Marcowe Wołanie Słońca w Nielepicach
Nie jeździmy w święte miejsca po to żeby zbierać dokumentację magicznego wywoływania słońca, ani nie zbieramy dokumentacji tego cudu, po to żeby udowadniać coś tłumom niedowiarków. Zasmieszczone tutaj zdjęcia “nie trzymają się” kolejności zachodzących zmian. Fotografia to tylko “nalepka” (vlepka, etykieta) przyczepiona do momentum w czasoprzestrzeni. Czasoprzestrzeń jest złudzeniem fizycznym, oglądem bytu świadomego sformatowanego w materialnym ciele.
Fotografujemy rzadko bo fotografowanie to praca, która jest co prawda przyjemna, ale jest to praca z aparatem fotograficznym, a my jeździmy po to by pracować z bogami, medytować i łączyć się z przyrodą w jej świątyni. Brak właściwej kolejności otwira odbiorcy pole do odczytania kodu, do gry z materiałem, do “igraszek rozumu i wyobraźni”. Jest to nasz celowy zamiar – stworzyć pole do tej gry.
Każde doświadczenie, może być tym, które “otworzy przed nami świat na nowo”. dzielimy się więc tym co doświadczamy. Skoro już robimy te zdjęcia, to będziemy je także publikować i czasami komentować. Wzgórze Nielepickie ma niesamowitą energię, a choć wydaje się niepozorne to jest także niesłychanie pięknym zjawiskiem estetycznym i przyrodniczym. Jest prawdziwą świątynią, co pokażę wam tak naprawdę tej jesieni.
Moc mocą, przyroda przyrodą, estetyka estetyką, ale najcudowniejsza jest magia wywoływania słońca. Powiemy o tym coś głębszego przy kolejnych prezentacjach. Tutaj tylko wstęp, trochę o “technologii” tego procesu i o umocowaniu osobistym (bardzo ogólnikowo).
Oczywiście wywoływanie słońca nie jest celem samym w sobie, a nawet w ogóle nie jest naszym celem. Jest “stanem pożądanym-oczekiwanym” i realizowanym w związku z tym, jako zjawisko pożądane, wywoływane na “życzenie-oczekiwanie”.
Można powiedzieć, że to magia chmur bardziej niż słońca. Możliwe , ponieważ zawsze towarzyszy temu wydarzeniu obecność wiatru. Spotkania z bogami w świętych miejscach odbywamy od czterech lat regularnie 2 razy w tygodniu lub częściej.
Pokażemy wam tylko sobotnio-niedzielne wyjazdy. Nasze wołanie Słońca nie jest związane z chwilą pobytu w danym miejscu. Tam jedynie kulminuje.
Kulminacja czyli realizacja tego stanu jest fizyczną manifestacją łączności z bogami/energiami. Piszę o “wołaniu Słońca”, chociaż jest to fizyczny proces rozstępowania się Chmur (Suknie Chmurne Perperuny), czy też rozganiania ich przez Wiatr (Strzybóg).
Wiatr i ptaki, to zjawiska towarzyszące chwili medytacji i przemianie stanu fizycznego. Bezchmurność – taka chwila – w czasie każdego naszego pobytu w Świątyni Światła Świata to nieustanna intencja, wyrażana przeze mnie “podświadomie”, od czterech lat w sposób ciągły. Co zdarzyło się cztery lata temu? Może kiedy indziej szerzej o tym duchowym doświadczeniu. W roku 2008 otwarły się szeroko Gwiezdne Wrota, a proces Zmiany przybrał bardzo na sile. Nasze “przeforamtowanie” (otwarcie, oświecenie, kontakt, uwrażliwienie, uważność, nadświadomość, unifikacja, zjednoczenie – nazwijcie to jak chcecie) trwało jakiś czas. To ciągły proces, bo kiedy znajdziesz się w nowej krainie, każdego dnia się czegoś uczysz. Ta podróż trwa. Trwała i poprzednio; życie to podróż, to droga, ścieżka, wyprawa, doświadczenie którego nie wolno nikomu zmarnować – lecz teraz jest niesłychanie intensywna. Wyjście z Kalijugi manifestuje się w świecie od lat 60-tych XX wieku (właściwie od lat 20-stych, ale tylko nieliczni w tamtych czasach, albo jeszcze wcześniejszych, mieli dosyć wrażliwości by w tym uczestniczyć aktywnie).
Wiatr i ptaki są fizycznymi manifestacjami kosmicznych i ziemskich sił: Żywiołu (Powietrze, Tyn Strzybogów) i Mocy (Droga-Weń, Wena i Ścieżka, Tyn Podagów-Weniów). Jestem wnukiem Strzybożym i wnukiem Pogody. Anna jest córą Swarożyca Ognia Niebieskiego, wnuczką Słońca i Łady-Łagody, Pani Układności, Ładności i Piękna. Jakiś mnich zapisał, że Słowianie to wnuki Strzyboże. Możliwe ponieważ nasze totemy to Słońce i Ptak Słoneczny – Orzeł, Ptak Ogniowy Kur, i Ptak Wiatru Sokół. Mówiono o nas także Wężowe (Jaszczurze, Smocze, Żmijowe) Plemię – zapewne z powodu Matki Sokołotów – Ptako-Wężycy Kąptorgi (Torgitaos) z Hylaji (Helisji-Kalisji [Kałużji, Kałuszji]) Naddnieprzańskiej. Wiatr i Ptaki “realizują” się natychmiastowo, w chwili “wypowiedzenia-wyemanowania-wydania” “dyspozycji-życzenia-intencji”. Opóźnienie wynosi czasem, kilka sekund (nie więcej niż 5: raz, dwa, trzy, cztery, pięć! I jest).
Slavic Celestial Beings (Stworze) and Demons (Zdusze) – from the site of www.najmici.net
Copyright © by Czesław Białczyński
Copyright translated© by Katarzyna Goliszek
http://www.najmici.net/stworza/index.htm (This page no longer exists)
The Old Slavic Myth of the creation of the world – a version from ”Slavic Celestial Beings (Stworze) and Demons (Zdusze)”
Czesław Białczyński
Webmaster Iwona Szymańska
Stanisław Szukalski (Stach from Warta) Ancestors
- · About the great pitcher of Zerywani.
- · About the birth of Skies and Earlier Celestial Beings
- · About the transormation of Earlier Celestial Beings into Celestial Beings and the birth of Demons.
- · Description of Celestial Beings
- · Older ones – the Kings of Celestial Beings, and Boginiaki – the offspring of Celestial Beings
- · Description of Demons
- · Closed circle
Many typically Polish names have not been translated into English as they do not have an equivalent in this language at all. Please, note that in Polish such endings as: ‘a’, ‘e’, ‘i’, ‘y’, ‘ie’ are plural forms, for example, Przestworza, Przedstworza, Milicze, Milcze, Zerywani, Boginiaki, Saszory, Bardzowie, etc.
About the great pitcher of Zerywani
Long – three or perhaps four thousand years ago – the tribe of Zerywani began to build the mysterious Great Pitcher. The Pitcher was, indeed, of a huge size and was not an ordinary pitcher, but the true copy of the Gold Pitcher thrown down by Gods from Heaven along with three other attributes of divine power: Perun’s Gold Axe, Prowe’s Gold Shackle and Rgieł’s Gold Lister. All these holy objects were a gift for the tribe consisting of numerous Zerywani kin. Only man who deserved to become a king was allowed to pick the object up from the ground. People feared to touch the shining gifts. Pirst – the son of old Kołb and wise Bauba turned out to be the only brave man. As a result, Pirst became the first king of Zerywani, the founder of the Pierwopalcowie (Pirsztukowie) who reigned long and happily.
After them, reigned Kuksowie who were then followed by Milicze (Milcze). Among them one – Mrukrza’s brother was cursed; his name was Zeł. He stole the heavenly Gold Pitcher and after being expelled he escaped to a desert with a group of warriors and women. Gods sparked off a dreadful tempest and lost nearly all the exiles while the Pitcher was covered with sand in the desert and although many wytędzowie made efforts to find it, none of them succeeded in doing so.
(wytędzowie (those who knew how to struggle with the indefatigable and how to defeat the undefeatable)
Mrukrza who was in power at that time, gathered chiefs of kin and they decided to reconstruct the divine gift. The reconstruction took many years. Many generations had passed till the whole Pitcher was ready. To make the Pitcher, a lot of kinds of clay from all the corners of the earth as well as many kinds of water from various rivers and seas were used . The whole Pitcher was covered by hundreds of pictures, convex sculptures and was decorated with ornaments, engravings and secret signs were written on it.
Finally, the Pitcher was painted with the finest paints of the world so that it shone like Denga-Tęcza (Tęcza – Rainbow), the Mistress of Diverse Colours. At last, for forty days and forty nights it was fire kilned and a ritual feast and ritual dance were all around. When the Pitcher dried up, it was fully filled with holy mead taken from even the farthest parts of Koliba (Zerywani’s Land). Then, a magnificent holiday began. The huge Pitcher looking like a mountain was surrounded by a circle. People were singing and dancing continuously for the whole month (from full Moon to full Moon), eating meat of White and Black Bulls and drinking mead from the holy Pitcher.
After that, the Pitcher was available for everyone for a certain time. Everyone could come whenever they wanted to admire the pictures, read meanings out of the signs and ornaments, think over the meaning of the scenes, touch every convexity, saturate the eyes with colours. But the Pitcher was soon covered with large banners onto the canvas of which the holy signs and pictures from the faces of the Pitcher were moved. Although nobody was able to snatch such an enormous vessel, or even move it, the Carers of the Pitcher feared that a spell could be put on it or that a shame could be the result of a hostile glance, or that someone evil or envious could damage the faces of the Pitcher and its drawings (like Zeł once did).
People soon started to plead with Gods and make sacrifices at the foot of the Pitcher, especially that the fire in which the vessel was kilned was never put out and it became the holy Fire of the Tribe. From then on, special people, the most venerable members of Zerywani’s kin, watched so that the fire burned forever, and in case they neglected it, they could face infamous death. It was those people who became priests (wołchwowie, zinisowie – magicians, żercy – priests, wróżowie – fortune tellers). They knew everything about the holy Fire and the Great Pitcher, they were also entrusted with making sacrifices on the Stone formed out of hardened remnants of the clay so that they were surely performed appropiately and so that Gods liked them. The priests explained the pictures and signs of the holy Banners, read omens out of fractures of the Pitcher and prophesied from the taste of the mead inside of it.
Being afraid of any damage that might happen to the Pitcher, Fire and Stone, the priests ordered to build a huge shrine which was to protect the place against evil eyes, burning sun rays, cold winter and heavy storms. Then, the temple was surrounded by a fence of a triangular shape. Three gates were built in the fence for priests, magicians and fortune tellers whilst all other people were forbidden to enter the place. Soon after that the fence was hidden behind an embankment. The embankment was surrounded by a palisade. The palisade was surrounded by a sacred grove, and the whole place was given a great honour and was highly worshipped.
Sacrifices and prayers at the Pitcher appeared to have been exceedingly effective. Well, the Pitcher was given such honour that only the priest who was purified by fast, fire and water was allowed to go inside the temple, having kept his breath so as no to sully the divine surroundings. The priest did not dare glance at the Pitcher itself, either. He was just permitted to scoop the mead from it and look at the banners.
At that time rituals were moved to the nearest clearing. A mount – bugryszcze was heaped where a post (called kumir) – a sculpture symbolising God was piled, the sacrificial stone was brought and a place for the fire was chosen.
Every time they kindled fire they took it from the fire in the temple and the priest also brought prophetic mead in a decorative horn from there. Only the insiders deliberated on the shapes and engravings on the Pitcher.
Slowly, people forgot about the sophisticated meanings of the drawings. The very existence of the Pitcher was gradually becoming a legend.
Centuries went by, the Zerywani tribe expanded and divided. Turbulent times came, wars, storms, famine, plagues and tempests sent down from Heaven. Internal quarrels started. One of subsequent wars brought on a real calamity – it was the War for Taja (Taja – Mystery). Local settlements and villages were burned down, the temple was demolished, and the Pitcher was broken by the enemies. It was the fight between two Zerywani’s kings from whom Bireło of Bardzowie kin brought on Gods’ anger on everyone. There was a lack of wild game in local forests, arable fields ceased to give crop, rivers stopped giving fish. Diseases multiplied and death decimated Zerywani. Then the steppe took fire which went from the ends of the earth echoed by the sound of a horrible earthquake, and next rainstorm flooded the area as high as the tops of the mountains. The Zerywani spread from Koliba into all the sides of the world. The survivors of the enormous disaster gave rise to all the peoples of the earth. One of the tribes that went to the sunset stopped in Legiel Territory, in a mighty flood water in a large river, at the foot of the rounded hill. They were given the name Plemię (Tribe) and were led by Bełt of the Bardzowie Kin and Sława (also known as Swawa) of the Stawana (also known as Słowana) Kin. After Bełt’s and Sława’s death Eight Tribes migrated into four sides of the world, and each of them took some pieces of the crock that were left after the Great Pitcher.
What is the Pitcher that is being written about here? It is nothing but the Old Slavic Mythology, the heavenly message from the Gods-Forces of Nature telling about the shape of the world, about the place of people, about their roots, i.e. about prehistoric events of their ancestors, about necessary rituals and about the shared tradition from the time of the Great Indo-European Community, and then about the Balto-Slavic Community, about the forefathers’ ancient homeland – Koliba and about the other homeland – Lęgiela.
When peoples ceased their migrations to the east, west, north and south, each of them built their own Pitcher in their place and stuck the kept crocks from the past and fragments of beliefs into it. The local varieties of the ancient Pitcher had a different ornamentation from it. They had dissimilar colours and were of a different build of their local origin, drawings of symbols and details of the pictures that were made after mixing with foreign cultures. Despite this, they really resembled their protptype in general. Although some people called Czarnogłów as Trzygłów, some as Tiarnoglof, some as Tiernoglav, some others as Triglaw, Turupit, Trojan, Zcernoboh, Czarnobóg, or Czernec, they all saw the same character under the new name. It also relates to mythical legends and characters of other great gods of the old tribe of Zerywani, for example, Białoboga (Bielboga, Bela, Bel, Biła, Belbug, Belbuż, Belbuk, Bellona, Biały Bóg, Bełbóg, Biełozórz) or Borowił (Borowy, Borowit, Puruvit, Puszaitis, Borivit, Borzywit, Berut, Boruta), or Perun (Peryn, Periń, Porun, Piren, Piarun, Perkyn, Parom, Perkun, Perkunas, Pierun, Piorun, Parcknus, Parkuns). In those times when writing was not used, insiders were passed messages on to by word of mouth, from generation to generation. For a certain period of time, the Balto-Slavic peoples lived peacefully in the very heart of Europe, at a dense forest, marsh and high mountains. As everything changes, that state of affairs could not last endlessly. Successive migrations, clashes, fights, raids and calamities made our ancestors stand eye to eye with the New Times, New Era and New Faith. It was then that the Pitcher was broken again and it seemed broken for good. Its remnants were destroyed by fire, fragments were strewn to the four winds, the memory of it was forbidden under the punishment of the heaviest condemnation, the priests of the old worship were expelled or slain. The Eternal Fire was covered up by forgotten ashes. The remnants of the left pieces of crock were buried under the earth in the ruins of temples overgrown by weed or wild forest. It happened one thousand years ago. From that time, successive rulers basing their governments on the new faith devoted a lot of energy to eradicate the ancient Gods and rituals accompanying their cults. People strongly get attached to tradition. Therefore, contrary to the rulers’ wishes, or the wishes of the learned men, the cult was being continued in the lowest and reduced form. Well, finally, it needed to be included in the content of new rites. The ancient holy places had to be made as new shrines. Stones from old worship buildings were used to build new temples for the new pitcher. Paradoxically, thanks to that many old beliefs have survived just having changed with new ceremonies under changed names and characters. The necessity of concessions made by the new religion is one of the strongest proofs of the deep rootedness of the ancient mythology, rituals and people’s everyday customs which come from it. In spite of that, the lasting for centuries process of erasing, layering and blending of traditions, eradication with fire, sword, curse or mild persuasion, the lack of mythological messages and rules of the ancient cult, quick collapse and doing away with the closed caste of priests privy to higher arcana made the memory of the shape of the Pitcher, details of its basreliefs, engravings, pictures and colours disappear almost completely. There was nobody at all to describe its entirety, though the sprawled and fragmented knowledge of various pieces of the old vessel have survived in some corners of Slavic countries. That was a typical situation of all the post Roman Europe and it lasted as long as up to the16th century, till Renaissance, and in some places even longer. The Mythology of Northern Germanic peoples would have had the same fate as that of the Balto-Slavic pitcher but it survived only owing to keeping the recoords of Edda in isolated from the Continent Iceland.
Telling that the Mythology of Southern Germanic peoples (German people) was restored almost from the very beginning in the
18th century is close to the truth. The Mythology of Celts survived in the corners of Ireland, Wales and Scotland. The Continent definitely did not promote maintaining the old tradition, nor did it favour to accept the traces of the ancient culture. For example, for many centuries the Mythology and knowledge of The Hellenes and the Romans were being destroyed. It was as late as in the 19th century that Romanticism with strong national trends in art and the birth of modern science made the situation change slowly.
Following poets and writers ethnographers, historians, archaeologists and, at last, linguists joined the search for the past. Fortunately, the fragments of the myths, names of ancient deities, and particularly of the lowest gods and godesses, close to an average person, have survived in various isolated isles of Slavdom among peasants most attached to Nature. Throughout the 150 years several fragments of the Pitcher have been unearthed from the ashes of oblivion. Scattered throughout Europe pieces of legends, travellers’ hints, ancient historians’ records and linguistic data were carefully collected and recorded. Science has been attempting to interpret sculptures, figures, stone circles, remnants of temples, tombs, local names, decorations and treasures, old fortifications and names of Gods. Science has been working according to its laws and though it has greatly contributed to reconstructing the past, the rule stating that anything that is not independently confirmed twice can not be recognised as a scientific fact. Additionally, Occam’s Razor principle does not let science make another strong step if it deals with such ambiguous and uncertain material, if it is concerned with such distant epoques which have such scarce data. From the point of view of science anything concerning the case of the Pitcher is not and will not be certain. One thing is certain: Slavic Mythology existed so the time has come to try to reconstruct the appearance of the ancient Slavic Pitcher. Luckily, literature does not recognise the necessity of double confirmations. Neither does it fear the risk of making uncertain hypotheses. Surely, as much as it is possible, we try to keep to the noble scientific principles. However, we can rarely pinpoint the actual tiny piece of the Pitcher on a map with a 100% guarantee of accuracy – like in the case of Światowit (Svetovid), Swarog (Svarog), Dażbog (Dazhbog), Mokosz (Mokos) or Chors and also a couple of great deities and plenty of small ones. We are arranging this riddle like a great prehistoric puzzle which has lost colours in some places and where a drawing has been effaced, and some fragments are completely missing. It is impossible to rebuild the Pitcher in its original shape as it was in the past. It is worth, however, imagining it in the closest way as if it could be today if it had not been broken.
All the sources and archaeological, ethnographic, religious, historical, historiographic, anthropological and onomastic materials available to the author were included in the reconstruction process. Additionally, there were also included simulation, comparative linguistics, etymology, analysis of ancient chronicles, records, communications, and analysis of contemporary works on mythology of Slavs, Balts and Germanic peoples, as well as comparatively of other peoples (both ancient and present cultures, so called primitive). Moreover, available myths, legends (also heraldic), stories, fairy tales and fables, as well as folk verbal tradition (e.g. Moszyński’s, Kolberg’s, etc.) were analysed.
Any existing pieces were carefully collected and then a new Pitcher was made of fitting, consistent fragments with the use of the maximum of material. Empty spots were filled with imagination, of necessity, gaps in the drawing of colour were supplemented with a fresh line and covered with fresh paint, outlined and unfinished engravings were developed. Yet, it was not happening at random but on the basis of logic imposed by bits and fragments of the Old Pitcher existing around the empty place. The work is so immense, and the very process of reconstruction is so much complicated that mistakes were not avoided in it for sure. However, as Chinese wise men say: You will not go the way unless you put your first step on it. The world is not ending yet, mistakes can be eliminated in the future. Well, it is important to start with something. The instinct of unraveling the puzzle of one’s own origin, finding the roots of one’s own kin (nation) is one of the fundamental aspirations and desires of each person. Preserving the identity at the time of great cultural pressures will have perhaps an underlying meaning for the following generations. Identity is, first and foremost, historial awareness. History begins with prehistory which is the domain of the myth. Mythology is the main root of the tree the stem of which is History, while the upper branches of the tree are the Contemporary awareness. What fruits of the future can the tree give if its roots have been cut off? The volume which we are giving You is the first part of a bigger wholeness and is about the most completely preserved in the tradition material on the lowest heveanly beings, Celestial Beings, i.e. Stworze, as well as Demons and Semi Dv b emons, i.e. Zdusze. Not only is it a full lexicon, but it is a kind of encyclopeadia of beliefs which makes up an introduction to the Great Mythology of Slavs. Before we go on to discuss the features and characteristics of the numerable group of deities and demons, we must introduce You to two synthetic myths (the development of them will be in the successive volumes of the Old Slavic Library) explaining the lineage and location of the low heavenly beings in the Circle of other beings, both Gods and People.
============================================================
About the birth of the Skies and Early Celestial Beings.
When the God of Gods – Światowit (Svetovid) modelled the Third of the First Things – Sphere, he threw it down into the Abyss. The Gods of Działowie, called Kaukowie or Alkowie – Czarnogłów and Białoboga – desired to have it at once. In its brief flight, the thing flashed with its genuine beauty and one of them had always craved to rule over what the other owned and not to share their reign with anybody. The Sphere fell down onto the very bottom of the Abyss. Czarnogłów had to dive to reach it. Otherwise, the Sphere would have been possessed by Białoboga who had her power over the Abyss. He had dived three times before he finally got the Sphere-Being out onto the surface. Yet, Białoboga did not intend to resign her new purchase and she clung to the sparkling Sphere by all forces. A fight started.
Kaukowie fought bitterly calling Ażdahy for help. The Ażdahy were Dragons and Żmije-Żnuje (Żmije – Vipers) given to them for service. They were tugging the Sphere up and down, and were tugging it from enernity to infinity. Soon, also Stronporowie – the Gods of Sides and Seasons (Sides – Strony, Seasons – Pory) called Kirowie joined the fight with their helpmates żar-ptaki Swiatłogońce (żar-ptaki – fiery birds, Światłogońce – Light Chasers). During the struggle the Sphere was stretched to the east and west, from the north to the south, from dawn to dusk, from spring to autumn, from summer to winter, from midnight to midday. Kirowie, Kaukowie, Ażdahy and Birds Chasing the Light were pulling the Sphere so strongly in all the seasons, sides and sections that it suddenly burst and fell apart. It broke into a Block (Bryła) and Slosh (Bryja) (Gruda – Lump and Glina – Clay) and from its interior gushed Svetovid’s mass – Poświatło-Kir (Afterlight-Kir) with a lot of sparks. The Afterlight escaped into depth. The Block and Slosh fell apart from each other, in different directions and then Kaukowie were not able to keep everything in their hands. Because none of them were going to retreat, they had to multiply. The Kaukowie concluded a short truce, at the time of which they conceived and gave birth to their forty children – One Headed. They were twice by eight Elements (Żywioły) and twice by the dozen of Powers (Moce). Half of One Headed Gods took after their Premival Mother (Pramać)-Białoboga, whereas the other half took after their Premival Father (Praociec)-Czarnogłów. Elements and Powers rushed with their parents to Earth that arose from Bryja, to the Afterlife World-Wela which arose from the Block and to the the Sky which arose from joining the previous Heaven with the After Light-Kir into uniformity like a mirror. The battle for world domination flared up with a new force.
The Gods of Power (Wielkomoce – Great Powers), Przeplątowie (their name comes from the words ‘intertwining’, ‘twisting’) and Mokosze rushed toward the Earth and Wela that were fleeing to Pierwnica. The Przeplątowie caught them into their nets and then with Mokosze they joined them together with a pall, veil and tale woven into a uniform matter of the universe so they stopped moving away from each other. Dażbogowie (the Elements of the Light and Heaven) and Weselowie (the Powers of the Afterlife World), and Ładowie (the Powers of the Order of Things) compiled heavenly layers in a due order, from the Most Distant Heaven through the Deep and High Heaven – all of which they joined with rainbow bridges from the Afterlight. Dażbogowie also stretched the Vault of Heaven forged by Swarogowie / Svarogs over the Earth making the Low Heaven of it.
Simowie covered the Earth with lands, Strzybogowie (Stribogs) surrounded it with air. During the fight, Białoboga banged on Czarnogłów’s back and he spat out lumps hidden under the tongue which made mountain ranges of hard rock on Earth. Sporowie made breeding in the marsh, Wiłowie planted the forests and let wild game into it. Then Perun cut open Siemia’s stomach and Wodowie got out onto the surface flooding everything so that only few mountains stood out above the Place that is in front of the Sea.
A similar battle was fought about Wela. Białoboga stained Wela’s edges with slosh, much of which she hid under her nails. Czarnogłów beat her on her fingers to make her release the verge of the Afterlife World upon which the slosh squirted out of the nails of Pramać (Premieval Mother) onto the very middle. The Wodowie did not get so simply out of the trap of the hard rocks on Wela and as a consequence of that one land was formed there – a cocentric island (of Białoboża’s slosh) called Niwa. A tens of kilometres deep ravin called Nawia surrounded Niwa. The River of Rivers – Pętlica (Loop) flowed down onto the bottom of Nawia from the hills of Niwa. Not until some time had passed did Gods inhabit Niwa, while Naw (ia) was destined for the dead, but it was much later.
The same horrifying battle was fought for rulling Heaven. The Svarogs burned enemies with a fire, The Morowie sowed pestilence and destruction, The Peruns pierced enemies with spears-lightnings, they cut them with swords of thunderclaps, split thunders with axes. Stribogs dispersed legions of Wodowie fighting against them by blowing with a frightful, hot gale.
Nevertheless, that bloody skirmish in which One Headed Wielkobogowie (Great Gods) fought with each other and then alternately joined to give birth to their offspring Małobogowie (Little Gods) who would have tipped the scales of victory to them, did not bring an outcome.
As a matter of fact, Kaukowie and their Ażdahy weakened and soon Kirowie and Światłogońce moved away to a plateau called Równia Welańska (The Plane of Wela) where they settled but disengaged from the further fight, yet none of the Powers nor any of the Elements were able to rule the world on their own.
The next truce was concluded as all felt exhausted by the fight. The Gods of the Elements and the Gods of the Powers, now gathered in nine parties, sat on the Plane, at nine fires, debating what to do further and plotting plans against each other. They decided that it was necessary to make Monsters using the immortal matter which Svetovid had left in different forms all over the world before he went to live in Kłódź that he rebuilt for himself and where he isolated from others, he closed himself in it. Well, it was done.
Nine Monsters Were Made and they were to help the Elements and the Powers to resolve the fight. However, the One Headed oversetimated their capabilities. The Monsters got out of their control and began a distructive fight among one another. Three of them ran the Fight for the Earth, three ran the Fight for Wela, and the three other ran the Fight for Heaven. The world was turned into ruins and beautiful creations of Gods changed into ash. The Earth was ruined, Wela changed into a battlefield as well, and the Sky hardly kept together. The Gods were constantly suffering losses.
Boruta lost his eye and became lame forever, Czsnota nearly scattered into pieces, out of Chors’s forty children only two survived, Svarog’s nine sons were gorged, one of the Monsters also ate out Chorsina’s left side, Prawic lost one arm. The Vault of the lower Sky above the Earth stuck to a tree protruding from the top of the Triglav’s Mountain, called Ósica. The other skies stuck to Przypór Pierwni (the Farthest Sky), Gwóźdź Głębi (Deep Sky) and Stóżar Niebieski (High Sky).
The Monsters also devoured rainbow bridges, threw mountain ranges at one another, drank out seas, broke stars. When they started to break the next Trees of the World and the Sky broke which brought a full risk of collapse, and the One Headed trembling with fear crouched in the Lęgowisko (Belly) of Triglav’s promontory resembling vermin rather than powerful rulers, Svetovid, for the first time from the beginning of creation of the world, left Kłódź so as to save his work from downfall. Luckily, the One Headed could not make the Monsters immortal, though it had been their intention. Svetovid did not give them either heads or faces so he did not give them proper creative powers. Thanks to that, though eternal the Monsters were mortal and they could be killed, their bodies could be torn off, and other eternal creatures could be made out of their bodies. Svetovid held up the whole Sky on his shoulders and wrung the Monsters’ heads after which he ordered the One Headed to lacerate the remnants of the Monsters into many pieces. Little Gods and forty One Headed Great Gods and their forty eight children eagerly rushed to that work trying to erase their guilts. They terribly feared the wrath of the God of Gods keeping in mind what he did to his first-born sons Znicze (Torches).
Przypór, Gwózd, Stóżar and Ósica were four pieces of the former Pillar of the World – Svetovid had broken it once. The fragment of the Pillar was found in the body of one of the Monsters – Światogór the giant called Podbój (Conquest). Therefore the God of Gods stuck Podbój’s skeleton into Wela’s Plane, thanks to which high mountains arose there and the top called wierch Weli (Wela’s Top), and the new Tree of the World grew out of the head of the Monster – Wierzcha, also called Wierszba (Willow) or Wiecha (Perch). It had three boughs but four tops and now the Whole Sky leaned on them. The tree was covered with silver leaves, blossomed out with white flowers and gave out gold fruit (The Lusatians see an Apple Oak in Wierszba and Gold Apples in its fruit, the Polans see the Willow and regard its fruit as Gold Pears, the Mazowie see a Triple Oak-Sycamore-Aspen and consider its fruit Gold Acorns, the Croats talk about a Triple fir, and others about a Triple pine or about a Triple Mullberry).
The One Headed got together in couples and tore the Monsters into Eighty and Eight parts. Each couple made a different family of Przedstworze (Early Celestial Beings) out of their parts made up of four or five Little Gods or Little Godesses. Early Celestial Beings became abortifacient children of the couples because they were not conceived during an intercourse and they were not immortal. Born in this way Early Celestial Beings became servants of Gods and their assistants in the work of earth, Heaven and Wela. They were called Early Celestial Beings for a few reasons: firstly, they started to exist during the Battle for the Skies (the Sky, Wela and Earth) and secondly they stared to exist in the skies, and thirdly they were changed from the bodies of the Monsters, fourthly they were created with the arms of the One Headed. Looking like that, they lived till the next war – the War for the Circle. It was then that they were increased in number by a hundred times. That job, done also by the One Headed, gave them present sizes and made their number rise a hundred times and though they shortened, their strength seriously rose too. From that moment they started to be called Stworze (Celestial Beings). It was then that the Celestial Beings took the shape and sizes that they have had till today.
When Early Celestial Beings started to exist from the Monsters Svetovid settled a new order: he divided Niwas between the gods and gave them the kinds of mystery so that they marked their things and possessions with them. He forbade quarrels, established the sovereignty of Perun over the Elements and Prowe over the Powers and ordered to settle the the Skies after the damage that had touched them. In that way, in their present form, the Skies were born as well as Early Celestial Beings conceived out of the Monsters which later transformed into Celestial Beingse. Svetovid appeased by the arranged order closed himself into Kłódź again. However, his commands were ignored then and the war broke out one more time.
About the transformation of Early Celestial Beings (Przedstworza)
into Celestial Beings (Stworze) and the birth of Demons and Semi
Demons (Zdusze).
After the war for the Sphere came a very short period of peace. For a liitle while it seemed that Svetovid could rest in Kłódź with no fear for his whole creation. It was at that time of God rest that people came into being from a Bunch (Wiecheć) (a bunch of Willow twigs tied up in a rod which the God of Gods used for scouring, rubbing and exercising in bath). People were born out of the breeding of Kaukowie who snatched the Bunch thrown away by Svetovid. First, having beaten each other as usual, they broke the twigs into sticks, and then they came to agreement and together they planted the sticks in a field of the Wela Plane. Czarnogłów and Białoboga were watering their cropping all the night of Wela and in the morning they picked what grew. In the beginning, they wanted to make people their assistants but it turned out that at a moment of the First Parents’ inattention the envious God of Pestilence and Plague – Mor sneaked to the field before dawn and watered the cropping with Black Water (the Water of death) from his Black spring. As mortals, People could not stay at Wela and they were thrust down onto the Earth, to Koliba. Well, Koliba was the first homeland of the Tribe finally called Zerywani (the word Zerywani comes from the word ‘zrywać’ which means ‘pick’) as they were picked from the Willow by the God of Gods after which they were picked again by Kaukowie from the divine field on the Plane, then they were thrust from Wela which made them leave the place of their birth and at last they also abandoned Koliba, driven away by Gods when they opposed their soverignity with pride and unleashed the War for Taja.
Straight after the birth of People and their fall from Wela serious arguments arose among Gods. The quarrels were about possession of different things.
The ordered arranged by Svetovid was broken. His recommendations were frenziedly neglected. The next war broke out – the War For the Circle which was even worse than the previous War For the Sphere.
The first battle was fought at the Great Fire in the ravin of the Plane where the Gods gathered the next morning after Svetovid’s leaving. The Great Fire having been called the Fire of Fires so far, was burnt by Svetovid himself in the Plane when he established a new order and assigned mysteries to the Gods. Then all those who gathered sat around the fire at a radndom order. Now that the God of Gods was not with them, they did not manage to agree as to the sequence. The Gods of the Elements thought that the place by the very fire was for them, in the highest Circle. The Gods of the Great Powers disagreed with that and an argument about importance, superiority and similar issues started. Meanwhile the Little Elements occupied the Second Circle on the sly. They did so to be close to their parents. In this way, the Powers were pushed in the Third and Fourth Circle, far from the Fire. Weles and Nyja, the most unrelenting in this quarrel, tore the ring of the unified Gods Of the Elements and moved through towards the fire trampling some others. They Pulled Mor and Marzanna behind them (the Powers of Destruction, Plague, Senility and Oblivion), Podag with Pogoda (the Deities of Pathway, Journey, Agreement, Weather and Peace-Reconciliation) as well as Roda with Rodżana (the Gods of Birth, Thought, Truth and Family). Then the Elements managed to associate again and four families of the gods of Power were cut off from the rest. The quarrel changed into blows provoked by Weles and Roda. During the struggle, Rodżana was pushed by Swara and fell into fire and at the same moment her skin, except for the feet and her left breast, blackened. From then on she became a Black Skin Godess. Her children, Zaródź and Rada-Rodzica rushed to help mother and the other Gods of Power followed them. The Fight for the Place did not bring resolution and the Gods trampled the Fire of Fires which nearly extinguished by their actions. All the One Headed took part in the Fight for the Circle – Kirowie, Kaukowie and all their assistants: Ażdahy, Light Chasers and Early Celestial Beings. At the end, because of the lack of warriors, quite new beings among dead people were made – the people originating from the spirits of the dead were called Zdusze (Spirits, Souls). After the first battle came others: For Months, For Colours, For Names, For Power (the power of ruling people), For Multiplication and For Measurement.
The second battle, For Months, was begun by Welesowie as well. First, the One Headed took by force the reign over the months from the Gods of Sides and Seasons. It happened by persuasion of Sporowie (the Deities of Luck and Wealth) who said that Kirowie were too busy with the seasons of the year, the sides of the world and generally time measures which made them totally neglect the months and therefore they did not bring a proper benefit. Peruns, Svarogs and Wodowie were easily persuaded. Strzybogowie did not mind what would happen to the Thirteen Brothers-Months. Simowie, in fact Siem were afraid that Kuakowie would support Kirowie. Only Dażbóg strongly opposed the action as he feared that misfortune would result from that. He was said to be a coward, but having taken into consideration Siemia’s stipulations, it was decided to reconcile with the Powers and attack together. It was necessary to give something to the Gods of Powers for their support. Well, it was agreed that the Powers would rule 5 of the months. Perun headed with such a mission for the Fire of Powers. Rod strongly opposed the shared action and set as an example his black skinned sister-spouse Rożdana so fataly injured in the previous struggle. Kupała and Weles usually held a different opinion in every matter and their unanimous vote outweighed. Their solidary support was recognised as a good sign. Additionally, besides the five months, Perun promised Great Gods of Powers also a place in the second Circle around the Fire. An attack came at dawn and after a long, exhausting fight Kirowie were deprived of the control over the months. Straight after the victory, when it came to sharing the spoils Perun completely left out Weles, and Nyja outraged by this fact cut his chest with her scythe. Divine blood spurted, a fuss started and a new battle broke out, this time among the victors. The Kirowie once again attempted to take back their rule but Czarnogłów and Białoboga did not back them up. Thus, the months were left to the One Headed, Peron had one more scar and commotion was growing in the world. Now the Months of the Elements went first and after them the months caught by the Powers during the fight. Additionally, their sequence did not suit the cropping seasons, grain germination, harvest or rest settled by Kirowie.
The third battle started and it was For Colours. The fight concerned mainly thr Kaukowie, Czarnogłów and Białoboga who ruled two among significant colours and it also concerned the Kirowie. There were lots of colours, but only seven of them were meaningful: whitle, black, blue, red, yellow, gold and silver. The Kaukowie owned white and black. The Kirowie were in the possession of gold, silver, red and blue. Only Dażbóg wielded the significant yellow colour. After various deceits and changeable fate of the struggles it did not come to settling a reasonable order even at that time, and chaos was enlarged. As a result of the fight, the Kaukowie did not completely lose their rule over black and white, but from that moment also Weles took black colour and Stribog and Dażbóg white. The Elements took out silver and gold colours from the Kirowie and then they shared the colours between each other making other colours that they captured during the fight take on more glow, and they became bright and shining. Kirowie managed to keep blue and red colours as well as get Dażbog’s yellow colour and possess green for their rule which had previously belonged to Wiłowie. Makosz stole half of yellow colour from Kirowie. Kupała took half of red colour from Kirowie as well. Then, Przepląt stole a nearly empty box of yellow colour from Makosze and his wife Plątwa got from Kupała almost the same empty box in which there had been red ointment before. Hence, a totally new colour intertwining-orange was created. Consequently, confusion appeared in the matter of colours. It was hard to cope with the confusion later on and its effects have been visible till today. No sooner had the Fight for the Colours ended than the next quarrel began which led to a Fight For Names (i.e. Titles) being, in fact, the fight for the borders of Niwas and competences among the One Headed. The Rodowie regarded themselves as the Masters of Birth and the whole realm as their exclusive property. Kupałowie advocated, however, that blastema comes from love for lust and that the result of birth of a new person or a new idea is a new love or next passions. The Rodowie did not want to give even a piece of their realm of good will so the Kupałowie took it away from them by force. All of a sudden, far more similar quarrels emegrged. Pogoda (Weather) decided to take away the rule over Good Air and Gusts from Stribogs. Śląkwa not being able to accept the loss of the Clouds stolen from her by trick, attacked Perperuna. Morowie fell out with Welesowie for ruling of the Disaster, the Afterlife World, Death and Oblivion. Chorsowie, Przeplątowie, Rodowie and Ładowie tried to rule the realms of Knowledge, Order, Mystery, Faith and Reason. Dziewanna decided to snatch the Land of Hunt from Łada-Łagoda. Also quarrels within families began. Soon, it came to a common fight which led the world to the verge of breakdown by mixing of the god’s competences.
The fith fight came. It was For the Power of Possession of People. Here, all the elements integrated against the Gods of Powers attempting to push them away from ruling over people. The commotion reached the zenith and nobody was able to gain predominance over others. It was so helpless that the only thing which could have come about would have been children going against their parents in an attempt of killing them, or expel them from their homes and realms.
After the fifth fight came the sixth one and the worst happened. The Little Elements and The little Powers went together against all the Great Gods fighting for Multiplication which they were turn down. No children were born from their bodily relations. They had children with Dragons and Vipers, with Light Chasers and Little Godesses as well as Little Gods, but they all as merely God’s assistants gave birth to chimeras or weaklings. Minor Gods also had children with People, but despite they were kings, fortune tellers and wytędzowie, as mortals they were not allowed to sit with the Gods in the Circle at the Plane. That was the will of the God of Gods, but Minor Gods driven by anger and envy attacked their parents.
The last of the Seven Fights in the War for the Circle was about the Measurements, i.e. the Kalach of Ages. The Great Gods divided it among each other.
He who ate the Kalach during a given year, ruled the year in the Cirlce of the consecutive years. The Kalach of Ages was made from Wela grain giving the one who ate it Eternal Youth, Prophetic Wisdom and Great Power. It might have been the reason for which the Great Gods jealously guarded the secret of baking the Kalach. As we see, it was not only the Measure of Time, but also the Measure of Wisdom as well as the Measure of Strength. Not only did the Minor Gods want to equal their parents, but they also wanted to take their position, therefore this fight was in a sense the fight for the Place in the Circle. It was the most important and the most tedious combat of the whole war. The Unified Minor Gods were not either as smart, or wise as the associated Great Gods but they exceeded the latter with strength and bravery which did not know fear and from which enormous determination of their actions derived. When the positions of the Great Elements and Powers were seriously at peril and an onrush was inevitably approaching the Court of Sporowie, where the Kalach was lying, Perun and Prowe cunningly took away the Early Celestial Beings from the Minor Gods that belonged to them. Nevertheless, they did not give up their assault but desperate went to the Afterlife World. First, to the Nawia of the Resurrected called Założa, and then deeper in the Dragon’s Hell from where they got souls of the most horrible brutes and ruffians and put them into corpse bodies. In this way, rose a great army of the Forces of Darkness which consisted of 64 thousand Demons. From the Afterlife World emerged Vampires, Dead Beings, Villains, Rouges, Ghosts, Werewolves, Witches and lined up in a battle array on the Blue Field, ready to fight. They were commanded by Perunic, Svarog and Wład. Terrified Great Gods gathered all the Early Celestial Beings on Centuple Meadows, near the Manor of Disputes. Here, they were dug into hundredfold enriching soil and lavishly watered with Living Water from Rod’s Well. Soon, from every buried Early Celestial Being a hundred magnificent flowers with a hundred white petals grew. These were Centuplets. When the buds opened, a Little Godess or a Little God bounced out of each of them. In this way the Celestial Beings were born. They were much smaller than the Early Celestial Beings but there were a hudred times more of them and they had the same power as their predecessors. As soon as possible combat ranks were laid and Celestial Beings that were led by Perun, Łada-Łagoda and Dziewanna, left the Centuple Meadow strewn by white flowers where Hundredfold was multiplied.
Two powers riding heavenly and Wela steeds stood against each other: an army of the Afterlife World of 64 thousand made up of Demons and Minor Gods and regiments of Wela inhabitants amounting to nearly 32 thousand and made up of Celestial Beings and Great Gods. When it came to the battle, Heaven trembled. Soon Wela quaked when joined in a fatal struggle they violently fell on it and it broke in three places. Niwa and Nawias shivered and Svetovid’s Kłódź pushed off its foundation dithered on Wierch (on the Top). The boughs of the Willow began to crack and Gold Apples fell down on the grass as if jewels had been shaken off by an invisible hand. The whole Heaven wavered in its foundations were a danger of another collapse. Then, Svetovid, for the second time from the Creation of the World, left Kłódź and separated the warring. Nonetheless, he was not so gentle as before. Many were punished, many deprived of the spoils of war, many had to undergo severe penance and explain themselves, many lost their places in the Circle. Yet, the God of Gods left a lot in a new shape recognising that it was really the most proper for the One Headed, Celestial Beings and People. He also let the Demons live so that they balanced the World. He thought that if they were conceived, they are obviously useful. From then on they became a sort of punishment for both Gods and people as since that moment there has been a lot of evil in the World and Demons have participated in all bad things and have been fierce against the Living. If the Great Gods had not been continually fighting against the Demons and if they had not declared a Great Battle on them four times a year, so much evil would have multiplied that everything would have turned into ruin long ago. (Great Battles and Wild Hunt take place between the 20th-26th March, 20th-26th June, 20th-26th September and 20th-26th December).
============================================================
Description of Celestial Beings (Stworze)
Little Gods and Little Godesses make up eighty-eight families that distinctively differentiate among one another and they are assigned to various domains and realms of the world. As the one that serve the Elements and Powers they do not have one-dimentional attitude to people, they are not either good or bad to them, they are not either definitely favourable to them or absolutely hostile.
Their activity towards man depends on Gods’ intentions. There are, however, certain rules which must be complied with while being with Celestial Beings if you do not want to get in serious trouble. First of all, Little Gods and Little Godesses hate it when somebody gets in their way, or if he/she tries to peep at them – such a person is seriously endangered. Somebody who can discern quite well in the surrounding world and perceive powers influencing him/her rarely goes against the activities of the Celestial Beings and Gods so he/she is rather safe. Yet, as it happens in life, the human being needs to oppose force or, by chance, find themselves in the eye of storm. Then, the useful things may be magical activities, spelling means, reversing spells, magical herbs used as wreaths, infusions, infusion of herbs steeped in alcohol, ointments, miscellaneous charms placed on the body as necklaces (they are called transom) or small sacks (they are called kaptorgi in Slavic), as well as numerous, special ways of behaviour protecting from anger of deities and their assistants personifying even the tiniest forces of nature. Roughly, we can divide Little Gods and Little Godesses into guardians of the Elements of the Sky, Fire, Water, Air, Quarrels and Earth, guardians of Fields, Forest and Wild Game, Cropping, Herds, Home, Kin and Tribe, Fortune (called źrzeb, byt or dola – existence or fate in the Old Slavic language), Treasures and Minerals, Love and Lust, Virtues, Truths and Order, spirits of the Weather, spirits of the Moon as well as omens and carriers of Disease and death. These distinctions are not always so sharp. For instance, the deities of the Weather are close to the rulers of the Air and Winds, while the godesses of Birth fulfill similar functions to the guardians of Fate. Birth entwines with the issues of Love and Lust and these, again, are associated with the element of Water being the symbol of fertility. Similarly, roles of other Celestial Beings go near each other in some ways, though they never overlap.
All Celestial Beings have a strongly defined character about which we can say that it is a basic shape in which they externalise as the forces of nature. Little Gods and Little Godesses are able to take on any character or even become invisible for a certain amount of time but this requires an effort from them and they return to their basic appearance as soon as it is possible. They make themselves visible to people most often in their basic form. Thus, it is possible to divide the Celestial Beings into the ones that have their main animal form, the ones that have a human shape, or the ones of an undefined shape. On the other hand, Little Gods and Little Godesses of human shapes can be the size of an average human being, a giant (which is very rare among the Slavs), a dwarfish man, or they can be fairly small (of the height of 7 centimetres and less).
Among the dwarfish Celestial Beings we can make two types: of ordinary body proportions and the other with an unproportionally big head. Each family of the Celestial beings differs from others in terms of many external features, mostly fantastic, details of outfit and places of appearance or being. Further in this work there will be detailed descriptions concerning all families of Little Gods and Little Godesses as well as ways of behaviour in case one meets them, in case of their malicious actions towards us or just an open assault. We will tell how to appease, tame, and even capture and gear these minor forces of Nature to act for our advantage, or how to safely omit them using life wisdom and magic. It is yet worth adding that the memory of the Little Godesses and Little Gods has been preserved in different countries to a different extent. It often joins nations that are geographically distant today but previously making up a tribal community. The part of beliefs has embraced the whole area of Slavic and Baltic countries till today. It proves their ancient roots and enormous force which enable them to have survived for three and a half thousand years. Here are a couple of ethnographic examples referring to the Little Gods and Little Godesses.
Nymphs: today they are best remembered by Małorusowie (people of Lesser Rus) and Belarussians, i.e. the descendants of southern Budynowie (Budinoi). Dziwożony are known by Małopolanie (People of Lesser Poland), Slovaks and Czechs – the descendants of former Nurowie (Neurowie). Chobołdy and Chichoły have survived among Lusatians – the descendants of western Lugiowie-Lugowie. Podolanie (people of Podolia), Belarussians originating from a group of western Budinoi as well as Lithuanians and Latvians coming from Ostowie-Aistowie - Balts, have kept the memory of Łamje-Łomje best. Wiły are today best known by Serbs, Croats and Bulgarians who are inheritors of mixed peoples of Sorbomazowie, Nurowie and Antowie-Wątowie as well as Czarnosiermiężni-Burowie (Sklawenowie – Sklaveni/Sclaveni). Bulgarians (former Antowie-Wątowie), Oriśnicy – Bośniacy (Bosnians), Montenegrins and Macedonians (former Sklaweni), Sjudenicy – Czechs, Croats, Slovaks (Nurowie), Udełnicy-Małorusowie and Belarussians (Budinoi), Rodzanicy – Poles, Silesians, Pomorzenie (former Lugiowie and Wenedowie-Wądowie – Veneti) have kept the memory of Narecznice. Today Wielkopolanie (people of Greater Poland) and Małopolanie, Małorusowie and Mazovians, as well as Croats, Slovenians, Czechs and Slovaks (being continuators of the tradition of Lugiowie, Mazowie and Nurowie) speak about Płanetnicy, Chmurnikowie, Obłoczycowie and Latawcowie. The descendants of northern and and eastern branches of the great tribe of Burowie-Czarnosiermiężni, i.e. Wielkorusowie (people of Greater Rus) know most today about Laskowce and Leśnicowie. Also, among Wielkorusowie the tradition of home spirits – Domowikowie, Detkowie, Home Grandfathers has been preserved and is developed in numerous details. Polish people (Małopolanie and Wielkopolanie) know the Celestial Beings as Ubożątowie. In other countries their roles have mixed with the roles of Kraśniaki (Brownies), Skrzaty (Gnomes), Kłobukowie, etc. Atwory and Kłobuki are best remembered by Mazurs, Lithuanians and also by Czechs (they call them Kubołćik), Pomerzenie and Wielkopolanie call them Plunkowie and confuse their function with the function of the Gnome. In Silesia and in Małopolska (Lesser Poland) – the places where treasures of Earth were drawn the tradition of Skarbki has been kept. Stories about Aquarises, Topielice, Południce, Świczki, Nocnice, Mory, Skrzaty (Gnomes), Newki are known by the most of Balto-Slavs.
