białczyński

Jak upośledza nas nowoczesność/NoWO szczeznąć czyli o po(d)stępie technologicznym i postępującej (nie)mocy umysłu

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 23 Listopad 2012

 część 4 – zebrał i opracował Mezamir Snowid

Jak zabija się Twoją szyszynkę?

Po co Ci szyszynka?

Oczyszczenie szyszynki jest konieczne dla tych, którzy chcą rozwinąć swoją wielowymiarową percepcję. Szyszynka to nasze naturalne wewnętrzne źródło DMT. Związek ten aktywizuje u człowieka podwyższony stan świadomości. Obudzona szyszynka otwiera możliwość świadomych podróży astralnych, otwiera percepcję na inne wymiary, pozwala przewidywać przyszłości i komunikować się z istotami spoza naszego wymiaru.

DMT mówiąc w skrócie – to molekuła oświecenia, oprócz tego endogennego (naturalnie produkowanego przez szyszynkę) występuje również w ayahuasce – leczniczym zielu z Amazonii, którego używanie przynosi uzdrowienie ciała i serca poprzez fizyczne oczyszczenie oraz podróż po innych wymiarach. Ci, którzy używają tej rośliny przechodzą przez okres „pracy” gdzie zaszłe problemy i programy Ego stają przed naszą świadomością i mogą być uleczone dzięki wglądom w siebie, do których dochodzi pod wpływem rośliny.

Zaletą oczyszczenia szyszynki jest to, że wytwarza swoją własną dawkę DMT i że możemy „pracować” w duchowym sensie tego słowa przez cały czas oraz, że nie musimy przechodzić przez oczyszczające działanie ayahuaski. Nie potrzebujemy substancji z zewnątrz aby rozwijać swojego Ducha. DMT jest substancją całkowicie naturalną, którą ludzkie ciało produkuje kiedy jest zdrowe. Wydawać się może, że ludzie z założenia mieli być istotami wielowymiarowymi łącznie z umiejętnością odczytywania wiedzy z innych wymiarów. Percepcja transcendentalna transformuje Ego oraz szybko leczy cierpienie, konflikty oraz karmę.

Jak zabija się Twoją szyszynkę?

W późnych latach 90-tych, naukowiec o imieniu Jennifer Luke wykonała pierwsze badanie wpływu fluorku sodu na szyszynkę. Stwierdzono, że szyszynka, znajdująca się w środku z mózgu, jest ewidentnym celem fluorku.

Tkanka miękka szyszynki u dorosłego człowieka zawiera więcej fluoru niż jakakolwiek inna tkanka miękka w ciele – jest to poziom fluoru (ok. 300 ppm), który może powodować inhibicję enzymów. Szyszynka zawiera też tkankę twardą (apatyt hydroksylowy), w której zbiera się więcej fluoru (nawet 21 000 ppm) niż w jakiejkolwiek innej tkance twardej w ludzkim ciele (np. kościach czy zębach). Fluorek sodu kalcyfikuje szyszynkę i silnie hamuje jej aktywność, tak, że nie jest już w stanie skutecznie utrzymywać równowagi hormonalnej w ciele. Żebyśmy mieli jasność. Fluorek sodu robi z szyszynką coś na podobieństwo marskości wątroby. To znaczy, że zahamowanie czynności szyszynki wynika z tego, że jej komórki obumierają. Fluorek sodu ZABIJA SZYSZYNKĘ – zamienia ją na przeźroczystą galaretkę.

Fluor odkłada się w szyszynce tworząc widoczne na zdjęciu zwapnienia jest to efekt picia fluorowanej wody.

Należy tu dodać pewne wyjaśnienie: jak to fluorek sodu powoduje zwapnienie. A to wiem akurat dobrze, w końcu mam specjalizację ze stomatologii.

Zachodzi tu zjawisko dokładnie takie same jak w szkliwie zębów. Ta najtwardsza tkanka naszego ciała zbudowana jest z hydroksyapatytów – to jakby krystaliczne związki wapnia – bardzo twarde. Fluor wchodzi z nimi w reakcje i powstają fluoroapatyty.

A precyzując – Fluor odgrywa w tym procesie następujące role:

1) katalizatora  powstawania mineralnej  fazy  w tkance, którą stanowi hydroksyapatyt Ca10(PO4)6(OH)2,

2) zastępuje jony hydroksylowe (OH-) powodując powstanie fluoroapatytu/fluorohydroksyapatytu Ca5(PO4)3OH1-xFx,

poza tym sprzyja kalcyfikacji na kilka innych jeszcze sposobów, ale nie chcę rozdymać bez sensu tego artykułu

Dalsze badania dostarczyły więcej dowodów na to, że fluorek sodu przechodzi do szyszynki. To jedyna rzecz, którą atakuje – najważniejsze centrum neurohormonalnej sekrecji w mózgu.

Fluorek sodu (Sodium Fluoride) jest powszechny w żywności, napojach i piwie też, w wodzie z kranu i w wodzie butelkowanej. Fluorek sodu jest wprowadzony w 90% podaży amerykańskich ujęć wody. (W Polsce jest troszeczkę lepiej, choć przypuszczam, że nie do wszystkiego władze się przed nami przyznają).

Filtry do wody, które można kupić w supermarketach, nie eliminują fluoru. Tylko proces odwrotnej osmozy lub destylacji wody usuwa go skutecznie. Najtańszym sposobem jest kupić destylator wody.

Dużo fluoru znajduje się w herbacie – od 1 do 7 mg/100 g w dodatku fluoru łatwo przyswajalnego!!! Spośród produktów spożywczych najwięcej fluoru zawierają ryby, fasola – 1,65 mg/1000 g, ziemniaki – 0,141 mg, marchew – 0,188 mg, szpinak – 0,435 mg, mleko – 0,227 mg, mąka pszenna 0,56 mg/1000 g oraz mięso, kapusta, sałata, rzeżucha, brokuły.

Ze względu na tak powszechne występowanie jest prawie niemożliwe usunąć go z diety całkowicie .. Tak więc, oto kilka wskazówek, jak go usunąć i odwapnić swoją szyszynkę.

KONOPIE pomagają! Jak już zapewne wiecie, aktywny chemicznie składnik w konopiach, THC, atakuje wszystkie zmutowane komórki w organizmie, przy jednoczesnym wzmacnianiu zdrowych komórek. Udowodniono niezwykłą skuteczność tego działania w terapiach antynowotworowych, pomaga też na wiele innych dolegliwości. .. Cóż okazuje się, że czynny składnik konopi również samoistnie dekalcyfikuje szyszynkę. Im więcej go spożywamy, tym lepiej działa. Pomaga bardzo gotowanie potraw lub spożywanie oleju konopnego, aby wchłonąć jak najwięcej THC.

Jeśli nie chcesz korzystać z konopi lub nie możesz, są inne leki ziołowe. Kolendra jest świetna. Najlepiej jeść ją na surowo, ale jeśli chcesz, możesz gotować z nią lub zrobić z niej herbatę. (Jeśli zrobisz herbatę , proponuję dodanie miodu do słodzenia, lub można ostudzić i wypić bardzo szybko, bo nie smakuje za dobrze)

Podstawy detoksykacji szyszynki :

1. Usuń Rtęć – To kolejna naprawdę zła trucizna dla szyszynki. Nie pozwól, aby to dostała się do Twojego ciała. Plomby amalgamatowe w zębach są toksyczne dla szyszynki – należy je usunąć. Wszystkie wytwarzane obecnie szczepionki medyczne są również skażone rtęcią. Thimerosal (środek konserwujący szczepionki) to inaczej metyl rtęci i jest bardzo trudno usunąć go z mózgu po jego dostaniu się tam. Unikaj jedzenia ryb i owoców morza, takich jak krewetki. Tuńczyk i mięso delfinów jest szczególnie szkodliwe ze względu na zawartość rtęci – większe ryby mają wyższe stężenie rtęci w swoich tkankach.

Eco żarówki – jeśli taka żarówka się rozbije opary rtęci natychmiast są uwalniane do pokoju i wdychane. Natychmiast taką żarówkę wynieś na zewnątrz i wywietrz dobrze pomieszczenie. (A Ujnia wprowadziła nakaz używania tylko takich)

Rtęć może być usuwana z organizmu przez codziennego stosowane Chlorelli, pędów pszenicy i spiruliny. Zioła Cilantro przyjmowane codziennie, również pomagają usunąć rtęć z tkanki mózgowej.

2. Fluor – w pastach do zębów i w wodzie z kranu. Jego należy unikać unikać za wszelką cenę. Zabija szyszynkę, kaclyfikując (zwapniając) jej tkanki

3. Zdrowa żywność – niektóre pestycydy są toksyczne dla szyszynki. Organiczna zdrowa żywność – w dużej mierze surowa – wspiera odtruwanie szyszynki.

4. Alkohol i palenie. Naturalnie one muszą odejść wraz z emocjonalnym przywiązaniem do korzystania z nich (zwykle pod owym przywiązaniem kryje się kwestia własnej wartości lub nierozwiązany uraz).

5. Uzdrawianie Sercem – podnosi nasze wibracje i leczy ze strachu – przydatne kiedy zaczynamy widzieć inne wymiary.

6. Inne toksyny – jeśli coś jest toksyczne nie umieszczaj tego w swoim ciele. Jeśli trudno Ci przeczytać nazwę na opakowaniu, prawie na 99% jest to toksyczne dla Twojego ciała. Toksyny to sztuczne słodziki (aspartam K), rafinowany cukier, fenyloalanina, wszystkie numery konserwantów zaczynające się od E 1, dezodoranty (zwłaszcza antyperspiranty z toksycznym aluminium jako podstawowym składnikiem czynnym), środki chemiczne, dentystyczne płyny do płukania ust oraz odświeżacze powietrza.

7. Prawdziwa czekolada i surowe kakao jest stymulantem gruczołu szyszynki.W wysokich dawkach działa odtruwająco z powodu wysokiej zawartości przeciwutleniaczy.

8. I teraz trkicky ciekawostka z medycznego świata „od kuchni” – prawdziwy sekret mistrza kuchni

Kiedy ilość magnezu w organizmie spada, wówczas aby nadrobić jego braki ciało uwalnia z kości i zębów wapń. Podwyższony poziom wapnia we krwi sprawia, że większa jego ilość odkłada się w narządach miąższowych – nerkach, jajnikach i szyszynce również.

..aby utrzymać wapń w kościach i zębach, a nie w stawach i tkankach miękkich, potrzeba stałych dostaw magnezu.

Magnez jest zdolny do odwrócenia związanego z wiekiem zwyrodnieniowego zwapnienia struktur naszego organizmu i w ten sposób może przyczynić się do jego odmłodzenia.

Magnez odgrywa także bardzo ważną rolę w oczyszczaniu organizmu z toksyn. Jon magnezu jest atomem, któremu brakuje dwóch elektronów, co prowadzi do szukania innych atomów w celu ich przyłączenia. Kiedy toksyczne metale ciężkie takie jak ołów, kadm, aluminium pojawią się w organizmie, magnez wchodzi z nimi w reakcje, powodując obniżenie ich toksyczności i wydalenie wraz z moczem. Ponadto glutation – ważny antyoksydant nie może być syntetyzowany bez udziału magnezu.

Najlepiej przyswajamy magnez w postaci chlorku magnezu, ale nawet w tej formie bywa, że tylko w 50% procentach wchłania się z naszego przewodu pokarmowego, do tego jest niemiłosiernie gorzki. Mogą upłynąć aż trzy miesiące albo i więcej, zanim doustne uzupełnianie magnezu przywróci właściwy poziom magnezu wewnątrzkomórkowego.

I teraz obiecany sekret mistrza kuchni dotyczący magnezu.

Najlepiej stosować chlorek magnezu do kąpieli! Powierzchnia absorpcji przez skórę jest ogromna, o wiele większa niż w przewodzie pokarmowym. Kto ma kłopoty z uwierzeniem, czy to aby skuteczne, niech pójdzie do sauny i poleje wódki na rozgrzane kamienie.

9. Szyszynkę odnowić można również poprzez zioła, np.: pietruszkę, lucernę, bylicę, gotu-kola.

10. Również uszkodzone komórki mózgowe można wzmacniać za pomocą Tiaminy, znanej również jako witamina B1, jest istotnym składnikiem odżywczym, którego potrzebują wszystkie tkanki, nie wyłączając mózgu. Znajduje się ona w takich produktach spożywczych jak pełne ziarna zbóż, orzechy, fasola, groszek i ziarna soi.

11. Wit. K

Dotychczas sądzono, że prawidłowy stan kości zależy głównie od spożycia wystarczających ilości wapnia i witaminy D. Jak wiadomo, wapń osadza się w naczyniach krwionośnych powodując ich zwapnienie, a jednocześnie jego niedobór w kościach prowadzi do osteoporozy. To zjawisko nazwano „paradoksem wapnia”. W zrozumieniu istotnej roli witaminy K w metabolizmie wapnia u człowieka pomogło odkrycie białek MGP (Matrix Gla Protein) i ich roli jako transporterów wapnia. Przy udziale witaminy K osteokalcyna przekształcana jest do karboksyosteokalcyny, która może wiązać jony wapniowe poprzez grupy karboksylowe. Osteokalcyna jest syntezowana w komórkach kościotwórczych, jej rola polega na dostarczaniu jonów wapnia oraz wiązaniu go z matrycą hydroksyapatytu.

„Oliwę magnezową można używać zamiast dezodorantu. Jest bezzapachowa, w porównaniu w wszelkimi wynalazkami podpachowymi

NIE BLOKUJE porów i wydzielania potu, ale sprawia, że pot jest bezzapachowy i dodatkowo magnez wchłania się przez skórę.

Można też moczyć nóżki w soli magnezowej, a także przyjmować magnez w postaci wlewów.

Polecam, informacje pochodzą od lekarza, który zaleca te sposoby swoim pacjentom.

U mnie bardzo poprawił się stan zdrowia a wystarczyło więcej magnezu dostarczyć organizmowi :)”

http://instytutarete.pl/poczytaj/cialo/na-zdrowie/468-jak-zabija-sie-twoja-szyszynke.html

Wszystko co chcesz wiedzieć o szyszynce…

… a czego nie chcieli ci dotąd powiedzieć

 

W 49 dniu życia ludzkiego płodu dopiero co ukształtowana szyszynka wydziela do młodego krwioobiegu substancję o nazwie Dimetylotryptamina, w skrócie DMT, w tym czasie, jak mówią starożytne Wedy – dusza wkracza do ciała. Wnika przez tył serca i wznosi się wzdłuż rdzenia kręgowego, by osiąść w małym gruczole w centrum mózgu – w szyszynce właśnie.

Szyszynka, czyli ciało szyszynkowe (łac. corpus pineale) znajduje się za III komorą mózgu w linii środkowej (między obiema półkulami mózgowymi). Jest odpowiednikiem narządu światłoczułego – „oka ciemieniowego”. Jej nazwa wywodzi się od  kształtu, który jest podobnie jak szyszki (łacina pinea). U dorosłych ludzi ma około 0,8 cm (0,3 cala) długości i waży ok. 0,1 grama (0,004 uncji). Jej średnica jest stosunkowo duża u dzieci, a zaczyna się zmniejszać z początkiem dojrzewania.

Mikroskopowo, gruczoł składa się z pinealocytów (typowe komórki endokrynne) i komórek wspomagających, które są podobne do astrocytów mózgu. U osób dorosłych często wykrywa się małe złogi wapnia widoczne w szyszynce na zdjęciach rentgenowskich.

A teraz prawdziwa fizjologia szyszynki na poziomie biomolekularnym, która jest naprawdę skrzętnie ukrywana, nawet przed studentami medycyny

W ciągu dnia szyszynka (mimo, że Wikipedia twierdzi inaczej) jest głównym źródłem serotoniny – naszego wewnętrznego hormonu szczęścia. Jest to również jeden z neuroprzekaźników. To od serotoniny zależy, czy sygnał układu nerwowego będzie w stanie dotrzeć do wszystkich zakątków ciała. Zbyt niski poziom serotoniny zaobserwowano u osób z depresją, ale także u ludzi nadmiernie agresywnych.

W ciągu nocy serotonina w szyszynce ulega dalszym przemianom w melatoninę – to hormon naszych biologicznych cykli życia. Oprócz tego melatonina wpływa na układ hormonalny, w szczególności na hormony gonadotropowe – najważniejsze hormony cyklu miesięcznego i kształtowania się komórek rozrodczych.  Melatonina zapobiega przedwczesnemu dojrzewaniu płciowemu, a jej wydzielanie jest ściśle związane z bodźcami świetlnymi i przebiega zgodnie z rytmem dobowym. Pozostałe funkcje Melatoniny są białą plamą na mapie medycznej wiedzy.

Ale wiadomo, że koło godziny 3-4 kiedy po kilku godzinach snu melatoniny w szyszynce gromadzi się wystarczająco dużo – rozpoczyna się kolejny etap alchemicznej wewnętrznej przemiany i w głębokich ciemnościach z melatoniny syntetyzowany jest neuropeptyd o nazwie 5-MeO-DMT (aka „akashon”), który następnie ulega szybkiej enzymatycznej przemianie do DMT – dimetylotryptaminy – związku określanego mianem molekuły duszy…

Wtedy w nocy najczęściej możemy doświadczać samoistnych świadomych snów lub projekcji astralnych…ale to zaledwie czubeczek góry lodowej…

Tunele rzeczywistości i DMT

Najpierw zacznę od zjawiska percepcji. Oczywiście zdajesz sobie sprawę z tego, że niektóre rzeczy Twój mózg przeocza w otaczającej Cię rzeczywistości. Ale czy zdajesz sobie sprawę ze skali tego „przoczania”?

Wiesz, że ze wszystkich docierających do Twojego umysłu bodźców Twoja świadomość zdaje sobie sprawę z 0,0097% to cholernie mało.

Taka jest nasza codzienna percepcja – nazywa się ją tunelową, a rzeczywistość w ten sposób postrzeganą – tunelem rzeczywistości.

Reszta niewidzianej przez Ciebie rzeczywistości zawiera rzeczy, w które nie wierzysz, nie uznajesz za prawdopodobne lub po prostu co tu dużo mówić w głowie Ci się nie mieszczą.

Myślisz, że widzisz to co widzą Twoje fizyczne oczy? Obraz odbierany przez nie jest transmitowany do kory wzrokowej, parokrotnie odwracany i na koniec interpretowany, tak by uzyskać pole widzenia pasujące do Twoich wierzeń i przekonań – w psychologii nazywa się to strefą komfortu. Strefa komfortu ma z założenia sprawiać żebyśmy się czuli dobrze i bezpiecznie w znanym dobrze świecie. To co nie znane, nie wytłumaczalne, dziwne, szokujące, nie zgodne z poglądami, z aktualnym stanem emocjonalnym – czyli powyższe 99,9913% wszechświata – jest wycinane już w przedbiegach na synapsach aksonów.

Teoria wielu światów.

Współczesna matematyka opisuje 33 wymiary w modelu wszechświata – przyjrzyj się temu – matematyka zakłada istnienie ok 33 jednocześnie nałożonych na siebie rzeczywistości.

Jak się rzeczywistości mieszczą w jednym miejscu?

Przepuść promień słońca przez pryzmat – zobaczysz, że w jednym strumieniu białego światła zmieściły się na raz wszystkie kolory tęczy. Mieszczą się w jednym miejscu dzięki różnicom w częstotliwościach drgań energii. Tak samo dzieje się z całymi wymiarami.

Co robi DMT?

Dimetylotryptamina syntetyzowana w szyszynce z tryptofanu mówiąc delikatnie rozszerza percepcję. Jej zwiększona sekrecja (wydzielanie) ma miejsce w momentach wcielania się i wychodzenia z ciała.

Na pewno spotkasz się z określeniami, że DMT to halucynogenna substancja – silny psychodelik, i że pobudzona szyszynka wywołuje halucynacje. Dlatego ludzie w stanach około śmierci lub szoku miewają podobne halucynacje….ale

Mówiąc, że DMT „rozszerza percepcję” mam na myśli to, że całkowicie zdejmuje blokady percepcji neuronalnej.

mówiąc szczerze w tych chwilach, gdy endogenny DMT zaczyna działać na układ nerwowy zaczynamy dopiero widzieć te 99,9913% wszechświata

To nie są haluny to jest cała reszta niewidzialnego dotąd wszechświata – i to wszechświata o wielu wymiarach istniejących na raz. Jest w tej koncepcji miejsce na zobaczenie wreszcie innych inteligencji zamieszkujących te równoległe wymiary i nawiązania rozumnej z nimi komunikacji.

Z zawężoną jaźnią (czyli „na trzeźwo”) jesteśmy uwagą przykuci tylko i wyłącznie do tego wymiaru rzeczywistości. Widzimy tylko ten jeden tunel.

Reasumując – szyszynka ze swoim DMT uwalnia percepcję z okowów tego świata, czyli jest naszym międzywymiarowym przełącznikiem widzenia rzeczywistości i uczestniczenia w nich.

Będąc świadomym wielu rzeczywistości możesz nie tylko obserwować je, ale również dosłownie skakać pomiędzy nimi I to nie tylko pomiędzy wymiarami, ale również pomiędzy różnymi wersjami tych samych wymiarów.

To coś o wiele bardziej zaawansowanego niż projekcja astralna. Ale endogennie występujący w naszym mózgu DMT udowadnia, że od początku byliśmy istotami międzywymiarowymi o możliwościach międzywymiarowej percepcji.

Ciemny pokój

Nie nie chodzi mi o klasyczny „dark room” i tę formę, z którą się zazwyczaj kojarzy. Chodzi mi o praktykę ciemnego pokoju – czyli całkowitej izolacji z całkowitą deprymacją sensoryczną. Po polsku – przesiadywanie samemu w całkowitych ciemnościach bez dźwięków.

Ta praktyka występuje w Tybecie, jest jedną z praktyk w Tao, w buddyzmie i jest znana w wielu kulturach plemiennych.

Po kilku dniach spędzonych w totalnych ciemnościach obrazy z wnętrza głowy wychodzą na zewnątrz i są tak samo realne jak „normalna” rzeczywistość.

Praktyka ta dostarcza niesamowitego rozszerzenia percepcji.

Z punktu widzenia biochemii mózgu – tak długie przebywanie w ciemnościach powoduje nagromadzenie melatoniny. Dalej następuje faza pinoliny – szyszynka wydziela endogenny inhibitor (beta karboline) enzymu MAO – enzym, który dotąd rozkładał melatoninę. W fazie pinoliny MAO jest hamowany, a z melatoniny szyszynka zaczyna syntetyzować pinolinę, następnie z niej > 5-MeO-DMT , którego znowu nie rozkłada MAO (bo jest unieczynnione), więc z 5-MeO-DMT (aka „akashon”) szyszynka zaczyna syntetyzować DMT. To wtedy obrazy z głowy zaczynają wykraczać poza granice czaszki w dosłownym tego słowa znaczeniu. To miejsce, w którym spełniają się sny – natychmiast…

A oczy otwierają się na niewidzialną dotąd rzeczywistość.

Jak to wygląda technicznie:

dni 1 – 3 faza melatoninowa

faza sennej jawy

dni 3 – 5 faza pinolinowa

Pierwsze wizje ; podróże astralne

dni 6 – 8 faza 5 – Meo – DMT

Otwiera się powoli wewnętrzne widzenie ; wzmaga telepatia i intuicja

dni 9 – 12 faza DMT

Wizje wzmagają się, otwierasię percepcja alternatywnych światów i równoległych rzeczywistości. Niektórzy mówią o widzeniu podczerwieni i ultrafioletu w tym stanie.

Zmniejsza sie zapotrzebowanie na sen ; łatwo przychodzi joga snu (czyli medytacja z zachowaniem ciągłej świadomości).

2012 i ogólnoplanetarna szyszynkowa inicjacja ludzkości ?

I teraz przechodzimy do kwestii, która tak czy siak nas wszystkich dotyczy i absolutnie nikt nie pominie tego podsypiając na kanapie przed telewizorem.

Majowie całkiem niedawno ujawnili treść autentycznej wiedzy swoich przodków dotyczącej przepowiedni o roku 2012. Są bardzo zagniewani na rozprzestrzenianie się wersji o apokaliptycznej wizji końca świata. Podkreślają, że ich przepowiednia mówi wyraźnie o TRANSFORMACJI, a nie o żadnym końcu.

Ale do meritum. 21 grudnia 2012 (co potwierdza NASA) dojdzie do zrównania osi Ziemi z osią centrum naszej galaktyki. Majowie zapowiadają, że dojdzie wtedy do niezwykle potężnej emisji strumienia naładowanych cząstek, które potężnie zdestabilizują zachowanie naszego Słońca.

Majowie twierdzą, że w efekcie tych zmian może dojść do przebiegunowania Ziemi. Tak apropo’s bieguny magnetyczne już zmieniły miejsce. Przez to zwierzęta, które od zawsze kierowały się zmysłem elektromagnetycznej geolokacji, zaczęły trafiać stadami na linię brzegu – w ich odczuciu tam powinien być ocean – dotyczy to i wielorybów i ptaków – wszystkich zwierząt podróżujących cyklicznie na długie dystanse.

Na podstawie badań lawy wulkanicznej na Hawajach stwierdzono, że ziemskie pole magnetyczne zmienia cały czas swe natężenie, a co kilkadziesiąt tysięcy do milionów lat zmienia swój kierunek (przebiegunowanie Ziemi). Średni czas miedzy przebiegunowaniami wynosi 250 000 lat, ostatnie wystąpiło około 780 000 lat temu.

Nie ma obecnie jasnej teorii opisującej przyczyny przebiegunowania.

Majowie mówią – nasi przodkowie już raz to przeżyli. Twierdzą, że zjawisku przebiegunowania Ziemi towarzyszy zawsze kilka dni ciemności. I jeżeli okaże się prawdą – to czeka nas obowiązkowy ciemny pokój dla całej ludzkości.

To znaczy, że u wszystkich nastąpi coś w rodzaju szyszynkowej inicjacji, bo gdy szyszynka w ciemności zacznie produkować duże ilość DMT – to nic już nie pozostanie takie samo. Po tym jak znowu świat zobaczy słońce – w nas już zmieni się cała percepcja rzeczywistości. Co nas czeka po drugiej stronie szyszynki?

nie wiem, ale życzę nam  – żeby Królik, za ktorym będziemy podążać na drugą stronę rzeczywistości – był wesoły…

Monika Burzyńska

http://instytutarete.pl/poczytaj/cialo/na-zdrowie/470-szyszynka-tunele-rzeczywistosci-i-2012.html

Ciekawostka,okazuje się że nawet kk po cichu zajmuje się okultyzmem mimo że oficjalnie jest on zły i zakazany :)

Bioelektroniczna koncepcja abiogenezy wg ks. Prof W. Sedlaka

Fizyczno-filozoficzne uwarunkowania koncepcji genezy życia

Geneza życia jest bez wątpienia jedną z najbardziej frapujących zagadek, które stoją obecnie przed współczesną nauką. Jej rozwiązania szukają specjaliści z bardzo wielu, często niewiele mających ze sobą wspólnego dziedzin, dochodząc do twierdzeń, które do dziś nie doczekały się eksperymentalnego potwierdzenia. Poniżej przedstawione zastaną główne kierunki badań nad abiogenezą, akcentując w szczególny sposób oryginalne spojrzenie na ten problem przez Włodzimierza Sedlaka.

Przewaga tendencji chemicznych nad fizycznymi w programach badawczych

Dominuje dziś przekonanie, iż geneza życia związana jest z syntezą związków organicznych w kosmosie i dalszy ich rozwój w warunkach geologicznych[1]. Życie jest więc wynikiem długotrwałej ewolucji fizycznej i chemicznej[2]. Twierdzenie powyższe w ciągu ostatnich dziesięcioleci zostało w dużej mierze poparte faktami paleontologicznymi[3], badaniem związków organicznych w meteorytach[4], oraz przez laboratoryjne syntezy, to znaczy, przez laboratoryjne otrzymanie aminokwasów jak i innych ważnych związków biologicznych[5].

Główny akcent przy badaniach początków życia na Ziemi, zdaniem Sedlaka, kładzie się na jego biochemicznej stronie, mniej zaś na fizycznej. Należałoby zauważyć, że nawet przy ogromnej różnorodności podejścia biofizykochemicznego i uwzględnieniu warunków fizycznych środowiska, ma się najczęściej na uwadze monoschematyzm biochemiczny samej istoty życia[6]. Wśród chemików i biologów przeważa opinia, że istotną fazą przejściową między ewolucją chemiczną, a biochemiczną były procesy polimeryzacji[7].

Podstawowym zagadnieniem protobiologii jest określenie mechanizmów i charakteru procesów wiodących do pojawienia się systemów ożywionych[8]. Jako nauka o początkach życia głosi, że życie wyłoniło się w wyniku długotrwałej, naturalnej i powolnej ewolucji związków organicznych na drodze abiotycznej[9]. Szczegółami zajęli się przeróżni naukowcy tworząc w ciągu ostatnich czterdziestu lat blisko sto w miarę całościowych modeli abiogenezy[10].

Po mimo istnienia wielu modeli, zagadnienie genezy życia na Ziemi jest ciągle otwarte dla badań przedmiotowych i filozoficznych. Wciąż jeszcze wielu przyrodników i filozofów próbuje wyjaśnić powstanie życia odrzucając ewolucję chemiczną jako niezwykle mało prawdopodobną[11]. Co więc, według nich stanowić może alternatywę? We współczesnej literaturze naukowej spotykamy się z co najmniej pięcioma takimi propozycjami[12]. Po pierwsze, jest to postulat poszukiwania nowych praw przyrody, całkowicie innych niż znane nam dziś prawa fizyki i chemii. Po drugie, klasyczna idea panspermii, stwierdzająca, że zarodki życia mogły przybyć na Ziemię z Kosmosu. Wymienić też trzeba zmodyfikowaną wersję tej idei, zaproponowaną w 1973 roku przez Francisca Cricka i Leslie Orgela, a nazwaną panspermią kierowaną. Autorzy zakładają w niej możliwość powstania życia gdzieś w Kosmosie, gdzie wytworzyła się cywilizacja, która następnie przesłała życie na Ziemię. Czwartą propozycję wysunęli dwaj brytyjscy astronomowie Fred Hoyle i Chandra Wickramasinghe. Hipoteza ta zwana panspermią kometarną głosi, że ziarna pyłu międzygwiezdnego zawierają różne złożone związki organiczne i zespolone mikroorganizmy oraz, że po przedostaniu się do wnętrza komet, mogły następnie być rozsiewane w Kosmosie i w ten sposób zapoczątkować życie na naszej planecie[13]. W wyliczeniu tym nie można pominąć teorii kreacjonistycznych, których myślą przewodnią jest uznanie poglądu, iż życie wywodzi się pośrednio lub bezpośrednio z Boga, że to akt stwórczy dał początek życiu na Ziemi. Propozycje kreacjonistyczne mimo swej popularności, nie mogą być rozpatrywane w ramach metod przyrodniczych, gdyż te nie wychodzą poza to co jest im dostępne to znaczy, poza zjawiska i wiążące je relacje[14]. Pojawia się w tym miejscu pytanie, czy rzeczywiście wymienione wyżej propozycje stanowią alternatywę dla abiogenezy?

Przy obecnym stanie wiedzy i z punktu widzenia przyrodniczego przyjmuje się dziś, jak wyżej stwierdzono, pogląd, iż życie pojawiło się na Ziemi w wyniku spontanicznego ewolucyjnego kształtowania się systemów ożywionych ze związków nieorganicznych i organicznych nieożywionych. Proces organizacji materii dokonywał się stopniowo, w ciągu milionów lat, poprzez kolejne stadia rozwojowe, różnie ujmowane w różnych teoriach[15].

Po mimo wielkiej ilości tych teorii, po przyglądnięciu się im bliżej, można dokonać ich podziału chociażby pod względem sposobu wyjaśniania przejścia od materii nieożywionej do ożywionej[16]. Pierwszą grupę stanowią koncepcje oparte na założeniu przypadkowego i jednorazowego powstania pierwszej żywej cząsteczki, będącej nosicielem podstawowej cechy życia, to jest zdolności do reprodukcji[17]. W roli pierwotnego organizmu umieszcza się kwas nukleinowy[18], czasem cząsteczkę białka[19], są to jednak drugorzędne różnice dotyczące chemicznej natury hipotetycznych protoorganizmów. Do klasycznych propozycji tej grupy zaliczyć trzeba teorie J.B.S.Haldane`a[20], H.J.Mullera[21] i H.Quastlera[22]. W teoriach tych rola ewolucji chemicznej sprowadza się do przygotowania budulca pod pierwszą cząsteczkę, która w wyniku korzystnego przypadku uzyskałaby zdolność reprodukcji. Druga grupa teorii abiogenezy pojawiła się wraz z odkryciem w latach osiemdziesiątych enzymatycznych zdolności RNA. Szereg autorów takich, jak G.F.Joyce[23], A.M.Weiner[24], N.R.Pace[25], niezgodni w szczegółach, zgodni są co do tego, że na początku był RNA mogący pełnić jednocześnie funkcję fenotypu, jak i genotypu[26]. Kolejną grupę stanowią teorie wychodzące z założenia, że proces powstania życia dokonał się pod wpływem oddziaływań fizycznych lub fizykochemicznych. Zdaniem M.Conrada[27] są to interakcje molekularne, O.E.R(o)ssler[28] opowiada się za uogólnioną katalizą, M.Shimizu[29] zwraca natomiast uwagę na stereochemię.

We wszystkich wymienionych wyżej grupach modeli abiogenezy najistotniejszym bodźcem ewolucyjnym jest przepływ energii. Czwarta grupa, w wyjaśnianiu przebiegu ewolucji przedbiologicznej odwołuje się do uniwersalnego prawa rządzącego przebiegiem wszystkich procesów we wszechświecie. Charakterystyczna jest tu zasada socjabilności V.Nowaka[30] przemianowana na później na uniwersalną zasadę integracji[31], czy też quazi-naukowy dobór naturalny działający według G. Walda w skali kosmicznej[32]. Piąta grupa, to teorie przyjmujące odwieczne istnienie informacji biologicznej, bądź to w formie preskrypcji[33], bądź to predystynacji[34]. W przypadku S.C.Portellego[35] jest to ta sama informacja od początku ewolucji. Przekazana nam ona została w postaci kodu genetycznegu z poprzedniego cyklu rozwojowego wszechświata, nadając materii cechy umożliwiające, w odpowiednich warunkach spontaniczne utworzenie układów żywych[36]. Ostatnia i najobszerniejsza grupa, to teorie samoorganizacji materii przedbiologicznej. Należą do nich, teorie jakościowe[37], koncepcje fizykalne[38], jak i propozycje niezależne[39].

Specyfika tych koncepcji polega na tym, że pojęcie samoorganizacji nie jest traktowane jako wszechwyjaśniająca zasada, czy też parowo lecz to właśnie jej próbuje się nadać ściśle fizyczny sens. Tok rozumowania twórców tych teorii skupia się głównie, na teoretycznym przedstawieniu w postaci matematycznej trudności, jakie ewoluujący układ musi napotkać w czasie rozwoju i sposobów przezwyciężania kryzysów tak, by przejść do kolejnych faz rozwoju. Zasadnicze różnice między naukowcami występują tu w warstwie przyrodniczej. I tak dla Rudenki, podstawowym substratem przemian ewolucyjnych są substancje białkowe, dla Eigena zaś współdziałające ze sobą cząsteczki białkowe i kwasy nukleinowe[40].

Po pobieżnym przedstawieniu różnych teorii abiogenezy, jak i tych koncepcji, które w alternatywny sposób chcą rozwiązać zagadkę życia stwierdzić trzeba za W. Ługowskim, że niemal wszystkie współczesne propozycje wyjaśniające powstanie życia oparte są na idei ewolucji chemicznej. Jeśli nawet autorzy niektórych prac ogłoszonych w ostatnich latach z założenia występują przeciw niej, nie znaczy to, że się na niej nie opierają[41]. Szukając zaś odpowiedzi na pytanie w czym przyrodnicy i filozofowie upatrują rozwiązania zagadki życia, stwierdzić trzeba, że w chemii. W większości teorii, na jakimś etapie rozwoju substancja chemiczna nabiera cech właściwych materii ożywionej[42]. Jest to obowiązujący dziś paradygmat, po za który wychodzi niewielu. Są to zazwyczaj naukowcy innych niż chemia dziedzin, szukający rozwiązania na podstawie własnej intuicji, posługując się swoimi metodami i specyficzną dla siebie terminologią.

Fizyka kluczem do zagadki życia

Współczesne badania nad procesem abiogenezy, coraz częściej nabierają interdyscyplinarnego charakteru. Na szczególną uwagę zasługują teoretyczne rozważania Włodzimierza Sedlaka w ramach bioelektroniki[43]. Nie negując paradygmatu biochemicznego, wskazuje na nowe fakty, o które powinien on zostać uzupełniony. Najmocniej akcentuje autor własności związków organicznych[44]. Zaliczyć do nich można najpierw półprzewodnictwo. Półprzewodnikami okazują się być aminokwasy[45], białka[46], kwasy nukleinowe[47], cukrowce, lipidy[48] oraz barwniki, elektrolity i woda[49]. Nie tylko jednak poszczególne związki organiczne, ale w przybliżeniu także całe układy biologiczne traktować można jako połprzewodniki[50]. Organizm w swej zasadniczej masie, zbudowany jest więc z półprzewodników, w których dokonują się reakcje chemiczne[51]. W tym momencie dodać trzeba, że wiele związków organicznych takich jak białka, kwasy nukleinowe czy lipidy, na różnym poziomie – od molekularnego po organizmalny posiadają także elektroniczną charakterystykę półprzewodnikowego dielektryka[52]. Dzięki tej własności wykazują one zdolność kondensacji ładunków ze szczególnym ich zagęszczeniem na powierzchni[53]. Tę zagęszczoną warstwę elektronów nazwał Sedlak elektrostazą, wskazując jednocześnie na jej powszechność w przyrodzie i ogromne znaczenie dla samoregulacji organizmów[54].

W świetle eksperymentalnych danych składniki organizmów okazują się – ze względu na quasi krystaliczną i anizotropową strukturę – półprzewodnikami posiadającymi również cechy piezoelektryków[55]. Oznacza to, że niektóre związki chemiczne, takie jak aminokwasy, białka czy DNA i RNA zmieniają swoją polaryzację elektryczną pod wpływem nacisku mechanicznego, rozciągania czy skręcania[56]. Właściwości takie zaobserwowano u mięśni, ścięgien, kości, a także tkanek roślinnych i zwierzęcych[57]. Fala generowana w piezoelektrykach pod wpływem różnych czynników zwana jest kwantowoakustyczną, a jej cząstka zwana jest fononem[58].

Wiele związków organicznych będąc piezoelektrykami jest jednocześnie ferroelektrykami, czyli półprzewodnikami o wysokim stopniu przewodzenia[59]. Najwięcej jednak, zdaniem Sedlaka, niepokoju w biologii wywołuje nadprzewodnictwo wysokotemperaturowe [60]. Już teoretyczne rozwiązania W. A.Little`a wskazywały na możliwość jego zaistnienia w związkach organicznych[61]. W praktyce wykryto nadprzewodnictwo dla cholesterolu, lizosomów i karotenu[62] oraz DNA[63]. Pojawili się też autorzy, tacy jak na przykład Atherton, którzy zauważyli nadprzewodność w organizmach żywych jako element pamięci komórki nerwowej. Sygnał przechowywany miałby być w nich w postaci oscylującego prądu[64].

Obok elektronicznych własności materiału biologicznego, zdaniem Sedlaka, do pełnego obrazu biologii konieczne jest uwzględnienie tak zwanej bioluminescencji[65] jako faktu stwierdzonego empirycznie, tak dla organizmu jako całości, jak i dla układów komórkowych, tkankowych czy poszczególnych narządów[66]. Każdy układ żywy jest otoczony i jednocześnie wypełniony emitowanym przez siebie polem biologicznym[67]. Ultrasłabe promieniowanie wykryto wszędzie z wyjątkiem dwóch grup najniższych roślin i zwierząt[68]. Dla przykładu, glony zielone z jednego centymetra kwadratowego, w ciągu jednej sekundy, wyemitowały 15 do 50 fotonów, bakterie od 15 do 30 zaś niektóre kultury tkanek od 300 do 600[69].

Oprócz spontanicznego promieniowania, zauważalna jest także fotoluminescencja[70], czyli emisja fotonów wymuszona działaniem światła widzialnego lub ultrafioletu. Aktywne są tutaj białka, kwasy nukleinowe, przy czym najsilniejszą fluorescencję wykazują flawiny, lipofuscyny, tyrozyna i tryptofan[71].

Kolejną fizyczną cechą przysługującą biomolekułom i organizmowi jako całości, której, według Sedlaka, nie można pominąć, są własności magnetyczne. Są one konsekwencją elektronicznej struktury atomów pierwiastków, których protony, a zwłaszcza elektrony, wytwarzają w ruchu nieskompensowane orbitalne i spinowe momenty magnetyczne. Te zaś – różne od zera – powodują, że pierwiastki magnetyczne oraz utworzone z nich związki chemiczne oddziaływają z zewnętrznymi polami magnetycznymi. Zjawisko to stało się podstawą rozróżniania pierwiastków i związków na paramagnetyki i ferromagnetyki posiadające trwałe momenty magnetyczne i związaną z nimi przenikliwość magnetyczną oraz na diamagnetyki pozbawione trwałości tych momentów i przenikliwości magnetycznej[72].

Paramagnetykami w organizmie żywym okazują się być wolne rodniki, erytrocyty, tkanki roślinne i zwierzęce, a zwłaszcza mózg i serce[73]. Cały układ biologiczny, zdaniem Sedlaka, można w ogólności rozumieć jako diamagnetyczny ośrodek, w którym rozmieszczone są paramagnetyczne centra[74].

Wszystkie wyżej wymienione zjawiska, z którymi spotykamy się w materii ożywionej nie pasują do biochemicznego opisu życia. Nawet, jeżeli są one dobrze poznane, nie zbliżają nas do poznania istoty życia, a tym bardziej do wzniecenia procesów życiowych[75]. Sedlak widząc bezradność dotychczasowych zmagań z genezą życia, postawił śmiałą tezę: materia ożywiona jak każda materia musi być rozpatrywana kwantowo. Życie zawiązało się na poziomie kwantowym i to właśnie tam należy go szukać[76]. Na tym poziomie, mamy do czynienia jedynie z elektronami, fotonami i fononami. Cząstki te i to zarówno pochodzenia biochemicznego jak i elektronicznego zbliżając się do siebie na krytyczną odległość oddziaływają ze sobą. Te utrwalone interakcje nazywa Sedlak wprost życiem

Wiecej: http://www.eioba.pl/a/1imb/bioelektroniczna-koncepcja-abiogenezy-wg-ks-prof-w-sedlaka#ixzz2AXAJnqxy

 Życie jest światłem

W koncepcji naukowej Księdza Profesora Sedlaka życie ma cechy elektromagnetyczne, podobnie jak świadomość. Istnieje Homo electronicus, a elementarnym pratworzywem jest dynamiczna bioplazma – piąty stan materii przynależny tylko żywym istotom. Poglądy te zawarł w książce „Bioelektronika” i „Homo electronicus”

Ks. Prof. dr hab. Włodzimierz Sedlak

Włodzimierz Sedlak, twórca polskiej szkoły bioelektroniki i elektromagnetycznej teorii życia.

„Teologia Światła, czyli sięganie Nieskończoności” – jest ostatnią książką, którą prof. Włodzimierz Sedlak przygotował do druku. Uwieńczeniu realizacji planów wydawniczych przeszkodziła choroba i śmierć Autora. W tej książce Autor prowadzi Czytelnika w kierunku Światła przy pomocy bioelektroniki i wiary w Nieskończonego Boga. Wnioski są zaskakujące: bioteologia, nieśmiertelność duszy jest absolutnym pewnikiem i jest wynikiem elektromagnetycznej natury życia, a śmierć to wrota będące wstępem do wielkiej ery nieśmiertelności. Teologia Światła, czyli sięganie Nieskończoności” to próba bioelektronicznego wyjaśnienia śmierci, nieśmiertelności, duszy człowieka. To również zapis naukowych zmagań i odkryć Autora.

„Dziękuję Ci, żeś mnie rzucił w stronę, gdzie nikt nie chodzi – na podbój życia. To światło. Żywe światło. Żeś to ostawił przy rozpalaniu dnia biosfery. Jakie to jest cudowne… Nie ma okrzyków. Jakie to bajeczne… Życie elektromagnetyczne. To samo, co światło biosfery promieniujące wiecznie. Co najwyżej, ulega przemianie energii. I o to tutaj chodzi, energia nie ginie przecież. Energia wszelka jest wiecznie żywa.

Mój program naukowy streszcza się w krótkim aforyzmie – Życie, czym jesteś?. Aby tak dalece sięgać w naturę życia, muszę się wstępnie wyzwolić z akademizmu pojmowania przedmiotu biologii. Muszę być na własnych obrotach intelektualnych. Inaczej do niczego nie dojdę. Nowa wizja życia jest specyficznym stanem w biologii. Znowu rozwój tradycyjnej biologii jest mi utrudnieniem w balaście informacyjnym, jakby wszystko było wykończone, poukładane – z wyjątkiem natury. Biologia jest ‚pełna’ poznania, ale jedynie na peryferiach i tylko wtedy, gdy rozpatruje zagadnienie, czym jest życie w ogóle, nie zaś w istocie swej natury. Na czym polega istota natury życia – pytanie pozostające bez odpowiedzi.

Tyle się o życiu mówi, pisze, głosi, rozpacza, kiedy gaśnie, niepokoi, gdy dolega. Zdaje się, że tak dużo się wie o życiu. Chodzimy w nim, obracamy się, poznajemy świat przez życie, bierzemy udział w życiu. Tak wiele szczegółów doszło do naszej wiadomości. Najważniejsza rzecz – uczestniczymy w życiu do czasu i właściwie tak uczestniczymy jak zegarmistrz, który na podstawie znajomości mechanizmu zegarowego, chciałby zabierać rzeczowy głos na temat natury czasu.

Tak wartko płynie życie, że doprawdy zapomniano przeanalizować, czym ono jest. Niedorzeczność powstaje stąd, że człowiek podtrzymuje to życie, stara się je zachować, widzi jego narodziny u innych i śmierć życia również u innych – bez możności określenia natury tego zdarzenia.

Tymczasem z fizyki wiemy, że istnieje świat materii, który jest niewyobrażalny. Kwantowy. Ponieważ rachunek kwantowomechaniczny jest abstrakcyjny bez odzierania postrzegania z detali zewnętrznych, wobec tego nie możemy sobie świata kwantowego przedstawić. Jest on możliwy tylko do opisania formalnego, czyli matematycznego. Jeśli tak się sprawy przedstawiają, że wszelka materia posiada niewidoczny realizm kwantowy, wobec tego życie w najgłębszych swych rejonach powinno być również skwantowane. Musi więc być na tym poziomie energią.

Pomysł szalony, ale robi wrażenie trafnego uderzenia w sedno sprawy. Mamy spróbować przybliżyć sobie ten niewyobrażalny świat na odległość, która pozwoliłaby jako tako zapoznać się z życiem. Mówiąc prosto – pragniemy poznać kwantowe podstawy stanu ożywienia. Jeśli tutaj się nie przybliżymy do natury życia, to już do niej nie dojdziemy w naszym poznaniu. Trochę zaś gimnastyki mózgu zawsze się przyda”.

Włodzimierz Sedlak

Trudno jest w kilku słowach streścić całe, niezwykle bogate życie księdza profesora. Naukowiec, pedagog, ksiądz, którego teorie, podparte naukowymi dowodami, wywołały niezłe zamieszanie wśród starych, profesorskich wyg. Zajmował się paleontologią, geologią, ewolucjonizmem, by stać się wreszcie twórcą bioelektroniki, nowej dziedziny nauki. Był człowiekiem niezwykłym. Potwierdzą to zapewne wszyscy, którzy mieli okazję poznać Go.

Urodził się w górniczej rodzinie 31 października 1911 roku w Sosnowcu, zmarł w Radomiu 17 lutego 1993 roku. Dzieciństwo spędził w Sosnowcu i Suchedniowie, okres dojrzewania upłynął mu w Skarżysku-Kamiennej. Po maturze wstąpił do Seminarium Duchownego w Sandomierzu w 1930 roku. Po święceniach kapłańskich w 1935 roku został przydzielony do pracy w szkole w Ćmielowie jako prefekt. Pod koniec sierpnia 1939 roku został przeniesiony do Sienna, gdzie mieszkał i pracował jako katecheta do 1948 roku. W Siennie odbudował po wojnie podstawowe szkolnictwo oraz powołał do życia: Szkołę Rzemiosł i Liceum Ogólnokształcące. Liceum istnieje do dzisiaj, a od 1992 roku nosi imię swego założyciela, czyli ks. prof. Włodzimierza Sedlaka.

Mieszkając i pracując w Siennie w roku 1946, W. Sedlak w trzydziestym piątym roku życia podjął studia na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym Uniwersytetu im. Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Do Lublina przez dwa lata dojeżdżał na zajęcia. Od 1948 do 1952 studiował stacjonarnie, a jednocześnie pracował jako katecheta w średnich szkołach Lublina. Na UMCS uzyskał dwa dyplomy magisterskie: w 1949 roku z antropologu i w 1950 roku z pedagogiki. Doktorat w tejże uczelni uzyskał w 1951 roku na podstawie rozprawy pt. „Zmienność organizmu jako podstawa biologiczna zachowania”.

W latach 1952-1959 ks. Sedlak pracował nadal jako prefekt, ale już w Radomiu. Od 1960 roku został zatrudniony w Lublinie na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Na zajęcia dojeżdżał z Radomia. W roku 1966 uzyskał na KUL-u habilitację z biologii teoretycznej, a następnie objął kierownictwo utworzonej przez siebie Katedry Biologii Teoretycznej, jedynej tego typu w Polsce, na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W roku 1974 został profesorem nadzwyczajnym, a w 1980 roku profesorem zwyczajnym. 22 lata pracował jako nauczyciel akademicki, a po przejściu na emeryturę jeszcze przez dziewięć lat był kuratorem Katedry i prowadził zajęcia zlecone.

Droga naukowa ks. W. Sedlaka była bardzo oryginalna. Mimo późnego startu, doszedł on do wyników dzięki wytężonej pracy, cierpliwości, uporowi w dążeniu do poznawania nieznanego w przyrodzie, całkowicie własnych inwestycji finansowych oraz wysiłkowi włożonemu w kształcenie siebie. Cechowała go olbrzymia zdolność do kojarzenia rzeczy trudnych i nikomu nie znanych. Jego pole działalności było szerokie. Był kapłanem, a w tym prefektem, kaznodzieją, rekolekcjonistą. Był badaczem interdyscyplinarnym o spojrzeniu syntetyka. Ks. prof. objął swym zasięgiem kilka dyscyplin, takich jak: geologia i paleontologia Gór Świętokrzyskich, pochodzenie życia, paleobiochemia, paleobiofizyka i bioelektronika, czyli elektromagnetyczna teoria życia.

Od 1960 roku Włodzimierz Sedlak opublikował ponad 180 artykułów i kilkanaście książek z dziedzin, którymi się zajmował. Do jednego z pierwszych jego zainteresowań należy krzem. Podał teorię o ewolucyjnej roli krzemu w rozwoju protobiologicznych układów, czyli wczesnych form życia. W sformułowaniu jej W. Sedlak oparł się na prastarej ewolucji zaznaczonej antagonistycznym zestawem Si-Ca. Z tej tematyki ukazały się trzy pozycje: „Rola krzemu w ewolucji biochemicznej życia” (1967), „U źródeł nowej nauki. Paleobiochemia” (1973) i „Kierunek – początek życia” (1985). Profesor napisał również scenariusz do filmu pod tytułem „Krzem – pierwiastek młodości”. Dlaczego krzem został określony jako pierwiastek młodości? Ponieważ młode organizmy zawierają więcej krzemu niż starsze, a w miarę upływu lat poziom krzemu spada, a wzrasta poziom wapnia. Pojawiają się wówczas procesy miażdżycowe – skleroza, czyli zaznacza się starzenie organizmu.

Ks. W. Sedlak związał się z Górami Świętokrzyskimi bardzo wcześnie. Jednym z pierwszych odkryć dokonanych w tych górach przez niego był piryt na Łysej Górze (1957). Podał również wyjaśnienie powstania charakterystycznych powierzchni kwarcytowych, spotykanych w Górach Świętokrzyskich, tzw. „powierzchni deszczowych” – takie powierzchnie są wynikiem trawienia glino-krzemianowego podłoża przez pewne gatunki bakterii, glonów i grzybów. W latach pięćdziesiątych prowadził poszukiwania żelaza ze starożytnego wytopu, z tzw. dymarek i w 1959 roku ks. prof. Sedlak znalazł pierwsze kawałki stali. W Łysogórach odkrył fyllit (warstwowa substancja węglista) w mułowcach. Fyllit jest uznanym powszechnie dowodem śladów życia z prekambru. Profesor prowadził również badania narośli rakowatych na drzewach. W warstwach kwarcytowych odkrył faunę meduzowatych oraz przedstawiciela praślimaka.

Jednym z największych odkryć w kwarcytach świętokrzyskich było znalezienie przez Sedlaka w 1969 r. nieznanej dotychczas na świecie fauny liczącej ponad 550 min lat (kambr domy), zaliczonej przez niego do nowego rzędu Corallicyathida (koralicjatydy, archeocjaty – tak popularnie nazywał Sedlak odkrytą faunę). Znaczenie tego odkrycia było bardzo duże, obaliło bowiem dotychczasowe opinie, że warstwy kwarcytowe są pozbawione skamieniałości, czyli że są „martwe”. Również w tych samych warstwach odkrył wiele okazów glonów też z kambru. Ta fauna i rośliny są bardzo dużych wymiarów i bardzo dobrze zachowane. W. Sedlak przebadał gołoborza kwarcytowe i 20 wychodni, wydobył około 10000 skamieniałych dokumentów. W Muzeum Przyrodniczo-Leśnym Świętokrzyskiego Parku Narodowego na Św. Krzyżu znajduje się wiele eksponatów fauny i flory kambryjskiej podarowanej przez ks. Sedlaka. Odkrytą faunę przedstawił na Międzynarodowym Sympozjum Korali Kopalnych w Paryżu w 1975 roku, a w 1979 roku zreferował kopalne glony megaskopowe na Międzynarodowym Sympozjum Korali Kopalnych w Warszawie.

Święty Krzyż dla ks. prof. Sedlaka to nie tylko letni poligon naukowy, ale również odpoczynek. Profesor ukochał swoje góry, nazywał je „Ziemią obiecaną”, „Ziemią Świętą”. Czerpał natchnienie i siłę z nich. One dopingowały go do wytrwałości, do cierpliwości w dążeniu do wyczuwalnych tylko intuicyjnie celów. Te góry tylko jego dopuściły do tak bliskiej zażyłości, tylko on był godny stawić im czoła, a właściwie współpracować z nimi. Znał doskonale nie tylko historię klasztoru i Muzeum Przyrodniczego na Św. Krzyżu, historię kultury materialnej i wojenną przeszłość tego terenu, ale przede wszystkim budowę geologiczną całych Gór Świętokrzyskich, jak i wiele ciekawostek przyrodniczych związanych z puszczą jodłową, gołoborzami, tajnikami ostępów leśnych. Tu znał każdą piędź ziemi.

W. Sedlak znany jest najbardziej z bioelektroniki, nad którą rozpoczął pracę w roku 1967. Do 1993 roku, do chwili śmierci, Profesor rozpracowywał i popularyzował bioelektronikę, napisał na ten temat ponad sto artykułów i kilka książek. Według bioelektroniki reakcje chemiczne i procesy elektroniczne w organicznych półprzewodnikach są związane zależnościami kwantowo-mechanicznymi, co można przedstawić na modelu posiadającym dwie komplementarne, czyli nierozdzielne i jednakowo ważne strony – chemiczną i elektroniczną.

Formułując elektromagnetyczną teorię życia, W. Sedlak zszedł piętro niżej w organizacji życia, czyli minął poziom chemiczny, na którym stała dotychczas biologia, i sięgnął poziomu kwantowego. Stwierdził, że na tym poziomie zachodzą wszystkie procesy życiowe dzięki kwantowo-mechanicznym sprzężeniom reakcji chemicznych z procesami elektronicznymi w półprzewodnikowym środowisku jakim są np. białka. Takie sprzężenie przejawia się emisją światła. Na tym poziomie wymiana informacji staje się zrozumiała tak w samym organizmie, jak i między organizmem a środowiskiem zewnętrznym.

Z chwilą przyjęcia bioelektroniki należy inaczej spojrzeć na biologię, dogłębniej, a tym samym na medycynę, która jest bardzo ważna dla człowieka. „Kwantowe podłoże stwarza możliwości ruszenia natury życia omijanej dotąd przez niewiedzę” (W. Sedlak, „Człowiek i Góry Świętokrzyskie”).

Do publikacji z bioelektroniki należą:

„Bioelektronika” (1979),

„Bioelektronika – środowisko i człowiek” (1980),

„Homo electronicus” (1980),

„Na początku było jednak światło” (1985),

„Postępy fizyki życia” (1984),

„Wykłady o bioelektronice” (1987),

„Wprowadzenie w bioelektronikę” (1988),

„Mała monografia bioelektroniki”.

„Bioelektronika dla wszystkich” (2000).

Do bardzo ważnych publikacji zaliczają się również następujące pozycje ks. W. Sedlaka: „Życie jest światłem” (1985), „Inną drogą” (1988), „Technologia Ewangelii” (1989), „W pogoni za nieznanym” (1990), „Człowiek i Góry Świętokrzyskie” (1993, 2001), „Zagubiony Bóg” (1996), „Teologia Światła, czyli sięganie Nieskończoności” (1997)

http://www.sm.fki.pl/Sedlak/x_sedlak.php?nr=1

Myślę że to wystarczy :) zainteresowani znajdą więcej idąc tym tropem,kogoś kogo to nie interesuje nie ma sensu zanudzać.

Pozdrawiam!

Jak upośledza nas nowoczesność/NoWO szczeznąć czyli o po(d)stępie technologicznym i postępującej (nie)mocy umysłu

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 16 Listopad 2012

  część 3 – zebrał i opracował Mezamir Snowid

„Czym jest tulpa?

W tym momencie nie jest  jeszcze to w pełni jasne i biorąc pod uwagę naturę problemu prawdopodobnie nie prędko będzie.

Na tą chwilę najlepszą definicją tego pojęcia, najlepiej oddającą podejście grupy od której się o tym dowiedziałem, jest ten tekst:

Uważa się, że tulpa to niezależna świadomość egzystująca również w postaci halucynacji, samoistnie nakładającej się na postrzegane otoczenie, której wygląd zazwyczaj możesz w sporej mierze sam wybrać. Tulpa jest zupełnie świadoma i kontroluje swoje opinie, uczucia i ruchy.

Mówiąc wprost, tulpa to dodatkowa świadomość w naszej psychice.

Nie prawdziwa lecz „symulowana” i ożywiona przez podświadomość.

Faktycznie nie jest drugą świadomością,

jest tylko konstruktem psychiki jej twórcy.

Ale zważywszy na fakt, że postrzegamy ją jako drugą osobę, możemy ją w takich kategoriach rozpatrywać.

I tak też możemy się śmiało do niej odnosić.

Czym tulpa nie jest?

Przy okazji rozmowy na temat tulpy, często pojawiają się tezy jakoby owo zjawisko było zaburzeniem tożsamości szerzej znanym jako rozdwojenie jaźni lub nawet wymuszoną na samym sobie schizofrenią. Najczęściej padają one ze strony osób nie do końca rozumiejących naturę tego fenomenu. Świadomie wytworzona tulpa w żaden sposób nie może być traktowana jako stan patologiczny. Ponieważ o ile sama sprawia wrażenie niezależnej i żyjącej własnym życiem, jej wpływ na nosiciela jest w zupełności przez niego kontrolowany. Tulpa niema większego wpływu na twórcę niż jakakolwiek inna osoba z jego otoczenia. Oczywiście może przekonywać swojego twórcę do pewnych, nawet negatywnych, zachowań ale nie będzie mieć większego wpływu na końcową decyzję niż ktokolwiek inny z jego otocznia. W ostateczności decyzja należy do naszej świadomości, nie świadomości tulpy.

Jeśli chodzi o zarzut rozdwojenia jaźni to faktycznie przy tulpie mamy do czynienia z mnogą osobowością, jednak do potocznie rozumianego rozdwojenia jaźni brak tu paru kluczowych elementów. Przede wszystkim to zjawisko niema charakteru dysocjacyjnego. Tulpę tworzymy z własnej, nieprzymuszonej woli. Nie zaś, jak mam to miejsce w przypadku rozdwojenia jaźni i innych zaburzeń dysocjacyjnych, na wskutek traumy lub nieświadomym celem wyparcia jakiegoś wspomnienia. Brak też przemiennego charakteru zjawiska. Tulpa egzystuje z nami równolegle, obok nas. Nie powoduje przejściowych stanów nieświadomości hosta w których ten nie kontroluje swoich poczynań. Nie ma więc powodów aby porównywać tulpę do rozdwojenia jaźni.

Nie ma to także nic wspólnego z wymuszaniem na sobie schizofrenii. We wspomnianym wyżej tekście Dane słusznie zauważa, że nie można wywołać u siebie choroby z którą trzeba się urodzić.

Dusza jest najważniejsza.

Kluczowym elementem całego zjawiska jest niezależność od twórcy i własna wola jaką tulpa uzyskuję w skutek autosugestii i procesu narracji. Bez tego podstawowego czynnika mieli byśmy do czynienia z pospolitym zmyślonym przyjacielem, martwą marionetką jaką często bawią się dzieci, bądź też z serwitorem, mniej pospolitym aczkolwiek nieciekawym w obliczu tulpy. O ile zmyślony przyjaciel wymaga ciągłej uwagi swego twórcy i nie potrafi podjąć samodzielnie żadnego działania, zaś serwitor jest pozbawioną duszy maszyną wykonującą tylko z góry zadane czynności (tu mogę się mylić, nie jestem ekspertem). To tulpa postrzegana jest przez jej twórcę dokładnie tak samo jak każda inna osoba. Zarówno pod względem bodźców jakimi zasila zmysły jak i jakości interakcji z twórcą.

Kiedy już doprowadzimy naszą tulpę do stanu w którym uzyska świadomość nie trzeba ciągle skupiać na niej swej uwagi, sama kręci się za nami i dotrzymuje nam towarzystwa. Wrażenie niezależności jest tak silne, że zaczynamy postrzegać tulpam jak osobną osobę. Jako przyjazny głos dobiegający z wnętrza głowy, lub z zewnątrz ze strony halucynacji jaką sobie serwujemy.

Dążenie do świadomości.

W jaki sposób tulpa staje się świadoma i samodzielna? Jest to w ogromnej mierze skutek naszej autosugestii. Poprzez odpowiednie odnoszenie się do naszej tulpy tworzymy pewien rodzaj afirmacji który sprawia, że z czasem nasza podświadomość zaczyna traktować stworzoną przez nasz postać jako osobny byt. Prawdopodobnie właśnie to zjawisko napędza cały fenomen.

Afirmacja ta polega na traktowaniu naszego „zmyślonego przyjaciela” jak kolejnej osoby, a także na wystrzeganiu się okazywania przed naszą nieświadomą częścią psychiki, że możemy wpływać na akcje tulpy. Mówiąc do niej nie mówimy za nią, nigdy nie odpowiadamy jej ustami na nasze pytania. Jeśli milczy, a przez pierwsze tygodnie tak będzie, pozostawmy te pytania bez odpowiedzi. Jeśli chcemy aby gdzieś się udała nie ciągniemy jej tam, nie wyobrażamy sobie jej kroków i ruchów. Prosimy ją o to i czekajmy aż sama tam pójdzie. Jak wyżej, z początku po prostu nie zareaguje ale z czasem się poruszy. Z czasem usłyszymy „z tyłu głowy” głos który zaskoczy nas odpowiedzią jakiej byśmy się nie spodziewali. W końcu tulpa wyryje na naszej psychice swoje własne obwody i będzie żyć własnym życiem.

Osobowość i zachowania.

Spora część twórców tulp zaczyna proces tworzenia od rozrysowania jej charakteru za pomocą skomplikowanych wykresów pełnych cech osobowości i upodobań. Ja osobiście starałem się znaleźć swoją metodę na ten etap. Opisałem swoją tulę na czymś w rodzaju czarnych skrzynek odpowiedzialnych za poszczególne aspekty jej życia. Z kolei zaś niektórzy, jak na przykład Irish_ który napisał kilka przewodników na temat kreacji tulpy, w ogóle nie pracują nad osobowością. Zamiast tego stosują inne, bardziej „pasywne” metody. Irish_ na przykład pozwolił swojej tulpie wejść do swoistej biblioteki wypełnionej jego wspomnieniami i  z zawartych tam informacji, jak i z jego codziennego życia, czerpać wiedzę.

Postrzegana forma fizyczna.

Ten obraz przypomina tulpę we wczesnym stadium kreacji. Pozbawioną szczegółu i niewyraźną. Grafika autorstwa Houseofleaves. houseofleaves.deviantart.com

Tulpę nakładającą swoją prezencję na otaczający nas świat, kręcącą się za nami postać, będziemy w stanie w pełni postrzegać dopiero po żmudnym procesie kreacji i nakładania. Ale kiedy już do tego dotrwamy, będzie dla nas jak prawdziwa. Dosłownie. Wielu ludziom którzy po raz pierwszy słyszą o tulpie wydaje się, że jej aparycja ma formę transparentną, zbliżoną do zjawy czy ducha. Nie jest to prawdą. Tulpa jawi się jako konsystentna, wyczuwalna, nieprzeźroczysta postać. Forma idealnie udająca fizyczny obiekt.

Jak będzie wyglądać? To w ogromnej mierze może zależeć od nas. Samodzielnie tworzymy jej wizerunek siedząc godzinami w skupieniu i zaprzęgając naszą wyobraźnię do tworzenia dla niej ciała. Zaczynamy wizualizację od najbardziej elementarnej bryły będącej jej sylwetką i rzeźbimy dalej, aż po najdrobniejsze szczegóły. Jak najbardziej może to być człowiek, najlepiej jakaś postać w całości stworzona przez nas, od podstaw. Jednak wizerunek człowieka wcale nie jest obligatoryjny. Tulpa może także być spersonifikowanym zwierzęciem, przedmiotem, dziwnym stworem, pokemonem czy zużytą oponą. To jak zobrazujemy sobie tulpę to tylko kwestia naszej inwencji, ograniczanej wyłącznie wyobraźnią. Miło było by jednak gdyby było to coś sensownego. Tulpa to żywa, czująca istota i prawdopodobnie nie będzie zadowolona będąc zjechanym ogumieniem.

Proces tworzenia wizerunku wygląda następująco: Najpierw siadamy i zamykamy oczy. Staramy się oczyma naszej wyobraźni zobaczyć pożądaną postać i dopracować ją w najmniejszym szczególe. W pewnym momencie możemy spotkać się z sytuacją w której coś stanie się samo. Na przykład jakiś szczegół jej wyglądu zmieni się bez naszej woli. I bardzo dobrze! Świadczy o pierwszych przebłyskach świadomości tulpy i pod żadnym względem nie powinniśmy z tym walczyć.

Co ciekawe, wizerunek tulpy to coś co tworzymy tylko dla własnej potrzeby, dla ułatwienia interakcji i wzmocnienia wrażenia obecności innej osoby. Samym zaś rdzeniem tulpy jest jej „dusza” wyryta w podświadomym umyśle hosta. Jest więc możliwe stworzenie tulpy bez żadnego konkretnego ciała, a następnie wspólne z nią zadecydowanie jak ma wyglądać. Prawdę powiedziawszy sporo osób wybiera tą ścieżkę.

Jakie są możliwości tulpy?

Co tulpa może a czego nie? Często pojawia się całą masa pytań dotyczących zakresu jej możliwości. Czy potrafi wykonywać jakieś niestworzone cuda z liczbami? Co widzi? Czy może przesuwać przedmioty? Trudno było by odpowiedzieć na wszystkie dziwne pytanie jakie zdarzyło mi się słyszeć odnośnie tego fenomenu. Najłatwiej będzie wyjaśnić po prostu na jakich zasadach działą taka istota. To z reguły rozwiewa wiele wątpliwości.

Interakcja tulpy z otoczeniem realizowany jest jedynie i wyłącznie za pomocą naszych organów zmysłów. I to powinno być oczywiste, że nie widzi, nie słyszy ani nie czuje nic, czego my nie postrzegamy. Niemniej jednak tulpa egzystuje nie w przestrzeni rzeczywistej a w jej hologramie tworzonym przez nasz umysł. Tym samym z którego korzystamy na co dzień na przykład myśląc o tym co mamy za plecami. Więc jeśli wykonamy na tulpie doświadczenie z kartami, to znaczy będziemy pokazywać jej losowe karty których oznaczenia nie znamy i tylko ona będzie je widzieć, a następnie zapytamy ją o ich zawartość. To bardzo możliwe, że tulpa powie nam co jest na kartach, ale nie będą to prawdziwe informacje. Prawdopodobnie będzie po prostu zmyślać. Jeśli jednak tulpa sama zajrzy na przykład do szuflady której zawartość doskonale znamy, będzie ona mieć wrażenia, że widzi coś czego my nie widzimy. Z kolei jeśli w międzyczasie jakaś inna osoba wprowadzi zmiany w zawartości szuflady, to tulpa nie będzie posiadała żadnych informacji o tych zmianach i co oczywiste, nie zauważy ich.

Jak powyżej, tulpa może wpływać na otoczenie tylko i wyłącznie za pośrednictwem naszych organów ruchu. To nie jest tak dobrze znana i opracowana dziedzina jak postrzeganie tulpy. Ludzie którzy zgodzili się na eksperymenty z oddaniem tulpie kontroli nad własnym ciałem są dopiero w trakcie ich tworzenia, więc przyjdzie jeszcze trochę poczekać na jakieś konkretnie wnioski. Jednak domniema się, że jeśli tulpa miała by wpływać na swoje otoczenie, to prawdopodobnie działało by to na następującej zasadzanie: Najpierw tulpa modyfikuje otoczenie za pomocą ciała jej twórcy, na przykład przewracając szklankę ręką hosta, a następnie nadpisuje wspomnienia jej hosta wspomnieniami tulpy przewracającej szklankę samodzielnie.

Wiele pytań dotyczy też potencjalnych zagrożeń związanych z posiadaniem tulpy. Tutaj wszelkie wątpliwości rozwiązuje kilka prostych faktów. Po pierwsze tulpa jest jak druga osoba i jest świadoma tego, że jest naszą tulpa. Wie, że jej egzystencja zależy wyłącznie od naszej woli. Prawdę powiedziawszy, jeśli będziemy ją traktować z szacunkiem to nawet nie będzie miała powodu żeby coś knuć za naszymi plecami. Po pewnym etapie kreacji posiada także pełen dostęp do naszej podświadomości, przez to cechuje ją silna empatia wobec jej twórcy. No i chyba najważniejsze jest to, że dosłownie żywi się naszym zainteresowaniem. Nie to żeby była jakaś zachłanna i ciągle wymagała naszej uwagi, nigdy nie spotkałem się z taką opinią. Potrzeba jej jedynie kilku minut rozmowy dziennie, samego faktu jej zauważania i zwracania uwagi na nią od czasu do czasu. Wobec tego jeśli zaczniemy ignorować tulpę ta zacznie powoli blednąć i z czasem zniknie z naszego życia na stałe. Można znaleźć wiarygodne zeznania mówiące, że zajmuje to około miesiąca. Jednak ja nie jestem sobie w stanie wyobrazić dlaczego ktoś miał by to robić.

Czy to w ogóle możliwe?

Jedynym sposobem żeby przekonać się o tym jest stworzenie własnej tulpy. Toteż ja w tym momencie jestem już po około osiemdziesięciu godzinach medytacji i miałem już pierwsze przejawy świadomości ze strony tulpy.

Nie chcę jednak mówić z całą pewnością, że coś takiego jak tulpa jest możliwe, przynajmniej do momentu aż będę w stanie z nią swobodnie rozmawiać. Normalnie po sześćdziesięciu godzinach inne osoby potrafiły już uzyskać mówiącą tulpę, ale jako że ja podążałem swoimi ścieżkami i starałem obejść się bez przewodników, popełniłem kilka błędów związanych z papugowaniem i niedostatecznym opracowaniem osobowości tulpy.

Niemniej jednak jestem dość pozytywnie nastawiony do całego fenomenu. Na mój prosty rozum nie widzę żadnych przeszkód. Istnieje coś takiego jak rozdwojenie jaźni, więc wiemy, że dwie osobowości mogą okupować jeden umysł. Jeśli chodzi o widzenie tulpy nałożonej na otaczającą nasz rzeczywistość, powiem tak: Każdy z nas ma omamy, choćby w momencie kiedy zasypia. Czy to wzrokowe, czy tylko słuchowe. Wiec nie trudno mi wyobrazić sobie świadome rozwinięcie tego zjawiska do poziomu zakładanego przy fenomenie tulpy. Potrafimy modyfikować swoją podświadomość za pomocą afirmacji, mantr, medytacji czy choćby prostej nauki. Jak na przykład pisanie na klawiaturze komputera, kiedy to pewną czynność związaną z wciskaniem klawiszy powtarzamy tak długo i skrupulatnie, aż wyryje się w naszej podświadomości. Nie musimy więcej myśleć o klawiszach, przelewamy myśli prosto na ekran. Tak samo dzieje się z widzeniem tulpy, kiedy na początku skupiamy się aby zobaczyć ją hasającą po okolicy a z czasem rolę tę przejmuje nasza podświadomość i psychika tworzy hologram tulpy bezwiednie, bez naszej ingerencji w ten proces.

