białczyński

Winicjusz Kossakowski: Głagolica – Ideologiczne kłamstwo sprzed tysiąca lat

Opublikowany w nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody przez bialczynski w dniu 26 Maj 2011

Już za parę dni rozpoczniemy publikację w kilku odcinkach odkrywczej pracy pana Winicjusza Kossakowskiego ” Polskie runy przemówiły”. Właśnie dotarło do nas nowe wydanie przesłane przez Autora. Jeśli ktoś zdobędzie się na fachową polemikę z tym tekstem to musi mieć możliwość zapoznania się z jego całością.  Mamy też nadzieję, że znajdzie się sposób na opublikowanie pracy drukiem w takim nakładzie, żeby był on dostępny w sprzedaży – choćby Internetowej. W Rosji takie rzeczy – na przykład o runach i ich odczytaniu przez słowiańskie języki, albo na temat starej wiary, Księgi Welesa i wiele innych – drukuje się w bardzo dużych nakładach i bez problemu, w Polsce jakoś jest to niemożliwe. Ciekawe dlaczego?

Ponieważ materiałów na temat run słowiańskich i różnych rodzajów pism,a które mogą być związane ze słowiano-indo-irańskimi kulturami archeologicznymi przybywa, otworzymy też nowy dział: Runy – Pismo starosłowiańskie.

Póki co prezentujemy polemiczny tekst pana Winicjusza Kossakowskiego na temat Głagolicy.

C.B.

© copyright by Winicjusz Kossakowski

Winicjusz Kossakowski

Ideologiczne kłamstwo  sprzed tysiąca lat.

 

Czy głagolica została stworzona do zapisu słowiańskiej mowy przez św. Cyryla?

 

Cyryl był Grekiem. Niektórzy przydają mu matkę Słowiankę, inni tylko nianię. W tej chwili to nie jest ważne. Jest faktem, że znał język słowiański i był filozofem, czyli uczonym w piśmie. Przez swego władcę został oddelegowany do państwa  Chazarów by pomagać w budowie miasta na wzór europejski. Spotkał tam naród, który chętnie słuchał słów bożych. Świetny materiał do działalności misyjnej. (W jakim języku się z nimi porozumiewał – historia milczy). Niestety nic z tego nie wyszło, ludowi temu wcześniej przydano judaizm. Musiał wracać do kraju. Podróżował przez kraje słowiańskie i zdziwił się bardzo, że ludność miejscowa zna prawdziwego Boga. Doszedł do wniosku, że byli chrześcijanami, ale zatracili wiarę. Zaczął nauczać i był chętnie słuchany a nawet uwielbiany. Przetłumaczył „Biblię” na język słowiański i udał się do papieża. Biblia była napisana nieznanym alfabetem. Miał problem. Niektórzy biskupi uznali ją za „płód Szatana”.

Papież uwierzył i wysłał go na misję do Słowian.

Jest to króciutkie streszczenie z pracy Z. Kossak-Szczuckiej „Troja Północy”.

W  tym miejscu pojawia się pytanie: Czy alfabet słowiański, zwany Głagolicą, był dziełem św. Cyryla, czy nie?

Jeżeli był jego dziełem, czemu litery tak skomplikował?

Jeżeli był jego dziełem, czemu niektórzy biskupi uznali to za płód Szatana?

Spróbujcie zapamiętać ten alfabet i za chwilę go zapisać.

Jest to niemożliwe w przeciwieństwie do run polskich.

Po jednym wykładzie większość słuchaczy potrafi zapisać około sześćdziesięciu znaków, jedynie dlatego, że zapoznała się z zasadą budowy run. (Niektóre runy są rysowane w różnych ujęciach, stąd ich wielość).

Dopóki nie poznamy zasady budowy głagolicy, będziemy mieli zawsze ten problem.

Przypuszczam, że wykorzystano „sposób” egipski. Litery są rysunkami po rozpoznaniu których, czytamy jedynie pierwszą głoskę. Musimy poznać, jaką nazwę noszą rysunki i w jakim języku. Wątpię by to było możliwe, ale warto spróbować.

Należy sobie uświadomić jeszcze jedno.

Celem każdej ideologii jest zapanowanie nad światem i wszystkimi ludami.

Podstawą ideologii jest zapanowanie nad ludzkimi myślami, a właściwie zastąpienie ich odczuciami. Odczucia mają zdominować rozum, do tego stopnia, że człowiek walczy i ginie jako sterowalny cyborg.

Ideologię dobiera się w zależności od zastanej kultury narodu, który chcemy opanować.

Takim czynnikiem w średniowieczu, była religia. Nieważnym było bóstwo i zasady. Jeżeli potrzeba tego wymagała, ideologia potrafiła dostosować się do zastanych wierzeń, przejąć je jako własne razem z miejscami kultu.

Podstawą każdej ideologii jest niszczenie zastanej kultury. Podstawowym wrogiem chrześcijaństwa było pismo i historia narodu. Tam, gdzie wchodziła inkwizycja narodowe pismo, jako „płód szatana”  , szło na stos. Doszło do tego, że wytępiono znajomość pisma i wśród narodów Europy. Pismo stało się orężem ideologii. Największy rezun chrześcijański, Karol Wielki, nigdy nie nauczył się pisać.

Po ideologii chrześcijańskiej nastało panowanie ideologii Karbonariuszy, które rozpoczęto od wyrżnięcia księży, akcjonariuszy chrześcijaństwa i niszczenia osiągnięć kultury Chrześcijan. Palono i wysadzano kościoły i cerkwie w Rosji opanowanej przez ideologię komunistyczną.

Wraz z niszczeniem zabytków i kultury niszczy się historię i pamięć narodu.

W tej chwili świat jest podbijany przez nową ideologię, która jak to zwykle bywa, neguje zastaną. Zasady jednak pozostają.

Przed kamerami telewizji w czasie wizyty na UJ w Krakowie, wypowiedział się jeden z „prezydentów zaprzyjaźnionego kraju”: „Polaków nie należy uczyć historii”. W innej pracy „zaprzyjaźnionego” wyczytałem myśl: „Polaków nie należy uczyć czytania i pisania. Wystarczy im telewizja”.

Te same zasady panowały tysiąc lat temu. Zniszczono polskie pismo do tego stopnia, że tzw. „uczeni” zastanawiają się , czy w ogóle istniało.

Głagolica ocalała jedynie dlatego, że tym alfabetem zapisano ówczesny fetysz, który  nie spłonął ponieważ zaakceptował go ówczesny papież. Dzięki pracy, wymowie i zabiegom św. Cyryla ocalała część dziedzictwa słowiańskiego. Gdy nie udało się zniszczyć słowiańskiego pisma, wymyślono nową bajeczkę na użytek podbitych.

„Wy byliście dzikimi barbarzyńcami, odzianymi w skóry zwierząt, ganiającymi po lasach za zwierzyną. Kulturę i pismo przyniosło wam chrześcijaństwo. To święty Cyryl stworzył wam alfabet i pismo. Bądźcie wdzięczni za niesienie kultury i oświaty.”

Jest XXI wiek, a ową bzdurę powtarzają „naukowcy” i to na blogu Białczyńskiego.

Winicjusz Kossakowski

 

Z Księgi Wiedy: Bogowie i ich taje


© copyright by Czesław Białczyński





Mezamir Snowid – Pogański rytuał

Opublikowany w Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody przez bialczynski w dniu 23 Maj 2011

Niniejszy artykuł Mezamira Snowida rozpoczyna cykl poświęcony technikom rytualnym i rytom pogańskim Wiary Przyrodzonej, w tym szczególnie Wiary  Rodzimej – Słowiańskiej. 

Magja jest nieodłącznym elementem wiary.

Tany i ryty są niezbędną częścią kontaktu z Żywiołami i Mocami oraz z innymi bóstwami: z Kirami, Dzięglami (Działami), Bogiem Najwyższym i Stworzami (Bogunami  – bóstwami pomocniczymi) oraz z DUCHAMI Zmarłych, w tym z duchami Przodków – Dziadami, czy też ze Zduszami  – czyli duchowymi istotami demonicznymi: to jest istotami posiadającymi  formę “ożywioną” w przestrzeni Świata Widzialnego – Jawi albo formę” duchową” w Nawi, albo jedno i drugie.

Znajomość technik magicznych nie jest niezbędna aby czerpać z Przyrody i całego Świata Widzialnego oraz Duchowego siłę. Magja nie jest zła ani dobra – Magja po prostu jest, istnieje i pozostaje w związku z każdą wiarą. Każdy może i potrafi zastosować magję i każdy często stosuje ją podświadomie, świadomie albo nieświadomie, w codziennym życiu, w zwyczajnym osiąganiu wyznaczonych sobie celów życiowych. Często więc czynimy magję w sposób niekontrolowany i bezwiedny, używamy jej elementów nieświadomi iż to robimy. Jak to zwykle bywa w działaniach przypadkowych, wykonywane bezwiednie rytuały i czynności magiczne nakładają się na siebie i wzmacniają bądź znoszą się wzajemnie. Magja używana w ten sposób nie ma wielkiej skuteczności, nie pozwala też swobodnie i głęboko kontaktować się z siłami Przyrodzonymi Świata.

Wiedza Magiczna nie jest niezbędna, aby praktykować kontakt z żywotnymi siłami świata – nie jest zatem niezbędna, aby aktywnie wyznawać Wiarę Przyrody.Człowiek uprawia magję od zarania i “wiedza magiczna” stanowi cząstkę natury ludzkiej.

Postępy nauki, naukowy światopogląd i wiedza naukowa nie wykluczają magji z życia współczesnego człowieka. Wręcz odwrotnie nauka zbliża się bardzo istotnie do wiary szukając odpowiedzi na ostateczne pytania o dzieje świata, o jego przeszłość i o jego przyszłość. Osiągnięcia współczesnej nauki i kolejne problemy oraz pytania o byt świata jakie się w polu nauki pojawiają powodują wzmocnienie pozycji magji i wiary. Wzmacnia to również potrzebę praktyk magicznych i potrzebę duchowego kontaktu z Istotą Świata na innej drodze niż tylko ściśle rozumowa. Wzmacnia to potrzebę osiągnięcia odmiennego stanu świadomości niż ta nasza świadomość codzienna, zwyczajna, nakierowana na zmagania z fizycznymi przeszkodami życia. Istota Świata bowiem, zawsze będzie się znajdować “ponad i poza” codziennością oraz “ponad i poza” naukowymi praktykami i naukowym poznaniem. Rytuał magiczny pozwala oderwać się od świadomości “codziennej” i uzyskać jej odmienny, “niecodzienny” stan – stan sprzyjający skupieniu osobowości na kontakcie z siłami rządzącymi Światem, stan pozwalający też zaczerpnąć od tych Sił Wszechświata energii potrzebnej w dalszym codziennym  działaniu, albo pozwalający zgrać nasze własne moce z mocami Wszechświata, ku większej skuteczności własnych przedsięwzięć i  poprawy codziennej egzystencji własnej i bliskich bliźnich.


Zatem  teoretyczna wiedza i zaznajomienie się z praktykami szamańskimi, z zasadami skupienia energii, jaźni i woli – zasadami modlitwy i medytacji oraz z zasadami ofiarowania, czy techniką wróżby, a także własne (nawet intuicyjne) próby praktykowania technik magicznych, zawsze, ZAWSZE -  pogłębiają jaźń (świadomość, podświadomość, nieświadomość – trzy duszyczki składające się na człowieczą Duszę) i wzmagają (wzmacniają) więzi jednostki – Człowieka – z całym  – Wszym,  światem – Swątem – czyli z Wszechświatem – światem widzialnym – żywym,  i niewidzialnym – duchowym.

Będziemy publikować więcej materiałów – pisanych przez żerców Wiary Przyrody – poświęconych praktyce i praktycznemu zastosowaniu technik Magji Wiary Przyrodzonej, także starym rytom znanym z praktyk magicznych całego świata, w tym szczególnie ze świata słowiańskiego, a także z obszaru starej wspólnoty wierzeniowej Słowian, Indów i Skołotów – czyli z obszaru Wiedy, Obwiesty i Gądźby (Wedy, Awesty i Gathby-Gathy) – a więc z obszaru pradawnego Królestwa SIS. 

C.B.




© copyright by Mezamir Snowid

Pogański rytuał

1-samooczyszczenie

2-oczyszczanie przestrzeni

3-stworzenie świętej przestrzeni/kręgu

4-inwokacja/afirmacje

5-pobudzanie energii

6-celebrowanie rytu

7-uziemienie mocy

8-podziękowanie bogom/ofiara/afirmacje

9-samooczyszczenie

10-oczyszczanie przestrzeni

11-uziemienie siebie

12-przerwanie kręgu

Bali

1-samooczyszczenie

Pogańskie religie nie uznają czegoś takiego jak “grzeszna natura” człowieka.

Źli nie są ludzie tylko ich czyny,większość tego co robimy jest dobre a to co nie dobre trzeba naprawić.

Jeżeli wierzysz, że ludzie rodzą się w  grzechu i wszystkie ich naturalne odruchy i myśli są grzeszne

nie trzeba wyjaśniać potrzeby rytualnego oczyszczenia.

Pogaństwo jest inne,dlatego “oczyszczenie”wymaga wyjaśnień.

Kąpiąc się możemy użyć potężnej symboliki wody i zmycia, aby pozbyć się braków krytycyzmu i nienawiści do samych siebie.

Do oczyszczającej kąpieli najlepszym ziołem jest Ostrożeń.

Co jest zmywane podczas rytuału?

Nie “grzech”-jeśli zrobiono coś złego, kąpiel tego nie zmaże.

Jeśli kogoś skrzywdziłeś musisz naprawić tę krzywdę i ponieść konsekwencje, jakie by one nie były.

Nawet wybaczenie bogów nie zwalnia cie z konsekwencji.

Wielu pogan akceptuje hinduistyczną koncepcje karmy.

Karma to równowaga w życiu-fakt,że każda akcja przynosi reakcje-przyczyna i skutek we wszechświecie(i na lekcjach fizyki w szkole podstawowej,nie ma reakcji bez akcji, każda akcja=reakcja)

Karma nie jest wiec żadnym sądem,karą ani nagrodą.

Kiedy trzymasz nad ziemia filiżankę i upuścisz ją,filiżanka upadnie i potłucze się.

Stłuczona filiżanka nie będzie karą za grzech upuszczenia jej

Nieuszkodzona filiżanka nie będzie nagrodą za “dobro” trzymania jej w dłoni.

Wszystkie działania przynoszą jakieś rezultaty i żaden rytuał czy spowiedź nie mogą nas od nich uwolnić.

Zatem rytualne oczyszczenie nie zmywa”grzechu”, zmywa myśli o nim i uczucie winy.

Dokonać oczyszczenia tzn oddalić się na czas rytuału od wszystkiego co nie należy do rytuału.

Między codziennym życiem a spotkaniem bogów istnieje przepaść musimy się więc wewnętrznie przestroić, zaakceptować siebie jako osobę która jest godna stanąć przed bogami.

Aby rozpocząć rytuał musimy stawić czoła konfliktowi pomiędzy religią, która mówi, że jesteśmy częścią bogów

(a oni naszą i że bogowie są w nas immanentni) a codziennym życiem, które mówi nam, że jesteśmy nie wiele wartym prochem, nie wystarczająco dobrzy i że znowu zawaliliśmy sprawę.

Oczyszczanie siebie to akt mistyczny, ponieważ  wiara w immanentne bóstwo – kiedy spotykamy bogów -

oznacza, że spotykamy przynajmniej częściowo siebie.

Z tego wniosek, że jako ludzie jesteśmy święci w swojej naturze (a nie grzeszni).

Cokolwiek zmywamy, nie jest to zasadniczą częścią nas samych; to tylko śmieci które się do nas kleją w ciągu dnia,

gdy np przebywamy wśród ludzi ogłupionych, agresywnych, fanatycznych, zakłamanych.

Jesteśmy “bogami” (czyli czymś świętym, bezcennym. Wszyscy bez wyjątku, zwierzęta, rośliny, minerały-bogowie są częścią wszystkiego) a nie pożałowania godnymi stworzeniami.

Nie oddziela nas od bogów ocean grzechów i niedoskonałości, za to zbliża nas do siebie wiedza – jeden z celów każdego pogańskiego rytuału.

Kolejnym celem rytu jest zdobycie “mocy” i mądrości aby robić rzeczy do których zostaliśmy stworzeni.

Jedną z takich rzeczy jest pozbycie się barier przed miłością i akceptacja samego siebie.

Medytacja w celu rytualnego oczyszczenia (kąpieli, obmycia, namaszczenia czy okadzenia) powinna być afirmatywna.

Powiedz sobie: “z każdą chwilą staję się czystszy/a,teraz jestem oczyszczony/a” i zapytaj wewnętrznego głosu

co o tym sądzi.

Przez dzielenie  medytacji na dwie fazy: afirmacje i zadawania pytań, możesz naprawdę doświadczyć mistycznych aspektów oczyszczenia.

Dzieci rdzennych Amerykanów – czyli Indian (znak musi być znany od czasów kiedy zamieszkiwali Azję razem z Ariami)

2-oczyszczanie przestrzeni

Oczyszczanie jest dość proste, oczyszczać znaczy pozbywać się tego co niechciane, nieczyste.

Usuwamy to co zbędne i nieodpowiednie. Sprzątamy miejsce rytuału

Kiedy mówimy o oczyszczaniu, poświęcaniu i błogosławieństwie, mamy do czynienia z teurgią.

Jest to konkretne zorientowanie na bogów.

Do oczyszczania miejsc przez okadzenie najlepsza jest Szałwia Biała,stosowana między innymi przez rdzennych Amerykanów przy święceniu miejsc, przedmiotów lub podczas egzorcyzmów.

“Spalanie ziół i żywic jest wreszcie aktem Wysokiej Magii, swoistym praktycznym wyrazem teorii alchemicznej. Rzucając bowiem kadzidło na rozżarzone węgle przyczyniamy się do jego wielkiej przemiany. Poprzez cztery Żywioły – Powietrze, Ogień, Wodę i Ziemię – uwalniamy ducha rośliny z jego fizycznej powłoki, a wraz z nim potężną, czarowną, tajemną moc uzdrawiania i spełniania życzeń. Każde zioło, każde drzewo, każdy kwiat – mają swoje niepowtarzalne właściwości. Odpowiednio dobrane i połączone – w poprawnych proporcjach – stają się narzędziem czarowniczym, kiedy nasza wola – wraz z jasnym dymem – ulatuje ku bogom, przodkom, wszelkim duchom i bytom, które wzywamy i do których kierujemy “prośby”.

Więcej o kadzidle można znaleźć np tutaj:

http://dwp2011.blogspot.com/p/rekodzielnictwo-i-zioa.html

Dalaj Lama 2010

3-stworzenie świętej przestrzeni/kręgu

Jednym z celów rytuału jest przyciągnięcie uwagi bogów.

Poganie nie wierzą, że bogowie patrzą na nas wszystkich przez cały czas z jednakowym skupieniem.

Wszechwiedza jest koncepcją monoteistyczną, nie pogańską.

Życie wypełnione rytuałem sprawia że bogowie stają się świadomi naszego istnienia.

Skoro tak, uczyńmy nasz krąg interesującym i atrakcyjnym dla nich.

Każdy w grupie powinien wizualizować krąg i utrzymywać tę wizualizację do końca rytuału.

Można uprzednio oznaczyć krąg na ziemi używając sznura, kredy, kamyków, nasion itp

W momencie kiedy nadchodzi czas żeby zakreślić krąg, po prostu wodzisz po linii, którą każdy widzi.

Umysł osiąga najlepszy stan koncentracji gdy ma się na czym skupić.

Kiedy rysujesz krąg zawsze zaczynaj od wschodu.

Rysowanie kręgu podobnie jak święcenie, może odbywać się w ciszy i skupieniu lub podczas wypowiadania słów.

Wszyscy mogą coś recytować, śpiewać, lub powtarzać jak echo. Można też użyć dźwięku bez słów np. bębnów.

Krąg jest pojemnikiem,zapieczętowanym miejscem utrzymującym magiczną energię tak samo jak szklarnia utrzymuje wilgoć.

Nasze emocje gromadzą się w tej szklarni do czasu aż zdecydujemy się je uwolnić.

Ogólnie biorąc okultyzm to coś równie niebezpiecznego co jazda samochodem.

Musisz wiedzieć co robisz, szanować przepisy i zapinać pasy bezpieczeństwa.

Zwyczajnie nie ma hord demonów czekających na krawędzi kręgu by cię pożreć,

chociaż bywają rzeczy nieprzyjemne a niektóre pomyłki mogą mieć poważne konsekwencje.

Spotkałem wszelkiego rodzaju rzeczy i doznałem czasem dziwnych, czasem niepokojących momentów

w ciągu wielu lat ale nigdy nie spotkałem czegoś co odpowiadałoby katolickiemu opisowi demona.

Krąg nosi mylną nazwę, w rzeczywistości jest trójwymiarowym jajem otaczającym i obejmującym nas.

Boki wznoszą się stopniowo a punkt na górze sięga kosmosu.

Kropienie kręgu, czyli zaznaczanie go poświęconą wodą z solą – oczyszcza go dzięki magicznej zasadzie przeniesienia

koncepcji równie ważnej jak sympatia czy imitacja.

Przeniesienie oznacza to czym zdaje się być, magiczne właściwości są”zaraźliwe”

przechodzą z jednej rzeczy na drugą. Poświęcenie jest postrzegane jako właściwość przenośna.

Aby coś poświęcić dotknij tego czymś poświęconym. Krąg jest poświęcony przez Wodę i Ziemię (sól) podczas kropienia.

Skropić krąg tzn oczyścić go. Woda zmywa rzeczy natury fizycznej a więc zmywa też rzeczy natury psychicznej.

Skrapiać należy przed okadzaniem by nie zmyć okadzenia.

Jak skropić krąg:

osoba kropiąca powinna iść przed osobą okadzającą.

Jeśli pracujesz z biegunowością żywiołów, mężczyzna powinien kropić a kobieta okadzać

aby płeć każdej z osób była przeciwna do rodzaju narzędzia którego używa.

Okadzenie kręgu przynosi błogosławieństwo i przyciąga pozytywną energię.

Woda z solą oczyszcza krąg z niechcianych elementów podczas gdy kadzidło ubogaca krąg

przynosząc do niego więcej  błogosławieństw,właściwości miłych bogom i innym bytom.

Gdy okadzasz krąg nie wychodź poza zakreślony obszar.

Idź zgodnie z ruchem wskazówek zegara, zatrzymując się przy każdej stronie świata dając więcej dodatkowego dymu.

(Osobiście nie kreślę kręgów tzw ochronnych, ponieważ nie dzielę świata na to co W kręgu i POZA nim,wszystko jest całością, jest ze sobą powiązane. Odżegnywanie się od  czegoś co jest częścią większej całości, nazywanie czegoś złym świadczy o jakimś typowo judeochrześcijańskim podejściu do dualizmu,dobro/zło walczące ze sobą o władzę. Jedyny krąg jaki stosuję to symboliczne zakreślenie świętej przestrzeni na czas rytuału.)

Przed utworzeniem kręgu święcimy 4 żywioły, ponieważ używamy ich do zakreślenia kręgu a więc musi to być zrobione przed zakreśleniem.

Święcić to uznawać coś jako święte a także dedykować coś uroczyście jakiemuś celowi.

Kiedy święcimy żywioły wyróżniamy je przez deklarację (nasze Słowo) a więc zostają poświęcone dla konkretnego celu.

Święcenie i błogosławieństwo idą ręka w rękę.

Błogosławienie żywiołów oznacza także korzystanie z mocy bogów (ich łaski) by uczynić je świętymi.

Zanim stworzymy świętą przestrzeń musimy zadeklarować otwartość

Oświadczenie celu przed, nadaje kształt i znaczenie temu co zrobimy potem.

Teraz gdy jesteśmy gotowi do zbudowania rytualnej przestrzeni/kręgu,potrzebujemy materiału a więc żywiołów.

Święcimy 4 żywioły które są surowymi materiałami świętej przestrzeni/kręgu.

Ziemia to przyroda,jest ciałem naszej Matki.Ziemia przejawia się we wszystkim co stałe lub płodne.

Ziemia w człowieku to jego ciało,kierunkiem Ziemi jest północ.

Ziemia to także płodność,owoc,ciąża,fizyczna manifestacja naszej pracy.

W naszych działaniach Ziemia to rezultat.

magiczny byt  Ziemi to Gnom

Według Paracelsusa, Gnomy były żywiołakami, najważniejszymi z duchów żywiołu ziemi i potrafiły poruszać się w ziemi z taką samą łatwością, jak ludzie po ziemi. Promienie słoneczne zmieniały je w kamień.

U Słowian duchy związane z Ziemią to:

Rachmany – duchy podziemne związane ze światem zmarłych, żywiące się ofiarami ze skorupek jaj

Gnomy są Ziemią – ponieważ żyjemy na Ziemi i jesteśmy stali często czujemy powiązanie z Gnomami

ale możemy się też pomylić co do ich natury.

Gnomy są powolne jeżeli w ogóle się ruszają i ogromnie uparte.

Nie można ich przekonać ani zachęcić chociaż odpowiadają na stymulację sensoryczną i szacunek.

Dziady-dusze przodków

Nawki-dusze zmarłych, mieszkańcy świata dolnego, “podziemnego” (świat dolny w pogaństwie to nie judeochrześcijańskie piekło)

“Wszechświat, w którym swobodnie porusza się dusza szamana, dzieli się na trzy światy: górny (niebo), środkowy (ziemia) i dolny (podziemia), które zamieszkują odmienne (w charakterze stosunku do spraw ludzkich) duchy, tj. dobre i złe. Jednym z mierników stopnia rozwoju szamańskiej kosmologii jest zakres deifikacji danych duchów, oraz – w dalszej kolejności – stopień ich wewnętrznej hierarchizacji. Górny świat utożsamiany jest z niebem – wyobrażanym jako rozpostarta nad ziemią kopuła, składająca się z kilku, względnie nawet kilkudziesięciu warstw niebios, zamieszkałych przez najwyższe bóstwa (wraz z rodzinami), oraz duchy różnej “profesji”, mające wpływ na ogół spraw ziemskich, w tym także i na losy ludzkie. Górny świat zorganizowany jest na podobieństwo ziemi, uzewnętrznia on wielorakie cechy życia społecznego zamieszkującego ją człowieka. Ziemskie podziały dostrzec można już w wielowarstwowej konstrukcji nieba, odzwierciedlającej hierarchiczne stosunki społeczne koczowników – hodowców bydła, koni i reniferów. Rozpoznawalne są także i inne, mniej archaiczne znamiona syberyjskiej rzeczywistości społecznej, formowanej przez wpływy z kręgu lamaizmu i chrześcijaństwa. W ich efekcie zmieniały się zarówno wizerunki bóstw, jak i wyobrażenia form ich bytowania.

Dolny świat sytuowano zwykle pod ziemią, bądź też gdzieś daleko na Północy, tam gdzie ziemia swym końcem dotyka nieba, a kosmiczna rzeka kończy swój bieg. Do dolnego świata wiedzie przejście w postaci szczeliny lub dziury znajdującej się w ziemi. Prowadzi doń także rodowa szamańska rzeka, nad brzegiem której podziemni strażnicy chronią przejścia do podziemnego świata. Organizacja świata zmarłych na pozór nie różni się od organizacji świata ludzi. Obserwowany obraz ma jednak cechy negatywu; np. gdy w świecie ludzi panuje noc, w świecie zmarłych w tym samym okresie wschodzi słońce. Słońce oraz Księżyc nie są tam realnymi planetami (takimi jakimi widzi je człowiek); są jakby ich cieniami, często szczerbatymi, wysyłającymi mgliste promienie. Jednorękie, jednonogie, jednookie istoty pasą na pokrytych żelazną roślinnością pastwiskach zwyrodniałe bydło. Rzeki wpadają do swych źródeł, a woda w jeziorach kipi i bulgoce. Ten osobliwy świat jest gościnny jedynie dla tych istot, które pozbawione zostały życia.

Łącznikiem pomiędzy trzema światami bywa “kosmiczne drzewo” (względnie “słup świata”), wykorzystywane dla celów kontaktów szamana z duchami – bóstwami. W swojej podróży w zaświaty szaman kreuje “sakralną czasoprzestrzeń”, postrzega duchy i bóstwa oraz kontaktuje się z nimi w interesie spraw ludzkich.” – Z. Drozdowicz  “Zarys encyklopedyczny religii”

Więcej tutaj

http://www.stosunki-miedzynarodowe.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=734:szamanizm&catid=65:s&Itemid=92

Woda symbolizuje uczucie,uczucie ma swoja głębie nieraz tajemniczą i nie widoczną z powierzchni.

Znajdziemy ją we własnych ciałach,we krwi pocie i łzach,mleku matki oraz wodach płodowych.

Tak jak życie ewoluowało w morzu tak płód pływa i ewoluując rozwija się.

Ponieważ wszystkie zbiorniki podlegają przypływom i odpływom Księżyc wiąże się z wodą.

Księżyc to cykl menstruacyjny a Woda to także narodziny

Fazy Księżyca są cykliczne,kończą się tam gdzie się zaczęły i zaczynają gdzie skończyły

w związku z tym wodę kojarzy się ze śmiercią.

Nie dziwi fakt że folklor wielu kultur przedstawia śmierć jako przeprawę przez wodę.

Hindusi aby zamknąć cykl nazywają odrodzenie Oceanem.

Kierunkiem wody jest zachód,zachód Słońca kojarzy się ze śmiercią.

Magiczny byt wody to Ondyna

Ondyny – w mitologii nordyckiej boginki zamieszkujące jeziora i rzeki. Uważa się, że Ondyny mogły być przejęte z mitologii słowiańskiej od Słowian połabskich.

Ondyny u Słowian to Rusałki, Rodanki, Wodnica,Wodnik

Ondyny to Woda – czują i płyną, spełniają się w pożądaniu, intuicji i miłości.Nie oczekuj że będą rozsądne i że długo pozostaną w bezruchu

Rozsądek to powietrze, stabilność to Ziemia,a Ondyny nie mają nic z tego.

Nie możesz dyskutować z Ondyną ale możesz ją przyciągnąć

Powietrze symbolizuje myśl  i intelekt

Logika i nauka są funkcjami powietrza, kierunkiem powietrza jest wschód,  ponieważ Słońce wznosi się na wschodzie

Powietrze kojarzy się z porankiem, wiosną (początkiem roku rolniczego i astronomicznego) i ze wszelkiego rodzaju początkami

Wszystko co wschodzi należy do powietrza.

Skoro nasiona są początkiem i kojarzą się z wiosną, także one należą do powietrza.

Magiczny byt powietrza to Sylf

Płanetnik, Latawiec, Pochwist

Sylfy są Powietrzem-myślą i unoszą się. Są rzadko spotykane i umykają.

Nie odpowiadają na uczucia i nie czują. Nie mogą być chwalone, karmione albo podniecone.

Są bytami wyłącznie wiatru, myśli i ulotności.

Nie możesz przekonać Sylfa żeby się przejął rytuałem bo przejęcie się jest emocją-Wodą.

Nie oczekuj głębokiego powiązania z Sylfami bo głębia nie leży w naturze Powietrza.

Ogień symbolizuje wolę, kierunkiem ognia jest południe

ogień odstaje od reszty żywiołów ponieważ nie ma na ziemi swojej naturalnej domeny.

Powietrze ma niebo, woda rzeki/jeziora/oceany, ziemia ląd, a płonąć może wiele rzeczy.

Ogień jest zarówno Ziemią czymś stałym co się pali, jak i Powietrzem czymś ulotnym, niedotykalnym, bez masy.

Tak jak Powietrze jest ziarnem, Ogień jest kiełkiem, powstawaniem.

Ogień bierze pierwotne ziarno i dając mu siłę każe rosnąć.

Ogień jest siłą transformującą,w Ogniu płonie stare i rodzi się nowe jak odradzający się z popiołów Feniks .

Magiczny byt Ognia to Salamandra

Salamandry są Ogniem-Płoną i eksplodują;żarzą się,wybuchają i pożerają.Nie mają względów,uwagi,zachamowań;

nic z tego nie leży w naturze Ognia.

Kiedy wzywasz elementale Ognia musisz być zawsze uważny i ostrożny bo Salamandry nie mają tych cech.

Magicznym bytem Ognia u Słowian jest ptak Raróg(Raraszek,Żarptak)

Żywioły Ziemia i Woda w kręgu,połączone w wodzie z solą,to żywioły żeńskie.

Powietrze i Ogień w kadzidle to żywioły męskie.

4 żywioły (jak 4 twarze Świętowita) łączą się w cykle (w naturze wiosna lato jesień zima), w rytuale staramy się zakończyć cykl jeśli go rozpoczęliśmy. Piątym żywiołem jest eter czyli Duch.

Skoro jesteśmy przy liczbach, może kilka słów na ich temat.

Liczba jest istotą wszystkich rzeczy – Pitagoras

Znaczenie dwójek spotyka się najczęściej w biegunowości,dzień noc,życie śmierć,coś nic

(nie dobro i zło).

Dwójka to także dwoisty bóg:kobieta mężczyzna,pierwiastek żeński i męski.

Trójka to przepływ w naturze,trojka jest w ciągłym ruchu

narodziny śmierć odrodzenie,dzieciństwo dojrzałość starość,początek środek koniec.

Trojka jest obecna w folklorze wielu kultur.

Dżin spełniający 3 życzenia, Jaś i Małgosia zgubili się na trzeciej wyprawie, Afrodyta dała Psyche trzy zadania,

kot w butach pomagał najmłodszemu z trzech braci, kopciuszek była najmłodsza z trojga sióstr(jak Psyche)

Jasio zasadził trzy fasolki,do trzech razy sztuka, ślepe myszki trzy, świnki trzy, pan Sobieski miał trzy pieski

itd itp.

Folklor kompletuje trojki a w magii postrzega się je jako zmienne.

4 to liczba żywiołów z których zbudowana jest przyroda.

Są opisem rzeczywistości,czwórka jest fundamentalna.

5 jest kombinacja 2 i 3.

5 jest także spełnionym cztery,możemy to zobaczyć przywołując kierunki świata:

wschód południe zachód północ i znowu wschód,domknięcie cyklu.

5 to 4 żywioły+duch (symbolika pentagramu)

7 to 3 i 4

9 to 4 i 5,  9 to 3 razy 3

Druidyczna kosmologia podkreśla to używając systemu 3+1 zamiast systemu czterech.

Druidzi postrzegają świat jako podzielony na grupy trójek z czwórką osobno.

Wracając do żywiołów

Europejskie pojęcie żywiołu (elementu, pierwiastka) powstało bardzo wcześnie, w wyniku dokonanej przez Empedoklesa pluralizacji pojęcia ‘arche’.

Mimo że przekształcone przez późniejszych filozofów, nie przestało odgrywać ważnej roli, szczególnie w rozważaniach przyrodniczych.

Hinduistyczne podania o żywiołach ukształtowały się w okresie około 500lat p.n.e.

Zaliczano do nich (wyliczając od najbardziej subtelnych ) następujące kategorie :

* ziemia ( prythiwi )

* woda

* ogień ( tedźas )

* powietrze ( waju )

* eter/duch ( akaśa ).

Alchemia hinduistyczna – alchemia praktykowana przez wyznawców różnych nurtów hinduizmu.

Wielu indyjskich siddhów było alchemikami. Teksty tantryzmu definiują rasajanę jako piątą z siddhi

Rasajana (trb. rasāyana , droga rtęci) – tradycja alchemii hinduistycznej o zabarwieniu tantrycznym i mistyczno-ascetycznym.

Nie była nauką empiryczną, stosowała psychologiczną projekcję, interioryzacje i identyfikacje.

Adepci dążyli do uzyskania “chwalebnego ciała” (deha), aby móc uzyskać wyzwolenie jeszcze za życia ciała fizycznego bieżącej inkarnacji. Podobny cel przyświecał aspirantom hathajogi

Siddhi (tyb. ngo drub ) – w religiach dharmicznych “nad”naturalne zdolności mające powstawać w wyniku medytacji.

Osoba posiadająca umiejętności posługiwania się tymi “nad”naturalnymi mocami to Siddha.

W tradycji indyjskiej szczególnie cenione umiejętności to 8 wielkich siddhi, będące produktami sfery kosmicznego tamasu

i produktami przemian guny tamas

W Buddyzmie dzielą się na zwyczajne i ostateczne siddhi.

Zwyczajne są “nad”naturalnymi zdolnościami fizycznymi oraz psychicznymi.

Ostateczne siddhi to rozpoznanie natury Umysłu, czyli oświecenie.

Riddhiprabheda (skt.) – są to zdolności “nad”przyrodzone mające, według niektórych szkół buddyjskich, pojawiać się u bardzo zaawansowanych osób praktykujących buddyzm, którzy na swej ścieżce zbliżą się do oświecenia. Moce te pojawiły się ponoć wśród wielu bezpośrednich uczniów Buddy Siakjamuniego, ale on wyraźnie zakazał ich używania.

Wśród posiadających takie moce można wyróżnić bezpośrednich uczniów Siajkamuniego:

* Mogallana – osiągnął najwyższe mistrzostwo w różnych rodzajach sił nadzwyczajnych,

* Anurudha i Sakula – boskie oko (diwjaczaksur),

* Sobhita i Bhada Kapilani – wiedza o poprzednich wcieleniach (purwanirwasanusmriti),

* Sagalo – kontrola nad ogniem,

* Cula Pankhata – moc “podróżowania astralnego”,

* Pilinda – porozumiewaniu się z istotami niebiańskimi,

* Uppallavana.

Także wśród późniejszych zwolenników Buddy moce te pojawiały się samoistnie, gdy coraz dogłębniej rozwijali się w sztuce medytacji,

m.in. u Nagardżuny, Tilopy, Naropy, a także u innych wielkich mahasiddhów.

Zdolności “nad”przyrodzone można podzielić na:

* umiejętności postrzegania nadzmysłowego (abhidźnia)

* moce “nad”przyrodzone/wrodzone u wszystkich ale ukryte,dostępne jedynie dla oświeconych (siddhi)

Mahasiddha (tyb. drub.thob), urzeczywistniony mistrz – w buddyzmie tybetańskim i hinduizmie tantrycznym termin określający oświeconych mistrzów ścieżki tantrycznej, którzy osiągnęli najwyższy poziom poznania, maha-siddhi, oznaczający najwyższą moc, osiągnięcie jedności z nienazywalną rzeczywistością, jak i również manifestujących to urzeczywistnienie (spełnienie) w wymiarze względnym, zjawiskowym.

Mircea Eliade definiuje siddhi za Jogasutrami Patańdźalego jako moce okultystyczne osiągane poprzez praktykowanie sanjamy

Lingapurana (1.813-43) objaśnia przyczynę pojawiania się ‘siddhi’ jako wynik zniszczenia przez jogina wewnętrznych przeszkód

których miejsce i energię te “nad”naturalne/wrodzone moce przejmują.

Najwyższy symbol pogaństwa Pentagram symbolizuje właśnie 5 żywiołów.

“Nazwy poszczególnych żywiołów mają jedynie symboliczne znaczenie.

Opisują one określone właściwości i sposoby działania

poprzez analogię do żywiołów występujących w środowisku naturalnym.” – Tenzin Wangyal Rinpocze

Pentagram w pogaństwie nie ma związku z Szatanem,piekłem i diabłami, ponieważ poganie nie są wyznawcami religii monoteistycznych

a co za tym idzie nie uznają tego co religie monoteistyczne stworzyły na bazie 40 tysięcy lat tradycji pogańskiej.

Wszystkie niepogańskie definicje pogaństwa są błędne i antypogańskie.

Fantazje ‘niepogan’ na temat pogaństwa są tylko fantazjami, głównie agresywnymi.

Ktoś to robi celowo aby pogaństwo niszczyć, chodzi o akulturację Europejczyków którym każe się szukać własnej tożsamości i korzeni wśród piasków pustyni. Jedynymi ludźmi mającymi prawo opisywać pogaństwo są poganie.

Ktoś kto poganinem nie jest nie ma prawa oceniać czegoś czego nie rozumie.

Nieważne kto posłuży się pentagramem i co o sobie mówi, pentagram nie ma nic wspólnego z Szatanem

Pogaństwo nie ma nic wspólnego z diabłami i piekłem (wynalazkami kk) tak jak swastyka wykorzystana(a nie wymyślona) przez Hitlera nie jest symbolem nazizmu.

Obrzędy Rodzimego Kościoła Polskiego

Swastyka w kulturach europejskich.

Swastyka w starożytnej Grecji.

W starożytnej Grecji symbol swastyki pełnił rolę najpierw religijną a otem powszechnie stosowaną jako element dekoracji. Symbolem tym Grecy przyozdabiali m. in. odzienie bogów, np. bogini Ateny.

Odnaleziono tu symbol między innymi na odzieży Apollina i Artemidy. Jest on więc związany z bogiem światła i muzyki. W starożytnej Grecji wszystko, co było zacne i szlachetne, narodowe i religijne, to się wiązało z muzyką i jej bogiem. Swastykę umieszczono na odzieży Minerwy, córki ojca bogów, boga światła i ognia. Ona sama to bogini mądrości, więc wnioskować łatwo, że swastyka w starożytnej Grecji miała znaczenie takie, jak w innych miejscach, związane z mądrością (magią) i kultem światła, Słońca. Widzimy, że Minerwa ma na szyi krzyżyk zupełnie taki sam, jak noszą dziś chrześcijanie, widocznie nie oni pierwsi zaczęli uważać krzyż za święty, lecz pierwsi byli właśnie poganie. Swastyka wiąże się w starożytnej Grecji z bóstwem ognia i światła, porządku i miary we wszystkim, jak tego wymaga muzyka i pieśń, wiąże się z duchowym światłem mądrości, z bóstwem ludzkość kochającym. Świątynie bogów były znaczone tym znakiem a kapłani w stroju pontyfikalnym nosili znak tego bóstwa na piersi.

Swastyka jako symbol religijny tak głęboko tkwił w duszy społeczeństwa, że cała ornamentyka Grecji klasycznej jest niczym innym, jak tylko różnorodną kombinacja tego symbolu świętego. To ze starożytnej Grecji wywodzi się właśnie ornament z przeróżnymi formami swastyki lub tylko jej elementami.

Swastyka w Cesarstwie Rzymskim.

Rzymianie bardzo dobrze znali symbol swastyki. Był to dla nich symbol Etrusków, od których wywodzi się kultura romańska. Rzymianie uznali swastykę za godło najwyższego Boga Jowisza, przedstawiając ją razem ze świętym orłem. Czcili oni Słońce. Kult solarny był bardzo silny na terenie wielkiego Imperium. Swastyka była dla nich symbolem pochodzenia – korzeni oraz słońca – ognia. Oprócz symbolu religijnego, znak ten często był używany, czy to prawo, czy lewoskrętny, na mozaikach, zdobiących ściany i podłogi, np. w Pompei. Był również spotykany w świątyniach, umieszczany na ołtarzach bóstw, wyposażeniu domów oraz biżuterii. W tej postaci swastykę spotykamy na całej rozciągłości Imperium Cesarstwa Rzymskiego, zarówno w Europie, jak i na Wyspach Brytyjskich i Afryce Północnej. Rzymski ołtarz, znaleziony w pobliżu Wielkiego Muru Rzymskiego w Northumberland, Anglia, posiada dwie rzeźbione swastyki po obu stronach. Rzymianie wzorowali poniekąd swoją architekturę na klasycznej Grecji. Korzystali m. in. z “klucza greckiego”, dekoracji zawierającej całościowo lub częściowo swastykę.

Kultura Bałtów.

Swastyka to jeden z najczęściej używanych symboli w kulturze bałtyjskiej. Lewoskrętna nazywana była Ugunskrusts a prawoskrętna Perkonkrusts od boga Perkuna (Peruna) i była jego atrybutem. Swastyka wiązała się tu również z kultem Słońca, boga stworzenia Dievs oraz bogini losu Laima. Umieszczana była na posągach, tkaninach oraz ryta na przedmiotach powszechnych, w celu odegnania złego. Zwana była tu również jako fylfot, prawdopodobnie od four feet, cztery stopy, jest elementem biżuterii i narodowych strojów kultur litewskiej, łotewskiej i staropruskiej, gdzie symbolizuje życie. Swastykę zawiera łotewski Pierścień Siedmiu Dni, gdzie każdemu dniowi tygodnia odpowiada symbol. Krzyż ognia symbolizuje czwartek i odpowiada mu motto “Doma un rikojies krietni” (Myśl i postępuj honorowo). W okolicach Wilna odnaleziono kilka pierścieni z XIII wieku ze swastyką w centrum.

Łotewskie lotnictwo używało symbolu swastyki od 1919 do roku 1940 i nazywali go krzyżem ognia – Ugunskrusts.

Celtowie

W kulturze Celtów swastyka najczęściej przedstawiana była w postaci spirali.Napotkać tu także możemy spirale trójramienne. Była powszechna w zdobnictwie, kamieni i ubrań. W Tamizie w pobliżu Battersea Bridge odnaleziono tarczę z brązu i czerwonego szkliwa z wytłoczonymi 27 swastykami. Tarcza pochodzi z ok. 350 roku pne. Kamień Ogham w Anglish, który został przerobiony na wczesnochrześcijański nagrobek, zawiera krzyż i dwie swastyki. Na północnym skraju Ilkley Moor w West Yorkshire istnieje swastyka wyryta w kamieniu, tzw. Kamieniu Swastyki.

Germanie

W kulturze Germanów i Skandynawów swastyka nosiła nazwę Młot Thora i była związana z bogiem Thorem i jego młotem Mjolnirem. Odnajdziemy ją tu na artefektach, wśród pisma runicznego z Vaerlose, Dania z III wieku. Odnajdywana też była wyryta na kamieniach, jak na Snoldelev Stone, Dania z IX wieku. Odnaleziono ją również w anglosaskich łodziach pogrzebowych, np. w Sutton Hoo. Umieszczano ją na odzieży i broni, tarczach i ozdobach. Często odnaleźć można przedmioty ze swastyką w miejscach pochówku zmarłych, jak np. w grobie z VI wieku w Bifrons w Kent. Swastykę odnaleziono również u ludów Sami, które wyznawały Thora.

Słowianie

Swastyka była obecna u wszystkich plemion słowiańskich, zanim przyjęły one chrześcijaństwo. Była ona poświęcona Swarogowi (Svarog), Bogowi Słońca. Znana także jako swarzyca lub kołowrót, u Słowian Wschodnich kolovrat. W Polsce i Rusi była ona popularna wśród szlachty, np. herby rodów Boreyko, Borzym, Radziechowski. Według kronik na Rusi, książę Oleg, który w IX wieku zaatakował Konstantynopol, przybił swoją tarczę, z namalowaną czerwoną swastyką do bram miasta. U Słowian swastyka to magiczny symbol ognia i słońca. Dekorowano nią przedmioty rytualne, naczynia. Związana była z obrządkiem pogrzebowym. Była również symbolem władzy, np. swastyka na Denarach Mieszka I, a także znakiem religijnym, odnajdywana na pogańskich ołtarzach. Po przyjęciu chrześcijaństwa, przeniknęła do kultury ludowej jako symbol przynoszący szczęście, umieszczana na przedmiotach domowych, pieczywie lub pisankach.

Więcej na temat swastyki na ziemiach Polski poniżej lub w Dziale Polska.

Koran

Symbol Słońca w średniowiecznej Europie i wiekach późniejszych.

W chrześcijaństwie swastyka była stosowana jako wersja krzyża, symbolu zwycięstwa nad śmiercią. Odnajdziemy ją gdzieniegdzie w romańskich i gotyckich kościołach, w rzymskich wzorach. Ten solarny prastary znak umieszczony jest w widocznym miejscu w dwunastowiecznym kościele św. Zofii w Kijowie, Ukraina. Pojawia się jako motyw ozdobny na grobie w Bazylice Świętego Ambrożego w Mediolanie. Jest umieszczona jako powiązanie z krzyżem w katedrze Matki Boskiej w Amiens, Francja, która zbudowana została na miejscu pogańskiej świątyni w około 1200 roku. Jako symbol krzyża znak ten widnieje na obrazie “Siedem Sakramentów” Rogera van der Weyden. Swarzycę odnajdziemy też na szatach podobizny bp Williama Edingtona w Winchester Cathedral.

Niezwykły symbol swastyki, złożony z hebrajskich liter aleph i resh, pojawił się w XVIII wieku w kabalistycznej pracy “Parashat Eliezer” wykonanej przez Rabbiego Eliezer Fischl ze Strizhov. Symbol znajduje się w zamkniętym okręgu, utworzonym przez cytaty aramejskiego hymnu. Hymn ten odnosi się wyraźnie do energii słońca, jak również znak w kole odnosi się bezpośrednio do słońca. Według książki symbol ten określa się nazwą Mandala.

W kulturze masońskiej również odnajdujemy nawiązanie do znaku aryjskiego. Symbolizuje on tu Boga, Wielkiego Architekta Wrzechświata.

Finlandia. Swastyka była tu często wykorzystywana na tradycyjnych wyrobach sztuki ludowej, jako dekoracja lub magiczny symbol na tekstyliach i drewnie. Niektóre rodzaje symboli, które włączyły swastykę zostały wykorzystane do ozdobienia drewna. Takie symbole zwane są tursaansydän i mursunsydän w języku fińskim. Tursaansydän był często używany do 18 wieku, kiedy to w większości zastąpiony został przez proste swastyki.

Jest to jeden z krajów, gdzie swastyka była używana na odznaczeniach państwowych. Jak już wspomniałem wcześniej, z herbu Erica von Rosen stała się symbolem Fińskich Sił Powietrznych po 1918 roku. Medal Białej Róży aż do 1963 roku zawierał swastykę. Również Order Krzyża Wolności zawierał znak słońca.

Ten sam Krzyż wolności znalazł się na Sztandarze Prezydenta Finlandii.

Węgry. Tutaj symbole wiążące się z totalitaryzmami zostały zakazane. Nie można więc używać swastyki, czy Krzyża Strzałkowego, ale też młota i sierpa. Znaków tych używać można tylko w użytku naukowym, edukacyjnym, artystycznym lub dziennikarskim. Publiczne przedstawianie swastyki w kontekście nazistowskim jest też zakazane w Polsce i Brazylii.

Serbia. Swastika w języku serbskim. Aż do II Wojny Światowej oznaczała symbol słońca. Znajdujemy ją obecnie na starych cmentarzach serbskich, na rzeźbach w połączeniu z pogańskimi bóstwami. Natomiast słowo swastika po serbsku oznacza… szwagierka, czyli siostra żony. Na znak ognia Serbowie mówią kukasti krst, co oznacza w wolnym tłumaczeniu hakowaty krzyż.

Rosja. Swastyka w Rosji była symbolem wojskowym już w X wieku ne. Funkcjonowała jako żółty znak na czerwonym tle, chociaż Książę Włodzimierz przybił do bram Konstantynopola swą tarczę z czerwoną swastyką.

Symbol Słońca odnajdziemy też w starych świątyniach, na starych ikonach gdzie jej znaczenie jest zbliżone do pierwowzoru pogańskiego.

Rosyjskie dynastie rządzące też czasami używały tego prastarego znaku. Przykładem może być jedna z córek Cara Mikołaja II, która często rysowała ją w swoim pamiętniku. Rosyjski rząd bolszewików użył swastyki jako oficjalnego symbolu państwowego, umieszczając ją w tle godła państwa na banknotach – rublach.

Doskonałym przykładem, jak ważna była swarzyca dla Rosji jest obraz rosyjskiego artysty Iliya Glazunova z 1988 roku “Odwieczna Ruś”. Odnajdziemy tu swastyki na tarczy na słupie po lewej stronie oraz na szatach Księcia Włodzimierza.

Znak ognia umieszczony jest na domu handlowym Abdrin w Kazaniu.

Żercy

Polska.

Gdy w Niemczech płomień nietolerancji rozpalał się systematycznie, podsycany enuncjacjami pseudo-naukowców i szowinistów, m.in. ze Stowarzyszenia Thule, dla młodopolskich literatów i ekscentryków (Tadeusz Miciński, Stanisław E. Radzikowski) swastyka stawała się znakiem sekretności i katharsis. Dlatego ten symbol pojawiał się często na okładkach modernistycznej literatury, a nawet na obelisku, upamiętniającym śmierć Mieczysława Karłowicza. Używali jej Mariusz Zaruski i Stanisław Witkiewicz. Swastykę chętnie wykorzystywano w Tatrach, gdzie istniała pod postacią “niespodzianego krzyżyka”. Przed II wojną jej prawoskrętną wersję nosiły podhalańskie jednostki wojskowe. Dzięki generałowi Andrzejowi Galicy swastyka w połączeniu z gałązką jedliny widniała od 1919 roku na kapeluszach i patkach kołnierza. Podhalańską korpusówkę w formie “góralskiego krzyża” nosili żołnierze na kołnierzach munduru jednostek DPG. Swastyka widniała w odznakach pułkowych słynnych strzelców podhalańskich czyli żołnierzy polskich 21. i 22. Dywizji Piechoty Górskiej (21. górski pułk artylerii polowej oraz 2., 5 i 6. pułki strzelców podhalańskich). “Wyklęty znak” pojawił się też na sztandarach pułkowych, orkiestrowych płomieniach do fanfar i fartuchach do werbli. Jedynie 6. pułk posiadał swastykę lewoskrętną, pozostałe jednostki miały odznaki zwrócone w prawo. Takimi emblematami posługiwali się podhalańczycy do 1939 roku. Co ciekawe przywilej ten zachowali oficerowie strzelców podhalańskich w niewoli niemieckiej.

Później była noszona przez żołnierzy 1. pułku artylerii motorowej (wywodzącego się z 1 pułku artylerii górskiej), walczącego na zachodzie, jak w po reaktywowaniu jednostki w Polsce powojennej, do przełomu 1946/7 roku.

Godłem, powstałej w 1927 r., Federacji Polskich Związków Obrońców Ojczyzny była swastyka. Organizacja skupiała na zasadach federacyjnych związki byłych wojskowych o charakterze piłsudczykowskim, zrzeszając do 1939 r. trzydzieści siedem organizacji kombatanckich, liczących łącznie ponad 300.000 członków. Godłem Federacji jest biała swastyka na czarnym okręgu, którą zatwierdził rozkaz MSW nr. 24, poz. 285 z roku 1929. Zaś granatowa swastyka widniała na odznace LOPP w latach 1928-1939. Nosiło ją przed wojną 1,5 miliona członków. Można stwierdzić, że znak słońca był popularny w II Rzeczpospolitej.

Furorę swastyka zrobiła podczas I wojny światowej. Szczególnie upodobali ją sobie lotnicy wszystkich stron walczących. Zmuszani do latania bez spadochronów, oddawali się w opiekę “znakowi, przynoszącemu szczęście”. Werner Voss (jeden z najlepszych niemieckich asów lotniczych z pułku Jasta 5) miał namalowaną swastykę otoczoną wieńcem laurowym obok ogromnego czerwonego serca. W c.k. lotnictwie Franciszka Józefa II ze swastykami mógł latać Stanisław Tomicki (Flik 3/J).

Podobny “znak szczęścia”, tym razem występujący jako niebieska prosta swastyka, widniał na prywatnym samolocie szwedzkiego hrabiego Erica von Rosena. Później podarował go Finom, walczącym o niepodległość. W ten sposób godło osobiste szlachcica stało się znakiem rozpoznawczym lotnictwa fińskiego. Podobnie lotnictwo łotewskie, na długo przed dojściem do władzy Hitlera używało ukośnej czerwonej swastyki wpisanej w białe koło. Ten symbol widniał również na licznych odznaczeniach i orderach ustanowionych w krajach środkowoeuropejskich. Można stwierdzić, ze był to popularny znak w okresie przed II wojną światową. Chętnie wykorzystywano swastykę w ówczesnych kampaniach reklamowych. Wizerunek swastyki używały organizacje wolnomularskie i parawolnomularskie w okresie międzywojennym. Znak zapewniający powodzenie pojawiał się w publikacjach polskiej loży ezoterycznej (np.: “Swastika Ideologiczna”). Więcej w dziale Polska.

Swastyka w Niemczech

W burzliwym okresie międzywojennym swastykę zaadaptowało mnóstwo organizacji. W Niemczech stosowały ją Freikorpsy: (ochotnicy walczący z komunistami) Ehrhardta i Rossbacha. Zaś weterani tych jednostek wstępujący od październiku 1920 roku do NSDAP (Narodowo-Socjalistycznej Partii Pracy Niemiec), spopularyzowali ten emblemat wśród narodowych socjalistów. Tak oto energetyczny znak szczęśliwości zaczął nabierać złowieszczego znaczenia wraz z krzepnięciem ruchu nazistowskiego. Oczywiście swastyka była modernizowana. Dowodem tego była ewolucja Hakenkreutza w Sonnerad (swastykę na planie koła), czy potrójnego Trifosa.

Swastyka występowała u wszystkich ludów Europy i dotarła tu wraz z napływem plemion indoeuropejskich. Swastykę czciły plemiona greckie, romańskie, celtyckie, germańskie i słowiańskie. Dla wszystkich tych plemion miała ona to samo znaczenie. Symbolizowała Słońce, a raczej jego wędrówkę po półkuli północnej. Swastyka dawała szczęścia i powodzenie. Traktowano ją jako symbol religijny, a z czasem jako talizman, umieszczając nad wejściem do domów, czy na dnie naczyń.

Europejskie zainteresowanie swastyką datuje od starożytności i średniowiecznych inskrypcji, gdzie symbol ten był utożsamiany z krzyżem. Z Cesarstwa Rzymskiego do krajów barbarzyńskich eksportowano artykuły codziennego użytku oznaczane swastyką. W ten sposób czczono słońce jako uniwersalny symbol życia i źródło wszelkiej pomyślności. Na długo przed chrześcijaństwem swastyka pojawiała się u Prasłowian jako element kultu Słońca. Umieszczano ją na wyrobach ceramicznych, ozdobach i broni. Tym znakiem posługiwano się w pierwotnych obrzędach religijnych. Swastyka potrafiła odżegnywać upiory. Później symbol sporadycznie pojawiał się w ikonografii kultury Zachodu. Co ciekawe swastyka została zaadaptowana jako swarga, będąc symbolem pomyślności na weselnym pieczywie i prezentach dla nowożeńców. Dopiero wiek XIX i narastające nacjonalizmy na Starym Kontynencie przypomniały sobie o przedchrześcijańskim symbolu, odnoszącym się do plemiennych, aryjskich korzeni Europy.

http://www.swastika.cba.pl/europa.htm

Pentagram i swastyka to tysiące lat tradycji.

Przykładowo “biały i czarny” pentagram. Dlaczego nie zielony i niebieski?

Co to jest? Odp: Fantazje księdza Eliphasa Leviego.

Ksiądz katolicki jako autorytet w sprawach pogaństwa? Kpina i absurd!

Ten sam ksiądz stworzył Bafometa na obraz i podobieństwo Cernunnosa

a dziś tak zwana”satanistyczna młodzież” pieje z zachwytu nad tym co judeochrześcijańskie i co w ich (satanistów) mniemaniu symbolizuje wyzwolenie się spod wpływów KK.

Nie ma nikogo bardziej przesiąkniętego i zniewolonego judeo chrześcijańską ideologią i symboliką niż sataniści, a więc podział na chrześcijan i satanistów jest sztuczny.

Skąd w ogóle wziął się satanizm?

“Czarownice były nazywane czcicielkami Szatana, czy była w tym jakaś prawda? Nie!

Tak jak w przypadku innych oskarżeń, istniał powód aby w to wierzono.

W dawnych czasach kościół był niezwykle surowy dla swych wyznawców.

Decydował o tym w jaki sposób chłopi powinni oddawać cześć, żyć i kochać.

Patrzono niechętnie nawet na seks pomiędzy młodą parą.

Twierdzono że z aktu nie powinno się czerpać żadnej przyjemności, że zezwala się na niego tylko w celu prokreacji.

Współżycie było zakazane w środy, piątki i niedziele

w okresie 40 dni przed bożym narodzeniem, lub Wielkanocą.

(Swoją drogą Wielkanoc jest świętem pogańskim, w Biblii nie ma nawet słowa o tym święcie.

Jedynym świętem chrześcijan jest szabat)

Trzy dni przed przystąpieniem do komunii oraz 40 dni po porodzie.

innymi słowy w ciągu roku istniał okres dwóch miesięcy kiedy można było współżyć z małżonkiem

oczywiście pamiętając by nie czerpać z tego żadnych przyjemności.

Taka sytuacja prowadziła do powstawania rebelii.

Chrześcijanie odkryli, że ich dola nie polepsza się od modlitw do tzw boga miłości

i zdecydowali że zamiast tego będą modlić się do jego adwersarza.

W ten sposób narodził się satanizm-parodia chrześcijaństwa, kpina z niego, był to protest przeciwko surowości kk.

Satanizm był antychrześcijański, pogaństwo w oczach kk również, zatem pogaństwo i satanizm stało się tym samym”.

Dzięki temu, dziś, 40 tyś lat tradycji pogaństwa utożsamianego  przez kk z satanizmem jest rzekomym DOWODEM na starożytność satanizmu!! Nonsens!!

Pierwszymi satanistami byli(są i będą) rozczarowani chrześcijanie.

Ci którzy Szatana stworzyli i którzy go uznają. Satanista to nikt inny jak zbuntowany chrześcijanin.

Gdyby odebrać kk wszystko to co pogańskie, ten kościół przestałby istnieć, o czym doskonale wie spora grupa chrześcijan

krytykując instytucje kk za niezgodność z Biblią, bo jak wiadomo pogaństwo jest baaardzo niezgodne z żydowską wizją świata.

Dla zainteresowanych podaję link: Chronologiczna lista dogmatów katolickich niezgodnych z Pismem Świętym -

http://www.dekalog.pl/eliasz/goscie/dunkel/herezje.htm

Od samego początku judeochrześcijaństwo wzoruje się na pogaństwie

propagując wrogość i nietolerancję do pogan, wmawiając nam swojego Szatana.

Malleus Maleficarum

“Książka zawiera instrukcje jak należy oskarżać czarownice, jednak kiedy została przedłożona do akceptacji

ówczesnemu cenzorowi,większość profesorów odżegnała się od jej treści.

Niezrażeni tym faktem Kramer i Sprenger, sfałszowali akceptacje cenzorów

fałszerstwo zostało odkryte dopiero w 1898 r.

Histeria wzbudzona przez Kramera i Sprengera zaczęła się rozprzestrzeniać.

przez prawie 300lat szalały ognie oskarżeń, gatunek ludzki oszalał.

Mieszkańcy całych wiosek w których istniało podejrzenie że mieszka tam jedna lub dwie czarownice

byli prowadzeni na śmierć z okrzykiem: “zniszczyć ich wszystkich, Bóg będzie wiedział kto jest jego sługą”.

w 1586 r arcybiskup Treves uznał, że miejscowe czarownice są przyczyną ostatniej surowej zimy.

Poddając je częstym torturom, uzyskano ich”spowiedź” i na tej podstawie oraz dzięki oszczerstwom arcybiskupa,

oskarżeniom o ingerowanie w prawa natury,120 kobiet i mężczyzn spalono na stosie żywcem.

Orientacyjna liczba zabitych w Europie z powodu oskarżeń o czary to 9 mln.” – Buckland

W tym miejscu chciałbym wyjaśnić kwestie wymuszania za pomocą magii i czarów czegokolwiek w Naturze

Zakładając że magia jest wyłącznie zmuszaniem tego co duchowe do służenia nam ludziom

pogaństwo czyli kult natury nie posługuje się magią (w potocznym rozumieniu tego słowa) a TEURGIĄ.

“Teurgię od magii odróżnia fakt, że ta pierwsza nie zmusza do niczego bogów, lecz podporządkowuje się ich woli i naturze

spełniając wymogi rytuałów, co do których sądzi się, że sami bogowie je ustanowili.

Słowo “teurgiczny” pojawia się dopiero w II w. n.e. i wydaje się być tworem autora lub autorów Wyroczni chaldejskich, używanym na oznaczenie wysiłków zdolnych oczyścić duszę i jej “pojazd” w celu umożliwienia jej kontemplacji bogów.

Rytuały te składają się z ablucji, ofiar (wino, miód, chleb, kwiaty), inwokacji zawierających słowa rytualne.”

Poganin(i nie tylko on) posługuje się magią gdy egzorcyzmuje

czyli zmusza niechcianego ducha (choroby lub zmarłego człowieka) do opuszczenia jakiegoś miejsca.

Panuje od niedawna dziwne przeświadczenie, tworzy się kolejny niesprawiedliwy stereotyp

jakoby religia pogańska była modna ze względu na elementy magii.

Magia jest elementem wszystkich religii, tych które się od niej odżegnuję przede wszystkim

a więc religie pogan  na tle monoteistycznych religii, nie różnią się od siebie niczym.

Dualizm chrześcijański to tylko jeden z wielu punktów widzenia, na szczęście nie jedyny,w dodatku sprzeczny z naturą.

W naturze nie ma dobra i zła, jest Natura.Tak jak ciepło i zimno tworzą jedno zjawisko TEMPERATURY we wszechświecie.

Awers i rewers dotyczy JEDNEJ monety,obie strony nie są oddzielnymi bytami zwalczającymi się, są całością

i to właśnie jest pogański dualizm. Żadna ze stron nie góruje nad drugą.

W pogaństwie nie ma bogów złych i dobrych którzy walczą ze sobą o władzę nad światem i ludźmi.

Tak jak nasza prawa i lewa strona są całością, tworzą jeden organizm.

Gdyby lewa półkula mózgowa zdominowała prawą (lub prawa lewą) o zdrowym organizmie nie mogło by być mowy.

Gdyby przyjąć chrześcijański dualizm, zwycięstwo dobrego boga nad złym oznaczałoby anomalie w naturze i kataklizm.

To czy jakiś duchowy byt jest w stosunku do nas wrogi czy przyjazny, zależy od nas samych i naszego stosunku do natury i jej mieszkańców.

Wśród pogan każdy byt jest święty ponieważ istnieje z woli bogów, za ich przyzwoleniem, a więc nie może być zły.

Może być groźny (gdy na to zasłużymy) tak jak wilk czy niedźwiedź. Czy te zwierzęta są złe, piekielne, diabelskie?

Atakują gdy czują się zagrożone.

Wystarczy sobie wyobrazić że jesteśmy jednym z takich bytów, nie mieszczącym się w granicach “jedynej słusznej” wiary

a zwolennicy tejże wiary traktują nas jak śmieci i upadłe anioły z piekła.

Czy w stosunku do takich ludzi mielibyśmy przyjazne nastawianie? Czy raczej wrogie?

Jeśli brak w nas szacunku do natury i jej mieszkańców, jesteśmy samozwańczymi panami góry i rzeki (zgodnie z tym czego uczy Biblia), nie liczmy na to że mieszkańcy świata duchów będą nas szanować i lepiej użyjmy wszelkich możliwych środków by się od nich odciąć i zabezpieczyć przed nimi. Jeden krąg to za mało. Na szacunek trzeba sobie zasłużyć.

Sokrates i Daimon

“Nawet jak na starożytnego Ateńczyka, żyjącego ponad dwa tysiące lat temu, Skorates był postacią nieprzeciętną. Jest on uważany za ojca filozofii, a także, co bardziej niezwykłe, „ojca dajmona” – wewnętrznego głosu prowadzącego go, zanim Pullman nawet pomyślał o Pantalaimonie i innych istotach z jego rodzaju.

Niewidzialny towarzysz filozofa nigdy nie otrzymał żadnego imienia, jednak odniesienia dotyczące jego nazywają go demonem, dajmonem lub daimonionem. Najpopularniejszym „imieniem”, pod jakim występował, jest niewątpliwie daimon zważywszy na to, że jest to przekształcone na łacinę słowo δαίμων.

Sokrates uważał, że jego dajmon jest darem danym mu przez bogów, mający uwidaczniać jego wyjątkowość. Przyszli naukowcy spekulowali jednak, że być może było to jedynie jego sumienie lub rozwaga; nie coś o ponad naturalnym pochodzeniu, ale wewnętrzny głos, który każdy z nas posiada. Z czasem słowo dajmon zaczęło znaczyć „pomocną siłę lub ducha”. Dla Greków daimon był istotą umiejscowioną gdzieś pomiędzy śmiertelnymi a bogami. W swojej pracy pt. Cratylus, Platon, uczeń Sokratesa, używa terminu δαίμονες lub inaczej daimones, pochodzącego od daēmones czyli mądry lub wiedzący. Daimony zostały podzielone na dwa typy: Eudajmony i Kakodajmony, czyli na dobre i złe (na podobnej zasadzie jak w późniejszych epokach Anioły i Demony). W czasach hellenistycznych, a następnie w większości historii starożytnej Grecji, uważano, że daimony były siłą nie mającą początku w samym człowieku, ale czymś zewnętrznym, mogącym inspirować i prowadzić ludzi, „pętały” ich duchem motywacji. To właśnie owo „opętanie” doprowadziło do uznania ich za złe przez większość religii, włączając w to Chrześcijaństwo.

Gdzie więc brał swój początek daimon, który objawił się Sokratesowi w jego dzieciństwie, który był także słyszany przez Apoloniusza z Tiany, gdy ten zaczął praktykować Hermetyzm? „Oni są pośrednimi mocami boskiego rozkazu. Tworzą sny, inspirują wróżbitów.” mówił Apulejusz. „Oni są młodszymi nieśmiertelnymi, zwanymi podrzędnymi bogami, umieszczonymi między ziemią a niebem.” mówił Maksymos z Tyru. Platon uważał je za rodzaj duchów, oddzielonych od ludzi, otrzymywanych przez nich w dniu narodzin, podążających za nimi w życiu i po śmierci. Nazywał je „daimonami, do których zostaliśmy przydzieleni”. Antyczna idea daimonów wydaje się analogiczna do aniołów stróży Chrześcijaństwa. Być może daimony nie są niczym innym, tylko wyższą częścią duszy, oddzielną od elementu ludzkiego, zdolną poprzez uniesienie, do zjednoczenia się z uniwersalnym duchem?
Życie i śmierć filozofa
Poniżej znajdują się urywki z pracy badawczej Okibi, administratorki The Daemon Page traktującej szczegółowo o Sokratesie i sposobie, w jaki postrzegał on swój „boski podarunek”.

Intrygującym pojęciem jest, że Sokrates niezamierzenie był inspirowany dajmonem (lub daimonem). Filozof często przemawiał do swojej „wewnętrznej wyroczni”, której nakazów się trzymał. Głos jego przewodnika dawał jedynie negatywne upomnienia (takie jak: „nie rób tego”, czy też „nie mów tego”) i ostrzegał go o akcjach czy wydarzeniach, które mogły prowadzić do katastrofy – stając się elementem synonimicznym z jego sumieniem. Jednakże wyrocznia wyrażała jedynie swoje zdanie, nigdy nie namawiała Sokratesa do podążania za swoimi radami. H. P. Blavatsky napisał, że „Daimonion Sokratesa jest bogiem lub boską istotą, która inspirowała go przez całe jego życie”. Sokrates sam mówił:

„To u mnie tak już od chłopięcych lat: głos jakiś się odzywa, a ilekroć się zjawia, zawsze mi coś odradza, cokolwiek bym przedsiębrał, a nie doradza mi nigdy.”

Mówił o swym daimonie jak o dobrym znajomym, żartował na jego temat, ale wciąż był ślepo posłuszny znakom, jakie od niego otrzymywał. Ostatecznie doszło do tego, że nie podejmował żadnego ważniejszego kroku bez konsultowania się ze swym towarzyszem. Jednak daimon miał swoje sympatie, i gdy był nieprzychylny dla zadającego pytanie, utrzymywał całkowitą ciszę. Gdy tak się stawało, Sokrates miał duże trudności z ponownym nakłonieniem go do mówienia.

Fakt, że daimon miał preferencje, co do przyjaciół Sokratesa i tych, którzy pytali go o radę, świadczy o tym, że jego inteligencja była inna od Sokratesowej. Filozof zawsze jednak wsłuchiwał się w głos, czasem stojąc całe dnie nieruchomo, nie poddając się pogodzie, bacząc na rekomendacje dawane mu przez głos.

Dajmon zawsze ostrzegał Sokratesa, gdy ten podejmował się czegoś nieodpowiedniego, ale trwał w milczeniu, gdy czynił on poprawnie. Zważywszy na to, należy wspomnieć o tym, że dajmon nie wyrzekł ani słowa w czasie procesu, który doprowadził do śmierci Sokratesa. Filozof przyjął, że jest to znak mówiący, że postępuje on słusznie, a to, co robi, nie jest złem, którego miałby się obawiać, jedynie kolejnym krokiem na drodze życia. Sokrates przemówił do sądu tymi słowami:

„Bo mnie się, sędziowie — przecież was, jeżeli sędziami nazywam, to nie nadużywam wyrazu — mnie się przydarzyła rzecz dziwna. Ten mój zwyczajny, wieszczy głos zawsze przedtem, i to bardzo często, się u mnie odzywał, a sprzeciwiał mi się w drobnostkach nawet, ilekroć miałem coś zrobić nie jak należy. No, a teraz mi się przydarzyło, widzicie przecież sami, to tutaj, co niejeden uważa może, i naprawdę uważa za ostateczne nieszczęście. A tymczasem mnie, ani kiedym rano z domu wychodził, nie sprzeciwiał się ten znak boga, ani kiedym tu na górę szedł do sądu, ani podczas mowy nigdzie, kiedym cokolwiek miał powiedzieć. A przecież w innych mowach to nieraz mi, bywało, przerwie w środku słowa. Tymczasem teraz nigdzie w tej całej historii ani w postępowaniu moim, ani w mowie nic mi oporu nie stawia. A cóż to, myślę, będzie za przyczyna? Ja wam powiem: zdaje się, że ta przygoda jest właśnie czymś dobrym dla mnie…”

“Definiujemy “dajmony”
Wprowadzenie: Definiujemy dajmony

W powieściach Philipa Pullmana: Zorzy północnej (wydanej w Ameryce Północnej pt. Złoty kompas), Magicznym nożu i Bursztynowej lunecie słowo dajmon używane jest w celu opisania fizycznej manifestacji duszy. Ze względu na podobieństwo do słowa Demon, często uznaje się, iż dotyczy ono piekielnych istot (co nie jest prawdą).

Termin dajmon, który Philip Pullman zastosował w swej doskonałej trylogii, pochodzi od starożytnego greckiego δαιμων, który był ogólnym terminem opisującym wiele pomniejszych bogów i duchów. Od istot dobrych, pomocnych po złe i wrogie – jak np. Chrześcijańskie Demony. Więcej informacji na temat słowa dajmon w jego dawnym znaczeniu znaleźć można w odpowiednim artykule w Wikipedii.

Dajmony z Mrocznych materii, spopularyzowanych przez film wytwórni New Line Cinema pt. Złoty kompas, są fizycznymi manifestacjami dusz, reprezentowanymi przez indywidualne dla każdego człowieka zwierzęce postacie. Dajmony dzieci mogą się zmieniać w dowolne zwierzę według aktualnego humoru, potrzeb lub wyobraźni dziecka. Jednak wraz z wiekiem, gdy osobowość dziecka stabilizuje się, dajmon traci tę umiejętność i pozostaje w jednej stałej postaci, która na celu ma ukazywanie cech osobowości danej osoby. W drugim i trzecim tomie trylogii ukazane jest, że ludzie z naszego świata (znajdującego się wg powieści w innym wymiarze wieloświatu) także posiadają dajmony, jednak nasze dajmony uwięzione są w naszych wnętrzach, tak więc nie możemy z nimi rozmawiać, czy też je widzieć. W Bursztynowej lunecie powiedziane jest jednak, że przez głęboką medytację możemy skontaktować się z tą częścią naszych umysłów.

Oczywiście dzieło Pullmana to jedynie fikcja literacka. Postacie i ich dajmony istnieją jedynie w naszych wyobraźniach (a także na ekranach kin). Koncepcja dajmonów pozostaje jednak definiującym elementem serii. Pobudza ona wyobraźnie zarówno dzieci, jak i dorosłych w równym stopniu. Każdy chce mieć dajmona. Szkoda tylko, że pozostają one jedynie w sferze naszej wyobraźni.

Jednakże koncepcja rozmowy z ukrytymi częściami czyjejś psychiki nie jest niczym nowym. Carl Jung, wybitny psycholog wczesnych lat XX w., twierdził, że każdy z nas ma ukryte Ja, które objawia się w naszej podświadomości. Teoretyzował, że jedynie przez wsłuchiwanie się w głos naszej podświadomości możemy doświadczyć prawdziwego rozwoju psychicznego. Mówił on o Cieniu, który zawierał zatajone części naszych Ja, mieszczącym w sobie negatywne jak i pozytywne elementy nas. Mówił on też o animusie – ukrytej męskiej części każdej kobiety i animie – ukrytej żeńskiej części każdego mężczyzny. Dzięki spoglądaniu przez Cień, kontkatowaniu się z naszymi ukrytymi animami i animusami, i uczeniu się jak słuchać ich głosów, stajemy się bardziej zbalansowani emocjonalnie i indywidualni, odkrywając ukryty w nas potencjał.

Jednym z ciekawych aspektów dajmonów Philipa Pullmana jest fakt, że płeć dajmona jest przeważnie przeciwna do płci człowieka. Innymi słowami, mężczyźni mają żeńskie dajmony, a kobiety męskie. Pullman zapytany o to w wywiadzie odpowiedział, że „każdy z nas ma w sobie odrobinę przeciwieństw”. Odpowiada to bardzo blisko Jungowskiemu animusowi i animie.

A zatem, być może, jest możliwe skontaktowanie się dajmonem. Istnieje rozwijająca się społeczność ludzi, którzy przy pomocy Aktywnej Wyobraźni poznają ukryte części samych siebie. Gdy oni nazywają je dajmonami, w wyrazach uznania Philipowi Pullmanowi, Carl Jung nazwał by je inaczej. Szaman, udający się w duchową wędrówkę, jeszcze inaczej. Ludzie bardziej sceptyczni powiedzieliby, że są to po prostu wyimaginowani przyjaciele.

Nieważne jak go nazywasz, twój dajmon wciąż stanowi element twojej podświadomości, który, gdy go poznasz, pomoże ci zaakceptować bycie sobą i pozwoli lepiej przystosować się do codziennego życia.

Proszę przejrzeć tę stronę, by dowiedzieć się więcej na temat dajmonów w naszym świecie i ludzi, którzy odnaleźli swoje, nazywającymi siebie daemianami.”

Carl Jung i dajmony
Archetypy Carla Junga

Carl Jung uważał, że Ja składa się tak, jak cebula (lub jak kto woli tort), z warstw. Wchodząc w głąb psychiki możemy odkryć, w której jej części mieści się koncepcja dajmona.
Persona

Najbardziej zewnętrzna warstwa psychiki. Jest to kombinacja etykiet i masek, jakie nosimy w społeczeństwie. To jest warstwa, którą na co dzień dostrzegają spotykający nas ludzie.
Ego

Nasza świadomość. To jest ta część ciebie, o której myślisz, mówiąc „Ja” lub „Mnie”.
Cień

Umiejscowiony jest w naszej podświadomości, to mrok ukryty w nas, nasze podświadome Ja. Często Cień jest utożsamieniem wszystkich cech, jakich w sobie nie lubisz i jakie starasz się tłumić. Carl Jung uważał, że zaakceptowanie tego, że posiada się drugą, mroczniejszą stronę jest zadaniem bardzo trudnym i potrzeba wiele odwagi by tego dokonać (czyn ten nazwał nawet „Pierwszym Aktem Odwagi”). Cień zawiera emocje, które powodują, że podświadomie jesteśmy nieszczęśliwi. Normalnie nie jesteśmy świadomi wpływu jaki na nas wywiera. Zamiast tego, wg. Junga, przenosimy znienawidzone u siebie cechy na inne osoby. Nie czujemy się więc komfortowo w towarzystwie osób, u których podświadomie zauważyliśmy cechy, które w sobie stłumiliśmy. Być może, mimo wszystko poznanie nie musi rodzić zrozumienia?

Doskonałym przykładem oddziaływań Cienia jest homofobia. Istnieją dowody na to, że osoby, które odczuwają silną homofobię, sami doznają pobudzenia, gdy pokazuje im się homoerotyczne obrazy. (Link do badań na ten temat znaleźć można na dole strony, niestety po angielsku.) Mężczyźni, którzy nie są homofobami nie odczuwają pobudzenia na widok takich obrazów. Homofobiczni mężczyźni zaprzeczali zajścia czegokolwiek, jak gdyby byli nieświadomi reakcji własnych organizmów. To jest klasyczny przykład przenoszenia Cienia na inne osoby. Badane osoby nie godziły się ze swoimi tłumionymi, podświadomymi, homoseksualnymi pociągami, a przez to nienawidziły wszelkich przejawów homoseksualności w swoim otoczeniu, gdyż przypominały im one o ich własnych mrocznych stronach.
Animus/Anima – vel Dajmon

Jung uważał, że poznanie swojego animusa lub animy jest pierwszym krokiem na drodze do poznania swojego podświadomego Ja. Nazywał animusa/anime „Obrazem Duszy” danej osoby. Mężczyźni posiadali żeńską animę, a kobiety męskiego animusa. To jest element, który najlepiej odpowiada koncepcji dajmonów. Jest to twoje wewnętrzne, podświadome Ja. Poznając swojego animusa lub animę osiągasz pełnię siebie.

Nie zawsze to, co mówi ci twój animus lub anima musi ci się podobać. Anima Junga powiedziała mu kiedyś, że jego praca będzie uważana raczej za sztukę, niż za przedmiot ścisły. Zignorował ją. Jednak, jak się później okazało, miała ona dużo racji. Dzisiejsza psychologia koncentruje się głównie na wymiernych aspektach mózgu i zachowań, gdyż nie można udowodnić niczego o podświadomości danej osoby. Jest ona jedyną rzeczą, która pozostaje całkowicie prywatna. Z powodu tego, że w przypadku umysłu wszystko pozostaje niewymierne, zagłębianie się w czyjąś psychikę jest bardziej sztuką niż nauką. Oczywiście, dziedzina ta nie staje się przez to mniej wartościowa. Jednak, jak się okazuje, dzieła sztuki i literatury mogą ujawnić równie wiele informacji o człowieku, który je stworzył, jak eksperyment psychologiczny. Gdy Jung wciąż jest respektowany przez dzisiejszych psychologów, jego prace, oprócz w psychologii, znajdują zastosowanie także w analizach literatury. Jego anima miała więc rację.
Aktywna Wyobraźnia

Aktywna Wyobraźnia jest terminem, który Jung zastosował do aktu wykorzystywania wyobraźni i medytacji w celu rozmowy z podświadomością. Przez uspokojenie umysłu i wykorzystywanie wyobraźni jesteśmy zdolni do „rozmowy” z wytworzoną przez nasze umysł postacią – być może kimś, kogo widzieliśmy w snach ostatniej nocy, czy też utożsamionej części nas, która sprawiała nam problemy. Jung uważał, że poprzez umożliwienie podświadomości dostarczania odpowiedzi można nauczyć się poznawania ukrytych części siebie. Uosabiając tę części (jak np. animę) będziesz mógł/mogła rozpocząć dialog, a przez to stać się bardziej kompletną osobą. Jest na to wiele sposobów. Jung, jak wielu daemian, używał projekcji, starając się wyobrazić postać, do której adresował swoje wypowiedzi. Inne metody to np. automatyczne pisanie czy też cokolwiek innego, czego wynikiem jest oczyszczenie umysłu np. taniec, malowanie itp.
Różnice

Oczywiste jest, że koncepcja Carla Junga nie odpowiada w stu procentach koncepcji dajmonów. Jeżeli miało by być w ten sposób, to postaci Philipa Pullmana miałyby podświadomych przewodników zamiast zmieniających kształt zwierząt. Jednak uważam, że zarówno Philip Pullman, jak i Carl Jung, starali się dotrzeć do pewnych podstawowych prawd rządzących człowiekiem – że umysł składa się nie tylko z jednej części. Psycholodzy są przekonani o tym, że człowiek posiada podświadomość, nie wiedzą jedynie w jaki sposób do niej dotrzeć. Jeżeli zechcemy rozmawiać z naszą podświadomością, nadać jej imię i płeć, to… co może być w tym złego?
Cytaty

„Pierwotny obraz, lub archetyp, jest figurą – czy to będzie dajmon, istota ludzka czy proces, który bez przerwy powtarza się w biegu historii i pojawia gdziekolwiek kreatywna fantazja jest swobodnie wyrażana. Zasadniczo jest on figurą mitologiczną… w każdym z tych obrazów jest odrobina ludzkiej psychiki i losu, pozostałość radości i smutków powtórzonych niezliczoną ilość razy począwszy od najdawniejszych czasów…” Carl Jung „Relacja psychologii analitycznej i poezji” – C.G. Jung Quotes.

„Bez tych zabaw z fantazją żadna kreatywna praca nigdy by się nie narodziła. Dług jaki posiadamy u wyobraźni jest nie do oszacowania.” – C.G. Jung z Brainyquotes

„Dajmony (…) w przeciwnym razie byłyby jedynie nieznaczącą dekoracją, nie dodającą nic do historii, ale użyłem je by ucieleśnić i zobrazować pewne prawdy o ludzkiej osobowości, które w inny sposób byłyby ciężkie to wyrażenia. Próbuję napisać książkę o tym co to znaczy być człowiekiem, dorastać, doświadczać cierpienia i uczyć się.” – Philip Pullman wywiad dla ACKUKA.”

Odkrywanie swojego dajmona
Zanim zaczniesz…

Ważne jest uświadomienie sobie, że twój dajmon istnieć może jedynie w twoim własnym umyśle. Nie będziesz w stanie fizycznie doświadczać jego lub jej obecności tak, jak widzisz, dotykasz i słyszysz ludzi, którzy ciebie otaczają.

Wpierw twój dajmon wydawać ci się będzie jedynie twoimi własnymi myślami, ale z czasem zyska on swój własny, unikalny charakter, który stanie się dla ciebie rozpoznawalny. To nie fikcja, to rzeczywistość.
Czy to znaczy, że mój dajmon nie będzie prawdziwy?

Twój dajmon jest tak prawdziwy, jak ty. Ludzki umysł jest kompleksowym tworem. Poszukując swojego dajmona nie szukasz jakiejś całkowicie nowej istoty, szukasz podświadomej części swojej własnej osobowości. Nadając jej imię, płeć i postać dajemy sobie możliwość odziaływania z nią.
Czy nie jest to odrobinę szalone?

Jung miał na to całkowicie inny pogląd, uważał, że jest to niezbędne do zrozumienia samych siebie i osiągnięcia pełni własnego Ja. Podobne praktyki stosowane są przez wiele religii, nawet naukowcy doceniają potencjalny leczniczy wpływ wyobraźni na naszą psychikę. Jako przykład podać można wyimaginowanych przyjaciół, którzy są pospolitym zjawiskiem wśród dzieci. Fenomen ten, pomimo niezwykłości, uważany jest za zdrowy. Dzieci posiadające „niewidzialnych przyjaciół” są zwykle bardziej rozwinięte w zdolnościach werbalnych i socjalnych. Przyjaciele tacy często pomagają dzieciom przystosowywać się do nowych sytuacji życiowych, zwiększając ich pewność siebie. Osobowości wyimaginowanych przyjaciół są najczęściej przeciwieństwem osobowości dzieci, np. gdy dziecko jest wstydliwe, jego wymyślony przyjaciel jest otwarty. Jest to kolejny przykład ukrytych elementów naszych własnych osobowości. Wyimaginowani przyjaciele są po prostu sposobem, jaki wykorzystują dzieci, w celu skontaktowania się z elementem tego, co daemianie nazywają dajmonami. Gdy odkryjesz swojego dajmona, być może zauważysz, że jego lub jej osobowość jest, tak jak w przypadku wyimaginowanych przyjaciół, całkowitym przeciwieństwem twojej – dajmon może być tą częścią ciebie, która zawsze pozostawała stłumiona.
Miałem wyimaginowanego przyjaciela!
Czy to był mój dajmon?

Prawdopodobnie tak, choć być może jedynie częściowo. Wielu daemian opisuje, że jako dzieci wyobrażali sobie zwierzęta np. biegnące obok samochodu, czy też śledzące ich w szkole. Jak dajmony Pullmana, zwierzęta te, mogły zmieniać postać wraz ze zmianami nastroju dziecka. Choć gdy daemianie dorastali najczęściej zapominali o swoich „niewidzialnych przyjaciołach”.

Nawet jeśli twój wyimaginowany przyjaciel był człowiekiem, wciąż to mogła być próba kontaktu z twoim dajmonem. Dajmony zwykle mają zwierzęcą postać z paru względów:

1. Jest to łatwiejsze i prawdopodobnie bardziej komfortowe by wyobrażać sobie zwierzę jako twojego towarzysza i przewodnika duchowego. Człowiek wydawałby się bardziej odzielną jednostką, niż manifestacją czyjejś duszy.

2. Zwierzęta mają znaczenie symboliczne – w wielu przypadkach postać, w jakiej występuje nasz dajmon, mówi nam wiele o nas samych. Zwierzę, jako symbol osobowości, jest sprawą uniwersalną, przewijającą się przez wszystkie kultury Ziemi – od chińskiego zodiaku, przez patronusy z książek J.K. Rowling, po totemy z kultur północnoamerykańskich indiańskich plemion.

Jeżeli nigdy nie miałeś wyimaginowanego przyjaciela, nie martw się. Wciąż posiadasz dajmona, ale odkrycie go może okazać się dla ciebie trudniejsze, gdyż wymaga to bardzo dużej wyobraźni.
Początek

Zacznij od niewielkich rzeczy. Staraj się szukać cichego głosu w twojej głowie, tego, który komentuje wszystkie twoje posunięcia jak np. mówiącego „To nie było zbyt mądre…”, gdy zrobiłeś/zrobiłaś coś głupiego lub mówiącego „Idź spać!”, gdy jest późno, a ty wciąż nie śpisz. Będzie to ta opiekuńcza część ciebie. Zacznij odpowiadać. Gdy odkryjesz, że prowadzisz rozmowę, czy nawet kłótnię z tym głosem, gratulacje! Jesteś na dobrej drodze do znalezienia swojego dajmona.

Inni zaczynają wpierw od wyobrażania sobie swojego dajmona. Ponieważ dajmony (przynajmniej w tym świecie ;) ) nie są materialne, jedynym sposobem by je widzieć jest wyobrażanie ich sobie. Daemianie nazywają takie działanie wizualizacją, natomiast powstały obraz zwierzęcia określają jako projekcję. Są ludzie, którzy zawsze wyobrażają sobie swojego dajmona w czasie rozmowy, inni nie widzą takiej potrzeby. Jeżeli pragniesz od tego zaczynać, to spróbuj wyobrazić sobie zwierzę jakiegoś gatunku. Może to być ptak lub pies czy też szop lub jakimkolwiek inny gatunek z którym czujesz się komfortowo. Nie musisz od razu forsować rozmów – wszystko przychodzi z czasem. Nie musi to być nawet te zwierzę, które, według ciebie, najlepiej reprezentuje twoją osobowość. Pamiętaj, że jest to dopiero początek. Spróbuj wyobrazić sobie, że bada ono twój pokój lub ogląda to, nad czym aktualnie pracujesz. Jeżeli w pomieszczeniu, w którym jesteś, są też inne osoby, to spróbuj wyobrazić sobie reakcję tego zwierzęcia na ich działania.