This list could be continued for long. A part of Slavic beliefs was absorbed by traditions of other countries. It was also absorbed by eastern Germans who occupied the territories and assimilated the tribes of Wieleci (Veleti) (western Wędowie-Wenedowie – Veneti), Obodrzyci (Obotrites), Drzewianie (Drevani) and, to a large extent, Serbs, Lusatians (i.e. southern Wędowie, Sorbowie and Lugiowie-Ługowie) as well as Prussians in the territory of East Prussia, Żmudzini (Samogitians), Jaćwięgowie (Yotvingians) (Aistowie-Ostowie). Furthermore, by Hungarians who took the land of Pannonian Slavs, by Romanians in the area of Transilvania (Siedmiogród – in Polish: Kraj Siedmiu Rodów: The country of Seven Families), Moldova and Wołosz, by Finns surrounding the Slavs from the north east and by Turcic peoples from the areas of Ural and south-east end of Europe (as far as the Caspian Sea and Caucasus).
Le me make one remark at the end. Godesses and Gods are regarded as Mistresses and Masters of Wela. In contrast to them, Little Godesses and Little Gods are called Maids and Dandys of Wela. Generally, all deities dwelling Heaven and the Afterlife World are called Welanie, Wetowie or Niebianie (Dwellers of Heaven ). The dead generally have the name Nawian (i.e. residents of Nawia) or the Deceased. Considering the kinds of Nawia they stay in after death, they are called: if in Założa – Założnicy, if in the Dragon’s Nawia (Hell) (Hell – Piekło) – Piekielnicy, if in the Nawia of Eternal Happiness (Paradise) (Paradise – Raj): Rajcowie (Rajce), if in Seclusion (Zacisze) (in the Silence of Nawia – in Nawi Ciszy) – Ciszcy or Czystowie. Children of the Celestial Beings with other Celestial Beings, Demons, Gods or people are called Boginiaki.
Little Godesses and Little Gods as three times conceived by the hands of the Elements of Power and as their abortifacient children, make up a lower heavenly circle, they do not sit together with Minor gods and are ordinary assistants and servants of the Gods-Elements and Gods-Powers. For the first time, they were conceived as Monsters, called then by Svetovid; for the second time as Early Celestial Beings from pieces of bodies of Monsters; for the third time as Celestial Beings born on Centuple Meadows from hundred-petal flowers of Hundredfold.
As a matter of fact, the Celestial Beings are the tiniest forces of the world of nature, manifestations of the activity of Nature, representatives of detailed laws of the Universe, in other words – Low Emanations of the God of Gods. They make up the entourage of the Gods of Elements and the Gods of Power (One Headed), the same as Gałęzowie are the entourage of Svetovid, Ażdahy (Dragons and Vipers: Żmije; Żmije-Żnuje) are the entourage of Kaukowie (Czarnogłów and Białoboga), and Light Runners (Światłogońce) make up the entourage of the Gods of Sides and Seasons – Kirowie (Jaruna, Ruja, Jesz and Kostroma).
============================================================
Older ones – the Kings of Celestial Beings, and Boginiaki - the offspring of Celestial Beings
Celestial Beings, and actually their Older along with the Light Catchers serving Gods of Kir and Ażdahy, i.e. Vipers and Dragons serving the Gods of (Division) Dział, apart from their ordinary activities, keep watch over the seasons of the year as well. Because the day of the New Year (also the last day of the Old Year in the leap years) has a particular meaning, it is looked after by the servants of Svetovid – Gałęzowie (Świętogłazy and Świćgałęzy). In turn, Ażdahy look after the other 26 days, and Light Catchers take care of the same number of days. Thus, there are 312 days of the year left to look after, i.e. exactly the same number of days as the number of Early Celestial Beings out of the broken into pieces Monsters. Little Gods-Early Celestial Beings who were placed on the Centuple Meadow of Sporowie and from whom the whole rest of hundredfold Celestial Beings were born, have quite a different look from the rest of their brothers and sisters. They look older. Essentially, they are older than the other Celestial Beings and those come so to say from their bodies. They are called Older and they act as kings among Little Gods and Little Godesses, therefore they are sometimes called Kings as well. It is the Older Celestial beings that look after 13 months (today only 12 Brothers Months).
In every family of Celestial Beings there are three or four Older depending on how many Early Celestial Beings there were primarily (three or four). Not only are they older, but they are also wiser than the others, more sedate, serious, deterrant. The Older look after families, dominate over them.
Very rarely people manage to meet a King of a Family of Celestial Beings, but when it happens they can expect the meeting not to finish unconcernedly. It can turn out to be very useful to man, wealth of any kind, success in life, wisdom and peaceful existence both in This and That World. However, it may also turn against man and bring very bad consequences. The outcome of the meeting is always influenced by the question of how these people have been living till now, what they know, how they have bee treating other people, if they have been worshipping Gods, if they have respected Nature, if they have been carrying on rituals; if they have been taking care of everything that has been in their charge, that is alive, and if they have not been doing any harm to Mother Earth. Yet, the most significant thing for a good result of meeting Older Celestial Beings is what a given person comes to them with and what he/she expects.
Older Celestial Beings look like old women regarding Little Godesses, or dignified old men when it comes to Little Gods. Their faces are wizened, their skin is dried and flagging, light grey hair, more faded clothing, and also often modest, an iron crown on the head, or a ring with precious stone with magical properties on the finger. Celestial Beings also have children. They differ from Demons in the way they multiply as the Demons do not multiply in the normal way. Their children come from relationships of Little Godesses with Little Gods, from relationships of Celestial Beings with Gods as well as from relationships with people. All their children are denatured as people are, by constraints and mortality. Soon after the War for the Buła, Svetovid ordered dipping and spraying with Black Water each work of Welanie so that nothing like Monsters could ever arise from God’s actions. His order affected people as first which made them be thrust down the Earth to Koliba from Wela’s mortals. Gods’ children that arose from mixing with people do not bear the features of ordinary people but they are always distingushed by a certain attribute, something unusual, superhuman which distinctly points at divine origin. A bit of divine blood has always been running in the veins of dukes, prophets and magicians, and these people are defined as Heroes. Among people live a few kinds of beings that partly come from humans. They are called in different ways for better differentiation from one another. Well, children coming from relationships of Gods with people (God with a woman, or a Godess with a man) are called Aftergods. From them come kings, thinkers, magicians, priests, fortune tellers, dukes, great mighty warriors, savage and brave fighters and wytędzowie – the ones who knew how to cope with the indefatigable and how to defeat the invincible. Children of Celestial Beings with people (A Little Godess with a man, or A Little God with an ordinary woman) are called Boginiaki (children of Celestial Beings). Rarely do kings or commanders arise from them, often single, lonely strong men, savage and brave warriors, wise sorcerers, experts on things, wizards, conjurers, charmers, fortune tellers, quacks, medical men.
The third kind of beings relates to children born only out of people, but kidnapped, fed and brought up by Little Godesses or Little Gods, or Celestial Beings changed by the touch of the hand as early as in a cradle. We call them Misfits. They are very weird and lonely people and their being has a different course. One is certain: they are very sensitive, though rarely helpful with anything. They are most often thought to be obsessed.
Many Little Godesses rather do not rear their own children so they leave their children to human mothers often kidnapping their child and killing him/her so that the child is not a threat or rivalry to a Child of Celestial Beings. They are also often called Misfits, though they are Boginiaki born by Celestial Beings or by Celestial Beings and people. Most frequently Czarcichy, Chały, Dziwożony, Krasawki-Feje, Morawki, Topielice, Brodzice, Nawki, Łojmy i Nocnice leave their foundlings to people. All these Little Godesses are bad mothers and also leave their children with females of big animals (female bears, she-wolves, vixens, female swans, sows). Mainly Południce, Dziwożony, Mamuny, Leśnice, Wiły, Jagi-Jędze, Czarchichy, Męcice i Mątwy make Misfits out of ordinary children. Sporadically, other Little Godesses such as IW sałki or Little Gods: Kraśniaki, Plunki, Chobołdy, Chochołdy, Czarty, Bełty-Błudy, Płanetniki i Dusioły do it as well. You have to treat these children very well, be very careful with them, and you can not beat them – God forbid! You have to feed them fully, get them dressed not worse than your own children and give them free reigns. When Boginiaki are older, they go their own paths, they are haughty, adamant, but very courageous, agile and willing to do every difficult task, or perform deeds exceeding possibilities of an average person.
When Boginiak is a baby, a toddler and a little child, it is very hard to perform all deeds for him. Some of them (for example, Chała’s or Wołot’s children) are so gluttonous that it is hard to have even enough bread for them, let alone something better. Sometimes, they gorge on tree bark, they eat unripe fruit, vegetable leaves and green grain. Bylica Skalna Baba’s children have hands as if made of stone, everything drops off them and by putting their hands on a table top, in a normal way, they destroy all the table and make many other damage. Children of Morawki, Nawki, Skrybki-Małoludy, Szczekotuny, Wiły, Łojmy-Łoskotnyce and of many others are malicious, unbearable, garish and disobedient. Children of Wichory, Bełtowie, Mrugowie and Ognie are whimsical and mischievous and they do not sit even for a little while. Last, children of Świczki, Przypołudnice, Putniki, Swarki are highly offensive and bite mother’s breast as Boginiaki often start teething as early as during childbirth.
Unfortunately, any failure to the children of the Little Godesses or the Little Gods causes their horrible revenge, much worse than a situation in which they , themselves, would suffer. After all, mother will always hear her child’s complaint or cry so treating Boginiak wrong never goes unpunished.
=============================================================
Description of Demons (Zdusze)
As it has been said earlier, Demons are totally diifferent from Celestial Beings. Zdusze are demons. They come from spirits of dead beings (not only people), called for renewed terrestial being in an unsual way – by force, with incarnation in a corpse, or in not their own body, charmed out or in the body that has already been dwelt by a living being. The demons happen to be among people clothed in seemingly living selves that it is not easy to tell them apart from a truly alive human being. At other times, not being embarrassed at all, they frighten with their cadaverous appearance or take on a hideous form closing into demonic, not human bodies. There happen even those that are alive people being dwelt by two souls: ordinary, legitimate, and demonic incarnated by violence. One Headed Little Gods took out all Demons from Nawias of Wela during the War for the Circle. Chosen by Gods deliberately, they come from among the worst, the most cruel, the most terribly pertinacious against people and Gods, downright bad Nawiaks, searched for in Hell (Dragon’s Nawia) and in Założa (The Nawia of Pathless Tracks of Mazes). They were called for the time of the War to serve for an evil purpose. Therefore they are servants of darkness: they came out of the Afterlife World, served children who attacked their parents in the damned war intending to destroy or kill them. That action was against the laws of the World from the beginning.
Demons are evil by nature and very dangerous to people. They were revived and toughened to fight, first wallowing them in the highest of Living Waters, the water from the spring of springs stolen from Świćgałąź by the Devil with Dodola’s help. After that, for three days and nights of Wela, they were watered and washed with water from Revitalising Wells of three Tiny godesses: Krasa-Krasatina, Zaródź and Żywia. Lelij-Smęt lit their Torches- -Stars of Life again, with a flame stolen by Wid-Makowic from the Fire of Fires burning forever on Svetovid’s Niwa, at the threshold of Kłódź Castle on the Peak of Wela. In the end, the Little Gods fed the whole army of Demons with divine Food (Jość), which consisted of Kalach and Karavaj baked by IZegiełec as well as with Kutia brewed by Godess Warza. Owing to that Demons became Resurrected, dedicated to the service of Minor Gods. After the Battle and after the end of the War for the Circle, Svetovid let them live. Since then Demons have been roaming loosely all around the world, doing evil and destruction. It was one of the penalties with which the God of Gods then castigated all living beings, and especially the Lesser Gods. Twice a year, they have to stand at the forefront of their ghostly army and take a terrible battle being a reminder of that father slaying deed dating back to centuries ago. Only defeating this ownerless army in a battle can stop their continuous breeding, growing chaos and evil that they bring to the world.
Demons do not enjoy rest until they are freed from their shell of a Resurrected Being. They achieve this only when they find a new Servant of Darkness for their place. They make up the lowest circle of beings in the heavenly appointment, the direct link between (through the Afterlife World) people and Gods. Apart from them, Aftergods and Children of the Celestial Beings – Boginiaki make up the same circle. They are the direct link between people and Gods via the world of Living Beings.
Problems related to human death, being of the spirit in the Afterlife World as well as with its return to life in the world in the form of a new human being, an animal, a plant are a separate, extensive topic. This topic with description of funeral and mourning ritual, necessary annual sacrifices, description of ways of keeping the soul in the Afterlife World or its return to Earth as well as magical activities stopping the dead from interference with the world of living beings will be in a separate volume. Here, we will only explain the most important things that will help the reader fully understand the essence of the place that Demons have among people and gods, and also their role in the world of the Living, or in the Afterlife World.
Not every human being is threatened with transforming into a Demon. The more perfect existence you have on Earth, the more certain it is that you will never become a Demon, that you will leave Założa once and for all and will never be obliged to come back to the earthly existence. The most endangered to becoming Demons after death are people who have been evil for all their lives since birth, who have been possessive, greedy, aggressive, revengeous, vile – who murdered, stole, destroyed, raped, captivated and did not respect anything.
– people who died violently, for example, they were killed, they died in an accident, drowned, etc., and their bodies were not buried in any ritual (neither in the ground nor were they burned at the stake), their bones were dragged on and abandoned, they were not treated in the way for the soul to be able to get to the Afterlife World.
– children killed in the mother’s womb before they were born to this world, or already born as dead.
– children who died just after childbirth, not washed with the Water of Life as well as all innocent, pure, young, also crippled – in other words all that did not learn the taste of life and left the world with a storng desire for it that it is easy to get them out of Założa, buy over with such a possibility or capture before they come in the Afterlife World.
– people possessed by desire for revenge on their alleged earthly executioners who are always getting out of Założa wishing to settle their arguments at any price.
– suicidals because they left the world untimely, against Gods’ judgement unless Gods themselves appointed them. (Most often it is Gods that make a chosen person die of someone else’s hand, or of the hand of the Celestial Beings responsible for death).
– reckless people, too nosy, neglecting priests’ and sorcerers’ teachings and fools who are easily trapped because of their lack of knowledge or fear and are captured alive by Demons or Celestial Beings such as Deuces being very merciful to demons and providing them with offerings.
All these people, even as the living are an easy prey for Demons, and as the dead they are easily dragged out of Założa or they creep out of it on their own and want to incarnate in a Resurrected one. There are fewer kinds of Demons than the kinds Celestial Beings but their number is even bigger than that of Little Godesses. There is not a forest, sea, village or river, there is not a settlement, woods, a riparian area or marsh that demons would not haunt.
Demons are divided into Thirteen Families, each of which is led by a few Princes of Darkness. Princes of Darkness have their own special origin, a bit different from the ordinary Demons and for this reason they take a priviliged place among them, the same as Older Celestial Beings dominate among the Families of Little Godesses and Little Gods. Contrary to Kings of Celestial Beings, completely unknown by their names, people remember names of all Princes of Darkness very well. We will mention only a few of them here. They are, for instance, Talaśm, Bujakinia, Łobasta, Kirkor, Strosko, Drak, Ustrił, Dziki Łowca, Lokis, Vućji Pastir, Czuchajstyr, Węsad, Oczadel, Skydatij, Dzika Ciota, Koczerga, Vlk, Wrag, Synec, Goderak-Gonedrakt, Bel, Kazytka, Bajor, Juda, Smolka, Osinauczycha, Czeczot.
Once this important introduction has been presented, we can go on to detailed descriptions of demons, systematically divided into Thirteen Families of Demons.
Closed Circle – about the Immortality of Great Battles and Wild Hunt and about significant heavenly animals
In the Great Battles and Wild Hunt, apart from Little Godesses, Little Gods and Demons, heavenly animals participate as well. The Little Gods, Little Godesses and Demons ride the heavenly animals but they are not merely palfreys but they fight against the opponent no less fiercely than the warriors riding them. These animals developed in the same way as earthly animals – as a result of the Third Division of the War For the Sphere, during the Battle of Earth, Wela and Heaven. At the same time, also all the plants, trees and rocks both earthly and heavenly arose. Wiłowie are the parents of most plants and animals. Simowie are the parents of lands and mountains, Wodowie are the parents of seas and rivers and Stribogs are the parents of wind and air. Wiłowie are also the parents of not only land plants and land animals but also of the flora and fauna waters which were born from the primary breeding and then flooded by Wodowie, stayed in their kingdom.
Heavenly Pets are divided into those of Heaven and Wela. They vary from the earthly ones in size, ferocity, common wings and their eternity. They are eternal like Little Gods and Little Godesses although their body is destructile. They are reborn in an endless way, and the destruction along with the rebirth are formed by the Closed Circle of Changes. There are twelve types of Heaven animals, i.e. those which have their place in the firmament of Heaven where they live on a daily basis, graze, rest and from where they sometimes come back to Earth. These animals are: Horse, Wolf, Boar, Bull, Deer, Bear, Mountain Goat, Snake, Rat, Fish, Moose and Large Eagle – all of them are winged.
The animals of Wela are chimeras: Psiogłowce (Dog Headed Creatures), Moth-Bob, Szaszory-Two-Headed Eagles, Hens-Sirens, Połozy-Feathered Snakes, Czarnoludy (Black Beings), Ały-Dragons, or Unicorns. We will not describe their appearance here in detail. Each of these animals has a dangerous weapon (hooves, claws, horns, teeth, canines) with which they tear and destroy both Celestial Beings and Demons and other animals which are their opponents. Depending on how much Light and how much Dark Nature an animal has, it fights either on the side of Light or Dark Forces. Most often the Celestial Beings own Unicorns, Psiogłowce, Sirens-Kurowie and Winged Animals: Snakes, Bears, Deer, Mooses, Bulls, Wolves and Horses. Demons ride Szaszory, Large Eagles, Goats, Rats, Czarnoludy, Moths-Bobs, Połozy, Ał-Dragons and Winged Boars. Even though the Bodies of Heaven animals, also called God’s Animals can be dragged, slashed and dead, they regenerate becoming very similar to the original form. It is not like in the case of people (and Demons) a mortal body with an immortal spirit, but an eternal body-spirit. The Bodyspirit of the God’s Animal is not as perfect as the bodyspirit of the Celestial Being. A Little Godess or a Little God can take on an optional form for a certain amount of time, for example, the form of a bird, a human shape, a rock or an object so as to return to the real image of the Celestial Being at any time.
Heavenly Animals just like Heavenly Plants and Heavenly Trees always remain the same: animals, trees, plants. Moreover, injured Heavenly animals sometimes do not regenerate perfectly but with certain small drawbacks. Hence, among them, you can encounter some with a broken fang or with a broken horn, with one eye or with only three limbs. The Great Battle demonstrates a dreadful view. Szaszory, Winged Boars or Goats ridden by demons tear regiments of Nymphs, Latawce, Nocnice and Kąpielnicy into shreds. Simultaneously, Little Godesses and Little Gods on their Winged Wolves, Deer and Horses ruthlessly kill Ghosts, Vampires, Werewolves, Dybuks, or Witches. Also the animals injure one another, they bite Little Godesses and demons, a cruel scream of battle comes out of all throats, thunders clap, clouds of steam rise, thunders fly through the sky and lightnings tear it.
Streams of water fight with torrents of fire, light struggles with darkness, black clouds and fog cover the battlefield like smoke. Every now and then mangled limbs and pieces of bodies, weapons of heavenly Beings fall from the sky, red and blue blood pours profusely. Unicorns slit bellies of Winged Goats, Sirens-Hens tear apart Ały-Dragons, Winged Snakes swallow and suffocate Połozy in their huge strands. The earth trembles when Two Headed Eagles and Dog Headed Creatures bite and kill each other and the hail of thunder arrows thrown by the giant Wołotowie buries ranks of Jątrowie, Wąpierze and Lepiry. Wraiths emerge from the fog, Topce and Toplice (Drowning Creatures) rise from waters, the gale is blowing or unexpectedly stops and again breaks into a run along with the regiments of Celestial Bodies and Demons. The whole world is covered with darkness, and the hazy aqueous suspension makes the air get opaque as if the night had fallen. After a while, everything calms down and the battle ends. The same happens to the Wild Hunt.
Demons killed in the battle go to the Założa of the Afterlife World, i.e. the Maze of Nawia in Wela, and there they wait for the opportunity of a new incarnation into the dead or the newborn, or for the ability to enter a body that will have two souls.
For these reasons, there is an eternal balance in the world: there are still the same number of Celestial Beings as Demons and the number of God’s Animals is not lowering. These events form a closed circle, sometimes called the Great Circle as Battles and Hunting take place during the annual solstices and culminations. The Great Battle takes place twice: in the spring solstice, it is between 20th and 26th March, and in the autumn solstice, between 20th and 26th September. Wild Hunt is held twice during the culmination of Brightness or Darkness, at the so-called Potajne Nights, which is between 20th-26th June and 20th-26th December.
People believe that virtually every major storm, gale, blizzard, storm combined with thunders, lightnings, and unusual weather events is a battle in which Celestial Beings clash with Demons.
Thus the Closed Circle is repeated endlessly, and this series of events is as follows:
On the twenty-fourth of December on the day of the Birth of Brightness (light) Svetovid releases from Kłódź a newly-born light in the form of a Lady Bird (in Polish: God’s Tiny Cow), the Bright Power. It is the Bright Lady Bird symbolised by a red ladybird, known anyway as the lady bird by people. It is then that the Wild Hunt commences, during which Demons attempt to catch the Bright Lady Bird. Celestial Beings defend and protect it. They confuse the trail, clash with the enemy’s regiments and attack the Force of Darkness. Over the next days and weeks the Lady Bird is growing and pupates into the White Eagle. The Bright Power in the form of the White Eagle leads up the regiments of Celestial Beings till the spring solstice when it becomes mature Light, symbolised by the White Winged Bull (the White Winged Cow).
The White Winged Bull is ridden by one of the Great Gods (Perun, Łado, Łada-Łagoda, Kupała or Dziewanna) during the Great Battle of the Spring when the old, last year Black winged Bull ridden by the Demon’s commander is defeated by Celestial Beings and Great Gods. The commander of Demons is a Tiny God (Dzieldzielija, Zmora, Sowica or Smęt-Lelij).
On the twenty-fourth of June, in the night of the Birth of Darkness, a newly born Dark Lady Bird symblolised by a black lady bird flies out of Svetovid’s Kłódź. It is then that the second Wild Hunt starts but this time made by the Forces of Brightness, i.e. Celestial Beings. The Wild Hunt is in the persuit of the Dark Force, the Black Lady Bird. The Darkness defended by Demons grows and pupates into the Black Eagle which leads the demons till the autumn solstice when Darkness reaches full maturity and transforms into the Black Winged Bull. Then it comes to the second battle, the Great Battle, the Autumn Battle during which a young Black Winged Bull is ridden by a Tiny God commanding the legions of demons (Groźnica, Chorsińca, SądzaOsuda, Prawica, Włada). The Old White Winged Cow having ruled since last year, falls, disappears and pupates into a Red Eagle. Red is the symbol of the setting sun and the colour of blood. At the time of the defeat of the Forces of Brightness, a Great God commands them (Perperuna, Swara, Svarog, Rod or Rodżana).
The Red Eagle decreases, shrinks to the size of the Lady Bird and disappears the day before the rebirth of the bright Force, on 24th December of the following year.
The Black Winged Bull reigns until the next solstice, which is the next Great Battle Spring, when the Forces of Darkness are defeated in the fight by triumphant Light Powers. Defeated by the White Bull (Cow) the Black Bull falls, passing into the stage of the Red Eagle, and later into the Black Lady Bird which dies before the day of the rebirth of Darkness, on 24th June.
In this way, the cycle of birth and death of the great forces in the Universe, Bright and Dark constantly repeats and repeats the age-old struggle of these forces, symbolically recognised as Great Battles and Wild Hunt.
The White Bull (Cow) is the epitome of the great grand godess Białoboga related to the First division made by the God of Gods. The Black Lady Bird grows as the Black Winged Bull and is the incarnation of Czarnogłów, the great grand god of the First Division.
The common worship that has been given to the lady bird, cow, bull and eagle since time immemorial among the Slavs originates not only from the fact that they are the symbols of strength, stubborness, feeding, power, force, light but also from the fact that, long ago, they made up the incarnations of the most significant forces of Nature (Brightness and Darkness) and every year they were the mystery of the fight of these forces with each other. All the rites along with dressing up as animals and warriors, carrying Turonie (monsters showing horned, black and hairy beast with snapping jaws), goats, wolves, with guiding bears all over villages (as it took place a hundred years ago) are also the sign of the ancient Old Slavic tradition.
Święto Drzew, Święto Boru 2013 – Nadaliśmy imiona wielu dębom na krakowskim Ruczaju, Zakrzówku i w Bieżanowie, oraz w Rożnowie i w innych miejscach w Polsce
Dolina Będkowska – Święte Buki – Bogumił i Boguchwała
1 maja przed południem nadaliśmy razem z Anną imiona dwóm starym bukom w Dolinie Będkowskiej, gdzie spędziliśmy Święto Boru.
Buki w Dolinie Będkowskiej – zdjęcia z zeszłego roku
Było pięknie, choć bezsłonecznie, ale w czasie modłów/medytacji nad Świętym Źródłem wydawało się, że słońce przeniknie przez chmury. Przypomniały mi się te wszystkie drzewa, które straciły żywot w Warszawskiej Masakrze 2013. Mimo, że to radosne święto, bo generalnie jako społeczność w całości, wznosimy się wyżej i nie przechodzimy już obojętnie obok zbrodni serwowanych Przyrodzie przez ludzi, to jednak zawsze towarzyszy mi w tym dniu refleksja o bezmiarze zła wyrządzonego do tej pory.
Buki przy Czarcich Wrotach – to tutaj rośnie Bogumił i Boguchwała (zaopatrzymy te buki w tabliczki Towarzystwa Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce)
Czy rzeczywiście jedyna możliwość i jedyna droga osiągania postępu cywilizacyjnego przez Człowieka wiedzie przez unicestwianie Przyrody? Zaraz po modłach zimny wiatr z północy zmienił się na południowy i temperatura zaczęła rosnąć. Buki, którym nadaliśmy imiona nie są bardzo stare i nie wyróżniają się niczym szczególnym w tym lesie, poza tym że jeden ma potrojony pień. Są oczywiście najstarsze pomiędzy wszystkimi zarastającymi zbocze Czarcich Wrot, ale w stosunku do pomników przyrody to młodzieniaszki. – Dlaczego właśnie one ? – pomyślałem potem. To był spontaniczny odruch.
Wzięliśmy te buki pod duchową i fizyczną opiekę Towarzystwa Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce, po modłach/kontakcie z bogami/energiami RzeczyIstności. Zatem te drzewa zostały wybrane przez wyższą, możliwe, że naszą tutejszą , skoncentrowaną Świadomość Plemienną. Nie jest to żaden przypadek.
Przylaszczki przy Świętym Źródle
Noszą od teraz imiona Buk Bogumił z Doliny Będkowskiej i Buk Boguchwała z Doliny Będkowskiej, i mogą liczyć na naszą osobistą opiekę, która kiedy nas już zabraknie, zostanie przekazana przez nas następnym Strażnikom Drzew, tym którzy przyjdą w przyszłości. Nie wątpię, że ich nie zabraknie. Właśnie otrzymałem chyba tego dnia wiadomość, że w Warszawie zostanie nadane imię innemu dębowi i że zostanie oznaczony tablicą.
Święte Źródło Bytów (Makoszy) – Będkówki
Myślę nad tym że konieczne są fundusze na wykonanie takich tabliczek z logo Towarzystwa, z miejscem na Imię i datę objęcia ochroną. Kiedy modliliśmy się nad źródłem uświadomiłem sobie istotną różnicę między symboliką tego aktu i jego rzeczywistą mocą, a tym co może zaoferować pusty rytuał Pośredników Ksiąg Objawionych. Nasza komunia święta to był łyk wody ze źródła i kilka liści mięty rosnącej w potoku. Kopułą naszej świątyni było Niebo, a towarzyszył nam zamiast dzwonów w kulminacji, jak zwykle szum wody i szum drzew, bo mocny podmuch wiatru w samym środku medytacji, kiedy on zawsze przybywa “przywołany” natężeniem energii, miał miejsce jak zwykle.
Uważność, skupienie, niesłychana jest “wrażliwość” Przyrody na taką chwilę łączności z bogami/z energiami. Zaraz po wietrze zjawiły się ptaki. A może Wiatr przybył, żeby ponieść w przestworza nasze pragnienie, które wyraziliśmy bardzo mocno? Nie wiem czego pragnęła Anna, nigdy nic naprzód nie uzgadniamy. Ja nie powstrzymałem się przed wyrażeniem pragnienia, żeby wszystkich zamieszanych w zbrodnię na Warszawskich Drzewach dotknęła najdotkliwsza wyobrażalna dla nich kara.Niech nie będzie dla nich żadnej litości!!!
Święte Dęby Ruczaju i Zakrzówka
Po południu z Agnessą nadaliśmy imiona pięciu innym drzewom – samym dębom, z tego trzem pomnikom przyrody na Osiedlu Ruczaj. Byliśmy już jakiś czas temu umówieni na tę uroczystość. Agnessa czyli Agnieszka, znacie ją.
Dąb z Ruczaju – Bogusław
Popołudniowe nadawanie imion drzewom wywołało spore zainteresowanie przechodniów, bo wszystkie drzewa znajdują się przy ulicy Zachodniej w środku osiedla. Dwaj paroletni chłopcy przyciągnęli siłą ojca, żeby dowiedział się co my też tutaj robimy? I tak dwóch młodych ludzi dowiedziało się , że czcimy stare drzewa, które są pomnikami przyrody, w ten sposób, że nadajemy im imiona, robimy zdjęcia i umieszczamy w internecie, podając to do wiadomości całemu naszemu Zielonemu Słowiańskiemu Plemieniu. Po co? Po to żeby z pokolenia na pokolenie trwała opieka nad tymi starymi drzewami, które przeżyją nas wszystkich, jeśli im tylko na to pozwolimy.
Czerwony Dąb Radosław z Zakrzówka (ulubieniec Agnieszki)
Najważniejszy tego popołudnia był dąb czerwony z Zakrzówka. Niestety Dąb Czerwony to przybysz z Ameryki, który rozprzestrzenia się samorzutnie po naszych lasach i wypiera rodzime gatunki. Kukułcze jajo w świecie roślin. Ale ten dąb jest wyjątkowo pięknie położony, w samym sercu rozległej polany. Poza tym skoro już tutaj żyje, niech nikt nie waży się go krzywdzić.
Dęby Ruczajskie noszą imiona:
Miłosław z Ruczaju – Miłujący Sławę lub Sławiący Miłość, pomnik przyrody,
Dobrosław z Ruczaju – Sławiący Dobro,
Mirosław z Ruczaju, Sławiący Pokój, Niosący Chwałę (pomnik przyrody)
i Bogusław z Ruczaju – Sławiący Boga (pomnik przyrody).
Każdy został skropiony źródlaną wodą i przepasany wstęgami, każdy ma też swoje zdjęcie.
Miłosław i ja, zdjęcie wykonała Agnessa. Zrobiłem oczywiście i jej zdjęcia ze wszystkimi dębami, ale mam problem techniczny ze zrzutem z aparatu, więc będą później.
Dąb Mirosław z Ruczaju razem z Miłosławem
Spontanicznie, bez planowania, związaliśmy się też więzami na całe życie i wzięliśmy pod duchową i fizyczną opiekę dąb za placem zabaw, który mianowaliśmy Sobiesławem z Ruczaju. Nie jest pomnikiem, ale ma już swoje lata. Każde z tych drzew przeżyje nas, nasze dzieci i nasze wnuki – pod jednym warunkiem – że nie zabiją ich ludzie.
Ceremonii na Zakrzówku, nie towarzyszyły już żadne smutne refleksje, ani “mocne życzenia/pragnienia”. Agnessę łączy z tym drzewem głębokie uczucie przyjaźni, od dawna, od lat dziecinnych.
Tu Dąb z Ruczaju – pomnik przyrody z ulicy Zachodniej. Otoczenie tych drzew jest paskudne i brudne, absolutnie niegodne pomników przyrody.
Dąb Czerwony, Radosław, rośnie opodal słynnych Skałek Twardowskiego i Zalewu, gdzie ostatnio odbył się spontaniczny Zlot Internautów i imprezka na 22 tysiące ludzi. Od teraz ten dąb nosi jakże adekwatne do odbywanego tutaj naturalnego kultu, pogańskie imię – Sławiący Radość, Niosący Radość. Radość jest jednak “nie dla idiotów”. Ci którzy skaczą ze skał upici do nieprzytomności raczej jej nie zaznają.
Zauważyliśmy, że tabliczki oficjalne na drzewach pomnikach są różne. Nie bardzo wiem na czym polega różnica – jedne z drzew mają tabliczki zielone z orłem, a inne czerwone, także z orłem. Czy to coś znaczy? Tutaj zielona.
Na koniec jak zwykle wyszło słońce chociaż dzień był absolutnie ponury.
Rożnowskie Święte Dęby otrzymują imiona
Nasi znajomi udali się do Rożnowa żeby nadać imiona tamtejszym trzem dębom, które przedstawiam poniżej. Będą nosić imiona: Borys z Rożnowa – czyli Syn Borutowy, lub Syn Borany, albo syn Borowiłowy,
Dobrogost z Rożnowa – Dobry Gość, Dobry Duch
i Świętobor z Rożnowa – Święcący Borowiła.
Święty Dąb Borys z Rożnowa – pomnik przyrody
Jeszcze raz Dąb Borys z Rożnowa (zdjęcia z lata)
Kłopoty techniczne ze zrzutem zdjęć z mojej komórki uniemożliwiają dokumentację na bieżąco tych doniosłych wydarzeń. Także długie wyjazdy i rozjazdy naszych bliskich komplikują bieżący reportaż. To co tutaj mamy dzisiaj zawdzięczamy Agnessie czyli Agnieszce, a reszta to zdjęcia z lata zeszłego roku.
Dąb Dobrogost z Rożnowa – pomnik przyrody
Dąb Świętobor z Rożnowa
Zdjęcia z nadania imion Starym Dębom z Rożnowa, [uroczyste, ze wstęgami i skropieniem drzew, ziemi i trawy wokół nich źródlaną wodą, oraz z ofiarą z ziarna (nasion fiołków i stokrotek), które posiano wokół dębów – później. 
Święte Dęby Bieżanowa- Park Jerzmanowskich
2 maja 2013 roku, nadaliśmy imiona świętym dębom – pomnikom przyrody w Parku Jerzmanowskich w Bieżanowie Krakowskim – noszą od tego momentu imiona:
Borzywoj z Bieżanowa – czyli woj Borowiła, a nie po prostu Boga (wtedy byłby Bożywoj)
Darzylas z Bieżanowa – Darzący Lasom,
Jurko z Bieżanowa – Syn Jura Jarowita-Jaryły, Pana Wiosny,
Dąbrowit z Bieżanowa – Uwijający Dęby (czyli siejący dęby, czyniący je witalnymi i widzialnymi)
i Czesław z Bieżanowa – Oddający Cześć Sławie oraz Sławiący Cześć i Cnoty, Czystość Sławiący
z tym ostatnim , nie ukrywam , wiążą mnie szczególne nawęzy.
Dąb Jurko z Bieżanowa , z rodu Jerzmanowskich
Dąb Dąbrowit z Bieżanowa, z rodu Jerzmanowskich
Dąbrowit
Tabliczka na dębie Czesław
Inny dąb pomnik Borzywoj z Bierzanowa, z rodu Jerzmanowskich
Dąb Czesław z Bieżanowa, z rodu Jerzmanowskich
Czesław
Darzylas z Bieżanowa z rodu Jerzmanowskich
Darzylas z Bieżanowa, z rodu Jerzmanowskich
O “Słowiano-aryjskich wedach” inglistów i Pieśniach Jana Kochanowskiego
Witold Chomicz Strażnik Wiary Słowian – znaczek z Janem Kochanowskim, jego autorstwa, przypadek?
Padają ostatnio pytania o inglizm, a coraz więcej osób powołuje się też na Słowiano-Aryjskie Wedy. Atrakcją tej księgi, której nikt nie widział i nie miał szansy zbadać jej metodami archeologicznymi, jest przekazywany przez nią spójny system wiedzy o przeszłości Człowieka na Ziemi, człowieka, który przybył z bogami z kosmosu.
Powiem tyle: Czytajcie Kochanowskiego – jest lepszą skarbnicą pogańskiej wiedzy niż wszelkie słabo wyważone wywody i opowieści dziwnej treści, a zwłaszcza to wszystko co się opiera na tzw “Słowiano-Aryjskich Wedach”, znalezionych podobno przez prawosławnych Inglistów cudownym sposobem, właśnie teraz w Rosji.
Te ich Wedy fałszują niemiłosiernie przeszłość i obraz rzeczywistości w duchu dokładnie tym samym co chrześcijańskie prawosławie. Czynią to dokładnie w tym samym celu – co wszystkie systemy, które tworzą kastę “kapłanów” i chcą pośredniczyć między Człowiekiem a bogami. Celem powołania tego ruchu w Rosji jest być może powrót do korzeni, do tradycyjnej wiary słowiańskiej, ale też celem ludzi którzy formują ten ruch jest stworzenie kasty tłumaczy, interpretatorów PISMA – jedynych wiedzących, Jedynych dysponujących Jedyną wiedą, która jest KSIĘGĄ. Skąd my to znamy?! Czy tego już nie było?
Nie odwodzimy nikogo od inglizmu jeśli ma taką fantazję. Warto pamiętać, że poza nazwą (być może celowo mylącą) tzw. Słowiano-Aryjskie Wedy Inglistów nie mają nic wspólnego z Wedą Slowena z Bułgarii – zbiorem pieśni obrzędowych i podań ludowych bułgarskich z XIX wieku. To co jest w tamtym zbiorze autentykiem – faktem ludoznawczym, po prostu nim jest. Ktoś kto zbiera podania i próbuje je łączyć w system, który odtwarza krok po kroku, jak Zorian Dołęga Chodakowski, jak Bronisław Trentowski, jak Oskar Kolberg, jak Adam Mickiewicz czy jak to czynił właśnie Jan Kochanowski, kto to spisuje z “natury” i przekazuje, albo na podstawie przekazów formułuje obraz ten uprawia działalność rzeczywistą opartą na rzeczywistości. Kto jednak nie odnosi się do żadnych realnych źródeł i ich nie pokazuje ten fantazjuje i uprawia fantastykę.
To naprawdę jest dla Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej bez znaczenia ilu było królów i buddów oraz jak się który nazywał. Tego typu mitologiczne fakty nie mają żadnej wagi filozoficznej. Ilu było władców, ilu było buddów? Możemy próbować zanurzyć się w przeszłość i coś odtworzyć. Ktoś może odtworzyć i zinterpretować inaczej jeśli potrafi przeprowadzić proces logiczny. Ktoś inny może wierzyć we wszystko co wymyśli bez potrzeby zastosowania logiki i oparcia się o źródła.
Nauka to też system wierzeń, weryfikowanych w jakimś zakresie. Tam gdzie nie ma łańcucha dowodów logicznych, tam gdzie koncepcja się załamuje i staje wewnętrznie sprzeczna, tam gdzie jest oparta wyłącznie na gdybaniu, albo na OBJAWIENIU (jak w wypadku 1000 buddów – bo dlaczego nie 100 000? Albo jak w wypadku Opowieści Biblijnych czy Nowego Testamentu chrześcijan, albo w wypadku Słowian-Aryjskich Wed) ja widzę nieudaną, chybioną konstrukcję, dziurawą koncepcję, albo wymysł wyssany z palca. Kto chce może w to wierzyć. Kto chce żyć w niewoli niech pozostanie niewolnikiem pośredników.
Zwróćmy uwagę że dotyczy to wszystkiego – weryfikujemy Jezusa jako postać historyczną, jako zastępczy symbol Słońca, Syna Światła Świata, Boga Kiru Jassnego-Jesiennego, albo jak Bogowiepolscy.net widzimy w Jessie Najwyższego boga, bo tak zrekonstruowaliśmy przeszłość ze strzępów, stosując logikę. Ale to tylko nazwa, którą różnie rozumiemy a nie system filozoficzny, który jest jeden i ten sam we wszystkich wiarach naturalnych (przyrodzonych). Nazwa Najwyższego w Hinduizmie inna, gdzie indziej inna – ale pojęcie to samo: Siła Sprawcza.
Istotne naprawdę jest: Po co to wszystko? Dla siebie, dla JA, dla puszenia się, dla mądrzenia się, dla zlikwidowania osobistego problemu, osobistego cierpienia, wyzwolenia się z nie chcianej sytuacji. Czy dla wygodnego życia jako pośrednik-pasożyt, czy dla utrzymywania systemu Pan-Niewolnik i posiadania władzy, czy dla innych egoistycznych, albo antyspołecznych celów. Dla własnej doskonałości – jak w klasztorach katolickich, prawosławnych czy buddyjskich. Dla władzy imamów?
Czy dla dobrego bytowania TERAZ i dalszego istnienia w PRZYSZŁOŚCI wszystkich Istot Żywych i całej Planety Ziemia?
Dla mnie sens ma tylko to ostatnie.
Jeżeli ktoś chce się od kogoś czegoś nauczyć (jak Germanie od Słowian), jednakże nie po to, aby żyć przyjemnie nie szkodząc sobie i innym, lecz po to, by (jak Germanie, Żydzi, Post-Rzym, Post Judeo-Rzym) szkodzić innym i czynić z nich niewolników, i manipulować dla własnych korzyści, dla własnego EGO – to otrzyma zgodnie z Prawami Natury, prędzej czy później, taką zapłatę jaki uczynił posiew. Nie ma tutaj żadnych rozgrzeszeń i możliwości “wybiegu” przez kłamstwo wobec Praw Przyrody.
Słuchajmy uważnie, czytajmy to co się pokazuje, róbmy jednak zawsze swoje, a przede wszystkim analizujmy i wyciągajmy wnioski, z tego co widzimy i czytamy.
Co do Słowiano-Aryjskich prawosławnych wed rosyjskich są następujące podstawowe zastrzeżenia:
a) Wieda (jako wiedza płynąca z przyrody i podań przyrodzonych) znajduje potwierdzenia w innych kulturach i nacjach, jeśli jest autentyczna. Zatem weryfikacja jest prosta – poprzez porównanie z tym co już wiemy, w tym z np. z Wedami Hinduskimi, z mitologią nordycką, grecką, chińską i innymi.
Ten test nie wypada dobrze dla inglistycznej Słowiano-Aryjskiej Wedy z Rosji.
b) Wedy Słowianio-Aryjskie, które udostępniono są zmanipulowane, bo świadczy o tym ich analiza. Nie będę tutaj przeprowadzał dowodów i analiz. Niech każdy zrobi to na własny użytek, jeśli dojdzie do takiej osobistej potrzeby wewnętrznej, duchowej, aby przekonać się czy to prawda czy fałsz.
Test zgodności z innymi Wiarami Przyrodzonymi jest o tyle prosty, że możemy wybrać jakiś aspekt, jakąś opowieść i postudiować ten aspekt. Lub gdy zidentyfikujemy postacie w micie, podaniu, sekwencji dziejowej, porównać funkcje tychże postaci z funkcjami identycznymi dla innych kultur i systemów tamtejszych, reprezentowanymi w tamtych kulturach przez odpowiadające im postacie – to musi się zgadzać, bo wszystko co ma sens jest oparte na obserwacji przyrodniczej .
Inny rodzaj weryfikacji to skala podobieństw. Jeśli całe podobieństwo sprowadza się do nazwy np. Kryszeń a Kryszna, Wyszeń a Wisznu, a poza tym nic ich nie łączy to sprawa jest podejrzana. Jeśli postacie stają się kalkami, a opowieści stają się powieleniem, to sprawa zaczyna być również podejrzana. Jeśli funkcja “odlatuje” od obserwacji mocy czy żywiołu jaki obserwujemy i czujemy w otaczającym nas świecie przyrodzonym (w naturze) to potrzebna jest czujność.
Te same mity po tysiącleciach, gdy ludy pozostają w oddaleniu, a językowe byty ich reprezentantów i nosicieli się rozdzielają, jeśli egzystują daleko od siebie, są podobne, ale nigdy nie identyczne. Zbytnia identyczność nasuwa podejrzenie fałszerstwa. Przykładowo, istnieje związek między pojęciami hinduskimi jadźna – ofiara i joście – ofiara znana z Polski, z Mazowsza – jednakże te obrzędy ofiarne nie wyglądają tak samo, mimo, że się odbywają i tu i tu z użyciem wody i ognia. Istnieje oczywisty związek między hinduskim pojęciem jaga i polskim jagoda, Baba Jaga, Jadzić, jad, jadło – ale to nie są pojęcia identyczne oznaczające to samo. Inny przykład – jantra. Jantra to w hinduizmie kontemplacyjny wzór geometryczny reprezentujący bóstwo i służący do ubóstwienia, graficzny odpowiednik mantry. U nas to słowo ma także rudymentarne znaczenie - jądro. To co innego, chociaż obydwa znaczenia wywodzą się z owego pojęcia “jądra” oru – nosiciela RA – światła – Swaraga, Sworoga, części Zwory-Sfory Światła (Bramy Świata i Swiatła Świata). Jak widać istnieją tu dalsze wspólne nawiązania – jak Brama Światła i Świata – i Brahman. To znów nie to samo. U Słowian znak jantry – jądra (istoty i istu boskiego) znajdziemy na obrzędowych ręcznikach ze znakami bogów, czyli dawanach (dajnach) – dywanach, albo na stanicach z boskim znakiem, albo na wisiorach z symbolem (węsiory, węsiorki, serpęty) albo na pudełkach z płaskorzeźbami i ziołem lub figurką-palwanem (kąptorgi).
Jan Kochanowski z pewnością przekazuje nam więcej pewnych wiadomości, znanych mu z własnego doświadczenia, z obserwacji żywych jeszcze obyczajów ludu i obrzędów wiejskich, niż Słowiano-Aryjska Weda. Do tego posiadł on głęboką wiedzę ezoteryczną i okultystyczną pochodzącą od Nowo-Platończyków, będących kontynuatorami wiedzy alchemiczno-astrologicznej i geometryczno-matematycznej od czasu starożytności.
Przytoczę tylko dwie pieśni na rozgrzewkę:
PIEŚŃ XXIII Nie zawżdy, piękna Zofija
Nie zawżdy, piękna Zofija,
Róża kwitnie i lelija;
Nie zawżdy człek będzie młody
Ani tej, co dziś, urody.
Czas ucieka jako woda,
A przy nim leci Pogoda
Zebrawszy włosy na czoło,
Stąd jej łapaj, bo w tył goło;
Zima bywszy zejdzie snadnie,
Nam gdy śniegiem włos przypadnie,
Już wiosna, już lato minie,
A ten z głowy mróz nie zginie.
W pierwszej linii przekazu czyta się to jak opis prosty, sytuacji przemijania i więdnącej urody oraz nadciągającej nieuchronnie starości – i tak jest. Gdyby nie dwa fakty o specjalnym znaczeniu, na tym można by w interpretacji poprzestać. My jednak pójdźmy drogą Joanny Salamon i przeczytajmy tylko to co się za tym podstawowym tekstem kryje. Moglibyśmy się posunąć dalej i zestawić tę pieśń z jej lustrzanymi odbiciami w innych księgach (bo były III Księgi tychże pieśni, a każdej pieśni odpowiada inna, która ją rozwija lub kontruje).
Dlaczego autor mówi o Zofiji? Bo Zofia – to Sophia – Mądrość alchemików i astrologów, pojęcie ze starożytności, a cały ten utwór jest pochwałą tak rozumianej Mądrości – filozofii starożytnej, która jest prostą naturalną filozofią życiową płynącą z obserwacji przyrody i przyrodzonego porządku rzeczy. Tu Jan Kochanowski jasno powiedział nam kim jest – tym jednym słowem.
W tym tekście jest też inne słowo: Pogoda – napisane z dużej litery! A dlaczegóż to? Nic nie usprawiedliwia tej Wielkiej Litery poza jednym: nie o zwykłą pogodę tutaj chodzi ani o pogodę ducha. To imię Bogini słowiańskiej, pogańskiej bogini której Kochanowski jest, jak widać, wyznawcą i przekazicielem imienia. A kim jest Pogoda, jak nie boginią Weny, czyli “łagodnego ale i wzniosłego Powietrza”, natchnienia, jak nie panią Ładu Przyrody, ale przede wszystkim Panią Drogi Życiowej Człowieka, tak jak i Podag, jej mąż jest Władcą Dróg i Ścieżek, Opiekunem Podróżnych i Odkrywców.
I tak w dwóch dosłownie słowach dowiadujemy się o Janie Kochanowskim wszystkiego, a od niego dowiadujemy się o bogach Słowian, których miano nadzieję “unicestwić” chrześcijaństwem.
Znający Słowiańską Baję i ezoteryczną symbolikę zwrócą od razu uwagę na zestaw Róża i Lelija, które to kwiaty kojarzą się jednoznacznie z rozkwitem kobiecości oraz z kwiatem żałobnym – i żałobną bielą. I oto mamy drugiego boga pod postacią owej Leliji – Lela, Pana Pośmiertnej Drogi i Pamięci Zmarłych.
PIEŚŃ XXIV Niezwykłym i nie leda piórem opatrzony…
Niezwykłym i nie leda piórem opatrzony
Polecę precz, poeta, ze dwojej złożony
Natury: ani ja już przebywać na ziemi
Więcej będę; a więtszy nad zazdrość, ludnemi
Miasty wzgardzę. On, w równym szczęściu urodzony,
On ja, jako mię zowiesz, wielce ulubiony
Mój Myszkowski, nie umrę ani mię czarnymi
Styks niewesoła zamknie odnogami swymi.
Już mi skóra chropawa padnie na goleni,
Już mi w ptaka białego wierzch się głowy mieni;
Po palcach wszędy nowe piórka się puszczają,
A z ramion sążeniste skrzydła wyrastają.
