białczyński

Niesamowite Zagadki: Czy piramidy w Visoko mają 25.000 lat? Prowadija – prasłowiańskie czy słowiańskie miasto z 4700 roku p.n.e.?


Wykpiwany Semir Osmanagicz i wyśmiewane Visoko to prawda?

http://www.youtube.com/watch?v=yyGyQBIhkto

Najstarsze, prehistoryczne europejskie miasto odkryto w Bułgarii – Prowadija (4700-4200 r. p.n.e.)

01.11.2012 PAP

Otoczona murami prehistoryczna osada znajduje się we wschodniej Bułgarii niedaleko miasta Prowadija. Zdaniem badaczy żyło w niej w połowie V tysiąclecia p.n.e. około 350 osób.

- Nie mówimy tutaj o mieście takim, jak w starożytnej Grecji, Rzymie, czy w średniowieczu, ale o tym, co archeolodzy uznają za miasto w V tysiącleciu p.n.e. – tłumaczył agencji AFP Wasyl Nikołow z Bułgarskiego Narodowego Instytutu Archeologii. W tamtych czasach ludzie żyli jeszcze w małych skupiskach i przy nich osada z fortyfikacjami i 350 mieszkańcami była imponującą metropolią.

Osada powstała najpewniej z powodu występujących w tym regionie niezwykle bogatych złóż soli, które są wykorzystywane po dziś dzień. Badania archeologiczne wykazały, że ludzie pozyskiwali tu sól już 5500 lat p.n.e. Otrzymywali ją poprzez odparowywanie w zbudowanych do tego celu piecach słonej wody z pobliskiego źródła. W efekcie uzyskiwali bryły soli, która była wówczas niezwykle cennym towarem. Używano jej przede wszystkim do peklowania mięsa, co pozwalało dużo dłużej je przechowywać. Wartość soli była na tyle duża, ze wykorzystywano ją też jako walutę.

Zdaniem badaczy początkowo ludzie pozyskiwali sól na własne potrzeby, ale z czasem zaczęli ją dostarczać sąsiednim ludom i to w coraz większych ilościach. W końcu ich osada zamieniła się w ufortyfikowane miasto. Zdaniem archeologów fortyfikacje miały chronić bogactwo tych „władców soli”.

- Bardzo wysokie mury z kamiennych bloków, to coś dotąd niespotykanego na prehistorycznych stanowiskach w południowo-wschodniej Europie – powiedział AFP bułgarski archeolog Krum Bachwarow. Badacze nazwali osadę Prowadija-Solnitsata.

Datowania radiowęglowe wskazują, że okres największego rozkwitu osady przypada na lata 4700-4200 p.n.e.

Jeden z niebywale bogatych grobów na cmentarzysku w Warnie. Fot. Yelkrokoyade, Creative Commons

Dla mnie jeśli idzie o powyższą Prowadiję istnieją tylko trzy pytania – Czy to jest miasto prasłowiańskie (zbudowane przez ludność haplogrupy Y-DNA R1a1 )? Czy miasto iliryjsko-ilmeryjskie (Y-DNA I2a2)? Czy miasto słowiańskie z 4700 p.n.e – zbudowane przez zamieszkującą tutaj wtedy mieszaną już ludność haplogrupy R1a1+ I2a2?

więcej na Archeowieści.pl

Co właściwie obserwujemy?

Jeśli to co czytamy ostatnio na temat Piramid w Visoko jest prawdą, to obserwujemy spektakl o jakim nam się nie śniło.

Jeśli to co czytamy o trotylu na pasach bezpieczeństwa, ubraniach ofiar, skrzydłach – samolotu ze Smoleńska, jest prawdą, to obserwujemy coś o czym nam się nie śniło. Nawet jeśli nie było tam trotylu – czego przecież wciąż nie wykluczamy – wydarzenie to ma charakter sennego koszmaru.

Co łączy te dwa obrazy, czy tylko sformułowanie „jeśli jest prawdą?”

Łączy je także wiele innych niesłychanie charakterystycznych cech, które nie zwracają uwagi „codziennych” obserwatorów, a jeśli ją zwracają to są pomijane, albo ignorowane, głównie z powodu kalibru – niespodziewanej skali , niesłychanego formatu, jaki sobą reprezentują.

Może nie byłoby to dziwne, że obydwa te wydarzenia wymykają się poza nasz ułożony do tej pory i dobrze wymierzony, poznany, opisany, oswojony, ucywilizowany świat pojęć, norm i wartości, może nie byłoby gdyby miały miejsce tylko owe dwa wydarzenia. Niestety tego rodzaju i formatu wydarzeń zdarza się ostatnio coraz  więcej.

Podobnego formatu wydarzeniem okazały się odkrycia genetyczne 2010 roku, które lokują Słowian w pradziejach Europy i w samym jej centrum – w czasach o których się nikomu nie śniło, bo 10.000 lat temu. Piramidy w Visoko miały by być zbudowane 25.000 lat temu. Wtedy żyli tutaj tylko Staroeuropejczycy (haplogrupa Y-DNA I2a2)  – Jątowie-Istowie zwani Ilirami albo Ilmerami. Genetyka właśnie ich lokuje nad Adriatykiem w tamtym czasie. Ariów – a więc i Scytów/Prasłowian czy Słowian w Europie jeszcze nie było – w tym czasie zajmowali miejsce na Syberii i nad Jeziorem/Morzem Aralskim. Pojawili się w Visoko – nad Dunajem , nad Adriatykiem około 10.000 lat temu. Gdy jednak idzie o Ilirów to w okresie o jakim tu mowa – według współczesnej archeologii byli oni ludnością paleolityczną – nie znającą jeszcze rolnictwa, a co dopiero techniki budowlanej kamienia w tak gigantycznej skali.

Najstarsza świątynia odkopana dotychczas, odkryta już w latach 60-tych XX wieku  na pograniczu Syrii i Turcji, w Gobekli Tepe  – także długo była pośród  naukowców po prostu ignorowana, ponieważ wychodziło na to, że powstała około 12.000 lat temu, kiedy daleko było jeszcze do cywilizacji Sumeru czy to Arkajamy czy do Stonehenge, albo po prostu do piramid Egiptu. Badania tego miejsca rozpoczęto w roku 1994 – po 30 latach od odkrycia!

Interesting geology at Visočica that no archaeologist would mistake for human construction

Jesteśmy świadkami tak niebywałych wydarzeń, że świat nauki staje przed nimi bezradny nie mając odwagi nie tylko zająć się problemem, ale woląc nawet nie wygłaszać na ten temat sądu. To zjawisko – powstawania wydarzeń o niebywałej skali – rozciąga się poprzez wszystkie dziedziny życia społecznego i wszystkie obszary naszej cywilizacji – przez wszystkie obszary Ziemi, przez wszelkie terytoria i kraje – ma niebywały impet i rośnie jak tsunami.

Semir Osmanagicz pośród bloków Piramidy Słońca

Katastrofa Smoleńska 2010 wywoła na świecie  i w Polsce szok i konsternację niebywałą. Na pogrzeb początkowo zamierzali przybyć tutaj wszyscy Wielcy Tego Świata – potem coś się wydarzyło i powstrzymało ich – Podobno był to wybuch wulkanu na Islandii, który rozpylił w powietrzu metaliczne cząsteczki, które sparaliżowały lotnictwo. Czy ktoś kiedykolwiek słyszał o takim wydarzeniu? Jak długo żyję nie byłem świadkiem paraliżu całego światowego lotnictwa. A może powstrzymała ich jakaś inna wiedza na temat tego „wypadku”? Angeli Merkel zabrakło nawet limuzyny – Berlin – Kraków to krótka trasa. A może jest to jakaś „magiczna” Moc Katynia, która powstrzymywała Świat od mówienia o Rosyjskim ludobójstwie i holocauście Polaków przez 50 lat?

Kule w Visoko  – mówi się ze to kule armatnie albo naturalne twory albo meteoryty?

 Nie wierzę jakoś w te teorie, ale może?

Działo się to w kilkanaście dni po katastrofie polskiego samolotu rządowego – katastrofie  o jakiej nikt jeszcze na świecie nie słyszał! Bo żaden rządowy samolot w historii lotnictwa z całą czołówką polityków i wojskowych żadnego kraju na Świecie nie uległ wcześniej takiej katastrofie – wszyscy zginęli. Szok był tak wielki a sprawa tak „delikatna”, że świat nauki nie chciał się zabrać za badanie tej katastrofy – 2 lata minęło nim doszło do naukowej konferencji, a efekty tej konferencji zdają się prowadzić do szokujących faktów.

Piramida Księżyca w Visoko – zdjęcie prywatne

Wcześniej, 26 grudnia 2004 roku byliśmy świadkami gigantycznego tsunami z tysiącami zabitych (120.000 ofiar) – tsunami o jakim wcześniej świat nie słyszał. Byliśmy też świadkami gigantycznego wypływu ropy naftowej z odwiertu na morzu i gigantycznej porównywalnej z Czarnobylem katastrofy elektrowni jądrowej w Japonii. Jesteśmy świadkami gigantycznego, niebywałego kryzysu ekonomicznego, w którym na dno idą całe państwa takie jak Grecja, Hiszpania czy Włochy – wcześniej poszły w nim na dno i zbankrutowały niemalże Islandia  i Irlandia – sławetny wzór do naśladownictwa dla Polski.

Wcześniej byliśmy już w 2001 roku świadkami gigantycznie szokującego wydarzenia jak Uderzenia w WTC w USA – było to zdarzenie równie wstrząsające co tsunami z 2004, na nienotowaną skalę, ale w dziedzinie terroryzmu. Jeśli spojrzymy wstecz, do czasu Katastrofy w Czarnobylu to zobaczymy że od tamtego momentu Ziemią wstrząsają po prostu paroksyzmy, są to zmiany gigantyczne i niewyobrażalne. Jeśli zrobimy od tamtego czasu zestawienie wydarzeń o porównywalnej skali to zauważymy, że występują  one z coraz wyższą częstotliwością. Przed Czarnobylem w 1981 roku była Solidarność w Polsce, po Czarnobylu (1986) nastąpiło w 1989 roku Wyzwolenie Europy Wschodniej, Upadek Muru Berlińskiego, Upadek ZSRS, uwolnienie gospodarki Chin z doktryny gospodarki marksistowskiej , był też Tienanmen – jak szyderstwo (Plac Niebiańskiego Spokoju zalany krwią), były ludobójstwa w Jugosławii, atak USA na Serbię i oderwanie Kosowo. Teraz mamy atak Zachodu na kraje Arabskie w skali niewyobrażalnej – od Maroka i Algierii po Syrię i Iran.

Czy to jest dziwne że czujemy się zagrożeni i zdezorientowani? 20 lat temu nie było Internetu, stron WWW, 15 lat temu nie było telefonii komórkowej, 30 lat temu nie było komputera. Dzisiaj mamy rewolucję informatyczną i społeczności wirtualne, które posiadają struktury ponadpaństwowe.

Wróćmy jednak do Piramid w stosunku do których świat zachowuje się tak samo jak w wypadku katastrofy w Smoleńsku, odkryć genetyki z 2010, czy problemu Głodu i wojen w Afryce, problemu Czeczenii, Tybetu, problemu innych odkrytych piramid, czy budowli megalitycznych – jakby to nie miało miejsca – to nie pasuje po prostu do koncepcji „RACJONALNEGO” Świata w jakim podobno żyjemy.

Czy to jakaś choroba? Zbiorowe wypieranie – znany mechanizm psychologiczny – dotyczy też holocaustu nie tylko tego z II Wojny Światowej Żydowskiego (Niemcy), czy Polskiego (Niemcy, Rosjanie, Ukraińcy), czy Ukraińskiego z lat 30-stych (Rosjanie), czy Wietnamskiego (USA), Kambodżańskiego (Pol Pot, Chińczycy), czy Afrykańskiego, czy Bośniackiego (Serbowie, Chorwaci), czy Serbsko/Kosowskiego (USA, NATO), Irackiego (USA NATO), Afgańskiego (Rosja,USA,NATO), Palestyńskiego (Izrael, USA),Czeczeńskiego (Rosjanie), czy Kurdyjskiego (Turcy i Irakijczycy), czy Ormiańskiego (Turcy), czy Arabskiego (Syria, Algieria, Egipt). To można zrozumieć tylko jeśli się przyjmie, że to rzeczywiście głęboko ukryta choroba Nieuświadomiona Zbiorowa Psychoza, albo – Sterowana, Celowa  Ślepota ludzi i organizacji, których misją miało być dążenie do odkrywania prawdy i przedstawianie tych odkryć społeczności Świata, a które/którzy idą jak Barany ślepo, zgodnie z regułą STADA (znaną dobrze propagandzie i psychologii komunikacji i nie tylko), ślepo, potulnie, karnie i  posłusznie na rzeź  – za Samcami ALFA – którzy to Samcy ALFA wciąż „nie rozumieją” i „nie przyjmują do wiadomości”, że Wielką Zmianą nie da się sterować.

Kilka artykułów o Piramidach Visko sprzed 14 dni ze świata:

Monitor Polski

http://www.monitor-polski.pl/piramidy-w-bosni-calkowicie-zmienia-historie-gatunku-ludzkiego/

Piramidy w Bośni całkowicie zmienią historię gatunku ludzkiego

David Icke w niedawnej 48-godzinnej audycji Alexa Jonesa „The money bomb”, świetnie określił naszą całą wiedzę jako projekcję, którą się nam przedstawia i którą uznajemy za prawdziwą. Jednak cała współczesna nauka jest wielką manipulacją, mającą na celu kontrolowanie społeczeństwa. Wg. Icke, kontrolowani jesteśmy przez agentów istot funkcjonujacych w innych częstotliwościach elektromagnetycznych, a więc dla nas niezauważalnych. Można się z tym zgodzić lub nie, ale jedno jest pewne – wiele spraw jest przed nami ukrywanych, a jak coś już wyjdzie na światło dzienne to działają potężne siły, które nie dopuszczają do tego by to dotarło do powszechnej świadomości.  Tak było np. z technologiami Tesli, tak jest też z prawdziwą historią piramid egipskich. To samo, a może szczególnie dotyczy to też piramid w Bośni.

Odkrycie w 2005 roku priramid w Bośni przez emigranta bośniackiego Semira Osmanagicha miało szybko stać się sensacją światową, jednak po 7 latach nadal niewiele się o tym mówi i pisze.  W badaniach archeologicznych uczestniczą niemal wyłącznie wolontariusze i ludność miejscowa, której Osmanagich płaci w własnej kieszeni i datków na fundację. Mimo że jest człowiekiem majętnym, jego firma w Teksasie zatrudnia pnad 50 osób, mimo, że miał poparcie rządu Bośni, niewiele może zrobić by piramidy w Bośni znalazły się na pierwszych stronach gazet. Przewodząca badaniom archeologicznym Włoszka dr Sara Acconci twierdzi wprost, że poświęciła swoją karierę, gdyż oświadczono jej wprost, że jeśli się tym zajmie, to już nigdy nie będzie mogła znaleźć pracy jako archeolog. Mimo to dołączają do niej kolejni śmiałkowie z tej profesji, także z Egiptu i inych państw. Notki w Wikipedii potwierdzają tylko, że znani i cenieni profesorowie powinni zostać zaliczeni już do skamieniałości, a nie do świata naukowego.

Wyniki badań C14 potwierdzają szokujący wiek piramidy

Ponieważ archeologowie na zachodzie sprawę ignorowali, Osmanagich zdecydował się na zaangażowanie rosyjskiej Akademii Nauk Naturalnych, do której wstąpił jako zagraniczny członek. Wynik niedawnej rosyjskiej ekspertyzy z użyciem węgla radioaktywngo C14 przeszedł wszelkie oczekiwania. Materiał organiczny znaleziony w głębszych wartwach pokrywających piramidę ma ok. 25,000 lat. Odkrycie to całkowicie zaprzecza sumeryjskiemu i babilońskiemu pochodzeniu naszej cywilizacji, stawia też w innym świetle kulturę Egiptu i pochodzenia jego piramid.Po tym odkryciu możemy więc śmiało przypuszczać, że Słowianie mogą być najstarszym cywilizowanym narodem na Ziemi, choć jeszcze nie ma dowodów na to, że to my budowaliśmy piramidy w Bośni. Osmanagich przypuszcza, że piramidy budowali Illyrianie, tajemniczy lud zamieszkujący Bałkany na długo przed osiedleniem się tu Słowian. Badania węglem C14 stawiają jednak i tę hipotezę pod znakiem zapytania.

Co takiego odkryli badacze w bośniackich piramidach, że można mówić o odkryciu stulecia, a może i tysiąclecia? Otóż:

… więcej w Monitorze Polskim link powyżej.

Czy któryś ze światowej sławy archeologów zechciałby nam potwierdzić, że to co tu widzimy nie istnieje?  Czy to tylko nie istnieje tak jak nie istniała dla nauki światowej przez „xxxx” lat Troja?

Naquatica: Bosnia Pyramid Carbon Dated 25 Thousand Years Old

18 October, 2012 at 10:41 | Posted in Culture, Science | Leave a comment

http://kristinasaid.wordpress.com/2012/10/18/naquatica-bosnia-pyramid-carbon-dated-25-thousand-years-old/

What can we say we really know about history? Well, it seams not a lot. What we think we know is constantly changing in light of new discoveries.

NTD Television

A recent carbon dating performed on a pyramid in Bosnia, proves it to be at least 25 thousand years old.

Most scientists and historians however believe that human civilization started about 5,000 years ago with the Sumerians and Babylonians. That is, until artifacts were found, which predate them. These discoveries suggest, that there was a pre-historical civilization around the world- one that must have been highly advanced.

Two Italian archaeologists, Dr. Ricarrdo Brett and Niccolo Bisconti found a piece of organic material on the Bosnian Pyramid.

They were able to carbon-date the material and with it the pyramid itself. This carbon dating puts the pyramid 20 thousand years before the Sumerian and Babylonian “civilizations.”

When the Bosnian Pyramid was first discovered in 2005, researchers could only measure the age of the topsoil covering the pyramid, which is about 12 thousand years old.

[Dr. Semir Osmanagich, Researcher of Bosnian Pyramid]:
“The organic materials found on the Sun Pyramid and biological analysis are telling us that the pyramids are older than 12 thousand five hundred years. The oldest on the planet.”

You may be wondering how such a huge pyramid could have remained undiscovered in Europe for so many years. Until its discovery it was just known as Visoko hill. That’s right, they thought it was a hill, which is not surprising considering it’s size, and the fact that it is covered with topsoil and vegetation.

No entrance to the pyramid has been discovered so far, but an intricate network of tunnels underneath the pyramid are slowly being uncovered.

[Dr. Semir Osmanagich, Researcher of Bosnian Pyramid]:
“Under the valley of the pyramids in Bosnia, there is the most extensive underground tunnel network. It runs for tens of miles. And in those tunnels, the discovery of huge ceramic blocks reaching 18-thousand pounds in mass.”

There are still scientists and archaeologists who appose the idea of ancient civilizations before five thousand years ago.

However this latest finding supports the theory that highly advanced civilizations existed before the beginning of our current one.

via Naquatica: Bosnia Pyramid Carbon Dated 25 Thousand Years Old –NTDTV.org

Pyramid Power 25,000 Years Ago

Chris Kaplan


25,000 thousand year old pyramids? That’s the current published results of a radiocarbon test of the Bosnia pyramids first discovered by Dr. Sam Osmanagich, Foreign Member of the Russian Academy of Natural Sciences, Principal Investigator of the Bosnian Pyramid Project, and Professor of Anthropology at the American University in Bosnia-Herzegovina.

As we journey further into era-2012 and the New Sun, our sense of time and cosmology continues to expand. Recently, it has also been reported that the center of the Pyramid of the Sun transmits an „electromagnetic signal measuring 28 kilohertz” with a radius of 13 feet. Dr. Osmanagich and pyramid-power researchers like engineer Christopher Dunn, and author and investigative journalist, Philip Coppens, believe that this is a working model of a far ancient — free energy — technology in vain of more recently Nicola Tesla’s work and a remembrance of the pyramid-power.

It is said that, „the Aquarian Age, is the Age of Energy,” (VerDarLuz) and the collective remembrance of these ancient, working relics, left by our ancestors „on every continent” can have monumental potential in harnessing a free energy source. Dr. Osmanagich and researchers believe that „tens of thousands of pyramids” were placed along „the earth’s energy grid, aligned with the universal energy field,” and that these pyramids represent a lost science returning to our awareness that completely changes our knowledge of history.

On Oct. 4th through the 7th, Dr. Osmanagich will discuss his discoveries on a webinar presented by The New Era Times.

Image: „Orgonite Pyramid” by Orgonite on Flickr courtesy of Creative Commons Licensing.

2011 09 08 04 Visoko, 2. International Conference of the Bosnian Pyramids, Dr. Sara Acconci.MP4

http://www.youtube.com/watch?v=RWogGKuhZeE&feature=player_embedded

Semir Osmanagich: descubridor de las pirámides de Bosnia – Entrevista

http://www.youtube.com/watch?v=XwsUrWqd4jA&feature=related

Piramide u Bosni

http://www.youtube.com/watch?v=jZp2fOZGJ6g&feature=related

Czy ktoś wie o jakim polskim uniwersytecie jest mowa na tym filmie ?

Co w tym kontekście powiecie o „ruinie” jaką jest Ślęża uchodząca za wytwór wulkaniczny?

WIKIPEDIA polska

Istnieją trzy ważniejsze etymologie nazwy Ślęza (nazwy góry i rzeki były dawniej pisane jednakowo):

  • germańska (Steinhauser, Vasmer, wywodząca tę nazwę od plemienia Silingów),
  • słowiańska (np. Rospond, od ślęga „mokra pogoda, błoto”)
  • „indoeuropejska” (Udolph, Mańczak).

Wszystkie trzy hipotezy mają wiele słabych punktów i nie ma podstaw by przyjąć którąkolwiek z nich. Można z dużym prawdopodobieństwem uznać, że nazwa została przejęta do języków indoeuropejskich od wcześniejszych mieszkańców tych ziem (Babik). Od nazwy góry i rzeki powstała nazwa plemienia Ślężan, a później Śląska. Na temat pochodzenia nazwy możesz więcej przeczytać w artykule Pochodzenie nazwy Śląsk.

Geologia

mapa Ślęży

Partie szczytowe Ślęży (powiększ)

Ślęża zbudowana jest głównie z granitów i gabra. Większa część masywu Ślęży to ofiolit – pozostałość kopalnego dna oceanicznego (skorupy oceanicznej), datowano na 350 mln lat (przełom dewonu i karbonu). W skład tego ofiolitu wchodzą: radiolaryty (pozostałość krzemionkowych skał osadowych leżących na dnie oceanu), amfibolity (zmetamorfizowane pierwotne podmorskie bazalty, tworzące wierzchnią warstwę skorupy), niżej leżą gabra, a na samym dole ultrazasadowe perydotyty, które w efekcie metamorfizmu przekształciły się w serpentynity. Obecnie gabra tworzą szczyt Ślęży i jej południowe oraz wschodnie stoki, serpentynity odsłaniają się na Raduni i wzgórzach położonych na wschód i zachód od niej, natomiast amfibolity są znane z Wieżycy i Gozdnicy – niewielkich szczytów w północnej części masywu Ślęży koło Sobótki.

Znacznie później w obręb zachowanego ofiolitu wdarła się intruzja granitowa, datowana na późny karbon. Obecnie granity budują północne i północno-zachodnie stoki góry. Są one częścią masywu granitowego ciągnącego się od Strzegomia po Sobótkę.

Samo wyniesienie części skał gabrowych i granitowych i ukształtowanie się góry zaszło w neogenie, przy czym bierze się pod uwagę głównie wyniesienie w wyniku ruchów tektonicznych. Wcześniej sądzono, że Ślęża jest twardzielcem, jednak obecnie wpływ selektywnej erozji uważa się za czynnik uzupełniający.

Górnictwo

W neolicie wydobywano nefryt w rejonie Jordanowa oraz serpentynit w okolicy Jańskiej Góry i Raduni. Z serpentynitu wyrabiano narzędzia i broń (topory ślężańskie, zapewne raczej kultowe niż użytkowe), a z nefrytu drobne narzędzia i ozdoby. Od X wieku przez całe średniowiecze wydobywano granity oraz serpentynity. Te pierwsze głównie do produkcji kół młyńskich i kamienia budowlanego, ale we wczesnym średniowieczu wyrabiano z nich elementy zdobnicze dla kościołów romańskich (np. kapitele, rzeźby lwów). Serpentynit po wypolerowaniu służył jako kamień ozdobny lub surowiec do wyrobu ozdobnych naczyń. W 1877 otwarto kopalnię rud chromu w rejonie Raduni, działała ona do roku 1943. Od 1920 do pierwszych lat powojennych istniała kopalnia magnezytu w Sobótce, a od 1960 działa kopalnia magnezytu w Wirach. W początkach XX wieku utworzono wielkie kamieniołomy granitu w Strzeblowie (dzielnica Sobótki), a w 1884 uruchomiono kamieniołom serpentynitu (i nefrytu) w Jordanowie. W 1986 udokumentowano duże złoże rud żelaza, tytanu i wanadu na wschodnich stokach Ślęży; nie są one jednak eksploatowane.

Historia

Góra stanowiła ośrodek pogańskiego kultu solarnego miejscowych plemion – jego początki sięgają epoki brązu, a upadek przypada na początki chrystianizacji tych obszarów w X i XI w. Rozkwit sanktuarium związany jest z osadnictwem celtyckich Bojów. Na szczycie góry odnaleziono fragmenty kamiennych wałów, o szerokości ok. 12 m, układanych z odłamków kamieni. oraz zagadkowe posągi z charakterystycznym symbolem ukośnego krzyża – według hipotez badaczy krzyż garbo prawdopodobnie związany był z pogańskim kultem solarnym. Wśród rzeźb najbardziej znane to tzw. Grzyb (prawdopodobnie dolna część ludzkiej postaci – w Sobótce), Mnich (u stóp góry – przeniesiony z okolic wsi Garncarsko), Panna z rybą lub Postać z rybą i Dzik (przy drodze na szczyt) oraz Niedźwiedź (na szczycie góry). W pierwszej połowie XII w. (prawdopodobnie w 1110 r.), za panowania Bolesława Krzywoustego, Piotr Włostowic ufundował na szczycie klasztor augustianów. Ze względu jednak na znaczne oddalenie od ludzi klasztor został później (w 1134 lub 1149 r.) przeniesiony do pobliskiej wsi Górka, a wkrótce potem (w 1153 r.) do Wrocławia.

Jak upośledza nas nowoczesność/NoWO szczeznąć czyli o po(d)stępie technologicznym i postępującej (nie)mocy umysłu

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody by bialczynski on 29 Październik 2012

część 1 – zebrał i opracował Mezamir Snowid

Ważne na sam początek:

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=YVVt3VRbts8

„Fragment wywiadu z prof. dr. Inż. Konstantinem Meylem, docentem w jednej z dziedzin elektrotechniki.

 

.

.

 

 Dr Alexis Carrel, chirurg,laureat Nagrody Nobla w roku 1912

za swe osiągnięcia w łączeniu naczyń krwionośnych i przeszczepianie organów

wspłodkrywca powszechnie stosowanego roztworu Carrela-Dakina

pisał we wczesnych latach 30 w swojej książce pt Człowiek – istota nieznana

„Nowoczesna cywilizacja wydaje się niezdolna do wyprodukowania

ludzi wyposażonych w wyobraźnię, inteligencję i odwagę.

Praktycznie w każdym kraju występuje zmniejszenie intelektualnego

i moralnego kalibru ludzi odpowiedzialnych za sprawy publiczne.

Edukacja udzielana w szkołach i na uniwersytetach

składa się głównie z ćwiczeń pamięci i mięśni, pewnych towarzyskim manier

oraz kultu sportu.

Czy takie dziedziny naprawdę są odpowiednie dla nowoczesnego człowieka

który przede wszystkim potrzebuje moralnej odwagi i wytrwałości”?

Dziś mamy wpół do 2013:00 a słowa Carrela zdają się być teraz o wiele prawdziwsze niż kiedyś gdy dr Carrel je pisał.

Często mówi się o naszych przodkach że byli ludźmi prymitywnymi

i że gdyby ktoś ich przeniósł do naszych czasów,nie daliby sobie rady

ale czy na pewno?

Nasi przodkowie byli ludźmi innymi niż my dzisiaj,to oczywiste

tyle tylko że to my w porównaniu z nimi reprezentujemy dziś przysłowiową ciemnotę i zabobon

jesteśmy ofiarami tzw technologicznego po(d)stępu.

Dawniej ludzie byli wielostronnie uzdolnieni – my tacy nie jesteśmy.

Przodkowie byli jednocześnie myśliwymi,szamanami

traperami, odkrywcami, wojownikami, woźnicami,piekarzami,oratorami,muzykami

budowniczymi statków i łodzi, jeźdźcami, kołodziejami, cieślami, stolarzami

kopaczami studni, murarzami, farmerami, kowalami,jubilerami

handlowcami, kucharzami i wieloma innymi. Masę różnych zdolności łączyło się w pojedynczym człowieku!

Trudno się dziwić, że cieszyli się psychiczną równowagą i nerwową stabilnością

Byli zrównoważeni,ponieważ ich zdolności były uniwersalne.

Posiadali nerwową stabilność, ponieważ była ona skutkiem pewności siebie

opartej na znajomości własnej zdolności poradzenia sobie z każdym problemem

mogącym się pojawić w ich świecie.

Ich umysły były rozwinięte, obejmowały wiele dziedzin

należących zarówno do wiedzy potocznej, jak i nauki.

Byli zdolni do myślenia na wielu różnorakich płaszczyznach.

Dzisiaj mamy inteligentniejsze maszyny, inteligentniejsze rolnictwo,

lepszą architekturę, reklamę, księgowość, położnictwo,

dentystykę i chirurgię ale co człowiek jako gatunek zyskał?

Człowiek jako JEDNOSTKA stracił.

Utracił zdolność rozległego rozumowania.

Jesteśmy dziś niezdolni do jednoczesnego analizowania wielu sprzecznych czynników

do rozważenia ich obok siebie, równolegle, w tym samym czasie,oceny ich względnego wpływu i znaczenia

tak by niemal natychmiast móc podjąć decyzję, o trafności której jesteśmy przekonani w głebi serca

a następnie działać na jej podstawie z całą energią i odwagą wynikającą z naszego przekonania.

Cywilizacja po(d)stępu uwalniając nas od konieczności myślenia poza sferą naszej profesji

zasypując nas coraz droższymi,modnymi duperelami z plastiku

i aplikacjami robiącymi wszystko za nas,uśpiła i stępiła większą część naszego umysłu.

Ilu spośród nas w epoce internetu potrafiłoby zaprząc konia, nie mówiąc już o opiekowaniu się nim?

Przecież większość ludzi nie ma nawet pojęcia,jak działa i dlaczego działa telewizor.

Nawet robotnicy biorący udział w budowaniu samochodów

wkładając śrubkę w odpowiedni otwór  nie rozumieją działania gaźnika, zapłonu,przekładni napędowych czy układu rozrządu.

Nie ćwiczymy już naszych umysłów tak, by były

w stanie zachować myśli.

Obecnie, jeśli nasze myśli są ważne, chwytamy za telefon albo wysyłamy maila.

Jeśli są stosunkowo mało ważne, zapominamy je.

Maszyny i komputery stały się naszymi Panami

a nasze własne umysły ich niewolnikami

Stają się coraz mniej sprawne z powodu coraz mniejszej ilości okazji i potrzeby używania ich.

Ziemia dziś

Ziemia jutro

Jonas Edward Salk:

„Zasada ewolucji, o której należy pamiętać, polega na tym że przenika ona wszystko.

Zanim doszło do ewolucji biologicznej, istniała jeszcze wcześniejsza

przedbiologiczna ewolucja, przed nią natomiast zachodziła ewolucja kosmosu.

Po ewolucji biologicznej miała miejsce ewolucja metabiologiczna, ewolucja świadomości

ewolucja świadomości w obrębie świadomości, jak również świadomość ewolucji.

Obecnie ewolucja zachodzi w umyśle człowieka, co wynika z ludzkich doświadczeń,

które przetwarzamy i które stają się częścią naszego „ja”.

Ludzka myśl i kreatywność rozwinęły się w odpowiedzi na nasze środowisko.

Ewolucja metabiologiczna wiąże się z przetrwaniem najmądrzejszych, a sama mądrość

staje się obecnie nowym kryterium zdrowia”.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Jonas_Salk

http://en.wikipedia.org/wiki/Jonas_Salk

„Poniżej są trzy teksty Bruce’a Liptona, a jego film  „Nowa biologia” [PL] jest tu:http://www.swietageometria.darmowefora.pl/index.php?topic=1017.msg6071#msg6071

a także tutaj (na budowanej przeze mnie stronie WWW do tego forum)  http://www.swietageometria.info/filmy/171

1) Nowa Biologia: Mądrość Twoich Komórek – jak twoja wiara steruje twoją biologią

Książka Bruce’a Liptona „The Biology of Belief”

Mądrość Twoich Komórek to nowa biologia, która znacząco zmieni cywilizację i świat, w którym żyjemy.

Ta nowa biologia odciąga nas od wiary, że jesteśmy ofiarą naszych genów, że jesteśmy biochemicznymi maszynami,

że życie jest poza naszą kontrolą, wprowadza nas w inną rzeczywistość, rzeczywistość, w której nasze myśli,

wiara i umysł kontrolują nasze geny, nasze zachowanie i życie, którego doświadczamy.

Ta biologia oparta jest na aktualnej, nowoczesnej nauce z dodanymi pewnymi nowymi spostrzeżeniami.

Nowa nauka przeistacza nas z ofiary w twórcę, dzięki czemu jesteśmy bardzo potężni w tworzeniu i rozwijaniu życia, które prowadzimy. Jest to właściwie wiedza jaźni i, jeśli zrozumiemy stary aksjomat mówiący że

„Wiedza jest mocą, wtedy naprawdę zaczniemy rozumieć, że wiedza sama w sobie jest mocą.

Oto, dlaczego sądzę, że zaczniemy rozumieć nową biologię.

Wlatując w wewnętrzną przestrzeń

Moje pierwsze wprowadzenie do biologii miało miejsce w drugiej klasie [podstawówki].

Nauczyciel przyniósł mikroskop, żeby pokazać nam komórki, i do dziś pamiętam, jak ekscytujące było to przeżycie.

Na uniwersytecie podczas studiów przechodziłem od konwencjonalnych mikroskopów do mikroskopów elektronowych

i miałem kolejne okazje ku temu, by przyjrzeć się życiu komórek.

Lekcje, których się nauczyłem, znacząco zmieniły moje życie i dały mi poglądy na świat, w którym żyjemy,

którymi chciałbym się z tobą podzielić.

Używając mikroskopu elektronowego nie tylko oglądałem komórki z zewnątrz, ale też byłem w stanie poznać ich anatomię

i zrozumieć naturę ich organizacji, struktury i funkcje.

Tak jak ludzie opowiadają o locie w przestrzeń kosmiczną,

tak ja wleciałem do przestrzeni wewnętrznej i dojrzałem nowe perspektywy, coraz bardziej rozumiejąc naturę życia,

naturę komórek i nasze współdziałanie z naszymi własnymi komórkami.

W tym czasie zacząłem się też uczyć o kulturach komórek.

W roku 1968 zacząłem klonować komórki łodygi trawy, wykonując mój pierwszy eksperyment z klonowaniem pod kierownictwem doktora Irva Konigsberga, wspaniałego naukowca, który stworzył pierwsze kultury komórek łodygi trawy.

Komórki, z którymi pracowałem, zostały nazwane mioblastami.

„Mio” oznacza mięsień, „blast” oznacza przodka.

Gdy ułożyłem moje komórki w kulturowych naczyniach z odpowiednimi warunkami do tego by mięśnie mogły rosnąć,

komórki mięśniowe rozwinęły się i zakończyłbym eksperyment z olbrzymimi mięśniami kurczliwymi.

Gdybym jednak zmienił środowisko komórek, to ich losy potoczyłyby się inaczej. Zacząłbym z takimi samymi komórkami,

ale w innym środowisku, w którym zaczęłyby powstawać komórki kości. Gdybym znowu zmienił środowisko,

to komórki przerodziłyby się w komórki tłuszczowe. Skutki tych eksperymentów bardzo mnie ekscytowały,

ponieważ w chwili gdy wszystkie komórki były identyczne, los komórek był kontrolowany przez środowisko,

w jakim je umieściłem.

Wykonując te eksperymenty, zacząłem również uczyć studentów Szkoły Medycznej Uniwersytetu w Wisconsin (USA) konwencjonalnego rozumienia, że geny kontrolują losy komórek. Tymczasem już w moich eksperymentach wyraźnie zostało ukazane, że los komórek był jako tako kontrolowany przez środowisko. Oczywiście moi koledzy byli zaniepokojeni moją pracą.

Każdy z nich pracował wtedy nad projektem poświęconym ludzkiemu genomowi i wszyscy popierali tezę, że „geny kontrolują życie”.

Gdy moja praca ujawniła wpływ środowiska na komórki, stwierdzili wówczas, że to tylko wyjątek od reguły.

Jesteś społeczeństwem 50 trylionów żywych komórek

Teraz mam zupełnie nowe rozumienie życia i doprowadziło ono do nowego sposobu nauczania ludzi o komórkach.

Gdy patrzysz na siebie, widzisz pojedynczą osobę.

Jeśli jednak pojmiesz naturę tego, kim jesteś, to zrozumiesz, że jesteś tak naprawdę społecznością

około 50 trylionów żywych komórek. Każda komórka jest żywą osobą, czującym bytem,

który ma swoje własne życie i działa, ale oddziałuje wzajemnie z innymi komórkami w naturze społeczności.

Gdybym mógł cię zredukować do wielkości komórki i wpuściłbym cię do twojego własnego ciała,

to zobaczyłbyś bardzo zajętą metropolię trylionów osób żyjących w jednej skórze.

Staje się to istotne w momencie, gdy zrozumiemy, że zdrowie jest wtedy, gdy w tej społeczności panuje harmonia,

a choroba pojawia się wtedy, gdy pojawia się dysharmonia, która dąży do zakłócenia relacji w społeczności.

Tak, po pierwsze, jesteśmy społecznością.

Drugi fakt: W ludzkim ciele istnieje niejedna funkcja, która nie jest już obecna w każdej pojedynczej komórce.

Na przykład posiadasz różne układy: trawienny, oddechowy, wydalniczy, mięśniowo-szkieletowy, wewnątrzwydzielniczy, reprodukcyjny, system nerwowy i system immunologiczny, ale każda z tych funkcji istnieje w każdej z twoich komórek.

Faktycznie jesteśmy stworzeni na obraz komórki. To jest bardzo pomocne dla biologów,

ponieważ możemy zbadać komórki i wtedy otrzymamy informacje pomocne w zrozumieniu natury ludzkiego ciała.

Uczyłem czegoś, co jest nazywane modelem medycznym, spostrzeżeniem że ludzka biologia przedstawia biologiczną maszynę składającą się z biochemii i kontrolowaną przez geny.

Dlatego, gdy pacjent przychodzi do doktora, to system wiary podpowiada, że pacjent ma coś nie tak ze swoją biochemią lub genami, które mogą zostać poprawione, co może prowadzić do poprawy stanu zdrowia pacjenta.

W pewnym momencie zrozumiałem, że muszę porzucić uniwersytet, ponieważ odkryłem, że nauczanie studentów o tym co kontroluje komórkę koliduje z moim zupełnie odmiennym zrozumieniem komórek w moich kulturach.

Nowe zrozumienie nauki

Gdy byłem poza uniwersytetem, miałem okazję poczytać co nieco o fizyce. I znów znalazłem informację,

która nie pasowała do tego, czego nauczałem.

W świecie nowej fizyki, fizyki kwantowej, opisane mechanizmy całkowicie kolidują z mechanizmami, o których uczyliśmy,

a które oparte były na fizyce newtonowskiej. Aktualnie w szkołach medycznych wprowadzana jest nowa fizyka.

Przed nauką konwencjonalną nauka stanowiła prowincję Kościoła.

Nazywano to naturalną teologią i było połączone w parze z duchową domeną uczącą, że ręka Boga

była bezpośrednio włączona w rozwój i utrzymanie świata, że obraz Boga został wyrażony przez naturę, w której żyjemy.

Naturalna teologia miała polecenie misji: zrozumieć naturę środowiska, moglibyśmy więc nauczyć się żyć w harmonii

ze środowiskiem.

Zasadniczo znaczyło to uczenie się życia w harmonii z Bogiem przy jednoczesnym rozważaniu tego,

że Bóg i natura są ze sobą dobrze połączone.

Jednakże w wyniku nadużyć Kościoła, uporczywego trzymania się absolutnej wiedzy i wysiłków dążących do stłumienia nowej wiedzy, doszło do czegoś, co nazywamy reformacją.

Reformacja, rozpoczęta przez Marcina Lutra, kwestionowała władzę Kościoła.

Po reformacji, gdy nadarzyła się okazja zweryfikowania wiary o wszechświecie, nauka przerodziła się w coś,

co nazywamy nowoczesną nauką.

Isaac Newton, fizyk, który jako pierwszy zaczął badać naturę grawitacji i ruchu planet, stworzył założenia dla nowoczesnej nauki. Wynalazł nową matematykę zwaną rachunkiem różniczkowym, aby stworzyć równanie

pozwalające przewidzieć ruchy w układzie słonecznym.

Nauka zidentyfikowała prawidłowości jako rzeczy, które były przewidywalne.

Fizyka newtonowska spostrzega, że wszechświat jako maszyna został stworzony z materii; mówi to więc,

że jeśli zrozumiesz naturę materii, która znajduje się wewnątrz maszyny, to wtedy zrozumiesz też samą naturę.

Dlatego misją nauki jest kontrolowanie i zdominowanie natury, która była zupełnie inna od misji nauki zwanej naturalną teologią, która miała żyć w harmonii z naturą.

Zagadnienie kontroli staje się pod względem biologii bardzo ważnym punktem.

Co kontroluje cechy, które powodują, że jesteśmy ekspresywni? Według fizyki newtonowskiej formy życia reprezentują maszyny wykonane z materii, i jeśli chcesz te maszyny zrozumieć, to rozbierasz je na części, jest to proces zwany redukcjonizmem.

Badasz osobno wszystkie fragmenty, widzisz jak działają i gdy wszystkie kawałki złożysz w całość, rozumiesz tą całość.

Karol Darwin powiedział, że cechy indywidualnej ekspresywności dziedziczymy od rodziców.

Plemniki i komórki jajowe łączą się i powodują powstanie nowej osoby, która musi posiadać coś, co kontroluje cechy potomka. Badania nad podziałem komórek rozpoczęły się na początku XX wieku i ujawniły obecne w komórkach strunowate struktury,

które zaczynały się dzielić. Te strunowate struktury zostały nazwane chromosomami.

Co ciekawe, choć chromosomy odkryto około roku 1900, to dopiero w 1944 roku było wiadomo,

który z ich fragmentów niósł ze sobą cechy genetyczne.

Świat był tym bardzo podekscytowany. Mówiono wtedy, „Ach, mój Boże, po tegorocznym odkryciu

zabierzemy się w końcu do identyfikowania materiału kontrolującego geny”,

wtedy okazało się, że tym materiałem jest DNA.

W 1953 roku w swojej pracy naukowej James Watson i Francis Crick ujawnili, że każde pasmo DNA zawiera kolejno ułożone geny. Geny są fotokopiami każdego ze stu tysięcy rodzajów białek, które stanowią materiał budulcowy ludzkiego ciała.

W nowojorskiej prasie ukazał się opisujący odkrycie Watsona i Cricka artykuł zatytułowany „Odkryto tajemnicę życia” i od tego momentu zaczęto się interesować genami. Naukowcy zauważyli, że poprzez zrozumienie kodu genetycznego moglibyśmy zmieniać charaktery organizmów i z tego to powodu był on tak ogromny, szybko więc rozpoczęli projekt badań nad ludzkim genomem, by spróbować zrozumieć naturę genów. W pierwszym momencie naukowcy myśleli, że geny kontrolują tylko formę fizyczną, jednak manipulując genami zauważyli, że mają one wpływ także na zachowanie i emocje. Nagle pojęli głębsze znaczenie genów, gdy zauważyli, że geny kontrolują wszystkie właściwości i cechy człowieka.

Intracellular Machines

Czy jesteśmy Ofiarami Dziedziczności?

Jest jeszcze jedno pytanie: czym jest to coś, co kontroluje DNA? Mogłoby to być coś, co ostatnio zostało nazwane „drabiną” prowadzącą do czegoś, co ostatecznie sprawuje kontrolę. Naukowcy zrobili eksperyment i ujawnili, że DNA było odpowiedzialne za kopiowanie samego siebie! DNA kontroluje białko, a białko stanowi budulec naszego ciała. Zasadniczo mówi to, że życie jest kontrolowane przez DNA. Jest to Kluczowy Dogmat. Popiera on pojęcie „prymatu DNA”, które mówi, że to, kim i czym jesteśmy oraz jaki będzie los prowadzonego przez nas życia, jest już wstępnie zaprogramowane w DNA. Jaka jest tego konsekwencja? Ano taka, że charakter i los twojego życia odzwierciedla dziedziczność, z którą się urodziłeś; jesteś właściwie ofiarą dziedziczności.

Na przykład, naukowcy spoglądali na grupę ludzi, których wzięli na chybił-trafił, i próbowali się dowiedzieć, czy istniał gen odpowiedzialny za nastrój szczęśliwszych ludzi, który jednocześnie był nieaktywny u ludzi nieszczęśliwych. Rzeczywiście, naukowcy znaleźli szczególny gen, który wydaje się być bardziej aktywny u ludzi szczęśliwych. Wówczas natychmiast narobili szumu medialnego, dumnie ogłaszając „odkrycie genu szczęśliwości”. Mógłbyś powiedzieć „Ej, chwila moment. Jeśli otrzymałem w spadku gen szczęścia, to wtedy całe moje życie jest już z góry ustalone. Jestem ofiarą dziedziczności”. To jest dokładnie to, czego uczymy w szkole i czego sam nauczałem – ludzie są bezsilni wobec własnego życia, ponieważ nie mogą zmienić swoich genów. Gdy jednak ludzie poznają naturę bycia bezsilnym, wówczas stają się nieodpowiedzialni. „No dobra, ale popatrz, szefie, mówisz, że jestem leniwy, ale weź pod uwagę to, że mój ojciec też był leniwy. Więc czego się możesz po mnie spodziewać? To znaczy, mój gen spowodował to, że jestem leniwy. Nie dam rady nic z tym zrobić”. Ostatnio w anglojęzycznym wydaniu Newsweeka napisali o komórkach tłuszczu toczących wojnę o nasze zdrowie. To interesujące, ponieważ w epidemii otyłości nauka powstrzymuje się od działań i mówi: to są twoje komórki tłuszczowe, które toczą wojnę w twoim życiu.

Projekt Ludzkiego Genomu

Aby przyjść i nas uratować, powstał projekt zwany Projektem Ludzkiego Genomu. Projektowi przyświeca pomysł, aby zidentyfikować wszystkie geny kształtujące człowieka. To dałoby inżynierii genetycznej szansę na naprawienie problemów i zlikwidowanie chorób, które dręczą dziś ludzi na całym świecie. Myślałem, że projekt ten był humanitarnym wysiłkiem, później jednak od jednego z głównych architektów projektu, Paula Silvermana, dowiedziałem się, czego ten projekt dotyczył. A dotyczył tego: Oszacowano, że w genach ludzkich istnieje ponad 100 000 genów, ponieważ w naszych ciałach znajduje się ponad 100 000 białek; był też jeden gen który nie wytwarzał białek, ale kontrolował inne geny. Właściwie projekt został zaprojektowany przez kapitalistów przedsięwzięcia; zgodnie stwierdzili, że istnieje ponad 100 000 genów, zaś przez identyfikację tych genów i opatentowanie ich kolejności mogliby zacząć sprzedawać patenty na geny firmom farmaceutycznym, a przemysł farmaceutyczny używałby genów przy tworzeniu nowych leków. W rzeczy samej projekt był nastawiony bardziej na robienie pieniędzy, niż na poprawę stanu zdrowia ludzi.

I tu zaczyna się fajna część. Naukowcy nazwali to podążaniem w górę ewolucyjnej skali, proste organizmy mają mniej DNA i gdy dojdziesz na tej skali do poziomu człowieka, ze złożonością naszej fizjologii i naszego zachowania, mamy tego DNA o wiele więcej. Naukowcy sądzili, że organizmy pierwotne będą miały najwyżej kilka tysięcy genów, zaś ludzie będą mieli w przybliżeniu jakieś 150 000 genów, co oznacza opracowanie 150 000 nowych leków. Projekt rozpoczął się w 1987 roku i pokazał tylko to, jak ci ludzie głowili się nad wymyślaniem nowych cudów. W zaledwie czternaście lat otrzymaliśmy wyniki [badań] ludzkiego genomu. To było również coś, co nazwałem kosmicznym żartem.

Aby rozpocząć projekt poznawania ludzkiego genomu, naukowcy zbadali wcześniej pewien pierwotny organizm, miniaturowego robaczka, ledwo dostrzegalnego gołym okiem. Owe robaczki były dla genetyków zwierzęciem doświadczalnym, ponieważ rozmnażały się w bardzo szybkim tempie i w dużych ilościach, co dało wiele wyrazistych cech, które można było zbadać. Naukowcy odkryli, że to małe zwierzątko miało około 24 000 genów. Wówczas zdecydowali, że przed stworzeniem genetycznego modelu człowieka wykonają jeszcze jeden model genetyczny innego owada, wybrali więc muchę owocówkę, z uwagi na dość dużą ilość dostępnych informacji o genach i zachowaniach tego owada. Mucha owocówka okazała się mieć zaledwie 18 000 genów. Pierwotny robaczek miał 24 000 genów, a mucha owocówka ledwie 18 000! Naukowcy nie rozumieli, co to oznacza, odłożyli jednak wyniki badań na bok i rozpoczęli prace nad projektem badawczym ludzkiego genomu.

Rezultaty nadeszły w 2001 roku i wywołały szok: w ludzkim genomie znajduje się tylko 25 000 genów; naukowcy oczekiwali 150 000 genów, a jest ich tylko 25 000! Wywołało to taki szok, że właściwie o tym nie rozmawiano. Kiedy był duży boom na projekty naukowe uzupełniające model ludzkiego genomu, mówiono o około 100 000 brakujących genach. Na ten temat nie było w ogóle żadnych dyskusji na łamach dzienników naukowych. Gdy naukowcy rozumieli, że była niewystarczająca ilość genów potrzebnych do wyjaśnienia ludzkiej złożoności, to doniesienie wstrząsnęło założeniami biologii.

Dlaczego to jest takie ważne? Jeśli nauka jest oparta na sposobie, w jaki działa życie, wówczas taka nauka znajduje praktyczne zastosowanie w medycynie. Jeśli jednak opierasz swoją naukę na niewłaściwej informacji, wtedy ta nauka może się okazać dla praktyki medycznej szkodliwa. Faktem jest, że konwencjonalna medycyna allopatyczna, najważniejsza medycyna jakiej używamy w zachodnim świecie, jest główną przyczyną śmierci w Stanach Zjednoczonych. Jest też odpowiedzialna za jedno na pięć zejść śmiertelnych w Australii. W biuletynie Amerykańskiego Stowarzyszenia Medycznego doktor Barbara Starfield napisała artykuł ujawniający, że według ostrożnych ocen praktyka medyczna jest na trzecim miejscu wśród najczęstszych powodów śmierci w USA. Jednakże ostatnio podobne badanie przeprowadził Gary Null. Okazuje się, że praktyka medyczna jest prawdopodobnie najczęstszym powodem śmierci wśród 750 000 ludzi w Ameryce, którym udzielano każdego roku pomocy medycznej. Jeśliby medycyna wiedziała, co robić, to nie byłoby tylu zejść śmiertelnych.

Rzuciłem uniwersytet w 1980 roku, na siedem lat przed rozpoczęciem projektu poznawania genomu ludzkiego, ponieważ już wtedy byłem świadom tego, iż geny nie kontrolują życia. Wiedziałem, że to środowisko ma wpływ na życie, ale moi koledzy patrzyli na mnie nie jak na radykalnego [naukowca], ale jak na heretyka, ponieważ moje poglądy kolidowały z ogólnie przyjętym dogmatem; dlatego stało się to argumentem religijnym. W pewnym punkcie moja religijność skłoniła mnie ku temu, by zrzec się zajmowanego przeze mnie wówczas stanowiska. Wtedy właśnie zacząłem coraz bardziej rozumieć funkcje mózgu i neurologię. Spróbowałem wtedy dociec tego, że skoro to nie DNA kontroluje komórki, to gdzie w takim razie znajduje się „mózg” komórki?

DNAKomputer wewnątrz

Nowa biologia ujawniła, że mózg komórki jest jej skórą, membraną, interfejsem wnętrza komórki i zmieniającego się świata, w którym żyjemy. Jest to element funkcjonalny kontrolujący życie. To ważne, ponieważ dzięki temu rozumiemy, że jego funkcja pokazuje, że nie jesteśmy ofiarami naszych genów. Poprzez działanie błony komórkowej możemy właściwie kontrolować nasze geny, naszą biologię i nasze życie i robimy to, choć wierzymy, że jesteśmy ofiarami genów.

Zacząłem rozumieć, że komórka była czymś w rodzaju chipa, a jądro było swego rodzaju dyskiem twardym zawierającym programy. Programami były geny. Gdy pisałem ten tekst na moim komputerze, pewnego dnia zrozumiałem, że mój komputer był jak komórka. Posiadał stworzone dla niego programy, ale to co zostało wyrażone przy pomocy komputera, nie zostało określone przez programy. Zostało to określone przez informację, że ja, jako środowisko, piszę na klawiaturze. Nagle wszystkie kawałki złożyły się w całość: błona komórkowa jest właściwie chipem przetwarzającym informacje. Geny komórki stanowią napęd dysku twardego ze wszystkimi możliwymi potencjałami. Właśnie dlatego każda komórka w twoim ciele może stworzyć każdego rodzaju inną komórkę, ponieważ każde jądro zawiera wszystkie geny, które tworzą człowieka. Dlaczego jednak jedna komórka musi być skórą, a inna może być kością lub okiem?

Odpowiedź nie opiera się o programy zawarte w genach, lecz o sposób reakcji na informację pochodzącą ze środowiska. Nagle uderzyła mnie większa rzecz: to, co czyni nas różnymi od innych ludzi, to obecność kompletu unikalnych identyfikujących nas kluczy białek (receptorów) obejmujących klawiaturę znajdującą się na powierzchni naszych komórek. Znajdujące się na błonie komórkowej klucze tożsamości odpowiadają na docierającą ze środowiska informację. Największe „Aha!” brzmiało dla mnie następująco: nasza tożsamość jest właściwie sygnałem środowiskowym poruszającym się po klawiaturze znajdującej się na powierzchni naszych komórek i pobudzającym nasze programy genetyczne; nie siedzisz wewnątrz komórki, tylko poruszasz się po komórce, używając klawiatury jako interfejsu. Jesteś tożsamością wywodzącą się ze środowiska.

W czasach młodości nie wiedziałem, że ta religia oferowała mi prawdę. Odszedłem od ducha i skończyłem się w nauce. Zrozumienie, że moja tożsamość była czymś pochodzącym ze środowiska poruszającego się po moich komórkach, było największym szokiem dla mojego świata, ponieważ zostałem przerzucony z nieduchowej rzeczywistości do czegoś, co wymagało duchowego istnienia. Moje komórki były jak małe telewizorki z antenami, a ja nadawałem coś, co kontrolowało odzyskiwanie informacji z genów. W rzeczywistości programowałem moje komórki.

Zrozumiałem, że jeśli komórka obumarła, to nie oznaczało to od razu problemów z transmisją – transmisja nadal trwa, obojętnie czy komórka istnieje lub nie. Wszystko to uderzyło mnie mocno, wywołując głęboki strach. Zrozumiałem, że przetrwanie nie było tak ważne z powodu mojego niezmiennego charakteru wywodzącego się z jakiejś transmisji w polu. Lęk przed śmiercią zniknął. To było jakieś dwadzieścia pięć lat temu i było to jedno z najcudowniejszych uwalniających doświadczeń, jakie dane mi było kiedykolwiek przeżyć.

Percepcja – siła Nowej Biologii

Postrzegamy środowisko i dostosowujemy naszą biologię, ale nie wszystkie nasze spostrzeżenia są dokładne. Jeśli pracujemy, doświadczając braków w percepcji, wówczas te braki przedłużają okres niedostosowania naszej biologii. Gdy nasze postrzegania są niedokładne, to możemy wtedy właściwie zniszczyć naszą biologię. Kiedy zrozumiemy, że geny są tylko respondentami spostrzeżeń odebranych ze środowiska przez błonę komórkową, to możemy wówczas zrozumieć, gdy nasze życie nie toczy się najlepiej, że musimy zmieniać nie geny, ale naszą percepcję. Łatwiej zmienić percepcję niż ciało fizyczne. W rzeczy samej jest to siła nowej biologii: możemy kontrolować nasze życie, kontrolując naszą percepcję.

„Prawdy” utrzymywane w nauce są w rzeczywistości bzdurami, tak naprawdę są to tylko „założenia” i owe założenia są błędne. Dopóki ich nie poprawimy, będziemy niewłąściwie rozumieć nasz związek z planetą, przyrodą i środowiskiem. Wskutek tego niszczymy środowisko, które dało nam przecież życie.

Błędem numer jeden w tym założeniu jest stwierdzenie, że wszechświat składa się z materii i że możemy go zrozumieć, badając materię. Nasze postrzeganie jedynie materialnej biologii i środowiska z punktu widzenia nauki jest już nieprecyzyjne. Inne założenie mówi, że geny kontrolują życie. Tak naprawdę nasze życie kontrolują nasze spostrzeżenia i to poprzez zmienianie własnych spostrzeżeń możemy kontrolować nasze życie. Przedyskutuję to później. Błędem numer trzy jest bardzo niebezpieczne założenie: ze w naszym rozwoju używamy mechanizmów teorii Darwina, którą to teorię można podsumować jako „przetrwanie najodpowiedniejszego osobnika w walce o istnienie”. Ta teoria staje się nieaktualna w nowej biologii, w której ewolucja jest oparta na współpracy. Dopóki tego nie pojmiemy, będziemy ze sobą rywalizować, walczyć i niszczyć planetę, nie wiedząc, że przetrwamy tylko poprzez współpracę i że nasza nieustanna konkurencja jest ostatnią godziną ludzkiej cywilizacji.

Przyszłość medycyny

Wszystko we wszechświecie jest obecnie pojmowane jako stworzone z energii; dla naszej percepcji wszystko wygląda na fizyczne i stałe, jednak w rzeczywistości są to tylko oddziałujące ze sobą energie i siły. Oddziałując wzajemnie ze swoim środowiskiem, jednocześnie wchłaniasz i wysyłasz energię. Prawdopodobnie bliższe są ci określenia „dobre atmosfery” i „złe atmosfery”. Są to fale, w których wszyscy wibrujemy. Wszyscy jesteśmy energią. Energia w twoim ciele odzwierciedla energię znajdującą się wokół ciebie, ponieważ atomy w twoim ciele nie tylko wydzielają energię, ale również ją pochłaniają. Każdy żywy organizm porozumiewa się przy pomocy tych wibracji. Zwierzęta porozumiewają się z roślinami, one porozumiewają się z innymi zwierzętami. Szamani rozmawiają z roślinami, używając wibracji. Jeśli jesteś wyczulony na różnice między „dobrymi” i „złymi” wibracjami, zawsze udajesz się do miejsc, które zwiększą twoje szanse przetrwania, zwiększą twój wzrost, miłość, etc i trzymasz się z daleka od sytuacji i miejsc, które mogłyby cię wykorzystać lub osłabić ciebie takim, jakim jesteś.

Kiedy nie zwracamy uwagi na nasze energie wibracyjne, to wtedy tracimy najważniejsze informacje z naszego środowiska. Rozumienie nowej fizyki mówi nam, że wszystkie siły są ze sobą powiązane i wzajemnie ze sobą oddziałują. Dlatego musisz uważać na te niewidoczne siły, które związane są z tym, co się dzieje w twoim życiu. W momencie gdy medycyna nie szkoli lekarzy, że ta energia jest częścią systemu, oni bardzo łatwo przyzwyczajają się do używania nowych systemów badania wzrokiem, aby określić, co się dzieje wewnątrz organizmu. Zabawne jest to, że oni odczytali swoje badania jako „mapę”, nie mając przy tym podstawowego pojęcia o tym, że te ich mapy są bezpośrednimi odczytami obecnej w ciele energii.

Na przykład w mammografie wykrywającym raka piersi [monitor] wizualizuje emisję charakterystycznej energii wyróżniającej nowotwór. Co by się stało, gdybyś zamiast wycinać nowotwór, zastosowałbyś energię, która przy zastosowaniu pewnych wzorców zmieniłaby energię tych komórek ciała i przywróciła je z powrotem do normalnej energii? Przypuszczalnie uzyskałbyś leczniczy skutek. To miałoby sens i byłoby czymś, co od tysięcy lat nazywane jest „uzdrawiającymi rękami”. Odbiorca otrzymuje energię, która oddziałuje wzajemnie z jego ciałem, ingerując w nie i przez tą ingerencję zmienia charakter energii w materii fizycznej, ponieważ materia jest złożona z energii. Jest to przyszłość medycyny, choć obecnie nie jest ona jeszcze aż tak rozwinięta.

Fizycy kwantowi ujawniają, że pod oczywistą fizyczną strukturą nie ma niczego oprócz energii, i że jesteśmy istotami zbudowanymi z energii. To znaczy, że oddziałujemy wzajemnie ze wszystkim dookoła. To ma bardzo poważny wpływ na opiekę zdrowotną. Fizycy kwantowi pokazują, że energie zawsze są ze sobą powiązane. We wszechświecie złożonym z energii fale zawsze płyną i oddziałują wzajemnie z innymi falami. Może się okazać, że nie możemy w pełni oddzielić kogoś od środowiska, w którym ta osoba żyje. Fizycy kwantowi mówią, że niewidoczna energia jest czasem sto razy skuteczniejsza w przenoszeniu informacji, niż sygnały materialne (na przykład lekarstwa). To, w czym zaczynamy się orientować, to to, że istnieje niewidoczny świat, z którym jeszcze się nie uporaliśmy pod względem zrozumienia natury naszego zdrowia.

Innymi słowy, bardziej niż na materii w świecie kwantowym skupiamy się na energii. W świecie mechanicznym powiedzieliśmy, że możemy wszystko zrozumieć przez redukcjonizm. Jednak w nowszym rozumieniu kwantowego wszechświata musimy zrozumieć holizm: nie możesz oddzielić jednej wibracji energii od innej. Musimy zrozumieć, że w świecie, w którym żyjemy, jesteśmy zaplątani w nieskończonej ilości wibracji energii i że jesteśmy z nimi wszystkimi połączeni!