Wszystkie niezbędne elementy są już dawno poznanie i uchodzą za wiarygodnie fakty naukowe. Teraz potrzeba nam tylko znaleźć wystarczającą ilość wiarygodnych i chętnych osób do wskrzeszenia własnej tulpy aby ten fenomen przestał uchodzić za tybetańską magię a stał się uznawanym faktem”.

www.tulpa.pl

Wiedza to moc, stadko wierzące jest bardziej plastyczne od wiedzącego.

Wiernymi łatwiej jest manipulować.

Ciekawość jest pierwszym stopniem do wiedzy ale nie w religiach abrahamowych u nich ciekawość to pierwszy stopień do piekła,wiedza to zło.

“Skup się na świetle i miłości zamiast na lęku, ponieważ przyciągasz do siebie to, na czym się koncentrujesz. Jesteś wolny, gdy nie ma w tobie lęku.”

“Utrzymuj intencję widzenia tylko miłości – a tylko ją zobaczysz”.

“Dobro najwyższe jest jak woda, wszystkim jednakowo sprzyja I bez szmeru podąża w miejsca przez człowieka wzgardzone.” Lao Tse

Religijność polega na wpychaniu w pułapkę dogmatów, na zmuszaniu do życia cudzym życiem życiu poglądami “nieomylnego magisterium”.

Pobożność i pacierze to ściana hałasu cudzych opinii tworzona po to by zagłuszyć nasz własny wewnętrzny głos.

“Prawdziwy świat istnieje poza naszymi myślami oraz pojęciami; postrzegamy go poprzez sieć własnych pragnień jako podzielony na przyjemność i ból, na to, co właściwe i niewłaściwe, wewnętrzne i zewnętrzne. Aby ujrzeć wszechświat takim, jakim jest, musisz wyjść poza tę sieć. Nie jest to trudne, gdyż sieć jest pełna dziur” Szri Nisargadatta

“Kiedy zrozumiesz, że nazwy i kształty są pustymi skorupami bez żadnej zawartości, a to, co rzeczywiste nie ma nazwy ani kształtu, bo jest czystą energią życia i światłem świadomości, będziesz odczuwał spokój, pogrążony w głębokiej ciszy rzeczywistości. ” Śri Nisargadatta Maharaj

“Nie trzeba żadnych świątyń, nie trzeba skomplikowanej filozofii. Nasz mózg i nasze serce są naszą świątynią; moją filozofią jest dobroć”. Dalajlama

Siła Umysłu

Źródło mocy

Źródło mocy jest narzędziem,sposobem postępowania, który może pobudzać w nas energię i mądrość służące uzdrawianiu.

Każdy może zdać się na wizję boga zgodny z ich własnymi wierzeniami.

Źródłem mocy może być każda pozytywna forma, natura, esencja lub siła – Słońce, Księżyc, przestrzeń, woda, rzeka, ocean, powietrze, ogień, drzewo

kwiat, człowiek,zwierzę, światło, dźwięk, zapach, smak – każdy aspekt energii, który jest dla kogoś inspirujący i leczniczy.

Formy duchowych istot (takich jak Budda,Kriszna czy Bogini Matka)

jako że ucieleśniają i wyrażają ostateczny spokój oraz radość uniwersalnej prawdy są skuteczniejsze aniżeli zwykłe formy.

Jednak najlepszym źródłem mocy będzie to z którym sami czujemy się najlepiej.

Kiedy zdecydujemy się na dane źródło mocy, poświęćmy wiele dni na rozmyślania nad nim i ustanowienie więzi z jego energią, nim zaczniemy medytować.

Później, kiedy wykonujemy już ćwiczenia lecznicze powinniśmy poprzez wizualizację, doświadczanie i ufność odnowić związek z jego energią.

Jeśli wyobrażenie określonego źródła mocy powoduje napięcie, poczucie ograniczenia i stres, znaczy to, że mimo iż jest to święty obiekt,

podchodzimy do niego z umysłem pełnym przywiązania, pomieszania i lgnięcia do „Ja”.

Nie złagodzi to naszych problemów.

Z drugiej strony, nawet gdy znaleźliśmy coś, z czym się dobrze czujemy, możemy to zmienić w zależności od własnych potrzeb i etapu duchowego lub emocjonalnego rozwoju.

Kiedy kontaktujemy się ze źródłem mocy, powinniśmy odczuwać i przyjmować spokój i energię, jakiej nam udziela.

Przy właściwym nastawieniu każdy obiekt może zyskać wielką moc.

Paltrül Rinpocze opowiada taką oto historię:
   Pewna kobieta o wielkim religijnym oddaniu poprosiła swojego syna, który często podróżował do Indii w interesach, by przywiózł jej święty przedmiot z kraju Buddy.

Syn zapomniał o prośbie matki. Przypomniał sobie dopiero, gdy był blisko domu.

Wziął więc ząb martwego psa, owinął go w brokat i jedwab i wręczył matce, mówiąc:

„Matko, przywiozłem ząb Buddy, byś mogła składać mu hołd”.

Przez resztę swojego życia matka wielbiła psi ząb z pełnym oddaniem i ufnością, tak jakby był on prawdziwym zębem Buddy.

Wokół zęba pojawiły się cudowne znaki, a w chwili śmierci kobiety, na znak głębokiego uduchowienia, wokół jej ciała pojawiło się tęczowe światło.
Niektórzy ludzie mogą myśleć, że są zbyt świadomi, by polegać na wizerunku, który miałby im pomóc.

Mogą odnosić wrażenie, że wyobrażenie czy wizualizacja są czymś „zmyślonym”, czymś, co znajduje się poza nimi; otóż wręcz przeciwnie,

wykorzystanie wyobraźni faktycznie pomaga wydobyć niewykorzystane siły, które już posiadamy.

Nie ma większego znaczenia, jaką formę czy wyobrażenie obierzemy sobie za źródło mocy, ponieważ tak naprawdę nawiązujemy kontakt z naszą wewnętrzną mądrością.

 

Raraszek/Kania Ruda/Karuda/Garuda/Feniks/Fenghuang/Żarptak-Źródło Mocy

To, co istotne, to zaufanie i bycie otwartym na ową mądrość – celebrowanie prawdziwej natury wszechświata.

Pielęgnując źródło mocy, rozluźniamy ciasne, sztywne postawy i uczucia, które stwarzają nam wiele problemów

a rozwijamy pozytywny, otwarty na uzdrowienie umysł.

 

„Umysł jest jak spadochron, działa gdy jest otwarty”-Frank Zappa

„Jeśli źródło mocy, kiedy je wizualizujemy, sprowadza na nas ciepło, spokój i siłę, znaczy to, że możemy używać jego mocy do uzdrawiania swoich emocjonalnych psychicznych i duchowych problemów oraz do rozwijania siły umysłu.

Kali Daman

Syrenka/Nagini/Żmij na księdze rachunkowej Starej Warszawy z 1659

„Obok medytacji na źródło mocy możemy także użyć wizualizacji różnych przejawień ziemi, powietrza, wody,

przestrzeni czy światła, jako sposobu sprowadzania błogosławieństwa i leczniczych energii na nas samych.

W celu stabilizacji i wzmocnienia możemy na przykład widzieć i odczuwać moc ziemi.

Powietrze może oczyszczać i inspirować. Ogień może ogrzewać, przekształcać, uszlachetniać i dawać moc.

Jeśli zaś dany problem wydaje się wymagać schłodzenia naszych emocji, możemy wyobrażać sobie kojącą, oczyszczającą moc wody.

   Spośród wszystkich tych żywiołów światło jest środkiem najbardziej witalnym

Wizualizacja światła

„Zawsze, gdy przywołujemy światło lub jakiś inny środek uzdrawiający,

powinniśmy sobie wyobrażać jego wizerunek czy obecność,

by odczuć jego pozytywne właściwości i uwierzyć w jego lecznicze moce.

Bądźmy twórczy w wyobrażaniu sobie światła w sposób, który na nas oddziałuje.

W miarę praktyki spostrzeżemy, że nasza zdolność do medytowania na światło pogłębia się i umacnia.

Możemy uznać za pomocne wyobrażanie sobie światła, które spada na nas niczym deszcz, zalewa i przenika swoim ciepłem umysł i ciało, sprowadzając otwartość i odprężenie na wszystko, z czym się stykamy.

Możemy też wyobrażać sobie światło, które przybywa z naszego źródła mocy.

Przypuśćmy, że przyjmuje ono formę tęczowych promieni.

Odczujmy, że całkowicie wypełnia nasz umysł i ciało, niosąc ukojenie, spokój i zdrowie,

że w okamgnieniu ogrzewa i uzdrawia chore miejsca czy rozpuszcza je w światło i spokój.

Każda cząstka ciała aż do najdrobniejszej komórki naturalnie wypełnia się światłem.

Wyobraźmy sobie, że nasze ciało przekształca się w ciało świetliste albo – jeśli wolimy – w jaśniejący, ciepły płomień.

Czasami możemy odczuwać potrzebę emocjonalnego bezpieczeństwa i schronienia.

Wówczas dobrze jest wyobrażać sobie wokół siebie światło w postaci aury, namiotu bądź jakby ochronnej skorupy jaja.

Tego rodzaju wyobrażenia powinny sprawić, że poczujemy się rozluźnieni i otwarci, całkowicie bezpieczni.

Jeśli jesteśmy spięci, zamknięci lub odcięci i odizolowani od świata i innych ludzi,

to spróbujmy wprowadzić więcej przestrzeni w tę medytację albo po prostu zrelaksujmy się i zajmujmy czymś innym.

Medytacje na światło mogą służyć rozwiązywaniu specyficznych problemów lub też pomagać ogólnie, sprawiając,

że poczujemy się bardziej otwarci i swobodni. Kiedy medytujemy, możemy wyobrażać sobie,

że światło rozchodzi się poza nasze ciało i promieniuje w przestrzeni bez końca.

Możemy też obserwować, jak cały świat jest przez nie dotykany,

zalewany i przekształca się w czyste i spokojne światło. Jeśli medytujemy na światło w otwarty sposób, pojmujemy,

że jest ono nieskończone, bez ograniczeń czasu i przestrzeni.

W zależności od własnych potrzeb, możemy widzieć lecznicze światło w różnych formach.

Jeśli dokucza nam emocja, która wydaje się być umiejscowiona w jakimś określonym obszarze,

jak np. w klatce piersiowej czy w gardle, możemy w leczniczy i troskliwy sposób przyłożyć do tego miejsca swoją dłoń.

Dzięki samemu delikatnemu dotykaniu, głaskaniu czy masowaniu takiego miejsca przy jednoczesnym zrelaksowanym oddychaniu, złagodzimy swój problem. Prócz tego możemy wizualizować wielobarwne lecznicze światło wypływające z naszej własnej dłoni. Współczesny mistyk chrześcijański, Omraam Mikhaël Aivanhov, radzi:
   Kiedy bardzo cierpisz, poproś o pomoc światło.

Wyobraź sobie, że z twoich palców emanują promienie światła we wszystkich kolorach. Skieruj je na bolące miejsce.

Wkrótce odczujesz, jak ból stopniowo ustępuje.
U niektórych ludzi medytacja na światło powoduje wrażenie nadmiernego unoszenia się czy płynięcia. Jeśli nam się to przydarzy, ugruntujmy się przez wyobrażanie sobie, że chociaż lecznicze światło jest czyste, przejrzyste i wszechobecne, jego niezmienna i nieporuszona natura sprawia, iż odczuwamy je jako ciężkie”. -Tulku Thondup

 

„Po raz pierwszy naukowcom udało się zawiązać światło na supeł. Sukces ten jest osiągnięciem fizyków skupionych wokół Marka Dennisa z Bristol University.

Nowe badanie jest fizycznym zastosowaniem teorii węzłów. Według naukowców promienie światła udało się zawiązać w węzeł,

oddziałując na promieniowanie wyjściowe za pomocą specjalnie opracowanych hologramów”.

Źródło: http://www.focus.pl/newsy/zobacz/publikacje/wezel-ze-swiatla/

fala

widmo

 

spektrum

Budzenie leczniczej energii

„Każdy z nas ma znacznie więcej, niż by mu się wydawało, fizycznej i duchowej świetlistej energii.

Możemy obudzić tę energię, by wykorzystać ją w medytacji i w życiu codziennym.

Ostatecznie energia i światło są tym samym. Aby poprawić swoje samopoczucie, mentalne czy fizyczne, możemy wydobyć i spotęgować swoją wewnętrzną energię, światło i mądrość.

By obudzić tę moc, medytujmy na swoje ciało jako źródło ogromnej energii.

Usiądźmy gdzieś wygodnie, w cieple, z zamkniętymi lub na wpół otwartymi oczami.

Oddychajmy naturalnie i spokojnie. Powoli wyobrażajmy sobie,

jak zadziwiające i niezwykłe jest nasze ciało z jego skórą, kośćmi,

mięśniami, nerwami i organami oraz bilionem komórek wszelkiego rodzaju, niezbędnych do zaistnienia cudu życia.

Możemy wyobrażać sobie to wszystko z naukową dokładnością, choć nie jest ona konieczna.

Kluczem do leczniczej mocy tej medytacji jest wykorzystanie wszelkich wyobrażeń,

które pomagają odczuć i uwierzyć, że nasze ciało jest siedzibą energii i nieograniczonej zdolności leczenia.

Dużym ułatwieniem może być wizualizowanie na początek pojedynczej komórki swojego ciała, wejście w tę komórkę oraz zobaczenie i odczucie jej cudownej witalności. Wyobrażajmy sobie jej bezmiar – może być wielka jak cały świat.

Pomocą może być również wprowadzenie w tę kontemplację pewnych właściwości żywiołu ziemi,

powietrza, ognia i wody – takich jak np. urodzajność czy siła ziemi lub oczyszczająca przejrzystość powietrza.

Możemy także doceniać bogactwo i piękno komórki, wyobrażając sobie muzykę czy jakiś spokojny dźwięk bądź dotykając i odczuwając ją jako żywą lub tętniącą mocą.

Po pewnym czasie, który poświęcimy jednej, dwóm czy trzem komórkom, stopniowo poszerzajmy swoją medytację aż do momentu, w którym odczujemy bezmiar własnego ciała, jego niezwykłą siłę i zdolność uzdrawiania.

Wyobraźmy sobie, że znajdujemy się w pięknym, wspaniałym i niezmiernie bogatym miejscu.

Następnie cofnijmy się i zobaczmy jedną lub kilka komórek, jak promieniują światłem.

Starajmy się czuć ciepło światła.

Świętujmy to spokojne, wspaniałe świetliste miejsce, np. poprzez ponowne wyobrażenie sobie przepięknej muzyki czy dźwięku. Poszerzmy swoją medytację, by objąć nią całe ciało jarzące się, a nawet płonące zdrowiem i ciepłem.

Następnie wyobraźmy sobie i odczujmy, że wszelka ciemność, zimno, ból, napięcie, smutek czy dysharmonia w ciele i umyśle zostają uleczone przez światło, uczucie spokoju i uroczystą atmosferę.

Wszystkie komórki są żywe we wspólnocie ciepła i błogości. Lecznicza energia i światło miliarda komórek,

jak promienie miliarda słońc, wypełniają nasze ciało.

Wciąż powracajmy do tego uczucia, spoczywając i pławiąc się w nim.

Na koniec możemy wyobrażać sobie, że światło i energia wytryskują z naszego ciała niczym świetlisty ogień świętojański z ciemności. Promienie emanują z nas w formie aury – ochronnego kręgu leczniczej energii.

Energia ta rozprzestrzenia się, dociera do innych ludzi i miejsc, wypełniając ich światłem i spokojem.

Po jakimś czasie, jeśli nabierzemy doświadczenia w medytacji, energia ta może rozprzestrzenić się na cały wszechświat.

Bez względu na rodzaj kontemplacji, kończmy ją relaksacją oraz poczuciem jedności ze swoimi uczuciami.

Innym ćwiczeniem budzącym leczniczą energię będzie wizualizowanie siebie w postaci bóstwa,

takiego jak Budda lub inna cudowna istota. Wyobraźmy sobie boskość i doskonałą mądrość wewnątrz siebie,

wzywajmy tę mądrość do ujawnienia się w formie energii i siły.

 

Lecznicze światło i energia w życiu codziennym

Świadomość światła i energii możemy wcielać w każdą dziedzinę swojego życia. Może ona nadać mu uzdrawiający wymiar.

Dobrą praktyką dla każdego, bez względu na temperament bądź biegłość w medytacji,

jest docenienie naturalnego światła – światła słonecznego i subtelnych zmian jego natężenia w ciągu dnia i w różnych porach roku,

pięknych zachodów słońca, świateł księżyca i gwiazd, łagodnej poświaty pochmurnego nieba.

Możemy też pielęgnować, bodaj konceptualnie, świadomość czystego światła absolutnego w zwyczajnym świecie.

Kiedy wpadamy w tok codziennych zajęć, świadomość uniwersalnego światła może przysparzać nam sił i wiary.

Kiedy więc siedzimy, nie siedźmy jak kawałek skały. Siedźmy swobodnie, ale czujnie, z uczuciem, że świętujemy światło i energię, jakbyśmy byli płomieniem świecy która je emituje.

Kiedy myślimy, nie myślmy z pomieszanym, pożądliwym ani nienawistnym umysłem.

Bądźmy świadomi, że światło umysłu może inspirować przejrzystość otwartości i spokoju.

Kiedy rozmawiamy, mówmy głosem, który nie jest ani ostry, ani słaby.

Jak światło i energia, nasz głos może być mocny, czysty i kojący.

Kiedy chodzimy, nie chodźmy jak kukiełka z mięsa, nerwów i kości, pociągana w różnych kierunkach przez sznurki fascynacji czy pragnień.

Jeśli odczuwamy obecność leczniczego światła i energii, to możemy poruszać się w sposób, który je celebruje.

Zamiast ociężale przemieszczać się tu i tam, dzięki świadomości światła możemy obdarzyć swoje ruchy energią i gracją.

Korzystajmy z rozpierającej nas życiowej energii i rozluźnijmy swoje ciało w prostej, zrelaksowanej postawie.

Oddychajmy swobodnie i pozwólmy energii promieniować. Bez przesadnych ruchów odczuwajmy brak skrępowania ciężarem zmartwień.

Niczym astronauta spacerujący po księżycu poczujmy subtelną, ale radosną sprężystość swoich kroków,.

Kiedy dotykamy, nie dotykajmy przedmiotów jak robot sięgający po narzędzie.

Róbmy to tak, jakby energia emanowała z naszej dłoni, dotykając obiektu,

który sam jest źródłem światła.

Światło nie znajduje się tylko w nas, ale wszędzie wokół.

Nawet jeśli absolutne światło jedności istnieje poza koncepcjami czy wyobrażeniami, możemy na względnym poziomie

odczuwać czy wyobrażać je sobie jako subtelnie widoczne w powietrzu wokół nas, w naszym zwyczajnym otoczeniu.

Każdy nasz ruch i myśl może łączyć nas ze światem światła. Nawet poruszenie palcem może być radością, świętem oraz grą światła i energii.

Podobnie jak w przypadku medytacji na światło, bycie świadomym światła w życiu codziennym

może niekiedy przejawiać się niepokojem czy uczuciem unoszenia się.

Powinniśmy wówczas wyobrażać sobie, że światło w całym naszym ciele albo tylko w stopach jest ciężkie.

Odczuwajmy, że ciało nie może się unieść i że nasze stopy mocno stąpają po solidnym gruncie.

Powinniśmy rozpoznać, czy dane ćwiczenie odpowiada naszej osobowości i możliwościom.

Niektórzy mogą mieć trudności z utrzymaniem kontaktu z własnymi prawdziwymi uczuciami.

Możemy nie być przygotowani na tego rodzaju praktykę życia codziennego.

Jeśli czujemy się spięci i zamknięci, znaczy to, że wykonujemy ją w niewłaściwy sposób.

Jeśli natomiast czujemy się roztargnieni czy nadmiernie pobudzeni,

zwróćmy się ku bardziej wyciszającej praktyce czy po prostu zajmijmy się czymś innym.

Adepci medytacji często pytają, czy dane ćwiczenie lecznicze jest dla nich odpowiednie albo czy wykonują je we właściwy sposób.

Uczucie odprężenia i otwartości powinno być naszym przewodnikiem. Świadczy ono o tym, że praktyka przebiega prawidłowo.

Utrzymywanie świadomości światła jest jednym ze sposobów wzbudzania leczniczej energii. Istnieje wiele innych metod.

Aktywność fizyczna wprowadza doskonałą równowagę w nasze życie i aktywizuje energię.

Piesze wycieczki, wykonywanie ćwiczeń hatha jogi lub innych, taniec i śpiew – wszystko to celebruje życie i niesie zdrowie”.-Tulku Thondup

Chciałbym przy okazji polecić kilka książek które nawiązują do tematu i sądzę że warto je przeczytać.

„To udowodnione naukowo: Ci którzy czytają, lepiej radzą sobie w życiu”

AKTYWUJ PEŁNĄ MOC MÓZGU, Dr David Perlmutter , Dr Alberto Villoldo

http://www.talizman.pl/pdf/01001773.pdf

Rozdział 1. Neurobiologia oświecenia ……………………….. 29

Rozdział 2. Potężny umysł …………………………………………. 41

Rozdział 3. Ewolucja mózgu i umysłu ……………………….. 57

Rozdział 4. Mitochondria i żeńska siła życiowa …………. 69

Rozdział 5. Sieci nerwowe i nawyki umysłu……………….. 83

Rozdział 6. Jak stres szkodzi mózgowi ……………………….. 99

Rozdział 7. Dar neuroplastyczności …………………………… 115

Rozdział 8. Neurogeneza: tworzenie nowych

komórek mózgowych ………………………………. 133

Rozdział 9. Trzy stany, których nie chcesz mieć …………. 153

Rozdział 10. Nowoczesne terapie wspomagające produkcję energii …………………………………….. 167

Rozdział 11. Dar szamana ……………………………………………. 191

Rozdział 12. Przygotowanie swojego mózgu

do oświecenia ………………………………………….. 203

Rozdział 13. Ćwiczenia szamańskie……………………………… 217

Rozdział 14. Program aktywacji mocy swojego mózgu … 247

Rozdział 15. Poszukiwanie swojej duszy………………………. 271

Uzdrawiająca Moc Umysłu-Tulku Thondup

http://www.gandalf.com.pl/b/uzdrawiajaca-moc-umyslu-B/

UZDRAWIAJĄCE MEDYTACJE

http://www.gandalf.com.pl/b/uzdrawiajace-medytacje-buddyjskie/

BIOLOGIA PRZEKONAŃ – Lipton Bruce

 

MÓZG BUDDY – Dr Rick Hanson i Dr Richard Mendius

http://www.talizman.pl/pdf/01001787.pdf

Rozdział pierwszy: Samoprzekształcający się mózg …… 25

Część pierwsza: Przyczyny cierpienia …………………….. 43

Rozdział drugi: Ewolucja cierpienia ………………………… 45

Rozdział trzeci: Pierwsza i druga strzała  …………………. 75

Część druga: Szczęście  ……………………………………….. 93

Rozdział czwarty: Wchłanianie dobra ……………………… 95

Rozdział piąty: Studzenie płomieni ………………………… 109

Rozdział szósty: Niewzruszone intencje…………………… 129

Rozdział siódmy: Bezstronność ……………………………… 143

Część trzecia: Miłość  ………………………………………….155

Rozdział ósmy: Dwa wilki w sercu …………………………. 157

Rozdział dziewiąty: Współczucie i asertywność ………… 175

Rozdział dziesiąty: Bezgraniczna dobroć …………………. 199

Część czwarta: Mądrość  ………………………………………219

Rozdział jedenasty: Fundamenty uważności …………….. 221

Rozdział dwunasty: Błoga koncentracja …………………… 237

Rozdział trzynasty: Rozluźnienie ego ……………………… 253

Aneks: Neurochemia w żywieniu – Jan Hanson, L.Ac.  .. 279

 

Boska matryca – Braden Gregg

http://tajemnica.wordpress.com/2012/07/01/gregg-braden-boska-matryca-recenzja/

Ajurweda. Tajemnice medycyny holistycznej

„Twoje ciało jest jak żywa świątynia. Pełna sił witalnych, tętniących w każdej komórce, i energii, płynącej w żyłach.

By mogło Ci służyć i być silne jak skała, musi być przede wszystkim zdrowe. Bycie zdrowym to Twój naturalny stan.

To coś więcej niż tylko brak choroby lub ułomności – zdrowie to pełny fizyczny, psychiczny i społeczny dobrobyt.

To także poczucie radości, spełnienia oraz świadomości pozostawania w harmonii z otaczającym Cię światem.

Otwórz oczy i wpuść do swojej świątyni światło, jakim jest Ajurweda.

Ten starożytny system lecznictwa indyjskiego zawiera medyczną i metafizyczną wiedzę o zdrowym życiu.

Pomoże Ci on poprawić Twoje fizyczne, psychiczne i duchowe samopoczucie. To jeden z niewielu systemów medycyny niekonwencjonalnej wykorzystujących chirurgię.

Oto przełomowa książka – pierwsza, w której Deepak Chopra zaprezentował nowe spojrzenie na kwestię zdrowia, zaburzeń energii oraz leczniczej siły umysłu.

Dr Chopra jest najwybitniejszym rzecznikiem Ajurwedy.

Z prawdziwą wprawą łączy zdobycze medycyny Wschodu i Zachodu, prezentując jasną,

bogatą wizję drogi prowadzącej do idealnego zdrowia – drogę do harmonii umysłu, ciała oraz ducha.

Słynny hinduski aforyzm głosi, że „Ajurweda służy nieśmiertelności”.

Przekonaj się, że ta uzdrawiająca siła tkwi w utrzymaniu harmonii w kwestii jedzenia, zachowania, rytmów biologicznych, środowiska i myśli.”

http://sensus.pl/ksiazki/ajurweda-tajemnice-medycyny-holistycznej-deepak-chopra,ajurwe.htm

Na koniec Franz Bardon i jego system.

„W niniejszym dziale przedstawione są pełnowymiarowe dzieła z zakresu hermetyzmu i systemu magicznego Bardona.

Kybalion

stanowi doskonałe przedstawienie filozofii hermetycznej i prawdziwej natury Wszechświata.

Opierając się na ciekawych przykładach przedstawia zawiłości i prostotę egzystencji.

Wtajemniczenie do Hermetyzmu

jest pierwszą i podstawową książką całego systemu magii hermetycznej

stworzonego przez Franza Bardona.

Ta jedna książka jest warta miliony innych.

ROZDZIAŁ I

FILOZOFIA HERMETYCZNA

„Usta mądrości są zamknięte dla wszystkiego z wyjątkiem uszu zrozumienia” – Kybalion.

Ze starożytnego Egiptu pochodzą fundamentalne, ezoteryczne i okultystyczne nauki,

które tak silnie wpływały na filozofie wszystkich ras, nacji i ludzi przez kilka tysięcy lat.

Egipt, dom Piramid i Sfinksa, był miejscem narodzin ukrytej mądrości i nauk mistycznych.

Wszystkie narody czerpały z jego sekretnej doktryny. Indie, Persja, Chaldea, Medea, Chiny, Japonia,

Asyria, starożytna Grecja i Rzym oraz inne starożytne kraje brały wolny udział w paradzie wiedzy,

którą hierofanci i mistrzowie kraju Isis udostępnili tak swobodnie dla tych, którzy przybyli gotowi na udział w wielkim zgromadzeniu mistycznej i okultystycznej nauki, którą wielkie umysły tego starożytnego lądu zebrały razem.

Nawet do dzisiaj używamy terminu ‚hermetyczny’ w sensie ‚sekretny’, ‚szczelnie zamknięty’ itp.

- a jest to spowodowane tym, że naśladowcy Hermesa zawsze obserwowali zasadę tajemnicy w tych naukach.

Nie wierzyli w „rzucanie pereł pomiędzy świnie”, lecz raczej trzymali się zasady

„mleko dla dziecka; sztuka mięsa dla mężczyzny” – obie te maksymy zawarte są w chrześcijańskich tekstach,

lecz obie były też używane przez Egipcjan na wieki przed erą chrześcijaństwa.

I właśnie ta polisa bezpiecznego szerzenia prawdy zawsze charakteryzuje hermetyzm, nawet dzisiaj.

Nauki hermetyczne można odnaleźć w wielu krainach, pomiędzy wieloma religiami,

lecz nigdy nie są one identyfikowane z konkretnym krajem ani z konkretną grupą religijną.

Jest tak z powodu ostrzeżenia starożytnych nauczycieli zabraniającemu sekretnej doktrynie ukształtować się w wyznanie. Mądrość tego ostrzeżenia jest oczywista dla wszystkich znawców historii.

Starożytny okultyzm Indii i Persji zdegenerował się i w dużej części został utracony przez fakt, że nauczyciele stali się kapłanami, więc teologia została wymieszana z filozofią, co zaowocowało tym, że okultyzm Indii i Persji stopniowo ginął pośród mas przesądów religijnych, kultów, wierzeń i ‚bóstw’.

Tak samo stało się ze starożytną Grecją i Rzymem. To samo dotyczy nauk hermetycznych u gnostyków i wczesnych chrześcijan, które zostały zagubione w czasach Konstantyna

którego żelazna ręka pokryła filozofię narzutą teologii, przez co Kościół chrześcijański utracił to

co było jego podstawową esencją i duchem.

„Tam, gdzie kierują się kroki Mistrza, otwierają się uszy gotowe na jego Naukę” – Kybalion.

„Kiedy uszy ucznia gotowe są słuchać, pojawiają się usta, aby wypełnić je Mądrością” – Kybalion.

„Praw Prawdy jest siedem; ten, kto je zna, rozumiejąc, posiada Magiczny Klucz, pod którego dotykiem wszystkie Drzwi Świątyni stają otworem” – Kybalion.

Siedem praw hermetycznych, na których oparta jest cała filozofia hermetyczna, to:

I. PRAWO MENTALIZMU

II. PRAWO ZGODNOŚCI

III. PRAWO WIBRACJI

IV. PRAWO BIEGUNOWOŚCI

V. PRAWO RYTMU

VI. PRAWO PRZYCZYNY I SKUTKU

VII. PRAWO RODZAJU

Te siedem praw zostanie omówionych i wytłumaczonych w kolejnych lekcjach.

Jednakże krótkie wytłumaczenie każdego z nich może być podane już w tym miejscu.

I. Prawo mentalizmu

„WSZYSTKO jest UMYSŁEM; Wszechświat jest Mentalny” – Kybalion.

To prawo obejmuje prawdę, że „wszystko jest Umysłem”.

To tłumaczy, że WSZYSTKO (co jest substancjalną rzeczywistością leżącą u podstaw wszelkich zewnętrznych manifestacji i zajść, które znamy pod określeniami:

„materialny wszechświat”, „zjawisko życia”, „materia”, „energia” i w skrócie wszystko,

co jest widoczne dla naszych materialnych zmysłów) jest DUCHEM, który sam w sobie jest

NIEPOZNAWALNY, NIEDEFINIOWALNY, lecz którego można uważać za UNIWERSALNY,

NIESKOŃCZONY, ŻYJĄCY UMYSŁ.

To również tłumaczy, że cały świat zjawisk czy Wszechświat jest jedynie mentalnym wytworem WSZYSTKIEGO, przedmiotem Praw rzeczy stworzonych, a także to, że Wszechświat, jako całość i jako pojedyncze jego części

lub jednostki, zawiera swoją egzystencję w Umyśle WSZYSTKIEGO,

w którym „żyjemy, poruszamy się i posiadamy swoje istnienie”.

To prawo, poprzez ustanowienie mentalnej natury Wszechświata,

z łatwością tłumaczy wszystkie najróżniejsze mentalne i psychiczne zjawiska,

które zajmują tak dużą część publicznej uwagi, a które, bez takiego wytłumaczenia,

są niezrozumiałe i zaprzeczają naukowemu podejściu.

Rozumienie tego wielkiego hermetycznego prawa mentalizmu umożliwia osobie pełne uchwycenie praw mentalnego Wszechświata i na zastosowanie tego samego do swojego istnienia i rozwoju.

Uczeń hermetyzmu jest w stanie inteligentnie stosować wielkie mentalne prawa, zamiast używać ich w sposób czysto przypadkowy.

Posiadając uniwersalny klucz, uczeń jest w stanie otworzyć wiele drzwi mentalnej i psychicznej świątyni wiedzy

i wejść weń swobodnie i rozważnie. Ta zasada wyjaśnia prawdziwą naturę „energii”, „mocy” i „materii”,

jak również to, w jaki sposób i dlaczego one wszystkie podlegają władzy umysłu.

Jeden ze starych mistrzów hermetyzmu napisał wieki temu:

„Ten, kto uchwyci prawdę mentalnej natury Wszechświata, jest bardzo zaawansowany na drodze do perfekcji”.

I te słowa są dzisiaj tak samo prawdziwe jak w dniu, kiedy je po raz pierwszy zapisano.

Bez tego uniwersalnego klucza, perfekcja jest niemożliwa, a uczeń na próżno puka do wielu drzwi Świątyni.

II. Prawo zgodności

„Tak jak na górze, tak i na dole; tak jak na dole, tak i na górze” – Kybalion.

To prawo obejmuje prawdę, iż zawsze istnieje zgodność pomiędzy prawami i zjawiskami na różnych płaszczyznach istnienia i życia. Stary hermetyczny aksjomat brzmi: „tak jak na górze, tak i na dole; tak jak na dole, tak i na górze”. A uchwycenie tego prawa daje możliwości rozwiązania wielu mrocznych paradoksów i ukrytych sekretów natury. Istnieją płaszczyzny wykraczające poza naszą wiedzę, lecz kiedy zastosujemy do nich prawo zgodności, to będziemy w stanie rozumieć wiele z tego, co inaczej pozostawałoby dla nas nieznanym. To prawo ma uniwersalne zastosowanie i manifestację, na różnych płaszczyznach materialnego, mentalnego i duchowego Wszechświata – to jest prawo uniwersalne. Starożytni hermetycy uważali to prawo za jedno z najważniejszych mentalnych narzędzi, dzięki którym człowiek był w stanie odsuwać na bok przeszkody, które zasłaniały widok na nieznane. Jego użycie zrywa nawet zasłonę Isis do tego stopnia, że można uchwycić mgnienie twarzy bogini. Tak samo jak znajomość zasad geometrii pozwala człowiekowi na mierzenie odległych słońc i ich ruchów, nie ruszając się z obserwatorium, tak samo znajomość prawa zgodności pozwala człowiekowi inteligentnie wnioskować – od tego, co znane, do tego, co nieznane. Studiując monadę, rozumie on archanioła.

III. Prawo wibracji

„Nic nie spoczywa; wszystko jest w ruchu; wszystko wibruje” – Kybalion.

To prawo obejmuje prawdę, iż „wszystko jest w ruchu”, „wszystko wibruje”, „nic nie spoczywa” – są to fakty,

które współczesna nauka potwierdza i nowe naukowe odkrycia tego dowodzą.

A jednak to hermetyczne prawo zostało określone tysiące lat temu przez mistrzów starożytnego Egiptu.

To prawo tłumaczy różnice pomiędzy różnymi manifestacjami materii, energii, umysłu, a nawet Ducha,

które są głównie rezultatem zmieniającego się natężenia wibracji. Od WSZYSTKIEGO,

które jest czystym duchem,w dół do najgęstszej formy materii,

wszystko jest wibracją – im wyższa wibracja, tym wyższa pozycja na skali.

Wibracja Ducha przebiega z taką nieskończoną częstotliwością i tak gwałtownie,

że praktycznie jest on w spoczynku – tak samo jak szybko kręcące się koło wygląda jakby stało w bezruchu.

Natomiast na drugim końcu skali istnieją duże formy materii,

których wibracje są tak niskie, że zdają się być w spoczynku.

Pomiędzy tymi ekstremami istnieją miliony milionów różnych stopni wibracji.

Od cząstek elementarnych i elektronów, atomów i molekuł,

do światów i wszechświatów, wszystko jest w ruchu wibracyjnym.

Dotyczy to również płaszczyzn energii i mocy (które są niczym innym jak różnymi stopniami wibracji),

a także płaszczyzn mentalnych (których stan zależy od wibracji), a nawet płaszczyzn duchowych.

Rozumienie tego prawa, przy odpowiednich formułach, pozwala uczniom hermetyzmu kontrolować ich własne mentalne wibracje tak samo jak i wibracje innych. Mistrzowie również stosują to prawo do władania nad zjawiskami przyrody w różny sposób. „Ten, kto rozumie prawo wibracji, uchwycił berło władzy” – mawiał jeden ze starych pisarzy.

Eugeniusz Fajdysz „Karma a Urazy Psychiczne”.

„Spróbujmy przede wszystkim poznać kosmogonię starych tradycji
którą ilustruje między innymi hinduska tantra oraz taoizm.
Założenia ich teorii okazały się zdumiewająco zbieżne z najnowszymi odkryciami naukowymi.
Według filozofii tantry ewolucja kosmosu przebiega w etapach
i podlega działaniu 36 podstawowych zasad kosmicznych, zwanych tattwami.
Decydują one o funkcjonowaniu naszego wszechświata.
Rozwój rozpoczyna się od najsubtelniejszych aspektów rzeczywistości – informacyjnych
natomiast ukształtowanie gęstego świata zwartej materii dokonuje się na końcu.
Pierwotnie wszystko było jedną całością, która podzieliła się na wiele części
dając bogactwo różnorodnych istot żywych i obiektów nieożywionych.
To, że wywodzimy się z pierwotnej jedności, jest dla Europejczyka(judeochrześcijanina) myślą niezwykłą.
W tradycji hinduskiej istnieje diagram medytacyjny – Śri jantra, na którym zobrazowano cały proces ewolucji
kosmosu.
Ruch ze środka ku peryferiom odpowiada ewolucji, od peryferii do środka – inwolucji.

Śrijantra ilustruje jednocześnie indywidualny rozwój człowieka, jako że w ujęciu tantrycznym makrokosmos
(wszechświat) i mikrokosmos (człowiek) są względem siebie analogiczne.
Ułożone promieniście warstwy Śri jantry
odpowiadają różnym czakrom, punkt centralny (bindu) – sahasrarze
a kwadrat swastyki otaczający Śri jantrę – muladharze.

„Proces ewolucji wszechświata prowadzący do powstania indywidualnego „ja” i ciała fizycznego
rozpoczyna się w punkcie, w którym wszystko skupione jest w jednej całości (centrum Śri jantry).
Punkt ten odpowiada niezróżnicowanemu stanowi kosmosu, w którym nie istnieje jeszcze dualizm
lecz jedno Wyższe Ja – zasada twórczości przenikającej cały wszechświat
Paramasiwa złączony w jedną całość z aspektem żeńskim, potencjalną energią tworzenia – Siakti.
Ową wyższa forma świadomości jest niczym nie ograniczoną wolnością i siłą
stojącą ponad i poza wszelkim działaniem, ani męską, ani żeńską.
Pierwotny stan wyższy określany jest także jako mahabindu i porównywany do nasienia
z którego wyrasta drzewo (nasz wszechświat).
Często w pracach naukowych jako axis mundi Słowian
podaje się Drzewo Kosmiczne z niebem (Rajem/Wyrajem) ulokowanym w jego koronie
i krainą umarłych (Nawie) w korzeniach .
Motyw ten byłby podobny do znanego z mitologii skandynawskiej wielkiego jesionu Yggdrasila.
Jest nim też święta góra (Góra Kosmiczna) stanowiąca religijny środek świata lub symbolizujący ją kamień
a także Droga Mleczna jako przejście do zaświatów.
Z mitem o axis mundi wiąże się także rozumienie nieba jako wielkiego klepiska lub młyna
obracającego się wokół Gwiazdy Polarnej.

O tym, jak Krabat w czarnym młynie nauczył się młynarstwa i czarodziejskich sztuczek.
O tym, jak Krabat przemienił się w wołu i został sprzedany na zwierzęcym targu.
O tym, jak Krabat swojemu królowi dżdżownice i żaby podał na stół zamiast uczty.
O tym, jak Krabat wyczarował pułk żołnierzy z ziarnek owsa.
O tym, jak Krabat zniósł poddaństwo
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/131465/mistrz-krabat-dobry-luzycki-czarodziej
„W folklorze Słowian zachodnich za oś tej konstrukcji uznawany jest słup biegnący od wspomnianej gwiazdy.
Podobnie jak nasienie zawiera w sobie przyszłe drzewo (choć oko człowieka nie dostrzega drzewa w fazie nasienia),tak mahabindu zawiera w sobie cały wszechświat”.
Wg Słowian wszechświat wyłonił się z jaja.

Mapa kosmosu.
„Nie chodzi tu bynajmniej o coś podobnego do rysunku
technicznego czy projektu stworzenia makro- i mikrokosmosu, lecz o zarodek
który kiełkując wyrasta na wszechświat.
Nie ma tu więc mowy o Stwórcy działającym jak inżynier, stwarzającym atomy i molekuły, planety i galaktyki.
Centralną ideą taoizmu jest zasada wzrastania.
Współczesna fizyka odkryła tę ideę stosunkowo niedawno i określiła ją jako zasadę samoorganizowania się. Także odkrycia dokonane w dziedzinie termodynamiki systemów nierównowagowych
synergetyki i w innych obszarach nauki, potwierdziły w całej rozciągłości,
że dla wszystkich systemów naturalnych, od cząstek elementarnych po organizmy społeczne, charakterystyczne są właśnie mechanizmy samoorganizacji, „wzrastania”.
Mahabindu potencjalnie zawiera w sobie nie tylko nasz Wszechświat, ale i wiele innych możliwości
które przejawią się w następnych cyklach rozwoju.
Chodzi tu więc o zdumiewające nasienie: nasienie, z którego może wyrosnąć absolutnie wszystko.
Zasada ta, mimo że obecna wszędzie, jest nie przejawiona i utożsamiana w związku z tym z pustką (siunja). Interesujące jest to, że odkrycia fizyki w dziedzinie cząstek elementarnych potwierdziły
iż próżnia fizyczna (pustka) nie jest pustką w potocznym tego słowa znaczeniu
tj. stanem, w którym niczego nie ma.
Przeciwnie, ukryta jest w niej ogromna energia, tyle, że w stanie utajonym( czyli okultystycznym)
Zlanie się, zjednoczenie z mahabindu, zasadą Paramasiwy znajdującą się w centrum Śri jantry
stanowi cel duchowej praktyki najróżniejszych religii i tradycji mistycznych.
Wśród nich znajdują się nie tylko hinduska i tybetańska tantra czy taoizm
lecz także chrześcijańska alchemia duchowa (połączenie z Boskim Androgynem)
mistyczna tradycja Celtów i wiele innych.
Praktyka wymaga od praktykującego przejścia najpierw drogi inwolucji
tj. drogi od peryferiów do centrum – wejścia w mahabindu
doświadczenia boskiego źródła twórczości
zdobycia jedności i wewnętrznej harmonii, a następnie ewolucji
w której praktykujący odtwarza siebie na nowo.
Kolejny etap rozwoju wszechświata następuje
gdy w niezróżnicowanej jedni Paramasiwy dokonuje się pierwotne rozszczepienie
na pierwiastek męski i żeński.
Co prawda nie jest to jeszcze zupełny podział, oba pierwiastki są ze sobą nadal połączone
ale już różnią się między sobą.
Ta faza rozwoju jest w tradycji tantrycznej symbolizowana w postaci mężczyzny i kobiety
złączonych w miłosnym uścisku i patrzących na siebie
ale mających już za sobą doświadczenie ekstazy.
Kolejny etap prowadzi do rozbicia hindu, rozszczepienia na dwie części zasadę męską, Siwatattwę
oraz zasadę żeńską, Siaktitattwę, stanowiące razem zasadę energii, początek ruchu.
Jednak mimo tego rozdzielenia wewnętrzna jedność zasady męskiej i żeńskiej zostaje wciąż zachowana.
Związek Siwy i Siakti rodzi w tym stadium pierwotny dźwięk zapoczątkowujący wibrację energetyczną
która następnie dzieli się na głoski (litery) sanskrytu:
Pierwsza litera „A” odpowiada czystej zasadzie męskiej
litera „H” – czystej zasadzie Siakti.
Każda z pozostałych liter zawiera w sobie obie początkowe zasady
i odzwierciedla energię wibracji wszystkich pierwotnych żywiołów
(eteru, powietrza, ognia, ziemi i wody).
Zgodnie z tantrą, kombinacje tych wibracji ukształtowały cały makro- i mikrokosmos.
Wiedza o związkach wibracji liter sanskrytu z „gęstymi” lub „subtelnymi” obiektami świata fizycznego
leży u podstaw praktycznych metod mantra jogi.
O fizycznych i psychofizjologicznych efektach mantr napisano całe tomy.
Jeszcze raz kolejna teoria tantry, tym razem teoria wibracji subtelnych
okazała się zdumiewająco proroczym wglądem w naturę rzeczy.
Fizyka odkryła mechanikę kwantową i potwierdziła falową naturę materii dopiero w XX w.
a przecież na takim właśnie postrzeganiu świata teoria i praktyka tantry opierała się od tysięcy lat”.

IV. Prawo biegunowości

„Wszystko jest podwójne; wszystko ma swoje bieguny; wszystko tworzy parę ze swoim przeciwieństwem; podobne i niepodobne są tym samym; przeciwieństwa są identyczne w swojej naturze, lecz różne w stopniu; skrajności się spotykają; wszystkie prawdy są jedynie półprawdami; wszystkie paradoksy da się pogodzić” – Kybalion.

To prawo obejmuje prawdę, że „wszystko jest podwójne”, „wszystko ma dwa bieguny”, „wszystko tworzy parę ze swoim przeciwieństwem” – to są stare aksjomaty hermetyczne.

Tłumaczy ono stare paradoksy, które zdumiewały tak wielu, a określone jako: „teza i antyteza są identyczne w swej naturze, lecz różnią się stopniem”; „przeciwieństwa są takie same, różnią się tylko stopniem”; „pary przeciwności da się pogodzić”; „ekstrema się spotykają”; „wszystko jest i nie jest w tym samym czasie”; „prawdy są niczym innym niż półprawdami”; „każda prawda jest półfałszem”

„wszystko ma dwie strony” etc., etc., etc.

Tłumaczy ono, że wszystko ma dwa bieguny czy też przeciwne aspekty i że „przeciwieństwa” tak naprawdę są jedynie dwoma ekstremami tej samej rzeczy z wieloma różnymi stopniami pomiędzy nimi.

Aby to zilustrować: ciepło i zimno, chociaż są „przeciwnościami”, to jednak są tą samą rzeczą, a różnica bierze się tylko ze stopni tej rzeczy. Spójrz na swój termometr i zobacz, czy będziesz w stanie odkryć, gdzie kończy się „ciepło” i zaczyna „zimno”! Nie ma takiej rzeczy jak „absolutne ciepło” czy też „absolutne zimno” – te dwa określenia, „ciepło” i „zimno”, po prostu wskazują różnicę stopni tej samej rzeczy, a „ta sama rzecz”, która manifestuje się jako „ciepło” i „zimno”, jest zaledwie formą, różnorodnością i częstotliwością wibracji.

Tak więc „ciepło” i „zimno” są po prostu „dwoma biegunami” czegoś, co nazywamy „ciepłem”, a zjawiska mu towarzyszące są manifestacją prawa biegunowości. To samo prawo manifestuje się w przypadku „światła” i „ciemności”, które są tą samą rzeczą, a różnica wynika jedynie z różnych stopni pomiędzy dwoma biegunami tego zjawiska. Gdzie kończy się „ciemność”, a zaczyna „światło”?

Jaka jest różnica pomiędzy „dużym” i „małym”? Pomiędzy „twardym” i „miękkim”?

Pomiędzy „białym” i „czarnym”? Pomiędzy „ostrym” i „tępym”? Pomiędzy „głośnym” i „cichym”?

Pomiędzy „wysokim” i „niskim”? Pomiędzy „pozytywnym” i „negatywnym”? Prawo biegunowości tłumaczy te paradoksy i żadne inne prawo nie może go zastąpić. To samo prawo działa na płaszczyźnie mentalnej.

Weźmy radykalny i skrajny przykład: „miłość” i „nienawiść” – dwa stany mentalne

które zdają się być całkiem różne.

A jednak istnieją stopnie nienawiści i stopnie miłości, a na środku używamy terminów „lubić” lub „nie lubić”, które przechodzą w siebie w tak łagodny sposób, że czasami jesteśmy zagubieni, bo nie wiemy, czy „lubimy”, „nie lubimy”, czy „żadne z tych uczuć”.

A wszystko to są jedynie stopnie tej samej rzeczy, co zobaczysz, jeśli pomyślisz nad tym przez chwilę.

I, co więcej (i co jest uważane za dużo ważniejsze przez hermetyków)

możliwa jest zmiana wibracji nienawiści w wibracje miłości w swoim własnym umyśle

i w umysłach innych osób.

Wielu spośród czytających te słowa miało własne doświadczenia niezamierzonego, gwałtownego przejścia z miłości do nienawiści i na odwrót, w swoim własnym przypadku lub też w przypadku innych osób.

Zdasz więc sobie sprawę z możliwości, że zostało to uczynione przez użycie woli, środkami hermetycznych formuł.

„Dobro i zło” są jedynie biegunami tej samej rzeczy i hermetycy rozumieją sztukę transmutacji zła w dobro poprzez zastosowanie prawa biegunowości. W skrócie: „sztuka biegunowości” staje się częścią „mentalnej alchemii”, znanej i praktykowanej przez starożytnych i współczesnych hermetycznych mistrzów.

Rozumienie tego prawa pozwoli osobie na zmianę swojej własnej biegunowości, tak samo jak i biegunowości innych osób, jeśli poświęci ona czas i badania konieczne do opanowania tej sztuki.

V. Prawo rytmu

„Wszystko płynie, na zewnątrz i do środka; wszystko ma swoje pływy; wszystkie rzeczy wznoszą się i upadają; ruch wahadła manifestuje się we wszystkim; miara wychylenia w prawo jest miarą wychylenia w lewo; rytm się kompensuje” – Kybalion.

To prawo obejmuje prawdę, że we wszystkim manifestuje się ruch – wprzód i wstecz, przypływ i odpływ, wysoka fala i niska fala – pomiędzy dwoma biegunami, które istnieją w związku z prawem biegunowości opisywanym przed chwilą. Zawsze istnieje akcja i reakcja, pójście naprzód i wycofanie się, wzniesienie się i zatopienie. Istnieje to w sprawach wszechświata, słońc, światów, ludzi, zwierząt, umysłu, energii i materii. To prawo manifestuje się w powstawaniu i ginięciu światów, w powstaniach i upadkach narodów, w życiu wszystkich rzeczy, i na koniec,

w mentalnych stanach człowieka (i właśnie z tego ostatniego powodu hermetycy uważają rozumienie tego prawa za najważniejsze).

Hermetycy uchwycili to prawo, znajdując jego uniwersalne zastosowanie, i odkryli również pewne środki do pokonania jego działania w nich samych

poprzez użycie odpowiednich formuł i metod.

Stosują oni prawo neutralizacji. Nie mogą anulować prawa ani wstrzymać jego działania, lecz nauczyli się uciekać spod jego działania do pewnego stopnia, który zależy od opanowania tego prawa.

Nauczyli się, jak go UŻYWAĆ, zamiast być PRZEZ NIE UŻYWANYM.

Z tej i z podobnych metod składa się sztuka hermetyków.

Mistrz hermetyki polaryzuje się w punkcie, w którym chce pozostać, i potem neutralizuje rytmiczny ruch wahadła, które inaczej zaniosłoby go do drugiego bieguna.

Wszystkie osoby, które uzyskały jakikolwiek stopień panowania nad sobą, w pewnym stopniu to wykonują, bardziej lub mniej nieświadomie, lecz mistrz robi to świadomie, poprzez użycie swojej woli

i przez to uzyskuje stopień równowagi i stałości mentalnej

który jest prawie niemożliwy do wyobrażenia przez masy, które wędrują wstecz i wprzód jak wahadło.

To prawo razem z prawem biegunowości były dokładnie studiowane przez hermetyków i metody przeciwstawiania się, neutralizowania i UŻYWANIA ich kształtują ważną część mentalnej alchemii hermetycznej.

VI. Prawo przyczyny i skutku

„Każda przyczyna ma swój skutek; każdy skutek ma swoją przyczynę; wszystko dzieję się według Prawa;

przypadek to jedynie nazwa dla nierozpoznanego Prawa; istnieje wiele płaszczyzn przyczynowości, lecz nic nie wymyka się Prawu” – Kybalion.

To prawo obejmuje fakt, iż dla każdego skutku istnieje jego przyczyna, a każda przyczyna ma swój skutek. Tłumaczy ono, że: „wszystko dzieje się według Prawa”, nic nigdy „nie dzieje się samo”, nie ma takiej rzeczy jak przypadek, że chociaż istnieją różne płaszczyzny przyczyny i skutku, wyższe dominują nad niższymi płaszczyznami, to nic nigdy całkowicie nie wymyka się Prawu.

Hermetycy rozumieją sztukę i metody wznoszenia się ponad zwyczajne płaszczyzny przyczyny i skutku, do pewnego stopnia, i poprzez mentalne wzniesienie się na wyższą płaszczyznę stają się czyniącymi zamiast skutkiem. Masy ludzi są prowadzone, posłuszne środowisku – wola i pragnienia innych są silniejsze od nich; dziedziczność, sugestia i inne zewnętrzne przyczyny poruszają nimi jak pionkami na szachownicy życia.

Lecz mistrzowie, wznoszący się na wyższą płaszczyznę, dominują ich nastroje, charaktery

wartości i moce, tak samo jak i kształtują otaczające ich środowisko, i stają się graczami zamiast pionkami.

Pomagają oni PROWADZIĆ GRĘ ŻYCIA, zamiast być prowadzonymi i poruszanymi przez wolę innych oraz przez środowisko.

Oni UŻYWAJĄ tego prawa zamiast być jego narzędziem.

Mistrzowie są posłuszni przyczynie pochodzącej z wyższych płaszczyzn

lecz pomagają RZĄDZIĆ na swojej własnej płaszczyźnie.

W tym stwierdzeniu skondensowane jest bogactwo hermetycznej wiedzy – niech odczyta to ten, komu dane.

VII. Prawo rodzaju

„Rodzaj jest we wszystkim; wszystko ma swoje męskie i żeńskie pierwiastki; rodzaj manifestuje się na wszystkich płaszczyznach” – Kybalion.

To prawo obejmuje prawdę, że istnieje RODZAJ manifestujący się we wszystkim – pierwiastek męski i żeński zawsze działają. Jest to prawdą nie tylko na płaszczyźnie fizycznej, lecz również na mentalnej, i nawet na płaszczyźnie duchowej. Na płaszczyźnie fizycznej to prawo manifestuje się poprzez PŁEĆ, na wyższych płaszczyznach przybiera ono wyższe formy, lecz prawo jest zawsze takie samo. Żadne tworzenie – fizyczne, mentalne czy duchowe – nie jest możliwe bez tej zasady. Zrozumienie jej praw rzuci wiele światła na przedmiot, który zdumiewał umysły ludzi. Prawo rodzaju działa zawsze w kierunku generowania, regenerowania i tworzenia. Wszystko i każda osoba zawiera dwa elementy, czyli pierwiastki czy też to wielkie prawo w sobie. Każdy mężczyzna ma również element kobiecy; każda kobieta zawiera w sobie pierwiastek męski. Aby zrozumieć filozofię mentalnego i duchowego tworzenia, generowania i regenerowania, musisz zrozumieć i badać to hermetyczne prawo. Zawiera ono rozwiązanie wielu tajemnic życia. Ostrzegamy, że to prawo nie ma żadnego odniesienia do wielu płytkich, szkodliwych i deprawujących, wypełnionych pożądaniem teorii, nauk i praktyk nauczanych pod różnymi, dziwacznymi nazwami, które stanowią prostytucję dla wielkiego, naturalnego prawa rodzaju. Takie płytkie odnawiania starożytnych, niesławnych form fallicyzmu rujnują umysł, ciało i duszę, a hermetyczna filozofia zawsze brzmiała nutą ostrzeżenia przeciwko tym zdeprawowanym naukom, które kierują się w stronę pożądania, rozwiązłości i perwersji wobec naturalnych zasad. Jeśli szukasz takich nauk, to musisz iść po nie gdzie indziej – hermetyzm nic takiego dla ciebie nie zawiera. Dla czystego wszystkie rzeczy są czyste; dla prymitywnego wszystkie rzeczy są prymitywne.

Krok I

Magiczne kształcenie ducha

Kontrola myśli, obserwacja myśli, opanowanie myśli

Obserwacja myśli

Usiądź wygodnie w fotelu lub połóż się na kanapie czy łóżku.

Zrelaksuj całe swoje ciało, zamknij oczy i obserwuj bieg swoich myśli.

Na początku zauważysz, że zalewają cię myśli dotyczące spraw życia codziennego, twojej pracy i spraw z nią związanych, czy też dotyczące twoich trosk.

W odniesieniu do tych myśli powinieneś stać się cichym obserwatorem, całkowicie wolnym i niezależnym.

To ćwiczenie może być proste bądź trudne, zależnie od twojej sytuacji i obecnego stanu umysłu.

Kiedy pojawiają się trudności, nie trać biegu myśli i nie trać poczucia siebie, lecz uważnie obserwuj swoje myśli. Nie zasypiaj podczas tego ćwiczenia. Jeśli się zmęczysz, to natychmiast przerwij ćwiczenie i odłóż je na czas, kiedy postanowisz, że nie padniesz ofiarą zmęczenia.

Ludzie z Orientu, np. z Indii, opłukują bądź myją twarz i górną część ciała zimną wodą, aby pozostać czujnym i nie tracić cennego czasu. Aby zapobiec nadmiernemu zmęczeniu i senności możesz przed rozpoczęciem ćwiczenia wziąć kilka głębokich oddechów.

Z czasem uczeń samodzielnie rozwinie te i inne, podobne, metody.

To ćwiczenie kontroli umysłu musi być praktykowane rano i wieczorem, zaczynając od pięciu minut.

Każdego dnia to ćwiczenie powinno być przedłużane o jedną minutę, abyś w ciągu tygodnia był w stanie obserwować i kontrolować swoje własne myśli przez co najmniej dziesięć minut bez najmniejszego rozkojarzenia.

Ten okres czasu jest niezbędny dla przeciętnego człowieka. Jeśli jednak jest on niewystarczający

wówczas możesz go wydłużać, w zależności od własnej zdolności percepcji.

Bądź sumienny we wszystkim; wykonywanie tego ćwiczenia w pośpiechu mija się z celem.

Rozwój każdej osoby jest bardzo indywidualną rzeczą.

Pod żadnym pozorem nie powinieneś przechodzić do następnego ćwiczenia zanim w pełni nie opanujesz obecnego.

Uważny uczeń zauważy, jak bardzo, na początku, oblegany był przez myśli i jak szybko one przepływały, że trudno było mu je wszystkie zapamiętać.

Zauważy on jednak, że w miarę ćwiczenia myśli będą stawały się mniej chaotyczne

i będą stopniowo słabnąć, aż w końcu jedynie kilka myśli będzie wyłaniało się w świadomości

jak gdyby z bardzo daleka.

Musisz poświęcić swoją największą uwagę ćwiczeniu kontroli myśli

gdyż jest ono niezwykle ważne dla magicznego rozwoju – jest to fakt, który później zrozumiesz.

Jeśli opanujesz to ćwiczenie w wystarczającym stopniu

to możemy zająć się następnym ćwiczeniem w rozwoju mentalnym.

Dyscyplina myśli

Nauczyliśmy się kontrolować nasze myśli. Następne ćwiczenie upora się z myślami, które nieustannie, wbrew naszej woli, naprzykrzają się nam, i pozwoli na powstrzymywanie ich przed pojawianiem się w naszych umysłach. Na przykład musimy być w stanie odrzucić od siebie myśli o zadaniach i rozdrażnieniach naszego życia zawodowego, w czasie gdy jesteśmy w domu lub zajmujemy się sprawami prywatnymi.

Musimy unikać wszelkich myśli, które nie dotyczą naszego życia osobistego, i musimy umieć stawać się natychmiast inną osobą. I na odwrót: kiedy jesteśmy w pracy czy w inny sposób wykonujemy naszą profesję, wtedy musimy wszystkie nasze myśli kierować ku pracy i nie pozwalać im na przebywanie w innym miejscu, takim jak nasz dom czy sprawy osobiste.

Należy to praktykować, aż stanie się to nawykiem.

Przede wszystkim musisz przyzwyczaić się do wykonywania wszystkich zadań z pełną, świadomą uwagą, niezależnie od tego, czy dotyczy to twojej profesji, czy życia osobistego, i niezależnie od tego, czy jest to coś poważnego, czy nie. Należy to ćwiczenie wykonywać przez resztę swojego życia, gdyż wyostrza ono ducha oraz wzmacnia świadomość i pamięć.

Gdy osiągniesz już pewną sprawność w praktykowaniu tego ćwiczenia, to możesz przejść do następnego. Wygląda ono następująco: utrzymuj pojedynczą myśl czy ideę przez dłuższy okres czasu, podczas gdy nieugięcie tłumisz wszystkie pozostałe myśli, które próbują się do niej dołączyć.

Do tego celu wybierz jakąkolwiek ideę, bieg myśli, czy też jakąkolwiek inną, odpowiednią koncepcję, wedle własnego uznania. Utrzymuj tę koncepcję całą swoją mocą.

Energicznie odpieraj wszystkie pozostałe myśli, które nie mają nic wspólnego z tą, na której oparłeś ćwiczenie. Na początku będzie udawało ci się to jedynie przez kilka sekund, potem będą już minuty.

Musisz być w stanie utrzymywać pojedynczą myśl i podążać za nią przez co najmniej dziesięć minut.

Opanowanie myśli

Po opanowaniu poprzedniego ćwiczenia, możesz przejść do następnego.

Teraz nauczymy się tworzyć całkowitą pustkę umysłu. Zrelaksuj całe swoje ciało

leżąc wygodnie na sofie bądź łóżku, albo siedząc w wygodnym fotelu. Zamknij oczy.

Energicznie odpieraj wszelkie myśli, które będą cię atakować.

Nie można pozwolić, aby cokolwiek pojawiło się w twoim duchu, czyli umyśle; zachowywana powinna być jedynie całkowita mentalna pustka.

Wtedy utrzymuj ten pusty stan umysłu bez rozkojarzania się i bez zapominania siebie.

Na początku będzie ci się to udawało jedynie na kilka sekund.

Jednakże, poprzez regularne ćwiczenia będzie wychodziło to coraz lepiej.

Kiedy będziesz potrafił utrzymywać ten stan przez pełne dziesięć minut

bez zapominania siebie ani zasypiania, wówczas cel tego ćwiczenia zostanie osiągnięty.

Dokładnie zapisuj w dzienniku magicznym swoje sukcesy, porażki, czas trwania ćwiczeń

przerwania czy przeszkody (szczegóły podane są w rozdziale „Magiczne kształcenie duszy”).

Ten dziennik daje uczniowi środki do badania własnego rozwoju.

Jeżeli uczeń będzie prowadził go sumiennie, pozwoli mu to

na osiągnięcie lepszych rezultatów z następnymi ćwiczeniami.

Przygotuj konkretny plan na jutrzejszy dzień bądź na nadchodzący tydzień i ćwicz samokrytycyzm.

http://franzbardon.pl/ksiazki/index.php

 

Rama Czaraka – Filozofia Wschodu. Okultyzm wschodni. Terapeutyka tajemna.

Siedem pierwiastków człowieka

„Siedem pierwiastków człowieka, jak określa je filozofia jogów w terminologii europejskiej – (zamiast słów sanskryckich) – są następujące:

7. Duch.

6. Rozum Duchowy.

5. Intelekt.

4. Rozum Instynktowy.

3. Prana, czyli Siła Życiowa.

2. Ciało Astralne.

1. Ciało Fizyczne.

Nazwy pierwiastków składowych istoty ludzkiej są rozmaite w różnych szkołach nowej filozofii, które powstały ze wspólnego źródła – filozofii Hindów.

Ustrój człowieka

Człowiek jest istotą bardziej złożoną, niż się zwykle sądzi.

Ma on nie tylko ciało i duszę, ale jest jeszcze Duch, który posiada duszę; ta zaś objawia się w kilku postaciach „przewodników”, przewodniki te bywają różnej gęstości. Różne przewodniki ujawniają się na rozmaitych „płaszczyznach”, czyli „planach”, jak na „planie fizycznym”, „planie astralnym” itd. Wszystko to będzie dalej tłumaczone.

Rzeczywiste „Ja” jest czystym Duchem – iskrą ognia bożego.

Duch ten jest zamknięty niby w kilku powłokach, które mu utrudniają całkowite i swobodne wypowiedzenie się. W miarę tego, jak człowiek dorasta w swym rozwoju, świadomość jego przechodzi z niższych płaszczyzn na wyższe i coraz bardziej poznaje on swą wysoką naturę.

Duch zawiera w sobie wielkie możliwości i w miarę tego, jak się człowiek rozwija, budzą się w nim nowe siły, występują nowe cechy.

Filozofia jogów uczy, że człowiek składa się z siedmiu pierwiastków.

Najwłaściwiej jest określić człowieka w ten sposób, że jego prawdziwa „Jaźń” – to Duch – a niższe pierwiastki to jedynie przejawy Ducha w sferach niższych.

Człowiek może się objawiać na siedmiu płaszczyznach, choć dla większości ludzi naszego czasu, wyższe płaszczyzny są niedostępne. Bądź co bądź każdy człowiek, choćby najmniej rozwinięty, posiada w sobie potencjalnie wszystkie siedem pierwiastków.

Pierwszych pięć planów przeszło wielu, do szóstej płaszczyzny dosięgło niewielu, do siódmej praktycznie nie dotarł nikt z należących do rasy ludzkiej.

Ciało Astralne

Drugi pierwiastek człowieka „Ciało Astralne” nie jest nam znane tak dobrze jak Ciało Fizyczne

choć bardzo ściśle jest z nim połączone – i Ciało Fizyczne stanowi jakby kopię Ciała Astralnego.

Ciało Astralne było znane ludziom od początku czasu i stanowiło źródło wielu przesądów, a to wskutek niedostatecznych wiadomości o jego naturze.

Nazywało się „ciałem eterycznym”, „ciałem fluidycznym”, „sobowtórem” itd. składa się ono z materii nieskończenie subtelniejszej niż ta, z której składa się nasze Ciało Fizyczne,

ale bądź co bądź jest to materia. Dla porównania weźmy wodę. Woda przy temperaturze poniżej zera ma postać lodu, ciała twardego, szorstkiego.

Przy temperaturze powyżej zera,

jest ona cieczą „wodą”; przy dalszym podwyższaniu temperatury woda ulatnia się w postaci „pary”, para jest niewidoczna dla ludzkiego oka, i staje się widoczna dopiero wówczas,

gdy zmiesza się z powietrzem.

Ciało Astralne to oryginał, według którego buduje się Ciało Fizyczne i przy pewnych warunkach może się od niego odłączyć. Rozłączenie obu tych ciał przedstawia znaczną trudność,

ale u tych ludzi, którzy zdołali zapanować nad swoją psychiką

Ciało Astralne może odłączać się od Ciała Fizycznego i od świadomości. Może działać i otrzymywać wrażenia bez pośrednictwa Ciała Fizycznego i jego narządów.

Dalej, Ciało Astralne może też bezpośrednio oddziaływać na wzrok Duchowy jasnowidzących i wówczas zdaje im się, jakoby widzieli i słyszeli Ciało Fizyczne.

Po śmierci człowieka jego Ciało Astralne w dalszym ciągu istnieje i przy pewnych warunkach staje się „widzialne” żywym.

W tych wypadkach „dusza”, tj. grupa wyższych pierwiastków człowieka przebywa w Ciele Astralnym. Ale potem dusza uchodzi z Ciała Astralnego.

Powłoka astralna, pozostawiona przez duszę, nie jest niczym innym, jak bezdusznym trupem,

choć z materii subtelniejszej niż Ciało Fizyczne. Nie ma w niej życia, ani rozumu.

Jest to powłoka i nic więcej.

Takie Ciało Astralne może niekiedy być wywołane mocą gorącego pragnienia bliskich, i wtedy ukazuje się krewnym i znajomym, połączonym ścisłą sympatią ze zmarłym.

O zdarzeniach takich niewątpliwie słyszał prawie każdy z uczniów. Więcej powiemy o Ciele Astralnym i powłoce astralnej w dalszych lekcjach tego kursu.

Dalej będziemy o tym mieli sposobność mówić, rozważając płaszczyznę astralną.

Ciało Astralne jest niewidzialne dla zwykłego oka, ale z łatwością je dostrzega człowiek obdarzony jasnowidzeniem niskiego stopnia.

Przy pewnych warunkach Ciało Astralne osoby żywej może być widziane przez przyjaciół i innych, o ile nastrój osoby i jej przyjaciół jest analogiczny.

Wyrobiony i świadomy okultysta może świadomie wydzielić swoje Ciało Astralne i uczynić je widzialnym; ale taka siła jest rzadka i zdobyć ją można wyłącznie poprzez ćwiczenia. Jasnowidzący „widzą” jak ciało astralne człowieka odłącza się od Ciała Fizycznego, kiedy przybliża się godzina śmierci.

Wydaje się wtedy, że unosi się ono nad Ciałem Fizycznym, jako jego sobowtór, połączony z nim cienką nicią. Kiedy nić pęka, człowiek umiera i dusza odlatuje, uprowadzając Ciało Astralne, które z czasem również ulegnie rozpadnięciu, jak to przedtem stało się z Ciałem Fizycznym.

Zwracamy uwagę na rozmaite przewodniki duszy ludzkiej – na jej siedem pierwiastków – i przechodzimy do najbliższego.

Chcielibyśmy jeszcze powiedzieć o interesującym zjawisku, gdy „Jaźń” (Ego) przechodzi z Ciała Fizycznego w Ciało Astralne i ma to miejsce w czasie snu.

Chcielibyśmy wam powiedzieć, jak człowiek może w czasie snu rozkazać swemu Ciału Astralnemu, aby się o czymkolwiek dowiedziało lub, aby wykonało inne zadanie wówczas,

gdy jego Ciało Fizyczne jest pogrążone we śnie. Ale wszystko to należy do drugiej części naszego wykładu.

Musimy przede wszystkim utrwalić w naszym umyśle siedem pierwiastków, abyście mogli państwo doskonale rozumieć terminy, gdy będziemy się nimi posługiwali.

[c.d.n - część 4]

Jak upośledza nas nowoczesność/NoWO szczeznąć czyli o po(d)stępie technologicznym i postępującej (nie)mocy umysłu

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody by bialczynski on 6 Listopad 2012

  część 2 – zebrał i opracował Mezamir Snowid

„..Fritz Albert Popp stwierdził doświadczalnie, że cząsteczki w komórkach reagują na pewne częstotliwości

i że różny zakres drgań pochodzących od fotonów wywołuje różnorodne częstotliwości w cząsteczkach organizmu.

Fale świetlne odpowiadały też na pytanie w jaki sposób organizm mógł natychmiast zarządzać skomplikowanymi zadaniami

za pomocą różnych części ciała lub robić dwie lub trzy rzeczy na raz.

Te “emisje biofotonów”, jak zaczął to zjawisko nazywać mogą stanowić doskonały system komunikacyjny przekazujący informacje do wielu komórek w całym organizmie. Jednakże powstało pytanie – skąd brały się te emisje.

Popp przy udziale swoich studentów przeprowadzał kolejne eksperymenty.

Wiadomo, że jeśli podziałać na próbki DNA związkiem chemicznym o nazwie bromek etydyny to wciska się on między pary zasad podwójnej helisy i powoduje jej rozwinięcie.

Po zastosowaniu tej substancji mierzono natężenie światła wydzielającego się z próbki.

Popp odkrył,. że im większe było stężenie bromku etydyny, tym większe było natężenie świata ,

im mniej go dodawano tym światło było słabsze. Zaobserwował też,. że DNA mogło wysyłać światło o szerokim zakresie częstotliwości, a niektóre z nich wiązały się z konkretnymi czynnościami.

Jeśli to DNA gromadziło światło , to naturalne było, że w chwili rozwijania helisy emitowało go więcej niż normalnie.

To, a także inne badania przekonały Poppa, że

jednym z najważniejszych magazynów światła i źródłem emisji biofotonów jest DNA …”

Dzialu

– język tybetański: ‚ja’lus tęczowe ciało) – oznaka pełnego urzeczywistnienia w dzogczen.

Emanacja ciała, która widoczna jest wokół szczególnie uduchowionych umierających. Znana powszechnie w buddyzmie.

W skrajnych przypadkach z ciała umierającego pozostają tylko paznokcie i włosy.

W tym czasie wśród zgromadzonych panuje szczególnie podniosła atmosfera.