Terazże, nad Ikara prędszy przeważnego,
Puste brzegi nawiedzę Bosfora hucznego
I Syrty Cyrynejskie, Muzom poświęcony
Ptak, i pola zabiegłe za zimne Tryjony.
O mnie Moskwa i będą wiedzieć Tatarowie,
I róznego mieszkańcy świata Anglikowie;
Mnie Niemiec i waleczny Hiszpan, mnie poznają,
Którzy głęboki strumień Tybrowy pijają.
Niech przy próznym pogrzebie żadne narzekanie,
Żaden lament nie będzie ani uskarżanie:
Świec i dzwonów zaniechaj, i mar drogo słanych,
I głosem żałobliwym żołtarzów spiewanych!
Powiem po pierwsze tylko tyle: Łado i Lel-Illeli – to zarówno zaśpiew weselny, świąteczny kupalny, jak i zaśpiew żałobny, którym bułgarskie kobiety po wsiach do dzisiaj żegnają zmarłych członków swojej rodziny, swoje zmarłe w chorobie dzieci i umarłych mężów, czy kochanków. To jest zaśpiew, który powtarza się przy obrzędach pogrzebowych, gdy zmarły wędruje do grobu. To jest zaśpiew znany z prawdziwej Wedy Słowena i jej zapisów etnograficznych. Bo to są imiona dwóch bogów Słowian – Łady – Pana Porządku, Pana Wojny i Pokoju, Pana też, w związku z tym, Małżeństwa, ale i Śmierci i Życia, i opiekuna Związku. Ileli – Lelij, Brat Polela, to Pan Pamięci Zmarłych, ten Który Sądzi Duszę w Zaświatach. Nic dziwnego, że tak brzmi ten zaśpiew raz weselny a raz śmiertelny.
“Nie zwykłym i nie leda piórem opatrzony” - bo pióro Leda-Lela (Ładu Śmierci) jest tu symbolem Ptaka Śmierci – Lelka, który wieść o śmierci przynosi, i jest symbolem Strasza-Umora, który następnie duszę zmarłego, na Tamten Świat – w Zaświaty – niesie.
Spójrzcie jak piękną symbolikę ma ten cały proces starzenia się umierania – o d bieli i siwizny starczych włosów, poprzez Biel Ptaka Zaświatów Lelka, do bieli kolorystyki szat żałobnych i całunów śmiertelnych – bo biel była kolorem, żałobnym Słowian a nie chrześcijańska czerń.
To nam przekazał prosto i jasno Jan Kochanowski, łącznie z nawiązaniem znów do starożytności śródziemnomorskiej.
Resztę odgadnijcie dla siebie z tych dwóch pieśni sami.
Święto Boru i Święto Drzew – 1 i 2 maja [Dlaczego? Kult Drzew oraz prosty rytuał nadania imienia drzewu]
Przypominamy artykuły z roku 2010 i 2011, poprzedzając je krótkim wstępem, opublikowane w związku ze Świętem Boru i Świętem Drzew. Te święta bardzo ładnie się upowszechniają. Także rozwija się rytuał nadawania starym drzewom imion. Rozwija się bardzo aktywnie ruch Obrony Starych Drzew. Niestety powody naszej aktywności to najczęściej dalsze zbrodnicze działania ludzi (urzędasów i złodziei drewna oraz deweloperów mieszkaniowych w miastach). Po niedawnej Warszawskiej Masakrze 505 starych drzew, powołano organizację Zielona Moc, której część stanowi także nasze Towarzystwo.
Dlaczego 1 i 2 maja?!
1 i 2 maja nie jest tradycyjnym świętem w słowiańskiej wierze przyrodzonej. Ale czy na pewno?Do jakiego stopnia data tych świąt wiąże się z innymi tradycjami europejskich religii naturalnych? Nasze prastare, nie waham się powiedzieć – starożytne słowiańskie Święto Drzew obchodzono pomiędzy 20 a 26 kwietnia, czyli kilka dni wcześniej, po poprzedzającej końcówkę kwietnia pełni Księżyca. Są to faktyczne dawne Zielone Święta – czyli Święto Wiosny Ozieleniającej, Święto Pani Zielonej – Przyrody-Rodżany. Następne święta, 20- 26 maja, to już Święta Kwiatów (Rosalia), święto Piękna i Pani Piękna, Rozkoszy i Miłości, Krasatiny i Dziewanny.
Różne manipulacje kleru chrześcijańskiego (katolickiego, protestanckiego i prawosławnego) przez ponad tysiąc lat zmierzały do tego żeby „przejąć” rząd dusz, czyli odebrać wiernych starej Wierze Przyrody w sposób skuteczny i ostateczny. Ponieważ wymordowanie magów Wiary Przyrody okazało się za mało skuteczne, a rolę kapłów i żerców po członkach świątyń pogańskich objęli zwykli chłopi, ojcowie i dziadowie w zadrugach i rodzinach, a rolę wieszczyc, lekarek i wiedun przejęły babki i matki w rodach, które stały się wiedźmami (wiedzącymi, znającymi Wiedę-Wedę), konieczne się stało rozszerzenie tego działania w taki sposób, żeby związać stare święta z nowymi i nakazując obchody tych nowych świąt, odseparować ludek boży od starej wiary.
Pilica w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej (na Wądołach Karoduńsko-Chowańskich) jest bardzo starą miejscowością. Tak się składa, że zachowało się tam bardzo wiele bardzo starych drzew które wciąż żyją. Co prawda kiepsko, ale zawsze. Te wszystkie drzewa w olbrzymiej zaiste liczbie – ponad 200 – są bezimienne. W Pilicy w roku 2009 i 2010 ścięto 10 bardzo starych drzew - przy kościele parafialnym – 2 lipy wąskolistne, przy wikariacie 2 kasztanowce i lipa szerokolistna, na cmentarzu parafialnym klon i 2 jawory. U podnóża zamku w Smoleniu wśród 117 bardzo starych drzew rośnie 18 – BEZIMIENNYCH, BARDZO BARDZO STARYCH DRZEW, które powinny być bezwzględnie chronione i leczone.
Czy to działanie było skuteczne to widać doskonale na przykładzie Wielkanocy. Co prawda poplątały się różne daty i różne plemiona, sioła, wioski, regiony w różnych terminach obchodzą różne obrzędy, ale cały kompletny obrządek – choć może trochę zdeformowany i pokawałkowany przetrwał – i to w całej Europie. Dzisiaj, kiedy po stuleciach chrystianizacji, ksiądz katolicki z trudem tłumaczy swoim wiernym, dlaczego mimo wszystko w tych kilku dniach wolno im spożywać „pisane” jajka wielkanocne i w ogóle obżerać się bez umiaru – choć obżarstwo jest dla chrześcijanina ciężkim grzechem (jednym z Siedmiu Głównych) – możemy z zadowoleniem stwierdzić, że cała ta akcja była zupełnie chybiona. Chrześcijanie zamiast zlikwidować pogański rytuał przyswoili go sobie i najspokojniej w świecie oddają się dzisiaj pogańskim obrzędom i diabelskim praktykom udając, iż tego nie czynią. No cóż, można i tak. Ale pytam się po co?!
Bartłomiej Kowalewski Apel – Nie wycinajcie Starych Drzew
http://www.wiadomosci24.pl/artykul/apel_nie_wycinajcie_starych_drzew_70305.html
Stare bezimienne drzewo okaleczone przez Kretynów (przez bardzo duże K)
Chrześcijańskie święto Zmartwychwstania Pańskiego musiano w IV wieku n.e. na siłę połączyć z którymkolwiek świętem z dawnego kalendarza Świąt Wiary Przyrody u wszystkich starożytnych ludów Europy. Dotyczy to w równym stopniu ich wszystkich, ponieważ Wiara Przyrody jest oparta na obserwacji P R Z Y R O D Y właśnie, a w związku z tym i u Celtów i u Germanów i u Rzymian i u Greków, a także a jakże u Słowian, Istów i Dawanów, obchodzono je mniej więcej w jednakowym czasie – na końcu marca Nowy Rok i Święto Wiosny, a na końcu kwietnia – Zielonych Świątków i Święto Drzew. Tyle że jedni obchodzili je w terminie związanym z kalendarzem księżycowym (20 – 26 marca, 20-26 kwietnia) a inni w terminie świeższym – z kalendarza słonecznego na równonoc słoneczną – 21 marca i na koniec miesiąca słonecznego – 30 kwietnia. Po wprowadzeniu mieczem i stosem ognistym nowej – jakże humanitarnej religii - zaczęto je więc pod presją kata obchodzić jako Wielkanoc, którą lokowano raz blisko Równonocy – czyli jako faktyczne dawne Święto Nowego Roku (20-26 marca), albo znów (zależnie od Pełni Księżyca – tak jak jest to w tym roku) jako Gaik-Maik, Nowe Latko, Zielone Świątki (czyli Święto Zielonych Bogów – Bogów Boru – Borany-Leszy i Leszego-Borowiła oraz dwugłowych, dwupłciowych Bogów Kiru Wiosny – Jaruny-Jaryły [Jarowita] czyli inaczej Gaji-Gaika, albo Majuny-Maika, około 20- 26 kwietnia).
Bezimienne – Bory Tucholskie
Do tego Kościół w terminie bliskim pogańskich tradycyjnych Zielonych Świątków wymyślił – po to żeby zupełnie „skutecznie przykryć” wszelkie obrzędy Wiary Przyrody w całej Europie (Celtowie i Germanie preferowali obrzędy dosłownie kilka dni później – 30 kwietnia, 1 maja lub 2 maja – więc urządzono im i nam przy okazji święto Świętego Józefa. Nie wiedzieć czemu Dzień Świętego Józefa Kościół Chrześcijan nazwał Świętem Drzew (czy dlatego że on był cieślą i stolarzem, to znaczy ścinał drzewa i używał drzewa na stołki, łyżki i rogalki?!!!].
Ale dzień Świętego Józefa to według Kościoła Chrześcijan nie tylko dzień Święta Drzew, lecz także dzień Święta Miłości [ czyżby miłości z której narodził się Niepokalnie Poczęty - ale przecież jeśli się urodził w grudniu to właśnie na Święto Wiosny powinien być poczętym i to w zwyczajny sposób].
I miał to też być według Kościoła Chrześcijan dzień Święta Bydła [ ale chyba nie dlatego, że Jezus urodził się pośród bydła w stajni, ani dlatego że razem z Józefem uciekał na ośle]???!
Kościół Chrześcijan nawyprawiał się rzeczywiście niezłych łamańców i fikołków, żeby się w te święta „wciąć”.Przez litość nie wspomnę, że musiał w związku z tym przesunąć datę urodzin mitycznego Jezusa (syna nie Józefowego, lecz ponoć Jehowego – poczętego promieniem światła), no i datę jego promiennego poczęcia.
Marcin Wawrzynczak – Według Cezarego Pacyniaka (Najstarsze drzewa w Polsce, Wyd. Kraj, Warszawa 1992) cis w Piechowicach nie ma przypisywanych mu 700 lat, a „jedynie” 519 (wg stanu na 2010 rok), ale i tak daje mu to miejsce w pierwszej dziesiątce najstarszych cisów w Polsce. Ten cis jest bezimienny.
Cały okres obchodów noworoczno-wiosennych od 20 marca d0 połowy maja jest dodatkowo obciążony manewrami związanymi z przejściem od użytkowania kalendarza księżycowego i miar miesięcznych (trzydziewiętnych gdzie miesiąc równa się 3×9 – 27 dni) na kalendarz słoneczny i do miar 30-31 dniowych. Stąd zależnie od regionu Europy obchody te stały się „płynne” i w okresie intensywnej chrystianizacji, od IV do X wieku n.e. [ który to okres dziwnym przypadkiem związany jest z czasami najgłębszego średniowiecza, uważanymi powszechnie za czas najstraszliwszej ludzkiej ciemnoty, upadku kultury i zacofania] przestały obowiązywać jednolite daty obchodów. Cóż – dawnych magów – obsługujących pogańskie kalendarze po prostu wycięto „w pień” w imię Chrystusa i Ordine Nuovo. Dzisiaj w imię tegoż samego wycina się w pień – stare drzewa, czy to w „zacofanej” Ameryce Południowej, czy w „światłej” Europie.
Marcin Wawrzynczak – Maciejowiec , Stare Bezimienne Drzewa
Jeśli nie wiemy czemu jest tak a nie inaczej i nikt nam tego logicznie wyjaśnić nie potrafi – od razu możemy sobie z dużym prawdopodobieństwem odpowiedzieć iż chodzi o to że mamy coś starego w nowej skórze, do której to stare nie pasuje. Nie da się wyjaśnić przy pomocy nowej wiary starych obrzędów i zwyczajów w sposób zadowalający, mimo usilnego naciągania faktów i symboli. Kłamstwo zawsze bowiem wychodzi na jaw, tam gdzie „szwy” są zbyt ordynarne i prostackie, zupełnie nielogiczne.
Datę 1 i 2 maja wiąże się zwykle z celtyckim Beltaine, a także germańskimi Sabatami Czarownic w Noc Walpurgii (na przykład na górze Brocken w Harzu), albo z rzymską Florą Niebieską (czytaj Zielenią Rajską- Władczynią Zaświatowych-Welańskich Borów) i Florą Matką (czyli Matką Zieloną Przyrodą-Rodżaną).
„Inne nazwy Nocy Walpurgi, z jakimi można się spotkać – jak podaje Wikipedia - to Sabat Beltane, Dzień Majowy, Cethsamhain, Vappu (po fińsku).” [zawsze traktujmy takie wieści z lekką nieufnością, a przynajmniej jako dalekie od wyczerpania tematu]
Marcin Wawrzynczak – Maciejowiec , Stare Bezimienne Drzewa – buk
Słowianom odmawia się w ogóle czci jakichkolwiek bóstw i obchodów jakichkolwiek świat. Czyni się tak dlatego iż o Słowianach zwykło się mówić, że albo w ogóle „z Drzewa nie zdążyli zejść i świąt nie znali, ani bogów żadnych”, albo też narodzili się jako nacja razem z Chrztem Świętym, a wcześniej byli tabula rasa – Czystą Kartą – Nemo.
Ale ja powiadam Wam, że w naszym słowiańskim kalendarzu Święto Drzew i Boru przypadało od starożytności i przypada nadal na czas między 20 a 26 kwietnia (pełnia Księżyca w tym roku 2011 jest 18 kwietnia).
Święto Drzew i Żywiołu Boru było dawniej nazywane wśród różnych słowiańskich ludów różnie – wśród Lęgów-Lechitów i późniejszych Polechitów-Polęgów, Ślęgów- Ślązaków i Lugów-Łużyczan – czyli Polaków (Lęchitów), a także wśród Wędów (Wenedów-Wenetów), czyli późniejszych Pomorzanów i Drzewian (Połabian i Draków-Traków, Dawanów-Dagów-Daków), jak i również wśród Serbomazów (Sarmatów) – czyli późniejszych Mazowszan i Serbów, jak też u Białochorwatów-Nurusów, czyli późniejszych Rusów i Małopolan, nazywany był przeważnie: Zielonym Świętem, Młodym Latkiem. Istowie – Litwini, Łotysze, Borusowie-Prusowie, Jaćwięgowie nazywali go Błoweszem – Bocianim Świętem.
Marcin Wawrzynczak – [Buk, obwód. ok. 650 cm, przy drodze z Wolbromowa do Niwnic, powiat Lwówek Śląski, maj 2010 / Beech, circumference ca. 650 cm, on the road from Wolbromów [pre-1945: Klein-Neundorf] to Niwnice [Neuland-Cunzendorf], Lwówek Śląski [Loewenberg] county, May 2010]. To drzewo jest bezimienne.
Jeśli idzie o święta celtyckie to cóż, wyglądają one bardzo podobnie do słowiańskich, jeśli idzie o obrzędy i w ogóle o sens ich obchodzenia. Jest tak z tej prostej przyczyny, że te święta dla wszystkich POGAN – wiernych wiary przyrody – są świętami Wiary Przyrodzonej – Wiary Przyrody.
Marcin Wawrzynczak – Maciejowiec , Stare Bezimienne Drzewa
Oto opis Beltaine:
…Kiedy cały szczyt wzgórza rozjaśniał się ogniem, ludzie dorzucali gałęzie do świeżo rozpalonego ognia i już płonące obracali nad głowami imitując w ten sposób słoneczne promienie. Jeżeli ktokolwiek planował długą podróż, skakał trzy razy w tą i z powrotem przez ogień na szczęście. Kiedy płomienie już przygasły zaczynały przez nie skakać młode kobiety – po to, żeby sprowadzić sobie dobrych mężów. Nawet ciężarne kobiety przechodziły przez popioły aby zapewnić sobie spokojny poród. Także dzieci przyłączały się do wspólnej zabawy. Kiedy ogień w końcu zgasł, żarzące się jeszcze węgle rozrzucane były wśród wzrastających roślin żeby je chronić przed suszą i chorobami. Każda rodzina zabierała też odrobinę żaru do domu aby rozpalić od niego ponownie domowe ognisko. Ponieważ Celtowie byli ludem pasterskim, Beltaine było porą kiedy bydło zostawało wypuszczane na swe letnie pastwiska na wyższych zboczach. Stada, dla oczyszczenia, również były przeprowadzane przez święte ognie Beltaine. W końcu w tym właśnie dniu młodzi Celtyccy wojownicy sprawdzali swe umiejętności bojowe w „igrzyskach” Beltaine.
Młode kobiety zbierały przez całą noc kwiaty robiąc wianki i wplatając je we włosy. Zbierały też głóg i inne rośliny do udekorowania domów. Mężczyźni w tym czasie szukali i przygotowywali tzw. maypole, czyli pozbawiony gałęzi pień drzewa (najczęściej z brzozy lub jesionu) wbity pionowo w ziemię, przyozdabiany następnie wstążkami i zielonymi roślinami. Na koniec ktoś wspinał się na szczyt i umieszczał tam koronę z kwiatów. Ten symbol oznacza środek świata i symbolizuje jeszcze starszy znak Drzewa Życia.
Beltaine było czasem nieposkromionej radości, starzy i młodzi spędzali tę noc w najprzyjemniejszy z możliwych sposobów… Rankiem wszyscy wracali do domów niosąc naręcza gałęzi głogu (majowego drzewa) i różnych wiosennych kwiatów, którymi przyozdabiali siebie, swoje rodziny i domostwa. W drodze powrotnej zatrzymywano się przy każdym domu, zostawiając część kwiatów, otrzymując w zamian najlepsze jadło i napoje jakie dom mógł zaoferować.
Po krótkim odpoczynku tańce i zabawa rozpoczynały się ponownie. Jej uczestnicy prowadzeni byli przez Majową Królową wybieraną spośród młodych, niezamężnych kobiet, ona z kolei dobierała sobie „małżonka”, nazywanego często Zielonym Człowiekiem (od Starego Boga Dzikich Ostępów). Obwożeni byli przez całą wieś na odkrytym powozie usłanym kwiatami i siedząc na tronie symbolizowali boską parę której jedność symbolizowała święty związek ziemi i słońca.
Beltaine jest obchodzone również jako znak Wielkich Zaślubin pomiędzy bogami i boginiami. Beltaine było tradycyjnym czasem zawierania małżeństw. Celtycką specyfiką było zawieranie próbnych małżeństw, na rok i dzień – jeżeli „małżeństwo” nie sprawdziło się przez ten czas, mężczyzna i kobieta mieli prawo odejść swoją drogą. Dzieci urodzone w dniu święta miały ponoć szczególne szczęście w życiu i w dorosłym życiu cieszyły się wielkim uznaniem…”
Oczywiście przypisywanie Celtom jako wyróżnika próbnych związków małżeńskich jest nonsensem – dotyczyło to wszystkich pogańskich ludów i ciągnęło się jeszcze – np. wśród Słowian – w średniowieczu i później.
Marcin Wawrzynczak – Maciejowiec , Martwy stary Świerk bezimienny
W czasach chrześcijańskich łączono wpływy starej wiary z nową religią – na domach rysowano kredą krzyże, na podłodze układano skrzyżowane miotły. Przez miasta przeciągały procesje mieszkańców, starając się robić możliwie dużo hałasu, co miało odstraszać złe duchy.
Marcin Wawrzynczak – Buk purpurowy w Dębowym Gaju – Bezimienny
Obrzędy Równonocy Wiosennej i obrzędy typowe dla Zielonych Świątków w tradycji ludowej całej EUROPY – Białego Lądu, poplątały się i pomieszały.
Nie tylko stare drzewa zasługują na imiona. Nadaliśmy już imię młodemu dębowi w Parku Zaczarowanej Dorożki w Krakowie – nazywa się Jan Kaczara z Prądnika Czerwonego (na cześć Zaczarowanego Dorożkarza). Także Mezamir postanowił nadać imię swojemu ulubionemu drzewu, Sośnie, którą tutaj widzimy – Jej imię to Milena, a poniżej Mezamir, jako szaman ptasi, wcielony w Raraszka (a może Raraszek wcielony w szamana), dokonuje obrzędu.
Nadszedł czas (także i w Polsce) żeby te wspaniałe obrzędy Święta Drzew i Bogów Dzikich Ostępów – po prostu przywrócić. Ponieważ w naszym kraju 1, 2 i 3 maja to tradycyjnie już fragment Wielkiego Majowego Urlopu, więc ten termin będzie wygodny dla wszystkich i jest najbliższy terminu starożytnego słowiańskiego święta
Starców wśród Drzewnej Braci trzeba ratować, trzeba dbać o ich bezcenne życie, tak samo jak trzeba ratować życie starych ludzi. Życie tych starych drzew nie jest bowiem wcale mniej bezcenne niż życie każdego z nas.Te drzewa są rzeczywiście ZAPISAMI dziejów. Już to powinno spowodować należytą opiekę nad nimi – ale tak nie jest. Nie jest tak w Polsce ani nie jest tak na świecie, bo i w najbogatszych krajach świadomość społeczeństwa na temat Boru i Drzew daleka jest od tego co konieczne, żeby uratować lasy i zagrożone gatunki roślin i zwierząt.
Jawor kłopotnicki – Marcin Wawrzynczak – Nie nazwany, świętą wodą ze świętych źródeł nie polany
Czy wiecie, że większość Najstarszych i Bardzo Starych Drzew w Polsce nie posiada imion?!
Nie ma żadnego przemyślanego systemu nazywania drzew, nie ma też jednolitego zorganizowanego w całej Polsce systemu Ochrony Drzew Pomników, nie ma też zasad które precyzyjnie pozwalają określić co czyni jakieś drzewo takim Pomnikiem Przyrody – czy obwód pnia, czy wiek w swojej klasie czy rzadkość występowania + wiek?! Ochrona drzew pomników przyrody jest taka, że najstarsze dęby w Polsce można bezkarnie podpalać, wycinać na parkiety, a całe leczenie starych drzew ogranicza się do obcinania odpadających konarów i gałęzi oraz klamrowania obejmami i cementowania pni.
Jawor kłopotnicki – Marcin Wawrzynczak
STOP zbrodniom masowym na zwierzętach, bezkarnemu sadyzmowi, „zwierzobójstwu” „laso-” i „drzewo-bójstwu”. STOP KOSZERNYM UBOJNIOM!!!
Musimy odwrócić ten trend niszczycielski, ten efekt uboczny wyrosły z katolickiego tępienia kultu roślin, drzew świętych, świętych gajów, świętych zwierząt, świętych potoków, rzek, źródeł. Etyka która to przyniosła to etyka w ogóle nielitościwa dla wszystkiego co zdrowe, normalne i naturalne. Wykluczyła ona zwierzęta i rośliny ze sfery istot posiadających DUSZĘ, a także ze sfery istot CZUJĄCYCH, posiadających rozum i inteligencję oraz życie uczuciowe.
Marcin Wawrzynczak – Chromiec – Kopaniec , Stare Bezimienne Drzewa
Oto prosty sposób nadawania drzewom Imion jaki proponujemy:
Każde drzewo powinno zostać nazwane zależnie od rodzaju – męskiego (świerk, dąb, wiąz) lub żeńskiego (sosna, jodła, limba. lipa, brzoza) starosłowiańskim imieniem – nie koniecznie polskim lecz słowiańskim –
A więc imię męskie lub żeńskie, słowiańskie – to pierwszy człon nazwy
Drugi nadajmy zgodnie ze staropolską nomenklaturą szlachecką od miejscowości w której rośnie.
A więc przykładowo: dąb Boromir z Parczewa, dąb Sławko z Parczewa, wiąz Przemysław z Parczewa , lipa Sawa z Parczewa, lipa Stoigniewa z Lipin, lipa Dobromira z Wałbrzycha, wierzba Sławoja z Tucholi itp.
Marcin Wawrzynczak – Dębowy Gaj , bezimienne dęby
Wszystkich którzy chcieliby poznać naprawdę piękne NAJSTARSZE DRZEWA w Polsce zapraszamy na stronę Najstarsze Drzewa .
Zdziwicie się ile jest niesamowicie pięknych starych drzew, gdzieś całkiem niedaleko was. Prawie wszystkie z nich są bezimienne. Nie zostawimy Starych Polskich Drzew w dotychczasowej sytuacji.
Marcin Wawrzynczak – Dębowy Gaj , bezimienne dęby
Wejdźcie na tę stronę [Najstarsze Drzewa]. Tam przeczytacie o wielu cudownych bardzo starych drzewach żyjących w naszym kraju. Jeśli każdemu z nich nadamy imię przestaną być anonimowe. Drzewo które ma imię możemy czcić nie tylko w Święto Boru, czy w Święto Drzew – ale także w każdą rocznicę w dniu jego słowiańskich imienin.
DZIEŃ IMIENIN DRZEWA – waszego drzewa tego, któremu wy i wasza rodzina nadaliście imię, to dzień w którym możecie też dla tego drzewa coś zrobić. Zrobić cokolwiek według swoich osobistych możliwości – na przykład oczyścić jego otoczenie ze śmieci, na przykład choćby wykonać tablicę z jego imieniem i postawić ją przy nim z informacją, jak drzewo ma na imię, ile może mieć mniej więcej lat, co to za gatunek oraz, że to imię nadało Towarzystwo Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce.
Drzewo zaliczone do Najstarszych Drzew w Polsce , posiadające IMIĘ zostanie wpisane do Rejestru Towarzystwa Najstarszych Drzew w Polsce. Takie drzewo może stanowić atrakcję turystyczną szlaków wycieczkowych w waszej okolicy, może się stać wizytówką samej miejscowości. Przeczytajcie kończący ten artykuł pomysł Marcina Wawrzyńczaka – może uda się zainteresować jakąś firmę, jakiegoś biznesmena z waszej okolicy i przekonać do patronatu nad waszym Najstarszym Drzewem. Jeżeli zechciałby finansować opiekę nad Drzewem – otrzymałby od Towarzystwa Ochrony tytuł firmy sprzyjającej Najstarszym Drzewom, Opiekuna Najstarszych Drzew – wtedy moglibyśmy naprawdę się nim zaopiekować, leczyć je i chronić.
Prawie 1300 letni Cis z Henrykowa Lubańskiego – bezimienny [ze strony http://www.najstarszedrzewa.blogspot.com
Ten cis urodził się w roku 734 naszej ery, tak !!! To nie pomyłka. Nie w 1734 ale w 734. Jego słoje pamiętają każdy rok jaki upłynął od tamtego czasu. W jego słojach jest Zapisane co się każdego roku dookoła niego działo. Są to bardzo subtelne ZAPISY. Nie potrafilibyśmy ich mimo całej naszej dzisiejszej technologii odczytać, ale ten zapis istnieje. Najprostsze odczytane przez człowieka z zapisu pni drzew informacje to te o tym czy dany rok był ciepły i dobry, udany,. deszczowy, czy może za bardzo deszczowy i niezbyt udany, czy może był rokiem suszy, kłopotów, wysokich temperatur – to najprostsze zdanie odczytuje się na podstawie szerokości słoja z danego roku. Ale żeby to zrobić musielibyśmy to drzewo ściąć.
Cis bystrzycki – Marcin Wawrzynczak – BEZIMIENNY
[ze strony http://www.najstarszedrzewa.blogspot.com
W ZAPISIE miąższu pnia są jednak dużo subtelniejsze informacje pisane językiem związków chemicznych, rozpadem promieniotwórczym komórek, są zapisane proporcje składników czerpanych danego roku z gleby, skład substancji które drzewo pobrało – to wszystko można by odczytać rozczytując subatomową strukturę owych słojów.
Do tego jednak bardzo nam daleko.
Ludzie jednak w głębokiej starożytności doceniali Stare Drzewa i czcili je. Słowiańska Wiara Przyrodzona – Wiara Przyrody szczególnie potężne drzewa uważała za święte. Tak jest i dzisiaj . To właśnie są Nasi Święci. Cudem jakiego dokonali aby dowieść swojej świętości jest to że WCIĄŻ JESZCZE ŻYJĄ mimo wrogiego im od 966 roku n.e. otoczenia, które na wszelkie możliwe sposoby niszczyło drzewa. To otoczenie stworzyli im ludzie, którzy przestali czcić drzewa i gaje, przestali je uznawać za święte – zaczęli je bezlitośnie wykorzystywać i karczować – niszczyć – to znaczy zabijać.
Jeżeli komuś się wydaje, że określenie „zabić drzewo” jest śmieszne to tylko świadczy o tym jak daleko taki człowiek odszedł od KORZENI – od WIARY Przyrodzonej swoich Dziadów, od Przyrody, od Matki Ziemi.
Nie wystarczy pomodlić się do Matki Boskiej – Marii lub, jak to wolą fanatycy, Maryji – żeby ocalić Matkę Ziemię. MATKĘ ZIEMIĘ – JEDYNĄ NASZĄ PRAWDZIWĄ MATKĘ – Wcale nie dziewicę, której istnienia nie trzeba nikomu udowadniać i której praw rodzicielskich nikt nie musi dowodzić, która zrodziła wraz z innymi Żywiołami i Mocami Przyrodzonymi Światu – Wszemu Światu – Człowieka.
Wszech-Świat (Bóg Bogów, Ojciec Ojców, Światło Świata – Świętowit) poprzez Matkę Ziemię i JEJ Ciało wcale nie niepokalane – pokalane jak najbardziej, wydał z jej Siostry PRZYRODY-RODŻANY Człowieka na Świat. Od niego Człowiek pochodzi. Człowiek przez duże C i przez małe c. Tak mówi Wiara Przyrodzona – wiara która nie stoi w sprzeczności z nauką i nie każe nam wierzyć w krwawe baśnie, ale w prawdziwą Baję -Opowieść i Materię Wszego Świata.
Wyznawcy Wiary Przyrodzonej – Wiary Przyrody Słowiańskiej czczą dzisiaj i czcić będą ZAWSZE – PO WSZE CZASY – Drzewa – nie tylko najstarsze, nie tylko drzewa, także inne rośliny, które „głupi” ludzie w przeszłości wiązali z czarami i czarownicami (poniekąd słusznie bo czarownice były kapłankami Wiary Przyrody). Są to najpożyteczniejsze rośliny Ziemi o potężnych właściwościach, o wielkiej mocy zabijania i uzdrawiania. Wyznawcy Wiary Przyrodzonej Słowian czcić będą i czczą Zwierzęta KTÓRE – zapewniam was – MAJĄ DUSZĘ – i będą zbawione jak i my wszyscy – Jeśli nie Rajem to przynajmniej Cichym Ostatecznym i Spokojnym Snem – bez koszmarów z chrześcijańskiego horroru jaki przechodzą w ciągu ziemskiego swojego życia na przykład na kurzych fermach, lub w koszach na śmieci, lub żywcem palone, lub włóczone na sznurze za wypasioną pijacką „furą” na polskiej wsi.
W dawnej Słowiańszczyźnie istnieli Drzewidzi – Byli nie tylko Opiekunami Świętych Drzew, ale także opiekunami ZAPISÓW – biegłymi w czytaniu Mowy Drzew, byli przekazicielami Wiedy Starowieku i tworzyli oni Radę Starowieku (Radę Drzewidów), która zbierała się pod Świętym Drzewem albo Drzewem Zapisu i radziła i sądziła na całą okolicę i rozstrzygała spory według Praw Starowieku – Pisze o tym pięknie Stanisław Vincenz (możecie o nim przeczytać na naszych stronach).
Marcin Wawrzyńczak – Dębowy Gaj , bezimienne stare drzewa w parku
[ze strony http://www.najstarszedrzewa.blogspot.com
Chcemy i Będziemy bronić Starych Drzew i chronić Stare Drzewa i będziemy to czynić ze wszystkich sił – w miarę możliwości – mam nadzieję, że coraz większych z godziny na godzinę i z miesiąca na MIESIĄC – W MIARĘ ROZWOJU NASZEJ AKCJI. Czynimy tak bo stawiamy PRAWA PRZYRODY wyżej niż PRAWA CZŁOWIEKA, a Prawa CZŁOWIEKA – każdego bez wyjątku – zwłaszcza prawa do życia w niezniszczonym i niezanieczyszczonym środowisku – stawiamy wyżej od zwykłego kodeksowego Prawa, które nie służy wszystkim na równi, lecz wybranym grupom posiadającym zasoby finansowe i władzę.
Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, NajstarszeDrzewa .blogspot.com oraz Słowiańska Wiara
Obejmujemy swoim działaniem Całą Polskę – Do końca tygodnia podamy wam dalsze szczegóły.
Jedno możemy ogłosić jednak już dzisiaj
OGŁASZAMY 1 i 2 MAJA – nie żadnym tam świętem robotniczym , nie żadnym tam dniem flagi – OGŁASZAMY te dni 1 maja – Świętem BORU oraz 2 maja – Świętem DRZEW – wszystkich, ale szczególnie seniorów – Najstarszych Drzew.
Jak uczcimy drzewa – jedno jest pewne, że towarzysko i rodzinnie – jak to dawniej bywało pod Drzewem Zapisu, które stało w każdym słowiańskim opolu, w każdej wsi.
Inna lipa w Siedlęcinie, która wrasta w zamek [ze strony http://www.najstarszedrzewa.blogspot.com – bezimienna
O Zapisie z Księgi Tura:
Święte Drzewo Zapisu – i kult drzew
W Serbii i wielu innych okolicach Słowiańszczyzny znane były drzewa zwane „zapisami” albo drzewami „grumadnymi”a. Każda wieś, gród i sioło, każda zadruga i każdy ród posiadały własne drzewo, które było ziemskim odbiciem Drzewa Drzew rosnącego na Wierchu Weli. Takie samo drzewo posiadało całe plemię, książęcy ród oraz cała ziemica. Drzewo to znajdowało się pod opieką całej społeczności, a w jego rozwoju odbijały się losy grupy ludzkiej, którą sobą reprezentowało. Gdy słabło i schło, było to złą wróżbą, uwiąd konara zwiastował śmierć grupy osób, niepowodzenie wyprawy, mór, suszę itp.
Pod „zapisem” często składano ofiary, pod nim też zanoszono prośby do bogów, przewiązując jego gałęzie proszalnymi wstążkami. Dbano, by drzewo było wolne od szkodników, by nie cierpiało braku wody (zwłaszcza w czasie suszy) i by w jego pobliżu zachowane były spokój oraz powaga. Drzewo owo często znajdowało się w samym środku wsi, a cała zabudowa rozchodziła się koliście od owego głównego miejsca. Znane są typowo słowiańskie plany zabudowy przestrzennej, które mają właśnie kształt kolisty. Na Połabiu po tym kształcie, zwanym okółem, opolem albo pagiem-pągiem (Pąk – kula), odróżnia się budownictwo słowiańskie od germańskiego. Obok „zapisu” często znajdowała się świątynia będąca jednocześnie domem gromadnym, przeznaczonym dla starszyznyb. We wszystkie święta właśnie tutaj obradowano, składano ofiary, urządzano uczty. Jeśli świątynia lub święty gaj znajdowały się w innym miejscu (np. na wzgórzu obok wioski), to po spełnieniu ofiar przenoszono się pod centralne drzewo zapisowe i tutaj odbywała się gromadna ucztac.
Istniał także zwyczaj, zachowany na Rusi nawet jeszcze w XVIII wieku, pisania przy pomocy tajemnych znaków próśb na zwitkach brzozowej kory (zwanej bieriostem)d i przyczepiania owych zwitków do gałęzi albo przybijania ich do pnia. W gałęziach drzewa przebywali bogunowie zwani Wilcami lub Sjenami. Sjen siedzący w drzewie zapisowym (rodowym albo świętym) zanosił prośby Bogom i od nich przynosił wierg, byt i dolę dla wszystkich, którzy znajdowali się w zasięgu jego władzy i pod jego piecząe. Okolice świątyń otaczały święte gaje, w których wszystkie drzewa były nietykalne. Na ziemicy pojedynczego małego plemienia znajdował się zwykle jeden święty gaj, a drzewa w nim przedstawiały „wszystkich ludzi” (członków owego plemienia), ścięcie któregoś z drzew w świętym gaju byłoby potrójną zbrodnią: zabiciem samego drzewa będącego symbolem bóstwa, zabiciem Sjena siedzącego w drzewie i zabiciem któregoś z ludzi plemienia.
W świętych gajach centralne miejsce zajmowały: drzewo księcia, drzewo boga miejscowego, drzewo całego plemienia i drzewo ziemicy. Te cztery drzewa zwykle otaczały świątynię – o nich, jako o drzewach specjalnych, piszą kronikarze. Oczywiście istniały święte gaje bez świątyń, kapiszt czy kącin, jak również bugryszcza czy trebiszcza, na których szczycie rosło tylko jedno drzewo poświęcone jednemu bogu, Było też na poszczególnych terenach i ziemicach sporo innych drzew świętych poza świętymi gajami, drzew, które wykazywały się własnościami leczącymi, miały niesamowite kształty, wyróżniały się wiekiem albo często trafiał w nie swoją Błyskawicą Perun, Drzewa święte zwano też drzewami sjenowitymi lub sjenami.
b opowieści zapisane w Zapisach, czyli uznanych i powszechnie podawanych do wierzenia dziejach danej społeczności. Dzieje te zapisywano na drewnianych deszczułkach i prawie żaden z takich zapisów nie przetrwał do współczesności. Zupełnie wyjątkowym znaleziskiem tego typu zapisu była Księga Welesowa, która zaginęła w czasie II Wojny Światowej. Jedynym dowodem jej istnienia są dzisiaj fotografie wykonane w okresie międzywojennym XX wieku. Sama treść zapisów Księgi Welesowej budzi podejrzenia o falsyfikację, ale fałszerstwo to nie jest udowodnione ponad wszelką wątpliwość.
Zapisami nazywano także wielkie, wiekowe drzewa rosnące w samym centrum okołu, czyli wsi słowiańskiej, posadowionej zwykle na planie koła. Wierzono, że w takim świętym drzewie zapisuje się każdy rok dziejów osady i wszystkich jej mieszkańców. Pod tym drzewem, ewentualnie w chacie gospodzina – włodarza społeczności, albo w tzw. Gościńcu – domu rady starszych, w samym środku wsi zbierano się na rady i starodrzewiańskie sądy (sądy starowieku). We wsiach polskich echa tego ułożenia pozostały do dziś. W środku wsi znajduje się zwykle rynek z dużym drzewem, w koło niego są rozmieszczone: świątynia, rada gminy, albo siedziba wójta i gospoda (a dawniej była także bania – łaźnia). W dzień święta po wyjściu ze świątyni mężczyźni udają się do gospody na pogwarki i libację. Święte Drzewa rzeczywiście zapisują dzieje rok po roku, o czym dzisiaj już doskonale wiemy, ale odczytywać dokładnie tych zapisów wciąż nie potrafimy.
…
Marcin Wawrzyńczak – platany klonolistne, Lwówek Śląski - bezimienne
[ze strony http://www.najstarszedrzewa.blogspot.com
Księga Ruty – Taja 23
Jakże zatem wiedza o tych czasach odległych, o pierwszych chwilach Nowej Koliby, przetrwała do naszych dni?
Dzięki drzewym zapisom. Jako, że każde plemię Krainy Sis posiada swoje Drzewo Zapis.
Każda zadruga ma takie drzewo, każda wioska i każdy gród jest wyposażony w zapis, który kapłani sadzą w dniu zakładzin sioła. Jest onoż drzewo, lub święty słup, posadowione w samej ośródzie dziedziny, w samym środku dziejów, jest otoczone świętością i czcią powszechną.
To nietykalne drzewo zapisuje każdą chwilę w swoim pniu i w gałęziach, w swoich korzeniach i w listowiu. A kiedy znać, że żywot onego Zapisu ma się ku końcowi sadzą blisko przy nim kolejne drzewo, które rosnąc obok przejmuje wiedzę poprzednika. Tak zapisy biorą po sobie wiedzę o najdalszej przeszłości. Kiedy zaś pierwszy z zapisów dojdzie swego kresu, ścina się go u podstawy i kładzie do świętej ziemi, gdzie trwa po wsze czasy i nigdy się nie rozkłada. Owa ziemia to glina i gruda połączone topielą. Kto by sięgnął w głąb topieli odczytałby, z leżących tam jeden na drugim pni, całe dzieje Koliby – Starej i Nowej, a także Zerywanów Starych i Nowokolibańskich. Mędrcy jednak nie muszą tego czynić. Wystarczy, że osiągną stan wysokiego skupienia poprzez ofiary i modły, poprzez zaklęcia i tany.
Mędrcy siadają przy zapisie i modlą się, aby się połączyć z bogami i duchami przodków, a kiedy to uczynią słuchają pieśni drzewa zapisu i ono wszystko im opowiada. Od samego początku aż po dziś dzień. Święci mężowie rozumieją szum liści, szelest gałęzi i mowę drzewnych nerwów, którymi prą soki w drewym cielsku prawiekowych liściastych olbrzymów. Rozumieją mowę splątanych korzeni i mowę świecącego nocą próchna, mowę liściastych drgnień i drzewych poruszeń, mowę starowiekowych zapisów.
Święci mężowie wielu kapiszty twierdzą, że skupiwszy całą swą moc, mogą wprost wznieść się do Nieba, aby wysłuchać szumu Drzewa Drzew – Wierszby Welańskiej, a ona prawi dzieje Świata od samych jego początków.
Marcin Wawrzyńczak – platany klonolistne, Lwówek Śląski - bezimienne
[ze strony http://www.najstarszedrzewa.blogspot.com
O Bajorkach i Węsiorkach z Księgi Ruty:
Węsiory, węsiorki, Bajory, bajorki – wieszane na gałęziach drzew
A te święte miejsca nazwali drzewidzi, kapłani i wicikowici: Odry i Węsiory. Odry dlatego, że ludzie Widnura dokonywali tym aktem odebrania owej ziemi bogom i przyjmowali ją w ludzkie władanie niejako odzierając bogów z ich własności. Węsiory zaś dlatego, że kornie chyląc głowy prosili tu za każdym razem bogów o wybaczenie tego bezczelnego czynu, wieszając owe węsiory, wisiory, wężorki, wisiorki, bajory i bajorki na gałęziach świętych drzew, z wypisanymi prośbami, lub bez zapisów, jeno ze znakiem barwnym – mastnym.
Węsiorami nazywano wysokie, wąskie, stanice boskie – chorągwie z wizerunkami i zapisami, węsiorkami zwano małe staniczni boskie z zapisami. Stanicą lub chorągwią zwano proporce i flagi bojowe, gromadne, kącinne, plemienne. Bajorami mieniono duże barwne proporce poświęcone bogom, lecz bez wizerunków i zapisów, w barwach przeznaczonych danemu bogu lub tynowi świętemu, bajorkami określano barwne wstążki w bożych maściach, zaś wisiorami i wisiorkami – metalowe, brązowe i żelazne, albo srebrne czy złote wota, znaki i wizerunki kute – poświęcone bogom.
Marcin Wawrzyńczak – platany klonolistne, Lwówek Śląski - bezimienne
[ze strony http://www.najstarszedrzewa.blogspot.com
Oto artykuł z portalu Góry Izerskie z listopada 2010:
Magdalena Sobczyk o inicjatywie Marcina Wawrzyńczaka
Towarzystwo Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce
Jedzenie na zdrowie… drzew
O zaletach dań z ekologicznej żywności większość z nas słyszała. Niektórzy dali się do niej przekonać. Ale czy ktoś słyszał o dobroczynnym działaniu ekojedzenia na drzewa?
Pomnikowy żywotnik zachodni (Thuja occidentalis) na cmentarzu w Szklarskiej Porębie Dolnej (fot. Marcin Wawrzyńczak)
Spożywanie wegetariańskich posiłków, w odpowiednim miejscu i czasie, może pomóc starym drzewostanom. Jak to możliwe? Dzięki akcji organizowanej przez Fundację Eko-rozwoju FER. W dniach 6-18 listopada, codziennie w godz. 10-18, w nowej jadłodajni Bio Bar ZIELONY JESZ, przy pl. Piastowskim 24 w Jeleniej Górze–Cieplicach wegetariańskie posiłki z produktów ekologicznych, produkty bio, bezcukrowe desery i napoje będą wydawane za cegiełki. Zgromadzone fundusze sfinansują pierwszy projekt fundacji: rewitalizację parku pałacowego w Maciejowcu. Partnerem akcji jest Towarzystwo Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce – organizacja zajmująca się szeroko pojętą ochroną starych drzew żyjących na terenie Polski.
Dlaczego Maciejowiec? Ponieważ, jak mówią organizatorzy, ten najcenniejszy i największy park pałacowy w Kotlinie Jeleniogórskiej (Staffa, „SGTS. Kotlina Jeleniogórska”), w którym rośnie wiele pomnikowych i rzadkich okazów, od lat zarasta dziką roślinnością, zabytkowe drzewa są zagłuszane przez samosiejki, zaś stare okazy chore i bezbronne, jedne po drugim umierają. Dzięki uzyskanym z cegiełek środkom, fundacja chce otoczyć opieką rosnącego tam zabytkowego tulipanowca. Poddać go pielęgnacji, oczyścić otoczenie oraz stosownie oznakować to piękne drzewo. To będzie pierwszy krok w ochronie parku. Warto więc połączyć przyjemność spożywania posiłku ze słusznym celem i przyłączyć się do akcji.

Towarzystwo Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce to bardzo niecodzienna inicjatywa. W swych założeniach zajmować się ma przede wszystkim ochroną starych drzew poprzez edukację, promocję i konkretne działania, takie jak w Maciejowcu.
Jak mówi założyciel Towarzystwa, Marcin Wawrzynczak: – Stare drzewa warto chronić, bo są symbolem czegoś większego – żyły za czasów naszych prapradziadów.
Jego zdaniem urzędowa ochrona nie jest wystarczająca. Zapewnia tylko tyle, że drzewa nie można wyciąć. – Nikt pomników przyrody nie pielęgnuje. – dodaje Wawrzynczak – Rosną sobie, coraz bardziej zapomniane. Wszystkie stare drzewa warte są rewitalizacji – pielęgnacji, dopieszczenia, docenienia.
Ochrona taka jest jednak kosztowna. Akcje takie jak eko-baru ZIELONY JESZ nie przyniosą tylu pieniędzy by sfinansować troskliwą opiekę nad starymi drzewostanami, choćby tylko w Sudetach, a co dopiero w całej Polsce.
Towarzystwo Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce ma jednak pomysł jak przekonać tych, którzy pieniądze mają i mogą je przekazać na szczytny cel. Ochrona starych drzew to doskonała szansa dla samorządów. Zwłaszcza gmin, w których nie ma innych atrakcji turystycznych. Hasła „Tutaj chronimy stare drzewa” czy „Firma przyjazna starym drzewom” promujące przedsiębiorstwa (zwłaszcza związanych z drewnem) mogą przynieść długoterminowe zyski. Pozytywny wizerunek płynący z ochrony starych drzew wielokrotnie przekracza krótkoterminową korzyść w postaci ekonomicznego zarobku na kilku kubikach opału.
Tulipanowiec amerykański (Liriodendron tulipifera) w maciejowskim parku (fot. Marcin Wawrzynczak)Akcja ratowania parku w Maciejowcu to nie jedyny sposób na ratowanie najstarszych drzew w Polsce. Towarzystwo w planach ma opracowanie turystycznego szlaku starych drzew, a także zainicjowanie lokalnych wydarzeń i imprez. „Urodziny drzewa” – skierowane głównie do młodych miłośników przyrody, by wybrali imię dla drzewa i w dzień jego patrona „czcili” solenizanta i opiekowali się nim. Wyszukiwanie i znakowanie najstarszego drzewa we wsi, gminie czy powiecie. W podobnych działaniach pomocna będzie baza danych starych drzew, którą Towarzystwo chciałoby stworzyć.
Główną ideą i celem Towarzystwa Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce jest zaprojektowanie i wdrożenie systemu, w którym stare drzewa przestają być zawadą i źródłem zysku, a zaczynają być źródłem dumy dla lokalnej społeczności i atrakcją turystyczną. – Kiedy staną się ważnym punktem na symbolicznej mapie małej ojczyzny – czym się opiekujemy, o co dbamy, co nas pozytywnie wyróżnia – stare drzewa staną się źródłem dochodów dla miejscowej ludności. Ma to zdaniem założyciela Towarzystwa zapewnić związany z potężnym drzewem ruch turystyczny, dotacje i marketing lokalny.
Stary buk w Szklarskiej Porębie, przy ul. Armii Krajowej (fot. Marcin Wawrzynczak)– Określenie „najstarsze drzewa w Polsce” traktujemy rozszerzająco, to znaczy, że w zakresie naszego zainteresowania są również drzewa bardzo stare, drzewa wyjątkowe z różnych powodów (przyrodniczych, historycznych, krajobrazowych itd.), zabytkowe parki, aleje itp. – mówi Marcin Wawrzynczak. Jego zdaniem, taka codzienna ochrona przyrody sprawdza się o wiele lepiej niż spektakularne i jednorazowe akcje, często źle postrzegane przez lokalną ludność. Ochrona starych drzew nie jest niczym nowym za granicą. – Zwłaszcza w Anglii, gdzie cała rzecz ma długą tradycję i jest wielce rozwinięta. Chcielibyśmy współpracować również z Niemcami, Holandią, Skandynawią.