Później zacznij próbować łączyć projekcję z rozmową. Następnym razem, gdy będziesz sobie mówić, że musisz iść spać, robić sobie w głowie listę spraw do wykonania, czy też np. myśleć o kimś sarkastycznie, wyobrażaj sobie, że to właśnie to zwierzę mówi te rzeczy. To zapoczątkuje proces oddzielania twojego głosu od głosu twojego dajmona.

W tym momencie powinniście już zacząć zauważać, dlaczego poznawanie swojego dajmona jest zdrowe. Większość ludzi ma natłok myśli w głowie. Tworzą one często błędne koło np. „Muszę iść spać, ale na jutro muszę dokończyć te zadanie. Jestem zmęczony, potrzebuję snu, ale muszę to mieć gotowe na jutro.” itd. itp.

Oddzielając myśli, których jesteś świadom/świadoma, od tych podświadomych, możesz zacząć skupiać się na swoich potrzebach, przeciwstawiając je temu, co uważa twoja podświadomość. Dzięki temu będziesz podejmować bardziej racjonalne decyzje, a przez to, odczuwać mniejsze rozterki wewnętrzne. Rozpoznasz, że to twój dajmon pragnie twego odpoczynku i będziesz mógł/mogła polemizować o tym, że wpierw musisz dokończyć inne sprawy. Twój dajmon może stać się wykładnią moralności dla wszelkich twych poczynań. Choć oczywiście nie można tego aż tak upraszczać. Tak samo jak każdy człowiek, pod względem osobowości jest inny, tak jest również z dajmonami. Często możemy odnaleźć w swych dajmonach ukryte cechy nas samych. Przykładowo, człowiek, który całe życie był bardzo moralny, zawsze postępował zgodnie z zasadami, może odkryć, że jego dajmon wcale nie musi być taki sam, jak on (może on być nawet jego całkowitym przeciwieństwem). Umożliwienie swojej stłumionej części posiadania własnego głosu może być bardzo wyzwalające. Często możesz przyłapać siebie na uśmiechaniu się po komentarzu wypowiedzianym przez twojego dajmona.

Niektórym rozpoczęcie kontaktu z dajmonem przychodzi bardzo łatwo. Często są to ludzie, którzy w dzieciństwie posiadali wyimaginowanych przyjaciół, bądź bardzo aktywną wyobraźnię. Osoby te wiedzą, czego już się spodziewać i jak postępować w określonych sytuacjach. Ludzie, którzy oczekują usłyszenia „fizycznego” głosu w swoich uszach lub ci, którym wydaje się, że ich dajmon nagle wskoczy do rzeczywistości i ujrzą go, jak gdyby stał się materialny często frustrują się i zaczynają wątpić w całą sprawę. Mówią: „Wydawało mi się, że posiadam dajmona, ale teraz wiem, że tylko rozmawiałem z samym/samą sobą.”. Na tym to wszystko polega – na rozmowie z samym/samą sobą. Dajmony są nami, a dokładniej ukrytymi w podświadomości częściami nas samych. Stąd wynika, że będą brzmieć i mówić bardzo podobnie do nas. Jednak z czasem, jak poznasz swojego dajmona, jego lub jej płeć i osobowość, różnice między wami staną się dla ciebie bardziej wyraźne. Może on/ona próbować (całkowicie bez twojego wpływu) różnych zwierzęcych postaci, dopóki nie znajdzie jednej, która najlepiej będzie ciebie reprezentować. (Angielska strona o dajmonach The Daemon Page posiada wspaniałą sekcję poświęconą analizom form dajmonów.) Trzeba przyznać, że dajmony często mówią, czy też robią, rzeczy, których nie można było się w żaden sposób spodziewać.
Ty i twój dajmon w rzeczywistości materialnej

Zapewne zauważysz już na początku, że najłatwiej wyobrażać sobie swojego dajmona i z nim rozmawiać, gdy jesteś w jakimś spokojnych i cichym miejscu i nic, czy też nikt, ci nie przeszkadza. Jedną z najlepszych rzeczy, jaką możesz robić w celu wzmocnienia waszej więzi jest właśnie wywoływanie jego/jej projekcji w chwilach, gdy jesteś zajęty lub rozmawiasz z innymi ludźmi. Twój dajmon może naprawdę zaskakiwać ciebie w takich momentach. Wielu daemian opisuje, że ich dajmony często komentują wypowiedzi ludzi, z którymi rozmawiają, sarkastycznie odpowiadając na prośby klientów w sklepach, czy też robiąc głupie żarty z działań kolegów. Zdarza się więc, że daemianie wybuchają śmiechem z powodu tego, co zrobił lub powiedział ich dajmon, a co zostało odebrane tylko przez nich.

Spróbujcie też oglądać telewizję ze swoimi dajmonami. Pytajcie ich o zdanie na temat konkretnych postaci. Możecie odkryć, że ich opinie na wiele tematów są całkowicie różne od waszych, np. że lubią inny film, czy też bohatera, którego wy nie możecie ścierpieć itp. Wszystko to jest spowodowane rozbieżnością zdań pomiędzy tobą, a twoją podświadomością. Dyskusje prowadzone z kimś tak dobrze znającym ciebie są bardzo przyjemne.
Jeżeli masz problemy

Każdy daemian jest inny. Możecie zauważyć, że w waszym przypadku należy podjąć inną strategię poznawania dajmona. Niektórzy preferują pisanie pamiętnika zawierającego luźne przemyślenia. Zapisują wtedy swoje myśli, a następnie to, co powie im ich dajmon. Innym pomaga rysowanie swojego dajmona. Jeszcze inni odnajdują swojego dajmona tańcząc, wyobrażając sobie jednocześnie, że tańczy z nimi jakieś zwierzę – nurkującego ptaka, psa ruszającego głową w takt muzyki. Ludzie, którzy wolą jednak mniej inwazyjne metody, mogą skupiać się na wsłuchiwaniu w swój wewnętrzny głos.

Nie naciskaj zbyt mocno. Jeżeli nie jesteś typem wzrokowca nie próbuj na siłę wyobrażać sobie swojego dajmona. Wielu daemian mówi, że bardzo często słuchają swojego dajmona, ale tak naprawdę rzadko go sobie wyobrażają. Inni wolą wciąż wyobrażać sobie swojego dajmona, a rzadko go słuchać. To jest TWOJA dusza. Powinieneś kontaktować się z nią w taki sposób, jaki wydaje ci się słuszny”

Źródło
http://www.dajmony.info/strona/?page_id=7

Podczas rytuału wydaje się że każdy wie gdzie ma iść, kiedy ma iść, ale po co?

Aby wezwać co? Strażnika? Żywioł?

Kogo lub co wzywamy?

Wzywanie kierunków świata jest jedną z najbardziej powszechnych części rytuału.

Istnieją dwie składowe wzywania kierunków

W jednej części honorujesz kierunki a w drugiej jakiś byt tego kierunku.

(Kiedy wzywamy kierunki,wzywamy coś lub kogoś, istotne jest więc aby wiedzieć kogo lub co zwołujemy

Wzywamy żywioły, elementale lub Strażników.)

Spójrzmy najpierw na jedno potem na drugie.

Potrzebujemy mieć mocniejsze poczucie umiejscowienia, zatem potrzebujemy kierunków świata.

Umiejscowienie się polega na usytuowaniu się względem natury, jej geografii i jej biegunów.

Rytuał odprawiamy wokół swojego miejsca w naturze.

Ile kierunków się wzywa?

Hinduistyczny rytuał wykorzystuje 10 kierunków

wschód, południe, zachód, północ, płd wsch, płd zach, płn wschód, płn zachód, góra i dół

W systemie pięciu żywiołów wzywa się środek jako kierunek Ducha.

System z sześcioma kierunkami to 4 strony świata + góra i dół.

System z siedmioma dodaje środek jako kierunek.

Użycie sześciu lub siedmiu kierunków pochodzi z rdzennej tradycji amerykanów

i powinno być stosowane jeżeli rytuał ma silne wpływy rdzenne amerykańskie.

Innymi słowy nie mieszaj europejskich systemów z rdzennymi amerykańskimi.

Wielu ludzi po prostu wzywa żywioły czyli Powietrze na wschodzie Ogień na południu itd

Jeśli jednak przyjrzysz się rytuałowi zobaczysz, że już wezwano żywioły podczas święcenia

Są obecne w rytuale więc za późno by je wzywać ale nie jest za późno by je pozdrowić.

Kiedy wzywamy cokolwiek lub kogokolwiek, używamy tak wielu różnych obrazów, skojarzeń i powiązań jak to tylko możliwe aby stworzyć potężne i skuteczne wezwanie.

Te czynniki-konkretność, opisowość, pochwała i potrzeba-składają się na doskonałe i potężne inwokacje.

Elementale w przeciwieństwie do Żywiołów to konkretne byty.

Potrzeba pewnego wysiłku wyobraźni żeby zrozumieć czym jest elemental.

Są cztery rodzaje żywiołaków Sylfy Powietrza,Salamandry Ognia,Ondyny Wody i Gnomy Ziemi.

Każdy elemental składa się całkowicie i wyłącznie z natury swojego żywiołu.

Nie mają Ducha w sensie ducha jako połączenie czterech żywiołów (jak człowiek) więc nie mogą się zmieniać.

Elementale często nazywa się mniejszymi bytami ale nie są to byty podrzędne.

Mają mniej składników niż my, są mniej złożone i prostsze

Żeby wezwać Elementale należało by użyć raczej polecenia niż prośby.

Nie dlatego że masz złe zamiary ale dlatego że są bytami prostszymi do których należy mówić bardzo wyraźnie

a miłe słowa tylko zaciemniają sprawę.

Jako osobowe ucieleśnienia swoich żywiołów są potężnymi bytami i z pewnością można je z radością powitać w kręgu.

Są bardzo naturalnymi bytami czerpiącymi z natury którą my skomplikowani i zagubieni możemy sobie tylko wyobrażać

i uczyć się od niej. Jednakże może być trudno sobie z nimi poradzić.

Wezwane w czasie rytuału powinny być starannie i konkretnie odesłane kiedy rytuał dobiega końca.

Żaden z nich nie przejmuje się ludzkością chyba że przypadkiem wchodzimy im w drogę.

Strażnicy – są strażnikami żywiołu.

Podobnie jak Elementale, jest jeden Strażnik danego żywiołu i dzieli jego podstawową naturę.

Strażnicy uważani są za wyższych niż Elementale a ich funkcje są bardziej wyrafinowane.

Porównywano z nimi biblijnch Archaniołów.

Strażnicy nie są bogami lecz bytami nie z tego świata które wspierają i chronią istoty ludzkie.

Byty mniej więcej nam równe, równie wyrafinowane i złożone jak ludzkie

równie duchowo rozwinięte jak my i w podobnych stosunkach z bogami.

Podstawowym celem Strażników jest służyć bogom; chronią ludzi i strzegą ich niejako przy okazji chronienia i strzeżenia rytuałów poświęconych bogom.

Poza rytuałem mało interesują się naszym życiem i nie wydaje się by chronili nas w naszym codziennym życiu.

Strażnicy chronią krąg od niebezpieczeństw pochodzących z ich kierunku i z ich żywiołu używając do tego mocy żywiołu.

Na ich naturę silnie wpływa ich żywioł ale Strażnicy nie składają się wyłącznie ze swojego żywiołu jak Elementale.

Strażnicy są opiekuńczy,inteligentni z natury i oddani bogom, jedną z wad jest to że nie łatwo ich poznać i zrozumieć

w związku z tym może okazać się niebezpieczne i niemądre wzywanie czegoś czego się nie zna.

Ze Strażnikami wiąże się jeszcze inny problem który nie jest wadą a dotyczy spraw wiary.

Wielu pogan nie podpisuje się pod ideą hierarchii istot duchowych

za bardzo pachnie to średniowieczem i jego aniołami, demonami oraz rangami każdego z nich.

Zatem wybór należy do Ciebie w oparciu o to w co wierzysz.

Strażnicy Bram - występują w wielu mitologiach. Bóstwo posiadające specjalną funkcję strzeżenia dostępu do bogów.

Powstrzymuje intruzów jak i wpuszcza czcicieli.

Heimdal stoi na Bifroście. W mitologii irlandzkiej bezimienne bóstwo strzeże wzgórza Tara.

W hinduizmie strażnikiem bram jest Genesza.

Pozostałością po opowieściach o Strażniku Bram jest umieszczenie św Piotra u bram niebios.

Funkcja Strażnika Bram jest rozpowszechniona i znacząca, sugeruje ona iż mit tak jak rytuał

wskazuje na istnienie większej liczby Strażników Bram niż jest nam znane.

Lama tybetański

Nagowie – wizja świata według Bonpo – Piotr Wasyl

Mitologie wszystkich kultur przepełnione są postaciami istot żyjących w środowiskach wodnych lub na ich obrzeżach. Powszechną dla obszarów kultury hinduskiej i buddyjskiej jest koncepcja nagów. Jest ona ważnym elementem wcześniejszej, rdzennie tybetańskiej tradycji Jungdrung Bon, przepełniona jest różnego rodzaju klasami istot. Zgodnie ze starożytnym tekstem bon pt. Wyzwolenie od negatywnych prowokacji sadaków, lu i njen, nagowie istnieli na ziemi przed pojawieniem się człowieka. Czytamy tam, że na początku ziemia pozbawiona była wszelkiego życia jak wielka, pozbawiona życia pustynia. Stopniowo powstało pięć elementów jeden z drugiego (element w tym miejscu należy rozumieć jako sposób manifestowania się energii). Tak powstała wilgoćżyciodajne wody. Z tych pierwotnych wód powstały oceany, potem strumienie, rzeki i jeziora. Stały się one domem dla nagów (tyb. lu), którzy narodzili się z jaj kosmicznego pochodzenia. Mieszkali w wodnych miastach i pałacach, ciesząc się przyjemnościami życia. Te życiodajne wody przepływały strumieniami i rzekami na powierzchni i pod ziemią, będąc dla planety czymś w rodzaju krwioobiegu. Z czasem nagowie podzielili się na 5 kast żyjących zarówno na ziemi, jak i w jej wnętrzu.

Tych pięć kast to: królewska, arystokratów, kapłanów, pospólstwa i kasta  niższa. Nad nimi wszystkimi panowało 8 wielkich królów znanych jako Nagaradżowie: Ananta, Karkotaka Wasuki, Padma, Takszaka, Kulika, Siankapala i Waruna. W tym czasie z wyższych światów zszedł na ziemię Nauczyciel Starożytnej Mądrości i pojawił się pośród nagów. Przybył przed oblicze Takszaki przynosząc nauki bezpośredniej i natychmiastowej ścieżki wyzwolenia i oświecenia Wielkiej Doskonałości dzogczen. Takszakę uważa się za najważniejszego z Nagawidjadarówdzierżawców nauk. Terminem widjadara określa się jednostkę, która zrealizowała wiedzę lub świadomość (rigpę) pierwotnego stanu (oświecenie). W ten sposób Takszaka stał się pierwszym, który zrealizował wiedzę pośród nagów. Przekazał ją dalej innym, którzy stając się widjadarami stanęli poza samsarą poza cyklicznym kołem wcieleń.

Z czasem wielcy Nagaradżowie wraz ze swoimi orszakami stali się strażnikami i nadzorcami skarbów na ziemi, nie tylko kosztowności, ale również w sensie wiedzy i mocy. Wszyscy ci nagowie żyli w życiodajnych fluidach ziemi, wymiarze żywej wody rzek, strumieni, jezior i oceanów, a szczególnie pod jej powierzchnią. To tam budowali swoje miasta, które były niebywale bogate. Ten cały wymiar nazywa się nagaloka  świat nagów. Charakterystycznym kolorem nagów jest zielony. Są strażnikami, a wielu z nich z nich para się magią. Potrafią zmieniać formy; choć generalnie związani są z wężami, to potrafią przyjąć postać człowieka, węża, lub półczłowieka półwęża.

Naginie uważa się za mroczne i zmysłowe piękności, które mogą dać moc i zdrowie swojemu ludzkiemu kochankowi. Szczególnie irytują nagów wszelkie zatrucia wody oraz bezmyślne niszczenie ich środowiska życia. Podrażnieni karzą ludzi chorobami skóry, reumatyzmem i pewnymi rodzajami raka. Nagowie żyjący na powierzchni ziemi po tybetańsku nazywają się lu, a w języku siang siung  zangowie.

więcej

http://a.bongaruda.pl/biuletyn/publikacje/garuda_5/1232099448/

Przy okazji tybetańskiej tradycji Bon należy wspomnieć że szamani z tybetu twierdzą że ich bogowie

są tymi samymi których czcili Słowianie. Wg nich tradycja Bon jest przedłużeniem i kontynuacją naszej Słowiańskiej.

Coś w tym musi być zważywszy na to jak zaciekle kk atakuje wszystko co związane z tradycją tybetańską (zresztą nie tylko to)

“Wiele tradycji Bon ginie pod rządami Chińczyków w Tybecie. Zagrożonych jest również wiele innych tradycji.

Na temat religii Bon pojawia się wiele błędnych przekonań, nawet pośród tybetańskich buddystów.

Religię tę (Bon) spotkał los wielu innych rdzennych religii Europy i obu Ameryk, kiedy wprowadzono tam chrześcijaństwo.

Kiedy bowiem nowa religia rozprzestrzenia się w jakiejś kulturze,wspiera swój rozwój zniesławianiem rodowitej religii

zachęcając do jej całkowitego odrzucenia.

Wielu Tybetańczyków nawet wysokich lamów którzy nic nie wiedzą na temat tradycji Bon chętnie wygłasza negatywne opinie na jej temat.

Na szczęście istnieje wielu ludzi świeckich i mnichów, zwyczajnych zjadaczy chleba, spadkobierców niesekciarskiego ruchu który rozkwitł w Tybecie w XIX wieku.

Najwybitniejszą z tych osób jest Jego Świątobliwość Dalajlama który oficjalnie uznał Bon za jedną z pięciu głównych tradycji duchowych Tybetu. Skierował słowa zachęty i wsparcia do Lungtoga Tenpi Nimy Rinpocze oraz Lopona Tenzina Namdaka Rinpocze prosząc ich,aby nie ustawali w pracy dla zachowania starożytnego dziedzictwa Bon jako skarbu wszystkich Tybetańczyków.”-Tenzin Wangyal Rinpocze


Przykład jednej z wielu “szlachetnych” misji kk

http://www.youtube.com/watch?v=HPAznbHHNQk&feature=related

http://www.christusvincit-tv.pl/

Autorem tych oszczerstw jest “ks. dr hab”. Skoro takich mamy doktorów nic dziwnego że zabobon kwitnie.

Ktoś kto publicznie nawołuje do wyrzucania figurek buddy na śmietnik powinien mieć postawione zarzuty

podżegania do nienawiści na tle wyznaniowym

Ciekawe kto dał temu człowiekowi doktorat? Może chodzi o wytyczne z książki “Katechizm żyda w ZSRR” gdzie czytamy:

“Trzeba wszelkimi sposobami tłumić świadomość gojów, najlepszych z nich rozgniatajcie, najgorszego – takiego jak głupia owca-wywyższajcie”.

“Prawdziwy internacjonalistą jest tylko ten, których więzy krwi związane są z judaizmem (katolicyzm, judeo chrześcijaństwo, islam), wszystkie pozostałe to przekleństwo i oszustwa (pogaństwo,buddyzm,hinduizm). Tybetańska kultura to kultura oszukańcza i przeklęta(a jakże). Zwiększajcie udział osób zbliżonych po krwi, tylko oni zapewnią wam pożądaną biosferę.”

“Kształćcie swoje kardy. To jest świętość nad świętości. Kadry decydują o wszystkim. (państwo kościelne już mamy)Każde laboratorium, każda katedra, wydział każdej instytucji, gazety, czasopisma, wydawnictwa powinny być kuźnią naszych pracowników.

Przenikajcie na pozycje lidera do robotników i chłopów Gojów, dajcie im dużo pieniędzy, ale jeszcze więcej wódki aby płodzili w pijackim widzie gojów, zdegradowali się i naprawdę przedstawiali sobą zwierzęta robocze: pieniądze, wódka, seks i żadnej duchowości!

Nie pij alkoholu, nie pal, aby urodzić zdrowe, silne ciało żydowskiej populacji zdolne do przejęcia pokoleń. Niech każde pokolenie wszystkich nie-Żydów na świecie ma do czynienia z głęboką warstwą naszej obrony.”

Za każdym razem gdy idzie w zapomnienie starsza generacja, zamiast niego na scenie ma wzrosnąć jeszcze bardziej potężna kohorta przygotowanych wcześniej, nie gasnących duchem Izraela młodych Żydów . Aby to zrobić jak najszybciej trzeba umieszczać naszą młodzież na kluczowych stanowiskach, udowadniajcie każdemu i wszędzie ich dojrzałość i geniusz. Chociaż to jeszcze nie jest idealne to oni dojrzeją na pozycjach. Ten kto jest u władzy, jest inteligentny i ma rację.

Musimy przekazać naszym dzieciom więcej niż otrzymaliśmy od ojców, a oni, zachowując i zwiększając dadzą więcej z kolei na następne pokolenie, itp. Ciągłość pokoleń jest naszą siłą, naszą stabilnością i naszą nieśmiertelnością, choć w porównaniu z większością gojów jesteśmy fizycznie słabsi. Ale to jest naturalne. Ten czarny do pracy niech pompuje mięśnie, wybranym przez Boga synom Izraela to nie przystoi. Poprzez słowa Mojżesza Jahwe mówi: “Każdy syn z pokolenia Izraela będzie miał 2800 niewolników. Goi – nasi niewolnicy.

Świat jest okrutny, nie ma miejsca dla filantropii. Nie nasza sprawa dbać o ZSRR i o słowiańskie kadry. Jeśli są zbyt leniwi, by myśleć o sobie, dlaczego mamy myśleć o nich?

Nasz wielki mędrzec na rynku niewolników w Rzymie nazwał ich sklabami, czyli niewolnikami w duchu , dlaczego dziś mamy myśleć o nich inaczej?

Z lenistwa jego zostali pozbawieni energii psychicznej wiecznie skomlą głosząc powszechną miłość ludzkości. Ale co to jest, jeśli nie wrodzoną niezdolność do zrozumienia sensu istnienia? Bóg stworzył ich niewolnikami duchem, dlatego wszyscy Słowianie, zarażający innych gojów swoją propagandą muszą leżeć u naszych stóp w pierwszej kolejności. Przejrzyjcie ich miłosierdzie , wznieście się ponad nich synowie Izraela, jak Jehowa wzniósł się nad nami. Ale wybrał nas, wznosząc się ponad nami, nie poniżył nas, jesteśmy wyjątkowi(rasa panów?Nadludzie?Nie,tutaj nie chodzi o rasizm i faszyzm,zdecydowanie nie).

Pamiętaj: wszystkie wysokopłatne, wpływowe i lukratywne pozycje w całej przestrzeni Rosji od Karpat po Ocean Spokojny – wszystkie wpływy z dochodu narodowego należą do nas przez prawo naszej wyjątkowości jako ludu wybranego. Jednocześnie należy pamiętać, że wiele narodów, biorąc z nas przykład, może rozwijać się do naszego poziomu, może mieć miejsce, które należą się nam- jasnym synom Izraela.

Tworzymy zespoły,aby goje nie przeszkadzali nam żyć na nasz sposób. Niech Goje także starają się tworzyć grupy uczynić to samo, ale są oni z natury egoistyczni i pokłócą się zanim coś im się uda, a my za pomocą Najwyższego im w tym pomrzemy. Tu nie zaprzeczamy sami sobie. Goi w Rosji przejmują wiele od Żydów . Umiejętność przystosowania nie jest im obca.To nie jest wcale niebezpieczne, ale jeśli tylko w tym nie dopuszczać do złożoności. W przeciwnym razie może stać się niebezpieczna. W szczególności groźne wszelkiego rodzaju dyskusje o wszelkich sprawach, które mogłyby prowadzić do jednolitości gojów w sprawach przystosowania czyli tego co nazywamy powszechną opinią lub zgodą. W tym przypadku goje mogą przedstawić znaczącą siłę. Dlatego podział ich wszystkimi środkami – to nasze wyzwanie (słynna wojna o żydowski krzyż,Polak kontra “Prawdziwy” polakatolik). Nie możemy dopuścić do grupowania w ogromnej masie bo mogą nas połknąć, bo w stosunku do Żyda, nie-Żyd jest zawsze wrogi z zazdrości. Z drugiej strony, nie powinniśmy dążyć do pojednania, bo nienawiść gojów mnoży naszą czujność, a więc w następstwie naszą siłę.

Słowianie a Ruscy w szczególności, nie są w stanie pomyśleć głęboko, nie zdolni są do analizy i uogólnień. Oni są jak świnie, które żyją z ryjem wetkniętym do koryta nie wiedząc, że nad nimi jest niebo. Wszystkie zjawiska są uważane za powierzchowne, zbyt szczegółowe. Dla nich każdy przypadek – to tylko przypadek mimo ,że często może być powtórzony.”

Bez komentarza,niech każdy wyciągnie wnioski sam

http://prawda2.info/viewtopic.php?t=13081

Już raz kościół namącił ludziom w głowach strasząc piekłem i diabłami okultzmu

co zaowocowało inkwizycją-zbrodnią przeciwko ludzkości. Drugi raz im się to nie uda.

Sądzę, że ten ksiądz doskonale wie jaka jest prawda a mówi to co mówi bo za to mu płacą.

Średniowieczny różókrzyż

Okultyzm to filozofia wschodu, filozofia indoeuropejska, jest to ogólne określenie wszelkich  praktyk związanych z duchowością i dlatego okultyzm jest obecny w każdej religii.

Podobnie jak ezoteryka (która stała się ofiarą duchowego supermarketu New Age).

Ezoteryczny to przymiotnik powstały w Starożytnej Grecji pod rządami Imperium Rzymskiego. Pochodzi z greckiego słowa esôterikos, od esôtero (esô: “wewnątrz”). Słowo to oznacza wszystko, co jest “wewnętrzne” i związane z okultyzmem, “ukryte”. Przeciwieństwem jest egzoteryczny, od greckiego eksôterikos, od eksôtero (eksô: “na zewnątrz”). Platon (427-347 p.n.e.) w swoim dialogu Alcybiades (ok. 390 p.n.e.) używa wyrażenia ta esô oznaczającego “rzeczy wewnętrzne”, zaś w dialogu Teeteto (ok. 360 p.n.e.) używa ta eksô co oznacza «rzeczy zewnętrzne». Prawdopodobnie pierwsze wystąpienie przymiotnika esôterikos odnaleźć można w pracy Lucjana z Samosaty (ok. AD 120-180) pod tytułem “The Auction of Lives”, § 26 (nazywaną także “The Auction of the Philosophical Schools”), która napisana była ok. roku 166.

Pojęcie Ezoteryzm pokrywa się głównie z okultyzmem, które to pojęcie oznacza po prostu “wiedzę ukrytą”; jednakże w XX wieku wielu ezoterystów unikało nazywania siebie okultystami, wskutek negatywnego zabarwienia, jakie słowu temu przypisywał kk ze względu na przypuszczenia, że okultyzm wiąże się z wielbieniem diabła czy czarną i białą magią. Z tego samego powodu wielu (głównie chrześcijańskich) przeciwników ezoteryzmu preferuje termin “okultyzm”.

Dużo wspólnego ezoteryzm ma też z mistycyzmem, jednakże wiele tradycji mistycznych nie próbuje wprowadzać dodatkowej wiedzy duchowej, lecz raczej koncentruje się na skupieniu uwagi osoby wierzącej czy modlącej się na obiekcie kultu.”Wiki

Jednym z najbardziej dziś znanych pogan,mistyków/ezoteryków jest Pitagoras.

Religia jaką wyznawał Pitagoras była politeistyczna, o czym świadczą Złote Wiersze jego autorstwa.

“Święta Przyroda cię uczy,odsłania ci tajne wszechrzeczy. Zbliż się do niej choć trochę, a wtedy, mym radom posłuszny, Ciałem zdołasz owładnąć,duch zdrowy cierpień pozbędzie. A kiedy ciało porzucisz i w wolne się wzniesiesz przestworza, Ziemię opuścisz na wieki, śmierć zdepczesz, bogiem się staniesz. Dalej więc,do roboty,a wezwij bogów na pomoc!Trzymaj się tego,co czytasz, a poznasz nieba tajemne, Szlaki i ziemskie wiązania wszechrzeczy dla innych zakryte.Poznasz,o ile się godzi, Przyrodę, wszędzie tę samą.”

Swoją drogą,ten fragment nadaje się idealnie jako inwokacja.

Pitagorejczycy głosili idee nieśmiertelności oraz wędrówki dusz (reinkarnację,wiarę którą z niebywałą wręcz zaciekłością stara się niszczyć kk mimo że on sam ją głosi:”i powtórnie przyjdzie w chwale”…)Drugi pogląd zanikł wśród bardziej współczesnych “wyznawców” i pochodził raczej od orfików. Kolonia Pitagorasa była uwikłana w zamieszania polityczne, ale szkoła przetrwała do III w. p.n.e.. Pitagoras zmarł w Metaponcie w domu zapaśnika Milona, ocalony z pogromu Krotony.

Spisek przeciwko wspólnocie Pitagorasa

Arystokratyczny charakter działalności Pitagorasa i jego szkoły, a także coraz szersze kręgi wpływów, jakie zataczali, doprowadziły w końcu do wypędzenia pitagorejczyków z Italii i rozproszenia ich po całej Grecji. Około roku 500 p.n.e. zorganizowano przeciwko nim rewoltę. Prawdopodobnie było to podczas nieobecności Pitagorasa, który w tym czasie pielęgnował swojego umierającego nauczyciela, Syryjczyka Ferekydesa. Inicjatorem spisku był Kylon – wysoko urodzony, bogaty i wpływowy obywatel Krotony.

Podobno bardzo chciał uczestniczyć w życiu pitagorejskim, ale ze względu na szereg negatywnych cech jego charakteru, Pitagoras go odrzucił. Kylon zaprzysiągł zemstę i skrupulatnie przygotował plan zamachu. Gdy pitagorejczycy zgromadzili się na naradę w Krotonie, w domu Milona, Kylon wraz z przyjaciółmi podpala dom. W efekcie spalili niemal wszystkich pitagorejczyków. Z pożaru uratowało się tylko dwóch: Archippos i Lysis.

Ponieważ zbrodnia zostaje przemilczana przez mieszkańców Krotony, pitagorejczycy zaprzestają swojej działalności. Pitagoras ucieka do Metapontu, około 130 kilometrów na północ i tam umiera. Rozkwit naukowy szkoły przypadł na przełom V i IV wieku. W tym czasie wybitnymi członkami byli Archytas z Tarentu i Timaios z Lokri, których Platon odwiedzał we Włoszech. Pod koniec V wieku Filolaos i Eurytas przenieśli naukę Pitagorasa do Grecji i założyli związek w Tebach, a jeden z ich uczniów, Ksenofilos, założył szkołę w Atenach. W tym okresie szkoła pitagorejska brała czynny udział w ruchu naukowym wraz ze szkołą Anaksagora i Demokryta, a potem Platona i Arystotelesa. Szkoła Pitagorasa przetrwała 150 lat i liczyła w sumie 218 pitagorejczyków, w tym również, co najmniej siedemnaście kobiet. Sam Pitagoras przewodniczył swojej szkole przez trzydzieści dziewięć lat. Cała jego doktryna i działalność jego uczniów, wywarły silny wpływ na późniejszą filozofię. Dla filozofów pitagorejskich był nauczycielem i twórcą określonej wizji świata, ale dla wielu był kimś dużo ważniejszym, mistrzem i prorokiem nowej wiary, zesłanym zbawicielem, tym, który odkrył przed ludźmi drogę szczęścia i zbawienia duszy.

Z całą pewnością matematyka i rozprawy o duszy stworzone przez jego szkołę wywarły duży wpływ na żyjącego ponad sto lat później Platona. Doktryna pitagorejska podbiła także judaizm. To dzięki niej, zrodziła się Kabała i Hermetyzm.

http://www.greenway.pl/pl/nowosci/sylwetki_wegetarian/pitagoras


4-inwokacja/afirmacje

Kiedy tworzysz własne inwokacje pamiętaj by być konkretnym.

Chwal byty które zapraszasz (to tylko grzeczność!) i powiedz dlaczego potrzebujesz ich pomocy.

Kiedy układasz afirmację pamiętaj o tym aby skupiały się aspekcie pozytywnym.

Podświadomość nie rozpoznaje zaprzeczeń,jeśli prosisz bogów o zdrowie możesz to zrobić na dwa sposoby.

Błędny:nie chcę być chory

Poprawny:chcę być zdrowy.

Jeśli o coś prosisz najważniejsze jest w tym momencie aby wzbudzić w sobie uczucie wdzięczności

Należy poczuć się tak jakby to o co prosimy już się stało.

Ważne by wzbudzić w sobie uczucie wyczekiwania na to o co prosimy,entuzjazm i emocje to podstawowe paliwo.

Inwokacja żywiołów odbywa się przed inwokacją Bogów

Symbole Indian Ameryki Północnej – Nawajo

5-pobudzanie energii

Pobudzać energię należy wszelkimi możliwymi sposobami,obrazami,dźwiękami,wizualizacjami,tekstami.

Najlepiej jest wybrać coś co wywołuje w nas jak najwięcej adrenaliny.

Oto kilka przykładów moich ulubionych wierszy które naprawdę silnie mnie wzruszają :

“Przeklinam krzyż za popy podłe. Za wiarę na semicką modłę. Za słabość która czyni,,świętym,, Za innych światów mdłe odmęty. Przeklinam krzyż, za hańby piętno. Za zdradę krwi , zmyślone piekło. Za fałsz który piętnuję prawdę. Za grzech, którego nie ma wcale . Przeklinam krzyż, za dziejów skazę. Za stosy,łzy, morderczą kaźnię. Za klątwy , sztylet i truciznę. Za lochów inkwizycji bliznę. Przeklinam krzyż, papieską bandę Za zbytek, próżność ponad miarę. Za życie kosztem ludzkiej biedy Za słowo które pcha ku nędzy. Przeklinam krzyż,ludzkości krzywdę. Za to ze zatruł ojcowiznę Za obietnice bez pokrycia Jakiegoś TAM-w zaświatach życia.”

-autora nie znam

“Pieśń Bojana”

Głód, powietrze, ogień, woda

I wszelaka zła przygoda

Będą temu, kto by starą

Ojców swoich wzgardził wiarą!

Zwierz drapieżny do obory

Między stada czarne mory

Wejdą temu, kto by starą

Ojców swoich wzgardził wiarą!

Chorobą się rozniemoże

I boleści twarde łoże

Zwiąże tego, kto by starą

Ojców swoich wzgardził wiarą!

A gdy skona, garści ziemi,

Gdzie by spoczął kośćmi swemi,

Nie dostanie, kto by starą

Ojców swoich wzgardził wiarą!

Marnie zginie!…Wiatr rozmiecie

Prochy jego po wszym świecie -

Marni zginie, kto by starą

Ojców swoich wzgardził wiarą!”

“OSKARŻAM”

Oskarżam wszystko co jezuickie

A Polsce wrogie i katolickie,

Wszystko , co trąci rzymską kabałą.

przez nią Rzecz Wielka stała się małą

Ileż to wieków “polakatolik”

Bity po twarzy, pląsał w niewoli?

Po całym świecie poniewierany,

Po dziś dzień nosi ducha kajdany.

O to wielebnych oskarżam drani

Ja , jako Polak , jako Słowianin!” – Jan Stachniuk

“O! Polsko! jeśli ty masz zostać młodą

I taką jak ta być, co dzisiaj żyje?!

I być ochrzczona tą przeklętą wodą,

Której pies nie chce, wąż nawet nie pije;

Jeśli masz z twoją rycerską urodą

Iść między ludy jak wąż co się wije;

Jeśli masz zrównać się z podstępnym Włochem:

Zostań, czem jesteś- ludzi wielkich prochem!”

“Jak owe jaje, w którem kiedyś Leda

Powiła syna Bogu łabędziowi-

Jak?- dzisiaj się to wytłumaczyć nie da katolikowi;

A gdym tłumaczył, to panna Prakseda

Święta- aniołek jezuicki, wdowi, :)

Jak na kazaniu siedziała sanskryckim,

A potem dała mi w łeb- Witwickim.

Więc dziękowałem Bogu, że spod prasy

Nie wyszło jeszcze sześć psalmów Bojana,

Bobym te wszystkie KATOLICKIE KWASY

Miał na łbie, (…)”

(z Pieśni V)

“To wszystko, co mam, co kocham, w co wierzę.

W co wierzę… Tu mię spytasz czytelniku:

W co?… Jeśli powiem- będzie wiele krzyku.

A naprzód ten rym, co drwi, lub przeklina,

Me polityczne credo; jest to sfera

Dantejska. Wierzę sercem poganina

W rym Szekspirowski, w Danta i w Homera.”

“Przed słońcem ciebie z trwogi wyspowiadam…

Fałsz ci pokażę w ostatnim pacierzu,

I pokazanym fałszem śmierć ci zadam;

Patrząc na twoją twarz zieloną w nocy

Jak księżyc- słońca wyrzekłeś się mocy?

Jam ci powiedział, że jak Bóg litewski

Z ciemnego sosen wstałeś uroczyska;

A w ręku twem krzyż jak miesiąc niebieski,

A w ustach słowa, co jak piorun błyska.

Tak mówiąc- ja syn pieśni!syn króleski!

Padłem.- A tyś już następował z bliska,

I nogą twoją jak na trupie stawał?

Wstałem- jam tylko strach i śmierć-udawał!

(…)Bądź zdrów!-a tak się żegnają nie wrogi,

Lecz dwa na słońcach swych przeciwnych-Bogi.”

-Juliusz Słowacki- “Beniowski. Poema.”

Świątynia buddyjska

6-celebrowanie rytu   /ofiara

Celebrowanie rytuału polega na wykonaniu czynności symbolicznych reprezentujących nasz cel.

Ofiarę składamy na ołtarzu,ołtarzem jest centrum kręgu.

Ofiarą mogą być kwiaty i jedzenie,czyli to co powstało z Ziemi.

Swój rytuał przygotowałem pod kątem Swaroga a więc  tego co wiąże się z jego postacią

Kwiat który najbardziej  kojarzy się ze Swarogiem to słonecznik.

Do zaznaczenia kręgu użyję nasion słonecznika.

Swaróg. Prabóg, pan świata, gospodarz ukraińskiego Olimpu. Nazwa boga pochodzi od sanskryckiego svarga, co oznacza niebo, wchód do nieba. Od Swaroga, Boga światła i ognia niebieskiego, pochodzą inni bogowie – Swarożyce. W pewnej czeskiej kronice znajdujemy wzmiankę, że Swaroga nazywano Zodiakiem. Kult Swaroga istniał też w dawnej Grecji. Dlatego że był bogiem jedynym, nigdzie nie stawiano mu posągów. Istniały posągi dwunastu bogów-gwiazdozbiorów. Tak więc niektórzy uczeni skłonni są uważać Swaroga nie za pojedynczego boga, lecz za cały panteon zodiakalny albo rok słoneczny. Możliwe, że w mitologii greckiej odpowiadało temu dwunastu tytanów. Jeden z nich zwie się Hyperion i jest tożsamy z ukraińskim Perunem albo zodiakalnym gwiazdozbiorem Strzelca. W bizantyjskiej kronice Joannesa Malali (VI-VII w.) są wzmianki o Hefajstosie i jego synu Heliosie; nasz latopisiec tłumacząc ten urywek nazywa Hefajstosa Swarogiem, a jego syna Heliosa Dadźbogiem.

Kult Swaroga zrodził się prawdopodobnie na przełomie epok brązu i żelaza. Znany był już Kimmerom i Scytom-oraczom. Liczne nazwy z rdzeniem Swar występują na znacznej przestrzeni Ukrainy: dawne grodzisko Sawarka albo Swarome (Kijowszczyzna), wieś Swarka u Rosi, wieś Swarycziw (Iwano-Frankiwszczyzna) i wiele innych. Są podobne nazwy w krajach sąsiednich: Swarcha i Swarawic w państwach nadbałtyckich, Swerechowa Góra na Bałkanach, Swarow w Czechach, Swarczec, Swarczów, Swarynie, Swarożyn, Swarzędz i Swaryszewo w Polsce.

Święty ogień zwano Swarożycem: “i do ognia się modlą nazywając go Swarożycem” – znajdujemy w Słowie pewnego chrystolubca. Czczenie ognia ma na Ukrainie dawne korzenie sięgające okresu trypolskiego, kiedy każda rodzina modliła się do swego Owina – ognia domowego. Owin była to nazwa nie tylko pieca, ale i kłuni, stodoły do suszenia ziarna, określała ona wreszcie samo ognisko, zapalane iskrą wywoływaną tarciem drewna o drewno (żywy ogień). Owinowemu Domowikowi składano ofiarę w postaci koguta. Miało to sprzyjać udanej młócce ziarna. Obrzęd dobywania żywego ognia zachował się u karpackich pasterzy z Ukrainy jako rytuał pierwszego zapalenia ognia na połoninie. Każda rodzina posiadała swoją własną świątynię i własny ofiarnik (pozostałość okresu trypolskiego). Miało to swoje odzwierciedlenie w przysłowiu: “Cerkwie – nie owiny, w nich obrazy wszystkie jednakie”. Wraz z przyjęciem chrześcijaństwa obojętne się stało, gdzie się modlić – w cerkwi swojej wsi czy sąsiedniej, bo ikony wszędzie były wspólne. Indywidualizm w naturze Ukraińca długo nie mógł się pogodzić z takim zjawiskiem: właśni rodowi bogowie i własne domowe ofiarniki jako bliższe uznawano za prawdziwsze. Dlatego nie zważając na tysiącletnie rozszerzenie się chrześcijaństwa, nasz naród jeszcze dzisiaj przechowuje niektóre resztki starodawnych wierzeń, często nie zdając sobie sprawy z ich znaczenia, ale trzymając się tradycji swych przodków.

Wyobrażeń Swaroga nie znaleziono, istnieją jednak podstawy do przyjęcia, że niektóre formy krzyża równoramiennego (pogańskie, kozackie) są symbolem Swaroga. Od niepamiętnych czasów za znaki Swaroga uchodziły różne formy swastyki-swargi, jakie znajdujemy na wyszywankach, pisankach, ceramice. Widnieją i na freskach soboru Sofijskiego w Kijowie – oto znak żywotności ludowych tradycji: między ikonami świętych chrześcijańskich znajdujemy dawne symbole pogańskie, bez których ów sobór nie mógłby powstać.

Na nieboskłonie odpowiadał Swarogowi Pług (gwiazdozbiór Oriona), co wiąże się ze scytyjską legendą o niebieskich darach, jakie spadły przed trzema synami Targitaosa (był wśród darów i pług). Ukraińskim reliktem kultu pługa są noworoczne obchodzenia chat z pługiem, kładzenie go pod świątecznym stołem itp. Według legend przekazywanych przez naszych kronikarzy Swaróg to Bóg kowalstwa i zaślubin, który wykonał ze złota pług i obrączkę. Opiewa się je szeroko w kolędach, szczodrówkach, wiośniankach i pieśniach żeńców. Ogień czci się powszechnie w wielu wiosennych i letnich obrzędach, zwłaszcza z okazji ślubu i oczyszczenia.

Dadźbóg (Dażbóg, Dadbog). Bóg słońca, czczony w całym słowiańskim świecie, ma przejrzystą nazwę: dad’ – “daj” i bog, bliskie słowu “bogactwo”, czyli Dadbog – dosłownie dawca dobra, bogactwa. U południowych Słowian analogiczne bóstwo zwało się Dabog, Dajbog. W ukraińskiej poezji obrzędowej mamy mnóstwo zwrotów typu: “Oj, daj, Boże” albo “Daj, Boże, daj” (które szereg uczonych odnosi do pierwotnego pogańskiego “Oj, Dadźboże!”)3.

W ujęciu filozoficznym Dadźbóg występuje jako dawca bytu, czyli ducha i materii, które są bliźniętami. Chociaż Dadźbóg całkowicie związany jest z niebem jako syn Swaroga, to jednak pozostaje on również bogiem ziemskiego dostatku, symbolizowanego przez urodzaj żyta i pszenicy. Przez pewien czas istniała wśród naukowców koncepcja Dadźboga jako boga deszczu (Dad’boga), ale nie znalazła szerszego uznania. Zarówno słońce, jak i deszcz w równej mierze wpływają na urodzaj, dlatego nieuzasadnione byłoby całkowite odrzucenie tej koncepcji: w ukraińskiej mitologii jedynie połączenie tych dwóch elementów – niebieskiego ognia i niebieskiej wilgoci – daje życiodajne ziarno.

Najstarsze obrzędy i modlitwy do Dadźboga zawierają prośby o bogaty urodzaj. W czasie żniw żerzec unosił nad głową czaszę napełnioną ziarnem i wypowiadał modlitwę: “Panie, ty, który dajesz nam strawę! Daj nam jej teraz w pełnej mierze!” Niewątpliwie modlitwa ta już uległa późniejszym naleciałościom, nie wyklucza się więc, że bliskie jej jest chrześcijańskie Ojcze nasz: “…chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Bezsprzecznie najwięcej wezwań do Dadźboga wiązało się właśnie z obrzędami rolniczymi. Jego imię w swojej starodawnej postaci zachowało się w niektórych pieśniach obrzędowych:

Nie samże ja wyszedłem,

Dadźbóg mię wysłał

Z prawej rączki

I kluczyki wydał…

[pieśń wiosenna, mowa słowiczka]

albo:

Tam spotkali się książę z Dadźbogiem, rano, rano,

Tam spotkał się książę z Dadźbogiem, raniusieńko .

W obrzędach noworocznych, co dotrwały do naszych dni, zachował się Diduch – ostatni zżęty snop żyta; umieszcza się go w chacie i uważa się za przedmiot poświęcony, służy jako symbol obrzędu. Diduch – to Duch pola, Duch Żytni, Duch Dadźboga, który słusznie był uważany za Boga życia. Istnieje przesąd ludowy, że żniwiarka, która związywała ostatni snop żyta, powinna była w tym roku urodzić dziecko. Zawiązywanie snopa symbolizowało zawiązywanie pępowiny.

Na wiosnę Diducha młócono i ziarno z powrotem wysiewano w polu: wypuszczano na ziemię Ducha pól. W ten sposób urodzaj nabierał zdrowotnej, życiodajnej mocy. Z biegiem czasu symbolem Dadźboga stał się również kwiat słonecznika, który reaguje na ruch słońca na niebie, zwracając zgodnie z nim swoją główkę. Posąg Dadźboga znajdował się w panteonie kniazia Włodzimierza na Górze Starokijowskiej. Przed przyjęciem chrześcijaństwa Włodzimierz podjął ostatnią próbę usystematyzowania bóstw ruskiego narodu, zbliżając możliwie najbardziej ich hierarchię do chrześcijańskiej. W związku z tym B. Rybakow wysunął hipotezę, że Swaróg swoją pozycją miał odpowiadać Bogu-ojcu (Sabaothowi), Dadźbóg (Chors) Bogu-synowi (Jezusowi Chrystusowi), Mokosz (matka doli) zaś – chrześcijańskiej Bogurodzicy.

Chors. Był bogiem plemion południowych, prawdopodobnie jeszcze Roksolan, którzy czcili Chorsa podobnie jak Polanie Dadźboga. Chorsowi składano ofiary z chleba: pałanice, miodowniki, kołacze, kalitę6. Ukraina do dziś powszechnie zna rytualne korże, jakie obecnie nie mają już dawnego znaczenia jadła obrzędowego i uchodzą za pokarm codzienny. Słowo “korż” współbrzmi z “Chors”, ma rodowód indoeuropejski i znaczy “koło”.

Ze słowiańskich przekładów autorów starogreckich dowiadujemy się, że Chors był odpowiednikiem greckiego Apolla. Ukraina posiada dużo nazw geograficznych związanych z tym bogiem słońca: Chors, Churs, Korsuń, Chersoń. Są takie nazwy i w Bułgarii, Chorwacji, w Czechach.

Badający nazwę tego bóstwa w Słowie o wyprawie Igora E. W. Aniczkow wskazywał, że Chors oznacza tam nie Słońce, lecz Miesiąc. W tekście zabytku Wsiesław przebiega drogę Chorsowi w nocy, zatem mowa tu na pewno o nocnej gwieździe – miesiącu. W późniejszych badaniach wypowiadano myśl, że wyrażenie “przebiec drogę Chorsowi” mogło znaczyć kierunek z północy na południe, bo słońce zdąża ze wschodu na zachód7.

Opis postaci wyobrażającej Chorsa zawdzięczamy cudzoziemskiemu podróżnikowi, który widział dwa idole w okolicach Pskowa: Chors stał na ubitym smoku. Z pewnością Chors-Smokobójca wcielił się później w Jerzego Zwycięzcę z chrześcijańskich obrazów.

Wiecej: http://www.eioba.pl/a/1pel/slowianstwo-rodzima-wiara-ukrainska#ixzz1Mjg5fwGx


7-uziemienie mocy

W tym momencie warto pozbyć się resztek nagromadzonych energii przed powrotem do świata codziennego.

Można tego dokonać, otrzepując się energicznie,tupiąc,skacząc,wizualizując etc.

Stanisław Szukalski

8-podziękowanie bogom//afirmacje

Dziękowanie bogom i odesłanie

W przypadku bóstw postrzegamy je na dwa  sposoby:jako immanentne i transcednentalne

Immanentne bóstwa nie odchodzą;są zawsze w nas,zatem tak na prawdę żegnamy transcendentny aspekt bóstwa.

Strażnicy i Elementale to byty które szanujemy ale ich nie czcimy,traktują je jako równie ważne co my.

Żywioły nie są bytami,nie są świadome,sa po prostu siłami,częściami natury.

Podziękowanie im nie jest koniecznie wymagane.

Jeżeli wezwałeś żywioły zamiast Elementali lub Strażników,zaprosiłeś siłę, koncepcję, energię.

Traktowanie energii z zachowaniem dobrych manier nie jest bardziej konieczne niż podziękowanie krzesłu że pozwoliło na sobie siedzieć.

Jeżeli mimo to dziękujesz Żywiołom to dlatego że chcesz użyć spójnego języka przy zamykaniu kręgu.

Dziękując bogom musimy być pewni że żegnamy dokładnie tych których witaliśmy,w podobny sposób.

Zastosuj w swoim pożegnaniu podobne wyrażenia co w powitaniu,honorując te same aspekty i cechy w krótszej formie.

Jeżeli przywołano dodatkowe bóstwo po pierwszej inwokacji,należy pożegnać je najpierw,przed tymi które wezwano jako pierwsze.

Ta sama osoba która dokonała inwokacji musi je odwrócić.Słowa pożegnania należy wypowiadać w tym samym miejscu w którym dokonano przywołania.

Potrzeba deklaracji zakończenia odpowiada potrzebie deklaracji rozpoczęcia.



9-samooczyszczenie

10-oczyszczanie przestrzeni

11-uziemienie siebie

Niektórzy uziemiają się na początku,inni na początku i na końcu rytuału, są też tacy którzy robią to dopiero po zakreśleniu kręgu.

Uziemienie oznacza poczucie zakorzenienia. Można to osiągnąć wyobrażając sobie, że nasz kręgosłup sięga środka Ziemi lub przez wyobrażanie sobie korzeni wyrastających z naszych stóp. Cel pozostaje jeden – przekazanie Ziemi energii, która przez nas przepływa. Nie ma znaczenia, na którym piętrze rytuał się odbywa. Chodzi o stworzenie świadomości, że energia przepływa przez nas do ziemi.

http://docs7.chomikuj.pl/477462523,0,1,Wicca—Rytua%C5%82-Wicca.doc

“Uziemienie oznacza również przebywanie tu i teraz. Chodzi o istnienie w chwili w której jesteśmy zarówno ciałem jak i umysłem czyli brak zbędnego fantazjowania o tym co może być jak również brak rozmyślań nad tym co było”-Tyr

“przebywanie tu i teraz wiąże się również z pełnym odczuciem każdej chwili i pełnym zaangażowaniem w każdą wykonywaną czynność… to wlaściwie jest prawdziwa sztuka życia, i zadanie dla każdego, kto chce żyć rzeczywiście, a nie wegetować”-Elwinga

“Zamknij oczy i wyobraź sobie wielkie, liściaste drzewo. Twoje podeszwy stóp całkowicie dotykają ziemi, zaś Twoje nogi są rozłożone szeroko, jednak pewnie. Po pewnym czasie czujesz, jak z Twoich podeszew stóp aż po biodra wolno, wolno wychodzą korzenie. Te korzenie będą Cię trzymały i nic Cię nie wyrwie, nawet największe burze; Twoja górna część ciała pozostaje jednak ruchoma, elastyczna i rozluźniona. Czujesz, jak korzenie pod Tobą rozprzestrzeniają się, a Ty czujesz się ciężki z Twoim całym ciężarem rozłożonym na dwóch nogach. Nie spinaj się, pozostaw górną część ruchomą. Poczuj, jak energia z ziemi w Twoim ciele płynie i jak i jak Twoja siła w ziemi rozprzestrzenia się przez korzenie. Uważaj na wymianę energii.

Ta energia, która stworzyła korzenie, które znajdują się pod ziemią, teraz płynie w górę i tworzy gałęzie. Pozwól obu tym częściom drzewa rozwinąć się, bowiem masz tyle korzeni, ile gałęzi. Pozwól gałęziom rozdwajać się, kręcić i rosnąć. Na gałęziach kołyszą się liście na wietrze i tworzą piękną, regularną koronę. Lekki wiatr gra z Twoimi liśćmi i kołysze Cię delikatnie tu i tam. Pozwól swojemu ciału odprężyć się i lekko kołysać na wietrze, oddychaj cicho i regularnie, głęboki wdech i wolny wydech. Wyobraź sobie, jak przyjmujesz w sobie wiatr. Jesteś połączony z tym, co Cię otacza.

Liście sięgają do Twoich ramion i chronią Cię przed niechcianymi wpływami. Wraz z liśćmi przyjmujesz w siebie siły nieba i swojego otoczenia, tu przenika do Twojego wnętrza tylko to, co Ci się przyda i będzie Ci pomocne. Poprzez korzenie zaś prowadzisz zaś wszystko to, czego masz w nadmiarze lub co jest Ci niepotrzebne. Stoisz teraz tak, jak drzewo w lesie, w Twoim życiu, cicho i wolno .

Jeśli nie masz czasu na te dziesięć minut lub po prostu chcesz się prędko uziemić, zdejmij buty i poszukaj jakiegoś skrawka ziemi, obojętnie czy w ogrodzie czy gdzieś indziej, poczuj trawę i ziemię pod Twoimi podeszwami, uklęknij i dotknij ziemi dłońmi. Po prostu pozwól unormować się siłom. Nie potrzebujesz o czymkolwiek myśleć lub cokolwiek innego robić, jak po prostu potrwać chwilę w tej pozycji. Reszta stanie się sama. Kiedy będziesz miał dość, zauważysz to .”

http://forum.shamanika.pl/index.php

Moc Ziemi pod naszymi stopami

http://www.taraka.pl/index.php?id=moc-ziemi


12-przerwanie kręgu

Chociaż zamknięcie kręgu jest lustrzanym odbiciem otwarcia kręgu to jest jednak dużo krótsze.

Łatwiej jest psychologicznie wyjść ze zmienionego stanu świadomości niż w niego wejść.

Umysł śpieszy ku znanemu bez wahania.Prędzej czy później rytuał musi się skończyć ważne by krąg oficjalnie się zakończył tak jak oficjalnie się rozpoczął i żeby zostały zachowane granice między przestrzenią rytualną a zwykła codzienną.

Zamykanie kręgu

Można obejść krąg z oświadczeniem zamknięcia go,można zamieść krąg miotłą.

Zapieczętowanie kręgu ogniem.

To zamknięcie zostało stworzone przez jedną z tradycji znaną jako “walijska” w połowie lat 70.

Po tym jak odesłano strony świata Kapłanka podnosi świecę i idzie na wschód.

Idzie po okręgu zgodnie z ruchem wskazówek zegara powtarzając słowa:

“Ogniu zapieczętuj ten krąg

niech zejdzie pod ziemię

wszystko jak było dotąd

Od początku stworzenie”

——————————————————————————————————————————————————–



Kilka informacji przydatnych podczas wyboru dnia rytuału.

Właściwości Dnia Tygodnia Pochodzą od Planety Dnia!

Typowa kolejność opracowywania planet odpowiada panowaniu planet nad kolejnymi dniami tygodnia w ich ustalonym wedyjskim porządku: niedziela – Słońce, poniedziałek – Księżyc, wtorek – Mars, środa – Merkury, czwartek – Jowisz, piątek – Wenus, sobota – Saturn. Każda planeta rządząca całą dobą wedyjską jest planetą panującą od wschodu słońca w danym dniu, a człowiek urodzony w nocy przykładowo z czwartku na piątek jest zawsze pod władzą Jowisza, rządzącego czwartkiem od wschodu słońca włącznie z następującą po dniu nocą, aż do piątkowego wschodu słońca, kiedy nad kolejną dobą obejmuje władzę Wenus! Tak planety rządzą i całą dobą i jeszcze konkretnymi horami w ciągu każdej doby. Za początek doby przyjmuje się ściśle moment kiedy tarcza słońca zaczyna się wyłaniać, a nie kiedy się już cała wyłoni albo kiedy wychodzi jej środek ponad horyzont, co jest bardzo istotne dla ustalenia zjawisk i często dyskutowane w środowisku astro-specjalistów.

Horoskop w astrologii wedyjskiej ma kształt kwadratu i jest wyliczany dla siedmiu świętych planet od Słońca do Saturna i dwóch niewidzialnych planet węzłów księżycowych: Rahu i Ketu. Istotne są wyliczenia tak zwanej HORA – godzin planetarnych, których bieg rozpoczyna się o wschodzie Słońca! Tabela pokazuje bieg Horas w kolejności w jakiej przemierzają planety od wschodu słońca w sobotę, ale też w inne dni, bo kolejność pozostaje stała acz w dół w porządku zstępującym od każdej rozpoczynającej planety i dalej od Saturna znowu w dół.

* Saturn – Śani – rozpoczyna dzień w sobotę

* Jowisz – Guru – rozpoczyna dzień w czwartek

* Mars – Mangala – rozpoczyna dzień we wtorek

* Słońce – Surya – rozpoczyna dzień w niedzielę

* Wenus – Śukra – rozpoczyna dzień w piątek

Wenus wiąże się z symbolen Pentagramu.Oto mapa drogi jaką pokonuje Wenus na niebie.

http://4.bp.blogspot.com/_euckciIYPKQ/S_YHmEDbCMI/AAAAAAAAAQo/nXxX_Di7ZEA/s1600/VenusPentagram.jpg

“Czarny pentagram Szatana”co nie?haha Jak to dobrze że nie jestem katolikiem chociaż z drugiej strony

jeśli chodzi o zabobon i marnowanie czasu to tak, kiedyś byłem częścią kk.

Z tym że bez mojej wiedzy i zgody ktoś mnie wcielił do post semickiego kościoła.

Na szczęście było minęło i nie wróci więcej,grunt że pozbyłem się z głowy tego co obce i wrogie pogaństwu oraz naszej kulturze i tożsamości.

* Merkury – Budha – rozpoczyna dzień w środę

* Księżyc – Ćandra – rozpoczyna dzień w poniedziałek

Wiecej: http://www.eioba.pl/a/1mix/astrologia-indyjska-znaczenie-planet-dni-tygodnia#ixzz1MjghoBM4

W trakcie rytuału można się wspomagać gestami dłoni-mudrami.

Istnieje całe mnóstwo mudr

Dla przypomnienia

- Kciuk to ogień słońce

- palec wskazujący – powietrze

- palec środkowy – eter, niebo

- palec serdeczny – ziemia

- palec mały to woda

http://bytzbiorowy.pl/showthread.php?73-Jedena%B6cie-mudr-leczniczych


BHP

Najważniejsze, co należy wiedzieć na temat każdego z nas to:

1. Każda nasza decyzja i reakcja na dane zdarzenie (bez względu na to czy ta sprzed z 5 minut, z naszego porodu czy z poprzednich wcieleń) jest wysyłana i zapisywana w niższym ja.

2. Im wiekszy ładunek psychoemocjonalny jej nadaliśmy (świadomie lub nie), tym silniej odbija się on w niższym ja.

3. “Niewygodne zdarzenia” spychane są do niższego ja.

4. Nizsze ja generuje rzeczywistość, która nas otacza. Czyli im więcej niewłaściwych zapisów w niższym ja tym większy chaos w naszym życiu.

5. Tylko niższe ja może kontaktować się z wyższym ja.

6. Wyższe ja posiada pełną wiedzę na temat naszej istoty i tylko z tego poziomu nasze niewłaściwe zapisy w niższym ja mogą zostać oczyszczone.

7. O zmianach, jakie mają nastąpić w naszym niższym ja decydujemy z poziomu średniego ja.

Teraz kilka słów ogólnych.

1. Żadna istota, która zaburza nasze programy duszy i stanie we własnym słupie światła, bez względu na to czy jest to demon, duch, dusza, byt astralny, czy anioł nie jest dla nas korzystna!!!

2. Nasze Wyższe Ja nie ma potrzeby pojawiania nam się w formie materialnej!!!

3. Niemalże każda istota, która pojawia nam się materialnie nie jest naszym opiekunem duchowym!!!

4. Takie „objawienia” mają na celu zdobycie „dojnej krowy”!!!

5. Podobno aniołowie są bezpłatni, ale nie każdy potrafi odróżnić anioła od demona – tym bardziej, że jeden i drugi może stosować te same formy pojawiania się.

6. Nawet jeśli odwiedzi nas anioł, który chce nam pomóc, ale nie jest zgodny z naszą drogą życia, tylko nam zaszkodzi.

http://www.ezoforum.pl/umysl/17643-transformacja-wzorcow-podzial-istot-i-sposoby-ich-podczepiania-sie.html

Książki z których korzystałem:

Elementy Rytuału

Księga Czarostwa Bucklanda

Leczenie formą, energia i światłem

Ostrożeń lancetowaty

Ostrożeń

Ostrożeń ziele ( Herba cynoglossi )
Herbatka ekologiczna 50g
Zastosowanie:
Dawniej wierzono,że ostrożeń ma wręcz cudowną i magiczną moc. Obecnie może być stosowany jako herbatka wspomagająca oczyszczanie organizmu z toksyn.
Skład: ziele ostrożenia 100 % .
Produkt posiada certyfikat ekologiczny – to oznacza, że ma on szczególnie wysoką wartość biologiczną i prozdrowotną.
Sposób parzenia:
Wziąć łyżeczkę ziela herbatki zalać szklanką wrzątku i pozostawić pod przykryciem do zaparzenia na około 10-15 minut.Pić 1-2 razy dziennie .


Ostrożeń warzywny Cirsium oleraceum (L.) Scopoli = Cnicus oleraceum Linne  (złożone – Compositae = Asteraceae) jest pokaźną i ładną rośliną rozpowszechnioną w naszym kraju. Rośnie przy lasach, na polanach, pastwiskach, ugorach, w dolinach rzek. Lubi wilgotne gleby. Górna część rośliny i liście otulające pąk kwiatowy, a potem owoc są barwy żółtozielonej, przez co zwracają na siebie uwagę. Kłącze poziome, po ugotowaniu jadalne i odżywcze (inulina, fitosterole). Roślina łatwa do uprawy.

W Szwajcarii (Punschun da pra) i w Niemczech również wykorzystywane w ziołolecznictwie ludowym i znany pod nazwą Kohldistel (franc. Cirse maraicher, ital. Cardo giallastro).

Surowcem leczniczym jest ziele – Herba Cirsii (Kohldistelkraut), zbierane w czasie kwitnienia lub owocowania. Proponuję zbierać liście i wierzchołki pędów, bowiem łodygi są twarde i długo schną.

Składnikami aktywnymi ziela są: flawonoid linaryna (pochodna akacetyny), pektolinaryna, glikozydy apigeniny i luteoliny; kwasy fenolowe,alkaloidy, olejek eteryczny, garbniki, fitosterole, laktony seskwiterpenowe.

Ostrożeń posiada właściwości odtruwające, żółciotwórcze i żółciopędne. Zawiera kwasy fenolowe i flawonoidy ochraniające miąższ wątroby przed marskością i stłuszczeniem. Działanie żółciopędne i rozkurczowe jest pożyteczne w leczeniu i profilaktyce kamicy żółciowej, stanów zapalnych wątroby i niedoboru żółci. Poprawia funkcje wątroby po resekcji pęcherzyka żółciowego. Zmniejsza cofanie żółci do żołądka i stany zapalne dwunastnicy żołądka z tym związane. Wzmaga regenerację komórek wątrobowych.

Fitosterole i flawonoidy hamują stan zapalny przy przeroście gruczołu krokowego. Laktony i fenolokwasy zawarte w ostrożeniu mają właściwości przeciwnowotworowe, o czym pisałem w wielu swoich pracach i czym zajmowałem się podczas badań in vitro blisko 10 lat temu.

Napar z ziela ostrożenia warzywnego nie jest toksyczny i można go przyjmować szklankami (1 łyżka na szklankę wrzątku). Jest smaczny. Wspomaga przemianę materii, aktywuje procesy detoksykacji, przyśpiesza usuwanie szkodliwych metabolitów i ksenobiotyków z ustroju. Napar z ostrożenia obniża poziom cukru we krwi. W medycynie ludowej ostrożeń warzywny jest stosowany w leczeniu reumatyzmu, w tym dny oraz przewlekłych chorób skóry, co z punktu widzenia naukowego wydaje się racjonalne i uzasadnione. Ziele jest dostępne w sklepach zielarskich.

Intrakt z ziela (1:5 na gorącym winie lub wódce do 50%) można przyjmować codziennie, przez 1 miesiąc po małym kieliszeczku dla poprawienia trawienia i jako diureticum (środek moczopędny), oczyszczający drogi moczowe oraz aktywator przy spowolnionej przemianie materii. W reumatyzmie polecam przynajmniej 3 –miesięczną kurację z zastosowaniem naparu. Przez pierwszy miesiąc dobrze jest nasycić organizm naparem przyjmując 2 szklanki naparu dziennie, rano i wieczorem. Po miesiącu dawka 1 szklanki naparu wieczorem przez 2 miesiące jest wystarczające. Potem polecam zmienić zioło – na przynajmniej kwartał, po czym można wrócić do ostrożenia. Podobnie zalecam postępować przy leczeniu cukrzycy, przewlekłych chorób skórnych (łysienie, trądzik, łuszczyca, łojotok z wągrami, ciągłe wypryski i rumień).

Mocny napar działa ściągająco na skórę i błony śluzowe i ma właściwości przeciwbiegunkowe.

W naparze można czynić także kąpiele, np. dzieci przy chorobach skórnych i osłabieniu. Okłady z roztartego ziela na okolice stawów i miejsca kontuzjowane – ponoć przynoszą ulgę.

Ostrożeń w przypadku zastosowania wątrobowego wykazuje synergizm (spotęgowane współdziałanie w jednym kierunku) z ostropestem, karczochem, rzepikiem i mniszkiem. W zakresie przerostu prostaty polecam łączyć ostrożeń warzywny z wilżyną, wierzbówką (lub wierzbownicą), niecierpkiem, znamieniem kukurydzy, kłączem pokrzywy i korą czeremchy. W zakresie działania moczopędnego dobrze sprawdza się w mieszankach z wilżyną, połonicznikiem, rdestami, perzem, nawłocią i brzozą. W zakresie działania przeciwreumatycznego polecam kojarzyć ziele ostrożenia z kwiatem wiązówki, zielem zagorzałka, zielem pszeńca, zielem szelężnika, liściem topoli, pączkami topoli, rdestem japońskim, lukrecją lub kolcoroślem (sarsaparilla).

Ostrożeń warzywny

(Cirsium oleraceum (L.) Scop.) – gatunek rośliny należący do rodziny astrowatych. Nazwy ludowe: czarcie żebro, pietra ziele, carskie ziele. Występuje w Azji i w Europie (z wyjątkiem rejonu Morza Śródziemnego). W Polsce jest pospolity na całym niżu i w niższych położeniach górskich (do regla dolnego). Status gatunku we florze Polski: gatunek rodzimy.

Łodyga
Wzniesiona, prosta, pusta w środku, gruba. Ma wysokość 0,5–1,5 m (1,8) i jest z rzadka owłosiona. Nie posiada kolców, jest pojedyncza i tylko górą rozgałęzia się.
Liście
Ulistnienie skrętoległe, liście wyrastają równomiernie i dość rzadko na całej wysokości łodygi. Dolne liście nieparzystopierzaście dzielne lub karbowane, lirowate, przy czym ich eliptyczne lub jajowate odcinki są całobrzegie lub nierówno kolczasto ząbkowane. Górne liście są mniejsze, pojedyncze i swoją uszkowatą nasadą obejmują łodygę. Wyrastają na całej długości łodygi, aż po kwiatostany. Wszystkie liście są z rzadka owłosione.
Kwiaty
Zebrane w średniej wielkości, walcowato-jajowate koszyczki, które w liczbie kilku wyrastają na krótkich szypułkach na szczycie łodygi. Otoczone są liśćmi (podsadkami) o żółtozielonym kolorze. Okrywa koszyczka ma łuski z krótkimi kolcami, zasnute pajęczynowato. Wszystkie kwiaty rurkowate, żółtego koloru (rzadko zdarzają się purpurowoczerwone). Korona podzielona do ½ długości, nitki pręcików owłosione.
Owoc
Szarożółte, podłużne i słabo kanciaste niełupki o długości 4–4,5 mm z pierzastym, białym puchem kielichowym o długości 12–17 mm.
Korzenie
Nieliczne, nitkowate w wiązkach wyrastające z grubego, walcowatego, poziomo rosnącego kłącza.

Bylina, hemikryptofit.. Kwiaty przedprątne, roślina miododajna, zapylana przez motyle lub błonkówki[2]. Kwitnie od lipca do września (rzadziej do października). Nasiona rozsiewane przez wiatr. Kiełkują słabo. Liczba chromosomów 2n=34.

Ekologia

Siedlisko: wilgotne łąki i zarośla, aluwia, brzegi rowów. Odpowiadają mu gleby żyzne i wilgotne. Wymaga zasilania w wodę ruchliwą, z zastoisk ustępuje. Dobrze znosi duże zmiany wilgotności gleby. Unika gleb kwaśnych, ubogich w węglan wapnia. Na łąkach wapiennych może pojawić się masowo. Wrażliwy na udeptywanie i spasanie[3]. W klasyfikacji zbiorowisk roślinnych gatunek charakterystyczny dla All. Calthion, Ass. Angelico-Cirsietum oleraceae[4].

Tworzy mieszańce z ostrożeniem bezłodygowym, o. błotnym, o. lancetowatym, o. lepkim, o. łąkowym, o. pannońskim, o. polnym, o. siwym.

  • Roślina lecznicza
    • Surowiec zielarski: ziele ostrożenia warzywnego – Herba Cirsii oleracei.
    • Skład chemiczny: flawonoidy, inulina, garbniki
    • Działanie lecznicze: W lecznictwie ludowym stosowany jako środek przeciwgośćcowy, moczopędny, przeciwzapalny, także do kąpieli i pielęgnacji włosów.
  • Sztuka kulinarna: kłącza i młode rośliny są jadalne (stąd nazwa rośliny). Wartość pokarmowa: duża zawartość w suchej masie białka, wapnia, potasu, magnezu. Roślina uprawiana jako warzywna w Japonii i Indiach. Spożywana była także na Syberii.
  • Łąkarstwo: według dawniejszych źródeł[5] uważany za chwast, ponieważ bujnie rosnąc zagłusza sąsiednie rośliny, a paszę dawać miał małej wartości (wodnistą, grubą, słabo kolczastą). Poza tym dzięki łatwemu rozmnażaniu wegetatywnemu i generatywnemu może opanowywać znaczne przestrzenie łąk. Obecnie podkreśla się raczej jego wartość ze względu na wzbogacanie paszy w składniki pokarmowe[6]. Jest też chętnie zjadany przez bydło. Na intensywnie użytkowanych łąkach, a zwłaszcza pastwiskach – zanika. Na paszę nadają się tylko rośliny młode, później grube łodygi twardnieją. Młode rośliny wzmacniają system trawienny zwierząt. Konie żywione sieczką z ostrożenia nabierają gładkiej i lśniącej sierści.

C.B.

Kwiatów ostrożenia polnego używano dawniej do barwienia jedwabiu na kolor fioletowy lub siny. Ostrożeń w ogóle a przede wszystkim ten zwany dzisiaj “warzywnym” ma przede wszystkim zastosowanie magiczne – działanie oczyszczające. Z tego punktu widzenia jego obecność na łakach, w polach, lasach i we wszelakich ludzkich uprawach jest niezbędna – i nie jest możliwe ani nawet wskazane wykluczenie tej rośliny z flory łąkowej i ogrodowej.


Ostrożeń ze strony WWW poświęconej Małej Ojczyźnie -  Kłębowo

Czarcie żebro – Crisium oleraceum

Na naszych podsychających łąkach coraz rzadziej spotyka się ostrożeń warzywny, potocznie nazywany w Wielkopolsce czarcim żebrem. Jeszcze do niedawna robiono z czarciego żebra obowiązkowe zapasy na zimę. Pod koniec maja kobiety wyprawiały się na podmokłe łąki i zrywały to ziele. Drugą wyprawę robiono w sierpniu przed koszeniem łąk. Świeże ziele rozkładano w zacienionym, przewiewnym miejscu i po wysuszeniu przechowywano w płóciennych woreczkach. Czarcie żebro przez cały rok stosowano do użytku zewnętrznego i było jednym z najbardziej znanych ziół z Bożej Apteki.


O czarach w Kębłowie


A bo jo wiym? Jo tam o żodnych czarach nie słyszoł. Ktu by wew gusła wierzuł !!! Nu szak, ale przed złym łokiym to sie czeba zawdy ochroniać. Łejery, od złygo łoka chruni czerwuny śrympek, abłe choć czerwuno nitka. Podejdzie taki czowiek ze złym łokiym do malitkigo dziecuszka i dziwuje się jakie jes ładne i za chwiółke dzieckłe zaczyno beczeć. Moja babusia wiedziała jakie ziele chruniuło od złygo łoka, ale jo jusz nie pamiyntum. Nu, ale jak już sie co stanuło i gowa mocno błeli, to nejlepi jest sie okumpać abo umyć wew czarcim żebrze (ostrożeń warzywny). Porzunnum gorść tego ziela zalywo się gotujuncum włedum i jak naciuągnie to się przecydzo do miski, abłe do wanny, płete wsypuje sie 3 szczypty słeli, 3 razy kapnie sie włedy świyncuny i odmówi “w imie Ojca i syna i ducha świyntygo” , a płete czebno sie wew tym umyć. Bez mydła sie myć. Jak jest co zadane, źle życzune, abłe od złygo łoka co pszyszło, to we włedzie bydum same farfocle, same mynty bydum. Takum brudnum włede to się wylywo tam dzie nikt nie chłedzi, coby na nikogu to złe nie pszeszło.

Wew Niedziele Palmowum jak sie przychodziuło zes kuścioła, to nejpiyrwy dostowali my jednum baźke palmowum do zjedzy, żeby garło i gowa nie błelały.

Na Błeże Ciało po procesji ludzie obumywali świyncune brzozewe gałuązki. Duma zaś zatykali te gałuąski za świyntymi łobrozkami, czasym wiyszali na górze (na strychu), abo wew sumsieku coby pierun nie rumnuł, abo nie buło inszygu nieszczyńścio.

Moja kszasno (chrzestna matka) brzozewe gałuąski zatykała wew łogrutku, coby nie buło roboszków. Harbata zes liści brzłezy jest dobro jak się nyrki abłe pyęchyrz przeziymbi.

Na zakuńczynie oktawy Bożygo Ciała świńci się wianki upleciune ze ziela: chyćka (czarny bez), kwitnunco lipa, modroki, z macierzanki, grzmotu, Jana oczy, Pana Jezusa loski. Wianków robiuło się obłe 3, abłe 5 i musiały być pszynejmi na 3 mszach, a coby tłe nabrały wiynkszy młecy to się wew Błeże Ciało wiyszało wew kuściele na brzóskach, a zabiyrało na zakuńczynie oktawy. Płete zaś te wianki wiyszało się wew studole zanim sie przywiezło pjyrsze zbłeże, coby świyncune wianki chruniuły pszed nieszczyńściym.

Na Matke Boskum Zielnum to się świyńci w kuściele bukiyt i się bierze: czarcie żebro, toja, bielica, kwicie łod kwaśnych listków, piołyn, marchew – korzyniym do góry, marune, krwawnik, makówke, lyn, wrotycz, kłesy żyta, łowsa, pszynicy, prosa i inne tyż.

Nu hale, jak się bukiyt pszyniesło do dumu to się wew papiyrowum tytke wetkało, abłe wew papiyr obinuło i na górze zawiyszało coby chruniuł cołki dum od powodzi i pierunów.
Bukiyty suszuło sie i czasym jak dzieci miały kaszel to się bukiyt kruszuło i matka robiuła harbate, potym stowiała gornyszek z harbatum na stłole, gowe nakrywała ryncznikiym i kozała to wdychać, a pote wypić. Pszut downi to tak się robiuło.

A o srokach to żeście słyjszeli? Jak sroka siednie na dumie i zaskrzeczy to któsik zes tegu dumu niedugo pomrze. Nu a jak jest pogrzyb i zes dumu wyprowodzajum trumne, to umartygo niesum nogami do przodka i wew drzwiach humpium gu trzy razy, coby sie pożegnoł z dumym i tutej już nie wrocoł. Zaś te stołyszki abłe kszesołka na których stojała trumna to pryntko przewrocali, coby któś drugi nie umar. Na św. Jana (21.06) wtykało się we wrota witki łolszynowe, co by cołkie złe abłe jakie czorty ni miały dostympu do łobejścio. Łejery , tu jusz taki jedyn buł, co to się ło wszystkłe wypytywoł. Un się nazywoł Sobierajski czy tak jakosik. Nu ale jak wos to ciekawi to wum zaś inkszum razum cłesik łopowiym.

Opracowała : Eugenia Świetlińska,
Wolsztyn, 31 maja 2004 r

Szałwia biała

Biała szałwia ceremonialna (łać. Salvia apiana) zwana również Indiańską szałwią to wyjątkowa roślina aromatyczna. Podpalona, tli się i wydziela niezwykle aromatyczny zapach. Biała szałwia posiada piękne białe liście, stąd jej nazwa. Od wieków stosowana przez indian przy wszelkich ceremoniach, m.in. w szałasie potów, przy odganianiu złych mocy. Salvia apiana nadaje pomieszczeniom mistyczny aromat duchowych poszukiwań.

Przez indian ceniona bardziej niż tytoń. Z Szałwii korzystali niemal przy każdej okazji

Biała szałwia to świetny produkt, o cudownym zapachu. Wprost ją uwielbiamy! Jest to jedno z bardzo nielicznych naturalnych kadzideł roślinnych !!!

Biała szałwia stosowana jest także do okadzania mieszkań, domów, miejsc pracy. Idealnie oczyszcza przestrzeń, uwalnia od złych mocy, złych uczuć i niekorzystnych wpływów z zewnątrz. jest również bakteriobójcza. Biała szałwia ma przepiękny i mocny mistyczny aromat.

Jedno z podstawowych ziół w uzdrawianiu – wielki strażnik zdrowia. Biała szałwia jest używana w rytuałach przyciągających dostatek. Pomaga osiągnąć długowieczność. Indiańska szałwia noszona w purpurowym woreczku pomaga zyskać mądrość.

Dostępna jest w różnorodnych wagach i rozmiarach.

Całe liście Białej Szałwii w opakowaniach po 25g, 50g, 100g, 500g i 1kg

Pęk mały (jest to rulon liści białej szałwii, zwinięty, by lepiej móc korzystać z jej mocy.)

Biała szałwia pochodzi z Nowego Meksyku, jest uprawiana na ekologicznie czystych terenach. Jej łacińska nazwa oznacza “wyleczyć”.
Okadzanie mieszkań, domów, miejsc pracy idealnie oczyszcza przestrzeń, uwalnia od złych mocy, złych uczuć i niekorzystnychwpływów z zewnątrz. jest również bakteriobójcza. Biała szałwia ma przepiękny i mocny mistyczny aromat.

Biała szałwia -święte ziele Indian Nawajo – oczyszcza pomieszczenia i ludzi z negatywnej energii, chroni przed wampirami energetycznymi (odcina także istniejące połączenia), oddala rzucone przez kogoś czary i uroki, oddala byty astralne, zabezpiecza ludzi i pomieszczenia podczas rytuałów magicznych; pobudza mądrość; pomaga w uzdrawianiu ciała, umysłu i duszy.

Szałwia lekarska (Salvia officinalis)
ang. (common, garden) sage, niem. Echter Salbei, Edelsalbei, Salbei.
Historia: Pochodzi z Europy Południowej i Azji Mniejszej, choć występuje też na kontynencie amerykańskim (tam szczególnie w Am. Południowej Salvia divinorum – szałwia halucynogenna) W średniowieczu rozpowszechnili ją zakonnicy. Jej nazwa pochodzi z łacińskiego “salvere” – “ratować” i wiele mówi o jej ówczesnym zastosowaniu – było to zioło “na wszystko” dziś jej użycie jest dużo węższe.
Morfologia: Należy do rodziny jasnotowatych (Lamiaceae). Jest to krzewinka o pokroju krzaczastym, dorastająca do 60 cm, wieloletnia roślina. Można spotkać kilka jej odmian: purpurową, zwykłą i różnobarwną.
Uprawa: Mówi się, że wygląd uprawianej przez nas szałwi odzwierciedla nasze szczęście osobiste.
Jest to rośliną ciepłolubna, lubi stanowiska słoneczne i suche. Uprawia się ją w przepuszczalnej gliniastej ziemi. Nie nawozi się jej. Może zimować w gruncie ale wymaga ochrony – części nadziemne zazwyczaj przemarzają – należy chronić bryłę korzeniową. Rozmnaża się łatwo przez sadzonki. Należy ją często uszczkiwać – ładnie wtedy rośnie.
Do suszenia: łodygi co najmniej dwuletnich roślin, schną trochę dłużej niż inne zioła. (bo sa pokryte włoskami).


Choroby: Problemem mogą być jak zwykle mszyce – traktujemy je mydłem.
Właściwości lecznicze: Poprawia trawienie – w postaci naparu: 25g liści na 0,5 l wrzącej wody, pity ostudzony – na wzdęcia i bóle brzucha. Stosowana też jako płukanka na chore dziąsła i gardło: liście zaparzamy w szklance gorącego słodowego octu i szklance wody. Używana też jako środek przeciw nadmiernemu poceniu się.
Właściwości magiczne:
Energia męska, planeta Jowisz, żywioł Powietrze.
Jedno z podstawowych ziół w uzdrawianiu – wielki strażnik zdrowia. Także bardzo silnie oczyszcza przestrzeń (choć silniejsze działanie ma szałwia biała, u nas dość trudno dostępna). Używana w rytuałach przyciągających dostatek. Pomaga osiągnąć długowieczność. Noszona w purpurowym woreczku pomaga zyskać mądrość. Powiązana z Mabon i Samhain.

Księga Welesa – fragment po polsku i duże tłumaczenie czeskie


Ponieważ podobno linki do tłumaczenia na język polski fragmentów Księgi Welesa z deszczułek zniknęły zamieszczamy tutaj posiadane tłumaczenie , które było i pewnie dalej jest na stronie www.slawinja.republika.pl

Welesowica

Do tego dokładamy tłumaczenie na czeski – Czesi potrafią my jakoś nie bardzo. Może jakiś poganin rusycysta by się tym zajął jako hobby po godzinach? Byłby to znaczący wkład w ogóle w kulturę polskojęzyczną, a szczególnie w literaturę i język – w odsłonięcie korzeni słów. To w końcu oryginalna Księga Welesa.

Nie mylmy tego przypadkiem z Księgą Welesową Asova. Ale swoją drogą także obie książki Asowa (Księgę Welesową i Księgę Koliady) warto by było przetłumaczyć i wydać po polsku

CB

Kniga Welesowa – fotografia oryginalnej deszczułki

Polskie fragmenty

Deseczka 1 (II 1)

Dlaczegoż nie pamiętamy dawnych chwalebnych czasów, zmierzając niewiadomo dokąd. Spoglądamy wstecz i mówimy, że wstydzimy się poznawać obie strony Nawii-Prawii-Jawii i wszystkiego wokół doświadczać i rozumieć.

Oto Darzbog stworzył nam to i tamto – wszystko co istnieje. Światło gwiazd lśni dla nas, i w tej otchłani Darzbog zawiesił ziemię, aby była tak utrzymywana, Oto dusze przodków które świecą nam gwiazdami z Iru.

Ale oto Grecy napadli na Ruś i niegodziwość szerzą w imieniu swych Bogów. A my – mężowie, nie wiemy dokąd biec i co robić. Wszak co zostało przewidziane Darzbogiem w Prawii – jest nam nie widoczne. A w ślad za nią – jak ta oto wojna – Jawia się porusza, i ta tworzy nasze życie. Kiedy odejdziemy – to śmierć. Jawia jest ruchem, tym co stworzone przez Prawię. Nawia – jest przed nią , i po niej – Nawia. A przecież w Prawii istnieje Jawia.

Otrzymaliśmy mądrość o starożytności i dusze pogrążyliśmy w nią. Oto ona, wiedza nasza, jakbyś nie uważał – i tak już coś innego następuje. Oto wszystko wokół nas tworzy siłę Bogów. Widzimy to w sobie, otrzymaliśmy to jako dar Bogów, i na Ich potrzeby. Zatem robić to znaczy podążać za Prawią.

Oto dusze naszych bohaterów spoglądają na nas z Iru. I Żalia płacze tam nad nami i mówi, że lekceważymy Prawię-Nawię-Jawię. Lekceważymy ją i jesteśmy głusi na prawdę. Nie jesteśmy godni być darzbożymi wnukami. Jako że jedynie modląc się do bogów i dusze nasze czyste mając, i ciała, możemy życie otrzymać z praojcami w Bogach, zlewając się w prawdę jedyną! Jakeśmy wnuki Darzboga.

Spójrz, ruski rozumie, jakże wielki jest Rozum Boski! Głoście więc jego chwałę , i temu się poświęcajcie i z Bogami obrócicie się w jedność… Ulotne jest nasze życie i musimy , tak jak nasze kone, pracować, mieszkając z cielętami, owcami i bydłem naszym na ziemiach swoich, od wrogów ratując się, podążać na północ…

Kniga Welesowa – fotografia oryginalnej deszczułki

Deseczka 2а (II 2а)

Nie ten jest mężem prawym, kto się obmywa i o którym mówią ze jest bogobojny, ale ten u którego w pełni pokrywają się słowa z czynami. Dlatego już w starożytności było powiedziane, abyśmy jak dziadowie nasi dobro tworzyli. I my będziemy orać pola nasze i sławni będziemy.

Takoż i w czasach Zielonosława , Boruś i Ruś porąbana była wrożym ramieniem i szerzyło się zło i niegodziwość. Kniaź nasz był w niemocy. i posłał synów swoich na bitwę, a oni zostali przez wrogów pokonani. Wiecu nie posłuchali i co było postanowione nie przestrzegali. I dlatego zostali pobici i w niewolę pojmani.

Czyż nie takoż dzisiaj powiadamy? Kniaziami są naszymi i nie powinni chodzić na południe aby ziemie zdobywać dla nas… i dzieci naszych. A tam Grecy na nas napadli, jak tylko Boruś od nas się oddzieliła. I była siecz wielka i wiele miesięcy.

Sto razy Ruś się odradzała i sto razy była rozbita od północy do południa. I tak jak praojcowie nasi trzodę prowadzali i byli przez Oriego – ojca do ziemi ruskiej przywiedzieni. I na cierpienia liczne nie zwracali uwagi i rany i zimno. Tak oto dotarli do tego miejsca i osiedli onegdaj na ziemi ruskiej.

I dwakroć ćma czasu minęła, a po tych dwuch ćmach przyszli Waregowie… I ziemię Chazarów, u których byliśmy w poddaństwie, zabrali w swoje ręce.

A jeszcze był naród Ilmerów liczący od stu do dwustu rodów. Naród nasz osiedlił się pośród Ilmerów, jako że przybył do ziemi ruskiej później. A przecież oni braćmi są naszymi i do nas… podobni. Jakże odróżnić jeszcze, przecież nas od zła chronili.

I u nich wiec był nieraz, i to co powiedziane było … na wiecu, to po prawdzie było. A czego na wiecu nie przyjęto, tego być nie miało prawa… Od zgromadzenia do zgromadzenia razem kniaziów wybieraliśmy i tak oto żyliśmy i pomoc im okazując i tak było. My trawy znaliśmy i wiedzieliśmy jak dzbany w ogniskach wypalać, jakoż i oni dobrymi garncarzami byli, jak bydło prowadzać i ziemię orać – wszystko rozumieli… Takoż i nasi ojcowie. I napadł na nas zły ród. I dlatego …

Deseczka 2b (II 2b)

…musieliśmy ukryć się w lasach i żyć tam jako myśliwi i rybacy, aby
uniknąć niebezpieczeństwa. Tak przeżyliśmy ćmę jedną i zaczęliśmy
miasta stawiać i wszędzie wokół paleniska zakładać. A po ćmie drugiej
nastąpił chłód wielki, ruszyliśmy więc na południe gdyż miejsca tam są
zbożorodne. A tam rzymianie nasze bydło brali po cenie, która była
umówiona i słowa dotrzymywali. I powędrowaliśmy na południowy …
zielone trawy i mieliśmy mnóstwo bydła…

Deseczka 3а (II 3а)

Modlimy się do Welesa, Ojca naszego, aby puścił na niebo Konnicę Suriego i aby Suria wkroczył na niebo aby obracać wieczne złote koła. Przecież to słońce nasze, które oświetla nasze domostwa i przed którego obliczem bledną oblicza palenisk domowych. Ogieńkowi temu, Semurgle Bogowi mówimy aby się pojawił i pokazał na niebie i oddał się pracy swej, aż światło stanie się błękitem… Nazywamy go jego imieniem “Ognieboże” i idziemy pracować. I jak co dzień odmówiwszy modlitwę i nasyciwszy ciało posiłkiem idziemy w pole aby podjąć trud nasz. Tak jak nakazali bogowie każdemu mężowi aby pracował na chleb swój.

Jesteśmy wnukami Darzbożymi, ulubieńcami bożymi i boże rodło w prawicy dzierżąc, opiewamy sławę Cudownego i do wieczora pięciokroć Bogów wysławiamy codziennie. Suricę pijemy na znak wdzięczności i obcowania z bogami, którzy w Swarogu istota, takoż piją za nasze szczęście.

Kiedy opiewamy sławę Cudownego, złoty koń Suriego galopuje po niebie. A kiedy wracamy do domu, utrudzeni, rozpalamy ogień i posilamy się jedzeniem. I mówimy Jakaż jest miłość boska do nas i odchodzimy w sen, jako że dzień przeszedł i ciemność nastała.

