism, and which unites all the words in total and universal harmony.

Considering the above, let us turn to Sihagiri and Lanka. Was Sihagiri designed as a city or could it have been much more ? Should not the origin myths of Lanka be considered when interpreting such important sites? Is it possible to understand the mind of spiritual man from our own materialistic perspective? Is it not better to leave things as they are without destroying the evidence? At present excavations are taking place without any clear basis, turning a vital part of our heritage into a giant western style ‚theme park’.

Lanka

The very name Lanka means ‚resplendent isle’ and in myth and legend and according to the oral tradition, it is ‚Dhammadeepa’ the ‚isle of the blessed’, where truth reigns. Every name given to Lanka has also a similar quality. Lakdiva, Serendib, Pomparippuwa, Ranbima, Tambapani, Sinhale, Eelam, Ceylon all suggest the same quality. We therefore live in a land that has been considered blessed from time immemorial.

In the centre of Lanka, like its heart stands a massive rock monolith first called Sihagiri and later Sigiriya. The original name can be loosely translated as ‚Remembrance Rock’ and the latter as ‚Lion Rock’. Around this rock, there are fourth century A.D. remnants of perhaps the most magnificent buildings Lanka can boast of.

AIthough now declared a ‚World Heritage Site’, the written history of Lanka hardly describes the place. Even the name is only mentioned in four places in the Culavamsa, yet this is perhaps the most extensive edifice in Lanka. It is not impossible that the whole history of Sihagiri would have been different if a layman and not a Buddhist monk had been the author of the Culavamsa, a written history of Lanka.

This is the observation made by Wilhelm Geiger, the translator in his introduction to Part I of the Culavamsa. Continuing, Geiger stated that „Not what is said but what is unsaid is the besetting difficulty of Sinhalese history”. May I add that to a tantric siddha like Swami Gauribala, who understood the Mahayana doctrines very well, Sihagiri made complete sense, based on its design and context.

Was Sihagiri a symbol of the cosmos with seven levels representing the seven heavens of the planets? Was it a junction between heaven, earth and hell through which the axis mundi passes? Through contending viewpoints and perspectives in the oral and written history of Lanka a conflict emerged between orthodoxy and heterodox in relation to traditional kingship, where the ideal was divinity and the King was also its High Priest. This sense of divinity was linked to the idea of the King becoming Varuna, one of the ancient Indian gods.

Varuna

„As god of living waters, fertility and justice, and as a great king, Varuna belongs almost entirely to a settled order of things, to a city state and peasant culture of immemorial antiquity.

On the dark chthonic side of things, with its seasonal festivals, ritual eroticism, and possibly human sacrifice, the whole complex of ideas connected with Varuna and Aditi, Gandharvas and Apsaraas, etc. points backward to a great culture evolved with the beginnings of agriculture, and flourishing from the Mediterranean to the Indus, rather than to the priestly invention of later warlike peoples, such as the Persian or Indian Aryans. Varuna and Aditi in many respects suggest Tammuz and Ishthar.

The ideal of Kingship embodied in the original conception of Varuna may be said to have persisted in Indian culture up to the present day; it is very evident in the person of Rama. (Varuna changing into Prajapati, Purusa or Brahman, and Narayana or Vishnu. In the same way a succession of designations of the Great Mother and Earth Goddess can be recognised in Aditi, Ida, Dhisana, Prakrti, Vak and Laksmi and Bhumi Devi.) The ideal king is a Dharmaraja, an incarnation of justice, and the fertility and prosperity of the country depend upon the King’s virtue; the direct connection between justice and rainfall here involved is highly significant.

Most prominent in the personality of Varuna are his connection with the celestial (upper) waters, and with holy order (rta) physical and moral; his kingship and justice, and the fetters (pasa) with which he binds the sinner and controls the waters.

The description of Varuna in the Vishnudharmottara, III.52, though late, is not without interest and significance. He rides in a chariot drawn by seven hamsas, said to represent the Seven Seas, he has an umbrella of dominion, and is supported by a makara. He has somewhat of a hanging belly (a paunch (udara) for treasure); he is four-handed (a post-Vedic development), holding the lotus and fetter (pasa) in his right hands, conch and jewel-vessel (ratna-patra) in the left. His wife is Gauri (in the Ramayana, Gauri or Varuni), holding a blue lotus is her left hand. Attendants are Ganga on the right, holding a lotus and standing on a makara, and Yamuna on the left, holding a blue lotus and standing on a tortoise, said to represent time (kala).

It will be seen that Varuna’s original character as a great king, dispenser of justice and punisher of sin, lord of rivers and increase, is well preserved, and that the concrete symbolism is consistently and satisfactorily explained.”4

Sihagiri legend

(The history of Kassapa 1, who is associated with the Sihagiri legend is told in Chapters 38 and 39 of the Mahavamsa (Chulavamsa I and II).

Kassapa, brought up under Mahayana influence (Madhyamika and Prajnaparamita – Nagarjuna Ariya- deva: Bienlu, 13) dreams to become a cakravartin and rule from the central Mount Kailasa. He sacrifices his father for the sake of his ideal and tries to realise his dream by building the temple-palace at Sihagiri. By sacrificing Dhatusena he takes revenge for the killing of his guru by his father. Kassapa thus.

Kataragama

Let us digress for a moment to study Kataragama in southern Lanka. Here an unseen King represented by the colour red, rules from a royal palace with 505 courtiers in attendance following rituals instituted over 2000 years ago. Here lies the secret of traditional kingship where ‚nobody’ was King and everybody equal. Fertility and continuity was the only reality. The visible King follows the divine original. As to what the divine design may be, it is left in the hands of the purohita, the royal priest.

In Lankan history in around the fourth century A.D., a conflict arose between King Dhatusena and his first-born son Kassapa. Dhatusena’s ideal of kingship differed from that of Kassapa. Kassapa followed the old path of ‚the tortoise’ as symbolised in Kataragama, while Dhatusena was an adherent of a city culture based in Anuradhapura. Power was based on water and its use. The Kala Wewa was Dhatusena’s ‚Gam Udawa’ and he paid a price for his reckless innovation.

Their conflict is a story of opposing viewpoints on what constitutes kingship, with Brahmins, Shamans and Priests on both sides fighting over definitions and ideals. Sihagiri was never the capital of Śrī Lanka. It was however, the symbol of Lankan kingship, with bringing rain in time being one of its main functions. It is also a mandala, wherein an ascent up to the summit was itself a ritual of purification. It was also the centre in which the ‚Lion Race’ preserved its temperament. Masada in Israel is an interesting parallel.

When our own researchers have eyes to see and ears to hear, perhaps then and only then will Sihagiri reveal itself once more. Until then, what is truly sacred will remain a secret, academics and researchers notwithstanding with perhaps the exception of Raja de Silva, a former Commissioner of Archaeology.

We conclude by quoting the New Testament. Consider and compare the story of Kassapa with Galatians IV 22-31.

„The two sons of Abraham: the one by a bondmaid, born after the flesh (like Moggalana),

The other born by a freewoman, born after the Spirit (like Kassapa). But as then, he that was born after the flesh persecuted him that was born after the Spirit, even so it is now.

But if ye be led by the Spirit, ye are not under the Law”.

  1. Central Lanka has never been under water.
  2. Hyacinth (European): Prudence: peace of mind; heavenly aspiration. The blood of Hyacinthus, from which the hyacinth sprang when he was killed accidentally by Apollo, symbolizes vegetation scorched by the heat of the summer sun; but the flower springing from the blood represents resurrection in spring. Also the emblem of Cronos. (from An Illustrated Encyclopaedia of Traditional Symbols – J.C.Cooper – Thames and Hudson). The Hyacinth has also been identified as a Ruby by Richard W. Hughes (1996) in ‚Ruby & Sapphire’
  3. IB IV, 174-175; Cathay p clxxvii; Hayton ch vi; Jord p 30; Ramus 1 180: Ceylon 1 – 568)
  4. Yaksas ll p26 (1928) Coomaraswamy „appears in a different light”, as a Priest-King or bodhisattva, enthroned on Mount Kailasa, the centre of the Holy Land, as the builder of the „most magnificent building of which Ceylon can boast”, as one of the greatest Kings of Lanka.

Palace in the sky or Mahayana Mandala?

Sigiriya and its Significance by Raja de Silva
[Bibliotheque (Pvt) Ltd. Sri Lanka] Rs. 3,000

Sigiriya maidens
Tara is a goddess who was worshipped by Mahayana Buddhists in Sri Lanka. The divine females at Sigiriya are splendidly adorned with jewellary, bracelets, necklaces, tiaras, diadems, chaplets of flowers and are of three complexions red, yellow and green. The goddess Tara too has numerous manifestations in regal splendor and may be of red, yellow, green, blue or white complexion.
Sigiriya maidens

by Tissa Devendra

It is rare pleasure to come across a book produced in Sri Lanka whose superb format and high quality illustrations are only surpassed by the richness of its contents. Raja de Silva has been one of our most distinguished Archaeological Commissioners who has, over and above the call of duty, devoted a lifetime of study to that most magnificent monument of Sinhala civilization – Sigiriya. His greatest contribution to Sigiriya, Sri Lanka’s cultural heritage and posterity was his meticulous restoration of the wonderful frescoes which had been brutally vandalised over forty years ago. This volume, his magnum opus, is the distillation of his painstaking research. He argues, with convincing cogency, that the traditional acceptance of this architectural wonder as the palace of Kassapa I, oft- damned as the „parricide king”, is based on the shifting sands of biassed chronicles, unsupportable theories and romantic imagination.

The author’s argument is simply stated. Sigiriya was not Kassapa’s palace and pleasure garden. Neither was it a fortress nor was it ever the capital city of Sri Lanka. What this site encompasses is a vast Buddhist monastic complex, embracing both Theravada and Mahayana practices, and spanning many centuries -long before and long after Kassapa’s reign. De Silva’s conclusions are based on an impressive analysis of data drawn from many disciplines – epigraphy, literature, meteorology, Buddhist philosophy, iconography, art history, chemistry and, above all, over a century of scientific excavation by the Archaeological Department. No other study has ever drawn on such a rich lode of material and few, if any, have been able to match de Silva’s great erudition, practical experience and his „magnificent obsession” with the subject of Sigiriya and its significance.

Significant Findings

Some of his most significant conclusions are disarming in their simplicity. No remains of tiles, rafters or post- holes [for pillars] have ever been discovered on Sigiriya’s summit. Furthermore, from a study of monsoon patterns and wind velocity, buttressed by H. C. P. Bell’s excavation reports, he draws two conclusions. The first is that Kassapa’s eighteen year reign would have given him only six months per year during which any construction work was possible on the summit. In this brief ‘window of time’ it was logistically impossible for Kassapa to marshall the men and materials, apart from an ‘army’ of superb artists clinging to precarious perches, to build a ‘palace in the clouds’. De Silva argues, most convincingly, that the summit was a complex of ‘kutis’ [cells] where Buddhist monks lived in meditation and contemplation, far above the hustle and bustle of mundane life. The ‘asanas’ were seats for meditation, discourses and doctrinal disputation. The paved walkways were for meditative perambulation, a feature unique to the Buddhist monastic tradition. The ponds and gardens were designed for contemplation, a Mahayana concept now widely known because of the rock and sand garden of the wonderful Zen temple in Kyoto. A stupa on the summit, to which little attention has been paid, completes the monastery complex. No other monastic site in this country seems more appropriate for seeking the ‘divine emptiness’ of Nirvana or reincarnation as a Bodhisattva, in the Mahayana tradition.

The author’s disarmingly simple explanation for the lack of evidence of permanent roofs on the summit further buttresses his contention that this was a monastery and no palace. He argues that the roofs of the kutis’ [monks cells] were thatched in cadjan – the only type of roof readily renewable after the battering of monsoons. Furthermore, this would place these cells firmly in the Buddhist tradition of ‘pannasalas’ [leaf huts] as dwellings of monks. Interestingly enough, the plausibility of de Silva’s conclusion is now backed up by a parallel from another continent, another hemisphere and another century. In 1450 or so the Incas of Peru built the mountain city of Machu Picchu 1,500 feet high up in the Andes. It has been described in terms that apply equally to Sigiriya. „The Cyclopean size of its stone blocks and the masterful way they were fitted together seem like an unbelievable dream”. Scholars agree that while the stone walls remain intact no ruins of any roofs remain because they were thatch – easily renewable after the fierce gales that sweep the Andes!

History and the Culavamsa

Central to the author’s thesis is the archaeological evidence he adduces to establish that Sigiriya and its environs were the location of monastic establishments from before Kassapa’s reign until the 12th century. For much of this period it was the abode of monks who were followers of the Abhayagiri Vihara which was the fount of Mahayana doctrines in Sri Lanka. It is for this reason that the author is, rather too harshly, critical of the Culavamsa account of Kassapa’s reign atop Sigiriya. By the 12th century, when Ven. Dhammakitti wrote this chronicle Mahayana worship had long been wiped out and the Theravada orthodoxy of Mahavihara had regained the supremacy it yet enjoys.

It was only natural for a Mahavihara writer to look at the past from that particular perspective. I, for one, cannot believe that Ven. Dhammakitti fantasised or wrote of Kassapa with malice aforethought. History, after all, is the victor’s version. If the battle of Waterloo was won by Napoleon his scholars would have written a very different history of Europe from that which we studied. As such, one cannot expect a Mahavihara monk to be scientific and objective about a perceived patron of a ‘heretical’ establishment.

Mahayana and Tara Devi

De Silva has opened a much needed window into the wide spread, vitality and monumental contribution of Mahayana to Sri Lanka’s cultural history. This ‘secret history’, which has left its magnificent sculptures ranging from Weligama to Buduruwegala and even Aukana, needs both deep study and popular discourse to achieve acceptance as an integral component of our history. The greatest Mahayana monument in Sri Lanka, according to the writer’s almost watertight interpretation, is Sigiriya. The entire complex has been conceived as one integrated whole – a Mahayana ‘mandala’ a symbolic diagram of the meditative process to attain Bodhisattva-hood. The way to the summit leads through gardens, ambulatory paths, ponds and fountains – all objects of contemplation — which are surrounded by scattered monastic cells and caves. The Lion Stairway, according to Buddhist iconography, was „to remind the devotee whose of the Buddha whose voice was like that of a roaring lion [Mahasihanada] enunciating the Truth”.

The lion also symbolises Tara the female Bodhisattva of Mahayana Buddhism to whose adoration the incomparable frescoes are dedicated. Every single figure exemplifies a different aspect of Tara. This repetition of the object of ‘worship’ is characteristic of a Mahayana technique of meditation and is most famously seen in the Tun Huang ‘Cave of a Thousand Buddhas’. Sadly, a thousand cruel monsoons have lost us a place in the sun for Sigiriya as the „Mountain of a Thousand Taras”. But thanks to Raja de Silva we now see the wondrous Tara, once again, in her true aspect as Bodhisattva. I dare say no more about the frescoes, or Sigiriya, – the author has said it all with great erudition and fine sensitivity.

Postscript

Raja de Silva’s „Sigiriya and its Significance” was formally launched, with singular felicity, at Hotel Sigiriya on Saturday 26 October. The hotel management had generously hosted an interesting mix of people to the occasion – journalists, artists, dilettante scholars, bird-watchers and even a swami [of sorts]. We sat facing the western face of Sigiriya rose-hued and mysterious in the rays of the setting sun. Raja de Silva modestly sketched out his theory and adroitly fielded a variety of questions ranging from his doubts about the Culavamsa ‘history’, the vital statistics of the frescoed ladies and the libidinous nature of Tantrayana practices. Raja put in a bravura performance and, what is most important, threw out a challenge to our historians, archaeologists and scholars to engage in an open discussion of his thesis, which they have never commented on in spite of its earlier publication in scholarly journals. We look forward to a battle of minds.

In concluding this review I quote from two poems that encapsulate Sigiriya’s enduring romance and mystery. The first is Verse 261 of the Graffiti [trans. Reynolds]

Who is not happy when he sees
Those rosy palms, rounded shoulders
Gold necklaces, copper-hued lips
And long long eyes.

The next is from the great Chilean poet Pablo Neruda [who spent some years in ‘Ceylon’] writing of Machu Picchu in phrases redolent of Sigiriya:

Tall city of stepped stone
High reef of the human dawn…
The fallen kingdom survives us all this while.

więcej na http://sigiriya.org/

Polonnaruwa

- zabytkowe miasto w Sri Lance. Po zniszczeniu Anuradhapury w 993 n.e. przez władcę hinduskiego Rajaraja Chola I dotychczasowa okresowa rezydencja królewska została przekształcona w stolicę. Zbudowano obiekty religii hinduistycznej, w tym świątynię boga Sziwy. Odzyskanie Cejlonu przez króla Vikkamabahu (znanego też jako Kassapa VI) nie tylko nie pozbawiło Polonnaruwy funkcji stołecznych, ale została ona zabudowana dodatkowo świątyniami buddyjskimi, z których najważniejsza była Hatadage (Świątynia Zęba Buddy). Największy rozkwit osiągnęła Polonnaruwa w okresie panowania króla Parâkramabâhu I Wielkiego w latach 1153-1186. Stworzył on otoczone potrójnym murem bajkowe miasto-ogród, w którym pałace i świątynie były wtopione w krajobraz. Z okresu jego panowania pochodzi także Lankatilaka, potężna ceglana budowla z zachowanym wielkim posągiem Buddy oraz Gal Vihara, klasztor z zespołem wielkich rzeźb skalnych. Jeden z jego następców, król Nissanka Malla, zbudował jeszcze jedną imponującą budowlę – Rankot Vihara, jest to stupa o średnicy 175 m i o wysokości 55 m. W późniejszym okresie miasto było często najeżdżane przez sąsiadów, funkcję stolicy pełniło jeszcze okresowo w XIII wieku.

Ważniejsze zabytki

  • Ruiny pałacu królewskiego
    • właściwy pałac o wymiarach 13 na 31 metrów o ścianach grubości 3 metrów;
    • sala audiencyjna (sala posiedzeń Rady Królewskiej);
    • basen;

  • Zespół świątyń, tzw. czworokąt świątynny
    • Vatadage, „Okrągła Świątynia” o średnicy około 18 m, z czterema wejściami i umieszczoną centralnie małą stupą mieszczącą cztery posągi siedzącego Buddy;
    • Hatadage, świątynia, w której przechowywano relikwię zęba Buddy;
    • Thuparama, najlepiej zachowana świątynia w Polonnaruwie, z ceglanym dachem;
    • Latha Mandapaya, mała stupa otoczona kamiennymi kolumnami i obwiedziona wyciętą z kamienia balustradą naśladującą drewno;
    • Gal Pota, czyli „kamienna książka”, blok kamienny z inskrypcjami;
    • Satmahal Prasada, sześciopoziomowa budowla w kształcie pagody;
  • Lankatilaka, potężna ceglana budowla z zachowanym wielkim posągiem Buddy;
  • Gal Vihara, świątynia skalna, zespół czterech rzeźb w ścianie skalnej wyobrażających Buddę;
  • Rankot Vihara, monumentalna stupa o średnicy 175 m i o wysokości 55 m.

Polonnaruwa ( Tamil – பொலநறுவை or புளத்தி நகரம் as called by Cholas) is a town. It’s the main town of Polonnaruwa District in the North Central Province, Sri Lanka. Kaduruwela area is the Polonnaruwa New Town and the other part of Polonnaruwa, remains as the royal ancient city of polonnaru kingdom.

The second most ancient of Sri Lanka’s kingdoms, Polonnaruwa was first declared the capital city by King Vijayabahu I, who defeated the Chola invaders in 1070 to reunite the country once more under a local leader.

History

While Vijayabahu’s victory and shifting of kingdoms to the more strategic Polonnaruwa is considered significant, the real „Hero of Polonnaruwa” of the history books is actually his grandson, Parakramabahu I. It was his reign that is considered the Golden Age of Polonnaruwa, when trade and agriculture flourished under the patronage of the king, who was so adamant that no drop of water falling from the heavens was to be wasted, and each was to be used toward the development of the land; hence, irrigation systems that are far superior to those of the Anuradhapura Age were constructed during Parakramabahu’s reign, systems which to this day supply the water necessary for paddy cultivation during the scorching dry season in the east of the country. The greatest of these systems, is the Parakrama Samudraya or the Sea of Parakrama. It is of such a width that it is impossible to stand upon one shore and view the other side, and it encircles the main city like a ribbon, being both a moat against intruders and the lifeline of the people in times of peace. The Kingdom of Polonnaruwa was completely self-sufficient during King Parakramabahu’s reign.

With the exception of his immediate successor, Nissankamalla I, all other monarchs of Polonnaruwa were slightly weak-willed and rather prone to picking fights within their own court.

They also went on to form more intimate matrimonial alliances with stronger South Indian kingdoms, until these matrimonial links superseded the local royal lineage and gave rise to the Kalinga invasion by King Kalinga Magha in 1214 and the eventual passing of power into the hands of a Pandyan King following the Arya Chakrawarthi invasion of Sri Lanka in 1284. The capital was then moved to Dambadeniya.

The city of Polonnaruwa was also called Jananathamangalam during the short Chola reign.

Present day

Today the ancient city of Polonnaruwa remains one of the best planned archaeological relic sites in the country, standing testimony to the discipline and greatness of the Kingdom’s first rulers. Its beauty was also used as a backdrop to filmed scenes for the Duran Duran music video Save a Prayer in 1982. The ancient city of Polonnaruwa has been declared a World Heritage site by UNESCO.

Near the ancient city, there is a small town with several hotels (especially for tourists) and some glossy shops, and places to fulfill day-to-day needs. There are government institutions in a newly built area called “new town,” about 6 km away from the town and the main road. The largest school in the district, Polonnaruwa Royal Central College is situated at new town.

Polonnaruwa is the second largest city in North Central Province, but it is known as one of the cleanest and more beautiful cities in the country. The green environment, amazing ancient constructions, Parakrama Samudraya (a huge lake built in 1200), and attractive tourist hotels and hospitable people, attract tourists.

Climate

One recent scientific observation is that of its climate changes: historically, Polonnaruwa had a tropical climate most of the year, although it was occasionally chilly in December and January. But in recent years the rain and chilliness has been increased noticeably. Although this is surprising to some people, it is more enjoyable for tourists. However, there is a setback, as paddy field farmers can suffer when there is too much rain.