Wszelkie te działania powinny być wsparte edukacją lokalnych społeczności. Aby drzewa pielęgnować zamiast wycinać. Wówczas każdy, jak głosi myśl przewodnia Towarzystwa, będzie miał szansę przyczynić się do zachowania nie tylko przyrodniczego ale także kulturowego dziedzictwa. Można podarować grosik na tulipanowca w Maciejowcu, albo przyjść podczas organizowanych lokalnie akcji oczyszczania starego drzewa i pomóc w pracach porządkowych.
Magdalena Sobczyk
Kult Drzew – możliwe rytuały Święta Boru oraz Święta Drzew
[ostatnia aktualizacja (zawsze na końcu artykułu): 18 kwietnia 2011]
Uwaga:Towarzystwo Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce ogłasza powszechną akcję NADAWANIA IMION NAJSTARSZYM DRZEWOM.Pierwsze obrzędy nadania imion odbędą się 1 maja w czasie Święta Boru oraz 2 maja w czasie Święta Drzew. Każdy kto włączy się do akcji może nadać imię wybranemu przez siebie w okolicy WIEKOWEMU, BARDZO STAREMU DRZEWU . Jak to zrobić dowiecie się TUTAJ!!!
Procedura nadawania imion i dokumentacji jest zamieszczona pod wizerunkami drzew w tym artykule. Jest ona opisana krok po kroku łącznie w formułkami, które należy wypowiedzieć w trakcie obrzędu nadania imienia. Także wykaz słowiańskich imion.Oraz: Jak rozpoznać naprawdę stare drzewo – najlepiej z wykazu Pomników Przyrody województwa, miasta lub gminy, albo ze stron nadleśnictwa, towarzystwa ochrony przyrody, organizacji Zielonych, lub po prostu pójść z centymetrem.(Czytajcie o tym w artykułach poniżej).
Dodatkowo zamieszczamy fragmenty pracy Kazimierza Moszyńskiego o kulcie drzew wśród Słowian – bo oczywiście wiele się z polskiego Internetu na ten temat nie dowiecie, a z Wikipedii to już prawie ZERO. Są to istotne informacje o różnych elementach obrzędów drzewnych, które pozwolą wam wybrać sobie do święta nadania imienia drzewu odpowiadające wam fragmenty z Kultu Drzew.
Rytuały Kultu Drzew mogą mieć charakter religijny, ale nie muszą. Kto chce może im nadać charakter zupełnie świecki – po prostu w Duchu Ekologicznym. Czy przeżywamy ceremoniał nadania imienia drzewom TEISTYCZNIE czy ATEISTYCZNIE to nie ma żadnego znaczenia – ważne żebyśmy uczynili krok naprzód w Ochronie Najstarszych Drzew w Polsce i zapobiegli ich dalszemu niszczeniu, dewastacji zabijaniu.
Dąb – Pomnik Przyrody w Krakowie Prokocimiu w Parku Jerzmanowskich – BEZIMIENNY – do nazwania 1 lub 2 maja 2011. Może to dziwne a może nie - w polskim internecie znalazłem listę najstarszych drzew na świecie, ale nie ma listy najstarszych drzew w Polsce. STWÓRZMY TAKĄ LISTĘ (niech ma nawet 33.000 pozycji, bo tyle jest drzew pomników przyrody w Polsce jak piszą w Wiki, albo i 100.000) i monitorujmy co się dzieje z drzewami z tej listy rosnącymi w naszej okolicy. Kiedy lista już powstanie każdą niepokojącą rzecz można będzie zgłosić do nas na mail: ssss.staredrzewa@gmail.com.
♦
Poniższy tekst pokazuje , że w Polsce – we wszelkich artykułach, opracowaniach (popularnych, naukowych) i definicjach pojęć i zjawisk społecznych, religijnych, naukowych – nie bierze się w ogóle pod uwagę istnienia Rodzimowierców, czyli polskich pogan WSPÓŁCZESNYCH, ani istnienia współczesnej WIARY PRZYRODY. W dalszej części tego artykułu, jak zwykle, będę wtrącał swoje uwagi. Wszelkie teksty pochodzące ode mnie (lub od nas jako całości SSŚŚŚ) będą mieć kolor zielony.
Trudno mi podawać, we wszelkich artykułach jakie piszę, na każdym kroku, prawidłowe definicje niemal wszystkiego co nas otacza. Prawdę mówiąc – z naszego punktu widzenia, ludzi wyznających Wiarę Przyrody – tak wiele różnych wykoślawionych w Polsce pojęć należałoby prostować, że musielibyśmy poświecić temu – bez żadnej przesady – całe swoje życie, a może jeszcze życie kolejnego pokolenia. By nie być gołosłownym – tylko w kontekście interesującego nas dzisiaj tematu Kultu Drzew i Święta Boru – 1 maja oraz Święta Drzew – 2 maja, wprowadzamy trochę pojęć i wiedzy z tego zakresu – pochodzącej z popularnych opracowań, które przydałyby się nam do obchodów świąt i będą dla nas pożyteczne , ale niestety dopiero po opatrzeniu komentarzem, uwagami i sprostowaniami.
Encyklopedia Wiedzy:
Drzew kult, otaczanie czcią religijną drzew, związane m.in. z traktowaniem ich jako symboli życia i płodności, dopatrywaniem się w nich osi świata, łączącej niebo, ziemię i podziemia, uznawaniem ich za epifanię mocy istot nadprzyrodzonych, za miejsce objawiania się, wcielenie bądź siedzibę bóstw. Jest odmianą kultu przyrody. Kult drzew rozpowszechniony w dawnych czasach szeroko zarówno wśród ludów pierwotnych, jak i wyżej cywilizowanych, praktykowany współcześnie przez plemiona na wczesnym etapie rozwoju cywilizacyjnego, przetrwał w folklorze różnych stron świata. Obiektem czci były najczęściej wybrane gatunki drzew, np. dęby, jesiony, lipy w Europie, baobaby w Afryce, figowce na Wschodzie. Z wielu religii i mitologii znana jest idea drzewa kosmicznego, przedstawianego niekiedy, jak choćby w tradycji indyjskiej, w formie odwróconej – korzeniami do góry, symbolizującego żywy, nieustannie odradzający się wszechświat, którego elementy, jak pień, konary i gałęzie, wyrastają jedne z drugich i powiązane są ze sobą przynależnością do jednej całości.
„Praktykowany współcześnie przez plemiona na wczesnym etapie rozwoju” – a więc my tutaj w Polsce jesteśmy plemieniem na wczesnym etapie rozwoju – Brawo!!! No, ale chwała przynajmniej za bark kompleksów neokolonialnych i odwagę zaliczenia samych siebie (Polaków) do plemion prymitywnych.
No i cóż zaczynamy w takim razie sprostowania. Ta powyżej przedstawiona prymitywna definicja kultu drzew rzeczywiście odnosi się tylko i wyłącznie do prehistorycznych plemion okresu wczesnego neolitu, bo w fazie nieco późniejszego neolitu takie pojmowanie świętości drzewa (jak to powyżej przedstawiono – na podstawie chrześcijańskich koncepcji naukowych XIX i XX wieku), musiałoby wśród ludzi neolitu wzbudzić pusty śmiech. Tym bardziej wśród współczesnych pogan (rodzimowierców) w Polsce czy Europie – ale jak z tego tekstu wynika współcześnie kult drzew podobno w ogóle nie występuje wśród cywilizowanych społeczeństw.
Wciąż w internecie rozpowszechnia się podobne bzdury, powtarzając je za chrześcijańską nauką z lat 1800-1900 (wcześniej w ogóle nie było nauki tylko magia). Trzeba wiedzieć, że ta „nauka” jest nieaktualna w wieku XXI i że to tylko „nauka naukawa”.
Przeczytajcie poniżej jak rozbudowany jest kult drzew i roślin w Indiach – gdzie wciąż żywa jest najstarsza religia WEDA – znana niegdyś zarówno Hindusom aryjskim, Irańczykom, Scytom, Sarmatom jak i Słowianom. Także w dzisiejszej Polsce Rodzimowiercy – ludzie wyznający Wiarę Przyrody – oddają drzewom cześć i opiekują się nimi na co dzień, próbując je ratować przed „bezmyślnym” niszczycielstwem innych ludzi i starając się przywrócić, należną im z natury rzeczy, cześć – odebraną przez chrześcijaństwo.
Współczesny Kult Drzew w Wierze Przyrody traktuje drzewa jako święte twory PRZYRODY, na Ziemi są to wytwory Przyrody i Matki Ziemi oraz Bogów Boru. Ci bogowie – to oczywiście jak wiemy nie żadne nadprzyrodzone olbrzymy o ludzkich kształtach, lecz po prostu Siły Kosmosu - Aspekty i Emanacje Światła Świata – czyli Wszego Świata (przedstawiane obrazowo w postaci ludzkiej, albo innej – także jako zwierzęta, drzewa, kwiaty, owady). Poszczególne „gatunki-rodziny” drzew - tak jak wszelkie byty przyrodnicze z poszczególnych rodzajów występujących na Ziemi (krzewy, rośliny-krzewiny, grzyby, plankton roślinny, płazy, gady, ryby, bezkręgowce, owady, a wreszcie ptaki i ssaki) są szczególną emanacją innych Sił Wszechświata objawiającą się na Ziemi (widzialną) poprzez aspekt jej Przyrody.
W tym sensie są one obrazem poszczególnych boskich rodów i reprezentacją tynów (tyn – dom, zagroda),jak i indywidualnie bogów danego tynu czy rodu, w osobnym bycie-sile, Przyrody,czyli w Mocy PRZYRODY. I odwrotnie - są one jednocześnie obrazem obecności bytu Przyrody (tynu,rodu Rodów) czyli ducha roślinnego i zwierzęcego i duchów pomocniczych Rodów (Roda i Przyrody) w owych innych siłach splecionych z ich duchem.
Przykładowo: Lipa jest obrazem Bogów Nieba (siły kosmosu opisanej jako Żywioł Nieba) w Przyrodzie Ziemi – jest obrazem w Przyrodzie wszystkich pięciu sił składających się na Żywioł Nieba: Siły Światła – Pana Światła – czyli Dadźboga, Siły Nieba-Kosmosu – Pani Niebieskiej -czyli Dażbogi-Da(wa)ny, Siły Nocy-Ciemności – Pana Nocy – czyli Bodnyjaka, Siły Gwiazd – Pana Gwiazd – czyli Płona-Płanetnika-Gwiezdnika i Siły Zarania – Pani Jutrzni - czyli Zorzy-Jutrybogi. Może być obrazem całego tego rodu jak i tynu na raz ( do tynu wchodzą jeszcze siły pokrewne związane rodzajowo z danym rodem), albo emanacją pojedynczej siły z tego tynu – czyli jednego z bóstw. Może też być siedliskiem jednego z małych pomocników bogów Żywiołu Nieba – któregoś z bogunów niebiańskich (patrz tabela poniżej). Lipa jest też – na odwrót obrazem, odbiciem, emanacją Przyrody ziemskiej w tynie, w rodzie Sił Żywiołu Nieba.
Poniżej zamieszczamy tabelkę, z której wynika jakie drzewa i rośliny są według Wiary Przyrodzonej Słowian emanacjami jakich sił kosmicznych (bogów Mocy i Żywiołów, Kirów i Działów oraz Najwyższego) objawionymi (wcielonymi) w daną roślinę czy drzewo. Możliwe są też nieco inne przyporządkowania, oraz bogatszy zestaw ziół i drzew, zwłaszcza że Słowianie znali przecież drzewa i rośliny z Mazji (Azji) Południowej, które my dzisiaj uważamy za egzotyczne. Z tego powodu zamieszczamy także kawałeczek dalej zestaw drzew i roślin czczonych dzisiaj przez Hindusów znających Wedę,
W Polsce z definicji w ogóle nie bierze się pod uwagę istnienia Rodzimowierców i Wiary Rodzimej Przyrody.Jeśli każdy z nas 1 lub 2 maja tego roku nada imię 1 drzewu możemy pokazać, że istniejemy. Jeśli przez 5 lat od dzisiaj nadamy imiona 100.000 starych drzew w Polsce to pokażemy , że trzeba poważnie brać pod uwagę nasze zdanie we wszystkim co się w tym kraju robi. Imiona można nadawać nie tylko przy okazji Święta Boru i Święta Drzew – Możecie to czynić przez cały rok gdziekolwiek jesteście. Konieczna jest jednak dokumentacja TEGO CO SIĘ ROBI – A WIĘC OPIS MIEJSCA, DRZEWA, JEGO IMIĘ, DATA NADANIA IMIENIA, ZDJĘCIE DRZEWA (wystarczy aparatem komórkowym). Należy to wysłać mailem na adres:
ssss.staredrzewa@gmail.com
AKCES (zgłoszenie chęci udziału) do akcji także wystarczy wysłać mailem na powyższy adres. Wtedy będziecie wymieniani jako oficjalni członkowie Towarzystwa Ochrony Najstarszych Drzew, we wszystkich materiałach związanych z naszym działaniem. Żeby zostać członkiem Towarzystwa Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce trzeba wziąć udział w akcji nadawania Starym Drzewom Imion. Ten udział jest wirtualny – nie pociąga żadnych kosztów a jedynym zobowiązaniem jest opieka nad Starym Drzewem któremu się nadało imię. Opieka w miarę możliwości własnych – to znaczy, że kiedy piorun odłamie konar nie musimy osobiście ruszać tam z piłą, ale powinniśmy dopilnować by właściwe, odpowiedzialne służby zajęły się tym rannym drzewem. Dlaczego? Bo taki mają obowiązek wynikający z tego, że wszyscy płacimy podatki na ten cel.
W ramach przygotowań do odbycia obrzędu nadania imienia drzewu musimy wykonać następujące czynności: 1. Znajdujemy naprawdę stare drzewo –
a) SAMODZIELNIE w terenie – Tabela z obwodami pnia które świadczą iż drzewo naprawdę ma swoje lata znajduje się poniżej w tym artykule. Oczywiście może to być także drzewo specjalne – jak na przykład to na szczycie Trzech Koron (jeśli ktoś aż tam zawędruje w tym celu), albo inne cenne i dziwne drzewo – w naszej okolicy.
b) Na listach wojewódzkich pomników przyrody lub miejskich lub gminnych listach – powinny być w Internecie jako uchwały lokalnych samorządów z 2004 i wcześniejszych lat. Jeśli nie ma szukamy w Internecie takiego drzewa lub rozglądamy się w terenie. w Krakowie na przykład na listach Urzędu Miasta jest ponad 240 drzew pomników i wszystkie są bezimienne.
2. Potrzebny nam będzie do świętowania typowy zestaw piknikowy – jeśli z drugą osobą lub z całą rodziną (dzieci) to odpowiednia ilość kanapek i napojów, kocyk aby się rozłożyć pod drzewem itp.
3. Potrzebny będzie sprzęt specjalny: a) sznurek konopny lub inny który pozwoli nam opasać i przewiązać drzewo – na tym sznurku zawiązujemy potem kolorowe wstążki, b) kolorowe wstążki z domowego lamusa, lub kupione w hurtowni – najtańsze są „zwykłe” wstążki szerokości 2,5 i 3 cm – które sprzedają w motkach po 50 m – cena 11 PLN netto za 50 m (ceny są podawane przeważnie za 100 m wstążki). Tniemy wstążki na odcinki długości 0,5 – 1 m. Dobrze by było mieć ze dwa trzy kolory. c) Karteczka z zapisaną formułką nadania imienia. d) butelka czystej wody i kropidełko (możemy też pokropić drzewo ręką). e) jakikolwiek instrument muzyczny (dwie deseczki do uderzania o siebie, harmonijka, trąba, dzwoneczki, bębenek, tamburyn, piszczałka, flet). f) telefon komórkowy z aparatem fotograficznym lub aparat fotograficzny (jeśli mamy, jeśli nie to trudno)
g) imię wybieramy wspólnie z rodziną z zestawu imion do których podajemy tutaj linki, lub jeśli koniecznie chcemy uczcić naszego przodka w owym drzewie nadajemy mu jego imię (to wyjątek dla imion chrześcijańskich – tylko z takiej okazji je nadajemy drzewom, gdy czcimy swojego przodka o chrześcijańskim imieniu.
Kult Drzew i roślin w Słowiańskiej Wierze Przyrodzonej
na początek Wikipedia:
Źródłem wiedzy o miejscach świętych przedchrześcijańskich Słowian są obrzędy ludowe oraz teksty średniowieczne. Miejsca kultowe były zróżnicowane w zależności od potrzeb religijnych. Duchom domowym cześć oddawano w obrębie domu i zagrody, pozostałym demonom i bóstwom na łonie przyrody.
[Moje zastrzeżenie do czasu przeszłego. Miejsca Święte Pogańskich Słowian są TU i TERAZ - tam gdzie były tych POGAN przedchrześcijańskich i tam gdzie są tych POGAN, którzy je TU i TERAZ ustanowili - jako praktykujący wyznawcy Wiary Przyrody. Druga sprawa - kategoria demonów to jakiś chrześcijański wymysł i pojęcie przeszczepione z chrześcijaństwa. My demonów nie czcimy, bo demony to są twory powstałe z "ułomnych" dusz zmarłych ludzi - czyli Z-DUSZE wcielone w "ułomne" (czasami trupie, czasami inożne) ciała. Zdusze błąkają się po Zaświatach i po Ziemi, aż nie osiągną stanu który pozwala im ponownie wcielić się w normalną istotę lub inny byt będący całością. C.B.]
Ważną rolę w kulcie odgrywały zbiorniki wodne. Thietmar przytacza informację o plemieniu Głomaczy, których obrzędy religijne związane były ze źródłem Głomacz. W późniejszych kronikach często powtarza się potępienie odprawianego nad rzekami kultu. Kosmas z Pragi informuje o składaniu nad rzeką ofiar ze zwierząt, mąki i soli. Również w ruskim piśmiennictwie kościelnym znajduje się potępienie składanych nad wodą ofiar z kurcząt, a także zwyczaju przyprowadzania nad rzekę panny młodej, gdzie pito wspólnie z pucharu i wrzucano pierścienie do wody.
[Doprawdy nie wiem co ma wspólnego kult wód z kultem drzew. Oczywiście miejsce święte powinno mieć kamień, gołą ziemię, trawę, drzewo, krzewy, zioła, źródło lub strumień, widok na okolicę, na niebo i słońce i najlepiej na wszystkie 4 strony świata. Każde miejsce święte słowiańskiej wiary może mieć te wszystkie elementy albo niektóre z nich - im więcej - tym jest doskonalsze. Kult Drzew uprawia się w obecności drzew a nie wody, bez drzewa woda na nic się nam nie przyda. Wyobraźcie sobie, co piszą ludzie gdzie indziej, skoro to jest tekst z Wikipedii. C.B.]
Dużą rolę w kulcie słowiańskim odgrywały elementy przyrody nieożywionej – drzewa i kamienie. Olbrzymie głazy służyły jako ołtarze, czego przykładem jest np. głaz pod Kołbielą nad Świdrem, w którego zagłębienia w pierwszy dzień Wielkanocy składano resztki święconki i pieniądze[1]. Głazom o charakterystycznym kształcie przypisywano właściwości lecznicze.
[Widać, że ktoś tutaj nieudolnie próbuje zrobić jakiś skrót z epokowego dzieła Kazimierza Moszyńskiego - Kultury duchowej Słowian (zacytujemy ją tutaj poniżej obszernie) i po prostu kaleczy ten świetny tekst zamiast dawać jakąś jego syntezę. Akurat Joście nie miało nic wspólnego z kultem Drzew i Moszyński wyraźnie o tym pisze, a my to poświadczamy, bo nad Świdrem w Kołbieli ofiary Jościa wykonywał osobiście wpierw Marian Wawrzeniecki (przed II Wojną Światową), a następnie Stanisław Wocjan (dopóki żył, zmarł 1974) - obaj jako przewodnicy duchowi II Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata z Warszawy. C.B.]
Spośród drzew szczególnym kultem otaczano dąb, lipę, klon, wiąz i jesion. Poszczególne drzewa i ich skupiska uznawano za siedliska bogów lub demonów i otaczano ochroną. Thietmar wspomina o wycięciu w 1009 gaju zwanego Świętym Borem w Schkeitbar pod Lützen, któremu miejscowi Słowianie mieli oddawać wręcz boską cześć. Podczas chrystianizacji Szczecina mieszkańcy miasta uprosili biskupa Ottona z Bambergu by nie wycinał świętego orzecha, aby mogli odpoczywać w jego cieniu.
[Absurd totalny. Przykre - Słowianie oddawali cześć wszystkim drzewom jak leci - nie było drzew nie lubianych, nie świętych, drzew które wolno - skopać, zbeszcześcić, zniszczyć, drzew które nie są boskiego pochodzenia - wszystkie były przypisane i reprezentowały tyny i rody boskie w aspekcie Przyrody i świata roślinnego. Ponieważ jakiś niemiecki klecha napisał coś o jesionie i dębie, to zaraz szczególnie go czczono!!! A może tak pomyśleć chwilkę samodzielnie własnym mózgiem i zastosować logiczne rozumowanie zamiast powtarzać bzdury. Czy ktokolwiek słyszał, albo czytał jakiś tekst na temat drzewa, które Wiara Przyrody każe wytępić, zniszczyć, zbeszcześcić?
To chrześcijanie uważają np. Osikę za wredne drzewo, na którym się Judasz powiesił i z tego powodu mają wystarczającą motywację, żeby to drzewo niszczyć, albo uważać za gorsze. Równie wredna jest według nich Wierzba - bo podobno diabeł w niej siedzi, niejaki Rokita - tak Rokita w niej może siedzieć jak i w każdym innym drzewie, bo to nie diabeł tylko bóg, jest jednym z Bogów Boru, a Wierzba jest symbolem Drzewa Świata , Drzewa Drzew - Świerzby-Wierchy (stąd wiecha na budowlach). I oto mamy jak na dłoni źródło chrześcijańskiej nienawiści do kolejnego gatunku drzew, które można bezkarnie, jako wredne, wyniszczać. Nie będę kontynuował tej listy, bo nie chcę nikogo obrażać, bo jak pociągnę dalej to przejdziemy wszystkie gatunki drzew i dotrzemy wkrótce także do dębów piorunowych, i jeszcze dalej do tak zwanych diabelskich, czarowniczych ziół godnych wytępienia. Czy naprawdę wciąż tkwimy w średniowiecznej ciemnocie chrześcijańskiej?!
Jeszcze głupsze jest stwierdzenie powtarzane - za pożal się Boże naukowcami chrześcijańskimi z XIX wieku, iż Słowianie oddawali boską cześć borom. Nie borom, lecz Bogom oddawali cześć - a Bór jest jednym z boskich Żywiołów. Napletli ci katoliccy księża takich bzdur, że ludzie mają teraz zupełną sieczkę w głowie.
Nie wiem czy warto to prostować, tutaj chcieliśmy tylko zacytować jakiś artykuł o kulcie drzew wśród Słowian - ale trafiamy za każdym razem na coś co w USA nazwano by - naigrywaniem się z czyjejś wiary i obrazą czyjejś religii, albo uczuć religijnych. Nie wiem kto to w Wikipedii pisze, ale jakiś zagorzały wróg Wiary Przyrody. Według tego co tu napisano należałoby powiedzieć analogicznie o katolikach, że oddają boską cześć drewnianemu krzyżowi (to odmiana kultu drzew, na miarę Świętego Józefa - stolarza). Ciekaw jestem jak by się czuli czytając o sobie coś takiego - może poczuliby się wreszcie, jak jakieś prymitywne plemię przedchrześcijańskie? Byłoby to na pewno zdrowsze niż mania wielkości i gloria z bycia katolikiem.
No i jeszcze te demony siedzące w drzewach - Jeszcze raz: demony to są dusze zmarłych wcielone w nieziemskie stwory - czyli z-dusze, twory z dusz zmarłych powstałe, a nie boginki i bogunowie - tylko ci ostatni emanują z drzew, a nie jakieś demony. Brednia na bredni i brednią pogania. [ C.B.]
Szczególną rolę w kulcie słowiańskim odgrywał dąb, uważany za święte drzewo Peruna. Jeszcze w XIX wieku w pobliżu Woroneża młoda para udawała się do starego dębu i trzykrotnie go obchodziła. Jałowiec był drzewem kojarzonym z kultem zmarłych, zaś lipa z kultem kobiecym, przez co zaadaptowano ją później do kultu Matki Boskiej. Drzewo stanowiło symboliczne wyobrażenie axis mundi, w miejscach kultowych pozbawionych drzew składano ofiary u stóp słupa.
[Kolejne życzeniowe myślenie jakiegoś zdeklarowanego ateisty, czy może ortodoksyjnego katolika. W tym roku w kwietniu widziałem młodą parę, która specjalnie przyjechała pod odnowiony zameczek w Korzkwi pod Krakowem. Na drodze do zameczku rosną dwa naprawdę bardzo stare jesiony. Zatrzymali się przy jednym z nich, obejmowali go w ciszy, z zamkniętymi oczami,a potem robiono im zdjęcia. To był żywy, pogański Kult Drzew wśród katolików, którzy go zasymilowali nie wiedząc nawet jaki ciężki grzech popełniają w dniu ślubu- sakramentu świętego, w ślubnych ciuchach uprawiając ten wredny zabobon. Nie uważam się za szczególnego szczęściarza bo miliona w TOTKA nie udało mi się na razie wygrać, a identyczny obrazek widziałem w zeszłym roku na zamku w Wiśniczu i przy kościółku w Tropiu, zaraz po wyjściu z kościoła młodej pary. Zabawne. C.B.]
Wraz z rozwojem wspólnoty politycznej i centralizacją kultu zaczęto ograniczać przestrzeń sakralną. Pierwotnie ogradzano święte drzewa i gaje (stąd nazwa „gaj” od gajiti ogradzać). Helmold z Bozowa opisuje gaj pod Stargardem Wagryjskim, otoczony płotem z dwiema bramami i dziedzińcem pośrodku. Prawo wejścia do środka miał jedynie kapłan z ofiarnikami lub osoby którym groziła śmierć, gdyż teren świętego gaju zapewniał im azyl. Zorganizowane terytoria kultowe urządzano także na wzniesieniach. Kompleks na Ślęży został przejęty przez Słowian po Celtach, którym pierwotnie służył. Ślady otoczonych wałami kamiennymi miejsc kultowych odkryto w wielu miejscach na obszarze całej Słowiańszczyzny, dużym ośrodkiem tego typu była np. Łysa Góra.
[Nie będę prostował pojęcia gaju, bo gaić się - wcale nie pochodzi od grodzić, Gaik nie jest zerwanym Świętym Krzewem - kto by to uczynił temu by normalnie ręka uschła - gaić to rosnąć, ozieleniać się, okrywać liśćmi, odbywać sąd pod świętym drzewem.... No dosyć już, nie myślałem że będzie tak kiepsko, to miał być artykuł z Wikipedii o kulcie drzew wśród Słowian - ani o kulcie, ani o drzewach , ani wśród Słowian - ŻENADA!!!
I jeszcze do tego brednia o Celtach na Ślęży - Ślęża i Śląsk były tak samo "celtyckie" jak i "niemieckie" - TO ZNACZY po prostu nigdy, nigdy i przenigdy nie były ani jednych ani drugich!!!
Od 3500 roku p.n.e., kiedy na Ślęży jeszcze nie stały żadne figury, tę ziemię dookoła zamieszkiwali Słowianie (haplogrupa R1a1a1) i nieprzerwanie aż do dzisiaj dalej tu mieszkają.
Ci ludzie, którzy mówią, że Śląsk nie jest częścią Polski są albo głupcami - dokładnie tak - nie waham się użyć tego słowa - głupcami i nieukami - albo są osobami o wyjątkowo złej woli, które żyją z uprawiania proniemieckiej, postgoebelsowskiej propagandy i powtarzają niemieckie brednie, żeby nam wszystkim - Polakom - szkodzić.
Otóż nie ma i nigdy nie było bardziej polskiej części Polski niż Śląsk - Bo Polska została ustanowiona przez Lugiów. Lug znaczy - , lauk, lęg, łęk, ląka, łąka, łęg, łuk, luka, lęga - stąd Lęgia - Lęchia - Lechia i jej następczyni Polęgia-Polęchia- Polska, Wielka Polska. Z tych samych Lugiów pochodzą Ślęgowie - Ślugowie - Ślęchici - czyli dzisiejsi Ślązacy. Z tych samych Lugiów-Lechitów pochodzą Łużyczanie - bo ług- łuż - łęg - lauk - łąka podmokła. Łużyczanie, Lechici i Ślęchowie to samo krwiste Serce Polski.To że Ślężanie (Ślyngowie - nazywani przez Niemców Silingami) pozwolili zamieszkać Niemym między sobą, a tamci im potem zabrali Śląsk i wcielili go do Niemiec, znaczy tylko tyle co zrobili dzisiaj Albańczycy w Kosowie. Dlatego Niemcy nigdy nie mogli spać spokojnie z takim grzechem na swoim protestanckim sumieniu, a także w każdej chwili musieli się liczyć z tym, iż Kaganat SIS w "osobie" Polęchji odbierze co kiedyś było jego, no i stało się. Albańczycy z Kosowa też nigdy spokojnie nie zasną - Przenigdy.
Ja sam jako Małopolanin mniej jestem Polakiem niż wszyscy ci Ślązacy. Bo Małopolanie - Mali Polanie czyli Czarni Polanie znani z Kijowa, to nie Polęchowie ale Polędzicy, Lendowie i Polendowie, Nurusowie inaczej Biali Horwaci -, Biali czyli -Wielcy Harowie (Wołynowie, Wołynianie), Kharowie-Kharpianie (Karpianie, Horole-Górale, Haropanowie, Karopanowie) - a więc Ponurusowie, czyli Rusowie. Ukraińcy mają rację Małopolanie są Porusami - a ich Biała Chorwacja ciągnęła się wzdłuż Karpat - Lasem Harskim, od Krakowa aż do Kijowa ...Dobra - tylko co to ma wspólnego z kultem drzew, naprawdę nie wiem. Więc lepiej skończmy już z Wikipedią. C.B.]
Kiedy już to wszystko mamy udajemy się z myślą o święcie, obrzędzie i pikniku pod Stare Drzewo które wybraliśmy. Tam rozkładamy obóz i w wybranym momencie przystępujemy do przygotowań.
4. Sprzątamy śmieci z okolicy drzewa. Opasujemy drzewo sznurkiem na wysokości ok. 1,5 metra.
5. Na sznurku zawiązujemy pionowo ku ziemi wstążki w różnych kolorach dookoła całego drzewa.
6. Przywołujemy wszystkich uczestników i rozpoczynamy obrzęd prosząc zebranych o uwagę i ciszę.
7. Rozpoczynamy od użycia instrumentu (np dzwonimy dzwonkami, lub bijemy kilka razy w bębenek)
Bogowie Słowiańscy i ich drzewa
| BOGOWIE ŻYWIOŁÓW [Bogunowie i Boginki] | |
| DAŻBÓG -DAŻBOGA——Płon-Płanetnik, -Badnjak-Bodnyjak,-Zorza | Lipa Szerokolistna, Lipa Wąskolistna |
| LESZA -BOROWIŁ——-Boruta,–Rokita,–Belbuk-Wilec | Jodła, Sosna |
| WEŁM -WĄDA–Wodnik,–Śląkwa-Dżdża, Wodyca | Webło-Drzewo Morskie(Tasiem.)Sokora(Czarna Topola) |
| SPOR -ŚRECZA——Wołos, Rada-Zboża,Rosza | Grusza-Jabłoń |
| SIM -ZIEMIA——Skalnik,——Ziemiennik,–Obiła | Wierzba-Witwa, Wierzba-Iwa (Jiwa) |
| PERUN -PERPERUNA——Perunic,—Ciosno-Turupit,Łysk-Porenut | Dąb Szypułkowy, Dąb Bezszypułkowy |
| SWARÓG -SWARA——Swarożyc,—Watra,–Denga | Jawor, Świerk |
| STRZYBÓG -STRYJA——Dyj-Poświściel,-Poświst,–Pogwizd | Osika, Trzcina |
| BOGOWIE MOCY [Bogunowie i Boginki] | |
| MAKOSZ -MOKOSZA——-Wid-Wij,—-Dodola | Wiąz-Białodrzew,(BiałaTopola) |
| PEREPUŁT -PLĄTWA—–Licho,—–Mąd | Hebd (Bez Czarny), –Czeremcha |
| KUPAŁA -DZIEWANNA——–Krasa——Dzieldzielija | Brzęk(Jarząb-Brekinia), –Jarzębina,-Miłorząb |
| PROWE-CZSTNOTA——Prawic-Usud,—Sądza-Kriwda | Brzost,Brzoza Biała |
| BOŻEBÓG (Radogost) -UBOŻA (Domacha),—-Bida-Boda,–Warza-Cica | Leszczyna, Dzikie Wino |
| RGIEŁ -REŻA——-Rgiełc,——-Żywia | Trześnia, Wiśnia, [Orzech] |
| ŁADO – ŁAGODA—-Ładziw-Dziwień,—Gogoła(da) | Jesion–Cis |
| CHORS -CHORSINA——Księżyc—-Chorsawa | Olcha-Dereń(Świdwa)-[Olsza] |
| ROD -RODŻANA——-Rada-Rodzica–Zaródź-Ruda | Buk-Grab |
| PODAG -POGODA——Podagżyk-Posłaniec,—–Ostoja-Osada(Osidła-Siuda) | Wrzos–Brzyn-(Modrzew) |
| MOR -MARZANNA–Zmora———–Groźnica | Śliwa–Tarnina-Morwa |
| WELES -NYJA-Lelij-Lel——Sowica-Polel | Głóg-(Bojarysznik)-Jałowiec |
| KIROWIE [Światłogońce (Zar Ptaki) ]] | |
| KOSTROMA–KOSTRUB(Owsień-Tausień) | Jodła |
| JARUNA–JARYŁO | Jiwa–[Jarząb] |
| RUJA–RAJEK | Jarząb-[Jawor] |
| JESZ–YESSA | Jesion-[Jawor] |
| KAUKOWIE-DZIAŁOWIE-DZIĘGLE -[Ażdahy ] | |
| TRZYGŁAW -BIAŁOBOGA | lipa |
| TRZYGŁAW -CZARNOGŁÓW | dąb |
| Czterogłów – JEDNIA – [GŁĘZOWIE] | |
| BÓG BOGÓW -SWĄT- SWANTEWIT | drzewo drzew,Wierżba(dąb) |
8. Obchodzimy drzewo gęsiego i tworzymy wokół niego koło – lub jeśli jesteśmy sami albo we dwoje stajemy frontem do drzewa.
Przyjmijmy że tym drzewem jest bardzo stara lipa:
9. Oracja nadania imienia (przykładowa – mamy tu pełną dowolność, tak by przebiegło to zgodnie z naszym charakterem i temperamentem) – ” Witamy cię Stara Lipo. Przyszliśmy dziś do ciebie w Dniu Święta (Drzew, Boru), po to aby nadać ci na nowo twoje zapomniane przez wieki imię. Chcemy aby to imię nigdy nie zaginęło, i żebyś ty miała w nas ludziach opiekunów po wsze czasy. Dlatego my ludzie uznając twoją wiekowość i świętość nadajemy ci imię.
10. Nadajemy ci dzisiaj w to wielkie Zielone Święto imię …. np. Bożena z Tyńca, Kira ze Stargardu, Świętosława ze Szczecina…
11. Po wypowiedzeniu formułki używamy instrumentu (dzwonków, bębna) – po to żeby oznajmić światu, że akt się dokonał
12. Osoba prowadząca obrzęd podchodzi do drzewa i skrapia je wodą, a resztę wody leje w jej korzenie przy pniu.
13. Bierzemy się za ręce i oplatamy drzewo lub jeśli jest nas więcej obchodzimy kołem drzewo. Jeśli znamy jakąś piosenkę możemy ją z dziećmi zaśpiewać. Na koniec obejmujemy drzewo i w milczeniu przez chwilę jesteśmy razem z nim
14. Dzwonkami lub bębnem (trombitą, rogiem myśliwskim lub czymkolwiek innym - zwykłym uroczystym gwizdaniem) obwieszczamy koniec obrzędu
15. Odbywamy blisko drzewa piknik, jemy kanapki – możemy poświęcić drzewu pierwszy kęs jadła i pierwszy łyk napoju. Jeśli w tym czasie na drzewie zjawią się patki, albo będą wokół niego krążyły – to dobry znak. Ceremonia się udała. Jeśli żadnych ptaków nie będzie – ceremonia też się udała, Ptaki przybędą jak się uspokoi.
16. Bawimy się wesoło dokąd mamy ochotę. Przed odejściem wykonujemy zdjęcie drzewa aparatem lub komórką- jeżeli mamy .
17. Sprzątamy starannie po sobie otoczenie drzewa.
18. W domu robimy opis i przesyłamy mailem na adres ssss.staredrzewa@gmail.com
Kult Drzew – wypis z Kazimierza Moszyńskiego – Kultura duchowa Słowian
| ROZDZIAŁ 7. KULT |
str 249
…albo leży sam tylko kamień, nakryty kamienną płytą. Na tę płytę ofiarnik, zarzynający poświęcone zwierzę, składa skrwawiony nóż, aby kamień okrwawić. Jest to więc może, o ile sądzić wolno według zbyt skąpych informacyj, rodzaj ołtarza. Ciekawe, że i w innych stronach Słowiańszczyzny dochowało się używanie przez lud głazów w charakterze jak gdyby ołtarzy; zwłaszcza dotyczy to słynnych w archeologji kamieni z miskowatemi wgłębieniami; tak m. i. u nas w Polsce pod osadą Kołbielą nad rzeką Świdrem (na siedleckiem Mazowszu) znajdował się do niedawna wielki głaz, liczący około 15 kroków obwodu i zaopatrzony w kilka miskowatych eliptycznych zagłębień, który odgrywał znaczna rolę co roku w pierwszym dniu Świat Wielkanocnych. Tego mianowicie dnia lud okoliczny udawał się do kamienia i w jego zagłębienia składał resztki od spożywanego wówczas święconego oraz pieniądze. Obrzęd ten — podobnież jak i pole z kamieniem zwał się joście1.
192. Opierając się z jednej strony na bezpośrednich świadectwach dawnych źródeł, a zaś z drugiej na żywych pomnikach, przechowanych do ostatnich czasów, oraz na niedwuznacznych i bardzo wartościowych wskazówkach porównawczej etnografji, możemy stwierdzić, że dawni Słowianie posiadali liczne gaje i kępy drzew (w rodzaju naszych kęp lip, jesionów i t. p., otaczających krzyże przydrożne) poświęcone bóstwom. Więcej nawet, nie jest bynajmniej wyłączone, owszem jest prawdopodobne, że ogólno-słowiański wyraz gaj był pierwotnie właśnie nazwą zadrzewionej i ogrodzonej lub ochranianej przestrzeni, na której odprawiano nabożeństwa.
[Tak - wyraz gaj oznacza kępę zielonych drzew, a może i kępę poświęconą bogom, przez co nietykalną, świętą. Grodzić nauczono się na pewno później niż odprawiać modły i składać ofiary. C.B.]
Gdybyśmy zapragnęli dokładniej wyobrazić sobie, jak mogły wyglądać owe dawne gaje Słowian, nie pozostalibyśmy i tu bez oparcia. Pogańskie ludy bowiem, o jakich wyżej była już mowa, a które zamieszkują w najbliższem, bezpośredniem sąsiedztwie Słowian w dorzeczu Wołgi, m. i. właśnie w gajach czczą swe bóstwa. Cały poziom kultury owych ludów, niewątpliwie znacznie zbliżony do poziomu kulturalnego dawnych Słowian, dalej warunki fizjograficzne, w jakich one żyją, mn. w. identyczne z temi, w których żyła ongiś przeważna część naszych przodków, wreszcie wspomniane wyżej bezpośrednie świadectwa o dawnych świętych gajach Słowian (poniekąd zaś i o dawnych gajach Bałtów, Germanów oraz innych ludów europejskich), wszystko to razem pozwala nam w pewnej mierze za-
1 Co do jego nazwy możnaby tu myśleć o pokrewieństwie ze st.-pers. * y as t a ‘ofiarowanie’5, stind. i s t a ‘ts.’, y a s t a r, y a s t ś ‘ofiarnik’ i t. d.: byłyby to jednak pomysły zgoła fantastyczne, wobec tego, że joście a raczej jasće — bo takie było według wszelkiego prawdopodobieństwa właściwe brzmienie obchodzącej nas nazwy — objaśnia się całkiem gładko jako kontynuacja wyrazu *jaśće ‘strawa, jedzenie’, — w danym wypadku zapewne ‘świecone’ (porówn. urk.-rus. jastije ‘strawa’, bułg. jastije, jestije, st,-serb.-chorw. jestje i t. d.; pol. -gwar. jeśće ‘jedzenie3).
[I co wy na to. Kazimierz Moszyński nie wiedział, że jeden z rodzajów ofiary u Słowian nazywa się strawa. Zgoła fantastyczne mu sie wydawało, że Słowianie składali ofiary i że wspólne może być źródło słowiano-irano-indyjskie owego słowa joście- ofiara, jostnik - ofiarnik. My to już dzisiaj wiemy, więc nasz ogląd zachowanych przerz lud obrzędów powinien się wreszcie wyrazić głębokim szacunkiem za przechowanie tak praprastarego powiązania i świadectwa odbywania obrzędów przez Słowian najprawdopodobniej dalej niż 3500 lat temu. C.B.]
| 250 |
K. MOSZYŃSKI KULTURA LUDOWA SŁOWIAN
stąpić niemożliwy już dziś do zrealizowania, szczegółowy opis pogańskich gajów Słowian z nad Wisły, Dniepru czy Oki i górnej \Wołgi, przez opis takichże gajów z nad Środkowej Wołgi i dolnej Karny.
Według M. Bucha święte gaje wotjackie znajdowały się dawniej w głębi lasów, otaczających wsie. Gdy z tych lub innych powodów (np. przy tworzeniu nowej osady) zachodziła potrzeba obrania któregoś z uroczysk na gaj, wtedy szaman -wróżbita dosiadał młodego konia, pozbawionego uzdy, i pozwalał się nieść w lasy, nie kierując wierzchowcem. Gdzie koń stanął, to miejsce przeznaczano na gaj. Dzisiaj, gdy nawet w głuchych krajach W ot jako w i Czeremisów lasy na ogół wyniszczono, pozostały z nich często same tylko święte gaje. Są to jak gdyby drobne, ale troskliwie przechowywane resztki puszcz, zawierające w sobie wielowieczne dęby, lipy i inne drzewa. „Najwspanialszy taki gaj… — powiada S. K. Kuznecov odnośnie do Wotjaków — znajduje się na gruntach wsi Starej Jurnji*. Do tej świętości, otoczonej sześciokątnem ogrodzeniem, prowadzi olbrzymia aleja z odwiecznych sosen, dębów i lip, a w sąsiadującym z nią wąwozie rosną dzikie jabłonie znacznej grubości. Nic podobnie wspaniałego nie widziałem śród świętych gajów wotjackich”.
TJ Czeremisów (— a prawdopodobnie i u Wotjaków —) gaje dość często wieńczą miejsca wyższe: wzniesienia, pagórki czy też znaczniejsze wzgórza. Wyjąwszy dnie uroczyste, kiedy odprawiane są nabożeństwa, panuje tam cisza, dosłownie zakłócana tylko przez głosy ptactwa, szum wiatru i szmer strumienia lub rzeki, które to ostatnie winny być w pobliżu ze względu na wodę, potrzebną przy gotowaniu ofiarnego mięsiwa a poniekąd także do oczyszczającej kąpieli, branej przed nabożeństwem przez kapłanów, oraz do rytualnego prania odzieży. Ludziom nic wolno jest chodzić do świętych gajów bez potrzeby; tem bardziej zaś nie wolno nawoływać się, czy też wogóle odzywać zbyt głośno, jeśli już jakaś okoliczność skłoniła ich do odwiedzenia leśnej samotni. Zwierzynie i ptactwu nie grożą tam sidła, ani wogóle żadne niebezpieczeństwo ze strony łowców; zioła przekwitają i wysiewają się bez przeszkody, gdyż nikt ich nie kosi; jagody — zwłaszcza w gajach, poświęconych groźnym duchom podziemnym — osypują się bezużytecznie dla człowieka w trawy i mchy, bowiem nikt nie waży się ich zerwać; suchy nawet chróst nie bywa zbierany przez wieśniaków, lecz czeka dnia, kiedy pomocnicy ofiarników ułożą zeń stosy przed świętemi drzewami i rozpalą ofiarne ogniska.
O ile gaj jest niezbyt wielki, natenczas dość często bywa ogradzany płotem, w którym pozostawia się parę lub kilka wrót, sytuowanych nie dowolnie, lecz skierowanych w określone strony świata (np. na południe, wschód i zachód). Zdarzają się jednak gaje, mierzące ok. 3 km w obwodzie; takie obywają się bez płotów. — Jeśli gaj nie jest poświęcony duchom podziemnym (przyjmującym ofiary składane przed drzewami iglastemi), tedy musi być liściasty albo mieszany, niepozbawiony brzóz, dębów i lip, które to drzewa uważane są za jedynie godne bogów i tylko przed niemi a przede wszystkiem przed lipą — odprawia się modły, połączone z ofiarami. Każde z bóstw ma przy tem inne, sobie tylko poświęcone drzewo.
[konieczna uwaga bo Moszyński w późniejszych materiałach będzie dowodził iż Słowianie czczą tylko dąb, lipę i jeszcze kilka drzew, a nie zauważa co sam pisze chwilę wcześniej, a mianowicie że "każde z bóstw ma przy tem inne, sobie tylko poświęcone drzewo". Co znaczy inny gatunek a nie inną kolejną lipę, czy dąb. Jak wynika z opisu poniżej, poza gajami własnymi osad i siół poszczególnych, istniały wciąż jeszcze szczątki organizacji hierarchicznej kultu w grupach okręgów. C.B. ]
Oprócz gajów, należących do poszczególnych wsi, są też i takie, w których całe okręgi kultowe, złożone z kilkunastu lub większej ilości siół, odprawiają wspólne nabożeństwa. Odwrotnie tu i owdzie spotykamy małe gaiki, należące do poszczególnych rodów czy nawet rodzin; gdzie indziej jednak rodziny włościańskie mają na własne, prywatne potrzeby kultowe tylko po jednem lub po kilka drzew w obrębie wioskowego gaju. W wielkich gajach Czeremisów, gdzie odbywają się nabożeństwa całych kultowych okręgów, często spotkać można budowlę, zaopatrzoną wewnątrz w ławy i stół. Nie jest to jednak świątynia, lecz schronisko dla ofiarników, niezbędne zwłaszcza w czasie niepogody, gdyż zwyczaj zabrania im nawet nocą
* W pow. mamadyskim byłej gubernji kazańskiej.
251
opuszczać święty gaj w ciągu szeregu dni, kiedy trwa uroczystość i odprawia się nabożeństwa.
Oprócz obszarów, zamieszkanych przez pogańskich Wotjaków i Czeremisów, są w Europie jeszcze inne kraje, gdzie do ostatnich czasów w związku z licznemi resztkami pogańskich religij dochowały się też typowe gaje święte. Mam tu na myśli pewne głuche okolice Kaukazu, l tam w stosunku do owych gajów obowiązywał szereg zakazów; w szczególności nie wolno było przez nie przechodzić, w nich polować, łamać gałęzi, zbierać owoców, a nawet podobno zrywać liści, gdyż świętokradcom groziła ślepota czy też choroba (zaś w razie zrąbania drzewa — śmierć). Podróżnicy wspominają o gajach do tego stopnia nietykalnych, że roiły się poprostu od dzikich pszczół i zwierzyny. Jednak nie wszystkie te zakazy były powszechne ; w niektórych stronach zwyczaj pozwalał np. żywić się płodami leśnemi, zebranemi w gaju świętym, a nawet zabijać tam zwierzynę; ale w takim wypadku
| (3. (Gaj święty Czeremisów podczas czynności kultowych. (Chłop-kapłan odmawia modlitwę: obok stoi gęślarz, przy grywający do wtóru). Pow Urżum, b. gub. wjacka, Europa wschodnia (Z. S. S. R.). — Wg.oryginalnego zdjęcia U.Holm berga1 (porówn. też: Holmberg „Die Religion der Tscheremissen”, r. 1926, str. 150). |
dziki miód, owoc czy zwierze musiały być spożyte, na miejscu, w obrębie gaju. Jak u Ugrofinów, tak też i u tubylców Kaukazu cześć, okazywana świętym gajom i drzewom, nie była wywołana przez same te gaje wzgl. drzewa jako takie, lecz tylko i wyłącznie przez bóstwa i.t. p., którym gaje oraz drzewa służyły za czasowy czy stały przybytek. Juk u północno-zachodnich Ugrofinów (Karelów etc.), tak i u tubylców Kaukazu można znakomicie prześledzić, co staje się z pogańskiemi gajami, gdy ludność przyjmuje chrzęścijanizm. Los ich jest zasadniczo wszędzie jednaki: niektóre trwają przez czas pewien nadal już tylko jako miejsca, dokąd dostęp jest ograniczony a użytkowanie w mniejszym lub większym stopniu wzbronione ze względu na obawę nieszczęścia, wciąż jeszcze grożącego nieproszonym gościom; inne przyjmują w swój obręb chrześcijańskie świątynie, zachowując nadal nietykalność i grożąc nieustannie surowemi karami śmiałkom, którzy by się odważyli ją naruszyć.
193. W świetle wszystkiego, z czem zapoznaliśmy się przed chwilą, będziemy w stanie gruntownie zrozumieć liczne resztki rzeczy
1Za łaskawe nadesłanie tego zdjęcia składam p. U. Holmbergowi serdeczne podziękowanie.