I jeszcze oddajemy dziesiątą część naszym Ojcom i setną władzy. I tak pozostajemy mili bogom, o ile Bogów sławimy i modlimy się do nich z ciałem obmytym wodą czystą .

rekonstrukcja

Uwagi:
Tekst oryginalny lekko się rymuje, ale nie każda linijka.
Słowo “oto” zostało użyte, zamiast specjalnej litery (czytanej : sie bo), służącej do inwokacji i rozpoczynającej większość linijek w oryginale.
v Istnieją dwa tłumaczenia rosyjskie bezpośrednio z oryginału: S.Lesnogo i N.Słatina. Różnią się one gdyż niektóre znaki są słabo czytelne, wiele słów jest zapisanych pojedyńczym znakiem i to w jakiej formie jest on użyty trzeba wywnioskować z kontekstu, a tu są największe różnice. Ja posługiwałem się obyma tekstami starając się uśrednić.

Кайсаров А., Глинка Г., Рыбаков Б. Мифы древних славян. Веселова книга

ОГЛАВЛЕНИЕ

Солнечные боги славян 3
С любовью к Отечеству 19
А. Кайсаров. Славянская и российская мифология 23
«Глинка из Глинок» 87
Г. Глинка. Древняя религия славян 89
Историк языческой Руси 143
Б. Рыбаков. Рождение богинь и богов 247
Обретение «Велесовой Книги» Велесова Книга 252
Л. Рыжков. Были и небылицы о Древней Руси 308
Библиография 316


 ♦

 Czeskie tłumaczenie Księgi Welesa

Velesova kniga

SLAVA TRIGLAVU!
11a-II /1/
“I vot nachnite, vo-pervyh, – glavu pred Triglavom sklonite!” – tak my
nachinali, velikuyu slavu Emu vospevali, Svaroga – Deda bogov
voshvalyali, chto ozhidaet nas. Svarog – starshij bog Roda bozh’ego /2/ i
Rodu vsemu – vechno b’yushchij rodnik, chto letom protek ot krony,
zimoyu ne zamerzal, zhivil toj vodoyu p’yushchih! ZHivilis’ i my, srok
poka ne istek, poka ne otpravilis’ sami k Nemu ko rajskim blazhennym
lugam! I Gromoverzhcu – bogu Perunu, Bogu bitv i bor’by govorili: “Ty,
ozhivlyayushchij yavlennoe, ne prekrashchaj kolesa vrashchat’! Ty, kto
vel nas stezeyu pravoj k bitve i trizne velikoj!” O te, chto pali v boyu, te,
kotorye shli, vechno zhivite vy v vojske Perunovom! I Sventovitu my slavu
rekli, on ved’ vosstal bogom Pravi i YAvi! Pesni poem my Emu, ved’
Sventovit – eto Svet. Videli my cherez Nego Belyj Svet. Vy posmotrite -
YAv’ sushchestvuet! Nas On ot Navi uberegaet – My voshvalyaem Ego!
Plyashushchego my vospevali, k nashemu Bogu vzyvali my, ibo tot Bog -
Zemlyu nashu nosil, zvezdy derzhal, Svet ukreplyal. Slavu tvorite vo
vsem Sventovitu: “Slavu Bogu nashemu!” Skorbite zhe serdcem nashim -
etim vy smeli otrech’sya ot zlogo deyaniya nashego, i tak pritekli k
dobru. Pust’ obnimayutsya deti! I govorite: “Vse sotvorennoe ne mozhet
vojti v rastorgnutyj um!” CHuvstvujte eto, ibo lish’ eto umeete, ibo tajna
ta velika est’: kak Svarog i Perun – est’ v to zhe vremya i Sventovit. |ti
dvoe ohvatyvayut nebo, srazhayutsya tut CHernobog s Bedobogom i
Svargu podderzhivayut, chtob ne byl poverzhen tot bog Sventovit. Za
temi dvumya – Veles, Hors i Stribog. Zatem – Vyshen’, Lelya, Letenica.

11b-II
Zatem Radogoshch, Kryshen’ i Kolyada, za nimi – Udrzec, Sivyj YAr i
Dazh’bog. A vot Beloyar, Lado, takzhe Kupala, i Sinich, i ZHitnich, i
Venich, i Zernich, Ovsenich, i Prosich, i Studich, i Ledich, i Lyutich. /3/ Za
nimi vsled Ptichich, Zverinich, i Milich, i Dozhdich, i Plodich, i YAgodinich, i
Pchelich, Irestich, i Klenich, Ozernich, i Vetrich” Solomich, i Gribich, i
Lovich, Besedich, i Snezhich, i Stranich, i Svendich” i Radich, Svietich,
Korovich, i Krasich, i Travich, i Steblich. Za nimi sut’ – Rodich, Maslenich, i
ZHivich, i Vedich, i Listvich, i Cvetich, I Vodich, i Zvezdich, i Gromich, i
Semich, i Lipich, i Rybich, Berezich, Zelenich, i Gorich, i Stradich, i Spasich,
Listvevrich, i Myslich, i Gostich, i Ratich, i Strinich’, i CHurich – Rodich, i tut
Semargl-Ognebog – on chistyj i yarostnyj, bystro rozhdennyj. To sut’ -
Triglavy vseobshchie. Syuda ty pridesh’, i tut zhe sluzhitel’ vorota otkroet,
i pustit syuda – v prekrasnyj sej Irij. Techet Ra-reka tam, ta, chto
razdelyaet nebesnuyu Svargu i YAv’. I CHislobog nashi dni zdes’ schitaet.
On govorit svoi chisla bogam, byt’ dnyu Svarozh’emu, byt’ li nochi. I dni
otsekaet, poskol’ku on – yavskij” on sam v bozh’em dne. V nochi zh
nikogo net, lish’ bog Did-Dub-Snop nash. Slav’sya, Perun – bog
Ognekudryj! On posylaet strely v vragov, vernyh vedet po steze. On zhe
voinam chest’ i sud, praveden On – zlatorun, miloserd!

7e -II
Kak umresh’, ko Svarozh’im lugam otojdesh’, i slovo Perunicy tam
obretesh’: “To ne kto inoj – russkij voin, vovse on ne varyag, ne grek, on
slavyanskogo slavnogo roda, on prishel syuda, vospevaya Mater’ vashu,
Sva Mater’ nashu, – na tvoi luga, o velikij Svarog!” I Svarog nebesnyj
promolvit: “Ty stupaj-ka, syn moj, do krasy toj vechnoj! Tam uvidish’ ty
deda i babu. O, kak budet im radostno, veselo vdrug uvidet’ tebya! Do
sego dnya lili slezy oni, a teper’ oni mogut vozradovat’sya o tvoej vechnoj
zhizni do konca vekov! Toj krase ty eshche ne vnimal, ibo voi YAsuni ne
znali (?). Vy zhe vse ne takie, kak greki, vy imeli slavu inuyu i doshli do
nashego Iriya, zdes’ cvety uvideli chudnye, i derev’ya, a takzhe luga. Vy
dolzhny tut svivat’ snopy, na polyah sih trudit’sya v zhatvu, i yachmen’
polot’, i psheno sobirat’ v zakroma Svaroga nebesnogo. Ibo to bogatstvo
inoe! Na zemle vy byli vo prahe i v boleznyah vse, i v stradaniyah, nyne
zh budut mirnye dni”. My stoyali na meste svoem i s vragami bilis’
surovo, i kogda my pali so slavoyu, to poshli syuda, kak i te. I vot Mater’
Sva b’et krylami po bokam svoim s dvuh storon, kak v ogne vsya siyaya
svetom, I vse per’ya Ee – inye: krasnye, sinie, ryzhe-burye, zheltye i
serebryanye, zolotye i belye. I tak zhe siyaet, kak Solnce-car’, i idet Ona
bliz yasuni, i tak zhe siyaet sed’moj krasoj, zaveshchannoj ot bogov. I
Perun, uvidev Ee, vozgremit gromami v tom nebe yasnom. I vot eto -
nashe schast’e, i my dolzhny prilozhit’ vse sily, chtob videt’, kak
otsekayut zhizn’ staruyu nashu ot novoj, tak tochno, kak rassekayut
drova v domah ognishchanskih. I Mater’ Slava krylami b’et. Idem my pod
nashi styagi, i eto – styagi yasuni!

Oryginalny napis słowiański z Retry umieszczony jako imię boga na jego posągu – zapisany przez arabskiego kupca i podróżnika Ibn al-Nadima – niestety stylizowany na pismo arabskie i do dzisiaj nieodczytany

ISHOD IZ SEMIRECHXYA

8/2-III
Vot priletela k nam ptica, i sela na derevo, i stala pet’, i vsyakoe pero ee
inoe, i siyaet cvetami raznymi. I stalo v nochi, kak dnem, i poet ona
pesni o bitvah i mezhdousobicah. Vspomnim o tom, kak srazhalis’ s
vragami otcy nashi, kotorye nyne s neba sinego smotryat na nas i
horosho ulybayutsya nam. I tak my ne odni, a s otcami nashimi. I myslili
my o pomoshchi Perunovoj, i vide- li, kak skachet po nebu vsadnik na
belom kone. I podnimaet On mech do nebes, i rassekaet oblaka i grom
gremit, i techet voda zhivaya na nas. I my p’em ee, ibo vse to, chto ot
Svaroga, – to k nam zhizn’yu techet. I eto my budem pit’, ibo eto -
istochnik zhizni bozh’ej na zemle. I tut korova Zemun poshla v polya
sinie i nachala est’ travu tu i davat’ moloko. I poteklo to moloko po
hlyabyam nebesnym, i zvezdami zasvetilos’ nad nami v nochi. I my
vidim, kak-to moloko siyaet nam, i eto put’ pravyj, i po inomu my idti ne
dolzhny. I bylo tak – potomok, chuvstvuya slavu svoyu, derzhal v serdce
svoem Rus’, kotoraya est’ i prebudet zemlej nashej. I ee my oboro- nyali
ot vragov, i umirali za nee, kak den’ umiraet bez Solnca i kak Solnce
gasnet. I togda stanovilos’ temno, i prihodil vecher, i vecher umiral, i
nastupala noch’. A v nochi Veles shel v Svarge po moloku nebesnomu, i
shel v chertogi svoi, i k zare privodil nas do vrat (Iriya). I tam my
ozhidali, chtoby nachinat’ pet’ pesni i sla- vit’ Velesa ot veka do veka, i
hram Ego, kotoryj blestit ognyami mnogimi, i stoyali my (pred Bogom),
kak agncy chistye. Veles uchil praotcov nashih zemlyu pahat’, i zlaki
seyat’, i zhat’ solomu na polyah stradnyh, i stavit’ snop v zhilishche, i
chtit’ Ego kak Otca bozh’ego. Otcam nashim i materyam – slava! Tak kak
oni uchili nas chtit’ bo- gov nashih i vodili za ruku stezej pravoj. Tak my
shli, i ne byli nahlebnikami, a byli russkimi slavyanami, kotorye bogam
slavu poyut i potomu – sut’ slavyane.

9a-I
V te vremena byl Bogumir – muzh Slavy, i imel on troih docherej i dvuh
synovej. Oni priveli skot v stepi i tam zhili sredi trav, kak i vo vremena
otcov. I byli oni poslushny bogam, i imeli razum, vse shvatyvayushchij. I
tam mat’ ih, kotoruyu zvali Slavunya, im prigotavlivala vse neobhodimoe.
I skazala ona Bogumiru na sed’moj den’: “My dolzhny vydat’ svoih
docherej zamuzh, chtoby uvidet’ vnukov”. Tak skazala ona, i zapryag
Bogumir povozku i poehal, kuda glaza glyadyat. I doehal do duba,
stoyashchego v pole, i ostalsya nochevat’ u kostra. I uvidel on v
vechernih sumerkah, chto k nemu podŽezzhayut tri muzha na konyah. I
skazali oni: – Zdrav bud’! CHto ishchesh’ ty? I povedal im Bogumir o
pechali svoej. A oni emu otvetili, chto sami – v pohode, daby najti sebe
zhen. I vernulsya Bogumir v stepi svoi i privel treh muzhej docheryam.
Otsyuda nachalo trem rodam. I soedinilis’ oni, i slavny byli. Otsyu- da
idut drevlyane, krivichi i polyane, ibo pervaya doch’ Bogumira ime- la
imya – Dreva, a drugaya – Skreva, a tret’ya – Poleva. Synov’ya zhe
Bogumira imeli imena – Seva, i mladshij – Rus. Ot nih idut severyane i
rusy. /4/ Tri zhe muzha byli, vse tri – Utrennik, Poludennik i Vechernik.
Sozdalis’ rody te v Semirech’e /5/, gde my obitali za morem v krae
zelenom, kogda byli skotovodami. I bylo eto v drevnosti do ishoda
nashego k Karpatskoj gore. I bylo eto za tysyachu trista let do
Germanareha. I v te vremena byla bor’ba velikaya za berega morya
Gotskogo, i tam praotcy nashi vozvodili kurgany iz belyh kamnej, pod
koimi pogrebli my boyar i vozhdej svoih, pavshih v seche.

9b-I
My prishli iz kraya zelenogo k Gotskomu moryu, i tut rastoptali gotov,
kotorye byli pretknoveniem na nashem puti. I tak my bilis’ za eti zemli i
za zhizn’ nashu. A do etogo byli otcy nashi na bere- gah morya u Ra-reki
(Volgi). I s velikimi trudnostyami dlya nas my perepravili svoih lyudej, i
skot na sej bereg, i poshli k Donu, i tam gotov uvideli na yuge i Gotskoe
more. I uvideli my protiv sebya vooruzhennyh gotov i tak byli
prinuzhdeny bit’sya za zhizn’ i prozhi- vanie svoe, kogda gunny shli po
stopam otcov nashih i, napadaya na nih, lyudej bili i zabirali skot. I tak
rod slaven ushel v zemli, gde solnce spit v nochi, i gde mnogo travy i
tuchnyh lugov, i gde reki ot ryb polny, i gde nikto ne umiraet. Goty zhe
byli togda v krae zelenom i nemnogo operedili otcov na- shih, idushchih
ot Ra-reki, Ra-reka – velikaya, ona otdelyaet nas ot inyh lyudej i techet v
more Fasiste (Kaspijskoe). Tut muzh roda Beloyaru pereshel na tu
storonu Ra-reki i upredil tam sin’skih kup- cov, idushchih k fryazhencam,
poskol’ku gunny na ostrove svoem podzhi- dali gostej-kupcov i obirali ih.
I bylo eto za polstoletiya do Aldoreha. A eshche ran’she, v drevnos- ti,
rod Beloyarov byl sil’nym. I ot gunnov torgovcy pryatalis’ za muzhami
Beloyarovymi i govorili, chto dayut serebro i dva konya zolo- ta, chtoby
projti i izbezhat’ ugrozy gunnskoj, i tak projti mimo gotov, takzhe surovyh
v bitve, i dojti do Dnepra. I koni u nih beschislenny, i dvazhdy berut oni
dan’. Iz-za togo kupcy, stekav- shiesya k nam, vernulis’ v Kitaj i ne
prihodili uzh nikogda bolee.

5a-I
Vot zhertva nasha – eto med Sur’ya o devyati silishch, lyud’mi na Solnce-
Sur’e ostavlennyj na tri dnya, zatem skvoz’ sherst’ proce- zhennyj. I eto -
est’ i budet nashej zhertvoj bogam istinnoj, kakuyu sut’ nashi praotcy
(davali). Ibo my: proishodim ot Dazh’boga, i stali slavny, slavya bogov
nashih, i nikogda ne prosili i ne molili ih o blage svoem. I vot bogi
govoryat nam: “Hodite po Rusi i ni- kogda k vragam!” Mater’ Sva /6/
slavu poet nam, chtoby my vospevali pohody na vragov, i my verili ej, tak
kak eta slava (ishodit) ot pticy vysh- nej, po nebu Rossii letyashchej ot
nas. I vot knyazya nashego izbrali, chtoby on zabotilsya o nas. Tak kak
perejdet vrag na granicu nashu, esli on ee ne budet oberegat’, sozyvaya
rat’. A kakie my sami – to Snop znaet, tak kak my molili, slavu voz-
nosya, no nikogda ne prosili Ego, i nikogda ne trebovali s Nego to, chto
neobhodimo nam dlya zhizni. I vot smotrite na otca nashego Oreya, po
oblakam hodyashchego, voshi- shchayushchegosya siloyu kovan’ya
Perunova. I videl tam Orej, kak Perun ko- val mechi na vragov. I On
govoril emu vo vremya kovaniya: “Vot my imeem strely i mechi na voinov
teh. I ne smejte ih boyat’sya, tak kak povergnut oni ochi dolu, i (chislo)
voinov u nih budet umen’sheno do kolichestva pal’cev na rukah, tak kak
k zemle oni sognutsya, i stanut zveryami, kak porosyata, izmazannye
gryaz’yu, i smrad svoj ponesut po sledam svoim. I budut govorit’ o nih,
chto oni – smradnye porosyata i svin’i!” Tak govorya, Perun’ko koval
mechi. I Orej ob etom govoril, i to Orej povedal otcam nashim. I takova
byla nasha bor’ba za zhizn’ i boi vityazej mnogo vekov nazad. A nyne
poverili, budto vse bylo ne tak. Za-II My molili Velesa, Otca nashego,
chtoby On pustil v nebo konej Sur’i, chtoby Sur’ya vzoshla nad nami
vrashchat’ vechnye zolotye kolesa. Ibo ona i est’ nashe Solnce,
osveshchayushchee doma nashi, i pred nim ble- den lik ochagov v nashih
domah. I semu bogu Ogniku Semarglu govorim my: “Pokazhis’ i vosstan’
na nebesah i sveti azh do mercayushchego rassveta!” My nazyvaem ego
po imeni Ognebozhe i idem trudit’sya. I tak vsyakij den’, sotvorivshi
molitvu i udovletvorivshi telo edoj, idem v polya nashi trudit’sya, kak bogi
velyat vsyakomu muzhu, kotoromu prednaznacheno rabotat’ radi hleba
svoego. Dazh’bogovy vnuki – lyu- bimcy bozheskie, i, bozhij plug v
desnice derzha, vospevaem my slavu Sur’e, i dumaem ob etom do
vechera. I pyat’ raz v den’ proslavlyaem my bogov, i vypivaem suricu v
znak blagosti i obshchnosti s bogami, kotorye vo Svarge takzhe p’yut za
nashe schast’e. Kak vospoem slavu Sur’e, tak zolotoj kon’ Sur’i vskochit
na ne- besa. A kogda my prihodim domoj, potrudivshis’, tam ogon’
zazhigaem i idem uzhinat’. Govorim, chto est’ lyubov’ bozheskaya k
nam, i zatem my othodim ko snu, ibo den’ proshel, i nastala t’ma. Tak
otdavali my desyatuyu chast’ otcam nashim i sotuyu – vlastyam. I tak my
preby- vaem slavnymi, ibo slavim bogov nashih i molimsya s telami,
omytymi chistoj vodoj.

Jedno z wydań Księgi Welesa

10-II
Bogumiru zhe bogi davali zemnye blaga, i ih my ne imeli. I bylo u nas po-
inomu. Starshego v rode my izbirali v knyaz’ya, kotoryj v staroe vremya
stanovilsya nashim vozhdem, nanyatym v tot raz vsemi. Te zhe knyaz’ya
byli dolgoe vremya, poka greki ne prishli, i ne nastal etomu konec, i
(nyne) my dolzhny obespechivat’ iz (knyazh’ego) roda potomkov, chtoby
oni pravili nami. A posle Bogumira byl Orej s synami. A kogda gunny
zateyali veli- kuyu vojnu za obrazovanie svoej velikoj zemli, my ushli von
ottuda na Rus’. Nyne prishli inye vremena, i my dolzhny brat’sya za guzhi
i tyanut’ vpered. I ne budet o nas skazano, chto my ostavili nashi zemli i
vzyali inye, no skazhut o nas, chto my sil’no bilis’ za sebya. Borusichi ne
ostavili grekam zemli svoi i bilis’ za nih. V te vremena Ra-reka (Volga)
byla granicej s inymi zemlyami, i togda vozzhazhdali vragi nashi idti na
nas, i dolzhny my byli borot’sya za vnuchat nashih, chtoby uderzhat’ stepi
nashi i ne otdat’ zemlyu inym. Tak zhe i my dolzhny byli delat’, chtoby ne
szhigat’ duby i polya svoi, a seyat’ na nih i zhat’ zhnivu v polyah, ibo
imeli my stepi travnye i dolzhny byli vodit’ skot, oberegaya ego ot
vragov.

26-III
I byl v te vremena osevshij ognishchanin. I byl on blag, i bogi da- li emu
mnogo ovec i skota, pasushchegosya v stepyah. I bylo (v stepyah)
mnogo travy, i bogi davali ego skotu priplod i umnozhali ego. I vot
predstal pred ego ochami strannik i skazal emu, chtoby ego syny poshli v
zemlyu inuyu v kraj chudesnyj – tuda, gde zahodit Solnce, tuda, gde ono
spit na zolotom odre. I kogda priskachet tu- da vsadnik, on skazhet
Solncu: “Idi, Solnce, v svoi sinie luga. Ty dolzhno podnyat’sya v kolesni-
cu svoyu i vzojti s Zarej na Vostoke I, tak skazav, skachet on v inye
kraya. I vecher priskakivaet vsled za nim. I etot vsadnik go-
vorit: “Solnce zashlo za gory svoi i pokinulo svoyu zolotuyu koles- nicu. I
ee vorozhei zhelayut utait’”. I tut priblizhaetsya vsadnik, skachushchij v
inye kraya. I tak Zarya idet, i neset iskry svoi, i odezhdy Dazh’bogovy
tryaset, i iskry razletayutsya do kraya nebesnogo. Tak on skazal. I togda
dvoe synovej poshli tuda, kuda zahodit solnce, i videli oni tam mnogo
chudes i zlachnye travy. I vozvrati- lis’ k otcu i skazali emu, kak
prekrasen tot kraj. I mnogie plemena, i rody izŽyavili zhelanie sledovat’
po trope toj, i prishli oni vse k tomu osevshemu (ognishchaninu). I tut
prikazal otec Orej synov’yam svoim byt’ vperedi vseh ro- dov. I ne
zahoteli oni delit’sya na etih i teh. I togda knyaz’ edi- nyj povel svoih
lyudej na polden’ – otec Orej povel ih v kraj morskoj. I byla tam sush’
velikaya i pustynya. I poshli oni v gory, i tam poselilis’ na polveka, i
sobrali bol’shuyu konnicu, prezhde chem idti v kraya chuzhie. I v teh
krayah voiny vstali na ih trope, i oni prinudil? ih sra- zhat’sya i byli
razbity. I togda oni poili dal’she, i uvideli teplye zemli, i prenebregli imi,
tak kak mnogie chuzhie plemena tam side- li. I shli oni dal’she. I tak
bogi veli ih kak svoih lyudej. I dobralis’ oni do gory ve- likoj. I, povoevav
tam s vragami, dvinulis’ dalee. I s teh por my dolzhny byli pomnit’ ob
etom i tyanulis’ za svoimi, i tak zhe, kak otcy nashi, ochishchalis’
mol’boj, omyvayas’, i, umyvayas’, mol’by tvo- rili o chistote dushi svoej i
tela, poskol’ku eto umyvanie ustano- vil dlya nas Svarog, i Kupalec
ukazyval nam na eto. I my ne smeli etim prenebregat’, k myli svoi tela, i
umyvali duh svoj v chistoj vode zhivoj. I shli my trudit’sya, i vsyakij den’
mol’by tvorili, i sur’yu pili, kotoruyu prezhde brali. I ee pili pyat’ raz v den’
i hvalili bogov nashih radostno, potomu chto sur’ya – moloko nashe i
propitanie nashe, i korm, kotoryj idet ot Korovy k nam, i tem my zhivem,
i travy zlachnye varim v moloke, i prinimaem kazhdyj svoyu chast’. I
togda prihodili my k sinej reke, stremitel’noj, kak vremya, a vremya ne
vechno dlya nas, i tam videli prashchurov svoih i materej, kotorye pashut
v Svarge, i tam stada svoi pasut, i snopy svivayut, i zhizn’ imeyut takuyu
zhe, kak nasha, tol’ko net tam ni gunnov, ni ellinov, i knyazhit tam Prav’.
I Prav’ eta istinnaya, tak kak Nav’ sovlechena nizhe YAvi. I eto dano
Sventovitom, i prebudet tak vo ve- ki vekov. I eto Zarebog shel v etot
kraj i govoril nashim prashchuram, kotorye zhili na etoj zemle i stradali
povsyudu, gde prihodilos’ byt’ i gde perezhili mnogo zla. I zdes’ oni ne
imeyut zla, oni vidyat zelenye travy. I vnimayut shelestam po vole
bozh’ej, i eto schast’e dlya teh lyudej. I tak my dolzhny budem uvidet’
stepi rajskie v nebe sinem. I eta sin’ idet ot boga Svaroga. I Veles idet
tam pravit’ stadami, i stupaet po zolotu i zhivoj vode, i nikomu tam ne
nado platit’ dan’, i net tam rabov, i zhertvu prinosyat, kotoruyu nevernye
ne znayut, – dayut dlya molen’ya vinograd, i med, i zerno. I tak
provozglashali my slavu bogam, kotorye sut’ – otcy nashi, a my – syny ih.
I budem dostojny ih chistotoj teles i dush nashih, ko- torye nikogda ne
umrut. I ne umirayut oni v chas smerti nashih tel. I padshemu v pole
Perunica davala vypit’ vodu zhivuyu. I vypivshij ee otpravlyalsya k Svarge
na belom kone. I tam Perun’ko ego vstrechal i vel v blagie svoi chertoga.
I tam on budet prebyvat’ v eto vremya, i dostanet sebe novoe telo, i tak
stanet zhit’, raduyas’ i tvorya molitvy za nas nyne, i prisno, i ot veka do
veka.

12-II
Kogda Sur’ya siyaet, my poem hvalu bogam, a takzhe, ognennomu
Perunu, kotorogo nazyvaem gubitelem-potyatichem na vragov. I pro-
vozglashaem velikuyu slavu otcam nashim i dedam, kotorye sejchas vo
Cvapge. Skazhem tak trizhdy i povedem stada svoi na raznotrav’e. A esli
nado vesti skot v inye steli, idem, druguyu hvalu bogam voz- nosya.
Slavu poem do poludnya i vozglashaem velikuyu slavu Horsu zla-
torunnomu, kolovrashchayushchemu Sur’yu. P’em ee do vechera, a
vecherom, esli kostry slozheny, – zazhigaem ih, i slavu vechernyuyu
poem Dazh’bo- gu nashemu, kotorogo nazyvaem pradedom nashim, i
idem myt’sya, chtoby byt’ chistymi, i, sovershiv omovenie, otojdem ko
snu – i tam my bu- dem obŽyaty velikim nichto.

1a-I
|to bespokojnaya sovest’ nasha prichinoj tomu, chto my svoimi slo- vami
oblichaem deyaniya. I tak govorim vo istinu blagoe o rode nashem i ne
lzhem! I tu istinu rasskazyvaem o pervom gospodine nashem – s nego
posh- li knyazi izbiraemye i smenyaemye. Kis’ka zhe tot shel, i vel
rodichej po stepyam so skotom svoim na polden’, i tuda, gde solnce
siyaet, pribyl. I, pridya k nemu, otec Orej skazal: “My oba imeli detej, i
muzhej, i zhen. A starshie imeli vojny s vragami. I tak reshali, chto- by
plemena soedinyali ovec svoih i skot i stanovilis’ plemenem edinym. I
eto zhe bogi predlagayut nam. My zhe videli doblest’ ih s teh por i vo
veki vechnye”. A kogda podschityvat’ stali (golosa), odni – rekli, chtoby
byt’ edinymi, drugie rekli – inache. I togda otec Orej otvel stada svoi i
lyudej ot nih. I uvel ih daleko i tam skazal: “Zdes’ my vozdvig- nem
grad. Otnyne zdes’ Golun’ /7/ budet, kotoraya prezhde byla go- loj
step’yu i lesom”. I Kis’ka ushel proch’. I takzhe uvel lyudej svoih v inye
mesta, chtoby ne smeshalis’ oni s lyud’mi otca Oreya. I te predki nashi,
tak sotvoriv, na zemlyah teh oseli. I tak Kis’ka otoshel so svoimi lyud’mi
i sozdal zemlyu inuyu. I tam poseli- lis’ oni, i takim obrazom otdelilis’ i
otmezhevalis’, i reshili byt’ chuzhdymi odin | drugomu. Vse oni hleb i sol’
imeli i ne pere- chili drug drugu. I byl Kis’ka tot slaven, i lyudi otca Oreya
slav- ny, tak kak v tu poru slava tekla k nim i polya znali ih mechi i
strely.

1b-I
I prishli yazi v ego kraj, i nachali zabirat’ skotinu. I togda Kisek napal na
nih. Bilsya s nimi snachala den’, potom vtoroj, i lyudi ego bilis’. I greh
prishel v te mesta, i mnogie eli ostanki, i lyudej ubivali mechami. I tak
skazal otec Orej: “Greshim my s rodichami svoimi, i potomu ot mertvyh
cherno i mertvechinu edyat, chto my sderzhivaem sebya”.(?) I stalo
merzko na serdce Orievom, i vozopil on rodicham: “Pod- derzhite Kiseka
i lyudej ego! Sedlajte vse konej!” I togda brosi- lis’ vse na yazov i bilis’ s
nimi do teh par, poka ne razbili ih. I tut nachali vedat’ istinu, chto my
imeli silu lish’, kogda byli vmeste – togda nikto ne mog odolet’ nas. To
zhe istinnoe, chto nas ne odoleli oboih, ibo my – russkie i sebe slavu
poluchili ot vra- gov, proklinayushchih nas. Oni zhe, vidya zhit’e nashe,
iskushalis’ vzyat’ brat’ev nashih, i se- rebro s nashih mechej, i
goncharnye gorshki, iz kotoryh ih syny eli by. No zhit’e nashe v stepyah
do konca nashego! Nam predrekali oni inuyu zhizn’, a sami nuzhdy v
Svete ne imeyut. I eta slova nashi – sut’ istina, a ih slova lozhny, ibo oni
lozh’ govoryat i ne vnimayut (istine).

7a-I
Kisek (obrashchalsya) k lyudyam svoim pered napadeniem, i oni vozne-
navideli vragov, i poshli na nih, i pobedili. I eto my imeli znak togo
mogushchestva, kotorogo ne mogla dat’ yav’ vragam. Sami my byli
slabymi – i tak poluchili bol’shuyu silu, a vragi ne takuyu bol’shuyu, ibo
my – russkie, a vraga – net. I tam, gde prolita krov’ nasha, – tam i
zemlya nasha. I eto vragi znayut. I tak oni stremyatsya (zahvatit’
zemlyu). No ih staraniya k smerti privedut, kak eto bylo v starinu vo
vremena otcov nashih. Govorili my eti slova naizust’, i ni odno slovo iz
teh slov ne bylo utracheno. I govorili my brat’yam nashim, chto sila
bozheskaya bu- det na vas, i vy okonchatel’no pobedite vragov vashih,
kotorye ho- tyat vashih zemel’. I togda oni usta svoi napolnyat, polakav
zhidkoj gryazi, i ne budut branit’sya. Bud’te synami svoih bogov, i sila ih
prebudet na vas do konca! Ne imeli my hleba, chtoby nasytit’ nashe
chrevo, ibo on sozhzhen og- nem. I korovy nashi stradali, tak zhe kak i
my, poka bystro my ne ohvatili yug stal’yu i ne stali sil’nee vragov
nashih.

4g-II
I tot Orej, staryj otec, skazal: “Idem iz zemli toj, gde nashih brat’ev
ubivayut. A to oni i sta- rogo otca zab’yut, kak zabivayut korov i zverej.
Oni i skotinu nashu kradut, i detej ubivayut”. Kak tol’ko staryj otec eto
izrek, my ushli v inye zemli, v kotoryh techet med i moloko. I eti zemli is-
kali vse tri syna Oreya. I eto byli – Kij, Pashchek i Gorovato, ot koih
istekli tri slavnyh plemeni. (…) synov’ya byli hrabrymi, vodili druzhina,
sadilis’ na konej i ehali… I za nimi shli druzhi- ny yunoshej, skot, korovy,
povozki s zapryazhennymi v nih bykami… ovcy… deti, ohranyaemye
starcami, a takzhe bol’nye lyudi. Tak shli na yug k moryu i mechami razili
vragov, shli do gory veli- koj, do doliny s travami, gde mnogo zlakov. I
tam osvoilsya Kij, kotoryj nachal obustraivat’ Kiev, stavshij russkim…
vesti… pre- nebregli zlom, i poshli tuda, kuda Orej govoril… korovy
est’… i krov’ nasha prosto… Rusichi, ne slushajte vragov, kotorye
govoryat nedobroe… otec Orej, idam… 7z-II Tak govorim my, chto
imeem prekrasnyj venec nashej very i ne dolzhny my prinimat’ chuzhuyu.
I tut knyaz’ nash govoril, chto my dolzhny idti k yasuni boyarskoj, chtoby
my predohranili ee ot vrazheskoj po- bedy. Rano ili pozdno nastupit
vremya poslednego konca, i pust’ my budem imet’ silu nashu vo stepi
Materi Solnca. Ona sterezhet nas (?) i kryl’ya raspuskaet vo vse storony,
a tela (nashi) v seredine, i golova yasuni na plechah v vence slavnom,
ona ne mozhet ee lishit’sya v seche. Golova (Materi) Svayasun’, i
uberega- li ee do etogo dnya. I kogda chehi (poshli) k zakatu solnca s
voina- mi svoimi i horvaty zabrali svoih voinov, togda nekotoraya chast’
chehov poselilas’ s russkimi, a takzhe ih zemlya ne otdelilas’, i s nimi
obrazovalas’ Ruskolan’. Kij zhe uselsya v Kieve. I my emu podchinilis’, a
s nim Rus’ sob- ralas’ voedino, a esli budet s nami inaya sila (?), to ne
pojdem na nee, potomu chto ona s Rus’yu.

15b-II
Vnachale my byli tam, gde zahodit Solnce, a ottuda poshli k Solncu do
Nepry-reki (k Dnepru), i vzyal tam Kij ukreplennyj grad, v kotorom
prebyvali inye slavyanskie rody. I tam my poselilis’, ogni, zazhigaya
Dubu i Snopu, kotorye i est’ Svarog – prashchur nash. I v tot raz napal na
nas novyj vrag, kotoryj v etoj sechi krov’ prashchurov nashih pil. I rati
svoi ustremil na nih Kij, uvidya vra- zheskih voinov. I voiny Peruna
brosilis’ na nih, i tratili silu do teh por, poka te ne pobezhali, pokazyvaya
svoi zady. I vot plemya yazov napalo na nas, i secha byla velikaya, i
pohishcheno bylo vse do poslednego. I vidya eto, nashi voiny
govorili: “Bogi nashi progonyat vragov nashih, ibo Vyshen’ gryadet na
smertnyh!” I govoril on nam: “Deti, ogorazhivajte svoi goroda ot
napadenij, chtoby byli oni surovymi i krepkimi! I eto Svarog posy- laet
menya k vam… chtoby sila nebesnaya byla s vami… takzhe govo- ril
vam… berezhet…”.

2b-I
I vot otec Orej shel pered nami, a Kij vel rusov, i SHCHek vel svoi
plemena, a Horev svoih horvat, i shli oni iz zemel’ teh. I tak by- lo
vnusheno bogami, kogda otoshli Horev i SHCHek otsyuda, chtoby my seli
v Karpatskih gorah. I tam byli drugie goroda, postroennye inymi, i nazhili
inye soplemenniki bogatstvo velikoe. I vot vragi napali na nas, i my
pobezhali k Kievu-gradu i do Goluni, i tam poselilis’, ogni svoi vozzhigaya
do Svargi i zhertvy tvorya v blagodarnost’ bogam i takzhe sebe. I tut Kij
umer, tridcat’ let vladev nami. A posle nego byl Lebedyan, ego zhe
nazyvali Slaver, i tot zhil dvadcat’ let. Potom byl Veren iz Velikograda -
takzhe dvadcat’. Zatem Serezhen’ – de- syat’. S temi l’vami pobezhdali
vityazi vragov, nesshihsya lihimi tysyacha- mi-t’mami na synov nashih i
gryadushchih na nas i na vas. I tut goty prishli v stepi, zlo, tvorya nam. I
togda doblest’ po- luchili praotcy nashi, boyas’ za zhizn’. I stali
slavyanami, ibo sla- vili bogov. I tak my – ot bogov vnuki Svaroga
nashego i Dazh’boga. I togda my terpeli zlo, a prezhde silu imeli
velikuyu i zashchishchalis’ ot nashestviya gotov-vragov pochti shest’ let. I
tut il’mery nas podderzhali, i my pobili vrazheskih vityazej. I tak desyat’
carej vzyali – teh, chto byli kak volki, prinyavshie l’vi- nuyu hrabrost’.
Kogda my na nih napali, te nachali hitrit’: “Mol, my – inye!” I dlya inoj
brani oni mechi sohranili, i stali menyat’ ovec i ovoshchi, i klyalis’ (?)
samim nebom.

2a-I
Predresheno bylo v starye vremena, chtoby my splotilis’ s inymi i sozdali
(Ruskolan’?) velikuyu. Rozhdena byla Ruskolan’ nasha bliz Goluni, gde
stalo u nas trista gorodov i sel – dubovyh domov s ochagami. Tam i
Perun nash, i zemlya nasha. I vot ptica Mater’ Sva poet o dne tom. I my
so vsemi zhdali vremya onoe, kogda zavrashchayutsya Svarozh’i kolesa
u nas. |to vremya posle (pesni?) Materi Sva nastu- pit. Govorili my Materi
Sva, kogda terpeli bedy: “Horosho oboronyaj zemlyu nashu!” Vendov,
kotorye ushli na zapad Solnca i tam pered vragami zemlyu pashut i
shatkuyu veru imeyut, vsegda pobezhdayut iz-za inoj very. Borovin zhe
govoril, chto on silen, i lyudi ego veryat slovam tem. A inye sami glupcy
izumlennye i ne verili v eto do teh por, poka ne prozreli. Vendy! Vernites’
na zemli nashi v stepi drevnie? I poglyadite na vspahannye polya,
kotorye byli bednymi do prihoda nashego iz Pyati- rech’ya
(Semirech’ya?), poka ot vragov-dasu nami ne byli ochishcheny. I ptica
Sva govorit, kogda ogon’ i smert’ nesetsya k nam, prevrashchaya Golun’
v pogorelishche: “Bogi, polivajte i dozhdem dozhdite! Ibo ta zemlya
bednaya, i razorennaya, i konyami zatoptannaya, tak kak yazi za-
birayut synovej ee, protekaya na konyah po zemle”. |to bogi syuda v
stepi posylayut demonov-dasu, iz-za togo, chto my prenebregaem
bogami. I my dolzhny byli ih slushat’sya ne tak, kak vo vremena antov.
Te anty mnogih pobezhdali mechom, a inye pogrebeny i lezhat v domah
vashih, kotorye chuzhdy nam i kotorye stroyat po-inomu.

RUSICHI V SIRII I EGIPTE
15a-II
Prinesya v zhertvu belyh konej, ushli my iz Semirech’ya s gor Irijskih iz
Zagor’ya i shli vek. I tak kak prishli v Dvurech’e, my razbili tam vseh
svoej konnicej, i (zatem) poshli v zemlyu Sirii. I tam ostanovilis’, a posle
shli gorami velikimi, i snegami, i l’da- mi, i pritekli v stepi so svoimi
stadami. I tam skifami pervo-na- pervo byli narecheny nashi prashchury.
Prav’ ih ohranyala ot Navi, ibo v velikoj bor’be ona sily daet otrazhat’
vragov. I vot posle etih bitv my prishli k Karpatskim goram, i tam pos-
tavili nad soboj pyat’ knyazej, i goroda i sela (stroili), i byli tesnimy
mnogimi vragami.
6v-II
|ta zemlya za YAv’yu. My reshili stroit’ sto gorodov: Horsun’ i inye, zatem
vozvedennye. No Ruskolan’ razdirali smuty, tvoriv- shiesya na yuge, a
borusy na severe mnogo preterpeli. Potomu chto (vragi) ne hoteli
nashego porodneniya, chtoby russkie rody soedini- lis’. A v Ruskolani te
zhe dva roda oboronyalis’ v Surozhe, i zvali surenzhane rusov i borusov
na bitvu i bor’bu. I byla eta… (suro- voj?) bitva i bor’ba. I dolgaya
vrazhda mezhdu rodami razdirala Rus’… I vot praotcy nashi byli slovno
medvedi s mechami. I tak im v starye vremena govorili: delajte zhelezo i
berite konej, kotorye tekut ot bogov k nam. I tak byla Ruskolan’ sil’noj i
tverdoj. I bylo eto iz-za Peru- na, podderzhivavshego nas. Skol’ko raz my
izvlekali mech i otrazhali vragov ot sebya, ibo vozhdi Orievyh rodov byli
sil’ny, kak posle pit’ya solnechnoj sur’i. Bylo eto v starinu. V eto zhe
vremya my ne imeli edinstva. I byli my kak ovca bez Velesa… A on
govoril nam, chto my dolzhny hodit’ pryamo, i nikogda – krivo, no my ego
ne poslushali. Naprasno my ne osteregalis’, i potomu (nas) praotcov
zabrali – i byli ugnany rusy Nabsurom. I sluchilos’ eto iz-za vrazheskih
(na- shestvij), i napali na nas otsyuda i do svetlogo morya, i poshli my
klonit’ golovy svoi pod vrazheskie bichi. I te sil’nye (vragi) na Rus’ napali
s treh storon. I nashi lyudi poshli pod Nabsura-carya. A zatem ushli v
solnechnyj Egipet. I dolgo v te gody davali my dan’. No proshli dni, i rusy
ubezhali ot Nabsura! Ibo (my) praotcy…
6g-II
…ne potekli za nim, a poshli k krayam nashim. I tam my slozhili pesni
nashi ob Indre i Valu. I bilis’ my, kak l’vy… bilis’ vmes- te s bogami, i k
svoim bogam nashih otcov ne prinuzhdal nikto. Edinstvenno k smehu to,
chto my dolzhny byli platit’ podat’-myto, i nikogda ne smeli… esli dan’
terpeli. A knyazem byl togda Nabsur, kotoryj nas pod sebya vzyal. I my
ot- davali emu svoih yunoshej dlya vojny, i togda my preterpevali poboi
palkami po polovym organam, i chreslam, i shchekam, i ne mogli eto
sterpet’. My ne mogli tak. I govorili, chto eto nam ne po serdcu. I bylo
eto v tot den’, kogda sluchilos’ velikoe zemletryasenie, i zemlya
vertelas’, i mnogie voznosilis’ k Svarge. I togda koni i voly me- talis’ i
reveli. I zabrali my svoi stada, i brosilis’ k severu, i spasli nashi dushi. I
tak, esli budem my hranimy bogami, ne utratim my svoih synov,
docherej, a takzhe zhen, i budem my prosto pereda- vat’ im nasledstvo.
I ne budem my smeteny, potomu chto ne pojdem vperedi rati (Nabsura).
I dan’ budet nasha. My hodili, slovno po- tomki psov, i mogli byt’ gordy,
chto ne beregli sebya. I vot Magura poet pesni svoi k seche. I eta ptica
ot Indry izosh- la, ibo Indra byl i prebudet naveki tem samym Indroj,
kotoryj vmeste s Perunom vse brani (nachinaet). I bylo tak, i veshchala
ona pravdu yaruyu do polunochi (?). I luchshe nam pogibnut’, nezheli
byt’ pod dan’yu i zhertvy prinosit’ ih bogam!
25-III
Byli oni u Karani, /8/ i eto byl malen’kij gorod na beregah morskih
russkih. I tam byl knyaz’, kotoryj povelel bit’ ellinov i otognat’ ih ot Rusi.
I on snaryadil rat’ i konnicu, i poshel na nih, i borolsya s nimi. A elliny
plakali o pechali svoej i prosili, chtoby im platit’ dan’. I sobirali s nih dan’-
ovec na zaklanie i vino. I togda elliny, vidya, chto rusichi mnogo p’yut,
reshili na nih nab- rosit’sya i poborot’ ih. I prishel volhv na zaklanie i brat
ego Solovej. I oni skazali rusicham: “Ne napivajtes’ etimi darami!” No
rusichi ih ne poslushali. I vot napilis’. I v tot den’ elliny nab- rosilis’ na
nih i razbili ih. I, pogibel’ svoyu vidya, rusichi otosh- li v stepi. I tam
oseli, i sily svoi sobrali, i poshli obratno na vragov, i pobedili ih, ibo bogi
nas podderzhali, i ruki nashi ukrepili, i my oderzhali pobedu. I vot
b’yutsya vragi i tak govoryat, chto oni rasstrigut ovec i sa- mi budut tem
kraem vladet’, tak kak on prekrasnyj, i oni ego ne otdali. I vot my
Triglavu molilis’ velikomu i malomu. I tot Trig- lav predosteregal nas, i
bystro on skakal na kone, vragov pora- zhaya. I my uvideli to, chto bogi
berut verh nad vragami. I uvideli, chto ubitye bogami mertvy. I nam za
nimi sleduet ubivat’ i videt’ mnogo mertvyh tel i to, kak velikaya rat’
Perunova nabrositsya na nih i ih razob’et. I vot Svarozhichi sleva idut, i
prinesli oni nashu pobedu v svoih rukah rodu slavnomu,
podderzhavshemu slavu otcov. I do sego dnya na pole (ne mogut)
protivostoyat’ vragi moguchemu (Bogu). I vot ZHelya zhaluetsya nad
vragami, i Gorynya goryuet o smerti, v kotoruyu pover- gayutsya oni
rukami bozh’imi. I vot Karna plachet o teh mertvyh, ko- torye stoyali na
trope bozh’ej i umerli. I polya eti zapolneny mertvymi koshchyunnikami i
otsechennymi golovami, i chlenami, otrezan- nymi ot tel. I vse eto lezhit
na trave, i smrad idet ot etogo po- lya. I vorony letyat syuda klevat’
ostanki mertvyh tel, i est’ nezh- noe chelovech’e myaso. I vot Svarog,
kotoryj sozdal nas, skazal Oreyu: “Sotvoreny vy iz pal’cev moih. I budut
pro vas govorit’, chto vy – syny tvorca, i stanete vy kak syny tvorca, i
budete kak deti moi, i Dazh’bog budet otcom vashim. I vy ego dolzhny
slushat’sya, i on vam skazhet, chto vam imet’, i o tom, chto vam delat’, i
kak govo- rit’, i chto tvorit’. I vy budete narodom velikim, i pobedite vy
ves’ svet, i rastopchite rody inye, kotorye izvlekayut svoi sily iz kamnya, i
tvoryat chudesa – povozki bez konej, i delayut raznye chude- sa bez
kudesnikov. I togda vsyakij iz vas budet hodit’, slovno kudesnik, i
propita- nie dlya voinov budet sozdavat’sya s pomoshch’yu zaklyatij. No
voiny stanut rabami mnogosloviya, i ot mnogih teh sloves vy lishites’ mu-
zhestva, i stanete rabami dani i zolotyh monet, i za monety zaho- tite
prodat’sya vragam. I togda vam bogi skazhut: “Lyubite zavet otca Oreya!
On dlya vas – svet zelenyj i zhizn’! I lyubite druzej svoih, i bud’te mirnymi
mezhdu rodami!” I s teh por bylo sem’desyat knyazej nashih, takih kak
Mezislav, Boruslav, Komonebranec i Gorislav. I togda inyh izbirali na
veche, a drugih na veche otluchali, esli lyudi ne hoteli ih. V to vremya
knyazi mnogo trudilis’. I byl togda Kyshek velik i mudr. I umer on, a
posle nego byli inye, i kazhdyj tvoril chto-ni- bud’ horoshee. I rusichi eto
uderzhat v pamyati, potomu chto my vsegda ih slavim na kazhdoj trizne.
Trizhdy pochitaetsya pamyat’ ih sy- nov’yami, i nikto ne smeet ob etom
zabyt’, tak kak poluchit prok- lyat’e bozheskoe i chelovecheskoe i lyudi
imya ego ohayut naveki.
8/2-III
Ot morskih beregov Gotskogo morya shli my do Dnepra, i nigde ne videli
inyh brodyag, takih zhe kak russkie, a videli svobodnye ple- mena
gunnov i yazygov. I sami ih boyar uvideli, kotorye s nami sta- li voevat’ i
razdirali nas na chasti. Ot utra do utra my videli zlo, kotoroe tvorilos’ na
Rusi, i zhdali, kogda pridet dobro. A ono ne pridet nikogda, esli my sily
svoi ne splotim i ne dojdet do nas odna mysl’, kotoruyu glagolet nam
glas praotcov. Vnimajte emu – i potomu nichego drugogo ne delajte! I
togda poj- dem my v stepi nashi borot’sya za zhizn’ nashu, ibo my -
voiny knya- zheskie, a ne skoty besslovesnye, kotorye ne vedayut (chto
tvoryat).

Welesowa Kniga nowe wydanie – listopad 2010

SLAVYANSKIE PLEMENA
6a-I
I byli knyaz’ya Slaven s bratom ego Skifom. I togda uznali oni o raspre
velikoj na vostoke i tak skazali: “Idem v zemlyu Il’merskuyu!” I tak
reshili, chtoby starshij syn ostalsya u starca Il’mera. I prishli oni na sever,
i tam Slaven osnoval svoj gorod. A brat ego Skif byl u morya, i byl on
star, i imel syna svoego Venda, a posle nego byl vnuk, kotoryj byl
vladel’cem yuzhnyh ste- pej. I krovi mnogo tam lilos’ ottogo, chto byla
rasprya velikaya za po- sevy i pashni po obe storony ot Dona i do gor
russkih, i do pastbishch karpatskih. I tam oni nachali ryadit’ i vybrali
Kola, i byl on dlya nih vozh- dem, a takzhe on otpor vragam tvoril. I
porazil on ih, i otbilsya ot nih. I o tom s rodom svoim govoril, sozvav
edinoe veche, chtoby sozdalas’ zemlya nasha. I posle stoyala zemlya ta
pyat’sot let, a zatem nachalas’ mezhdu russkimi usobica, i vrazhdovali
my, i silu tratili i imeli mezhdu soboj bespokojstvo i razlad. I togda prishli
vragi na otcov nashih s yuga i srazilis’ s Kievskoj zemlej za morskoe
poberezh’e i stepi. Posle otoshli na sever i sgovorilis’ s fryazhcami,
kotorye tozhe prishli na pomoshch’ vragam. I v takom polozhenii Skifiya
okazalas’, i srazilas’ s vrazh’ej siloyu, i pobedila ee. I tak byli gunny
popra- ny, kotorye na Rus’ nastupali, i byli oni v tot raz otbity. I eto byl
znak: mol, esli budem to i nyne tvorit’, eto zhe budem imet’.
6b-I
My vernulis’, chtoby hranit’ stepnye pastbishcha, tak zhe kak otcy nashi i
praotcy, kotorye pastbishcha brali, imeya svoi stepi. I oni travy svoi i
cvety umeli hranit’, krov’ svoyu prolivaya. I tak Golun’ nashu my ostavili
vragam. I ta Golun’ krugom (valom) byla (okruzhena?), no vragi pritekli
pryamym putem. I my dolzhny byli nashi grady krugami stavit’ (valami
okruzhat’?), tak zhe kak i otcy nashi, kotorye v starinu borolis’ za zemlyu
nashu. I vsyakij otrok-voin pripadal k zemle, i celoval ee, i tam zhe umi-
ral. I na step’ nashu ne shli voiny, potomu chto kuda by oni ni posh- li -
nigde ne nashli by ukrytiya. I eto my govorili o tom, kak otcy nashi
borolis’. I esli my byli togda poverzheny – Perun prihodil k nam. I on vel
nas, i togda, skol’ko by ni bylo praha na zemle – stol’ko bylo voinov Sva-
rozh’ih. |to byla pomoshch’ ot rati, idushchej ot oblakov k zemle. I eto
ded nash Dazh’bog byl vperedi ih. I kak bylo togda ne pobedit’ ot- cam
nashim? A my ne ponimali, mog li byt’ on vperedi? I tak voznosili mo-
litvu bogam nashim, chtoby oni pospeshili na pomoshch’ nam i dali pobe-
du nad vragami! Molilis’ eshche o zemle nashej, kotoraya poprana poga-
nymi nogami vrazheskimi. I tak my videli, kak eto bylo i, kak sko- loty
(?) potekli na onyh (vragov), i okunali ih v gryaz’, i ne po- zabotilis’ o
ranah vrazheskih, poka ne ubili teh, kotorye na nih napadali. O tom my
povedali vam!
2a-II
Muzh pravyj ne tot, kto sovershaet omoveniya i hochet byt’ pravym, a tot,
u kogo slova i deyaniya sovpadayut. Ob etom bylo skazano v drevnosti,
chtoby my vsegda tvorili horoshee, tak zhe kak dedy nashi. I my
vspahivaem polosy i budem so vremenem ves’ma slavnymi. No Borus’ i
Rus’ byli razbity rukoj vrazheskoj, i tvorilis’ tog- da zlodeyaniya. I knyaz’
nash byl nemoshchen, i poslal on synov svoih na bran’, i polegli oni,
srazhennye vragom, ibo prenebregli tem, chto reshilo veche. Ne uvazhili
(reshenie) i potomu byli razbity, i potomu u nas vzyali dan’. I ne tak li
my reshaem nyne: “Knyaz’ya – sut’ nashi, i ne sleduet im hodit’ na
polden’ (na yug), chtoby dobyvat’ zemlyu dlya nas i dlya nashih detej”. A
tam (na yuge) greki napadali na nas, kak tol’ko Borus’ ot nas otdelilas’.
I byla secha velikaya, i mnogo mesyacev (ona prodolzhalas’). Sto raz
vozrozhdalas’ Rus’ – i sto raz byla razbita ot polunochi do poludnya (ot
severa do yuga). I tak vodili skot praotcy nashi, i byli otcom Oreem
uvedeny v kraj russkij, potomu chto, ostavayas’, preterpeli by mnogoe. I
kon- chilis’ raneniya, i ne stalo holoda, kak tol’ko doshli do sego mesta i
poselilis’ ognishchanami na zemle russkoj. I vot proshli dve t’my, a za
etimi dvumya t’mami prishli varyagi i otobrali zemlyu u hazar, na kotoryh
my rabotali i komu platili dan’. I eshche byl narod il’merskij, imevshij ot
sta do dvuhsot kraev. Narod zhe nash pozdnee prishel iz russkoj zemli i
poselilsya sredi il’mercev. I byli oni nam brat’ya, podobnye nam. I dazhe
esli oni ot nas otlichalis’, vse zhe ohranyali nas ot zla. I ne raz sobiralos’
veche. I to, chto bylo postanovleno, to pro- vozglashalos’ i prinimalos’ za
istinu. A chto ne bylo prinyato, ne dolzhno bylo byt’. Izbirali my knyazya
ot sobraniya i do sobraniya, i tak my zhili i im pomogali, i bylo tak. I
mnogo my znali i delali v ochagah sosudy goncharnye, vzyav horo- shej
zemli (gliny), a takzhe my umeli razvodit’ skot, kak i otcy nashi. I prishel
na nas zloj rod. I…
2b-II
…my byli prinuzhdeny ukryt’sya v lesah, i zhili my tam ohotnika- mi i
rybolovami. I tam my mogli uklonit’sya ot ugrozy. Tak my pe- rezhili
odnu t’mu – i nachali grady i ognishchanskie sela stavit’ pov- syudu.
Posle drugoj t’my byl velikij holod, i my otpravilis’ na polden’ (na yug),
potomu chto tam mesta zlachnye. I tam rimlyane za- birali nash skot po
cene, kotoraya byla nam ugodna, i pered nami oni derzhali slovo. I
otpravilis’ my k yuzhnomu zelenotrav’yu i imeli mnogo skota.
15a-II
Posle poshli k ozeru Il’men’ i tam osnovali Novgorod. I otnyne my zdes’
prebyvaem. I tut Svaroga – pervogo prashchura molili sredi
rozhdayushchihsya rodnikov i prosili ego, ibo on – istochnik hleba nashe-
go, – Svaroga, kotoryj sotvoril svet. On – est’ Bog Sveta, i Bog Pravi, YAvi
i Navi. I vot imeli my ih voistinu, i eta istina pereboret sily temnye i
privedet k blagu, tak zhe kak vela praotcov.
5a-II
Podrobnee o nachale nashem my rasskazhem tak. Za tysyachu pyat’sot
let do Dira pradedy nashi doshli do Karpatskoj gory, i tam oni oseli i zhili
spokojno, potomu chto rody upravlya- lis’ otcami rodichej, i starshim v
rode byl SHCHeko iz irancev. I Parkun nam blagovolil, i tut my stali
chehami (?) i tak zhili pyat’sot let, a potom ushli ot chehov (?) na voshod
Solnca, i shli do Nepry (Dnepra). Reka zhe ta techet k moryu, i my u nee
uselis’ na severe – tam, gde (rechka), imenuemaya Pripyat’yu, vtekaet (v
Dnepr). I tam my poselilis’, i pyat’sot let vechem upravlyalis’, i byli bo-
gami hranimy ot mnogih, nazyvaemyh yazygami. I bylo tam mnogo
il’mercev – osedlyh ognishchan. I tak my skot vo- dili v stepi i tam byli
hranimy bogami. Mozhet: byt’, eto predvi- del otec Orej, – chto my
budem imet’ mnogo zolota i budem zhit’ bo- gato.
5b-II
I vot yazycy otoshli na polden’ (na yug) i ostavili nas odnih. I tak shli my
tuda, kuda vyvodyat skot i bykov nashih. I veshchali tut pticy Siriny (?),
vo mnozhestve priletaya k nam. I galki, i vorony nad edoj letali, i bylo v
stepyah mnogo edy, tak kak napalo na nas plemya kostobokih. I
otkrylis’ mnogie rany, i prolilas’ krov’. Te vnezapno otseka- li golovy
vragam svoim, i ih eli vorony. I tak Striby svishchut v stepyah, i buri
gudyat do polunochi. Nebezopasna byla ta secha veli- kaya. YAzyci i
kostobokie razili i so zloboj utekali i vorovali by- kov nashih. I tak
prodolzhalas’ eta bor’ba dvesti let. I nashi rodi- chi togda ushli k lyaham
i tam oseli za sto let do gotov Germanare- ha. A te ozlobilis’ na nas, i tut
byla bor’ba velikaya, i goty by- li potesneny i otognany k Doncu i Donu. I
Germanareh pil vino za druzhbu s nami posle nashih voevod. I tak byla
utverzhdena novaya zhizn’.
16-II
Velesovu knigu siyu posvyashchaem Bogu nashemu, kotoryj est’ nashe
pribezhishche i sila. V ony vremena byl muzh, i byl on blag i dobles- ten,
i nazvali ego otcom tivercev. I tot muzh zhenu i dvoih docherej imel, a
takzhe skotinu, korov i mnozhestvo ovec. I zhili oni vo ste- pyah, gde ne
bylo muzhej dlya docherej ego… I molil on bogov o tom, chtoby rod ego
ne preseksya. I Dazh’bog uslyshal mol’bu tu i po mol’be dal emu
izmolennoe, tak kak nastalo dlya togo vremya. I vot proshel on mezhdu
nimi i nachal vorozhit’. I navorozhil yasnu tuchu. I tut bog Veles prines
otroka. I my poshli k Bogu nashemu i stali Emu voznosit’ hvalu: “Bud’
blagosloven, vozhd’ nash, i nyne, i prisno, i ot veka do veka!” Izrecheno
eto kudesnikami. Oni proch’ uhodili i nazad vozvrati- lis’.
5b-I
I doshli tivercy do sinya morya i Surozha k vam – i vam skazali: “Kak my
sami pomnim, v starye vremena splotilis’ anty, ot yazov (spasayas’). I
takzhe bylo mnogo krovi prolito, i na nej Rus’ stoit, poskol’ku my krov’-
rudu prolili, i tak naveki do konca bu- det. Ot zemli nashej (poshli)
slavyanskie plemena i rody. I my sla- vili bogov, nikogda ne prosya ih,
lish’ slavya ih silu. A takzhe ve- lichali my prashchura nashego Svaroga,
kotoryj byl, est’ i prebudet vozhdem nashim naveki i do konca”.
7e-II
Tam Perun idet, tryasya zolotoj golovoj, molnii posylaya v sinee nebo, i
ono ot etogo tverdeet. I Mater’ Slava poet o trudah svoih ratnyh. I my
dolzhny ee slushat’ i zhelat’ surovoj bitvy za Rus’ na- shu i svyatyni
nashi. Mater’ Slava siyaet v oblakah, kak Solnce, i vozveshchaet nam
pobedy i gibel’. No my etogo ne boimsya, ibo imeem zhizn’ vechnuyu, i
my dolzhny radet’ o vechnom, potomu chto zemnoe pro- tiv nego -
nichto. My sami na zemle, kak iskra, i sginem vo t’me, budto ne bylo nas
nikogda. I tak slava otcov nashih pridet k Materi Slave, i prebudet v nej
do konca vekov zemnyh i inoj zhizni. I s etim my ne boimsya smerti, ibo
my – potomki Dazh’boga, rodivshego nas cherez korovu Zemun. I
potomu my – kravency (korovichi): skify, anty, rusy, borusiny i surozhcy.
Tak my stali dedami rusov, i s peniem idem vo Svargu Svarozh’yu
sinyuyu. V starye vremena ryboedy nas ostavili, ne zhelaya idti v nashi
zemli i govorya, chto im i tak horosho. I tak oni pogibli i ne stali
plodit’sya s nami, umerli, potomu chto ot neplodnyh nichego ne osta-
los’. I neizvestno (nyne) o teh kostobokih, kotorye zhdali pomoshchi ot
samoj Svargi i perestali trudit’sya, i vyshlo tak, chto oni byli pogloshcheny
lirami. I tut my skazali, chto eto, pravda, chto nichego ot nih oboih ne
ostalos’, tak kak liry byli pogloshcheny nami – i ne imeem my teper’ ih. I
tak duleby povernuli ot nas na Borus’. Malo ostalos’ lirov, i oni byli
narecheny nami il’mercami, potomu chto poselilis’ oni voz- le ozera. Tut
vendy uselis’ dal’she, a il’mercy ostalis’ tam. I tak ih bylo malo. I
govorila Sva v pole nashem, i bila kryl’yami Mater’ Sva, i pela pesni k
seche, i ta ptica ne est’ Solnce, ona – ta, iz-za kotoroj vse stalo (?).

VOJNY S GREKAMI I RIMLYANAMI
1-II
Naprasno zabyvaem my doblest’ proshedshih vremen i idem nevedomo
kuda. I tam my smotrim nazad i govorim, budto by my stydilis’ poznavat’
obe storony Pravi i Navi i byt’ dumayushchimi. I vot Dazh’bog sotvoril
nam eto i to, chto svet zari nam siyaet, ibo v toj bezdne povesil Dazh’bog
zemlyu nashu, chtoby ona byla uderzhana. I tak dushi prashchurov
siyayut nam zoryami iz Iriya… No greki napadayut na Rus’ i tvoryat zloe
vo imya ih bogov. My zhe sami – muzhi, ne ve- dayushchie kuda bezhat’
i chto delat’. Ibo chto polozheno Dazh’bogom v Pravi, nam nevedomo. A
poskol’ku bitva eta protekaet v yavi, kotoraya tvorit zhizn’ na- shu, a esli
my otojdem – budet smert’. YAv’ – eto tekushchee, to, chto sotvoreno
Prav’yu. Nav’ zhe – posle nee, i do nee est’ Nav’. A v Pravi est’ YAv’.
Pouchilis’ my drevnej (mudrosti), vverglis’ dushami v eto, poskol’ku eto
vokrug nas sotvoreno siloj bogov. |to my uz- reli v sebe, i eto dano kak
dar bogov, i eto trebuetsya nam, ibo (delat’) eto, – znachit, sledovat’
Pravi (?). I vot dushi prashchurov siyayut nam iz Iriya. I tam ZHalya
plachet o nas, i govorit nam, chto my prenebregali Prav’yu, Nav’yu i
YAv’yu… Pre- nebregali my sim i byli gluhi k istine… I my nedostojny byt’
Dazh’bogovymi vnukami. Ibo lish’ molya bogov da imeya chistye dushi i
tela nashi, budem imet’ zhizn’ s praotcami nashimi, v bogah slivshis’ v
edinuyu Pravdu. Tak lish’ my budem Dazh’bogovymi vnukami. Smotri,
Rus’, kak velik um bozheskij, edinyj s nami, i emu tvo- rite (slavu), i
provozglashajte ee s bogami voedino… Brennaya est’ nasha zhizn’, i my
sami – takzhe, i, slovno konyam nashim, nam pridetsya rabotat’, zhivya
na zemle s tel’cami i ovcami v sytosti i ubegaya ot vragov na sever.

19-III
I vot videlos’ v Navi: tam Ognebog vlachas’, uhodil ot prichudli- vogo
Zmeya. I, zatoplyaya zemlyu, tekla krov’ iz Zmeya, i on lizal ee. I tut
prishel sil’nyj muzh, i rassek Zmeya nadvoe – i stalo dva (Zmeya), i
rassek eshche raz – i stalo chetyre. I etot muzh vozopil bo- gam o
pomoshchi. I te prishli na konyah s neba i togo Zmeya ubili, potomu chto
sila ego ne lyudskaya, ne bozheskaya, a – chernaya. I etot Zmej – sut’
vra- gi, prihodyashchie s yuga. |to bosporskie voiny, s kotorymi nashi
dedy srazhalis’. Oni hotyat, chtoby zemlya nasha otoshla k grekam, no
my ee ne otdadim, potomu chto ona nasha, i my ne upustim ee. A
sotvoren- nyj tot Zmej – est’ pogibel’ nasha. My dolzhny srazhat’sya i
zhivoty polozhit’ za zemlyu nashu. Ona tyanet- sya ot nas do polyan, i
dregovichej, i rusov, tyanetsya do morya i gor, do stepej poludennyh. I
eto est’ Rus’. I tol’ko ot Rusi my imeli pomoshch’, potomu chto my -
Dazh’bogovy vnuki. My molili Patara Dyya, chtoby on nizverg ogon’,
chtoby on pozvolil Materi Sva slavu pri- nesti na kryl’yah svoih praotcam
nashim. I ej my pesni poem vozle kostrov vechernih, gde my
rasskazyvaem starymi slovami o slave nashej, o svyatom Semirech’e
nashem, gde my imeli goroda, gde otcy nashi srazhalis’. I tu zemlyu my
pokinuli, idya k zemle inoj, gde my dolzhny teper’ uderzhat’sya. I v
drevnosti my vzyali Golun’ nashu, i v etoj zemle sotvorili i goroda, i sela, i
ochagi. I vot omoem telesa nashi i dushi nashi, chtoby byla chistoyu
Russkaya Golun’, gde sil’no b’yutsya i na vragov navodyat strah i
izumlenie. Ibo ot pastbishch, gde ovcy hodyat, prostiraetsya zemlya na
den’ puti ot nas do inyh, gde tvoritsya inoe, gde byli my v starye
vremena, gde odoleli nas. I tam my uzreli ruku, ugrozhayushchuyu nam,
i videli surovyj den’, kotoryj hotel krovi. I my ee prol’em na zemlyu svoyu
russkuyu… V russkih gorodah kamni vopiyut nam, i my reshilis’ idti i
smotret’ smerti (v glaza)… Pochtite syna moego, kotoryj umer za nee.
4g-II
V Surozhe svet budet nad nami. I my idem tuda, gde vidim goryashchuyu
zemlyu… u Lukomor’ya vsyakij den’ obrashchaem vzor k bogam, kotorye
est’ – Svet. Ego zhe my nazyvaem Perun, Dazh’bog, YAr i inymi imena-
mi. I poem my slavu bogam i zhivem milost’yu bozh’ej, do teh por, poka
zhizn’ imeem. V Surozhe byli vragi nashi, kotorye zmeyami polzli i grozili
nam bolyami, i smert’yu, i lisheniem zhivota. I vsem im yavilsya bog
sil’nyj, i bil ih mechom-molniej, i oni ispustili duh. I Sur’ya svetit na nas i
k nam, i vse uvideli snachala, kak slavu Sur’i zastilaet Dedova ten’,
prinosyashchaya zlo, i kak ot toj t’my izoshlo zloe plemya demonev-
dasu. I to zloe plemya na prashchurov nashih nateklo, i napali oni, i
potomu mnogie ushli i umerli.
22-III
Takzhe rasskazhem o tom, kak Kvasura poluchil ot bogov tajnu – kak
prigotavlivat’ surinu. I ona – est’ utolenie zhazhdy, kotoroe my imeli, i my
dolzhny na Radogoshche okolo bogov radovat’sya, i plyasat’, i venki
podbrasyvat’ k nebu, i pet’, slavu bogam tvorya. Kvasura byl muzhem
sil’nym i ot bogov vrazumlyaemym. I tut Lado, pridya k nemu, povelela
vylit’ med v vodu i osurivat’ ego na Solnce. I vot Solnce-Sur’ya sotvorilo
to, chto on zabrodil i prev- ratilsya v suricu /9/. I my p’em ee vo slavu
bozh’yu. I bylo eto v veka dokievskie, i muzh tot byl vo sto krat ves’ma
vydelen (bogami), i peredal on (tajnu) otcu Bogumiru (Blagomiru), i tot
poluchil pouchenie nebesnoe, kak tvorit’ kvasuru, kotoruyu na- zyvayut
surynya. I eto (my vspominaem) na nashem Radogoshche. I vot kogda
nastupayut dni Ovsenya, my. okanchivaem zhatvu i ra- duemsya etomu.
I esli inoj ne uderzhit svoego estestva v etot raz i skazhet bezumnoe – to
eto ot CHernoboga. A drugoj poluchit radost’ – i eto ot Beloboga. I tak my
dolzhny iskat’ druzej i vragov… Kuya mechi nashi na silu vrazh’yu, my
poluchaem silu bozheskuyu, chtoby porazit’ vragov nashih s obeih storon.
I etot Bogumir sur’yu sotvoril, kogda te predrekli emu slavu. I byli oni, i
ona (surŽya) byla, kogda bogi rekli emu hvalu… I vot ustanovili oni rody
dlya sebya, i potomu bogi – pri- china rodov, i tak stali imet’ oni rodnye
te rody, I teper’ Svarog – Otec, a prochie – sut’ syny ego. I my dolzhny
byli pokoryat’sya emu, tak zhe kak pokoryalis’ roditelyu, potomu chto
On – Otec nashego roda. I etot rod -voiny ot Kiya do knyazej kievskih. I
kogda posle gotskoj vojny obrushilas’ Ruskolan’, my ee ostavili, i pritekli
k Kievu, i uselis’ na zemle toj, gde my vstupili v bor’bu so stepnymi
vragami. I tut my oboronyalis’ ot nih. I tak bylo cherez tysyachu trista let
posle veka Kiya, cherez trista let posle zhizni v Karpatah i tysyachu -
posle osnovaniya Kieva. Tog- da odna chast’ ushla k Goluni i tam
ostalas’, a drugaya (doshla) do grada Kieva. I pervaya – eto ruskolany, a
drugaya – te, kotorye su- ren’ chtili, hodili za skotom i stada vodili
desyat’ vekov po zemle nashej (t. e. surozhcy?). I vot ta Golun’ byla
gradom slavnym i imela trista gorodov sil’nyh. A Kiev-grad imel men’she:
desyat’ gorodov na yuge, nemnogo sel – i vse. A do etogo vse rody ih
byli v stepyah na yuge, oni seyali, zhali zhito. I tam otdavali (produkty)
grekam v obmen na zo- lotye cepi, monety i ozherel’ya. I sami nosili ih v
obmen na pivo i vino grekam i razvodili ovec dlya etogo obmena. I te
rusy sozdali na yuge grad sil’nyj Surozh /10/, kotoryj ne sozdat’ grekam,
no oni ego razrushili i hoteli russkih pobit’, i potomu my hodili na nih i
razrushali sela grecheskie. |lliny zhe sii – vragi ruskolanam i vragi bogam
nashim. V Grecii ved’ ne bogov pochitayut, a lyudej, vysechennyh iz
kamnya, podobnyh muzham. A nashi bogi – sut’ obrazy. I kogda bilis’ s
gotami, kotorye nadevali na golovy svoi vo- lov’i i korov’i roga, i kozhami
oblekali chresla svoi, i mnili etim ustrashit’ russkih, togda my snimali svoi
portki, i, ogolya chresla svoi, shli v boj, i ih poboroli. I s teh por my
hodim ogolennymi na srazheniya i pobezhdaem. I takzhe, kogda greki
stoyali, boyas’ vynut’ mech iz nozhen, oni by- li izmozhdeny svoim
odeyaniem, i byli slovno zhertva, kotoraya dolzhna past’ na zemlyu, i ta
budet pit’ ee krov’, kogda iz nee pri umershchvlenii budet ishodit’ zhizn’.

8/3-III
Kogda nashi prashchury sotvorili Surozh, nachali greki prihodit’ gos- tyami
na nashi torzhishcha. I, pribyvaya, vse osmatrivali, i, vidya zemlyu
nashu, posylali k nim mnozhestvo yunoshej, i stroili doma i grady dlya
meny i torgovli. I vdrug my uvideli voinov ih s mechami i v dospehah, i
skoro zemlyu nashu oni pribrali k svoim rukam, i poshla inaya igra. I tut
my uvideli, chto greki prazdnuyut, a slavyane na nih rabotayut. I tak
zemlya nasha, kotoraya chetyre veka byla u nas, stala grecheskoj. I my
sami okazalis’ kak psy, i vygonyali nas ottuda kamen’yami von. I ta
zemlya ogrechilas’. I teper’ my dolzhny byli snova ee dostavat’, prolivaya
krov’ svoyu, chtoby ona opyat’ stala rodnoj i bogatoj. I letela v nebe
Perunica, i nesla rog slavy, i my ego vypili do dna. I vityazej u nas stalo v
desyat’ raz bol’she, chem u vragov na- shih. I ta Perunica skazala: “Kak
zhe vy, russkie, prospali pashnyu svoyu? S etogo dnya vy dolzhny
borot’sya za nee!” I togda Sur’ya skazala: “Idite, russkie, i de- lajte eto!”
I kogda my prishli v kraj svoj, to udarilis’ v (go- rodskuyu) stenu, i
prodelali v nej dyru dlya sebya i dlya nashih, i okazalis’ togda sami u
sebya. (I reshili:) “Komu prisudil Perun, tot popadet v raj – est’ yastva
vechnye v Svarge. Byt’ mozhet, my segodnya pogibnem, no my ne
imeem inyh vo- rot k zhizni. I luchshe byt’ mertvym, chem byt’ zhivym i
rabstvovat’ na chuzhih. I nikogda ne zhivet rab luchshe despota, dazhe
esli tot emu potakaet. My dolzhny byli slushat’sya knyazej nashih i
voevat’ za zem- lyu nashu, kak oni govoryat nam”. I tut Indra prishel k
nam, chtoby my sohranili svoyu silu v boyu i stali tverdymi, chtoby vityazi
nashi odoleli, ibo sila nasha – bozhes- kaya, i nam ne byt’
pobezhdennymi na pole. Prinesli my zhertvy bogam svoim na Rusi, i
gadali, smotrya na po- let ptic, i uvideli, chto vragi dolzhny byt’
poverzheny dolu v prah i v krov’. I esli my kol’co (sten) probit’
osmelimsya, to za nim okazhutsya greki, kotorye ne imeyut sily, ibo oni
obabilis’ – i mechi imeyut tonkie, i shchity legkie, i skoro oni ustayut i na
zemlyu bro- sayutsya po slabosti svoej. I ne uspeyut poluchit’ pomoshch’
ot vasilij- cev, i potomu oni dolzhny budut sami vstat’ na zashchitu svoyu.
I ta Surozh nashej byla – i stanet nashej, i ne dolzhny my ih slu- shat’.
Oni govorili, chto ustanovili u nas ih pis’mennost’, chtoby my prinyali ee i
utratili svoyu. No vspomnite o tom Ilare, kotoryj hotel uchit’ detej nashih i
dolzhen byl pryatat’sya v domah nashih, chtoby my ne znali, chto on
uchit nashi pis’mena i to, kak prinosit’ zhertvy bogam nashim. I ya vam
povedal o tom, chto vy pobedili grekov. I budet tak, kak bylo, ibo ya
yasno videl Kiya – otca nashego, i on skazal mne, chto my unichtozhim
ih, i unizim Horsun’ – dlya nas postydnuyu merzost’, i budem velikoj
derzhavoj s knyaz’yami nashimi, gorodami velikimi, nes- chetnym
zhelezom, i budet u nas bez chisla potomkov, a grekov umen’shitsya, i
budut oni na byloe divit’sya i kachat’ golovami. Delajte tak, ibo budut u
nas i grozy mnogie, i gromy gremyashchie, i dva (knyazhestva)
obŽedinyatsya, i vstanet drugoe novoe. I tak my pobedim
okonchatel’no, utverdimsya naveki. Mnogoe dadut nam bogi, i nichto nas
ne unizit. Vstan’te, kak l’vy, – odin za odnogo! I der- zhites’ za knyazya
svoego. I Perun budet s vami i dast vam pobedu. Slava bogam nashim
do konca vekov! I zemle toj – Rusi otcovskoj, zemle nashej – vsyakih
blag! I tak budet vsegda, ibo eti slova ot bogov.

21-III
I vot hrabryj poborol tu zluyu silu – obe sotni opoyasannyh voinov. I my
dolzhny byli sohranit’ porvannye odezhdy i postavili dlya bogov
hranilishche. I prihodili k stene dubovoj i k drugoj stene – i tam hranili
podobiya nashih bogov. My imeli mnogo hranilishch v Novgorode na reke
Volhove, imeli i v Kieve-grade v Bozh’ih lesah. A takzhe imeli na Vol’shi
dulebskoe hranilishche i v Surozhe na sinem Surozhskom more. I eto
velikoe oskorblenie dlya nas, chto v surozhskih hranilishchah, dobytyh
vragami, bogi nashi poverzheny vo prah i dolzhny valyat’sya, tak kak
rusichi ne imeyut sil, chtoby odolet’ vragov v boyu. I my imeli rvanye
odezhdy takie zhe, kak u strannika, kotoryj hodil noch’yu po lesam i
porval odezhdu svoyu na kuski. Takzhe i russkie imeli lohmot’ya na tele
russkom. I my ne beregli odezhdy, lish’ stremilis’ slavit’ bogov, kotorye
ne priemlyut ot nas zhertv, poto- mu chto oni razdrazheny nashej
lenost’yu. I vse zhe ptica Mater’ Sva slavu nam predrekla i molila nas
ube- rech’ slavu otcov. Ne imeli my derzosti dvinut’sya na rat’ i mechami
svoimi vzyat’ zemlyu nashu, ochistiv ee ot vragov. I vot tysyachu tris- ta
let my hranim nashi svyatyni, a nyne zheny nashi govoryat, chto my -
blazhennye, chto my utratili razum svoj i stoim my kak agncy pered
vragami. CHto ne smeem pojti na bran’ i mechom razit’ vragov nashih. I
vot gryadet k nam Kupala i govorit nam, chto my dolzhny stat’ voinami s
chistymi telesami i dushami nashimi. I poshli my po stopam ego, kotoryj
prishel k nam i, nas ohranyaya, povel k surovoj bitve. I tam my
(pogibnuv) predstali b pred likom Svaroga. I tak, idya k seche, my hvalili
bogov nashih pered bran’yu, kak v mirnye dni. I vot Kupalich skazal
nam, chto my dostigli onoe vremya, i budem te- per’ pochitaemy za
slavu svoyu, i takzhe s otcami nashimi prebudem.

7zh-II
I my vedali, chto russkij rod dolzhen sobirat’sya v desyatki i v sotni,
chtoby napast’ na vragov i snyat’ s nih golovy. I togda zlye polyagut, i
zveri hishchnye, ih poev, sdohnut. Tekut reki velikie po Rusi, i zhurchat
mnogie vody, i poyut oni o starodavnem. O teh boyarah, chto ne boyalis’
idti k polyam gotskim, chto mnogie leta borolis’ za vol’nost’ russkuyu, o
teh, chto ne be- regli nichego, dazhe zhizni svoej, – o nih govorit
Bereginya. I b’et kryl’yami Mater’ Sva, slavu poet ta ptica voinam boru-
sinskim, kotorye ot rimlyan pali okolo Dunaya vozle Troyanova vala. I oni
na pryamom puti k trizne polegli, i Stribogovy vnuki plyashut nad nimi, i
plachut o nih osen’yu, a studenoj zimoj o nih prichi- tayut. I golubi divnye
tak govoryat, chto pogibli oni slavno, i os- tavili zemli svoi ne vragam, a
svoim synov’yam. I tak my potomki ih, i ne lishimsya my zemli nashej,
ne otdadim ee ni varyagam, ni grekam. I tut Zarya Krasnaya prishla k
nam, kak zhena blagaya, i dala nam moloko, chtoby krepost’ i sila
nasha udvoilas’. Ibo Zarya vozveshchaet Solnce. I takzhe slyshali my,
kak skachet vestnik na kone k solnech- nomu zakatu, chtoby napravit’
zolotoj cheln k nochi, chtoby (solnech- nyj) voz byl smirnymi volami
vlekom po sinej stepi. I tam zhe Solnce lyazhet spat’ v nochi. I kogda
den’ prihodit k vecheru, drugoj naezdnik poyavlyaetsya i tak govorit
Solncu, chto voz i voly gotovy i ozhidayut ego na otmechennom puti, i
chto Zarya prolilas’ v step’, i pozvala Mat’, chtoby Sva pospeshila…

8/2-III
I tut prishla Krasnaya Zarya, nanizyvaya dragocennye kamni na ub-
ranstvo svoe. I ee my privetstvovali ot serdca – kak russkie, a ne kak
greki, kotorye ne znayut o bogah nashih i govoryat zloe po nevezhestvu.
No my imeem imya slavy – i slavu tu dokazali na vrazh’em zheleze,
kogda prihodili na ih mechi. I dazhe medved’ ostanovilsya, chtoby us-
lyshat’ slavu tu, i skakavshie alany ostanovilis’ i potom govorili inym o
russkih: “Oni ne nachali by ubivat’, esli b ne bylo nuzhdy, – i etim russkie
gordyatsya, a greki voyuyut radi pohoti svoej. I dayut hleb oni ne tak,
kak greki, kotorye berut, a sami zlobu tayat na dayushchih”. I o slave toj
orly klichut vo vse storony, ibo russkie vol’ny i sil’ny v stepyah.

7a-II
Slava bogam nashim! My imeem istinnuyu veru, kotoraya ne trebuet
chelovecheskih zhertv. |to zhe delaetsya u varyagov, prinosyashchih
takie zhertvy i imenuyushchih Peruna – Perkunom. I my emu prinosili
zhertvy, no my smeli davat’ lish’ polevye zhertvy, i ot trudov nashih
proso, moloko, zhir. A tak- zhe podkreplyali Kolyadu yagnenkom, a
takzhe vo vremya Rusalij v YArilin den’, a takzhe na Krasnuyu goru. Tut
zhe my nachinali vspominat’ o Karpatskih gorah. V to vremya nash rod
imenovalsya – karpeni. Te, kotorye ot straha zhili v lesah, imenovalis’ po
nazvaniyu – drevi- chi, a na polyah my nazyvalis’ – polyanami. Tak
vsyakij, kotoryj slushaet grekov, skazhet pro nas, chto my – lyudoedy. No
eto – lozhnaya rech’, poskol’ku eto voistinu ne tak! My imeli inye obychai.
Tot zhe, kto hochet pobedit’ drugogo, govorit o nem zloe, i tot – glupec,
kto ne boretsya s etim, potomu chto i drugie eto nachnut govorit’. I tak
my dolgo upravlyalis’ rodami, i starshie iz vsyakogo roda shli sudit’
rodichej pod Perunovym drevom. I takzhe imeli my v tot den’ igrishcha
pered ochamya starshih: i silu yunoshi pokazyvali, oni bystro begali, peli
i plyasali. V tot den’ ognishchane hodili na pro- mysel i prinosili dich’
starcam, kotorye delili ee s prochimi lyud’mi. I volhvy zhertvu delali
bogam, voshvalyali ih i slavu pro- vozglashali. Vo vremya zhe gotov, ili
kogda poyavlyalis’ varyagi, izbiralsya knyaz’ v vozhdi. I etot vozhd’ vel
yunoshej k surovoj seche. I vot rimlyane, poglyadev na nas, zamyslili
zloe. I prishli so svoimi kolesnicami v zheleznyh bronyah i napali na nas.
I potomu my dolgo oboronyalis’ ot nih i otvazhivali…

7b-II
… ih ot nashej zemli. I romei uznali, kak my dorozhim zhizn’yu nashej, i
potomu ostavili nas. No togda greki zahoteli bit’sya s nami okolo
Horsuni /11/. I bilis’ my surovo protiv rabstva nashe- go, i byla bor’ba i
rasprya velikaya tridcat’ let, i oni ostavili nas. I togda greki prishli na
torzhishcha nashi i skazali nam: “Obmenivaj- te korov vashih na maz’ i
serebro, kotorye trebuyutsya zhenam i de- tyam”. Tak my menyali
borony na ih sned’. Posle edy greki staralis’ nas oslabit’, i stremilis’ vzyat’
s nas dan’. No my ne oslabilis’ i ne otdali zemlyu nashu, kak i zemlyu
Troyanyu ne dali romeyam. Daby ne vstala Obida Dazh’bogovym
vnukam, bespokoyashchimsya o vooruzhennyh vragah. Tak i segodnya
my ne zasluzhivaem huly, kak i otcy nashi, ibo my rubilis’ u berega
Gotskogo morya i tut oderzhali nad nimi pobedu. Pesn’ hvalebnuyu poet
Mater’. Ona – prekrasnaya ptica, kotoraya nesla prashchuram nashim
ogon’ v doma, a takzhe agnca prinimala. Nad gotami, bol’yu nashej, my
oderzhivali verh siloj. I dolzhny my vragov rassekat’ i progonyat’ ih, kak
psov. Poglyadi, narod moj, kak my oberegli (inye) narody. I my ne
oshiblis’, poluchaya rany, i ne brosilis’ ryadit’sya. A my sami vragov
progonyali, i bedu izbyli, i imeli inuyu zhizn’, potomu chto sami bi- lis’ za
sto gorodov i ne othodili ot nih. I tyagchajshee porazhenie bylo nam, no
my tysyachu pyat’sot let dolzhny byli perenosit’ mnogie bitvy i raspri, a
vse zhe ostalis’ zhivy iz-za svireposti i zhertvennosti yunoshej i voevod.

23-III
I vot prishli novoyary ot staryh pashen, gde byli takie zhe russkie. I oni
prishli na yug i srazhalis’ v stepyah desyat’ vekov. I eto takzhe russkie,
kotorye izbirayut svoih knyazej. |to delalos’ v kazhdom rode, a rody
davali ot kazhdogo plemeni svoego knyazya, a knyazi izbirali starshego
knyazya. I tot byl vozhdem v srazheniyah. I tak my zhili v zemle toj do
teh por, poka vragi ne prishli k nam i ne razbili nas. |to Greciya prishla
na tu zemlyu, i osela na nej, i ne zabotilas’ o Rusi. I vot rusy vynuli
mechi, i napali na grekov, i otognali ih ot svoih morskih beregov. I togda
greki priveli rati, zashchishchennye zheleznymi bronyami. I byla secha
velikaya, i vorony tam grayali pri vide chelovechiny, razbrosannoj po
polyu. I eli oni ostanki, i veli- kij graj stoyal v pole tom. I eli oni ostanki
grecheskie, russkie ne trogaya. Tam oni zashchitu imeli, tak kak bogi ne
zhelali gibeli russkih. I tam srazhalos’ Solnce s Mesyacem za zemlyu tu. I
Nebo srazhalos’ za pole bitvy, chtoby zemlya ta ne popala v ruki
ellinskie, a osta- las’ russkoj. I tam plachet mat’ o detkah svoih, kotorye
prolili krov’ na pole srazheniya, i to pole stalo russkim. Novoyary
nahodyat- sya tam do sego dnya, a zemlya ta – nasha iz-za krovi,
prolitoj mecha- mi. I tam skazali elliny nashemu starshemu knyazyu,
chto oni ne hotyat hodit’ v zemlyu nerov (nevrov?), a takzhe brat’ rabov
alanskih, ibo imeyut berega morskie (i etogo dostatochno). I pro eto my
imeli predskazanie v nashi dni – poskol’ku praotcy nashi, umershie na
pole bitvy, ne vzyali zemlyu u vragov nashih, zna- chit, i segodnya,
soglasno predskazaniyu, ee nikto ne voz’met. I vot Germanareh prishel
na sever k nam, i my dolzhny byli oboronyat’ zem- li svoi, a takzhe idti
na nego, ibo gotskaya zemlya – nasha. Ee belo- gory seyali i useivali
kostyami svoimi i krov’yu svoej polivali – i potomu ona nasha. I vot poet
ptica Mater’ Sva i slavu predrekaet nam: nam samim i mecham nashim.
I my poshli do svyatogo polya, i odoleli vragov polnoch- nyh (severnyh), i
otrazili vragov poludennyh (yuzhnyh). I poshli na vragov i soshlis’ s nimi,
i byli germancy poverzheny russkimi, po- tomu chto my – Otca nashego
Peruna syny i Dazh’boga vnuki. I vot Svarog ukazal nam, kuda ushli
elliny i Germanareh. I tot Germanareh otoshel na sever, a elliny na yug. I
tak my obreli zemlyu nashu i sobrali ee voedino, i ne davali my synovej
svoih, ibo ceny ne imeyut syny nashi. I vot idet v stepi nashi velikoe
mnozhestvo inyh rodov, i ne dolzhny my byt’ mirnymi, i ne dolzhny prosit’
pomoshchi, ibo ona v myshcah nashih i na konce mechej, i imi my
sechem vragov. I eto poet ptica Mater’ Sva nam, chtoby my podnyali
mechi svoi na zashchitu svoyu. I ona b’et kryl’yami o zemlyu, i prah
podnimaetsya k Svarge. I na etoj zemle – vragi, i ona b’et ih, i ona
srazhaetsya za nas. I ih my odoleli, kak ona nam krichala, ibo krik ee
byl v serdce nashem. I my vedali, kak vit’ sur’yu i idti do sechi, i tam
odolevali pit’e inoe, sotvorennoe bogami. I ono budet nam, kak zhivaya
voda v poslednij chas velikoj trizny, kotoraya budet u vsyako- go, kto
umer za zemlyu svoyu. I vot Svarozhich smotrit na nas ot svoej chudnoj
Svargi i, vidya rati nashi, pereschityvaet ih. I esli ne hvataet dlya scheta
pal’cev na rukah, to on schitaet po pal’cam na nogah. I vedaet Prashchur
nash, chto my – sila velikaya i ne mogut odolet’ nas vragi nashi. I tak my
tekli na nih i dozhidalis’, poka oni upadut na zemlyu i umrut ot Mary. A
etu Mar’ my znaem! I vot govorili my v serdcah nashih, chto ne
vernemsya my k ochagam svoim, dokole eshche vragi ryshchut, dokole
ne brosimsya telami nashimi na vragov, poka eshche vragi zabi- rayut
zemli nashi. I govorim my, chto bogi zabotyatsya o nas. I esli budut
ubity peredovye voiny, to luchshe detej svoih brosit’ na kop’ya, chem
povernut’ zady Vragam nashim. I vot lyudi nashi oderzhali pobedu, i
potekla zemlya chasha k nam, chtoby my smogli uderzhat’ ee do
smertnogo chasa i uzret’ Maru. I chtoby Mara otstupilas’ ot nas i skazala,
chto ya ne imela silu i potomu ne odolela vityazej russkih. I togda slava
potechet k Svar- ge. I tam bogi skazhut, chto rusichi – hrabrye, i est’ im
mesto pod- le boga vojnyPeruna i Dazh’boga – ih otca.