Oto moja definicja środowiska: jest to wszystko, począwszy od jądra twojego jestestwa aż po krawędź wszechświata. Zawiera się w tym wszystko, co znajduje się wokół ciebie, jak również planety i słońce oraz cały układ słoneczny. Jesteśmy częścią tego całego pola. Aby zreasumować znaczenie tego wszystkiego, pozwolę sobie zacytować Alberta Einsteina: „Pole jest jedynym urzędem rządzącym cząsteczką”. Oznacza to, że: pole, niewidoczna energia, jest jedynym urzędem rządzącym fizyczną rzeczywistością.

Bruce Lipton

Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios

Od tłumacza: Ten artykuł jest fragmentem trzyczęściowej prezentacji dźwiękowej, wydanej na ośmiu płytach CD przez wydawnictwo Sounds True (www.soundstrue.com). W tym roku planuję zamieścić w Paranormalium także tłumaczenie innego fragmentu tej prezentacji. Bruce Lipton jest także autorem książki „The Biology of Belief” (Biologia wiary).

Źródło: http://www.paranormalium.pl/702,40,artykul.html

Serwis Paranormalium.pl jest licencjonowany na warunkach Creative Commons. Możesz wykorzystywać wszelkie materiały pod warunkiem podania ich autora i źródła jako serwisu http://www.paranormalium.pl

2) Bruce Lipton: Nowa Biologia – Umysł ponad genami

Na początku mojej kariery badacza naukowego i profesora w szkole medycznej aktywnie popierałem pogląd mówiący, że ludzkie ciało jest „biochemiczną maszyną ‚zaprogramowaną’ przez geny”. My, naukowcy, sądziliśmy, że nasze moce, takie jak zdolności artystyczne lub intelektualne, i nasze słabości, takie jak choroba sercowo-naczyniowa, rak albo depresja, reprezentują cechy, które były wcześniej zaprogramowane w naszych genach. Odtąd postrzegałem cechy życia i niedobory, jak również stan naszego zdrowia o nasze słabości jako zaledwie odbicie naszej dziedziczności.

Do niedawna sądzono, że geny same się aktualizowały… że mogły się „same włączać i wyłączać”. Takie zachowanie jest wymagane, żeby geny mogły kontrolować biologię. Choć w aktualnych kursach biologicznych i podręcznikach nadal podkreślana jest władza genów, w wiodącej gałęzi nauki o komórkach pojawiło się radykalnie nowe rozumowanie. Teraz powszechnie się uznaje, że to środowisko, a w szczególności nasza percepcja (interpretacja) środowiska, bezpośrednio kontroluje działalność naszych genów. Działalność genów jest kontrolowana przez środowisko za pomocą procesu zwanego kontrolą epigenetyczną.

Ta nowa perspektywa ludzkiej biologii nie postrzega ciała jako wyłącznie urządzenia mechanicznego, ale raczej włącza również rolę umysłu i ducha. Ten przełom w biologii jest fundamentalny w kwestii leczenia, ponieważ uznaje, że kiedy zmieniamy naszą percepcję lub wiarę, to wysyłamy do naszych komórek całkowicie odmienne wiadomości i przeprogramowujemy ich wyrażenie. Nowa biologia ujawnia, dlaczego ludzie mogą mieć spontaniczne remisje lub odzyskiwać zdrowie po urazach, po których uznano ich za niepełnosprawnych do końca życia.

Funkcjonalne części ciała są indywidualnymi komórkami, z których składa się nasze ciało. Chociaż każda komórka jest naturalnie inteligentna i potrafi sama przeżyć, gdy zostanie oddzielona od ciała, w ciele każda komórka zrzeka się swojej indywidualności i staje się członkiem wielokomórkowej społeczności. Ciało tak naprawdę reprezentuje kooperatywny wysiłek społeczności składającej się z około pięćdziesięciu trylionów pojedynczych komórek. Zgodnie z definicją, społeczność jest organizacją osób oddanych popieraniu współdzielonej wizji. W konsekwencji, kiedy każda komórka jest wolnym i żywym bytem, wówczas społeczność cielesna wykonuje życzenia i zamiary swojego „głosu centralnego”, czyli postaci, którą my postrzegamy jako umysł i ducha.

Gdy umysł spostrzega, że środowisko jest bezpieczne i wspierające, komórki zajęte są wzrostem i utrzymaniem ciała. W stresujących sytuacjach komórki zrzekają się swoich normalnych funkcji i przyjmują defensywną „ochronną” postawę. Zasoby energii ciała, zwykle podtrzymujące wzrost, są kierowane do systemów odpowiedzialnych za zapewnienie ochrony w czasie stresu. Po prostu procesy wzrostu sa ograniczane lub wstrzymywane [przy włączonym] systemie stresu. Gdy nasze systemy mogą się przystosować w okresie krótkotrwałego stresu, przedłużający się lub chroniczny stres osłabia je, ponieważ zapotrzebowanie na energię koliduje z wymaganiem utrzymania ciała, co w konsekwencji prowadzi do zaburzeń i choroby.

Zasadniczym źródłem stresu jest systemowy „głos centralny”, czyli umysł. Umysł jest jak kierowca pojazdu. Przy dobrych umiejętnościach kierowcy, pojazd może być [dobrze] utrzymany i mieć przez całe życie dobre osiągi. Mając kiepskiego kierowcę, pojazd staje się wrakiem zaśmiecającym pobocze drogi lub ląduje na złomowisku. Jeśli posiądziemy dobre „umiejętności kierowcy” w kwestii zarządzania naszymi zachowaniami i postępowaniu z naszymi emocjami, wtedy powinniśmy wieść długie, szczęśliwe i produktywne życie. W kontraście, posiadając niewłaściwe zachowania i patologicznie postępując z emocjami, niczym zły kierowca wpędzamy w stres nasz komórkowy „pojazd”, zakłócając jego osiągi i powodując awarię.

Czy jesteś dobrym, czy złym kierowcą? Zanim odpowiesz na to pytanie, uświadom sobie, że istnieją dwa oddzielne umysły, tworzące kontrolujący ciało „głos centralny”. Świadomy umysł (czyli jaźń) oznacza myślenie w kategorii „ty”, jest to twórczy umysł, wyrażający wolną wolę. Jego partnerem pomocniczym jest podświadomy umysł, wspaniały komputer posiadający bazę zaprogramowanych zachowań. Niektóre programy wywodzą się z genetyki, są to nasze instynkty i reprezentują one naszą naturę. Jednakże ogromna większość podświadomych programów jest nabywana poprzez nasze uczące doświadczenia rozwojowe, te programy reprezentują pożywienie.

Podświadomy umysł nie jest miejscem [działania] rozumowania lub twórczej świadomości, jest to tylko urządzenie ściśle reagujące na bodźce. Kiedy zostanie spostrzeżony sygnał środowiskowy, to wtedy podświadomy umysł refleksyjnie uaktywnia zgromadzoną wcześniej behawioralną odpowiedź… nie jest tu wymagane żadne myślenie. Podświadomy umysł jest programowalnym automatycznym pilotem, który może prowadzić pojazd bez obserwacji lub świadomości pilota – świadomego umysłu. Kiedy podświadomy automatyczny pilot kontroluje zachowanie, wówczas świadomość jest wolna i może śnić o przyszłości lub przeglądać przeszłość.

Skuteczność dwuumysłowego systemu jest zdefiniowana przez jakość programów zgromadzonych w podświadomym umyśle. Zasadniczo jest to osoba, która nauczyła cię modelować twoje umiejętności kierowcy. Na przykład, jeśli jesteś nauczony, by jechać z jedną stopą na gazie, a drugą na hamulcu, to obojętnie ile posiadałbyś pojazdów, w każdym po jakimś czasie spowodujesz zużycie hamulca i awarię silnika. Podobnie jeśli nasz podświadomy umysł ma zaprogramowaną niewłaściwą odpowiedź behawioralną na doświadczenia życiowe, wtedy nasze suboptymalne „umiejętności kierowcy” przyczynią się do życiowej klęski i oparzenia się w zetknięciu z doświadczeniem. Na przykład chorobę sercowo-naczyniową, główną przyczynę śmierci, można bezpośrednio przypisać do behawioralnych programów, które źle kierują odpowiedzią ciała na stres.

Nowa Biologia

Czy jesteś dobrym, czy złym kierowcą? Odpowiedź jest trudna, bo w naszym świadomym twórczym umyśle możemy siebie uważać za dobrych kierowców, jednakże samosabotażujące lub ograniczające programy behawioralne w naszym podświadomym umyśle niepostrzeżenie podkopują nasze wysiłki. Jesteśmy świadomie nieświadomi naszych podstawowych percepcji lub przekonań o życiu. Powód jest taki, że mózg prenatalny i noworodkowy operuje predominująco w zakresie dal delta i theta przez pierwsze sześć lat naszego życia. Ten niski poziom aktywności mózgu jest nazywany stanem hipnagogicznym. Znajdując się w tym hipnagogicznym transie, dziecko nie musi być aktywnie trenowane przez swoich rodziców, ponieważ otrzymuje swoje programy behawioralne po prostu obserwując rodziców, rodzeństwa, rówieśników, i nauczycieli. Czy twoje wczesne doświadczenia rozwojowe dostarczyły ci dobrych modeli zachowań do używania ich w procesie rozwoju twojego własnego życia?

Przez pierwsze sześć lat życia dziecko nieświadomie nabywa behawioralny repertuar, którego potrzebuje, by stać się funkcjonalnym członkiem społeczeństwa. Jakby tego było mało, podświadomy umysł dziecka również pobiera przekonania wiążące się z jaźnią. Kiedy rodzic mówi małemu dziecku, że jest głupie, nie zasługuje na coś lub karci je w inny sposób, to również jest to zapisywane w podświadomym umyśle dziecka jako „fakt”. Te nabyte przekonania formują „głos centralny” kontrolujący los komórkowej społeczności ciała. Kiedy świadomy umysł może utrzymywać czyjąś jaźń w wysokiej kondycji, to potężniejszy umysł może w tym samym czasie wykazywać zachowania samodestrukcyjne.

Podstępna część mechanizmu automatycznego pilota wygląda tak, że podświadome zachowania są zaprogramowane w taki sposób, że uaktywniają się bez kontroli lub obserwacji ze strony świadomej jaźni. Odkąd większość naszych zachowań znajduje się pod kontrolą świadomego umysłu, wówczas rzadko je obserwujemy lub nie wiemy, że są aktywne. Gdy twój świadomy umysł dostrzeże, że jesteś dobrym kierowcą, umysł podświadomy, który przez większość czasu kontroluje dłonie kierowcy, może sprowadzić cię na drogę prowadzącą do ruiny.

Zostaliśmy doprowadzeni do tego, że sądzimy, że używając siły woli możemy ominąć negatywne programy naszego podświadomego umysłu. niestety, robiąc to, musisz naprawdę podkreślić słowo „siła”, ponieważ musisz stale czuwać nad swoim własnym zachowaniem. Wystarczy moment nieuwagi, by podświadomy umysł automatycznie się włączył i uaktywnił swoje zapisane wcześniej, oparte na doświadczeniach, programy.

Podświadomy umysł naprawdę jest taśmowym graczem. W podświadomym umyśle, przeglądającym behawioralne taśmy, nie ma żadnego bytu obserwującego. Podświadomość jest maszyną zapodającą nagrania z playbacku, w której dostrzeżone bodźce powodują uaktywnienie się wstępnie zaprogramowanych zachowań. Faktycznie, ludzie, widząc jak aktywują się ich własne podświadome programy, mówią czasami coś w stylu „Ten koleś tylko wcisnął moje przyciski!”.

W przeciwieństwie do mocy świadomego umysłu, umysł podświadomy jest miliony razy potężniejszym procesorem informacji. Także dlatego neurolodzy podkreślają, że świadomy umysł wytwarza 5% lub nawet mniej kognitywnej aktywności w ciągu dnia. 95 do 99% naszych zachowań wywodzi się bezpośrednio z podświadomości. Odtąd użycie określenia „moc” w znaczeniu siła woli oznacza dla świadomego umysłu duży wysiłek przy prowadzeniu rachunków podświadomych zachowań. Pozytywne myślenie przynosi efekty, jeśli podświadomość wspiera świadome zamiary.

Problem z próbą przeprogramowania podświadomości jest taki, że nie zdołamy zrozumieć, że odtwarza ona behawioralne „taśmy”. By zrozumieć, dlaczego świadoma świadomość niechętnie zmienia podświadome programy, rozważmy tę pouczającą analogię: przynoszę ci kasety, ty je wkładasz do odtwarzacza i włączasz odtwarzanie. Gdy kaseta odtwarza program, ty orientujesz się, że go nie lubisz. Krzyczysz więc na odtwarzacz, by zmienił program, prosisz, by zagrał coś innego. Po chwili, nie słysząc odpowiedzi, wrzeszczysz głośniej i jeszcze bardziej denerwujesz się na twój odtwarzacz, ponieważ on nie odpowiada na twoją prośbę. Gdy sytuacja wydaje się beznadziejna, zaczynasz prosić Boga o pomoc w zmianie programu. Konkluzja jest prosta, obojętnie jak głośno być nie wrzeszczał, magnetofon i tak nie zmieni programu. Aby zmienić nagrany na kasecie program, musisz wcisnąć przycisk nagrywania i dopiero wtedy możesz wprowadzić do programu pożądane zmiany.

Z tego problemu są dwa wyjścia. Po pierwsze, możemy stać się bardziej świadomi i mniej polegać na zautomatyzowanych podświadomych programach. Będąc w pełni świadomi, stajemy się bardziej mistrzami naszych losów, niż „ofiarami” naszych programów. ta ścieżka podobna jest do buddyjskiej uważności oddychania (po angielsku „mindfulness”). Po drugie, możemy użyć rozmaitych nowych modalności psychologii energii, które umożliwiają szybkie i głębokie przeprogramowanie ograniczeń podświadomych przekonań. Te nowe modalności energii dostarczają zdolności do ponownego zapisania ograniczeń percepcji (przekonań) i sabotażu zachowań przy użyciu procesów, które są mechanicznie podobne do wciśnięcia przycisku nagrywania w odtwarzaczu podświadomego umysłu. Posiadając świadomą świadomość, możemy aktywnie przekształcić charakter naszego życia na taki, dzięki któremu będzie ono wypełnione miłością, zdrowiem i pomyślnością. Użycie tych nowych modalności dostarcza klucz do osobistego wzrostu i przemiany.

Rozmaitość modalności psychologii energii, takich jak Psych-K, Holograficzne Remodelowanie (Holographic Repatterning) czy RozmowaZCiałem (BodyTalk) to tylko jedne z bardzo wielu programów, jakie można znaleźć w Sieci.

Bruce Lipton

Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios

Źródło: http://www.paranormalium.pl/716,40,artykul.html

Serwis Paranormalium.pl jest licencjonowany na warunkach Creative Commons.

Możesz wykorzystywać wszelkie materiały pod warunkiem podania ich autora i źródła jako serwisu www.paranormalium.pl

3) Bruce Lipton: Nowa Biologia – Odkrywając biologię wiary

Każda komórka jest inteligentnym organizmem. Możesz ją wyjąć z ciała, umieścić na szalce Petriego,

a ona będzie prowadziła własne życie: poradzi sobie ze środowiskiem, urośnie, rozmnoży się i stworzy społeczność wraz z innymi komórkami.

W ludzkim ciele zajmujemy się ogromną społecznością komórek pracujących razem w harmonii. W kulturalnym zagłębiu komórki zachowują się jak indywidualne byty. Jednakże komórki w ciele służą jako społeczność; żadna z nich nie może robić sobie co jej się żywnie podoba, bo wtedy spójność grupy ulegnie rozpadowi. Dlatego komórki znajdujące się w jednej społeczności nabywają centralną inteligencję, która związana jest z koordynowaniem działalności indywidualnych komórek w grupie. Komórki wydają się podporządkowywać temu centralnemu głosowi. Ludzki organizm jest społecznością składającą się z ponad pięćdziesięciu trylionów komórek działających zgodnie i w harmonii, dążących do dostosowania się do próśb i poleceń centralnego głosu. A jest to centralny głos, który nabywa i uczy się percepcji, z którą musimy się borykać przez całe nasze życie.

Istnieją trzy źródła percepcji kontrolujących życie. Źródłem numer jeden jest genetyka, która utrzymuje instynkty wspólne dla wszystkich ludzi, podstawowe sprawy takie jak automatyczne wyciągnięcie ręki z ognia. Drugi zestaw percepcji wywodzi się z podświadomego umysłu, czyli części kontrolującej wszystkie funkcje, o których nie musimy myśleć. Gdy raz nauczysz się chodzić, program kontrolujący chodzenie stanie się częścią podświadomego umysłu. Wystarczy, że chcesz gdzieś iść i mózg sam skoordynuje zachowanie. Trzecim źródłem percepcji jest świadomy umysł. Świadomy umysł może przepisać któryś z podstawowych programów, które nabyłeś, a ty możesz nawet wrócić i zmienić działalność genetyczną. Świadomy umysł jest unikalny dlatego, że może zmienić całą historię percepcji, by w ten sposób mieć wpływ na różne zachowania i style życia.

Jak dzieci się uczą

W ludzkim rozwoju, gdy plemnik i komórka jajowa łączą się ze sobą, ich los jest przypuszczalnie kontrolowany przez odziedziczone geny. Rola kobiety w embrionalnej fazie rozwoju została ograniczona do żywienia płodu komponentami krwi dostarczanymi przez pępowinę do płodu. Krew kobiety zawiera jednak o wiele więcej, niż tylko odżywkę. Krew zawiera także mnóstwo cząsteczek informacyjnych, takich jak hormony i emocjonalne substancje chemiczne. Matka zawsze dostosowuje swoją fizjologię i emocje, by dzielić je z wariantami życia. Gdy jej krew jest dostarczana przez łożysko bezpośrednio do płodu, wówczas płód doświadcza i odczuwa to samo, co matka. To wspaniały i inteligentny pomysł Matki Natury. Płód, gdy się urodzi, będzie żył w tym samym środowisku, które postrzega jego matka, więc matka pomaga płodowi „dostosowywać” się do aktualnych warunków panujących na świecie. Jeśli matka postrzega świat jako zagrożenie, wysyła do płodu zupełnie inne sygnały, niż gdyby postrzegała świat jako ciepłe, wspierające miejsce.

Gdy hormony stresu przemierzają łożysko, wówczas mają w płodzie dokładnie takie samo miejsce docelowe, jak w ciele matki. Powodują one, że embrionalne naczynia krwionośne kurczą się w trzewiach, wysyłając więcej krwi do peryferii i przygotowując płód do walki jako odpowiedzi. U rozwijającego się płodu będzie się poprawiał rozwój systemu mięśniowo-kostnego i ciało będzie większe, zaś mózg będzie tak przygotowany, by skoordynować taką [waleczną] odpowiedź. W naprawdę niestałym świecie matka wytworzy dziecko, które będzie miało wiele korzyści, ponieważ jego zdolność do bycia wojownikiem i przetrwania będzie znacznie większa. Tak, geny kontrolują rozwój ciała, ale gdy poprawisz jakieś organy i usuniesz inne, jest to oparte na strumieniu informacyjnych substancji chemicznych, które są transportowane z krwi matki do łożyska.

Obecnie wiadomo już, że gdy dziecko się rodzi, jest w pełni podatne na doświadczanie prawie wszystkich emocji dorosłych. Noworodki mogą wyrażać wściekłość, zazdrość, gniew, miłość i smutek. Okazuje się, że zarówno matka jak i ojciec właściwie dostosowują i kształtują fizjologię dziecka i jego zachowanie, by dostosować je do [otaczającego] świata. Jeśli rodzice zorientują się, że świat stwarza jakieś problemy, wówczas ich dziecko będzie tym dotknięte. Na przykład, gdy rodzice nie chcą dziecka, wówczas taka informacja, w formie emocjonalnej chemii, przedostaje się do dziecka poprzez łożysko! Płód już wie, że nie ma zagwarantowanego wsparcia. Bardzo ważne jest dla nas uświadomienie sobie faktu, że tworzenie dziecka jest bardzo ważnym i dynamicznym procesem interakcyjnym, zachodzącym pomiędzy rodzicami a płodem. W istocie najnowsze rozumienie ludzkiej patologii wyraźnie pokazuje, że zagadnienia oddziałujące na nas jako dorosłych, takie jak choroby sercowo-naczyniowe, nowotwór i otyłość mają tak naprawdę swoje korzenie w okołopojęciowych, embrionalnych i noworodkowych fazach życia. Warunki, w jakich rozwija się dziecko znajdujące się w macicy, kształtują dziecko na całe życie pod względem zachowania i fizjologii.

Gdy dziecko rodzi się, godzinami wpatruje się w twarze swoich rodziców, usiłując odczytać z nich emocje. Powód takiego zachowania jest bardzo ważny – wyraz twarzy rodzica uczy niemowlę tego, jaki jest jego nowy świat. Gdy dziecko bada swój świat i napotka coś „nowego”, odczytując jednocześnie z twarzy rodzica zainteresowanie lub lęk, natychmiast uczy się, że tego czegoś musi unikać. Dziecko będzie się cofało przed wszystkim, co rozpozna jako zagrożenie, i jest to odpowiedź jak najbardziej prawidłowa dla jego życia. Przez takie stykanie się [z nowymi rzeczami] i interakcje z nimi rodzice zaprogramowują odpowiedzi dziecka. Brak rodziców i takich interakcji prowadzi do problemów w rozwoju dziecka, zwanych zaburzeniami przywiązania. Takie dzieci mają problem ze skupieniem się i wykazują wyraźne cechy podobne do zaburzenia zwanego deficytem uwagi (w psychologii i psychiatrii określa się tak wyraźne trudności w utrzymaniu uwagi w pożądanym miejscu – przyp. Ivellios). Nauka udokumentowała to, że odpowiedź na świat, którą nabyliśmy od naszych rodziców, jest bardzo ważna w procesie kształtowania naszej fizjologii, zdrowia i chorób, jakich możemy doświadczyć w późniejszym życiu.

Władza umysłu

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=nZpaXViyPYM

Jesteśmy potężni i zdolni do robienia rzeczy, które nazywamy cudami. Cuda to tak naprawdę zdarzenia, których nauka jeszcze nie rozumie. Bardzo głębokie cuda zdarzają się każdego dnia. Na przykład ktoś ma raka i nagle u tej osoby zmienia się postrzeganie i może ona doświadczyć spontanicznej remisji (złagodzenia objawów/przebiegu choroby – przyp. Ivellios). Zmieniając swoje postrzeganie życia, przeprogramowują swoje komórki. Stanowi to wyrażenie epigenetycznych mechanizmów, procesów molekularnych, które oddają władzę osobie. Nowa nauka, zamiast postrzegać nas jako „ofiary komórek”, zauważa władzę, pozwalającą nam kontrolować komórki.

W ciągu historii było wiele relacji o ujawnianiu władzy [bądź siły] naszych myśli. Efekt placebo jest tak naprawdę „efektem postrzegania”. Jeśli sądzisz, że coś ci pomoże, to sama wiara może doprowadzić do powstania procesu uzdrawiającego. Wśród najlepiej sprzedających się leków na rynku znajdują się leki typu SSRI (grupa psychoanaleptycznych leków antydepresyjnych – przyp. Ivellios) – takie jak Prozac czy Zoloft – które, jak ujawniły przedsiębiorstwa farmaceutyczne za pośrednictwem organizacji Freedom of Information Act, działają nie lepiej niż efekt placebo. Efekt placebo polega na tym, że tak naprawdę nie bierzemy żadnych korzyści z zażywania czegoś, jest to pogląd mówiący, że wiara może kontrolować naszą biologię i fizjologię. I faktycznie, obecnie zakłada się, że około jednej trzeciej wszystkich medycznych metod uzdrawiania, w tym chirurgia, opera swoje działanie właśnie na efekcie placebo.

Tym, co jest najważniejsze i co zostawiliśmy poza naszym wyobrażeniem, jest równy i przeciwny efekt, zwany „efektem nocebo”. Zachodzi on wówczas, gdy negatywna myśl lub wiara używana jest do kształtowania naszej biologii. Na przykład gdy jakiś profesor, doktor medycyny czy inny specjalista powie ci, że umrzesz w ciągu trzech miesięcy i ty w to uwierzysz, możesz wtedy ustawić datę w swoim postrzeżeniowym zegarze, potem zaczynasz uwalniać się od życia i umierasz w ciągu trzech miesięcy. Zasadniczo placebo i nocebo są dwiema stronami tego samego medalu i po prostu reprezentują skutek działania percepcji.

Tutaj jednak pojawia się pewien problem: świadomy umysł może przetworzyć około czterdziestu bitów danych na sekundę, ale podświadomy umysł może w tej samej sekundzie przetworzyć czterdzieści milionów bitów danych. Odniesienie jest proste. Podświadomy umysł jako procesor informacji jest milion razy potężniejszy od umysłu świadomego. Wszyscy wierzymy, że prowadzimy nasze życie używając świadomego umysłu. Oto, czego chcę od życia. Chcę czynić te wszystkie cudowne rzeczy. Jeśli nasze życie nie wygląda tak jak byśmy chcieli, to skutkiem tego jest tendencja do wmawiania sobie „Nie mogę dostać tego, czego chcę, świat mi tego nie daje”. Przyjmujemy wówczas rolę ofiary. Nowe wglądy zupełnie zrewolucjonizowały ten pogląd. Teraz poznajemy, że 95% do 99% naszej kognitywnej działalności pochodzi z podświadomego umysłu, a mniej niż 5% pochodzi lub jest kontrolowane przez świadomy umysł.

Kiedy potwierdzamy coś lub myślimy pozytywnie, używamy wówczas małego procesora, który ma mniej niż 5% wpływu [na nasze życie], co oznacza, że musimy byc zależni od siły naszej woli, by móc opanować podświadomy umysł. To jest prawie niemożliwe do wykonania, ponieważ momentalnie angażujemy nasze gałki oczne, automatycznie powracamy do wstępnie wyznaczonych programów, które są zapisane w naszym podświadomym umyśle. Pozytywne myślenie samo w sobie jest dobre, lepsze niż negatywne myślenie, gdy jednak jesteś zaangażowany w pozytywne myślenie używając świadomego umysłu, podświadomy umysł wraz ze swoimi ograniczeniami i samosabotującymi programami wciąż pracuje! W konsekwencji tego pozytywne myślenie nie polepsza sytuacji u większości ludzi.

Nie jest prawdą, że świadomy umysł nie jest potężny, ponieważ może on w ludzkim ciele przeprowadzić każde działanie. Myśleliśmy [do niedawna], że może on tylko sterować dobrowolnym systemem – szkieletowymi mięśniami, rękami i nogami. Jogini pokazali jednak, że świadomy umysł może zmieniać temperaturę ciała, ciśnienie krwi i szybkość bicia serca. Świadomy umysł, jeśli skupi się na jakiejś części ciała lub funkcji, to może ją kontrolować. Jednakże świadomy umysł, będąc małym procesorkiem (40 bitów na sekundę), nie może kontrolować jednocześnie tak wielu rzeczy, jak podświadomy umysł, przetwarzający 40 milionów bitów na sekundę.

Większość ludzi prawie nie używa świadomego umysłu. Prowadzą swoją egzystencję z dnia na dzień, używając programów zgromadzonych w ich podświadomym umyśle. Jakie programy uruchamia ów podświadomy umysł? Odpowiedziami są wymagane programy, które zostały w nim zapisane. Żadnych wariacji w temacie. To, czego się nauczyliśmy, będzie nami sterowało przez całe życie, chyba że wejdziemy do podświadomego umysłu i przepiszemy program. Świadomy umysł często zapomina programy pochodzące z podświadomego umysłu, ponieważ umysły świadomy i podświadomy działają równocześnie: jeden nie obserwuje drugiego. Czy więc to, że nie dostaję w życiu tego czego chcę, jest spowodowane tym, że wszechświat mi tego nie daje, czy raczej tym, że niweczę sam siebie? Prawie nieuchronnie sabotujemy sami siebie przez ograniczenia programów zgromadzonych w naszym podświadomym umyśle.

Czy musimy wrócić i zidentyfikować, w jaki sposób nastąpiło podświadome programowanie? Absolutnie nie. Podświadomy umysł nie zna przyszłości ani przeszłości. On przez cały czas obsługuje obecną chwilę. Przychodzi sygnał ze środowiska, który naciska receptor, który angażuje wykonawcę, który wtedy koordynuje odpowiedź. To jest podświadomy umysł. Nie ma tam nikogo. Nie ma nikogo, który rozmawiałby lub negocjował z podświadomym umysłem. Musimy znaleźć inny sposób działania i wpływania na programy zgromadzone w podświadomym umyśle. Jedną z propozycji jest coś, co buddyści nazywają siłą umysłu – bycie w pełni świadomym przez cały czas i podejmowanie decyzji z użyciem twórczego umysłu, nie zaś z pomocą nałogowego podświadomego umysłu. wszystkie Ścieżki Jogi dostarczają różnych takich praktyk. Inna propozycja zawiera kliniczną hipnoterapię i nowe pole rozmaitych modalności, które są nazywane „psychologią energii”, sposobami identyfikowania i przepisywania programów wiary w naszych podświadomych umysłach.

Przyjmowanie osobistej odpowiedzialności

Nowa biologia jest bardzo ważna, ponieważ pokazuje nam, dlaczego brakuje nam osobistej odpowiedzialności, dlaczego nie poznajemy jak silni jesteśmy w kontrolowaniu naszego życia i tego co się dzieje w naszym świecie, dlaczego jesteśmy na ścieżce prowadzącej do wymarcia i dlaczego nasz świat się rozpada. Niszczymy środowisko. Jesteśmy w kryzysie wszystkiego, w tym w kryzysie zdrowia. Lęki, których doświadczamy, pogłębiają kryzys ochrony zdrowia, ponieważ nasze lęki wywołują ochronne odpowiedzi, które hamują mechanizmy wzrostu i funkcje systemu immunologicznego. Znajdujemy się w eskalującym cyklu lęku i chorego zdrowia. To nas musi obudzić. To nas stawia na nogi jako osoby, po to żebyśmy przyznali się wreszcie do tego, kim jesteśmy.

Nowe nauki o epigenetyce i mechanizmach kwantowych rozpoznają ważną rolę niewidocznych pól w kontrolowaniu życia, wliczając w to myśli i energie, które przyczyniają się do naszej rzeczywistości. Te nowe świadomości zmieniają nasz stary światopogląd. Teraz wiemy, że kontrolujemy nasze geny. Kontrolujemy nasze życie. Nasze myśli są prawdziwe i namacalne. One wpływają na naszą fizjologię. Fizycy zaczynają teraz rozpoznawać, że wszechświat jest budowlą umysłową. Wiedząc te rzeczy, stajemy się silniejsi. Programy w naszych podświadomych umysłach są zgromadzone jako życie, którego doświadczamy. To, co musimy zrobić, to przejrzeć nasze życie i zidentyfikować to, co chcemy w nim zmienić. Rzeczy, dla których się staramy a które nie działają, są odbiciem podświadomego programu, który niweczy nasze wysiłki, by się do niego dostać. Nie musimy do niego wracać i dowiadywać się, jak nabyliśmy ten program; byłoby to równoznaczne z zabiciem „posłańca” przez „wiadomość” (wynikanie nabycia podświadomego programu). Mimo iż możemy przepisać podświadome programy, używając rozmaitych metod żeby to zrobić, tak naprawdę jesteśmy ofiarami naszych podświadomych umysłów. Nie jesteśmy ofiarami świata czy naszych własnych systemów wiary. Gdy oczyszczamy te ścieżki, stajemy się silniejsi. Wtedy i tylko wtedy będziemy mogli prawdopodobnie doświadczyć tego, co Jezus ujął tymi słowy: „Będziesz mógł uczynić te wszystkie cuda nawet lepiej niż ja, jeśli tylko uwierzysz, że możesz”.

Musisz uświadomić sobie coś, co również i ja sobie uświadomiłem. To nie jest tylko nabywanie świadomości w moim świadomym umyśle, to tak naprawdę stosowanie tej świadomości w moim życiu, co powoduje zmianę. Kiedy umysł może nas tam poprowadzić, to musimy coś zrobić, by zamanifestować magię w naszym życiu. Byliśmy w desperackim wyścigu do zmiany tego, kim jesteśmy i czym jesteśmy, by móc wprowadzić nasze środowisko i naszą planetę spowrotem w stan harmonii, i przyciągnąć z powrotem nasze szanse przetrwania. Wszyscy jesteśmy komórkami większego organizmu, zwanego ludzkością. Gdy posiądziemy tą wiarę, zaczniemy się wspierać, zamiast nawzajem się zabijać. Nasza przyszłość leży w poznaniu, że jesteśmy dużo więksi jako całość [jako społeczność], niż jako pojedyncze osoby.

Pomyśl o tym w ten sposób: pod twoją skórą w harmonii w bardzo zamkniętym środowisku żyje pięćdziesiąt trylionów komórek. Te komórki są bardzo inteligentne. Zawsze spoglądaliśmy na wszystko bardziej jako istoty mniej inteligentne niż jako ludzie. To jest nasza arogancka duma i będzie nas ona sporo kosztować. Jeśli potrafisz zajrzeć do wnętrza ciała i zobaczyć te tryliony komórek żyjących w harmonii, musisz wiedzieć jedno: każda z tych komórek jest czującą istotą, tak samo jak każdy z nas. Życie i praca każdej komórki muszą wspierać tą społeczność. Są reguły i regulacje. Komórki dostają zaopatrzenie. Opiekują się zdrowiem poprzez system immunologiczny. Śmieci usuwają poprzez system wydalniczy. System trawienny dostarcza im pokarmu. Wewnątrz naszych ciał żyją społeczeństwa składające się z trylionów osób, które mogą prosperować będąc w dobrym zdrowiu, obecnie jednak kilka miliardów ludzi na naszej planecie żyje tak bardzo poza balansem, że powoduje to niszczenie naszego środowiska.

To zrozumienie cofa nas do epoki mistycznej wiary, która głosiła, że „Odpowiedź znajduje się wewnątrz”. Jeśli chcemy zrozumieć, jak zbudować populację liczącą kilka miliardów ludzi na naszej planecie, wówczas odpowiedź znajdziemy pod naszą skórą. Ludzie rozwijają się. Ludzkość uzupełnia się jako wieloosobowa społeczność i w pewnej chwili zorientujemy się, że walcząc z innymi walczymy sami z sobą. Ludzkość to jedno ciało zawierające komórki i każdy z nas w tej strukturze jest komórką. Gdy to zrozumiemy, powinniśmy przestać się krzywdzić i zacząć organizować się w strukturę społeczną, która odzwierciedla to, co się dzieje wewnątrz ludzkiego ciała. Gdy dojdziemy do tego punktu, Ziemia uzupełni swój rozwój jako pojedyncza żywa komórka. Jaka jest nasza rola w tej żywej komórce Ziemi? Jesteśmy ekwiwalentami białek w błonie komórkowej Ziemi. Jesteśmy białkowymi „receptorami” na powierzchni Ziemi, które otrzymują sygnały ze środowiska, oraz „wykonawcami” białek, które zajmują się kontrolą ekspresji planety!

Zagubiliśmy nasze oryginalne określenie misji. Pierwotni mieszkańcy, którzy tu są, przypominają nam, że jesteśmy ogrodnikami i tym, czego dokonaliśmy do tej pory, jest niszczenie Ogrodu. Ponieważ jednak wciąż się rozwijamy, zaczynamy poznawać siłę naszej świadomości. Musimy zorganizować nasze życie już teraz, by móc je zaplanować następnym razem. Możemy stworzyć na tej planecie zupełnie odmienne doświadczenie. Gdy planeta uzupełni swój rozwój, stanie się indywidualną żywą komórką. Historia ewolucji pokazuje, że poziom rozwoju zawsze się uzupełnia, dołącza się do innych podobnych bytów i razem z nimi tworzy potężniejszą strukturę społeczną. Dlatego, uprzedzam, zaczniemy w tym czasie wzajemnie oddziaływać z innymi ziemiami, innymi komórkami znajdującymi się w przestrzeni i zaczniemy tworzyć dużą macierz życia komórek jako planety, które tworzą wszechświat. Przed nami wielka nadzieja i możliwość. Żyjemy w bardzo przyjaznym ogrodzie, ogrodzie, który powinien wspierać wszystkich nas, ogrodzie, w którym możemy cieszyć się życiem i pokojem, pomyślnością i szczęściem.

Bruce Lipton

Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios

Od tłumacza: Jest to ostatnia część trzyczęściowej prezentacji dźwiękowej autorstwa Bruce’a Lipton’a, wydanej na ośmiu płytach CD przez wydawnictwo Sounds True (www.soundstrue.com).

Źródło: http://www.paranormalium.pl/730,40,artykul.html

Serwis Paranormalium.pl jest licencjonowany na warunkach Creative Commons. Możesz wykorzystywać wszelkie materiały pod warunkiem podania ich autora i źródła jako serwisu http://www.paranormalium.pl

Umysł, rozwój i materia

Jeśli istnienie tego, co nazywane jest „współzależnością ciała i umysłu” – które legło u podstaw rozwoju wielkiego przemysłu medycyny komplementarnej i stało się zarazem impulsem do nowego sposobu myślenia – jest dla Ciebie czczym gadaniem, usiądź wygodnie i czytaj dalej.

Nowe nauki, jak fizyka kwantowa oraz epigenetyka kompletnie zrewolucjonizowały nasze rozumienie związku między umysłem i materią, rzucając rękawicę uznanym naukowym teoriom zachęcając do całkowitego przewartościowania życia, jakie znamy.

Jedną ze świetlanych postaci, która się wyłoniła z nurtu tych dwóch nauk, jest dr. Bruce Lipton – biolog komórkowy i zarazem autor bestsellera – którego książka „Biologia Przekonania” (The Biology of Belief) została uznana za Najlepszą Naukową Książkę 2006 roku.

Lipton uważa, że kluczowe dla przełomu myślowego w obrębie światka naukowego było rozpoczęcie badań nad funkcjonowaniem genów.

Bruce Lipton: Stare widzenie rzeczy zakładało, że geny się samokontrolują (włączają i wyłączają). Ale nowe wyniki badań pokazują, że w genach nie istnieje funkcja włączania i wyłączania, albowiem są one same w sobie matrycą (ang: blueprint) do tworzenia protein, które z kolei są budulcem, która nadaje kształt całej strukturze.

Doniosłość tej zmiany przekonań jest ogromna w takim sensie, że dotychczasowe poglądy sprowadzały nas do roli ofiary biologii. Nowe nauki ukazują nas jako mistrzów naszej biologii.

Autorem starego poglądu był Francis Crick, który wraz z Jamesem Watsonem odkodował strukturę cząstki DNA w 1953 r. W oparciu o eksperymenty, które zostały wyjęte z pewnego kontekstu, ale wspierały to, o czym obaj panowie myśleli, Crick zachwycił się przekonaniem, że DNA kontroluje życie. Crick sformułował to, co uznaje się w literaturze jako „podstawowy dogmat” – że DNA rządzi.

Kluczowe jednak jest to, że to była jedynie hipoteza. Nigdy nie została naukowo potwierdzona, ale wszyscy ją uznali, albowiem takowe przekonanie już istniało – że właśnie geny mogą być tym, co kontroluje życie. Więc kiedy wyniki wydawały się to potwierdzać, łatwo było przyjąć, że tak właśnie jest. (Lipton, który wykładał biologię komórkową na University of Wisconsin’s School of Medicine był jednym z tysięcy nauczycieli, którzy wykładali tę teorię).

Ten dogmat stał się tak podstawowym we współczesnej biologii, jakby był wyryty w kamieniu. Był swojego rodzaju odpowiednikiem Dziesięciu Przykazań.

W założeniach dogmatu – jak powstaje życie – DNA plasowała się wysoko na górze, zaś następną pozycję za nim zajmowałem RNA – krótkotrwała „xerokopia” DNA. Wszelako nowe rozumienie tego, jak działają geny, uznaję tę hipotezę za błędną, albowiem geny są matrycą, która jest sczytywana.

„Przez 90% naszego czasu kierujemy się automatycznym procesorem”

Succeed Magazine: Sczytywana przez kogo?

Bruce Lipton: W rzeczy samej. To było pytanie. Niespodziewanie nacisk został położony gdzie indziej i powstało pytanie: kto u diabła to sczytuje? Wyszło na jaw, że czytnikiem jest umysł. Umysł objawił się jako wszechmocny kontrahent ciała. To umysł mówi komórkom, czego będzie potrzebował i komórki się komunikują z matrycą – DNA – i tworzą to, czego umysł oczekuje.

SM: Czy to nadaje nowego wymiaru pozytywnemu myśleniu?

BL: Nie.

Ludzie często słyszą o „myśleniu pozytywnym, ale kiedy przychodzi co do czego, to widzą, że to nie działa, albowiem czegoś w ich działaniu brakuje. Co prawda umysł struje biologią, ale ważnym jest, by pamiętać, że mamy dwie części naszego umysłu – świadomość i podświadomość – i że istnieją bardzo zasadnicze różnice pomiędzy tymi obiema częściami.

gdy dochodzi do przetwarzania informacji, to podświadomość jest milion razy silniejsza, niż świadomość

neuro-badacze obliczyli, że umysł świadomy pracuje przez najwyżej 5% czasu naszego dnia. Tak więc przez 95% czasu dnia (dla większości ludzi będzie to nawet 99%) kierujemy swoim życiem z pozycji automatycznego procesora, jakim jest podświadomość.

SM: Zanim pociągniemy ten wątek dalej – czy istnieje jakiś twardy dowód na to, że to umysł jest Panem Kontroli nad ciałem?

BL: Jest statystycznie udowodnione, że jedna trzecia przypadków wyleczenia (włączywszy w to operacje) jest spowodowana efektem placebo, które jest przeciwieństwem medycznej interwencji. To znaczy, że jeśli ktoś weźmie cukrową tabletkę, myśląc, że jest to przepisany mu lek, który ma uleczyć jego przypadłość, to w co trzecim przypadku osoba ta wyzdrowieje.

To naukowo uznany fakt, o którym uczy się w szkołach medycznych, a tak naprawdę wskazuje on na to, że postrzeganie i przekonanie mogą spowodować wyleczenie, które to proces jest przypisany naszemu ciału. Wszyscy zostaliśmy wyposażeni w tę wrodzoną nam umiejętność, która jest nam dana od zarania ewolucji naszego gatunku, ale od wieku sześciu lat nasz umysł zaczyna zmieniać nasze wzorce przekonań o tym kim jesteśmy w otaczającym nas świecie i w przytłaczającej większości przypadków owe uwarunkowania zostają „nadpisane” na nasze wrodzone zdolności.

Przez pierwszych sześć lat życia nasz umysł jest w stanie hipnotycznego transu – na poziomie aktywności mózgu opisywanej EKG – i zapisuje doświadczenia na podobieństwo magnetofonu. To bardzo ważna część planu, jaki natura przygotowała dla nowych uczestników życia, którzy wchodzą do społeczności, albowiem to dzięki niemu może ona „załadować” (ang:download) program nadrzędny – język, wzorce zachowań itd.

„Musimy zmienić nasze przekonanie o tym, że jesteśmy ofiarami okoliczności będących poza naszą kontrolą”

SM: Czy to znaczy, że dziecko przed osiągnięciem szóstego roku życia ma zdolność do samoleczenia?

BL: To znaczy, że jej istnienie nie zostało narażone na przekonanie, że nie można się samodzielnie wyleczyć.

SM: Mógłby Pan rozwinąć ten temat? Czym dokładnie są te programy, które zostają wgrane do naszego mózgu?

BL: Programem jest seria przekazów adresowanych do naszego mózgu. Mózg nieustannie skanuje otaczające go środowisko za pośrednictwem zmysłów. Umysł czyta, co się dzieje i składa wszystkie powstałe skojarzenia w szersze zrozumienie. Na przykład: dla ciebie jest zrozumiałe, że pomidor to skojarzenie koloru czerwonego i okrągłego kształtu, ale pierwotnie pomidor nie jest postrzegany jako pomidor. Pomidor jest raczej zbiorem różnych bodźców, takich jak smak, faktura, czy wygląd.

SM: Wracając do samoleczenia – w jaki sposób zostajemy warunkowani tym negatywnym programem, który nam mówi, że nie możemy się sami uleczyć?

BL: Pozwól mi do tego wrócić za chwilę. Chciałbym jeszcze dodać coś istotnego.

Dziecko w trakcie swojego rozwoju zauważa, że ilekroć znajduje się obok czegoś, co się nazywa „wodą”, jego rodzice zaczynają się dziwnie niepokoić, czym sugerują dziecku, że woda jest niebezpieczna. Zobacz, jak to przebiega i to nas doprowadzi z powrotem do tematu umiejętności samoleczenia.

Fakt jest taki, że wszystkie dzieci od chwili narodzin potrafią pływać jak delfiny. Jak tylko wydostaną się z kanału rodnego pod wodą, potrafią pływać. Wszyscy mamy „wbudowaną zdolność do samoleczenia. Dlaczego więc musimy uczyć swoje dzieci pływać?

SM: Bo otrzymały negatywny program.

BL: Zgadza się. I negatywne programowanie wyłączyło nawet nasz przyrodzony instynkt.

SM: Czy to się stosuje także do naszej zdolności do odnoszenia sukcesów?

BL: Absolutnie tak.

Wróć myślą do dziecka i zobacz, jak rodzice sączą mu program „nie zasłużyłem na to”, który to program staje się częścią jego systemu przekonań i jest podświadomym programowaniem.

Teraz wyobraź sobie tego samego człowieka w wieku lat czterdziestu, gdy siedzi w jakimś malutkim biurze i się zastanawia:

„Jak to jest, że tkwię w tym ślepym zaułku w tej nieszczęsnej robocie? Jestem wykształcony i mądry, więc co ja tu robię?”

I tutaj obie strony medalu łączą się w całość.

Facet myśli w ten właśnie sposób z poziomu świadomego umysłu – tego, który ma swoje pięć minut

jedynie w ciągu owych 5% czasu dziennego – ale tak w ogóle, to przez cały pozostały czas działa z poziomu podświadomego programu, który się nazywa „nie zasłużyłem na to”.

Cechą umysłu jest odnajdywanie spójności w otaczającym świecie. Więc jeśli masz w sobie program „nie zasłużyłem na to”,

to Twój umysł nie pozwoli Ci podjąć działań, które by temu przeczyły, albowiem jego własna natura nie pozwoli na niespójność.

SM: Więc jak się od tego uwolnić?

BL: Pierwszym krokiem jest uświadomienie sobie, że mamy dwa umysły i pogodzenie się z faktem, że cokolwiek nam się w życiu nie przydarzy – czy to sukces czy porażka – to wszystko to ma związek z tym właśnie faktem.

Musimy zmienić nasze przekonanie, że jesteśmy ofiarą okoliczności, które są poza naszą kontrolą.

Obydwa umysły pracują jako tandem. Jeżeli umysł świadomy jest zaabsorbowany myśleniem o czymś, to umysł podświadomy wykona swoją robotę – bez względu na to, co będzie do zrobienia. I tutaj jest ważny moment: wykona ją zgodnie z programem,

który ma wdrukowany. Ten program często jest negatywny i zmniejsza nasze zdolności.

KONKLUZJA

Jeśli wmówisz dziecku, że jest przeciętne, a to jest właśnie programem, dzieciak nigdy nie przekroczy średniej,albowiem jego mózg orzeknie, że „to się nie trzyma kupy”.

I niezależnie od tego, jak ciężko by nie pracował, podświadomie stworzy tylko przeciętność.

(Jeśli będziemy uczyć dzieci że są grzesznikami,marnym pyłem,jeśli będziemy programować nasze umysły na grzeszność i marność

tacy właśnie będziemy,marni,służalczy,słabi i grzeszni,pełni wyrzutów sumienia i poczucia winy bez powodu-przyp Mezamir)

SM: Więc jak mamy się zaprzyjaźnić z naszym podświadomym umysłem?

BL: Po pierwsze zrozum, że on tam jest, albowiem

jeśli uważasz, że świat jest przeciwko tobie, to strzelasz sobie sam w stopę.

Dopóki nie oswoisz faktu, że działasz w 95% swojego czasu z poziomu umysłu podświadomego, nie masz szans wejść na następny poziom.

SM: Pana drogą poznania mocy podświadomego umysłu była kinezjologia?

BL: Tak. Zaobserwowałem, że w sytuacji rywalizacji umysłów świadomego i podświadomego, ten drugi zawsze wygrywa.

Tak więc przez 95% naszego czasu działamy kierowani tym znacznie silniejszym umysłem, który został zaprogramowany przez innych ludzi tak, by nas ograniczał w naszych możliwościach pójścia w miejsce, którego nie potrafimy zobaczyć – dopóki nie zostaniemy uświadomieni o jego istnieniu.

SM: No dobrze, ale jak już stajesz się tego świadomy, to co?

BL: Możesz opanować nowy program poprzez ustawiczne ćwiczenie. To się nazywa buddyjską świadomością. Tym właśnie jest świadomość. Ale to jest zbyt trudne dla ludzi, którzy pędzą z prędkością miliona mil na godzinę. Łatwiejszym pomysłem jest osiągnięcie tego poprzez energię psychologicznych modalności, które są wyszczególnione na mojej stronie.

Credits: reprinted by Jill Fraser. from Succeed Magazine. Oct 07

Tekst i zdjęcie zaczerpnięto ze strony autora tekstu, http://www.brucelipton.com , za jego zgodą

Tłumaczenie z angielskiego: Andrzej Bazgier z portalu http://www.schodamidonieba.pl

http://www.swietageometria.info/artykuly/175-bruce-lipton-nowa-biologia-teksty

Lekcja Siódma: Szczęście – czyli – Z Atlantydy do Arkadii (ARkadzieji, ARa-ku-Dawii, D-ARii. Siel-Lanki)

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 21 Wrzesień 2012

Siedem – Sedem – Sedam – Sedym – Sedm – Sjem (Siem) – Śdm (Śjedm) – Sim – Sjö – Seiste – Seitsemän – Sajs – Sete – Sata – Sed – Si – Syv – Shvidi – Seven – Siben – Saba – șapte – Sept – Septyni – Septiņi – Septem – Eppta – 7.

Ten ciąg w zakresie wymowy  a nie zapisu można przeprowadzić przez wszystkie języki aryjskie oraz kilka innych ważnych języków (jak chiński-kutajski, tajski czy suahili) uważanych za zupełnie niearyjskie. Najprawdopodobniej  najbliższym i najczystszym określeniem dla pra-aryjskiego słowa przypisanego do tej czerty i do tej taji jest znaczenie/określenie polskie: siedem.Najczystszym źródłem, z którego czerpać można archaiczną wiedzę zawartą w fonetycznych i pisanych zasobach języków aryjskich okazuje się bowiem polszczyzna. Że tak właśnie jest przekonują nas coraz liczniejsi lingwiści i etymolodzy. Wiem, że wielokrotnie mówiono wam coś odwrotnego – że to polszczyzna jest wtórna, a większość naszych słów związanych z kulturą, religią i cywilizacją jest pożyczkami z łaciny, greki i niemieckiego.Tego uczą w polskich szkołach, ale wierzcie mi że te szkoły pracują wciąż według programów narzuconych nam przez kolonizatorów Polski – obecnie są to programy zbudowane według wiedzy („nauki”) niemieckiej.

Okazuje się, że nic podobnego, a  za profesorem Witoldem Mańczakiem,twierdzącym tak od już niemal 30 lat językoznawcą z Uniwersytetu Jagiellońskiego, podążają dzisiaj coraz liczniej naukowcy z różnych innych dziedzin. Odosobnionych i nielicznych uczonych, którzy po 1989 roku przetrwali przy swoich poglądach, uważanych przez ostatnie 20 lat za niemodne ale i nieprawdziwe (bo niezgodne z „nauką” niemiecką), niespodziewanie w 2009 roku wsparła swoimi odkryciami nauka ścisła, jaką jest genetyka. Genetyka odkryła bowiem przy badaniu haplogrup Y-DNA, iż Słowianie od co najmniej 10.000 lat przebywają w Europie nad Dunajem i Adriatykiem,  a od 5000 lat nad Łabą, Wisłą i Dnieprem. Przebywają tutaj w sposób ciągły- bez zakłóceń spowodowanych całkowitym wybiciem czy wymarciem. Te odkrycia rewolucjonizują spojrzenie dotychczasowe na archeologię i jej odkrycia oraz na prace językoznawcze wśród uczonych myślących nowocześnie i uwzględniających w swych pracach odkrycia genetyki.

Obecnie na forach lingwistycznych i historycznych, na forach religioznawczych, antropologicznych i etnograficznych wywodzi się coraz częściej imiona bóstw i określenia funkcjonujące w mitologiach indoeuropejskich od mian słowiańskich. Stamtąd też zaczyna się wywodzić coraz liczniejsze podstawowe słowa związane z rozwojem cywilizacji i kultury określające przedmioty i pojęcia takie jak: koło, radło, żyto, ryż, chata, wóz, krowa, mleko, mąka, mleć, budować czy wić.

Zatem jest raczej odwrotnie – duża liczba słów wywodzi się nie z tych trzech języków kanonicznie uznawanych dotąd przez naukę za kreatorów kultury Zachodu i cywilizacji w ogóle, lecz  z dawnego języka aryjskiego, wspólnego wszystkim Indoeuropejczykom. Jednocześnie okazuje się jednak, że ten język hipotetyczny, odtworzony w gabinetach uczonych – język indoeuropejski, czyli aryjski  jest najbliższy językom słowiańskim. Można go wręcz nazwać prasłowiańskim, a posługiwała się nim niegdyś cała Scytia Europejska i Azjatycka – od Atlantyku (Bretonia i Brytania) po Pacyfik (Kamczatka i Toharystan w Chinach). Zatem język „aryjski” równa się „scytyjski (skołocki)” a to równa się językowi „prasłowiańskiemu”. Ze zmieszania języka Dawijczyków (Dawan-Drzewian-Durzyńców – zwanych też Wenetami) czyli Staroeuropejczyków haplogrupy I2 oraz Prasłowian (Ariów = Skołotów – R1a1) powstała Słowiańszczyzna i języki Słowian. Najbliższy tego aryjskiego, czyli prasłowiańskiego (skołockiego, scytyjskiego) z języków  słowiańskich jest zaś, jak wszystko wskazuje, język polski.

Współczesna nauka dotarła w chwili obecnej do odkrycia Słowiańszczyzny, czyli do Atlantydy – świata rozciągniętego niegdyś – 10.000 i 5.000 lat temu, pomiędzy Atlantykiem a Pacyfikiem – na północy Eurazji – do świata Słowian. Stamtąd czyli STĄD pochodzimy, bo stamtąd  a więc STĄD, są nasi genetyczni przodkowie – krew z krwi – temu nie da się zaprzeczyć. Wyszliśmy z Atlantydy, lecz dokąd zmierzamy, czy do Arkadii, Krainy Szczęścia czy do Siel-Lanki? Być może, ale są jednak pewne warunki konieczne, które trzeba spełnić, aby tam dotrzeć.

Co język polski ma wspólnego ze szczęściem?! Co w ogóle język ma do szczęścia?

Szczęście.

W poprzedniej Lekcji Szóstej nawiązaliśmy do pojęcia Szczęścia słowem/określeniem – sześć – czertą i tają, która symbolizuje akt narodzin i znaczenie „sz-część”.  „Z-częśczenie”  to akt oddzielenia się, czyli oderwania od całości (od zbioru nienarodzonych bytów po stronie Weli czyli – Prawi) .

Tak, już narodziny, których symbolem jest 6 (sześć, część, cześć, zczęść), są szczęściem i są czczone przez wszystkich ludzi na Ziemi, niezależnie od tego jaką wyznają oni religię i czy ją w ogóle wyznają. Ten akt – narodzin  w znaczeniu „przejścia na stronę materialnego świata i życia”, w znaczeniu „oderwania się od świadomości niematerialnej” i wcielenia jej w byt jednostkowy w świecie materialnym jest  uprzedmiotowieniem i urzeczowieniem czyli urzeczywistnieniem materialnym świadomych bytów eterycznych.Taja i czerta związana z „6”, czyli szóstym aktem, szóstym krokiem, szóstym kręgiem – ożywieniem materialnym, nie jest jednak symbolem szczęścia. Oddzielenie od jedności  ze Świadomościami Niematerialnymi i Nadświadomością – stanowiącymi Jedń,  jest oderwaniem od bytowania niematerialnego i nie jest uznawane za akt „szczęśliwy”, za „spełnienie” w kontekście Wieczności. To akt powodujący odmianę i powołanie do świata materialnego, w którym trwa nieustająca nauka, kształtowanie Świadomości. Wydaje się, że pełnią szczęścia powinna być zatem Jedń czyli owa jedność po Drugiej Stronie Bytu – w Prawii.

Lecz symbolem szczęścia powszechnie uznanym i powszechnie jako taki przyjmowanym przez Ludzi na Ziemi jest siódemka –  7 – Siedem. Dlaczego?

Siedem Szczęśliwych Bóstw Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej daje początek nieskończonym siódemkom szczęśliwym, nie tylko tym z aryjskiego świata. W innym miejscu tego blogu kiedyś już pisaliśmy o podobieństwie 7 japońskich bogów szczęścia do  ich 7 aryjskich odpowiedników. Podobieństwie tak daleko idącym, że do dzisiaj pobrzmiewa w ich japońskich imionach  prasłowiański rdzeń znaczeniowy.

Czym zatem jest szczęście lub co jest szczęściem, skoro Człowiek obserwując uważnie i wnikliwie Przyrodę i Wszechświat oraz czerpiąc swym boskim pierwiastkiem z boskich przekazów Światła Świata nie identyfikuje tego pojęcia z symbolem Życia (6), ani z symbolem Pełni (8), ani z symbolem Prawii i Nawii (9).

Odpowiedź na to pytanie jest fundamentalna, zwłaszcza jeśli się zauważy, że dwie wielkie religie uznawane dzisiaj za jedne z najważniejszych wykształconych w dziejach przez ludzkość systemów filozoficznych,  skupiają prawie całą swoją uwagę i moc na walce z cierpieniem – odwrotnością szczęścia. Mówię tutaj o buddyzmie i o taoizmie, które uznawane są za filozoficzne zwieńczenie Wiary Przyrodzonej, która jak to już wielokrotnie na tym blogu udowodniliśmy, jest jednością na całym Świecie, jest naturalnym (przyrodzonym) człowiekowi systemem wierzeń zrodzonych z obserwacji Świata Rzeczywistego, a nie opartym na objawieniach, dogmatach i niezmiennych kanonach.

Świadomość wydaje się być nierozerwalnie związana z odczuciem Szczęścia i Cierpienia. Buddyzm, a właściwie jego mistrzowie wynaleźli i udoskonalili system kroków uwalniających człowieka od osobistej jednostkowej świadomości po to, by mógł on spojrzeć na świat i siebie z innego punktu widzenia – zewnętrznego w stosunku do własnego ego i by mógł się dzięki temu oderwać od cierpienia i doznać szczęścia, wpierw Oświecenia duchowego, a potem Nirwany – złączenia z Istotą Boską tj. Kosmiczną Energią/Nadświadomością. Czy ten stan złączenia z bogami/mocami/energiami Wszechświata-Wszechświatów, Rzeczywistości (Światła Świata), może człowiek/Świadomość zamknięta w materialnym ciele, uznać za Cel i osiągnąwszy go poczuć się SZCZĘŚLIWĄ? Tak, osiągnięcie jedności z Bogami jest szczęściem – lecz z chwilą osiągnięcia celu poczucie szczęścia zajmuje Spełnienie – Pełnia zaś szczęścia nie daje. Pełnia jest jak sytość, a szczęście to nieustający ruch, działanie. Ludzie często mylą sytość i błogość – Pełnię ze Szczęściem. Kiedy są głodni myślą, że szczęśliwi będą napełniając brzuch do syta, lecz tak naprawdę poczucie przyjemności i szczęścia daje proces nasycania – a sama sytość, czyli pełnia, jest stanem bezruchu, senności, apatii – patrzeniem wstecz, upajaniem się dziełem dokonanym – procesem nasycania.

Buddyzm i taoizm skupiają się na likwidacji poczucia cierpienia poprzez rozwój świadomości istnienia boga i umożliwienie złączenie z nim. Nie będziemy tego oceniać – to było właściwe i jest właściwe dla wielu osób/świadomości, dla których realizacja indywidualna i egotyczna, jednostkowa jest egzystencjalnym celem bytowania materialnego. Oświecenie jest niezbędnym krokiem, aby jednostka mogła uzyskać pełny ogląd Świata i Rzeczywistości, krokiem do którego każda Istota Świadoma powinna dążyć. Gdyby jednak osiągnięcie tego stanu uznać za oczywisty cel egzystencji materialnej to w momencie osiągnięcia owego stanu należałoby popełnić samobójstwo, oderwać się od cielesności i materii. Buddyzm i taoizm oczywiście rozwiązują ten problem, lecz rzecz nie w tym by rozwiązać problem filozoficznie, ale by dać Człowiekowi praktyczną drogę (PRAKTYKĘ ŻYCIA) doprowadzającą do szczęścia jednostkę/świadomość zmaterializowaną, świadomość w materialnym ciele. Jednostka to Ciało+Świadomość (materialna Jedność ożywiona), a nie Świadomość (bezcielesna, eteryczna)+Ciało (fizyczne, bezużyteczne, przeszkadzające). Już na pierwszy rzut oka widać, iż w tej drugiej wizji Jednostki (człowieka) jest głęboka Nierównowaga – dysharmonia, nie-uk-ładność.

Niepotrzebne nam na Ziemi kolejne klasztory pełne oderwanych od PRAKTYKI ŻYCIA mnichów i mniszek. Pozwolimy sobie mieć inne zdanie niż taoizm i buddyzm w kwestii spełnienia istot materialnych i osiągnięcia przez nie szczęścia. Pozwolimy sobie widzieć Szczęście Człowieka/Świadomości w spełnianiu innego – nieosobistego celu, w działaniu na rzecz Wspólnoty Ludzi i Przyrody, a więc we współdziałaniu Świadomości Człowieka ze Świadomością Planety-Gaji (Matki Ziemi). Naszym zdaniem dla istoty materialnej dopóki taką pozostaje (a więc do śmierci ciała) spełnianiem się jest jej działanie na rzecz innych istot świadomych – z własnego gatunku i innych gatunków współtworzących Siedlisko – Przyrodę i współtworzących zbiorową Świadomość Matki – naszej rodzicielki i karmicielki, Planety/Ziemi/Gaji. Osiągnięcie Pełni pod względem zharmonizowania Istot Świadomych i ich Siedliska (Przyrody/Ziemi) jest ostatecznym celem tej ewolucji, w której bierzemy udział jako gatunek i jest, i będzie, długofalowym celem Istnienia Ludzkości. Tylko takie rozumienie Celu pozwala znajdować Szczęście w Spełnianiu Go i Siebie, a nie w samym Spełnieniu.