(Powiększ) – te motywy wyraźnie nawiązują zwierzęcych i roślinnych motywów znanych ze złotych wyrobów scytyjskich

Kilka obrazów przyrody z Siel-Lanki

zachód

kwiaty

Typowe drzewa owocowe na Siel-Lance

Roślinność wodna – nie tylko lotosy

Czasami prawdziwa wodna dżungla

Ale lotosy także

W parku

Pęd jadalnej paproci – jadalny tylko gdy zwinięty w pąk

Zbiór herbaty na wyżynach – więcej o herbacie przy okazji kiedy napiszemy o owocach i jedzeniu- w dziale Kuchnia Królestwa SIS

Na koniec banalnie ale pięknie

Bo dalej były już bardzo piękne sjeliańskie Małe Dewy (Divy) czyli Malediwy – czyli dalszy ciąg SielLanki, jeszcze bardziej banalny niż kwiat powyżej

Z jednym wyjątkiem – tutaj,  a Małych Dewach, też słyszeli o Euro 2012

Do przyrody, roślinności, jedzenia i innych spraw związanych ze wspólnotą języka phali , sanskrytu i polskiego oraz w ogóle języków słowiańskich jeszcze wrócimy – widać że jest o czym pisać i mówić – chociażby dzięki dobrze znanemu nam w Polsce słowu Sielanka, które – możemy zapewnić solennie wszelkich sceptyków – nie wzięło się jako „pożyczka etymologiczna” z Niemiec, Grecji, Rzymu, Persji ani nie jest pożyczką polską z japońskiego.

Male (female) devy

Święta Skała Kriwdy-Sądzy (Krzywy Sąd) Aleksandrowice pod Morawicą


W Aleksandrowicach pod Krakowem obok miejscowości Morawica gdzie stał Zamek Tęczyńskich znajduje się zagadkowa skała wapienna wznosząca się wysoko ponad rozległą bajeczną doliną. Z tą skałą zwaną Krzywy Sąd jak i z Zamkiem Morawickim który zapadł się pod ziemię wiąże się pewne podanie, które tu przytaczamy za Wikipedią:

„Zamek, już w 1408 roku uważany za bardzo stary, znajdował się szczycie wzgórza dominującego nad okolicą, na miejscu dzisiejszego kościoła św. Bartłomieja w Morawicy, wzniesionego w obecnej formie w XVIII wieku, oraz dzisiejszej plebanii i dzwonnicy. W średniowieczu należał do rodu Toporczyków (Toporów), pieczętujących się herbem Topór, protoplastów rodziny Tęczyńskich; Toporczykowie rezydowali tu już na przełomie XII i XIII wieku. Później zamek znajdował się w rękach Tęczyńskich i stanowił pierwotną siedzibę ich rodu; w XIV wieku przenieśli ją oni do zamku Tenczyn, którego budowę rozpoczął w 1319 roku kasztelan krakowski Jan Nawój z Morawicy…

(…)

…Z zamkiem w Morawicy wiąże się podanie ludowe o jaskini pełnej skarbów odkrytej przez jednego z panów zamku, komesa Mateusza Tęczyńskiego, i o skale Krzywy Sąd, usytuowanej na wzgórzu w sąsiedniej miejscowości Aleksandrowice, nazwanej tak na pamiątkę niesprawiedliwego wyroku skazującego na śmierć giermka, który przypadkiem poznał tajemnicę położenia pieczary. Według tej legendy zamek popadł w ruinę po śmierci Mateusza Tęczyńskiego, dręczonego przez wyrzuty sumienia i ukąszonego przez żmiję; później ruiny zostały darowane przez Tęczyńskich kościołowi[2]…”

A oto opowieść o Krzywym Sądzie Użytkownika Aleksandrowice z facebook

Jest ona co prawda tylko rozwinięciem podania, które zamieszczono na tablicy informacyjnej przy skale ale za to jest o wiele ładniejsze niż tamten tekst – napisany i umieszczony za pieniądze UE przez urzędasów III RP:

Oto on:

Legenda o Krzywym Sądzie
utworzona przez użytkownika Aleksandrowice w dniu 12 lutego 2011 o 11:23 ·

Na zachód od Krakowa usadowiła się rozległa, bogata wieś Morawica, której początki giną w niepamięci dziejów.  Ziemia tu żyzna i rodna, a kamienia dość, gdyż wśród pól i lasów sterczą – jak i wszędzie w okolicy- skałki – ostańce, szare i białawe, wapienne, porosłe mchem, a w szczelinach karłowatą brzozą i sosną. Pod ostańcami znajdują się jamy, jaskinie i groty, które dziś jeszcze dają schronienie leśnym zwierzętom, dawniej zaś były mieszkaniem ludzi. Zamek w Morawicy, ongiś piękny, wspaniały, wzniesionych przez możnych panów pieczętujących się herbem Topór, usytuowany na wzgórzu, popadł czasem w ruinę. Na jego gruzach zbudowano obszerny murowany kościół. W czasach gdy zamkiem władał komes Mateusz z możnego rodu Tęczyńskich,  był on potężną, niezdobytą warownią. Pewnego ranka  Mateusz, pan na Morawicy, polował w okolicznych lasach w otoczeniu przyjaciół, dworu i służby. W pościgu za zwierzem- żarłocznym rosomakiem- wysforował się przed wszystkich, a gdy zwierz dopadł lasu, Mateusz zeskoczył z konia, wodze rzucił w ręce przybocznego giermka, a sam z włócznią w ręku podążył w  gąszcz leśny. Zapamiętale piął się w górę, nie bacząc na przeszkody: powalone pnie, cierniste krzewy, śliskie omszałe głazy, ościste konary drzew. Pod szczytem góry rosomak skrył się w obszernej pieczarze. Rycerz wpadł za nim śmiało i zabił zwierza. Wychodząc, dojrzał w blaskach zachodzącego słońca, którego promień wpadł był właśnie do mrocznej pieczary, że w głębi znajdują się okute żelazne drzwi, a w nich tkwi w zamku ogromnych rozmiarów klucz. Mateusz z niezmiernym trudem przekręcił klucz w zamku a gdy drzwi ze zgrzytem ustąpiły, w oczy komesa uderzył blask tak silny, jak blask słońca- w pieczarze odkrył skarb- nieprzebrane stosy złota. Gdy stał olśniony widokiem, nagle blask złota przygasł, rycerz obejrzał się i zobaczył swego giermka, którego opiece powierzył konia… W sercu pana na Morawicy zrodził się gniew, obawa, podejrzliwość… Nie był już jedynym posiadaczem tajemnicy odkrytego skarbu…

W ponurym milczeniu schodził w dół, giermek niósł upolowanego rosomaka, a komes przemyśliwał, jak by się pozbyć niepotrzebnego świadka. Rychło znalazł pożądany argument. Rumak pański, pozostawiony bez opieki, zagłębił się w las i został rozdarty przez niedźwiedzia. Mateusz udając rozpacz po stracie ulubionego konia złożył bez zwłoki sąd, któremu sam przewodniczył. Próżno niektórzy przyjaciele komesa bronili giermka mówiąc, że porzucając konia, śpieszył przecież – wierny i oddany – na pomoc swemu panu. Stronniczy krzywy sąd wydał niesprawiedliwy wyrok. Młodemu giermkowi zawiązano oczy i strącono nieszczęsnego z wyniosłej skały, której strome urwisko sterczy nad wierzchołkami drzew. Komes pozbył się świadka, tajemnicę pieczary zachował tylko dla siebie. Po wykonaniu wyroku nie chciał dosiąść żadnego konia, udawał żal, chcąc zabić wyrzuty sumienia- stąpał szybko wracając do swego zamku. Śród opadłych liści wczesnej, ciepłej jesieni nadeptał na żmiję. Rozbudzony gad uniósł się wysoko i ukąsił komesa pod kolanem. W dwa dni później pan zamku morawickiego, komes i rycerz Mateusz z możnego rodu Tęczyńskich, zmarł w gorączce. Na łożu śmierci toczył pianę jadowitą, zrywał się; ze ściśniętej gardzieli rzucał z trudem pojedyncze słowa. Sensu ich nikt nie mógł zrozumieć. Dopiero ksiądz kapelan zamkowy wyjaśnił, że komes, wyznaje głośno swe grzechy, żałuje swego postępku- krzywego sądu… wyjawia swe tajemnice i …czyni nabożne fundacje… Zamek opustoszał, odsunęli się przyjaciele. Z każdym rokiem niszczało zamczysko, rozpadały się mury, zrywały się stropy rycerskich komnat. Ruinę oddali Tęczyńscy plebanowi. Na ruinach zamku w Morawicy wyrosły mury kościoła i przyległej do jego frontonu ogromnej plebanii, która powstała ze skrzydła zamku najlepiej jeszcze zachowanego. Fundamenty plebanii wrastają w martwicę litej skały, mury są trzymetrowej długości. Przed kilkudziesięciu laty trzech śmiałych ludzi, przetrząsając okoliczne groty i pieczary, znalazło w jednej z nich ogromnej miary klucz, obrosły ze starości kamiennym kryształem. Wybuch wojny przerwał poszukiwania, rozrzucił tych ludzi po świecie, wszyscy zginęli. Skarbu ponownie nie odkryto. Do dziś dnia wyniosłą szarą, wapienną skałę, sterczącą wysoko nad wierzchołkami lasu- zwie lud zamieszkujący Aleksandrowice i okoliczne miejscowości: „KRZYWY SĄD”….

Święty Buk na Krzywym Sądzie

Historia Aleksandrowic sięga okresu ok. 4000 lat p.n.e.

Aleksandrowice mają niezwykłe walory przyrodnicze i krajobrazowe oraz  bogatą przeszłość historyczną. Turystyczną atrakcją miejscowości jest  Jurajska Dolina Aleksandrowicka (zwana przez miejscową ludność „ Strumykiem”) z owianą legendą skałą „Krzywy Sąd”. Dolina rozciąga się na długość 2,5 km i prowadzi przez nią malownicza trasa turystyczna.

Aleksandrowice posiadają bardzo bogatą przeszłość historyczną, początkami sięgającą odległych epok pradziejowych. Potwierdzają to  liczne zabytki osadnictwa odkryte na tym terenie. Najstarsze z odkrytych zabytków:  piece i paleniska, ujawnione podczas badań archeologicznych prowadzonych w latach 1997 – 1998 r. w związku z budową Miejsca Obsługi Podróżnych przy autostradzie A-4, datowane są na  4 tys. lat p.n.e.

Aleksandrowice od czasów wczesnopiastowskich należały do rodu Toporczyków  (Toporów)  herbu Topór z Morawicy.  Na morawickim wzgórzu, w miejscu obecnego zespołu budowli kościelnych, Toporczykowie zbudowali  w XII wieku drewniane dworzyszcze obronne. Od tego czasu, aż do XIV wieku Morawica była ich gniazdem rodowym.  Z najstarszego rodu Toporczyków w niedługim czasie wywiodło się wiele bocznych linii, które przybrały  nazwiska od miejscowości, których byli założycielami i gdzie mieli swe siedziby np.: Aleksandrowice- Aleksandrowscy, Balice- Baliccy, Tęczyn- Tęczyńscy i wiele innych.

Najstarsza zachowana w księgach wzmianka o Aleksandrowicach znajduje się w dokumencie sądowym z 1401 roku i dotyczy sporu prowadzonego przez Kennę, wdowę po Grzegorzu z Morawicy i jej synów, ze Śmiłem z Brzoskwinii i jego bratem o łąkę i łęg, położone między Morawicą, Liszkami i Aleksandrowicami.
Z kolejnego chronologicznie dokumentu sądowego, pochodzącego z 1404 roku wynika, że dziedzicem wsi jest Jan, używający nazwiska Lexandrowski, pieczętujący się herbem Topór. Po nim Aleksandrowice dziedziczą Jan, Marcisz i Andrzej Toporczykowie herbu Topór.
W latach 1493 – 1495 właścicielem Aleksandrowic i Kleszczowa jest Łukasz Górka, który przekazuje prawo własności tych wsi Janowi Iwanowi, staroście lipowieckiemu. Jan Iwan jest też kolejnym właścicielem Aleksandrowic. W 1523 roku wieś dziedziczy jego syn Stanisław  Iwan (1510 – 1603), piszący się Karnińskim.  Stanisław Iwan w czasie  studiów w Niemczech zainteresował się reformacją i powróciwszy w rodzinne strony  stał się jednym z pionierów reformacji w Małopolsce.  W 1591 roku w swoim majątku w Aleksandrowicach założył krakowski zbór ewangelicki. Zbór ten był miejscem spotkań i dyskusji protestantów do czasu jego rabunku przez studentów krakowskich tj.: 14 kwietnia 1613 roku. Data ta też ostatecznie zamyka historię reformacji w Aleksandrowicach.

Całość zabudowy dworskiej w Aleksandrowicach (dwór, oficyna, stajnie i spichlerze) osadzona jest pośród rozległego założenia zieleni, stawów i ogrodu włoskiego utworzonego w XVI w. przez Seweryna Bonera, który wykorzystując sprzyjające warunki naturalne na wzgórzu, zwanym do dziś Winną Górą (333 m n.p.m.), założył jedną z pierwszych na ziemiach polskich winnicę. To u jej podnóża jest częściowo zachowany do dziś, pochodzący z czasów Bonerów, park tarasowy, założony w stylu włoskim. Inne budynki gospodarcze dworskie i czworaki dla służby folwarcznej powstawały przy drodze przebiegającej Dolinką Aleksandrowicką wzdłuż rzeczki Aleksandrówki.

Kolejnymi właścicielami Aleksandrowic są:  od 1629 roku – Zygmunt Gołuchowski. A po nim na przełomie XVII i XVIII wieku : Franciszek Koryciński (zm. 1703), Teofil Pawłowski oraz Franciszek Ksawery Kochanowski (1720 – 1782) herbu Korwin, żonaty z Józefą Dąbską herbu Godziemba. Fundacji Kochanowskich jest  pochodząca z  1755 roku  Figura św. Jana Nepomucena w Aleksandrowicach z  herbami: Korwin i Godziemba.

Od 1762 roku wieś należy do Antoniego Potockiego (1702 – 1766) herbu Pilawa, a od 1783 roku dziedziczona jest przez krewnych Antoniego: Antoniego Protazego Potockiego oraz Protazego Potockiego.

W 1791 roku Aleksandrowice nabywa Franciszek Żeleńskie herbu Ciołek.  Wieś  liczy wówczas 208 mieszkańców (100 mężczyzn i 108 kobiet) w tym 5 osób pochodzenia szlacheckiego, a 8 Izraelitów , są 32 domy, dwór i karczma. Po śmierci Franciszka Aleksandrowice dziedziczy jego syn Wilhelm Żeleński. Fundator „szpitala dla ubogich” dla wysłużonych gospodarzy i uczestników walk narodowo –wyzwoleńczych. Szpital ten, zgodnie z wolą ofiarodawcy wybudowała jego żona Adelajda z Białuskich Żeleńska, według projektu znanego budowniczego Wolnego Miasta Krakowa Ignacego Hercoka. „Szpital”  mieścił się w budynku czteroizbowym i był krytym gontem. Po śmierci Wilhelma, Adelajda wyszła powtórnie za mąż za Erazma Skarżyńskiego (1804 -1871) herbu Bończa, uczestnika trzech powstań: listopadowego, krakowskiego i styczniowego.

Dolina Aleksandrowicka pod Morawicą z Krzywego Sądu

Inna ważna część historii i przechowania nazwy Skały – Strażnicy Wiary Słowian w Aleksandrowicach

Wieś w XVI wieku należała do Jana Karmińskiego (Karnińskiego), jednego z pierwszych zwolenników reformacji. Oddał on swój dwór w 1591 roku na zbór kalwinom krakowskim. Zbór ten zburzyło w 1613 roku w nocnym napadzie pospólstwo krakowskie. W 1625 roku dziedzicem wsi był Piotr Gołuchowski. Jego syn, Piotr, przeszedł na katolicyzm i wydalił ze swych włości innowierców.

Mamy tu więc Strażników Starej Wiary Słowiańskiej w osobie Jana Karmińskiego, który dołożył dbałości aby opowieść o Prawdzie i Kriwdzie zachowała się w legendzie o Skale Krzywy Sąd. Strażnicy Wiary przyrodzonej Słowiańskiej działali na tym obszarze z odkrytą przyłbicę przez 22 lata zanim ich wymordowano, przepędzono, pozbawiono majątków, spalono – w ramach Kontrreformacji sterowanej z Watykanu. Jednakże opowieść o Krzywym Sądzie przeniesiona przez nich do XVII wieku w formie strawnej dla „tolerancyjnych” wyznawców chrześcijaństwa w jego polskiej odmianie, przetrwała kolejnych 300 lat – do naszych czasów. Obecnie mamy jej przytaczaną powyżej schrystianizowaną wersję. Nie jest prawdą co napisano w notatce historycznej o Aleksandrowicach, że historia reformacji w tej podkrakowskiej wsi (podobnie dotyczy to Kleszczowa i Nielepic o czym pisaliśmy w artykule poświęconym Świętym Miejscom w Nielepicach (także tamtejszej skale piorunowej) skończyła się wraz ze spaleniem zboru przez krakowskie pospólstwo podpuszczone do tego czynu przez krakowskich klechów. Do Aleksandrowic wracali potajemnie kolejni emisariusze Wiary przyrodzonej Słowian, których nazwiska dzisiaj możemy ujawnić i wskazać na ich jawne skojarzenie we wcześniejszych i późniejszych czasach z bezbożnymi i ateistycznymi (a tak naprawdę budującymi tolerancję i grunt pod powrót Wiary Przyrodzonej ) działaniami. Te rodziny to wspomniane w powyższym historycznym tekście rodzina: Kochanowskich (Franciszek Ksawery Kochanowski 1720 – 1782) herbu Korwin, żonaty z Józefą Dąbską herbu Godziemba, dziedziczące tradycję ezoteryczną, magiczną, okultystyczną i wiedzę Wiary Przyrodzonej Słowian po Janie Kochanowskim z Czarnolasu i znana ze związków już całkiem jawnych z pogańską Wiarą Słowian w II Rzeczypospolitej  oraz z wolnomularstwem – rodzina Żeleńskich (tych od Boya – od 1791 roku właścicielem był tu Franciszek Żeleński herbu Ciołek. Tadeusz Boy Żeleński był synem  Wandy z Grabowskich[2] i Władysława Żeleńskiego, kompozytora. Rodzina pieczętowała się herbem Ciołek.).

Tadeusz Żeleński w latach 1892–1900 studiował medycynę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wcześniej uczęszczał do Nowodworka. Uczył się wprawdzie, ale jednocześnie prowadził hulaszczy tryb życia, nie stroniąc od alkoholu i gry w karty. Na rok przerwał studia, wpadł w nałóg karciarstwa hazardowego i najważniejszą kwestią życiową stały się dla niego pieniądze. Zdecydował się na stypendium wojskowe (50 guldenów rocznie), które musiał następnie odsłużyć w armii austro-węgierskiej po ukończeniu studiów[3]. Kiedy w 1898 roku z Berlina do Krakowa przeprowadził się Stanisław Przybyszewski, Żeleński stał się jego nieodłącznym towarzyszem, zafascynowany pisarzem i zakochany w jego żonie, przybyłej do Krakowa niedługo później Dagny[4]. Kiedy w 1901 roku otrzymał ostatecznie dyplom medyczny, rozpoczął pracę w Szpitalu św. Ludwika. Jego tryb życia niewiele się przez to zmienił; nadal często przebywał w krakowskich kawiarniach, m.in. „U Turlińskiego” (w hotelu Pod Różą), czy w „Jamie Michalika”[5].

W 1904 roku ożenił się z Zofią Pareńską – piękną Zosią z Wesela Wyspiańskiego. Żeleński był obecny na uroczystości stanowiącej pierwowzór tego dramatu[6]. Małżeństwo to zostało zaprojektowane przez rodziców Tadeusza i Zofii (Eliza Pareńska i Wanda Żeleńska były ze sobą zaprzyjaźnione, natomiast Stanisław Pareński uczył Tadeusza na Uniwersytecie i pomógł mu zdobyć pracę w szpitalu). Z tego związku przyszedł na świat Stanisław Żeleński, późniejszy aktor (jako niemowlę sportretowany wraz z matką przez Stanisława Wyspiańskiego na obrazie Macierzyństwo (Zofia Żeleńska karmiąca) z 1905).

(kliknij) Na drugim planie za doliną lotnisko Balice, na trzecim na wzgórzu Klasztor Kamedułów na Srebrnej Górze pod Lasem Welskim, na ostatnim  planie szare pasmo to Kraków

Tyle legenda i historia a teraz powiedzmy sobie jak to było naprawdę ze Skałą  Krzywy Sąd, czyli Świętą Skałą Bogini Sądu  – Sądzy-Krzywdy

Topór i Toporowie (Toporczykowie), polskie herby szlacheckie i teoria o pochodzeniu szlachty polskiej od wojowników scytyjskich, a także od wojów sarmackich znajdują w tej historii swoje potwierdzenie. Opowieść owa nie jest na szczęście tylko podaniem i legendą, lecz jest także rzeczywistością, bo nikt nie zaprzeczy, że istniał ród Toporczyków a ich herbem był Topór, który do dzisiaj pozostaje herbem miejscowości leżącej u stóp skały Krzywy Sąd  – Aleksandrowic, biorących imię od któregoś z Tęczyńskich. Nikt nie zaprzeczy że topór to narzędzie katowskie służące wymierzaniu sprawiedliwości od czasów daleko dawniejszych niż średniowiecze i chrześcijaństwo. Narzędzie to służyło nie tylko do obcinania głowy szczególnym zbrodniarzom, ale także tak jak obecnie w islamie – do obcinania rąk złodziejom. Katowska profesja niestety musi być wywodzona w zgodzie z dziejami od funkcji wojownika. Znamy z dzieciństwa z filmów o dzikim Zachodzie postacie Indiańskich wojowników z toporkami w ręku. Lecz topór był powszechnie używanym w walce narzędziem od czasów najpierwotniejszych. topory bojowe są często znaleziskiem towarzyszącym odkryciom archeologicznym  już od eneolitu – od czasów Kultury Ceramiki Sznurowej – Corded War. Jak widzimy na mapie poniżej i co zaczynają powoli przyznawać archeologowie przeformowujący poglądy pod wpływem postępów wiedzy z dziedziny genetyki porównawczej (YDNA) – kultura ta około 3200 lat p.n.e. zajmowała obszar byłego NRD i Polski – czyli późniejszej Lugii-Lęchii oraz sięgała do Skandynawii – czyli pokrywa się w prezentowanym obszarem pierwotnego zasiedlenia przez ludność haplogrupy R1a1 (Prasłowian=Scytów) a także skoligaconych z ta ludnością Staroeuropejczyków I1 oraz I2 (obszar Skandynawski i Zachodnio-Północnej Europy – I1 oraz obszar Naddunajski, Nadczarnomorski i Nadadriatycki – I2).