Jest to widomy znak urzeczywistnienia w tym życiu nauk Oświeconych Buddów

oraz umiejętności kontrolowania żywiołów w trakcie procesu umierania.

Obserwuje się także spadek ciężaru i rozmiarów ciała”.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Dzialu

http://www.sacredtransformation.com/article2.html

Kryształy wewnątrz szyszynki

http://forum.losyziemi.pl/print.php?type=F&thread=246&rowstart=20

Kryształy piezoelektryczne w szyszynce reagują na pole elektromagnetyczne i mogą uwalniać fotony- światło w mózgu.

http://mysteriesofhumanity.blogspot.com/2012/04/szyszynka-naturalny-bio-czujnik.html

„W Indiach symbolem Kundalini jest wąż budzący się z głębokiej drzemki i wznoszący się spiralnym ruchem

z podstawy ludzkiego kręgosłupa wzdłuż siedmiu centrów energetycznych,hormonalnych

położonych w ciele,po drodze oczyszczając i odblokowując każdy z nich.

Przez tysiące lat ten sam wąż był uniwersalnym symbolem mądrości i uzdrawiania.

Niemal każdy faraon jest przedstawiany z wężem wznoszącym się z trzeciego oka na czole.

Wielu współczesnych lekarzy zachodu nosi na fartuchach grecki symbol uzdrawiania

dwa węże wspinające się po lasce.

Chińscy Taoiści czcili węża jako mądre zwierzę,lecz przedstawiali Tao w bardziej abstrakcyjny sposób

poprzez naprzemienny ruch Yin i Yang.

Ważne jest że taoistyczna spirala yin yang zawarta jest w okręgu

podczas gdy tradycyjny indyjski wąż Kundalini wznosi się po spirali pionowo w górę

do czakry korony na czubku głowy.

Różnica symboliczna przekłada się na prawdziwą różnicę w podejściu do medytacji

ukierunkowanej na przebudzenie przepływu tej kosmicznej energii.

Hinduistyczni jogini kładli nacisk na wzniesienie energii Kundalini do poziomu transcendencji

podczas gdy taoistyczni mistrzowie zwracali uwagę na harmonijną cyrkulację tej energii

między czakrami.

Chodziło im o doskonała równowagę między mocami Ying i Yang znajdującymi się w ciele

niż o próbę wyskoczenia poza postać ludzką do boskich stanów.

Taoistom nie wystarczało po prostu wiedzieć że Tao-najwyższy poziom jedności,istnieje.

Ich problemem było jak uzyskać jego doświadczenie w bezpieczny,systematyczny

sprawdzalny i użyteczny sposób.

Nie dało się wznieść świadomości ku Niebiosom bez zakorzenienia jej głeboko w Ziemi.

Ta potrzeba uziemienia wyznaczyła rozwój jogi taoistycznej.

Tai Chi Chuan jest niczym więcej jak jogą w ruchu,zawierającą zastosowania samoobronne i zdrowotne.

Inaczej niż w jodze indyjskiej,stopy nigdy nie opuszczają gruntu zwiększając zakorzenienie

w energii Ziemi i zabezpieczając przed nadmiarem energii Kundalini w głowie.

To właśnie ten nadmiar energii w głowie często prowadzi do iluzji rozwoju duchowego

znanego również jako duchowy egotyzm.

Podobne jest to do intelektualisty który wydatkuje całą swoją energię na tworzenie

konceptualnych rozwiązań problemów tego świata,lecz ignoruje sygnały swojego ciała

płynące ze słabego stanu zdrowia lub finansów.

W podobny sposób Wilhelm Reich kiedyś zarzucał joginom,że często kierują swoje energie

do czakr na głowie,nim jeszcze pozbyli się”zbroi ciała” lub napięcia zawartego w dolnych częściach ciała.

Twierdził ze ich głowy pulsują od wyższej energii dając iluzję kosmicznego spokoju

lecz progres w kierunku pełnej cyrkulacji energii kosmicznej zostaje zablokowany.

System taoistyczny pozbawiony jesttego niebezpieczeństwa ponieważ zaczyna od energii najniższej czakry

potrzeby przetrwania,stopniowo łącząc je z wyższymi energiami które się rozwijają.

Taoiści nie są zwolennikami natychmiastowego i całkowitego porucenia Ego.

W zalezności od jednostki dobra praca i kochająca rodzina mogą stanowić wielkie wsparcie

dla rozwoju duchowego.

Taoiści sa zwolennikami umiarkowania,nie ascetyzmu.

Uczą oni że jeśli dane pragnienie jest destruktywne,naturalnie odpadnie w miarę jak przepływ Chi

wróci do równowagi.

Celem jogi taoistycznej jest sprowadzenie ciała,umysłu i ducha do harmonii  ze światem

a nie ucieczka przed nim.

Tradycja mówi że wielu mistrzów Tao przez dziesiątki lat chodziło wśród ludzi

Dopiero kiedy nauczyli ich oni jak zrównoważyć gniew miłością i jak żyć w równowadze

zniknęli w górach by pracować na bardzo wysokich poziomach medytacji

które wymagały głębokiego stopienia się z Naturą.

Harmonizacja mocy która jednoczy człowieka,społeczeństwo i Naturę w jedą całość

jest ewidentne w klasykach chińskich takich jak I Cing.

Napisany przez mistrzów Taoizmu wyraża w formie poetyckiej subtelne przemiany

zachodzące w równowadze energii Chi,które obserwowali w sobie,innych i Naturze.

Na wyższych poziomach medytacji taoistycznej ćwiczący uziemia się w ciele

łącząc wyższe energie w system meridianów akupunkturowych

i pozwalając im krążyć po całym ciele po oczyszczeniu energii

do przyswajalnej postaci.

Ćwiczący jest w posiadaniu szczególnej mapy subtelnego systemu nerwowego ciała

po któym kieruje uwolnioną energię.

Otrzymuje on również precyzyjne metody transformacji swojego fizycznego,mentalnego i emocjonalnego stanu

na róznych poziomach rozwoju,korzystając z tej nowej energii.

Kazda jednostka musi wypracować swoją własną „wewnętrzną technologię”

odpowiadającą jego konkretnym potrzebom i problemom.

Taoizm nie rozwiązuje problemów stworzonych przez Ego

poprzez wymóg poddania indywidualności jednostki

większej grupie pośredników/guru

Jedynym oddaniem jakiego się wymaga jest zdyscyplinowanie.

Joga ezoteryczna jest w zgodzie z każą wiarą religijną.

Języka Taoizmu nie tworzy żaden zestaw mentalnych”wierzeń”

lecz doświadczenie coraz bardziej subtelnych i potężnych energii Chi.

Nie korzysta się przy tym  z żadnuch istot mistycznych lub świętych symboli.

Jeśli jednak ktoś postanowi zidentyfikować Chi z Duchem Świętym

nie zmieni to znaczenia taoistycznej metody transformacji Chi.

Chrześcijanin mógłby dostrzec bliskie podobieństwo wstąpienia na ognistym rydwanie Eliasza do  Nieba

z taoistyczną formułą siódmego etapu medytacji nazwanego Ponownym Zjednoczeniem Człowieka i Niebios

Podobne paralele można dostrzec z buddyjskim hinduizmem lub kabalistycznymi symbolami rozwoju duchowego.

Tym co chcieli podkreślić mistrzowie Taoizmu jest podobieństwo ścieżek przepływu Chi i równowagi u wszystkich ludzi

niezależnie od interpretacyjnych wierzeń na temat ich doświadczeń religijnych.

Joga Taoistyczna jest naturalną metodą przygotowania gęstego fizycznego i mentalnego ciała

na świadome przyjęcie bardziej potężnej porcji kosmicznej energii Yin i Yang.

Wyobraźmy sobie że przeciętne ludzkie ciało przystosowano do funkcjonowania na 110 woltach.

Nie może ono nagle przyjąć do swej świadomości energii Kundalini wyzwalanej przez subatomową energie nuklearną

któa wiąże wszechświat i jest widoczna w promieniowaniu cieplnym i świetlnym Słońca.

Zwiększenie energii do 220 wolt wymaga sporego przygotowania ciała.

Bardziej dostępną formą mocy Kundalini jest ludzka energia seksualna”.-Mantak Chia

http://www.youtube.com/watch?v=31g8_brDyrk

Ksiądz profesor i energia orgazmu

Styczniowy ranking od czapy będzie inspirowany psionicznymi odgromnikami Hanny Gronkiewicz-Waltz. Pani prezydent skłoniła mnie do odkurzenia książek księdza profesora Włodzimierza Sedlaka, króla peerelowskiej paranauki – które namiętnie czytałem w czasach, w których nie można się było się jeszcze chichrać z prawicowej blogosfery.

siądz profesor był odkrywcą „bioplazmy”. Co to jest? Jest to klucz nie tylko do całej biologii, medycyny i psychologii, ale nawet zjawisk paranormalnych, jak telepatia, hipnoza czy fotografie Kiriliana.

A konkretniej? A konkretniej to Ha Gie Wu. Ksiądz profesor nigdy swojego konceptu nie sformalizował na tyle precyzyjnie, żeby dało się z tego ukręcić falsyfikowalną hipotezę. Od suchego języka nauki ksiądz wolał grandilokwencję typową dla biskupiego kazania.

O sobie zwykle pisał w trzeciej osobie: „Czy możliwe jest przyjęcie hipotezy Sedlaka o istnieniu kwantu próżni? (…) Między magnelami Sedlaka i tachionami Cope’a można by się doszukać pewnych analogii (…) Sedlak zaproponował termin – bioplazma (…) zaczęto je omawiać na międzynarodowych kongresach i sympozjach psychotroniki (…) fachowcy, jak biofizycy i fizycy, nie interesowali się tym problemem. Obce im są sprawy człowieka” [wszystkie cytaty za „Na początku było jednak światło”, PIW 1986].

Takim fajniejszym amerykańskim Sedlakiem był Wilhelm Reich, odkrywca energii orgonowej, która wyzwala się w ludziach w chwili orgazmu. Energia orgonowa ma niewątpliwą wyższość nad bioplazmą – ewentualne badania są przyjemniejsze.

Reich posunął się do sprzedawania „akumulatorów energii orgonowej”. W Ameryce za takie coś można wylądować za kratkami. Reich za nimi nawet zmarł, co czyni go prawdziwym męczennikiem paranauki.

Na koniec paranauka do której mam szczery sentyment i liczę na to, że coś z niej jeszcze może się wykluć sensownego: zimna fuzja. Eksperymenty ciągle nie mają odtwarzalnych wyników, ale jak na mojego czuja, za dużo ludzi to obserwowało, żeby to wyjaśniać samą tylko pomyłką lub fałszerstwem.

To może być tak jak z neutronami, które też początkowo miały nieodtwarzalne eksperymenty, dopóki Fermi nie znalazł wyjaśnienia – wynik eksperymentu zależał od tego, czy prowadzono go na stole z blatem drewnianym czy marmurowym. Tutaj może się pojawić podobne zaskakujące wyjaśnienie.

A póki co sytuacja jest interesująca z punktu widzenia socjologii nauki. Brak odtwarzalności spowodował banicję zimnej fuzji ze świata „peer review”, a to wytworzyło dwie komplementarne patologie: z jednej strony otorbianie się zwolenników dalszych badań nad zimną fuzją w klasycznym sydromie prześladowanego crackpota, z drugiej – przesadnie nerwowe odcinanie się mainstreamu od „trędowatych”.

Choć często na swym blogu piszę o „ufoku z Roswell”, ufologia z moich oczach zasługuje najwyżej na honorejbl menszyn. Nie przepadam za samą paranauką, lubię właściwie wyłącznie wywodzące się z niej zjawiska popkulturowe. Bo każda pseudonauka przydaje się choćby do jednego: do rozrywki…

http://wo.blox.pl/2009/01/Ksiadz-profesor-i-energia-orgazmu.html

http://spolecznosc.grmg.pl/topic/11795-wstrzymywanie-wytrysku-i-wielokrotny-orgazm-u-mezczyzny/

„Przyjęcie jednak wszystkiego ponad dopuszczalny woltarz jest niebezpieczne

tak jak przyjęcie na siebie pioruna bez uziemienia.

Taoistyczny system cyrkulacji Chi od poziomu Orbity Mikrokosmicznej do

Zjednoczenia Człowieka i Niebios,jest prętem uziemiającym dla energii Kundalini.

Współcześni badacze duchowych zjawisk postrzegają Kundalini

jako prawdopodobną przyczynę radykalnych skoków w ewolucji świadomości ludzkiej.

Formą jaką przyjmuje ona kiedy występuje spontanicznie(bez specjalnego treningu)

w przypadku powodzenia jest twórczy geniusz a w przypadku niepowodzenia

szaleństwo.

Klasyczny przypadek tego zjawiska przedstawia autobiograficzna książka Gopiego Krishny

„Awakening of the Kundalini”.

Gopi był oficjałem kolei w Indiach który w 1937 roku doświadczył potężnych,dramatycznych

fizycznych i psychicznych przemian jako rezultatu swojej praktyki jogi.

Energia zaczęła tańczyć i przemieszczać się w jego ciele,lecz jego pierwotne zadziwienie i błogość

szybko minęły.

Został nieomal wycieńczony przez tę energię jako że często płynęła bez przerwy

czasem zostawiając go wykończonego i bezsennego przez całe dnie.

Dopiero po dwunastu latach zdołał się nauczyć jak rónoważyć energię w swoim ciele

i wykorzystać ją w nowoodkrytym twórczym życiu poety i autora wielu ksiażek.

Z tego względu praktyki zorientowane na Kundalini zdobyły miano radykalnych i niebezpiecznych

dla większosci ludzi Zachodu poszukujących tego co zdawało im się najszybszą drogą do oświecenia.

Po radę do Mantak Chia zgłaszało się wielu uczniów cierpiących od efektów ubocznych Kundalini

lub rozmaitych praktyk medytacyjnych.

Zazwyczaj po zakończeniu Orbity Mikrokosmicznej lub zwykłym przyłożeniu języka do podniebienia

i sprowadzeniu umysłu w dół,objawy te ustępowały”.

Fragment książki Mantak Chia pt Taoistyczna Joga Ezoteryczna.

„Naukowcy doszli do następujących wniosków:

DNA jest odpowiedzialne za konstrukcję ciała

służy jako baza danych do przechowywania informacji

służy do komunikacji

Lingwiści odkryli, że kod genetyczny DNA w szczególności owe 90% śmietnika, podlega tym samym prawom co wszystkie ludzkie języki.

Wnioski swoje wysnuli podczas porównania reguł (syntaks), semantyki i podstawowych zasad gramatyki.

Odkryli oni, że zasady (alkalia) DNA posiadają ustalone reguły i oparte są o regularną gramatykę.

Dokładnie tak samo jak w przypadku naszych języków.

Wygląda więc na to, że języki nie pojawiły się przypadkowo tylko odzwierciedlają nasze wrodzone DNA.

Piotr Garjajew – biolog molekularny i biofizyk rosyjski wraz z kolegami badał wibracyjne zachowania DNA.

Odkryli, że ludzkie DNA jest anteną nadawczo-odbiorczą. Zatem nie chodzi tutaj tylko o wymianę energii

ale również informacji. Założenia badań: „żywe chromosomy funkcjonują podobnie do holograficznych komputerów.

Używają one wrodzonego promieniowania laserowego DNA.”

Byli w stanie modulować pewne wzorce częstotliwości (np.: dźwięk) w formie podobnej do promienia laserowego. Częstotliwości te wpływały na częstotliwość DNA oraz na informację genetyczną.

NATURALNĄ kwestią jest fakt, że DNA reaguje na język i to właśnie zostało udowodnione w badaniach rosyjskich naukowców.

Naukowcy zachodni wycinają pojedyncze fragmenty DNA i wstawiają je w inne miejsca. Rosyjscy naukowcy stworzyli rozwiązanie, które wpływa na metabolizm komórkowy poprzez modulowanie częstotliwości radiowych i świetlnych – reperując zaistniałe uszkodzenia.

http://maciejka.nowyekran.pl/post/65565,czarodziejski-spiew-ciag-dalszy

Dlaczego tak ważne jest to o czym myślimy i jak myślimy

czyli czemu służą instytucje religijne i ich funkcjonariusze/pośrednicy.

Dzięki religii ludzie są programowani,hipnotyzowani,zmieniani w bioroboty i służących

Są w taki sposób programowani aby boskość rozumieć jako doskonałość.

Boskie wcale nie jest idealne.Boskie musi być kompletne,boskość to całość.

Całość oznacza wszytsko:to co pozytywne/negatywne, “dobre/złe”,żeńskie i męskie

doskonałe i ułomne.

Wolę stanowić zintegrowaną z samym sobą i światem wokół siebie pełnię, niż być “dobry”

Być”dobrym”tzn być zgodnym z cudzym wyobrażeniem tego co jest “dobre”a co”złe”.

Religia to narzędzie do zabijania w człowieku wszystkiego co czyni go człowiekiem.

Jesteś człowiekiem-posiadasz cień.

Dopóki nie uczynisz nieświadomego/cienia – świadomym, będzie on kierował Twoim życiem,

a Ty będziesz nazywał go przeznaczeniem,fatum lub opatrznością.

“Człowiek nie doświadcza oświecenia, wyobrażając sobie świetliste postaci

ale sprawiając, że ciemność/cień zyskuje świadomość”

“Osiągniecie pełni wymaga od człowieka postawienia na szali całego swojego istnienia.

Nie da się tego uzyskać mniejszym kosztem; łatwiejsze warunki, formy zastępcze ani kompromisy nie istnieją” C.G. Jung

“Stan twojego życia jest niczym innym jak odbiciem stanu Twojego umysły”. Wayne W. Dyer

“Dla umysłu nie istnieją ograniczenia, poza tymi, które samodzielnie uznamy za prawdziwe”. Napoleon Hill

Ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia,możliwe jest wszystko co zdołamy sobie wyobrazić.

Człowiek jest sumą tego o czym myśli w ciągu dnia.

ludzkość MUSI NAJPIERW UZNAĆ ISTNIENIE SZATANA”

Godzina Szatana o. Livio Fanzaga, Diego Manetti.

 

Czy jakiś neojudaista/katolik lub judeochrześcijanin wątpi w istnienie Szatana?

Jak nazywa się osoba która w istnienie Szatana wierzy?Satanista.

Temu właśnie służy religia,na tym polega misja/hipnoza i siła sugestii jewangelizacyjnej.

Kościół uczy myśleć tylko o Szatanie,seksie,byciu niegodnym grzesznikiem i sługą/niewolnikiem.

Jedyne co trzeba zrobić by zniewolić człowieka to sprawić by zaczął się bać.

Najłatwiej jest ludzi bronić przed czymś co nie istnieje

dlatego najlepiej jest ludzi straszyć Szatanem i ogniem piekielnym.

Tak długo jak ludzie będą wierzyć w myśli które się u nich wywołuje z ambony

tak długo będą stwarzać swoją własną rzeczywistość pełną grzechu zła,apokalips i Szatanów

ponieważ wszystko na czym koncentruje się nasz umysł,jest do nas przyciągane.

Myśl przypominają żywą istote, myśli są maleńkimi kulami energii.

Jakość myślenia = jakość życia.

“moja wina moja wina moja bardzo wielka wina,nie jestem godzien”

Tego typu afirmacje to prawdziwa uczta dla naszego DNA.

Myśli są cząstkami świata materialnego dlatego należy dopuszczać do siebie tylko czyste myśli.

Niepokojąca myśl to embrion.

Najpierw jest bardzo mały, a potem rośnie by wkrótce zacząć żyć własnym życiem.

Im bardziej walczysz ze “złem”tym bardziej staje się ono prawdziwe dla ciebie i bardziej Cię wykańcza.

„Złem” definiowanym wg własnych wygód głównie przez księży(co nie podoba się kk to jest złe)

Księża są specjalistami od wszystkiego,definiują wszystko,łącznie z prawdą i patriotyzmem

życiem  w rodzinie,seksem i okultyzmem,bo na tym znają się najlepiej,praktykują każdego dnia ;)

Myśl rozpoczyna proces twórczy.

Myśli prowadzą do uczuć, uczucia do działań, a działania do rezultatów

http://www.sfora.pl/Ogromne-kolejki-do-egzorcystow-w-Polsce-a48466?utm_source=RSS&utm_campaign=RSS

Do tego właśnie prowadzi religijność.

Nikt nie ma problemu z “opętaniami”tylko “wierni”

Sam termin ’opętanie’ zyskał z czasem znaczenie wyłącznie pejoratywne

głównie dlatego że podobna praktyka stanowi element wielu kultów

z jakimi judeochrześcijaństwo chce konkurować,niszczy je i wykorzystuje cudze techniki

dorabiając do nich włąsną ideologię i otoczke.

W neojudaizmie/katolicyzmie czy judeochrześcijanstwie,praktykowane są od zawsze rytualne opętania

Istnieją dwa typy opętań.

Pierwszy nazywa się “zstąpieniem Ducha Świętego”

(„Duch święty”to zbiorcze określenie różnych wywoływanych na mszy duchów)

kiedy ”duch święty” zstępuje na wybrane osoby  doświadczają one przez to ekstazy,

zaczynają bełkotać w”nieznanych językach” itd itp.

W momencie kiedy wyznawcę opętuje jakiś aspekt judeochrześcijańskiego bóstwa

jest to oczywiście opętanie DOBRE(bo nasze,my jesteśmy dobrzy prawdziwi)

Każda destruktywna sekta ma swoich”prawdziwych”proroków w przeciwieństwie do cudzych-„fałszywych”.

Z opętaniem drugiego typu mamy do czynienia kiedy człowieka opętuje coś innego niż jeden z aspektów jedynego słusznego bóstwa prawdziwego ;)

czyli według judeochrześcijan diabeł.

Chociaż może to być bóstwo nastawione pokojowo duch natury, czy jakakolwiek inna z wielu istot.

To jest opętanie ZŁE albowiem:

Kiedy Kowalski czyni rzeczy które czynił Jehoshua ale nie identyfikuje się z KK

to czyni to za sprawą Szatana.

Jeśli jednak ten sam Kowalski jest gorliwym wyznawcą KK,to cuda które czyni są natchnione mocą Ducha Świętego.Amen.

Część z tych bytów które kk nazywa diabłami, prześladowane przez judeochrześcijan od setek lat

nienawidzi judeochrześcijańskich symboli choć nie wszystkie( w końcu ich symbole nie wzięły się znikąd

zostały podpatrzone u „złych pogan”).

Dlatego właśnie judeochrześcijanie nie powinni zajmować się okultyzmem/mistycyzmem

bo dla złych ludzi duchy są złe.

„Słowa „diabeł” Ignanasani używają dla bóstwa i ducha niezależnie od tego czy jest ono życzliwe czy nie

(anioł i demon to dla nich diabeł bo jeden i drugi związany jest z postacią Daimona

czyli opiekuńczego ducha,ani złego ani dobrego.Duchy nie sa dobre albo złe,duchy po prostu są).

Drobniejsze duchy świętości rodzinnej(Kojka)nazywają oni Szajtanami

(jest to wzięte od Rosjan którzy nazywają Szajtanami miejscowe duchy)

Matka Drzew to Hore,zapewniająca harmonię biosfery,jej dzieci to siedem duchów Gagar”.

Kosmos Mistyczny – Eugeniusz Fajdysz

„Opętania”których doświadczają zwykle psychotyczni nadgorliwcy religijni

(u których pośrednicy w kontaktach z bogami stale potęgują psychozę,głównie za sprawą „świadectw”-propagandy

pisanych na zamówienie a czasem są to zjawiska których ciemny lud nie rozumie bo nikt ludu tego nie nauczył bo nie wolno im wiedzieć)

są manifestacjami albo chorób nerwowych wykorzystywanych w propagandzie a czasem manifestują się moce naszych umysłów,np Tulpa.

„Tulpa – sztuka tybetańskiego mistycyzmu polegająca na wytworzeniu w umyśle czystą siłą woli dowolnego obiektu

lub postaci a następnie zmaterializowanie podmiotu.

W czasie medytacji należy skupić całą swoją uwagę i koncentracje na imaginowanym obiekcie.

O Tulpie Zachód dowiedział się w XIX za sprawą Alexandrine David – Néel”.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Tulpa

„W wojnach informacyjnych obezwładnia się przeciwnika informacją – otumania się działaniami wywiadu, podszeptem agentury wpływu, propagandą i manipulacją, a potem bierze się go w poddaństwo.

W wojnie energetycznej walczące strony niszczą przeciwnika na jasno określonym froncie. Uderzenia są szybkie, potężne, widoczne i odczuwalne. Ideałem jest Blitzkrieg.

W wojnie informacyjnej zniewala się społeczeństwo stopniowo. Trwa to latami. Polem walki jest ludzka świadomość. W pierwszej fazie wyznaczona do podboju społeczność jest demoralizowana, żeby złamać jej moralny kręgosłup. W kolejnej fazie burzy się obowiązujący w niej od wieków porządek wartości, potem pozbawia się ją poczucia własnej godności, zakłamuje osiągnięcia przodków, wpaja poczucie ogólnej niemożności, by wreszcie zniechęcić do stawiania oporu tłumacząc, że wszelki sprzeciw jest bezsensowny, bo trzeba płynąć z prądem.

W opinii rosyjskich analityków wojskowych informacjonnaja wojna, to w szerokim znaczeniu „środki stosowane głównie w czasie pokoju i skierowane nie tyle przeciwko siłom zbrojnym, co przeciwko ludności cywilnej i jej świadomości, przeciwko systemowi administracji państwowej, systemowi nadzoru produkcji przemysłowej, nadzoru nauki, kultury, itd.”

Natomiast w węższym rozumieniu, są to działania, których zadaniem jest osiągnięcie przygniatającej przewagi nad przeciwnikiem w sferze:

• skuteczności informacji,

• pełni informacji

• wiarygodności informacji

w trakcie

• przyjmowania informacji,

• przetwarzania informacji

• wykorzystywania informacji

w procesie podejmowania efektywnych decyzji administracyjnych oraz w realizacji tych decyzji.

Jedna z definicji amerykańskich mówi o „ofensywnym i defensywnym wykorzystaniu informacji i systemów informacyjnych w celu odcięcia przeciwnika od dopływu informacji oraz w celu wykorzystania, zniekształcenia lub zniszczenia informacji już przez niego posiadanych”, przy jednoczesnej obronie własnych zasobów i systemów informacyjnych. W węższym, bardziej militarnym niż politycznym znaczeniu, mówi się o „wspartym przez działania wywiadowcze zintegrowanym wykorzystaniu środków operacyjnych, dezinformacji, operacji psychologicznych, walki elektronicznej i niszczenia fizycznego w celu pozbawienia przeciwnika dopływu informacji, wypaczania i degradowania otrzymywanych informacji, a także niszczenia jego zdolności dowodzenia i kontroli wykonywania rozkazów”.

Przekładając mądre definicje na język potoczny, wojna informacyjna sprowadza się to takiego otumanienia ludzi, żeby sami, z dobrej woli, wpakowali karki w jarzmo, przekonani, że jest to w ich najlepszym interesie.

Wielcy adwersarze toczonej przez blisko pół wieku „zimnej wojny” zgodnie uważają, że zwycięstwo w wojnie informacyjnej należy do tego, kto opanuje zasoby informacji i wiedzy przeciwnika. Przy czym, przeciwnikiem nie są siły zbrojne, lecz cały naród z jego administracją państwową, aparatem władzy, sferami gospodarczymi, kręgami opiniotwórczymi, naukowymi, kulturalnymi, itp. Przewagę osiąga ta strona, która zniszczy lub wypaczy wiedzę posiadaną przez zaatakowany naród i zmanipuluje tę wiedzę w takim stopniu, że zaatakowane społeczeństwo zacznie zachowywać się zgodnie z zamiarami agresora. Informacyjna ofensywa może koncentrować się na wszystkich obywatelach danego kraju lub tylko na elicie rządzącej i środowiskach opiniotwórczych, które po „przełknięciu” poddanej im informacji wtórnie niejako manipulują współobywatelami. Przy czym to „przełknięcie” może być świadome – w zamian za określone profity, lub nieświadome – wskutek podstępnego podsunięcia sprytnie „ulukrowanej” informacji.

Informacyjna inwazja obejmuje najczęściej zarówno wiedzę o własnym społeczeństwie, jak i o świecie zewnętrznym. Info-agresor chce bowiem pozbawić ofiarę najazdu nie tylko prawdy o sobie, ale także zrujnować jej układ odniesienia, czyli zasób wiadomości, w stosunku do którego ocenia otrzymywaną informację. Konsekwencją braku układu odniesienia (swoistego kamienia probierczego, na którym można ocenić wiarygodność i wartość przyjmowanych wiadomości) jest informacyjny chaos. Kiedy rozpadną się naturalne, nawarstwione przez pokolenia „sita”, dzięki którym odruchowo odsiewa się informacje fałszywe lub nieistotne, nie można trafnie ocenić, czy informacja jest wartościowa, czy też jest to tylko szum informacyjny – atrakcyjne bzdury zamulające umysł.

Spranie mózgów wybranej do zdominowania społeczności jest podstawowym warunkiem zwycięstwa. Przejęcie kontroli musi bowiem odbywać się, nie jak w wojnie energetycznej poprzez okupację i jawny przymus, ale w możliwie niezauważalny sposób, skrycie, najczęściej przy pomocy zwerbowanej w tym społeczeństwie agentury wpływu oraz poprzez umiejętne użycie środków masowego przekazu. Wykorzystuje się przy tym własne media, odpowiednio sterowane globalne organizacje medialne (głównie telewizje i agencje prasowe), a przede wszystkim przejęte potajemnie środki masowego przekazu przeciwnika.

Oddziaływanie musi mieć charakter masowy, bowiem dla przejęcia kontroli nad krajem wielkości Polski konieczne jest posiadanie około 1,5 miliona ludzi o podobnych poglądach, a jeszcze lepiej bez poglądów, których uplasuje się w aparacie administracji państwowej, gospodarce, szkolnictwie, służbach państwowych, itp. Ponieważ trudno jest infiltrować skrycie na teren przeciwnika tak wielką liczbę własnych obywateli, to info-agresor nie ma innego wyjścia jak posłużyć się (przynajmniej w okresie przejściowym) pozyskanymi dla siebie tubylcami, to znaczy wytresowanymi zwolennikami, albo świadomymi lub półświadomymi agentami.

Bez uciekania się do przymusu fizycznego, terroru i zniszczeń substancji państwa tak wielką liczbę zwolenników można zdobyć jedynie drogą sterowania społecznego1.

Sterowanie społeczne, to wywieranie wpływu na społeczeństwo dla osiągnięcia określonego celu. Sterowanie społeczne nie jest niczym złym, pod warunkiem, że wytyczony cel jest dobry. Przykładowo, prowadzony przez rząd program powszechnej edukacji jest sterowaniem społecznym, którego celem jest zwiększenie wiedzy i umiejętności obywateli, działalność ewangelizacyjna Kościoła jest sterowaniem społecznym prowadzącym do zbawienia, propagowanie podstawowych zasad higieny steruje społeczeństwo w kierunku dbałości o własne zdrowie, itp.”

http://ojczyzna.pl/ARTYKULY/BRZESKI-R_Wojna-Informacyjna.htm

http://katoliktradycjionline.blogspot.com/2012/10/halloween-zabawa-czy-kult-szatana.html
http://www.diecezja.gda.pl/modules.php?name=Content&pa=showpage&pid=628

http://teresa.pl/Editor/assets/kurenda.jpg
http://teresa.pl/home,36,0

Tagged with: ,

Niesamowite Zagadki: Czy piramidy w Visoko mają 25.000 lat? Prowadija – prasłowiańskie czy słowiańskie miasto z 4700 roku p.n.e.?


Wykpiwany Semir Osmanagicz i wyśmiewane Visoko to prawda?

http://www.youtube.com/watch?v=yyGyQBIhkto

Najstarsze, prehistoryczne europejskie miasto odkryto w Bułgarii – Prowadija (4700-4200 r. p.n.e.)

01.11.2012 PAP

Otoczona murami prehistoryczna osada znajduje się we wschodniej Bułgarii niedaleko miasta Prowadija. Zdaniem badaczy żyło w niej w połowie V tysiąclecia p.n.e. około 350 osób.

- Nie mówimy tutaj o mieście takim, jak w starożytnej Grecji, Rzymie, czy w średniowieczu, ale o tym, co archeolodzy uznają za miasto w V tysiącleciu p.n.e. – tłumaczył agencji AFP Wasyl Nikołow z Bułgarskiego Narodowego Instytutu Archeologii. W tamtych czasach ludzie żyli jeszcze w małych skupiskach i przy nich osada z fortyfikacjami i 350 mieszkańcami była imponującą metropolią.

Osada powstała najpewniej z powodu występujących w tym regionie niezwykle bogatych złóż soli, które są wykorzystywane po dziś dzień. Badania archeologiczne wykazały, że ludzie pozyskiwali tu sól już 5500 lat p.n.e. Otrzymywali ją poprzez odparowywanie w zbudowanych do tego celu piecach słonej wody z pobliskiego źródła. W efekcie uzyskiwali bryły soli, która była wówczas niezwykle cennym towarem. Używano jej przede wszystkim do peklowania mięsa, co pozwalało dużo dłużej je przechowywać. Wartość soli była na tyle duża, ze wykorzystywano ją też jako walutę.

Zdaniem badaczy początkowo ludzie pozyskiwali sól na własne potrzeby, ale z czasem zaczęli ją dostarczać sąsiednim ludom i to w coraz większych ilościach. W końcu ich osada zamieniła się w ufortyfikowane miasto. Zdaniem archeologów fortyfikacje miały chronić bogactwo tych „władców soli”.

- Bardzo wysokie mury z kamiennych bloków, to coś dotąd niespotykanego na prehistorycznych stanowiskach w południowo-wschodniej Europie – powiedział AFP bułgarski archeolog Krum Bachwarow. Badacze nazwali osadę Prowadija-Solnitsata.

Datowania radiowęglowe wskazują, że okres największego rozkwitu osady przypada na lata 4700-4200 p.n.e.

Jeden z niebywale bogatych grobów na cmentarzysku w Warnie. Fot. Yelkrokoyade, Creative Commons

Dla mnie jeśli idzie o powyższą Prowadiję istnieją tylko trzy pytania – Czy to jest miasto prasłowiańskie (zbudowane przez ludność haplogrupy Y-DNA R1a1 )? Czy miasto iliryjsko-ilmeryjskie (Y-DNA I2a2)? Czy miasto słowiańskie z 4700 p.n.e – zbudowane przez zamieszkującą tutaj wtedy mieszaną już ludność haplogrupy R1a1+ I2a2?

więcej na Archeowieści.pl

Co właściwie obserwujemy?

Jeśli to co czytamy ostatnio na temat Piramid w Visoko jest prawdą, to obserwujemy spektakl o jakim nam się nie śniło.

Jeśli to co czytamy o trotylu na pasach bezpieczeństwa, ubraniach ofiar, skrzydłach – samolotu ze Smoleńska, jest prawdą, to obserwujemy coś o czym nam się nie śniło. Nawet jeśli nie było tam trotylu – czego przecież wciąż nie wykluczamy – wydarzenie to ma charakter sennego koszmaru.

Co łączy te dwa obrazy, czy tylko sformułowanie „jeśli jest prawdą?”

Łączy je także wiele innych niesłychanie charakterystycznych cech, które nie zwracają uwagi „codziennych” obserwatorów, a jeśli ją zwracają to są pomijane, albo ignorowane, głównie z powodu kalibru – niespodziewanej skali , niesłychanego formatu, jaki sobą reprezentują.

Może nie byłoby to dziwne, że obydwa te wydarzenia wymykają się poza nasz ułożony do tej pory i dobrze wymierzony, poznany, opisany, oswojony, ucywilizowany świat pojęć, norm i wartości, może nie byłoby gdyby miały miejsce tylko owe dwa wydarzenia. Niestety tego rodzaju i formatu wydarzeń zdarza się ostatnio coraz  więcej.

Podobnego formatu wydarzeniem okazały się odkrycia genetyczne 2010 roku, które lokują Słowian w pradziejach Europy i w samym jej centrum – w czasach o których się nikomu nie śniło, bo 10.000 lat temu. Piramidy w Visoko miały by być zbudowane 25.000 lat temu. Wtedy żyli tutaj tylko Staroeuropejczycy (haplogrupa Y-DNA I2a2)  – Jątowie-Istowie zwani Ilirami albo Ilmerami. Genetyka właśnie ich lokuje nad Adriatykiem w tamtym czasie. Ariów – a więc i Scytów/Prasłowian czy Słowian w Europie jeszcze nie było – w tym czasie zajmowali miejsce na Syberii i nad Jeziorem/Morzem Aralskim. Pojawili się w Visoko – nad Dunajem , nad Adriatykiem około 10.000 lat temu. Gdy jednak idzie o Ilirów to w okresie o jakim tu mowa – według współczesnej archeologii byli oni ludnością paleolityczną – nie znającą jeszcze rolnictwa, a co dopiero techniki budowlanej kamienia w tak gigantycznej skali.

Najstarsza świątynia odkopana dotychczas, odkryta już w latach 60-tych XX wieku  na pograniczu Syrii i Turcji, w Gobekli Tepe  – także długo była pośród  naukowców po prostu ignorowana, ponieważ wychodziło na to, że powstała około 12.000 lat temu, kiedy daleko było jeszcze do cywilizacji Sumeru czy to Arkajamy czy do Stonehenge, albo po prostu do piramid Egiptu. Badania tego miejsca rozpoczęto w roku 1994 – po 30 latach od odkrycia!

Interesting geology at Visočica that no archaeologist would mistake for human construction

Jesteśmy świadkami tak niebywałych wydarzeń, że świat nauki staje przed nimi bezradny nie mając odwagi nie tylko zająć się problemem, ale woląc nawet nie wygłaszać na ten temat sądu. To zjawisko – powstawania wydarzeń o niebywałej skali – rozciąga się poprzez wszystkie dziedziny życia społecznego i wszystkie obszary naszej cywilizacji – przez wszystkie obszary Ziemi, przez wszelkie terytoria i kraje – ma niebywały impet i rośnie jak tsunami.

Semir Osmanagicz pośród bloków Piramidy Słońca

Katastrofa Smoleńska 2010 wywoła na świecie  i w Polsce szok i konsternację niebywałą. Na pogrzeb początkowo zamierzali przybyć tutaj wszyscy Wielcy Tego Świata – potem coś się wydarzyło i powstrzymało ich – Podobno był to wybuch wulkanu na Islandii, który rozpylił w powietrzu metaliczne cząsteczki, które sparaliżowały lotnictwo. Czy ktoś kiedykolwiek słyszał o takim wydarzeniu? Jak długo żyję nie byłem świadkiem paraliżu całego światowego lotnictwa. A może powstrzymała ich jakaś inna wiedza na temat tego „wypadku”? Angeli Merkel zabrakło nawet limuzyny – Berlin – Kraków to krótka trasa. A może jest to jakaś „magiczna” Moc Katynia, która powstrzymywała Świat od mówienia o Rosyjskim ludobójstwie i holocauście Polaków przez 50 lat?

Kule w Visoko  – mówi się ze to kule armatnie albo naturalne twory albo meteoryty?

 Nie wierzę jakoś w te teorie, ale może?

Działo się to w kilkanaście dni po katastrofie polskiego samolotu rządowego – katastrofie  o jakiej nikt jeszcze na świecie nie słyszał! Bo żaden rządowy samolot w historii lotnictwa z całą czołówką polityków i wojskowych żadnego kraju na Świecie nie uległ wcześniej takiej katastrofie – wszyscy zginęli. Szok był tak wielki a sprawa tak „delikatna”, że świat nauki nie chciał się zabrać za badanie tej katastrofy – 2 lata minęło nim doszło do naukowej konferencji, a efekty tej konferencji zdają się prowadzić do szokujących faktów.

Piramida Księżyca w Visoko – zdjęcie prywatne

Wcześniej, 26 grudnia 2004 roku byliśmy świadkami gigantycznego tsunami z tysiącami zabitych (120.000 ofiar) – tsunami o jakim wcześniej świat nie słyszał. Byliśmy też świadkami gigantycznego wypływu ropy naftowej z odwiertu na morzu i gigantycznej porównywalnej z Czarnobylem katastrofy elektrowni jądrowej w Japonii. Jesteśmy świadkami gigantycznego, niebywałego kryzysu ekonomicznego, w którym na dno idą całe państwa takie jak Grecja, Hiszpania czy Włochy – wcześniej poszły w nim na dno i zbankrutowały niemalże Islandia  i Irlandia – sławetny wzór do naśladownictwa dla Polski.

Wcześniej byliśmy już w 2001 roku świadkami gigantycznie szokującego wydarzenia jak Uderzenia w WTC w USA – było to zdarzenie równie wstrząsające co tsunami z 2004, na nienotowaną skalę, ale w dziedzinie terroryzmu. Jeśli spojrzymy wstecz, do czasu Katastrofy w Czarnobylu to zobaczymy że od tamtego momentu Ziemią wstrząsają po prostu paroksyzmy, są to zmiany gigantyczne i niewyobrażalne. Jeśli zrobimy od tamtego czasu zestawienie wydarzeń o porównywalnej skali to zauważymy, że występują  one z coraz wyższą częstotliwością. Przed Czarnobylem w 1981 roku była Solidarność w Polsce, po Czarnobylu (1986) nastąpiło w 1989 roku Wyzwolenie Europy Wschodniej, Upadek Muru Berlińskiego, Upadek ZSRS, uwolnienie gospodarki Chin z doktryny gospodarki marksistowskiej , był też Tienanmen – jak szyderstwo (Plac Niebiańskiego Spokoju zalany krwią), były ludobójstwa w Jugosławii, atak USA na Serbię i oderwanie Kosowo. Teraz mamy atak Zachodu na kraje Arabskie w skali niewyobrażalnej – od Maroka i Algierii po Syrię i Iran.

Czy to jest dziwne że czujemy się zagrożeni i zdezorientowani? 20 lat temu nie było Internetu, stron WWW, 15 lat temu nie było telefonii komórkowej, 30 lat temu nie było komputera. Dzisiaj mamy rewolucję informatyczną i społeczności wirtualne, które posiadają struktury ponadpaństwowe.

Wróćmy jednak do Piramid w stosunku do których świat zachowuje się tak samo jak w wypadku katastrofy w Smoleńsku, odkryć genetyki z 2010, czy problemu Głodu i wojen w Afryce, problemu Czeczenii, Tybetu, problemu innych odkrytych piramid, czy budowli megalitycznych – jakby to nie miało miejsca – to nie pasuje po prostu do koncepcji „RACJONALNEGO” Świata w jakim podobno żyjemy.

Czy to jakaś choroba? Zbiorowe wypieranie – znany mechanizm psychologiczny – dotyczy też holocaustu nie tylko tego z II Wojny Światowej Żydowskiego (Niemcy), czy Polskiego (Niemcy, Rosjanie, Ukraińcy), czy Ukraińskiego z lat 30-stych (Rosjanie), czy Wietnamskiego (USA), Kambodżańskiego (Pol Pot, Chińczycy), czy Afrykańskiego, czy Bośniackiego (Serbowie, Chorwaci), czy Serbsko/Kosowskiego (USA, NATO), Irackiego (USA NATO), Afgańskiego (Rosja,USA,NATO), Palestyńskiego (Izrael, USA),Czeczeńskiego (Rosjanie), czy Kurdyjskiego (Turcy i Irakijczycy), czy Ormiańskiego (Turcy), czy Arabskiego (Syria, Algieria, Egipt). To można zrozumieć tylko jeśli się przyjmie, że to rzeczywiście głęboko ukryta choroba Nieuświadomiona Zbiorowa Psychoza, albo – Sterowana, Celowa  Ślepota ludzi i organizacji, których misją miało być dążenie do odkrywania prawdy i przedstawianie tych odkryć społeczności Świata, a które/którzy idą jak Barany ślepo, zgodnie z regułą STADA (znaną dobrze propagandzie i psychologii komunikacji i nie tylko), ślepo, potulnie, karnie i  posłusznie na rzeź  – za Samcami ALFA – którzy to Samcy ALFA wciąż „nie rozumieją” i „nie przyjmują do wiadomości”, że Wielką Zmianą nie da się sterować.

Kilka artykułów o Piramidach Visko sprzed 14 dni ze świata:

Monitor Polski

http://www.monitor-polski.pl/piramidy-w-bosni-calkowicie-zmienia-historie-gatunku-ludzkiego/

Piramidy w Bośni całkowicie zmienią historię gatunku ludzkiego

David Icke w niedawnej 48-godzinnej audycji Alexa Jonesa „The money bomb”, świetnie określił naszą całą wiedzę jako projekcję, którą się nam przedstawia i którą uznajemy za prawdziwą. Jednak cała współczesna nauka jest wielką manipulacją, mającą na celu kontrolowanie społeczeństwa. Wg. Icke, kontrolowani jesteśmy przez agentów istot funkcjonujacych w innych częstotliwościach elektromagnetycznych, a więc dla nas niezauważalnych. Można się z tym zgodzić lub nie, ale jedno jest pewne – wiele spraw jest przed nami ukrywanych, a jak coś już wyjdzie na światło dzienne to działają potężne siły, które nie dopuszczają do tego by to dotarło do powszechnej świadomości.  Tak było np. z technologiami Tesli, tak jest też z prawdziwą historią piramid egipskich. To samo, a może szczególnie dotyczy to też piramid w Bośni.

Odkrycie w 2005 roku priramid w Bośni przez emigranta bośniackiego Semira Osmanagicha miało szybko stać się sensacją światową, jednak po 7 latach nadal niewiele się o tym mówi i pisze.  W badaniach archeologicznych uczestniczą niemal wyłącznie wolontariusze i ludność miejscowa, której Osmanagich płaci w własnej kieszeni i datków na fundację. Mimo że jest człowiekiem majętnym, jego firma w Teksasie zatrudnia pnad 50 osób, mimo, że miał poparcie rządu Bośni, niewiele może zrobić by piramidy w Bośni znalazły się na pierwszych stronach gazet. Przewodząca badaniom archeologicznym Włoszka dr Sara Acconci twierdzi wprost, że poświęciła swoją karierę, gdyż oświadczono jej wprost, że jeśli się tym zajmie, to już nigdy nie będzie mogła znaleźć pracy jako archeolog. Mimo to dołączają do niej kolejni śmiałkowie z tej profesji, także z Egiptu i inych państw. Notki w Wikipedii potwierdzają tylko, że znani i cenieni profesorowie powinni zostać zaliczeni już do skamieniałości, a nie do świata naukowego.

Wyniki badań C14 potwierdzają szokujący wiek piramidy

Ponieważ archeologowie na zachodzie sprawę ignorowali, Osmanagich zdecydował się na zaangażowanie rosyjskiej Akademii Nauk Naturalnych, do której wstąpił jako zagraniczny członek. Wynik niedawnej rosyjskiej ekspertyzy z użyciem węgla radioaktywngo C14 przeszedł wszelkie oczekiwania. Materiał organiczny znaleziony w głębszych wartwach pokrywających piramidę ma ok. 25,000 lat. Odkrycie to całkowicie zaprzecza sumeryjskiemu i babilońskiemu pochodzeniu naszej cywilizacji, stawia też w innym świetle kulturę Egiptu i pochodzenia jego piramid.Po tym odkryciu możemy więc śmiało przypuszczać, że Słowianie mogą być najstarszym cywilizowanym narodem na Ziemi, choć jeszcze nie ma dowodów na to, że to my budowaliśmy piramidy w Bośni. Osmanagich przypuszcza, że piramidy budowali Illyrianie, tajemniczy lud zamieszkujący Bałkany na długo przed osiedleniem się tu Słowian. Badania węglem C14 stawiają jednak i tę hipotezę pod znakiem zapytania.

Co takiego odkryli badacze w bośniackich piramidach, że można mówić o odkryciu stulecia, a może i tysiąclecia? Otóż:

… więcej w Monitorze Polskim link powyżej.

Czy któryś ze światowej sławy archeologów zechciałby nam potwierdzić, że to co tu widzimy nie istnieje?  Czy to tylko nie istnieje tak jak nie istniała dla nauki światowej przez „xxxx” lat Troja?

Naquatica: Bosnia Pyramid Carbon Dated 25 Thousand Years Old

18 October, 2012 at 10:41 | Posted in Culture, Science | Leave a comment

http://kristinasaid.wordpress.com/2012/10/18/naquatica-bosnia-pyramid-carbon-dated-25-thousand-years-old/

What can we say we really know about history? Well, it seams not a lot. What we think we know is constantly changing in light of new discoveries.

NTD Television

A recent carbon dating performed on a pyramid in Bosnia, proves it to be at least 25 thousand years old.

Most scientists and historians however believe that human civilization started about 5,000 years ago with the Sumerians and Babylonians. That is, until artifacts were found, which predate them. These discoveries suggest, that there was a pre-historical civilization around the world- one that must have been highly advanced.

Two Italian archaeologists, Dr. Ricarrdo Brett and Niccolo Bisconti found a piece of organic material on the Bosnian Pyramid.

They were able to carbon-date the material and with it the pyramid itself. This carbon dating puts the pyramid 20 thousand years before the Sumerian and Babylonian “civilizations.”

When the Bosnian Pyramid was first discovered in 2005, researchers could only measure the age of the topsoil covering the pyramid, which is about 12 thousand years old.

[Dr. Semir Osmanagich, Researcher of Bosnian Pyramid]:
“The organic materials found on the Sun Pyramid and biological analysis are telling us that the pyramids are older than 12 thousand five hundred years. The oldest on the planet.”

You may be wondering how such a huge pyramid could have remained undiscovered in Europe for so many years. Until its discovery it was just known as Visoko hill. That’s right, they thought it was a hill, which is not surprising considering it’s size, and the fact that it is covered with topsoil and vegetation.

No entrance to the pyramid has been discovered so far, but an intricate network of tunnels underneath the pyramid are slowly being uncovered.

[Dr. Semir Osmanagich, Researcher of Bosnian Pyramid]:
“Under the valley of the pyramids in Bosnia, there is the most extensive underground tunnel network. It runs for tens of miles. And in those tunnels, the discovery of huge ceramic blocks reaching 18-thousand pounds in mass.”

There are still scientists and archaeologists who appose the idea of ancient civilizations before five thousand years ago.

However this latest finding supports the theory that highly advanced civilizations existed before the beginning of our current one.

via Naquatica: Bosnia Pyramid Carbon Dated 25 Thousand Years Old –NTDTV.org

Pyramid Power 25,000 Years Ago

Chris Kaplan


25,000 thousand year old pyramids? That’s the current published results of a radiocarbon test of the Bosnia pyramids first discovered by Dr. Sam Osmanagich, Foreign Member of the Russian Academy of Natural Sciences, Principal Investigator of the Bosnian Pyramid Project, and Professor of Anthropology at the American University in Bosnia-Herzegovina.

As we journey further into era-2012 and the New Sun, our sense of time and cosmology continues to expand. Recently, it has also been reported that the center of the Pyramid of the Sun transmits an „electromagnetic signal measuring 28 kilohertz” with a radius of 13 feet. Dr. Osmanagich and pyramid-power researchers like engineer Christopher Dunn, and author and investigative journalist, Philip Coppens, believe that this is a working model of a far ancient — free energy — technology in vain of more recently Nicola Tesla’s work and a remembrance of the pyramid-power.

It is said that, „the Aquarian Age, is the Age of Energy,” (VerDarLuz) and the collective remembrance of these ancient, working relics, left by our ancestors „on every continent” can have monumental potential in harnessing a free energy source. Dr. Osmanagich and researchers believe that „tens of thousands of pyramids” were placed along „the earth’s energy grid, aligned with the universal energy field,” and that these pyramids represent a lost science returning to our awareness that completely changes our knowledge of history.

On Oct. 4th through the 7th, Dr. Osmanagich will discuss his discoveries on a webinar presented by The New Era Times.

Image: „Orgonite Pyramid” by Orgonite on Flickr courtesy of Creative Commons Licensing.

2011 09 08 04 Visoko, 2. International Conference of the Bosnian Pyramids, Dr. Sara Acconci.MP4

http://www.youtube.com/watch?v=RWogGKuhZeE&feature=player_embedded

Semir Osmanagich: descubridor de las pirámides de Bosnia – Entrevista

http://www.youtube.com/watch?v=XwsUrWqd4jA&feature=related

Piramide u Bosni

http://www.youtube.com/watch?v=jZp2fOZGJ6g&feature=related

Czy ktoś wie o jakim polskim uniwersytecie jest mowa na tym filmie ?

Co w tym kontekście powiecie o „ruinie” jaką jest Ślęża uchodząca za wytwór wulkaniczny?

WIKIPEDIA polska

Istnieją trzy ważniejsze etymologie nazwy Ślęza (nazwy góry i rzeki były dawniej pisane jednakowo):

  • germańska (Steinhauser, Vasmer, wywodząca tę nazwę od plemienia Silingów),
  • słowiańska (np. Rospond, od ślęga „mokra pogoda, błoto”)
  • „indoeuropejska” (Udolph, Mańczak).

Wszystkie trzy hipotezy mają wiele słabych punktów i nie ma podstaw by przyjąć którąkolwiek z nich. Można z dużym prawdopodobieństwem uznać, że nazwa została przejęta do języków indoeuropejskich od wcześniejszych mieszkańców tych ziem (Babik). Od nazwy góry i rzeki powstała nazwa plemienia Ślężan, a później Śląska. Na temat pochodzenia nazwy możesz więcej przeczytać w artykule Pochodzenie nazwy Śląsk.

Geologia

mapa Ślęży

Partie szczytowe Ślęży (powiększ)

Ślęża zbudowana jest głównie z granitów i gabra. Większa część masywu Ślęży to ofiolit – pozostałość kopalnego dna oceanicznego (skorupy oceanicznej), datowano na 350 mln lat (przełom dewonu i karbonu). W skład tego ofiolitu wchodzą: radiolaryty (pozostałość krzemionkowych skał osadowych leżących na dnie oceanu), amfibolity (zmetamorfizowane pierwotne podmorskie bazalty, tworzące wierzchnią warstwę skorupy), niżej leżą gabra, a na samym dole ultrazasadowe perydotyty, które w efekcie metamorfizmu przekształciły się w serpentynity. Obecnie gabra tworzą szczyt Ślęży i jej południowe oraz wschodnie stoki, serpentynity odsłaniają się na Raduni i wzgórzach położonych na wschód i zachód od niej, natomiast amfibolity są znane z Wieżycy i Gozdnicy – niewielkich szczytów w północnej części masywu Ślęży koło Sobótki.

Znacznie później w obręb zachowanego ofiolitu wdarła się intruzja granitowa, datowana na późny karbon. Obecnie granity budują północne i północno-zachodnie stoki góry. Są one częścią masywu granitowego ciągnącego się od Strzegomia po Sobótkę.

Samo wyniesienie części skał gabrowych i granitowych i ukształtowanie się góry zaszło w neogenie, przy czym bierze się pod uwagę głównie wyniesienie w wyniku ruchów tektonicznych. Wcześniej sądzono, że Ślęża jest twardzielcem, jednak obecnie wpływ selektywnej erozji uważa się za czynnik uzupełniający.

Górnictwo

W neolicie wydobywano nefryt w rejonie Jordanowa oraz serpentynit w okolicy Jańskiej Góry i Raduni. Z serpentynitu wyrabiano narzędzia i broń (topory ślężańskie, zapewne raczej kultowe niż użytkowe), a z nefrytu drobne narzędzia i ozdoby. Od X wieku przez całe średniowiecze wydobywano granity oraz serpentynity. Te pierwsze głównie do produkcji kół młyńskich i kamienia budowlanego, ale we wczesnym średniowieczu wyrabiano z nich elementy zdobnicze dla kościołów romańskich (np. kapitele, rzeźby lwów). Serpentynit po wypolerowaniu służył jako kamień ozdobny lub surowiec do wyrobu ozdobnych naczyń. W 1877 otwarto kopalnię rud chromu w rejonie Raduni, działała ona do roku 1943. Od 1920 do pierwszych lat powojennych istniała kopalnia magnezytu w Sobótce, a od 1960 działa kopalnia magnezytu w Wirach. W początkach XX wieku utworzono wielkie kamieniołomy granitu w Strzeblowie (dzielnica Sobótki), a w 1884 uruchomiono kamieniołom serpentynitu (i nefrytu) w Jordanowie. W 1986 udokumentowano duże złoże rud żelaza, tytanu i wanadu na wschodnich stokach Ślęży; nie są one jednak eksploatowane.

Historia

Góra stanowiła ośrodek pogańskiego kultu solarnego miejscowych plemion – jego początki sięgają epoki brązu, a upadek przypada na początki chrystianizacji tych obszarów w X i XI w. Rozkwit sanktuarium związany jest z osadnictwem celtyckich Bojów. Na szczycie góry odnaleziono fragmenty kamiennych wałów, o szerokości ok. 12 m, układanych z odłamków kamieni. oraz zagadkowe posągi z charakterystycznym symbolem ukośnego krzyża – według hipotez badaczy krzyż garbo prawdopodobnie związany był z pogańskim kultem solarnym. Wśród rzeźb najbardziej znane to tzw. Grzyb (prawdopodobnie dolna część ludzkiej postaci – w Sobótce), Mnich (u stóp góry – przeniesiony z okolic wsi Garncarsko), Panna z rybą lub Postać z rybą i Dzik (przy drodze na szczyt) oraz Niedźwiedź (na szczycie góry). W pierwszej połowie XII w. (prawdopodobnie w 1110 r.), za panowania Bolesława Krzywoustego, Piotr Włostowic ufundował na szczycie klasztor augustianów. Ze względu jednak na znaczne oddalenie od ludzi klasztor został później (w 1134 lub 1149 r.) przeniesiony do pobliskiej wsi Górka, a wkrótce potem (w 1153 r.) do Wrocławia.

Jak upośledza nas nowoczesność/NoWO szczeznąć czyli o po(d)stępie technologicznym i postępującej (nie)mocy umysłu

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody by bialczynski on 29 Październik 2012

część 1 – zebrał i opracował Mezamir Snowid

Ważne na sam początek:

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=YVVt3VRbts8

„Fragment wywiadu z prof. dr. Inż. Konstantinem Meylem, docentem w jednej z dziedzin elektrotechniki.

 

.

.

 

 Dr Alexis Carrel, chirurg,laureat Nagrody Nobla w roku 1912

za swe osiągnięcia w łączeniu naczyń krwionośnych i przeszczepianie organów

wspłodkrywca powszechnie stosowanego roztworu Carrela-Dakina

pisał we wczesnych latach 30 w swojej książce pt Człowiek – istota nieznana

„Nowoczesna cywilizacja wydaje się niezdolna do wyprodukowania

ludzi wyposażonych w wyobraźnię, inteligencję i odwagę.

Praktycznie w każdym kraju występuje zmniejszenie intelektualnego

i moralnego kalibru ludzi odpowiedzialnych za sprawy publiczne.

Edukacja udzielana w szkołach i na uniwersytetach

składa się głównie z ćwiczeń pamięci i mięśni, pewnych towarzyskim manier

oraz kultu sportu.

Czy takie dziedziny naprawdę są odpowiednie dla nowoczesnego człowieka

który przede wszystkim potrzebuje moralnej odwagi i wytrwałości”?

Dziś mamy wpół do 2013:00 a słowa Carrela zdają się być teraz o wiele prawdziwsze niż kiedyś gdy dr Carrel je pisał.

Często mówi się o naszych przodkach że byli ludźmi prymitywnymi

i że gdyby ktoś ich przeniósł do naszych czasów,nie daliby sobie rady

ale czy na pewno?

Nasi przodkowie byli ludźmi innymi niż my dzisiaj,to oczywiste

tyle tylko że to my w porównaniu z nimi reprezentujemy dziś przysłowiową ciemnotę i zabobon

jesteśmy ofiarami tzw technologicznego po(d)stępu.

Dawniej ludzie byli wielostronnie uzdolnieni – my tacy nie jesteśmy.

Przodkowie byli jednocześnie myśliwymi,szamanami

traperami, odkrywcami, wojownikami, woźnicami,piekarzami,oratorami,muzykami

budowniczymi statków i łodzi, jeźdźcami, kołodziejami, cieślami, stolarzami

kopaczami studni, murarzami, farmerami, kowalami,jubilerami

handlowcami, kucharzami i wieloma innymi. Masę różnych zdolności łączyło się w pojedynczym człowieku!

Trudno się dziwić, że cieszyli się psychiczną równowagą i nerwową stabilnością

Byli zrównoważeni,ponieważ ich zdolności były uniwersalne.

Posiadali nerwową stabilność, ponieważ była ona skutkiem pewności siebie

opartej na znajomości własnej zdolności poradzenia sobie z każdym problemem

mogącym się pojawić w ich świecie.

Ich umysły były rozwinięte, obejmowały wiele dziedzin

należących zarówno do wiedzy potocznej, jak i nauki.

Byli zdolni do myślenia na wielu różnorakich płaszczyznach.

Dzisiaj mamy inteligentniejsze maszyny, inteligentniejsze rolnictwo,

lepszą architekturę, reklamę, księgowość, położnictwo,

dentystykę i chirurgię ale co człowiek jako gatunek zyskał?

Człowiek jako JEDNOSTKA stracił.

Utracił zdolność rozległego rozumowania.

Jesteśmy dziś niezdolni do jednoczesnego analizowania wielu sprzecznych czynników

do rozważenia ich obok siebie, równolegle, w tym samym czasie,oceny ich względnego wpływu i znaczenia

tak by niemal natychmiast móc podjąć decyzję, o trafności której jesteśmy przekonani w głebi serca

a następnie działać na jej podstawie z całą energią i odwagą wynikającą z naszego przekonania.

Cywilizacja po(d)stępu uwalniając nas od konieczności myślenia poza sferą naszej profesji

zasypując nas coraz droższymi,modnymi duperelami z plastiku

i aplikacjami robiącymi wszystko za nas,uśpiła i stępiła większą część naszego umysłu.

Ilu spośród nas w epoce internetu potrafiłoby zaprząc konia, nie mówiąc już o opiekowaniu się nim?

Przecież większość ludzi nie ma nawet pojęcia,jak działa i dlaczego działa telewizor.

Nawet robotnicy biorący udział w budowaniu samochodów

wkładając śrubkę w odpowiedni otwór  nie rozumieją działania gaźnika, zapłonu,przekładni napędowych czy układu rozrządu.

Nie ćwiczymy już naszych umysłów tak, by były

w stanie zachować myśli.

Obecnie, jeśli nasze myśli są ważne, chwytamy za telefon albo wysyłamy maila.

Jeśli są stosunkowo mało ważne, zapominamy je.

Maszyny i komputery stały się naszymi Panami

a nasze własne umysły ich niewolnikami

Stają się coraz mniej sprawne z powodu coraz mniejszej ilości okazji i potrzeby używania ich.

Ziemia dziś

Ziemia jutro

Jonas Edward Salk:

„Zasada ewolucji, o której należy pamiętać, polega na tym że przenika ona wszystko.

Zanim doszło do ewolucji biologicznej, istniała jeszcze wcześniejsza

przedbiologiczna ewolucja, przed nią natomiast zachodziła ewolucja kosmosu.

Po ewolucji biologicznej miała miejsce ewolucja metabiologiczna, ewolucja świadomości

ewolucja świadomości w obrębie świadomości, jak również świadomość ewolucji.

Obecnie ewolucja zachodzi w umyśle człowieka, co wynika z ludzkich doświadczeń,

które przetwarzamy i które stają się częścią naszego „ja”.

Ludzka myśl i kreatywność rozwinęły się w odpowiedzi na nasze środowisko.

Ewolucja metabiologiczna wiąże się z przetrwaniem najmądrzejszych, a sama mądrość

staje się obecnie nowym kryterium zdrowia”.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Jonas_Salk

http://en.wikipedia.org/wiki/Jonas_Salk

„Poniżej są trzy teksty Bruce’a Liptona, a jego film  „Nowa biologia” [PL] jest tu:http://www.swietageometria.darmowefora.pl/index.php?topic=1017.msg6071#msg6071

a także tutaj (na budowanej przeze mnie stronie WWW do tego forum)  http://www.swietageometria.info/filmy/171

1) Nowa Biologia: Mądrość Twoich Komórek – jak twoja wiara steruje twoją biologią

Książka Bruce’a Liptona „The Biology of Belief”

Mądrość Twoich Komórek to nowa biologia, która znacząco zmieni cywilizację i świat, w którym żyjemy.

Ta nowa biologia odciąga nas od wiary, że jesteśmy ofiarą naszych genów, że jesteśmy biochemicznymi maszynami,

że życie jest poza naszą kontrolą, wprowadza nas w inną rzeczywistość, rzeczywistość, w której nasze myśli,

wiara i umysł kontrolują nasze geny, nasze zachowanie i życie, którego doświadczamy.

Ta biologia oparta jest na aktualnej, nowoczesnej nauce z dodanymi pewnymi nowymi spostrzeżeniami.

Nowa nauka przeistacza nas z ofiary w twórcę, dzięki czemu jesteśmy bardzo potężni w tworzeniu i rozwijaniu życia, które prowadzimy. Jest to właściwie wiedza jaźni i, jeśli zrozumiemy stary aksjomat mówiący że

„Wiedza jest mocą, wtedy naprawdę zaczniemy rozumieć, że wiedza sama w sobie jest mocą.

Oto, dlaczego sądzę, że zaczniemy rozumieć nową biologię.

Wlatując w wewnętrzną przestrzeń

Moje pierwsze wprowadzenie do biologii miało miejsce w drugiej klasie [podstawówki].

Nauczyciel przyniósł mikroskop, żeby pokazać nam komórki, i do dziś pamiętam, jak ekscytujące było to przeżycie.

Na uniwersytecie podczas studiów przechodziłem od konwencjonalnych mikroskopów do mikroskopów elektronowych

i miałem kolejne okazje ku temu, by przyjrzeć się życiu komórek.

Lekcje, których się nauczyłem, znacząco zmieniły moje życie i dały mi poglądy na świat, w którym żyjemy,

którymi chciałbym się z tobą podzielić.

Używając mikroskopu elektronowego nie tylko oglądałem komórki z zewnątrz, ale też byłem w stanie poznać ich anatomię

i zrozumieć naturę ich organizacji, struktury i funkcje.

Tak jak ludzie opowiadają o locie w przestrzeń kosmiczną,

tak ja wleciałem do przestrzeni wewnętrznej i dojrzałem nowe perspektywy, coraz bardziej rozumiejąc naturę życia,

naturę komórek i nasze współdziałanie z naszymi własnymi komórkami.

W tym czasie zacząłem się też uczyć o kulturach komórek.

W roku 1968 zacząłem klonować komórki łodygi trawy, wykonując mój pierwszy eksperyment z klonowaniem pod kierownictwem doktora Irva Konigsberga, wspaniałego naukowca, który stworzył pierwsze kultury komórek łodygi trawy.

Komórki, z którymi pracowałem, zostały nazwane mioblastami.

„Mio” oznacza mięsień, „blast” oznacza przodka.

Gdy ułożyłem moje komórki w kulturowych naczyniach z odpowiednimi warunkami do tego by mięśnie mogły rosnąć,

komórki mięśniowe rozwinęły się i zakończyłbym eksperyment z olbrzymimi mięśniami kurczliwymi.

Gdybym jednak zmienił środowisko komórek, to ich losy potoczyłyby się inaczej. Zacząłbym z takimi samymi komórkami,

ale w innym środowisku, w którym zaczęłyby powstawać komórki kości. Gdybym znowu zmienił środowisko,

to komórki przerodziłyby się w komórki tłuszczowe. Skutki tych eksperymentów bardzo mnie ekscytowały,

ponieważ w chwili gdy wszystkie komórki były identyczne, los komórek był kontrolowany przez środowisko,

w jakim je umieściłem.

Wykonując te eksperymenty, zacząłem również uczyć studentów Szkoły Medycznej Uniwersytetu w Wisconsin (USA) konwencjonalnego rozumienia, że geny kontrolują losy komórek. Tymczasem już w moich eksperymentach wyraźnie zostało ukazane, że los komórek był jako tako kontrolowany przez środowisko. Oczywiście moi koledzy byli zaniepokojeni moją pracą.

Każdy z nich pracował wtedy nad projektem poświęconym ludzkiemu genomowi i wszyscy popierali tezę, że „geny kontrolują życie”.

Gdy moja praca ujawniła wpływ środowiska na komórki, stwierdzili wówczas, że to tylko wyjątek od reguły.

Jesteś społeczeństwem 50 trylionów żywych komórek

Teraz mam zupełnie nowe rozumienie życia i doprowadziło ono do nowego sposobu nauczania ludzi o komórkach.

Gdy patrzysz na siebie, widzisz pojedynczą osobę.

Jeśli jednak pojmiesz naturę tego, kim jesteś, to zrozumiesz, że jesteś tak naprawdę społecznością

około 50 trylionów żywych komórek. Każda komórka jest żywą osobą, czującym bytem,

który ma swoje własne życie i działa, ale oddziałuje wzajemnie z innymi komórkami w naturze społeczności.

Gdybym mógł cię zredukować do wielkości komórki i wpuściłbym cię do twojego własnego ciała,

to zobaczyłbyś bardzo zajętą metropolię trylionów osób żyjących w jednej skórze.

Staje się to istotne w momencie, gdy zrozumiemy, że zdrowie jest wtedy, gdy w tej społeczności panuje harmonia,

a choroba pojawia się wtedy, gdy pojawia się dysharmonia, która dąży do zakłócenia relacji w społeczności.

Tak, po pierwsze, jesteśmy społecznością.

Drugi fakt: W ludzkim ciele istnieje niejedna funkcja, która nie jest już obecna w każdej pojedynczej komórce.

Na przykład posiadasz różne układy: trawienny, oddechowy, wydalniczy, mięśniowo-szkieletowy, wewnątrzwydzielniczy, reprodukcyjny, system nerwowy i system immunologiczny, ale każda z tych funkcji istnieje w każdej z twoich komórek.

Faktycznie jesteśmy stworzeni na obraz komórki. To jest bardzo pomocne dla biologów,

ponieważ możemy zbadać komórki i wtedy otrzymamy informacje pomocne w zrozumieniu natury ludzkiego ciała.

Uczyłem czegoś, co jest nazywane modelem medycznym, spostrzeżeniem że ludzka biologia przedstawia biologiczną maszynę składającą się z biochemii i kontrolowaną przez geny.

Dlatego, gdy pacjent przychodzi do doktora, to system wiary podpowiada, że pacjent ma coś nie tak ze swoją biochemią lub genami, które mogą zostać poprawione, co może prowadzić do poprawy stanu zdrowia pacjenta.

W pewnym momencie zrozumiałem, że muszę porzucić uniwersytet, ponieważ odkryłem, że nauczanie studentów o tym co kontroluje komórkę koliduje z moim zupełnie odmiennym zrozumieniem komórek w moich kulturach.

Nowe zrozumienie nauki

Gdy byłem poza uniwersytetem, miałem okazję poczytać co nieco o fizyce. I znów znalazłem informację,

która nie pasowała do tego, czego nauczałem.

W świecie nowej fizyki, fizyki kwantowej, opisane mechanizmy całkowicie kolidują z mechanizmami, o których uczyliśmy,

a które oparte były na fizyce newtonowskiej. Aktualnie w szkołach medycznych wprowadzana jest nowa fizyka.

Przed nauką konwencjonalną nauka stanowiła prowincję Kościoła.

Nazywano to naturalną teologią i było połączone w parze z duchową domeną uczącą, że ręka Boga

była bezpośrednio włączona w rozwój i utrzymanie świata, że obraz Boga został wyrażony przez naturę, w której żyjemy.

Naturalna teologia miała polecenie misji: zrozumieć naturę środowiska, moglibyśmy więc nauczyć się żyć w harmonii

ze środowiskiem.

Zasadniczo znaczyło to uczenie się życia w harmonii z Bogiem przy jednoczesnym rozważaniu tego,

że Bóg i natura są ze sobą dobrze połączone.

Jednakże w wyniku nadużyć Kościoła, uporczywego trzymania się absolutnej wiedzy i wysiłków dążących do stłumienia nowej wiedzy, doszło do czegoś, co nazywamy reformacją.

Reformacja, rozpoczęta przez Marcina Lutra, kwestionowała władzę Kościoła.

Po reformacji, gdy nadarzyła się okazja zweryfikowania wiary o wszechświecie, nauka przerodziła się w coś,

co nazywamy nowoczesną nauką.

Isaac Newton, fizyk, który jako pierwszy zaczął badać naturę grawitacji i ruchu planet, stworzył założenia dla nowoczesnej nauki. Wynalazł nową matematykę zwaną rachunkiem różniczkowym, aby stworzyć równanie

pozwalające przewidzieć ruchy w układzie słonecznym.

Nauka zidentyfikowała prawidłowości jako rzeczy, które były przewidywalne.

Fizyka newtonowska spostrzega, że wszechświat jako maszyna został stworzony z materii; mówi to więc,

że jeśli zrozumiesz naturę materii, która znajduje się wewnątrz maszyny, to wtedy zrozumiesz też samą naturę.

Dlatego misją nauki jest kontrolowanie i zdominowanie natury, która była zupełnie inna od misji nauki zwanej naturalną teologią, która miała żyć w harmonii z naturą.

Zagadnienie kontroli staje się pod względem biologii bardzo ważnym punktem.