8a-I
Posmotrite vokrug – uvid’te pticu tu na chele vashem! I ta ptica povedet
vas k pobedam nad vragami, ibo vy – syny ee i potomu oderzhite
pobedu! I ona, krasuyas’ pered nami, vlekla nas k sebe svetom. I tak by-
lo v inye vremena, kogda russkie shli s vendami i te hoteli unesti bogov
svoih k moryu. I my tam ugnezdilis’. I tam byli goroda i hramy-pomol’ya,
i tam zhe byli mnogie zdaniya, i byli my bogaty. I te pomol’ya byli ukra-
sheny zlatom i serebrom, i my pochitali mnogih derevyannyh bogov i
uhodili ot iskushenij. I eto bylo vedomo inym, kotorye videli eto, kotoryh
eto zadevalo i im perechilo, – i potomu rodichi nashi ne imeli pokoya.
Araby prihodili i terzalis’ na torzhishchah o bogatstve i dani,
dayushchejsya navsegda poselivshimsya tam otrokam (rabam i voinam).
I ta zemlya, govoryat, takzhe oprotivela nam vojnami i trudnoj zhizn’yu. I
togda my otoshli k goram Karpatskim, ishcha pokoya, no i tam takzhe
my vrazhdovali s zlymi yazychnikami. Tam peli my, chto my – russkie, i o
slavnyh dnyah teh. I imeem my pesni te ot otcov nashih – o prekrasnom
zhit’e v stepyah i slave otcov. I vot voevoda Bobrec povel russkih v Golun’
i obrel posle smer- ti chin v hrabrom vojske Peruna. |to my ne zabudem
nikogda, ibo my – syny otcov nashih i imeem lyubov’ k ih pamyati. I my
govorili o nih, tak kak oni byli siloj nashej, i sily toj, chto shla k nam ot
nih, dazhe u l’vov net, a l’vinuyu my peremogli. My skazali…

8b-I
…o teh, kotorye zabotilis’ o nas. My togda ne imeli mol’bishch i sluzhili
pered kolodcami i rodnika- mi, gde tekla zhivaya voda. I tam
volshebstvo est’, i volki hishchnye tuda ne zahodyat. Teper’ vspomnim
vremena Aldoreha. Ego prizval zhrec, tak kak my ne radeli o blagochestii
(?) i ne derzhali slovo. I krasavic nashih togda vnezapno brali i
pohishchali – i uvozili de- vushek. A mezhdu nami byli raspri iz-za gotov.
I tam my zhili, i by- li pod gotami. A v te veka my upravlyalis’ rodami i
knyaz’yami. I byl knyaz’ Brav- lin, kotoryj otobral u ellinov berega
morskie. I posle bitvy my prishli zhit’ tuda, i tam razvodili skotinu, i
skifam davali popas- ti skotinu v stepyah. I togda terpeli bedu oni,
potomu chto greki snova sideli v Goluni, a kogda prihodili v goroda -
zlobstvovali na nas. V te vremena my ushli proch’ na sever i tam byli
dvesti let, i tam my ostalis’ s teh por i donyne. I sejchas my imeem
drugogo knyazya Bravlina, pravnuka svoego deda, kotoryj govoril: “Idite
na yug, na grecheskuyu Golun’! Ibo greki mezhdu ellinami – plemya
osoboe, i prodayut oni nas, pojmav v ste- pyah, i skotinu nashu hotyat
vzyat’ zadarom. |to my imeli ot nih. Stryahnite zhe ih v more i gonite v
svoi kraya, tak kak zemlya ta – russkaya, i tam russkaya krov’ lilas’ vniz
na zemlyu, i ta pila krov’ nashu. Na nas nadejtes’! I my budem ee
zashchishchat’ vo vse dni, kak i ranee hoteli”.

BORXBA S GOTAMI I GUNNAMI
13-II
I vot, umom i hrabrost’yu okrepnuv, poshli my k voshodu Solnca, s obeih
storon reki vidya. I tam oseli, gde Mater’ Sva skazala, i ona obe storony
kryl’yami otvoevala, i takzhe zabrala zemlyu tu i oboronila ee ot dasu i
gunnov, a takzhe k gotam obratila strely svoi i mechi ottochennye…

8/1-III
I tut rodichi nachali delit’ – komu byt’ starshim. Kij otoshel k otcam i
praotcam umershim. Kij ushel nas – i pritekla beda. I tut velikaya svara
odolela russkih, kotorye prinyalis’ bit’sya za razde- lenie – i razdelilis’. I
tut greki ot svoih zemel’ zhat’ stali. A my na bitvu ne imeli sil, chtoby
sojtis’ v krug i po kryl’yam. I vsyakij byl sam po sebe, poglyadyvaya na
sosedej svoih. I ot togo very ne imeli, chto muhi, idya k seche i idya
obratno, prinimalis’ branit’sya – mol, pri pohodah Kiya bylo luchshe, pri
Kie s vechera za- ranee shla rech’ o pobede. I togda peli o pohodah
otcov svoih, o tom, chto kogda Ruskolan’ pala nic iz-za srazhenij s
gotami i gun- nami, togda sozdalas’ Kievskaya Rus’ i Antiya, i goty etogo
ustra- shilis’ i ushli von k svoemu krayu. I my vedali pro dva kraya – odin
vendov, a drugoj – gotov. I tut goty prishli k nam, i goty eti usililis’, a
vendy oslabeli. A vokrug nas byla chud’, a takzhe byla litva, i oni
nazyvalis’ il’mami, a ot nas oni byli narecheny il’mercami.

6a-II
Ot Oreya – eto obshchij nash otec s borusami – ot Ra-reki (Volgi) do
Nepry (Dnepra) rody upravlyalis’ rodichami (starejshinami) i vechem.
Vsyakij rod naznachal sebe rodicha, kotoryj byl sut’ pravyashchim. A
kogda my poshli k gore, togda (izbrali) knyazya, voevodu nad lyud’mi,
chtoby on voeval s vragami vo slavu Peruna. I eto Dazh’bogova
pomoshch’ vozvratilas’ k nam! Tak zemlya ta stala russkoj iz-za bor’by
rusov i borusov. I velikaya neprestannaya bit- va shla vo vsyakij chas. I
mnogie byli v to vremya ubity, no vrazhij natisk byl v to vremya
okonchatel’no sokrushen. I tut Germanareh /12/ prishel k nam i napal na
nas. I tak nas srovnyali s zemlej, kogda my bilis’. I prishlos’ nam iz-za
gotov mezhdu dvuh ognej tlet’ i vosplamenyat’sya. I tut prishla velikaya
be- da, i zhnivo nashe bylo spaleno, i ne ostalos’ seleniya, gde by ne
bylo dyma i pepelishcha. I tut priletela k nam ptica bozheskaya i
skazala: “Idite na pol- noch’ i nabros’tes’ na teh, kotorye prihodyat k
selam nashim i pash- nyam (?)”. I tak sotvorili my – ushli na polnoch’, i
postaralis’ (borot’sya) s nimi. I v etoj raspre my ih pobedili. I tak prishli
my k nim, i vstali stanom na reke Don – tam, gde byli rimlyane (?), i tak
nabrosilis’ na nih i bilis’ mnogo. Tut nekotorye hote- li nas bystro
oprostovolosit’ – i vmesto etogo sami oprostovolo- silis’. I tut byla t’ma
oprostovoloshennyh voinov. Velikie shli snega, golod muchil nashih
lyudej, ostavshihsya u reki i lishivshihsya vsego. V tot raz volki stradali,
potomu chto ne mogli zaglatyvat’ tvarej (lesnyh)…

6b-II
Tak sto dvadcat’ let (prodolzhalas’) vojna. Goty prishli “na ple- chah”
gunnov, i (otoshli) na polnoch’, i oseli mezhdu Ra-rekoj (Vol- goj) i
Dvinoj. Germanareh i Gulareh priveli ih v novye zemli, ibo gunny s bre-
dushchimi bykami svoimi stali stanom v tom krayu. Tam bylo mnogo ko-
nej i bykov, trava zlachnaya, voda zhivaya. I tut Gulareh privel no- vye
sily svoi i otrazil glavnye sily (?) gunnov, mnogie iz koto- ryh tekli na
nas. I tut rodichi sobralis’ na konyah idti na nih. I byla surovaya se- cha
tam tridcat’ dnej. I rusy pustili gotov v svoi zemli. I ot etogo zlye poshli
vremena. Napali na nas rimlyane… opolchilis’ (?) i goty s severa i s yuga.
I togda velikaya krov’ lilas’ (?)… I tam bor’ba byla… Tam mnogo travy
poleglo, ugodnoj bogam i lyudyam. I vot ne mogli my ni k chemu inomu
pribegnut’, krome kak vybrat’ knyazya iz vozhdej, kotoryj byl by ot oseni
do vesny i kotoromu my platili by dan’ ot polyud’ya. A v starye vremena
my vodili stada svoi i obrabatyvali zemlyu. I byla takoj nasha zhizn’ sto
desyat’ let, i tvorili my vsyakij den’ bor’bu s gunnami. I… prishel
(Sah?)… i nichego ne vzyal. I vot my stali imet’ knyazya Saha, i byl on
premudryj… v ladah s rusami, i byl nashim drugom… Za-I |to b’et
kryl’yami ptica mater’ Sva, kogda tyagosti novye idut na nas. I vragi
razdvigayut shchel’ (na granice) i nachinayut, i, prory- vayas’, napadayut
na nas. I vot techet pechal’ velikaya v krae nashem, budto dym stepnoj,
vidennyj nami, kotoryj podnimaetsya k Svarge. Kogda ZHalya plachet o
nas i klichet Mater’ Sva k Vsevyshnemu, posy- layushchemu veter lesam i
ogon’ ochagam nashim, togda On prihodit na pomoshch’, i vmeste s nim
otcy nashi b’yutsya s vragami. I vot Germanareh otstupil, i goty ushli za
maluyu Kadku i utekli k beregu morya. I tak zemlya osvobodilas’ do
Dona i po tu storonu Dona-reki. I eto Kalka velikaya – est’ granica
mezhdu nami i prochi- mi plemenami. I tam goty bilis’ chetyresta let so
svoimi vragami. I togda my nachali zasevat’ zemlyu nashu, nachali
pahat’ spokojno zemlyu dlya ellinov, torgovat’ s nimi – sovershat’ obmen
skota, shkur i sala na serebryanye i zolotye monety, i pit’e, i yastva
vsyaches- kie. I zhizn’ nasha posle togo byla spokojnaya i mirnaya. I vot
goty napali na nas eshche raz. I byla rasprya desyat’ let. I my uderzhali
zemlyu nashu. Takzhe my imeli bran’ ot vragov, uklo- nyayushchihsya ot
svyatyh volhvovanij. A te svyatye prihodyat k nam. I pervyj svyatoj -
Kolyada, a drugie – YAr i Krasnaya gora, i Ovsen’ velikij i malyj. I idut te
svyatye, kak muzh ot grada do sela ogni- shchanskogo, i s etim na
zemlyu mir gryadet ot nas k inym i ot drugih k nam.

3b-I
Sotekajtes’ i idite, brat’ya nashi, plemya s plemenem, rod s ro- dom, i
srazhajtes’ – kak eto i nadlezhit nam – za sebya na zemlyah nashih. I
nikogda ne dolzhno byt’ po-inomu! Ibo my – russkie, sla- vyashchie
bogov nashih pesnyami nashimi i plyaskami, i zrelishchami, kotorye my
ustraivaem vo slavu bogov. I vot my oseli na zemlyah i nachali perstami
prikladyvat’ ee k ranam svoim i toloch’ ee. I posle smerti predstavali
pered Marmo- roj, kotoraya rekla nam: “YA ne budu vinit’ togo, kto
napolnen zem- lej, i ne mogu ego otdelit’ ot nee”. I bogi,
nahodyashchiesya tam, posle nee govorili: “Ottogo ty rusich i
ostanesh’sya im, chto nabral zemlyu v svoi rany i prines ee v Nav’”. V te
vremena, poka knyazej izbirali, mnogie vozhdi i knyazi byli. I vsyakoe to
knyazhenie na veche utverzhdalos’ prostymi muzhikami. I tak
postanovlyali: “Zemlyu pashite – sebe, a knyaz’ pust’, soglasno
resheniyu, zashchishchaet lyudej”. A hleb, i edu, i vse, chto nuzhno dlya
zhizni, on ot svoih lyudej kazhdyj den’ imel. (Nyne zhe) inye knyazi i
podati berut, i synam svoim vlast’ dayut ot otca k synu i takzhe ot deda
k pravnuku.

6d-II
I tak zhrec skazal, chto demony-dasu umnozhilis’. I ot nih spase- niya
ne bylo b nyne, esli b my ne imeli nashih voinov. Tak my okonchatel’no
uznali – otkuda my. I eto byl boyarin Gordy- nya, kotoryj bil gotov
Triedora. I bylo eto cherez desyat’ stoletij i tri goda posle Karpatskogo
ishoda. I on, kak i Triedor, shel bez straha na nih. A boyarin Segenya,
kotoryj ubil syna Germanareha i otroka Gulareha, poshel k
Voronezhcu. /13/ Tam ostalas’ Rus’ Borusskaya i Ruskolan’. I tak nam
pridetsya stydit’sya iz-za slov vragov nashih, esli my ih poluchili, no ne
smogli vozvratit’ vdesyatero za vsyakoe slovo, skazannoe nam. I vot
Zarya svetit nam, i Utro idet k nam, i tak my imeem vestnika,
skachushchego po Svarge. I rekli my hvalu i slavu bogam! I vot
Surozh “ogrechilas’”, i ne budet ona teper’ russkoj. I tam bogi
grecheskie. No zhizn’ v stepi – k blagu nashemu, poluchili my ot nee
tverdost’ i krepost’, daby vragi otvedali, chto est’ istina. I Gulareh poshel
na novye zemli.

7v-II
Togda ne bylo inyh gostej, a nyne pribyvayut i bespokoyat nas. Togda
my mogli otrazit’ vragov. I ezhednevno tak i otrazhali, i brali (v plen) i
etih, i teh. Snachala my zvali pod styagi vozhdej nashih, kotorye eshche
ne obabilis’, a byli voinami… Prihodili eti voiny na ploshchadi i govorili,
chto ne budet po-inomu – i my dolzhny idti na grekov, kak postanovilo
veche. I prosili my v YAsuni, i Indra shel za nami, kak shel za otcami
nashimi na romeev v Troyanovoj zemle. I nichego ne bylo by, esli b
varyagi veli nashih voinov na Troyanovu zemlyu, tak kak my mogli i sami
ih vesti. Tysyachu let my otbivalis’ ot romeev i gotov. I Sur’yu antskuyu,
kotoraya byla s nami, my nikogda ne zabudem, i to, kak goty soedi-
nilis’ s gunnami protiv nas. I Gulareh napal s polnochi, a gunny – s
poldnya. I tut zaplakala Ruskolan’, Borusiya” potomu chto gunny
soedinilis’ (sroilis’) s gotami. Tut Rus’ podnyalas’ svoej siloj i otrazila
gunnov, sotvoriv Kraj Antov i Skuf’ /14/ Kievskuyu. I do sego dnya iz-za
srazhenij serdce nashe oblivaetsya krov’yu ot utra do vechera. I hodili
my, i ronyali slezy o sud’be nashej zhizni. I ne byli my nemy (?) v chas
tot, i vedali, chto pridet vremya, kog- da my dolzhny budem idti na sechu
s vragami – bud’ to greki libo gunny. I tol’ko esli nas ohomutat’ (?) i
ohranyat’, togda lish’ ne budet u nas vragov, kotorye – merzost’ pered
ochami nashimi. Gulareh zhe zaplatil za to, i dolzhny my prinudit’ Horsun’
zapla- tit’ za slezy docherej nashih uvedennyh i synov, vzyatyh kak dan’.
I plata ta zhe – ne serebrom i ne zolotom, poskol’ku sleduet otse- kat’ ih
golovy i “rubat’ ih v shchepu” (!).

14-III
I vot drugoj vrag Germanareh prishel na nas s severa. On vnucha- tyj
vnuk Otoreha. Novye vragi s rogami na lbah na nas napali. A varyagi
govoryat nam, chtoby my shli na nih. No my ne stanem voevat’ na oba
polya, ved’ (i varyagi, i goty) – vragi, i my ne mozhem raz- delit’ mezhdu
nimi – kto iz nih pervyj. I vot yazygi prishli na nas s Tanaisa (Dona) i
Tmutarakani s sil’noj konnicej i beschislennoj rat’yu. I t’ma za t’moj
potekla i prodolzhala tech’ na nas. I ne imeli my inoj pomoshchi, krome
kak ot bogov. Bogi poveleli nam – i udesyaterilis’ sily, i potekli my na nih.
|to Belobog povel nashi rati i konnicu. I tut my uvideli byvshih v lesah
volshebnikov, prishedshih k rati i vzyavshih mechi. I videli my
kudesnikov, tvoryashchih velikoe chudo, kak iz perstov, podnyatyh k ne-
bu, vstayut rati nebesnye. I tekut oni na vragov i vvergayut ih v mogilu. I
tut my videli ptic velikih, letyashchih k nam. I brosaetsya na vragov, b’et
kryl’yami Mater’ Sva i klichet nam, chtoby my shli za zemlyu nashu, i
bilis’ za ochagi nashego plemeni, ibo my – rusichi. Sobirajtes’ i tekite,
brat’ya nashi, – plemya za plemenem, rod za rodom! I borites’ s vragami
na zemle nashej, kak i nadlezhit nam i nikogda inym. Zdes’ i umrite, no
ne povorachivajte nazad! I nichto vas ne ustrashit, i nichego s vami ne
stanetsya, potomu chto vy v ru- kah Svarozh’ih. I on povedet vas vo
vsyakij den’ k shvatkam i sra- zheniyam mnogim. I kazhdyj raz, kogda
prihodil vrag na nas, my sami brali mechi i oderzhivali pobedy. Bylo
vozveshcheno ot Materi Sva, chto budushchee nashe – slavno. I my
pritekali k smerti, kak k prazdniku. Bylo predska- zano eto nam v starye
vremena, kogda u nas byli hramy svoi v Kar- patah, kogda my (Prinimali
kupcov – arabov i inyh. I te gosti po- chitali Radogoshch, i my brali v te
dni poshlinu i sobirali ee chestno, potomu chto chtili bogov. I nam bylo
povedeno chtit’ ih. I my imeli na to ukazanie v nashe vremya, chtoby my
ne prinimali shatkuyu (veru) i otcam nashim pochesti vozdavali, a ne
prosto ot bezdel’ya prihodi- li k derev’yam. I budut ruki nashi utruzhdeny
ne ot pluga, a ot tyazhelyh mechej, tak kak nam povedeno idti k
granicam nashim i sterech’ ih ot vra- gov. I vot dymy, vozdymayas’, tekut
k nebu. I eto oznachaet skorb’ velikuyu dlya otcov, detej i materej
nashih. I eto oznachaet – prishlo vremya bor’by. I my ne smeem govorit’
o drugih delah, a tol’ko ob etom. I vot prishli varyagi k Dnepru, i zabrali
zemlyu nashu, i uveli lyudej. I zemlya teper’ pod nimi. Ne ugonyajte
lyudej! A esli ne soglasites’ na eto, isprobuete na- shi mechi. Otvad’te
Ryurika ot zemel’ nashih, gonite ego s glaz doloj tuda, otkuda prishel. I
vot granicy nashi vragami sokrusheny, i zemlyu nashu popiraet vrag. I
eto obyazannost’ nasha (zashchishchat’ zemlyu), i my ne zhelaem inoj
rati.

9b-I
Goty zhe byli togda v krae zelenom i nemnogo operedili otcov na- shih,
idushchih ot Ra-reki. Ra-reka velikaya otdelyaet nas ot inyh lyu- dej i
techet v more Fasiste (Kaspijskoe). Tut muzh roda Beloyaru pereshel na
tu storonu Ra-reki i upredil tam sin’skih kupcov, idushchih k
fryazhencam, poskol’ku gunny na ostrove svoem podzhidali gostej-
kupcov i obirali ih. I bylo eto za polstoletiya do Aldoreha. A eshche
ran’she etogo byl rod Beloyarov sil’nym. I ot gunnov torgovcy pryatalis’ za
muzhami Beloyarovymi i govorili, chto dayut serebro i dva konya zolota,
chtoby projti i izbezhat’ ugrozy gunnskoj, i tak projti mimo gotov, takzhe
surovyh v bitve, i dojti do Dnepra. I koni u nih beschislenny, i dvazhdy
oni berut dan’. I potomu posle kupcy, stekavshiesya k nam, vernulis’ v
Kitaj i ne prishli bol’she nikogda.

AVARSKOE IGO, HAZARSKIJ KAGANAT, PRIHOD VARYAGOV
4a-I
I vot gryadet s silami mnogimi Dazh’bog na pomoshch’ lyudyam svoim. I
ne imeem my straha, poskol’ku izdrevle, kak i sejchas, on pechetsya o
teh, o kom zabotilsya, kogda hotel togo. I tak my ozhidali dnya svoego -
togo, o kotorom imeli (predvestie?). I vot byl Voronezhec mestom, gde
goty usililis’. A Rus’ tam bilas’, i v tom grade nas bylo malo. I tak posle
bitvy, sozhegshi ego v prah, i pepel vetrami razveyavshi vo vse storony
po polyam, (goty) mesto sie ostavili. Ne blagoslovlyajte tu zemlyu
russkuyu! Ne ozirajtes’ na nee, no i ne zabyvajte ee! Tam zhe krov’ otcov
nashih lilas’, i potomu my po pravu prihodili tuda. I ot etogo Voronezhca
slava techet po Rusi, i ee Svarog imeet. Berite ee vsemi silami, vozvratite
ee so svoimi knyaz’yami, osvo- bodite blazhennuyu russkuyu zemlyu!
Ibo eto prekrasnye pashni, kotorye mogut dat’ propitanie – rugu dlya
knyazej i dlya ognishchan – ih slug. (Sdelaem tak, chtoby) ot nee imeli
te, kto osvobodit ee v seche, rugu osobuyu – edu i pit’e, kotoruyu budut
davat’ ot svoego vremeni i do smerti. I polegli oni. I tak mnogie slozhili
kosti svoi na ravnine, i my poluchili urok tak zhe, kak anty vo vremena
Mezenmira. I my, slavu poyushchie bogam, tak i nazyvaemsya
slavyanami, my nikogda ne prosili nichego, lish’ slavu peli. I kogda
molenie tvorili, omyvali telesa nashi i rekli slavu, a takzhe…

4b-I
…pili sur’yu – napitok vo slavu (bogov), pyat’ raz v den’ ogon’ zazhigali
(v svyatilishchah) – zhgli Dub. I takzhe Snop velichali i govo- rili hvalu
emu, ibo my – Dazh’bogovy vnuki i ne smeli protivit’sya slave svoej. A
neskol’ko vekov tomu nazad my byli antami na russkoj ravnine, a v
drevnosti byli rusami – i nyne prebyvaem imi. …vot na Volyn’ prishli i,
pridya, bilis’ s vragami, tak kak my – hrabrye. Ta Volyn’ – (mesto)
pervejshego Roda. I togda oserchali voi, i anty Mezenmira oderzhali
pobedu nad gotami, razveyali ih na vse storony. A za nimi potekli gunny,
zhazhdushchie slavnyh korov, i byla bor’ba s nimi surovoj. I tut goty
soedinilis’ s gunnami, i s nimi na otcov nashih napali, i byli razbity nami i
unichtozheny. Zatem prishli obry i knyazya nashego ubili. I tak sine more
otoshlo ot Rusi. Bogi russkie ne berut ni zhertv lyudskih, ni zhivotnyh,
tol’ko plody, ovoshchi, cvety i zerna, moloko, pitnuyu sur’yu, na travah
zab- rodivshuyu, i med, i nikogda zhivuyu pticu, ryb. I eto varyagi i elli-
ny dayut bogam zhertvu inuyu i strashnuyu – chelovecheskuyu. My zhe ne
zhe- lali delat’ eto, tak kak my sami – Dazh’bogony vnuki i ne stremi- lis’
krast’sya po stonam chuzhezemcev.

4a-II
I byl v stepi boyarin Skoten’, zhivshij svoim trudom, i ne popal on pod
vlast’ hazar. I potomu chto byl on irancem, on poprosil po- moshch’ u
irancev. I oni prislali konnicu i razbili (hazar). Rasska- zyvayut, chto
nekotorye rusichi ostalis’ pod hazarami, a nekotorye dobralis’ do grada
Kieva i tam poselilis’. Te zhe rusichi, kto ne hotel hodit’ pod hazarami,
poshli k Skotenyu. I tak Rus’ sobralas’ na ravnine (?). Irancy izdrevle s
nas ne brali dan’, a takzhe razreshali russkim zhit’ po-russki. A hazary
rusichej brali na raboty, vzimali s nas dan’, i brali i detej, i zhen, i ochen’
zlo bili, i tvorili zlo. I tut goty prishli i napali na Rus’, a Skoten’ byl
ryadom… I on prepoyasalsya mechom, i prashchury nashi vystupili protiv
nih, i togda iranskaya konnica potekla k nim i razbila gotov. I byli goty
ras- seyany i bezhali s polya, ibo krov’ tut lilas’ russkaya, cheremnaya. I
zemlyu tu my zabrali. Rasteklas’ Rus’ v gotskoj zemle, i mechami my
unichtozhili vsyakogo, i zemli ih sebe prisvoili. I tut hazary napali na nas,
utrativshih veche, i “poyali” nas. I tut rusichi rinulis’ v bitvu, kak l’vy,
govorya: “My propali, esli o nas ne pozabotitsya Perun”. I on pomog
nam. I goty byli pobezhde- ny, a do nih pervymi – hazary byli
nizverzheny v prah i rasseyany. I tut Rus’ zatihla, no govorili my: eto li
eshche budet… Hazary zhe ubezhali do Volgi, Dona i Donca. I tam sram
oni poime- li, i povergli mechi svoi v zemlyu, i potekli, kuda glaza
glyadyat. I v tot raz goty peremestilis’, i otoshli na sever, i tam izgnali
yazov, idya dalee, ibo Rus’ ustroilas’ na ih zemle, vzyatoj i rekami
russkoj krovi politoj. My prishli, chtoby govorit’, i skazali my, pridya, o
milosti bo- zheskoj. I hvalim my Dazh’boga nashego i Peruna za to, chto
oni byli s nami. I tak vpervye vospeli my slavu bogam na toj zemle, koto-
ruyu narekli zatem Ruskolan’. I na toj zemle my imeli bol’shie za- boty,
i byla utverzhdena zemlya nasha. I hazary boyalis’ podhodit’ k zemle toj
i nikogda ne napadali na Ruskolan’, opasayas’, chto ut- verdyatsya goty.

4v-II
Rus’ zhe uzrela zemlyu tu. Do etogo vremeni prishli v Kiev varyagi s
torgovcami i pobili hazar. Hazary zhe obratilis’ k Skotenyu, chto- by on
okazal im pomoshch’. No Skoten’ eto otverg i skazal, chto vy sami sebe
pomozhete, a takzhe to, chto im v Ruskolani nechego delat’ okolo nas.
Togda vrazh’ya sila prishla na zemli Voronezhca. V drevnosti Voro-
nezhec etot mnogo vekov stroilsya i byl ograzhden ot okrestnyh napa-
denij. (I togda) varyazhcy prihodili k Voronezhcu brat’ ego, i tak stala
Rus’ otgorozhennoj ot zapada Solnca. I nekotorye poshli k Sur’e na yug
otvoevyvat’ Surozh-grad… u morya, gde treki imeli uk- replennyj grad
Surozh’. Beloyar Krivorog byl v to vremya russkim knyazem i belogo
golubya vypuskal. Kuda tot letit, tuda idti. A poletel on k grekam, i
Krivorog napal na nih i razbil ih. Tut greki, kak lisy, stali vertet’ hvostom,
davaya Krivorogu zolotoe runo i konej serebryanyh. I tot Krivorog
ostalsya v Surozhi. Greki zhe byli v Goluni, a Krivo- rog (ne?) dogadalsya,
chto Rus’ otkryta tam. I togda greki napusti- li na nas voinov v zheleznyh
bronyah i pobili nas. Mnogo bylo pro- lito krovi rusichej vniz na zemlyu, i
ne bylo chisla stenaniyam russkim. Il’mercy govorili, chto my – glupcy, oni
by pribezhali k nam na pomoshch’… Tak pochtem zhe pamyat’ teh,
kotorye polegli v zemlyu russkuyu i udobrili ee i stali svoimi dlya nashih
starcev-praotcov, teh, kotorye otdali sily svoi Rusi. Na sechah s vragami
ih krov’ udobryala zemlyu nashu. Oni zhe sut’ te, kotorye s Perunom
kovali na nakoval’ne mechi na vragov nashih. My zhe im pomolimsya, i
oni nam pomogut.

4b-II
Mnogie voiny s mechami shli s nami, i takzhe oni potrudilis’, i ot togo my
stali vol’nymi i groznymi, kak i prashchury nashi. I Veles nauchil ih
zemlyu pahat’, a takzhe seyat’ zerno, ibo hoteli nashi pra- shchury stat’
ognishchanami i byt’ zemledel’cami. Govorim zhe eto, kak govoryat v
nashej zemle, no ne kak greki, zhazhdushchie russkoj zemli iz korysti.
Bulgary (?) nachali… dolzhny svoj skot vodit’ v polyah zlachnyh. I dolzhny
byli izbirat’ starshego iz roda v rod, i tak by- lo by pravil’no. (No) za
desyat’ vekov zabyli my, kto svoi, i po- tomu rody stali zhit’ osobymi
plemenami, tak obrazovalis’ polyane, a na severe -drevlyane, oni zhe
vse rusichi iz Ruskolani, kotorye razdelilis’ kak bezumnye. I iz-za togo
prishla na Rus’ usobica. A v drugoe tysyacheletie my podverglis’
razdeleniyu, i togda ubylo samostoyatel’nosti i prishlos’ otrabatyvat’
chuzhim dan’; vnachale – gotam, kotorye krepko nas obdirali, a zatem -
hazaram, kotorye ubivali. YAvilsya kagan, i on ne radel o nas. Vnachale
on prishel s kupcami na Rus’, i byli oni velerechivy, a potom stali zly i
stali rusichej pritesnyat’. I my stali govorit’: “Kuda my pojdem ot nih? Gde
budem my vol’nymi? My siry ves’ma, i ruka bozheskaya ot nas otvratilas’,
ibo tysyachu dvadcat’ let ne mogli my sotvorit’ Rus’, i potomu k nam
prishli varyagi i zabrali u nas eti mesta”. My – synov’ya velikoj Rusi,
kotoraya sozdavalas’ ot severa, tak kak ne bylo u nas inoj vozmozhnosti.
My sobralis’ v lesah il’merskih, kuda prishla nebol’shaya chast’ lyudej iz
Kieva, ibo v nem uselis’ varyagi, kotorye sut’ – hishchniki, povesivshie
Sventoyarov. I sdelali oni eto, chtoby uvideli my telo boyarina Gordyni
nashego, kotoryj porazil gotov vmeste so Skotichem. I bylo eto slavnoe
deyanie posle prihoda slavyanskih lyudej na Rus’ posle desyati stole- tij i
treh let, ibo, nagleya i grabya, oni na nas napali. I bylo eto, kogda
Sventoyar, odin iz knyazej, kotorogo vybrali borusichi v Ruskolani, vzyal
ruskolan, i (alan?), i borusov, i vooruzhil ih, i poshel na gotov iz
Voronezhca, i bylo ih desyat’ tysyach otbornyh kon- nyh voinov i ni
odnogo peshego. I tak nabrosilsya na nih, i byla secha zloj i kratkoj. I
ona stanovilas’ vse surovej k vecheru, i goty byli porazheny.

7g-II
I tak veli my rody, kuda govorila ptica. Grecheskaya lisa hitros- tyami
otvernula nas ot trav nashih, obŽyasniv nam, chto solnce nam vredit. No
i tut kolichestvo (naroda) u nas umnozhilos’, a ne umen’shilos’. I vot
posle tysyachi trehsot let ot Karpatskogo ishoda Askol’d zloj prishel k
nam. Tut sognulsya narod moj ot ladoni ego (?), i sdelal on tak, chto
lyuboj poshel pod styagi nashi. Zahvacheny vragami my mozhem byt’ na
Rusi, no Svarog – Bog nash, a ne inye bogi, a bez Svaroga my ne imeem
nichego, krome smerti. A ona ne strashila nas, kol’ my na nee byli
obrecheny, ibo Svarog zval nas, i my shli k ne- mu. I vot my shli, ibo
Mater’ Sva pela pesn’ ratnuyu, i dolzhny my by- li ee slushat’, chtoby ne
prishlos’ otdavat’ grekam nashi travy i skot nash. A oni nam kamen’ya
dayut gryzt’, potomu chto u nas zuby ochen’ tverdye i ostrye. |to nam
govoryat sami vragi, chto my strash- no rychali po nocham na lyudej,
kotorye sut’ greki. I sprashivali nas narody: kto est’ my? I my otvechali
im, chto my – lyudi, ne imeyushchie kraya, i pravyat nami greki i varyagi.
I chto zhe my povedaem detyam nashim, kotorye nam budut plevat’ v
glaza – i budut pravy? I vot druzhina sobralas’ pod nashi styagi, i
skazhem my vsyakomu, chto ne dolzhny my est’, buduchi na pole brani,
chtoby my otbirali grecheskuyu edu, a ne brali to, chto ne sŽedim (s
soboj). Ibo Mater’ Sva poet nad nami, i dolzhny my styagam nashim dat’
trepetat’ na vetru, a konyam nashim – skakat’ po stepyam. I podnyali
my prah voennyj za soboj i dali vragam vdohnut’ ego. I v tot pervyj den’
sechi imeli my dvesti ubityh za Rus’. Vechnaya im slava! I prihodili k nam
lyudi, no ne imeli my boyar, chtoby prijti…

7d-II
…i spravit’ triznu slavnuyu po vragam. Naletim sokolami na Horsun’,
chtoby vzyat’ edu, i dobro, i skot, no ne budem grekov polonit’. Oni zhe
nas znayut kak zlyh, no my – dobrye na Rusi. I ne budet s nami tot, kto,
vzyav chuzhoe, govorit, chto delaet dobro. I ne budem my takimi, kak
oni, ved’ nas vedet nasha YAsun’, i potomu postaraemsya trudami
nashimi pobedit’ vseh vragov do edinogo. Slovno sokoly napadem na nih
i brosimsya v groznuyu bitvu, ibo Mater’ Sva poet vo Svarze o podvigah
ratnyh. My ushli ot svoego doma, i potekli my na vragov, i dali im
otvedat’ russkogo mecha, (i uvideli oni) kak sekut yasuni. Ne govorite
zhe, chto my ne mogli nichego inogo delat’, a tol’ko idti vpered. Ne
dolzhny my eto govo- rit’, ibo ne mogli my povernut’ vspyat’ pered
(Mater’yu) Sva. I bystro my shli, a kto bystro idet, tot imeet slavu, a kto
idet po- tishe, na togo vorony karkayut i kury klichut. No my ne byki, a
rusy chistye. I eto inym nauchenie, oni teper’ budut znat’, chto Prav’ v
soyuze s nami, a Navi my ne boyalis’, potomu chto Nav’ ne imeet sily pro-
tiv nas. I potomu my dolzhny byli starat’sya i molit’ bogov o pomo- shchi
v trudah ratnyh nashih. I vot Mater’ Sva b’et krylami o podvigah ratnyh i
o slave voinov, kotorye ispili vody zhivoj ot Perunicy v krutoj seche. I eta
Perunica priletala k nam, i ona davala rog, polnyj vody zhizni vechnoj,
(lyubomu) voinu nashemu, porazhennomu mechom i poteryavshemu
bujnuyu golovu. I tak smert’ my ne imeli, no imeli zhizn’ vechnuyu, i
brat’ya-vozhdi trudilis’ dlya brat’ev.

8/1-III
I vot my pokorilis’ inym, potomu chto byl golod, i my byli siry- mi i
nishchimi. Te zhe zhelezo natochili, chtoby nashi zhivoty vsporot’. Ot
etogo vse i proizoshlo, i potomu byli sirymi i nishchimi. Askol’d i Ryurik
po Dnepru hodyat i lyudej nashih vyzyvayut na boj. No tak kak my Dira
imeli u sebya, my ne hoteli sami idti k nim. I eto budet nam urokom,
chtoby my osoznali nashi oshibki, chtoby vse bylo inache v nashe
vremya. I vot Askol’d voinov svoih posadil na lad’i i poshel grabit’ v
drugie mesta. I stalo tak, i poshel on na grekov, chtoby unichtozhit’
goroda ih i prinosit’ zhertvy bogam v ih zemlyah. No nam ne sleduet
delat’ tak, ibo Askol’d ne rusich, a varyag, i hochet on poprat’ moshch’
russkuyu, no pogibnet, delaya zlo. I Ryurik ne rusich, potomu chto on,
kak lis, ryskal s hitrost’yu v ste- pi i ubival kupcov, kotorye emu
doveryalis’. My na starye pogrebalishcha hodili i tam razmyshlyali, gde
lezhat na- shi prashchury pod travoj zelenoj. I teper’ my ponyali, kak byt’
i za kem idti.

14-III
Bylo vozveshcheno ot Materi Sva, chto budushchee nashe – slavno. I my
pritekali k smerti, kak k prazdniku. Bylo predskazano eto nam v starye
vremena, kogda u nas byli hramy svoi v Karpatah, kogda my prinimali
kupcov – arabov inyh. I te gosti pochitali Radogoshch, i my brali v te dni
poshlinu i sobirali ee chestno, potomu chto chtili bo- gov. I nam bylo
povedeno chtit’ ih. I my imeli na to ukazanie v nashe vremya, chtoby my
ne prinimali shatkuyu (veru) i otcam nashim po- chesti vozdavali, a ne
prosto ot bezdel’ya prihodili k derev’yam. I budut ruki nashi utruzhdeny
ne ot pluga, a ot tyazhelyh mechej, tak kak nam povedeno idti k
granicam nashim i sterech’ ih ot vra- gov. I vot dymy, vozdymayas’, tekut
k nebu. I eto oznachaet skorb’ velikuyu dlya otcov, detej i materej
nashih. I eto oznachaet – prishlo vremya bor’by. I my ne smeem govorit’
o drugih delah, a tol’ko ob etom. I vot prishli varyagi k Dnepru, i zabrali
zemlyu nashu, i uveli lyudej. I zemlya teper’ pod nimi. Ne ugonyajte
lyudej! A esli ne soglasites’ na eto, isprobuete na- shi mechi. Otvad’te
Ryurika ot zemel’ nashih, gonite ego s glaz doloj (?) tuda, otkuda
prishel. I vot granicy nashi vragami sokrusheny, i zemlyu nashu popiraet
vrag. I eto obyazannost’ nasha (zashchishchat’ zemlyu), i my ne
zhelaem inoj rati.

6e-II
Vremya bylo ves’ma spokojnoe, dni zhe te byli yasnye, i sush’ byla u nas
surovaya. I potomu zhatva ta ne urodilas’, i my ushli v inuyu zemlyu i
tam zaderzhalis’. Rus’ byla rastoptana grekami i rimlyanami, kotorye shli
po bere- gam morskim do Surozhi. I tam sozdali oni surozhskij kraj, ibo
tam byl grad Surozh’, poddannyj Kievu. I bylo eto sozdanie ne dobrym, a
zlym, potomu chto iz-za nego nachalis’ bitvy. I tut vpervye varya- gi
prishli na Rus’. Askol’d siloyu razgromil nashego knyazya i pobedil ego.
Askol’d, a posle nego – Dir uselis’ u nas kak neproshenye knyaz’ya. I oni
nachali knyazhit’ nad nami i stali vozhdyami samogo Ogneboga, ochagi
hranyashchego. I potomu otvratil on lik svoj ot nas, chto my imeli
knyazya, kreshchennogo grekami. Askol’d – temnyj voin i tak segodnya
grekami prosveshchen, chto nikakih rusov net, a est’ var- vary. No my
eto mogli osmeyat’, tak kak byli zhe kimry, takzhe nashi otcy, i oni
rimlyan potryasali, a grekov razmetali, kak ispugannyh porosyat!

6e-II
Tot vozhd’ predlagal kazhdomu po ego potrebnosti. No tut nastupa- la ili
zasuha, ili inaya beda. A etot Askol’d prinosil zhertvy chu- zhim bogam, a
ne bogam nashim, kak bylo zavedeno otcami nashimi – i ne dolzhno byt’
po-inomu! A greki hotyat nas okrestit’, chtoby my zabyli bogov nashih i
tak obratilis’ k nim, chtoby strich’ s nas dan’, podobno pastyryam,
stekayushchimsya v Skifiyu. Ne pozvolyajte volkam pohishchat’ agncev,
kotorye sut’ deti Solnca! Trava zelenaya – eto znak bozheskij. My dolzhny
sobirat’ ee v sosud dlya osurivaniya, daby na sobraniyah nashih
vospevat’ bogov v mer- cayushchem nebe i otcu nashemu Dazh’bogu
zhertvu tvorit’. A ona v Irii uzhe svyashchenna vo sto krat.

——————————————————————————–

Primechaniya

1.

Cifroj I oboznacheny doshchechki, opublikovannye S. Lesnym v
Kanade v 1966 g.

Cifroj II – teksty, opublikovannye Kurenkovym v
zhurnale “ZHar-ptica”, v kotorom YU. P. Mirolyubov byl redaktorom.

Cifroj
III – teksty iz arhiva Mirolyubova, opublikovannye Skripnikom posle
smerti Mirolyubova.

2. Svarog – edinyj nebesnyj bog, ded bogov, on zhe -
Triglav, Troica, Vselennaya.

3. Beloyar, Lado, Kupala, Sinich, ZHitnich,
Venich, Zernich, Ovsenich, Prosich, Sgudich, Ledich, Lyutich – nazvaniya
mesyacev i imena bogov, prihodyashchih v eti mesyacy i
pokrovitel’stvuyushchih yavleniyam prirody.

4. Po mneniyu istorika V. V,
Sedova, eto odno iz slavyanskih ple- men, skifo-sarmatskogo, iranskogo
proishozhdeniya, chto oprovergaet normannskuyu versiyu
proishozhdeniya Rusi, berushchuyu nachalo v “Povesti vremennyh let”.

5.
Semirech’e – oblast’ mezhdu ozerami Balhash, Sasykol’, Alakol’ i
Dzhungarskim Alatau.

6. Mater’ Sva – na sanskrite “Sama Mater’” -
Velikaya Mater’.

7. Golun’ – nazvanie goroda i mesta v skifskih stepyah.
Arheologa schitayut, chto Golun’ – eto tak nazyvaemoe Bel’skoe
gorodishche na re- ke Vorskle – pritoke Dnepra, gde zhili gelony

8.
Karan’ – nebol’shoj gorod bliz sovremennoj Kerchi.

9. Surica -
svyashchennyj napitok, ot indoevropejskogo “sur’ya” solnce.

10. Surozh -
poselenie tavrov v IV v. do n. e. S III v do n. e. – grecheskij gorod
Sugdeya.

11. Horsun’ – Hersones, Herson, Korsun’ – drevnegrecheskaya
koloniya na territorii sovremennogo Sevastopolya

12. Germanareh -
korol’ ostgotov iz roda Amalov, osnovatel’ tak nazyvaemoj “imperii Ger-
manareha”. Gotskij istorik Iordan utverzhdal, chto eta imperiya
prostiralas’ ot Baltijskogo morya do CHernogo. 

13. Voronezhec – vozmozhno, eto pos. Voronezh v
SHostkinskom rajone Sumskoj oblasti. Tam v centre do sih por
sohranilsya drevnij val

14. Kraj Antov – po istoriku
Iordanu, “mogushchestvennejshie iz antov zhivut bliz lukomor’ya Ponta
ot Dnestra do Dnepra”. Skuf’ Kievskaya – zemlya Kievskaya.

tekst pochodzi z http://www.slavinja.republika.pl

To zupełnie inna Kniga Welesowa – Aleksandra Asowa

Bogumił Znicz – Mały Poczet Władców Słowiańskich

Opublikowany w Mitologia Słowiańska, sztuka, Słowianie przez bialczynski w dniu 14 Maj 2011

Przedstawiamy Mały Poczet Władców Słowian autorstwa Bogumiła Znicza.

®All right reserved by Bogumił Znicz

Poczet nie ma charakteru chronologicznego, ani nie trzyma się klucza terytorialnego – jest wyrywkowo-impresyjny i my go prezentujemy w kolejności jaką nam podpowiada i dyktuje artystyczna wizja. Dodatkowo myślę, iż każdy znawca słowiańszczyzny doceni wierność słowiano-sarmackich strojów i elementów uzbrojenia.

Mojmir Pierwszy – (ur. ?, zm. 846) – pierwszy historycznie znany władca Państwa wielkomorawskiego, sprawujący władzę od ok. 820 do 846 roku, założyciel dynastii Mojmirowców.

To doskonały pomysł, ostatnimi czasy w ogóle przestano malować portrety władców, a przecież możliwe są inne wizje postaci królów i książąt niż te Jana Matejki czy innych klasyków. Nic nie stoi też na przeszkodzie byśmy sportretowali z naszej plastycznej i mitologicznej wyobraźni władców innych słowiańskich krain- bo przecież Rosjanie nie mają monopolu na ruskich władców, ani Ukraińcy, ani Litwini. Władcy kijowscy, serbscy, łużyccy, władcy zapisani tylko jedną notatką kronikarską, jak i ci opisani na wieluset stronicach – ich żywoty i czyny, są naszym wspólnym słowiańskim dziedzictwem.


Tęgomir Stodorański -  Jesienią 928 na ziemie Tęgomira najechał król niemiecki Henryk I Ptasznik. Książę wycofał się do Brenny, gdzie został oblężony przez wojska Henryka. Walki pod słowiańskim grodem zakończyły się klęską Tęgomira. Pokonany książę został uwięziony, zaś plemię Stodoran zmuszone do opłacania trybutu.  W 938 Tęgomir przybył do Brenny, gdzie ogłosił swój powrót. Współplemieńcy uznali jego władzę i przywrócili mu tron książęcy. Wkrótce Tęgomir podstępnie zgładził swego nieznanego z imienia bratanka, jedynego dziedzica tronu stodorańskiego, i poddał się wraz z ludem władzy Ottona. Tęgomir był ponoć ojcem księcia Stodoran Przybysława i Dobromira, ojca polskiej księżnej Emnildy. Według innych przypuszczeń Tęgomir, jedyny obok księcia czeskiego Bolesława I Srogiego chrześcijański władca Słowian, został chrzestnym Mieszka I, który od niego przyjął imię chrzestne Tęgomir (łac. Dagome), utrwalone w dokumencie “Dagome iudex[3].


Chciałbym na przykład ujrzeć artystyczną wizję postaci Boza – władcy Antów (Wątów Nadciemnomorskich), którego ukrzyżował Winitar z plemienia (jak się dzisiaj w świetle genetyki wydaje – słowiano-skańskich) Gotów-Gątów-Getów. Tegoż Winitara i jego (K)Ostrogątów, zaraz potem za to, w odwecie, pobił i przegnał znad Dunaju Chytiłła-Hatiełła-Hotyłło, wielki władca Guniów (znany obcym jako Atylla z Hunów) – Bicz za Bozę-Boża (a nie jakiś “bicz boży”) , car-kagantyrs całego Wielkiego Kaganatu (Królestwa) SIS.

Świętopełk Wielki I Morawski (czyli Biały [Bolszyj])

Też bym chętnie zobaczył portret owego Hotyłły. Pobił Winitara i przegnał go właśnie za to, iż ten ukrzyżował (co za chrześcijański zaiste sposób postępowania – Goci byli już wtedy podobno chrześcijanami) Bozę-Boża i jego 42 naczelników plemion.

Nakon – (ur. ?, zm. 965 lub 966) – książę Obodrytów, wymieniony po raz pierwszy w źródłach w kronice Widukinda z Korbei jako jeden z przywódców słowiańskiego powstania przeciwko władzy Sasów. Po śmierci innego władcy obodryckiego, Stojgniewa, (prawdopodobnie byli to bracia, tak twierdzi w swej kronice Thietmar z Merseburga) w 955 został jedynowładcą. Według relacji Ibrahima ibn Jakuba, Nakon posiadał twierdzę o nazwie Garad “zbudowaną na jeziorze o wodzie słodkiej”. Tenże kronikarz wymienia Nakona jako jednego z czterech królów słowiańskich.

Tego Boza Słowo o wyprawie Igora nazywa Busem, a rosyjskie podania zwą go Busem Białojerem, czyli Biało-Jarym czyli Wielkim i Mocnym. Czy on nie był przypadkiem jedynie naddunajskim namiestnikiem samego kagantyrsa Królestwa SIS – Hotyłły – cara Wielkiego Sistanu?

Popiel (Pąpil – Popioł, a także Popylajmen, Popalemon – Pałomąż IV – czy władca Mazowski  – Goplański, czy Istyjski z Jąćwieżan, a może jednak także wędyjski znad Gopła. Jest to Pąłomąż IV albo może nawet i V lub z wyższym numerem, bo trzecim był Palak władca Bosforańsko-Krymskiej Scytii (Bytozworsko-Kumoryjskiej), a do tego dodać by można także mitologiczną całą dynastię zerywańską ze Starej Koliby – Pirsztuków – Pierwopalcych, Pierwpalaków.

[według Wikipedii: Popiel; de regno Pumpil (Popel) – legendarny władca Polan lub Goplan z IX wieku. Po raz pierwszy pojawia się w Kronice Galla Anonima jako władca panujący w Gnieźnie. Miał mieć dwóch synów. Wincenty Kadłubek w swojej Kronice pisze o Popielu (nazywanym przezeń Pompiliuszem II), że był synem Popiela I i wnukiem Leszka III. Według Kadłubka miał być władcą gnuśnym, tchórzliwym, zniewieściałym i zdradzieckim. Za namową żony miał wytruć swoich dwudziestu stryjów (synów Leszka III), podając im w czasie uczty zatrute wino, a następnie odmówił pogrzebania ciał.

42 naczelników plemion - toż to wielkie zgromadzenie - 42 plemiona. A i armia bolsza (wielka), a nie garstka co wyszła z bagien nad Prypecią dopiero co z ziemianek, uzbrojona w dzidy, piki i siekierki. Czyli co - nie dość, iż z motyką rzucili się na Rzym, to jeszcze tenże Rzym podobno owymi motykami "zagrabili"?!!!

Ratomir (może ok. 700 n.e.)-  legendarny władca południowosłowiański (chorwacki), syn Bladina. Według kronik ten, który był wrogiem chrześcijańskiego imienia, burzącym ich miasta i kościoły (u Duklanina ten, który wielce prześladował na Bałkanach chrystian – na tyle skutecznie, że ci zmuszeni byli uciekać i ukrywać się w najbardziej niedostępnych ostępach górskich – mający wówczas u samych chrześcijan miano złego i okrutnego, a w najlepszym razie niezmiernie surowego). Podobne stanowisko reprezentowali po nim kolejno, czterej jego synowie.

Dziwaczna to jakaś wersja historii a podobno jedyna prawdziwa. Toż to dopiero brzmi jak jakaś baśniuszka - nie Baja, bo Baja to Opowieść o Wszym Świecie i też Tegoż Wszego Świata Suta Materia - Materia Zdarzeniami Wszego Świata Utkana, a baśniuszka - to taka baj durna, czyli ba(j) (wy)śniona, nieprawdziwa Baja. Jak dorosły człowiek, uczony, może poważnie wierzyć w takie "prawdziwe wersje historii"? Jak one mogą trwać nieweryfikowane niezmienne przez 200 lat. Nie wiem... ale wróćmy do pocztu władców.

Siemomysł - polski - tj. wandalski (wędyjski, wenetyjski, pomorski) władca niemal historyczny - Piastowicz.

[Wiki: Siemomysł (Ziemomysł) (ur. prawdopodobnie na przełomie IX i X wieku – zm. w latach 950–960[1]) – trzeci książę Polan z dynastii Piastów wspomniany w Kronice polskiej Galla Anonima. Wnuk Siemowita, syn Lestka, ojciec Mieszka I.

Historyczność Siemomysła, jak i pozostałych przodków Mieszka I znanych jedynie z relacji Anonima zwanego Gallem, budzi dyskusje w literaturze przedmiotu; obecnie większość badaczy uznaje go za postać rzeczywiście istniejącą.]


Bardzo cenna jest inicjatywa Bogumiła Znicza i mamy nadzieję, że nie odpuści Onże, a coraz nowych portretów słowiańskich władców – także gocko-gąckiego Winitara nam nie poskąpi.

Piast Kołodziej – protoplasta Piastów z Kotyszków Mszczan, czyli  z Koszebów-Kociewian.

[ Wiki: Piast łac. Past Ckosisconis, lub Pazt filius Chosisconisu [1] (zwany także Piastem Kołodziejem lub Piastem Oraczem) – legendarny protoplasta dynastii Piastów, ojciec Siemowita, mąż Rzepichy. Według Galla Anonima był synem Chościska i ubogim oraczem spod Gniezna. Miał żonę Rzepichę i syna. W czasie postrzyżyn siedmioletniego syna miał ugościć tajemniczych przybyszów wypędzonych z dworu Popiela. Podczas skromnej uczty nastąpiło cudowne rozmnożenie jadła, a ostatecznie zaproszono na nią i samego Popiela. Nieznajomi postrzygli syna Piasta i nadali mu imię Siemowit. Gdy Siemowit dorósł, wypędził Popiela i został księciem.]

Także może – jak zechce, sportretuje tych całkiem mitycznych władców Sistanu, jak Pałomęża I Pylajmena – co powiódł oddziały Wenetów na pomoc Troi-Widłuży, albo Pałomęża II Palemona, który z Weneca wywiódł Wenetów i zawrócił ich morzem nad Bałtyk, na Pomorze i Litwę? Nie będę tej listy władców mniej i bardziej mitycznych, czy bardziej i mniej historycznych ciągnął dalej, bo jest ona zaiste nieskończona, nieskończona i odwieczna jak słowiańskie dzieje…

Siemowit – z Piastów Tużprzedhistorycznych – syn Piasta Kołodzieja.

[Wiki: Siemowit (Ziemowit) – książę Polan z IX wieku znany jedynie z kroniki Anonima zwanego Gallem. Według jego relacji Siemowit był synem Piasta i Rzepichy i objął władzę po obaleniu Popiela, zgodnie z wolą zgromadzonych na wiecu współplemieńców. Synem i następcą Siemowita był Lestek.

Kwestia historyczności Siemowita początkowo nie budziła wątpliwości, została zakwestionowana pod koniec XIX wieku. Od lat 60. XX wieku badacze raczej skłaniają się do uznania przekazanej przez Galla listy przodków Mieszka I, gdzie figuruje m.in. Siemowit, za autentyczną. Znacznie więcej zastrzeżeń co do autentyczności dotyczy informacji o rodzicach Siemowita.

Wśród badaczy wierzących w autentyczność tej postaci utrzymuje się, że lata życia Siemowita hipotetycznie powinny przypadać na okres lat około 845- (przypuszczalnie do roku) -900, chociaż istnieje możliwość, że ewentualny błąd tych ustaleń może wynosić nawet kilkadziesiąt lat. Natomiast objęcie władzy na pewno nastąpiło w drugiej połowie IX wieku. Nie jest znane miejsce jego pochówku.]


Boruta Karantański – Boruta (także Borut, żył w VIII wieku) – pierwszy historyczny władca Karantanii, panujący w latach ok. 740-750. Zagrożony przez Awarów zwrócił się o pomoc do Bawarii, w zamian za którą musiał uznać ich zwierzchnictwo. Następcą Boruty został jego syn Gorazd, a następnie bratanek Chotimir. Za ich panowania miała miejsce chrystianizacja państwa karantańskiego.

Mieszko I – polański, polski ( – czyli polęgijski (polęchski, polugijski)

Miecław (Masław, Mojsław, Miesław) (ur. ? – zm. 1047) – możnowładca mazowiecki, cześnik Mieszka II. W okresie połączonego z reakcją pogańską powstania ludowego po śmierci króla Mieszka II i ucieczki z kraju na Węgry jego syna księcia Kazimierza Odnowiciela, Miecław objął władzę na Mazowszu ogłaszając się księciem, a Mazowsze niezależnym krajem (1037)[1]. Gdy Kazimierz I Odnowiciel powrócił w 1039 roku do Polski, Miecław przeciwstawił się mu zbrojnie w 1041 roku, sprzymierzając się z Pomorzanami i Jaćwingami. Bitwa rozegrała się w okolicach wsi Pobiedziska na terenie Wielkopolski, w której to bitwie książę Kazimierz odniósł zwycięstwo. Upadła wtedy koncepcja ustanowienia przez Miecława nowej dynastii w Polsce[1]. Wg Galla Anonima Miecław zginął w 1047 roku w bitwie z wojskami księcia Kazimierza Odnowiciela i posiłkami księcia kijowskiego Jarosława Mądrego. Według wersji przekazanej przez Wincentego Kadłubka Miecław jednak zbiegł do Prus i tam dopiero został zamordowany[1].


Krak – według nas kraków było wielu. To raczej był tytuł wzięty od pierwszego Kraka – Kruka-Kraka I, czarnego caruka, czyli kar-czaryka z Caroduny (Grodu Czarnej-Karej Królowej – Czarodany) , czyli z Krakowa-Krukowa.

[Wiki: Krak (Krakus lub Gracchus) − legendarny władca Polaków, założyciel Krakowa. Data jego narodzin, śmierci oraz lata panowania są nieznane. Według Kadłubka, którego świadectwo jest najstarsze, miał być jednym z książąt/namiestników Polaków walczących z Galami w Panonii lub Karyntii (kronikarz nie stwierdza tego wprost), po czym został wybrany królem i dał początek zorganizowanemu państwu polskiemu. Po powrocie na ziemie polskie został królem. Miał dwóch synów (Kraka II i Lecha II) i jedną córkę. Jego synowie mieli zabić groźnego smoka wawelskiego, a jeden z nich przez zawiść zabił brata[1]. Inna legenda podaje, że sam Krak był pogromcą smoka[2]. Córka stała się bohaterką legendy “O Wandzie, która nie chciała Niemca[3]. Z opisem pogrzebu Kraka łączy się wzmianka o założeniu Krakowa. Legenda zawiera ślady wydarzeń VII i VIII-wiecznych. Po śmierci Kraka usypano mu kopiec, gdzie według legend jest zasypany[6]. Mieszkańcy Krakowa nosili ziemię w rękawach, stąd powstało święto Rękawki, a kopiec nazwano Kopcem Kraka lub Krakusa. Postać księcia Kraka pojawia się ponownie w XX w. w utworach literackich Stanisława Pagaczewskiego. Kraka nazywano Smokobójcą.]

Jaksa z Kopanicy -

(zm. po 1168/1178?) – słowiański książę połabskich Stodoran, zwanych też czasem Hawelanami. Część historyków uważa go za postać identyczną z pojawiającym się w źródłach tego samego okresu Jaksą z Miechowa, możnym małopolskim z rodu Gryfitów, aktywnym w Małopolsce w latach 60. XII w., zmarłym 1176[1].

Pierwsza wzmianka o Jaksie dotyczy jego małżeństwa z Agapią, córką potężnego komesa Piotra Włostowica w 1145. Zgłaszał pretensje do Brenny (Brandenburg) po Henryku Przybysławie. Posiłkowany przez Polaków ok. 1154 odebrał ją Albrechtowi Niedźwiedziowi, by po trzech latach stracić ją na rzecz tegoż – wówczas to schronił się na Śląsku

Drogowit – książę Wieletów w VIII wieku. Prawdopodobnie w 738 poparł Karola Młota w walce z Sasami. W 789 toczył wojnę z Karolem Wielkim, w wyniku której podporządkował się Frankom.


Dobrosław I Stefan - książę Zety w latach 1043-1050. Syn księcia Trawunii Dragimira

Po śmierci księcia Dukli Jana Włodzimierza oraz ojca Stefana Dobrosława, ziemie serbskie zostały w 1018 roku podporządkowane Bizancjum. Stefan Dobrosław jako następca Jana Włodzimierza na tronie książąt Dukli uznawał początkowo zwierzchnictwo bizantyńskie. Około 1043 roku wypowiedział posłuszeństwo Bizancjum i w dwóch kampaniach rozbił wojska bizantyńskie. Następnie pokonał również sojusznika Bizancjum, księcia Zahumla i przyłączył do swego księstwa Trawunię. Uniezależnienie się Dobrosława od Bizancjum jest uważane za początek Zety.

Ponieważ źródła greckie wspominają w tym czasie jedynie Stefana Wojsława jako antagonistę Bizancjum w Serbii, a Pop Duklanin w swej relacji mówi tylko o Dobrosławie, część uczonych utożsamia obydwu władców przyjmując, że Duklanin myli się co do imienia władcy Dukli[5]. Ci którzy odróżniają Dobrosława od Wojsława[6] mają kłopot z uznaniem relacji Duklanina dotyczącej daty urodzenia Dobrosława. Jeśli Dobrosław urodziłby się w 1018 roku, w 1034 roku kończyłby dopiero 16 lat. Nawet gdyby przyjąć, że w tak młodym wieku ożenił się, jego najstarszy syn miałby najwyżej 15 lat w 1050 roku, kiedy Dobrosław zmarł. Tymczasem Duklanin w swojej kronice podaje, że synowie Dobrosława walczyli wraz z nim przeciw Bizancjum[3]. Nawet więc ci którzy rozróżniają Wojsława i Dobroslawa, przyjmują, że Dobrosław musiał być starszy niż podaje Duklanin i objąć władzę w Dukli pomiędzy 1018 a 1035 rokiem


Bezprym -  (ur. 986 lub 987, zm. 1032) – książę Polski od 1031 do 1032.

Najstarszy syn Bolesława I Chrobrego, pochodził z jego drugiego małżeństwa z nieznaną bliżej Węgierką. Około 1001 roku wysłany do wspólnoty mniszej założonej przez św. Romualda pod Rawenną.

W 1031 roku przechwycił władzę po niemiecko-ruskim ataku na Polskę. Według źródeł władca odznaczający się niezwykłym okrucieństwem. Zmarł zamordowany wiosną 1032. Za jego czasów najprawdopodobniej objawiła się reakcja pogańska. W źródłach Bezprym pojawia się jako: Besprim (Kronika Thietmara), Besfrim (Annalista Saxo), Bezbriem (Roczniki hildesheimskie i Roczniki altajskie). Imię to wśród polskich elit wcześniej nie występowało, znane jest natomiast ze źródeł czeskich, gdzie pojawia się w formach: Bezprim, Bezprem, Bezperem. Według jednej z hipotez było to imię słowiańskiego pochodzenia, którego pierwotna forma brzmiała prawdopodobnie Bezprzem lub Bezprzym[1]. Według Aleksandra Brücknera prawidłową postacią jego imienia jest Bezprzem lub – z uwagi na pierwotne brzmienie biez zamiast dzisiejszego bez – Przezprzem, gdzie drugi człon “przem” pochodzi od zapomnianego słowa “przem, przemy” – szczery, otwarty, prosty (stąd wywodzi się słowo uprzejmy); człon “przem” występuje też w imieniu Przemysław.


Bolesław Chrobry – czyli Chrobacki

Bolesław Srogi – (Bolesław I Okrutny) (ur. po 903, zm. 15 lipca 972) – książę Czech od 935 (ewentualnie od 929) do 972 z dynastii Przemyślidów. Syn Wratysława I i Drahomiry, młodszy brat Wacława I Świętego.

28 września 935 roku zausznicy Bolesława I zamordowali Wacława. Po objęciu rządów Bolesław zrzucił niemieckie zwierzchnictwo, jednak w 950 roku został zmuszony do uznania się trybutariuszem niemieckiego króla Ottona I Wielkiego.

Twórca organizacji grodowej w Czechach. Teść Mieszka I.



Derwan – książę plemienia Surbiów (Serbów łużyckich), wzmiankowany ok. 632 roku w kronice Fredegara. W latach 30. VII wieku trwały zabiegi Franków zmierzające do podporządkowania sobie plemienia Surbiów, jednak po klęsce wojsk Dagoberta I w starciu ze Słowianami pod Wogastisburgiem Derwan sprzymierzył się z państwem Samona.

Bożywoj I – (ur. 852 lub 853, zm. ok. 888/889) – książę Czech 870–889. Pierwszy historyczny władca czeski z dynastii Przemyślidów. Według legendy potomek Przemysła Oracza i Libuszy.



Włodzisław Ledziański – Piast, Włodzisław – książę na Raciborzu i Opolu


I proszę, oto dodatek – Chatiłła-Hotyłła (Atylla) wódz Hunów-Guniów

[Wiki: Attyla urodził się w 406, jako syn Mundzuka. Razem ze swym starszym bratem Bledą odziedziczył tron po stryju Ruasie. Po objęciu władzy nad plemieniem rezydował w okolicy Tokaju w górnych Węgrzech. W roku 441 spustoszył Mezję, Ilirię i Trację. W 445 w trakcie polowania zabił swego brata Bledę, z którym dotychczas dzielił przywództwo nad Hunami, myląc go z niedźwiedziem (Attyla musiał wypełnić wówczas konoss). W 447 najechał Cesarstwo Wschodniorzymskie i zmusił cesarza Teodozjusza II do jednorazowego trybutu w wysokości 6000 funtów złota, potroił też wówczas do 2100 rzymskich funtów złota płaconą przez cesarstwo coroczną daninę. Jednym z zarzutów wobec Rzymian było zbezczeszczenie przez biskupa z Margus królewskich grobów Hunów na północ od Dunaju.,,,

- więcej zobacz w Wikipedii] – W naszej Wikipedii oczywiście niemiecka wetrsja imienia Hotyłły przez dwa t i jedno l – żeby pasowało do ich tłumaczenia imienia. No cóż…

Runy słowiańskie c.d.: Odpowiedź Winicjusza Kossakowskiego dla Lehoslawa z Forum Językoznawców oraz Etruski jako Lahski ze strony T.S. Marskiego

Opublikowany w nauka, Słowianie przez bialczynski w dniu 11 Maj 2011

Ponieważ autor książki “Polskie runy przemówiły”, pan Winicjusz Kossakowski nie ma możliwości publikowania odpowiedzi na Forum Językoznawców zamieszczamy jego polemikę z atakami niejakiego Lehoslawa na naszej witrynie. Czytelnicy mogą osądzić sami, jeśli poznają racje obu stron.

Alfabet runiczny na znaki polskie i na odwrót

Winicjusz Kossakowski do Lehoslawa

FORUM JĘZYKOZNAWCÓW

Na Forum Językoznawców w temacie   „Pismo Polan sprzed przyjęcia łaciny” wezwał mnie do tablicy pan Lehoslav, przedstawiciel nauki niemieckiej z LIPSZĆANSKA UNIWERSITA w Lipsku.

Próbowałem dać odpowiedź, ale ze względów technicznych okazało się to niemożliwe.

Aby dostać się na Forum trzeba podać nazwę i adres elektroniczny uczelni w imieniu której umieszcza się wypowiedź. Adres jest sprawdzany. Należy go potwierdzić. Dopiero wtedy umieszcza się wypowiedź.

Ja reprezentuję jedynie siebie a więc nie mam możliwości wypowiedzi na powyższym forum o czym pan Lehoslav doskonale wiedział, ponieważ we wstępie swej pracy napisałem, że jestem z zawodu konstruktorem, już nie czynnym zawodowo bo na emeryturze. Nie jestem językoznawcą a tym bardziej naukowcem. Jedynie co potrafię to czytać rysunki. Jako konstruktor musiałem w sobie wyrobić takie cechy jak spostrzegawczość, umiejętność kojarzenia faktów i wyciągania wniosków.

Ponieważ wszystkie pisma pierwotne poczynając od ideograficznych po fonograficzne były obrazkami i to dokładnie przemyślanymi, zaliczyłem i runy słowiańskie do pisma pierwotnego – obrazkowego.

Pomysł okazał się trafny.

Odtworzenie alfabetu słowiańskiego było jedynie kwestią zgromadzenia dostatecznej ilości zabytków tym pismem zapisanych. Okazało się, że jest ich wystarczająco dużo, szczególnie z terenów, obecnie niemieckich, by odtworzyć alfabet przy pomocy którego, nieme dotychczas zabytki zaczęły przemawiać po słowiańsku.

***

Człowiek nie pies. Nie szczeka na każdego przechodnia.

Jeżeli na kogoś szczeka to musi mieć w tym swój cel. Robi to z zemsty, za pieniądze lub by zdyskredytować czyjąś, „niewygodną”  pracę.

Ponieważ pana Lehoslava nie znam, pozostaje tylko jeden wniosek.

Moja praca trafiła w cel.

Jest niewygodną, ponieważ odczytane zabytki zadają kłam historii uczonej w Niemczech.

Zabytki odnalezione w Niemczech mówią językiem Słowian. Podbita przez potomków żołnierzy zbuntowanej armii rzymskiej, ludność słowiańska zatraciła swoją mowę podobnie jak Grecy podbici przez Turków. Po odzyskaniu niepodległości Grecy musieli uczyć się martwego już języka, podobnie jak Żydzi hebrajskiego. Właśnie za to cenię te narody.

Czyżby nauka niemiecka bała się powrotu dawnych Wenetów do języka swych przodków i widzi niebezpieczeństwo w mojej pracy?

Innego wytłumaczenia nie znajduję.

Atakujący ani słowa nie powiedział o treści mojej pracy. Nawet tytułu POLSKIE RUNY PRZEMOWIŁY „nie zrozumiał”, skoncentrował się na wymyślaniu dowcipnych lub mniej dowcipnych inwektyw typu „idiota, dureń, małpa przy fortepianie(dowcipne, tego wcześniej nie słyszałem)”.

Popełnił jedną wpadkę. Tego Niemcy mu nie darują.

Aby zdyskredytować moją pracę, podał odczyt z dzbana z Botzen opisanego runami etruskimi. Odczyt wykonano na podstawie, do dziś obowiązującego w nauce, alfabetu etruskiego, a że alfabet ten nie wszystkie runy odczytuje trafnie, wyszło z tego to co wyszło, to znaczy niezrozumiały bełkot.

Ten odczyt był dowodem i powodem do ww inwektyw.

 Dowcip tkwi w tym, że jest to odczyt idola dziewiętnastowiecznej nauki pruskiej, profesora Momsena z Berlina. (Źródło: Dostępna w internecie praca dr W. Cybulskiego   „Obecny stan nauki o runach słowiańskich”).

W innym miejscu znęca się nad tłumaczem zdania popa Hrabara.

Znowu czytał niedokładnie.

Zacytowałem tłumaczenie dr  Wojciecha Cybulskiego, profesora literatury i języków słowińskich z pracy j.w.

Temat na Forum językoznawców brzmi: Pismo Polan sprzed przyjęcia łaciny.

Sądzę, że moja praca mieści się w tym temacie a pan Lehoslaw bredził nie na temat.

Runy etruskie są bliźniaczo podobne do run z Prilwitz. Wystarczyło porównać oba alfabety i nieco skorygować, by nieodczytane  pismo etruskie zaczęło mówić po słowiańsku.

Uważam, że  to odczyty z zabytków powinny interesować językoznawców.

Odczyt napisu wykonanego runami etruskimi na obrzeżu dzbana z Botzen, (ten który próbował odczytać profesor Momsen).

LESzAM N I  ChEDIU LI KUSI USICA ChEI   LI LILE DISz NASI.

Odczyt napisu na hełmach z Negau. (Fotografia jednego dostępna w internecie. Napisy na drugim hełmie, wzięte z pracy dr Cybulskiego). Zabytki datowane na dwieście lat przed narodzeniem Chrystusa.

HADIChA  GŚIŚEJ  FAMIL

Uważam,że Hadicha jest imieniem właściciela hełmu. Imię od słowa – chodzić. W runach z Prilwitz słowo gęś pisano dwoma runami  GŚ.

Na drugim hełmie są dwa napisy. Jeden wykonany rylcem a drugi, jak podaje dr Cybulski, punktakiem.

GIDAKU TUD   LI  JADMEI  SzFP

Co znaczy słowo Gidaku nie mam pojęcia. Pisane jest jednak w gramatyce słowiańskiej. Jadmej to może imię od słowa – jechać lub jadać.

Szfp kojarzę ze słowem Szwab. Wg Słownika etymologicznego języka polskiego A. Brucknera; Szwab jest słowem słowiańskim i oznacza człowieka wolnego (Swoboda). Słowo  przejęte przez j. niemiecki na określenie karalucha(sarkazm).

Drugi napis wykonany punkcikami.

U  ŻUPNI  PANUACzI

Żupa – to stara słowiańska nazwa kopalni.

Stela Novilara

Jeżeli jesteśmy przy alfabecie etruskim warto podać odczyt ze stelli nagrobnej z Novilara przechowywanej w Museo Pigori. Rzym. Fotografia dostępna w polskiej encyklopedii.

Odczyt w języku etruskim sprzed 2600(?) lat, wymaga nieco skupienia.

NI LŃNIM  EDUJ  OJTD  MI  PKĘM

DOJNEŃ  UĄLIN   LP  DjiEW UM

LODzEŃ  IMIJI  DON JEJ

MUJ  IDT  JNEMI  K  DUiE

ŹEMJA  IDUJ  IMIEŃ  DOJNEI

LUJU  IM  TRIU  IM  LEDIOŃiE  UL.

JEM DIJEJ – JEU  PIJEN  ŃUD

MOJED  ŃE  DLON  KP  LPINE

MNI  JEJ  LPJOM  LPIEN  PDN

UJM  BPLEM  JEN  PO PNIU  MEJ

MUJ   IPOUJ  JDEIEN  INIE  JPU

MŃ  LULEL  JIŃU  MOJ  DIMEUM

Na pierwszy rzut oka napis niezrozumiały pomimo, że niektóre słowa obecne do dzisiaj w mowie Słowian. Treść stała się zrozumiała gdy uświadomiłem sobie, że lipa jest drzewem życia i może życie oznaczać.

Poniżej próba rozczytania.

NIE LENIUCH  OJCIEC  MYM  PĄKOM(dzieciom)

ODDAJE ŁĄKI  -  DZIELĘ ROZUMEM

LODZEŃ  UJMIJ(miej) STRUMYK  JEJ

MOJĄ  IDT(?) I NAZWISKO ODDAJE

ZIEMIA IDZIE IMIENIA DOJMANIEM(przydziałem)

LUJU IM TROJGU  -  IM LEGIONÓW UL.

IM DAJE  -  ICH PITNY MIÓD

MOJEGO NIE DŁUGO DOŻYCIA

MNIE JEJ ŻYCIEM  ŻYCIE PO DNIU(śmierci)

UJM BÓLEM  JENO PO PNIU(rodzinie) MEJ

MÓJ NAPÓJ JEDYNY  -  JNNYM ŻYCIE

MNIE LULEK  INNYM MÓJ DOM ROZUMU(pamięci).

Napis z krateru na wino z wyposażenia grobu Larisa Hawrenie, z Bolesny. 350 – 300 przed Chr.

LADI GAL  HAFDIE  LIiEG   NIWOILIA

Ladi Gal wszędzie uległ zniewoleniu.

Blaszki z Pyrgi

Treść napisu na złotych blaszkach z Pyrgi zawiera umowę prawdopodobnie z Fenicjanami, których statki blokowały morskie drogi handlowe. Zaczyna się w ten sposób:

I TAT  MIA  IKAK  HE  DAMACE  IEATIECHE  -  UNIA LASTDS

który tłumaczę:

I TAK MI NIJAK NIE DAJECIE PRZEJECHAĆ -  UNIA OSTATNIA.

Dalej w zamian za wolny przejazd komuna etruska zobowiązuje się sprzedawać po niższej cenie żywność produkowaną w Italii.

Na zakończenie, Etruskowie zastrzegają sobie prawo do zerwania umowy. Typowy dokument prawniczy.

Uważam, że udrożniłem alfabet etruski.

Reszta należy do językoznawców.

Teraz może kilka odczytów z zabytków odnalezionych w sercu Saksonii w Prilwicach.

Z pracy Mascha figura nr 10.

Napis runami:

PIERKU DN MA DDĆI NAM  DLIŚI DNIĆŹ ON

Pierku dni ma oddawać nam. Zachowuje dnienie(wschód słońca) on.

Po drugiej stronie napis.

PIERKU DNI DLIT AN REŹOD. I podpis Eli.

Pierku dni zachowuje An zarzyna.

Nie będę już tłumaczył że słowo dlić pochodzi od tlić a oznacza zachować. Zrobił to za mnie A. Bruckner.

Bóstwo AN przywędrowało z kultury sumeryjskiej. Tam był bogiem naczelnym, u Słowian dostał  posadę bóstwa nocy.

Figura nr 11 z pracy hr. J. Potockiego. Napis:

RŻATRO  W  ORAD  SIT

Rżatro w oradlającym siedzi.

Rża – to ogólnosłowiańska nazwa żyta. W Polsce pozostało po niej tylko – rżysko.

Figura nr 17 przedstawia bóstwo z ptakiem na głowie. Na nim napisy runami.

RADIEWOLT  ŁSLAiEW  ROZI  FSzMEŁDŻ   ŹILi Rz  BORzT  HOZIWŹI

Radiewolit  łaskawy  rozi(?) wszechwładny , zielarz  bożek chorujących

Figura nr 16. Napis: RODAWOLIT ZIRNITRO.

Myślę że tego tłumaczyć nie muszę. Na innych zabytkach – figury, tace- powtarzają się nazwy bóstw. Nie wszystkie napisy zdołałem zrozumieć. Są odczytane. Jest ich około 200.  Robota dla językoznawców.

Do ciekawszych zabytków należy figura nr7. Jest to postać karalucha z sześcioma odnóżami i dwoma głowami ludzkimi– jedna na górze, druga pomiędzy dolnymi odnóżami. Na niej napisy:

JOZIPID IOTR OPRIG RŻŚTRO.

Bóstwo podobne do egipskiego bożka wschodzącego słońca o imieniu Chepri, u Słowian OPRIG  IOTR – Oprig wschodzący. (Jutro = rano). W mitologii egipskiej Chepri każdego ranka sam siebie rodzi. Tą ideę oddano na rzeźbie. Pomiędzy nogami bóstwa słońca, rodząca się głowa.

Jeszcze jeden odczyt. Tym razem z kamienia z Glawen – Drup w Fionii. Jest to wzruszająca elegia o odejściu z tego świata. Najpierw przytoczę ją w tłumaczeniu.

Odchodzę w nieznane

Weź

Nie rozpaczaj(nie sierdź się)

Inni gościnni

Silny idź.

Świeci słońce.

Ślij ludzi po rodzinę.

W bólu dziś oni.

Świętaś Dur.

Nić sunie. Żeńce w uciszeniu.

Świt.

Przetnij nić.

Idź.

Nocą rośnie ruć.

Sam do snu.

Świętej trucizny nalać.

Dur się zjawi.

Do snu.

Ruć.

FŚ  NJU  SzRDI  INNEŚI  GŚĆNI

ŚLITI   IDŚ  ŚFTI  SĄIT

ŚLON  LĆIZ WŚRD  R….

WU  BL  DŚ UNI  ŚWETAŚ  DUR

NIĆ  ŚUW  żĄĆE   W UĆŚ  ŚUFT

UŚR  NIĆ  IĆ  NUTI  RŚINT  RUĆ

ŚZ  D  ŚNI  ŚFT  TRUTIĆ  NLĆ

DUR  UIWI  D  ŚNI  RUĆ


Broszka z Novling.

Tym razem jest to odczyt runologa angielskiego pana R.I.Page. Szkoda że autor nie publikuje jej fotografii lub ryciny.

Odczyt Page: BIDAWARIJARTALGIDAI. Napis słowiańskim zwyczajem nie podzielony na słowa. Autor dzieli go na : bidawarijar  talgidai. Słowo pierwsze ma być imieniem a drugie- wyciął te runy.

Ja napis podzieliłem inaczej.

BIDA  WARI  JAR  TA LGI  DAI.

Bida – iść w biady, siłować się, trenować

wari – gotuje

jar – siła, młodość

lgi – ulgę

dai – daje

Trening czyni siłę, ta ulgę daje.

Wydaje mi się, że zdanie jest logiczne.

Przepraszam, nie będę przepisywał całej książki. Jest ona dostępna w czytelniach uniwersyteckich Krakowa, Warszawy, Poznania, Wrocławia, Białegostoku.

Zdaje sobie sprawę, że jest ona napisana językiem nieporadnym i pełna błędów. Ale tu ni o to chodzi.

Wracając do Forum Językoznawców.

Przykro mi, że naukowcy niemieccy penetrują zasoby bibliotek uniwersyteckich i są „na bieżąco”, a nasi nie czytają, nie myślą. W zetknięciu z niemieckim cwaniakiem są bezradni. Z uśmiechem na ustach „dają wprowadzać się w kanał”. Żenada.

Jeżeli ktokolwiek potrafi wprowadzić moją wypowiedź na Forum Językoznawców. Temat – Pismo Polan sprzed przyjęcia łaciny – uważam to za wskazane.

Winicjusz Kossakowski

A teraz ze strony T. S. Marskiego – Czy ta próba odczytania etruskiego przez język polski wnosi coś istotnego do sprawy?

Jest to już kolejna próba ponieważ znamy odczytania czeskie i rosyjskie – wszyscy bez problemów odczytują te runy jako słowiańskie. Naprawdę nie wiem do jakiego stopnia można te próby uznać za udane – nie jestem specjalistą od szyfrów, nie ma takiej możliwości żeby każdy z nas znał się na wszystkim! Co na to współcześni specjaliści? Czy naprawdę runy słowiańskie i podobieństwa etrusko-słowiańskie to bezsens, albo przypadek?!

C.B.

Etruski jako lachski ze strony T.S. Marskiego

Etruski a sprawa Lachska ~ Słowiańska – czyli jak podzielić nad’słowa Etrusków przy pomocy rdzeni naszego języka, ogólne i szczególne tych języków podobieństwo.

itatmiaicacheramśvavatiexeunialiastresthemiasamexthutathefarieivelianassalcluveniasturuc

emunistasthuvastamerescailacvetulerasenasciavilhurvarteśiameitaleialcvealsasenacatraneszil

acalseleitalaasnaśversitanimheramveavilenicaca pulumxva

(Tak wygląda tekst etruski brakwnimodstępów, dlatego jego odszyfrowanie nie jest łatwe, niżej próba jego odczytania, za Aleksandrem Niemirowskim.)

ita tmia icac he ramśva vatiexe unialiastres themiasa 8

Tę wotywę i te świątynne dary, ofiarowane Junonie-Astarte, zbudowane. 10

mex thuta thefariei velianas sal cluvenias turuce 7

Władca państwa Thefarie Velianas w czas obrzędu wbijania gwoździa podarował

10

munistas thuvas tameresca ilacve tulerase nas ci avil 8

je dla tej świątyni i świątynnej przybudówki na boskie cele. I oto trzy lata, 14

hurvar teśiameitale ialcve alsase nac atranes zilacal 7

gdy w październiku przy pogrzebie… bóstwa…i oto sługę swego za ten zilatów 13

seleitala asnaśvers itanim heramve avil enicaca pulumxva 7 dar. Co się tyczy posągu w tej świątyni, to ich lata jak gwiazdy. 13

(ostatecznie daje to 37 słów etruskich, 60 polskich)

Wyglądał by ten język w tym podziale, na skrajnie syntetyczny (jedynymi językami syntetycznymi są języki słowiańskie minus macdonobułgarski, z martwych sanskryt i łacina, klasyczna greka) w powyższym odczytaniu jest tu tylko’10′wyrazów wyglądających na zaimki czy słowa posiłkowe [(ita, tmia, icac, he, mex, avil, sal, nas, nac,) ci-trzy to nie kwestionowany przez nas liczebnik], co stanowi czwartą część słów tego etruskiego tekstu, w polskim tłumaczeniu tekstu etruskiego, mamy 25 słów tego typu na 60 wszystkich słów czyli blisko połowę, mogło by to sugerować, że te tłumaczenie jest nieprawidłowe czyli podział tego superzdania jest niepoprawny, niżej używamy do podziału tego tekstu języka słowiańskiego czyli dzielimy go przy pomocy rdzeni naszego języka.

it at mia icac heram śvavati exe uni alias tre’sthe mia

To od mnie jako chram sławić dla Uni oraz trze’żcie mnie.

sam ex thuta thefarie ive liana s sal clu’venia sturucem

Sam od czucia szafarki życia lina z sal sło’wienia poruczam

Uni stas thu’vas ta mere’sca ila cve’tule rase nasci. Avil hur

Uni stos czu’wasz ta mor’ska s’iło świa’tła rase naście. Jawił hur

varteś ia mei tale i al cvealsa se nac at rane s zil acal

warteś ja mej cało i ale zwalcz ze nas od ran z sił ocal

sele i tala. As’naś vers i ta nim heram vea’vil eni caca

dusze i ciało. Jas’nyś wers i to nim chram wyja’wił nie inaczej pulumxva.~ gwiazdy~(może pola xvaru-svaru-ognia).

Staraliśmy się wykorzystać najczęstsze końcówki naszego fleksyjnego języka, typu wać~vati~wienia w tekście wyróżnione pogrubieniem, staraliśmy się wykazać, że możliwe jest podzielenie tego tekstu przy pomocy naszych rdzeni. Oczywiście możliwe są inne podziały np. Iveliana ­~ życia lina może być imieniem bo jest imię Ewelina, ja będę się upierał przy prawidłowym wydzieleniu frazy sele i tala (duszy i ciała) bo to czysta lidyjska czeszczyzna, też słowo posiłkowe s-z, heram-świątynia poza tym nie będę się upierał jeśli ktoś podzieli ten tekst inaczej z tym zastrzeżeniem, że do podziału tego tekstu użyje klucza z języków słowiańskich, no może użyć też łaciny bo przecież łacina przesiąkła leksyką etruską słowo ex-exe, czy angielskiego (it-to) zresztą nie jest ważne czy to prawidłowo wydzieliliśmy ważne jest to, że można to zrobić i to dość swobodnie. Etruskowie zamieszkiwali na obszarze Czech dorzecza górnej Łaby i Odry więc dzisiejsi kontynuatorzy zasiedlenia tych terenów, Czesi, Polacy, Niemcy, Anglicy (historycznie do 5 wieku nad dolną Łabą) powinni posiadać najwięcej zbieżności leksykalnych (izoglos) z językiem Etruskim, jak i też Łacina współzamieszkująca przecież razem z Etruskami Italię. Trzeba oczywiście uwzględnić trzy tysiące lat różnicy w ewolucji tych języków od wywędrowania Lidów-Etrusków-Rasnali-Rasena do Itali. Sam język Etruski oczywiście co do struktury słowotwórczej najbliższy czeszczyźnie i polszczyźnie w jej zachodniej formie.

Rozpatrywane przez nas słowa etruskie z dość długiego tekstu można podzielić więc odczytać, na wiele sposobów, krótsze zdania z inskrypcji nagrobnych można odczytać już dość jednoznacznie ze względu na to, że na grobach pisze się uwzględniając lokalną frazeologię religijną te same rzeczy we wszystkich stronach świata i we wszystkich językach, tu jest pochowany taki a taki, żył tyle i tyle, rodzina nieutulona w żalu niech zmarły odpoczywa w spokoju, lub niech śni snem sprawiedliwych.

Możliwe są jakieś lokalne warianty typu polecanie duszy temu czy innemu bogu itd. ale sens inskrypcji, będzie taki sam lub niewiele się będzie różnił, najlepiej jak wypiszemy te inskrypcje po kolei i spróbujemy je odczytać.

ar. larci. tusnu (tekst N 3594)

lt. mi(nate) tuśnu ( tekst N 249)

ar. caiś, tuśnu Is. caleria (tekst N 3781)

(u)leś, feluskeś, tusnut..pana(l)aś mi ni mul(uw~an)eke (tekst N 5213)

Feluśkuś tu śni panuś mnie(mój) miłuw~anek

(miłow~anek-koch~anek czyli był by to grób mężczyzny pochowanego przez żonę).

l. tetina. w. tuśnut (nal) (tekst N 810)

dziecina(detina) tu śni (wiec raczej byłby to grób dziecka)

vel aneś clauke, vel aneś tuśnu, vel aneś artal…

vel. anes. tusnu (tekst N 1726)

Powyższe zdania posiadają jedno słowo (tusnu, tuśnu, tuśnut) powtarzające się we wszystkich zdaniach odpowiada ono polskiej frazie ”tu śni” mającej znaczenie ”niech odpoczywa w pokoju” czy ”niech śpi snem sprawiedliwych” itp. (tusnu, tuśnu, tuśnut) te słowa to zrosty lub zostały źle podzielone ”tu snu, śnu, śnut” to ”snu, tu śni, śnić” więc odpowiada to polskiej odmianie, być może etruskie snu, śnu, śnut różnią się np. z powodu zapisu tego słowa w różnych dialektach, a nie z powodu jego odmiany, bo np. słowa śnić-snut różnią się tak jak polskie wać i czeskie vati, więc różnica byłaby jak miedzy dialektem polskim i czeskim języka Słowiańskiego.

Czwarte zdanie ma też końcówki podobne do naszych zdrobnień wyra-żających uczucia, najczęściej stosowanych przez kobiety i dzieci dlatego nie wiem czy prawidłowo je napiszę, zdrobnień typu Gosiunia, Gosieczka, Gosiusia, Gosiuśkusia, imię Felek, Feluskuś jest typowe dla polszczyzny jeśli chodzi o końcówki czyli podobieństwo szczególne jak i całe to zdanie jest ogólnie podobne do zdań polszczyzny, oczywiście Etruskowie wywędrowali z zachodniej polski i czech do północnych włoch przed 3000 lat więc nie jest możliwa absolutna zbieżność miedzy tymi językami, ale podobieństwa są na tyle duże, że należy uznać ich pokrewieństwo.

Napisy z monet na terenie Słowacji z imionami o końcówkach typu uś-us ek-ec znamy też z I wieku p.n.e. ”Maccius”, ”Biatec” pierwsze jak imię król Maciuś drugie Biatek może od obiata-ofiara, czyli Biatek ktoś ofiarny poświęcający się dla ogółu, a czy imię Maciuś jest polskie, jest słowo celtyckie mac-syn wiec maciuś to zdrobnienie typu synuś w każdym bądź razie ma to słowo polsko-etruską końcówkę.

Mamy też w tych słowach naszą końcówkę ~ek, mul(uwan)’eke, clau’ke, Sław’ek, Sław’ka, choć wygląda jakby niebyła końcówką odmienną lub była w jakiejś pierwotnej formie ‘eke’ żeby stworzyć podobną musimy dodać naszą końcówkę w dwóch przypadkach ek+ka~eka wtedy upodabnia się do końcówki etruskiej ‘eke’.