252
K. MOSZYNSKi: KULTURA LUDOWA SŁOWIAN
podobnych, napotykane na terytorjach Słowiańszczyzny. Najlepiej zachowały się te resztki w Bułgarji z jednej, a zaś na Wielkorusi z drugiej strony. Tak więc ofiary, składane przez bułgarskich wieśniaków pod otwartem niebem, oraz związane z niemi modły nie były, jak już wiemy, odprawiane gdzie bądź, na pierwszem lepszem miejscu. Przeciwnie musiało to być miejsce, odpowiadające szczególnym warunkom (ob. § 191); zwykle znajdowało się bądź w lesie, bądź też ocienione było pewną ilością drzew, nieodzownie zaś — co najmniej jednem znaczniejszem drzewem. Według Marinova z drzew uznawano wyłącznie: dąb, wiąz, klon (jawor) i jesion. Miejsce uważane było za święte, i nikt nie ośmielał się go skalać; drzewa otaczane były czcią, pomieszaną z obawą; zwyczaj surowo zabraniał rąbać je, choćby jak wynika z danych A. Iljeva przeżywszy swój wiek, padły na ziemię i miały bezużytecznie rozsypać się w proch, lub choćby z nich zostały same tylko pnie; przestępcy lub jego rodzinie groziła nieuleczalna choroba albo niemota czy też inne kalectwo. Chorzy zawieszali tam na gałęziach kawałki tkanin i części odzieży na ofiarę, albo też składali pieniądze. Na takich to świętych miejscach często wznoszono cerkwie i klasztory; drzewa, otaczające te budowle, w dalszym ciągu uchodziły w oczach ludu za święte; podobnież — znajdujące się u ich stóp źródła. Zarówno owym gajom, jak i źródłom po staremu przypisywano własności lecznicze.
Pomijając mniej wyraziste przykłady, stwierdzające przetrwanie tradycji, nakazującej okazywać kult bóstwom i t. p. w gajach czy pod drzewami, a spotykane wcale często w innych krajach bałkańskich czy też u Słowian zachodnich oraz u Mało- i Białorusinów, przejdźmy od razu na terytorjum północno-wielkoruskie; tam bowiem zobaczymy obrazy, które pod względem świeżości, z jaką przechowały pogańską tradycję, śmiało mogą współzawodniczyć z poznanemi tylko co w Bułgarji. W 4. zeszycie czasopisma „Etnograficzeskoje Obozrenije” z r. 1895 znajduje się krótki, ale wartościowy przyczynek etnograficzny, dotyczący czerepowskiego powiatu nowogorodzkiej gubernji, t. zn. okolicy, położonej na zachód od Wołogdy i od tysiąca czy od blisko tysiąca lat zamieszkanej przez ludność wielkoruską. W południowej części tego powiatu zwracają na siebie uwagę liczne gaje przy wsiach, złożone głównie z sosen-„odwiecznych olbrzymów, w porównaniu z któremi prawdziwe bory wydają się być młode„. Gaje te czy borki są nietykalne; jak głosi tradycja, ktokolwiek zrąbał tam choćby jedno drzewo, ten wkrótce padał ofiarą nieszczęścia: tracił wzrok lub chorował i marł. Nawet młodzież, urządzając wiosną igrzyska i korowody, omija te miejsca; natomiast chętnie i często wznosi tam lud kapliczki. Także dalej na północ, już w gubernji ołonieckiej, na terytorjum dziś wielkoruskiem nad jeziorem
253
| ROZDZIAŁ 7. KULT |
Kupieckiem „widać wiele-gajów świętych. Rosną one koło kaplic lub cerkwi i cieszą się szczególniejszem poważaniem. Byłoby świętokradztwem rąbać je… Podczas świąt kościelnych… służą za miejsca zebrań i zabaw ludowych. Jeśli obok gaju istnieje woda, to w święta kościelne odbywa się jej poświęcenie, poczem lud się kąpie, Kąpiele odbywają się nietylko w lecie, lecz i w zimie, najczęściej wskutek uprzednich ślubów”. Ślady podobnych świętych gajów pozostały i w innych stronach Wielkorusi czyto w postaci rzeczywiście czczonych borków lub grup drzewnych, czy też w nadzwyczaj charakterystycznych nazwach b o że lesje, m o łon y j l e s, oznaczających gaj, którego użytkowanie jest wzbronione.
Między wszystkiemi czczonemi gajami i grupami drzew, wy stępującemi na ziemiach Słowian, należy ( przynajmniej w teorji, bo w praktyce jest to bardzo trudne —) rozróżnić trzy rodzaje: do pierwszego będą należały te, które rosną na miejscach czczonych i zalesionych od czasów pogańskich, a więc rzeczywiście kontynuują pogańskie święte gaje; do drugiego otoczone czcią dopiero w czasach chrześcijańskich, skutkiem tego, że pradawnym zwyczajem zostały użyte na rodzaj świątyni pod otwartem niebem, w której składano ofiary Bogu i świętym; do trzeciego wreszcie — drzewa i gaje czczone dlatego, ponieważ tam ukazał się któremuś z włościan (dzięki halucynacji lub nawet iluzji) krzyż, postać jakiegoś świętego, Matki Bożej, Chrystusa i t. p. Trzeci rodzaj, mieszający się poczęści (np. na terenie Bułgarji) z drugim, jest, zdaje się, najliczniejszy; w gruncie rzeczy nie należy on do omawianego przez nas zespołu, w danym bowiem wypadku nie chodzi zupełnie o gaj czy o drzewa, lecz tylko i wyłącznie o miejsce, uświęcone przez „zjawienie się” świętego symbolu lub nadludzkiej czczonej istoty.
194. Najprostszy rytuał ofiarowania spotykamy przy dorocznych ofiarach, składanych na pewnych obszarach Słowiańszczyzny duchom zmarłych. Funkcję ofiarnika pełni tu gospodarz domu: jego pomocnikami są inni członkowie rodziny, zwłaszcza żona. Ofiarowanie polega zwykle na składaniu pierwszych cząstek wszystkich dań do osobnego naczynia (pozostawianego później na noc na stole) oraz na uprzedniem wezwaniu dusz, aby wzięły udział w wieczerzy. …
…
Geneza kapliczek nadrzewnych
Zapoznając się bliżej z tem ważnem dla etnologów zagadnieniem, rozpatrzmy naprzód stosunki u wschodnich sąsiadów Słowian. Szczególnie zaś cenne będą tu dla nas wyniki badań K. Karjalainena nad religją Ostjaków. Według nich główne znaczenie „świętych” czy „świętych-dobrych” drzew polega u Ostjaków na tem, 1) że dźwigają one na sobie ofiary,, przeznaczone dla czczonych duchów (genetycznie nie mających nic wspólnego z drzewami) i 2) że przechowują w sobie lub na sobie wyobrażenia tych duchów w postaci posągów, wyrżniętych z drzewa, lub podobnych posążków, okrytych w odzież (posągi te czy posążki bądź stoją u stóp drzewa, bądź przechowywane są w króbkach czyli koszałkach z kory, zawieszonych na drzewie, bądź wreszcie – znajdują się w małych śpichlerzykach, stawianych na gałęziach drzewa niby nasze nadrzewne kapliczki).
[powyższy fragment tekstu pokazuje że również wywodów Kazimierza Moszyńskiego nie możemy przyjmować wprost i brać za "prawdę", ponieważ i on ulega chrześcijańskiej presji własnego wychowania w interpretacji zjawisk. Kult Drzew nie oznaczał nigdy - od neolitu - kultu "przedmiotu" lecz kult ducha (boginki i bogunowie zasiedlający miejsce, byt), albo kult bytu jako żywego stworzenia - posiadającego duszę i czującego. Pierwsze zdanie poniżej jasno pokazuje błędną interpretację obserwacji dokonaną przez K. M. - C. B.]
Jako schronienie posągów duchów posiada „święte” drzewo już duże znaczenie; wzrasta ono, gdy pod drzewem odprawia się kultowe czynności na cześć ducha, zwłaszcza zaś wtedy, gdy odprawia się je, pomimo że posąg istoty czczonej uległ zniszczeniu; w takich wypadkach drzewo staje się miejscem pobytu ducha w czasie dokonywania ofiary; mówią więc o niem: „przez ducha odwiedzane, promieniujące drzewo” lub „drzewo, na którem duch siedzi”. Dlatego to podczas ofiarowania stają Ostjacy twarzą ku drzewu; dlatego również musi na nie płynąć krew ofiarowanego zwierzęcia, a pień jego musi być przez nią zbryzgany. Wobec powyższych okoliczności nie byłoby wcale dziwne, gdyby drzewo samo stało się widomym zastępcą i przedstawicielem ducha i w ten sposób zostało przedmiotem kultu. Dla takiego obrotu rzeczy nie udało się jednak Karjalainenowa znaleźć poświadczenia. Coprawda, zewnętrznie biorąc, składanie ofiar często tak wygląda, jakgdyby samo „święte drzewo” było przedmiotem kultu; ale to jest tylko pozór, nie rzeczywistość. To samo zaś widzimy u Wogułów. Drzewa i święte drzewka w rodzaju naszych maików, gaików i t. p. są tam również wyłącznie ołtarzami, czy raczej przybytkami w rodzaju najpierwotniejszej świątyni albo, mówiąc poprostu, miejscami spoczynku dla bóstwa. Gdy więc np. nad środkową Lozwą zetnie lud przed nabożeństwem do najwyższego boga (Tar9m’a t. j. boga nieba; cf. § 349) jodełkę, a gałęzie okrzesze, zostawiając zielone igliwie korony tylko u wierzchołka, i w korze wytnie wyobrażenie bóstwa, wtedy z pokłonami prosi boga, by przybył na uroczystość. I, jak chcą wierzenia, przylata bóg, sadowiąc się na wierzchołku jodły. — Z równą jaskrawością występuje drzewo jako miejsce spoczynku bogów u Finów nadwołżańskich. Przypisują mu te ludy duszę, okazują niewątpliwie pewien kult, ale jakże on jest blady w porównaniu z kultem, świadczonym pod drseivami przeróżnym bogom i duchom, genetycznie nie mającym nic z drzewami wspólnego. Podczas wielkich uroczystości składa się coprawda ofiary i świętym drzewom, ale jakże nikłe! Po uroczystych modłach do bóstw i duchów, po prawdziwych nieraz hekatombach ofiar im poświęconych zakopuje się na zakończenie nieco pieniędzy pod drzewami z charakterystycznemi słowy: „Drzewo do ofiar, nie mów1, żeśmy ciebie bez ofiary zostawili”. Zupełna znikomość tego kultu, jego dodatkowość i pod-rzędność uwidocznia się tu w całej pełni.
424. Jeśli zważymy, że przy powierzchownem zapoznawaniu się z religją obcojęzycznego ludu kult bóstw, odprawiany pod drzewami, może być bardzo łatwo wzięty za kult drzew, — jeśli uwzględnimy dalej, że dawniejsze źródła zawierają mnóstwo materjałów, opartych właśnie na bardzo powierzchownych obserwacjach, i jeżeli weźmiemy wreszcie pod uwagę, że religje starożytnych Greków i Rzymian, które zbadano bardzo szczegółowo i gruntownie, nie znały, o ile wiem, kultu drzew jako takich (drzewa były u nich z reguły poświęcone bogom), oraz że dokładne, bardzo ścisłe nowsze poszukiwania etnograficzne na obszarach ugrofińskich, gdziekolwiek nie zaginęła tam jeszcze religją pogańska, wykazały zupełną nikłość kultu drzew — a identycznie przedstawia się rzecz i u tubylców Kaukazu, — tedy z największą nieufnością odniesiemy się do wywodów Mannhardta, Frazera i ich naśladowców ‘, oraz zmuszeni będziemy
1 M. i. zupełnie nie rozumiał kultu drzew E. Anickov (ob. np. jego pracę „Yesennjaja obrjadovaja pesnja na zapade i u Słavjan”, t. l, r. 190o, str. 160 i n.).
sami udać się ku źródłom, dotyczącym ludów poza-europejskich, aby poglądy tych badaczy sprawdzić. Oczywiście nie miejsce tu by wchodzić w szczegółowe roztrząsania nasuwających się zagadnień; ze względu jednak na ich doniosłość przy interpretacji obrzędów słowiańskich o jakich będzie mowa w cz. III, kilka przykładów podać musimy. Tak więc Ph. Paulitschke, mówiąc o ludzie Galia w płn.-wschodniej Afryce, pisze dosłownie: „Zasługuje na uwagę cześć okazywana pewnym drzewom, które jednakowoż pojmowane są li tylko jako mieszkania Ajanów1, przebywających w ich wierzchołkach*… „Wspaniała roślinność kraju Galia ułatwiła ze względu na obecność majestatycznych drzew wybór mieszkań dla ajanów, a zatem i miejsc kultu czy też świątyń w szerszeni znaczeniu wyrazu”2. Podobnież w Arabji3 etc. drzewa są mieszkaniem duchów czy demonów. W Armenji uchodzą one za miejsce wypoczynku dla duchów świętych4; u Chewzurów na Kaukazie za mieszkanie aniołów i t.d.5, 6,7. Do tegoż wierzeniowego zespołu całkowicie należą z jednej strony wszystkie europejskie tradycje o ukazywaniu się pobożnemu ludowi na lipach, dębach i innych drzewach Matki Bożej, świętych i t. p., a z drugiej tu częściowo zaliczyć trzeba wierzenia w przebywaniu na drzewach i w drzewach rozmaitych demonów. Od strony kultowej tu również włączyć wypadnie pospolity zwyczaj otaczania drzewami kapliczek, figur świętych i kościołów, co się tłumaczy odwiecznym, głęboko wrośniętym w tradycję nawykiem wznoszenia modłów i skla dania ofiar pod drzewami (cf. § 193). Jak zobaczymy niżej, drzewo żywe i ścięte służy też w Europie jako miejsce, na którem przebywają czy wypoczywają dusze zmarłych, a drzewo mityczne na pewnych obszarach Ziemi uchodzi za mieszkanie (ptakokształtnych) dusz w*. gole. Zarazem przekonamy się, czem się tłumaczy ta dziwna napozór. ogromna rola drzew jako sui generis liturgicznych przedmiotów czy raczej świątyń: pradawne, zupełnie pospolite, ogólno-ludzkie wierzenie, dopatrujące się w (stałych, rzeczywistych mieszkańcach drzew) …
1 Ajana jest to nazwa ogólna dla dobrych duchów (przeciwstawiających -i-złym, zwanym j inni). Są one niewidzialne i prawie dokładnie odpowiadają chrześcijańskim aniołom. (Ph. Paulitschke, Ethnographie Nordost-Afrikas, t. 2, r. l *!<••• str. 19 i 22).
2 L. c., str. 34 i 36.
3 A. Musil, Arabia Petraea, t. 3, r. 1908, str. 324 i i
4 M. Abeghian, Der armenische Yolksglaube, r. 1899, str. 59.
5 Zapiski Kavkazskago otdeła Imp. Russ. Geograf. Obścestwa, t. 11, zesz : r. 1881, str. 90.
6 Ob. też np. J. Henry, Les Bambara, r. 1910, str. 86; i t. p.
7 Wszystkie takie drzewa przedstawiają dokładną analogję do drzew tzw. sjenowitych na Bałkanach (ob. niżej § 427). Podobne przykłady z krajów egzotycznych (kiedy mianowicie drzewo nie jest pomyślane jako ciało przebywającej w niem duszy, lecz jako schronienie odwiedzającego je czy też przemieszkującego na niem lub w niem ducha albo bóstwa) należy bezwarunkowo uważać za błędnie interpretowane np. przez Frazera i jego naśladowców. Wychodząc bowiem od koncepcji „duszy drzewnej” jako pierwotnej, stawiają oni niczem w gruncie rzeczy nieumotywowane przypuszczenie, że pojęcie drzewa jako mieszkania czy siedliska istot mitycznych, luźno poza tem bytujących, jest pochodzenia późnego i niepierwotnego.
[ To nie K. M. ma rację co do pierwotności duszy drzew a nie duchów zamieszkujących drzewa tylko Frazer] C.B.
ptaszkach — dusz ludzkich, demonów i bóstw, nie wyłączając najwyższych bogów nieba, w pełni odsłoni przed nami główną stronę tajemnicy wielkiego kultowego powodzenia drzew. Poniekąd mogła tu jednak także oddziałać wyniosłość tych roślin (porówn. analogiczne obieranie wierzchołków wzgórz i gór na miejsca kultu bóstw). Nie bez pewnego, całkiem zresztą podrzędnego i pomocniczego znaczenia były również może owe niepokojące nieraz — zwłaszcza nocą — szmery i szelesty, rozbudzane przez wiatr w listowiu koron, stale, u wszystkich bodaj ludów, przyjmowane za manifestowanie s\vej obecności przez jakieś niewidzialne istoty. Wreszcie niektóre tradycje ludowe zdają się świadczyć, że i ze zjawiskami w rodzaju ogni św. Elma należałoby się tu może nieco liczyć l.
Geneza t. zw. kultu drzew byłaby więc dla nas w znacznym stopniu wyjaśniona. Ale uznać należy, że w religijnem życiu ludzkości, w szczególności zaś w wierzeniach pojęcie drzewa, jako przybytku ducha lub bóstwa, zdawna mieszać się mogło z pojęciem -całkiem mitycznego „drzewa niebieskiego” (ob. dział IV) oraz z pojęciem drzewa jako sprawcy chorób (§§ 133 i 429). W niektórych wypadkach — tym razem już w praktykach obrzędowych — mieszało się też z koncepcją zielonego drzewka — nosiciela wiosny czy odnowionego życia. W czasach późniejszych i na terenach bardziej ograniczonych rzecz komplikowała się przez domieszkę jeszcze innych pojęć. Niewątpliwie też oddawna animizowanie drzew i traktowanie ich w niektórych wypadkach, jakgdyby były istotami podobnemi do ludzi, przyczyniało się do zagmatwania ich roli w kulcie.
425. Tak jednak czy inaczej objaśnimy genezę czci, okazywanej drzewom przez dzisiejszych europejskich wieśniaków, jedno w każdym razie uderzyć nas musi przy bliższych studjach nad znaczeniem tych wspaniałych roślin w religijnem życiu Słowian oraz ludów, sąsiadujących z nimi od zachodu i wschodu. U ostatnich mianowicie, t. j. u Germanów z jednej a u Finów z drugiej strony, istniał podobno bądź co bądź pewien ogólny szacunek dla wszelkiego rodzaju drzew, którego u Słowian niema ani śladu. O wielkiej czci drzew u germańskich ludów oraz o okrutnych karach, jakie u nich w niektórych krajach wymierzano za obłupianie drzew z kory i t. p., pisano już niejednokrotnie. Ciekawiej, a w każdym razie przejrzyściej przedstawiają się obchodzące nas strony kultury u nadwołżańskich Finów i Czuwaszów. „Lubią te plemiona — powiada P. Melnikoy o Mordwinach, Czeremisach i Czuwaszach — głuche lasy i ciemne gaje; ani jeden z nich bez potrzeby drzewa nie ruszy; siec bezcelowo
1 Zestaw np. Sbornik materiałoy dla opisani] a mestn. i plemen Kavkaza, t. 17, r. 1893, dz. 2, str. 118 z tem, co mówi M. Abeghian, 1. c., str. 59, w. l od góry i porówn. zupełnie pospolite pojmowanie świateł jako dusz czy duchów (§ 402).
las — to, ich zdaniem, grzech wielki: według ich starodawnego z wy-czaju las jest mieszkaniem bogów. Las niszczyć, — to znaczy boga obrażać, jego domostwo rujnować, karę na siebie sprowadzać”. Choćbyśmy nawet przyjęli ten sąd krytycznie i osłabili jego jaskrawość przez dopatrzenie się w nim przesady, bądź co bądź jednak pewien życzliwy i na jakowymś szacunku oparty stosunek tubylców środkowego Powołża do drzew czy — jeśli kto woli — do gajów i lasów nie może, zdaje się, podlegać wątpliwości. Jakże krańcowo przeciwstawnie przedstawia się ta rzecz u Słowian! Już tenże Melnikov, porównywając Wielkorusa z Finem lub Czuwaszem, nazywa go ni mniej ni więcej tylko „przyrodzonym wrogiem lasuu. „Dla niego — powiada — nie znaczy nic zrąbać wiekowe drzewo poto tylko, by wyciosać z gałęzi oś czy hołoblę, złamać bez potrzeby drzewko, obłupić lipkę, spowodować uschnięcie brzózki przez wypuszczenie oskoły lub złupienie brzosty na opał. ‘Nawet stuletnie dęby rąbie jedynie dlatego, aby obrać z nich żołądź na karm dla świń”. Czyż nie to samo mówią nam inni autorzy o Rusi zachodniej? „Ponad drogami — pisze np. J. Kraszewski o zachodniem Polesiu — smutny jest pozór lasów, gdyż bliżej ludzi są wyniszczone i niegodziwie popsute, większa część sosen żywcem poobcinana, inne powalono przez podpalenie, pokaleczone niemiłosiernie”. — A teraz chłop polski, Wł. Orkan, sam wieśniak rodem, takie mu wystawia świadectwo: „By prawdę rzec: nie ma on miłości do lasu. Już od dziecka, pasący bydło przy lesie, nożem wycina płaty kory świeżej z bujnego świerka na „kozubki”, młode drzewka z pasją kaleczy, smołą płaczące najradniej podpala, we wnętrzu jodeł starych wypala kadłuby — i naturalnie w rosnącym ten złośliwy, zbrodniczy stosunek do drzew, do lasu ostaje… Wiele dałoby się jeszcze sprawek podobnych na wieść. W r zocz y to niby nic — a świadczy o stosunku nielitośnie niszczycielskim chłopa do lasu”. To szczególne ustosunkowanie się, ta pasja niszczenia wyraża się u nas jednak nietylko względem drzew dziko rosnących, lecz i sadzonych, a nawet owocowych, o ile naprzykład wyrastają przy drogach. — Wystarczy dokonać podróży po Bułgarji, aby się przekonać, że i tam lasów lud nie szanuje zupełnie. Co się zaś tyczy mieszkańca Serbochorwacji, to dość jest powołać się na sąd Fr. Kraussa, który nazywa go wprost „drzewołupcą, złośliwym tępicielem lasów i dodaje, że „obcy mu jest kult drzew, jaki znają ludy północno-euro-pejskie a mianowicie germańskie”. W ten sposób dwa niezależne źródła — pisma Melnikova i pisma Kraussa — powtarzają prawi*-zupełnie to samo, jedno o płn.-wschodnich a drugie o najdalszych płd.-zachodnich krańcach Słowiańszczyzny. Tak tedy w świetle ustosunkowania się do drzew Słowianie zgoła inaczej wyglądają, aniżeli sąsiadujące z nimi ludy fińskie i germańskie, choć wszystkie trzy grupy etniczne prowadzą od wieków jednaką rolniczo-hodowlanąl gospodarkę, więc nie w przesłankach natury gospodarczej zdają się leżeć przyczyny obchodzącej nas różnicy. Coprawda wydaje mi się, że przy dokładniejszych badaniach jaskrawość tej różnicy znacznie przyblednie. Bądź co bądź jednak, o ile się orjentuję w świadectwach, nie zatrze się ona doszczętnie. Próby jej objaśnienia byłyby niewątpliwie bardzo zajmujące; ponieważ jednak zawiodłyby nas stanowczo za daleko i miałyby charakter zupełnie hipotetyczny, więc musimy z nich tu zrezygnować, odkładając je do zamknięcia, które będzie podane na końcu całego dzieła.
[Tu uwaga zasadnicza - taki to wpływ miało na chłopów uchrześcijanienie ich i pozbawienie stosunku religijnego do drzew. Mamy jak na dłoni ten obraz z końca XIX i początku XX wieku - po 1000 latach oświecania chłopstwa przez Kościół. Wniosek w kolejnym zdaniu prawdziwy ale dla opisu stanu z początku XX wieku a nie DAWNYCH pogańskich Słowian. C.B.]
426. Jak widać z poprzedniego, o jakowymś ogólnym religijnym szacunku wszelkich drzew mowy być u Słowian nie może. Jakoż nie znajdujemy co do niego żadnych pewnych, niedwuznacznych świadectw w etnograficznych materjałach. Szacunkiem czy pewnego rodzaju religijną czcią cieszą się u Słowian jedynie: 1) drzewa, otaczające świątynie, ocieniające groby, kaplice i kapliczki, figury i obrazy świętych, krzyże, święte źródła i wogóle mie*jsca święte (ob. §§ 191—193), 2) drzewa, na których ukazać się miała ludowi lub gdzie ma zamieszkiwać Matka Boża, jaki święty, lub istoty demoniczne (w rodzaju wił etc.), 3) w zachodniej Serbochorwacji t. z w. sjeno-vite drveta (ob. § 427), 4) wyjątkowo w niektórych okolicach czy krajach całe gatunki pewnych drzew (co jakoby miały np. powstać z zaklętych ludzi etc.), 5) drzewa o kształtach niezwykłych, np. posiadające konary skręcone w kształcie obręczy, szczególne jakieś naroślą i t. p., 6) drzewa pojedyncze, którym z tych lub innych powodów przypisano właściwości lecznicze, i wreszcie zrzadka 7) stare drzewa lub gaje, o których ludowa tradycja (czy też źródło etnograficzne) nic powiedzieć nie umie, poza tem jednem, że je należy szanować i nie wolno ich ścinać (są to zapewne z reguły wypadki podpadające pod punkty l, 2 lub 6, przyczem uzasadnienie czci zostało przez lud zapomniane lub przez etnograficzne źródło pominięte; tu cf. § 193).
Gdy chodzi o drzewa wymienione wyżej pod punktami l i 2, to cześć, żywiona dla nich, tłumaczy się sama przez się, i zresztą dość już o niej mówiliśmy w poprzednich ustępach (wyżej oraz §§ 191—193). Baczniejszą natomiast uwagę musimy tu poświęcić drzewom „sjeno-witym” oraz tym, o których się wierzy, że powstały z zaklętych ludzi.
Wierzeń ludowych, któreby drzewa czy wogóle rośliny wyraźnie obdarzały duszą, podobnie jak się nią obdarza zwierzęta czy owady, nie znam dotychczas z terytorjów słowiańskich prawie zupełnie. Wyraźnie zaznaczają się one u niesłowiańskich tubylców środkowego Powołża. Tacy naprzykład Czeremisi wierzą, że dopóki órt (‘dusza’) przebywa w drzewie, dopóty jest ono zielone i „wesołe”; gdy zaś je opuści, wtedy ginie. Do pu-ort
1 Nie dotyczy to Finów płn.-wschodnich, a w szczególności Zyrjan i Permja-ków, o których tu wcale nie mówimy.
K. MOSZYŃSKi: KULTURA LUDOWA SŁOWIAN
(‘dusza drzewa*; p u ‘drzewo5) modlą się niekiedy bartnicy, prosząc o spór dla pszczół; składają jej nawet drobne ofiary (sztukę drobiu). Wotjacy przyznają też duszę zbożom; widywać zaś ją mają (jak i duszę człowieczą) w postaci białego motyla; jeśli porzuci zboże, wtedy więdnie ono i usycha. I t. d. Podobne poglądy czy zwyczaje opisywano również z krajów egzotycznych. Co do Słowian, to znam dotychczas tylko dwa odnośne świadectwa: jedno z Piń-czowskiego w Małopolsce, gdzie według ks. Wł. Siarkowskiego chłopi sądzą, że „drzewa w lesie mają duszę”, i drugie z Podhala (ob. § 484).
Niektórzy etnolodzy dawniejsi za dowód obdarzania drzew duszą uważali m. i. pewien zabieg, przedsiębrany zwykle raz na rok, a zmierzający do zwiększenia urodzaju owoców przez groźbę zrąbania, skierowaną do skąpo rodzących czy płonych drzew owocowych. Dokonywa się tego zabiegu w sposób następujący: jedna z osób przystępuje z siekierą do drzewa i głośno zapowiada ścięcie; druga natomiast broni niedoszłej ofiary, zapewniając niejako w jej imieniu, że w roku przyszłym obrodzi obficie. Powtarza się ta praktyka w mn. w. identycznej postaci u Polaków, Małorusinów, rdzennych Bułgarów, Macedończyków, Serbochorwatów i t. d.; poświadczona jest dalej dla wysp śródziemnomorskich, dla północnej Afryki (Maroko), dla pogranicza Europy i Azji płd.-zachodniej (Mingrelowie w Transkaukazji), dla Azji płd.-wschodniej (Malajowie) i wschodniej (Japonja). Wobec tego. że występuje w tak wielkim zasięgu, należy ją badać na szerokiem porównawczem tle. Do Słowian napewno przyszła z zewnątrz wraz z uprawą drzew owocowych. Z pozoru całkiem wygląda na jeden z przykładów naiwnego traktowania wszelkich przedmiotów w ten sposób, jakgdyby były istotami podobnemi do ludzi (ob. § 336); w każdym razie o wyraźnej animizacji mowy być tu — gdy chodzi o Słowian — nie może.
[Kazimierz Moszyński uprawiając naukę XX wieku czerpał jak widać powyżej niekiedy wiedzę od księży katolickich zamiast ze źródeł , więc jak zwykle mamy tutaj widoczną katolicką interpretację faktów, do tego wyniesione ze szkoły wpojone głęboko przekonania (uprzedzenia) antysłowiańskie narzucone przez zaborców Polski. Na przykład to iż do Słowian uprawa drzew owocowych przyszła z zewnątrz. Pomijam fakt, iż nie mógł wiedzieć, że to między innymi Słowianie uczyli Europę uprawy roślin i rolnictwa - w tym także uprawy drzew owocowych. Działo sie to o tysiąclecia wcześniej niż sobie wyobrażał KM w ogóle zaistnienie Słowiańszczyzny wyrugowanej skutecznie w XIX wieku przez "naukę" germańską poza nawias historii i cywilizacji. Zupełnie nie zgadzamy się z autorem co do dalszego wywodu - wszelkie fakty absolutnie pewnie wskazują iż Słowianie uważali drzewa i wiele roślin - a zatem należy uważać iż wszystkie rośliny za posiadające "duszę" i będące siedliskiem wcieleń bóst, boginek i bogunów. C. B.]
427, Wszelkie inne fakty z zakresu ludowych przesądów czy praktyk, podawane przez etnologów jako dowód, że Słowianie wierzą w istnienie „duszy drzewnej”, są — o ile je znam dotychczas — równie zawodne, jak tylko co omówiony. Zawodne i niepewne jest także prawie wszystko, co się pisze w pracach etnologicznych o „duszy” czy „duchu zbóż”, jakoby uznawanych przez włościan słowiańskich. Nie przeczę bynajmniej, że Słowianie posiadają mgliste wyczucie jakiejś „duszy”, sprawiającej, że rośliny żyją (ob. § 484); ani przeczę również, że w niektórych obrzędach owa nieuchwytna istnośc może się dla nich przejściowo ucieleśniać w taki lub inny sposób; twierdzę tylko, że pospolicie nie znają oni jasnej koncepcji „duszy roślinnej” w rodzaju czeremiskiej. Wbrew rozpowszechnionemu mniemaniu nie zdradza się też taka koncepcja w wierzeniu o „sjenowitych” drzewach. Zaznaczmy naprzód, że wszystko, co o niem wiemy, zawdzięczamy V. Karadżicowi1; inni autorzy powtarzają jego opis, dodając tylko
1 Czy Karadźić nie czerpie z drugiej ręki, tego stwierdzić nie mogłem.
od siebie komentarze. Karadżić ogłosił obchodzącą nas wiadomość w swym „Rjecniku” (wyd. z r. 1852), a następnie powtórzył w znanej książce „Żivot i obicaji naroda srpskoga” (r. 1867, str. 236). Dotyczy ta wiadomość okolicy zwanej Grbalj, położonej w południowej Dalmacji na samem pograniczu Czarnogórza, i brzmi jak następuje: „W Grblu opowiadają, że pomiędzy wielkiemi drzewami (bukami, dębami i in.) niektóre są s jen o vi t e, co mają w sobie taką siłę, iż ten, kto je zrąbie, natychmiast umiera, albo choruje przez długie lata aż do śmierci. Gdy się kto obawia, czy drzewo, które zrąbał, nie jest czasem s jen o vi t e, trzeba, aby na jego pniu odciął łeb żywej kurze tą samą siekierą, jaką zrąbał drzewo; wtedy nic mu nie będzie, choćby nawet drzewo było s jeno vi t e”. Nie potrzebujemy się wdawać w głębokie dociekania, aby stwierdzić, że niema w tem wszystkiem nic, coby stwierdzało wiarę w duszę drzewa. Przedewszyst-kiem gdybyśmy nawet przyjęli tłumaczenie takiego np. Fr. Kraussa i jego naśladowców, natychmiast uderzyłby nas dziwny fakt, że tylko niektóre drzewa z pośród wielkich mają posiadać duszę, -podczas gdy wszelkie inne mogą być jej pozbawione (Krauss zupełnie bezpodstawnie rozumie wyraz s jen 6 vi t jako ‘posiadający duszę’). Ale ważniejsze jest, co mówi o „sjenach” (s j e n) i „sjenowitych miejscach” (s jen o vi to mjesto) Rowiński odnośnie do Czarnogórza: „Djin — powiada ten autor — jest to duch, ochraniający pewną oddzielną miejscowość, górę, las, jezioro i t. p.; jest to zresztą nazwa turecka… po czarnogórsku wspomniana istota zwie się s jen i s jeno v i k. Taki to s jen znajduje się na Reckim Komie, który też dlatego zwie się sjenowitem miejscem; człowiek, znalazłszy się tam, doświadcza wiele strachu z powodu dokonywujących się dziwów. Do czasu ostatniej wojny uważano, że nie wolno jest stamtąd zabrać ani pręta, ni trawki, ni owocu granatu, których tam jest wiele; ale na samem tem miejscu używaj, ile zapragniesz” (porówn. nawiasowo str. 251 § 192)… „I każdy dom także ma swego s jen a, genjusza-obroń-cę…”. Po przeczytaniu tych ważnych danych grbalskie wierzenie o sje-nowitych drzewach staje się odrazu docna jasne: wielkie te drzewa uchodziły niegdyś niewątpliwie za siedziby (niewidzialnych) genju-szów, zwanych s jenami. Zczasem w Grblu pamięć o owych demonach może zaginęła, ale tuż obok w Czarnogórzu przetrwała. Tym sposobem kult, okazywany w Grblu sjenowitym drzewom, jest w istocie swej kultem demonów i w zupełności należy do zespołu wierzeń oraz praktyk, omówionych w §§ 423 i n. Analogij dla niego dostarcza — gdy chodzi o Słowian — przedewszystkiem Bułgarja, gdzie w niektórych stronach czci lud stare, wypróchniałe wewnątrz drzewa jako przybytek duchów-opiekunów siół.
Bardziej zajmujące jest składanie przez Serbów i Bułgarów ofiar na pniach drzew, zrąbanych na badnjak wigilijny (ob. cz. III) oraz — niekiedy — na drzewce chorągwi weselnej (ob. tamże). Ale nawet gdyby bliższe badania dowiodły — co wydaje mi się niewykluczone, że te ofiary są i od dawna były przeznaczone dla drzew, a nie dla demonów, które ewentualnie na nich lub w nich mogły zamieszkiwać, i których zemsty chciano uniknąć, nie będą one same przez się stwierdzały istnienia wiary w „duszę drzewną” (porówn. tu różnicę między animizacją a animatyzacją przedmiotów martwych czy też roślin §§ 334-336).
428. Opowiadania Słowian o drzewach, mających być przemienionymi ludźmi, należą bardziej do mitów i klechd niż do wierzeń. Wspominam o nich jednak w tym związku, ponieważ na wschodzie i południu Słowiańszczyzny ciemniejsze osobniki z pośród ludu faktycznie wierzą w możliwość takiej przemiany, a na środkowem Polesiu istniejący tam zakaz rąbania jarzębin jest nawet umotywowany przez lud względem na ich człowiecze pochodzenie; mielibyśmy więc tu przykład pewnej „czci” całego gatunku drzew, uzasadnionej (oczywiście wtórnie) owym względem. Metamorfoza w drzewo zachodzi według podań, pieśni i wierzeń słowiańskich najczęściej w ten sposób, że gdy człowiek ginie, ciało jego zostaje pogrzebane, a z grobu wyrasta brzoza, dąb, jawor i t. p. Gdy ciąć siekierą czy nożem takie drzewo, płynie zeń krew1 i dobywa się niekiedy głos ludzki (porówn. dalej dział IV. gdzie mowa o balladach). Rzecz charakterystyczna: wszystkie znane mi ballady słowiańskie, zawierające motyw metamorfozy w drzewo, dotyczą ludzi młodych. Oczywiście można to wytłumaczyć całkiem prosto tem, że w podaniach czy pieśniach, wyzyskujących tragiczny wątek śmierci lub klątwy, ofiarami padają w ogóle najczęściej młodzi kochankowie, nowożeńcy i t. p. Warto też jednak może zwrócić w tym właśnie związku uwagę na bardzo zajmujące wierzenie, zanotowane przez W. Bugiela od Małorusinki z Pokucia. Jak mu owa włościanka opowiadała, ciało starca gnije w grobie, nic z siebie nie wydając, nań miast ciało młodej dziewczyny gnije co prawda również, „ale dusza jej wciąż kwitnie”; stąd, gdy na grobie dziewczyny kwiat wyrośnie, może to być jej dusza względnie ona sama w innej postaci2. Wolnoby poniekąd sądzić, że lud wyobraża sobie niejasno, jakoby owo niedokończone, przedwcześnie przerwane życie, zawarte w grobie, usiłowało się z niego pomimo wszystko wydobyć, pod jakąkolwiek postacią żyjącego istnienia. Kto poznał dobrze wieś, ten wie, iż właśnie podobne mgliste pojęcia (czy raczej poczucia!) można uważać za typowe dla umysłowości ludu. Wiarogodność świadectwa Bugiela (dającego siłując w słowa, że według ludu „młode życie kwiatem z grobu wyra-
1 Ten wątek miesza się też niekiedy do motywacyj zakazów ścinania niektórych czczonych drzew. Tak w Polsce, na Białorusi etc. spotykamy tu i ówdzie pojedyncze dęby, sosny i t. p., których lud nie pozwala rąbać „bo krew by z nich pociekła-.
2 Cf. też O. Kolberg, Chełmskie, t. 2, r. 1891, str. 99.
sta”) znajduje potwierdzenie w zewnętrznie odmiennym, ale co do istoty całkiem analogicznym przesądzie białoruskim, głoszącym, iż grzechy ciężkiego grzesznika ostem wyrastają z grobu; jeśli więc na czyjejś mogile oset wyrósł, to są to właśnie jego grzechy.
429. Pozostawałoby nam jeszcze powiedzieć słów parę o kulcie i wierzeniach, dotyczących drzew niezwykłego kształtu oraz mających posiadać właściwości lecznicze. Wszystko jednak, co dotyczy pierwszych, nie stosuje się w gruncie rzeczy do nich jako do drzew, lecz należy do obszernego zespołu wierzeń i praktyk, otaczających przedmioty niezwykłe, potworne i t. p. Drzewa zresztą kształtów niezwykłych chętnie bywają uważane z jednej strony za siedzibę demonów, a z drugiej za obdarzone właściwościami leczniczemi. Jako ciekawy przykład czczonego drzewa, którego kult wywołała (pośrednio) najwidoczniej li tylko jego niezwykła postać, podam sosnę we wsi Wieżyce (NEN od Sarnic na południowem Polesiu; ma ona kształt całkiem osobliwy, jest bowiem dziwnie krępa (przy średniej wysokości pień ma mieć tak gruby, że go dwu ludzi nie obejmie), igliwie posiada ciemniejsze niż inne sosny i rośnie „jak bukiet”. Drzewo to do tego stopnia pobudzało uwagę i wyobraźnię wieżyczan, iż śniło się niektórym z nich, co miało już bezpośrednio spowodować jego kult (niestety osoba, która mię o tem we wsi Starem Siole informowała, nie umiała dokładnie określić, na czem ów szacunek dla drzewa polegał).
Geneza wierzenia, przypisującego drzewom moc zsyłania chorób — szczególnie rozpowszechnionego u ludów germańskich i za-chodnio-fińskich, ale nieobcego bynajmniej także Słowianom — wskazuje na wiele punktów wyjścia. Pomijając nader trudne nieraz do wyanalizowania wypadki, kiedy sprawcami chorób są właściwie nie drzewa, lecz mieszkające na nich demony, możnaby przedewszyst-kiem przypomnieć, iż powodowanie chorób przypisuje się wszak na-ogół wszystkim niemal przedmiotom i zjawiskom przyrody, otaczającym człowieka (ob. §§ 132 i n.), nic więc dziwnego, że przypisuje się je m. i. także drzewom; po wtóre niektóre drzewa posiadają cechy, wywołujące kojarzenie się ich z ludźmi cierpiącymi na określone choroby (dlatego to np. wiecznie drżąca osina uchodzi za źródło zimnicy; także przerozmaite liszaje, guzy i narośle, tak często pokrywające korę drzew, nie mogły dla prymitywnych umysłów nie wiązać się silnie z analogicznemi chorobliwemi utworami, pokrywającemi niekiedy ciało człowieka); po trzecie nader częste widywanie robaczywej kory i drewna powinnoby, jak to się niekiedy przypuszcza, nasuwać myśl o „robakach”, co według pojęć wieśniaków powodują tyle chorób ludzkich (§ 134). Słyszeliśmy dalej, że drzew czczonych rąbać nie wolno; otóż karą za przestąpienie zakazu jest, jak zwykle w podobnych wypadkach, choroba, kalectwo lub śmierć, a ten przesąd
może bardzo łatwo prowadzić do upatrywania bezpośredniego sprawcy choroby w obrażonem drzewie. Wieśniak białoruski, cierpiący na ból zębów, udaje się do jarzębiny, klęka przed nią, obejmuje rękoma i błaga: „Pryśahaju taftę puóki żyć b u d u, to nigdy ani ś e f* ć e b e, ni łamać ńe b udu, annó zrąb i to j e, k a b minę z u b y ń e b ale li” („Przysięgam ci, że póki żyć będę, nigdy nie będę cię rąbał, ani łamał, spraw tylko, aby mnie zęby nie bolały”)- Gdy chodzi zresztą o choroby zębów i wogóle jamy ustnej, nie od rzeczy byłoby przypuścić, że szczególnie łatwo mogła powstać koncepcja, dopatrująca się w tych cierpieniach kary, zesłanej przez drzewo za zbytnie pozbawianie go jego płodów. Należałoby w związku z tem sprawdzić, do jakich to drzew i krzewów udaje się lud np. z prośbą o uwolnienie od bólu zębów. O ile wiem, Słowianie zachodni i zachodni Małorusini modlą się w takich wypadkach — przynajmniej w niektórych okolicach — do bzu czarnego J, do dębu…; zachodni Białorusini — do jarzębiny i kaliny; wszystko to — drzewa o owocach, dawniej lub dziś jeszcze jadanych.
430. Praktyki ludowe, zamierzające spowodować uleczenie jakiej choroby przez drzewo, są niekiedy, zwłaszcza na terytorjum zachodnio-słowiańskiem, do tego stopnia wypaczone przez rozkład formy i treści, albo przez nadmierny rozrost skutkiem domieszania się dodatkowych składników pochodzenia chrześcijańskiego etc., że ich sens istotny ulega zaciemnieniu. Tak np. pod wsią Beisce w Kieleckiem (w Polsce) rósł doniedawna w lesie, czy może jeszcze rośnie, ogromny dąb, mający jakoby władzę leczenia cierpień zębów, dziąsła i gardła. Otóż chorzy udawali się doń przed wschodem słońca, nie odzywając się wcale do napotkanych osób; znalazłszy się na miejscu, odmawiali naprzód trzy razy „Ojcze nasz”, później również trzy razy „Zdrowaś Marja”, zaczem obchodzili trzykrotnie drzewo, mówiąc do niego: „Powiedz że mi, powiedz, mój kochany dębie, jakim sposobem l e c y ć zęby (wzgl. gardło etc.) w mojej gębi e”.
Okoliczność, że przy magicznem zdejmowaniu choroby z człowieka szczególnie często przekazuje się ją (u Słowian i innych ludów) na drzewo, tłumaczy się łatwo wierzeniem, wedle którego drzewa, jak widzieliśmy, uchodzą za szczególnie pospolite źródło chorób. Niekiedy takie przekazywanie ma dość zajmujące nazwy; więc, dajmy na to, u Słowian bałkańskich magiczne wydalanie zimnicy z człowieka na drzewo określa się jako „żenienie” pierwszej z ostatniem. — Tu i ówdzie u Słowian można się jeszcze spotkać z zawieszaniem na drzewach leczniczych szmatek, kawałków odzieży, a nawet całych koszul, zapasek, chustek i t. p.; widuje się też gdzie niegdzie skła-
Krzew ten zresztą uchodzi za ulubione miejsce pobytu demonów
Więcej o Kulcie Drzew:
Jan Kochanowski (z Czarnolasu, 1530 – 1584) Strażnik Wiary Przyrod(zone)y Słowian – I SSŚŚŚ Kraków
Jan Kochanowski (ur. 1530 w Sycynie, zm. 22 sierpnia 1584 w Lublinie) – polski poeta epoki renesansu, sekretarz królewski, wojski sandomierski w latach 1579–1584, prepozyt poznański w latach 1566–1574[1].
Jan Kochanowski uważany jest za jednego z najwybitniejszych twórców renesansu w Europie, najlepszego poetę słowiańskiego, który przyczynił się do rozwoju polskiego języka literackiego[2].
Życiorys
Dokładna data urodzenia Jana Kochanowskiego nie jest znana. Większość badaczy wskazuje na 1530 rok[3]. Ojcem był Piotr Kochanowski herbu Korwin, komornik graniczny radomski i sędzia ziemski sandomierski a matką – Anna, córka Jakuba Białaczowskiego herbu Odrowąż z Dąbrówki Podlężnej. Z małżeństwa Piotra i Anny urodziło się jedenaścioro dzieci – cztery córki (Katarzyna, Elżbieta, Jadwiga, Anna) i siedmiu synów (Kasper, Jan, Piotr, Mikołaj – poeta, Andrzej – tłumacz Eneidy Wergiliusza, Jakub, Stanisław)[4]. Bratanek Jana Kochanowskiego, Piotr Kochanowski, przełożył Orlanda szalonego Ludovico Ariosta i Jerozolimę wyzwoloną Torquato Tassa.
Młodość i studia
Prawdopodobnie w 1538 roku Jan Kochanowski rozpoczął naukę albo w Policznie, albo w klasztorze benedyktynów w Sieciechowie nad Wisłą[5]. Mógł mieć również prywatnego nauczyciela[6]. Najwcześniejsze pewne wzmianki dotyczące linii edukacyjnej poety pochodzą z roku 1544. Dokonał on w półroczu letnim wpisu do metryki Wydziału Artium Akademii Krakowskiej: „Johannes Kochanowski Petri de Syczynów dioe[cesis] Cracoviensis 3 gr[ossos] s[olvit]” co w tłumaczeniu brzmi: „Jan Kochanowski [syn] Piotra z Sycyny diecezji krakowskiej, zapłacił trzy grosze wpisowego”[7]. Brak danych jednak o przebiegu i wyniku studiów.
W 1547 roku między 18 kwietnia a 26 czerwca umarł ojciec poety. Jan wrócił do rodzinnego domu, aby wraz z matką i bratem Kasprem odzyskać pożyczki udzielone przez ojca aptekarzowi Maciejowi Lossa oraz złotnikowi Maciejowi Krajowskiemu[8].
Przypuszczalnie w czerwcu 1549 opuścił poeta uniwersytet krakowski i udał się być może do Wrocławia, gdzie przebywał do końca 1549 roku. Możliwe, że Wrocław uczynił bazą wypadową na któryś uniwersytet niemiecki (Lipsk lub Wittenberga)[9]. Na początku 1550 roku Jan, wspólnie z matką i starszym bratem Kasprem, występował przed sądem radomskim, aby uregulować sprawy spadkowe po śmierci ojca[10]. Być może w latach 1550-1551 przebywał w Radomskiem, decydując się na wypady do Krakowa lub na któryś dwór magnacki[11]Z pewnością 16 czerwca 1551 roku uczestniczy wraz z rodziną w sporze sądowym z Feliksem Zielińskim o granice dóbr wsi Barycze[12].
W latach 1551-1552 przebywał w Królewcu. Jedynymi świadectwami pobytu w Królewcu są dwa wpisy w egzemplarzu Tragedii Seneki Młodszego, z których jeden to wierszowana łacińska dedykacja dla Stanisława Grzepskiego[13]. Jest to także pierwsza zachowana próba poetycka Kochanowskiego. W połowie roku 1552[14] poeta przyjechał do Padwy, gdzie studiował do roku 1555. W międzyczasie Jan Kochanowski został mianowany na konsyliarza nacji polskiej na uniwersytecie padewskim (przypuszczalnie od czerwca do 2 sierpnia 1554 roku)[15].
Przyjmuje się, że powrót poety do kraju nastąpił w połowie 1555 roku. Po kilkumiesięcznym pobycie w Królewcu, przerwany krótkotrwałą obecnością w Radomiu w sprawach spadkowych[16], wyjechał w końcu lata 1556 roku do Włoch, aby przypuszczalnie podreperować zdrowie[17]. Na wieść o śmierci matki, która nastąpiła pod koniec roku, poeta wrócił do Polski.
11 marca 1557 roku występował przed sądem w Radomiu jako dziedzic Sycyny i pojawiał się tam regularnie aż do marca 1558 roku[18]. Wiosną wyjechał po raz trzeci do Włoch. Zwiedził tam okolice Padwy oraz być może większość kraju. Zawarł tam przyjaźń z uczonymi: Janem Zamoyskim, Andrzejem Patrycym Nideckim, Stanisławem Fogelwederem, Łukaszem Górnickim, Andrzejem Dudyczem, Stanisławem Porębskim, Piotrem Przerębskim, Franciszkiem Masłowskim[19][20][21]. Pod koniec 1558 roku Kochanowski udał się do Francji, którą zwiedzał przypuszczalnie z Karolem Utenhove[22]. W maju 1559 roku ostatecznie wrócił do kraju.