Kultura ceramiki sznurowejarcheologiczna kultura epoki eneolitu z kręgu kultur naddunajskichdatowana na III tysiąclecie p.n.e.

Chronologia, geneza i zanik

Kultura ceramiki sznurowej rozwijała się w różnych obszarach od około 3200 r. p.n.e. / 2900 r. p.n.e. do około 2300 r. p.n.e. / 1800 r. p.n.e. w latach 80 XX wieku najstarsze stanowiska datowane metodą 14C znane są z obszaru b.NRD i Niżu Polskiego[1]. Obecnie nie ma możliwości ustalenia obszaru, na którym cechy prezentowane przez kulturę ceramiki sznurowej rozwinęły się najwcześniej. Wczesna faza kręgu kulturowego charakteryzuje się grobami szkieletowymi, często pod kurhanami wyposażonymi w amfory i puchary oraz topory kamienne gładzone (tzw. horyzont paneuropejski ceramiki sznurowej). Groby te odpowiadają prawdopodobnie migracjom niewielkich grup ludności, wywodzących się prawdopodobnie ze wschodnich Niemiec. Opanowały one tereny zajmowane wcześniej przez kultury pucharów lejkowatych i amfor kulistych. Hipoteza ta zastąpiła powszechne dawniej przekonanie o migracji ludności z terenów stepów wschodnioeuropejskich. W wyniku procesu akulturacji ludności nastąpił rozpad wczesnej kultury ceramiki sznurowej na szereg kultur zróżnicowanych pod względem kultury materialnej, obrządku pogrzebowego i gospodarki.

Obszar występowania i kontekst kulturowy

Zjawiska charakterystyczne dla kultury ceramiki sznurowej możemy znaleźć na terenie rozciągającym się od południa Skandynawii aż po Alpy i wschodnie Karpaty pomiędzy Renem a środkową Wołgą. W Polsce największe skupiska obserwujemy na Śląsku, Pomorzu Zachodnim oraz w południowej i południowo-wschodniej Małopolsce. Kultura ta rozwijała się na terenach zajmowanych wcześniej przez kulturę pucharów lejkowatych i kulturę amfor kulistych. W wyniku dużego zróżnicowania grup lokalnych wykształciły się z niej osobne kultury m.in. kultura rzucewska i kultura złocka.

Dawno temu ta skałą była naga i na nią być może ganiano tych co krzywdzili innych , a kara ta orzekana była przez sąd starowieku – plemienny. Drzewa nie mają tutaj więcej niż 100-150 lat choć las jest teraz bujny. Na zdjęciu samolot startujący z Balic nad Krzywym Sądem

Nie zgodzimy się tutaj jedynie ze stwierdzeniami typu: „Opanowały one tereny zajmowane wcześniej przez kultury pucharów lejkowatych i amfor kulistych”, ponieważ jesteśmy przekonani ze w związku z udowodnioną ciągłością genetyczną R1a1 oraz I1 i I2 na tych obszarach nie miało miejsce „opanowanie”, lecz „przekazanie” pewnych osiągnięć społeczno-gospodarczych tak jak to miało miejsce po roku 1989 na terenie Polski kiedy to „kulturę wołgi i moskwicza” zastąpiła   „kultura toyoty i Mc Donaldsa” podczas gdy ludność pozostała ta sama i mówi nadal tym samym językiem, choć część z tej ludności od 1989 roku zaczęła uprawiać grzebalny kult zwany ciałopaleniem. Oto zatem horyzont bojowego użycia topora i następnie przekształcenia go w narzędzie wymiaru sprawiedliwości orzekanej przez wiec ludowy – czyli sąd starowieku. Oto także prosty rodowód herbów szlachty polskiej  jak i samej szlachty od Scytyjskich=prasłowiańskich wojowników obrońców ludności wytwarzającej inne dobra na ziemiach Sistanu.

(powiększ)

Scytyjski Sistan nie cierpiał złodziejstwa, zaprzaństwa i zdrady a ludzi ulegających tego rodzaju chuciom karał bezwzględnie i surowo. A propos, w związku z ciągiem nieustannych afer, które nam towarzysza od 23 lat (poczynając od słynnej pary dwóch aferzystów którzy już w latach 90-tych nabili ludzi podobnie w butelkę jak dzisiaj Amber Gold i wylądowali w Izraelu chronieni jego obywatelstwem, może by warto wreszcie wrócić do tej tradycji Sistańskiej jaką jest niezgoda społeczna na złodziejstwo, czyli wrócić do starosłowiańskich – scytyjskich zasad pojmowania sprawiedliwości i uczciwości a także honoru? Scytyjski – Starosłowiański Sistan nazywał takich zaprzańców występujących przeciw zasadom Wiary Przyrodzonej WYRODKAMI  i w najlepszym razie, gdy sądzący złodzieja Sąd Starowieku był w bardzo dobrym humorze skazywał go na Banicję – Wyrodomaję. Tak to powstał na skałach morza śródziemnego pierwszy zlepek plemienny ludków zwanych Wyrodomajami a potem dla łatwości po prostu Romajami. Wyganiano zatem Wyrodomajów, tych co krzywdy czynili innym, po dokonaniu Osądu (Sądzy, Sądeczu) na Skały – jeśli ich nie karano Toporem.

 

I tutaj mamy Skałę Świętą poświęconą bogini zachowanej pięknie w polskim języku, jego licznych wyrazach i ciągach słowotwórczych – we wspólnocie Pamięci Języka. bogini ta  znana jest i z Ruskich Latopisów i występuje tam w parze z Prawdą-Prawotą. Bogini ta znana jest Latopisom jako Kriwda (Kriwota) czyli Krzywda – co znaczy,  że jest ona – Nie-„praw’dającą” a Krzyw’dajacą, czyli Krzywy Sąd sprawującą – krzywy bo nie-prawy, nie’s’prawied’liwy. 

Ruskie Latopisy powstały już w czasach kiedy od dawna, od jakichś 300 lat,  sądy słowiańskie rządziły się nowymi prawami, nowymi normami moralnymi  narzuconymi przez chrześcijaństwo, a także rządziły się nowymi normami prawnymi, kodeksami wywodzącymi się ideowo z zasad nowej wiary i z tradycji  sądów kościelnych – były to zasady prawne nie plemienne jak poprzednio lecz feudalne – podporządkowujące jednych ludzi drugim. Wtedy to powstało powiedzenie o tym że Sądza jest ślepa i że Krzywdzi – jest Kriwdą a nie Prawdą i Prawotą, które Ruś powtarza od niepamiętnych czasów do dzisiaj a i my możemy sobie je powtórzyć obserwując polskie sądy i „sprawiedliwość” we wszystkich jej odmianach i współczesnych wymiarach:

…”Pomiędzy Prowami plewa to Sądza, pośród Dziewów Dzidzilela. Niestety na Ziemi Sądza jest silniejsza od Prawoty. Jak powiadają wołchwowie z Kijowa i Nowogrodu: Prawota przez Kriwdę na Niebo precz przegnana, wysoko chodzi, o to, co w dole, się nie troszczy….”

oraz „… Jeśli jednak Prawdziwc-Prawota nie znajdzie w Kamiennej Księdze nic przeciw słowom ukrywającej prawdę, krzywomówiącej Sądzy (Kriwdy – Bogini Krzyw Dającej), to przecież nigdy nie skłamie. Wielka to robota brać udział w każdym takim sądzie, a jeszcze większa zapisać każdy krok każdej istoty uczyniony na tym świecie…”

Złote Grzyby znalezione na Krzywym Sądzie – czyli boczniaki (wyglądąły naprawdę jak pomalowane złotolem – powiększ)

Postacie owych bóstw z Mitologii Słowian przypominamy po krótce poniżej:

PRAWDZIWC-PRAWOTA

Postacie-wcielenia (równe miana): Prawic, Karna-Ukor lub Prawda-Prawota.

Inne nazwania jego osoby (przydomki):JednorękiPana Prawdy i Prawości, Pana Pokory, Władcy Niewinnych

Zajmowany krag:Siódmy Krąg

funkcja (zakres działania):opieka nad niewinnymi, dochodzenie i odsłanianie prawdy, dbałośćo przestrzeganie prawa ustanowionego przez bogów i ich ziemskich przedstawicieli

ród:Prowów

pochodzenie: jest synem (córką) Prowego i Dziewanny, albo Prowego i Czstnoty.

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Jednoręki, w prawicy dzierży Wagę Uczynków.

Pomocnicy(Stworze – bogunowie): Prawki (Prawdki, Prowdki, Samoludy, Samoludki, Praworuki, Prawiczki, Prawce, Prowydnyki)

Wizerunki:

Prawota – Jerzy Przybył – Księga Ruty (w przygotowaniu – Wydawnictwo Slovianskie Slovo – listopad 2012)

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

Prawdziwc jest Zwany (lub Zwana jest – jeśli przyjąć punkt widzenia Wschodnich Kapiszt Mokoszy o Żeńskiej płci bóstwa) Prawicem, Karną-Ukorem lub Prawdą-Prawotą. Przydomki Prawic, Prawdziwc, Prawda i Prawota zawierają kręgi znaczeniowe wywodzące się z rdzenia per (pir), które omówiono przy postaci Peruna, Spora i Prowego w Tai Szósteja. Wszystkie one sprowadzają się do prać – uderzać, prać – myć, czyścić (pyrti, pirć – łaźnia), ofiarowywać (pir – ofiara), przeć, prąd, prąt, pierw itp. Postać Prawica występuje, pod mianem Karny, w najstarszych zapisach słowiańskich kronikb. W Knidze Gołubiej, w mitach i podaniach Rusi, jest przedstawiany jako Prawota. Wiele opowieści mitologicznych zachowało się do dzisiaj.

Główne miano, Prawdziwc, zawiera w końcówce zdrobnienie -ic oznaczające syna, a poprzez całość drugiego członu dziwc, nawiązuje do postaci matki Prawdziwca, Dziewanny oraz do jego dzikiego przyrodzenia (zbioru cech). Przydomek Prawic określa owego Boga jako prawiącego – mówiącego, karzącego (karzyć – mówić), wydającego sąd, sądzącego. To drugie znaczenie podkreśla także przydomek Karna – karzący, prawiący wyroki, także „mówiący”. Przydomek Ukor nawiązuje z kolei do kary i ukorzenia się, poddania wyrokowi, wyrażenia żalu za popełnione winy. Przydomek Prawda oznacza Dawcę Praw (praw dawca)i Mówiącego (prawiącego) Prawdę, Prawego (praw-wda). Przydomek Prawota znaczy dosłownie – Sprawiedliwość, czyli że Prawic jest bogiem Sprawiedliwym –Dawcą Sprawiedliwości. Jednocześnie przydomki z członem praw podkreślają niewinność (prawiczość) boga (który nie ma żadnych ciągot do bogiń, boginek ani do kobiet ziemskich)c oraz jego prawość. Przydomek Prawota mówi również o pewnej cielesnej cesze boga, jego ułomności, która się wzięła ze stoczonej przezeń walki z Potworemd Pogromem w czasie Wojny o Bytę. Pogrom odgryzł mu lewą rękę i Prawdziw jest od tamtego czasu bogiem jednorękim – wyłącznie prawym (praworęcznym, prawostronnym). Podobną rolę spełnia u Istów Kellukis – Pan dróg.

SĄDZA

Postacie-wcielenia (równe miana): Osuda, Kriwda-Tresta i Sędziwa

Inne nazwania jego osoby (przydomki):Pani Osądu i Sierdzy, Władczyni Przywar, Pani Waśni i Kaźni

Zajmowany krag:Siódmy Krąg, Krąg Małych Mogtów

funkcja (zakres działania):włada osądami ludzkimi, rozsierdzeniem i pomstą, wyrównywaniem krzywd, ale i powoduje krzywdy i krzywe wyroki. Powoduje waśnie i jest odpowiedzialna za wykonywanie kary. Często powoduje troski i zgryzoty.

ród:Prowów

pochodzenie: z rodu Sołów i Dziewów – Córka Prowego, Dabogi i Dziewanny, albo Plątwy

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Kij-Samobij i Osęk

Pomocnicy(Stworze – bogunowie): Sądzenice (Sojenice, Sjudenice, Siuda Baby, Sudenice, Sudennice)

Wizerunki: –

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

Sądza jest czczona przez wszych Sławian jako Osuda, KriwdaTresta i Sędziwa. Jej postać pod mianem Usuda została przechowana przez Słowian Południowych (Serbów) w wielu podaniach i baśniach. Jako Kriwda przetrwała w Setniku Południowosłowiańskim, Knidze Gołubiej, folklorze Rusi (Białorusi, Małorusi) oraz w Rosji. Miana Sądza, Sędziwa, Osuda, wiążą się z kręgiem znaczeń takich jak: sąd, sądzenie – wydawanie sądu, wyroku, sąd – pogląd, wypowiedż, sąd – kara, sędzia – wódz, członek rady Starszych, sędziwy – stary, siwy, sędło – sieć, sęk (suk) – kołek, gałąź, sęt – mówić, rzec, presenetiti –zamawiać, urzekać. Cała grupa tych nazwań wiąże się z pierwotną rolą Starszego Rodu, który był jednocześnie sędzią rozstrzygającym spory, wróżem, wraczem-znachorem odczyniającym i zaklinającym uroki, starcem radzącym i mówiącym plemieniu, jak postąpić, wyrażającym osąda. Z tym znaczeniem wiążą się również postacie Sądzenic – boginek przynoszących przy urodzeniu wierg-los w imieniu Prowów, działających zwłaszcza w zastępstwie Sądzy-Osudy. Przydomek Tresta wiąże się z pojęciem: trestkać – karać, umorzyć, troska – zgryzota, trzask – uderzenie, trzeszczeć, troszczyć się, trociny – opiłki, treść – zawartość, trzon – rdzeń, trzcina, tręść – trząść, trętwieć – drętwieć, trącić, trzeć i trzepaćb.

Ostatni przydomek, Kriwda, wiąże się z kręgiem znaczeń odpowiadających przydomkowi Sądza, ale poszerzających ten krąg w stronę nieprawości. Kriwda w Gołubiej Knidze i baśniach ruskich występuje jako Nieprawota – przeciwniczka Prawoty (Prawdy-Prawica). Kriw – znaczy krzywy, krzywda – skarga, wina, być komuś krzywym – być winnym, krzywaźń – nieprzyjaźń, wrogość, waśń, krzywo patrzyć –patrzeć wrogo, krzywdzić kogoś -wyrządzać mu szkodę, krzywdować sobie – żałować czegoś, wyrzekać się, krzywula (kriwula) – laska obrzędowa obwieszczająca święto i zawiadamiająca o wiecu oraz obrzędach świątynnych, kriwe – kapłan (pierwotnie tylko kapłan Sądzy-Osudy, później także innych bogów – zwłaszcza u Istów). Słowo kriwda wiąże się z innymi kręgami znaczeń wywodzonymi od krew i krowa. Jest to krąg wypływający z rdzenia chors’ (gor, kor). Także wiąże się z kręgiem krzydło-skrzydło (skrzysty, skrzydlaty, iskra) i kręgiem krzynica-krynica (źródło święte, skrzynia – pojemnik, skrętny –kręty, skrat – skrzat, skrzętny, skryty)c.

Miejscami szczególnej czci Sądzy były w Białochorwacji Sądz-Sądecz (dzisiejszy Stary Sącz) i Sądzymirz (dzisiejszy Sandomierz). Z Sądzą można porównywać istyjską Gabyauję, a może tajemniczą Prokorimos.

 

Być może na Krzywym Sądzie odbywały się niegdyś sady starowieku, być może Skała ta była miejscem symbolicznej kary (odosobnienia), dla tych którzy wyrządzili krzywdy innym, możliwe, że tam musieli „odsiadywać” swoje kary lub tam karano tych krzywdzicieli w inny sposób np karą „kosza” czyli zawieszenia w koszu nad przepaścią na określony czas (kara ta znana była wśród Słowian jeszcze w średniowieczu i stosowana) – może nawet strącano winnych z tej skały – bo zwyczaj ten znany nam jest z Romaji-Grecji, którą swego czasu opanowywali i najeżdżali  niejednokrotnie Scytowie-Prasłowianie (zasiedlali Durzyńcy-Dorzyńcy) czy też podbijały  (A)Mazonki.

 

Dziś tę Boginię – Sądzę-Osudę-Kriwdę na tej skale powinniśmy czcić, a  z nią wszystkich innych bogów naszego Pan-Dziewonu (panteonu), który korzeniami swymi sięga grubo przed czas Kultury Corded War (Ceramiki Sznurowej, czy Pucharów Lejkowatych.

Trzeba wyjątkowo złej woli  „naukowej „, żeby nie zauważać przez dziesięciolecia prowadzenia różnorodnych badań będąc na przykład profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego i jego Katedry  Etnografii w opodal leżącym przesławnym grodzie Krakowie, tak oczywistych i prostych, a też  klarownie wyłożonych związków natury rzeczowej, symbolicznej i semantycznej jak tutaj je mamy wyłożone „kawa na ławę” w owej zakorzenionej w pomroce dziejów, jak i sama Morawica i okolice, dziejawie-historii.

09. 09. 2012 Ceremonia Światła, Ognia, Ziemi i Wody na zamknięcie Olimpiady w Londynie (czyli „Niepełnosprawni” sprawniejsi od „Sprawnych”)


Zamknięcie Olimpiady tryumf Światła nad Ciemnością

Boskie Oko – Jądro Życia

Światło-Jaśń/Jaźń – Świadomość

London 2012 Paralympics Closing Ceremony

Na początek Czakram Serca. Potem znów mieliśmy przeliczne motywy Wiary: Zegar Nowego Czasu, Łódź Osta- Ista, Krucze Stado, Trzy Księżyce ułożone w Gołębia-Żurawia, wiele odmian Lotosu – centralnej czakry, liczne ptaki  (w tym bociany – symbole Europy i Afryki), ważki, meduzy, pasikoniki, chrząszcze, świetliki, ogniki, słoneczniki , duchy wiatru i powietrza, duchy światła, kwiaty paproci i wiele innych symboli Świata Przyrody i Magii – na tle żółci, pomarańczy, czerwieni czy zieleni.

- Zobaczcie całość tutaj:

http://www.youtube.com/watch?v=pIRHMmM2z7c

Ognisty Ptak – znany Słowianom jako Żar Ptak lub Strasz-Rasz (Strach-Rah, Rarich-Raróg) – nad Ognistym Kopcem – takim jaki dobrze znamy z uroczystego obchodu Kupaliów – Święta Kresu-Krzeszenia Ognia, w Letnie Górowanie Słońca (20-26 czerwca każdego roku) – Święto Rujewita/Gaji, Dziewanny i Dziwienia-Kupały z łacińska i grecka zwanych Dyjaną-Demetrą (Dziej-matroną, Dziwą Matką) i Dionizosem (Dzionyjzosem-Dziwnyjuszem), Swaroga (z indyjska Waruny) i Wody (Wądy), z litewska Andaji  oraz Wodo-Wodyna znanego Grekom jako Posejdon (Posiej-Toń, czyli Posiewca Duni Istej – Dunaju-Isteru) Celtom jako Wotan a Skandynawom jako Odyn, a także Roda – Władcy Ludzi z Przyrodą-Rodżaną – Władczynią Siedliska (i Kwiatu Paproci- Pąpu Rudzi).

Rah-Rarszek-RA

Picture-special-The-incredible-Closing-Ceremony-brought-curtain-Londons-summer-09 09 2012

It was the event that marked the end of an incredible summer of sport. Last night’s Paralympic Closing Ceremony was called the Festival of the Flame, and it certainly lit up Stratford’s Olympic Stadium. A host of deaf and disabled artists, local children and performers all featured in the show-stopping event along with global superstars Coldplay, Jay-Z and Rihanna. As these stunning pictures show, it honoured the 4,200 Paralympians from 164 nations, who sat around the a huge stage situated in the centre of the stadium.

Zaczęło się oczywiście od Zachodu Słońca – to zwykle  pierwszy element Ceremonii Ładu Światła (Ułożenia – Ładności – Harmonii Światła). Nasze media tego faktu w ogóle nie zauważają, a szkoda bo warto. Nie mogą tego zauważyć dziennikarze którzy są przesiąknięci  katolicyzmem albo ateizmem programowym (czyli Czarni bądź Czerwoni). Także tuszuje się w polskojęzycznych mediach fakt, iż klucz widowiska oparty był na elementach festiwali brytyjskich będacxych jednocześnie obrzędowymi wydarzeniami tamtejszej odmiany  Wiary Przyrody – poświęconymi 4 najważniejszym świętom  związanym z przesileniami (Cztery Tany Najwyższe), czyli ze zmianami pór roku. Festiwale te są na Wyspach określane mianem Festiwali Ducha, albo Duchowości czyli Świadomości, a związane są one, każdy z innym żywiołem i porą roku : z Ziemią/Skałą, Wodą/Lodem , Ogniem/Światłem (Niebieskim) i Wiatrem/Powietrzem.

Festival of Flame to celebrate end of Paralympic Games and last night of London 2012

The London 2012 Paralympic Games Closing Ceremony will see Coldplay take to the stage in celebration of achievements of the Paralympic athletes, and will mark the end of a spectacular summer of sport.

• Ceremony to take audience through circle of seasons honouring the spirit of Festivals

The Ceremony, called ‘Festival of the Flame’ and starting at 8.30pm on Sunday 9 September, will pay tribute to the UK as a nation famous for hosting festivals, and the exuberance of festivals which is felt the world over.

The Ceremony will celebrate the seasonal cycle of ancient and modern festivals that take place throughout the year taking the audience on a journey through Autumn, Winter, Spring and Summer.