Wywodzimy imię Etrusków-Rasena (odmiana Rasnal), od naszych H’ytrusów-K’rasnali, zbieżność miedzy tymi wyrazami jest wyraźna, pomijając przedrostki czy zredukowane przednio wyrazy, to one w sposób absolutny odpowiadają naszym rodzimym wyrazom, nie są to słowa nieadekwatne w obu przypadkach są imionami praktycznie mitycznych czy bajkowych ludów, czy też przezwiskami czyli nie znaczą te słowa na przykład, wycior, czapka, majtki, czyli nie mają jakiegoś przypadkowego związku, są to słowa siedmio ~ sześcioliterowe w swej Italskiej formie, jak liczyliśmy na początku książki, słów sześcioliterowych jest w 24 literowym alfabecie 192 000 000, co praktycznie wyklucza przypadkowe podobień-stwo dwóch słów tej długości, zwłaszcza, że jest tu dodatkowa podwójna adekwatność względem znaczenia, jak i podobieństwa dwóch par słów.

III Starosłowiańska Świątynia Światła Świata – Lwów: Strażnik Wiary – profesor Tadeusz Wojciechowski (1838 – 1919)

Opublikowany w nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody przez bialczynski w dniu 8 Maj 2011

 

 

Bolesław Szczodry karze niewierne żony mimo sprzeciwu biskupa Stanisława

Tadeusz Wojciechowski o czym mało kto wie, był bliskim przyjacielem Juliana I Pagaczewskiego (piwowara), a potem mimo iż o 20 lat starszy, także trochę mentorem i opiekunem, ale znacznie bardziej po prostu “starszym” przyjacielem profesora Juliana II Pagaczewskiego. Nie tylko w czasie, kiedy bywał w Krakowie, ale do końca życia. Kiedy wyjechał do Lwowa stał się jednym z głównych animatorów III Starosłowiańskiej Świątyni Świata Świata we Lwowie. Działali w niej inni wybitni przedstawiciele lwowskiego środowiska naukowego i literaci oraz malarze. Ludzie tacy jak:  Emil Klemensiewicz, Ernest i Adolfina oraz Stanisław Till, czy Stanisław Vincenz. Bywał we Lwowie Julian II Pagaczewski ze swoim synem Stanisławem, ale najczęstszym miejscem zjazdów i spotkań ich wszystkich była posiadłość Tillów w Uhercach. Nie miejsce tutaj by opisywać chronologię i treść tych spotkań i dysput, czy wesołych biesiad w trakcie których omawiano i lansowano najświeższe nowinki naukowe, a także prądy kulturalne i filozoficzne ze świata. Nie miejsce tutaj by opisywać klimat wypraw turystycznych, czy opowiadać o tym jak wielki nacisk kładziono w tych rodzinach na rozwój nie tylko duchowy, ale także fizyczny i kulturę sportową.  Tutaj nie tylko ufundowano opiekę medyczną i szkolną dla mieszkańców okolicznych, nie tylko stwarzano dla nich miejsca pracy, ale także ustanowiono wodolecznicze łazienki mineralne, i dobywano z prywatnych szybów ropę naftową. To wszystko co  miało miejsce w tym wyjątkowo światłym ziemskim majątku opiszemy kiedyś w specjalnym artykule poświęconym dziejom III SŚŚŚ we Lwowie od początku XIX wieku.

Profesor Tadeusz Wojciechowski to jeden z wybitnych obrońców i Strażników Wiary Przyrodzonej Słowian, którego do dzisiaj atakują zajadle prawicowi katolicy za jego doskonale udokumentowany dowód na spisek i zdradę biskupa Stanisława. Ten święty katolicki, wyniesiony przez Kościół do rangi patrona Polski – jak na ironię, sprzedawał ją obcym mocarstwom.Być może i współcześnie, jak wiele wskazuje, takie pojęcie “patriotyzmu” (dla którego tenże biskup może być wzorcem), jest także wzorcem dla  lwiej części polskich elit politycznych.

Do dzisiaj nie milkną  głosy katolickiej prawicy przeciw Tadeuszowi Wojciechowskiemu także za jego pozytywny osąd postaci Bolesława Szczodrego, króla który jedynie bronił swego  prawa do sprawowania suwerennych rządów w kraju ojców, króla wykreślonego z kart historii Polski przez katolickich dziejopisów.

CB

Ukaranie zdrajcy i spiskowca biskupa Stanislawa

Z Wikipedii

Tadeusz Wojciechowski, (ur. w 1838 r. w Krakowie, zm. w 1919 we Lwowie) – polski historyk, profesor i rektor Uniwersytetu Lwowskiego, współzałożyciel i prezes Towarzystwa Historycznego we Lwowie, członek Akademii Umiejętności.Specjalizował się we wczesnej historii polskiego średniowiecza.

Życiorys

Tadeusz Wojciechowski, pochodził z Krakowa, jego rodzice, właściciele kamienicy, należeli do średniego mieszczaństwa. W r. 1854 Wojciechowski ukończył Gimnazjum Św. Anny. Po studiach, dwuletnich prawniczych i dwuletnich historycznych, na UJ, które ukończył w roku 1858 i w Wiedniu, na Wydziale Filozoficznym, (1859-1860) w 1865 roku uzyskał doktorat filozofii (po nieudanej próbie z r. 1860/61). W okresie powstania styczniowego (1863-1864) przez pół roku był więziony przez władze austriackie pod zarzutem uprawiania działalności konspiracyjnej. W 1867 zostaje pracownikiem Biblioteki Jagiellońskiej gdzie pracował do roku 1875 tj. do swoich przenosin na stałe do Lwowa. W 1873 r. wypłynęła jego kandydatura na katedrę historii austriackiej na Uniwersytecie Jagiellońskim, którą to katedrę zajął ostatecznie Stanisław Smolka, kandydat stańczyków.

W latach 1883-1907 profesor, a następnie rektor uniwersytetu we Lwowie; od 1909 r. członek austriackiej Izby Panów.

Pochowany na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie.

Dorobek naukowy

Jego mistrzowskie prace historyczne charakteryzowało podejście krytyczne i analityczne. Szeroko stosował toponomastykę dla rekonstrukcji osadnictwa w Małopolsce we wczesnym średniowieczu. Opisywał zabytki sztuki sakralnej, dążył do uporządkowania legend wczesnopiastowskich; za krytyczne podejście do żywota św. Stanisława, a zwłaszcza konfliktu biskupa z królem został ostro skrytykowany przez koła zbliżone do Kościoła.

Autor m.in. następujących prac:

  • „Chrobacja, rozbiór starożytności słowiańskich” (1873),
  • „O Rocznikach polskich X-XV wieku” (1880),
  • „O Kazimierzu Mnichu (1881),
  • „O życiu i pismach Wincentego z Kielc (1881),
  • „Co to jest historia i po co się jej uczymy” (1881),
  • „Podział i zakres dziejów polskich” (1884),
  • „O powtórnej elekcji Stanisława Leszczyńskiego w r. 1733 (Charakterystyka rządów Augusta II)” (1887),
  • „Co Al Bekri opowiadał o Słowianach i ich sąsiadach” (1887),
  • „Bonifatius der Apostel der Deutschen und die Slaven-apostel Konstantinus (Cyrillus) und Methodius” (1888),
  • „O Piaście i piaście” (1895),
  • „Kościół katedralny w Krakowie” (1899),
  • „Eremici reguły św. Romualda, czyli benedyktyni włoscy w Polsce XI wieku” (1902),
  • „Najdawniejszy znany obecnie polski akt książęcy z r. 1081-1086″ (1902),
  • Szkice historyczne XI wieku (1904),
  • „Plemię Kadłubka” (1909),

Bibliografia

  • Aleksander Gieysztor, Wstęp [w:] Tadeusz Wojciechowski, Szkice historyczne jedenastego wieku, Kraków 1951

Bolesław Szczodry przeprawia się z rycerstwem przez rzekę

Tadeusz Wojciechowski o Bolesławie Szczodrym i patronie Polski męczenniku kościoła Św. Stanisławie

Ten cytat pochodzi ze strony Andrzeja Solaka  reprezentanta skrajnej prawicy katolickiej – a także jak widać jednego ze współczesnych obrońców biskupa Stanisława i kościoła polskiego

Andrzej Solak

„Plemię Kadłubka” i klan Wojciechowskiego

Biskup Stanisław występując z otwartą krytyką poczynań władcy był w oczach tego ostatniego „buntownikiem”. W tamtych czasach (i nie tylko w tamtych!) sprzeciw wobec rządzących często nazywany był „zdradą”. Przez dobrych kilka stuleci nikt jednak nie żywił wątpliwości, co do prawdziwości tradycyjnego przekazu o męczeństwie świętego biskupa.

Teoria spisku

Dopiero w XIX wieku paru historyków, z sobie znanych powodów, próbowało „odbrązowić” postać męczennika. W 1803 r. Tadeusz Czacki (współtwórca Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Warszawie, założyciel Liceum Krzemienieckiego), łżąc w żywe oczy, powołał się na Galla Anonima, który rzekomo „(…) wyraźnie mówi,  że Stanisław biskup miał zmowy z Czechami” (w rzeczywistości Gall nic takiego nie napisał!).

Potwarz Czackiego powtórzył Franciszek Stefczyk (1885). Aleksander Skorski pisał (1873) z ogromną pewnością siebie: „Za niezachwianą już niczym prawdę historyczną uważać musimy, że Stanisław był zdrajcą i zasłużoną, acz może za srogą od Bolesława odebrał karę” (niestety, Skorski nie potrafił jakoś owej „niezachwianej prawdy historycznej” udowodnić…).

Maksymilian Gumplowicz wystąpił (1898)  z wyjątkowo absurdalną tezą: prócz przepisanych od Czackiego i Stefczyka  oskarżeń o związki biskupa z Czechami i Niemcami wyłuszczył pogląd, iż przyczyną konfliktu miał być sprzeciw biskupa Stanisława wobec… celibatu księży, który król Bolesław z kolei ponoć popierał (kilkadziesiąt lat później prof. Tadeusz Grudziński stwierdzi oględnie, iż rozprawa Gumplowicza „[...] roi się jednak od pomysłów zgoła fantastycznych i niesprawdzalnych, które poważnie obniżyły jej wartość naukową”. Wcześniej Kazimierz Krotoski podsumował twórczość Gumplowicza o wiele bardziej dosadnie: „Otóż żydowski pamflecista przedstawia postać Patrona Polski jako skończonego infamisa: był zdrajcą króla i Ojczyzny na rzecz Czechów i Niemców… Były to fantazje i halucynacje chorobliwego umysłu…”).

Nic dziwnego zatem, że „rewelacje” tego rodzaju traktowano wzruszeniem ramion, nie siląc się nawet na dyskusję z oszczercami.

„Jedynie słuszna” hipoteza

            Dopiero jednak Szkice historyczne XI wieku (1904) Tadeusza Wojciechowskiego, znanego historyka galicyjskiego, wzburzyły opinię publiczną i dały początek zaciętym sporom. Wojciechowski „(…) skonstruował pomysłową hipotezę o buncie możnych przeciw Szczodremu (…). Według tego badacza spisek możnowładców przeciw królowi miał swoich przywódców w osobach młodszego brata Bolesława – Władysława Hermana, późniejszego wojewody Hermana – Sieciecha z rodu Starżów-Toporczyków i biskupa Stanisława, przy czym sprzysiężenie to nawiązało ścisłe kontakty z cesarzem Henrykiem IV i księciem czeskim Wratysławem (…)” (T. Grudziński).

Zalety pisarskiego pióra badacza, jasność i logika jego wywodu, wsparte ugruntowaną w świecie nauki pozycją autora, trafiły do przekonania wielu.

Niestety, późniejsze polemiki wywołane wystąpieniem Wojciechowskiego rychło stoczyły się do poziomu w najlepszym razie publicystycznych dysput, w najgorszym – mało eleganckich połajanek. „Dyskusję” w tym stylu zapoczątkował zresztą sam Wojciechowski, bezpardonowo atakując wszystkich, którzy ośmielili się głośno wyrazić swe wątpliwości. W gwałtownym artykule obrzucił inwektywami („plemię Kadłubka”) wszelkich oponentów. Zwolennicy tradycyjnej interpretacji konfliktu nie pozostali mu dłużni.

Tymczasem hipoteza Wojciechowskiego zrobiła zawrotną karierę we wpływowych kręgach liberalnej, antyklerykalnej inteligencji. Szybko uznano ją za „jedynie słuszne” wytłumaczenie niegdysiejszego dramatu. Na dobrych kilkadziesiąt lat zyskała rangę niemalże naukowego dogmatu…

„Jedynie słuszne” argumenty

Nim przedstawimy stosunek dzisiejszej nauki do hipotezy Wojciechowskiego, zreferujmy wpierw przesłanki, na jakich autor się opierał. Jego zdaniem:

  1. Badając dzieje konfliktu biskupa Stanisława z królem Bolesławem Szczodrym winniśmy opierać się wyłącznie na Kronice Galla Anonima. Powstała ona zaledwie ok. 30 lat po śmierci Stanisława, jej autor zaś był wzorem sumiennego, bezstronnego kronikarza. Gall wystąpienie Stanisława nazwał „grzechem”, zaś wobec biskupa użył słowa „traditor”, które Wojciechowski przetłumaczył jako „zdrajca”.
  2. Dowodem zdrady Stanisława jest kara „obcięcia członków”, na jaką został skazany. W średniowieczu ten rodzaj represji zarezerwowany był bowiem dla zdrajców. Wojciechowski zdaje się nie żywić wątpliwości, iż biskupa stracono na podstawie legalnego wyroku sądu królewskiego.
  3. Za udziałem w spisku Władysława Hermana przemawiać ma fakt, iż skorzystał on na usunięciu króla  – obejmując po Bolesławie władzę w kraju.
  4. w spisku musieli też uczestniczyć cesarz Henryk IV oraz książę czeski Wratysław. Byli oni bowiem zainteresowani w usunięciu wrogiego im Bolesława Szczodrego.
  5.  Źródła inne niż Kronika Galla, w tym przychylne Stanisławowi dzieło Wincentego Kadłubka (napisane ok. 120 lat po śmierci męczennika), jako późniejsze nie mogą być brane pod uwagę, zaś sama twórczość Kadłubka podsumowana została jako bezwartościowa.

***

W dalszym toku wywodu autor strony usiłuje obalić tezy Wojciechowskiego  – jednak brak mu nowych argumentów poza pustymi słowami, i wyciąganymi na siłę argumentami kiepskiej jakości mającymi świadczyć iż Władysław Herman  – był kochającym bratem a nie wrogim spiskowcem (dziwne że wjechał na czele rebeliantów popieranych przez króla Czech, jak tak kochał i popierał brata),  powoływaniem się na potępienie czynu króla przez Galla Anonima – który sam był księdzem itd. Dowodzenie iż słowo traditor – ma nie tylko znaczenie bunt i buntownik oraz zdrajca, odstępca od międzynarodowych umów,  ale coś jeszcze innego to naprawdę żenująco słaba próba obrony buntownika i zdrajcy państwa polskiego.

Podajemy link do tej strony byście mogli sami ocenić ową rzekomą obronę, która jest słabej jakości próbą  wybielenia biskupa: http://cristeros1.w.interia.pl/crist/patron/plemie.htm

 

Wojciechowski jednak ma rację

Oto jednak współczesny sąd naukowy a nie chciejski katolicko-prawicowy:

Według tradycji powstałej z przekazu Galla Anonima, polskiego kronikarza, biskup krakowski Stanisław poniósł karę za zdradę lub spisek przeciwko królowi (traditio) oraz że postępowanie biskupa miało charakter grzeszny (peccatum). Został Stanisław skazany na karę obcięcia członków (obtruncatio). Króla Bolesława Śmiałego po wykonaniu wyroku strącono z tronu, który zajął jego młodszy brat Władysław, a wypędzony (eiectus) na Węgry Śmiały niebawem zmarł. Fakt ten miał miejsce w 1079 roku, a przekazał je prawie współczesny samemu wydarzeniu Anonim Gall. Piszący sto lat później Wincenty Kadłubek w swej relacji podał istotę konfliktu biskupa z królem. Mianowicie Stanisław rzucił klątwę na Bolesława w obronie rycerzy, którzy powrócili samowolnie do kraju z wyprawy na Rusi bez zgody króla na wieść, że żony ich dzielą łoża z niewolnikami. Obie te relacje od drugiej połowy XIX wieku były tematem sporów o ich wiarygodność. Jednak ukazanie się „ Szkiców historycznych jedenastego wieku” Tadeusza Wojciechowskiego w 1904roku stanowiły przełom w dyskusji historyków nad faktum św. Stanisława. Wojciechowski odrzucił relację Kadłubka, a skupił się na przekazie Galla, poddając go bardzo wnikliwej analizie. Przedstawił nową, bogatszą wizję wydarzen z 1079 roku. Pozwoliło mu to na sformułowanie nowej odkrywczej hipotezy buntu juniora-Władysława Hermana, przeciw seniorowi Bolesławowi Śmiałemu. Herman miał naprowadzić na Polskę pomoc czeską, w efekcie Czesi zajęli na kilka lat Kraków. Bp. Stanisław w całym tym konflikcie miał wziąć stronę juniora przez co naraził się królowi i skazano go na rozczłonkowanie ciała. Skutkiem tego występku władcy było strącenie z tronu i wypędzenie Śmiałego na Węgry. Rekonstrukcja spisku przeciw Bolesławowi przedstawiona przez Wojciechowskiego, a zwłaszcza faktum św. Stanisława znalazły uznanie dwóch głównych recenzentów Władysława Abrahama w „Kwartalniku Historycznym” i Aleksandra Brucknera w „Przeglądzie Historycznym”. Profesor Wojciechowski nadał przekazowi Galla bardziej jednoznaczny format. Kluczowym słowom kronikarza ”chrześcijanin na chrześcijaninie” dał nowy sens: pomazaniec na pomazancu. Rozstrzygnął w ten sposób spór o kim Gall w danym miejscu pisał. Pomazancami byli biskup i król. Gdy parę lat później historycy i filologowie poddali krytyce przekład tekstu Galla wg. Wojciechowskiego, najwięcej uwagi zajęła kwestia „zdrady”- traditio Stanisława. Nie jasnym było kto mógłby dopuścić się owej zdrady. Rozwiązanie tego problemu komplikowały dwa okresy gramatyczne zdania, w którym Gall pisał o dwu popełnionych przy tej okazji grzechach. Sprawa uległa wyjaśnieniu , gdy przyjęto znaczenie zaproponowane przez Wojciechowskiego : pomazaniec na pomazancu . Późniejsi krytycy prof. Tadeusza Wojciechowskiego zarzucali mu zmianę tłumaczenia: z christianus in christianos na christinom i znikome przetłumaczenie: pomazaniec. Tymczasem intuicja badawcza Wojciechowskiego znalazła pełne potwierdzenie w podstawie rękopiśmiennej tzw. Zamojskich z XIV wieku. Zagorzały krytyk Wojciechowskiego, Stanisław Smolka pokusił się o wykład dotyczący umiejętności przechodzenia od wypowiedzi źródła do tworzenia faktów historycznych. Nie ulega wątpliwości, że praca Smolki kwestionowała dokonania Wojciechowskiego. Etapowi I krytyki prof. Wojciechowski odpowiadał, natomiast analizę określił Smolka pesymistycznym wnioskiem: Ignoramus. W efekcie  propozycje tłumaczenia Galla ze „Szkiców” nie znalazły powszechnego uznania,  podobnie jak kontrowersyjne umiejętności komentowania źródeł historycznych.  Rzeczą znamienną było, że wielbiciel Wojciechowskiego, Stanisław Zakrzewski  ogłaszając w 1920 roku swoją historię wydarzen Polski wczesnopiastowskiej tylko częściowo przyjął rekonstrukcję swego mistrza. Uznał powiązanie Władysława Hermana z Czechami, ale oscylował ku poglądom Franciszka Stefczyka niż Wojciechowskiego. Odrzucił rządy czeskie w Krakowie, uznając miasto za rezydencję Hermana. W dalszym zaś ciągu nawiązał do faktów Wincentego Kadłubka: wyprawy na Ruś, dezercji, sądu królewskiego, interwencji biskupa, skazania na karę, wybuch wojny domowej, strącenie z tronu króla. Podobnie uczynił Roman Grodecki, autor najwybitniejszego po dziś dzien podręcznika historii politycznej średniowiecza. Przyjął myśl, że bunt juniora i zatarg między królem a Stanisławem to dwie odrębne sprawy tyle, że wydarzyły się równolegle w tym samym czasie. Zgodnie z Wojciechowskim usunął w cien bunt rycerstwa w wyprawie na Ruś. Stał się wówczas niepewny „ motyw zdrady” Stanisława , który mógł być zwykłym nieposłuszenstwem, a jedynie Bolesław pojął go za zdradę. Grodecki nie wierzył tez w konflikt polsko- czeski, przez co pozbawił hipotezy Wojciechowskiego głównego powodu sporu Stanisława z Bolesławem, nie dając w zamian lepszego wyjaśnienia. Według mnie teoria Stanisława Wojciechowskiego nie zasługuje na całkowite potępienie, lecz stanowi pewien wyraz przełomu w dochodzeniu do prawdy historycznej. Jego wizja wydarzeń, choć może nie w pełni doskonała, rzuca nowe światło na badania nad faktum świętego Stanisława. Świetnie ujął S. Zakrzewski starania Wojciechowskiego: „ Wiara zatem Wojciechowskiego, że intensywne studia nad wiekiem XI mogą pogłębić naszą wiedzę, odnosi stanowczy triumf nad poglądem przeciwnym”. Niech za koniec moich rozważan dotyczących słuszności hipotezy Tadeusza Wojciechowskiego posłuży cytat S. Kętrzynskiego: „Niestety w całej tej rozprawie znanej nam tylko na podstawie kilkudziesięciu słów kroniki Galla- Anonima, musimy się opierać na znaczeniu poszczególnych słów, a wiadomo, ile takie poszczególne słowo może znaczyć, ile razy zdawało się już, że w słowie takim znaleźliśmy klucz do rozwiązania zagadki. I tyle razy zawodnie”.

Źródlo: http://www.polskiedzieje.pl/slawni-polacy/swiety-stanislaw-2.html

Jak widać jest to strona poświęcona wielkim Polakom, w tym Świętemu Stanisławowi. Trudno ją uznać za antystanisławowską propagandę.



I jeszcze portal: Alehistoria.blox.pl

http://alehistoria.blox.pl/2011/01/8222PLEMIE-KADLUBKA8221.html

Plemię Kadłubka

W 1904 roku znakomity historyk galicyjski Tadeusz Wojciechowski ogłosił drukiem „Szkice historyczne XI wieku”. W swojej pracy odrzucił przekaz mistrza Wincentego Kadłubka dotyczący sprawy Bolesława Szczodrego i biskupa Stanisława, a przyjął za wiarygodny jedynie przekaz Galla Anonima (w skrócie: Kadłubek winą za śmierć biskupa obarczał króla mocno go przy tym szkalując, a zarazem bronił i gloryfikował Stanisława; Gall Anonim sprawę pozostawiał otwartą nie broniąc żadnej ze stron konfliktu, chociaż wykazywał dużą sympatię dla króla i pośrednio wskazywał na winę biskupa). W naszych rozważaniach nie są ważne tezy, jakie w swojej pracy przedstawił Wojciechowski (w większości są one dziś już nieaktualne), ale to co działo się wokół publikacji i jego osoby.

Dowody przedstawione przez autora „Szkiców historycznych” na poparcie wiarygodności zapisów Galla Anonima odnoszących się do biskupa krakowskiego i króla polskiego, uzyskały poparcie części badaczy historyków i liberalnej opinii publicznej. W 1905 roku krakowska Akademia Umiejętności przyznała Wojciechowskiemu nagrodę za najlepszą pracę historyczną. Jednak pewne kręgi naukowe i środowiska konserwatywne zawrzały. Publikację galicyjskiego historyka uznano za skandaliczną, odsądzono od czci i wiary, a w druku, publicystyce i w dyskusjach (a nawet z kościelnych ambon) wylano na niego niezliczoną ilość inwektyw. W 1909 roku na łamach „Przeglądu Powszechnego” polemikę z autorem „Szkiców historycznych” podjęła grupa historyków (m.in. W. Kętrzyński, S. Smolka). Korzystając z łam pisma, niektórzy z nich (K. Krotoski) posunęli się nawet do antysemickich insynuacji w stosunku do Maksymiliana Gumplowicza, ucznia Wojciechowskiego, zajmującego się problematyką biskupa Stanisława i Bolesława Szczodrego.

Wojciechowski odpowiedział na stawiane mu zarzuty w artykule „Plemię Kadłubka”. To wywołało jeszcze większą burzę. Kazimierz Krotoski nie mogąc znaleźć merytorycznych argumentów przeciwko tezom Wojciechowskiego, zarzucił mu „kalanie narodowej świętości” (to właśnie Kadłubek był twórcą legendy o cudownym zrośnięciu się obciętych członków Stanisława i jednym z pierwszych jego hagiografów, miał też duży wkład w tworzenie kultu św. Stanisława patrona Polski). W 1926 roku na łamach „Przeglądu Powszechnego” Kazimierz Krotoski wciąż nie mogąc zapomnieć o „kalaniu narodowej świętości” przez niektórych historyków, tak pisał o Gumplowiczu: „Otóż żydowski pamflecista przedstawia postać Patrona Polski jako skończonego infamisa (…) Były to fantazje i halucynacje chorobliwego umysłu”. W ten oto sposób, na gruncie naukowego sporu, doszło do sporu światopoglądowego, ideowego. Trudno oprzeć się wrażeniu, że podobne spory „okołohistoryczne” toczą się z niesłabnącą zaciętością do dnia dzisiejszego. Stosunek do przeszłości wciąż rozpala ludzkie umysły, zwłaszcza gorące głowy Polaków.

W całej tej sprawie, trzeba też wyjaśnić rolę Kościoła. Przez wieki kształtował on w społeczeństwie kult św. Stanisława widziany przez pryzmat średniowiecznych hagiografów. Spór historyków w temacie biskupa i króla, zamienił się, przy wydatnym współudziale Kościoła, w spór ideologiczny, światopoglądowy. Najprościej rzecz ujmując: historycy, którzy odrzucali przekaz Wincentego Kadłubka traktujący o „sprawie biskupa Stanisława”, zaliczani byli do badaczy liberalnych, kalających świętości narodowe. Historycy wywodzący się z kręgów kościelnych i ci o orientacji katolickiej, w większości odrzucali z kolei przekaz Galla Anonima, pierwszeństwo dając Kadłubkowi. Byli jeszcze ci, którzy wahali się, nie potrafili jednoznacznie określić, które z dwóch głównych źródeł dotyczące sporu biskupa z królem, jest wiarygodne, lub ci, którzy próbowali obie relacje, Galla Anonima i Kadłubka, pogodzić. Ci historycy też nie należeli do ulubieńców Kościoła.

Dyskusje nad „faktum biskupa Stanisława” dowiodły, jak łatwo jest wciągnąć historię w spory światopoglądowe, ideologiczne. Jak łatwo jest pomieszać naukę z religią i wiarą. Doświadczamy tego wciąż na nowo, mimo upływu setek lat. Przykłady takich zachowań można by mnożyć…

 

 

TADEUSZ WOJCIECHOWSKI – SZKICE HISTORYCZNE XI WIEKU

1. Wydawnictwo i rok wydania : PIW,Warszawa, 1970 .

2. Okładka i jej stan : twarda, płótno; stan : minus bardzo dobry .

3. Obwoluta i jej stan : papier, matowa ; stan : dobry – jak na zdjęciu; podniszczona na brzegach i lekko przybrudzona.

4. Kartki i ich stan : liczy 384 strony ; stan :  plus dobry – nie ma plam, napisów , uszkodzeń , ale są pieczątki księgozbioru; kartki są szyte; jeden właściciel .

5. Ilustracje :  czarno-białe kopie zdjęć.

6. Pełny tytuł i autor: „SZKICE HISTORYCZNE XI WIEKU” ;   T. WOJCIECHOWSKI ; wydanie II; nakład : 5 289; przygotował do druku plus wstęp : A.Gieysztor .

7. Format : 15 cm x 21 cm .

SPIS TREŚCI
Aleksander Gieysztor, Wstęp………… 5
Bibliografia wstępu…………..24
Bibliografia prac Tadeusza Wojciechowskiego…….26
Spis wykładów Tadeusza Wojciechowskiego w Uniwersytecie Lwowskim……………. . 32
Szkic pierwszy
EREMICI REGUŁY ŚW. ROMUALDA, CZYLI BENEDYKTYNI WŁOSCY W POLSCE XI WIEKU………39
Szkic drugi
ASTRYK-ANASTAZY, OPAT TRZEMESZYŃSKI (1001) . . . . 84
Szkic trzeci
PIASTOWICZ EREMITA I BISKUP KRAKOWSKI LAMBERT I . 91
Szkic czwarty
ARCYBISKUP BOGUMIŁ…………101
Szkic piąty
KRÓLESTWO POLSKIE I KORONACJA BOLESŁAWA II (1076) . . 148
Szkic szósty
ARCYBISKUP HENRYK………….199
Szkic siódmy
STRĄCENIE I ZEGNANIE KRÓLA BOLESŁAWA II…..226
,Szkic ósmy
FAKTUM BISKUPA STANISŁAWA
POPRZEDZA: KTO BYŁ GALLUS?………..256
Szkic dziewiąty WŁADYSŁAW HERMAN
ZATRATA KORONY I PIERWSZY KULT STANISŁAWA……277
Szkic dziesiąty
DALSZE LOSY ZATRACONEJ KORONY
NASTĘPCY STANISŁAWA………….298

Szkic jedenasty PLEMIĘ KADŁUBKA
ODPOWIEDŹ …..
Uzupełnienia bibliograficzne Indeks osób …. Indeks nazw geograficznych Spis ilustracji
TABLICA GENEALOGICZNA


SPIS ILUSTRACJI
1. Tadeusz Wojciechowski. Portret z lat 1891—1914. Archiwum PAN w Warszawie. Fot. A. Skarżyńska.
2. Tadeusz Wojciechowski z Kołem Historyków we Lwowie (1906). Obok D. Dembiński i L. Finkiel. Fot. A. Skarżyńska.
3. Kolegiata Św. Marcina w Opatowie (ok. 1180 r.) Fot. E. Kupiecki.
4. Przeniesienie zwłok św. Wojciecha do katedry gnieźnieńskiej. Fragment Drzwi Gnieźnieńskich. Archiwum IS PAN. Fot. E. Kozłowska–Tomczyk.
5. Błogosławiony Bogumił. Rzeźba drewniana (XIV/XV w.) ze skrzyni grobowej w kościele parafialnym w Dobrowie, w pow. kolskim. (Stan przed renowacją.) Archiwum IS PAN. Fot. J. Wojciechowski.
6. Ruiny palatium piastowskiego i grodziska na Ostrowie Lednickim (X/XI w.). Widok z lotu ptaka. Archiwum Muzeum Narodowego w Poznaniu.
7. Fragment murów na Ostrowie Lednickim. Fot. A. Szypowski.
8. Opactwo kanoników regularnych w Trzemesznie. Fot. A. Szypowski.
9. Fragment elewacji kościoła w Trzemesznie. Archiwum IS PAN. Fot/ T. Kaźmierski.
10. Kolegiata Panny Marii i Św. Aleksego oraz grodzisko w Łęczycy. Widok z lotu ptaka. Archiwum PMA w Warszawie. Fot. T. Biniewski.
11. Rycerze Gedeona grający na rogach. Czara włocławska (X—XI w.) Archiwum IS PAN. Fot. T. Kaźmierski.
12. Włócznia św. Maurycego w skarbcu Katedry Wawelskiej (ok. 1000 r.). Jedno z insygniów monarszych Chrobrego i Mieszka II. Archiwum 13 PAN. Fot. T. Kaźmierski.
13. Widok z lotu ptaka opactwa benedyktyńskiego w Mogilnie. Archiwum PMA w Warszawie. Fot. T. Biniewski.
14. Fragment kościoła w Mogilnie. Fot. A. Szypowski.
15. Opactwo benedyktyńskie w Mogilnie. Fragment krypty. Fot. A. Szypowski.
16. Opactwo benedyktyńskie w Tyńcu. Fot. E. Kupiecki.
17. Henryk IV, Konrad II, cesarz Henryk III oraz opaci św. Emerama w Eatyzbonie: Eberhard, Romuald i Rupert. Miniatura z Kodeksu Emeramskiego (ok. 1080 r.) w Bibliotece Kapitulnej w Krakowie. Archiwum IS PAN. Fot. E. Kozłowska-Tomczyk.
18. Kościół Św. Gereona na Wawelu, tzw. I Katedra (pierwsza połowa XI w.). Fragment krypty. Fot. E. Kupiecki.
19. Krypta Św. Leonarda na Wawelu z tzw. II Katedry Wawelskiej (przełom XI i XII w.) Fot. E. Kupiecki.
20. Tablica nekrologiczna, ołowiana, biskupa Maura (zm. 1118 r.) z jego grobu odkrytego w 1938 r. w Krypcie Św. Leonarda na Wawelu. Napis zawiera wzmiankę nekrologiczna i wyznanie wiary. Archiwum IS PAN. Fot. T. Kaźmierski.
21. Inwentarze skarbca katedry krakowskiej z lat 1101 i 1110. Rękopis Biblioteki Kapitulnej w Krakowie. Archiwum IS PAN. Fot. T. Kaźmierski.
22. Kronika Galia Anonima w rękopisie Zamoyskich (XIV w.), rozdz. I, 26—27. Biblioteka Narodowa w Warszawie. Fot. Stacja Mikrofilmowa BN.
23. Kronika Galia Anonima w rękopisie Zamoyskich (XIV w.), rozdz. I, 27—29. Biblioteka Narodowa w Warszawie. Fot. jw.
24. Tympanon portalu południowego w kościele Św. Stanisława w Starym
Zamku. Archiwum 13 PAN. Fot. J. Langda.
25. Słup drogowy, zarazem symbol sprawiedliwości, w Koninie (1151 r.). Fot. Archiwum Wojewódzkiego Urzędu Konserwatorskiego w Poznaniu.
26. Dokument Władysława Hermana z lat 1087—1095 dla katedry bamber-skiej. Archiwum Państwowe w Monachium. Fot. St. Turski.
27. Fragment pieczęci Władysława Hermana na dokumencie z lat 1087— 1095 dla katedry bamberskiej. Fot. St. Turski.
28. Kielich romański z opactwa w Trzemesznie (XII w.). Archiwum Muzeum Narodowego w Poznaniu.
29. Patena romańska z opactwa w Trzemesznie (XII w.). Archiwum PMA w Warszawie. Fot. T. Biniewski.
30. Wczesnośredniowieczny hełm złocony z Giecza. Archiwum PMA w Warszawie. Fot. T. Biniewski.
31. Złoty kielich i patena z ręką Opatrzności (ok. poł. XI w.), znalezione w trakcie prac wykopaliskowych w Tyńcu, w grobie jednego z opatów. Archiwum Instytutu Historii Sztuki UJ. Fot. W. Gumuła.
32. Nodus laski pastorału ze złoconego brązu z grobu opata (ok. poł. XI w.). Archiwum Instytutu Historii Sztuk UJ. Fot. W. Gumuła.
33. Rzymska studzienka z wizerunkiem św. Wojciecha (ok. 1000 r.) w kościele S. Bartolomeo alPIsola w Rzymie. Gabinetto Fotografico Nazio-nale, Roma.
34. Moneta palatyna Sieciecha. Awers ze znakiem i imieniem palatyna. Ze skarbu w Okopach pow. Olkusz. Obecnie w Muzeum Narodowym w Krakowie. Fot. Archiwum PMA w Warszawie.
35. Moneta palatyna Sieciecha. Rewers: odczyt dyskusyjny. Jw. Fot. Archiwum PMA w Warszawie
36. Rogowe pionki do szachów ze schyłku XII w. Archiwum PMA w Warszawie. Fot. T. Biniewski.
37. Spinka z domniemanego grobu Bolesława Śmiałego w Ossjaku. Archiwum 13 PAN. Fot. T. Kaźmierski.
38. Tzw. pierścień św. Stanisława z przełomu XII/XIII w. Skarbiec Katedry Wawelskiej. Archiwum IS PAN. Fot. T. Kaźmierski.
39. Plecionka wczesnoromańska z Wawelu. Fot. A. Szypowski.
40. Skarb z Borucina, pow. Radziejów (z XI w.). Archiwum PMA w Warszawie. Fot. T. Biniewski.
41. Wykopaliska w Gieczu. Fot. A. Szypowski.
42. Chrzcielnica z kościoła w Kruszwicy. Fot. A. Szypowski.
43. Rotunda Św. Prokopa w Strzelnie. Fot. A. Szypowski.
44. Fragmenty murów opactwa benedyktyńskiego w Tyńcu odsłonięte w trakcie prac wykopaliskowych. Stan z r. 1961, Archiwum Instytutu Historii Sztuki UJ.


WSTĘP
Trzecie wydanie Tadeusza Wojciechowskiego Szkiców historycznych jedenastego wieku — po pierwszym z r. 1904 i drugim z r. 1925 — wyszło w r. 1951 w pięciotysięcznym nakładzie i rychło zostało wyczerpane. Jak objaśnić to nieustanne powodzenie? Dlaczego dzieło to po sześćdziesięciu pięciu latach od chwili powstania nie przestaje przyciągać uwagi historyków i może nadal liczyć na podobne zainteresowanie szerszego ogółu, z jakim przyjęły je poprzednie pokolenia czytelnicze?
Szkice ukazują się wśród wznowień klasyków naszej historiografii obok dzieł Joachima Lelewela, Karola Szajnochy, Stanisława Smolki, Władysława Smoleńskiego, Karola Potkańskiego, Marcelego Handels-mana, Stanisława Kętrzyńskiego czy Jana Ptaśnika jako świadectwo łączności naszej kultury z wybitnymi badaczami dziejów narodowych, i tak jak ich książki, wymagają oprawy wydawniczej. Powinna ona przynieść taką odpowiedź na postawione wyżej pytania, która uprzystępniłaby myśl autora, wyjaśniła jej podstawy metodologiczne i metodyczne, oświetliła drogi rozwoju nauki historycznej, zestawiła poglądy autora z dzisiejszym stanem wiedzy i wskazała na trwałe, prawdziwie klasyczne, wartości dzieła. Przez te wartości rozumiemy — obok walorów swoistej struktury literackiej — także, i przede wszystkim, istotny postęp na drodze poznawania zjawisk przeszłości, choćby oparty na założeniach, które nie w pełni podzielamy, założeniach uwarunkowanych treścią społeczną i ideową życia i twórczości historyka, a również jego warsztatem badawczym, możliwościami metodycznymi i techniką pracy.
Szkice historyczne XI wieku bronią się przed niepamięcią osobliwym urokiem naukowego pisarstwa Tadeusza Wojciechowskiego, jego niezrównaną umiejętnością wprowadzania czytelnika w subtelne arkana wiedzy mediewistycznej, ukazy wianiem zarówno warsztatu źródłowego, jak perspektyw porównawczych albo sposobów formalno-logicznych, które autor ten z przedziwnym mistrzostwem gromadził dla „wznoszenia gmachu budowanego nierzadko z hipotez i najśmielszych domysłów. A przy tym „Tadeusz Wojciechowski nie miał łatwego pióra — jak stwierdził najwytrawniejszy stylista Jan Parandowski — pisał trzeźwo i twardo, trafiały mu się błędy gramatyczne, zdania często wpadały w zawiłość, nie miał ucha dla powtarzających się słów i zwrotów, nigdy metafora nie zakwitła na jego karcie. Krańcowy w tej ascezie, nie szukał pomocy nawet we właściwych historykowi środkach, jak malowanie tła, portretów, wreszcie budowa wielkich syntez. Była to skromność podniesiona do wielkości.” Czy jednak istotnie w dziełach Wojciechowskiego „wszystko zawiera się w treści, nic w formie”? Czy w tej „zwyczajnej, skromnej, jędrnej szacie”, jak ją określił mistrz dziejopisarstwa wyszukanego, Szymon Askenazy, nie mieściła się jakaś bliska nam zapowiedź nowoczesności, świadomy odwrót od retoryki ku prostocie wykładu? Na pewno to nie był kunsztowny rytm barwnej, choć ze źródłami zawsze powiązanej prozy Smolki, Smoleńskiego lub Kubali czy innych kontynuatorów polskiej opowiadającej prozy historycznej. Biorąc Szkice Wojciechowskiego do ręki, mamy przed sobą zjawisko fascynujące swoją prostotą. Zadaniem niniejszych uwag jest próba wskazania mu miejsca w czasie Jego narodzin i w naszej hierachii wartości naukowych. [...]

Wstęp A. Gieysztora do tej ksiązki z roku 1970 nie potwierdza prawicowo-katolickich zarzutów

Oto zdanie Tadeusza Wojciechowskiego o ufundowaniu klasztoru w Tyńcu – dziwnym trafem przez Wladyslawa Hermana:

Początki opactwa tynieckiego według przekazów historycznych

Ponieważ nie zachował się, bo prawdopodobnie takiego nie było – dokument fundacyjny opactwa tynieckiego istnieje ciągle problem otwarty kto i kiedy założył Tyniec. Jan Długosz podał datę założenia klasztoru w Tyńcu w roku 1044 i przypisywał tę czynność Kazimierzowi Odnowicielo­wi. Do tej informacji przychylał się także bardzo wybitny historyk dziejów Kościoła w średniowiecznej Polsce Władysław Abraham. Natomiast inny historyk tego okresu, Tadeusz Wojciechowski, biorąc za podstawę konstrukcji myślowej dokument legata papieskiego, Idziego, z 1124/25 r. wysunął własną koncepcję. Owszem to książę Kazimierz Odnowiciel sprowadził mnichów benedyktyńskich do Polski, ale nie do Tyńca tylko na Wawel. Natomiast sam fakt założenia klasztoru tynieckiego jako osobnej instytucji przesuwał on na okres około 1088, gdy za panowania Władysława Hermana kapituła katedralna stawała się korporacją wyłącznie kleru świeckiego. Miało to wynikać z faktu uposażenia przez tego panującego w roku 1095 dwudziestu lub nawet dwudziestu czterech kanonii. Z czasem T. Wojciechowski wycofał się z tej hipotezy i przesunął całą akcję oddzielenia wawelskiej wspólno­ty mniszej od kleru diecezjalnego i przeniesienia jej na wzgórze tynieckie na okres panowania Bolesława Śmiałego, łącząc tę akcję z reformą zarządzoną na synodzie prowincjonalnym podczas pobytu legatów papieskich w Polsce w 1075 r., a przeprowadzoną ostatecznie po koronacji Bolesława na króla. Do tej drugiej konstrukcji przychylał się także Stanisław. Zakrzewski i historyk francuski Pierre Dawid, choć już z pewną modyfikacji.

Jeszcze o Zapomnianym królu Boleslawie Szczodrym

Zniknął w mrokach średniowiecza

10 paź 07, 09:00 Sławomir Leśniewski / Polityka

 

1034-1039 r. – król Bolesław „Zapomniany”

Między nimi, w oficjalnych pocztach polskich monarchów, nie ma żadnego władcy. A był.

Mieszko II, następca Bolesława Wielkiego (Chrobrego), zmarł w 1034 r., a w 1039 r. do Polski wkroczył jego syn Kazimierz Karol, by z niemiecką pomocą odzyskać dziedzictwo i odbudować zagrożone rozpadem państwo. Nadano mu przydomek Odnowiciel. Pięcioletni okres między tymi dwoma wydarzeniami przypomina czarną dziurę. Zadbali o to najbardziej znani średniowieczni kronikarze: Gall Anonim, Wincenty Kadłubek, Jan Długosz i plejada sławnych historyków z Joachimem Lelewelem i Adamem Naruszewiczem na czele. W ich przekazach brak wzmianek o wówczas panującym. Choć nie do końca. Długosz na przykład dokonał godnej podziwu ekwilibrystyki i, aby całkowicie nie pominąć w swoim przekazie istniejącego rzeczywiście władcy, zmienił mu imię i profilaktycznie uśmiercił jeszcze przed zgonem ojca!

Jakie były przyczyny, dla których świadomie zakłamali historię? Komu zależało na tym, aby następca Mieszka II i poprzednik Kazimierza Odnowiciela pozostał w całkowitym niemal zapomnieniu?

Skazany na zapomnienie władca nosił imię Bolesław. Był najprawdopodobniej pierworodnym synem Mieszka II i Rychezy, wnuczki cesarza niemieckiego Ottona II, starszym bratem Kazimierza Karola i Włodzisława, choć niewykluczone, że jego matką była poprzednia żona króla lub jedna z jego nałożnic. Urodził się w 1014 r. lub 1015 r., zmarł natomiast zapewne krótko przed najazdem na Polskę czeskiego Brzetysława w 1039 r. Jego postać występuje w wielu źródłach obcych, m.in. w niemieckiej „Kronice z Braunweiler”, gdzie jest mowa o okrutnym prześladowaniu Ryksy (Rychezy) przez syna, w „Kronice Czechów” Kosmasa i w „Kronice węgierskiej Chartiritusa Biskupa” – fragment o militarnej pomocy, jakiej udzielić miał Bolesław II Węgrom.

Również kilka polskich źródeł zawiera informacje o starszym synu Mieszka II. W rocznikach „Kapituły Krakowskiej” pod datą 1038 r. umieszczono zapis dotyczący zgonu króla Bolesława; skoro Chrobry zmarł w 1025 r., a Śmiały ponad pół wieku później, mogło jedynie chodzić o ich nieobecnego w poczcie królów i książąt polskich imiennika. Pośrednio jego istnienie potwierdza także „Rocznik małopolski”, w którym Bolesław Krzywousty nazwany jest Bolesławem IV, oraz zniszczony w XIX w. „Kodeks tyniecki” Bolesława Śmiałego z figurującą przy jego imieniu rzymską cyfrą III. Skoro zatem Chrobremu, poza wspaniałym przydomkiem Wielki, przyznano rzymską jedynkę, a Śmiałemu i Krzywoustemu trójkę i czwórkę, wniosek jest oczywisty: był między nimi jeszcze jeden Bolesław.

W Polsce po raz pierwszy wspomniano o Bolesławie II w „Kronice Wielkopolskiej”, napisanej w XIII w. przez biskupa poznańskiego Boguchwała II, przeredagowanej później przez biskupa Janka z Czarnkowa. Było to złe wspomnienie. „Gdy zmarł w roku Pańskim 1033 (mowa o Mieszku II – S.L.), nastąpił po nim pierworodny syn jego Bolesław. Skoro ten został ukoronowany na króla, wyrządził swej matce wiele zniewag. Matka jego pochodząca ze znakomitego rodu, zabrawszy syna swego Kazimierza, wróciła do ziemi ojczystej w Saksonii, do Brunszwiku, i umieściwszy tam syna dla nauki miała wstąpić do jakiegoś klasztoru. Bolesław zaś z powodu srogości i potworności występków, zbrodni okrutnych i nieludzkich, których się dopuszczał, źle skończył swe życie, i choć odznaczony został koroną królewską, nie policzony został nawet w liczbie królów i książąt polskich dla wielkiej nieprawości swojej. Po śmierci jego wielkie zaburzenia i wojny domowe wszczęły się w królestwie”. Warto także zacytować króciutki fragment opowieści Wincentego z Kielczy, który w połowie XIII w. napisał: „Zostało po nim [Mieszku II] dwóch synów, starszy Bolesław i małoletni Kazimierz. Po starszeństwie zasiada na tronie pierworodny Bolesław”. I dalej: „Nie panował długo, ale nagromadził tyle zbrodni, że śród nich stracił życie”.

Informacje zawarte w „Kronice Wielkopolskiej” zostały w zbliżonej wersji, ale po licznych stylistycznych przeróbkach, powtórzone w późniejszych o cały wiek „Rocznikach Mazowieckich” i odleglejszych w czasie, piętnastowiecznych „Rocznikach Świętokrzyskich”, jednak w obu tych dziełach imię Bolesław, nie wiadomo czemu, zmieniono na Włodzisław. Jest jeszcze umieszczone w „Tabula regnum Poloniae” z końca XIV w. wiele mówiące zdanie: „Jeden waleczny król wymazany został z rzędu panujących”.

W XIX w. dla wielu historyków fakt istnienia Bolesława II był bezsporny. Pisali o nim w swoich książkach Szajnocha, Lewicki, Smolka. Ale, jak stwierdza Oskar Balzer, autor wydanego w 1895 r. w Krakowie pomnikowego dzieła „Genealogia Piastów”, który postaci Bolesława poświęcił wielostronicowy wywód, „dopiero Wojciechowski ma zasługę, że istnienie jego udowodnił w sposób nie pozostawiający żadnej prawie wątpliwości”.

Tadeusz Wojciechowski, wybitny historyk mediewista, znawca średniowiecznych źródeł i autor doskonałych opracowań na temat Polski piastowskiej, uczynił to na kartach utworu „O Kazimierzu Mnichu”. Najłatwiej rozprawił się z koronnym argumentem sceptyków podających w wątpliwość samo istnienie Bolesława – milczeniem na jego temat ze strony Anonima, najbliższego mu przecież w czasie, a zatem najlepiej zorientowanego w przebiegu zdarzeń polskiego kronikarza. Otóż brak relacji w kronice Galla, zdaniem Wojciechowskiego, nie stanowi bynajmniej dowodu na nieistnienie Bolesława, gdyż dziejopisarz świadomie pomijał również wiele innych faktów, których opisanie niekoniecznie spotkałoby się z aprobatą panującego, na którego dworze przebywał i tworzył. Los taki spotkał osobę księcia Bezpryma, pierworodnego syna Bolesława Chrobrego, który fatalnie zapisał się w dziejach, doprowadzając podczas krótkich, krwawych rządów do rozpadu państwa stworzonego przez ojca.

Lecz nie tylko za to dosięgła go kara w postaci milczenia na jego temat w polskich kronikach. Jego wina była podobna do tej, jaką naraził się Bolesław Zapomniany. Również cenzorzy i sędziowie mieli okazać się ci sami. Bolesław Krzywousty był zaledwie prawnukiem Mieszka II i pamięć o wydarzeniach sprzed zaledwie kilku dziesiątek lat była w jego otoczeniu z pewnością dość żywa. Głoszenie prawdy natomiast całkowicie niepożądane.

Z faktu, iż Kazimierz (Odnowiciel) oraz jego brat Włodzisław zostali oddani przez ojca do klasztoru – co stanowi okoliczność dobrze znaną badaczom epoki – Wojciechowski wysnuł jedyny logiczny wniosek, iż niepodobna przyjąć, aby panujący uczynił zakonnikami swoich jedynych synów. Musiał zatem mieć jeszcze innego potomka, dla którego przeznaczył królewską koronę; dalsze wywody, będące konsekwencją powyższej konkluzji, wskazują jako owego następcę właśnie Bolesława II. Chyba żeby przyjąć, iż Mieszko II był szaleńcem, który całkiem świadomie chciał zakończyć istnienie królewskiej gałęzi Piastów na sobie. Całe jego życie upłynęło jednak wśród racjonalnych posunięć, czasami znamionujących wręcz polityczny geniusz, i trudno przyjąć, by mógł się poważyć na tak niezwykły krok. Kastracja, którą zafundowali mu mściwi Czesi podczas wygnania z Polski, dotknęła go na ciele, ale z pewnością nie na umyśle!

Prawdziwy klucz do rozwikłania tajemnicy Bolesława II Zapomnianego, zwanego niekiedy także Okrutnym, zawiera się w dwóch ostatnich zdaniach zacytowanego fragmentu „Kroniki Wielkopolskiej”, choć biskup Boguchwał nie zechciał wyjaśnić, na czym polegały potworne występki króla. Czyżby były aż tak straszne, że pióro duchownego z odrazy wzdragało się przed ich opisaniem? A może ciągle jeszcze trwało swoiste embargo na szczegółowe opisanie wypadków sprzed kilkuset lat?

Nim nastąpią odpowiedzi na te pytania, warto sięgnąć po cytat z pasjonującej książki Andrzeja Zielińskiego „Początki Polski. Zagadki i tajemnice”, w której autor zawarł taki oto wywód: „Warto się zastanowić, co trzeba było wtedy zrobić, aby zostać na zawsze wykreślonym z ludzkiej pamięci? Wydawałoby się, że nie ma w dziejach ludzkości takiego uczynku ani takiej możliwości. Najlepszym przykładem jest przecież pośmiertna sława Herostratesa, podpalacza świątyni Artemidy w Efezie. Skazany w czasach starożytnych na wykreślenie po wieczne czasy z ludzkiej pamięci, ubogi szewc stał się szybko bohaterem wielu dzieł literackich, a jego imię, w odróżnieniu od imion tych, którzy go na tę niepamięć skazali, przetrwało przez wieki do dzisiejszych czasów i stało się synonimem zdobywania sławy za wszelką cenę. Okazuje się jednak, że w Polsce można było skazać na zapomnienie i wymazanie z historii nawet koronowaną głowę, w dodatku polskiego dynastycznego króla, oficjalnie koronowanego w polskiej katedrze i przez polskiego arcybiskupa. A wyrok taki przetrwał prawie tysiąc lat i praktycznie trwa po dzień dzisiejszy”.

Cd… czytaj:  http://wiadomosci.onet.pl/kiosk/historia/zniknal-w-mrokach-sredniowiecza,3,3339916,wiadomosc.html

Wszelkie prawa zastrzeżone

Ali rights reserved

Manuskrypt otrzymano  dnia 29. XI. 1950 Druk 24  ark.  ukończono 10. V. 19 f I

Nakład f.ooo + j/o  egz. Papier dziel. żeb.  V kl., 70 g, form. 70 XIOO  cm

Printed in Poloni

Drukarnia Wydawnicza w  Krakowie, Zwierzyniecka 2 Zam. nr 476/
Trzecie wydanie Szkiców historycznych jedenastego wieku Tadeusza Wojciechowskiego, po pierwszym — z r. 1904, i drugim — z r. 1925, wymaga wyjaśnienia, dlaczego dzieło to po pięćdziesięciu prawie latach od chwili powstania nie przestaje przyciągać uwagi specjalistów i może nadal liczyć na takie samo zainteresowanie szerszego ogółu, z jakim przyjęły je dwa poprzednie pokolenia czytelników.

Szkice historyczne ukazują się w serii wznowień klasyków naszej hi­storiografii  obok dzieł Stanisława Smółki, Władysława Smoleńskiego czy Jana Ptaśnika i — tak jak ich książki — wymagają oprawy wyda­wniczej, która nie tylko zawierałaby odpowiedź na postawione wyżej py­tanie, ale uprzystępniłaby myśl autora”, wyjaśniła jej podstawy meto­dologiczne, oświetliła drogi postępu naukowego, zestawiła tezy autor­skie z dzisiejszym stanem wiedzy i wskazała na trwałe, prawdziwie kla­syczne wartości dzieła. Przez te wartości rozumiemy istotny postęp na drodze poznania realnych stosunków i zjawisk przeszłości, choćby oparty na założeniach, których w pełni nie podzielamy, założeniach uwarunko­wanych złożoną treścią społeczną okresu życia i twórczości historyka.

Szkice historyczne jedenastego wieku  obronią się w  dużej  mierze same — niezwykłym urokiem naukowego pisarstwa Tadeusza Wojcie­chowskiego, niezrównaną umiejętnością wprowadzania czytelnika w sub­telne arkana konstrukcji z równoczesnym ukazaniem zarówno warsztatu źródłowego jak i perspektyw porównawczych albo sposobów formalno-logicznych, które autor  z  przedziwnym  mistrzostwem  zgromadził  dla wzniesienia gmachu — zbudowanego najczęściej z hipotez i najśmiel­szych domysłów.

„Tadeusz Wojciechowski nie miał łatwego pióra — stwierdził wytra­wny stylista Jan Parandowski — pisał trzeźwo i twardo, trafiały mu się błędy gramatyczne, zdania często wpadały w zawiłość, nie miał ucha dla powtarzających się słów i zwrotów, nigdy metafora nie zakwitła na jego karcie. Krańcowy w tej ascezie, nie szukał pomocy nawet we właściwych historykowi środkach, jak malowanie tła, portretów, wreszcie budowa wielkich syntez. Była to skromność podniesiona do wielkości.” To nie spokojny nurt krytycznego, choć barwnego wykładu Smółki lub opartej na źródłach narracji Smoleńskiego; mamy przed sobą praw­dziwie fascynujące zjawisko w dziejach polskiej humanistyki, którego miejsce i w okresie jego powstania, i w hierarchii wartości naukowych należy właściwie określić. Zadanie to tym trudniejsze, że dzieje historio­grafii polskiej XIX i XX w. są w zalążku i niewiele dopomogą nam do ustawienia osoby i dzieła Wojciechowskiego, określenia społeczno-ideowej genealogii jego twórczości i jej porównawczej oceny erudy-cyjnej. Dzieło zaś samo — należy też stwierdzić — nosi prawdziwie tragiczne znamię załamania się ogromnej większości składających się na nie zdobyczy, a przede wszystkim — podcięcia podstaw, na których wielki mistrz polskiej mediewistyki oparł swą twórczość naukową.

Tadeusz Antoni Wojciechowski urodził się w r. 1838, był więc nie­wiele młodszy od Józefa Szujskiego i Waleriana Kalinki, starszy zaś od Michała Bobrzyńskiego, Stanisława Smółki i Franciszka Piekosińskiego, równy wreszcie wiekiem Ksaweremu Liskemu i Wojciechowi Kętrzyń­skiemu. Nazwiska te wyznaczają krąg dwu szkół historiograficznych XIX w.: krakowskiej i lwowskiej, które w znacznej mierze ukształto­wały nowożytne dziejopisarstwo polskie. „Historia zależna, jest — okre­ślał Szujski — od sumy zasad i pojęć przedstawiającego ją pracownika.” Zasady i pojęcia naukowe przedstawicieli wspomnianych szkół warun­kowało środowisko społeczne, w którym tkwili, a także szczególne losy Galicji XIX w. Byli oni przedstawicielami mieszczaństwa galicyjskiego, którego linia polityczna — po uzyskaniu autonomii w r. 1867 i klęskach obozu umiarkowanej reformy w latach 1876—81 — pokrywała się z to­rem interesów arystokratycznego ziemiaństwa; był to nieuchronny wynik zapóźnienia przemysłowego Galicji ostatniego ćwierćwiecza, XIX w. Wpływ tej postawy mieszczaństwa odzwierciedlił się w szczególności w syntetycznych ujęciach szkoły krakowskiej, podczas gdy szkoła lwo­wska okazała w konstruowaniu ich wstrzemięźliwość, której niesposób kłaść wyłącznie na karb zainteresowań analitycznych jej twórców: Ksa-werego Liskego, Antoniego Małeckiego czy Ludwika Kubali. Urzędni-czo-inteligenckie środowisko lwowskie uchyliło się od działalności poli-tyczno-historiograficznej typu Michała Bobrzyńskiego czy Stanisława Tarnowskiego. Znaczna, przesadą byłoby przypisywanie uczonym lwo­wskim wyraźnie odmiennej postawy ideologicznej, choć dałoby się wy­szukać jej antecedensy wśród myśli i marzeń przyjaciół politycznych starego Franciszka Smółki, niemniej jednak między historykami z uni­wersytetów, bibliotek i archiwów we Lwowie i Krakowie utrzymywały się aż do końca XIX w. poważne różnice zainteresowań i poglądów.

Tadeusz Wojciechowski rodem był z Krakowa; rodzice jego, właści­ciele kamienicy, należeli do średniego mieszczaństwa. Młodzieńcze aspi­racje syna do stanu szlacheckiego zostały w latach dojrzałych uwień­czone wejściem w świat salonów towarzyskich Galicji — adopcją so­cjalną, która nie była wówczas zjawiskiem odosobnionym. W r. 1854 Wojciechowski kończy Gimnazjum Św. Anny; studia uniwersyteckie — dwuletnie prawnicze i dwuletnie historyczne — odbywał początkowo w Krakowie, a od r. 1859 w Wiedniu, gdzie uczęszczał na Wydział Fi­lozoficzny. Doktorat filozofii uzyskał na Uniwersytecie Jagiellońskim w r. 1865 po nieudanej próbie z r. 1860/61. Przez pół roku przebywa w więzieniu za bliżej nie znany udział — jednak wśród „białych” — w konspiracji galicyjskiej r. 1863. W r. 1867 zostaje pracownikiem Biblioteki Jagiellońskiej, a od końca r. 1875 przenosi się na stałe do Lwowa. W r. 1873 wypłynęła jego kandydatura — jako ostatnia z roz­ważanych — na katedrę historii austriackiej na Uniwersytecie Jagielloń­skim, którą to katedrę zajął ostatecznie Stanisław Smółka, kandydat stańczyków. Pierwszą większej wagi książkę napisał Wojciechowski w Krakowie, inne powstały we Lwowie, gdzie po szesnastu (łącznie) latach pracy w bibliotekach uniwersyteckich, krakowskiej i lwowskiej, objął w r. 1883 katedrę historii Polski. Przeszedł na emeryturę w r. 1907, a następcą wielkiego mediewisty został docent jego, choć nie uczeń — Szymon Askenazy, „doskonały i znaczniejszy — jak do niego pisał — syn spólnej Matki, dla której pracujemy”. Wojciechowski zmarł, scho­rowany, w r. 1919, przeżywszy ostatnie kilkanaście lat w obawie utraty wzroku.

Początki kariery naukowej Wojciechowskiego nie były łatwe. Pierw­sza rozprawa doktorska, której temat zrodził się może w Wiedniu, Za­biegi cesarza Maksymiliana H o koronę polską w 1. 1572—1576, została odrzucona przez Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Jagiellońskiego w r. 1861. Ówcześni recenzenci, prof. A. Walewski, „czarno-żółty” loja­lista, i prof. A. Wacholz, zarzucili jej — nie bez racji — braki wynikające z niemetodycznego traktowania podstawy źródłowej i panowanie fantazji przy niewyczerpaniu materiału. Dobrze się jednak stało, że do­ktorant nie posłuchał rady Wacholza umieszczonej w zakończeniu jego recenzji. „Nie mogę — pisze recenzent — uważać go za historyka i by­łoby zgodne z jego dobrem poradzenie mu, aby w czas zwrócił się do innego zawodu, np. ku filozofii lub literaturze.” Druga dysertacja, napi­sana chyba bardzo pospiesznie, na temat podany przez Wacholza, o sto­sunkach, w r. 1468, Kazimierza, króla polskiego, z Maciejem Korwinem, królem węgierskim, została przyjęta w r. 1865; nie została ona wydru­kowana, bez większej szkody dla nauki. Doktorat ten, osiągnięty przy tym późno, jak na ówczesną praktykę uniwersytecką, bo w 27 roku życia, trudno uznać za debiut udany, a studia jedenastoletnie za krótkotrwałe, uwzględniwszy nawet przerwę więzienną z r. 1863. Pierwsza książka

0              wybitnej wartości powstała, gdy autor jej kończył 35 rok życia.
Droga życiowa układała się więc Wojciechowskiemu zupełnie inaczej niż jego rówieśnikom, co wpłynęło na jego samotnictwo w życiu osobi­stym i w pracy naukowej, na okazywaną niekiedy nieprzystępność; u schyłku życia jednak nie odmawiał przyjęcia ofiarowywanych mu go­dności i zaszczytów.

Lata akademickie Tadeusza Wojciechowskiego znamy tylko z akt stu­denckich. Źródła te nie pozwalają nam wiązać go z określoną szkołą hi­storyczną. W Krakowie studium historyczne, prowadzone przez Anto­niego Walewskiego i Antoniego Wacholza, przedstawiało się wręcz ubogo, podobnie jak w Wiedniu, z Albertem Jagerem i Josephem Asch-bachem. Nie łatwo też połączyć przyszłego profesora z jakimś ówcze­snym nurtem umysłowym, a w hegeliańskiej filozofii Józefa Kremera, którego był słuchaczem, poszukiwać siewu na przyszłą pracę, choć Kre-mer mógł był oddziałać inaczej — jako jeden z pierwszych miłośników starożytności polskich i znawca zabytków średniowiecza. Fakt, że od wczesnych lat protektorem jego był Józef Ma j er, prezes Towarzystwa Naukowego Krakowskiego, a potem pierwszy prezes Akademii Umie­jętności, wskazywałby, że to z miejscowej, galicyjskiej odmiany świato­poglądu mieszczańskiego, podobnie jak z lektury pozytywistycznej

1              ewolucjonistycznej, której ślady widoczne są w jego historiozofii, mógł Wojciechowski czerpać pierwsze podniety umysłowe. W związku z tym
zwraca w latach studenckich uwagę wykład Majera o antropologii, wpi­
sany z programu Wydziału Lekarskiego w r. ak. 1856/7.

Zgodnie z poglądem pierwszego biografa, Stanisława Zakrzewskiego, warto podkreślić od razu, że w rozwoju myśli naukowej Wojciechow­skiego „więcej znaczyła własna lektura, samouctwo”. Przy rekonstrukcji jego warsztatu napotykamy pozycje bibliograficzne bieżące, napływa­jące w miarę postępów „szkoły krytycznej” polskiej i obcej w ciągu dru­giej połowy XIX w., ze zrozumiałą przewagą historiografii niemiec­kiej. Niektórzy z historyków przychodzą częściej do głosu. O niektórych można twierdzić, że w braku seminarium historycznego wpłynęli roz­strzygająco na podstawy metodologiczne i metodyczne uczonego, jak np. cytowany przezeń August Friedrich Gfrórer, profesor i bibliotekarz stuttgarcki. Powoływanie się na niego, głównie na jego dzieło (1859—64) o Grzegorzu VII, zastanawia nawet z punktu widzenia techniki na-ukowo-pisarskiej, zważywszy, że literatura naukowa schyłku XIX w. …

O „Chrobacja. Rozbiór starożytności słowiańskich” Tadeusza Wojciechowskiego

Czy zermatyzm Stanisława Szukalskiego jest rzeczywiście naukowym kiczem?


Stanisław Szukalski – Remember Katyń – On nigdy nie zapominał i za to nienawidzili go komuniści i postkomuniści,  jak i sprzeniewierzone PRAWDZIE “elity intelektualne” PRL, a potem także te same “elity” w III RP. Wszyscy ci ludzie są skażeni lękiem typowym dla “ofiary zbrodni”, skażeni są postkolonialnym postrzeganiem świata. Wśród nich znajdują się przede wszystkim ci, którzy pozwolili się upodlić i poniżyć “zwycięskim kolonialistom” – przyjęli niegdyś i głosili ich hasła z pełnym zaangażowaniem, a dzisiaj nadal powtarzają ich punkt widzenia, jak papugi i “wychowują” kolejne pokolenia na swoim “autorytecie”.Zastanawiają się dzisiaj czy mówić o Katyniu, boją się powiedzieć że ludobójstwo jest ludobójstwem, nawet jeśli jest zbrodnią wojenną – jak w Jugosławii (tam też wywieziono mężczyzn i rozstrzelano) – tym się trybunał w Hadze zajmuje – Katyniem nie. Cenzurują też wystawy o Katastrofie Smoleńskiej – jak za dawnych dobrych czasów – profesorowie polscy – pożal się Boże i bądź dla nich Boże Najwyższy po “katolicku” łaskawy, jak oni byli zawsze “łaskawi” wszystkim innowiercom.

Yetisyn to właściwe określenie dla Ahumana, którego tutaj widzimy. Określenie sukinsyn – obraźliwe dla zwierząt -  jako typowy produkt chrześcijańskiej “kultury” i mentalności – nie przeszłoby Szukalskiemu przez usta.

Początkowo miałem zamiar napisać tutaj o wspólnocie intelektualnej Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata i Szukalszczyków ze Szczepu Rogate Serce. Artykuł zaczął się jednak przeradzać w wielką analizę cech wspólnych i różnic, a do tego doszły jeszcze różnice kontekstów i całkowita odmienność sztuki współczesnej polegająca na jej wirtualizacji. Rzecz zaczęła się więc komplikować i stawać interesująca jedynie dla Wewnętrznego Kręgu Wiary Przyrody. Na “mądrości” przyjdzie jeszcze czas, albo niech się “mądrzą” jak zwykle inni, a my zajmijmy się tylko i wyłącznie naszym bohaterem – artystą genialnym, absolutnym nowatorem XX wieku – inicjatorem wielu kierunków sztuki nowoczesnej i ponowoczesnej – Stanisławem Szukalskim.

Mówi się, że to największy zapomniany twórca XX wieku – a może i wszechczasów. Czym sobie na to zasłużył – to ciekawe pytanie i niełatwa  na nie odpowiedź, ale nie na teraz. Po części odpowiada na nie artykuł Macieja Mieziana, który tutaj zamieszczamy.

Tyniec, o którym w Kraku Synu Ludoli pisze Szukalski – jest miejscem odkrycia wielu – co najmniej trzech – grodzisk kultury łużyckiej

Jest to bardzo ciekawy artykuł – artykuł który przede wszystkim zauważa WIELKOŚĆ, AUTENTYCZNĄ WIELKOŚĆ postaci Szukalskiego i wagę jego twórczości oraz koncepcji artystycznych dla rozwoju nowoczesnej sztuki XX wieku na świecie – tak na świecie. Pewne fakty spostrzegamy dopiero po blisko 90 latach, w sposób w jaki powinny być odczytane o wiele wcześniej. Niektórych wciąż się nie zauważa – jak na przykład tego iż Szukalski był pierwszym happenerem w dziejach sztuki, że prowokacja i performance były dla niego zwyczajnymi i dobrze oswojonymi narzędziami sztuki. Wreszcie, że jego pseudonauka, której poświęcił wiele lat życia i niesamowitą ilość energii ma cechy natchnienia podobnego do objawień romantycznych wieszczów takich jak Mickiewicz i Słowacki, lecz jest opowiedziana innym “poetyckim” językiem – symbolami obrazu. Obraz był dla Szukalskiego idolem już w latach 20-tych, kiedy innym się o takim spojrzeniu w Polsce nawet nie śniło. To dlatego Szukalski został łatwo przyswojony przez Amerykę i Kalifornię – ówczesne centrum wytwarzania “obrazu” – w postaci filmu i komiksu. My w Polsce staliśmy się społecznością obrazu dopiero w latach 60-70- tych XX wieku, on był zanurzony w tym sposobie widzenia świata już w latach 20-30 -tych XX wieku.  Trochę mi wstyd za współczesną ponowoczesną sztukę polską, że nic o nim nie wie do dzisiaj, a jeśli wie to w sposób opaczny, przez narzucone polityczne i ideologiczne interpretacje, powtarzane bezmyślnie za komunistycznymi i postkomunistycznymi krytykami sztuki i “opiniotwórczymi” mądralami przeflancowanymi do III RP wprost z PRL, gdzie żyli zawsze wygodnie i cieplutko schlebiając totalizmowi, a czasami wysługując się mu w niewybrednych “pseudoartystycznych własnych wypocinach. Tak – wielu z nich ma za sobą okres socrealistycznego bełkotu i jest splamionych zwykłym donosicielstwem. W przeciwieństwie do niego, nie było ich stać na NIEZALEŻNOŚĆ MYŚLI. Razi ich wciąż także i dzisiaj jego bezkompromisowa postawa życiowa i odwaga. Odwaga bycia samotnym, jedynym który głosi uparcie swoją myśl, odwaga całkowitego pójścia pod prąd i oddania własnej sztuce własnemu ja – własnemu zdaniu. To są cechy genialności, których się łatwo nie osiąga, a które stają się przedmiotem zawiści wśród artystów.

Genialna ekspresja i punkt widzenia rodem z wizji LSD – to mogło zostać zaakceptowane po halucynogennych doświadczeniach Ginsberga i intelektualistów amerykańskich w latach 70- tych – W Polsce może wreszcie teraz

Koncepcje artystyczne Szukalskiego – podobnie jak teorie i filozofia Zadrugi  – nie były w stanie zakorzenić się w świadomości Polaków ani odegrać znaczącej roli w rozwoju kultury i społecznych koncepcji wolnego narodu polskiego przede wszystkim dlatego, że w sposób zbyt znaczny wyprzedzały swój czas. O ile koncepcje Zadrugi i Jana Stachniuka – w sensie społeczno-gospodarczym zweryfikował skutecznie PRL, wcielając je w życie i ukazując ich całkowitą nierealność, o tyle założenia ideologiczne, które są wspólne dla Stachniuka i Szukalskiego, wciąż nie tracą ani trochę na aktualności i stanowią realną alternatywę dla papuziego naśladownictwa Zachodu lansowanego w Polsce przez neokolonialne elity intelektualne i salony kulturalne oraz podporządkowane im media.

Poza tym, że jesteśmy zgodni z autorem artykułu wszędzie tam gdzie dowodzi on genialności i wielkości Szukalskiego oraz jego wkładu w rozwój nowoczesnych kierunków sztuki na świecie, to nie zgodzimy się w jednym – zbyt łatwo i zbyt pochopnie odmawia się sensu i wartości filozofii Szukalskiego i jego ZERMATYZMOWI.

Ten typ obrazowania jest typowy dopiero dla tatuaży końca XX wieku i początku XXI wieku. Absolutnie genialne wyprzedzające swój czas o 50 lat

Dlaczego się nie zgadzamy? Oto kilka ważnych uwag, które nie pozwalają z punktu widzenia zwykłego ludzkiego rozsądku i zwykłych ludzkich zasad prowadzenia sensownego dyskursu, a także z powodu ustaleń współczesnej nauki obalić intuicyjnych, natchnionych, genialnych hipotez i ustanowionej na tym wieszczym przekazie koncepcji Szukalskiego:

1.Występowanie u Indian haplogrupy Y-DNA R1a1. Także fakt, że już Thor Heyerdahl  docierając do Ameryki Południowej na papirusowej łodzi Ra II przez Atlantyk w 1970 roku, udowodnił, że jest to jeden z realnych szlaków migracji ludzi do Ameryki Przedkolumbijskiej. Wcześniej na tratwie Kontiki dotarł z Boliwii na wyspę Wielkanocną. Jednak późniejsze ustalenia genetyki  za bardziej prawdopodobny i równoprawny drodze syberyjskiej (którą także przeszli ludzie z hp R1a1) kierunek ekspansji do Ameryki Południowej uznały drogę przez  Indonezję i wyspy Oceanii. Te fakty powinny zastanowić tych którzy Protong-Macimowę Szukalskiego zaliczają do wymysłów i fantastycznych bredni – bowiem ludzie R1a1 mówili satemowym aryjskim językiem zbliżonym do słowiańskiego – słowiano-indo-irańskim. Mogło się nim mówić i na Wyspie Wielkanocnej i w Ameryce Południowej. Ludzie  populacji Y-DNA o haplogrupie Q – wspólnej dla wszystkich późniejszych mutacji – w tym także R – to podstawa “rdzennych” mieszkańców Ameryki Południowej. Według genetyków dotarli tam oni 20-15.000 lat p.n.e. z Azji przez Syberię oraz Indonezję i Wyspy Oceanii.

2. Prawspólnota genetyczna wszystkich ludzi – uznany wszak dzisiaj przez NAUKĘ i poprawny politycznie fakt – musi prowadzić do logicznego wniosku o wspólnym prajęzyku – czego żaden współczesny rozsądny językoznawca nie kwestionuje. Tę logiczną myśl powinno przejawiać każde przeciętnie zdolne dziecko po ukończeniu podstawówki – nie trzeba kończyć UJ żeby ten wniosek wysnuć. Kiedyś – dawno dawno za Adama i Ewy – nawet według chrześcijańskiej Biblii – ludzie mówili jednym językiem.  Dopiero budowa wieży Babel w Babilonii (a Rosjanie mówią Wawel w Wawiłoniji – i tak jest prawidłowo, bez naleciałości germańskiego kentumizowania języka) i gniew Boży pozbawiły ich jedności językowej.

3. Ludzie Y-DNA R1a1 – z Azji docierają już 10.000 lat temu nad Adriatyk i Dunaj. Czyż nie podobnie stwierdził Szukalski  – po latach badań etnograficznych i własnych dociekań. Wyśmiewa się jego Matterhorn i dalsze koncepcje drogi na północ nad Łabę  Odrę i Wisłę oraz do Skandynawii. Dzisiaj dzięki genetyce wiemy, że Zermatt i Matterhorn były na DRODZE EKSPANSJI ludzi o hapologrupie R1a1 i że nadali oni nazwy wielu górom i rzekom w Europie już w roku 3000 p.n.e. Grób w Eulau gdzie odkopano szkielety z tego okresu, ludzi o tej haplogrupie Y-DNA (R1a1), leży naprawdę bardzo blisko Matterhornu i Zerrmat. A nazwa Zermat ma wiele wspólnego z mianem Sarmatów. Żaden rozsądny antropolog ani językoznawca nie przejdzie dzisiaj obojętnie nad tym faktem i daleko mu będzie do pustego śmiechu ludzi o małej wiedzy, którzy wciąż wykpiwają Szukalskiego.

4. Dopóki nauka nie obali tych hipotez w sposób absolutny możemy i musimy je traktować poważnie – bez wywyższania się i pozy “naukawości” która zjadła wszystkie rozumy. Niestety ludzie o słabym charakterze i małej wiedzy  – tak jak teologowie Średniowiecza którzy głosili że Ziemia jest płaska i kazali Galileuszowi odszczekiwać prawdę o Słońcu – centralnej gwieździe i Ziemi planecie – podobnie dzisiaj traktują antropologiczne teorie Szukalskiego. Robią to pod wpływem poskomunistycznych “autorytetów” i nieświadomości, że żyli i byli kształceni przez propagandowo ukształtowaną pseudonaukę od tysiąclecia skażoną skrzywieniem chrześciajnocentrycznym, a od 200 lat skonstruowaną na antypolonizmie zaborców – czytaj krajów kolonialnych, które okupowały Polskę. To syndrom postkolonialny – typowy także dla krajów Afryki pokolonialnej i neokolonialnej. My mamy właśnie czas neokolonializmu w Polsce.

5. Nigdy nie osądzajmy w pełni i nie postponujmy dzieła, którego nie poznaliśmy w całości – a dzieło Szukalskiego nie zostało nigdy w całości opublikowane. Nikt go w całości poza rodziną Stanisława Szukalskiego i jego kalifornijskimi przyjaciółmi – nie poznał.

6. Chwała ludziom, że piszą wreszcie o Szukalskim a nawet, że wreszcie wydano wielką monograficzną książkę mu poświęconą – nie zapominajmy jednak, że nawet ta monografia została wydana na świat przez środowisko Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.

7. Nie jest prawdą, że Szukalski nie uprawiał innej sztuki z braku środków – cały czas w Kalifornii tworzył, chociaz oczywiście nie realizowano jego monumentalnych projektów. One dopiero w XXI wieku mogą być zrealizowane – a powinny być zrealizowane w Polsce.

Oto artykuł Macieja Miezina, który został napisany do Katalogu wystawy “Kicz w kulturze” w Muzeum Śląskim w Katowicach w roku 2006. Nie bez powodu w wystawie tej brał udział i wystawił liczne eksponaty Jerzy Przybył. Oto nasze związki ze Szczepem Rogate Serce, a także ze Śląskiem, który jeszcze przed II Wojną, jako pierwszy przyswoił i zrozumiał sens idei Stacha z Warty (Szukalskiego) i dobrze rozumie oraz docenia polską z najgłębszej głębi ducha sztukę Jerzego Przybyła. Czasem w neokolonialnym kraju trzeba użyć podstępu żeby pokazać sztukę wartościową – to smutne, ale prawdziwe. Składamy wyrazy podziękowania wszystkim ludziom zaangażowanym w tamtą wystawę w Muzeum Śląskim w Katowicach oraz w wydanie Katalogu.

Oto artykuł Macieja Miezina, który pisał go w czasie, gdy prawda o R1a1  nie była jeszcze znana, a wiara w fakt,  iż Słowianie urodzili się w VI wieku n.e., oraz że stali  się “ludźmi” w X wieku n.e. razem ze chrztem z ręki i miecza Kościoła Rzymskiego, była powszechna. To światły wiele widzący tekst – chwała za to autorowi mimo, że nie zgadzamy się co do tezy o kiczu naukowym Szukalskiego – to nie nauka zgoda, ale intuicyjna błyskotliwa wizja artystyczna w dziesiątkach tomów i praca całego jego życia. Był Leonardem Da Vinci XX wieku i Michałem Aniołem tego czasu, był człowiekiem podziwianym przez twórców polskiej Awangardy Międzywojennej – choćby przez Witkacego – i tak go oceni historia Wieków MĄDROŚCI, KTÓRE NADCHODZĄ.

C.B.

Potraktujmy wreszcie jego dzieło poważnie, śmiertelnie poważnie. To że nie wszystkie jego wnioski etymologiczne są trafne i nie wszystkie rodowody plemion ludzkich się potwierdzają w NAUCE jest mniej ważne niż sama idea. Protong-Macimowa jest sprawą do zbadania. Naprawdę nie wiem jakim cudem sam Szukalski trafił na interwały czasowe pokrywające się z precesją kosmiczną Ziemi. Coraz częściej też mówi się ostatnio w świecie nauki że rzeczywiście co jakiś czas może następować odrodzenie “cywilizacji”, coraz częściej “odkrywa się” dziwne związki miedzy budowlami na całym świecie niemożliwe do wyjaśnienia inaczej niż “wspólnotą duchową i wspólnym przekazem”. Coraz głośniej mówi się że Ziemia i cały Układ Słoneczny mogą przechodzić przez różne zgęszczenia ciemnej materii i ciemnej energii (czym by te pojęcia według fizyków teoretycznych nie były).

To wstyd jak się to dzieło Szukalskiego do dzisiaj traktuje. Nie musi mieć Szukalski racji we wszystkim, ale idea jednego prajęzyka nie jest obca współczesnemu językoznawstwu. A już na pewno bliska jest niejednemu “Europejczykowi” idea pogrążonej w mrokach borów i wód do VI wieku n.e. Słowiańszczyzny.

  Może Galijski Kogut śmieszyć, ale jest w nim głęboka, najeżona symbolami logika i powstałaby tam rzeczywiście prawdziwa pogańska świątynia. Może ktoś ją jeszcze zrealizuje w przyszłości. Byłoby śmiesznie i ….głupio. Póki co możemy wcielić w życie na swoją skalę różne jego pomysły. Ta rzeźba poniżej jest po prostu genialna, uniwersalna, nie mniej piękna niż posągi w Angkor Wat i powinna stać się częścią nie tylko każdego ołtarza Wiary Przyrodzonej w Polsce, ale w całej Słowiańszczyźnie.

C.B.

Toporzeł – symbol Zadrugi

Jeśli ktoś się poczuwa do bycia spadkobiercą czynu i myśli Władysława Kołodzieja niech zawsze pamięta, że wywiódł się on z czynu i działania oraz zamysłu Stanisława Szukalskiego, który był duchowym zwieńczeniem polskiej Wiary Przyrodzonej, aż do swojej śmierci w 1987 roku. Był także duchowym przywódcą Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata. On przyjął do Rogatego Serca Andrzeja Wylotka, człowieka który także czuł się pełnoprawnym jego spadkobiercą. Musiał opuścić RKP o czym poinformował mnie specjalnym listem w latach 90-tych.

Czy ktoś wie co się stało naprawdę z Andrzejem Wylotkiem?  Zaginął bez śladu.

Andrzej Wylotek (1959 – …..?)

 

Stanisław Vincenz – Słowiańska Atlantyda (festiwal) – Prawda starowieku (fragment 2)

Opublikowany w Mitologia Słowiańska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody przez bialczynski w dniu 26 Kwiecień 2011

Zwykle nie powtarzamy tych wiadomości które można znaleźć w innych miejscach w Internecie – w Gnieździe, na forach słowiańskich czy w Związkach Wyznaniowych, ale postać Stanisława Vincenza jest dla nas postacią wyjątkową – to jeden z czołowych przedstawicieli  I krakowskiej i lwowskiej III – Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata. Nie informowaliśmy też o wystawie w Muzeum Narodowym poświęconej Huculszczyźnie bo ta wystawa była reklamowana dosłownie wszędzie. Żeby zatem ten artykuł wniósł coś nowego i świeżego przytaczamy na końcu piękną opowieść z “Prawdy starowieku” ilustrowaną pejzażami znad Czeremosza.  

C.B.


Kultura

Słowiańska Atlantyda

Od marca do października 2011 roku Wschód połączy się z Zachodem! Duże i małe ośrodki kulturalne Polski i Ukrainy złączy wspólna idea Międzynarodowego Festiwalu Huculskiego „Słowiańska Atlantyda” w 40. rocznicę śmierci Stanisława Vincenza. Centrum tych wydarzeń będzie królewski Kraków, okrzyknięty „polską stolicą Huculszczyzny”.

Głównym organizatorem tego wydarzenia w Polsce jest Centralny Ośrodek Turystyki Górskiej PTTK w Krakowie, a na Ukrainie Towarzystwo Huculszczyzna. Do grona dwudziestu sześciu współorganizatorów i partnerów należą zarówno jednostki uniwersyteckie (Uniwersytet Jagielloński, Katolicki Uniwersytet Lubelski), jak i kilkanaście instytucji i organizacji pozarządowych z najważniejszych miast Polski i zachodniej Ukrainy.

Patronat honorowy nad festiwalem objęli: Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Prezydent Miasta Krakowa, Prezydent Miasta Łodzi, Marszałek Województwa Małopolskiego, Marszałek Województwa Łódzkiego, Wojewoda Łódzki, Ambasador Ukrainy w Polsce, Dyrektor Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego w Łodzi oraz Zarząd Główny PTTK.

Celem Festiwalu Huculskiego „Słowiańska Atlantyda” jest zarówno upowszechnianie postaci i spuścizny Stanisława Vincenza, jak i promocja Huculszczyzny –  najbardziej reliktowego pod względem żywotności tradycji zakątka Europy.

„Ostatni mędrzec XX wieku” – tak Czesław Miłosz mawiał o swym przyjacielu Vincenzie – prekursorze idei integracji europejskiej, patronie porozumienia pomiędzy Wschodem a Zachodem Europy. Z tego względu program Festiwalu Huculskiego „Słowiańska Atlantyda” wpisuje się w obchody Roku Czesława Miłosza. Zbiega się również z 20. rocznicą sprowadzenia prochów Stanisława i Ireny Vincenzów do Krakowa. Z kolei dla organizatorów z Ukrainy łączy się z 20. rocznicą odzyskania niepodległości i założenia największej huculskiej organizacji – Towarzystwa Huculszczyzna – współorganizatora festiwalu.

Festiwal inauguruje wystawa Na Wysokiej Połoninie – Sztuka Huculszczyzny – Huculszczyzna w sztuce zorganizowana przez Muzeum Narodowe w Krakowie. Jest to największa w historii polskiej kultury wystawa poświęcona Huculszczyźnie. Ekspozycja będzie dostępna dla zwiedzających w okresie od 18 marca do 29 maja 2011 r.

Program imprez Festiwalu Huculskiego „Słowiańska Atlantyda” jest niezwykle bogaty i przekrojowy. Nie zabraknie ciekawych wystaw, koncertów tradycyjnej muzyki huculskiej i muzyki inspirowanej karpackim folklorem, maratonów filmowych, paneli dyskusyjnych, wykładów, konferencji naukowych, konkursów, warsztatów artystycznych. Przez wybrane miasta przejdą barwne pochody koni huculskich z towarzyszeniem muzyki huculskiej. Będzie można nauczyć się jeździć na gniadych hucułach, a także wziąć udział w wyprawie w góry Huculszczyzny i do świata kultury górskich mieszkańców Czarnohory.

W ramach ukraińskiej części festiwalu odbędą się m.in. konferencja naukowa, konkurs na najlepszego muzykanta, koncerty kapel ze wszystkich regionów Huculszczyzny, wycieczki na wysokie połoniny Czarnohory i do miejsc związanych z Patronem Festiwalu.

Punktem kulminacyjnym festiwalu jest planowane na maj, oczekiwane od lat, uroczyste odsłonięcie popiersia Stanisława Vincenza w Krakowie. W uroczystości planowany jest udziałem wybitnych postaci życia społecznego, kultury i nauki – członków Komitetu Honorowego Pamięci Stanisława Vincenza. Oficjalne zakończenie Festiwalu nastąpi w październiku w Łodzi.

Niech Vincenzowskie credo ponadetnicznego, ponadnarodowego i ponadreligijnego dialogu pozwoli nam wszystkim zmierzać do odkrywania wspólnych korzeni naszej kultury europejskiej – „Słowiańskiej Atlantydy”.

Za: Platforma Kultury

Platforma Kultury

Wystawa fotografii i Wieczór Vincezowski odbędą się w ramach Międzynarodowego Festiwalu Huculskiego “Słowiańska Atlantyda” w 40-tą rocznicę śmierci pisarza Stanisława Vincenza.

Program “Wieczoru Vincenzowskiego”:
● “Czytając Vincenza – odbiór Twórcy i dzieła w środowisku współczesnych krajoznawców” – Dariusz Dyląg (Akademia Wychowania Fizycznego w Krakowie)
● diaporama “Wokół Bystreca” – Witold Grodzki (Koło Przewodników przy Oddziale PTTK w Krośnie)
● diaporama “Powidoki z Karpat” – Jacek Wnuk (www.karpatywschodnie.pl)
● “Śladami Vincenza” – pokaz filmu z 2000 r. w reżyserii Waldemara Czechowskiego.

Dom Stanisława Vincenza w Bystrecu pod Czarnohorą (druga od prawej Irena Vincenz) – 1939 rok – foto T. Wilczyński (III SSŚŚŚ – Lwów)

Prawda starowieku (fragmenty 2)

Dopiero gdy święty Jurij zazieleni ruń połonin, po której dotąd tylko niedźwiedź senny chodzi, a raczej wygłodniały słania się po ciężkim śnie zimowym – a lawiny jak wystrzały armatnie w ponurym uroczysku skalnym pod Szpyciami w Czarnohorze, dając pierwsze sygnały, hukają na cześć wiosny – odzywają się trembity. I pieśń mówi, że wtedy święty Jurij dmie w trąbę żubrową. A gdy po lasach rozejdą się odgłosy, wszystkie ptaszęta odniemieją. Już, już niedługo popłyną roje owiec, i kóz, i najróżniejsza chudoba: łagodne i flegmatyczne lub nieco rozkapryszone i grymaśne, wypiastowane przez gazdów, nieraz od cielątka w izbie za piecem chowane krówki – i ciężkie, ponure, spode łba patrzące, nieraz groźne buhaje. I konie przeróżne, cale ich stada; huculskie konie, łyskające dzikim i gniewnym spojrzeniem, z cienkimi nogami, z potężną piersią, z szeroką szyją, bujną grzywą. Myszate, kare, bułane, węgorzowe, śmietankowe. Popłyną od wsi ku połoninom i wyroi się wiosenny ruch, co od wieków porósł wzorzystym kwieciem zwyczaju – chód połoniński. Potem już na pastwiskach wysoko odbywa się mieszanie trzód. Tysiące chudoby, pasterze, psy i trawy, wraca stara wspólnota.

