białczyński

Kira Białczyńska – Przyroda Galapagos i Guayaqil (foto- część 1 – 2013)

Opublikowany w przyroda, przyroda do ochrony, Wiara Przyrody przez bialczynski w dniu 1 Lipiec 2013

Okeanos (Oce-An, Ociec Anczudka), czyli Otaczający Ziemię Bóg Toni, Władca Wód – Pan Wielkiej Wody i jego skarby

IMG_9356An to Bóg Księżyc, Oce – Ociekający, Otaczający. An Czud, bóstwo znane Rusi, potwierdzające związek Wielkich Wód i Księżyca.

IMG_8696 Ocean – Oceanus – Około-Nas, Około- Nus.

IMG_8839

IMG_8857

IMG_8889

IMG_8908

IMG_8936

IMG_8968

IMG_8974

IMG_8976

IMG_8996

IMG_9003

IMG_9031

Jaszczurki i trochę ornitologii

IMG_9104

IMG_9108

IMG_9123

IMG_9148

IMG_9153

Na brzegu (żółwie z Galapagos i inna gadzina)

IMG_9159

IMG_9168

IMG_9177

IMG_9185

IMG_9186

IMG_9199

IMG_9218

IMG_9246

IMG_9247

Opuncje jadalne

IMG_9263

IMG_9204

IMG_9156

Gość w niebieskich kaloszach

IMG_9274

IMG_9279

IMG_9280

IMG_9282

IMG_9291

IMG_9297

Kira i warany

IMG_9299

IMG_9301

IMG_9311

IMG_9314

Śpiąca Królewna

IMG_9332

Płaszczki

IMG_9333

IMG_9336

IMG_9342

IMG_9346

Tan 6 Wielki – Kres (fragment z pierwszego numeru kwartalnika “Słowianić”)


© by Czesław Białczyński, ® Marek Hapon, Jerzy Przybył, Maurycy Gomulicki, Kira Białczyńska

Kwartalnik “Słowianić” rozrósł nam się niesłychanie i jego pierwszy numer, który już można nabyć w Wydawnictwie Slovianskie Slovo – ma aż 180 stron, w tym wiele koloru i wiele nowej słowiańskiej myśli. Prezentujemy tutaj okładkę i fragment 40-stronicowego artykułu na temat Święta Kresu

okład slowianic nr 1

(Krasz, Kupalia, Kupała, Kopernocka, Sobótka-Samobudka, Stado, Świętoruja, Wianki, Noc Świętojańska, Czara-Czarkan – Niebiańskie Dzikie Łowy Lata)

 Kwiat

 Marek Hapon

 

Wstęp

Letnie Przesilenie, kosmiczne święto czczone przez Słowian od starożytności do dnia dzisiejszego.

Wydawałoby się, że o Sobótce i Nocy Świętojańskiej, zwanych też Kupaliami nie da się powiedzieć już nic nowego. Wszystko podobno zostało napisane i powiedziane. Jak się przekonacie nic bardziej mylnego. Pisano bowiem dużo, lecz z sensem nie napisano dotychczas prawie nic. Na temat tego święta pisze się mnóstwo, lecz zawsze nieodmiennie płytko, jakby z punktu widzenia „obcych”, którzy zostali zrzuceni w desancie z uczelni wyższych „cywilizowanego świata” pomiędzy „słowiańskich buszmenów”. U nas w Polsce za opisami tymi stoi przeważnie ideologia któregoś z trzech modnych współcześnie światopoglądów, dominujących w cywilizacji Zachodu: „naukowego”, ateistycznego, lub chrześcijańskiego.

Światopogląd „naukowy” sprowadza opis tego święta do przedstawienia obrazu z punktu wąsko pojętych dyscyplin takich jak ludoznawstwo, antropologia kultury, religioznawstwo, czy etnografia. Wzięliśmy słowo „nauka” w cudzysłów, bo po prawdziwym opisie naukowym spodziewalibyśmy się pełni i syntezy, a otrzymujemy zawsze niezmiennie fragmentaryczne analizy uzupełnione piramidalnymi konstrukcjami odwołującymi się do archetypów i fenomenów socjo-psychologicznych. Tak jakby świętowanie i potrzeba świętości nie były żadnymi normalnymi formami aktywności ludzi, lecz  jakimś dziwowiskiem, obserwowanym przez „człowieka cywilizowanego” w „egzotycznym, niezrozumiałym kraju i plemieniu”. Światopogląd chrześcijański każe obserwatorom tego zjawiska opisywać je z wyżyn swojej jedynie słusznej religii, oceniać i spłycać, podrzucać co chwilę jakieś szczegóły, które mają dowieść braku logiki tych obrzędów, ich zabobonności, pustoty rytuału i podkreślić  ich związki z zakazaną magią oraz czarami, które są oczywiście według tejże religii albo czarną magią zabronioną, albo nieskutecznym zabobonem. Przede wszystkim opis ten opowiada zawsze niezmiennie o owych obrzędach jako o ciekawostce z przeszłości, którą udało się u przodków współczesnych światłych wyznawców chrześcijaństwa na szczęście z powodzeniem wyplenić. Jest to według tych opisów czynność naganna, archaiczna, zbędna, co najwyżej ciekawostka bez żadnej głębszej myśli i podkładu filozofii.

Światopogląd ateistyczny z kolei kładąc nacisk na ten sam element archaiczności i zabobonu oraz magii sprowadza opis zjawiska do przedstawienia go jako okazji do dobrej, niezobowiązującej zabawy odtwarzającej przeszłość, do rodzaju przebieranego przyjęcia związanego z określonym terminem w przyrodzie. 

Wszystkie te sposoby podejścia do tematu  ograniczają się do wskazania w co dawniej wierzono, nie docierając nawet w przybliżeniu do istoty owych starożytnych wierzeń. Współczesność zaś obrzędów Kresu ukazują, jako etnograficzne szczątki kultury, która dawno umarła.

My, wyznawcy Przyrodzonej Wiary Słowian wiemy jednak, że jest to tradycja żywa i głęboka w swojej wymowie sięgająca najbardziej rudymentarnych związków człowieka z Ziemią, z Przyrodą, z Wszechświatem, sięgająca swoim rytem i wymową symboliczną korzeni ludzkiego bytu i ziemskiego życia w ogóle. Pamiętajmy przede wszystkim, że osądy wartościujące typu wyższościowego, występujące w opisach tych pogańskich obrzędów i czarów kreślonych przez chrześcijan czy ateistów, typu: „wierzono w magiczną moc”, „wierzono, że zioła te chronią przed…”, „wierzono, że ogień oczyszcza i chroni przed…”  są absurdalnymi, zupełnie nieprawdziwymi sądami pejoratywnymi. Współczesna fizyka kwantowa udowodniła ponad wszelką wątpliwość, że wiara obserwatora w wynik eksperymentu ma wpływ kwantowy na ów wynik. Psychologia i medycyna udowodniły zaś, że wiara w skuteczność leczenia i ochronę przez pastylkę określonego leku lub przez zabieg chirurgiczny, jest skutecznym lekarstwem (zabiegiem) i ochroną samą w sobie. Zatem jeśli ktoś wierzy w magiczną moc ziół to one tę moc posiadają! Jeśli wierzysz mocno w oczyszczający charakter skoków przez ogień lub chodzenia po ogniu, to zostaniesz oczyszczony i ochroniony przez ten zabieg. Jest to właśnie przejaw myślenia naukowego  i racjonalnego, a nie zabobonnego.  

Obrzędy Kresu, zwanego też Krestem, Kraszeniem, Kryszeniem, Wiankami, Kupaliami, Kupalnocką, Kupernocką i Sobótką – jak i wszystkie pozostałe obrzędy publiczne wielkich świąt wiary przyrodzonej słowiańskiej, zawierają w sobie pełne symboliczne odniesienia do całościowego obrazu jaki daje człowiekowi praktyczna obserwacja świata. Płyną one wprost z tejże obserwacji i są odwzorowaniem zjawisk naturalnych  uosobionych w postaciach i przedmiotach świętego spektaklu, który jest odbiciem symbolicznym obserwowanych interakcji między mocami i żywiołami rządzącymi przyrodą naszej planety. Obrzędy te i symbole są żywymi odpowiednikami pojęć z Mitologii Słowian przeniesionymi ze sfery jej treści/zapisu  w sferę uświęconych czynności, uświęconych przedmiotów i obrazów wyrażanych przez modły medytacyjne, pieśń i taniec transu oraz muzykę-hudbę zbiorowej ekstazy.  Mit wierzeniowy Wiary Przyrody nie jest nigdy fałszem ani baśnią, jest poetyckim, holistycznym zapisem obserwacji przyrodniczej.

 Piszący na ten temat, przeważnie w popularnych tygodnikach tuż przed letnim przesileniem,  skupiają się zawsze na powierzchni, jakby ich zmysł obserwacyjny i analityczny nie sięgał głębiej poza to co widać wprost, a nawet jakby patrząc na obraz nie widzieli jego barw i odcieni, czy głębszych warstw symbolicznych, a tylko czerń i biel. Taką próbę opisu święta Kresu można porównać do próby opowiedzenia treści obrazów Salwadora Dali bez znajomości kultury Zachodu i psychologii głębi. Po prostu dziwaczna scena, dziecięca zabawa. Osoby opisujące Kres, w tym poważni naukowcy pretendujący do miana antropologów kultury i etnografów,  nie próbują nawet wskazać jakie rzeczywiste znaczenie mają te obrzędy i co uczestniczący w nich dzisiaj wyznawcy Wiary Przyrodzoney Słowian tak naprawdę czczą, co demonstrują, co przeżywają. Można by to zjawisko sprowadzać do ideologicznego zaślepienia: chrześciajnocentryzmu lub ateizmu obserwatorów niezdolnych pojąć obcych im sakralnych rytów, ani tym bardziej związać ich znaczenia z filozofią przyrody (naturalną). Jest to jednak tylko jeden aspekt tej niemożności i niechęci do odnalezienia głębszych wątków w rudymentarnych słowiańskich obrzędach i świętach pogańskich. Pragnienie zdeprecjonowania dawnych wierzeń i obecnej wiary naturalnej Słowian jest rzeczywiście jedną z przyczyn spłycania interpretacji lub wręcz sprowadzania jej do poziomu propagandowego kłamstwa. Jedną ale nie jedyną. Często autorzy opracowań na temat Letniego Przesilenia posuwając się do obraźliwych dla wyznawców Wiary Przyrod(zone)y Słowian stwierdzeń, nie mają nawet świadomości, że naruszyli czyjeś sacrum i dokonali obrazy czyjegoś wyznania, religii, która jest żywa i posiada w Polsce licznych wyznawców. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego jest to zjawisko nagminne? Jest ono wynikiem wtórnego kulturalnego analfabetyzmu Polaków, który jest powszechny we współczesności naszego kraju. Nie jest to działanie specjalne, wynikające z jakiejś złośliwości, lecz działanie, które bierze się ze znanego psychologicznego mechanizmu „wyparcia z pamięci zbiorowej” szczególnie traumatycznego przeżycia z dalekiej przeszłości. Tym zdarzeniem była dokonana na Słowianach przemocą chrystianizacja. Działanie, które zniszczyło doszczętnie dawną kulturę w wymiarze społecznym i zepchnęło ją, ograniczyło, do praktykowania w ukryciu, w prywatności, indywidualnie, w tajemnicy przed innymi. Analizuje to zjawisko doskonale Maria Janion w książce „Ta niesamowita słowiańszczyzna”.

Zjawisko wtórnego analfabetyzmu kulturowego jest charakterystyczne dla narodów, które zostały podbite i zasymilowane przez cywilizację i kulturę najeźdźców. Takie narody są odseparowane od własnych korzeni, tracą ciągłość kulturową i stają bezradne naprzeciw symboli używanych przez własnych Dziadów. Dodatkowo te pokolenia, które zapominają stopniowo znaczenie rodzimej tradycji, nasączane są nowymi wzorami i wierzeniami pochodzącymi z zewnątrz (od najeźdźców), które mieszają się z tym co dawne i własne, w niezrozumiałe i jeszcze mniej czytelne symbole, obrzędy, wierzenia i rytuały. Kiedy patrzymy na współczesne katolickie rytuały i obrzędy widzimy gołym okiem ich pogańskość ukrytą tuż pod cienką powierzchnią „nowego”. Dziecko katolickie zapytane w Niedzielę Palmową – Co dzisiaj czcimy?, odpowiada: – Czcimy dziś, barwinkiem, tymiankiem i rutką z których pleciemy palmy, tryumfalny wjazd Chrystusa do Jerozolimy! Tylko, że rutka, barwinek i tymianek nie występują w Jerozolimie, Chrystus wjechał tam na osiołku trzymając liść daktylowej palmy, a nasze palmy budowane są na wysokość 30 metrów i zdobione setkami kolorowych kwiatów polnych. Każdy z tych kwiatów, jak maki, niezapominajki, malwy, chabry czy kąkole, ma swoje odmienne znaczenie sakralne. 

Spróbujemy tutaj przedstawić filozoficzne i sakralne znaczenie Święta Kresu, jakie było mu nadawane w starożytności przez Słowian, a także jakie nadają mu dzisiejsi rodzimowiercy w Polsce.  Naszą intencją jest bowiem przywrócenie każdemu Polakowi/Słowianinowi, każdemu  kto zechce się z niniejszym tekstem zapoznać, możliwości pełnego przeżywania i rozumienia tego dorocznego wydarzenia z zakresu wiary naturalnej.

Na szczęście my Polacy nie znaleźliśmy się w sytuacji tak trudnej jak te narody Ziemi (w tym słowiańskie), które w efekcie militarnego i kulturalnego podboju utraciły swój rodzimy język. Nasz język ocalał, mimo 200 letniego procesu systematycznego wykorzeniania go z życia, w sposób „naukowy” poprzez łacinizację, germanizację i rusyfikację. Skoro ocalał zaś język to ocalały także podstawowe święte słowa, które budowały strukturę naszych podań i mitów , naszej pogańskiej wiary i naszej tożsamości oraz filozofii przyrodzonej. Z tej mitologicznej konstrukcji językowej wynikały takie społeczne konstrukcje i instytucje jak struktura plemienna, prawodawstwo, porządek społeczny, ład filozoficzny, stosunek zbiorowy do środowiska i przyrody, a więc i codzienne podejście do egzystencji i naturalna wiedza każdego członka społeczności o otaczającym nas świecie. Wynikały z tego dziedzictwa tak zdawałoby się odległe symbole jak herby rycerskie i flagi narodowe oraz tak podstawowe zjawiska architektoniczne jak budowa domów na zręb i stawianie słowiańskich wiosek czy gródków w pagi (pągi) – okręgi, okoły. Liczni pisarze, jak Joachim Lelewel w „Bałwochwalstwie Słowian”, Kazimierz Moszyński w swojej „Kulturze ludowej Słowian”, czy Oskar Kolberg w swoim wielkim dziele „Lud” oraz wielu innych, dowiodło w prosty i piękny sposób przy pomocy opisu, że najprostszy chłop, niepiśmienny przedstawiciel ludu, jako człowiek, jako członek społeczności plemiennej posiadł całkowite wyposażenie filozoficzne do tego, by odbierać świat w pełni i wartościować jego zjawiska w sposób pozwalający mu przeżywać świętość zdarzeń zachodzących dookoła, jak i egzystować we właściwy sposób w codzienności, tak aby zapewnić powodzenie sobie samemu, rodzinie oraz lokalnej społeczności. Świat prostych ludzi pokazany przez tych zbieraczy zwyczajów ludowych jawi się jako przestrzeń wypełniona przez sacrum w najdrobniejszych przejawach i w całej rozciągłości. Jeśli tak jest na najprymitywniejszym poziomie egzystencji zapracowanego człowieka, zniewolonego rytmem konieczności egzystencjalnych do rodzaju niewolnictwa w stosunkach z siedliskiem, z ziemią oraz z przyrodą, to można sobie wyobrazić łatwo wyższe poziomy sublimacji religijnej, wierzeniowej i filozoficznej Słowian, które nie mogą być prostsze i prymitywniejsze, lecz były/są nieporównanie głębsze i skomplikowane.

Tyle tytułem wstępu, który przygotowuje grunt pod to czego za chwilę doświadczycie.

Święto Kupały – Dzień Światła Świata – Dzień Wielkiego Zwycięstwa Światła Świata nad Siłami Ciemności, Dzień Przesilenia. Jest to Dzień, w którym, Święta Biała Krowa – Świetlista Swątlnica-Świetlica-Wieczysta Przeczysta Skrzysta Dziewica – Bogini Której Nie Ma (Osiemdziesiąta Dziewiąta Siła), nazywana przez Kapiszty Wschodu Krową Zemuną, a przez nas również Strzęślą-Starzęślą i wieloma innymi imionami (Imiela-Jemioła, Matka Sława – Bogini Ptakokształtna -Orlica, Bogini Krowa – Matka Karmicielka, Wielka Bogini – Bogini Matka [Matka-Krowa], Bogini Nieuchwytna-Nieistniejąca – Swątlnica, Wąwolnica, Bedrik-Wedrik, Biedronka [Matka Owadzia, Bogini Żucza], Pieronka, Bogini Piru – Uderzenia Światłości,  Czara), zwycięża Ciemność  Świata, Nicę. Jest to jednocześnie Kres Sołu – czyli Koniec Okresu Królującego Słońca. Święto Stada, czyli zbiorowości i nowego stadła. Kres (Krasz), Kupalia, Kupała, to święto bogów miłości i żądzy. Sobótka, to święto Drzewa Świata. Wianki, to święto inicjacyjne zawierania nowych małżeństw. Noc Świętorujańska, święto płodności i urodzaju, sporzenia i mnożności. Niebiańskie Dzikie Łowy Lata – Czarkany (Czarkony, Cz-arkany), święto walki światła dnia z nocą, jasności z ciemnością.

UBERHAECKEL_Work_003Maurycy Gomulicki

Miejsce w kalendarzu i symbolika

Zwróćcie uwagę (widać to na Kole Daru Świata, boskim kręgu), że słowiański rok zaczyna się od Miesiąca Przeznaczenia – Świcienia (wyrównawczego, zwanego też Przedmarczykiem) i podąża poprzez miesiące Żywiołu Boru i Wody (będące także pod działaniem Plątów – Władców Kosza-Przypadku: „przypadkowego”, „nieprzeznaczonego” losu) do Miesiąca Żywiołu Uczuć (Kosza Kochania) – do Przesilenia Letniego. Jest to szczytowy moment rozkwitu  sił witalnych, żywotnych na północnej półkuli Ziemi.

Właśnie między 20 a 26 czerwca jest czas w Przyrodzie najbardziej sprzyjający sporowi-zarodkowi,  zawieraniu związków, płodzeniu i sporzeniu. Na łąkach trwa orgia zapylania kwiatów przez owady, na drzewach pęcznieją owoce, orzechy wypełniają się miąższem, tężeją ziarna w kłosach. Soczysta trawa pełna ziół stanowi najwartościowsze pożywienie dla zwierzyny. Pastwiska i lasy roją się od motyli i pszczół, bór tętni pełnią życia. To także czas najlepszy dla ludzi czynu – podjęte w tym czasie przedsięwzięcia kończą się zwykle niesłychanym powodzeniem.

Jednocześnie od tego dnia będącego Świętem Wody i Ognia (także Ognia Namiętności i Miłości), Światła Niebieskiego i Wiatru, plennych Zarodków i Matki Ziemi rozpoczyna się powolny upadek owych witalnych sił, ich uspokojenie, przejście w stan dojrzewania i dojrzałości, aż do całkowitej Źrałości w kolejne wielkie święto – Święto Dziewiątego Miesiąca – Święto Zrównania (Dnia i Nocy, Sił Stwórczych i Zachowawczych – Sił Postępu i Uwiądu) – w Święto Plonów, Święto Jesieni, w Dożynki.

Święto Kresu obchodzi się jak widać w nierozerwalnym związku z obrzędowym kalendarzem dorocznym, kalendarzem który wynika z obserwacji nieba i gwiazd oraz z wiedzy astronomicznej ludu i jest powiązany z kalendarzem uprawy ziemi i hodowli. Święto to obchodzono dawniej w Pełnię Księżyca, która pokrywała się ze Słoneczną Kulminacją, czyli w Pełnię najbliższą Najdłuższego Dnia  roku.  

Jest to Wielkie Szczególne Święto – Święto Wielkiego Powodzenia i Niewyobrażalnego Sporu, Święto Trzech Koszów, Święto Roda i Przyrody, Święto Ognia i Wody, Święto Matki Ziemi i Matki Borów, Święto Wieńca – Święto Światła Świata, Święto Swątlnicy-Jimieli-Swątbody-Samobyty-Strzęśli.

Jest to nie tylko święto ognia i wody, ale także wiatru i powietrza, słońca i księżyca, urodzaju, płodności, radości i miłości. Żeby w pełni zgłębić tajemnicę tego święta musimy sobie uświadomić pełny sens zawarty w jego licznych mianach, nazwaniach i określeniach, ale także musimy mieć świadomość doniosłości owej daty w jakiej się ono odbywa i jego związków z tajami, symbolami magicznymi, znakami i czertami (cyframi czarownymi). Wszystkie wymienione dotychczas powyżej nazwania tego święta są uprawnione, ponieważ każde z nich odzwierciedla pewien etap obchodów i rodzaj obrzędu.

Dawniej przygotowania i różne małe obrzędy związane z tym świętem rozpoczynały się 20 dnia szóstego miesiąca roku, czyli w Polsce 20 czerwca (ten miesiąc ma w krajach słowiańskich różne nazwy). Trwały zaś do dnia 26 czerwca, a kulminację miały w Noc Świętorujańską 22 czerwca, Noc Pąpu Rudzi  23 czerwca, i następnego Dnia Wianowania  – 24 czerwca.  Zwróćmy uwagę na 6 miesiąc i kulminację święta w dniu 24=6. Czerta 6 wiąże się z Wodą i Narodzinami z Wód, jest symbolem Życia, i reprezentuje bogów narodzin – RODÓW, którym królują Rod – Pan Ludzkiego Plemienia (Pan Na-Rodu) i Przyroda – Pani Przy Rodzie Stojąca – Pani Siedliska, czyli Przyrody. Czerta 2 jest (20 = 2, to początek obchodów) symbolem Wielkiego Działu – Działu Działów (bogowie działu to Czarnogłów i Białoboga) , który tnie cały wszechświat wzdłuż pierwiastka męskiego i żeńskiego, wzdłuż osi Jaskrawości i Łagodonosci, wzdłuż osi Ostrości i Obłości, wzdłuż osi Jasności i Ciemności – pierwiastka in i yang . Czerta 8 (26=8) wyznaczająca zakończenie święta jest nie tylko symbolem Bogów Ognia, ale też symbolem Bogów Wiatru i Powietrza, którzy są Nosicielami Ducha i Duszy, nosicielami boskiego istu, istoty ożywionego bytu, boskiego płynu-pyłu, nośnika świadomości, samobudu, nussonu (ródzi, niesionu).

Dla strojonych w tych dniach olbrzymich kwietnych wieńców i małych indywidualnych ziołowych wianków, szkielet stanowić mogło tylko koło (lub wogół/wokół – wypukła półkula) wzmocnione rusztowaniem z czterech, sześciu albo ośmiu szprych.

Zacznijmy od podstawowego symbolu Wiary przyrodzonej jakim jest Równoramienny Krzyż zamknięty w Kole (Koło Czteroszprychowe). Jest to nie tylko jeden z symboli najwyższego Boga – Boga Bogów – Światła Świata (Świętowita), ale także symbol Bogów Stron i Pór czyli Kirów – Władców Czterech Kierunków Świata. Ich dawne miana to Jaryła-Jarowit (Wiosna), Gaja-Rujewit (Lato), Yasza-Jastrób/Jasień (Jesień) i Kolada-Kostrub (Zima). Wiążą się z tymi bogami cztery zwierzęce symbole i jednocześnie cztery podstawowe znaki Zodiaku oraz Cztery Największe Tany, święta obchodzone właśnie w okresach Przesileń i Równonocy. Te znaki zodiakalne to Byk (Krowa), Smok (Lew), Skarabeusz/Wedrik (Skorpion) i Orzeł/Łabędź (Wodnik). Zwierzęta symboliczne występujące w związku z tymi znakami to także oprócz lwa – kot, dzik, wąż albo smok, oprócz byka – krowa, oprócz skorpiona – skarabeusz, biedronka/wedrik, karakon, a wodnik to inaczej wodny ptak – kaczka, łabędź, żuraw, bocian, albo orzeł. W okultyzmie, a także przez różne ezoteryczne systemy religijne są owe znaki zodiaku nazywane Filarami Ziemi. Kwadratura tych czterech Filarów Ziemi jest od starożytności wyznacznikiem porządku astronomicznego wszechświata i porządku wszelkich systemów kalendarzowych. Systemy świętych miejsc (wzgórz, gór, gajów, jaskiń), a następnie budowane na tych świętych miejscach świątynie, wyznaczano w taki sposób, aby słońce w danym znaku zodiaku na niebie pokazywało się, o świcie w dniu przesilenia/równonocy, dokładnie „na ołtarzu” świątyni lub na środku wierzchołka świętego wzgórza. W ten sposób łączyło ono ten ośrodek pierwszym wschodzącym promieniem światła z najważniejszą gwiazdą zodiakalnego gwiazdozbioru tego momentu czasu. Cztery ramiona krzyża wyznaczają zatem cztery przesilenia i miejsca wschodu słońca w zodiaku w dniach tych przesileń.  

 

Jerzy  przybyl słońce jeleńJerzy Przybył – Zachód Słońca

Trzeba od razu zaznaczyć, że przesilenia są jednocześnie naturalnymi momentami dla dokonania różnego rodzaju inicjacji w ludzkich grupach, w społeczności. Inicjacje wiążą się z osiąganiem przez młode pokolenie dojrzałości do podjęcia różnorodnych „dorosłych” funkcji w plemieniu. I tak z wiosną wiązały się na przykład postrzyżyny u chłopców, czyli osiągana przez nich dorosłość do pełnienia prac gospodarczych. Tak zwana palma wielkanocna jest pokazem sprawności młodych parobków do wyrąbania naprawdę wysokiego drzewa i dźwignięcia oraz obniesienia go dookoła wsi w pochodzie Zaklinania Okręgu (pagu, pągu – skąd słowo poganin), odstraszającym Moce Ciemności przy pomocy demonstracji siły huby-muzyki, hałasu dzwonków i bębnów oraz strzelania z bata i specjalnych tanów wykonywanych w drodze. Dla dziewcząt był to czas malowania jajek, ale także zdobienia kwiatami i ziołami owych „palm”, czyli wiech, symbolizujących „drzewo świata”, „drzewo życia”. One również musiały udowodnić, że znają symbolikę i mity oraz potrafią wykonać właściwe czynności, aby wyrazić w praktyce te święte symbole.

SW pisanki huculskie comenius-43

Jajo: pisanka, kraszanka

Trzeba tu dodać kilka zdań na temat kraszenia jajek i pisania rytów na nich. Otóż w dawnej obrzędowości Słowian jajo było jednym z najważniejszych symboli – Jajo Świata to początek wszelkiego Istnienia, to Pienna Pleń, Kłoda-Płoda, Zarodek Drzewa Świata, Samobud (Samobyt) forma z której narodził się Świat i Światło, z której poczęto życie. Dlatego jajo było świętym obiektem wszystkich czterech  Największych Tanów. W powszechnej świadomości Polaków przetrwały dwa rodzaje świętych jaj: pisanki i kraszanki. Dzisiaj obydwa te rodzaje świętych jaj są związane wyłącznie w obrzędami Wielkiej Nocy Nowego Słowiańskiego Godu-Roku. Jednakże dawniej występowały cztery rodzaje świętego jaja. Pisanki związane z wiosną są zapisem mitu, popisem wiedzy dziewcząt na temat rytów i wzorów zawartych na Materii Świata, Baji, i na ścianach Owalu, tweru-zamyku Swąta – który ma kształt Jaja Świata. Pisanki były jednobarwne i ryte w skomplikowane wzory związane barwą i kształtem rytu z poszczególnymi bóstwami, tynami (domami) bogów, z poszczególnymi energiami kosmicznymi. Stanowiły ich symbole. Kraszanka natomiast jest to jajo związane z obchodami Święta Kresu-Kraszu, z Bogami Miłości takimi jak Dziewanna-Krasa, Dziwień-Kupała-Kraszeń (Krzeszeń, Kryszna), Krasna Pani – Krasatina, i Zielona Pani – Dziewona-Ziewuna-Dzieldzielija-Niekrasa (Okrasa, Dzidzilela). Jajka te są malowane w kwietne symbole, są barwne, pyszne kolorystycznie, piękne – czyli krasne. Noszą one na sobie kwietne symbole poszczególnych bóstw. Obrzędy jesienne związane były z jajami  naturalnymi, jako częścią plonu, nie gotowanymi lecz surowymi, co najwyżej barwionymi kolorem boskim „na zimno”, bez żadnych rytów i wzorów. Natomiast w obrzędach zimowych jajo występowało w takiej formie jak to ma miejsce podczas Tanu Święta Przodków czyli Święta Zmarłych, lub uroczystości pogrzebowych  – tryzny, bdyny i stypy, kiedy na grobach odbywa się ucztę poświęconą przodkom (zmarłemu), podczas której spożywana jest jajecznica – jajko rozbełtane, ugotowane, usmażone, czyli „zdeformowane” (symbolicznie uśmiercone). Jajka zimowe to także wydmuszki – czyli jajo puste, które ubierało się w strój i zdobiło w „strojach” (ozdobach zewnętrznych) do powieszenia pod sufitem na Świetliku (Stroiku, Świacie) lub na choince. 

Kres – Święto wszystkich bogów, Święto Wierchy (Drzewa Świata- Sągu Bytu, Samobytu-Sąbudki, Kłody-Płody, Pala Swąta), inicjacji, odrodzenia światła i pamięci zmarłych

Nie inaczej niż w pozostałe Święta Największych Tanów było i w Święto Kresu. Te Cztery Największe Tany są bowiem świętami wszechstronnymi, świętami obejmującymi wszystkie boskie tyny (domy, rodzaje energii kosmicznych panujących nad Ziemią, wszystkim co żywe i nad człowiekiem), cały kompletny poczet Bogów, boski krąg. Są to więc zawsze także święta poświęcone pamięci Przodków a więc zawierają one w sobie Małe Tany – Tany Pamięci Przodków.

W Święto Kresu mamy także oprócz uroczystości związanej z astronomicznym przesileniem obrzędy inicjujące młodych do roli rodziców, zdolnych założyć rodzinę – to następny stopień po etapie postrzyżyn i dojrzałości do czynności gospodarskich – etap dojrzałości płciowej, dojrzałości do wydania potomstwa i utworzenia nowej rodziny – stadła, Tany Przejścia (Dojrzałości). 

W Kres, w główny dzień uroczystości czyniono też Sobótkę – Sąg Bytu, czyli obrzędowe święte drzewo, zwykle  z jednej z okolicznych starych wierzb (lub wiśni). Drzewo to jako symbol Wierchy-Wierzchy (Wierzchby – Drzewa Świata, Wiszu, Wiechy, Sągbudy), przybierane było kwiatami i kolorowymi wstęgami (bajorkami) w barwach poszczególnych boskich tynów (domów).

Pamiętajmy, że każde z przesileń czyli każdy z czterech Największych Tanów jest związany z Wielką Bitwą Niebieską lub Dzikimi Łowami Niebieskimi, czyli walką Sił Ciemności i Jasności, jest związany z walką Nocy i Dnia, z Odrodzeniem Światła Świata, z przesileniami położenia Słońca względem północnej półkuli Ziemi. Ten cykl odzwierciedlony jest niejako w Zodiaku czyli Pogańskim Krzyżu, ale też zawarty jest w micie i zwierzęcej symbolice, która wyrażona jest obrzędowo w orszaku odświętnym wiodącym pochód po zamkniętym Świętym , Czarownym Kole, Okręgu, Pągu – wokół danej wsi czy ośrodka grodowego. Dni owych świąt związane są z odbywającym się na niebie spektaklem przesilenia lub równoważenia Światła i Ciemności, występują w nich więc symboliczne postacie w orszakach związane z tym podaniem, ale też roślinne i zwierzęce symbole światła – takie jak Kwiat Paproci (Nowalia, Nowalis, Perunika, Kołowrót Perunowy), Świetlik – Świecący Owad (Wedrik), Iskra-Samobudka (a więc Krzesany Ogień, nowy ogień, jarzęcy), Żar (ogień gasnący, zadeptywany w korowodzie, stary ogień), Biała Krowa, Czarny Byk, Biały i Czarny Orzeł (Łabędź, Bocian), czy wreszcie Główka/Pała Kupały-Kraszenia odcięta przez Marę-Marzannę, ale odradzająca się w liściu kapusty czy łopucha i przyrastająca na powrót do boskiego ciała (symbol żądzy i żaru miłosnego). Odradzające się w Noc Kresu Ciemne Światło – Czarna Iskra – Biedronka-Swoboda-Samobytka, jest ścigane przez Zagony Władców Światła z Królującą Białą Świetlistą Krową na czele, toczona jest bitwa o unicestwienie odradzającego się Ciemnego Światła Nocy, symbolizowanego dalej w ciągu roku obrzędowego, przez Księżyc.

kira-kwiat-ppaproci-duzy-2Kwiat paproci – Kira Białczyńska

Letnie Baby   

Letnie Baby to Tan 13 Mniejszy, czyli typowe Święto Pamięci Przodków identyczne jak Dziady, z tym samym  rytuałem i symboliką. Stanowi ono obowiązkowy wstęp do pozostałych uroczystości. Odróżniano je jedynie nazwą związaną z pierwiastkiem żeńskim w obchodzie Równonocy Wiosennej i Letniego Przesilenia. Trzeba powiedzieć, że dawniej Słowianie czcili pamięć przodków pod dwoma nazwami: Dziadów i Bab. Święto Dziadów obchodzono w terminach związanych z męskim pierwiastkiem (czarnogłowskim) w przesilenie jesienne (Jasność, Jessa, Jasień) i zimowe (Ostrość, Kostroma), natomiast Święto Bab wiązano z ródczymi i wzrostowymi kobiecymi mocami (wiosna, lato).

Należy w sposób zdecydowany rozróżnić wszelkie rytuały i obrzędy związane z wywoływaniem duchów przodków, które mają przebieg podobny do opisanego przez Adama Mickiewicza w „Dziadach”, od zwykłych obrzędów pamięci przodków czczonych wizytą na smętarzach, żalnikach, gdzie pochowani są bliscy, czczonych jadłem, strawą czyli jajecznicą i wypiekami (chlebkiem, drabinami, zwierzyną skrzystą pieczoną) oraz napitkiem. Obrzęd ten odbywa się z pieśnią i tańcem wokół mogił, czy kopców grzebalnych, tzw. lelaniem. „Ileli, Leli, Ilelaj, Lelij…” to fraza żałobna łączona z pieśnią ładu życia i śmierci „Łado, Łado!…” towarzyszącą Stadu, czyli Sobótce-Kresowi.

hunza nn1chleb

Wypieki świąteczne, strawa, żertwa – chlebki świętorujańskie i rosoły

Każdemu wielkiemu świętu towarzyszą specjalne świąteczne potrawy ofiarne, żertwy i strawa – związane właśnie z nim. Żertwa to ofiara, część strawy. Strawa to świąteczny posiłek składający się ze specjalnych potraw – świętego chleba (wypieku z ciasta) i obiadu – obiaty. Typowym wypiekiem związanym ze świętem Kresu poza tzw. kładkami i drabinami (dla Bab i Dziadów, po których dusza schodzi przez otwór w szklanej, Welskiej Górze do Komory Sowiego w Zaświaty i Nawie), są chlebki świetorujańskie. Przetrwały one do naszych czasów wyłącznie jako nazwa „chleb świętojański” oraz jako produkt – pączki różane (pągi róży) z marmoladą różaną, utartą z płatków leśnych i polnych krzewów róż. Co dziwne pączki-pągi zostały zupełnie oderwane terminowo od obrzędów Świętoruji i związane z końcem karnawału czyli obrzędami Orszaku Zimowego (Zapustnego) i obrzędem Dziadów Zimowych.

Przy świętach pieczono też małe ciasteczka w kształcie skrzydlatych zwierząt welańskich; skrzydlatych-skrzystych jeleni, krów, wilków, żuków, ptaków.

Inną potrawą ofiarną związaną ze świętem Kresu było typowe danie obiatowe, obiad: rosół z koguta, skrzystego ptaka, ogniowego ptaka, ptaka-stróża kładu-skarbu, ptaka świtu, ptaka-gadaka. Rosół był potrawą ofiarną do tego stopnia ważną, że w miarę jak rosło bogactwo Polaków stał się on typowo świąteczną, niedzielną zupą, nie związaną już z konkretnym świętem. Rosół do dzisiaj spożywa się po wsiach polskich dokładnie w samo południe w dniu świętym. Dawniej była to żertwa i obrzędowa potrawa na Kres-Sołu – Roz-Sół, zupa, której część oddawano bogom w postaci żertwy – ofiary i przy okazji składano najróżniejsze obietnice – obiaty, w zamian za które, bóstwa dawały składającemu powodzenie. Potrawy obrzędowe tego święta były szczególnie tłuste, obfite, a przepijano je miodem pitnym, piwem, pienką lub wodą ognistą (gorzałką).