Bóg Ognia

„Festiwal Płomienia” na stadionie Olimpijskim w Londynie

zakończył oficjalnie XIV igrzyska paraolimpijskie. Duże wrażenie zrobiła parada dinozaurów, machin i robotów wykonanych z części starych karoserii oraz innych materiałów przeznaczonych do recyclingu. Niektóre machiny nawiązywały do wątku czterech pór roku. Głównym wątkiem artystycznym ceremonii zakończenia igrzysk były brytyjskie festiwale, m.in. muzyczny w Glastonbury, letniego przesilenia (obchodzonego w Stonehenge), ognisk w hrabstwie Kent, karnawałów w zachodniej Anglii. Uwypuklono też motywy Ziemi, wiatru, wody, ognia i lodu. Wiodąca rola przypadła zespołowi Coldplay, który wystąpił na żywo

Ogromny aplauz widowni wzbudził utwór uznany za olimpijski hymn „Viva la Vida”. Obok Coldplay wystąpiła także wokalistka Rihanna oraz amerykański raper Jay-Z, a także The Who oraz Spice Girls. W ceremonii zamknięcia wystąpili też akrobaci na szczudłach, niepełnosprawni cyrkowcy i muzycy. Ci ostatni grali w specjalnie utworzonej z okazji paraolimpiady 17-osobowej orkiestrze pod batutą Charlesa Hazlewooda.

Kwiat Paproci – Bijące w Niebo Źródło Mocy Matki Ziemi i Zielonej Przyrody, które wyzwala szaleństwo tęczowej różnorodności przejawów Życia

Finał powyższej sceny jest finałem śpiewanej pieśni-hymnu pochwalnego, zielone promienie lasera biją w Niebo (tak jak dawniej ku Bogom unosił się dym) a na widowni stadionu szalejąca różnorodność barw i form geometrycznych – luxofoniczna feeria życia

Ogółem w ceremonii zakończenia igrzysk udział wzięło ponad 2 tys. ochotników w tym 120 dzieci ze wschodniego Londynu. Reprezentanci Polski olimpijskie zmagania zakończyli z dorobkiem 36 medali (14 złotych, 13 srebrnych i 9 brązowych). Ten dorobek dał Polsce dziewiąte miejsce w gronie 75 krajów, których reprezentanci stawali na podium. Dwukrotnie Mazurka Dąbrowskiego zagrano nad Tamizą dla byłego żużlowca Rafała Wilka (Start Szczecin), który podczas ceremonii zamknięcia imprezy był chorążym reprezentacji.

Trzy Księżyce Sierpy Nieba; Trzy In-Yangi Komitetu Paraolimpijskiego (w kolorach biało-czerwonym, biało-niebieskim i biało-zielonym ) zamieniono w 2004 roku na 3 Sierpy Księżyca (w kolorach czerwonym, niebieskim i zielonym). Tutaj widzimy księżyce białosrebrzyste – księżycowe – Symbolizujące Niebo (wyłącznie), ale są to także symbole, np. trzech  faz  rozwoju (czwarta; Nów – jest zwykle niewidzialna)- a także trzech Poziomów Świata (Prawia- zwykle kolor Niebieski, Jawia- zwykle kolor Zielony, Nawia- zwykle kolor Czerwony).

 Ten tekst polski relacji z zakończenia Paraolimpiady, powyżej, nad obrazkami, pochodzi z prawicowej katolickiej prasy – więc trudno tu dostrzec rozpoznanie rzeczywistości i symboliki. Redaktor piszący te słowa jest w oczywisty sposób „ślepy” na ten przebogaty świat znaczeń, który płynie z Geometrii Wszechświata rozwiniętej następnie przez magię i alchemię do współczesnej nauki uniwersyteckiej i Wiary Przyrody. Nie nauczono go czytać symboli magicznych takich jak cyfry, kolory, znaki, litery, figury geometryczne, drzewa-symbole, zioła, kwiaty, czy zwierzęta-symbole.

To spodobało mi się najbardziej – Symbol mijającej Epoki Ryby – dlatego właśnie ta ryba tutaj jest już szkieletem. Epoka Ryby trwa od 2000 lat i potrwa jeszcze trochę , ale naprawdę jest to już jej schyłek. Oznacza to jednocześnie koniec czasu pośrednictwa pomiędzy ludźmi a bogiem sprawowanego przez kasty Wtajemniczonych – zwanych kapłanami. Czas na kontakt bezpośredni, czas skończyć z Tajemnicą i Wtajemniczeniami. Otwórzmy więc szeroko oczy i umysły i przeniknijmy te wszystkie tajemnice, po to by uzyskać wolność osobistą do kontaktów z bogami/energiami Wszechświata, by stać się Wolnymi Ludźmi. Z brzucha tej Ryby, która w kolejnej fazie obrzędu zostanie pokryta tysiącami barwnych, kolistych emblematów (kół bogów) wybiegną/wylecą w pewnym momencie ceremonii dziesiątki osób unoszących świecące barwne emblematy zwierząt i roślin – są to symbole „Świadomych Indywidualności” – kolorowe jednostki,   indywidualne osoby, różnorodne postaci i byty – we wszystkich barwach tęczy.

Ledowe fotele na widowni stadionu

09 09 2012 roku czyli Prawdziwe Zakończenie Olimpiady – w duchu Wiary Przyrody

Pewnie zauważyliście, że w ogóle nie obeszło mnie zakończenie Igrzysk Olimpijskich tych „prawdziwych”, tych gladiatorskich. Towarzyszyła mu obrzydliwa ceremonia nacjonalistyczna, ceremonia brytofilska, niemalże pozbawiona – celowo – gry świateł na widowni i znaków w jakie obfitowała Ceremonia Otwarcia. To co było rzekomym „zamknięciem” londyńskiego wydania Święta Światła wykastrowano z luxofonicznych przekazów ponieważ Ceremonia Otwarcia wywołała pewien zbiorowy szok. Świadomie zrezygnowano więc z części scenografii – mimo wielkiego kosztu jakim było zaopatrzenie każdego fotela w ledy, a całego stadionu w system sterujący tymi ledami, zdolny zaprogramować i utworzyć z nich ciągi błyskawicznie zmieniających się gigantycznych obrazów.

Barwy widowiska nie były przypadkowe – dominowały zdecydowanie cztery kolory – Tutaj barwy Nieba – ale także żółć-złoto (barwa absolutnie symbolizująca bogów i przyrodę, boska, słoneczna), zieleń i czerwień. 

Spodziewałem się że tak właśnie będzie – widowisko otwarcia było tak precyzyjne i naładowane symbolami, że jego przekaz stał się po prostu manifestacją Nowych Czasów – Wielkiej Zmiany i Wiary Przyrody.Ta jednoznaczność przeraziła decydentów.

Kosmiczny promień – z Jądra Ognia, z Boskiego Istu – czy to wiadomość od Ludzkości dla WSZECHŚWIATA?

Nie spodobało się organizatorom z Komitetu Olimpijskiego (zdominowanego przez różnej maści monoteistów i ateistów), że pogańska wizja jest zupełnie jednoznaczna i że mimowolnie – ich zdaniem – świecka impreza przerodziła się w manifestację Nowej-Starej Wiary, nadając igrzyskom iście dionizyjski wymiar. Swoboda scenarzystów i reżyserów ceremonii zamknięcia, po serii reakcji i artykułów w światowych mediach, została zatem ograniczona.

Efekt?! Ponieważ widowisko było pod względem akcentów uniwersalnych i symboliki Nowych Czasów zbalansowane bradzo precyzyjnie (z elementami nacjonalistycznymi  – brytyjskimi) – wykastrowanie ceremonii z przekazów jednoznacznie kojarz0nych z Nową Erą spowodowało „odchylenie nacjonalistyczne” – wszystko stało się po prostu brytyjskie, a jedynym akcentem stała się brytyjska flaga. Mieliśmy więc rozrywkowy cyrk (rodem z wytwórni płytowych i Broadwayu) pełen wygibasów i podskoków,  skąpany w szowinistycznej brytyjskiej dumie narodowej-  swoiste, dęte i megalomańskie – bo nie mające poparcia w pozycji Wielkiej Brytanii we współczesnym świecie –  zaprzeczenie idei olimpizmu – powszechności i różnorodności.

W ceremonii zamknięcia Paraolimpiady znów zezwolono na więcej akcentów znaczących. W pewnym momencie pośród stonowanej zieleni pojawiła się w powietrzu Bogini Diana (Dziewanna) – władcza postać na gigantycznym -Skrzystym Jeleniu, w ferii tryskającego światła. Wyobrażenie tejże bogini ma tutaj jaskrawo mitologiczne ukorzenienie – Jej zstapienie na płytę stadionu było jak legendarne objawienie się i zstąpienie w Góry Kare (Ural) po to by wygnać z nich Panów, znanych później jako Haropanowie-Czaropanowie z Wharatu (Gór Harskich-Harpat) lub Panowie z Panonii (Uhorza-Ugoru) , wygnać ich za to, że nie upilnowali Świętego Drzewa Świata przed świętokradztwem (Drzewa Wiszni, Wyspowiszu, Drzewa Kary, Hare Hare, Hary Kryszny-Krzeszenia, Hary Berezaiti – znanego też zoroastryzmowi i podaniom perskim), świętokradztwem dokonanym przez Dziwnyjusza-Dionizosa i Zoroastra-Zaratusztrę.

Pojawiły się też oczywiście inne akcenty konieczne – Tu Kwiat Rudzi-Rodżany-Przyrody, czyli Kwiat Paproci Lata 2012 – czyli inaczej po prostu Znicz Olimpijski.

Nie interesowałem się tamtym zamknięciem także z tej prostej przyczyny, że owo zamknięcie miało tylko charakter pozorny. Prawdziwa druga część widowiska poświęconego Wierze Przyrody, tego świetlistego misterium będącego hołdem dla Matki Ziemi oraz Najwyższej Pani Nieba i Pani Wód, a jednocześnie kultowym obrzędem Hołdu złożonego Bogom Ognia, Słońca i Światła Świata, nie mogła się odbyć w innym dniu niż 09 09.

 Nieprzypadkowo zamieściłem ostatnio artykuł, który nieco sprawę dziewiątek wyjaśnia także tym wszystkim, którzy są w wiarę przyrody, magię i numerologię w ogóle niewtajemniczeni. Nie przypadkiem w tamtym artykule uwypuklone zostały postacie Andrija Warholi (człowieka który w dzieciństwie przeszedł chorobę Heine-Medina, po której zostały mu różne ruchowe i mimiczne defekty)  oraz Nikifora Krynickiego, który uchodził za człowieka upośledzonego umysłowo. Obaj oni słabsi pod pewnymi względami od „normalnych” ludzi (słabsi w pewnych rzeczywistych aspektach bytu) okazali się tytanami w innych aspektach Bycia Człowiekiem – dokonali wielkich rzeczy , wydali dzieła podziwiane przez cały cywilizowany świat.

Zobaczyliśmy też  piękny motyw Serca – łączącego wszystkich ludzi – nie krwistego cierpiącego i przebitego cierniami, lecz świetlistego serca – Serca Światła Świata – Serca Wszystkich Współodczuwających Istot Duchowych (Owalo-Kutaj-Śwary) – w tym także ludzi, Ludzi przez duże L, otwartych na innych, na odmiennych,  na równoprawnych nam choć różnych (bo także przecież Świadomych) – Ludzi otwartych na Braci Mniejszych (Zwierzęta i Rośliny) i na Słabszych, słabszych w jakikolwiek sposób. Bo słabszy w jakimś aspekcie Bytu i Rzeczywistości bywa, może być, często jest,  silniejszy w innym Jej aspekcie – co watro sobie zawsze na nowo uświadamiać.

A więc dla mnie i dla wszystkich LUDZI Olimpiada trwała nadal przez cały ten czas – aż do dnia 9 września, kiedy ją faktycznie zakończono, a na koniec pokazano drugą część widowiska – finał tego co zaczęło się ceremonią otwarcia.

Jak mówi któryś z bohaterów „Nowych Przygód Baltazara Gąbki i jego Kompanii” – „… Na świecie żyją ludzie i ludziska”

Dlatego nie było nic dziwnego w fakcie, że w pewnym momencie celebrowania obrzędu zakończenia igrzysk  pojawił się w asyście WIPa (Ważnej Istotnie Persony-Postaci), inny WIP – Osoba Niepełnosprawna, a obaj wystąpili na tle  symbolicznego samochodu-Pawia. Pawi Samochód, w którym także kierowca był odziany w Pawie Barwy- barwy Tęczy Dengi – to ciekawa koncepcja formalno-mentalna – ptasia tęczowa maszyna.

Paw to jest ptak Pani Tęczy  (RA-Dugi), Ptak Tęczowy, a Tęcza jest odwiecznym symbolem Ładności Świata (ułożenia) czyli Równowagi i Harmonii – Wszystkich Barw Świata. Tylko One Wszystkie – tworzą Jedność-Pełnię (Pełne Widmo Światła).

Według prostej i klarownej filozofii Wiary Przyrody – nie może zabraknąć żadnej Odmienności w Spektrum , aby powstała Pełnia. Światło Jedność nie może zaistnieć gdy zabraknie w nim choćby jednej barwy – Światło Jasność – Jaśń – jest Pełnią. 

W tym obrzędowym widowisku Wiary Przyrody jego twórcy dali dowód wysokiej głębi własnego Człowieczeństwa projektując je w każdym elemencie tak by słabość i odmienność znalazła tam soje miejsce. Tę słabość uczyniono istotnym elementem pokazów – ich siłą. Była to wspaniała manifestacja jedności ludzi – wszystkich Ludzi – Bo Wszyscy mamy Prawo do Szczęścia.

Filozofia ludzi którzy reprezentują obecnie Polaków – jako POLITYCY i twórcy Opinii (autorytety medialne)  – jest odległa o eony wieków od postawy jaką tu prezentujemy – tego dowiedli oni wszyscy lekceważąc zupełnie w Polsce – propagandowo i medialnie – całą Paraolimpiadę, lekceważąc też jaskrawo Paraolimpijczyków (ich wysiłek, ich zdolności i wykonaną przez nich pracę).

Ci drudzy – Ludziska –  to według kategoryzacji Stanisława Szukalskiego  i wszelkich oświeconych nurtów wiary ezoterycznej i magicznej: Goryloludzie, czyli Ludzie pozbawieni łączności duchowej z Nadświadomością. To samo twierdzą  na ten temat scjentyści, to jest naukowcy, z dziedziny psychologii i socjologii badający zachowania społeczne człowieka. Homoludy, lub Homo Ludens (Człowiek Masowy) to gatunek , który przybrawszy nową formę ciała został wyposażony we wszelkie fizyczne przymioty człowiecze, lecz z nich nie korzysta. Homolud podporządkowuje się temu co dostaje/bierze od innych – nic nie jest efektem jego własnego przemyślenia ani dokonania – lecz co najwyżej efektem zaboru i przywłaszczenia. Ten gatunek Człowieka  żyje nadal jak zwierzęta – Nasi Młodsi Bracia z Poprzedniego „Wcielenia” Świadomości. Tyle, że zwierzęta w pełni wykorzystują swoje fizyczne powłoki (cały potencjał jaki im bozia dała) i doskonalą się w kolejnych pokoleniach, uczą się świata i bycia w nim, a też nie krzywdzą bezmyślnie innych bytów ożywionych. Homolud zaś tkwi w miejscu poprzestając na sybarytyzmie – żyje tu i teraz, wyłącznie chwilą – nie licząc się czyim kosztem i czyją krzywdą buduje swój bieżący „dostatek”.

W trakcie widowiska pojawiało się wiele elementów, które świadczą o głębokiej wiedzy i zakorzenieniu w wierze przyrody reżyserów i scenarzystów uroczystości. Tutaj widzimy na przykład słynny Taniec Żurawia/Papugi – albo Taniec Labiryntu/Tajemnicy – znany też jako Taniec Lustrzany – do dzisiaj odprawiany w Irlandii i Szkocji, odprawiany jako obrzęd wierzeniowy –  jako Taniec Życia i Śmierci w uroczystościach u megalitycznych Kręgów Callanish (Nisza Kalji-Kali). Taniec ten jest znany całej światowej Wierze Przyrody, a wśród Indian jest uprawiany od czasów Majów jako ten sam Taniec Życia i Śmierci symbolizowany przez tegoż samego Orła i Papugę – Rajskiego Ptaka.

Mężczyzna naprzeciw Kobiety, jego  monochromatyczna biel Śmierci (dawniej to biel była symbolem Zaświatów i Przejścia Duszy na Tamten Świat – Świat Jasny,  Biały) a naprzeciw znów barwy Pawia Życia.  Tylko osoby dobrze znające Wiarę Przyrodzoną w ogóle, a Wiarę Przyrodzoną Słowian  w szczególności – mogły łatwo odczytać właściwie ten taniec Życia i Śmierci – Taniec Orła-Strasza, Białego Ptaka Orzego Zaświatów  oraz Pawia Życia i Rozkoszy – Bo Życie ma być Przyjemnością (co nie znaczy nieodpowiedzialnością i głupotą), przyjemnością czyli „szczęściem bytowania” – dla wszystkich istot – także dla odmiennych i słabszych. Śmierć zaś ma być przedłużeniem owego szczęścia, Złączeniem Istoty-Świadomości ze Światłem Świata  i przejściem w Wieczność, lub ponownym Odrodzeniem w Labiryncie – Nawi Założy – do Życia Cielesnego, Ziemskiego.

Ci Ludzie (Małpoludy) żyją bez refleksji nad przeszłością i bez troski o doskonalenie własnej duchowości na przyszłość, na wieczność.

Dla wszystkich obserwatorów ceremonii zamknięcia (dla wszystkich  Ludzi – Istot Świadomych Swojej Duchowości) – nie była zapewne trudna do odczytania symbolika zakwitających w ciemnościach Świateł  czy symbolika Pochodu Życia – Istot i Duchowości – przedstawicieli Słabszych lub Innych (Odmiennych), Naszych Braci.

Tylko idiota mógł ten Pochód Odmienności (Różnorodności Życia) nazwać Paradą Dinozaurów – naprawdę – ten komentarz oficjalny mnie zaszokował, że to była parada dinozaurów. Na zdjęciu żabonek.

Dla Małpoludów (w tym jak się okazało dla polskiego Establishmętu, dla polityków, dla autorytetów moralnych, dla prezydenta,  dla premiera, dla masowych mediów, dla telewizji i gazet codziennych oraz kolorowych)  Igrzyska Olimpijskie zakończyły się, kiedy z areny zszedł ostatni „gigant” bieżni i ostatni „mocarz” sztuk walki, ostatni cyborg reprezentant Ich „Narodu Wybranego”, cyborg z którym mogli się „duchowo” zidentyfikować i podświadomie wcielać się emocjonalnie w jego dokonania. Skończyły się wtedy, kiedy przestali móc czerpać pożytek – korzyści osobiste z „grzania się” w blasku jupiterów skierowanych na zwycięzców. Skończyły się kiedy na arenę wkroczyli Odmienni i Słabsi. Paradoksalnie ci słabsi, wyposażeni w cyborgiczne atrybuty (sztucznych kończyn, komputerów) „przywracające” im w pewnym stopniu pełną sprawność okazali się większymi gigantami ducha i bardziej normalnymi Ludźmi, niż ci którzy występowali przed nimi a którzy są rodzajem zaprogramowanych robotów wspomaganych w sposób ukryty różnego rodzaju biochemicznymi protezami które mają z nich uczynić herosów – przysłowiowych „Boldów”. Jest bowiem coś w oczywisty sposób ludzkiego w chęci przywrócenia sprawności za pomocą protez i substytutów funkcji utraconych przez sprawcze działanie losu-koszu, i jest też coś w oczywisty sposób nieludzkiego w chęci nieustannego posiadania – więcej, więcej i jeszcze więcej – siły, prędkości, bogactwa, przedmiotów – więcej , więcej i więcej…

Symbol Boskiego Kręgu – powielany w olimpijskich kołach, w widokach z helikoptera nad stadionem – aż do wyczerpania – chyba też jest czytelny dla wszystkich Ludzi Myślących i Czujących. Myślę że nie ma w funkcjonowaniu powszechnym owych symboli wywodzących się z Wiary Przyrody,  niczego z czym by się można nie zgodzić powszechnie?

Maszyneria Czasu, Zegar Wielkiej Zmiany

Czym się różnią od siebie Ludzie i Ludziska (Małpoludy)?

W książeczce dla dzieci wspomnianej powyżej, która tak kole w oczy Cenzurę Czarną i Czerwoną w Polsce,  w tomie pierwszym „Na tropie Czarnej Dziury” (planowane wydanie wiosna 2013 – Wydawnictwo Slovianskie Slovo) najtrafniej ujmuje to w krótkiej definicji w rozdziale 16 Narrator:

„…Jeszcze przed południem kolejnego dnia telewizja Nic Poza Tym nadała wiadomość o niebywałej inicjatywie Marszałka Zmory i Pana Prezydenta, którą przedstawią oni o godzinie 13. 13, na spotkaniu z Zielonymi oraz bohaterskim Grzegorkiem-Samborkiem. Nazwali go Grzegorkiem-Samborkiem, jakby był ich najbliższym przyjacielem, chociaż nikomu tego nie zaproponował. Cóż, są – jak mawiano w Wiślanii za księcia Kraka – ludzie i ludziska. Ludzie nie narzucają się nikomu wbrew woli, a ludziska – czy ich kto prosił czy nie – zawsze są za pan brat z tymi, co właśnie zyskali sławę lub pieniądze…”.

Ludziska charakteryzują się też pewnymi cechami charakteru – na przykład:

„… Nie dziwiło to wcale zgromadzonego tłumu, że ci eksperci znają się na wszystkim, bo ludziska od dawien dawna przywykli, że  stale pokazują się oni na ekranach, a codziennie są specami od innej sprawy. …”

Anioły czy też Demony (zależnie od punktu siedzenia i punktu widzenia) spływają tu z Nieba w asyście Miliardów Białych Płatków – A może to nasze dualne wyobrażenia o Wszechświecie  płyną z Niebios  w asyście ulotnych motyli ludzkich odczuć-emocji ? Jeźdźcy Apokalipsy czy Zwiastuni Dobrej Nowiny? Sądzę, że ani jedni ani drudzy – to Jasność i Ciemność – dwa dopełniające się do Jedności Elementy Świata Przyrodzonego.

Szczególnie nasi politycy i przedstawiciele mediów masowych dali nam (zwykłym ludziom) w ostatnich dniach paraolimpiady bezprzykładny POPIS swojego światopoglądu. Ujrzeliśmy zaledwie wierzchołek tej wielkiej konstrukcji ich Jaźni – zbioru wyobrażeń w ramach, którego porusza się ich „świadomość”. Nastąpiło swoiste obnażenie ich wnętrza duchowego, poprzez podjęte przez nich działania, bądź zaniechania działań. Ukazali nam swe „humanistyczne wątpia”, całe „piękno” swych dusz, „cud” wewnętrznego ukształtowania swych osobowości. To odmienne od paraolimpijskiego widowisko dało NAM pośrednio świadectwo jakości środowiska intelektualnego, z którego ci ludzie wyrastają. Pokazując swój stosunek do szlachetnych zmagań Paraolimpijskich  i wysiłku  Paraolimpijczyków wyrazili oni w tych dniach jasno swój stosunek do odmienności i różnorodności i do słabszych – czyli do ogółu społeczeństwa – wszystkich, którzy nie są NIMI SAMYMI.

