białczyński

Winicjusz Kossakowski – CZY SŁOWIANIE ZMIENILI BOGA W CZASIE CHRYSTIANIZACJI ?


Erin Hendry – Bóg (God)

Rozpoczynamy publikację nowego cyklu Winicjusza Kossakowskiego „Takie sobie gadanie”. Oczywiście wbrew przewrotnemu tytułowi czynione przez niego spostrzeżenia posiadają dużą wagę. Wiele z tych poglądów podzielam bezdyskusyjnie, z niektórymi bym polemizował. Są też tezy, które skłaniają mnie do polemiki. I właśnie o to chodzi, żeby się zgadzać, dyskutować lub przedstawiać odrębne koncepcje.  Nie we wszystkim musimy być jednomyślni i nie przeszkadza nam to współtworzyć jedną Świątynię. Tak naprawdę te moje polemiki dotyczyłyby nie spraw zasadniczych, tylko drobniejszych, które warto roztrząsać na poziomie szczegółowym przy rekonstrukcji obrzędów – jak na przykład wywodu pojęcia ksiądz, które wszak wiąże się nie tylko z sadzeniem ale i z księgą i Księżycem. Znany jest też fakt podwójnej władzy wśród Scytów i Hunów, który pewnie obowiązywał wśród Słowian – książę i ksiądz, wódz-wiedzący i wiedun-wiedzący, kagan – oświecony i kaganbog – sprawujący władzę religijną i wykonawczą (sądowniczą właśnie jak ksiądz w koncepcji Winicjusza Kossakowskiego).

Bardzo ciekawe są wnioski wynikające z dokonanych przez Winicjusza Kossakowskiego odczytów Kamieni Mikorzyńskich i Idoli Przylwickich. Z tymi bóstwami tam odczytanymi i nazwanymi jest dokładnie tak samo jak z Panteonem Bronisława Trentowskiego. W Nadłabskim Kręgu Bogów występują jak u Trentowskiego inne nazwy osobowe bóstw, lecz te same funkcje w tych samych miejscach Kręgu Bogów. To wskazuje na dawną jednolitość wiary przyrodzonej  i oparcie tej religii na uniwersalnych jednakowych prawach – Prawach Wszechświata (Boga Bogów – Światła Świata) i Prawach Przyrodzonych Ziemi (Prawach Przyrody), które są manifestacją reguł, bytów fizycznych i energii w fizycznym środowisku Ziemi.

CB

 

♦© by Winicjusz Kossakowski

 

Takie sobie gadanie

 

CZY SŁOWIANIE ZMIENILI BOGA W CZASIE CHRYSTIANIZACJI ?

Pytanie zaskakujące, ale nie pozbawione sensu.

Dla nazwania Pierwszej Przyczyny Słowianie wynaleźli nazwę BÓG. Nie ulega wątpliwości, że nazwa tyczy bóstwa słowiańskiego i tylko słowiańskiego. Gdyby zdecydowali się na czczenie bóstwa Rzymian nazywali by go Deus i jemu oddawali cześć. Gdyby oddawali cześć bogu Habirów nazwali by go Jahwe – Moloch, a boga Egipcjan – Ra.

Jednak pozostali przy własnym Bogu.

Została zmieniona jedynie liturgia i to nie od razu.

Przez długi okres nierozumiana liturgia w języku łacińskim szła swoją drogą a liturgia słowiańska – śpiewana i odprawiana przez lud – swoją.

Zachowała się skarga kapłana katolickiego odprawiającego modły żałobne związane ze śmiercią Chrystusa na lud, który w tym czasie tańczył, klaskał w dłonie i śpiewał Lelum – Polelum, oddając w ten sposób cześć swojemu Bogu. Nie wątpię, że lud był przekonany, iż kapłan czyni to samo tylko w obcym języku.

Słowiańskie Lelum – Polelum wiąże się z „narodzeniem słońca w dniu 25 grudnia” , czyli powrotem, a powrót słońca wiąże się z powrotem burzy i gromów, które wypędzają „Zamróz” i zapładniają rośliny i drzewa. Następuje powrót życia w przyrodzie. Stąd tańce, klaskanie i uciecha, które tak zniesmaczyły katolickiego kapłana.

Kapłani słowiańscy mieli w swych obowiązkach zadania religijne i czysto polityczne, chociażby takie jak sądownictwo tyczące etycznych praw boskich.

1) Od sprawowania tego urzędu zostali nazwani        K’ sądz co przekłada się na – ku sądzeniu.  Ta nazwa i ten obowiązek przeszedł na nowych kapłanów.

2) Do innych obowiązków kapłanów słowiańskich należało doradztwo poprzez wróżby.

3) Dbanie o zdrowie rodu i plemienia. Leczenie.

4) Postrzyżyny, czyli przyjmowanie na łono Kościoła Słowiańskiego i w poczet mężów bożych w wieku siedmiu lat. Wiązało to się z nadaniem nowego, męskiego imienia.

5) Doradztwo w sprawie rozpoczęcia, lub zaniechania wojny. W wypadku działań wojennych, przekonanie wojów, że Bóg jest z nimi i da zwycięstwo. Zachował się opis kapłanki, idącej do ataku przed drużyną ze świętą wodą w przetaku. Nie wątpię, że polegli w boju, trafiali prosto do Siódmego Nieba, nieba szczęśliwości.

6) Bardzo ważnym obowiązkiem było właściwe oddelegowanie duszy do Nieba.

Według wierzeń słowiańskich człowiek był istotą podwójną. Posiadał duszę stworzoną przez Boga oraz świątynię dla duszy, czyli ciało stworzone przez rodziców ziemskich. Dusza przebywając w ciele, bardzo się do niego przywiązywała i zdarzały się wypadki, że wracała. Taki żywy trup nosił nazwę Wampira, który żywił się krwią żywych. Legenda przeszła do innych ludów już przetworzona zgodnie z ich kulturą. Wynika z niej, że wystarczy by wampir pożywił się krwią człowieka by zaszczepić mu cechy Wampira. Jest to niezgodne z wierzeniami słowiańskimi.

Inny rodzaj wampiryzmu tyczył nieodnalezionych topielców, których dusza również pozostała w ciele. Topielice i Topielcy czyhali w zbiornikach wodnych na nieostrożnych, by wciągnąć ich do wody i utopić.

W obrządek prawidłowego odesłania duszy do nieba wchodziły odpowiednie modły i kremacja zwłok. Skremowane popioły zbierano do urny i wystawiano  na specjalnym słupie znajdującym się w lesie, najczęściej przy rozstajnych drogach na trzy dni i trzy noce. W tym czasie Dusza załatwiała sobie transport do Nieba, którym zajmowały się ptaki boże, najczęściej kukułki, zwane również gżegżółkami i źeźulami. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że transportem Duszy na ziemię, do nowo narodzonego  dziecka, zajmowały się bociany. Dziecko, któremu bocian nie dostarczył duszy umierało lub było nieświadome istnienia. Dobrzy rodzice starali się, by na ich stodole zamieszkał bocian. Przygotowywano mu miejsce pod gniazdo osadzając drewnianą bronę na dachu  stabilizującą ptasią budowlę.

Dużą uwagę przykładano do kremacji i nie mieszano popiołów z drewna z popiołem z ciał. Z etruskiego sarkofagu można wyczytać, że Dusza miała szansę na odrodzenie z popiołów.    Spopielone zwłoki nie ulegały gniciu i były wieczne.

Polski archeolog Tadeusz F. Wolański, zaliczał Etrusków do Słowian. Jego odkrycia  potwierdziły się po korekcie aktualnego alfabetu. Odczyty z zabytków etruskich i skorygowany alfabet można odnaleźć w pracy Polskie Runy Przemówiły.

Słowiański rytuał pochówku można odnaleźć w religii Partów, czyli Zaratustry, ale już spartolony.

Partowie, późniejsi Persowie, zwłokom stawiali słup murowany. Transportem po śmierci, zajmowały się również ptaki boże. Problem w tym, że Partowie nie zrozumieli idei religijnej Słowian i pomieszali zwyczaje miejscowe z nauką religijną.

W miejscowym zwyczaju, pozbywano się zwłok poprzez wyrzucenie na pustynię – na żer padlinożercom. Partowie swoje zwłoki oddawali na żer ptakom bożym, ze szczególnym uwzględnieniem kruka, co mnie nieco dziwi – skuteczniejszym padlinożercą na ich terenie jest przecież sęp.

Nie sądzę, by religia Zaratustry była czysto słowiańską, jak sądził profesor Ignacy Pietraszewski, dopatruję się w niej synkretyzmu religijnego.

7)  Ważnym obowiązkiem kapłańskim było dbanie o sprawy gospodarcze. On musiał przewidzieć i odpowiedzieć na pytanie: Czy następny rok będzie urodzajny, czy susza. Podpowiadał jak mają gospodarować zapasami żywności. Jednocześnie świątynia pełniła rolę banku, do którego spływała część łupów wojennych i podatek. Zabezpieczano w ten sposób środki finansowe na nabycie sprzętu wojennego w wypadku konieczności obrony.

Aby podołać tak rozległym, a ważnym dla przetrwania plemienia obowiązkom kapłan musiał wyróżniać się niezwykłym talentem i wiedzą. Górował nad rodakami, ale swej wiedzy używał dla dobra społeczności, czym zasłużył sobie na miłość i szacunek.

***

Czytając prace uczonych na temat słowiańskiej religii, czuje się tak, jakbym przeglądał Burdę, czyli magazyn mody.

Uczeni, tak jak modnisie, patrzą jedynie na suknie. Nie interesuje ich to, co kryją stroje.

Nie spotkałem   żadnego uczonego, który próbował by zrozumieć idee religijne Słowian. Jak papugi powtarzają słowa – panteizm, lub  religia przyrody. A to są jedynie cechy zewnętrzne, takie same jak sukienka koleżanki.

Słowiańskie pojęcie Boga można odnaleźć w dwóch źródłach pisanych. Jednym jest opis Prokopiusza z Cezarei.

„Słowianie uważają, że jest tylko jeden Bóg stwórca błyskawicy…..”

Drugi opis, który uściśla słowiańskie rozumienie istoty Boga, zachował się na deseczkach bukowych w Rosji.

„Bóg jest jeden, ale przejawia się w wielości…”

Aby uczynić zrozumiałym przekaz sprzed wieków muszę posłużyć się przykładem.

Postrzeganie Boga i świata przez przodków naszych na podstawie dostępnych danych.

 

Dane:

1) Bóg jest jeden, stwórca świata i energii.      –   Źródło – Prokop z Cezarei VI wiek.

„Sklawinowie i Antowie….Uważają bowiem, że jeden tylko Bóg , twórca błyskawicy, jest panem całego świata…..”

2) Bóg jest jeden, ale przejawia się w wielości.     Źródło – Rosyjskie tabliczki Welesa.

„A jeśli jaki wszetecznik będzie liczyć bogów, oddzierając ich od Swaroga, wyklęty będzie z rodu, jako że nie ma u nas bogów oprócz Najwyższego. Istotą Swaroga i innych jest mnogość, bo bóg jest zarówno jeden jak i mnogi. Niech nikt nie mówi, że mamy wielu bogów.”

3) Bóg jest jeden, ale składa się z czterech istotności:

a) mądrości –  Perun – Stwórca.  Bez atrybutu.

b) prawa – Perkun trzyma w ręku atrybut prawa, kunę czyli obręcz.

c) mocy – Świętowit. Atrybut – miecz i koń.

d) życia – G’ Run (Ku życiu). Atrybut – róg obfitości.

Źródło –  Rzeźba Boga wyłowiona ze Zbrucza.

Słowianie znali wiele bóstw, które nazywali duchami przyrody. W każdym z duchów  możemy odnaleźć cztery boże istotności to jest: mądrość bożą, moc bożą, prawo boże, życie boże.

To samo odnajdujemy w świecie materialnym, ożywionym. W świecie nieożywionym brak jest jednego elementu – życia.

Symbolem Boga słowiańskiego był krzyż równoramienny. Każde ramię symbolizowało jedną z istotności bożej.

Aby zrozumieć pojęcia mędrców słowiańskich proponuję porównać to co powyżej do sznura składającego się z wielu nitek zabarwionych na cztery kolory które symbolizują: mądrość, prawo, moc, życie.

Każde  bóstwo przyrody było skręcone z tych czterech nitek.  Poszczególne sznureczki skręcały się w sznur a sznury w linę, którą można porównać do istoty Boga. W dobie obecnej można posłużyć się łańcuchem DNA. W najmniejszej części materii ożywionej odnajdujemy cały zapis jednostki. Może to być cebulka włosa, ślina, kropla krwi itp. W każdej odrobinie mamy zapis całego łańcucha genetycznego.

Porównanie powyższe jest niepełne. Nie wyjaśnia znaczenia Boga i roli jego duchów.

 Z obserwacji świata, życia i wnętrza duchowego człowieka dawni mędrcy wysunęli wniosek, że istnieje duch którego czuli w sobie jako własne JA. To JA potrafiło myśleć i odnajdywać drogi do wszelkich wynalazków. To JA nazwano Duszą, która nie chciała umierać, pomimo pewności, że jest to nieuniknione. Z obserwacji mądrego urządzenia świata i porównania tego z mądrością ludzką doszli do wniosku, że istnieje jakaś Mądrość, Pierwsza Przyczyna, która wszystko przemyślała i urządziła ten świat. Porównano Go z własnym JA, czyli duchem nieśmiertelnym, tylko o wiele, wiele mądrzejszym i potężniejszym, który jest twórcą, ojcem duszy ludzkiej, której dał do zamieszkania świątynię ciała, zrodzonego z rodziców ziemskich. Pierwszych ludzi stworzył przez przetworzenie własnej osoby boskiej. – Źródło – Awesta(Obwiesta).

Boski świat duchowy, jest myślą boską, planem,  który jest zmaterializowany w świat widzialny.     

 

Religii słowiańskiej nie można nazwać również wielobóstwem, ponieważ we wszystkich nazwach bożytów mamy do czynienia jedynie z przejawem  przetworzonej inteligencji i myśli bożej. Obojętnie, czy to będzie Duch Prawa, Duch Żywota, Duch Ziarna, czy wiele innych, występujących pod różnymi nazwami, zawsze będzie to przetworzona myśl Jedynego Boga.

Istotę Boga rozumieli mędrcy słowiańscy a swoją religię nazwali SŁAWIENIEM PRAWA BOŻEGO. Nazwa zachowała się w dziele opisującym podróże biskupa Bambergu, wysłanego w Polskę z misją chrystianizacji przez Bolesława Krzywoustego.

Nazwa „Prawosławie” nawiązuje do nazwy pierwotnej, jednak o zmienionym znaczeniu.

Miłośnicy słowiańskiej mitologii nazwali swój ruch RODZIMOWIERSTWEM – nazwa nadzwyczaj trafna, tak samo jak RELIGIA  PRZYRODZONA.

Czy to nam się podoba czy nie, istniejemy dzięki  ideom praprzodków naszych.

Po polsku nie dostaniecie gath czyli Gadek  Obwiesty – głoszonej przez Zaratusztrę – ja również inaczej, w innym kontekście opisuję znaczenie jego imienia niż to czyni Winicjusz Kossakowski, ale obydwa te opisy są zasadne – ujmują jedynie inny aspekt osoby i działalności odszczepieńca od Wiary Przyrody Sistanu – Żar-Zdusza Złoto-Ustego.

W tym miejscu legenda sama pleść się zaczyna.

*


     - Pierwsza Przyczyna, która od Słowian dostała imię Bóg, uruchomiła swoje myśli i stworzyła świat, ale tylko w swych myślach, czyli świat duchowy. Materializacja zaczęła się od stworzenia energii, ze stworzeniem której Bóg nie ma kłopotu, pokazuje to w czasie każdej burzy.

Stworzona energia rozsypuje się po firmamencie i ucieka. Wówczas Bóg zatrzymuje ją i nadaje  „Prawo koła” czyli kuny, jednocześnie  powołując istotę nadprzyrodzoną do realizacji zamierzeń bożych, której Słowianie nadają imię Perkuna, czyli Pierwsze Prawo.

Zgodnie z prawem koła, gwiazdy zataczają łuk a słońce i księżyc przybierają kształt kolisty.

Zgodnie z prawem koła, zostaje stworzone to co największe jak i to co najmniejsze. Powstaje materia i świat materialny.

Następnym krokiem stworzenia jest stworzenie życia. Bóg przetwarza swe myśli ponownie i powołuje do służby następną istotę i powierza jej zadanie realizacji pomysłu na życie.

Słowianie dali bogu imię Perun, czyli Pierwszy Stworzyciel, jego syn dostał imię  K’run(G’Run, Grom), czyli Ku Stworzeniu. Inni i w innym czasie zwali Boga  Swarogiem, czyli Stwórcą a jego syna , Swarożycem.

Słowianie Połabscy Boga Stwórcę nazwali Rodziwolitem, co przekłada się na Stwarza własną wolą, a jego syna realizującego zamierzenia Ojca – Rodaczolitem. W rzeźbie  ze złota odkrytej w Przylwicach w Saksonii, temu bóstwu nadano kształt błyskawicy wcielonej w węża zrośniętego z ptakiem, oraz opisano słowiańskimi runami. Na jednym idolu są cztery imiona bóstw: Rżatro, Rodaczolit, Zar, Zirotro(od zirać, patrzeć?).

Kończąc okres stwarzania Bóg przetwarza się jeszcze kilka razy, ale  tym razem zgodnie z prawem koła i powstaje kilku różnych ludzi, którzy rozrodzili się w różne rasy.  Mieszanie ras przez człowieka sprzeciwia się woli bożej.

Zrozumienie istoty Boga przez religie słowiańskie odnajdujemy w nazwach bóstw słowiańskich.

Pomysłu na stwarzanie bóstw i ludzi poprzez przetwarzanie myśli bożej, dostarczyła Awesta Zaratustry.

Nie można wykluczyć pochodzenia religii Zaratustry od Słowian. Nie można wykluczyć również, że pomysł „przetwarzania” pochodzi od słowiańskich mędrców. Wpisuje się on doskonale w ich filozofię przyczyny i skutku.

HULAJ DUSZA PIEKŁA NIE MA

 

W ludowych przyśpiewkach zachowała się odpowiedź chrześcijańskim kapłanom, którzy straszyli  Słowian piekłem.

-Hulaj dusza, piekła nie ma.-

Słowianin z ciała, pochodził od zmaterializowanej myśli boga, który siebie w ten sposób przetworzył. Natomiast duszę miał boską, dostarczaną  przez bociany wracające z nieba.

Czy bóg swoją duszę smażył by w piekle?

Musiał  by być masochistą lub idiotą.

Nieśmiertelna dusza boska wypożyczona świątyni ciała, czyli człowiekowi, po spełnieniu swej misji na ziemi wraca do nieba. Co się z nią dzieje dalej, właściwie niewiadomo.

Niektóre bywają uwięzione w wampirach inne w topielicach. Większość wędruje do nieba. A jak jest z tym niebem?

Zostało zachowane powiedzonko. „Czuje się jak w siódmym niebie”. Zatem siódme niebo było niebem szczęśliwości. A co było w pozostałych?

Z napisu runowego na „Kamieniach Mikorzyńskich” będących częścią składową grobu komorowego zawierającego urnę z prochami, dowiadujemy się:

LŃ  L DSZI. – Leń, leniuchowanie, czyli odpoczynek dla duszy.

ĆSZ  SĄM  LŃ – cisza jest odpoczynkiem(leniuchowaniem).

LIŹIRZ  DSZIN – odchodzisz duszo.

Na innym kamieniu napis: MRZĆDA. LIŹIRZ KŹĆO. – Mrzećda (bóstwo dające śmierć).

Odchodzisz książę.

Z  wierzeń ludowych, czyli dawnych słowiańskich,  dowiadujemy się, że dusza nie musiała być na stałe w niebie. Mogła jaskółką wrócić pod własną strzechę, przylepić gniazdo i pilnować swej rodziny. Zatem nikt w niebie duszy nie więził a tym bardziej smażył w piekle.

Ile było kręgów nieba? Siedem a może więcej. Jaki był ich zasięg i zagospodarowanie?

Tak daleko nie jestem. Pan Białczyński zebrał więcej słowiańskich mitów i ma większe wiadomości w porównaniu z moimi spostrzeżeniami. Odsyłam do jego pracy „Mitologia Słowian”.

Winicjusz Kossakowski

 

Tagged with: , , ,

Tajemnica Srebrnego Byka z Radymna a Przemyski System Kopców i Świętych Wzgórz


Oto wygląd znaleziska, które ważyło według jednych relacji 0,84 kg a według innych 1,5 kg srebra próby 82%. Jest to posąg wykonany z blachy lub litego srebra, pozłacany, z oczami wysadzanymi drogimi kamieniami , najprawdopodobniej diamentami.