Zupełnie specjalnym pokarmem i ofiarą były też dzbany pełne leśnych owoców związanych z tym okresem: jagód (borówek), poziomek i malin. Ofiara z leśnych owoców znajduje odbicie w znanym i dzisiaj powiedzeniu: „Na Święty Jan jagód pełen dzban”.    

znak kwiat paproci

3 x 9, czyli 27 ziół, 27 rodzajów kwiatów i 27 kraszanek Brusu

Świętowanie KRAsu-Kresu rozpoczyna się od zbiorów ziół i kwiatów. Wpierw zbierane są od I kwadry do Pełni Księżyca zioła, które następnie suszy się w odpowiednich warunkach pod owinem – miejscem ogniska służącym w ogrodach dawnych Słowian do modłów, ale i suszenia ziół i wędzenia owoców i mięs, a także do odprawiania domowych obrzędów związanych z ogniskiem i do warzenia ofiarnych potraw – żertw. Miejsce to w najdawniejszych plemiennych czasach umieszczone było obok źródła wody i stanowiło źródło wiecznego, nigdy nie gasnącego ognia (żaru, waru) – domowe ognisko.

W powierzchownych opisach świąt Kresu wymienia się różne zestawy ziół, ale prawie nigdy nie znajdziecie ich w jednym miejscu wszystkich. Podaje się również zestawy kwiatów, ale nigdy wszystkie razem. Jest tych ziół bowiem 27 rodzajów, a także tyle samo rodzajów kwiatów, które reprezentują kosmiczne siły, jako że tyle jest boskich tynów (domów), a wszystkie one muszą być w obrzędzie reprezentowane. 27 dni miał w swojej najstarszej formie także obrzędowy miesiąc księżycowy (+ 3 święta – niedziele). Ponieważ tynów (domów boskich, rodzajów kosmicznej energii) jest 27 to i ziół i kwiatów i rodzajów kraszanek zdobionych kwietnymi i zielnymi symbolami owych domów boskich musiało być 27 (czerta 27=9).

W samych wieńcach występuje już jednak tylko 12 ziół, które są symbolami życia objętego opieką i oddziaływaniem Mocy. Symbolizują one 12 Bogów Mocy, a zarazem 12 miesięcy roku. Występuje też  czasami ziele trzynaste, świcieniowe, swątlnicowe, którego dodaje się tylko jedno pasemko do całości wieńca. W wieńcach występuje też tylko 12 rodzajów kwiatów – odpowiadających wyłącznie mocom a nie całemu pocztowi bogów (kręgowi welańskiemu).

Brus – osełka jest opisany w jednym z ważnych podań (Taja 22), jako symbol czasu-roku, podzielony na 12 części – Gniazd, wypełnionych przez 27 Jajec każde (27 zwykłych dni miesiąca księżycowego; trzy x dziewięć – oraz trzy niedziele, dnie bez działania – nie dziełane 12 x3 = 36), albo na 52 jaja o 7 żółtkach każde). Jest to symboliczny słowiański przekaz najstarszego kalendarza księżycowego znanego na świecie, widoczny także na tzw. Dysku z Nebry (Niebórza nad Onestrudą), który pochodzi z około 2000 roku p.n.e.. Zauważmy znów symbolikę 27 = 9 (324=9) oraz 36 = 9. To cały rok słowiański bez miesiąca wyrównawczego świnienia, który ma 6 dni. 9+9+6=24=6. 6 – czerta życia, poczęcia, źródła, doliny, 9 – czerta śmierci, końca, wierzchołka, szczytu.

27 rodzajów kraszanek to symbole wszystkich boskich tynów (domów), ale także symbole wszystkich dni będących w miesiącu pod opieką bogunów i boginek służących owym bogom. Wykonywano je w co najmniej trzech zestawach – trzy kosze. Jeden z nich zakopywano w ziemi jako jaja surowe (przechowywano je i zjadano w odpowiednim czasie), zwyczaj ten zachował się w Chinach jako „kiszenie” jaj. Drugi zestaw przeznaczano na wróżby obrzędowe i dekoracje, a trzeci przeznaczano do wspólnego zjedzenia, obdzielenia się wzajemnie częściami Jaja-Szczęścia, Jaja-Zarodka Życia, Jaja Symbolu Odrodzenia, Jaja Płodności i Sporzenia (mnożności i rozrodczości).

Ivan-Kupala-Night

Krzesanie – Palenie Ogni

Uroczystości Święta Kresu rozpoczynały się od zgaszenia przy pomocy żywej wody źródlanej wszystkich ogni domowych w obrębie świętującej wspólnoty. Świeży jarzęcy ogień krzesano zawsze tradycyjnymi metodami przy użyciu świdra ogniowego (czyli wierceniem świdrem drewnianym w drewnie). Według zachowanych opisów, w formie najbardziej archaicznej, dokonywano tego wbijając w ziemię brzozowy (dębowy) Koł-Oś (symbol pnia, osi Świata, kłody Świata, Drzewa Drzew, falliczny symbol Pala Kupały), na który nakładano poziomo ośmioszprychowe koło z jesionu (lub lipy – żeński symbol Bogini Ognia –Swary, lub Bogini Światła Niebieskiego – Dażbogi-Dany). Kręcono owym kołem tak długo aż się nie zapaliło. Następnie toczono płonące koło od ogniska do ogniska. Tu podpalano koszyczki z mchu i huby, a następnie rozdmuchiwano ogień i zajmowano nim złożone w ogniskach wieńce z 27 ziół (ususzonych wcześniej przy owinie). Wiechcie roznoszono po okolicy i podkładano pod ogniska, które były wspólne dla całych wiosek i siół. Palenie ognia odbywało się na wzgórzach, w odkrytych miejscach, tak że poszczególne zadrugi, wsie i plemiona widziały nocą nawzajem owe ognie na sąsiednich wzgórzach, dzięki czemu miały poczucie wspólnoty życia pośród ciemności bitewnej nocy. Ze świętych wzgórz i kopców toczono też w tych dniach podpalone ogniste bele siana. Ze specjalnych proc wystrzeliwano w niebo ogniste race (dzisiaj ognie sztuczne). Między płonącymi belami siana prowadzono bydło, aby także oczyściło się w tym jarzęcym ogniu i wonnych dymach.

Czordana Czarna KrolowaCzarodana  – Jerzy Przybył

Dzikie Łowy Niebieskie – Czarkan-Kraczun

Na niebie rozgrywała się w tym czasie wielka bitwa zwana Dzikimi Łowami, czyli polowanie Sił Jasności na Odradzające się Ciemne Światło – Światło Nocy. Siły Ciemności nie pozwalały się pokonać, Ciemne Światło było w tych łowach niezmiennie ocalane, mimo wielkiej przewagi Jasnych Bogów dowodzonych przez Białą Świetlistą, Skrzydlatą Krowę. CZARKAN – Dzikie Łowy Niebiańskie na Bodre Światło (odradzające się Światło Świata), odbywał się także w grudniu, lecz na zasadzie odwrotnej, polowania na odradzające się Światło Dnia.  Nazywano go w zimie KRACZUNEM (K-RA-Czyn, K-rak-Czyn, Ka-RA-Czyn, Czar-Czyn, CzarCzyst, Czary Czas i Czarów Czas, CZARKAN, CZARKON, Czar-iskon). W zimie, łowy rozpoczynały się po Krojach, czyli trzydniowym Staniu Słońca. Słońcestanie to okres, gdy dnia nie ubywa ani nie przybywa, a Światło Bodre się rodzi.

Od następnego ranka po Dzikich Łowach  Siły Ciemności umacniały się nieustannie, a Księżyc – Światło Nocy nadal przybywał i zmierzał do Pełni przypadającej na ostatni dzień święta. Dzień stawał się też od tej bitwy niebieskiej coraz krótszy, a noc coraz dłuższa. W Dzikich Łowach Niebieskich biorą udział wszyscy bogowie, chociaż nie wszyscy z nich mają w nich jednakowo ważną rolę do spełnienia. Bierze w nich udział także skrzysta zwierzyna welańska (wszelkie mityczne stwory), stworze (bogunki i bogunowie – duchy pomocnicze Żywiołów i Mocy) oraz wszystkie zdusze (demony – wywleczone przez siły ciemności z różnych zakątków Ziemi i z Zaświatów). Charakterystyczny jest niewielki udział Swaroga – Pana Ognia Niebieskiego i Swarożyca – Pana Słońca, w tych starciach. To zachowanie Swaroga i Swarożyca podkreśla, że nie słońce jest centralnym elementem łowów i bitew, lecz Światło Świata – Iskra Boga Bogów – Samobudka-Swątboda (Sobótka). 

witold-chomicz noc kupalnaWitold Chomicz – Wianki

Ogień i Woda – Odrodzenie w 12 Mocach i 12 Miesiącach

Ognie palono blisko wody, rzeki, strumienia, źródła świętego. Ognisko układano z dwunastu pni symbolizujących 12 Mocy Panujących nad Wszystkim co Żywe i jednocześnie 12 miesięcy (12+ 1 Braci Miesięcy, z których Świcień był Miesiącem Zagubionym). Początkowo były to pnie dwunastu gatunków drzew, odpowiedników symbolicznych Bogów Mocy. Z czasem pozostało po prostu tylko 12 dużych pni drzewa. Ogień krzesano też z Krzemienia-Krzeszenia. Krzemień był uznawany za Syna Pana Ziemi – Sima-Skały Żelaznej – Żelaznego Pana (Żelezni Czar-Car).  Ognie palono przez wszystkie sześć dni i nocy. Pod koniec każdego obrzędu, każdej nocy, wykonywano innego rodzaju czynności związane z ogniem. Pierwszego dnia palenia spalano zebrane zioła w części poświęconej bogom. Resztą ziół obwiązywano drzewa, zawieszano wieńce na gałęziach, wykonywano Przepiórki z pęków kłosów opasywanych ziołami w rogach pól obsianych zbożem, utykano zioła po wszystkich kątach domostwa i gospodarstwa. Podawano zioła do zjedzenia zwierzynie hodowlanej, zawieszano je na rogach bydła i kóz, wykładano kurom i ptactwu domowemu jako gniazda i karmę. Zachowywano też pęki i wieńce ziołowe, jako lekarstwo (ochronę) w domowym sąsieku (komorze) na potrzeby własne. W kolejnym dniu palenia ognisk podejmowano smolne szczapy i roznoszono je do domów rozpalając od tego świętego ognia nowy ogień domowy (owin). Następnie obnoszono płonące szczapy ze śpiewem po polach. Dalej udawano się z pochodniami na poszukiwanie Kwiatu Paproci i Pałki-Kupałki (Srebrzystej Głowy Boga Żywota i Żądzy – Krasnego Pana, Kupały). Kolejnego dnia ruszano w orszaku dzwoniąc, bębniąc i strzelając z batów. Barwny pochód zataczał koło wokół sioła niosąc ogień. Na koniec dni świętych zabierano pochodnie nad wodę, gdzie dokonywano przy ich blasku Wianowania Par, które znalazły Kwiat Szczęścia poprzedzającej wianowanie Nocy Świetorujańskiej. Krzczono ogień w wodzie a także zaślubiano pary przez zanurzenie się i obmycie. Kolejnej nocy świątecznej brano wreszcie żagwie i rzucano je płonące na wodę razem z wiankami, czyniąc tym sposobem zaślubiny Wody Żywota z Ogniem Ducha (pierwiastka żeńskiego  z męskim).   Kąpano się i wchodzono do wody, oraz rzucano wieńce na wodę po dniu 24 czerwca, ponieważ do tego dnia „wody kwitły”, czyli Bogini Wód była brzemienna.

ivankupalanight

Tan- taniec obrzędowy Wrzino Koło (Koło Waru, Wrzące Koło, Biały Tan – czyli Wielki Tan)

Bitwy niebieskie, łowy i zapasy znajdują odbicie w obrzędowych tańcach zwanych Wrzącym Kołem. W kole tańczą wszyscy członkowie społeczności, mężczyźni, kobiety, dzieci  i starcy, naśladując łowy niebieskie, walkę, podchody i zaloty. Wrzino Koło – wrzący krąg, to także taniec na żarze starego ogniska. Krzesanie nowego ognia i roznoszenie pochodni ognia po domostwach we wsi oraz rozpalanie od nich nowego ognia domowego, odświeżonego, jarzącego, młodego nazywano Warem („warzeniem ognia”).

Taniec obrzędowy Wrzące Koło to także taniec inicjacyjny prowadzony dawniej przez wiedźmy (wiedzące), mokoszki i kapłanki strażniczki ognia i prawa (ładu) lednie baby (Ładne Baby, Siuda Baby, Siud-Ognie Baby, Siudogbaby) i przez kowali oraz lekarów-łąkarzy, przez swarowinów i czarodziejów, kapłanów ognia i ziół, sługów Swaroga, Pana Ognia Niebieskiego i Swary  – Pani Żaru, oraz sługów Kraszu – Władców Kosza Kochania – Miłości, Kwiatów, Ziół i Żądzy, a także Panów Ładu i Układności Świata (Wojny i Pokoju, Bitwy i Spokoju) – Ładów. W tym tańcu siedzące w krąg młode dziewczęta inicjowane były przez porwanie w Tan przez młodzieńców i  naznaczane w owym ekstatycznym tanie do dorosłości, poprzez klapsa w pośladek, uderzenie rozcapierzoną dłonią czarownika zanurzoną w sadzy i popiele. We Wrzącym Kole, w Białym Tanie uczestniczą nie tylko żywi ludzie, ale także dziadowie (dusze przodków), niewidzialne boginki Rusałki, Wodnice, Leśnice, Dyjbołty, Świetliki oraz Zdusze (demony).  Opisy Tanu Wrzącego Koła zachowały się z południa i wschodu Słowiańszczyzny gdzie jeszcze w XIX i XX wieku praktykowane były wśród plemion Pomaków,  wspólnot Chłystów w Rosji oraz Bogomiłów i Katarów w Bułgariii i Serbii.  Ekstatyczny taniec w koło, pełen jest specjalnych figur, które symbolizują łowy, bitwę i udział w niej poszczególnych bogów. Ten rodzaj świętego tańca przechował się najpełniej wśród Hindusów, ale praktykowany jest do dzisiaj także przez harskich (charwackich, małopolskich) górali.

Tylko panna posiadająca czarną pieczęć (znak ognia) na ciele, była uznawana za dojrzałą i mogła uczestniczyć w pełni, w dalszych obrzędach, takich jak Świetliki, Poszukiwanie Kwiatu Paproci i Główki Kupały, a wreszcie Wianowanie i Puszczanie Wianków. Im więcej klapsów i czarnych śladów zebrała panna tym bardziej łakomym kąskiem się stawała jako ta upragniona, ta najkraśniejsza, najbardziej pożądana, będąca na wydaniu młoda kobieta. Chłopaków naznaczano podobnie. Siudogbaby łapały ich usmoloną ręką za przyrodzenie i uczerniały podbrzusze, klepały smolną dłonią w pośladek, smarowały sadzą twarz. Był to obrzęd odbywany przez cały czas w tańcu, ekstatyczny, pełen napięcia, pohukiwań, śmiechów i radości. W stan ekstazy wprowadzały dodatkowo wonne dymy odurzające unoszące się z ogniska, woda ognista, którą się raczono, miód pitny, piwo, pienka (napój konopny) i inne środki czarownicze. Taniec Wrzino Koło trwał aż do wypalenia się ogniska nad ranem kolejnego dnia.  W jego trakcie odbywały się skoki przez ogień na szczęście, w parach, przez inicjowane panny i młodzieńców, a także indywidualne skoki pokazujące sprawność. Ostatniego dnia święta tańce kończyły się „chodzeniem po ogniu” czyli zadeptywaniem „świętego żaru”. Święty żar się wypalał, falliczne kłody i patyki wrzucano do wody, która gasiła płomień (zaślubiny wody i ognia), cała społeczność wracała do życia codziennego.

Nazwę Biały Tan przechowali Celtowie, którzy święto ognia i wody obchodzą z 30 kwietnia na 1 maja pod nazwą Beltaine. Bel – Biały, Taine – Tajna, Tan. Jak wiadomo słowo biały jest równoważnikiem słowa wielki. Biały Tan (Tajn) oznacza też zwycięstwo „białych”, jasnych , Białobożych Mocy.

Według nas Biały Tan był jednak obrzędem Święta Zielonego, Kwietnego i wśród Słowian odbywany był jako Święto Drzew i Kwitnienia – Zielone Świątki lub rusałczy Tydzień, Rusalia(Święto Boru z pogonią za Przepiórką (Rusałką, motylem), symbolem Bogów Koszu-Losu, Przypadku, Plątów), pomiędzy 20 a 26 maja, albo związany był z obrzędami Święta Makowego – Mokoszym 20 – 26 kwietnia.

iv nnn nnn kupala9

Król i Królowa Lata – Igry i Stado (Stadło)

Łukasz Gołębiowski w oparciu o stare świadectwa pisze: „Zacznijmy od znanego już w zamierzchłych czasach “stada”, czyli stadnego zbierania się ludzi na swawole, które następowały po obrządkach kultowych ku czci “białego boga”: Słowianie w swym tańcu mieli zapewne coś uroczystego i religijnego, kiedy się zbierało „Boże stado”, kiedy z dziewiczej góry zstępowały młodociane, przyszłe mężów oblubienice, z miejsc swoich mołojcy hoże, zamężne niewiasty i żonaci, starce i dzieci, klaszcząc w ręce i wykrzykując Łado, Łado! wśród pląsów i śpiewów postępowali ku horodyszczom, gdzie się odbywały ofiary, obrządki i biesiady wspólne”.  Łado, Łado! Czyńmy Stado! Ci bogowie właśnie, Łado i Łada, są opiekunami małżeństwa i obrządku zaślubin, inicjatorami stadła.

Ogień rozpalał ludzi, ogień ich uświęcał, ogień prowadził do kolejnych dni żarliwego świętowania, do igrów.  To w trakcie Wrzącego Koła (Białego Tanu) zaczynały się Igry, czyli konkursy i wyścigi wyłaniające króla i królową lata. Igry przenosiły się na kolejne dni, kiedy to od rana przystępowano do różnych konkurencji. Wtedy właśnie dziewczęta plotły piękne wieńce rodzinne, zadrużne i osobiste, wykazując się całym kunsztem, wtedy krasiły kraszanki, popisując się znajomością tajników barwienia i malowania wzorów mitycznych. Chłopcy wspinali się na słupy, brali udział w wybijankach (rzucano przeciw sobie kamieniami imitującymi strzałki piorunowe), wyścigowano się na oklep konno lub brano udział w biegach, podnoszono ciężary (ziarno w worach, bele siana), rzucano kłody na odległość, rzucano race płonące w niebo, rzucano wianki na gałęzie drzew, zmagano się w zapasach i toczono kraszanki. W Słowiańszczyźnie podobnie jak w starożytnym Rzymie w ten dzień urządzano igrzyska i wyłaniano zwycięzców zawodów męskich i żeńskich.

W końcu cała społeczność wybierała najsprawniejszą i najkraśniejszą pannę jako Królową Lata, a ona wybierała sobie (lub otrzymywała zwycięzcę igrów) partnera na Króla Lata – najjurniejszego, najsilniejszego chłopaka we wsi, w plemieniu, w pagu – okręgu. W tej części obrzędów odbywało się nie tylko wybieranie króla i królowej lata, ale w ogóle następował wstępny dobór młodych w pary. Tak dobrane pary dawały gwarancję, że stworzą silne stadło, przyszłą rodzinę w domu ojców, a później także oddzielne zupełnie gospodarstwo. Tę część obrzędu nazywano więc Stadem – Stadłem – bo w tej części obrzędu tworzyły się spośród inicjowanych (czy będących w wieku rozrodczym samotnych) pary i stadła. Parę królewską nazywano różnie, ale symbolizowała ona Boga Kiru – dwugłowego i dwupłciowego, który rozpoczynał właśnie królowanie obejmując rządy nad porą lata. Często budowano też bałwana – postać owego boga, która z jednej strony była kobieca a z drugiej męska i była niesiona na czele orszaku w pochodzie. Para królewska zwana Gają i Gaikiem, Rują i Rujewitem, Mają i Maikiem, Letą i Latkiem  stawała na czele pochodu i niosła owego bałwana-palwana (który nosił takie samo imię), a często była prowadzona na białym wierzchowcu – zwierzęciu Światła Świata (Świętowita). Niekiedy budowano też gigantyczną postać boga kiru z wierzbowej łoziny – nazywano go Wierzbinem. Na koniec obrzędów także boskiego bałwana, oraz Wierzbina, podpalano i rzucano do wody. W prawidłowym rycie mitycznym w Kres palono nie Gaję-Gaika, lecz Jarunę-Jaryłę (wiklinowego Wierzbina uplecionego w Nowy Rok – w marcu) symbol odchodzącej wiosny. Gaję-Gaika wyplecionego w Kres przechowywano w kącinie, lub w świętym gaju, do jesieni, kiedy to on właśnie płonął w ognisku, a rządy obejmował  kolejny Kir-God – Bóg Pory Jesieni – Jasion-Jastrób. Postać boga odchodzącej pory roku stawała się zastępczą ofiarą, za króla i królową wybranych spośród ludzi. Archaiczną, pierwotną procedurę wyboru i zabicia świętego króla i królowej – władców Świętego Gaju opisuje doskonale w swojej książce „Złota Gałąź” James G. Frazer. 

 noc kupały poznań 2011

Świetliki – Swątlnice

Swątlnice to obrzęd, który całkowicie niemal zaniknął, a który był symbolicznym ukazaniem aktu Narodzin Świeżego Światła Świata – Bożej Iskry – Bedrika-Wedrika, Swątlnicy. Świetliki był to obrzęd polegający na chwytaniu owadów świetlików i zamykaniu ich w rodzaju lampionów, z którymi następnie udawano się na poszukiwanie Kwiatu Paproci (Pąpu Rudzi) lub Głowy/Pały Kupały (Srzebrzystej Pałki Kupałki). Budowano wtedy z rybich pęcherzy lampiony, w których zamykano świetliki. Z czasem używano też szklanych pojemników. Zamiast owadów używano też jako źródła światła odłamków świecącego suszu, próchna drzewnego, z wiekowych pni i dziupli. Ostatecznie używano też, jako źródeł światła przy owych poszukiwaniach, żywych smolnych szczap – niekiedy maczanych w powierzchniowych oczkach ropy, lub pochodni z ogniska. Dzisiaj używa się latarek.  

Majowe Wołanie Słońca w Ciechocinku (12.05.2012)

Opublikowany w przyroda, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody przez bialczynski w dniu 20 Czerwiec 2013

ciech DSC01413

ciech DSC01404

ciech DSC01405

ciech DSC01408

ciech DSC01471

ciech1

ciech 12 maj 2012 DSC01400

Ogród Eliasza – Truskawka dla zdrowia i urody

Opublikowany w przyroda, Słowianie przez bialczynski w dniu 17 Czerwiec 2013

Strawberries_with_hullsRoślina-mieszaniec uzyskana ze skrzyżowania dwóch różnych gatunków poziomek.

Strawberry_flower

 

Polska jest jednym z większych producentów i eksporterów tego smacznego owocu w Europie.

 strawberry-picking-basket

Czerwiec to okres „ żniw” truskawkowych.

strawberries_b-4538701

W czasie wysypu owoców, kiedy cena jest odpowiednia  warto zafundować sobie tygodniową kurację truskawkową.

Strawberry-strawberries-31082784-799-1198

Można w tym czasie jeść niewielkie posiłki ( nabiał, pieczywo, białe mięso, masło) i truskawki.

Strawberries

Zaleca się  nie jeść  w tym czasie razem z truskawką innych owoców, ani warzyw – gdyż  każdy owoc, warzywo ma inną wibrację- tylko truskawki.

 strawberries13

Dorodna, dojrzała truskawka ma kształt ludzkiego serca.

 straw img1354197095

Niewyrośnięte i zniekształcone truskawki wskazują na  niedobory magnezu,  potasu i innych   mikroelementów, zaś piękny i dojrzały owoc, to cała paleta witamin na czele z witaminą C.

 Strawberry boxes

Truskawka posiada jej więcej niż cytryna .Witamina PP reguluje  i dotlenia krew.

 strawberry-wallpaper-fruit-6102247-1024-768

Sole organiczne  poprawiają przemianę materii, oczyszczają jelita z resztek pokarmowych – zatem poleca się truskawki na odchudzanie.

 Truskawki

Truskawka posiada wyjątkowo cenne składniki   fitocydy – o  właściwościach  bakteriobójczych.

 aa strawberries-01

Wzmacniająco   na zęby działa zawarty w niej wapń i fosfor, a  w połączeniu z magnezem odkwasza  organizm.

aa straw GRT-JA10-strawberries-onvine-i

Truskawki chronią nas przed anemią, odświeżająco wpływają na cerę i włosy

 Strawberry

Cukry proste- glukoza i fruktoza, właściwe ilości  potasu i magnezu działają wzmacniająco  na   nasze serce. Wybarwiona i dojrzała truskawka to także bromelina i antocyjany.

 aa chocolate-covered-strawberries

Związki te wzmacniają organizm i pomagają usunąć stany zapalne.

aa Strawberries-cream-strawberries-cream-764d4c14cd

Napary z liści truskawek od dawna wykorzystywane są w medycynie ludowej. Stosuje się je przy leczeniu kamicy żółciowej, szkorbucie,  anemii. Zewnętrznie- sok i owoce stosujemy przeciw plamom, egzemie, piegom. Herbatkę z liści stosujemy przy przeziębieniach.

 Waffles_with_Strawberries

Zatem śmiało objadajmy się truskawkami.

O lnie, konopiach, maku i innych uprawach oraz rękodziele zniszczonym przez prawo w Polsce.

Opublikowany w nauka, przyroda, przyroda do ochrony, Słowianie, Wiara Przyrody przez bialczynski w dniu 16 Maj 2013

len zwyczajny2

Zapraszam was dzisiaj na stronę projektu który ma prowadzić do ochrony produkcji starych odmian lnu i rękodzielnictwa oraz rzemiosła związanego z produkcją lnu w Polsce. Takich samych działań wymaga niestety natychmiast uprawa konopi i uprawa maku, które to uprawy z dekretu rządu Polski zostały skazane na wymarcie. poprawność polityczna i restrykcyjne prawo oraz powszechna kontrola obywateli wprowadzona w PRL jak widać nie ma końca mimo , ze podobno od 25 lat żyjemy w wolnej Polsce.

Len_w_ogrodzie_przy_Muzeum_Papiernictwa_(Duszniki)W  ogrodzie przy Muzeum Papiernictwa (Duszniki) – okazuje się że to nie len tylko bławatki, jakieś dziwnie, pełne, wielokolorowe. Byłem przekonany ,nie wiem czemu że len, ale to niestety pomyłka – zostawiam bo piękne zdjęcie i dziękuję Inett 1 za prywatne śledztwo, które wyjaśniło ten błąd.

http://www.paz.most.org.pl/len/index.html

1

O projekcie

“Jak to ze lnem było – ochrona bioróżnorodności i tradycji” to tytuł projektu realizowanego przez Pracownię Architektury Żywej przy pomocy finansowej GEF/SGP. Ma on za zadanie łączyć odtwarzanie tradycji rękodzielniczej i uprawowej z ochroną gatunkową i genową. Motywem przewodnim jest len spajający wszystkie istotne dla projektu elementy.

Zmniejszanie się liczby gatunków to nie tylko zanikanie pięknych storczyków, to przede wszystkim problem wielu niepozornych gatunków np.: tępionych przez człowieka roślin dzikich potocznie zwanych chwastami, które tworzą ogromną różnorodność wśród jednolitych, dużych powierzchniowo upraw. Rośliny te są naturalnym “bankiem genów” w coraz bardziej ubożejącym świecie przyrody.

Przyczyny dla których powstał projekt

  • odejście od niegdyś powszechnej uprawy lnu i chemizacja upraw, spowodowało zagrożenie zespołu chwastów Spergulo-Lolietum remoti z gatunkami: Lnicznik właściwy – Camelina alyssum, Kanianka lnowa – Cuscuta epilinum, Życica lnowa – Lolium remotum, Sporek polny – Spergula arvensis, które są obecnie zagrożone wyginięciem bądź uważane za wymarłe. Jest to specyficzny zespół chwastów towarzyszący wyłącznie uprawom lnu;
  • Wprowadzanie do obecnych upraw lnu wyselekcjonowanych odmian rośliny, kosztem tradycyjnych odmian miejscowych, prowadzi do zanikania starych odmian lnu, a tym samym do zubożenia bioróżnorodności;
  • wiedza o tradycyjnej uprawie i sposobach obróbki włókna lnianego, a także wytwarzanie tradycyjnych wyrobów rękodzieła, wzornictwo jak i metody odchodzi w niepamięć wraz ze starszym pokoleniem;
  • intensyfikacja rolnictwa oraz nadmierne stosowanie nawozów sztucznych i chemicznych środków ochrony roślin przyczynia się do znacznego zmniejszenia ilości chwastów towarzyszących uprawie zbóż;
  • zanikanie rodzimych gatunków zwierząt gospodarskich.

Tradycyjna uprawa i obróbka lnu

Wzrost i rozwój rośliny
Zależnie od temperatury i wilgotności gleby len wschodzi w ciągu 4-14(10) dni. Młode rośliny początkowo rosną bardzo wolno. Z pąka znajdującego się między liścieniami wyrasta prosta ulistniona łodyga, rośnie powoli i po osiągnięciu ok. 10 cm wysokości przybiera postać tzw. jodełki. Potem następuje okres szybkiego wzrostu trwający aż do początku tworzenia się pąków kwiatowych, a dzienny max przyrost wynosi w tym okresie 3,5-6(10) cm. W okresie tworzenia się pąków kwiatowych i kwitnienia przyrost dzienny zmniejsza się i kończy po okwitnieniu.
Okres wegetacji trwa 90-120 dni.

Wymagania klimatyczne i glebowe, agrotechnika
Pod względem glebowym len nie jest zbyt wymagający, nie znosi jednak gleb suchych i piaszczystych, które źle utrzymują wilgoć, jak również gleb torfowych, wapiennych oraz podmokłych, nie należy uprawiać lnu na glebach bogatych w próchnicę. Najodpowiedniejsze są wszystkie gleby gliniasto-piaszczyste i piaszczysto-gliniaste, wszelkie nowiny, pastwiska, łąki mineralne oraz gleby poleśne. Najlepszym przedplonem dla lnu będą rośliny pozostawiającą rolę nie zachwaszczoną. Nie wolno wysiewać często lnu na jednym polu, gdyż wtedy łatwo ulega chorobom grzybowym. Bardzo dobrym przedplonem dla lnu są wieloletnie łąki, koniczyniska, zielonki pastewne oraz rośliny okopowe. Płodozmian 5-6(7) lat.
29
Przygotowanie gleby pod siew
Głównym celem uprawy gleby pod len powinno być nagromadzenie wody w glebie, walka z chwastami oraz wyrównanie pola.
Orka:
1. Wykonuje się głęboką orkę na jesieni (rok I).
2. Wiosną (rok II) jak najwcześniej należy zwłókować i zbronować wysztorcowane skiby, aby przerwać parowanie wilgoci i dobrze wyrównać pole.

Nawożenie:
UWAGA ! Bezpośrednio pod len nie stosuje się nawozów organicznych, gdyż powodują one wybujałość słomy, wyleganie, wrażliwość na choroby i przedłużają okres dojrzewania. Obornik można stosować na rok przed siewem lnu. Wapnowanie również stosuje się w przedplonach, ponieważ wapno zastosowane bezpośrednio pod len pogarsza jakość włókna.
1. Len nawozimy potasem, azotem i fosforem. Najważniejszy jest potas. Wpływa on bardzo dobrze na jakość włókna i zapobiega wyleganiu lnu. Azot jest niezbędny dla wzrostu lnu, fosfor zaś przyczynia się do równomiernego dojrzewania.
2. Dawki potasu powinny wynosić od 100 do 150 kg 40-procentowej soli potasowej na ha. Sól potasową można z powodzeniem zastąpić popiołem drzewnym w ilości 600 kg popiołu na ha.
3. Azot w postaci siarczanu amonu lub saletrzaku daje się w ilości 50-125 kg na ha. Nadmiar azotu powoduje wyleganie i obniża wartość plonu. Nawozy azotowe można zastąpić gnojówką, stosując 5 do 6 tysięcy litrów na ha. Gnojówkę należy wywozić przed siewem, rozlewać równomiernie i dokładnie wymieszać z ziemią za pomocą brony lub kultywatora.
4. Fosfor w postaci superfosfatu lub supertomasyny stosuje się w ilości 100-150 kg/ha.
5. Nawozy mineralne wysiewa się przed siewem lnu.

n2

Siew i pielęgnowanie posiewne
1. Nasiona.
Przed siewem (2-3dni) zaprawiano nasiona lnu półsuchą zaprawą fungicydową.
2. Wczesny siew.
Doświadczenia wykazały, że najlepsze plony włókna daje wczesny siew. Ponieważ len jest bardzo wytrzymały na przymrozki, należy siać go tak wcześnie, jak tylko można. Pozwala to na wykorzystanie pełnej wilgoci zimowej. Wczesny siew chroni również len przed szkodnikami, bowiem okres występowania szkodników przypadnie wtedy, gdy roślinki będą już dosyć duże i odporne. Ze względu na równomierność wschodów i równe dojrzewanie słomy, najlepsze wyniki daje siew rzędowy. Len sieje się w rzędach w odległości od 10 do 15 cm….

… cd:  http://www.paz.most.org.pl/len/index.html

n40

Bajki o lnie

Maria Konopnicka
“Jak to ze lnem było”

Był raz król taki, co miał wielkie królestwo, wszelkiego dobra i bogactwa pełne, tylko że w nim złota nie było.
pola tam były wielkie, sady śliczne, od grusz, od jabłoni czerwieniejące z dala, po lasach zwierzyny huk, w ziemi żelaza dość, na powietrzu ptactwo takie, że co jedno odleci, to drugie przyleci, bydła, koni, owiec stada okrutne, nieprzerachowane, po rzekach ryby jakie tylko, i małe, i duże, kwiecia też po łąkach mnóstwo dla królewiątek małych, co jedno przekwitnie, to drugie zakwita. Ot, wszelkiej rozkoszy moc wielka! Miasta też były w tym królestwie znaczne i wojska duże po zamkach, po wieżach mocnych, i ludu po wsiach dość. Ale król niczym się nie cieszył, tylko ciągle markotny był, że złota nie ma w jego państwie.

- Cóż mi po tym zbożu – mówił – albo i po tych lasach, i po tych rybach w rzece, i po tych stadach wielkich, kiedy ja to wszystko muszę het precz wywozić do moich sąsiadów za złoto, bo go u mnie ni ma. Żeby tu u mnie złoto było, cały lud mój by się ubogacił.

Lud jego biedny po wsiach skórami się odziewał i koszuli na grzbiecie me miał, a dopiero sami bogacze z miasta musieli w dalekie kraje posyłać po materie drogie, po jedwabie na ubiory swoje.

- Bylem tylko złoto miał – mówił król – to mi już niczego nie braknie i memu ludowi.

Tak wyszedł raz sobie na drogę i chodzi w zamyśleniu wielkim, a drogą kupcy jadą. Jak też zobaczyli króla, tak zaraz mu pokłon oddali, towary rozwiązują i pytają, czy czego nie trzeba. Król pokłon przyjął grzecznie, towary obejrzał, głową pokręcił i mówi:

- Na nic mi te wasze towary, bo mi tylko jednej rzeczy potrzeba. Więc zaraz się dopytywać zaczęli, czego.

- Potrzeba mi złota – mówi król – żeby u mnie w ziemi było, żebym je dobywać mógł i cały mój lud zbogacił, i siebie.

Zafrasowali się kupcy, bo tej woli królewskiej nie mogli uczynić, i zamilkli. A był między mmi staruszek jeden, jako ten gołąb siwiutki, z brodą po pas, w bieli cały odziany i bardzo mądry. Ten, widząc frasunek swoich towarzyszów i króla, pragnącego złota dla ubogiego narodu, co koszuli na grzbiecie nie ma, pomyślał, wystąpił naprzód i rzekł:

- Królu, panie! Mam-ci ja takie siemię w mieszku, co jak je wiosną posieją w polu, to złoto ci z niego się urodzi. I zdjął ze swego wielbłąda troki, i wyjął z nich spory mieszek, i przed królem postawiwszy, rozwiązał. Król bardzo się zadziwił, że takie ziarno na świecie jest, co z niego złoto wyrasta. Onemu kupcowi sygnet piękny dał i choć ten mieszek był ciężki, sam go do zamku swego poniósł. Nazajutrz dał wiedzieć w całym państwie, jako w ten a w ten dzień król sam będzie w polu takie ziarno siał, co z niego wyrośnie złoto.
Zadziwował się naród cały na taką nowinę, zbiegli się wszyscy na ono pole patrzeć, jak też to cudowne ziarno wygląda. Matki prowadziły dzieci, synowie – ojców starych i zeszła się ludu wielka, wielka moc. Aż król wyjechał na siwym koniu w bisior drogi ubranym, z muzyką, z trębaczami i z dworem całym, a za nim sam skarbnik królewski mieszek z ziarnem niósł pod baldachimem z karmazynu, co go czterech pachołków królewskich trzymało. Kiedy wszyscy na skraju pola stanęli, król koronę z głowy zdjął, że to niby prosty siewacz na swej roli staje, i wziąwszy od skarbnika mieszek wzdłuż bruzdy pięknie wyciągniętej poszedł, czerpiąc z mieszka ręką ono ziarno cudowne i rzucając je w świeżo zaoraną, czarną, pulchną ziemię. A tu zaraz za królem brony szły, co je najpierwsi panowie w onym królestwie prowadzili i ten posiew bronowali, jak zwykle żyto albo i pszenicę, albo insze jakie ziarno. Kiedy już pole zasiane było i zabronowane, król koronę znów na głowę włożył i wrócił z wielką paradą na zamek swój, z dworzanami swymi i z muzyką, i z trąbami, i z wielką uciechą, że takie pole złota zasianego ma. Minął dzionek, minął drugi, król ciągle z okna w ono pole pogląda, czy złoto nie rośnie, ale nic. Aż jednego dnia uderzył deszcz ciepły z nieba i słonko po nim przygrzało. Patrzy król, a tu na calusieńkim polu cości jakby ze ziemi na wierzch się parło. Uradował się bardzo.