Rozgwiazda – płomień kwiatu paproci gaśnie

Było to widowisko żenujące – Teatrzyk Okropieństw, który przedstawił stan ich umysłów i kult który uprawiają w życiu codziennym. Zaślepienie, Mamona, Siła i Bogactwo  – rozumiane najprzyziemniej, niesłychanie po prostacku – wstyd dla każdego człowieka, który chciałby uchodzić za osobę kulturalną – to właśnie ich świat.

Dopiero kiedy masa medali uzbieranych przez Paraolimpijczyków – w pojęciu tychże Ludzisków (Małpoludów) z mediów i polityki zaczęła przekraczać masę krytyczną i zaczęła ośmieszać ich pienia zachwytu nad Olimpijczykami Pełnosprawnymi, którym poświęcili poprzednio długie godziny uwagi i jęczeli z zachwytu nad byle medalikiem koloru brąz, nad których zdolnościami piali a im nie chciało się palcem kiwnąć żeby zdobywać medale pośród tamtych „prawdziwych” herosów i gladiatorów współczesnego świata, włączyły im się światełka ostrzegawcze i dali prawdziwy pokaz skrajnej hipokryzji.

Meduza

Pasikonik – a nie żaden dinozaur

Rzucili się jak sępy na tych biedaków, dopadli ich ze swoimi mikrofonami, usiłowali wycisnąć coś dla siebie z tej żenującej sytuacji. Jednak sportowcy niepełnosprawni wielokrotnie zawstydzali tych ludzi waląc im prosto z mostu, mówiąc prosto w twarz co o tym wszystkim myślą. Ci ludzie których mamy za słabszych i niepełnosprawnych okazali się wtedy właśnie nadzwyczaj sprawni i prawi – odważni – i jasno myślący. Nie dali się kupić kamerom dla Trefnej Politycznej i Medialnej Hucpy i zagadać gładkim fałszywym buźkom. Nie jeden z tych „normalnych” co dla pokazania się na ekranie gotów powiedzieć wszystko co mu każą i powtórzyć każdą brednię za mediami, powinien brać z nich przykład i uczyć się od nich nie czego innego a normalności właśnie.

Ważka

Za pięć dwunasta – kiedy liczba złotych medali paraolimpijczyków przekroczyła już 8 nagle ocknęli się w TVNie, a jeszcze później w dniu powrotu olimpijczyków w TVP gdzie dyżurny Tłumacz Rzeczywistości „towarzysz” Lis – czołowy propagandysta postkomunistycznych zagonów nagle sprowadza na rozmowę czołowego skandalistę III RP Korwina. Na tym tle łatwo „robi się” na piewcę i obrońcę Niepełnosprawnych, czyli słabszych i odmiennych. Usiłuje nam jednak przy tym wmówić zaklinając rzeczywistość to czego nie mówi nawet Jaś Mela widoczny na ekranie za jego tępą kalarepą – Że oni tj. Niepełnosprawni nie są od „normalnych” wcale odmienni ani słabsi tylko tacy sami normalni!

Ważka 2

Naprawdę już dawno nie słyszałem większej głupoty i prymitywniejszej propagandy. Przy takim stosunku Wykształciuchów, czy jak ich nazwać Lemingów , czy jak jeszcze, żeby się nie obrazili, przy takim stosunku „Elity” do ludzi (istot) odmiennych czy słabszych – nie da się zrobić żadnego postępu w cywilizowaniu światopoglądu ogółu Polaków. Oni mącą ludziom w głowie  i sieją jeszcze większe spustoszenie czyniąc z siebie  „łaskawych Obrońców Uciśnionych”, przy czym jak słoma z butów wyłazi im też przy okazji wyższościowy stosunek do tychże „bronionych” maluczkich.

Gdzie był minister, premier, prezydent – kiedy oni wyjeżdżali do Londynu. Gdzie były kamery panowie Gwiazdy Mediów kiedy wygrywali? Gdzie byłeś dyżurny propagandysto „towarzyszu” Lis?!

Ogień, światło, dymy ofiarne i płomienie

Oddajcie im głos hipokryci z TVP i TVN – tym Niepełnosprawnym – którzy są Słabsi i Odmienni, Których Dotknął Los, Których Doświadczyło Życie – nie mądrzcie się w ich imieniu i nie róbcie sobie klaki ich kosztem! Nie kręćcie polityki na ich karkach – bo państwo polskie zrobiło dla nich tylko tyle, że nie przeszkodziło im osiągnąć sukcesu – a jaki ma do nich prawdziwy stosunek to polskie państwo widać po działaniach NFZ-tu.

 

Ogień, światło, dymy ofiarne i płomienie

Ogień, światło, dymy ofiarne i płomienie

Macie ich szanować Faryzeusze Sektora Informacji Społecznej, szanować  jako Słabszych i Odmiennych – macie szanować Różnorodność a nie wmawiać wszystkim że oni są równi, że są pełnosprawnymi członkami społeczeństwa, że są tacy sami. NIE SĄ! Jeśli wszyscy w te wasze brednie uwierzą to nikt nie wyciągnie do nich jutro pomocnej dłoni! Bo czy trzeba pomagać równym sobie – Nie, oni powinni sobie sami dać radę w życiu. Oto jak poprawność polityczna, udawanie zainteresowania, podczas  gdy się w głębi wyznaje ideologię brutalnego kapitalizmu: zaborczości, siły, zgody na oszustwo i kant i skrajny egoizm –  prowadzi na manowce i w ślepą uliczkę głupoty powielanej bez zastanowienia.

Oto artykuł z roku 2008 po igrzyskach w Pekinie.

Równi i Równiejsi

http://www.wykop.pl/ramka/94138/olimpiada-i-paraolimpiada-rowni-i-rowniejsi/

6 września na Stadionie Narodowym w Pekinie odbyła się uroczystość otwarcia XIII Igrzysk Paraolimpijskich.

Jednak to święto sportu nie ujrzy światła dziennego. Czy jest zbyt mało dochodową imprezą? A może sportowcy tam występujący są ludźmi innej kategorii? Kto stoi za moderowaniem dostępu do informacji sportowych?
Odpowiedzi na te pytania są trudne, jednak spróbujmy je znaleźć.

Zwyczaj organizowania Igrzysk Olimpijskich dla osób niepełnosprawnych jest ideą piękną. Ideą szczytną! W 1988 roku przyjęto, że to święto sportu to kontynuacja „normalnej” olimpiady, odbywa się na tych samych obiektach, w krótkim czasie po zakończeniu właściwej imprezy. Stwarza szansę dla ludzi pokrzywdzonych przez los, którzy często nie mieliby szansy na rywalizację ze zdrowymi zawodnikami.

Polska Agencja Prasowa podaje:
„W wiosce, przystosowanej do potrzeb ludzi niepełnosprawnych, zamieszka około 7300 osób z blisko 150 krajów, w tym 4100 zawodniczek i zawodników.”
Na „normalnych” Igrzyskach liczba ekip wyniosła 204, a liczba sportowców 11128. To niecałe 3 razy więcej! Tylko!

Nazewnictwo
Paraolimpiada. Słowo to, jak i nazwa instytucji zajmującej się jej organizacją (International Paralympic Committee) są niezbyt szczęśliwe.

Słownik Języka Polskiego:
para- pierwszy człon wyrazów złożonych, oznaczający: niby, prawie, wyrażający podobieństwo do tego, co jest określane drugą częścią złożenia?

Motyw żaglowej łodzi przewijał się przez uroczystość nieustannie – tu obraz łodzi był widoczny z helikoptera w rzucie ogólnym stadionu – zdejmowana flaga stanowiła żagiel

Dla nas Rodzimowierców Polskich – wierzących Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej – jest oczywiste że słowo para- znaczy dech, duch, a nie „namiastka „. Ktoś kto jest zakorzeniony w polskim języku oczywiście to wie – ale te osoby zakorzenione to bynajmniej nie młodzi dziennikarze masowych mediów ani nie twórcy słowników języka polskiego, ani też twórcy haseł Wikipedii.

Żeby było śmieszniej już wtedy tj. w roku 2008 zamieszczono powyżej artykułu sondaż: czy igrzyska paraolimpijskie powinny być pokazywane w całości w TV?

75% ludzi (Ludzi) powiedziało tam, że TAK. 

Po czterech latach możemy zacytować w pełni ten sam artykuł na ten sam temat – bez żadnych zmian – bo nic się w mentalności i wychowaniu ludzi w Polsce nie zmieniło.

Reforma Wychowawcza w wykonaniu tej opcji politycznej, która rządzi polską od 20 lat sprowadza się do manipulowania latami nauczania i podziałami na licea i gimnazja – skracaniem i wydłużaniem czasu nauki, coraz większym obciążaniem tornistrów i coraz mniejszą pomocą w dokarmianiu biednych dzieci w stołówkach szkolnych oraz radosną wytwórczością niesłychanej liczby niesłychanie drogich podręczników, które są udręką rodziców wychowujących dzieci.

Oto  jak na dłoni cała pomoc państwa Rodzinie, cała działalność chrześcijańskiej prawicy na rzecz mnożności i zapobiegania aborcji. Hipokryzja do n-tej potęgi, znów z Matką Boską w klapie i z Królem Polski przyprawionym do „Gęby” – by zbyt daleko nie odchodzić od Gombrowicza. W wychowaniu dzieci, rządy III Najświatlejszej RP – Salonu Warszawskiego, czy Mędrcy z Rady Profesorskiej Nauki Polskiej – nie wprowadzili żadnych broń boże zmian światopoglądowych: jak np. nauka o seksualności  człowieka, czy też: jak powinien wyglądać stosunek człowieka do Odmienności i Różnorodności. Słowem: Niech żyje XIX i XX wieczny FASZYZM.

 

 

 

Jeszcze inny artykuł z Internetu

Frekwencyjny sukces paraolimpiady zaskoczył zarówno organizatorów olimpiady, jak i samych sportowców. Podczas tej samej imprezy cztery lata temu w Pekinie udostępniono zaledwie 900 tysięcy biletów, z czego większość była za darmo. W Londynie sprzedano prawie cztery razy więcej biletów, a większość imprez miała komplet widzów. Transmisje z zawodów pokazywane były w 100 stacjach telewizyjnych, a na portalach społecznościowych takich jak Twitter, Facebook czy YouTube miliony ludzi śledziło najświeższe informacje z bieżni, torów kolarskich czy basenów pływackich. Dla polskich kibiców Internet był podstawowym źródłem informacji, gdyż Telewizja Polska uznała, że paraolimpiada nie stanowi dostatecznie ciekawej imprezy dla miłośników sportu w Polsce. To zły sygnał dla niepełnosprawnych sportowców, w przyszłości bowiem brak transmisji telewizyjnych może przełożyć się na mniejsze zainteresowanie sponsorów, co pociągnie za sobą mniejsze nakłady finansowe na tę formę aktywności sportowej.

Londyńska paraolimpiada pokazała, że sport niepełnosprawnych, to nie tylko forma rehabilitacji, której rozwijaniem zainteresowane jest wyłącznie środowisko osób niepełnosprawnych. Paraolimpiada, jak każda impreza sportowa, wywoływała ogromne emocje, wzruszenia i doping kibiców, a świadomość, że walka każdego paraolimpijczyka jest przede wszystkim mierzeniem się z własną niepełnosprawnością, dodała dokonaniom niepełnosprawnych sportowców autentyzmu, o który coraz trudniej w profesjonalnym sporcie.
Polska wysłała do Londynu 101 sportowców. Większość to amatorzy, którzy pracują, a sport uprawiają na własną rękę, a mimo to wrócili z Londynu z imponującymi osiągnięciami: czternaście złotych medali, trzynaście srebrnych i dziewięć brązowych. To aż o 26 medali więcej niż zdobyli ich pełnosprawni koledzy. Tak wielki sukces na londyńskich zawodach, to ogromna szansa dla polskiego ruchu paraolimpijskiego, aby ze sportu dla niepełnosprawnych uczynić masowe przedsięwzięcie, które milionom kibiców dostarczy wspaniałych przeżyć i otworzy niepełnosprawnym sportowcom drogę do dalszych sukcesów.

09 09 2012

Wiadomość ze strony Europejczycy.net

sport: Żadna telewizja w Polsce nie transmitowała na żywo paraigrzysk.

Osoby zainteresowane wynikami rywalizacji w Londynie, gdy chciały się czegoś dowiedzieć zaglądały do sieci. Nie było innej możliwości, ponieważ w polskiej telewizji nie można było zobaczyć ani godziny transmisji na żywo z zawodów paraolimpijskich.

Nasi zawodnicy właśnie wrócili do Polski.

♦ Na marginesie

Gazeta Codzienna od dwóch dni nie dociera do Krakowa

Dzisiaj rano kiedy piszę ten artykuł – 11 września i 12 września 2012 roku o godzinie 9.30 wciąż w kioskach na Prądniku Czerwonym w drugim co do wielkości mieście Polski nie było Gazety Codziennej, której dystrybutorzy prasy nie dostarczyli – zapewne w ramach walki o równość, demokrację i różnorodność, z całym poszanowaniem każdej odmienności, w ramach walki, która się toczy na naszych oczach w mediach i na ulicach.

Wiecie że nie kocham tej gazety, która często zawiera treści obraźliwe w stosunku do wyznawców innych religii niż katolicka – ale każdy przejaw faszyzmu – zwłaszcza ze strony Ludzi Posiadających Władzę i Środki Produkcji – powinniśmy piętnować wspólnymi siłami. Takie zachowania i działania – jak utrudnianie komukolwiek głoszenia jakichkolwiek poglądów pachną terrorem i postkomuną na sto kilometrów.

Zastanawiam się o co tu chodzi bo ani Gazeta Codzienna w formie internetowej ani Gazeta Polska nie bije na alarm, że wydanie drukowane nie dochodzi do Krakowa. Dowiedziałem się od kioskarzy , że od dwóch dni tej gazety w formie druku nie otrzymują?

Tymczasem nie słychać żadnego larum ze środowiska prawicy katolickiej  – więc czy to jest planowana przerwa wydawnicza pisma, czy też może ono zbankrutowało? W Internecie w najlepsze cisza na ten temat jakby się nie działo nic niezwykłego.

Gazeta Codzienna, ogólnopolski dziennik, zapadła się w Czarnej Medialnej Dziurze – trwa milczenie. Już ten fakt sam w sobie świadczy o nienormalności państwa w jakim żyjemy. Konkurencja też milczy? O takim dziwactwie świat nie słyszał. A może medialna „konkurencja” nic o tym spektakularnym upadku wrażej inicjatywy nie wie? Świadczyłoby to fatalnie – znów o jakości ichniego, „konkurencyjnego” dziennikarstwa. A może to po prostu żadna tam KONKURENCJA, lecz jak mawiał Wałęsa: „trzeba wspierać lewą nogie i prawą nogie” – więc się wzajemnie wspierają i SOLIDARNIE milczą.

To tylko taka ciekawostka – przecież nie będziemy ich bronić, oni w naszej sprawie na pewno nie kiwną palcem

13. 09 2012 Ps: Dowiaduję się że we Wrocławiu również od poniedziałku ta gazeta nie występuje

14.09 – Po kolejnym dniu nieobecności Gazety Codziennej w Polsce i milczeniu solidarnym wszystkich mediów na ten temat począwszy od Gazety Polskiej i Wyborczej a skończywszy na Onet i Interia,pl, po braku reakcji na maile pisane na Kontakt- Codziennej, po braku reakcji w portalu Niezalezna.pl – pojawiły się wpisy pod artykułem o Amber Gold podsumowujące – tę „odjazdową” sytuację niezauważania przez nikogo braku drukowanej wersji tej gazety w kioskach całej Polski:

Oto wpis spod artykułu z 14 09 2012, godz 7.37  http://niezalezna.pl/32811-sensacyjne-nagrania-ws-amber-gold:

Wśród czytelników niezalezna.pl zebrałem informacje w jakich miejscowościach od wtorku 11-go września nie można kupić Gazety Polskiej Codziennie

Ciechocinek,
Zgierz
Tarnowskie Góry
Iława
Szczecinek
Sosnowiec
Starachowice
Sopot
Gdynia
Maks- woj. pomorskie
Niemodlin- woj.opolskie
Gdańsk
Wrocław
Poznań
Konin
Ostróda
Lubin
Świdnica
Słupsk
Sławno
Chełm
Kołobrzeg
Myszków
Częstochowa
Kraków -Krowodrza
Kraków- Łagiewniki
Kraków- Kazimierz
Kraków – Nowa Huta
Kraków- Podgórze
Świecie n/W
Gmina Przemęt miejscowości Wieleń,Kaszczor,Osłonin,Olejnica- woj.wielkopolskie
Wąbrzeźno woj. kujawsko-pomorskie
Żnin
Puławy
Wieliczka
Warszawa
Kutno
Głogów
Jonkowo- woj. warmińsko-mazurskie
Zamość
Herby Stare
Zgorzelec
Łomża
Wejherowo
Kędzierzyn-Koźle
Nisko
Mielec
Olsztyn
Jordanów
Ostrołęka
Leżajsk
Opole
Katowice
Ustroń
Cieszyn
Wschowa
Ruda Śląska
Rzeszów
Zakopane

Lista ta jest zapewne o wiele dłuższa.
Co się dzieje ?????????? Dlaczego na portalu niezalezna.pl nie ma żadnych informacji na ten temat ?????

—-

Prostuję ten wpis – nie ma jej od poniedziałku a nie od wtorku i właśnie kończy się tydzień – mamy dzisiaj piątek, 14 09 2012.

No i gdzie my żyjemy – Wielka Zmiana uderza ludziom do mózgów? Wszyscy lekceważą wszystkich i mają ich za idiotów? To jakiś cyrk cieni i parada powszechna oszustów?!

Mówiono mi, ale jako racjonalista słabo w to wierzyłem: cytuję „… Kiedy nadejdzie Wielka Zmiana, ci którzy mają złe intencje pogrążać będą sami siebie.”… Nie przytoczę tutaj dalszej części tego cytatu, bo gdy go sobie przypominam czuję ciarki na plecach. Mam wrażenie że MATRIX się zaciął. Pozdrawiam tych wszystkich którzy mają oczy i uszy i wyciągają dla siebie właściwe wnioski oraz pożytek  z oglądanego ogólnoświatowego spektaklu.

W nagłówku strony Niezalezna.pl znajdziecie zdanie: „My informujemy – oni kłamią”.

KONWERGENCJA HARMONICZNA 2012 !


WITAJCIE WĘDROWCY!

ZAPRASZAMY WAS DO WSPÓLNEJ DUCHOWEJ PODRÓŻY

 

KONWERGENCJA  HARMONICZNA 2012

 – Z DUCHEM PRZEMIAN

 

 

w DZIEŃ ZIEMI – w RÓWNONOC JESIENNĄ 22.09.2012

spoTKANIE POWSZECHENEJ JEDNOTY SZCZERYCH SERC

EMISJA  SERDECZNEJ FALI z ZIEMI dla POLSKI i wszechŚWIATA

ZGROMADZENIE LATOROŚLI przed końcem CZASU

 

GENERATOR KWARCOWEJ GÓRY – WĘZEŁ  KRYSTALICZNEJ SIATKI ZIEMI,

KRASKÓW nieopodal ŚLĘŻY  – U ŹRÓDŁA ŻYWEJ WODY

POLARYZACJA ENERGII YIN i YANG

RÓWNA WAGA RZECZYwistości – KSIĘŻYC w pierwszej kwadrze

 

PRZYGOTOWANIE

 

 

  WSPÓLNA MEDYTACJA

Na 90 dni przed końcem Kalendarza Majów – w 25 lat po Konwergencji Harmonicznej

 Jose Arguellesa, która zebrała 144 tysiące uczestników i zapoczątkowała światową odnowę duchową

nadchodzi czas końca czterech cykli kosmicznych

– KOŁOwrót ŚWIATA dopełnia swój jEDEN obrót – CZEKA  NAs KONIEC

kali yugi – WIEK żelaza odchodzi – nadchodzi ŚWIaT NOWEJ ERY

W wyjątkowym miejscu na Ziemi, w środku GÓRY KWARCU o masie 1,5 mln ton,  możesz

 i TY stać się uczestnikiem CELEBRACJI  tego wyjątkowego WYDARZENIA

wystarczy nas √¯1% poPULAcji POLSKI (630 osób +)

by wpłynąć na i zmienić rzeczywistość –  by wygenerować Serdeczną Falę Światła

PRZYBYWAJ jeśli poczujesz Zew DUCHA!

 

 

 

GEN – kod DNA – jak naRÓD , jak GENius loci – jak DUCH miejsca – jak GENiusz

RA – świetlisty aspekt Boga – jak RAdość, jak spiRAla , jak BRAhMA RAju

data wydarzenia: 22-23.09.2012 Kopalnia kwarcu Krasków koło Ślęży

 

Recepcja czynna w dniu 22.09 od godz. 8.00 

Oficjalny początek spotkania  – sobota 22.09. godz. 13.00

Zakończenie:  w niedzielę 23.09 w godzinach około południowych

 

PATRONat medialny : NTV – niezaleznatelewizja.pl

 

  

proGRAm (elastyczny)

 

 

Dzień Pierwszy – 22.09.2012

 

Dzień Ziemi – 13 CABAN (kaban) wg kalENDarza MAJÓW – KONIEC fali węża.