Od ponad 200 lat badaczy, archeologów ale także wszelkiego rodzaju poszukiwaczy skarbów fascynuje tajemnica Srebrnego Byka z Radymna. W artykule, który tutaj przytaczamy za portalem Odkrywcy.pl, a który został opublikowany w maju 2011 roku w „Archeologii żywej”  kilka faktów zastanawia i nakazuje wnikliwą analizę zdarzenia. Pierwszy z nich to, zatajenie prawdy przed austriackimi władzami, ewidentny dowód na działalność Strażników Wiary Przyrodzonej w Galicji w momencie dokonania odkrycia i kiedy decydowały się losy skarbu, czyli w roku 1826.

Drugi to datacja. Ogłoszono, iż odkrycia dokonano 26 czerwca 1826 roku. Dzień odkrycia musimy przyjąć na podstawie notatki, a odkrywcy pozostali anonimowi. Cała sprawa może być mistyfikacją sprokurowaną przez Strażników Wiary po to, aby temat wszedł do „historii” i dotarł do wiadomości powszechnej współczesnych i do przyszłych pokoleń. Zdarzenie może być jednak prawdziwe.

Daty 20 i 26 są stemplem Wiary Przyrody i Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata. Ten stempel stosowano od dawien dawna, czasami nawet niekoniecznie jako umieszczanie dokładnie liczb 20 lub 26, lecz jako datowanie w przedziale od 20 do 26. Suma tych cyfr (czert) daje 1 – symbol Boga Bogów – Jedności i Najwyższego.

20 i 26 to bowiem kulminacje  wielkich miesięcznych świąt Wiary Przyrodzonej Słowian powstałe z przełożenia faktycznego święta przypadającego zawsze w najbliższą tych dat Pełnię Księżyca na Kalendarz Słoneczny. Tym razem obrano datę Pełni = 26 = 8. Całkowita data tego odkrycia sprowadza się do czerty 4 – wielkiej świętej czerty Światowita-Światła Świata, będącej połową Pełni.

Nie chcę tego wątku ciągnąć dalej – wnikliwi badacze i skrupulatni tropiciele mają tu dosyć wskazówek. Manipulacja datami jest działaniem banalnym i całkowicie zależnym od człowieka. Wybór daty na dzień odkrycia, czy ogłoszenia czegoś, zawarcia ślubu, wybór „właściwej” daty imienin, a nawet narodzin dziecka nie jest szczytem ludzkich  możliwości intelektualnych i zdolności manipulacyjnych. Jednocześnie większość osobistych dat pozostaje sprawą prywatną bądź rodzinną, nie rzucającą się w oczy postronnych. Bywają jednak zdarzenia wymagające publicznego zaistnienia. Tu także wybór daty zależy od ogłaszającego.

Sama datacja odkrycia i jej upowszechnienie w historii może się wydawać dowodem zbyt słabym, lecz dowiedziemy dużo głębszych nieprzypadkowych związków osób zamieszanych w zniknięcie skarbu, ze Strażnikami Wiary Przyrodzonej Słowian (SWPS). To oni, Strażnicy Wiary sprawili, że Srebrna Głowa Byka nie pojechała do Wiednia a została na naszych ziemiach i zniknęła w tajemniczych okolicznościach w roku 26-stym XIX wieku. Trudno powiedzieć co się z nią ostatecznie stało, lecz przypuszczenia kierują nas ku zamkowi Wysocko i jego ówczesnym właścicielom. Ale po kolei.

Trzecia rzecz niezwykła, jaka rzuca się w oczy, to inne cyfry, również podane w artykule. Cyfry, które w zadziwiający sposób korelują z interwałami odległości występujących w odwzorowaniach gwiazdozbiorów Nieba w Systemach Świętych Wzgórz i Kopców, a szczególnie w Systemie Wawelskim – w odwzorowaniu Oriona w Małopolsce (Białej Chorwacji – Kharpatii – Haracie; kto zna nazwę Gorce i Harce-Harz ten wie że mówimy tutaj na 100% o Nowej Kolibie – właściwym terytorium poszukiwanego przez uczonych Wharatu-Bharatu).

Kolejna zwracająca uwagę sprawa to nazwy miejscowe związane z odkryciem, czyli samo miejsce znaleziska nad rzeką San – Radymno i rzeka Rada, ale także inne nazwy występujące w tej historii, które nie są przypadkowe, a o których powiemy za chwilę.

CB

Ale na początek oddajmy głos autorowi artykułu:

Michał Parczewski

Srebrna głowa byka

To opowieść o jednym z najdziwniejszych i najbardziej fascynujących znalezisk archeologicznych w Polsce. Tajemnica otacza rodowód zabytku oraz przynależność etniczną wytwórców.

Pod znakiem zapytania stoi kompletność formy unikatowego posągu, nic nie wiemy o pierwotnej funkcji, przyczynach i okolicznościach jego ukrycia lub porzucenia, wreszcie o losach tego osobliwego przedmiotu po wydostaniu go na światło dzienne.

Byk z Sanu

Srebrną głowę byka, wyciągniętą 26 czerwca 1826 r. z Sanu w pobliżu miasteczka Radymno, znamy ze starej ryciny przechowywanej w Muzeum Archeologicznym w Krakowie. Podpis głosi, że:

„Głowa iest srebna wyzłacana i dęta, wielkość teyże iako bydlęcia mającego lat 2,
rogi teyże głowy maią cali 14 długości. (…) Korpus tey głowy
został w Wodzie.(…) znaleziona dnia 26 Juny. 826.”

O odkryciu mówi również relacja „Gazety Warszawskiej” z lipca 1826 r., w swoim czasie wydobyta z zapomnienia przez J.Głosika. Otóż:

„Głowa ta z ciągnionego srebra trzynastey proby zrobiona, niegdyś pozłacana,
waży do trzech funtów Wiedeńskich [tzn. ponad półtora kilograma – MP].
Kształt iey iest iakiegoś zwierzęcia niewiadomego (…). Musi reszta potworu
tego znaydować się na dnie, bo białość srebra w odłamaniu dowodzi
świeże oderwanie głowy od korpusu. Miałem tę głowę w mych rękach (…).
Rząd kraiowy (…) postawił straż na brzegach i trudni się robieniem skrzyni, żeby
wypompować wodę i dalsze czynić poszukiwania. (…) rybacy utrzymuią,
że korpus zwierzęcia tego (…) naymniey dwa łokcie przysypany iest piaskiem.”

Jedyne w swoim rodzaju dzieło dawnego rzemiosła artystycznego zaczęło przykuwać uwagę archeologów dopiero po upływie stulecia od niespodziewanego „połowu”, niekiedy zresztą wyprowadzając badaczy na manowce. Do dzisiaj nie udało się odnaleźć stuprocentowych analogii do nietypowego przedmiotu, a szczególne okoliczności odkrycia (korpus tey głowy został w wodzie [!]), potęgują aurę niezwykłości.

Czy – jak przypuszcza część znawców kultury lateńskiej – wyrób powstał w środowisku celtyckim, ponad dwa tysiące lat temu? Według opinii specjalistów (Z. Woźniaka i T. Bochnaka) przedmiot ten ma jednak niepewną genezę i chronologię. A może – w nawiązaniu do dawnego odkrycia skarbu z Choniakowa na Wołyniu (jedna z tamtejszych głów zwierzęcych jest w zbiorach The Metropolitan Museum of Art w Nowym Jorku) – trzeba przyjrzeć się uważniej wytworom sztuki późnosasanidzkiej (V–VI w. n.e.)?

Ponieważ w jednym z XIX-wiecznych pamiętników natrafiłem na przekaz, że zabytek wzięto (…) do zbioru starożytności w Wiedniu, przy pierwszej okazji sprawdziłem tę relację u źródła, w archiwum Kunsthistorisches Museum. Ku mojemu przyjemnemu zaskoczeniu zachowały się dwa pisma w sprawie znaleziska z Radymna. W grudniu 1826 r. dyrektor C.K. Gabinetu Monet i Starożytności pytał o bliższe dane na temat odkrycia starożytnego przedmiotu z pozłacanego brązu. W odpowiedzi urząd C.K. Nadkomorzego [Oberstkämmereramt] podał m.in.: „Znalezisko składa się z kilku fragmentów przedniej części posągu, który został uformowany z blachy miedzianej i przedstawia rogatą figurę zwierzęcą. Znalezisko zostało dokonane przez rybaków w zatoce rzeki San przy północno-wschodnim krańcu osady targowej Radymno i Wysocko, 360 sążni wiedeńskich od pierwszej miejscowości i 1650 sążni wiedeńskich w prostej linii od zamku Wysocko (…). Ponieważ zachowane fragmenty pod żadnym względem nie mają wartości, c. k. gubernator krajowy Galicji sądzi, że powinno się poniechać przesyłki [do Wiednia], a znalezisko ofiarować narodowemu zakładowi naukowemu w Galicji.”

Urzędowa odpowiedź sygnowana przez hrabiego Czernina zawiera kilka informacji kapitalnej wagi, które rzucają nowe światło na nasze znalezisko. Jak widać wyjaśnieniu sprawy nadano wysoki priorytet urzędowy. Wiedeń zwrócił się do gubernatora krajowego Galicji, centralnego organu austriackiej administracji z siedzibą we Lwowie. Zlekceważenie w przytoczonym piśmie rangi zabytku (który miał wszelkie szanse, aby stać się łakomym kąskiem dla kolekcji wiedeńskich) to jedna z zagadek, które próbuję rozwiązać w innym miejscu. Tu ograniczymy się do wykorzystania tych przesłanek, które mogą posłużyć do dokładniejszego zlokalizowania rejonu odkrycia.

Rzecz nie jest prosta, gdyż przebieg koryta Sanu w pierwszej połowie XIX w. (rzeka meandrowała wówczas swobodnie w obrębie doliny zalewowej o szerokości około 4 km) wykazywał się dużą, nieraz gwałtowną zmiennością, a nie dysponujemy kartogramem, na którym zostałby zarejestrowany stan ściśle z roku 1826.

W dokumencie z 1827 r. wyliczono odległości z dwóch punktów oddalonych od siebie o około 4 km, w Radymnie i w Wysocku, miejscowościach położonych na przeciwległych brzegach Sanu. Stosując przelicznik 1 sążeń wiedeński = 190,16 cm (wg J. Szymańskiego), otrzymujemy następujące wyniki: pierwszy odcinek mierzony z Radymna, tzn. 360 sążni = 684,5 m; drugi odcinek mierzony z Wysocka, tzn. 1650 sążni = 3137,6 m. Za narzędzie analizy kartograficznej mogły posłużyć sporządzone pod koniec XVIII i w XIX w. wielkoskalowe (1:28 800) mapy austriackie, w tym tzw. mapa Miega (1779–1782) oraz tzw. „zdjęcie franciszkowskie” (1862–1863). Na obydwu mapach naniesiono cyrklem kręgi o promieniach odpowiadających dystansom 684,5 i 3137,6 m. Ten sam obraz nałożono na mapę współczesną. Stosunkowo wąska strefa (50–170 m) nakładających się na siebie zasięgów obydwu odcinków to najbardziej prawdopodobne miejsce odkrycia.

Co dalej? Wróćmy do tych partii dawnych opisów znaleziska, które zdają się zapowiadać, że przygoda archeologów z unikatowym dziełem starożytnego artysty być może jeszcze nie dobiegła końca. Czy rzeczywiście pozostał w ziemi korpus zwierzęcy, od którego oderwano tylko głowę? W taką szansę, również i dzisiaj pobudzającą wyobraźnię, wcale wtedy nie wątpiono…

Michał Parczewski

To znaleziska znad Bałtyku – bycze główki niewielkich rozmiarów, zakończone kulkami na rogach. Takie kulki na Głowie Byka z Radymna mają świadczyć o jego celtyckim pochodzeniu. Jak widać, nie tylko Celtowie umieszczali kulki na rogach byków, więc wydaje się, że to wniosek mało uprawniony, chociaż nie da się wykluczyć tutaj celtyckiego wpływu kulturowego. Jak widać archeologia to często spekulacje. Na dodatek stylizacja na celtycką kulturę absolutnie nie jest równoznaczna, z faktem że Celtowie byli między rokiem 300 p.n.e. a 100 n.e. nad Sanem. Czyż w Tychach nie produkuje się dzisiaj Fiatów a zaraz obok Opli? Czy z tego można wywnioskować, że Polska w roku 2012 została zajęta przez Włochów, że jest okupowana przez Niemcy, że przybyła na te ziemie ludność romańska lub germańska, albo coś podobnego?

Co możemy powiedzieć jeszcze o głowie byka z Radymna?

Z pewnego portalu poświęconego skarbom

„…Głowa byka została wykonana ze srebra wysokiej próby. 81,25% srebra. Niezwykłego charakteru dodawały jej złote wykończenia. Prawdopodobnie umieszczono je z przodu głowy oraz na szyi. Zachwyca jednak szczegółowość wykonania i koncentracja na detalach. To niesamowite, zważywszy na czas powstania rzeźby.

Postać byka jest niezwykle popularna m.in. w mitologii greckiej. Symbolizuje siłę i odwagę.

Posąg mógłby być dzisiaj  jedną z najciekawszych atrakcji turystycznych w Polsce. Jednak tak nie jest. Dlaczego? Głowa niedługo po jej odkryciu zaginęła!

Wokół jej zniknięcia narosły liczne legendy. Wielu znawców uważa, że głowa została zabrana przez urzędników austriackich do Wiednia. Dziś nie ma tam jednak po niej śladu. Inni mówią o ukryciu przez lokalnych mieszkańców. Na to także nie ma dowodów.

Jedno jest pewne. Pozostała część posągu ciągle nie została odnaleziona. Istnieje zatem prawdopodobieństwo, że ktoś zupełnie przypadkiem ją odkryje…”

Ja dodam od siebie, że nawet to nie jest pewne, czy reszta byka leży w ziemi – w ziemi, bo oczywiście dzisiaj koryto rzeki biegnie inaczej niż w roku 1826. Być może wydobyto pozostałą część byka – i to wcześniej zanim doniesiono komukolwiek o tym znalezisku. Oto na rycinie powyżej – zamieszczonej w pracy Archeologia Barbarzyńców 2008 – celtyckie głowy bycze z kulkami, z różnych stanowisk w zachodniej Europie, a także ze Stradonic w Czechach. Naszego byka z Radymna przypisuje się uparcie do tej kategorii znalezisk, jednak są zasadnicze różnice, które powodują że jest to znów – delikatnie mówiąc – mało zasadne. Przede wszystkim wielkość naszego Srebrnego Byka, który w porównaniu do celtyckich skarbów jest olbrzymem, poza tym to że był srebrny a nie brązowy czy miedziany, wreszcie geometryczne ornamenty na szyi, które go wiążą z archeologicznymi artefaktami przedstawionymi poniżej,  przypisywanymi plemionom dracko-dachijskim (gąckim) czyli tracko-dacko-geckim.

A oto trackie figurki z rogami, których wspólną cechą z Bykiem Radymniańskim jest pokrycie szyi zwierząt geometrycznymi wzorami.

Co jeszcze bardzo ciekawego łączy się z Bykiem z Radymna?

Oto fragment tekstu z którego wynika, że jeszcze w XIV wieku w Radymnie na Babiance, właśnie na północy -wschód od Radymna, stał nad Sanem kopiec poświęcony bóstwu, na którego wierzchołku znajdował się posąg – Baba, a kopiec poświęcony był „Dyanie Słowian”. Biskup Eryk z Przemyśla kazał tę babę roztrzaskać, gdy mu nadano tę ziemię z rąk Władysława Jagiełły w roku 1477. Babianka była wtedy półwyspem lub wyspą pomiędzy ramionami Sanu.

Ta sytuacja przypomina ulokowany na Beszczu w Krakowie, między Wawelem a Mogiłą, nie na żadnym wzgórzu lecz nad wodami Wisły  na wyspie, przybytek Żabiego Kruka i świątynię Bogini Wody.

Mamy tu więc kopiec i boginię Dyanę według relacji – czyli Dziewannę, ale w wyniku ciągłego mylenia przez księży-kronikarzy bogiń Słowian  z postaciami z Mitologii Greków możemy próbować podstawiać w to miejsce trzy co najmniej inne boginie, łącznie z Dziką (Dziwą) Dziewanną  – Panią Miłości: 

Ładę  – Boginię Łowów,

Reżę – Boginię  Upraw

i Śreczę-Strieczę (Sporzę) – Boginię Dobrobytu, Bogactwa i Spotkań.

Tu warto zacytować fragment pracy T. Bohnaka i G. Kieferlinga „Srebrna głowa byka wydobyta z Sanu w Radymnie” – poświęcony roli jaką mogły pełnić kulki na rogach w rzeźbach kultowych neolitu:

„… Jaką rolę mogłyby pełnić kulki na końcach rogów? Jak zauważa R. Jackson, motyw rogów z kulkami mógłby być symbolem fallicznym, jednak bardziej prawdopodobne, iż jest to oddanie rzeczywistego wyglądu rogów zwierzęcych (Jackson 1985, 170). Powszechnie zwraca się uwagę na występowanie motywu głowy byka z rogami zwieńczonymi kulkami na licznych sprzętach służących do przygotowania jedzenia; rożnach, ataszach naczyń, a zwłaszcza na wilkach ogniowych. Być może fakt ten należy powiązać z hipotezą przedstawioną w pracy O. Janse, według której kuliste zakończenia rogow miałyby symbolizować jabłka bogini obfitości (Janse 1935). E. Vial sądzi, że omawiane kulki można interpretować jako znak udomowienia lub rodzaj ozdoby (Vial 2001, 32). Zdaniem N. Ginoux, rozpowszechnienie u schyłku okresu lateńskiego na rosnącą rolę bogacącej się grupy hodowcow-wytworcow wobec malejącego znaczenia wojowników, jednak naszym zdaniem teza ta nie została poparta przekonującymi argumentami (Ginoux 2006). Uważa się też niekiedy, że przedstawienia byków z kulkami na rogach mogą mieć związek z taurokathapsia, rytualnymi igrzyskami z udziałem byków, które celebrowano w kulturze minojskiej, a następnie w starożytnej Helladzie. Kulki miałyby pełnić role ochraniaczy, podobnie jak stosuje się to do dziś przy treningach torreadorow lub podczas tourady, portugalskiej odmiany corridy. Popularność motywu byczej głowy z rogami z kulkami w kręgu celtyckim sprawia, że hipoteza łącząca głowę byka z Sanu w Radymnie z oddziaływaniami celtyckimi jest poparta ważkimi dowodami. Należy jednak zaznaczyć, że opisywany tu zabytek wykazuje jednak pewne cechy szczególne, niespotykane w sztuce celtyckiej. Mamy tu na myśli zwłaszcza ornament zdobiący przednią część pyska byka oraz jego podgardle. Umieszczono tam motywy geometryczne, przede wszystkim trójkąty. Zdobienie takie nie jest szerzej spotykane w rzeźbie celtyckiej, tak w toreutyce i innych przedmiotach metalowych, jak również i zabytkach kamiennych lub drewnianych. Drugą cechą, która odróżnia znalezisko z Radymna od typowych zabytków celtyckich przedstawiających głowy bowidow, są rozmiary i metal, z którego wykonano obiekt polski. Przypomnijmy, że miał on znaczne rozmiary (długość rogow 0,297 – 0,3465 m, szerokość łba na ok. 0,22 m waga blisko 0,85 kg) i został wykonany ze srebra. Był to metal nieczęsto stosowany w kręgu celtyckim. Wśród srebrnych wyrobow znaczących rozmiarow, ktore są łączone z Celtami, w pierwszej kolejności należy wymienić kocioł z Gundestrup oraz srebrny torques z żelaznym rdzeniem, znaleziony w Trichtingen. Inne srebrne torquesy, z Macon i Pallon au Val Freissinieres, są znacznie mniej okazałe (Megaw 1970, 78). Co istotne, zarowno w przypadku kotła z Gundestrup, jak i naszyjnika z Trichtingen, zwraca się uwagę na istnienie cech odmiennych od stylistyki celtyckiej (Goessler 1929; Kimmig 1981, 193; Pittioni 1984, 48, 49; Fischer 1987). Wśrod nieceltyckich elementow stylistyki torquesu z Trichtingen wymienia się m.in. obecność ornamentu geometrycznego. Ornament trojkątow i rownoległych linii biegnie wzdłuż niemal całego naszyjnika. Kolejną atypową cechą torquesu z Trichtingen jest ukształtowanie zakończeń w kształcie byczych głow, co stanowi element  niespotykany w środowisku celtyckim, natomiast występujący w kulturze Trakow oraz w środowisku perskim w Azji Mniejszej. Zwraca się rownież uwagę na surowiec, z ktorego wykonano torques. Srebro było stosunkowo rzadko wykorzystywane w toreutyce celtyckiej, znacznie częściej używano złota lub brązu. Wymienione cechy sprawiają, że obecnie uważa się, iż torques z Trichtingen mogł powstać w dorzeczu dolnego Dunaju (Nubling 1981). Rownież w przypadku kotła z Gundestrup, na ktorym wyobrażono m.in. jeźdźcow w hełmach z rogami zwieńczonymi kulkami, podkreśla się obecność w jego stylistyce elementow obcych tradycji celtyckiej, a nawiązujących m.in. do sztuki trackiej, greckiej i irańskiej. Szukając ośrodka, w ktorym kocioł mogł zostać wykonany, wskazuje się często strefę dorzecza dolnego Dunaju, w strefie pogranicza między Wolkami-Tektosagami, Tryballami a Skordyskami. Za hipotezą tą opowiadali się m.in. D. Berciu, T. G. E. Powell, P. Meyers, A. Bergquist i T. Taylor oraz F. Kaul i J. Martens (Berciu 1969; Powell 1971; Meyers 1982; Berquist, Taylor 1987; Kaul 1993; 2006; Kaul – Martens 1995)4. Czy zatem głowa byka z Sanu, podobnie jak torques z Trichtingen i ewentualnie kocioł z Gundestrup, rownież powstała na terenach, gdzie Celtowie sąsiadowali z Dakami lub Trakami? Taka hipoteza jest, naszym zdaniem, bardzo prawdopodobna. Na Połwyspie Bałkańskim istniała wielowiekowa tradycja srebrnej toreutyki, a przedstawienia bykow występują stosunkowo często. Można tu przytoczyć m.in. znaleziska z Craiova (Berciu 1969, 123–146) i Rogozen (Vol 1989).4 Należy jednak nadmienić, że przytacza się rownież szereg argumentow przemawiających za galijską proweniencją kotła z Gundestrup. Zwolennikami galijskiego pochodzenia tego zabytku byli m.in. O. Klindt-Jensen, G. S. Olmsted, E. Sander-Jorgensen Rowlett i R. M. Rowlett oraz R. Hachmann (Klindt-Jensen 1950; Olmsted 1979; Sander-Jorgensen – Rowlett – Rowlett 1984; Hachmann 1991). Historię badań do początku lat 80. XX w. zamieszcza R. Pittioni (Pittioni 1984). Opisane tu odmienne opinie stara się połączyć F. Falkenstein, ktory uważa, że srebrny kocioł mogł powstać na terenie Galii jako dzieło rzemieślnikow przybyłych znad dolnego Dunaju oraz toreutow miejscowych (Falkenstein 2004).”…

..”