- Oho! – mówi. – Nie zazna teraz mój naród biedy, jak mi się to złoto urodzi. Pole nie takie zasieję na przyszłą wiosnę, ale dziesięć razy większe. I chodzi sobie wesół po komnatach, pieśni sobie śpiewać każe, sztuki różne pokazować – taki rad.
- Nie będę – mówi – patrzeć choć z tydzień w pole, aż zażółknieje złoto, żeby oczy moje uciechę miały. Przeszedł tydzień. Patrzy król, a tu zamiast żółtego złota na calusieńkim polu śliczna zieloność, jakoby murawa, tak źdźbło przy źdźble wzeszło i do słońca w górę idzie. Zadziwił się bardzo w sobie i mówi:

- Myślałem, że od razu żółte złoto róść będzie, a tu zieleń taka. Ale nic… czeka. Czekał tydzień, czekał dwa, powyrastały łodyżki równiutkie jedna przy drugiej, jak to wojsko wielkie. Już się i pączki pozwijały, już i ku kwitnieniu się ma. A co kto przejdzie, to się dziwuje, że to złoto tak rośnie, jakby jakie zwyczajne ziele. Dworacy kręcą głowami, cości szepcą, cości między sobą radzą. Król patrzy, twarz pogodną zrobił i mówi:

- Nic to! Pewno się w kwitnieniu ono złoto okaże złotym kwiatem. Jednego ranka pojrzy, aż tu pole jak długie i szerokie niebieszczy się tak, jak to niebo nad ziemią. Kwiatuszek koło kwiatuszka na łodyżce sterczy, aż się w oczach modro od tego robi, jakby w wodę patrzał. Zadziwił się król, wąsa szarpnął, iż tak złoto ono modro kwitnie, cały dzień frasobliwie po komnatach chodził, wieczerzy jeść nie mógł i markotny spać się układł. Aż rankiem uderzył się w czoło i mówi:

- O, ja głupi! Wszakże to nie kwiat, ale nasienie będzie samo złoto! Czegożem się wczoraj frasował? I począł dobrej myśli być, i ucztę panom swoim sprawił, i radowali się wszyscy, że król tak mądrze im to wyłożył o nasieniu owym, co złotem być miało – i tak wszyscy cieszyli się społem. Przeszło lato, z kwiatuszków owych modrych porosły główeczki, takie okrągluśkie. Król idzie w pole. bierze w palce, ogląda i myśli:

“Już też w tych główeczkach na pewno złoto jest: tylko patrzeć, jak się to posypie”. Rozgniótł jedną, patrzy, aż tu takie samo siemię, jak to, które siał. Rozgniewał się król bardzo, dwór cały zwołał, kazał to zielsko z całego pola wyrwać, kijami zbić, że to mu takiego wstydu i zawodu narobiło, i do wody cisnąć. Pachołkowie rozkazanie królewskie wypełnili, łodyżki co do jednej wyrwali, kijami zbili, aż się ono nieszczęsne ziarno posypało, w pęki powiązali i do wody wrzucili. Ale że to już ich samych złość wzięła, więc jeszcze w wodę kamieniami ciskali i tyle tego narzucali, że się one łodygi w pękach zastanowiły, z wodą nie poszły i u brzegu przywalone kamieniami zostały. Król tymczasem po całym świecie szukać słał onego kupca, żeby go stracić za ten postępek, że to takiego monarchę poważył się oszukać. Tak szukają tego kupca, tak szukają – nic! Król też znów smutny począł bywać, jako i na początku, i nieraz sam bez dworu w zamysłach różnych chodził, trapiąc się, że ludu swego nie mógł zbogacić. Idzie on raz brzegiem rzeki, patrzy – kamieni wielka moc, a spod nich cości sterczy. Zawołał pachołka, w wodę mu kazał iść i czeka. Niedługo pachołek wraca i powiada:

- Królu, panie! Toć to jest ono zielsko, co miało złoto rodzić i z pola wyrwane zostało. A król: – Jeszcze mi na oczach będzie to podle zielsko leżeć? Mój wstyd przypominać? Weź mi je zaraz i wynieś precz, żebym go więcej nie spotkał! Ano, poszedł pachołek po drugiego, one kamienie odrzucili, pęk łodyg przegniłych z wody wydobyli, wynieśli je het, pod las, cisnęli i poszli. Kupca szukali tymczasem precz po całym świecie, wedle królewskiego przykazu. Król ciągle się frasował, to tu, to tam jeździł po kraju, a co spojrzy na ten biedny naród, co koszuli na grzbiecie nie ma, to się omal łzami nie zaleje; takie litościwe serce miał. Ano, widzą panowie, że król taki smutny, tak rada w radę uradzili, żeby wyprawić wielkie polowanie. Zjechali się różni książęta, różni panowie, różni dostojni goście, nasprowadzali psów, koni, masztalerzów, psiarków, łuczników, naprzywozili łuków i różnej broni takiej, że to ha! różnych rarogów, dojeżdżaczy sokolników: polowanie takie, że to na całe królestwo sławne.
Ucieszył się król tym widokiem, rozweselił, o strapieniu swoim coś niecoś zapomniał, bronie różne czyścić kazał, sfory ogarów sforować, charty na smycze brać, konie kułbaczyć, wozy pod zwierzynę zaprzęgać, aż uderzyli trębacze w rogi łosiowe, psiarnie zaczęły ujadać, bicze ino świstały w powietrzu: tu się sokoły na całe gardło drą, tu pisk, krzyk, wrzawa taka, że to jak na największym jarmarku. Aż siadł sam król na konia, po bokach mu książęta i wielcy panowie pojechali. Jadą. jadą, przyjechali pod las. Dziwują się goście, że taka knieja gęsta, pewno i zwierza pełna, to się ino psy rwą, ino konie parskają kiedy wtem spojrzy król w bok jakoś, a tu na polanie leżą one pęki łodyg, przez pachołków z wody dobyte, wyschłe, wymizerowane, sczerniałe. Król zapalił się gniewem na twarzy, humor mu się od razu przemienił, zawraca konia, przeprasza gości i na powrót na zamek jedzie. Tak się rozgniewał, że ledwo tchnął, łowczemu wracać przykazał z końmi, wozami i psiarnią, a na pachołki swoje krzyknął:…..

cd: http://www.paz.most.org.pl/len/bajka1.html

len

Szydełkownia Mao: http://szydelkownia.blogspot.com/2010/06/len.html

Len.

Tak niepozorna w wyglądzie i znana od wieków roślina ,która przynosi nam wiele pożytku.
Lubimy nosić lniane rzeczy ,mimo że się gniotą niemiłosiernie, za to naturalne włókno zapewnia nam komfort noszenia.
Błogosławieństwem są na upalne dni.
W moje łapki trafił  nie materiał ,lecz przędza -len przemysłowy,dziewiarski -nawijana na cewki.

Dostałam go do przetestowania i wyrażenia opinii na jego temat od miłej pani Ewy ,która robi z niego bluzki ,szale i inne cuda….

len_10

Len, film animowany według bajki Ch. Andersena

TV Studio Filmów Animowanych

Len: http://tvsfa.com/index.php/len/

Pierwsza ekranizacja opowieści Hansa Christiana Andersena pt. Len. To piękny, poetycki i niezwykle subtelny obraz filmowy dla dzieci o radości poznawania świata i siebie samego, o trudnej sztuce akceptacji życia we wszystkich jego przejawach.

W metaforyczną opowieść o lnie, który zasiano, wyrósł, rozkwitł, dojrzał, zerwano go i zmieniono najpierw w płótno, potem w papier, a w końcu spalono, wpisane jest filozoficzne przesłanie o sensie przemijania…

6 maki red-poppy-field-wallpapers_11808_1600x1200

Uprawa maku lekarskiego

Mak lekarski najlepiej rosnie na glebach cięższych, wapiennych i ciepłych. Jest wrażliwy na nadmiar wody, po długotrwałych opadach jest porażany przez choroby grzybowe. Należy wybierać dla niego miejsca nasłonecznione. Nasiona maku wysiewamy od marca do początku kwietnia. Można je też wysiewać w październiku, dzięki czemu uzyskamy wcześniejsze wschody i kwitnienie. Nasiona maku lekarskiego są bardzo drobne. W 1g znajduje się ich od 3 do 7 tys. wysiewamy je w rzędy oddalone od siebie o 25-30cm.Po wzejściu siewek przerywamy je, pozostawiając rośliny co 10 cm w
rzędzie. Wyrwane siewki trzeba wyrzucić- nie nadają się one do posadzenia w
innym miejscu, gdyż mak wykształca palowy system korzeniowy, który bardzo
trudno sie regeneruje. roślina ta nie znosi więc przesadzania ani za młodu,
ani tym bardziej gdy jest starsza. Mak zakwita w 8-10 tygodniu od wysiewu i
kwitnie od czerwca do sierpnia. Może kwitnąć do jesieni, jeśli nasiona
będziemy wysiewać partiami co 2 tygodnie, a więc do połowy czerwca. Mak
łatwo rozmnaża się z samosiewu i jeśli chcemy tego uniknąć to zaraz po
przekwitnieniu musimy usunąć rośliny z rabaty. w przeciwnym razie w następnym
roku rabata i jej otoczenie pokryją się wiosną dywanem siewek maku. (Tak
wygląda uprawa maku na rabatach). Pełniejszy opis znajdziesz na:[url][/url]https://hyperreal.info/node/1003Uwaga!Powyższy materiał nie jest instrukcją ani nie zachęca do wytwarzania substancji psychotropowych!!Napisane tylko i wyłącznie w celach informacyjnych!
Przegląd prasy rolniczej
Mak
       spis artykułów działu
      Zmiany w uprawie maku w Polsce w ostatnich latach
       (Wieś Jutra 2005, nr 7, s.18)
  Zasady uprawy maku w Polsce określa ustawa z dnia 24 kwietnia 1997 r. o przeciwdziałaniu narkomanii (Dz. U. z 1997r., nr 75, poz.4682). Uprawa maku wysokomorfinowego, może być prowadzona wyłącznie na potrzeby przemysłu farmaceutycznego i nasiennictwa. Natomiast mak niskomorfinowy może być uprawiany wyłącznie na cele spożywcze i nasienne.
  Mak w Polsce można uprawiać na określonej powierzchni, w wyznaczonych rejonach, w drodze kontraktacji i na podstawie zezwolenia. Minister rolnictwa w porozumieniu z ministrem zdrowia określa w rozporządzeniu ogólną powierzchnię przeznaczaną corocznie pod uprawę maku oraz rejonizację z podziałem na poszczególne województwa. Natomiast wojewoda decyduje w rozporządzeniu o powierzchni uprawy maku w poszczególnych gminach. Kontraktację upraw maku może prowadzić przedsiębiorca posiadający zezwolenie wojewody właściwego dla miejsca położenia uprawy. Zezwolenie to powinno określać zakres i cel kontraktacji i może być cofnięte w razie naruszenia warunków w nim określonych.
  Rolnik może uprawiać mak na podstawie zezwolenia wójta lub burmistrza właściwego ze względu na miejsce położenia uprawy oraz umowy kontraktacji, zawartej z odbiorcą prowadzącym kontraktację na podstawie zezwolenia wojewody. Zezwolenie powinno określać odmianę maku, powierzchnię ich uprawy oraz termin jego ważności. Gmina musi prowadzić rejestr wydanych zezwoleń na uprawę maku. Nadzór nad uprawami maku sprawuje zarząd gminy właściwy ze względu na położenie tych upraw. Po zbiorze słoma z maku niskomorfonowego powinna być zniszczona przez prowadzącego uprawę na jego koszt, w sposób określony w umowie kontraktacji. Podobnie postępuje się z resztkami pożniwnymi.
  Areał uprawy maku w Polsce odznacza się dużymi wahaniami. Największy był w 1995 r. (8346 ha), a najmniejszy w 2002 r. (1080). Od trzech lat powierzchnia uprawy maku oscyluje w pobliżu 1 tys. ha. Obecnie w polskim rejestrze odmian znajduje się 5 odmian niskomorfinowych maku: Agat, Michałko, Mieszko, Rubin i Zambo.
  Zainteresowanie uprawą maku w Polsce wśród rolników maleje. Przyczyn jest kilka:
- olbrzymi import maku z Czech (w 2003 r. sprowadzono do Polski aż 5406 t maku tj. 5 razy więcej niż wynosiła polska produkcja maku),
- niskie ceny,
- utrudnienia prawne,
- brak zainteresowania ze strony przemysłu farmaceutycznego makiem wysokomorfinowym,
- brak dopłat uzupełniających
  Produkcja maku w Polsce w najbliższym czasie będzie maleć, a w najlepszym wypadku pozostanie na obecnym poziomie. Bez zmian prawa nie jest możliwe odbudowanie silnej pozycji Polski jako dużego producenta maku w Europie.
M. Kołaczyńska-Janicka

Czytaj więcej na: http://talk.hyperreal.info/uprawa-maku-lekarskiego-t19838-460.html#p379456#ixzz2Mjkl7ezK

Wielkopolskie

Sąd w Grodzisku Wielkopolskim skazał działkowców za uprawę niskomorfinowego maku

Sąd w Grodzisku Wielkopolskim ukarał naganą sześć osób, u których na działkach policja znalazła niskomorfinowe maki. Działkowcy twierdzili, że to samosiejki.

Jak poinformowała rzeczniczka Sądu Okręgowego w Poznaniu Joanna Ciesielska-Borowiec, przed sądem stanęło osiem osób: sześć uznano za winne popełnienia wykroczenia, dwie uniewinniono.

- Zarzut był taki, że osoby te wbrew przepisom ustawy, bez posiadanego zezwolenia uprawiały mak niskomorfinowy na powierzchni od 0,01 mkw do 1 mkw – powiedziała rzecznik.

Skazani za uprawę czterech makówek na 1 metrze kwadratowym – To się nazywa państwo policyjne: PRL Bis

ros nowa maki 25574728_2139261

Uprawa konopi

Anonim, 19. wrzesień 2000 – 9:17

Tekst o uprawie konopi zaczerpnięty z krakowskiego miesięcznika “Piątek Wieczorem”.

Jakość rośliny, którą hodujesz zależy głównie od genów zawartych w nasionach. Nie można wyhodować wysokowartościowej rośliny z nasion niskiej wartości. Nieprawidłowe warunki wzrostu powodują słabe plony niezależnie od jakości nasion. Najlepsze są nasiona południowo-azjatyckie, które zwykle szybciej rosną i są często naturalnie poliploidalne.

Jedną z metod kiełkowania jest włożenie nasion pomiedzy 6 płatków ligniny i umieszczenia ich w ciepłym i ciemnym miejscu. Natychmiast po wykiełkowaniu nasiona należy zasadzić. Jeśli pozwolisz korzonkom rosnąć na ligninie, to nasienie ucierpi, gdy włożysz je do ziemi – korzeń posiada setki delikatnych włosków, które łatwo jest uszkodzić. Jeśli roślina nie zaczyna gwałtownie swego wzrostu to zazwyczaj nie osiąga pełni swoich możliwości.

Nasiona kiełkują w czasie 12 godzin do jednego tygodnia. Nasiona, które wykiełkują pierwsze są zwykle najsilniejsze i najzdrowsze. Z nich najszybciej wyrosną rośliny. Jeśli masz więcej nasion, to wyrzuć te, które zaczynają kiełkować późno i wykiełkuj następną partię, sadząc tylko najlepsze nasiona.

konopie

WYBÓR ZIEMI

To jakiej ziemi użyjesz będzie miało duży wpływ na to, jak prędko rośliny będą zdrowe. Użyj ziemi zapewniającej dobre drenowanie i bogatej w składniki odżywcze. Użycie ziemi wysterylizowanej zapobiegnie występowaniu grzybicy nasion oraz zwilgotnieniu gleby. Aby poluxnić glebę możesz użyć mchu torfowego albo pumeksu.

Roślina potrzebuje dużo azotu, potasu, wapnia i fosforu.

PH odnosi się do kwaśności gleby i określa się je w skali od 1 do 15. 7 jest obojętne. Liczba powyżej 7 wskazuje, że gleba jest zasadowa, poniżej – kwaśna. Dla URU najodpowiedniejszy jest przedział od 6,3 do 7,3 PH. PH gleby po pewnym czasie opada w rejony kwasowe. Poznaj PH wody, której używasz i kontroluj PH twojej ziemi. Staraj się utrzymać glebę w zakresie sugerowanym powyżej. URU hodowane na glebie kwaśnej ma żółknące liście i nie rośnie. Jeśli okaże się, że twoja gleba jest kwaśna to nawapnij ją używając (podane według szybkości działania) gaszonego wapna, kredy, sproszkowanego wapienia, skorup od jajek. Te ostatnie najlepiej zmielić w młynku do kawy. 3 kubki dadzą ci wzrost o 1 PH na jedną stopę sześcienną ziemi. Pamiętaj, że skorupki są stosunkowo wolno działającym źródłem wapnia.

WODA

Gdy kiełki są młode należy podlewać je codziennie. Ich korzenie są małe – tracą wodę szybciej niż duże. Gdy URU rozwinie już system korzeniowy i będzie rosło w dużej doniczce, to korzenie będą sięgały miejsc, gdzie zazwyczaj jest wilgotno. Podlewać należy wtedy, gdy ziemia jest prawie sucha. Często powierzchnia gleby jest sucha, lecz kilkanaście centymetrów głębiej, tam gdzie sięgają korzenie, ziemia bywa mokra. Może to spowodować śmierć rośliny, bo korzenie znajdują się ciągle w wodzie i gniją. Podstwową sprawą jest właściwe odprowadzenie wody z doniczki. W jej dnie muszą znajdować się otwory, a ziemia musi być dostatecznie spulchniona. Jeśli odstawisz wodę na 24 godziny, to część chloru ulotni się, a rośliny będą zdrowsze. Jeśli końcówki liści brązowieją znaczy to, że roślina jest zalana (zbyt często podlewana lub nie ma odpowiedniego odprowadzenia wody z doniczki).

Najlepsze rezultaty daje podlewanie co 3-4 dni, w zależności od ilości wody zużywanej przez roślinę oraz szybkości wysychania gleby. Rośliny kilkutygodniowej nie należy podlewać co dzień po trochu, gdyż woda nie dociera do wszystkich warstw gleby równocześnie.

TEMPERATURA POWIETRZA

URU może rosnąć w temperaturze od 27 do ponad 55 stopni Celcjusza. Idealną temperaturą w ciągu dnia jest przedział między 38 a 45 stopni.

Jeżeli hoduhesz rośliny w domu, to nie musisz się martwić o temperaturę. Jeżeli hodujesz je w temperaturze poniżej 25 stopni, to będą rosły wolniej i nie osiągną największych rozmiarów.

NAWOŻENIE

Najczęściej stosuje się nawozy zawierające dużo azotu, np. 23%, fosforu – 19%, potasu – 17% oraz elementy śladowe: sód, cynk, siarka, krzem, wapń, kobalt, żelazo, chrom, molibden, magnez, mangan, witaminy B1 i B2 oraz hormony.

Nawożenie rozpocznij po 3-4 tygodniach od rozpoczęcia wzrostu URU stosując nawóz wysokoazotowy. Gdy rośliny mają już 3,5 miesiąca i jeśli chcesz, by zakwitły, to stosuj nawóz z małą ilością azotu, a większą – potasu i fosforu.

Nawóz można rozpylać przy pomocy rozpylacza bezpośrednio na liście, lecz tylko wtedy, gdy roślina ma powyżej 30 cm wzrostu.

Organiczny system kultywacji gleby polega na niestosowaniu nawozów sztucznych. Najlepszym pomocnikiem hodowcy organicznego jest dżdżownica, która spulchni ziemię, a jej odchody będą doskonałym nawozem. Dżdżownice doskonale rozwijają się na substancjach organicznych, a nie tolerują żadnych nawozów sztucznych.

OŚWIETLENIE

Stosując oświetlenie jarzeniowe możesz hodować rośliny w piwnicy, szafie, na strychu w tempie wzrostu zbliżonym do szybkości rozwoju w zenicie lata. Jakość URU hodowanego w domu jest wyższa od tej hodowanej na wolnym powietrzu. Lampy muszą być utrzymywane bardzo blisko szczytów roślin, świetlówki w odległości 5 cm. Przy dobrym oświetleniu URU nie wykształci długiej łodygi.

Im więcej światła, tym szybciej URU rośnie. Dwie lampy obok siebie są bardziej efektywne niż jedna. Aby roślina miała kwiaty, a później nasiona należy wprowadzić fazę ciemną (raz na dobę). Jeśli chcesz mieć tylko liście, możesz utrzymywać oświetlenie non-stop. Przy 12 godzinach światła na dobę URU zakwita po 2-2,5 miesiącach, przy 16 godzinach, po 3,5-4 miesiącach, przy 18 po 4,5-5 miesiącach.

STERYLIZACJA

Sterylizacja gleby, czyli uwolnienie jej od bakterii powodujących gnicie: ziemię wsadzić do piecyka o temperaturze 90 stopni na 60 minut.

Przy przesadzaniu URU do większej doniczki należy roślinę osadzić głębiej wraz z korzeniami – spowoduje to lepsze podtrzymanie.

WENTYLACJA

Jej rola wzrasta wraz z ilością roślin w danym pomieszczeniu. Dobra wentylacja zapewnia prawidłowe oddychanie i detoksyzację rośliny. Częste przebywanie w pomieszczeniu gdzie rośnie URU dostarcza jej CO2 i polepsza warunki wzrostu.

WILGOTNOŚĆ

W suchym powietrzu URU ma liście o blaszkach węższych, za to produkuje więcej żywicy. Wybór należy do TYTUSA.

PRZYCINANIE

Przycinanie powoduje zwiększenie ilości liści. Po raz pierwszy należy przyciąć URU po trzech tygodniach – sam szczyt – roślina rozrośnie się w krzaczek. Na dwa tygodnie przed żniwami przestań podlewać i nawozić. Zwiększ temperaturę i przybliż lampy niemal do samej rośliny. Gdy liście staną się lśniące od żywicy będzie to oznaką jesieni.

ZBIERANIE I SUSZENIE

Oddziel liście od łodygi, włóż je do papierowej torebki, zostawiając ją otwartą. Po kilku dniach, kiedy liście będą już bardziej suche, ale jeszcze giętkie, przenieś je do słoja ze szczelną zakrętką. Wtedy trzeba roślinę obserwować – jeśli jest zbyt wilgotna, to spleśnieje. Otwieraj słoik codziennie, aby wypuścić wilgoć. Suszona w ten sposób URU będzie przypominała tytoń. Oprócz dni nowiu, kwadry i pełni, najlepiej jest kiełkować w okresie fazy 1 i 2. Fazy 3 i 4 są najlepsze na zbiory, przycinanie i przesadzenie. Na walkę ze szkodnikami pora jest zawsze odpowiednia. Jeśli przesadzisz roślinę 2-3 dni przed nowiem – lepiej się ukorzeni. Gdy w tym czasie zrobisz zbiory URU, będzie lepiej schła i nie będzie miała skłonności do gnicia.

ROZKRZEWIANIE

Możesz wybrać największą i najzdrowszą roślinę i rozkrzewić ją tak, aby wszystkie młode rośliny miały tę samą strukturę genetyczną i rosły w tym samym tempie co rodzic. Ogrzej żyletkę do 80 stopni i odetnij nią gałązkę pod kątem 15 stopni. Odcięta łodyżka powinna mieć 3 grupy liści. Tę nową sadzonkę umieść w doniczce z wysterylizowaną ziemią. Przykryj je czymś, aby przebywały w wilgotnej atmosferze. Naświetlaj je jarzeniówką z odległości 12 cali. Powinny ukorzenić się w ciągu 4 tygodni.

GDY ROŚLINA CHORUJE

Trudno jednoznacznie określić przyczynę nieprawidłowego rozwoju rośliny. Wiadomo, że gdy:

  • czubki liści brązowe – roślina jest zalana: zrób więcej utworów w dnie naczynia lub nie podlewaj;
  • roślina rośnie bardzo wolno – temperatura poniżej 50 stopni F, brak światła lub zła gleba (gdy nie ma próchnicy ziemia zbija się i zahamowuje rozwój korzeni, gdy PH gleby jest poniżej 5 – URU będzie źle rosnąć, tak samo przy zbyt słonej glebie – zasolenie występuje zawsze przy stosowaniu nawozów sztucznych);
  • starsze liście żółkną – mało azotu, zbyt niskie PH, brak żelaza;
  • szarawo-białe plamki na brzegach liści – brak potasu;
  • żółknięcie liści występujące najpierw wokół żyłek – brak manganu, magnezu;
  • górne liście poskręcane – brak molibdenu.

POWIEDZIAŁ

“Zakazywanie narkotyków sprawia tyle, że ich cena wielokrotnie rośnie, a jednocześnie zwiększa się ich dostępność (…). Produkcją i sprowadzaniem narkotyków zajmuje się więcej osób, niż gdyby było to legalne. Próby zahamowania tego zjawiska metodami administracyjnymi są oczywiście śmieszne – policjanci biorą łapówki, powstają więc specjalne policje do kontroli policjantów, które też biorą łapówki, a zresztą nawet jeśli jakiś uczciwy policjant przyskrzyni narkotykową siatkę, to jej miejsce na rynku natychmiast zajmuje nowa, tylko lepiej zorganizowana i do przyskrzynienia trudniejsza. (…)

Narkotyki zatem powinny być w całkowicie wolnej sprzedaży, traktowane jak każdy inny towar. Kary przewidywać można jedynie za nakłanianie do nich osób nieletnich. (…)

Prawo ingerować może i musi tam, gdzie jeden człowiek próbuje wyrządzić krzywdę drugiemu. Natomiast nie wolno narzucać człowiekowi niczego dla “jego własnego dobra”. To ja wiem, co jest dla mnie dobre – a nie jakiś urzędas!”

Rafał A. Ziemkiewicz, “Najwyższy Czas!”, nr 38 (129), 19.09.1992.

Uwaga!Powyższy materiał nie jest instrukcją ani nie zachęca do wytwarzania substancji psychotropowych!!Napisane tylko i wyłącznie w celach informacyjnych!

W USA marihuana będzie legalna?

Logo dostawcy  WP.PL | dodane 2012-10-17 (09:39)

fot. Thinkstockphotos

Argumenty zwolenników legalizacji są następujące. Wojna z narkotykami jest nieskuteczna. W ciągu 40 lat pochłonęła tysiące istnień ludzkich i 1 bln dolarów. W tym czasie popyt na narkotyki i jednocześnie ich dostępność na czarnym rynku praktycznie się nie zmieniłyTomasz Bagnowski

Trzy amerykańskie stany: Kolorado, Waszyngton i Oregon mają na początku listopada głosować nad legalizacją marihuany. Miałaby ona być sprzedawana w specjalnych punktach, licencjonowanych przez władze stanowe. Sondaże pokazują, że nowe regulacje mają duże szanse na wejście w życie.

Różnego rodzaju inicjatyw mających zalegalizować posiadanie marihuany na własne potrzeby było już w USA dużo. Za każdym razem opozycja przeciwko legalizacji była jednak większa niż liczba zwolenników. Teraz – jeśli wierzyć sondażom – lobby prolegalizacyjne ma większość w dwóch z trzech stanów, które 6 listopada będą w tej sprawie głosować.

Najwięcej zwolenników legalizacji jest w stanie Waszyngton. Za takim rozwianiem opowiedziało się tam 55 proc. badanych, przeciw było 32 prac., a niezdecydowanych 13 proc. W stanie Kolorado za legalizacją marihuany jest 51 proc. mieszkańców, przeciwko 38 proc., 11 proc. nie potrafi zaś powiedzieć czy jest za, czy przeciw. Legalizacja ma wciąż więcej przeciwników w stanie Oregon jednak różnica między nimi, a zwolennikami wynosi zaledwie 3 proc. (46-43 proc.) i mieści się w granicach błędu statystycznego.

W stanie Waszyngton za licencjonowaną sprzedażą opowiadają się nie tylko zwykli mieszkańcy ale także część policjantów i prawników. Za jest między innymi były szef FBI w Seattle i dwóch kandydatów na szeryfów w obejmującym to miasto powiecie King. Propozycję legalizacji znaną tu jako “Inicjatywa 502″ popierają także prawnik reprezentujący Seattle, Pete Holmes i były prokurator generalny John McKay.

Argumenty zwolenników legalizacji są następujące. Wojna z narkotykami jest nieskuteczna. W ciągu 40 lat pochłonęła tysiące istnień ludzkich i 1 bln dolarów. W tym czasie popyt na narkotyki i jednocześnie ich dostępność na czarnym rynku praktycznie się nie zmieniły.

- Waszyngton może być swojego rodzaju polem doświadczalnym dla legalizacji marihuany – mówi popierająca “Inicjatywę 502″ była nauczycielka, Brooke Thompson. – Penalizacja powoduje, że na sprzedaży zarabiają przestępcy. Legalizacja będzie korzystna, bo odciąży wymiar sprawiedliwości od tysięcy spraw, a budżetowi przyniesie dochody, które będzie można przeznaczyć np. na edukację – dodaje Thompson.

Według szacunków ekspertów w ciągu pięciu lat od legalizacji marihuany do budżetu stanowego z podatków pobieranych od jej sprzedaży wpłynęłoby blisko 2 mld dolarów.

Niemiecka Lewica proponuje legalizację konopi

PAP | dodane 2012-01-25 (19:52)

Niemiecka Lewica chce legalizacji konopi indyjskich oraz stworzenia klubów, które zajmowałyby się uprawą konopi. Tą propozycją zajęła się w środę parlamentarna komisja zdrowia, ale zarówno rząd, jak i większość partii odrzuca możliwość legalizacji “trawki”.

Jak argumentują posłowie Lewicy w swoim projekcie nowelizacji przepisów, obecnie obowiązujący zakaz nie jest skuteczną metodą walki z nielegalnym handlem i konsumpcją marihuany czy haszyszu i wciąż bardzo wiele osób sięga po te narkotyki.

- Zakaz nie jest też konieczny, bo ryzyko związane z konsumpcją konopi jest porównywalne w przypadku osób dorosłych z ryzykiem związanym ze spożywaniem alkoholu czy paleniem tytoniu – ocenia inicjator projektu nowelizacji poseł Frank Tempel, były policjant, który zapewnia, że sam nie pali “trawki”.

Głupota, perfidia (napędzanie mafii narkotykowej) i dwulicowość  rządów tzw Chrześcijańskiej Demokracji (czerpanie zysków z tytoniu i alkoholu – Niemcy i Polska) jest przerażająca.

t19 konopie1_1024

USA zalegalizowało konopie w niektórych stanach.

07 listopada 2012, 11:46

“Zielona rewolucja” w USA. Kolorado mekką miłośników marihuany?

Foto: sxc.hu Kolorado będzie celem migracji?

W Stanach Zjednoczonych upadła “marihuanowa prohibicja”. Wyborcy stanu Kolorado, obok głosowania na nowego prezydenta, zagłosowali za legalizacją marihuany. Przeciwny nowemu prawu gubernator stanu przestrzegł, żeby “jeszcze nie rozbijać skarbonek”, bo prawo nadal penalizuje palenie “trawki”.

Projekt “legalizacji marihuany do wykorzystania rekreacyjnego przez dorosłych”, nazywany Poprawką 64, jest dziełem organizacji o nazwie “Kampania na Rzecz Uregulowania Marihuany tak samo jak Alkoholu”. Sprawa wywołała wielkie zainteresowanie w całym kraju i obok wygranej Baracka Obamy, jest jedną z najgoręcej komentowanych i rozpowszechnianych informacji w sieciach społecznościowych.

“Zielona rewolucja”

Amerykańskie media podkreślają, że głosowanie w Kolorado ma znaczenie precedensowe dla całego świata zachodniego, gdzie niemal bez wyjątku wszelkie narkotyki są zakazane. Górski stan USA może stać się “papierkiem lakmusowym” i poligonem testowym dla nowych rozwiązań w dużej skali.

Specjaliści zaznaczają, że nawet słynne na cały świat liberalne prawo w Amsterdamie nie idzie tak daleko jak to z Kolorado. W największym mieście Holandii można jedynie sprzedawać do pięciu gramów marihuany, a jej uprawa i sprzedaż nadal nie są powszechnie dozwolone.

Na temat marihuany głosowano nie tylko w Kolorado, ale też w czterech innych stanach. Wyborcy w stanie Waszyngton dopuścili “spożycie w celach osobistych”, ale sprzedaż i produkcja nadal są zakazane. W Massachusetts dopuszczono marihuanę do wykorzystania medycznego. Stany Oregon i Arkansas odrzuciły dwie podobne inicjatywy.

W Górach Skalistych będzie zielono

Nie zliczono jeszcze wszystkich głosów dotyczących Poprawki 64, ale miejscowe media twierdzą, że jej zaakceptowanie jest pewne. Podobnego zdania jest gubernator stanu John Hickenlooper, który jest przeciwnikiem legalizacji.

- Wyborcy wypowiedzieli swoje zdanie i musimy je uszanować. To będzie złożony proces, ale mamy zamiar przezeń przebrnąć. Przestrzegam jednak, że według prawa federalnego marihuana nadal jest nielegalnym narkotykiem, więc nie rozbijajcie skarbonek zbyt szybko – stwierdził gubernator. Hickenlooper zobowiązał się, że potwierdzi wynik głosowania w 30 dni. Po tym akcie policja nie będzie już zatrzymywać i karać za palenie marihuany.

Dłuższym procesem będzie wprowadzenie kompletnych zmian w prawie, tak aby również  uprawa, przetwarzanie i sprzedaż “trawki” była legalna. Może to zająć od kilku miesięcy do roku. Trzeba bowiem dostosować prawo federalne.

Docelowym efektem Poprawki 64 jest ustanowienie identycznych regulacji dotyczących alkoholu i marihuany. – Przez osiem lat spieraliśmy się w Kolorado nad tym, że nieracjonalnym jest karanie dorosłych za wybieranie produktu, który jest znacznie mniej szkodliwy niż alkohol – stwierdził Mason Tvert, jeden z szefów kampanii na rzecz legalizacji “trawki”. – Dzisiaj obywatele Kolorado przyznali nam rację. Nie będziemy mieli dłużej prawa, które kieruje ludzi w stronę alkoholu, a dorośli będą mogli wybrać w zamian marihuanę, jeśli tak będą woleli. I nasza społeczność będzie dzięki temu lepsza – napisano w oświadczeniu organizacji.

Ja i Sawa ostatnia uprawa 1987 2Ja i moja córka Sawa oraz konopie 1987 – Kraków – Nigdy nie poddawajcie się głupocie i obłudzie.

Święto Drzew, Święto Boru 2013 – Nadaliśmy imiona wielu dębom na krakowskim Ruczaju, Zakrzówku i w Bieżanowie, oraz w Rożnowie i w innych miejscach w Polsce

Opublikowany w przyroda, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody przez bialczynski w dniu 7 Maj 2013

nd tond logo 05_09_10 logo Pawlik 1logo napis TOND eng 04_04_11 towarzystwo logo 9

Dolina Będkowska – Święte Buki – Bogumił i Boguchwała

1 maja przed południem nadaliśmy razem z Anną imiona dwóm starym bukom w Dolinie Będkowskiej, gdzie spędziliśmy Święto Boru.

dol będ bądkówka 20110626(041)Buki w Dolinie Będkowskiej – zdjęcia z zeszłego roku

Było pięknie, choć bezsłonecznie, ale w czasie modłów/medytacji nad Świętym Źródłem wydawało się, że słońce przeniknie przez chmury. Przypomniały mi się te wszystkie drzewa, które straciły żywot w Warszawskiej Masakrze 2013. Mimo, że to radosne święto, bo generalnie jako społeczność w całości, wznosimy się wyżej i nie przechodzimy już obojętnie obok zbrodni serwowanych Przyrodzie przez ludzi, to jednak zawsze towarzyszy mi w tym dniu refleksja o bezmiarze zła wyrządzonego do tej pory.  dol będ 20110626(017)Buki przy Czarcich Wrotach – to tutaj rośnie Bogumił i Boguchwała (zaopatrzymy te buki w tabliczki Towarzystwa Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce)

Czy rzeczywiście jedyna możliwość i jedyna droga osiągania postępu cywilizacyjnego przez Człowieka wiedzie przez unicestwianie Przyrody? Zaraz po modłach zimny wiatr z północy zmienił się na południowy i temperatura zaczęła rosnąć. Buki, którym nadaliśmy imiona nie są bardzo stare i nie wyróżniają się niczym szczególnym w tym lesie, poza tym że jeden ma potrojony pień. Są oczywiście najstarsze pomiędzy wszystkimi zarastającymi zbocze Czarcich Wrot, ale w stosunku do pomników przyrody to młodzieniaszki. – Dlaczego właśnie one ? – pomyślałem potem. To był spontaniczny odruch.