Gdy tam na górze, na dnie kotła skalnego, wyścielonego mchami, watah wymota z trembity nutę, co oplata dychanie jak pępowina, ogłaszając tym pierwszy wypęd na pastwiska, własność jest zawieszona. Kto dotknął trembity, ten oczyszczony, nie chce zagarnąć świata, ni mieć go dla siebie. Połonina czyja? Boga i owiec, Bóg i owce karmią wataha, pasterzy, gazdów. Watah czyj? Własny watah owiec, należą wzajemnie do siebie, boteje do wataha, watah do botejów. Wszystko wiąże trembita, ściąga struną wiatrową od nieba do ziemi. Watah, choć go wcale nie pilnują, nikomu nic nie zabierze, zabrać nie może, bo rewasz udojowy, dokonany przy mieszaniu chudoby, od razu daje miernik wyraźny, ile każdy z właścicieli trzód – jak ich zwą mieszanników – ma otrzymać bryndzy z całego letniego udoju. Watah służy każdemu i wszystkim, lecz nikt z mieszanników nie ma mu nic do rozkazywania i on nikomu z nich nie rozkazuje. Jest zbyt daleko, zbyt wysoko. Któż inny zresztą z ludzi spędza w ciągu roku tyle dni i miesięcy w chmurach, w świecie cieni i mgieł, gdzieś niedaleko tamtego świata. Toteż dzieci, których tato jest watahem i przebywa latami na połoninie, niepokoją się po nocach, czy go nie zagarnęły mgły na tamten bok, a jesienią witają go tak radośnie, jak gdyby wrócił z tamtego świata. A te dzieci, których tato nie żyje, pocieszają się mówiąc, że może – któż wie? – wrócił na lato do swoich dawnych dziedzin i wędruje w chmurach za trzodami.

Połonina, na którą przyprowadza się owce i bydło, według słów pieśni, dumna jest z tego. Harda, nieprzystępna okrywa się mgłami, jakby chustami. Dzień w dzień przez całe lato grają trembity, zwołując pasterzy spod szczytów, z rozległych stepów górskich, z łączek i kępek ukrytych po skałach i berdach, zwołują do posiłku, do podoju i na nocleg. Jest jeszcze jeden tylko głos równie donośny, to głos wroga połonińskiego, straszliwy ryk niedźwiedzia, o ile przepędzi go się od ofiary, albo gdy wsiadłszy na wołu lub krowę, która ucieka w strachu śmiertelnym, wali łapą po karku i ssie krew; gdy chce zastraszyć broniących stad pasterzy albo gdy jest raniony. A dźwięk trembity donośny jest wprawdzie, lecz jakżeż łagodny, słodki, kojący, jak gdyby dźwięczały błękity fletnią zza obłoków nad szczytami. I pasterze i chudoba, zbłąkani w gęstych mgłach, witają ten głos radośnie, śpieszą doń, od najmniejszego jagnięcia, co ledwie plącze nogami, aż do groźnego buhaja.

Dzień w dzień raduje się połoninka, słuchając trembity, bo to jej własny głos, a smuci się, banuje dopiero jesienią, kiedy w święto Bogarodzicy gazdowie przychodzą po swoje trzody i następuje „rozłączenie”. Gazdowie i gazdynie obliczają się z watahem i odchodzą ze swoim pożytkiem i z trzodami do chat na wieś lub do zymarek. Konie, obładowane jasnymi drewnianymi berbenicami, napełnionymi bryndzą i masłem, bądź objuczone pstrymi besahami, idąc w doły, ostrożnie stąpają po wertepach. Trembity grają, głosząc rozłączenie, smucąc się łagodnie, a także połoninka, jak mówi pieśń, zostaje zasmucona, gdyż owieczki odchodzą. Boteje rozsypały się, własność powróciła, wspólnota zostaje w chmurach i czeka, wiatr jesienny wspomina ją swoimi trembitami. Po płajach i po zakątach kosodrzewiny drepce Mara, zagląda tu i tam, odwiedza owcze kosziery i wzdycha. Któż wie, czy to duch zły, czy tylko błędny, stęskniony? I znów milkną trembity na czas dłuższy, chyba że inny, równie ważny urząd spełniają. A spełniają go – takie są wyroki niebios – przez cały rok. Gdy ktoś umrze, odzywają się trembity koło chat. Inną nutę grają, inaczej wyciągają, tęsknie a sumnie zawodzą. Ale i wtedy jest w nich zew łagodności i łaska błękitu, wyglądającego nad ciemnym szczytem spoza ponurej chmury. Jeśli jadąc w pobliżu osad huculskich, zobaczycie wieczorem ognie koło chaty i usłyszycie łkanie trembity, wiedzcie, że jak głosi pieśń – „już się komuś śpiewanka skończyła”. Lecz myśl nasza, lecąc teraz wspomnieniem za głosem trembity, nie unosi nas tym razem ku sprawom smutnym, przeciwnie, ku radośnie pogodnym, ku dawności starowieku.

Stanisław Vincenz na ganku domu pod Czarnohorą w 1935 roku – ze zbiorów Joanny i Andrzeja Vincenzów

Po wielu latach dziewięćdziesięcioczteroletni Matij Zełenczuk z rodu Iwankowych, rówieśnik Foki, choć nieco młodszy, tak pouczał nas młodych o rozniecaniu watry żywej: „Ci, co kręcą polanko muszą się dobrze napocić, tak namęczyć, że ledwie dyszą. Jeszcze pierwej nim żywa watra zadymi, oni są już na pół martwi. Ale gdybym był ze dwadzieścia lat młodszy, tobym wam pokazał przedstawienie to, że aż hej.”

Gaszenie watry połonińskiej, rozstawanie się z ogniem, który całe lato grzał i karmił pasterzy i był ich warsztatem codziennej pracy, tym bardziej nabiera cech obrzędu.

Po wejściu Foki Maksym przerwał rozmowę z watrą. Lecz watra westchnęła znów i niezwłocznie Maksym stęknął nad nią miłosiernie i doszeptał:

„Choć gaśniesz – nie zgaśniesz, nie zginiesz a zaśniesz. Twe węgle nie zginą – przebędą przez zimę. Na zimę ci ścielę kołyskę w popiele. Na wiosnę znów żywa twa siostra prawdziwa, obudzi cię ze snu i węgle twe wskrzesną. Choć gaśniesz – nie zgaśniesz, nie zginiesz – a zaśniesz.”

Watra zacichła, węgle zamykały się bez szelestu. Maksym poczekał chwilę, wzniósł oczy i ręce w górę i modlił się

….

Foka skłonił się przed starcem, wyszedł z koliby. Oczy obmyte łzami od dymu zabłysnęły ponownie. Spieszył się, powędrował jeszcze do Doboszowej krynicy, oddalonej o pół godziny od stai. Tam nabrał do drewnianej baryłki wody ze źródła. Tak obiecał pannie młodej. Na weselu nie powinno braknąć wody czarnohorskiej, a panna młoda chciała tę wodę spod szczytów poświęcić i zabrać ze sobą w dalekie strony. Bo pieśń weselna tak głosi:

A bodaj ta mołodeńka taka wesełeńka,
Tak jak u tij Czornohori woda studeneńka.

„Woda studeneńka” - gdyby ją nalać do metalowej manierki, nie można by jej chyba długo utrzymać w rękach, bo i tak Foka niosąc ją w cisowej berbeniczce zmarzł rychło w ręce jakby od bryły lodu, przytwierdził przeto baryłeczkę sprzążką do grubego pasa. Doboszowa krynica jest bowiem lodowata latem nawet w największy upał, za to nie zamarza w zimie i jest wówczas jedynym źródłem, które można odgrzebać spod warstw śniegu. „Woda wesełeńka” – bo w ponurym kotle czarnohorskim wypływa nagle bardzo obficie spośród olbrzymich głazów, grubo pokrytych mchem. Wybiega niespodzianie, zagwarzy, zanuci, błyśnie i znów się skryje. Zdradza tym wytryskiem, że w głębiach nieruchomych skał toczy się i czai morze podziemne, co tu i ówdzie błyśnie okiem morskim i zaraz zażmurzy się. Bo idąc w górę głazami dosłyszeć można w skale szemranie i dudnienie. Dlatego w słońce czy w mróz, w letnie południe czy w zimowy poranek, Doboszowa krynica, rodem z wód podziemnych, nie troszczy się o prawa świata słonecznego. Za to ma sławę wody wieszczej i jest gdzieś przemównik taki z siłami podziemnymi zmówiony, co zna słowo, by przemienić ją, a raczej przywrócić jej moc, co scala, co do życia przywraca i odmładza. Zanim zjawi się taki, podziemne gwarzenie z piersi ziemi wyciąga z piersi człowieka przechodzącego obok źródła westchnienie: „Tyś woda, tyś biała, tyś czysta, tyś cała, tyś święta, tyś żywa, tyś woda prawdziwa.” – Zapewne w niejednej chacie, i kto wie jak daleko od Czarnohory, przechowuje się dla ciężkiej godziny, dla choroby, nawet dla umierających, wodę ze źródła Doboszowego. A gdyby ktoś na obczyźnie miał ze sobą tę wodę, nawet pod starość, to kto wie – -

Z daleka wyglądała połonina, żebra skalne owijały się mgłami, a w dole Bystrzec rwał, szumiał i pienił się.

I dalej w dół toczyła się rojnie i gwarnie ludzka i bydlęca ciżba. Jak strumienie wlewają się do Czeremoszu, tak z wszystkich płajów wlewały się fale chudoby na drogę nad Czeremoszem, wypełniając ją po brzegi. Tysiące krów i koni, nieprzejrzane czeredy owiec posuwały się z wolna naprzód, pozostawiając połoniny. Tylko tu i ówdzie w odległych od siebie samotnych zymarkach pozostali pasterze z bydłem przy sianie, którego nie można zwieźć z powodu wysokości i braku dróg. Zostaną tam do Bożego Narodzenia, a inni przyjdą do siana z bydłem na przedwiośniu przy końcu lutego. Może patrzyli tęsknie za odchodzącymi, może szukali ich oczyma daleko nad rzeką, na drogach? Jedyna pociecha, że karmią swą chudobę sianem tak miękkim, czystym i soczystym, jakiego nie znajdziecie po wsiach. Także z drogi ten i ów zadzierał głowę ku wierchom, jakby mu za mało było całego lata. Nasi wędrowni pasterze posiadają coś, czego nie mają ani ludzie osiedli ani koczownicy. Są swobodni, wędrują sporo, ale nie są bezdomni. Nie są jednak na zawsze wtłoczeni w swój kąt, jakby w klatce, a przecież przez to, że posiadają stałe siedziby, nie są pozbawieni miernika wysiłku i pracy, nie znanego koczownikom. Także pasterze, którzy pozostają w zymarkach miesiącami, choć nie mają do kogo słowa przemówić, czynią to z własnej woli dla swojej własnej chudoby, chociaż dnie coraz krótsze, choć ciemność czyha zewsząd i choć czasem podczas powrotu przed Bożym Narodzeniem muszą podkładać krowom pod nogi koce, aby wybrnęły z zasp. I ci, chociaż nie są przykutymi do chat „domarami”, nie są przecie koczownikami. Bo tak sobie tam daleko na górze wymarzą, odnowią i oczyszczą chatę, sąsiadów, rodzinę, towarzyszy i dziewczęta, nawet cielęta i źrebięta, które zostały w domu, tak to sobie wszystko wymalują, jak najlepszy malarz z Kosowa albo z Riczki. Tylko, że malarz lubi ukraść, czy nogę czy rękę czy plecy, a gdy go ganią, wykręca się, że nie widać, bo zasłonięte. A tym samotnym z zymarek obraca się obraz z wszystkich stron i kręci się tak jak świat na tratwie pod Sokolską skałą. Są w ciągłym śnie i tak jak młody pies we śnie raz radośnie zaszczeka jakby już-już doganiał i chwytał zająca, a zaraz potem zajęczy boleśnie, jakby mu uciekł w ostatniej chwili, tak u tamtych z zymarek tęsknota raz zaszczeka wesoło, a raz zaskowyczy.

Cienie czaiły się, skradały się, postępowały drogą, a miejsca oświetlone słońcem uciekały. Przeto pochód pośpieszył się, a ludzie wymykali się z Czerdaka. Raz jeszcze błogosławiło rozłączeniu skłaniające się ku Czarnohorze słońce, łaskawe, pobłażliwe, grzeczne. Niejeden z pasterzy oglądał się, po czym obracał się na drodze całym ciałem i kłaniał się w pół. Zapewne niejeden mruczał modlitwę tak czy inaczej: „Słoneczko święte, lice Hospodnie, Wyście gazda światowy, watah doskonały, a nas znosicie-cierpicie od dawna i ciągle jeszcze. Z mraki wyprowadźcie, obrońcie i sława Warn. Amen.”

Gdy Foka był zajęty zapraszaniem i częstowaniem, konie jego i towarzyszy stały uwiązane promieniście wokół Czerdaka, wysoko nad topielą szumiącego Bystrzeca. A właśnie przechodziło jeszcze drogą stado koni, wracających z połoniny. (Warto pamiętać, że jeszcze po latach siedemdziesiątych ubiegłego stulecia w samym Żabiem było więcej koni niż w nowszych czasach w całym powiecie.) Konie w stadzie szły dotąd równo, rozważnie, prawie jak w zaprzęgu. Tylko źrebięta, najniesforniejsze ze wszelkiej młodzi, jak zawsze odstawały i odlatywały. Skoro jednak konie z gromady zwęszyły obce konie obok Czerdaka, zarżały całym stadem jak gdyby gromem i zaraz odpowiadały im konie od Czerdaka. Widocznie górskie konie, podobnie jak ludzie, podminowane są tęsknotą do sobie podobnych a odległych. Dlatego na targach górskich, kiedy sprowadzi się sporo koni z najdalszych zakątków, gdzie pasły się dotąd same, taki grzmot toczy się przez cały dzień, jakiego chyba na żadnych innych targach się nie słyszy. Myśli się mimo woli, że dlatego utożsamiają u nas grom z koniem w powiedzeniach i w zagadkach jak ta: „Kiń biłobokij zabrył w Dunaj hłybokij, jak zairżał weś świt zaznał.” Lecz mówi się także, że raj koński na ziemi na tym samym się zasadza co ludzki: raj, dopóki z daleka, a z bliska biją się i kąsają. W pośpiechu przeto wybiegano z Czerdaka, aby odpędzić konie ze stada, tłoczące się ku koniom uwiązanym, na to, aby tuha końska po ziszczeniu nie uszkodziła jednako tęskniących i wytęsknionych.

Aby przybliżyć ten koński świat, prowadząc dzisiaj ku dalekiemu krajowi swoich i obcych, nie tylko tych, co przemierzyli niegdyś jego płaje, także tych, co o nich zaledwie słyszeli, a nie zawąchali ni żywicznych zapachów ni dymów, nie zasłyszeli grzmotu stada piersi końskich, ukażmy najstarszego przewodnika-konia. Bo powiadają o dawnej Wierchowinie: „las, Hucuł i koń”. Las chronił, Hucuł parł przed siebie, koń prowadził. Jakiż koń!

Piękne i szlachetne plemiona lub jednostki ludzkie są w wielkiej mierze, lub tak nam się przynajmniej wydaje, niespodzianym stopem sprzeciwieństw czy odległych różnic, jakby dziećmi jakiegoś cudownego przypadku. Podobnie piękna i mocna rasa koni huculskich wydaje się nam dziełem owych cudownych boskich sztukmistrzów, działających w przyrodzie, których my z nieświadomości nazywamy „przypadkami”. Tak różne cechy w sobie łączy. Z jednej strony nieoczekiwaną tęgość, muskularność i siłę, z drugiej – zgrabność taneczną, prawie akrobatyczną, rozwagę, wytrawną ostrożność w badaniu niebezpieczeństw terenu, ale także ogień i nieokiełzaną wściekłość dzikiego mustanga, który potrafi atakować groźnego nawet wroga, stając dęba, to uderzając przednimi nogami, to wierzgając. I łagodność cicho czułych, wyrzeczonych oczu, jakby uśmiechniętych przebaczająco.

Dzieckiem jeszcze marzyłem nieraz o tym, by stać się koniem: takim spokojnym, łagodnym srokaczem, którego białe plamy śniegiem się wydają przy kontraście pasów brunatnych lub czarnych. Lub takim dumnym karoszem, o bujnej grzywie, rżącym radośnie, jak cyrkowiec stającym co chwila dęba, to znów wierzgającym psotnie w powietrzu. Przeskakuje płoty jeden po drugim, ale kiedy trzeba – i sam to widziałem – przechodzi ostrożnie, krok za krokiem, po zgniłej, śliskiej desce wysoko nad urwiskiem ponad spienioną głębią. Albo delikatnym bułankiem o białej grzywie z ledwo dostrzegalnymi żyłkami i kropeczkami. Takim, co wrażliwy, rozpieszczony, nerwowy jak dostojna panienka. Wyciąga szyję jak łabędź, spogląda przed siebie lękliwie, drży cały, a cudownie śmiały w biegu i w galopie. Marzyłem o tym jak o szczęściu prawdziwym: jakież to ziszczenie piękna być koniem.

Kilku wiernych i czułych przyjaciół zyskałem pośród koni. A były tam także inne, podziwu godne istoty końskie, o których przyjaźni nawet marzyć nie śmiałem, tylko w cichości podziwiałem ich piękną dumę, cudowną poezję ruchu i rytmu, którą posiadały w każdym calu. A potem – będąc chłopcem – chciałem już tylko opiewać konie i przyjaźń moją rozszerzyłem na wszystkie konie, starałem się odgadnąć duszę, charakter i dolę każdego konia, którego spotykałem.

Wiele utworów muzycznych oddawało mi rytm i piękno koni: wir bitwy, gonitwy stada po rozległych połoninach, zmaganie się z wilkiem; ale także rytm cichego pochodu po miękkim trawiastym płaju, rytm pojenia i kąpieli, rytm cichy paszy nocnej i zaciszne ciepło stajni końskiej. Toteż z żalem spostrzegałem z czasem, jak wiele sztuk potrzeba, aby oddać poezję konia.

Z pieśnią o koniu dobrym, wiernym, śmiałym i pewnym, ale dumnym, łatwym do urażenia, bo właściwie nigdy nie był ujeżdżony, o koniu-przewodniku, o koniu-stróżu należy przystąpić do opisu Wierchowiny i jej dawności. Jest taka pieśń, stara kolęda, która nam śpiewa przy zwrocie roku, gdy świat się odnawia:

Któryż to piastun, co dziecię kołysze,
A uszkiem złotym szept serca słyszy?
W gwiazdy spogląda i z gwiazd miarkuje,
A w skałach progi kopytem kuje,
Ponad śnieg jako płomień wylata,
A ślad ogonem srebrnym zamiata?

Gdzie Hucuł, tam i koń, nie ma Hucuła, nie byłoby człowieka w górach, w czarnych puszczach i złotych czapach połonińskich, gdyby nie koń. Przebywanie wielkich odległości, przynoszenie ciężarów do rozrzuconych i wysoko obok pastwisk górskich położonych chat huculskich nie byłoby możliwe bez konia. Wertepy i berda, zwory i jary, wszystko to w dużym stopniu nieosiągalne bez konia, gdyż pasąc się od źrebięcia po wąwozach, gąszczach, stromiznach, huculskie konie panują nad lękiem, a osiągają przy tym zdolność przechodzenia miejsc niebezpiecznych, bo umieją wspinać się, czołgać i przysiadać w stopniu rzadko spotykanym w rodzie końskim.

Lecz prawdę mówiąc, wierzchowcem jest koń huculski głównie dla swoich, dla tych, co go karmili w chacie i pieścili od źrebięcia. Dlatego nie buntuje się przeciw kobietom. A choć przymuszony i ściągnięty żelaznym wędzidłem, czego dawniej nigdy nie czyniono, bezwładnie nosi niemiłego mu jeźdźca, ale tak chytrze, że nieraz zrzuci go przy sposobności, bądź w rozpędzie uderzy nim o drzewo albo ściągnie zębami z siodła.

Powiada stare przysłowie perskich pasterzy, uwiecznione w Zend-Aweście: „Przez rozum psa istnieje świat”. A my, dzieci gór, patrząc na ten świat górski, rozpamiętując, jak powstał i wykluł się z puszczy czarnej, bezdennej, bezmiernej, puścił korzenie, jak zabudował się na carynkach i pastwiskach wyniosłych, jak wdrapał się pod chmury na niedostępne dawniej połoniny, jak się utrzymał i trzyma dotąd, winniśmy zawołać: „Przez rozum, przez śmiałość, przez szlachetność konia istnieje ten świat. Posłuchajcie, jak dziarski rytm kopyt rozlega się wśród puszczy! Utorował tutaj drogę i jest zawsze bębnem pochodu pionierskiego człowieka.”

Carynkowymi, miękkimi płajami, leśną grząską lub kamienistą dróżką, zimą wśród głębokiego śniegu, po lepkiej jak guma półzmarzłej grudzie, po lodzie i wśród roztopów, ze stromych stoków, z chaty samotnej, chybocząc się ostrożnie, stawiając każdy krok jak obliczony, idzie raźno i wesoło koń. Niesie, jak ruchoma kolebka, małe dziecię do dalekiej cerkwi, do chrztu. I tak od kolebki służy całe życie człowiekowi huculskiemu. Aż wreszcie na wyczerpanym i znużonym koniu ze zwieszoną głową, zza gór przyjeżdża na szczyt do chaty ksiądz, aby oddać ostatnią posługę duszy, która odchodzi. Połoninami, puszczami, po wertepach, po skałach bieleją kości koni, które odbyły już swój wiek, zakończyły dolę, spełniły zadanie. Pieśń chwałę im śpiewa, a smereki chwieją się, czerpią soki z ich krwi wsiąkłej w ziemię, rozszumiają się.

3

Konie, to szczególna ozdoba i duma Huculii. Nadmiar koni u nas uzasadniano rzekomym pochodzeniem kaukaskim ludności, bo podobno spośród wszystkich plemion górskich w Europie, może w związku z osadnictwem tak rozproszonym, jedynie Huculi byli jeźdźcami od wieków. Stąd niejeden zwyczaj, stąd strój, także strój kobiet, zamiast spódnicy zapaski przystosowane do konia.

Lecz podstawa pasterstwa to owce.

Po koniach drogę nad Czeremoszem wypełniły szczelnie bryłami żywopłynnymi, ciepłe i kosmate fale owiec. Ciszej, gęściej, a nie mniej bujnym zagonem, niż gdyby fale Czeremoszu wystąpiły przejściowo na stromy brzeg, na drogę. Owce nie tylko ważko ciążyły nad drogą, przelewały się szerzej i wyżej w górę po stromych stokach, dokąd by żadna powódź nie dotarła. Sypały się także głęboko w dół nad samą wodę. Chyba tylko morze podskalne, gdy wyleje się kiedyś z pępka ziemi, tak będzie władać zwycięsko, i tak spokojnie igrać-zagarniać. Tymczasem, ściśnięte pod przełęczą Palenicy, drzemie sobie. Tylko czasem budzi się i szpieguje, to tu, to tam, raz jednym morskim okiem, raz drugim.

 I jeszcze Stanisław Vincenz o Czesławie Miłoszu w 1951 roku

z Tygodnika Powszechnego nr 3134 – ksiązka Andrzeja Franaszka Miłosz biografia

Stanisław Vincenz zmuszał dotkniętego głęboką depresją Miłosza do nieśpiesznego przemierzania świata, dotykania go stopą i dłonią, smakowania, pokornego obejmowania wzrokiem nieskończoności jego form tak wolnych od ludzkich szaleństw i szatańskich podszeptów. Zaoferował mu „terapię nadziei”.

Zobacz także:

  • Nr 17 (3134), 24 kwietnia 2011

“Miłosz. Biografia” – okładka książki Andrzeja Franaszka
1 lutego 1951 r. Czesław Miłosz zdecydował się opuścić paryski budynek, w którym polska ambasada wynajmowała mu mieszkanie. Wsiadł do taksówki i dotarł do Maisons-Laffitte, gdzie mieściła się siedziba kierowanej przez Jerzego Giedroycia „Kultury”. Wkrótce zwrócił się też do władz francuskich z prośbą o azyl polityczny. Mówiąc językiem ówczesnej bierutowskiej propagandy: „uciekł”, „zdezerterował”, „zdradził”.
Dziś, gdy mamy w pamięci dekady jego literackich triumfów, trudno nam uzmysłowić sobie, w jak dramatycznej sytuacji znalazł się na początku lat 50. Lżony i zakazany w Polsce, odtrącony przez dużą część emigracji, a także środowisko francuskich komunizujących intelektualistów, rozłączony z rodziną… Przede wszystkim jednak pełen niepokoju, bynajmniej nieprzekonany o słuszności decyzji, do której zmusiła go własna, nieledwie organiczna niemożność zaakceptowania stalinowskiego kłamstwa. Niósł w duszy pokłady zabójczych toksyn, jakby komunistyczna ideologia, ta – jak sam ją nazywał – Nowa Wiara, rzeczywiście miała w sobie coś dogłębnie demonicznego…”


Są w biografii Czesława Miłosza chwile wyjątkowe, punkty przecięć nasycone znaczeniem i otwierające przyszłość. Taki był sylwester roku 1944, spędzony w podkrakowskich Goszycach, zarodek opowieści o sporze dwóch polskich patriotyzmów, o rozpaczliwym cynizmie i wierności bez złudzeń. Równie niezwykła była chwila z roku 1951, gdy Miłosz, artysta wydany diabelskiemu pokuszeniu niczym Adrian Leverkühn z dzieła Tomasza Manna, poznał Stanisława Vincenza, sokratejskiego filozofa. Temu spotkaniu poświęci esej – ostatni, jaki napisał przed śmiercią – Konstanty Jeleński, dostrzegając w spotkaniu Poety z Mędrcem fabułę wielkiej powieści. Mówi tu Kot z maestrią: „materializm dialektyczny identyfikował często Miłosz wprost z historycyzmem, o którym powiada (…) że stanowi swojego rodzaju eliksir młodości. »Wtajemniczenie« osiągnięte przez Miłosza i Krońskiego trudno zatem sprecyzować, odwołując się do teorii. Więcej się o nim dowiemy z Miłoszowego opisu jego koloru, temperatury, atmosfery, układając w serie określające je słowa: drapieżność – szpony – suche – palące – kurczowe – spazmatyczne – agresywne – diabelska mądrość. Tak jakby marksizm nie stanowił wówczas »Opium intelektualistów« (…), ale raczej ich morfinę, w języku amerykańskich junkies »małpę«, o wpitych w ich ramię szponach”… Jeszcze inaczej, choć równie obrazowo, ujął to sam Vincenz, opowiadając Józefowi Czapskiemu o liście Miłosza: „[był] chory zupełnie, (…) jedno zdanie przeczy drugiemu i nawet jakoś nie mogłem zrozumieć tylu sprzeczności, aż zobaczyłem niejako przed oczyma obraz pewien sprzeczny sam w sobie. A mianowicie: biegacza, to jest chrząszcza z gatunku biegaczy, przybitego do ziemi szpilką, nogi biegają, a szpilka trzyma go w miejscu. I wtedy zrozumiałem”.

Andrzej Franaszek (ur. 1971) jest krytykiem literackim, członkiem redakcji „TP”. Opublikował m.in. książki: „Ciemne źródło. Esej o cierpieniu w twórczości Zbigniewa Herberta” oraz „Przepustka z piekła. 44 szkice o literaturze i przygodach duszy”.

Księga Tura: Taja 11 – Jeszcze o narodzinach Młodych Żywiołów i Mogtów

Opublikowany w Mitologia Słowiańska, przyroda, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody przez bialczynski w dniu 24 Kwiecień 2011

Z okazji Zielonych Świątków – Bogów:  Wiosennego, Zielonego Kiru – Jaruny-Jaryły (Jarowita) nazywanego też Gaikiem-Gają albo Maikiem-Majuną oraz Zielonych Bogów Boru – Borany-Leszy (Pani Drzew) , Leszego -Borowiła (Władcy Zwierząt Leśnych), Boruty (Władcy Drobnej Zwierzyny Boru i Pana Runa Leśnego), Rokity-Bugaja (Pana Gajów, Władcy Zarośli, Króla-Cara Pszczół i Władcy Owadów) oraz Wilca-Owilca (Pana Ostępów i Trzęsawisk, Władcy Leśnej Gadziny, Króla-Cara Wężów)

a także z okazji zbliżających się Świąt Boru – 1 maja i Święta Drzew – 2 maja – kiedy to nadajemy słowiańskie imiona Najstarszym Drzewom w Polsce, publikujemuy kolejną część Księgi Tura:

Joe A. MacGown – Drzewo

© copyright by Czesław Białczyński

Taja 11

Jeszcze o narodzinach

Młodych  Żywiołów i Mogtów

według wołchwów z Uroczyska Jodłowego w Semyczu i żerców Poleszuków ze Świtazia oraz według podań tobolarów załabskich z Białego Kamienia i z grodu Smoleńców Połabskich – Smołdynia1

 

O kręgu Młodych Jednogłowych Żywiołów i Mogtów

Wielki Krąg Bogów nie ma końca ani początku – jest rzeczą zamkniętą. Składa się z wielu kręgów ułożonych w sobie, a jednocześnie obok siebie – jeden pod drugim, jeden w drugim, jeden obok drugiego.

Tak bogowie zasiadają przy Wielkim Ogniu Grumadnym na Weli podczas Zborów, tak siedzą nad Wszym Światem przez Wsze Pory, zbierając się w Wielki Krąg. Siedzą trzymając się za ręce i kierują przeciw sobie oręż, obejmują się wzajem wejrzeniem i mierzą się nim, owiewają się boskim oddechem i rażą gorzkimi słowy. Oddzielają się od siebie, by się zbliżyć, by pozostać wielością w jedni, oraz przyciągają się i łączą, by się odepchnąć, żeby zostać jednością w wielości. Są razem i przeciw sobie. Krzyżują się myślą oraz ciałem.

Na szczycie Góry jest Najwyższy, a pod jego kręgiem Krąg Dzielnych Kauków, bogów Działu Działów. Poniżej albo wyżej, ale zawsze za nimi – dalej od Pana Panów, siedzą w swoim kręgu Kirowie. Po nich zasiadają Starzy Żywiołowie, a po nich Starzy Mogtowie, tworząc wspólny podwójny krąg. Za nimi, powyżej albo poniżej, lecz dalej od Ognia Ogni siedzą Małobogowie w podwójnym kręgu Młodych Żywiołów i Młodych Mogtów.

Tylko ci, o których była teraz mowa, zasiadają na Równi. Inni nie mają równych bogom praw. Za dwoma ostatnimi kręgami bogów jest krąg rodu Stworzy – boskich pomocników. Za nim z kolei podwójny krąg rodu Zduszów złączonych z rodami Inogów (Niebian) i Nawian (zmarłych). Te są kręgi niskich istot boskich, duchowych.

Potem idzie pojedynczy krąg Ludzi Wysokich Rodów – wytędzów, kapłanów, bohaterów, gardziców, władców (kniaziów) i królów. Dopiero za tym najwyższym ziemskim, na wpół ludzkim, na wpół boskim kręgiem, leży krąg Zwykłych Ludzi – Pleniów (Plemieniów), a po nim krąg Zwierząt, krąg Roślin i krąg Kamieni. Te wszystkie są kręgami Ziemi, czyli Żywota Skończonego.

Oto słuchajcie zatem o dalszych narodzinach w Wielkim Kręgu, o podwójnym łańcuchu Młodych Jednogłowych, o Mniejszych Żywiołach i Małych Mogtach.

Nikołaj Rarich (Mikołaj Raróg) Światłość

O Swątlnicy, po czwórkroć zrodzonej córce Dażboga i Rodżany2

Bogini Swątlnica ma wiele mian i wiele przydomków, ale żadnego z nich ludzie nie wymieniają głośno. Jej imię zostało bowiem zakazane. Łamiemy ów zakaz nie bez obawy, a czynimy to w tej Tai nie bez przyczyny3.

Swątlnica zrodziła się z Dażboga i Rodżany, na Najwyższym Niebie4, kiedy Bóg Światła zły był na swoją żonę Dabogę, że od niego odeszła i się gdzieś w Głębi ukryła. Szukał jej długo, ale nie potrafił znaleźć. Zadumany usiadł w chmurach, a wtedy zbliżyła się do niego Rodżana i zaczęła go pocieszać. Jej głos, weń, jej delikatne tchnienie, kosze dotknięcia5, doprowadziły go do najwyższej rozkoszy. Namawiał ją, by mu uległa, ale odeszła. Był niepocieszony. Rodżana zawróciła jednak i wołała do niego z daleka. Kiedy ją ujrzał, puścił się ku niej pędem, i objęli się, a obejmując, tak mocno zderzyli się czołami, że trysnęła spomiędzy nich iskra – tak narodziła się Swątlnica.

Inni, zwłaszcza mikowie Serbów Nadłabskich, powiadają, że Rodżana powiła Swątlnicę w Jaskini Ciemnej na ziemicy soławskiej i że wyszła ona na świat przez złote wrota na dnie jeziora, zwanego Kresem Sołu. Z ich słów zawartych w Tajemni ku Soławskim wynika, że jej ojcem nie był Dażbóg, ale sam Swąt, który zapłodnił boginię w sennym marzeniu. Marzenia Rodżany, podsycane cichaczem przez udającą jej wielką przyjaciółkę Marzannę, przepojone były pychą. Chciała mieć dziecko z Bogiem Bogów, jak kiedyś Strąprza, i chciała, by jej córka zasiadła u jego boku.

Jak by nie było, Swątlnica jest owocem nagłego, krótkotrwałego związku. U dna jej narodzin nie leżało prawdziwe uczucie, ale Dażbogowa złość, kaprys Swąta lub próżność Rodżany. Nieci Swątlnicy od początku były tknięte ręką Przepląta i nadwątlone czarną wodą przez Mąda. Chociaż Swątlnica nie narodziła się wcale ostatnia, jej wierg skazywał ją na bycie ostatnią pośród wszystkich bogiń, wyklętą. Wysoko urodzona i piękna, od samego początku była samotna. Rodżana podsycała w niej pragnienie złączenia się z samym Bogiem Bogów. Stroniła więc od innych, czekając jego znaku. Nic takiego nie nadchodziło. Stała się więc złośliwa i obrażała każdego, kto próbował się do niej zbliżyć. Czego się tknęła, obracało się przeciw niej. Nie chciała się zająć niczym, bo uważała, że jej żywot winien upłynąć na swobodzie. Chadzała swoimi drogami i wynosiła się ponad wszystkich.

Swąt tak ułożył Wszechświat, że każdy z bogów miał moc robót i zajęć. Bez ciągłej boskiej pracy wszystko popadłoby rychło wpierw w bezwład, potem w nieład, a w końcu w niebyt. Swątlnica nie podporządkowała się prawom Swąta. Nie znalazłszy zaspokojenia na Ziemi, rzuciła się w głębię rzeki w miejscu zwanym Kresół6, gdzie, jak prawią niektórzy, przyszła na świat.

Kapłani Zorzy znad Wezery i Body w Górach Sima, w ziemicy Drzewian, prawią, że rzuciła się w głąb Kresołu uciekając przed Bodem-Bożebogiem, który chciał ją posiąść. Zamierzał to uczynić wbrew jej woli, rozeźlony jej zarozumialstwem. Ona jednak nikomu nie mogła ulec ani niczemu podlegać. Dlatego wolała umrzeć w rzecznej toni.

W pierwszym okresie jej bytu – do owego utonięcia – nazywano ją Swątbodą-Swobodą albo Swątwolą-Swawolą.

Bóg Bogów nie otwarł przed nią jednak Bramy Bram i narodziła się powtórnie – tym razem spod języka Rodżany śpiącej w Jodłowym Borze lub spod sukien Rudzi w Żytnim Łanie. Bóg Bogów odebrał jej piękność i młodość. Miała teraz postać inożną: krowi łeb i owadzi tułów. Jej głowa była na pół biała, na pół czarna, a ciało całe w czarne piegi. Niektórzy prawią, że po narodzeniu miała postać iskry, ale zaraz przerodziła się w staruchę-dziwożonę, odpychającą, siwą lub czarnokudłą, o krowim łbie. Inogi i smoki, które podpatrywały, jak się przeglądała w toni Jeziora Błękitu, dały jej przezwisko Starzęśla. Starzęśla nie zmieniła się i nadal, choć brzydka jak noc, pyszniła się obrażając bogów. Długo chadzała własnymi ścieżkami po Niwach, aż któregoś razu powędrowała na Wierch Weli. Chciała wejść do zamyku Kłódź i zostać żoną Swąta. Od wrót zamyku przepędziła ją Świętogłaza, ale Starzęśla uparła się, by tam wejść, i poszukała innej drogi. Przyjęła postać orła i Świćgałęza zdybała ją, gdy siedziała na gałęzi Drzewa Drzew.

Tutaj wszystkie podania rozchodzą się między sobą i każda ze świątyń prawi co innego.

Jedni, wołchwowie z Uroczyska Jełowszczina pod grodem Budynów-Czernihowian w Semyczu, twierdzą, że weszła do zamyku Swąta i złączyła się z nim na zawsze, stając się jego cząstką, zwaną odtąd Swiedlnicą-Swedłolicą.

Według drugich, mików z ziemicy Drzewian, z Uroczyska na Białym Kamieniu w Górach Sima, Swąt pchnął ją w Pierwnicę przez wierchnią, kłodną Bramę Bram. Jest ona, według nich, jedyną ze wszystkich istot żywych, która przeszła Bramę Bram i powróciła z Niebytu, z Nicy, rodząc się po raz kolejny.

Trzeci, kołbiowie Smoleńców ze Smołdynia w ziemicy Wieletów, prawią, że Swąt ją pojmał, lecz tylko zamknął u siebie i tam trzyma. Ci uważają, że jedną z jej duszyczek, tę jasną, dobrą, wypuszcza jako Jasną Bożą Krówkę dokładnie w samym środku zimy, w najkrótszy dzień. Drugą jej duszyczkę, tę czarną, niedobrą, wypuszcza jako Ciemną Bożą Krówkę w samym środku lata, w najkrótszą noc. Pod tymi postaciami rodzi się ona dwakroć każdego roku i zwana jest Bedronicą, Bedrym Światłem, Bożą Krową.

Jeszcze inni, żercy plemienia Połekszan, mówią, że Starzęśla, pojmana przez Świćgałęzę, została przez nią powieszona na Wierszbie. Litościwy Swąt, uznając jej wielką miłość, zabrał duszę Bogini do siebie, a jej ciało przemienił w płonną, świetlistą gałąź Drzewa Drzew, nazywaną Swątlicą-Swątolicą.

Podczas Wojny o Krąg na Drzewo Drzew wspiął się Diw-Ładziwc, który pokonał Świętogłazę, a z wierzchołka Wierszby raził swym orężem wszystkich wrogich bogów. Dopiero Swąt, wyszedłszy z Kłódzi, strącił go stamtąd. Diw uchwycił się gałęzi-Swątolicy i ta ułamała się, spadając z nim na Ziemię. Tu Ładziw i Dziewanna zasadzili ją na wierzchołku dębu, którego dzień i noc strzegły cztery skrzydlate jelenie. Tym sposobem Swątłnica narodziła się po raz czwarty, jako Jimiela-Imieła-Omeła.

Wszystkie kątyny są zgodne co do tego, że Swątłnica nosiła miana: Swątbody-Swawoli, Starzęśli-Strzęśli, Swątolicej-Swątlicy i Imieli-Jumali7. Godzą się także, że raz jedna, raz druga duszyczka Swątlnicy, uwięzionej na Wierchu Weli, jest stamtąd wypuszczana. Dzieje się tak dwa razy do roku. Wołchwowie z Jełowszcziny, a za nimi większość kapiszt Wschodu, widzą w niej świeże, Bodre Światło Boga Bogów – Bożą Krówkę8. Zgadzają się też, że dwa razy do roku bogini jest od nowa rodzona. Raz przez Rodżanę, która ukrywa Bodre Światło pod językiem, a drugi raz przez Rudź, wypuszczającą ją z fałdów swych sukien. Jest też dwa razy do roku ścigana w Dzikich Łowach przez zastępy rozjuszonych bogów, widzących w niej Mnożność. Są też zgodne, że jako Boża Krówka powtarza poczwórny krąg zaklętych przemian, rosnąc i przybierając postać czterech świętych zwierząt: biedronki, orła, Białej Krowy i Czarnego Byka. Jest to już jednak zupełnie inna opowieść, którą podaje późniejsza taja.

Mikowie bogini Body z Gór Sima nazywają Bodę Bodrą, czcząc w niej Niebiańską Pasterkę ciemnej Swątlnicy (Czarnej Bożej Krowy). Tak samo zwą też Bożeboda Bodrem-Dobrem, Pasterzem jasnego wcielenia Swątlnicy.

Wszystkie gromady kapłanów zgadzają się ze sobą, że trzecia duszyczka bogini na zawsze pozostaje w zamyku Kłódź, na Wierchu Weli lub w Pierwnicy, że krąg jej przemian jest wieczny i że została nań skazana przez Swąta z powodu pychy, w jaką popadła sądząc, że ona jedna nie musi podlegać jego władzy.

Niektóre kątyny nie godzą się na ojcostwo Swąta i prawią, że Swąt nie mógł być jej ojcem, bo od dawna pozostaje bezpłodny.

Niektóre zaś uważają, że Swątlnicy tak naprawdę nigdy nie było, bo wcieliła się w jej postać Zorza i to Zorza jest ową boginią po czwórkroć narodzoną. Według tych czarowników Zorza nie przebywa uwięziona w podziemnych skałach, ale w Kłódzi i stamtąd wychodzi na przechadzkę dwakroć dnia oraz rodzi się dwakroć w roku. Nie dajemy im wiary, bacząc na Magię Czert, które czynią ze Swątlnicy Osiemdziesiątą Dziewiątą Boginię, Boginię Ukrytą, która jest i której nie ma.

Swątlnica ma takie imiona, jak wymieniono powyżej, nigdy nie pokazuje się pod swoją postacią prawdziwą, bo tej postaci została pozbawiona. Nie posiada też żadnych narzędzi ani niczego, co by z nią było związane. Nosi tytuł Pani Swobody, Pani Woli, Władczyni Wolności, Wielkiej Swawolnicy.

Trey Ratcliff  – Zorza nad Angkor Wat (kliknij – powiększ)

Zorza, Płon-Netnik i Badnyjak  czyli o gorących uczuciach Dażbogów

O poczęciu Płona i Zorzy wiadomo niewiele poza tym, że oboje zrodzili się z gorącego uczucia między Sołami – Dażbogiem i Dabogą. Pierwsze przyszło na świat wcześniej, nim przydarzyła się Dabodze sprawa ze Swarogiem. Drugie narodziło się niedługo po wyjściu Dabogi z welańskiej Nawi i pojawieniu się na Sklepieniu Nieba Swarożyca, z jego Złotą Tarczą. Dażbóg uznał, że w wydarzeniu nie było żadnej winy Dabogi, a że bardzo jej pragnął, przyszło między nimi do zbliżenia. Pani Dnia starannie wybierała miejsce poczęcia i wyznaczyła mężowi schadzkę w jednej z głębokich dolin Niwy Źrzebów, nazwanej później Doliną Dodoli, czyli Dodoliną. Cała Niwa Źrzebów leży w zagłębieniu i jest podmokła, ale też jasna i ciepła, przez co nadaje się dobrze do lęgu. Jest też siedliskiem mokrzaków, pajączków Mokoszy, plotących nieci (wołoci) bytu. Tu właśnie w wilgotnym, ciepłym zakątku, ze splotu pary Władców Światła zrodziła się Zorza, która była złączonym w jedność ich podwójnym tchem – oddechem, duszą. Tu została poczęta i powita, a zaraz po narodzeniu skąpała się w rosie i wytarzała w trawach, zbierając we włosy mnóstwo wołoci pajęczych rozpostartych srebrzystą siecią między źdźbłami. Potem pokłoniła się Światłu – swojej Matce i Ojcu.

Zorza zupełnie inaczej niż Płon, ich pierworodny mocarny syn, który samym swoim widokiem raził przeciwników, była delikatna i zwiewna. Lubowała się w łagodnych maściach, zwłaszcza różanych odmianach czerwieni, bielach, szarościach i barwie błękitnosinej, będącej odcieniem koloru niebieskiego. Mimo całej wrażliwości, a nawet kruchości, Zorza posiadała wielką moc odmieniania doli, bytu i wyroków Nieba, o czym nie wiedziała. Moc owa brała się z niebacznie wplątanych we włosy bogini nieci. Kiedy tańczyła na Łące Mokoszów, spostrzegł ją Perunic i od razu się w niej zakochał.

Niedługo po narodzinach Zorzy Daboga wydała na świat najpiękniejszego swego syna, który nie był jednak wcale synem Dażboga. Zwano go Bożycem, bo pochodził z lędźwi Boża-Radogosta, mienionego też Bożebogiem Władcy Gospodarstwa. Jak to się stało, że Daba zdradziła męża z Bożem, kątyny w większości milczą. Zarzycki z uroczyska w Świtażu, w pradawnej Białowierzy (Białowieży) powiadają, że Daboga zasmakowała w związkach z innymi bogami po przygodzie ze Swarogiem. Swarog napastował ją zresztą jeszcze raz, kiedy przyszła na świat jego druga córka, Denga. Mówią też one, że Dażbóg tylko z pozoru przyjął żonę tak ciepło, zaś w głębi serca stracił do niej zapał. Daboga będąc boginią pełną wigoru, ale mądrą, zaspokajała często swoje potrzeby pomijając Dażboga, lecz się z tym nigdy nie obnosiła. Niektórzy prawią, że Bożyca w największej tajemnicy wykarmiła Plątwa, przez co stała się jego mleczną matką. On jednak ani się do niej nie przyznawał, ani jej nie słuchał.

Świeżo narodzony Bożyc był okazalszy od Płona, piękniejszy od Swarożyca i prawie tak samo silny, jak Perunic. Popadł szybko w nieznośną pychę. Postanowił posiąść boginię Watrę, z którą związek matka mu stanowczo odradzała. Również Zorza i Mokosz mówiły mu, że zmierza ku nieszczęściu. Bożyc biegał na schadzki z Watrą, a ta była mu przychylna. W końcu sam Perun ostrzegł Bożyca przed boginią uważając, że ona nie jest dla niego. Wtedy Bożyc zszedł w Nawie i długi czas przebywał w towarzystwie Nyi. Nyja wlała mrok w jego serce, podjudzała go ku nieposłuszeństwu. Prawiła, że Perun chce Watry dla swojego syna Perunica, a Daboga i Zorza są zazdrosne o Bożycową ognistą bogdankę. Nyja wyklinała również na Plątwę-Perchtę, chcąc odsunąć ją od Bożyca.

Któregoś dnia na welańskich Perunowych Wzgórzach spotkał się Bożyc z Perunicem. I rzekł mu Perunic, że ojciec jemu przeznaczył Watrę. Bożyc chciał się na niego rzucić, by walką rozstrzygnąć, kto jest jej bardziej godny. Okazało się jednak, że Perunic pragnie Zorzy, siostry Bożyca. Bogowie doszli do zgody, a zawarciu owego przymierza towarzyszyły błyskawice i grzmoty nadchodzącej Burzy. Postanowili razem porwać swoje wybranki. Jak uradzili, tak zrobili, a że chcieli, żeby ich żonom było dobrze jak w matczynym domu, uprosili Swarożyca, by oddał im swój Słoneczny Zamyk Niebieski.

Denga i Swarożyc wyswatali swoją siostrę Watrę Bożycowi i z przyzwoleniem Swaroga oraz Swary wydali ją za niego. Perunic z Bożycem wywabili Zorzę ze Świetlistego Tynu Dabogi. Kiedy tylko wyszła, porwali ją obaj i uwieźli na Niebo. Zorza wzięła z domu ojców tylko trzy różyczki, które w ogrodzie matki zdążyła odłamać. Płakała nad nimi, a one zroszone jej łzami rozkwitały, dając wspomnienie domu i swobody. Zorza za nic nie chciała pokochać Młodego Gromowładcy. Rozeźlony Perunic połamał różyczki, a Bożyc miast pomóc siostrze, jeszcze je podeptał. Sprzeniewierzył się własnemu domowi i został wyklęty przez matkę9. W rozpaczy i lęku Zorza oddała się Perunicowi.

Tak to dwaj Gwiezdni Bogowie, złamawszy różyczki, posiedli i uwięzili w Zamyku Słońca porwane boginie. Zorza została żoną Perunica, a Watra Bożyca.

Od owej chwili złamana róża stała się obrazem zdrady, a za nią każdy złamany kwiat zaczął znaczyć dla ludzi to samo.

Obie boginie zamieszkały w Słonecznym Zamyku, dzieląc wspólnie nieszczęście. Perunic ciągle wyprawiał uczty, ale Zorza nie bawiła się u jego boku. Wciąż markotna, tęsknie spoglądała ku Ziemi. Trzy źródła biły w dworze Słońca, trzy przejrzyste sadzawki o kryształowej wodzie radowały oczy, a z nich trzy rzeki płynęły, otaczając zwartym pierścieniem zamyk. Przy pierwszej, Słonecznej, skrzyste konie się poiły, przy drugiej, Złocistej, skrzyste krowy, na trzeciej, Gwieździstej, grążele i łekna (lilie wodne) rosły. Po sadzawce, na płatkach lilii, Zorza pływała, szklane puchary-kruże w źródełku myła i łzy roniła.

Kiedy się Watra we wszystkim połapała, rozgorzała strasznym gniewem. Przestała lubić Bożyca, który własną siostrę na takie nieszczęście wydał. Obróciła się z nienawiścią ku mężowi. Obie boginie uradziły, że jeśli tylko nadarzy się okazja, uciekną.

Od tej chwili Zorza zachowywała się jak przykładna, kochająca żona, była bardzo miła dla Perunica i usługiwała mu, jak tylko mogła. Tym sposobem stwarzała pozory, że go pokochała naprawdę. Perunic stracił czujność, a Zorza szpiegowała go spozierając, kiedy zamyk opuszcza i kiedy do niego wraca, gdzie bywa, co jada i pija albo jak długo śpi. Niektórzy prawią nawet, że powiła mu wtedy całe stadko dzieci.

Chorsiniec-Ksiemżyc w swojej srebrnej łodzi często żeglował niedaleko Słonecznego Zamyku. Któregoś razu jego łódź kołysząc się na niebieskich wełnach przybiła do dworu, a było to pod nieobecność Perunica i Bożyca. Usłyszał wtedy piękny śpiew, pieśń smutną i tkliwą, nuconą słodkim głosem i myślał, że to jakowaś czeltica10 go zwodzi. Zajrzał przez zakratowane okienko i spostrzegł Zorzę. To ona tak śpiewała, zalana cała łzami. Pokochał ją od pierwszego wejrzenia.

Od tego czasu przybywał często i wślizgiwał się do izby kochanki pieszcząc jej ciało łagodnym blaskiem. Zwierzała mu się, jak bardzo cierpi, jak męża nie znosi i że jedyną jej pociechą jest różyczka, która ocalała i którą potajemnie pielęgnuje w niebiańskim ogródku. Wreszcie poprosiła Chorsińca, żeby pomógł uciec i jej, i Watrze. Zgodził się. Obiecał przybyć następnej nocy ze Srebrzem, synem Źrzeba-Makosza, wierzchowcem szybszym od samego Strzyboga – Władcy Wichrów. I tak się stało.

Chorsiniec pobieżał do tynu Swaroga, a gdy powiedział o tym, że Watra pragnie wrócić, otrzymał od niego młot. Kolejnej nocy Chorsiniec przybył ze Srebrzem pod słoneczny Zamyk i rozkuł kraty młotem Swarogowym. Przez Złotą Rzekę przeprawili się łodzią Chorsińca. Potem boginie dosiadły Srebrza i ruszyły w dalszą drogę. Powracający ze smokiem Chożarem Bożyc na kwietnym moście dostrzegł uchodzących z zamyku i rzucił się w pogoń za nimi. Srebrz na swoim grzbiecie przewiózł uciekinierów przez Gwiezdną-Kwietną11 Rzekę, a przez Słoneczną Watra przeniosła pozostałych na własnych plecach. Bożyc był jednak coraz bliżej i w końcu udało mu się chwycić Srebrz a za ogon. Wtedy Watra buchnęła mu płomieniem w oczy. Bożyc z płonącą twarzą upadł. Niektórzy prawią, że to nie Watra wypaliła mu oczy, lecz Plątwa-Perchta wyrwała mu je z zemsty za to, że się jej jako matki po wielokroć wyrzekał.

Tak to boginie razem z Chorsińcem uciekły. A kiedy Perunic wrócił, znalazł Bożyca oślepionego i ze spaloną twarzą. Smok Chożar powiedział mu, co się stało. Perunic zaprzągł smoka w ognisty wóz i ruszył za Chorsińcem. Uciekinierzy schronili się na welańskiej Niwie Knyszów w tynie Chorsów. Perunic stanął pod tynem i zażądał wydania żony. Chorsiniec wyszedł przed dwór w obronie kochanki. Doszło do walki. Po długich zmaganiach Perunic przeciął swojego przeciwnika na pół. Musiano wydać mu Zorzę. Perunic strącił swoją żonę z Niebios w Podziemia. Nie mógł pozwolić, żeby przynosiła mu dalej wstyd, a bał się, że podstępna bogini, roztoczywszy pozory jak poprzednio, nadal będzie go zdradzać. Przykazał ją uwięzić po wsze czasy Skalnikowi, za zdradę, jakiej się dopuściła, za nieszczęście Bodnyjaka-Bożyca i za okaleczenie Księżyca, bowiem stały się rzeczy one z powodu jej podstępu.

Ten okrutny wyrok zmienił jednak Perun, dozwalając bogini dwa razy każdego dnia, o świcie i o zmroku, wychodzić na świat. Zorza spotyka się więc ciągle z Chorsińcem, gdy ten przepływa po niebiosach swoją srebrną łodzią. Są to niestety tylko krótkie schadzki. Niektórzy prawią, że właśnie dlatego ich miłość jest taka mocna. Zorza nadal kocha Chorsińca-Ksiemżyca, choć stracił on wiele z dawnej siły i okazałości.

W swoim podziemnym więzieniu Zorza wcale nie jest samotna. Przychodzą do niej Pogoda, Daboga, Swarog, Mokosz i Dodola, a także Watra i Warza-Cica. Pogoda przechadza się z nią często po niebie, gdy nie ma na nim Chorsińca.

Oślepły Bożyc skrył się wpierw w Czarnym Niebie, a potem zszedł na dno Weli do najgłębszego zakątka Nawi i tam zamieszkał. Odwrócił się od świata i utracił cały blask. Od tego czasu zaczęto Bożyca nazywać Bezdnikiem, Biedniakiem (Bidą), Bodnyjakiem (Badniakiem), Błudnikiem (Błukisem).

Nyja chciała na zawsze zatrzymać przy sobie Bodnyjaka, ale kiedy przyszła do niego z kosą i osękiem, zapragnął nagle swoich wędrówek. Nyja-Śmierć nie zamierzała go jednak wypuścić. Stoczyli straszliwą walkę, w której Nyja raz po raz cięła go srebrnym ostrzem, a ślepy Badniak unikał jej ciosów widząc naprzód każdy ruch. Wreszcie udało mu się skoczyć Śmierci na plecy i wessać się jej w kark. Szamotała się Nyja usiłując go strącić, ale jej już nie puścił. Ssał ją i ssał, a ona robiła się coraz słabsza i cieńsza. Kiedy była już całkiem cienka i słaba – sama skóra i kości –przyrzekła mu, że go odstąpi i nigdy nie będzie próbowała zabić. Puścił ją wtedy, a sam wzszedł z Nawi na niebiosy.         Od tego czasu Nyję zwą też Kostuchą, a na Ziemi wciąż jest śmierć i bieda, choć jednego i drugiego mogło wcale nie być.

Od chwili upadku Bożyca, mówi się o zdrajcach i tych, co ponieśli klęskę z ręki słabej kobiety, że „stracili twarz”. Z Zorzą związały się zaś takie pojęcia, jak wstyd, pozór, szpiegowanie i podstęp, ale również hożość, chyżość i blask.

Dażbóg przyjął ślepca do swojego tynu. Bożyc-Bezdnik ze swoją czarną świtą Nocnic nie zamieszkał tam jednak na stałe, lecz ruszył na Niebiosy. Ma swój dwór w Głębokim Niebie, które stało się czarne. Badniak posiwiał, zestarzał się, usechł z żalu na wiór, nosi w sercu wieczną urazę, a wszędzie, gdzie stanie, rozsiewa zgryzotę. Gdzie się pojawi, tam zapadają ciemności i bieda spada na ludzi. Bożyc-Bodnyjak nie może spokojnie patrzeć na niczyj dostatek. Na Ziemi bywa każdej nocy, spotyka się z Zorzą, która mu przebaczyła, i z Chorsińcem. Z tym ostatnim bywa często na nocnych łowach albo żegluje po czarnych wełnach Ciemnego Nieba. Watra nie przestała mu być wroga i gdy go tylko widzi wlokącego się w czarnym płaszczu z przepaską na oczach, gdzieś między słabymi gwiazdy, rozpala się ze złości. Czując ten żar Bezdnik woli się oddalić.

Bożyc jest czczony pod imionami Bożyca-Bezdnika (Biednica), Bożyca-Bodnyjaka (Badniaka) i Bożyca-Błudnika (Beudnika)12. Nosi tytuły Pana Nocy, Władcy Ciemności. Posługuje się Czarną Czosnogłową Berłomaczugą. Posiada Czarny Płaszcz, którym każdego wieczora okrywa swoją matkę Dabogę. Z tego powodu na Ziemi zapadają ciemności. Towarzyszą mu zawsze boginki zwane Nocnicami.

Zorza jest czczona pod przydomkami Jutrybogi-Jutry (Jutrzni), Utrii-Witry (Ustricy) i Wzorzy-Żarzycy (Zurii-Zorii, Orzy-Ory)13. Ma tytuły Pani Brzasku, Władczyni Widności, Pani Zmierzchu i Świtu. Nosi Różanobłękitną Koronę splecioną z błękitnych róż welańskich, pochodzących z ogrodu Dabogi. Dlatego krzewy róży (szypszyny) o błękitnych kwiatach uważa się na Ziemi za święte. Pomocnicami Zorzy są Zmierzchnice.

Płon ma przydomki Płon-Netnik, Płon-Plen i Płon-Plon14. Jako Plonowi – Zdobywcy Wód, napełniającemu chmury deszczem i łowcy, mającemu we władaniu Stada Gwiazd, składają mu ludzie szczególne ofiary w święto jesiennej równonocy zwane Zarzynkiem albo Dożynkami. Płon nosi tytuły Pana Gwiazd i Gwiezdnego Pasterza. Posługuje się Nietnikiem Świecidłogasidłem (długim kijem zakończonym ośmiogwiezdną głownią i kapturem). Tym Nietnikiem-kijem roznieca i gasi gwiazdy oraz zapędza je do kupy, pomagając je Makoszowi-Źrzebowi wplatać w gwieździstą Materię Świata – Baję.

Odszedłszy na Niebo Wysokie do samotniczego Żywota, zebrał z wszystkich niebios wielki łup, gwieździste żniwo – wszystkie Gwiazdy znalazły się w jego stadzie. Stąd zresztą wywodzi się jego przydomek Plon. Jego bogunowie zwą się również Płanetnikami.

Według niektórych podań Zorza uciekła z zamyku Perunica prosto do Swąta i tam weszła w Kłódź. Według wołchwów, którzy te opowieści rozgłaszają, to ona była za młodu swawolna, ona też uszła przed Bodem-Bożebogiem w Kresół i odrodziła się na niebiosach. Tam ją zoczył Perunic i porwał do słonecznego dworu. To ona ma być ową czterokrotnie odrodzoną boginią zamienioną na koniec nie w Jemiołę-Omełę, lecz w Bożą Krówkę.

Na dalekich siewiernych krańcach Słowiańszczyzny i w ziemicy Istów prawią zinisi, że zimowy blask, który się nagle pokazuje na ciemnym niebie i tańczy, to są odbłyski mieczów Perunica i Chorsińca, walczących o Zorzę-Utriję.

Mówi się też, że Watra, której się zawsze Perunic podobał, spotyka się z nim czasami w wielkiej tajemnicy.

O Perunicu zaś mówią, że samotnie przemierza Kamienne Niebo. Według niektórych podań ścigał on Chorsińca na Kamiennym, a nie Ognistym Wozie, z czego można wnioskować, że Słoneczny Zamyk znajdował się na Kamiennym, a więc Wysokim Niebie, które Perunic do dzisiaj zamieszkuje. Mówią także niektórzy kapłani, zwłaszcza zinisi istyjscy z ludu Brusów, zajmujący się obrządkiem Perkunasa w Romowem, że miał Perunic z Zorzą liczne potomstwo, które całe w złości wybił. Ma on być zupełnie samotnym po niepowodzeniach z Dengą i Zorzą, a jedyną, z którą się spotyka, w wielkim ukryciu przed swoim przyjacielem Bodnyjakiem, jest Perchta-Przepigoła, czyli Plątwa. Ale wiadomo też skądinąd, że bywa u niego w tynie i zalotna Rudź, która ma bardzo miękkie serce.

Czarownicy Chorsa z Krakowa prawią, że Chorsiniec-Ksiemżyc schodzi czasem z Nieba i wtedy rozpala Watrę na Ziemi. Podobno to dzięki niemu Watra zdecydowała się dać ludziom ogień.

 W. Korolkow – Dola i Niedola

Dodola – córka Dażboga

Dażbóg poza Swątlnicą miał jeszcze jedną córkę, Dodolę. Dodola nosi przydomki: Dodola, Niedola i Odola15. Pierwszy z nich oznacza Dobrą Dolę, drugi Złą Dolę, a trzeci Odmianę – czyli Dolę Zmienną. Dodola jest Panią Doli Człowieczej, Panią Dającą (Dodającą), Panią Niedającą (Odbierającą) albo Panią Oddającą (Odmieniającą). Jej narzędziem jest Złota Kądziel i Kłębek Nieci Żywota (Kłąb Wołoci). Jej matką jest Mokosz. Ojcem jednak nie jest Zrzeb-Dodol. Kochankami Mokoszy w Mokrym Dole (nazwanym Dodoliną) byli Wodo i Dażbóg, i oni obaj stali się ojcami młodej bogini. Dodola właśnie tutaj przyszła na świat i tutaj później zamieszkała, opuściwszy dwór matki. Zazdrość matki, która nie pozwalała jej rozmawiać sam na sam nawet z ojcem, doprowadzała boginię do szału i z tego powodu się wyniosła. Nie mogła tego zrozumieć, dokąd Wieszczyce nie objaśniły jej, że Makosz nie jest jej ojcem, a Mokosza obawia się, że może on czynić tak samo, jak ona potajemnie czyniła.

Dodola ma jasne oblicze po Dabogu, i potrafi dawać wszystkiemu, co żywe, wiele ciepła. Ma także drugie oblicze po Wełmie, który bardzo nie lubi ludzi i potrafi sprawić swoim działaniem, że leją się potoki łez słonych niczym morze.

O zajęciach Dodoli związanych z jej Kądzielą powiemy w innym miejscu. Tu trzeba powiedzieć, że opiekuje się ona kobietami, i jako ich przewodnica sprawuje w obrzędzie zaślubin pieczę nad panną młodą, a Dodol-Makosz wiedzie do ślubu pana młodego. Po wejściu do nowego domostwa, świeżo poślubionej żonie, która staje się gospodynią, wręcza się Kądziel – symbol żeńskiej linii rodu, by tak dokładnie objęła opieką i oprzędła nowe domostwo, jak Dodola przędzie materię bytu ludzkiego na niebiosach. Dodolę wzywa się także w obrzędach sprowadzania deszczu, by deszcz, który spadnie dzięki Perperunie i Śląkwie, był poprzez Dodolę tak żyzny jak Żywa Woda ze źródeł na Mokoszych Łąkach i w Dodolinie. Pomocnicami Dodoli są Ćmunki.

Jerzy Przybył – Swarożyc-Żar

Inne dzieci Dabogi – Swarożyc i Denga

O narodzinach Swarożyca i jego dziewięciu braci oraz o tym, jak ocalał, mówi dokładnie Czwarta Taja. Tutaj trzeba powiedzieć o nim tylko, że stał się przedmiotem zazdrości Swary, przez co o mało nie postradał po raz wtóry życia w czasie Wojny o Krąg, gdy doszło do Bitwy o Miana. W wyniku tego zamachu zginął zaprzyjaźniony ze Swarożycem i Dabogą syn Bodnyjaka, wężokształtny Złotysz.

Swarożyc bardzo lubił Złotysza i nie mógł przeboleć jego śmierci. Nie potrafił powstrzymać łez po tej wielkiej stracie. Wiłowie udzielili mu schronienia, aby nikt nie widział, jak Swarożyc płacze. Przez wiele kolejnych wieczorów, gdy wracał do swego podmorskiego zamyku, przystawał w nabrzeżnych zatokach i płakał złotymi łzami. Złote łzy Swarożyca skapywały w morską toń i zastygały w złote okruchy – tak powstał ją tar zwany też bursztynem albo głoznem (gloznem)16. Głozno, zaklęte w najszlachetniejszy kamień, morskie wełny i łzy Swarożyca, dostało się we władanie Wodo-Wełmowi, Władcy Mórz. Niektórzy powiadają, że od tamtego czasu morze jest słone z powodu owych łez Swarożyca i że wtedy powstała sól.

Swarożyc przeżył trzy zamachy na swoje życie, bowiem kolejny, trzeci, spotkał go także w czasie Wojny o Krąg, kiedy Chors nocą przeniósł go z całym Słonecznym Zamykiem na dno Ciemnego Jeziora. Jezioro to leży za siedmioma górami i za siedmioma morzami, na zachodzie. Słoneczny Zamyk na zawsze pozostał na dnie jeziora i dlatego Swarożyc, razem ze swoją Złotą Tarczą, każdego wieczora zanurza się w wodach owego jeziora spędzając noc w jego toni. Kiedy rano wstaje, a wesoło skacze nad wodą, jest to bardzo dobry znak dla całego świata17.

Swarożyc nosi przydomki: Znicz, Pożogień i Żar-Swarog18. Jego atrybutem jest Złota Tarcza. Nosi on tytuły Pana Ognia Niebiańskiego, Pana Ognia Ofiarnego i Władcy Słońca. Pomagają mu Skierki.

Po spotkaniu z Dabogą Swarog tak się w bogini rozkochał, że nawet nie chciał spojrzeć na swoją żonę-siostrę Swarę. Swara bardzo z tego powodu cierpiała. Była przekonana, że mogłaby mu dać jeszcze jedno dziecko i że byłoby ono wspanialsze niż te, które miał dotychczas. Tymczasem Swarog stale chadzał za Dabą i się jej naprzykrzał. Daba dosyć go już miała, a poza tym żal jej było Swary, więc razem umyśliły podstęp. Daboga zgodziła się któregoś kolejnego razu, kiedy Swarog uderzył do niej z zalotami, na wspólne spędzenie nocy; dzień miała bowiem zawsze zajęty rozlicznymi robotami. Swarog się zgodził, lecz wybrał noc księżycową, kiedy Chorsiniec wędrował przez Niebo, bo chciał ją przy tym widzieć. Daboga użyczyła więc Swarze swoich kształtów (niektórzy prawią, że ciała). Swarog był przekonany, że jest z Dabogą podczas kiedy kochał się ze Swarą. Czar działał jednak tylko przez noc. Oboje przeżyli tak wielką rozkosz, że zasnęli niebacznie i tak zastał ich dzień. Wtedy Swarog spostrzegł swoją omyłkę i cały podstęp się wydał. Był okrutnie zły na obie boginie, ale Swara została zapłodniona. Na Lęgowisku powiła Dengę, przepiękną świetlistą córkę, delikatną niczym sama Daboga. Swarog zobaczywszy młodą boginię tak wielkiej piękności wybaczył podstęp Swarze, a Denga stała się jego najulubieńszym dzieckiem.

Na początku Denga nie władała maściami, ale podczas Wojny o Krąg wykradła je podstępnie Krasatinie i od tego czasu to ona jest ich panią – Panią Maści, Władczynią Barw Świata. Jej narzędziem są Siedmiobarwne Skuducze, przybór malujący nie tylko dźwiękiem, ale i barwą. Barwy jej Skuduczy malują całą Ziemię. Południowi Słowianie nazywają skuducze multanami. Bogini posiada poza tym siedmiobarwny długi Płaszcz-Wstęgę. Maści owego Płaszcza-Wstęgi odbijają się we wszystkich wodach Ziemi i na Niebie. Denga lubi się pokazywać w towarzystwie Swarożyca i Śląkwy. Szczególnie upodobała sobie Śląkwę, którą uważa za bardzo pokrzywdzoną. W pojedynku z Krasatiną Denga straciła swoje powabne kształty, stała się gruba i wężociała. Tylko w wielkie święta i zbory bogów, na Równi u Ognia Grumadnego, przybiera znowu swoją zgrabną młodzieńczą postać. Dengę nazywają Tuczą, Dugą albo Węsą-Wstęgą19. Pomocnikami Dengi są bogunowie Świetliki. Sama bogini lubi przybierać postać olbrzymiej wężycy i pić wodę z jezior Ziemi; stąd bierze się jeden z jej przydomków, Węsa.

Denga była narzeczoną Perunica, ale na dzień przed weselem porwał ją z niebiosów do Nawi Weles, kradnąc jednocześnie skrzyste niebieskie bydło z welańskich łąk. Wszyscy Runowie rzucili się w pogoń za złodziejem, który umyślił zapełnić Nawie boskim bydłem, a z Dengi uczynić żonę dla Lelija-Smęta. Runowie razem z Wiłami i Ładem dopadli Welesa u progu Nawi Piekło. Część zwierząt miała połamane i powyrywane skrzydła. Te Wiłowie zabrali na Ziemię, gdzie na zawsze zostały. Resztę odbito, pokonawszy Welesa i Welesożary. Łado zwyciężył Welesa w pojedynku, ale nie uczynił mu krzywdy.

Denga ukryła się w głębi Nawi, gdzie spędzała czas z Lelem. Wkrótce zakochała się w Leliju, a potem zaszła w ciążę. Jej brzuch urósł okrutnie. Wydawało się, że będzie pierwszą i jedyną z Młodych Bogiń, która powije potomstwo Młodemu Bogu, a do tego, że będzie to wyjątkowo liczna gromada okazałych dziedziców. Któregoś razu niepomna przestróg Welesa wyszła na Niebo, by się spotkać, jak to zwykle dawniej czyniła, z Pogodą-Wiodrą i Śląkwą-Dżdżą. Wtedy dopadł ją Perunic i straszliwie pobił. Przez te cięgi Denga poroniła niedojrzały płód i na świat przyszło siedem córek – Siedem Ślepych (Ciemnych) Barw. Denga nie została w Podziemiach, ale od tamtej pory często bywa u Lelija i swych mieszkających w Nawiach ślepych córek. Zstępuje do nich z niebiosów po swym siedmiobarwnym płaszczu. Siedem cór Dengi bywa także często w gościnie u Wodo-Wełma, w jego pałacu na dnie mórz.

Denga związała się później z Plonem, którego mocno wspomaga w jego obowiązkach tłoczenia wód w chmury. Z nim miała siedem innych córek – Siedem Wstęg Światła. Z tego powodu mówi się na Równi, że wcale przez Perunica nie poroniła boskiego potomstwa, a jej córki z Lelem (tak samo wężowe jak te spłodzone z Płonem) miały się narodzić dokładnie takie, jakie są.

Podobno, aby ułagodzić rozeźlonego Perunica, Swarog wspólnie z Dażbogiem i Bożycem uradzili w tajemnicy, by mu oddać zamiast Dengi Zorzę. W końcu i Zorza uciekła od niego, a on został z Rudzią. Podobno miał też jakowąś miłostkę z Watrą.

Jerzy Przybył – Watra-Skrza

Córka Swary i Simowie, czyli jeszcze o Watrze

Jak wiadomo, istnieją dwa różne podania o poczęciu Watry. Obydwa podaje Taja Czwarta. Według jednego z nich, zrozpaczona zalaniem swej doliny przez Wodów Siemia poszła do Swarogów po pomoc. Swara zaś uderzywszy po trzykroć olbrzymim krzemieniem w pierś Sima, wykrzesała zeń iskrę i tak zrodziła się Watra, nosząca także przydomki Warty, Wierty i Skrzy20. Według drugiego podania, Siemia przywołała Swaroga, a ten wbił się w jej brzuch dębowym członem i tarł. Tym sposobem od tarcia w trzewiach Siemi zrodziła się Watra-Wierta, Skra – Pani Ognia Podziemnego i Ziemskiego (Ognia Krzesanego), Pani Ogniska i Płomienia, Władczyni Ciepła. Watra przyszła na świat wypuszczona z brzucha Siemi cięciem Peruna, razem z Wodami. Nie do końca wiadomo więc, jak było naprawdę, ale jest jasne, że Watra jest dzieckiem Żgwiów i Simów. Narzędziem Watry stało się Wiertło Ogniowe, które od jednego pokręcenia sypie gorące iskry. Jej pomocnikami są bogunowie nazywani Żarami.

Jak powszechnie wiadomo, Watra była potem żoną Bodnyjaka, kochanką Perunica i Księżyca-Chorsińca. Stała się także Dawczynią Ognia, boginią darującą ludziom niebiański ogień, czyli Matką Ognia Ziemskiego.

Załabianie, Czesi i Słowacy uważają, że to nie sama Watra oślepiła Badnjaka-Bezdnica. Według nich spaliła ona twarz boga, ale nie pozbawiła go wzroku. Jej płomień oślepił go na chwilę, a ową chwilę wykorzystała Plątwa-Prechta i wyłupiła mu oczy.

 Zdzisław Beksiński – Sim i Skalnik

Skalnik Matki Ziemi i Sima

Skalnik jest synem Sima i Siemi, czyli Matki Ziemi. Widać to dokładnie po jego przyrodzonych cechach i całej ociężałej posturze. Zrodził się tym sposobem, że któregoś razu Sim, poczuwszy przypływ wielkiego uczucia do Siemi, ścisnął ją tak mocno, że od owego uścisku trzysnął z niej na świat twardy Skoł.

Podobnie jak Sim, Skoł jest niechętnym ludziom samotnikiem. Jego ciężar sprawiał zawsze, że czuł się niezręcznie, stąpając po powierzchni, czy to Ziemi, czy Weli. Nigdy nie wzbijał się na niebo, a w końcu zszedł w Podziemia i tam pozostał, obrawszy je sobie za królestwo. Nie chodzi tutaj o Zaświaty, lecz podziemny świat skarbów i dziwów, inogów, które nigdy nie oglądały Swarożyca ni Dabogi. Spośród bogów Skalnik najwięcej przebywa z Zorzą, którą więzi z klątwy Perunica i wyroku Peruna. Z Boga Podziemnego stał się też Bogiem Ciemności, jednym z Dziewięciu Bogów Ćmicy i jednym z Trzynastu Władców Ciemnych Sił. Stało się to w czasie Wojny o Krąg, kiedy udostępnił swoje jamy i jaskinie, pieczary i rozliczne podziemne komory jako kryjówkę dla zastępów Zduszów, a także wyposażył ich w część broni – kamienne maczugi, nasieki, pały, groty strzał i kamienne topory. Potem, gdy Bóg Bogów chciał ukarać winnych, Skalnik ukrył ich u siebie stając się jednym z Dziewięciu Przeklętych.

Niechęć Skalnika do ludzi nie jest tak wielka, jak wrogość, jaką nosi w sobie Sim czy jego brat Ziemiennik, którzy nigdy niczego ludziom nie dali. Skalnik darował nielicznym wybrańcom skarby podziemnego świata, takie jak sól, żelazo, srebro czy złoto. Największe skarby, jakie od niego pochodzą, to Czarny Kamień (węgiel), Biały Kamień (sól), Zimny Kamień (krzemień), Czerwony-Gorejący Kamień (ruda), Drogi Kamień (diament), Srebrny i Złoty Kamień oraz liczne inne pożytki. Złoty Kamień powstał z ciała Złotysza, które Swara zakopała na brzegu Jeziora Pełni, a Skalnik na zawsze uwięził w podziemnych skałach. Podobnie stało się z ciałem syna Makosza, Srebrza.

Wybrańcy, dla których owe skarby kamienne stały się dostępne, to ludzie wtajemniczeni, wybadani przez samego Skola, odważni do granic możliwości i potrafiący milczeć aż po grób. Rozpowiadanie o skarbach Czarnego Świata rychło ściąga na każdego wielką karę.

Skalnika nazywa się Panem Grot i Jaskiń, Panem Jam i Pieczar, Władcą Podziemi. Jego atrybutami są dwie bryły, Złoty Kamień i Biały Kamień. Nosi przydomki Skoł, Kład i Jameń21. Pomocnikami Skalnika są Skarbki, mienione również Skarbnikami.

Joe A. MacGown – Echinider Matter

Ziemiennik – syn Sima i Plątwy

Ziemiennik jest synem Sima i Plątwy. Nazywają go panem Pustek i Nieużytków, Panem Kopców, Władcą Pustyni, Carem Stepu oraz Władcą Isepów. Jego atrybutem jest Kamienne Berło, czyli Bryłobyrło. Ziemiennik jest czczony także pod imionami Ziemiennika-Zimnika, Ziemiennika-Ispoła oraz Ziemiennika-Kukiera (Kukra-Kukrzyska22). Jego pomocnicami, a właściwie strażniczkami granic, są Brzeginie.

Wszystko, czego Ziemiennik dotknie swym Bryłobyrłem, zamienia się w skałę lub rozsypuje w pył. Jest bogiem szczegółnie nieprzychylnym ludziom, ospałym i nieruchawym, zimnym. Plątwa, kiedy była piękna, nie szanowała się wcale i z lubością próbowała wszystkiego, co dziwne. Była po prostu wielce próżna. To ją właśnie skłoniło ku Simowi, ale Sim nie zwykł nigdy niczego po próżnicy mówić, a tym bardziej robić. Tak więc ani się Plątwa obejrzała, jak była pełna Simowego nasienia. Nosiła to nasienie w sobie bardzo długo. Wszystko, co Sim robi, czyni powoli; powoli, ale pewnie. Tak więc i jego nasienie wolno kiełkuje, lecz kiedy wzeszło, z brzucha Plątwy dobył się na świat od razu gotowy olbrzym. Matka Ziemia zła była na swego męża, że się zadał z takim ladaco, jak Plątwa. Żeby ją przebłagać, Sim zbudował jej wspaniały zamek wysoko w górach. Tam zamieszkała na szczycie okrytym bujnie zielonym runem, a jej ożywcze strumienie spłynęły po zboczach we wszystkie doliny Ziemi.

Istowie zwą owego boga-olbrzyma Ziemnieksem, a główne uroczysko poświęcone jego czci znajduje się na Wyspie Ozylii.

Jerzy Przybył – Licho

Wspólne dziecko Plątwy i Przepląta zwane Licho

W czasie Bitwy o Welę między Mogtami, przyszła chwila, kiedy Welesowie z Morami zdobyli tak wielką przewagę w walce o Krainę Zmarłych, że się zdawało, iż całkiem zwyciężą. W zamiarze Boga Bogów ta część Buły-Byty, z której powstała Wela, nie miała być zamieszkana wyłącznie przez zmarłych. Stąd oboje Plątowie mogli się włączyć w ową walkę i uczynić to z pożytkiem dla ładności wszego świata. Przepląt ze swoją żoną-siostrą Plątwą poczęli córkę, Licho. Niektórzy żercy prawią, że nie wiadomo, czy była to córka, czy syn, i Licho nie ma, według nich, w ogóle płci. Jest prawdą, że nikt nie słyszał o jej żadnych dzieciach, poza Liszkami (Lichoradkami), które jednak powstały po prostu z pocięcia ciała potwora, a nie z ciała bogini. Poza tym utrzymują, że zawsze pozostawała niewidzialna. Wołchwowie ze wschodnich kapiszt Licho-Liszy powiadają jednak, że jest ona jednooką, wychudzoną brzydulą. Istnieje również pogląd kudiesników z Semycza, że Licho ma troje oczu. Różnorodność wieści o wyglądzie owej bogini świadczy raczej, że nikt jej nigdy nie widział, jest więc najpewniej niewidzialna.

W każdym razie, kiedy się narodziła, nad całą Welą zaległ nieprzebyty opar-mgła, ćmica plątowa – to właśnie była Licho. To pierwsze dziecko Plątów od samego początku było łapczywe. Poczęło grasować po Niebiosach i wciągać do swej nory to i owo, odbierając Żywiołom i Mocarzom spokój. Powstał na Weli wielki zamęt. Ginęły rzeczy, a nawet całe połacie ziemic. Welesowie zaczęli oskarżać o kradzież Morów, a ci ostatni o to samo Welesów. Przez zamieszanie Welesowie pokłócili się z Morami i zupełna władza nad całą Welą wymknęła się im z rąk.

Licho ma przydomki Lisza, Pastwa-Pacwa i Chowaniec-Tszcza23. Nosi tytuły Pani Nieznanego, Władczyni Niczego oraz Wielkiego Porywacza. Posługuje się Miotłą-Wymiotłą, a jej atrybutami są także Kłódka i Klucz. Jej pomocnice to boginki zwane Liszkami.

Bogini ta jest jedną z Dziewięciu Władców Ciemnych Sił, czyli Dziewięciu Przeklętych Bogów.


Jak Lesza-Borana powiła Wilca i pozostałych trzech dorodnych synów

Lesza-Borana jest płodną boginią i dała światu czterech dorodnych synów. Trzech porodziła, kiedy toczyła się Bitwa o Ziemię, a jednego w Bitwie o Welę. Na samym początku powiła Wilca, który zszedł w wody i zazielenił dna rzek oraz mórz. Wilec był synem Przepląta, stąd jego pomieszane przyrodzenie, które plącze w sobie nie tylko Żywioły, ale i miesza żywioł z mocą. Wilec nosi tytuły Pana Ostępów i Trzęsawisk oraz Władcy Leśnej Gadziny (Króla-Cara Wężów). Jego berłem jest Potrójna Złota Łochynia. Jest czczony pod przydomkami Wilec-Owilec, Wilec-Debrz i Wilec-Kurpcz24. Jego pomocnikami są bogunowie zwani Wilcami-Sjenami.

Jego dwaj pozostali leśni bracia pochodzą od Borowiła. Aż dziw bierze, że Borana, która zawsze miała wielu zalotników, jest wierna Borowiłowi, który wszak nie potrafił obronić przed zakusami innych bogów całości posiadanego przez Wiłów władztwa. Wiłowie bardzo wiele stracili, a posiadali na początku prawie wszystko, co stanowiło o życiu.

Według żerców Peruna z Kijowa, stało się tak dlatego, że Wiłowie nie chcieli się niczym z nikim dzielić.

Czarownicy uroczyska Wiłów ze Świętoboru odpowiadają, że Wodowie mieli więcej niż Wiłowie, a jeszcze do tego ukradli im Ryby, zaś Perun nigdy się z nikim nie dzielił swoją Srebrną Błyskawicą.

Burtnicy i ligasze znad Wilii twierdzą, że stało się to, ponieważ Wiłowie byli przeciwnikami ulubieńców Matki Ziemi – ludzi. Nie chcieli ludzi wspomagać i byli wrodzy wobec każdego, kto naruszał ich władztwo.

Cudownicy i cudawowie z kapłańskiej gromady czudesów25, którzy wędrują po Ziemi od kątyny do kątyny i przenoszą się stale między różnymi kościołami i świątyniami, czcząc Prowego oraz Czstnotę, prawią, że Wiłowie dali ludziom więcej niż ktokolwiek inny. Tylko dzięki nim ludzie mogli przeżyć po strąceniu z Weli. Mówią oni, że w Judziach Wiłowie upatrzyli sobie obrońców swoich Niw, że któregoś dnia ludzie staną przy nich na powrót, przypomniawszy sobie korzenie własnego bytu. Jeśli zaś tego nie uczynią, przepadną z całym swoim światem, bo bór jest wieczny i nieskończony, a odrodzi się choćby z jednego, ostatniego ziarnka, ludzie zaś są skończeni i śmiertelni, i nigdy nie będą mogli żyć bez boru.

Dwaj synowie Borowiła z Boraną-Leszą narodzili się po to, by pomóc rodzicom zarządzać olbrzymim karmicielskim władztwem, które obejmowało prawie wszystkie lądy Ziemi, a także połowę niw oraz dużą część welańskich nawi. Tych dwóch synów nazywają Borutą i Rokitą. Pierwszy jest Panem Boru i Władcą Małego Zwierza, Strażnikiem Czystości Boru i Panem Ziół, drugi zaś jest Panem Gajów i Polan, Władcą Owadów (Królem-Carem Pszczół).

Boruta ma berło Trój świerkowe, zwieńczone Złotymi Szyszkami. Nosi przydomki Leszego, Kusego i BorutryBeruta26.

Rokita ma berło Trójdzwonkowe ze Złotej Konwalii. Nosi zaś przydomki Bugaj, Bubacz i Świepiot27. Pomocnikami Boruty są boginki zwane Leśnicami, Rokitę zaś wspomagają Bugaje-Szyszymory.

Dzika, zielonowłosa Borana o pełnych kształtach przyciągała oko niejednego boga. Czwarty jej syn miał za ojca Makosza-Dodola, który go z nią począł pod osłoną najgłębszej kniei, strzegąc się wzroku swojej żony. Borana nie opierała się mu zbyt mocno. Tej dzikość na chwilę wzięła górę nad rozsądkiem i pociągnęła boginię ku milczącemu, strzegącemu tajemnicy wyroków Makoszowi. Syn z owego związku zwany jest Widem, a czczą go pod przydomkami Wida-Makowica, Wija-Wicia i Wida-Widara28. Opuścił las zaraz po urodzeniu i zamieszkał osobny welański szczyt, blisko Niwy Źrzebów, a potem zszedł w ową niwę przychylnie przyjęty przez Mokoszę. Nosi tytuły Pana Nieci, Pana Wyplotu, Pana Wijącego Nieci Żywota. Jego narzędziem są Rozwidły – widły, którymi rozdziela poszczególne nieci. Rozwidły mają trzy zęby: pierwszy czesze ku przeszłości, środkowy ku teraźniejszości, a trzeci w przyszłość. Ma też Wid do pomocy małe Pięciopalczaste Pazurki – Zgrzebło, i bogunki zwane Wieszczycami.

Wid-Wij jest bogiem milczącym, o olbrzymich, jaskrawych, przejrzystych oczach. Oczy owe przysłaniają pokryte łuskami powieki, tak ciężkie, że czwóroczne Wieszczyce (lub Odmienice, boginki stworzyce wspomagające również Wida), muszą je dźwigać Rozwidłami albo podpierać Zgrzebłem, by się na powrót nie przymknęły. Nikt nie może spojrzeć Widowi prosto w oczy. Jego proste wejrzenie zabija każdego, mówią, że nawet nieśmiertelnych. Odmienice codziennie rozczesują mu też rzęsy. Wid-Makowic, podobnie jak Makosz, wie wszystko o przyszłości świata, lecz obaj milczą związani przysięgą złożoną przed Swątem po Wojnie o Krąg. Wid-Wij jest tym bogiem, który jako jeden z nielicznych ocaleje, gdy nastanie Koniec Świata. On powiedzie do Nowego Świata Łódź Osta ze wszystkimi tymi, którzy się znajdą na pokładzie. Wtedy właśnie, na Końcu Świata, przed ostatnią (ostateczną) Bramą Bram wiodącą w Nicę, siedząc na dziobie łodzi, Wid wypowie jedyne słowo, słowo-klucz, które otworzy przed uciekinierami Nowy Świat29.

Weles jest jego bliskim kompanem. Niektórzy mówią nawet, że ci dwaj bogowie związali się pobratymstwem (że składali sobie przysięgę krwi).

Wilec, Rokita i Boruta wystąpili wspólnie przeciw bogom i ludziom, nie chcąc się dzielić leśną zwierzyną30. W następstwie tego najwięcej stracił Boruta (władztwo nad ptakami), także Wilec utracił wiele. Kiedy przegrał zakład o zagadkę z zerywańskim wojem Ciszem, musiał oddać całą gadzinę. Potem za sprawą Plątwy rozpełzła się ona po łąkach, ale dopiero kiedy Wilec oddał Wodnikowi i Wodowi władanie rybami (otrzymanymi w darze od matki), odzyskał w części swoje „gadzie królestwo”.

Rokita stoczył ciężki bój z Obiłą o władanie owadami31, a zwłaszcza pszczołami, które dostał od Bożeboga-Boda. Rokita użyczył Bożebogowi pnia leśnej wierzby, gdy ten nie wiedział, gdzie się pozbyć ropy i robactwa z rany na czole. Wierzbowy wywar wygoił mu ranę, a w dziupli wylęgły się wtedy pszczoły. Kiedy Obiła zobaczyła, jak są pożyteczne, chciała je odebrać Rokicie. Twierdziła, że należą się Simom, bo urodziły się w wierzbie, Drzewie Simów, a także od uderzenia osełką Sima w czoło Bożeboga. Rokicie udało się je obronić.

Od czasu walki z potworem, który go przetrącił, Boruta kuleje na jedną nogę i niechętnie o własnych siłach porusza się po swoich włościach. Najczęściej korzysta z zaprzęgu dwóch czarnych koni albo niedźwiedzi lub jeździ wozem. Jego główne uroczysko, podziemny leśny zamek i bugryszcze, mieściło się w środkowej Wielkopolsce pod Łęczycą, gdzie odbierał szczególną cześć. Także w Gnieźnie (Gniezdnie) znajdowała się jego chromina.

Największą czcią Rokita cieszył się w Wiślanii, a Wilec wśród Połekszów zarówno na Polesiu, Pałukach jak i w Połekszji Jadźwińskiej.

Sylvan Glade – magiczny bór

Dyj-Poświściel – drugie wspólne dziecko Plątwy i Przepląta albo syn Swistów

O Dyju-Poświścielu mówi się, że nie całkiem jest synem Stryi, bo dwóch poprzednich, jakich dała Strzybogowi, to słabeusze. Dyja-Bełta miała wydać na świat Plątwa zapłodniona potajemnie przez Strzyboga. Inni znów prawią, że to Przepląt tchnął swoją zawikłaną moc w trzewia Stryi i dlatego Bełt wywiłty z jej ciała jest taki pokrętny i zły.

Wszystko to jest możliwe, bo Dyja nie widzą mile we dworze Świstów, a Dyj często bywa u Plątów, gdzie kuma się z Mądem i Lichem. Nie przynależy jednak do tynu Przeplątowego. W ogóle Dyj wszędzie jest bardzo niechętnie widziany, a to z powodu swojej nieopanowanej gwałtowności i wiecznej chęci do bójki.

Niektórzy prawią, że Dyj jest synem Przepląta i Plątwy, ale wtedy nie byłoby powodów otaczać jego poczęcia taką tajemnicą, jak to się czyni, i przynależałby do ich tynu. Są wreszcie i tacy, co wywodzą go od Dażboga i Stryi. Powszechna niechęć otacza osobę tego gwałtownika, a mgła tajemnicy spowija jego poczęcie. Dyj był jedynym, który po Wojnie o Taje zasiadał z Plątami przy jednym stole, a stracili oni wtedy prawie cały dobytek i stali się tułaczami ukrywającymi się w Jaskiniach Skalnika. Dyj jest jednym z Ciemnych Bogów – Władców Ciemnych Sił. Wyrządza ludziom straszliwe szkody. Był ojcem lubieżnej Czarnodyi, która spowodowała Bunt Czterech Zniczów, wielki zamęt między bogami i wyniszczającą wojnę dwóch królestw w Wiślanii. Dyj razem z Nyją doprowadził do śmierci zarozumiałego syna Makosza, Srebrza, który chełpił się, że jest najszybszy na świecie, czym potwornie rozjuszył Strzyboga. Ciągłe niszczycielstwo Dyja doprowadziło do tego, że któregoś razu Perun kazał mu wybudować pałac dla zwykłego chłopa, któremu Dyj zniszczył domostwo i porwał ostatnią krowę. Chłop ten został w następstwie tego wodzem i królem. Działo się to w ziemicy Gątów, a owym królem był Buj (Boj), okrutny władca unicestwiony następnie przez bogów.