Powyższe słowa autorów upewniają nas w tezie, że archeologia musi zrewidować wnioski jakie wysnuwa z odkryć, budując na tej bazie spekulatywną wizję przeszłości, którą nam następnie prezentuje. 

Między krajami Bałtyckimi bowiem, Skandynawią, Karpatami nad Sanem i Wisłą oraz stepami Nadczarnomorskimi i kulturami Naddunajskimi istnieje jeden generalny udowodniony przez genetykę łącznik – stale tu mieszkająca ludność o haplogrupie Y-DNA (męskiej linii) R1a1 oraz I2a2. Jeśli tych ludzi łączą związki krwi, to najprawdopodobniej przez cały czas od około 3500 p.n.e. do dzisiaj, łączy ich też w miarę podobny język, łączą ich też przekazywane przez pokolenia opowieści mityczne, wyobrażenie o świecie i wzory rzemieślnicze czy artystyczne.

To że jedno plemię czy grupa plemion wytwarza jakieś charakterystyczne artefakty nie oznacza, że ona mówi jakimś innym językiem, lecz że nie przyjmuje mody, lub odmiennego sposobu wytwarzania, od otoczenia. Z kolei to, że grupa na danym, terenie zmienia sposób zdobienia, sposób wyrobu, kształt, ornamentykę, w ogóle sposób wytwarzania, zastosowane narzędzia – koło do ceramiki lub lepi ręcznie – nie oznacza, że poprzednia grupa ludzi odeszła, wymarła, została wybita.

To błędny wniosek – sposób myślenia XIX wieczny, kiedy podbój imperialny zdawał się ludziom nauki zasklepionym w tym sposobie rozumowania jedyną formą przenikania się kultur. 

To że na jakimś terenie zaczyna się produkować samochody Fiat nie oznacza, że ludność tutejsza zaczyna mówić po włosku, lub że zmieszała się z Włochami, lub że Włosi ją podbili i zniewolili, a tym bardziej nie znaczy, iż ją zastąpili. Wzory główek z rogami zakończonymi kulką przenoszone były niezależnie od przynależności plemiennej, językowej i jakiejkolwiek innej – bo ludność R1a1 cały czas tutaj była i jest – więc zmienia się wszystko tylko nie ona – nie ona która wciąż jest potomstwem tego samego praprapra-dziada. Z dziada na pradziada przekazuje też sobie wierzeniai słowa z tymi wierzeniami związane.

[Mała dygresja. czy ktoś z was zastanawiał się kiedyś jak po węgiersku brzmi słowo bóg? Wszak to tak różny język i podobno oni plemiennie nie są Indoeuropejczykami (czyli Ariami)? Zdziwicie się bóg to ISTEN. Znacie takie słowo? Isnieć, istota, ist, istność - byt. Tyle że ist to także swaist, swastyka, świastyka, swiesdnika - światło, gwiazdy, świat, krew, kwiat. To Światło Świata - Swąt. A wiecie jak jest bóg po fińsku? Bóg to Jumala. I znów jumala to być , istnieć, mieć siebie, być sobą, skąd pochodzą takie słowa jak imać, imć, jąć, jaźń.  A od jaźni-istoty i jącia-imania-imcia i jościa-iścia-ista zarówno do Istu jak i do Jaćwierzy (Jąć Wiary) chyba niedaleko. A czy wiecie że postacie świętej wiary Persów Zoroastryzmu, które mają nadejśćby odrodzić świat to Jątowie? A czy znacie słowo jantar-jątar - jądro - istota? Czy to jest odrębność czy wspólnota turkucko-persko-ugro-fino-sybero-słowiańska? Jest też inna droga nazywania boga - od słowa dawać - dany i dający. Nie będę tutaj tego szeroko rozwijał ale niech wystarczy że tu zaliczamy i litewskiego diewsa i tureckiego tanri (od dan i tan)]

Wróćmy do Strażników Wiary Słowian. Kto był zamieszany w ukrycie wartości znaleziska przed władzami w Wiedniu? Mamy tutaj powyżej relację z miejsca znaleziska hrabiego Rudolfa Czernina, który umniejsza rangę zabytku celowo, po to by został on w kraju, zamiast zasilić skarby Wiednia dokąd wywożono wszystko co cenne z Galicji. To kłamstwo Czernina potwierdza następnie Gubernator Galicji, którym jest w tym czasie czeski książę Longin Lobkowitz, czyli Łobkowicz. Czy wiecie że książę Łobkowicz, właśnie August Longin, był wielkim znawcą starożytności i sztuki wschodu, kolekcjonerem? W spisek są zamieszane też najprawdopodobniej inne postacie, bo wiadomość do prasy warszawskiej o odkryciu przeniesiona zostaje przez posiadających w tym okresie w pobliżu miejsca odkrycia zamki i pałace oraz rozległe ziemie – w Sieniawie, Dzikowie i Wysocku , i co ważne – przebywających ówcześnie tutaj – księcia Adama Kazimierza Czartoryskiego i Izabellę Czartoryską.

[Znów dygresja. Co powiecie o samym nazwisku Czartoryskich, czyli Czarta Rysujących, czyli Czarta Rasy. Co wiecie o słowie czart, czur - chor, Chors, Horus, Har? Czy przodkowie tego zacnego i wspaniałego rodu, nie wywodzą się od starych wojowników Księżyca-Chorsa Białych Harów, Ohronów i Haronów? Czy po prostu nie byli ich przodkowie ważnymi czcicielami Czarta-Czura-Chorsa, kapłami Chorsa - czyli Czar-Rownikami? Czy nie byli jego kapłanami i książętami - kniaginami-kaganami, znawcami ksiąg? Czy myślicie, że w tym rodzie przetrwała Wiara Przyrodzona Słowiańska oraz misja wspierania przez wieki tejże wiary? Niech każdy odpowie sobie sam, porównując ich czyny i studiując zawikłane historie i fakty docierające do nas z pomroki dziejów. To czego Czartoryscy dokonali dla Wiary Przyrodzonej Słowian jest nie do przecenienia. A jednym z tych faktów i wydarzeń jest ich udział w odkryciu Srebrnego Byka z Radymna oraz fundowaniu tutaj po okolicy licznych zamków i kolekcji sztuki i kolekcji zabytkowych przedmiotów zebranych z dziejów Polski - w tym znalezisk archeologicznych.Inny znany wielki ród wspierający wszelkie tego rodzaju działania i fundujący w pobliskim Lwowie towarzystwo własnego imienia to Ossolińscy.]

Książę Czartoryski jako fundator polskich Aten w Puławach i budowniczy Świątyni Sybilli tamże, a także protektor Panteonu i pracy Bożyca Bronisława Trentowskiego, która następnie trafiła do zbiorów FUNDACJI CZARTORYSKICH W KRAKOWIE, jawi się jako najprawdopodobniejszy posiadacz Srebrnego Byka z Radymna. Do kogóż bowiem miałby trafić jak nie do tak znamienitego kolekcjonera, który był na miejscu, a zasłynął wszak jako łowca i ocaliciel pogańskiego panteonu Słowian i wielu polskich skarbów kultury w czasie zaborów, a także jako uczestnik masonerii podobnie co Trentowski.Większość uczestników odkrycia jest jednocześnie członkami komitetu założycielskiego FUNDACJI OSSOLIŃSKICH WE LWOWIE i masonami. Naprawdę wiele Rodzimowiercy zawdzięczają masonom.

Tu można poczytać o Czartoryskim w Sieniawie, Puławach i Wysocku oraz o ich roli jako zbieraczy polskich skarbów.

Wreszcie kolejna sprawa ciekawa i dziwna. W pobliskiej Walawie w tym samym roku odkryto nad Sanem kamienną Głowę Byka  – o czym w notatce poniżej. Głowę tę uznano za skamielinę nosorożca, a w całą sprawę jest wmieszana znów Fundacja Ossolińskich i profesorowie z Krakowa i Lwowa.

Oto wreszcie fragment pracy autorów wspomnianych na początku (T. Bohnaka i G. Kieferlinga „Srebrna głowa byka wydobyta z Sanu w Radymnie”), na temat książąt Czartoryskich i o ich posiadłościach w Puławach, Sieniawie, Dzikowie i Wysocku. Posiadłości te zostały niestety podczas wojen I i II splądrowane i spalone, a liczne zabytki z nich zrabowano. Co poniektóre znalazły się w Moskwie. Wielu z tych zabytków – w tym być może i głowy Srebrnego Byka z Radymna (a może też całego jego korpusu, którego podobno z rzeki nie wydobyto), nigdy już potem nie odnaleziono. Być może Srebrny Byk, albo jego Głowa, spoczywa teraz w przepastnych zakamarkach pohitlerowskich, skradzionych z Polski, kolekcji w Ameryce Południowej , być może w USA, a może właśnie w Moskwie.

Zacytujmy skądinąd:

„…W 1915 r. rozpoczął się dla pałacu tragiczny okres. Został on doszczętnie obrabowany przez żołnierzy rosyjskich i spalony. Przepadły wówczas bogate zbiory artystyczne, cenne obrazy i zabytkowe meble. W okresie międzywojennym właściciele mieszkali w oficynie, a pałac był stopniowo odbudowywany.
W czasie II wojny światowej Wysock został ponownie zniszczony. W latach 1957 – 1961 pałac jak również oficyna zostały powtórnie odbudowane. Decyzją ówczesnych władz wojewódzkich w Rzeszowie przeznaczono odremontowane budynki na dom pomocy społecznej, przenosząc tu mieszkańców domu pomocy z Rzeszowa wraz z opiekującymi się nimi siostrami zakonnymi….”


Oto powyżej  miejsce odkrycia – Radymno – i inne miejsca znalezisk skarbów w okolicy, należące również do kultury archeologicznej,  którą jednoznacznie można łączyć z Doliną Dunaju, a więc historycznymi Trakami zwanymi przez nas w Mitologii Słowian  Drakami – jako że byli potomkami Wawelskiego Smoka – Draka.

Spróbujemy odpowiedzieć na pytanie jakim bogom mogła być poświęcona figura i jakich bogów tutaj czczono oraz kto ich czcił. Żeby sensownie zrekonstruować tę sytuację trzeba sobie uświadomić, że mamy udokumentowaną przez genetykę na tych ziemiach ciągłość zasiedlenia przez ludność  o haplogrupie R1a1 (Y-DNA w linii męskiej) – czyli Słowiano-Indo-Irańczyków (Słowiano-Indo-Skołotów) oraz ludność o haplogrupie Y-DNA I2a2 – którą genetyka określa jako Staroeuropejczyków, którzy  związali się z ludnością R1a1 w plemienne wspólnoty. Ludność Staroeuropejska zamieszkiwała te ziemie od 28 000 lat, a ta grupy R1a1 ( Słowiano-Indo-Irańczycy) mieszkała według ustaleń genetyków nad Adriatykiem i Dunajem od 10.000 lat. Zostało przez nich udokumentowane, iż około 5000 lat temu ludność R1a1 oprócz terenów naddunajskich zaczęła zajmować ziemie za Karpatami – nad Bugiem, Dnieprem, Wisłą, Odrą i Łabą, a chwilę później weszła też do Skandynawii gdzie zmieszała się z żyjącymi tutaj innymi Staroeuropejczykami (haplogrupa I1). Genetycy udokumentowali także tezę, że ludność R1a1  i I2a2, a także I1 nigdy nie utraciła na tych ziemiach ciągłości – to znaczy, że przez cały czas od głębokiej starożytności, powiedzmy np. od 8000 p.n.e. praojcowie Słowian (w tym dzisiejszych Polaków) mieszkali w Europie – nad Adriatykiem, nad Dunajem a od 3500 p.n.e. mieszkali oni także w Karpatach, nad Bugiem, Wisłą, Odrą i Łabą, a od roku mniej więcej 2400 p.n.e zamieszkali też w Skandynawii południowej (Szwecji, Norwegii, Danii)

Wynika z tego, że nie powinny nas chyba dziwić związki między Radymnem a kulturami archeologicznymi określanymi jako Nadddunajskie. Współczesna archeologia musi zrewidować nie tyle swoje odkrycia co wnioski jakie wysnuwa w swoich spekulacjach budujących wizje prawdopodobnej przeszłości. Odkrywane zmiany w stylach artystycznych, zdobniczych, rzemieślniczych nie oznaczają bowiem tak jak to do tej pory przedstawiano, że jakaś grupa etniczna zajęła jakiś teren, wymordowała ludność miejscową, bądź narzuciła jej swoją władzę.

Ponieważ ludność miejscowa nigdy nie przestała się rozmnażać i przekazywać dalej mutacji genetycznej od ojca z roku 8.000 p.n.e – czyli jej potomstwo trwało i trwa do dzisiaj – te zmiany stylów i mód oznaczają jedynie, że na danym terenie przyjął się nowy styl rzemieślniczy, artystyczny, nowy styl pochówków, nowa moda na biżuterię itp. Mógł się też przyjąć nowy język, mogły i musiały nastać nowe władze. Przychodzili i odchodzili wojownicy i bywały wojny oraz stracia, najazdy i grabieże. Jednakże ludność miejscowa wciąż trwąła i rozmnażała się dobrze o czym świadczy jej liczebność w dzisiejszych czasach.

Bywało częściej tak jak to odkryto w kurhanie Mała Mogiłka w Jakuszowicach, gdzie miejscowego władcę nagle pochowano w obrządku huńskim choć Hunem nie był, a był lokalnym księciem – niż tak jak to dotychczas przedstawiała nauka archeologii ufundowana na stereotypie myślowym o podboju i wojnie jako jedynym narzędziu komunikacji między plemionami i źródle  przejmowania kultury. Kiedy Hunowie objęli władzę nad Zadunajem, czyli również nad Wisłą, tutejsi władcy zmienili nagle sposób grzebania i w grobie znajdujemy także konia oraz huńskie wyposażenie wojownicze.


Razem z odkryciem Srebrnego Byka w Radymnie wypada przedstawić też koniecznie kolejny niesamowity kompleks Świętych Wzgórz i Miejsc, który teraz tylko w grubym zarysie opisujemy na mapie poniżej. Jest to Kompleks Przemyski związany z Kopcem Tatarskim – który w istocie nie był nigdy Kopcem Tatarów ani z okazji inwazji tatarskiej nie został usypany – to Kopiec Tartaru – Tartarski czyli Kopiec Welesa! kopiec, dookoła którego w Przemyślu stały w przeszłości inne trzy kopce – Tynu Welesa, kopiec który jest powiązany z Miejscami Świętymi w Radymnie, Wysocku , Walawie, Dzikowie i wieloma innymi w okolicy. Tworzy on tutaj system podobny do Wawelskiego i okolicznych wzgórz Krakowa. Ten jest Kompleksem Świętym Czerwieni – Radymiczów – Czcicieli Sporów-Radów, Rusów Rudych – Czerwonych związanych też Czerwieniem i olbrzymią liczbą odkrytych tutaj po okolicy starych grodów i zabytków archeologicznych. To już zupełnie osobna opowieść, którą trzeba uzupełnić także o Troję Karpacką – czyli Trzcinicę, w odróżnieniu od Troi-Złotego Rogu i Troi Właściwej a także Troi Północy – czyli Winety.

Kopce Przemyskie – Tartarski i inne

O Kopcach Przemyskich

W drabinie wieków na pograniczu prehistorii i okresu oświetlonego już źródłami lokuje się tajemnicza i wciąż sporna kwestia kopców. Ziemne, bez wątpienia sztuczne pagórki rozsiane są po całej Małopolsce, szczególne zagęszczenie występuje zwłaszcza wokół Krakowa i wzdłuż Sanu w okolicach Przemyśla: dominujący nad miastem Kopiec Tatarski, kopiec w Woli Węgierskiej, Średniej, Sólcy, Kalwarii Pacławskiej, Babicach, Trójcy, Nienadowej i Słonnem. Warto nadmienić, że w Przemyślu istniały jeszcze inne kopce: w okolicach Góry Zamkowej, na wzgórku Trzech Krzyży – odsłonięty i zniszczony w trakcie budowy fortu Twierdzy (zachowała się tylko fotografia) oraz u szczytu dzisiejszej ul. Glazera, gdzie dawne dokumenty i plany miasta ukazują zespół kurhanów o nazwie „Babunie”.

Przemyski System Kopców i Świętych Wzgórz

Brak jakiejkolwiek wiedzy na ich temat prowokował przez wieki powstawanie legend. Dawni przemyślanie roili sobie, iż nad miastem wznosi się kurhan tatarskiego chana, poległego przy okazji napadu. W takim wypadku mógłby on powstać najwcześniej w końcu XIII w. (Tatarzy przybyli do Europy dopiero w 1240 r.).

Widok na  masyw Zniesienia  i Stare Zamczysko od strony północnej – makieta wykonana w oparciu o XIX wieczną mapę warstwicową:

1- Kopiec Tatarski

2- Zniesienie

3. Stare Zamczysko

4. Wzgórze Zamkowe (obecnie Zamek Kazimierzowski) – bazylika trójnawowa i monasterium

W grodzie Kraka wyobrażano sobie, że to grobowce Kraka i jego córki Wandy, dawnych władców Wiślan, a więc usypane przed X w. Badania archeologiczne, podjęte na kopcu Krakusa i Tatarskim nie odsłoniły komór grobowych choć, po prawdzie, wykop nigdzie nie sięgnął centrum kopca.

Pięć Kopców Przemyśla

W Krakowie znaleziono awarską sprzączkę z końskiego rzędu, datującą budowę na VI – VII w. n.e., w Przemyślu monety króla Jana Kazimierza, zgubione przez XVII-wiecznych amatorów skarbów oraz… pochówki chrześcijańskie umiejscowione płytko pod powierzchnią. Co znamienne, bardzo stara tradycja (XIII w.) określa kopiec Wandy jako pradawną mogiłę, zaś kopiec Krakusa łączy z pogańskim ośrodkiem kultowym. Zauważono, że linia łącząca kopce krakowskie wyznacza miejsce wschodu słońca w dniach przesilenia jesiennego i wiosennego, dwa najważniejsze momenty w roku. W Przemyślu nie poszukiwano podobnych zależności, zresztą drugi przemyski kopiec „zaginął”.