Dolina_Będkowska_a8Czarcie WrotaWidok na czarcie wrota

Wzięliśmy te buki pod duchową i fizyczną opiekę Towarzystwa Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce, po modłach/kontakcie z bogami/energiami RzeczyIstności. Zatem te drzewa zostały wybrane przez wyższą, możliwe, że naszą tutejszą , skoncentrowaną Świadomość Plemienną.  Nie jest to żaden przypadek. 

bed przyl DSC01297Przylaszczki przy Świętym Źródle

Noszą od teraz imiona Buk Bogumił z Doliny Będkowskiej i Buk Boguchwała z Doliny Będkowskiej, i mogą liczyć na naszą osobistą opiekę, która kiedy nas już zabraknie, zostanie przekazana przez nas następnym  Strażnikom Drzew, tym którzy przyjdą w przyszłości.  Nie wątpię, że ich nie zabraknie. Właśnie otrzymałem chyba tego dnia wiadomość, że w Warszawie zostanie nadane imię innemu dębowi i że zostanie oznaczony tablicą.

Źródło_Będkówka_a1Święte Źródło Bytów (Makoszy) – Będkówki

Myślę nad tym  że konieczne są fundusze na wykonanie takich tabliczek z logo Towarzystwa, z miejscem na Imię i datę objęcia ochroną. Kiedy modliliśmy się nad źródłem uświadomiłem sobie istotną różnicę między symboliką tego aktu i jego rzeczywistą mocą, a tym co może zaoferować pusty rytuał Pośredników Ksiąg Objawionych. Nasza komunia święta to był łyk wody ze źródła i kilka liści mięty rosnącej w potoku. Kopułą naszej świątyni było Niebo, a towarzyszył nam zamiast dzwonów w kulminacji, jak zwykle szum wody i szum drzew, bo mocny podmuch wiatru w samym środku medytacji, kiedy on zawsze przybywa “przywołany” natężeniem energii, miał miejsce jak zwykle.

bed przyl DSC01301

Uważność, skupienie, niesłychana jest “wrażliwość” Przyrody na taką chwilę łączności z bogami/z energiami. Zaraz po wietrze zjawiły się ptaki. A może Wiatr przybył, żeby ponieść w przestworza nasze pragnienie, które wyraziliśmy bardzo mocno? Nie wiem czego pragnęła Anna, nigdy nic naprzód nie uzgadniamy. Ja nie powstrzymałem się przed wyrażeniem pragnienia, żeby wszystkich zamieszanych w zbrodnię na Warszawskich Drzewach dotknęła najdotkliwsza wyobrażalna dla nich kara.Niech nie będzie dla nich żadnej litości!!!

Święte Dęby Ruczaju i Zakrzówka – uzupełnione 21 maja o zdjęcia z mojego aparatu na końcu sekwencji

Po południu z Agnessą nadaliśmy imiona pięciu innym drzewom – samym dębom, z tego trzem pomnikom przyrody na Osiedlu Ruczaj. Byliśmy już jakiś czas temu umówieni na tę uroczystość.  Agnessa czyli Agnieszka, znacie ją.

zakrz bogusław DSC00749

Dąb z Ruczaju – Bogusław

 Popołudniowe nadawanie imion drzewom wywołało spore zainteresowanie przechodniów, bo wszystkie drzewa znajdują się przy ulicy Zachodniej w środku osiedla. Dwaj paroletni chłopcy przyciągnęli siłą ojca, żeby dowiedział się co my też tutaj robimy? I tak dwóch młodych ludzi dowiedziało się , że czcimy stare drzewa, które są pomnikami przyrody, w ten sposób, że nadajemy im imiona, robimy zdjęcia i umieszczamy w internecie, podając to do wiadomości całemu naszemu Zielonemu Słowiańskiemu Plemieniu. Po co? Po to żeby z pokolenia na pokolenie trwała opieka nad tymi starymi drzewami, które przeżyją nas wszystkich, jeśli im tylko na to pozwolimy. 

zakrz radoslaw DSC00755

Czerwony Dąb Radosław z Zakrzówka (ulubieniec Agnieszki)

Najważniejszy tego popołudnia był dąb czerwony z Zakrzówka. Niestety Dąb Czerwony to przybysz z Ameryki, który rozprzestrzenia się samorzutnie po naszych lasach i wypiera rodzime gatunki. Kukułcze jajo w świecie roślin. Ale ten dąb jest wyjątkowo pięknie położony, w samym sercu rozległej polany. Poza tym skoro już tutaj żyje, niech nikt nie waży się go krzywdzić.

zakrz miro DSC00739-1Dąb Miłosław z Ruczaju

Dęby Ruczajskie noszą imiona:

Miłosław z Ruczaju – Miłujący Sławę lub Sławiący Miłość, pomnik przyrody,

Dobrosław z Ruczaju – Sławiący Dobro,

Mirosław z Ruczaju, Sławiący Pokój, Niosący Chwałę (pomnik przyrody)

i Bogusław z Ruczaju – Sławiący Boga (pomnik przyrody).

Każdy został skropiony źródlaną wodą i przepasany wstęgami, każdy ma też swoje zdjęcie.

zakrz miloslawMiłosław i ja, zdjęcie wykonała Agnessa. Zrobiłem oczywiście i jej zdjęcia ze wszystkimi dębami, ale mam problem techniczny ze zrzutem z aparatu, więc będą później.

zakrz milos i miros DSC00743Dąb Mirosław z Ruczaju razem z Miłosławem

Spontanicznie, bez planowania,  związaliśmy się też więzami na całe życie i wzięliśmy pod duchową i fizyczną opiekę dąb za placem zabaw, który mianowaliśmy Sobiesławem z Ruczaju. Nie jest pomnikiem, ale ma już swoje lata. Każde z tych drzew przeżyje nas, nasze dzieci i nasze wnuki – pod jednym warunkiem – że nie zabiją ich ludzie.

zakrz dobroslaw DSC00741Dąb Dobrosław z Ruczaju

Ceremonii na Zakrzówku, nie towarzyszyły już żadne smutne refleksje, ani “mocne życzenia/pragnienia”. Agnessę łączy z tym drzewem głębokie uczucie przyjaźni, od dawna, od lat dziecinnych.

DSC00744-1

Tu Dąb z Ruczaju – pomnik przyrody z ulicy Zachodniej. Otoczenie tych drzew jest paskudne i brudne, absolutnie niegodne pomników przyrody.

Dąb Czerwony, Radosław,  rośnie opodal słynnych Skałek Twardowskiego i Zalewu, gdzie ostatnio odbył się spontaniczny Zlot Internautów i imprezka na 22 tysiące ludzi.  Od teraz ten dąb nosi  jakże adekwatne do odbywanego tutaj  naturalnego kultu, pogańskie imię  – Sławiący Radość, Niosący Radość. Radość jest  jednak “nie dla idiotów”. Ci którzy skaczą ze skał upici do nieprzytomności raczej jej nie zaznają. DSC00746-1Bogusław z Ruczaju. Zauważyliśmy, że tabliczki oficjalne na drzewach pomnikach są różne.  Nie bardzo wiem na czym polega różnica – jedne z drzew mają tabliczki zielone z orłem, a inne czerwone, także z orłem. Czy to coś znaczy? Tutaj zielona.

zakrz sobieslaw DSC00750-2

Dąb Sobiesław z Ruczajuzakrz slonceDSC00759

Na koniec jak zwykle wyszło słońce chociaż dzień był absolutnie ponury.

Uzupełnienie

DSC00547bez kompr

Wołanie słońca zakończone natychmiastowym sukcesem – minęło 30 sekund do 1 minuty, a słońce wyłoniło się z kłębów czarnych chmur – Agnieszka jest świadkiem tego zdarzenia – Po chwili 2-3 minuty zaszło znowu i odjechaliśmy z tego parkingu. Był to sam koniec uroczystości nadawania imion dębom , na ten parking wróciliśmy od Radosława.

 

DSC00518kompr

Mirosław z Ruczaju

 

DSC00519kompr

Agnieszka z Mirosławem

 

DSC00520kompr

 

Mirosław

DSC00521kompr

Miłosław-Sławiący Miłość

 

DSC00524kompr

Mirosław z Miłosławem

 

DSC00525kompr

 

 

DSC00526kompr

Od Mirosława widok na Dobrosława – z tyłu

 

DSC00528kompr

Dobrosław z Ruczaju

 

DSC00530kompr

Dobrosław

 

DSC00531kompr

 

 

 

DSC00532kompr

Bogusław z Ruczaju

 

DSC00533kompr

 

 

DSC00534kompr

Bogusław

DSC00535kompr

Agnessa przy Bogusławie

 

DSC00536kompr

Zabezpieczony z powodu bliskiej budowy bloku i wjazdu na plac budowy – Jego położenie budzi poważne obawy na przyszłość. Dąb na Łobzowie zniszczony przez pana W i panią W (zatruty i wycięty pomnik przyrody – przy bezczynno0ści Urzędasów z miasta Kraków był o niebo lepiej położony i co go spotkało. Pan Wu się cieszy i śmieje, ale nie pośmieje się długo!

 

 

DSC00537kompr

Sobiesław z Ruczaju – dodatkowy, spontaniczny

 

 

DSC00538kompr

Sobiesław

 

DSC00539kompr

Sobiesław

 

DSC00540kompr

 

DSC00541kompr

Radosław z Zakrzówka – Dąb Czerwony

 

DSC00542kompr

 

 

DSC00543kompr

DSC00544kompr

Agnessa ze swoim ulubieńcem Radosławem

DSC00546bez komprI faza wołania, którego finał macie na początku tego uzupełnienia – 30 sekund do1 minuty

Rożnowskie Święte Dęby otrzymują imiona

Nasi znajomi udali się do Rożnowa żeby nadać imiona tamtejszym trzem dębom, które przedstawiam poniżej. Będą nosić imiona: Borys z Rożnowa – czyli Syn Borutowy, lub Syn Borany, albo syn Borowiłowy,

Dobrogost z Rożnowa – Dobry Gość, Dobry Duch

i Świętobor z Rożnowa – Święcący Borowiła. 

roz dab 1 DSC01880komp3obrpr

Święty Dąb Borys z Rożnowa – pomnik przyrody

roz dab1 DSC01889komp3obrpr

Jeszcze raz Dąb Borys z Rożnowa (zdjęcia z lata)

Kłopoty techniczne ze zrzutem zdjęć z mojej komórki uniemożliwiają dokumentację na bieżąco tych doniosłych wydarzeń. Także długie wyjazdy i rozjazdy naszych bliskich komplikują bieżący reportaż. To co tutaj mamy dzisiaj zawdzięczamy Agnessie czyli Agnieszce, a reszta to zdjęcia z lata zeszłego roku.  roznów dab drugi z 1 DSC01891komp3obrprDąb Dobrogost z Rożnowa – pomnik przyrody

roznów 3 dąb młodszyDSC01899komp3obr pr

Dąb Świętobor z Rożnowa

Zdjęcia z  nadania imion Starym Dębom z Rożnowa, [uroczyste, ze wstęgami i skropieniem drzew, ziemi i trawy wokół nich źródlaną wodą, oraz z ofiarą z ziarna (nasion fiołków i stokrotek), które posiano wokół dębów – później. park jerzaman 3 dąb w cąłości DSC00445 3obr

Święte Dęby Bieżanowa- Park Jerzmanowskich

2 maja 2013 roku, nadaliśmy imiona świętym dębom – pomnikom przyrody w Parku Jerzmanowskich w Bieżanowie Krakowskim – noszą od tego momentu imiona:

Borzywoj z Bieżanowa – czyli woj Borowiła, a nie po prostu Boga (wtedy byłby Bożywoj)

Darzylas z Bieżanowa – Darzący Lasom,

Jurko z Bieżanowa – Syn Jura Jarowita-Jaryły, Pana Wiosny,

Dąbrowit z Bieżanowa – Uwijający Dęby (czyli siejący dęby, czyniący je witalnymi i widzialnymi)

i Czesław z Bieżanowa – Oddający Cześć Sławie oraz Sławiący Cześć i Cnoty, Czystość Sławiący

z tym ostatnim , nie ukrywam , wiążą mnie szczególne nawęzy.  

park jrrzman kolejny dab pomnik DSC00434 3obr

Dąb Jurko z Bieżanowa , z rodu Jerzmanowskich

park jerz dęby pomniki świało i drzewo DSC00421 3obr

Dąb Dąbrowit z Bieżanowa, z rodu Jerzmanowskich

park jerzaman 3 dąb w cąłości DSC00445 3obr

Dąbrowit

park jerzm dab pomnik i światło DSC00422 3obr

Dąbrowitpark jerzm dwa deby z widokiem na pień gigant DSC00426 3obr

park jerzman 3 dąb pomnik DSC00438 3obr

Widok na Jurkapark jerzman 3 dąb pomnik DSC00439 3obr

korona Jurkapark jerzman 3 dąb pomnik DSC00441 3obr

Dąb Czesławpark jerzman 3 dąb pomonik korona DSC00442 3obr

korona Czesławapark jerzman 4 dąb pomnik DSC00446 3 obr

park jerzman dab gigant pomnik bezimienny DSC00427 3obr

Tabliczka na dębie Czesław

park jerzman dab pomnik co się stało z korą DSC00437 3obr

Inny dąb pomnik Borzywoj z Bierzanowa, z rodu Jerzmanowskich

park jerzman dab pomnik DSC00423 3obr

Dąb Czesław z Bieżanowa, z rodu Jerzmanowskich

park jerzman dab pomnik DSC00424 3obr

Czesław

park jerzman dąb DSC00460 3obr

Darzylas z Bieżanowa z rodu Jerzmanowskich

park jerzman dąb pomnik DSC00429 3obr

Darzylas z Bieżanowa, z rodu Jerzmanowskich

nd tond logo 05_09_10 logo Pawlik 1logo napis TOND eng 04_04_11 towarzystwo logo 9

Święto Boru i Święto Drzew – 1 i 2 maja [Dlaczego? Kult Drzew oraz prosty rytuał nadania imienia drzewu]

Opublikowany w przyroda, przyroda do ochrony, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody przez bialczynski w dniu 30 Kwiecień 2013

st drz nnn nnn 05_23_10 dębowy gaj siebeneiche 10Przypominamy artykuły z roku 2010 i 2011, poprzedzając je krótkim wstępem, opublikowane w związku ze Świętem Boru i Świętem Drzew. Te święta bardzo ładnie się upowszechniają. Także rozwija się rytuał nadawania starym drzewom imion. Rozwija się bardzo aktywnie ruch Obrony Starych Drzew. Niestety powody naszej aktywności to najczęściej dalsze zbrodnicze działania ludzi (urzędasów i złodziei drewna oraz deweloperów mieszkaniowych w miastach). Po niedawnej Warszawskiej Masakrze 505 starych drzew, powołano organizację Zielona Moc, której część stanowi także nasze Towarzystwo.

nd tond logo 05_09_10 logo Pawlik 1

Dlaczego 1 i 2 maja?!

1 i 2 maja nie jest tradycyjnym świętem w słowiańskiej wierze przyrodzonej. Ale czy na pewno?Do jakiego stopnia data tych świąt wiąże się z innymi tradycjami europejskich religii naturalnych? Nasze prastare, nie waham się powiedzieć – starożytne słowiańskie Święto Drzew obchodzono pomiędzy 20 a 26 kwietnia, czyli kilka dni wcześniej, po poprzedzającej końcówkę kwietnia pełni Księżyca. Są to faktyczne dawne Zielone Święta – czyli Święto Wiosny Ozieleniającej, Święto Pani Zielonej – Przyrody-Rodżany. Następne święta, 20- 26 maja, to już Święta  Kwiatów (Rosalia), święto Piękna  i Pani Piękna, Rozkoszy i Miłości, Krasatiny i Dziewanny.


Różne manipulacje kleru chrześcijańskiego (katolickiego, protestanckiego i prawosławnego) przez ponad tysiąc lat zmierzały do tego żeby „przejąć” rząd dusz, czyli odebrać wiernych starej Wierze Przyrody w sposób skuteczny i ostateczny. Ponieważ wymordowanie magów Wiary Przyrody okazało się za mało skuteczne, a rolę kapłów i żerców po członkach świątyń pogańskich objęli zwykli chłopi, ojcowie i dziadowie w zadrugach i rodzinach, a rolę wieszczyc, lekarek i wiedun przejęły babki i matki w rodach, które stały się wiedźmami (wiedzącymi, znającymi Wiedę-Wedę),  konieczne się stało rozszerzenie tego działania w taki sposób, żeby związać stare święta z nowymi i nakazując obchody tych nowych świąt, odseparować ludek boży od starej wiary.

Pilica w Jurze Krakowsko-Częstochowskiej (na Wądołach Karoduńsko-Chowańskich) jest bardzo starą miejscowością. Tak się składa, że zachowało się tam bardzo wiele bardzo starych drzew które wciąż żyją. Co prawda kiepsko, ale zawsze. Te wszystkie drzewa w olbrzymiej zaiste liczbie – ponad 200 – są bezimienne.  W Pilicy w roku 2009 i 2010 ścięto 10 bardzo starych drzew -  przy kościele parafialnym – 2 lipy wąskolistne, przy wikariacie 2 kasztanowce i lipa szerokolistna, na cmentarzu parafialnym klon i 2 jawory.  U podnóża zamku w Smoleniu wśród 117 bardzo starych drzew rośnie 18 – BEZIMIENNYCH, BARDZO BARDZO STARYCH DRZEW, które powinny być bezwzględnie chronione i leczone.

Czy to działanie było skuteczne to widać doskonale na przykładzie Wielkanocy. Co prawda poplątały się różne daty i różne plemiona, sioła, wioski, regiony w różnych terminach obchodzą różne obrzędy, ale cały kompletny obrządek – choć może trochę zdeformowany i pokawałkowany przetrwał – i to w całej Europie. Dzisiaj, kiedy po stuleciach chrystianizacji,  ksiądz katolicki z trudem tłumaczy swoim wiernym, dlaczego mimo wszystko w tych kilku dniach wolno im spożywać „pisane” jajka wielkanocne i w ogóle obżerać się bez umiaru  – choć obżarstwo jest  dla chrześcijanina ciężkim grzechem (jednym z Siedmiu Głównych) – możemy z zadowoleniem stwierdzić, że cała ta akcja była zupełnie chybiona. Chrześcijanie zamiast zlikwidować pogański rytuał przyswoili go sobie i najspokojniej w świecie oddają się dzisiaj pogańskim obrzędom i diabelskim praktykom udając, iż tego nie czynią. No cóż, można i tak. Ale pytam się po co?!

Bartłomiej Kowalewski Apel – Nie wycinajcie Starych Drzew

http://www.wiadomosci24.pl/artykul/apel_nie_wycinajcie_starych_drzew_70305.html

Stare bezimienne drzewo okaleczone przez Kretynów (przez bardzo duże K)

Chrześcijańskie święto Zmartwychwstania Pańskiego musiano w IV wieku n.e. na siłę połączyć z którymkolwiek świętem z dawnego kalendarza Świąt Wiary Przyrody u wszystkich starożytnych ludów Europy. Dotyczy to w równym stopniu ich wszystkich, ponieważ Wiara Przyrody jest oparta na obserwacji P R Z  Y R O D Y  właśnie, a w związku z tym i u Celtów i u Germanów i u Rzymian i u Greków, a także a jakże u  Słowian, Istów i Dawanów, obchodzono je mniej więcej w jednakowym czasie – na końcu marca Nowy Rok i Święto Wiosny, a na końcu kwietnia – Zielonych Świątków i Święto Drzew. Tyle że jedni obchodzili je w terminie związanym z kalendarzem księżycowym (20 – 26 marca, 20-26 kwietnia) a inni w terminie świeższym – z kalendarza słonecznego na równonoc słoneczną – 21 marca i na koniec miesiąca słonecznego – 30 kwietnia. Po wprowadzeniu mieczem i stosem ognistym nowej – jakże humanitarnej religii -  zaczęto je więc pod presją kata obchodzić jako Wielkanoc, którą lokowano raz blisko Równonocy – czyli jako faktyczne dawne Święto Nowego Roku (20-26 marca), albo znów (zależnie od Pełni Księżyca – tak jak jest to w tym roku) jako Gaik-Maik, Nowe Latko, Zielone Świątki (czyli Święto Zielonych Bogów – Bogów Boru – Borany-Leszy i Leszego-Borowiła oraz dwugłowych, dwupłciowych Bogów Kiru Wiosny – Jaruny-Jaryły [Jarowita] czyli inaczej Gaji-Gaika, albo Majuny-Maika, około 20- 26 kwietnia).

Bezimienne – Bory Tucholskie

Do tego  Kościół w terminie bliskim pogańskich tradycyjnych Zielonych Świątków wymyślił – po to żeby zupełnie „skutecznie przykryć” wszelkie obrzędy Wiary Przyrody w całej Europie (Celtowie i Germanie preferowali obrzędy dosłownie kilka dni później  – 30 kwietnia, 1 maja lub 2 maja – więc urządzono im i nam przy okazji święto Świętego Józefa. Nie wiedzieć czemu Dzień Świętego Józefa Kościół Chrześcijan nazwał Świętem Drzew (czy dlatego że on był cieślą i stolarzem, to znaczy ścinał drzewa i używał drzewa na stołki, łyżki i rogalki?!!!].

Ale dzień Świętego Józefa to według Kościoła Chrześcijan nie tylko dzień Święta Drzew, lecz także dzień Święta Miłości [ czyżby miłości z której narodził się Niepokalnie Poczęty - ale przecież jeśli się urodził w grudniu to właśnie na Święto Wiosny powinien być poczętym i to w zwyczajny sposób].

I miał to też być według Kościoła Chrześcijan dzień  Święta Bydła [ ale chyba nie dlatego, że Jezus urodził się pośród bydła w stajni, ani dlatego że razem z Józefem uciekał na ośle]???!

Kościół Chrześcijan nawyprawiał się rzeczywiście niezłych łamańców i fikołków, żeby się w te święta „wciąć”.Przez litość nie wspomnę, że musiał w związku z tym przesunąć datę urodzin mitycznego Jezusa (syna nie Józefowego, lecz ponoć Jehowego – poczętego promieniem światła), no i datę jego promiennego poczęcia.

Marcin Wawrzynczak – Według Cezarego Pacyniaka (Najstarsze drzewa w Polsce, Wyd. Kraj, Warszawa 1992) cis w Piechowicach nie ma przypisywanych mu 700 lat, a „jedynie” 519 (wg stanu na 2010 rok), ale i tak daje mu to miejsce w pierwszej dziesiątce najstarszych cisów w Polsce. Ten cis jest bezimienny.

Cały okres obchodów noworoczno-wiosennych od 20 marca d0 połowy maja jest dodatkowo obciążony manewrami związanymi z przejściem od użytkowania kalendarza księżycowego i miar miesięcznych (trzydziewiętnych gdzie miesiąc równa się 3×9 – 27 dni) na kalendarz słoneczny i do miar 30-31 dniowych. Stąd zależnie od regionu Europy obchody te stały się „płynne” i w okresie intensywnej chrystianizacji, od IV do X wieku n.e. [ który to okres dziwnym przypadkiem związany jest  z czasami najgłębszego średniowiecza, uważanymi powszechnie za czas najstraszliwszej ludzkiej ciemnoty, upadku kultury i zacofania] przestały obowiązywać jednolite daty obchodów.  Cóż – dawnych magów – obsługujących pogańskie kalendarze po prostu wycięto „w pień” w imię Chrystusa i Ordine Nuovo. Dzisiaj w imię tegoż samego wycina się w pień – stare drzewa, czy to w „zacofanej” Ameryce Południowej, czy w „światłej” Europie.

Marcin Wawrzynczak – Maciejowiec , Stare Bezimienne Drzewa

Jeśli nie wiemy czemu jest tak a nie inaczej i nikt nam tego logicznie wyjaśnić nie potrafi  – od razu możemy sobie z dużym prawdopodobieństwem odpowiedzieć iż chodzi o to że mamy coś starego w nowej skórze, do której to stare nie pasuje. Nie da się wyjaśnić przy pomocy nowej wiary starych obrzędów i zwyczajów w sposób zadowalający, mimo usilnego naciągania faktów i symboli. Kłamstwo zawsze bowiem wychodzi na jaw, tam gdzie „szwy” są zbyt ordynarne i prostackie, zupełnie nielogiczne.

Datę 1 i 2 maja wiąże się zwykle z  celtyckim Beltaine, a także germańskimi Sabatami Czarownic w Noc Walpurgii (na przykład na górze Brocken w Harzu), albo z rzymską Florą Niebieską (czytaj Zielenią Rajską- Władczynią Zaświatowych-Welańskich Borów) i Florą Matką (czyli Matką Zieloną Przyrodą-Rodżaną).

„Inne nazwy Nocy Walpurgi, z jakimi można się spotkać – jak podaje Wikipedia -  to Sabat Beltane, Dzień Majowy, CethsamhainVappu (po fińsku).” [zawsze traktujmy takie wieści z lekką nieufnością, a przynajmniej jako dalekie od wyczerpania tematu]

Marcin Wawrzynczak – Maciejowiec , Stare Bezimienne Drzewa – buk

Słowianom odmawia się w ogóle czci jakichkolwiek bóstw i obchodów jakichkolwiek świat. Czyni się tak dlatego iż o Słowianach zwykło się mówić, że albo w ogóle „z Drzewa nie zdążyli zejść i świąt nie znali, ani bogów żadnych”, albo też narodzili się jako nacja razem z Chrztem Świętym, a wcześniej byli tabula rasa – Czystą Kartą – Nemo.

Ale ja powiadam Wam, że w naszym słowiańskim kalendarzu Święto Drzew i Boru przypadało od starożytności i przypada nadal na czas między 20 a 26 kwietnia (pełnia Księżyca w tym roku 2011 jest  18 kwietnia).

Święto Drzew i Żywiołu Boru było dawniej nazywane wśród różnych słowiańskich ludów różnie – wśród Lęgów-Lechitów i późniejszych Polechitów-Polęgów, Ślęgów- Ślązaków i Lugów-Łużyczan – czyli Polaków (Lęchitów), a także wśród Wędów (Wenedów-Wenetów), czyli późniejszych Pomorzanów i Drzewian (Połabian i Draków-Traków, Dawanów-Dagów-Daków), jak i również wśród Serbomazów (Sarmatów) – czyli późniejszych Mazowszan i Serbów, jak też u Białochorwatów-Nurusów, czyli późniejszych Rusów i Małopolan, nazywany był przeważnie: Zielonym Świętem, Młodym Latkiem. Istowie – Litwini, Łotysze, Borusowie-Prusowie, Jaćwięgowie nazywali go Błoweszem – Bocianim Świętem.

Marcin Wawrzynczak – [Buk, obwód. ok. 650 cm, przy drodze z Wolbromowa do Niwnic, powiat Lwówek Śląski, maj 2010 / Beech, circumference ca. 650 cm, on the road from Wolbromów [pre-1945: Klein-Neundorf] to Niwnice [Neuland-Cunzendorf], Lwówek Śląski [Loewenberg] county, May 2010]. To drzewo jest bezimienne.

   

Jeśli idzie o święta celtyckie to cóż, wyglądają one bardzo podobnie do słowiańskich,  jeśli idzie o obrzędy i w ogóle o sens ich obchodzenia. Jest tak z tej prostej przyczyny, że te święta dla wszystkich POGAN – wiernych wiary przyrody – są świętami Wiary Przyrodzonej – Wiary Przyrody.

st drz nn nn 05_29_10 maciejowiec park matzdorf 13Marcin Wawrzynczak – Maciejowiec , Stare Bezimienne Drzewa

Oto opis Beltaine:

…Kiedy cały szczyt wzgórza rozjaśniał się ogniem, ludzie dorzucali gałęzie do świeżo rozpalonego ognia i już płonące obracali nad głowami imitując w ten sposób słoneczne promienie. Jeżeli ktokolwiek planował długą podróż, skakał trzy razy w tą i z powrotem przez ogień na szczęście. Kiedy płomienie już przygasły zaczynały przez nie skakać młode kobiety – po to, żeby sprowadzić sobie dobrych mężów. Nawet ciężarne kobiety przechodziły przez popioły aby zapewnić sobie spokojny poród. Także dzieci przyłączały się do wspólnej zabawy. Kiedy ogień w końcu zgasł, żarzące się jeszcze węgle rozrzucane były wśród wzrastających roślin żeby je chronić przed suszą i chorobami. Każda rodzina zabierała też odrobinę żaru do domu aby rozpalić od niego ponownie domowe ognisko. Ponieważ Celtowie byli ludem pasterskim, Beltaine było porą kiedy bydło zostawało wypuszczane na swe letnie pastwiska na wyższych zboczach. Stada, dla oczyszczenia, również były przeprowadzane przez święte ognie Beltaine. W końcu w tym właśnie dniu młodzi Celtyccy wojownicy sprawdzali swe umiejętności bojowe w „igrzyskach” Beltaine.

Młode kobiety zbierały przez całą noc kwiaty robiąc wianki i wplatając je we włosy. Zbierały też głóg i inne rośliny do udekorowania domów. Mężczyźni w tym czasie szukali i przygotowywali tzw. maypole, czyli pozbawiony gałęzi pień drzewa (najczęściej z brzozy lub jesionu) wbity pionowo w ziemię, przyozdabiany następnie wstążkami i zielonymi roślinami. Na koniec ktoś wspinał się na szczyt i umieszczał tam koronę z kwiatów. Ten symbol oznacza środek świata i symbolizuje jeszcze starszy znak Drzewa Życia.

Beltaine było czasem nieposkromionej radości, starzy i młodzi spędzali tę noc w najprzyjemniejszy z możliwych sposobów… Rankiem wszyscy wracali do domów niosąc naręcza gałęzi głogu (majowego drzewa) i różnych wiosennych kwiatów, którymi przyozdabiali siebie, swoje rodziny i domostwa. W drodze powrotnej zatrzymywano się przy każdym domu, zostawiając część kwiatów, otrzymując w zamian najlepsze jadło i napoje jakie dom mógł zaoferować.

Po krótkim odpoczynku tańce i zabawa rozpoczynały się ponownie. Jej uczestnicy prowadzeni byli przez Majową Królową wybieraną spośród młodych, niezamężnych kobiet, ona z kolei dobierała sobie „małżonka”, nazywanego często Zielonym Człowiekiem (od Starego Boga Dzikich Ostępów). Obwożeni byli przez całą wieś na odkrytym powozie usłanym kwiatami i siedząc na tronie symbolizowali boską parę której jedność symbolizowała święty związek ziemi i słońca.

Beltaine jest obchodzone również jako znak Wielkich Zaślubin pomiędzy bogami i boginiami. Beltaine było tradycyjnym czasem zawierania małżeństw. Celtycką specyfiką było zawieranie próbnych małżeństw, na rok i dzień – jeżeli „małżeństwo” nie sprawdziło się przez ten czas, mężczyzna i kobieta mieli prawo odejść swoją drogą. Dzieci urodzone w dniu święta miały ponoć szczególne szczęście w życiu i w dorosłym życiu cieszyły się wielkim uznaniem…”

Oczywiście przypisywanie Celtom jako wyróżnika próbnych związków małżeńskich jest nonsensem – dotyczyło to wszystkich pogańskich ludów i ciągnęło się jeszcze – np. wśród Słowian – w średniowieczu i później.

Marcin Wawrzynczak – Maciejowiec , Martwy stary Świerk bezimienny

W czasach chrześcijańskich łączono wpływy starej wiary z nową religią – na domach rysowano kredą krzyże, na podłodze układano skrzyżowane miotły. Przez miasta przeciągały procesje mieszkańców, starając się robić możliwie dużo hałasu, co miało odstraszać złe duchy.

Marcin Wawrzynczak – Buk purpurowy w Dębowym Gaju – Bezimienny

Obrzędy Równonocy Wiosennej i obrzędy typowe dla Zielonych Świątków w tradycji ludowej całej EUROPY – Białego Lądu, poplątały się i pomieszały.

DSC00076Nie tylko stare drzewa zasługują na imiona. Nadaliśmy już imię młodemu dębowi w Parku Zaczarowanej Dorożki w Krakowie – nazywa się Jan Kaczara z Prądnika Czerwonego (na cześć Zaczarowanego Dorożkarza). Także Mezamir postanowił nadać imię swojemu ulubionemu drzewu, Sośnie, którą tutaj widzimy – Jej  imię to Milena, a poniżej Mezamir, jako szaman ptasi, wcielony w Raraszka (a może Raraszek wcielony w szamana), dokonuje obrzędu.

Raraszek

Nadszedł  czas (także i w Polsce) żeby te wspaniałe obrzędy Święta Drzew i Bogów Dzikich Ostępów – po prostu przywrócić.   Ponieważ w naszym kraju 1, 2 i 3 maja to tradycyjnie już fragment Wielkiego Majowego Urlopu, więc ten termin będzie wygodny dla wszystkich i jest najbliższy terminu starożytnego słowiańskiego święta

 

Starców wśród Drzewnej Braci trzeba ratować, trzeba dbać o ich bezcenne życie, tak samo jak trzeba ratować życie starych ludzi. Życie tych starych  drzew nie jest bowiem wcale mniej bezcenne niż życie każdego z nas.Te drzewa są rzeczywiście ZAPISAMI dziejów. Już to powinno spowodować należytą opiekę nad nimi – ale tak nie jest. Nie jest tak w Polsce ani nie jest tak na świecie, bo i w najbogatszych krajach świadomość społeczeństwa na temat Boru i Drzew daleka jest od tego co konieczne, żeby uratować lasy i zagrożone gatunki roślin i zwierząt.

Jawor kłopotnicki – Marcin Wawrzynczak – Nie nazwany, świętą wodą ze świętych źródeł nie polany

Czy wiecie, że większość Najstarszych i Bardzo Starych Drzew w Polsce nie posiada imion?!


Nie ma żadnego przemyślanego systemu nazywania drzew, nie ma też jednolitego zorganizowanego w całej Polsce systemu Ochrony Drzew Pomników, nie ma też zasad które precyzyjnie pozwalają określić co czyni jakieś drzewo takim Pomnikiem Przyrody – czy obwód pnia, czy wiek w swojej klasie czy rzadkość występowania + wiek?! Ochrona drzew pomników przyrody jest taka, że najstarsze dęby w Polsce można bezkarnie podpalać, wycinać na parkiety, a całe leczenie starych drzew ogranicza się do obcinania odpadających konarów i gałęzi oraz klamrowania obejmami i cementowania pni.

Jawor kłopotnicki – Marcin Wawrzynczak

STOP zbrodniom masowym na zwierzętach, bezkarnemu sadyzmowi, „zwierzobójstwu” „laso-” i „drzewo-bójstwu”. STOP KOSZERNYM UBOJNIOM!!!

Musimy odwrócić ten trend niszczycielski, ten efekt uboczny wyrosły z katolickiego tępienia kultu roślin, drzew świętych, świętych gajów, świętych zwierząt, świętych potoków, rzek, źródeł. Etyka która to przyniosła to etyka w ogóle nielitościwa dla wszystkiego co zdrowe, normalne i naturalne. Wykluczyła ona zwierzęta i rośliny ze sfery istot posiadających DUSZĘ, a także ze sfery istot CZUJĄCYCH, posiadających rozum i inteligencję oraz życie uczuciowe.

Marcin Wawrzynczak – Chromiec – Kopaniec , Stare Bezimienne Drzewa

Oto prosty sposób nadawania drzewom Imion jaki proponujemy:

Każde drzewo powinno zostać nazwane zależnie od rodzaju – męskiego (świerk, dąb, wiąz) lub żeńskiego (sosna, jodła, limba. lipa, brzoza) starosłowiańskim imieniem – nie koniecznie polskim lecz słowiańskim –

A więc imię męskie lub żeńskie, słowiańskie – to pierwszy człon nazwy

Drugi nadajmy zgodnie ze staropolską nomenklaturą szlachecką od miejscowości w której rośnie.

A więc przykładowo: dąb Boromir z Parczewa, dąb  Sławko z Parczewa, wiąz Przemysław z Parczewa , lipa Sawa z Parczewa, lipa Stoigniewa z Lipin, lipa Dobromira z Wałbrzycha, wierzba Sławoja z Tucholi itp.

Marcin Wawrzynczak – Dębowy Gaj , bezimienne dęby

Wszystkich którzy chcieliby poznać naprawdę piękne  NAJSTARSZE DRZEWA w Polsce zapraszamy na stronę Najstarsze Drzewa .