Uważamy bowiem, jako wyznawcy Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej/Wiary Przyrody, za istotę stanu Szczęścia nie „Spełnienie się” a „Spełnianie się”. W Spełnianiu jest szczęście Świadomej Istoty Materialnej – w działaniu ku Spełnieniu. Mówi nam to język, mówi nasza boska cząstka danym nam językiem, boska cząstka zamknięta w ludzkim ciele, mówi nam to Słowem. To Słowo – Siedem – Sjem – nie jest jakimś Kazaniem – choć kto chce może je traktować jak nakaz i drogowskaz życiowy – jest tylko sygnałem płynącym z głębi Rzeczywistości, z samego Serca Jedni skąd wije się wić-wać-wąt’ Słowa, skąd wywodzą się wątpia i wątki, skąd nieci się nić Żywotów – ze Światła Świata. Sjem znaczy nie tylko Siem-Ziemia, ale i Sjedń- Zjednanie. Istota Materialna może się zjednać z innymi istotami materialnymi tylko w Przyrodzie, na Matce Ziemi. Słowo mówione w naszym języku rodzimym-przyrodzonym, języku naturalnym, języku przyrody północnych krain Ziemi mówi nam – że Szczęście = Siedem, Sjem. Nie 8, nie 9, nie 6, ale 7.

Spełnianie się (7)  to Droga, to właśnie stan Szczęścia, który prowadzi nas do Pełni (8), do dojrzałości a dojrzałość jest stanem, który warunkuje sensowność ostatniego kroku ku Wieczności (9).

Ta Lekcja Siódma nie będzie ani poetycznie mglista ani lirycznie wzniosła, ani przepełniona symbolami – co nie znaczy iż nie będzie głęboko metafizyczna. Metafizyka jest obecnie niemal Meta-matematyką – dziedziną ścisłą i wymagającą logicznego wywodu – jest to ważne zwłaszcza dla Nas Wyznawców Wiary Przyrody – Wiary niesprzecznej z Wiedzą Naukową.

Omówiliśmy powyżej aspekt ogólny zależności „stanu” szczęścia od pojęcia/znaku/słowa – a więc powiązanie mowy i znaczenia zawartego w mowie – z prawdziwym, fizycznym, ISTNIEJĄCYM materialnie i głęboko rozumianym stanem szczęścia. Poniżej omówimy aspekt technologiczny języka jako nośnika informacji, jako narzędzia komunikacji i rozwijania świadomości – Ku Porozumieniu, a więc KU Jedności i UKŁADNOŚCI Świata nam Przyrodzonego – Ziemskiego. Jest on drugim biegunem tego samego – KANAŁU KOMUNIKACJI między Człowiekiem a Bogiem/Bogami/Energiami Wszechświata (nazwijcie je sobie jak chcecie, w zgodzie z własnym odczuciem – Ja nazywam  ową Zjednoczoną Siłę Wszechrzeczywistą – Światłem Świata, bo widzę, że nasi przodkowie posiadali niewyobrażalnie wysoką wiedzę na ten temat, dla mnie to określenie właśnie – Światło Świata – oddaje najlepiej Istotę owej Istoty).

Przejdźmy zatem do technologii komunikacji przy pomocy języka, a więc istoty komunikowania się DLA Porozumienia.

Szczęście. S Z C Z Ę Ś C I E.

Warunek podstawowy – Mowa, pismo, czytelność i czystość źródeł informacji

Nie osiągnie szczęścia kto nie ma dostępu do „czystej” informacji. Czystej to znaczy nieskażonej manipulacją. Nie chodzi tutaj o tzw. informację obiektywną, czyli całkowicie pozbawioną interpretacji, bo taka nie istnieje, lecz o informację niewypaczoną, nie zdeformowaną. Aby jak to mówią oddzielić ziarno od plew trzeba umieć czytać. A więc mieć świadomość istnienia przeszkód komunikacyjnych między ludźmi:

a. świadomość źródła informacji – Postulat nr 1 na liście Manifestu Kodystów Polskich. Rozpoznanie stopnia pewności źródła to rozpoznanie rodzaju naświetlenia informacji jaki z niego płynie – czyli sposobu filtrowania informacji. To tak jak odróżnić źródło żywej wody od martwej, śmiertelnej, zatrutej – fundament dla naszego dalszego przetrwania.

Przykład: ten sam fakt topnienia lodów Antarktyki w piśmie „czarnym” katolicko-prawicowym, naświetlą Nam jako przejaw gniewu bożego i działanie czerwonego demona – tak jak to czynią w odniesieniu do zjawiska magii – i poradzą zastosowanie egzorcyzmów kościelnych. Napiszą, że to naturalny cykl wyznaczony przez boga i trzeba się modlić na nabożeństwach w kościołach i dać grosz w intencji szczęśliwego zakończenia sprawy (tzn. oni to załatwią).  W mediach tzw. „postępowych”, zwanych niesłusznie mainstreamowymi (bo nie istnieje żadna większość i tym bardziej trend większości – to tylko media lewicowo-materialistyczne) powiedzą wam/nam, to co jest zgodne z obecnym trendem naukowym (materialistycznym, ateistycznym) – czyli to co mówi tzw. postępowa większość – lecz według kryterium postępu sformułowanego jako doktryna klasy posiadającej własność (środki produkcji). Obecnie mówią, że to wynik ocieplenia zawinionego przez człowieka i że trzeba zmienić sposób produkowania energii z „brudnego” na „czysty”. Przy czym ta teza nie jest oparta na rzetelnym zbadaniu i analizie problemu, tylko na WIERZENIACH rozpowszechnianych przez klasę posiadającą środki produkcji – w tym media masowe.

Ale może się też wydarzyć inaczej i wtedy jest gorzej. inny Przykład:

Wiadomość że w grobie Anny Walentynowicz nie ma ciała Anny Walentynowicz można znaleźć tylko w Gazecie Polskiej Codziennie i na portalu Niezalezna.pl. Ta wiadomość w ogóle nie ukazała się w Wiadomościach TV w TVP1 ani w wiadomościach w POLSAT TV. Obydwa te dzienniki telewizyjne przedstawiają się publiczności jako „obiektywne źródła informacji”. Jest to oczywista nieprawda. Na dodatek jeden z nich, ten w TVP, jest produkowany za pieniądze wszystkich podatników. Coś takiego nie jest możliwe gdy w państwie działają mechanizmy demokratyczne. W Polsce one nie działają – tak samo jak na Białorusi. 

Zatem może być tak, że zastosowana zostanie najgorsza po-komunistyczna metoda działania – cenzura wykluczająca pewne wiadomości. To skazuje nas na poszukiwanie innych źródeł. To powodowało, że w PRL trzeba było słuchać „zaszumianej” generatorami bezpieki Wolnej Europy na falach krótkich w radio.  Jak widać jesteśmy na najlepszej drodze do otrzymywania już nie powykręcanej, wyunaconej na modłę klasy posiadającej wiadomości, lecz do stanu „bez wiadomości”. Na nic nam wtedy umiejętności rozpoznawania źródła i jego „szumu” (filtra).

b. świadomość istnienia „Przejrzystej Szyby Słów” (to kolejny postulat kodyzmu nr 2 na liście Manifestu) – czyli różnych znaczeń słowa. Ten problem pojawia się przy tłumaczeniach, gdzie pod słowo podstawia się obcojęzyczną interpretację jego znaczenia – zwykle bywa wybór z kilku przybliżonych znaczeń. Niektóre z nich mogą całkowicie zmienić sens zdania. Stąd kłopoty gdy idzie o międzynarodowe traktaty i ich późniejszą interpretację. Mieliśmy przykład ACTA w Polsce – dokumenty podpisane przez rząd Polski dawały możliwość dowolnej interpretacji dzięki tłumaczeniu „ogólnikowemu”, nieprecyzyjnemu – interpretacji dowolnie rozszerzającej istniejące tam zapisy.  Mało osób ma świadomość , że ten sam problem z interpretacją słowa występuje w ramach wspólnego języka np. w rozumieniu języka polskiego między Polakami.

c. Świadomość istnienia Zabrudzeń Szyby (kodystyczny punkt nr 3 Manifestu) – tj. błędów interpretacyjnych i analitycznych oraz prostych błędów wypaczających sens informacji, takich jak nieprawidłowy znak w tekście, albo użycie nieadekwatnego słowa, błąd logiczny w rozumowaniu autora itp.

http://www.youtube.com/watch?v=1f5q4ngLVk4&feature=relmfu

By nie komplikować, nie brnąć w szczegóły i nie męczyć niuansami – Konkluzja:

 Nie wierzcie bezkrytycznie i bezgranicznie we wszystko co tutaj zobaczycie i usłyszycie. Ostatnio często kładę nacisk na samodzielność w myśleniu i samoświadomość. Jest to podstawowa zasada naszej Rodzimej Wiary Przyrodzonej i jej podstawowa wolność. To właśnie stanowi o jej wartości i wyróżnia ją spośród wszystkich religii – ONA nie jest religią, lecz wiarą.

Człowiek który chce osiągnąć szczęście, chce żyć szczęśliwie, nigdy nikomu nie powinien wierzyć bezkrytycznie i bezgranicznie.Słowem, gromkie grzmienie, że upadły autorytety i utyskiwania nad tym faktem – my przyrodowiercy i rodzimowiercy traktujemy jako szczęśliwy dopust boży. Ja gdy to słyszę mówię zwykle: O Boże, nareszcie!

Człowiek, który chce osiągnąć SZCZĘŚCIE – nie wierzy autorytetom, nie wierzy nauczycielom, nie wierzy niczemu czego potwierdzenia nie znajduje we własnej obserwacji, w wiarygodnym dla siebie źródle któremu ufa, u osoby znającej się, której ufa – a dodatkowo jeśli sam danego faktu nie rozważy zanim go przyjmie do wierzenia i nie sprawdzi na sobie samym praktycznie.

 Pośród mnogich opowieści, twierdzeń, autorytatywnych wypowiedzi, wieści, wiedzy i informacji którymi jesteśmy obecnie zalewani, znajduje się tak wiele bezwartościowego śmiecia i tak wiele bałamutnej dezinformacji, lub po prostu zmyślenia i kłamstwa, że mówi się iż jedynymi weryfikatorami mogą być dla nas znawcy, którym ufamy – Wiedzący, pod warunkiem, że tę wiedzę potwierdzimy własnym spostrzeżeniem lub doświadczeniem, albo oprzemy się na innym po stokroć już przez siebie zweryfikowanym pozytywnie źródle.

[Dla zainteresowanych bardzo szczególnie Programem Filozoficznym i Artystycznym Kodyzmu opublikujemy kopię Pierwszego Manifestu z dnia 3/4 maja 1980 roku - skany - już wkrótce na tym blogu]

Taki sposób zdobywania „potwierdzonej” wiedzy jest pracochłonny i kosztowny. Na SZCZĘŚCIE, jeśli idzie o wierzenia i mitologię, istnieje sposób o wiele prostszy  – P-RA-WDA (Wieda Ra- Słońca i Ra-Ognia i Ra-Światła Świata, czyli Wieczysta-Wda-Wdała Weda) zawarta jest w SŁOWIE.

W Słowie, ale to nie znaczy jak u chrześcijan w Biblii, Księdze czy jak w judaizmie w Torze, czy jak u islamistów w Koranie. Ci wszyscy, którzy niegdyś przed tysiącleciami oparli swoje monoteizmy na Starosłowiańskiej Wierze Przyrody, którą przeszczepili przez zoroastryzm i inne sumeryjsko-hettyckie flance w judaizm, a potem w dalsze jego mutacje, nie zrozumieli co to znaczy, iż „najważniejsze jest Słowo”. A raczej przekręcili sens tego znaczenia – zastosowali „przejrzystą szybę” dla zmylenia drugiej strony dialogu i zastosowali mowę w celu Ukrycia Sensu – Przeciw POROZUMIENIU się Ludzi. Prawda bowiem zawarta jest w słowie – w każdym słowie –  Nie w Proroctwie jakiejkolwiek osoby, która się przedstawia jako mesjasz, czy sam bóg. Prawda jest w każdym słowie naszego języka, bo nasz język jest boskim darem – wyrasta rdzennie z Przyrody Ziemi – jak zwierzę, ONŻE – Język – nigdy nie kłamie. Co najwyżej możemy go nie rozpoznawać właściwie, mylić jego „wymowę”, niedosłyszeć lub nie zrozumieć właściwie znaczeń. 

Zatem, jeśli o Wiarę Przyrodzoną idzie, możecie bezgranicznie wierzyć ojczystemu-macierzystemu językowi. On wam nigdy nie skłamie, a dodatkowo powie wam – jeśli go dogłębnie poznacie – o znaczeniach, o których nawet byście nie pomyśleli i o związkach, o których wiedza pisana czy mówiona zdawałoby się już dawno przepadła w mrokach dziejów.

Tak, może to pocieszające, że w ogóle jest na świecie COŚ czemu można bezgranicznie wierzyć, choć z drugiej strony to smutne, że nie można ufać innemu człowiekowi a jedynie swojemu rodzimemu, przyrodzonemu językowi.

Moim zadaniem – jako wieszcza i wieduna – jest jedynie przekazać wam odkrywane przeze mnie prawdy zakodowane w języku polskim i w całej rodzinie języków Słowian/Ariów oraz wszystkich językach z tą rodzina językową spokrewnionych.

W słowach zapisana jest cała Baja Świata = Dzieje i Dzieło Światła = Kosz-Czun (Kościec [kręgosłup] – Czucie i Czyn) =  Odraz(Obraz) – Odrażenije (zObrazowanie) – Odwzorowanie Wzoru (RA-zu) =  wyRAz (Wyobrażenie) Rzeczyistności = PRAWDA – czyli ku Prawi Wdej Wiodąca Wieda. Wdy – wdały znaczy po prostu isty – istniejący (rzeczywisty), prawdziwy, wrodzony, przyrodzony, urodzony w boskim iście – w istocie, w jego krwi zrodzony i z jego krwi-istu, udały – udany –  ale też i wdy-istniejący to znaczy wżdy – po wżdy = zawsze, od wszech i po wszech-wsze czasy, od zawsze i po zawsze.

Gdyby nie dwa języki: polski i rosyjski – już dawno nikt nie potrafiłby odgadnąć istoty takich na przykład mian (rdzeni) i powstałych z owych rdzeni słów,  jak: kon, pan, bóg, mir, wir, wid, owit, gra, igra.

Kon – koń – konopie – konopień – konopienka – pienka, kon-nawa (konew), newa-naw. Czy wiecie, że ten rdzeń, który dzisiaj kojarzy nam się jedynie z końcem i konaniem, skończeniem żywota Rosjanie przechowali na oznaczenie początku żywota: (ros.) iskon – początek, kon – stworzone przez ojców,  kon (kn) – stworzone przez nasA więc kon – to jednocześnie początek i koniec (dawniej pol. końc, coś co K’nam idzie i nas wiedzie)

Tak, możecie mieć pełne zaufanie do języka polskiego i rosyjskiego oraz do tego wszystkiego co zawierają języki rozpostarte pomiędzy tymi dwoma skrajnymi skrzydłami Słowiańskości – czyli  SŁOWA.

Polskie tłumaczenie do przedstawianych tutaj filmów (powstałych w Moskwie) mówi, że Polaków także należy nazywać Rusiczami (Rusami) – Pytanie czy twórcy tych filmów rzeczywiście o tym wiedzą i czy się do tego stosują, choćby w tym filmie? 

Mam wrażenie, że nie, niekoniecznie. Można to zauważyć choćby, gdy rozbierają słowo „wiara” nie zauważając, że istnieje ono w języku polskim w pełnym wymiarze. Tak więc przedstawione tutaj w owych filmach koncepcje i te wiedy słowiańskie, powinniśmy traktować tylko jako wielkoruskie, a całe filmy jako powstałe w „interesie” wielkoruskim.Film ten ma nacjonalistyczny charakter.

Weźcie to pod uwagę przymierzając się do ukształtowania jakże koniecznego pokoju między Polakami a Rosjanami – Wszyscy jesteśmy Haruso-Wenedami , potomkami Wenetów i Harów (Biało-Horwatów) z Gór Harskich (Khar-Pąci, Harpat), ale ten film to celowo pomija.  

To absolutnie nie znaczy, iż należy pRA-wdy zawarte w tej wiedzie wiARY głoszonej przez ów cykl filmowy lekceważyć lub odrzucać. Weźcie to co mówi prawda języka i to co pasuje do Waszej Wiary – to co zechcecie przyjąć.

Ten przykład jest uniwersalnym wskazaniem jak podchodzić do zalewających nas informacji i co uczynić, aby je obrócić dla zbudowania w sobie Czegoś – nawet jeśli wydawałoby się, że skierowane są one przeciw nam, nawet jeśli nas urażają, obrażają, nawet kiedy widzimy w nich manipulację i krzywą-krzywdzącą (fałszywą-sKRIWą) intencję. 

Skoro zamieściłem ten cykl filmowy w tej właśnie Siódmej Lekcji to stało się tak dlatego, że tak trzeba. Nie będę powtarzał tego co powiedziano i pokazano w tych filmach a z czym się zgadzam w 90%.

Zanim wrócimy do pojęcia Siedem i Szczęście jeszcze  o tym z czym się nie zgadzam w tym filmie. Nie zgadzam się głównie z prezentowaną tutaj unifikacją słowotwórstwa i alfabetu poprzez wyłącznie język rosyjski. To jest podejście z gruntu błędne i skażone wielkoruskim nacjonalizmem. Ale wybaczmy to rosyjskim twórcom – choć wielkoruska mania wielkości zaślepia ich do tego stopnia że chwilami oddalają się od odkrycia całej prawdy i zatrzymują się wpół drogi nie skorzystawszy z polskiego strumienia i polskiego źródła słów. Chcą zapomnieć, że jest to  źródło także ich języka, że ich mowa od niego pochodzi. Trudno – to ich zmartwienie. Im jak nikomu innemu jest teraz potrzebny nacjonalizm w rozumieniu XIX-sto wiecznym – ten który dla nas staje się właśnie zbędnym balastem. To nie pozwala nam jeszcze myśleć realnie o zjednoczeniu z nimi.

Słowiańska Wiara Rosji jest rzeczywiście jedyną sensowną wiodącą tam wiarą – nie żadne prawosławie a Prawosławna Weda, to znaczy rosyjska wiara przyrody.

Jeśli ona nie dojrzała to tego żeby dostrzec, że Orzeł (ARieł=Ariel – anioł, zwierzchnik demonów, duch, symbol i zastępcza nazwa Jerozolimy – to orzeł, orzy ptak Boga Bogów – Wostrogot, oryj, Arij) ma dwa skrzydła,  to my na to nie wpłyniemy, nie przyspieszymy procesu zrozumienia przez Rosjan prawdy.

Dlatego fałszywe akty pojednania kk i cerkwi, czyli reprezentantów Czerni (Kalji) na Ziemi,  na fałszywych zasadach, akty jakie podjęto w sierpniu 2012 roku musiały spalić na panewce. Dodatkowo ich efektem jest upadek wiary wierzących katolików w Polsce w zdolność klanu księży (czyli episkopatu) do samodzielności. To o czym powtarzamy tutaj na Naszym Blogu  nieustannie – stało się ciałem. Episkopat pokazał to swoim wiernym naocznie w sierpniu, że najpierw interes Watykanu a potem dopiero Polski. Podobno Papież nakazał im przyjąć Patriarchę z Moskwy i ukorzyć się przed nim. To właśnie potwierdza, że Watykan będzie zawsze miał w głębokim poważaniu interes Polski i Polaków – to powinno otworzyć oczy tym wiernym kościoła katolickiego w Polsce, którzy dobro ojczyzny mają za cel nadrzędny. (Poczytajcie dyskusje na ten temat na prawicowo-katolickich forach politycznych w Niezaleznej.pl lub gdzie indziej). Tak upadają Stare Religie w Dniach Wielkiej Zmiany. Nawet dobre intencje obracają się w Tych Dniach  przeciw ich trwaniu. To byłoby nie do pomyślenia, gdybyśmy już nie wyszli z Kalijugi – oto kończy się Kalijuga i nadchodzi nasz czas – Czas Wiary Przyrody – Wiedy.Upada zbiorowa religia kanoniczna – rodzi się indywidualna osobista WIARA.

Świadomość celu i wybór drogi działania jako niezbędne warunki osiągnięcia rozwoju i  szczęścia

Cel – właśnie cel. Bardzo ładnie wywiedziono w powyższym filmie słowo szczęście i „z – części” i z zespolenia, złączenia części z całością z-sz-częście (jak we słowie z-szyć, zeszyć – złączyć).  Co ciekawe kon jest przez Aleksandra Brucknera w Słowniku Etymologicznym wywodzone z pnia czen-czyń, czynić, za-czynać, za-czyn.

I znów ułomność rosyjska (jedno skrzydło, jednostronność) powoduje jednak zaćmienie i zmętnienie przekazu filmów. Tak jak nie odnotowuje się tutaj znaków alfabetu łacińskiego i słów zapisanych w zapisie łacińskim (słowiańskich=polskich) tak i nie widzi się związku wiary Słowian z Magią (co znaczy związku z działaniem bogów, bo mag = mogący – móc – posiadać moc, Mogty – Moce Świata. Mieć z nimi- Mogtami –  kontakt, to znaczy czarować, uprawiać magię – szamanizm i inne formy łączności z Istotą Nadświadomością/Bogami. Łączność – to złączyć – zszczęścić – połączyć się i działać wraz z Nimi, czenić-czynić.

Ładnie też połączono w filmie owo dążenie do spełnienia się przez włączenie się w całość, połączenie się z Całością, dążenie do Scalenia Wiedzy z dążeniem do CELU i znaczeniem słowa CEL. Choć niestety nie ogarnięto w filmie odwrotności tego słowa – czyli zwierciadlanego odbicia – LEĆ – wzlatuj. Tak samo, owo wielkoruskie (moskiewskie) zaślepienie nie uwzględniające znaczenia alfabetu łacińskiego i runicznego a także języka polskiego i jego wiedzy-wiedy oraz innych języków słowiańskich i aryjskich, nie pozwala im znaleźć ukrytych powiązań i znaczeń pomiędzy RA i AR(a) – ARA – czARA-ARka,  ani właściwego znaczenia słowa KON i w związku z tym AR-KONa. Ten sam powód nie pozwala autorom filmu przeniknąć ważnego znaczenia słowa PAN i ogranicza je do pojęcia państwowości pomijając inne aspekty (znane nam z Taji 23). To Panowie bowiem otrzymali w Górach Kamiennych (Ural) nakaz od Dziewanny, która ich przeklęła za to, iż nie upilnowali Ziemskiego Drzewa z Góry Kara (Hary Krysznia, Hary Berezaiti), lecz tym samym uczyniła ich Strażnikami Wiary Przyrodzonej Słowian – Czaropanami – Nosicielami tej Wiedy po Ziemi – po wsze czasy ścigającymi Ciemne Przesłania Odszczepieńców i zdrajców. Państwo i etap państwowości nie jest niczym wrogim ludzkości, lecz jest etapem koniecznym do wyższych form – do sięgnięcia ku Samoorganizacji (którą to myśl Bakunina – jeszcze 40 lat temu a pewnie i wielu ludzi dzisiaj okrzyknie nie tyle anarchią bo to właściwa jej nazwa – a UTOPIĄ.  Lecz dla nas UTOPIA znaczy tyle co ARKADIA, a ARKADIA – jest zaszyfrowanym w Okresie Jasności przed Kalijugą określeniem CELU – KU Daria – ku ARce Danej, ku czARze ARiów (Ar-kudia gdzie kudy – znaczy dokąd, gdzie (ros. – kuda, pol. gwar. – kudy)) .

Poza wiedzą o przeszłości i znaczeniu jest zatem dla szczęścia (jego osiągnięcia osobistego i jego rozprzestrzenienia na Ziemi) istotne wiedzieć co i jak zmienić w sobie i w okół siebie. W filmie pomija się ważny aspekt (choć gdzieś tam na boku wspomina) że Szczęście – jest związane z liczbą 7 – siedem – (po rosyjsku sjem). A siemia – to rodzina – siemianin to ziomek, sjemja ma związek ze słowem sejm. Zarządzanie poprzez sejm – ale nie taki jak obecny Polski – to samozarządzanie o jakim mowa w tych filmach samo-dzierżawie. Rodzina, Ród – Plemię. Ta nowa społeczność to społeczność Plemion.

Prawdziwe samozarządzanie, które może się w Polsce lada chwila zrealizować – jako w pierwszym kraju na świecie (film słusznie mówi że nigdzie go nie ma)  – spędza sen z powiek naszym „elitom politycznym”. 

Pamiętajmy też o tym, że konieczna jest zmiana widzenia przez wszystkich stereotypu Niemca. Pomiędzy nimi jest co najmniej 30% – jeśli nie więcej – Słowian Nadłabskich i tych jeszcze bardziej zachodnich i południowych – których wzięli pod but swego czasu Celtowie a potem Rzym –  Są też Niemcy, którzy myślą inaczej i są Niemcy podobni do nas polskich pogan – wyznawców Wiary Przyrody. Na początek dla odtrutki polecam stronę o słowiańskich grodach. Link przesłała Joanna – to jest strona niemiecka – nie polska – w Polsce nikomu taka strona do głowy nie przyszła.

Oto link:

http://slawenburgen.npage.de/

Takota (takość) a Szczęście

Tathata (skt. tathatã तथता) – takość –(takhata, takota) w buddyzmie istota bytu, jego głęboka natura (przyrodzenie).

Tyle definicja – lecz my odczytamy to słowo po słowiańsku, a raczej Skołoto-isto-słowiańsku czyli pra-słowiańsku: Ta-Ka-ta = Ta-ko-ta. TAKOTA a nie takość.  W słowie tak-ość, „ta-kość” mamy rdzeń, który nasuwa skojarzenie z rybią lub zwierzęcą kością tymczasem tutaj chodzi o rdzeń niepodważalny i bezdyskusyjny, najgłębszą istotę bytu i jego najgłębsze przyrodzenie  a więc słowo to powstało jako zrost słów Tak oraz Oto, lub Tak oraz To – Tak To – Tak Oto czyli Takoż – Tak-orz – Ta-korz oraz Ta-kosz  – pierwotna przyczyna – ORZA-ORA-ARA, rudymentarna – KORZenna i determinująca, narzucająca przeznaczenie – KOSZa.

Jeszcze raz okazuje się że tłumaczenie sanskrytu poprzez anglosaskie, germańskie transkrypcje fonetyczne jest nieporozumieniem i nie prowadzi do niczego dobrego.

Bhajati – wydziela komu co.
Bhagah – dobro, szczęście,ten kto daje
wydziela,pan,przydomek wielu bóstw.
Baya – udział,dola.

U Słowian północnych mamy charakterystyczne nazwy ważnej rośliny wróżebnej
evigeron acer,które to nazwy brzmią: śćaśće, dóla,bogatka.”

Rozpoznanie Takoty przez Jednostkę/Świadomość  – czyli rozpoznanie głębokiej przyrodzonej natury bytu w istocie warunkuje możliwość osiągnięcia stanu Szczęścia na Ziemi. Nie sposób w żadnym artykule świata i w żadnym wykładzie wymienić wszystkich ważnych z punktu widzenia wiedzy i poszerzania świadomości aspektów Takoty. Lekcja Siódma ma charakter fragmentaryczny – to tylko  Aspekty wybrane dla przykładu z Rzeczywistości. To tylko wskazówki – te bardzo ważne, które pozwolą Wam się odnaleźć, ale nie wszystkie.

http://www.youtube.com/watch?v=oNDAQLFiZNg&feature=relmfu

Cierpienie i szczęście

- paradygmat, dopełnienie, przeciwieństwa, dogmat – punkt wyjścia i cel, ku któremu zdążają wszyscy ludzie, wszyscy wyznawcy jakiejkolwiek idei społecznej – religijnej czy politycznej. Oderwać się od cierpienia, zlikwidować je samo i jego skutki – osiągnąć szczęście i trwać wiecznie w jego objęciach. Jeśli nie wykazaliśmy powyżej wystarczająco błędności takiego myślenia czynimy to poniżej.

Nirwana – buddyzm = szczęście

Wieczne zbawienie – chrześcijaństwo  = szczęście

Każdemu według jego potrzeb – komunizm = szczęście

Decydowanie większości o losie całości – demokracja = szczęście

Zaspokojenie potrzeb przez pomnażanie kapitału – kapitalizm = szczęście

Wegetarianizm i współistnienie z przyrodą Ziemi – ekologizm = szczęście

Psychoanaliza i psychoterapia jako sposoby osiągania równowagi i zrozumienia = szczęście

Harmonia wytwórczości i konsumpcji w kooperatywach – syndykalizm, anarchizm, socjalizm = szczęście

Absolutne podporządkowanie Wodzowi-Wiedowi, który Wie – absolutyzm, faszyzm, nazizm = szczęście

Punktem wyjściowym dla powyższych ideologii, które są tylko pierwszymi z brzegu przykładami zarówno idei społecznych jak i idei indywidualistycznych, jest stan większego czy mniejszego cierpienia, poczucia dyskomfortu w egzystencji społecznej czy jednostkowej.

Każda z ideologii wyrastających z niezadowolenia indywidualnego czy zbiorowego oferuje oczywiście różne recepty cząstkowe, drogi dojścia do celu i generalne rozwiązanie problemu – inaczej nie miałaby owe ideologie w ogóle sensu ani racji bytu. Okazuje się jednak przy bliższym poznaniu, że drogi te są trudne i zawikłane,  tylko dla nielicznych możliwe do przejścia, a wynik dążenia  czyli osiągnięcie końcowego celu jest niepewny, a być może cel jest utopią lub leży na granicy Utopii.

Przekładając ową sytuację na język mitologiczny, czyli na holistyczno-symboliczny język poetycki (literacki), mówimy o  drodze z dna upadku i z ciemności, z centrum bólu i upokorzenia do źródła światła i rozkoszy, miejsca gdzie egzystencja jest wieczna, bezbolesna i bezproblemowa. Stąd właśnie tytuł niniejszej lekcji” Z Atlantydy do ARKAd(a)ji” przy czym Arkadia-Arkadaja,  jest tutaj zamiennikiem pod który każda ideologia może sobie podłożyć swoje mityczne miejsce szczęśliwości Nirwanę, Szambalę, Wszechkomunę, Raj, Niebiosa, Szangri La, Lankę, Sielankę, Równowagę Egzystencjalną itp.

ARKA zapisana w docelowej nazwie Krainy Wieczystej Szczęśliwości w sposób wyróżniony (przy pomocy wersalików) symbolizuje coś co jest obecne w każdym z systemów ideologicznych – zestaw dobrych rad lub obowiązkowych przykazań, niejako wehikuł który, gdy weń wsiądziemy i nie opuścimy go do końca drogi, dowiezie nas niezawodnie do owej DAJI-Dawii, gdzie dostaniemy to ku czemu dążyliśmy (gdzie będzie nam to dane).

Z powszechności konstruowania zbawczych ideologii oraz masowego uczestnictwa ludzi w „wehikułach-systemach” które te ideologie mają przybliżyć do spełnienia wynika iż człowiek przyjmuje stan zastany jako dyskomfortowy punkt wyjścia, oraz że w jego naturze leży chęć osiągnięcia czegoś nowego odmiennego, czegoś więcej niż to co się od początku posiada.

Oto dotknęliśmy Klucza do Zrozumienia czym jest Cierpienie i czym jest Szczęście oraz klucza do zrozumienia procesu Dążenia do Szczęścia (= Ucieczka od Cierpienia – dążenie do Pełni) jakiemu każdy z nas poddaje się w ciągu życia.

Ktoś powiedziałby w tym momencie że skoro to już wiemy, łatwo  będzie teraz przedstawić uniwersalną receptę: Zadowól się tym co masz od początku a będziesz szczęśliwy i nie będziesz cierpiał z powodu niezaspokojenia wykreowanych przez siebie potrzeb. Ten problem rozwiązywałyby zatem łatwo wszelkie ideologie z wpisaną zasadą samoograniczenia się i ascezy. Tak – nie będziesz cierpiał jeśli ich nie wykreujesz – ale jest przecież coś takiego jak obiektywna sytuacja egzystencjalna, która sama kreuje fakty. Człowiek nie cierpiałby z powodu niezaspokojenia wykreowanych przez siebie potrzeb, gdyby nie to że trudno go przekonać iż wyrzeczenie się czegoś co uznaje za niezbędne dla siebie, jest kluczem do osobistego szczęścia.

  Nie będziesz szczęśliwy nie mając wody, pokarmu, dachu nad głową.  Potem mając to wszystko co niby było podstawowe nie będziesz szczęśliwy nie spełniając kolejnych rzeczy które uznajesz za podstawowe na nowym etapie.

Błędne rozpoznanie Takoty powoduje że  z mądrych rad i ksiąg nic nie wynika dla praktyki życia codziennego i że wspaniałe teorie można wyrzucić do kosza, bo nie ma  możliwości ich zastosowania w zgodzie ze Stanem Rzeczywistości jaka nas otacza.

Przykłady Błędnych Dróg i błędnego podejścia

Chociaż dla wielu młodych ludzi w Polsce buddyzm jest obecnie odkryciem to trzeba sobie jasno powiedzieć, że jest on obecny w naszym kraju od lat siedemdziesiątych XX wieku w formie zorganizowanej, a wcześniej był obecny przez małe grupy ezoteryków i wtajemniczonych adeptów, których zwano joginami, czy gnostykami. Działo się to już od pierwszej połowy XIX wieku w sporej skali, a sporadycznie i wcześniej. Trzeba mieć świadomość iż w dobie kontrreformacji i później gdy ustanowiono antyreligijne prawo w Polsce, ale także i jeszcze później, pod naciskiem KK (przypomnijmy sobie historię Kazimiery Iłłakiewiczówny i jej siostry – do poczytania na czarnym pasku) nie obnoszono się z praktykami w rodzaju zen czy jogi, ani z demonstracyjnym prowadzeniem odmiennych sposobów życia, mimo że oświecone kręgi – zwłaszcza wyższe warstwy społeczne stykały się z religią i filozofią Wschodu i tłumaczono przecież na polski oraz publikowano Wedę czy Zendawestę.

Buddyzm jest  nauką, filozofią, religią która ma być receptą  na wszelkie nieszczęścia, samotność, poczucie zagubienia, życie z dnia na dzień w przeświadczeniu o bezwartościowości własnej egzystencji. Tak samo nauki chrześcijańskie gwarantują nam, iż skoro urodziliśmy się biednymi, ułomnymi fizycznie, ograniczonymi psychicznie osobnikami, którzy żyją w niewoli zastanego porządku społecznego, to po śmierci, prowadząc życie według recepty tego czy innego chrześcijańskiego kościoła trafimy do Raju. Nie inaczej jest z islamem czy judaizmem.

Oczywiście solidne podejście do chrześcijaństwa czyli jego codzienne praktykowanie, czy praktykowanie solenne jogi i zen, albo dzogczen bon to jest droga, która wyzwala człowieka z kręgu uzależnień i pozwala mu inaczej spojrzeć na Rzeczy Istność oraz odnaleźć wewnętrzny spokój, równowagę ducha, a przede wszystkim daje wiedę i praktykę zbliżającą do osiągnięcia Arkadaji.

Cóż jednak z tego wynika dla przeciętnego wyznawcy Chrystusa, Jahwe czy Buddy, który nie jest mnichem i nie ma zamiaru,bo nie może udać się do samotni do klasztoru, na Górę pośród duchy i demony. Coż mu z tego gdy nie wolno mu po prostu zlekceważyć zobowiązań wobec rodziny i społeczeństwa i uciec od problemów codziennego życia do zamkniętego miejsca w którym odda się cały praktykowaniu.

We wszystkich wyżej przedstawionych systemach istnieje ponoć gwarancja osiągnięcia stanu wewnętrznego poczucia „szczęścia”, ale praktycznie na drodze izolacji od społeczeństwa, na drodze zamknięcia w enklawie, której stworzymy komfortowe ramy bytowania. Także w komunizmie gdy stworzymy komunę – grupę wyizolowaną – wewnątrz niej można zaprowadzić porządek, który na skalę całego społeczeństwa okazuje się utopią. Nie istnieje w żadnym z powyższych systemów za to gwarancja osiągnięcia Dużego Celu jakim jest szczęście wieczne. Jest to siłą rzeczy jedynie mglista obietnica pozwalająca jednostce zaangażowanej w taki system posiąść wewnętrzne przeświadczenie, że zmierza dobrą drogą i cel ten osiągnie.

Nieprzekraczalna bariera śmierci paradoksalnie zdaje się być tą granicą, która daje owym ideologiom jedyną szansę niepodważalności ich dogmatów, bowiem nie pozwala ich do końca zweryfikować. Jedno jednak musimy przyznać bezsprzecznie – osiągnięcie wewnętrznego, subiektywnego poczucia szczęścia – jest dzięki nim możliwe – w warunkach izolowanej enklawy – zakładu psychiatrycznego, komuny, kooperatywy, zamkniętego ekosystemu, klasztoru, „świętej rodziny” (judaizm).

Oto co mówi Gesze Tenzin Wangjal  Rinpocze w odpowiednim artykule na temat praktyki życia codziennego:

Codzienne życie jest praktyką
Tenzin Wangjal Rinpocze

Gesze Tenzin Wangjal Rinpocze jest nauczycielem w tradycji Dzogczen Bon i dyrektorem Instytutu Ligmincza w Charlottesville w Virginii. Jest znakomitym uczonym zarówno w bon jak i w buddyjskiej tradycji. Tenzin Wangyal Rinpocze był pierwszym lamą, który przeniósł nauki dzogczen bon na Zachód w 1988 r. Do Polski pierwszy raz przybył w 1995 roku i od tego czasu przyjeżdża regularnie co najmniej raz w roku. Więcej informacji o Rinpocze można znaleźć na stronie: Związku Garuda. Poniższy fragment pochodzi z najnowszej książki Rinpocze „Everyday Life is Practice”.

Rezygnacja z codziennego, zwykłego życia i poświęcenie się formalnej medytacji jest jednym ze sposobów podjęcia praktyki Dharmy. Zrobiło tak wielu joginów, którzy udawali się w odludne miejsca, oraz mnichów i mniszek, prowadzących proste, klasztorne życie. Być może sam rozważasz, czy nie zastosować tego we własnym życiu? Możesz być już na emeryturze i jesteś zabezpieczony finansowo, więc masz okazję zdecydować, że nadszedł czas, aby całkowicie poświęcić swoje życie na praktykę, wyrzekając się błahych codziennych zajęć… Jednak dla większości z nas na Zachodzie taki krok jest zbyt trudny. Robiąc tak, moglibyśmy zaszkodzić naszym rodzinom i tym, których kochamy. Nie mamy więc wyboru i wprowadzamy Dharmę do naszego codziennego życia, co tak naprawdę ma taką samą wartość jak praktyka joginów i mnichów.

Na pewno można znaleźć czas na to, żeby odłożyć codzienne, pracowite życie i przeznaczyć parę chwil na studiowanie nauk i odosobnienia, ale w naszym duchowym rozwoju nie powinniśmy na te wydarzenia kłaść wielkiego nacisku. Stanowią one okazję do zyskania lepszego pojęcia, w jaki sposób praktykować oraz do próby zintegrowania praktyki z życiem. Nie powinniście jednak być od nich zależni i liczyć, że dzięki nim wzrośniecie i osiągniecie wyzwolenie.

Ci, którzy płacą rachunki, mają dzieci i prowadzą zwyczajne miłe życie mogą się poczuć rozdarci. Znają wartość praktyki formalnej, ale czasami koliduje ona z rodziną oraz z obowiązkami służbowymi. Co więcej, nie wiedzą nawet, czy praktyka przynosi postępy, ponieważ czują, że nie wykonują jej wystarczająco wiele. Wielokrotnie pod naciskiem życia codziennego łapią się na stwierdzeniach typu: „Och, w zeszłym tygodniu w ogóle nie wykonałem formalnej praktyki. Jestem złym praktykującym. Zobowiązałem się ją wykonywać, a teraz opuściłem się we wszystkim”.

Czują się źle wobec samych siebie oraz ścieżki. Postanawiają więc zasypać przepaść między rzeczywistością codziennego życia a formalną medytacją. Ponieważ zbyt mało praktykują nie są w stanie użyć odpowiednich antidotów przeciw nawykowym wzorcom. Nie pogłębiają doświadczania praktyki.

Ogólnie nie jesteśmy pewni, jak ocenić własny rozwój. Nie jesteśmy wystarczająco zręczni, aby wprowadzić praktykę w życie i zbudować most między Dharmą a wyzwaniami życia codziennego.

Aby to zilustrować, podam przykład mojej przyjaciółki, która chce mieć związek oparty na miłości ze swoją matką. Konflikty i kłótnie między nimi stanowiły standard przez długi czas. Ponieważ jej matka jest dosyć stara, moja przyjaciółka chce zmienić ten wzorzec relacji. Mając to na uwadze, planuje spędzić z matką miło czas podczas weekendowej wizyty, myśląc: „Postaram się najlepiej jak potrafię, wezmę wolne i spędzę czas z matką. Pójdziemy na obiad i do kina. Zrelaksujemy się wspólnie i będziemy się cieszyć swoim towarzystwem”. W piątek, kiedy kończy pracę i wyrusza z miasta, natrafia na korek drogowy i przyjeżdża z opóźnieniem. Matka otwierając drzwi mówi: „Spóźniłaś się.”, dodając „Och, coś ty zrobiła z włosami?” To wystarcza, aby przebudzić starą karmę, stare nawyki i obie zaczynają się kłócić.

Doświadczenie to pokazuje, że owa przyjaciółka nie zaangażowała się w praktykę wystarczająco głęboko, aby dokonać zmiany, której pragnęła. Chciała tego intelektualnie, lecz nic nie zmieniło się na poziomie wewnętrznym. Gdyby było inaczej, na komentarze matki zareagowałaby z humorem. „Tak mamo, moje włosy przez cały tydzień są bardzo cywilizowane, ale szaleją, gdy przychodzi piątek”. Czasami wszystko, czego potrzebujemy, co może zmienić sytuację, jest odrobina humoru. Gdyby jej praktyka była owocna i poruszyła ją do tego stopnia, co komentarze jej matki, mogłaby dokonać tej zmiany. Równie dobrze mogłaby skwitować uwagi matki milczeniem. Koncentrowałaby się raczej na kładzeniu torby i zmywaniu, aniżeli na słuchaniu i całkowitym identyfikowaniu się z celem komentarzy matki.

Gdybyśmy podążyli ścieżką porzucenia życia codziennego w celu praktykowania Dharmy, moglibyśmy skoncentrować się na porzuceniu negatywnych emocji, takich jak gniew. Jeśli nie mamy gniewu, z pewnością niczego nam nie brak. Lecz jeśli doświadczamy gniewu, to udawanie, że go nie ma lub tłumienie go, w niczym nie pomaga. Zastanówmy się raczej, jak można wprowadzić więcej przestrzeni, ponieważ gniew już jest w niej obecny. Antidotum na gniew jest miłość. Dzięki takiemu postępowaniu gniew może rzeczywiście stać się podstawą do osiągnięcia mądrości.

Jedna z dobrze znanych praktyk w buddyjskiej tradycji Bon zwana jest praktyką sześciu loka. Chociaż jest to praktyka formalnej medytacji wykonywana na poduszce w cichym otoczeniu, mówię o niej, ponieważ to pozwoli pokazać, jak każdy z nas może pracować, aby rezultaty zamanifestowały się w życiu codziennym. Według tradycji Bon sześć loka, lub też sześć sfer, to sześć wymiarów cierpienia, które składają się na samsarę (krąg cyklicznej egzystencji). Istoty migrują z jednej sfery do drugiej poprzez niezliczone żywoty. Jedynie poprzez osiągnięcie stanu buddy można się wyzwolić z tego kręgu narodzin i śmierci. Podstawową przyczyną cierpienia jest niewiedza, nierozpoznawanie własnej natury jako otwartej, przejrzystej i doskonałej. Dopóki tego nie rozpoznamy, dopóty będziemy się odradzać.

Czy te rady są dobre i wystarczające dla osiągnięcia Szczęścia – Nie. To naszym zdaniem obraz Błędnej Drogi i Rady, które Człowieka Praktykującego Ścieżkę Życia Codziennego nie prowadzą do realizacji Szczęścia. To wprowadzanie w błąd. Jest to przykład jak myli się Szczęście = Spełnianiu się, ze „szczęśliwością” – Pełnią.

Szczęście, świadomość, umysł,  ciało – materia i energia

 Nie osiągniemy szczęścia nie rozpoznając właściwie rzeczywistości w której istniejemy jako Materialne Byty – czyli nie docierając do TAKOTY Rzeczywistości – jej głębokiego charakteru. Dlatego jednym z istotniejszych czynników osiągnięcia szczęścia jest dbałość o Ciało – wehikuł Ducha/Świadomości. Ciało fizyczne i jego sprawność to olbrzymi odrębny temat. Tutaj wymienimy tylko jako dobrą praktykę/wiedę jogę czy tai chi. Ze zdrowiem i z ciałem wiąże się z setka tematów i problemów, z kórych każdy powinien być rozwiązany w sposób właściwy – bo ciało niesprawne może się stać przeszkodą w realizacji Spełniania się – czyli w osiągnięciu stanu Szczęścia.  Z ciałem wiąże się tak zasadniczy aspekt jego funkcjonowania jak instynkt rozrodczy, którego zaspokojenie ma wielki wpływ na Spełnianie się i odczuwanie Szczęścia. Niedawno pisaliśmy o Niepełnosprawnych Sportowcach – ten temat częściowo dotykał sprawy o jakiej tutaj mówimy – Potrzeby Spełniania się i osiągania stanu Szczęścia, pomimo świadomości ułomności własnego Ciała. Każdy z tych tematów jest przedmiotem rozważań wielu książek i obejmuje rozległą współczesną wiedzę. Leczenie chorób ciała i ducha, właściwe odżywianie ciała, zapobieganie przepracowaniu i przemęczeniu, sposób oddychania, chodzenia, postawa ciała, ubiór, sposób spania i jedzenia, rytm życia – pór doby i roku – to są tysiące problemów i spraw, których przysparza ciało fizyczne. A miłość, przyjaźń, współdziałanie, współżycie społeczne? To są kolejne tomy – cała biblioteka wiedzy na temat jak zdążać do szczęścia.  Jest bardzo wiele aspektów Spełniania się i osiągania stanu Szczęścia, których tutaj nie dotniemy nawet częściowo.

Musicie wybaczyć temu tekstowi ową słabość – iż nie jest on w stanie objąć tematu w całości – niestety nie jest to możliwe. Kiedy piszę te słowa uświadamiam sobie, że wszystko co pisałem do tej pory – jest jedną i tą samą robotą – wskazywanie każdemu kto zechce czytać – drogi do Spełnienia, do osiągnięcia Szczęścia. Musimy więc poprzestać na tym ubogim wycinku wiedzy o Szczęściu jakim są aspekty związane z Świadomością, mową i informacją.

Skupmy się przez chwilę jeszcze na pewnych aspektach wiedzy o Rzeczywistości i Świadomości oraz możliwościach umysłu. Warto popatrzyć na Świat inaczej niż podręcznikowo. Istnieje na przykład coś takiego jak pamięć wody i to jest udowodnione. Istnieją sposoby doładowania się energią wszechświata i utrzymania ciała w ładzie kosmicznym i to można sobie samemu łatwo udowodnić przez popraktykowanie. Istnieje inny świat niż świat przyzwyczajeń i nawyków. Warto spróbować dowiedzieć się i spróbować na sobie samym.

Ostatnimi czasy czytam w mojej ulubionej Gazecie Polskiej Codziennie, która nota bene zaczęła znów wychodzić – ale i ten fakt nie znalazł się w Wiadomościach TVP 1 ani w POLSACIE,  czytam – Żeby Maluczcy nie próbowali się dowiadywać niczego nowego, nie chodzili do wróżki, nie czytali książek o magii i okultyzmie. Bo już samo oddawanie się tym zgubnym praktykom prowadzi do tak poważnych kłopotów, że potrzebny jest egzorcysta. Lansuje się tam zresztą instytucję egzorcysty i filmy o egzorcystach. Mam wrażenie, że to już jakaś mania egzorcyzmowania polskiego, codziennego – co znacznie zbliża nas do Inkwizycji i Średniowiecza i do totalnego zabobonu… Ale to nie nasze zmartwienie, że Kościół Katolicki upadł tak nisko, że z 10 egzorcystów  w Polsce w roku 1996 doszedł do 481 w roku 2012. Skoro Demon krąży nad Polską i do tego Czerwony to egzorcyści zapewne – cała ich armia – poradzi z nim sobie doskonale.Więc kształćmy ich dalej i ślijmy na biedne katolickie społeczeństwo, które zaczyna być coś nieposłuszne WŁADZY. Ponieważ my nie jesteśmy Czerwonymi Demonami tylko Zielonymi więc nasz czas jeszcze nie nadszedł, lecz nawet gdyby nadszedł nie przestraszymy się egzorcystów i ich egzorcyzmów, bo wiemy że to tylko magia, którą dobrze znamy.

Oto zatem linki do wiedzy na tematy, jak rozumiem wywrotowe umysłowo i zakazane – okultystyczne – a ważne moim zdaniem dla rozwoju Świadomości każdego z nas, choćby po to aby prawidłowo funkcjonować w Rzeczywistości:

„Pamięć Wody”, „Naładuj ciało energią kosmiczną” oraz „Czy Świadomość ulokowana jest w mózgu”

http://arkadiusz.jadczyk.salon24.pl/66384,herezje-w-nauce-pamiec-wody

Oto z innego pola linki które zawierają artykuły rozpoznające przenikliwie Rzeczywistość jaka nas otacza – to przykład źródła wiedzy niezbędnej do rozpoznania Rzeczywistości przez naszą Świadomość a nie ciało.

Nie znam autorki tego bloga ale  jest ona teistką czyli osobą wierzącą „naukowo” – nie w dogmaty chrześcijańskie czy inne. (to ważne zgodnie z punktem 1.a tej lekcji ). Ludzie którzy czytają tamten  bardzo głęboki i mądry, przenikliwy BLOG  często wchodzą do nas na Wiarę Przyrody i Słowiańszczyznę a także na artykuły o „zielonym jedzeniu” i ogólno-filozoficzne – jak np. na Lekcje.

http://astromaria.wordpress.com/2008/12/03/bruno-groning/

Jest tam opisana metoda „ładowania się energią” czerpaną z „niewidzialnych (95% zawartości Wszechświata) źródeł kosmicznych. Niestety tej metody ładowania ciała nie da się zastosować jeśli nie stworzymy umysłowej przestrzeni – czyli nie postaramy się w jej skuteczność „uwierzyć”. Stosowanie tego bez wiary musi (MUSI!) być nieskuteczne , a stosowanie kiedy człowiek chce udowodnić że to nie zadziała – nie ma żadnego sensu. To przykład jak zamknięcie – nie podejmowanie próby, albo podejmowanie próby pod z góry założoną tezę – powoduje samospełnienie się tej tezy czyli „oczekiwany przez eksperymentatora wynik eksperymentu”. Dotyczy to także jasnowidzenia, telepatii, teleportacji, inercji, magii i innych zjawisk, które nie są ani dobre ani złe – mogą być natomiast sprzeczne z poglądami nauki albo kościoła takiego czy innego opartego na doktrynie objawionej.

A co nam szkodzi dać sobie szansę na bycie zdrowym i spróbować czegoś w sposób otwarty – z chęcią przyjęcia. Musimy tylko wytworzyć w sobie mechanizm OTWARTOŚCI umysłu na propozycje Świata. Życie i doświadczenie przecież zweryfikuje ten fakt.

Wiemy dobrze – przynajmniej ja, że pozycje jogi, oddychanie, łączność z chmurami, słońcem itp – daje efekty dla nas samych i dla naszych spraw, problemów itp. Warto spróbować się doładować nawet podczas seansu w kinie, czy kiedykolwiek – przy stole, w pracy.

http://astromaria.wordpress.com/2008/12/03/bruno-groning/

http://astromaria.wordpress.com/2011/04/10/bruno-groning-zycie-i-dzialalnosc/

Astromaria jest osobą mądrą, którą wysoko cenię za otwartość i poglądy zrównoważone oraz jasne i uczciwe. Oto kilka przykładowych poglądów ze strony Astromarii, które podzielam bez zastrzeżeń:

http://astromaria.wordpress.com/2011/04/01/wiadomosci-z-wariatkowa-czesc-16/

 

 Globalna Świadomość i Nadświadomość

By budować i rozwijać własną Świadomość w celu osiągnięcia Szczęścia – Spełniania się czyli rozwijania się i doskonalenia Siebie i Środowiska Przyrodzonego a także aby umożliwić sobie łączność z Innymi Świadomościami i z Nadświadomością – łączność sprawną , dwustronną, w pełni kontrolowaną musimy się zastanowić nad tym czym jest Świadomość. Tu przytoczę artykuł który może pomóc. Mógłbym dać tylko link, ale ta treść zasługuje by ją wkomponować w całość wywodu – po to żeby to co ważne znalazło się w jednym logicznym miejscu:

[Ten radioamator z kabiny ciężarówki, jest chyba jakimś fizykiem teoretycznym, który wyakcelerował się z tego środowiska i dla równowagi podróżuje po świecie rozmyślając sobie o tym i owym. A tak na poważnie chciałbym wiedzieć kto jest autorem tego tekstu, bo jest on niezły i dobrze ilustruje parę spraw związanych z funkcjonowaniem Rzeczywistości - choć niekoniecznie się z nim zgadzam w wielu miejscach - ale to jest już na inny artykuł - polemika a z autorem. Zasadniczo tekst jest OK - w 95%  i nie sądzę żeby wyuczonym zawodem tego człowieka było szoferostwo ciężarówek. No cóż, teraz tylu mówiących kilkoma językami i mających po dwa fakultety siedzi za kasami w hipermarketach , że aż przerażenie bierze, więc wszystko jest możliwe.]

http://radioamator.elektroda.eu/gcp.html

Projekt globalnej świadomości.

W 1997 roku, w dniu tragicznej śmierci księżnej Diany, badacze z Uniwersytetu Princeton,
zaobserwowali anomalie (piki) w wykresie będącym obrazem losowego szumu wytwarzanego
przez niewielkie pudełka – urządzenia podłączone do komputerów – sprzętowe generatory losowe.
Podobne anomalie pojawiały się za każdym razem, gdy miało miejsce jakieś zdarzenie, które wstrząsnęło całym światem.
11 września 2001 roku – anomalie pojawiły się 4 godziny przed uderzeniem samolotów w wieże WTC.
W grudniu 2004 roku miało miejsce tragiczne tsunami na Oceanie Indyjskim, w wyniku którego śmierć poniosło ponad 230 tysięcy osób.
Urządzenia zarejestrowały także to zdarzenie z wyprzedzeniem czasowym.
Anomalie pojawiają się także co roku także w czasie przejścia ze starego roku do nowego, co godzinę zgodnie ze strefami czasowymi.
Tak oto powstał na Uniwersytecie w Princeton, pod kierownictwem Rogera Nelsona -
Projekt globalnej świadomości (GCP – Global Consciousness Project) http://noosphere.princeton.edu/
Do tej pory zarejestrowano około 400 anomali, które można powiązać ze zdarzeniami na świecie, które wstrząsnęły świadomością duzej liczby ludzi.
Używane w GCP generatory liczb losowych generują szum elektroniczny na zasadzie zjawiska tunelowania kwantowego
elektronów, które powinno być według teorii chaosu, całkowicie losowe, nieprzewidywalne i wynikające z zasady kwantowej nieoznaczoności Heisenberga.
Według teorii, tak wytworzony szum – powinien być całkowicie nieprzewidywalny, losowy. Tak jednak nie jest.
Urządzenia są rozmieszczone w różnych częściach świata, najwięcej jest ich w Ameryce Północnej i w Europie.
Jedno z nich jest w Polsce, w Collegium Civitas, w Pałacu Kultury i Nauki w Warszawie.
W sumie na dzień dzisiejszy na całym świecie jest ich około 100.

Wyjaśnienie zjawiska:

Zjawiska kwantowe w tych generatorach, odpowiadające za „losowy” szum powstający w tych urządzeniach,
są modulowane przez bezcielesne byty duchowe.
W ten sposób powstają właśnie te anomalie.
Nie jest to tak jak sądzą autorzy eksperymentu, że wpływ na ich pracę ma zbiorowa świadomość dużej liczby ludzi.
Świadomość żywych ludzi nie ma żadnego wpływu na zjawiska kwantowe w tych urządzeniach.
Są to różnorakie dusze, byty duchowe, także te złe, nieczyste – których świadomość wpływa na te losowe zjawisko w urządzeniu.
Wiedzą one z pewnym wyprzedzeniem czasowym o zdarzeniach na świecie, gdyż mogą przenikać materię,
obserwować zdarzenia w przyrodzie, zanim jeszcze zarejestują je przyrządy (tsunami-sejsmografy),
poczynania ludzi odpowiedzialnych za zamachy terrorystyczne (WTC – 2001).
Na tej właśnie zasadzie zwierzęta są informowane z wyprzedzeniem czasowym, i opuszczają zawczasu miejsca katastrof.
Ich mózgi nie są tak selektywne jak ludzkie, i mogą odbierać emocje, myśli takich bytów duchowych.
Te generatory to są najprymitywniejsze jakie tylko mogą istnieć – kwantowe odbiorniki świadomości,
Nie są ani czułe ani selektywne, odbierają wszystko co się z nimi połączy; podobnie jak najprymitywniejszy,
nie posiadający filtrów radioodbiornik o dużych szumach własnych – odbierający wszystkie częstotliwości, programy jednocześnie.
W rzeczywistości te generatory odbierają świadomość bytów duchowych na tej samej zasadzie co mózg.
Zarówno mózg jak i te generatory odbierają duchową świadomość w oparciu o zjawiska na poziomie kwantowym.
Kwantową teorię świadomości Orch-OR (Orchestrated Objective Reduction) – opracowali Roger Penrose i Stuart Hameroff.
Mikrotubule, stanowiące cytoszkielet neuronów są rurkami zbudowanymi z białka tubuliny.
Wewnątrz tych rurek znajduje się czysta woda, która w takiej nano-postaci zachowuje koherencję kwantową,
za sprawą duchowej świadomości, z którą jest połączona.
Tam, w świetle mikrotubul znajduje się właśnie kwantowe połączenie świata duchowego z materialnym.
Mikrotubula sama z siebie nie tworzy świadomości, ale jest rodzajem komputera kwantowego – przekaźnika
sterowanego poprzez duchową świadomość, która jest sprzężona i jest w stanie modulować i kontrolować
koherencję zjawisk kwantowych wewnątrz mikrotubuli.
Neuronalna transmisja synaptyczna jest sterowana sygnałami z mikrotubul,
i jest jedynie „drugim szczeblem” w procesie ożywiania materialnego ciała przez duszę.
Mózg jest bardzo zaawansowanym, o wysokiej czułości, selektywnym kwantowym obustronnym łącznikiem
materialnego ciała z duchową świadomością, i na ogół odbiera czysto i bez zakłóceń jedną świadomość danego człowieka (duszę)
Podobnie jak komputer kwantowy, mózg składa się z nie jednej a wielu bramek logicznych (mikrotubul w miliardach neuronów)
w celu koherentnego współgrania z jedną duchową świadomością i eliminacją błędów kwantowych.
Błędy kwantowe objawiają się niemożnością pełnej kontroli nad mózgiem jednej duszy.
Wówczas mamy do czynienia z różnymi chorobami psychicznymi, schizofrenią paranoidalną , itp.
Błędy takie powstają także wskutek uszkodzenia mózgu w czasie wypadków,
jak też w przypadku zażycia narkotyków, np LSD, DMT i innych substancji psychodelicznych.
Uszkodzone mikrotubule wypadają z koherencji z jedną świadomością i są przejmowane przez inne byty duchowe.

[Moja uwaga: Jeszcze raz przypominam że możemy się z pewnymi rzeczami w przedstawianych tu tekstach nie zgadzać, możemy się też nie zgodzić ze wszystkim co tu napisano].

Świadomość to nie mózg

http://radioamator.elektroda.eu/swiadomosc.html

http://www.eioba.pl/a/2zh0/swiadomosc-to-nie-mozg

Jedno musicie wiedzieć:
Establishment naukowy i medyczny nie przyzna się oficjalnie do istnienia świata duchowego czy życia po śmierci, nawet wobec niezbitych dowodów.
Powodem oczywiście jest pieniądz. Tak, podobnie jak cały ten świat, nauka również nie uniknęła korupcji, i jest polem do zbijania biznesu.
Badań w tematyce o której piszę, po prostu z uprzedzenia i braku korzyści finansowych nikt nie chce ani wspierać, ani finansować, ani promować.
O przypadkach kiedy to prawdziwi nieskorumpowani naukowcy stwierdzili że mają dowody na to, że każdy człowiek ma nieśmiertelną duszę,
która jest właściwym umysłem i świadomością – napisały głównie portale i gazety związane z wiarą, katolickie.
Redaktorzy „renomowanych” naukowych czasopism nie opublikują takich artykułów z prostego powodu:
ośmieszenie poprzez materialistyczny establishment naukowy i biznesowy, a przecież redaktorom zalezy na ich pracy i źródle dochodu.
- tymczasem jest to prawda.
artykuły i materiały filmowe na ten temat nie ukazały się też na polskich głównych portalach np. na onecie, wp, interii, gazecie, a także w polskich czasopismach.
Niektórzy naukowcy którzy szczerze poszukiwali prawdy, a nie uprawiali naukę jedynie dla biznesu
– już przeprowadzili stosowne doświadczenia i obserwacje, i zdobyli niezbite dowody na istnienie duchowej świadomości i życia po śmierci.
James Randi i jego milion dolarów za zademonstrowanie jakiegokolwiek „zjawiska paranormalnego”?
A kto powiedział że ten człowiek jest uczciwy? Przecież to nie jest transmitowane na żywo w TV publicznej, gdzie oglądają miliony, tylko dzieje się w prywatnym zaciszu.
Uważam, że wielu ludzi już mu przedstawiło dowody, ale on na siłę im wmówił że stosują sztuczki iluzjonistyczne itp. byle tylko nie wypłacić nagrody
Nikt mu nie udowodni oszustwa, bo póki to nie będzie transmitowane na żywo na świat – nie ma po prostu takiej możliwości.
To co jest w podręcznikach, encyklopediach, czasopismach naukowych, to co wykłada się na uczelniach to tylko ta część nauki,
która przeszła przez cenzurę establishmentu, czyli została dopuszczona do wiadomości publicznej drogą głosowania większości…
Musicie wiedzieć, że nauka posunęła się dalej, tylko media tego nie rozpropagowały, a wy ufacie mediom i stereotypowi a nie szukacie samodzielnie prawdy.