Wzgórze Trzech Krzyży – foto P. Jaroszczak

W średniowieczu w obu miastach na wierzchołkach kopców ustawiono niewielkie, murowane kościółki pw. św. Leonarda, znamienny jest też identyczny w obu miastach kult pierwszych patronów, „pochodzących” z nadreńskiej Kolonii: św. Gereona i św. Urszuli.

Tak o Kopcu Tarskim piszą dzisiaj:

Na mapie atrakcji turystycznych miasta przybyło kolejne interesujące miejsce – Kopiec Tatarski. Co prawda znajduje się tu od bardzo dawna, lecz był zaniedbany i nie miał odpowiedniej infrastruktury rekreacyjnej. Legendy z nim związane sięgają V w., kiedy to miał stać się grobem Attyli, wodza koczowniczego plemienia Hunów….Na pamiątkę zwycięstwa wojsk polskich nad Tatarami wzgórze (356 m n.p.m.), na którym usypano kopiec nazwano „Zniesienie” (czyli „pokonanie”). Inna z legend mówi, że kopiec jest grobem założyciela Przemyśla (VII w.) księcia lechickiego Przemysława – Lestka.

Przemyski kopiec został zbudowany na planie przypominającym trójkąt o owalnej podstawie. Według Leopolda Hausera (badacza dziejów Przemyśla z XIX wieku) – wysokość tego trójkąta wynosiła około 40 m, szerokość podstawy 13,3 m, zaś sam kopiec miał wysokość ok. 10,5 m. Ciekawym jest fakt, że jeden z wierzchołków jest skierowany dokładnie ku wschodowi. Należy wspomnieć, że w pobliżu wzgórza znajdują się pozostałości drugiego, o wiele większego kopca, który również zbudowany jest na planie „trójkąta” z wierzchołkiem skierowanym na wschód. Istnieje przypuszczenie, że na naszym kopcu znajdowała się świątynia, w której czczono słowiańskich bogów, szczególnie Swarożyca. Pogańskich władców zjednywano sobie ofiarami z bydła i …ludzi (potwierdzałyby to badania archeologiczne, podczas których u podstaw kopca odkryto ludzkie czaszki i szkielety). W późniejszych, chrześcijańskich czasach zapewne postanowiono zadośćuczynić ofiarom składanym w imię pogańskiego bóstwa i w miejscu dawnej świątyni postawiono kapliczkę św. Leonarda – patrona skazańców. Jeszcze w początkach XIX wieku „chadzali Przemyślanie do tej kaplicy z procesją w drugi dzień Świąt Wielkanocnych, którą to procesję nazywał lud – pielgrzymką do Emaus. Od roku 1855 począwszy odbywały się te pielgrzymki na cmentarz obecny, u podnóża Zniesienia położony, a podczas cholery w roku 1855 otwarty” (obecny cmentarz przy ul. Słowackiego) – według opisu L. Hausera. Kaplica została zniszczona podczas II wojny światowej.

W pobliżu Przemyśla odkryto liczne, mniejsze kopce. Można sądzić, że wraz z naszym legendarnym kurhanem tworzyły one zbiór punktów obserwacyjnych i służyły do przekazywania za pomocą ognia i dymu informacji o zbliżających się wrogach. Badacz międzywojenny K. Osiński sugeruje wręcz, że nazwa Kopiec Tatarski wywodzi się od palenia w tym miejscu ogni ostrzegających ludność przed atakiem Tatarów.

Jakże krótki rodowód daje się tym prastarym budowlom, jakże niewielka jest wiedza współczesnych Polaków o ich korzeniach sarmackich i scytyjskich.

CB

Winicjusz Kossakowski – ZNACZENIE MITÓW



 

Postrzegam MIT jako przedłużenie historii narodu, sięgającej aż do początków stworzenia i do samego Boga.     Z mitów wylęgają się ideologie religijne, które pełnią rolę lepiszcza narodu. Tworzą prawo boskie, a więc niepodważalne przez człowieka, i dają możliwość budowania siły, która zapewnia przetrwanie narodu.

Naród posiadający zapisane mity, historię i bohaterów, pomimo niekorzystnych dziejów, ma szanse na przetrwanie a nawet na odrodzenie. Za przykład może posłużyć historia Greków.

Pod okupacją turecką naród stracił swoją narodowość i język. Po I Wojnie Światowej władcy tego świata zapragnęli mieć starą historię zapisaną w mitach greckich.

Odtworzono granice.

Do władzy zawsze znajdą się chętni.

Podjęto olbrzymią pracę, nauczenia Greków greckiego języka i udało się.

Świat ma Greków i Grecję.

Bez greckich mitów i dorobku kulturalnego, taka sztuczka była by niemożliwa.

Inny przykład.

Były dawniej niewielkie bandy, składające się z różnych plemion i narodów. Aby zapewnić sobie lekkie życie, zajmowali się rozbojem i handlem. Napadano na wioski, wycinano ludność, grabiono co miało jakąkolwiek wartość, wyjadano zapasy żywności. W między czasie wysyłano szpiegów, którzy rozpoznawali  teren i typowali następne ofiary. Proceder musiał się opłacać, skoro do bandy przyłączali się inni, podobnej profesji. Ślad by po nich zaginął, gdyby szefowie nie wymyślili im Boga, na dodatek, spisano mitologię, która była kompilacją mitów ówczesnych ludów.

Dzięki tym zabiegom banda nie tylko przetrwała, ale dzisiaj  trzęsie światem.

Zatem, nie lekceważcie mitów i szanujcie ludzi, którzy to rozumieją, i podejmują ogromną pracę, by zniszczone mity słowiańskie aktywować.

Zdaje sobie sprawę, że dokładne odtworzenie wierzeń jest niemożliwym, ale i niekoniecznym. Zmienia się cywilizacja, zmieniają się wierzenia i obyczaje. To co pozostało po wierzeniach słowiańskich jest wystarczającym, by odtworzyć, ale już w wydaniu współczesnym, dawne wierzenia i dawną dumę.

Rozumiał to Juliusz Słowacki.

Rozumiał to Adam Mickiewicz.

Podjęli próby, ale na próżno. Obaj popełnili podstawowy błąd, nie oparli się na historii.

Mity muszą wymieszać historię z religią, a religię z narodem.

 Innego wyjścia nie widzę.

Z chwilą opanowania chrześcijaństwa przez globalistów i przekształcania dwutysiącletnich mitów rzymskich w nowy twór (byt) polityczny, nastąpił regres i chęć powrotu do mitów z których wyrósł naród Słowian.

Z chwilą odczytania  napisów z zabytków historycznych zapisanych runami słowiańskimi, pojawiły się  dowody mówiące o naszej historii sięgającej tysiącleci. Mamy już pewność, a nie tylko domysły, że Etruskowie mówili językiem słowiańskim, zbliżonym do chorwackiego.

Mamy dowody na to, że w naszych wierzeniach byli obecni bogowie egipscy i bogowie Sumeru. Egipski bóg wstającego słońca  Chepri u nas otrzymał legendę słowiańską i zniekształcone imię  Geprig. Pojawiła się również bogini ziemi Izyda o imieniu Izydi. Natomiast Sumeryjski naczelny bóg, sprzed siedmiu tysięcy lat, o którym zapomniały narody, otrzymał w słowiańskiej legendzie stanowisko bóstwa nocy i postać lwa. To nie są już domysły a odczyt z figurek bóstw, wykonanych w złocie i brązie, odnalezionych w Saksonii w miejscowości Prilwitz (Przylwice).

Polski archeolog Tadeusz Wolański domyślał się tego dużo wcześniej i został skutecznie zamilczany. Jego prace można odszukać wydane w języku rosyjskim i niemieckim. O wydaniu polskim nie słyszałem.

Druga droga  do naszej historii mitologicznej to praca  biskupa Kadłubka, człowieka o wielkiej wiedzy, inteligencji i patriotyzmie. Trzeba tylko zrobić to o co prosił na samym wstępie. O czytanie mądre, czyli „między wierszami”.

Prawdą jest, że w wypadku św. Stanisława „odwrócił kota ogonem”, ale tego wymagała ówczesna sytuacja polityczna, gdzie Polska niszczała w „rozbiciu dzielnicowym”. Cud zrośnięcia się kości po śmierci, o czym one same świadczyły po ekshumacji, skatoliczony już naród polski zmusił do odpowiednich zachowań i wyzbycie się lokalnych uprzedzeń i swarów. Był to świetny akt polityczny a nie religijny i to trzeba pojąć nawet skatoliczonym umysłem. Pozostała wiedza zawarta w historii mitycznej mogła pochodzić z dawnych ksiąg polskich przeznaczonych do spalenia, jako księgi diabelskie, które zachowały się jeszcze w zbiorach biskupich. Podobno, taki rozkaz wydał sam król Bolesław Chrobry.

Tego nie jestem pewien.

Przypisuje to idiotom w sutannach, którzy w Krakowie  na rozkaz z Rzymu, popalili nawet księgi liturgiczne.

Pod miejscowością Choroszcz, miejscowi zwolennicy słowiańskiej mitologii postawili replikę posągu Światowida ze Zbrucza. Proszę sobie wyobrazić, że ktoś próbował odciąć mu głowę. Zaznaczam, jest wiek XXI. W szkołach uczymy się mitologii innych narodów i nikomu by nie przyszło do głowy by zamordować np. Zeusa. Inne narody mogą mieć swoją mitologię a my nie. Idioci wszelkiego kalibru, których nie brakuje w internecie, popisują się swoją niewiedzą i chamstwem.

Biskup Kadłubek zwraca naszą uwagę w stronę Partów zamieszkałych pomiędzy Tygrysem i Eufratem w czasy ponad tysiąca lat przed narodzeniem Chrystusa.

W tym czasie pojawia się reformator religijny Zaratustra, który jako pierwszy daje ludzkości objawionego Boga transcendentalnego i pisze świętą księgę Awestę.

Z jego teologii korzystały inne narody, między nimi mozaizm. Najwięcej podobieństw do zaratustryzmu wykazują mity chrześcijańskie.

Jest wielu zwolenników twierdzących, że objawienie Zaratustry pochodzi z wierzeń słowiańskich. Należał do nich Adam Mickiewicz. A polski tłumacz Awesty profesor Ignacy Pietraszewski swój przekład zatytułował „ MIANO SŁOWIAŃSKIE w ręku jednej Familii od trzech tysięcy lat zostające czyli nie ZENDAWESTA a ZĘDASZTA  to jest Życiodawcza książeczka Zoroastra albo AWESTA WIELKA”

Smaczku takiemu twierdzeniu dodaje fakt, z życia słowiańskich apostołów św. Cyryla i św. Metodego. Ci panowie byli przekonani, po zapoznaniu się z praktyką i wierzeniami Słowian, że Słowianie musieli być ochrzczeni przez św. Piotra, zanim nawrócił się wysłannik Sanhedrynu  Szaweł.

W takim rozumowaniu, krąg się zamyka. Po przejściu przez wierzenia innych narodów i aktualizacji, religia słowiańska wróciła do Słowian jako instrument zniewolenia.

Do ww faktów dochodzi jeszcze poważna praca Czesława Białczyńskiego, który zebrał wiele opowieści i mitów z terenów słowiańszczyzny.

Potrzebny jedynie Sienkiewicz, który na podstawie dostępnego materiału napisze wartką powieść, dostępną maluczkim, która powinna być sfilmowana i zapaść w świadomość narodu, tak samo jak „Potop”, czy „Pan Wołodyjowski”.

 Winicjusz Kossakowski

NIKLOT zaprasza – 8 marca – Neopogaństwo Ugrofińskie

Posted in Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 7 Marzec 2012

Stowarzyszenie na rzecz Tradycji i Kultury “Niklot”

zaprasza na wykład

mgr Szymona Pawlasa

“Neopogaństwo Ugrofińskie na obszarze postsowieckim i jego aspekt narodotwórczy”

Spotkanie odbędzie się w lokalu Metal Cave dn. 8 III (czwartek) o 17.30

Metal Cave ul. Jana Olbrachta 46 Warszawa
Zapraszamy.

Tagged with: ,

NIKLOT zaprasza – 8 marca – Neopogaństwo Ugrofińskie

Posted in Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 3 Marzec 2012

Stowarzyszenie na rzecz Tradycji i Kultury „Niklot”

zaprasza na wykład

mgr Szymona Pawlasa

„Neopogaństwo Ugrofińskie na obszarze postsowieckim i jego aspekt narodotwórczy”

Spotkanie odbędzie się w lokalu Metal Cave dn. 8 III (czwartek) o 17.30

Metal Cave ul. Jana Olbrachta 46 Warszawa
Zapraszamy.

Piotr Har-Dao Jagodziński (Vilāsa Bhikkhu) – Uważność oddechu

Posted in Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 2 Marzec 2012

Przedrukowujemy z Sasana.pl fragment nadesłanego przez Piotra „Har-Dao” Jagodzińskiego opracowania na temat  uważności oddechu.

Oddech to połowa Duszy

Oddech nie tylko w buddyzmie, w jodze, ale w każdej medytacji odgrywa zasadniczą rolę. W ogóle panowanie nad oddechem i właściwym rytmem oddychania ma wielki wpływ na właściwe dotlenienie każdej cząstki naszego organizmu a to z kolei pozwala właściwie ukrwić i dotlenić najgłębsze zakamarki serca i mózgu. Właściwe oddychanie pozwala właściwie myśleć, osiągnąć spokój i czystość wewnętrzną… – to zresztą truizmy, ale może nie dla wszystkich jest to takie oczywiste. Jak oddychasz, jak stąpasz, jak się trzymasz, co jesz, jak śpisz – to cię kształtuje, tym jesteś. przy czym jak stąpasz i jak się trzymasz – to część nie tylko postawy fizycznej ale postawy życiowej i duchowej, nie mówiąc rzecz jasna o jedzeniu i oddychaniu – co oczywiste.
Dusza i oddech to jeden rdzeń słowotwórczy. Życie duszy na Ziemi (MATCE ZIEMI), w przyrodzie (PRZYRODZIE-RODŻANIE) zaczyna się od pierwszego tchu –  zaczerpniętego po klapsie, gdy się człowiek rodzi (za sprawą RUDZI) i życie duszy w ciele kończy się z ostatnim oddechem  – który” umarza” ZMORA, a potem MARZANNA lub NYJA, albo obie razem, tną NIEĆ ŻYWOTA Ziemskiego i oddzielają duszę od ciała. Ciało zostaje na Ziemi i morzy się dalej za sprawą MORA, aż się całkiem do zaniku (zanyjania) umorzy (rozłoży). Dusza zaś wzięta przez szybkoskrzydłe Strasze-Umory trafia na Welę, czyli do Świata Prawi, a tam w Zaświaty – miejsce przeznaczone dla Dusz. Stąd powiedzenie „zmorzył go śmiertelny sen” lub „zmorzył go sen wieczny”.  Ciało zaś – jak to wykłada Winicjusz Kossakowski – jest ziemskim przechowalnikiem duszy – Duszy, która jest cząstką Boga Bogów. Będąc zaś jego cząstką jest NIM SAMYM.  Każdy z nas powinien być świadomy że będąc cząstką Boga także jest bogiem. Artykuły Winicjusza Kossakowskiego na ten temat i inne pokrewne będziemy publikować od początku marca pod wspólnym tytułem – „Takie sobie gadanie”. Ponieważ opisany tu proces narodzin i uśmiercenia ciała ziemskiego istoty żywej dotyczy wszystkich – dokładnie wszystkich istot żywych – dlatego uważamy my Rodzimowiercy , podobnie jak buddyści i hinduiści i wszyscy przedstawiciele Wiar Przyrodzonych na całym świecie – że każda istota żywa ma duszę. Pies, żaba i mlecz, drożdże i komary także.
Tekst Piotra Har-Dao Jagodzińskiego, którego znamy z doskonałego artykułu porównującego języki słowiańskie i pali (pod imieniem Vilasa Bikkhu, a który  powrócił do Polski ze Sri Lanki i zrzucił mnisze szaty)  jest wymagający, ze względu na to że jest mocno zakorzeniony w tradycji i terminologii buddyjskiej, ale tak jak wspomniałem „oddech to połowa duszy”, więc polecam całość pod tym linkiem: http://sasana.wikidot.com/uwaznosc-oddechu-w-tekstach-palijskich
a tutaj fragment dla zachęty:
CB

Uważność oddechu w tekstach palijskich

Wstęp

Oddychanie to jedna z najważniejszych funkcji życiowych. Jakakolwiek istota, która pragnie uzyskać energię z utleniania substratów wykształca proces wymiany gazów pomiędzy organizmem a jego środowiskiem, zapewniając sobie dopływ tlenu do tkanek jednocześnie usuwając zeń dwutlenek węgla. Pomijając organizmy, u których występuje wyłącznie oddychanie komórkowe, zupełnie niezwiązane z wymianą gazów (organizmy beztlenowe) wszelkie zwierzęta oraz gatunek ludzki aby uzyskać energię niezbędną do procesów życiowych musi oddychać.

Uważa się, że oddech był najważniejszym obiektem medytacyjnym we wczesnym buddyzmie. Przykładem może być samo życie Siddhatthy Gotamy, zanim stał się Buddhą oraz liczne odniesienia do oddechu. Jako kilkuletni chłopiec podczas festiwalu orki, młody książę Sakyów oddalił się od tłumu i najprawdopodobniej będąc świadom oddechu, spontanicznie wszedł w pierwszą jhānę. W sile wieku, jak głosi legenda, w swych pałacach zaangażowany był w liczne rozrywki, w tym także w grę zwaną Kabaddi (dosł. „utrzymać oddech”). Ten rodzaj zapasów polegał na tym aby zawodnik drużyny atakującej przedostał się do kręgu tworzonego przez drużynę przeciwną, krzycząc cały czas słowo „kabaddi”. Jeżeli mu się to udało musiał w czasie jednego oddechu, dotknąć zawodnika drużyny broniącej a następnie powrócić do swojej drużyny. Zadaniem drużyny broniącej było wykluczenie napastnika poprzez uniemożliwienie mu w ciągu ok. 20 sekund (jednego oddechu) powrotu do własnego zespołu. Kolejny przykład napotkać można w ascetycznym epizodzie niedoszłego Buddhy, gdy praktykował różnorakie formy umartwiania się i torturowania swego ciała, tak by podporządkować sobie tym sposobem umysł. Po wielu latach Błogosławiony będzie wspominać tamte chwile jako bezwartościowe wysiłki:

Pomyślałem: „Co by było gdybym zaczął praktykę nieoddychania? Zatrzymałem więc wdechy i wydechy przez usta i nos. Gdy to zrobiłem posłyszałem głośny dźwięk w trakcie gdy wiatr wychodził z moich uszu. (…) Gdy to zrobiłem gwałtowny wiatr przeszył moją głowę. Tak jakby siłacz rozkruszył moją czaszkę ostrzem miecza. (…) Gdy to zrobiłem zaczęły się silne bóle w głowie. Tak jakby siłacz uciskał skórzanym pasem moją głowę, tak też, gdy zatrzymałem wdechy i wydechy przez usta, nos i uszy, zaczęły się silne bóle w głowie. Mimo iż powstała we mnie niespożyta energia oraz została ustanowiona nieprzerwana uważność, to moje ciało było rozstrojone i niespokojne, gdyż było wycieńczone bolesnym staraniem. Jakiekolwiek bolesne doznanie jakie we mnie powstało, nie przedostało się i nie pozostało na dłużej.

Mahāsaccaka Sutta (MN.36 – Dłuższa mowa do Saccaki)

Także po oświeceniu Buddha często powracał do medytacji oddechu, choć nie po to by kształtować czy trenować umysł, lecz by po pierwsze dawać przykład innym, po drugie, ponieważ był to dobrze (przyjemnie, bez przywiązania) spędzony czas.

Jak można zauważyć także w starożytnej indyjskiej filozofii można znaleźć odniesienia do oddechu, zwłaszcza gdy mowa o oddechu jako „prana” (w palijskim będzie to właśnie „pāna” w sanskrycie „prāṇa”, znaczące „wydech”). W języku polskim mamy podobne znaczenia oddechu odnoszące się do pewnej mistycznej bądź metafizycznej energii. Słowa takie jak duch, dusza mogły powstać od słowa „dychać”, zwłaszcza zwroty takie jak „wyzionąć ducha” oznaczające śmierć i ostatnie tchnienie sugerują takie pochodzenie. Wygląda wiec na to, że człowiek od początku dziejów zdawał sobie sprawę jak istotny jest oddech, nadając mu z czasem metafizyczne właściwości. Możemy się tylko domyślać, że Siddhattha Gotama także, poszukując jeszcze drogi do wyzwolenia, mógł być świadom licznych teorii odnośnie oddechu. Jednak gdy stał się już Buddhą zaprzestał jakichkolwiek dociekań metafizycznych i radził tak też swym uczniom, skupiając się raczej na doświadczeniu jako takim, z niego wywodząc realizacje oraz wglądy w rzeczywistość. Stąd też wygłoszona przez Buddhę sutta o uważności oddechu bazuje na zwykłym naturalnym i niewymuszonym oddechu jaki przejawia się z chwili na chwilę, dostrzegając obiektywnie jego właściwości.