                      W tym dniu sięGAMY SAMEgo DNA byTU

 

-          13.00   – prezentacja Miejsca i organizatorów

-          13.15  – Ziemia gwiazdOM – dla wszechŚWIATA

-          14.00  – nauka Mądrości – Ręce są bardzo ważne – Mudry

-          14.45  – czas na posiłek

-          16.00  odWIEczne DRZEWO ŚWIATA króTKA medytacja 4 KIERunków – Andrzew

-          16.30   centRAlna MEDYTACJA – zŁĄCZEnie Z ZIEMIĄ – od Ziemi dla wszechŚwiata

Kryształy i my –  opoWIEść O KRYSTALICZNEJ SIATCE ZIEMI – Kasia Barczyńska

wPROWADZENIE do MEDYTACJI – Elwi

wsPÓLna mantRA OM

koncert GONGów – wibRAcja Miłości – Gosia Gałwiaczek / Barbara Warwaszyńska,

                                Tomasz Niewiadomy i inni wykonawcy

zesPOLEnie śWIADOMOŚCI – wspólnota DUCHowA – eMISJA SERDECZNEJ FALI

ZEW DUCHA  

-          20.00   przerwa integracyjna / techniczna

      –     20.30   SŁOWiański RODoWÓD – powrót do korzeni DRZEWA RÓDowego

                        GŁAGOLICA – pRA JĘZYK SŁOWian / Tajemnice Świata – Tadeusz Mroziński

      –     22.00   WIZJA przyszłości wg DUCHA – ELwiRA / AndrZEW

-          22.30 – MIToLOGia SŁOWian 

                        preZENtacja mechanizmu KOŃCA CZASÓW – Marek Wójtowicz

TRYWID – wizja nadchodzących PRZEMIAN w artystycznym ujęciu Joanny

                                          Maciejewskiej i Marka Wójtowicza

-          23.15   nieSPODZIanka EMItera

-          23.30   kOD DNA

-          24.00   watRA – TAŃCE naRODOWE przy bębnach – Grzegorz Zielonko z zespołem MIANO

                             Sam na sam z gwiazdami – osobiste spoTkania podniebne

  

Dzień Drugi  – 23.09.2012

 

ŚWIaT NOWEJ ERY

 

-          6.40      PORAnkowa agnihotRA

-          7.15      dla chętnych –  wyPRAWA na stoki GÓRY ŚLĘŻY 

-          9.30      wspólne śniadanie

-          10.30    PRZEDNOVEK NOVEGO – Tadeusz Owsianko

-          11.30   pożegnania

  

              A  Z DUCHA POCZĘCI ULECĄ POZA CZAS…

 

…………………………………………………………………………………………………………………………..

 

FInanse

 

-          udział w spotkaniu – 30 zł

-          nocleg na polu namiotowym: 5 zł

-          nocleg w sali pod dachem: 10 zł

-          posiłki wegetariańskie / wegańskie (catering na zamówienie) – 12,50 /13.50 zł

 

 

wyDARzenie non PROFIT  JEST natury DUCHowej – organizowane po kosztach 

- opłaty pobierane będą na miejscu w gotówce

 

zaprzyjaźniona strona : http://www.mayapanweb.pl

 

ILOŚĆ miejsc nieoGRANICzona WG fraktalnego WZORU:

PIerwiastek kwadRAtowy Z 1 % populacji – RODu POLSKI : √¯1% genPl = 630 +

 

Prosimy o zabranie ze sobą prowiantu. (będzie możliwość zamówienia posiłków wegetariańskich)

Organizatorzy zapewniają  miejsce na poBliskim polu namiotowym lub w sali pod dachem w odległości 2 km położonej (inne noclegi we własnym zakresie), toy-toyie i umywalnie.

+ krystaLICZNĄ kwarcową WODĘ prosto ze stuDNI źRÓDła wODY ŻYWej

 

Dojazd dla niezmotoryzowanych:

z Wrocławia busem P.W.Beskid (bilety u kierowcy 12.50 zł) do Szczepanowa lub Marcinowic – godz. 6.50 ; 9.00 – stamtąd drogą około 4 km spacerkiem (patrz mapka nr 3)

z powrotem :  godz. 11.45 ; 14.30

mapki dojazdu

mapka nr 1 – Miejsce odjazdu/przyjazdu busów – A

mapka nr 2 – Trasa z Wrocławia do Marcinowic (44 km)

mapka nr 3 -Trasa z Marcinowic – A / Szczepanowa do Kraskowa-kopalni – B

organizatorzy:

 

Ryszard Walczak

– Opiekun i Strażnik Świętej Góry Kwarcowej – kierownictwo logistyczne, tel. 500107860

Joanna Kryńska – pomoc logistyczna, tel. 601575373

Andrzew / Elwi – inspiRAcja DUCHowa – połączenie  telepatyczne

 

 

SERDECZNIE ZAPRASZAMY i DO ZOBACZENIA W KRASKOWIE !

 

Prosimy o rozsyłanie tych Wici w sieci dalej :)

 Witajcie Wędrowcy

 

Wszyscy jesteśmy w Drodze. I jakkolwiek jest ona dla każdego inna, to prowadzi do jednego Celu.

 Wraz z Ziemią idziemy do wyższego wymiaru istnienia.

 

Tymczasem żyjemy w świecie oplątanym siecią matrixa, ale dojrzeliśmy i doszliśmy do etapu, na którym przestało nam to odpowiadać. W głębi siebie krzyczymy: DOSYĆ!

 

To, co się dzieje na zewnątrz, mogłoby sugerować, że nie mamy szans, aby dokonać zmian,

 ale tak nie jest.

Obliczono, że wystarczy pierwiastek kwadratowy z jednego procenta populacji.

 Dla Polski – jest to liczba 630. Potrzeba więc 630 chętnych Serc. Nas.

 

Jeżeli będziemy robili to, co do tej pory robiliśmy i tak, jak do tej pory robiliśmy,

 to efekty będą takie, jak do tej pory.

Być może ktoś powie, że musiałby się wydarzyć cud. Ok, więc oczekujmy, że ten cud się wydarzy.

Być może myślicie, że to niemożliwe. Ale pomyślcie inaczej: że oto TERAZ to, co niemożliwe staje się – JEST MOŻLIWE! A zmiany zaczynają się od nas samych.

To z naszego wnętrza wypływa fala przemian i zatacza coraz szersze kręgi.

 

Prawda chce żyć. Prawda chce się przejawić i tylko z siebie poprzez siebie możemy ją uwolnić. Bowiem wszystko zaczyna się na planie Ducha i dopiero potem przejawia się w świecie materialnym. Na pewnym głębokim poziomie jesteśmy jednością, jesteśmy wszechwiedzący i wszechmocni i to stamtąd wypuśćmy Boskość, Boskie Rozwiązania dla tego świata 3D, do którego przyszliśmy, aby dokonać zmian. Zróbmy to, do czego przygotowywaliśmy się przez wiele żyć.

Uświadommy sobie, Kim jesteśmy i jakie mamy możliwości. Myślmy w sposób nieograniczony.

 

Coraz więcej Boskiej Świadomości wyłania się na światło dzienne, a większa ilość Światła powoduje, że to, co było ukryte – zostaje ujawnione. Nie dziwcie się więc, że świat wygląda tak, jak wygląda. Jednakże miejcie świadomość, że to wszystko jest procesem Transformacji, który zachodzi właśnie po to, aby Stare mogło odejść, a Nowe – Boskie zajęło jego miejsce w tym świecie.

Tak wiele lęku znajduje się w świadomości społecznej, ale to nie lęk ma nas prowadzić, lecz Miłość.

Miłość jest tym, co rozpuszcza wszelkie blokady, łamie wszelkie bariery i w sposób delikatny, subtelny, aczkolwiek zdecydowany, przenika wszystko i dokonuje zmian. Zmian, o jakich marzyliśmy, jakich pragnęliśmy z głębi siebie. Miłość wprowadza Nowe, w którym chce się żyć.

To jest punkt łączący wszystkich i wszystko, a tego, co łączy trzeba się dopatrywać zawsze i wszędzie. To, czemu dajemy uwagę-energię, rozwija się i wzrasta.

To, co ignorujemy – traci moc i schodzi do roli potencjału.

 

Tak więc pełni optymizmu i radości przyjeżdżajcie na nasze wspólne spotkanie,

bo tylko radośni ludzie mogą stworzyć szczęśliwy świat.

Wszystko nam sprzyja. Wszystko jest dla nas przygotowane.

 Czas zaplanowanego spotkania (22 – 23.09.2012) to RÓWNONOC – moment równowagi sił Natury.

Tak więc będziemy wspierani harmonią Kosmosu.

 

Czujcie się zaproszeni i ważni. Niech każdy zajmie należne mu miejsce w kręgu otwartych, chętnych serc. Wszyscy jesteście mile widziani.

 

Kto – jeśli nie MY? Kiedy – jeśli nie TERAZ – Gdzie jeśli nie TU?

 

Do zobaczenia w promieniującym Mocą Miłości Kraskowie!

 

Jaskinia Werteba – rzeczywista i jako metafora łemkowskiej przeszłości polsko-ukraińskiego pogranicza (albo wspólnej Małopolski-Rusi Białochorwackiej)


Jaskinia Werteba Ryszarda Turkiewicza

W tych dniach otrzymaliśmy tomik poezji Ryszarda Turkiewicza „Jaskinia Werteba”. Jest to poezja bardzo dojrzała, ale też niestety wywołująca bardzo smutne refleksje związane z dziejami Podola i ludzi którzy zamieszkiwali do końca II Wojny Światowej okolice Bilcza Złotego gdzie leży owa tajemnicza jaskinia.

Scytyjski rysunek z krypty (Krym, Ukraina)
– przedstawia ognistego konia, ognistą boginię
i domek na kurzych łapkach.

Związek między panem Turkiewiczem a naszym blogiem jest przypadkowy, a może i nieprzypadkowy jako że poeta zapragnął ozdobić swój tomik reprodukcjami motywów słowiańskich z pisanek prezentowanych tutaj przez Dobrosława Wierzbowskiego. Zauważyłem już w 2009 roku że te motywy zyskały sobie dużą popularność – na sam artykuł było bardzo wiele wejść zaraz po jego publikacji i wciąż jest to artykuł popularny. Jego siła są owe motywy i objaśnienia ich znaczeń dołączone przez pana Dobrosława. Jego zasługą jest w pewnym sensie, że te motywy przeniosły się do tatuaży i są obecnie wykorzystywane przez pracownie tatuażu, które używają motywów słowiańskich. Weszły więc niejako do kontrkultury i kultury rycerskiej – współczesnej.

Kiedy przeczytałem te wiersze wysłałem mail do Dobrosława Wierzbowskiego , którego fragment tutaj przytoczę zamiast komentarza:

„…Na razie zdążyłem tylko raz przeczytać wiersze i odczekiwałem przed napisaniem do pana. Książka ładnie wydana, teksty, zwłaszcza na początku głębokie i dobre poetycko, potem poezja stała mi się zbyt prozatorska, nie wiem czy poezja powinna opowiadać zdarzenia – traci na tym kiedy przestaje być zapisem chwili i stanu ducha  – muszę przeczytać jeszcze raz. Łemkowie powinni napisać otwarcie o polskim okrucieństwie o tym pożałowania godnym barbarzyństwie powojennym, o tej okrutnej nienawiści – przecież nikt nie zaprotestował kiedy niszczono cały ich świat, a teraz 20 lat po słynnym odzyskaniu niepodległości nikt się nie odważa nawet mówić o tym żeby im zwrócić ich miejsce – tym którzy chcieliby wrócić.  Problem jest trudny , ale od czego do cholery jest to państwo…”.

Kiedy pisałem te słowa miałem odczucie, że obrazy przedstawiane przez Ryszarda Turkiewicza w dalszej części tomiku za dużo opowiadają, są zbyt dosłowne, relacjonujące – teraz zmieniłem zdanie. Nie czytałem drugi raz , na to jest za wcześnie. Widzę jednak po tym mailu do Dobrosława, że został osiągnięty wielki emocjonalny skutek, a to znaczy że jest to dobra poezja i powinna pozostać dokładnie taka jaka jest.

(kliknij – powiększ)

Wierzę panie Ryszardzie w opowieść, że tym otworem Wertebskim, wydobywa się na świat opowieść o naszej wspólnej przeszłości i wspólnych korzeniach – jeśli okrucieństwo wypłynęło z jakiegoś podziemnego otworu (podświadomego tworu) na Ukrainie to musiała być nim jakaś inna, tutejsza peczera.

Jestem pewien że kiedyś ktoś naprawi przynajmniej część tych krzywd, które miały miejsce. Ta Łemkowszczyzna jest nie tylko własnością Turkiewicza czy Vincenza – jest własnością tych co byli przed nimi i tych co będą po nich – jest obiektem naszej wspólnej troski bo to niezagojona rana na ciele Ojczyzny i Macierzy – potąd pokąd nie robimy nic żeby wróciła w ręce tych, którym z racji pokoleń przynależy. Jestem pewien, że kiedyś i Ukraińcy zrozumieją swoje ludobójstwo dokonane na Polakach i Rosjanie zrozumieją swoje i Polacy zrozumieją swoje ludobójstwo na Ukrainie i Łemkowszczyźnie – bo przecież nie ukrywajmy że odwet był – musiał być – choćby skala była niepomierna.

Chciałbym żeby czasy rozlewu krwi z powodu mocarstwowych ambicji grup ludzi (bo przecież nie narodów) i z powodu odmienności czysto religijnych – bo do tego się to tutaj sprowadza (także w byłej Jugosławii) – nie wróciły już nigdy.

Tomik niniejszy jest okazją do przypomnienia dziejów Jaskini Werteba – bo to dzieje Słowian i Słowiańszczyzny

Kamienna głowa byka

Złote Bilcze 1822

W 1822 w Bilczu Złotym odkryto dwa stanowiska archeologiczne zasiedlane przez ludność kultury trypolskiej z epoki miedzi.

Jedno z nich, nazywane Ogrodem, ulokowane w dolinie rzeki Seret, głęboko rozcinającej Wyżynę Podolską, okazało się typową wsią zamieszkiwaną w okresie od 4000 do 3500 lat p.n.e. Dominowały tam piętrowe domy zbudowane z drewna i gliny. Ludność zajmowała się uprawą roli, hodowlą bydła, owiec i świń oraz rzemiosłem, w tym wyrobem narzędzi z krzemienia, kości i z miedzi. Charakterystycznym dziełem tych ludzi są doskonałej jakości naczynia ceramiczne, malowane czarną, czerwoną i białą farbą. Oprócz najczęściej występujących ornamentów geometrycznych, spotykane też są malowane figury ludzi i zwierząt oraz schematyczne przedstawienia roślin.

Drugi stanowisko archeologiczne zlokalizowane było w gipsowej jaskini Werteba, położonej na płaskiej wysoczyźnie lessowej, oddalonej o kilka kilometrów na wschód od Ogrodu.

CzARA – skołocka z Jaskini Werteba (werteb – zapadlisko)

Foto Egidijus

W Wiki:

Jaskinia Werteba – gipsowa jaskinia, znajdująca się w obwodzie tarnopolskim Ukrainy, w pobliżu wsi Bilcze Złote, na płaskiej wysoczyźnie lessowej.

Jaskinię odkryto przypadkowo w 1822. Ziemie wokół Bilcza Złotego i sama jaskinia należały wówczas do księcia Adama Sapiehy, a później do jego syna – Leona.

Odkryto w niej słynne później stanowisko archeologiczne. Pierwszym archeologiem, który z polecenia Komisji Archeologicznej Akademii Umiejętności przeprowadził w l. 1876 – 78 badania w jaskini był Adam Honory Kirkor.

W wąskich, niskich i bogato rozgałęzionych korytarzach jaskini, do której wchodziło się z góry przez otwór, odkryto ponad 1000 bogato zdobionych naczyń ceramicznych lub ich fragmentów kilkadziesiąt narzędzi krzemiennych i ponad 70 glinianych figurek ludzkich. Przedmioty te znajdowały się w najtrudniej dostępnych zakamarkach jaskini, której istotną cechą były trudności z odpowiednią wentylacją skomplikowanej sieci korytarzy. Zabytki starannie dobierane i deponowane w jaskini przez ponad 1000 lat – pochodzą z okresu między 3870 a 2710 p.n.e. – ze względu na swój wotywny charakter i doskonały stan zachowania wskazują na kultowy charakter tego miejsca. Potwierdza to obecność licznych naczyń pochodzących m.in. z środkowego Podnieprza, środkowego i dolnego Naddniestrza, a nawet z Lubelszczyzny.

Funkcjonowanie tego miejsca zamarło około 2500 roku p.n.e. i wiązało się z upadkiem miejscowych populacji rolniczych, które ustąpiły miejsca ruchliwym grupom pasterzy.

Bilcze Złote kultura trypolska 3500 – 2800 pne – Czara – naczynia gliniane
Oto tekst towarzyszący wystawie w roku 20o1 w Muzeum Archeologicznym w Krakowie

Elżbieta Trela

Zbiór wykopalisk z Bilcza Złotego
imienia Książąt Leona i Teresy Sapiehów

W listopadzie 1904 roku księżna Teresa Sapieżyna wdowa po księciu Leonie podpisała z Akademią Umiejętności w Krakowie umowę, na mocy której Akademia zobowiązała się skatalogować, uporządkować i konserwować zabytki z Bilcza Złotego, pokazać je na wystawie jako Zbiór wykopalisk z Bilcza Złotego imienia Książąt Leona i Teresy Sapiehów, a także w ciągu dwu lat po złożeniu zbiorów w krakowskim Muzeum ogłosić drukiem naukowe ich opracowanie.

Po prawie 100 latach umowa doczekała się realizacji. Polsko-ukraiński zespół archeologów poddaje analizie tę, jedną z największych w Europie, kolekcję zabytków. Składa się na nią ponad 300 całych naczyń (niekiedy metrowej wysokości) i ponad 35 tyś. ich fragmentów, około 120 figurek ludzkich i zwierzęcych, ponad 60 glinianych przedmiotów związanych z tkactwem (przęśliki, ciężarki tkackie, szpulka), około 200 narzędzi z kości i rogu, 300 narzędzi krzemiennych i kamiennych (sierpy, siekiery, tłuczki-rozcieracze) oraz ozdoby z kości i muszli, a także niewielki dysk wykonany z hematytu. Zabytki datowane są na okres między poł. V a poł. III tysiąclecia p.n.e.w chronologii kalibrowanej. Dzięki współpracy z archeologami z Ukrainy badającymi od kilku lat stanowisko, z którego pochodzi kolekcja Sapiehów, zabytki wydobyte na początku wieku i dziś po tylu zawirowaniach historii całkowicie pozbawione dokumentacji terenowej, odzyskują kontekst naukowy.

Jaskinię Werteba odkryto przypadkowo w 1822 r. Ziemie wokół Bilcza Złotego i sama jaskinia należały wówczas do księcia Adama Sapiehy, a później do jego syna – Leona. Pierwszym archeologiem, który z polecenia Komisji Archeologicznej Akademii Umiejętności przeprowadził w latach 1876 – 1878 badania w jaskini był Adam Honory Kirkor. Natomiast pierwsze ślady osady znajdującej się na terenie parku dworskiego odkryto jak podaje Gotfryd Ossowski przypadkowo w 1884 r. O prowadzenie w tym miejscu prac wykopaliskowych ks. Leon Sapieha poprosił w 1889 r. kustosza Muzeum im. ks. Lubomirskich we Lwowie, Pawłowicza. W listopadzie 1890 r. dalsze prace w tym miejscu podjął już sam Ossowski. Odkrył ponad dwadzieścia, jak wówczas sądził, grobów ciałopalnych. W 1890 r. Ossowski zainteresował się również jaskinią Werteba i zlecił wykonanie dokładnego jej planu. Dalsze badania w jaskini w latach 1898, 1904 i 1907, a także niewielkie prace w parku prowadził Włodzimierz Demetrykiewicz. Na podstawie wyników badań Demetrykiewicz sprostował mylną hipotezę Ossowskiego uznając znalezione w parku obiekty za ślady konstrukcji mieszkalnych, nie zaś za ciałopalne groby cegłowe jak sądził jego poprzednik. Po roku 1907 nie prowadzono już większych prac w Bilczu Złotym.

Wilki – figurki kamienne

W 1904 r. zabytki pozyskane podczas dotychczasowych badań przekazane zostały, na mocy umowy, Muzeum Akademii Umiejętności w Krakowie, nastąpiło to jednak już po niewyjaśnionej kradzieży część materiałów, która miała miejsce w Bilczu w tym samym roku. Niektóre ze skradzionych zabytków odnalazły się później i przechowywane były w zbiorach Muzeum Dzieduszyckich we Lwowie. Demetrykiewicz zapoczątkował naukowe opracowanie zbiorów bilczańskich. Po jego śmierci materiałami z Bilcza zainteresowała się uczennica prof. Józefa Kostrzewskiego, Mieczysława Ruxer. Zmarła jednak nie dokończywszy pracy. Dzięki zaangażowaniu śp. dr Ewy Rook udało się rozpocząć prace nad całościową analizą tego wspaniałego zespołu.

….

Badania w ramach grantu właśnie się kończą. Polsko-ukraiński zespół archeologów opracował już tę jedną z największych w Europie Środkowej kolekcję zabytków. Składa się na nią ponad 300 całych naczyń i ponad 35 tysięcy ich fragmentów, około 120 figurek ludzkich i zwierzęcych, ponad 60 glinianych przedmiotów związanych z tkactwem (przęśliki, ciężarki tkackie, szpulka), około 200 narzędzi z kości i rogu, około 300 narzędzi krzemiennych i kamiennych (sierpce, siekiery, tłuczki-rozcieracze) oraz ozdoby z kości i muszli, a także niewielki dysk wykonany z hematytu. Zabytki datowane są na okres 3870-2710 lat p.n.e.

Elżbieta Trela

całość tekstu patrz:http://www.ma.krakow.pl/wystawy/bilcze

Bilcze Złote – figurki antropomorficzne bóstw pogańskich

z Wywiadu z dyrektorem Jackiem Rydzewskim z Muzeum Archeologicznego w Krakowie:

- Do najcenniejszych i najbardziej sensacyjnych odkryć należą zabytki z Bilcza Złotego i Ryżanówki, a więc z dawnych polskich majątków leżących na Kresach, obecnie na Ukrainie?

- To prawda. Są to dwie niezwykle cenne kolekcje i duma naszego Muzeum. Bilcze Złote to głównie kolekcja glinianych figurek kultowych i malowanych naczyń z okresu neolitu. Ryżanówka to wyposażenie grobu „księżniczki scytyjskiej” ze znakomicie zachowanymi ozdobami ze złota i srebra pochodzącymi z ok. III wieku przed naszą erą.
W odkryciach w Bilczu Złotym i Ryżanówce także ma swój udział Komitet Badań Naukowych…
Tak. Właśnie zakończyliśmy badania w ramach grantu przyznanego nam przez Komitet Badań Naukowych na opracowanie kolekcji materiałów z Bilcza Złotego.