Zdziwicie się ile jest niesamowicie pięknych starych drzew, gdzieś całkiem niedaleko was. Prawie wszystkie z nich są bezimienne. Nie zostawimy Starych Polskich Drzew w dotychczasowej sytuacji.

Marcin Wawrzynczak – Dębowy Gaj , bezimienne dęby

Wejdźcie na tę stronę [Najstarsze Drzewa]. Tam przeczytacie o wielu cudownych bardzo starych drzewach żyjących w naszym kraju. Jeśli każdemu z nich nadamy imię przestaną być anonimowe. Drzewo które ma imię możemy czcić nie tylko w Święto Boru, czy w Święto Drzew – ale także w każdą rocznicę w dniu jego słowiańskich imienin.

DZIEŃ IMIENIN DRZEWA – waszego drzewa tego, któremu wy i wasza rodzina nadaliście imię, to dzień w którym możecie też dla tego drzewa coś zrobić. Zrobić cokolwiek według swoich osobistych możliwości – na przykład oczyścić jego otoczenie ze śmieci, na przykład choćby wykonać tablicę z jego imieniem i postawić ją przy nim z informacją, jak drzewo ma na imię, ile może mieć mniej więcej lat, co to za gatunek oraz, że to imię nadało Towarzystwo Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce.

Drzewo zaliczone do Najstarszych Drzew w Polsce , posiadające IMIĘ zostanie wpisane do Rejestru Towarzystwa Najstarszych Drzew w Polsce. Takie drzewo może stanowić atrakcję turystyczną szlaków wycieczkowych w waszej okolicy, może się stać wizytówką samej miejscowości. Przeczytajcie kończący ten artykuł pomysł Marcina Wawrzyńczaka – może uda się zainteresować jakąś firmę, jakiegoś biznesmena z waszej okolicy i przekonać do patronatu nad waszym Najstarszym Drzewem. Jeżeli zechciałby finansować opiekę nad Drzewem – otrzymałby od Towarzystwa Ochrony tytuł firmy sprzyjającej Najstarszym Drzewom, Opiekuna Najstarszych Drzew – wtedy moglibyśmy naprawdę się nim zaopiekować, leczyć je i chronić.

Prawie 1300 letni Cis z Henrykowa Lubańskiego – bezimienny [ze strony http://www.najstarszedrzewa.blogspot.com

Ten cis urodził się w roku 734 naszej ery, tak !!! To nie pomyłka. Nie w 1734 ale w 734. Jego słoje pamiętają każdy rok jaki upłynął od tamtego czasu. W jego słojach jest Zapisane co się każdego roku dookoła niego działo. Są to bardzo subtelne ZAPISY. Nie potrafilibyśmy ich mimo całej naszej dzisiejszej technologii odczytać, ale ten zapis istnieje. Najprostsze odczytane przez człowieka z zapisu pni drzew informacje to te o tym czy dany rok był ciepły i dobry, udany,. deszczowy, czy może za bardzo deszczowy i niezbyt udany, czy może był rokiem suszy, kłopotów, wysokich temperatur – to najprostsze zdanie odczytuje się na podstawie szerokości słoja z danego roku. Ale żeby to zrobić musielibyśmy to drzewo ściąć.

Cis bystrzycki – Marcin Wawrzynczak – BEZIMIENNY

[ze strony http://www.najstarszedrzewa.blogspot.com

W ZAPISIE miąższu pnia są jednak dużo subtelniejsze informacje pisane językiem  związków chemicznych, rozpadem promieniotwórczym komórek, są zapisane proporcje składników czerpanych danego roku z gleby, skład substancji które  drzewo pobrało – to wszystko można by odczytać rozczytując subatomową strukturę owych słojów.

Do tego jednak bardzo nam daleko.

Ludzie jednak w głębokiej starożytności doceniali Stare Drzewa i czcili je. Słowiańska Wiara Przyrodzona – Wiara Przyrody szczególnie potężne drzewa uważała za święte. Tak jest i dzisiaj . To właśnie są Nasi Święci. Cudem jakiego dokonali aby dowieść swojej świętości jest to że WCIĄŻ JESZCZE ŻYJĄ mimo wrogiego im od 966 roku n.e. otoczenia, które na wszelkie możliwe sposoby niszczyło drzewa. To otoczenie stworzyli im ludzie, którzy przestali czcić drzewa i gaje, przestali je uznawać za święte – zaczęli je bezlitośnie wykorzystywać i karczować – niszczyć – to znaczy zabijać.

Jeżeli komuś się wydaje, że określenie „zabić drzewo” jest śmieszne to tylko świadczy o tym jak daleko taki człowiek odszedł od KORZENI – od WIARY Przyrodzonej swoich Dziadów, od Przyrody, od Matki Ziemi.

Nie wystarczy pomodlić się do Matki Boskiej – Marii lub, jak to wolą fanatycy, Maryji – żeby ocalić Matkę Ziemię. MATKĘ ZIEMIĘ – JEDYNĄ NASZĄ PRAWDZIWĄ MATKĘ – Wcale nie dziewicę, której istnienia nie trzeba nikomu udowadniać i której praw rodzicielskich nikt nie musi dowodzić, która zrodziła wraz z innymi Żywiołami i Mocami Przyrodzonymi Światu – Wszemu Światu  – Człowieka.

Wszech-Świat (Bóg Bogów, Ojciec Ojców, Światło Świata – Świętowit) poprzez Matkę Ziemię i  JEJ Ciało wcale nie niepokalane – pokalane jak najbardziej, wydał z jej Siostry PRZYRODY-RODŻANY Człowieka na Świat. Od niego Człowiek pochodzi. Człowiek przez duże C i przez małe c. Tak mówi Wiara Przyrodzona – wiara która nie stoi w sprzeczności z nauką i nie każe nam wierzyć w krwawe baśnie, ale w prawdziwą Baję -Opowieść i Materię Wszego Świata.

Wyznawcy Wiary Przyrodzonej – Wiary Przyrody Słowiańskiej czczą dzisiaj i czcić będą ZAWSZE – PO WSZE CZASY – Drzewa – nie tylko najstarsze, nie tylko drzewa, także inne rośliny, które „głupi” ludzie w przeszłości wiązali z czarami i czarownicami (poniekąd słusznie bo czarownice były kapłankami Wiary Przyrody). Są to najpożyteczniejsze rośliny Ziemi o potężnych właściwościach, o wielkiej mocy zabijania i uzdrawiania. Wyznawcy Wiary Przyrodzonej Słowian czcić będą i czczą Zwierzęta KTÓRE – zapewniam was – MAJĄ DUSZĘ – i będą zbawione jak i my wszyscy – Jeśli nie Rajem to przynajmniej Cichym Ostatecznym i Spokojnym Snem – bez koszmarów z chrześcijańskiego horroru jaki przechodzą w ciągu ziemskiego swojego życia na przykład na kurzych fermach, lub w koszach na śmieci, lub żywcem palone, lub włóczone na sznurze za wypasioną pijacką „furą” na polskiej wsi.

W dawnej Słowiańszczyźnie istnieli Drzewidzi – Byli nie tylko Opiekunami Świętych Drzew, ale także opiekunami ZAPISÓW – biegłymi w czytaniu Mowy Drzew, byli przekazicielami Wiedy Starowieku i tworzyli oni Radę Starowieku (Radę Drzewidów), która zbierała się pod Świętym Drzewem albo Drzewem Zapisu i radziła i sądziła na całą okolicę i rozstrzygała spory według Praw Starowieku – Pisze o tym pięknie Stanisław Vincenz (możecie o nim przeczytać na naszych stronach).

Marcin Wawrzyńczak – Dębowy Gaj , bezimienne stare drzewa w parku

[ze strony http://www.najstarszedrzewa.blogspot.com

Chcemy i Będziemy bronić Starych Drzew i chronić Stare Drzewa i będziemy to czynić ze wszystkich sił – w miarę możliwości – mam nadzieję, że coraz większych z godziny na godzinę i z miesiąca na MIESIĄC – W MIARĘ ROZWOJU NASZEJ AKCJI. Czynimy tak bo stawiamy PRAWA PRZYRODY wyżej niż PRAWA CZŁOWIEKA, a Prawa CZŁOWIEKA – każdego bez wyjątku – zwłaszcza prawa do życia w niezniszczonym i niezanieczyszczonym środowisku  – stawiamy wyżej od zwykłego kodeksowego Prawa, które nie służy wszystkim na równi, lecz wybranym grupom posiadającym zasoby finansowe i władzę.

Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, NajstarszeDrzewa .blogspot.com oraz Słowiańska Wiara

Obejmujemy swoim działaniem Całą Polskę – Do końca tygodnia podamy wam dalsze szczegóły.

Jedno możemy ogłosić jednak już dzisiaj

OGŁASZAMY  1 i 2 MAJA – nie żadnym tam świętem robotniczym , nie żadnym tam dniem flagi  – OGŁASZAMY te dni 1 maja – Świętem BORU oraz 2 maja – Świętem DRZEW – wszystkich, ale szczególnie seniorów – Najstarszych Drzew.

Jak uczcimy drzewa – jedno jest pewne, że towarzysko i rodzinnie – jak to dawniej bywało pod Drzewem Zapisu, które stało w każdym słowiańskim opolu, w każdej wsi.

Inna lipa w Siedlęcinie, która wrasta w zamek [ze strony http://www.najstarszedrzewa.blogspot.combezimienna

O Zapisie z Księgi Tura:

Święte Drzewo Zapisu – i kult drzew

W Serbii i wielu innych okolicach Słowiańszczyzny znane były drzewa zwane „zapisami” albo drzewami „grumadnymi”a. Każda wieś, gród i sioło, każda zadruga i każdy ród posiadały własne drzewo, które było ziemskim odbiciem Drzewa Drzew rosnącego na Wierchu Weli. Takie samo drzewo posiadało całe plemię, książęcy ród oraz cała ziemica. Drzewo to znajdowało się pod opieką całej społeczności, a w jego rozwoju odbijały się losy grupy ludzkiej, którą sobą reprezentowało. Gdy słabło i schło, było to złą wróżbą, uwiąd konara zwiastował śmierć grupy osób, niepowodzenie wyprawy, mór, suszę itp.

Pod „zapisem” często składano ofiary, pod nim też zanoszono prośby do bogów, przewiązując jego gałęzie proszalnymi wstążkami. Dbano, by drzewo było wolne od szkodników, by nie cierpiało braku wody (zwłaszcza w czasie suszy) i by w jego pobliżu zachowane były spokój oraz powaga. Drzewo owo często znajdowało się w samym środku wsi, a cała zabudowa rozchodziła się koliście od owego głównego miejsca. Znane są typowo słowiańskie plany zabudowy przestrzennej, które mają właśnie kształt kolisty. Na Połabiu po tym kształcie, zwanym okółem, opolem albo pagiem-pągiem (Pąk – kula), odróżnia się budownictwo słowiańskie od germańskiego. Obok „zapisu” często znajdowała się świątynia będąca jednocześnie domem gromadnym, przeznaczonym dla starszyznyb. We wszystkie święta właśnie tutaj obradowano, składano ofiary, urządzano uczty. Jeśli świątynia lub święty gaj znajdowały się w innym miejscu (np. na wzgórzu obok wioski), to po spełnieniu ofiar przenoszono się pod centralne drzewo zapisowe i tutaj odbywała się gromadna ucztac.

Istniał także zwyczaj, zachowany na Rusi nawet jeszcze w XVIII wieku, pisania przy pomocy tajemnych znaków próśb na zwitkach brzozowej kory (zwanej bieriostem)d i przyczepiania owych zwitków do gałęzi albo przybijania ich do pnia. W gałęziach drzewa przebywali bogunowie zwani Wilcami lub Sjenami. Sjen siedzący w drzewie zapisowym (rodowym albo świętym) zanosił prośby Bogom i od nich przynosił wierg, byt i dolę dla wszystkich, którzy znajdowali się w zasięgu jego władzy i pod jego piecząe. Okolice świątyń otaczały święte gaje, w których wszystkie drzewa były nietykalne. Na ziemicy pojedynczego małego plemienia znajdował się zwykle jeden święty gaj, a drzewa w nim przedstawiały „wszystkich ludzi” (członków owego plemienia), ścięcie któregoś z drzew w świętym gaju byłoby potrójną zbrodnią: zabiciem samego drzewa będącego symbolem bóstwa, zabiciem Sjena siedzącego w drzewie i zabiciem któregoś z ludzi plemienia.

W świętych gajach centralne miejsce zajmowały: drzewo księcia, drzewo boga miejscowego, drzewo całego plemienia i drzewo ziemicy. Te cztery drzewa zwykle otaczały świątynię o nich, jako o drzewach specjalnych, piszą kronikarze. Oczywiście istniały święte gaje bez świątyń, kapiszt czy kącin, jak również bugryszcza czy trebiszcza, na których szczycie rosło tylko jedno drzewo poświęcone jednemu bogu, Było też na poszczególnych terenach i ziemicach sporo innych drzew świętych poza świętymi gajami, drzew, które wykazywały się własnościami leczącymi, miały niesamowite kształty, wyróżniały się wiekiem albo często trafiał w nie swoją Błyskawicą Perun, Drzewa święte zwano też drzewami sjenowitymi lub sjenami.

b opowieści zapisane w Zapisach, czyli uznanych i powszechnie podawanych do wierzenia dziejach danej społeczności. Dzieje te zapisywano na drewnianych deszczułkach i prawie żaden z takich zapisów nie przetrwał do współczesności. Zupełnie wyjątkowym znaleziskiem tego typu zapisu była Księga Welesowa, która zaginęła w czasie II Wojny Światowej. Jedynym dowodem jej istnienia są dzisiaj fotografie wykonane w okresie międzywojennym XX wieku. Sama treść zapisów Księgi Welesowej budzi podejrzenia o falsyfikację, ale fałszerstwo to nie jest udowodnione ponad wszelką wątpliwość.

Zapisami nazywano także wielkie, wiekowe drzewa rosnące w samym centrum okołu, czyli wsi słowiańskiej, posadowionej zwykle na planie koła. Wierzono, że w takim świętym drzewie zapisuje się każdy rok dziejów osady i wszystkich jej mieszkańców. Pod tym drzewem, ewentualnie w chacie gospodzina – włodarza społeczności, albo w tzw. Gościńcu – domu rady starszych, w samym środku wsi zbierano się na rady i starodrzewiańskie sądy (sądy starowieku). We wsiach polskich echa tego ułożenia  pozostały do dziś. W środku wsi znajduje się zwykle rynek z dużym drzewem, w koło niego są  rozmieszczone: świątynia, rada gminy, albo siedziba wójta i gospoda (a dawniej była także bania – łaźnia). W dzień święta po wyjściu ze świątyni mężczyźni udają się do gospody na pogwarki i libację. Święte Drzewa rzeczywiście zapisują dzieje rok po roku, o czym dzisiaj już doskonale wiemy, ale odczytywać dokładnie tych zapisów wciąż nie potrafimy.

Marcin Wawrzyńczak – platany klonolistne, Lwówek Śląski -  bezimienne

[ze strony http://www.najstarszedrzewa.blogspot.com

Księga Ruty – Taja 23

Jakże zatem wiedza o tych czasach odległych, o pierwszych chwilach Nowej Koliby, przetrwała do naszych dni?

Dzięki drzewym zapisom. Jako, że każde plemię Krainy Sis posiada swoje Drzewo Zapis.

Każda zadruga ma takie drzewo, każda wioska i każdy gród jest wyposażony w zapis, który kapłani sadzą w dniu zakładzin sioła. Jest onoż drzewo, lub święty słup, posadowione w samej ośródzie dziedziny, w samym środku dziejów, jest otoczone świętością i czcią powszechną.

To nietykalne drzewo zapisuje każdą chwilę w swoim pniu i w gałęziach, w swoich korzeniach i w listowiu. A kiedy znać, że żywot onego Zapisu ma się ku końcowi sadzą blisko przy nim kolejne drzewo, które rosnąc obok przejmuje wiedzę poprzednika. Tak zapisy biorą po sobie wiedzę o najdalszej przeszłości. Kiedy zaś pierwszy z zapisów dojdzie swego kresu, ścina się go u podstawy i kładzie do świętej ziemi, gdzie trwa po wsze czasy i nigdy się nie rozkłada. Owa ziemia to glina i gruda połączone topielą. Kto by sięgnął w głąb topieli odczytałby, z leżących tam jeden na drugim pni, całe dzieje Koliby – Starej i Nowej, a także Zerywanów Starych i Nowokolibańskich. Mędrcy jednak nie muszą tego czynić. Wystarczy, że osiągną stan wysokiego skupienia poprzez ofiary i modły, poprzez zaklęcia i tany.

Mędrcy siadają przy zapisie i modlą się, aby się połączyć z bogami i duchami przodków, a kiedy to uczynią słuchają pieśni drzewa zapisu i ono wszystko im opowiada. Od samego początku aż po dziś dzień. Święci mężowie rozumieją szum liści, szelest gałęzi i mowę drzewnych nerwów, którymi prą soki w drewym cielsku prawiekowych liściastych olbrzymów. Rozumieją mowę splątanych korzeni i mowę świecącego nocą próchna, mowę liściastych drgnień i drzewych poruszeń, mowę starowiekowych zapisów.

Święci mężowie wielu kapiszty twierdzą, że skupiwszy całą swą moc, mogą wprost wznieść się do Nieba, aby wysłuchać szumu Drzewa Drzew – Wierszby Welańskiej, a ona prawi dzieje Świata od samych jego początków.

Marcin Wawrzyńczak – platany klonolistne, Lwówek Śląski -  bezimienne

[ze strony http://www.najstarszedrzewa.blogspot.com

O Bajorkach i Węsiorkach z Księgi Ruty:

Węsiory, węsiorki, Bajory, bajorki – wieszane na gałęziach drzew

A te święte miejsca nazwali drzewidzi, kapłani i wicikowici: Odry i Węsiory. Odry dlatego, że ludzie Widnura dokonywali tym aktem odebrania owej ziemi bogom i przyjmowali ją w ludzkie władanie niejako odzierając bogów z ich własności. Węsiory zaś dlatego, że kornie chyląc głowy prosili tu za każdym razem bogów o wybaczenie tego bezczelnego czynu, wieszając owe węsiory, wisiory, wężorki, wisiorki, bajory i bajorki na gałęziach świętych drzew, z wypisanymi prośbami, lub bez zapisów, jeno ze znakiem barwnym – mastnym.

Węsiorami nazywano wysokie, wąskie, stanice boskie – chorągwie z wizerunkami i zapisami, węsiorkami zwano małe staniczni boskie z zapisami. Stanicą lub chorągwią zwano proporce i flagi bojowe, gromadne, kącinne, plemienne. Bajorami mieniono duże barwne proporce poświęcone bogom, lecz bez wizerunków i zapisów, w barwach przeznaczonych danemu bogu lub tynowi świętemu, bajorkami określano barwne wstążki w bożych maściach, zaś wisiorami i wisiorkami – metalowe, brązowe i żelazne, albo srebrne czy złote wota, znaki i wizerunki kute – poświęcone bogom.

Marcin Wawrzyńczak – platany klonolistne, Lwówek Śląski -  bezimienne

[ze strony http://www.najstarszedrzewa.blogspot.com


 
**

Oto artykuł z portalu Góry Izerskie z listopada 2010:

Magdalena Sobczyk o inicjatywie Marcina Wawrzyńczaka

Towarzystwo Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce

Jedzenie na zdrowie… drzew

O zaletach dań z ekologicznej żywności większość z nas słyszała. Niektórzy dali się do niej przekonać. Ale czy ktoś słyszał o dobroczynnym działaniu ekojedzenia na drzewa?

 
 

Pomnikowy żywotnik zachodni (Thuja occidentalis) na cmentarzu w Szklarskiej Porębie Dolnej (fot. Marcin Wawrzyńczak)

Spożywanie wegetariańskich posiłków, w odpowiednim miejscu i czasie, może pomóc starym drzewostanom. Jak to możliwe? Dzięki akcji organizowanej przez Fundację Eko-rozwoju FER. W dniach 6-18 listopada, codziennie w godz. 10-18, w nowej jadłodajni Bio Bar ZIELONY JESZ, przy pl. Piastowskim 24 w Jeleniej Górze–Cieplicach wegetariańskie posiłki z produktów ekologicznych, produkty bio, bezcukrowe desery i napoje będą wydawane za cegiełki. Zgromadzone fundusze sfinansują pierwszy projekt fundacji: rewitalizację parku pałacowego w Maciejowcu. Partnerem akcji jest Towarzystwo Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce – organizacja zajmująca się szeroko pojętą ochroną starych drzew żyjących na terenie Polski.

Dlaczego Maciejowiec? Ponieważ, jak mówią organizatorzy, ten najcenniejszy i największy park pałacowy w Kotlinie Jeleniogórskiej (Staffa, „SGTS. Kotlina Jeleniogórska”), w którym rośnie wiele pomnikowych i rzadkich okazów, od lat zarasta dziką roślinnością, zabytkowe drzewa są zagłuszane przez samosiejki, zaś stare okazy chore i bezbronne, jedne po drugim umierają. Dzięki uzyskanym z cegiełek środkom, fundacja chce otoczyć opieką rosnącego tam zabytkowego tulipanowca. Poddać go pielęgnacji, oczyścić otoczenie oraz stosownie oznakować to piękne drzewo. To będzie pierwszy krok w ochronie parku. Warto więc połączyć przyjemność spożywania posiłku ze słusznym celem i przyłączyć się do akcji.

Towarzystwo Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce to bardzo niecodzienna inicjatywa. W swych założeniach zajmować się ma przede wszystkim ochroną starych drzew poprzez edukację, promocję i konkretne działania, takie jak w Maciejowcu.

Jak mówi założyciel Towarzystwa, Marcin Wawrzynczak: – Stare drzewa warto chronić, bo są symbolem czegoś większego – żyły za czasów naszych prapradziadów.
Jego zdaniem urzędowa ochrona nie jest wystarczająca. Zapewnia tylko tyle, że drzewa nie można wyciąć. – Nikt pomników przyrody nie pielęgnuje. – dodaje Wawrzynczak – Rosną sobie, coraz bardziej zapomniane. Wszystkie stare drzewa warte są rewitalizacji – pielęgnacji, dopieszczenia, docenienia.
Ochrona taka jest jednak kosztowna. Akcje takie jak eko-baru ZIELONY JESZ nie przyniosą tylu pieniędzy by sfinansować troskliwą opiekę nad starymi drzewostanami, choćby tylko w Sudetach, a co dopiero w całej Polsce.
Towarzystwo Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce ma jednak pomysł jak przekonać tych, którzy pieniądze mają i mogą je przekazać na szczytny cel. Ochrona starych drzew to doskonała szansa dla samorządów. Zwłaszcza gmin, w których nie ma innych atrakcji turystycznych. Hasła „Tutaj chronimy stare drzewa” czy „Firma przyjazna starym drzewom” promujące przedsiębiorstwa (zwłaszcza związanych z drewnem) mogą przynieść długoterminowe zyski. Pozytywny wizerunek płynący z ochrony starych drzew wielokrotnie przekracza krótkoterminową korzyść w postaci ekonomicznego zarobku na kilku kubikach opału.

Tulipanowiec amerykański (Liriodendron tulipifera) w maciejowskim parku (fot. Marcin Wawrzynczak)

Akcja ratowania parku w Maciejowcu to nie jedyny sposób na ratowanie najstarszych drzew w Polsce. Towarzystwo w planach ma opracowanie turystycznego szlaku starych drzew, a także zainicjowanie lokalnych wydarzeń i imprez. „Urodziny drzewa” – skierowane głównie do młodych miłośników przyrody, by wybrali imię dla drzewa i w dzień jego patrona „czcili” solenizanta i opiekowali się nim. Wyszukiwanie i znakowanie najstarszego drzewa we wsi, gminie czy powiecie. W podobnych działaniach pomocna będzie baza danych starych drzew, którą Towarzystwo chciałoby stworzyć.

Główną ideą i celem Towarzystwa Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce jest zaprojektowanie i wdrożenie systemu, w którym stare drzewa przestają być zawadą i źródłem zysku, a zaczynają być źródłem dumy dla lokalnej społeczności i atrakcją turystyczną. – Kiedy staną się ważnym punktem na symbolicznej mapie małej ojczyznyczym się opiekujemy, o co dbamy, co nas pozytywnie wyróżniastare drzewa staną się źródłem dochodów dla miejscowej ludności. Ma to zdaniem założyciela Towarzystwa zapewnić związany z potężnym drzewem ruch turystyczny, dotacje i marketing lokalny.

Stary buk w Szklarskiej Porębie, przy ul. Armii Krajowej (fot. Marcin Wawrzynczak)

Określenie „najstarsze drzewa w Polsce” traktujemy rozszerzająco, to znaczy, że w zakresie naszego zainteresowania są również drzewa bardzo stare, drzewa wyjątkowe z różnych powodów (przyrodniczych, historycznych, krajobrazowych itd.), zabytkowe parki, aleje itp. – mówi Marcin Wawrzynczak. Jego zdaniem, taka codzienna ochrona przyrody sprawdza się o wiele lepiej niż spektakularne i jednorazowe akcje, często źle postrzegane przez lokalną ludność. Ochrona starych drzew nie jest niczym nowym za granicą. – Zwłaszcza w Anglii, gdzie cała rzecz ma długą tradycję i jest wielce rozwinięta. Chcielibyśmy współpracować również z Niemcami, Holandią, Skandynawią.

Wszelkie te działania powinny być wsparte edukacją lokalnych społeczności. Aby drzewa pielęgnować zamiast wycinać. Wówczas każdy, jak głosi myśl przewodnia Towarzystwa, będzie miał szansę przyczynić się do zachowania nie tylko przyrodniczego ale także kulturowego dziedzictwa. Można podarować grosik na tulipanowca w Maciejowcu, albo przyjść podczas organizowanych lokalnie akcji oczyszczania starego drzewa i pomóc w pracach porządkowych.

Magdalena Sobczyk

Kult Drzew – możliwe rytuały Święta Boru oraz Święta Drzew

Edytuj

[ostatnia aktualizacja (zawsze na końcu artykułu): 18 kwietnia 2011]


Uwaga:
Towarzystwo Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce ogłasza powszechną akcję NADAWANIA IMION NAJSTARSZYM DRZEWOM.Pierwsze obrzędy nadania imion odbędą się 1 maja w czasie Święta Boru oraz 2 maja w czasie Święta Drzew. Każdy kto włączy się do akcji może nadać imię wybranemu przez siebie w okolicy WIEKOWEMU, BARDZO STAREMU DRZEWU . Jak to zrobić dowiecie się TUTAJ!!!

Procedura nadawania imion  i dokumentacji jest zamieszczona pod wizerunkami drzew w tym artykule. Jest ona opisana krok po kroku łącznie w formułkami, które należy wypowiedzieć w trakcie obrzędu nadania imienia. Także wykaz słowiańskich imion.Oraz: Jak rozpoznać naprawdę stare drzewo – najlepiej z wykazu Pomników Przyrody województwa, miasta lub gminy, albo ze stron nadleśnictwa, towarzystwa ochrony przyrody, organizacji Zielonych, lub po prostu pójść z centymetrem.(Czytajcie o tym w artykułach poniżej).

Dodatkowo zamieszczamy fragmenty pracy Kazimierza Moszyńskiego o kulcie drzew wśród Słowian – bo oczywiście wiele się z polskiego Internetu na ten temat nie dowiecie, a z Wikipedii to już prawie ZERO. Są to istotne informacje o różnych elementach obrzędów drzewnych, które pozwolą wam wybrać sobie do święta nadania imienia drzewu odpowiadające wam fragmenty z Kultu Drzew.
Rytuały Kultu Drzew mogą mieć charakter religijny, ale nie muszą. Kto chce może im nadać charakter zupełnie świecki – po prostu w Duchu Ekologicznym. Czy przeżywamy ceremoniał nadania imienia drzewom TEISTYCZNIE czy ATEISTYCZNIE to nie ma żadnego znaczenia – ważne żebyśmy uczynili krok naprzód w Ochronie Najstarszych Drzew w Polsce i zapobiegli ich dalszemu niszczeniu, dewastacji zabijaniu.
Dąb – Pomnik Przyrody w Krakowie Prokocimiu w Parku Jerzmanowskich – BEZIMIENNY – do nazwania 1 lub 2 maja 2011. Może to dziwne a może nie -  w polskim internecie znalazłem listę najstarszych drzew na świecie, ale nie ma listy najstarszych drzew w Polsce. STWÓRZMY TAKĄ LISTĘ (niech ma nawet 33.000 pozycji, bo tyle jest drzew pomników przyrody w Polsce jak piszą w Wiki, albo i 100.000) i monitorujmy co się dzieje z drzewami z tej listy rosnącymi w naszej okolicy. Kiedy lista już powstanie każdą niepokojącą rzecz można będzie zgłosić do nas na mail: ssss.staredrzewa@gmail.com

Poniższy tekst pokazuje , że w Polsce – we wszelkich artykułach, opracowaniach (popularnych, naukowych) i definicjach pojęć i zjawisk społecznych, religijnych, naukowych – nie bierze się w ogóle pod uwagę istnienia Rodzimowierców, czyli polskich pogan WSPÓŁCZESNYCH, ani istnienia współczesnej WIARY PRZYRODY. W dalszej części tego artykułu, jak zwykle, będę wtrącał swoje uwagi. Wszelkie teksty pochodzące ode mnie (lub od nas  jako całości SSŚŚŚ) będą mieć kolor zielony.

Trudno mi podawać, we wszelkich artykułach jakie piszę, na każdym kroku, prawidłowe definicje niemal wszystkiego co nas otacza. Prawdę mówiąc – z naszego punktu widzenia, ludzi wyznających Wiarę Przyrody – tak wiele różnych wykoślawionych w Polsce pojęć należałoby prostować, że musielibyśmy poświecić temu – bez żadnej przesady – całe swoje życie, a może jeszcze życie kolejnego pokolenia.  By nie być gołosłownym – tylko w kontekście interesującego nas dzisiaj tematu Kultu Drzew i Święta Boru – 1 maja oraz Święta Drzew – 2 maja, wprowadzamy trochę pojęć i wiedzy z tego zakresu – pochodzącej z popularnych opracowań, które przydałyby się nam do obchodów świąt  i będą dla nas pożyteczne , ale niestety dopiero po opatrzeniu komentarzem, uwagami i sprostowaniami.

Encyklopedia Wiedzy:

Drzew kult, otaczanie czcią religijną drzew, związane m.in. z traktowaniem ich jako symboli życia i płodności, dopatrywaniem się w nich osi świata, łączącej niebo, ziemię i podziemia, uznawaniem ich za epifanię mocy istot nadprzyrodzonych, za miejsce objawiania się, wcielenie bądź siedzibę bóstw. Jest odmianą kultu przyrody. Kult drzew rozpowszechniony w dawnych czasach szeroko zarówno wśród ludów pierwotnych, jak i wyżej cywilizowanych, praktykowany współcześnie przez plemiona na wczesnym etapie rozwoju cywilizacyjnego, przetrwał w folklorze różnych stron świata. Obiektem czci były najczęściej wybrane gatunki drzew, np. dęby, jesiony, lipy w Europie, baobaby w Afryce, figowce na Wschodzie. Z wielu religii i mitologii znana jest idea drzewa kosmicznego, przedstawianego niekiedy, jak choćby w tradycji indyjskiej, w formie odwróconej – korzeniami do góry, symbolizującego żywy, nieustannie odradzający się wszechświat, którego elementy, jak pień, konary i gałęzie, wyrastają jedne z drugich i powiązane są ze sobą przynależnością do jednej całości.

„Praktykowany współcześnie przez plemiona na wczesnym etapie rozwoju” – a więc my tutaj w Polsce jesteśmy plemieniem na wczesnym etapie rozwoju – Brawo!!! No, ale chwała przynajmniej za bark kompleksów neokolonialnych i odwagę zaliczenia samych siebie (Polaków) do plemion prymitywnych.

No i cóż zaczynamy w takim razie sprostowania. Ta powyżej przedstawiona prymitywna definicja kultu drzew rzeczywiście odnosi się tylko i wyłącznie do prehistorycznych plemion okresu wczesnego neolitu, bo w fazie nieco późniejszego neolitu takie pojmowanie świętości drzewa (jak to powyżej  przedstawiono – na podstawie chrześcijańskich koncepcji naukowych XIX i XX wieku), musiałoby wśród ludzi neolitu wzbudzić pusty śmiech. Tym bardziej wśród współczesnych pogan (rodzimowierców) w Polsce czy Europie – ale jak z tego tekstu wynika współcześnie kult drzew podobno w ogóle nie występuje wśród cywilizowanych społeczeństw.

Wciąż w internecie rozpowszechnia się podobne bzdury,  powtarzając je za chrześcijańską nauką z lat 1800-1900 (wcześniej w ogóle nie było nauki tylko magia). Trzeba wiedzieć, że ta „nauka” jest nieaktualna w wieku XXI i że to tylko „nauka naukawa”.

Przeczytajcie poniżej jak rozbudowany jest kult drzew i roślin w Indiach – gdzie wciąż żywa jest najstarsza religia WEDA – znana niegdyś zarówno Hindusom aryjskim, Irańczykom, Scytom, Sarmatom jak i Słowianom. Także w dzisiejszej Polsce Rodzimowiercy – ludzie wyznający Wiarę Przyrody – oddają drzewom cześć i opiekują się nimi na co dzień, próbując je ratować przed „bezmyślnym” niszczycielstwem innych ludzi i starając się przywrócić, należną  im z natury rzeczy, cześć – odebraną przez chrześcijaństwo.

Współczesny Kult Drzew w Wierze Przyrody traktuje drzewa jako święte twory PRZYRODY, na Ziemi są to wytwory Przyrody i Matki Ziemi oraz Bogów Boru. Ci bogowie – to oczywiście jak wiemy nie żadne nadprzyrodzone olbrzymy o ludzkich kształtach, lecz po prostu Siły Kosmosu -  Aspekty i Emanacje Światła Świata – czyli Wszego Świata (przedstawiane obrazowo w postaci ludzkiej, albo innej – także jako zwierzęta, drzewa, kwiaty, owady). Poszczególne „gatunki-rodziny” drzew -  tak jak wszelkie byty przyrodnicze z poszczególnych rodzajów występujących na Ziemi (krzewy, rośliny-krzewiny, grzyby, plankton roślinny, płazy, gady, ryby, bezkręgowce, owady, a wreszcie ptaki i ssaki) są szczególną emanacją innych Sił Wszechświata objawiającą się na Ziemi  (widzialną) poprzez aspekt jej Przyrody. 

W tym sensie są one obrazem poszczególnych boskich rodów i reprezentacją tynów (tyn – dom, zagroda),jak i indywidualnie bogów danego tynu czy rodu, w osobnym bycie-sile, Przyrody,czyli w Mocy PRZYRODY. I odwrotnie -  są one jednocześnie obrazem obecności bytu Przyrody (tynu,rodu Rodów) czyli  ducha roślinnego i zwierzęcego i duchów pomocniczych Rodów (Roda i Przyrody) w owych innych siłach splecionych z ich duchem.

Przykładowo: Lipa jest obrazem Bogów Nieba (siły kosmosu opisanej jako Żywioł Nieba) w Przyrodzie Ziemi – jest obrazem w Przyrodzie wszystkich pięciu sił składających się na Żywioł Nieba: Siły Światła – Pana Światła – czyli Dadźboga, Siły Nieba-Kosmosu – Pani Niebieskiej -czyli Dażbogi-Da(wa)ny, Siły Nocy-Ciemności – Pana Nocy – czyli Bodnyjaka, Siły Gwiazd – Pana Gwiazd – czyli Płona-Płanetnika-Gwiezdnika i Siły Zarania – Pani Jutrzni - czyli Zorzy-Jutrybogi. Może być obrazem całego tego rodu jak i tynu na raz ( do tynu wchodzą jeszcze siły pokrewne związane rodzajowo z danym rodem), albo emanacją pojedynczej siły z tego tynu – czyli jednego z bóstw. Może też być siedliskiem jednego z małych pomocników bogów Żywiołu Nieba – któregoś z bogunów niebiańskich (patrz tabela poniżej). Lipa jest też – na odwrót obrazem, odbiciem, emanacją Przyrody ziemskiej w tynie, w rodzie Sił Żywiołu Nieba.