Co kontroluje cechy, które powodują, że jesteśmy ekspresywni? Według fizyki newtonowskiej formy życia reprezentują maszyny wykonane z materii, i jeśli chcesz te maszyny zrozumieć, to rozbierasz je na części, jest to proces zwany redukcjonizmem.

Badasz osobno wszystkie fragmenty, widzisz jak działają i gdy wszystkie kawałki złożysz w całość, rozumiesz tą całość.

Karol Darwin powiedział, że cechy indywidualnej ekspresywności dziedziczymy od rodziców.

Plemniki i komórki jajowe łączą się i powodują powstanie nowej osoby, która musi posiadać coś, co kontroluje cechy potomka. Badania nad podziałem komórek rozpoczęły się na początku XX wieku i ujawniły obecne w komórkach strunowate struktury,

które zaczynały się dzielić. Te strunowate struktury zostały nazwane chromosomami.

Co ciekawe, choć chromosomy odkryto około roku 1900, to dopiero w 1944 roku było wiadomo,

który z ich fragmentów niósł ze sobą cechy genetyczne.

Świat był tym bardzo podekscytowany. Mówiono wtedy, „Ach, mój Boże, po tegorocznym odkryciu

zabierzemy się w końcu do identyfikowania materiału kontrolującego geny”,

wtedy okazało się, że tym materiałem jest DNA.

W 1953 roku w swojej pracy naukowej James Watson i Francis Crick ujawnili, że każde pasmo DNA zawiera kolejno ułożone geny. Geny są fotokopiami każdego ze stu tysięcy rodzajów białek, które stanowią materiał budulcowy ludzkiego ciała.

W nowojorskiej prasie ukazał się opisujący odkrycie Watsona i Cricka artykuł zatytułowany „Odkryto tajemnicę życia” i od tego momentu zaczęto się interesować genami. Naukowcy zauważyli, że poprzez zrozumienie kodu genetycznego moglibyśmy zmieniać charaktery organizmów i z tego to powodu był on tak ogromny, szybko więc rozpoczęli projekt badań nad ludzkim genomem, by spróbować zrozumieć naturę genów. W pierwszym momencie naukowcy myśleli, że geny kontrolują tylko formę fizyczną, jednak manipulując genami zauważyli, że mają one wpływ także na zachowanie i emocje. Nagle pojęli głębsze znaczenie genów, gdy zauważyli, że geny kontrolują wszystkie właściwości i cechy człowieka.

Intracellular Machines

Czy jesteśmy Ofiarami Dziedziczności?

Jest jeszcze jedno pytanie: czym jest to coś, co kontroluje DNA? Mogłoby to być coś, co ostatnio zostało nazwane „drabiną” prowadzącą do czegoś, co ostatecznie sprawuje kontrolę. Naukowcy zrobili eksperyment i ujawnili, że DNA było odpowiedzialne za kopiowanie samego siebie! DNA kontroluje białko, a białko stanowi budulec naszego ciała. Zasadniczo mówi to, że życie jest kontrolowane przez DNA. Jest to Kluczowy Dogmat. Popiera on pojęcie „prymatu DNA”, które mówi, że to, kim i czym jesteśmy oraz jaki będzie los prowadzonego przez nas życia, jest już wstępnie zaprogramowane w DNA. Jaka jest tego konsekwencja? Ano taka, że charakter i los twojego życia odzwierciedla dziedziczność, z którą się urodziłeś; jesteś właściwie ofiarą dziedziczności.

Na przykład, naukowcy spoglądali na grupę ludzi, których wzięli na chybił-trafił, i próbowali się dowiedzieć, czy istniał gen odpowiedzialny za nastrój szczęśliwszych ludzi, który jednocześnie był nieaktywny u ludzi nieszczęśliwych. Rzeczywiście, naukowcy znaleźli szczególny gen, który wydaje się być bardziej aktywny u ludzi szczęśliwych. Wówczas natychmiast narobili szumu medialnego, dumnie ogłaszając „odkrycie genu szczęśliwości”. Mógłbyś powiedzieć „Ej, chwila moment. Jeśli otrzymałem w spadku gen szczęścia, to wtedy całe moje życie jest już z góry ustalone. Jestem ofiarą dziedziczności”. To jest dokładnie to, czego uczymy w szkole i czego sam nauczałem – ludzie są bezsilni wobec własnego życia, ponieważ nie mogą zmienić swoich genów. Gdy jednak ludzie poznają naturę bycia bezsilnym, wówczas stają się nieodpowiedzialni. „No dobra, ale popatrz, szefie, mówisz, że jestem leniwy, ale weź pod uwagę to, że mój ojciec też był leniwy. Więc czego się możesz po mnie spodziewać? To znaczy, mój gen spowodował to, że jestem leniwy. Nie dam rady nic z tym zrobić”. Ostatnio w anglojęzycznym wydaniu Newsweeka napisali o komórkach tłuszczu toczących wojnę o nasze zdrowie. To interesujące, ponieważ w epidemii otyłości nauka powstrzymuje się od działań i mówi: to są twoje komórki tłuszczowe, które toczą wojnę w twoim życiu.

Projekt Ludzkiego Genomu

Aby przyjść i nas uratować, powstał projekt zwany Projektem Ludzkiego Genomu. Projektowi przyświeca pomysł, aby zidentyfikować wszystkie geny kształtujące człowieka. To dałoby inżynierii genetycznej szansę na naprawienie problemów i zlikwidowanie chorób, które dręczą dziś ludzi na całym świecie. Myślałem, że projekt ten był humanitarnym wysiłkiem, później jednak od jednego z głównych architektów projektu, Paula Silvermana, dowiedziałem się, czego ten projekt dotyczył. A dotyczył tego: Oszacowano, że w genach ludzkich istnieje ponad 100 000 genów, ponieważ w naszych ciałach znajduje się ponad 100 000 białek; był też jeden gen który nie wytwarzał białek, ale kontrolował inne geny. Właściwie projekt został zaprojektowany przez kapitalistów przedsięwzięcia; zgodnie stwierdzili, że istnieje ponad 100 000 genów, zaś przez identyfikację tych genów i opatentowanie ich kolejności mogliby zacząć sprzedawać patenty na geny firmom farmaceutycznym, a przemysł farmaceutyczny używałby genów przy tworzeniu nowych leków. W rzeczy samej projekt był nastawiony bardziej na robienie pieniędzy, niż na poprawę stanu zdrowia ludzi.

I tu zaczyna się fajna część. Naukowcy nazwali to podążaniem w górę ewolucyjnej skali, proste organizmy mają mniej DNA i gdy dojdziesz na tej skali do poziomu człowieka, ze złożonością naszej fizjologii i naszego zachowania, mamy tego DNA o wiele więcej. Naukowcy sądzili, że organizmy pierwotne będą miały najwyżej kilka tysięcy genów, zaś ludzie będą mieli w przybliżeniu jakieś 150 000 genów, co oznacza opracowanie 150 000 nowych leków. Projekt rozpoczął się w 1987 roku i pokazał tylko to, jak ci ludzie głowili się nad wymyślaniem nowych cudów. W zaledwie czternaście lat otrzymaliśmy wyniki [badań] ludzkiego genomu. To było również coś, co nazwałem kosmicznym żartem.

Aby rozpocząć projekt poznawania ludzkiego genomu, naukowcy zbadali wcześniej pewien pierwotny organizm, miniaturowego robaczka, ledwo dostrzegalnego gołym okiem. Owe robaczki były dla genetyków zwierzęciem doświadczalnym, ponieważ rozmnażały się w bardzo szybkim tempie i w dużych ilościach, co dało wiele wyrazistych cech, które można było zbadać. Naukowcy odkryli, że to małe zwierzątko miało około 24 000 genów. Wówczas zdecydowali, że przed stworzeniem genetycznego modelu człowieka wykonają jeszcze jeden model genetyczny innego owada, wybrali więc muchę owocówkę, z uwagi na dość dużą ilość dostępnych informacji o genach i zachowaniach tego owada. Mucha owocówka okazała się mieć zaledwie 18 000 genów. Pierwotny robaczek miał 24 000 genów, a mucha owocówka ledwie 18 000! Naukowcy nie rozumieli, co to oznacza, odłożyli jednak wyniki badań na bok i rozpoczęli prace nad projektem badawczym ludzkiego genomu.

Rezultaty nadeszły w 2001 roku i wywołały szok: w ludzkim genomie znajduje się tylko 25 000 genów; naukowcy oczekiwali 150 000 genów, a jest ich tylko 25 000! Wywołało to taki szok, że właściwie o tym nie rozmawiano. Kiedy był duży boom na projekty naukowe uzupełniające model ludzkiego genomu, mówiono o około 100 000 brakujących genach. Na ten temat nie było w ogóle żadnych dyskusji na łamach dzienników naukowych. Gdy naukowcy rozumieli, że była niewystarczająca ilość genów potrzebnych do wyjaśnienia ludzkiej złożoności, to doniesienie wstrząsnęło założeniami biologii.

Dlaczego to jest takie ważne? Jeśli nauka jest oparta na sposobie, w jaki działa życie, wówczas taka nauka znajduje praktyczne zastosowanie w medycynie. Jeśli jednak opierasz swoją naukę na niewłaściwej informacji, wtedy ta nauka może się okazać dla praktyki medycznej szkodliwa. Faktem jest, że konwencjonalna medycyna allopatyczna, najważniejsza medycyna jakiej używamy w zachodnim świecie, jest główną przyczyną śmierci w Stanach Zjednoczonych. Jest też odpowiedzialna za jedno na pięć zejść śmiertelnych w Australii. W biuletynie Amerykańskiego Stowarzyszenia Medycznego doktor Barbara Starfield napisała artykuł ujawniający, że według ostrożnych ocen praktyka medyczna jest na trzecim miejscu wśród najczęstszych powodów śmierci w USA. Jednakże ostatnio podobne badanie przeprowadził Gary Null. Okazuje się, że praktyka medyczna jest prawdopodobnie najczęstszym powodem śmierci wśród 750 000 ludzi w Ameryce, którym udzielano każdego roku pomocy medycznej. Jeśliby medycyna wiedziała, co robić, to nie byłoby tylu zejść śmiertelnych.

Rzuciłem uniwersytet w 1980 roku, na siedem lat przed rozpoczęciem projektu poznawania genomu ludzkiego, ponieważ już wtedy byłem świadom tego, iż geny nie kontrolują życia. Wiedziałem, że to środowisko ma wpływ na życie, ale moi koledzy patrzyli na mnie nie jak na radykalnego [naukowca], ale jak na heretyka, ponieważ moje poglądy kolidowały z ogólnie przyjętym dogmatem; dlatego stało się to argumentem religijnym. W pewnym punkcie moja religijność skłoniła mnie ku temu, by zrzec się zajmowanego przeze mnie wówczas stanowiska. Wtedy właśnie zacząłem coraz bardziej rozumieć funkcje mózgu i neurologię. Spróbowałem wtedy dociec tego, że skoro to nie DNA kontroluje komórki, to gdzie w takim razie znajduje się „mózg” komórki?

DNAKomputer wewnątrz

Nowa biologia ujawniła, że mózg komórki jest jej skórą, membraną, interfejsem wnętrza komórki i zmieniającego się świata, w którym żyjemy. Jest to element funkcjonalny kontrolujący życie. To ważne, ponieważ dzięki temu rozumiemy, że jego funkcja pokazuje, że nie jesteśmy ofiarami naszych genów. Poprzez działanie błony komórkowej możemy właściwie kontrolować nasze geny, naszą biologię i nasze życie i robimy to, choć wierzymy, że jesteśmy ofiarami genów.

Zacząłem rozumieć, że komórka była czymś w rodzaju chipa, a jądro było swego rodzaju dyskiem twardym zawierającym programy. Programami były geny. Gdy pisałem ten tekst na moim komputerze, pewnego dnia zrozumiałem, że mój komputer był jak komórka. Posiadał stworzone dla niego programy, ale to co zostało wyrażone przy pomocy komputera, nie zostało określone przez programy. Zostało to określone przez informację, że ja, jako środowisko, piszę na klawiaturze. Nagle wszystkie kawałki złożyły się w całość: błona komórkowa jest właściwie chipem przetwarzającym informacje. Geny komórki stanowią napęd dysku twardego ze wszystkimi możliwymi potencjałami. Właśnie dlatego każda komórka w twoim ciele może stworzyć każdego rodzaju inną komórkę, ponieważ każde jądro zawiera wszystkie geny, które tworzą człowieka. Dlaczego jednak jedna komórka musi być skórą, a inna może być kością lub okiem?

Odpowiedź nie opiera się o programy zawarte w genach, lecz o sposób reakcji na informację pochodzącą ze środowiska. Nagle uderzyła mnie większa rzecz: to, co czyni nas różnymi od innych ludzi, to obecność kompletu unikalnych identyfikujących nas kluczy białek (receptorów) obejmujących klawiaturę znajdującą się na powierzchni naszych komórek. Znajdujące się na błonie komórkowej klucze tożsamości odpowiadają na docierającą ze środowiska informację. Największe „Aha!” brzmiało dla mnie następująco: nasza tożsamość jest właściwie sygnałem środowiskowym poruszającym się po klawiaturze znajdującej się na powierzchni naszych komórek i pobudzającym nasze programy genetyczne; nie siedzisz wewnątrz komórki, tylko poruszasz się po komórce, używając klawiatury jako interfejsu. Jesteś tożsamością wywodzącą się ze środowiska.

W czasach młodości nie wiedziałem, że ta religia oferowała mi prawdę. Odszedłem od ducha i skończyłem się w nauce. Zrozumienie, że moja tożsamość była czymś pochodzącym ze środowiska poruszającego się po moich komórkach, było największym szokiem dla mojego świata, ponieważ zostałem przerzucony z nieduchowej rzeczywistości do czegoś, co wymagało duchowego istnienia. Moje komórki były jak małe telewizorki z antenami, a ja nadawałem coś, co kontrolowało odzyskiwanie informacji z genów. W rzeczywistości programowałem moje komórki.

Zrozumiałem, że jeśli komórka obumarła, to nie oznaczało to od razu problemów z transmisją – transmisja nadal trwa, obojętnie czy komórka istnieje lub nie. Wszystko to uderzyło mnie mocno, wywołując głęboki strach. Zrozumiałem, że przetrwanie nie było tak ważne z powodu mojego niezmiennego charakteru wywodzącego się z jakiejś transmisji w polu. Lęk przed śmiercią zniknął. To było jakieś dwadzieścia pięć lat temu i było to jedno z najcudowniejszych uwalniających doświadczeń, jakie dane mi było kiedykolwiek przeżyć.

Percepcja – siła Nowej Biologii

Postrzegamy środowisko i dostosowujemy naszą biologię, ale nie wszystkie nasze spostrzeżenia są dokładne. Jeśli pracujemy, doświadczając braków w percepcji, wówczas te braki przedłużają okres niedostosowania naszej biologii. Gdy nasze postrzegania są niedokładne, to możemy wtedy właściwie zniszczyć naszą biologię. Kiedy zrozumiemy, że geny są tylko respondentami spostrzeżeń odebranych ze środowiska przez błonę komórkową, to możemy wówczas zrozumieć, gdy nasze życie nie toczy się najlepiej, że musimy zmieniać nie geny, ale naszą percepcję. Łatwiej zmienić percepcję niż ciało fizyczne. W rzeczy samej jest to siła nowej biologii: możemy kontrolować nasze życie, kontrolując naszą percepcję.

„Prawdy” utrzymywane w nauce są w rzeczywistości bzdurami, tak naprawdę są to tylko „założenia” i owe założenia są błędne. Dopóki ich nie poprawimy, będziemy niewłąściwie rozumieć nasz związek z planetą, przyrodą i środowiskiem. Wskutek tego niszczymy środowisko, które dało nam przecież życie.

Błędem numer jeden w tym założeniu jest stwierdzenie, że wszechświat składa się z materii i że możemy go zrozumieć, badając materię. Nasze postrzeganie jedynie materialnej biologii i środowiska z punktu widzenia nauki jest już nieprecyzyjne. Inne założenie mówi, że geny kontrolują życie. Tak naprawdę nasze życie kontrolują nasze spostrzeżenia i to poprzez zmienianie własnych spostrzeżeń możemy kontrolować nasze życie. Przedyskutuję to później. Błędem numer trzy jest bardzo niebezpieczne założenie: ze w naszym rozwoju używamy mechanizmów teorii Darwina, którą to teorię można podsumować jako „przetrwanie najodpowiedniejszego osobnika w walce o istnienie”. Ta teoria staje się nieaktualna w nowej biologii, w której ewolucja jest oparta na współpracy. Dopóki tego nie pojmiemy, będziemy ze sobą rywalizować, walczyć i niszczyć planetę, nie wiedząc, że przetrwamy tylko poprzez współpracę i że nasza nieustanna konkurencja jest ostatnią godziną ludzkiej cywilizacji.

Przyszłość medycyny

Wszystko we wszechświecie jest obecnie pojmowane jako stworzone z energii; dla naszej percepcji wszystko wygląda na fizyczne i stałe, jednak w rzeczywistości są to tylko oddziałujące ze sobą energie i siły. Oddziałując wzajemnie ze swoim środowiskiem, jednocześnie wchłaniasz i wysyłasz energię. Prawdopodobnie bliższe są ci określenia „dobre atmosfery” i „złe atmosfery”. Są to fale, w których wszyscy wibrujemy. Wszyscy jesteśmy energią. Energia w twoim ciele odzwierciedla energię znajdującą się wokół ciebie, ponieważ atomy w twoim ciele nie tylko wydzielają energię, ale również ją pochłaniają. Każdy żywy organizm porozumiewa się przy pomocy tych wibracji. Zwierzęta porozumiewają się z roślinami, one porozumiewają się z innymi zwierzętami. Szamani rozmawiają z roślinami, używając wibracji. Jeśli jesteś wyczulony na różnice między „dobrymi” i „złymi” wibracjami, zawsze udajesz się do miejsc, które zwiększą twoje szanse przetrwania, zwiększą twój wzrost, miłość, etc i trzymasz się z daleka od sytuacji i miejsc, które mogłyby cię wykorzystać lub osłabić ciebie takim, jakim jesteś.

Kiedy nie zwracamy uwagi na nasze energie wibracyjne, to wtedy tracimy najważniejsze informacje z naszego środowiska. Rozumienie nowej fizyki mówi nam, że wszystkie siły są ze sobą powiązane i wzajemnie ze sobą oddziałują. Dlatego musisz uważać na te niewidoczne siły, które związane są z tym, co się dzieje w twoim życiu. W momencie gdy medycyna nie szkoli lekarzy, że ta energia jest częścią systemu, oni bardzo łatwo przyzwyczajają się do używania nowych systemów badania wzrokiem, aby określić, co się dzieje wewnątrz organizmu. Zabawne jest to, że oni odczytali swoje badania jako „mapę”, nie mając przy tym podstawowego pojęcia o tym, że te ich mapy są bezpośrednimi odczytami obecnej w ciele energii.

Na przykład w mammografie wykrywającym raka piersi [monitor] wizualizuje emisję charakterystycznej energii wyróżniającej nowotwór. Co by się stało, gdybyś zamiast wycinać nowotwór, zastosowałbyś energię, która przy zastosowaniu pewnych wzorców zmieniłaby energię tych komórek ciała i przywróciła je z powrotem do normalnej energii? Przypuszczalnie uzyskałbyś leczniczy skutek. To miałoby sens i byłoby czymś, co od tysięcy lat nazywane jest „uzdrawiającymi rękami”. Odbiorca otrzymuje energię, która oddziałuje wzajemnie z jego ciałem, ingerując w nie i przez tą ingerencję zmienia charakter energii w materii fizycznej, ponieważ materia jest złożona z energii. Jest to przyszłość medycyny, choć obecnie nie jest ona jeszcze aż tak rozwinięta.

Fizycy kwantowi ujawniają, że pod oczywistą fizyczną strukturą nie ma niczego oprócz energii, i że jesteśmy istotami zbudowanymi z energii. To znaczy, że oddziałujemy wzajemnie ze wszystkim dookoła. To ma bardzo poważny wpływ na opiekę zdrowotną. Fizycy kwantowi pokazują, że energie zawsze są ze sobą powiązane. We wszechświecie złożonym z energii fale zawsze płyną i oddziałują wzajemnie z innymi falami. Może się okazać, że nie możemy w pełni oddzielić kogoś od środowiska, w którym ta osoba żyje. Fizycy kwantowi mówią, że niewidoczna energia jest czasem sto razy skuteczniejsza w przenoszeniu informacji, niż sygnały materialne (na przykład lekarstwa). To, w czym zaczynamy się orientować, to to, że istnieje niewidoczny świat, z którym jeszcze się nie uporaliśmy pod względem zrozumienia natury naszego zdrowia.

Innymi słowy, bardziej niż na materii w świecie kwantowym skupiamy się na energii. W świecie mechanicznym powiedzieliśmy, że możemy wszystko zrozumieć przez redukcjonizm. Jednak w nowszym rozumieniu kwantowego wszechświata musimy zrozumieć holizm: nie możesz oddzielić jednej wibracji energii od innej. Musimy zrozumieć, że w świecie, w którym żyjemy, jesteśmy zaplątani w nieskończonej ilości wibracji energii i że jesteśmy z nimi wszystkimi połączeni!

Oto moja definicja środowiska: jest to wszystko, począwszy od jądra twojego jestestwa aż po krawędź wszechświata. Zawiera się w tym wszystko, co znajduje się wokół ciebie, jak również planety i słońce oraz cały układ słoneczny. Jesteśmy częścią tego całego pola. Aby zreasumować znaczenie tego wszystkiego, pozwolę sobie zacytować Alberta Einsteina: „Pole jest jedynym urzędem rządzącym cząsteczką”. Oznacza to, że: pole, niewidoczna energia, jest jedynym urzędem rządzącym fizyczną rzeczywistością.

Bruce Lipton

Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios

Od tłumacza: Ten artykuł jest fragmentem trzyczęściowej prezentacji dźwiękowej, wydanej na ośmiu płytach CD przez wydawnictwo Sounds True (www.soundstrue.com). W tym roku planuję zamieścić w Paranormalium także tłumaczenie innego fragmentu tej prezentacji. Bruce Lipton jest także autorem książki „The Biology of Belief” (Biologia wiary).

Źródło: http://www.paranormalium.pl/702,40,artykul.html

Serwis Paranormalium.pl jest licencjonowany na warunkach Creative Commons. Możesz wykorzystywać wszelkie materiały pod warunkiem podania ich autora i źródła jako serwisu http://www.paranormalium.pl

2) Bruce Lipton: Nowa Biologia – Umysł ponad genami

Na początku mojej kariery badacza naukowego i profesora w szkole medycznej aktywnie popierałem pogląd mówiący, że ludzkie ciało jest „biochemiczną maszyną ‚zaprogramowaną’ przez geny”. My, naukowcy, sądziliśmy, że nasze moce, takie jak zdolności artystyczne lub intelektualne, i nasze słabości, takie jak choroba sercowo-naczyniowa, rak albo depresja, reprezentują cechy, które były wcześniej zaprogramowane w naszych genach. Odtąd postrzegałem cechy życia i niedobory, jak również stan naszego zdrowia o nasze słabości jako zaledwie odbicie naszej dziedziczności.

Do niedawna sądzono, że geny same się aktualizowały… że mogły się „same włączać i wyłączać”. Takie zachowanie jest wymagane, żeby geny mogły kontrolować biologię. Choć w aktualnych kursach biologicznych i podręcznikach nadal podkreślana jest władza genów, w wiodącej gałęzi nauki o komórkach pojawiło się radykalnie nowe rozumowanie. Teraz powszechnie się uznaje, że to środowisko, a w szczególności nasza percepcja (interpretacja) środowiska, bezpośrednio kontroluje działalność naszych genów. Działalność genów jest kontrolowana przez środowisko za pomocą procesu zwanego kontrolą epigenetyczną.

Ta nowa perspektywa ludzkiej biologii nie postrzega ciała jako wyłącznie urządzenia mechanicznego, ale raczej włącza również rolę umysłu i ducha. Ten przełom w biologii jest fundamentalny w kwestii leczenia, ponieważ uznaje, że kiedy zmieniamy naszą percepcję lub wiarę, to wysyłamy do naszych komórek całkowicie odmienne wiadomości i przeprogramowujemy ich wyrażenie. Nowa biologia ujawnia, dlaczego ludzie mogą mieć spontaniczne remisje lub odzyskiwać zdrowie po urazach, po których uznano ich za niepełnosprawnych do końca życia.

Funkcjonalne części ciała są indywidualnymi komórkami, z których składa się nasze ciało. Chociaż każda komórka jest naturalnie inteligentna i potrafi sama przeżyć, gdy zostanie oddzielona od ciała, w ciele każda komórka zrzeka się swojej indywidualności i staje się członkiem wielokomórkowej społeczności. Ciało tak naprawdę reprezentuje kooperatywny wysiłek społeczności składającej się z około pięćdziesięciu trylionów pojedynczych komórek. Zgodnie z definicją, społeczność jest organizacją osób oddanych popieraniu współdzielonej wizji. W konsekwencji, kiedy każda komórka jest wolnym i żywym bytem, wówczas społeczność cielesna wykonuje życzenia i zamiary swojego „głosu centralnego”, czyli postaci, którą my postrzegamy jako umysł i ducha.

Gdy umysł spostrzega, że środowisko jest bezpieczne i wspierające, komórki zajęte są wzrostem i utrzymaniem ciała. W stresujących sytuacjach komórki zrzekają się swoich normalnych funkcji i przyjmują defensywną „ochronną” postawę. Zasoby energii ciała, zwykle podtrzymujące wzrost, są kierowane do systemów odpowiedzialnych za zapewnienie ochrony w czasie stresu. Po prostu procesy wzrostu sa ograniczane lub wstrzymywane [przy włączonym] systemie stresu. Gdy nasze systemy mogą się przystosować w okresie krótkotrwałego stresu, przedłużający się lub chroniczny stres osłabia je, ponieważ zapotrzebowanie na energię koliduje z wymaganiem utrzymania ciała, co w konsekwencji prowadzi do zaburzeń i choroby.

Zasadniczym źródłem stresu jest systemowy „głos centralny”, czyli umysł. Umysł jest jak kierowca pojazdu. Przy dobrych umiejętnościach kierowcy, pojazd może być [dobrze] utrzymany i mieć przez całe życie dobre osiągi. Mając kiepskiego kierowcę, pojazd staje się wrakiem zaśmiecającym pobocze drogi lub ląduje na złomowisku. Jeśli posiądziemy dobre „umiejętności kierowcy” w kwestii zarządzania naszymi zachowaniami i postępowaniu z naszymi emocjami, wtedy powinniśmy wieść długie, szczęśliwe i produktywne życie. W kontraście, posiadając niewłaściwe zachowania i patologicznie postępując z emocjami, niczym zły kierowca wpędzamy w stres nasz komórkowy „pojazd”, zakłócając jego osiągi i powodując awarię.

Czy jesteś dobrym, czy złym kierowcą? Zanim odpowiesz na to pytanie, uświadom sobie, że istnieją dwa oddzielne umysły, tworzące kontrolujący ciało „głos centralny”. Świadomy umysł (czyli jaźń) oznacza myślenie w kategorii „ty”, jest to twórczy umysł, wyrażający wolną wolę. Jego partnerem pomocniczym jest podświadomy umysł, wspaniały komputer posiadający bazę zaprogramowanych zachowań. Niektóre programy wywodzą się z genetyki, są to nasze instynkty i reprezentują one naszą naturę. Jednakże ogromna większość podświadomych programów jest nabywana poprzez nasze uczące doświadczenia rozwojowe, te programy reprezentują pożywienie.

Podświadomy umysł nie jest miejscem [działania] rozumowania lub twórczej świadomości, jest to tylko urządzenie ściśle reagujące na bodźce. Kiedy zostanie spostrzeżony sygnał środowiskowy, to wtedy podświadomy umysł refleksyjnie uaktywnia zgromadzoną wcześniej behawioralną odpowiedź… nie jest tu wymagane żadne myślenie. Podświadomy umysł jest programowalnym automatycznym pilotem, który może prowadzić pojazd bez obserwacji lub świadomości pilota – świadomego umysłu. Kiedy podświadomy automatyczny pilot kontroluje zachowanie, wówczas świadomość jest wolna i może śnić o przyszłości lub przeglądać przeszłość.

Skuteczność dwuumysłowego systemu jest zdefiniowana przez jakość programów zgromadzonych w podświadomym umyśle. Zasadniczo jest to osoba, która nauczyła cię modelować twoje umiejętności kierowcy. Na przykład, jeśli jesteś nauczony, by jechać z jedną stopą na gazie, a drugą na hamulcu, to obojętnie ile posiadałbyś pojazdów, w każdym po jakimś czasie spowodujesz zużycie hamulca i awarię silnika. Podobnie jeśli nasz podświadomy umysł ma zaprogramowaną niewłaściwą odpowiedź behawioralną na doświadczenia życiowe, wtedy nasze suboptymalne „umiejętności kierowcy” przyczynią się do życiowej klęski i oparzenia się w zetknięciu z doświadczeniem. Na przykład chorobę sercowo-naczyniową, główną przyczynę śmierci, można bezpośrednio przypisać do behawioralnych programów, które źle kierują odpowiedzią ciała na stres.

Nowa Biologia

Czy jesteś dobrym, czy złym kierowcą? Odpowiedź jest trudna, bo w naszym świadomym twórczym umyśle możemy siebie uważać za dobrych kierowców, jednakże samosabotażujące lub ograniczające programy behawioralne w naszym podświadomym umyśle niepostrzeżenie podkopują nasze wysiłki. Jesteśmy świadomie nieświadomi naszych podstawowych percepcji lub przekonań o życiu. Powód jest taki, że mózg prenatalny i noworodkowy operuje predominująco w zakresie dal delta i theta przez pierwsze sześć lat naszego życia. Ten niski poziom aktywności mózgu jest nazywany stanem hipnagogicznym. Znajdując się w tym hipnagogicznym transie, dziecko nie musi być aktywnie trenowane przez swoich rodziców, ponieważ otrzymuje swoje programy behawioralne po prostu obserwując rodziców, rodzeństwa, rówieśników, i nauczycieli. Czy twoje wczesne doświadczenia rozwojowe dostarczyły ci dobrych modeli zachowań do używania ich w procesie rozwoju twojego własnego życia?

Przez pierwsze sześć lat życia dziecko nieświadomie nabywa behawioralny repertuar, którego potrzebuje, by stać się funkcjonalnym członkiem społeczeństwa. Jakby tego było mało, podświadomy umysł dziecka również pobiera przekonania wiążące się z jaźnią. Kiedy rodzic mówi małemu dziecku, że jest głupie, nie zasługuje na coś lub karci je w inny sposób, to również jest to zapisywane w podświadomym umyśle dziecka jako „fakt”. Te nabyte przekonania formują „głos centralny” kontrolujący los komórkowej społeczności ciała. Kiedy świadomy umysł może utrzymywać czyjąś jaźń w wysokiej kondycji, to potężniejszy umysł może w tym samym czasie wykazywać zachowania samodestrukcyjne.

Podstępna część mechanizmu automatycznego pilota wygląda tak, że podświadome zachowania są zaprogramowane w taki sposób, że uaktywniają się bez kontroli lub obserwacji ze strony świadomej jaźni. Odkąd większość naszych zachowań znajduje się pod kontrolą świadomego umysłu, wówczas rzadko je obserwujemy lub nie wiemy, że są aktywne. Gdy twój świadomy umysł dostrzeże, że jesteś dobrym kierowcą, umysł podświadomy, który przez większość czasu kontroluje dłonie kierowcy, może sprowadzić cię na drogę prowadzącą do ruiny.

Zostaliśmy doprowadzeni do tego, że sądzimy, że używając siły woli możemy ominąć negatywne programy naszego podświadomego umysłu. niestety, robiąc to, musisz naprawdę podkreślić słowo „siła”, ponieważ musisz stale czuwać nad swoim własnym zachowaniem. Wystarczy moment nieuwagi, by podświadomy umysł automatycznie się włączył i uaktywnił swoje zapisane wcześniej, oparte na doświadczeniach, programy.

Podświadomy umysł naprawdę jest taśmowym graczem. W podświadomym umyśle, przeglądającym behawioralne taśmy, nie ma żadnego bytu obserwującego. Podświadomość jest maszyną zapodającą nagrania z playbacku, w której dostrzeżone bodźce powodują uaktywnienie się wstępnie zaprogramowanych zachowań. Faktycznie, ludzie, widząc jak aktywują się ich własne podświadome programy, mówią czasami coś w stylu „Ten koleś tylko wcisnął moje przyciski!”.

W przeciwieństwie do mocy świadomego umysłu, umysł podświadomy jest miliony razy potężniejszym procesorem informacji. Także dlatego neurolodzy podkreślają, że świadomy umysł wytwarza 5% lub nawet mniej kognitywnej aktywności w ciągu dnia. 95 do 99% naszych zachowań wywodzi się bezpośrednio z podświadomości. Odtąd użycie określenia „moc” w znaczeniu siła woli oznacza dla świadomego umysłu duży wysiłek przy prowadzeniu rachunków podświadomych zachowań. Pozytywne myślenie przynosi efekty, jeśli podświadomość wspiera świadome zamiary.

Problem z próbą przeprogramowania podświadomości jest taki, że nie zdołamy zrozumieć, że odtwarza ona behawioralne „taśmy”. By zrozumieć, dlaczego świadoma świadomość niechętnie zmienia podświadome programy, rozważmy tę pouczającą analogię: przynoszę ci kasety, ty je wkładasz do odtwarzacza i włączasz odtwarzanie. Gdy kaseta odtwarza program, ty orientujesz się, że go nie lubisz. Krzyczysz więc na odtwarzacz, by zmienił program, prosisz, by zagrał coś innego. Po chwili, nie słysząc odpowiedzi, wrzeszczysz głośniej i jeszcze bardziej denerwujesz się na twój odtwarzacz, ponieważ on nie odpowiada na twoją prośbę. Gdy sytuacja wydaje się beznadziejna, zaczynasz prosić Boga o pomoc w zmianie programu. Konkluzja jest prosta, obojętnie jak głośno być nie wrzeszczał, magnetofon i tak nie zmieni programu. Aby zmienić nagrany na kasecie program, musisz wcisnąć przycisk nagrywania i dopiero wtedy możesz wprowadzić do programu pożądane zmiany.

Z tego problemu są dwa wyjścia. Po pierwsze, możemy stać się bardziej świadomi i mniej polegać na zautomatyzowanych podświadomych programach. Będąc w pełni świadomi, stajemy się bardziej mistrzami naszych losów, niż „ofiarami” naszych programów. ta ścieżka podobna jest do buddyjskiej uważności oddychania (po angielsku „mindfulness”). Po drugie, możemy użyć rozmaitych nowych modalności psychologii energii, które umożliwiają szybkie i głębokie przeprogramowanie ograniczeń podświadomych przekonań. Te nowe modalności energii dostarczają zdolności do ponownego zapisania ograniczeń percepcji (przekonań) i sabotażu zachowań przy użyciu procesów, które są mechanicznie podobne do wciśnięcia przycisku nagrywania w odtwarzaczu podświadomego umysłu. Posiadając świadomą świadomość, możemy aktywnie przekształcić charakter naszego życia na taki, dzięki któremu będzie ono wypełnione miłością, zdrowiem i pomyślnością. Użycie tych nowych modalności dostarcza klucz do osobistego wzrostu i przemiany.

Rozmaitość modalności psychologii energii, takich jak Psych-K, Holograficzne Remodelowanie (Holographic Repatterning) czy RozmowaZCiałem (BodyTalk) to tylko jedne z bardzo wielu programów, jakie można znaleźć w Sieci.

Bruce Lipton

Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios

Źródło: http://www.paranormalium.pl/716,40,artykul.html

Serwis Paranormalium.pl jest licencjonowany na warunkach Creative Commons.

Możesz wykorzystywać wszelkie materiały pod warunkiem podania ich autora i źródła jako serwisu www.paranormalium.pl

3) Bruce Lipton: Nowa Biologia – Odkrywając biologię wiary

Każda komórka jest inteligentnym organizmem. Możesz ją wyjąć z ciała, umieścić na szalce Petriego,

a ona będzie prowadziła własne życie: poradzi sobie ze środowiskiem, urośnie, rozmnoży się i stworzy społeczność wraz z innymi komórkami.

W ludzkim ciele zajmujemy się ogromną społecznością komórek pracujących razem w harmonii. W kulturalnym zagłębiu komórki zachowują się jak indywidualne byty. Jednakże komórki w ciele służą jako społeczność; żadna z nich nie może robić sobie co jej się żywnie podoba, bo wtedy spójność grupy ulegnie rozpadowi. Dlatego komórki znajdujące się w jednej społeczności nabywają centralną inteligencję, która związana jest z koordynowaniem działalności indywidualnych komórek w grupie. Komórki wydają się podporządkowywać temu centralnemu głosowi. Ludzki organizm jest społecznością składającą się z ponad pięćdziesięciu trylionów komórek działających zgodnie i w harmonii, dążących do dostosowania się do próśb i poleceń centralnego głosu. A jest to centralny głos, który nabywa i uczy się percepcji, z którą musimy się borykać przez całe nasze życie.

Istnieją trzy źródła percepcji kontrolujących życie. Źródłem numer jeden jest genetyka, która utrzymuje instynkty wspólne dla wszystkich ludzi, podstawowe sprawy takie jak automatyczne wyciągnięcie ręki z ognia. Drugi zestaw percepcji wywodzi się z podświadomego umysłu, czyli części kontrolującej wszystkie funkcje, o których nie musimy myśleć. Gdy raz nauczysz się chodzić, program kontrolujący chodzenie stanie się częścią podświadomego umysłu. Wystarczy, że chcesz gdzieś iść i mózg sam skoordynuje zachowanie. Trzecim źródłem percepcji jest świadomy umysł. Świadomy umysł może przepisać któryś z podstawowych programów, które nabyłeś, a ty możesz nawet wrócić i zmienić działalność genetyczną. Świadomy umysł jest unikalny dlatego, że może zmienić całą historię percepcji, by w ten sposób mieć wpływ na różne zachowania i style życia.

Jak dzieci się uczą

W ludzkim rozwoju, gdy plemnik i komórka jajowa łączą się ze sobą, ich los jest przypuszczalnie kontrolowany przez odziedziczone geny. Rola kobiety w embrionalnej fazie rozwoju została ograniczona do żywienia płodu komponentami krwi dostarczanymi przez pępowinę do płodu. Krew kobiety zawiera jednak o wiele więcej, niż tylko odżywkę. Krew zawiera także mnóstwo cząsteczek informacyjnych, takich jak hormony i emocjonalne substancje chemiczne. Matka zawsze dostosowuje swoją fizjologię i emocje, by dzielić je z wariantami życia. Gdy jej krew jest dostarczana przez łożysko bezpośrednio do płodu, wówczas płód doświadcza i odczuwa to samo, co matka. To wspaniały i inteligentny pomysł Matki Natury. Płód, gdy się urodzi, będzie żył w tym samym środowisku, które postrzega jego matka, więc matka pomaga płodowi „dostosowywać” się do aktualnych warunków panujących na świecie. Jeśli matka postrzega świat jako zagrożenie, wysyła do płodu zupełnie inne sygnały, niż gdyby postrzegała świat jako ciepłe, wspierające miejsce.

Gdy hormony stresu przemierzają łożysko, wówczas mają w płodzie dokładnie takie samo miejsce docelowe, jak w ciele matki. Powodują one, że embrionalne naczynia krwionośne kurczą się w trzewiach, wysyłając więcej krwi do peryferii i przygotowując płód do walki jako odpowiedzi. U rozwijającego się płodu będzie się poprawiał rozwój systemu mięśniowo-kostnego i ciało będzie większe, zaś mózg będzie tak przygotowany, by skoordynować taką [waleczną] odpowiedź. W naprawdę niestałym świecie matka wytworzy dziecko, które będzie miało wiele korzyści, ponieważ jego zdolność do bycia wojownikiem i przetrwania będzie znacznie większa. Tak, geny kontrolują rozwój ciała, ale gdy poprawisz jakieś organy i usuniesz inne, jest to oparte na strumieniu informacyjnych substancji chemicznych, które są transportowane z krwi matki do łożyska.

Obecnie wiadomo już, że gdy dziecko się rodzi, jest w pełni podatne na doświadczanie prawie wszystkich emocji dorosłych. Noworodki mogą wyrażać wściekłość, zazdrość, gniew, miłość i smutek. Okazuje się, że zarówno matka jak i ojciec właściwie dostosowują i kształtują fizjologię dziecka i jego zachowanie, by dostosować je do [otaczającego] świata. Jeśli rodzice zorientują się, że świat stwarza jakieś problemy, wówczas ich dziecko będzie tym dotknięte. Na przykład, gdy rodzice nie chcą dziecka, wówczas taka informacja, w formie emocjonalnej chemii, przedostaje się do dziecka poprzez łożysko! Płód już wie, że nie ma zagwarantowanego wsparcia. Bardzo ważne jest dla nas uświadomienie sobie faktu, że tworzenie dziecka jest bardzo ważnym i dynamicznym procesem interakcyjnym, zachodzącym pomiędzy rodzicami a płodem. W istocie najnowsze rozumienie ludzkiej patologii wyraźnie pokazuje, że zagadnienia oddziałujące na nas jako dorosłych, takie jak choroby sercowo-naczyniowe, nowotwór i otyłość mają tak naprawdę swoje korzenie w okołopojęciowych, embrionalnych i noworodkowych fazach życia. Warunki, w jakich rozwija się dziecko znajdujące się w macicy, kształtują dziecko na całe życie pod względem zachowania i fizjologii.

Gdy dziecko rodzi się, godzinami wpatruje się w twarze swoich rodziców, usiłując odczytać z nich emocje. Powód takiego zachowania jest bardzo ważny – wyraz twarzy rodzica uczy niemowlę tego, jaki jest jego nowy świat. Gdy dziecko bada swój świat i napotka coś „nowego”, odczytując jednocześnie z twarzy rodzica zainteresowanie lub lęk, natychmiast uczy się, że tego czegoś musi unikać. Dziecko będzie się cofało przed wszystkim, co rozpozna jako zagrożenie, i jest to odpowiedź jak najbardziej prawidłowa dla jego życia. Przez takie stykanie się [z nowymi rzeczami] i interakcje z nimi rodzice zaprogramowują odpowiedzi dziecka. Brak rodziców i takich interakcji prowadzi do problemów w rozwoju dziecka, zwanych zaburzeniami przywiązania. Takie dzieci mają problem ze skupieniem się i wykazują wyraźne cechy podobne do zaburzenia zwanego deficytem uwagi (w psychologii i psychiatrii określa się tak wyraźne trudności w utrzymaniu uwagi w pożądanym miejscu – przyp. Ivellios). Nauka udokumentowała to, że odpowiedź na świat, którą nabyliśmy od naszych rodziców, jest bardzo ważna w procesie kształtowania naszej fizjologii, zdrowia i chorób, jakich możemy doświadczyć w późniejszym życiu.

Władza umysłu

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=nZpaXViyPYM

Jesteśmy potężni i zdolni do robienia rzeczy, które nazywamy cudami. Cuda to tak naprawdę zdarzenia, których nauka jeszcze nie rozumie. Bardzo głębokie cuda zdarzają się każdego dnia. Na przykład ktoś ma raka i nagle u tej osoby zmienia się postrzeganie i może ona doświadczyć spontanicznej remisji (złagodzenia objawów/przebiegu choroby – przyp. Ivellios). Zmieniając swoje postrzeganie życia, przeprogramowują swoje komórki. Stanowi to wyrażenie epigenetycznych mechanizmów, procesów molekularnych, które oddają władzę osobie. Nowa nauka, zamiast postrzegać nas jako „ofiary komórek”, zauważa władzę, pozwalającą nam kontrolować komórki.

W ciągu historii było wiele relacji o ujawnianiu władzy [bądź siły] naszych myśli. Efekt placebo jest tak naprawdę „efektem postrzegania”. Jeśli sądzisz, że coś ci pomoże, to sama wiara może doprowadzić do powstania procesu uzdrawiającego. Wśród najlepiej sprzedających się leków na rynku znajdują się leki typu SSRI (grupa psychoanaleptycznych leków antydepresyjnych – przyp. Ivellios) – takie jak Prozac czy Zoloft – które, jak ujawniły przedsiębiorstwa farmaceutyczne za pośrednictwem organizacji Freedom of Information Act, działają nie lepiej niż efekt placebo. Efekt placebo polega na tym, że tak naprawdę nie bierzemy żadnych korzyści z zażywania czegoś, jest to pogląd mówiący, że wiara może kontrolować naszą biologię i fizjologię. I faktycznie, obecnie zakłada się, że około jednej trzeciej wszystkich medycznych metod uzdrawiania, w tym chirurgia, opera swoje działanie właśnie na efekcie placebo.

Tym, co jest najważniejsze i co zostawiliśmy poza naszym wyobrażeniem, jest równy i przeciwny efekt, zwany „efektem nocebo”. Zachodzi on wówczas, gdy negatywna myśl lub wiara używana jest do kształtowania naszej biologii. Na przykład gdy jakiś profesor, doktor medycyny czy inny specjalista powie ci, że umrzesz w ciągu trzech miesięcy i ty w to uwierzysz, możesz wtedy ustawić datę w swoim postrzeżeniowym zegarze, potem zaczynasz uwalniać się od życia i umierasz w ciągu trzech miesięcy. Zasadniczo placebo i nocebo są dwiema stronami tego samego medalu i po prostu reprezentują skutek działania percepcji.

Tutaj jednak pojawia się pewien problem: świadomy umysł może przetworzyć około czterdziestu bitów danych na sekundę, ale podświadomy umysł może w tej samej sekundzie przetworzyć czterdzieści milionów bitów danych. Odniesienie jest proste. Podświadomy umysł jako procesor informacji jest milion razy potężniejszy od umysłu świadomego. Wszyscy wierzymy, że prowadzimy nasze życie używając świadomego umysłu. Oto, czego chcę od życia. Chcę czynić te wszystkie cudowne rzeczy. Jeśli nasze życie nie wygląda tak jak byśmy chcieli, to skutkiem tego jest tendencja do wmawiania sobie „Nie mogę dostać tego, czego chcę, świat mi tego nie daje”. Przyjmujemy wówczas rolę ofiary. Nowe wglądy zupełnie zrewolucjonizowały ten pogląd. Teraz poznajemy, że 95% do 99% naszej kognitywnej działalności pochodzi z podświadomego umysłu, a mniej niż 5% pochodzi lub jest kontrolowane przez świadomy umysł.

Kiedy potwierdzamy coś lub myślimy pozytywnie, używamy wówczas małego procesora, który ma mniej niż 5% wpływu [na nasze życie], co oznacza, że musimy byc zależni od siły naszej woli, by móc opanować podświadomy umysł. To jest prawie niemożliwe do wykonania, ponieważ momentalnie angażujemy nasze gałki oczne, automatycznie powracamy do wstępnie wyznaczonych programów, które są zapisane w naszym podświadomym umyśle. Pozytywne myślenie samo w sobie jest dobre, lepsze niż negatywne myślenie, gdy jednak jesteś zaangażowany w pozytywne myślenie używając świadomego umysłu, podświadomy umysł wraz ze swoimi ograniczeniami i samosabotującymi programami wciąż pracuje! W konsekwencji tego pozytywne myślenie nie polepsza sytuacji u większości ludzi.

Nie jest prawdą, że świadomy umysł nie jest potężny, ponieważ może on w ludzkim ciele przeprowadzić każde działanie. Myśleliśmy [do niedawna], że może on tylko sterować dobrowolnym systemem – szkieletowymi mięśniami, rękami i nogami. Jogini pokazali jednak, że świadomy umysł może zmieniać temperaturę ciała, ciśnienie krwi i szybkość bicia serca. Świadomy umysł, jeśli skupi się na jakiejś części ciała lub funkcji, to może ją kontrolować. Jednakże świadomy umysł, będąc małym procesorkiem (40 bitów na sekundę), nie może kontrolować jednocześnie tak wielu rzeczy, jak podświadomy umysł, przetwarzający 40 milionów bitów na sekundę.

Większość ludzi prawie nie używa świadomego umysłu. Prowadzą swoją egzystencję z dnia na dzień, używając programów zgromadzonych w ich podświadomym umyśle. Jakie programy uruchamia ów podświadomy umysł? Odpowiedziami są wymagane programy, które zostały w nim zapisane. Żadnych wariacji w temacie. To, czego się nauczyliśmy, będzie nami sterowało przez całe życie, chyba że wejdziemy do podświadomego umysłu i przepiszemy program. Świadomy umysł często zapomina programy pochodzące z podświadomego umysłu, ponieważ umysły świadomy i podświadomy działają równocześnie: jeden nie obserwuje drugiego. Czy więc to, że nie dostaję w życiu tego czego chcę, jest spowodowane tym, że wszechświat mi tego nie daje, czy raczej tym, że niweczę sam siebie? Prawie nieuchronnie sabotujemy sami siebie przez ograniczenia programów zgromadzonych w naszym podświadomym umyśle.

Czy musimy wrócić i zidentyfikować, w jaki sposób nastąpiło podświadome programowanie? Absolutnie nie. Podświadomy umysł nie zna przyszłości ani przeszłości. On przez cały czas obsługuje obecną chwilę. Przychodzi sygnał ze środowiska, który naciska receptor, który angażuje wykonawcę, który wtedy koordynuje odpowiedź. To jest podświadomy umysł. Nie ma tam nikogo. Nie ma nikogo, który rozmawiałby lub negocjował z podświadomym umysłem. Musimy znaleźć inny sposób działania i wpływania na programy zgromadzone w podświadomym umyśle. Jedną z propozycji jest coś, co buddyści nazywają siłą umysłu – bycie w pełni świadomym przez cały czas i podejmowanie decyzji z użyciem twórczego umysłu, nie zaś z pomocą nałogowego podświadomego umysłu. wszystkie Ścieżki Jogi dostarczają różnych takich praktyk. Inna propozycja zawiera kliniczną hipnoterapię i nowe pole rozmaitych modalności, które są nazywane „psychologią energii”, sposobami identyfikowania i przepisywania programów wiary w naszych podświadomych umysłach.

Przyjmowanie osobistej odpowiedzialności

Nowa biologia jest bardzo ważna, ponieważ pokazuje nam, dlaczego brakuje nam osobistej odpowiedzialności, dlaczego nie poznajemy jak silni jesteśmy w kontrolowaniu naszego życia i tego co się dzieje w naszym świecie, dlaczego jesteśmy na ścieżce prowadzącej do wymarcia i dlaczego nasz świat się rozpada. Niszczymy środowisko. Jesteśmy w kryzysie wszystkiego, w tym w kryzysie zdrowia. Lęki, których doświadczamy, pogłębiają kryzys ochrony zdrowia, ponieważ nasze lęki wywołują ochronne odpowiedzi, które hamują mechanizmy wzrostu i funkcje systemu immunologicznego. Znajdujemy się w eskalującym cyklu lęku i chorego zdrowia. To nas musi obudzić. To nas stawia na nogi jako osoby, po to żebyśmy przyznali się wreszcie do tego, kim jesteśmy.

Nowe nauki o epigenetyce i mechanizmach kwantowych rozpoznają ważną rolę niewidocznych pól w kontrolowaniu życia, wliczając w to myśli i energie, które przyczyniają się do naszej rzeczywistości. Te nowe świadomości zmieniają nasz stary światopogląd. Teraz wiemy, że kontrolujemy nasze geny. Kontrolujemy nasze życie. Nasze myśli są prawdziwe i namacalne. One wpływają na naszą fizjologię. Fizycy zaczynają teraz rozpoznawać, że wszechświat jest budowlą umysłową. Wiedząc te rzeczy, stajemy się silniejsi. Programy w naszych podświadomych umysłach są zgromadzone jako życie, którego doświadczamy. To, co musimy zrobić, to przejrzeć nasze życie i zidentyfikować to, co chcemy w nim zmienić. Rzeczy, dla których się staramy a które nie działają, są odbiciem podświadomego programu, który niweczy nasze wysiłki, by się do niego dostać. Nie musimy do niego wracać i dowiadywać się, jak nabyliśmy ten program; byłoby to równoznaczne z zabiciem „posłańca” przez „wiadomość” (wynikanie nabycia podświadomego programu). Mimo iż możemy przepisać podświadome programy, używając rozmaitych metod żeby to zrobić, tak naprawdę jesteśmy ofiarami naszych podświadomych umysłów. Nie jesteśmy ofiarami świata czy naszych własnych systemów wiary. Gdy oczyszczamy te ścieżki, stajemy się silniejsi. Wtedy i tylko wtedy będziemy mogli prawdopodobnie doświadczyć tego, co Jezus ujął tymi słowy: „Będziesz mógł uczynić te wszystkie cuda nawet lepiej niż ja, jeśli tylko uwierzysz, że możesz”.

Musisz uświadomić sobie coś, co również i ja sobie uświadomiłem. To nie jest tylko nabywanie świadomości w moim świadomym umyśle, to tak naprawdę stosowanie tej świadomości w moim życiu, co powoduje zmianę. Kiedy umysł może nas tam poprowadzić, to musimy coś zrobić, by zamanifestować magię w naszym życiu. Byliśmy w desperackim wyścigu do zmiany tego, kim jesteśmy i czym jesteśmy, by móc wprowadzić nasze środowisko i naszą planetę spowrotem w stan harmonii, i przyciągnąć z powrotem nasze szanse przetrwania. Wszyscy jesteśmy komórkami większego organizmu, zwanego ludzkością. Gdy posiądziemy tą wiarę, zaczniemy się wspierać, zamiast nawzajem się zabijać. Nasza przyszłość leży w poznaniu, że jesteśmy dużo więksi jako całość [jako społeczność], niż jako pojedyncze osoby.

Pomyśl o tym w ten sposób: pod twoją skórą w harmonii w bardzo zamkniętym środowisku żyje pięćdziesiąt trylionów komórek. Te komórki są bardzo inteligentne. Zawsze spoglądaliśmy na wszystko bardziej jako istoty mniej inteligentne niż jako ludzie. To jest nasza arogancka duma i będzie nas ona sporo kosztować. Jeśli potrafisz zajrzeć do wnętrza ciała i zobaczyć te tryliony komórek żyjących w harmonii, musisz wiedzieć jedno: każda z tych komórek jest czującą istotą, tak samo jak każdy z nas. Życie i praca każdej komórki muszą wspierać tą społeczność. Są reguły i regulacje. Komórki dostają zaopatrzenie. Opiekują się zdrowiem poprzez system immunologiczny. Śmieci usuwają poprzez system wydalniczy. System trawienny dostarcza im pokarmu. Wewnątrz naszych ciał żyją społeczeństwa składające się z trylionów osób, które mogą prosperować będąc w dobrym zdrowiu, obecnie jednak kilka miliardów ludzi na naszej planecie żyje tak bardzo poza balansem, że powoduje to niszczenie naszego środowiska.

To zrozumienie cofa nas do epoki mistycznej wiary, która głosiła, że „Odpowiedź znajduje się wewnątrz”. Jeśli chcemy zrozumieć, jak zbudować populację liczącą kilka miliardów ludzi na naszej planecie, wówczas odpowiedź znajdziemy pod naszą skórą. Ludzie rozwijają się. Ludzkość uzupełnia się jako wieloosobowa społeczność i w pewnej chwili zorientujemy się, że walcząc z innymi walczymy sami z sobą. Ludzkość to jedno ciało zawierające komórki i każdy z nas w tej strukturze jest komórką. Gdy to zrozumiemy, powinniśmy przestać się krzywdzić i zacząć organizować się w strukturę społeczną, która odzwierciedla to, co się dzieje wewnątrz ludzkiego ciała. Gdy dojdziemy do tego punktu, Ziemia uzupełni swój rozwój jako pojedyncza żywa komórka. Jaka jest nasza rola w tej żywej komórce Ziemi? Jesteśmy ekwiwalentami białek w błonie komórkowej Ziemi. Jesteśmy białkowymi „receptorami” na powierzchni Ziemi, które otrzymują sygnały ze środowiska, oraz „wykonawcami” białek, które zajmują się kontrolą ekspresji planety!

Zagubiliśmy nasze oryginalne określenie misji. Pierwotni mieszkańcy, którzy tu są, przypominają nam, że jesteśmy ogrodnikami i tym, czego dokonaliśmy do tej pory, jest niszczenie Ogrodu. Ponieważ jednak wciąż się rozwijamy, zaczynamy poznawać siłę naszej świadomości. Musimy zorganizować nasze życie już teraz, by móc je zaplanować następnym razem. Możemy stworzyć na tej planecie zupełnie odmienne doświadczenie. Gdy planeta uzupełni swój rozwój, stanie się indywidualną żywą komórką. Historia ewolucji pokazuje, że poziom rozwoju zawsze się uzupełnia, dołącza się do innych podobnych bytów i razem z nimi tworzy potężniejszą strukturę społeczną. Dlatego, uprzedzam, zaczniemy w tym czasie wzajemnie oddziaływać z innymi ziemiami, innymi komórkami znajdującymi się w przestrzeni i zaczniemy tworzyć dużą macierz życia komórek jako planety, które tworzą wszechświat. Przed nami wielka nadzieja i możliwość. Żyjemy w bardzo przyjaznym ogrodzie, ogrodzie, który powinien wspierać wszystkich nas, ogrodzie, w którym możemy cieszyć się życiem i pokojem, pomyślnością i szczęściem.

Bruce Lipton

Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios

Od tłumacza: Jest to ostatnia część trzyczęściowej prezentacji dźwiękowej autorstwa Bruce’a Lipton’a, wydanej na ośmiu płytach CD przez wydawnictwo Sounds True (www.soundstrue.com).

Źródło: http://www.paranormalium.pl/730,40,artykul.html

Serwis Paranormalium.pl jest licencjonowany na warunkach Creative Commons. Możesz wykorzystywać wszelkie materiały pod warunkiem podania ich autora i źródła jako serwisu http://www.paranormalium.pl

Umysł, rozwój i materia

Jeśli istnienie tego, co nazywane jest „współzależnością ciała i umysłu” – które legło u podstaw rozwoju wielkiego przemysłu medycyny komplementarnej i stało się zarazem impulsem do nowego sposobu myślenia – jest dla Ciebie czczym gadaniem, usiądź wygodnie i czytaj dalej.

Nowe nauki, jak fizyka kwantowa oraz epigenetyka kompletnie zrewolucjonizowały nasze rozumienie związku między umysłem i materią, rzucając rękawicę uznanym naukowym teoriom zachęcając do całkowitego przewartościowania życia, jakie znamy.

Jedną ze świetlanych postaci, która się wyłoniła z nurtu tych dwóch nauk, jest dr. Bruce Lipton – biolog komórkowy i zarazem autor bestsellera – którego książka „Biologia Przekonania” (The Biology of Belief) została uznana za Najlepszą Naukową Książkę 2006 roku.

Lipton uważa, że kluczowe dla przełomu myślowego w obrębie światka naukowego było rozpoczęcie badań nad funkcjonowaniem genów.

Bruce Lipton: Stare widzenie rzeczy zakładało, że geny się samokontrolują (włączają i wyłączają). Ale nowe wyniki badań pokazują, że w genach nie istnieje funkcja włączania i wyłączania, albowiem są one same w sobie matrycą (ang: blueprint) do tworzenia protein, które z kolei są budulcem, która nadaje kształt całej strukturze.

Doniosłość tej zmiany przekonań jest ogromna w takim sensie, że dotychczasowe poglądy sprowadzały nas do roli ofiary biologii. Nowe nauki ukazują nas jako mistrzów naszej biologii.

Autorem starego poglądu był Francis Crick, który wraz z Jamesem Watsonem odkodował strukturę cząstki DNA w 1953 r. W oparciu o eksperymenty, które zostały wyjęte z pewnego kontekstu, ale wspierały to, o czym obaj panowie myśleli, Crick zachwycił się przekonaniem, że DNA kontroluje życie. Crick sformułował to, co uznaje się w literaturze jako „podstawowy dogmat” – że DNA rządzi.

Kluczowe jednak jest to, że to była jedynie hipoteza. Nigdy nie została naukowo potwierdzona, ale wszyscy ją uznali, albowiem takowe przekonanie już istniało – że właśnie geny mogą być tym, co kontroluje życie. Więc kiedy wyniki wydawały się to potwierdzać, łatwo było przyjąć, że tak właśnie jest. (Lipton, który wykładał biologię komórkową na University of Wisconsin’s School of Medicine był jednym z tysięcy nauczycieli, którzy wykładali tę teorię).

Ten dogmat stał się tak podstawowym we współczesnej biologii, jakby był wyryty w kamieniu. Był swojego rodzaju odpowiednikiem Dziesięciu Przykazań.

W założeniach dogmatu – jak powstaje życie – DNA plasowała się wysoko na górze, zaś następną pozycję za nim zajmowałem RNA – krótkotrwała „xerokopia” DNA. Wszelako nowe rozumienie tego, jak działają geny, uznaję tę hipotezę za błędną, albowiem geny są matrycą, która jest sczytywana.

„Przez 90% naszego czasu kierujemy się automatycznym procesorem”

Succeed Magazine: Sczytywana przez kogo?

Bruce Lipton: W rzeczy samej. To było pytanie. Niespodziewanie nacisk został położony gdzie indziej i powstało pytanie: kto u diabła to sczytuje? Wyszło na jaw, że czytnikiem jest umysł. Umysł objawił się jako wszechmocny kontrahent ciała. To umysł mówi komórkom, czego będzie potrzebował i komórki się komunikują z matrycą – DNA – i tworzą to, czego umysł oczekuje.

SM: Czy to nadaje nowego wymiaru pozytywnemu myśleniu?

BL: Nie.

Ludzie często słyszą o „myśleniu pozytywnym, ale kiedy przychodzi co do czego, to widzą, że to nie działa, albowiem czegoś w ich działaniu brakuje. Co prawda umysł struje biologią, ale ważnym jest, by pamiętać, że mamy dwie części naszego umysłu – świadomość i podświadomość – i że istnieją bardzo zasadnicze różnice pomiędzy tymi obiema częściami.

gdy dochodzi do przetwarzania informacji, to podświadomość jest milion razy silniejsza, niż świadomość

neuro-badacze obliczyli, że umysł świadomy pracuje przez najwyżej 5% czasu naszego dnia. Tak więc przez 95% czasu dnia (dla większości ludzi będzie to nawet 99%) kierujemy swoim życiem z pozycji automatycznego procesora, jakim jest podświadomość.

SM: Zanim pociągniemy ten wątek dalej – czy istnieje jakiś twardy dowód na to, że to umysł jest Panem Kontroli nad ciałem?

BL: Jest statystycznie udowodnione, że jedna trzecia przypadków wyleczenia (włączywszy w to operacje) jest spowodowana efektem placebo, które jest przeciwieństwem medycznej interwencji. To znaczy, że jeśli ktoś weźmie cukrową tabletkę, myśląc, że jest to przepisany mu lek, który ma uleczyć jego przypadłość, to w co trzecim przypadku osoba ta wyzdrowieje.

To naukowo uznany fakt, o którym uczy się w szkołach medycznych, a tak naprawdę wskazuje on na to, że postrzeganie i przekonanie mogą spowodować wyleczenie, które to proces jest przypisany naszemu ciału. Wszyscy zostaliśmy wyposażeni w tę wrodzoną nam umiejętność, która jest nam dana od zarania ewolucji naszego gatunku, ale od wieku sześciu lat nasz umysł zaczyna zmieniać nasze wzorce przekonań o tym kim jesteśmy w otaczającym nas świecie i w przytłaczającej większości przypadków owe uwarunkowania zostają „nadpisane” na nasze wrodzone zdolności.

Przez pierwszych sześć lat życia nasz umysł jest w stanie hipnotycznego transu – na poziomie aktywności mózgu opisywanej EKG – i zapisuje doświadczenia na podobieństwo magnetofonu. To bardzo ważna część planu, jaki natura przygotowała dla nowych uczestników życia, którzy wchodzą do społeczności, albowiem to dzięki niemu może ona „załadować” (ang:download) program nadrzędny – język, wzorce zachowań itd.

„Musimy zmienić nasze przekonanie o tym, że jesteśmy ofiarami okoliczności będących poza naszą kontrolą”

SM: Czy to znaczy, że dziecko przed osiągnięciem szóstego roku życia ma zdolność do samoleczenia?

BL: To znaczy, że jej istnienie nie zostało narażone na przekonanie, że nie można się samodzielnie wyleczyć.

SM: Mógłby Pan rozwinąć ten temat? Czym dokładnie są te programy, które zostają wgrane do naszego mózgu?

BL: Programem jest seria przekazów adresowanych do naszego mózgu. Mózg nieustannie skanuje otaczające go środowisko za pośrednictwem zmysłów. Umysł czyta, co się dzieje i składa wszystkie powstałe skojarzenia w szersze zrozumienie. Na przykład: dla ciebie jest zrozumiałe, że pomidor to skojarzenie koloru czerwonego i okrągłego kształtu, ale pierwotnie pomidor nie jest postrzegany jako pomidor. Pomidor jest raczej zbiorem różnych bodźców, takich jak smak, faktura, czy wygląd.

SM: Wracając do samoleczenia – w jaki sposób zostajemy warunkowani tym negatywnym programem, który nam mówi, że nie możemy się sami uleczyć?

BL: Pozwól mi do tego wrócić za chwilę. Chciałbym jeszcze dodać coś istotnego.

Dziecko w trakcie swojego rozwoju zauważa, że ilekroć znajduje się obok czegoś, co się nazywa „wodą”, jego rodzice zaczynają się dziwnie niepokoić, czym sugerują dziecku, że woda jest niebezpieczna. Zobacz, jak to przebiega i to nas doprowadzi z powrotem do tematu umiejętności samoleczenia.

Fakt jest taki, że wszystkie dzieci od chwili narodzin potrafią pływać jak delfiny. Jak tylko wydostaną się z kanału rodnego pod wodą, potrafią pływać. Wszyscy mamy „wbudowaną zdolność do samoleczenia. Dlaczego więc musimy uczyć swoje dzieci pływać?

SM: Bo otrzymały negatywny program.

BL: Zgadza się. I negatywne programowanie wyłączyło nawet nasz przyrodzony instynkt.

SM: Czy to się stosuje także do naszej zdolności do odnoszenia sukcesów?

BL: Absolutnie tak.

Wróć myślą do dziecka i zobacz, jak rodzice sączą mu program „nie zasłużyłem na to”, który to program staje się częścią jego systemu przekonań i jest podświadomym programowaniem.

Teraz wyobraź sobie tego samego człowieka w wieku lat czterdziestu, gdy siedzi w jakimś malutkim biurze i się zastanawia:

„Jak to jest, że tkwię w tym ślepym zaułku w tej nieszczęsnej robocie? Jestem wykształcony i mądry, więc co ja tu robię?”

I tutaj obie strony medalu łączą się w całość.

Facet myśli w ten właśnie sposób z poziomu świadomego umysłu – tego, który ma swoje pięć minut

jedynie w ciągu owych 5% czasu dziennego – ale tak w ogóle, to przez cały pozostały czas działa z poziomu podświadomego programu, który się nazywa „nie zasłużyłem na to”.

Cechą umysłu jest odnajdywanie spójności w otaczającym świecie. Więc jeśli masz w sobie program „nie zasłużyłem na to”,

to Twój umysł nie pozwoli Ci podjąć działań, które by temu przeczyły, albowiem jego własna natura nie pozwoli na niespójność.

SM: Więc jak się od tego uwolnić?

BL: Pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie, że mamy dwa umysły i pogodzenie się z faktem, że cokolwiek nam się w życiu nie przydarzy – czy to sukces czy porażka – to wszystko to ma związek z tym właśnie faktem.

Musimy zmienić nasze przekonanie, że jesteśmy ofiarą okoliczności, które są poza naszą kontrolą.

Obydwa umysły pracują jako tandem. Jeżeli umysł świadomy jest zaabsorbowany myśleniem o czymś, to umysł podświadomy wykona swoją robotę – bez względu na to, co będzie do zrobienia. I tutaj jest ważny moment: wykona ją zgodnie z programem,

który ma wdrukowany. Ten program często jest negatywny i zmniejsza nasze zdolności.

KONKLUZJA

Jeśli wmówisz dziecku, że jest przeciętne, a to jest właśnie programem, dzieciak nigdy nie przekroczy średniej,albowiem jego mózg orzeknie, że „to się nie trzyma kupy”.

I niezależnie od tego, jak ciężko by nie pracował, podświadomie stworzy tylko przeciętność.

(Jeśli będziemy uczyć dzieci że są grzesznikami,marnym pyłem,jeśli będziemy programować nasze umysły na grzeszność i marność

tacy właśnie będziemy,marni,służalczy,słabi i grzeszni,pełni wyrzutów sumienia i poczucia winy bez powodu-przyp Mezamir)

SM: Więc jak mamy się zaprzyjaźnić z naszym podświadomym umysłem?

BL: Po pierwsze zrozum, że on tam jest, albowiem

jeśli uważasz, że świat jest przeciwko tobie, to strzelasz sobie sam w stopę.

Dopóki nie oswoisz faktu, że działasz w 95% swojego czasu z poziomu umysłu podświadomego, nie masz szans wejść na następny poziom.

SM: Pana drogą poznania mocy podświadomego umysłu była kinezjologia?

BL: Tak. Zaobserwowałem, że w sytuacji rywalizacji umysłów świadomego i podświadomego, ten drugi zawsze wygrywa.

Tak więc przez 95% naszego czasu działamy kierowani tym znacznie silniejszym umysłem, który został zaprogramowany przez innych ludzi tak, by nas ograniczał w naszych możliwościach pójścia w miejsce, którego nie potrafimy zobaczyć – dopóki nie zostaniemy uświadomieni o jego istnieniu.

SM: No dobrze, ale jak już stajesz się tego świadomy, to co?

BL: Możesz opanować nowy program poprzez ustawiczne ćwiczenie. To się nazywa buddyjską świadomością. Tym właśnie jest świadomość. Ale to jest zbyt trudne dla ludzi, którzy pędzą z prędkością miliona mil na godzinę. Łatwiejszym pomysłem jest osiągnięcie tego poprzez energię psychologicznych modalności, które są wyszczególnione na mojej stronie.

Credits: reprinted by Jill Fraser. from Succeed Magazine. Oct 07

Tekst i zdjęcie zaczerpnięto ze strony autora tekstu, http://www.brucelipton.com , za jego zgodą

Tłumaczenie z angielskiego: Andrzej Bazgier z portalu http://www.schodamidonieba.pl

http://www.swietageometria.info/artykuly/175-bruce-lipton-nowa-biologia-teksty

Lekcja Siódma: Szczęście – czyli – Z Atlantydy do Arkadii (ARkadzieji, ARa-ku-Dawii, D-ARii. Siel-Lanki)

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 21 Wrzesień 2012

Siedem – Sedem – Sedam – Sedym – Sedm – Sjem (Siem) – Śdm (Śjedm) – Sim – Sjö – Seiste – Seitsemän – Sajs – Sete – Sata – Sed – Si – Syv – Shvidi – Seven – Siben – Saba – șapte – Sept – Septyni – Septiņi – Septem – Eppta – 7.

Ten ciąg w zakresie wymowy  a nie zapisu można przeprowadzić przez wszystkie języki aryjskie oraz kilka innych ważnych języków (jak chiński-kutajski, tajski czy suahili) uważanych za zupełnie niearyjskie. Najprawdopodobniej  najbliższym i najczystszym określeniem dla pra-aryjskiego słowa przypisanego do tej czerty i do tej taji jest znaczenie/określenie polskie: siedem.Najczystszym źródłem, z którego czerpać można archaiczną wiedzę zawartą w fonetycznych i pisanych zasobach języków aryjskich okazuje się bowiem polszczyzna. Że tak właśnie jest przekonują nas coraz liczniejsi lingwiści i etymolodzy. Wiem, że wielokrotnie mówiono wam coś odwrotnego – że to polszczyzna jest wtórna, a większość naszych słów związanych z kulturą, religią i cywilizacją jest pożyczkami z łaciny, greki i niemieckiego.Tego uczą w polskich szkołach, ale wierzcie mi że te szkoły pracują wciąż według programów narzuconych nam przez kolonizatorów Polski – obecnie są to programy zbudowane według wiedzy („nauki”) niemieckiej.

Okazuje się, że nic podobnego, a  za profesorem Witoldem Mańczakiem,twierdzącym tak od już niemal 30 lat językoznawcą z Uniwersytetu Jagiellońskiego, podążają dzisiaj coraz liczniej naukowcy z różnych innych dziedzin. Odosobnionych i nielicznych uczonych, którzy po 1989 roku przetrwali przy swoich poglądach, uważanych przez ostatnie 20 lat za niemodne ale i nieprawdziwe (bo niezgodne z „nauką” niemiecką), niespodziewanie w 2009 roku wsparła swoimi odkryciami nauka ścisła, jaką jest genetyka. Genetyka odkryła bowiem przy badaniu haplogrup Y-DNA, iż Słowianie od co najmniej 10.000 lat przebywają w Europie nad Dunajem i Adriatykiem,  a od 5000 lat nad Łabą, Wisłą i Dnieprem. Przebywają tutaj w sposób ciągły- bez zakłóceń spowodowanych całkowitym wybiciem czy wymarciem. Te odkrycia rewolucjonizują spojrzenie dotychczasowe na archeologię i jej odkrycia oraz na prace językoznawcze wśród uczonych myślących nowocześnie i uwzględniających w swych pracach odkrycia genetyki.