Życie dworskie
11 lipca 1559 roku w Radomiu wraz z pięcioma braćmi uczestniczył w podziale majątku po zmarłych rodzicach[23]. Janowi przypadł Czarnolas, kuźnica, młyn oraz stawy rybne na strudze zwanej Grodzką Rzeką. Z ojcowizny miał zapłacić pozostałym braciom 400 złotych polskich tytułem wyrównania majątkowego dóbr Sycyny. Według najnowszych badań otrzymał również w spadku karczmę[24]. 25 marca 1560 roku Jan oddał kuźnicę i młyn w dzierżawę stryjowi Filipowi, zachowując sobie jednak faktyczne posiadanie tych dóbr[25].
Okres obejmujący lata 1559-1562 jest słabo udokumentowany. Można przypuszczać, że poeta nawiązał bliższe kontakty z dworem Jana Tarnowskiego, wojewody krakowskiego[26], Radziwiłłami[27] oraz z biskupem krakowskim Filipem Padniewskim[28]. Na przełomie roku 1562 i 1563 przebywał na dworze rodziny Firlejów utrzymując stosunki koleżeńskie z Stanisławem Meglewskim. Pomagał również Zofii z Balic Firlejowej przed sądem krakowskim w sprawach spadkowych[29].
W połowie 1562 roku uczestniczył w sporze o definicję i funkcję okresu retorycznego między profesorami Uniwersytetu Krakowskiego, Benedyktem Herbesem i Jakubem Górskim, występując dla ostatniego oponenta jako ekspert[30]. 12 grudnia na sejmie w Piotrkowie poeta Czarnoleski wymógł na Filipie Kochanowskim, swoim stryju, odszkodowanie w wysokości 100 florenów za niegospodarne zarządzanie wydzierżawionymi nieruchomościami[31].
W połowie 1563 Jan przeszedł do służby podkanclerza Piotra Myszkowskiego, dzięki któremu otrzymał godność sekretarza królewskiego[32]. Brak szczegółów dotyczących obowiązków wykonywanych przez Jana przy dworze królewskim. Prawdopodobnie piastował urząd, przynajmniej formalnie, dożywotnio[33]. 7 lutego 1564 roku odbyło się przyjęcie przez Kochanowskiego probostwa w katedrze poznańskiej, którego zrzekł się Piotr Myszkowski[34]. Poeta objął w posiadanie sześć wsi oraz dziesięciny z kilku innych, czerpiąc z nich profity a wszelkie sprawy związane z działalnością beneficjum załatwiał albo korespondencyjnie, albo przez prokuratora (wicesgerenta), Jana Powodowskiego, który reprezentował go przed kapitułą[35]. 22 lutego 1566 roku obejmuje probostwo w Zwoleniu[36]. 5 grudnia Piotr Myszkowski spotkał się z Janem Kochanowskim w Grodnie[37]. Przedmiot rozmowy pozostaje nieznany.
Przełom roku 1567 i 1568 Jan Kochanowski spędził w obozie królewskim króla Zygmunta Augusta (tzw. Wyprawa radoszkowicka). 18 stycznia król wrócił do Knyszyna i pozostał tam, z małymi przerwami, do 8 sierpnia. 23 sierpnia Piotr Myszkowski wraz z Janem z Czarnolasu wyruszyli z Knyszyna i 30 sierpnia zatrzymali się w Pułtusku, po czym 31 sierpnia dotarli do Warszawy[38]. W międzyczasie udzielał się poeta w Rzeczypospolitej Babińskiej, nieznany jest jednak rezultat jego zaangażowania[39].
Większość 1569 roku Kochanowski spędził w Lublinie i brał udział w obradach sejmu walnego, na którym miejsce miał tzw. drugi hołd pruski (opisał go później w utworze Proporzec albo hołd pruski). Dwadzieścia dni po zakończeniu obrad, poeta znajdował się w Czarnolesie.
17 marca 1570 roku uczestniczył w Płocku na uroczystym ingresie Piotra Myszkowskiego na biskupstwo płockie. Dokonano w tym samym roku wizytacji kościoła parafialnego w Zwoleniu. W sprawozdaniu z kontroli czytamy: „Plebanus dominus Joannes Cochanowski praepositus Posnaniensis non est in sacris, nec in sua parochiali residet, nec est [notum], ubi resideat, neglecta enim est dos plebanalis, licet sit bene provisus plebanus”, co w tłumaczeniu brzmi: „Pleban pan Jan Kochanowski, prepozyt poznański, nie ma święceń i nie rezyduje w swoje parafii; nie ma wiadomości, gdzie przebywa, uposażenie plebańskie jest bowiem zaniedbane, chociaż pleban jest dobrze oparzony”[40].
W okolicach lata pisze do Filipa Padniewskiego list, w którym sygnalizuje swoje plany dotyczące „zimy swego życia”. Pisze: „Jestem nieco troskliwy o zapewnienie sobie własnego kąta”[41]. W roku 1571 poeta zabiega o uporządkowanie swego dziedzictwa – rozgranicza więc działy ziemi swych braci znajdujące się w Sycynie[42]. 27 stycznia 1572 roku pożyczył bratu Kasprowi 500 florenów (co odpowiadało wartości 33 koni)[43].
5 kwietnia 1573 roku być może przebywał w Warszawie podczas uroczystego otwarcia pierwszego mostu na Wiśle, a 15 maja uczestniczył w elekcji Henryka Walezego w Warszawie[44].
Czarnolas
W latach 1574 i 1575 Kochanowski sfinalizował ostatecznie kwestię swojej dworskiej i kościelnej kariery. 2 stycznia 1574 roku Kochanowski kupił pół wsi Chechły blisko Czarnolasu za sumę 4000 złotych[45]. 16 stycznia zakończył polubownie spór z burmistrzem Poznania, Marcinem Skrzetuskim[46]. 18 lutego był świadkiem uroczystego wjazdu Henryka Walezego do Krakowa. 1 czerwca oficjalnie zrzekł się prepozytury poznańskiej[47]. Po ucieczce Henryka Walezego 18 czerwca 1574 roku Kochanowski osiedlił się na stałe w Czarnolesie. 28 czerwca kupił pozostałą część wsi Chechły[48]. 17 stycznia 1575 zrezygnował z probostwa zwoleńskiego[49]. Po 14 marca 1575 roku ożenił się z Dorotą z Przytyka Podlodowską.
Podczas drugiej elekcji poeta przejawiał ożywioną aktywność. Najpierw uczestniczył na zjeździe w Stężycy[50] z nadzieją na rychły powrót zbiegłego króla do Polski. Później na innym zjeździe, 26 listopada pod wsią Wola nieopodal Powązek, optował za kandydaturą arcyksięcia Ernesta lub syna władcy moskiewskiego Iwana Groźnego – Fiodora[51]. Podczas elekcji wystąpił z mową, którą wysłuchano „powolnym uchem”, jak napisał Świętosław Orzelski[52]. 18 grudnia podpisał akt elekcji cesarza Maksymiliana II[53]. Stronnictwo przeciwne wybrało natomiast Annę Jagiellonkę, przydając jej za małżonka Stefana Batorego. Mimo namowy aktualnego władcy i Jana Zamoyskiego, nie zdecydował się na czynny udział w życiu politycznym dworu. Złożył natomiast obietnicę Zamoyskiemu, iż napisze dla niego jakiś utwór literacki. Prace nad nim trwały do końca 1577 roku, kiedy to wysłał poeta autograf Odprawy Posłów Greckich. Z pewnością udzielał się społecznie na szczeblu lokalnym – był częstym gościem w Sandomierzu, stolicy swego województwa[54]. 9 października 1579 roku Stefan Batory podpisał w Wilnie nominację Kochanowskiego na wojskiego sandomierskiego[55].
Żywot Jana Kochanowskiego w Czarnolesie zakłóciły nieszczęścia rodzinne. W 1577 roku zmarł starszy brat, Kasper, a w 1579 roku – dwie córki poety: trzydziestomiesięczna Urszula oraz Hanna[56].
Rodzinna tragedia nie zdezorientowała poety. 25 stycznia 1580 roku Andrzej Firlej, kasztelan lubelski i starosta sandomierski, pożyczył od Kochanowskiego 7700 florenów[57], a 5 czerwca 1581 roku – 6600 florenów[58]. W międzyczasie obaj brali udział w sądzie rozjemczym w Kazimierzu Dolnym w procesie o nieumyślne zabójstwo mieszczanki Barbary Kańskiej przez męża[59].
Około roku 1581 zmarł szwagier poety – Grzegorz Podlodowski[60]. W 1582 został pochowany brat poety – Mikołaj, gospodarujący w drugiej części Sycyny. Jan przejmuje opiekę nad jego dziećmi.
31 stycznia 1583 roku Andrzej Firlej zaciąga pożyczkę u Jana Kochanowskiego na sumie 2100 florenów, a tego samego dnia dokonał poeta zakupów nabywając od Mikołaja Zielińskiego część ziemi w Paciorkowej (Głuskowej) Woli i Strykowicach Błotnych (Mniejszych) koło Zwolenia[61].
Śmierć
W sierpniu 1584 roku Stefan Batory zwołał do Lublina naradę senatorów, której przedmiotem było ustalenie sposobów na rozwiązanie istotnych problemów natury politycznej. Jan Kochanowski przyjechał do Lublina celem interwencji w sprawie ukarania winnych śmierci swego szwagra, Jakuba Podlodowskiego, który wybrał się do Turcji celem zakupu koni do stajni królewskich. Kochanowski zmarł 22 sierpnia[62], prawdopodobnie na udar mózgu. Miejsce zgonu pozostaje w sferze domysłów. Jedni twierdzą, że nastąpił w kamienicy Macieja Krokiera, bogatego kupca lubelskiego, inni natomiast – w domu Mikołaja Firleja[63]. Najprawdopodobniej zwłoki poety zostały pochowane w Lublinie, a dopiero na początku XVII wieku przewieziono je do kaplicy w Zwoleniu[64].
W literaturze przedmiotu pojawiają sie informacje o dwóch nagrobkach. Pierwszy, we Zwoleniu, zawierał następujący napis: „Tu spoczywa Jan Kochanowski, wojski sandomierski. Niechaj ten nagrobek będzie znakiem widocznym, by światły przechodzień nie przeszedł bez uczczenia prochów tak wielkiego męża, którego pamięć u ludzi wykształconych trwać będzie wiecznie. Umarł w roku 1584, dnia 22 sierpnia, mając lat 54”[65].
Drugi nagrobek miał znajdować się w starym kościele w Policznie, nie zachował się jednak do naszych czasów. Treść jego była następująca: „Szlachetnemu i bardzo sławnemu mężowi Janowi Kochanowskiemu, rycerzowi i wojskiemu sandomierskiemu oraz sekretarzowi królewskiemu, który w Lublinie roku zbawienia 1584 dnia 22 sierpnia o godzinie 14 przeniósł się do przodków, małżonka Dorota z Podlodowskich wraz z dziećmi i krewnymi, w smutku pozostając, ten pomnik dla trwalszej jeszcze pamięci u potomnych, wystawili”[66].
Śmierć poety wywołała liczne reperkusje literackie. Utwory żałobne napisali Andrzej Trzecieski, Stanisław Niegoszewski, Hieronim Mazza, Sebastian Fabian Klonowic. Ślad zgonu poety można znaleźć również w kronice Jana Wielewickiego oraz Joachima Bielskiego.
Nagrobek Jana Kochanowskiego w “pogańskim” kościele Stanisława Wyspiańskiego (polichromia Bazylika Franciszkanów w Krakowie, ulubione miejsce JP 2)
Losy szczątków
29 kwietnia 1791 roku Tadeusz Czacki wyjął czaszkę Kochanowskiego z trumny, a następnie przechowywał ją przez kilka lat w swojej posiadłości w Porycku[67]. 4 października 1796 roku przekazał ją ks. Izabeli Czartoryskiej, która dołączyła ją do zbioru powstającego wówczas muzeum w Puławach. Po upadku powstania listopadowego czaszkę przewieziono do Paryża, przechowywana była w Hotelu Lambert. Obecnie znajduje się w Muzeum Czartoryskich w Krakowie, dokąd została zabrana po 1874 roku. Jednak według antropologów jest to najprawdopodobniej czaszka kobiety. Jeśliby nawet przyjąć, że należała do mężczyzny, to jego rysy twarzy różniłyby się znacznie od tych z popiersia w Zwoleniu[68]. Przeprowadzone w 2010 roku analizy amtropologiczne i komputerowa rekonstrukcja twarzy wykazały, że czaszka Kochanowskiego istotnie jest czaszką kobiety w wieku ok. 40 lat, co może oznaczać iż należała ona do żony poety[69].
W 1830 roku proboszcz parafii w Zwoleniu usunął wszystkie trumny rodziny Kochanowskiego z kaplicy przenosząc je do zbiorowej mogiły rodzinnej położonej nieopodal budynku kościoła. W 1983 roku wróciły do kaplicy, a ściślej do marmurowego sarkofagu w odrestaurowanej krypcie znajdującej się pod budynkiem. 21 czerwca 1984 roku zorganizowano symboliczny pogrzeb Kochanowskiego[70].
Język Jana Kochanowskiego
Nadrzędnym celem literackim poety było stworzenie dzieła literackiego doskonałego pod względem formalnym i treściowym przy wykorzystaniu ówczesnych polskich norm stylistyczno-językowych oraz skodyfikowanych zasad poetyk antycznych i renesansowych. Zachowywał przy tym równowagę między zbytnią archaizacją a nadmierną modernizacją języka[71].
Niektóre cechy słownictwa Jana Kochanowskiego[72]:
- W zakresie fonetyki: dawne formy bez przegłosu lechickiego (przy siestrze) oraz formy wtórne (opowiedał); niesystematyczne stosowanie nosówek w zaimkach (sie ukazała, ale mię [...] obłapił); uproszczenie grup spółgłoskowych (jeno, ale sumnienia); upodobnienia pod względem dźwięczności (k woli); zachowanie pierwotnego przedrostka (póki wełny [..] zstaje).
- W zakresie słowotwórstwa: oboczność przyrostków -ny/-ni (wiatr zachodny); formowanie stopnia najwyższego za pomocą na- (wóz nacięższy); formy bezprzedrostowe czasownika (niechaj, w znaczeniu „zaniechaj”); zaprzeczone przymiotniki i imiesłowy określające czynność niemożliwą do wykonania ani w teraźniejszości, ani w przyszłości (nienagrodzona szkoda, w znaczeniu „szkoda nie do wynagrodzenia”).
- W zakresie fleksji: odmiana rzeczowników żywotnych tak jak osobowych (słowicy, szpacy); rzeczownikowe formy przymiotników (mądr); szczątki liczby podwójnej (dwie słońcy [...] dwie Troi).
- W zakresie składni: luźny szyk (wziąć przed się, w znaczeniu „przedsięwziąć”); odmienna od dzisiejszej składnia związku rządu czasownika (rozumiem temu [teraz: to]); partykuła przecząca ani często na początku zdania bez nie (zbójce [...] którzy ani miast, ani wsi budują [w znaczeniu „nie budują”]). W poezji stosuje najczęściej zdania współrzędnie złożone łączone spójnikami współrzędnymi[73]. Wykorzystuje imiesłowy czynne dla większej kondensacji tekstu, przez co zmniejsza ilość zdań podrzędnie złożonych (np. jeleń wiatronogi, w znaczeniu: jeleń, którego nogi pędzą jak wiatr).
Ostrożnie wprowadzał do twórczości neologizmy. Przypuszczalne neologizmy to[74]: arcydoktor (znakomity lekarz), białogrzywy (o koniu – mający białą grzywę), białomleczny (biały jak mleko), białonogi (o koniu-mający białe pęciny), białoskrzydły (o łodzi – mająca białe żagle), bracić sie (być w bliskich kontaktach, przyjaźnić się), chłopobyk (potwór mitologiczny, Minotaur), cwałać(przychodzić ciągle na myśl), dobrorzeczyć (życzyć dobrze), dziewięsił (mityczny mocarz Briareus), fraszkopis (poeta piszący fraszki), gładnąć (stawać się gładkim), górolotny (poruszający się wysoko w górze), jednooki (mający jedno oko), jednorogi (mający jeden róg, jednorożec), jednowłajca (monarcha, włada absolutny), Klęczeń (gwiazdozbiór zwany też Herkulesem), koniowłosy (zrobiony z końskich włosów), kozorogi (mający rogi takie jak koza; koziorożec, nazwa gwiazdozbioru), kozorożec (gwiazdozbiór), krzywoprzysiężny (taki, który pod przysięgą składa fałszywe zeznania lub obietnice, których nie zamierza dotrzymać), ludzkie (po ludzku), morzolotny (szybko poruszający się po morzu), nocoświetny (świecący w nocy), noszarz (noszący coś),’ ‘noworodny (nowo narodzony), nowotargany (po raz pierwszy związany), pełnostrzały (zawierający wiele strzał), pierwomiesięczny (noc w czasie pierwszej kwadry księżyca), poklękły (ten, który uklądł, klęczy), prędkolotny (szybko lecący), prędkonogi (szbko biegający), prędkopióry (szybko latający, mając pióra), przeziębły (noszący ślady działania zimy, mrozu, tu: o posiwiałych włosach), przyklękły (ten, który klęczy), różanoręki (mający różowy odcień skóry na ręce, tu o spersonifikowanej zorzy porannej), skotopaska (krótki poemat liryczny opisujący życie pasterzy; bukolika, sielanka), skrzydłonogi (biegnący tak szybko, jakby miał skrzydła u nóg), skrzypieć (skrzypać, grać na instrumencie strunowym), słodkobrzmiący (mający miły, przyjemny, łagodny dźwięk), stokorodny (rodzący źródła, taki w którym występują źródła), storęki (taki który ma sto rąk), szerokowładny (mający rozległą władzę), trozęby, trupokupiec, trzykąt, trzynóg, uklękły, wartogłowy, wiatronogi, wiekopomny, wielkomyślny, wielkooki, wielomówny, wielonogi, wielostróny, wielowładny, wielożądny, wielożywny, winorodny, władogromy, wodolejca, wodopławny, wszechnaśwnętszy, wszystkokrotny, wszystkorodny, wyciągły, zloczynny, złotorogi, złotoruchy, złotowłosy, żartkonogi.
Starannie unikał dialektyzmów – brak m.in. mazurzenia w warstwie fonetycznej tekstów. Zauważono w poezji Jana Kochanowskiego minimalną zawartość zapożyczeń łaciny, w listach natomiast zdania łacińskie, wtrącenia, formy spolonizowane trafiają się bardzo często. W poezji spotyka się nieliczne wyrazy czeskie i ruskie w funkcji stylistycznej[75].
Twórczość
W swej twórczości łączył inspiracje pochodzące z różnych nurtów filozoficznych: neoplatońskie, neoarystotelesowskie, neostoickie, epikurejskie, sokratejsko-sceptyczne, erazmiańsko-ireniczne, ogólnochrześcijańskie[76].
Chronologiczny wykaz utworów Jana Kochanowskiego opracowany na podstawie Mirosław Korolko, Jana Kochanowskiego żywot i sprawy. Materiały, komentarze, przypuszczenia, Warszawa 1985, s. 293-299:
- Łaciński epigramat dedykowany Stanisławowi Grzepskiemu 9 kwietnia 1552 r. w Królewcu, zapisany na wewnętrznej stronie oprawy druku: L, A. Senecae, Tragediae, Bazylea 1541.
- List Jana Kochanowskiego do księcia pruskiego Albrechta wysłany 6 kwietnia 1556 r. z Królewca.
- Łacińskie epitafium ułożone przez Jana Kochanowskiego ku czci rodziców (po 1557 r. – data śmierci matki) znajdujące się w Kaplicy Kochanowskich w kościele parafialnym w Zwoleniu.
- Łacińskie epitafium Erazma Kretkowskiego umieszczone na płycie pod jego pomnikiem w bazylice św. Antoniego w Padwie, wydrukowane bez oznaczenia autora, [w:] Bernardyn Scardeoni, De antiquitate urbis Patavii et claris civibus Patavinis libri tres, Bazylea 1560 (w dodatku: De sepulchris insignibus exterorum Patavii iacentium).
- Ioannis Cochanovii Elegiarum libri duo. Odpis wczesnej redakcji łacińskich Elegii, znacznie różniącej się od wersji drukowanej z 1584 (zob. poz. XXXI), znajdujący się w rękopisie Jana Osmólskiego z Prawiednik (tzw. „Sylwa Osmólskiego”). Przyjmuje się, że teksty Kochanowskiego wpisano do rękopisu ok. 1562 r. Obok elegii wczesnej redakcji, w rękopisie znajduje się odpis wczesnych redakcji dwóch wierszy poety, zapisanych bez oznaczania autora. Są to: A. Pieśń zaczynająca się od słów: „Oko śmiertelne Boga nie widziało” wydana we Fragmentach (zobacz pozycja 40) jako Pieśń III; B. Gratiarum Actio pro victu, [Dziękczynienie za żywot], zaczynająca się od słów: „Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary” wydrukowana po raz pierwszy ok. 1562 r. wraz z Zuzanną [zobacz pozycja 7].
- O śmierci Jana Tarnowskiego, Kasztelana Tarnowskiego, do syna jego, Jana Krisztofa, Kraków 1561, Drukarnia Łazarzowa. Utwór włączony do Pieśni [zobacz pozycja 35].
- Zuzanna Jana Kochanowskiego [Kraków przed 20 czerwca 1562, druk. Maciej Wirzbięta]. Na k. A3 verso: Pieśń zaczynająca się od słów: „Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary”.
- Iudicium de responsione Gorscii centra Herbestum in controversia de periodis, Philippo Padnievio, Episcopo Cracoviensi decernente, [w:] S. Orzechowski, Dissertatio Laurentii, Siradensis Philosophi, super Disputatione periodica Gorscii et Herbesti, in Diatriba Antisophistarum Cracoviensium, Kraków 1563. Epigram adresowany do Jakuba Górskiego, sławiący jego zwycięstwo w głośnym sporze filologicznym z Benedyktem Herbestem. Drugie wydanie w 1584, zob. poz. XXXI, For. 49. Ad Jacobum Gorscium.
- Pieśń albo dziękczynienie Panu Bogu („Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary”) wydrukowana bez wskazania autora w tzw. „Kancjonale nieświeskim” z lat 1563–1564, drukarnia Daniela z Łęczycy.
- Ioannis Kochanovii Secretarii Regi in Dictionarium Ioannis Mączyński, [w:] Lexicon Latino-Polonicum ex optimis Latinae linguae scriptoribus concinnatum. loannis Mączyński Equits Polono interprete, Królewiec 1564. Są to trzy epigramaty polecające słownik Mączyńskiego (jeden łaciński i dwa polskie).
- Szachy Jana Kochanowskiego (Kraków, 1564 lub 1565, druk. Maciej Wirzbięta).
- Zgoda, w Krakowie 1565 (druk. Łazarz Andrysowic). Bez wskazania autora.
- Satyr albo Dziki mąż Jana Kochanowskiego [Kraków ok. 1564, druk. Mateusz Siebeneicher] i w drukarni dziedziców M. Szarffenberga.
- Pamiątka wszytkimi cnotami hojnie obdarzonemu Janowi Baptyście Hrabi na Tęczynie, Bełskiemu Wojewodzie i Lubelskiemu Staroście [Brześć Litewski ok. 1570, drukarnia Cypriana Bazylika], Drugie wydanie utworu opatrzone obszernym wywodem na temat jego genezy zamieścił B. Paprocki w 1584 r.
- Pieśń o potopie, brak miejsca, roku wydania i drukarza.
- Autograf listu Jana Kochanowskiego do Stanisława Fogelwedera, datowany w Czarnolesie 6 października 1571.
- Napis nagrobny autorstwa Jana Kochanowskiego powstały po śmierci biskupa krakowskiego Filipa Padniewskiego (17 kwietnia 1572). Istnieje również możliwość, że epitafium poeta napisał ok. 1575 r. do wzniesionego w tym czasie nagrobka Padniewskiego w kościele katedralnym w Krakowie dłuta Jana Michałowicza z Urzędowa.
- Odprawa posłów greckich Jana Kochanowskiego. Podana na Teatrum przed Królem Jego Mością i Królową Jej Mością, w Jazdowie nad Warszawą. Dnia dwunastego stycznia Roku Pańskiego M. D. LXXVIII. Na. feście u Jego Mości Pana Podkanclerzego Koronnego. W Warszawie M, D. LXXVIII [przed 1 marca 1578, w wędrującej drukarni M. Siebeneichera administrowanej przez Walentego „Łapkę” vel. Łapczyńskiego], Na końcu druku wiersz: „Orpheus Sarmaticus”, wydany później w tomie zbiorowym: Jan Kochanowski [zobacz pozycja 34].
- Dryas Zamchana Polonicae et Latinae. Pan Zamchanus Latine, Lwów 1578 [po 13 maja w drukarni wędrującej W. Łapki].
- M. T. Ciceronis Aratus, Ad Graecum exemplar expensus, et locis mancis restitutus. Per loannern Cochanovium. Cum Adnotationibus, Kraków 1579. Drugie wydanie utworu ukazało się u Piotrkowczyka w 1612 z dołączonym biogramem Jana Kochanowskiego pióra Szymona Starowolskiego bez oznaczenia autora.
- Siedm psalmów pokutnych Jana Kochanowskiego. Cum Gratia et Privilegio S. R. M. w Krakowie, w Drukarni Łazarzowej Roku Pańskiego 1579.
- Psałterz Dawidów przekładania Jana Kochanowskiego. W Krakowie, w Drukarni Łazarzowej, Roku Pańskiego 1579.
- De expugnatione Polottei Ode loannis Kochanovii, Varsaviae, Anno Domini M. D. LXXX [1580, w drukarni wędrującej W. Łapki].
- Pieśni trzy Jana Kochanowskiego. O wzięciu Połocka. O statecznym słudze R. P. O uczciwej Małżonce. W Warszawie, Roku Bożego M. D. LXXX. Wyróżnia się dwa wydania tego utworu z całkowicie odmiennych składów, oba opublikowane po 14 stycznia a przed 21 lutego 1580.
- Ioannis Cochanovii Lydicorum libellus. Cracoviae. In Officina Lazari. Anno Domini M. D. LXXX [1580]. Następne wydanie zbiorowe zobacz pozycja 44.
- Treny Jana Kochanowskiego. Cum Gratia et Privilegio S. R. M. w Krakowie, W Drukarni Łazarzowej, Roku Pańskiego 1580. Następne wydanie: Kraków 1583.
- Ioannis Cochanovii Ad Stephanum Bathorrheum Regem Poloniae Inclytum Moscho debellato, et Livonia recuperata, Epinicion. Anno a Christo Nato M. D. LXXXII, Cracoviae, In Officina Lazari, Anno Domini M. D. LXXXIII.
- Ioannis Cochanovii In Nuptias lllustrum loannis de Zamoscio, R. P. Cancellarii, et exercituum Praefecti ac Griseldis Bathorreaei, Christophori Transilvaniae princips, et Serenissimi Stephani Poloniae regis fratris, filiae, Epithalamion. Cracoviae Anno Domini M. D. LXXXIII. Idibus Iuni.
- Jezda do Moskwy i posługi z młodych lat, aż i przez wszystek czas przeszłej wojny z Moskiewskim, ojczyźnie swej i Panom swym czynione, Jego Książęcej Mości i Pana, P. Krisztofa Radziwiłła, Książęcia na Bierżach i Dubingach, Pana Trockiego, Podkanclerzego i Hetmana Polnego W. K. Litewskiego, Sołeckiego i Boryszowskiego Starosty etc., prawdziwie opisane. Przez Jana Kochanowskiego z Czarnolasu. Roku od Narodzenia Pańskiego 1583. W Krakowie w Drukarni Łazarzowej. Roku Pańskiego 1583. Drugie wydanie utworu w odmiennej nieco redakcji ukazało się pt. Wtargnienie do Moskwy Krzysztofa Radziwiłła, Polnego Hetmana W. X. Litewskiego, Roku 1581. I[an] K[ochanowski], brak miejsca, roku wydania i redaktora.
- Łaciński epigram z nagłówkiem: Jo[annes] CO[chanorvius], na karcie tytułowej druku: Andreae Patricii Nidecii, Praepositi Varsoviensi, Gratulationum triumphalium ex Moscovitis Orationes III. Ad Stephanum Batorium Regem Poloniarum incytum, pro clero Varsoviensi, brak miejsca, roku wydania i redaktora.
- Ioannis Cochanovii Elegiarum Libri III. Eiusdem Foricoenia sive Epigrammatum libellus. Cracoviae, In Officina Lazari. Anno Domini M. D. LXXXVIII.
- Fraszki Jana Kochanowskiego. W Krakowie. W Drukarni Łazarzowej Roku Pańskiego 1584.
- Jana Kochanowskiego Epithalamium, Na wesele Ich M. Pana jego M. Krzysztofa Radziwiłła, Książęcia na Birżach i z Dubinek. Hetmana Polnego i Podczaszego Wielkiego Księstwa Litewskiego, Borysowskiego i Soleckiego Starosty. I Jej Mość Księżny Katarzyny Ostro[g]skiej, Wojewodzianki Kijowskiej. 27 Iulii Anno 1578, w Krakowie, w Drukarni Łazarzowej, Roku Pańskiego 1584.
- Jan Kochanowski w Krakowie, W Drukarni Łazarzowej 1585. Na końcu w kolofonie: Cracoviae. In Officina Typographica Lazari, Anno M. D. LXXXVI.
- Pieśni Jana Kochanowskiego księgi dwoje, zawierające m. in. Pieśń o spustoszeniu Podola. W Krakowie z Drukarnie Łazarzowej. Roku M. D. LXXXVI.
- Wróżki Jana Kochanowskiego. W Krakowie w Drukarni Łazarzowej. Roku Pańskiego 1587, z przedmową Jana Januszowskiego do Jędrzeja Hrabi na Teczynie, wojewody krakowskiego, podpisana w Krakowie 15 maja 1587.
- Proporzec albo Hołd Pruski Jana Kochanowskiego. W Krakowie w Drukarni Łazarzowej Roku Pańskiego 1587, z wierszowaną dedykacją Krzysztofa Kochanowskiego [bratanka poety] do Stanisława Mińskiego z Mińska [bez daty].
- Pierwodruk Kolędy Jana Kochanowskiego (bez oznaczenia autora), [w:] Kancyjonał albo Pieśni duchowne [Piotra Artomiusza], Toruń 1587, druk. Malcher Nehring (tekst różni się nieco od wersji ze zbioru Fragmenta z 1590, zobacz pozycja 41).
- Łaciński czterowiersz poprzedzony nagłówkiem: Ioannes Cochanovius na karcie tytułowej druku: Stanisław Sokolowski, Orationes ecclesiasticae septem, Kolonia 1587.
- Jana Kochanowskiego O Czechu i Lechu Historyja naganiana. K temu O cnocie i O sprosności pijaństwa. W Krakowie z Drukarni Łazarzowej. Roku Pańskiego 1589, z przedmową Jana Januszowskiego do Adama Dzierżanowskiego, kanonika warszawskiego, podpisaną w Krakowie 4 czerwca 1589.
- Fragmenta albo Pozostałe Pisma Jana Kochanowskiego. W Krakowie, z Drukarni Łazarzowej, Roku Pańskiego 1590. Z przedmową Jana Januszowskiego do Jana Firleja z Drąbowicy, Podskarbiego Koronnego podpisaną w Krakowie 20 czerwca 1590.
- Ortografija polska Jana Kochanowskiego, [w:] Jan Ursyn ze Lwowa, Methodicae Grammaticae libri quattuor, Lwów 1592, druk. Mateusz Garwolin, Ks. I De Ortographia, s. 45–47. Jest to skrócona wersja traktatu wydanego w 1594 r. [zob. poz. XLIII].
- Nowy Karakter Polski z Drukarnie Łazarzowej i Ortografija Polska Jana Kochanowskiego, Jego Mości Pana Łukasza Górnickiego etc., Jana Januszowskiego. Roku Pańskiego 1594. Druk opatrzony przedmową Jana Januszowskiego do żupników krakowskich: Jacka Młodziejowskiego, Podskarbiego Nadwornego, i Mikołaja Korycińskiego, podpisaną w Krakowie 24 maja 1594 r.
- Ioannis Cochanovii Lyricorum libellus et alia opuscula latina, Kraków 1612, dr Andrzej Piotrkowczyk. Jest to znacznie rozszerzone wydanie zbioru z 1580 [zob. poz. XXV], zawierające pierwodruki następujących utworów: A. Andreae Patricio, B. Epitaphium Doralices, C. Galio crocitanti A’MOIBE.
- Ioannis Cochanovii ad Magnificium Nicolaum Firley c[astellaneum] B[iecensem] De electione, coronatione et fuga Galii.
Ezoterycy komunistów (i nie tylko) upodobali sobie lokować w dniu 13 ważne wydarzenia – jak na przykład ogłoszenie Stanu Wojennego w Polsce i inne podobne cuda. Kiedy zaś nie mogli skorzystać z pełnej symboliki na przykład 44 wybierali sobie jej połówkę – np. 22 lipca (by im wyszło przynajmniej na 4 jeśli już nie może na 8). Czynili tę świętokradczą praktykę, podobnie jak Hitler, który ukradł Świętą Swastykę, w przekonaniu o swojej boskiej mocy i nieśmiertelności własnej oraz nieskończoności głoszonego przez siebie porządku.
Nie oni jedyni przywłaszczali sobie znaki i głosili swoją nieomylność oraz pysznili się i wynosili ponad boga w swojej Wie”rz”y Babel. Nic to nie pomoże, że się odbierze Mokoszy Piatnicę i zrobi z niej symbol odwrócony – miast symbol radości z Przeznaczenia dzień umartwienia ciała i ducha w imię Przeznaczenia.
Dzisiaj w piątek – Trzynastego Kwietnia 2012 roku
– cóż za znamienny dla Kosmicznej Powszechnej Świadomości i człowieczej, małej samoświadomości Dzień –
odbieramy uzurpatorom wszelkiej maści berło władzy nad świętymi znakami Matki Przyrody
i prawo bezczeszczenia Świętych Znaków.
Od teraz każdy dźwięk Waszych Dzwonów chwali Naszego Pana
Zgadnijcie kto napisał poniższy wiersz? Czy to Mistrz z Czarnego Lasu – Jan Kochanowski przeniósł przez setki lat dla Was KU POKRZEPIENIU to POSŁANIE Światła? A może jednak jego interlokutor – inny mistrz, Mistrz Romantyczny Adam , albo może obrońca Jana z Czarnego Lasu, Juliusz? A może jeszcze kto inny.
Wawel Zakłamany
Wawel - zakłamany
Przez Lud niepoznany
Odwiedzany tłumnie
W Niebo pnie się dumnie
Po dziedzińcu chodzą cienie
A po kryptach mumie nieme
Im w usta zatknięto szmaty
Nałożono złote szaty
Złoto skrzy się, kipi, leje
Krzywy obraz w twarz się śmieje
Na darmo kryjeta prawdy
Prawda na Jaw wyńdzie zawdy
Wykrzyczą święte kamienie prawd tony
Poniosą je w kraje te pogańskie dzwony
Któreście z krowich dzwonków odlali
Byście chwalili cudze z oddali
Lecz własne dziady przewrócone w grobie
Wstaną i poniosą Kagana ku Tobie
Opoki pod zamkiem kamień niewzruszony
prastarej Wiary, nie będzie skruszony
I wlije Moc Pani w Niebieskie obłoki
I poniosą wiatry od Gór do Zatoki
I popłyną z wody od lata do lata
Głosy Światła Świata
A kiej się stanie że się Wiara wróci
Ciężki kosz opadnie i wszytko obróci
Polęchja na trony z powrotem zasiędzie
I po tysiąclecia już królować będzie
Wawel zapłakany
Odziany w łachmany
Pnie się w Niebo dumnie
Deszcz chłoszcze po trumnie
W Wiślech onż odbity
wznosi się nad Szczyty
Z “Księgi Popiołów” T. Marskiego:
“… Słowo, więc Barbarzyńca synonim imienia ~ narodowości Słowian. Ktoś powie, że nie ma takiej narodowości, ale była jeszcze w czasach Kadłubka, a nawet w XVI wieku bo jakiej jest narodowości autor poniższych wersów. (narodowość tą zniszczył konfesjonalizm i separatyzm podsycany przez wrogów Słowian)
… Serby, więc Antowie, Bosnacy za nimi
I Karwaci waleczni z chorągwiami swymi.
… za wodę głęboką zimnej Łaby wzięli;
Tak iż niemal wszystko jeden opanował
Naród co Bóg trojakim Neptunem warował.
(Jan Kochanowski)
Chcąc wywieść pochodzenie Słowian i ich języka, musimy sięgnąć do ksiąg z paru dziedzin wiedzy, mianowicie historii, indoeuropeistyki (językoznawstwa), archeologii, mitów indoeuropejskich i w zasadzie religioznawstwa, jak i zasobów słownikowych języków będących w miej lub bardziej istotny sposób, związanych pokrewieństwem czy innymi wzajemnymi wpływami. Zobaczymy, że w mitach, legendach i bajkach ~ dub’inuszkach jest zawarta wiedza historyczna, dużo większa niż w najobszerniejszych opracowaniach, wąsko wyspecjalizowanych uczonych ślepych na prawdę i fakty, mówiących hermetycznymi zawodowymi żargonami, mieszkańców nowej wieży babel czeskie słowo babel ~ bełkot, [uczonych ~ tuczonych gęsi (a może jednak Polacy to gęsi) na romajskich kłamstwach, jeśli nasi ulubieni uczeni to nie gęsi to na pewno romajskie psittakusy]….”
Jerzy Przybył – Dziewanna
(CB)
Jan Kochanowski – fraszka dla Rodżany -Przyrody lub Dziewanny-Diany/Krasatiny-Afrodyty
Utwory Jana Kochanowskiego bywają interpretowane namiętnie jako twórczość żarliwie chrześcijańska podczas gdy są to utwory pogańskie, które niosą ku nam wprost przesłania i obrazy Wiary Przyrody a także ezoteryczne treści, głęboko ukryte w ich strukturze. Oto jeden z przykładów takich interpretacji. Powszechnie historycy literatury widzą tutaj postać Matki Bożej podczas gdy wprost jest w nim sportretowana Rodżana-Przyroda lub Dziewanna-Diana, albo Krasatina-Krasa. Dziewanna jest bardziej uogólnioną postacią Miłości reprezentowanej w swojej szlachetnej formie przez Krasatinę, a w skrzywionej postaci reprezentowaną przez Dzieldzieliję. Odpowiedź zdaje się prosta bo Cypr był wyspą Afrodyty. Musimy jednak pamiętać że Jan Kochanowski nie tworzył prostych szyfrów, był on głęboko wtajemniczonym ezoterykiem , który z wprawą i łatwością posługiwał się zarówno obrazami budowanymi na zasadzie modeli adekwatnych jak i szyframi cyfrowymi wywiedzionymi wprost z tradycji Pitagorejczyków i nauk okultystycznych, ezoterycznych. Dlatego cyfra 3 – wskazuje tutaj na Rodżanę mimo, iż Cypr mówi wprost o Afrodycie. Jan Kochanowski nie mógł w swoim utworze złożyć bezpośredniego hołdu słowiańskiej pogańskiej bogini – z tego powodu odwołał się do postaci bogini starożytnej w zgodzie z renesansowym kanonem. Obraz tej bogini zestawił z ziołami naszych łąk i kwiatami które On – jako podmiot liryczny – tejże bogini poświęca. To stanowi klucz do odczytania, którą z nich miał na myśli.
Należy też wziąć pod uwagę znaczenia pitagorejskie związane z czertami – w tytule mamy nie tylko 3. ale i Księgę Trzecią – razem czerty te dają 6 – Narodziny (Początek Życia) – o czym akurat niedawno pisaliśmy w Lekcji 6. Jak to więc jest? Szósty Miesiąc to miesiąc Kresu – Święto Kresu i Kupały, Wianków i Kwiatu Paproci (Pąpu Rudzi) – to z kolei wskazuje na Dziewannę-Afrodytę lub Krasę-Afrodytę. Lecz co w tej całości mówią kwiaty i zioła – to złożony bukiet, który nie może być i nie jest przypadkowym zestawieniem dla efektowniejszego obrazu i ułatwienia sobie rymowanki.
Polecam zabawę w rozszyfrowanie do końca tej zagadki: Krasatina – Pani Piękna, Kwiatów i Kochania Jasnego, Pogodnego, Pani Szczęśliwości Miłosnej i Rozkoszy, czy Dziewanna – Dziewa-Czysta ale i Dzika Łowczyni – Miłość Prawdziwa, Mroczna, Nieokreślona i Nieokiełznana, Wybujała i Nieskończona, Tajemnicza i Niepoznana – jak Bór w którym przebywa i poluje ta bogini – Zaborcza i Gwałtowna, Zdobywcza i Nieprzejednana, a może jednak Rodżana-Przyroda, faktyczna władczyni instynktów i także pani kwiatów, ziół i owoców, która jest miłością sił natury, popędem, przymusem biologicznym, napędem ku rozmnożeniu – kwiatem który wabi ani dla przyjemności ani dla wciągnięcia w pułapkę, lecz po to jedynie by wydać owoce i następne pokolenie żywych istot tego samego gatunku?
Jan Kochanowski nie był nigdy piewcą Chrystusa, ani chrześcijaństwa, jak to się niektórym wydaje, lecz pod różnymi podwójnymi i potrójnymi zwierciadłami przekazał w swoich pięknych fraszkach i pieśniach przesłanie do przyszłych pokoleń , które mówiło o bogach Słowian i jego do nich miłości – miłości do Boga Słońca- Swarożyca, Rodżany-Przyrody i Światła Świata – których uważał za Opiekunów Rzeczpospolitej – ale tylko Polski, czyli Korony, bo Litwa była dla niego reprezentantem drugiego bieguna, który wiążemy zwykle z instynktem i nieświadomością czyli Siłami Nieokreślonymi, Siłami Ciemności z Krainą Księżyca – Chorsem, Perepułtem i Czarnogłowem, z rozumianym po freudowsku- Borem.
Kiedy rozszyfrowuje się KODYZM przeszłości – literackie szyfry jakie zostawili nam w spuściźnie najwięksi polscy pisarze i poeci, kiedy się ten KODYZM interpretuje warto pamiętać, że ponieważ wszyscy oni reprezentowali sobą najtęższe i najprzenikliwsze umysły swoich epok byli też ludźmi wielkiej wiedzy i to wiedzy głębokiej, byli prawdziwymi górytami, których powszechnie uznaje się za wieszczów w naszym katolickim kraju, a ich utwory są powszechnie przyjętymi arcydziełami polskiej kultury. Tym bardziej zaszyfrowane przesłanie w tychże dziełach Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej i jej utrwalenie w takiej postaci – tak aby wiedza ta przetrwała jako świadectwo, i to przetrwała po wieki, będąc dobrem nienaruszalnym, narodowym jest Ich największym twórczym arcydziełem.
Interpretując ich twórczość pamiętajmy, że posiadając Wiedę Wiary Przyrodzonej nie kategoryzowali oni Świata Widzialnego w sensie klasycznych pojęć Dobra i Zła – lecz widzieli siły nim rządzące w kategoriach przeciwieństw, więc “dobro” i “zło” w ich utworach należy wziąć zawsze w cudzysłów.
Mówimy tutaj o takich postaciach polskiej literatury jak Jan Kochanowski, Adam Mickiewicz i inni romantycy z kręgu Promienistych (np. Tomasz Zan, Jan Czeczot), Juliusz Słowacki, Cyprian Kamil Norwid, Stanisław Wyspiański, Stanisław Szukalski, Witold Gombrowicz, Bruno Szulc, Zbigniew Herbert czy Czesław Miłosz. W ten nurt twórczy zwany “Wojną Napowietrzną” włączeni są także inni twórcy, często nie rozpoznani wciąż w świadomości zbiorowej jako jego uczestnicy.
Przykładem takich postaci mogą być osoby Stanisława Szukalskiego, Stanisława Wyspiańskiego czy Bronisława Trentowskiego. Dzieło życia tego pierwszego jest w Polsce praktycznie nieznane, poza skromnymi urywkami. Trzeci z wymienionych w ogóle nie jest zaliczany do świata literackiego a do kręgu filozofii przez co wymyka się poczynionym rozpoznaniom krytyki literackiej. Na dodatek dzieło Trentowskiego także jest nieznane szerzej Polakom mimo, że leży w magazynach przy ulicy nota bene św. Jana w Krakowie. Jednakże jak przebiegle postępował ze swoim dziełem Bożyca Bronisław Trentowski zdążyłem już na tym blogu napomknąć i przedstawić pierwszy fragment zupełnie “nieprawdopodobnego i ośmieszającego” autora panteonu Bogów Słowian ODCZYTANIA, jakie nam zaprezentowano czytając z jego rękopisu “wprost” zamiast z użyciem kodu, który jest niezbędny. Wreszcie ten drugi z przykładowych uczestników “walki napowietrznej” – Stanisław Wyspiański – nie stosował kluczy liczbowych co wykluczyło go poza KLUCZ wyboru pewnej niezwykle przenikliwej krytyczki literackiej. Z jej osobą całe środowisko filologiczne i świat literacki polski miał poważny kłopot. Może gdyby zastosowała Ona do Wyspiańskiego klucz jaki stosuje do “napowietrznego starcia” Szymborskiej z Miłoszem – zaszłaby na tej drodze daleko dalej.
Na szczęście dla niektórych, a na nieszczęście dla innych zmarła w 2001 roku i nie zanosi się na równie wybitną i błyskotliwą, a przede wszystkim o takiej wiedzy jak ona, osobę w środowiskach uniwersyteckich w Polsce. Mowa tu o Joannie Salamon. Tak zwani “racjonaliści” świata nauki polskiej będą musieli jeszcze pogłówkować z 200 lat, żeby się wreszcie połapać w tym co z taką powagą i “autorytatywną mądrością” (czytaj przepojonym totalitaryzmem stosunkiem do świata i pojmowaniem rzeczywistości) interpretują od stulecia. Cóż, czasami świat musi dojrzeć do Kopernika, a nie Kopernik do świata.
Zainteresowanych zgłębieniem tematu tejże “walki napowietrznej” odsyłam do obecnych na tych stronach od dawna “2 z 12 Psalmów o Spełnieniu” – w dziale “Powieści-poezja-sztuka eksperymentalna”. Co łatwo da się udowodnić utwory te należą do tegoż nurtu, a powstały kiedy nikomu się nawet nie śniło o tymże nurcie głośno mówić – w latach 1987-1995, co uwieczniono w ich opisie. Sformułowanie “Bitwa Napowietrzna”, czy też nazwa wydawnictwa “Kraina Księżyca”, które działało od roku 1991 do 2010, a wreszcie Światło Świata, też powinno chyba każdemu trochę obeznanemu w Mitologii Słowiańskiej coś “rozjaśnić”. Kto chce wierzyć, że Księżyc i Słońce oraz Lewa i Prawa Kolumna, Labirynt, Lustro i Taniec Żurawia (rytuał wciąż odprawiany w Irlandii) to fantazje, niech pozostanie przy swoim.
Utwory Jana Kochanowskiego znalazły się w okresie Kontrreformacji na Indeksie Kościelnym – zabraniano ich publikacji, niszczono nakłady w drukarniach. Te uprawnienia do powszechnej cenzury tego co pisano i wydawano mieli w Polsce Jezuici. Nic dziwnego, że Jan Kochanowski musiał użyć szyfru i techniki Labiryntu oraz Luster w Trzech Księgach Fraszek by przetrwały do naszych czasów jako świadectwo jego ezoterycznej głębokiej wiedzy i jego czci dla Najwyższego Światła – Światła Świata. Przez ponad sto lat gorliwie zabraniano drukowania w Polsce i czytania jego dzieł – a przecież jest to Największy Słowiański Poeta Wszechczasów.
KONTRREFORMACJA pogrzebała I RZECZPOSPOLITĄ, popatrzymy na mapę podziału religijnego z tamtego okresu. Uświadommy sobie , że był to czas kiedy można było dołączyć do Rzeczpospolitej Moskwę z jej ziemiami – gdyby nie ultrapapieski król Zygmunt I Waza idący na pasku Watykanu jak wieprz na rzeź i wlokący za sobą cały nasz kraj. Czy prawosławni mieli interes w obronie Rzeczypospolitej która zabraniała im ich wiary?! Czy Moskwianie mieli interes by znaleźć się w tej samej sytuacji? Gdy to tylko zrozumieli wygnali Polaków z Kremla! Czy Inflanty i Prusy miały interes w obronie tego ultrakatolickiego porządku? Czy Luteranie z Pomorza i Śląska mieli powody by dążyć do dołączenia do tego kraju? Dołóżmy do tego obrazu niezbyt tutaj widoczny obszar, który należy uznać za domenę Braci Polskich i gnozy – czyli Arian, byłyby to dodatkowe czerwone placki w samym sercu Polski. Nie widzę tutaj też Żydów, no bo byli ze swoją wiarą wszędzie, praktycznie w każdym mieście Rzeczpospolitej – to dodałoby jeszcze koloru. Nie wspomnę o Ormianach i Tatarach – bo tego też tutaj nie ma. Dołóżmy wreszcie do tego zupełnie nieuwzględniany obszar Wiary Przyrodzonej, która miała wciąż (mimo prześladowań) swoich wyznawców – w tysiącach wiosek na całym obszarze Rzeczpospolitej – pamiętajmy że katolicyzm na Litwie a więc w 2/3 tego terytorium wprowadzono ledwie 100 lat wcześniej. Ta ludność prosta – zwana chłopstwem, jeszcze w XIX wieku wyznawała coś co było mieszaniną wierzeń Ojców i ludowej wiary chrześcijańskiej. Nie przez przypadek ta warstwa w ogóle nie poczuwała się do udziału także w powstaniach wyzwoleńczych po Rozbiorach Polski.