Dyj nosi przydomki Poświściel, Pyjda i Duj-Bełt32, Jest Panem Zawieruchy, Władcą Dujawic. Kiedy rozcapierza prawą dłoń w szpon, a lewą zaciska w pięść, zrywa się najsilniejszy i najbardziej niszczycielski wicher, przylatujący zwykle ze wschodu. Takie są jego narzędzia – Szpon i Pięść. Pomocnicy Dyja to Dyjaboły, zwane też Dyjawołchami łub Błudami.

[foto : Stella VM]

O Młodych Świstach

Jak prawi Taja Szósta, między Białobogą a Czarnogłowem „…stało się trzecie zbliżenie, od którego zaduł Wicher, a cała Wela napełniła się Powietrzem – tak narodzili się Strzybóg i Stryja”,

Strzybóg i Stryja „…zaraz objęli się i skłębili, a z tych kłębów przyszli na świat Pogwizd, Poświst i Dyj-Bełt, zwany Poświścielem. Wszyscy oni popędzili na Niebo duć w gwiazdy zimne i gorące”,

Wejunasowie kapiszt Strzyboga ze Wschodu i Zachodu powiadają, że Dyj-Bełt przyszedł na świat inaczej. Przepląt przybrał kształt powoju i oplótł Stryję podczas snu – tym sposobem ją zapłodnił. Powiła ona Dyja niespodziewanie dla samej siebie jako trzeciego syna, razem z Pogwizdem i Poświstem.

Gdy idzie o Pogwizda, został od razu oddany do wykarmienia Pogodzie, bo trzech synów naraz Stryja nie była w stanie wyżywić własną piersią, Jest prawdą, że Pogwizd i Poświst nie są wielkimi mocarzami. Zwłaszcza Pogwizd jest lekki jak piórko i taką samą ma wolę; chwiejną, lekką, niestałą. Mówią, że to przez mleko Pogody, tak samo jak było u Łyska Perperuny. Pogwizd jest Panem Łagodnych Powiewów, Władcą Wietrzyków i Bryzy. Wznieca poruszenia powietrza, gdy układa dłonie w ten sposób, że prawa dłoń ma (poczynając od wyprostowanego kciuka) każdy następny palec mocniej zagięty do wnętrza, a lewa dłoń, każdy kolejny palec bardziej wygięty na zewnątrz. Nosi przydomki: Gonedrakta-Godeharta, Wiszenia-Wiejuna i Szelesta33, a jego pomocnikami są Chały. Poświst nosi przydomki Pochwista-Świstuna, Szołma-Hała (Hołma) i Henniła (Hojny, Goniła) – Hejnawa (Hajnała)34. Jest Władcą Trąb, Panem Wirów i Panem Stałych Wiatrów. Wzbudza owe rodzaje wiatru układając dłonie w ten sposób, że wyciąga ku niebu palec wskazujący zawiniętej prawej dłoni, a ku ziemi kieruje palec wskazujący lewej dłoni. Wspomagają go bogunowie zwani Wirami lub Trąbami.

[foto : Stella VM]

Obiła Stryi, Siemi, Spora i Woda

Kiedy Spor przyszedł z wizytą do Siemi w jej Mokrzą Dolinę, dostał w poczęstunku słodkie, gorące owoce, które Siem dobyła spod swych licznych sukien. Kiedy Spor już zjadł, Siem skrzętnie zebrała pozostałe ogryzki, ale dwie pestki wypadły i zaplątały się w trawie. Spor ukrył je między palcami prawej ręki i tym sposobem wyniósł z Mokrzej Doliny. Kiedy szedł, przez cały czas ogrzewał ziarna swoim zapładniającym oddechem. Ziarna napuchły i rozrosły się tak, że ledwo mieściły się w jego ręku. Kiedy Spor już się zbliżał do Trzygławia, spotkał Wodo-Wełma. Ten poprosił, żeby mu pokazał, co tam tak ściska w pięściach. Spor rozchylił prawą dłoń, a wtedy Wodo zalał słoną, zimną wodą z Przedmorza spoczywający tam zalążek. Z tego właśnie obficie skropionego przez Wodo-Wełma ziarna Matki Ziemi (Siemi) urodziła się Obiła, zwana także Obwiłą.

Według innych, przez całą drogę cenne ziarna trzymane w ręku Spora ogrzewała swym tchem Stryja, posuwająca się u jego boku. Z tego powodu również ona jest jedną z czwórki rodziców Obiły. Obiła ma przydomki: Obłoca-Obła, Obwiła-Obwleka i Oblęga-Obleża35. Obiła jest Panią Gleby, Panią Gliny i Karmicielką Żywego, bywa też nazywana Panią Bagienną (Bagrową). Niekiedy spotyka się inny jej przydomek – Kalia, czyli Pani Kalająca. Jej narzędziem jest Samokopiąca Kopaczka. Największą cześć oddawano bogini w Obli i Hobolinie.

Obiła dała Borowiłom własne kłaki i kłącza, a także ukopała gliny, z której bogowie Boru uwili większość drzew, roślin i zwierząt. Rośliny powstały także z jej pociętego Sznura-Oczkura, który był zaczarowany. Tym sposobem jego czarowna moc wlała się w rośliny Ziemi. Wiele roślin, a niektórzy twierdzą, że prawie wszystkie, powstać miało jednak, tak jak ludzie, z uprawy Wiechcia na Równi.

Obiła była jedną z Czterech Matek Zbóż, czyli bogiń, które zrzuciły ludziom z nieba po ziarnie pszenicy, owsa, jęczmienia i prosa, zamknąwszy je w łupinach czterech żołędzi. Pozostałe trzy Matki Zbóż to Ruda-Ródź, Rada-Zboża i Księża-Chorsina. Według żerców Obiły z Obli, to ona (a nie Borowiłowie) spowodowała, że ludzie po strąceniu w Kolibę w ogóle mogli przeżyć. Ona zdradziła ludziom tajemnicę hodowli pszczół w świepiotach, tajemnicę warzenia miodu i piwa, zdradziła im, jak stawiać wnyki na dziką zwierzynę: kuny, zające i wiewiórki, a też jak się posługiwać drewnem i które leśne jagody spożywać bez obaw. Pozwoliła im zjadać mięso leśnych zwierząt, okrywać się podczas chłodu ich futrem, uprawiać rośliny. Tylko dzięki temu nie pomarli z głodu.

Żercy Obiły z Hobolina zwą ją Dawczynią Białej, Czerwonej i Niebieskiej Gliny oraz Dawczynią Żółtej, Czarnej i Zielonej Szczeciny, Panią Bagienną. Jej ojcem był według nich Spor, który zapłodnił Siemię swoim oddechem. Borowił musiał Obiłę wyciągać oczkurem z brzucha Siemi, bo nie chciała za nic wyjść. Wąda musiała zezwolić Siemi na poród w swych wodach, jako że Obiła tak była olbrzymia, iż inaczej rozerwałaby Siemię na strzępy. Czczą ją szczególnie Obłowie i Obrowie mieszkający nad rzeką Obrą, w swoich grodach Obli i Bonikowie. Wszyscy oni są potomkami bogini i króla Bardza, wywodzącymi się wprost od Olbrzymów – synów Obiły i Bardza36.

Obiła jest boginią o mlecznobiałej skórze, obfitych ( obłych) kształtach, bardzo łagodną i przychylną ludziom. Jako że narodziła się nie mając nic własnego, od samego początku walczyła o swoją Niwę z Ziemiennikiem, Simem i z Wądą, wydzierając każdemu z nich po kawałeczku. Kruszyła skały na drobne kamyczki i zamulała przybrzeżne wody, zamieniając je w bagry i drahwy. Owe bagry, drahwy, bielawy, bagna, moczary, lgny i glinianki pozostają od tamtego czasu w jej władaniu. Pomocnikami Obiły są bogunowie Obiłuchy, z których najbardziej znani są trzej – Kłoczan, Lędowan i Pilewica, jako że brali udział w napadzie na Rokitę, kiedy Obiła chciała zostać także Królową Pszczół.

 

Rada-Zboża

Rada-Zboża zwie się tak, bo „zboża” znaczy dokładnie to samo co „sporza” – córka Spora. Zboże to karmicielski spór: owoc-przetrwalnik i ziarno-zalęg (spór wcielony w byt roślinny). Mlecz byka, kurze jajo czy rybia ikra są wcielonym sporem zwierzęcym. Rada-Zboża jest jedną z Czterech Matek-Dawczyń Zbóż, jedną z tych, które podarowały je ludziom zrzucając je z Nieba. Kiedyś Spor przydybał Bożeboga, jak w zakątku Niwy Rodów obłapiał Rodżanę. Nie okazał kochankom, że ich widzi, lecz przytaił się w zaroślach. Ale krążące nad boską parą inogi wypatrzyły go i wszczęły wielki krzyk, miały bowiem tych dwoje ostrzec przed wścibskimi. Na żądanie Bożeboga zawstydzony Spor wyszedł na polanę, ale zamiast spodziewanego pojedynku skończyło się na zaproszeniu przez Rodżanę do wspólnej zabawy. Rodżana chciała być dotykana łagodnymi dłońmi Bożeboga i całowana oraz pieszczona czułym oddechem Spora. Od owego oddechu i pocałunków Spora bogini zaszła w ciążę. Jeszcze tego samego wieczora powiła piękną Radę. Spor zabrał dziecko ze sobą. Jego żona-siostra Śrecza ledwo co wydała na świat Wołosa – syna Rgła-Owsienia (Rogła), mogła więc wykarmić i jego córkę. Tym sposobem młoda Rada weszła do tynu Sporów, stając się Radą-Zbożą.

Drzewidowie Spora znad Łaby mówią, że prawdziwym ojcem Rady-Zboży był Bożebóg. Według nich, Rodżana urodziła swą córkę tego samego dnia, a Spor tylko owionął swoim oddechem dziecko i sprawił, że Rada-Zboża stała się najszczęśliwszą i najpromienniejszą ze wszystkich bogiń. Otaczał ją niezmiennie wielkim uczuciem i dostarczał wszystkiego, co tylko przyszło jej na myśl. Bogini z tego powodu nieco się rozkaprysiła, ale będąc stale radosną, stała się Panią Radości dla wszystkich.

Rada-Zboża została Panią Zaczynu, Panią Wzrostu, Panią Bezliku, Władczynią Zasiewów i Urodzaju, Opiekunką Czisła (Kalendarza – Koło Darza). Jej atrybutami są Rozsiewające Bukiety. Pierwszy z nich to Bukiet (Zbóż) Siejący Sytość, drugi -Bukiet (Kwiatów) Siejący Radość. Nosi ona przydomki: Zboża, Czisła-Czisłoboga i Krza37.

Rada-Zboża jest rada wszystkim bogom i ludziom, wszemu, co żywe. Jednakże jest wyjątek od tej reguły. Bogini nie znosi tych wszystkich, którzy niszczą życie, krzywdzą i niewolą innych. Dlatego jej wrogami są Runowie. Cały ten ród uważa za wredny, czyli wrogi, ale najbardziej Perunica, za to jak postąpił z Zorzą i Mokoszą, Perperunę z powodu jej zachłanności (kradzieży sukien Śląkwy i makówek z Niwy Zrzebów), a także Ciosnę – za zniewolenie Roszy. Mniejszym mirem darzy również Morów i Welesów, ale i wśród nich ma przyjaciół, na przykład Lela, Polela-Sowija, Chorzycę czy Marzannę. Nawet Nyja może liczyć na pocieszenie Rady. Z powodu szczodrości jest nazywana Dawczynią Pocieszenia, Panią pocieszającą. To ona ukoiła ból Roszy, której kochankiem był piękny zerywański woj Cisz, pierwszy z wytędzów. Stąd bierze się znaczenie słowa „pocieszyć”. Rada przyszła ona do Roszy, gdy ta straciła Cisza, i ukoiła ją w rozpaczy zdającej się prowadzić do unicestwienia. Rada-Zboża razem z Dziwieniem założyła na Rudym Bagrze uprawę z drzazg Drzewa Drzew. Wyrośli z owych drzazg Stwołowie-Stwolinowie – olbrzymi, którzy stanęli w Wojnie o Taje po stronie Małobogów i zawsze już potem stali przy nich murem. Stwołowie byli olbrzymami z kozimi nogami i ciałem okrytym sierścią. Wszyscy Stwołowie jako śmiertelnicy zostali wybici w różnych bojach i potyczkach. Stało się tak, gdyż wąż Mora ukąsił Radę, Rada zasnęła pilnując uprawy, a wtedy Mor podlał wzrastające zarodki czarną wodą. Od Stwolinów wywodzą się plemiona Społów, Spalów i Ispolinów. Pomocnicami Rady-Zboży są boginki Radunice. Święto Rady-Zboży jest obchodzone na wiosnę razem z Dziadami Wiosennymi i nazywane Radunicą.

 

Inne dziecko Bożeboga – Boda

Boda jest ulubienicą swoich rodzicieli Bożeboga i Uboży-Domachy, ich jedynym wspólnym dziecięciem, czyli boginią Czystej Krwi. Jest to bogini narowista, gwałtowna i zmienna. Jej atrybutami są Bidło-Klepadło, Kubeł-Beczuła i Bicz-Chwost (Krowi), którym bogini posługuje się niczym orężem, a także wspomaga się w swojej pasterskiej robocie. Bodę tytułują Panią Komory i Spichrza oraz Wielką Pasterką Niebieską. Czczą ją w różnych stronach i wszech słowiańskich ziemicach pod mianami Swątbody (Świebody-Swobody), Budry-Bodry i Bodzicy-Bodziany38. Bodę czczą szczególnie Wiślanie-Świnowie. W ich ziemicy w Łysogórach, opodal bugryszcza Łysiec poŚwięconego Lelijowi, Ładowi i Łyskowi, znajduje się bugryszcze Łysa Góra będące uroczyskiem Body i Swątlnicy. Na Łysej Górze zbudowano zarówno święty krąg, jak i kącinę poświęconą Bogu Bogów, Swątlnicy i Bodzie. Drugim wielkim ośrodkiem czci bogini Body jest ziemica Durzyców, Milingów i Botów Załabskich nad rzeką Bodą. Uroczysko zwane Białym Kamieniem w Górach Simajest poŚwięcone zarówno Białobodze, jak i Swątlnicy, Bodowi i Bodzie. Wielką cześć bogini Body przenieśli tutaj Obodryci. Duża liczba Świnów osiadła między Obodrytami na wyspie Wolin i Uznam, a następnie przeszła także nad rzekę Bodę. Obodryci nieśli wielką wiarę w boginię Bodę wszędzie, gdzie docierali i osiadali. Sięgnęła ona więc Jeziora Bodeńskiego w Alpach na Zachodzie, jak i Bałkanów na południu Słowiańszczyzny, gdzie osiadło kilka małych plemion wielkiego plemienia Obodrzyców39. Boda ma czarne grube włosy, długie aż za pośladki, skórę białą, jak z kredy i rogi. Niektóre świątynie twierdzą, że Chwost-Ogon (Krowi) nie jest atrybutem Body, trzymanym przez nią w ręku, lecz że jej wyrasta spomiędzy pośladków, tworząc bujną grzywę wespół ze spadającymi po plecach włosami. Tym Chwostem bogini broni Bożej Krówki, którą zimą, zaraz po jej narodzeniu, pasie po Niebieskich Ługach. Jedni mówią, że ma dwa proste rogi, ostre jak sztylety, drudzy zaś, że tylko jeden róg, pośrodku czoła. Tym rogiem bodzie wrogów Bodry (Biedronki – Świeżego Światła, Jasnej Duszy Swątlnicy). Pasterzem Ciemnej Bożej Krówki jest Bodnyjak, a czasem też Zmora. Stąd bliski związek Bodnyjaka i Body. Bodnyjak ściga się czasami z Bodą w pobliżu Kresołu. Boda dawniej lubiła dosiadać Srebrza. W Górach Boceńskich pozostały liczne ślady kopyt Srebrz a odciśniętych na skałach. Miejscowi żercy nazywają je roztropami i powiadają, że pozostały od czasu zalotów ślepego Bodnyjaka do Body. Inni twierdzą, że tym zalotnikiem był Bodo-Bożebóg, ojciec Body i Bodnyjaka. Podobno tych dwoje, ojciec i córka, są kochankami, ale kryją się ze swymi igrami nawet przed Panami Weli, nurkując na samo dno głębi, zwanej Kresem Sołu. Inni znów prawią, że miejsce owo ma wyłączny związek ze Swątlnicą, tu narodzoną i tu pogrzebaną w głębinie.

Boda po przyjściu na świat Bożej Krówki, na koniec Dzikich Łowów, ściera się ze wszystkimi bogami w wielkich zapasach. Po jej stronie staje Bodo-Bożebóg i razem odpierają każdego boga z osobna i wszech pospołu. Obroniwszy ostatecznie Bożą Krówkę, Boda staje się jej Pasterką. Zapasy kończą Dzikie Łowy. Bogini bierze Bodre Światło na Niebieskie Łąki i tam pasie Bożą Krówkę, aż ta nie urośnie i nie przerodzi się w Białego Orła. Będąc Białym Orłem, wzlatuje ku Weli. Nie potrzebuje już wtedy pomocy. Rozrasta się, karmiąc welańskimi pożytkami i przeradza w Białoskrzystą Krowę (Krowę Białoskrzydlatą). Na pamiątkę owego wydarzenia wszy Słowianie odbywają w Święto Narodzenia Światła (między 20 a 26 grudnia każdego roku) zapasy, zwane Biadami, i odprawiają ucztę (ofiarne obiady), składając Bodzie przyrzeczenia, czyli obiaty. Zwą ją też liczni Słowianie Biadą zamiast Bodą, albo jednym i drugim mianem naraz: (Biadą-Bodą).

Czudesnicy Słowian Południowych twierdzą, że to Boda jest Biedą (Bedą), która skoczyła Nyi na plecy i chciała ją zabić. Niestety ani Bodzie-Bedzie nie udało się zabić Nyi – Pani Śmierci, ani na odwrót. Z tego właśnie powodu na naszej Ziemi jest i jedno i drugie. Ci więc nie łączą sprowadzania biedy na domostwa ludzkie z postacią Bodnyjaka, lecz z osobą jego najbliższej przyjaciółki i przyrodniej siostry, Body.

Nazywają ją także Wielką Karmicielką Tynów. Boda dostarcza pokarmy na boskie stoły, a przygotowuje je do spożywania Warza-Cica. Od niej również pochodzi obrzęd Bdyny, czyli czuwania, które odbywają ludzie przy duszy zmarłego, by się obudził w Zaświatach i ponownie przyszedł do bytu. Tak bowiem Boda czuwała przy Rodżanie, gdy ta miała wydać na świat Bedre Światło, a potem warowała w Jodłowym Lesie przy pasącej się Bożej Krówce, strzegąc jej od zakusów Ciemnych Mocy. Ludzie czuwający przy zmarłym wyją i zawodzą naśladując głos Body, która odstrasza wrogów dzikim wyciem i jękami. Zawodzenie Body budzi grozę w sercach Panów Ciemności i ich pomocników. Ludzie, naśladując Bodę, odstraszają Zdusze – budują nowy byt duszy w Zaświatach.

Bożebóg staje do zapasów z Bodnyjakiem w obronie Ciemnej Bożej Krówki na koniec letnich Dzikich Łowów (między 20 a 26 czerwca), ale o tym i o dalszych przekształceniach Bożych Krówek mówią inne Taje.

Boda jest czczona także w Tyńcu pod Grodem Kraka, gdzie nachodzi się jej góra40, a dawniej znajdowała się również jej świątynia. Miejsce to jest nazywane Biedziną. Potomkowie dawnych Białych Chorwatów zamieszkujący do dziś nad Wisłą, podobnie jak Chorwaci Nadadriatyccy, znają podanie mówiące o tym, jak Boda-Bieda skoczyła Śmierci na plecy. Według ich żerców, inaczej nie dałoby się wytłumaczyć, dlaczego pomocnikami Body są bogunowie Żyry, i po co jej Chwost do chłostania oraz Klepadło, zwane Bidłem, na którym „wyklepuje biedę”.

Boginię widuje się często w otoczeniu bociana, który jest jej ptakiem, lisa i myszy. Żyry, pomocnicy Body, są bardzo niechętne ludziom. Mówi się, że dawniej Żyry lubiły ludzi, ale spotkała je straszna krzywda z ręki głupiego, zachłannego kmiecia, który zamierzał je wszystkie posiąść dla siebie i uwięzić. Od tego czasu są złośliwe i zżerają po zagrodach oraz domostwach co się da.

Niektórzy żercy twierdzą, że Boda jest kochanką Ślepego Bodnyjaka, a jednocześnie, że tych dwoje się nienawidzi. Mówią także, że Boda jest jedyną, która współczuła Swątlnicy. Podobno pragnąc tego samego, stała się chodzącą samopas po niwach Swątbodą. Ci zwą ją Panią Wolnej Woli. Do Wojny o Krąg Boda była Opiekunką Krów, Pasterką i Panią Bydła.


Jerzy Przybył – Weles – Wołos

Wołos, trzecie dziecko Sporów

Wołos-Rogalec jest drugim po Bodzie rogatym Bogiem i najważniejszym z Rogatej Czwórcy, do której zalicza się również Rgła-Rogła oraz jego syna, Rgiełca-Rogołca. Wołos jest zresztą synem Śreczy i Rgła, więc jego rogatość nie może dziwić. Zwie się go Wołosem nie dlatego tylko, że jest włochaty (porośnięty wełnistymi kudłami) ani że jest Opiekunem Wołów, zwanym inaczej Skotnym Bogiem, lecz dlatego że jest zwal istym bożyskiem o cielsku olbrzymich rozmiarów, a „wołot” znaczy po prostu „wielki”. Wołos był współtwórcą zwierzyny. Z jego włosia wylęgły się te zwierzęta, które później podarował ludziom czyniąc z nich zwierzynę domową, bydło. Wołos nosi tytuły Władcy Płodności i Pana Bydła. Jego atrybutami są Bycze Rogi i Zgrzebło. Nosi przydomki Wołok-Sporzec, Rogalec-Hammon i Kłąb-Klimba (Kłymba)41. Wołosa wspomagają boguny zwane Skotnikami.

Kupała-Dziwień zamierzał pozbawić Wołosa tytułu pana Płodności, jednakże by go wyzwać, wpierw musiał pokonać Przepląta w pojedynku o władanie żądzą. Kupała (Dziwień) poprosił o cichą pomoc Chorsów. Ksnowie przyobiecali mu zwycięstwo i sprawili, że wygrał. W zamian miał dać Chorsinie władanie rozkoszą. Jednak po wygranym pojedynku Dziwień zapomniał szybko o obietnicy, rozkosz oddał Krasatinie, która właśnie świeżo straciła maści i nie miała nic w swojej opiece. Chorsowie obrazili się na niego i odmówili wspomożenia w kolejnym pojedynku. Pan Żądzy nie odważył się samodzielnie stanąć naprzeciw Wołosa, za bardzo był osłabiony po walce z Przeplątem. Tym sposobem Płodność pozostała przy Wołosie. Chors zaś znalazł lepszego przyjaciela w Rodzie i w Welesie, niż miał w Dziwieniu.

Ku czci Kupały i Wołosa odbywa się obrzęd Kruża: męski członek ukształcony z drewna albo ciasta, znak mocy zapładniającej zwany wałem, macza się w kielichu-krużu napełnionym mlekiem, miodem i piwem.

Siwowłosa postać przypisywana przez podania Rusi Sporzcowi tyczy się Spora, tak samo jak i obrzęd Plecenia Brody Boga ze zdwojonych kłosów zbóż.

 Jerzy Przybył – Rgiełc

Inne dzieci Rgła

Kolejnymi dziećmi Rgła, posiadanymi przezeń z Reżą i będącymi z tego powodu bogami Czystej Krwi, są Rgiełc i Żywia. Rgiełc nosi przydomki Rżec, Rogołec i Kiełt, Żywia zaś przyjmuje miana Żwi-Żniwy, Siwej i Krodo-Kurcho42. Główna świątynia Reży (i jej dzieci) znajduje się w Rowokole43 w ziemicy Pomorzan Odrzańskich, z plemienia Smołdów. Rgiełc jest Panem Roli i władcą Ziemi Uprawnej, Panem o Żelaznych Zębach. Przedstawiany jest ze Złotą Motyką albo ze Złotym (Żelaznym) Radłem-Oradłem. Jego pomocnicami są Południce, strzegące upraw. Bóg ten często pokazuje się w towarzystwie swojej matki Reży ze sforą Siedmiu Czarnych Psów, rozszarpujących na strzępy każdego, kto niszczy w trakcie kwitnienia pola, zasiewy i łąki. To Rżec nauczył ludzi uprawiać cztery zboża przyniesione z Nieba przez cztery boginie.

Żywia nosi tytuły Pani Zagród, Pani Ogrodów, Władczyni Sadów i Pani Ptactwa Domowego. Przedstawiana jest z Trzema Złotymi Jabłkami. Często towarzyszy jej łasica. Pomocnikami tej bogini są bogunowie zwani Niziołkami. Żywia pokazała ludziom, jak uprawiać groch, soczewicę, grykę, barszcz, szczaw, cebulę i czosnek. Dała im również owocowe drzewa, takie jak śliwa, grusza, jabłoń i trześnia-wiśnia.

Niektórzy prawią, że Żywia-Siwa jest córką Reży i Spora, jako że sporzyć i spożywać, czyli żywić, to wyrazy pochodzące od jednego boga. Spor jest bogiem o siwych włosach tak jak Żywia, ale na tym ich podobieństwo się nie kończy. Oboje są bogami dawcami, Żywia zaś często przebywa na Niwie Sporów.

Rosza – Sporowie i Wodowie

Rosza jest córką Wodo i Śreczy. Nosi przydomki Rosty-Rostwy, Razy-Rasy i Ruszy-Roży44. Rosza posiada tytuły Pani Wszelkich Robót, Pani Robótnej, Pani Czynu, jest też Panią Kobiet, Panią Obfitości. Posiada obfite kształty, podobnie jak Obiła. Posługuje się Złotym Koszem, który zawsze nosi na plecach, i Złotymi Grabiami. Roszę wspomagają często towarzyszący jej bogunowie, zwani Plonkami.

Pewnego razu, kiedy bogini biegała razem ze Śląkwą i Podagżykiem między chmurami na Niebie, porwał ją syn Perunów, Łysk. Chciał, by została mu żoną, ale ona ani o tym myślała. Posłuchał więc rady Perunica i uwięził Roszę w Głębokich Niebiosach. Łysk jednak pod żadnym względem nie dorównuje Perunicowi. Nastawał na Roszę usiłując ją przymusić do miłości. Bogini tak bardzo się przeraziła, że nie mogła przestać płakać. Łysk, nie będąc tak okrutnym jak Perunic, wypuścił ją. Od tamtego czasu Rosza trzyma się blisko ziemi, nigdy nie wzbija się w niebo i nie pokazuje się, gdy w pobliżu są Runowie. Od tamtego czasu płacze na wspomnienie owej przygody, a jej łzy obficie zaścielają trawy o poranku lub zmierzchu. stale towarzyszy wędrującej przez świat Pogodzie oraz Podagżykowi.

Jej największa świątynia znajdowała się na Rossie w grodzie Wilno.

foto Dolf Patijn (Irlandia)

Dzieci Wodów

Wołchwowie z Białoziera mówią, że gdy Daboga zniknęła w czeluściach Zaświatów, Dażbóg wcale się za nią nie rozbijał, lecz się pocieszył z Wądą, a z tego związku wywiła się Śląkwa. Zatem według nich, Śląkwa wcale nie jest córką Woda, lecz Dażboga. Stąd jej przydomek Słota, jako, że Dażbogów zwie się Solami. Ale powszechnie wywodzi się jej miano Słota od tego, że miała zasłaniać rodziców przed palącym żarem Swarogów. Narodziny Śląkwy były dla bogów Ognia i Niebiosów prawdziwym utrapieniem. Nie należy więc ufa owym podaniom. Śląkwa na pewno wywodzi się z Wodów, a Dażbóg nigdy nie zdradził żony z Wądą. Solowie i Wodowie są wielkimi wrogami. Miana, pod jakimi jest czczona ta bogini to: Słota, Dżdża i Liniąta45. Tytułują ją Panią Wód Spadających, Panią Deszczu i Władczynią Wodospadów. Jej czarownymi narzędziami są Kocioł Wieczniepłynący Żywą Wodą i Kropidło. W rozlicznych pracach służą jej boginki zwane Brodzicami lub Brodaricami. Jest szczególnie czczona przez wielkie plemię Ślęgów, wywodzących się z ludu Lęgów-Lugiów. Ma wiele uroczysk w ziemicy zwanej Śląsko. Największa świątynia bogini znajduje się jednak w Deszcznie.

Tak samo jak Śląkwa, z pary Wodów (albo z ich oparu), zrodził się Wodnik. Jest on znany pod przydomkami Szum, Kołbań i Nur46. Wodnik jest Panem Rzek i posługuje się Czarownym Wiosłem-Niosłem, którego jedno pchnięcie przenosi łódź o wiele długości albo wzbija ją ponad burzące się wody. Pomocnikami tego boga są bogunowie nazywani Wodnikami lub Wodjanikami (Wodzianikami).

Gdzieniegdzie Wodnikom składano ofiary ze zwierząt (kozioł, kogut) czarnego koloru. Na Łużycach istniała świątynia Wodnika w uroczysku zwanym Czarna Woda47.

[foto Stella VM]

Ostatnie ogniwo Kręgu Małobogów – Wodyca, córka Wełma, Peruna i Matki Ziemi

Matka Ziemia (Siemia) poczęła Wodycę z Wodo-Wełmem. Gdy przyszedł czas rozwiązania, ukryła się w podmorskiej Jaskini Lęgu, ale przez długie dni nie mogła powić dziecięcia. Wodo wezwał na pomoc Peruna i ten rozciął brzuch Siemi. Dziecko jednak nie oddychało. Dopiero uderzeniem pioruna przywrócił je Władca Żywiołów do życia.

Inni powiadają, że na początku Bitwy o Ziemię Siem połknęła Wodo-Wełma. Ten korzystając z pobytu w jej brzuchu, zapłodnił ją. Ale i Wodo, i jego córka na wieki pozostaliby w brzuchu Siemi, jako że wcale nie chciała ona ich wypuścić. Widząc to, Wąda wezwała Peruna, a ten uwolnił oboje, rozcinając brzuch Siemi.

Wodyca nosi przydomki Bajory, Tryski i Poniczy48, tytuły Pani Źródeł, Stawów i Strumieni albo Pani Wód Tryskających i Władczyni Wylewów. Jej atrybutami są Złota Ryba i Złota Sieć, a pomocnikami bogunowie Utopce. Pod opieką Wodycy znajduje się Siedem Studni Weli dających Żywą Wodę.

[foto Stella VM]

Grumady – Tajemne Bractwa Bogów

Wszyscy Małobogowie, czyli boskie dzieci bogów, są ze sobą powiązani również innymi węzłami niż wspólnota krwi albo tynów. Zarówno wspólnota tynów, jak i wspólnota rodów obejmuje wszystkie istoty boskie, w tym także Wielkich Żywiołów i Mogtów. Małobogowie łączą swoje siły tworząc grumady o wspólnych celach. Cele owych bractw są tajemne, to jest znane tylko uczestniczącym w nich Małobogom. Kręgi owe biorą swoją nazwę od tego, że Małobogowie zbierają się w grupy u stóp Góry Grum, na welańskiej Przełęczy Równi. Tam palą święte ogniska i zasiadają w koło, radząc nad swoimi sprawami. Po czterech stronach Góry Grum, zwanej także Skałą Gromu, mają swe ogniska cztery tajemne bractwa Małobogów: Bractwo Czystej Krwi, Bractwo Czystego Żywiołu, Bractwo Czystej Mocy i Bractwo Splątania. Według licznych świątyń, kapiszt i gromad kapłanów, istnieją jeszcze trzy inne zgromadzenia Małobogów. Są to: Grumada Dziewięciu Ciemnych Bogów, Grumada Siedmiu Dobrych Pań (Panien) oraz Grumada Bezgrumadnych. Na wzór owych boskich grumad kapłani ludzi utworzyli jeszcze w Kolibie pierwsze bractwa wieszczów, a potem gromady kapłanów. Na wzór grumad bogów i Kręgu Kręgów, łączą się oraz jednoczą wszyscy ludzie i wszystkie ludy Ziemi, tworząc bractwa, gromady i koła, a z nich jeden Wielki Krąg Ziemi.

Bractwo Czystej Krwi

Grumadę tę tworzy osiemnastu bogów: Chorsiniec, Chorsawa, Ciosno-Turupid, Perunic, Płon, Zorza-Jutra, Denga, Poświst, Wodnik, Rokita, Boruta, Skalnik, Zmora, Boda, Rgiełc, Żywia-Siwa, Śląkwa i Licho. Żaden z rodów ani tynów nie ma w niej zdecydowanej przewagi. Runowie, Ksinowie, Sołowie, Wiłowie (Kienowie), Wodowie i Rogozowie (Rgłowie) posiadają po dwa głosy. Sześć rodów posiada po jednym przedstawicielu (są to: Świstowie, Żgwiowie, Morowie, Plątowie, Simowie i Bożowie). Osiem rodów nie ma tutaj w ogóle żadnego przedstawiciela (z Żywiołów Sporowie, z Mogtów zaś Ładowie, Dziewowie, Źrzebowie, Prowowie, Rodowie, Welesowie i Weniowie). Jak z tego widać w bractwie mają przewagę Młodzi Żywiołowie. Przedstawicieli ma tu siedem tynów Żywiołów i pięć Mogtów. Małe Żywioły posiadają w tej grumadzie jedenaście głosów.

Bractwo Czystego Żywiołu

Tworzy je tylko pięcioro bogów. Są to cztery boginie – Watra, Wodyca, Rosza i Obiła oraz jeden bóg Swarożyc. W gromadzie tej trzy głosy posiadają Simowie (Obiła, Wodyca, Watra), po dwa głosy Grubowie, Żgwiowie i Wodowie, po jednym zaś Runowie, Świstowie i Sołowie.

Bractwo Czystej Mocy

Składa się na nie czternaścioro Małobogów: Ładziw, Gogolada, Radorada, Rudź, Osidła, Lel, Polel, Chorzyca, Mąd, Krasatina, Dzieldzielija, Rada-Zboża, Warza-Cica i Prawdziw-Prawota. Panują w niej niepodzielnie Ładowie (sześć głosów) oraz Ksnowie (pięć głosów, w tym jeden wspólny z Ładami – głos Gogołady). Tak więc Ksnowie odbierając jeden głos Ładom zyskują przewagę i odwrotnie. Również Dziewowie posiadają pięć głosów, w tym jeden wspólny z Ładami (Diw-Ładziw) i jeden z Chorsami (Krasatina). Odbierając głos jednym i drugim, także oni mogą w tej grumadzie uzyskać przewagę i przewodnictwo. Rodowie posiadają tutaj trzy głosy (Radorady, Rudzi i Rady-Zboży), podobnie jak Nawiowie (Lel, Polel, Dzieldzielija).

Bractwo Splątania

Wchodzi w jego skład dziewięcioro bogów: Bodnyjak, Dyj-Poświściel, Podagżyk, Wid-Wij, Dodola, Ziemiennik, Sądza, Wilec i Wołos. W bractwie tym aż trzy głosy posiadąją Plątowie (dzięki Dyjowi, Ziemiennikowi i Wilcowi) oraz Sołowie (przez Bodnyjaka, Dodolę i Sądzę). Dwa głosy posiadają Wiłowie (Wilec, Wid) oraz Źrzebowie (Wid, Dodola). Po jednym głosie mają: Żgwiowie, Bożowie, Swistowie, Runowie, Weniowie, Simowie, Wodowie, Dziewowie, Prowowie, Grubowie, Nawiowie i Rogozowie.

Dawniej wliczano tutaj także Swątlnicę-Sweticę, jako dziesiątą boginię, ale obecnie jest to bogini nie działająca, a jej imię zostało zakazane.

Bractwo Dziewięciu Ciemnych Bogów

Składa się z dziewięciu bogów Podziemi, czyli tych, którzy ukryli się w ciemności Nawi i sieją po świecie zło. Są to: Mąd, Bodnyjak, Licho, Dzieldzielija, Zmora, Skalnik, Dyj oraz Lel i Polel. Tylko dwóch z nich przedstawia Żywiołów: Skalnik oraz Dyj. W tym bractwie przewagę posiadają Nawiowie (cztery głosy), Plątowie (trzy głosy) i Ładowie (dwa głosy). Równowaga jest zapewniona przez to, że Ładowie odbierają dwa głosy Nawiom, Nawiowie zaś jeden głos Plątom.

Niektóre gromady kapłanów do owego bractwa wliczają także czterech Ciemnych Wielkobogów przewodzących zgromadzeniu Ciemnych Sił: Mora, Welesa, Przepląta i Chorsa. Ci nazywają bractwo Grumadą Trzynastu Ciemnych Bogów.

 

Bractwo Siedmiu Dobrych Pań (Panien)

Składa się z samych bogiń-dawczyń. Są to Rada-Zboża, Krasatina, Warza-Cica, Boda, Ruda-Rudź, Radorada i Żywia-Siwa. Przeważają tutaj Rodowie, Bożowie i Chorsowie, posiadający po trzy głosy. Dziewowie mają dwa głosy, a Grubowie i Rgłowie po jednym.

Boginie te nie brały udziału w ukształceniu Potworów przy Dziewięciu Ogniskach.

Bractwo Bezgrumadnych

Ta grumada składa się tylko z dwóch bogów nie należących do żadnych innych grumad. Są to Pogwizd i Łysk-Porenut. Obaj przedstawiają Żywiołów. Przynależą do tynu Świstów i Runów.

[foto Stella VM]

———————

Przypisy

1 Semycz to gród leżący ongiś w bezpośredniej bliskości Czernichowa. Dzisiaj miejsce to znajduje się na terenie miasta. Archeolodzy odkryli tu liczne stanowiska osadnicze, wały obronne, cmentarzysko kurhanowe i ślady urządzeń służących obrzędowi, w zakątku zwanym Uroczyskiem Jodłowym (Jełowszczina). Semyczanie byli małym plemieniem wchodzącym w skład plemienia Czernichowiana.

Uroczysko na Białym Kamieniu znajdowało się w Górach Sima położonych w najbardziej na południowy zachód wysuniętych ziemicach Drzewian Załabskich. Tereny te należały najpierw do Obodrytów, a później do plemienia Milingów. W I wieku n.e. Obodryci zostali wyparci z ziem u ujścia Odry przez przybywających ze Skandynawii Germanów i przesunęli się najpierw w górę Łaby, a potem na południe i na zachód – nad Jezioro Bodeńskie, w Alpy i na Bałkany. Ci z Obodrzyców, którzy zostali nad Łabą i Odrą, po odejściu Germanów na powrót objęli część swoich dawnych ziem na lewym brzegu Odry. Dzieje Obodrytów są skomplikowane. Wywodzić się oni mają bezpośrednio od bogini Body, a ich kapłani uważali się za Strażników Bodrego Światła. Dzisiaj Góry Sima i Góry Boczeńskie nazywają się Harz. W IV-V wieku okolicę zamieszkiwały małe plemiona, wchodzące w skład mieszanego Związku Plemion przewodzonego przez kapłanów-wojowników – Milingów. Stąd całą ową grupę plemienną nazwano Milingami. W VI w. Milingowie wywędrowali z okolic Gór Sima i Gór Boczeńskich oraz znad rzeki Body na południe. Część osiadła w Milsku, a część dotarła aż nad Morze Egejskie, obejmując we władanie Peloponez. Drobna grupa Milingów przedostała się do Wagrii. Niedobitki Milingów i Wędsysłów (Susłów Wędyjskich) zostały zgermanizowane pomiędzy Wezerą a Bodą w IX-X wieku. Ich ziemicę przejęli Sasib.

Smoleńcy Połabscy to wielki odłam plemienia Smołdów, wywodzącego się ze środkowego Pomorza. Plemię to podjęło dwie wielkie wędrówki – pierwszą w II n.e., gdy u ujścia Wisły pojawiły się hordy skandynawskich Gotów. Część z nich została w okolicy dzisiejszego Słupska i dotrwała tam do XX wieku. Dopiero w okresie międzywojennym zostali ostatecznie zgermanizowani. Współcześnie są oni znani pod mianem Słowińców. Przetrwały nieliczne zabytki przechowujące ich język i kilka zabytków związanych z ich kulturą materialną. Część Smołdów dotarła do ziemicy Wieletów i osiadła nad Łabą, na południe od plemienia Glinian. Tutaj mieli swój główny gród, Smołdyń, atakowany przez Franków i obodrzyckiego księcia Drażkę, zdobyty w roku 803. W VI wieku kolejna grupa plemienna (wojownicy z całymi rodami) podjęła wędrówkę na południe, a posuwając się razem z Milingami, dotarła nad Morze Egejskie. Smoleńcy zajęli tam ziemicę na południe od Strumińców wzdłuż rzeki Mstyc.

Poleszucy to małe plemię wchodzące w skład dawnego dużego plemienia Połeków z ludu Lęgów. Miano Potekowie (Połokowie, Połkowie, Petkowie) bierze początek w czasach przed Siedmioma Krukami. Pochodzą oni od potwora Potoka-Poczara (Poczariły), jednego z Dziewięciu Potworów ukształconych przez Bogów przy Dziewięciu Ogniskach na Równid. Starożytni kronikarze nazywali ich Petkinami (Pekinami)e. Pierwotnie ich główna siedziba znajdowała się u wschodniego podnóża Góry Potoka. Pokonani w I wieku p.n.e. przez Lęgów, przemieścili się na południe i wschód. Południowi Potekowie zmieszali się z ludami trackimi, irańskimi i celtyckimi. Wchłonęło ich ostatecznie celtyckogermańskie plemię Bastarnów. Główne schronienie Wschodnich Potekszów stanowiły lekna, leki, lachy i lugi – bagna i rozwidlenia rzek na wschód od Góry Potoka (Góry Peuke). Miano Potekowie (Połeksze) nawiązuje nie tylko do imienia Potwora, lecz wywodzi się również od położenia ich rodzimych siedzib. Znaczy ono tyle, co ludzie mieszkający pomiędzy leknami (bagnami). Wschodni Połekszowie stanowili ruchliwe i bitne plemię. Część z nich pozostała nad Prypecią, u jej źródeł i w górnym biegu tej rzeki; tych zwano Poleszukami. Druga część ruszyła na północ, a dotarłszy do wielkiej rzeki Dźwiny, rozdzielili się na dwie gromady wojowników. Połowa ruszyła w górę rzeki – na wschód, a połowa ku ujściu – na zachód. Tych, co poszli na wschód, nazwano Połocczanami, a tych którzy poszli na zachód Połekszanami. Dotarłszy do Krainy Wielkich Jezior Potekszanie zmieszali się z ludem istyjskim. Owi Istowie panowali wzdłuż dorzecza całej Dźwiny i zwali siebie Jadźwinami lub Jąćdźwinami (Jadźwingami)f, czyli tymi którzy obejmują (od jąć – objąć) Dźwinę. Wódz-kapłan Połekszan, wielki wieszcz i wytędz, boski potomek – Kriw, został obrany przez Jadźwinów królem. Po nim panowali jego dziedzice Kriwejtisi – kapłani i zarazem królowie. Drużynę wojów królewskich zwano Krywiczami. Ci wojowie wyruszyli w siódmym stuleciu na wschód wzdłuż Dźwiny, by przywrócić panowanie Jadźwinów na owej ziemicy Dźwińskiej, utracone w ciągu wieków. Połocczanie przyjęli ich jako swoich.

Ziemica Poleszuków, tak samo jak północno-zachodnich jadźwińskich Połekszan, leży prawie całkowicie na łeknach i ługach, pomiędzy nieprzebytymi borami. Trudno się było komukolwiek przeprawić przez owe dzikie ostępy bez połekszańskich przewodników. Poleszucy graniczyli od północnego wschodu z Turami, których gród Turów znajdował się również nad Prypecią i stanowił ośrodek świątynny boga Tura-Turkołotyg.

Część plemienia Połekszan-Poleszuków przybyła z Polesia na Mazowsze i tutaj osiadła zakładając gród Płock; tych nazwano Płocczanami. Mówi się również, że Pałukowie wrócili całym rodem w VII wieku znad Dunaju, po wielu przygodach i wielkiej wojaczce szukając swojej Ziemi Rodzinnej i reszty plemienia. Ci Pałukowie byliby więc potomkami Południowych Połeków, którzy wiele wieków wcześniej przeszli przez Góry Biesów ku Morzu Ciemnemu, mieszając się z Bastarnami.

Poleskie uroczysko znajduje się nad Jeziorem Świtaż u źródeł świętej rzeki Prypeci. Był tu ośrodek obrządku Swąta, obsługiwany przez jego żerców wywodzących się z gromady krywejtisów. Znajdowało się tutaj również bugryszcze poświęcone całemu rodowi SołówDażbogów i kątyna Zorzy, obsługiwana przez kapłanki zwane zarzycka mi. Zarzycki – kapłanki Zorzy i Płona-Netnika, oraz sołowinowie – kapłani Dażboga i Daby, którzy nigdy nie bywali wojownikami ani królami, lecz zawsze wieszczami związanymi często również z czcią Mokoszów-Źrzebów i Białobogi, są jedną z najwyższych ukrytych gromad, o których do naszych czasów dotrwało najmniej wiadomości. Jezioro Świtaż i uroczysko Świtaży wchodziło w skład kręgu uroczysk Białowieży. W miejscu, gdzie dzisiaj znajduje się osada zwana Białowieżą, mieściła się kątyna Białobogi.

Trzeba pamiętać, że Białą Wieżą lub Białą Ziemią dawni Słowianie nazywali ośrodki kultu Światowita, Białobogi lub Sołów – Władców Jasności i Światła. Mianem tym określano święte okręgi (okoły, pagi, pogosty) będące ośrodkami Białej Wiary (Biała Wierza)h. Czyniono to szczególnie, gdy ośrodki owe były otoczone obcym lub wrogim żywiołem. Pojęcie „obcy” tyczyło nie tylko obcych plemion (grup etnicznych), ale także miejsc niezagospodarowanych. Kiedy ośrodek stanowił wyspę cywilizacji między dzikimi obszarami przynależnymi wyłącznie Przyrodzie określano go również mianem Białej Wierzy.

Białą Wierzą nazywano najbardziej wysunięty na południowy wschód gród zamieszkiwany przez Słowian wraz z Chazarami i Turkami. Białą Ziemią określano najdalej na zachód wysuniętą ziemię plemienną (wyspę Słowiańszczyzny), której rodowód u ujścia Renu (lub Loary, ścisła lokalizacja jest przedmiotem sporów) sięga czasów starożytnych Wenedówi.

Szerokie i głęboko czarowne (magiczne) znaczenie określenia biały jest jednym z powodów licznego występowania „białych” grodów – powszechnej nazwy miejscowej – na wszystkich ziemiach opanowywanych przez Słowian.

Białą Wiarą określano po prostu własną wiarę, wiarę przyrodzoną, religię naturalną samych Słowian, wodróżnieniu od innych, obcych religii, będących dla nich Czarną Wiarą (czeren – zły, ciężki, nieszczęśliwy). Określenie Biała Wiara ma również znaczenie „wielka wiara”, lub „dobra wiara”j, czyli wiara wyznawana, wiara szczególnie mocna, wiara większa niż inne, po prostu – własna.

a Semycz zwano także Semynem i został on zapisany w Opowieści Dołgorukiego z Połowcami w roku 1152. Odkryte zabytki archeologiczne sięgają jednak VII wieku [555 t. V, str. 131].

b Patrz przypis 8 do Tai Dziesiątej.

c O Smołdyniu (Konoburgu, Koniogrodzie) pisze Chronicon Moissiacense pod rokiem 803, kiedy to gród, stolica Smoleńców, został zdobyty przez księcia Obodrzyców Drożka. Plemię Smoleńców Nadłabskich wymienia Geogrąf Bawarski (IX wiek). Natomiast Smoleńcy Południowi wymieniani są pod rokiem 837, jako cel wyprawy bułgarskiej, w Inskrypcji chagana Persiana. Zajmowali ziemie nad dolną i środkową Mstą w Macedonii i Grecji aż po dolinę Ardy w Rodopach [555 t. V, str. 128, 299, 318].

d Patrz Taja piąta.

e Wymienia ich już w I wieku n.e. Ptolemeusz w swoim dziele Geogrąfia. Poza nim także Strabon, Tacyt i Pliniusz. Wielu badaczy uważa Peukinów za Celtów lub Germanów, z elementami etnicznymi trackim i irańskim. Pogląd ten dotyczy jednak całego ludu Bastarnów. Peukinowie Południowi weszli w skład związku plemiennego Bastarnów i podlegali im, co nie przesądza o ich składzie etnicznym. Według Ptolemeusza Góra Peuke leżała na 51’ długości geogr. płn., co lokuje ją w Łysogórach lub na Roztoczu Lubelskim. Pogląd o słowiańskości Pełkinów-Poloków lub o ich mieszanych słowiańsko-celtycko-trackich korzeniach jest równie uzasadniony, choć w dzisiejszej nauce niepopularny.

f Końcówka -ing w wielu słowiańskich i istyjskich (bałtyjskich) nazwach plemiennych ma rodowód germański i nigdy nie była stosowana wewnątrz Słowiańszczyzny. Jednakże we współczesnym nazewnictwie naukowym i powszechnej świadomości zakorzeniły się pewne nawyki nazewnicze. Staramy się używać poprawnych nazw, ale bez szkody dla jednoznaczności, dlatego podajemy również imiona i nazwy w brzmieniu zniekształconym przez kronikarzy rzymskich, greckich, niemieckich, skandynawskich, arabskich, ale powszechnie znane.

g Imię boga Tura pochodzi z późnych kronikarskich źródeł ruskich, tj. z XIII wieku. Nawiązuje ono bezpośrednio do znanego z XI wieku, z Połabia, imienia Turupid. Jest to ten sam bóg, czczony również na Rusi, syn Peruna, Ciosno-Turupid [patrz: S. Urbańczyk Religia pogańskich Słowian, str. 33-34].

h W języku mówionym nie istniało rozróżnienie „rz” –„ż”. Wieża jako obiekt wznoszący się do Nieba jest kontynuacją posągu, palastołpu, bałwana, kontynuacją pnącego się ku bogom bugryszcza czy kopca. Jest ona obiektem otwierającym (odzwierzającym) drogę do Nieba, to Wierzeje Niebieskie, miejsce związane zarówno z wiarą jak z wiergiem – wyrokiem losu, czyli śmiercią ziemską. Zarówno pale, posągi, bugryszcza, trebiszcza, kopce, jak i stosy ciałopalne czy ofiarne pną się do Nieba – tę samą funkcję spełniają wieże (wierze). Równie duże znaczenie ma w religii naturalnej pojęcie Bramy, czyli Wierzei, otwierających lub zamykających wejścia do Zamyku Kłódź, czy też do welańskich Nawi.

i Nauka nie potrafi dziś zidentyfikować miejsca zwanego Białą Ziemią, leżącego daleko poza rubieżą zwartego osadnictwa Słowian w dorzeczu Łaby, Wiadomo, że Wenedowie podjęli kilka wypraw i że założyli kolonie na Jutlandii, Półwyspie Skandynawskim, w Brytanii, u ujścia Renu, w Bretonii, nad Jeziorem Bodeńskim w Alpach, nad Adriatykiem (okolica dzisiejszej Wenecji i Wybrzeże Dalmatyńskie), Morzem Marmara, w Azji Mniejszej i nad Morzem Czarnym w okolicach ujścia Dunaju. Według notatki kronikarza Biała Ziemia leżała najdalej na zachodzie, ale nie za morzem, musi to więc być okolica ujścia Renu lub Loary.

j W. Hensel Polska starożytna, str. 220-229.

2 Mit odtworzono w głównym zrębie na podstawie podań Załabskich Drzewian i Miliczów (Milingów) zamieszkujących okolicę Gór Siema (Harzu), a zapisanych przez S. Sieniawskiego w XIX wieku. Inne elementy mitu uzupełniono z podań i obrzędów Czechów, Pomorzan, Ślązaków, Morawian, Polaków, Słowaków, Serbów i Chorwatów.

3 Łamanie zakazu naraża na przeciwdziałanie ze strony bogów. Gdyby jednak nie można było zupełnie złamać pewnych zakazów, choćby w mowie, nie można by było przekazać pełnej wiedzy nadchodzącym pokoleniom. Łamanie owych zakazów tak, by nie stać się ofiarą boskiej wróżdy i nie ściągnąć na siebie gniewu bogów, jest możliwe po dokonaniu zabiegów według Zasad Odczyniających.

N. Rerich – Niebo

4 Najwyższe Niebo – chodzi tutaj o Trzecie Niebo – Głębokie Gołubie (głębokie i gołębie) albo o Niebo Najdalsze – Dal (Pierwnię).

5 Kosze dotknięcia – dotknięcia miłosne, niosące rozkosz, dotknięcia zmieniające dolę, byt, wierg (kosz) – budzące uczucia, z których powstają trwałe związki. Stąd staropolskie wyrazy koszkać – kochać, bośkać – całować, kosztować – rozkoszować się, budzić i dawać rozkosz – miłe doznania związane z kochaniem, miłością. Kosz to „przypadek”, jeden z rodzajów losu spadającego nagle, niespodziewnaie, odmieniającego przyszłość. Kosz pozostawał we władaniu Przepląta. Pierwotnie było to jedyne określenie tego, co się oddaje greckim terminem „los”. Z czasem ograniczyło się wyłącznie do oznaczania działań Plątów – losu-przypadku. Stąd niemiłe konotacje kosza-przypadku, dopustu: koszmar – tknięcie przez Marę, kara kosza – pręgierz, kosz – więzienie, kose spojrzenie – ukośne, złowrogie, kosa – narzędzie Nyi-Śmierci, karkosza – kij, laska (być może do wymierzania kary).


Jerzy Przybył – cykl przemian Swątlnicy

6 Kresół – Kres Sołu – nazwa ta posiada takie znaczenia, jak „kraniec światła” oraz „krzesanie sołu” –rodzenie światła i ognia. Jest to zatem miejsce stanowiące koniec i początek Światła-Swątlnicy, miejsce jej narodzenia i śmierci. Dwuskrajność znaczenia słowa kresół świadczy o jego głębokim tajemnym znaczeniu związanym z wiarą i czarem. Kresół znajduje się w Górach Sima, na rzece Bodzie, na Załabiu należącym dawniej do Miliczów (Milingów, wchodzących w skład wielkiego plemienia Drzewian) w Krainie Drawenii. Drawenja w VII wieku obejmowała jeszcze Góry Boczeńskie i Góry Sima, ze szczytem Milibogiem. Sięgała ona po dolną Wezerę, choć na tym najbardziej na zachód wysuniętym terenie przeważało mieszane osadnictwo słowiańskogermańskie.

Nazwa miejsca wskazuje na jego wielką rolę w obrzędach wiary przyrodzonej. Biały Kamień (znany dziś jako Bielstein) znajduje się w pobliżu Kresołu. Kres to znana powszechnie wszystkim Słowianom nazwa Święta letniego górowania słońca (20-26 czerwca), którego głównym elementem było narodzenie Nowego Ognia (Swątlnica – Boża Krówka – Bedrik). Inne zachowane nazwy święta odnoszą się do jego różnych szczegółowych momentów albo mają charakter regionalny. Swięto określano nazwami Stada, Stodarnicy, Kupaliów, Sobótek, Kresowii, Krijesa, Kresza, Wianków i wielu innymi, zależnie od kraju. W trakcie owego wielkiego święta rytualnie krzesano ogień wiertłami ogniowymi, zasiadano przy ogniu, poszukiwano ognistego Kwiatu Papródzi, skakano przez ogniska w celach oczyszczających i tańczono w koło ognisk. Słowo kresa oznacza w tym wypadku także „koniec”. To koniec panowania poprzedniego Starego Światła, Starego Latka, Starej Białej Krowy Ogniowej. Jednocześnie jest to moment narodzin Ciemności, Bedrika – Czarnej Bożej Krówki, przeradzającej się z czasem w Czarnego Bykab. Słowo to oznacza również koło, okrąg, zamknięty odcinek czasu, krawędź, linię graniczną i zamknięty obszar. Oznaczało ono również krzesanie ognia, skrę, iskrę, krzesiwo, zmartwychwstanie –wskrzeszenie, odnowienie czegoś. Było mianem robaczka świętojańskiego, znaczyło ożywać, ożywiać, rodzić, wydobywać – wykrzesać. Zostało w wielu językach słowiańskich uogólnione na wiele czynności wywodzących się z obrzędów i mitów religii przyrody, takich jak: bóść, obciosywać, bić się, ostrzyć, pocierać, przycinać, uderzać czymś ostrym, bić, chłostać, tłuc, stąpać, kroczyć, tkać, czesać, karcić, łajać, przebierać nogami w tańcu (w charakterystyczny sposób związany z obrzędowym dawnym tańcem krzesanym), rzeźbić, orzeźwiać, wzmacniać. Słowo ma bliski związek z całą grupą wychodzącą od chors kras, krew (krasny, gorejący, błyszczący, krew, krowa, krewny), a także z grupą krajać (indoeurop. sker – ciąć, gdzie przynależy również krzemień, prasłw. –  kremene, jak i kraj, skraj, kraina).

a SEB str. 266, 275; SES t. 111, 89. 225-229.

b Patrz następne taje – zwłaszcza Taja o Dzikich Łowach i Wielkich Bitwach.

7 Swątlnica nosiła miana: Swątbody, Swawoli, Swątwoli, Swobody, również Starzęśli, Strzęśli, Skrzęśli, Skreśli, i Swątolicej, Swątlicy, Swadelnicy, Swędłolicej, Sweticy, a także Imieli, Jimieli, Omeli, Imeły. Cztery ostatnie nazwania są równocześnie określeniami jemioły – pasożytniczego krzewu o znanych obrzędowych i czarownych właściwościach, porastającego korony drzew. Jemioła odgrywała bardzo wielką rolę w Święcie Narodzin Światła, czyli w Godach (zimowym Górowaniu Ciemności), kiedy rodzi się świeże, młode – Bodre Światło, pozwalające światu toczyć się dalej i po zimowym uśmierceniu odradzać się ku nowej wegetacji wiosennej oraz nowemu rokowi-godowi. Jemioła, jako atrybut świąt grudniowych Bożego Narodzenia, przetrwała do dzisiaj w obrzędach bożonarodzeniowych. Obrzęd z jej użyciem był znany zarówno Celtom, Rzymianom, Germanom, jak i Słowianom i jest dzisiaj powszechny w krajach o kulturze europejskiej. Zachowały się zapisy dotyczące obrzędów celtyckich związanych z tym Świętym krzewem – symbolem bogini Światła. Kapłani-Druidzi ścinali jemiołę złotym sierpem z dębów w ten sposób, by spadając z drzewa nie dotknęła ziemi. Spadającą łapano na lniane prześcieradłaa. Jej owoce miały czarowną moc, a dwoistość jagód i liści nawiązywała do podwójności boskich par Żywiołów i Mocy i daru wzmożonej płodności – sporub. Z tradycji słowiańskiej znany jest zarówno biały lniany czechół -obrzędowe prześcieradło wieszane u sufiu, pod którym ukrywano jemiołę i całowano się (echo obrzędowych orgii związanych z tym dniem), jak i używany przez wołchwów, znachorów i czarowników specjalny sierp do ścinania czarownych roślinc.

Bliskie związki wierzeń Celtów i Słowian są potwierdzone przez naukę, a ich źródłem było długotrwałe wspólne zajmowanie tych samych terenów i mieszanie się plemion celtyckich i słowiańskich w wielu miejscach [np. Śląsk, Nadłabie, Załabie, Alpy, Czechy, Słowacja, Wiślania (Wiseland), Ziemica Naddunajska. Istnieją zarówno bogowie o wspólnym celtycko-słowiańskim rodowodzie [Smertulos -Śmierć, Rosmerta – Mor, Morena – Marzanna, Cernnunos – Czarnogłów, Dis – Dyj, Belenus – Bel (Belbuk, Białobóg), Nox – Nyja, Bod – Boda, Essus – Jesse, Trigaranos – Trzygław, Divona – Diw, Danann – Dziewanna, Maja – Maja (Gaj-Ruja), Rudianos - Rod i inni]d, jak i przedmioty otaczane tą samą czcią (między innymi jemioła) czy obrzędy o wspólnych korzeniach (na przykład zwyczaje godowe – dziś noworoczne, związane z zapustami i narodzinami Nowego Światła). Mit odtworzony powyżej w jednej swej części (związanej z odradzaniem się Swątlnicy), przetrwał tylko we fragmentach podań, bardzo drobnych strzępkach, zwłaszcza na słowiańskim Połabiue. Cały obrządek związany z jemiołą jest bezpośrednim odblaskiem mitu, który ponadto odbija się wyraziście w etymologicznych powiązaniach słowiańskich nazw ludowych jemioły, opowieściach o niej i w pojęciach – swobody, swojej woli, wolności i ich związkach znaczeniowych dających się spleść z mitem. Podanie to łączy się w całość z kompleksem opowieści o Diwie-Ładziwie na szczycie Drzewa, Wojnie o Krąg, opowieści o Ładzie Kołacie i jego wozie zaprzężonym w skrzyste niedźwiedzice, a wreszcie, z kręgiem opowieści o Dzikich Łowach, Wielkich Bitwach i Narodzinach Bodrego Światła.

Część obrzędów przetrwała również w Czechach i na Słowacji w świętach przypisanych bogini Perchcie – Przepigole (Plątwie).

Jemioła to w narzeczach polskich jemioło, jemiało, miele, w cerkiewnosłowiańskim imeła, w ruskim omjeła, w czeskim omeli, jmeli, w słowackim meli, w serbskim imela, w łużyckim jemjelina. Słowo zawiera znaczenia odnoszące się do wydarzenia z mitu – pojmania Starzęśli – jąć, pojmać, imać. Wiąże się także z takimi wyrazami jak: miotła, mleć, mieć, imię i małyf. Wszystko to określa boginię jako małoduszną (małą), mielącą ozorem, pojmaną, o zapomnianym, zakazanym imieniu. Jagody i kora jemioły od niepamiętnych czasów służyły do wyrobu ptasiego lepu. Krzew Jemioły znajduje się pod opieką Ładów. Krzew i Boża Krówka (Czarna i Czerwona) są jedynymi żywymi wizerunkami bogini (jej przedmiotowymi przejawami) na Ziemi.

W pozostałych imionach pobrzmiewa przede wszystkim człon swęt, wynikający z jej pochodzenia od Swąta lub Dażboga – Pana Światła, a także opisujący ją jako boginię świetlistą, gorejącą, tę która weszła w Kłódź, bądź świętującą (Swątlnica wiecznie świętowała, nie wykonywała żadnych robót nakazanych przez Boga Bogów). W części imion występuje wyraz swat (swatać – wydawać za mąż). Końcówki jej mian zawierają człon -dlnica, -delnica, -lnica, -tlica, -licag. Nawiązują one do dzielenia i dawania – jako że jest to bogini dająca Nowe Światło każdego roku i dzieląca je między bogów oraz ludzi, udzielająca go ludom Ziemi. Nawiązują także do jej pięknego lica i do tlić się – żarzyć, płonąć ogniem. W końcówce -lnica słychać wyraźne nawiązanie do lenić się – czyli być leniwym (Swątlnica niczego nie chciała robić) oraz lenić się – zrzucać skórę (co nawiązuje do jej wielokrotnych narodzin i przekształceń postaci). Warto dodać, że len był materiałem na czechoły – święte obrusy. Swiędłolica to przydomek odwołujący się do znanego z mitu przekształcenia bogini w zwiędłą staruchę – Starzęślę. Końcówki -boda i -wola nawiązują, w połączeniu z pierwszym członem swa do poczucia wolności i wyłącznie swojo-własności (swego ciała, bytu-bodu i ducha-woli). Wreszcie cztery ostatnie nazwy Strzęśla i Starzęśla oraz Skrzęśla i Skreślah, nawiązują do skrzyć się, skryć się, strzelać, strząsać, a także do pojęcia starości. Oznaczają w połączeniu z końcówką -śla boginię ślącą skrę światła, ścielącą światłu drogę, jednocześnie strzęsioną (z Drzewa Drzew, z fałd sukien Rodżany), a także skrytą w Kresie Sołu (Skreśla, Skrześla), czy wreszcie skreśloną z wykazu boskich imion, skreśloną z Kręgu i Pocztu Bogów. Końcówka -rzęśla nawiązuje do rzęsistości – obfitości (jaką poprzez dar światła zsyła ta bogini na Ziemię). Starzęśla to druga, dobrze znana ludowi polskiemu, nazwa jemioły. Połabianie i Łużyczanie zwali ową boginię Sweticei.

a J. G. Frazer Złota gałąź.

b MNM t. II, str. 254.

c KLS, O. Kolberg Lud.

d Patrz np. M. Eliade Traktat o historii religii. J.Cepik Jak człowiek stworzył Bogów, str. 258-269. 280-294, tabela na str. 284.

e Fragment dotyczący Kresołu (Kresolu) i ucieczki bogini przed Bodem-Bożebogiem został zanotowany na Połabiu (nad rzeką Bodą i Wezerą w okolicy Gór Boczeńskich i Gór Sima – Ptolomeuszowe Bacenis Saltus oraz Siemana Hyle) oraz w Drawenii w połowie XIX wieku, a jest też znany na Łużycach [patrz np. E. Sieniawski Dzieje Słowian Północno-Zachodnich, Gniezno 1881]. Liczne podania zachowały się także w mitologii Istów [A. Bruckner Litwa pierwotna – ludy i bogi]. Część przechowała się w obrzędach Perchty na Słowacji i w Czechach.

f SEB str. 202, 206.

g tamże str. 295.

h tamże str. 497, 522.

i Patrz np. R. Gross Farbsymbolik im Wandel der Jahrtausende.


8 Bodre Światło Boga Bogów, czyli Boża Krówka to postać związana wyłącznie z odradzaniem się boskiej Skry Światła Świata. Bodre Światło rodzi się dwukrotnie w czasie roku (20-26 grudnia Jasne Bodre Światło – Biała Boża Krówka i 20-26 czerwca Ciemne Bodre Światło – Czarna Boża Krówka). Oba te „światła” (obydwie postacie Swątlnicy) uosabia biedronka (biała, czarna lub czerwona). Po narodzinach następują Dzikie Łowy zmierzające do upolowania i zabicia świeżego Światła-Jasności albo Światła-Ciemności. Dalsze wydarzenia opowiada dokładnie mit o Dzikich Łowach i Wielkich Bitwach. Młode Światło w ciągu roku wzrasta, osiągając po trzech miesiącach postać Orła, a po dalszych trzech Skrzystej Krowy lub Skrzystego Byka. Po osiągnięciu dojrzałej postaci Czarny Byk (lub Biała Krowa) obumiera – pomniejsza się, przechodząc przez stan Orła, do całkowitego zaniku i narodzin jako Boża Krówka – Bedrik. We wszystkich krajach Słowian Boża Krówka ma identyczne miana kojarzące ją ze słońcem, światłem lub bydełkiem bożym. Jej miano wywodzi się z rdzenia bud zachowanego w ruskim budr (bidr, bodryj) – krzepki, chętny, mocnego ducha, serbskie bodr – żwawy, litewskie budrus – czujny, świeży. Rdzeń bud tworzy takie ciągi wyrazów, jak: byt, być, budować, buda – dom, bud – zwykły, budzić, bdyna (bdit) – czuwać, blusti (bludą) – uważać, spostrzegać, indyjskie bodhati – czuwa, uważa, uznaje, awestyjskie boudajti – czujea. Jest to pień olbrzymiego znaczenia, z którego najwięcej ocalało na Rusi. Wszystkie znaczenia, jak i ocalałe obrzędy wiążą się z Bożą Krówką. Istyjskie mity potwierdzają, pierwotny kształt opowieści.

a SEB str. 25, 46-47.

9 Róża jest symboliczną rośliną, kwiatem Dażbogów. Rzecz jasna dawniej chodziło tu wyłącznie o dziką różę krzewiastą, zwaną szypszyną oraz inne odmiany dzikich róż znanych już od starożytności. Kolor różowy jest maścią Prowów, a czerwień róży barwą miłości, krwi i sprawiedliwości. Biała róża oznacza niewinnośća.

a Patrz: R. Gross Farbsymbolik im Wandel der Jahrtausende.


10 Czeltica to postać inożna, podobnie jak inne inogi będąca połączeniem cech różnych tworów boskich. Czeltice miały rybią dolną część ciała, ale że pochodziły od ryb niebieskich, skrzydlatych (skrzystych), miały też łuskowane złote skrzydełka na plecach. Miały długie złote lub srebrzyste włosy, górną część ciała ludzką (właściwie boską) jak boginki. Żyły w wodach ziemskich, welańskich, ale głównie niebieskich. Miały cienkie głosy i potrafiły wszcząć straszliwą wrzawę, jednak kiedy śpiewały, ich śpiew promieniował czarowną mocą zaklinającą. Każdy, kto je usłyszał, płynął ku nim i często przypłacał to życiem. Czeltice są więc słowiańskim i istyjskim (bałtyjskim) odpowiednikiem syren z mitologii Greków, tyle że tamte greckie nie były pięknymi dziewczętami. Nasze wyobrażenie związane ze słowem „syrena” bardziej odpowiada słowiańskiej postaci czetlicyczelticy niż obrazowi przejętych od Hellenów syren. Ich pamięć najlepiej przechowali Słowianie Północni (Nadilmeńscy) oraz Istowie (Łotysze, Litwini, Zmudzini)a.

a Wymieniają je K. Moszyński (KLS), B. Baranowski W kręgu upiorów i wilkołaków.


11 Gwiezdna-Kwietna Rzeka to Rzeka Świetlistna – zarówno słowo gwiazda (zwiezda, sweista) jak i kwiat (cwiet, swiet) wywodzą się z tego samego rdzenia swęt, potwierdzonego przez powyższy mit.

Całe podanie o Bożycu i Zorzy oraz swataniu Watry zachowane zostało w obrzędowych pieśniach Litwinów – dajnach oraz w mitologii Łotyszów – Dzismie. Podstawą odtworzenia owego mitu były także, w innych jego członach, podania Polaków, Łużyczan, Czechów, Słowaków, Ukraińców, Białorusinów i Rosjan oraz obrzędy Bozica i Badnjaka zachowane u Serbów, czy litewski obrząd Blukavakar (Płonąca Kłoda, symbol dawnego Boga Blukisa).

12 Bożyc jest czczony pod imionami Bożyca-Bezdnika (Biednica), Bożyca-Bodnyjaka (Badniaka)a i Bożyca-Błudnika (Beudnika). Pierwszy człon imienia tego boga nawiązuje bezpośrednio do jego pochodzenia od Boda-Bożeboga, czyli Boża, który był jego ojcem. Tak więc mamy w przydomku Bożyc znaczenie Syn Boża. Podobnie jak w wypadku Boda czy jego córki Bodyb mamy tu do czynienia ze wszystkimi znaczeniami wywiedzionymi z rdzenia bod, a więc: budzić, budować, być, bytować, bóść, czuwać, świeży (bodr), chyży, itp. Nawiązania do bodr biorą się w imieniu Bodnyjak stąd, że jest on Pasterzem Niebieskim drugiej Bożej Krówki, Ciemnego Bodrego Światła. Chroni ją przed Jasnymi Bogami, którzy chcą zniszczyć na Dzikich Łowach rodzącą się „ciemność”. Imiona owe nawiązują również do indoeur. rdzenia beud – głębia, dno. Jest to bóg, który oślepiony, skrył się według podań Załabian na dnie rzeki Body (w miejscu zwanym Kresem Solu), według innych zaś ukrył się w Głębokim Niebie i tam pozostaje do dziś. Inne przydomki boga (Bezdnik, Bodnyjak) nawiązują właśnie do owego faktu zniknięcia (nyjać – znikać), ukrycia się i jego ślepoty, która nie pozwala mu widzieć światła ani dnia. Jeszcze inne nawiązanie wynika z przydomka Biednic. Bóg ten uosabiał niegdyś biedę, ale w tradycji ludowej Bieda, jako postać żeńska, związała się na stałe z osobą Body. Tymczasem to Bezdnic – Bóg Znikający, ten który schudł, osłabł, zestarzał się i oślepł, jest bogiem zazdroszczącym innym każdego przejawu powodzenia. Postać Bodnyjaka, Biedy czy Bedyc jest znana zarówno Polakom, Rusinom, Łużyczanom, jak Serbom i Bułgarom. Istyjskim odpowiednikiem Bodnyjaka jest Blukis-Zwaiganes. Postać Bożyca występuje w wielu podaniach wielkopolskich, litewskich i karpackich.

a SMLIE.

b Patrz Taja Szósta – przypis: Bożebóg oraz przypis 8 i 38 do tej tai.

c SMR str. 18, 20.

Jerzy Przybył – Zorza

13 Zorza jest czczona pod przydomkami Jutrybogia-Jutry (Jutrzni), Utrii-Witry (Ustricy) i Wzorzy-Żarzycy (Zurii-Zorii, Orzy-Ory). Bogini jest wymieniana przez najdawniejszych kronikarzy pod imieniem Utriib. Jej główne imię nawiązuje do rdzenia orz obecnego w takich słowach, jak: orzeł, orzech, orzyna (jeżyna), orzyć (orać) oraz orz – wierzchowiec. Orzy znaczy szybki, popędliwy, ładny, zwinny, płodny, i przede wszystkim jarzący, błyszczący, jasny, silny. Jest to słowo pochodzące z czasów Wspólnoty, znane wszystkim Ariom (Indoeuropejczykom). U Istów jako nazwa zorzy i imię bogini Zorzy zachowało się bardzo pierwotne miano Ausra. W językach Słowian przetrwało ono w takich słowach, jak: hoży, hyży, jary, orzeł, orać, orzyć i innych. Słowo orewit oznaczało niegdyś popędliwość konia ku klaczy, a zatem siłę płodności. Do dziś huculskie woryk znaczy źrebiec, a wora stado. Trzeba zauważyć, że Polacy do XVI wieku na oznaczenie szybkiego wierzchowca używali słów orz, orzs, ors, hors i źrzebiec. Od tego wyrazu pochodzą również takie nazwy, jak Orawa, Orzew, Worów czy Horyń. Orzyć znaczy poza tym – wywracać, rozcinać, rozpoczynać, rozpędzać, pędzić, gnać, pustoszyć, niszczyć. Rdzeń ten pozostaje w bliskim związku z pojęciami źrzeć – widzieć, przejrzeć, źrały – dojrzały, źrebię – nowonarodzony, źrzeb, źreb – los, zręb – podstawa, wzrok – spojrzenie, wzór – rzecz godna naśladowania, wzierać – spoglądać, wyzierać – wyjawiać się, zórać – jaśnieć, wychylać się, wschodzić, zerkać – obejrzeć, spozierać – patrzeć, zerkało – zwierciadło, lustro odbijające, wzraz – odcisk, odbicie, kształt, podobieństwo, obraz – odbicie, na wyraz – na kształt, na podobieństwo, źrenica dawniej zrzenica i jirzenica – oko. Tu dochodzimy do słowa zór mającego wiele rozgałęzień świadczących o jego prastarym i głębokim znaczeniu magicznym. Oznacza ono przede wszystkim jaśnienie, blask, żar, zarzewie, pożar, ognistość, łunę, co wyraźnie wskazuje na związek z bogami Ognia i Jasnego Nieba. Poprzez bliskość z wyrazami życie, żyć, ożyć, ożywić, jur, jurzyć, jary, jurny wskazuje na związek postaci Zorzy z bogami Życia (Simami, Rodami, Bożebogami) i płodności (Sporami, Rgłami, Dziewami). Wykazuje także, poprzez wyrazy zrąb, źrzeb, źrebiec, rok i wierg, bliski związek z bogami Bytu i Doli. Zór oznacza jednocześnie (trudne do wytłumaczenia inaczej niż przez bezpośredni związek z mitem) takie pojęcia, jak pozór – udawanie zgody, fałszywy ślad, pozór – wstyd, pozor – uwazność, uważanie, pozor – szpiegowanie, podpatrywanie, prezor – pycha, zazor – przygana. Widać jasno związek wszystkich przydomków Zorzy ze sobą oraz mityczne korzenie znaczeń wywodzących się od tego pnia. Przydomki Wzorza, Zurja i Żarzyca określają ją jako jaśniejącą, gorejącą, przynoszącą światło, jasność dla oka (wejrzenia), możliwość spostrzegania świata albo jako odbierającą owe możliwości, przynoszącą ciemność. Ta dwuznaczność znajduje odbicie w mitycznych losach bogini strąconej z Niebios (z powodu zawiązanego przez nią z Watrą spisku i okaleczenia Bodnyjaka). Jej miłość do Księżyca spowodowała jego przecięcie (zarzęcie)c.

Warto zwrócić uwagę na zbieżność miana Zorza-Zurja (Zorja) z mitologicznymi pojęciami sanskryckimi z religii hinduskiej (Wed), gdzie Surja to najważniejszy Bóg Słoneczny, którego ojcem był Diw, a on sam nazywany jest „okiem” Mitry i Waruny. Surja jest szczególnie mocno związany z Agnim – Ogniem. Także jego córka nosi imię Surja i została zaślubiona Somie.

Imię Zurii przechowały kroniki ruskied. Widać tutaj bardzo mocny związek dawnej wiary przyrodzonej Słowian i Hindusów, który wypływa z czasów Wspólnoty Ariów (wspólnych wierzeń owego okresu), znajdującej swe odbicie i zapis w rozbudowanej formie indyjskich Wed. O wspólnocie owej świadczą niezbicie niemal identyczne miana bogów jak i pojęcia religijne, takie jak: Mir-Podag – sanskrycki Mitra, Zorza – Surja, Ogień (Swar-Og, Poż-ogień, Ogniobog) – Agni, Warza – Waruna, Watra – Wrytra, Wijns – Waju, Żywia-Siwa – Śiwa, Wiszeń – Wisznu, Diw i Dziwień – Diw, Kalja-Obiła – Kali, Krasa i Kirowie – Kriszna, Karna – Karna, Gogołada-Mienia (od urn – rozum, men – miano) – Urna, Trojan – Trimutri, Trzygław – Twarztri, Rod (Rodżana, Rudź) – Rudra, Rada – Radha, Weles (Wela) –Wali, Jamień – Jama, Dziewanna – Dewi, Drasznica – Durga, Mokosza – Moksza (stan najwyższej duchowej wolności, wyzwolenia), Pogoda-Ptacha i Pąć-dagżwik – Patha (droga, droga życia, droga duchowa ku doskonałości, polskie Pąć – ścieżka), Chors i Chorsawa-Czara – Ćandra (Czandra –Księżyc), Kupała – kuppala (pąk), pojęcie Raju – sanskryckie Raj, czarownego kręgu – czakra, Weń (powietrze, Weniowie) – Wena (tęsknota, słoneczny ptak), sołwy (święty napój) – soma, podania i dajny (litewska nazwa bajnej-mitologicznej pieśni-podania) – dhjana (wgląd, mądrość), Nieba – niebo, człony sweit- i wit- np. w Światowit – Wiśwanatha (Pan Wszystkich), Wiwaswat (Jasny, Słońce) albo wed- np. w wiedza – weda oraz wiele wiele innych. Taka zbieżność nie może być przypadkowa i wskazuje na ów pradawny i bardzo głęboki związek, wręcz jedność, z której obydwie religie wyrosłye.

Inne przydomki Utrija, Ustrica, Jutra, Jutryboga nawiązują do pojęcia utro – poranek, jasność, jaskrawość, zaranie, ponowność, narodzenie dnia, rano, jutro, jutrzejszy dzień. W języku prasłowiańskim pierwotnie istniało słowo ustro oznaczające zaranie i z niego zapewne powstało ustro –odbicie, czyli lustro (podobnie jak od zerkać – zierkało, zwierciadło). Pojęcie blasku porannego -utrii wiąże się również bardzo blisko z pojęciem witry – pogody, wiatru, wedry i wedernicy – tęczy (Dengi), wrzy, waru, wiru, a więc z bogami Pogody, Warzą i Watrą.

Istyjskim odpowiednikiem Zorzy jest bogini Ausraf.

a SSS t. IV, str. 405-406 – Pseudbóstwa – gdzie hiperkrytyczne, wyraźnie pod wpływem materializmu, poglądy S. Urbańczyka, prezentowane także we wszystkich innych jego pracach.

b Bogini jako Utrija jest wymieniona już w Chodzeniu Bogurodzicy po mękach w X-XI wieku, piśmie znanym np. z greckich przekładów [patrz: MSiP str. 88].

c SEB str. 209, 382, 640, 656.

d W staroruskim źródłowym tekście kronikarskim, Księdze Welesowej zapisana jako Surja. Suronż.

e Patrz np. Adam Wojtanek Joga i dawni Słowianie z serii Wiedza o Bogu „Odwieczna Mądrość – Śri Vidya”.

f W Polsce od 1960 roku istnieje i działa Świątynia Zorzy – Ausry i cała społeczność Ausran, której głównym ośrodkiem jest Łódź. W modlitwach i obrzędach posługują się oni językiem Ariów – praindoeuropejskim, odtworzonym przez prof. Ignacego Danka i współpracowników Ausran [patrz K. Brandys Listy do Pani Z. oraz „Gazeta Wyborcza” – E. Zientarska – 6.03.1996].

14 Płon ma przydomki Płon-Netnik, Płon-Plen i Płon Plona. Miano Płon wypływa z podwójnego znaczenia płonu – życiodajnej płonącej materii ognistej, żaru (płomienia) oraz płonu-płynu, ognistej, żywej wody wypełniającej żyły bogów (Jezioro Płoń-Pełń), czyli z nazwań boskiego ichoru. Mówi się, że Płon zapłonia (czyli zapala) swoim Świecidłem nieci żywota na Bai (Materii Świata) – widzialne jako gwiazdy, a także że je na niebiosach gasi, razem z bogami Przeznaczenia. Stąd znaczenia przydomka Netnik – niecący, ale i niecny (przez to że zdradził swoją matkę Dabogę). Przydomek Plen i Plon są bliskoznaczne. Pierwszy oznacza jednak oprócz plenności, płodności, dawania plonu, rozpleniania – rozmnażania (poprzez napełnianie chmur dobrym deszczem), również pleń – niewolęb. Znaczenie to wynika z wykonywanej przez Plena pracy niewolniczego napełniania chmur dla Perperuny, na jaką bóg zosta skazany za swoją zdradę. Miana Plon i Plen oznaczają nie tylko dawcę wielkich zbiorów różnorakich płodów Ziemi, ale również tego, który schwytał i zniewolił (pojmał w pleń) wszystkie gwiazdy rozpierzchłe w różne strony Nieba. Gwiazdy stanowią wielki plon – łup Płona, są jego stadem, które on na niebiosach wypasa. Niektórzy twierdzą, że gwiazdy są kłębkami płonących nieci żywota (motkami Dodoli) rzucanymi przez Mokos, na niebo pod opiekę Płona, albo kłębami wełny gwiazd-skrzystych baranów, z których to kłębków Makosz-Dodol wyplata Zrąb-Sieć – podstawę Materii Świata.

Istyjskim odpowiednikiem boga jest zbliżona doń choć nie całkiem mu odpowiadająca, Wakarine –Wieczornica.

a Imię przechowały liczne podania z różnych stron Słowiańszczyzny. Pod mianem Plon był znany na Łużycach jeszcze w XIX wieku – patrz: O. Kolberg Lud, tom „Łużyczanie”.

b SEB str. 418-422.

Zdzisław Beksiński – Zły wierg (wyrok- dola)

15 Dodola nosi przydomki Dodola, Odola i Niedola. Jej istyjskim odpowiednikiem jest bogini Dekla. Postać Doli była czczona od dawien dawna we wszystkich krajach Słowian i zwana także Dudulicą – czyli córką Dodola (Makosza). Do dzisiaj zachowała się ona w licznych podaniach Ślązaków, Pomorzan, Wielkopolan, Mazowszan, Małopolan, Podolan, Poleszuków, Słowaków, Czechów i Łużyczan. Jako dawczyni dobrego losu jest wzywana przez Serbów i Bośniaków, Macedończyków i Bułgarów podczas obrzędów sprowadzania deszczu, kiedy prosi się Perperunę – Panią Burzy i Burzowych Chmur, by polała ziemię wodą, a Dodolę (Duduleicę), by ta woda była dobra, „żywa”. Przydomki bogini mają budowę złożoną. Główny człon imienia, dola, wywodzi się z del dział, dziełanie – praca, robota, dzielenie, udział – część, dziejanie – czynienie, dziedziczenie – przejmowanie udziału, dzieło – rzecz wykonana i dołać (podołać) – wykonywać. Słowo to oznacza los – udział, część, przeznaczenie, szczęściea i jest znane wszystkim Słowianom. Jednocześnie należy zwrócić uwagę na jego związek z pojęciem dołu, padołu (jako Ziemi), doliny, dążności i dzielności (odwagi). Dola to bogini Dolnego Wiergu, czyli Bytu Człowieczego – codziennego, składającego się ze zwykłych chwil i działań, dążenia do małych celów. Dola jako Dodola jest boginią dodającą sił, by podołać przeciwnościom wiergu, jest dawczynią dobrej doli. Jako Odola jest boginią sprowadzającą odmianę, która ma pomóc przezwyciężać (rus. odeleti – zwyciężać) i pokonywać, przemagać i przełamywać nieprzychylny wierg. Także jednak Odola może spowodować przełom w złym kierunku, gdy się człowiekowi wiodło. Niedola to dawczyni złej doli, powodująca niedolanie, brak działania, kiepski byt ziemski.

Dodola posiadała swoją świątynię i bugryszcze w Widinie, grodzie na prawym brzegu Dunaju, zwanym też Bdinem, gdzie w V wieku zamieszkali Słowianie zakładając osadę przy starorzymskim kasztelu Bononia. W VI wieku zbudowano zamek zwany Baba Wida. Tam właśnie czczono trójcę bogów: Wida, Bodnyjaka i Dolę – zwaną Babą Wida. W XI wieku na miejscu poprzedniego gródka i zamku powstała twierdza Bułgarów zdobyta przez cesarza bizantyńskiego Bazylego II Bułgarobójcęb.

a SEB str. 92, SES t. I, str. 154.

b Patrz np. MSKDS str. 401.

16 Głoznoa – jest to wyraz słowiański, który według niektórych językoznawców wszedł do łaciny: glaeseum, glesum – bursztyn, glaesarius – bursztynowy. Możliwe, że wyraz ten ma starszy, praindoeuropejski rodowód. W języku polskim zachował się w słowach: gładź, gładki (jak powierzchnia glozna), głaz – kamień, gleba – bryła oraz glazura – gładkość wyszlifowana, obrobiona. Wyraz ten w języku rosyjskim nawiązuje także do pojęcia głazy – oczy (pol. gały – oczy). Bursztyn jest Okiem Swarożyca – głoznem – świętym kamieniem poczętym z łez wykapanych przez Swarożycowe oczy (głazy, gały).

a Patrz także Taja Ósma, przypis 11.

17 O skaczącym Słońcu i wróżbach czynionych z jego wschodu oraz zachodu, zwłaszcza w Święta Kupalne, pisze dokładnie K. Moszyński w KLS [patrz także O. Kolberg Lud].

N. Rerich – Swarożyc

18 Swarożyc nosi przydomki: Znicz, Pożogień-Wogniobóg i Żar-Sowarog. Imię tego boga jest znane z najdawniejszych przekazów kronikarzya. Przekazy północne – nadilmeńskie, nazywają go Sowarogiem, bratem Sowiego. Według tamtejszej tradycji obaj bogowie, jako dzieci Swaroga, ocaleli od pożarcia przez Potwora. Przekazy południowe – kijowskie, przechowały jego imię także jako Wognioboga. Imię i przydomki boga nawiązują do pojęć blisko związanych z ogniem, żarem, pożogą oraz zniczą – wiecznie płonącym ku czci bogów ziemskim ogniem i ogniem ofiarnymb. Miano Pożogień wskazuje na Tego Który Wywołuje Pożary, a także przychodzi, czy też następuje, po Ogniu – Swarogu. Swarog jest bogiem Ognia Niebieskiego, Swara boginią Niebieskiego Żaru-Skwaru, Swarożyc zaś jest bogiem Ognia Ziemskiego, Panem Słońca, Nosicielem Złotej Tarczy, Panem Miesięcy i Władcą Ognia Ofiarnego. Jego istyjskim odpowiednikiem jest Paniks lub Jagaubis.

a Na Zachodzie Słowiańszczyzny miano Swarożyc zostało zapisane przez niemieckiego kronikarza Thietmara z Merseburga. Na Wschodzie jego postać opisuje Powieść lat minionych Nestora, nazywając syna Swarogowego mylnie Dażbogiem, mylny zapis Nestora odnosi się do następstwa Światła po Iskrze u zarania Świata. Najpierw był Swąt-Iskra, a potem Swąt-Światło, jednakże Żywioły narodzone w podobnej kolejności nie były powiązane ze sobą wynikowym, nastęPczym pokrewieństwem, lecz były sobie równe stopniem. Światło Niebieskie nie jest synem Ognia Niebieskiego, lecz obaj są synami Boga Bogów. Niebo i Ogień to dwa równe sobie Żywioły. Słońce – Ogień Ziemski, Nosiciel Złotej Tarczy jest synem Ognia Niebieskiego i Pani Nieba Dabogi.

W Księdze Welesowej zachowało się imię Wogniebog.

b Znaczenie przydomków w znacznej mierze omówiono w Tai Szóstej, w przypisach dotyczących Swaroga i Swary.

Denga- Raduga – Tenga- Wstęża

19 Dengę (Dęgę) nazywają Tuczą, Dugą albo Wąsą-Wstęgą. Jej przydomki są rozpowszechnione po całej Słowiańszczyźnie. Jest także nazywana Wiedernicą, towarzyszką Wiodry-Pogody. Miano Duga-Daugawa (Długa) nawiązuje do jej wydłużonego kształtu, gdy jako siedmiobarwny wąż lub wstęga pokazuje się na niebie. Do tego samego nawiązują przydomki Wąsa-Wasa i Wstęga. W tym ostatnim imieniu brzmi człon -tęga identyczny z przydomkiem Tuga (Tucza, Tuka), czyli tęga, tłusta. Tęga, znaczy również „będąca w ciąży”, ciężarna (gdy bogini nosiła potomstwo Lela miała wyjątkowo wielki brzuch). W kręgu określeń wywodzących się od pojęcia tuczy są takie wyrazy, jak: tłoka – wspomaganie, praca wspólna, tlocza – tłoczenie, pompowanie (Denga wtłacza w siebie wody jezior i wznosi je w chmury). Stąd w niektórych okolicach lud z czasem przeniósł imię bogini na chmury deszczowe, burzowe i gradowe, nazywając je tuczarni. Tęga znaczy również ciążąca ku czemuś, komuś, tęskniąca, spazmująca, ciągnąca się, ciężka. Także określenie Tuła (znane w niektórych okolicach) oznacza Tęczę – boginię chodzącą po niebie, przemieszczającą się, zmieniającą miejsce. Określenie to jednocześnie podkreśla żeńskie cechy jej płci, tuł bowiem to kołczan (pojemnik na strzały). Zwraca uwagę nawiązanie do wyrazów: teszny – tęskny, nudny, ciszny cichy, milczący, smutny, które to słowa wywodzą się ze wspólnego rozdwajającego się pnia w równoległe znaczenie – teszit sa – cieszyć sięa. Główne miano bogini nawiązuje do prastarego rdzenia deg, pochodzącego z czasów Wspólnoty Ludów, a oznaczającego ogień, jasność, jaskrawość. Rdzeń ten i krąg wiążących się z nim pojęć zostały omówione w Tai Szóstejb. Istyjskim odpowiednikiem tej bogini jest Wajwa.

a SEB str. 60-64, 570.

b Patrz Taja Szósta, przypis Dażbóg.