————————————————————————————————————-

Miałem wówczas 12 może 13 lat, pierwsza połowa lat ’90.
We śnie wyjrzałem przez okienko w przedpokoju.
Na dworze w tym śnie było ciemno, i zobaczyłem w oddali nad lasem ogromny ogień,
który był ze 2 razy wyższy od drzew; zrobił na mnie niesamowite wrażenie,
bo wcześniej czegos takiego nie widziałem.
Za jakiś czas (nie pamiętam dokładnie jaki, ale krótki, jakieś kilka tygodni),
siedząc w pokoju usłyszałem jakieś trzaski. Był wieczór, na dworze już było ciemno.
Wyjrzałem przez okienko w przedpokoju, by zobaczyć skąd pochodzą te trzaski,
i wtedy zobaczyłem identyczny widok jak w swoim wcześniejszym śnie.
Zdałem sobie w mgnieniu oka sprawę, że dokładnie to mi się właśnie śniło,
a teraz to się dzieje na prawdę.
Wszystko identycznie, rozmiary, kształt i miejsce płomieni.
Jak również okienko, i strona z której wyjrzałem – jak we śnie.
Wiem ze absolutnie nie mogło być mowy o przypadku – jak to tłumaczą sceptycy.
Niestety, nie ma innego sposobu by się przekonać, niż samemu doświadczyć na sobie.
Źle tylko zinterpretowałem źródło tych płomieni, zarówno we śnie, jak i gdy je zobaczyłem.
Były na tle lasu, więc myślałem ze to las się pali.
Okazało się że spalił się drewniany dom, który stał tuż przez tym lasem,
a zasłaniały go drzewa, więc z mojego punktu widzenia nie było możliwe ustalenie, co się paliło.

Jednak wtedy fakt że mi się przyśniło coś, co później miało miejsce w rzeczywistości -
specjalnie mnie nie zdziwiło, uznałem właściwie to za coś normalnego.
Nie miałem wtedy pojęcia o tym, że coś takiego jest niespotykane i niewyjaśnione.

Dopiero po latach, kiedy dowiedziałem się że nauka nie ma na to wyjaśnienia – zainteresowałem się tym.
To doświadczenie spowodowało, że zainteresowałem się zjawiskami niewyjaśnionymi.
Po prostu wiedziałem i wiem, że skoro ja coś takiego przeżyłem, to i przynamniej część opisów
niezwykłych przeżyć innych ludzi – musi być prawdziwa.

Czytając, dowiedziałem się że takie sny zdarzają się bardzo rzadko,
nazywa się je realistycznymi snami proroczymi, lub deja-vu (z francuskiego: już widziane).
Zdałem sobie sprawę, że nie jestem jedynym człowiekiem, który tego doświadczył.

Szukałem w nauce odpowiedzi, w jaki sposób mózg mógł mieć dostęp do informacji z przyszłości.
Dowiedziałem się, że przeczy to teorii względności Alberta Einsteina, gdyż zakłada ona, że
nie jest możliwe przesyłanie informacji z prędkością większą, niż predkość światła w próżni – c,
oraz że z tego wynika niemożliwość przesyłania informacji do przeszłości (i ich odbioru z przyszłości).
Dowiedziałem się o hipotetycznych cząskach nadświetlnych, które mogłyby poruszać się szybciej niż c,
i jednocześnie nie mieć mozliwości zwolnić do poziomu c, ani niższych prędkości.
Cząstki te nazwano tachionami.
Jednak ich istnienie jest tylko hipotetyczne, poza tym nie wyjaśniało to,
w jaki sposób mózg mógłby je odbierać, i co mogło by je generować.

Wszak ze snu jasno wynika, że to co ma się zdarzyć – już jest gdzieś zapisane,
albo tak jak myślał Einstein – czas jest tylko upartym złudzeniem; zapewne miał na myśli że przeszłość,
teraźniejszość i przyszłość – istnieją jednocześnie, choć nasza świadomość nie ma dostępu do
przyszłości, przeszłość jedynie pamiętamy – stąd tak a nie inaczej odbieramy rzeczywistość, jako
nieodwracalny uplyw czasu.

Zacząłem się zastanawiać nad tym, czy aby na pewno cała nasza świadomość, osobowość, pamięć -
mieści się w mózgu i że jest on elektrochemicznym komputerem, a nasze myśli to impulsy chemiczne i
elektryczne między neuronami w mózgu (synapsy).

Szybko zdałem sobie sprawę, jakże naiwna jest taka teoria świadomości….

Mimo, że jest ona domeną świata akademickiego, i wciąż jest wykładana na uczelniach, niczego tak naprawdę nie wyjaśnia…
Owszem, takie zjawiska zachodzą w mózgu, zostało to zbadane i potwierdzone.
Jednak w żadnym przypadku nie może być to nasze „ja”, nasza świadomość.

Gdyby tak było – nie różnili byśmy się niczym specjalnym od komputerów.
Silny impuls elektromagnetyczny – broń elektromagnetyczna,
która niszczy wszelkie urządzenia elektroniczne,
albo wysokonaładowane cząstki wiatru słonecznego -
wręcz wykasowało by to nam pamięć z mózgu (jeśli przyjąć że myśli to impulsy elektryczne).
Tymczasem nic takiego nie ma miejsca.
Naszej pamięci nie narusza też potężne pole magnetyczne, w czasie obrazowania mózgu za pomocą jądrowego rezonansu magnetycznego.
Impuls elektromagnetyczny zniszczy komputery, wykasuje pamięć, zniszczy urządzenia elektryczne i elektroniczne.
Nie naruszy jednak naszej pamięci, nie zaburzy naszej osobowości, nie zmieni naszych myśli.
A przecież mózg nie jest ekranowany, czaszka nie jest klatką Faradaya, większa część widma
elektromagnetycznego (prócz podczerwieni, światła widzialnego, UV) – wnika w głąb, lub przenika przez
nasze głowy na wylot.
A pomyślcie o ludziach, którzy są narażeni na bardzo silne pola elektromagnetyczne, o operatorach
wojskowych urządzeń radiolokacyjnych, narażonych na mikrofale o potężnej mocy, które by zniszczyły
wszelkie urządzenia elektroniczne umieszczone w ich wiązce.
Choroba mikrofalowa, która po latach jest tego konsekwencją – nie oznacza jednak utraty osobowości, czy
jakiegokolwiek zaniku pamięci.

W książce „Umysł przewidujący przyszłość” Davida Loye, na początku rozdziału „Holograficzny umysł” – czytamy:


Karl Lashley był jednym z najbardziej wytrwałych i skrupulatnych neuropsychologów przełomu lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku.
Zdecydowany odkryć, czym jest pamięć i gdzie należy ją lokalizować, przez blisko trzydzieści lat badał mózgi szczurów.
Jego eksperymenty polegały na wycinaniu określonego obszaru mózgu, a następnie, kiedy tylko zwierzę dochodziło do zdrowia, testowaniu utraconej pamięci.
Ale chociaż usuwał aż do osiemdziesięciu procent całkowitej objętości mózgu, odkrywał, że pamięć szczurów nadal działa bez zarzutu.
Analizując wyniki swoich badań, nie krył rozczarowania faktem, że nie istnieje żadne oczywiste miejsce,
w którym można by zlokalizować pamięć i żaden „engram”, który by ją przechowywał.
Doszedł więc do wniosku, że proces uczenia się, w jakim wszyscy uczestniczymy, jest z logicznego punktu widzenia… niemożliwy.
W jednej z notatek zaproponował również coś, co miało nieco podbudować jego pracę, ale co w tamtych czasach wydawało się poglądem dość żałosnym.
Engram – jak nieśmiało zasugerował Lashley – istniał, ale w jakiś zupełnie niezrozumiały sposób rozprzestrzeniony był w obszarze całego mózgu.
Ponadto, aby rozjaśnić nieco tę mglistą ideę, dodał, że pamięć powstaje dzięki bliżej nieokreślonym „falom interferencji”.

Natomiast w książce „Poza granicami wyobraźni” Viktora Farkasa, w rozdziale „Cudowna istota człowiek: myślenie bez mózgu”,
– opisane są udokumentowane medycznie przykłady normalnych, żyjących ludzi,
u których w wyniku wodogłowia stwierdzono większościowy lub nawet całkowity brak….

mózgu.

Wniosek jest taki, że naukowcy, którzy powołują się na teorię, jakoby to w mózgu miała być pamięć i osobowość -
nie mają pojęcia, jak bardzo się mylą.

A może wiedzą, ale nie mają lepszego wyjaśnienia.

Tą teorię mogę tylko porównać do dawnej teorii budowy świata – teorii geocentrycznej.
Wszechświat składał się z obracających się kryształowych sfer,
na których były umieszczone Księżyc, Słońce, planety, i na ostatniej – gwiazdy stałe.
W samym centrum wszechświata zaś tkwiła nieruchomo płaska Ziemia.

Jednak wraz z początkami heliocentryzmu, odkryto że Ziemia jest kulą, a Słońce jest znacznie od niej większe.
Nieprawdopodobnym i nielogicznym było, by większe ciało krążyło wokół mniejszego.

Uznano że to Słońce jest nieruchome i znajduje się w centrum wszechświata,
zaś Ziemia jest tylko jedną z planet, które krążą wokół niego.
Odkryto że maleńkie gwiazdy na nocnym niebie są w rzeczywistości ogromnymi słońcami, i że są ich
miliardy, które jako całość nazwano Galaktyką.

Odkryto, ze Galaktyka jest tylko maleńką częścią większej całości,
bowiem podobnych galaktyk są znowu miliardy….

Brzytwa Ockhama – słynna zasada naukowców, mówiąca że nie należy mnożyć bytów ponad
konieczność, i że najprostsze wyjaśnienie bywa zazwyczaj prawdziwe – już wtedy się stępiła…

Jak widzicie, cały czas mnożono byty „ponad konieczność”, w miliardy miliardów….

Jak się później dowiecie – to co nazywamy dziś całym wszechświatem – także przyjdzie pomnożyć….

W międzyczasie pomnożono byty, dzieląc atom ( gr. atomos, niepodzielny! ) – na coraz mniejsze
części…

Pod koniec XX wieku odkryto wreszcie, że wokół innych gwiazd, także krążą planety.
Obecnie odkrywa się ich coraz więcej, choć jest to trudne z uwagi na olbrzymią odległość.

Prosta teoria budowy świata, okazała się nie mieć nic wspólnego z rzeczywistością.
Podobnie jak teraz teoria świadomości, będącej integralną częścią, czy wręcz właściwością mózgu…

A co powiecie na doświadczenia w czasie śmierci klinicznej, doświadczenia pacjentów, których
przywrócono do życia, mimo braku oddechu, tętna, i z płaskim wykresem EEG!

Płaski EEG oznacza tylko jedno:
Mózg nie funkcjonuje – a więc zgodnie z ustaleniami naukowymi, zmysły nie mogą być aktywne,
a człowiek nie może niczego widzieć, słyszeć, czuć, ani tym bardziej zapamiętać.

Tymczasem w rzeczywistości jest inaczej.

Ludzie ci, po udanej reanimacji, byli w stanie zapamiętać i podać szczegóły operacji,
ktorych w żaden sposób nie mogli wymyślić, zgadnąć – jak również to co się z nimi działo wówczas,
gdy przyrządy nie rejestrowały żadnej aktywności mózgu!

I takich przypadków na świecie było i jest wiele!

Zainteresowanym polecam film „The Day I Died” – Dzień w którym umarłem.
Jest na YouTube z lektorem PL.

Profesor Stuart Hameroff jest anestezjologiem i bada relacje pacjentów, którzy przeżyli śmierć kliniczną.
Wspólnie z angielskim fizykiem, Rogerem Penrose – opracowali kwantową teorię świadomości Orch-OR.
Argumentacja sceptyków, jakoby zjawiska kwantowe nie mogły zachodzić w wysokich temperaturach, a więc w tworach takich jak mózg – jest błędna.
Przykładem jest kwantowe zjawisko tunelowe, które ma zastosowanie w elektronice.

Fizyka kwantowa…
Czuję że to właściwa droga!

Nawet Albert Einstein nie mógł tego rozwikłać…

W świecie kwantów dzieją się dziwne rzeczy…
Np. dwie splątane ze sobą cząstki, fotony czy elektrony – mogą się znajdować dowolnie daleko od siebie,
a ich polaryzacja będzie przeciwna.
Mimo, że stan pojedyńczej, dowolnej cząski jest całkowicie niekoreślony,
po dokonaniu pomiaru polaryzacji dowolnej z tych cząsek – stan drugiej automatycznie
ustali się jako przeciwny. Choćby te cząstki były w różnych galaktykach.
Einstein nazwał to „upiornym oddziaływaniem na odległość” ponieważ przeczyło jego teorii,
że informacja nie może poruszać się szybciej niż światło.
Tymczasem w tym przypadku dzieje się to natychmiastowo, bez jakiegokolwiek opóźnienia.

Foton czy elektron może przejść jednocześnie przez dwie szczeliny i interferować sam ze sobą.
Nazywa się to superpozycją.
Gdy jednak będziemy chcieli zaobserwować, którędy przechodzi ta cząstka – okaże się że wybierze
zupełnie losowo jedną szczelinę, przez którą przejdzie, i tylko detektor umieszczony przy tej
szczelinie
zarejestruje przejście.
Elektron lub foton nie obserwowany – zjawia się jako fala interferencyjna, jednak obserowany – jako
cząstka.
Nazywa się to dualizmem korpuskularno-falowym.
Funkcję falową, będącą rozwiązaniem równania Schrödingera, należy rozumieć jako obszar, który opisuje rozkład prawdopodobieństwa
wystąpienia cząstki w danym miejscu.

Niels Bohr, duński fizyk, stworzył „Interpretację kopenhaską mechaniki kwantowej”, w której funkcja
falowa, opisująca rozkład prawdopodobieństwa wystąpienia cząstki – gdy zostanie dokonany pomiar -
zredukuje się do tego jedynego stanu, który jest wynikiem pomiaru.

Kot Schrödingera

Erwin Schrödinger, aby pokazać jak teoria kwantowa przeczy zdrowemu rozsądkowi, opracował myślowy eksperyment z udziałem kota.
Kot jest zamknięty w pudełku, w którym umieszczono szczelny, np szklany pojemnik z trucizną, np lotną cieczą.
Do pudełka włożono próbkę materiału promieniotwórczego, emitującą średnio jedną cząstkę na godzinę,
a także detektor promieniowania, mający na celu zarejestrować tę cząstkę.
Detektor jest połączony z mechanizmem, który w chwili zarejestrowania cząstki, rozbija pojemnik i uwalnia truciznę.
Po włożeniu kota i próbki i zamknięciu pudełka, oraz odczekaniu godziny – mamy 50% prawdopodobieństwo,
że kot jest żywy i takie samo 50% że jest martwy.
Tak mówi zdrowy rozsądek. Jeśli nastąpi radioaktywny rozpad i detektor go zarejestruje, to zostanie uruchomiony mechanizm, który uwolni truciznę z pojemnika,
i wtedy kot zginie. Jeśli rozpad nie nastąpi, kot nadal będzie żywy.
Rozpad promieniotwórczy jest zjawiskiem kwantowym, można więc określić tylko prawdopodobieństwo zajścia rozpadu,
a tym samym prawdopodobieństwo zatrucia kota.

Z interpretacji kopenhaskiej wynika jednak coś innego – Zanim otworzymy pudełko czyli dokonamy sprawdzenia zawartości pudełka,-
kot jest jednocześnie i żywy i martwy. Znajduje się on w dziwnym stanie (superpozycji) wszystkich możliwych rozwiązań.
Dopiero otworzenie pudełka i sprawdzenie jego zawartości redukuje układ do jednego stanu – kot wyskoczy żywy z pudełka, albo pozostaje w nim martwy.

Einstein upierał się przeciwko takie redukcji i przypadkowości w świecie zjawisk kwantowych,
przewidywanych przez interpretację kopenhaską,
pisząc w liście do Bohra słynne zdanie:

„Dobry Bóg nie gra ze światem w kości!”

…..i miał rację!

Kwantowa teoria wielu światów

W 1957r. amerykański fizyk, Hugh Everett III, obronił pracę doktorską, w której zaproponował zupełnie nowe podejście do problemu interpretacji mechaniki kwantowej.
Zaproponował, by wszystkie możliwe stany kwantowe (możliwe wyniki pomiarów) funkcji falowej potraktować jako prawdziwe i rzeczywiste.
Założył, że w chwili obserwacji (pomiaru) zdarzenia kwantowego, będącego wcześniej w superpozycji – wszechświat rozczepia się na tyle kopii,
ile jest możliwych rozwiązań funkcji falowej.
Założył że dzieje się tak w przypadku każdego zdarzenia kwantowego, że redukcja funkcji falowej jest tylko pozorna,
i jest związana z ustaleniem się kwantowego stanu w linii czasowej, że wszystko co tylko jest możliwe, ma miejsce w którejś odnodze multiwszechświata.
Everett swoją teorię nazwał „Wieloświatową interpretacją mechaniki kwantowej”.
Swój pomysł poparł podstawą matematyczną, w ktorej nie udało sie znaleźć błędu.

Multiwszechświat jawi się jako rozgałęziające się drzewo o nieskończenie wielu gałęziach, cały czas rozgałęziających się i postępujących wraz z tym,
co my nazywamy upływem czasu.
Drzewo to może istnieć jako całość, naraz, jednocześnie, a iluzja upływu czasu jest domeną naszej ograniczonej świadomości,
odbierającą tylko jedną wąską ścieżkę łańcucha zdarzeń, spośród nieskończenie wielu możliwych.

Kot Schrödingera jest w połowie przyszłych linii czasowych (od momentu otworzenia pudełka, obserwacji) żywy,
a w drugiej połowie martwy, i to jakiego go zaobserwujemy, zależy od tego, jaki wynik był przypisany linii
czasowej, w której znajduje się nasza świadomość.

Kotów Schrödingera było wiele, bo nasze kopie w równoległych wszechświatach, również wykonały ten eksperyment.

Oczywiście tylko myślowo, bez udziału prawdziwego kota :)

Paradoks dziadka też nie istnieje.

Faktem jest że ta teoria nie jest kompletna, jako teoria wszystkiego, opisująca wszystkie zjawiska w przyrodzie, nie uwzględnia się w niej bowiem grawitacji,
Jednak sama idea istnienia wielu wszechświatów równoległych jest intrygująca, w naturalny sposób wyjaśnia wiele zjawisk, i mam kilka argumentów na rzecz jej prawdziwości.

Komputer kwantowy.

David Deutsch, fizyk z Uniwersytetu w Oksford, opracował w latach ’80 kompletną teorię działania komputera kwantowego.
Już dziś zbudowano pierwsze kwantowe bramki logiczne, przetwarzające pojedyncze qubity (bity kwantowe), których obliczenia potwierdzają teorię.
Niesamowitą szybkość i jednoczesność obliczeń, da się sensownie wyjaśnić, tylko w oparciu o teorię wielu światów, w których wiele bliźniaczych kopii komputera,
jednocześnie wykonuje wiele rożnych prób obliczeń tego samego zadania, i na koniec, zbiorczy wynik jest do odczytu na każdej z nich.

Doświadczenie Younga.

Na początku XIX wieku, Thomas Young, angielski fizyk – wykonał doświadczenie, które potwierdziło falową naturę światła.
Doświadczenie to polegało na przepuszczeniu światła świecy przez małą dziurkę wyciętą w nieprzeźroczystym materiale,
za którym znajdował się kolejny materiał, tym razem z dwiema małymi dziurkami położonymi blisko siebie.
Następnie znajdował się ekran, na który rzutowane było światło po przejściu przez oba materiały z dziurkami.
Young zamiast dwóch świetlnych punktów (na co wskazywała by logika) ujrzał właśnie wzór interferencyjny.
Jednak 100 lat później, Einstein wyjaśnił zjawisko fotoelektryczne, i od tego czasu wiemy że światło składa się z fotonów.
Co zostało potwierdzone doświadczalnie przez Arthura Holly Comptona w 1923r.

Naukowcy wykonali zmodyfikowaną wersję doświadczenia Younga, w której źródło światła emitowało pojedyncze fotony,
tak że np. co ułamek sekundy, wychodził tylko jeden foton
Pojedyncze fotony były przepuszczane przez podwójną szczelinę, za którą umieszczono materiał światłoczuły.
Po kilku godzinach wynik eksperymentu był już znany.
Na światłoczułym materiale pojawiło się nic innego, jak znany już wzór interferencyjny.
Z czym w takim razie interferuje pojedynczy foton?
W mechanice kwantowej ten efekt jest wyjaśniony jako nakładanie się funkcji falowej, która opisuje stan fotonu.
Ale funkcja falowa jest przecież tylko rozkładem prawdopodobieństwa znalezienia cząstki,
i według interpretacji kopenhaskiej nie istnieje jako coś realnego, z czym mógłby interferować pojedynczy foton.
Przecież zgodnie z założeniami szkoły kopenhaskiej, funkcja falowa ma nieustannie ulegać redukcji do jednego konkretnego stanu kwantowego.
Rzeczywiście, tak to wygląda z poziomu obserwatora, który ma dostęp i obserwuje wynik z jednego tylko wszechświata równoległego (ściślej: z jednej równoległej linii czasowej).
Nie oznacza to jednak, że tak właśnie jest w szerzej pojętej rzeczywistości.

Dopiero po zastosowaniu kwantowej teorii wielu światów, znajdujemy wyjaśnienie tej zmodyfikowanej do pojedynczych fotonów wersji doświadczenia Younga.
Pojedyńczy foton interferuje z całą resztą funkcji falowej, którą stanowią niewidzialne w naszym wszechświecie
fotony, znajdujące się w równoległych wszechświatach, których równoległa obecność i trasy – zgodnie z teorią Everetta -
determinują trasę jaką przemieszcza się foton w naszej linii czasowej, w taki sposób, by zgodnie z rozkładem prawdopodobieństwa przewidzianym przez funkcję falową, chwilowe położenie i pęd pojedynczego fotonu nie były identyczne w dwóch różnych wszechświatach równoległych.
W ten sposób właśnie powstaje znany już wszystkim wzór interferencyjny.

Powyższa interpretację tego doświadczenia, którą ująłem własnymi słowami, opisał David Deutsch, i można o niej przeczytać w jego książce „Struktura rzeczywistości” (The Fabric of Reality).

Kwantowa świadomość

Zastanawialiście się, skąd się biorą treści, obrazy, sceny w Waszych snach?
Skoro mój sen, o którym pisałem na początku, dotyczył przyszłego zdarzenia w rzeczywistym świecie,
To nic nie stoi na przeszkodzie, by uznać, że przynajmniej ta część snów, w których widzimy zupełnie realistyczne sceny
widoki, krajobrazy, miasta, domy, ulice, zdarzenia i ich szczegóły – ma rzeczywiście miejsce w którymś z wielu światów równoległych, postulowanych przez Everetta.
W czasie snu, nasza świadomość może przekraczać granicę dzielącą nas od równoległych linii czasowych, a nasza pamięć może się na pewien czas „podłączyć”
do świadomości którejś z naszych kopii żyjącej w którymś ze swiatów równoległych, i rejestrować przeżycia tego naszego bliźniaka w innej linii czasowej,
tak jakbyśmy to przeżywali my.
Co więcej – w snach dosłownie zespalamy się z naszymi bliźniaczymi kopiami.
W snach odbieramy rzeczywistość za pomocą ich świadomości, a nie naszej.
Oznacza to, że śniąc dany sen – mamy w pamięci przeszłe zdarzenia, emocje, uczucia, wiedzę i umiejętności
naszego bliźniaka w równoległym wszechświecie – a nie nasze.
Dlatego mając na uwadze zwykły (nieświadomy) sen – śnimy go bez wpływu naszej świadomości na przebieg zdarzeń -
decyduje o nich właśnie świadomość tej naszej bliźniaczej kopii.
Czas nie ma tu żadnego znaczenia, możliwe jest połączenie zarówno z przyszłą jak i przeszłą równoległą linią czasową.
I to by tłumaczyło mój sen deja-vu, o którym na początku pisałem…

A jak to jest, że widzimy we śnie jakiś napis, czy liczbę, czytamy go, a potem spoglądamy gdzieś indziej, i znów na ten napis….
ale za drugim razem widzimy coś innego?
Obserwujemy różne światy równoległe, będące takimi samymi, za wyjątkiem treści tego napisu.

Jednak z analizy moich snów wynika, że ludzie, których spotykamy w snach w części przypadków znajdują się również we śnie.
Z tym że prawie zawsze są to niematerialne dusze – świadomości ludzi ze światów równoległych, którym my się śnimy w taki sam sposób, w jaki oni nam.
Jednak we śnie widzimy ich normalnie jako ludzi
Takie wytłumaczenie wynika z analizy moich snów, chociażby z treści niektórych prowadzonych rozmów sennych.

Jak ustaliliśmy, choćby na podstawie doświadczeń śmierci klinicznej, istnienie duszy jest faktem.
Świadomość jest niematerialna i może przebywać poza ciałem.
Świadomość (dusza) w jakiś sposób jednak oddziałuje z materią, sterując ciałem,
zapewne za pomocą jakichś nieznanych jeszcze zjawisk kwantowych, rodzajów splątania kwantowego,
z atomami każdej żywej komórki w naszym materialnym ciele, czyniąc go żywym, ożywiając materię.
Zatem wszystko, co żyje, każde zwierzę i roślina, nawet bakterie – mają duszę.
bez kwantowej świadomości – duszy materia nie może być żywa.
Nie oznacza to że zwierzęta, rośliny, czy tym bardziej bakterie są świadome.
Pisząc o świadomości, mam na myśli ten kwantowy pierwiastek życia, który jest odpowiednikiem w świecie duchowym.
A zatem istnieje dusza, która przetrwa śmierć ciała fizycznego.
To tłumaczy, dlaczego śnią nam się nasi bliscy zmarli, i czasami podają informację, których nie można by uzyskać w inny sposób;
Np. w przypadku zaginięć, czy niewyjaśnionych morderstw, zmarły może się przyśnić i podać szczegóły i okoliczności swojej śmierci,
oraz miejsce w którym leży jego ciało, co może być później potwierdzone w trakcie śledztwa prowadzonego przez policję.
Zdarzają się takie przypadki.

Podobnie działa nasz mózg – jest tylko odbiornikiem bytu duchowego w oparciu o zjawiska kwantowe.
Jest jednak bardzo selektywny, i odbiera (analogicznie do radia) tylko jedną stację radiową (naszą świadomość)
a nie transmisje na wszelkich możliwych częstotliwościach, które znajdą się w jego zasięgu.

Do takiego właśnie wniosku doszedł laureat nagrody Nobla z dziedziny fizjologii i medycyny, australijski neurofizjolog prof. John Carew Eccles.
Wynik jego naukowych dociekań, znany jako dualistyczny interakcjonizm (dualist-interactionism),
jest właśnie połączeniem duchowej świadomości (duszy) z ciałem człowieka poprzez zjawisko nieoznaczoności kwantowej w mózgu.
John Eccles doszedł do wniosku, że świadomość mieści się w mózgu, ale nie jest jego wytworem,
jest od niego niezależna, i pozostanie nienaruszona po jego śmierci jako duch.

Czasem zdarza się że jest inaczej, czy to z powodu praktyk, zdolności niektórych ludzi, czy też natury ich mózgu.
I w ten sposób media na seansach spirytystycznych pozwalają na czasowe przejęcie kontroli nad swoim ciałem – innym bytom duchowym,
– stąd czasem mówią nieznanymi językami, bądź zmienionym, nienaturalnym głosem.
To samo dotyczy opętanych, czy niekiedy uznanych za „chorych psychicznie”.
Zdarza się tak i bez spirytyzmu.
Są przypadki ludzi, w których jednym ciele, kryje się kilka osobowości
Nazywa się to podwójną osobowością, i polega na tym, że przez jedno ciało, za pośrednictwem mózgu, kontaktuje
się ze światem materialnym kilka świadomości (dusz).
I też tu są przypadki, że ci ludzie np. znają obce języki, których nigdy się nie uczyli, i nie mieli takiej możliwości.
Lunatycy wstają, chodzą, robią różne rzeczy, niekiedy takie, których nigdy by nie zrobili będąc świadomymi.
Nic później po przebudzeniu nie pamiętają.
Po prostu jakiś byt duchowy posługiwał się wówczas ich ciałem.
W dużym uproszczeniu można się posłużyć analogią radia, telewizora – do mózgu.
Widzimy i słyszymy coś w tych urządzeniach, co jednak nie jest w nich samych, a jedynie przez nie odbierane.
Ale gdyby kilka wieków temu, pokazano komuś telewizor czy radio – nie dał by wiary, że to co tam widzi i słyszy,
nie pochodzi z wnętrza tego urządzenia, że to urządzenie nie jest tego źródłem.

Weźmy radio na baterie, zdejmijmy obudowę, tak by był dostęp do płyty z elementami elektronicznymi (od strony lutowania)
Włączmy takie radio, dostrójmy jakąś stację. ok, wszystko gra.
Teraz, gdy zaczniemy dotykać palcem tych lutowań i ścieżek na płycie,
Gdy trafimy na miejsce, gdzie mieści się układ pośredniej częstotliwości i tam dotkniemy,
radio zacznie nam się rozstrajać, będziemy słyszeli kakofonię różnych stacji radiowych,
także zagranicznych, krótkofalowych, które są nawet na innych zakresach fal.
Gdy tylko odejmiemy palec, wszystko wróci do normy; znów będziemy slyszeć tylko naszą pierwotną stację.

Czasem w wyniku wykrycia np. tętniaka, wykonuje się operacje wymagające trepanacji czaszki.
wycina się fragment kości czaszki, by uzyskać dostęp do kory mózgowej.
Pacjent może być wtedy świadomy.
Lekarze robili doświadczenia, stymulując korę mózgową za pomocą elektrod,
przez które przepuszczali niewielki prąd.
Zmieniali w ten sposób stan świadomości pacjentów, pacjenci widzieli rzeczy, postacie, których nikt inny nie widział.
Jednak nie ma możliwości by w ten sposób „dopisać” człowiekowi lub wymazać jakieś wspomnienie,
coś czego ten człowiek nigdy nie przeżył, nie doświadczył.
Co jest jeszcze jednym argumentem, przeciw teorii, jakoby to mózg był źródłem świadomości.
Po odjęciu elektrody – wszystko natychmiast wracało do normy.

Narkotyki, czy wszelkie substancje psychoaktywne, psychodeliczne – właśnie powodują takie rozstrojenie mózgu;
możliwy jest wgląd w inne światy, możliwe jest zakłócone widzenie rzeczy spoza naszej linii czasowej,
Ale niestety też otwiera to mózg dla innych niż nasza świadomość – bytów duchowych, co może mieć złe skutki, o jakich pisałem powyżej.

Znana jest powszechnie substancja psychodeliczna o nazwie dimetylotryptamina, czyli DMT.
Jest ona wytwarzana w minimalnych ilościach w mózgu przez szyszynkę, ale też znajduje się w wielu roślinach
Znanym przez Indian i inne plemiona już od starożytności rytualnym napojem psychodelicznym zawierającym m.in. DMT jest ayahuasca (czyt. ajałaska).
Wiele osób twierdzi, że ta substancja umożliwia wyjście duszy z ciała,
zobaczenie przyszłości czy innych niedostępnych zmysłom zjawisk, np odnalezienie zaginionych osób czy rzeczy.
Morgan Robertson w swojej powieści „Futility” opisał tragedię, będącą zaskakującym podobieństwem do katastrowy Titanica.
Nie było by w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że powieść została wydana w roku 1898, a więc 14 lat przez słynną katastrofą.
Jak wiadomo, Robertson zmarł na skutek przedawkowania narkotyków.
Prawdopodobnie to właśnie ayahuasca była w jego przypadku przyczyną tego iż miał te prorocze wizje i jak to określił,
kontakt z astralnym współautorem w tworzeniu powieści „Futility”.
Teoria Everetta i wielowymiarowa świadomość przemieszczająca się niepostrzeżenie między równoległymi rzeczywistościami daje wiele możliwości rozwoju wydarzeń,
Chodzi tu o to, że te substancje mają wpływ na pewne zjawiska kwantowe w mózgu (w mikrotubulach) znane jako siły Van der Waalsa.
Zachodzi tu zjawisko podobne do marzeń sennych, polegające na kwantowej teleportacji duchowej świadomości
między mózgami naszych nieskończenie wielu kopii żyjących w równoległych wszechświatach
Ponieważ wszystkie możliwe stany kwantowe się rzeczywiście realizują – czas jako taki nie istnieje,
a jest tylko subiektywną drogą rozwoju i doświadczania świadomości,
nasza jaźń może się dzielić, łączyć, oscylować w tym wielowymiarowym wszechświecie,
stąd dokładne przewidzenie przyszłego zdarzenia przez np. jasnowidzów nie jest możliwe (np numerów lotto, jak by niektórzy chcieli).

Ale wracając do snów – kto decyduje o treści naszych snów, danej nocy, w danej chwili drzemki?
kto sprawia że widzimy akurat takie a nie inne zdarzenie,
spotykamy akurat taką a nie inną osobę i rozmawiamy z nią na określony temat, w akurat takim a nie innym świecie równoległym?

Skoro istnieje dusza, duchy, to znaczy że istnieje też cały świat duchowy, może istnieć wyższy wymiar rzeczywistości, łączący wszystkie te światy równoległe,
w których żyją istoty z materialnym ciałem, mogą żyć w nich doskonalsze od nas istoty duchowe,
które widzą całe to drzewo nazywane multiwszechświatem – jednocześnie.

To one znają naszą przyszłość w różnych liniach czasowych, różne możliwe wersje przyszłych zdarzeń, z naszym udziałem,
to one mogą decydować o treści naszych snów, łącząc nas ze światami równoległymi,
pozwalając niekiedy naszym bliskim zmarłym na kontakt z nami w ważnych sprawach,
a także ostrzegając nas w snach, dając symboliczne wskazówki, lub wyświetlając nam w snach „zwiastuny filmu”
będącego czekającym nas przyszłym wydarzeniem w jakiejś sporej procentowo liczbie przyszłych ścieżek w światach równoległych.
Osobom niewidomym od urodzenia, mogą z jakichś powodów nie być dostarczane wrażenia senne zawierające obrazy.

Mieszkam w domu jednorodzinnym z działką, i od drzwi domu do furtki jest chodnik (wylewka)
i po środku jest wmurowany taki betonowy kwadrat z metalowym okuciem, o boku ok 70cm,
przypomina klapę włazu do studzienki kanalizacyjnej, szamba itp. tylko nie ma żadnych dziurek, i jest masywniejszy i ułożony równo z betonem.
Jak byłem mały, może ze 4-5 lat miałem, to mam w pamięci widok jak dziadek zdjął ten kwadrat betonu,
i była tam wybetonowana jakaś kwadratowa studzienka, o głębokości ok 1,5 – 2m, na jej ścianach wyraźne ślady desek z szalunku,
i lekko pomalowane jakimś rzadkim lepikiem czy smołą.
Później nikt tego więcej nie otwierał, i tak mi w pamięci został tamten widok, byłem przekonany że tak właśnie jest.
A tymczasem niedawno przy okazji małego remontu i poprawek chodnika, wyszła rozmowa i babcia mówi,
że to jest tylko płyta wmurowana w chodnik, i niczego pod spodem nie ma, jest ziemia, i ze tak było od początku.
I faktycznie nie ma, – sprawdziłem wbijając pod kątem metalowy pręt w ziemię – gdy by był beton, to by sie pręt zatrzymał.

Drugi tego typu przypadek miał miejsce w 2003r, gdy szedłem w pielgrzymce (warszawskiej, grupy 17-ste)
Trasa prowadziła przez miejscowość Idzikowice, i szło się ulicą, która była wiaduktem nad torami.
Tam są zakłady remontowe pociągów, i inne tego typu firmy, przebiega centralna magistrala kolejowa (CMK), ale nie w tym rzecz.
Była wtedy ładna słoneczna pogoda, bezchmurne niebo.
Idąc w grupie, przechodząc tym wiaduktem, po lewej stronie przed takim budynkiem, czy to lokomotywownią,
widziałem kilka (3,4 lub 5) oddzielonych torami peronów, a na każdym z nich typową tabliczkę z nazwą stacji „Idzikowice”.
W ogóle nie zwróciłem na to uwagi, aż do niedawna, gdy przypadkowo się dowiedziałem, że tam żadnych peronów nie ma i nigdy nie było (!)…

Moje wyjaśnienie jest takie:

Zakładam prawdziwość teorii Everetta-Deutscha. (Istnieje stała liczba,
być może nieskończenie wiele równoległych wszechświatów, w których są te same prawa przyrody).
Nasza duchowa świadomość płynnie i niezauważalnie przez cały czas przełącza się pomiędzy tymi światami,
ale tylko takimi, w których różnice polegają tylko na nieokreślonych subtelnych zmianach.
(np. pogoda, przyroda, ludzi jakich po drodze spotykamy, a także ich nastrój w stosunku do nas, itp.)
Natomiast wszystkie zapisane w naszej pamięci ustalone dane – są wspólne dla tych swiatów.
(np. wygląd naszego domu, pokoju, miasta, budynki, drzewa, ludzie których znamy, to co mamy zapisane w zeszycie, na komputerze itp.)
Jeśli jesteśmy bardziej rozwinięci duchowo, życzliwiej nastawieni do ludzi, przyrody
– trafiamy do tych lepszych światów, w których czujemy spokój, harmonię, albo jest np ładniejsza pogoda, życzliwsi ludzie.
W naszych snach – też to ma miejsce, z tym że tam przełączani jesteśmy pomiędzy różniącymi się od siebie rzeczywistościami.
Całą wędrówką naszej świadomości kierują istoty astralne.
Wygląda to dla nas tak właśnie jak twierdzą fizycy kwantowi, że świadomość tworzy rzeczywistość.
Większość z nas nie zauważa tego, i przyjmuje po prostu jako upływ czasu w jednym wszechświecie.
Jednak to co napisałem powyżej – 100% się zgadza z teorią kwantową, z doświadczeniem Aspecta,
kwantową teorią świadomości Penrose’a i Hameroff’a – oraz – z moimi odczuciami.
Wszystko odbywa się na zasadzie teleportacji stanów kwantowych wewnątrz mikrotubul.
pomiędzy (jak już wiemy – będącymi kwantowymi interakcyjnymi odbiornikami) mózgami naszych bliźniaczych kopii w tych równoległych światach.
W strukturach nano, jakimi są mikrotubule, stany kwantowe nie wykazują już cech chaosu – nawet w wysokich temperaturach,
Ale są właśnie nieustannie modulowane przez duchową świadomość człowieka.
Dzięki takiemu rozwiązaniu, możliwa jest koherencja i teleportacja stanów kwantowych, co w praktyce oznacza teleportację naszej świadomości.

W tym miejscu należy wspomnieć o możliwości podróży w czasie. Zarówno w przyszłość jak i w przeszłość
I to bez paradoksu dziadka, a także skoków czasowych bez wehikułów czasu, na zasadzie tego przełączania świadomości.

Wiecie czym jest UFO? otóż są to pojazdy podróżników w czasie, przybysze z przyszłości, nasi potomkowie.
Przybywają oni do naszych czasów, by obserwować na żywo ważne wydarzenia historyczne.
Pojawiają się zawsze, gdy na świecie dzieje się coś spektakularnego, co przechodzi na trwałe do kart historii.
Zgodnie z teorią Everetta – funkcja falowa nie ulega redukcji.
Wszystkie możliwe jej stany kwantowe realizują się w równoległych wszechświatach.
Nie ma paradoksu dziadka ani kota Schrodingera.
Istnieje nieznana współczesnej nauce możliwość teleportacji stanów kwantowych materii pomiędzy tymi światami, co jest równoważne podróży w czasie.
Ludzie nazywają to materializacją i dematerializacją, pojawianiem się znikąd i znikaniem.
Człowiek po śmierci ciała jako duch, może dowolnie przemieszczać się w czasie,
a także wrócić do dowolnego momentu ze swojej przeszłości w swoim życiu i zobaczyć zdarzenie jeszcze raz.
Na tej właśnie zasadzie polega nawigacja pojazdów UFO, dzięki temu są w stanie trafić w odpowiednie miejsce w odpowiednim wszechświecie i czasie.

Dzięki materializacji mogą to czego nie może duch; np. pobrać próbki, dokonać rejestracji obrazu, dźwięku pomiarów itp. W przyszłości gdy nauka oficjalnie dowiedzie istnienia ducha i życia po śmierci
– dzięki tej wiedzy granice między tymi światami staną się cieńsze i łatwiejsze do przekraczania.

Przede wszystkim przeczytajcie w Biblii Księgę Ezechiela.

Świadomość może być niekiedy przełączana pomiędzy nieznacznie różniącymi się światami,
W momencie, kiedy to ma miejsce ludzie nie zdają sobie z tego sprawy, a dopiero jakiś czas po fakcie.
– na co by wskazywało to moje doświadczenie z brakiem studzienki widzianej w dzieciństwie, i później – peronów z tabliczkami.

To wyczerpująco wyjaśniało by zarówno realistyczne jak i symboliczne sny prorocze ludzi.

Tutaj możemy wreszcie spróbować wyjaśnić czym jest tzw. przeczucie czy intuicja.

Być może jesteśmy ostrzegani w podobny sposób na jawie,
albo w jakiś sposób odbieramy silne emocje naszych bliźniaczych kopii z równoległych ścieżek,
którym w wyniku decyzji objętej przeczuciem stało się coś dobrego lub złego.

Bliska nam zmarła osoba, miała wgląd do funkcji falowej przyszłości
(wszelkich możliwych rozwiązań zdarzeń z naszym udziałem),
i mogła nas zawczasu ostrzec dając znak, który odbieramy jako przeczucie, intuicję.

W ten sposób mogą istnieć w naszej świadomości wszelkie nieuzasadnione lęki i fobie przed określonymi rzeczami i sytuacjami.
Któremuś z naszych bliźniaków w równoległej linii czasowej,
przydarzyło się coś złego i było związane z daną rzeczą, sytuacją, okolicznością,
i na zasadzie przeczucia lub jakiegoś zapomnianego snu – przeniknęło do naszej świadomości.

Teoria superstrun przewiduje istnienie wibrujących cząstek o rozmiarach zbliżonych do długości Plancka (około 10^-35m).
A więc nieporównywalnie mniejszych od atomów, nukleonów i tworzących ich kwarków.
Może to być podstawowy budulec multiwszechświata.
Tam właśnie może być świadomość, duch, która dzięki tak małym rozmiarom jest wszystko przenikać.
Postuluje się też istnienie nieco większych mikrotuneli czasoprzestrzennych, ale też w okolicach długości Plancka.
Być może są to tunele łączące równoległe wszechświaty zarówno materialne jak i duchowe z naszym.
Możliwe, że są to właśnie te tunele, które widzieli ludzie będący w stanie śmierci klinicznej.
Możliwe też, że w czasie snu, poprzez takie mikrotunele, nasza świadomość ma wgląd w równoległe wszechświaty.

Niestety, nie wszystkie byty duchowe są szlachetne.
Dręczenia, opętania, koszmary senne, to przykłady ich działań.
I psychiatrzy diagnozują chorobę psychiczną, nie wiedząc z czym tak na prawdę mają doczynienia,
bo nie znają prawdziwej natury świadomości.

Nie wolno wywoływać duchów, uprawiać czarów,wróżb, stosować
różdżek, wahadełek, i wszelkich podobnych rzeczy.
Nie rozumiem czemu tyle ludzi czyta horoskopy, czy korzysta z usług wróżek.
Tak, duch może coś powiedzieć o przyszłości, czy osobie, która szuka takich informacji.
Miejcie jednak świadomość że są to złe duchy.
Takie informacje nie przyniosą Wam szczęścia.

Zabrania tego Biblia, i takie też jest moje zdanie.

Jeśli coś z przyszłości będzie miało Wam być objawione, to tak się stanie bez Waszej ingerencji,
czy to w postaci snu, czy też przeczucia, intuicji.

Jednak właśnie tam, w tym najwyższym wymiarze, ponad multiwszechświatem, bądź jeszcze wyżej,
bo nie wiemy jaka jest liczba takich wymiarów i multiwszechświatów,
Badając otaczającą nas rzeczywistość, wciąż odkrywamy, że to co dotychczas uważalismy za całość,
okazuje się tylko maleńką cząstką czegoś znacznie większego

- powinna być jedna wszechobecna świadomość, siła sprawcza która przenika wszystko, co istnieje,
i widzi całe swoje dzieło stworzenia,
we wszystkich jego czasach i wymiarach jednocześnie.
Nic nie stoi na przeszkodzie, by nazwać tę świadomość Bogiem.

Mam wrażenie, że to właśnie ostateczne, wobec niezbitych dowodów,
naukowe potwierdzenie duchowego świata, duchowej świadomości wraz z niezliczonymi równoległymi wszechświatami.
– będzie największym odkryciem naukowym w historii ludzkości.
Odkryciem, które powinno zostać dokonane już niedługo, wcześniej aniżeli odkrycie za pomocą radioteleskopów przez program SETI
inteligentnego życia pozaziemskiego, cywilizacji zamieszkujących pozasłoneczne planety.

Budowane są coraz potężniejsze akceleratory cząstek, takie jak Wielki Zderzacz Hadronów (LHC) w CERN.
Stosuje się coraz większe energie zderzeń, rozbijając cząstki na coraz mniejsze, o coraz to większej energii wiązania.
Naukowcy próbują znaleźć przewidzianą przez Model Standardowy cząstkę, która nadaje materii masę, zwaną bozonem Higgsa, będącą cząstką pola Higgsa.

Jaki będzie wtedy świat, jak i czy zmienią się ludzie?
Czy nadal będą zabijać zwierzęta, wiedząc już na pewno, że wszystkie one mają duszę?
Trudno mi sobie teraz to wszystko wyobrazić…

Przedstawię Wam analogię teorii miejsca Ziemi w Układzie Słonecznym, do teorii świadomości.

Wiek XV – XVI Powszechnie w świecie przyjmuje się teorię geocentryczną,
jednak jest Kopernik, Galileusz, którzy twierdzą, że Ziemia jest kulą,
jedną z planet, trzecią w kolejności i krąży wraz z nimi wokół Słońca.
Za tą „herezję” omal nie zostali spaleni na stosie przez inkwizycję.
Był też Giordano Bruno, który twierdził ponadto że Słońce jest tylko jedną z niezliczonych gwiazd,
że wszechświat jest ogromny, że wszędzie obowiązują te same prawa, że wokół innych gwiazd krążą planety,
które podobnie jak Ziemia – są zamieszkałe przez istoty rozumne.
Ten wizjoner za tak absurdalne herezje – został spalony na stosie.

XX i początek XXI w. – Powszechnie w świecie naukowym przyjmuje się teorię, że to mózg jest źródłem świadomości.
jednak jest Eccles, Penrose i Hameroff, którzy twierdzą, że świadomość jest duchowa,
i łączy się z mózgiem za pomocą zjawisk kwantowych, w ten sposób ożywiając ciało.
Dziś nie pali się już ludzi na stosach, jednak w świecie naukowym ich teoria nie ma poparcia.
Był też Hugh Everett III, który twierdził że funkcja falowa nie ulega redukcji,
że wszystkie możliwe jej stany są rzeczywiste i zachodzące, że gęstość prawdopodobieństwa funkcji falowej,
odpowiada gęstości wszechświatów równoległych w których jej poszczególne stany kwantowe się realizują,
że liczba tych wszechświatów może być nieskończona,
i że wszystko co jest możliwe – ma na 100% miejsce gdzieś w multiwszechświecie.
Te „herezje” tylko niewielka część naukowców traktuje poważnie, i to dopiero od bardzo niedawna.
Dla przytłaczającej większości ludzi jest to czyste science-fiction.

W obu przypadkach była jakaś część ludzi, która wierzyła w obie teorie, jednak stanowili mniejszość,
a przynajmniej nie byli w stanie przekonać ogółu do nowatorskich teorii.

W pierwszym przypadku wszystko okazało się prawdziwe.
(życia na innych planetach nie możemy odkryć tylko z powodu niewyobrażalnych odległości do gwiazd i galaktyk)

Naprawdę wierzycie, że w drugim przypadku nie będzie dokładnie tak samo?

Wreszcie przedstawię Wam najlepszą analogię jaka tylko mi przyszła na myśl,
jeśli chodzi o porównanie do czegoś powszechnie znanego,
relacji: świadomość(dusza) – mózg – ciało.

Każdy z Was zapewne miał w ręku telefon komórkowy.
Większość z Was wie, że znajduje się w nim karta SIM, do której przypisany jest numer.
Natomiast wszystko co jest z tą kartą SIM (numerem) związane, a więc:
rachunek, stan konta, dane właściciela, usługi, taryfy,poczta głosowa, nagrane powitanie i wiadomości, itp.
– znajduje się u operatora na centrali.
Gdy przełożymy kartę SIM do innego telefonu – tym samym nadamy mu numer przypisany do tej karty SIM.

Załóżmy że istnieje tylko jeden jedyny operator komórkowy, i ma absolutnie wszędzie 100% zasięg.
Telefonów są miliardy, ale każda karta SIM ma swój unikalny kod,
dzięki czemu łącząc się z centralą poprzez niewidzialne fale radiowe
– jest unikalna, i zawsze loguje się tylko pod własnym numerem – numery i karty SIM nie mieszają się.

Gdy włączamy telefon – loguje się on do sieci,
i reprezentuje numer, z którym mozna sie kontaktowac przez tenże telefon.
Załóżmy, że telefon ani karta SIM nie zawierają pamięci – wszystkie kontakty, SMS,y i inne dane -
są zapisane na centrali w pamięci należącej do operatora, w katalogu opisanym tymże numerem.
Załóżmy też, że uszkodzona karta SIM, może powodować że telefon będzie odbierał i przetwarzał zakłócone dane z innych,
nieznanych numerów, a także będzie podatny na wpływ hakerów – a więc nie będzie działał normalnie.
Zniszczenie telefonu i karty SIM – nie powoduje zniszczenia i utraty numeru i danych na centrali.
Numer i wszystko co z nim związane – pozostaje nienaruszony i jest własnością i cząstką operatora.
W przypadku odbudowania/naprawienia uszkodzonego telefonu lub/i karty SIM
– numer będzię funkcjonował tak samo jak poprzednio – wszystkie przypisane mu dane (pamięć) – zostały zachowane.
Nadal będzią mogły zadzwonić (kontaktować się z nim) osoby które go znają, jak i będzie się prezentował tym, do których dzwonimy.
Wszystkie numery są jednością, bowiem znajdują się na jednej pamięci, są ze sobą w ten sposób połączone, i są częścią operatora.

I teraz najważniejsze:

Ludzkie ciało – to telefon komórkowy.
Mózg – to karta SIM
Dusza(świadomość,osobowość) – to numer na centrali i wszystko co jest z nim związane.

Operatorem sieci – jest Bóg.
Wiecej: http://www.eioba.pl/a/2zh0/swiadomosc-to-nie-mozg#ixzz1zXFmkU7V

Lekcja 7 Szczęście – ciąg dalszy na temat Oświecenia

Przytoczę tu fragment maila jaki wysłałem do jednej z osób mi bliskich – na temat oświecenia. Człowiek z Adyashanti.org jest w pełni wiarygodny w swoim wywodzie na temat oświecenia chociaż momentami ten wywód jest nieprecyzyjny – ale trudno żeby było inaczej – każdy czuje to inaczej.

http://www.youtube.com/watch?v=1f5q4ngLVk4

Ja powiedziałbym, że jest wiele stopni oświecenia – od pierwszego małego oświecenia przez małe “o” do ostatniego “O”. To jest droga, która trwa – tak jak on mówi – z każdym Ach! – rozpuszcza się nasze EGO.

Oto fragment mojego maila:
“…mam za sobą długą drogę a oświecenie osiągnąłem w 1984 roku i wciąż się rozwijam. Oświecenie ma różne stopnie, to pierwsze wcale człowieka nie uspokaja i nie “banuje’ jego ambicji – EGO wciąż dominuje i dobrze – tak ma być, ego daje napęd, ale tylko dotąd dokąd ten napęd jest skuteczny. Przychodzi moment, że wiesz, że to nie żadna “brednia” ani chciejstwo – Bo CHCIEĆ oznacza naprawdę MÓC, a MÓC oznacza że to ROBISZ. To DOTYCZY wszystkiego czego NAPRAWDĘ NAJGŁĘBIEJ Chcesz. (Czasami ludzie nie wiedzą tak naprawdę czego chcą) –

Po osiągnięciu tego poziomu, kiedy to już jest Jasne i Oczywiste ego przestaje być napędem. Moje Ego już w tej chwili nie ma żadnego znaczenia, ale do tego rodzaju Oświecenie – przez duże “O” minęło kolejnych 20 lat. …

…Przed tobą, przed innymi młodymi… – przed wami wielka Przyszłość…

…Ruszaj śmiało naprzód ze swoimi pomysłami ….

… Dzieci – także Nasze dzieci, bo są takie, tego potrzebują i czekają, a my jesteśmy po to żeby DAWAĆ. A co im Damy oddadzą nam z całego serca po Stokroć w przyszłości – choćby w formie radości z jaką będziemy patrzeć na ich życie, działanie i rozwój. Wyobraź sobie jak to wspaniale działa, że się ich do niczego nie zmusza – one nie mogą się doczekać, aż będą mogły same działać, aż wreszcie będą dorosłe i na serio będą mogły realizować swój Światopogląd i Swoją Świadomość Boga/Bogów i stać się przekazicielami Wiedy. Jedna rozmowa miedzy Dziećmi, której wysłuchałem starczy mi za całą Sławę Maluczkich jaką czerpią oni z TV i kolorowej prasy, która Ocha i Acha nad ich Ego.

I bez żadnych kompleksów – popatrz: Wiśniewski-Snerg ani nie śnił, że jego SNY i WIZJE są tak ważne dla świata – popełnił samobójstwo – to inna zupełnie bajka, widać tak musiało to wszystko eksplodować w Nim i jego Misja się skończyła. Ile umysłów to poruszyło dzięki “kradzieży” Wachowskich, dzięki temu, że Szukalski przygotował pod to wszystko grunt w Hollywood tak dawno temu, dzięki temu że niańczył Di Caprio – Bez Wiśniewskiego Snerga nie uruchomiliby swojej wyobraźni fizycy teoretyczni, którzy teraz dają nam poprzez “dziwne źródła internetowe” ten tekst pod linkiem poniżej.

To nie żart, że Przemiana wiąże się ze Ślężą i że się już dokonała i to nie żart, że Polska jest Ośrodkiem Ogólnoziemskiej Przemiany, że stąd na świat rozlało się coś “złego” w 1989 roku…. coś co teraz przewraca Świat do góry nogami.

Dużo by pisać o tym ….

http://www.eioba.pl/a/2zh0/swiadomosc-to-nie-mozg
….”

Dlaczego przytaczam ten mail. Byście nie odnieśli wrażenia, że wasze Ego jest szkodliwe – Ego pełni swoją rolę napędową chociaż faktycznie wykrzywia świat. Poruszamy się jednak pomiędzy masą nieświadomych ludzi/istot, sami zyskujemy etapami świadomość i oświecenie. Duże Oświecenie to rewolucja, całkowita zmiana, skok w inny świat – Oświecenia nie wolno traktować jako celu samego w sobie – to uważam za istotną różnicę między Wiarą Przyrody a buddyzmem. Nie chodzi o to żebyśmy się wszyscy stali Nauczycielami czy Świętymi – a tym grozi pojęcie Oświecenia jako celu samego w sobie – co ma miejsce często w buddyzmie. Chodzi o to by nasza świadomość pozwoliła nam realizować się w harmonii z Wszechświatem i Matką Ziemią. Na każdym etapie oświecenia/nieświadomości mamy właściwy napęd – kiedy EGO się wyczerpie zniknie, ale wtedy możemy “porozrywać” ważne więzi z osobami mniej świadomymi. To także jest efekt ukryty działania wciąż EGO i miejsce niebezpieczne tego procesu. Musimy iść z całym naszym otoczeniem, ze wszystkimi istotami z którymi mamy związki. Fajnie jest zamknąć się w klasztorze i brać od innych “co łaska” – ale my to znamy i buddyści wierzący w Indiach też to znają czy w Tybecie – to pasożytnictwo nie jest prawdziwym OŚWIECENIEM – Oświecenie to życie i działanie w miejscu i czasie, który został nam przeznaczony na Ziemi – to na pewno nie oderwanie się i zerwanie więzi i pogrążenie w rozmyślaniach i nabywaniu wiedzy. Kto ma smykałkę do stolarki niech robi super meble nowoczesne – holistyczne a nie jak Jezus z Nazaretu wstępuje w wody Jordanu i naucza i medytuje na pustyni a potem się publicznie krzyżuje. To różnica między nami Rodzimowiercami a chrześcijaństwem – tu różnic oczywistych jest więcej, bo ta religia jest oderwana od Wiary Przyrody (czego najpierw dokonał częściowo zoroastryzm ze swoim błędnym podejściem do idei Dobra i Zła czyli z dualizmem – o którym człowiek na filmie właśnie mówi – to ten dualizm on ma na myśli – nie in-yang które tworzą jedność i pełnię i dopełniają się – Lecz tzw – przeciwieństwa). Buddyzm jest natomiast egotycznym rozwinięciem Wiary Przyrody skupionym na osiągnięciu osobistego wyłącznie Oświecenia i Nirwany. To jest ostatnia pułapka EGO – ja i tylko ja – ja się uświęcam, oświecam i ja połączę się z bogiem – a co z Matką Ziemią? A co mnie to obchodzi???!!!

Masz smykałkę do polityki – uzyskaj stan Oświecenia i rób politykę na pożytek Matki i wszystkich istot żyjących, bo one po twoim oświeceniu tutaj zostaną, a nie tylko ty się liczysz!

Myślimy: Być może jakiś jeden klasztor – Rozmyślalnia i Nabywalnia Wiedzy może byłby sensowny – ale to jest pozór, z którego właśnie MY Nosiciele Wiary Przyrody powinniśmy się uwolnić – nie potrzeba ZIEMI nowych osób, które “Wiedzą” żyjąc w oderwaniu od toczącego się dookoła Życia i nie potrzeba Ludziom “Wiedzących”, którzy staną się pośrednikami. Oświecamy się bezpośrednio czerpiąc ze Źródła Źródeł, a czynimy to po to by BYĆ w Harmonii po słowiańsku w ŁADZie i Ładności-Ułożoności połączonej z Pięknością, czynimy to by działać w sposób doskonały we współbrzmieniu – by nadal żyć – żyć inaczej – w Ładzie, a nie w dotychczasowym Przeplącie (Chaosie), plącie – nieładzie – naszym celem jest więc Zmieniać Świat, zmieniać otoczenie. Po to nabywaliśmy umiejętności w czymś przez lata, aby je spożytkować teraz w Ładzie z Matką i Ojcem (Ziemią i Światłem Świata).

Kiedy napęd ego ustaje rozwój się nie kończy, pojawia się coraz szersza i holistyczna wiedza, a obszar wiedzy jest oczywiście nieskończony – sens ma wzięcie jej części i zastosowanie w tym co najlepiej potrafimy robić – czego się nauczyliśmy i co nam dawało satysfakcję – chyba, że się okaże, iż robiliśmy coś co było kompletnie nonsensowne – tak też może chyba być, ale tego nie potwierdzę już bo nie było to udziałem mojego doświadczenia.

pozdrawiam Was Wszystkich – także tych którzy teraz kręcą z niedowierzaniem głową i tych którzy stukają się palcem w czółko i kiwają z politowaniem głowami – chociaż sądzę, że tych ostatnich jest tutaj bardzo mało. Oni też muszą pracować nad sobą i się rozwijać, więc nie oceniajmy ich – nikogo nie oceniajmy pochopnie, ale patrzmy uważnie, Widźmy, i na podstawie tego co widzimy podejmujmy DZIAŁANIE, które – jak mawiał JP II “Zmieni tę Ziemię” – nie obawiam się go tu cytować i Wy też weźcie z Niego to co nam dał – Poczucie Siły, Pewność i Uwielbienie Przyrody – to naprawdę najbardziej pogański papież jaki chodził po Ziemi i przez to tak wielu ludzi rozwinęło swoją Świadomość – teraz oni pójdą dalej – wyzwolą się z pośrednictwa klechów, którzy nie zrozumieli nawet ułamka tej Lekcji jaką był jego pobyt na Ziemi i jego obecność w Kościele.

https://picasaweb.google.com/104375611327815743405/AdyashantiOswieconeEgo#5732818246962878354

Więc “Zmieniajmy tę Ziemię”

Spełniajmy się – ale nie tak jak on to powiedział lub tak jak to zrozumieli Maluczcy Polacy – Zmieniajmy ZIEMIĘ – Całą Ziemię. Mamy na to siłę – to pokazał Szukalski, Chodakowski, Snerg, Wachowscy – ta akcja jest dowodem żywym dla wszystkich niedowiarków

Pisałem wam nie raz o Skołcznace i pogańskim ołtarzu Matki Boskiej (Matki Ziemi i Lasu i Wody) – który tam swoi. Tam nikt z katolików się nie modlił prawie nigdy. W ostatnia niedzielę modliliśmy się/medytowaliśmy na tym wzgórzu, potem zawsze odwiedzamy ten ołtarz, bo jest jak wyjęty z Indii i tak pogański jak mało który z tymi flagami Polski i Krakowa i z wstęgami idącymi od głowy Matki do stóp ołtarza jak promienie niebiańskie – w całej tęczy poświęconej wszystkim bogom/energiom – wszystkich długości fali czyli koloru. Teraz było tam około 30 osób bez księdza i mszy – osób nie związanych ze sobą, które się modliły – To ludzie, którzy zmienili swój stan duchowy – Nie chcieli pośrednika i rytuału ani oderwania od Ziemi przez izolację w kamiennym bunkrze – zrozumieli, że prawdziwa Świątynia Światła jest tysiąc,  milion razy piękniejszą, niż te budowle Maluczkich. Przyjechali tam by sami skontaktować się z owymi energiami/bogami – zawdzięczają to lekcji JP II – bez wątpienia – i odrywają się od pośrednictwa bonzów Kościoła, którzy nie rozumieją co się dookoła nich zmieniło.

Jeszcze jedna uwaga – nie lubię kiedy ludzie zamiast przedstawić swoją myśl na piśmie mówią ją do kamery (niektórym tak jest łatwiej – oni lubią dużo mówić – ja nie) Ale tam nie da się cofnąć nic co się powiedziało – brak w tym namysłu i często pojawia się kodystyczny “brud” “zabrudzona szyba słów” – słowa nietrafione, niepotrzebne, przegadanie. Oglądając filmy realizowane na żywo pamiętajmy o tej brudnej szybie.