Poniżej zamieszczamy tabelkę, z której wynika jakie drzewa i rośliny są według Wiary Przyrodzonej Słowian emanacjami jakich sił kosmicznych (bogów Mocy i Żywiołów, Kirów i Działów oraz Najwyższego) objawionymi (wcielonymi) w daną roślinę czy drzewo. Możliwe są też nieco inne przyporządkowania, oraz bogatszy zestaw ziół i drzew, zwłaszcza że Słowianie znali przecież drzewa i rośliny z Mazji  (Azji) Południowej, które my dzisiaj uważamy za egzotyczne. Z tego powodu zamieszczamy także kawałeczek dalej zestaw drzew i roślin czczonych dzisiaj przez Hindusów znających Wedę,

W Polsce z definicji w ogóle nie bierze się pod uwagę istnienia Rodzimowierców i Wiary Rodzimej Przyrody.Jeśli każdy z nas 1 lub 2 maja tego roku nada imię 1 drzewu możemy pokazać, że istniejemy. Jeśli przez 5 lat od dzisiaj nadamy imiona 100.000 starych drzew w Polsce to pokażemy , że trzeba poważnie brać pod uwagę nasze zdanie we wszystkim co się w tym kraju robi. Imiona można nadawać nie tylko przy okazji Święta Boru i Święta Drzew – Możecie to czynić przez cały rok gdziekolwiek jesteście. Konieczna jest jednak dokumentacja TEGO CO SIĘ ROBI – A WIĘC OPIS MIEJSCA, DRZEWA, JEGO IMIĘ, DATA NADANIA IMIENIA, ZDJĘCIE DRZEWA (wystarczy aparatem komórkowym). Należy to wysłać mailem na adres:
ssss.staredrzewa@gmail.com
AKCES (zgłoszenie chęci udziału) do akcji  także wystarczy wysłać mailem na powyższy adres. Wtedy będziecie wymieniani jako oficjalni członkowie Towarzystwa Ochrony Najstarszych Drzew, we wszystkich materiałach związanych z naszym działaniem. Żeby zostać członkiem Towarzystwa Ochrony Najstarszych Drzew w Polsce trzeba wziąć udział w akcji nadawania Starym Drzewom Imion. Ten udział jest wirtualny – nie pociąga żadnych kosztów a jedynym zobowiązaniem jest opieka nad Starym Drzewem któremu się nadało imię. Opieka w miarę możliwości własnych – to znaczy, że kiedy piorun odłamie konar nie musimy osobiście ruszać tam z piłą, ale powinniśmy dopilnować by właściwe, odpowiedzialne służby zajęły się tym rannym drzewem. Dlaczego? Bo taki mają obowiązek wynikający z tego, że wszyscy płacimy podatki na ten cel.

W ramach przygotowań do odbycia obrzędu nadania imienia drzewu musimy wykonać następujące czynności: 1. Znajdujemy naprawdę stare drzewo –
a) SAMODZIELNIE w terenie – Tabela z obwodami pnia które świadczą iż drzewo naprawdę ma swoje lata znajduje się poniżej w tym artykule. Oczywiście może to być także drzewo specjalne – jak na przykład to na szczycie Trzech Koron (jeśli ktoś aż tam zawędruje w tym celu), albo inne cenne i dziwne drzewo – w naszej okolicy.
b) Na listach wojewódzkich pomników przyrody lub miejskich lub gminnych listach – powinny być w Internecie jako uchwały lokalnych samorządów z 2004 i wcześniejszych lat. Jeśli nie ma szukamy w Internecie  takiego drzewa lub rozglądamy się w terenie. w Krakowie na przykład na listach Urzędu Miasta jest ponad 240 drzew pomników i wszystkie są bezimienne.
2. Potrzebny nam będzie do świętowania typowy zestaw piknikowy – jeśli z drugą osobą lub z całą rodziną (dzieci) to odpowiednia ilość kanapek i napojów, kocyk aby się rozłożyć pod drzewem itp.
3. Potrzebny będzie sprzęt specjalny: a) sznurek konopny lub inny który pozwoli nam opasać i przewiązać drzewo – na tym sznurku zawiązujemy potem kolorowe wstążki, b) kolorowe wstążki z domowego lamusa, lub kupione  w hurtowni – najtańsze są „zwykłe” wstążki szerokości 2,5 i 3 cm – które sprzedają w motkach po 50 m – cena 11 PLN netto za 50 m (ceny są podawane przeważnie za 100 m wstążki). Tniemy wstążki  na odcinki długości 0,5 – 1 m. Dobrze by było mieć ze dwa trzy kolory. c) Karteczka z zapisaną formułką nadania imienia. d) butelka czystej wody i kropidełko (możemy też pokropić drzewo ręką). e) jakikolwiek instrument muzyczny (dwie deseczki do uderzania o siebie, harmonijka, trąba, dzwoneczki, bębenek, tamburyn, piszczałka, flet). f) telefon komórkowy z aparatem fotograficznym lub aparat fotograficzny (jeśli mamy, jeśli nie to trudno)
g) imię wybieramy wspólnie z rodziną z zestawu imion do których podajemy tutaj linki, lub jeśli koniecznie chcemy uczcić naszego przodka w owym drzewie nadajemy mu jego imię (to wyjątek dla imion chrześcijańskich – tylko z takiej okazji je nadajemy drzewom, gdy czcimy swojego przodka o chrześcijańskim imieniu.


Kult Drzew i roślin w Słowiańskiej Wierze Przyrodzonej

na początek Wikipedia:

Źródłem wiedzy o miejscach świętych przedchrześcijańskich Słowian są obrzędy ludowe oraz teksty średniowieczne. Miejsca kultowe były zróżnicowane w zależności od potrzeb religijnych. Duchom domowym cześć oddawano w obrębie domu i zagrody, pozostałym demonom i bóstwom na łonie przyrody.

[Moje zastrzeżenie do czasu przeszłego. Miejsca Święte Pogańskich Słowian są TU i TERAZ - tam gdzie były tych POGAN przedchrześcijańskich i tam gdzie są tych POGAN, którzy je TU i TERAZ ustanowili - jako praktykujący wyznawcy Wiary Przyrody. Druga sprawa - kategoria demonów to jakiś chrześcijański wymysł i pojęcie przeszczepione z chrześcijaństwa. My demonów nie czcimy, bo demony to są twory powstałe z "ułomnych" dusz zmarłych ludzi - czyli Z-DUSZE wcielone w "ułomne" (czasami trupie, czasami inożne) ciała. Zdusze błąkają się po Zaświatach i po Ziemi, aż nie osiągną stanu który pozwala im ponownie wcielić się w normalną istotę lub inny byt będący całością. C.B.]

Ważną rolę w kulcie odgrywały zbiorniki wodne. Thietmar przytacza informację o plemieniu Głomaczy, których obrzędy religijne związane były ze źródłem Głomacz. W późniejszych kronikach często powtarza się potępienie odprawianego nad rzekami kultu. Kosmas z Pragi informuje o składaniu nad rzeką ofiar ze zwierząt, mąki i soli. Również w ruskim piśmiennictwie kościelnym znajduje się potępienie składanych nad wodą ofiar z kurcząt, a także zwyczaju przyprowadzania nad rzekę panny młodej, gdzie pito wspólnie z pucharu i wrzucano pierścienie do wody.

[Doprawdy nie wiem co ma wspólnego kult wód z kultem drzew. Oczywiście miejsce święte powinno mieć kamień, gołą ziemię, trawę, drzewo, krzewy, zioła, źródło lub strumień, widok na okolicę, na niebo i słońce i najlepiej na wszystkie 4 strony świata. Każde miejsce święte słowiańskiej wiary może mieć te wszystkie elementy albo niektóre z nich - im więcej - tym jest doskonalsze. Kult Drzew uprawia się w obecności drzew a nie wody, bez drzewa woda na nic się nam nie przyda. Wyobraźcie sobie, co piszą ludzie gdzie indziej, skoro to jest tekst z Wikipedii. C.B.]

Dużą rolę w kulcie słowiańskim odgrywały elementy przyrody nieożywionej – drzewa i kamienie. Olbrzymie głazy służyły jako ołtarze, czego przykładem jest np. głaz pod Kołbielą nad Świdrem, w którego zagłębienia w pierwszy dzień Wielkanocy składano resztki święconki i pieniądze[1]. Głazom o charakterystycznym kształcie przypisywano właściwości lecznicze.

[Widać, że ktoś tutaj nieudolnie próbuje zrobić jakiś skrót z epokowego dzieła Kazimierza Moszyńskiego - Kultury duchowej Słowian (zacytujemy ją tutaj poniżej obszernie) i po prostu kaleczy ten świetny tekst zamiast dawać jakąś jego syntezę. Akurat Joście nie miało nic wspólnego z kultem Drzew i Moszyński wyraźnie o tym pisze, a my to poświadczamy, bo nad Świdrem w Kołbieli ofiary Jościa wykonywał osobiście wpierw Marian Wawrzeniecki (przed II Wojną Światową), a następnie  Stanisław Wocjan (dopóki żył, zmarł 1974) - obaj  jako przewodnicy duchowi II Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata z Warszawy. C.B.]

Spośród drzew szczególnym kultem otaczano dąb, lipę, klon, wiąz i jesion. Poszczególne drzewa i ich skupiska uznawano za siedliska bogów lub demonów i otaczano ochroną. Thietmar wspomina o wycięciu w 1009 gaju zwanego Świętym Borem w Schkeitbar pod Lützen, któremu miejscowi Słowianie mieli oddawać wręcz boską cześć. Podczas chrystianizacji Szczecina mieszkańcy miasta uprosili biskupa Ottona z Bambergu by nie wycinał świętego orzecha, aby mogli odpoczywać w jego cieniu.

[Absurd totalny. Przykre - Słowianie oddawali cześć wszystkim drzewom jak leci - nie było drzew nie lubianych, nie świętych, drzew które wolno - skopać, zbeszcześcić, zniszczyć, drzew które nie są boskiego pochodzenia - wszystkie były przypisane i reprezentowały tyny i rody boskie w aspekcie Przyrody i świata roślinnego. Ponieważ jakiś niemiecki klecha napisał coś o jesionie i dębie, to zaraz szczególnie go czczono!!! A może tak pomyśleć chwilkę samodzielnie własnym mózgiem i zastosować logiczne rozumowanie zamiast powtarzać bzdury. Czy ktokolwiek słyszał, albo czytał jakiś tekst na temat drzewa, które Wiara Przyrody każe wytępić, zniszczyć, zbeszcześcić?

To chrześcijanie uważają np.  Osikę za wredne drzewo, na którym się Judasz powiesił i z tego powodu mają wystarczającą motywację, żeby to drzewo niszczyć, albo uważać za gorsze. Równie wredna jest według nich Wierzba - bo podobno diabeł w niej siedzi, niejaki Rokita - tak Rokita w niej może siedzieć jak i w każdym innym drzewie, bo to nie diabeł tylko bóg,  jest jednym z Bogów Boru, a Wierzba jest symbolem Drzewa Świata , Drzewa Drzew - Świerzby-Wierchy (stąd wiecha na budowlach). I oto mamy jak na dłoni źródło chrześcijańskiej  nienawiści do kolejnego gatunku drzew, które można bezkarnie, jako wredne, wyniszczać. Nie będę kontynuował tej listy, bo nie chcę nikogo obrażać, bo jak pociągnę dalej to przejdziemy wszystkie gatunki drzew i dotrzemy wkrótce także do dębów piorunowych, i jeszcze dalej do tak zwanych diabelskich, czarowniczych ziół godnych wytępienia. Czy naprawdę wciąż tkwimy w średniowiecznej ciemnocie chrześcijańskiej?!

Jeszcze głupsze jest stwierdzenie powtarzane - za pożal się Boże naukowcami chrześcijańskimi z XIX wieku, iż Słowianie oddawali boską cześć borom. Nie borom, lecz Bogom oddawali cześć - a Bór jest jednym z boskich Żywiołów. Napletli ci katoliccy księża takich bzdur, że ludzie mają teraz zupełną sieczkę w głowie.

Nie wiem czy warto to prostować, tutaj chcieliśmy tylko zacytować jakiś artykuł o kulcie drzew wśród Słowian - ale trafiamy za każdym razem  na coś co w USA nazwano by - naigrywaniem się z czyjejś wiary i obrazą czyjejś  religii, albo uczuć religijnych. Nie wiem kto to w Wikipedii pisze, ale jakiś zagorzały wróg Wiary Przyrody. Według tego co tu napisano należałoby powiedzieć analogicznie o katolikach, że oddają boską cześć drewnianemu krzyżowi (to odmiana kultu drzew, na miarę Świętego Józefa - stolarza). Ciekaw jestem jak by się czuli czytając o sobie coś takiego - może poczuliby się wreszcie, jak jakieś prymitywne plemię przedchrześcijańskie? Byłoby to na pewno zdrowsze niż mania wielkości  i gloria z bycia katolikiem.

No i jeszcze te demony siedzące w drzewach - Jeszcze raz: demony to są dusze zmarłych wcielone w nieziemskie stwory - czyli z-dusze, twory z dusz zmarłych powstałe, a nie boginki i bogunowie - tylko ci ostatni emanują z drzew, a nie jakieś demony. Brednia na bredni i brednią pogania. [ C.B.]

Szczególną rolę w kulcie słowiańskim odgrywał dąb, uważany za święte drzewo Peruna. Jeszcze w XIX wieku w pobliżu Woroneża młoda para udawała się do starego dębu i trzykrotnie go obchodziła. Jałowiec był drzewem kojarzonym z kultem zmarłych, zaś lipa z kultem kobiecym, przez co zaadaptowano ją później do kultu Matki Boskiej. Drzewo stanowiło symboliczne wyobrażenie axis mundi, w miejscach kultowych pozbawionych drzew składano ofiary u stóp słupa.

[Kolejne życzeniowe myślenie jakiegoś zdeklarowanego ateisty, czy może ortodoksyjnego katolika. W tym roku w kwietniu widziałem młodą parę, która specjalnie przyjechała pod odnowiony zameczek w Korzkwi pod Krakowem. Na drodze do zameczku rosną dwa naprawdę bardzo stare jesiony. Zatrzymali się przy jednym z nich, obejmowali go w ciszy, z zamkniętymi oczami,a potem robiono im zdjęcia. To był żywy, pogański Kult Drzew wśród katolików, którzy go zasymilowali nie wiedząc nawet jaki ciężki grzech popełniają w dniu ślubu- sakramentu świętego, w ślubnych ciuchach uprawiając ten wredny zabobon. Nie uważam się za szczególnego szczęściarza bo miliona w TOTKA nie udało mi się na razie wygrać, a identyczny obrazek widziałem w zeszłym roku na zamku w Wiśniczu i przy kościółku w Tropiu, zaraz po wyjściu z kościoła młodej pary. Zabawne. C.B.]

Wraz z rozwojem wspólnoty politycznej i centralizacją kultu zaczęto ograniczać przestrzeń sakralną. Pierwotnie ogradzano święte drzewa i gaje (stąd nazwa „gaj” od gajiti ogradzać). Helmold z Bozowa opisuje gaj pod Stargardem Wagryjskim, otoczony płotem z dwiema bramami i dziedzińcem pośrodku. Prawo wejścia do środka miał jedynie kapłan z ofiarnikami lub osoby którym groziła śmierć, gdyż teren świętego gaju zapewniał im azyl. Zorganizowane terytoria kultowe urządzano także na wzniesieniach. Kompleks na Ślęży został przejęty przez Słowian po Celtach, którym pierwotnie służył. Ślady otoczonych wałami kamiennymi miejsc kultowych odkryto w wielu miejscach na obszarze całej Słowiańszczyzny, dużym ośrodkiem tego typu była np. Łysa Góra.

[Nie będę prostował pojęcia gaju, bo gaić się - wcale nie pochodzi od grodzić, Gaik nie jest zerwanym Świętym Krzewem - kto by to uczynił temu by normalnie ręka uschła - gaić to rosnąć, ozieleniać się, okrywać liśćmi, odbywać sąd pod świętym drzewem.... No dosyć już, nie myślałem że będzie tak kiepsko, to miał być artykuł z Wikipedii o kulcie drzew wśród Słowian - ani o kulcie, ani o drzewach , ani wśród Słowian - ŻENADA!!!

I jeszcze do tego brednia o Celtach na Ślęży - Ślęża i Śląsk były tak samo "celtyckie" jak i "niemieckie" - TO ZNACZY po prostu nigdy, nigdy i przenigdy nie były ani jednych ani drugich!!!

Od 3500 roku p.n.e., kiedy na Ślęży jeszcze nie stały żadne figury, tę ziemię dookoła zamieszkiwali Słowianie (haplogrupa R1a1a1) i nieprzerwanie aż do dzisiaj dalej tu mieszkają.

Ci ludzie, którzy  mówią, że Śląsk nie jest częścią Polski są albo głupcami - dokładnie tak - nie waham się użyć tego słowa - głupcami i nieukami - albo są osobami o wyjątkowo złej woli, które żyją z uprawiania proniemieckiej, postgoebelsowskiej propagandy i powtarzają niemieckie brednie,  żeby nam wszystkim - Polakom - szkodzić.

Otóż nie ma i nigdy nie było bardziej polskiej części Polski niż Śląsk -  Bo Polska została ustanowiona przez Lugiów. Lug  znaczy - , lauk, lęg, łęk, ląka, łąka, łęg, łuk, luka, lęga - stąd Lęgia - Lęchia - Lechia  i jej następczyni Polęgia-Polęchia- Polska, Wielka Polska. Z tych samych Lugiów pochodzą Ślęgowie - Ślugowie - Ślęchici - czyli dzisiejsi Ślązacy. Z tych samych Lugiów-Lechitów pochodzą Łużyczanie - bo ług- łuż - łęg - lauk - łąka podmokła. Łużyczanie, Lechici i Ślęchowie to samo krwiste Serce Polski.To że Ślężanie (Ślyngowie - nazywani przez Niemców Silingami) pozwolili zamieszkać Niemym między sobą, a tamci im potem zabrali Śląsk i wcielili go do Niemiec, znaczy tylko tyle co zrobili dzisiaj Albańczycy w Kosowie. Dlatego Niemcy nigdy nie mogli spać spokojnie z takim grzechem na swoim protestanckim sumieniu, a także w każdej chwili musieli się liczyć z tym, iż Kaganat SIS w "osobie" Polęchji odbierze co kiedyś było jego, no i stało się. Albańczycy z Kosowa też nigdy spokojnie nie zasną - Przenigdy.

Ja sam jako Małopolanin mniej jestem Polakiem niż wszyscy ci Ślązacy.  Bo Małopolanie - Mali Polanie czyli Czarni Polanie znani z Kijowa, to nie Polęchowie ale Polędzicy, Lendowie i Polendowie, Nurusowie inaczej Biali Horwaci -, Biali czyli -Wielcy Harowie (Wołynowie, Wołynianie), Kharowie-Kharpianie (Karpianie, Horole-Górale, Haropanowie, Karopanowie) - a więc Ponurusowie, czyli Rusowie. Ukraińcy mają rację Małopolanie są Porusami - a ich Biała Chorwacja ciągnęła się wzdłuż Karpat - Lasem Harskim, od Krakowa aż do Kijowa ...Dobra - tylko co to ma wspólnego z kultem drzew, naprawdę nie wiem. Więc lepiej skończmy już z Wikipedią.  C.B.]

Kiedy już to wszystko mamy udajemy się z myślą o święcie, obrzędzie i pikniku pod Stare Drzewo które wybraliśmy. Tam rozkładamy obóz i w wybranym momencie przystępujemy do przygotowań.
4. Sprzątamy śmieci z okolicy drzewa.  Opasujemy drzewo sznurkiem na wysokości ok. 1,5 metra.
5. Na sznurku zawiązujemy pionowo ku ziemi wstążki w różnych kolorach dookoła całego drzewa. 
6. Przywołujemy wszystkich uczestników i rozpoczynamy obrzęd prosząc zebranych o uwagę i ciszę.
7. Rozpoczynamy od użycia instrumentu (np dzwonimy dzwonkami, lub bijemy kilka razy w bębenek)

Bogowie Słowiańscy i ich drzewa

BOGOWIE ŻYWIOŁÓW  [Bogunowie i Boginki]   
DAŻBÓG -DAŻBOGA——Płon-Płanetnik, -Badnjak-Bodnyjak,-Zorza Lipa Szerokolistna, Lipa Wąskolistna
LESZA -BOROWIŁ——-Boruta,–Rokita,–Belbuk-Wilec Jodła, Sosna
WEŁM -WĄDA–Wodnik,–Śląkwa-Dżdża, Wodyca Webło-Drzewo Morskie(Tasiem.)Sokora(Czarna Topola)
SPOR -ŚRECZA——Wołos, Rada-Zboża,Rosza Grusza-Jabłoń
SIM -ZIEMIA——Skalnik,——Ziemiennik,–Obiła Wierzba-Witwa, Wierzba-Iwa (Jiwa)
PERUN -PERPERUNA——Perunic,—Ciosno-Turupit,Łysk-Porenut Dąb Szypułkowy, Dąb Bezszypułkowy
SWARÓG -SWARA——Swarożyc,—Watra,–Denga Jawor, Świerk
STRZYBÓG -STRYJA——Dyj-Poświściel,-Poświst,–Pogwizd Osika, Trzcina
BOGOWIE MOCY [Bogunowie i Boginki]
MAKOSZ -MOKOSZA——-Wid-Wij,—-Dodola Wiąz-Białodrzew,(BiałaTopola)
PEREPUŁT -PLĄTWA—–Licho,—–Mąd Hebd (Bez Czarny), –Czeremcha
KUPAŁA -DZIEWANNA——–Krasa——Dzieldzielija Brzęk(Jarząb-Brekinia), –Jarzębina,-Miłorząb
PROWE-CZSTNOTA——Prawic-Usud,—Sądza-Kriwda Brzost,Brzoza Biała
BOŻEBÓG (Radogost) -UBOŻA (Domacha),—-Bida-Boda,–Warza-Cica Leszczyna, Dzikie Wino
RGIEŁ -REŻA——-Rgiełc,——-Żywia Trześnia, Wiśnia, [Orzech]
ŁADO – ŁAGODA—-Ładziw-Dziwień,—Gogoła(da) Jesion–Cis
CHORS -CHORSINA——Księżyc—-Chorsawa Olcha-Dereń(Świdwa)-[Olsza]
ROD -RODŻANA——-Rada-Rodzica–Zaródź-Ruda Buk-Grab
PODAG -POGODA——Podagżyk-Posłaniec,—–Ostoja-Osada(Osidła-Siuda) Wrzos–Brzyn-(Modrzew)
MOR -MARZANNA–Zmora———–Groźnica Śliwa–Tarnina-Morwa
WELES -NYJA-Lelij-Lel——Sowica-Polel Głóg-(Bojarysznik)-Jałowiec
    KIROWIE   [Światłogońce (Zar Ptaki) ]]
KOSTROMA–KOSTRUB(Owsień-Tausień) Jodła
JARUNA–JARYŁO Jiwa–[Jarząb]
RUJA–RAJEK Jarząb-[Jawor]
JESZ–YESSA Jesion-[Jawor]
KAUKOWIE-DZIAŁOWIE-DZIĘGLE -[Ażdahy ]
TRZYGŁAW -BIAŁOBOGA lipa
TRZYGŁAW -CZARNOGŁÓW dąb
Czterogłów – JEDNIA – [GŁĘZOWIE]
BÓG BOGÓW -SWĄT- SWANTEWIT drzewo drzew,Wierżba(dąb)
8. Obchodzimy drzewo gęsiego i tworzymy wokół niego koło – lub jeśli jesteśmy sami albo we dwoje stajemy  frontem do drzewa.
Przyjmijmy że tym drzewem jest bardzo stara lipa:
9. Oracja nadania imienia (przykładowa – mamy tu pełną dowolność, tak by przebiegło to zgodnie z naszym charakterem i temperamentem) – ” Witamy cię Stara Lipo. Przyszliśmy dziś do ciebie w Dniu Święta (Drzew, Boru), po to aby nadać ci na nowo twoje zapomniane przez wieki imię. Chcemy aby to imię nigdy nie zaginęło, i żebyś ty miała w nas ludziach opiekunów po wsze czasy. Dlatego my ludzie uznając twoją wiekowość i świętość nadajemy ci imię.
10. Nadajemy ci dzisiaj w to wielkie Zielone Święto  imię …. np. Bożena z Tyńca, Kira ze Stargardu, Świętosława ze Szczecina… 
11. Po wypowiedzeniu formułki używamy instrumentu (dzwonków, bębna) – po to żeby oznajmić światu, że akt się dokonał
12. Osoba prowadząca obrzęd podchodzi do drzewa i skrapia je wodą, a resztę wody leje w jej korzenie przy pniu.
13. Bierzemy się za ręce i oplatamy drzewo lub jeśli jest nas więcej obchodzimy kołem drzewo. Jeśli znamy jakąś piosenkę możemy ją z dziećmi zaśpiewać. Na koniec obejmujemy drzewo i w milczeniu przez chwilę jesteśmy razem z nim
14. Dzwonkami lub bębnem (trombitą, rogiem myśliwskim lub czymkolwiek innym -  zwykłym uroczystym  gwizdaniem) obwieszczamy koniec  obrzędu
15. Odbywamy blisko drzewa piknik, jemy kanapki – możemy poświęcić drzewu pierwszy kęs jadła i pierwszy łyk napoju. Jeśli w tym czasie na drzewie zjawią się patki, albo będą wokół niego krążyły – to dobry znak. Ceremonia się udała. Jeśli żadnych ptaków nie będzie – ceremonia też się udała, Ptaki przybędą jak się uspokoi.
16. Bawimy się wesoło dokąd mamy ochotę. Przed odejściem wykonujemy zdjęcie drzewa aparatem lub komórką- jeżeli mamy .
17. Sprzątamy starannie po sobie otoczenie drzewa.
18. W domu robimy opis i przesyłamy mailem na adres ssss.staredrzewa@gmail.com

Kult Drzew – wypis z Kazimierza Moszyńskiego – Kultura duchowa Słowian

ROZDZIAŁ 7.  KULT

str 249

…albo leży sam tylko kamień, nakryty kamienną płytą. Na tę płytę ofiarnik, zarzynający poświęcone zwierzę, składa skrwawiony nóż, aby kamień okrwawić. Jest to więc może, o ile sądzić wolno według zbyt skąpych informacyj, rodzaj ołtarza. Ciekawe, że i w innych stronach Słowiańszczyzny dochowało się używanie przez lud głazów w charakterze jak gdyby ołtarzy; zwłaszcza dotyczy to słynnych w archeologji kamieni z miskowatemi wgłębieniami; tak m. i. u nas w Polsce pod osadą Kołbielą nad rzeką Świdrem (na siedleckiem Mazowszu) znajdował się do niedawna wielki głaz, liczący około 15 kroków obwodu i zaopatrzony w kilka miskowatych eliptycznych zagłębień, który odgrywał znaczna rolę co roku w pierwszym dniu Świat Wielkanocnych. Tego mianowicie dnia lud okoliczny udawał się do kamienia i w jego zagłębienia składał resztki od spożywanego wówczas święconego oraz pieniądze. Obrzęd ten — po­dobnież jak i pole z kamieniem zwał się joście1.

192. Opierając się z jednej strony na bezpośrednich świadec­twach dawnych źródeł, a zaś z drugiej na żywych pomnikach, prze­chowanych do ostatnich czasów, oraz na niedwuznacznych i bardzo wartościowych wskazówkach porównawczej etnografji, możemy stwier­dzić, że dawni Słowianie posiadali liczne gaje i kępy drzew (w ro­dzaju naszych kęp lip, jesionów i t. p., otaczających krzyże przy­drożne) poświęcone bóstwom. Więcej nawet, nie jest bynajmniej wy­łączone, owszem jest prawdopodobne, że ogólno-słowiański wyraz gaj był pierwotnie właśnie nazwą zadrzewionej i ogrodzonej lub ochranianej przestrzeni, na której odprawiano nabożeństwa.

[Tak - wyraz gaj oznacza kępę zielonych drzew, a może i kępę poświęconą bogom, przez co nietykalną, świętą. Grodzić nauczono się na pewno później niż odprawiać modły i składać ofiary. C.B.]

Gdy­byśmy zapragnęli dokładniej wyobrazić sobie, jak mogły wyglą­dać owe dawne gaje Słowian, nie pozostalibyśmy i tu bez oparcia. Pogańskie ludy bowiem, o jakich wyżej była już mowa, a które za­mieszkują w najbliższem, bezpośredniem sąsiedztwie Słowian w do­rzeczu Wołgi, m. i. właśnie w gajach czczą swe bóstwa. Cały poziom kultury owych ludów, niewątpliwie znacznie zbliżony do poziomu kulturalnego dawnych Słowian, dalej warunki fizjograficzne, w ja­kich one żyją, mn. w. identyczne z temi, w których żyła ongiś przeważna część naszych przodków, wreszcie wspomniane wyżej bezpo­średnie świadectwa o dawnych świętych gajach Słowian (poniekąd zaś i o dawnych gajach Bałtów, Germanów oraz innych ludów euro­pejskich), wszystko to razem pozwala nam w pewnej mierze za-

1 Co do jego nazwy możnaby tu myśleć o pokrewieństwie ze st.-pers. * y as t a ‘ofiarowanie’5, stind. i s t a ‘ts.’, y a s t a r, y a s t ś  ‘ofiarnik’ i t. d.: byłyby to jednak pomysły zgoła fantastyczne, wobec tego, że joście a raczej jasće — bo takie było według wszelkiego prawdopodobieństwa właściwe brzmienie obchodzącej nas na­zwy — objaśnia się całkiem gładko jako kontynuacja wyrazu *jaśće ‘strawa, je­dzenie’, — w danym wypadku zapewne ‘świecone’ (porówn. urk.-rus. jastije ‘strawa’, bułg. jastije, jestije, st,-serb.-chorw. jestje i t. d.; pol. -gwar. jeśće ‘jedzenie3).

[I co wy na to. Kazimierz Moszyński nie wiedział, że jeden z rodzajów ofiary u Słowian nazywa się strawa. Zgoła fantastyczne mu sie wydawało, że Słowianie składali ofiary i że wspólne może być źródło słowiano-irano-indyjskie owego słowa joście- ofiara, jostnik - ofiarnik. My to już dzisiaj wiemy, więc nasz ogląd zachowanych przerz lud obrzędów powinien się wreszcie wyrazić głębokim szacunkiem za przechowanie tak praprastarego powiązania i świadectwa odbywania obrzędów przez Słowian  najprawdopodobniej dalej niż 3500 lat temu. C.B.]

250

K.  MOSZYŃSKI  KULTURA LUDOWA SŁOWIAN


stąpić niemożliwy już dziś do zrealizowania, szczegółowy opis pogańskich gajów Słowian z nad Wisły, Dniepru czy Oki i górnej \Wołgi, przez opis takichże gajów z nad Środkowej Wołgi i dolnej Karny.

Według M. Bucha święte gaje wotjackie znajdowały się dawniej w głębi lasów, otaczających wsie. Gdy z tych lub innych powodów (np. przy tworzeniu nowej osady) zachodziła potrzeba obrania któregoś z uroczysk na gaj, wtedy szaman -wróżbita dosiadał młodego konia, pozbawionego uzdy, i pozwalał się nieść w lasy, nie kierując wierzchowcem. Gdzie koń stanął, to miejsce przeznaczano na gaj. Dzi­siaj, gdy nawet w głuchych krajach W ot jako w i Czeremisów lasy na ogół wyniszczono, pozostały z nich często same tylko święte gaje. Są to jak gdyby drobne, ale troskliwie przechowywane resztki puszcz, zawierające w sobie wielowieczne dęby, lipy i inne drzewa. „Najwspanialszy taki gaj… — powiada S. K. Kuznecov odnośnie do Wotjaków — znajduje się na gruntach wsi Starej Jurnji*. Do tej świętości, otoczonej sześciokątnem ogrodzeniem, prowadzi olbrzymia aleja z odwiecznych sosen, dębów i lip, a w sąsiadującym z nią wąwozie rosną dzikie jabłonie znacznej grubości. Nic podobnie wspaniałego nie widziałem śród świętych gajów wotjackich”.

TJ Czeremisów (— a prawdopodobnie i u Wotjaków —) gaje dość często wień­czą miejsca wyższe: wzniesienia, pagórki czy też znaczniejsze wzgórza. Wyjąwszy dnie uroczyste, kiedy odprawiane są nabożeństwa, panuje tam cisza, dosłownie za­kłócana tylko przez głosy ptactwa, szum wiatru i szmer strumienia lub rzeki, które to ostatnie winny być w pobliżu ze względu na wodę, potrzebną przy gotowaniu ofiarnego mięsiwa a poniekąd także do oczyszczającej kąpieli, branej przed nabo­żeństwem przez kapłanów, oraz do rytualnego prania odzieży. Ludziom nic wolno jest chodzić do świętych gajów bez potrzeby; tem bardziej zaś nie wolno nawoły­wać się, czy też wogóle odzywać zbyt głośno, jeśli już jakaś okoliczność skłoniła ich do odwiedzenia leśnej samotni. Zwierzynie i ptactwu nie grożą tam sidła, ani wogóle żadne niebezpieczeństwo ze strony łowców; zioła przekwitają i wysiewają się bez przeszkody, gdyż nikt ich nie kosi; jagody — zwłaszcza w gajach, poświęconych groźnym duchom podziemnym — osypują się bezużytecznie dla człowieka w trawy i mchy, bowiem nikt nie waży się ich zerwać; suchy nawet chróst nie bywa zbierany przez wieśniaków, lecz czeka dnia, kiedy pomocnicy ofiarników ułożą zeń stosy przed świętemi drzewami i rozpalą ofiarne ogniska.

O ile gaj jest niezbyt wielki, natenczas dość często bywa ogradzany płotem, w którym pozostawia się parę lub kilka wrót, sytuowanych nie dowolnie, lecz skie­rowanych w określone strony świata (np. na południe, wschód i zachód). Zdarzają się jednak gaje, mierzące ok. 3 km w obwodzie; takie obywają się bez płotów. — Jeśli gaj nie jest poświęcony duchom podziemnym (przyjmującym ofiary składane przed drzewami iglastemi), tedy musi być liściasty albo mieszany, niepozbawiony brzóz, dębów i lip, które to drzewa uważane są za jedynie godne bogów i tylko przed niemi a przede wszystkiem przed lipą — odprawia się modły, połączone z ofiarami. Każde z bóstw ma przy tem inne, sobie tylko poświęcone drzewo.

[konieczna uwaga bo Moszyński w późniejszych materiałach będzie dowodził iż Słowianie czczą tylko dąb, lipę i jeszcze kilka drzew, a nie zauważa co sam pisze chwilę wcześniej, a mianowicie że "każde z bóstw ma przy tem inne, sobie tylko poświęcone drzewo". Co znaczy inny gatunek a nie inną kolejną lipę, czy dąb. Jak wynika z opisu poniżej, poza gajami własnymi osad i siół poszczególnych, istniały wciąż jeszcze szczątki organizacji hierarchicznej kultu w grupach okręgów.  C.B. ]

Oprócz gajów, należących do poszczególnych wsi, są też i takie, w których całe okręgi kultowe, złożone z kilkunastu lub większej ilości siół, odprawiają wspólne nabożeństwa.   Odwrotnie tu i owdzie spotykamy małe gaiki, należące do poszczególnych rodów czy nawet rodzin; gdzie indziej jednak rodziny włościańskie mają na własne, prywatne potrzeby kultowe tylko po jednem lub po kilka drzew w obrę­bie wioskowego gaju. W wielkich gajach Czeremisów, gdzie odbywają się nabożeń­stwa całych kultowych okręgów, często spotkać można budowlę, zaopatrzoną wewnątrz w ławy i stół. Nie jest to jednak świątynia, lecz schronisko dla ofiarników, niezbędne  zwłaszcza w czasie  niepogody,  gdyż  zwyczaj  zabrania im  nawet nocą

* W pow. mamadyskim byłej gubernji kazańskiej.

251

opuszczać święty gaj w ciągu szeregu  dni,   kiedy trwa uroczystość i odprawia się nabożeństwa.

Oprócz obszarów, zamieszkanych przez pogańskich Wotjaków i Czeremisów, są w Europie jeszcze inne kraje, gdzie do ostatnich czasów w związku z licznemi resztkami pogańskich religij dochowały się też typowe gaje święte. Mam tu na myśli pewne głuche okolice Kaukazu, l tam w stosunku do owych gajów obowią­zywał szereg zakazów; w szczególności nie wolno było przez nie przechodzić, w nich polować, łamać gałęzi, zbierać owoców, a nawet podobno zrywać liści, gdyż świętokradcom groziła ślepota czy też choroba (zaś w ra­zie zrąbania drzewa — śmierć). Podróżnicy wspominają o gajach do tego stopnia nietykalnych, że roiły się poprostu od dzikich pszczół i zwierzyny. Jednak nie wszystkie te zakazy były po­wszechne ; w niektórych stronach zwyczaj pozwalał np. żywić się płodami leśnemi, zebranemi w ga­ju świętym, a nawet zabijać tam zwierzynę; ale w takim wypadku

(3. (Gaj święty Czeremisów podczas czynności kultowych. (Chłop-kapłan odmawia modlitwę: obok stoi gęślarz, przy grywający do wtóru). Pow Urżum, b. gub. wjacka, Europa wschodnia (Z. S. S. R.). — Wg.oryginalnego zdjęcia U.Holm berga1 (porówn. też: Holmberg „Die Religion der Tscheremissen”, r. 1926, str. 150).

dziki miód, owoc czy zwierze mu­siały być spożyte, na miejscu, w obrębie gaju. Jak u Ugrofinów, tak też i u tubylców Kaukazu cześć, okazywana świętym gajom i drzewom, nie była wy­wołana przez same te gaje wzgl. drzewa jako takie, lecz tylko i wy­łącznie przez bóstwa i.t. p., któ­rym gaje oraz drzewa służyły za czasowy czy stały przybytek. Juk u północno-zachodnich Ugrofinów (Karelów etc.), tak i u tubylców Kaukazu można znakomicie prze­śledzić, co staje się z pogańskiemi gajami, gdy ludność przyj­muje chrzęścijanizm. Los ich jest zasadniczo wszędzie jednaki: nie­które trwają przez czas pewien nadal już tylko jako miejsca, do­kąd dostęp jest ograniczony a użytkowanie w mniejszym lub większym stopniu wzbronione ze względu na obawę nieszczęścia, wciąż jeszcze grożącego nieproszonym gościom; inne przyjmują w swój obręb chrześcijańskie świątynie, zachowując nadal nietykalność i grożąc nieustan­nie surowemi karami śmiałkom, którzy by się odważyli ją naruszyć.