Jak można było w takim kraju zrobić coś tak GŁUPIEGO jak KONTRREFORMACJA!!!? To musiało się skończyć katastrofą. To był strzał samobójczy – prosto w głowę, prosto w UM. To było właśnie oderwanie mentalne Polaków od pozostałych nacji Rzeczpospolitej i nawet szlachty od własnego chłopstwa polskiego – nie mówiąc o pozostających poza granicami krajach takich jak Śląsk i Pomorze, które patrzyły na Polskę z podziwem – do tamtego czasu. Jednak nie był to strzał tak całkiem samobójczy – ktoś kierował ręką króla i jego popleczników, ktoś poradził przeniesienie stolicy do Warszawy – oderwanie od krakowskiego dworu, od doradców, od starej tradycji! Kto?
Czy trzeba to dopowiedzieć do końca?! Chciałbym się dowiedzieć czy tego uczą w polskich szkołach na lekcjach historii?
Czy dzisiaj po kolejnej hekatombie, która zdziesiątkowała polską inteligencję w XX wieku, po kolejnych 50 latach uczenia fałszywej wersji historii polski i kolejnych 20 latach III RP z jej fałszywą historią tą dawną i współczesną, jakiś polityk-matoł, oczywisty niedouk – bo któryż z nich wie coś o Janie Kochanowskim – coś co naprawdę powinien wiedzieć, coś więcej niż to że umarła mu Urszulka, wyciągnie z tego wnioski i zrozumie, że tylko część Polaków to katolicy i to część nie większa niż 50%.
Czy zatem nie nadszedł czas by Naród Polski poznał prawdziwą treść twórczości na przykład Jana z Czarnolasu ?
Alfons Mucha – Dziewanna – Flora
A to na dokładkę
gdyż w podaniu wawelskim ukryto prawdę o Żabi-Kruku, którego Królestwo zatopione jest w nurtach Wisły pod Wawelem. Tu właśnie na osi jest Żabi Kruk – Ptak Słońca który z Białego (Lasota) stał się Czarnym, który z Przepowiadającego Przeznaczenie stał się Piewcą Kraczącym Nocnego Nieba i Krainy Księżyca – Tu leży symbolicznie ulokowany w dawnej opowieści przez naszych dzielnych przodków – Byśmy nigdy, przenigdy nie zapomnieli kim jesteśmy.
cc
|
|||
| Książka od prawie sześćdziesięciu lat należy do klasyki publikacji z tego zakresu. Jest niezwykle nowatorskim ujęciem, omawiającym twórczość Jana Kochanowskiego w kontekście słowiańskiej kultury renesansu. Pokazuje m.in. znaczenie dla całokształtu dorobku czarnoleskiego poety takich tekstów jak Elegia o Wandzie, Proporzec, czy O Czechu i Lechu historyja naganiona – z jednej strony jako dzieł wyprowadzających pisarstwo Kochanowskiego do Europy, z drugiej zaś prezentujących ich rodzimą genezę, ich zakorzenienie w środowisku krakowskiego dworu królewskiego. W części drugiej Autor zajmuje się europejskim oddziaływaniem całej twórczości Kochanowskiego. Opracowanie to opatrzone jest obszernym, kilkudziesięciostronicowym, streszczeniem-omówieniem w języku angielskim, przygotowanym przez p. dr Teresę Bałuk-Ulewiczową. Zobacz wypowiedź prof. Tadeusza Ulewicza. |
Labirynt i Lustro oraz Taniec Żurawia czyli Jan Kochanowski w książce Joanny Salamon “Latarka Gombrowicza”
(fragment)
Jan Matejko – Jan Kochanowski nad ciałem Urszulki
|
|||
Słowianie byli w Polsce od zawsze! – Polskie Radio o odkryciach genetycznych bydgoskich naukowców
Archeolodzy w szoku
Genetycy podważają teorię części polskich archeologów. Być może Słowianie wcale nie pojawili się w Polsce dopiero we wczesnym średniowieczu.
Wbrew opinii części archeologów, Słowianie nie przybyli do Europy dopiero we wczesnym średniowieczu. Tak przynajmniej wynika z badań genetycznych zespołu badawczego prof. Tomasza Grzybowskiego z Collegium Medicum Uniwersytetu M. Kopernika w Bydgoszczy.
- Raczej skłanialibyśmy się ku autochtonizmowi Słowian, ale zastrzegając mocno, że cechy genetyczne wcale nie muszą być tożsame z charakterystyką kulturową właściwą dla tych populacji – mówi prof. Grzybowski w “Naukowym zawrocie głowy”.
Badanie trwały prawie 10 lat. Naukowcy przebadali materiał genetyczny pobrany od 2,5 tys. osób z różnych populacji narodów słowiańskich.
Okazało się, że przodkowie niektórych z nich żyli w Europie już w epoce brązu – czyli 4 tysiące lat temu, a może nawet już w Neolicie, siedem tysięcy lat temu.
Z genetykiem rozmawiała w Jedynce Katarzyna Kobylecka.
Audycja trwa 18 minut, a znajduje się tutaj: http://www.polskieradio.pl/7/179/Artykul/823726,Slowianie-byli-tu-zawsze-Archeolodzy-w-szoku
Cóż za poprawność polityczna pana profesora, ale uwaga to raczej poprawność redaktora piszącego tekst, bo w wypowiedziach w audycji radiowej pan profesor jest zdecydowanie radykalniejszy i opisywanego faktu nie poddaje w wątpliwość! Rolę cenzora i moderatora jego wypowiedzi pełni redakcja “Polskiego Radia”. Nie może być inaczej, gdyż każdy naukowiec wygłaszając wątpliwość w fakt obecności Słowian nad Odrą i Wisła w głębokiej starożytności musiałby się ośmieszyć. Amerykanie, Rosjanie, sami Niemcy i reszta świata już w 2009 roku potwierdzili bowiem ten fakt, a zatem także poprawność hipotezy pana profesora, tyle, że od strony męskich chromosomów Y-DNA opisując dzieje i terytorium ekspansji genetycznej haplogrupy R1a. Okazuje się jednak, że badania polskie trwały 10 lat, a więc sięgają roku 2003. Nie wiem dlaczego tak długo, skoro na świecie idzie to zdecydowanie szybciej (mniejsze środki finansowe?). Nie wiem też dlaczego aż do teraz o tych badaniach milczano w tzw “polskich” mediach.
Dobrze, że pan profesor potwierdza jednak wreszcie, po 10-ciu latach, ciągłość biologiczną między moją osobą, a osobami moich przodków. Profesor Grzybowski nie tylko potwierdza, że jestem potomkiem (a moja żona potomkinią) osób o niepowtarzalnych komponentach genetycznych środkowo i wschodnio-europejskich, które są obecne u moich praojców/pramatek, czyli Słowian lub Prasłowian żyjących nad Wisłą, już od około 5000 roku p.n.e., ale potwierdza także że mamy zgodność wyników badań Y-DNA (męskiego) oraz badania Mta-DNA (matczynego). Czyli mamy dowód, że nasi (Polaków=Słowian) genetyczni rodzice, matki i ojcowie pochodzą znad Odry i Wisły i wyodrębnili się tutaj na tej ziemi około 5000 lat p.n.e. Przypomnijmy, że szkielety z Eulau pochodzą z roku 2770 p.n.e., a kultura łużycka to okres od około 1300 p.n.e. Profesor Grzybowski potwierdza też zgodność wyników badań genetycznych z wynikami badań antropologicznych. Spór allochtonistów i autochtonistów nie ma dzisiaj już charakteru holistycznego (przekrojowego – poprzez wiele dyscyplin nauki), a wyłącznie wąsko-specjalistyczny, archeologiczny.
Warto byśmy sobie uzmysłowili tę ostatnią prawdę szczególnie mocno, bowiem oznacza ona kompletną jałowość dyskusji i zastrzeżeń ciągle wysuwanych na naszym forum i na innych portalach przez różne dziwne osoby niedowierzające wynikom genetyki i antropologii oraz przez ludzi próbujących manipulować tymi faktami, które zostały ustalone przez naukę. W audycji radiowej panowie Warcisławowie, Zaganowiepolska, Piotreusowie i inni podżegacze, możecie usłyszeć z ust profesora genetyki, że słowiańskość Y DNA – R1a, jest udowodniona oraz że Polacy=Słowianie, a także że pochodzą oni znad Odry i Wisły i są tu obecni po mutacji R1a1a7 od 5000 roku p.n.e. w sposób n i e p r z e r w a n y żadną “pustką”.
Dorzucamy więc do tej audycji inny artykuł, na temat jednej z kultur archeologicznych z epoki brązu, w której musieli być obecni Słowianie i to w zdecydowanej większości. Było to plemię, które bez wątpienia posługiwało się językiem słowiańskim bądź prasłowiańskim, bo rzecz działa się zdecydowanie później niż wyodrębniły się matczyne i ojcowskie zmutowane, “słowiańskie” geny – odkrycie dotyczy epoki brązu (ok. 1300 p.n.e.) . Kurhany odkryto dawno, w roku 1930, ale teraz możemy je związać z konkretną wiedzą genetyczną i to zmienia zdecydowanie “archeologiczny” pogląd na to kim byli twórcy owej kultury.
Archeologia musi zrewidować całą swoją wiedzę opartą na błędnym mniemaniu, że Słowianie zjawili się na horyzoncie zdarzeń w VI wieku n.e. Genetyka opierając się na ścisłej metodzie identyfikacji stwierdza bowiem, że Słowianie są nad Łabą, Odrą , Wisłą, Dnieprem, Donem Wołgą, Dunajem, Adriatykiem, i byli tu w sensie “archeologicznym” od OD ZAWSZE. Od zawsze, ponieważ horyzont archeologii “cywilizacji” nie sięga w zasadzie nawet roku 10.000 p.n.e. (do roku 2010 nie uznawano w ogóle istnienia odkrycia z Gobekli Tepe -1997 – świątyni z roku około 9.500 p.n.e w Syrii, bo horyzont archeologii oficjalnej rozpoczynał się do Sumeru, młodszego od tego odkrycia o 4000 lat.
Tak oto wreszcie nauka polska stwierdziła roku pańskiego 2013, że Polacy = Słowianie oraz, że Polacy żyli nad Odrą i Wisłą w okresie sumeryjskim tworząc całą gamę ówczesnych kultur neolitycznych i ewoluowali sobie spokojnie TUTAJ tworząc później coraz to nowe kultury. To stąd, z obszaru dzisiejszej Polski, dopiero około roku 2500 p.n.e pewna ich część (bo część nigdy stąd nie wyszła) rozeszła się po całej Euroazji, wędrując i osiedlając się: a to w Skandynawii, a to na Wyspach Brytyjskich (Stonehenge, Callanish), a to na Islandii, na Grenlandii, w Ameryce Północnej, w Galii (Carnac) oraz na wschodzie w Wielki Stepie, na Kaukazie, Uralu, nad Morzem Kaspijskim, w Azji Środkowej, w Chinach, Persji, Indii i na Sri Lance - Sielan-Dawię (Siel-lance).
Jak z tego wynika nasi przodkowie musieli mieć udział nie tylko w prawie wszystkich tzw “kulturach europejskich i azjatyckich”, od lat 5000 p.n.e. I w tych budujących kamienne miasta i w tych budujących tylko drewniane grody oraz w tych mieszkających na wozach i w szałasach (ziemiankach). W tych znających ceramikę toczoną na kole i w tych, które nie toczyły ceramiki, lecz lepiły ją ręcznie. Uczestniczyli w tych kulturach, które grzebały zmarłych w grobach szkieletowych i paliły ciała zmarłych umieszczając prochy w urnach. Uczestniczyli w kulturach miejskich, wiejskich, rolnych i stepowych, wreszcie w tych które były wysoko społecznie zorganizowane i w takich, które żyły we wspólnocie plemiennej jeszcze w X wieku. Część z nich żyje w takich wspólnotach plemiennych na Syberii także dzisiaj, w XXI wieku. Oznacza to również koniec bezsensownego sporu o to czy Słowianie znali pismo. Zaznaczmy z góry, że we wszystkich starożytnych społeczeństwach pismo znali wybrańcy a nie całe społeczności. Pismem posługiwali się kapłani i mędrcy oraz magowie. Królowie nie zawsze umieli czytać i pisać.
Czy musiało dojść do końca kalijugi, czyli Epoki Wielkiej Ciemności i czy musiało dojść do Wielkiej Zmiany, żeby ludziom, w tym ludziom nauki, otwarły się oczy na tak prosty fakt, że olbrzymi lud uformowany, posiadający tradycje i kulturę i organizację prawa w postaci sądów Rady Starowieku, nie mógł spaść z nieba, wyjść spod ziemi, albo narodzić się nagle i niespodziewanie w Sercu Świata?
Odpowiadam: Musiało dojść do końca kalijugi.Musiało, gdyż proces rozjaśniania mroków niewiedzy podlega powszechnym Prawom Przyrodzonym, w tym prawu przyczyna – skutek. W związku z tym proces ten toczy się co prawda nieustannie, ale powoli. Pozostaje więc długo na niezmiennym, tym samym, poziomie, dopóki nie wypełni wszelkich szczelin i luk tegoż poziomu. Proces rozwoju wiedzy można zilustrować przykładem budowniczego gmachu, który ze swej budowli podziwia okolicę.
Budowniczy wylewa beton na wyrównanym przez siebie gruncie (I poziom wiedzy i nauki = magia). Beton wypełnia formę płyty parteru budynku i dopóki jej w całości nie wypełni i nie zastygnie, nie jest możliwe budowanie na tej płycie niczego nowego. Z tego poziomu widać dookoła to co widać – niewiele gdyż horyzont jest płaski, taki jaki był bez płyty (płyta = wiedza-wieda-magia – to coś więcej niż las, który zasłania całą okolicę, to wykarczowany grunt pod budowlę i płyta parteru). Gdy płyta stwardnieje, czyli gdy wyczerpane są możliwości kombinacyjne, logiczne, dedukcyjne, pozwalające rozszerzać wiedzę z tego poziomu i mieszać “beton wiedzy”, zastyga on. Gdy całkiem zastygnie można wlać następną porcję w formy, które dźwigną ściany pierwszego piętra gmachu. Oznacza to inaczej, że można wtedy postawić hipotezy spekulujące na temat tego co będzie widać powyżej parteru. Gdy ściany (hipotez i teorii) zastygną można położyć na zbudowanym piętrze nową płytę, płytę nowego poziomu, pierwszego piętra wiedzy (poziom nauki). Można teraz stanąć na nowej płaszczyźnie i rozejrzeć się dookoła z pierwszego piętra. Z tej wysokości widać dużo więcej i wiedza poszerza się szybciej. Im gmach wyższy tym szybciej rozszerza się horyzont zdarzeń i wiedza o ich powiązaniach. Im rozleglejszy parter – a w wypadku Wszechświata i Matki Ziemi “parter” jest naprawdę obszerny, tym dłużej trwa przebywanie na tym “parterowym”poziomie.
Dlatego także i teraz nie brak osób tak przywiązanych do własnych “ugruntowanych na parterze” sądów oraz opinii autorytetów, którym uwierzyły kiedyś, że wcale zdania nie zmieniają mimo postępów wiedzy, i zapewne umrą ze swoim błędnym wyobrażeniem o świecie (wszechświecie, bogu, materii) w umysłach i sercach.
Podam przykład z dziedziny wiary. Dopiero w 1994 roku papież Jan Paweł II przekazał chrześcijanom całego świata jako oficjalne stanowisko kościoła wieść, że Jezus Chrystus nie urodził się wcale 25 grudnia. Papież wywołał tym stwierdzeniem szok wśród wierzących Zachodnich Europejczyków. Można się było tego dowiedzieć w komunistycznych krajach z rozpowszechnianych tutaj bez przeszkód ateistycznych, materialistycznych książek już w latach 60-tych XX wieku. Dla teologów watykańskich było to tajemnicą poliszynela od samego początku religii chrześcijańskiej. Jednakże do dzisiaj są ludzie, którzy tego stwierdzenia nie przyjmują do wiadomości. Są też ludzie, którzy nie przyjmują do wiadomości, że istniały liczne pierwowzory mitycznej postaci Jezusa, a więc, że w ogóle całe Boże Narodzenie jest baśniuszką, nie mitem (ten opowiada o prawach przyrody i interakcjach między siłami przyrodzonymi na poziomie wiedzy danej epoki), ani bają (to powieść poetycka, lecz rzeczywista ponad-epokowa – część Baji) , ani tym bardziej Bają (ta jest rzeczywistą Materią i Duchowością – Zapisem Świata), lecz ludzką fantazją, wymysłem wyssanym z palca. Więcej, należy powiedzieć, że teologowie wiedzą od dawna także, że Chrystus w ogóle nie istniał, ani jako bóg, ani jako osoba fizyczna, bo ma liczne swoje mityczne pierwowzory o setki lat wcześniejsze. Wzorce owe tkwią w osobach takich bóstw, jak choćby egipski Ozyrys (który po trzech dniach od śmierci w piątek, zmartwychwstał w magiczny sposób w niedzielę), czy takich jak Dionizos – Boski Świetlisty Syn (Dziwnyjusz – grecka karykatura prasłowiańskiego=scytyjskiego Dyja-Poświściela, syna Dażboga – Pana Dnia, Dzeusa), czy Attis (słowiański – Ottiec-Oćc, Bóg Ojciec=Czarnogłów), Tammuz, Adonis, Zalmoxis, czy bóstwa Wed Hinduizmu. Oni wszyscy rodzili się 25 grudnia w grotach czy ubogich stajenkach, ich narodziny wieściły cuda i znaki w rodzaju spadających gwiazd, a świadkowali tym narodzinom pasterze. Tytułowano ich także Dobrymi Pasterzami i Zbawicielami. Opowieść o Jezusie byłaby prawdziwym mitem tylko wtedy, gdyby powiedziano wiernym jasno i oczywiście, że jest on symboliczną postacią, antropomorfizowanym Słońcem lub Światłem, jak owi wszyscy pogańscy bogowie tutaj wymienieni. Wtedy bowiem jasne by było, że cykle jego narodzin i śmierci, to roczny cykl słoneczny z dokładną liczbą dni 280, czyli okresu ciąży (9 miesięcy) od Wiosennej Równonocy w marcu (Niepokalane Poczęcie – Iskra Światła Świata-Boża Krówka/Świetlik w Łonie Swątlnicy lub Rodżany-Przyrody albo Zaródzi-Łona = Siedliska Przyrodniczego) do jego narodzenia w Zimowe Przesilenie, jako Syna Światła Świata, z Łona Matki Ziemi Dziewiczej.
Myślę, że skoro kalijuga się skończyła i wydobyliśmy się na wyższy poziom budowli wiedzy, coraz więcej osób będzie pojmować, że system pośrednictwa między ludźmi a bogiem/energią kosmiczną (=religia), sprawowany przez kasty kapłanów (pasożytujących na potrzebie wiary w człowieku od starożytności do dzisiaj) jest tylko systemem oszustwa i wyzysku biednych (=przeciętny człowiek) przez bogatych (= kapłani, wodzowie, królowie, prezydenci) i utrwala oraz przedłuża okres niewolnictwa postrzymskiego i Ciemności.
Mam nadzieję także, że coraz więcej Polaków będzie stawać się Wolnymi Ludźmi, o światopoglądzie naukowym i będzie wierzyć w nowe odkrycia nauk ścisłych, takich jak genetyka, a coraz mniej będzie powtarzać stare twierdzenia niemieckiej (post-rzymskiej) propagandy, że Słowianie przybyli nie wiadomo skąd do Europy w X wieku i zajęli odwiecznie niemieckie (post-rzymskie) ziemie nad Odrą i Wisłą i Bałtykiem.
CB
Konstantynopol był zwany przez Słowian wczesnośredniowiecznych Carogrodem. Wtedy nie pamiętano być może, a przynajmniej nie napisano o tym w kronikarskich grecko-rzymskich zapisach, że całe Bizancjum wyrosło na zagrabionej Słowianom ziemi – Ziemicy Draków i Gątów oraz Dachów-Daków, Harharów i Pątów. Ziemie te i ludy były wymieniane nad Morzem Czarnym przez licznych pisarzy starożytnych i kronikarzy, w tym Herodota w V wieku p.n.e. Pisano o nich, że mowę mają nieco odmienną, ale noszą się jak Scyci-Skołoci, tak samo żyją, tak samo walczą i używają podobnych narzędzi bojowych. Dzisiaj wiemy, że Scyci-Skołoci to ludzie genetycznie identyczni z nami Słowianami. Jesteśmy więc ich potomkami.
Podajemy wiadomość za PAP – Nauka w Polsce
Cmentarzysko kurhanowe społeczności kultury komarowskiej w Bukivnej (dawnej Bukównej) na Ukrainie znane jest od lat 1930. Teraz badają je wspólnie naukowcy z Polski i Ukrainy.
To nie pierwsze wykopaliska przeprowadzone na tej nekropolii. Teren badali w latach 1930. archeolodzy z Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Obecny projekt rozpoczął się w 2009 roku, kiedy archeolodzy z Instytutu Prahistorii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznania przeprowadzili wstępne badania powierzchniowe.
- W lipcu 2010 roku na podstawie umów między UAM oraz Instytutem Archeologii Narodowej Akademii Nauk Ukrainy w Kijowie i Katedrą Etnologii i Archeologii Instytutu Historii i Politologii Przykarpackiego Narodowego Uniwersytetu im. V. Stefanika w Ivano-Frankivsku podjęliśmy badania wykopaliskowe kurhanów – mówi dr hab. Przemysław Makarowicz, kierownik badań z polskiej strony. Stronę ukraińską reprezentują dr Sergiej Łysenko i dr Igor Kockin.
Podczas przygotowań do badań wykopaliskowych odkryto nieznaną wcześniej grupę kurhanów. Udokumentowano je w lesie bukowym, w odległości około 1 km na południowy zachód i północny zachód od wcześniej znanych skupisk. Cechuje je specyficzna koncentracja kopców – po trzy mniejsze kurhany wokół większego. – Łącznie zarejestrowaliśmy ponad 40 kopców. Pierwotnie nekropola w Bukivnej liczyła, uwzględniając badania przedwojenne, ponad 50 obiektów – wylicza Makarowicz.
Dotychczas w pełnym zakresie archeolodzy zbadali wykopaliskowo trzy kurhany. Jeden z nich został wcześniej przekopany przez poszukiwaczy skarbów, ale w innych wyposażenie zachowało się dość dobrze. W jednym z kopców badacze znaleźli m.in. 38 naczyń na różnej głębokości w płaszczu nasypu i na poziomie dawnej powierzchni oraz prostokątną jamę, wewnątrz której zbudowano kamienno-drewnianą, prostokątną konstrukcję. Zachowały się również relikty spalonych desek.
Najbardziej spektakularne były odkrycia w trzecim z kurhanów. Oprócz ponad 20 naczyń w jego centrum odnotowano kenotaf, czyli grób bez zmarłego, w którym znaleziono osiem naczyń. Obok spoczywała szpila wykonana z brązu i złota zausznica, związana z ośrodkami metalurgicznymi w Kotlinie Karpackiej.
Jak wykazały analizy, około 200 odkrytych przedmiotów można łączyć z kulturą komarowską, należącą do trzcinieckiego kręgu kulturowego istniejącego w epoce brązu. To różnorodne znaleziska – od półwytworów po w pełni użytkowe narzędzia jak sierpy oraz broń – grociki strzał. Badania wykazały, że były one używane.
Najbardziej interesującym aspektem poznawczym dla archeologów była obrzędowość pogrzebowa udokumentowana w obu kurhanach. – Należy podkreślić, że w żadnym z naczyń odkrytych w charakteryzowanych kurhanach nie zarejestrowano kości, nie były to więc urny grzebalne, jak sądzili badacze w latach 30. XX wieku – wyjaśnia Makarowicz. Jednak to ostatecznie badania na obecność fosforu pokażą, czy nie uległy one mineralizacji.
Artefakty pozyskane w rezultacie badań cmentarzyska przekazano do kompleksowych analiz specjalistycznych w Polsce i na Ukrainie.
Międzynarodowe badania nekropoli kultury komarowskiej w Bukivnej są kontynuowane w ramach projektu finansowanego przez Narodowe Centrum Nauki. W tym roku archeolodzy planują zbadać dwa monumentalne kurhany liczące ponad 3 m wysokości.
(ew/PAP-Nauka w Polsce)
Wawel Castle – A Holy Mountain of Slavs – chakra and pictogram
© by Czesław Białczyński
© translated by Katarzyna Goliszek
Sometimes a pictogram or a mystery – so called rebus, or a typically typographic structure meets all the required demands to make a code message. Here is the message Wawel – published on the author’s http://budysie.republika.pl . The author of the message – Szymon – is a computer expert by profession and the following message is simultaneously a perfect code message and pictogram. At the same time, it is an inspired religious, holy – even prophetic – information of exceptional depth. Here it is:
It is just like that in this case, though we could suggest letter W more to give the A sign a shape of a written capital letter, i.e creating letters in the beginning and in the end at the top of the exit base. It would complement this message in a clear-cut way directing the thought towards knowlegde coming from historic context of the ”w” sign.
The historic context and background which mean inveteracy of the ”w” sign because this sign is an exclusively Slavic letter which came to alphabets of other languages. Its origin lies in the meanings like Wela – the Land of Gods and the Dead, the Afterlife and Wąwel – denoting entering Wela (w = in – w-Wel, W – owąż – Wel wejście <wejście = entrance>) which means Entering the Afterlife from the Mountain top, and also a way to the Afterlife to Mount Wąwel through Wąwóz (WW) <wąwóz = ravine> – curving corridor leading to Mount Wąwel – reaching Wela at whose foot lives dragon Wizunas guarding Wierzeje <wierzeje = gates>. There are many W letters here, aren’t there? Moreover, they are in duplication – double W (WąWel, WąWóz – the duplication always emphasises holiness – VV makes letter W which means holy V, bigger V).
Wawelska mount emerges from the waters of the Vistula River and the bottom of the plateau-valley – like a white point of the Earth
Wela – means both: wiele (wiele = many, a lot of, lots of, plenty of) and wielki (wielki = great, huge), remember that wielki = biały (biały = white) – because Slavs’ Gods inhabiting Niwy Weli are Welowie, Welanie – Wielcy (wielcy = great), and also others living in Nawia Wela – in the Afterlife World – are our Great Ancestors.
Top view – the river flowed past the hill before – flowed down the street on the right, then across Dietl Stradom streets and Starowiślna (hence the name of the latter street) – was part of the current riverbed beyond Kazimierz district on the border of Podgórze (i.e. Krakotyn – the headquarters of the White Raven Lasota and Czarodana) where today there are III Bridge and Kazimierz Gallery nowadays.
The meaning of this sign is super serious for Faith of Nature and it has lots of cultural dimentions of deep prehistory of Slavic Culture and the deepest layers of the national subconscious self of all the nations deriving from the Slavic-Scoloti stem.
Within the walls white stone was used. This stone imitates the stone of the rock on which the castle stands
But even without such special shaping of letter A so that it suggest W more strongly as a written form ”pis” (like on like Easter eggs) the message is perfect because, here, we have suggestion of letter W achieved through placing the lettering wel inside A, i.e. in A. Moreover, the wel element put in the middle gives a full meaning of the mythical entrance through Wierzeje (Gates) to the afterlife world as it is known that from the top of Szklana Góra led the underground entrance to the cave. To help the dead could easily come into the Afterlife (go all the way up and down) – Slavs provided them with ritual baked goods placed in the tombs of the ritual – bridges, ladders, etc.
Wawelska Mount in the picture from the beginning of the 19 th century (Jan Nepomucen Głowacki 1802-1847)
The same painter – a view on the Vistula River from the side of Wawel Bronisława’s Hill (Bronisława – Broni Słowian = Defends / Protects Slavs) and Welski Mound in the Welski Forest
People who do not know Faith of Nature will not understand the full meaning of Mount Wawel, will not comprehend why it is so significant and really holy, and that it is the Holy Mountain of Slavic People, and why – for 100%, or even with more certainty – it is a Chakra of Earth.
Why?
From the green plane, from the bottom of the vast valley that has many square kilometers, from meadows and wetlands, and marshes of the Vistula River in the bend – here there is also the tributary of the Vistula – Wilga (the name of this river is not coincidental) – rises a white limestone rock with a gate to which the entrance is on the top of the mountain and the exit at its base – here you can see a white brick promontory.
Wawel Castle in Kraków is the earthly embodiment of the Holy Mountain of Slavic people – because it is the mountain growing out of Earth and Water at the same time, because the white rock bursts in the sky in the middle of an oval basin (where today lies all the great city stretched evenly around the Castle), because it is a huge – wela (wela = wielka = huge, and white) – mountain and rock on the plateau. The mountain and rock stick out of the plane like a Navel of Earth from its Belly (Skoł-Sim growing out of the black marsh and greenery of the meadows) – today you can not see it as well as before because the mountain is built up and walled with the castle (zamek – zamyk; zamek = castle) – only where the Dragon’s Den is placed can one see the white rock verging straight on the water of the Vistula River (Wisła = Vistula) – the river which has W in its name.
At its top, the mountain has the entrance to the cave leading with sloping corridors (before it was possible to reach the corridors from the top using only ropes, ladders and bridges) to the foot of the mountain, on the very water or straight to the water (if its level is higher like in spring).
That is why the mountain is abode of the mythical Drak – Krak – Dragon – kagan – priest, king and saint – Governor of the Gods on Earth, i.e. the king. It had already been the home of kings-kagans in the distant, very distant past, not so much of Polish kings, but the kagan of the whole SIS Kingdom – Wharat (Bharat, Haria or Harpątia known today as Karpatia, Welej Haria or White-Horia, Białochorwacja (Białohorpątia) because pąć, pont means a lane, a path – the word pątnik (pilgrim) comes from that. It is the same as wać, wąć,wić (twist, weave) – nić (thread), path, lane, but also wać – the holy thread of life from which life is twisted / woven, i.e. life is born. First it was Wela Haria (hara-gora – góra (mountain), but also hara – żar-ogień (heat-fire) – hence God’s name Hors-Chors – Brightening on the Night Sky) making up the central part of the enormous emipre of Great Scolotia-Scythia, and later Great Serbomasia-Sarmathia, and earlier Wenedawa, and then – much later – Lęgia-Lugia from which rose Ślęgia and Polęgia, i.e. Śląsk (Silesia) and Polęchia-Lechia (the historical name of Poland) as well as Ługja-Łużja-Łużyce (Lusatia).
This mountain is a sacred place of Faith of Nature not only for Slavs but also for people related to them – Ists, Scoloti and Serbomazowie as well as Dawanowie-Dagowie-Dachowie (Dakhowie-Dakowie <Dacians>, Drakowie-Trakowie <Thracians>, Gątowie-Getowie-Gotowie) and for Romaiōi (Greeks) and also for Kiełtowie and others, perhaps for all Aryans. We know that Hindus have been coming to the Wawel chakra for a long time because such knowledge is recorded in the oldest information about their faith – in Vedas – that the chakra is here.
But we also know about priestly practice of natural religion which meant descending from the top of the sacred mountain to the cave and staying in the Underworld in order to be reborn and regain holiness or sanctification recovered by the personal act – acquisition of divine qualities.
The holy re-birth and reaching out for sanctity through the act of entering the cave (Earth’ Belly) from the top of the Mountain submerged (or growing out) in the “W” odes took place on such mountains, and it is described by ancient Greeks who gave testimony in their chronicles of ablution practices of priests.
Among them, they describe the case of a known Dacian priest – (Dracki, Odracki, Dagski?) Zalmoksis (we call him Żalmokszysz or Żarmokszysz) who came into the cave from the top of Kogajon Mountain (we call it Kagan-JAT), and spent several years in the afterlife, and then emerged as a holy man and a king-kagan, and ruled the tribe giving them the principles of faith and legislation.
The same theme is repeated in descriptions of the lives of a number of Greek priests, some of them recognised as gods. Note that the same natural, innate theme was taken over by Christianity in the same way by sending Moses to the top of the mountain and giving him the 10 commandments, i.e. the rules of faith and law – on the top of the Holy Mountain Abraham was told to sacrifice his first-born son whom God changes into the sacrifice of a lamb – an animal sacrifice – making the new sacrificial law.
The Bucegi Mountains (Bükk) are in Romania today, but once they were in the Polish Bukovina and Wallachia, where there is probably Mount Kogajon. I do not know whether there is a mountain like Wawel in the Bucegi at all which is of the same character as Mount Welska?
I know for sure that Wawel is the mountain where such a holy act could be made because it has all the attributes of a gate entry into the Afterlife World – in Wela.
Szymon with his family – the Bieszczady Mountains, Bukowe Berdo (Kasia – wife and children: Maciek, Ania, Gabrysia)
Połabscy i Łużyccy Strażnicy Wiary Słowian oraz bohaterowie narodowi – Książę Obodrytów Niklot (1090 – 1160)
Obodrzytia – Meklemburgia Wschodnia zwana Pomeranią – flaga narodowa Połabian
Ilość tematów jakie domagają się poruszenia, zapisania, utrwalenia i dyskusji wydaje się być nieskończona. Jeszcze dłuższa jest lista zasłużonych dla Wiary Przyrodzoney Słowian osób i Strażników Wiary, czy lista Wielkich Polaków, których życiorysy i dokonania domagają się natychmiastowej publikacji. Ten natłok i zwiększająca się liczba publikacji analitycznych czy monograficznych dotyczących Słowiańszczyzny w przeszłości i jej aktualnego “położenia” geopolitycznego i społecznego, liczba artykułów poświęconych duchowości i wiedzy płynącej ku nam ze starych przekazów innych Wiar Przyrodzonych, spokrewnionych głęboko ze Słowiańszczyzną, a będących niegdyś w obrębie starożytnej wspólnoty Królestwa SIS powodują, że w niedalekiej przyszłości gruntownie zmodyfikujemy ten Portal Wiedzy o Słowiańszczyźnie, nadając mu bardziej przyjazny kształt technologiczno-graficzny, poprawiający znacznie jego użytkowość i dający możliwość uruchomienia także innych wersji językowych, niż tylko polska i angielska.
Nowe publikacje powinny się właściwie już obecnie ukazywać każdego dnia, a przecież przydałoby się tutaj też forum dla różnej “słowiańskiej ” tematyki, chociażby forum Genetyki. Ten obszar jest najwyraźniej obecnie areną zaciekłej walki i wydarzają się w nim bezprecedensowe sytuacje, jak zamykanie niewygodnych wątków przez niemieckich sponsorów takich serwisów jak Historycy.org, czy zamykanie w ogóle niewygodnej tematyki i dyskusji, z której wnioski są jednoznacznie nie w smak sponsorom z UE i Niemiec – jak np. Histmag, który w ogóle wyłączył bez uprzedzenia swoje forum. Dochodzą do nas wiadomości, że wręcz przerywa się konferencje naukowe w trakcie ich trwania, kiedy zaczynają się pojawiać tam “niechciane” tematy potwierdzające np. obecność Słowian nad Odrą, Łabą i Wisłą już około 3500 roku p.n.e, a nad Dunajem i we wszystkich archeologicznych kulturach europejskich już od 10.000 p.n.e.
Dzisiaj Polska staje się obszarem nasilonej walki ideologicznej Zachodu ze Słowiańszczyzną i germanofilskiej propagandy, uprawianej tutaj na niesłychaną skalę poprzez zorganizowane koncerny prasowe, stacje telewizyjne i wydawnictwa książkowe. Tak zwana “Polska Prasa” codzienna i kolorowa jest prawie w całości niemiecka, naukowe fora dyskusyjne są niemieckie, telewizje są niemieckie, radia są finansowane z Niemiec, z Niemiec są też zasilane finansowo i zaopatrywane w propagandowe materiały takie organizacje jak Ruch Autonomii Śląska. Po zniszczeniu Połabia i Łużyc jesteśmy kolejnymi Słowianami do “odstrzału”.
Flaga Meklemburgii (Obodrzytii) – barwy słowiańskie i Czarny Byk
Nikt nas nie obroni przed zalewem tego oceanu propagandy, której strategiczne ramy i kierunki wyznaczyli w RFN za Konrada Adenauera post-hitlerowscy urzędnicy wchłonięci przez Bundesrepublikę pod jej opiekuńcze skrzydła. Tak jak ich nie rozliczono z faszystowskiej “przygody życia” tak i nie rozliczono propagandy nazistowskiej i nie zweryfikowano ani jej, ani polityki w stosunku do Polaków i Słowian, opartej nadal o nazistowską filozofię.
Nikt nie wstawi się za nami, za polskością, za prawdą historyczną i nikt nie będzie ZA NAS odkłamywał “przekrętów” i kłamstw jawnych, które są wspomagane przez niemiecki kapitał i rząd. Musimy zwalczyć to sami i jeszcze raz udowodnić im, że Polski i Polskości, ani Polaków nie da się POKONAĆ żadną propagandą, masowym medialnym kłamstwem, ani żadnymi formami przemocy czy zniewolenia.
Myślę, że oni już dawno pojęli, że jedynym skutecznym sposobem zabicia polskości będzie zabicie historii polskiej i języka polskiego. Sączą nam więc tutaj pod pozorem polskiej historii historię germańską, swoją wersję nową starej propagandy, piszą nam podręczniki do nauki historii i piszą nam “prace naukowe” dokumentujące wiekowe germano-słowiańskie pokrewieństwo i braterstwo.
Ostatnio poprzez National Geografic opisują naszą najnowszą historię , np “Katastrofę Smoleńską w duchu Moskiewsko-Berlińskim” w filmach, podkładają nam granaty w rodzaju, że Mieszko I był skandynawskim wikingiem, założycielem Polski (w prasie), podrzucają miny w rodzaju “pra-germańskiej haplogrupy R1a” na EUPEDII (w internecie), i czynią inne kuglarskie sztuczki, które mają uzasadnić ich Nowy Drang Nach Osten. Oni oczywiście nie przyjmują do wiadomości, że to Słowianie byli wikingami zasiedlającymi Szwecję, Danię, Norwegię, Islandię – ta wersja w ich mediach niemieckich nie istnieje. Nie przychodzi im też do głowy, że są po prostu mieszaniną Celtów, Słowian i Staroeuropejczyków – tego nie znajdziecie w niemieckich czasopismach popularnych i audycjach telewizyjnych. Tam dalej obowiązuje MIT Starożytnego Cesarstwa Rzymsko-Niemieckiego, Germanii według notatek Cezara, Wielkiego Narodu Niemieckiego według Goebelsa i innych podobnych propagatorów niemieckiej kultury (kulturkampfu).
Uruchamiamy nowy dział, który przypomni całemu światu o Słowiańskości i ludziach, którzy byli bohaterami walki o słowiańskość swojej rodzimej ziemi nad Łabą i Renem, w Bawarii, w Grodzie Hama, w Kieł-Kolonii i Kodeniu-Kopenhadze i wszędzie tam, gdzie oni – NIEMCY – dzisiaj rozpanoszywszy się butnie – uważają SIEBIE za starożytnych gospodarzy tej ziemi.
Nie bez powodu na pierwszą postać jaką przedstawiamy w nowym cyklu wybraliśmy Księcia Niklota – Strażnika Wiary Przyrodzoney Słowian, władcę Obodrytów, polityka słowiańskiego, lechickiego bohatera narodowego, nieustraszonego wojownika o wolność swojej ojczyzny – Połabia i Łużyc.
Śmierć Niklota (Niklots Tod) — obraz Teodora Schloepkego w Schwerinie (dawnym Zwierzynie)
Z Wiki
Niklot (zm. 1160) – książę obodrycki (1131-1160), był jednym z możnych plemienia Obodrzyców, który walczył z Niemcami i Duńczykami o wolność swego ludu m.in. podczas krucjaty połabskiej w 1147. Jedyny słowiański władca, który pokonał wyprawę krzyżową i powstrzymał przymusową niemiecką akcję chrystianizacyjną. Wrogo usposobiony do chrześcijaństwa, starał się jednocześnie przez całe panowanie o przyjazne stosunki z cesarstwem i panami saskimi, uważając to za główną podstawę istnienia państwa obodrzyckiego.
Stał, wspólnie z późniejszym księciem wagryjskim Przybysławem, w 1128 na czele zbuntowanych przeciwko narzuconemu przez cesarza Lotara III z Supplinburga księciu Kanutowi Lavardowi wschodnich plemion obodrzyckich (tj. Obodrzyców właściwych i Warnów). Wzięty do niewoli, został osadzony w twierdzy Szlezwik, i wypuszczony dopiero po uznaniu tego ostatniego za władcę obodrzyckiego, opłaceniu okupu i daniu za siebie zakładników.
Po zamordowaniu Kanuta Lavarda w 1131 obwołany księciem Obodrzyców i Warnów. W wyniku wyprawy wojennej cesarza Lotara na jego państwo musiał uznać niemieckie zwierzchnictwo nad księstwem. Był lojalny i wspomagał cesarza w jego działaniach na pograniczu (m.in. pomoc przy budowie twierdzy Segeberg). Zachował się biernie także w latach 1137-1143, kiedy to wskutek niepokojów w Saksonii po śmierci Lotara, władca sąsiednich Wagrów – Przybysław usiłował zrzucić zależność od cesarstwa.
Dopiero w obliczu wyprawy krzyżowej z 1147 aktywniej zaczął działać w kierunku obrony względnej niezależności swojego państwa. Zaczął fortyfikować najważniejsze grody, m.in. Dubin i starał się pertraktować ze swoimi sojusznikami w cesarstwie, głównie z Adolfem II z Schauenburga, grafem holsztyńskim, w celu ochrony swojego księstwa przed krucjatą. Wobec fiaska tych rozmów zaplanował najazd na sąsiednią, już saską, Wagrię (czerwiec-lipiec 1147), zakończony zdobyciem miasta Lubeki (zamek się obronił), twierdzy Segeberg i wzięciem do niewoli znacznej liczby kobiet i dzieci. Podczas krucjaty z tego roku Niklot dowodził osobiście obroną Dubina, zadając najpierw klęskę flocie duńskiej, w wyniku czego doszło do odstąpienia od oblężenia połączonych lądowych sił sasko-duńskich. Po zakończeniu działań wojennych zawarł pokój z wojskami krzyżowymi w Dubinie, na zasadzie status quo ante, i na mocy którego Obodrzyce mieli uznać zwierzchnictwo saskie i zobowiązać się do przyjęcia chrześcijaństwa.
Wobec zdecydowanej wrogości Niklota w stosunku do wprowadzonej na mocy pokoju dubińskiego organizacji kościelnej na jego ziemiach, nie doszło do napływu księży chrześcijańskich do jego państwa. Wyczerpane walką z wojskami krzyżowymi państwo Niklota nie było w stanie samo poradzić sobie z secesją dwóch plemion: Chyżan i Czrezpienian w 1151 i został zmuszony do szukania pomocy w ich ujarzmieniu u grafa Adolfa. Wobec osamotnienia państwa obodrzyckiego po 1147, Niklot pozostawał uległym wasalem saskim, posyłając posiłki na wojnę z Danią w 1156. Rachuby, aby utrzymać istnienie państwa, zostały przekreślone wyprawą Henryka Lwa, księcia saskiego i bawarskiego, wnuka cesarza Lotara III.
Wobec zawiązania w 1160 koalicji między księciem saskim a królem duńskim Waldemarem I Wielkim, próbował dokonać ataku na ziemie wagryjskie i ponownie zdobyć Lubekę. Niepowodzenie tej akcji spowodowało konieczność spalenia kilku grodów, takich jak Iłów, Mechlin, Skwierzyn i Dubin, aby nie wpadły one w ręce wroga, i wycofanie się Niklota wraz z wojskiem do grodu Orle (Wurle) leżącego nad rzeką Warnawą na granicy ziemi Chyżan, gdzie pragnął się bronić. Zginął w czasie bitwy pod Orłem (dziś Wurle k. Butzow w Meklemburgii) w 1160 roku podczas najazdu Henryka Lwa na jego ziemie. Zajęte tereny stały się lennem niemieckiego księcia, które nadał synom poległego władcy Słowian: Przybysławowi i Warcisławowi.
Od jego syna, Przybysława (Pribislav), wywodzi się dynastia książęca panująca w niemieckiej Meklemburgii do 1918 roku.
Bibliografia
Turasiewicz A.., Dzieje polityczne Obodrzyców od IX wieku do utraty niepodległości w latach 1160 – 1164, Warszawa 2004.
♦
NIKLOT – Słowiański książę dzielny wielce – sierpień 2012
(fragmenty artykułu zbierającego wiadomości o Krucjacie Antysłowiańskiej na Połabiu - z bloga slowianin.wordpress.com)
Zamek w Schwerinie (dawna nazwa słowiańskiego grodu to Zwierzyn)
ma aż 24 fantazyjne kominy i 100 ozdobnych pinakli.
Fasadę rezydencji górującej nad Starym Miastem zdobi
potężny konny posąg białego jeźdźca z włócznią.
To książę Niklot – słowiański przodek władców Meklemburgii.
Niklot, choć stał się bohaterem legend, nie jest postacią z baśni, ale historycznym władcą ziem meklemburskich. W XII wieku był księciem Obodrytów, Słowian połabskich. Jego państwo leżało pomiędzy Saksonią i Danią. Rządził przez blisko 30 lat, od 1131 roku. Początkowo uznawał wymuszone niemieckie zwierzchnictwo, ale odrzucał chrześcijaństwo, woląc pogańskich bogów. W 1147 sprzymierzeni Sasi i Duńczycy podjęli wielką wyprawę krzyżową. Zamiast do Jerozolimy ruszyli na sąsiadujących z nimi Słowian.
Niklot postanowił uprzedzić atak. „Przygotowuje potajemnie siły morskie – i przepłynąwszy cieśninę (Meklemburską) skierowuje flotę do ujścia Trawny, pragnąc ugodzić ziemię Wagrów, zanim by jeszcze wojska saskie wtargnęły do jego państwa. O świcie dnia, w który obchodzi się święto męczenników Jana i Pawła (26 czerwca), flota Słowian wpłynęła (do Lubeki) przez ujście Trawny… ” – opisuje kronikarz Helmod. Mimo początkowych sukcesów Niklot musiał ostatecznie zgodzić się na warunki krzyżowców. Za cenę pokoju został wasalem saskim i zobowiązał, że jego państwo przyjmie chrześcijaństwo.
Pokój trwał do czasu, gdy na podbój ziem Obodrytów wyruszył Henryk Lew, książę saski. Niklot stanął do walki i zginął na polu bitwy pod grodem Orle, dziś Wurle. Ostatnią bitwę stoczoną przez słowiańskiego księcia przedstawia wielki XIX-wieczny obraz historyczny pędzla Theodora Schloepkego, wewnątrz zamku. Posąg na fasadzie jest dziełem rzeźbiarza Christiana Fryderyka Genschowa, także XIX-wiecznym.
Wieża na każdy dzień
Również Henryk Lew doczekał się pomnika – na rynku Schwerina. Ufundowali go mieszkańcy w 1995 roku, w 800. rocznicę śmierci pogromcy Słowian. Po jego triumfie ziemie Obodrytów stały się niemieckim lennem, zarządzanym przez syna Niklota – Przybysława i jego następców, którzy stopniowo się zgermanizowali. Do początku XX wieku w zamku rezydowali książęta, dziś obraduje w nim parlament Meklemburgii-Pomorza Przedniego.
Dzisiejszy kształt rezydencji pochodzi z XIX wieku, gdy książę Franz Friedrich II gruntownie go przebudował. Architekt Adolph Demmler znalazł inspirację do swego projektu podczas podróży do Francji – wzorem dla jego rysunków stał się renesansowy zamek w Chambord nad Loarą. Według tradycji zamek w Schwerinie ma 365 wież i wieżyczek, po jednej na każdy dzień roku. W rzeczywistości prawdziwych wież jest tylko 15. Ale ich różnych imitacji wybudowano zatrzęsienie – 24 fantazyjne kominy i 100 ozdobnych pinakli.
Monumentalna, a zarazem baśniowo piękna budowla ze złoconą kopułą nad wejściem, zwieńczoną skrzydlatym Aniołem, stoi na wyspie na Jeziorze Szwerińskim. Ze starówki prowadzi do niej most z rozpędzonymi kamiennymi rumakami i giermkami ściągającymi ich uzdy. Część historycznych wnętrz można zwiedzać. Licząca 25 m długości Galeria Przodków z portretami książąt Meklemburgii z pięciu wieków wiedzie do sali tronowej, wspieranej przez kolumny z marmuru karraryjskiego i dekorowanej herbami miast, insygniami władców i alegorycznymi figurami. Warto też zajrzeć do dawnych pokojów dziecięcych, gdzie znajduje się imponująca kolekcja europejskiej porcelany, przede wszystkim miśnieńskiej.
Krasnal zawsze na straży
żaden zamek nie może się obejść bez ducha. W Schwerinie jest nim kobold Petermännchen. Krasnal mieszkający w sklepieniach piwnic zamku. Przedstawiany bywa z pękiem kluczy, la- tarnią lub mieczem. Jedni twierdzą, że jest starcem z siwą brodą, inni, że mężczyzną w sile wieku z wąsem, noszącym wielką białą kryzę i kapelusz niczym muszkieter. Jedni w nim widzą kowala, inni księcia. Jest też wersja, że w przedchrześcijańskich czasach był wiernym sługą pogańskiego boga, który na wyspie miał swoją świątynię. Legendy mówią, że Petermännchen czuwa nad żołnierzami pełniącymi wartę. Jeśli zasną, budzi ich. Sam też pilnie strzeże zamku.
Na tyłach zamku czeka na gości przeszklona ażurowa oranżeria z kawiarnią. Łączące się z nią tarasy w ogrodzie w stylu angielskim tworzą wspaniały punkt widokowy, skąd można podziwiać jezioro i rozległy park za obrotowym mostem. Park przecinają kanały wodne. W głównej alei stoi konny pomnik z brązu upamiętniający księcia Friedricha Franza II, fundowany po jego śmierci w końcu XIX wieku. Alegoryczne figury wokół cokołu sławią jego potęgę, mądrość, wiarę i prawość. Z zieleni wychylają białe marmurowe posągi, m.in. figura księżnej Alexandrine, matki Friedricha Franza II, największej piękności swoich czasów.
Ostatni książę Schwerina – Friedrich Franz IV – abdykował w 1918 roku po rewolucji listopadowej w Niemczech.