Metoda, o której mowa została nakreślona wstępnie w Satipaṭṭhāna Sutcie (MN.010 – Mowa o ustanowieniach uważności), lecz tam wymienione były tylko cztery sposoby obserwacji oddechu w ramach całej gamy obiektów medytacyjnych powiązanych z ciałem. Ānāpānasati Sutta (MN.118 – Mowa o uważności oddechu) posiada szersze wyjaśnienie, wymienia 16 aspektów uważności oddechu, które podzielone są na cztery tzw „tetrady” czyli czwórnie, bądź czwórki. Pierwsza z tetrad to powtórzenie tej z „Mowy o ustanowieniach uważnosci”, pozostałe 12 opisane zostaną w szczegółach później. Najsampierw należy przyjrzeć się czym jest uważność i jej ustanowienia

Cztery ustanowienia uważności a oddech

Satipaṭṭhāna Sutta (MN.010 – Mowa o ustanowieniach uważności) jest jedną z najważniejszych mów wygłoszonych przez Buddhę, gdyż stara się w pełni wyjaśnić podejście medytacyjne jakie może doprowadzić od całkowitego zaniku krzywdy. Mowa ta jest na tyle istotna, że została powtórzona w Digha Nikaya, zatytułowana Mahā Satipaṭṭhāna Sutta (DN.22 – Dłuższa mowa o ustanowieniach uważności). Różni się ona od tej z Majjhima Nikayi tym, że rozszerzono w niej końcową część odnośnie Czterech Szlachetnych Prawd.

We wstępie nakreślony zostanie klucz jakim posługiwałem się by zrozumieć przekaz Satipaṭṭhāna Sutty. Przyjęto tu odmienną interpretację od powszechnie używanego paradygmatu odnośnie czterech sfer ustanowienia uważności. Istnieją cztery jej rodzaje, mianowicie:
1. obserwacja ciała (kāyānupassanā) – w której to sekcji znaleźć można czternaście sposobów ustanowienia uważności odnośnie ciała jako obiektu, więc tutaj wymieniany jest oddech.
2. obserwacja doznań i uczuć (vedanānupassanā)
3. obserwacja umysłu (cittānupassanā)
4. obserwacja natury zjawisk (dhammānupassanā)

Większość tłumaczy i interpretatorów przyjmuje strukturę tej mowy w sposób horyzontalny, bądź też poziomy. Mianowicie przyjmują oni że mowa skonstruowana jest tak iż przedstawione jest ciało i jego doznania oraz umysł i jego myśli (tak interpretując szeroki zakres znaczeniowy słowa „dhamma”). Zatem byłoby to ciało i to co cielesne, oraz umysł i to co umysłowe. Upraszcza to przekaz, przyjmując, że pojęcie i zrozumienie Czterech Szlachetnych Prawd (które zaliczane byłyby jako obiekty myślowe wg tej interpretacji) jest li tylko produktem umysłu, który można niejako mechanicznie uzyskać, po prostu myśląc o tym intensywnie. Nie na tym jednak polega Ścieżka jaką przedstawiał Buddha.

W tłumaczeniu proponowanym przeze mnie przyjęte zostało inne, horyzontalne, bądź stopniowe wyjaśnienie. Stopnie nie oznaczają tutaj kolejności, a raczej poziomy, bądź sfery, które można dowolnie eksplorować i badać, znając ich charakter. I tak ciało jako materialne i najsilniej podlegające uwarunkowaniom będzie podstawą tej metody. Pierwszą metodą (z czternastu) będzie uważność oddychania, którą Buddha wyjątkowo sobie cenił. Już w samej strukturze sekcji o oddechu można dostrzec zalążek całej formuły, gdy mowa sugeruje by zmieniać tak postrzeganie oddechu, by wgłębiać się weń coraz bardziej, jednocześnie wraz ze wzrostem poziomu koncentracji i uważności dostrzegać coraz szersze spektrum oddechu. Wglądy jakie zaczną pojawiać się odnośnie oddychania, bazując na tym co fizyczne, będą stopniowo oddalać się od materialności w kierunku realizacji i pełnego zrozumienia tego co nie jest materialne. Ciało będzie postrzegane na różne sposoby, powoli oddalając się od cielesności, w kierunku tego co nieuwarunkowane materialnie, podążając w stronę tego co uniwersalne (w stronę natury zjawisk). Kolejnym ćwiczeniem jest obserwacja doznań i uczuć. W Satipaṭṭhāna Sutcie wymienione jest jedno słowo – vedanā – jednak dla lepszego zrozumienia i jasnego rozróżnienia to konkretne tłumaczenie używa obydwu słów – doznania i uczucia. Doznania związane są z ciałem i uwarunkowane materialnością. Odróżnić je należy od uczuć, które pojawiają się w umyśle i nie są już tak bardzo podległe ciału. Jest to zatem sfera pomiędzy cielesnością (doznania) a tym co umysłowe (uczucia). Oczko wyżej znajduje się sam umysł. Nie można jednak dostrzec umysłu bez myśli. Dlatego też ten przekład uznaje, że obserwacja umysłu jest równa także obserwacji myśli, co ma swoje uzasadnienie w tekście. Dla wielu umysł jest ostateczną rzeczywistością. Jednak istnieją prawa, które wychodzą niejako poza nawet sam umysł (najlepszym przykładem jest tu rzecz jasna – Nibbāna). Zatem ostateczną i najważniejszą sferą jest doskonalenie umysłu w obserwacji natury zjawisk. Dhamma, bo tak brzmi słowo w oryginale, ma szerokie spektrum znaczeniowe, jednak tutaj nie oznacza myśli, ani obiektów mentalnych, a raczej naturę zjawisk, charakter, prawdę bądź naukę jaką ze sobą niosą. Oczywiście możemy rozmyślać nad Dhammą, co będzie prowadzić do wnikliwości, wglądów i mądrości. Co więcej, możemy założyć, że natura zjawisk jest na tyle uniwersalna, że ma zastosowanie w stosunku do każdego człowieka. W skrócie można rzec, że Dhamma to rzeczywistość, Dhamma Buddhy to opis tej rzeczywistości. Nie jest to opis dokładny i szczegółowy, ponieważ Błogosławiony nauczał swoją Dhammę tylko w jednym celu – w celu ustania krzywdy. Zatem Dhamma jako opis rzeczywistości jest niekompletny gdy mowa o wszelkich czynnikach, czy zjawiskach niezwiazanych z cieprieniem i jego ustaniem.

Ciało w ciele?

Większość przekładów zarówno tych polskich jak i angielskich używa enigmatycznego sformułowania „ciało w ciele,” tak interpretując wskazówki Buddhy rozpoczynające każdą z czterech sekcji Satipaṭṭhāna Sutty, używając w zamian odpowiedniego do rozdziału obiektu. W oryginale fraza odnośnie ciała brzmi następująco: „kāye kāyānupassī viharati.” Literalne tłumaczenie więc będzie takie samo jak powszechnie stosowane tłumaczenia, nie daje jednak jasności co do przekazu. Nie chodzi tu przecież o jakieś „inne” ciało w ciele, choć można spotkać i takie interpretacje, zwłaszcza wśród ludzi, którzy szukają potwierdzeń swych teorii na temat ciał astralnych, aury i tym podobnych. Buddha co prawda opisywał coś podobnego w sutcie omawiającej nadnaturalne moce zaawansowanych mnichów, tutaj jednak chodzi oczywiście wyłącznie o ciało, nic poza nim. Niektórzy sądzą, że ciało w ciele oznacza koncentrację wyłącznie na ciele, bez jakichkolwiek „domieszek” w postaci myśli, odczuć, doznań czy nawet wglądów, ponieważ koncentracja wymaga pojedynczości i silnego osadzenia na obiekcie. Niestety, koncentracja nie polega na wyłączeniu pozostałych czynników, gdyż koncentracja ma jedynie naturę „bycia ponad”, czyli niejako górować nad nimi wszystkimi. Skupiając się na ciele nadal jednak myślimy, bez doznań nie byłoby mowy o jakiejkolwiek percepcji ciała, więc trudno też odcinać się od doznań, nie można też zapomnieć, że oddech to wdech i wydech, co jest naturą zjawiska zwanego oddechem. Koncentracja nie jest jednopunktowym otępieniem, a raczej ogniskuje wszelkie aktywne czynniki, niczym starożytne akwedukty, dzięki stopniowemu zawężaniu kanału, którym spływała woda, dzięki czemu można było wytworzyć ciśnienie, umożliwiające funkcjonowanie fontann w mieście. Koncentracja jest, jak sama nazwa wskazuje czymś przeciwnym do rozproszenia, roztargnienia. Zatem aby odpowiednio „skanalizować” przejawiające się zjawiska, należy skupić się na ciele takim jakie jest. Oznacza to, że nie projektujemy ani nie wyobrażamy sobie danego obiektu, w tym wypadku ciała, ale obserwujemy takie jakim jest, rzeczywiste w całej swej złożoności. Zatem będziemy myśleć o ciele, będziemy odbierać doznania zeń płynące, będziemy świadomi, że wdech jest wdechem i jest on niestały i musi się skończyć by pojawił się wydech. Dlatego w poniższym przekładzie ten ustęp palijski tłumaczony jest jako: „(…) trwa, dostrzegając z przejrzystym zrozumieniem ciało takie jakim jest (…)” Nie oznacza to rzecz jasna przyzwolenia na koncentrowanie się na myśleniu o ciele, co najczęściej może się przydarzyć, a o takie zawężenie wszystkich aktywnych czynników by móc wytworzyć silny „strumień” (idąc za porównaniem do akweduktu), tak aby w pewnym momencie można było wyraźnie oznajmić „oto jest ciało”. Jeśli medytujący zacznie praktykę obserwacji oddechu myśląc o tym, by skoncentrować umysł, będzie to tylko myślenie (pełne pragnienia) by pojawiła się koncentracja i nic więcej. Buddha jasno wyjaśnia powody dla których powinniśmy praktykować: „(…) mając na uwadze czyste zrozumienie i nie podlegającą niczemu, czystą świadomość, pozostaje tak, bez jakiegokolwiek lgnięcia do świata (…)” Zatem istotnym jest by powstała zarówno mądrość jak i uważność (sati) po to tylko by uwolnić się od krzywdy (lgnięcie będące przyczyną krzywdy).

… cd
http://sasana.wikidot.com/uwaznosc-oddechu-w-tekstach-palijskich

Piotr „Har-Dao” Jagodziński (Vilāsa Bhikkhu)

Polska – Rosja: O królu Stasiu, czyli jak nie popełniać stale tego samego błędu

Posted in nauka, Polska, Słowianie, Teksty społecznie zaangażowane by bialczynski on 22 Luty 2012

Czy współcześni Polacy to naród, czy tylko narodowość?

Stanisław August Poniatowski- najsłynniejszy zdrajca

I Rzeczypospolitej, czyli jak naprawdę było z królem Stasiem!

Z tą historią warto się zapoznać, kiedy zbliża się ciężki czas. Tę historię warto prześledzić data po dacie i przemyśleć patrząc na współczesne relacje Polska- Rosja i na to co dzieje się dookoła nas w świecie.Warto się też zastanowić jak uniknąć podobnego rozwoju wypadków. Jest to historia do przemyślenia dla Polaków i Rosjan, bo tamta sprzed 200 lat mimo że Moskwie wydawało się iż realizuje poprawnie swój plan zakończyła się fiaskiem obu stron konfliktu w 1981 roku.

Myślę, że w związku z faktem iż w Polsce współczesnej nie ma Wolnych Mediów mało kto pamięta, a z młodego pokolenia wręcz nikt nie wie, że w 1983  roku w wielkim Konkursie Literatury (wtedy to czasopismo organizowało Nagrody Literackie w stylu Gazety Wyborczej – z porównywalnymi nagrodami pieniężnymi dla piszących prawomyślne teksty) nagrodzono główną nagrodą powieść, która porównywała – oczywiście w podtekście i w półsłówkach – postać generała Wojciecha Jaruzelskiego do postaci króla Stanisława Augusta Poniatowskiego (no może nie tak do końca, i nie tak wprost, bo mowa tam była o carskim oficerze, którzy odkrywa swoją tożsamość i korzenie powstańcze, polskie, ale to było czytelne w podtekście, zwłaszcza, że wtedy pisano wyłącznie między wierszami i opublikowanie jakiegokolwiek tekstu „wprost”- było absolutnie niewyobrażalne) – napisał ją mój kolega – pisarz hołubiony do dzisiaj na Salonach III RP.

Poczytajmy zatem o tym królu, byśmy wiedzieli kogo do kogo i dlaczego się porównywało w roku 1983 i co się dzieje na około nas dzisiaj.

Powinni ten tekst przeczytać wszyscy Polacy, ale zwłaszcza Rosjanie – Pan Ambasador Rosji w Warszawie  i Panowie Konsulowie w mniejszych prowincjach Rzeczypospolitej, oraz obecni w naszym kraju szpiedzy z ramienia następcy prawnego KGB, organizatorzy „zadymy”, która ma swoje korzenie 10 kwietnia 2010 roku i rozwija się na naszych oczach w zastraszającym tempie.

Ta droga jest ślepa panowie Rosjanie – nie prowadzi do zwycięstwa, tak jak nie doprowadziły do niego poprzednie intrygi sprzed 200 lat. Pamiętajcie o 1981 i spróbujcie faktycznie zmienić bieg dziejów zamiast realizować swoje cele na krótką chwilę. Ustanówmy wreszcie rzeczywistą współpracę i Unię na całą przyszłość, zamiast udowadniać KTO KOGO!

Czyż to nie przesympatyczny człowiek?

Teraz już o królu Stanisławie Auguście

Był kochankiem carycy. Królem został na życzenie carycy, ona zorganizowała jego wybór, bo Poniatowski gwarantował uległość wobec Rosji.

Od początku panowania dbał o interesy rosyjskie. Był gotowy wywołać wojnę domową “byleby tylko dowieść nieograniczonej uległości woli Imperatorowej

Doprowadził do wkroczenia 40 tysięcy wojsk rosyjskich w 1767 roku. Następnie wezwał wojska rosyjskie do stłumienia konfederacji barskiej, walczącej o wolność ojczyzny. W efekcie konfederaci zdetronizowali króla.

Doprowadził do I Rozbioru Polski, na mocy którego uzyskał spłatę swoich długów. Jednym słowem sprzedał Polskę.

W 1792 roku w czasie wojny polsko-rosyjskiej, będąc dowódcą wojsk Polski przystąpił do zdradzieckiej Targowicy.  Prosił Rosjan o jak najszybsze zajęcie Warszawy.

Działał przeciwko powstaniu kościuszkowskiemu.

Wspierał II i III rozbiór Polski. Zaborcy przejęli jego długi za cenę rozbioru. Zdrajca sprzedawczyk do końca życia pobierał pensję od Rosjan.

Czyż nie dobrana z nich para? Czy królowali by dzisiaj na okładkach tabloidów, poważnych opiniotwórczych tygodników i na ekranach TVP, TVN i Polsatu?

Stanisław August Poniatowski

Z Wikipedii:

1.W grudniu 1755 roku nawiązał z przyszłą cesarzową Rosji Katarzyną II  romans. Miał z nią córkę. 2 sierpnia 1762 Katarzyna II zapewniała Poniatowskiego, że wysyła do Polski hrabiego Keyserlinga, by uczynił Cię królem natychmiast po śmierci obecnego.

7 września 1764, przy nielicznym udziale szlachty i zdecydowanym poparciu wojsk rosyjskich (7 tysięcy), w wyniku de facto zamachu stanu został wybrany królem Polski. Jego elekcję podpisało jedynie 5320 osób, co było w tym wypadku liczbą niezwykle niską. 25 listopada 1764, w dniu imienin carycy, arcybiskup gnieźnieński i prymas Polski Władysław Łubieński koronował go na króla Polski w kolegiacie św. Jana w Warszawie.

2. We wrześniu 1765 Repnin opisał w swojej korespondencji dyplomatycznej rozmowę z królem, który zobowiązał się popierać plany rosyjskie rozwiązania kwestii dysydentów i zawarcie przymierza, przewidując nawet możliwość wybuchu wojny domowej, na którą władca jest przygotowany byleby tylko dowieść nieograniczonej uległości woli Imperatorowej.

Latem 1766 roku Poniatowski wysłał do Petersburga posła Franciszka Rzewuskiego, który miał przekazać Katarzynie II poufną radę króla, by ta wysłała na Litwę i do Korony oficerów rosyjskich, którzy mieli poruszyć wskazanych przez władcę magnatów i działaczy na rzecz praw dysydentów. Rzewuski przekazał im wystawione przez siebie w imieniu króla pisma rekomendacyjne. Sekretarz Rzewuskiego Piotr Maurycy Glayre przedstawił Rosjanom poufną prośbę Stanisława Augusta o gotówkę. Nikita Panin polecił wypłacić królowi Polski 50 tysięcy rubli srebrem.

Plany wysłania przez króla posła do Francji wzbudziły zaniepokojenie strony rosyjskiej. Na spotkaniu z Repninem Poniatowski zasłaniał się swoją wiernością dla Katarzyny II, powiedział: tracę więcej niż życie i koronę, z utratą przyjaźni i zaufania Imperatorowej. Okazuje się, że Imperatorowa nie dosyć mnie zna, jeżeli może wątpić o mojej szczerości.

3.Projekt równouprawnienia innowierców był na tyle rewolucyjnym zerwaniem z tradycją ustrojową Rzeczypospolitej, że na sejmie Czaplica przestał go popierać nawet obóz Familii Czartoryskich. Odtąd osamotniony Stanisław August mógł liczyć jedynie na wsparcie rosyjskie. Dla poparcia równouprawnienia innowierców (projekt króla w celu obrony interesów Rosji), zwanych również dysydentami (co zresztą było tylko pretekstem dla nietolerancyjnej prawosławnej Katarzyny II), wkroczył czterdziestotysięczny korpus wojsk rosyjskich.

4.Repnin postanowił sterroryzować posłów, porywając 14 października przywódców konfederacji radomskiej: biskupa krakowskiego Kajetana Sołtyka, biskupa kijowskiego Józefa Andrzeja Załuskiego, hetmana polnego koronnego Wacława Rzewuskiego i jego syna Seweryna. Rola Stanisława Augusta w tych wydarzeniach do dzisiaj pozostaje niejasna. Współcześni oskarżali go, że sam doniósł Repninowi o przygotowaniach czynionych przez spiskowców[12]. Porwanie to wywarło spodziewany skutek na posłach. 24 lutego 1768 Rzeczpospolita podpisała z Rosją Traktat wieczystej przyjaźni, mocą którego stawała się protektoratem rosyjskim. Katarzyna II gwarantowała ze swojej strony nienaruszalność granic i ustroju wewnętrznego tego państwa.

5.Część szlachty, przeciwna faktycznemu uzależnieniu od Rosji, zorganizowała 29 lutego 1768 konfederację barską, która wszczęła wojnę przeciwko Rosji w obronie niepodległości Rzeczypospolitej i wiary katolickiej. 24 marca 1768 na Radzie Senatu, nawet wbrew większości senatorów król gotów był podpisać uchwałę o wezwaniu wojsk rosyjskich w celu stłumienia konfederacji barskiej, aby tym okazać swą gorliwość i niewzruszoną wierność ku Rosji.

6.Konfederacja barska upadła po czterech latach walk i nastąpił wtedy I rozbiór Rzeczypospolitej (1772), w którym ok. 1/4 terytorium Rzeczypospolitej ze Lwowem, Prusy Królewskie (bez Torunia i Gdańska) i Inflanty Polskie zostało zagarnięte przez Austrię, Prusy i Rosję. Cesję terytorium zatwierdził Sejm Rozbiorowy 1773-1775, zwołany w kwietniu 1773 w Warszawie. Powołano na nim Radę Nieustającą przy królu – pierwowzór gabinetu ministrów.W wyniku zatwierdzenia traktatu rozbiorowego, król uzyskał spłatę swoich długów, których wysokość w znacznej mierze podał fikcyjną. Pieniądze te zostały wypłacone podstawionym przez niego fikcyjnym wierzycielom, którzy w dużej mierze byli jego zausznikami. Uzyskał także wysoką indemnizację za wyrzeczenie się prawa dystrybucji starostw[14]. W czasie przeprowadzania rozbioru Stanisław August wziął z kasy wspólnej dworów Rosji, Austrii i Prus, utworzonej na przekupienie posłów sejmu delegacyjnego sumę 6000 dukatów

Po narzuceniu Rzeczypospolitej gwarancji ustrojowych w 1775 roku, ambasador rosyjski Otto Magnus von Stackelberg stał się faktycznym współrządcą państwa. Wszystkie decyzje monarchy były uprzednio z nim konsultowane i przez niego zatwierdzane.