193.   W  świetle   wszystkiego,   z   czem   zapoznaliśmy   się   przed chwilą, będziemy w stanie gruntownie zrozumieć liczne resztki rzeczy

1Za łaskawe  nadesłanie tego  zdjęcia składam p. U. Holmbergowi serdeczne podziękowanie.

252

K.  MOSZYNSKi:  KULTURA LUDOWA  SŁOWIAN


podobnych, napotykane na terytorjach Słowiańszczyzny. Najlepiej zachowały się te resztki w Bułgarji z jednej, a zaś na Wielkorusi z drugiej strony. Tak więc ofiary, składane przez bułgarskich wie­śniaków pod otwartem niebem, oraz związane z niemi modły nie były, jak już wiemy, odprawiane gdzie bądź, na pierwszem lepszem miejscu. Przeciwnie musiało to być miejsce, odpowiadające szczególnym wa­runkom (ob. § 191); zwykle znajdowało się bądź w lesie, bądź też ocienione było pewną ilością drzew, nieodzow­nie zaś — co najmniej jednem znaczniejszem drzewem. Według Marinova z drzew uznawano wyłącznie: dąb, wiąz, klon (ja­wor) i jesion. Miejsce uważane było za święte, i nikt nie ośmielał się go skalać; drzewa otaczane były czcią, pomieszaną z obawą; zwyczaj surowo zabraniał rąbać je, choćby jak wynika z danych A. Iljeva przeżywszy swój wiek, padły na ziemię i miały bezużytecznie rozsy­pać się w proch, lub choćby z nich zostały same tylko pnie; prze­stępcy lub jego rodzinie groziła nieuleczalna choroba albo niemota czy też inne kalectwo. Chorzy zawieszali tam na gałęziach kawałki tkanin i części odzieży na ofiarę, albo też składali pieniądze. Na ta­kich to świętych miejscach często wznoszono cerkwie i klasztory; drzewa, otaczające te budowle, w dalszym ciągu uchodziły w oczach ludu za święte; podobnież — znajdujące się u ich stóp źródła. Za­równo owym gajom, jak i źródłom po staremu przypisywano wła­sności lecznicze.

Pomijając mniej wyraziste przykłady, stwierdzające przetrwanie tradycji, nakazującej okazywać kult bóstwom i t. p. w ga­jach czy pod drzewami, a spotykane wcale często w innych kra­jach bałkańskich czy też u Słowian zachodnich oraz u Mało- i Biało­rusinów, przejdźmy od razu na terytorjum północno-wielkoruskie; tam bowiem zobaczymy obrazy, które pod względem świeżości, z jaką przechowały pogańską tradycję, śmiało mogą współzawodniczyć z poznanemi tylko co w Bułgarji. W 4. zeszycie czasopisma „Etnograficzeskoje Obozrenije” z r. 1895 znajduje się krótki, ale wartościowy przyczynek etnograficzny, dotyczący czerepowskiego powiatu nowogorodzkiej gubernji, t. zn. okolicy, położonej na zachód od Wołogdy i od tysiąca czy od blisko tysiąca lat zamieszkanej przez ludność wielkoruską. W południowej części tego powiatu zwracają na siebie uwagę liczne gaje przy wsiach, złożone głównie z sosen-„odwiecznych olbrzymów, w porównaniu z któremi prawdziwe bory wydają się być młode„. Gaje te czy borki są nietykalne; jak głosi tradycja, ktokol­wiek zrąbał tam choćby jedno drzewo, ten wkrótce padał ofiarą nie­szczęścia: tracił wzrok lub chorował i marł. Nawet młodzież, urzą­dzając wiosną igrzyska i korowody, omija te miejsca; natomiast chęt­nie i często wznosi tam lud kapliczki. Także dalej na północ, już w gubernji ołonieckiej, na terytorjum dziś wielkoruskiem nad jeziorem

253

ROZDZIAŁ 7. KULT


Kupieckiem „widać wiele-gajów świętych. Rosną one koło kaplic lub cerkwi i cieszą się szczególniejszem poważaniem. Byłoby świętokradz­twem rąbać je… Podczas świąt kościelnych… służą za miejsca zebrań i zabaw ludowych. Jeśli obok gaju istnieje woda, to w święta ko­ścielne odbywa się jej poświęcenie, poczem lud się kąpie, Kąpiele od­bywają się nietylko w lecie, lecz i w zimie, najczęściej wskutek uprzed­nich ślubów”. Ślady podobnych świętych gajów pozostały i w innych stronach Wielkorusi czyto w postaci rzeczywiście czczonych borków lub grup drzewnych, czy też w nadzwyczaj charakterystycznych na­zwach b o że lesje, m o łon y j l e s, oznaczających gaj, którego użytko­wanie jest wzbronione.

Między wszystkiemi czczonemi gajami i grupami drzew, wy stę­pującemi na ziemiach Słowian, należy ( przynajmniej w teorji, bo w praktyce jest to bardzo trudne —) rozróżnić trzy rodzaje: do pierw­szego będą należały te, które rosną na miejscach czczonych i zalesio­nych od czasów pogańskich, a więc rzeczywiście kontynuują pogań­skie święte gaje; do drugiego otoczone czcią dopiero w czasach chrześcijańskich, skutkiem tego, że pradawnym zwyczajem zostały użyte na rodzaj świątyni pod otwartem niebem, w której składano ofiary Bogu i świętym; do trzeciego wreszcie — drzewa i gaje czczone dlatego, ponieważ tam ukazał się któremuś z włościan (dzięki halu­cynacji lub nawet iluzji) krzyż, postać jakiegoś świętego, Matki Bo­żej, Chrystusa i t. p. Trzeci rodzaj, mieszający się poczęści (np. na terenie Bułgarji) z drugim, jest, zdaje się, najliczniejszy; w gruncie rzeczy nie należy on do omawianego przez nas zespołu, w danym bowiem wypadku nie chodzi zupełnie o gaj czy o drzewa, lecz tylko i wyłącznie o miejsce, uświęcone przez „zjawienie się” świętego sym­bolu lub nadludzkiej czczonej istoty.

194. Najprostszy rytuał ofiarowania spotykamy przy do­rocznych ofiarach, składanych na pewnych obszarach Słowiańszczy­zny duchom zmarłych. Funkcję ofiarnika pełni tu gospodarz domu: jego pomocnikami są inni członkowie rodziny, zwłaszcza żona. Ofia­rowanie polega zwykle na składaniu pierwszych cząstek wszystkich dań do osobnego naczynia (pozostawianego później na noc na stole) oraz na uprzedniem wezwaniu dusz, aby wzięły udział w wieczerzy. …


K. MOSZYŃSKK KULTURA LUDOWA SŁOWIAN

Geneza kapliczek nadrzewnych

Zapoznając się bliżej z tem ważnem dla etnologów zagadnieniem, rozpatrzmy naprzód stosunki u wschodnich są­siadów Słowian. Szczególnie zaś cenne będą tu dla nas wyniki badań K. Karjalainena nad religją Ostjaków. Według nich główne znaczenie „świętych” czy „świętych-dobrych” drzew polega u Ostjaków na tem, 1) że dźwigają one na sobie ofiary,, przeznaczone dla czczonych duchów (genetycznie nie mających nic wspól­nego z drzewami) i 2) że przechowują w sobie lub na sobie wyobrażenia tych du­chów w postaci posągów, wyrżniętych z drzewa, lub podobnych posążków, okry­tych w odzież (posągi te czy posążki bądź stoją u stóp drzewa, bądź przechowywane są w króbkach czyli koszałkach z kory, zawieszonych na drzewie, bądź wre­szcie – znajdują się w małych śpichlerzykach, stawianych na gałęziach drzewa niby nasze nadrzewne kapliczki).

[powyższy fragment tekstu pokazuje że również wywodów Kazimierza Moszyńskiego nie możemy przyjmować wprost i brać za "prawdę", ponieważ i on ulega chrześcijańskiej presji własnego wychowania w interpretacji zjawisk. Kult Drzew nie oznaczał nigdy - od neolitu - kultu "przedmiotu" lecz kult ducha (boginki i bogunowie zasiedlający miejsce, byt), albo kult bytu jako żywego stworzenia - posiadającego duszę i czującego. Pierwsze zdanie poniżej jasno pokazuje błędną interpretację obserwacji dokonaną przez  K. M. - C. B.]  

Jako schronienie posągów duchów posiada „święte” drzewo już duże znaczenie; wzrasta ono, gdy pod drzewem odprawia się kultowe czynności na cześć ducha, zwłaszcza zaś wtedy, gdy odprawia się je, pomimo że posąg istoty czczonej uległ zniszczeniu; w takich wypadkach drzewo staje się miej­scem pobytu ducha w czasie dokonywania ofiary; mówią więc o niem: „przez du­cha odwiedzane, promieniujące drzewo” lub „drzewo, na którem duch siedzi”. Dla­tego to podczas ofiarowania stają Ostjacy twarzą ku drzewu; dlatego również musi na nie płynąć krew ofiarowanego zwierzęcia, a pień jego musi być przez nią zbryzgany. Wobec powyższych okoliczności nie byłoby wcale dziwne, gdyby drzewo samo stało się widomym zastępcą i przedstawicielem ducha i w ten sposób zostało przedmiotem kultu. Dla takiego obrotu rzeczy nie udało się jednak Karjalainenowa znaleźć poświadczenia. Coprawda, zewnętrznie biorąc, składanie ofiar często tak wy­gląda, jakgdyby samo „święte drzewo” było przedmiotem kultu; ale to jest tylko pozór, nie rzeczywistość. To samo zaś widzimy u Wogułów. Drzewa i święte drzewka w rodzaju naszych maików, gaików i t. p. są tam również wyłącznie ołtarzami, czy raczej przybytkami w rodzaju najpierwotniejszej świątyni albo, mówiąc poprostu, miejscami spoczynku dla bóstwa. Gdy więc np. nad środkową Lozwą zetnie lud przed nabożeństwem do najwyższego boga (Tar9m’a t. j. boga nieba; cf. § 349) jodełkę, a gałęzie okrzesze, zostawiając zielone igliwie korony tylko u wierzchołka, i w korze wytnie wyobrażenie bóstwa, wtedy z pokłonami prosi boga, by przybył na uroczystość. I, jak chcą wierzenia, przylata bóg, sadowiąc się na wierzchołku jodły. — Z równą jaskrawością występuje drzewo jako miejsce spoczynku bogów u Finów nadwołżańskich. Przypisują mu te ludy duszę, okazują niewątpliwie pe­wien kult, ale jakże on jest blady w porównaniu z kultem, świadczonym pod drseivami przeróżnym bogom i duchom, genetycznie nie mającym nic z drzewami wspól­nego. Podczas wielkich uroczystości składa się coprawda ofiary i świętym drzewom, ale jakże nikłe! Po uroczystych modłach do bóstw i duchów, po prawdziwych nie­raz hekatombach ofiar im poświęconych zakopuje się na zakończenie nieco pienię­dzy pod drzewami z charakterystycznemi słowy: „Drzewo do ofiar, nie mów1, żeśmy ciebie bez ofiary zostawili”. Zupełna znikomość tego kultu, jego dodatkowość i pod-rzędność uwidocznia się tu w całej pełni.

424. Jeśli zważymy, że przy powierzchownem zapoznawaniu się z religją obcojęzycznego ludu kult bóstw, odprawiany pod drze­wami, może być bardzo łatwo wzięty za kult drzew, — jeśli uwzględnimy dalej, że dawniejsze źródła zawierają mnóstwo materjałów, opartych właśnie na bardzo powierzchownych obserwa­cjach, i jeżeli weźmiemy wreszcie pod uwagę, że religje starożytnych Greków i Rzymian, które zbadano bardzo szczegółowo i grun­townie, nie znały, o ile wiem, kultu drzew jako takich (drzewa były u nich z reguły poświęcone bogom), oraz że dokładne, bardzo ścisłe nowsze poszukiwania etnograficzne na obszarach ugrofińskich, gdzie­kolwiek nie zaginęła tam jeszcze religją pogańska, wykazały zupełną ni­kłość kultu drzew — a identycznie przedstawia się rzecz i u tubylców Kaukazu, — tedy z największą nieufnością odniesiemy się do wywodów Mannhardta, Frazera i ich naśladowców ‘, oraz zmuszeni będziemy

1 M. i. zupełnie  nie  rozumiał  kultu  drzew E. Anickov   (ob.  np.  jego  pracę „Yesennjaja obrjadovaja  pesnja na zapade i u Słavjan”, t. l, r. 190o, str. 160 i n.).

sami udać się ku źródłom, dotyczącym ludów poza-europejskich, aby poglądy tych badaczy sprawdzić. Oczywiście nie miejsce tu by wchodzić w szczegółowe roztrząsania nasuwających się zagadnień; ze względu jednak na ich  doniosłość przy interpretacji  obrzędów słowiańskich o jakich  będzie  mowa w cz.  III, kilka  przykładów   podać  musimy. Tak więc Ph. Paulitschke,  mówiąc o ludzie  Galia w płn.-wschodniej  Afryce,  pisze dosłownie: „Zasługuje na uwagę cześć okazywana pewnym  drzewom, które jednakowoż pojmowane są li tylko jako mieszkania Ajanów1, przebywających w ich wierzchołkach*…  „Wspaniała roślinność kraju Galia ułatwiła ze względu na obecność majestatycznych drzew wybór mieszkań dla ajanów, a zatem i miejsc kultu czy też świątyń w szerszeni znaczeniu wyrazu”2. Podobnież w Arabji3 etc.   drzewa są mieszkaniem duchów czy demonów.   W Armenji uchodzą one za miejsce wypoczynku dla duchów  świętych4; u Chewzurów na Kaukazie za mieszkanie aniołów  i t.d.5, 6,7. Do tegoż   wierzeniowego  zespołu całkowicie  należą z jednej strony wszystkie  europejskie tradycje o ukazywaniu się pobożnemu ludowi na lipach,  dębach i innych  drzewach  Matki  Bożej,  świętych i t. p., a z drugiej tu częściowo zaliczyć trzeba wierzenia w przebywaniu na drzewach i w drzewach rozmaitych demonów. Od strony kultowej tu również włączyć wypadnie pospolity zwyczaj otaczania drzewami kapliczek,  figur świętych i  kościołów, co się tłumaczy  odwiecznym, głęboko wrośniętym w tradycję nawykiem wznoszenia modłów i skla dania ofiar pod drzewami  (cf. § 193).  Jak zobaczymy  niżej, drzewo żywe i ścięte służy też w Europie  jako  miejsce, na którem  przeby­wają czy wypoczywają dusze zmarłych, a drzewo mityczne na pewnych obszarach Ziemi uchodzi za mieszkanie  (ptakokształtnych) dusz w*. gole. Zarazem przekonamy się, czem się tłumaczy ta dziwna napozór. ogromna rola drzew jako sui generis liturgicznych przedmiotów czy raczej świątyń: pradawne, zupełnie pospolite, ogólno-ludzkie wierzenie, dopatrujące się w (stałych, rzeczywistych  mieszkańcach  drzew)   …

1 Ajana jest to nazwa ogólna dla dobrych duchów (przeciwstawiających -i-złym, zwanym  j inni). Są one niewidzialne i prawie dokładnie  odpowiadają chrześcijańskim  aniołom. (Ph.  Paulitschke,   Ethnographie   Nordost-Afrikas,  t. 2, r. l *!<••• str. 19 i 22).

2 L. c., str. 34 i 36.

3 A. Musil, Arabia Petraea, t. 3, r. 1908, str. 324 i i

4 M. Abeghian, Der armenische Yolksglaube, r. 1899, str. 59.

5 Zapiski  Kavkazskago otdeła Imp.  Russ.  Geograf. Obścestwa, t. 11, zesz   : r. 1881, str. 90.

6 Ob. też np. J. Henry, Les Bambara, r. 1910, str. 86; i t. p.

7 Wszystkie  takie drzewa  przedstawiają  dokładną  analogję do drzew tzw. sjenowitych  na  Bałkanach  (ob. niżej   §  427).  Podobne  przykłady  z krajów  egzotycznych  (kiedy  mianowicie drzewo nie jest pomyślane jako  ciało  przebywającej  w niem duszy, lecz jako  schronienie odwiedzającego je czy też przemieszkującego na niem lub w niem ducha albo bóstwa) należy  bezwarunkowo  uważać za błędnie interpretowane np. przez Frazera i jego naśladowców. Wychodząc bowiem od kon­cepcji „duszy drzewnej” jako pierwotnej, stawiają oni niczem w gruncie rzeczy nieumotywowane przypuszczenie, że pojęcie drzewa jako mieszkania czy siedliska   istot   mitycznych,   luźno   poza   tem   bytujących,  jest   pochodzenia   późnego i niepierwotnego.

[ To nie K. M. ma rację co do pierwotności duszy drzew a nie duchów zamieszkujących drzewa tylko Frazer] C.B.

ptaszkach — dusz ludzkich, demonów i bóstw, nie wyłączając najwyższych bogów nieba, w pełni odsłoni przed nami główną stronę tajemnicy wielkiego kultowego powodzenia drzew. Poniekąd mogła tu jednak także oddziałać wyniosłość tych roślin (porówn. analogiczne obieranie wierzchołków wzgórz i gór na miejsca kultu bóstw). Nie bez pewnego, całkiem zresztą podrzędnego i pomocniczego znaczenia były również może owe niepokojące nieraz — zwłaszcza nocą — szmery i szelesty, rozbudzane przez wiatr w listowiu koron, stale, u wszystkich bodaj ludów, przyjmowane za manifestowanie s\vej obecności przez jakieś niewidzialne istoty. Wreszcie niektóre tradycje ludowe zdają się świad­czyć, że i ze zjawiskami w rodzaju ogni św. Elma należałoby się tu może nieco liczyć l.

Geneza t. zw. kultu drzew byłaby więc dla nas w znacznym stopniu wyjaśniona. Ale uznać należy, że w religijnem życiu ludzkości, w szczególności zaś w wierzeniach pojęcie drzewa, jako przybytku ducha lub bóstwa, zdawna mieszać się mogło z pojęciem -całkiem mitycznego „drzewa niebieskiego” (ob. dział IV) oraz z pojęciem drzewa jako sprawcy chorób (§§ 133 i 429). W niektórych wypadkach — tym razem już w praktykach obrzędowych — mieszało się też z koncepcją zielonego drzewka — nosiciela wiosny czy odnowionego życia. W cza­sach późniejszych i na terenach bardziej ograniczonych rzecz kom­plikowała się przez domieszkę jeszcze innych pojęć. Niewątpliwie też oddawna animizowanie drzew i traktowanie ich w niektórych wypadkach, jakgdyby były istotami podobnemi do ludzi, przyczyniało się do zagmatwania ich roli w kulcie.

425. Tak jednak czy inaczej objaśnimy genezę czci, okazywanej drzewom przez dzisiejszych europejskich wieśniaków, jedno w każdym razie uderzyć nas musi przy bliższych studjach nad znaczeniem tych wspaniałych roślin w religijnem życiu Słowian oraz ludów, sąsiadu­jących z nimi od zachodu i wschodu. U ostatnich mianowicie, t. j. u Germanów z jednej a u Finów z drugiej strony, istniał podobno bądź co bądź pewien ogólny szacunek dla wszelkiego rodzaju drzew, którego u Słowian niema ani śladu. O wielkiej czci drzew u germańskich ludów oraz o okrutnych karach, jakie u nich w niektórych krajach wymierzano za obłupianie drzew z kory i t. p., pisano już niejednokrotnie. Ciekawiej, a w każdym razie przejrzyściej przedstawiają się obchodzące nas strony kultury u nadwołżańskich Finów i Czuwaszów. „Lubią te plemiona — powiada P. Melnikoy o Mordwinach, Czeremisach i Czuwaszach — głuche lasy i ciemne gaje; ani jeden z nich bez potrzeby drzewa nie ruszy; siec bezcelowo

1 Zestaw np. Sbornik materiałoy dla opisani] a mestn. i plemen Kavkaza, t. 17, r. 1893, dz. 2, str. 118 z tem, co mówi M. Abeghian, 1. c., str. 59, w. l od góry i porówn. zupełnie pospolite pojmowanie świateł jako dusz czy duchów (§ 402).

las — to, ich zdaniem, grzech wielki: według ich starodawnego z wy-czaju las jest mieszkaniem bogów. Las niszczyć, — to zna­czy boga obrażać, jego domostwo rujnować, karę na siebie sprowadzać”. Choćbyśmy nawet przyjęli ten sąd krytycznie i osłabili jego jaskrawość przez dopatrzenie się w nim przesady, bądź co bądź jednak pewien życzliwy i na jakowymś szacunku oparty stosunek tubylców środkowego Powołża do drzew czy — jeśli kto woli — do gajów i lasów nie może, zdaje się, podlegać wątpliwości. Jakże krań­cowo przeciwstawnie przedstawia się ta rzecz u Słowian! Już tenże Melnikov, porównywając Wielkorusa z Finem lub Czuwaszem, nazywa go ni mniej ni więcej tylko „przyrodzonym wrogiem lasuu. „Dla nie­go — powiada — nie znaczy nic zrąbać wiekowe drzewo poto tylko, by wyciosać z gałęzi oś czy hołoblę, złamać bez potrzeby drzewko, obłupić lipkę, spowodować uschnięcie brzózki przez wypuszczenie oskoły lub złupienie brzosty na opał. ‘Nawet stuletnie dęby rąbie jedynie dlatego, aby obrać z nich żołądź na karm dla świń”. Czyż nie to samo mówią nam inni autorzy o Rusi zachodniej? „Ponad drogami — pisze np. J. Kraszewski o zachodniem Polesiu — smutny jest pozór lasów, gdyż bliżej ludzi są wyniszczone i niegodziwie popsute, większa część sosen żywcem poobcinana, inne powalono przez podpalenie, pokaleczone niemiłosiernie”. — A teraz chłop polski, Wł. Orkan, sam wieśniak rodem, takie mu wystawia świadectwo: „By prawdę rzec: nie ma on miłości do lasu. Już od dziecka, pasący bydło przy lesie, nożem wycina płaty kory świeżej z bujnego świerka na „kozubki”, młode drzewka z pasją kaleczy, smołą płaczące najradniej podpala, we wnętrzu jodeł starych wypala kadłuby — i naturalnie w rosnącym ten złośliwy, zbrodniczy stosunek do drzew, do lasu ostaje… Wiele dałoby się jeszcze sprawek podobnych na wieść. W r zo­cz y to niby nic — a świadczy o stosunku nielitośnie niszczycielskim chłopa do lasu”. To szczególne ustosunkowanie się, ta pasja niszczenia wyraża się u nas jednak nietylko względem drzew dziko rosnących, lecz i sadzonych, a nawet owocowych, o ile naprzykład wyrastają przy drogach. — Wystarczy dokonać podróży po Bułgarji, aby się prze­konać, że i tam lasów lud nie szanuje zupełnie. Co się zaś tyczy mie­szkańca Serbochorwacji, to dość jest powołać się na sąd Fr. Kraussa, który nazywa go wprost „drzewołupcą, złośliwym tępicielem lasów i dodaje, że „obcy mu jest kult drzew, jaki znają ludy północno-euro-pejskie a mianowicie germańskie”. W ten sposób dwa niezależne źródła — pisma Melnikova i pisma Kraussa — powtarzają prawi*-zupełnie to samo, jedno o płn.-wschodnich a drugie o najdalszych płd.-zachodnich krańcach Słowiańszczyzny. Tak tedy w świetle usto­sunkowania się do drzew Słowianie zgoła inaczej wyglądają, aniżeli sąsiadujące z nimi ludy fińskie i germańskie, choć wszystkie trzy grupy etniczne prowadzą od wieków jednaką rolniczo-hodowlanąl gospodarkę, więc nie w przesłankach natury gospodarczej zdają się leżeć przyczyny obchodzącej nas różnicy. Coprawda wydaje mi się, że przy dokładniejszych badaniach jaskrawość tej różnicy znacznie przyblednie. Bądź co bądź jednak, o ile się orjentuję w świadectwach, nie zatrze się ona doszczętnie. Próby jej objaśnienia byłyby niewąt­pliwie bardzo zajmujące; ponieważ jednak zawiodłyby nas stanowczo za daleko i miałyby charakter zupełnie hipotetyczny, więc musimy z nich tu zrezygnować, odkładając je do zamknięcia, które będzie po­dane na końcu całego dzieła.

[Tu uwaga zasadnicza - taki to wpływ miało na chłopów uchrześcijanienie ich i pozbawienie stosunku religijnego do drzew. Mamy jak na dłoni ten obraz z końca XIX i początku XX wieku - po 1000 latach oświecania chłopstwa przez Kościół. Wniosek w kolejnym zdaniu prawdziwy ale dla opisu stanu z początku XX wieku a nie DAWNYCH pogańskich Słowian. C.B.]

426. Jak widać z poprzedniego, o jakowymś ogólnym religij­nym szacunku wszelkich drzew mowy być u Słowian nie może. Jakoż nie znajdujemy co do niego żadnych pewnych, niedwuznacz­nych świadectw w etnograficznych materjałach. Szacunkiem czy pew­nego rodzaju religijną czcią cieszą się u Słowian jedynie: 1) drzewa, otaczające świątynie, ocieniające groby, kaplice i kapliczki, figury i obrazy świętych, krzyże, święte źródła i wogóle mie*jsca święte (ob. §§ 191—193), 2) drzewa, na których ukazać się miała ludowi lub gdzie ma zamieszkiwać Matka Boża, jaki święty, lub istoty demoniczne (w rodzaju wił etc.), 3) w zachodniej Serbochorwacji t. z w. sjeno-vite drveta (ob. § 427), 4) wyjątkowo w niektórych okolicach czy krajach całe gatunki pewnych drzew (co jakoby miały np. powstać z zaklętych ludzi etc.), 5) drzewa o kształtach niezwykłych, np. posia­dające konary skręcone w kształcie obręczy, szczególne jakieś naro­ślą i t. p., 6) drzewa pojedyncze, którym z tych lub innych powodów przypisano właściwości lecznicze, i wreszcie zrzadka 7) stare drzewa lub gaje, o których ludowa tradycja (czy też źródło etnograficzne) nic powiedzieć nie umie, poza tem jednem, że je należy szanować i nie wolno ich ścinać (są to zapewne z reguły wypadki podpadające pod punkty l, 2 lub 6, przyczem uzasadnienie czci zostało przez lud zapomniane lub przez etnograficzne źródło pominięte; tu cf. § 193).

Gdy chodzi o drzewa wymienione wyżej pod punktami l i 2, to cześć, żywiona dla nich, tłumaczy się sama przez się, i zresztą dość już o niej mówiliśmy w poprzednich ustępach (wyżej oraz §§ 191—193). Baczniejszą natomiast uwagę musimy tu poświęcić drzewom „sjeno-witym” oraz tym, o których się wierzy, że powstały z zaklętych ludzi.

Wierzeń ludowych, któreby drzewa czy wogóle rośliny wyraźnie obdarzały duszą, podobnie jak się nią obdarza zwierzęta czy owady, nie znam dotychczas z terytorjów słowiańskich prawie zupełnie. Wyraźnie zaznaczają się one u niesłowiańskich tubylców środkowego Powołża. Tacy naprzykład Czeremisi wierzą, że dopóki órt (‘dusza’) przebywa w drzewie, dopóty jest ono zielone i „wesołe”; gdy zaś je opuści, wtedy ginie. Do pu-ort

1 Nie dotyczy to Finów płn.-wschodnich, a w szczególności Zyrjan i Permja-ków, o których tu wcale nie mówimy.

K. MOSZYŃSKi: KULTURA LUDOWA SŁOWIAN

(‘dusza drzewa*; p u ‘drzewo5) modlą się niekiedy bartnicy, prosząc o spór dla pszczół; składają jej nawet drobne ofiary (sztukę drobiu). Wotjacy przyznają też duszę zbożom; widywać zaś ją mają (jak i duszę człowieczą) w postaci białego mo­tyla; jeśli porzuci zboże, wtedy więdnie ono i usycha. I t. d. Podobne poglądy czy zwyczaje opisywano również z krajów egzotycznych. Co do Sło­wian, to znam dotychczas tylko dwa odnośne świadectwa: jedno z Piń-czowskiego w Małopolsce, gdzie według ks. Wł. Siarkowskiego chłopi sądzą, że „drzewa w lesie mają duszę”, i drugie z Podhala (ob. § 484).

Niektórzy etnolodzy dawniejsi za dowód obdarzania drzew du­szą uważali m. i. pewien zabieg, przedsiębrany zwykle raz na rok, a zmierzający do zwiększenia urodzaju owoców przez groźbę zrąbania, skierowaną do skąpo rodzących czy płonych drzew owocowych. Dokonywa się tego zabiegu w sposób następujący: jedna z osób przy­stępuje z siekierą do drzewa i głośno zapowiada ścięcie; druga na­tomiast broni niedoszłej ofiary, zapewniając niejako w jej imieniu, że w roku przyszłym obrodzi obficie. Powtarza się ta praktyka w mn. w. identycznej postaci u Polaków, Małorusinów, rdzennych Bułgarów, Ma­cedończyków, Serbochorwatów i t. d.; poświadczona jest dalej dla wysp śródziemnomorskich, dla północnej Afryki (Maroko), dla pogranicza Europy i Azji płd.-zachodniej (Mingrelowie w Transkaukazji), dla Azji płd.-wschodniej (Malajowie) i wschodniej (Japonja). Wobec tego. że występuje w tak wielkim zasięgu, należy ją badać na szerokiem porównawczem tle. Do Słowian napewno przyszła z zewnątrz wraz z uprawą drzew owocowych. Z pozoru całkiem wygląda na jeden z przykładów naiwnego traktowania wszelkich przedmiotów w ten sposób, jakgdyby były istotami podobnemi do ludzi (ob. § 336); w ka­żdym razie o wyraźnej animizacji mowy być tu — gdy chodzi o Sło­wian — nie może.

[Kazimierz Moszyński uprawiając naukę XX wieku czerpał jak widać powyżej niekiedy wiedzę od księży katolickich zamiast ze źródeł , więc jak zwykle mamy tutaj widoczną katolicką interpretację faktów, do tego wyniesione ze szkoły wpojone głęboko przekonania (uprzedzenia) antysłowiańskie narzucone przez zaborców Polski. Na przykład to iż do Słowian uprawa drzew owocowych przyszła z zewnątrz. Pomijam fakt, iż nie mógł wiedzieć, że to między innymi  Słowianie uczyli Europę uprawy roślin i rolnictwa - w tym także uprawy drzew owocowych. Działo sie to o tysiąclecia wcześniej niż sobie wyobrażał KM w ogóle zaistnienie Słowiańszczyzny wyrugowanej skutecznie w XIX wieku  przez "naukę" germańską poza nawias historii i cywilizacji. Zupełnie nie zgadzamy się z autorem co do dalszego wywodu - wszelkie fakty absolutnie pewnie wskazują iż Słowianie uważali drzewa i wiele roślin - a zatem należy uważać iż wszystkie rośliny za posiadające "duszę" i będące siedliskiem wcieleń bóst, boginek i bogunów.  C. B.]

427, Wszelkie inne fakty z zakresu ludowych przesądów czy prak­tyk, podawane przez etnologów jako dowód, że Słowianie wierzą w ist­nienie „duszy drzewnej”, są — o ile je znam dotychczas — równie zawodne, jak tylko co omówiony. Zawodne i niepewne jest także prawie wszystko, co się pisze w pracach etnologicznych o „duszy” czy „du­chu zbóż”, jakoby uznawanych przez włościan słowiańskich. Nie prze­czę bynajmniej, że Słowianie posiadają mgliste wyczucie jakiejś „du­szy”, sprawiającej, że rośliny żyją (ob. § 484); ani przeczę również, że w niektórych obrzędach owa nieuchwytna istnośc może się dla nich przejściowo ucieleśniać w taki lub inny sposób; twierdzę tylko, że pospolicie nie znają oni jasnej koncepcji „duszy roślinnej” w ro­dzaju czeremiskiej. Wbrew rozpowszechnionemu mniemaniu nie zdra­dza się też taka koncepcja w wierzeniu o „sjenowitych” drzewach. Zaznaczmy naprzód, że wszystko, co o niem wiemy, zawdzięczamy V. Karadżicowi1; inni autorzy powtarzają jego opis, dodając tylko

1 Czy Karadźić nie czerpie z drugiej ręki, tego stwierdzić nie mogłem.

od siebie komentarze. Karadżić ogłosił obchodzącą nas wiadomość w swym „Rjecniku” (wyd. z r. 1852), a następnie powtórzył w zna­nej książce „Żivot i obicaji naroda srpskoga” (r. 1867, str. 236). Do­tyczy ta wiadomość okolicy zwanej Grbalj, położonej w południo­wej Dalmacji na samem pograniczu Czarnogórza, i brzmi jak nastę­puje: „W Grblu opowiadają, że pomiędzy wielkiemi drzewami (bu­kami, dębami i in.) niektóre są s jen o vi t e, co mają w sobie taką siłę, iż ten, kto je zrąbie, natychmiast umiera, albo choruje przez dłu­gie lata aż do śmierci. Gdy się kto obawia, czy drzewo, które zrąbał, nie jest czasem s jen o vi t e, trzeba, aby na jego pniu odciął łeb ży­wej kurze tą samą siekierą, jaką zrąbał drzewo; wtedy nic mu nie będzie, choćby nawet drzewo było s jeno vi t e”. Nie potrzebujemy się wdawać w głębokie dociekania, aby stwierdzić, że niema w tem wszystkiem nic, coby stwierdzało wiarę w duszę drzewa. Przedewszyst-kiem gdybyśmy nawet przyjęli tłumaczenie takiego np. Fr. Kraussa i jego naśladowców, natychmiast uderzyłby nas dziwny fakt, że tylko niektóre drzewa z pośród wielkich mają posiadać duszę, -pod­czas gdy wszelkie inne mogą być jej pozbawione (Krauss zupełnie bezpodstawnie rozumie wyraz s jen 6 vi t jako ‘posiadający duszę’). Ale ważniejsze jest, co mówi o „sjenach” (s j e n) i „sjenowitych miej­scach” (s jen o vi to mjesto) Rowiński odnośnie do Czarnogórza: „Djin — powiada ten autor — jest to duch, ochraniający pewną od­dzielną miejscowość, górę, las, jezioro i t. p.; jest to zresztą nazwa turecka… po czarnogórsku wspomniana istota zwie się s jen i s je­no v i k. Taki to s jen znajduje się na Reckim Komie, który też dla­tego zwie się sjenowitem miejscem; człowiek, znalazłszy się tam, do­świadcza wiele strachu z powodu dokonywujących się dziwów. Do czasu ostatniej wojny uważano, że nie wolno jest stamtąd zabrać ani pręta, ni trawki, ni owocu granatu, których tam jest wiele; ale na sa­mem tem miejscu używaj, ile zapragniesz” (porówn. nawiasowo str. 251 § 192)… „I każdy dom także ma swego s jen a, genjusza-obroń-cę…”. Po przeczytaniu tych ważnych danych grbalskie wierzenie o sje-nowitych drzewach staje się odrazu docna jasne: wielkie te drzewa uchodziły niegdyś niewątpliwie za siedziby (niewidzialnych) genju-szów, zwanych s jenami. Zczasem w Grblu pamięć o owych demo­nach może zaginęła, ale tuż obok w Czarnogórzu przetrwała. Tym sposobem kult, okazywany w Grblu sjenowitym drzewom, jest w isto­cie swej kultem demonów i w zupełności należy do zespołu wierzeń oraz praktyk, omówionych w §§ 423 i n. Analogij dla niego dostar­cza — gdy chodzi o Słowian — przedewszystkiem Bułgarja, gdzie w niektórych stronach czci lud stare, wypróchniałe wewnątrz drzewa jako przybytek duchów-opiekunów siół.

Bardziej zajmujące jest składanie przez Serbów i Bułgarów ofiar na pniach drzew, zrąbanych na badnjak wigilijny (ob. cz. III) oraz —  niekiedy — na  drzewce  chorągwi  weselnej   (ob.  tamże).    Ale nawet gdyby bliższe badania dowiodły — co wydaje mi się niewykluczone, że  te  ofiary  są   i od dawna były przeznaczone dla drzew, a nie dla demonów, które ewentualnie na nich lub w nich mogły zamieszkiwać, i których zemsty chciano uniknąć, nie będą one same przez się stwier­dzały istnienia wiary w „duszę drzewną” (porówn. tu różnicę między animizacją   a   animatyzacją   przedmiotów   martwych   czy   też   roślin §§ 334-336).