Bilcze Złote – plakietka kamienna – Głowa Byka (podobna w kształtach do tej z Radymna wykonanej ze złota)

- Dlaczego Muzeum brało udział w badaniach na Ukrainie?

- To się wiąże z historią naszego Muzeum. Od chwili, gdy Muzeum stało się placówką Akademii Umiejętności jednym z celów statutowych była troska o dziedzictwo kulturowe narodu, zwłaszcza na terenach, które utraciliśmy. Jednocześnie na Kresach działało jeszcze wielu Polaków realizujących swoje rozmaite zawodowe ambicje. Było tam nadal wiele polskich majątków i w sposób naturalny Polacy tam mieszkający ciążyli do ośrodków naukowych i kulturalnych dawnej Polski, czyli do Krakowa. Nic więc dziwnego, że dwie wspaniałe kolekcje – Bilcze Złote i Ryżanówka – trafiły właśnie do nas. Bilcze Złote leży w dawnym majątku książąt Sapiehów na Podolu. Już w roku 1822 odkryto tam przypadkowo Jaskinię Werteba. Ziemie wokół Bilcza Złotego i sama jaskinia należały wówczas do księcia Leona Sapiehy. Pierwszym archeologiem, który na zlecenie krakowskiej Akademii Umiejętności przeprowadził badania w jaskini, w latach 1876 – 1878, był Adam Honory Kirkor. Pierwsze ślady osady znajdującej się na terenie parku dworskiego odkryto przypadkowo w roku 1884. O prowadzenie w tym miejscu prac wykopaliskowych Leon Sapieha poprosił kustosza Muzeum im. Ks. Lubomirskich we Lwowie, E. Pawłowicza. To był rok 1889. A dalsze prace już w roku 1890 podjął kustosz Muzeum Archeologicznego w Krakowie Godfryd Ossowski. Zainteresował się wówczas także jaskinią Werteba i zlecił wykonanie jej dokładnego planu. W dworskim ogrodzie natomiast odkrył – jak wówczas sądził – ponad dwadzieścia cegłowych grobów ciałopalnych. Tymczasem była to cała osada.

Modele domków kultury trypolskiej

Jaskinia wydrążona w utworze lessowym, do której wchodziło się z góry przez otwór, była niesłychanie rozgałęziona. Wokół niej koncentrowało się życie pewnej grupy ludności, obok była założona normalna osada. Ci ludzie, jak na stosunki neolityczne byli niezwykle zaawansowani kulturowo i cywilizacyjnie. Mieli swoje, bardzo charakterystyczne, domy, cały świat sztuki i wierzeń, czego przejawem jest przepiękna ceramika, znakomicie wypalona, na świetnym poziomie technicznym, malowana czarnymi wzorami na brązowym tle, niezwykle precyzyjnie, starannie, wykorzystująca motywy geometryczne. Te naczynia zawsze były ozdobą naszej wystawy. Zwracały natychmiast uwagę. W kolekcji z Bilcza Złotego mamy cały świat rozmaitych amuletów wykonanych z kości, z kamienia, z drewna – to cały system wierzeń i zwyczajów. Symbolem tej kultury jest przepiękna zawieszka wykonana z kości przedstawiająca głowę byka. Żłobiony ornament układa się w schemat kobiecej postaci.

Werteb – foto Alieksiej Zaremba

Wystawa zabytków z Bilcza Złotego w naszym Muzeum była ukoronowaniem trzyletniego, międzynarodowego programu badawczego finansowanego ze środków Komitetu Badań Naukowych. Powstała dzięki współpracy archeologów, paleobotaników, paleozoologów, petrografów i artystów plastyków. Polsko – ukraiński zespół zakończył właśnie opracowywanie tej jednej z największych w Europie Środkowej kolekcji. Zabytki pochodzą z okresu między 3870 a 2710 przed naszą erą.

całość patrz: http://www.sprawynauki.waw.pl/?section=article&art_id=626

Bilcze Złote – rekonstrukcja osady

Cuda kultury trypolskiej w Toruniu

Wojciech Pastuszka

7 czerwca 2010Posted in: Archeologia, Europa, Prehistoria

Na wystawie „Neolityczny barok – kultura trypolska” po raz pierwszy w Toruniu prezentowane są unikatowe przedmioty – figurki kobiet kultury trypolskiej (VI-III tys. p.n.e.) ze zbiorów Muzeum Archeologicznego w Krakowie i Muzeum Okręgowego w Toruniu (1 figurka). Kolekcja tych zabytków pochodzi z wykopalisk z Bilcza Złotego na Ukrainie (Ogród i jaskinia Werteba). Uzupełnieniem prezentowanych eksponatów pochodzących ze zbiorów Muzeum Archeologicznego w Krakowie są kolorowe tablice informacyjne przedstawiające historię tej niezwykłej kultury.

Pięknie malowana ceramika kultury trypolskiej. Fot. Cristian Chirita

„Jest to prezentacja jednej z najbardziej intrygujących kultur archeologicznych w pradziejach Europy. Odkrycia pierwszych stanowisk zaliczanych do tej kultury sięgają XIX wieku i choć wiedza na jej temat znacznie poszerzyła się od tego czasu, dyskusje dotyczące jej historii i materialnych pozostałości odkrywanych w ziemi przez archeologów trwają do dzisiaj” – mówi kurator wystawy Beata Bielińska – Majewska. Nazwa pochodzi od wsi Trypole, niedaleko Kijowa. Dokonano tu jednego z pierwszych odkryć.

więcej patrz w Archeowieści

Wycieczka do jaskiń Werteba i Krystaliczna

Ukraina Zachodnia jest znana z wielkiej ilości jaskiń gipsowych. Tutaj, w obrębie obwodów Tarnopolskiego, Czarnowieckiego i Chmielnickiego, znajduje się potężna warstwa gipsu karsowego, w którym znaleziono już więcej niż półtora dziesiątka jaskiń. Te jaskinie są poziome i labiryntowe o długości od kilkuset metrów do więcej niż 200 km, głębokość usytuowania nie przewyższa 30-50 metrów.

Te jaskinie są również interesujące pod względem swojej struktury: niektóre z nich tworzą wysokie galerie i wąskie przejścia, w głębi innych są olbrzymie sale o wysokości ponad 10 metrów. Ściany jaskin utworzone są ze spresowanego gipsu, który w jaskini Krystalicznej; na przykład, pod ciśnieniem przetworzył się w przepiękne desenie w postaci ptasich piór i płatków kwiatów, w jaskini Werteba zaś po prostu są wielkie kolorowe ornamenty. Szczególną uwagę zwracają na siebie niepowtarzalne kryształy o wielkości od kilku milimetrów do dziesiątków centymetrów, ich kolory mienią się odcieniami od śnieżnobiałego i żółto-kremowego do rdzawoczwerwonego i czarnego. Bogata w kryształy jest jaskinia Krystaliczna, która właśnie zawdzięcza swoją nazwę wielkiej ich ilości. W niektórych jaskiniach szukali schroniska jeszcze wcześni ludzie. Na przykład, Werteba znana jest przede wszystkim dzięki interesującym znaleziskom ceramiki trypolskiej: dzbany do przechowywania wina, miski i dzbanki, wazony i amfory, atrybutyka religijna. Na podstawie tych znalezisk udowodniono, że w ciągu setek lat ta pieczara była zamieszkiwana przez kilka pokoleń trypolców.

Dzień pierwszy
Spotkanie w Kamieniec Podolsku.
Wycieczka.
• Jaskinia „Atlantyda” (trzy poziomy w jaskinie, wycieczka na 5 godzin, wrażenia na całe życie!).
• Rychta (zamek XVI w., ruiny młyna wodnego ХІХ w.).
• Kudryńce (zamek – twierdza początku XVII w.).
Zakwaterowanie w hotelu.
Kolacja.

Dzień drugi
Śniadanie.
Wycieczka.
• Jaskinia «Kryształowa» (geologiczna pamiątka o państwowym znaczeniu, jaskinia labiryntowa charakteru karstowego, długość ponad 22 km).
• Jaskinia – muzeum «Werteba» (geologiczna oraz archeologiczna pamiątka o państwowym znaczeniu w której znaleziono ślady cywilizacji trypolskiej).
Powrót do Czortkowa.

Wycieczka:
• Jaskinia „Werteba” (w tej jaskinie działa muzeum kultury Trypolu, ponieważ tutaj archeolodzy znaleźli ślady pierwszych Ukraińskich rolników. Pod czas wykopalisk w jaskinie znaleziono pozostałości dużego ogniska, różne narzędzia dookoła (siekiery, dłuta, skrobaki, noże), koście zwierząt. W Wertebie znaleziono przez archeologów liczne ceramiczne figurki kobiet, w jednej sali znaleziono tajemniczy pochówek mężczyzn – 25 szkieletów, naczynie religijne).
• Jaskinia „Młynky” (jedna z jaskiń Podola, długość około 25 km. Tutaj są duże kryształy i ogromne kawałki gipsu, stalaktyty, kamienne „fali”, dziesiątki korytarzy i sale. Charakterystycznym jest to, że w jaskinie „Młynky” opracowano trasy o różnym stopniu trudności, można wybrać bardziej zrelaksowaną podróż również podróż z adrenaliną. Jednak niezależnie od trasy będziesz musiał pełzać, próbować przejść przez wąskie tunele i szczeliny, przechodzić głębokie pęknięcia w gipsowych jaskiniach).
Przyjazd na miejsce obozu.

Wejście do Jaskini/Pieczary Werteba – fot Alt 666

Entrance to the Verteba cave near Bilche Zolote village (вхід до печери Вертеба біля с. Більче Золоте)

Wejście do jaskini – foto Vołodymyr Rizun

History Exploration of Werteba cave

- Wojciech W. Wisniewski The author quotes an unknown text written by Bogusz Zygmunt Steczynski in 1870. The text describes exploration of Werteba cave (Podolia, formerly in Poland) which was carried out by Jan Chmielecki, a local leaseholder, in 1822. After digging through the entrance about 500-600 m of cave passages were discovered. Some human bones, bonfire remnants and one silver coin were found. Picture shows the first cave of Podolia map from 1878.

Plan jaskini

Печера Вертеба

(загальна довжина ходів сягає біля 8 км), відома з давніх часів. Тут спостерігається протягом року стала температура – +10-120С, відносна вологість коливається в межах 92-100%. У печері живе велика колонія кажанів.
Цікава вона тим, що ще у четвертому-другому тисячоліттях до нашої ери (період неоліту) її обладнали під житло представники самобутньої трипільської культури, хоч взагалі вони традиційно селилися на пагорбах. За велику кількість археологічних знахідок цю печеру називають “Наддністрянською Помпеєю”.


foto Jujuapi
Перше дослідження Вертеби датоване 1876 роком, а чимало знайдених там потім експонатів зайняли почесне місце в музеях Європи (були вивезені туди, коли Тернопільщина входила до складу Польщі та Австро-Угорщини). А вже за незалежної України, у 1999-му, археологічна експедиція під керівництвом великого ентузіаста і фаната своєї справи, директора Борщівського краєзнавчого музею Михайла Сохацького знайшла у Вертебі цілісний культурний пласт часів неоліту. Відтак ще тоді виникла ідея створити у печері унікальний музей, експозиція якого наче повертала б відвідувачів на кілька тисячоліть назад. Задум було реалізовано – підземний музей відкрив свої двері для відвідувачів.

Rogate Serce – Stanisław Szukalski, przypomina Wojciech Świętobor Mytnik


Tagged with:

Kraków – Święty Krąg na Libanie – Wzgórze Swaroga naprzeciw Kopca Kraka (nowy)

Posted in Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 26 Sierpień 2012

Kraków – Płaszów -Wzgórze Swaroga –  Liban: Bajorki na drzewach przy Świętym Kręgu

Na Libanie w Krakowie-Płaszowie w miejscu gdzie był obóz koncentracyjny powstał Święty Krąg złożony z 8 menhirów – symboli bogów Żywiołów. Przygotowywano się tam do wykonania także z otoczaków kręgu 12 Mocy ale pracę przerwano – Wandale oczywiście dewastują to miejsce nieustannie – czynią to ponieważ ich głupota jest bezgraniczna. Jest to  piękne miejsce zbezczeszczone wcześniej zbrodnią przez Niemców-Nazistów, którzy skalali nie tylko święte miejsca ale i święte słowiańskie znaki Wiary Przyrody. Wzgórze piękne i wspaniałe z widokiem wprost na Święty Kopiec Swaroga zwany Kopcem Kraka.

Święte drzewo o wielu pniach – młode – przy Kręgu

Nie pozwólmy tego wzgórza bezcześcić – bywajmy tam. Jest to miejsce  Naszego Pogańskiego Kultu a też i pamięci – Pamięci Przodków – zmarłych. Łatwo to poznać po 9-tym kamieniu , który jest kamieniem leżącym (edwie wystaje z ziemi, pomiędzy kamieniem Pierwszym i Ósmym)  – 9 – czerta śmierci.

Otoczaki przygotowane do Kręgu 12 Mocy i bohomazy debilne (dosłownie boho-zmazy)

Na Krąg od Świętego Drzewa – widoczny wkopany w ziemię menhir między 1 a 8 kamieniem

Na Kopiec Kraka od Świętego Kręgu na Libanie

Widok na oczko wodne w wyrobisku – źródło jest zawsze blisko miejsca świętego

Krąg – widać Kamień przewrócony przez wandali

Widok na Kopiec

Ruiny i ściana drzew

Bohomaz zamiast wizerunku pogańskich bogów

W tle w Bramie Pni Drzew i Kamiennych Słupów widoczny Kopiec Kraka-Swaroga

Z Duchem Przemian (już za 14 dni)


Spotkanie ludzi pragnących uchwycić rytm przemian – jakie niesie rok 2012

Masyw Ślęży jest przystanią, z której odpływa ARKA NOVEGO. Zapraszamy na pokład! 

Moc Góry – Słowiańskie Klimaty – Bratnie Dusze

1 – 2 września 2012 ośrodek Mieszko i Jagienka na przełęczy Tąpadła w Masywie Ślęży.

Recepcja czynna 1 września, sobota, od godziny 10.00

Oficjalne rozpoczęcie spotkania – sobota, godzina 18.00

w Programie

sobota 18.00 – część multimedialna w sali:

- prezentacja ogólna organizatorów

- Słowiański rodowód – Marek Wójtowicz

- prezentacja mechanizmu końca czasów – Marek Wójtowicz

- TRYWID – wizja nadchodzących przemian w artystycznym ujęciu Joanny Maciejowskiej i Marka Wójtowicza

- PRZEDNOVEK NOVEGO – Tadeusz Owsianko

21.00 – Przy ognisku

- spotkanie z uczestnikami wyprawy do Gwatemali – relacje ze spotkania z Don Alejandro – najwyższym przywódcą duchowym Majów i Indian Obu Ameryk

- rozmowy i spotkania indywidualne

A to wszystko przy oryginalnych rytmach grupy Miano z Wrocławia.

niedziela 8.00

- Otwarcie wystawy obrazów Joanny Maciejowskiej – wystawa będzie czynna do godziny 15.00

- 9.00 śniadanie przy wspólnym stole

10.30 wyjście w góry

15.00 pożegnanie

gościem specjalnym spotkania będzie Czesław Białczyński – autor Mitologii Słowian.

Koszty:

- uczestnictwo                  – 20 zł

- nocleg w pokoju 2-3. osobowym z łazienką     – 60 zł od osoby (miejsc 30)

- nocleg w domku 12. osobowym                               – 40 zł (40 miejsc w domkach)

- śniadanie                        –  20 zł

Prosimy o zgłoszenia rezerwacyjne przez Internet, na adres: ssss.staredrzewa@gmail.com

ssss.staredrzewa@gmail.com

Lub telefonicznie (także szczegółowe informacje):

535483643

Otrzymacie Państwo zwrotnie potwierdzenie rezerwacji. Opłata będzie pobierana na miejscu.

Ilość miejsc ograniczona  – decyduje kolejność zgłoszeń!  Na terenie ośrodka nie ma zgody na biwakowanie.

Prosimy o radosne stroje.

DOJAZD

z dworca PKS  we Wrocławiu

POLBUSEM 512 ze stanowiska nr 6

w godzinach 7.40, 9.20, 13.10. Bilety u kierowcy.

Zespół organizacyjny: Joanna Maciejowska, Katarzyna Łuczak, Tadeusz Owsianko, Marek Wójtowicz

Informujemy także że ruszyła strona internetowa naszego wydawnictwa Slovianskie Slovo: http://slovianskieslovo.pl/

Znajdziecie tam także informacje o planowanych spotkaniach,wydawanych książkach, subskrybcjach i innych wydarzeniach

Wzgórze Brzucha (Głębi – Gobekli Tepe) lub Góra Ognia Nawi (Gire Navoke) i Świątynia Pępka Świata

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody by bialczynski on 16 Sierpień 2012

Odkrycie najstarszej Świątyni Wiary Przyrody na świecie wywołało wstrząs w licznych dziedzinach związanych z kształtowaniem wyobrażeń nauki o Starożytności i w środowiskach badaczy starożytności. Po pierwsze okazało się, że pochodzi ona z czasu, kiedy ludzkość miała być pozbawiona możliwości organizacyjnych i wytwórczych oraz mentalnych do wykonania tak skomplikowanego dzieła.  Budowle powstały mianowicie około 9500 roku p.n.e. a do tego w ruinach znaleziono ziarna pszenicy i innych roślin, które zburzyły nie tylko wyobrażenia archeologów lecz również koncepcje historyków i antropologów na temat ewolucji ludzkości w dziedzinie rolnictwa. Obszar o którym mowa leży na pograniczu dzisiejszej Turcji i Syrii , a w czasie kiedy powstawały budowle otoczony był dziką roślinnością i bujną przyrodą zupełnie odmienną niż dzisiejsza pustynia.

Poczytajmy o tym z polskiej Wiki, ale doradzam od razu przeczytać też angielską wersję znacznie dokładniejszą.

Göbekli Tepe (język turecki: wybrzuszone wzgórze; język kurdyjski: Girê Navokê) – stanowisko archeologiczne w południowo-wschodniej Turcji kryjące pozostałości prehistorycznego sanktuarium. Razem z Nevalı Çori zrewolucjonizowało współczesną wiedzę o neolicie w Eurazji. Göbekli Tepe jest najstarszym znanym miejscem kultowym stworzonym przez człowieka (jego powstanie datowane jest na X tys. p.n.e.)[1]. Stratyfikacja terenu wykazuje, że miejsce to było używane przez szereg tysiącleci.

Historia odkrycia

Amerykański rekonesans archeologiczny z 1964 roku uznał, że wzgórze to nie miało charakteru całkowicie naturalnego. Jednakże zakładano że prawdopodobnie kryje cmentarzysko bizantyjskie. Niemiecki Instytut Archeologiczny i Muzeum w Şanlıurfa rozpoczęły wykopaliska w 1994 roku. Prehistoryczny charakter tego miejsca rozpoznano od razu. Jak dotychczas (2009), przebadano tylko około 5% terenu. Ocenia się, że zakończenie wykopalisk może zająć jeszcze 50 lat.

Wcześniej, wzgórze to było wykorzystywane rolniczo. Od pokoleń, mieszkańcy przemieszczali kamienie i prawdopodobnie wiele z archeologicznej wartości miejsca zostało w ten sposób zniszczone.

Opis

Najstarsza warstwa (III) zawiera słupy megalityczne połączone ścianami, tworzące razem koliste lub owalne struktury. Jak dotąd odkopano 4 takie struktury. Badania geofizyczne wskazują na istnienie dodatkowych 16 struktur tego typu. Warstwa III jest datowana na około 9 tysięcy lat przed naszą erą.

W warstwie II odkryto szereg przyległych prostokątnych pokoi z podłogą z polerowanego wapienia. Jest ona datowana na 7500 – 6000 przed naszą erą.

Najwyższa (zarazem najmłodsza) warstwa zawiera pozostałości działalności rolniczej.

Kontekst chronologiczny

Ze względu na początkowy stan badań, wszystkie konkluzje mają charakter roboczy.

Daty zostały ustalone metoda radiowęglową C14. Koniec warstwy III to 9000 przed naszą erą. Początek jest określany w przybliżeniu jako 11 000 lat przed naszą erą lub wcześniej. Warstwa II sięga do około 8000 przed naszą erą.

Dlatego uważa się, że te struktury są starsze niż ceramika, metalurgia, pismo, lub koło. Zostały zbudowane przed tzw. rewolucją neolityczną, czyli przed początkiem rolnictwa i hodowli zwierząt. Organizacji społecznej, jaka była konieczna do zbudowania tych struktur, nie wiązano dotychczas ze społeczeństwami przed-neolitycznymi. Wiele ze słupów waży od 10 do 20 ton, a niektóre nawet 50.

Niedawna analiza DNA pszenicy wskazuje, że odmiana dzika występująca w okolicy Karaca Dağ jest najbliższą pszenicy współczesnej[2]. Karaca Dağ jest położone tylko około 30 km od Göbekli Tepe. Tak więc spekuluje się, że rejon ten pełnił kluczową rolę w historii rolnictwa.

Przypisy

  1. ↑ Sandra Scham, „The World’s First Temple” – streszczenie artykułu z amerykańskiego magazynu „Archeology” (Volume 61, Nov/Dec 2008)
  2. ↑ Heun i in., Site of Einkorn Wheat Domestication Identified by DNA Fingerprinting, Science, 278 (1997) 1312-1314.

(powiększ)

Osobom wychowanym w światopoglądzie chrześcijańskim nie jest łatwo interpretować wiele zjawisk i odkryć. Rozciąga się to na wiele dziedzin życia – a bierze się stąd że ludzie wychowani w kanonie chrześcijańskim nie rozpoznają struktur i wzorców oczywistych dla innych ludzi – ich wychowanie i wiedza mają charakter wybiórczy. Przede wszystkim odseparowano ich i konsekwentnie w procesie edukacyjnym separuje się ich nadal od wiedzy ezoterycznej i magicznej, od symboliki Kabały , symboliki numerologicznej i wszelkich strukturalnych pojęć związanych ze starożytną wiedzą i wiarą – POGAŃSKĄ. Stąd możliwe są tak kuriozalne przeoczenia i i błędy analityczne i interpretacyjne całych środowisk naukowych – jak na przykład archeologów w sprawie Świątyni Pępka Świata położonej na Wzgórzu Brzucha. Jest to świątynia Wiary Przyrody w sposób oczywisty. Już fakt stworzenia budowli owalnych czy też idealnie okrągłych (pierścień) powinny nasuwać wniosek, że mamy tutaj odwzorowanie boskiego Jaja-Kłódzi czyli Owalu-Uwalu-Warze (Owalo-Kuteż-War, Awalokiteśwara), w którym Uwiłte zostało Światło Świata, a który następnie znalazło swoją replikę i znajduje do dzisiaj w wielkanocnych jajach-pisankach, opisanych Wzorem Świata.Mamy tu zatem Owal-Kłódź, czyli Pąp Świata, a więc świątynię Światła Świata.