7.Już od września 1768 brał udział w posiedzeniach loży Cnotliwy Sarmata. 24 czerwca 1770 złożył 2000 złp na uroczystość oficjalnego otwarcia siedziby tej loży (instalacji) w jurydyce Bielino. Dopiero jednak w 1777 został formalnie przyjęty do masonerii rytu Ścisłej Obserwy w loży Karola pod Trzema Hełmami[20]. Uzyskał od razu wszystkie stopnie wtajemniczenia z najwyższym, ósmym włącznie, za co zapłacił 66 i pół talara w złocie[21]. Przyjął imię zakonne Salsinatus (anagram od Stanislaus) Eques a Corona vindicata. Jego akces do masonerii był zachowywany w ścisłej tajemnicy, wiedziało o nim w Rzeczypospolitej jedynie kilku wolnomularzy siódmego i ósmego stopnia. Król podpisał m.in. zobowiązanie do posłuszeństwa zwierzchnikowi Ścisłej Obserwy, księciu Ferdynandowi Brunszwickiemu[22]. Władca brał także aktywny udział w pracach warszawskiego kółka Różokrzyżowców[23]. 8 maja 1788 loża Katarzyny pod Gwiazdą Północną na jego cześć zmieniła nazwę na Stanisława Augusta pod Gwiazdą Północną

8.Sejm Wielki 1788

Posłowie Stronnictwa Patriotycznego, wspierani przez dyplomację pruską, rozpoczęli likwidację instrumentów panowania rosyjskiego nad Rzecząpospolitą. 19 stycznia 1789 sejm zniósł Radę Nieustającą. Stanisław August Poniatowski stracił tym samym realny wpływ na władzę wykonawczą w Rzeczypospolitej, jaką sprawował w porozumieniu z ambasadorem rosyjskim za pośrednictwem tego organu. Król próbował jeszcze ratować resztki wpływów rosyjskich, proponując Rosji i Austrii zawarcie przymierza wojskowego.

9. Przystąpienie króla do konfederacji targowickiej

Wojska koronne i litewskie, zmagając się z ogromną przewagą przeciwnika, odniosły kilka sukcesów, zwłaszcza na froncie ukraińskim, gdzie dowodził bratanek królewski ks. Józef Poniatowski, ale wszystkie szanse kampanii obronnej zostały zaprzepaszczone przedwczesną kapitulacją króla (który był jednocześnie wodzem naczelnym) i jego przystąpieniem do konfederacji 23 lipca 1792.

Decyzję swoją Stanisław August przedstawił na posiedzeniu Straży Praw, co spotkało się z akceptacją siedmiu i sprzeciwem pięciu ministrów. W korespondencji prywatnej z Katarzyną II władca miał na uwadze, że dalsze kontynuowanie oporu zbrojnego może spowodować zażądanie przez carycę spłaty długów prywatnych króla w wysokości ok. 30 mln złp, wpłacone przez imperatorową do prywatnej szkatuły monarchy. Pozbawiony pomocy zbrojnej swojego pruskiego alianta, król zwrócił się listownie do Katarzyny II, proponując jej wieczyste przymierze i ewentualną swą abdykację na rzecz wnuka carycy, Konstantego. W odpowiedzi cesarzowa podtrzymała swe poparcie dla konfederatów targowickich i zażądała przystąpienia króla do konfederacji. 24 lipca władca złożył na ręce posła rosyjskiego Jakowa Bułhakowa żądany akces do konfederacji targowickiej.

Decyzja monarchy spotkała się ze sprzeciwem i wzburzyła mieszkańców Warszawy. 24 i 25 lipca w Ogrodzie Saskim miały miejsce manifestacje patriotycznego mieszczaństwa i szlachty, na których wznoszono okrzyki Konstytucja nawet bez króla! 25 lipca marszałkowie sejmu Stanisław Małachowski i Kazimierz Nestor Sapieha złożyli do akt ziemskich na Zamku Królewskim w Warszawie uroczyste protesty przeciwko uznaniu przez króla konfederacji targowickiej za legalną władzę Rzeczypospolitej.

W tym samym czasie król nawiązał korespondencję z generałami rosyjskimi Michaiłem Kachowskim i Michaiłem Kreczetnikowem, prosząc ich usilnie o jak najszybsze zajęcie Warszawy. Obawiając się oporu garnizonu warszawskiego przeciwko wkraczającym wojskom rosyjskim i oddziałom targowiczan, 1 sierpnia król rozkazał Eustachemu Sanguszce zamknięcie broni ciężkiej w Arsenale Warszawskim.

10.Drugi rozbiór Polski

W celu sprawnego przeprowadzenia traktatów podziałowych, 15 września 1793 z inicjatywy posła rosyjskiego Jakoba Sieversa zawiązano konfederację grodzieńską przy majestacie Stanisława Augusta[29].7 stycznia 1794 pod presją Katarzyny II król wydał uniwersał, w którym wprowadził zakaz noszenia odznak Orderu Virtuti Militari, nakazując posiadaczom ich zwrot wraz z dyplomami do Rady Nieustającej. Jednocześnie zapowiedział wysłanie do carycy poselstwa z wyrazami najgłębszego żalu, iż mogło przystąpić choć na moment najnieszczęśliwsze Polski posądzenie o sentymentach żadnej odmianie niepodległych, którym towarzyszy najdokładniejsza ufność w spaniałości i opiece Wielkiej Katarzyny

11. Insurekcja kościuszkowska

2 kwietnia król podpisał uniwersał przeciwko powstaniu, przygotowany przez Departament Sprawiedliwości Rady Nieustającej[31]. Po insurekcji warszawskiej, gdy zdobyto ambasadę rosyjską w Warszawie i przejęto dokumenty świadczące o pobieraniu przez otoczenie Stanisława Augusta stałej pensji rosyjskiej – król stał się faktycznie zakładnikiem powstańców i zamknął się w zamku.

8 maja 1794 król udał się na Pragę, by obejrzeć roboty fortyfikacyjne. W tym samym czasie rozpuszczono w Warszawie pogłoskę, że król ucieka ze stolicy oraz o nadciąganiu wojsk rosyjskich i pruskich pod miasto. Tłum opanował Arsenał i zdobył broń. Obawiano się, że Stanisław August wzorem Ludwika XVI przygotowuje ucieczkę do wroga. Ostrzeżony władca powrócił do zamku, jednak przed wejściem spotkał się ze wzburzeniem tłumu. Wśród okrzyków Niech żyje król, ale niech nie ucieka! i Niech ginie zdrajca! ktoś wystrzelił niecelnie do monarchy. W ostatniej chwili Onufry Kicki podbił strzelbę. Od tej pory przydzielono władcy asystę składającą się z mieszczan.

12. III rozbiór Polski

Po upadku powstania, nastąpił w 1795 III rozbiór Rzeczypospolitej przez Rosję, Austrię i Prusy.

I Rzeczpospolita przestała istnieć jako państwo. Król Stanisław August Poniatowski opuścił wtedy Warszawę i udał się w asyście 120 dragonów rosyjskich do Grodna pod opiekę i nadzór namiestnika rosyjskiego, po czym abdykował na rzecz Rosji 25 listopada 1795 (w dniu imienin Katarzyny II) i w 31 rocznicę swojej koronacji.

Otrzymywał od carycy stałą pensję. 15 stycznia 1797 mocarstwa rozbiorowe zawarły konwencję, w myśl której Rosja i Austria przejęły po 2/5 a Prusy 1/5 długu króla w wysokości 40 milionów złotych polskich

Katarzyna II

Czego uczy się dzisiaj młodzież polska o królu Stasiu – czyli rozdwojenie jaźni świadczące o braku wspólnego celu NARODOWEGO

Ze strony Muzeum w Łazienkach

Stanisław August Poniatowski i Konstytucja 3 maja – artykuł prof. Zofii Zielińskiej

Ośrodek Edukacji Muzealnej Łazienek Królewskich zaprasza na obchody 220. rocznicy uchwalenia jednego z najważniejszych dla Polaków dokumentów – Konstytucji 3 Maja. Z tej okazji zachęcamy do lektury artykułu przybliżającego rys historyczny wydarzeń z tamtych dni.

Sprawa autorstwa Konstytucji 3 Maja bardzo długo pozostawała niejasna, a to wskutek przygotowywania jej w dużej tajemnicy oraz – po zakończeniu obrad Sejmu Wielkiego – celowego zatarcia tej kwestii w źródłach. Najważniejsze z owych źródeł – obszerny traktat O ustanowieniu i upadku konstytucji polskiej 3 maja 1791 roku z 1793 r. – problem autorstwa celowo przedstawiało w sposób niejednoznaczny.

Traktat ten stanowił bowiem manifest powstańczy i jego zadaniem było przekonanie uczestników planowanej insurekcji, że w roku 1792 istniały szanse na polskie zwycięstwo nad armią rosyjską, a zaprzepaścił je Stanisław August. By pogląd ten ugruntować i ukazać dzięki temu sens nowego, powstańczego zrywu, autorzy O ustanowieniu i upadku (księża Hugo Kołłątaj oraz Ignacy Dmochowski, bracia Ignacy i Stanisław Potoccy) celowo zafałszowali obraz wydarzeń dwóch ostatnich lat Sejmu Wielkiego, m. in. zacierając rozstrzygający wkład Stanisława Augusta w powstanie Ustawy Rządowej.

Pierwsze poważne rysy na stworzonym przez twórców O ustanowieniu i upadku obrazie wydarzeń przyniosła publikacja w 1915 r. pism Scipione Piattolego, w okresie tworzenia Ustawy Rządowej sekretarza Stanisława Augusta i łącznika między królem a marszałkiem Ignacym Potockim. Równie istotne znaczenie miało przebadanie niewydanych listów Piattolego, znajdujących się w Zbiorach Rapperswilskich w Bibliotece Narodowej w Warszawie (spalonych następnie podczas II wojny światowej) oraz pełne otwarcie dla badaczy Archiwum Publicznego Potockich ze spuścizną Ignacego Potockiego.

  Na tej podstawie powstały ujęcia, których krytyczną recenzję przygotował Emanuel Rostworowski. W trakcie prac nad nią badacz ten doszedł do wniosku, że ustalenia poprzedników zawierały wiele twierdzeń wątpliwych i postanowił zweryfikować je krok po kroku. Ta decyzja oraz nowe odkrycia źródłowe doprowadziły Rostworowskiego do odtworzenia wydarzeń w sposób o wiele dokładniejszy i głębszy, niż udało się to autorom wcześniejszym. Efektem było opublikowane przez uczonego w 1963 r. studium, które ukazywało, jak naprawdę rodziła się Ustawa Rządowa i dowodziło, że autorem pierwotnej wersji tekstu Konstytucji 3 Maja był Stanisław August.

Na podstawie pism i memoriałów Ignacego Potockiego o jego kontaktach z królem od grudnia 1791 r. począwszy, a dalej na podstawie tekstów kolejnych wersji późniejszej Ustawy Rządowej, Rostworowski ustalił kilka zasadniczych faktów. Po pierwsze stwierdził, że nie istnieje iunctim między Konstytucją 3 Maja, a „Projektem do Formy Rządu”, który od jesieni 1789 r. przygotowywał Ignacy Potocki (z pewnym udziałem pozostałych członków Deputacji do Formy Rządu), i który Deputacja przedłożyła sejmowi na początku sierpnia 1790 r. „Projekt do Formy Rządu” okazał się takim gniotem, że po kilku miesiącach dyskusji nad nim w sejmie sam autor niefortunnego tekstu doszedł do wniosku, że z tej mąki chleba nie będzie. Ponieważ obóz Potockiego równocześnie przegrał wybory poselskie z 16 listopada 1790 r., wyłaniające drugi komplet posłów, a zwycięzcą okazał się król, marszałek litewski podjął męską decyzję. Zwrócił się mianowicie do Stanisława Augusta z ofertą (pierwsza wizyta Potockiego na Zamku miała miejsce 4 grudnia 1790 r.), by zechciał przygotować projekt konstytucji, jakiej potrzebowała Rzeczpospolita.

Oddanie inicjatywy nielubianemu zwycięskiemu rywalowi dobrze świadczy o Potockim jako polityku i dowodzi, że potrafił się on kierować celem nadrzędnym – interesem państwa, choć potem jako współautor O ustanowieniu i upadku te swoje działania przemilczał, podobnie jak starannie zatarł fakt, że „Projekt do Formy Rządu” nie był wcześniejszą wersją Ustawy Rządowej.

Król podjął wyzwanie i w ciągu kilku tygodni wypracował projekt ustawy zasadniczej. Był on gotowy może już około 20 grudnia 1790 r., na pewno zaś 10 stycznia 1791. Jego kolejna wersja, przepisana przez Piattolego na czysto, istniała najpóźniej 20 stycznia 1791 i zawierała już pewne zmiany inspirowane przez Ignacego Potockiego. Nad tą wersją między monarchą, Ignacym Potockim i pośredniczącym między nimi Piattolim toczyła się dalsza dyskusja, w wyniku której Potocki doprowadził do osłabienia monarchistycznego charakteru królewskiego pierwowzoru (m. in. zwiększono przewagę sejmu nad rządem). Zapewne już wówczas nieoficjalnie w dyskusji tej brał udział także marszałek sejmu Stanisław Małachowski, czyli praktycznie jego sekretarz, ksiądz Hugo Kołłątaj.

Wypracowany ostatecznie ok. połowy lutego 1791 r. tekst, został oddany do tłumaczenia na język polski. Przekład, ukończony najpóźniej 3 marca 1791 i zatytułowany „Reforma Konstytucji”, został w trakcie przepisywania go przez królewskiego sekretarza zmieniony w stosunku do francuskiego oryginału, tzn. monarcha przywrócił szereg swych stypulacji, wcześniej przez Ignacego Potockiego usuniętych. Do prac nad tą polską wersją przystąpili znów Potocki i Kołłątaj. Marszałek litewski dostrzegł odmienność tłumaczenia od francuskiego oryginału i starał się owe korekty jak najbardziej osłabić. Wkład Kołłątaja okazał się bardzo istotny i rękopis wyszły spod jego ręki stanowił już bezpośrednią podstawę ostatecznego kształtu Ustawy Rządowej. Była ona gotowa i została zaakceptowana zasadniczo przez wszystkich autorów na przełomie marca i kwietnia 1791 r. Pewne jednak założenia – w szczególności dotyczące roli rządu centralnego, tj. Straży oraz kompetencji w niej króla – pozostały niedomknięte i ucierano je do ostatniej chwili, wręcz do poranka 3 maja.

Kto chce więcej niech tam sobie poczyta.

Czy ktoś nam szykuje całkiem inny mecz Polska – Rosja na Euro 2012?

Tu jeszcze z Encyklopedii współczesnej – tego również uczy się dzieci polskie.

Piszą tu enigmatycznie że nastąpił Rozbiór, tylko nie podają jak, że został królem tylko nie piszą jak, że był dobrym wujkiem który dbał o kulturę. Nie piszą że dostał dożywotnią rentę w Moskwie i że zaborcy spłacili jego długi, a cały czas prowadzili go na smyczy z Moskwy – skąd my to znamy?

Stanisław August Poniatowski (1732-1798), ostatni król Polski 1764-1795, syn Stanisława Poniatowskiego, kasztelana krakowskiego, i Konstancji z Czartoryskich. Starannie wykształcony, w młodości wiele podróżował po krajach Europy Zachodniej. Podczas pobytu w Anglii zapoznał się z systemem rządów parlamentarnych. 1764 jako kandydat Familii, przy zdecydowanym poparciu cesarzowej Katarzyny II, wybrany na króla Polski.

W pierwszych latach swego panowania przeprowadził reformę w armii, zastępując kawalerię piechotą i innymi rodzajami broni, założył odlewnię dział, utworzył komisję menniczą, która zajęła się uporządkowaniem spraw monetarnych, a komisje dobrego porządku dla miast miały się zająć skarbowością i gospodarką miejską. 1765 z inicjatywy króla powołano Szkołę Rycerską.

Reformy zaniepokoiły Katarzynę II, która przy pomocy swego ambasadora w Polsce N.W. Repnina próbowała im przeciwdziałać. Repnin zainicjował m.in. zawiązanie (1767) przez szlachtę konfederacji przeciwko królowi i reformom Familii. Na sejmie 1767-1768 konfederacja uchwaliła tzw. prawa kardynalne, których gwarantem została Rosja. W imię obrony wolności szlacheckiej oraz wolności Polski, przeciwko Rosji i królowi zawiązała się w Barze konfederacja (1768-1772).

1772 nastąpił I rozbiór Polski, a król pod naciskiem O.M. Stackelberga 1773 powołał sejm (sejmy rozbiorowe), który zatwierdził traktaty rozbiorowe. W czasie trwania sejmu królowi udało się powołać Radę Nieustającą i Komisję Edukacji Narodowej.

Sprawując rządy w państwie o ograniczonej suwerenności Stanisław August dążył do rozwoju gospodarczego i kulturalnego kraju. Popierał manufaktury, założył liczne wytwórnie fajansów, wyrobów marmurowych i broni, z jego inicjatywy przebudowano zamek królewski, wzniesiono zespół pałacowy w Łazienkach. Był mecenasem nauki, literatury i sztuki.

Polska i Rosja razem w XXI wieku?

Czy któryś z polityków XX i XXI wieku pasuje do tego opisu?

Warto się zastanowić nad stanem kraju, w którym kilka procent ludzi wie jaka jest prawda o ostatnim władcy I Rzeczpospolitej i kulisach ówczesnego zamachu stanu, a także o ostatnim władcy Pseudorzeczpospolitej zwanej PRL i czasie III RP. Czasie w którym marginalizuje się naukę historii, w którym mało kto w ogóle wie w jaki sposób Polska naprawdę straciła niepodległość na 200 lat, czasie w którym TELEWIZJA i PRASA znów KŁAMIE na masową skalę. W czasie kiedy w Święto Niepodległości policja urządza krwawe jatki rocznicowemu Marszowi Niepodległości 11.11. 2011 i tym samym stawia Polskę w jednym szeregu z Kazachstanem, gdzie policja tak samo tłumi niepodległościowe marsze tego samego dnia.   W kraju w którym Prezydent RP dekoruje tego dnia orderami osoby znane powszechnie z wrogiego stosunku do niepodległości Polski.

Te 200 lat hańby miało mały wyimek – lat 20 II Rzeczypospolitej – okres który do złudzenia przypomina końcówkę XX wieku, lata 1990-2010,  w którym to 20-letnim okresie tak jak obecnie 6 lat trwał Wielki Kryzys a następnie wybuchła II Wojna Światowa!

Czy zmierzamy we właściwym kierunku pozwalając się wmanipulować w wojenki USA i NATO, które są przygrywką do III Wojny. Świadomie pcha się nas przeciw Afganistanowi, Irakowi, Iranowi, krajom Arabskim. Także tworząc Krucjatę Antyislamską – jak w Bośni.

Byłoby dobrze aby Polska i Rosja nigdy już nie stanęły naprzeciw siebie – tą kartą grano naprawdę wiele razy: w 1920, w 1939, w 1980, w 1989, a także zaczyna się grać nią obecnie.

Czas byśmy jako narody zmądrzeli i zjednoczyli swoje działania.

Droga do tego nie prowadzi przez podstawianie w Polsce przez Moskwę namiestników, lecz przez RÓWNE, PARTNERSKIE traktowanie Polski przez Rosję – przez Rosję która jest silniejsza i jest jedyną nadzieją Słowian na wolność – przez Rosję, która musi dać również WOLNOŚĆ swoim obywatelom – bez tego stoczymy się razem w przepaść. A Irańska bomba zegarowa tyka.

CB

Winicjusz Kossakowski – Dagome Iudex – Panie kieruj mną (odpowiedź na artykuł z National Geografic)

Posted in nauka, Słowianie by bialczynski on 17 Luty 2012

Mieszko I

Dagome Iudex  – Panie kieruj mną.

W odpowiedzi
na artykuł   zamieszczony w National Geographic Nr 2 (luty) 2012r .