Obecnie na forach lingwistycznych i historycznych, na forach religioznawczych, antropologicznych i etnograficznych wywodzi się coraz częściej imiona bóstw i określenia funkcjonujące w mitologiach indoeuropejskich od mian słowiańskich. Stamtąd też zaczyna się wywodzić coraz liczniejsze podstawowe słowa związane z rozwojem cywilizacji i kultury określające przedmioty i pojęcia takie jak: koło, radło, żyto, ryż, chata, wóz, krowa, mleko, mąka, mleć, budować czy wić.

Zatem jest raczej odwrotnie – duża liczba słów wywodzi się nie z tych trzech języków kanonicznie uznawanych dotąd przez naukę za kreatorów kultury Zachodu i cywilizacji w ogóle, lecz  z dawnego języka aryjskiego, wspólnego wszystkim Indoeuropejczykom. Jednocześnie okazuje się jednak, że ten język hipotetyczny, odtworzony w gabinetach uczonych – język indoeuropejski, czyli aryjski  jest najbliższy językom słowiańskim. Można go wręcz nazwać prasłowiańskim, a posługiwała się nim niegdyś cała Scytia Europejska i Azjatycka – od Atlantyku (Bretonia i Brytania) po Pacyfik (Kamczatka i Toharystan w Chinach). Zatem język „aryjski” równa się „scytyjski (skołocki)” a to równa się językowi „prasłowiańskiemu”. Ze zmieszania języka Dawijczyków (Dawan-Drzewian-Durzyńców – zwanych też Wenetami) czyli Staroeuropejczyków haplogrupy I2 oraz Prasłowian (Ariów = Skołotów – R1a1) powstała Słowiańszczyzna i języki Słowian. Najbliższy tego aryjskiego, czyli prasłowiańskiego (skołockiego, scytyjskiego) z języków  słowiańskich jest zaś, jak wszystko wskazuje, język polski.

Współczesna nauka dotarła w chwili obecnej do odkrycia Słowiańszczyzny, czyli do Atlantydy – świata rozciągniętego niegdyś – 10.000 i 5.000 lat temu, pomiędzy Atlantykiem a Pacyfikiem – na północy Eurazji – do świata Słowian. Stamtąd czyli STĄD pochodzimy, bo stamtąd  a więc STĄD, są nasi genetyczni przodkowie – krew z krwi – temu nie da się zaprzeczyć. Wyszliśmy z Atlantydy, lecz dokąd zmierzamy, czy do Arkadii, Krainy Szczęścia czy do Siel-Lanki? Być może, ale są jednak pewne warunki konieczne, które trzeba spełnić, aby tam dotrzeć.

Co język polski ma wspólnego ze szczęściem?! Co w ogóle język ma do szczęścia?

Szczęście.

W poprzedniej Lekcji Szóstej nawiązaliśmy do pojęcia Szczęścia słowem/określeniem – sześć – czertą i tają, która symbolizuje akt narodzin i znaczenie „sz-część”.  „Z-częśczenie”  to akt oddzielenia się, czyli oderwania od całości (od zbioru nienarodzonych bytów po stronie Weli czyli – Prawi) .

Tak, już narodziny, których symbolem jest 6 (sześć, część, cześć, zczęść), są szczęściem i są czczone przez wszystkich ludzi na Ziemi, niezależnie od tego jaką wyznają oni religię i czy ją w ogóle wyznają. Ten akt – narodzin  w znaczeniu „przejścia na stronę materialnego świata i życia”, w znaczeniu „oderwania się od świadomości niematerialnej” i wcielenia jej w byt jednostkowy w świecie materialnym jest  uprzedmiotowieniem i urzeczowieniem czyli urzeczywistnieniem materialnym świadomych bytów eterycznych.Taja i czerta związana z „6”, czyli szóstym aktem, szóstym krokiem, szóstym kręgiem – ożywieniem materialnym, nie jest jednak symbolem szczęścia. Oddzielenie od jedności  ze Świadomościami Niematerialnymi i Nadświadomością – stanowiącymi Jedń,  jest oderwaniem od bytowania niematerialnego i nie jest uznawane za akt „szczęśliwy”, za „spełnienie” w kontekście Wieczności. To akt powodujący odmianę i powołanie do świata materialnego, w którym trwa nieustająca nauka, kształtowanie Świadomości. Wydaje się, że pełnią szczęścia powinna być zatem Jedń czyli owa jedność po Drugiej Stronie Bytu – w Prawii.

Lecz symbolem szczęścia powszechnie uznanym i powszechnie jako taki przyjmowanym przez Ludzi na Ziemi jest siódemka –  7 – Siedem. Dlaczego?

Siedem Szczęśliwych Bóstw Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej daje początek nieskończonym siódemkom szczęśliwym, nie tylko tym z aryjskiego świata. W innym miejscu tego blogu kiedyś już pisaliśmy o podobieństwie 7 japońskich bogów szczęścia do  ich 7 aryjskich odpowiedników. Podobieństwie tak daleko idącym, że do dzisiaj pobrzmiewa w ich japońskich imionach  prasłowiański rdzeń znaczeniowy.

Czym zatem jest szczęście lub co jest szczęściem, skoro Człowiek obserwując uważnie i wnikliwie Przyrodę i Wszechświat oraz czerpiąc swym boskim pierwiastkiem z boskich przekazów Światła Świata nie identyfikuje tego pojęcia z symbolem Życia (6), ani z symbolem Pełni (8), ani z symbolem Prawii i Nawii (9).

Odpowiedź na to pytanie jest fundamentalna, zwłaszcza jeśli się zauważy, że dwie wielkie religie uznawane dzisiaj za jedne z najważniejszych wykształconych w dziejach przez ludzkość systemów filozoficznych,  skupiają prawie całą swoją uwagę i moc na walce z cierpieniem – odwrotnością szczęścia. Mówię tutaj o buddyzmie i o taoizmie, które uznawane są za filozoficzne zwieńczenie Wiary Przyrodzonej, która jak to już wielokrotnie na tym blogu udowodniliśmy, jest jednością na całym Świecie, jest naturalnym (przyrodzonym) człowiekowi systemem wierzeń zrodzonych z obserwacji Świata Rzeczywistego, a nie opartym na objawieniach, dogmatach i niezmiennych kanonach.

Świadomość wydaje się być nierozerwalnie związana z odczuciem Szczęścia i Cierpienia. Buddyzm, a właściwie jego mistrzowie wynaleźli i udoskonalili system kroków uwalniających człowieka od osobistej jednostkowej świadomości po to, by mógł on spojrzeć na świat i siebie z innego punktu widzenia – zewnętrznego w stosunku do własnego ego i by mógł się dzięki temu oderwać od cierpienia i doznać szczęścia, wpierw Oświecenia duchowego, a potem Nirwany – złączenia z Istotą Boską tj. Kosmiczną Energią/Nadświadomością. Czy ten stan złączenia z bogami/mocami/energiami Wszechświata-Wszechświatów, Rzeczywistości (Światła Świata), może człowiek/Świadomość zamknięta w materialnym ciele, uznać za Cel i osiągnąwszy go poczuć się SZCZĘŚLIWĄ? Tak, osiągnięcie jedności z Bogami jest szczęściem – lecz z chwilą osiągnięcia celu poczucie szczęścia zajmuje Spełnienie – Pełnia zaś szczęścia nie daje. Pełnia jest jak sytość, a szczęście to nieustający ruch, działanie. Ludzie często mylą sytość i błogość – Pełnię ze Szczęściem. Kiedy są głodni myślą, że szczęśliwi będą napełniając brzuch do syta, lecz tak naprawdę poczucie przyjemności i szczęścia daje proces nasycania – a sama sytość, czyli pełnia, jest stanem bezruchu, senności, apatii – patrzeniem wstecz, upajaniem się dziełem dokonanym – procesem nasycania.

Buddyzm i taoizm skupiają się na likwidacji poczucia cierpienia poprzez rozwój świadomości istnienia boga i umożliwienie złączenie z nim. Nie będziemy tego oceniać – to było właściwe i jest właściwe dla wielu osób/świadomości, dla których realizacja indywidualna i egotyczna, jednostkowa jest egzystencjalnym celem bytowania materialnego. Oświecenie jest niezbędnym krokiem, aby jednostka mogła uzyskać pełny ogląd Świata i Rzeczywistości, krokiem do którego każda Istota Świadoma powinna dążyć. Gdyby jednak osiągnięcie tego stanu uznać za oczywisty cel egzystencji materialnej to w momencie osiągnięcia owego stanu należałoby popełnić samobójstwo, oderwać się od cielesności i materii. Buddyzm i taoizm oczywiście rozwiązują ten problem, lecz rzecz nie w tym by rozwiązać problem filozoficznie, ale by dać Człowiekowi praktyczną drogę (PRAKTYKĘ ŻYCIA) doprowadzającą do szczęścia jednostkę/świadomość zmaterializowaną, świadomość w materialnym ciele. Jednostka to Ciało+Świadomość (materialna Jedność ożywiona), a nie Świadomość (bezcielesna, eteryczna)+Ciało (fizyczne, bezużyteczne, przeszkadzające). Już na pierwszy rzut oka widać, iż w tej drugiej wizji Jednostki (człowieka) jest głęboka Nierównowaga – dysharmonia, nie-uk-ładność.

Niepotrzebne nam na Ziemi kolejne klasztory pełne oderwanych od PRAKTYKI ŻYCIA mnichów i mniszek. Pozwolimy sobie mieć inne zdanie niż taoizm i buddyzm w kwestii spełnienia istot materialnych i osiągnięcia przez nie szczęścia. Pozwolimy sobie widzieć Szczęście Człowieka/Świadomości w spełnianiu innego – nieosobistego celu, w działaniu na rzecz Wspólnoty Ludzi i Przyrody, a więc we współdziałaniu Świadomości Człowieka ze Świadomością Planety-Gaji (Matki Ziemi). Naszym zdaniem dla istoty materialnej dopóki taką pozostaje (a więc do śmierci ciała) spełnianiem się jest jej działanie na rzecz innych istot świadomych – z własnego gatunku i innych gatunków współtworzących Siedlisko – Przyrodę i współtworzących zbiorową Świadomość Matki – naszej rodzicielki i karmicielki, Planety/Ziemi/Gaji. Osiągnięcie Pełni pod względem zharmonizowania Istot Świadomych i ich Siedliska (Przyrody/Ziemi) jest ostatecznym celem tej ewolucji, w której bierzemy udział jako gatunek i jest, i będzie, długofalowym celem Istnienia Ludzkości. Tylko takie rozumienie Celu pozwala znajdować Szczęście w Spełnianiu Go i Siebie, a nie w samym Spełnieniu.

Uważamy bowiem, jako wyznawcy Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej/Wiary Przyrody, za istotę stanu Szczęścia nie „Spełnienie się” a „Spełnianie się”. W Spełnianiu jest szczęście Świadomej Istoty Materialnej – w działaniu ku Spełnieniu. Mówi nam to język, mówi nasza boska cząstka danym nam językiem, boska cząstka zamknięta w ludzkim ciele, mówi nam to Słowem. To Słowo – Siedem – Sjem – nie jest jakimś Kazaniem – choć kto chce może je traktować jak nakaz i drogowskaz życiowy – jest tylko sygnałem płynącym z głębi Rzeczywistości, z samego Serca Jedni skąd wije się wić-wać-wąt’ Słowa, skąd wywodzą się wątpia i wątki, skąd nieci się nić Żywotów – ze Światła Świata. Sjem znaczy nie tylko Siem-Ziemia, ale i Sjedń- Zjednanie. Istota Materialna może się zjednać z innymi istotami materialnymi tylko w Przyrodzie, na Matce Ziemi. Słowo mówione w naszym języku rodzimym-przyrodzonym, języku naturalnym, języku przyrody północnych krain Ziemi mówi nam – że Szczęście = Siedem, Sjem. Nie 8, nie 9, nie 6, ale 7.

Spełnianie się (7)  to Droga, to właśnie stan Szczęścia, który prowadzi nas do Pełni (8), do dojrzałości a dojrzałość jest stanem, który warunkuje sensowność ostatniego kroku ku Wieczności (9).

Ta Lekcja Siódma nie będzie ani poetycznie mglista ani lirycznie wzniosła, ani przepełniona symbolami – co nie znaczy iż nie będzie głęboko metafizyczna. Metafizyka jest obecnie niemal Meta-matematyką – dziedziną ścisłą i wymagającą logicznego wywodu – jest to ważne zwłaszcza dla Nas Wyznawców Wiary Przyrody – Wiary niesprzecznej z Wiedzą Naukową.

Omówiliśmy powyżej aspekt ogólny zależności „stanu” szczęścia od pojęcia/znaku/słowa – a więc powiązanie mowy i znaczenia zawartego w mowie – z prawdziwym, fizycznym, ISTNIEJĄCYM materialnie i głęboko rozumianym stanem szczęścia. Poniżej omówimy aspekt technologiczny języka jako nośnika informacji, jako narzędzia komunikacji i rozwijania świadomości – Ku Porozumieniu, a więc KU Jedności i UKŁADNOŚCI Świata nam Przyrodzonego – Ziemskiego. Jest on drugim biegunem tego samego – KANAŁU KOMUNIKACJI między Człowiekiem a Bogiem/Bogami/Energiami Wszechświata (nazwijcie je sobie jak chcecie, w zgodzie z własnym odczuciem – Ja nazywam  ową Zjednoczoną Siłę Wszechrzeczywistą – Światłem Świata, bo widzę, że nasi przodkowie posiadali niewyobrażalnie wysoką wiedzę na ten temat, dla mnie to określenie właśnie – Światło Świata – oddaje najlepiej Istotę owej Istoty).

Przejdźmy zatem do technologii komunikacji przy pomocy języka, a więc istoty komunikowania się DLA Porozumienia.

Szczęście. S Z C Z Ę Ś C I E.

Warunek podstawowy – Mowa, pismo, czytelność i czystość źródeł informacji

Nie osiągnie szczęścia kto nie ma dostępu do „czystej” informacji. Czystej to znaczy nieskażonej manipulacją. Nie chodzi tutaj o tzw. informację obiektywną, czyli całkowicie pozbawioną interpretacji, bo taka nie istnieje, lecz o informację niewypaczoną, nie zdeformowaną. Aby jak to mówią oddzielić ziarno od plew trzeba umieć czytać. A więc mieć świadomość istnienia przeszkód komunikacyjnych między ludźmi:

a. świadomość źródła informacji – Postulat nr 1 na liście Manifestu Kodystów Polskich. Rozpoznanie stopnia pewności źródła to rozpoznanie rodzaju naświetlenia informacji jaki z niego płynie – czyli sposobu filtrowania informacji. To tak jak odróżnić źródło żywej wody od martwej, śmiertelnej, zatrutej – fundament dla naszego dalszego przetrwania.

Przykład: ten sam fakt topnienia lodów Antarktyki w piśmie „czarnym” katolicko-prawicowym, naświetlą Nam jako przejaw gniewu bożego i działanie czerwonego demona – tak jak to czynią w odniesieniu do zjawiska magii – i poradzą zastosowanie egzorcyzmów kościelnych. Napiszą, że to naturalny cykl wyznaczony przez boga i trzeba się modlić na nabożeństwach w kościołach i dać grosz w intencji szczęśliwego zakończenia sprawy (tzn. oni to załatwią).  W mediach tzw. „postępowych”, zwanych niesłusznie mainstreamowymi (bo nie istnieje żadna większość i tym bardziej trend większości – to tylko media lewicowo-materialistyczne) powiedzą wam/nam, to co jest zgodne z obecnym trendem naukowym (materialistycznym, ateistycznym) – czyli to co mówi tzw. postępowa większość – lecz według kryterium postępu sformułowanego jako doktryna klasy posiadającej własność (środki produkcji). Obecnie mówią, że to wynik ocieplenia zawinionego przez człowieka i że trzeba zmienić sposób produkowania energii z „brudnego” na „czysty”. Przy czym ta teza nie jest oparta na rzetelnym zbadaniu i analizie problemu, tylko na WIERZENIACH rozpowszechnianych przez klasę posiadającą środki produkcji – w tym media masowe.

Ale może się też wydarzyć inaczej i wtedy jest gorzej. inny Przykład:

Wiadomość że w grobie Anny Walentynowicz nie ma ciała Anny Walentynowicz można znaleźć tylko w Gazecie Polskiej Codziennie i na portalu Niezalezna.pl. Ta wiadomość w ogóle nie ukazała się w Wiadomościach TV w TVP1 ani w wiadomościach w POLSAT TV. Obydwa te dzienniki telewizyjne przedstawiają się publiczności jako „obiektywne źródła informacji”. Jest to oczywista nieprawda. Na dodatek jeden z nich, ten w TVP, jest produkowany za pieniądze wszystkich podatników. Coś takiego nie jest możliwe gdy w państwie działają mechanizmy demokratyczne. W Polsce one nie działają – tak samo jak na Białorusi. 

Zatem może być tak, że zastosowana zostanie najgorsza po-komunistyczna metoda działania – cenzura wykluczająca pewne wiadomości. To skazuje nas na poszukiwanie innych źródeł. To powodowało, że w PRL trzeba było słuchać „zaszumianej” generatorami bezpieki Wolnej Europy na falach krótkich w radio.  Jak widać jesteśmy na najlepszej drodze do otrzymywania już nie powykręcanej, wyunaconej na modłę klasy posiadającej wiadomości, lecz do stanu „bez wiadomości”. Na nic nam wtedy umiejętności rozpoznawania źródła i jego „szumu” (filtra).

b. świadomość istnienia „Przejrzystej Szyby Słów” (to kolejny postulat kodyzmu nr 2 na liście Manifestu) – czyli różnych znaczeń słowa. Ten problem pojawia się przy tłumaczeniach, gdzie pod słowo podstawia się obcojęzyczną interpretację jego znaczenia – zwykle bywa wybór z kilku przybliżonych znaczeń. Niektóre z nich mogą całkowicie zmienić sens zdania. Stąd kłopoty gdy idzie o międzynarodowe traktaty i ich późniejszą interpretację. Mieliśmy przykład ACTA w Polsce – dokumenty podpisane przez rząd Polski dawały możliwość dowolnej interpretacji dzięki tłumaczeniu „ogólnikowemu”, nieprecyzyjnemu – interpretacji dowolnie rozszerzającej istniejące tam zapisy.  Mało osób ma świadomość , że ten sam problem z interpretacją słowa występuje w ramach wspólnego języka np. w rozumieniu języka polskiego między Polakami.

c. Świadomość istnienia Zabrudzeń Szyby (kodystyczny punkt nr 3 Manifestu) – tj. błędów interpretacyjnych i analitycznych oraz prostych błędów wypaczających sens informacji, takich jak nieprawidłowy znak w tekście, albo użycie nieadekwatnego słowa, błąd logiczny w rozumowaniu autora itp.

http://www.youtube.com/watch?v=1f5q4ngLVk4&feature=relmfu

By nie komplikować, nie brnąć w szczegóły i nie męczyć niuansami – Konkluzja:

 Nie wierzcie bezkrytycznie i bezgranicznie we wszystko co tutaj zobaczycie i usłyszycie. Ostatnio często kładę nacisk na samodzielność w myśleniu i samoświadomość. Jest to podstawowa zasada naszej Rodzimej Wiary Przyrodzonej i jej podstawowa wolność. To właśnie stanowi o jej wartości i wyróżnia ją spośród wszystkich religii – ONA nie jest religią, lecz wiarą.

Człowiek który chce osiągnąć szczęście, chce żyć szczęśliwie, nigdy nikomu nie powinien wierzyć bezkrytycznie i bezgranicznie.Słowem, gromkie grzmienie, że upadły autorytety i utyskiwania nad tym faktem – my przyrodowiercy i rodzimowiercy traktujemy jako szczęśliwy dopust boży. Ja gdy to słyszę mówię zwykle: O Boże, nareszcie!

Człowiek, który chce osiągnąć SZCZĘŚCIE – nie wierzy autorytetom, nie wierzy nauczycielom, nie wierzy niczemu czego potwierdzenia nie znajduje we własnej obserwacji, w wiarygodnym dla siebie źródle któremu ufa, u osoby znającej się, której ufa – a dodatkowo jeśli sam danego faktu nie rozważy zanim go przyjmie do wierzenia i nie sprawdzi na sobie samym praktycznie.

 Pośród mnogich opowieści, twierdzeń, autorytatywnych wypowiedzi, wieści, wiedzy i informacji którymi jesteśmy obecnie zalewani, znajduje się tak wiele bezwartościowego śmiecia i tak wiele bałamutnej dezinformacji, lub po prostu zmyślenia i kłamstwa, że mówi się iż jedynymi weryfikatorami mogą być dla nas znawcy, którym ufamy – Wiedzący, pod warunkiem, że tę wiedzę potwierdzimy własnym spostrzeżeniem lub doświadczeniem, albo oprzemy się na innym po stokroć już przez siebie zweryfikowanym pozytywnie źródle.

[Dla zainteresowanych bardzo szczególnie Programem Filozoficznym i Artystycznym Kodyzmu opublikujemy kopię Pierwszego Manifestu z dnia 3/4 maja 1980 roku - skany - już wkrótce na tym blogu]

Taki sposób zdobywania „potwierdzonej” wiedzy jest pracochłonny i kosztowny. Na SZCZĘŚCIE, jeśli idzie o wierzenia i mitologię, istnieje sposób o wiele prostszy  – P-RA-WDA (Wieda Ra- Słońca i Ra-Ognia i Ra-Światła Świata, czyli Wieczysta-Wda-Wdała Weda) zawarta jest w SŁOWIE.

W Słowie, ale to nie znaczy jak u chrześcijan w Biblii, Księdze czy jak w judaizmie w Torze, czy jak u islamistów w Koranie. Ci wszyscy, którzy niegdyś przed tysiącleciami oparli swoje monoteizmy na Starosłowiańskiej Wierze Przyrody, którą przeszczepili przez zoroastryzm i inne sumeryjsko-hettyckie flance w judaizm, a potem w dalsze jego mutacje, nie zrozumieli co to znaczy, iż „najważniejsze jest Słowo”. A raczej przekręcili sens tego znaczenia – zastosowali „przejrzystą szybę” dla zmylenia drugiej strony dialogu i zastosowali mowę w celu Ukrycia Sensu – Przeciw POROZUMIENIU się Ludzi. Prawda bowiem zawarta jest w słowie – w każdym słowie –  Nie w Proroctwie jakiejkolwiek osoby, która się przedstawia jako mesjasz, czy sam bóg. Prawda jest w każdym słowie naszego języka, bo nasz język jest boskim darem – wyrasta rdzennie z Przyrody Ziemi – jak zwierzę, ONŻE – Język – nigdy nie kłamie. Co najwyżej możemy go nie rozpoznawać właściwie, mylić jego „wymowę”, niedosłyszeć lub nie zrozumieć właściwie znaczeń. 

Zatem, jeśli o Wiarę Przyrodzoną idzie, możecie bezgranicznie wierzyć ojczystemu-macierzystemu językowi. On wam nigdy nie skłamie, a dodatkowo powie wam – jeśli go dogłębnie poznacie – o znaczeniach, o których nawet byście nie pomyśleli i o związkach, o których wiedza pisana czy mówiona zdawałoby się już dawno przepadła w mrokach dziejów.

Tak, może to pocieszające, że w ogóle jest na świecie COŚ czemu można bezgranicznie wierzyć, choć z drugiej strony to smutne, że nie można ufać innemu człowiekowi a jedynie swojemu rodzimemu, przyrodzonemu językowi.

Moim zadaniem – jako wieszcza i wieduna – jest jedynie przekazać wam odkrywane przeze mnie prawdy zakodowane w języku polskim i w całej rodzinie języków Słowian/Ariów oraz wszystkich językach z tą rodzina językową spokrewnionych.

W słowach zapisana jest cała Baja Świata = Dzieje i Dzieło Światła = Kosz-Czun (Kościec [kręgosłup] – Czucie i Czyn) =  Odraz(Obraz) – Odrażenije (zObrazowanie) – Odwzorowanie Wzoru (RA-zu) =  wyRAz (Wyobrażenie) Rzeczyistności = PRAWDA – czyli ku Prawi Wdej Wiodąca Wieda. Wdy – wdały znaczy po prostu isty – istniejący (rzeczywisty), prawdziwy, wrodzony, przyrodzony, urodzony w boskim iście – w istocie, w jego krwi zrodzony i z jego krwi-istu, udały – udany –  ale też i wdy-istniejący to znaczy wżdy – po wżdy = zawsze, od wszech i po wszech-wsze czasy, od zawsze i po zawsze.

Gdyby nie dwa języki: polski i rosyjski – już dawno nikt nie potrafiłby odgadnąć istoty takich na przykład mian (rdzeni) i powstałych z owych rdzeni słów,  jak: kon, pan, bóg, mir, wir, wid, owit, gra, igra.

Kon – koń – konopie – konopień – konopienka – pienka, kon-nawa (konew), newa-naw. Czy wiecie, że ten rdzeń, który dzisiaj kojarzy nam się jedynie z końcem i konaniem, skończeniem żywota Rosjanie przechowali na oznaczenie początku żywota: (ros.) iskon – początek, kon – stworzone przez ojców,  kon (kn) – stworzone przez nasA więc kon – to jednocześnie początek i koniec (dawniej pol. końc, coś co K’nam idzie i nas wiedzie)

Tak, możecie mieć pełne zaufanie do języka polskiego i rosyjskiego oraz do tego wszystkiego co zawierają języki rozpostarte pomiędzy tymi dwoma skrajnymi skrzydłami Słowiańskości – czyli  SŁOWA.

Polskie tłumaczenie do przedstawianych tutaj filmów (powstałych w Moskwie) mówi, że Polaków także należy nazywać Rusiczami (Rusami) – Pytanie czy twórcy tych filmów rzeczywiście o tym wiedzą i czy się do tego stosują, choćby w tym filmie? 

Mam wrażenie, że nie, niekoniecznie. Można to zauważyć choćby, gdy rozbierają słowo „wiara” nie zauważając, że istnieje ono w języku polskim w pełnym wymiarze. Tak więc przedstawione tutaj w owych filmach koncepcje i te wiedy słowiańskie, powinniśmy traktować tylko jako wielkoruskie, a całe filmy jako powstałe w „interesie” wielkoruskim.Film ten ma nacjonalistyczny charakter.

Weźcie to pod uwagę przymierzając się do ukształtowania jakże koniecznego pokoju między Polakami a Rosjanami – Wszyscy jesteśmy Haruso-Wenedami , potomkami Wenetów i Harów (Biało-Horwatów) z Gór Harskich (Khar-Pąci, Harpat), ale ten film to celowo pomija.  

To absolutnie nie znaczy, iż należy pRA-wdy zawarte w tej wiedzie wiARY głoszonej przez ów cykl filmowy lekceważyć lub odrzucać. Weźcie to co mówi prawda języka i to co pasuje do Waszej Wiary – to co zechcecie przyjąć.

Ten przykład jest uniwersalnym wskazaniem jak podchodzić do zalewających nas informacji i co uczynić, aby je obrócić dla zbudowania w sobie Czegoś – nawet jeśli wydawałoby się, że skierowane są one przeciw nam, nawet jeśli nas urażają, obrażają, nawet kiedy widzimy w nich manipulację i krzywą-krzywdzącą (fałszywą-sKRIWą) intencję. 

Skoro zamieściłem ten cykl filmowy w tej właśnie Siódmej Lekcji to stało się tak dlatego, że tak trzeba. Nie będę powtarzał tego co powiedziano i pokazano w tych filmach a z czym się zgadzam w 90%.

Zanim wrócimy do pojęcia Siedem i Szczęście jeszcze  o tym z czym się nie zgadzam w tym filmie. Nie zgadzam się głównie z prezentowaną tutaj unifikacją słowotwórstwa i alfabetu poprzez wyłącznie język rosyjski. To jest podejście z gruntu błędne i skażone wielkoruskim nacjonalizmem. Ale wybaczmy to rosyjskim twórcom – choć wielkoruska mania wielkości zaślepia ich do tego stopnia że chwilami oddalają się od odkrycia całej prawdy i zatrzymują się wpół drogi nie skorzystawszy z polskiego strumienia i polskiego źródła słów. Chcą zapomnieć, że jest to  źródło także ich języka, że ich mowa od niego pochodzi. Trudno – to ich zmartwienie. Im jak nikomu innemu jest teraz potrzebny nacjonalizm w rozumieniu XIX-sto wiecznym – ten który dla nas staje się właśnie zbędnym balastem. To nie pozwala nam jeszcze myśleć realnie o zjednoczeniu z nimi.

Słowiańska Wiara Rosji jest rzeczywiście jedyną sensowną wiodącą tam wiarą – nie żadne prawosławie a Prawosławna Weda, to znaczy rosyjska wiara przyrody.

Jeśli ona nie dojrzała to tego żeby dostrzec, że Orzeł (ARieł=Ariel – anioł, zwierzchnik demonów, duch, symbol i zastępcza nazwa Jerozolimy – to orzeł, orzy ptak Boga Bogów – Wostrogot, oryj, Arij) ma dwa skrzydła,  to my na to nie wpłyniemy, nie przyspieszymy procesu zrozumienia przez Rosjan prawdy.

Dlatego fałszywe akty pojednania kk i cerkwi, czyli reprezentantów Czerni (Kalji) na Ziemi,  na fałszywych zasadach, akty jakie podjęto w sierpniu 2012 roku musiały spalić na panewce. Dodatkowo ich efektem jest upadek wiary wierzących katolików w Polsce w zdolność klanu księży (czyli episkopatu) do samodzielności. To o czym powtarzamy tutaj na Naszym Blogu  nieustannie – stało się ciałem. Episkopat pokazał to swoim wiernym naocznie w sierpniu, że najpierw interes Watykanu a potem dopiero Polski. Podobno Papież nakazał im przyjąć Patriarchę z Moskwy i ukorzyć się przed nim. To właśnie potwierdza, że Watykan będzie zawsze miał w głębokim poważaniu interes Polski i Polaków – to powinno otworzyć oczy tym wiernym kościoła katolickiego w Polsce, którzy dobro ojczyzny mają za cel nadrzędny. (Poczytajcie dyskusje na ten temat na prawicowo-katolickich forach politycznych w Niezaleznej.pl lub gdzie indziej). Tak upadają Stare Religie w Dniach Wielkiej Zmiany. Nawet dobre intencje obracają się w Tych Dniach  przeciw ich trwaniu. To byłoby nie do pomyślenia, gdybyśmy już nie wyszli z Kalijugi – oto kończy się Kalijuga i nadchodzi nasz czas – Czas Wiary Przyrody – Wiedy.Upada zbiorowa religia kanoniczna – rodzi się indywidualna osobista WIARA.

Świadomość celu i wybór drogi działania jako niezbędne warunki osiągnięcia rozwoju i  szczęścia

Cel – właśnie cel. Bardzo ładnie wywiedziono w powyższym filmie słowo szczęście i „z – części” i z zespolenia, złączenia części z całością z-sz-częście (jak we słowie z-szyć, zeszyć – złączyć).  Co ciekawe kon jest przez Aleksandra Brucknera w Słowniku Etymologicznym wywodzone z pnia czen-czyń, czynić, za-czynać, za-czyn.

I znów ułomność rosyjska (jedno skrzydło, jednostronność) powoduje jednak zaćmienie i zmętnienie przekazu filmów. Tak jak nie odnotowuje się tutaj znaków alfabetu łacińskiego i słów zapisanych w zapisie łacińskim (słowiańskich=polskich) tak i nie widzi się związku wiary Słowian z Magią (co znaczy związku z działaniem bogów, bo mag = mogący – móc – posiadać moc, Mogty – Moce Świata. Mieć z nimi- Mogtami –  kontakt, to znaczy czarować, uprawiać magię – szamanizm i inne formy łączności z Istotą Nadświadomością/Bogami. Łączność – to złączyć – zszczęścić – połączyć się i działać wraz z Nimi, czenić-czynić.

Ładnie też połączono w filmie owo dążenie do spełnienia się przez włączenie się w całość, połączenie się z Całością, dążenie do Scalenia Wiedzy z dążeniem do CELU i znaczeniem słowa CEL. Choć niestety nie ogarnięto w filmie odwrotności tego słowa – czyli zwierciadlanego odbicia – LEĆ – wzlatuj. Tak samo, owo wielkoruskie (moskiewskie) zaślepienie nie uwzględniające znaczenia alfabetu łacińskiego i runicznego a także języka polskiego i jego wiedzy-wiedy oraz innych języków słowiańskich i aryjskich, nie pozwala im znaleźć ukrytych powiązań i znaczeń pomiędzy RA i AR(a) – ARA – czARA-ARka,  ani właściwego znaczenia słowa KON i w związku z tym AR-KONa. Ten sam powód nie pozwala autorom filmu przeniknąć ważnego znaczenia słowa PAN i ogranicza je do pojęcia państwowości pomijając inne aspekty (znane nam z Taji 23). To Panowie bowiem otrzymali w Górach Kamiennych (Ural) nakaz od Dziewanny, która ich przeklęła za to, iż nie upilnowali Ziemskiego Drzewa z Góry Kara (Hary Krysznia, Hary Berezaiti), lecz tym samym uczyniła ich Strażnikami Wiary Przyrodzonej Słowian – Czaropanami – Nosicielami tej Wiedy po Ziemi – po wsze czasy ścigającymi Ciemne Przesłania Odszczepieńców i zdrajców. Państwo i etap państwowości nie jest niczym wrogim ludzkości, lecz jest etapem koniecznym do wyższych form – do sięgnięcia ku Samoorganizacji (którą to myśl Bakunina – jeszcze 40 lat temu a pewnie i wielu ludzi dzisiaj okrzyknie nie tyle anarchią bo to właściwa jej nazwa – a UTOPIĄ.  Lecz dla nas UTOPIA znaczy tyle co ARKADIA, a ARKADIA – jest zaszyfrowanym w Okresie Jasności przed Kalijugą określeniem CELU – KU Daria – ku ARce Danej, ku czARze ARiów (Ar-kudia gdzie kudy – znaczy dokąd, gdzie (ros. – kuda, pol. gwar. – kudy)) .

Poza wiedzą o przeszłości i znaczeniu jest zatem dla szczęścia (jego osiągnięcia osobistego i jego rozprzestrzenienia na Ziemi) istotne wiedzieć co i jak zmienić w sobie i w okół siebie. W filmie pomija się ważny aspekt (choć gdzieś tam na boku wspomina) że Szczęście – jest związane z liczbą 7 – siedem – (po rosyjsku sjem). A siemia – to rodzina – siemianin to ziomek, sjemja ma związek ze słowem sejm. Zarządzanie poprzez sejm – ale nie taki jak obecny Polski – to samozarządzanie o jakim mowa w tych filmach samo-dzierżawie. Rodzina, Ród – Plemię. Ta nowa społeczność to społeczność Plemion.

Prawdziwe samozarządzanie, które może się w Polsce lada chwila zrealizować – jako w pierwszym kraju na świecie (film słusznie mówi że nigdzie go nie ma)  – spędza sen z powiek naszym „elitom politycznym”. 

Pamiętajmy też o tym, że konieczna jest zmiana widzenia przez wszystkich stereotypu Niemca. Pomiędzy nimi jest co najmniej 30% – jeśli nie więcej – Słowian Nadłabskich i tych jeszcze bardziej zachodnich i południowych – których wzięli pod but swego czasu Celtowie a potem Rzym –  Są też Niemcy, którzy myślą inaczej i są Niemcy podobni do nas polskich pogan – wyznawców Wiary Przyrody. Na początek dla odtrutki polecam stronę o słowiańskich grodach. Link przesłała Joanna – to jest strona niemiecka – nie polska – w Polsce nikomu taka strona do głowy nie przyszła.

Oto link:

http://slawenburgen.npage.de/

Takota (takość) a Szczęście

Tathata (skt. tathatã तथता) – takość –(takhata, takota) w buddyzmie istota bytu, jego głęboka natura (przyrodzenie).

Tyle definicja – lecz my odczytamy to słowo po słowiańsku, a raczej Skołoto-isto-słowiańsku czyli pra-słowiańsku: Ta-Ka-ta = Ta-ko-ta. TAKOTA a nie takość.  W słowie tak-ość, „ta-kość” mamy rdzeń, który nasuwa skojarzenie z rybią lub zwierzęcą kością tymczasem tutaj chodzi o rdzeń niepodważalny i bezdyskusyjny, najgłębszą istotę bytu i jego najgłębsze przyrodzenie  a więc słowo to powstało jako zrost słów Tak oraz Oto, lub Tak oraz To – Tak To – Tak Oto czyli Takoż – Tak-orz – Ta-korz oraz Ta-kosz  – pierwotna przyczyna – ORZA-ORA-ARA, rudymentarna – KORZenna i determinująca, narzucająca przeznaczenie – KOSZa.

Jeszcze raz okazuje się że tłumaczenie sanskrytu poprzez anglosaskie, germańskie transkrypcje fonetyczne jest nieporozumieniem i nie prowadzi do niczego dobrego.

Bhajati – wydziela komu co.
Bhagah – dobro, szczęście,ten kto daje
wydziela,pan,przydomek wielu bóstw.
Baya – udział,dola.

U Słowian północnych mamy charakterystyczne nazwy ważnej rośliny wróżebnej
evigeron acer,które to nazwy brzmią: śćaśće, dóla,bogatka.”

Rozpoznanie Takoty przez Jednostkę/Świadomość  – czyli rozpoznanie głębokiej przyrodzonej natury bytu w istocie warunkuje możliwość osiągnięcia stanu Szczęścia na Ziemi. Nie sposób w żadnym artykule świata i w żadnym wykładzie wymienić wszystkich ważnych z punktu widzenia wiedzy i poszerzania świadomości aspektów Takoty. Lekcja Siódma ma charakter fragmentaryczny – to tylko  Aspekty wybrane dla przykładu z Rzeczywistości. To tylko wskazówki – te bardzo ważne, które pozwolą Wam się odnaleźć, ale nie wszystkie.

http://www.youtube.com/watch?v=oNDAQLFiZNg&feature=relmfu

Cierpienie i szczęście

- paradygmat, dopełnienie, przeciwieństwa, dogmat – punkt wyjścia i cel, ku któremu zdążają wszyscy ludzie, wszyscy wyznawcy jakiejkolwiek idei społecznej – religijnej czy politycznej. Oderwać się od cierpienia, zlikwidować je samo i jego skutki – osiągnąć szczęście i trwać wiecznie w jego objęciach. Jeśli nie wykazaliśmy powyżej wystarczająco błędności takiego myślenia czynimy to poniżej.

Nirwana – buddyzm = szczęście

Wieczne zbawienie – chrześcijaństwo  = szczęście

Każdemu według jego potrzeb – komunizm = szczęście

Decydowanie większości o losie całości – demokracja = szczęście

Zaspokojenie potrzeb przez pomnażanie kapitału – kapitalizm = szczęście

Wegetarianizm i współistnienie z przyrodą Ziemi – ekologizm = szczęście

Psychoanaliza i psychoterapia jako sposoby osiągania równowagi i zrozumienia = szczęście

Harmonia wytwórczości i konsumpcji w kooperatywach – syndykalizm, anarchizm, socjalizm = szczęście

Absolutne podporządkowanie Wodzowi-Wiedowi, który Wie – absolutyzm, faszyzm, nazizm = szczęście

Punktem wyjściowym dla powyższych ideologii, które są tylko pierwszymi z brzegu przykładami zarówno idei społecznych jak i idei indywidualistycznych, jest stan większego czy mniejszego cierpienia, poczucia dyskomfortu w egzystencji społecznej czy jednostkowej.

Każda z ideologii wyrastających z niezadowolenia indywidualnego czy zbiorowego oferuje oczywiście różne recepty cząstkowe, drogi dojścia do celu i generalne rozwiązanie problemu – inaczej nie miałaby owe ideologie w ogóle sensu ani racji bytu. Okazuje się jednak przy bliższym poznaniu, że drogi te są trudne i zawikłane,  tylko dla nielicznych możliwe do przejścia, a wynik dążenia  czyli osiągnięcie końcowego celu jest niepewny, a być może cel jest utopią lub leży na granicy Utopii.

Przekładając ową sytuację na język mitologiczny, czyli na holistyczno-symboliczny język poetycki (literacki), mówimy o  drodze z dna upadku i z ciemności, z centrum bólu i upokorzenia do źródła światła i rozkoszy, miejsca gdzie egzystencja jest wieczna, bezbolesna i bezproblemowa. Stąd właśnie tytuł niniejszej lekcji” Z Atlantydy do ARKAd(a)ji” przy czym Arkadia-Arkadaja,  jest tutaj zamiennikiem pod który każda ideologia może sobie podłożyć swoje mityczne miejsce szczęśliwości Nirwanę, Szambalę, Wszechkomunę, Raj, Niebiosa, Szangri La, Lankę, Sielankę, Równowagę Egzystencjalną itp.

ARKA zapisana w docelowej nazwie Krainy Wieczystej Szczęśliwości w sposób wyróżniony (przy pomocy wersalików) symbolizuje coś co jest obecne w każdym z systemów ideologicznych – zestaw dobrych rad lub obowiązkowych przykazań, niejako wehikuł który, gdy weń wsiądziemy i nie opuścimy go do końca drogi, dowiezie nas niezawodnie do owej DAJI-Dawii, gdzie dostaniemy to ku czemu dążyliśmy (gdzie będzie nam to dane).

Z powszechności konstruowania zbawczych ideologii oraz masowego uczestnictwa ludzi w „wehikułach-systemach” które te ideologie mają przybliżyć do spełnienia wynika iż człowiek przyjmuje stan zastany jako dyskomfortowy punkt wyjścia, oraz że w jego naturze leży chęć osiągnięcia czegoś nowego odmiennego, czegoś więcej niż to co się od początku posiada.

Oto dotknęliśmy Klucza do Zrozumienia czym jest Cierpienie i czym jest Szczęście oraz klucza do zrozumienia procesu Dążenia do Szczęścia (= Ucieczka od Cierpienia – dążenie do Pełni) jakiemu każdy z nas poddaje się w ciągu życia.

Ktoś powiedziałby w tym momencie że skoro to już wiemy, łatwo  będzie teraz przedstawić uniwersalną receptę: Zadowól się tym co masz od początku a będziesz szczęśliwy i nie będziesz cierpiał z powodu niezaspokojenia wykreowanych przez siebie potrzeb. Ten problem rozwiązywałyby zatem łatwo wszelkie ideologie z wpisaną zasadą samoograniczenia się i ascezy. Tak – nie będziesz cierpiał jeśli ich nie wykreujesz – ale jest przecież coś takiego jak obiektywna sytuacja egzystencjalna, która sama kreuje fakty. Człowiek nie cierpiałby z powodu niezaspokojenia wykreowanych przez siebie potrzeb, gdyby nie to że trudno go przekonać iż wyrzeczenie się czegoś co uznaje za niezbędne dla siebie, jest kluczem do osobistego szczęścia.

  Nie będziesz szczęśliwy nie mając wody, pokarmu, dachu nad głową.  Potem mając to wszystko co niby było podstawowe nie będziesz szczęśliwy nie spełniając kolejnych rzeczy które uznajesz za podstawowe na nowym etapie.

Błędne rozpoznanie Takoty powoduje że  z mądrych rad i ksiąg nic nie wynika dla praktyki życia codziennego i że wspaniałe teorie można wyrzucić do kosza, bo nie ma  możliwości ich zastosowania w zgodzie ze Stanem Rzeczywistości jaka nas otacza.

Przykłady Błędnych Dróg i błędnego podejścia

Chociaż dla wielu młodych ludzi w Polsce buddyzm jest obecnie odkryciem to trzeba sobie jasno powiedzieć, że jest on obecny w naszym kraju od lat siedemdziesiątych XX wieku w formie zorganizowanej, a wcześniej był obecny przez małe grupy ezoteryków i wtajemniczonych adeptów, których zwano joginami, czy gnostykami. Działo się to już od pierwszej połowy XIX wieku w sporej skali, a sporadycznie i wcześniej. Trzeba mieć świadomość iż w dobie kontrreformacji i później gdy ustanowiono antyreligijne prawo w Polsce, ale także i jeszcze później, pod naciskiem KK (przypomnijmy sobie historię Kazimiery Iłłakiewiczówny i jej siostry – do poczytania na czarnym pasku) nie obnoszono się z praktykami w rodzaju zen czy jogi, ani z demonstracyjnym prowadzeniem odmiennych sposobów życia, mimo że oświecone kręgi – zwłaszcza wyższe warstwy społeczne stykały się z religią i filozofią Wschodu i tłumaczono przecież na polski oraz publikowano Wedę czy Zendawestę.

Buddyzm jest  nauką, filozofią, religią która ma być receptą  na wszelkie nieszczęścia, samotność, poczucie zagubienia, życie z dnia na dzień w przeświadczeniu o bezwartościowości własnej egzystencji. Tak samo nauki chrześcijańskie gwarantują nam, iż skoro urodziliśmy się biednymi, ułomnymi fizycznie, ograniczonymi psychicznie osobnikami, którzy żyją w niewoli zastanego porządku społecznego, to po śmierci, prowadząc życie według recepty tego czy innego chrześcijańskiego kościoła trafimy do Raju. Nie inaczej jest z islamem czy judaizmem.

Oczywiście solidne podejście do chrześcijaństwa czyli jego codzienne praktykowanie, czy praktykowanie solenne jogi i zen, albo dzogczen bon to jest droga, która wyzwala człowieka z kręgu uzależnień i pozwala mu inaczej spojrzeć na Rzeczy Istność oraz odnaleźć wewnętrzny spokój, równowagę ducha, a przede wszystkim daje wiedę i praktykę zbliżającą do osiągnięcia Arkadaji.

Cóż jednak z tego wynika dla przeciętnego wyznawcy Chrystusa, Jahwe czy Buddy, który nie jest mnichem i nie ma zamiaru,bo nie może udać się do samotni do klasztoru, na Górę pośród duchy i demony. Coż mu z tego gdy nie wolno mu po prostu zlekceważyć zobowiązań wobec rodziny i społeczeństwa i uciec od problemów codziennego życia do zamkniętego miejsca w którym odda się cały praktykowaniu.

We wszystkich wyżej przedstawionych systemach istnieje ponoć gwarancja osiągnięcia stanu wewnętrznego poczucia „szczęścia”, ale praktycznie na drodze izolacji od społeczeństwa, na drodze zamknięcia w enklawie, której stworzymy komfortowe ramy bytowania. Także w komunizmie gdy stworzymy komunę – grupę wyizolowaną – wewnątrz niej można zaprowadzić porządek, który na skalę całego społeczeństwa okazuje się utopią. Nie istnieje w żadnym z powyższych systemów za to gwarancja osiągnięcia Dużego Celu jakim jest szczęście wieczne. Jest to siłą rzeczy jedynie mglista obietnica pozwalająca jednostce zaangażowanej w taki system posiąść wewnętrzne przeświadczenie, że zmierza dobrą drogą i cel ten osiągnie.

Nieprzekraczalna bariera śmierci paradoksalnie zdaje się być tą granicą, która daje owym ideologiom jedyną szansę niepodważalności ich dogmatów, bowiem nie pozwala ich do końca zweryfikować. Jedno jednak musimy przyznać bezsprzecznie – osiągnięcie wewnętrznego, subiektywnego poczucia szczęścia – jest dzięki nim możliwe – w warunkach izolowanej enklawy – zakładu psychiatrycznego, komuny, kooperatywy, zamkniętego ekosystemu, klasztoru, „świętej rodziny” (judaizm).

Oto co mówi Gesze Tenzin Wangjal  Rinpocze w odpowiednim artykule na temat praktyki życia codziennego:

Codzienne życie jest praktyką
Tenzin Wangjal Rinpocze

Gesze Tenzin Wangjal Rinpocze jest nauczycielem w tradycji Dzogczen Bon i dyrektorem Instytutu Ligmincza w Charlottesville w Virginii. Jest znakomitym uczonym zarówno w bon jak i w buddyjskiej tradycji. Tenzin Wangyal Rinpocze był pierwszym lamą, który przeniósł nauki dzogczen bon na Zachód w 1988 r. Do Polski pierwszy raz przybył w 1995 roku i od tego czasu przyjeżdża regularnie co najmniej raz w roku. Więcej informacji o Rinpocze można znaleźć na stronie: Związku Garuda. Poniższy fragment pochodzi z najnowszej książki Rinpocze „Everyday Life is Practice”.

Rezygnacja z codziennego, zwykłego życia i poświęcenie się formalnej medytacji jest jednym ze sposobów podjęcia praktyki Dharmy. Zrobiło tak wielu joginów, którzy udawali się w odludne miejsca, oraz mnichów i mniszek, prowadzących proste, klasztorne życie. Być może sam rozważasz, czy nie zastosować tego we własnym życiu? Możesz być już na emeryturze i jesteś zabezpieczony finansowo, więc masz okazję zdecydować, że nadszedł czas, aby całkowicie poświęcić swoje życie na praktykę, wyrzekając się błahych codziennych zajęć… Jednak dla większości z nas na Zachodzie taki krok jest zbyt trudny. Robiąc tak, moglibyśmy zaszkodzić naszym rodzinom i tym, których kochamy. Nie mamy więc wyboru i wprowadzamy Dharmę do naszego codziennego życia, co tak naprawdę ma taką samą wartość jak praktyka joginów i mnichów.

Na pewno można znaleźć czas na to, żeby odłożyć codzienne, pracowite życie i przeznaczyć parę chwil na studiowanie nauk i odosobnienia, ale w naszym duchowym rozwoju nie powinniśmy na te wydarzenia kłaść wielkiego nacisku. Stanowią one okazję do zyskania lepszego pojęcia, w jaki sposób praktykować oraz do próby zintegrowania praktyki z życiem. Nie powinniście jednak być od nich zależni i liczyć, że dzięki nim wzrośniecie i osiągniecie wyzwolenie.

Ci, którzy płacą rachunki, mają dzieci i prowadzą zwyczajne miłe życie mogą się poczuć rozdarci. Znają wartość praktyki formalnej, ale czasami koliduje ona z rodziną oraz z obowiązkami służbowymi. Co więcej, nie wiedzą nawet, czy praktyka przynosi postępy, ponieważ czują, że nie wykonują jej wystarczająco wiele. Wielokrotnie pod naciskiem życia codziennego łapią się na stwierdzeniach typu: „Och, w zeszłym tygodniu w ogóle nie wykonałem formalnej praktyki. Jestem złym praktykującym. Zobowiązałem się ją wykonywać, a teraz opuściłem się we wszystkim”.

Czują się źle wobec samych siebie oraz ścieżki. Postanawiają więc zasypać przepaść między rzeczywistością codziennego życia a formalną medytacją. Ponieważ zbyt mało praktykują nie są w stanie użyć odpowiednich antidotów przeciw nawykowym wzorcom. Nie pogłębiają doświadczania praktyki.

Ogólnie nie jesteśmy pewni, jak ocenić własny rozwój. Nie jesteśmy wystarczająco zręczni, aby wprowadzić praktykę w życie i zbudować most między Dharmą a wyzwaniami życia codziennego.

Aby to zilustrować, podam przykład mojej przyjaciółki, która chce mieć związek oparty na miłości ze swoją matką. Konflikty i kłótnie między nimi stanowiły standard przez długi czas. Ponieważ jej matka jest dosyć stara, moja przyjaciółka chce zmienić ten wzorzec relacji. Mając to na uwadze, planuje spędzić z matką miło czas podczas weekendowej wizyty, myśląc: „Postaram się najlepiej jak potrafię, wezmę wolne i spędzę czas z matką. Pójdziemy na obiad i do kina. Zrelaksujemy się wspólnie i będziemy się cieszyć swoim towarzystwem”. W piątek, kiedy kończy pracę i wyrusza z miasta, natrafia na korek drogowy i przyjeżdża z opóźnieniem. Matka otwierając drzwi mówi: „Spóźniłaś się.”, dodając „Och, coś ty zrobiła z włosami?” To wystarcza, aby przebudzić starą karmę, stare nawyki i obie zaczynają się kłócić.

Doświadczenie to pokazuje, że owa przyjaciółka nie zaangażowała się w praktykę wystarczająco głęboko, aby dokonać zmiany, której pragnęła. Chciała tego intelektualnie, lecz nic nie zmieniło się na poziomie wewnętrznym. Gdyby było inaczej, na komentarze matki zareagowałaby z humorem. „Tak mamo, moje włosy przez cały tydzień są bardzo cywilizowane, ale szaleją, gdy przychodzi piątek”. Czasami wszystko, czego potrzebujemy, co może zmienić sytuację, jest odrobina humoru. Gdyby jej praktyka była owocna i poruszyła ją do tego stopnia, co komentarze jej matki, mogłaby dokonać tej zmiany. Równie dobrze mogłaby skwitować uwagi matki milczeniem. Koncentrowałaby się raczej na kładzeniu torby i zmywaniu, aniżeli na słuchaniu i całkowitym identyfikowaniu się z celem komentarzy matki.

Gdybyśmy podążyli ścieżką porzucenia życia codziennego w celu praktykowania Dharmy, moglibyśmy skoncentrować się na porzuceniu negatywnych emocji, takich jak gniew. Jeśli nie mamy gniewu, z pewnością niczego nam nie brak. Lecz jeśli doświadczamy gniewu, to udawanie, że go nie ma lub tłumienie go, w niczym nie pomaga. Zastanówmy się raczej, jak można wprowadzić więcej przestrzeni, ponieważ gniew już jest w niej obecny. Antidotum na gniew jest miłość. Dzięki takiemu postępowaniu gniew może rzeczywiście stać się podstawą do osiągnięcia mądrości.

Jedna z dobrze znanych praktyk w buddyjskiej tradycji Bon zwana jest praktyką sześciu loka. Chociaż jest to praktyka formalnej medytacji wykonywana na poduszce w cichym otoczeniu, mówię o niej, ponieważ to pozwoli pokazać, jak każdy z nas może pracować, aby rezultaty zamanifestowały się w życiu codziennym. Według tradycji Bon sześć loka, lub też sześć sfer, to sześć wymiarów cierpienia, które składają się na samsarę (krąg cyklicznej egzystencji). Istoty migrują z jednej sfery do drugiej poprzez niezliczone żywoty. Jedynie poprzez osiągnięcie stanu buddy można się wyzwolić z tego kręgu narodzin i śmierci. Podstawową przyczyną cierpienia jest niewiedza, nierozpoznawanie własnej natury jako otwartej, przejrzystej i doskonałej. Dopóki tego nie rozpoznamy, dopóty będziemy się odradzać.

Czy te rady są dobre i wystarczające dla osiągnięcia Szczęścia – Nie. To naszym zdaniem obraz Błędnej Drogi i Rady, które Człowieka Praktykującego Ścieżkę Życia Codziennego nie prowadzą do realizacji Szczęścia. To wprowadzanie w błąd. Jest to przykład jak myli się Szczęście = Spełnianiu się, ze „szczęśliwością” – Pełnią.

Szczęście, świadomość, umysł,  ciało – materia i energia

 Nie osiągniemy szczęścia nie rozpoznając właściwie rzeczywistości w której istniejemy jako Materialne Byty – czyli nie docierając do TAKOTY Rzeczywistości – jej głębokiego charakteru. Dlatego jednym z istotniejszych czynników osiągnięcia szczęścia jest dbałość o Ciało – wehikuł Ducha/Świadomości. Ciało fizyczne i jego sprawność to olbrzymi odrębny temat. Tutaj wymienimy tylko jako dobrą praktykę/wiedę jogę czy tai chi. Ze zdrowiem i z ciałem wiąże się z setka tematów i problemów, z kórych każdy powinien być rozwiązany w sposób właściwy – bo ciało niesprawne może się stać przeszkodą w realizacji Spełniania się – czyli w osiągnięciu stanu Szczęścia.  Z ciałem wiąże się tak zasadniczy aspekt jego funkcjonowania jak instynkt rozrodczy, którego zaspokojenie ma wielki wpływ na Spełnianie się i odczuwanie Szczęścia. Niedawno pisaliśmy o Niepełnosprawnych Sportowcach – ten temat częściowo dotykał sprawy o jakiej tutaj mówimy – Potrzeby Spełniania się i osiągania stanu Szczęścia, pomimo świadomości ułomności własnego Ciała. Każdy z tych tematów jest przedmiotem rozważań wielu książek i obejmuje rozległą współczesną wiedzę. Leczenie chorób ciała i ducha, właściwe odżywianie ciała, zapobieganie przepracowaniu i przemęczeniu, sposób oddychania, chodzenia, postawa ciała, ubiór, sposób spania i jedzenia, rytm życia – pór doby i roku – to są tysiące problemów i spraw, których przysparza ciało fizyczne. A miłość, przyjaźń, współdziałanie, współżycie społeczne? To są kolejne tomy – cała biblioteka wiedzy na temat jak zdążać do szczęścia.  Jest bardzo wiele aspektów Spełniania się i osiągania stanu Szczęścia, których tutaj nie dotniemy nawet częściowo.

Musicie wybaczyć temu tekstowi ową słabość – iż nie jest on w stanie objąć tematu w całości – niestety nie jest to możliwe. Kiedy piszę te słowa uświadamiam sobie, że wszystko co pisałem do tej pory – jest jedną i tą samą robotą – wskazywanie każdemu kto zechce czytać – drogi do Spełnienia, do osiągnięcia Szczęścia. Musimy więc poprzestać na tym ubogim wycinku wiedzy o Szczęściu jakim są aspekty związane z Świadomością, mową i informacją.

Skupmy się przez chwilę jeszcze na pewnych aspektach wiedzy o Rzeczywistości i Świadomości oraz możliwościach umysłu. Warto popatrzyć na Świat inaczej niż podręcznikowo. Istnieje na przykład coś takiego jak pamięć wody i to jest udowodnione. Istnieją sposoby doładowania się energią wszechświata i utrzymania ciała w ładzie kosmicznym i to można sobie samemu łatwo udowodnić przez popraktykowanie. Istnieje inny świat niż świat przyzwyczajeń i nawyków. Warto spróbować dowiedzieć się i spróbować na sobie samym.

Ostatnimi czasy czytam w mojej ulubionej Gazecie Polskiej Codziennie, która nota bene zaczęła znów wychodzić – ale i ten fakt nie znalazł się w Wiadomościach TVP 1 ani w POLSACIE,  czytam – Żeby Maluczcy nie próbowali się dowiadywać niczego nowego, nie chodzili do wróżki, nie czytali książek o magii i okultyzmie. Bo już samo oddawanie się tym zgubnym praktykom prowadzi do tak poważnych kłopotów, że potrzebny jest egzorcysta. Lansuje się tam zresztą instytucję egzorcysty i filmy o egzorcystach. Mam wrażenie, że to już jakaś mania egzorcyzmowania polskiego, codziennego – co znacznie zbliża nas do Inkwizycji i Średniowiecza i do totalnego zabobonu… Ale to nie nasze zmartwienie, że Kościół Katolicki upadł tak nisko, że z 10 egzorcystów  w Polsce w roku 1996 doszedł do 481 w roku 2012. Skoro Demon krąży nad Polską i do tego Czerwony to egzorcyści zapewne – cała ich armia – poradzi z nim sobie doskonale.Więc kształćmy ich dalej i ślijmy na biedne katolickie społeczeństwo, które zaczyna być coś nieposłuszne WŁADZY. Ponieważ my nie jesteśmy Czerwonymi Demonami tylko Zielonymi więc nasz czas jeszcze nie nadszedł, lecz nawet gdyby nadszedł nie przestraszymy się egzorcystów i ich egzorcyzmów, bo wiemy że to tylko magia, którą dobrze znamy.

Oto zatem linki do wiedzy na tematy, jak rozumiem wywrotowe umysłowo i zakazane – okultystyczne – a ważne moim zdaniem dla rozwoju Świadomości każdego z nas, choćby po to aby prawidłowo funkcjonować w Rzeczywistości:

„Pamięć Wody”, „Naładuj ciało energią kosmiczną” oraz „Czy Świadomość ulokowana jest w mózgu”

http://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/66384,herezje-w-nauce-pamiec-wody

Oto z innego pola linki które zawierają artykuły rozpoznające przenikliwie Rzeczywistość jaka nas otacza – to przykład źródła wiedzy niezbędnej do rozpoznania Rzeczywistości przez naszą Świadomość a nie ciało.

Nie znam autorki tego bloga ale  jest ona teistką czyli osobą wierzącą „naukowo” – nie w dogmaty chrześcijańskie czy inne. (to ważne zgodnie z punktem 1.a tej lekcji ). Ludzie którzy czytają tamten  bardzo głęboki i mądry, przenikliwy BLOG  często wchodzą do nas na Wiarę Przyrody i Słowiańszczyznę a także na artykuły o „zielonym jedzeniu” i ogólno-filozoficzne – jak np. na Lekcje.

http://astromaria.wordpress.com/2008/12/03/bruno-groning/

Jest tam opisana metoda „ładowania się energią” czerpaną z „niewidzialnych (95% zawartości Wszechświata) źródeł kosmicznych. Niestety tej metody ładowania ciała nie da się zastosować jeśli nie stworzymy umysłowej przestrzeni – czyli nie postaramy się w jej skuteczność „uwierzyć”. Stosowanie tego bez wiary musi (MUSI!) być nieskuteczne , a stosowanie kiedy człowiek chce udowodnić że to nie zadziała – nie ma żadnego sensu. To przykład jak zamknięcie – nie podejmowanie próby, albo podejmowanie próby pod z góry założoną tezę – powoduje samospełnienie się tej tezy czyli „oczekiwany przez eksperymentatora wynik eksperymentu”. Dotyczy to także jasnowidzenia, telepatii, teleportacji, inercji, magii i innych zjawisk, które nie są ani dobre ani złe – mogą być natomiast sprzeczne z poglądami nauki albo kościoła takiego czy innego opartego na doktrynie objawionej.

A co nam szkodzi dać sobie szansę na bycie zdrowym i spróbować czegoś w sposób otwarty – z chęcią przyjęcia. Musimy tylko wytworzyć w sobie mechanizm OTWARTOŚCI umysłu na propozycje Świata. Życie i doświadczenie przecież zweryfikuje ten fakt.

Wiemy dobrze – przynajmniej ja, że pozycje jogi, oddychanie, łączność z chmurami, słońcem itp – daje efekty dla nas samych i dla naszych spraw, problemów itp. Warto spróbować się doładować nawet podczas seansu w kinie, czy kiedykolwiek – przy stole, w pracy.

http://astromaria.wordpress.com/2008/12/03/bruno-groning/

http://astromaria.wordpress.com/2011/04/10/bruno-groning-zycie-i-dzialalnosc/

Astromaria jest osobą mądrą, którą wysoko cenię za otwartość i poglądy zrównoważone oraz jasne i uczciwe. Oto kilka przykładowych poglądów ze strony Astromarii, które podzielam bez zastrzeżeń:

http://astromaria.wordpress.com/2011/04/01/wiadomosci-z-wariatkowa-czesc-16/

 

 Globalna Świadomość i Nadświadomość

By budować i rozwijać własną Świadomość w celu osiągnięcia Szczęścia – Spełniania się czyli rozwijania się i doskonalenia Siebie i Środowiska Przyrodzonego a także aby umożliwić sobie łączność z Innymi Świadomościami i z Nadświadomością – łączność sprawną , dwustronną, w pełni kontrolowaną musimy się zastanowić nad tym czym jest Świadomość. Tu przytoczę artykuł który może pomóc. Mógłbym dać tylko link, ale ta treść zasługuje by ją wkomponować w całość wywodu – po to żeby to co ważne znalazło się w jednym logicznym miejscu:

[Ten radioamator z kabiny ciężarówki, jest chyba jakimś fizykiem teoretycznym, który wyakcelerował się z tego środowiska i dla równowagi podróżuje po świecie rozmyślając sobie o tym i owym. A tak na poważnie chciałbym wiedzieć kto jest autorem tego tekstu, bo jest on niezły i dobrze ilustruje parę spraw związanych z funkcjonowaniem Rzeczywistości - choć niekoniecznie się z nim zgadzam w wielu miejscach - ale to jest już na inny artykuł - polemika a z autorem. Zasadniczo tekst jest OK - w 95%  i nie sądzę żeby wyuczonym zawodem tego człowieka było szoferostwo ciężarówek. No cóż, teraz tylu mówiących kilkoma językami i mających po dwa fakultety siedzi za kasami w hipermarketach , że aż przerażenie bierze, więc wszystko jest możliwe.]

http://radioamator.elektroda.eu/gcp.html

Projekt globalnej świadomości.

W 1997 roku, w dniu tragicznej śmierci księżnej Diany, badacze z Uniwersytetu Princeton,
zaobserwowali anomalie (piki) w wykresie będącym obrazem losowego szumu wytwarzanego
przez niewielkie pudełka – urządzenia podłączone do komputerów – sprzętowe generatory losowe.
Podobne anomalie pojawiały się za każdym razem, gdy miało miejsce jakieś zdarzenie, które wstrząsnęło całym światem.
11 września 2001 roku – anomalie pojawiły się 4 godziny przed uderzeniem samolotów w wieże WTC.
W grudniu 2004 roku miało miejsce tragiczne tsunami na Oceanie Indyjskim, w wyniku którego śmierć poniosło ponad 230 tysięcy osób.
Urządzenia zarejestrowały także to zdarzenie z wyprzedzeniem czasowym.
Anomalie pojawiają się także co roku także w czasie przejścia ze starego roku do nowego, co godzinę zgodnie ze strefami czasowymi.
Tak oto powstał na Uniwersytecie w Princeton, pod kierownictwem Rogera Nelsona -
Projekt globalnej świadomości (GCP – Global Consciousness Project) http://noosphere.princeton.edu/
Do tej pory zarejestrowano około 400 anomali, które można powiązać ze zdarzeniami na świecie, które wstrząsnęły świadomością duzej liczby ludzi.
Używane w GCP generatory liczb losowych generują szum elektroniczny na zasadzie zjawiska tunelowania kwantowego
elektronów, które powinno być według teorii chaosu, całkowicie losowe, nieprzewidywalne i wynikające z zasady kwantowej nieoznaczoności Heisenberga.
Według teorii, tak wytworzony szum – powinien być całkowicie nieprzewidywalny, losowy. Tak jednak nie jest.
Urządzenia są rozmieszczone w różnych częściach świata, najwięcej jest ich w Ameryce Północnej i w Europie.
Jedno z nich jest w Polsce, w Collegium Civitas, w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie.
W sumie na dzień dzisiejszy na całym świecie jest ich około 100.

Wyjaśnienie zjawiska:

Zjawiska kwantowe w tych generatorach, odpowiadające za „losowy” szum powstający w tych urządzeniach,
są modulowane przez bezcielesne byty duchowe.
W ten sposób powstają właśnie te anomalie.
Nie jest to tak jak sądzą autorzy eksperymentu, że wpływ na ich pracę ma zbiorowa świadomość dużej liczby ludzi.
Świadomość żywych ludzi nie ma żadnego wpływu na zjawiska kwantowe w tych urządzeniach.
Są to różnorakie dusze, byty duchowe, także te złe, nieczyste – których świadomość wpływa na te losowe zjawisko w urządzeniu.
Wiedzą one z pewnym wyprzedzeniem czasowym o zdarzeniach na świecie, gdyż mogą przenikać materię,
obserwować zdarzenia w przyrodzie, zanim jeszcze zarejestują je przyrządy (tsunami-sejsmografy),
poczynania ludzi odpowiedzialnych za zamachy terrorystyczne (WTC – 2001).
Na tej właśnie zasadzie zwierzęta są informowane z wyprzedzeniem czasowym, i opuszczają zawczasu miejsca katastrof.
Ich mózgi nie są tak selektywne jak ludzkie, i mogą odbierać emocje, myśli takich bytów duchowych.
Te generatory to są najprymitywniejsze jakie tylko mogą istnieć – kwantowe odbiorniki świadomości,
Nie są ani czułe ani selektywne, odbierają wszystko co się z nimi połączy; podobnie jak najprymitywniejszy,
nie posiadający filtrów radioodbiornik o dużych szumach własnych – odbierający wszystkie częstotliwości, programy jednocześnie.
W rzeczywistości te generatory odbierają świadomość bytów duchowych na tej samej zasadzie co mózg.
Zarówno mózg jak i te generatory odbierają duchową świadomość w oparciu o zjawiska na poziomie kwantowym.
Kwantową teorię świadomości Orch-OR (Orchestrated Objective Reduction) – opracowali Roger Penrose i Stuart Hameroff.
Mikrotubule, stanowiące cytoszkielet neuronów są rurkami zbudowanymi z białka tubuliny.
Wewnątrz tych rurek znajduje się czysta woda, która w takiej nano-postaci zachowuje koherencję kwantową,
za sprawą duchowej świadomości, z którą jest połączona.
Tam, w świetle mikrotubul znajduje się właśnie kwantowe połączenie świata duchowego z materialnym.
Mikrotubula sama z siebie nie tworzy świadomości, ale jest rodzajem komputera kwantowego – przekaźnika
sterowanego poprzez duchową świadomość, która jest sprzężona i jest w stanie modulować i kontrolować
koherencję zjawisk kwantowych wewnątrz mikrotubuli.
Neuronalna transmisja synaptyczna jest sterowana sygnałami z mikrotubul,
i jest jedynie „drugim szczeblem” w procesie ożywiania materialnego ciała przez duszę.
Mózg jest bardzo zaawansowanym, o wysokiej czułości, selektywnym kwantowym obustronnym łącznikiem
materialnego ciała z duchową świadomością, i na ogół odbiera czysto i bez zakłóceń jedną świadomość danego człowieka (duszę)
Podobnie jak komputer kwantowy, mózg składa się z nie jednej a wielu bramek logicznych (mikrotubul w miliardach neuronów)
w celu koherentnego współgrania z jedną duchową świadomością i eliminacją błędów kwantowych.
Błędy kwantowe objawiają się niemożnością pełnej kontroli nad mózgiem jednej duszy.
Wówczas mamy do czynienia z różnymi chorobami psychicznymi, schizofrenią paranoidalną , itp.
Błędy takie powstają także wskutek uszkodzenia mózgu w czasie wypadków,
jak też w przypadku zażycia narkotyków, np LSD, DMT i innych substancji psychodelicznych.
Uszkodzone mikrotubule wypadają z koherencji z jedną świadomością i są przejmowane przez inne byty duchowe.

[Moja uwaga: Jeszcze raz przypominam że możemy się z pewnymi rzeczami w przedstawianych tu tekstach nie zgadzać, możemy się też nie zgodzić ze wszystkim co tu napisano].

Świadomość to nie mózg

http://radioamator.elektroda.eu/swiadomosc.html

http://www.eioba.pl/a/2zh0/swiadomosc-to-nie-mozg

Jedno musicie wiedzieć:
Establishment naukowy i medyczny nie przyzna się oficjalnie do istnienia świata duchowego czy życia po śmierci, nawet wobec niezbitych dowodów.
Powodem oczywiście jest pieniądz. Tak, podobnie jak cały ten świat, nauka również nie uniknęła korupcji, i jest polem do zbijania biznesu.
Badań w tematyce o której piszę, po prostu z uprzedzenia i braku korzyści finansowych nikt nie chce ani wspierać, ani finansować, ani promować.
O przypadkach kiedy to prawdziwi nieskorumpowani naukowcy stwierdzili że mają dowody na to, że każdy człowiek ma nieśmiertelną duszę,
która jest właściwym umysłem i świadomością – napisały głównie portale i gazety związane z wiarą, katolickie.
Redaktorzy „renomowanych” naukowych czasopism nie opublikują takich artykułów z prostego powodu:
ośmieszenie poprzez materialistyczny establishment naukowy i biznesowy, a przecież redaktorom zalezy na ich pracy i źródle dochodu.
- tymczasem jest to prawda.
artykuły i materiały filmowe na ten temat nie ukazały się też na polskich głównych portalach np. na onecie, wp, interii, gazecie, a także w polskich czasopismach.
Niektórzy naukowcy którzy szczerze poszukiwali prawdy, a nie uprawiali naukę jedynie dla biznesu
– już przeprowadzili stosowne doświadczenia i obserwacje, i zdobyli niezbite dowody na istnienie duchowej świadomości i życia po śmierci.
James Randi i jego milion dolarów za zademonstrowanie jakiegokolwiek „zjawiska paranormalnego”?
A kto powiedział że ten człowiek jest uczciwy? Przecież to nie jest transmitowane na żywo w TV publicznej, gdzie oglądają miliony, tylko dzieje się w prywatnym zaciszu.
Uważam, że wielu ludzi już mu przedstawiło dowody, ale on na siłę im wmówił że stosują sztuczki iluzjonistyczne itp. byle tylko nie wypłacić nagrody
Nikt mu nie udowodni oszustwa, bo póki to nie będzie transmitowane na żywo na świat – nie ma po prostu takiej możliwości.
To co jest w podręcznikach, encyklopediach, czasopismach naukowych, to co wykłada się na uczelniach to tylko ta część nauki,
która przeszła przez cenzurę establishmentu, czyli została dopuszczona do wiadomości publicznej drogą głosowania większości…
Musicie wiedzieć, że nauka posunęła się dalej, tylko media tego nie rozpropagowały, a wy ufacie mediom i stereotypowi a nie szukacie samodzielnie prawdy.