Szczęście Wspólnoty, czyli Nie podzielam pesymistycznej wizji losu Polaków i Polski

Wykład Adyashanti doskonały, To wszystko nie jest odkryciem nowym – ta wiedza ma setki lat.

Teraz przyszedł czas poważnego wzrostu Świadomości Ludzi – Eksplozja Samoświadomości – przyczynił się do tego banalny wynalazek – Internet.

Myślę, że ci którzy go najpierw trzymali przez 30 lat na użytek wojska, nie wiedzieli do końca co robią oddając Cywilom ten patent.

Gdyby jakikolwiek rząd na świecie wiedział że Internet doprowadzi pośrednio do upadku Starego Porządku Świata to zakopałby to narzędzie/wynalazek – głęboko pod Ziemią. Jeśli Niemcy mieli jakąś wiedzę na temat innych rzeczy (niż internet i V2/V3 i energia jądrowa) – poprzez Teslę i innych, to sądzę że zakopali ją właśnie głęboko pod Ziemią , może i pod Ślężą, czy w Górach Sowiego – z czego “racjonaliści” i mądrale uniwersyteccy śmieją się oczywiście do rozpuku, jako z teorii spiskowej. Tak samo Uczeni Teologowie – Mędrkowie Uniwersyteccy śmiali się i pukali w czoło kiedy im Kopernik mówił, że Ziemia nie jest płaska, a Słońce jest Pępkiem Naszego Świata wokół którego wszystko się kręci z prędkością, 1000 razy większą niż bieg konia.

Kto praktykuje jogę czy zen powinien to wiedzieć, a uczono tego przecież u nas jeszcze przed II Wojną np. w Szczepie Rogate Serce (wuj mojej żony Władysław Olszowski – dzisiaj lat 95). Tę wiedzę mieli teozofowie, Roerich, Bławatska i inni. Mieli ją i Niemcy – Steiner i inni, miał ją Trentowski i masoni, mieli ją okultyści. I co z tego?

Teraz do tej wiedzy mają dostęp wszyscy – każdy – każdy ma to u siebie w domu. To przecież tylko malutki wycinek olbrzymiej wiedzy duchowej jaka się rozlewa z Internetu i wiedzy ogólnej na każdy temat. To lawina informatyczna i informacyjna – lawa wiedzy, która wymknęła się dotychczasowej reglamentacji i trafiła “pod strzechy”. To jeszcze tysiące innych implikacji wynalazku Internetu o których długo by pisać – choćby natychmiastowa informacja z pierwszej ręki z miejsca wydarzenia – prawdziwa informacja, nie zmanipulowana. Jeśli tworzymy grupę, jeśli sprawdziliśmy się w działaniach i kontakcie i coś się wydarza w Ekwadorze lub na Islandii, a mamy tam osobę, która to widziała uczestniczyła i wie o czym mówi – to mamy nie propagandową papkę z TV w sosie jakiejś opcji politycznej tylko prawdziwą użyteczną wiedzę z pierwszej ręki – do natychmiastowego użycia. Tak się składa że my już mamy takie osoby w Ekwadorze i na Islandii i w RPA, w USA, nie mówiąc o tysiącu miast Polski. Wiadomości TVP czy TVN – nie są nam potrzebne, na dodatek Internet szybko te propagandowe brednie weryfikuje i demaskuje. To wielka zmiana dla każdego rządu – rząd musi się liczyć z prawdziwą informacją a nie liczyć na sukces swojej propagandy. Kiedy sprawa jest istotna i dotyka wielu osób dzieje się to co stało się z ACTA. ta walka będzie trwać nadal – uczymy się Nowej Świadomości.

To samo rozciąga się na Odkrycia Duchowości i budowanie samoświadomości – tym rządził kler i wiara i uniwersytety. – To się skończyło.

Zwracam tu szczególną uwagę na tę część jego wypowiedzi, która dotyczy tego kim jesteśmy – jak postrzegamy świat. Właśnie to napisałem powyżej i to on powiedział – My – Ty, Ja, Ona – jako Świadomość nie jesteśmy związani z OSOBĄ która jest naszym Ciałem. Jesteśmy zbiornikiem wyobrażeń, które formują się w nas w kontakcie z innymi Świadomościami Osobowymi i Świadomością Nadrzędną – Światłem Świata (nazywajcie to jak chcecie – Kosmosem, Rzeczywistością, matrixem).

Użyjmy tej wiedzy głębokiej, tej Nowej Naszej Świadomości Zbiorowej do naszych celów – Zmieniajmy Świat w Naszym Duchu – Spowodujmy Wielką Przemianę – niech Wiara Przyrody zapanuje nad Światem i niech króluje jej Polska jako OŚ-RODEK Duchowej Przemiany!

To ani patos nadmierny, ani chciejstwo, ani głupota i mrzonka – To się dzieje – A im więcej Oświeconych i Świadomych osób włączy się w ten proces formowania Rzeczywistości w myśl naszych założeń tym szybciej i łatwiej spełniony zostanie cel. Cały Świat jest naszą Ojczyzną! Polska jest tam gdzie są Polacy – mamy jedną kulturę i tradycję i język – to jest nowocześnie rozumiany naród Polski. Będzie tym większy im więcej osób włączy się w naszą odnowioną scytyjsko-sarmacką korzenną kulturę i w świadomość dziejową sięgającą 10.000 lat przed naszą erą. Łączy nas język, dzieje, tradycja sarmacka, wiara przyrody – a więc i szacunek dla Matki Ziemi i ekologia to już jest ideologia i ruch społeczny – ruch niekontrolowany – ruch bez zarządu – takim ruchem był hippizm – to była rewolucja duchowa a nie ustrojowa – i ta teraz jest rewolucją duchową – to nowe pojmowanie Świata i miejsca Człowieka w tym świecie. Tak jak hippizm był nie do pokonania dla molocha totalitarnego państwa z całym jego aparatem przemocy – tak obecna Duchowa Rewolucja – jest nie do zwyciężenia dla tegoż aparatu przemocy – któregokolwiek realnie istniejącego państwa. Stąd w Chinach Internet jest pod kontrolą CENZURY – bo gdyby nie był,  już byłaby tam rewolucja. Dlatego chcą nam odebrać Internet – To jest jądro obecnej Wojny Właścicieli Świata – którzy zrozumieli jaki popełniono błąd dając “ludowi ” (niewolnikom) – to narzędzie.

Ten człowiek mówi rzeczy doskonałe – Rewolucja Duchowa w nas samych jest Podstawą Zmiany jaka zachodzi na Świecie – Polska jest w centrum tej zmiany.

Warto mieć dzieci – Państwo Młodzi! Bo Wasze dzieci będą żyć o wiele lepiej niż my Tutaj i Teraz, a ich dzieci będą już żyły w całkowicie innym Czystym Świecie – w Świetle Światła.

Nie lękajcie się o Polskę i Polaków ani o Królestwo SIS – to jest część Wiecznego Porządku, a nie część czyjejś Chwili i Chwilowej Chwały czy też chwilowego sukcesu, który rychło okazuje się porażką – jak w wypadku niezwyciężonej Armii Czerwonej i Nieśmiertelnej Ideologii Komunizmu czy paplania furhera i inwazji padalców z jego zagonów SS i Gestapo.

Popatrzmy jak to się toczy – gość który UKRADŁ i chciał splamić świastykę – Światło Świata (obojętne z jakich ideowych czy ukrytych powodów to czynił – ręka w rękę z Kościołem Chrześcijan i Żydów czy nie) jest najbardziej pogardzaną istotą Wszechczasów, do tego stopnia pogardzaną przez Ludzi Świadomych, że nie chcą oni wymawiać nawet tego imienia. Głupole robią prawo które zakazuje rozpowszechniania jego idei – wręcz odwrotnie należałoby tego uczyć w szkołach żeby pokazać czym jest Obłęd – coś przeciwnego Oświeceniu i do czego obłęd wcielony w życie może doprowadzić.

OBŁĘD – to supersłowo z głębią sensu w przeciwieństwie do kretyńskiego terminu para-noia, choć to oznacza napęd (parcie) ku samozagładzie ku NOJi-Nyji-Nicości oraz (zagładę duszy, bo duch = para, eter, dech). O-Błęd – Opętanie Błędem – błędną ideą i błędnym rozpoznawaniem świata, a przez to Obłędna Świadomość, czyli po prostu zbłądzona osoba, zabłąkana w sobie i w drodze do celu.

Słowiańscy Bogowie Szczęścia – Bogowie Sporu (sporzenia, przysparzania)

Identyfikowanie Welesa z Wołosem jest błędem wziętym z zapisek chrześcijańskich klechów, którzy te postacie łączą.

Weles jest Pasterzem Dusz a Wołos-Włochaty ziemskich Stad – to Mała Emanacja Sporu – Bogactwa. Przysięga na bydło jest oczywista kiedy się zrozumie jaką ono miało wartość zawsze i teraz też ma. Weles to miano od Weli tak jak i Wa-Wel – jest Wejściem w Wel – to przez jaskinię schodziło się w Zaświaty i następnie przepływało rzekę (wyjście z jaskini Smoka pod wawelem o czym mało kto wie – przy wysokich stanach wody – jest pod wodą – nie ma innego wyjścia). takie jaskinie jak ta uświęcały szamanów – przebywali w nich miesiącami i wychodzili jako Nowonarodzeni – nic dziwnego jak sobie człowiek zafunduje taki stan odmiany świadomości. Wel – Wielki – Welowie to nie Nawiowie-Dusze z Nawi Weli lecz Welanie – Wielcy – czyli Bogowie. W emanacji tynu Sporu – Powodzenia, Bogactwa – jest miejsce puste – kto miąłby być opiekunem Bydła i jego mnożności lepszym niż Wołos? To dla mnie oczywistość, ale wciąż od logiki Wiary Przyrody – czyli logiki Sił Natury – wszechświata mocniej wierzymy zapiskom mnicha który nie rozumiał wiary którą opisuje i plątało mu się wszystko ze wszystkim. Nasza Wiara jest żywa i ma być żywa więc nie ulegajmy etnografii ani mnichom – oprzyjmy się na Świadomości i Logice Wszechświata – jego Budowy. Siły Sporu to siły mnożności – powodzenia każdego przedsięwzięcia. Może dziękując Wołosowi i innym Sporom należało też pamiętać że warto być wdzięcznym Welesowi , że nas z tego Świata nie zabrał w trakcie polowania, przegonu bydła, innych prac, ale on na pewno nie jest Panem Bydła – Tylko Pasterzem Dusz w Zaświatach – bo wszystkie Nawie są Jego – czyli każda Istota Zmarła i wszystko co w Nawiach Jest.

Jak wiadomo są Cztery Nawie: Założa – w kirze wiosny gdzie Bujan i skąd wyjście powtórne na Świat Żywy – kolor Jarunny Zielony i po stronie Jeszy Jesieni jest Naw Rajska z Wyrajem – także Zielona i Żółta – to te łąki właśnie – Boski Bór Rajec i Drzewo Wyraj w Raju, które przechodzi przez wszystkie Trzy Sfery (Nawię, Jawię i Prawię) to słup świata – Pień-Energia łącznik wszystkiego ze wszystkim – to Światło Świata – wokół jego pnia i konarów i gałęzi gromadzą się ci którzy łączą się z bogiem bogów i do niego Wracają.

To Drzewo Świata na Ziemi nazywa się Wierzba lub Wisznia – Wyspowisz (wcześniej były inne jego postacie ale wszystkie zostały zniszczone, np. na Górze Trzygław). Na poziomie Niw Weli czyli Prawi ono nazywa się Kłódż Swąta- Wierżba-Świerszba i rośnie na samym Wierchu Weli jest Zwieńczeniem – Jednością Świata. Na poziomie Nawi – to Drzewo nazywa się Wyraj – stamtąd z Nawi dusze-promienie Światła Świata wspinają się na sam jego wierzchołek w Kłodzi-Pierwni Swąta.

Bujan to Wyspa-łąka, Ostatnia z 27 Wysp Trzy-Dziewięcio Isepia w Założy – to oblana wodami Rzeki Rzek Golema (goła) Łąka, na której pasą się Duszyczki oczekując na kolejne wcielenie w Żywe Istoty i wyjście przez tutejsze WROTA – (wrota od wracać na Świat Żywy). Stąd są przenoszone przez Strasze-Umory i (które POBOŻNY lud zmienia w bociany) i zrzucane na Padół Bujan na Ziemi – znów mokrą wilgotną łąkę Łopuchów, w których pąkach czekają na matki. Te pąki łopuszne (łopuch ma mieć cudowną moc konserwacji obciętych kończyn, przywracania młodego wyglądu – w niego zawinięto Głowę Kupały obciętą)lud POBOŻNY zamienił na główki kapusty.

Nie wszystkie Dusze będą ludźmi – niektóre będą zwierzętami, niektóre roślinami – i tu widzę związek Welesa z Wołosem.

Sporza-Śrecza – Pośrednicząca – Pani Środy, Środka i Spotkania, Pani Wymiany. Zachowana w licznych podaniach Rusi

To naprawdę tylko króciutki fragment Lekcji Siódmej – Szczęście – Tę lekcję każdy z Nas musi budować dla Siebie każdego dnia – od poranka do nocy, od nocy do poranka – każdego dnia krok po kroku, Ta Lekcja Nigdy Się Nie Kończy – trwa aż do ostatniego tchu… dalej niech każdy poprowadzi ją według własnego uznania…

Jaskinia Werteba – rzeczywista i jako metafora łemkowskiej przeszłości polsko-ukraińskiego pogranicza (albo wspólnej Małopolski-Rusi Białochorwackiej)


Jaskinia Werteba Ryszarda Turkiewicza

W tych dniach otrzymaliśmy tomik poezji Ryszarda Turkiewicza „Jaskinia Werteba”. Jest to poezja bardzo dojrzała, ale też niestety wywołująca bardzo smutne refleksje związane z dziejami Podola i ludzi którzy zamieszkiwali do końca II Wojny Światowej okolice Bilcza Złotego gdzie leży owa tajemnicza jaskinia.

Scytyjski rysunek z krypty (Krym, Ukraina)
– przedstawia ognistego konia, ognistą boginię
i domek na kurzych łapkach.

Związek między panem Turkiewiczem a naszym blogiem jest przypadkowy, a może i nieprzypadkowy jako że poeta zapragnął ozdobić swój tomik reprodukcjami motywów słowiańskich z pisanek prezentowanych tutaj przez Dobrosława Wierzbowskiego. Zauważyłem już w 2009 roku że te motywy zyskały sobie dużą popularność – na sam artykuł było bardzo wiele wejść zaraz po jego publikacji i wciąż jest to artykuł popularny. Jego siła są owe motywy i objaśnienia ich znaczeń dołączone przez pana Dobrosława. Jego zasługą jest w pewnym sensie, że te motywy przeniosły się do tatuaży i są obecnie wykorzystywane przez pracownie tatuażu, które używają motywów słowiańskich. Weszły więc niejako do kontrkultury i kultury rycerskiej – współczesnej.

Kiedy przeczytałem te wiersze wysłałem mail do Dobrosława Wierzbowskiego , którego fragment tutaj przytoczę zamiast komentarza:

„…Na razie zdążyłem tylko raz przeczytać wiersze i odczekiwałem przed napisaniem do pana. Książka ładnie wydana, teksty, zwłaszcza na początku głębokie i dobre poetycko, potem poezja stała mi się zbyt prozatorska, nie wiem czy poezja powinna opowiadać zdarzenia – traci na tym kiedy przestaje być zapisem chwili i stanu ducha  – muszę przeczytać jeszcze raz. Łemkowie powinni napisać otwarcie o polskim okrucieństwie o tym pożałowania godnym barbarzyństwie powojennym, o tej okrutnej nienawiści – przecież nikt nie zaprotestował kiedy niszczono cały ich świat, a teraz 20 lat po słynnym odzyskaniu niepodległości nikt się nie odważa nawet mówić o tym żeby im zwrócić ich miejsce – tym którzy chcieliby wrócić.  Problem jest trudny , ale od czego do cholery jest to państwo…”.

Kiedy pisałem te słowa miałem odczucie, że obrazy przedstawiane przez Ryszarda Turkiewicza w dalszej części tomiku za dużo opowiadają, są zbyt dosłowne, relacjonujące – teraz zmieniłem zdanie. Nie czytałem drugi raz , na to jest za wcześnie. Widzę jednak po tym mailu do Dobrosława, że został osiągnięty wielki emocjonalny skutek, a to znaczy że jest to dobra poezja i powinna pozostać dokładnie taka jaka jest.

(kliknij – powiększ)

Wierzę panie Ryszardzie w opowieść, że tym otworem Wertebskim, wydobywa się na świat opowieść o naszej wspólnej przeszłości i wspólnych korzeniach – jeśli okrucieństwo wypłynęło z jakiegoś podziemnego otworu (podświadomego tworu) na Ukrainie to musiała być nim jakaś inna, tutejsza peczera.

Jestem pewien że kiedyś ktoś naprawi przynajmniej część tych krzywd, które miały miejsce. Ta Łemkowszczyzna jest nie tylko własnością Turkiewicza czy Vincenza – jest własnością tych co byli przed nimi i tych co będą po nich – jest obiektem naszej wspólnej troski bo to niezagojona rana na ciele Ojczyzny i Macierzy – potąd pokąd nie robimy nic żeby wróciła w ręce tych, którym z racji pokoleń przynależy. Jestem pewien, że kiedyś i Ukraińcy zrozumieją swoje ludobójstwo dokonane na Polakach i Rosjanie zrozumieją swoje i Polacy zrozumieją swoje ludobójstwo na Ukrainie i Łemkowszczyźnie – bo przecież nie ukrywajmy że odwet był – musiał być – choćby skala była niepomierna.

Chciałbym żeby czasy rozlewu krwi z powodu mocarstwowych ambicji grup ludzi (bo przecież nie narodów) i z powodu odmienności czysto religijnych – bo do tego się to tutaj sprowadza (także w byłej Jugosławii) – nie wróciły już nigdy.

Tomik niniejszy jest okazją do przypomnienia dziejów Jaskini Werteba – bo to dzieje Słowian i Słowiańszczyzny

Kamienna głowa byka

Złote Bilcze 1822

W 1822 w Bilczu Złotym odkryto dwa stanowiska archeologiczne zasiedlane przez ludność kultury trypolskiej z epoki miedzi.

Jedno z nich, nazywane Ogrodem, ulokowane w dolinie rzeki Seret, głęboko rozcinającej Wyżynę Podolską, okazało się typową wsią zamieszkiwaną w okresie od 4000 do 3500 lat p.n.e. Dominowały tam piętrowe domy zbudowane z drewna i gliny. Ludność zajmowała się uprawą roli, hodowlą bydła, owiec i świń oraz rzemiosłem, w tym wyrobem narzędzi z krzemienia, kości i z miedzi. Charakterystycznym dziełem tych ludzi są doskonałej jakości naczynia ceramiczne, malowane czarną, czerwoną i białą farbą. Oprócz najczęściej występujących ornamentów geometrycznych, spotykane też są malowane figury ludzi i zwierząt oraz schematyczne przedstawienia roślin.

Drugi stanowisko archeologiczne zlokalizowane było w gipsowej jaskini Werteba, położonej na płaskiej wysoczyźnie lessowej, oddalonej o kilka kilometrów na wschód od Ogrodu.

CzARA – skołocka z Jaskini Werteba (werteb – zapadlisko)

Foto Egidijus

W Wiki:

Jaskinia Werteba – gipsowa jaskinia, znajdująca się w obwodzie tarnopolskim Ukrainy, w pobliżu wsi Bilcze Złote, na płaskiej wysoczyźnie lessowej.

Jaskinię odkryto przypadkowo w 1822. Ziemie wokół Bilcza Złotego i sama jaskinia należały wówczas do księcia Adama Sapiehy, a później do jego syna – Leona.

Odkryto w niej słynne później stanowisko archeologiczne. Pierwszym archeologiem, który z polecenia Komisji Archeologicznej Akademii Umiejętności przeprowadził w l. 1876 – 78 badania w jaskini był Adam Honory Kirkor.

W wąskich, niskich i bogato rozgałęzionych korytarzach jaskini, do której wchodziło się z góry przez otwór, odkryto ponad 1000 bogato zdobionych naczyń ceramicznych lub ich fragmentów kilkadziesiąt narzędzi krzemiennych i ponad 70 glinianych figurek ludzkich. Przedmioty te znajdowały się w najtrudniej dostępnych zakamarkach jaskini, której istotną cechą były trudności z odpowiednią wentylacją skomplikowanej sieci korytarzy. Zabytki starannie dobierane i deponowane w jaskini przez ponad 1000 lat – pochodzą z okresu między 3870 a 2710 p.n.e. – ze względu na swój wotywny charakter i doskonały stan zachowania wskazują na kultowy charakter tego miejsca. Potwierdza to obecność licznych naczyń pochodzących m.in. z środkowego Podnieprza, środkowego i dolnego Naddniestrza, a nawet z Lubelszczyzny.

Funkcjonowanie tego miejsca zamarło około 2500 roku p.n.e. i wiązało się z upadkiem miejscowych populacji rolniczych, które ustąpiły miejsca ruchliwym grupom pasterzy.

Bilcze Złote kultura trypolska 3500 – 2800 pne – Czara – naczynia gliniane
Oto tekst towarzyszący wystawie w roku 20o1 w Muzeum Archeologicznym w Krakowie

Elżbieta Trela

Zbiór wykopalisk z Bilcza Złotego
imienia Książąt Leona i Teresy Sapiehów

W listopadzie 1904 roku księżna Teresa Sapieżyna wdowa po księciu Leonie podpisała z Akademią Umiejętności w Krakowie umowę, na mocy której Akademia zobowiązała się skatalogować, uporządkować i konserwować zabytki z Bilcza Złotego, pokazać je na wystawie jako Zbiór wykopalisk z Bilcza Złotego imienia Książąt Leona i Teresy Sapiehów, a także w ciągu dwu lat po złożeniu zbiorów w krakowskim Muzeum ogłosić drukiem naukowe ich opracowanie.

Po prawie 100 latach umowa doczekała się realizacji. Polsko-ukraiński zespół archeologów poddaje analizie tę, jedną z największych w Europie, kolekcję zabytków. Składa się na nią ponad 300 całych naczyń (niekiedy metrowej wysokości) i ponad 35 tyś. ich fragmentów, około 120 figurek ludzkich i zwierzęcych, ponad 60 glinianych przedmiotów związanych z tkactwem (przęśliki, ciężarki tkackie, szpulka), około 200 narzędzi z kości i rogu, 300 narzędzi krzemiennych i kamiennych (sierpy, siekiery, tłuczki-rozcieracze) oraz ozdoby z kości i muszli, a także niewielki dysk wykonany z hematytu. Zabytki datowane są na okres między poł. V a poł. III tysiąclecia p.n.e.w chronologii kalibrowanej. Dzięki współpracy z archeologami z Ukrainy badającymi od kilku lat stanowisko, z którego pochodzi kolekcja Sapiehów, zabytki wydobyte na początku wieku i dziś po tylu zawirowaniach historii całkowicie pozbawione dokumentacji terenowej, odzyskują kontekst naukowy.

Jaskinię Werteba odkryto przypadkowo w 1822 r. Ziemie wokół Bilcza Złotego i sama jaskinia należały wówczas do księcia Adama Sapiehy, a później do jego syna – Leona. Pierwszym archeologiem, który z polecenia Komisji Archeologicznej Akademii Umiejętności przeprowadził w latach 1876 – 1878 badania w jaskini był Adam Honory Kirkor. Natomiast pierwsze ślady osady znajdującej się na terenie parku dworskiego odkryto jak podaje Gotfryd Ossowski przypadkowo w 1884 r. O prowadzenie w tym miejscu prac wykopaliskowych ks. Leon Sapieha poprosił w 1889 r. kustosza Muzeum im. ks. Lubomirskich we Lwowie, Pawłowicza. W listopadzie 1890 r. dalsze prace w tym miejscu podjął już sam Ossowski. Odkrył ponad dwadzieścia, jak wówczas sądził, grobów ciałopalnych. W 1890 r. Ossowski zainteresował się również jaskinią Werteba i zlecił wykonanie dokładnego jej planu. Dalsze badania w jaskini w latach 1898, 1904 i 1907, a także niewielkie prace w parku prowadził Włodzimierz Demetrykiewicz. Na podstawie wyników badań Demetrykiewicz sprostował mylną hipotezę Ossowskiego uznając znalezione w parku obiekty za ślady konstrukcji mieszkalnych, nie zaś za ciałopalne groby cegłowe jak sądził jego poprzednik. Po roku 1907 nie prowadzono już większych prac w Bilczu Złotym.

Wilki – figurki kamienne

W 1904 r. zabytki pozyskane podczas dotychczasowych badań przekazane zostały, na mocy umowy, Muzeum Akademii Umiejętności w Krakowie, nastąpiło to jednak już po niewyjaśnionej kradzieży część materiałów, która miała miejsce w Bilczu w tym samym roku. Niektóre ze skradzionych zabytków odnalazły się później i przechowywane były w zbiorach Muzeum Dzieduszyckich we Lwowie. Demetrykiewicz zapoczątkował naukowe opracowanie zbiorów bilczańskich. Po jego śmierci materiałami z Bilcza zainteresowała się uczennica prof. Józefa Kostrzewskiego, Mieczysława Ruxer. Zmarła jednak nie dokończywszy pracy. Dzięki zaangażowaniu śp. dr Ewy Rook udało się rozpocząć prace nad całościową analizą tego wspaniałego zespołu.

….

Badania w ramach grantu właśnie się kończą. Polsko-ukraiński zespół archeologów opracował już tę jedną z największych w Europie Środkowej kolekcję zabytków. Składa się na nią ponad 300 całych naczyń i ponad 35 tysięcy ich fragmentów, około 120 figurek ludzkich i zwierzęcych, ponad 60 glinianych przedmiotów związanych z tkactwem (przęśliki, ciężarki tkackie, szpulka), około 200 narzędzi z kości i rogu, około 300 narzędzi krzemiennych i kamiennych (sierpce, siekiery, tłuczki-rozcieracze) oraz ozdoby z kości i muszli, a także niewielki dysk wykonany z hematytu. Zabytki datowane są na okres 3870-2710 lat p.n.e.

Elżbieta Trela

całość tekstu patrz:http://www.ma.krakow.pl/wystawy/bilcze

Bilcze Złote – figurki antropomorficzne bóstw pogańskich

z Wywiadu z dyrektorem Jackiem Rydzewskim z Muzeum Archeologicznego w Krakowie:

- Do najcenniejszych i najbardziej sensacyjnych odkryć należą zabytki z Bilcza Złotego i Ryżanówki, a więc z dawnych polskich majątków leżących na Kresach, obecnie na Ukrainie?

- To prawda. Są to dwie niezwykle cenne kolekcje i duma naszego Muzeum. Bilcze Złote to głównie kolekcja glinianych figurek kultowych i malowanych naczyń z okresu neolitu. Ryżanówka to wyposażenie grobu „księżniczki scytyjskiej” ze znakomicie zachowanymi ozdobami ze złota i srebra pochodzącymi z ok. III wieku przed naszą erą.
W odkryciach w Bilczu Złotym i Ryżanówce także ma swój udział Komitet Badań Naukowych…
Tak. Właśnie zakończyliśmy badania w ramach grantu przyznanego nam przez Komitet Badań Naukowych na opracowanie kolekcji materiałów z Bilcza Złotego.

Bilcze Złote – plakietka kamienna – Głowa Byka (podobna w kształtach do tej z Radymna wykonanej ze złota)

- Dlaczego Muzeum brało udział w badaniach na Ukrainie?

- To się wiąże z historią naszego Muzeum. Od chwili, gdy Muzeum stało się placówką Akademii Umiejętności jednym z celów statutowych była troska o dziedzictwo kulturowe narodu, zwłaszcza na terenach, które utraciliśmy. Jednocześnie na Kresach działało jeszcze wielu Polaków realizujących swoje rozmaite zawodowe ambicje. Było tam nadal wiele polskich majątków i w sposób naturalny Polacy tam mieszkający ciążyli do ośrodków naukowych i kulturalnych dawnej Polski, czyli do Krakowa. Nic więc dziwnego, że dwie wspaniałe kolekcje – Bilcze Złote i Ryżanówka – trafiły właśnie do nas. Bilcze Złote leży w dawnym majątku książąt Sapiehów na Podolu. Już w roku 1822 odkryto tam przypadkowo Jaskinię Werteba. Ziemie wokół Bilcza Złotego i sama jaskinia należały wówczas do księcia Leona Sapiehy. Pierwszym archeologiem, który na zlecenie krakowskiej Akademii Umiejętności przeprowadził badania w jaskini, w latach 1876 – 1878, był Adam Honory Kirkor. Pierwsze ślady osady znajdującej się na terenie parku dworskiego odkryto przypadkowo w roku 1884. O prowadzenie w tym miejscu prac wykopaliskowych Leon Sapieha poprosił kustosza Muzeum im. Ks. Lubomirskich we Lwowie, E. Pawłowicza. To był rok 1889. A dalsze prace już w roku 1890 podjął kustosz Muzeum Archeologicznego w Krakowie Godfryd Ossowski. Zainteresował się wówczas także jaskinią Werteba i zlecił wykonanie jej dokładnego planu. W dworskim ogrodzie natomiast odkrył – jak wówczas sądził – ponad dwadzieścia cegłowych grobów ciałopalnych. Tymczasem była to cała osada.

Modele domków kultury trypolskiej

Jaskinia wydrążona w utworze lessowym, do której wchodziło się z góry przez otwór, była niesłychanie rozgałęziona. Wokół niej koncentrowało się życie pewnej grupy ludności, obok była założona normalna osada. Ci ludzie, jak na stosunki neolityczne byli niezwykle zaawansowani kulturowo i cywilizacyjnie. Mieli swoje, bardzo charakterystyczne, domy, cały świat sztuki i wierzeń, czego przejawem jest przepiękna ceramika, znakomicie wypalona, na świetnym poziomie technicznym, malowana czarnymi wzorami na brązowym tle, niezwykle precyzyjnie, starannie, wykorzystująca motywy geometryczne. Te naczynia zawsze były ozdobą naszej wystawy. Zwracały natychmiast uwagę. W kolekcji z Bilcza Złotego mamy cały świat rozmaitych amuletów wykonanych z kości, z kamienia, z drewna – to cały system wierzeń i zwyczajów. Symbolem tej kultury jest przepiękna zawieszka wykonana z kości przedstawiająca głowę byka. Żłobiony ornament układa się w schemat kobiecej postaci.

Werteb – foto Alieksiej Zaremba

Wystawa zabytków z Bilcza Złotego w naszym Muzeum była ukoronowaniem trzyletniego, międzynarodowego programu badawczego finansowanego ze środków Komitetu Badań Naukowych. Powstała dzięki współpracy archeologów, paleobotaników, paleozoologów, petrografów i artystów plastyków. Polsko – ukraiński zespół zakończył właśnie opracowywanie tej jednej z największych w Europie Środkowej kolekcji. Zabytki pochodzą z okresu między 3870 a 2710 przed naszą erą.

całość patrz: http://www.sprawynauki.waw.pl/?section=article&art_id=626

Bilcze Złote – rekonstrukcja osady

Cuda kultury trypolskiej w Toruniu

Wojciech Pastuszka

7 czerwca 2010Posted in: Archeologia, Europa, Prehistoria

Na wystawie „Neolityczny barok – kultura trypolska” po raz pierwszy w Toruniu prezentowane są unikatowe przedmioty – figurki kobiet kultury trypolskiej (VI-III tys. p.n.e.) ze zbiorów Muzeum Archeologicznego w Krakowie i Muzeum Okręgowego w Toruniu (1 figurka). Kolekcja tych zabytków pochodzi z wykopalisk z Bilcza Złotego na Ukrainie (Ogród i jaskinia Werteba). Uzupełnieniem prezentowanych eksponatów pochodzących ze zbiorów Muzeum Archeologicznego w Krakowie są kolorowe tablice informacyjne przedstawiające historię tej niezwykłej kultury.

Pięknie malowana ceramika kultury trypolskiej. Fot. Cristian Chirita

„Jest to prezentacja jednej z najbardziej intrygujących kultur archeologicznych w pradziejach Europy. Odkrycia pierwszych stanowisk zaliczanych do tej kultury sięgają XIX wieku i choć wiedza na jej temat znacznie poszerzyła się od tego czasu, dyskusje dotyczące jej historii i materialnych pozostałości odkrywanych w ziemi przez archeologów trwają do dzisiaj” – mówi kurator wystawy Beata Bielińska – Majewska. Nazwa pochodzi od wsi Trypole, niedaleko Kijowa. Dokonano tu jednego z pierwszych odkryć.

więcej patrz w Archeowieści

Wycieczka do jaskiń Werteba i Krystaliczna

Ukraina Zachodnia jest znana z wielkiej ilości jaskiń gipsowych. Tutaj, w obrębie obwodów Tarnopolskiego, Czarnowieckiego i Chmielnickiego, znajduje się potężna warstwa gipsu karsowego, w którym znaleziono już więcej niż półtora dziesiątka jaskiń. Te jaskinie są poziome i labiryntowe o długości od kilkuset metrów do więcej niż 200 km, głębokość usytuowania nie przewyższa 30-50 metrów.

Te jaskinie są również interesujące pod względem swojej struktury: niektóre z nich tworzą wysokie galerie i wąskie przejścia, w głębi innych są olbrzymie sale o wysokości ponad 10 metrów. Ściany jaskin utworzone są ze spresowanego gipsu, który w jaskini Krystalicznej; na przykład, pod ciśnieniem przetworzył się w przepiękne desenie w postaci ptasich piór i płatków kwiatów, w jaskini Werteba zaś po prostu są wielkie kolorowe ornamenty. Szczególną uwagę zwracają na siebie niepowtarzalne kryształy o wielkości od kilku milimetrów do dziesiątków centymetrów, ich kolory mienią się odcieniami od śnieżnobiałego i żółto-kremowego do rdzawoczwerwonego i czarnego. Bogata w kryształy jest jaskinia Krystaliczna, która właśnie zawdzięcza swoją nazwę wielkiej ich ilości. W niektórych jaskiniach szukali schroniska jeszcze wcześni ludzie. Na przykład, Werteba znana jest przede wszystkim dzięki interesującym znaleziskom ceramiki trypolskiej: dzbany do przechowywania wina, miski i dzbanki, wazony i amfory, atrybutyka religijna. Na podstawie tych znalezisk udowodniono, że w ciągu setek lat ta pieczara była zamieszkiwana przez kilka pokoleń trypolców.

Dzień pierwszy
Spotkanie w Kamieniec Podolsku.
Wycieczka.
• Jaskinia „Atlantyda” (trzy poziomy w jaskinie, wycieczka na 5 godzin, wrażenia na całe życie!).
• Rychta (zamek XVI w., ruiny młyna wodnego ХІХ w.).
• Kudryńce (zamek – twierdza początku XVII w.).
Zakwaterowanie w hotelu.
Kolacja.

Dzień drugi
Śniadanie.
Wycieczka.
• Jaskinia «Kryształowa» (geologiczna pamiątka o państwowym znaczeniu, jaskinia labiryntowa charakteru karstowego, długość ponad 22 km).
• Jaskinia – muzeum «Werteba» (geologiczna oraz archeologiczna pamiątka o państwowym znaczeniu w której znaleziono ślady cywilizacji trypolskiej).
Powrót do Czortkowa.

Wycieczka:
• Jaskinia „Werteba” (w tej jaskinie działa muzeum kultury Trypolu, ponieważ tutaj archeolodzy znaleźli ślady pierwszych Ukraińskich rolników. Pod czas wykopalisk w jaskinie znaleziono pozostałości dużego ogniska, różne narzędzia dookoła (siekiery, dłuta, skrobaki, noże), koście zwierząt. W Wertebie znaleziono przez archeologów liczne ceramiczne figurki kobiet, w jednej sali znaleziono tajemniczy pochówek mężczyzn – 25 szkieletów, naczynie religijne).
• Jaskinia „Młynky” (jedna z jaskiń Podola, długość około 25 km. Tutaj są duże kryształy i ogromne kawałki gipsu, stalaktyty, kamienne „fali”, dziesiątki korytarzy i sale. Charakterystycznym jest to, że w jaskinie „Młynky” opracowano trasy o różnym stopniu trudności, można wybrać bardziej zrelaksowaną podróż również podróż z adrenaliną. Jednak niezależnie od trasy będziesz musiał pełzać, próbować przejść przez wąskie tunele i szczeliny, przechodzić głębokie pęknięcia w gipsowych jaskiniach).
Przyjazd na miejsce obozu.

Wejście do Jaskini/Pieczary Werteba – fot Alt 666

Entrance to the Verteba cave near Bilche Zolote village (вхід до печери Вертеба біля с. Більче Золоте)

Wejście do jaskini – foto Vołodymyr Rizun

History Exploration of Werteba cave

- Wojciech W. Wisniewski The author quotes an unknown text written by Bogusz Zygmunt Steczynski in 1870. The text describes exploration of Werteba cave (Podolia, formerly in Poland) which was carried out by Jan Chmielecki, a local leaseholder, in 1822. After digging through the entrance about 500-600 m of cave passages were discovered. Some human bones, bonfire remnants and one silver coin were found. Picture shows the first cave of Podolia map from 1878.

Plan jaskini

Печера Вертеба

(загальна довжина ходів сягає біля 8 км), відома з давніх часів. Тут спостерігається протягом року стала температура – +10-120С, відносна вологість коливається в межах 92-100%. У печері живе велика колонія кажанів.
Цікава вона тим, що ще у четвертому-другому тисячоліттях до нашої ери (період неоліту) її обладнали під житло представники самобутньої трипільської культури, хоч взагалі вони традиційно селилися на пагорбах. За велику кількість археологічних знахідок цю печеру називають “Наддністрянською Помпеєю”.


foto Jujuapi
Перше дослідження Вертеби датоване 1876 роком, а чимало знайдених там потім експонатів зайняли почесне місце в музеях Європи (були вивезені туди, коли Тернопільщина входила до складу Польщі та Австро-Угорщини). А вже за незалежної України, у 1999-му, археологічна експедиція під керівництвом великого ентузіаста і фаната своєї справи, директора Борщівського краєзнавчого музею Михайла Сохацького знайшла у Вертебі цілісний культурний пласт часів неоліту. Відтак ще тоді виникла ідея створити у печері унікальний музей, експозиція якого наче повертала б відвідувачів на кілька тисячоліть назад. Задум було реалізовано – підземний музей відкрив свої двері для відвідувачів.

Wzgórze Brzucha (Głębi – Gobekli Tepe) lub Góra Ognia Nawi (Gire Navoke) i Świątynia Pępka Świata

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody by bialczynski on 16 Sierpień 2012

Odkrycie najstarszej Świątyni Wiary Przyrody na świecie wywołało wstrząs w licznych dziedzinach związanych z kształtowaniem wyobrażeń nauki o Starożytności i w środowiskach badaczy starożytności. Po pierwsze okazało się, że pochodzi ona z czasu, kiedy ludzkość miała być pozbawiona możliwości organizacyjnych i wytwórczych oraz mentalnych do wykonania tak skomplikowanego dzieła.  Budowle powstały mianowicie około 9500 roku p.n.e. a do tego w ruinach znaleziono ziarna pszenicy i innych roślin, które zburzyły nie tylko wyobrażenia archeologów lecz również koncepcje historyków i antropologów na temat ewolucji ludzkości w dziedzinie rolnictwa. Obszar o którym mowa leży na pograniczu dzisiejszej Turcji i Syrii , a w czasie kiedy powstawały budowle otoczony był dziką roślinnością i bujną przyrodą zupełnie odmienną niż dzisiejsza pustynia.

Poczytajmy o tym z polskiej Wiki, ale doradzam od razu przeczytać też angielską wersję znacznie dokładniejszą.

Göbekli Tepe (język turecki: wybrzuszone wzgórze; język kurdyjski: Girê Navokê) – stanowisko archeologiczne w południowo-wschodniej Turcji kryjące pozostałości prehistorycznego sanktuarium. Razem z Nevalı Çori zrewolucjonizowało współczesną wiedzę o neolicie w Eurazji. Göbekli Tepe jest najstarszym znanym miejscem kultowym stworzonym przez człowieka (jego powstanie datowane jest na X tys. p.n.e.)[1]. Stratyfikacja terenu wykazuje, że miejsce to było używane przez szereg tysiącleci.

Historia odkrycia

Amerykański rekonesans archeologiczny z 1964 roku uznał, że wzgórze to nie miało charakteru całkowicie naturalnego. Jednakże zakładano że prawdopodobnie kryje cmentarzysko bizantyjskie. Niemiecki Instytut Archeologiczny i Muzeum w Şanlıurfa rozpoczęły wykopaliska w 1994 roku. Prehistoryczny charakter tego miejsca rozpoznano od razu. Jak dotychczas (2009), przebadano tylko około 5% terenu. Ocenia się, że zakończenie wykopalisk może zająć jeszcze 50 lat.

Wcześniej, wzgórze to było wykorzystywane rolniczo. Od pokoleń, mieszkańcy przemieszczali kamienie i prawdopodobnie wiele z archeologicznej wartości miejsca zostało w ten sposób zniszczone.

Opis

Najstarsza warstwa (III) zawiera słupy megalityczne połączone ścianami, tworzące razem koliste lub owalne struktury. Jak dotąd odkopano 4 takie struktury. Badania geofizyczne wskazują na istnienie dodatkowych 16 struktur tego typu. Warstwa III jest datowana na około 9 tysięcy lat przed naszą erą.

W warstwie II odkryto szereg przyległych prostokątnych pokoi z podłogą z polerowanego wapienia. Jest ona datowana na 7500 – 6000 przed naszą erą.

Najwyższa (zarazem najmłodsza) warstwa zawiera pozostałości działalności rolniczej.

Kontekst chronologiczny

Ze względu na początkowy stan badań, wszystkie konkluzje mają charakter roboczy.

Daty zostały ustalone metoda radiowęglową C14. Koniec warstwy III to 9000 przed naszą erą. Początek jest określany w przybliżeniu jako 11 000 lat przed naszą erą lub wcześniej. Warstwa II sięga do około 8000 przed naszą erą.

Dlatego uważa się, że te struktury są starsze niż ceramika, metalurgia, pismo, lub koło. Zostały zbudowane przed tzw. rewolucją neolityczną, czyli przed początkiem rolnictwa i hodowli zwierząt. Organizacji społecznej, jaka była konieczna do zbudowania tych struktur, nie wiązano dotychczas ze społeczeństwami przed-neolitycznymi. Wiele ze słupów waży od 10 do 20 ton, a niektóre nawet 50.

Niedawna analiza DNA pszenicy wskazuje, że odmiana dzika występująca w okolicy Karaca Dağ jest najbliższą pszenicy współczesnej[2]. Karaca Dağ jest położone tylko około 30 km od Göbekli Tepe. Tak więc spekuluje się, że rejon ten pełnił kluczową rolę w historii rolnictwa.

Przypisy

  1. ↑ Sandra Scham, „The World’s First Temple” – streszczenie artykułu z amerykańskiego magazynu „Archeology” (Volume 61, Nov/Dec 2008)
  2. ↑ Heun i in., Site of Einkorn Wheat Domestication Identified by DNA Fingerprinting, Science, 278 (1997) 1312-1314.

(powiększ)

Osobom wychowanym w światopoglądzie chrześcijańskim nie jest łatwo interpretować wiele zjawisk i odkryć. Rozciąga się to na wiele dziedzin życia – a bierze się stąd że ludzie wychowani w kanonie chrześcijańskim nie rozpoznają struktur i wzorców oczywistych dla innych ludzi – ich wychowanie i wiedza mają charakter wybiórczy. Przede wszystkim odseparowano ich i konsekwentnie w procesie edukacyjnym separuje się ich nadal od wiedzy ezoterycznej i magicznej, od symboliki Kabały , symboliki numerologicznej i wszelkich strukturalnych pojęć związanych ze starożytną wiedzą i wiarą – POGAŃSKĄ. Stąd możliwe są tak kuriozalne przeoczenia i i błędy analityczne i interpretacyjne całych środowisk naukowych – jak na przykład archeologów w sprawie Świątyni Pępka Świata położonej na Wzgórzu Brzucha. Jest to świątynia Wiary Przyrody w sposób oczywisty. Już fakt stworzenia budowli owalnych czy też idealnie okrągłych (pierścień) powinny nasuwać wniosek, że mamy tutaj odwzorowanie boskiego Jaja-Kłódzi czyli Owalu-Uwalu-Warze (Owalo-Kuteż-War, Awalokiteśwara), w którym Uwiłte zostało Światło Świata, a który następnie znalazło swoją replikę i znajduje do dzisiaj w wielkanocnych jajach-pisankach, opisanych Wzorem Świata.Mamy tu zatem Owal-Kłódź, czyli Pąp Świata, a więc świątynię Światła Świata.

Gdyby to nie wystarczało należy pójść dalej – każda owalna budowla z dotychczas odkopanych składa się bowiem z dwóch centralnych filarów – są to nie tylko filary podtrzymujące strop lecz także symbole  in-yang – czyli Wielkiego Działu Wszego Świata, Pierwszego Działu – na Białoboga i Czarnoboga – podstawowe siły dzielące Wszechświat czy też RzeczyIstność.

Jeśli to jeszcze za mało do pełniejszej interpretacji to przyjrzyjmy się słupom w bocznych ścianach budowli – w każdym owalu jest ich Osiem – czyż to nie oczywiste, że mamy tu Słupy Ośmiu Żywiołów? Oczywiście dla chrześcijańskiego uczonego nic z tego nie będzie oczywiste, ponieważ on w ogóle nie patrzy na świat poprzez pryzmat znaczeń magicznych – kodów przyrodzonych właściwych Przyrodzie.

Na koniec wreszcie jakby tego wszystkiego było mało mamy tu na słupach płaskorzeźby zwierzęce. Czasem jest to pojedyncze zwierzę a czasami kompleks. Gdyby naukowcy parający się rozwiązaniem tych zagadek patrzyli na świat magicznie i kodystycznie i symbolicznie poprzez pryzmat Wiary Pogańskiej od razu powiązaliby te zwierzęta na słupach z poszczególnymi Żywiołami. Mało tego nie pisali by takich głupstw jak pod tym obrazem w anglojęzycznej Wikipedii:

Monolith with bull, fox, and crane in low relief

(powiększ)

Tutaj wyraźnie widać trzy poziomy zwierzęce związane z tym słupem, ale żeby to łatwo zinterpretować trzeba być praktykującym poganinem człowiekiem wyznającym wielobóstwo i Wiarę Przyrody.  Mamy tutaj symboliczne emanacje boga któremu poświęcony jest słup nie w żadnych totemach jak bajają od 200 lat uczeni chrześcijańscy, lecz w konkretnych bytach żywych – tu konkretnie w zwierzętach istniejących w świecie Przyrody Matki Ziemi. Na obrazie widać wyraźnie ssaka – duże zwierzę na górze – gada – środkowy poziom i ptaka. Ssak to byk, gad – któraś z jaszczurek – być może Salamandra – jeśli zwierzę górne jest Bykiem, a ptak to bocian – ptak królewski (ang. stork – Ptak symbol Białego Lądu – Europy – Ptak Królewski rodu pierwszych królów Pierwopalcych – Pirsztuków – których pamięć przechowała mitologia bałtyjska – Pir – piorunowych – Starków – Gwieździstych i Palczastych, bo stork – po staropolsku palec (stercze i przyrodzenie do dzisiaj i sterczeć – wystawać prosto). Stork – bocian a nie crane – żuraw.

Na dodatek należałoby nawiązać nazwę wzgórza do Wiary Przyrody – czyli do Wedy Indyjskiej lub Gadhby Zoroastryjskiej – jeśli się już nie potrafi wykonać rewolucyjnego zabiegu i sięgnąć wprost do prasłowiańskiego (scyto-indo-słowiańskiego czyli aryjskiego) źródła, bo komuś nie starcza wyobraźni na taki zabieg. Wtedy dowiemy się , że istniało pojęcie Głębi – Pierw Maci, z którego się wywodzi pojęcie Wątpi -Wnętrzności, a więc Wspóry-Świata (wątpi, czyli kiszek, z których wróżono jeszcze w świątyniach starożytnej Grecji). My, Rodzimowiercy, wiemy także o istnieniu tak zwanej Księgi Głębi – którą bułgarscy Bogomilcy przechowali  i spisali i zwali ją Księgą Gołubią (Głębi i Niebios – bo gołąb ptak niebieski-siny – o identyfikacji koloru niebieskiego i sinego pisze K. Moszyński w KLS). Zatem pojęcie w języku tureckim Gobekli – brzuch , wybrzuszenie to inaczej głąb-wnętrze-wątpia (jak głąb w kapuście). Mamy więc tutaj Wzgórze Głąbi-Pierw Maci, Wielkiej Macierzy – a potwierdza to także kurdyjska nazwa wzgórza z zupełnie innej strony – Giri Navoke. Giri – wiadomo po słowiańsku góra, ale znamy wszyscy konotacje góry – góra to także miejsce gorzejące – giri-grzati – goreć, grzać, gorący, ognisty – zatem mamy tutaj Wzgórze Ognia ale Nawne (Navoke) – czyli Naw Piekła z jej Górą Ognia wewnętrznego – podziemnego – jest to odwrotność Góry Światła Świata – Wierchu Weli – jego żeńska wersja (odwrócona) – Naw Nawi – Pierw Nica. A więc byłaby to Świątynia Światła Świata, ale z epoki kultu Matki Matek – Wielkiej Macierzy poprzedzającego kult Ojca Ojców – kultu Pierw Nicy (Ciemności).

(powiększ)

Na tym obrazku w muzeum w Urfie widać wyraźnie figury identyczne jak nasza ze Ślęży , którą uczeni chrześcijańscy z Niemiec określili jako Świnię. Oczywiście to nie żadna świnia tylko Niedźwiedź, ale w tym miejscu zastanówmy się nad czym innym – Czy istnieje związek między tymi dwoma wyobrażeniami z odległych dosyć miejsc kontynentu? Wyobrażenia wykute w kamieniu na Ślęży i tutaj są identyczne – wydaje się zatem, że tak . A więc czy wyobrażenie na Ślężę przeniósł w ciągu kulturowym i w wędrówce po kontynencie lud tej samej krwi w kolejnym pokoleniu? Czy na pewno prawidłowo datowana jest figura na Ślęży czy też datuje się ją – jak to kamień którego nie da się zbadać metodą c14 – pi razy oko – na taki a taki czas – związany z Celtami, bo co innego „uczonym” do głowy nie przyszło – a już najmniej fakt, że zasiedlenie tego terenu przez ludzi o haplogrupie R1a1 datuje się na na 5000 rok p.n.e. Należy zadać też inne pytanie – czy na terenie Anatolii występowały rzeczywiście w okresie 9000 p.n.e. dziki, żubry i niedźwiedzie? A może ich wizerunki przyniesiono z ziemi scytyjskiej – z północy z Wharatu – Gór Harskich i Ślęży?

Słup Jaszczurczy czy też Smoczy? Pod wypukłym Smokiem-Ażdachem skierowanym w dół, płaskorzeźba  Dzika!

Oto tłumaczenie fragmentu  anglojęzycznej wersji opisu Wzgórza Brzucha i Świątyni Pępka Świata.

Göbekli Tepe jest najstarszym znanym  stworzonym przez Człowieka kompleksem religijnym. Kompleks położony na wzgórzu, zawiera 20 okrągłych struktur, które zostały zasypane piaskami, z których cztery zostały odkopane po roku 1999. Każda okrągła (owalna)  struktura ma średnicę od 10 do 30 metrów. Wszystkie są ozdobione masą, głównie T-kształtnych, filarów wapiennych, które są najbardziej uderzającą cechą tych budowli. Płyty wapienne były wydobywane z dołów Bedrock położonych około 100 metrów (330 stóp) od wzgórza,  przez  robotników – kamieniarzy i transportowane pod górę, gdzie budowniczy układali te neolityczne krzemienne konstrukcje. Większość znalezionych narzędzi to narzędzia krzemienne wykonane na miejscu w Byblos i Nemrik. Trudno uwierzyć, że ludzie epoki neolitu byli w stanie przy pomocy tak prymitywnych narzędzi i środków transportu wydobywać krzemień i rzeźbić go precyzyjnie, transportować pod górę i wznieść w powietrze tak masywne filary. Odkrycie to zdumiewa do dziś ​​archeologiczny świat, jako że przyjmuje się, że tego typu dzieło wymaga zawrotnej liczby ludzi i wysokiej organizacji społecznej oraz wiedzy pozwalajacej już 12 – 14.000 lat temu wznosić takie budowle sklepione na kamiennych słupach. [10]

Dwa filary znajdują się w centrum każdego koła. Były one przeznaczone do wsparcia dachu. Dookoła znajduje się osiem filarów równomiernie rozmieszczonych wokół ścian pomieszczenia. Przestrzenie między filarami są wyłożone nieobrobionym  kamieniem i są  tu umieszczone między filarami wzdłuż ścian kamienne ławy pomiędzy każdą z par filarów. [11]

Wiele z tych filarów jest ozdobionych rzeźbami wypukłymi i płaskorzeźbami zwierząt oraz abstrakcyjnymi tajemniczymi piktogramami. Piktogramy stanowią powszechnie zrozumiałe symbole sakralne, używane przez Człowieka już od czasów malowideł naskalnych w jaskiniach neolitycznych w innych miejscach Eurazji. Reliefy przedstawiają lwy, byki, dziki, lisy, gazele, osły, węże i ​​inne gady, owady, pajęczaki, i ptaki, zwłaszcza sępy. (W  czasie gdy wybudowano świątynię ziemia wokół znajdowała się w klimacie bardziej umiarkowanym i pełna była roślinności i zwierząt z tejże strefy. To uprawa ziemi miała spowodować zdaniem naukowców degradację ziemi i zamieniła ją w kurzową glebę półpustynną jaką widzimy dfzisiaj. [8] Sępy również stanowią istotny element Ikonografii w neolitycznych obiektach w  Çatalhöyük i Jerycho. Uważa się, że na początku neolitycznej kultury w Anatolii i na Bliskim Wschodzie zwłoki zmarłego były celowo wystawione w celu oczyszczenia przez sępy i inne ptaki jedzące padlinę. Głowę zmarłego czasami usuwano i konserwowano, oraz trzymano osobno – w domach jako znak kultu przodków.) [12]. Jest to wzorzec, pierwsze takie pochówki dla ciała po odejściu duszy do nieba – te formy rozwinięte praktykuje się do dzisiaj wśród buddystów tybetańskich i wyznawców zoroastryzmu w Indiach. [13 ]

W Świątyni Pępka na Wzgórzu Brzucha w Göbekli Tepe, w zasadzie nie spotyka się przedstawień postaci humanoidalnych, ale jest ich tutaj kilka – są to rzeźbione postacie nagiej kobiety postawione frontalnie w pozycji skurczonej. Odkrywca –  Schmidt przyrównuje jedo „Wenus figur accueillante” znalezionych w neolitycznej północnej Afryce. Niektóre z filarów w kształcie litery T wyobrażać mają ludzkie ramiona co wskazywałoby że są to stylizowane ciała  ludzkie lub postacie antropomorficzne bogów. Szerszy  kamień na szczycie filarów w kształcie litery T ma symbolizować głowę.

Masywna sekwencja warstw stratyfikacji sugeruje kilka tysiącleci działalności, być może warstwy te sięgają do mezolitu. Najstarsza warstwa zakładzinowa (poziom III) zawiera monolityczne filary połączone przez grube ściany tworzące okrągłe lub owalne struktury. Cztery takie budynki zostały odkryte, o średnicy między 10-30 metrów 33-98 stóp). Badania geofizyczne wskazują na istnienie 16 dodatkowych struktur.

Warstwa II, datowana na Pre-Pottery Neolithic B ust PPNB) ust 7500-6000 pne), ujawniła kilka sąsiednich prostokątnych budowli z podłogami z polerowanego wapna, przypominających rzymskie podłogi z lastryko. Najnowsza warstwa składa się z osadów zdeponowanych w wyniku działalności rolniczej.

Widać tu dobrze rozmieszczenie elementów wewnętrznych jak również ideę Pępka – czyli kręgów poświęconych wszystkim Żywiołom i Mocom – według mnie powinno zostać odkopanych nie 20 (chociaż to także jest możliwe bo to Żywioły i Moce razem wzięte – bez najwyższego Kręgu Kirów, Działu Działów i Boga Bogów) a  26 świątyń, a może także i dwudziesta siódma – Boga Bogów – Światła Świata

Oto artykuł – z 2008 roku ze strony INFRA

: link - http://infra.org.pl/historia-/zakazana-archeologia/495-goebekli-tepe-prawdziwa-kolebka-cywilizacji.html

Göbekli Tepe: Prawdziwa kolebka cywilizacji

wtorek, 02 grudnia 2008 17:13
Odkryty kilkadziesiąt lat temu na tureckim wzgórzu Göbekli Tepe kompleks świątynny okazuje się być jednym z największych archeologicznych odkryć, swym wiekiem o kilka tysięcy lat przewyższając najstarsze pozostałości cywilizacji ludzkiej. Dotychczas zbadano tylko kilka procent jego powierzchni. Naukowcy przyznają, że to nie ostatnie odkrycie mogące przyczynić się do uznania nowej historii człowieka.

Klaus Schmidt jako dziecko, zwiedzał niemieckie jaskinie w poszukiwaniu prehistorycznych malunków. 30 lat później, jako reprezentant Niemieckiego Instytutu Archeologicznego, odnalazł coś, co uznane zostało za znacznie starsze niż szacowany wedle oficjalnej nauki wiek najstarszych pozostałości starożytnych cywilizacji. 

- To miejsce jest jak supernowa – mówi Schmidt stojąc na wzgórzu leżącym w odległości ponad 55 km od granicy turecko-syryjskiej. Kiedy zobaczyłem je po raz pierwszy – wspomina, wiedziałem tylko dwie rzeczy: albo odejść stąd i nikomu o tym nie mówić, albo spędzić w tym miejscu resztę życia.

Gdzieś przed nim rozpoczyna się Nizina Mezopotamska – miejsca uważanego za kolebkę cywilizacji, której miasta odkryto w latach 60-tych, świątynia na wzgórzu Gobekli Tepe (Górze Brzucha lub Górze Pępka), przewyższa wiekiem o kilka tysięcy lat.

Wszystko wskazuje na to, iż kompleks o powierzchni 9 hektarów (z czego dotychczas zbadano kilka procent), użytkowany był przez kilkanaście stuleci. Najstarsza część zawiera monolityczne filary połączone ścianami i formującymi okrągłe lub owalne struktury. Jak na razie odkryto cztery tego typu budowle o średnicy od 10 do 30 m. Badania wskazują, że w sumie może ich się tam znajdować ok. 20. W ich wnętrzu umieszczano wapienne kamienie o wysokości do 7 m i masie do 50 ton.

Fragment świątyni w Gobeliki Tepe z rzeźbami w kształcie litery „T”

To, co czyni to znalezisko unikatowym to zarówno zdobiące ruiny płaskorzeźby (wyobrażenia m.in. dzików, lisów, żubrów, węży i skorpionów, a także bliżej niezidentyfikowanych stworzeń) oraz jego wiek. Gobekli Tepe według naukowców powstało ok. 9500 p.n.e., co oznacza, że jest o 5.500 lat starsze niż pierwsze miasta Mezopotamii i 7000 lat swym wiekiem przewyższa Stonehenge.

Naukowcy uważają jednak, iż budowla ta jest dziełem ludu nie znającego jeszcze uprawy roli, choć zamieszkującego w wioskach. Czy mają rację?

- Wszyscy uważają, iż jedynie rozwinięte, zhierarchizowane cywilizacje mogą zbudować coś równie monumentalnego i to dopiero po odkryciu rolnictwa – mówi Ian Hodder z Uniwersytetu Stanford, który od 1993 roku kierował pracami wykopaliskowymi w Catalhoyuk (uważanym za najstarszą osadę na świecie). Gobekli zmieniło wszystko. Jego skomplikowanie, kompleksowy charakter oraz fakt, iż powstało w okresie, kiedy nie znano jeszcze rolnictwa, czyni je jednym z najważniejszych w historii odkryć archeologicznych.

Lud, który wzniósł świątynię nadal pozostaje nieznany. Niektórzy uważają, że miejsce to było centrum kultu płodności, wnioskując to z faktu, iż w każdej okrągłej budowli znajdują się dwa wysokie kamienie mające reprezentować kobietę i mężczyznę.

Gobekli Tepe zdobią liczne płaskorzeźby. Badacze zasugerowali nawet, iż jego twórcy byli bliscy stworzenia pisma, gdyż niektóre wyryte na kamieniach symbole wydawały się układać w logiczny ciąg znaków

Schmidt podchodzi do tej teorii jednak ze sceptycyzmem. Zgadza się, iż Gobekli Tepe mogło być „ostatnim z bastionów ludzi prowadzących na wpół-osiadły tryb życia, który miał już odchodzić w niepamięć”, wskazując na fakt, iż to jego twórcom zawdzięczamy perfekcyjny stan tego miejsca, ponieważ to oni pokryli je tonami ziemi, jak gdyby dawny świat stracił zupełnie dla nich znaczenie.

Miejsce to ponadto pozbawione jest jakichkolwiek symboli płodności, które odnajdowano w innych neolitycznych pozostałościach. Posągi w kształcie litery „T”, przedstawiające ludzi, prezentowane są jako bezpłciowe.

- Myślę, że mamy tu do czynienia, z najwcześniejszymi wyobrażeniami bogów – mówi Schmidt. Nie mają oczu, ust, twarzy, mają za to ramiona i ręce. Są stworzycielami. Według mnie, ludzie, którzy wykuli je z kamienia, zadawali sobie odwieczne pytanie: Czym jest Wszechświat? Kim my jesteśmy?

Ponieważ w pobliżu świątyni nie natrafiono na ślady domostw, Schmidt uważa, że szczyt wzgórza był miejscem pielgrzymek ludzi z regionu. Zauważa, iż dwa najwyższe kamienie skierowane są na południowy-wschód, jak gdyby patrząc na niziny, które usiane są innymi archeologicznymi znaleziskami, o nie mniejszej niż Gobekli Tepe.

Przykładem tego może być znalezisko francuskich archeologów w Djade al-Mughara w północnej części Syrii, którzy natrafili na najstarsze na świecie malowidło.

- Tworzą je dwa metry kwadratowe geometrycznych figur w kolorach czerwonym, czarnym i białym. Przypominają troche obrazy Paula Klee – stwierdził Eric Coqueugniot, kierujący tymi pracami.

Francuz zauważa też, że wykopaliska w regionie Gobekli Tepe wciąż znajdują się w powijakach.