Proszę mi wybaczyć, że pisząc ten tekst, nie zdążam prosto do celu.
Po prostu – chciałbym być właściwie zrozumiany, stąd biorą się dodatkowe wyjaśnienia. Może i nudne, ale konieczne.
Historia, podobnie jak religia, jest narzędziem polityki. Wykorzystuje się niechęć większości społeczeństwa do używania własnego rozumu.
Łatwiej jest zjeść w restauracji odpowiednio przyrządzoną dziczyznę podaną na talerzu, niż samemu upolować dzika.
W polityce, myśliwymi są – trzymający władzę. Kucharzami – historycy i kapłani, pichcący gotową strawę zwaną  ideologią, na uczelniach i w kruchtach.
Lud, odpowiednio oświecony (czytaj wymóżdżony), jest zwykłym narzędziem i tylko narzędziem w ręku władzy. Im głupszy, tym bardziej spolegliwy. Ze spolegliwego narodu można ukuć potężne narzędzie służące do przetrwania gatunku, lub broń niszczącą.
Wszystko zależy od polityki trzymających władzę.

Poprzednik Mieszka I – Siemomysł

Tworzenie ideologi, historii, religii, przypomina pichcenie.  Porąbać, potłuc, przepuścić przez maszynkę, wysmażyć, zagotować, dodać przypraw i dodatkowych sosów, byle danie smakowało. Gdy chcemy pozbyć się wroga, częstujemy go smakowitym daniem, ale z dodatkiem trucizny.
Taki „smakowity” kąsek z dodatkiem trucizny, wysmażyli Polakom historycy Hitlera.

Poprzednik Siemomysła Lestek

Głównym daniem  był dokument, a właściwie odpis dokumentu, sporządzonego na wniosek Mieszka I, w którym polski władca i świetny polityk, aby uchronić swój naród od zagłady, przekazuje swoje państwo  „ Stolicy Apostolskiej”.
Polityka Mieszka I przypomina  politykę wilka, który czując się słabszym, nie walczy ze stadem tylko ulega i poddaje się prowadzącemu basiorowi. Manewr ten, znany i stosowany w przyrodzie, służy przetrwaniu gatunku.
Dokument odnaleziono w zbiorach Watykanu tuż po pierwszej wojnie światowej. – Dokładnej daty encyklopedia nie podaje.
Jaki kotlet z tego wysmażono, można przeczytać w internecie.
Proszę uważać na konsumpcję – zatruty.

Poprzednik Lestka – Siemowit

Główny cel dania.
Przekonać Polaków, że muszą poddać się panowaniu germańskiemu, ponieważ sami nie są w stanie  prowadzić właściwej polityki gospodarczej i zagranicznej.
Za pozór posłużyło tłumaczenie słowa  nie występującego w łacinie – D ago me, które czytane łącznie jest niezrozumiałym. Dało to podstawę „kucharzom Hitlera” do urobienia historyjki, jakoby to Mieszko I, a właściwie Męzko I (mężny), był germańskim Wikingiem, który był  tak uprzejmy i Polakom stworzył państwo.
Problem w tym, że pozorne imię Dagome nie występuje w języku germańskim, ani żadnym innym.
Podobnie brzmiące nazwy możemy wyczytać w encyklopedii.

Poprzednik Siemowita – Piast (autor Eliasz Radzikowski – Strażnik Wiary Słowian)

Dagoba – typ budowli sakralnej, rodzaj monumentalnego relikwiarza na Cejlonie.
Dagomba – afrykańskie państwo plemienne powstałe w XV wieku na terenie obecnej Ghany.
Dagon, Dagan – sumeryjskie bóstwo agrarne, uważane za dawcę ziarna.
Dagobert I – król Franków z rodu Merowingów.
Panowie historycy i historyczki.
Proszę bardzo.
Macie do wyboru cztery nazwy. Problem w tym, że  żadna nie jest – Dagome.

Popiel II – poprzednik Piasta

Jeżeli przyjmiecie zasadę historyków hitlerowskich, możecie z tych nazw wybrać jedną i stworzyć, mniej lub bardziej , bzdurną historyjkę.
„Najbliższa dźwiękowo, jest nazwa – Dagomba. Wystarczy  końcówkę słowa  -ba, wymienić na -e.
Zatem.
„Murzyn Dagomba(e) przybył z Afryki i stworzył Polakom państwo. Pomimo tych dowodów historycznych,  Polacy nie wierzą, że są murzynami”.
Jeżeli historyjka się nie podoba, stworzymy następną, tym razem ze słowa „Dagon”.
„Sumeryjski bóg agrarny Dagon, przybył do Polski. Dał nam ziarno, pług i nauczył uprawiania ziemi. Nie pierwsze to bóstwo z Sumeru. Do Słowian przywędrował jeszcze naczelny bóg Sumerów An i zatrudnił się w słowiańskim panteonie, jako bóstwo nocy o czym świadczy napis na  słowiańskim bóstwie odkrytym w Prilwitz. Z miedziorytem tego bóstwa możemy się zapoznać w pracy niemieckiego uczonego Mascha. Rycina wraz z tłumaczeniem jest dostępna w pracy „Polskie Runy Przemówiły,” którą odnajdziecie w internecie.
Bóg Dagon, jako bóg, mógł przyjmować ciała jakie mu się podobały, nawet słonia. Tym razem przyjął ciało polskiego władcy.
Wniosek.
Państwo Polskie stworzył sam bóg i biada wszystkim którzy naruszą wolę bożą.”

Ta historyjka zawiera więcej „prawdy historycznej” niż historyjka historyków hitlerowskich,  przejęta przez historyków niemieckich, a w IIIRP, przez  „polskich”.

Popiel I – poprzednik Popiela II

Było znalezisko w Prilwitz ?
Było.
Masch je opisał i zamieścił miedzioryty bóstw słowiańskich, a na jednym z nich jest wymienione imię bóstwa AN ?
Opisał i zamieścił.

Leszko III – poprzednik Popiela I

-  „Kucharze ”, macie „podstawę historyczną” do wysmażenia nowej religii.
Muszę przyznać, że ta opowieść bardziej mi się podoba niż stworzona przez ekspansję hitlerowską i zawiera więcej „prawdy historycznej”.

Leszko II – poprzednik Leszka III

A teraz poważnie.
Najbliższy prawdy i moim zdaniem właściwy, jest odczyt dokumentu dokonany przez Tadeusza Millera, zamieszczony w pracy „Trzy Tysiące Lat Państwa Polskiego”, który zamieszczam niżej.

Leszko I – poprzednik Leszka II

„DAGOME IUDEX”

O nowej granicy zachodniej i północnej, po oderwaniu od Polski ziem między Łabą i Odrą, mówi dokument „Dagome Iudex” wystawiony najprawdopodobniej w 987 r. przez Mieszka I. Oto jego treść wg odpisów z archiwum watykańskiego;
„Item in alio thomosub Johanne XV papa Dagome Iudex et Ote senatrix et filii Misica et Lambertus leguntur beata perto contulisse unam civitatemin integrum que est Schinesghe cum omnibus suis pertinentiis infora hos affines sicuti incipit a primo latere longum mare fine Pruzze usque in lokum qui dicitur Russe et fine Russe extendente usque in Craaccoa ad usque ad flumen Odere
…et ab ipsa Craaccoa ad flumen…
….qui dictur….
recte in locum Alemure et ab ipsa Alemura usque in terram Milze et a fine Milze recte intra Oddera et exinde ducente iuxta flumen Oddera usqye in predictum civitatem Schinesghe”/53
Tekst ten zawiera szereg niewyjaśnionych wyrazów jak :
Dagome, iudex, Schinesghe, Alemure, senatrix – z tego powodu treść dokumentu była różnie tłumaczona. Przypuszczano, że;
Dagome- to imię chrzestne Mieszka I lub „Ego Mesko Rex(dux)”
iudex – pan
Schinesghe – Gniezno lub Szczecin
Alemure – Niemcza (gród)
Senatrix – pani
Longum mare – Zalew Szczeciński lub morze Bałtyckie
Przedstawione niżej znaczenie tych wyrazów pozwala odczytać treść tych dokumentów w nieco inny sposób.
Dagome – to skrót złożony z trzech wyrazów łacińskich;  D.- domine – Panie, ago – kieruj, me-mną.
Iudex – rozjemca
Schinesghe – scecineskie (miast i państwo).
Alemure – nazwa złożona z dwóch  słów; łac. –ala – pacha i Mure – Morawy. – zn. – Wnęka Morawska, czyli Brama śląsko Morawska.
Senatrix – dostojna.

Księżniczka Wanda – poprzedniczka Leszka I

Oto próba rekonstrukcji pierwotnej treści (w pierwszej osobie) dokumentu, biorąc pod uwagę podobne wyrażenia w innym tomie Jana XV papieża.

Krak II – poprzednik Wandy

„Panie kieruj mną , rozjemco. Polecam w bezinteresowną opiekę świętemu Piotrowi przede wszystkim Odę dostojną oraz synów naszych, Mieszka i Lamberta, jednocześnie państwo, które nazywa się Szczecińskie w całych swoich rozpostartych granicach tak jak się zaczynają – na początku Długim Morzem (Bałtykiem) aż do końca Prus, skąd od miejsca, które nazywa się Ruś i od krańca Rusi rozciąga się aż do Krakowa, a od tegoż Krakowa aż do rzeki Odry prosto w miejsce, które nazywa się Wnęką Morawską a od tej Wnęki Morawskiej bez przerwy aż do ziemi Milczan prosto środkiem Odry i następnie prowadzi blisko Odry, skąd do uprzednio wymienionego miasta Szczecina.”

Winicjusz Kossakowski

Krak I

A przed nim byli inni – których królewskie groby rozsiane są od Wisły po Wołgę. A pomiędzy nimi byli też jeszcze inni o których tutaj nie napisano – a których groby znajdujemy – choćby w Zakrzowie, czy w Jakuszowicach, czy w Pełczyskach czy w Słonowicach.

CB

 

National Geographic (2/2012)

 W tym wydaniu National Geographic polecam Sagę o polskich wikingach. Czy faktycznie Mieszko I był duńskim wodzem o imieniu Dago? Czy nasze państwo rzeczywiście organizowali brutalni najeźdźcy z północy Europy? Prowadzone w ostatnich latach na terenie Polski liczne wykopaliska zweryfikowały teorie wiążące wikingów z państwem Mieszka i Chrobrego. I pomyśleć, że na lekcjach historii przysypiałam w ostatniej ławce. Teraz w redakcji National Geographic o wydarzeniach z zamierzchłej przeszłości dyskutujemy, jakby to była najbardziej niesamowita opowieść z dreszczykiem, pełna nieoczekiwanych zwrotów akcji… Dobrze jest czytać interesujące książki o trudnych historycznych tematach, ale jeszcze lepiej poznawać historię jako naoczny świadek. Dziś to możliwe – dzięki rekonstrukcjom bitew z minionych wieków czy grupom kultywującym tradycje naszych przodków. Niektórzy mogliby sądzić, że dla prawnika, lekarza czy górnika wywijanie po godzinach mieczem i udawanie wikinga (piszemy o tym na str. 48) jest zajęciem niepoważnym. Ale to do nich – najlepszych znawców tematu – przychodzą wykładowcy akademiccy, kiedy chcą się dowiedzieć, jak wyglądały szczegóły uzbrojenia, albo skonsultować swoje teorie na temat możliwego przebiegu niektórych wydarzeń. A ja się cieszę, że dzięki takim ludziom nasze dzieci być może będą miały szansę nie zasypiać na wykładach z historii.

Zasięg Wenedów (Wędów), Lugiów (Lęgów) i Neurów (Nurów) – kontra dalszym fałszerstwom niemieckim

Posted in nauka, Słowianie by bialczynski on 14 Luty 2012

Mapa przedstawia sytuację od 8000 p.n.e. do 4000 p.n.e. – Zasięg Wenetów [kliknij]

[Mapa na kanwie map zamieszczonych w książce Tadeusza Millera “3000 lat Państwa Polskiego”. Zasięg został wyznaczony przez pana Millera i w zasadzie pokrywa się z zasięgiem określonym dla Wenetów przez H. Łowmiańskiego, z tą różnicą, że Łowmiański zaznaczył też Wenetę na południu Wysp Brytyjskich i w Walii, na półwyspie Bretońskim gdzie Kręgi Carnacu - Czernca oraz osadnictwo Wenedów w Hiszpanii i Anatolii ]

Ponieważ ostatnio w Internecie pojawia się coraz więcej mapek przedstawiających niby to w obiektywnym świetle zupełnie fałszywy obraz zasięgu terytorialnego i przynależności plemion do rzekomego etnosu Germanii zamieszczamy tutaj kilka map dla sprostowania tej inwazji propagandowej prowadzonej w stylu iście goebelsowsko-hitlerowskim.

Oto wersja Goebels – Hitler z roku 2012:

Przedstawia rzekomą sytuację od 750 p.n.e do 400 n.e.

Oto jak ta mapa powinna wyglądać:

Jeszcze w XVIII wieku całe wybrzeże mówiło językiem wędlandzkim i drzewiańskim – bardzo podobnymi do kaszubskiego -a w X- XIII wieku obejmowało to zarówno ziemie za grodem Hammona (potem Hamburg) i okolice Kodenia (Kopenhaga).

Rekonkwista pokazana powyżej pochodzi od Niemców z Drezna, a jest rozpowszechniana po Polsce przez działaczy Ruchu Autonomii Śląska, którzy zapomnieli, że na Dolnym Śląsku w większości żyją teraz Nadbużanie, Lwowiacy, Kijowianie i inni Polacy ze Wschodu, którzy wcale nie popierają żadnej formy oderwania Śląska od Polski.

Porównajmy też z mapą rozkładu haplogrupy Słowiańskiej – tzw polskiej  R1a1g7 (mutacja M 458]. Podobny zasięg rzuca się w oczy. Zaznaczmy, co ważne, że to jest tylko ta ludność, która powstała z nadwiślańskiej mutacji haplogrupy R1a1 – Skołocko-Indo-Słowiańskiej, druga połowa ludności słowiańskiej ma haplogrupę taką samą jak SCYCI i Sarmaci- R1a1 – z 280. W Skandynawii dokonała się kolejna mutacja R1a1 – Z 284  (około 2400 p.n.e.) i ona jest składową Skandynawów współczesnych razem z R1b1 – Celtami oraz I1 – Staroeuropejczykami północnymi – Ilmerami. Skandynawowie to konglomerat tych trzech ludów. Mapa zielona u góry  pokazuje sytuację ekspansji chromosomu od roku 7500 p.n.e. -do 3000 p.n.e.

Poniżej na kilku mapach – trochę szerzej od 4000 p.n.e do roku 1000 z uwzględnieniem głównie Białej Chorwacji – ale obejmując także powyżej przedstawiony okres

Wenedowie, Lęgowie, Nurowie, Istowie, Burowie i Budynowie około 1500 p.n.e.

Straty terytorialne Wenedo-Lugio-Nurusji na zachodzie między 1500 – a 500 p.n.e. – na rzecz Celtów

Wenedo-Haria od 500 p.n.e – do 400 n.e (w pewnym okresie nazywana przez Rzymian Germanią) – różowe terytoria sukcesywnie tracone

Chorwacja Kraków i Popielidów (500 – 900 n.e.)

Sławia – Wiślania – Państwo Mieszka I w X wieku

Słowiańskie wybrzeże Bałtyku w VI- XII wieku

[6 powyższych map wykonano na kanwie map zamieszczonych w książce Tadeusza Millera “3000 lat Państwa Polskiego”.]

Każdą mapkę warto kliknąć żeby powiększyć – Zwracam uwagę na tej ostatniej na świątynie Trzygłowych bogów – Białobogi i Czarnogłowa rozlokowane na wybrzeżu Wenedyjskim (Wandalskim)

Ta mapa dobrze pokazuje Słowiańskie plemiona w VI-VII  wieku – Suiones – w Skandynawii i Goci – Gątowie – Geci Naddunajscy i  Nadazowscy oraz Dachowie – Dakhowie – to plemiona Słowiano-Drackie, znani są też Dakhowie, którzy współtworzyli Persję, a przeszli znad Morza Czarnego przez Kaukaz – to jest jedna z fal powrotnych R1a1 do Azji (gdzie w większości Słowiano-Indo-Skołoci mają haplogrupę R1a1 – Z 93 a razem z przedstawicielami innych mutacji R1a1 (Z280 i M 458) oraz innych haplogrup utworzyli etnosy słowiano-tureckie Khazachskie (Hazaria, Kazachstan, Kirgizja i inne) Bułgarskie, Awarskie, Huńskie, Madziarskie, razem ze Staroeuropejczykami I1 i Finami – (N) – utworzyli etnos Bałtyjski (Istyjski, Ilmeryjsko-Issedono-Aesti)

Należy zwrócić uwagę na często czynioną pomyłkę : Nie powinno się RÓWNAĆ ETNOSU Z HAPLOGRUPĄ.  Etnos słowiański jako składnik jest wszędzie tam gdzie występuje ta haplogrupa w składzie etnicznym na danym terytorium. On jest słowiańskim wkładem w „cywilizację” na danym obszarze, ale etnos jest współtworzony przez wszystkie występujące tam haplogrupy w ramach mieszania się ludności, a więc np w Polsce do 60 % R1a1 (złożonej z M458 i Z 280) dochodzą głównie R1b1 i I2 , a w Indiach inne haplogrupy, w Macedonii występuje równowaga R1a1, R1b1, I1, I2 oraz E. Ci ludzie mówią po słowiańsku i identyfikują się ze słowiańskością ale pochodzą od różnych haplogrup które razem stworzyły etnos Macedoński. To samo dotyczy Skandynawii i dzisiejszych Niemiec które są współtworzone przesz Słowian od zarania swego istnienia. Warto by Niemcy wreszcie zaczęli o tym mówić i zapamiętali to – 30% wkładu w ethnos niemiecki to Słowianie.

- A poza tym bez żadnego komentarza, niech mówią same mapy – które są w zgodzie absolutnej z rozprzestrzenieniem haplogrupy genetycznej Y-DNA R1a1 uznawanej powszechnie na świecie za Słowiańską (poza Niemcami, które dalej uprawiają Drang nach Osten – niezmordowanie od 1000 lat).

CB

Świątynie Światła Świata: Licheń bogini Licho, Góra Trygława w Kazimierzu i kompleks Ślęża -Wieżyca -Radunia – Walim


Licheń i Licho

Jako że tekstu i obrazu tutaj niewiele dorzucam modlitewną, sprzyjającą skupieniu muzykę Wiary Przyrodzonej pochodzącą z Tybetu – w sam raz do naszych sanktuariów eklektycznych pogańsko-katolickich pasującą. Niech nas natchnie swoją mocą i wibracją na nowy tydzień.

Tibetan mantra chant – OM

CB

Oto co nam ku czci Bogini Licho zbudowano – a to dosyć ciemna bogini – jedno z trzynastu Ciemnych Bóstw Podziemnych

Sanktuarium w Licheniu to miejsce kultu złego boga.
Legenda głosi, że w czasach rzymskich na wzgórzu nad jeziorem, pośród prastarych drzew znajdowała się pogańska świątynka, w której czczono szatana, zwanego po słowiańsku „Licho”. W wyznaczone miejsce przychodzili ludzie, aby się modlić do wyciosanego w granicie bałwana, składać mu ofiary i odprawić gusła i zabobony. W 1969 r. odkopano na wzgórzu tajemnicze głazy i kamienie, pochodzące prawdopodobnie z rozbitego pogańskiego ołtarza ustawionego przed posągiem, a także kamienie rytualne, które służyły do pogańskich obrzędów kultowych.


W czasach rzymskich wiódł tędy szlak handlowy zwany „szlakiem bursztynowym”, ciągnący się od Morza Bałtyckiego do Morza śródziemnego. Pierwsza historyczna wzmianka o Licheniu pochodzi z 1151 r., kiedy to Piotr Dunin postawił granitowy krzyż w połowie drogi między Grąblinem a Licheniem, znacząc tym samym szlak z Kalisza do Kruszwicy. Historyczny krzyż stoi dzisiaj na licheńskim rynku.

Licheń Stary – wieś położona we wschodniej części województwa wielkopolskiego, w powiecie konińskim, w gminie Ślesin, nad Jeziorem Licheńskim. Miał prawa miejskie w wiekach XV-XVII. Od połowy XIX w. jest ośrodkiem pielgrzymkowym o znaczeniu ogólnopolskim.

W lesie grąblińskim została zbudowana droga krzyżowa oraz dwie kapliczki: duża i mała. W małej jest umieszczony kamień przyniesiony z głębi lasu grąblińskiego, mający wg wierzeń przedstawiać wypalone stopy Matki Bożej. – to właśnie Kamień Bogini Licho, można go tam podziwiać do dzisiaj i pokłonić mu się po pogańsku oraz odbyć przy nim pogańskie modły.