————————————————————————————————————-

Miałem wówczas 12 może 13 lat, pierwsza połowa lat ’90.
We śnie wyjrzałem przez okienko w przedpokoju.
Na dworze w tym śnie było ciemno, i zobaczyłem w oddali nad lasem ogromny ogień,
który był ze 2 razy wyższy od drzew; zrobił na mnie niesamowite wrażenie,
bo wcześniej czegos takiego nie widziałem.
Za jakiś czas (nie pamiętam dokładnie jaki, ale krótki, jakieś kilka tygodni),
siedząc w pokoju usłyszałem jakieś trzaski. Był wieczór, na dworze już było ciemno.
Wyjrzałem przez okienko w przedpokoju, by zobaczyć skąd pochodzą te trzaski,
i wtedy zobaczyłem identyczny widok jak w swoim wcześniejszym śnie.
Zdałem sobie w mgnieniu oka sprawę, że dokładnie to mi się właśnie śniło,
a teraz to się dzieje na prawdę.
Wszystko identycznie, rozmiary, kształt i miejsce płomieni.
Jak również okienko, i strona z której wyjrzałem – jak we śnie.
Wiem ze absolutnie nie mogło być mowy o przypadku – jak to tłumaczą sceptycy.
Niestety, nie ma innego sposobu by się przekonać, niż samemu doświadczyć na sobie.
Źle tylko zinterpretowałem źródło tych płomieni, zarówno we śnie, jak i gdy je zobaczyłem.
Były na tle lasu, więc myślałem ze to las się pali.
Okazało się że spalił się drewniany dom, który stał tuż przez tym lasem,
a zasłaniały go drzewa, więc z mojego punktu widzenia nie było możliwe ustalenie, co się paliło.

Jednak wtedy fakt że mi się przyśniło coś, co później miało miejsce w rzeczywistości -
specjalnie mnie nie zdziwiło, uznałem właściwie to za coś normalnego.
Nie miałem wtedy pojęcia o tym, że coś takiego jest niespotykane i niewyjaśnione.

Dopiero po latach, kiedy dowiedziałem się że nauka nie ma na to wyjaśnienia – zainteresowałem się tym.
To doświadczenie spowodowało, że zainteresowałem się zjawiskami niewyjaśnionymi.
Po prostu wiedziałem i wiem, że skoro ja coś takiego przeżyłem, to i przynamniej część opisów
niezwykłych przeżyć innych ludzi – musi być prawdziwa.

Czytając, dowiedziałem się że takie sny zdarzają się bardzo rzadko,
nazywa się je realistycznymi snami proroczymi, lub deja-vu (z francuskiego: już widziane).
Zdałem sobie sprawę, że nie jestem jedynym człowiekiem, który tego doświadczył.

Szukałem w nauce odpowiedzi, w jaki sposób mózg mógł mieć dostęp do informacji z przyszłości.
Dowiedziałem się, że przeczy to teorii względności Alberta Einsteina, gdyż zakłada ona, że
nie jest możliwe przesyłanie informacji z prędkością większą, niż predkość światła w próżni – c,
oraz że z tego wynika niemożliwość przesyłania informacji do przeszłości (i ich odbioru z przyszłości).
Dowiedziałem się o hipotetycznych cząskach nadświetlnych, które mogłyby poruszać się szybciej niż c,
i jednocześnie nie mieć mozliwości zwolnić do poziomu c, ani niższych prędkości.
Cząstki te nazwano tachionami.
Jednak ich istnienie jest tylko hipotetyczne, poza tym nie wyjaśniało to,
w jaki sposób mózg mógłby je odbierać, i co mogło by je generować.

Wszak ze snu jasno wynika, że to co ma się zdarzyć – już jest gdzieś zapisane,
albo tak jak myślał Einstein – czas jest tylko upartym złudzeniem; zapewne miał na myśli że przeszłość,
teraźniejszość i przyszłość – istnieją jednocześnie, choć nasza świadomość nie ma dostępu do
przyszłości, przeszłość jedynie pamiętamy – stąd tak a nie inaczej odbieramy rzeczywistość, jako
nieodwracalny uplyw czasu.

Zacząłem się zastanawiać nad tym, czy aby na pewno cała nasza świadomość, osobowość, pamięć -
mieści się w mózgu i że jest on elektrochemicznym komputerem, a nasze myśli to impulsy chemiczne i
elektryczne między neuronami w mózgu (synapsy).

Szybko zdałem sobie sprawę, jakże naiwna jest taka teoria świadomości….

Mimo, że jest ona domeną świata akademickiego, i wciąż jest wykładana na uczelniach, niczego tak naprawdę nie wyjaśnia…
Owszem, takie zjawiska zachodzą w mózgu, zostało to zbadane i potwierdzone.
Jednak w żadnym przypadku nie może być to nasze „ja”, nasza świadomość.

Gdyby tak było – nie różnili byśmy się niczym specjalnym od komputerów.
Silny impuls elektromagnetyczny – broń elektromagnetyczna,
która niszczy wszelkie urządzenia elektroniczne,
albo wysokonaładowane cząstki wiatru słonecznego -
wręcz wykasowało by to nam pamięć z mózgu (jeśli przyjąć że myśli to impulsy elektryczne).
Tymczasem nic takiego nie ma miejsca.
Naszej pamięci nie narusza też potężne pole magnetyczne, w czasie obrazowania mózgu za pomocą jądrowego rezonansu magnetycznego.
Impuls elektromagnetyczny zniszczy komputery, wykasuje pamięć, zniszczy urządzenia elektryczne i elektroniczne.
Nie naruszy jednak naszej pamięci, nie zaburzy naszej osobowości, nie zmieni naszych myśli.
A przecież mózg nie jest ekranowany, czaszka nie jest klatką Faradaya, większa część widma
elektromagnetycznego (prócz podczerwieni, światła widzialnego, UV) – wnika w głąb, lub przenika przez
nasze głowy na wylot.
A pomyślcie o ludziach, którzy są narażeni na bardzo silne pola elektromagnetyczne, o operatorach
wojskowych urządzeń radiolokacyjnych, narażonych na mikrofale o potężnej mocy, które by zniszczyły
wszelkie urządzenia elektroniczne umieszczone w ich wiązce.
Choroba mikrofalowa, która po latach jest tego konsekwencją – nie oznacza jednak utraty osobowości, czy
jakiegokolwiek zaniku pamięci.

W książce „Umysł przewidujący przyszłość” Davida Loye, na początku rozdziału „Holograficzny umysł” – czytamy:


Karl Lashley był jednym z najbardziej wytrwałych i skrupulatnych neuropsychologów przełomu lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku.
Zdecydowany odkryć, czym jest pamięć i gdzie należy ją lokalizować, przez blisko trzydzieści lat badał mózgi szczurów.
Jego eksperymenty polegały na wycinaniu określonego obszaru mózgu, a następnie, kiedy tylko zwierzę dochodziło do zdrowia, testowaniu utraconej pamięci.
Ale chociaż usuwał aż do osiemdziesięciu procent całkowitej objętości mózgu, odkrywał, że pamięć szczurów nadal działa bez zarzutu.
Analizując wyniki swoich badań, nie krył rozczarowania faktem, że nie istnieje żadne oczywiste miejsce,
w którym można by zlokalizować pamięć i żaden „engram”, który by ją przechowywał.
Doszedł więc do wniosku, że proces uczenia się, w jakim wszyscy uczestniczymy, jest z logicznego punktu widzenia… niemożliwy.
W jednej z notatek zaproponował również coś, co miało nieco podbudować jego pracę, ale co w tamtych czasach wydawało się poglądem dość żałosnym.
Engram – jak nieśmiało zasugerował Lashley – istniał, ale w jakiś zupełnie niezrozumiały sposób rozprzestrzeniony był w obszarze całego mózgu.
Ponadto, aby rozjaśnić nieco tę mglistą ideę, dodał, że pamięć powstaje dzięki bliżej nieokreślonym „falom interferencji”.

Natomiast w książce „Poza granicami wyobraźni” Viktora Farkasa, w rozdziale „Cudowna istota człowiek: myślenie bez mózgu”,
– opisane są udokumentowane medycznie przykłady normalnych, żyjących ludzi,
u których w wyniku wodogłowia stwierdzono większościowy lub nawet całkowity brak….

mózgu.

Wniosek jest taki, że naukowcy, którzy powołują się na teorię, jakoby to w mózgu miała być pamięć i osobowość -
nie mają pojęcia, jak bardzo się mylą.

A może wiedzą, ale nie mają lepszego wyjaśnienia.

Tą teorię mogę tylko porównać do dawnej teorii budowy świata – teorii geocentrycznej.
Wszechświat składał się z obracających się kryształowych sfer,
na których były umieszczone Księżyc, Słońce, planety, i na ostatniej – gwiazdy stałe.
W samym centrum wszechświata zaś tkwiła nieruchomo płaska Ziemia.

Jednak wraz z początkami heliocentryzmu, odkryto że Ziemia jest kulą, a Słońce jest znacznie od niej większe.
Nieprawdopodobnym i nielogicznym było, by większe ciało krążyło wokół mniejszego.

Uznano że to Słońce jest nieruchome i znajduje się w centrum wszechświata,
zaś Ziemia jest tylko jedną z planet, które krążą wokół niego.
Odkryto że maleńkie gwiazdy na nocnym niebie są w rzeczywistości ogromnymi słońcami, i że są ich
miliardy, które jako całość nazwano Galaktyką.

Odkryto, ze Galaktyka jest tylko maleńką częścią większej całości,
bowiem podobnych galaktyk są znowu miliardy….

Brzytwa Ockhama – słynna zasada naukowców, mówiąca że nie należy mnożyć bytów ponad
konieczność, i że najprostsze wyjaśnienie bywa zazwyczaj prawdziwe – już wtedy się stępiła…

Jak widzicie, cały czas mnożono byty „ponad konieczność”, w miliardy miliardów….

Jak się później dowiecie – to co nazywamy dziś całym wszechświatem – także przyjdzie pomnożyć….

W międzyczasie pomnożono byty, dzieląc atom ( gr. atomos, niepodzielny! ) – na coraz mniejsze
części…

Pod koniec XX wieku odkryto wreszcie, że wokół innych gwiazd, także krążą planety.
Obecnie odkrywa się ich coraz więcej, choć jest to trudne z uwagi na olbrzymią odległość.

Prosta teoria budowy świata, okazała się nie mieć nic wspólnego z rzeczywistością.
Podobnie jak teraz teoria świadomości, będącej integralną częścią, czy wręcz właściwością mózgu…

A co powiecie na doświadczenia w czasie śmierci klinicznej, doświadczenia pacjentów, których
przywrócono do życia, mimo braku oddechu, tętna, i z płaskim wykresem EEG!

Płaski EEG oznacza tylko jedno:
Mózg nie funkcjonuje – a więc zgodnie z ustaleniami naukowymi, zmysły nie mogą być aktywne,
a człowiek nie może niczego widzieć, słyszeć, czuć, ani tym bardziej zapamiętać.

Tymczasem w rzeczywistości jest inaczej.

Ludzie ci, po udanej reanimacji, byli w stanie zapamiętać i podać szczegóły operacji,
ktorych w żaden sposób nie mogli wymyślić, zgadnąć – jak również to co się z nimi działo wówczas,
gdy przyrządy nie rejestrowały żadnej aktywności mózgu!

I takich przypadków na świecie było i jest wiele!

Zainteresowanym polecam film „The Day I Died” – Dzień w którym umarłem.
Jest na YouTube z lektorem PL.

Profesor Stuart Hameroff jest anestezjologiem i bada relacje pacjentów, którzy przeżyli śmierć kliniczną.
Wspólnie z angielskim fizykiem, Rogerem Penrose – opracowali kwantową teorię świadomości Orch-OR.
Argumentacja sceptyków, jakoby zjawiska kwantowe nie mogły zachodzić w wysokich temperaturach, a więc w tworach takich jak mózg – jest błędna.
Przykładem jest kwantowe zjawisko tunelowe, które ma zastosowanie w elektronice.

Fizyka kwantowa…
Czuję że to właściwa droga!

Nawet Albert Einstein nie mógł tego rozwikłać…

W świecie kwantów dzieją się dziwne rzeczy…
Np. dwie splątane ze sobą cząstki, fotony czy elektrony – mogą się znajdować dowolnie daleko od siebie,
a ich polaryzacja będzie przeciwna.
Mimo, że stan pojedyńczej, dowolnej cząski jest całkowicie niekoreślony,
po dokonaniu pomiaru polaryzacji dowolnej z tych cząsek – stan drugiej automatycznie
ustali się jako przeciwny. Choćby te cząstki były w różnych galaktykach.
Einstein nazwał to „upiornym oddziaływaniem na odległość” ponieważ przeczyło jego teorii,
że informacja nie może poruszać się szybciej niż światło.
Tymczasem w tym przypadku dzieje się to natychmiastowo, bez jakiegokolwiek opóźnienia.

Foton czy elektron może przejść jednocześnie przez dwie szczeliny i interferować sam ze sobą.
Nazywa się to superpozycją.
Gdy jednak będziemy chcieli zaobserwować, którędy przechodzi ta cząstka – okaże się że wybierze
zupełnie losowo jedną szczelinę, przez którą przejdzie, i tylko detektor umieszczony przy tej
szczelinie
zarejestruje przejście.
Elektron lub foton nie obserwowany – zjawia się jako fala interferencyjna, jednak obserowany – jako
cząstka.
Nazywa się to dualizmem korpuskularno-falowym.
Funkcję falową, będącą rozwiązaniem równania Schrödingera, należy rozumieć jako obszar, który opisuje rozkład prawdopodobieństwa
wystąpienia cząstki w danym miejscu.

Niels Bohr, duński fizyk, stworzył „Interpretację kopenhaską mechaniki kwantowej”, w której funkcja
falowa, opisująca rozkład prawdopodobieństwa wystąpienia cząstki – gdy zostanie dokonany pomiar -
zredukuje się do tego jedynego stanu, który jest wynikiem pomiaru.

Kot Schrödingera

Erwin Schrödinger, aby pokazać jak teoria kwantowa przeczy zdrowemu rozsądkowi, opracował myślowy eksperyment z udziałem kota.
Kot jest zamknięty w pudełku, w którym umieszczono szczelny, np szklany pojemnik z trucizną, np lotną cieczą.
Do pudełka włożono próbkę materiału promieniotwórczego, emitującą średnio jedną cząstkę na godzinę,
a także detektor promieniowania, mający na celu zarejestrować tę cząstkę.
Detektor jest połączony z mechanizmem, który w chwili zarejestrowania cząstki, rozbija pojemnik i uwalnia truciznę.
Po włożeniu kota i próbki i zamknięciu pudełka, oraz odczekaniu godziny – mamy 50% prawdopodobieństwo,
że kot jest żywy i takie samo 50% że jest martwy.
Tak mówi zdrowy rozsądek. Jeśli nastąpi radioaktywny rozpad i detektor go zarejestruje, to zostanie uruchomiony mechanizm, który uwolni truciznę z pojemnika,
i wtedy kot zginie. Jeśli rozpad nie nastąpi, kot nadal będzie żywy.
Rozpad promieniotwórczy jest zjawiskiem kwantowym, można więc określić tylko prawdopodobieństwo zajścia rozpadu,
a tym samym prawdopodobieństwo zatrucia kota.

Z interpretacji kopenhaskiej wynika jednak coś innego – Zanim otworzymy pudełko czyli dokonamy sprawdzenia zawartości pudełka,-
kot jest jednocześnie i żywy i martwy. Znajduje się on w dziwnym stanie (superpozycji) wszystkich możliwych rozwiązań.
Dopiero otworzenie pudełka i sprawdzenie jego zawartości redukuje układ do jednego stanu – kot wyskoczy żywy z pudełka, albo pozostaje w nim martwy.

Einstein upierał się przeciwko takie redukcji i przypadkowości w świecie zjawisk kwantowych,
przewidywanych przez interpretację kopenhaską,
pisząc w liście do Bohra słynne zdanie:

„Dobry Bóg nie gra ze światem w kości!”

…..i miał rację!

Kwantowa teoria wielu światów

W 1957r. amerykański fizyk, Hugh Everett III, obronił pracę doktorską, w której zaproponował zupełnie nowe podejście do problemu interpretacji mechaniki kwantowej.
Zaproponował, by wszystkie możliwe stany kwantowe (możliwe wyniki pomiarów) funkcji falowej potraktować jako prawdziwe i rzeczywiste.
Założył, że w chwili obserwacji (pomiaru) zdarzenia kwantowego, będącego wcześniej w superpozycji – wszechświat rozczepia się na tyle kopii,
ile jest możliwych rozwiązań funkcji falowej.
Założył że dzieje się tak w przypadku każdego zdarzenia kwantowego, że redukcja funkcji falowej jest tylko pozorna,
i jest związana z ustaleniem się kwantowego stanu w linii czasowej, że wszystko co tylko jest możliwe, ma miejsce w którejś odnodze multiwszechświata.
Everett swoją teorię nazwał „Wieloświatową interpretacją mechaniki kwantowej”.
Swój pomysł poparł podstawą matematyczną, w ktorej nie udało sie znaleźć błędu.

Multiwszechświat jawi się jako rozgałęziające się drzewo o nieskończenie wielu gałęziach, cały czas rozgałęziających się i postępujących wraz z tym,
co my nazywamy upływem czasu.
Drzewo to może istnieć jako całość, naraz, jednocześnie, a iluzja upływu czasu jest domeną naszej ograniczonej świadomości,
odbierającą tylko jedną wąską ścieżkę łańcucha zdarzeń, spośród nieskończenie wielu możliwych.

Kot Schrödingera jest w połowie przyszłych linii czasowych (od momentu otworzenia pudełka, obserwacji) żywy,
a w drugiej połowie martwy, i to jakiego go zaobserwujemy, zależy od tego, jaki wynik był przypisany linii
czasowej, w której znajduje się nasza świadomość.

Kotów Schrödingera było wiele, bo nasze kopie w równoległych wszechświatach, również wykonały ten eksperyment.

Oczywiście tylko myślowo, bez udziału prawdziwego kota :)

Paradoks dziadka też nie istnieje.

Faktem jest że ta teoria nie jest kompletna, jako teoria wszystkiego, opisująca wszystkie zjawiska w przyrodzie, nie uwzględnia się w niej bowiem grawitacji,
Jednak sama idea istnienia wielu wszechświatów równoległych jest intrygująca, w naturalny sposób wyjaśnia wiele zjawisk, i mam kilka argumentów na rzecz jej prawdziwości.

Komputer kwantowy.

David Deutsch, fizyk z Uniwersytetu w Oksford, opracował w latach ’80 kompletną teorię działania komputera kwantowego.
Już dziś zbudowano pierwsze kwantowe bramki logiczne, przetwarzające pojedyncze qubity (bity kwantowe), których obliczenia potwierdzają teorię.
Niesamowitą szybkość i jednoczesność obliczeń, da się sensownie wyjaśnić, tylko w oparciu o teorię wielu światów, w których wiele bliźniaczych kopii komputera,
jednocześnie wykonuje wiele rożnych prób obliczeń tego samego zadania, i na koniec, zbiorczy wynik jest do odczytu na każdej z nich.

Doświadczenie Younga.

Na początku XIX wieku, Thomas Young, angielski fizyk – wykonał doświadczenie, które potwierdziło falową naturę światła.
Doświadczenie to polegało na przepuszczeniu światła świecy przez małą dziurkę wyciętą w nieprzeźroczystym materiale,
za którym znajdował się kolejny materiał, tym razem z dwiema małymi dziurkami położonymi blisko siebie.
Następnie znajdował się ekran, na który rzutowane było światło po przejściu przez oba materiały z dziurkami.
Young zamiast dwóch świetlnych punktów (na co wskazywała by logika) ujrzał właśnie wzór interferencyjny.
Jednak 100 lat później, Einstein wyjaśnił zjawisko fotoelektryczne, i od tego czasu wiemy że światło składa się z fotonów.
Co zostało potwierdzone doświadczalnie przez Arthura Holly Comptona w 1923r.

Naukowcy wykonali zmodyfikowaną wersję doświadczenia Younga, w której źródło światła emitowało pojedyncze fotony,
tak że np. co ułamek sekundy, wychodził tylko jeden foton
Pojedyncze fotony były przepuszczane przez podwójną szczelinę, za którą umieszczono materiał światłoczuły.
Po kilku godzinach wynik eksperymentu był już znany.
Na światłoczułym materiale pojawiło się nic innego, jak znany już wzór interferencyjny.
Z czym w takim razie interferuje pojedynczy foton?
W mechanice kwantowej ten efekt jest wyjaśniony jako nakładanie się funkcji falowej, która opisuje stan fotonu.
Ale funkcja falowa jest przecież tylko rozkładem prawdopodobieństwa znalezienia cząstki,
i według interpretacji kopenhaskiej nie istnieje jako coś realnego, z czym mógłby interferować pojedynczy foton.
Przecież zgodnie z założeniami szkoły kopenhaskiej, funkcja falowa ma nieustannie ulegać redukcji do jednego konkretnego stanu kwantowego.
Rzeczywiście, tak to wygląda z poziomu obserwatora, który ma dostęp i obserwuje wynik z jednego tylko wszechświata równoległego (ściślej: z jednej równoległej linii czasowej).
Nie oznacza to jednak, że tak właśnie jest w szerzej pojętej rzeczywistości.

Dopiero po zastosowaniu kwantowej teorii wielu światów, znajdujemy wyjaśnienie tej zmodyfikowanej do pojedynczych fotonów wersji doświadczenia Younga.
Pojedyńczy foton interferuje z całą resztą funkcji falowej, którą stanowią niewidzialne w naszym wszechświecie
fotony, znajdujące się w równoległych wszechświatach, których równoległa obecność i trasy – zgodnie z teorią Everetta -
determinują trasę jaką przemieszcza się foton w naszej linii czasowej, w taki sposób, by zgodnie z rozkładem prawdopodobieństwa przewidzianym przez funkcję falową, chwilowe położenie i pęd pojedynczego fotonu nie były identyczne w dwóch różnych wszechświatach równoległych.
W ten sposób właśnie powstaje znany już wszystkim wzór interferencyjny.

Powyższa interpretację tego doświadczenia, którą ująłem własnymi słowami, opisał David Deutsch, i można o niej przeczytać w jego książce „Struktura rzeczywistości” (The Fabric of Reality).

Kwantowa świadomość

Zastanawialiście się, skąd się biorą treści, obrazy, sceny w Waszych snach?
Skoro mój sen, o którym pisałem na początku, dotyczył przyszłego zdarzenia w rzeczywistym świecie,
To nic nie stoi na przeszkodzie, by uznać, że przynajmniej ta część snów, w których widzimy zupełnie realistyczne sceny
widoki, krajobrazy, miasta, domy, ulice, zdarzenia i ich szczegóły – ma rzeczywiście miejsce w którymś z wielu światów równoległych, postulowanych przez Everetta.
W czasie snu, nasza świadomość może przekraczać granicę dzielącą nas od równoległych linii czasowych, a nasza pamięć może się na pewien czas „podłączyć”
do świadomości którejś z naszych kopii żyjącej w którymś ze swiatów równoległych, i rejestrować przeżycia tego naszego bliźniaka w innej linii czasowej,
tak jakbyśmy to przeżywali my.
Co więcej – w snach dosłownie zespalamy się z naszymi bliźniaczymi kopiami.
W snach odbieramy rzeczywistość za pomocą ich świadomości, a nie naszej.
Oznacza to, że śniąc dany sen – mamy w pamięci przeszłe zdarzenia, emocje, uczucia, wiedzę i umiejętności
naszego bliźniaka w równoległym wszechświecie – a nie nasze.
Dlatego mając na uwadze zwykły (nieświadomy) sen – śnimy go bez wpływu naszej świadomości na przebieg zdarzeń -
decyduje o nich właśnie świadomość tej naszej bliźniaczej kopii.
Czas nie ma tu żadnego znaczenia, możliwe jest połączenie zarówno z przyszłą jak i przeszłą równoległą linią czasową.
I to by tłumaczyło mój sen deja-vu, o którym na początku pisałem…

A jak to jest, że widzimy we śnie jakiś napis, czy liczbę, czytamy go, a potem spoglądamy gdzieś indziej, i znów na ten napis….
ale za drugim razem widzimy coś innego?
Obserwujemy różne światy równoległe, będące takimi samymi, za wyjątkiem treści tego napisu.

Jednak z analizy moich snów wynika, że ludzie, których spotykamy w snach w części przypadków znajdują się również we śnie.
Z tym że prawie zawsze są to niematerialne dusze – świadomości ludzi ze światów równoległych, którym my się śnimy w taki sam sposób, w jaki oni nam.
Jednak we śnie widzimy ich normalnie jako ludzi
Takie wytłumaczenie wynika z analizy moich snów, chociażby z treści niektórych prowadzonych rozmów sennych.

Jak ustaliliśmy, choćby na podstawie doświadczeń śmierci klinicznej, istnienie duszy jest faktem.
Świadomość jest niematerialna i może przebywać poza ciałem.
Świadomość (dusza) w jakiś sposób jednak oddziałuje z materią, sterując ciałem,
zapewne za pomocą jakichś nieznanych jeszcze zjawisk kwantowych, rodzajów splątania kwantowego,
z atomami każdej żywej komórki w naszym materialnym ciele, czyniąc go żywym, ożywiając materię.
Zatem wszystko, co żyje, każde zwierzę i roślina, nawet bakterie – mają duszę.
bez kwantowej świadomości – duszy materia nie może być żywa.
Nie oznacza to że zwierzęta, rośliny, czy tym bardziej bakterie są świadome.
Pisząc o świadomości, mam na myśli ten kwantowy pierwiastek życia, który jest odpowiednikiem w świecie duchowym.
A zatem istnieje dusza, która przetrwa śmierć ciała fizycznego.
To tłumaczy, dlaczego śnią nam się nasi bliscy zmarli, i czasami podają informację, których nie można by uzyskać w inny sposób;
Np. w przypadku zaginięć, czy niewyjaśnionych morderstw, zmarły może się przyśnić i podać szczegóły i okoliczności swojej śmierci,
oraz miejsce w którym leży jego ciało, co może być później potwierdzone w trakcie śledztwa prowadzonego przez policję.
Zdarzają się takie przypadki.

Podobnie działa nasz mózg – jest tylko odbiornikiem bytu duchowego w oparciu o zjawiska kwantowe.
Jest jednak bardzo selektywny, i odbiera (analogicznie do radia) tylko jedną stację radiową (naszą świadomość)
a nie transmisje na wszelkich możliwych częstotliwościach, które znajdą się w jego zasięgu.

Do takiego właśnie wniosku doszedł laureat nagrody Nobla z dziedziny fizjologii i medycyny, australijski neurofizjolog prof. John Carew Eccles.
Wynik jego naukowych dociekań, znany jako dualistyczny interakcjonizm (dualist-interactionism),
jest właśnie połączeniem duchowej świadomości (duszy) z ciałem człowieka poprzez zjawisko nieoznaczoności kwantowej w mózgu.
John Eccles doszedł do wniosku, że świadomość mieści się w mózgu, ale nie jest jego wytworem,
jest od niego niezależna, i pozostanie nienaruszona po jego śmierci jako duch.

Czasem zdarza się że jest inaczej, czy to z powodu praktyk, zdolności niektórych ludzi, czy też natury ich mózgu.
I w ten sposób media na seansach spirytystycznych pozwalają na czasowe przejęcie kontroli nad swoim ciałem – innym bytom duchowym,
– stąd czasem mówią nieznanymi językami, bądź zmienionym, nienaturalnym głosem.
To samo dotyczy opętanych, czy niekiedy uznanych za „chorych psychicznie”.
Zdarza się tak i bez spirytyzmu.
Są przypadki ludzi, w których jednym ciele, kryje się kilka osobowości
Nazywa się to podwójną osobowością, i polega na tym, że przez jedno ciało, za pośrednictwem mózgu, kontaktuje
się ze światem materialnym kilka świadomości (dusz).
I też tu są przypadki, że ci ludzie np. znają obce języki, których nigdy się nie uczyli, i nie mieli takiej możliwości.
Lunatycy wstają, chodzą, robią różne rzeczy, niekiedy takie, których nigdy by nie zrobili będąc świadomymi.
Nic później po przebudzeniu nie pamiętają.
Po prostu jakiś byt duchowy posługiwał się wówczas ich ciałem.
W dużym uproszczeniu można się posłużyć analogią radia, telewizora – do mózgu.
Widzimy i słyszymy coś w tych urządzeniach, co jednak nie jest w nich samych, a jedynie przez nie odbierane.
Ale gdyby kilka wieków temu, pokazano komuś telewizor czy radio – nie dał by wiary, że to co tam widzi i słyszy,
nie pochodzi z wnętrza tego urządzenia, że to urządzenie nie jest tego źródłem.

Weźmy radio na baterie, zdejmijmy obudowę, tak by był dostęp do płyty z elementami elektronicznymi (od strony lutowania)
Włączmy takie radio, dostrójmy jakąś stację. ok, wszystko gra.
Teraz, gdy zaczniemy dotykać palcem tych lutowań i ścieżek na płycie,
Gdy trafimy na miejsce, gdzie mieści się układ pośredniej częstotliwości i tam dotkniemy,
radio zacznie nam się rozstrajać, będziemy słyszeli kakofonię różnych stacji radiowych,
także zagranicznych, krótkofalowych, które są nawet na innych zakresach fal.
Gdy tylko odejmiemy palec, wszystko wróci do normy; znów będziemy slyszeć tylko naszą pierwotną stację.

Czasem w wyniku wykrycia np. tętniaka, wykonuje się operacje wymagające trepanacji czaszki.
wycina się fragment kości czaszki, by uzyskać dostęp do kory mózgowej.
Pacjent może być wtedy świadomy.
Lekarze robili doświadczenia, stymulując korę mózgową za pomocą elektrod,
przez które przepuszczali niewielki prąd.
Zmieniali w ten sposób stan świadomości pacjentów, pacjenci widzieli rzeczy, postacie, których nikt inny nie widział.
Jednak nie ma możliwości by w ten sposób „dopisać” człowiekowi lub wymazać jakieś wspomnienie,
coś czego ten człowiek nigdy nie przeżył, nie doświadczył.
Co jest jeszcze jednym argumentem, przeciw teorii, jakoby to mózg był źródłem świadomości.
Po odjęciu elektrody – wszystko natychmiast wracało do normy.

Narkotyki, czy wszelkie substancje psychoaktywne, psychodeliczne – właśnie powodują takie rozstrojenie mózgu;
możliwy jest wgląd w inne światy, możliwe jest zakłócone widzenie rzeczy spoza naszej linii czasowej,
Ale niestety też otwiera to mózg dla innych niż nasza świadomość – bytów duchowych, co może mieć złe skutki, o jakich pisałem powyżej.

Znana jest powszechnie substancja psychodeliczna o nazwie dimetylotryptamina, czyli DMT.
Jest ona wytwarzana w minimalnych ilościach w mózgu przez szyszynkę, ale też znajduje się w wielu roślinach
Znanym przez Indian i inne plemiona już od starożytności rytualnym napojem psychodelicznym zawierającym m.in. DMT jest ayahuasca (czyt. ajałaska).
Wiele osób twierdzi, że ta substancja umożliwia wyjście duszy z ciała,
zobaczenie przyszłości czy innych niedostępnych zmysłom zjawisk, np odnalezienie zaginionych osób czy rzeczy.
Morgan Robertson w swojej powieści „Futility” opisał tragedię, będącą zaskakującym podobieństwem do katastrowy Titanica.
Nie było by w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że powieść została wydana w roku 1898, a więc 14 lat przez słynną katastrofą.
Jak wiadomo, Robertson zmarł na skutek przedawkowania narkotyków.
Prawdopodobnie to właśnie ayahuasca była w jego przypadku przyczyną tego iż miał te prorocze wizje i jak to określił,
kontakt z astralnym współautorem w tworzeniu powieści „Futility”.
Teoria Everetta i wielowymiarowa świadomość przemieszczająca się niepostrzeżenie między równoległymi rzeczywistościami daje wiele możliwości rozwoju wydarzeń,
Chodzi tu o to, że te substancje mają wpływ na pewne zjawiska kwantowe w mózgu (w mikrotubulach) znane jako siły Van der Waalsa.
Zachodzi tu zjawisko podobne do marzeń sennych, polegające na kwantowej teleportacji duchowej świadomości
między mózgami naszych nieskończenie wielu kopii żyjących w równoległych wszechświatach
Ponieważ wszystkie możliwe stany kwantowe się rzeczywiście realizują – czas jako taki nie istnieje,
a jest tylko subiektywną drogą rozwoju i doświadczania świadomości,
nasza jaźń może się dzielić, łączyć, oscylować w tym wielowymiarowym wszechświecie,
stąd dokładne przewidzenie przyszłego zdarzenia przez np. jasnowidzów nie jest możliwe (np numerów lotto, jak by niektórzy chcieli).

Ale wracając do snów – kto decyduje o treści naszych snów, danej nocy, w danej chwili drzemki?
kto sprawia że widzimy akurat takie a nie inne zdarzenie,
spotykamy akurat taką a nie inną osobę i rozmawiamy z nią na określony temat, w akurat takim a nie innym świecie równoległym?

Skoro istnieje dusza, duchy, to znaczy że istnieje też cały świat duchowy, może istnieć wyższy wymiar rzeczywistości, łączący wszystkie te światy równoległe,
w których żyją istoty z materialnym ciałem, mogą żyć w nich doskonalsze od nas istoty duchowe,
które widzą całe to drzewo nazywane multiwszechświatem – jednocześnie.

To one znają naszą przyszłość w różnych liniach czasowych, różne możliwe wersje przyszłych zdarzeń, z naszym udziałem,
to one mogą decydować o treści naszych snów, łącząc nas ze światami równoległymi,
pozwalając niekiedy naszym bliskim zmarłym na kontakt z nami w ważnych sprawach,
a także ostrzegając nas w snach, dając symboliczne wskazówki, lub wyświetlając nam w snach „zwiastuny filmu”
będącego czekającym nas przyszłym wydarzeniem w jakiejś sporej procentowo liczbie przyszłych ścieżek w światach równoległych.
Osobom niewidomym od urodzenia, mogą z jakichś powodów nie być dostarczane wrażenia senne zawierające obrazy.

Mieszkam w domu jednorodzinnym z działką, i od drzwi domu do furtki jest chodnik (wylewka)
i po środku jest wmurowany taki betonowy kwadrat z metalowym okuciem, o boku ok 70cm,
przypomina klapę włazu do studzienki kanalizacyjnej, szamba itp. tylko nie ma żadnych dziurek, i jest masywniejszy i ułożony równo z betonem.
Jak byłem mały, może ze 4-5 lat miałem, to mam w pamięci widok jak dziadek zdjął ten kwadrat betonu,
i była tam wybetonowana jakaś kwadratowa studzienka, o głębokości ok 1,5 – 2m, na jej ścianach wyraźne ślady desek z szalunku,
i lekko pomalowane jakimś rzadkim lepikiem czy smołą.
Później nikt tego więcej nie otwierał, i tak mi w pamięci został tamten widok, byłem przekonany że tak właśnie jest.
A tymczasem niedawno przy okazji małego remontu i poprawek chodnika, wyszła rozmowa i babcia mówi,
że to jest tylko płyta wmurowana w chodnik, i niczego pod spodem nie ma, jest ziemia, i ze tak było od początku.
I faktycznie nie ma, – sprawdziłem wbijając pod kątem metalowy pręt w ziemię – gdy by był beton, to by sie pręt zatrzymał.

Drugi tego typu przypadek miał miejsce w 2003r, gdy szedłem w pielgrzymce (warszawskiej, grupy 17-ste)
Trasa prowadziła przez miejscowość Idzikowice, i szło się ulicą, która była wiaduktem nad torami.
Tam są zakłady remontowe pociągów, i inne tego typu firmy, przebiega centralna magistrala kolejowa (CMK), ale nie w tym rzecz.
Była wtedy ładna słoneczna pogoda, bezchmurne niebo.
Idąc w grupie, przechodząc tym wiaduktem, po lewej stronie przed takim budynkiem, czy to lokomotywownią,
widziałem kilka (3,4 lub 5) oddzielonych torami peronów, a na każdym z nich typową tabliczkę z nazwą stacji „Idzikowice”.
W ogóle nie zwróciłem na to uwagi, aż do niedawna, gdy przypadkowo się dowiedziałem, że tam żadnych peronów nie ma i nigdy nie było (!)…

Moje wyjaśnienie jest takie:

Zakładam prawdziwość teorii Everetta-Deutscha. (Istnieje stała liczba,
być może nieskończenie wiele równoległych wszechświatów, w których są te same prawa przyrody).
Nasza duchowa świadomość płynnie i niezauważalnie przez cały czas przełącza się pomiędzy tymi światami,
ale tylko takimi, w których różnice polegają tylko na nieokreślonych subtelnych zmianach.
(np. pogoda, przyroda, ludzi jakich po drodze spotykamy, a także ich nastrój w stosunku do nas, itp.)
Natomiast wszystkie zapisane w naszej pamięci ustalone dane – są wspólne dla tych swiatów.
(np. wygląd naszego domu, pokoju, miasta, budynki, drzewa, ludzie których znamy, to co mamy zapisane w zeszycie, na komputerze itp.)
Jeśli jesteśmy bardziej rozwinięci duchowo, życzliwiej nastawieni do ludzi, przyrody
– trafiamy do tych lepszych światów, w których czujemy spokój, harmonię, albo jest np ładniejsza pogoda, życzliwsi ludzie.
W naszych snach – też to ma miejsce, z tym że tam przełączani jesteśmy pomiędzy różniącymi się od siebie rzeczywistościami.
Całą wędrówką naszej świadomości kierują istoty astralne.
Wygląda to dla nas tak właśnie jak twierdzą fizycy kwantowi, że świadomość tworzy rzeczywistość.
Większość z nas nie zauważa tego, i przyjmuje po prostu jako upływ czasu w jednym wszechświecie.
Jednak to co napisałem powyżej – 100% się zgadza z teorią kwantową, z doświadczeniem Aspecta,
kwantową teorią świadomości Penrose’a i Hameroff’a – oraz – z moimi odczuciami.
Wszystko odbywa się na zasadzie teleportacji stanów kwantowych wewnątrz mikrotubul.
pomiędzy (jak już wiemy – będącymi kwantowymi interakcyjnymi odbiornikami) mózgami naszych bliźniaczych kopii w tych równoległych światach.
W strukturach nano, jakimi są mikrotubule, stany kwantowe nie wykazują już cech chaosu – nawet w wysokich temperaturach,
Ale są właśnie nieustannie modulowane przez duchową świadomość człowieka.
Dzięki takiemu rozwiązaniu, możliwa jest koherencja i teleportacja stanów kwantowych, co w praktyce oznacza teleportację naszej świadomości.

W tym miejscu należy wspomnieć o możliwości podróży w czasie. Zarówno w przyszłość jak i w przeszłość
I to bez paradoksu dziadka, a także skoków czasowych bez wehikułów czasu, na zasadzie tego przełączania świadomości.

Wiecie czym jest UFO? otóż są to pojazdy podróżników w czasie, przybysze z przyszłości, nasi potomkowie.
Przybywają oni do naszych czasów, by obserwować na żywo ważne wydarzenia historyczne.
Pojawiają się zawsze, gdy na świecie dzieje się coś spektakularnego, co przechodzi na trwałe do kart historii.
Zgodnie z teorią Everetta – funkcja falowa nie ulega redukcji.
Wszystkie możliwe jej stany kwantowe realizują się w równoległych wszechświatach.
Nie ma paradoksu dziadka ani kota Schrodingera.
Istnieje nieznana współczesnej nauce możliwość teleportacji stanów kwantowych materii pomiędzy tymi światami, co jest równoważne podróży w czasie.
Ludzie nazywają to materializacją i dematerializacją, pojawianiem się znikąd i znikaniem.
Człowiek po śmierci ciała jako duch, może dowolnie przemieszczać się w czasie,
a także wrócić do dowolnego momentu ze swojej przeszłości w swoim życiu i zobaczyć zdarzenie jeszcze raz.
Na tej właśnie zasadzie polega nawigacja pojazdów UFO, dzięki temu są w stanie trafić w odpowiednie miejsce w odpowiednim wszechświecie i czasie.

Dzięki materializacji mogą to czego nie może duch; np. pobrać próbki, dokonać rejestracji obrazu, dźwięku pomiarów itp. W przyszłości gdy nauka oficjalnie dowiedzie istnienia ducha i życia po śmierci
– dzięki tej wiedzy granice między tymi światami staną się cieńsze i łatwiejsze do przekraczania.

Przede wszystkim przeczytajcie w Biblii Księgę Ezechiela.

Świadomość może być niekiedy przełączana pomiędzy nieznacznie różniącymi się światami,
W momencie, kiedy to ma miejsce ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, a dopiero jakiś czas po fakcie.
– na co by wskazywało to moje doświadczenie z brakiem studzienki widzianej w dzieciństwie, i później – peronów z tabliczkami.

To wyczerpująco wyjaśniało by zarówno realistyczne jak i symboliczne sny prorocze ludzi.

Tutaj możemy wreszcie spróbować wyjaśnić czym jest tzw. przeczucie czy intuicja.

Być może jesteśmy ostrzegani w podobny sposób na jawie,
albo w jakiś sposób odbieramy silne emocje naszych bliźniaczych kopii z równoległych ścieżek,
którym w wyniku decyzji objętej przeczuciem stało się coś dobrego lub złego.

Bliska nam zmarła osoba, miała wgląd do funkcji falowej przyszłości
(wszelkich możliwych rozwiązań zdarzeń z naszym udziałem),
i mogła nas zawczasu ostrzec dając znak, który odbieramy jako przeczucie, intuicję.

W ten sposób mogą istnieć w naszej świadomości wszelkie nieuzasadnione lęki i fobie przed określonymi rzeczami i sytuacjami.
Któremuś z naszych bliźniaków w równoległej linii czasowej,
przydarzyło się coś złego i było związane z daną rzeczą, sytuacją, okolicznością,
i na zasadzie przeczucia lub jakiegoś zapomnianego snu – przeniknęło do naszej świadomości.

Teoria superstrun przewiduje istnienie wibrujących cząstek o rozmiarach zbliżonych do długości Plancka (około 10^-35m).
A więc nieporównywalnie mniejszych od atomów, nukleonów i tworzących ich kwarków.
Może to być podstawowy budulec multiwszechświata.
Tam właśnie może być świadomość, duch, która dzięki tak małym rozmiarom jest wszystko przenikać.
Postuluje się też istnienie nieco większych mikrotuneli czasoprzestrzennych, ale też w okolicach długości Plancka.
Być może są to tunele łączące równoległe wszechświaty zarówno materialne jak i duchowe z naszym.
Możliwe, że są to właśnie te tunele, które widzieli ludzie będący w stanie śmierci klinicznej.
Możliwe też, że w czasie snu, poprzez takie mikrotunele, nasza świadomość ma wgląd w równoległe wszechświaty.

Niestety, nie wszystkie byty duchowe są szlachetne.
Dręczenia, opętania, koszmary senne, to przykłady ich działań.
I psychiatrzy diagnozują chorobę psychiczną, nie wiedząc z czym tak na prawdę mają doczynienia,
bo nie znają prawdziwej natury świadomości.

Nie wolno wywoływać duchów, uprawiać czarów,wróżb, stosować
różdżek, wahadełek, i wszelkich podobnych rzeczy.
Nie rozumiem czemu tyle ludzi czyta horoskopy, czy korzysta z usług wróżek.
Tak, duch może coś powiedzieć o przyszłości, czy osobie, która szuka takich informacji.
Miejcie jednak świadomość że są to złe duchy.
Takie informacje nie przyniosą Wam szczęścia.

Zabrania tego Biblia, i takie też jest moje zdanie.

Jeśli coś z przyszłości będzie miało Wam być objawione, to tak się stanie bez Waszej ingerencji,
czy to w postaci snu, czy też przeczucia, intuicji.

Jednak właśnie tam, w tym najwyższym wymiarze, ponad multiwszechświatem, bądź jeszcze wyżej,
bo nie wiemy jaka jest liczba takich wymiarów i multiwszechświatów,
Badając otaczającą nas rzeczywistość, wciąż odkrywamy, że to co dotychczas uważalismy za całość,
okazuje się tylko maleńką cząstką czegoś znacznie większego

- powinna być jedna wszechobecna świadomość, siła sprawcza która przenika wszystko, co istnieje,
i widzi całe swoje dzieło stworzenia,
we wszystkich jego czasach i wymiarach jednocześnie.
Nic nie stoi na przeszkodzie, by nazwać tę świadomość Bogiem.

Mam wrażenie, że to właśnie ostateczne, wobec niezbitych dowodów,
naukowe potwierdzenie duchowego świata, duchowej świadomości wraz z niezliczonymi równoległymi wszechświatami.
– będzie największym odkryciem naukowym w historii ludzkości.
Odkryciem, które powinno zostać dokonane już niedługo, wcześniej aniżeli odkrycie za pomocą radioteleskopów przez program SETI
inteligentnego życia pozaziemskiego, cywilizacji zamieszkujących pozasłoneczne planety.

Budowane są coraz potężniejsze akceleratory cząstek, takie jak Wielki Zderzacz Hadronów (LHC) w CERN.
Stosuje się coraz większe energie zderzeń, rozbijając cząstki na coraz mniejsze, o coraz to większej energii wiązania.
Naukowcy próbują znaleźć przewidzianą przez Model Standardowy cząstkę, która nadaje materii masę, zwaną bozonem Higgsa, będącą cząstką pola Higgsa.

Jaki będzie wtedy świat, jak i czy zmienią się ludzie?
Czy nadal będą zabijać zwierzęta, wiedząc już na pewno, że wszystkie one mają duszę?
Trudno mi sobie teraz to wszystko wyobrazić…

Przedstawię Wam analogię teorii miejsca Ziemi w Układzie Słonecznym, do teorii świadomości.

Wiek XV – XVI Powszechnie w świecie przyjmuje się teorię geocentryczną,
jednak jest Kopernik, Galileusz, którzy twierdzą, że Ziemia jest kulą,
jedną z planet, trzecią w kolejności i krąży wraz z nimi wokół Słońca.
Za tą „herezję” omal nie zostali spaleni na stosie przez inkwizycję.
Był też Giordano Bruno, który twierdził ponadto że Słońce jest tylko jedną z niezliczonych gwiazd,
że wszechświat jest ogromny, że wszędzie obowiązują te same prawa, że wokół innych gwiazd krążą planety,
które podobnie jak Ziemia – są zamieszkałe przez istoty rozumne.
Ten wizjoner za tak absurdalne herezje – został spalony na stosie.

XX i początek XXI w. – Powszechnie w świecie naukowym przyjmuje się teorię, że to mózg jest źródłem świadomości.
jednak jest Eccles, Penrose i Hameroff, którzy twierdzą, że świadomość jest duchowa,
i łączy się z mózgiem za pomocą zjawisk kwantowych, w ten sposób ożywiając ciało.
Dziś nie pali się już ludzi na stosach, jednak w świecie naukowym ich teoria nie ma poparcia.
Był też Hugh Everett III, który twierdził że funkcja falowa nie ulega redukcji,
że wszystkie możliwe jej stany są rzeczywiste i zachodzące, że gęstość prawdopodobieństwa funkcji falowej,
odpowiada gęstości wszechświatów równoległych w których jej poszczególne stany kwantowe się realizują,
że liczba tych wszechświatów może być nieskończona,
i że wszystko co jest możliwe – ma na 100% miejsce gdzieś w multiwszechświecie.
Te „herezje” tylko niewielka część naukowców traktuje poważnie, i to dopiero od bardzo niedawna.
Dla przytłaczającej większości ludzi jest to czyste science-fiction.

W obu przypadkach była jakaś część ludzi, która wierzyła w obie teorie, jednak stanowili mniejszość,
a przynajmniej nie byli w stanie przekonać ogółu do nowatorskich teorii.

W pierwszym przypadku wszystko okazało się prawdziwe.
(życia na innych planetach nie możemy odkryć tylko z powodu niewyobrażalnych odległości do gwiazd i galaktyk)

Naprawdę wierzycie, że w drugim przypadku nie będzie dokładnie tak samo?

Wreszcie przedstawię Wam najlepszą analogię jaka tylko mi przyszła na myśl,
jeśli chodzi o porównanie do czegoś powszechnie znanego,
relacji: świadomość(dusza) – mózg – ciało.

Każdy z Was zapewne miał w ręku telefon komórkowy.
Większość z Was wie, że znajduje się w nim karta SIM, do której przypisany jest numer.
Natomiast wszystko co jest z tą kartą SIM (numerem) związane, a więc:
rachunek, stan konta, dane właściciela, usługi, taryfy,poczta głosowa, nagrane powitanie i wiadomości, itp.
– znajduje się u operatora na centrali.
Gdy przełożymy kartę SIM do innego telefonu – tym samym nadamy mu numer przypisany do tej karty SIM.

Załóżmy że istnieje tylko jeden jedyny operator komórkowy, i ma absolutnie wszędzie 100% zasięg.
Telefonów są miliardy, ale każda karta SIM ma swój unikalny kod,
dzięki czemu łącząc się z centralą poprzez niewidzialne fale radiowe
– jest unikalna, i zawsze loguje się tylko pod własnym numerem – numery i karty SIM nie mieszają się.

Gdy włączamy telefon – loguje się on do sieci,
i reprezentuje numer, z którym mozna sie kontaktowac przez tenże telefon.
Załóżmy, że telefon ani karta SIM nie zawierają pamięci – wszystkie kontakty, SMS,y i inne dane -
są zapisane na centrali w pamięci należącej do operatora, w katalogu opisanym tymże numerem.
Załóżmy też, że uszkodzona karta SIM, może powodować że telefon będzie odbierał i przetwarzał zakłócone dane z innych,
nieznanych numerów, a także będzie podatny na wpływ hakerów – a więc nie będzie działał normalnie.
Zniszczenie telefonu i karty SIM – nie powoduje zniszczenia i utraty numeru i danych na centrali.
Numer i wszystko co z nim związane – pozostaje nienaruszony i jest własnością i cząstką operatora.
W przypadku odbudowania/naprawienia uszkodzonego telefonu lub/i karty SIM
– numer będzię funkcjonował tak samo jak poprzednio – wszystkie przypisane mu dane (pamięć) – zostały zachowane.
Nadal będzią mogły zadzwonić (kontaktować się z nim) osoby które go znają, jak i będzie się prezentował tym, do których dzwonimy.
Wszystkie numery są jednością, bowiem znajdują się na jednej pamięci, są ze sobą w ten sposób połączone, i są częścią operatora.

I teraz najważniejsze:

Ludzkie ciało – to telefon komórkowy.
Mózg – to karta SIM
Dusza(świadomość,osobowość) – to numer na centrali i wszystko co jest z nim związane.

Operatorem sieci – jest Bóg.
Wiecej: http://www.eioba.pl/a/2zh0/swiadomosc-to-nie-mozg#ixzz1zXFmkU7V

Lekcja 7 Szczęście – ciąg dalszy na temat Oświecenia

Przytoczę tu fragment maila jaki wysłałem do jednej z osób mi bliskich – na temat oświecenia. Człowiek z Adyashanti.org jest w pełni wiarygodny w swoim wywodzie na temat oświecenia chociaż momentami ten wywód jest nieprecyzyjny – ale trudno żeby było inaczej – każdy czuje to inaczej.

http://www.youtube.com/watch?v=1f5q4ngLVk4

Ja powiedziałbym, że jest wiele stopni oświecenia – od pierwszego małego oświecenia przez małe “o” do ostatniego “O”. To jest droga, która trwa – tak jak on mówi – z każdym Ach! – rozpuszcza się nasze EGO.

Oto fragment mojego maila:
“…mam za sobą długą drogę a oświecenie osiągnąłem w 1984 roku i wciąż się rozwijam. Oświecenie ma różne stopnie, to pierwsze wcale człowieka nie uspokaja i nie “banuje’ jego ambicji – EGO wciąż dominuje i dobrze – tak ma być, ego daje napęd, ale tylko dotąd dokąd ten napęd jest skuteczny. Przychodzi moment, że wiesz, że to nie żadna “brednia” ani chciejstwo – Bo CHCIEĆ oznacza naprawdę MÓC, a MÓC oznacza że to ROBISZ. To DOTYCZY wszystkiego czego NAPRAWDĘ NAJGŁĘBIEJ Chcesz. (Czasami ludzie nie wiedzą tak naprawdę czego chcą) –

Po osiągnięciu tego poziomu, kiedy to już jest Jasne i Oczywiste ego przestaje być napędem. Moje Ego już w tej chwili nie ma żadnego znaczenia, ale do tego rodzaju Oświecenie – przez duże “O” minęło kolejnych 20 lat. …

…Przed tobą, przed innymi młodymi… – przed wami wielka Przyszłość…

…Ruszaj śmiało naprzód ze swoimi pomysłami ….

… Dzieci – także Nasze dzieci, bo są takie, tego potrzebują i czekają, a my jesteśmy po to żeby DAWAĆ. A co im Damy oddadzą nam z całego serca po Stokroć w przyszłości – choćby w formie radości z jaką będziemy patrzeć na ich życie, działanie i rozwój. Wyobraź sobie jak to wspaniale działa, że się ich do niczego nie zmusza – one nie mogą się doczekać, aż będą mogły same działać, aż wreszcie będą dorosłe i na serio będą mogły realizować swój Światopogląd i Swoją Świadomość Boga/Bogów i stać się przekazicielami Wiedy. Jedna rozmowa miedzy Dziećmi, której wysłuchałem starczy mi za całą Sławę Maluczkich jaką czerpią oni z TV i kolorowej prasy, która Ocha i Acha nad ich Ego.

I bez żadnych kompleksów – popatrz: Wiśniewski-Snerg ani nie śnił, że jego SNY i WIZJE są tak ważne dla świata – popełnił samobójstwo – to inna zupełnie bajka, widać tak musiało to wszystko eksplodować w Nim i jego Misja się skończyła. Ile umysłów to poruszyło dzięki “kradzieży” Wachowskich, dzięki temu, że Szukalski przygotował pod to wszystko grunt w Hollywood tak dawno temu, dzięki temu że niańczył Di Caprio – Bez Wiśniewskiego Snerga nie uruchomiliby swojej wyobraźni fizycy teoretyczni, którzy teraz dają nam poprzez “dziwne źródła internetowe” ten tekst pod linkiem poniżej.

To nie żart, że Przemiana wiąże się ze Ślężą i że się już dokonała i to nie żart, że Polska jest Ośrodkiem Ogólnoziemskiej Przemiany, że stąd na świat rozlało się coś “złego” w 1989 roku…. coś co teraz przewraca Świat do góry nogami.

Dużo by pisać o tym ….

http://www.eioba.pl/a/2zh0/swiadomosc-to-nie-mozg
….”

Dlaczego przytaczam ten mail. Byście nie odnieśli wrażenia, że wasze Ego jest szkodliwe – Ego pełni swoją rolę napędową chociaż faktycznie wykrzywia świat. Poruszamy się jednak pomiędzy masą nieświadomych ludzi/istot, sami zyskujemy etapami świadomość i oświecenie. Duże Oświecenie to rewolucja, całkowita zmiana, skok w inny świat – Oświecenia nie wolno traktować jako celu samego w sobie – to uważam za istotną różnicę między Wiarą Przyrody a buddyzmem. Nie chodzi o to żebyśmy się wszyscy stali Nauczycielami czy Świętymi – a tym grozi pojęcie Oświecenia jako celu samego w sobie – co ma miejsce często w buddyzmie. Chodzi o to by nasza świadomość pozwoliła nam realizować się w harmonii z Wszechświatem i Matką Ziemią. Na każdym etapie oświecenia/nieświadomości mamy właściwy napęd – kiedy EGO się wyczerpie zniknie, ale wtedy możemy “porozrywać” ważne więzi z osobami mniej świadomymi. To także jest efekt ukryty działania wciąż EGO i miejsce niebezpieczne tego procesu. Musimy iść z całym naszym otoczeniem, ze wszystkimi istotami z którymi mamy związki. Fajnie jest zamknąć się w klasztorze i brać od innych “co łaska” – ale my to znamy i buddyści wierzący w Indiach też to znają czy w Tybecie – to pasożytnictwo nie jest prawdziwym OŚWIECENIEM – Oświecenie to życie i działanie w miejscu i czasie, który został nam przeznaczony na Ziemi – to na pewno nie oderwanie się i zerwanie więzi i pogrążenie w rozmyślaniach i nabywaniu wiedzy. Kto ma smykałkę do stolarki niech robi super meble nowoczesne – holistyczne a nie jak Jezus z Nazaretu wstępuje w wody Jordanu i naucza i medytuje na pustyni a potem się publicznie krzyżuje. To różnica między nami Rodzimowiercami a chrześcijaństwem – tu różnic oczywistych jest więcej, bo ta religia jest oderwana od Wiary Przyrody (czego najpierw dokonał częściowo zoroastryzm ze swoim błędnym podejściem do idei Dobra i Zła czyli z dualizmem – o którym człowiek na filmie właśnie mówi – to ten dualizm on ma na myśli – nie in-yang które tworzą jedność i pełnię i dopełniają się – Lecz tzw – przeciwieństwa). Buddyzm jest natomiast egotycznym rozwinięciem Wiary Przyrody skupionym na osiągnięciu osobistego wyłącznie Oświecenia i Nirwany. To jest ostatnia pułapka EGO – ja i tylko ja – ja się uświęcam, oświecam i ja połączę się z bogiem – a co z Matką Ziemią? A co mnie to obchodzi???!!!

Masz smykałkę do polityki – uzyskaj stan Oświecenia i rób politykę na pożytek Matki i wszystkich istot żyjących, bo one po twoim oświeceniu tutaj zostaną, a nie tylko ty się liczysz!

Myślimy: Być może jakiś jeden klasztor – Rozmyślalnia i Nabywalnia Wiedzy może byłby sensowny – ale to jest pozór, z którego właśnie MY Nosiciele Wiary Przyrody powinniśmy się uwolnić – nie potrzeba ZIEMI nowych osób, które “Wiedzą” żyjąc w oderwaniu od toczącego się dookoła Życia i nie potrzeba Ludziom “Wiedzących”, którzy staną się pośrednikami. Oświecamy się bezpośrednio czerpiąc ze Źródła Źródeł, a czynimy to po to by BYĆ w Harmonii po słowiańsku w ŁADZie i Ładności-Ułożoności połączonej z Pięknością, czynimy to by działać w sposób doskonały we współbrzmieniu – by nadal żyć – żyć inaczej – w Ładzie, a nie w dotychczasowym Przeplącie (Chaosie), plącie – nieładzie – naszym celem jest więc Zmieniać Świat, zmieniać otoczenie. Po to nabywaliśmy umiejętności w czymś przez lata, aby je spożytkować teraz w Ładzie z Matką i Ojcem (Ziemią i Światłem Świata).

Kiedy napęd ego ustaje rozwój się nie kończy, pojawia się coraz szersza i holistyczna wiedza, a obszar wiedzy jest oczywiście nieskończony – sens ma wzięcie jej części i zastosowanie w tym co najlepiej potrafimy robić – czego się nauczyliśmy i co nam dawało satysfakcję – chyba, że się okaże, iż robiliśmy coś co było kompletnie nonsensowne – tak też może chyba być, ale tego nie potwierdzę już bo nie było to udziałem mojego doświadczenia.

pozdrawiam Was Wszystkich – także tych którzy teraz kręcą z niedowierzaniem głową i tych którzy stukają się palcem w czółko i kiwają z politowaniem głowami – chociaż sądzę, że tych ostatnich jest tutaj bardzo mało. Oni też muszą pracować nad sobą i się rozwijać, więc nie oceniajmy ich – nikogo nie oceniajmy pochopnie, ale patrzmy uważnie, Widźmy, i na podstawie tego co widzimy podejmujmy DZIAŁANIE, które – jak mawiał JP II “Zmieni tę Ziemię” – nie obawiam się go tu cytować i Wy też weźcie z Niego to co nam dał – Poczucie Siły, Pewność i Uwielbienie Przyrody – to naprawdę najbardziej pogański papież jaki chodził po Ziemi i przez to tak wielu ludzi rozwinęło swoją Świadomość – teraz oni pójdą dalej – wyzwolą się z pośrednictwa klechów, którzy nie zrozumieli nawet ułamka tej Lekcji jaką był jego pobyt na Ziemi i jego obecność w Kościele.

https://picasaweb.google.com/104375611327815743405/AdyashantiOswieconeEgo#5732818246962878354

Więc “Zmieniajmy tę Ziemię”

Spełniajmy się – ale nie tak jak on to powiedział lub tak jak to zrozumieli Maluczcy Polacy – Zmieniajmy ZIEMIĘ – Całą Ziemię. Mamy na to siłę – to pokazał Szukalski, Chodakowski, Snerg, Wachowscy – ta akcja jest dowodem żywym dla wszystkich niedowiarków

Pisałem wam nie raz o Skołcznace i pogańskim ołtarzu Matki Boskiej (Matki Ziemi i Lasu i Wody) – który tam swoi. Tam nikt z katolików się nie modlił prawie nigdy. W ostatnia niedzielę modliliśmy się/medytowaliśmy na tym wzgórzu, potem zawsze odwiedzamy ten ołtarz, bo jest jak wyjęty z Indii i tak pogański jak mało który z tymi flagami Polski i Krakowa i z wstęgami idącymi od głowy Matki do stóp ołtarza jak promienie niebiańskie – w całej tęczy poświęconej wszystkim bogom/energiom – wszystkich długości fali czyli koloru. Teraz było tam około 30 osób bez księdza i mszy – osób nie związanych ze sobą, które się modliły – To ludzie, którzy zmienili swój stan duchowy – Nie chcieli pośrednika i rytuału ani oderwania od Ziemi przez izolację w kamiennym bunkrze – zrozumieli, że prawdziwa Świątynia Światła jest tysiąc,  milion razy piękniejszą, niż te budowle Maluczkich. Przyjechali tam by sami skontaktować się z owymi energiami/bogami – zawdzięczają to lekcji JP II – bez wątpienia – i odrywają się od pośrednictwa bonzów Kościoła, którzy nie rozumieją co się dookoła nich zmieniło.

Jeszcze jedna uwaga – nie lubię kiedy ludzie zamiast przedstawić swoją myśl na piśmie mówią ją do kamery (niektórym tak jest łatwiej – oni lubią dużo mówić – ja nie) Ale tam nie da się cofnąć nic co się powiedziało – brak w tym namysłu i często pojawia się kodystyczny “brud” “zabrudzona szyba słów” – słowa nietrafione, niepotrzebne, przegadanie. Oglądając filmy realizowane na żywo pamiętajmy o tej brudnej szybie.

Szczęście Wspólnoty, czyli Nie podzielam pesymistycznej wizji losu Polaków i Polski

Wykład Adyashanti doskonały, To wszystko nie jest odkryciem nowym – ta wiedza ma setki lat.

Teraz przyszedł czas poważnego wzrostu Świadomości Ludzi – Eksplozja Samoświadomości – przyczynił się do tego banalny wynalazek – Internet.

Myślę, że ci którzy go najpierw trzymali przez 30 lat na użytek wojska, nie wiedzieli do końca co robią oddając Cywilom ten patent.

Gdyby jakikolwiek rząd na świecie wiedział że Internet doprowadzi pośrednio do upadku Starego Porządku Świata to zakopałby to narzędzie/wynalazek – głęboko pod Ziemią. Jeśli Niemcy mieli jakąś wiedzę na temat innych rzeczy (niż internet i V2/V3 i energia jądrowa) – poprzez Teslę i innych, to sądzę że zakopali ją właśnie głęboko pod Ziemią , może i pod Ślężą, czy w Górach Sowiego – z czego “racjonaliści” i mądrale uniwersyteccy śmieją się oczywiście do rozpuku, jako z teorii spiskowej. Tak samo Uczeni Teologowie – Mędrkowie Uniwersyteccy śmiali się i pukali w czoło kiedy im Kopernik mówił, że Ziemia nie jest płaska, a Słońce jest Pępkiem Naszego Świata wokół którego wszystko się kręci z prędkością, 1000 razy większą niż bieg konia.

Kto praktykuje jogę czy zen powinien to wiedzieć, a uczono tego przecież u nas jeszcze przed II Wojną np. w Szczepie Rogate Serce (wuj mojej żony Władysław Olszowski – dzisiaj lat 95). Tę wiedzę mieli teozofowie, Roerich, Bławatska i inni. Mieli ją i Niemcy – Steiner i inni, miał ją Trentowski i masoni, mieli ją okultyści. I co z tego?

Teraz do tej wiedzy mają dostęp wszyscy – każdy – każdy ma to u siebie w domu. To przecież tylko malutki wycinek olbrzymiej wiedzy duchowej jaka się rozlewa z Internetu i wiedzy ogólnej na każdy temat. To lawina informatyczna i informacyjna – lawa wiedzy, która wymknęła się dotychczasowej reglamentacji i trafiła “pod strzechy”. To jeszcze tysiące innych implikacji wynalazku Internetu o których długo by pisać – choćby natychmiastowa informacja z pierwszej ręki z miejsca wydarzenia – prawdziwa informacja, nie zmanipulowana. Jeśli tworzymy grupę, jeśli sprawdziliśmy się w działaniach i kontakcie i coś się wydarza w Ekwadorze lub na Islandii, a mamy tam osobę, która to widziała uczestniczyła i wie o czym mówi – to mamy nie propagandową papkę z TV w sosie jakiejś opcji politycznej tylko prawdziwą użyteczną wiedzę z pierwszej ręki – do natychmiastowego użycia. Tak się składa że my już mamy takie osoby w Ekwadorze i na Islandii i w RPA, w USA, nie mówiąc o tysiącu miast Polski. Wiadomości TVP czy TVN – nie są nam potrzebne, na dodatek Internet szybko te propagandowe brednie weryfikuje i demaskuje. To wielka zmiana dla każdego rządu – rząd musi się liczyć z prawdziwą informacją a nie liczyć na sukces swojej propagandy. Kiedy sprawa jest istotna i dotyka wielu osób dzieje się to co stało się z ACTA. ta walka będzie trwać nadal – uczymy się Nowej Świadomości.

To samo rozciąga się na Odkrycia Duchowości i budowanie samoświadomości – tym rządził kler i wiara i uniwersytety. – To się skończyło.

Zwracam tu szczególną uwagę na tę część jego wypowiedzi, która dotyczy tego kim jesteśmy – jak postrzegamy świat. Właśnie to napisałem powyżej i to on powiedział – My – Ty, Ja, Ona – jako Świadomość nie jesteśmy związani z OSOBĄ która jest naszym Ciałem. Jesteśmy zbiornikiem wyobrażeń, które formują się w nas w kontakcie z innymi Świadomościami Osobowymi i Świadomością Nadrzędną – Światłem Świata (nazywajcie to jak chcecie – Kosmosem, Rzeczywistością, matrixem).

Użyjmy tej wiedzy głębokiej, tej Nowej Naszej Świadomości Zbiorowej do naszych celów – Zmieniajmy Świat w Naszym Duchu – Spowodujmy Wielką Przemianę – niech Wiara Przyrody zapanuje nad Światem i niech króluje jej Polska jako OŚ-RODEK Duchowej Przemiany!

To ani patos nadmierny, ani chciejstwo, ani głupota i mrzonka – To się dzieje – A im więcej Oświeconych i Świadomych osób włączy się w ten proces formowania Rzeczywistości w myśl naszych założeń tym szybciej i łatwiej spełniony zostanie cel. Cały Świat jest naszą Ojczyzną! Polska jest tam gdzie są Polacy – mamy jedną kulturę i tradycję i język – to jest nowocześnie rozumiany naród Polski. Będzie tym większy im więcej osób włączy się w naszą odnowioną scytyjsko-sarmacką korzenną kulturę i w świadomość dziejową sięgającą 10.000 lat przed naszą erą. Łączy nas język, dzieje, tradycja sarmacka, wiara przyrody – a więc i szacunek dla Matki Ziemi i ekologia to już jest ideologia i ruch społeczny – ruch niekontrolowany – ruch bez zarządu – takim ruchem był hippizm – to była rewolucja duchowa a nie ustrojowa – i ta teraz jest rewolucją duchową – to nowe pojmowanie Świata i miejsca Człowieka w tym świecie. Tak jak hippizm był nie do pokonania dla molocha totalitarnego państwa z całym jego aparatem przemocy – tak obecna Duchowa Rewolucja – jest nie do zwyciężenia dla tegoż aparatu przemocy – któregokolwiek realnie istniejącego państwa. Stąd w Chinach Internet jest pod kontrolą CENZURY – bo gdyby nie był,  już byłaby tam rewolucja. Dlatego chcą nam odebrać Internet – To jest jądro obecnej Wojny Właścicieli Świata – którzy zrozumieli jaki popełniono błąd dając “ludowi ” (niewolnikom) – to narzędzie.

Ten człowiek mówi rzeczy doskonałe – Rewolucja Duchowa w nas samych jest Podstawą Zmiany jaka zachodzi na Świecie – Polska jest w centrum tej zmiany.

Warto mieć dzieci – Państwo Młodzi! Bo Wasze dzieci będą żyć o wiele lepiej niż my Tutaj i Teraz, a ich dzieci będą już żyły w całkowicie innym Czystym Świecie – w Świetle Światła.

Nie lękajcie się o Polskę i Polaków ani o Królestwo SIS – to jest część Wiecznego Porządku, a nie część czyjejś Chwili i Chwilowej Chwały czy też chwilowego sukcesu, który rychło okazuje się porażką – jak w wypadku niezwyciężonej Armii Czerwonej i Nieśmiertelnej Ideologii Komunizmu czy paplania furhera i inwazji padalców z jego zagonów SS i Gestapo.

Popatrzmy jak to się toczy – gość który UKRADŁ i chciał splamić świastykę – Światło Świata (obojętne z jakich ideowych czy ukrytych powodów to czynił – ręka w rękę z Kościołem Chrześcijan i Żydów czy nie) jest najbardziej pogardzaną istotą Wszechczasów, do tego stopnia pogardzaną przez Ludzi Świadomych, że nie chcą oni wymawiać nawet tego imienia. Głupole robią prawo które zakazuje rozpowszechniania jego idei – wręcz odwrotnie należałoby tego uczyć w szkołach żeby pokazać czym jest Obłęd – coś przeciwnego Oświeceniu i do czego obłęd wcielony w życie może doprowadzić.

OBŁĘD – to supersłowo z głębią sensu w przeciwieństwie do kretyńskiego terminu para-noia, choć to oznacza napęd (parcie) ku samozagładzie ku NOJi-Nyji-Nicości oraz (zagładę duszy, bo duch = para, eter, dech). O-Błęd – Opętanie Błędem – błędną ideą i błędnym rozpoznawaniem świata, a przez to Obłędna Świadomość, czyli po prostu zbłądzona osoba, zabłąkana w sobie i w drodze do celu.

Słowiańscy Bogowie Szczęścia – Bogowie Sporu (sporzenia, przysparzania)

Identyfikowanie Welesa z Wołosem jest błędem wziętym z zapisek chrześcijańskich klechów, którzy te postacie łączą.

Weles jest Pasterzem Dusz a Wołos-Włochaty ziemskich Stad – to Mała Emanacja Sporu – Bogactwa. Przysięga na bydło jest oczywista kiedy się zrozumie jaką ono miało wartość zawsze i teraz też ma. Weles to miano od Weli tak jak i Wa-Wel – jest Wejściem w Wel – to przez jaskinię schodziło się w Zaświaty i następnie przepływało rzekę (wyjście z jaskini Smoka pod wawelem o czym mało kto wie – przy wysokich stanach wody – jest pod wodą – nie ma innego wyjścia). takie jaskinie jak ta uświęcały szamanów – przebywali w nich miesiącami i wychodzili jako Nowonarodzeni – nic dziwnego jak sobie człowiek zafunduje taki stan odmiany świadomości. Wel – Wielki – Welowie to nie Nawiowie-Dusze z Nawi Weli lecz Welanie – Wielcy – czyli Bogowie. W emanacji tynu Sporu – Powodzenia, Bogactwa – jest miejsce puste – kto miąłby być opiekunem Bydła i jego mnożności lepszym niż Wołos? To dla mnie oczywistość, ale wciąż od logiki Wiary Przyrody – czyli logiki Sił Natury – wszechświata mocniej wierzymy zapiskom mnicha który nie rozumiał wiary którą opisuje i plątało mu się wszystko ze wszystkim. Nasza Wiara jest żywa i ma być żywa więc nie ulegajmy etnografii ani mnichom – oprzyjmy się na Świadomości i Logice Wszechświata – jego Budowy. Siły Sporu to siły mnożności – powodzenia każdego przedsięwzięcia. Może dziękując Wołosowi i innym Sporom należało też pamiętać że warto być wdzięcznym Welesowi , że nas z tego Świata nie zabrał w trakcie polowania, przegonu bydła, innych prac, ale on na pewno nie jest Panem Bydła – Tylko Pasterzem Dusz w Zaświatach – bo wszystkie Nawie są Jego – czyli każda Istota Zmarła i wszystko co w Nawiach Jest.

Jak wiadomo są Cztery Nawie: Założa – w kirze wiosny gdzie Bujan i skąd wyjście powtórne na Świat Żywy – kolor Jarunny Zielony i po stronie Jeszy Jesieni jest Naw Rajska z Wyrajem – także Zielona i Żółta – to te łąki właśnie – Boski Bór Rajec i Drzewo Wyraj w Raju, które przechodzi przez wszystkie Trzy Sfery (Nawię, Jawię i Prawię) to słup świata – Pień-Energia łącznik wszystkiego ze wszystkim – to Światło Świata – wokół jego pnia i konarów i gałęzi gromadzą się ci którzy łączą się z bogiem bogów i do niego Wracają.