- Pewnego dnia ktoś dokonać tam może jeszcze bardziej dramatycznego odkrycia – dodaje.

Dyrektor prac wykopaliskowych nad Tygrysem, Vecihi Ozkaya wątpili, iż tysiące kamiennych naczyń, jakie odnalazł od 2001 roku w liczących sobie 11.500 lat grobach mogą mieć podobne znaczenie. Mimo to, jego znaleziska wywołują emocje w Uniwersytecie Dicle w Diarbakirze.

- Patrzcie na to – mówi, wskazując na fotografię figury ukazującej pół-człowieka pół-lwa. To sfinks. Tysiące lat starszy od egipskiego.

Czy nie pora spojrzeć inaczej na narodziny ludzkiej cywilizacji, analizując to, co dotychczas konserwatywnym naukowcom wydawało się być „niewygodnymi dowodami”?

Gwara kresowa okolic Bzowicy i Trościańca Wielkiego – a nafciarskie, rodzimowiercze, językoznawcze i historyczne tradycje rodziny Pagaczewskich (prof. Zenon Klemensiewicz i prof. Irena Bajerowa)

Posted in nauka, Słowianie by bialczynski on 4 Sierpień 2012

Kliknij (powiększ) – Ten szyb nazywał się Mary – czy na cześć urodzin Maryny Pagaczewskiej? Kto wie.

Ziemia Stanisławowska, Lwów i okolice, Podole – to miejsca szczególnie bliskie memu sercu, dla mojej żony to ziemia wręcz  rodzinna, gdzie leżą po smętarzach jej bliscy krewni – jak Tillowie czy Vincenzowie, Klemensiewicze, czy Wojciechowscy.

Ernest Till i Adolfina oraz ich dzieci  i wnuki

W Uhercach  Mineralnych wszyscy oni spędzali  uniwersyteckie wakacje  i swój czas wolny od praktyki prawniczej czy działalności uniwersyteckiej – ale nie tylko wolny, również organizowali tutaj pionierskie przedsięwzięcia, takie jak choćby zakładane  przez Ernesta Tilla i przez ojca Stanisława Vincenza – Feliksa, spółki wydobywcze, które stawiały szyby i wykonywały odwierty roponośne na uhereckich włościach.Napisał do mnie swego czasu pan Maciej Augustyn, autor naukowejksiążki o nafciarstwie Podkarpackim, czy czegoś na ten temat przypadkiem nie wiem. Wiedziałem, więc pomogliśmy jak mohglismy . Oto jeden z jego listów, który dokumentuje niejako „Nafciarskie” i „balneologiczne” działalności rodziny Tillów i Pagaczewskich:

„Witam!

Drążąc temat ciągle spotykam w sąsiedztwie kopalni postacie z „I Ligi” ówczesnej Galicji i jednocześnie pustkę informacyjną.

Tutejszymi źródłami interesował się Teodor Torosiewiewicz ze Lwowa balneolog nr 1, jakiś Torosiewicz prowadził tutejsze „łazienki” i nic

Kopalnię rozkręcał Ignacy Łukasiewicz i nic

Kolejnym właścicielem był Marszałek August Bellegarde – I Liga austriackiej arystokracji i nic

Zadebiutował tu Mc Garvey król nafty, teść Zeppelina i nic

5 km od Uherzec siedzi Józef Blizinski, który codziennie prawie pisze listy do Kraszewskiego, W. Bełzy, O. Kolberga, leje wodę w prawie wszystkich gazetach i nic w tych listach i artykułach nie ma.

Wierci tu Feliks Vinzenz ojciec Stanisława „piewcy połonin” i nic

Wierci tu Kazimierz Lipiński, później Zieleniewski dwaj przemysłowcy z 1 ligi i nic

Później pojawia się Pana rodzina, same znakomitości i znowu nic

Ciekawe

Oczywiście taka sytuacja zagrzewa mnie do walki, bo najbardziej lubię takie poszukiwania, ale mały sukces by się przydał.

Dziękuje za pamięć

Z poważaniem

Maciej Augustyn, Uherce Mineralne”

Świadectwo sprzedaży udziałów w szybach naftowych w Uhercach przez Adolfinę II Till Pagaczewską

Tak to jest z piękną ziemią naszą jak pisał Wincenty Pol, przetaczają się przez nią pożogi i potem nic nikomu nie wiadomo. Jej przeszłość nawet najbliższa niknie w kompletnej pomroce dziejów. Jak tutaj wymagać by zachowały się przekazy sprzed 3000 i 5000 lat skoro nie zachowują się sprzed lat 70-ciu. Uherce Mineralne -0 dzisiaj zapadła dziura słynna z więzienia i obozu internowania w Stanie Wojennym były niegdyś obszarem rozkwitu przemysłu i aktywności intelektualnej klasy średniej II Rzeczpospolitej. Tutaj też spotykali się jako Strażnicy Wiary Przyrodzoney Słowian i ustalali plany które potem przez różne przyjacielskie układy wcielano w życie – jak choćby Niepołomicki Kopiec Grunwaldzki. Bywał tutaj i Franciszek Kotula i Oskar Kolberg i wiele innych słynnych osób.

Franciszek Kotula gdzieś w terenie

Wiele z tych rodzin TUTEJSZYCH rdzennie polskich i wiele osób przeniosło się później zresztą ze Lwowa do Krakowa i do Wrocławia – jak choćby profesor Zenon Klemensiewicz – bardzo bliska rodzina Tillów i Pagaczewskich –  znany powszechnie filolog polski i językoznawca, który zginął w katastrofie lotniczej pod Zawoją w 1969 roku, czy jego córka – bliska kuzynka Pagaczewskich, Irena Bajerowa (1921 – 2010)- również profesor filologii polskiej, która wspólnie z Maryną z Pagaczewskich Gorzkowską służyła w czasie II WŚ w oddziałach AK w Ciężkowicach pod Tarnowem. Dzisiaj niektórzy Polacy nie mają nawet świadomości, że Polska nigdy nie była żadnym katolickim monolitem – nawet przed II Wojną był to kraj Polaków i Rusinów, Tatarów i Żydów i Ormian, a także Niemców. Dzisiaj mało kto wie, dzięki intensywnej powojennej niemieckiej i rosyjskiej propagandzie, że przez II WŚ język polski w zwartej masie sięgał jednak Odry i Nysy, a z drugiej strony Kijowa i Wilna i Grodna. I było tak po 22o latach bezprzykładnej germanizacji i rusyfikacji zaplanowanej „naukowo”, metodycznej, realizowanej bezwzględnie, z prawnym przymusem, przez pierwsze w historii nacjonalistyczne aparaty państwowe na świecie.

Profesor Zenon Klemensiewicz – najbliższa rodzina Tillów ze Lwowa i Pagaczewskich z Krakowa

Irena Bajerowa – językoznawca, jako prorektor internowana, obecnie doktor honoris causa Uniwersytetu Śląskiego

Posted on Grudzień 1, 2008 by nfajw

baner-krzywdzeni

Baza OPI

Ludzie nauki
identyfikator rekordu:  o68531
prof. zw. dr hab. Irena Bajerowa, em.
Dyscypliny KBN: nauki filologiczne
Specjalności: językoznawstwo polskie
Miejsca pracy, zajmowane stanowiska, pełnione funkcje: - Komitet Historii Nauki i Techniki PAN – Członek
– Komitet Językoznawstwa PAN – Członek
– Rada Języka Polskiego PAN – Członek
– Wydział I Filologiczny PAU – Członek krajowy czynny

Uniwersytet Śląski: By trwała pamięć o bohaterach

Sesję uświetniła swoją obecnością profesor Irena Bajerowa, która w 1981 r. pełniła funkcję prorektora UŚ. W nocy z 12 na 13 grudnia została internowana wraz z rektorem prof. Augustem Chełkowskim.

———-

PODWÓJNY JUBILEUSZ PROFESOR IRENY BAJEROWEJ

Gazeta Uniwersytecka, miesięcznik Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach  kwiecień 2002 r. numer 7 (96)

Profesor Irena Bajerowa – wspaniały człowiek, wybitny naukowiec, historyk języka, współtworzyła “naszą” polonistykę: “uniwersytet w 1968 roku nie powstał na jałowym ugorze. Powstał przecie ze złączenia się 2 szkół wyższych: Filii UJ i Wyższej Szkoły Pedagogicznej. Przyszłam na tę WSP w 1955 roku, w 2 lata po rozpoczęciu pracy katedry języka polskiego, w 5 lat po utworzeniu (po raz drugi) katowickiej WSP.” Tworzyła ten uniwersytet, broniła go, tłumaczyła, ściągała językoznawców, zachęcała do współzawodnictwa z innymi uczelniami.

————–

JUBILEUSZE PROF. IRENY BAJEROWEJ

Profesor Irena Bajerowa – wybitny historyk języka – jest autorką wielu prac z dziedziny metodologii badań językoznawczych, terminologii i słownictwa technicznego oraz języka religijnego. Najważniejsze z jej prac to: Kształtowanie się polskiego języka literackiego w XVIII w.; Polski język ogólny XIX w. (pełna bibliografia obejmuje 144 pozycje!). Prof. Bajerowa była kierownikiem Katedry Języka Polskiego WSP w Katowicach, kierownikiem Zakładu Historii Języka Polskiego UŚ od początku działalności uczelni, od roku 1980 do wprowadzenia stanu wojennego piastowała funkcję Prorektora ds. Nauczania UŚ, a w latach 1988-1992 przewodniczyła badaniom Polskiego Towarzystwa Językoznawczego

—————-

Profesor Irena Bajerowa doktorem honoris causa Uniwersytetu Śląskiego

Strona UŚ

Decyzją Senatu Uniwersytetu Śląskiego tytuł doktora honoris causa otrzyma profesor Irena Bajerowa, wybitny badacz dziejów języka polskiego, współorganizatorka katowickiej polonistyki, długoletni profesor Uniwersytetu Śląskiego, doskonały dydaktyk i wychowawca pokoleń polonistów, krzewicielka idei miłości do języka i ziemi ojczystej jako wartości podstawowych, niezłomna patriotka walcząca o wolność ojczyzny i prawa człowieka.

Uroczystość odbędzie się w czwartek 4 grudnia w auli Wydziału Teologicznego UŚ w Katowicach przy ul. Jordana 18 o godz. 10.00.

Profesor Irena Bajerowa córka Zenona Klemensiewicza (gdzieś mamy też zdjęcie jej syna Jerzego – który językoznawcą nie został )

Skąd tu na tej stronie internetowej gwara kresowa i słowniczek?

Sam się zastanawiam – Ano chyba przez to, że w naszych rodzinach tylu było filologów – bo i Stanisław Pagaczewski i tylu literatów i wciąż jest w niej pełno historyków sztuki jak choćby Sawa Białczyńska. Teraz także wnuk Stanisława syn Tomasza poszedł w ślady rodzinne i skończył I rok Historii na UJ.

Adolfina II z Tillów Pagaczewska

Oto słowniczek z tamtych stron – część kultury kóra zapadła się w naszej świadomości na dno niezasłużonego niebytu.

Spisał z pamięci Henryk Śliwa, Lwowianin, który w latach 1942-1944
mieszkał we wsi Bzowica w domu swego dziadka Jana Dajczaka Halaburdy

a wo o tutaj (np. „- Gdzie leży nóż? – A wo, tuwo”)
bałabuch bułka drożdżowa niesłodka pieczona na okres Nowego Roku dla częstowania dzieci, które chodziły z życzeniami – szczodrowaniem
bambetel drewniana ława do siedzenia, a po rozsunięciu siedziska łóżko do spania
baniaczek metalowy kubek
bihme przysięga, potwierdzenie, przekonanie kogoś, że mówi się prawdę
bodak oset
braha pozostałość po odparowaniu alkoholu z zacieru
bucim na niby, na żarty
bungu spirytus
całuszka piętka, pierwsza i ostatnia kromka chleba z bochenka
cedyłko cedzak do mleka z tkaniny
chlipać płakać, szlochać po kryjomu
chopta trawa
chrobak robak, glizda
chudoba zwierzyna – inwentarz
czeladź rodzina
czuchrać długotrwałe drapanie
ćwach gwóźdź
dornik przebijak ślusarski
dryhle (także studzinina) – galareta z nóżek
drzewko choinka bożonarodzeniowa
duca cielę, jagnię uderza mordą o wymię w czasie ssania
duć dmuchać
duldak smoczek
dziaduch słoma na podłodze w okresie Bożego Narodzenia
dżagan kilof, oskard
europlan samolot
fana chorągiew
feca onuca, owijka
ferflasza manierka – metalowa butelka
frojmycha kobieta nie dbająca o siebie, źle ubrana – niechlujna, brudna
fura wóz konny
gościniec droga główna od miejscowości do miejscowości
gradus termometr, stopień Celsjusza
gudz węzeł na sznurku (nie do rozwiązania)
gwer karabin
gzić się zachowanie zwierząt podczas rui
halawa nie zasiany plac w zbożu
halukać nawoływać, np. do wstawania
harmider (także rajwach) gwar, hałas
het tam – gdzieś (np. „idź het” – idź sobie)
hreczka gryka
hryckal szpadel
huby grzyby
hurdzi warczy, np. motor
hurma grupa
hyczka nać rośliny
hylaka konar, gałąź
juszka wywar z suszonych owoców, sama woda z barszczu, zupy
kaczan ogryzek z owocu lub głąb z kapusty
kanon armata
kapszuk wysuszony pęcherz moczowy wieprza używany jako woreczek na tytoń
katapula proca
katulać toczyć (np. „wóz się katula pod górę”)
kidać rzucać
kiernica studnia o drewnianym szalunku – ocembrowaniu
kiszka kaszanka
kociuba długa żerdź zakończona poprzecznie deseczką do wygarniania żaru w piecu chlebowym
kołotuszka kwirlejka do rozdrabniania potraw
koromiesło nosidło 2 wiader na ramieniu
kosa warkocz
kucać przysiad
kucza chlewik, niska szopa
kuczyrawy ktoś o kręconych włosach
kułak pięść
kupla szeroki pas (wojskowy)
ligać leżeć, położyć się
ładuszczak garnek gliniany do mleka
łoszak źrebak, młody koń
maciurka żeńskie rośliny konopii
majzel przecinak ślusarski
menelarz złomiarz
meszty półbuty męskie
miesiąc księżyc
miętkuszka środkowa część kromki chleba, bez skórki
motuzek sznurek
mysziginowaty głupkowaty
mytka ścierka, zmywak do naczyń
na zdogońce praca na szybkiego, na wyścigi
naduć się pogniewać, nie rozmawiać
narychtować naprawić
niezdały chorowity, słaby, rzecz nieprzydatna
niuchać wąchać
nużda wieloznaczne; np. „na nużdę ci to?” – „po co ci to?”; „nużda ciężka z bachorami” – „co za niedobre dzieci”
oj to tam lekceważąco: coś takiego, wielkie rzeczy
paciorek koralik; paciorki to korale
paciuk opas – świnia
palica laska do podpierania się
papendekiel karton, papier na karton
parkocze odgłos gotującej się kaszy, ziemniaków
podołek pojemnik zrobiony z fartucha do zbierania owoców, grzybów, czegoś naprędce gdy brak siatki czy koszyka
podpałek placek wypiekany z ciasta chlebowego przed pieczeniem chleba, na skraju paleniska od płomienia nagrzewanego pieca, stąd nazwa tego placka
pomaścić posmarować chleb
potasz proszek do pieczenia (soda oczyszczona)
potoczyć wypłukać, np. kubek wodą
półkopek stóg zboża z kilkunastu snopków w polu
pranik deska z rączką do prania – uderzania mokrego zwiniętego w rolkę prania
przyczynek dokładka do porcji obiadu, do wagi itp.
puczka czubek palca (miara, np. szczypta soli)
pulares portmonetka
putnia wiadro
pypka sutek
rabanki piegi
radyrka gumka do ścierania ołówka
rajwach (także harmider) gwar, hałas
ryhać kaszleć
rzemyk pasek do spodni
samogonka gorzałka, bimber, wódka swojej roboty
sapa motyka
siny kolor niebieski
skałka zadra z deski
słychać czuć; np. psucia się potrawy – „już tą szynkę słychać”
smażenica jajecznica
sparżny łakomy
studzinina (także dryhle) – galareta z nóżek
swacha swatka
swarzyć się kłócić się
szarawary obszerne spodnie
szczodrowanie życzenia noworoczne
szkarałupa skorupka z jajka lub orzecha
szkrabać drapać
szkraby stare buty
szlijki szelki do spodni
szmira gęsty ciemny smar do wozów
sztany spodnie, rajtki do butów z cholewami
sztreka kolej
szyf statek
ścil sufit, często drewniany
ślabizować słabo czytać
tuj tuj za chwilę (np. „tuj tuj by go złapał”)
tuman źle uczący się
tyćko malutko, troszeczkę
wereto płachta – plandeka z płótna własnej roboty do noszenia trawy, słomy, liści itp.
wiecheć wkładka do butów (ze słomy)
wyszynk restauracja z wódką
wże to już
za pazuchą pod pachą
zabagać zachciewać
zabełtać a) zamieszać w naczyniu, np. zsiadłe mleko; b) komuś zawrócić w głowie – np. chłopak pannie, oszust kupującemu
zabućko (wymawiane też „zabutiko”) zapominalski
zaparpać zagrzebać
zapaska fartuch
zapraszka sos, zaklepka
zaprzeć zamknąć, np. drzwi
zaszportać się potknąć się
zaścigać zapinać, np. guziki w spodniach
zazula biedronka
zbawić zepsuć, zniszczyć np. źle dobrane dwa kolory farb – to „zbawiona farba”, do wyrzucenia
zhurdzić zwarzyć (np. „mleko się zhurdziło” – zwarzyło)
żmiakać prać w ręku
żminka miara – tyle, ile zmieści się w jednej dłoni, np. jagód

Narodziny Ozyrysa-Koszerysa – 14 07 (2012) – Ozyrys-Kosz-Perepułt/Nuit-Nyja/Chors-Horus (Pan Wielkiej Zmiany) oraz Syriusz-Wielki Pies – Pas Oriona i Aldebaran-Cielec


Nuit

Ten artykuł powstał w dziwacznym trybie. Materiał zebrałem już dawno, ale jakoś nie chciało mi się tej sprawy rozwijać i w zawikłany sposób jej tłumaczyć. Nie chodzi, pomyślałem, to żeby kogokolwiek do czegokolwiek przekonać, a wykład, dowodzenie – to przekonywanie. Dla kogoś kto WIE to znowu banalnie nużące, któreś powtórzenie czegoś co wiemy, tyle że jeszcze jeden związek z jeszcze innej strony pokazany. Dlatego zaległ  ten materiał  i odłogiem przeleżał kilka miesięcy.

To troszkę syzyfowa (może nie tyle syzyfowa co zbędna) praca ciągłe przekonywanie osób, które i tak przecież muszą – MUSZĄ – przekonać się same. Nużące jest już  – myślałem – i dla mnie i chyba dla czytających też, to wywodzenie związków między wszystkimi Wiarami Przyrody i sprowadzanie całej tej wiedzy – co dzieje się niemal automatycznie za każdym razem – do jej Zerywańskiej Kolebki – gdzieś pomiędzy Jeziorem Aral a Arkajamą około 20.000 lat temu – czyli tam gdzie tkwią KORZENIE WIARY ŚWIATA.

Czego by się nie tknąć tak się właśnie układa i wpada to zawsze w aryjskie korzenie, prosto do starożytnego źródła Ludów Arki (Czarki-Czakry). Postanowiłem więc nic z tym zbiorem nie robić i po prostu dać ten materiał taki jaki jest – niech każdy spróbuje na własny użytek powiązać fakty związane z Wielką Przemianą i Rokiem tej Przemiany – konstelacjami, bogami Słowiano-Skołotów, Egipcjan (Mlekomedirczyków) czy Kszatrijskich-Aryjskich Hindusów (Windów).

Ten bigos jest jednak jak każdy bigos – po prostu smakowity – bo każdy ma tutaj pole dla własnych odkryć i dla własnej intuicji – To jest jak zaczyn, a co lotniejsi i co głębiej zorientowani pójdą różnymi tropami i dojdą do różnych ciekawych spraw i upieką smaczny chleb z tego zaczynu, a jak dobrze pójdzie to i chrupiące bułeczki świeżej WIEDY.

Jedną z takich intuicyjnych nitek jest na przykład  na pewno Crowley i Thelema, ale zachęcam też do studiowania Taji 20 i 23 – do sprawy Widnura Wodyna i Odyna i Wodana i w ogóle sprawy powiązań Wanów i Asów (Azów-Mazów – i Jug-H-Asów z Góry Welburz – świętych mężów wojowników, czy późniejszych diadochów -dziadunów-didunów-dziedziców, kapłów bogów działu i także wojowników), a także powiązań współczesnej religii judeo-chrześcijańskiej i judejskiej z Kolebką i Arką-Czarą spadającą z Nieba.

Gdyby nie to, że mamy dzisiaj dzień Narodzin Osirisa/Koszerysa w Roku Wielkiej Przemiany, roku granicznym – nie opublikowałbym tego bigosu, w który każdy musi się na swój użytek wgryźć i podążyć własną ścieżką. Kasowałem go dzisiaj i zamieszczałem na wordpressie od rana z siedem razy – szkoda że dokładnie nie policzyłem ile to było – 6, 7, 8 czy 9?

Zdaję sobie sprawę, że wiele osób zniechęci brak analizy, spójnego wątku i jasnej tezy czy dowodu niezaprzeczalnego – trzeba wiedzy dosyć głębokiej żeby temu galimatiasowi sprostać, ale nawet jeśli ktoś jej nie ma niech po prostu uruchomi intuicję i domysł, niech puści wodze fantazji i pozwoli się ponieść. Zobaczycie fantastycznie powiązany świat znaczeń jakiego się nie spodziewaliście.

Tak sobie myślę przy okazji na temat ateistów i żal mi ich. Po prostu straszna szkoda, że nie są w stanie wyjść poza materializm i zobaczyć owego WIĘCEJ, owego wspaniałego świata jaki się przed Nami otwiera. Obawiam się ,że dla nich on zostanie zamknięty.

Jak można przemówić do ludzi, do człowieka, któremu NAUKOWCY najtwardszej dyscypliny nauki – fizyki kwantowej i fizyki teoretycznej powiedzieli, że Świat składa się w 95% z TAJEMNICY niedotykalnej dla nauki – a on (oni) nadal wierzy tylko w istnienie tego co nauka potwierdziła???

Czy ktoś ma jakąś receptę na coś takiego? – Jak mam nazwać taki stan umysłu?

Jakie to okropne – ból jaki czuję, ból utraty tych wszystkich ludzi, którzy nie myślą w ogóle lub myślą tak płytko, że nie są w stanie pokonać tak podstawowego własnego ograniczenia – ten ból rozrywa mnie po prostu dzisiaj od środka. Czuję coś okropnego – tyle zmarnowanych istnień!!!

Wiem , że nie są zmarnowane zupełnie, wiem że w końcu kiedyś jakoś itd i tp – ale dlaczego nie teraz?! Dlaczego nie potrafią otworzyć oczu?!

Najstraszniejsze jest to, że ateiści uwielbiają się przedstawiać jako RACJONALIŚCI – czyli ludzie posługujący się Umem – Rozumem i Umiejący z Umysłu korzystać czyli logicznie MYŚLEĆ.

Fizycy powiedzieli im, że Wszechświat jaki widzą składa się tylko z kilku procent MATERII a reszta jest niewidzialną i niedotykalną dla osób „fizycznie=materialnie” istniejących Ciemną Energią i Ciemną Materią. Fizycy powiedzieli im, że nie tylko nie potrafią zrozumieć 95% Wszechświata, ale że nie pojmują procesów materialnych w nim zachodzących i że nie są w stanie wyjaśnić tego co nawet widzą i czego „dotykają teorią i matematyką” inaczej jak oddziaływaniem Świadomości – być może Świadomości Eksterytorialnej – na Równoległe Wszechświaty, z których w każdej sekundzie realizują się w różnych czasoprzestrzeniach różne ich wersje dziejowe. Fizycy zapewniają ich, że istnieje taki Wszechświat równoległy w którym w finale Euro 2012 w Kijowie Polska wygrała z Ukrainą 12:11 w rzutach karnych, po remisie 3:3 w czasie zasadniczym i po dogrywce 0:0. Mówią im, że tylko tak potrafią wyjaśnić zjawiska kwantowe, poprzez istnienie Światów Równoległych i wpływ świadomości na rozwój wydarzeń –  a Ci Ludzie, którzy nazywają siebie RACJONALISTAMI nie potrafią uwierzyć, iż ta Świadomość-Nadświadomość- Matryca-Bogowie-Ludzie zjednoczeni energetycznie i mentalnie ze światłem świata rzeczywiście „sterują” RzeczyIstnością wespół z tymi Bogami/Energiami.

To strasznie mnie boli – taki materializm płytki, taki przyziemny, taki do tyłu, – to jakby lokować się dobrowolnie – nie mając świadomości tego faktu – pośród tych co uważają że ziemia jest płaska.

Przecież mają dowód z fizyki, że Człowiek wpływając na „realizację” kwantu eliminuje jego inną wersję – czyli człowiek jest w tym momencie BOGIEM – działa w nim Boska cząstka kształtująca FIZYCZNĄ RZECZYWISTOŚĆ. A oni wiedząc to mówią, że nie Istnieje Siła Sprawcza- nadrzędna nad cząstkami fizycznymi. No po prostu sprzeczność ale oni jej nie widzą i jeszcze twierdzą, że są najświatlejszymi ludźmi na Ziemi. Szczyt wszystkiego.

To jest to samo zaślepienie które nie pozwoliło ludziom przez tysiąclecia wznieść się w powietrze i zacząć latać, to jest to samo co nie pozwoliło im uwierzyć, że Ziemia jest kulą, to jest to co kazało im myśleć przez tysiąclecia, że sami nie są w stanie komunikować się z Bogami, że nie są w stanie z nimi współdziałać, że nie mogą bez pośrednictwa klechów spełnić żadnej duchowej czynności, że muszą być bezwolnymi sterowanymi „maszynkami”, „zabawkami” w ręku „światłych” rządców Ziemi. 

To prawdziwy ból, że stracimy tych wszystkich niedowiarków, że zamknie się przed nimi Brama – że zaczną odpływać w druga stronę nurtu – straceni, zagubieni, kompletnie zdezorientowani w tym co dookoła się naprawdę dzieje, że trafią za Wrota, że nawet ich nie dostrzegą.

Będą szukać znów tych bzdurnych wyjaśnień: dlaczego był Kryzys, co poszło nie tak, dlaczego są nieszczęśliwi, czemu załamał się system nabijania kabzy Złotym Cielcem, będą biadolić i skowyczeć – Howl! Howl!!!

Musimy się z tym pogodzić: dla ateistycznych „racjonalistów”, którzy każdego dnia zostają w tyle podczas gdy Ziemia pędzi ku Nowemu już jest chyba za późno.

Pozdrawiam wszystkich i tylko wspomnę – Tadeusz Owsianko nazywa Ducha Przemiany – Hornem zamiast Horsem/Chorsem-Horusem – ale to naprawdę nie ma żadnego znaczenia jak nazywamy tę Moc Księżycową która zstąpiła na Ziemię i rozsadza, rozbija wszystko co Stare na Naszej Matce. Naprawdę to bez znaczenia, bo jesteśmy w Sercu Tej Zmiany i jesteśmy Ośrodkiem tej Zmiany. Mam wrażenie , że dotykam cudu, po prostu jestem szczęśliwy, że dane mi jest w tej Przemianie uczestniczyć. Nie spodziewałem się tego.

STOP!

Stanisław Szukalski – Grasp or Sink!

Do Racjonalistów – tak dla rozluźnienia i żeby wyjść z tego patosu zanim mnie wyniesie gdzieś na orbitę – Czy myślicie, że to jest jakiś żart czy przypadek, że mieliśmy w dziejach Polski dwóch JP, a ten drugi JP wziął sobie nawet numerek II, żeby przypadkiem wszystko było jasne nawet dla kompletnego dyletanta i materialisty: Józef Piłsudski i Jan Paweł II – JP i JP II – czy to żart jakiś, czy może „boski plan”?!

Mnie się chce śmiać, kiedy to sobie zestawiam – zwłaszcza, że obaj ci ludzie w warstwie życiorysów są kimś innym niż jako osoby publiczne funkcjonujące w zbiorowej naszej narodowej świadomości (czyli jako mity narodowe). Jeszcze inaczej widzą ich inni mieszkańcy naszej planety Ziemia, czyli w świadomości ludzkiej, Ogólno-Ludzkiej, lokują się ONI DWAJ jako inne jeszcze byty, czy konstrukty. Naród Polski przypisuje im obu wyzwolenie. Co wy na to „racjonaliści”?! Przypadek to czy żart i śmiech Kosmosu, który jednak „gra z wami w kości” ?!

A co powiecie na nowego Mesjasza z Polski – trochę w lepszym stylu niż był ten poprzedni za Mickiewicza – to ma być żart, chichot dziejów?!

A co powiecie na JP 3 – nie to nie jest nowsza wersja MP3. Myślicie, że gdy to się wydarzy to przejrzycie na oczy i zaczniecie WIERZYĆ, że Ciemna Energia Jest Jasna, że niewidzialna Materia DZIAŁA?

Chciałbym żeby to wam wystarczyło – bo utrata kontaktu z tak wieloma ludźmi – świadomościami – sympatycznymi – których mimo wszystko kocham – nawet takich ułomnych – to straszliwy ból. Coś trudnego do fizycznego wytrzymania.

Poczekajmy: Może JP 3 – otworzy wam oczy? Jeśli nie ON, to już nie wiem co – nie pomoże wtedy i tysiąc kolejnych wcieleń.

CB

Ozyrys – Nuit  – Horus

Nut (egip. noc) — w mitologii egipskiej bogini nieba należąca do Wielkiej Enneady. Nut była dzieckiem Szu, boga powietrza oraz Tefnut uosabiającej wilgoć. Za męża oraz brata Nut Egipcjanie uznawali Geba, reprezentującego Ziemię. Taka personifikacja odróżnia mitologię egipską od wielu innych, gdzie niebo kojarzono z pierwiastkiem męskim, a ziemię z żeńskim, np. Uranos i Gaja u Greków.

Nut i Geb mieli pięcioro dzieci, symbolizujących pięć dni egipskiego tygodnia:

  • Ozyrysa,
  • Ozyrys – (egip. Isir lub Iszir) w mitologii egipskiej bóg śmierci i odrodzonego życia, Wielki Sędzia zmarłych. Syn bogini Nut i boga Geba, brat Seta, Izydy i Neftydy. Poślubił Izydę, był władcą ziemi, podziemi i krainy umarłych (Pola Jaru). Miał dwóch synów: Anubisa z Neftydą i Horusa z Izydą.
  • Przed wiekami nauczył ludzi uprawy roli. Został zabity przez swojego brata Setha, a potem z Izydą, która poskładała jego członki spłodził Horusa. Następnym razem jednak Izyda znalazła i poskładała w mumię wszystkie części ciała Ozyrysa z wyjątkiem prącia. Organ ten bowiem zaginął na dnie Nilu, gdzie wrzucił zwłoki brata morderca (ten epizod gwarantował i tłumaczył żyzne wylewy rzeki). Ozyrys nie mógł żyć na ziemi, ale żył w zaświatach.
  • Przedstawiany był w postaci człowieka w koronie atef na głowie z insygniami władzy królewskiej w dłoniach – berłem heka, symbolizującym władzę, oraz biczem neheh, symbolizującym wieczność, spowity w bandaże na kształt mumii z twarzą malowaną zielonym kolorem. Symbolem Ozyrysa był filar Dżed. Jego personifikacją było lunarne bóstwo Jah. Główny ośrodek kultu: Abydos i Busiris.
  • Został zabity, a następnie wskrzeszony przez bogów, stał się władcą świata podziemnego i sędzią zmarłych.Z biegiem czasu przemienił się w uniwersalnego boga – najważniejszy przejaw panteistycznego bytu.
  • W ikonografii przedstawiany jako mężczyzna z koroną atef (ozdobioną piórami). Jego symbolem był filar dżed wyrażający trwanie. Za inkarnacje Ozyrysa uważani byli faraonowie. Za panowania Ptolemeusza I (IV-III w. p.n.e.) z połączenia duchownych pierwiastków greckich i egipskich rozwinął się kult Serapisa trwający jeszcze w okresie Cesarstwa Rzymskiego.
  • W czasach nowożytnych do największych dzieł wspominających Izydę i Ozyrysa należy singspiel Wolfganga Amadeusza Mozarta Czarodziejski flet (KV 620).
  • Horusa,
  • Seta,
  • Izydę,
  • Neftydę.

Horusa uważano jednak również za syna Ozyrysa i Izydy, więc niekiedy Nut i Gebowi przypisywano tylko czwórkę dzieci. Bogini Nut otrzymała od swojego ojca zakaz łączenia się ze swoim bratem, Gebem, we wszystkie dni roku egipskiego (360 dni), jednak Thot, pokonując w kolejnych walkach Księżyc, stworzył pięć dodatkowych dni, w trakcie których bogini poczęła swoje dzieci.

Zgodnie z mitem Nut i Geb przez całą wieczność leżeli złączeni w miłosnym zespoleniu, ale zostali rozdzieleni przez Szu, czyli powietrze. Według egipskiej kosmologii świat znajduje się pomiędzy ich ciałami. Nut starożytni wyobrażali sobie jako nagą kobietę stojącą na rękach i na nogach, której pokryte gwiazdami ciało było wygięte w łuk, tworząc sklepienie niebieskie. Jej ręce i nogi miały wyznaczać cztery kierunki świata. Kiedy Słońce uosabiane przez Re zbliżało się ku zachodowi, Nut połykała je, co powodowało nastanie nocy, i mogła ponownie kochać się z Gebem. Co rano o świcie bogini nieba rodziła Słońce, dając początek nowego dnia. Gdy czasami Geb i Nut zapragnęli zbliżyć się w ciągu dnia, wtedy nastawała burza.

Czasami Egipcjanie przedstawiali w sztuce Nut jako Niebiańską Krowę, na której grzbiecie Słońce pokonywało nieboskłon. W tym ujęciu Geba określano jako Byka Nut.

Nuit

From Wikipedia, the free encyclopedia

Jump to: navigation, search

This article is about the Egyptian goddess as understood in the pantheon of Thelema. For the Egyptian sky goddess, see Nut (goddess).

Nuit (alternatively Nu, Nut, or Nuith) is a Thelema goddess, the speaker in the first Chapter of The Book of the Law, the sacred text written or received in 1904 by Aleister Crowley.

Nut is an Egyptian sky goddess who leans over her husband/brother, Geb, the Earth God. She is usually depicted as a naked woman who is covered with stars. She represents the All, pure potentiality both as it flowers into the physical

Mythology

Main article: Nut (goddess)

In Egyptian mythology, Nut was the sky goddess. She is the daughter of Shu and Tefnut and was one of the Ennead.

The sun god Re entered her mouth after the sun set in the evening and was reborn from her vulva the next morning. She also swallowed and rebirthed the stars. She was a goddess of death, and her image is on the inside of most sarcophagi. The pharaoh entered her body after death and was later resurrected.

In art, Nut is depicted as a woman wearing no clothes, covered with stars and supported by Shu; opposite her (the sky), is her husband Geb. With Geb, she was the mother of Osiris, Horus, Isis, Set, and Nephthys.

Her name is translated to mean ‚sky’[2][3] and she is considered one of the oldest deities among the Egyptian pantheon,[4] with her origin being found on the creation story of Heliopolis. She was originally the goddess of the nighttime sky, but eventually became referred to as simply the sky goddess. Her headdress was the hieroglyphic of part of her name, a pot, which may also symbolize the uterus. Mostly depicted in nude human form, Nut was also sometimes depicted in the form of a cow whose great body formed the sky and heavens, a sycamore tree, or as a giant sow, suckling many piglets (representing the stars).

Origins

A sacred symbol of Nut was the ladder, used by Osiris to enter her heavenly skies. This ladder-symbol was called maqet and was placed in tombs to protect the deceased, and to invoke the aid of the deity of the dead. Nut is considered an enigma in the world of mythology because she is direct contrast to most other mythologies, which usually evolve into a sky father associated with an earth mother or Mother Nature.[5]

The Sky Goddess Nut arched protectively over the Earth and all of its inhabitants

She was married to Geb, the earth god.

The sky goddess Nut depicted as a cow

She appears in the creation myth of Heliopolis which involves several goddesses who play important roles: Tefnut (Tefenet) is a personification of moisture, who mated with Shu (Air) and then gave birth to Sky as the goddess Nut, who mated with her brother Earth, as Geb. From the union of Geb and Nut came, among others, the most popular of Egyptian goddesses, Isis, the mother of Horus, whose story is central to that of her brother-husband, the resurrection god Osiris. Osiris is killed by his brother Set and scattered over the Earth in 14 pieces which Isis gathers up and puts back together. Osiris then climbs a ladder into his mother Nut for safety and eventually becomes king of the dead.[6]

A huge cult developed about Osiris that lasted well into Roman times. Isis was her husband’s queen in the underworld and the theological basis for the role of the queen on earth. It can be said that she was a version of the great goddess Hathor. Like Hathor she not only had death and rebirth associations, but was the protector of children and the goddess of childbirth.[7]

Myth of Nut and Ra

Ra, the sun god, was the second to rule the world, according to the reign of the gods. Ra was a strong ruler but he feared anyone taking his throne. When he discovered that Nut was to have children he was furious. He decreed, „Nut shall not give birth any day of the year.” At that time, the year was only 360 days. Nut spoke to Thoth, god of wisdom, and he had a plan. Thoth gambled with Khonshu, god of the moon, whose light rivaled that of Ra’s. Every time Khonshu lost, he had to give Thoth some of his moonlight. Khonshu lost so many times that Thoth had enough moonlight to make 5 extra days. Since these days were not part of the year, Nut could have her children. She had 5: Osiris, Horus the Elder, Set, Isis, and Nepthys. When Ra found out, he was furious. He separated Nut from her husband Geb for all eternity. Her father, Shu, was to keep them apart. Still, Nut did not regret her decision.[citation needed]

Some of the titles of Nut were:

  • Coverer of the Sky: Nut was said to be covered in stars touching the different points of her body.
  • She Who Protects: Among her jobs was to envelop and protect Ra, the sun god.[8]
  • Mistress of All or „She who Bore the Gods”: Originally, Nut was said to be laying on top of Geb (Earth) and continually having intercourse. During this time she birthed four children: Osiris, Isis, Set, and Nephthys.[9] A fifth child named Arueris is mentioned by Plutarch.[10] He was the Egyptian counterpart to the Greek god Apollo, who was made syncretic with Horus in the Hellenistic era as ‚Horus the Elder’.[11] The Ptolemaic temple of Edfu is dedicated to Horus the Elder and there he is called the son of Nut and Geb, brother of Osiris, and the eldest son of Geb.[12]
  • She Who Holds a Thousand Souls: Because of her role in the re-birthing of Ra every morning and in her son Osiris’s resurrection, Nut became a key god in many of the myths about the after-life.[8]

Role

Great goddess Nut with her wings stretched across a coffin

Nut was the goddess of the sky and all heavenly bodies, a symbol of protecting the dead when they enter the after life. According to the Egyptians, during the day, the heavenly bodies—such as the sun and moon—would make their way across her body. Then, at dusk, they would be swallowed, pass through her belly during the night, and be reborn at dawn.[13]

Nut is also the barrier separating the forces of chaos from the ordered cosmos in the world. She was pictured as a woman arched on her toes and fingertips over the earth; her body portrayed as a star-filled sky. Nut’s fingers and toes were believed to touch the four cardinal points or directions of north, south, east, and west.

Because of her role in saving Osiris, Nut was seen as a friend and protector of the dead, who appealed to her as a child appeals to its mother: „O my Mother Nut, stretch Yourself over me, that I may be placed among the imperishable stars which are in You, and that I may not die.” Nut was thought to draw the dead into her star-filled sky, and refresh them with food and wine: „I am Nut, and I have come so that I may enfold and protect you from all things evil.”[14]

She was often painted on the inside lid of the sarcophagus, protecting the deceased. The vault of tombs often were painted dark blue with many stars as a representation of Nut. The Book of the Dead says, „Hail, thou Sycamore Tree of the Goddess Nut! Give me of the water and of the air which is in thee. I embrace that throne which is in Unu, and I keep guard over the Egg of Nekek-ur. It flourisheth, and I flourish; it liveth, and I live; it snuffeth the air, and I snuff the air, I the Osiris Ani, whose word is truth, in peace.”[15]

References

  1. ^ Mythology, An Illustrated Encyclopedia of the Principal Myths and Religions of the World, by Richard Cavendish ISBN 1-84056-070-3, 1998
  2. ^ The hieroglyphics (top right) spell nwt or nut. Egyptians never wrote Nuit. (Collier and Manley p. 155) The determinative hieroglyph is for ‚sky’ or ‚heaven’, the sky (hieroglyph).
  3. ^ Wörterbuch der Ägyptischen Sprache, edited by Adolf Erman and Hermann Grapow, p 214, 1957
  4. ^ The Oxford Encyclopedia of Ancient Egypt, by Leonard H. Lesko, 2001
  5. ^ Women of Ancient Egypt and the Sky Goddess Nut, by Susan Tower Hollis The Journal of American Folklore © 1987 American Folklore Society.
  6. ^ „Egyptian goddesses” The Oxford Companion to World mythology. David Leeming. Oxford University Press, 2004. Oxford Reference Online. Oxford University Press. Southeast Missouri State University. 7 May 2009
  7. ^ „Egyptian goddesses” The Oxford Companion to World mythology. David Leeming. Oxford University Press, 2004. Oxford Reference Online. Oxford University Press. Southeast Missouri State University. 7 May 2009
  8. ^ a b The Oxford Encyclopedia of Ancient Egypt, by Leonard H. Lesko, 2001.
  9. ^ Clark, R. T. Rundle. Myth and Symbol in Ancient Egypt. London: Thames and Hudson, 1959.
  10. ^ The Moralia – Isis & Osiris, 355 F, Uchicago.edu
  11. ^ Encyclopaedia Britannica, Google Books
  12. ^ Emma Swan Hall, Harpocrates and Other Child Deities in Ancient Egyptian Sculpture, Journal of the American Research Center in Egypt Vol. 14, (1977), pp. 55-58, retrieved from JSTOR.org
  13. ^ Hart, George Routledge dictionary of Egyptian gods and goddesses Routledge; 2 edition (15 March 2005) ISBN 978-0-415-34495-1 p.111 Books.google.co.uk
  14. ^ „Papyrus of Ani: Egyptian Book of the Dead”, Sir Wallis Budge, NuVision Publications, page 57, 2007, ISBN 1-59547-914-7
  15. ^ „Papyrus of Ani: Egyptian Book of the Dead”, Sir Wallis Budge, NuVision Publications, page 57, 2007, ISBN 1-59547-914-7
  • Collier, Mark and Manley, Bill. How to Read Egyptian Hieroglyphs: Revised Edition. Berkeley: University of California Press, 1998.
  • „Egyptian goddesses” The Oxford Companion to World mythology. David Leeming. Oxford University Press, 2004. Oxford Reference Online. Oxford University Press. Southeast Missouri State University. 7 May 2009.
  • „Papyrus of Ani: Egyptian Book of the Dead”, Sir Wallis Budge, NuVision Publications, page 57, 2007.
  • The Oxford Encyclopedia of Ancient Egypt, by Leonard H. Lesko, 2001.
  • Women of Ancient Egypt and the Sky Goddess Nut, by Susan Tower Hollis, The Journal of American Folklore, 1987.
  • Chests of life, by Harco Willems, 1988, pages 131-144, 165, 168, 174, 194-196, 243.


NYJA

Nyja nosi miana Nyji-Śmiertnicy, Nyji-Kostuchy i Nyji-Nawi.

Postacie-wcielenia (równe miana): Nyja-Śmiertnica, Nyja-Kostucha i Nyja-Nawia.

Inne nazwania jego osoby (przydomki):Pani Śmierci i Władczyni Nawi oraz Władczyni Wcieleń.

Zajmowany krag:Piąty Krąg

funkcja (zakres działania):zajmuje się wyłącznie Nawami i Nawiami czyli ich mieszkańcami, których także od-nawia czyli wyciąga z nawi do powtórnego żywota. Głowne jej zajęcie jednak to uśmiercanie, sam akt śmierci.

ród:Nawianie

pochodzenie: Dzięgle – Czarnogłów i Białoboga

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Złoty Sierp i Złota Kosa

Pomocnicy(Stworze – bogunowie): Nawki (Mawki, Mauki, Stracze, Stradcze, Navje, Navaczi, Nauki, Zjemlanoczki, Ziemlanocki)

00 Nyja clip_image002Nyja-Śmiertnica

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

. W mianie Nyi zawierają się takie znaczenia, jak: naktis, nyktis, noszt – noc, nykti – niknąć, marnieć, nikt, nic, nei – w dole, niż – dół, naw – głąb, dół, Nawie – miejsce przebywania zmarłych na Weli, nyju – płaczę (nyć – płakać, wyć), nucić – zawodzić. Stąd pochodzą też znaczenia nudzić i nędza, nękać i nęcić (ponuda – ponętna), ponuta – przymus, nuja (nautis) – bieda, nędza, nujan – tęskniący, po-nuda – tęsknota. Tak więc Nyja jest boginią Wiecznej Nocy, Zaświatów, Władczynią Dołu (Nawi), prowadzącą do niknięcia ludzi, do płaczu oraz tęsknoty. Miano Nyja nawiązuje bezpośrednio pierwszym członem ny- do Nicy – nicości, bezistnienia, pustki, Nyjąca znaczy zatem Sprowadzająca Nicość.

Przydomek Nyi, Nawia, określa jej władztwo nad Nawią (Nawiami) – Dołem Weli i mieszkańcami tego Dołu, czyli Nawiami. Są to zarówno zmarli śmiertelnicy, jak i Zdusze – złe duchy (demony) zamieszkujące Nawie na Weli, a pojawiające się również na Ziemi, w świecie żywych. Nawiać znaczy ponawiać się, odnawiać się. Dotyczy to przechodzenia duszy do nowego ciała poprzez Nawie. Nyja-Nawia jest Opiekunką tego procesu, od niej zależą kolejne wcielenia i ruch zmarłych między czterema Nawiami: Założą – Otchłanią – Piekłem – Rajem. Tylko ta ostatnia Naw kończy proces kolejnych wcieleń i prowadzi do jedności z Bogiem Bogów. Założnicy powracają na Ziemię w innych postaciach: ludzi, zwierząt, roślin, kamieni, wody, ognia lub Zduszów-demonów.

Przydomek Śmiertnica jest trzyczłonowy: ś-miert-nica. Oznacza Przynoszącą Śmierć, Przynoszącą z Morem Nicę – czyli obracającą zmarłego w nicość (co ma miejsce z wejściem duszy w Otchłań, miejsce bezistnienia). Także kończącą morzenie – słabnięcie, umorzającą do nicy lub Tnącą Śmiertelnie – Uśmiercającą. Oznacza również boginię Uśmierzającą, tj. przerywającą mor – chorobę, ból, marnienie, umieranie.

Przydomek Kostucha składa się z członów kost-tucha – Tusząca Kos (los) – Wróżąca Śmierć, Wróżąca Kosę, Zamieniająca w Kości, Rzucająca Czar Śmiertelny.

nei – w dole, naw – głąb, dół. Także z rozdzielenia, poczucia utraty, zerwania ze światem żywych: naujan, nujan – tęsknić, ponuda – tęsknota, nęka – męka, nękać – dokuczać, niszczyć, ponuta – przymus, nuja (nautis) – bieda, nędza. Nawa to także łódź – Łódź Osta, która uwiezie wszystkich godnych z tego świata, gdy Swąt go zniszczy. Nawała, nawałnica (np. deszcze nawalne w Biblii Leopolity) – zjawisko szczególnie nasilone, wzmocnione, wielkie i straszne zarazema.

Gustaw Dore – potop

Horus-Haru/Horos/Chors – Książ (nie mylić z Księżycem-Chorsiną/Chorsińcem-Łuną) – inaczej Horn – Pan Wielkiej Zmiany

notowany jest w zapisie hieroglificznym jako ḥr.w. Rekonstruuje się wymowę tego zapisu jako *Ḥāru. Nazwa oznacza sokoła. Przyjmuje się, że Horus tłumaczony był jako odległy lub wznoszący się ponad. W koptyjskim imię Horus zachowało się jako ‚Hōr’. Do greki przeszło jako Ὡρος, ‚Hōros’. Oryginalne imię bóstwa przetrwało także w późnoegipskim imieniu Har-Si-Ese (dosłownie ‚Horus, syn Izydy’). Horus był nazywany również Necheny, co także oznaczało sokół. Stanowiło to okazję do stawiania hipotez o istnieniu innego boga-sokoła, który miał być czczony w Nechen (mieście sokoła). Horus miałby bardzo wcześnie zostać z nim utożsamiony. Jako sokół Horus został przedstawiony już na Palecie Narmera, datowaną często na okres zjednoczenia Górnego i Dolnego Egiptu.

Horus Ori (Orzeł=Orion) czy Horus-Sokół = Złoty Cielec? A może jedno i drugie?

Bóg wojny i polowania

Horus był także bogiem wojny i polowania. Horus sokół jest przedstawiany na paletach predynastycznych w scenie polowania na lwy. Jako taki stał się symbolem majestatu i potęgi oraz wzorem faraonów. Faraonowie sami mieli być Horusem w ludzkiej postaci. Z Horusem identyfikowany był inny bóg wojny Nemty.

Bóg zbawca

Horus, a szczególnie Horus Dziecko był identyfikowany także z Szedem. Szed to bóg po raz pierwszy wzmiankowany w amarneńskim i określany jako zbawca. Reprezentuje ideę zbawienia. Szed był czasem przedstawiany jako młody książę ujarzmiający węże, lwy i krokodyle. David P. Silverman uważa, że podobne przedstawienia młodego Horusa zabijającego Seta pod postacią krokodyla, mogły być inspiracją dla przedstawień św. Jerzego pokonującego smoka. Używanie epitetu zbawca w prywatnej pobożności okresu amarneńskiego może być interpretowane jako odpowiedź zwyczajnych ludzi na próby reformy religii egipskiej podjęte przez Echnatona. Szed może być także jedną z form semickiego boga Reszefa.

Heru-pa-chared (Horus Młodzieniec)

Horus Młodzieniec, czyli po grecku w okresie ptolemejskim Harpokrates, był przedstawiany jako młodzieniec z lokiem włosów (oznaka młodości) po prawej stronie głowy. Ponadto, często nosił połączoną koronę Górnego i Dolnego Egiptu. Reprezentował wschodzące słońce i jego pierwsze ranne płomienie.

Heru-ur (Horus Starzec)

W tej formie Horus reprezentował światłość i był małżonkeim Hathor. Jako taki był jednym z najstarszych bogów egipskich. Stał się patronem Nechen (Hierakonpolis) i patronem królestwa. Później stał się opiekunem faraonów, i był nazywany synem prawdy., co podkreślało jego rolę jako obrońcy Maat. Był przedstawiany jako sokół z rozpostartymi skrzydłami. Jego oczy to słońce (prawe) i księżyc (lewe). W tej formie był czasem określany tytułem Kemwer (‚Czarny’). Grecka forma od Heru-.ur (lub Har Wer) to Haroeris. Inne warianty to Hor Merti (‚O dwojgu oczu’) i Horchenti Irti.

CHORS

Postacie-wcielenia (równe miana): Chors-Książ, Chors-Chwar i Chors-Knysz (Mesinc).

Inne nazwania jego osoby (przydomki): Ksiądz, Ksiń, Książ, Miesiąc, Miesiec – Pan Wiary i Tajemnicy, Władca Taj, Pan Wzburzenia, Władca Krwi

Zajmowany krag: Piąty Krąg, Krąg Dużych Mogtów

funkcja (zakres działania): rządzi wiarą, krwią, tajemnicą i tajami oraz uczuciami sprzężonymi z gniewem

ród: Ksińce, Ksnowie

pochodzenie: Dzięgle –  syn Czarnogłowa i Białobogi

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Srebrny Bęben z własnej skóry i Krakulica

Pomocnicy(Stworze – bogunowie): Czarcichy (Czertowki, Judy, Samojudy, Czartodziwy)

Chors Knysz clip_image002Chors-Knysz

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

Chor, krow

Chorsina została zapisana w starych czeskich dokumentach i kronikach jako Krosina. Miano to ma związek z całym kręgiem znaczeń, poczynając od krosno – kołyska, przez samo pojęcie kręgu, a kończąc na prozaicznych krosnach – koszach do noszenia ciężarów na plecach. W łańcuch etymologiczny włączają się takie pojęcia, jak: krszenie – kruszenie, kruszec – kopalina (metal), kruchość – delikatność, słabość, kruża –obrzęd i kruż – kielich obrzędowy, krążyć, krągły i krąg-krug (trzy ostatnie pojęcia również łączą się z rytuałami i obrzędem). Miano Chorsów wywodzi się z horzeć-gorzeć (jaśnieć, pałać, świecić) i wiąże również z takimi znaczeniami, jak gorącość, gorączka, gorze, grzać, gorycz czy choroba. Imię Chors pochodzi na równi od słowa wycharsly – osłabły, wynędzniały, chory. Jednocześnie wiąże się ono z pojęciem kraszu – barwności, czerwieni, piękna (krasny – piękny, zdrowy) i kraszu – boskiego ichoru, krwi bogów. Chorsowie są związani z najdawniejszymi starożytnymi wzorcami wierzeniowymi z obrazami Księżyca Krowy (Chorsina jest rodzicielką Czarnej Bożej Krówki – Światła Ciemności, a Czara-Chorsawa i Chors są pasterzami owej Czarnej Krowy)oraz Krwi. Są związani z pojęciem krzesania ognia (od nich otrzymali ogień ludzie). Imię to ma bliski związek z perskim pojęciem chwareny – boskiej mocy, ze słowem kchwar-kswar (hvare xsaetem, xurset) – jasność, światło, ogień, od którego wywodzi się także imię Swaroga. Chors to wycharsły Swarog, według mitu niegdyś identycznie jaśniejący, ale obdarty ze skóry, którego nietrudno powiązać ze „słońcem nocy” – Księżycem. Imię Chorsa niedwuznacznie łączy się z rdzeniem kar, od którego wywodzą się określenia: kary – czarny, czamy – czarny, karminowy – czerwony, czerwony – czerwony, kara – za występek, naruszenie praw, złamanie przysięgi, król – władca, kruk (ptak Chorsów), krak – król, gałąź, pień, Krak – imię legendarnego władcy Wiślanii, a także Krakowianie-Karodunowie – jedno z plemion ludu Chorwatów, czy miano całego owego wieloplemiennego ludu Charwaci-Chorwaci-Chrobacibludzie krewni (bliscy, pochodzący z tej samej krwi)i krewcy, krwawi (znani zresztą jako czciciele Chorsa, Chor-wać – Panowie spod znaku Chorsa, kapłani Chora, Strażnicy hrob-ów królewskich Scytów-Szczytów i ludzie chrob-rzy – wojowniczy, silni). Czarownicy świątyni Chorsa w Krakowie twierdzą, że Krak był synem Chorsa. Miano tego ludu wiąże się z takimi znaczeniami, przypisanymi również Chorsom, jak: krou – lśniący, krov – krwawienie miesięczne, kra, kry – skra, skrzący, ksznić – błyszczeć, kriwe – czarownik składający krwawe ofiary kapłan, krzw – krzak, krzew, chorągiew – emblemat i barwy bóstwa niesione na kiju-gałęzi przed wyobrażeniem bóstwa lub zamiast niego. Również bliskie są takie pojęcia, jak ichor – krew boska, i juchor, jucha – sok roślinny, krew zwierzęca, chory – brzydki (u Załabian, co nawiązuje do baju-mitu o Chorsie), prochyreł – podły, chiriti – nędznieć, chrast-chworost – chróst (krzak, dąb), chwarszczeć -szeleścić, czar, oczarowanie, czarowanie, czarodziejstwo, uroczenie – magia. Załabianie, po przyjęciu chrześcijaństwa, mieli też swoje określenie diabła – Choraw (co wskazuje, że poprzednio znali go jako boga). Z tego samego rdzenia wywodzi się słowo czart i czert (z którego z kolei wywodzi się ciąg znaczeń, takich jak czerchlić – obłupywać z kory, krajać, krótki, kroć, czersło – kora, kersle – siekiera, kertu – tnę, czerta – nacięcie, znak, liczba. Czarty i Czarcichy są zresztą Stworzami służącymi Chorsom. Bliskie są też pojęcia: chrobry – waleczny, chabry – siny, niebieski (nawiązuje wprost do mitu) i chromy – poraniony, kulejący, albo ochrona, schronienie, chrom-chram – świątynia. Ogólnie, krąg rysujących się tutaj znaczeń wskazuje na Chorsa jako boga upadłego, który skrył się w Podziemiach i związał z nocą (odpowiada to faktowi upadku archaicznych kultów księżyca jako wiodących na rzecz zwycięskich kultów słońca). Odpowiada to treści mitu, w którym Chors zostaje pojmany w pułapkę i musi wykonać bęben z własnej skóry, żeby przebłagać Czarnogłowa. Przegrywa w walce z Perunem i kryje się w Podziemiach.

Kysz, kusz,  miesiąc

Przydomki Chorsów, Książ i Książa, Ksienia (Kniaź, Knechini) oraz Knysz posiadają wspólne objaśnienie. Niektóre kościoły i modlnice łączą dwa przydomki – Knysz i Książ – w jeden, trzecim zaś przydomkiem Chorsa czynią Mesinc-Mesec (Miesiąc). Kniesiący znaczy mżący, świecący światłem chłodnym, srebrzystym, klśniący, lkśniący, k-niosący – niosący światło (sączący) i mieszający je (miesiący z ciemnością). Podobnie jest ze znaczeniami lśniący, łśniący, łskniący, łsknący, łsnący, łyszczący, łyskający, błyszczący. Kśniący-lkśniący-łkśniący – połyskujący, słabo świecący, mżący światłem zimnym. Książ-Ksiądz-Kniaź – pan, władca, ksiądz – kapłan księżyca, ksień (ksieniec) – wnętrzności (znaczenie to wypływa bezpośrednio z mitu o obłupionym ze skóry Chorsie), kuszeti – ruszać się, kusić, kisziet’ – roić się, ksyk – syknięcie z bólu, knysić -bełtać, miesić (np. ciasto, ale i wody), knysać – kołysać, falować, wzburzać, poruszać (związane z przypływami), knysać – wzruszaćd, knieć, cknić – tęskny, tęsknić, wywołujący uroczną ckliwość, rozrzewnienie (melancholię), tęsknotę, Knyszami nazywano wielkie, trzykątne obrzędowe pierogi z serem, pieczone na ofiarne uczty dla Chorsów. Kno-kien to wreszcie pień, kłoda, knieja – ostoja, znaczenie to jednocześnie podkreśla męskie cechy bóstwa.

Chwar to, jak wyżej powiedziano, odniesienie do ichoru i chwareny – boskich płynów i mocy. Także przypomnienie związków Chorsa ze Swarogiem jego dawnego blasku, piękna i siły (chwały, śwarności)i obecnego waru – odniesienie do wszystkich znaczeń wypływających z pojęcia waru omówionych przy opisie postaci Swaroga.

Przydomek Mesinc-Mesec odnosi się do roli Chorsa jako władcy Miesięcy (będących dziećmi Godów-Kirów) po odebraniu ich Godom, a przed ich utratą na rzecz bogów Nieba i Ognia. Jest to miano dwuczłonowe, mesi-sinc (-sec), o rodowodzie sięgającym wspólnego języka praindoeuropejskiego. Mes łączy się z łacińskim mensis, greckim men (mensos), indyjskim mas, litewskim menuo (menesis), niemieckim mond (monad). Praaryjski rdzeń me znaczył mierzyć, miara. Czas mierzono początkowo, wśród wszystkich ludów, według Księżyca, on był jego miarą. Człon -sinc (-sec) zawiera w sobie znaczenia siec – ciąć, sięgać, słać – posyłać. Tak więc Mesec to Zsyłający Miarę, Dawca Miary, Sięgający po Miesiące, Zsyłający Miesiące lub Tnący Rok (god) na Miesiące (Miary). Człon sinc nawiązuje zarówno do świetlistości (sijac – świecić, siać światłem identycznie jak w nazwie grudnia Prosinec-Prosijac), jak również do siności Chorsa.

Miara, miesić

Jednocześnie z miana tego boga, jako całości, wywodzą się takie znaczenia, jak mierzyć, miara, mierzwić – mieszać, miesić – wikłać, mieszać (Chors miesza wody mórz przez przypływy i odpływy), mieszkać (dawniej dbać, przebywać-bawić, żyć, bywać – czyli także przybywać i ubywać lub przychodzić i odchodzić [jak to ma miejsce z Księżycem], także zwlekać), mieść – rzucać (miotać), miotła, mięso (miotła i mięso zastanawiająco wiążą się z księżycem w micie Hucułów opowiadającym o wilkołactwie)f, mścić się (msta, zemsta, pomsta), most (kładka), mościć, mieszkiruchy (zamieszki), Misisznycy – Miesięcznicy (Zdusze-demony odmieniające się cyklicznie – miesięcznie, żyjące między ludźmi, jak ludzie; pewnym ich rodzajem są Wilkołaki). Z rdzeniem mes- również wiążą się pojęcia masłego – tłustego (odnoszone do Pełnego Księżyca, czyli Meseca-Książa), masłoku – odurzającego napoju powodującego ekstazę, maski – głównego elementu kapłańskiego stroju w religii naturalnej, i maszkary. Także z tego rdzenia wypływa imię pierwszego historycznego władcy Polski, dynastyczne imię rodu Piastów – Mieszko (zawiera ono odniesienia do Dawcy Miary, sięgającego po władanie miesiącami – może w związku z przeprowadzoną przezeń zmianą religii, powodującą zamieszki i zamieszanie –mieszającego to, co było dotychczas). Być może był on wyznawcą Chorsa i członkiem Bractwa Wilkołaków (Młodych Wilków). Jego imię Dago widniejące na dokumentach wiąże go również z pojęciami dawcy i ognia, blasku oraz jasności (dag).

Ozyrys/Koszerys/Kosz-Perepułt

Ozyrys – (egip. Isir lub Iszir) w mitologii egipskiej bóg śmierci i odrodzonego życia, Wielki Sędzia zmarłych. Syn bogini Nut i boga Geba, brat Seta, Izydy i Neftydy. Poślubił Izydę, był władcą ziemi, podziemi i krainy umarłych (Pola Jaru). Miał dwóch synów: Anubisa z Neftydą i Horusa z Izydą.