Autor: Monika Kuc / Źródło: Rzeczpospolita
Książę Niklot i krucjata przeciwko Słowianom
Książę Niklot, który zasiadł na tronie obodrzyckim w 1131 roku, był znakomitym władcą. Swoje panowanie starał się podporządkować odrodzeniu gospodarczemu i poprawnych relacjach z sąsiadami. Szybko zdobył opinię mądrego i sprawiedliwego i nawet Sasi udawali się przed jego sąd, by rozstrzygać swe zwyczajowe spory. Są to wydarzenia bez precedensu, ponieważ duch „Drang nach Osten” był cały czas żywy, zwłaszcza wśród biskupów marchii nadgranicznych. A w końcu Niklot był poganinem!
Jednak szybko przyszło mu się zmierzyć z chyba najpotężniejszą krucjatą, jaka kiedykolwiek została zorganizowana. Głównymi jej przywódcami byli margrabia Albrecht Niedźwiedź prowadzący 60-tysięczną armię, książę Saksonii Henryk Lew na czele 40 tysięcy, Duńczycy pod wodzą pretendentów do tronu Kanuta i Swena, którzy zaprzestali swych sporów i zdołali zebrać flotę w sile 1000 (tysiąca!) okrętów, oraz polscy książęta, Bolesław Kędzierzawy i Mieszko Stary, ten ostatni na czele (podobno) 20 tysięcy dobrze okrytych wojsk (okrytych za pieniądze Konrada III). Jednak jak się okaże, rola polskich władców będzie mocno dwuznaczna:) Oprócz tych wymienionych, najwybitniejszymi przywódcami było cale grono arcybiskupów, biskupów oraz opatów, którzy zawsze mieli najwięcej do powiedzenia. Nawet dowództwo floty duńskiej objął biskup Boeskilde, Ascerus.
To dzięki Konradowi III do tej krucjaty w ogóle doszło. Król sam zobowiązał się udać na wyprawę do Ziemi Świętej i nie zamierzał opuszczać swego kraju, nie dając pozostałym tu czegoś do roboty. Pomysł krucjaty spotkał się z dużym poparciem biskupów, choć pomniejsi sascy możnowładcy byli wobec niej niechętni. Jednak Konrad III zdołał uzyskać (u papieża) dla krucjaty połabskiej statut równy wyprawie krzyżowej do Ziemi Świętej, łącznie z odpustami dla jej uczestników.
Papież Eugeniusz III poszedł nawet dalej – udzielił odpustów pod warunkiem, aby „żaden z nich pod karą ekskomuniki nie przyjął od pogan pieniędzy czy okupu, co mogłoby ostudzić zapał religijny, a niewiernych w ich błędach umocnić”. Jak widać, papież nastawiał krzyżowców na eksterminację.
To wszystko spowodowało, że nastąpił wybuch fanatyzmu religijnego i do armii krucjatowej przyłączyła się masa zbrojnych – w końcu nie trzeba było odbywać dalekiej i ciężkiej podróży, a wielu rycerzy (pojawili się nawet z Italii!) było ciekawych tych „Saracenów z północy”, jak nazwano Słowian połabskich. Tawerny w Rzeszy, Danii i innych regionach opustoszały z szumowin. Rozentuzjazmowana ludność wielu miast kupowała wojsku dodatkowe wyposażenie, jak kusze, które były dozwolone w przypadku walki z poganami.
Jeśli spojrzycie na mapkę Połabia, na jej skromny obszarowo region, oraz uwzględnicie stan zapaści gospodarczej i dużego wyludnienia (wskutek nieustannych wojen i chrześcijańskich rządów Henryka Gotszalkowica), w jakiej te tereny wówczas się znajdowały, to można by sądzić, że krucjata odniesie błyskawiczny i bezproblemowy sukces. Nic bardziej mylnego.
Niklot doskonale zdawał sobie sprawę z zagrożenia, a jego przyjacielskie relacje z wieloma władcami (m.in. z Adolfem grafem Holsztyńskim) oraz duża liczba szpiegów (Połabianie tradycyjnie byli dwujęzyczni i bez problemów wnikali w szeregi armii krzyżowej) powodowały, że zawsze był krok przed nimi. W 1146 roku Niklot został na ogólnosłowiańskim wiecu w Zwierzynie uznany władcą Obodrzyców, Wieletów, Czerezpian, Chyżan, Doleńców, nawet plemion z Łużyc, które nominalnie znajdowały się pod władaniem Niemców.
Ponieważ armie krzyżowe zbierały się powoli, Niklot przeprowadził uderzenie wyprzedzające na Wagrię. 26 czerwca 1147 roku flota Obodrzyców wpłynęła o brzasku do ujścia Trawny, kierując się na Lubekę. Paląc znajdujące się w porcie okręty dokonała desantu na miasto, po czym zdobyła twierdzę Segeberg. Rozpuszczone oddziały jazdy przeprowadzały głębokie rajdy, zmuszając jeszcze nie zorganizowane armie krzyżowe do reakcji. Operacja wagryjska miała kapitalne znaczenie moralne, pokazując siłę obodrzyckich wojsk.
Plan krucjaty był prosty. Głównymi celami ataków miały być obodrzycki Dubin i lucicki (Wieleci) Dymin. Później flota Duńczyków miała przewieźć krzyżowców na Rugię i tam dokończyć dzieła zniszczenia. Jednak gdy Sasi i Duńczycy nieopatrznie rozbili swe obozy w miejscu rozdzielonym groblą i jeziorem, Niklot gwałtownym atakiem uderzył na wojska duńskie, zadając im duże straty. I zrobił to praktycznie na oczach bezsilnych Sasów.
Tymczasem duńska flota, zakotwiczona u ujścia Warnawy, została nagle napadnięta przez Rugiów, których mniejsze i znacznie zwrotniejsze okręty okazały się bardzo skuteczne, rozbijając duński szyk. Poza tym Rugiowie, nie bacząc na swe znacznie mniejsze siły, zastosowali blokadę wciąż ogromnej floty duńskiej od strony morza, jakby przygotowując się na przybycie posiłków i generalny atak (nawet przysłano kilka okrętów, bliźniaczo podobnych do jednostek Pomorców). Duńczycy nie wytrzymali nerwowo – hurmem wsiedli na swe okręty i w panice zaatakowali „blokadę”. Rugiowie łaskawie ich przepuścili i w ten sposób Dania zakończyła swój udział w krucjacie połabskiej.
Pod Dyminem Albrecht Niedźwiedź kilka razy znalazł się w rozpaczliwej sytuacji – Wieleci podczas zaskakujących nocnych ataków o mało nie opanowali jego obozu, gdyż wojska Albrechta zostały poważnie uszczuplone odejściem kilku kontyngentów biskupich, którzy szukali łatwiejszego łupu (o tym w innej notce).
„Czyż ziemia, którą pustoszymy – powtarzano w obozach krzyżowców – nie jest nasza? Dlaczego wiec swymi nieprzyjaciółmi jesteśmy? Takie głosy było słychać wśród Sasów (Helmold). Jasno z nich wynika (co podkreśla Andrzej Michałek), że wśród krzyżowców aktywnie działała agentura słowiańska, siejąc defetyzm i doprowadzając do upadku morale.
Podczas tej krucjaty w zasadzie nie stoczono żadnej większej i rozstrzygającej bitwy (poza oczywiście oblężeniem Dubina i Dymina oraz walkami na morzu), jednak nieustannie trwały drobne utarczki, zasadzki i szybkie rajdy w wykonaniu Połabian, na które krzyżowcy nie potrafili znaleźć żadnej skutecznej metody. Słowianie całkiem sprawnie opanowywali szlaki komunikacyjne, uniemożliwiając dowóz żywności oraz kontakt pomiędzy oddziałami wroga. Efektem tego był głód i nieuchronne zarazy, które dziesiątkowały krzyżowców.
W końcu stało się jasne, że kontynuowanie walki może skończyć się katastrofą. Pokój zawarto pod Dubinem na zasadzie „status quo ante”, czyli utrzymania dawnego stanu rzeczy (Niklot zobowiązał się także do wydania jeńców duńskich i do przyjęcia chrześcijaństwa), co w zasadzie niewiele znaczyło i mogło być jedynie wstępem do kolejnych wojen. Krucjata skończyła się porażką, jednak dla Połabia to nie koniec nieustannej walki o przetrwanie.
P.S.
Postać księcia Niklota była przez poprawnych religijnie historiografów bezlitośnie wyszydzana i starano się umniejszyć jego osiągnięcia. Niklot, mimo pewnej rysy na swoim życiorysie, był władcą naprawdę dużego formatu, łagodnym w czasie pokoju i straszliwym wojownikiem podczas wojny, dotrzymywał słowa danego wrogom i nigdy nikomu niczego nie zabrał. W porównaniu do bandy złodziei i morderców z drugiej strony wypada naprawdę wspaniale.
„Dzieje polityczne Obodrzyców” Adam Turasiewicz.
„Słowianie zachodni. Początki państwowości” Andrzej Michałek.
Tu link do „Kroniki Słowian” Helmolda, jeśli ktoś chciałby ją przeczytać:
http://www.scribd.com/doc/16492859/Helm-Old
Obodrzycka epopeja
Historia Połabia jest absolutnie fascynująca, z pewnością zasługująca na epicką powieść, a przynajmniej na porządny film.
Najbardziej ciekawe jest to, że w przypadku chrześcijańskiego najazdu na pogańskie Połabie mamy do czynienia z klasycznym podziałem ról – dobrzy i źli, czarne i białe. To właśnie chrześcijańscy najeźdźcy byli źli, kłamliwi, chciwi, skrytobójczy, pozbawieni honoru. W zasadzie mamy tu do czynienia z najazdami sfanatyzowanych złodziei i morderców, którzy swe mordy i grabieże obłudnie ubierali we wzniosłe słowa.
Po odparciu krucjaty w 1147 roku książę Niklot swoje rządy podporządkował (w zasadzie próbował) próbom odbudowy kraju i zapewnienia dobrych relacji z sąsiadami. Jednak ten region nieustanie wrzał od działań wojennych. Jeśli wierzyć zapiskom Helmolda, Niklot (między 1147 a 1151) dostał się do niewoli i został z niej odbity. Wtedy też miało dojść do kolejnej gwałtownej reakcji pogańskiej.
Wbrew pozorom najgroźniejszym przeciwnikiem Słowian nie był ani Albrecht Niedźwiedź, czy też Henryk Lew, tylko król duński Waldemar I nazwany wkrótce Wielkim. Niewątpliwie przewyższał on obu brutalnych i bezwzględnych władców saksońskich (prawdziwych słowianożerców) inteligencją i przebiegłością, a w tandemie z biskupem Absalomem (doskonałym wojskowym) stawał się wyjątkowo niebezpieczny.
Nie ulega też żadnym wątpliwościom, że to właśnie intryga Waldemara duńskiego doprowadziła do wybuchu wojny w 1160 roku. Niestety już na jej początku Niklot wpadł w zasadzkę i zginął w trakcie walki. Śmierć tego wybitnego wodza była ogromnym ciosem dla Obodrzyców. Co prawda jego synowie Warcisław i Przybysław razem przejęli rządy (tak zdecydował wiec), jednak nie dorównywali oni umiejętnościami swemu wielkiemu ojcu.
Podczas oblężenia grodu Orle (Wurle) Warcisław dostał się do niewoli, sam zaś Przybysław nie potrafił wykorzystać właściwie początkowych sukcesów Niklota, popełniając kilka istotnych błędów.
Najeźdźcom pomogło też w zwycięstwie pojawienie się prawdziwej wunderwaffe tamtych czasów. Henryk Lew zastosował nowy sposób zdobywania grodów – ogromny hak, który zrywał obramowania murów, oraz wysoką wieżę oblężniczą, z której sypał się grad pocisków na obrońców. Duńczycy zaś pokazali jeszcze bardziej przełomowy wynalazek – nowy rodzaj statku o podwyższonych burtach i wybudowanych kasztelach na dziobie i rufie (tzw nef). Słowianie już od dawna wywoływali lęk na morzu (nawet u potomków wikingów), a zastosowanie tego typu łodzi dawało większe szanse ich przeciwnikom, zmieniając bitwę morską głównie w walkę łuczników.
Jednak najważniejszym czynnikiem, który doprowadził Połabie do klęski było same chrześcijaństwo. Helmold nie bez powodu z dumą podkreśla, iż to działalność propagandowa kościoła umożliwiła ogromny napływ ochotników do wojsk saskich, nawet z tak odległych regionów Europy jak Italia. Płomienne kazania, hojne obietnice zysków niebiańskich (tych ziemskich także) oczyściły tawerny z szumowin, którzy z obłędem w oczach ruszali na Saracenów z północy (tak nazywano Słowian). W prawdziwej walce było to jedynie mięso armatnie, ale przynajmniej częściowo spełniało swoją rolę, zaprowadzając terror i zajmując się wyrzynaniem bezbronnych kobiet i dzieci.
W 1164 roku doszło jeszcze raz do wybuchu powstania przeciwko chrześcijańskim rządom na Połabiu. Powodem był nieludzki wyzysk i złe traktowanie ludności słowiańskiej. Turasiewicz pisze o nagminnym wręcz stosowaniu przez biskupów prowokacji, gdy dochodziło do niszczenia słowiańskich świątek, oszustw przy pobieraniu dziesięcin, oraz prawnej dyskryminacji. Słowianom zabraniano składania przysiąg przed drzewami, źródłami i kamieniami, obwinionych zaś o przestępstwa przyprowadzano przed księdza do wybadania za pomocą żelaza lub lemieszy … stare dobre tortury.
Dlatego też powstanie, jaki wybuchło w 1164, było bardzo gwałtowne i krwawe. Jednak książę Przybysław, mimo początkowo ogromnych sukcesów militarnych (m.in. Meklemburg został zdobyty i zniszczony), przystąpił do walki w zasadzie bez dalekosiężnego planu, co nieuchronnie doprowadziło nie tyle do klęski, co do … wygaśnięcia powstania.
W 1167 roku książę Przybysław otrzymuje od Henryka Lwa we władanie Obodrsko (choć bez Zwierzyna), stając się jego lennikiem. Rok później zostaje obdarzony przez cesarza Fryderyka Barbarossę tytułem księcia Rzeszy …
Trzeba podkreślić, że Przybysław pozostawał władcą słowiańskim, na którego dworze zdecydowanie przeważał właśnie żywioł słowiański. Książę próbował jeszcze raz wywołać powstanie, jednak brak poparcia ze strony władców pomorskich (który wręcz zagrozili przyłączeniem się do jego wrogów), przekreślił te plany.
Uparci Obodryci długo trwali na swych ziemiach i wciąż opierali się przed przyjęciem chrześcijaństwa, jednak wielu z nich uciekało w inne regiony (Pomorze, Dania), imało się pirackiego rzemiosła. Helmold z uciechą propagował pogląd, iż ludność słowiańska została wytępiona już w XII wieku. Jest to oczywiście totalna bzdura, o czym cała masa imion słowiańskich w Registrum Raceburgense spisanych niemal wiek później najlepiej zaświadcza. Obecnie wielu uczonych stanowczo odrzuca żenujące tezy Helmolda o wytępieniu Słowian w XII wieku, a ów proces ich całkowitej germanizacji umiejscawia na XIV/XV wiek (Jegorow nawet na XVII)….
… (więcej na slowianin.wordpress.com)
Bohaterowie Słowiańszczyzny – Niklot
ze strony www.opolczykpl.wordpress.com (Blog Polski) – fragment
O Niklocie, bohaterze Słowiańszczyzny zamierzałem napisać już wcześniej. Wspomniłem o nim zdawkowo przy okazji rocznicy pamięci bohaterów Arkony:
“Oblegana w 1168 roku Arkona opierała się hordom jahwistów przez 4 tygodnie. Wojskiem dowodził biskup Absalon. W najeździe na Arkonę wspomagali go książeta pomorscy Bogusław I oraz jego brat Kazimierz I.
Kolejnym słowiańskim zdrajcą pomagającym jahwistom w zdobyciu Arkony był Przybysław – wyrodny syn bohatera Słowiańszczyzny – Niklota.
Niklot pokonał jako jedyny władca słowiański wyprawę krzyżową przeciwko Połabianom i powstrzymał przymusową jahwizację jego ziem.
Zginął – jak na wojownika przystało – na polu bitwy.”
Do napisania więcej o Niklocie zmobilizowały mnie teksty o nim na stronie Słowianina:
“NIKLOT – Słowiański książę dzielny wielce / Książę Niklot i krucjata antysłowiańska / Obodrzycka epopeja”
Kroniki niewiele mówią o tym niezwykłym człowieku. Nie wiadomo nawet, jak nazywali się jego rodzice. Niemiecka wiki pisze o nim jako o założycielu dynastii książąt Meklemburgii. Określa go też jako ostatniego znaczącego reprezentanta Obodrytów:
“Niklot (* 1090 Herkunft unbekannt; † August 1160 bei Bützow auf der Burg Werle) war der letzte bedeutende Repräsentant des Volkes der Abodriten und ist der Stammvater der Herzöge und Großherzöge von Mecklenburg.”
Choć trzeba przyznać, że jak na założyciela 800-letniej dynastii niemiecka wiki pisze o Niklocie niezwykle krótko i powściągliwie. Powodem tego jest zapewne fakt, iż Niklot był Słowianinem.
Nadmienię w tym miejscu, że polska wiki za założyciela dynastii meklemburskiej uznaje syna Niklota, a nie jego samego:
“Od jego syna, Przybysława (Pribislav), wywodzi się dynastia książęca panująca w niemieckiej Meklemburgii do 1918 roku.”
Na scenie historii pojawił się Niklot w roku 1129, kiedy to Obodryci obrali go sobie za księcia. Choć w tym samym czasie oficjalnym księciem narzuconym Obodrytom przez cesarza Lotara III był Kanut Lavard.
W tym miejscu garść dygresji…
Kanut był ojcem kata Arkony Waldemara I (uhonorowanego przez jahwistów za zniszczenie Arkony przydomkiem “Wielki”).
Ironia Losu sprawiła, że Niklot dzielnie walczył przeciwko Kanutowi. Jego syn natomiast pomagał synowi tegoż Kanuta w zniszczeniu Arkony. Jeśli wczyta się ponadto uważnie w życiorysy Kanuta i jego syna Waldemara, to natychmiast uderza ilość intryg, walk, zdrad, zamachów i zabójstw w tych chrześcijańskich rodach panujących. Łatwiej było wtedy wśród chrześcijańskich władców zginąć z ręki zazdrosnego o władzę kuzyna czy nawet brata, niż dożyć w pokoju sędziwego wieku.
Niklot i tak miał szczęście, że uwięziony przez Kanuta uszedł ostatecznie z życiem. Kanut musiał być nadzwyczaj gorliwym jahwistą, skoro ogłoszono go nie tylko “świętym kościoła katolickiego”, ale jeszcze na dodatek “męczennikiem za sprawiedliwość“. Choć zamachu na jego życie dokonali zazdrośni o wpływy polityczne jego kuzyni. Naturalnie katolicy. Zamach na Kanuta z jego “wiarą” nie miał więc absolutnie nic wspólnego.
Po zabójstwie Kanuta Niklot z poparciem Obodrytów pozostał księciem.
Sytuacja Obodrytów była wówczas niezwykle trudna. Atakowani byli oni przez katolickich władców Danii, Saksonii, Marchii Północnej. Podbojem ludu Obodrytów zainteresowani byli cesarz i papież.
Już pod koniec VIII wieku Obodryci toczyli wojny obronne przed Saksonią. Na początku IX w. ich ziemie zaczynają najeżdżać Duńczycy.
W roku 821 Sławomir Obodrycki przyjął chrzest – jako pierwszy książę słowiański. Krótko potem zmarł.
Na przestrzeni następnych dwóch wieków losy Obodrytów były zmienne. Władców katolickich zastępowali pogańscy, obalani przez kolejnych jahwistów. W X wieku przez blisko 30 lat kraj Obodrytów kontrolował cesarz. Podbił ich w 955 roku tłumiąc pogański bunt z roku 954. W roku 983 wybuchło kolejne, tym razem zwycięskie antykatolickie i antyniemieckie powstanie (polska wiki o nim nie wspomina).
Miało ono doniosłe skutki – na blisko 2 wieki wstrzymało niemieckie osadnictwo na wschód od Łaby.
W XI w. sytuacja kraju Obodrytów była podobna – toczyli oni wojny obronne przed katolickimi Niemcami i Duńczykami, a na tronie książęcym władców pogańskich zastępowali chrześcijańscy zdrajcy i na odwrót.
Ostatnim do końca pogańskim księciem Obodrytów był właśnie Niklot.
Niklot był jak na owe czasy niezwykle rozsądnym i dalekowzrocznym władcą. Doskonale rozumiał, że nie jest w stanie walczyć przeciwko wszystkim jego wrogom. Dlatego zabiegał o dobre stosunki z cesarstwem, jak i z Saksonią. W jednej tylko sprawie był on niezłomny i nieugięty. Wierny był pogańskiej wierze jego przodków. To sprawiło, w roku 1147 wyruszyła przeciwko niemu i jego państwu krucjata połabska.
Dużo bardziej szczegółowo opisuje ją niemiecka wiki.
Inicjatorem jej byli Saksończycy, którzy chcieli podbić kolejne tereny. Ideę krucjaty przeciwko Słowianom żarliwie wsparł Bernhard von Clairvaux, święty kościołów katolickiego, anglikańskiego i ewangelickiego, “mistyk”, członek zakonu cystersów. Krucjata ta była także dla niemieckich katolików możliwością wymigania się od udziału w zorganizowanej przez papieża w tym samym czasie krucjaty do Palestyny. Z tym, że i krucjata połabska miała “błogosławieństwo” herszta Watykanu połączone z “odpustem całkowitym” dla jej uczestników. Krzyżowcy podzieleni byli na dwie grupy. Wojska pod dowództwem saksońskiego Henryka Lwa ruszyły na Niklota. Natomiast wojska pod wodzą Albrechta Niedźwiedzia ruszyły dalej na wschód, na Pomorze, gdzie spotkała ich porażka przy oblężeniu chrześcijańskiego już w tym momencie Szczecina. Niemcy ponieśli pod Szczecinem duże straty, po czym zawarli z księciem Raciborem I rozejm.
Na marginesie dodam, że przywódca tej grupy krzyżowców, Albrecht Niedźwiedź, został przez Adolfa Hitlera wybrany na patrona NSDAP.
… więcej na: http://opolczykpl.wordpress.com/2012/08/06/bohaterowie-slowianszczyzny-niklot/
Niklot ze strony Sędruga-Zadruga
Niklot – Wódz Słowiańszczyzny Połabskiej
NIKLOT
Wódz Obodrzyców – bohater pogańskiej Słowiańszczyzny
Jeszcze dziś mieszkańcy dzisiejszej Meklemburgii mówią o sobie, że są „deutschsprechenden Wenden” (tzn. „niemieckojęzycznymi Słowianami”). Od początku XII stulecia, aż do roku 1918, Księstwem Meklemburskim ze stolicą w Swarzynie (dziś Schwerin, była NRD) rządzi słowiańska dynastia wielkoksiążęca, której założycielem był Przybysław, syn pogańskiego księcia Niklota, wodza wschodnich Obodrzyców.
W źródłach historycznych Niklot jest wymieniony w r. 1130 jako wódz pogańskich Słowian. W roku 1147 zwycięsko odparł niemiecką chrześcijańską krucjatę przeciw Słowianom. W roku 1160 poległ w bitwie z najeźdźcą niemieckim, księciem Henrykiem Lwem.
Niklot miał trzech synów : Przybysława, Warcisława, i Przysława. Przybysław dał początek dynastii, która panowała w Swarzynie. Na zamku w Swarzynie stoi w otwartej wnęce frontowej ściany na III piętrze pomnik Niklota. Jest to dzieło z roku 1855 Christiana Fryderyka Genschowa, urodzonego w r. 1814 w Rostoku, a więc ziomka Niklota, o czym świadczy jego słowiańsko brzmiące nazwisko Gęsiow.
Statua Niklota W Swarzynie (Schwerin)
Na pomniku taki napis :
HIER STAND ZUR WENDENZEIT
EINE BURG KAMPFBEREIT
DIE BARG DEN KONIG MISTIZLAY
HELD NIKLOT LOBESAN
WAR DIESES HAUSES AHN
BEFESTIGTE DIE STAMMBURG BRAV
Co w wolnym przekładzie znaczy :
Gdy żył tu Słowian ród
Ten to warowny gród
wzniósł dla króla Mścisława
Wódz Niklot, przodek nasz
By czujną pełnić straż,
Więc niech trwa jego sława !
Książęta Meklemburscy ostentacyjnie demonstrowali swe słowiańskie pochodzenie, Z reguły żenili się z arystokratkami słowiańskimi spokrewnionymi z rodami panującymi (często Rosjankami). Do tradycji należało, żeby członek słowiańskiego domu panującego (rosyjskiego, serbskiego) w czasie pobytu w Niemczech, składał oficjalną wizytę na zamku w Swarzynie.
Imię “Niklot” najprawdopodobniej znaczy w dzisiejszej polszczyźnie „Niekłót” (tj. niekłuty, czyli „nie czuły na ukłucia”, tzn. „mężny”).
M.S. Czarnowski, Wrocław, 2 października 1989
OBODRYCI W MASZEWIE i nie tylko na Połabiu także (fragment)
ze strony: Massovia – Pomerania
czwartek, 3 marca 2011
Obodryci w Maszewie
Wican złożył hołd królowi Franków (a po zdobyczach terytorialnych, cesarzowi) Karolowi Wielkiemu (747-814), kiedy ten po jednym z kolejnych najazdów na Saksonię przekroczył Łabę i wszedł z wojskami na ziemię obodrycką. Zawiązał się wówczas sojusz między Wicanem i Karolem Wielkim przeciwko Saksonom i Duńczykom.
Historia pisana Słowian połabskich zaczyna się od konfliktów z sąsiadującymi Saksonami, kiedy Karol Wielki decyduje się w 772 roku na podbój pogańskich ludów Saksonii i Fryzji. Niszczy ich bożka Irminsula (wielka kolumna rzeźbiona lub dąb) i próbuje siłą zmusić Saksonów do przejścia na chrześcijaństwo. W swoim kapitularzu, czyli zbiorze praw (Capitularium) z 785 roku “De partibus Saxoniae” ogłasza, że każdy kto nie porzuci starej wiary, zostanie skazany na karę śmierci.
Saksonowie zostali ostatecz- nie podbici nie kiedy ich wódz, książę saksoński Widukind, zmuszony był się ochrzcić w 785 roku, ale dopiero w 804 roku, kiedy to po wybuchu kolejnego powstania pogańskiego Karol Wielki przesiedlił około 10 tysięcy Saksonów z plemienia Engrów (niem. Engern, łac. Angrivarii), z okolic dzisiejszych miast Minden i Detmold) wgłąb państwa frankońskiego, a ich ziemie miał oddać lojalnym mu Obodrytom. Powyższa ilustracja pochodzi z książki “Sachsenspiegel” i przedstawia Karola Wielkiego wręczającego Widukindowi zbiór praw, którymi mają obowiązek posługiwać się Saksonowie. A poniższa reprodukcja ilustracji z XIII-wiecznej książki Einharda “Vita Karoli Magni” (Zycie Karola Wielkiego) przedstawia bitwę cesarza z Saksonami.
Wican zginął wcześniej, przekraczając Łabę w pobliżu Bardowiku (Bardowick, Bardowiek, Bardowieck, Bardewyk, Bardenuwic, Bardaenowic, Bardenwih) koło Lüneburga, z rąk Saksonów w 795 roku, kiedy udawał się na spotkanie z Karolem Wielkim, który na niego oczekiwał w obozie pod Bardowikiem. Oto fragmenty wspomnianych annałów, zwanych także Rocznikami Einharda (Einhardi Annales); pierwszy dotyczy zaproszenia Wicana przez cesarza do Bardowiku, dwa następne napadu Saksonów.
Wymieniony w wyżej cytowanym dokumencie Bardowik, położony około 10 kilometrów na zachód od Łaby, był już wówczas wyznaczonym przez Karola Wielkiego miejscem handlu między Saksonami, Duńczykami (Normanami) i Słowianami. Po ustabilizowaniu politycznym Saksonii cesarz wydał w Kapitularzu z Thionville (Diedenhofen) z 805 roku prawo zabraniające w tym grodzie sprzedaży mieczy Słowianom i koni Normanom, w celu zapobieżenia ich ataków na Saksonię. Chociaż nie zapobiegło to toczonym nadal między nimi napadom zbrojnym (o jednym z napadów Obodrytów w 997 roku na okolice Bardowiku wspomina kronikarz Thietmar), to między wojnami prowadzili ożywioną wymianę handlową.
W XI wieku gród ten wydawał własną monetę. Do dziś zachował się bity tam srebrny fenig (denar), średnica 17 mmm, waga 1,04 g, datowany na lata około 1060-1080 (źródło: The Fitzwilliam Museum). Bardowik musiał być przez kolejny jeszcze wiek znaczącym ośrodkiem handlowym i politycznym, bowiem kronikarz Helmod wspomina w “Kronice Słowian” (Chronica Slavorum) wizytę cesarza Lotara III w tym grodzie w 1134 roku. W owych czasach przez Bardowik wiódł najkrótszy i najważniejszy szlak handlowy, łączący Pomorze z Cesarstwem Karolińskim: Bardowik – Parchim (Parchum) – Güstrow (Ostrów) – Demmin (Dymin) – Usedom (Uznam) – Wolin.
Sojusz Karola Wielkiego z Obodrytami – poganami, wymierzony przeciw Saksonom – poganom, praktycznie wygasły w 805 roku, miał więc charakter tymczasowy raczej, niż strategiczny. Wytępione przez niego wśród Saksonów pogaństwo uczyniło ten naród żarliwym wyznawcą chrześcijaństwa, z którego terenów miała wkrótce rozpocząć się ekspansja nowej wiary i kultury wśród narodów słowiańskich. Oto pomnik cesarza Franków, zwanego przez nich Charlemagne, usytuowany przed katedrą Notre-Dame w Paryżu (źródło: Wikipedia).
Książę Wican poprzedził o dwa wieki pierwszego, historycznie udokumentowanego, polskiego księcia Mieszka I (zm. 992) oraz o ponad trzy wieki księcia pomorskiego Warcisława I (zm. 1135). Nie wiadomo, czy te znaczne różnice czasowe w pierwszych źródłach pisanych wynikają z opóźnienia w rozwoju kulturowym i politycznym Polan i Pomorzan względem Obodrytów, czy też, co bardziej prawdopodobne, z braku wcześniejszych kronikarskich zapisów o Polanach i Pomorzanach, którzy weszli w kontakt ze “światem pisanym” dopiero z nadejściem chrześcijaństwa, poprzez kronikarzy kościelnych i świeckich z zachodu Europy. Poniższa mapa pokazuje zasieg terytorialny imperium Karola Wielkiego. Tereny oznaczone kolorem żółtym wskazują kraje związane z cesarstwem obowiązkiem lenna (źródło: Wikipedia).
Wracając do krótkiej historii Obodrytów, w 1147 roku pod przywództwem księcia Niklota (1090-1160) przeciwstawiają się oni napaści prowadzonej przez książąt niemieckich, duńskich, polskich i morawskich, z upoważnienia papieża, błogosławionego Eugeniusza III, w ramach II wyprawy krzyżowej, antypogańskiej krucjaty wymierzonej w Słowian połabskich, a także pomorskich. W 1160 roku, we wspólnej wyprawie księcia Saksonii Henryka Lwa i króla Danii Waldemara I przeciwko Obodrytom, ginie książę Niklot, co oznacza początek utraty niepodległości Słowian zachodnich i przejmowanie kontroli ich ziem przez Niemców. Zamek ten zbudowano na miejscu byłego grodu słowiańskiego, w różnych dokumentach historycznych znanym jako Zuerin, Zuarina, Zwerin Zvarin. W języku połabskim “zvěŕ” oznaczało zwierzę, spolszczona nazwa: Zwierzyn, Swarzyn, Skwierzyn. Oto zdjęcie pomnika (autor: pappnas, fotocommunity.de).
Następca i syn Niklota, książę Przybysław (zm. 1178), przyjął chrześcijaństwo i oddał kraj w lenno Saksonii. W 1172 roku towarzyszył Henrykowi Lwu w pielgrzymce do Jerozolimy, a także (w tej samej podróży) do Konstantynopola, gdzie Henryk Lew spotkał się z cesarzem Manuelem I. Komnenem (1118-1180). Cesarz bizantyjski, który podobnie jak Henryk Lew był przeciwnikiem cesarza Niemiec Fryderyka I Barbarossy, podarował księciu saksońskiemu żywego lwa, z którym ten powrócił na zamek w Brunszwiku. Tak W ufundowanej przez siebie ewangelii, wydanej w 1180 roku, Henryk Lew z żoną Matyldą przedstawiony jest w ceremonii koronacji. Sponsor Ewangeliarza został właściwie doceniony przez autora ilustracji, który przedstawił parę księżęcą w chwili, kiedy ręce z niebios zakładają im korony.
Jak pisze W. Bogusławski w IV tomie “Dziejów Słowiańszczyzny Północno-Zachodniej” (Poznań 1900), “… po powrocie (z pielgrzymki) do domu (Przybysław) starał się o rozszerzenie między poddanymi swymi oświaty chrześcijańskiej. Z pomocą Przybysława, Henryk Lew władał Słowianami jakby jaki król”. Chociaż Niklot jest biologicznym twórcą dynastii, już nie obodryckich ale meklemburskich książąt, to faktycznym, politycznym jej założycielem jest książę Przybysław, którego następcą był jego syn Henryk Borwin (Borzywój) I (zm. 1227). Ta słowiańsko-germańska linia panowała w Meklemburgii aż do 1918 roku, a do dzisiaj żyje jej potomek, książę Borwin. Oficjalny jego tytuł to “Książę Mecklenburg-Strelitz, Książę Wendów, Schwerina i Ratzeburga”.
Dynastia meklemburska, jedyna wśród linii monarchistycznych o słowiańskim pochodzeniu, jest jednocześnie jednym z najstarszych rodów królewskich w Europie, z którego pochodzi m. in. królowa angielska Elżbieta II, poprzez Charlottę of Mecklenburg-Strelitz, babkę królowej Victorii. Oto zdjęcie z 2011 roku, ze spotkania w Mirowie księcia Borwina (z brodą, obok jego córka Olga) z ambasadorem Wielkiej Brytanii z okazji 250-tej rocznicy koronacji królowej Charlotty (źródło: flickr.com). W tym kościele chrzczona była przyszła królowa Anglii.
Dzięki mądrości politycznej Obodrytów, którzy w obliczu zagrożenia ze strony Danii, Saksonii, Polski i Czech zdecydowali się wesprzeć na najsilniejszym z tych sąsiadów, do dzisiaj zachowało się we wschodnich Niemczech około tysiąca nazw geograficznych (miejscowości, rzek, terenów) pochodzenia słowiańskiego, o czym pisze Oswald Jannermann w pracy “Slawische Orts- und Gewässernamen in Deutschland” (2009).
Dynastia Niklotowiców
Książęta Meklenburgii
Dynastia meklenburska
- 1160-1178 – Przybysław (syn księcia Obodrytów Niklota, patrz wcześniej: książęta Obodrzyców)
- 1178-1227 – Henryk Borzywój (syn)
- 1227-1264 – Jan I Meklemburski (wnuk)
- 1264-1265 – Albert I Meklemburski (syn)
- 1264-1299 – Jan II Meklemburski (brat)
- 1264-1302 – Henryk I Pielgrzym (brat)
- 1302-1329 – Henryk II Lew (syn)
Linia na Stargardzie
- 1329-1392 – Jan I (syn, 1352 podział, Burg Stargard)
- 1392-1416 – Jan II Meklemburski (syn)
- 1392-1417 – Ulryk I Meklemburski (brat)
- 1416-1438 – Jan III Meklemburski (syn Jana II)
- 1417-1423 – Albrecht von Meklemburg-Stargard (syn Ulryka I)
- 1417-1466 – Henryk Meklemburski (brat)
- 1466-1471 – Ulryk II Meklemburski (syn)
Linia na Schwerinie
- 1329-1379 – Albrecht II (syn Henryka II, 1358 podział, Schwerin)
- 1379-1383 – Henryk III Meklemburski (syn)
- 1379-1384 – Magnus I Meklemburski (brat)
- 1379-1412 – Albrecht III (syn Albrechta II, król Szwecji 1364-1389)
- 1383-1388 – Albrecht IV Meklemburski (syn Henryka III)
- 1384-1422 – Jan IV Meklemburski (syn Magnusa I)
- 1412-1423 – Albrecht V Meklemburski (syn Albrechta III)
- 1422-1442 – Jan V Meklemburski (syn Jana IV)
- 1422-1477 – Henryk IV Gruby (brat, Burg Stargard 1471)
- 1477-1483 – Albrecht VI (syn)
- 1477-1503 – Magnus II (brat)
- 1503-1547 – Albrecht VII (syn)
- 1503-1508 – Eryk II (brat)
- 1503-1552 – Henryk V Zgodny (brat)
- 1547-1576 – Jan Albrecht I (syn)
- 1576-1592 – Jan VII Meklemburski (syn)
Linia na Güstrow
- 1592-1636 – Jan Albrecht II (syn, podział 1621, Güstrow)
- 1636-1695 – Gustaw Adolf Meklemburski (syn)
Wallenstein
- 1628-1631 – Albrecht von Wallenstein
Linia na Schwerinie
- 1592-1658 – Adolf Fryderyk I (syn Jana VII, podział 1621, Schewerin)
- 1658-1692 – Chrystian Ludwik I (syn)
- 1692-1713 – Fryderyk Wilhelm (bratanek, Gustrow od 1695)
- 1713-1728 – Karol Leopold (brat)
- 1728-1756 – Chrystian Ludwik II (brat)
- 1756-1785 – Fryderyk Pobożny (syn)
- 1785-1837 – Fryderyk Franciszek I (wielki książę od 1815, bratanek)
- 1837-1842 – Paweł Fryderyk Meklemburski (wnuk)
- 1842-1883 – Fryderyk Franciszek II (syn)
- 1883-1897 – Fryderyk Franciszek III (syn)
- 1897-1918 – Fryderyk Franciszek IV (syn, usunięty, zm. 1945)
od 1918 republika
Linia na Strelitz
- 1701-1708 – Adolf Fryderyk II (syn Adolfa Fryderyka I)
- 1708-1752 – Adolf Fryderyk III (syn)
- 1752-1794 – Adolf Fryderyk IV (bratanek)
Wielcy książęta
- 1794-1816 – Karol II Meklemburski (wielki książę od 1815, brat)
- 1816-1860 – Jerzy Meklemburski (syn)
- 1860-1904 – Fryderyk Wilhelm (syn)
- 1904-1914 – Adolf Fryderyk V (syn)
- 1914-1918 – Adolf Fryderyk VI (syn)
od 1918 republika
Prince Niklot [eng]
Statue of Obotrite Prince Niklot at the Schwerin Castle (sculptor, Christian Genschow)
Niklot or Nyklot (1090 – killed in action August 1160) was a pagan chief or prince of the Slavic Obotrites and an ancestor of the House of Mecklenburg. From 1130 or 1131 until his death he was chief of the Obotrite confederacy, the Kissini, and the Circipani. At the same time he was Lord of (Herr zu) Schwerin, Quetzin, and Malchow. For nearly 30 years he resisted Saxon princes, especially Henry the Lion during the Wendish Crusade. He also opposed the conversion of the pagan Polabian Slavs to Roman Catholic Christianity.
Niklot’s place of birth is unknown. After the death of the Obodrite prince Henry, a Christian, Niklot renounced Christianity in support of the traditional pagan beliefs.
Niklot began his open resistance when Lothar III, Holy Roman Emperor, granted the Obotrite realm to his Danish vassal Canute Lavard. Together with Pribislaw, the son of Henry of Alt-Lübeck, Niklot fought against Lothar and Canute. After the murder of Canute in 1131, Niklot and Pribislav partitioned the Obotrite territory, with Niklot receiving the eastern lands. In order to weaken Pribislav in the following years, Niklot allied himself with Saxon lords, especially Count Adolf II of Holstein, allowing Slavic pirates to attack the Danes.[1]
The prince’s Saxon allies turned against him during the 1147 Wendish Crusade. Although Niklot resisted the siege of his fortress at Dobin, he was forced to pay tribute to the Christian crusaders. He subsequently was on peaceful terms with Adolf of Holstein, Duke Henry the Lion of Saxony, and Henry of Ratzeburg.
By 1158, King Valdemar the Great of Denmark had begun to pay Henry the Lion for assistance, leading Niklot to retaliate. The Danish king and the Saxon duke then allied in 1160. While the Danes harried the coast and distracted the Rani, the Saxons killed Niklot at his stronghold of Burg Werle; the Obotrite territory was largely partitioned by the Christians.[2] Niklot’s death ended Slavic control in Mecklenburg up to the Peene River. His son Pribislav recovered the inheritance of Niklot as Prince of Mecklenburg in 1167 as a Saxon vassal.
Footnotes
- ^ Christiansen, p. 65
- ^ Christiansen, p. 66
References
- This article incorporates information from the revision as of August 30, 2007 of the equivalent article on the German Wikipedia.
- Christiansen, Eric (1997). The Northern Crusades. London: Penguin Books. p. 287. ISBN 0-14-026653-4.
- Marek, Miroslav. “Mecklenburg”. Genealogy.EU
Mystery 20; Annotation 45 – ”Why are Scolotians (Scyths), Slavs and Veneti the same peoples? – etymological and mythological evidence”
The 45th Skołotia – denotes – entirely Z Kołaka, which means coming from the blood and taken from the power of king (king = król)-kagan-tyrs-tzar (czar). It indicates coming from the law of Kołak as the first king of New Koliba.
Skołotia – also means – taking its rights, knowledge, rituals, faith and custom as well as recognising the true ruler, the deputy, incarnation of god on Earth – all that derives from the roots of Old Koliba. In other words, it means the land taking and measuring the continuum of faith and law from the old Kołb and Kołbiel-Bauba – first earthy rulers-priests of Zerywani tribe in the Old Koliba.
Skołotia – means from Kołak and Kołb anointed by gods, solely from the gods whom Skołotia can worship and to whom it can give a part – i.e. a share and contributions. The Part called the share (dział) is the sacrifice for gods in the form of kładziwo (the sacrifice of koło-dział <circle-share>, part and adoration for Koło Dziewsowy and originating from Koło Diewsowy, which means coming from Gods). The part called contribution denotes the sacrifice of the part of the share for the ruler. These Gods being in the divine Koło (divine Circle) at Wela are worshipped not only with a gift but also with a circular dance, i.e. with the Koło (Circle) and they are crowned with koła (circles) made of flowers and herbs – wreaths (wreaths – wienie – wieńce).
Skołotia – implies the land of Native Faith, the land which belongs only to the gods that came from Kołodź, i.e. Kłódź Welańska which means Twer Swąt, the House of God of Gods, Father of Fathers – the Only Creator of the Whole World.
Skołotia is nothing but the later Skołowinia-Skołwinia, which means Skołowenedia (Skołwene) Sołodwia, Soudawia, Sołdowia, Sołowja. Skołoci (Scolotians), pronounced Skouoci and Suouoci (Słowocy – people using the word <word = słowo>, i.e. people speaking their language which is understandable. These people are known to chronicles of Romaiōi as Scyths / Scythians).
Skolotians, Veneti and Slavs are one and the same – not only in terms of the same people, but also as the same name, denomination. All the names originate from the same Holy Giver of the Laws of the World, from Kłódź, but they are the names emphasising three slightly dissimilar aspects of the same, and also three different historic events.
The first name, probably the oldest (but not necessarily) yet for sure recorded earliest of all the three accentuates Kłódź as a link and bond derived from here, as well as adoration (faith) and the law educed in this way. The name is Skołoci (Scolotians). It was used in chronicles with respect to the defined tribe, as the denomination of the community living in south-east and east areas of ancient Europe and the same south-east lands of the Sis Kingdom (otherwise known as Wielka Skołotia <Great Skołotia> and later on Wielka Sarmacja <Great Sarmatia> ).
The second name emphasises the roots of faith and the Tree of Trees (Drzewo Drzew – from which comes the meaning of ancient <prastary> – drewy, drzewy and tribal denominations Drzewianie or Derewlanie). The Tree of Trees – Drzewo Drzew – is also the Tree of Gods (Drewo Dewów). This name signifies the Gift of Gods (Wiano Dewów) and additionally that these people come from, and comply with the laws given to them by givers of wena (dawcy weny) – Weny Dawcy, Weni Dawców – givers of air and givers of life (uwene, owini, uwicie – vitalisation, creation) – Uwene Dawów, which again means children of gods (dew-twa {dzia-twa = children}, dew-ło {dzie-ło = creation}, dew-skie {dziew-skie = of God, divine), children of Gods of Kłódź. Yet, the stress is here more on gods-dewowie and the Tree of Trees (Drzewo Drzew) and Drzewo Drzew ową Wierżbę-Weń (wierżba – willow) from which these people were picked (picked – zerwani), i.e. from which Zery-wani were born. Zery-wani indicates not only that they were zerwani (picked), but it also implies that they arose from a fiery tree- zeri (s-ger, s-gor, s-har, s-żar) wane and that they came into being from Wiecha-Wenika, from Swąt’s Branch. Wiano – wene signifies Wenedowiea (Veneti), but also secondarily, as usual, when holy meanings double, triple or quadruple, from water (od wody) – Wądowie and wiedy (wieda – knowledge, initiation) – Weda the holy Book and wen – gods’ gift in the form of volatile thought, and wenia – air, smell of incense, wen – (włękit) <włękit – błękit – sky-blue colour> of divine blood, noble men’s and warriors’ blood – ichor. The name Wenedowie (Veneti) – in relation to specified people was used for ethnic community living in the areas mostly situated in the west and north of Slavic-Ist (Ist – Being) Europe.
The third name and, at the same time, the most contemporary one used in records from the Vth century AD and known till present is Słowianie, recorded by Romaiōi as Sklavene (Skłowene). This name combines two previous names into one Skoło-Wene which denotes Skołoto-Wenedowie (Scolotian-Veneti), Słowianie (Slavs), Suo-wene, i.e. Suorożiczi Wene, according to legends – Słońca Wiano (the Sun’s Gift) which means Children of the Sun – Swarożyca Wiano (Swarożyc’s <Svarozic’s> Gift). Swoi, Słowi – those who speak, whom people can understand, in other words Sołwianie. The same, Wiano Swąta-Suąta (Suont Wiano) <wiano – gift; the gift of Swąt-Suąt>. The name Słowianie (Slavs) is obvious and dervided from the Slavs themselves and their Native Faith from the oldest stories of the Tale, beliefs about the Slavs’ own origin as well as about the origin of the world. Such dimensions and meanings of the Faith of Nature contain these words (apart from others which can be deduced from them), and they also express the symolic Slavic wieńce, zwieńczenia, wiechy (wreaths, panicles). This denomination emphasises the time in the history of Slavdom when it moved its central hubs from Stara Koliba (Old Koliba) to Nowa Koliba (New Koliba) – Lęgia – for the time of War for the Mystery and after the defeat of Zerywani and their marvellous survival in the cave of Lęg by Gods of Heaven (Sołowie) and Swarożyc (Svarozic) – where their name comes from – the Children of Swarożyc, Wiano Swarożyca the Gift of Swarożyc) and Wiano Słońca (the Gift of the Sun) – Słowianie. The name was used for peoples who were located in the middle, between east Scolotians and west Veneti in the Sis Kingdom. Contemporarily this denomination relates to all the descendants of the Sis Kingdom and their lands.
This is where they originate from, who they were and where they were, and since when they have been and what they represent – today’s Slavs. Here they are – Skołoci (Scolotians), Skołowici, Skłowici, Skłoweni, primarily recorded in the chronicles of Romaiōi as Sclavini (Skławini), and then as Slovene (Słowene) and Venedawe (Venedae) Wenedawie, later Wędowie. The mythical, known to the Romaiōi first ruler of Scolotians (Scyths / Scythians) – Kolaksais means Kołak książe (Kołak duke) – Kołak-ksais (lkśniący, łyszczący, ©łyszczący blaskiem księżycowym, ślący promienie, – glistering, radiant, shining with moonlight, sending rays, ), Kołak-ksołs which denotes Syn Kłódzi (the Son of Kłódź), Syn Sołów (the Sun of Sołowie) – of the Gods of Heaven, Syn Sołu (the Son of Soł) – Słońca (of the Sun), Syn Swarożyca (Swarożyc’s Son) – the Sun Shield Bearer, in other words just Kołak Król (King), and also – swois – swój (our, their), using the word (word – słowo), made of gods – of soł, of divine blood, the ruler of Swoiwene – (of Slavs – of Słowianie). Hence, till present there have been such words as soł-tys(soł-tyrs) – a district chief, sołectwo – a district area managed by the local chief.
a Wenedowie (Veneti) and any information about Wenedonia, Winidonia, etymologies and lands taken refer to – SSS t. 6 page 369, 372 – 378.
b By careful analysis of the names and chroniclers’ records, denominations in north Asia (Asia Minor) and the whole Europe (Land) you can study the history of the Slavs. You can also make a different theory that the Holy Books of the Faith of Nature give us. All in all, agreeing or disagreeing with the books, the youngest name – if we accept the variety of the time when the mentioned names started to exist and when they were used – the designation of Słowianie means that they are the people who arose from the intermingling of Scolotians and Veneti, and then the element which was added to that was of Serbo-Mazowie, i.e. Sarmatian-Amazon. Not only is it consistent with the chronicles and archeological data, but it also agrees with linguistic facts, linguistics and the data resulting from genetic discoveries in recent years.


















































































































3 comments