Kazimierz Dolny Góra Trygława, czyli dziś Trzech Krzyży

Zamiast Trygława postawmy trzy krzyże.
Kazimierz Dolny nad Wisłą leży u stóp tzw. Góry Trzech Krzyży. Krzyże postawiono w 1708 roku. A dlaczego akurat trzy?

Kazimierz Dolny z Góry Trygława Czarnogłowa

W czasach pogańskich na górze był posąg Trygława inaczej Trzygłowa, któremu cześć oddawała miejscowa ludność. Posąg został zniszczony ale w tradycji funkcjonowała nazwa Góra Trygława. Aby to zmienić, postawiono trzy krzyże i nazwano miejsce Górą Trzech Krzyży.

O dziwo i tutaj Mamy Będkowice i Sokolec, lecz tu  po przeciwnych stronach inii Arkona – Ślęża – Piramida Cheopsa – dokładnie tak samo jak w wypadku Doliny Ojców i Doliny Źródła Bytów. Jest także Walim i Góra Włodarz i jest Wielka Sowa.

Kompleks Ślęża – Wieżyca – Radunia – Walim

Ten kompleks świątyń Wiary Przyrod(zone)y zajmuje w Systemie Świętych Gór Polskich szczególne miejsce. Można bez przesady powiedzieć, że jes t to jedno z najważniejszych miejsc kultu Lechitów, a więc miejsce Polskie.

Zarówno Święte  Góry Łyskowickie (Łysogóry – nazywane dzisiaj Świętokrzyskimi) ze Świątybnią Dziewięciu Kręgów, jak Wzgórxza Kijowskie i System Wzgórz i Gór Świętych Wawel  – Welski Las Sowiniec – Dolina Ojców to święte miejsca Harii – Harusji czyli Rusi Białochorwackiej – domeny Karopanów, Mogilanów i Wiślan – szczepów Nu-Ruskich i Ha-Ruskich.

Tutaj na rdzennej Ziemi Lęgów – Lęchitów – Lechitów na Śląchsku w starej Lugii należy lokować prastare królestwo lechickie które dało nazwę Po-Lechii, Po-Leszy (rosyjskie: Po-lsza)

Już samo położenie Ślęży na przecięciu Liniii Stonehenge – Jasna Góra – Łysa  – Góra Zamkowa w Kijowie do Cypla Kamczatki z Linią Arkona – Piramida Cheopsa – poprzez Czarnotyn w Bramie Morawskiej czyni z tego kompleksu zjawisko wyjątkowe .

Ślęża – foto Tomek Strzelec

Dziwne jest że Hitlerowcy wybrali ten kompleks na Projekt Riese – Olbrzym i tutaj w licznych świętych słowiańskich górach ryli niezliczone tunele, w kórych ulokować mieli wielki przemysłowy kompleks militarny, który miał być ukryty pod ziemią i niedostępny dla bombardowań, a który dzisiaj pod górami takimi jak Ostra Góra w Rzeczce, Góra Sobań, Gór Chłopska w Jugowicach, Góra Osówka, Góra Gontyna i Sokolec, Góra Włodarz, Walim czy Moszna – jest miejscem licznych wypraw odkrywczych i poszukiwań ukrytych skarbów.

WALIM – Wielki – Welski – Walimowie to Olbrzymowie inaczej Wołoci, a to synonim plemienia Wielotów – Wołotów- Walimów z Łużyc – i projekt Olbrzym Riese – jak najwyższy szczyt Tatr Tartarów – Rysy – także Olbrzym, lecz Olbrzym Tartarski, część Rusi – Tartarii, Harusji Skołockiej.

Łużyce – rdzenna Ziemia Lechicka – Lugijska która dzisiaj już w całości mówi po niemiecku i z Niemcami się identyfikuje – trochę szkoda, ale takie są dzieje. To znaczna część utraconej Lechii – tej Lechii dla której rzeka Łaba-Łabęda – Święta Rzeka Lędy (wcielenia człowieczego Bogini Łady) Królowej  Białego Lądu była  nie mniejszą świętością niż Święta Góra Lędy-Łady – Ślęża.

Grupa Ślęży i Raduni (kliknij) – Kiedy się patrxzy na tę mapę to jaskby się widziało odwzorowanie Weli na Ziemi. Pełno tu skał osobliwych miejsc, Żródeł Żywej Wody, potoków i jest nawet Modry Banior, choć go tak nie nazywają. Szczytem tej Małej Weli jest Ślęża poświęcona Bogini Ładu Świata – Uporządkowania, Uładzenia – Harmonii. Liczne górki i wierzchołki tutejsze można przyporzadkować kolejnym bóstwom. Jestem przekonany że to miejsce podobnie jak Kraków i Okolice odzwierciedla cały panteon 89 – Sił Wszego Świata, a jeśli nie to być może jego połowę – słynne 44 bóstwa rządzące bezpośrednio wyłącznie Światem Człowieka.

Radunia – Radunica obok Góry Łady – Ślęży to Góra ważnej Bogini z tynu Rodów: Rady  Rodzicy tej którą pamiętają dobrze Czesi i czczą ją także i czcili również tutaj na tej śląskiej – lechickiej górze – Radunica, Drasznica, odpowiedzialna za inicjacje dzieci w dorosłość, za ogniowe próby – przetrwała w bajkach jako Baba Jaga – Jadzica – Jadźka, Ta co Jątrzy Rany, zadaje ból inicjacyjny, dręczy i drażni, lecz także uczy, wychowuje radzi i rodzi dorosłego człowieka wyklutego z dziecięctwa. Towarzyszy jej przeważnie mądra Sowa, a powinien towarzyszyć Sęp – inna nazwa tej góry to Góra Sępia.

Tutaj także Góra Wieżyca – dlaczego przez „ż” nie wiem – bo to przecież stara Góra Wiary – Wierzyca.

Wielka Sowa widziana z Waligóry

Mamy też w tym kompleksie Wielką Sowę (1015 m npm) na podobieństwo krakowskiego Sowińca i Wzgórza Bielawskie – Białe Wzgórza – tak jak w Krakowie (tam dzisiaj wielki święty kompleks w Łagiewnikach poświęcony Janowi Pawłowi II – Nie lękajcie się i Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, a to tuż obok Kopca Kraka i tzw. Libanu, mamy również Waligórę i Grabinę.

Grupa Raduni

Z Wiki

Radunia, niem. Geiersberg (po wojnie nazywana Sępią Górą) – drugi wyodrębniający się szczyt w Masywie Ślęży i wznoszący się na wysokość 573 m n.p.m. Na zboczach góry na wysokości ok. 325 m n.p.m. ma swoje źródło rzeka Czarna Woda.

Na początku epoki żelaza (400 – 300 lat p.n.e.) powstał na Raduni kamienny krąg kultowy, otaczający sanktuarium księżyca. Zachowane do dziś partie mają 1780 m długości, średnia szerokość 4,5 m, a wysokość do 60 cm. Na szczycie znajduje się zagłębienie, tak zwana „Kacza Kałuża”, w którym znaleziono ułamki naczyń. Poniżej bije źródło Srebrnik używane prawdopodobnie do rytualnych ablucji. W tym miejscu odkryto przedmioty wykonane z brązu. Nazwa Radunia (Radnyna) pojawia się w źródłach pisanych od XIII wieku.

Na wierzchołku znajduje się Rezerwat przyrody Góra Radunia. Chroni on miejsca występowania rzadkich gatunków roślin przystosowanych do swoistych warunków glebowych i klimatycznych. Dużą wartością przyrodniczą odznaczają się płaty świetlistej dąbrowy oraz muraw kserotermicznych, a także stanowiska cennych elementów flory, w tym związanej z serpentynitami paproci zanokcicy klinowatej.

Jak widać i tutaj podobnie jak w Dolinie Ojców występuje specjalny rzadki gatunek paproci – a więc tu można podobnie jak w Ojcowie poszukiwać owego tajemnego Kwiatu Paproci  – związanego z miłością, rodzicielstwem i małżeństwem. Co ciekawe kompleks Ślęży i Raduni oraz Wieżycy odnosi się głownie do Bogów Mocy – czyli tych rządzących bezpośrednio Człowiekiem. Kwiat paproci to roślina zarówno Ładów – Opiekunów Małżeństwa, ale i Bogów Wojny, jak i Rodów Panów Zwycięstwa Życia, Roda – Władcy Ludzkiego Plemienia i Przyrody – Rodżany – Władczyni Ludzkiego Siedliska a także Rudzi – której rośliną jest także Ruta – Pani Narodzin. Ich duchy pomocnicze Rodżanice (Sudenice, Narecznice) wręcazajnoworodkowi jego Przeznaczenie i nadają mu Imiona – to tajemne znane tylko matce, i bogom i jemy samemu i to oficjalne – te Wyroki Boże na Trzech Deszczułkach (lub patyczkach z łodygi krwawnika) wkładają dziecięciu pod poduszkę w kołyskę.  Jak widać w procesie narodzin Człowieka biorą udział wszystkie Moce – bo oczywiście Dziwieniowie (Dziwień-Kupała i Dziewanna-Kupalina) to bogowie początku tego procesu – to w ich Święto młodzi ruszają na poszukiwanie Kwiatu Paproci, który ma w przyszłości pod opieką innych Mocy (Bóstw) tak pięknie zaowocować.

—-

Radunia

Oto informacje zamieszczone przez pana Wojciecha Kota na stronie WWW poświęconej Raduni (zdjęcia także jego autorstwa):

Masyw Ślęży – Radunia (573 m n.p.m.)
Radunia stanowi drugi co do wielkości szczyt Masywu Ślęży. Nazwa Radunia (Radnyna) pojawiła się już w XIII wieku. Po wojnie nazwano ją Sępią Górą. Na szczycie Raduni znajduje się polana z blokami serpenitu i ograniczonym widokiem na Góry Sowie.
Góra zbudowana jest z serpenitów z domieszką magnetytu, które powodują wysoką anomalię magnetyczną, szczególnie na szczytowych skałkach. Znaleziono tu ślady pobytu człowieka z neolitu (4000 – 1700 lat p.n.e.): kamienny toporek i fragmenty naczyń kultury pucharów lejkowatych. W kilku miejscach u podnóża Raduni wyłamywano wtedy serpentynit, służący do wyrobu narzędzi.
Góra Radunia – jak trafić ?.

szlak niebieski:
Przełęcz Tąpadła – 30 min,
Przełęcz Słupicka – 45 min, Jordanów Śląski – 3 h 40 min.

Szczyt Raduni jest objęty ochroną jako rezerwat florystyczny „Góra Radunia”. Chroni on zespół rzadkich roślin przystosowanych do swoistych warunków glebowych i klimatycznych.

Źródło Srebrnik

Na szczycie zachował się monumentalny wał kultowy z luźno ułożonymi kamieniami, obejmujący główny wierzchołek i grzbiet na pd. – wsch. od szczytu o dł. ok. 2 km. Powstał na początku epoki żelaza (400 – 300 lat p.n.e.). Widoczny dziś wał o wysokości 40 – 60 cm otaczał „święte miejsce”, w którym oddawano cześć bóstwu księżyca. Na szczycie znajduje się zagłębienie tak zwana Kacza Kałuża, w którym znaleziono ułamki naczyń.
Starożytne wały kultowe
(wokół szczytu Radunia)
Poza kręgiem na zboczu góry znajdują się dwa święte żródła – Głębokie oraz Srebrnik, które były prawdopodobnie także miejscem kultu, przy których odkryto przedmioty z nim związane. Źródło Srebrnik używane prawdopodobnie do rytualnych ablucji. W tym miejscu odkryto przedmioty wykonane z brązu.

Wieżyca (Wierzyca)

Masyw Ślęży – Wieżyca (415 m n.p.m.)
 
Wieża widokowa – Wierzyca
Wieżyca, po wojnie zwana Górą Kościuszki, porośnięta jest karłowatymi dębami tworząc tzw. „świetlistą dąbrowę”. Tuż za szczytem na północ i wschód od wierzchołka zachowały się relikty kamiennego wału kultowego. Na szczycie stoi masywna wieża widokowa zbudowana w latach 1905 – 07, wyremontowana i udostępniona do zwiedzania przez Towarzystwo Ślężańskie. Wieża udostępniana jest w słoneczne weekendy w sezonie od wiosny do jesieni. Z wieży przy dobrej pogodzie obserwować można Równinę Śląską i Wrocław, a także Karkonosze ze Śnieżką.
Zapraszam też na stronę Lasów Polskich poświęconą masywowi Ślęży: Ślęża dzieje przyroda

Rzeźby kultowe

Miś
Sobótka – Rzeźby kultowe
Kultowe rzeźby w okolicy góry Ślęży – oznaczone znakiem ukośnego krzyża, powstały najpóźniej w okresie 700 – 400 lat p.n.e. Wszystkie rzeźby kultowe są dziełem miejscowej ludności okresu kultury łużyckiej, która stawiała swoim bóstwom pomniki wykuwając z miejscowego granitu kamienne ciosy lub figury ludzi i zwierząt.
  • Niedźwiedź„, często nazywany misiem ślężańskim – kamienna rzeźba o doskonale uchwyconej charakterystyce gatunku zwierzęcia stojąca na szczycie Ślęży obok kościoła. Na brzuchu ma znak ukośnego krzyża.
  • Postać z rybą” lub też panna z rybą – kamienna rzeźba pozbawiona głowy i nóg, przedstawia człowieka odzianego w długą szatę, oburącz trzymającego wielką rybę. Na ciele ryby widnieje ukośny znak. Ustawiona w połowie drogi wiodącej z Sobótki na szczyt góry Ślęży przy czerwonym szlaku.
  • Niedźwiedź„, z utrąconymi przednimi łapami – znajduje się obok postaci z rybą. Ślad ukośnego krzyża wyryty na grzbiecie rzeźby.
  • Grzyb” lub tułów mnicha – fragment kamiennej rzeźby stojącej przy wschodniej ścianie Sanktuarium Św. Anny w Sobótce. Najprawdopodobniej jest to dolna część postaci człowieka w długiej szacie. Wyraźnie widoczny znak ukośnego krzyża.
  • Mnich” – kamienna rzeźba o kształcie przypominającym kręgiel lub wysmukłego naczynia. W miejscach niewidocznych: na podstawie bazy i na głowicy znajdują się znaki ukośnego krzyża. Znajduje się przy ul. Armii Krajowej w Sobótce prowadzącej do Domu Wycieczkowego „Pod Wieżycą”.
  • Kolumna Sobótczańska” (bez symboli znaku ukośnego krzyża) – w Muzeum Ślężańskim.

Znaki ukośne znajduja się ponadto na kamieniach i skałach:

  • dwa kamienie cylindryczne – w Muzeum Ślężańskim,
  • głaz gabrowy – u podnóża Plasterek,
  • kamień gabrowy – na Drodze Ślężan tuż za Rozdrożem pod Kamiennym Krzyżem,
  • głaz – na drodze Ślężan ponizej granicy rezerwatu przyrody,
  • kamień – na zakręcie Drogi Ślężan poniżej Husyckich Skał,
  • skała Kazalnica (Głowa) – na wierzchołku Stolnej.

Panna z Rybą

Ukośny krzyż(hipotezy):

I- wtórnie umieszczony na rzeźbach może być znakiem granicznym z 1209 roku, gdy dokonano podziału Ślęży między księciem Henrykiem Brodatym i Klasztorem Najświętszej Marii Panny we Wrocławiu.II – może być związany z pogańskim kultem solarnym
Mnich
 Kamienne wały kultowe

Tajemnicze konstrukcje kamienne zbudowane na początku epoki żelaza w formie kręgu usypane wokół Ślęży oraz Raduni i Wieżycy. Ułożone są one z różnej wielkości kamieni i bloków skalnych bez użycia zaprawy. Kręgi te oznaczały zasięgi miejsc świętych, gdzie odprawiano obrzędy religijne. Wały kamienne miały charakter kultowy. Strzegły miejsc bytowania bogów i pogańskich obrzędów religijnych. Związane były z ówczesnymi wierzeniami i praktykami religijnymi. Szczyt Ślęży otoczony został z południa, wschodu i północy wałem. Umocnienia na wierzchołku Ślęży mają ścisły związek z kultem religijnym.
Pogański kult religijny

W Masywie Ślęży oddawano cześć bóstwu słonecznemu, drzewom, źródłom, ciałom niebieskim (księżyc, gwiazdy) i zjawiskom atmosferycznym (deszcze, burze, wiatry).
Wykopaliska archeologiczne pozwalają z dużym prawdopodobieństwem określić początki wierzeń religijnych na Ślęży do początków tutejszego osadnictwa, a więc jeszcze do epoki kamiennej. Ówcześni ludzie bezradni wobec potężnych sił przyrody, przewyższających ich zjawisk przyrodniczych, patrzyli na nie z podziwem i przerażeniem, dopatrując się w nich jakiejś nadludzkiej działalności, działalności bogów. W ten sposób w wyobraźni pierwotnych mieszkańców okolic Ślęży rodziły się postacie bóstw słońca, ognia, piorunów i urodzaju, jako szczególnie ważnych w życiu człowieka, otaczanych specjalnym kultem. Siedziby owych fantastycznych bogów doszukiwano się w jakichś niezwykłych miejscach, jakby specjalnie w tym celu stworzonym przez naturę.
Wykopaliska archeologiczne dostarczyły wielu dowodów na działanie w tym miejscu prężnego ośrodka kultowego. Spośród szeregu drobnych przedmiotów, z których część używana była do zabiegów magicznych, na szczególną uwagę zasługują gliniane i kamienne krążki symbolizujące słońce. Silnych wielowiekowych tradycji pogańskich ześrodkowanych na Ślęży nie mogło łatwo zatrzeć krzewiące się od X w. chrześcijaństwo.
Chrystianizacja

Ślęża była ważnym ośrodkiem pogańskich praktyk religijnych – ich początki sięgają epoki brązu (700 r. p.n.e.), a upadek przypada na okres wczesnego średniowiecza. Rozkwit sanktuarium związany był z osadnictwem celtyckich Bojów. Pod koniec IV w. p.n.e. grupy Bojów założyły sanktuarium na górze Ślęży. Musiała stać się miejscem działalności chrystianizacyjnej. Zainicjował utrwalenie nowej ideologii Piotr Włostowic (Włast), fundując klasztor augustianów. Zakonnicy reguły Św. Augustyna przybyli około 1140 roku i, jeśli wierzyć XII-wiecznym dokumentom, zbudowali kościół oraz klasztor na samym szczycie góry. Chyba dla ułatwienia tej budowy powstała też wówczas mała osada obok źródełka Jakuba (100m w prawo od szlaków żółtego z czerwonym prowadzącym z Sobótki na Ślężę, na wysokości około 480 m) – odkryto szczątki ceramiki i warsztatu kamieniarskiego, oceniane na XIII-XIV wieku. Trzeba jednak dodać, że takich małych osad lub zagród dla zwierząt na zboczach góry powstało wtedy więcej. Zaledwie po 10-15 latach augustianie opuszczają jednak Ślężę i przenoszą się niżej. Być może do Sobótki-Górki, gdzie powstała ich prepozytura, albo też od razu do Wrocławia na Wyspę Piaskową. Dlaczego zakonnikom nie odpowiadał szczyt góry, nie wiemy na pewno. Może wiąże się to z uśmierceniem ich mecenasa Piotra Włostowica. Domyślamy się, że Wrocław był dla nich wygodniejszą i atrakcyjniejszą siedzibą. Stamtąd zarządzali swymi posiadłościami, w tym osadą (jeszcze nie miastem) Sobótką i targami odbywającymi się tam w soboty. W 1209 r., w wyniku umowy-układu z księciem Henrykiem Brodatym, augustianie posiadają już tylko połowę góry. Wschodnia i południowa jej część wraz ze szczytem przechodzi w ręce książęce. Z tym faktem wiąże się powstanie granicy, której przebieg wytyczono w terenie m.in. na kilku skałach i kamiennych rzeźbach za pomocą znaków X. W latach pięćdziesiątych – sześćdziesiątych XX w. uważano te ryty również za elementy kultu pogańskiego (tzw. krzyże solarne). Tymczasem wszystkie zachowane na zboczach góry znaki ukośnego krzyża (po uwzględnieniu pierwotnego usytuowania rzeźby niedźwiedzia) leżą wzdłuż tej właśnie granicy. Co więcej, ich głębokość, przekrój i kształt ścianek są do siebie podobne – jakby wykonywano je według ścisłych wytycznych. W 1494 r. augustianie dokupili resztę góry Ślęży. Teraz w całości należała do nich aż do kasaty zakonu w 1810 r.
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 661 obserwujących.