Przed wiekami nauczył ludzi uprawy roli. Został zabity przez swojego brata Setha, a potem z Izydą, która poskładała jego członki spłodził Horusa. Następnym razem jednak Izyda znalazła i poskładała w mumię wszystkie części ciała Ozyrysa z wyjątkiem prącia. Organ ten bowiem zaginął na dnie Nilu, gdzie wrzucił zwłoki brata morderca (ten epizod gwarantował i tłumaczył żyzne wylewy rzeki). Ozyrys nie mógł żyć na ziemi, ale żył w zaświatach.

Przedstawiany był w postaci człowieka w koronie atef na głowie z insygniami władzy królewskiej w dłoniach – berłem heka, symbolizującym władzę, oraz biczem neheh, symbolizującym wieczność, spowity w bandaże na kształt mumii z twarzą malowaną zielonym kolorem. Symbolem Ozyrysa był filar Dżed. Jego personifikacją było lunarne bóstwo Jah. Główny ośrodek kultu: Abydos i Busiris.

Został zabity, a następnie wskrzeszony przez bogów, stał się władcą świata podziemnego i sędzią zmarłych.Z biegiem czasu przemienił się w uniwersalnego boga – najważniejszy przejaw panteistycznego bytu.

W ikonografii przedstawiany jako mężczyzna z koroną atef (ozdobioną piórami). Jego symbolem był filar dżed wyrażający trwanie. Za inkarnacje Ozyrysa uważani byli faraonowie. Za panowania Ptolemeusza I (IV-III w. p.n.e.) z połączenia duchownych pierwiastków greckich i egipskich rozwinął się kult Serapisa trwający jeszcze w okresie Cesarstwa Rzymskiego.

W czasach nowożytnych do największych dzieł wspominających Izydę i Ozyrysa należy singspiel Wolfganga Amadeusza Mozarta Czarodziejski flet (KV 620).

Osiris-Izis-Horus

Mit o Zmartwychwstaniu

Mit o śmierci i zmartwychwstaniu Ozyrysa jest jednym z bardziej znanych mitów egipskich. Może być to związane z popularnością bóstwa. Ozyrys był najstarszym synem Geba i Nut, a także bratem Seta, Neftydy oraz Izydy. Ozyrys został z czasem władcą Egiptu, przejąwszy od swego ojca dziedzictwo. Panowanie Ozyrysa na ziemi to tzw. „złoty wiek”. Ozyrys wraz z Izydą, swą małżonką wyprowadzili rdzennych Egipcjan ze stanu barbarzyństwa, król nauczył ich uprawy roli i jak czcić bogów, dostarczył niezbędnych narzędzi i ustanowił prawa. Izyda zaś dała ludziom ubrania, lekarstwa, a także ustanowiła instytucję małżeństwa. Za panowania Ozyrysa zapanował ład, więc ludzie byli wdzięczni swoim władcom i wielbili ich.

Jednak nawet tak świetny władca jak Ozyrys posiadał wrogów. Rywalem tym był młodszy brat Ozyrysa, Set, który zazdrościł swemu bratu prawie wszystkiego. Twórcy mitu przypisuję mu cechy będące odwrotnoscią cech Ozyrysa, czyli brutalną siłę i dzikość, po czym z ochotą uczynili go uosobieniem zła (później jego rolę przejął Apofis, jeśli wczytać się w legendy egipskie Set był początkowo bóstwem neutralnym, jeśli nie dobrym).

O podstępie, jakiego użył Set, by zwabić Ozyrysa w pułapkę opowiadają różne źródła. Jedno z nich podaje, że Set wydał wielką ucztę, na którą zaprosił też Ozyrysa. Przygotował przedtem wielką skrzynię dopasowaną do rozmiarów Ozyrysa, po czym oświadczył, że ten, kto zmieści się w skrzyni, otrzyma ją na własność. Ozyrys wszedł do skrzyni, a wtedy Set ze spiskowcami zamknął ją na cztery spusty, po czym wrzucili do Nilu. Inne źródło podaje, że Set poćwiartował ciało swego brata, po czym rozrzucił po świecie jego szczątki. Inne znów, że szczątki wrzucił do świętej rzeki. W każdym bądź razie Izyda, zawiadomiona o śmierci męża, rozpoczęłą poszukiwania ciała Ozyrusa, początkowo sama, później przy pomocy Anubisa. Według wersji z poćwiartowaniem (które mogło odbyć się również po odnalezieniu skrzyni przez Izydę), żona znalazła wszystkie części ciała swego mężą, oprócz fallusa połkniętego przez rybę. Zrobiła jednak imitację z gliny zmiszanej z woskiem, po czym złożyła Ozyrysa, czyniąc w ten sposób pierwszą mumię. Ozyrys połaczył się z Izydą, która znalazła się pod postacią ptaka, a efektem był ich syn – Horus.

Set, w obawie przed zemstą swego bratanka przeniósł swą nienawiść na niego. Izyda musiałą uciekać ze swym synkiem w ramionach i ukrywać się w zaroślach.

Mit opowiada także o homoseksualnym związku pomiędzy Setem a Horusem. Set jakoby miał zaprosić Horusa do domu swego i powiedzieć „Jaki masz piękny tył”. Gdy Horus usnął w jego łożu, Set zgwałcił go, by dowieść swej dominacji nad młodszym rywalem. Horus jednak był czujny, zebrał nasienie Seta do ręki, po czym natychmiast pobiegł do swj matki Izyda. Ta, wiedząc jak niebezpieczny ten gwalt może się okazać w skutkach, odcięła rękę Horusa, która trzymała nasienie, po czym wrzuciła ją do Nilu, na jej miejsce tworząc nową. Potem zebrała nasienie Horusa i zaniosła do ogrodu Seta, gdzie rozsmarowała je na sałacie, ulubionym pożywieniu Seta. Gdy Set zaszedł do ogrodu i zjadł sałaty, został w „cudowny” sposób zapłodniony przez Horusa.

Set wcale nie zamierzał poprzestać na samym gwałcie. Obwieścił wszystkim bogom co zrobił, by upokorzyć bratanka. Jednak Horus zarzadał, by przywołano nasienie jego i stryja. Nasienie Seta odezwało się z rzeki. Nasienie Horusa – z wnętrza Seta. W ten sposób to Horus upokorzył Seta.

Mit opowiada także o ściganiu się łódką, a nagrodą za zwycięstwo miał być tron Ozyrysa. Horus wyciął łódź z pnia drzewa i przedstawił ją tak, by wygladała na kamienną. Set wyciął łódź z prawdziwego kamienia, a łódź ta od razu poszła na dno (oczywiście). Set jednak zmienił się w hipopotama i rozbił łódź Horusa na kawałki. Konflikt na rzece musieli zarzegnać inni bogowie.

Spór między stryjem a bratankiem trwał od osiemdziesięciu lat i wcale nie był bliższy roztrzygnięcia. Wzburzyło to Ozyrysa, który stał się panem krainy zmarłych. Zagroził, że wyśle hordy demonów na ziemię. Więc rada bogów musiała wreszcie zadecydować na korzyść Horusa. Set po latach walk sam zrzekł się tronu ozyrysowego, a Ra jako rekompensatę dał Setowi możliwość podróżowania po niebie jego barką jako bóg burzy. „Twoje gromy i błyskawice będą na wieki przerażać ludzi”.

Imię Ozyrysa w wariantach

Osiris (play /oʊˈsaɪərɨs/; Ancient Greek: Ὄσιρις, also Usiris; the Egyptian language name is variously transliterated Asar, Asari, Aser, Ausar, Ausir, Wesir, Usir, Usire or Ausare) was an Egyptian god, usually identified as the god of the afterlife, the underworld and the dead. He was classically depicted as a green-skinned man with a pharaoh’s beard, partially mummy-wrapped at the legs, wearing a distinctive crown with two large ostrich feathers at either side, and holding a symbolic crook and flail.

Osiris was at times considered the oldest son of the Earth god Geb,[1] and the sky goddess Nut, as well as being brother and husband of Isis, with Horus being considered his posthumously begotten son.[1] He was also associated with the epithet Khenti-Amentiu, which means „Foremost of the Westerners” — a reference to his kingship in the land of the dead.[2] As ruler of the dead, Osiris was also sometimes called „king of the living„, since the Ancient Egyptians considered the blessed dead „the living ones„.[3]

Osiris is first attested in the middle of the Fifth dynasty of Egypt, although it is likely that he was worshipped much earlier;[4] the term Khenti-Amentiu dates to at least the first dynasty, also as a pharaonic title. Most information we have on the myths of Osiris is derived from allusions contained in the Pyramid Texts at the end of the Fifth Dynasty, later New Kingdom source documents such as the Shabaka Stone and the Contending of Horus and Seth, and much later, in narrative style from the writings of Greek authors including Plutarch[5] and Diodorus Siculus.[6]

Osiris was considered not only a merciful judge of the dead in the afterlife, but also the underworld agency that granted all life, including sprouting vegetation and the fertile flooding of the Nile River. He was described as the „Lord of love„,[7] „He Who is Permanently Benign and Youthful[8] and the „Lord of Silence”.[9] The Kings of Egypt were associated with Osiris in death — as Osiris rose from the dead they would, in union with him, inherit eternal life through a process of imitative magic. By the New Kingdom all people, not just pharaohs, were believed to be associated with Osiris at death, if they incurred the costs of the assimilation rituals.[10]

Through the hope of new life after death, Osiris began to be associated with the cycles observed in nature, in particular vegetation and the annual flooding of the Nile, through his links with Orion and Sirius at the start of the new year.[8] Osiris was widely worshiped as Lord of the Dead until the suppression of the Egyptian religion during the Christian era.[11][12]

Kosz-PRZEPLĄT-PEREPŁUT


Postacie-wcielenia (równe miana): Przepląt-Perepułt, Przepląt-Kus i Przepląt-Kos.

Inne nazwania jego osoby (przydomki):Siewca Niezgody, Pan Splotu, Władca Przypadku

Zajmowany krag: Piąty Krąg

funkcja (zakres działania):jest siewcą niezgody i robi wszystko by w wyplot Bai i nieci Mokoszy a także w samą pracę pająków na bańskiej Łące które snują śnieci losu-koszu wprowadzić nieład. Z tego właśnie powodu uchodzi za Pana Splotu, ponieważ ostatecznie dodaje cząstkę swojej działalności w uporządkowany obraz wyplatany przez Źrzebów na Bai.

ród:Plątowie

pochodzenie: Dzięgle – Czarnogłów i Białoboga

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Złota Sieć i Złoty Przepiór-Wabik

Pomocnicy(Stworze – bogunowie): Zwodnice (Uwodnice, Zwiedlice, Viedmy, Wiedźmy)

Wizerunki:

-

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

Kosze dotknięcia – dotknięcia miłosne, niosące rozkosz, dotknięcia zmieniające dolę, byt, wierg (kosz) – budzące uczucia, z których powstają trwałe związki. Stąd staropolskie wyrazy koszkać – kochać, bośkać – całować, kosztować – rozkoszować się, budzić i dawać rozkosz – miłe doznania związane z kochaniem, miłością. Kosz to „przypadek”, jeden z rodzajów losu spadającego nagle, niespodziewnaie, odmieniającego przyszłość. Kosz pozostawał we władaniu Przepląta. Pierwotnie było to jedyne określenie tego, co się oddaje greckim terminem „los”. Z czasem ograniczyło się wyłącznie do oznaczania działań Plątów – losu-przypadku. Stąd niemiłe konotacje kosza-przypadku, dopustu: koszmar – tknięcie przez Marę, kara kosza – pręgierz, kosz – więzienie, kose spojrzenie – ukośne, złowrogie, kosa – narzędzie Nyi-Śmierci, karkosza – kij, laska (być może do wymierzania kary).

PRZEPLĄT-PEREPUŁT (Perepłut) – miano tego boga jest dwuczłonowe. Drugi człon -pułt nawiązuje do putat’ – plątać, wikłać, pętać, czyli przewikłujący, plątający, spętujący. Pierwszy człon imienia, pere-, jest identyczny jak w słowie Perun (uderzający, piorący, bijący nagle, spadający niespodzianie) i ma takie same ewentualne odniesienia – omówione także przy osobie Spora: ostry, silny, prący, napierający, skłócający, prawy, prawiący, sądzący. Gdyby przyjąć drugą wersję końcówki, -plut, wtedy plut’ – płynąć, perepluti – przepłynąć. Imię boga miałoby więc znaczenia: przepływający, niezauważalny, nieuchwytny. Także pląt – plączący, plotący, pełtający – pielący, wyrywający, karczujący, plewtający (rus. połowu – plewię), plutający – plujący. Z Przeplątem jest związany zwyczaj plucia przez ramię, plucia w kruż z miodem, jak i wiele przysłów czy powiedzeń, które wiążą plucie z przekleństwem i złym czarem, niepowodzeniem, splątaniem zamiarów, zepsuciem.

Przepląt oprócz omówionego miana Przepląta-Perepułta nosi imiona wtórne Przepląt-Kus i Przepląt-Kos.

Kus znaczy kuszący – podkuszający, kuszący – powabny, budzący zainteresowanie, dotykający delikatnie (kusznąć, kuszać – dotykać, całować), kęsający – pożerający, kąsający – gryzący, podgryzający, kąsający – próbujący, smakujący. Także szorstkoskóry.

Kos, czyli ukośny, krzywy, stający w poprzek drogi, długowłosy z warkoczem (kosa -warkocz pleciony, ale i w ogóle długie włosy), kosmaty – włochaty. Także kosiarz - posługujący się kosą-sierpem. Kosz – pułapka, zamknięcie, ale i kosz – przypadek, los, kosz – dotknięcie, czyli „dotknięcie losu” – przypadek. Kosz – plecionka, a więc bóg plotący, pętający, wikłający.

Kara kosza to kara średniowieczna, która polegała na zawieszeniu w koszu nad błotem. Aby wyjść, trzeba się było odciąć wpadając w błoto. Była to bardzo hańbiąca kara, stosowana zwłaszcza wobec nierządnic. Z kolei „dostać kosza”znaczyło zostać opuszczonym, odtrąconym, zdradzonym (Plątwa zdradziła Przepląta ujawniając miejsce zakopania Taj). Z drugiej strony od rdzenia kos – dotykać, pochodzą pojęcia całować i kochać. Widać tutaj znowu typową dla Plątów dwoistość znaczeń i bezpośrednie nawiązania do mitu, bowiem oboje Plątów spotkała hańbiąca kara – zostali umazani swoim postępkiem i dosłownie unurzani w błocie (ocaliło ich ukrycie się na dnie bagna). Przepląt stał się od tamtej chwili bogiem Podziemnym.

Istyjskimi odpowiednikami Przepląta i Plątwy są Wajżgants (wiążący) i Raugupatis (bóg zakwasu-termentacji). Obydwaj mają męską postać, co jest późniejszą naleciałością. Postać żeńska nie została zachowana do czasów, kiedy zanotowali te miana kronikarze.

Syriusz/Wielki Pies – Pas Oriona – Złoty Cielec

Oto opis : Orion is very useful as an aid to locating other stars. By extending the line of the Belt southeastward, Sirius (α CMa) can be found; northwestward, Aldebaran (α Tau). A line eastward across the two shoulders indicates the direction of Procyon (α CMi). A line from Rigel through Betelgeuse points to Castor and Pollux (α Gem and β Gem). Additionally, Rigel is part of the Winter Circle. Sirius and Procyon, which may be located from Orion by following imaginary lines (see map), also are points in both the Winter Triangle and the Circle.[5]

Oczywiście tutaj nie napisano że ta linia za Aldebaranem trafia w Plejady.

Orion – mityczny czyli Ori-Orzyj

W mitologii Orion był myśliwym. Posejdon (jego ojciec) obdarzył go umiejętnością chodzenia po wodzie. Zakochany był w Plejadach, które nieustannie goni na niebie. Chełpił się, że może zabić każde stworzenie, a został śmiertelnie ukąszony przez skorpiona i od tej pory znajdują się na przeciwnych stronach nieboskłonu. Jego pies – Syriusz – jest najjaśniejszą gwiazdą i stanowi część konstelacji Wielkiego Psa.

Pas Oriona – asteryzm utworzony przez trzy jasne gwiazdy ζ Ori (Alnitak), ε Ori (Alnilam) i δ Ori (Mintaka), należące do gwiazdozbioru Oriona. Gwiazdy te to błękitne nadolbrzymy, gorętsze i znacznie masywniejsze od Słońca. Alnitak jest gwiazdą potrójną odległą od Ziemi około 817 lat świetlnych, Alnilam jest błękitnym nadolbrzymem, odległym od Ziemi około 1342 lata świetlne, a Mintaka jest gwiazdą wielokrotną, składającą się z czterech składników, odległą od Ziemi około 916 lat świetlnych. Powstały w Obłoku Molekularnym w Orionie. Gwiazdy pasa Oriona widziane z Ziemi są ustawione prawie w jednej linii.

Przedłużenie pasa Oriona wskazuje na Syriusza na południowym wschodzie oraz na Aldebarana na północnym zachodzie.

W religii Słowian był atrybutem Welesa (tzw. Wołosożary)[1]. W wierzeniach chińskich łączono go natomiast z triadą Fu Lu Shou[2].

W 1994 roku Robert Bauval w książce „The Orion Mystery” przedstawił teorię wykazującą, że piramidy IV Dynastii były budowane jako ziemskie odzwierciedlenie gwiazdozbioru Oriona. Egipski bóg Ozyrys utożsamiany był z gwiazdozbiorem Oriona, prawdopodobnie też z tego powodu wybudowano na terenie nekropolii Memfickiej szereg piramid odpowiadających swym położeniem gwiazdom tego gwiazdozbioru. Bauval i Hancock ustalili korzystając z obliczeń komputerowych, że układ Oriona i piramid pokrywały się w sposób idealny w 10500 roku p.n.e. zdaniem badaczy oznacza to, że chociaż budowa piramid zakończyła się około 2500 p.n.e. to jednak plan całego kompleksu powstał 8000 lat wcześniej (czyżby jednak projektantami piramid byli Atlantydzi ?). W tym czasie ok. 10500 roku p.n.e. Orion przechodził przez najniższe swoje położenie, w tym czasie następowało ocieplenie klimatu Ziemi i koniec ostatniego zlodowacenia. Klimat Egiptu stał się suchy.  Do dziś pięć zachowanych piramid stanowi ziemskie replikę gwiazdozbioru Oriona, a słynne piramidy w Gizie są idealnym odbiciem trzech gwiazd składających się na pas Oriona. Również dwie piramidy w Dahszur wybudowane przez Snofru (ojca Cheopsa) stanowią część mapy nieba. Według Bauvala są to gwiazdy gwiazdozbioru Byka: Aldebaran i ε-Taurus.  Jeszcze w czasach V Dynastii wybudowano mniejsze piramidy, które uzupełniają między innymi głowę Oriona i gwiazdy towarzyszące Aldebaranowi. To ziemskie odbicie nieba miało umożliwić faraonowi przejście w zaświaty Ozyrysa.

Po lewej stronie widoczny jest Orion, po prawej gwiazdozbiór Byka, po środku piramida Cheopsa

Tuż pod pasem Oriona znajduje się mgławica Koński Łeb (IC 434). Jak wiadomo Koński Łeb to największy diament świata należący do Ryjnów-Bierygów, który chcieli im ukraść Skrytowyrwowie  zamieniony przez mędrca Urwę  (Aurwa) – w Wodę w Ogniu – Wrzący Koński Łeb u Bramy Nawi Piekielnej – który nieustannie gasi księżniczka Kajkeja , córka zaborczego władcy.

Jak widać starożytni posiadali wiedzę bardzo głęboką, mity przeplatają się z nazewnictwem gwiazdozbiorów, a te wyznaczają linie które łączą je w inną tajemną opowieść. Tę opowieść powinniśmy czytać, te związki zgłębić – Nie mit powierzchowny, lecz ten wyznaczony Czerwoną Linią.

Tak się dziwnie składa – czego tutaj nie widać – że Czerwona Linia biegnie prosto do Plejad – znanych nam Słowianom jako Kwoka i Kurki. Plejady odgrywają niepoślednią rolę w podaniach nawiązujących do Początku naszego Świata jako konstruktu osnutego przez Niebiańskich Przybyszów na Materii Matki Ziemi. To z kolei splata się Kalendarzem w ogóle – z Zodiakiem , z astrologią, z okultystyczną głęboką wiedzą, z astrologią i magią – a to wszystko łącznie z filozoficznymi wykwitami w postaci taoizmu, buddyzmu, antropozofii, teozofii – tworzy Wiarę Przyrody – czyli Wie4dzę O Kształcie Świata i jego Dziejach która ma charakter poza naukowy. Nauka odkrywa dla Wiary Przyrody wszystko to co materialne i dotykalne dla człowieka i badalne narzędziami jakie stworzył dotychczas.

Ponieważ kalendarz nie jest tworem przypadkowym lecz opartym na obserwacji nieba i znaków i konstelacji i ruchu planet przez kompleks związków oczywiście trafimy do obecnej Wielkiej Zmiany – kóra jest w toku. Data 14 o7 – ma dla tej zmiany swoje znaczenie – zwłaszcza jako Dzień Narodzin Osirisa-Koszerysa-Kosz-Perepułta. Słowo Perepułt wiąże się również ze zmianą – tak jak słowo kos wiąże się z kosą – narzędziem Śmierci i splecionym warkoczem oraz „skrętem” – skrzywieniem.

Zapewne jak powiedzą „racjonaliści”-ateiści – to tylko przypadkiem właśnie w Orionie widzimy tę Galaktykę która zderzy się z Drogą Mleczną – czyli Andromedę.

Aldebaran w Cielcu – czyli Złota Gwiazda królów perskich i „stacja” Księżycowa astrologii w Indiach

Po polsku sobie wiele o nim nie poczytacie – trudno:

Aldebaran

Astrologically, Aldebaran is a fortunate star, portending riches and honor. This star, named „Tascheter” by the Persians, is one of the four „royal stars” of the Persians from around 3000 BC. These stars were chosen in such way that they were approximately 6 hours apart in right ascension. Each of these stars was assigned to a season, Aldebaran was prominent in the March sky and as such, it was associated with the vernal equinox. Its current celestial longitude is 09 Ge. 47 as of 2006[11]

To medieval astrologers, Aldebaran was one of fifteen Behenian stars, associated with rubies, milk thistles and the kabbalistic sign Aldaboram (Agripa 1531).svg.

In Hindu astrology, Aldebaran corresponds to the Rohini Nakshatra.

Rohini
„the red one”, a name of Aldebaran. Also known as brāhmī
Aldebaran
  • Lord: Chandra (Moon)
  • Symbol: Cart or chariot, temple, banyan tree
  • Deity : Brahma or Prajapati, the Creator
  • Indian zodiac: 10° – 23°20′ Vrishabha
  • Western zodiac 6° – 19°20′ Gemini

Nakszatra ( dewanagari नक्षत्र ) – znak ( konstelacja ) indyjskiego zodiaku lunarnego. W terminologii astrologii indyjskiej to stacja księżycowa lub dom Księżyca. Ekliptyka jest podzielona na 27 nakszatr.

Nakshatra (Devanagari: nákṣatra) is the term for lunar mansion in Hindu astrology. A nakshatra is one of 27 (sometimes also 28) sectors along the ecliptic. Their names are related to the most prominent asterisms in the respective sectors.

The starting point for the nakshatras is the point on the ecliptic directly opposite to the star Spica called Chitrā in Sanskrit (other slightly different definitions exist). It is called Meshādi or the „start of Aries”.[citation needed] The ecliptic is divided into each of the nakshatras eastwards starting from this point. The number of nakshatras reflects the number of days in a sidereal month (modern value: 27.32 days), that the width of a nakshatra is traversed by the moon in about one day. Each nakshatra is further subdivided into quarters (or padas) These play a role in popular Hindu astrology, where each pada is associated with a syllable, conventionally chosen as the first syllable of the given name of a child born when the moon was in the corresponding pada.

The nakshatras of traditional bhartiya astronomy are based on a list of 28 asterisms found in the Atharvaveda (AVŚ 19.7) and also in the Shatapatha Brahmana.[citation needed] The first astronomical text that lists them is the Vedanga Jyotisha.

In classical Hindu mythology (Mahabharata, Harivamsa), the creation of the nakshatras is attributed to Daksha. They are personified as daughters of the deity and as mythological wives of Chandra, the moon god, or alternatively the daughters of Kashyapa, the brother of Daksha.[1]

Each of the nakshatras is governed as ‚lord’ by one of the nine graha in the following sequence: Ketu (South Lunar Node), Shukra (Venus), Ravi or Surya (Sun), Chandra (Moon), Mangala (Mars), Rahu (North Lunar Node), Guru or Brihaspati (Jupiter), Shani (Saturn) and Budha (Mercury). This cycle repeats itself three times to cover all 27 nakshatras. The lord of each nakshatra determines the planetary period known as the dasha, which is considered of major importance in forecasting the life path of the individual in Hindu astrology.

In Vedic Sanskrit, the term nákṣatra may refer to any heavenly body, or to „the stars” collectively. The classical sense of „lunar mansion” is first found in the Atharvaveda, and becomes the primary meaning of the term in Classical Sanskrit.

Nakshatras in the Atharvaveda

In the Atharvaveda (Shaunakiya recension, hymn 19.7) a list of 28 stars or asterisms is given, many of them corresponding to the later nakshatras:

(1) Kṛttikā (the Pleiads), (2) Rohinī, (3) Mrigashīrsha, (4) Ārdrā, (5) Punarvasu, (6) Sūnritā, (7) Pushya, (8) Bhanu (the Sun), (9) Asleshā, (10) Maghā, (11) Svāti (Arcturus), (12) Chitrā (Spica), (13) Phalgunis, (14) Hasta, (15) Rādhas, (16) Vishākhā, (17) Anurādhā, (18) Jyeshthā, (19) Mūla, (20) Ashādhas, (21) Abhijit, (22) Sravana, (23) Sravishthās, (24) Satabhishak, (25) Proshtha-padas, (26) Revati, (27) Asvayujas, (28) Bharani. [2] Interestingly enough, the term „nakshatra” has a different meaning as demonstrated in the „Surya Siddhanta” which is an ancient text on astronomy. In the early chapters, the author, Mayasura or Mayan, describes various time units. He writes that a „prana” is a duration of 4 seconds. He then continues with a discussion of a number of time units with progressively long durations made up of the shorter time units all composed of a number of pranas. Amongst those time units are something he calls „nakshatra.” For example, there are 15 pranas in a minute; 900 pranas in an hour; 21600 pranas in a day, 583,200 pranas in a nakshatra (month). According to Mayan, a nakshatra is a time unit with a duration of 27 days. This 27 day time cycle has been taken to mean a particular group of stars. The relationship to the stars really has to do with the periodicity with which the moon travels over time and through space past the field of the specific stars called nakshatras. Hence, the stars are more like numbers on a clock through which the hands of time pass (the moon). This concept that nakshatra means a time unit has been lost and diverted to meaning a set of stars in the sky. This concept was discovered by Dr. Jessie Mercay in her research on Surya Siddhanta. It is documented in a textbook called „Fundamentals of Mamuni Mayans Vaastu Shastras, Building Architecture of Sthapatya Veda and Traditional Indian architecture.” (Mercay, 2006 – 2012, AUM Science and Technology publishers)

Etymology

In Persia it was known as Sadvis and Kugard.[20]

The Romans called it Palilicium.

In Chinese it is known as 畢宿五 (Bìxiùwŭ, the Fifth Star of the Net).

In Hindu astronomy it is identified as the lunar mansion Rohini and as one of the twenty-seven daughters of Daksha and the wife of the god Chandra.

Tolkien – Aldebaran, Orion i Plejady

  • The Lord of the Rings (1954–1955), fantasy epic written by J. R. R. Tolkien. Frodo, Sam, and Pippin are beginning their great journey, still in the Shire and already shadowed by Black Riders, when they take refuge for a night with the elf Gildor and his companions. On that night, … high in the East swung Remmirath, the Netted Stars, and slowly above the mists red Borgil rose, glowing like a jewel of fire. Then by some shift of airs all the mist was drawn away like a veil, and there leaned up, as he climbed over the rim of the world, the Swordsman of the Sky, Menelvagor with his shining belt.[9] Borgil, which follows Remirrath (the Pleiades) and precedes Menelvagor (Orion) has been convincingly identified as Aldebaran.[10] The Tolkienian goddess of light Varda made the stars and the constellations, including those described here, in preparation for the awakening of the elves. (myth, sky)

Wielki Pies – Syriusz

O Syriuszu już tyle napisano że lepiej poszukajcie w linkach gdzieś w Internecie – to prawdziwie Niekończąca się historia – związana oczywiście z 21 12 2012

Wielki Pies

należy do gwiazdozbiorów nieba południowego, pojawiających się u nas nad horyzontem w miesiącach zimowych. Znajduje się w nim najjaśniejsza gwiazda całego nocnego nieba, Syriusz, która razem z Betelgeuse w Orionie i Procjonem w Małym Psie tworzy tzw. trójkąt zimowy. Ta wyraźna figura niemal równobocznego trójkąta jest bardzo pomocna w orientowaniu się na niebie zimowym. Konstelację Wielkiego Psa odnajdziemy na południowy wschód od Oriona. Do Syriusza doprowadzi nas linia będąca przedłużeniem pasa Oriona.

Z gwiazdozbiorem

wiąże się kilka mitów greckich. Według niektórych z nich Wielki Pies ma przedstawiać wiernego psa Oriona, towarzyszącego mu również na niebie. Inne legendy mówią, że jest to Lajlaps, pies ateńskiego myśliwego Kefalosa, wnuka króla Aten, Kekropsa. Kefalos otrzymał psa od swej małżonki, ta zaś od bogini łowów Artemidy. Lajlaps słynął z tego, że żadna zwierzyna nie mogła mu się wymknąć. W czasie polowania na Liszkę Taumesyjską, której nie mógł dogonić żaden pies, powstała sytuacja bez wyjścia i sam Zeus musiał interweniować. Zarówno psa, jak i Liszkę przemienił w kamienie, a następnie umieścił na niebie, gdzie świecą po dzień dzisiejszy jako Wielki Pies i Lis. Według trzeciej wersji, Wielki Pies jest gwiazdozbiorem przedstawiającym psa Erigony, córki Ikariosa, pierwszego hodowcy winnej latorośli. Sam pies, Majra, jest gwiazdą znaną dziś pod nazwą Syriusza.

Syriusz

(Canicula, Psia Gwiazda) – najjaśniejsza gwiazda nie tylko w konstelacji Wielkiego Psa, ale na całym niebie. W rzeczywistości od pozostałych gwiazd niczym się nie różni, a jedynie jego niewielka odległość, wynosząca 8,69 roku świetlnego, sprawia, że widzimy Syriusza jako bardzo jasną gwiazdę, -1,47m. Jest on tylko 2,35 razy bardziej masywny niż Słońce i dwukrotnie większy. Należy do białych gwiazd ciągu głównego. Temperatura na jego powierzchni wynosi około 10 000 K (dla porównania temperatura powierzchniowa Słońca to około 6000 K). Nazwa gwiazdy pochodzi z języka greckiego i znaczy jasna. Określenie takie przypisywano pierwotnie każdej bardzo jasnej gwieździe na niebie, nawet Słońcu. Łacińską nazwę Canicula – suczka, piesek – otrzymała gwiazda około roku 1420.
Znacznie bardziej interesujący od samego Syriusza jest jego towarzysz, biały karzeł. Obiega on Syriusza w ciągu 50 lat. Gwiazdę tę odkrył w 1844 roku Friedrich W. Bessel na drodze pośredniej, z sinusoidy ruchu własnego Syriusza. Dopiero później, w 1862 roku, Alvan Clark odnalazł towarzysza Syriusza za pomocą teleskopu. Powtórzyła się zatem podobna sytuacja jak przy odkryciu planet Neptuna i Plutona.
Towarzysz Syriusza był pierwszym znanym białym karłem. Ma on masę podobną do masy naszego Słońca, ale średnicę równą tylko 0,22 średnicy słonecznej, jest zatem tylko 2,4 razy większy od Ziemi. Średnia gęstość tej gwiazdy przewyższa aż 90 tysięcy razy średnią gęstość Słońca. Na Ziemi 1 cm3 materii tej gwiazdy ważyłby 125 kg.

Tagged with: , , , , , ,

602. rocznica Bitwy pod Grunwaldem a sprawa demona krążącego nad Polską

Posted in nauka, Słowianie, Teksty społecznie zaangażowane by bialczynski on 11 Lipiec 2012

(kliknij – powiększ)

Poniższy tekst przysłano mi wczoraj z Warszawy i pomyślałem, że jest specyficznym rocznicowym podsumowaniem stanu naszej rzeczywistości, podsumowaniem pod którym mogę się podpisać obydwoma rękami.

Jest to jednocześnie ważna odpowiedź na te wszystkie pojawiające się ostatnio głosy, które podważają sens zbiorowych wystąpień, powstań, rewolt, zrywów przywracających ludziom godność i nadzieję na sprawiedliwość a państwu (społeczności, plemieniu) elementarny ład przyrodzony i byt na mapach świata i w świadomości innych.

Jakbyśmy się nie różnili w ocenie takich postaci jak Władysław Jagiełło, Książę Witold, Zygmunt III Waza, Władysław IV,  Jan Sobieski, Tadeusz Kościuszko, albo Józef Piłsudski, lub jakbyśmy się nie różnili w widzeniu Powstania Listopadowego, Styczniowego, Warszawskiego czy Rewolucji Solidarności 1980 roku, to jedno jest pewne – bez tych działań i nie podjąwszy owych zrywów zostalibyśmy wymazani z tychże map i nie mówilibyśmy już dzisiaj po polsku – tak jak nie mówią już Drzewianie, Połabianie, Wieleci i Łużycy. Nie mielibyśmy też dzisiejszej naszej, czasami jakże ułomnej  świadomości i nie wyrażalibyśmy swojego niezadowolenia ze stanu polskiego patriotyzmu czy czegokolwiek innego w kraju. Pamiętajmy, że każdy zryw niepodległościowy ma sens, choćby go ktoś po drodze wypaczył, choćby był nieudany, choćby na czele stanął zdrajca i sprzedał nasz narodowy interes.  Dzięki tym wszystkim zrywom w dziejach i dzięki prowadzonym z powodzeniem działaniom w obronie kraju, dzięki niezłomności i sile dowiedliśmy wrogom, że za próbę zniszczenia Polski i eksterminacji jej mieszkańców trzeba zapłacić straszliwą cenę. 

Ta walka i ta droga nigdy się nie kończy, a każde pokolenie Polaków  ma do odrobienia swoją własną lekcję.

CB

Warszawa, 11 lipca 2012

Gdyby TAMCI wygrali, a nawet nie przegrali tak z kretesem, to polski język przestałby istnieć, tak jak pruski.

Gdy Grunwald leżał na ich terytorium – do 1945 – to nie śniło się nawet nikomu w Polsce by tam pojechać i cokolwiek świętować. W zapomnienie poszedł i to na długo przed utratą niepodległości fakt, że Jagiełło ustanowił 15 lipca świętem narodowym „po wsze czasy!”

Niemcy podczas I Wojny w 1914 zatrzymali ofensywę Rosjan, okrążyli i rozbili w tym rejonie korpus generała Samsonowa.

Nie miało to istotnego wpływu na losy wojny, ale zwycięstwo nad Słowianami zostało roztrąbione pod niebiosa i podniesione do rangi epokowego. Tzw,. „druga bitwa pod Tannenbergiem” (u nich Grunwald nazywa się Tannenberg) przesłoniła tę pierwszą. Wzniesiony został monumentalny kompleks-mauzoleum tzw. Pomnik Tannenbergu, pochowano tam m.in. Hindenburga. Wańkowicz opisuje go w Smętku.

Mauzoleum pomnik Tannenberg

W 1939 Niemcy z wielką pompą przenieśli chorągwie krzyżackie z Wawelu do Malborka. Długo tam nie powiewały – uciekając w panice nie zdążyli ich zabrać, Armia Czerwona – jak to zwykle, sądząc, że to już Niemcy – zamek podpaliła, a sztandary zużyła na onuce czy podpałkę. Te, które dziś wiszą na Wawelu (o ile wiszą?) to reprodukcje.

Mauzoleum pomnik Tannenberg

Raczej nie wiszą, a co najmniej nie powinny, a co najmniej nie w katedrze, bo ówczesny papież obłożył Jagiełłę i Polskę klątwą za wyrżnięcie rycerzy Najświętszej Marii Panny. Zresztą straszliwa klęska zakonu (z 730 herbowych rycerzy poległo 715) odbiła się echem przerażenia w całej Europie, porównywana jest do dziś z ostateczną klęską w Ziemi Świętej pod Hattin, która zakończyła byt Królestwa Jerozolimskiego.

Niemcy po zdobyciu Krakowa w roku 1939 przenoszą uroczyście chorągwie krzyżackie z Wawelu do Malborka

Skądinąd zrozumiałe europejskie oburzenie – jakaś półpogańska dzicz wyrżnęła wszak w pień kwiat chrześcijańskiego rycerstwa, kawalerów Najświętszej Marii Panny – trwa w pojmowaniu tego akcentu historii do dziś.

Plakat nazistowski z 1939 roku

Podejście jest proste – przecież ta hołota widziała, że nosimy pancerze, a biła nas w twarz!

 Pierwsza rzecz jaką zrobili Niemcy w Krakowie w 1939 roku to wysadzenie pomnika Grunwaldzkiego zwieńczonego postacią znienawidzonego  polskiego króla-poganina Władysława II Jagiełły. Drugą było wymordowanie profesorów UJ – tych którzy gwarantowali pamięć narodu i znany już z dziejów niezłomny opór.

Klątwy Marcina V żaden papież nie zdjął, bo i dlaczego? ŻADEN!

Nawet nasz kochany, spoczywający już w Panu, a mówiący po polsku JP II (Karol Wojtyłła), świeć Panie nad jego duszą…

Polakożerca Konrad Adenauer, jeden z czołowych członków Zakonu  Krzyżaków (Rycerzy Marii Panny – od marca 1958 roku) – kanclerz Niemiec (1949 – 1963) – Przez dziesiątki lat po II Wojnie Światowej chronił przed sprawiedliwym wyrokiem wysokich rangą zbrodniarzy wojennych – z NSDAP,  SS-manów i Gestapowców za cichym przyzwoleniem rządów USA, Francji i Wielkiej Brytanii. Rząd Federalny wskutek powściągliwej reakcji państw sojuszniczych uchwalił dwie amnestie (31 grudnia 1949 i 17 lipca 1954). Ustawy te były korzystne dla byłych członków SS, SA i partii nazistowskiej, na których zapadł wyrok lub którym groziły procesy sądowe. Ustawy te w korzystny sposób dotyczyły także byłych członków Wehrmachtu, którzy dokonali zbrodni wojennych. Proces denazyfikacji w Zachodnich Niemczech nigdy nie został skutecznie przeprowadzony. Od roku 1949 proces denazyfikacji został odwrócony i wielu dawnych nazistowskich urzędników, dygnitarzy, wojskowych zostało ponownie włączonych do życia społecznego i politycznego. Opinia publiczna doprowadziła także do uwolnienia wielu zbrodniarzy wojennych.


 Miłe spotkanie Wielkiego Mistrza Zakonu Krzyżaków i kardynała Glempa

Niemcy w 1944 wycofując się przed Rosjanami wysadzili mauzoleum w powietrze. Cegły i kamienie lokalna publika – jak to zwykle bywa – rozwlekła na budulec. Miejsce – koło Olsztynka – jest odwiedzane przez wycieczki z Rzeszy jako świętość narodowa.

 
Wielki Mistrz z papieżem Janem Pawłem II – Czy wiecie o tym, że ciąży na Polakach i Litwinach i Rusinach Klątwa Kościoła Katolickiego?

Pomnik grunwaldzki w Krakowie przed II Wojną Światową

Pomnik

http://de.wikipedia.org/wiki/Tannenberg-Denkmal
NASZ pomnik grunwaldzki wzniesiony w latach 60-tych jest superohydny, bezsensowny i kompletnie niezrozumiały. Niczego nie przedstawia, do niczego nie zachęca, niczego nie symbolizuje.
W przeciwieństwie do pięknych w swej formie pomników w Krakowie, Żywcu i Nowym Jorku, wznoszonych za zaborów.
Obecny pomnik w Krakowie
Lecz są one mikroskopijne, jeżeli ktoś się nań nie nadzieje przypadkiem, to o nich nie wie. (Nb – w NYorku jest to nie pomnik grunwaldzki, lecz posąg egzotycznego Kinga Jagiello, machającego dwoma mieczami).
Czemu dwa miecze, kiedy i gdzie on był królował wie może co najwyżej wtajemniczona dziesiątka talmudystów…)
 
Pomnik Grunwaldu po polsku – porównajcie sobie z niemieckim monumentem pełnym dumy z jakże małego zwycięstwa nad Rosjanami w 1914 w tym samym miejscu
Na polach Grunwaldu winien był powstać pomnik o randze i rozmachu piramidy Cheopsa lub znicz widzialny ze stratosfery! Europa w swej burzliwej historii nie zna drugiej bitwy o podobnych konsekwencjach.
Powinien…
Pomnik Kinga Jagiello w NY
Pseudoartystyczne, łżenowoczesne i dziadowskie są i inne pomniki bitew dla Polski ważnych – zarówno na Westerplatte jak i na Śląsku.
Tablica pomnika w Nowym Jorku
Na Westerplatte straszy jakaś nieforemna bryła betonu, na Górze św. Anny oprócz klasztoru, (z którego nb. niemieccy mnisi strzelali w plecy powstańcom) nie ma w ogóle niczego…
Pomnik Grunwaldzki w Żywcu
Przed wojną Szukalski chciał postawić na jej wierzchołku posąg Chrobrego, wspaniały w swym rozmachu. Wojna udaremniła te plany, pomnik uległ zniszczeniu przez okupanta.
Stanisław Szukalski – Bolesław Chrobry – miał stanąć na Górze Świętej Anny na szczycie wykutego w metalu Kopca
Oto projekt który niestety nie oddaje skali przedsięwzięcia – Zapewniam was, że kiedyś te projekty zostaną zrealizowane a tam gdzie miały stanąć kopce – staną one, a tam gdzie stały pogańskie świątynie – zostaną przywrócone
Stanisław Szukalski zrobił w Hollywood coś więcej swoją sztuką niż mógł zdziałać w uktrakatolickiej przedwojennej Polsce, przygotował grunt pod takie dzieło jak film „Matrix” Braci Wachowskich oparty na książce Adama Wiśniewskiego Snerga „Robot” – Oto On z małym Leonardem Di Caprio w Burbank
Sztuka Stanisława Szukalskiego jest wciąż hiper-nowoczesna – obraz: Cecora ze strony Davida Heskina
Tamże: „… Szukalski’s sharp symbolic execution synthesizes ever so delicately with a chilling emotional profundity in so many of his masterworks, and Cecora is perhaps one of  the most poignant remnants of a triumphant artist’s life.In gratitude to the master…”
Piękna Nike z lat 60-tych miała być właśnie pomnikiem Powstania, lecz ówcześni rządcy „PRL” rozwodnili symbol nazywając go inaczej. Dla komuchów Powstanie było wówczas jeszcze be, więc Warszawa naprędce przemianowany pomnik zignorowała.
Niemiecki plakat plebiscytowy
Gdy zawiały inne wiatry polityczne i Powstanie stało się modne, spłodzono w alarmowym trybie kolejną ohydę – postawiono tchnącą nieudolną brzydotą zbieraninę postaci ze spiżu na temat Powstania przy Placu Krasińskich… Twórca widać wiedzial o co mu chodzi, lecz omieszkał poinformować odbiorców. Zainteresowana publiczność skapitulowała, bo nie czas już jej czekać…

Słowo o Bitwie – według Ściągi.pl

Bitwa pod Grunwaldem została stoczona 15 lipca 1410r. Na polach pod Grunwaldem stoczono największą w historii średniowiecznej Europy(pod względem liczby uczestników), bitwę między siłami Zakonu krzyżackiego (ok. 21 tys.), pod dowództwem Wielkiego Mistrza Ulricha von Jungingena, a połączonymi siłami polskimi, litewsko-ruskimi i oddziałami czeskimi, pod dowództwem króla Władysława II Jagiełły, liczącymi w sumie ponad 34 tysiące żołnierzy.

Rozpoczęta późnym przedpołudniem przez atak krzyżackiej jazdy, odepchnięty w zażartej walce przez wojska sprzymierzonej koalicji w kierunku gęstego lasu, gdzie – oprócz zażartej walki na głównym polu bitwy – związała poważne siły zakonne oraz umożliwiła później decydujący atak polskiej jazdy ciężkozbrojnej, która rozerwała zasadniczy korpus Krzyżaków oraz umożliwiła przeprowadzenie decydującego ataku lekkiej jazdy i ukrytej w zaroślach i lesie piechoty. Bój trwał osiem godzin i oprócz początkowej fazy, kiedy nieco zaskoczone siły zbrojne unii polsko-litewsko-ruskiej dały się zepchnąć do defensywy, przewagę na placu boju miały wojska dowodzone przez króla Polski i Litwy.

Zawisza Czarny – z obrazu Jana Matejki reprodukowanego powyżej dwukrotnie, którego to malarza Niemcy uważają oczywiście za Niemca

W literaturze podawane są różne – dość rozbieżne – szacunki liczebności wojsk (mówi się niekiedy nawet o sumie do 38 tysięcy wojsk zakonnych i do 43 tysięcy sprzymierzonych), ale przez większość historyków i badaczy są one poddawane w wątpliwość. Przewaga liczebna wojsk unii nie jest kwestionowana, za to w wielu źródłach kwestionuje się poważne zagrożenie dla głównego obozu Jagiełły wskutek straceńczej szarży lekkozbrojnej jazdy krzyżackiej – wątek opisany przez Sienkiewicza.

Król Władysław II Jagiełło i Wielki książę Litwy – Witold (Jan Matejko)

Wynik bitwy miał zasadniczy wpływ na stosunki polityczne w ówczesnej Europie. Nie tylko ostatecznie załamał potęgę Zakonu, ale również wyniósł dynastię jagiellońską do rangi najważniejszych na kontynencie. Według niektórych badaczy (np.: Stefana Kuczyńskiego albo Pawła Jasienicę) – fenomenalny i dość niespodziewany generalny sukces odniesiony głównie siłami polskimi, spowodował poważny kryzys w stosunkach polsko-litewskich i zadecydował o kunktatorskiej postawie króla, który obawiając się nazbyt mocnego wzrostu znaczenia Polski w unii (która i tak była stroną silniejszą) opóźnił pościg za niedobitkami wojsk krzyżackich i ostatecznie nie zdobył osłabionego Malborka. Sama bitwa nie wniosła żadnych istotnych nowinek taktycznych (nie licząc użytego w przeprawie przez Wisłę mostu pontonowego). Po niej samej nastąpił natomiast powolny upadek znaczenia zagranicznych wojsk zaciężnych (wielu zaproszonych przez Zakon znamienitych rycerzy z Europy Zachodniej widząc dysproporcję sił i przeczuwając niechybną klęskę nie przyjechało na pole bitwy); rzeczą bez precedensu był natomiast wspaniałomyślny gest króla, który kazał odnaleźć zwłoki Wielkiego Mistrza Ulricha von Jungingena i co ważniejszych braci oraz odesłać je z honorami do Malborka.

Za Sciaga.pl

Słowo o Demonach nad Polską

fragment artykułu z Niezalezna.pl: http://niezalezna.pl/30859-czy-demon-krazy-nad-polska

Czy demon krąży nad Polską

Czy demon krąży nad Polską  - niezalezna.pl(foto. jaz1111 (sxc.hu))
W ciągu kilku ostatnich lat doszło u nas do przemian, które pozwalają zadać pytanie o duchowy wymiar obecnego kształtu życia publicznego w Polsce. Nasza ojczyzna stała się w tym czasie niechlubnym liderem wielu rankingów na negatywnego bohatera.Do napisania artykułu pod takim tytułem zainspirował mnie wykład o. prof. Aleksandra Posackiego, wybitnego demonologa, który podczas krakowskiego spotkania organizowanego przez stowarzyszenie Fides et Ratio przedstawił analizę bezpośredniego wpływu świata duchowego na to, co dzieje się w ostatnich latach w Polsce. O. Posacki jest kolejnym autorytetem z dziedziny duchowości, zwracającym uwagę na zbyt małą świadomość tego, co możemy nazwać złem….”

Oczywiście że demon krąży skoro Kościół Katolicki nie zdjął klątwy za pokonanie Krzyżaków pod Grunwaldem – czemu się tu w ogóle dziwić?

Według autora monopol na okultyzm powinien pozostać przy kk i jego sługach – jedynych pośrednikach między Bogiem a planetą Ziemia. To jest właśnie mruganie oczkiem ze strony koncesjonowanej Prawicy Czarnej do ekstremistów katolickich. Najpierw Panowie należy poprosić własny Kościół, by zechciał wreszcie zdjąć Klątwę, o której zdjęciu  jakoś „zapomina” przez ostatnich 600 lat. A wtedy… cóż, może demon samoczynnie  zniknie?

Teoretycznie powinien zniknąć, zwłaszcza z umysłu autora powyższego wytworu „intelektualnego” z portalu Niezalezna.pl, który chce nam zdaje się po dojściu do władzy „ich opcji” zaserwować Nową Kontrreformację.

Jak oni to nazywają – „polityka miłości” czy jakoś tak podobnie, a może „filozofia chrześcijańska”?

Z tymi hasłami nie macie panowie żadnych szans na objęcie władzy w Polsce, boście żadni patrioci tylko od 1000 lat chodzący posłusznie na pasku, niewolnicy Watykanu i Nowego Rzymu zwanego dzisiaj potocznie UE. Polacy w kontaktach z Bogiem pośredników i mądrali już nie potrzebują.

CB

Kraina Księżyca – Niesamowite zagadki – czyli sztuczne drzewo Wyspowiszu na Spitsbergenie (Górze Świata czy Kary?)


Ci którzy czytali wyjętą z Taji 23 historię Zarzduszta (Zaratusztry) i Dziwnyjusza (Dionizosa-Zalmoksisa) wiedzą co to Wyspowisz – ci którzy nie wiedzą niech przeczytają na czarnym pasku po prawej Taja 23 – fragment.

Moglibyście pomyśleć iż to typowy wakacyjny temacik, ale zapewniam was, że warto porozmyślać nad tym w co pakuje pieniądze na przykład Bill Gates. Czy on także ulega powoli OBŁĘDOWI?

Czy ktoś rzeczywiście przygotowuje się na Koniec świata? – To raczej błędna Koncepcja – Koniec już Nastąpił a teraz trwa realizacja owego Zakończenia – musi trochę potrwać – Lecz jednocześnie trwa Budowa Nowego Świata.

CB

Led-witan (Lewiatan)- Lodowy Żmij-Żnuj

Podziemny bank nasion – “Skarbiec Zagłady”

Marzec 15, 2008

Norwedzy zbudowali podziemny bank nasion, jest to podziemny bunkier zwany “Skarbcem Zagłady”, którego zadaniem będzie ochrona zapasów żywności, w razie wybuchu konfliktu nuklearnego, zmian klimatycznych lub klęski żywiołowej. Inwestycji kosztowała 6,2 mln euro i jest w stanie pomieścić nawet 4,5 mln nasion.

Podziemną “Arkę Noego” wybudowano we wnętrzu granitowej góry na norweskiej wyspie Spitsbergen, wchodzącej w skład archipelagu Svalbard, niedaleko bieguna północnego. Schron posiada trzy komory, każda o głębokości 20 metrów, 10 metrów szerokości i 6 metrów wysokości. W pomieszczeniach stale utrzymywana jest temperatura -18 stopni Celsjusza, którą utrzymuję automatyczny system monitoringu, czuwa on też nad bezpieczeństwem całego kompleksu. – Nie mogę sobie wyobrazić niczego, co mogłoby zagrozić naszemu skarbcowi – powiedział podczas otwarcia Cary Fowler, prezes organizacji zarządzającej spitsbergeńską skrytką.

Oficjalne otwarcie odbyło się 26 lutego 2008 roku, wśród uczestników znaleźli się m.in. przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso oraz dyrektor generalny ONZ do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO, które było jednym z inicjatorów przedsięwzięcia) Jacques Diouf. Zaproszona została również laureatka Pokojowej Nagrody Nobla z 2004 r. Wangari Maathai z Kenii, walcząca z dewastacją lasów afrykańskich.

Jako pierwsze w banku zostały umieszczone różne odmiany ryżu uprawianego w 104 krajach, w podziemiach mroźnej wyspy mają szanse na przetrwanie setek lat, chronione nawet przed globalnym konfliktem nuklearnym, zmianami klimatycznymi lub innymi kataklizmami, niekoniecznie będącymi dziełem człowieka. Następne w kolejce czekają ziarna grochu z Nigerii i kukurydzy z Meksyku, potem do Skarbca powędrują rośliny uprawne z całego Świata.

Eksperci są zdania, że już wkrótce zawartość skarbca może stać się cenniejsze od złota, ponieważ z roku na rok tracimy coraz więcej odmian i gatunków roślin. W ciągu ostatnich stu lat bezpowrotnie straciliśmy 80 proc. odmian kukurydzy, a farmerzy z USA pozbyli się 94 proc. odmian grochu. Zmniejsza się różnorodność upraw, oszacowano, że zginęło już 75 proc. wszystkich roślin hodowlanych. Jednorodność upraw niesie za sobą ogromne ryzyko, gdyż w przypadku pojawienia się nowego pasożyta, grzyba, bakterii lub wirusa, może w bardzo krótkim czasie je wszystkie zniszczyć. Podobny wpływ mają stałe zmiany klimatu, różnorodność upraw jest pewnego rodzaju zabezpieczeniem, które gwarantuję, że część roślin przetrwa zmiany.

Na Świecie istnieje już 1 400 banków nasion. Jednak większość z nich wybudowano w krajach o niestabilnej sytuacji politycznej i w rejonach gdzie trudno zapewnić odpowiednie warunki przechowywania. Na przykład w 2006 roku, podczas ataku tajfunu został zalany bank nasion na Filipinach, a działania wojenne w Iraku i Afganistanie przyczyniły się do dewastacji kolejnych zapasów ziaren.

Budowę Globalnego Skarbca rozpoczęto w 2006 roku, “wgryzając” się w głąb granitowej góry na głębokość około 150 metrów, dodatkowo wszystko zostało wzmocnione ogromną ilością zbrojonego betonu i wieloma stalowymi drzwiami. Na tym poziomie stale utrzymuję się niska temperatura, co jest zawdzięczane wiecznej zmarzlinie, w której znajdują się pomieszczenia banku. W takich warunkach może być przechowywane blisko 4,5 mln nasion.

Znaczna część inwestycji została sfinansowana przez prywatne instytucję, w tym fundację Billa Gatesa.

Skarbiec zagłady, już pół miliona depozytów

Marzec 14, 2010

Dwa lata temu Norwedzy otworzyli podziemny bank nasion nazywany też “Skarbcem Zagłady”, lub “Kryptą Dnia Sądu Ostatecznego”. Od tamtej pory zgromadzono już pół miliona próbek, czyniąc norweski skarbiec największym zbiorem nasion na świecie.

Można tu znaleźć jedną trzecią nasion roślin uprawnych z całego świata. W tym momencie mamy całą różnorodność świata. I najlepiej zabezpieczone próbki – mówi Cary Fowler, który kieruje tym niezwykłym skarbcem.

Podziemną “Arkę Noego” wybudowano we wnętrzu granitowej góry na norweskiej wyspie Spitsbergen, 1000 km od bieguna północnego. Schron posiada trzy komory, każda o głębokości 20 metrów, 10 metrów szerokości i 6 metrów wysokości. W pomieszczeniach stale utrzymywana jest temperatura -18 stopni Celsjusza, którą utrzymuję automatyczny system monitoringu, czuwa on też nad bezpieczeństwem całego kompleksu.

Już teraz zbiory na norweskiej wyspie są imponujące, ale nadal brakuje tam wielu cennych próbek. – Nie mamy kolekcji z Etiopii, niektórych materiałów z Indii oraz paru z Chin – mówi Fowler.

Oderwała się część lodowca

Marzec 27, 2008

Na Antarktydzie oderwała się część Lodu Szelfowego Wilkinsa. Liczący 41 kilometrów długości oraz 2,5 kilometra szerokości fragment Lodu Szelfowego Wilkinsa oderwał się 28 lutego od antarktycznego lądolodu – podał amerykański Państwowy Ośrodek Danych o Śniegu i Lodzie (NSIDC) w Boulder w stanie Kolorado.

Ledwitan – Lewiatan – Lodowy Żmij-żnuj [fot. AFP]

W 1993 roku prof. David Vaughan z BAS (Brytyjskiego Centrum Badań Antarktydy) przewidywał, że jeśli klimat wciąż będzie się ocieplał, północny fragment szelfu może oderwać się od niego w ciągu najbliższych 30 lat. Jednak jak widać stało się to dwa razy szybciej.

– Sposób, w jaki obecnie dochodzi do zmniejszania się powierzchni lodu, sugeruje, że nie mamy do czynienia z normalnym formowaniem się gór lodowych – mówi prof. David Vaughan. On i jego koledzy uważają, że przyczyną zauważalnych zmian jest globalne ocieplenie.

Teraz już tylko wąski pasek lodu utrzymuję pozostałe kilka tysięcy kilometrów lodu, nie pozwalając na rozpad szelfu. Oderwaniem się zagrożony jest obszar porównywalny wielkością do amerykańskiego stanu Connecticut czy polskiego województwa małopolskiego.

Jednak dopóki lód unosi się na wodzie, dopóty nie grozi podniesienie się poziomu wód w oceanach – Uspokaja prof. David Vaughan. Nie oznacza to jednak, że nie będzie żadnych tego konsekwencji.

Z końcem lutego na Antarktydzie kończy się lato. A to czas, w którym najczęściej dochodzi do odrywania się lodowych brył. – Na ten sezon to koniec tego niezwykłego zjawiska – komentuje amerykański geolog. – Kiedy znowu przyjdzie styczeń będziemy obserwować, czy rozpad szelfu Wilkinsa będzie postępować.

I jeszcze jeden artykulik na temat ze znanego i niezłego bloga:

CZY NATURA NAS ZNIENAWIDZIŁA – NUBIRU 2012 – NIE to nie jest prawdziwa data… PRZYPOMNIENIE WPISU.

Posted by miziaforum w dniu Wrzesień 4, 2010

 W STYCZNIU TEGO ROKU PISAŁEM NA GRYPA666 ŻE ROK 2010 JEST ROKIEM ROZPOCZYNAJĄCYM KŁOPOTY NA SKALĘ GLOBALNĄ – PIERWSZE 6 MIESIĘCY TEGO ROKU JUŻ UDOWODNIŁY SŁUSZNOŚĆ TEJ TEZY ZARÓWNO W SKALI GLOBALNEJ JAK I NASZEJ POLSKIEJ RZECZYWISTOŚCI

NIE CHODZI O DATĘ 2012 – TAK CHCĄ „UNI”- „ONI” ŻEBY LUDZKOŚĆ SKUPIŁA UWAGĘ NA TEJ DACIE W JAKIM CELU – CHYBA KAŻDY ROZUMIE – NIESTETY NIE DA SIĘ UKRYĆ PONAD 6 MILIARDÓW LUDZI- WIĘC PANOWIE OD NWO – POSTANOWILI SKORZYSTAĆ – BRUDNA ROBOTA SIĘ SAMA ODWALI – WYSTARCZY NIE ROBIĆ NIC – I LANSOWAĆ DATĘ 2012 – I TRZYMAĆ NA DYSTANS OD FAKTÓW…………NAPRAWDĘ CHODZI O DATĘ – PÓŹNA JESIEŃ 2010 ZIMA WIOSNA 2011- TAK NAPRAWDĘ NIKT NIE MOŻE MÓWIĆ O KONKRETNYM DNIU MIESIĄCU I GODZINIE – takimi danymi dysponuje zaledwie garstka której zadaniem jest 24 godzinny monitoring – aby w odpowiedniej chwili – POWIADOMIĆ „UNYCH” I „ONYCH”
Już od kilku lat ten temat powraca niczym bumerang . Nie tylko na forach polskich jak i zagranicznych ,ale także pojawia się w telewizjach różnych krajów oraz w radio .

Ludzie jak to wiadomo lubią się dzielić na takich co wierzą jak i na takich co sceptycznie patrzą na tych co wierzą .

Ale…

Prawdę mówiąc jestem pod wrażeniem ilości informacji związanych z tym tematem . Każdy może obejrzeć sobie mnóstwo filmików, które w sposób bardziej lub mniej ukazują fakty lub mity związane z Nibiru . Należę do osób sceptycznie podchodzących do tego typu informacji, więc postanowiłem zajrzeć do źródeł, co NASAma do powiedzenia na ten temat . Bo w sieci nie brakuje zdjęć zrobionych przez amatorów, a i mnie niechcący przytrafiło się widzieć to zjawisko, choć jeszcze o nim nic nie wiedziałem – gdzieś w 2003 roku. A tu zaskoczenie – wpisuję nazwę i nic. Ale nie dałem za wygraną, przecież to niemożliwe, bo skoro są zdjęcia planety x i wypowiedzi astronomów, to jakieś szaleństwo, że taka instytucja nie udostępniła tak istotnych materiałów? Szukałem więc dalej i znalazłem na stronie informacje, ale to było pół roku temu. Teraz nie ma nic ! Usunięto wszelkie informacje na ten temat . Dlaczego? Widać sprawa jest na tyle poważna, że służby specjalne tuszują to wszystko .


Planeta Nibiru ( to sumeryjska nazwa ) odwiedza nasz układ co 3600 lat – mniej więcej . Jeżeli obejrzycie „pioruny bogów ” na youtube, to zobaczycie co nasi ojcowie widzieli kiedy była po raz ostatni i utrwalili to na rysunkach w grotach, w których się chronili ! Możliwe że zginęli, możliwe że przeżyli . Nie wiem, ale dlaczego ludzie, którzy mieli w owym czasie potężne cywilizacje, chronili się w jaskiniach i dla potomnych zostawili te rysunki ? Dlaczego w Norwegii zbudowano potężne obiekty podziemne? Obiekty, w których składuje się nasiona i rośliny z całego świata ? Gdyby spotkanie z Nibiru nie było realne, nikt nie wydałby ani centa na takie przedsięwzięcia! Sprawdźcie sami! Ja sprawdziłem i mam nadzieję, że ten artykuł poruszy Was i pozwoli na odrobinę refleksji. Jeżeli macie jakieś pytania – piszcie. Postaramy się dotrzeć głęboko do źródła. Odliczanie trwa .