To Drzewo Świata na Ziemi nazywa się Wierzba lub Wisznia – Wyspowisz (wcześniej były inne jego postacie ale wszystkie zostały zniszczone, np. na Górze Trzygław). Na poziomie Niw Weli czyli Prawi ono nazywa się Kłódż Swąta- Wierżba-Świerszba i rośnie na samym Wierchu Weli jest Zwieńczeniem – Jednością Świata. Na poziomie Nawi – to Drzewo nazywa się Wyraj – stamtąd z Nawi dusze-promienie Światła Świata wspinają się na sam jego wierzchołek w Kłodzi-Pierwni Swąta.

Bujan to Wyspa-łąka, Ostatnia z 27 Wysp Trzy-Dziewięcio Isepia w Założy – to oblana wodami Rzeki Rzek Golema (goła) Łąka, na której pasą się Duszyczki oczekując na kolejne wcielenie w Żywe Istoty i wyjście przez tutejsze WROTA – (wrota od wracać na Świat Żywy). Stąd są przenoszone przez Strasze-Umory i (które POBOŻNY lud zmienia w bociany) i zrzucane na Padół Bujan na Ziemi – znów mokrą wilgotną łąkę Łopuchów, w których pąkach czekają na matki. Te pąki łopuszne (łopuch ma mieć cudowną moc konserwacji obciętych kończyn, przywracania młodego wyglądu – w niego zawinięto Głowę Kupały obciętą)lud POBOŻNY zamienił na główki kapusty.

Nie wszystkie Dusze będą ludźmi – niektóre będą zwierzętami, niektóre roślinami – i tu widzę związek Welesa z Wołosem.

Sporza-Śrecza – Pośrednicząca – Pani Środy, Środka i Spotkania, Pani Wymiany. Zachowana w licznych podaniach Rusi

To naprawdę tylko króciutki fragment Lekcji Siódmej – Szczęście – Tę lekcję każdy z Nas musi budować dla Siebie każdego dnia – od poranka do nocy, od nocy do poranka – każdego dnia krok po kroku, Ta Lekcja Nigdy Się Nie Kończy – trwa aż do ostatniego tchu… dalej niech każdy poprowadzi ją według własnego uznania…

Jaskinia Werteba – rzeczywista i jako metafora łemkowskiej przeszłości polsko-ukraińskiego pogranicza (albo wspólnej Małopolski-Rusi Białochorwackiej)


Jaskinia Werteba Ryszarda Turkiewicza

W tych dniach otrzymaliśmy tomik poezji Ryszarda Turkiewicza „Jaskinia Werteba”. Jest to poezja bardzo dojrzała, ale też niestety wywołująca bardzo smutne refleksje związane z dziejami Podola i ludzi którzy zamieszkiwali do końca II Wojny Światowej okolice Bilcza Złotego gdzie leży owa tajemnicza jaskinia.

Scytyjski rysunek z krypty (Krym, Ukraina)
– przedstawia ognistego konia, ognistą boginię
i domek na kurzych łapkach.

Związek między panem Turkiewiczem a naszym blogiem jest przypadkowy, a może i nieprzypadkowy jako że poeta zapragnął ozdobić swój tomik reprodukcjami motywów słowiańskich z pisanek prezentowanych tutaj przez Dobrosława Wierzbowskiego. Zauważyłem już w 2009 roku że te motywy zyskały sobie dużą popularność – na sam artykuł było bardzo wiele wejść zaraz po jego publikacji i wciąż jest to artykuł popularny. Jego siła są owe motywy i objaśnienia ich znaczeń dołączone przez pana Dobrosława. Jego zasługą jest w pewnym sensie, że te motywy przeniosły się do tatuaży i są obecnie wykorzystywane przez pracownie tatuażu, które używają motywów słowiańskich. Weszły więc niejako do kontrkultury i kultury rycerskiej – współczesnej.

Kiedy przeczytałem te wiersze wysłałem mail do Dobrosława Wierzbowskiego , którego fragment tutaj przytoczę zamiast komentarza:

„…Na razie zdążyłem tylko raz przeczytać wiersze i odczekiwałem przed napisaniem do pana. Książka ładnie wydana, teksty, zwłaszcza na początku głębokie i dobre poetycko, potem poezja stała mi się zbyt prozatorska, nie wiem czy poezja powinna opowiadać zdarzenia – traci na tym kiedy przestaje być zapisem chwili i stanu ducha  – muszę przeczytać jeszcze raz. Łemkowie powinni napisać otwarcie o polskim okrucieństwie o tym pożałowania godnym barbarzyństwie powojennym, o tej okrutnej nienawiści – przecież nikt nie zaprotestował kiedy niszczono cały ich świat, a teraz 20 lat po słynnym odzyskaniu niepodległości nikt się nie odważa nawet mówić o tym żeby im zwrócić ich miejsce – tym którzy chcieliby wrócić.  Problem jest trudny , ale od czego do cholery jest to państwo…”.

Kiedy pisałem te słowa miałem odczucie, że obrazy przedstawiane przez Ryszarda Turkiewicza w dalszej części tomiku za dużo opowiadają, są zbyt dosłowne, relacjonujące – teraz zmieniłem zdanie. Nie czytałem drugi raz , na to jest za wcześnie. Widzę jednak po tym mailu do Dobrosława, że został osiągnięty wielki emocjonalny skutek, a to znaczy że jest to dobra poezja i powinna pozostać dokładnie taka jaka jest.

(kliknij – powiększ)

Wierzę panie Ryszardzie w opowieść, że tym otworem Wertebskim, wydobywa się na świat opowieść o naszej wspólnej przeszłości i wspólnych korzeniach – jeśli okrucieństwo wypłynęło z jakiegoś podziemnego otworu (podświadomego tworu) na Ukrainie to musiała być nim jakaś inna, tutejsza peczera.

Jestem pewien że kiedyś ktoś naprawi przynajmniej część tych krzywd, które miały miejsce. Ta Łemkowszczyzna jest nie tylko własnością Turkiewicza czy Vincenza – jest własnością tych co byli przed nimi i tych co będą po nich – jest obiektem naszej wspólnej troski bo to niezagojona rana na ciele Ojczyzny i Macierzy – potąd pokąd nie robimy nic żeby wróciła w ręce tych, którym z racji pokoleń przynależy. Jestem pewien, że kiedyś i Ukraińcy zrozumieją swoje ludobójstwo dokonane na Polakach i Rosjanie zrozumieją swoje i Polacy zrozumieją swoje ludobójstwo na Ukrainie i Łemkowszczyźnie – bo przecież nie ukrywajmy że odwet był – musiał być – choćby skala była niepomierna.

Chciałbym żeby czasy rozlewu krwi z powodu mocarstwowych ambicji grup ludzi (bo przecież nie narodów) i z powodu odmienności czysto religijnych – bo do tego się to tutaj sprowadza (także w byłej Jugosławii) – nie wróciły już nigdy.

Tomik niniejszy jest okazją do przypomnienia dziejów Jaskini Werteba – bo to dzieje Słowian i Słowiańszczyzny

Kamienna głowa byka

Złote Bilcze 1822

W 1822 w Bilczu Złotym odkryto dwa stanowiska archeologiczne zasiedlane przez ludność kultury trypolskiej z epoki miedzi.

Jedno z nich, nazywane Ogrodem, ulokowane w dolinie rzeki Seret, głęboko rozcinającej Wyżynę Podolską, okazało się typową wsią zamieszkiwaną w okresie od 4000 do 3500 lat p.n.e. Dominowały tam piętrowe domy zbudowane z drewna i gliny. Ludność zajmowała się uprawą roli, hodowlą bydła, owiec i świń oraz rzemiosłem, w tym wyrobem narzędzi z krzemienia, kości i z miedzi. Charakterystycznym dziełem tych ludzi są doskonałej jakości naczynia ceramiczne, malowane czarną, czerwoną i białą farbą. Oprócz najczęściej występujących ornamentów geometrycznych, spotykane też są malowane figury ludzi i zwierząt oraz schematyczne przedstawienia roślin.

Drugi stanowisko archeologiczne zlokalizowane było w gipsowej jaskini Werteba, położonej na płaskiej wysoczyźnie lessowej, oddalonej o kilka kilometrów na wschód od Ogrodu.

CzARA – skołocka z Jaskini Werteba (werteb – zapadlisko)

Foto Egidijus

W Wiki:

Jaskinia Werteba – gipsowa jaskinia, znajdująca się w obwodzie tarnopolskim Ukrainy, w pobliżu wsi Bilcze Złote, na płaskiej wysoczyźnie lessowej.

Jaskinię odkryto przypadkowo w 1822. Ziemie wokół Bilcza Złotego i sama jaskinia należały wówczas do księcia Adama Sapiehy, a później do jego syna – Leona.

Odkryto w niej słynne później stanowisko archeologiczne. Pierwszym archeologiem, który z polecenia Komisji Archeologicznej Akademii Umiejętności przeprowadził w l. 1876 – 78 badania w jaskini był Adam Honory Kirkor.

W wąskich, niskich i bogato rozgałęzionych korytarzach jaskini, do której wchodziło się z góry przez otwór, odkryto ponad 1000 bogato zdobionych naczyń ceramicznych lub ich fragmentów kilkadziesiąt narzędzi krzemiennych i ponad 70 glinianych figurek ludzkich. Przedmioty te znajdowały się w najtrudniej dostępnych zakamarkach jaskini, której istotną cechą były trudności z odpowiednią wentylacją skomplikowanej sieci korytarzy. Zabytki starannie dobierane i deponowane w jaskini przez ponad 1000 lat – pochodzą z okresu między 3870 a 2710 p.n.e. – ze względu na swój wotywny charakter i doskonały stan zachowania wskazują na kultowy charakter tego miejsca. Potwierdza to obecność licznych naczyń pochodzących m.in. z środkowego Podnieprza, środkowego i dolnego Naddniestrza, a nawet z Lubelszczyzny.

Funkcjonowanie tego miejsca zamarło około 2500 roku p.n.e. i wiązało się z upadkiem miejscowych populacji rolniczych, które ustąpiły miejsca ruchliwym grupom pasterzy.

Bilcze Złote kultura trypolska 3500 – 2800 pne – Czara – naczynia gliniane
Oto tekst towarzyszący wystawie w roku 20o1 w Muzeum Archeologicznym w Krakowie

Elżbieta Trela

Zbiór wykopalisk z Bilcza Złotego
imienia Książąt Leona i Teresy Sapiehów

W listopadzie 1904 roku księżna Teresa Sapieżyna wdowa po księciu Leonie podpisała z Akademią Umiejętności w Krakowie umowę, na mocy której Akademia zobowiązała się skatalogować, uporządkować i konserwować zabytki z Bilcza Złotego, pokazać je na wystawie jako Zbiór wykopalisk z Bilcza Złotego imienia Książąt Leona i Teresy Sapiehów, a także w ciągu dwu lat po złożeniu zbiorów w krakowskim Muzeum ogłosić drukiem naukowe ich opracowanie.

Po prawie 100 latach umowa doczekała się realizacji. Polsko-ukraiński zespół archeologów poddaje analizie tę, jedną z największych w Europie, kolekcję zabytków. Składa się na nią ponad 300 całych naczyń (niekiedy metrowej wysokości) i ponad 35 tyś. ich fragmentów, około 120 figurek ludzkich i zwierzęcych, ponad 60 glinianych przedmiotów związanych z tkactwem (przęśliki, ciężarki tkackie, szpulka), około 200 narzędzi z kości i rogu, 300 narzędzi krzemiennych i kamiennych (sierpy, siekiery, tłuczki-rozcieracze) oraz ozdoby z kości i muszli, a także niewielki dysk wykonany z hematytu. Zabytki datowane są na okres między poł. V a poł. III tysiąclecia p.n.e.w chronologii kalibrowanej. Dzięki współpracy z archeologami z Ukrainy badającymi od kilku lat stanowisko, z którego pochodzi kolekcja Sapiehów, zabytki wydobyte na początku wieku i dziś po tylu zawirowaniach historii całkowicie pozbawione dokumentacji terenowej, odzyskują kontekst naukowy.

Jaskinię Werteba odkryto przypadkowo w 1822 r. Ziemie wokół Bilcza Złotego i sama jaskinia należały wówczas do księcia Adama Sapiehy, a później do jego syna – Leona. Pierwszym archeologiem, który z polecenia Komisji Archeologicznej Akademii Umiejętności przeprowadził w latach 1876 – 1878 badania w jaskini był Adam Honory Kirkor. Natomiast pierwsze ślady osady znajdującej się na terenie parku dworskiego odkryto jak podaje Gotfryd Ossowski przypadkowo w 1884 r. O prowadzenie w tym miejscu prac wykopaliskowych ks. Leon Sapieha poprosił w 1889 r. kustosza Muzeum im. ks. Lubomirskich we Lwowie, Pawłowicza. W listopadzie 1890 r. dalsze prace w tym miejscu podjął już sam Ossowski. Odkrył ponad dwadzieścia, jak wówczas sądził, grobów ciałopalnych. W 1890 r. Ossowski zainteresował się również jaskinią Werteba i zlecił wykonanie dokładnego jej planu. Dalsze badania w jaskini w latach 1898, 1904 i 1907, a także niewielkie prace w parku prowadził Włodzimierz Demetrykiewicz. Na podstawie wyników badań Demetrykiewicz sprostował mylną hipotezę Ossowskiego uznając znalezione w parku obiekty za ślady konstrukcji mieszkalnych, nie zaś za ciałopalne groby cegłowe jak sądził jego poprzednik. Po roku 1907 nie prowadzono już większych prac w Bilczu Złotym.

Wilki – figurki kamienne

W 1904 r. zabytki pozyskane podczas dotychczasowych badań przekazane zostały, na mocy umowy, Muzeum Akademii Umiejętności w Krakowie, nastąpiło to jednak już po niewyjaśnionej kradzieży część materiałów, która miała miejsce w Bilczu w tym samym roku. Niektóre ze skradzionych zabytków odnalazły się później i przechowywane były w zbiorach Muzeum Dzieduszyckich we Lwowie. Demetrykiewicz zapoczątkował naukowe opracowanie zbiorów bilczańskich. Po jego śmierci materiałami z Bilcza zainteresowała się uczennica prof. Józefa Kostrzewskiego, Mieczysława Ruxer. Zmarła jednak nie dokończywszy pracy. Dzięki zaangażowaniu śp. dr Ewy Rook udało się rozpocząć prace nad całościową analizą tego wspaniałego zespołu.

….

Badania w ramach grantu właśnie się kończą. Polsko-ukraiński zespół archeologów opracował już tę jedną z największych w Europie Środkowej kolekcję zabytków. Składa się na nią ponad 300 całych naczyń i ponad 35 tysięcy ich fragmentów, około 120 figurek ludzkich i zwierzęcych, ponad 60 glinianych przedmiotów związanych z tkactwem (przęśliki, ciężarki tkackie, szpulka), około 200 narzędzi z kości i rogu, około 300 narzędzi krzemiennych i kamiennych (sierpce, siekiery, tłuczki-rozcieracze) oraz ozdoby z kości i muszli, a także niewielki dysk wykonany z hematytu. Zabytki datowane są na okres 3870-2710 lat p.n.e.

Elżbieta Trela

całość tekstu patrz:http://www.ma.krakow.pl/wystawy/bilcze

Bilcze Złote – figurki antropomorficzne bóstw pogańskich

z Wywiadu z dyrektorem Jackiem Rydzewskim z Muzeum Archeologicznego w Krakowie:

- Do najcenniejszych i najbardziej sensacyjnych odkryć należą zabytki z Bilcza Złotego i Ryżanówki, a więc z dawnych polskich majątków leżących na Kresach, obecnie na Ukrainie?

- To prawda. Są to dwie niezwykle cenne kolekcje i duma naszego Muzeum. Bilcze Złote to głównie kolekcja glinianych figurek kultowych i malowanych naczyń z okresu neolitu. Ryżanówka to wyposażenie grobu „księżniczki scytyjskiej” ze znakomicie zachowanymi ozdobami ze złota i srebra pochodzącymi z ok. III wieku przed naszą erą.
W odkryciach w Bilczu Złotym i Ryżanówce także ma swój udział Komitet Badań Naukowych…
Tak. Właśnie zakończyliśmy badania w ramach grantu przyznanego nam przez Komitet Badań Naukowych na opracowanie kolekcji materiałów z Bilcza Złotego.

Bilcze Złote – plakietka kamienna – Głowa Byka (podobna w kształtach do tej z Radymna wykonanej ze złota)

- Dlaczego Muzeum brało udział w badaniach na Ukrainie?

- To się wiąże z historią naszego Muzeum. Od chwili, gdy Muzeum stało się placówką Akademii Umiejętności jednym z celów statutowych była troska o dziedzictwo kulturowe narodu, zwłaszcza na terenach, które utraciliśmy. Jednocześnie na Kresach działało jeszcze wielu Polaków realizujących swoje rozmaite zawodowe ambicje. Było tam nadal wiele polskich majątków i w sposób naturalny Polacy tam mieszkający ciążyli do ośrodków naukowych i kulturalnych dawnej Polski, czyli do Krakowa. Nic więc dziwnego, że dwie wspaniałe kolekcje – Bilcze Złote i Ryżanówka – trafiły właśnie do nas. Bilcze Złote leży w dawnym majątku książąt Sapiehów na Podolu. Już w roku 1822 odkryto tam przypadkowo Jaskinię Werteba. Ziemie wokół Bilcza Złotego i sama jaskinia należały wówczas do księcia Leona Sapiehy. Pierwszym archeologiem, który na zlecenie krakowskiej Akademii Umiejętności przeprowadził badania w jaskini, w latach 1876 – 1878, był Adam Honory Kirkor. Pierwsze ślady osady znajdującej się na terenie parku dworskiego odkryto przypadkowo w roku 1884. O prowadzenie w tym miejscu prac wykopaliskowych Leon Sapieha poprosił kustosza Muzeum im. Ks. Lubomirskich we Lwowie, E. Pawłowicza. To był rok 1889. A dalsze prace już w roku 1890 podjął kustosz Muzeum Archeologicznego w Krakowie Godfryd Ossowski. Zainteresował się wówczas także jaskinią Werteba i zlecił wykonanie jej dokładnego planu. W dworskim ogrodzie natomiast odkrył – jak wówczas sądził – ponad dwadzieścia cegłowych grobów ciałopalnych. Tymczasem była to cała osada.

Modele domków kultury trypolskiej

Jaskinia wydrążona w utworze lessowym, do której wchodziło się z góry przez otwór, była niesłychanie rozgałęziona. Wokół niej koncentrowało się życie pewnej grupy ludności, obok była założona normalna osada. Ci ludzie, jak na stosunki neolityczne byli niezwykle zaawansowani kulturowo i cywilizacyjnie. Mieli swoje, bardzo charakterystyczne, domy, cały świat sztuki i wierzeń, czego przejawem jest przepiękna ceramika, znakomicie wypalona, na świetnym poziomie technicznym, malowana czarnymi wzorami na brązowym tle, niezwykle precyzyjnie, starannie, wykorzystująca motywy geometryczne. Te naczynia zawsze były ozdobą naszej wystawy. Zwracały natychmiast uwagę. W kolekcji z Bilcza Złotego mamy cały świat rozmaitych amuletów wykonanych z kości, z kamienia, z drewna – to cały system wierzeń i zwyczajów. Symbolem tej kultury jest przepiękna zawieszka wykonana z kości przedstawiająca głowę byka. Żłobiony ornament układa się w schemat kobiecej postaci.

Werteb – foto Alieksiej Zaremba

Wystawa zabytków z Bilcza Złotego w naszym Muzeum była ukoronowaniem trzyletniego, międzynarodowego programu badawczego finansowanego ze środków Komitetu Badań Naukowych. Powstała dzięki współpracy archeologów, paleobotaników, paleozoologów, petrografów i artystów plastyków. Polsko – ukraiński zespół zakończył właśnie opracowywanie tej jednej z największych w Europie Środkowej kolekcji. Zabytki pochodzą z okresu między 3870 a 2710 przed naszą erą.

całość patrz: http://www.sprawynauki.waw.pl/?section=article&art_id=626

Bilcze Złote – rekonstrukcja osady

Cuda kultury trypolskiej w Toruniu

Wojciech Pastuszka

7 czerwca 2010Posted in: Archeologia, Europa, Prehistoria

Na wystawie „Neolityczny barok – kultura trypolska” po raz pierwszy w Toruniu prezentowane są unikatowe przedmioty – figurki kobiet kultury trypolskiej (VI-III tys. p.n.e.) ze zbiorów Muzeum Archeologicznego w Krakowie i Muzeum Okręgowego w Toruniu (1 figurka). Kolekcja tych zabytków pochodzi z wykopalisk z Bilcza Złotego na Ukrainie (Ogród i jaskinia Werteba). Uzupełnieniem prezentowanych eksponatów pochodzących ze zbiorów Muzeum Archeologicznego w Krakowie są kolorowe tablice informacyjne przedstawiające historię tej niezwykłej kultury.

Pięknie malowana ceramika kultury trypolskiej. Fot. Cristian Chirita

„Jest to prezentacja jednej z najbardziej intrygujących kultur archeologicznych w pradziejach Europy. Odkrycia pierwszych stanowisk zaliczanych do tej kultury sięgają XIX wieku i choć wiedza na jej temat znacznie poszerzyła się od tego czasu, dyskusje dotyczące jej historii i materialnych pozostałości odkrywanych w ziemi przez archeologów trwają do dzisiaj” – mówi kurator wystawy Beata Bielińska – Majewska. Nazwa pochodzi od wsi Trypole, niedaleko Kijowa. Dokonano tu jednego z pierwszych odkryć.

więcej patrz w Archeowieści

Wycieczka do jaskiń Werteba i Krystaliczna

Ukraina Zachodnia jest znana z wielkiej ilości jaskiń gipsowych. Tutaj, w obrębie obwodów Tarnopolskiego, Czarnowieckiego i Chmielnickiego, znajduje się potężna warstwa gipsu karsowego, w którym znaleziono już więcej niż półtora dziesiątka jaskiń. Te jaskinie są poziome i labiryntowe o długości od kilkuset metrów do więcej niż 200 km, głębokość usytuowania nie przewyższa 30-50 metrów.

Te jaskinie są również interesujące pod względem swojej struktury: niektóre z nich tworzą wysokie galerie i wąskie przejścia, w głębi innych są olbrzymie sale o wysokości ponad 10 metrów. Ściany jaskin utworzone są ze spresowanego gipsu, który w jaskini Krystalicznej; na przykład, pod ciśnieniem przetworzył się w przepiękne desenie w postaci ptasich piór i płatków kwiatów, w jaskini Werteba zaś po prostu są wielkie kolorowe ornamenty. Szczególną uwagę zwracają na siebie niepowtarzalne kryształy o wielkości od kilku milimetrów do dziesiątków centymetrów, ich kolory mienią się odcieniami od śnieżnobiałego i żółto-kremowego do rdzawoczwerwonego i czarnego. Bogata w kryształy jest jaskinia Krystaliczna, która właśnie zawdzięcza swoją nazwę wielkiej ich ilości. W niektórych jaskiniach szukali schroniska jeszcze wcześni ludzie. Na przykład, Werteba znana jest przede wszystkim dzięki interesującym znaleziskom ceramiki trypolskiej: dzbany do przechowywania wina, miski i dzbanki, wazony i amfory, atrybutyka religijna. Na podstawie tych znalezisk udowodniono, że w ciągu setek lat ta pieczara była zamieszkiwana przez kilka pokoleń trypolców.

Dzień pierwszy
Spotkanie w Kamieniec Podolsku.
Wycieczka.
• Jaskinia „Atlantyda” (trzy poziomy w jaskinie, wycieczka na 5 godzin, wrażenia na całe życie!).
• Rychta (zamek XVI w., ruiny młyna wodnego ХІХ w.).
• Kudryńce (zamek – twierdza początku XVII w.).
Zakwaterowanie w hotelu.
Kolacja.

Dzień drugi
Śniadanie.
Wycieczka.
• Jaskinia «Kryształowa» (geologiczna pamiątka o państwowym znaczeniu, jaskinia labiryntowa charakteru karstowego, długość ponad 22 km).
• Jaskinia – muzeum «Werteba» (geologiczna oraz archeologiczna pamiątka o państwowym znaczeniu w której znaleziono ślady cywilizacji trypolskiej).
Powrót do Czortkowa.

Wycieczka:
• Jaskinia „Werteba” (w tej jaskinie działa muzeum kultury Trypolu, ponieważ tutaj archeolodzy znaleźli ślady pierwszych Ukraińskich rolników. Pod czas wykopalisk w jaskinie znaleziono pozostałości dużego ogniska, różne narzędzia dookoła (siekiery, dłuta, skrobaki, noże), koście zwierząt. W Wertebie znaleziono przez archeologów liczne ceramiczne figurki kobiet, w jednej sali znaleziono tajemniczy pochówek mężczyzn – 25 szkieletów, naczynie religijne).
• Jaskinia „Młynky” (jedna z jaskiń Podola, długość około 25 km. Tutaj są duże kryształy i ogromne kawałki gipsu, stalaktyty, kamienne „fali”, dziesiątki korytarzy i sale. Charakterystycznym jest to, że w jaskinie „Młynky” opracowano trasy o różnym stopniu trudności, można wybrać bardziej zrelaksowaną podróż również podróż z adrenaliną. Jednak niezależnie od trasy będziesz musiał pełzać, próbować przejść przez wąskie tunele i szczeliny, przechodzić głębokie pęknięcia w gipsowych jaskiniach).
Przyjazd na miejsce obozu.

Wejście do Jaskini/Pieczary Werteba – fot Alt 666

Entrance to the Verteba cave near Bilche Zolote village (вхід до печери Вертеба біля с. Більче Золоте)

Wejście do jaskini – foto Vołodymyr Rizun

History Exploration of Werteba cave

- Wojciech W. Wisniewski The author quotes an unknown text written by Bogusz Zygmunt Steczynski in 1870. The text describes exploration of Werteba cave (Podolia, formerly in Poland) which was carried out by Jan Chmielecki, a local leaseholder, in 1822. After digging through the entrance about 500-600 m of cave passages were discovered. Some human bones, bonfire remnants and one silver coin were found. Picture shows the first cave of Podolia map from 1878.

Plan jaskini

Печера Вертеба

(загальна довжина ходів сягає біля 8 км), відома з давніх часів. Тут спостерігається протягом року стала температура – +10-120С, відносна вологість коливається в межах 92-100%. У печері живе велика колонія кажанів.
Цікава вона тим, що ще у четвертому-другому тисячоліттях до нашої ери (період неоліту) її обладнали під житло представники самобутньої трипільської культури, хоч взагалі вони традиційно селилися на пагорбах. За велику кількість археологічних знахідок цю печеру називають “Наддністрянською Помпеєю”.


foto Jujuapi
Перше дослідження Вертеби датоване 1876 роком, а чимало знайдених там потім експонатів зайняли почесне місце в музеях Європи (були вивезені туди, коли Тернопільщина входила до складу Польщі та Австро-Угорщини). А вже за незалежної України, у 1999-му, археологічна експедиція під керівництвом великого ентузіаста і фаната своєї справи, директора Борщівського краєзнавчого музею Михайла Сохацького знайшла у Вертебі цілісний культурний пласт часів неоліту. Відтак ще тоді виникла ідея створити у печері унікальний музей, експозиція якого наче повертала б відвідувачів на кілька тисячоліть назад. Задум було реалізовано – підземний музей відкрив свої двері для відвідувачів.

Wzgórze Brzucha (Głębi – Gobekli Tepe) lub Góra Ognia Nawi (Gire Navoke) i Świątynia Pępka Świata

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody by bialczynski on 16 Sierpień 2012

Odkrycie najstarszej Świątyni Wiary Przyrody na świecie wywołało wstrząs w licznych dziedzinach związanych z kształtowaniem wyobrażeń nauki o Starożytności i w środowiskach badaczy starożytności. Po pierwsze okazało się, że pochodzi ona z czasu, kiedy ludzkość miała być pozbawiona możliwości organizacyjnych i wytwórczych oraz mentalnych do wykonania tak skomplikowanego dzieła.  Budowle powstały mianowicie około 9500 roku p.n.e. a do tego w ruinach znaleziono ziarna pszenicy i innych roślin, które zburzyły nie tylko wyobrażenia archeologów lecz również koncepcje historyków i antropologów na temat ewolucji ludzkości w dziedzinie rolnictwa. Obszar o którym mowa leży na pograniczu dzisiejszej Turcji i Syrii , a w czasie kiedy powstawały budowle otoczony był dziką roślinnością i bujną przyrodą zupełnie odmienną niż dzisiejsza pustynia.

Poczytajmy o tym z polskiej Wiki, ale doradzam od razu przeczytać też angielską wersję znacznie dokładniejszą.

Göbekli Tepe (język turecki: wybrzuszone wzgórze; język kurdyjski: Girê Navokê) – stanowisko archeologiczne w południowo-wschodniej Turcji kryjące pozostałości prehistorycznego sanktuarium. Razem z Nevalı Çori zrewolucjonizowało współczesną wiedzę o neolicie w Eurazji. Göbekli Tepe jest najstarszym znanym miejscem kultowym stworzonym przez człowieka (jego powstanie datowane jest na X tys. p.n.e.)[1]. Stratyfikacja terenu wykazuje, że miejsce to było używane przez szereg tysiącleci.

Historia odkrycia

Amerykański rekonesans archeologiczny z 1964 roku uznał, że wzgórze to nie miało charakteru całkowicie naturalnego. Jednakże zakładano że prawdopodobnie kryje cmentarzysko bizantyjskie. Niemiecki Instytut Archeologiczny i Muzeum w Şanlıurfa rozpoczęły wykopaliska w 1994 roku. Prehistoryczny charakter tego miejsca rozpoznano od razu. Jak dotychczas (2009), przebadano tylko około 5% terenu. Ocenia się, że zakończenie wykopalisk może zająć jeszcze 50 lat.

Wcześniej, wzgórze to było wykorzystywane rolniczo. Od pokoleń, mieszkańcy przemieszczali kamienie i prawdopodobnie wiele z archeologicznej wartości miejsca zostało w ten sposób zniszczone.

Opis

Najstarsza warstwa (III) zawiera słupy megalityczne połączone ścianami, tworzące razem koliste lub owalne struktury. Jak dotąd odkopano 4 takie struktury. Badania geofizyczne wskazują na istnienie dodatkowych 16 struktur tego typu. Warstwa III jest datowana na około 9 tysięcy lat przed naszą erą.

W warstwie II odkryto szereg przyległych prostokątnych pokoi z podłogą z polerowanego wapienia. Jest ona datowana na 7500 – 6000 przed naszą erą.

Najwyższa (zarazem najmłodsza) warstwa zawiera pozostałości działalności rolniczej.

Kontekst chronologiczny

Ze względu na początkowy stan badań, wszystkie konkluzje mają charakter roboczy.

Daty zostały ustalone metoda radiowęglową C14. Koniec warstwy III to 9000 przed naszą erą. Początek jest określany w przybliżeniu jako 11 000 lat przed naszą erą lub wcześniej. Warstwa II sięga do około 8000 przed naszą erą.

Dlatego uważa się, że te struktury są starsze niż ceramika, metalurgia, pismo, lub koło. Zostały zbudowane przed tzw. rewolucją neolityczną, czyli przed początkiem rolnictwa i hodowli zwierząt. Organizacji społecznej, jaka była konieczna do zbudowania tych struktur, nie wiązano dotychczas ze społeczeństwami przed-neolitycznymi. Wiele ze słupów waży od 10 do 20 ton, a niektóre nawet 50.

Niedawna analiza DNA pszenicy wskazuje, że odmiana dzika występująca w okolicy Karaca Dağ jest najbliższą pszenicy współczesnej[2]. Karaca Dağ jest położone tylko około 30 km od Göbekli Tepe. Tak więc spekuluje się, że rejon ten pełnił kluczową rolę w historii rolnictwa.

Przypisy

  1. ↑ Sandra Scham, „The World’s First Temple” – streszczenie artykułu z amerykańskiego magazynu „Archeology” (Volume 61, Nov/Dec 2008)
  2. ↑ Heun i in., Site of Einkorn Wheat Domestication Identified by DNA Fingerprinting, Science, 278 (1997) 1312-1314.

(powiększ)

Osobom wychowanym w światopoglądzie chrześcijańskim nie jest łatwo interpretować wiele zjawisk i odkryć. Rozciąga się to na wiele dziedzin życia – a bierze się stąd że ludzie wychowani w kanonie chrześcijańskim nie rozpoznają struktur i wzorców oczywistych dla innych ludzi – ich wychowanie i wiedza mają charakter wybiórczy. Przede wszystkim odseparowano ich i konsekwentnie w procesie edukacyjnym separuje się ich nadal od wiedzy ezoterycznej i magicznej, od symboliki Kabały , symboliki numerologicznej i wszelkich strukturalnych pojęć związanych ze starożytną wiedzą i wiarą – POGAŃSKĄ. Stąd możliwe są tak kuriozalne przeoczenia i i błędy analityczne i interpretacyjne całych środowisk naukowych – jak na przykład archeologów w sprawie Świątyni Pępka Świata położonej na Wzgórzu Brzucha. Jest to świątynia Wiary Przyrody w sposób oczywisty. Już fakt stworzenia budowli owalnych czy też idealnie okrągłych (pierścień) powinny nasuwać wniosek, że mamy tutaj odwzorowanie boskiego Jaja-Kłódzi czyli Owalu-Uwalu-Warze (Owalo-Kuteż-War, Awalokiteśwara), w którym Uwiłte zostało Światło Świata, a który następnie znalazło swoją replikę i znajduje do dzisiaj w wielkanocnych jajach-pisankach, opisanych Wzorem Świata.Mamy tu zatem Owal-Kłódź, czyli Pąp Świata, a więc świątynię Światła Świata.

Gdyby to nie wystarczało należy pójść dalej – każda owalna budowla z dotychczas odkopanych składa się bowiem z dwóch centralnych filarów – są to nie tylko filary podtrzymujące strop lecz także symbole  in-yang – czyli Wielkiego Działu Wszego Świata, Pierwszego Działu – na Białoboga i Czarnoboga – podstawowe siły dzielące Wszechświat czy też RzeczyIstność.

Jeśli to jeszcze za mało do pełniejszej interpretacji to przyjrzyjmy się słupom w bocznych ścianach budowli – w każdym owalu jest ich Osiem – czyż to nie oczywiste, że mamy tu Słupy Ośmiu Żywiołów? Oczywiście dla chrześcijańskiego uczonego nic z tego nie będzie oczywiste, ponieważ on w ogóle nie patrzy na świat poprzez pryzmat znaczeń magicznych – kodów przyrodzonych właściwych Przyrodzie.

Na koniec wreszcie jakby tego wszystkiego było mało mamy tu na słupach płaskorzeźby zwierzęce. Czasem jest to pojedyncze zwierzę a czasami kompleks. Gdyby naukowcy parający się rozwiązaniem tych zagadek patrzyli na świat magicznie i kodystycznie i symbolicznie poprzez pryzmat Wiary Pogańskiej od razu powiązaliby te zwierzęta na słupach z poszczególnymi Żywiołami. Mało tego nie pisali by takich głupstw jak pod tym obrazem w anglojęzycznej Wikipedii:

Monolith with bull, fox, and crane in low relief

(powiększ)

Tutaj wyraźnie widać trzy poziomy zwierzęce związane z tym słupem, ale żeby to łatwo zinterpretować trzeba być praktykującym poganinem człowiekiem wyznającym wielobóstwo i Wiarę Przyrody.  Mamy tutaj symboliczne emanacje boga któremu poświęcony jest słup nie w żadnych totemach jak bajają od 200 lat uczeni chrześcijańscy, lecz w konkretnych bytach żywych – tu konkretnie w zwierzętach istniejących w świecie Przyrody Matki Ziemi. Na obrazie widać wyraźnie ssaka – duże zwierzę na górze – gada – środkowy poziom i ptaka. Ssak to byk, gad – któraś z jaszczurek – być może Salamandra – jeśli zwierzę górne jest Bykiem, a ptak to bocian – ptak królewski (ang. stork – Ptak symbol Białego Lądu – Europy – Ptak Królewski rodu pierwszych królów Pierwopalcych – Pirsztuków – których pamięć przechowała mitologia bałtyjska – Pir – piorunowych – Starków – Gwieździstych i Palczastych, bo stork – po staropolsku palec (stercze i przyrodzenie do dzisiaj i sterczeć – wystawać prosto). Stork – bocian a nie crane – żuraw.

Na dodatek należałoby nawiązać nazwę wzgórza do Wiary Przyrody – czyli do Wedy Indyjskiej lub Gadhby Zoroastryjskiej – jeśli się już nie potrafi wykonać rewolucyjnego zabiegu i sięgnąć wprost do prasłowiańskiego (scyto-indo-słowiańskiego czyli aryjskiego) źródła, bo komuś nie starcza wyobraźni na taki zabieg. Wtedy dowiemy się , że istniało pojęcie Głębi – Pierw Maci, z którego się wywodzi pojęcie Wątpi -Wnętrzności, a więc Wspóry-Świata (wątpi, czyli kiszek, z których wróżono jeszcze w świątyniach starożytnej Grecji). My, Rodzimowiercy, wiemy także o istnieniu tak zwanej Księgi Głębi – którą bułgarscy Bogomilcy przechowali  i spisali i zwali ją Księgą Gołubią (Głębi i Niebios – bo gołąb ptak niebieski-siny – o identyfikacji koloru niebieskiego i sinego pisze K. Moszyński w KLS). Zatem pojęcie w języku tureckim Gobekli – brzuch , wybrzuszenie to inaczej głąb-wnętrze-wątpia (jak głąb w kapuście). Mamy więc tutaj Wzgórze Głąbi-Pierw Maci, Wielkiej Macierzy – a potwierdza to także kurdyjska nazwa wzgórza z zupełnie innej strony – Giri Navoke. Giri – wiadomo po słowiańsku góra, ale znamy wszyscy konotacje góry – góra to także miejsce gorzejące – giri-grzati – goreć, grzać, gorący, ognisty – zatem mamy tutaj Wzgórze Ognia ale Nawne (Navoke) – czyli Naw Piekła z jej Górą Ognia wewnętrznego – podziemnego – jest to odwrotność Góry Światła Świata – Wierchu Weli – jego żeńska wersja (odwrócona) – Naw Nawi – Pierw Nica. A więc byłaby to Świątynia Światła Świata, ale z epoki kultu Matki Matek – Wielkiej Macierzy poprzedzającego kult Ojca Ojców – kultu Pierw Nicy (Ciemności).

(powiększ)

Na tym obrazku w muzeum w Urfie widać wyraźnie figury identyczne jak nasza ze Ślęży , którą uczeni chrześcijańscy z Niemiec określili jako Świnię. Oczywiście to nie żadna świnia tylko Niedźwiedź, ale w tym miejscu zastanówmy się nad czym innym – Czy istnieje związek między tymi dwoma wyobrażeniami z odległych dosyć miejsc kontynentu? Wyobrażenia wykute w kamieniu na Ślęży i tutaj są identyczne – wydaje się zatem, że tak . A więc czy wyobrażenie na Ślężę przeniósł w ciągu kulturowym i w wędrówce po kontynencie lud tej samej krwi w kolejnym pokoleniu? Czy na pewno prawidłowo datowana jest figura na Ślęży czy też datuje się ją – jak to kamień którego nie da się zbadać metodą c14 – pi razy oko – na taki a taki czas – związany z Celtami, bo co innego „uczonym” do głowy nie przyszło – a już najmniej fakt, że zasiedlenie tego terenu przez ludzi o haplogrupie R1a1 datuje się na na 5000 rok p.n.e. Należy zadać też inne pytanie – czy na terenie Anatolii występowały rzeczywiście w okresie 9000 p.n.e. dziki, żubry i niedźwiedzie? A może ich wizerunki przyniesiono z ziemi scytyjskiej – z północy z Wharatu – Gór Harskich i Ślęży?

Słup Jaszczurczy czy też Smoczy? Pod wypukłym Smokiem-Ażdachem skierowanym w dół, płaskorzeźba  Dzika!

Oto tłumaczenie fragmentu  anglojęzycznej wersji opisu Wzgórza Brzucha i Świątyni Pępka Świata.

Göbekli Tepe jest najstarszym znanym  stworzonym przez Człowieka kompleksem religijnym. Kompleks położony na wzgórzu, zawiera 20 okrągłych struktur, które zostały zasypane piaskami, z których cztery zostały odkopane po roku 1999. Każda okrągła (owalna)  struktura ma średnicę od 10 do 30 metrów. Wszystkie są ozdobione masą, głównie T-kształtnych, filarów wapiennych, które są najbardziej uderzającą cechą tych budowli. Płyty wapienne były wydobywane z dołów Bedrock położonych około 100 metrów (330 stóp) od wzgórza,  przez  robotników – kamieniarzy i transportowane pod górę, gdzie budowniczy układali te neolityczne krzemienne konstrukcje. Większość znalezionych narzędzi to narzędzia krzemienne wykonane na miejscu w Byblos i Nemrik. Trudno uwierzyć, że ludzie epoki neolitu byli w stanie przy pomocy tak prymitywnych narzędzi i środków transportu wydobywać krzemień i rzeźbić go precyzyjnie, transportować pod górę i wznieść w powietrze tak masywne filary. Odkrycie to zdumiewa do dziś ​​archeologiczny świat, jako że przyjmuje się, że tego typu dzieło wymaga zawrotnej liczby ludzi i wysokiej organizacji społecznej oraz wiedzy pozwalajacej już 12 – 14.000 lat temu wznosić takie budowle sklepione na kamiennych słupach. [10]

Dwa filary znajdują się w centrum każdego koła. Były one przeznaczone do wsparcia dachu. Dookoła znajduje się osiem filarów równomiernie rozmieszczonych wokół ścian pomieszczenia. Przestrzenie między filarami są wyłożone nieobrobionym  kamieniem i są  tu umieszczone między filarami wzdłuż ścian kamienne ławy pomiędzy każdą z par filarów. [11]

Wiele z tych filarów jest ozdobionych rzeźbami wypukłymi i płaskorzeźbami zwierząt oraz abstrakcyjnymi tajemniczymi piktogramami. Piktogramy stanowią powszechnie zrozumiałe symbole sakralne, używane przez Człowieka już od czasów malowideł naskalnych w jaskiniach neolitycznych w innych miejscach Eurazji. Reliefy przedstawiają lwy, byki, dziki, lisy, gazele, osły, węże i ​​inne gady, owady, pajęczaki, i ptaki, zwłaszcza sępy. (W  czasie gdy wybudowano świątynię ziemia wokół znajdowała się w klimacie bardziej umiarkowanym i pełna była roślinności i zwierząt z tejże strefy. To uprawa ziemi miała spowodować zdaniem naukowców degradację ziemi i zamieniła ją w kurzową glebę półpustynną jaką widzimy dfzisiaj. [8] Sępy również stanowią istotny element Ikonografii w neolitycznych obiektach w  Çatalhöyük i Jerycho. Uważa się, że na początku neolitycznej kultury w Anatolii i na Bliskim Wschodzie zwłoki zmarłego były celowo wystawione w celu oczyszczenia przez sępy i inne ptaki jedzące padlinę. Głowę zmarłego czasami usuwano i konserwowano, oraz trzymano osobno – w domach jako znak kultu przodków.) [12]. Jest to wzorzec, pierwsze takie pochówki dla ciała po odejściu duszy do nieba – te formy rozwinięte praktykuje się do dzisiaj wśród buddystów tybetańskich i wyznawców zoroastryzmu w Indiach. [13 ]

W Świątyni Pępka na Wzgórzu Brzucha w Göbekli Tepe, w zasadzie nie spotyka się przedstawień postaci humanoidalnych, ale jest ich tutaj kilka – są to rzeźbione postacie nagiej kobiety postawione frontalnie w pozycji skurczonej. Odkrywca –  Schmidt przyrównuje jedo „Wenus figur accueillante” znalezionych w neolitycznej północnej Afryce. Niektóre z filarów w kształcie litery T wyobrażać mają ludzkie ramiona co wskazywałoby że są to stylizowane ciała  ludzkie lub postacie antropomorficzne bogów. Szerszy  kamień na szczycie filarów w kształcie litery T ma symbolizować głowę.

Masywna sekwencja warstw stratyfikacji sugeruje kilka tysiącleci działalności, być może warstwy te sięgają do mezolitu. Najstarsza warstwa zakładzinowa (poziom III) zawiera monolityczne filary połączone przez grube ściany tworzące okrągłe lub owalne struktury. Cztery takie budynki zostały odkryte, o średnicy między 10-30 metrów 33-98 stóp). Badania geofizyczne wskazują na istnienie 16 dodatkowych struktur.

Warstwa II, datowana na Pre-Pottery Neolithic B ust PPNB) ust 7500-6000 pne), ujawniła kilka sąsiednich prostokątnych budowli z podłogami z polerowanego wapna, przypominających rzymskie podłogi z lastryko. Najnowsza warstwa składa się z osadów zdeponowanych w wyniku działalności rolniczej.

Widać tu dobrze rozmieszczenie elementów wewnętrznych jak również ideę Pępka – czyli kręgów poświęconych wszystkim Żywiołom i Mocom – według mnie powinno zostać odkopanych nie 20 (chociaż to także jest możliwe bo to Żywioły i Moce razem wzięte – bez najwyższego Kręgu Kirów, Działu Działów i Boga Bogów) a  26 świątyń, a może także i dwudziesta siódma – Boga Bogów – Światła Świata

Oto artykuł – z 2008 roku ze strony INFRA

: link - http://infra.org.pl/historia-/zakazana-archeologia/495-goebekli-tepe-prawdziwa-kolebka-cywilizacji.html

Göbekli Tepe: Prawdziwa kolebka cywilizacji

wtorek, 02 grudnia 2008 17:13
Odkryty kilkadziesiąt lat temu na tureckim wzgórzu Göbekli Tepe kompleks świątynny okazuje się być jednym z największych archeologicznych odkryć, swym wiekiem o kilka tysięcy lat przewyższając najstarsze pozostałości cywilizacji ludzkiej. Dotychczas zbadano tylko kilka procent jego powierzchni. Naukowcy przyznają, że to nie ostatnie odkrycie mogące przyczynić się do uznania nowej historii człowieka.

Klaus Schmidt jako dziecko, zwiedzał niemieckie jaskinie w poszukiwaniu prehistorycznych malunków. 30 lat później, jako reprezentant Niemieckiego Instytutu Archeologicznego, odnalazł coś, co uznane zostało za znacznie starsze niż szacowany wedle oficjalnej nauki wiek najstarszych pozostałości starożytnych cywilizacji. 

- To miejsce jest jak supernowa – mówi Schmidt stojąc na wzgórzu leżącym w odległości ponad 55 km od granicy turecko-syryjskiej. Kiedy zobaczyłem je po raz pierwszy – wspomina, wiedziałem tylko dwie rzeczy: albo odejść stąd i nikomu o tym nie mówić, albo spędzić w tym miejscu resztę życia.

Gdzieś przed nim rozpoczyna się Nizina Mezopotamska – miejsca uważanego za kolebkę cywilizacji, której miasta odkryto w latach 60-tych, świątynia na wzgórzu Gobekli Tepe (Górze Brzucha lub Górze Pępka), przewyższa wiekiem o kilka tysięcy lat.

Wszystko wskazuje na to, iż kompleks o powierzchni 9 hektarów (z czego dotychczas zbadano kilka procent), użytkowany był przez kilkanaście stuleci. Najstarsza część zawiera monolityczne filary połączone ścianami i formującymi okrągłe lub owalne struktury. Jak na razie odkryto cztery tego typu budowle o średnicy od 10 do 30 m. Badania wskazują, że w sumie może ich się tam znajdować ok. 20. W ich wnętrzu umieszczano wapienne kamienie o wysokości do 7 m i masie do 50 ton.

Fragment świątyni w Gobeliki Tepe z rzeźbami w kształcie litery „T”

To, co czyni to znalezisko unikatowym to zarówno zdobiące ruiny płaskorzeźby (wyobrażenia m.in. dzików, lisów, żubrów, węży i skorpionów, a także bliżej niezidentyfikowanych stworzeń) oraz jego wiek. Gobekli Tepe według naukowców powstało ok. 9500 p.n.e., co oznacza, że jest o 5.500 lat starsze niż pierwsze miasta Mezopotamii i 7000 lat swym wiekiem przewyższa Stonehenge.

Naukowcy uważają jednak, iż budowla ta jest dziełem ludu nie znającego jeszcze uprawy roli, choć zamieszkującego w wioskach. Czy mają rację?

- Wszyscy uważają, iż jedynie rozwinięte, zhierarchizowane cywilizacje mogą zbudować coś równie monumentalnego i to dopiero po odkryciu rolnictwa – mówi Ian Hodder z Uniwersytetu Stanford, który od 1993 roku kierował pracami wykopaliskowymi w Catalhoyuk (uważanym za najstarszą osadę na świecie). Gobekli zmieniło wszystko. Jego skomplikowanie, kompleksowy charakter oraz fakt, iż powstało w okresie, kiedy nie znano jeszcze rolnictwa, czyni je jednym z najważniejszych w historii odkryć archeologicznych.

Lud, który wzniósł świątynię nadal pozostaje nieznany. Niektórzy uważają, że miejsce to było centrum kultu płodności, wnioskując to z faktu, iż w każdej okrągłej budowli znajdują się dwa wysokie kamienie mające reprezentować kobietę i mężczyznę.

Gobekli Tepe zdobią liczne płaskorzeźby. Badacze zasugerowali nawet, iż jego twórcy byli bliscy stworzenia pisma, gdyż niektóre wyryte na kamieniach symbole wydawały się układać w logiczny ciąg znaków

Schmidt podchodzi do tej teorii jednak ze sceptycyzmem. Zgadza się, iż Gobekli Tepe mogło być „ostatnim z bastionów ludzi prowadzących na wpół-osiadły tryb życia, który miał już odchodzić w niepamięć”, wskazując na fakt, iż to jego twórcom zawdzięczamy perfekcyjny stan tego miejsca, ponieważ to oni pokryli je tonami ziemi, jak gdyby dawny świat stracił zupełnie dla nich znaczenie.

Miejsce to ponadto pozbawione jest jakichkolwiek symboli płodności, które odnajdowano w innych neolitycznych pozostałościach. Posągi w kształcie litery „T”, przedstawiające ludzi, prezentowane są jako bezpłciowe.

- Myślę, że mamy tu do czynienia, z najwcześniejszymi wyobrażeniami bogów – mówi Schmidt. Nie mają oczu, ust, twarzy, mają za to ramiona i ręce. Są stworzycielami. Według mnie, ludzie, którzy wykuli je z kamienia, zadawali sobie odwieczne pytanie: Czym jest Wszechświat? Kim my jesteśmy?

Ponieważ w pobliżu świątyni nie natrafiono na ślady domostw, Schmidt uważa, że szczyt wzgórza był miejscem pielgrzymek ludzi z regionu. Zauważa, iż dwa najwyższe kamienie skierowane są na południowy-wschód, jak gdyby patrząc na niziny, które usiane są innymi archeologicznymi znaleziskami, o nie mniejszej niż Gobekli Tepe.

Przykładem tego może być znalezisko francuskich archeologów w Djade al-Mughara w północnej części Syrii, którzy natrafili na najstarsze na świecie malowidło.

- Tworzą je dwa metry kwadratowe geometrycznych figur w kolorach czerwonym, czarnym i białym. Przypominają troche obrazy Paula Klee – stwierdził Eric Coqueugniot, kierujący tymi pracami.

Francuz zauważa też, że wykopaliska w regionie Gobekli Tepe wciąż znajdują się w powijakach.

- Pewnego dnia ktoś dokonać tam może jeszcze bardziej dramatycznego odkrycia – dodaje.

Dyrektor prac wykopaliskowych nad Tygrysem, Vecihi Ozkaya wątpili, iż tysiące kamiennych naczyń, jakie odnalazł od 2001 roku w liczących sobie 11.500 lat grobach mogą mieć podobne znaczenie. Mimo to, jego znaleziska wywołują emocje w Uniwersytecie Dicle w Diarbakirze.

- Patrzcie na to – mówi, wskazując na fotografię figury ukazującej pół-człowieka pół-lwa. To sfinks. Tysiące lat starszy od egipskiego.

Czy nie pora spojrzeć inaczej na narodziny ludzkiej cywilizacji, analizując to, co dotychczas konserwatywnym naukowcom wydawało się być „niewygodnymi dowodami”?

Gwara kresowa okolic Bzowicy i Trościańca Wielkiego – a nafciarskie, rodzimowiercze, językoznawcze i historyczne tradycje rodziny Pagaczewskich (prof. Zenon Klemensiewicz i prof. Irena Bajerowa)

Posted in nauka, Słowianie by bialczynski on 4 Sierpień 2012

Kliknij (powiększ) – Ten szyb nazywał się Mary – czy na cześć urodzin Maryny Pagaczewskiej? Kto wie.

Ziemia Stanisławowska, Lwów i okolice, Podole – to miejsca szczególnie bliskie memu sercu, dla mojej żony to ziemia wręcz  rodzinna, gdzie leżą po smętarzach jej bliscy krewni – jak Tillowie czy Vincenzowie, Klemensiewicze, czy Wojciechowscy.

Ernest Till i Adolfina oraz ich dzieci  i wnuki

W Uhercach  Mineralnych wszyscy oni spędzali  uniwersyteckie wakacje  i swój czas wolny od praktyki prawniczej czy działalności uniwersyteckiej – ale nie tylko wolny, również organizowali tutaj pionierskie przedsięwzięcia, takie jak choćby zakładane  przez Ernesta Tilla i przez ojca Stanisława Vincenza – Feliksa, spółki wydobywcze, które stawiały szyby i wykonywały odwierty roponośne na uhereckich włościach.Napisał do mnie swego czasu pan Maciej Augustyn, autor naukowejksiążki o nafciarstwie Podkarpackim, czy czegoś na ten temat przypadkiem nie wiem. Wiedziałem, więc pomogliśmy jak mohglismy . Oto jeden z jego listów, który dokumentuje niejako „Nafciarskie” i „balneologiczne” działalności rodziny Tillów i Pagaczewskich:

„Witam!

Drążąc temat ciągle spotykam w sąsiedztwie kopalni postacie z „I Ligi” ówczesnej Galicji i jednocześnie pustkę informacyjną.

Tutejszymi źródłami interesował się Teodor Torosiewiewicz ze Lwowa balneolog nr 1, jakiś Torosiewicz prowadził tutejsze „łazienki” i nic

Kopalnię rozkręcał Ignacy Łukasiewicz i nic

Kolejnym właścicielem był Marszałek August Bellegarde – I Liga austriackiej arystokracji i nic

Zadebiutował tu Mc Garvey król nafty, teść Zeppelina i nic

5 km od Uherzec siedzi Józef Blizinski, który codziennie prawie pisze listy do Kraszewskiego, W. Bełzy, O. Kolberga, leje wodę w prawie wszystkich gazetach i nic w tych listach i artykułach nie ma.

Wierci tu Feliks Vinzenz ojciec Stanisława „piewcy połonin” i nic

Wierci tu Kazimierz Lipiński, później Zieleniewski dwaj przemysłowcy z 1 ligi i nic

Później pojawia się Pana rodzina, same znakomitości i znowu nic

Ciekawe

Oczywiście taka sytuacja zagrzewa mnie do walki, bo najbardziej lubię takie poszukiwania, ale mały sukces by się przydał.

Dziękuje za pamięć

Z poważaniem

Maciej Augustyn, Uherce Mineralne”

Świadectwo sprzedaży udziałów w szybach naftowych w Uhercach przez Adolfinę II Till Pagaczewską

Tak to jest z piękną ziemią naszą jak pisał Wincenty Pol, przetaczają się przez nią pożogi i potem nic nikomu nie wiadomo. Jej przeszłość nawet najbliższa niknie w kompletnej pomroce dziejów. Jak tutaj wymagać by zachowały się przekazy sprzed 3000 i 5000 lat skoro nie zachowują się sprzed lat 70-ciu. Uherce Mineralne -0 dzisiaj zapadła dziura słynna z więzienia i obozu internowania w Stanie Wojennym były niegdyś obszarem rozkwitu przemysłu i aktywności intelektualnej klasy średniej II Rzeczpospolitej. Tutaj też spotykali się jako Strażnicy Wiary Przyrodzoney Słowian i ustalali plany które potem przez różne przyjacielskie układy wcielano w życie – jak choćby Niepołomicki Kopiec Grunwaldzki. Bywał tutaj i Franciszek Kotula i Oskar Kolberg i wiele innych słynnych osób.

Franciszek Kotula gdzieś w terenie

Wiele z tych rodzin TUTEJSZYCH rdzennie polskich i wiele osób przeniosło się później zresztą ze Lwowa do Krakowa i do Wrocławia – jak choćby profesor Zenon Klemensiewicz – bardzo bliska rodzina Tillów i Pagaczewskich –  znany powszechnie filolog polski i językoznawca, który zginął w katastrofie lotniczej pod Zawoją w 1969 roku, czy jego córka – bliska kuzynka Pagaczewskich, Irena Bajerowa (1921 – 2010)- również profesor filologii polskiej, która wspólnie z Maryną z Pagaczewskich Gorzkowską służyła w czasie II WŚ w oddziałach AK w Ciężkowicach pod Tarnowem. Dzisiaj niektórzy Polacy nie mają nawet świadomości, że Polska nigdy nie była żadnym katolickim monolitem – nawet przed II Wojną był to kraj Polaków i Rusinów, Tatarów i Żydów i Ormian, a także Niemców. Dzisiaj mało kto wie, dzięki intensywnej powojennej niemieckiej i rosyjskiej propagandzie, że przez II WŚ język polski w zwartej masie sięgał jednak Odry i Nysy, a z drugiej strony Kijowa i Wilna i Grodna. I było tak po 22o latach bezprzykładnej germanizacji i rusyfikacji zaplanowanej „naukowo”, metodycznej, realizowanej bezwzględnie, z prawnym przymusem, przez pierwsze w historii nacjonalistyczne aparaty państwowe na świecie.

Profesor Zenon Klemensiewicz – najbliższa rodzina Tillów ze Lwowa i Pagaczewskich z Krakowa

Irena Bajerowa – językoznawca, jako prorektor internowana, obecnie doktor honoris causa Uniwersytetu Śląskiego

Posted on Grudzień 1, 2008 by nfajw

baner-krzywdzeni

Baza OPI

Ludzie nauki
identyfikator rekordu:  o68531
prof. zw. dr hab. Irena Bajerowa, em.
Dyscypliny KBN: nauki filologiczne
Specjalności: językoznawstwo polskie
Miejsca pracy, zajmowane stanowiska, pełnione funkcje: - Komitet Historii Nauki i Techniki PAN – Członek
– Komitet Językoznawstwa PAN – Członek
– Rada Języka Polskiego PAN – Członek
– Wydział I Filologiczny PAU – Członek krajowy czynny

Uniwersytet Śląski: By trwała pamięć o bohaterach

Sesję uświetniła swoją obecnością profesor Irena Bajerowa, która w 1981 r. pełniła funkcję prorektora UŚ. W nocy z 12 na 13 grudnia została internowana wraz z rektorem prof. Augustem Chełkowskim.

———-

PODWÓJNY JUBILEUSZ PROFESOR IRENY BAJEROWEJ

Gazeta Uniwersytecka, miesięcznik Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach  kwiecień 2002 r. numer 7 (96)

Profesor Irena Bajerowa – wspaniały człowiek, wybitny naukowiec, historyk języka, współtworzyła “naszą” polonistykę: “uniwersytet w 1968 roku nie powstał na jałowym ugorze. Powstał przecie ze złączenia się 2 szkół wyższych: Filii UJ i Wyższej Szkoły Pedagogicznej. Przyszłam na tę WSP w 1955 roku, w 2 lata po rozpoczęciu pracy katedry języka polskiego, w 5 lat po utworzeniu (po raz drugi) katowickiej WSP.” Tworzyła ten uniwersytet, broniła go, tłumaczyła, ściągała językoznawców, zachęcała do współzawodnictwa z innymi uczelniami.

————–

JUBILEUSZE PROF. IRENY BAJEROWEJ

Profesor Irena Bajerowa – wybitny historyk języka – jest autorką wielu prac z dziedziny metodologii badań językoznawczych, terminologii i słownictwa technicznego oraz języka religijnego. Najważniejsze z jej prac to: Kształtowanie się polskiego języka literackiego w XVIII w.; Polski język ogólny XIX w. (pełna bibliografia obejmuje 144 pozycje!). Prof. Bajerowa była kierownikiem Katedry Języka Polskiego WSP w Katowicach, kierownikiem Zakładu Historii Języka Polskiego UŚ od początku działalności uczelni, od roku 1980 do wprowadzenia stanu wojennego piastowała funkcję Prorektora ds. Nauczania UŚ, a w latach 1988-1992 przewodniczyła badaniom Polskiego Towarzystwa Językoznawczego

—————-

Profesor Irena Bajerowa doktorem honoris causa Uniwersytetu Śląskiego

Strona UŚ

Decyzją Senatu Uniwersytetu Śląskiego tytuł doktora honoris causa otrzyma profesor Irena Bajerowa, wybitny badacz dziejów języka polskiego, współorganizatorka katowickiej polonistyki, długoletni profesor Uniwersytetu Śląskiego, doskonały dydaktyk i wychowawca pokoleń polonistów, krzewicielka idei miłości do języka i ziemi ojczystej jako wartości podstawowych, niezłomna patriotka walcząca o wolność ojczyzny i prawa człowieka.

Uroczystość odbędzie się w czwartek 4 grudnia w auli Wydziału Teologicznego UŚ w Katowicach przy ul. Jordana 18 o godz. 10.00.

Profesor Irena Bajerowa córka Zenona Klemensiewicza (gdzieś mamy też zdjęcie jej syna Jerzego – który językoznawcą nie został )

Skąd tu na tej stronie internetowej gwara kresowa i słowniczek?

Sam się zastanawiam – Ano chyba przez to, że w naszych rodzinach tylu było filologów – bo i Stanisław Pagaczewski i tylu literatów i wciąż jest w niej pełno historyków sztuki jak choćby Sawa Białczyńska. Teraz także wnuk Stanisława syn Tomasza poszedł w ślady rodzinne i skończył I rok Historii na UJ.

Adolfina II z Tillów Pagaczewska

Oto słowniczek z tamtych stron – część kultury kóra zapadła się w naszej świadomości na dno niezasłużonego niebytu.

Spisał z pamięci Henryk Śliwa, Lwowianin, który w latach 1942-1944
mieszkał we wsi Bzowica w domu swego dziadka Jana Dajczaka Halaburdy

a wo o tutaj (np. „- Gdzie leży nóż? – A wo, tuwo”)
bałabuch bułka drożdżowa niesłodka pieczona na okres Nowego Roku dla częstowania dzieci, które chodziły z życzeniami – szczodrowaniem
bambetel drewniana ława do siedzenia, a po rozsunięciu siedziska łóżko do spania
baniaczek metalowy kubek
bihme przysięga, potwierdzenie, przekonanie kogoś, że mówi się prawdę
bodak oset
braha pozostałość po odparowaniu alkoholu z zacieru
bucim na niby, na żarty
bungu spirytus
całuszka piętka, pierwsza i ostatnia kromka chleba z bochenka
cedyłko cedzak do mleka z tkaniny
chlipać płakać, szlochać po kryjomu
chopta trawa
chrobak robak, glizda
chudoba zwierzyna – inwentarz
czeladź rodzina
czuchrać długotrwałe drapanie
ćwach gwóźdź
dornik przebijak ślusarski
dryhle (także studzinina) – galareta z nóżek
drzewko choinka bożonarodzeniowa
duca cielę, jagnię uderza mordą o wymię w czasie ssania
duć dmuchać
duldak smoczek
dziaduch słoma na podłodze w okresie Bożego Narodzenia
dżagan kilof, oskard
europlan samolot
fana chorągiew
feca onuca, owijka
ferflasza manierka – metalowa butelka
frojmycha kobieta nie dbająca o siebie, źle ubrana – niechlujna, brudna
fura wóz konny
gościniec droga główna od miejscowości do miejscowości
gradus termometr, stopień Celsjusza
gudz węzeł na sznurku (nie do rozwiązania)
gwer karabin
gzić się zachowanie zwierząt podczas rui
halawa nie zasiany plac w zbożu
halukać nawoływać, np. do wstawania
harmider (także rajwach) gwar, hałas
het tam – gdzieś (np. „idź het” – idź sobie)
hreczka gryka
hryckal szpadel
huby grzyby
hurdzi warczy, np. motor
hurma grupa
hyczka nać rośliny
hylaka konar, gałąź
juszka wywar z suszonych owoców, sama woda z barszczu, zupy
kaczan ogryzek z owocu lub głąb z kapusty
kanon armata
kapszuk wysuszony pęcherz moczowy wieprza używany jako woreczek na tytoń
katapula proca
katulać toczyć (np. „wóz się katula pod górę”)
kidać rzucać
kiernica studnia o drewnianym szalunku – ocembrowaniu
kiszka kaszanka
kociuba długa żerdź zakończona poprzecznie deseczką do wygarniania żaru w piecu chlebowym
kołotuszka kwirlejka do rozdrabniania potraw
koromiesło nosidło 2 wiader na ramieniu
kosa warkocz
kucać przysiad
kucza chlewik, niska szopa
kuczyrawy ktoś o kręconych włosach
kułak pięść
kupla szeroki pas (wojskowy)
ligać leżeć, położyć się
ładuszczak garnek gliniany do mleka
łoszak źrebak, młody koń
maciurka żeńskie rośliny konopii
majzel przecinak ślusarski
menelarz złomiarz
meszty półbuty męskie
miesiąc księżyc
miętkuszka środkowa część kromki chleba, bez skórki
motuzek sznurek
mysziginowaty głupkowaty
mytka ścierka, zmywak do naczyń
na zdogońce praca na szybkiego, na wyścigi
naduć się pogniewać, nie rozmawiać
narychtować naprawić
niezdały chorowity, słaby, rzecz nieprzydatna
niuchać wąchać
nużda wieloznaczne; np. „na nużdę ci to?” – „po co ci to?”; „nużda ciężka z bachorami” – „co za niedobre dzieci”
oj to tam lekceważąco: coś takiego, wielkie rzeczy
paciorek koralik; paciorki to korale
paciuk opas – świnia
palica laska do podpierania się
papendekiel karton, papier na karton
parkocze odgłos gotującej się kaszy, ziemniaków
podołek pojemnik zrobiony z fartucha do zbierania owoców, grzybów, czegoś naprędce gdy brak siatki czy koszyka
podpałek placek wypiekany z ciasta chlebowego przed pieczeniem chleba, na skraju paleniska od płomienia nagrzewanego pieca, stąd nazwa tego placka
pomaścić posmarować chleb
potasz proszek do pieczenia (soda oczyszczona)
potoczyć wypłukać, np. kubek wodą
półkopek stóg zboża z kilkunastu snopków w polu
pranik deska z rączką do prania – uderzania mokrego zwiniętego w rolkę prania
przyczynek dokładka do porcji obiadu, do wagi itp.
puczka czubek palca (miara, np. szczypta soli)
pulares portmonetka
putnia wiadro
pypka sutek
rabanki piegi
radyrka gumka do ścierania ołówka
rajwach (także harmider) gwar, hałas
ryhać kaszleć
rzemyk pasek do spodni
samogonka gorzałka, bimber, wódka swojej roboty
sapa motyka
siny kolor niebieski
skałka zadra z deski
słychać czuć; np. psucia się potrawy – „już tą szynkę słychać”
smażenica jajecznica
sparżny łakomy
studzinina (także dryhle) – galareta z nóżek
swacha swatka
swarzyć się kłócić się
szarawary obszerne spodnie
szczodrowanie życzenia noworoczne
szkarałupa skorupka z jajka lub orzecha
szkrabać drapać
szkraby stare buty
szlijki szelki do spodni
szmira gęsty ciemny smar do wozów
sztany spodnie, rajtki do butów z cholewami
sztreka kolej
szyf statek
ścil sufit, często drewniany
ślabizować słabo czytać
tuj tuj za chwilę (np. „tuj tuj by go złapał”)
tuman źle uczący się
tyćko malutko, troszeczkę
wereto płachta – plandeka z płótna własnej roboty do noszenia trawy, słomy, liści itp.
wiecheć wkładka do butów (ze słomy)
wyszynk restauracja z wódką
wże to już
za pazuchą pod pachą
zabagać zachciewać
zabełtać a) zamieszać w naczyniu, np. zsiadłe mleko; b) komuś zawrócić w głowie – np. chłopak pannie, oszust kupującemu
zabućko (wymawiane też „zabutiko”) zapominalski
zaparpać zagrzebać
zapaska fartuch
zapraszka sos, zaklepka
zaprzeć zamknąć, np. drzwi
zaszportać się potknąć się
zaścigać zapinać, np. guziki w spodniach
zazula biedronka
zbawić zepsuć, zniszczyć np. źle dobrane dwa kolory farb – to „zbawiona farba”, do wyrzucenia
zhurdzić zwarzyć (np. „mleko się zhurdziło” – zwarzyło)
żmiakać prać w ręku
żminka miara – tyle, ile zmieści się w jednej dłoni, np. jagód

Narodziny Ozyrysa-Koszerysa – 14 07 (2012) – Ozyrys-Kosz-Perepułt/Nuit-Nyja/Chors-Horus (Pan Wielkiej Zmiany) oraz Syriusz-Wielki Pies – Pas Oriona i Aldebaran-Cielec


Nuit

Ten artykuł powstał w dziwacznym trybie. Materiał zebrałem już dawno, ale jakoś nie chciało mi się tej sprawy rozwijać i w zawikłany sposób jej tłumaczyć. Nie chodzi, pomyślałem, to żeby kogokolwiek do czegokolwiek przekonać, a wykład, dowodzenie – to przekonywanie. Dla kogoś kto WIE to znowu banalnie nużące, któreś powtórzenie czegoś co wiemy, tyle że jeszcze jeden związek z jeszcze innej strony pokazany. Dlatego zaległ  ten materiał  i odłogiem przeleżał kilka miesięcy.

To troszkę syzyfowa (może nie tyle syzyfowa co zbędna) praca ciągłe przekonywanie osób, które i tak przecież muszą – MUSZĄ – przekonać się same. Nużące jest już  – myślałem – i dla mnie i chyba dla czytających też, to wywodzenie związków między wszystkimi Wiarami Przyrody i sprowadzanie całej tej wiedzy – co dzieje się niemal automatycznie za każdym razem – do jej Zerywańskiej Kolebki – gdzieś pomiędzy Jeziorem Aral a Arkajamą około 20.000 lat temu – czyli tam gdzie tkwią KORZENIE WIARY ŚWIATA.

Czego by się nie tknąć tak się właśnie układa i wpada to zawsze w aryjskie korzenie, prosto do starożytnego źródła Ludów Arki (Czarki-Czakry). Postanowiłem więc nic z tym zbiorem nie robić i po prostu dać ten materiał taki jaki jest – niech każdy spróbuje na własny użytek powiązać fakty związane z Wielką Przemianą i Rokiem tej Przemiany – konstelacjami, bogami Słowiano-Skołotów, Egipcjan (Mlekomedirczyków) czy Kszatrijskich-Aryjskich Hindusów (Windów).

Ten bigos jest jednak jak każdy bigos – po prostu smakowity – bo każdy ma tutaj pole dla własnych odkryć i dla własnej intuicji – To jest jak zaczyn, a co lotniejsi i co głębiej zorientowani pójdą różnymi tropami i dojdą do różnych ciekawych spraw i upieką smaczny chleb z tego zaczynu, a jak dobrze pójdzie to i chrupiące bułeczki świeżej WIEDY.

Jedną z takich intuicyjnych nitek jest na przykład  na pewno Crowley i Thelema, ale zachęcam też do studiowania Taji 20 i 23 – do sprawy Widnura Wodyna i Odyna i Wodana i w ogóle sprawy powiązań Wanów i Asów (Azów-Mazów – i Jug-H-Asów z Góry Welburz – świętych mężów wojowników, czy późniejszych diadochów -dziadunów-didunów-dziedziców, kapłów bogów działu i także wojowników), a także powiązań współczesnej religii judeo-chrześcijańskiej i judejskiej z Kolebką i Arką-Czarą spadającą z Nieba.

Gdyby nie to, że mamy dzisiaj dzień Narodzin Osirisa/Koszerysa w Roku Wielkiej Przemiany, roku granicznym – nie opublikowałbym tego bigosu, w który każdy musi się na swój użytek wgryźć i podążyć własną ścieżką. Kasowałem go dzisiaj i zamieszczałem na wordpressie od rana z siedem razy – szkoda że dokładnie nie policzyłem ile to było – 6, 7, 8 czy 9?

Zdaję sobie sprawę, że wiele osób zniechęci brak analizy, spójnego wątku i jasnej tezy czy dowodu niezaprzeczalnego – trzeba wiedzy dosyć głębokiej żeby temu galimatiasowi sprostać, ale nawet jeśli ktoś jej nie ma niech po prostu uruchomi intuicję i domysł, niech puści wodze fantazji i pozwoli się ponieść. Zobaczycie fantastycznie powiązany świat znaczeń jakiego się nie spodziewaliście.