428. Opowiadania Słowian o drzewach, mających być przemienio­nymi ludźmi, należą bardziej do mitów i klechd niż do wierzeń. Wspo­minam o nich jednak w tym związku, ponieważ na wschodzie i po­łudniu Słowiańszczyzny ciemniejsze osobniki z pośród ludu faktycz­nie wierzą w możliwość takiej przemiany, a na środkowem Polesiu istniejący tam zakaz rąbania jarzębin jest nawet umotywowany przez lud względem na ich człowiecze pochodzenie; mielibyśmy więc tu przykład pewnej „czci” całego gatunku drzew, uzasadnionej (oczywiście wtórnie) owym względem. Metamorfoza w drzewo zachodzi według podań, pieśni i wierzeń słowiańskich najczęściej w ten sposób, że gdy człowiek ginie, ciało jego zostaje pogrzebane, a z grobu wyrasta brzoza, dąb, jawor i t. p. Gdy ciąć siekierą czy nożem takie drzewo, płynie zeń krew1 i dobywa się niekiedy głos ludzki (porówn. dalej dział IV. gdzie mowa o balladach). Rzecz charakterystyczna: wszystkie znane mi ballady słowiańskie, zawierające motyw metamorfozy w drzewo, do­tyczą ludzi młodych. Oczywiście można to wytłumaczyć całkiem prosto tem, że w podaniach czy pieśniach, wyzyskujących tragiczny wątek śmierci lub klątwy, ofiarami padają w ogóle najczęściej młodzi kochan­kowie, nowożeńcy i t. p. Warto też jednak może zwrócić w tym właśnie związku uwagę na bardzo zajmujące wierzenie, zanotowane przez W. Bugiela od Małorusinki z Pokucia. Jak mu owa włościanka opo­wiadała, ciało starca gnije w grobie, nic z siebie nie wydając, nań miast ciało młodej dziewczyny gnije co prawda również, „ale dusza jej wciąż kwitnie”; stąd, gdy na grobie dziewczyny kwiat wyrośnie, może to być jej dusza względnie ona sama w innej postaci2. Wolnoby poniekąd sądzić, że lud wyobraża sobie niejasno, jakoby owo niedokoń­czone, przedwcześnie przerwane życie, zawarte w grobie, usiłowało się z niego pomimo wszystko wydobyć, pod jakąkolwiek postacią żyjącego istnienia. Kto poznał dobrze wieś, ten wie, iż właśnie podobne mgliste pojęcia (czy raczej poczucia!) można uważać za typowe dla umysłowości ludu. Wiarogodność świadectwa Bugiela (dającego sił­ując w słowa, że według ludu „młode życie kwiatem z grobu wyra-

1 Ten wątek miesza się też niekiedy do motywacyj zakazów ścinania niektó­rych czczonych drzew. Tak w Polsce, na Białorusi etc. spotykamy tu i ówdzie pojedyn­cze dęby, sosny i t. p., których lud nie pozwala rąbać „bo krew by z nich pociekła-.

2 Cf. też O. Kolberg, Chełmskie, t. 2, r. 1891, str. 99.

sta”) znajduje potwierdzenie w zewnętrznie odmiennym, ale co do istoty całkiem analogicznym przesądzie białoruskim, głoszącym, iż grzechy ciężkiego grzesznika ostem wyrastają z grobu; jeśli więc na czyjejś mogile oset wyrósł, to są to właśnie jego grzechy.

429. Pozostawałoby nam jeszcze powiedzieć słów parę o kulcie i wierzeniach, dotyczących drzew niezwykłego kształtu oraz mają­cych posiadać właściwości lecznicze. Wszystko jednak, co dotyczy pierwszych, nie stosuje się w gruncie rzeczy do nich jako do drzew, lecz należy do obszernego zespołu wierzeń i praktyk, otaczających przedmioty niezwykłe, potworne i t. p. Drzewa zresztą kształtów nie­zwykłych chętnie bywają uważane z jednej strony za siedzibę demo­nów, a z drugiej za obdarzone właściwościami leczniczemi. Jako cie­kawy przykład czczonego drzewa, którego kult wywołała (pośrednio) najwidoczniej li tylko jego niezwykła postać, podam sosnę we wsi Wieżyce (NEN od Sarnic na południowem Polesiu; ma ona kształt całkiem osobliwy, jest bowiem dziwnie krępa (przy średniej wyso­kości pień ma mieć tak gruby, że go dwu ludzi nie obejmie), igliwie posiada ciemniejsze niż inne sosny i rośnie „jak bukiet”. Drzewo to do tego stopnia pobudzało uwagę i wyobraźnię wieżyczan, iż śniło się niektórym z nich, co miało już bezpośrednio spowodować jego kult (niestety osoba, która mię o tem we wsi Starem Siole informo­wała, nie umiała dokładnie określić, na czem ów szacunek dla drzewa polegał).

Geneza wierzenia, przypisującego drzewom moc zsyłania cho­rób — szczególnie rozpowszechnionego u ludów germańskich i za-chodnio-fińskich, ale nieobcego bynajmniej także Słowianom — wska­zuje na wiele punktów wyjścia. Pomijając nader trudne nieraz do wyanalizowania wypadki, kiedy sprawcami chorób są właściwie nie drzewa, lecz mieszkające na nich demony, możnaby przedewszyst-kiem przypomnieć, iż powodowanie chorób przypisuje się wszak na-ogół wszystkim niemal przedmiotom i zjawiskom przyrody, otaczają­cym człowieka (ob. §§ 132 i n.), nic więc dziwnego, że przypisuje się je m. i. także drzewom; po wtóre niektóre drzewa posiadają cechy, wywołujące kojarzenie się ich z ludźmi cierpiącymi na określone cho­roby (dlatego to np. wiecznie drżąca osina uchodzi za źródło zimnicy; także przerozmaite liszaje, guzy i narośle, tak często pokrywające korę drzew, nie mogły dla prymitywnych umysłów nie wiązać się silnie z analogicznemi chorobliwemi utworami, pokrywającemi nie­kiedy ciało człowieka); po trzecie nader częste widywanie robaczywej kory i drewna powinnoby, jak to się niekiedy przypuszcza, nasuwać myśl o „robakach”, co według pojęć wieśniaków powodują tyle cho­rób ludzkich (§ 134). Słyszeliśmy dalej, że drzew czczonych rąbać nie wolno; otóż karą za przestąpienie zakazu jest, jak zwykle w po­dobnych wypadkach, choroba, kalectwo lub śmierć, a ten przesąd

może bardzo łatwo prowadzić do upatrywania bezpośredniego sprawcy choroby w obrażonem drzewie. Wieśniak białoruski, cierpiący na ból zębów, udaje się do jarzębiny, klęka przed nią, obejmuje rę­koma i błaga: „Pryśahaju taftę puóki żyć b u d u, to nigdy ani ś e f* ć e b e, ni łamać ńe b udu, annó zrąb i to j e, k a b minę z u b y ń e b ale li” („Przysięgam ci, że póki żyć będę, nigdy nie będę cię rąbał, ani łamał, spraw tylko, aby mnie zęby nie bo­lały”)- Gdy chodzi zresztą o choroby zębów i wogóle jamy ustnej, nie od rzeczy byłoby przypuścić, że szczególnie łatwo mogła powstać koncepcja, dopatrująca się w tych cierpieniach kary, zesłanej przez drzewo za zbytnie pozbawianie go jego płodów. Należałoby w związku z tem sprawdzić, do jakich to drzew i krzewów udaje się lud np. z prośbą o uwolnienie od bólu zębów. O ile wiem, Słowianie zachodni i zachodni Małorusini modlą się w takich wypadkach — przynajmniej w niektórych okolicach — do bzu czarnego J, do dębu…; zachodni Bia­łorusini — do jarzębiny i kaliny; wszystko to — drzewa o owocach, dawniej lub dziś jeszcze jadanych.

430. Praktyki ludowe, zamierzające spowodować uleczenie ja­kiej choroby przez drzewo, są niekiedy, zwłaszcza na terytorjum zachodnio-słowiańskiem, do tego stopnia wypaczone przez rozkład formy i treści, albo przez nadmierny rozrost skutkiem domieszania się dodatkowych składników pochodzenia chrześcijańskiego etc., że ich sens istotny ulega zaciemnieniu. Tak np. pod wsią Beisce w Kieleckiem (w Polsce) rósł doniedawna w lesie, czy może jeszcze rośnie, ogromny dąb, mający jakoby władzę leczenia cierpień zębów, dziąsła i gardła. Otóż chorzy udawali się doń przed wschodem słońca, nie odzywając się wcale do napotkanych osób; znalazłszy się na miejscu, odmawiali naprzód trzy razy „Ojcze nasz”, później również trzy razy „Zdrowaś Marja”, zaczem obchodzili trzykrotnie drzewo, mówiąc do niego: „Powiedz że mi, powiedz, mój kochany dębie, jakim sposobem l e c y ć zęby (wzgl. gardło etc.) w mojej gębi e”.

Okoliczność, że przy magicznem zdejmowaniu choroby z czło­wieka szczególnie często przekazuje się ją (u Słowian i innych ludów) na drzewo, tłumaczy się łatwo wierzeniem, wedle którego drzewa, jak widzieliśmy, uchodzą za szczególnie pospolite źródło chorób. Niekiedy takie przekazywanie ma dość zajmujące nazwy; więc, dajmy na to, u Słowian bałkańskich magiczne wydalanie zimnicy z człowieka na drzewo określa się jako „żenienie” pierwszej z ostatniem. — Tu i ówdzie u Słowian można się jeszcze spotkać z zawieszaniem na drzewach leczniczych szmatek, kawałków odzieży, a nawet całych koszul, zapasek, chustek i t. p.; widuje się też gdzie niegdzie skła-

Krzew ten zresztą uchodzi za ulubione miejsce pobytu demonów

Więcej o Kulcie Drzew:

http://bialczynski.wordpress.com/towarzystwo-ochrony-najstarszych-drzew-w-polsce/kult-drzew-%E2%80%93-mozliwe-rytualy-swieta-boru-oraz-swieta-drzew/

Leki z Przyrod(zone)y Apteki – Ogród Eliasza (przepisy na zdrowie, młodość i urodę) – Mniszek czyli fyffa

Opublikowany w przyroda, Słowianie przez bialczynski w dniu 18 Kwiecień 2013

 

 mniszek-k

„Dmuchawce,  Latawce, Wiatr”…..- śpiewa Urszula.

 

Mniszek lekarski  zwany popularnie dmuchawcem jest rośliną bardzo znaną.

Wiosenne łąki pokryte są żółtymi dywanami, które po przekwitnieniu tworzą białe, puchowe kule.  Lekki wiatr, dmuchnięcie pozbawia ich tych pióropuszy  i pozostaje tylko łysa główka- miniaturka ogolonej głowy mnicha .Stąd wywodzi się nazwa rośliny.

            Mniszek lekarski jest bardzo cenionym ziołem- naszym  polskim żeń-szeniem.

We Francji i w Niemczech rośnie na ogromnych plantacjach. Niezwykle cennym surowcem

dla przemysłu kosmetycznego i farmaceutycznego jest korzeń, który zawiera gorzkie glikozydy, żywice, taniny, kauczuk, inolinę.

Cenne są również świeże młode liście, kwiaty i sok .Związki te silnie stymulują  pracę wątroby

i całego układu trawiennego.

            Wczesnowiosenna roślina o pięknych, żółtych kwiatkach  i dużych liściach, przypominających kształtem  zęby lwa doskonale nadaje się do  oczyszczającej  kuracji wiosennej.

Jeżeli tylko mamy możliwość polecam przez okres kwitnienia  zjadać codziennie do 7  kwiatków

wraz z rurką .

Mniszek jest rośliną miododajną .Sadownicy nieprzychylnym okiem spogladają na kwiaty mniszka, gdyż pszczoły wolą bardziej zbierać nektar z mleczu, niż z drzew owocowych.

 

      Proponuje przygotować  syrop z kwiatów:

na 3 części kwiatów (wyskubane żółte płatki) dodać 1 część miodu, ugnieść , wlać 1 część spirytusu. Ponownie ugnieść, aby usunąć pęcherzyki powietrza, pozostawić na 3 dni

Spożywać po łyżeczce, przed snem przez 2 tygodnie.

Po zimowym letargu zadziała  pobudzająco i wzmacniająco na organizm.

 POL wiosna mlecze

Znakomity i smaczny , szczególnie dla dzieci przepis na  miodek :

500 kwiatów

1 l wody

2-3 cytryny

Kwiaty rozsypujemy na płótnie , pozostawiamy na kilka godz., aby odfrunęły owady.

Wsypujemy do garnka- zalewamy wodą. Gotujemy  do ½ godz.

Pod koniec gotowania dodajemy sok z cytryn

Następnego dnia przecedzamy przez gazę – do syropu dodajemy cukier, gotujemy 2 godz.

Trzeciego dnia podgrzewamy, gorący syrop wlewamy do słoików.

Pyszny i skuteczny na nieżyty gardła i kaszel.

 

Mniszek lekarski- po staropolsku  fyffa , w  medycynie ludowej  stosowany był do leczenia kurzajek, na piegi, w ślepocie, róży i niedomaganiach żołądka oraz  wątroby.

mlecze DSC00163

Tagi:,

Ślęża – about the Power of the Holy Mountain of Slavs, the Word and Slavic Faith of Nature, Polish Native Faith and about the Slovianskie Slovo Publishing House


© Czesław Białczyński

© Translated by Katarzyna Goliszek

              (This text contains many typically Polish–Slavic names, most of which do not have their equivalents in English. For this reason, only the Polish words that have their corresponding words in English have been translated. The words in the text that are only in Polish have been explained in English in brackets. There are, however, some Polish words which have been left unchanged in the text because translating them into English would not carry the proper meaning of the content of the text.)

                                                                      Sleza DSC_0183 pow 160  

Ślęża sends out the Thought of the new Being , it is not the World any more, it is Consciousness (painting: Joa Maya, text: Mak)

(Click and magnify)

          On Sunday evening – at Full Moon (from 3 rd June to 4 th June 2012) – I came back from  a Meeting at which were Author of Kumir of Svetovid,  Author of His  description and Message, Author of This Blog and other People (we are not mentioning Their names as there is no time for it).

sleza sulistrowice DSC00171

Sulistrowice – Modry Banior (Deep Blue Evorsion Basin)  (those who are familiar with the 9 th book of mystery know what this place relates to)

(click and magnify)

The meeting was held at the top of the Holy Mountain of Slavic people,

                                  At the Holy Mountain of Poland,

The Holy Mountain of the birth of Light, Nature, Family and Nation

DSC00173

Water, Light-Sky, Air, Wood, Swamp-Leaven, Mother Earth, Fire and Flash – Birth of the New

 Ślęża – The Holiest Mountain of Polish People

The Holy Mountain of the Entire Slavic World

IMG_6155

- Ślęża -

Emanation of the Deepest Vibrations of the Earth’s Spirit

is the Hub of the Universe during these days

The Centre of the Force of Transformation, the Centre

of the Birth of the New

k nn nn nn poganie__gora sleza_2

Here is the message from Ślęża Svetovid:

“…Slavic World is like the ocean, to feel its infinity, depth and power one needs to immerse in it and swim… 

 

Slavic peoples worshipped the Only God, but it is impossible to outline a border between their religion and life. These two spheres permeated each other like sun rays go through the air. They perceived and worshipped manifestation of God’s power and love.  Always making their knowledge of the world creation alive – the knowledge which they were given – they could freely use countless sources of profusion which always wait for the human…

Listening attentively to the rhythm of NATURE – the Moon, Sun, Galaxy – they lived  in  harmony with GOD’S CREATION.  It used to be – already lost today – aware participation in the endless stream of LIFE.

The key to understanding life – Slavs’ religion – is language. Contrary to the present civilisation, the ground of their culture was KNOWLEDGE (knowledge = wiedza) about the spiritual world, the knowledge which was in the language, and it has always been a living language. The word consists of a spirit and letter. The letter is only a form of message. Through thought, the spirit joins the speaker’s WORD (word – słowo) with the whole profoundity of the phenomena of the stream of life which the WORD possesses.

The Slavs weighed the WORD as they knew that every thought taken from the harmony of the LAWS OF CREATION and expressed from the heart with the WORD becomes a creative act!

SWĄT, SWENT, SWIENT – these are Slavic Names of God.

SWĄT – GOD is the light (light – światło). That is why we use the word light for the space that he created for life. The world is  ŚWIĘTY (HOLY). The statue in front of which you are standing is  ŚWIATO – WID (SVETOVID)   ŚWIĘTA WIZJA (HOLY VISION)   ŚWIATŁA ŚWIAT  ŚWIETA WIZJA (THE HOLY VISION OF THE LIGHT OF THE WORLD).

Vision is necessary to create something! What you are looking at is a material record of the plan of creation! It contains the full information about the World. The fourfoldness of the statue informs us about construction of the space: east, south, west, north. In addition, it tells us about the time known to Slavs as a rhythm – a season. Spring, summer, autumn, winter are  the seasons indicating the rhythyms of any life – childhood, youthfulness, adulthood and old age.

the aspects of time space

east – jaruna – spring – childhood

south – gajruja – summer – youthfulness

west – jesza – autumn – adulthood

north – kostroma – winter – old age – wisdom

Three vertical segments of the statue – trinity, prawia (heaven), jawia (earth) and nawia (afterlife world) tell us about the triple nature of the evolution of the Spirit – Consciousness. The central segment – two masculine and two feminine characters demonstrate four phases of life, but they also show the rule of the first section, i.e. femininity and masculinity. The first two phases of life which  relate to fertility, breeding, puberty and giving birth are in the charge of femininity. The following two which  present harvest, protection, leadership, wisdom are in the charge of maculinity. These characters are performing a WHEEL OF AGES  dance which excludes any priority. The fourfold character of time space and the triple being of the human nature  3×4  equals 12 aspects of existence. The Statue of the Holy Vision, however, contains the thirteenth element as well – it is

… head cover. The brim of the hat – Circle – means that all aspects of vision make up Unity. The dome of the hat indicates that the Unity is embraced –  looked after – by the Mind of the World – God.


Thirteen – the most stigmatised number – is the number of  Completeness.

Thirteen months of the calendar –  13 x 28 days (a woman’s monthly cycle) – The First Day of the week – Sunday, synchronised the Slavs’ life rhythm with the pulse of the World. Listening to its quiet melody, strong in Spirit, they sanctified all around them, simultaneously carrying out God’s Plan.

 

 

          If you have read that and want to try to reflect upon it – go outside at night, calm down, look at the starry sky and ask yourselves what melody you are listening to tonight.”

author: Mak

 

 

 

                                                       sss sleza

 

THE POWER OF ŚLĘŻA is enormous.  Those who have been there just once KNOW it, those who have not should necessarily arrive at the mountain and stay on it and with it – with its SPIRIT and ITS POWER, with  the POWER of the Light of the World.  They should reach the top of the mountain and feel its activity, its energy, its divine emanation, its Gods and through them the very Father of Fathers.  They should immerse just for a second in its invigorating Stream and join the Forces of the Whole World, with Its Light – which runs down from the Depth and reaches the Depth of every living being.

 

skanowanie0001

 

Every Polish person should look from the top at the gorgeous Land that surrounds them – at our Indigenous, Native and Family Land. It is impossible to describe the impressions and depth of feeling of meditation and worship on the top of the mountain – it is not to be compared with anything else,  nor  is  it possible to tell about it with a spoken  WORD.  You can feel it only inside – in Yourselves – THE Word – the WORD of WORDS.

 

                                              sleza1

 

I write every Polish person as the Polish are the genetic and cultural inheritors of Lechites – Lachy – Ślęchowie, Ślęchanie and Lusatians, and Wielkopolanie, and through them also the inheritors of this tradition, culture and genes are all other Slavs  – among them particularly the ones who are closest to them: Pomorzanie-Koszanie (Pomorzanie –  Pomeranians; Koszanie – Kashubs at present), Pomorzanie-Wieleci (Wieleci – Veleti), Pomorzanie-Wandale (Wędowie) <Wandale – Vandals>, Pomorzanie Lęgo-Wędowie (Lędo-Winile, Litw-Wini) and Harowie (Horole-Górale  <Górale –  Highlanders>, Chorwaci Wielcy (Great Croats) – Mało-Polanie  (people of Lesser Poland), Harusi Czerwoni (Red Harusi) – Karopanowie from Pod-Karpacie (from Subcarpathia) and Szczekowie-Czechowie  and Dawianie – Drzewi-Drawi, Drawidowie (Dravidians)-Drzewianie, grandchildren of  Drakowie (Trakowie – Thracians) as well as Mazowszany (Mazovians) and Serby (Serbs) – descendants of Serbomazowie – Grandchildren of  Syr-Matia – Syr Ziemia (Ziemia – Earth) , in other words of the Native Land of Kąptroga and her son Kołak Wielki  <Kołak the Great>  (of Skołota) and all the Southern Descendants – are the inheritors of the Great Lechite Heritage – the heritage of Lugia – Ancient Ślęgia-Lechia-Stolemia – Great Borania (Boreasz, Hyper Boreia), Storada-JątMer-Jilmer, Tartaria, Scythia, Wenetia-Wenedawa, Sarmathia and Siewierz-Syweria (Sewer-Waria, War-Waria).

IMG_6156

          It is our native-rudimentary-family Land – Ślugijska(Silesian)-Lęchska (of Lugia)-Łużycka (Łużycka – Lusatian), but we can not forget that it is also the Native Land and the Mountain of All Slavs – regardless of their history and who their lives were intertwined with. 

nn swiatowit

It Is Thiers

All the Slavs of the World

Holy Light

and

Luminous Heritage

 

             Every Pole and Slav should stand just once in their life at the top of Ślęża. A moment of interaction with the Power of Ślęża, unifying with its chakra, changes everyone internally once and for all.

 

 

 

radunia sleza Probaslezy

 

          Thank you all for the comments which appeared on my blog during my absence, under the articles about destructiveness of Censorship.

           Thank you for marvellous presents for Our Children for Children’s Day, and first and foremost thanks to all of you for all the ideas and initiatives to break the deadlock in development of art, knowledge and messages from Slavic spiritual origins, and carrying the ”green light” and rescue message to our Mother Earth – Ziemia-Sjemia ( Land of Family) and Nature – Przyroda-Rodżana (the Place of Life). 

 

 

 

 

IMG_6149

Other symbols of Kin and Mother Nature are Flower and Fish

 

          Thank you for your votes in the article about censorship. Its role in the sector of culture is the same as the role of corruption in economy, the same as the role of information monopoly in journalism and social passing of information, the same as domination of an Only Idea and an only political party, or an only religion in the system of social outlook – they are the sources of destructiveness of national resources and individual initiative – it is the mechanism systematically lowering the creative level (of thoughts, ideas, things) and lowering the quality of kinds of work being created in Poland.

 

IMG_6161

It is ruining of Poland and Slavic Culture – the continuation of colonisation and denationalisation.

Would any of us like a forest to consist of only one CHOSEN species of trees?

 

DSC00180

Top of the Mountain and a church tower. Research of the following layers of old temples under the floor of the church tower has been started. The church has been closed.

          The Slavic, ecological  and native faith  movement has been developing very dynamically in Poland and is gaining more and more followers.

IMG_6160

          Understanding that Protection of Nature must be focused on a philosophical essence and the change of the way of seeing Nature and Society as well as on the change of the way of functioning  Man’s  civilisation in this Nature is becoming more  and  more common.

 

DSC00179

View of the south – Góry SOWIE <The OWL Mountains> (the Owl’s Nest, the Mountains of Sowi and, on their other side Bohania – the Czech Republic, Czech Forest and Gate Mora as well as Czech Moravia and Hara-Hov, the Taja-Dyja River and Har-Dragon from where our Mieszko of Koszykowie-Koszyszakowie Koszebowie – Piastowicz Dago took Dąbrówka. On our side you can see the Forest of Harowie – Hercyński Forest, The Kar-Ko-Nyskie Mountains (The Karkonosze Mountains), Tajch Forest and The Mountains of  Harowie – Gorce and Harwaty – Carpathians the Harwackie Mountains. Everyone should know and remember that so called Klub Bohemijski (Bohemian Grove) is not Native Faith – it is the same counterfeit and implantation (”theft”) of the symbol and concepts of Slavic Native Faith  as many others in different systems of religion and faith to which these symbols infiltrated, often introduced unwittingly by founders of groups and sects. 

 

I recommend Niezależna Telewizja (Independent Television)

(Niezaleznatelewizja.pl) – important especially on Thursday evenings

And new Slavic blogs which are rapidly growing, like:

Analityk

stanica-wlkp

Or other very important ones, like Opolczyk, slowianskawiara,  or mojaslowianskafilozofia

 

 

IMG_6176

Descending from the lookout tower

(click – magnify)

 

 

          Additionally, I recommend all the others which I do not mention here not because they seem less important (e.g.: The Oldest Trees) – they are  as considerable as the mentioned ones – each of them and all of them, altogether – there are dozens of them today, if not hundreds.

skanowanie0001 

 

          The Publishing House “Slovianskie Slovo” (”Slavic Word”) is arising – “Księga Ruty” (”The Book of Rue”) is going to be the first published item.  The book of Rue is supposed to be the flywheel of OUR First Publishing House of Slavs in Poland, Polish Slavophils and the Green Light Movement, the publishing house of Faith of Nature,  Development of Slavic Tradition and Memory, the publishing  house of the Light of the World.

sleza jawor kompr DSC00177

Holy Multi Trunk Sycamore of Ślęża and Bear – one of the stone symbols of Kin of Kins (of Nature and Faith of Nature)

(click – magnify)

 

          I hope that the first book will quickly ”spread” among readers and that we will be able to carry out our next publishing initiatives out of gained funds. 

 

sleza jawor DSC00174

Holy Sycamore

(click – magnify)

 

It will be followed by others if Gods let which I have no doubts about.

 

IMG_6158

Bear, not a pig as Germans called it.

                                                   (click – magnify)

 

           A periodical will be launched as well – we will see how often it will be coming out – we expect its debut in the last three months of this year.

 

 

 

 

DSC00181

View from the tower at Pąp Rudzi – Modry Banior (Deep Blue Evorsion) in Kłódź – Pępek (Hub) in Sulistrowice (Sol-Ister – Solar Ist Wice – the Light of the World Bis – the same as in the name of the Holy River – ISTER-Dunaj (Dunaj – the Danube) that carried the divine Being to the Dark Sea. Just near Sul-Istr-Owiczki – Owieczki Pana Boga (God’s Sheep) – Ist Słońca (Being of the Sun) – Soło-Wianie!!! And between them – Modry Banior – the Water of Waters, the Spring of Springs. Could any other than the Guardians of the Slavs’ Faith do that? Let this question remain unanswered. The Hub of the Universe at the foot of the Mountain of the World – Mountains of Mountains – of Wierch Wela (of the Top of Wela), WW – like in the name of Mount Szklana of Weles – WąWel-WAWEL, like in the name of  Babilon-WaWilion – Wa-(W)Ilijon, Jąt – Iliryjsko-Ilmerski (Illyrian-Ilmerian), i.e. Ilion-Widłuża-Troy? W-oWalu (In an oval), W Kręgu (In a circle), W Jaju Świata (In the Egg of the World), W Jedni! (In Unity!) W-OWalo-Kitaż-Zworze (In an oval brace) – like in the Sanskrit  word (świętoskrytym, sens skrywającym = hiding sense, meaning): Awalokiteśwara – WW – (Z)Wara i (S)War – Brama Bram <the Gate of Gates>  (Brama Brahmana – of the creator of Trinity – of  Trimutra-TrójMać, TróMacierz, TrójMatryca, TrójMądrośc (mądrość – wisdom)?) – War War – like in  Warwaria – Bar-Barja!

 

 

Does anyone remember the sunken lost Kitaż Gorod?! Add to it Omfala-Owal of the Greeks, the famous Hub and the Oracle of Delphi (Delphi = Dziełwy = Dziewy) – deriving from  the northern Bacchanal (dziewanijski, dzeusyjski – making day out of night) gods – and we will be at home, in the Gniazdo ( Nest ) along with our Sowa-owa (owl). It is the Owl to which  inheritors of Faith of Nature, which was taken beyond the Ocean by Polish Brothers, say mantras but they do not seem to understand  anything (or perhaps they understand?).

 

 

cremation_of_care


                         (click – magnify)

 

 

The idea to implement subscription-based publications is important and really valuable. It is comeback to the noble principles of honor which were in force in business before World War II in Poland. We will bring in both the subscription  system as well as voluntary payment contributions for the development of publishing initiatives – Our Publishing House must be Our Common cause. We also hope that there will be serious investors and donors willing to support this publishing activity.

 

sleza kompr trzy obr w prawo DSC01659

Descent of Thousand Steps Trail [triple turn right]

 

There will be also new initiatives which I hope will develop successfully and we

will soon be able to tell you about them.

 

sleza poszycie kompr trzy obr w prawo  DSC01657

 

Cover consists of the finest plants – ferns, berries (blueberries), hare cabbage, herbs and precious grass. On that day, everything was full of wonderful greenery  and freshness. [triple turn right]

 

 

The Book of Rue will be released in the Autumn. Soon, the publishing house will have its web pages, and further initiatives will commence. 

 

 

These rocks do not resemble a natural mountain track but ruins scattered around the peak by explosion. Different thoughts come to mind when you look at it, when you touch it. Did energy flux from the Depth of the Universe hit this solitary mountain? Might it have been a gigantic space ship that stuck into the mountain? [Triple turn right]

 

 

I am sending my regards to all of you and thank you once again for your ideas, declarations which we are not going to waste. We are also planning to publish poetry and simultaneous art which links literature, painting and music, film and all other means of artistic expression. Additionally, we will be publishing  research studies, analytical studies and work of popular science concerning various aspects of Slavic people’s tradition and culture.

 

 

sleza kompr obr trzy razy 6 06 21012 DSC01655

 

Aged thuja near the forester’s lodge at Ślęża [triple turn right]

 

 

I am sending my warm greetings to you in the hope that we will be able to find a way to carry out a series of publications for children and young people – not only ”New Adventures of Baltazar Gąbka” but also the new fantasy novel – the comic book with New Adventures of Baltazar Gąbka, or the new edition of Slavic firly tales for the youngest children.

 

DSC00183Cheers and thank you once more.

 

sleza kot kompr obr dwa razy prawo DSC01663

          Cat-Parking Caretaker – Guide like in ”The Master and Margarita” , which running up and waiting for us and walking sideways (as though he had been driving the herd), led us from the thuja near the forester’s lodge to the bar at the car park at Ślęża. Seeing that we were not going to drop in there, he saw us off to the cars with his sad eyes.  [triple turn right]

 

 

About Ślęża – important – on Niezależna Telewizja (Independent Television)

We should remember always and everywhere that the Slavic Faith, the Slavs’ Native Faith – is the faith in which Every Follower, every Human is in contact with God/gods/Energies of the Light of the World (of the Universe) – with no mediation. Wiedunowie (people who know, who have knowledge – <knowledge – wiedza>) – regardless of what temple they come from and irrespective of what group of priests/shamans they are from – can give each of us merely hints, and group, public rituals performed by them are only for building memory, caring tradition and shaping social bonds on the basis of community membership to the same Faith of Ancestors – the Slavic Native Faith.

Marriage is only a matter of vows between husband and wife, an act which is significant to themselves and their families and for anyone else. The same concerns an act of farewell to the deceased or celebration of monthly and weekly holidays – are an individual or a family matter.

 

Rituals of Great holidays – like Tany on the occasion of the Holiday of the End – Kupala, which is just coming in the Northern Hemisphere of Mother – are used in public for sending to the Light of the World the unanimous, collective sign of followers of Faith – Joining in Oneness – One Thought  charmed out by Common Experience of the Moment of Being (HERE and NOW) – Time of Becoming, happening, manifesting of Free Will – Swąboda-Jimila-Chwila, that is Freedom and  Moment of  Realisation of the Change.

 

A public rite of all these occasions is  a manifestation of attachment to traditions and passing the traditions further on to future generations. It is also an act of building a social community around Faith. Be together – do not forget about each other – unite your interests and help each other.

http://bogowie.za.pl/

Svantevit – CD preview

The High Tatras of Slovakia – Krywań –  “Dziwoziemia zamar(z)ła w czasie” (Dziwoziemia died in time) – a beautiful film and the text. 

 

 

 

 

Just a story – 12. 12. 2012 – New World, New Svetovid and a New Word “białczyński said, on 12 December 2012 at 21:23
[...] Then, after making a sculpture Piotr Kudrycki turned up with it at the Harmony of the Universe at  Ślęża, where he met Marek Wójtowicz and other people from the Fairy. Initially, he placed the sculpture in the Ethnographic Museum at Ślęża. There,  taken by the director under his care, the sculpture was there for  the night. In the autumn of 2010, to the accompaniment of lightnings and in downpour the Pal-Wan was being transported to the top of the mountain and put in the Shelter at Ślęża. Meanwhile  Marek Wójtowicz  and Piotr wrote a text which is still there and which we cited in the article: Svetovid at Ślęża – Marek Wójtowicz and Piotr Kudrycki. This  is an unusually significant Svetovid that  we  also  wrote  about  in  the  article ŚLĘŻA, i.e. about the  Power  of  the  Holy  Mountain  of  Slavs,  about  Słowo (słowo – word) and about Slavic Native Faith … [...]

Leki z Przyrod(zone)y Apteki – Ogród Eliasza (przepisy na zdrowie, młodość i urodę) – pokrzywa zwyczajna

Opublikowany w przyroda, Słowianie przez bialczynski w dniu 20 Marzec 2013

PPokrzywa3885.3Pokrzywa zwyczajna

Jako roślinka jest jednak nadzwyczajna, chociaż w ogródkach  przydomowych jest traktowana jako uciążliwy chwast.

Magia tej rośliny jest  niezwykła.

Parzydełka (kwas mrówkowy) skutecznie odstraszają   ludzi, zwierzęta i ptaki.

Wszystkie porzucone  i zdewastowane obiekty przemysłowe, wysypiska gruzu z czasem stają się królestwem pokrzywy  zwyczajnej.

W ostojach leśnych i na dzikich łąkach najlepiej rośnie na ciekach  wodnych.

W dużych skupiskach pokrzyw w okresie letnim panuje wielki ruch- motyli, pająków i ciem.

Owady te chętnie składają tam jaja. Pokrzywa to doskonałe pożywienie dla gąsienic.

W dogodnych warunkach dorasta do 1,5m wysokości.

W XIX i XX wieku w Europie była wykorzystywana w przemyśle włókienniczym.

Po zmiędleniu uzyskiwano z niej włókno, z którego produkowano worki, liny i powrozy.

Bardzo silne i odporne na gnicie.

Do dziś  z włókien pokrzywy wytwarza się sieci rybackie i szpagat (rodzaj sznurka).

W minionej epoce przy problemach kręgosłupa, rwie kulszowej, podagrze znachorzy wiejscy  zalecali biczowanie bolących miejsc wiązkami pokrzyw.

Brrr , nie polecam, są inne metody….

Słowianie od wieków przypisywali jej właściwości magiczne

W medycynie ludowej stosowano poświęcone ziele na rany. Wdychano dym z pokrzywy

w przypadku bólów zęba.

W latach 50-60 ub. wieku  w przydomowych gospodarstwach suszono młode pokrzywy.

W okresie zimowo-jesiennym była doskonałym dodatkiem do pasz dla  drobiu i trzody.

Pokrzywa jest również lekiem dla roślin. Gnojówka z pokrzywy po sfermentowaniu jest doskonałym nawozem organicznym dla warzyw i kwiatów.

pokrzywaz2

Jako roślina lecznicza szczególnie polecana jest pokrzywa majowa. Młode listki można dodawać do surówek z nowalijek.

Pierwsze odrosty 5-7 cm z małymi listkami ścinamy nożyczkami. Zebrane roślinki rozsypujemy na płótnie w przewiewnym miejscu. Po tygodniu wysuszone rośliny zbieramy do płóciennego woreczka, dosuszamy nad ciepłym grzejnikiem. Przechowując je cały czas w woreczku rozkruszamy dokładnie i przesypujemy do miski. Uzyskany piękny, zielony pyłek nie ma jeszcze włókienek celulozowych i jest to najwartościowszy składnik,

z którego zrobimy miodzik pokrzywowy. Wystarczy do pyłku dodać  płynny miód, wymieszać i spożywać codziennie po 1 łyżce, przed jedzeniem. Taki miodek dostarcza organizmowi dużo żelaza ( zapobiega  niedokrwistości i anemii).

Wiosenna pokrzywa niesie w sobie bogactwo witmin  A, B, C i K oraz  soli mineralnych, w tym dużo wapnia, żelaza i rozpuszczalną krzemionkę.

Wspomaga trawienie.

Codzienne picie herbatki z pokrzywy oczyści organizm z toksyn i  bardzo nas wzmocni.

Płukanie włosów wywarem z pokrzyw nada im blask i pobudzi cebulki do wzrostu.

Pokrzywa  działa na organizm witaminizująco, regulująco, oczyszczająco, mineralizująco i regenerująco. Nade wszystko jest lekiem krwi.

Pokrzywę zwano też „zielem karnawałowym”

Według starych kalendarzy, „aby nie mordować się w tańcu i chodzeniu dalekim – trzeba włożyć w obuwie pod same podeszwy pokrzywowego liścia”.

PPokrzywa mloda

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 487 other followers