20 Watra – o przydomkach Wierta, Warta i Skrza-Skra – to ubóstwiony ogień ziemski (podziemny, skalny), z biegiem czasu przypisany bogini Ogniska Domowego. Jest to bóstwo powiązane ze światem kobiecym, w przeciwieństwie do boga Ognia Słonecznego – Swarożyca, noszącego Tarczę-Swońce (Suońce) i boga Ognia Niebiańskiego – Swaroga, ojca ich obojga. Miano bogini, jak wiele w panteonie starosłowiańskim, nawiązuje do okresu Wspólnoty Ariów i wykazuje bliski związek z irańskim watra – ogień z indo-irańskim bogiem Waruną, rezydującym w złotym pałacu o tysiącu kolumn, czy też, pożerającym słońce żmijem-smokiem Wrytrą. Watra, jak Waruna, mieszka osobno, obok dworu Swaroga na Weli, w pałacu (pałac – pałający blaskiem) ognistyma. Do tego samego indoeuropejskiego rdzenia nawiązuje swym imieniem inna bogini słowiańska Warza-Cicab, związana z ogniskiem domowym i warzeniem potraw. Scytyjskie wary – półziemianki wypełnione sporami-przetrwalnikami wszystkiego, co żywe, wiążą się również w jakiś sposób z mitologią Słowian poprzez miana Watry i Warzy oraz przez podobieństwo z Jaskinią Kłów (kiełków-sporów, Śreczy i Spora), zwaną też Warem, w której Watra była uwięziona, a Warzacica została powita. Imienia Watry nie wymieniają Żadne stare źródła, jednakże cały kompleks bóstw ogniowych i układ Żywiołów w Kręgu wskazuje dokładnie jej miejsce. Miano bóstwa, zachowane w podaniach Beskidu Żywieckigo (jako Wiertek-Wartek-Bartekc), zostało przez naleciałości folklorystyczne złączone ze złośliwym, gorącym wiatrem południowo-wschodnim. Miano przeszło bezpośrednio w określenie ognia domowego i krzesanego ogniska. U nas zachowane w gwarze Podbeskidzia, gdzie watra to specjalne ognisko krzesane i biesiadne, odświętne. Identycznie u Czechów, Słowaków, Serbów i Rusinów oraz w całej posłowiańskiej Europie (np. Wołoszy, Rumunii, Albanii). Nieprzypadkowy wydaje się związek etymologiczny między wyrazem watra a znaczeniami war, wrzeć, warta, wartość, wrdęga.

Istyjski odpowiednik Watry to bogini Polengabia.

a Obrzędy związane z Watrą i uroczystości ku czci Watry-Żywego Ognia i Ognia Ogniska Domowego, a także podania, jak również samo miano bogini przechował w doskonałym stanie folklor serbski [patrz: SMR str. 54-57].

b O Watrze np. MSiP str. 137, M. Składankowa Mitologia Iranu, i inni.

c Jest poprzez człon Srala nawiązaniem do irańskiego miana Sruwary, a przez miano Wielek do Wrytry [M. Składankowa Mitologia Iranu str. 142].

Jerzy Przybył Sim-Skalnik

21 Skalnik nosi przydomki Skoł, Kład i Jameń-Jama. Jego istyjskim odpowiednikiem jest Podziemny Bóg – Dugnaj. Skalnik jako syn Ziemi i Sima nosi w swoim mianie owo pochodzenie. Słowo skała zawiera dwojakie pierwotne znaczenie wywodzące się bezpośrednio ze świata wierzeń i bajów (mitów) wiary przyrodzonej. Podanie mówi, że Skalnik (Skała-Skoł) zrodził się z miękkiej Siemi – czarnej, grząskiej, bagiennej, mokrej, brunatnej, ciemnej – Kali (kał znaczy błoto, pulpa, kałuża, nieczystość, glina), objętej z wielką mocą przez swego męża-brata, Sima. Owa gliniana kula, jaką był Jamień-Jama na początku, ściśnięta przez Sima, stała się twarda jak skała, jak jamień – kamień, jak żelazo, Stąd właśnie drugie znaczenie słowa kał, kalić – utwardzać, twardy. Prasłowiański wyraz kaliti znaczył hartować żelazo, zakalony – twardy, utwardzony, zahartowany, zakalec – twarde, zestalone, wypieczone na kamień ciasto, kalonka – gliniane, wypalane szczyty dachu, skał – twardy. Tak więc skał to jednocześnie twardy, kamienny oraz pochodzący z kałuiy, kału – bryi, brunatny, brudny. Jego miano nawiązuje również do świętych pojęć Kłody (kołka i koła), Kłódzi i Kołoty. Także do pojęcia skały – szczeliny, wejścia do świata podziemnego. Do kręgu znaczeń pokrewnych wchodzą również takie wyrazy, jak kład – podstawa rozpostarta pod nogami ludzi, kład – skarb ziemi, kład budulec oraz kład – nałożony ciężar. Bliskie korzenie ma słowo skarb i karba – nacięcie, linia wyżłobiona w kamieniu, w skale, w glinie albo w drewnie, skarbić – znaczyć, skorbać (skrobać) – ciąć, żłobić, wycinać, oznaczyć coś bardzo starannie. Żłobienie w skale wymagało pracowitości i staranności. Skrbiti to troszczyć się, opiekować, skarb to także bydło domowe, skrb – skąpiec strzegący pilnie swoich skarbówa. Stąd miano wspomagających Skalnika bogunów Skarbkówb. Krbaniem, krbanią nazywano dzban, w którym chowano kosztowności i drogocenności. W takich dzbanach zakopywano skarby w ziemi. Inne odniesienia wskazujące na baj (mit) i wierzenie przyrodzone jako wspólne źródło to takie znaczenia słowa skarb, jak troska, żal, uraza, zgrzyt, skarga.

Przydomek Jameń nawiązuje do pojęcia Jamy – podziemia, groty, pieczary i kamieni. Przydomek ten wykazuje bliski związek z irańskimi, indyjskimi i scytyjskimi bogami Jamą i Jimąc. Człon koł podkreśla męskie cechy boga.

a SEB str, 214-215,236, 247,493.

b Cz. Białczyński Stworze i Zdusze.

c M. Składankowa Mitologia Iranu.

Kukier

22 Miana Zimnik-Ziemieboga, Ispoł oraz Kukier (Kukr-Kukrzysko) to przydomki Ziemiennika. Bóg ten jest znany zarówno na północy, jak na południu Słowiańszczyzny. Jego postać przetrwała we wspaniałych, barwnych obrzędach płodności w Bułgarii, Mołdawii, na Wołoszy i w Macedonii, Jego istyjski odpowiednik to Zemnieks.

Wyrazy ziemia (irańskie humi) i zima (irańskie hima) wywodzi się ze wspólnego pnia, od którego pochodzą także takie znaczenia, jak ludzie (homo) człowiek-mężczyzna (humanus, guma) i kobieta (imona, żona, żena). Zima odsłania ziemię i powoduje uśpienie Ziemi, uschnięcie i obumarcie jej płodów. Wszyscy jesteśmy dziećmi Ziemi, wszystko, co żywe na niej, jest jej płodem. Najdawniejsze domy, w których człowiek szukał schronienia przed zimnem i zimą to wkopywane w ziemię ziemianki, zwane przez Irańczyków jumami, a u nas jamami. Ten związek znaczeniowy może być pośrednim dowodem na braterstwo Skalnika i Ziemiennika.

Kukrzysko to zarówno ognisko, jak i siedlisko, Kukrachty to święta potrawa przeznaczona Ziemiennikowi. Kogut (kukuryk) to ognisty ptak, ptak ofiarny, stróż każdego domostwa, podobnie jak wąż (zaskroniec, żmija) czy pies. Przydomek ten nawiązuje także do kauk – silny, dzielny, uderzać, bić, wyć, krzyczeć, czyli do bogów Działu – Kauków. Wyraz kokorycz wskazuje na Kukiera jako boga kędzierzawego, o zawijanych włosach, okrytego włosiem (kłakami).

Przydomek Ispoł nawiązuje zarówno do wyrazów isty – istny, istotny – ważny, istota – byt, jak i do ispina – wyspa, teren zalewany, czyli nieużytek, piaskowisko, szutrowisko, kamienisko, gołoborze oraz do słowa społ – spory, wielki, olbrzymi, spajający – scalającyb (łączący Ziemię-glebę z Simem-skałą, stanowiący spojenie tych dwóch skrajnych żywiołów Ziemi). Także pałający – czyli świecący blaskiem, jaśniejący oraz pałający – poruszający się żwawo, pędzący, poruszający się silnymi, gwałtownymi ruchami. Do cech pałania nawiązuje końcówka głównego miana – miennik, czyli mieniący się – świecący i zmieniający się szybko. Określenia te nawiązują do niezdecydowanej postawy Ziemiennika względem ludzi, który raz postępuje korzystnie dla nich, raz zaś odwrotnie, staje się ich przeciwnikiem.

a Jako Ziemiebog figuruje w Księdze Welesowej.

b SEB str. 194,244,280,392,653-654.

W. Korolkow Licho

23 Licho ma przydomki Lisza, Pastwa-Pacwa i Chowaniec-Tszcza.

W mitach i podaniach wschodniosłowiańskich Licho przedstawiano jako olbrzymkę pożerającą ludzi lub wychudzoną jednooką kobietę. Słowacki wyraz lih znaczy nieparzysty. Także polskie, ukraińskie, bułgarskie czy macedońskie odniesienia wiążą licho z pojęciami zła, głupoty, nieszczęścia i nieparzystości. W mowie potocznej wszystkich krajów słowiańskich występują wciąż jeszcze liczne powiedzenia w rodzaju: „Nie szukaj dobra w lichu”, „Licho nie śpi”, „Niech cię licho porwie”a. Wszystkie one nawiązują do dawnej pozycji bogini Licho, zdegradowanej przez chrześcijaństwo do roli demona. W języku bułgarskim lichuja znaczy oszukiwać, przechytrzać, w ukraińskim łychowaty – wyrządzać zło, ograbiać. Ogólnie najpełniejszy opis Licho przechowali Rosjanie. W ich języku lichoj, lich, licha, licho – zły, niedobry, powodujący szkodę, zepsuty, podstępny, obłudny, gniewny, mściwy, złośliwy, trudny, surowy, powodujący biedę, ale jednocześnie lichoj – większy, śmiały, dzielny, silny, smutny, bystry, rączy, zwinny, zawadiacki. Łużyczanie widzą w pojęciu lich takie znaczenia, jak próżny, goły, pusty, fałszywy, ale i wolny, swobodny. Także Białorusini przypisują temu słowu znaczenia dwubiegunowe: gniewny, pozbawiony wartoŚci, zły, nieszczęśliwy, ale i dziarski, chwacki, słynny. W czeskim wyraz ten posiada znaczenie: fałszywy, obłudny, zły, zły duch, mara, czarownica, straszydło, a zarazem – pieszczotliwy, pochlebiający, w słowackim oznacza: straszydło, czarownicę, ale znaczy też pochlebnyb. We wszystkich krajach jest to słowo skojarzone z pojęciem nadmierności, nieparzystości, złego ducha lub diabła. Powyższe fakty świadczą o dawne i pozycji bogini w panteonie starosłowiańskich bóstw. Dodatkowy argument za boskim pochodzeniem Licho to wspólny indoeuropejski rdzeń leżący u podstawy niemieckiego Licht – światło, jasny i słowiańskiego łuna – blask, jasność (od tego pierwiastka w obu grupach języków pochodzi wspólny wyraz lichtarz –świecznik, latarnia). Powyższe spostrzeżenia dotyczą też bogunów, duchów pomocniczych bogini Licho, zwanych Liszkami lub Lichoradkami. Wszędzie łączą się one z pojęciem zła, złośliwości, złożyczenia i złoczynienia. Ich nazwę jako przynoszących choroby przypisano w późniejszych, chrześcijańskich czasach na Rusi samym chorobom, np. febrze-zimnicy, ospie i innym. Lichmanić znaczyło w staropolskim zwodzić i oszukiwać, czyli licho maniti (rus. mamić i źle czynić). Pewien związek ze znaczeniem wyrazu licho wykazuje również słowo lico – fasada, zewnętrzność. Oblicze to prawdziwa, właściwa strona przedmiotu, rzeczy, w odróżnieniu od odwrotnej. Określenie wróżebnego rzutu monetą, które przetrwało do naszych czasów jako cetno i licho (orzeł i reszka), zostało przeniesione z obrzędów wróżenia patyczkami, gdzie liczba parzysta była znakiem bogini Cetny (czystej, symbolizowanej przez orła), a nieparzysta wróżyła źle i należała do Licho. Bliskie znaczeniowo są również pojęcia liczby i liczenia, więc i liczykrupy czy Liczyrzepy – demonicznej postaci znanej ze Śląska, która powstała jako postać mityczna z połączenia dwóch bytów: Licho i Rzepióra. Zwierzęta takie, jak lis czy łaska (łasica), nazwy włochatych gąsienic, larw i gatunków motyli czy gatunków grzybów w różnych krajach słowiańskich również zdają się mieć bliski związek z postacią bogini Licho.

Przydomek Lisza ma podobne znaczenie jak opisany powyżej. Liszyć znaczy bowiem we wszystkich językach Słowian to samo: zbyteczny, niepotrzebny, nadmierny, zbędny, pozbawiać czegoś, odstraszać, odstręczać, tracić, stronić, unikać, różnić się, uwalniać się od czegoś, odebrać, ogołocić, cierpieć niedostatek. Tutaj do wspólnego kręgu dochodzą także takie znaczenia jak liszaj – choroba skóry, szpetna narośl, lisza – plama na skórze, liszan – szalej jadowity, roślina trująca, zawierająca cykutę (alkaloid znany od starożytności i używany w celach trucicielskich) c.

Przydomek Paść-Pastwa nawiązuje do takich znaczeń, jak pułapka, wnyki, przepaść – jama bez dna, ćma, ciemność, błoto, grząskość. Bliskie są takie określenia, jak paciep (archaiczne słowo oznaczające ćmę – ciemność i miejsce zatopione)d oraz pacwa – potwór. Od imienia i postaci potwora Pacwy pochodzą chyba takie nazwy, jak serbskie pa(r)cow – szczur, litewskie paciuk – wieprz, a także staropolska nazwa szczura – pac. Skojarzenia te opisują Licho-Paść-Pacwę, jako mocno pachnącą, mającą sierść szczeciniastą i wygląd pomiędzy szczurem a wieprzem. Pacwa znaczy dziwoląg, lichoe. Pacyna oznacza bryłę gliny, grudę soli, na Śląsku zaś bochen np. chleba, zatem pacyna mogła być obrzędowym pieczywem przeznaczonym dla Licho.

Najczytelniejszy jest ostatni przydomek, Chowaniec, który określa Licho jako boginię chowającą przedmioty, niecnotę (znów w odróżnieniu od Cetny-Cnoty) pożerającą przedmioty (nykti – unicestwiać).

Istyjskim odpowiednikiem Licho jest Tartois (Trotytojas Kirbikstu – Zaklinacz i Pożeracz Iskier).

a SMLIE str. 255, MNM t. II. str. 66.

b SES t. IV, str. 228-239.

c SES t. IV. str. 288-296.

d SEB str. 389.

e SEB str. 390.

by Venomxbaby

24 Wilec ma przydomki Owilec, Debrz i Kurpcz. Istyjski odpowiednik Wilca to Silnicius – Bóg Mchów lub leśna bogini Lazdona. Wyraz Wilec oznacza syna Wiła albo syna Wiłów (Kienów – Borowiła i Borany-Leszy). Prócz omówionych w poprzednich tajacha przydomek ma również znaczenie wijący się, płożący się, nawiązujące do królowania przez owego boga wężom i runu leśnemu. Wiłowaty znaczy także kręcący się w koło, szalejący, wariujący, tańczący taniec w kole. Przydomek Debrz oznacza boga dobrego i jednocześnie opiekuna gadziny leśnej oraz runa (debrz – runo, zarośla). Te cechy, dobroć i łagodność ojca Wilców-Sjenów, przekazicieli próśb i ofiar do Niebios, są czymś, co się w postaci Wilca wybija. Debra znaczy dokładnie: zarośnięty parów, dolina, cierniste zarośla, wąwóz leśny, gęstwina, zapadłość wypełniona wodą. Prasłowiańskie dbr to: otchłań, dolina wypełniona wodą, woda i bagno. Określenie debr ma także dokładne odpowiedniki w innych językach pobliskich: łotewskie dubra –  bagno, litewskie duburys – zapadłość wypełniona wodą i w odleglejszych indoeuropejskich, jak iryjskie dobar, starokimeryjskie dubr – woda, czy inne pochodzące od rdzenia dheu-b – głęboki, wydrążony, które dały początek nazwom rzek: Dunaj, Dunajec, Don, Dniestrz, Dniepr czy Brda (Dbra)b. Przydomek Kurpa (Kurpcz) oznacza „łatacza”, mieszkańca puszczy, puszczanina, tego który chodzi w plecionych z łodyg poszycia leśnego trzewikach. Słowo to wykazuje powiązanie zarówno z karcz –pniak, kark – szyja, barki, grdyka, gardło, plecy, grzbiet, jak i z krak – przysadzisty, krępy, krak (krzak) – krzaczasty, wielopienny, korcz – miejsce wykarczowane (co odpowiada roli Władcy Runa), kirkać – kręcić, krzykać – krzyczeć, karkati – skrzeczeć, krakać. Także bliski jest związek między rdzeniem karp i chors – jasny i chropowaty (bo obdarty ze skóry), chropawy – szorstki, ostry, karpaty – górski (co widać jasno w zbliżonym brzmieniu nazw Karpaty i Charwaty – Chorwaci)c. Wskazuje to na władcę niedostępnych polan śródgórskich i połonin szczytowych, wiązanych we wszystkich niemal podaniach z Królem Wężów z tego powodu, iż są porośnięte wyłącznie roślinnością runa – niskopienną.

Postać owego boga lasu występuje powszechnie w podaniach ze wszystkich stron Słowiańszczyzny do dnia dzisiejszego.

Wilec-Kurpcz był szczególnie czczony przez plemię Karpian (Karpianów), z którego wywiedli się zarówno współcześni górale podhalańscy i Łemkowie Beskidzko-Bieszczadzcy (Pogórzanie Karpaccy), jak i Kurpiowie – odłam owego plemienia, który wywędrował na północ w czasach słowiańskich wędrówek (w IV-VII wieku).

a Patrz Taja Szósta – przypis Borowił.

b SES t. I, str. 143, a także Taja Szósta, przypis 12 dotyczący Daby-Dobry i Taja Pierwsza, przypis 2 e.

c SES t. II, str. 71-73, 82-87.

stroje  – Kudełosowie (gromada czarowników-kapłów słowiańskich)

25 Czudesowie to gromada kapłanów, w której skład wchodzą cudownicy, cudotwórcy, cudawowie, kudiesnicy i kudałowie. Założycielem gromady był Czudełos (Kudeł), czarownik chrominy Chorsa, który powędrował na północ i został władcą oraz kapłanem Czudziów nad Ilmeniem. Wtajemniczonymi w tej gromadzie są nie tylko mężczyźni, lecz i kobiety. Kudiesnicy są kapłanami różnych kapiszt, osadzającymi się w stałych miejscach. Kudałowie, jak wskazuje samo ich miano, są grupą tajemną, zamkniętą, związaną z udziałem – losem, dziełem, dziełaniem – czynieniem, działaniem, działem –dziedziną i słowem wyrażaniem znaczenia. Kudałowie poszukują różnych miejsc oddziaływania, kształtując cud indywidualności i przekształcając go w zbiorową moc. Ich działanie to wcielanie w życie zamierzeń bogów. Tworzą związki mające wywierać pożądany wpływ na Rzeczywistość, sami zaś uchodzą za zwykłych ludzi i nigdy nie powołują się na swoją kapłańską przynależność. Są to najgłębiej wtajemniczeni czudesowie, a niektórzy twierdzą, że w ogóle najgłębiej wtajemniczeni kapłani wiary przyrody. Spotykają się raz do roku, zdając sobie relację z uczynionych przedsięwzięć i postanawiając o przedsięwzięciach koniecznych w kolejnym roku, a także przyjmując nowych członków bractwa kudałów. Składają też w tym czasie żertwy i odbywają obrzędy zapewniające pomyślność. Na uroczystościach obrzędowych występują przebrani w futra zwierzęce i wywrócone włosem na wierzch kożuchy i zakładają na twarze zwierzęce maski. Sama nazwa bractwa zawiera istotę ich zasad i całe posłanie. Włochate odzienia są symbolem runa, roślinności, kudłów zwierząt, wszelkiego odrostu i wzrastania, wschodzenia.

„…Tak cudownie wyrasta trawa z ziemi, tak cudem wschodzi zboże i wszelki pożytek, tak dzięki cudowi i czarowi kiełkuje myśl i rozradza się w mnogą siłę, obejmując wielkie połacie Ziemi” – to słowa Czudełosa-Kudała z podania o nim.

Maski są symbolami całej Przyrody – Wszego Świata, każdego z bogów będących cząstkami Boga Bogów. Owe przebrania nawiązują także do obyczajów dawnych wojowników Bractwa Wilków, Rysiów, Żubrów, Turów czy Bractwa Owsianych, Bractwa Soczewiczego, Słomianego, Bractwa Kłów, Sokołów, Orłów, Kurów i innych związków młodych wojowników kultywujących waleczność i aktywny (zmieniający) stosunek do świata zastanego.

Mówi się, że cudownicy są tymi kudałami, którzy odeszli z Bractwa, by głosić w sposób otwarty o „istocie cudu Świata i wierze przyrody”. Wiedza w tym zakresie jest wysoce niepewna, opiera się głównie na przypuszczeniach, ponieważ niewtajemniczeni nigdy nie przeniknęli nawet do gromady czudesów, a bractwo kudałów jest tajemną grupą wewnątrz tej gromady.

26 Boruta nosi przydomki Leszego, Kusego i Borutry-Beruta. U Istów odpowiada mu Diwiriks – Zajęczy Bóg. Jest on władcą małych zwierząt leśnych, a kiedyś był także władcą ptaków. Stąd właśnie drugi człon jego miana -uta ( -utra) – ten który utracił, któremu odebrano (człon ber) władanie darami boru. Jednocześnie utra (utro) – znaczy poranek (Bor-utra to Ten Który Narodził się u Zarania Boru – pierworodny syn Borowiła), a także władca ruty (Bor-ruta), małych leśnych roślin, Pan Ziół, Strażnik Czystości Boru. Przydomek Leszy podkreśla funkcję owego boga jako Strażnika Czystości, strzegącego boru i lasów przed zniszczeniem. Miano Kusy określa Borutę jako kulejącego, chodzącego krzywo (koso) i niechętnego ludziom, patrzącego koso na ich obecność w lesie (łowiectwo oraz zbieractwo umniejszające zasoby borów). Boruta jest kulawy od czasu pojedynku z potworami, kiedy to uderzenie jednego z nich przetrąciło mu rękę i biodro.

Postać tego boga przetrwała w licznych podaniach, zwłaszcza w ziemicy wielkopolskiej i na Rusi Czarnej, Białej oraz Czerwonej.

(by Putnik)

27 Rokita nosi przydomki Bugaj, Bubacz i Świepiot. Jego istyjski odpowiednik to Baubilos – Władca Pszczół. Pamięć o nim przetrwała najlepiej w ziemicy małopolskiej – Wiślanii oraz na Śląsku i na Słowacji. Miano główne tego boga jest dwuczłonowe i stało się drugą nazwą drzewa wierzby. Związek ten wypływa wyłącznie z mitu i jest w nim podwójnie zakorzeniony. Po pierwsze bowiem Bubacz siedział na wierzbie wypatrując odebranych Borucie ptaków, po drugie zaś włożył w wierzbową dziuplę maź z rany Bożeboga, z której to mazi wylęgły się pszczoły. Jak wiadomo, Rokita stał się Władcą Pszczół. Nazwa Rokita związana jest z wierzbą także przez to, że wierzba jest drzewem, które jako pierwsze z początkiem roku kwitnie, puszczając kity-koty, które są świętymi kwiatami obchodów starosłowiańskiego Nowego Roku (20-26 marca). Rokita będący strażnikiem niewielkich kęp drzewnych, bogiem Gajów (Bug-gaj to jeden z jego przydomków) obrał sobie za siedzibę wierzby rosnące na skraju lasu, wzdłuż rzek i strug śródłąkowych albo dróg i ścieżek. Bugajem określa się brzegi rzeki zarosłe wierzbiną, zapadłe doliny nad wodami, pofałdowany prześwietlony teren pokryty kępami drzew i krzewów, a także wzniesienia zarosłe niskimi krzewami albo całkiem nagie. Miano Bugaj jest przez Wiedzących łączone z imieniem pradawnego boga i takimi pojęciami, jak bugór, bugóriszcze, bugriszczea. Poświęcona mu była rzeka Bug, choć niektóre kąciny uważają ją za rzekę Bożeboga.

Miano Bubacz wywodzi się z rdzenia bu(b), bu(cz), bu(ch) i oznacza boga butwienia (buczenie –butwienie), ryczącego, szalejącego, huczącego (buczati – ryczeć), bubiącego (bubać – bełkotać, huczeć). Inne bliskie określenia to: buchać – uderzać, buc – cios, buczeć – brzęczeć (jak np. pszczoły, bąki), buczny – tęgi, pyszny, wyniosły, huczny, buczwieć – nadymać się. Podobnie w litewskim bukuoti, boukti – ryczeć, łotewskim bauks – hałas związany z upadkiem, czy w staroindyjskim bukkati – szczekaćb. Bliskie są także związki tego wyrazu z takimi pojęciami, jak buk – drzewo, bukiew – orzech bukowy, bukwa – litera cięta w drewnie, bąk, byk, buhaj (bugaj), buszny – pyszny, bucha – wybuchać płomieniem, buszować – myszkować, bouchati – bić, buchnut – nabrzmieć, buta – pycha, brzuchacz –grubas, buczny – próchniejącyc. Istnieje także nazwa pieczywa wywodzącego się z obrzędowego chleba pieczonego ku czci Bugaja – buchta.

Przydomek Świepiot odwołuje się wprost do roli Władcy Pszczół sprawowanej przez Rokitę. Słowo to określało zarówno u Polaków, jak u Rusinów leśne barcie dzikich pszczół, zwłaszcza mieszczące się w dziuplach wypróchniałych Świętych Drzew (Świe-pień, Świe-piet). W owych miejscach roiło się od pszczół, swepeti se znaczyło więc i roić się, poruszać, chwiać, kołysać. Człon ro- w imieniu boga Rokity nawiązuje również do owego ruchu, rojenia się, roju pszczelego i pojęcia rui – rozmnażania. Imiona i przydomki Rokity wiążą się niemal wprost z określeniami bóstwa i Świętości, takimi jak bóg (buk, bug) i swęt (świepiot)d.

a J. Rozwadowski Studia, str. 242-243.

b SES t. I, str. 48-50.

c SEB str. 46.

d SEB str. 536-537.

Wid – Wij [W. Korolkow]

28 Wid czczony jest pod przydomkami Wida-Makowica, Wija-Wicia i Wida-Widara. Istyjskim odpowiednikiem Wid a jest bogini losu Karta. Zasadnicze miano Wid a zostało omówione przy okazji opisu znaczeń imienia Światowida, podobnie jak cała grupa określeń wynikających z członu wit – wić, wijać, owijać, owitat’ – mieszkać, wedat’ – wiedzieć, widzieć, wieść, przewodzića. Tutaj warto tylko zwrócić uwagę na przydomek Widar wspólny dla Słowian i Germanów, a mający znaczenie Dawcy (Darcy) Widzenia – boga jasnowidzącego, znającego przyszłość.

a Taja Pierwsza, przypis 5 i 6, str. 26-27 oraz Taja Szósta, przypis – Borowił.

29 Postać Wida jest znana również Germanom. Według nich Milczący Syn Odyna Widar odbuduje świątynie bogów po Końcu Świata. Bóg ten włada Krajem Widi. To sformułowanie i nazwa kraju wskazują na słowiańskie pochodzenie postaci boga Widara władającego Krajem Wenedów (Widi, Windi)a.

W Małopolsce, na pograniczu Śląska, w obszarze dawnego Księstwa Bytomsko-Oświęcimskiego, które było wpierw ziemicą przynależną Mogilanom, Chorwatom i ich spadkobiercom Wiślanom (od III wieku p.n.e.), znajduje się znane uroczysko Wida-Widara –Widoradz (Witoradz). Występują tam podania przypominające dawny kultb. Znajdowało się tutaj także grodzisko, otoczone poczwórnym pierścieniem wałów, które powstało w V wieku. Był to jeden z ośrodków kultu Wida-Widara. Gródek przetrwał do XIII wieku, kiedy to został spalony. Miejsce to wykazuje ciągłość osadniczą od IV do XIII wiekuc.

Tak jak mitologia Rzymian przejmowała podania od Celtów, Etrusków czy Greków, tak w tym wypadku możliwy jest przejątek dokonany przez mitologię Germanów z podań Słowian. Etymologia rdzenia wid, wij (podana przez nas dokładnie przy okazji omówienia postaci Światowita, Rujewita, Jarowita i innych bogów słowian Wenedyjskich) oraz nazwa kraju jego występowania podana wprost przez mitologię Germanów (Skandynawów), położenie Kraju Wid i za morzem, a także i inne fakty wskazują, że jest to pogląd prawomocny. Podziela go część religioznawców d.

Innym ośrodkiem czci Wida i jego siostry przyrodniej Dodoli, zwanej Babą Widą, był gród Baba Wida – Widin-Bdin, na ziemiach Bułgarii na prawym brzegu Dunaju. Cała okolica była tutaj usiana licznymi osadami słowiańskimi już od V wieku e.

a Patrz SMLIE str. 448. <brak w tekście>

b A. A. Kosiński w Miasta… ( 1851 ) przytacza przechowane przez lud ustne opowieści o Uroczysku Widoradzkim i omijanych Łąkach Wid a pod Rudą, na wschód od Wielunia.

c Patrz SSS  – Widoradz.

d O Widarze patrz S. Piekarczyk Mitologia germańska.

e Patrz: np. MSKDS str. 401. SSS – Widin, a także przypis 16 powyżej.

30 Dokładnie mit ten opowiada Taja 15.

31 Dokładnie mit ten opowiada Taja 15.

Dyj i Perun

32 Dyj nosi przydomki Poświściel, Pyjda-Witroduj i Duj-Bełt. Nie jest znane istyjskie imię jego odpowiednika. Główne imię boga wymienianego już przez pradawne kronikia, Dyj (Duj) – wpisuje się w krąg znaczeń związanych z takimi pojęciami, jak: oddech, tchnienie, duch, dusza. diews-diw (deus, dzeus – bóg), duć – wiać, duhiel – prostak, głupiec, duha – głupstwo, brednia, duhiec – knut, bat, duh –dąb (święte drzewo), duchati – wiać, duch – powietrze (wozduch), duchy – zapach, ducza – wodospad. Duja to nie tylko burza, gwałtowny wiatr (duti, dunati, dunut’ – wiać), ale także mżawka, dmuchanie wiatru i rodzaj obrzędowego tańca w kole (dujti – tańczyć, często mówi się potocznie o tańczącym wietrze)b. Bliski jest również krąg pojęć związanych z rdzeniem dyg (=dych), dygać, dygotać (dychotat’) – który wiąże Dyja z postacią Dengi (dęga – skrzywienie, skulenie, ale także jasność, jaskrawość, tęgość, potęga). Nawiązanie do jasności i światła mające miejsce poprzez rdzeń dagcświatło, ogień, jest zdwojone innym równoległym nawiązaniem do przydomka Poświściel, albowiem wyrazy świst i wiać wypływają bezpośrednio z rdzenia swęt, tak samo jak światło, święto, świat, gwiazda, kwiat, świtd. Inne potwierdzenie owego związku Dyja i Dęgi z jasnością i wiatrem to święto zwane Śmigus-Dyngus, otwierające starosłowiański rok księżycowy (do odradzającej chłosty używano wici-wijki). Poświściel to po prostu syn Śwista, Ten Który Posiada Ciało (ciel cielesność), ściel – ślący, ścielący wichry. Wskazanie na cechę posiadania ciała w przypadku wiatru oznacza jego moc, siłę – to wiatr namacalny, wiejący ścianą twardego powietrza.

Przydomek Bełt omówiono w Tai Szóstej, przy opisie osoby Wodo-Bełta. Oznacza on nie tylko zmącenie, wir, ale i strzałę będącą symbolem męskości, gwałtowności, śmierci. Witroduj – czyli odbierający pogodę, przepędzający ją (pogoda = witro, wedro).

Przydomek Pyjda oznacza Dawcę Pyłu – czyli prochu, kurzawy, zamieci. Znaczy jednak również (np. u Rusinów) pył – ogień (co wskazuje na wyraźne niebiańskie pochodzenie bóstwa). Poprzez puch, pusti –dąć, pych – pchanie, pychat’, pyszat’ – silnie oddychać, pych – dmuchanie, pach – zapach, pąch – pąk (i inne związane z tym kręgiem odniesienia) oraz puta, putat’ – mozoł, piana, zawirowaniee, postać Dyja wiąże się zarówno z bogami Powietrza (Weniami), jak i z Przeplątem-Perepułtem.

a W XIII słow Grigorija Bogosłowa w driewnij sławianskim pieriewodie – cerkiewnych kazaniach z XI wieku wymieniono zarówno Dyja, któremu poganie składają ofiary, jak i boginię Dywię, czyli Dziewannę [wydanie A. Budiłowicza, Petersburg 1875, patrz MSiP str. 144]. Wymieniany także przez późniejszy Zbornik Ruski, a w źródłach polskich u Miechowity jako Poświściel.

b SEB str. 101, 106

c Patrz Taja Szósta, przypis Dażbóg.

d Patrz Taja Pierwsza, przypis 5 i 6.

e SEB str. 449.

33 Pogwizda nosi przydomki: Gonedrakta-Godeharta, Wiszenia-Wiejuna i Szelesta. Jego istyjski odpowiednik to być może Letuonis. Główne miano tego boga, tak samo jak i Pośwista, oznacza Nadchodzącego Po Świście, czyli syna Śwista. Jak wiadomo, wyrazy gwizd i świst to okreŚlenia znaczące dokładnie to samo, wypływające z rdzenia swęt i łączące się w jeden spójny krąg z wielką grupą pojęć światłości, boskości i świętości. Przydomek Gonedrakt składa się z dwóch części: gone –czyli goniący, latający i drakt (dracz) drący, niszczący, psujący. Tak samo w drugim brzmieniu wymienianym przez prastare źródła, Godehart, mamy do czynienia z dwoma członami imienia. Jest ono złożone z god (godny – całoroczny, wiejący mocno przez cały god – rok, godzący – ugadzający, uderzający, ła-godny – spokojny, stały, nieporywisty) i z drugiego członu, hart, wywodzonego z indoeuropejskiego pierwotnego rdzenia rozdzielającego się na dwa rodzaje pojęć: chart – szybki i hard – twardy (hartować, hardy). Przydomek określa więc postać boga wiatru całorocznego, stałego, twardego (hardego) i szybkiego.

Wiszeń, Wiejun i Szelest to trzy przydomki, które omówimy w dużym skrócie. Pierwszy z nich określa boga wysyłającego, ale też wysilającego się, czyli słabego, siedzącego w wiszu – sitowiu, boga, przy którego powiewie wszystko zwisa niemal nieruchomo (to bardzo słaby wiatr wiosenny, ciepły). Drugi oznacza Pana Wiejącego, Tego Który Wieje – ze wszystkimi nawiązaniami od wiać do pojęcia świętości, światła, wicia i boskości. Wreszcie Szelest to wiatr lekki, szemrzący, szmerający – cicho szuszczący i smyrający – dotykający lekko, delikatnie, szorochający – szemrzący liśćmi i szołochający – co nawiązuje zarówno do szału, szlochu (płaczu), jak i chodzenia (szedł, szło), czyli powolnego ruchu. Blisko związane są z tym kręgiem inne odniesienia, takie jak: szemrać (szermowac) – ciąć, szerm –cięcie, szirz (szyr) – rozprzestrzeniony, szeroki – rozpostarty, szerzący – oczyszczający, szczery – czysty, szczera – szczyt, cesta – droga (czysty szlak, miejsce wyczyszczone, wydeptane). Znaczenia te pochodzą z pradawnego indoeuropejskiego rdzenia skei – jasny, promienny z kolei wyraz szerszeń (szyrszeń), zwany też srszeniem lub srszem, nawiązuje poprzez nazwę wiatru Srala-Wiertek wprost do staroindyjskiego bóstwa Sroaszab. Jeszcze inne pokrewne wyrazy to szelina – krzewy, gąszcz, szypszyna – krzewy dzikiej róży, szelma i szelem – szalejący, szalony.

a Po raz pierwszy pisze o nim Arnold z Lubeki w dokumencie z 1171 roku. Bóg ten został wymieniony przez Miechowitę obok Pośwista i Poświściela. Później wymieniają go także Kromer, Stryjkowski, Gwagnin. Patrz także A. Bruckner w MSiP str. 38, 231.

b M. Składankowa Mitologia Iranu.


34 Pośwista nosi przydomki Pochwista-Świstuna, Szołma-Hala (Holma), i Henniła-Hejnawa (Hojny, Goniła, Hajnała)b. Jego główne miano oraz przydomek Pochwist określają owego boga jako syna Śwista, a także jako „słabego”, „lekkiego śwista” – czyli Pośwista-Świstuna. Przydomki Hala, Holm (Szołm), Hennil, Hojny, Gonił, Hejnaw, Hajnał wiążą się w jeden znaczeniowy ciąg z takimi bliskimi pojęciami, jak: hala – wiatr halny (ciepły, ale mocny, południowy, przyprawiający o zawały serca i ataki szaleństwa), gola – mocny wiatr południowo-zachodni (od Bramy Morawskiej), zwany też Sralą lub Hajnałem, Chała – boginka gnająca chmury u Słowian Południowych (Poświst jest ojcem owych boginek, choć zostały one pomocnicami Pogwizda), chał – łachman, podarte ubranie (od potarganych szat, w jakie odziani byli bogowie Wiatru), hałaburda – zawadiaka (od hała – wiatr i burda – walka), hałabała (od hała – wiatr i bać się – wiatr wywołujący lęk), haj, hej, hejnał – zawołanie, obwieszczenie (przy pomocy dźwięku niesionego wiatrem) i nazwa rodzaju wichru (jak również nazwa pieśni-modlitwy), hasać skakać, pląsać, kręcić się, hyc – skok, heca (hecować) – wywoływać zamęt, zawieruchę, zadymę, wyskakiwać przed szeregi, hełm (szełm, szełom, oszełomit’) – oszałamiający, uderzający do głowy, odurzający, pozbawiający przytomności, kręcący w głowie (także wzgórze święte, góra porośnięta lasem, poświęcona pierwotnie bogom Wiatru; liczne są miejscowości o nazwie Chełm), hen – odległy, daleki, nieuchwytny, het – daleko (tam gdzie mieszka Poświst-Hejnał), chełst – chłoszczący, rozrywający szaty, rozwiany, hys – dobry wiatr, hyra – czupryna, hyr – sława, rozgłos, hlast – rozrywanie wiatrem, i głos (hłos, hołos) – dźwięk mowy, chajda (haj) – kołysać, huś-huśtać –kołysać, hukać, hałasować, hulać, huł – głuchy huk wiatru, hołoble – rodzaj śpiewu i gry oraz tańca obrzędowego, hołota (gołota) – wygładzone, ogołocone, wychłostane, hołysz – golec, ale i bohater, zawadiaka, gładysz, hołubce – wywijanie, zakrętasy, tany, hołubić – tulić, pieścić, honity (gonity) – gonić, hojny (gojny) – obfity, dający, dawca życia, a także żołny – dzięcioły (ptaki, których głos niesie się po borze). Jak widać, jest to wielki krąg oparty na przydechu i zawołaniu niesionym przez wiatr lub swobodne powietrze. Istyjskim odpowiednikiem Pośwista jest Wejopatis.

a Imię tego boga, Hennil, przytacza po raz pierwszy w swej kronice Thietmar już w XI wieku. Nauka (np. Leger i inni) uważa go z całą powagą za słowiańskiego boga wiatru i wywodzi jego miano od honiti-goniti, porównując go słusznie z litewskim Goniglisem i madziarskim Hejnałem. A. Bruckner nie ma tu racji będąc superkrytycznym, bowiem obrzędzy ludowe przechowały wiele wątków, podań i postaci bogów dawnej wiary przyrody. Zarówno nadlabskie ziemie niemieckie, jak ziemie Litwy czy Węgier zachowały głębszy słowiańsko-wenetyjski podkład, który należy wiązać z czasami kultury halsztackiej i wpływami Celtów, a nawet z jeszcze dawniejszym okresem kultury łużyckiej, wenetyjsko-słowiańskiej (ok. 1300 p.n.e.). Boga tego wymienia także w swojej kronice Miechowita, razem z Pogwizdem, Poświścielem oraz Ładą, Lelem i Polelem. Jego postać występuje równieź u Kromera, Stryjkowskiego i Gwagnina. W Postępku prawa czartowskiego, z roku 1570, wymieniono dwa znane jeszcze wtedy przydomki Pośwista – Hała i Hejdaż [patrz MSiP str. 38, 191, 226 i 231].

b SEB str. 167-172, 178-179.

35 Obiła ma przydomki: Obłoca-Obła, Obwiła-Obwleka i Oblęga-Obleża. Również Kalia – czyli błotna, kałużna, kałowa, brudna, miękka. Wszystkie pozostałe przydomki i miana nawiązują z jednej strony do pojęć wicia, wici, wijania, powijania, uwijania, owitania – zamieszkiwania (czyli wiążą się z kręgiem pojęć wypływających z rdzenia swęt), a z drugiej strony kojarzą się z innym ciągiem znaczeń wywodzących się z pojęcia obłości – kulistości, krągłości, łukowatości, obejmowania, oblegania, ściskania, obwlekania, porastania, obłoczeniaa. Inny związek wypływa z rdzenia łokać, który wprowadza do opisu postaci bogini pojęcia oblęgania – śliskości, błota, wylęgu, leży. Obłojca – opiły, obł oka – obżarta, obłojnie – chciwie, łokacz – kałuża, łek – moczar, łokać – łykaćb. Dalej wywodzi się z tego połączenia związek z łąka, łęk, łekno, łuk, ług i imieniem celtyckiego bóstwa Lug. Wszystko to razem wskazuje na bliskość bogini ze Śląkwą i potwierdza jej rodowód. Wydaje się istnieć również bliski związek z istyjskim odpowiednikiem Obiły Luibegeldą i celtyckim Lugiem.

a SEBstr.371.

b SEB str. 310.

36 Obrowie i Obłowie, zwani też Oblami, zamieszkali nad rzeką Obrą w grodach Bonikowo i Oblaa, gdzie żyli jako osobne plemiona do IX wieku. Są to potomkowie tych samych Obrów, o których wzmiankuje Powieść doroczna, że żle traktowali zniewolonych przez siebie Dudlebówb, każąc ich kobietom ciągnąć wozy jak koniom. W IX wieku Polanie rozszerzając swoje państwo podbili ich i zrównali oba grody z ziemią.

a SSS t. I. Bonikowo lub MSKDS str. 41.268 (Obra).

b Obrowie osiedli nad Obrą już w IV wieku. Gród Bonikowo powstal w V wieku i zostal przebudowany oraz wzmocniony w wieku VIII. Opisane w kronice wydarzenia między Obrami a Dudlebami musiały mieć miejsce w II-III wieku. Dudlebowie byli sprzymierzeńcami Chorwatów, możliwe, że Obrowie to odłam Wątów Nadciemnomorskich (Antów) sprzymierzonych z Hunami albo Ostrogotami osiadłymi nad Dniestrem po wędrówce z Pomorza. Owi Wątowie powrócili na swe ziemie pomorskie zapewne wlaśnie w IV -V wieku [patrz: SSS Obrowie lub MSKDS str. 268].

37 Rada, córka Spora i Rodżany, nosi przydomki Zboża-Sporzyca, Czisła-Czisłobogaa i Krza. Dwa przydomki: Zboża i Sporzyca znaczą właściwie to samo – córka Spora, z tym że pierwszy może również oznaczać córkę Boża-Bożeboga (pochodzącą z Boża), który jak wiadomo miał swój udział w jej spłodzeniu. Słowo „zboża” ma identyczne znaczenie jak „sporza”, a cała zmiana brzmienia wyrazu polega na udżwięcznieniu „s” i „p”.

Przydomek Krza oznacza Panią Rozkrzewiającą, rozradzającą zboża i wszelki pożytek ziemi. Słowo to nawiązuje zarówno do kri – krzak, krzew, jak i do kri – krew, krow – krowa. Inne nawiązania to krzesanie (ognia), krzątanie (praca, sprzątanie ), wskrzeszanie (odradzanie) i krzczyca (czub, wiecha, warkocz włosów). Znaczenie rdzenia spor omówiono w Tai Szóstejb.

Miano Czisła oznacza mnożność, bezlik, wielką liczbę, niezliczoność i w ogóle liczbę. Pożytki dawane przez Zbożę są bowiem niezliczone, tak jak niezliczona jest ilość zbożowych ziaren sypanych w grzędy i liczba kłosów w łanach. W języku rosyjskim czisło oznacza nie tylko liczbę, ale i datę, konkretny dzień, co wiąże się z kalendarzem – bardzo ważnym przy uprawie roli, wyznaczaniu terminów siewu i zbioru zbóż. Wyraz ten oznacza również grono. Istyjskim odpowiednikiem Rady-Zboży jest bóg Ceroclis.

a Jako Czisłobog znana jest Księdze Welesowej.

b Patrz Taja Szósta, przypis – Spor, Sporza-Śrecza.

38 Bodę czczą w różnych stronach i słowiańskich ziemicach pod mianami Swątbody (Świebody-Swobody), Budry-Bodry i Bodzicy-Bodzianya. Jej przydomki zostały omówione w przypisie 7 i 8 do tej tai. Tutaj warto zwrócić uwagę na końcówkę -dra w przydomku Budra. Określa ona boginię jako darczynię bytu (Bodara) broniącą nowego światła i ciągłości całego świata, darowującą dalsze życie. Z kolei w przydomku Bodziana zwraca uwagę końcówka -dziana, oznaczająca boginię działającą, dziełającą (czyniącą) byt, ale i walczącą, bodącą, kolącą wrogów nowego światła. Ponadto przydomek Budra określa boginię jako budującą przyszły byt, czuwającą, czujną, żwawą, żywotną i młodą. Określa ją także jako umykającą przed prześladowcami Pasterkę Bodrego Światła. Boda ukrywała się w miejscu zwanym Budą. Tam powstał gród, w którym oddawano jej szczególną cześć. Miejscem jej czci była Bodenia z uroczyskiem nad Jeziorem Bodeńskim, Góry Boczeńskie z uroczyskiem nad rzeką Bodą, Budziszyn i Łysogóry, ze świątynią otoczoną kamiennymi kręgami na Łysej Górze (dzisiejszy Święty Krzyż). Wszystkie te miejsca przynależały do licznych plemion wielkiego ludu Budynów, takich jak Bytyńcy, Budowie, Bodzowie, Bodeni i Bodzani. Cześć bogini Bodzie oddawali przede wszystkim poddani wielkiego króla Wątów (Antów) Boza, którzy nosili w sobie sporo krwi Budynów i Wędów Nadciemnomorskich. Sprzymierzywszy się z Hunami, wyparli oni w IV wieku znad Dunaju Gotów i założyli tam gród Budę. Warto zwrócić uwagę, że to oni wprowadzili pojęcie obwodu – okręgu zwanego za Karpatami opolem, a wśród Pomorzan pagiem. Władztwo króla Boza było podzielone na 72 okręgi-obwody plemienne. Choć sam Boz poległ w walkach z Ostrogotami króla Winitara, Antowie (Wątowie) sprzymierzeni z Hunami króla Atylli – Bicza Bożego, weszli w granice cesarstwa rzymskiego i osiedli na stałe w dorzeczu Dunaju, skąd kiedyś, jako z Nowej Koliby, byli wyszlib. Świątynię na Łysej Górze założyli koło I wieku n.e. wiślańscy Lędzice, a kręgi wokół niej pobudowali Wątowie Nadciemnomorscy, wracający w rodzinne nadbałtyckie strony po dokonanych nad Dunajem podbojach. Oddali oni w ten sposób hołd czczonej przez siebie szczególnie bogini, jako walecznej Obrończyni Światła Świata. Działo się to w VI wiekuc. Zwraca uwagę nazwa uprzęży zwanej obodjem, a także związek z boginią Bodą kolącej rośliny Bodziszka i ptaka Bociana (Bodziana). Bocian to według mitu Cisz-Ciesz, jeden z wojów Zerywanów, pierwszy wytędz, zamieniony w ptaka przez boginię Bodę, której był synemd. Południowi Słowianie, zwłaszcza Chorwaci, a co za tym idzie, również dzisiejsi Małopolanie, widzą w niej poza pasterką niebiańską także sprawczynię biedy ludzkiej, wrogo nastawioną do ludzi od czasu, gdy straciła syna z powodu jego własnej lekkomyślności. Zwą ją oni Bidą-Będąe.

Istyjskim odpowiednikiem bogini jest Walgina.

a Wymieniają boginię źródła średniowieczne zarówno polskie, jak i czeskie (np. Powieść świętokrzyska – 1538 r.). Przetrwała również w podaniach Załabian (Drzewian i Milingów). Część obrzędów i mitów związanych z jej postacią przedostało się do Germanów. Boda jest prastarą boginią, o wspólnych, słowiańsko-celtyckich korzeniach. Przez Celtów czczona była pod mianem Bod b [patrz np.: A. Bruckner MSiP str. 39. 226].

b Antów wymieniają starożytni kronikarze Jordanes. Prokop z Cezarei, Pseudo-Maurycy, pisząc o nich w kontekście ciągłych walk Bizancjum ze Słowianami. Sprzymierzeńcem Bizancjum byli Goci, a później Awarowie. Kronikarze goccy i bizantyjscy wyrażają stronnicze pogłądy o Antach. Dane historyczne wskazują, że Antowie odnosili raczej ciągłe zwycięstwa, skoro w końcu opanowałi całe Bałkany i oblegali w późniejszych wiekach kilkakrotnie Konstantynopol i Sołuń. Goci pokonali króla Boza w 367 roku, ale Antowie i Sklawini sprzymierzeni z Hunami kontynuowali podbój i osiedlali się wzdłuż Dunaju. Goci zostali rozbici w roku 375. Późniejsza klęska króla Atylli (451 r.) i rozbicie państwa Hunów nie zahamowały ekspansji Słowian. W wieku VI, wspólnie z Awarami, Antowie podbili państwo Gepidów i pokonali Longobardów. Osiedlali się w Dalmacji oraz nad Jeziorem Bołotoń i odzyskali panowanie w Panonii [patrz SSS, MSKDS i inne].

c Według badań archeologicznych wały kamienne na Łysej Górze (Świętym Krzyżu) pochodzą z VI-VIII wieku.

d Boda zamieniła swego syna – woja Cisza, w bociana, by go ocalić przed zemstą Wiłów-Kienów. Cały mit znajduje się w kolejnych Tajach Księgi Tura.

e O Bedzie – SMR str. 20.

39 Świnowie zamieszkiwali ziemicę nad rzeką Świną, dopływem Bzury i są wymieniani już przez Tacyta jako Hariowiea (Świniarze). Ich miano pochodzi wprost od bogini Swądlnicy. Świnowskie knechinie mieniły się Świnami – czyli Zrodzonymi z Ciała Swądlnicy-Bożej Krówki, a tytułowały Jasnymi Paniami. Jako pierwsze, nosząc zawsze to samo imię, oznaczały się czertami. Rządziły więc nimi Swina Jedynica, Wtórnica, Trzecica, Czwórnica i Piętnica (Piatnica). Gdy przyszedł król Goryw, wziął za żonę córkę Piatnicy, a Świnowie wzięli od Gorywa Zerywańskiego (Garywa, Harywa), który był ich pierwszym półboskim królem, swoje drugie miano Goriowie-Hariowie. Rdzeń swąd oznacza zarówno coś jaśniejącego, błyszczącego, nagiego, jak i wilgotnego, mokrego. Jak wszyscy Słowianie, Goriowie zamieszkiwali podmokłe okolice, chętnie budując grody na moczarach. Świnia jest jednym ze zwierząt z otoczenia bogini Body. Część tego plemienia w okresie wędrówek ludów, w III wieku, zawędrowała nad Nysę Szaloną, a część na Pomorze, gdzie osiadła wśród Obodrytów na wyspach Uznam i Wolin, nad odnogą Odry nazwaną od ich miana Świnąb. Tutaj założyli u ujścia rzeki gród Lubin, zniszczony przez morze, a następnie przez Duńczyków w roku 1184c. W tym czasie mieszkały już tutaj tylko niedobitki Świnów, którzy razem z Obodrytami przeszli w IV-V wieku nad Łabę.

Obodryci od dawien dawna zdobywali różne ziemice. Teren nad Jeziorem Bodeńskim, przynależny Wenedom od VIII wieku p.n.e.d, opanowali ponownie w II wieku p.n.e., zajmując owe ziemie wraz z Celtami. Celtowie dotarli aż do ujścia Odry w III wieku p.n.e. i zamieszkiwali tutaj razem ze Słowianami, prawdopodobnie do inwazji Normandów w I wieku p.n.e. Wtedy to powstała mieszana kultura germańsko-słowiańska, o wyraźnej przewadze przybywających ze Skandynawii Germanów, zwana kulturą jastrofskąe.

a O Lugiach-Lęgach, wielkim ludzie Sarmatów Lugijskich, odróżnianym od Sarmatów Wenedyjskich i o Hariach, wchodzących w skład ich państwa np. H. Łowmiański Początki Polski t. I, str. 193-200, 225. Według opisu Tacyta nosili oni czarne tarcze, wybierali ciemne noce do wałki i mieli surowy wygląd. Wspomina ich również Pliniusz. Wcześniej, jako Hirów, być może Ptolemeusz.

b Saxo Gramatyk XV c. VI.1.

c Saxo Gramatyk XVI c. VI. 7-8 [patrz: SSS t. V, str. 591-592].

d O obecności Wenedów nad jeziorem Bodeńskim, gdzie dotarli w czasie Wielkiej Wyprawy z Winety –W. Hensel Polska starożytna str. 222-236, mapa XXX, str. 228. W okolicach Jeziora Bodeńskiego stwierdza się do dzisiaj w języku i nazewnictwie wpływy słowiańskie.

e O kulturze jastrofskiej, wiązanej z przybyciem w III wieku p.n.e. Germanów ze Skandynawii na zachód od ujścia Odry, obecnych od I-II wieku n.e. także na wschodnim Pomorzu Odrzańskim – pisze szczegółowo W. Hensel Polska starożytna, str. 418-425.

40 Góra nazywa się obecnie Biedzina, ale zwana była Bodziną. Tryska spod niej źródło wód uzdrawiających. Woda z niego leczy brak łaknienia, ratując osoby wyniszczone chorobą. Wielu śmiertelnie chorych zostało nią uleczonych, przez co źródło uznano za cudowne. Do roku 1896 znajdował się u stóp góry kamienny ołtarz z ofiarnymi wgłębieniami na krew i składano tu nieraz ofiary w celach uzdrawiającycha. Tyniec i osada Bodzów w jego pobliżu jeszcze w XIX wieku były miejscem odbywania obrzędu zwanego pucherokami, bardzo podobnego do Siuda-Baby, a stanowiącego echo dawnych obrzędów ku czci Body, połączonych z zapasami biadami, ucztą ofiarną – obiadem i przyrzeczeniami – obiatami.

 

a Pisze o niej J. Gajnert w Legendach,.. wydanych w 1910 r.

41 Wołos – nosi przydomki Wołok-Sporzec, Rogalec-Hammon i Kłąb-Klimba (Kłymba). Jego istyjski odpowiednik to Jumaleńsz. Miano i postać Wołosa zostały zanotowane po raz pierwszy w X wieku, ale jego kult sięga bardzo odległej przeszłości. Przez kronikarzy niemieckich został opisany w XIV wieku, jako że na Połabiu i Łużycach wciąż żywe były wtedy obrzędy, podczas których prowadzano wokół wsi jego rogatą podobiznę. Niemcy nazwali go „słowiańskim bogiem Hamnon – Suentebuek” (Rogalem –Świętym Bykiem), co zgadza się z byczym wyglądem i rogatością Wołosa, cechami boga znanymi z opisów ruskich z X wiekua. Przydomek Sporzec oznacza pierworodnego syna Spora. Przydomki Rogalec i Kłąb mają takie same odniesienia, jak omówione niżej, w przypisie 42, przydomki Rgiełca: Rogołec i Kiełt. Jednakże określenie Klimba (Kłymba, Kłąb)b kieruje opis boga bardziej ku cesze kłębienia – mieszania, łączenia, bełtania, burzenia się, kotłowania, zwijania w kłębek. Przydomek ten wiąże się z kręgiem takich znaczeń, jak głąb – kłąb (głębia-kłębia) oraz klępa – klempa (samica krowy, łosia, żubra, tura, konia i człowieka, czyli ogólnie samica pokrywana ku rozmnożeniu i rozpłodowi). Ostatnim, ale bardzo ważnym przydomkiem jest Wołok. Zarówno słowo wół (wołek), jak i wilk (wołk) pochodzi od tego samego rdzenia wel – wielki. Z tego samego rdzenia wywodzą się więc takie wyrazy, jak wołchw – czarownik, wołchwowanie – czarodziejstwo, wele, wołot, ielki, Wela, Weles, wał, wełna -fala, wełna – sierść, Wełm, włos – włos i włos – kłos (źdźbło, runo), a także włóczyć, wlec, włóczęga, własność, włość, włodarz, władza, władać (więc Wład-Ładziwc i Łado), ład, ładność, itp. Jest to olbrzymi krąg splatający się w jedność wyjaśnialną tylko w obrębie baju-mitu, który obejmuje postacie zarówno Łada, Ładziwa, Welesa, Wodo-Wełma, Chorsa, jak i Wołosa-Wołoka.

Wołos jest bogiem wołowym, bogiem, z którym łączy się kult przetrwały do dziś w folklorze na Rusi jako obrzęd wołoszenia, u Słowian Zachodnich jako Chodzenie z Turoniem. Bogiem wilczym (wołkowym) jest Weles; według baju, chciał on być Pasterzem Całej Trzody Świata i ukradł bydło Perunowi, który je miał powierzone pod opiekę przez Borowiła. Weles uciekł ze wszystkimi zwierzętami na Welę, ale został pokonany i jedyne, na co mu pozwolono, to wypasanie wilków. A żeby to była dlań kara, a nie nagroda, dano owemu bogu Kozią Głowę (jedni mówią, że zamiast własnej, drudzy, że jako głowicę zdobiącą nieodłączną pasterską laskę). Tak to Weles pasa nocami wilki, a wilki gonią go z powodu zapachu koziego włosia (lub widoku koziej głowy). Jest widywany na Ziemi jako Wilczy Pasterz, choć niektórzy twierdzą, że Wilczy Pasterz to Zdusz – król Wilkołaków.

Przydomek Wołok w wypadku Wołosa odnosi się więc do włóczęgi (bo pasterstwo wiąże się ze zmianą miejsca) oraz wołka – wołu, oznaczając Wołowego (Skotnego) Boga. Słowo wołać pochodzi również od miana tego boga i czynności pasterskich (nawoływania po halach i borach).

Kapłańskie gromady wołchwów obsługują świątynie (światliszcza) zarówno Wołosa, jak Welesa, Wodo -Wełma i Ładów. Jest to jedna z bardzo starych gromad kapłańskich, wywodząca się swoimi praktykami z czasów koczowniczego, pasterskiego trybu życia plemion słowiańskich.

a Hammon został wymieniony przez Legendę ebsdorfską (w XIV wieku) jako wciąż jeszcze żywy bożek na Łużycach, razem z Witolubą i Radegastem. Wołos ma oczywiście rodowód odnotowany w zapiskach kronikarzy ruskich sięgający X wieku (Powieść lat minionych).

b W zapisach Czechów pojawia się w XIV wieku, u Vaclava Hajeka z Liboczan, przydomek Klimba jako imię bóstwa ciągle żywego w podaniach ludowych [patrz. 555, str. 128-164. R5U str. 210].

42 Rgiełc nosi przydomki Rżec, Rogołec i Kiełt. Miano Rgiełc i Rżec określa syna Rgła, a znaczenia związane z tym imieniem omówiono przy opisie Rgła i Reży, w Tai Szóstej. Gromada mików uważała, że przydomek Kieł t określał Wołosa lub Rgła-Rogła, a nie Rgiełca. Niektóre kapiszty przyjmują, że do Rgiełca odnosi się miano Keltna, przypisywane na Załabiu, Połabiu, ŁuŻycach, w Bodenii, Czechach i na Słowacji bogini Śreczy-Cetnie. Tu przyjęto dla Rgiełca przydomek Kiełt, różny zarówno od Cetny-Keltny (Śreczy), jak i od Kłąba-Klimby (Wołosa). Przydomek ten wskazuje boga odpowiedzialnego za kiełkowanie – wschodzenie zarodków, kłębienie się – wzrastanie, jednocześnie kłującego, posiadającego kły – rogi albo zębiska (żelazne zęby – które niektórzy przypisują raczej Rgłowi), kiełtającego się –chwiejnego, zwieńczonego wysokim czubem – kołtunem, kiełzającego, czyli podobnie jak Krodo, ukrócającego (zwłaszcza tych, którzy depczą i niszczą zasiewy oraz uprawy), a także skiełzłego –wilgotnego, może Śliskiego (kiełzko – ślisko). Określenie Kieł t oznacza także cały krąg pojęć związanych z kłodą, Kłódzią Swąta, kołkiem – drągiem i kołem – okręgiem. Inne nawiązania prowadzą do takich pojęć, jak: kłusować, kłosić, skłaniać się, składać, kłaść (kład-skarb), kłącze, kłaki, kłobuczenie (koł buk, kłobuk – pączek, dzwonek, kołpak). Wołos był ojcem bogunów Kłobuków, wspomagających Spora. Przydomek Rogołec wskazuje, że rogi Rgiełca miały galisty – kolisty kształt przypominający rogi baranie, jest to nawiązanie zarówno do symbolu słonecznego (baran) jak rdzenia reg oznaczającego żyto (zboże w ogóle). Inny jeszcze krąg wyrasta z nawiązania do galić – ogołacać, oczyszczać.

Żywia nosi przydomki Żwi-Żniwy, Siwej i Krodo-Kurchoa. Bogini była znana średniowiecznym kronikarzom niemieckim (XIV wiek) pod mianem Krody. Imię to wiąże się zarówno ze znaczeniem krut – okrutna, jak i krótka – niska, krota – obłaskawiona, łagodna, łaskawa (ukrócona), ukrócająca (tych, którzy niszczą zasiewy i plony), krotna – zwielokrotniająca (tym, którzy szanująjej niwy), krota – dziura (co podkreśla płeć bogini), wykrot – dół, krada – twarda, stwardniała, obrzmiała, kardma – kardnąca, ukradkowa, skradąjąca się, ukrywającab (co wiąże się bezpośrednio z mitem o jej podstępnym strzeżeniu sadów i skradaniu się). Także skrudląca – krusząca, skróda – stos drewna, koróda – kłoda, krada – ołtarz (wyraźne współczesne nawiązanie do dawnej boskości znaczenia), kródnieć – skracać się, krudzy – krócej, kurczyć się, skracać, krudować – karczować, kruda – karczowisko, skrudzić – bronowaćc, skrząca się (skrąta) i skrzysta, skrzydlata (co wskazuje na jej niebiańskie pochodzenie). Również kruta – kręta, kręcąca się. Jako Kurcho (Kurke) jest znana z zapisów pruskich. Miano to nawiązuje do jej zajęcia opiekunki-hodowczyni kur i kurów oraz innego ptactwa domowego. Istotne jest przede wszystkim odniesienie do kura-koguta – strażnika domostw, zwiastuna dnia, odstraszającego swym pianiem Ciemne Siły, będącego ważną postacią w podaniach i zwierzęciem ofiamym. Słowo kur poprzez związek z perskim churos – kogut, nawiązuje do Chorsa. Było ono stosowane na określenie ognia, pożaru, a także narządów płciowych, tak męskich, jak i żeńskichd. Jeszcze wcześniej zostały zapisane imiona bogini Siwa i Żywiae. Przydomek Siwa ma związek z rdzeniem swęt (światło, świętość) oznacza boginię Biało-Świecąco-Włosą. Żywia (Żwia) to przydomek oznaczający boginię Żywicielkę, Panią Życia, boginię żylwą, ożywiającą, orzeźwiającą, żyzną, żywotną, żwawą. Miano wykazuje związek z Rzwia (Żwia), rzwieć – ryczeć, ale i rżnąć – rząć (ciąć) i rząć – gnać. Przydomek ten omówiono dokładnie przy opisie bogini Reży-Rzwyf. Bliskie jest także nawiązanie do żgwić – palić, płonąć, jaśnieć. Wreszcie Żniwa, czyli odpowiadająca za rzęcie (żęcie, żętwę, żnieję), opiekująca się zbiorem płodów z pól uprawnych. Wykazuje bliski związek z żec – żgać (dźgać) i żgać – podpalać, rozpłomieniać, podżegać, żegadło, żegleń – węgiel, żglić – palić, żglisko – palenisko smętame.

Istyjski odpowiednik Rgiełca to Łaukosarg – opiekun łąk i zbóż. Odpowiednikiem Żywii jest Curche-Kurko.

a Za jej istnieniem opowiadał się L. Niederle w 555. str. 128-164.

b 5EB str. 263, 270-273.

c 5E5 t. III, str. 152, 170.

d SES t. III. str. 385-389, 406, 416.

e Kronika Helmolda wymienia ją jako Siwą – Boginię Połabian (XII wiek).

f Taja Szósta, przypis Reża.

43 Rowokół to miejsce dawnego uroczyska i świątyń poświęconych Rodowi Rgłów, a zwłaszcza Reży-Rzwie i Rgiełcowi. Świątynia znajdowała się na szczycie góry, otoczona podwójnym wałem jak grodzisko. Obwałowanie owo stanowiło święty krąg. Stąd późniejsza nazwa góry – Rowokół (zniemczone Rewekol, właściwie pierwotne Rzewekół – Gród Święty Rgłów), miejsce to znajduje się w pobliżu dzisiejszego Smołdzina na Pomorzu, a więc w ziemicy plemienia Smołdówa, w Rowokole pośrodku grodu płonął olbrzymi ogień (znicz), a wokół niego koliście rozlokowane mniejsze ogniska. Znalezione tu przez archeologów pozostałości ceramiki i kości zwierzęce świadczą o ucztach odbywanych jeszcze w X-XIII wieku. Umiejscowienie pomiędzy jeziorami Łeba i Gardno, pośrodku terytorium Słowińców (Smołdów) na najwyższej górze, wskazuje na wyjątkową cześć, jaką darzono górę. Był to jeden ze świętych grodów Pomorzan, potomków starożytnych Wędów – Świątynia Rgłówb. Wędrując na zachód i południowy zachód, Smołdowie dotarli na teren załabskiej Sławii, gdzie w grodzie Regnica ustanowili cześć swoich bogów z rodu Rgłów. Mieściła się tutaj świątynia Reży-Rzwy, Rgła, RgiełcaRogalca [znanego kronikarzom wczesnośredniowiecznym jako słowiański bóg Hammon (Rogacz)]c oraz Żywi-Rzwi, zwanej też Siwą. Archeolodzy znależli w Regnicy cztery kamienne stelle przedstawiające postacie owych bogów. Dwa kamienne posągi pokazują bóstwa męskie – Rgła i Rgiełca, a dwa (bardzo źle zachowane) bóstwa kobiece – Reżę i Żywię. Miejsce to nosi dzisiaj nazwę Bamberg i leży na terenie Bawarii. Słowianie nazywali Bamberg, założony na ruinach zniszczonego przez Niemców starego grodu Durzyńców, w dalszym ciągu dawnym mianem Regnica.

a O Smołdach patrz w przypisie 1 do tej tai.

b Hammon jest wymieniony przez Legendę ebsdorfską (XIV w.) jako bóg Słowian osiadłych dawniej za Łabą (nad Menem i Renem, czyli Durzyńców i Milingów), którzy po śmierci Karola Wielkiego wrócili do swo.jej wiary czcząc owego boga pod postacią Świętego Byka (Suantebuek), a także czcząc Vitelubbe i Radegasta. Bóg ten, lekceważony przez Brucknera, był broniony jako rzeczywisty (wymieniony po prostu w niemieckojęzycznym brzmieniu) przez wielu uczonych, w tym przez nąjwiększego badacza mitologii Słowian Lubomira Niederlego [patrz: MSiP str. 198].

c W. Filipowiak Wystawa Woliński Świętowit – Muzeum Archeologiczne w Warszawie 1975.

44 Rosza jest córką Wodo i Śreczy. Nosi przydomki Rosty-Rostwy, Rasy-Razya i Ruszy-Roży. Miano główne, Rosza, wraz z pozostałymi przydomkami tworzy krąg znaczeń wypływających z pojęcia wzrostu, rośnięcia, zboża (roża), kwitnienia oraz rosy – kroplistego osadu wody, wspomagającego swą wilgocią rośnięcie i dającego bujność roślinom, poruszającego ich siły żywotne. Rosza jest Panią Wspierającą każde działanie, czyn, przedsięwzięcie, sporzącą w robocie – czyli poruszającą, dającą ruch, rozpoczynającą każde dzieło. Nie jest przy tym, jak Rudź, opiekunką myśli, pomysłu, lecz pierwszego i każdego następnego kroku – działania, czynu. Przydomki Rosta (Rostwa) i Rasa odnoszą się do tego samego, czyli do wzrostu, rośnięcia. U Słowian Południowych wyraz rost (rosłość, wzrost, rośnięcie) zastępuje słowo rast (rastienie, rasti), co wynika stąd, że wyraz ów bierze początek w rdzeniu or (ordt, orsti) oznaczającym także świeżość, moc, młodość (orewit, orz, jary, jarowity, orzga – rózga obrzędowa dąjąca swym uderzeniem moc płodności, ożóg – rozpalacz nieci i gaśnica żywota). Miano Rosza, Rosa, Rossa nawiązuje także do rosochatości, czyli rozkrzewienia, bujności, rozsiewania, rozsadzania, rozpościerania, obejmowania czynami coraz większych przestrzeni.

Wielką cześć owej bogini oddawano na wzgórzu Rossa w Wilnie nad rzeką Wiliją (związek z wii – wijący, uwiłty i wilgny, wilgotny nie jest przypadkowy). Z lędźwi bogini Rossy zrodził się Rusłan (Urusłan), a od niego mają pochodzić Rosowie-Rosjanie (Rassijanie) i Rosiowie-Rusowie. Nazwy owych wielkich plemion, które dały początek narodom Rosjan, Ukraińców (Rusinów: Małych, Czarnych i Czerwonych) oraz Białorusinów, nawiązują zarówno do rosy – wilgoci (jak wszyscy Słowianie tak i oni zakładali grody na moczarach, w widłach rzek i byli od niepamiętnych czasów rolnikami), lecz także do owego rozprzestrzenienia, rozsiania, danego im przez opiekującą się nimi Matkę Roszę. Plemiona te były znane już starożytnym pisarzom pod mianami Rossolanów, Roksolanów, Rosówb. Również Polacy przechowali pamięć owych mian, nazywąjąc ruskie panny Roksolankamic. Niektórzy zachodni i południowi żercy i kudawowie uważają, że pochodzą oni od bogini Rudzi, a nie Roszy (irańska Rudabe) albo wprost od Rodżany. Bezpośrednio od bogini pochodzi również plemię Raszan z ludu Sorbów, które nad rzeką Rasą, czcząc boginię w swoim grodzie zwanym Raszką, zbudowało zalążek nowej ojczyzny – Serbii Naddunajskiej (Bałkańskiej). Rasa była rzeką bogini Roszy. Ośrodek wiary Roszy znajdował się również w białochorwackim Rosiejowie w Wiślanii, gdzie nachodzi się kopiec (bugryszcze) Roszy. Pamięć bogini przetrwała jedynie w obrzędach i podaniach ludowych Rusi, gdzie pod wpływem chrześcijaństwa dawną boginię zamieniono w demona konopnych upraw – Rosomochad.

Rostruchanami (roztuchanami), nazywano kielichy używane początkowo podobnie jak kruże czy wilki, w czasie obrzędowych uczt, a z czasem przy wszystkich innych biesiadach. Uczty i igry ku czci Roszy nazywano Rosgardami (gardzic – wojownik Perperuny, bohater). Wyraz przetrwał w języku polskim w formie rozgardjasz, od XVIII wieku oznaczając już tylko biesiadowanie, nieład, zamieszanie weselne, a także języku pruskim, gdzie rozgard – wspólna łąka (jak wiadomo uczty świąteczne odbywały się zawsze na wspólnej ziemi, najczęściej świątynnej). Zwierzęciem Roszy przynoszącym szczęście jest ropucha i bardzo rzadki drapieżnik rosomak. Rośliną symbolizującą Roszę jest powszechnie używany do dzisiaj w lecznictwie ludowym i czarach rozmaryn (Morska Rosa – tu widać ostatni chyba już współczesny ślad mitu o narodzinach i pochodzeniu bogini od Pana Mórz Wodo-Wełma). Od imienia tej bogini pochodzi nazwa posiłku będącego wywarem z mięsa i roślin obgotowanych w wodzie – rosołu, który początkowo był potrawą wyłącznie świąteczną, ucztową, poświęconą bogini Roszy (tak jak np. kisiel był poświęcony Welesowi i Nyi). Rosół jeszcze obecnie, z początkiem XXI wieku, jest na wsiach polskich, czeskich, słowackich, rosyjskich, ruskich i południowosłowiańskich uświęconym pierwszym daniem niedzielnego obiadu, jedzonego zawsze w samo południe (dokładnie o godzinie 12), po wcześniejszym odbyciu religijnych obrzędów. W związku z odniesieniami scytyjsko-perskimi pozostają też takie znaczenia, jak rasa – ród, rasowy – rodowy i rjasa – bogata tkanina, z której wykonywano szaty książęce (wcześniej być może kapłańskie, podobnie jak z futra rosomaka). Przydomek Raza, podobnie jak Roża, wiąże się z rdzeniem raz – obrabiać pole, pracować, bronować, orać i raz – ścinać, zboże, mleć na mąkę (razowy – grubo zmielony, żytni, reg, rougos – ziarno, rzezać – ciąć, zabijać zwierzęta, ludzi) oraz raz, razić – uderzać. Jak wiadomo w najdawniejszych czasach napaść i grabież były środkiem pomnażania bogactwa czy zdobywania pożywienia. Stąd także takie wyrazy, jak obraza, uraza, uraz, odraza, narażać się, narazić, przerazić,, a nawet – razem, wraz – pospołu, należą do kręgu pojęć bliskich imieniu bogini Roszy. W tym samym kręgu pozostają też słowa, takie jak wyrażać, wyraz, narzaz – danina, nacięcie, rzeźwy, rześki oraz zaraza – siła porażająca, kładąca pokoteme. Przydomek Roża dodatkowo nawiązuje do rogowatości, Togów, kolców oraz róż.

Istyjskim odpowiednikiem Roszy jest bóg Pilwits – dawca bogactwa. Istowie znają także i obchodzą wielkie święto zwane Rosąf.

a Znana pod mianem Mati-Roswy z Księgi Welesowej.

b Np. u Pliniusza.[patrz Taja Piąta, przypis I].

c Tak są nazywane np. u Zimorowica.

d SEB str. 463.

e SEB str. 454. 463-465.

f Święto to jako święto przesilenia jest regularnie obchodzone na Litwie także obecnie. Dawną wiarę przyrody odtwarza dzisiaj i kultywuje Ramuva – organizacja kulturalno-religijna działająca na Litwie od 1868 roku, z krótkimi przerwami w okresie ZSRR. Obrzędom przewodzą kapłani nawiązujący do tradycji dawnych gromad: krivisi i vaidilowie [patrz: Piotr Wiench Nowi Poganie w „Żywioł" nr 5/1992, Odrodzenie na Litwie – „Eccologia Newsletter” nr 10/1990].

45 Bogini Śląkwa zwana także Śliniątą nosi przydomki: Słota, Dżdża i Ducza. Istyjski odpowiednik Śląkwy to bóg deszczu Lituvanis.

Przydomek Ducza wiąże się z kręgiem pojęć oznaczających spadającą wodę: ducza – wodospad, duli, dunąti – mżawka, deszcz z wiatrem, duja – burza. To odniesienie zbliża Śląkwę, podobnie jak przydomek Słota, do gromady bogów Nieba i Światła (Dażbogowie, Denga) i bogów Powietrza [duch –powietrze (wozduch), ducha – zapach] oraz Wiatru (Dyj). Przydomek Ducza nawiązuje także do obrzędowego tańca w kole (dujti –tańczyć)a. Ducza zatem to Pani Wód Spadających. Słota oznacza córkę Sołów, także Boginię Ślącą Deszcz. Słowo to określa również niepogodę, mżawkę, stały, ciągły deszcz. Wyraz rosyjski dożd (pol. dżdżysty) określa rodzaj mżawki, ciągłego opadu deszczu, który jest systematyczny, długotrwały, ale niedokuczliwy. Dżdża-Dożda to Dawczyni Deszczu. Główne miano bogini, Śląkwa, ma też odmianę Śliniąta. Wyraz linąti to prastare słowiańskie określenie związane z lejącą się wodą: linąć – lunąć, lić – lać, lij – ulewa, rozlewać się – nie tylko płynąć ale i bujnie się rozrastać, śliwa – zlewa, ulewa, śląk – wysięk, wylew, siąknięcie, ślina, siąpienie (śląpienie), śluz, śliskość, ślizgać, sliozy – łzyb.

Stąd wzięła się nazwa Śląsko (Śląsk, Ślęgia) – Ziemica Deszczów, zamieszkana przez liczne plemiona z ludu Lęgów (Z-Lęgów), wchodzące w skład Lęgii (Lugii). Lęgowie byli głównymi czcicielami Wielkiej Bogini Deszczu Śląkwy.

Bliski związek z mianem bogini mają także wyrazy z kręgu ślęczeć, ślęczyć – czyli dukwieć, mozolić się, słąka – skrzywienie, słonko – słońce, łąka, łęg, łekno, lęg, leżeć, legać, ze wszystkimi rozległymi związkami i odniesieniami świadczącymi o tym, iż bogini ta była zapewne kiedyś, w najdawniejszych czasach, główną boginią ludu Lęgów -Wielką Matką, mającą w swej pieczy wody, lasy, łąki, całą ziemię plemienną, płodność zwierząt i roślin owej ziemi oraz rozród i powodzenie całego luduc.

a Patrz: przypisy 19 i 32 do tej tai, oraz Taja Szósta, przypis – Dażbóg.

b SEB str. 289, 303, 531.

c Śląsk był przez długi czas zamieszkiwany przez mieszaną ludność celtycko-wenetyjsko-słowiańską. Bogini Śląkwa jest prawdopodobnie bóstwem zrodzonym w tamtym okresie (ok. IV w. p.n.e.) albo jeszcze starszym (z okresu kultury łużyckiej) bóstwem przejętym przez tradycję celtycką i zakorzenionym w niej jako Lug.

W. Korolkow – Wodnik z nową żoną

46 Wodnik jest znany pod przydomkami Wodnykus-Nyks, Kołbań i Nur. Miano główne oznacza po pierwsze syna Wodo, po drugie boga Znikającego w Wodach albo Przykrywającego Wodami. Podobne jest znaczenie przydomka Wodnykus, z tym że człon nyks, jako mocniej związany z pojęciem śmierci, oznacza najpewniej Tego Który Wciąga w Głąb i Uśmierca albo Uśmierca Powodując Wylewy. Miano Nyks jest skróceniem pełnego brzmienia owego przydomka i było używane na Połabiu, a do dzisiaj przetrwało zarówno wśród Łużyczan, jak i Ślązaków. Postać Wodnika jest znana całej Słowiańszczyźnie i wiążą się z nią do dzisiaj liczne podania oraz obrzędy mające ułagodzić wylewające rzeki lub zapobiec ich wyschnięciu. Pozostałe dwa przydomki oznaczają Tego Który Się Zanurza (nur – nurkować, pogrążąć się w otchłani) oraz Władcę Bań. Banią, baniorem nazywano staw, jeziorko, ale i głębię na rzece, która z racji swej ciemności i głębokości może być siedliskiem Wodnika lub jego pomocników bogunów Wodników-Wodzianych (Wodianojów). Człon koł w imieniu boga kojarzy się z pojęciami kołowania, koła, koł bienia, kłębienia, jak i kołka, kłody, kłódzi, czyli pnia. Te ostatnie nawiązania podkreślają bliskość Wodnika i Swąta – Boga Bogów oraz jego męskość. Odpowiednikiem Wodnika u Istów jest Potrimpus.

47 Uroczysko Czarna Woda na Łużycach w okolicy Milska jest miejscem czci Wodnika (Wodnykusa, Nyksa). Obrzędy sprawowali tu kołbiowie, którzy nie tylko wróżyli z lotu ptaków, ale również byli kapłanami Wodnika. Za siedziby Wodnika uznawano wszelkie rzeki i jeziora o czarnej wodzie, składano mu również ofiary z czarnych zwierząt. Czarny kogut na dachu oraz czerwono malowane ogrodzenie z białym obramowaniem były jeszcze z początkiem XIX wieku znakiem rozpoznawczym tych okolic, gdzie w dawnych wiekach mieszkali Słowianie, bowiem umieszczano go na zwieńczeniach kościołów od czasu chrystianizacji (IX-XIII wiek) po to, by opornym na nową wiarę Słowianom przybliżyć owe świątynie, jako domy boga. Wcześniej, za czasów pogańskich Słowianie wieńczyli „kurkiem” świątynie wiary przyrodzoneja.

Kogut i kura jako ptaki ofiarne i symbole zarówno Kauków, czyli Bogów Działu, jak i Kirów – Bogów Pór, zajmowały szczególne miejsce w zdobnictwie wszelkich budowli, miały znaczenie magiczne, ochronne zupełnie podobne do ofiar zakładzinowych składanych pod fundamentem. Dachowy „kurek” chroniący przed złym, przed pożarem, złodziejem, nieszczęściem, przetrwał jako charakterystyczny element, w postaci strzałek wiatrowych z wyciętym kogutem, na dachach ważniejszych budowli we wsiach całej Słowiańszczyzny.

Czarne Wody znajdują się także na Śląsku (np. okolica Toszka) i w Małopolsce.

a Ks. bp J. Zielonka Stara polska wiara w „Jedność” nr 5-6/1949.

48 Wodyca nosi przydomki Bajory, Tryski i Poniczy. Główne miano bogini oznacza córkę Woda i Wądy, Dawczynię Wody. Przydomek Bajora wiąże się nie tylko ze znaczeniami banior, bajoro – głębia wodna, oko wodne, staw, czy bania, balja, bagno – moczar, kąpiel, łaźnia, błoto, woda, ale również z baj, baja, bajor i bajoreka – mit, Materia Świata, nieć Świata i wstążka ofiarna barwy błękitnej. Takich wstążek używano do zawiązywania na gałęziach drzew sjenowitych dla przekazywania próśb bogom Żywota – Rodom (opiekunom rodziny i narodzin), Źrzebom-Mokoszom (mającym w pieczy byt i dolę człowieczą) i Prowom (czuwającym nad uczynkami ludzkimi). Pannie Młodej przed obrzędem zaślubin wplatano we włosy liczne wstążki ofiarne zwane jeszcze w XIX wieku bajorkami, a będące równocześnie symbolem jednej z nieci Świata – nieci błękitnej, stanowiącej główny splot Materii Świata, Bai, tkanej przez Makosza-Dodola.

Panny modliły się nad strumieniami do Wodycy o czystość, urodę i zdrowie (dobry poród) i szczęśliwe małżeństwo, ponieważ w jej pieczy znajdują się, według podań, welańskie studnie (źródła) żywej wody. Skropione żywą wodą nieci Bai są mocne i stanowią o powodzeniu życiowym, o losie jednostki wplecionym w ogólny los plemienia, w przyszły i teraźniejszy los miejsca oraz w wierg (wyroki) i źrzeb całej Ziemi. Stąd wzięło się pojęcie bai – podania, jako ciągłej, nieprzerwanej opowieści o wielu barwnych wątkach. Baja to słowiańskie miano religijnego, wierzeniowego mitu, które zostało przeniesione na opowiastki dla dzieci w czasach chrześcijańskich. Opowiastki dla dzieci zwano pierwotnie baśniami, czyli opowieściami do snu, do śnienia. Z biegiem czasu określenie baja zostało doszczętnie zdeprecjonowane (bajać, bajdurzyć, bajarz, bajduła, bajda).

Poprzez baje przekazywano wiedzę o przeszłości i właśnie baje były głównym źródłem zachowania pamięci dawnych podań wiary przyrodzonej. Chrześcijaństwo musiało zdesakralizować baję jako świętą opowieść wcześniejszej religii.

Czas opowiadania baj będących przekazem skondensowanej wielowiekowej tradycji i całej wiedzy plemienia, a także zasad wiary kształtującej podstawy wspólnoty, był czasem świętym. Wieczory baj rozpoczynały się jesienią, kiedy było już po zbiorach i wypasach. Wiązały się zawsze z przędzeniem, czyli snuciem nici będącej symbolem nieci żywota kształconej przez boginię Bytu, Mokosz. Wieczory owe zostały zatem splecione ze świętem Mokridy (Prządek) i poprzedzały je obrzędy ku czci tej bogini. Czynności przędzenia (jak i wyplatania) miały charakter pracy, a jednocześnie uświęconego obrzędu. Główną osobą tego obrzędu był kapłan-gadacz (gajda, gędźbiarz, guślarz, bajarz lub zamawiacz) albo stare kobiety, będące najważniejszym i krzewicielkami wiary i przekazicielkami wiedzy plemienia. Kobiety te były kapłankami Gogołady-Mieni i zwano je kazicielkami. Nawet gdy straciły już pozycję kapłanek, w czasach wprowadzania nowej wiary, były traktowane z lękiem i czcią. Od miana kapłanek-kazicielek pochodzi starosłowiańskie imię żeńskie Kazi – rozkazująca, czyli opowiadająca, ale i nakazująca pamiętać, przestrzegać, wierzyć. Bajać znaczy nie tylko opowiadać, lecz pleść; bajati (serb.) – czarować, baju –  (litewskie) zapytywać, bajać się – bać się. W obrzędzie uczestniczyły, poza kapłanem, wyłącznie kobiety i dzieci. Było to jedno z ważniejszych świąt jesiennych, Święto Kobiet. Kobiety odpowiadały za wychowanie dzieci i przygotowanie ich do uroczystych obrzędów pierwszego przejścia (postrzyżyny, zapleciny) oraz do podjęcia roli dorosłego członka społeczności. Jeszcze w XIX wieku na Rusi urządzano owo święto, wiążąc je nadal z boginią Mokoszą, której chrześcijaństwo nie zdołało przez 1000 lat unicestwić i musiało ją przechrzcić na Piatnicę. Święto to przetrwało także w Polsce pod mianem Prządek. W wyrazie przędać zachował się dawny mitologiczny (bajny) rdzeń dwóch znaczeń: prząść (wprzęgać) – łączyć ze sobą wątki i nitki oraz prządać – porządkować, układać, przeć do przodu, posuwać się, opowiadać. Owe święta służyły porządkowaniu wiadomości oraz układaniu wiedzy w umysłach dzieci i wszystkich słuchających. Przygotowywały młodych do wejścia w dorosłość, a ucząc wspólnych wartości kształtowały jedność plemienia.

Obrzędy Prządek odbywały się z użyciem świętej wody, wody ze świętych źródeł albo świętych strumieni, ponieważ proces przędzenia wiąże się zawsze z moczeniem lnu czy konopi w wodzie. Nici skrapiano podczas plecenia świętą, czyli żywą, wodą po to, by każda wypleciona rzecz była uświęcona i niosła w sobie boski spór. W Rosji przetrwał obyczaj wrzucania do studzien w dniu rozpoczynającym Prządki (Piatnicę) wrzeciona kądzieli albo motka wełny (nici). Było to więc także święto bogini Wodycy.

Przydomek Tryska bierze się właśnie z roli Opiekunki Wód Tryskających, a więc źródeł, studni, siklaw (gejzerów bijących w powietrze – np. wód mineralnych)b. Niewyjaśnione do dzisiaj należycie przez badaczy kultury słowo Tryzna na określenie obrzędu igrów związanego ze starosłowiańskim pogrzebem, bierze się między innymi od bogini Tryski. Na koniec części żalnej pogrzebu dokonywano bowiem zagaszenia ogniska żgielnego żywą wodą (darem bogini Tryski-Tryzgi) i pokropienia nią prochów zmarłego, by się mógł odrodzić w Zaświatach do życia na Ziemi jako nowy człowiek. Z tą chwilą zaczynała się radosna część pogrzebu poświęcona odradzeniu, od-nowieniu życia – igry i walki obrzędowe pokazujące siłę życia toczącego się na przekór śmierci. Wspomagały one zmarłego wodzyskaniu nowego żywota i poczesnego miejsca na Weli. Taka była istota pogańskiego obrzędu Tryzny. Tresną nazywa się również specjalne ozdoby, wieszane jako bajorki na drzewach sjenowitych na mogiłach przechowujących urny zmarłych i na rosochach, gdzie przy rozstajnych drogach stawiano urny.

Ostatni przydomek, Ponicz, odnosi się do tego, że owa żywa woda Wodycy bierze się z niczego, a potem cieknie wąską, maleńką strużką zanikając (ponikając) co chwilę między kępami roślinności i kamieniami górskich stoków. Istyjskim odpowiednikiem Wodycy jest bóg Wód i Fal – Bangputis.

a SEB str. 10-14 oraz SES t. I. str. 25-26.

b SEB str. 579.

Jerzy Przybył – Wodyca

Mit odtworzono na podstawie podań załabskich, alpejskich, połabskich, łużyckich, pomorskich, śląskich, czeskich, słowackich, serbskich, białoruskich i ukraińskich.