Tak sobie myślę przy okazji na temat ateistów i żal mi ich. Po prostu straszna szkoda, że nie są w stanie wyjść poza materializm i zobaczyć owego WIĘCEJ, owego wspaniałego świata jaki się przed Nami otwiera. Obawiam się ,że dla nich on zostanie zamknięty.

Jak można przemówić do ludzi, do człowieka, któremu NAUKOWCY najtwardszej dyscypliny nauki – fizyki kwantowej i fizyki teoretycznej powiedzieli, że Świat składa się w 95% z TAJEMNICY niedotykalnej dla nauki – a on (oni) nadal wierzy tylko w istnienie tego co nauka potwierdziła???

Czy ktoś ma jakąś receptę na coś takiego? – Jak mam nazwać taki stan umysłu?

Jakie to okropne – ból jaki czuję, ból utraty tych wszystkich ludzi, którzy nie myślą w ogóle lub myślą tak płytko, że nie są w stanie pokonać tak podstawowego własnego ograniczenia – ten ból rozrywa mnie po prostu dzisiaj od środka. Czuję coś okropnego – tyle zmarnowanych istnień!!!

Wiem , że nie są zmarnowane zupełnie, wiem że w końcu kiedyś jakoś itd i tp – ale dlaczego nie teraz?! Dlaczego nie potrafią otworzyć oczu?!

Najstraszniejsze jest to, że ateiści uwielbiają się przedstawiać jako RACJONALIŚCI – czyli ludzie posługujący się Umem – Rozumem i Umiejący z Umysłu korzystać czyli logicznie MYŚLEĆ.

Fizycy powiedzieli im, że Wszechświat jaki widzą składa się tylko z kilku procent MATERII a reszta jest niewidzialną i niedotykalną dla osób „fizycznie=materialnie” istniejących Ciemną Energią i Ciemną Materią. Fizycy powiedzieli im, że nie tylko nie potrafią zrozumieć 95% Wszechświata, ale że nie pojmują procesów materialnych w nim zachodzących i że nie są w stanie wyjaśnić tego co nawet widzą i czego „dotykają teorią i matematyką” inaczej jak oddziaływaniem Świadomości – być może Świadomości Eksterytorialnej – na Równoległe Wszechświaty, z których w każdej sekundzie realizują się w różnych czasoprzestrzeniach różne ich wersje dziejowe. Fizycy zapewniają ich, że istnieje taki Wszechświat równoległy w którym w finale Euro 2012 w Kijowie Polska wygrała z Ukrainą 12:11 w rzutach karnych, po remisie 3:3 w czasie zasadniczym i po dogrywce 0:0. Mówią im, że tylko tak potrafią wyjaśnić zjawiska kwantowe, poprzez istnienie Światów Równoległych i wpływ świadomości na rozwój wydarzeń –  a Ci Ludzie, którzy nazywają siebie RACJONALISTAMI nie potrafią uwierzyć, iż ta Świadomość-Nadświadomość- Matryca-Bogowie-Ludzie zjednoczeni energetycznie i mentalnie ze światłem świata rzeczywiście „sterują” RzeczyIstnością wespół z tymi Bogami/Energiami.

To strasznie mnie boli – taki materializm płytki, taki przyziemny, taki do tyłu, – to jakby lokować się dobrowolnie – nie mając świadomości tego faktu – pośród tych co uważają że ziemia jest płaska.

Przecież mają dowód z fizyki, że Człowiek wpływając na „realizację” kwantu eliminuje jego inną wersję – czyli człowiek jest w tym momencie BOGIEM – działa w nim Boska cząstka kształtująca FIZYCZNĄ RZECZYWISTOŚĆ. A oni wiedząc to mówią, że nie Istnieje Siła Sprawcza- nadrzędna nad cząstkami fizycznymi. No po prostu sprzeczność ale oni jej nie widzą i jeszcze twierdzą, że są najświatlejszymi ludźmi na Ziemi. Szczyt wszystkiego.

To jest to samo zaślepienie które nie pozwoliło ludziom przez tysiąclecia wznieść się w powietrze i zacząć latać, to jest to samo co nie pozwoliło im uwierzyć, że Ziemia jest kulą, to jest to co kazało im myśleć przez tysiąclecia, że sami nie są w stanie komunikować się z Bogami, że nie są w stanie z nimi współdziałać, że nie mogą bez pośrednictwa klechów spełnić żadnej duchowej czynności, że muszą być bezwolnymi sterowanymi „maszynkami”, „zabawkami” w ręku „światłych” rządców Ziemi. 

To prawdziwy ból, że stracimy tych wszystkich niedowiarków, że zamknie się przed nimi Brama – że zaczną odpływać w druga stronę nurtu – straceni, zagubieni, kompletnie zdezorientowani w tym co dookoła się naprawdę dzieje, że trafią za Wrota, że nawet ich nie dostrzegą.

Będą szukać znów tych bzdurnych wyjaśnień: dlaczego był Kryzys, co poszło nie tak, dlaczego są nieszczęśliwi, czemu załamał się system nabijania kabzy Złotym Cielcem, będą biadolić i skowyczeć – Howl! Howl!!!

Musimy się z tym pogodzić: dla ateistycznych „racjonalistów”, którzy każdego dnia zostają w tyle podczas gdy Ziemia pędzi ku Nowemu już jest chyba za późno.

Pozdrawiam wszystkich i tylko wspomnę – Tadeusz Owsianko nazywa Ducha Przemiany – Hornem zamiast Horsem/Chorsem-Horusem – ale to naprawdę nie ma żadnego znaczenia jak nazywamy tę Moc Księżycową która zstąpiła na Ziemię i rozsadza, rozbija wszystko co Stare na Naszej Matce. Naprawdę to bez znaczenia, bo jesteśmy w Sercu Tej Zmiany i jesteśmy Ośrodkiem tej Zmiany. Mam wrażenie , że dotykam cudu, po prostu jestem szczęśliwy, że dane mi jest w tej Przemianie uczestniczyć. Nie spodziewałem się tego.

STOP!

Stanisław Szukalski – Grasp or Sink!

Do Racjonalistów – tak dla rozluźnienia i żeby wyjść z tego patosu zanim mnie wyniesie gdzieś na orbitę – Czy myślicie, że to jest jakiś żart czy przypadek, że mieliśmy w dziejach Polski dwóch JP, a ten drugi JP wziął sobie nawet numerek II, żeby przypadkiem wszystko było jasne nawet dla kompletnego dyletanta i materialisty: Józef Piłsudski i Jan Paweł II – JP i JP II – czy to żart jakiś, czy może „boski plan”?!

Mnie się chce śmiać, kiedy to sobie zestawiam – zwłaszcza, że obaj ci ludzie w warstwie życiorysów są kimś innym niż jako osoby publiczne funkcjonujące w zbiorowej naszej narodowej świadomości (czyli jako mity narodowe). Jeszcze inaczej widzą ich inni mieszkańcy naszej planety Ziemia, czyli w świadomości ludzkiej, Ogólno-Ludzkiej, lokują się ONI DWAJ jako inne jeszcze byty, czy konstrukty. Naród Polski przypisuje im obu wyzwolenie. Co wy na to „racjonaliści”?! Przypadek to czy żart i śmiech Kosmosu, który jednak „gra z wami w kości” ?!

A co powiecie na nowego Mesjasza z Polski – trochę w lepszym stylu niż był ten poprzedni za Mickiewicza – to ma być żart, chichot dziejów?!

A co powiecie na JP 3 – nie to nie jest nowsza wersja MP3. Myślicie, że gdy to się wydarzy to przejrzycie na oczy i zaczniecie WIERZYĆ, że Ciemna Energia Jest Jasna, że niewidzialna Materia DZIAŁA?

Chciałbym żeby to wam wystarczyło – bo utrata kontaktu z tak wieloma ludźmi – świadomościami – sympatycznymi – których mimo wszystko kocham – nawet takich ułomnych – to straszliwy ból. Coś trudnego do fizycznego wytrzymania.

Poczekajmy: Może JP 3 – otworzy wam oczy? Jeśli nie ON, to już nie wiem co – nie pomoże wtedy i tysiąc kolejnych wcieleń.

CB

Ozyrys – Nuit  – Horus

Nut (egip. noc) — w mitologii egipskiej bogini nieba należąca do Wielkiej Enneady. Nut była dzieckiem Szu, boga powietrza oraz Tefnut uosabiającej wilgoć. Za męża oraz brata Nut Egipcjanie uznawali Geba, reprezentującego Ziemię. Taka personifikacja odróżnia mitologię egipską od wielu innych, gdzie niebo kojarzono z pierwiastkiem męskim, a ziemię z żeńskim, np. Uranos i Gaja u Greków.

Nut i Geb mieli pięcioro dzieci, symbolizujących pięć dni egipskiego tygodnia:

  • Ozyrysa,
  • Ozyrys – (egip. Isir lub Iszir) w mitologii egipskiej bóg śmierci i odrodzonego życia, Wielki Sędzia zmarłych. Syn bogini Nut i boga Geba, brat Seta, Izydy i Neftydy. Poślubił Izydę, był władcą ziemi, podziemi i krainy umarłych (Pola Jaru). Miał dwóch synów: Anubisa z Neftydą i Horusa z Izydą.
  • Przed wiekami nauczył ludzi uprawy roli. Został zabity przez swojego brata Setha, a potem z Izydą, która poskładała jego członki spłodził Horusa. Następnym razem jednak Izyda znalazła i poskładała w mumię wszystkie części ciała Ozyrysa z wyjątkiem prącia. Organ ten bowiem zaginął na dnie Nilu, gdzie wrzucił zwłoki brata morderca (ten epizod gwarantował i tłumaczył żyzne wylewy rzeki). Ozyrys nie mógł żyć na ziemi, ale żył w zaświatach.
  • Przedstawiany był w postaci człowieka w koronie atef na głowie z insygniami władzy królewskiej w dłoniach – berłem heka, symbolizującym władzę, oraz biczem neheh, symbolizującym wieczność, spowity w bandaże na kształt mumii z twarzą malowaną zielonym kolorem. Symbolem Ozyrysa był filar Dżed. Jego personifikacją było lunarne bóstwo Jah. Główny ośrodek kultu: Abydos i Busiris.
  • Został zabity, a następnie wskrzeszony przez bogów, stał się władcą świata podziemnego i sędzią zmarłych.Z biegiem czasu przemienił się w uniwersalnego boga – najważniejszy przejaw panteistycznego bytu.
  • W ikonografii przedstawiany jako mężczyzna z koroną atef (ozdobioną piórami). Jego symbolem był filar dżed wyrażający trwanie. Za inkarnacje Ozyrysa uważani byli faraonowie. Za panowania Ptolemeusza I (IV-III w. p.n.e.) z połączenia duchownych pierwiastków greckich i egipskich rozwinął się kult Serapisa trwający jeszcze w okresie Cesarstwa Rzymskiego.
  • W czasach nowożytnych do największych dzieł wspominających Izydę i Ozyrysa należy singspiel Wolfganga Amadeusza Mozarta Czarodziejski flet (KV 620).
  • Horusa,
  • Seta,
  • Izydę,
  • Neftydę.

Horusa uważano jednak również za syna Ozyrysa i Izydy, więc niekiedy Nut i Gebowi przypisywano tylko czwórkę dzieci. Bogini Nut otrzymała od swojego ojca zakaz łączenia się ze swoim bratem, Gebem, we wszystkie dni roku egipskiego (360 dni), jednak Thot, pokonując w kolejnych walkach Księżyc, stworzył pięć dodatkowych dni, w trakcie których bogini poczęła swoje dzieci.

Zgodnie z mitem Nut i Geb przez całą wieczność leżeli złączeni w miłosnym zespoleniu, ale zostali rozdzieleni przez Szu, czyli powietrze. Według egipskiej kosmologii świat znajduje się pomiędzy ich ciałami. Nut starożytni wyobrażali sobie jako nagą kobietę stojącą na rękach i na nogach, której pokryte gwiazdami ciało było wygięte w łuk, tworząc sklepienie niebieskie. Jej ręce i nogi miały wyznaczać cztery kierunki świata. Kiedy Słońce uosabiane przez Re zbliżało się ku zachodowi, Nut połykała je, co powodowało nastanie nocy, i mogła ponownie kochać się z Gebem. Co rano o świcie bogini nieba rodziła Słońce, dając początek nowego dnia. Gdy czasami Geb i Nut zapragnęli zbliżyć się w ciągu dnia, wtedy nastawała burza.

Czasami Egipcjanie przedstawiali w sztuce Nut jako Niebiańską Krowę, na której grzbiecie Słońce pokonywało nieboskłon. W tym ujęciu Geba określano jako Byka Nut.

Nuit

From Wikipedia, the free encyclopedia

Jump to: navigation, search

This article is about the Egyptian goddess as understood in the pantheon of Thelema. For the Egyptian sky goddess, see Nut (goddess).

Nuit (alternatively Nu, Nut, or Nuith) is a Thelema goddess, the speaker in the first Chapter of The Book of the Law, the sacred text written or received in 1904 by Aleister Crowley.

Nut is an Egyptian sky goddess who leans over her husband/brother, Geb, the Earth God. She is usually depicted as a naked woman who is covered with stars. She represents the All, pure potentiality both as it flowers into the physical

Mythology

Main article: Nut (goddess)

In Egyptian mythology, Nut was the sky goddess. She is the daughter of Shu and Tefnut and was one of the Ennead.

The sun god Re entered her mouth after the sun set in the evening and was reborn from her vulva the next morning. She also swallowed and rebirthed the stars. She was a goddess of death, and her image is on the inside of most sarcophagi. The pharaoh entered her body after death and was later resurrected.

In art, Nut is depicted as a woman wearing no clothes, covered with stars and supported by Shu; opposite her (the sky), is her husband Geb. With Geb, she was the mother of Osiris, Horus, Isis, Set, and Nephthys.

Her name is translated to mean ‚sky’[2][3] and she is considered one of the oldest deities among the Egyptian pantheon,[4] with her origin being found on the creation story of Heliopolis. She was originally the goddess of the nighttime sky, but eventually became referred to as simply the sky goddess. Her headdress was the hieroglyphic of part of her name, a pot, which may also symbolize the uterus. Mostly depicted in nude human form, Nut was also sometimes depicted in the form of a cow whose great body formed the sky and heavens, a sycamore tree, or as a giant sow, suckling many piglets (representing the stars).

Origins

A sacred symbol of Nut was the ladder, used by Osiris to enter her heavenly skies. This ladder-symbol was called maqet and was placed in tombs to protect the deceased, and to invoke the aid of the deity of the dead. Nut is considered an enigma in the world of mythology because she is direct contrast to most other mythologies, which usually evolve into a sky father associated with an earth mother or Mother Nature.[5]

The Sky Goddess Nut arched protectively over the Earth and all of its inhabitants

She was married to Geb, the earth god.

The sky goddess Nut depicted as a cow

She appears in the creation myth of Heliopolis which involves several goddesses who play important roles: Tefnut (Tefenet) is a personification of moisture, who mated with Shu (Air) and then gave birth to Sky as the goddess Nut, who mated with her brother Earth, as Geb. From the union of Geb and Nut came, among others, the most popular of Egyptian goddesses, Isis, the mother of Horus, whose story is central to that of her brother-husband, the resurrection god Osiris. Osiris is killed by his brother Set and scattered over the Earth in 14 pieces which Isis gathers up and puts back together. Osiris then climbs a ladder into his mother Nut for safety and eventually becomes king of the dead.[6]

A huge cult developed about Osiris that lasted well into Roman times. Isis was her husband’s queen in the underworld and the theological basis for the role of the queen on earth. It can be said that she was a version of the great goddess Hathor. Like Hathor she not only had death and rebirth associations, but was the protector of children and the goddess of childbirth.[7]

Myth of Nut and Ra

Ra, the sun god, was the second to rule the world, according to the reign of the gods. Ra was a strong ruler but he feared anyone taking his throne. When he discovered that Nut was to have children he was furious. He decreed, „Nut shall not give birth any day of the year.” At that time, the year was only 360 days. Nut spoke to Thoth, god of wisdom, and he had a plan. Thoth gambled with Khonshu, god of the moon, whose light rivaled that of Ra’s. Every time Khonshu lost, he had to give Thoth some of his moonlight. Khonshu lost so many times that Thoth had enough moonlight to make 5 extra days. Since these days were not part of the year, Nut could have her children. She had 5: Osiris, Horus the Elder, Set, Isis, and Nepthys. When Ra found out, he was furious. He separated Nut from her husband Geb for all eternity. Her father, Shu, was to keep them apart. Still, Nut did not regret her decision.[citation needed]

Some of the titles of Nut were:

  • Coverer of the Sky: Nut was said to be covered in stars touching the different points of her body.
  • She Who Protects: Among her jobs was to envelop and protect Ra, the sun god.[8]
  • Mistress of All or „She who Bore the Gods”: Originally, Nut was said to be laying on top of Geb (Earth) and continually having intercourse. During this time she birthed four children: Osiris, Isis, Set, and Nephthys.[9] A fifth child named Arueris is mentioned by Plutarch.[10] He was the Egyptian counterpart to the Greek god Apollo, who was made syncretic with Horus in the Hellenistic era as ‚Horus the Elder’.[11] The Ptolemaic temple of Edfu is dedicated to Horus the Elder and there he is called the son of Nut and Geb, brother of Osiris, and the eldest son of Geb.[12]
  • She Who Holds a Thousand Souls: Because of her role in the re-birthing of Ra every morning and in her son Osiris’s resurrection, Nut became a key god in many of the myths about the after-life.[8]

Role

Great goddess Nut with her wings stretched across a coffin

Nut was the goddess of the sky and all heavenly bodies, a symbol of protecting the dead when they enter the after life. According to the Egyptians, during the day, the heavenly bodies—such as the sun and moon—would make their way across her body. Then, at dusk, they would be swallowed, pass through her belly during the night, and be reborn at dawn.[13]

Nut is also the barrier separating the forces of chaos from the ordered cosmos in the world. She was pictured as a woman arched on her toes and fingertips over the earth; her body portrayed as a star-filled sky. Nut’s fingers and toes were believed to touch the four cardinal points or directions of north, south, east, and west.

Because of her role in saving Osiris, Nut was seen as a friend and protector of the dead, who appealed to her as a child appeals to its mother: „O my Mother Nut, stretch Yourself over me, that I may be placed among the imperishable stars which are in You, and that I may not die.” Nut was thought to draw the dead into her star-filled sky, and refresh them with food and wine: „I am Nut, and I have come so that I may enfold and protect you from all things evil.”[14]

She was often painted on the inside lid of the sarcophagus, protecting the deceased. The vault of tombs often were painted dark blue with many stars as a representation of Nut. The Book of the Dead says, „Hail, thou Sycamore Tree of the Goddess Nut! Give me of the water and of the air which is in thee. I embrace that throne which is in Unu, and I keep guard over the Egg of Nekek-ur. It flourisheth, and I flourish; it liveth, and I live; it snuffeth the air, and I snuff the air, I the Osiris Ani, whose word is truth, in peace.”[15]

References

  1. ^ Mythology, An Illustrated Encyclopedia of the Principal Myths and Religions of the World, by Richard Cavendish ISBN 1-84056-070-3, 1998
  2. ^ The hieroglyphics (top right) spell nwt or nut. Egyptians never wrote Nuit. (Collier and Manley p. 155) The determinative hieroglyph is for ‚sky’ or ‚heaven’, the sky (hieroglyph).
  3. ^ Wörterbuch der Ägyptischen Sprache, edited by Adolf Erman and Hermann Grapow, p 214, 1957
  4. ^ The Oxford Encyclopedia of Ancient Egypt, by Leonard H. Lesko, 2001
  5. ^ Women of Ancient Egypt and the Sky Goddess Nut, by Susan Tower Hollis The Journal of American Folklore © 1987 American Folklore Society.
  6. ^ „Egyptian goddesses” The Oxford Companion to World mythology. David Leeming. Oxford University Press, 2004. Oxford Reference Online. Oxford University Press. Southeast Missouri State University. 7 May 2009
  7. ^ „Egyptian goddesses” The Oxford Companion to World mythology. David Leeming. Oxford University Press, 2004. Oxford Reference Online. Oxford University Press. Southeast Missouri State University. 7 May 2009
  8. ^ a b The Oxford Encyclopedia of Ancient Egypt, by Leonard H. Lesko, 2001.
  9. ^ Clark, R. T. Rundle. Myth and Symbol in Ancient Egypt. London: Thames and Hudson, 1959.
  10. ^ The Moralia – Isis & Osiris, 355 F, Uchicago.edu
  11. ^ Encyclopaedia Britannica, Google Books
  12. ^ Emma Swan Hall, Harpocrates and Other Child Deities in Ancient Egyptian Sculpture, Journal of the American Research Center in Egypt Vol. 14, (1977), pp. 55-58, retrieved from JSTOR.org
  13. ^ Hart, George Routledge dictionary of Egyptian gods and goddesses Routledge; 2 edition (15 March 2005) ISBN 978-0-415-34495-1 p.111 Books.google.co.uk
  14. ^ „Papyrus of Ani: Egyptian Book of the Dead”, Sir Wallis Budge, NuVision Publications, page 57, 2007, ISBN 1-59547-914-7
  15. ^ „Papyrus of Ani: Egyptian Book of the Dead”, Sir Wallis Budge, NuVision Publications, page 57, 2007, ISBN 1-59547-914-7
  • Collier, Mark and Manley, Bill. How to Read Egyptian Hieroglyphs: Revised Edition. Berkeley: University of California Press, 1998.
  • „Egyptian goddesses” The Oxford Companion to World mythology. David Leeming. Oxford University Press, 2004. Oxford Reference Online. Oxford University Press. Southeast Missouri State University. 7 May 2009.
  • „Papyrus of Ani: Egyptian Book of the Dead”, Sir Wallis Budge, NuVision Publications, page 57, 2007.
  • The Oxford Encyclopedia of Ancient Egypt, by Leonard H. Lesko, 2001.
  • Women of Ancient Egypt and the Sky Goddess Nut, by Susan Tower Hollis, The Journal of American Folklore, 1987.
  • Chests of life, by Harco Willems, 1988, pages 131-144, 165, 168, 174, 194-196, 243.


NYJA

Nyja nosi miana Nyji-Śmiertnicy, Nyji-Kostuchy i Nyji-Nawi.

Postacie-wcielenia (równe miana): Nyja-Śmiertnica, Nyja-Kostucha i Nyja-Nawia.

Inne nazwania jego osoby (przydomki):Pani Śmierci i Władczyni Nawi oraz Władczyni Wcieleń.

Zajmowany krag:Piąty Krąg

funkcja (zakres działania):zajmuje się wyłącznie Nawami i Nawiami czyli ich mieszkańcami, których także od-nawia czyli wyciąga z nawi do powtórnego żywota. Głowne jej zajęcie jednak to uśmiercanie, sam akt śmierci.

ród:Nawianie

pochodzenie: Dzięgle – Czarnogłów i Białoboga

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Złoty Sierp i Złota Kosa

Pomocnicy(Stworze – bogunowie): Nawki (Mawki, Mauki, Stracze, Stradcze, Navje, Navaczi, Nauki, Zjemlanoczki, Ziemlanocki)

00 Nyja clip_image002Nyja-Śmiertnica

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

. W mianie Nyi zawierają się takie znaczenia, jak: naktis, nyktis, noszt – noc, nykti – niknąć, marnieć, nikt, nic, nei – w dole, niż – dół, naw – głąb, dół, Nawie – miejsce przebywania zmarłych na Weli, nyju – płaczę (nyć – płakać, wyć), nucić – zawodzić. Stąd pochodzą też znaczenia nudzić i nędza, nękać i nęcić (ponuda – ponętna), ponuta – przymus, nuja (nautis) – bieda, nędza, nujan – tęskniący, po-nuda – tęsknota. Tak więc Nyja jest boginią Wiecznej Nocy, Zaświatów, Władczynią Dołu (Nawi), prowadzącą do niknięcia ludzi, do płaczu oraz tęsknoty. Miano Nyja nawiązuje bezpośrednio pierwszym członem ny- do Nicy – nicości, bezistnienia, pustki, Nyjąca znaczy zatem Sprowadzająca Nicość.

Przydomek Nyi, Nawia, określa jej władztwo nad Nawią (Nawiami) – Dołem Weli i mieszkańcami tego Dołu, czyli Nawiami. Są to zarówno zmarli śmiertelnicy, jak i Zdusze – złe duchy (demony) zamieszkujące Nawie na Weli, a pojawiające się również na Ziemi, w świecie żywych. Nawiać znaczy ponawiać się, odnawiać się. Dotyczy to przechodzenia duszy do nowego ciała poprzez Nawie. Nyja-Nawia jest Opiekunką tego procesu, od niej zależą kolejne wcielenia i ruch zmarłych między czterema Nawiami: Założą – Otchłanią – Piekłem – Rajem. Tylko ta ostatnia Naw kończy proces kolejnych wcieleń i prowadzi do jedności z Bogiem Bogów. Założnicy powracają na Ziemię w innych postaciach: ludzi, zwierząt, roślin, kamieni, wody, ognia lub Zduszów-demonów.

Przydomek Śmiertnica jest trzyczłonowy: ś-miert-nica. Oznacza Przynoszącą Śmierć, Przynoszącą z Morem Nicę – czyli obracającą zmarłego w nicość (co ma miejsce z wejściem duszy w Otchłań, miejsce bezistnienia). Także kończącą morzenie – słabnięcie, umorzającą do nicy lub Tnącą Śmiertelnie – Uśmiercającą. Oznacza również boginię Uśmierzającą, tj. przerywającą mor – chorobę, ból, marnienie, umieranie.

Przydomek Kostucha składa się z członów kost-tucha – Tusząca Kos (los) – Wróżąca Śmierć, Wróżąca Kosę, Zamieniająca w Kości, Rzucająca Czar Śmiertelny.

nei – w dole, naw – głąb, dół. Także z rozdzielenia, poczucia utraty, zerwania ze światem żywych: naujan, nujan – tęsknić, ponuda – tęsknota, nęka – męka, nękać – dokuczać, niszczyć, ponuta – przymus, nuja (nautis) – bieda, nędza. Nawa to także łódź – Łódź Osta, która uwiezie wszystkich godnych z tego świata, gdy Swąt go zniszczy. Nawała, nawałnica (np. deszcze nawalne w Biblii Leopolity) – zjawisko szczególnie nasilone, wzmocnione, wielkie i straszne zarazema.

Gustaw Dore – potop

Horus-Haru/Horos/Chors – Książ (nie mylić z Księżycem-Chorsiną/Chorsińcem-Łuną) – inaczej Horn – Pan Wielkiej Zmiany

notowany jest w zapisie hieroglificznym jako ḥr.w. Rekonstruuje się wymowę tego zapisu jako *Ḥāru. Nazwa oznacza sokoła. Przyjmuje się, że Horus tłumaczony był jako odległy lub wznoszący się ponad. W koptyjskim imię Horus zachowało się jako ‚Hōr’. Do greki przeszło jako Ὡρος, ‚Hōros’. Oryginalne imię bóstwa przetrwało także w późnoegipskim imieniu Har-Si-Ese (dosłownie ‚Horus, syn Izydy’). Horus był nazywany również Necheny, co także oznaczało sokół. Stanowiło to okazję do stawiania hipotez o istnieniu innego boga-sokoła, który miał być czczony w Nechen (mieście sokoła). Horus miałby bardzo wcześnie zostać z nim utożsamiony. Jako sokół Horus został przedstawiony już na Palecie Narmera, datowaną często na okres zjednoczenia Górnego i Dolnego Egiptu.

Horus Ori (Orzeł=Orion) czy Horus-Sokół = Złoty Cielec? A może jedno i drugie?

Bóg wojny i polowania

Horus był także bogiem wojny i polowania. Horus sokół jest przedstawiany na paletach predynastycznych w scenie polowania na lwy. Jako taki stał się symbolem majestatu i potęgi oraz wzorem faraonów. Faraonowie sami mieli być Horusem w ludzkiej postaci. Z Horusem identyfikowany był inny bóg wojny Nemty.

Bóg zbawca

Horus, a szczególnie Horus Dziecko był identyfikowany także z Szedem. Szed to bóg po raz pierwszy wzmiankowany w amarneńskim i określany jako zbawca. Reprezentuje ideę zbawienia. Szed był czasem przedstawiany jako młody książę ujarzmiający węże, lwy i krokodyle. David P. Silverman uważa, że podobne przedstawienia młodego Horusa zabijającego Seta pod postacią krokodyla, mogły być inspiracją dla przedstawień św. Jerzego pokonującego smoka. Używanie epitetu zbawca w prywatnej pobożności okresu amarneńskiego może być interpretowane jako odpowiedź zwyczajnych ludzi na próby reformy religii egipskiej podjęte przez Echnatona. Szed może być także jedną z form semickiego boga Reszefa.

Heru-pa-chared (Horus Młodzieniec)

Horus Młodzieniec, czyli po grecku w okresie ptolemejskim Harpokrates, był przedstawiany jako młodzieniec z lokiem włosów (oznaka młodości) po prawej stronie głowy. Ponadto, często nosił połączoną koronę Górnego i Dolnego Egiptu. Reprezentował wschodzące słońce i jego pierwsze ranne płomienie.

Heru-ur (Horus Starzec)

W tej formie Horus reprezentował światłość i był małżonkeim Hathor. Jako taki był jednym z najstarszych bogów egipskich. Stał się patronem Nechen (Hierakonpolis) i patronem królestwa. Później stał się opiekunem faraonów, i był nazywany synem prawdy., co podkreślało jego rolę jako obrońcy Maat. Był przedstawiany jako sokół z rozpostartymi skrzydłami. Jego oczy to słońce (prawe) i księżyc (lewe). W tej formie był czasem określany tytułem Kemwer (‚Czarny’). Grecka forma od Heru-.ur (lub Har Wer) to Haroeris. Inne warianty to Hor Merti (‚O dwojgu oczu’) i Horchenti Irti.

CHORS

Postacie-wcielenia (równe miana): Chors-Książ, Chors-Chwar i Chors-Knysz (Mesinc).

Inne nazwania jego osoby (przydomki): Ksiądz, Ksiń, Książ, Miesiąc, Miesiec – Pan Wiary i Tajemnicy, Władca Taj, Pan Wzburzenia, Władca Krwi

Zajmowany krag: Piąty Krąg, Krąg Dużych Mogtów

funkcja (zakres działania): rządzi wiarą, krwią, tajemnicą i tajami oraz uczuciami sprzężonymi z gniewem

ród: Ksińce, Ksnowie

pochodzenie: Dzięgle –  syn Czarnogłowa i Białobogi

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Srebrny Bęben z własnej skóry i Krakulica

Pomocnicy(Stworze – bogunowie): Czarcichy (Czertowki, Judy, Samojudy, Czartodziwy)

Chors Knysz clip_image002Chors-Knysz

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

Chor, krow

Chorsina została zapisana w starych czeskich dokumentach i kronikach jako Krosina. Miano to ma związek z całym kręgiem znaczeń, poczynając od krosno – kołyska, przez samo pojęcie kręgu, a kończąc na prozaicznych krosnach – koszach do noszenia ciężarów na plecach. W łańcuch etymologiczny włączają się takie pojęcia, jak: krszenie – kruszenie, kruszec – kopalina (metal), kruchość – delikatność, słabość, kruża –obrzęd i kruż – kielich obrzędowy, krążyć, krągły i krąg-krug (trzy ostatnie pojęcia również łączą się z rytuałami i obrzędem). Miano Chorsów wywodzi się z horzeć-gorzeć (jaśnieć, pałać, świecić) i wiąże również z takimi znaczeniami, jak gorącość, gorączka, gorze, grzać, gorycz czy choroba. Imię Chors pochodzi na równi od słowa wycharsly – osłabły, wynędzniały, chory. Jednocześnie wiąże się ono z pojęciem kraszu – barwności, czerwieni, piękna (krasny – piękny, zdrowy) i kraszu – boskiego ichoru, krwi bogów. Chorsowie są związani z najdawniejszymi starożytnymi wzorcami wierzeniowymi z obrazami Księżyca Krowy (Chorsina jest rodzicielką Czarnej Bożej Krówki – Światła Ciemności, a Czara-Chorsawa i Chors są pasterzami owej Czarnej Krowy)oraz Krwi. Są związani z pojęciem krzesania ognia (od nich otrzymali ogień ludzie). Imię to ma bliski związek z perskim pojęciem chwareny – boskiej mocy, ze słowem kchwar-kswar (hvare xsaetem, xurset) – jasność, światło, ogień, od którego wywodzi się także imię Swaroga. Chors to wycharsły Swarog, według mitu niegdyś identycznie jaśniejący, ale obdarty ze skóry, którego nietrudno powiązać ze „słońcem nocy” – Księżycem. Imię Chorsa niedwuznacznie łączy się z rdzeniem kar, od którego wywodzą się określenia: kary – czarny, czamy – czarny, karminowy – czerwony, czerwony – czerwony, kara – za występek, naruszenie praw, złamanie przysięgi, król – władca, kruk (ptak Chorsów), krak – król, gałąź, pień, Krak – imię legendarnego władcy Wiślanii, a także Krakowianie-Karodunowie – jedno z plemion ludu Chorwatów, czy miano całego owego wieloplemiennego ludu Charwaci-Chorwaci-Chrobacibludzie krewni (bliscy, pochodzący z tej samej krwi)i krewcy, krwawi (znani zresztą jako czciciele Chorsa, Chor-wać – Panowie spod znaku Chorsa, kapłani Chora, Strażnicy hrob-ów królewskich Scytów-Szczytów i ludzie chrob-rzy – wojowniczy, silni). Czarownicy świątyni Chorsa w Krakowie twierdzą, że Krak był synem Chorsa. Miano tego ludu wiąże się z takimi znaczeniami, przypisanymi również Chorsom, jak: krou – lśniący, krov – krwawienie miesięczne, kra, kry – skra, skrzący, ksznić – błyszczeć, kriwe – czarownik składający krwawe ofiary kapłan, krzw – krzak, krzew, chorągiew – emblemat i barwy bóstwa niesione na kiju-gałęzi przed wyobrażeniem bóstwa lub zamiast niego. Również bliskie są takie pojęcia, jak ichor – krew boska, i juchor, jucha – sok roślinny, krew zwierzęca, chory – brzydki (u Załabian, co nawiązuje do baju-mitu o Chorsie), prochyreł – podły, chiriti – nędznieć, chrast-chworost – chróst (krzak, dąb), chwarszczeć -szeleścić, czar, oczarowanie, czarowanie, czarodziejstwo, uroczenie – magia. Załabianie, po przyjęciu chrześcijaństwa, mieli też swoje określenie diabła – Choraw (co wskazuje, że poprzednio znali go jako boga). Z tego samego rdzenia wywodzi się słowo czart i czert (z którego z kolei wywodzi się ciąg znaczeń, takich jak czerchlić – obłupywać z kory, krajać, krótki, kroć, czersło – kora, kersle – siekiera, kertu – tnę, czerta – nacięcie, znak, liczba. Czarty i Czarcichy są zresztą Stworzami służącymi Chorsom. Bliskie są też pojęcia: chrobry – waleczny, chabry – siny, niebieski (nawiązuje wprost do mitu) i chromy – poraniony, kulejący, albo ochrona, schronienie, chrom-chram – świątynia. Ogólnie, krąg rysujących się tutaj znaczeń wskazuje na Chorsa jako boga upadłego, który skrył się w Podziemiach i związał z nocą (odpowiada to faktowi upadku archaicznych kultów księżyca jako wiodących na rzecz zwycięskich kultów słońca). Odpowiada to treści mitu, w którym Chors zostaje pojmany w pułapkę i musi wykonać bęben z własnej skóry, żeby przebłagać Czarnogłowa. Przegrywa w walce z Perunem i kryje się w Podziemiach.

Kysz, kusz,  miesiąc

Przydomki Chorsów, Książ i Książa, Ksienia (Kniaź, Knechini) oraz Knysz posiadają wspólne objaśnienie. Niektóre kościoły i modlnice łączą dwa przydomki – Knysz i Książ – w jeden, trzecim zaś przydomkiem Chorsa czynią Mesinc-Mesec (Miesiąc). Kniesiący znaczy mżący, świecący światłem chłodnym, srebrzystym, klśniący, lkśniący, k-niosący – niosący światło (sączący) i mieszający je (miesiący z ciemnością). Podobnie jest ze znaczeniami lśniący, łśniący, łskniący, łsknący, łsnący, łyszczący, łyskający, błyszczący. Kśniący-lkśniący-łkśniący – połyskujący, słabo świecący, mżący światłem zimnym. Książ-Ksiądz-Kniaź – pan, władca, ksiądz – kapłan księżyca, ksień (ksieniec) – wnętrzności (znaczenie to wypływa bezpośrednio z mitu o obłupionym ze skóry Chorsie), kuszeti – ruszać się, kusić, kisziet’ – roić się, ksyk – syknięcie z bólu, knysić -bełtać, miesić (np. ciasto, ale i wody), knysać – kołysać, falować, wzburzać, poruszać (związane z przypływami), knysać – wzruszaćd, knieć, cknić – tęskny, tęsknić, wywołujący uroczną ckliwość, rozrzewnienie (melancholię), tęsknotę, Knyszami nazywano wielkie, trzykątne obrzędowe pierogi z serem, pieczone na ofiarne uczty dla Chorsów. Kno-kien to wreszcie pień, kłoda, knieja – ostoja, znaczenie to jednocześnie podkreśla męskie cechy bóstwa.

Chwar to, jak wyżej powiedziano, odniesienie do ichoru i chwareny – boskich płynów i mocy. Także przypomnienie związków Chorsa ze Swarogiem jego dawnego blasku, piękna i siły (chwały, śwarności)i obecnego waru – odniesienie do wszystkich znaczeń wypływających z pojęcia waru omówionych przy opisie postaci Swaroga.

Przydomek Mesinc-Mesec odnosi się do roli Chorsa jako władcy Miesięcy (będących dziećmi Godów-Kirów) po odebraniu ich Godom, a przed ich utratą na rzecz bogów Nieba i Ognia. Jest to miano dwuczłonowe, mesi-sinc (-sec), o rodowodzie sięgającym wspólnego języka praindoeuropejskiego. Mes łączy się z łacińskim mensis, greckim men (mensos), indyjskim mas, litewskim menuo (menesis), niemieckim mond (monad). Praaryjski rdzeń me znaczył mierzyć, miara. Czas mierzono początkowo, wśród wszystkich ludów, według Księżyca, on był jego miarą. Człon -sinc (-sec) zawiera w sobie znaczenia siec – ciąć, sięgać, słać – posyłać. Tak więc Mesec to Zsyłający Miarę, Dawca Miary, Sięgający po Miesiące, Zsyłający Miesiące lub Tnący Rok (god) na Miesiące (Miary). Człon sinc nawiązuje zarówno do świetlistości (sijac – świecić, siać światłem identycznie jak w nazwie grudnia Prosinec-Prosijac), jak również do siności Chorsa.

Miara, miesić

Jednocześnie z miana tego boga, jako całości, wywodzą się takie znaczenia, jak mierzyć, miara, mierzwić – mieszać, miesić – wikłać, mieszać (Chors miesza wody mórz przez przypływy i odpływy), mieszkać (dawniej dbać, przebywać-bawić, żyć, bywać – czyli także przybywać i ubywać lub przychodzić i odchodzić [jak to ma miejsce z Księżycem], także zwlekać), mieść – rzucać (miotać), miotła, mięso (miotła i mięso zastanawiająco wiążą się z księżycem w micie Hucułów opowiadającym o wilkołactwie)f, mścić się (msta, zemsta, pomsta), most (kładka), mościć, mieszkiruchy (zamieszki), Misisznycy – Miesięcznicy (Zdusze-demony odmieniające się cyklicznie – miesięcznie, żyjące między ludźmi, jak ludzie; pewnym ich rodzajem są Wilkołaki). Z rdzeniem mes- również wiążą się pojęcia masłego – tłustego (odnoszone do Pełnego Księżyca, czyli Meseca-Książa), masłoku – odurzającego napoju powodującego ekstazę, maski – głównego elementu kapłańskiego stroju w religii naturalnej, i maszkary. Także z tego rdzenia wypływa imię pierwszego historycznego władcy Polski, dynastyczne imię rodu Piastów – Mieszko (zawiera ono odniesienia do Dawcy Miary, sięgającego po władanie miesiącami – może w związku z przeprowadzoną przezeń zmianą religii, powodującą zamieszki i zamieszanie –mieszającego to, co było dotychczas). Być może był on wyznawcą Chorsa i członkiem Bractwa Wilkołaków (Młodych Wilków). Jego imię Dago widniejące na dokumentach wiąże go również z pojęciami dawcy i ognia, blasku oraz jasności (dag).

Ozyrys/Koszerys/Kosz-Perepułt

Ozyrys – (egip. Isir lub Iszir) w mitologii egipskiej bóg śmierci i odrodzonego życia, Wielki Sędzia zmarłych. Syn bogini Nut i boga Geba, brat Seta, Izydy i Neftydy. Poślubił Izydę, był władcą ziemi, podziemi i krainy umarłych (Pola Jaru). Miał dwóch synów: Anubisa z Neftydą i Horusa z Izydą.

Przed wiekami nauczył ludzi uprawy roli. Został zabity przez swojego brata Setha, a potem z Izydą, która poskładała jego członki spłodził Horusa. Następnym razem jednak Izyda znalazła i poskładała w mumię wszystkie części ciała Ozyrysa z wyjątkiem prącia. Organ ten bowiem zaginął na dnie Nilu, gdzie wrzucił zwłoki brata morderca (ten epizod gwarantował i tłumaczył żyzne wylewy rzeki). Ozyrys nie mógł żyć na ziemi, ale żył w zaświatach.

Przedstawiany był w postaci człowieka w koronie atef na głowie z insygniami władzy królewskiej w dłoniach – berłem heka, symbolizującym władzę, oraz biczem neheh, symbolizującym wieczność, spowity w bandaże na kształt mumii z twarzą malowaną zielonym kolorem. Symbolem Ozyrysa był filar Dżed. Jego personifikacją było lunarne bóstwo Jah. Główny ośrodek kultu: Abydos i Busiris.

Został zabity, a następnie wskrzeszony przez bogów, stał się władcą świata podziemnego i sędzią zmarłych.Z biegiem czasu przemienił się w uniwersalnego boga – najważniejszy przejaw panteistycznego bytu.

W ikonografii przedstawiany jako mężczyzna z koroną atef (ozdobioną piórami). Jego symbolem był filar dżed wyrażający trwanie. Za inkarnacje Ozyrysa uważani byli faraonowie. Za panowania Ptolemeusza I (IV-III w. p.n.e.) z połączenia duchownych pierwiastków greckich i egipskich rozwinął się kult Serapisa trwający jeszcze w okresie Cesarstwa Rzymskiego.

W czasach nowożytnych do największych dzieł wspominających Izydę i Ozyrysa należy singspiel Wolfganga Amadeusza Mozarta Czarodziejski flet (KV 620).

Osiris-Izis-Horus

Mit o Zmartwychwstaniu

Mit o śmierci i zmartwychwstaniu Ozyrysa jest jednym z bardziej znanych mitów egipskich. Może być to związane z popularnością bóstwa. Ozyrys był najstarszym synem Geba i Nut, a także bratem Seta, Neftydy oraz Izydy. Ozyrys został z czasem władcą Egiptu, przejąwszy od swego ojca dziedzictwo. Panowanie Ozyrysa na ziemi to tzw. „złoty wiek”. Ozyrys wraz z Izydą, swą małżonką wyprowadzili rdzennych Egipcjan ze stanu barbarzyństwa, król nauczył ich uprawy roli i jak czcić bogów, dostarczył niezbędnych narzędzi i ustanowił prawa. Izyda zaś dała ludziom ubrania, lekarstwa, a także ustanowiła instytucję małżeństwa. Za panowania Ozyrysa zapanował ład, więc ludzie byli wdzięczni swoim władcom i wielbili ich.

Jednak nawet tak świetny władca jak Ozyrys posiadał wrogów. Rywalem tym był młodszy brat Ozyrysa, Set, który zazdrościł swemu bratu prawie wszystkiego. Twórcy mitu przypisuję mu cechy będące odwrotnoscią cech Ozyrysa, czyli brutalną siłę i dzikość, po czym z ochotą uczynili go uosobieniem zła (później jego rolę przejął Apofis, jeśli wczytać się w legendy egipskie Set był początkowo bóstwem neutralnym, jeśli nie dobrym).

O podstępie, jakiego użył Set, by zwabić Ozyrysa w pułapkę opowiadają różne źródła. Jedno z nich podaje, że Set wydał wielką ucztę, na którą zaprosił też Ozyrysa. Przygotował przedtem wielką skrzynię dopasowaną do rozmiarów Ozyrysa, po czym oświadczył, że ten, kto zmieści się w skrzyni, otrzyma ją na własność. Ozyrys wszedł do skrzyni, a wtedy Set ze spiskowcami zamknął ją na cztery spusty, po czym wrzucili do Nilu. Inne źródło podaje, że Set poćwiartował ciało swego brata, po czym rozrzucił po świecie jego szczątki. Inne znów, że szczątki wrzucił do świętej rzeki. W każdym bądź razie Izyda, zawiadomiona o śmierci męża, rozpoczęłą poszukiwania ciała Ozyrusa, początkowo sama, później przy pomocy Anubisa. Według wersji z poćwiartowaniem (które mogło odbyć się również po odnalezieniu skrzyni przez Izydę), żona znalazła wszystkie części ciała swego mężą, oprócz fallusa połkniętego przez rybę. Zrobiła jednak imitację z gliny zmiszanej z woskiem, po czym złożyła Ozyrysa, czyniąc w ten sposób pierwszą mumię. Ozyrys połaczył się z Izydą, która znalazła się pod postacią ptaka, a efektem był ich syn – Horus.

Set, w obawie przed zemstą swego bratanka przeniósł swą nienawiść na niego. Izyda musiałą uciekać ze swym synkiem w ramionach i ukrywać się w zaroślach.

Mit opowiada także o homoseksualnym związku pomiędzy Setem a Horusem. Set jakoby miał zaprosić Horusa do domu swego i powiedzieć „Jaki masz piękny tył”. Gdy Horus usnął w jego łożu, Set zgwałcił go, by dowieść swej dominacji nad młodszym rywalem. Horus jednak był czujny, zebrał nasienie Seta do ręki, po czym natychmiast pobiegł do swj matki Izyda. Ta, wiedząc jak niebezpieczny ten gwalt może się okazać w skutkach, odcięła rękę Horusa, która trzymała nasienie, po czym wrzuciła ją do Nilu, na jej miejsce tworząc nową. Potem zebrała nasienie Horusa i zaniosła do ogrodu Seta, gdzie rozsmarowała je na sałacie, ulubionym pożywieniu Seta. Gdy Set zaszedł do ogrodu i zjadł sałaty, został w „cudowny” sposób zapłodniony przez Horusa.

Set wcale nie zamierzał poprzestać na samym gwałcie. Obwieścił wszystkim bogom co zrobił, by upokorzyć bratanka. Jednak Horus zarzadał, by przywołano nasienie jego i stryja. Nasienie Seta odezwało się z rzeki. Nasienie Horusa – z wnętrza Seta. W ten sposób to Horus upokorzył Seta.

Mit opowiada także o ściganiu się łódką, a nagrodą za zwycięstwo miał być tron Ozyrysa. Horus wyciął łódź z pnia drzewa i przedstawił ją tak, by wygladała na kamienną. Set wyciął łódź z prawdziwego kamienia, a łódź ta od razu poszła na dno (oczywiście). Set jednak zmienił się w hipopotama i rozbił łódź Horusa na kawałki. Konflikt na rzece musieli zarzegnać inni bogowie.

Spór między stryjem a bratankiem trwał od osiemdziesięciu lat i wcale nie był bliższy roztrzygnięcia. Wzburzyło to Ozyrysa, który stał się panem krainy zmarłych. Zagroził, że wyśle hordy demonów na ziemię. Więc rada bogów musiała wreszcie zadecydować na korzyść Horusa. Set po latach walk sam zrzekł się tronu ozyrysowego, a Ra jako rekompensatę dał Setowi możliwość podróżowania po niebie jego barką jako bóg burzy. „Twoje gromy i błyskawice będą na wieki przerażać ludzi”.

Imię Ozyrysa w wariantach

Osiris (play /oʊˈsaɪərɨs/; Ancient Greek: Ὄσιρις, also Usiris; the Egyptian language name is variously transliterated Asar, Asari, Aser, Ausar, Ausir, Wesir, Usir, Usire or Ausare) was an Egyptian god, usually identified as the god of the afterlife, the underworld and the dead. He was classically depicted as a green-skinned man with a pharaoh’s beard, partially mummy-wrapped at the legs, wearing a distinctive crown with two large ostrich feathers at either side, and holding a symbolic crook and flail.

Osiris was at times considered the oldest son of the Earth god Geb,[1] and the sky goddess Nut, as well as being brother and husband of Isis, with Horus being considered his posthumously begotten son.[1] He was also associated with the epithet Khenti-Amentiu, which means „Foremost of the Westerners” — a reference to his kingship in the land of the dead.[2] As ruler of the dead, Osiris was also sometimes called „king of the living„, since the Ancient Egyptians considered the blessed dead „the living ones„.[3]

Osiris is first attested in the middle of the Fifth dynasty of Egypt, although it is likely that he was worshipped much earlier;[4] the term Khenti-Amentiu dates to at least the first dynasty, also as a pharaonic title. Most information we have on the myths of Osiris is derived from allusions contained in the Pyramid Texts at the end of the Fifth Dynasty, later New Kingdom source documents such as the Shabaka Stone and the Contending of Horus and Seth, and much later, in narrative style from the writings of Greek authors including Plutarch[5] and Diodorus Siculus.[6]

Osiris was considered not only a merciful judge of the dead in the afterlife, but also the underworld agency that granted all life, including sprouting vegetation and the fertile flooding of the Nile River. He was described as the „Lord of love„,[7] „He Who is Permanently Benign and Youthful[8] and the „Lord of Silence”.[9] The Kings of Egypt were associated with Osiris in death — as Osiris rose from the dead they would, in union with him, inherit eternal life through a process of imitative magic. By the New Kingdom all people, not just pharaohs, were believed to be associated with Osiris at death, if they incurred the costs of the assimilation rituals.[10]

Through the hope of new life after death, Osiris began to be associated with the cycles observed in nature, in particular vegetation and the annual flooding of the Nile, through his links with Orion and Sirius at the start of the new year.[8] Osiris was widely worshiped as Lord of the Dead until the suppression of the Egyptian religion during the Christian era.[11][12]

Kosz-PRZEPLĄT-PEREPŁUT


Postacie-wcielenia (równe miana): Przepląt-Perepułt, Przepląt-Kus i Przepląt-Kos.

Inne nazwania jego osoby (przydomki):Siewca Niezgody, Pan Splotu, Władca Przypadku

Zajmowany krag: Piąty Krąg

funkcja (zakres działania):jest siewcą niezgody i robi wszystko by w wyplot Bai i nieci Mokoszy a także w samą pracę pająków na bańskiej Łące które snują śnieci losu-koszu wprowadzić nieład. Z tego właśnie powodu uchodzi za Pana Splotu, ponieważ ostatecznie dodaje cząstkę swojej działalności w uporządkowany obraz wyplatany przez Źrzebów na Bai.

ród:Plątowie

pochodzenie: Dzięgle – Czarnogłów i Białoboga

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Złota Sieć i Złoty Przepiór-Wabik

Pomocnicy(Stworze – bogunowie): Zwodnice (Uwodnice, Zwiedlice, Viedmy, Wiedźmy)

Wizerunki:

-

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

Kosze dotknięcia – dotknięcia miłosne, niosące rozkosz, dotknięcia zmieniające dolę, byt, wierg (kosz) – budzące uczucia, z których powstają trwałe związki. Stąd staropolskie wyrazy koszkać – kochać, bośkać – całować, kosztować – rozkoszować się, budzić i dawać rozkosz – miłe doznania związane z kochaniem, miłością. Kosz to „przypadek”, jeden z rodzajów losu spadającego nagle, niespodziewnaie, odmieniającego przyszłość. Kosz pozostawał we władaniu Przepląta. Pierwotnie było to jedyne określenie tego, co się oddaje greckim terminem „los”. Z czasem ograniczyło się wyłącznie do oznaczania działań Plątów – losu-przypadku. Stąd niemiłe konotacje kosza-przypadku, dopustu: koszmar – tknięcie przez Marę, kara kosza – pręgierz, kosz – więzienie, kose spojrzenie – ukośne, złowrogie, kosa – narzędzie Nyi-Śmierci, karkosza – kij, laska (być może do wymierzania kary).

PRZEPLĄT-PEREPUŁT (Perepłut) – miano tego boga jest dwuczłonowe. Drugi człon -pułt nawiązuje do putat’ – plątać, wikłać, pętać, czyli przewikłujący, plątający, spętujący. Pierwszy człon imienia, pere-, jest identyczny jak w słowie Perun (uderzający, piorący, bijący nagle, spadający niespodzianie) i ma takie same ewentualne odniesienia – omówione także przy osobie Spora: ostry, silny, prący, napierający, skłócający, prawy, prawiący, sądzący. Gdyby przyjąć drugą wersję końcówki, -plut, wtedy plut’ – płynąć, perepluti – przepłynąć. Imię boga miałoby więc znaczenia: przepływający, niezauważalny, nieuchwytny. Także pląt – plączący, plotący, pełtający – pielący, wyrywający, karczujący, plewtający (rus. połowu – plewię), plutający – plujący. Z Przeplątem jest związany zwyczaj plucia przez ramię, plucia w kruż z miodem, jak i wiele przysłów czy powiedzeń, które wiążą plucie z przekleństwem i złym czarem, niepowodzeniem, splątaniem zamiarów, zepsuciem.

Przepląt oprócz omówionego miana Przepląta-Perepułta nosi imiona wtórne Przepląt-Kus i Przepląt-Kos.

Kus znaczy kuszący – podkuszający, kuszący – powabny, budzący zainteresowanie, dotykający delikatnie (kusznąć, kuszać – dotykać, całować), kęsający – pożerający, kąsający – gryzący, podgryzający, kąsający – próbujący, smakujący. Także szorstkoskóry.

Kos, czyli ukośny, krzywy, stający w poprzek drogi, długowłosy z warkoczem (kosa -warkocz pleciony, ale i w ogóle długie włosy), kosmaty – włochaty. Także kosiarz - posługujący się kosą-sierpem. Kosz – pułapka, zamknięcie, ale i kosz – przypadek, los, kosz – dotknięcie, czyli „dotknięcie losu” – przypadek. Kosz – plecionka, a więc bóg plotący, pętający, wikłający.

Kara kosza to kara średniowieczna, która polegała na zawieszeniu w koszu nad błotem. Aby wyjść, trzeba się było odciąć wpadając w błoto. Była to bardzo hańbiąca kara, stosowana zwłaszcza wobec nierządnic. Z kolei „dostać kosza”znaczyło zostać opuszczonym, odtrąconym, zdradzonym (Plątwa zdradziła Przepląta ujawniając miejsce zakopania Taj). Z drugiej strony od rdzenia kos – dotykać, pochodzą pojęcia całować i kochać. Widać tutaj znowu typową dla Plątów dwoistość znaczeń i bezpośrednie nawiązania do mitu, bowiem oboje Plątów spotkała hańbiąca kara – zostali umazani swoim postępkiem i dosłownie unurzani w błocie (ocaliło ich ukrycie się na dnie bagna). Przepląt stał się od tamtej chwili bogiem Podziemnym.

Istyjskimi odpowiednikami Przepląta i Plątwy są Wajżgants (wiążący) i Raugupatis (bóg zakwasu-termentacji). Obydwaj mają męską postać, co jest późniejszą naleciałością. Postać żeńska nie została zachowana do czasów, kiedy zanotowali te miana kronikarze.

Syriusz/Wielki Pies – Pas Oriona – Złoty Cielec

Oto opis : Orion is very useful as an aid to locating other stars. By extending the line of the Belt southeastward, Sirius (α CMa) can be found; northwestward, Aldebaran (α Tau). A line eastward across the two shoulders indicates the direction of Procyon (α CMi). A line from Rigel through Betelgeuse points to Castor and Pollux (α Gem and β Gem). Additionally, Rigel is part of the Winter Circle. Sirius and Procyon, which may be located from Orion by following imaginary lines (see map), also are points in both the Winter Triangle and the Circle.[5]

Oczywiście tutaj nie napisano że ta linia za Aldebaranem trafia w Plejady.

Orion – mityczny czyli Ori-Orzyj

W mitologii Orion był myśliwym. Posejdon (jego ojciec) obdarzył go umiejętnością chodzenia po wodzie. Zakochany był w Plejadach, które nieustannie goni na niebie. Chełpił się, że może zabić każde stworzenie, a został śmiertelnie ukąszony przez skorpiona i od tej pory znajdują się na przeciwnych stronach nieboskłonu. Jego pies – Syriusz – jest najjaśniejszą gwiazdą i stanowi część konstelacji Wielkiego Psa.

Pas Oriona – asteryzm utworzony przez trzy jasne gwiazdy ζ Ori (Alnitak), ε Ori (Alnilam) i δ Ori (Mintaka), należące do gwiazdozbioru Oriona. Gwiazdy te to błękitne nadolbrzymy, gorętsze i znacznie masywniejsze od Słońca. Alnitak jest gwiazdą potrójną odległą od Ziemi około 817 lat świetlnych, Alnilam jest błękitnym nadolbrzymem, odległym od Ziemi około 1342 lata świetlne, a Mintaka jest gwiazdą wielokrotną, składającą się z czterech składników, odległą od Ziemi około 916 lat świetlnych. Powstały w Obłoku Molekularnym w Orionie. Gwiazdy pasa Oriona widziane z Ziemi są ustawione prawie w jednej linii.

Przedłużenie pasa Oriona wskazuje na Syriusza na południowym wschodzie oraz na Aldebarana na północnym zachodzie.

W religii Słowian był atrybutem Welesa (tzw. Wołosożary)[1]. W wierzeniach chińskich łączono go natomiast z triadą Fu Lu Shou[2].

W 1994 roku Robert Bauval w książce „The Orion Mystery” przedstawił teorię wykazującą, że piramidy IV Dynastii były budowane jako ziemskie odzwierciedlenie gwiazdozbioru Oriona. Egipski bóg Ozyrys utożsamiany był z gwiazdozbiorem Oriona, prawdopodobnie też z tego powodu wybudowano na terenie nekropolii Memfickiej szereg piramid odpowiadających swym położeniem gwiazdom tego gwiazdozbioru. Bauval i Hancock ustalili korzystając z obliczeń komputerowych, że układ Oriona i piramid pokrywały się w sposób idealny w 10500 roku p.n.e. zdaniem badaczy oznacza to, że chociaż budowa piramid zakończyła się około 2500 p.n.e. to jednak plan całego kompleksu powstał 8000 lat wcześniej (czyżby jednak projektantami piramid byli Atlantydzi ?). W tym czasie ok. 10500 roku p.n.e. Orion przechodził przez najniższe swoje położenie, w tym czasie następowało ocieplenie klimatu Ziemi i koniec ostatniego zlodowacenia. Klimat Egiptu stał się suchy.  Do dziś pięć zachowanych piramid stanowi ziemskie replikę gwiazdozbioru Oriona, a słynne piramidy w Gizie są idealnym odbiciem trzech gwiazd składających się na pas Oriona. Również dwie piramidy w Dahszur wybudowane przez Snofru (ojca Cheopsa) stanowią część mapy nieba. Według Bauvala są to gwiazdy gwiazdozbioru Byka: Aldebaran i ε-Taurus.  Jeszcze w czasach V Dynastii wybudowano mniejsze piramidy, które uzupełniają między innymi głowę Oriona i gwiazdy towarzyszące Aldebaranowi. To ziemskie odbicie nieba miało umożliwić faraonowi przejście w zaświaty Ozyrysa.

Po lewej stronie widoczny jest Orion, po prawej gwiazdozbiór Byka, po środku piramida Cheopsa

Tuż pod pasem Oriona znajduje się mgławica Koński Łeb (IC 434). Jak wiadomo Koński Łeb to największy diament świata należący do Ryjnów-Bierygów, który chcieli im ukraść Skrytowyrwowie  zamieniony przez mędrca Urwę  (Aurwa) – w Wodę w Ogniu – Wrzący Koński Łeb u Bramy Nawi Piekielnej – który nieustannie gasi księżniczka Kajkeja , córka zaborczego władcy.

Jak widać starożytni posiadali wiedzę bardzo głęboką, mity przeplatają się z nazewnictwem gwiazdozbiorów, a te wyznaczają linie które łączą je w inną tajemną opowieść. Tę opowieść powinniśmy czytać, te związki zgłębić – Nie mit powierzchowny, lecz ten wyznaczony Czerwoną Linią.

Tak się dziwnie składa – czego tutaj nie widać – że Czerwona Linia biegnie prosto do Plejad – znanych nam Słowianom jako Kwoka i Kurki. Plejady odgrywają niepoślednią rolę w podaniach nawiązujących do Początku naszego Świata jako konstruktu osnutego przez Niebiańskich Przybyszów na Materii Matki Ziemi. To z kolei splata się Kalendarzem w ogóle – z Zodiakiem , z astrologią, z okultystyczną głęboką wiedzą, z astrologią i magią – a to wszystko łącznie z filozoficznymi wykwitami w postaci taoizmu, buddyzmu, antropozofii, teozofii – tworzy Wiarę Przyrody – czyli Wie4dzę O Kształcie Świata i jego Dziejach która ma charakter poza naukowy. Nauka odkrywa dla Wiary Przyrody wszystko to co materialne i dotykalne dla człowieka i badalne narzędziami jakie stworzył dotychczas.

Ponieważ kalendarz nie jest tworem przypadkowym lecz opartym na obserwacji nieba i znaków i konstelacji i ruchu planet przez kompleks związków oczywiście trafimy do obecnej Wielkiej Zmiany – kóra jest w toku. Data 14 o7 – ma dla tej zmiany swoje znaczenie – zwłaszcza jako Dzień Narodzin Osirisa-Koszerysa-Kosz-Perepułta. Słowo Perepułt wiąże się również ze zmianą – tak jak słowo kos wiąże się z kosą – narzędziem Śmierci i splecionym warkoczem oraz „skrętem” – skrzywieniem.

Zapewne jak powiedzą „racjonaliści”-ateiści – to tylko przypadkiem właśnie w Orionie widzimy tę Galaktykę która zderzy się z Drogą Mleczną – czyli Andromedę.

Aldebaran w Cielcu – czyli Złota Gwiazda królów perskich i „stacja” Księżycowa astrologii w Indiach

Po polsku sobie wiele o nim nie poczytacie – trudno:

Aldebaran

Astrologically, Aldebaran is a fortunate star, portending riches and honor. This star, named „Tascheter” by the Persians, is one of the four „royal stars” of the Persians from around 3000 BC. These stars were chosen in such way that they were approximately 6 hours apart in right ascension. Each of these stars was assigned to a season, Aldebaran was prominent in the March sky and as such, it was associated with the vernal equinox. Its current celestial longitude is 09 Ge. 47 as of 2006[11]

To medieval astrologers, Aldebaran was one of fifteen Behenian stars, associated with rubies, milk thistles and the kabbalistic sign Aldaboram (Agripa 1531).svg.

In Hindu astrology, Aldebaran corresponds to the Rohini Nakshatra.

Rohini
„the red one”, a name of Aldebaran. Also known as brāhmī
Aldebaran
  • Lord: Chandra (Moon)
  • Symbol: Cart or chariot, temple, banyan tree
  • Deity : Brahma or Prajapati, the Creator
  • Indian zodiac: 10° – 23°20′ Vrishabha
  • Western zodiac 6° – 19°20′ Gemini

Nakszatra ( dewanagari नक्षत्र ) – znak ( konstelacja ) indyjskiego zodiaku lunarnego. W terminologii astrologii indyjskiej to stacja księżycowa lub dom Księżyca. Ekliptyka jest podzielona na 27 nakszatr.

Nakshatra (Devanagari: nákṣatra) is the term for lunar mansion in Hindu astrology. A nakshatra is one of 27 (sometimes also 28) sectors along the ecliptic. Their names are related to the most prominent asterisms in the respective sectors.

The starting point for the nakshatras is the point on the ecliptic directly opposite to the star Spica called Chitrā in Sanskrit (other slightly different definitions exist). It is called Meshādi or the „start of Aries”.[citation needed] The ecliptic is divided into each of the nakshatras eastwards starting from this point. The number of nakshatras reflects the number of days in a sidereal month (modern value: 27.32 days), that the width of a nakshatra is traversed by the moon in about one day. Each nakshatra is further subdivided into quarters (or padas) These play a role in popular Hindu astrology, where each pada is associated with a syllable, conventionally chosen as the first syllable of the given name of a child born when the moon was in the corresponding pada.

The nakshatras of traditional bhartiya astronomy are based on a list of 28 asterisms found in the Atharvaveda (AVŚ 19.7) and also in the Shatapatha Brahmana.[citation needed] The first astronomical text that lists them is the Vedanga Jyotisha.

In classical Hindu mythology (Mahabharata, Harivamsa), the creation of the nakshatras is attributed to Daksha. They are personified as daughters of the deity and as mythological wives of Chandra, the moon god, or alternatively the daughters of Kashyapa, the brother of Daksha.[1]

Each of the nakshatras is governed as ‚lord’ by one of the nine graha in the following sequence: Ketu (South Lunar Node), Shukra (Venus), Ravi or Surya (Sun), Chandra (Moon), Mangala (Mars), Rahu (North Lunar Node), Guru or Brihaspati (Jupiter), Shani (Saturn) and Budha (Mercury). This cycle repeats itself three times to cover all 27 nakshatras. The lord of each nakshatra determines the planetary period known as the dasha, which is considered of major importance in forecasting the life path of the individual in Hindu astrology.

In Vedic Sanskrit, the term nákṣatra may refer to any heavenly body, or to „the stars” collectively. The classical sense of „lunar mansion” is first found in the Atharvaveda, and becomes the primary meaning of the term in Classical Sanskrit.

Nakshatras in the Atharvaveda

In the Atharvaveda (Shaunakiya recension, hymn 19.7) a list of 28 stars or asterisms is given, many of them corresponding to the later nakshatras:

(1) Kṛttikā (the Pleiads), (2) Rohinī, (3) Mrigashīrsha, (4) Ārdrā, (5) Punarvasu, (6) Sūnritā, (7) Pushya, (8) Bhanu (the Sun), (9) Asleshā, (10) Maghā, (11) Svāti (Arcturus), (12) Chitrā (Spica), (13) Phalgunis, (14) Hasta, (15) Rādhas, (16) Vishākhā, (17) Anurādhā, (18) Jyeshthā, (19) Mūla, (20) Ashādhas, (21) Abhijit, (22) Sravana, (23) Sravishthās, (24) Satabhishak, (25) Proshtha-padas, (26) Revati, (27) Asvayujas, (28) Bharani. [2] Interestingly enough, the term „nakshatra” has a different meaning as demonstrated in the „Surya Siddhanta” which is an ancient text on astronomy. In the early chapters, the author, Mayasura or Mayan, describes various time units. He writes that a „prana” is a duration of 4 seconds. He then continues with a discussion of a number of time units with progressively long durations made up of the shorter time units all composed of a number of pranas. Amongst those time units are something he calls „nakshatra.” For example, there are 15 pranas in a minute; 900 pranas in an hour; 21600 pranas in a day, 583,200 pranas in a nakshatra (month). According to Mayan, a nakshatra is a time unit with a duration of 27 days. This 27 day time cycle has been taken to mean a particular group of stars. The relationship to the stars really has to do with the periodicity with which the moon travels over time and through space past the field of the specific stars called nakshatras. Hence, the stars are more like numbers on a clock through which the hands of time pass (the moon). This concept that nakshatra means a time unit has been lost and diverted to meaning a set of stars in the sky. This concept was discovered by Dr. Jessie Mercay in her research on Surya Siddhanta. It is documented in a textbook called „Fundamentals of Mamuni Mayans Vaastu Shastras, Building Architecture of Sthapatya Veda and Traditional Indian architecture.” (Mercay, 2006 – 2012, AUM Science and Technology publishers)

Etymology

In Persia it was known as Sadvis and Kugard.[20]

The Romans called it Palilicium.

In Chinese it is known as 畢宿五 (Bìxiùwŭ, the Fifth Star of the Net).

In Hindu astronomy it is identified as the lunar mansion Rohini and as one of the twenty-seven daughters of Daksha and the wife of the god Chandra.

Tolkien – Aldebaran, Orion i Plejady

  • The Lord of the Rings (1954–1955), fantasy epic written by J. R. R. Tolkien. Frodo, Sam, and Pippin are beginning their great journey, still in the Shire and already shadowed by Black Riders, when they take refuge for a night with the elf Gildor and his companions. On that night, … high in the East swung Remmirath, the Netted Stars, and slowly above the mists red Borgil rose, glowing like a jewel of fire. Then by some shift of airs all the mist was drawn away like a veil, and there leaned up, as he climbed over the rim of the world, the Swordsman of the Sky, Menelvagor with his shining belt.[9] Borgil, which follows Remirrath (the Pleiades) and precedes Menelvagor (Orion) has been convincingly identified as Aldebaran.[10] The Tolkienian goddess of light Varda made the stars and the constellations, including those described here, in preparation for the awakening of the elves. (myth, sky)

Wielki Pies – Syriusz

O Syriuszu już tyle napisano że lepiej poszukajcie w linkach gdzieś w Internecie – to prawdziwie Niekończąca się historia – związana oczywiście z 21 12 2012

Wielki Pies

należy do gwiazdozbiorów nieba południowego, pojawiających się u nas nad horyzontem w miesiącach zimowych. Znajduje się w nim najjaśniejsza gwiazda całego nocnego nieba, Syriusz, która razem z Betelgeuse w Orionie i Procjonem w Małym Psie tworzy tzw. trójkąt zimowy. Ta wyraźna figura niemal równobocznego trójkąta jest bardzo pomocna w orientowaniu się na niebie zimowym. Konstelację Wielkiego Psa odnajdziemy na południowy wschód od Oriona. Do Syriusza doprowadzi nas linia będąca przedłużeniem pasa Oriona.

Z gwiazdozbiorem

wiąże się kilka mitów greckich. Według niektórych z nich Wielki Pies ma przedstawiać wiernego psa Oriona, towarzyszącego mu również na niebie. Inne legendy mówią, że jest to Lajlaps, pies ateńskiego myśliwego Kefalosa, wnuka króla Aten, Kekropsa. Kefalos otrzymał psa od swej małżonki, ta zaś od bogini łowów Artemidy. Lajlaps słynął z tego, że żadna zwierzyna nie mogła mu się wymknąć. W czasie polowania na Liszkę Taumesyjską, której nie mógł dogonić żaden pies, powstała sytuacja bez wyjścia i sam Zeus musiał interweniować. Zarówno psa, jak i Liszkę przemienił w kamienie, a następnie umieścił na niebie, gdzie świecą po dzień dzisiejszy jako Wielki Pies i Lis. Według trzeciej wersji, Wielki Pies jest gwiazdozbiorem przedstawiającym psa Erigony, córki Ikariosa, pierwszego hodowcy winnej latorośli. Sam pies, Majra, jest gwiazdą znaną dziś pod nazwą Syriusza.

Syriusz

(Canicula, Psia Gwiazda) – najjaśniejsza gwiazda nie tylko w konstelacji Wielkiego Psa, ale na całym niebie. W rzeczywistości od pozostałych gwiazd niczym się nie różni, a jedynie jego niewielka odległość, wynosząca 8,69 roku świetlnego, sprawia, że widzimy Syriusza jako bardzo jasną gwiazdę, -1,47m. Jest on tylko 2,35 razy bardziej masywny niż Słońce i dwukrotnie większy. Należy do białych gwiazd ciągu głównego. Temperatura na jego powierzchni wynosi około 10 000 K (dla porównania temperatura powierzchniowa Słońca to około 6000 K). Nazwa gwiazdy pochodzi z języka greckiego i znaczy jasna. Określenie takie przypisywano pierwotnie każdej bardzo jasnej gwieździe na niebie, nawet Słońcu. Łacińską nazwę Canicula – suczka, piesek – otrzymała gwiazda około roku 1420.
Znacznie bardziej interesujący od samego Syriusza jest jego towarzysz, biały karzeł. Obiega on Syriusza w ciągu 50 lat. Gwiazdę tę odkrył w 1844 roku Friedrich W. Bessel na drodze pośredniej, z sinusoidy ruchu własnego Syriusza. Dopiero później, w 1862 roku, Alvan Clark odnalazł towarzysza Syriusza za pomocą teleskopu. Powtórzyła się zatem podobna sytuacja jak przy odkryciu planet Neptuna i Plutona.
Towarzysz Syriusza był pierwszym znanym białym karłem. Ma on masę podobną do masy naszego Słońca, ale średnicę równą tylko 0,22 średnicy słonecznej, jest zatem tylko 2,4 razy większy od Ziemi. Średnia gęstość tej gwiazdy przewyższa aż 90 tysięcy razy średnią gęstość Słońca. Na Ziemi 1 cm3 materii tej gwiazdy ważyłby 125 kg.

Tagged with: , , , , , ,