Gdyby to nie wystarczało należy pójść dalej – każda owalna budowla z dotychczas odkopanych składa się bowiem z dwóch centralnych filarów – są to nie tylko filary podtrzymujące strop lecz także symbole  in-yang – czyli Wielkiego Działu Wszego Świata, Pierwszego Działu – na Białoboga i Czarnoboga – podstawowe siły dzielące Wszechświat czy też RzeczyIstność.

Jeśli to jeszcze za mało do pełniejszej interpretacji to przyjrzyjmy się słupom w bocznych ścianach budowli – w każdym owalu jest ich Osiem – czyż to nie oczywiste, że mamy tu Słupy Ośmiu Żywiołów? Oczywiście dla chrześcijańskiego uczonego nic z tego nie będzie oczywiste, ponieważ on w ogóle nie patrzy na świat poprzez pryzmat znaczeń magicznych – kodów przyrodzonych właściwych Przyrodzie.

Na koniec wreszcie jakby tego wszystkiego było mało mamy tu na słupach płaskorzeźby zwierzęce. Czasem jest to pojedyncze zwierzę a czasami kompleks. Gdyby naukowcy parający się rozwiązaniem tych zagadek patrzyli na świat magicznie i kodystycznie i symbolicznie poprzez pryzmat Wiary Pogańskiej od razu powiązaliby te zwierzęta na słupach z poszczególnymi Żywiołami. Mało tego nie pisali by takich głupstw jak pod tym obrazem w anglojęzycznej Wikipedii:

Monolith with bull, fox, and crane in low relief

(powiększ)

Tutaj wyraźnie widać trzy poziomy zwierzęce związane z tym słupem, ale żeby to łatwo zinterpretować trzeba być praktykującym poganinem człowiekiem wyznającym wielobóstwo i Wiarę Przyrody.  Mamy tutaj symboliczne emanacje boga któremu poświęcony jest słup nie w żadnych totemach jak bajają od 200 lat uczeni chrześcijańscy, lecz w konkretnych bytach żywych – tu konkretnie w zwierzętach istniejących w świecie Przyrody Matki Ziemi. Na obrazie widać wyraźnie ssaka – duże zwierzę na górze – gada – środkowy poziom i ptaka. Ssak to byk, gad – któraś z jaszczurek – być może Salamandra – jeśli zwierzę górne jest Bykiem, a ptak to bocian – ptak królewski (ang. stork – Ptak symbol Białego Lądu – Europy – Ptak Królewski rodu pierwszych królów Pierwopalcych – Pirsztuków – których pamięć przechowała mitologia bałtyjska – Pir – piorunowych – Starków – Gwieździstych i Palczastych, bo stork – po staropolsku palec (stercze i przyrodzenie do dzisiaj i sterczeć – wystawać prosto). Stork – bocian a nie crane – żuraw.

Na dodatek należałoby nawiązać nazwę wzgórza do Wiary Przyrody – czyli do Wedy Indyjskiej lub Gadhby Zoroastryjskiej – jeśli się już nie potrafi wykonać rewolucyjnego zabiegu i sięgnąć wprost do prasłowiańskiego (scyto-indo-słowiańskiego czyli aryjskiego) źródła, bo komuś nie starcza wyobraźni na taki zabieg. Wtedy dowiemy się , że istniało pojęcie Głębi – Pierw Maci, z którego się wywodzi pojęcie Wątpi -Wnętrzności, a więc Wspóry-Świata (wątpi, czyli kiszek, z których wróżono jeszcze w świątyniach starożytnej Grecji). My, Rodzimowiercy, wiemy także o istnieniu tak zwanej Księgi Głębi – którą bułgarscy Bogomilcy przechowali  i spisali i zwali ją Księgą Gołubią (Głębi i Niebios – bo gołąb ptak niebieski-siny – o identyfikacji koloru niebieskiego i sinego pisze K. Moszyński w KLS). Zatem pojęcie w języku tureckim Gobekli – brzuch , wybrzuszenie to inaczej głąb-wnętrze-wątpia (jak głąb w kapuście). Mamy więc tutaj Wzgórze Głąbi-Pierw Maci, Wielkiej Macierzy – a potwierdza to także kurdyjska nazwa wzgórza z zupełnie innej strony – Giri Navoke. Giri – wiadomo po słowiańsku góra, ale znamy wszyscy konotacje góry – góra to także miejsce gorzejące – giri-grzati – goreć, grzać, gorący, ognisty – zatem mamy tutaj Wzgórze Ognia ale Nawne (Navoke) – czyli Naw Piekła z jej Górą Ognia wewnętrznego – podziemnego – jest to odwrotność Góry Światła Świata – Wierchu Weli – jego żeńska wersja (odwrócona) – Naw Nawi – Pierw Nica. A więc byłaby to Świątynia Światła Świata, ale z epoki kultu Matki Matek – Wielkiej Macierzy poprzedzającego kult Ojca Ojców – kultu Pierw Nicy (Ciemności).

(powiększ)

Na tym obrazku w muzeum w Urfie widać wyraźnie figury identyczne jak nasza ze Ślęży , którą uczeni chrześcijańscy z Niemiec określili jako Świnię. Oczywiście to nie żadna świnia tylko Niedźwiedź, ale w tym miejscu zastanówmy się nad czym innym – Czy istnieje związek między tymi dwoma wyobrażeniami z odległych dosyć miejsc kontynentu? Wyobrażenia wykute w kamieniu na Ślęży i tutaj są identyczne – wydaje się zatem, że tak . A więc czy wyobrażenie na Ślężę przeniósł w ciągu kulturowym i w wędrówce po kontynencie lud tej samej krwi w kolejnym pokoleniu? Czy na pewno prawidłowo datowana jest figura na Ślęży czy też datuje się ją – jak to kamień którego nie da się zbadać metodą c14 – pi razy oko – na taki a taki czas – związany z Celtami, bo co innego „uczonym” do głowy nie przyszło – a już najmniej fakt, że zasiedlenie tego terenu przez ludzi o haplogrupie R1a1 datuje się na na 5000 rok p.n.e. Należy zadać też inne pytanie – czy na terenie Anatolii występowały rzeczywiście w okresie 9000 p.n.e. dziki, żubry i niedźwiedzie? A może ich wizerunki przyniesiono z ziemi scytyjskiej – z północy z Wharatu – Gór Harskich i Ślęży?

Słup Jaszczurczy czy też Smoczy? Pod wypukłym Smokiem-Ażdachem skierowanym w dół, płaskorzeźba  Dzika!

Oto tłumaczenie fragmentu  anglojęzycznej wersji opisu Wzgórza Brzucha i Świątyni Pępka Świata.

Göbekli Tepe jest najstarszym znanym  stworzonym przez Człowieka kompleksem religijnym. Kompleks położony na wzgórzu, zawiera 20 okrągłych struktur, które zostały zasypane piaskami, z których cztery zostały odkopane po roku 1999. Każda okrągła (owalna)  struktura ma średnicę od 10 do 30 metrów. Wszystkie są ozdobione masą, głównie T-kształtnych, filarów wapiennych, które są najbardziej uderzającą cechą tych budowli. Płyty wapienne były wydobywane z dołów Bedrock położonych około 100 metrów (330 stóp) od wzgórza,  przez  robotników – kamieniarzy i transportowane pod górę, gdzie budowniczy układali te neolityczne krzemienne konstrukcje. Większość znalezionych narzędzi to narzędzia krzemienne wykonane na miejscu w Byblos i Nemrik. Trudno uwierzyć, że ludzie epoki neolitu byli w stanie przy pomocy tak prymitywnych narzędzi i środków transportu wydobywać krzemień i rzeźbić go precyzyjnie, transportować pod górę i wznieść w powietrze tak masywne filary. Odkrycie to zdumiewa do dziś ​​archeologiczny świat, jako że przyjmuje się, że tego typu dzieło wymaga zawrotnej liczby ludzi i wysokiej organizacji społecznej oraz wiedzy pozwalajacej już 12 – 14.000 lat temu wznosić takie budowle sklepione na kamiennych słupach. [10]

Dwa filary znajdują się w centrum każdego koła. Były one przeznaczone do wsparcia dachu. Dookoła znajduje się osiem filarów równomiernie rozmieszczonych wokół ścian pomieszczenia. Przestrzenie między filarami są wyłożone nieobrobionym  kamieniem i są  tu umieszczone między filarami wzdłuż ścian kamienne ławy pomiędzy każdą z par filarów. [11]

Wiele z tych filarów jest ozdobionych rzeźbami wypukłymi i płaskorzeźbami zwierząt oraz abstrakcyjnymi tajemniczymi piktogramami. Piktogramy stanowią powszechnie zrozumiałe symbole sakralne, używane przez Człowieka już od czasów malowideł naskalnych w jaskiniach neolitycznych w innych miejscach Eurazji. Reliefy przedstawiają lwy, byki, dziki, lisy, gazele, osły, węże i ​​inne gady, owady, pajęczaki, i ptaki, zwłaszcza sępy. (W  czasie gdy wybudowano świątynię ziemia wokół znajdowała się w klimacie bardziej umiarkowanym i pełna była roślinności i zwierząt z tejże strefy. To uprawa ziemi miała spowodować zdaniem naukowców degradację ziemi i zamieniła ją w kurzową glebę półpustynną jaką widzimy dfzisiaj. [8] Sępy również stanowią istotny element Ikonografii w neolitycznych obiektach w  Çatalhöyük i Jerycho. Uważa się, że na początku neolitycznej kultury w Anatolii i na Bliskim Wschodzie zwłoki zmarłego były celowo wystawione w celu oczyszczenia przez sępy i inne ptaki jedzące padlinę. Głowę zmarłego czasami usuwano i konserwowano, oraz trzymano osobno – w domach jako znak kultu przodków.) [12]. Jest to wzorzec, pierwsze takie pochówki dla ciała po odejściu duszy do nieba – te formy rozwinięte praktykuje się do dzisiaj wśród buddystów tybetańskich i wyznawców zoroastryzmu w Indiach. [13 ]

W Świątyni Pępka na Wzgórzu Brzucha w Göbekli Tepe, w zasadzie nie spotyka się przedstawień postaci humanoidalnych, ale jest ich tutaj kilka – są to rzeźbione postacie nagiej kobiety postawione frontalnie w pozycji skurczonej. Odkrywca –  Schmidt przyrównuje jedo „Wenus figur accueillante” znalezionych w neolitycznej północnej Afryce. Niektóre z filarów w kształcie litery T wyobrażać mają ludzkie ramiona co wskazywałoby że są to stylizowane ciała  ludzkie lub postacie antropomorficzne bogów. Szerszy  kamień na szczycie filarów w kształcie litery T ma symbolizować głowę.

Masywna sekwencja warstw stratyfikacji sugeruje kilka tysiącleci działalności, być może warstwy te sięgają do mezolitu. Najstarsza warstwa zakładzinowa (poziom III) zawiera monolityczne filary połączone przez grube ściany tworzące okrągłe lub owalne struktury. Cztery takie budynki zostały odkryte, o średnicy między 10-30 metrów 33-98 stóp). Badania geofizyczne wskazują na istnienie 16 dodatkowych struktur.

Warstwa II, datowana na Pre-Pottery Neolithic B ust PPNB) ust 7500-6000 pne), ujawniła kilka sąsiednich prostokątnych budowli z podłogami z polerowanego wapna, przypominających rzymskie podłogi z lastryko. Najnowsza warstwa składa się z osadów zdeponowanych w wyniku działalności rolniczej.

Widać tu dobrze rozmieszczenie elementów wewnętrznych jak również ideę Pępka – czyli kręgów poświęconych wszystkim Żywiołom i Mocom – według mnie powinno zostać odkopanych nie 20 (chociaż to także jest możliwe bo to Żywioły i Moce razem wzięte – bez najwyższego Kręgu Kirów, Działu Działów i Boga Bogów) a  26 świątyń, a może także i dwudziesta siódma – Boga Bogów – Światła Świata

Oto artykuł – z 2008 roku ze strony INFRA

: link - http://infra.org.pl/historia-/zakazana-archeologia/495-goebekli-tepe-prawdziwa-kolebka-cywilizacji.html

Göbekli Tepe: Prawdziwa kolebka cywilizacji

wtorek, 02 grudnia 2008 17:13
Odkryty kilkadziesiąt lat temu na tureckim wzgórzu Göbekli Tepe kompleks świątynny okazuje się być jednym z największych archeologicznych odkryć, swym wiekiem o kilka tysięcy lat przewyższając najstarsze pozostałości cywilizacji ludzkiej. Dotychczas zbadano tylko kilka procent jego powierzchni. Naukowcy przyznają, że to nie ostatnie odkrycie mogące przyczynić się do uznania nowej historii człowieka.

Klaus Schmidt jako dziecko, zwiedzał niemieckie jaskinie w poszukiwaniu prehistorycznych malunków. 30 lat później, jako reprezentant Niemieckiego Instytutu Archeologicznego, odnalazł coś, co uznane zostało za znacznie starsze niż szacowany wedle oficjalnej nauki wiek najstarszych pozostałości starożytnych cywilizacji. 

- To miejsce jest jak supernowa – mówi Schmidt stojąc na wzgórzu leżącym w odległości ponad 55 km od granicy turecko-syryjskiej. Kiedy zobaczyłem je po raz pierwszy – wspomina, wiedziałem tylko dwie rzeczy: albo odejść stąd i nikomu o tym nie mówić, albo spędzić w tym miejscu resztę życia.

Gdzieś przed nim rozpoczyna się Nizina Mezopotamska – miejsca uważanego za kolebkę cywilizacji, której miasta odkryto w latach 60-tych, świątynia na wzgórzu Gobekli Tepe (Górze Brzucha lub Górze Pępka), przewyższa wiekiem o kilka tysięcy lat.

Wszystko wskazuje na to, iż kompleks o powierzchni 9 hektarów (z czego dotychczas zbadano kilka procent), użytkowany był przez kilkanaście stuleci. Najstarsza część zawiera monolityczne filary połączone ścianami i formującymi okrągłe lub owalne struktury. Jak na razie odkryto cztery tego typu budowle o średnicy od 10 do 30 m. Badania wskazują, że w sumie może ich się tam znajdować ok. 20. W ich wnętrzu umieszczano wapienne kamienie o wysokości do 7 m i masie do 50 ton.

Fragment świątyni w Gobeliki Tepe z rzeźbami w kształcie litery „T”

To, co czyni to znalezisko unikatowym to zarówno zdobiące ruiny płaskorzeźby (wyobrażenia m.in. dzików, lisów, żubrów, węży i skorpionów, a także bliżej niezidentyfikowanych stworzeń) oraz jego wiek. Gobekli Tepe według naukowców powstało ok. 9500 p.n.e., co oznacza, że jest o 5.500 lat starsze niż pierwsze miasta Mezopotamii i 7000 lat swym wiekiem przewyższa Stonehenge.

Naukowcy uważają jednak, iż budowla ta jest dziełem ludu nie znającego jeszcze uprawy roli, choć zamieszkującego w wioskach. Czy mają rację?

- Wszyscy uważają, iż jedynie rozwinięte, zhierarchizowane cywilizacje mogą zbudować coś równie monumentalnego i to dopiero po odkryciu rolnictwa – mówi Ian Hodder z Uniwersytetu Stanford, który od 1993 roku kierował pracami wykopaliskowymi w Catalhoyuk (uważanym za najstarszą osadę na świecie). Gobekli zmieniło wszystko. Jego skomplikowanie, kompleksowy charakter oraz fakt, iż powstało w okresie, kiedy nie znano jeszcze rolnictwa, czyni je jednym z najważniejszych w historii odkryć archeologicznych.

Lud, który wzniósł świątynię nadal pozostaje nieznany. Niektórzy uważają, że miejsce to było centrum kultu płodności, wnioskując to z faktu, iż w każdej okrągłej budowli znajdują się dwa wysokie kamienie mające reprezentować kobietę i mężczyznę.

Gobekli Tepe zdobią liczne płaskorzeźby. Badacze zasugerowali nawet, iż jego twórcy byli bliscy stworzenia pisma, gdyż niektóre wyryte na kamieniach symbole wydawały się układać w logiczny ciąg znaków

Schmidt podchodzi do tej teorii jednak ze sceptycyzmem. Zgadza się, iż Gobekli Tepe mogło być „ostatnim z bastionów ludzi prowadzących na wpół-osiadły tryb życia, który miał już odchodzić w niepamięć”, wskazując na fakt, iż to jego twórcom zawdzięczamy perfekcyjny stan tego miejsca, ponieważ to oni pokryli je tonami ziemi, jak gdyby dawny świat stracił zupełnie dla nich znaczenie.

Miejsce to ponadto pozbawione jest jakichkolwiek symboli płodności, które odnajdowano w innych neolitycznych pozostałościach. Posągi w kształcie litery „T”, przedstawiające ludzi, prezentowane są jako bezpłciowe.

- Myślę, że mamy tu do czynienia, z najwcześniejszymi wyobrażeniami bogów – mówi Schmidt. Nie mają oczu, ust, twarzy, mają za to ramiona i ręce. Są stworzycielami. Według mnie, ludzie, którzy wykuli je z kamienia, zadawali sobie odwieczne pytanie: Czym jest Wszechświat? Kim my jesteśmy?

Ponieważ w pobliżu świątyni nie natrafiono na ślady domostw, Schmidt uważa, że szczyt wzgórza był miejscem pielgrzymek ludzi z regionu. Zauważa, iż dwa najwyższe kamienie skierowane są na południowy-wschód, jak gdyby patrząc na niziny, które usiane są innymi archeologicznymi znaleziskami, o nie mniejszej niż Gobekli Tepe.

Przykładem tego może być znalezisko francuskich archeologów w Djade al-Mughara w północnej części Syrii, którzy natrafili na najstarsze na świecie malowidło.

- Tworzą je dwa metry kwadratowe geometrycznych figur w kolorach czerwonym, czarnym i białym. Przypominają troche obrazy Paula Klee – stwierdził Eric Coqueugniot, kierujący tymi pracami.

Francuz zauważa też, że wykopaliska w regionie Gobekli Tepe wciąż znajdują się w powijakach.

- Pewnego dnia ktoś dokonać tam może jeszcze bardziej dramatycznego odkrycia – dodaje.

Dyrektor prac wykopaliskowych nad Tygrysem, Vecihi Ozkaya wątpili, iż tysiące kamiennych naczyń, jakie odnalazł od 2001 roku w liczących sobie 11.500 lat grobach mogą mieć podobne znaczenie. Mimo to, jego znaleziska wywołują emocje w Uniwersytecie Dicle w Diarbakirze.

- Patrzcie na to – mówi, wskazując na fotografię figury ukazującej pół-człowieka pół-lwa. To sfinks. Tysiące lat starszy od egipskiego.

Czy nie pora spojrzeć inaczej na narodziny ludzkiej cywilizacji, analizując to, co dotychczas konserwatywnym naukowcom wydawało się być „niewygodnymi dowodami”?

Z Duchem Przemian

Posted in przyroda, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, sztuka, Słowianie by bialczynski on 2 Sierpień 2012

Spotkanie ludzi pragnących uchwycić rytm przemian – jakie niesie rok 2012

Masyw Ślęży jest przystanią, z której odpływa ARKA NOVEGO. Zapraszamy na pokład! 

Moc Góry – Słowiańskie Klimaty – Bratnie Dusze

1 – 2 września 2012 ośrodek Mieszko i Jagienka na przełęczy Tąpadła w Masywie Ślęży.

Recepcja czynna 1 września, sobota, od godziny 10.00

Oficjalne rozpoczęcie spotkania – sobota, godzina 18.00

w Programie

sobota 18.00 – część multimedialna w sali:

- prezentacja ogólna organizatorów

- Słowiański rodowód – Marek Wójtowicz

- prezentacja mechanizmu końca czasów – Marek Wójtowicz

- TRYWID – wizja nadchodzących przemian w artystycznym ujęciu Joanny Maciejowskiej i Marka Wójtowicza

- PRZEDNOVEK NOVEGO – Tadeusz Owsianko

21.00 – Przy ognisku

- spotkanie z uczestnikami wyprawy do Gwatemali – relacje ze spotkania z Don Alejandro – najwyższym przywódcą duchowym Majów i Indian Obu Ameryk

- rozmowy i spotkania indywidualne

A to wszystko przy oryginalnych rytmach grupy Miano z Wrocławia.

niedziela 8.00

- Otwarcie wystawy obrazów Joanny Maciejowskiej – wystawa będzie czynna do godziny 15.00

- 9.00 śniadanie przy wspólnym stole

10.30 wyjście w góry

15.00 pożegnanie

gościem specjalnym spotkania będzie Czesław Białczyński – autor Mitologii Słowian.

Koszty:

- uczestnictwo                  – 20 zł

- nocleg w pokoju 2-3. osobowym z łazienką     – 60 zł od osoby (miejsc 30)

- nocleg w domku 12. osobowym                               – 40 zł (40 miejsc w domkach)

- śniadanie                        –  20 zł

Prosimy o zgłoszenia rezerwacyjne przez Internet, na adres: ssss.staredrzewa@gmail.com

Otrzymacie Państwo zwrotnie potwierdzenie rezerwacji. Opłata będzie pobierana na miejscu.

Ilość miejsc ograniczona  – decyduje kolejność zgłoszeń!  Na terenie ośrodka nie ma zgody na biwakowanie.

Prosimy o radosne stroje.

DOJAZD

z dworca PKS  we Wrocławiu

POLBUSEM 512 ze stanowiska nr 6

w godzinach 7.40, 9.20, 13.10. Bilety u kierowcy.

Zespół organizacyjny: Joanna Maciejowska, Katarzyna Łuczak, Tadeusz Owsianko, Marek Wójtowicz

Informujemy także że ruszyła strona internetowa naszego wydawnictwa Slovianskie Slovo: http://slovianskieslovo.pl/

Znajdziecie tam także informacje o planowanych spotkaniach,wydawanych książkach, subskrybcjach i innych wydarzeniach

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 629 other followers