BUNKIER W NORWEGII JEST NIE TYLKO UPCHANY NASIONAMI – ALE W STYCZNIU DO MARCA 2010 ROKU BYŁ  SUKCESYWNIE WYPEŁNIANY – ŻARCIEM …………….. – i to właśnie wypełnianie żarciem zwróciło UWAGĘ KILKUNASTU OSÓB – bo gdyby nie to – to wszyscy powtarzali by że to osławiona MONSANTO I NIC POZA TYM – ALE KILKASET TON ZAPASU – JEDZONKA – CHYM ……. MOŻE MONSANTO SZYKUJE IMPREZKE NA 500 000 ZAPROSZONYCH ………………

Czy Nibiru i Phaeton z mitów Greckich zwany przez Zaratusztrian Kometą Anut, która zesłała potop Tis-Tria nadciąga by zrobić nam Kuku czyli Ragnarok?

From Ugarit we hear, „The star Anat has fallen from the heavens; he slew the peopleof the Syrian land and confused the two twilights and the seats of the constellations.” The Zoroastrians claimed it unleashed first terrible fire and then a flood called Tistrya. Widespread peoples described it burning and flooding. The old Sumerian tale is thus not the only lengend of comet-fall but is perhaps the oldest. Even passing through the debris trail of a comet can wreak destruction and rain hellfire. Halley’s comet has an erratic course but appeared in 451AD and 1225 BCE.

The Greek myth of Phaeton described a fiery comet that ended the Golden Age, wreaking climatic havoc in the second half of the Thirteenth Century BCE.

Trasa hipotetycznego Phaetona, Nibiru, Anat,Sechmet – pokrywa się dokładnie z linią Piramida Cheopsa(Ozyrysa-Koszerysa) – Ślęża – ARKONA (Koniec Arki) – Góra Nyse (Góra Nicy na Skonie Świata).

Sechmet (Sachmet, Sachmis) – w mitologii egipskiej bogini wojny, zemsty i chorób, a także bogini opiekuńcza Dolnego Egiptu. W dosłownym tłumaczeniu jej imię znaczy „Potężna”. Początkowo prawdopodobnie była to lokalna (z miejscowości Rehes) bogini nomu letopolitańskiego (Dolny Egipt). W Memfis była małżonką Ptaha i matką Nefertuma. Czczona też, wraz z Hathor i Mut, w Karnaku.

Sekhmet’s name comes from the Ancient Egyptian word „sekhem” which means „powerful one.” Sekhmet’s name suits her function and means, the (one who is) powerful. She also was given titles such as the (One) Before Whom Evil Trembles, the Mistress of Dread, Lady of Slaughter and She Who Mauls.

Anch, ankh („crux ansata”, „krzyż egipski”) w mitologii egipskiej hieroglif oznaczający życie. Ankh w starożytnym Egipcie był symbolem płodności, jego kształt miał symbolizować kobiece łono. Współcześnie niesłusznie nadaje mu się mistyczne, oraz magiczne znaczenie. Jest to jedna z form krzyża.

Wyglądem przypomina duże T z pętlą lub kółkiem (trzymany przez bogów) u góry. Stał się egipskim znakiem życia oraz symbolem i atrybutem wszystkich wiecznie żyjących bóstw. Obecnie wielu ludzi uważa, że w symbolice i wierzeniach starożytnego Egiptu, symbol ten miał dawać (poprzez emanowanie energii ze swego wnętrza) nieśmiertelność i wieczne zdrowie. Był też symbolem zjednania z bogami w zaświatach, dając tym samym wieczne i szczęśliwe życie.

We Wczesnym Okresie Dynastycznym ankh utożsamiano z Izydą oraz Ozyrysem. Jego wpływ widzimy również w następnych dynastiach. Anchi poszczególnych bóstw były łączone z ich atutami, i tak: anch boga Anubisa wiązany był z ochroną zmarłych, ankh Sechmet oraz Hapi z życiodajnymi wodami Nilu, a anch Amona z oddechem życia (bożym duchem). Przetrwał jako ikona posiadająca mistyczną potęgę. Uznawany za znak pierwszych chrześcijan wyznania koptyjskiego. Do dzisiejszego dnia uznawany za jeden z ich znaków.

Zarówno ci, którzy budują schrony jak i ci, którzy się tego boją – nie rozumieją istoty Przemiany, która się dokonuje. Ranga-Rok to tylko Skała Świata Ranga-Kara Góra lub Rzeka Ranga-Kara – to nie żadna kara za grzechy tylko Czara Góra – Góra Czakram, Góra KalaCzakry i Czara- Dzban Zarywanów – „cz-ARKA  Przymierza”, która stamtąd pochodzi – z Wyspy u Wrót z materii Drzewa Wyspowiszu. To Przemiana i narzędzie Przemiany Starego Świata, Łódź Osta-Ista,  a nie koniec Świata i Światła w ogóle.

Zobacz gdzie leży Ranga Rok – Rzeka Ranga lecz nie Rzeka Śmierci oraz gdzie leży Hara Bieregati- Skała Ranga- Skała Brzeżna lub Góra Brzeżna, wyrastająca obok Góry Kary-Kresu (Kryszenia-Krasy). Zobacz też linię Góra Nyse (Nicy) – Piramida Cheopsa (Ozyrysa-Koszerysa) zgodną z linią przelotu hipotetycznej Nibiru-Anut-Sekhmet [kliknij i powiększ]

Koniec Starego Świata Jest Nieuchronny a przełomowe w tym względzie wydarzenia już zaszły, punkt zwrotny minięto  w czerwcu 2012. Mass Media ukryły istotę przełomu pod bełkotem Euro 2012. Euro 2012 ma swoje znaczenie dla Polski i dla Niemców i dla Greków i dla Hiszpanów i dla Rosjan i dla Chin, które zrobiły z tego Koniec Świata właśnie i dla Indii i dla Japonii i dla USA – DLA całego Świata. Euro 2012 to nie jest gra w piłkę nożną – Europa jest teraz Pępkiem Świata lecz nie w ten sposób jak by to chciała widzieć Telewizja. Bo to całkiem inna Wizja się realizuje.

Wyspowisz-Wispiowisz – Wiśnia Płacząca

Nie zapominajcie ani na chwilę, że najlepsze wiśnie według ekspertów światowych – pochodzą z Polski (kieleckie- czyli świętokrzyskie, tam rośnie jej najlepsza odmiana i są spełnione najwłaściwsze warunki klimatyczne dla tego drzewa – To Świątynia Dziewięciu Kręgów -Łyskogóry – Małe Góry Światła Świata. To my powinniśmy czcić wiśnię – zwłaszcza Płaczącą – Wispowisz – bo to także Drzewo Wisznu – Jednego z Trimutri – z Trójcy Matecznej (razem z Siwą i Brahmą, czyli z Życiem i Bramą Światła). Czy to ma związek z Górą Kara i podaniem o Drzewie Świata? Wisznu nie bez powodu jest w wisznaizmie uznawany za Jedynego a w innych wiarach przyrody za Podtrzymującego Życie. To energia sporu podtrzymuje życie – energia sporzaca, przysaparzająca, ale też energia spory-zwory (iskrząca) – Spor – Tyn Sporu – Bogowie Dawcy Mnożności. Zatem Spor i Wisznu to jedno.

Wyznawcy Wiary Przyrodzoney Słowian wiedzą, że Trójca Mateczna przedstawiana w hinduizmie jako najwyższa, czy uznawana za najwyższą naśladowniczo – za hinduizmem, wedaizmem i wisznuizmem – także przez chrześcijaństwo, jest tylko jedną z Trójek. Taką szczytową trójcę stanowią dla nas ŚwiatłoŚwiat (Świętowit) – Czarnogłów(Czarnoboh)  i Białoboga (Belboh). Takie Trójce tworzą również Żywioły i tutaj mamy Trójcę Ziemską: Spor (Wisznu, Żywioł Zalęgu-Sporu, Bagno) – Woda (tyn Wodów, Żywioł Wody) – Ziemia (Matka Ziemia – Wielka Matka, Żywioł Ziemi.

Prunus ‚Pendula Rubra’ płacząca czyli  sakura

Sakura – Wiśnia Płacząca

(jap. 桜?) – japońska nazwa ozdobnych drzew wiśniowych i ich kwiatów.

Co roku Japończycy śledzą sakura-zensen, czyli „front kwitnienia wiśni”. Co wieczór informacje są nadawane po prognozie pogody. Kwitnienie rozpoczyna się na Okinawie w lutym i zazwyczaj dociera do Kioto i Tokio na przełomie marca i kwietnia. Przesuwając się dalej na północ, na początku maja osiąga Hokkaido. Japończycy z uwagą śledzą te prognozy. Razem z przyjaciółmi i rodzinami udają się do parków, świątyń i chramów na hanami (花見) czyli „oglądanie kwiatów” – towarzyskie spotkania o charakterze pikniku, połączone czasem ze słuchaniem tradycyjnych utworów muzycznych i tańczeniem.

W 1912 Japonia podarowała Stanom Zjednoczonym 3 tys. drzew sakura, dla upamiętnienia rozwijających się wówczas przyjaznych stosunków między tymi narodami. Od tego czasu drzewa wiśniowe rosną na brzegach Tidal Basin w Waszyngtonie, a dar został odnowiony w 1956 partią 3,8 tys. drzew. Drzewa stanowią popularną atrakcję turystyczną, szczególnie wczesną wiosną, gdy w pełni rozkwitają (są przedmiotem corocznego Narodowego Festiwalu Kwiatów Wiśni).

Sakura zawsze była w Japonii symbolem ulotnego piękna i była ściśle kojarzona z samurajami i bushi. Życie uważano za krótkotrwałe i piękne, podobne w tym do kwiatów wiśni. Ten motyw pozostaje nadal obecny, często można go zaobserwować w kulturze popularnej (szczególnie w mandze i anime). W poezji japońskiej sakura jest powszechnie wykorzystywanym kigo (motywem wskazującym na porę roku).

Podczas II wojny światowej sakura była symbolem motywującym społeczeństwo japońskie. Japońscy piloci malowali ją na swoich samolotach przez podjęciem samobójczej misji. Kwiat wiśni na bokach bombowca symbolizował piękno i ulotność natury[1]. Rząd zachęcał ludzi do wiary w to, że dusze poległych wojowników odrodzą się w kwiatach.

[Koniecznie kliknij i powiększ]

„Dlaczego Wiara Przyrody nie potrzebuje kapłanów ani doktryny – czyli mądry wpis pod artykułem o niszczeniu pomników w Timbuktu” oraz o Oświeceniu (zebrane przez Mezamira Snowida)


Dlaczego Wiara przyrody nie potrzebuje kapłanów – czyli mądry wpis pod artykułem o niszczeniu pomników w Timbuktu na Onet.pl

Mądry wpis pod artykułem na Onet.pl o działalności radykalnych islamistów w Mali spowodował, że zatrzymałem się na chwilę i przeczytałem tę całość zestawioną z dwóch części – artykułu i owego wpisu – z głęboką refleksją. Chciałoby się żeby takich komentarzy było więcej, żeby były same takie oparte na głębokiej wiedzy i przemyśleniu tematu komentarze pod artykułami, które tam się ukazują.

Niestety portale Informacyjne podporządkowane są sympatiom politycznym ich właścicieli i przez to większość komentarzy jest tam bezsensowną młocką kłócących się popleczników stron konfliktu politycznego lub politykierów od siedmiu boleści.

Tak się dziwnie „przypadkiem” złożyło, że ten tekst ukazał się w przeddzień publikacji artykułu Winicjusza Kossakowskiego, w którym właśnie poprawiałem drobne literówki, kiedy wszedłem na wiadomości w Onecie i  równie „przypadkowo” – bo prawie nigdy tego nie robię – przeczytałem początek pierwszego wpisu pod artykułem. Z wpisami i ze stronami internetowymi, z blogami jest tak, jak z dobrym filmem. Dobry film rozpoznaje się już po czołówce, a dobry blog po jednym zdaniu na górze, także po pierwszym zdaniu można rozpoznać jaka jest wartość tego co dalej będzie rozwinięte. I tym razem tak właśnie było. Pierwsze zdanie w komentarzu pod artykułem zmusiło mnie do rozwinięcia całego wpisu, który okazał się właściwie sążnistym analitycznym artykułem napisanym przez Internautę o nicku TW Cappino.

Dopiero ten tryptyk – „Czy religie dzielą naród”, „Islamiści kontynuują niszczenie zabytkowych mauzoleów w Timbuktu” i „Walka rzymskiego pogaństwa z chrześcijaństwem oraz chrześcijaństwa ze słowiańskim pogaństwem” stanowi poważną wartość i daje nową jakość w widzeniu całej problematyki współczesnego przewartościowania religijności i otwarcia współczesnych Europejczyków na Nową Wiarę.

TW Cappino popełnia pewien błąd w całym swoim rozumowaniu – skupia się mianowicie na Polsce widzianej jako Lechia czyli Połabie i Polska  – co częste i trudne do zwalczenia jako efekt postkolonialny. W ten sposób „zapominamy”, że Litwa która obejmowała w XIV wieku także Ruś – była wtedy jeszcze pogańska, a chrześcijańskość ograniczyła się aż do Rozbiorów do tego o czym pisze pan Winicjusz – szlachty, albo do „miejscowej” odmiany chłopskiej religijności, która była z kolei konglomeratem pogaństwa i powierzchownego chrześcijaństwa nałożonego na stary rytuał i obrzędowość.

Wiedząc to i biorąc pod uwagę możemy dopiero w pełni ocenić cały proces jaki zaszedł w przeszłości i jaki zachodzi na naszych oczach. Ta refleksja i ocena potwierdziła po raz kolejny zasadność przyjętego przez Wiarę Przyrodzoną Słowiańską rozwiązania dotyczącego gromad żerców  (kapłaństwa)  i rozwiązania dotyczącego doktryny, czyli Kanonu Wiary.

Kapłowie (Żercy) w Rodzimej Wierze Słowian to osoby, których rola wyczerpuje się w organizowaniu i  sprawowaniu obrzędów publicznych, których jedynym celem jest integracja społeczności Wierzących i utrwalenie wiedzy o obrzędach, czy przekazanie tradycji Wiary w obrzędach kolejnym pokoleniom Wiernych. Rola wiedunów Rodzimej Wiary Słowiańskiej wyczerpuje się w przekazywaniu wiedzy o wierze. Wiedun czy kapła-żerca to osoby publiczne, które wypełniają posłanie krzewienia wiedzy o Wierze Pzyrodzonej Słowiańskiej tym, którzy tej wiedzy potrzebują. Posłanie oznacza, że czynią to nieodpłatnie. Jedyna opłata jaka ma sens to składka na to wszystko co jest przedmiotem konkretnego, przygotowywanego obrzędu. Ustanowienie jakichkolwiek innych opłat niż dobrowolne składki na konkretne cele obrzędowe prowadzi do takiej sytuacji jaką mamy  we współczesnym buddyzmie, chrześcijaństwie i islamie.

Sensem duchowego doskonalenia się Ludzi jest uzyskanie przez nich wglądu w Rzeczywistość i Światło Świata, a więc uzyskanie możliwości bezpośredniego kontaktu w Bogami/Bogiem w Sobie i we Wszechświecie. W tym procesie samodoskonalenia jest miejsce dla Wiedzących i Wiodących oraz dla Żerców i Szamanów – zajmują się oni tym działaniem dobrowolnie, a więc nie czerpią z tego tytułu żadnych korzyści finansowych.

Tylko takie rozwiązanie jest moralne i gwarantuje, że Wiara Przyrodzona Słowiańska nie wypaczy się w dziwoląg, który przestanie służyć rozwijaniu własnej osobowości i świadomości wyznawców. Łatwo bowiem wiara może wyrodzić się w religię i stać się „pośrednikiem”  w obrzędach osobistych i rodzinnych, a w końcu też we wszystkich kontaktach z Bogiem/Bogami – to jest w karykaturę Wiary i narzędzie służące utrzymaniu władzy – rządu dusz dla kasty kapłów czy wiedunów.

Wyciągnijmy też wnioski z mądrego artykułu Winicjusza Kossakowskiego i zrozummy, że Słowiańskość = Polskość, że Rusini to też Słowianie (Polacy), i Węgrzy także są Skołotami dawnymi i Polakami (=Słowianami) a w ramach duchowej polskości powinniśmy przyjąć i zmieścić wszystkich, którzy CHCĄ się z nią identyfikować, niezależnie od tego gdzie mieszkają i jak wyglądają, czy mają oczy skośne czy skórę czarną albo czerwoną albo zieloną, czy ich matka była Żydówką czy nie.

Pamiętajmy, że są tacy, którzy chcą nas za wszelką cenę zunifikować i podzielić w celu łatwiejszej unifikacji.

Niech nas nie zmylą różne języki, którymi mówimy ani granice państwowe – naszą ojczyzną i macierzą jest Słowiańszczyzna a naszym Plemieniem jest ta grupa, do której sami wybraliśmy dobrowolnie przynależność. Świat najbliższej przyszłości to świat PLEMIENNY – świat plemion zintegrowanych wspólnotami poglądów i celów. Pamiętajmy, że nie jest przeszkodą dla uczestnictwa w Słowiańskości – żadna wyznawana przez kogoś religia, pamiętajmy też, że nie jest przeszkodą w Rodzimowierzeniu (w pogaństwie Słowiańskim) to, że człowiek jest joginem, praktykuje zen, ma poglądy naukowe na świat – ale uznające istnienie boga/bogów czyli Wyższej Siły Sprawczej, że jest czy nie jest wegetarianinem, że uważa za mądrą filozofię hinduistyczną, czy taoizm, czy filozofię buddyjską, albo jest okultystą, czy wyznaje magię lub szamanizm, albo że jest fanem piłki nożnej i boksu czy jazdy figurowej na łyżwach. Natomiast jest przeszkodą w wyznawaniu Wiary Przyrody brak szacunku dla innych ludzi i  ich poglądów i ich wiary, brak szacunku dla wszystkiego co żyje w tym dla naszej Matki – Ziemi i jej Przyrody. Tak więc wyższościowe „filozofie” czy systemy wartości jak chrześcijaństwo czy faszyzm są przeszkodą, tak samo jak fanatyzm  technologiczny lekceważący Przyrodę i Ziemię wszystko co dzięki tej Wspólnej Naszej Matce ŻYJE.

Możliwe że Ci Którzy Wiedzą i są już Oświeceni a czytają te słowa i ci którzy nie mają się za Oświeconych, ale zwykłych inteligentnych ludzi, poczują pewien dyskomfort, że piszę tutaj takie truizmy, rzeczy oczywiste i wiadome im od dawna

Martwi mnie gdy się obwinia Żydów o nasze własne nieszczęścia. Nie obwiniajmy sprytnych i inteligentnych, że są sprytniejsi i inteligentniejsi od nas, lecz bądźmy od nich jeszcze sprytniejsi, bardziej solidarni niż oni i inteligentniejsi – to znaczy wykształceni nie po uniwersytecku,  lecz wiekową mądrością życiową czerpaną z tradycji Słowian  i wszelką praktyczną czy teoretyczną wiedzą (naukową także).  Za swoje położenie nie obwiniajmy nikogo tylko SIEBIE. Możemy zrobić lepiej i więcej z pożytkiem dla naszego PLEMIENIA, a to będzie pożytkiem dla wszystkich Słowian.

Artykuł na Onet.pl 1.07 2012

Islamiści kontynuują niszczenie zabytkowych mauzoleów w Timbuktu

dzisiaj, 00:01, 01 07 2012

Pomimo ostrych protestów islamscy radykałowie kontynuowali w niedzielę akcję niszczenia mauzoleów sufickich świętych w Timbuktu na północy Mali. „Zbrodnią wojenną” nazwała działalność talibów prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego Fatou Bensouda.

Fot. AFP

fot. HABIB KOUYATE

Malijscy talibowie, używając broni palnej i kilofów, burzyli drugi dzień z rzędu zabytkowe mauzolea, ignorując apele o zaprzestanie wandalizmu – pisze agencja Reutera, powołując się na naocznych świadków zdarzeń. Miejscowy dziennikarz Yaya Tandina powiedział, że grupa około 30 uzbrojonych mężczyzn zniszczyła w niedzielę trzy grobowce świętych. Dopiero w południe, gdy część napastników udała się do meczetu, akcję przerwano.

Sprzymierzeni z Al-Kaidą tuarescy radykałowie islamscy, naśladując afgańskich talibów, zburzyli w sobotę co najmniej dwa mauzolea sufickich świętych uznane przez UNESCO za pomniki Światowego Dziedzictwa Kultury. Grozili zburzeniem wszystkich 16 grobowców.

- Jeszcze dziś zburzymy wszystkie mauzolea, wszystkie, co do jednego – zapowiadał rzecznik malijskich talibów Sanda Ould Boumama. – Bóg jest tylko jeden. Oddawanie czci grobowcom jest grzechem. Muzułmanom nie wolno tego robić, a wszyscy jesteśmy muzułmanami.

Prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze, Fatou Bensouda, określiła w rozmowie z AFP postępowanie malijskich talibów mianem „zbrodni wojennej”. Przypomniała, że według statutu rzymskiego, który reguluje działanie MTK, celowe ataki na niechronione obiekty cywilne stanowią zbrodnię wojenną.

Malijska minister kultury i turystyki, Fadima Toure Diallo, wezwała ONZ do podjęcia konkretnych kroków przeciwko „zbrodniom przeciwko światowemu dziedzictwu kultury”. – Te kryminalne czyny nie mają nic wspólnego z islamem i tolerancją, których napastnicy domagają się dla siebie – powiedziała Diallo na posiedzeniu UNESCO w Petersburgu.

Timbuktu, nazywane „miastem 333 świętych”, sławne jest z grobowców i mauzoleów świętych sufickich mężów i uczonych, którzy żyli i działali tu w XIV i XV wieku, gdy miasto przeżywało swój złoty czas. Położone na skrzyżowaniu karawanowych szlaków, stało się opływającą w bogactwa saharyjską metropolią intelektualną i kupiecką wielkich imperiów Mali i Songhaj.

W 1988 r. UNESCO uznało mauzolea, meczety i manuskrypty z Timbuktu za pomniki Światowego Dziedzictwa Kultury. W zeszłym tygodniu UNESCO umieściło miasto na liście zagrożonych zabytków, uznając, że działalność islamistów stanowi niebezpieczeństwo dla zabytków.

(Pog)

TW Cappino

„Walka rzymskiego pogaństwa z chrześcijaństwem oraz chrześcijaństwa ze słowiańskim pogaństwem”

~TW „Cappino” do ~Max: Od wieków nowe religie niszczą ślady po starych religiach. Niszczenie zabytków historycznych to podstawowa metoda utrwalania nowej władzy religijnej i politycznej. Tak było jest i będzie. Ponieważ Europa ulega obecnie islamizacji warto więc przyjrzeć się temu procesowi na przestrzeni historii. Szczególnie na naszym polskim i europejskim podwórku.

Jak uczy historia kultura europejska jest bardzo słaba. Europejczycy bardzo łatwo poddają się obcym wpływom. Przykładowo, słowiańska kultura oparta na harmonii z naturą została po prostu zmieciona z powierzchni ziemi przez dobrze zorganizowany kościół katolicki.
Teraz trudno stwierdzić co jest tak naprawdę kulturą Europejską. Obecnie w Europie propaguje się chodzącą na bardzo krótkich nogach laicyzacje. Ponieważ jednak ludzie są tak skonstruowani, że jakąś religie muszą mieć, to zapewne niedługo nastąpi zmiana siedziby (z Rzymu do Mekki) i Europa po raz kolejny zostanie podbita kulturalnie przez bliski wschód. Tym razem będzie to Islam.

Ja nikogo nie oceniam i nie pisze czy to dobrze, czy niedobrze. Podaje tylko pewne trendy, które są widoczne jak sie popatrzy na dłuższe okresy historyczne.

Islamizacja przebiega bardzo podobnie jak Chrystianizacja 1000 lat temu dlatego podaje w skrócie jak doszło do Chrystianizacji Europy.

Chrystianizacja przebiegała następująco:

Pierwsi chrześcijanie skupiali sie początkowo w małych grupach (tak jak teraz muzułmanie w Europie Zachodniej). Podobno byli prześladowani. Jednak jak widać bardzo nieskutecznie ponieważ w dość krótkim czasie przejęli władze na Rzymem (po bitwie przy moście Mulwijskim w roku 312).

Następnie kraje przeszły na chrześcijaństwo w latach:
Frankowie 496
Irlandia V w.
Szkocja VI w.
Brytania VI w.
Niemcy VII w.
Państwo wielkomorawskie 822
Bułgaria 866
Czechy 925
Dania 965
Polska 966

Mniej więcej po podobnej ścieżce kroczy teraz Islam. Tyle ze idzie mu dużo szybciej.
Jest to ciekawe o tyle, ze Ci co zwykle uchodzą za ostoje kultury Europejskiej (Włochy, Francja, Niemcy) padli pierwsi. Teraz też padną pierwsi. Tak przynajmniej mówią statystyki demograficzne. Zostaną podbici przez Islam dokładnie tak samo jak Rzym przez Chrześcijaństwo. Po cichu i bez rozgłosu.

##############
Początki chrześcijaństwa w są bardzo podobne to początków Islamu w Europie. Podaje opis przegranej waliki kultury rzymskiej z chrześcijaństwem. Z opisu tego widać jak nieskuteczne są filozofia i nauka w starciu z dobrze zorganizowaną religią.

Imperium rzymskie próbując ratować swoją kulturę zaczęło aktywnie walczyć z chrześcijaństwem.

W 250 został wydany pierwszy edykt godzący w ogół chrześcijański. Jego wydawca, cesarz Decjusz (249-251), nakazał w nim wszystkim mieszkańcom Imperium złożenie ofiar rzymskim bogom, na czym opierać miało się wydawanie specjalnego zaświadczenia zwanego libellus. Cesarz liczył na wzmocnienie przezeń jedności swojego państwa; było ono wtedy ciągle atakowane i wstrząsane wojnami domowymi. Dla wykonania edyktu powołano specjalne komisje, wydające owe zaświadczenia, którego brak prowadził do uwięzienia i procesu. Wprowadzanie zasad edyktu zależało głównie od gorliwości lokalnych władz; najbardziej zaciekle wdrażano edykt w Afryce i Azji. Prześladowania podzieliły chrześcijan na męczenników, którzy ponieśli śmierć, wyznawców, którzy odmówili złożenia ofiary ale przeżyli oraz upadłych (lapsi), którzy zostali złamani i – często w wyniku tortur i groźby śmierci – oddali cześć pogańskim bóstwom. Później w kręgach chrześcijan nastąpiła dyskusja, która doprowadziła do przyjęcia zasady ponownego przyjmowania odstępców (wbrew nowacjanom, którzy domagali się nieprzyjmowania „upadłych”). Prześladowania te zakończyła śmierć Decjusza pod Abrittus (obecnie Razgrad w Bułgarii) w 251.

Cesarz Walerian (253-260) kontynuował politykę prześladowań za pomocą edyktów. Dążył do powrotu dawnych zwyczajów i religii rzymskich. Za największe zagrożenie w tych działaniach uznał chrześcijaństwo, toteż wystawił dwa edykty godzące bezpośrednio w tę grupę. Pierwszy, ogłoszony w 257, zabraniał chrześcijanom zgromadzeń na cmentarzach, nakazywał też zamknięcie kościołów. Kolejny edykt z 258 nakazywał natychmiastowe karanie śmiercią każdego kto nie złożył ofiary rzymskim bogom; chrześcijanom z wyższych warstw konfiskowano majątek. Edykty Waleriana zakazały kultu chrześcijańskiego (do tej pory karano tylko za odmowę kultu pogańskiego). Szczególnie krwawe prześladowania trwały w Afryce i Egipcie; zginęli wtedy święci Cyprian i biskup rzymski Sykstus.
Po śmierci Waleriana edykty zostały cofnięte przez jego syna Galienusa, który uważał, że konflikty religijne powinny walczyć ze sobą na polu idei a nie w rękoczynach. Kościół został uznany jako instytucja a cesarz namawiał biskupów do dochodzenia swych praw po nie dawnych prześladowaniach; chrześcijanie zaczęli znów uczestniczyć w życiu państwowym i urzędniczym. Nastąpił okres 40-letniego rozejmu w walce pogańskiego państwa z chrześcijaństwem.

Druga połowa III wieku była okresem burzliwej ekspansji chrześcijaństwa, zwłaszcza na Wschodzie. Chrześcijańskie stały się nie tylko miasta, ale także wsie. Najważniejszym ośrodkiem stał się Egipt, gdzie powstał ruch eremicki, Syria i Azja Mniejsza. Chrześcijaństwo przekroczyło granice cesarstwa. Terenem misji stała się Persja, w której król Szapur I zezwalał na powstanie Kościoła i spełnianie kultu. Misjonarze dotarli także do Indii. Pierwszym krajem chrześcijańskim stała się w 301 Armenia, gdy misjonarz Grzegorz Oświeciciel zyskał poparcie króla Tiridatesa III. Chrześcijaństwo rozwijało się także w Italii (zwłaszcza w Rzymie) i Afryce.

Ostatni akt prześladowań nastąpił za cesarza Dioklecjana (284-305), który próbując uratować upadające imperium rzymskie poprzez kult władzy cesarskiej połączył motywy polityczne z filozoficznymi. Wykorzystał mianowicie niechęć do chrześcijan neoplatońskiej szkoły filozoficznej sprzymierzonej z pogańskimi kapłanami. Edyktem z 299 nakazano wszystkim żołnierzom i urzędnikom złożyć bóstwom ofiarę pod groźbą usunięcia z stanowisk. Odmowa złożenia ofiary pociągać miała za sobą utratę przywilejów stanowych albo obrócenie w niewolnictwo; wszystkich chrześcijan uznano za niezdolnych do spełnienia aktów prawnych. Edykt z 303 nakazał zniszczenie świątyń chrześcijańskich, konfiskatę i spalenie ksiąg świętych; surowo zabraniał też gromadzenia się chrześcijan. Początkowo nie przewidywano karania śmiercią, ale od 304, kiedy nakazano wszystkim chrześcijanom złożenie ofiar pogańskich wielu chrześcijan wystąpiło aktywnie przeciw władzy ponosząc męczeńską śmierć. Prześladowania przerwał częściowo edykt tolerancyjny cesarza Galeriusza z 311, a w pełni tak zwany edykt mediolański z 313, wydany przez współcesarzy Konstantyna i Licyniusza. Konstantyn postanowił pójść dalej i uczynić chrześcijaństwo składnikiem ideologii państwowej: na sztandary wojska i monety wprowadził monogramy Chrystusa, biskupom przyznał uprawnienia urzędników państwowych, budował kościoły chrześcijańskie, a w 321 ogłosił niedziele urzędowym dniem odpoczynku. Mariaż państwa z religią chrześcijańską przypieczętowała decyzja wyłączenia nieprawowiernych chrześcijan z edyktu tolerancyjnego. Odtąd protektorem wiary chrześcijańskiej był cesarz i władza państwowa.
##############

Jednym z ostatnich, którzy sie opierali i trwali przy pierwotnej kulturze Europejskiej byli Słowianie Połabscy (tereny byłego NRD).

Germanie żyjący w strukturach wodzowskich (rządy sprawowane przez wodza wybieranego na jedną wyprawę, czy też wodza na dłuższy okres czasu) szybciej podporządkowali się Chrześcijaństwu. Słowianie żyjący w demokracji (władza wieców) znacznie dłużej się opierali.
Islam ze swoja kultura oparta na rozkazach jest stworzony po prostu dla Germanów (co zresztą dzieje sie obecnie na naszych oczach). Dobrze jest sie tez zastanowić co sie może zdarzyć potem. Prawdopodobnie będzie bardzo podobnie jak 1000 lat temu.

Obecnie Europa podbijana jest przez Islam. Schemat działania jest bardzo podobny. Najpierw padną Francja i Niemcy (w sumie to im już niewiele brakuje). Norwegia i Wielka Brytania pewnie będą następne. Jak już to się stanie to reszta Europy zostanie uznana za pogańską i siłą zostanie zmuszona do zmiany zwyczajów. Taki przynajmniej było 1000 lat temu. Teraz pewnie pójdzie dużo szybciej bo mamy trochę więcej technologii.

Poniżej zamieszczam opis jak to się odbywało w przypadku chrześcijaństwa 1000 lat temu. Dla uproszczenia podje tylko historie Słowian Połabskich (Oborzyczanie, Wieleci, Serbołużyczanie i parę innych plemion na terenach byłego NRD). Można by jeszcze długo pisać jeszcze o Prusach, Inflantach itp.

******************
* Opis jest długi i można go pominąć
******************

Słowianie świątyń nie budowali. Kapłani żyli z pracy własnych rąk lub z zapłaty za świadczone usługi, jak leczenie. Były za to kamienne kręgi, święte gaje, dęby itd. jako miejsce wyznaczone do wspólnego odprawiania czynności religijnych (Święty Krzyż, Ślęża). Świątynie takie jak Radogoszcz, Arkona to odpowiedź na oddziaływanie chrześcijaństwa, wtedy właśnie wybijają się poszczególni Bożkowie lokalni, powstaje grupa zawodowych kapłanów na wzór chrześcijaństwa, nawet wzorem biskupów niemieckich posiadających własnych wojów (Arkona ok. 300 zbrojnych), aby dać odpór Chrześcijaństwu.

W 864 r. z Konstantynopola przybyli na Morawy dwaj bracia Konstantyn (przyjął imię zakonne Cyryl) i Metody, którzy z powodzeniem nawracali Słowian. Oni to stworzyli pierwsze pismo słowiańskie – głagolicę, dzięki czemu udało im się przełożyć Pismo Święte na język słowiański. Po śmierci misjonarzy papież potępił ich przekład Biblii, przez co zaprzepaszczone zostały ich dokonania. Uczniowie braci w 886 r. zostali wygnani z Państwa Wielkomorawskiego przez następcę Rościsława, księcia lub króla (nie wiadomo czy doszło do koronacji) Świętopełka.

Pierwszy etap narzucania Obodrzycom chrześcijaństwa miał miejsce w roku 931, kiedy to król niemiecki, Henryk I, pokonał nieznanego z imienia księcia obodrzyckiego zmuszając go do hołdu oraz przyjęcia chrztu. Fakt ten pozostał bez następstw, gdyż książę ten nie przejął się nową wiarą. Nieco większe znaczenie miała działalność pierwszego biskupa merseburskiego Bosona (968-970). Tym jednak razem lud nie przejął się nową wiarą.

Niemniej jednak już od X w. Niemcy poczęli tworzyć na Połabiu pierwsze biskupstwa (dla Obodrzyców – starogardzkie, 968). Jedno z takich biskupstw misyjnych, w Szlezwiku, zostało przez Obodrzyców (albo przez Polaków, jak uważają niektórzy historycy) zniszczone ok. 995 r. W tymże Starogardzie kilka lat wcześniej Obodrzyce urządzili pogrom chrześcijan. Miało to miejsce w czasie powstania obodrzyckiego pod wodzą Mściwoja i Mścidraga, które wybuchło, jak podaje Helmold, kiedy margrabia Teodoryk nazwał Mściwoja „psem”. W roku 1018 ma miejsce kolejna reakcja pogańska, przy okazji najazdu Wieletów.

Księciem, który wprowadzał chrześcijaństwo był Gotszalk (1010-1066). Ten wychowanek klasztoru sam aktywnie włączył się w akcję ewangelizacyjną. Tym niemniej jednak głosicielem nowej wiary był kler niemiecki, który, nastawiony głównie na korzyści materialne i uważany za ciemięzcę, nie budził zaufania u Słowian. Po kilkunastu latach Gotszalk zostaje zamordowany z inspiracji Związku Wieleckiego, po czym wybucha wielka „reakcja” pogańska, która kończy się unicestwieniem organizacji kościelnej na ziemiach obodrzyckich i ukamienowaniem chrześcijan w Raciborzu.

Zimą 1067 na 1068 – biskup Burchard z Halberstadt prowadzi wyprawę wojenną przeciw Wieletom, zdobywa i pustoszy kraj Redarów i powraca do Saksonii na świętym rumaku Swarożyca (Swarożyc – słowiański bóg ognia ofiarnego i domowego). Świątynia Swarożyca (Zuarasici) znajdowała się w Radogoszczy (prawdopodobnie na terenach obecnego Berlina).
W wyniku akcji zbrojnej biskupa rozpada się Związek Wieletów. Wykorzystując osłabienie swego konkurenta Henryk Gotszalkowic w 1093 r. przejmuje dla Obodrzyców ziemie wieleckie.

Nim jednak doszło do krucjaty władzę w państwie obodrzyckim przejął wybitny książę Niklot (1131-1160), który po śmierci synów Henryka Gotszalkowica objął tron w drodze elekcji przez wiec. Jego panowanie zostało w pierwszym okresie naznaczone pokojową pracą nad zespoleniem i wzrostem znaczenia politycznego i ekonomicznego państwa.

W roku 1108 biskupi niemieccy ogłosili manifest nawołujący do ekspansji na ziemie Słowian połabskich. W XII wieku (wyprawa z 1147) miała miejsce tzw. krucjata połabska – zbrojna wyprawa wojenna zorganizowana z upoważnienia papieża Eugeniusza III.

1125 – zburzenie grodu Radogoszcz (główny ośrodek polityczny Redarów oraz centrum kultu Radogosta-Swarożyca) przez wojska króla niemieckiego Lotara III. Dokładne położenie miejscowości nie jest znane; najbardziej wiarygodne jest utożsamienie Radogoszczy z grodem i osadą słowiańską odkrytymi w wyniku badań archeologicznych w miejscowości Groß Raden w Meklemburgii, gdzie odkryto pozostałości świątyni słowiańskiej. Istnieje teza jakoby gród znajdował się na terenach obecnego Berlina.

Głównym rzecznikiem tej krucjaty stał się św. Bernard z Clairvaux, który nakłonił do udziału w niej m.in. króla niemieckiego Konrada III. Papieskie wezwanie do krucjaty pociągało wówczas za sobą zobowiązania moralne, w szczególności dla chrześcijańskich władców. Bardziej pragmatycznym władcom saskim nie w smak była jednak zbrojna wyprawa w nieznane, zamyślili więc „służbę zastępczą”. Henryk Lew, Albrecht Niedźwiedź oraz Konrad z Zähringen przekonywali, że nie ma sensu gnać na daleki Wschód, kiedy pod bokiem mnóstwo pogan, wcześniej więc „tych przeto przede wszystkim albo wytępić, albo nawrócić wypada”. Św. Bernard podzielił logikę tego wywodu i zezwolił Sasom na odbycie wyprawy krzyżowej na żyjących spokojnie i w ogóle niezagrażających Niemcom Obodrzyców. Oficjalnie decyzja św. Bernarda została zatwierdzona przez papieża, który w specjalnym piśmie z 14.4.1147 r. opatrzył wszystkich wojowników w te same odpusty i nagrody duchowe, które przysługiwały krzyżowcom udającym się w tym czasie do Palestyny. Aby wzmocnić ducha bojowego wprowadził papież do tego aktu dodatkowe zastrzeżenie: pod groźbą ekskomuniki żaden krzyżowiec nie może przyjąć jakichkolwiek pieniędzy od pogan, gdyż mogłoby to „ostudzić zapał religijny, a niewiernych w ich błędach umocnić”.

Operacja wagryjska przyspieszyła krucjatę, która rozpoczęła się w lipcu 1147 r. Na Obodrzyców uderzyły dwie armie niemieckie (Albrechta Niedźwiedzia, 60 tys. żołnierzy, Henryka Lwa, ok. 40 tys.) i flota duńska (pod wodzą Kanuta i Swena). Wraz z Albrechtem Niedźwiedziem na Słowian ruszyło grono arcybiskupów, biskupów i opatów (biskup hoboliński i legat papieski, Fryderyk Anzelm, arcybiskup magdeburski, Fryderyk, biskup halbersztacki, Rudolf, biskup monastyrski, Werner, biskup miśnieński, Reinhard, biskup brandendurski, Wigger, biskup ołomuniecki, Henryk, opat z Korbei, Wibald). Nieco mniej hierarchów przyłączyło się do armii Henryka Lwa (m.in. arcybiskup bremeński, Adalbert, biskup werdeński, Ditmar, prałat Hartwig, późniejszy arcybiskup bremeński). Siły lądowe wspomagała potężna flota duńska, która miała atakować z morza i blokować porty. O nasileniu fanatyzmu krucjatowego świadczy okoliczność, że na wezwanie do wyprawy na pogan w Danii zawieszono trwającą niemal od roku wojnę domową, po to, aby obaj pretendenci do tronu, wraz ze wszystkimi mężczyznami zdolnymi do noszenia broni, mogli uderzyć w niewiernych. Do wyprawy dołączyły się także, niestety, wojska polskie, księcia Mieszka, w sile 20 tys. krzyżowców. Krucjata była więc niewątpliwie potężna, kronikarz podkreśla: „aż ziemia drżała na ich widok”.

Losy kampanii skoncentrowały się na oblężeniu dwóch twierdz — obodrzyckiego Dumina i lucickiego Dymina. Słowianie uznając przewagę bojową agresorów unikali starcia w otwartym polu, skupiając się na odcinaniu wszelkich środków posiłkowych i aprowizacyjnych. Kiedy armia duńska została wysadzona na ląd i dołączyła do oblężenia Dubina, została niebawem i błyskawicznie zaatakowana przez Niklota, który zorientował się, że armie saska i duńska rozdzielone są grząskim terenem. Wodzowie sascy mogli jedynie obserwować klęskę swych niefortunnych sprzymierzeńców. Pogrom Duńczyków znacznie osłabił morale Sasów, zaczęto w ogóle się zastanawiać nad sensem dalszej walki przeciw Słowianom, zaczęły też nasilać się dezercje. Efektywność dalszego oblężenia znacznie spadła i była rozwlekana przez kolejne rozejmy. Dopełnieniem porażki Duńczyków stała się klęska floty duńskiej pod wodzą biskupa Boeskilde, Ascerusa, która została niespodziewanie zaatakowana przez sprzymierzeńców Obodrzyców, Ranów, zamieszkujących wyspę Rugię i pobliskie ziemie.

Jedna z armii krzyżowców zapędziła się aż pod Szczecin, którego próba zdobycia zakończyła się sromotną porażką krzyżowców.

Nie lepiej się działo w południowej armii oblegającej Dymin. Wojsko trapiły głód, choroby, dezercja, niskie morale. Trwająca trzy miesiące wojna znużyła krzyżowców, którzy w dużej części dowodzeni przez biskupów, mających więcej żaru religijnego niż umiejętności wojskowych, stracili wiarę w pomyślne zakończenie wypadu. Znużeni wojną Sasi podjęli się w końcu układów pokojowych z niewiernymi. Zawarto układ pokojowy na zasadzie zachowania stanu sprzed ataku, przy czym Obodrzyce mieli przyjąć chrześcijaństwo. Tym samym rozpoczęta z wielkim rozmachem wyprawa krzyżowa zakończyła się niesławnym odwrotem i „pozornym chrztem”. Niemniej jednak drugi okres panowania Niklota był już naznaczony dramatycznymi staraniami o zachowanie niepodległości.

W konsekwencji pokoju dubińskiego erygowano ponownie na ziemiach obodrzyckich organizację kościelną (Starogard i Meklemburg, 1149). Ludność obodrzycka nadal jednak była niechętna nowej religii. Połabianie uważali bowiem Chrystusa za boga niemieckiego, a wiarę chrześcijańską za szczepowy kult Niemców. Nie pomogło ani niszczenie pogańskich świątków przez biskupa Gerolda, ani akcja misyjna Brunona. Stąd też organizacja kościelna służyć w zasadzie mogła jedynie niemieckim kolonistom.

Ostatecznego podboju państwa Niklota dokonano w czasie sasko-duńskiej kampanii wojennej, która ruszyła w 1160 r. W jej trakcie, śmiercią bohaterską poległ Niklot. W roku 1161 ziemie obodrzyckie stały się lennem najeźdźcy, który nadał je synom poległego księcia.

Sojusznicy Obodrzyców, Ranowie, ostatni bastion zachodniosłowiański, zostali podbici przez króla duńskiego Waldemara I i biskupa Roskilde, Absalona, w roku 1168. Świadomość narodowa (plemienna) koncentrowała się u nich wokół kultu Światowita, który cementował opór przeciwko narzucaniu chrześcijaństwa i zaborom germańskim. Nawet chrześcijański król Danii, Swen (1146-1157), przysyłał dary dla Światowita. Kiedy więc w czasie najazdu króla i biskupa zdobyto i zniszczono świątynię Światowita zadano tym samym śmiertelny cios Słowianom zachodnim, podobnie jak dokładnie wiek wcześniej biskup halbersztacki doprowadził do rozpadu Związku Lucickiego podbijając i niszcząc centralny ośrodek kultowy Swarożyca. W rok później Ranowie zostali przymusowo ochrzczeni a ich ziemie bullą papieża Aleksandra III zostały włączone do diecezji Roskilde.

Pamięć o Niklocie przetrwała przez wieki, a jego osoba stała się symbolem prawości, poświęcenia i nieugiętości zasad. Potomkowie Niklota zapoczątkowali linię panującą w Maklemburgii do 1918 r. Jej przedstawiciele później świadomie nawiązywali do słowiańskich tradycji. Zniemczeni potomkowie wystawili mu pomnik.

Święty Wojciech (956-997) patron Polski może być uważany za symbol upadku kultury Słowian. Celem jego misji w było wykorzenianie pierwotnej kultury europejskiej u Wieletów oraz Prusów. Przykładem jego działalności było wycięcie świętego dębu w Gdańsku i przeprowadzenie masowego chrztu (997 rok). Wszystko działo sie w asyście oddziałów wojskowych.
W roku 1003 Wieleci sprzymierzyli sie z królem niemieckim Henrykiem II przeciwko Polsce. Zaakceptowanie przez cesarstwo wytworzonej sytuacji na północnym Połabiu spowodowało, że pogaństwo (czyli pierwotna kultura Europejska) funkcjonowało na tych obszarach jeszcze przez następne 150 lat.

Na obszarach podległych biskupstwu w Brandenburgu w 1128 prowadził działalność chrystianizacyjną Otton z Bambergu (1060-1139). W swojej pierwszej wyprawie misyjnej w asyście wojsk Bolesława III Krzywoustego oraz Wacława I organizował masowe chrzty. W Szczecinie zniszczył świątynie Trygława, a posrebrzanie głowy posągu zostały wysłane do Rzymu (i ślad po nich oczywiście zaginął). Przerażeni mieszkańcy Wolina, Lubania i Gardzieca (obecnie Gartz) dali się ochrzcić.
W swojej drugiej wyprawie misyjnej (1128 rok) Otton z Bambergu wspierany przez wojsko Warcisława I chrystianizował Dyminie (dziś Demmin), Wołogoszcz (obecnie Wolgast), i Choćków (obecnie Gützkow). Działalność Ottona z Bambergu znacznie przyspieszyła późniejszą germanizacje tych terenów.

Ruiny największej świątyni słowiańskiej (Świątynia Światowida) znajdują sie na przylądku Arkona na wyspie Rugia (tereny byłego NRD). Została zdobyta i zniszczona w 1168 przez króla duńskiego Waldemara I. Ruiny świątyń słowiańskich datowane na VII-VIII wiek można znaleźć również w Feldbergu pod Neustrelitz (tereny byłego NRD). Były to budowle głównie drewniane i bardzo łatwo można było je zniszczyć.

Na podbitych terenach Niemcy rozpoczęli we wczesnym średniowieczu tzw. Ostsiedlung proces osiedleńczy na wschód od rzeki Łaby i Soławy oraz wzmożoną germanizację ludności słowiańskiej w wyniku czego do dnia dzisiejszego na tych terenach dawniej zamieszkanych przez Słowian połabskich obecnie zachowała się jedynie 60 tys. populacja Serbów łużyckich.
O postępach procesu germanizacji wśród Łużyczan świadczy statystyka: pod koniec XIX wieku około 150 000 osób mówiło językami łużyckimi. W 1920 praktycznie wszyscy Łużyczanie w takim samym stopniu władali językiem niemieckim, jak łużyckim. Ostatni Łużyczanin bardzo słabo znający język niemiecki zmarł w 1954 w dolnołużyckiej wsi Myšyn/Müschen. Obecnie (2004 r.) liczbę osób posługujących się językami łużyckimi szacuje się na nieco ponad 50 000.

Jeśli Polacy by nie przyjęli by chrześcijaństwa to skończyli by jak Słowianie Połabscy, czy Prusowie (zostali by uznani za pogan i zabici). Dlatego w trosce o własne życie Polacy przyjęli chrześcijaństwo w 966 roku.

Po przyjęciu chrześcijaństwa wszelkie ślady po dawnej kulturze i tradycji w Polsce zostały skrupulatnie zniszczone. Teraz historia Polski zaczyna się w 966 roku, a wcześniej jest czarna dziura wymazana z pamięci. Ostatnim zrywem w obronie dawnych tradycji na ziemiach Polskich było krwawo stłumione powstanie w 1037 (tzw. reakcja pogańska). Pewne elementy starej kultury słowiańskiej dotrwały do 16 wieku.

*********************
*********************

Ciekawe kiedy z podobnych powodów przyjmiemy Islam ze wszystkimi tego konsekwencjami?
Ciekawe czy ślady po kulturze chrześcijańskiej też zostaną zniszczone i wymazane z historii?
Tak przecież działają specjaliści szkoleni na bliskim wschodzie i są naprawdę dobrzy w swoim fachu.

Poniżej podaje kopie obrazu Wojciecha Gersona pt. „Opłakane apostolstwo” przedstawiający moment podbicia Słowian Połabskich pod pretekstem chrystianizacji. Ciekawe kiedy powstanie podobny obraz przedstawiający „islamizacje”?

Obraz Wojciecha Gersona – Opłakane apostolstwo

Ja mam nadzieję, że zwycięży Wiara Przyrodzona Słowiańska, bo to jedyna uniwersalna, oparta na podstawach naukowych WIARA – a nie religia.


Pomyślałem, że do tego wszystkiego  dołożę tekst na temat Oświecenia, który próbuje ten stan w sposób skompilowany z wielu kierunków naświetlić. To ważne żeby umieć rozpoznać u siebie ten stan lub potwierdzić, że ktoś z kim mówisz nie jest uzurpatorem, albo osobą, która uległa złudzeniu, że jest Oświecona. Pamiętajmy też, że być Oświeconym to co innego niż być Nauczycielem – Wiedunem, czasami to nie idzie w parze z różnych powodów, na przykład nie każdy potrafi jasno przekazać swoją wiedzę. Pamiętajmy o tych, którzy wiodą nas swoimi wspaniałymi obrazami, kompozycjami fotograficznymi, muzyką i wierszem , a czasami zaskakująco prostą i zwyczajną – zdawałoby się – piosenką. Dla mnie niedoścignionym mistrzem piosenki i wiersza Wiary PRZYRODZONEY POZOSTANIE Marek  Grechuta, jest jednak wiele doskonałej i genialnej muzyki – oczywiście ze szczytowym a jakże starym baletem Igora Strawińskiego z librettem Mikołaja Roericha:

Święto Wiosny – temu jednemu utworowi należałoby poświęcić cały artykuł – nie mówiąc już o koniecznym artykule, który powinien zostać poświęcony Rosyjskim Strażnikom Wiary Słowian z Petersburga, Moskwy i wielu innych ośrodków, które dzięki nim dzisiaj odrodziły się i rozkwitają.

CB

Święto wiosny (pełna nazwa: Święto wiosny – obrazy z życia dawnej Rusi w 2 częściach) – balet Igora Strawińskiego. Często używany tytuł w języku franc. – Le Sacre du printemps. Tytuł w języku ros. – Весна священная (Święta wiosna).

  • libretto: Igor Strawinski, Mikołaj Roerich;
  • muzyka: Igor Strawinski;
  • prapremiera: Paryż 29 maja 1913, Théâtre des Champs Élysées, balet wystawiony przez Balety Rosyjskie Sergiusza Diagilewa; choreografia: Wacław Niżyński; scenografia: Mikołaj Roerich; Maria Piltz w roli Wybranej; dyrygent: Pierre Monteux;
  • premiera polska: Warszawa 31 marca 1962, Państwowa Opera.

Utwór tak odbiegający od tradycji, że uważany za początek muzyki nowoczesnej w XX wieku.

Osoby:

  • Dziewczyna wybrana na ofiarę
  • Stary Mędrzec
  • dziewczęta, kobiety, młodzieńcy, mężczyźni, duchy przodków.

 

Mezamir Snowid

 Oś Wieszczenia lub Oś Wiedzy Cennej – Oświecenie

Dziś ograniczę się głównie do cytatów :)

 

 

Oświecenie (albo samourzeczywistnienie, bodhi skr. बोधि, poch. od rdzenia budh „wiedzieć”

w stronie biernej „być przebudzonym”) – stan umysłu (lub raczej cały szereg stanów)

jaki według większości religii i filozofii Wschodu

(buddyzm, zen, joga, wedanta, dżinizm, w pewnym sensie taoizm)

czasami – lub na trwałe – przytrafia się albo po długotrwałej praktyce medytacyjnej

albo z nagła, bez żadnego przygotowania (spór gradualizmu z subityzmem).

Poszczególne religie, a nawet konkretne szkoły i nauczyciele różnią się

poglądami na szczegółowe rodzaje i właściwości oświecenia.

Może się to wiązać z dużą subiektywnością samego doznania.

Panuje jednak względna zgoda co do najważniejszych jego cech.

Osobiste doświadczenia

Nie da się zrozumieć cudzego psychicznego doświadczenia badając je i klasyfikując jego efekty

tak jak nie da się odczuć smaku jakiegoś owocu podając jego skład chemiczny i działanie na organizm.

Nieco bliższe (choć wciąż niewystarczające) są opisy oświecenia, dokonane przez ludzi

którzy twierdzą, że go doświadczyli.

W związku z tym poniżej zamieszczonych zostało kilka tego rodzaju wypowiedzi z książek wymienionych w bibliografii.

„Gdy wczoraj szłam ulicą, nagle narodził się cały wszechświat.

Mój racjonalny umysł został wystrychnięty na skamlącego, diabelskiego głupka

takiego jak Jagon na końcu Otella. Jakże to może być, że ja jestem wszechświatem (…)

Byłam wstrząśnięta. Wszyscy ludzie i wszystkie rzeczy, które były dla mnie taką zagadką

nagle stały się moimi dawno zagubionymi dziećmi.

Łzy radości i zdumienia napływają na każdy dźwięk i widok – dzwonienie filiżank

gdy łyżeczka lekko dotyka jej ścianki podczas mieszania cukru, moje dłonie

gdy składają papiery, które mają być razem spięte, czerwony pomidor.” (Pani Margaret; z: [5])

„Pustka, która nie jest pusta, z której płyną dźwięki, barwy, uczucia i myśli. (…)

Ja i pustka zlaliśmy się w jedno – Pustka może też nazwać się pełnią. (…)

U celu, w domu, niczego nie brak. Śmiech, ale nie śmiech z czegoś, po prostu śmiech.

– Szczęście, ale nie bycie szczęśliwym z czegoś. Bezgraniczna miłość, ale nie „ja kocham ciebie”.

Paradoksalnie nie ma ani miłości, ani nienawiści, ani życia, ani śmierci

ani ty, ani ja, żadnych granic, przestrzeni, czasu. – Lekkość, oczywistość i wolność” (z: [3])

„Słyszy się, nie szukając, bierze się, nie pytając, kto daje; myśl wystrzela jak błyskawica

z koniecznością, w formie bez wahania – nie miałem nigdy wyboru.

Zachwyt, którego napięcie wyzwalało się niekiedy w strumieniu łez(…)

głębia szczęścia, w którym to, co najboleśniejsze i najposępniejsze

nie działa jako przeciwieństwo, lecz jako coś uwarunkowanego, wywołanego

jako konieczna barwa wśród takiego nadmiaru światła” (z: Friedrich Nietzsche „Ecce Homo”, cytowane za: [3])

„Ding, dong! Zegar bije. Jest tylko to! Jest tylko to! Nie ma tu żadnego myślenia.

Doprawdy, świat się przemienił. Ale w jaki sposób?

Starożytni mówili, że oświecony umysł podobny jest do pływającej ryby.

Właśnie tak jest – nie ma żadnego zastoju. Nie napotykam żadnej przeszkody.

Wszystko płynie gładko i swobodnie. Wszystko toczy się naturalnie.

Ta bezgraniczna wolność jest poza wszelkimi słowami. Jaki cudowny świat!” (Pan K.Y; z: [4])

„Po oświeceniu nic mnie już nie trwoży. Teraz jestem już zjednoczony ze wszystkim, co czynię.

Rzeczy przyjemne przyjmuję jako w pełni przyjemne, a przykre jako całkowicie przykre

po czym o doznaniach tych natychmiast zapominam.” (Pan K.T.; z: [4])

„Szłam głębiej i głębiej… Mój uchwyt został wyszarpnięty i zawirowałam…

Do środka ziemi! Do środka kosmosu! Do Środka. Byłam tam.

Wraz z dźwiękiem małego dzwonka inkin nagle poznałam. (…)

Kilka tygodni później:

Czuję się czysta. Czuję się wolna. Czuję się gotowa przeżywać każdy dzień z ochotą, z wyboru!

Cieszę się z każdej chwili, bo jest przygodą.

Czuję, jakbym się dopiero co obudziła z niespokojnego, chaotycznego snu.

Wszystko wygląda inaczej! Świat nie ciąży mi już na plecach. Jest pod moim paskiem.

Fiknęłam koziołka i połknęłam go. Nie jestem już niespokojna. Nareszcie mam to czego chcę.” (Pani L.T.S.; z: [4])

„Najmniejsza zmiana pogody, delikatny deszczyk czy też łagodny powiew dotyka mnie jako cud

– cóż mogę powiedzieć? – cud o wspaniałości, pięknie i dobroci nieporównywalnych do niczego.

Nie ma nic do zrobienia: samo istnienie jest najdonioślejszym, całkowitym działaniem.” (Pani D.K.; z: [4])

Poglądy poszczególnych szkół na oświecenie

http://pl.wikipedia.org/wiki/O%C5%9Bwiecenie_(religie_Wschodu)

Szczegółowa klasyfikacja etapów oświecenia nie ma większego sensu

gdyż chociaż postępy na tej drodze osiąga się skokowo, to jednak te skoki bywają różne u różnych ludzi

trudno więc mówić o jakichś kolejnych poziomach.

Mimo to w obrębie każdej ze wschodnich tradycji podejmowane były wielokrotnie próby dokonania jakiegoś podziału.

Trzeba jednak pamiętać, że na ogół ich autorami (podobnie jak tego artykułu) byli ludzie

którzy osobiście pełnego oświecenia nie doświadczyli.

Ci ostatni bowiem uważają racjonalne analizowanie oświecenia za równie niepraktyczne

jak racjonalne analizowanie dowcipów – to tylko psuje kawał

a poczucia humoru i tak w ten sposób nikt sobie nie wyrobi, co najwyżej zepsuje.

Rzeczywiście, nadmierne przywiązanie do racjonalnego myślenia przeszkadza zarówno w poczuciu humoru

jak i w osiągnięciu oświecenia.

Na drodze do oświecenia zdarzają się też ślepe zaułki, takie jak na przykład tzw. ‚jaskinia szatana’

nazwana tak w zen. (zen i szatan-tylko na wiki-przyp Mezamir)

Jest to ekstatyczny stan przyjemnego uniesienia, który często mylony jest z oświeceniem

i przez który bardzo trudno jest przebić się do dalszej praktyki

– któż chciałby rezygnować z takiego szczęścia.

Bywa też odwrotnie – zdarzają się ludzie, którzy osiągnęli oświecenie przypadkiem, jednak nie wiedzieli, że tak się ono nazywa.

 

Według rōshiego zen Dennisa Genpo Merzela, oświecenie to całościowa zmiana świadomości

polegająca na przejściu od dualnego widzenia świata (czyli poprzez pryzmat oddzielenia)

do świadomości pozbawionej złudzenia dualizmu (podziału na „ja” i „nie-ja”).

Podział szkół zen na ścieżkę natychmiastowego oświecenia i ścieżkę stopniowego oświecenia jest – według niego -

podziałem pozornym, bo w rzeczywistości obie te drogi są nierozdzielne.

Zawsze praktykować trzeba stopniowo, a przebudzenia doświadcza się nagle.

W buddyzmie tybetańskim kładzie się nacisk na metody wadżrajany do bezpośredniego doświadczenia natury rzeczywistości

na temat której tylko „wnioskuje się” (według tzw. prawomocnego poznawania, sanskryt. pramana

za pomocą teorii buddyjskich, takich jak madhjamaka.

Istnieje osiem wielkich systemów praktyk buddyzmu tybetańskiego

http://pl.wikipedia.org/wiki/Buddyzm_tybeta%C5%84ski#Osiem_wielkich_system.C3.B3w_praktyk_buddyzmu_tybeta.C5.84skiego

posiadające owe doświadczalne metody.

Systemy owe zawierają różnorodne praktyki Tantr Jogi Najwyższej

http://pl.wikipedia.org/wiki/Tantry_Jogi_Najwy%C5%BCszej

„Tantra zakazana zawieraja formuły, które tantrysta może wykorzystać do uwiedzenia, manipulowania umysłami innych ludzi, stwarzania wrogości między niektórymi osobami, czy innych celów. Uczenie tych metod pozwala przede wszystkim na zabezpieczenie się przed dzialalnością złych ludzi. Podczas nauki zostanie przekazana wiedza o skutkach i odpowiedzialności stosowania tych praktyk.

Praktyki zakazanej tantry mogą pomóc dostrzec siły umysłu i materii i dojrzeć przebłysk boskiej istoty

która świeci zarówno w środku, jak i na zewnątrz. Mogą również pomóc ujarzmić, poskromić

albo uwieść negatywne siły drzemiące w nas samych i tym samym pomóc nam w uwolnieniu się od rozmaitych przeszkód

– chorób, opieszałości, zwątpienia, lęku, niemożności osiągnięcia celu, tendencji do odsuwania się

kiedy cel został już osiągnięty i mnóstwa drugorzędnych przeszkód, takich jak:

żal, złe nastroje oraz niezrównoważeni umysłowe i fizyczne.

Mistrzowie tantryczni dzielą się tym praktykami ze swoimi odpowiednio przygotowanymi uczniami,

tak więc, potrafią oni szybko pokonać te przeszkody i przygotować się na ćwiczenia jeszcze na wyższym poziomie.”

http://www.neurolingwistyka.com/zakazana-tantra-magowie-tao/

http://landsofwisdom.com/?p=3034

oraz Dzogczen.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Dzogczen

Tantry Jogi Najwyższej to praktyki, które umożliwiają praktykującemu pod koniec życia

przebywanie w stanie umysłu zwanym „Przejrzyste Światło„.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Przejrzyste_%C5%9Awiat%C5%82o

Wpływa on przez to na swój naturalny proces umierania w ten sposób

że po śmierci manifestuje w stanie przejściowym Bardo

http://pl.wikipedia.org/wiki/Bardo_(stan)

tantryczne „Iluzoryczne Ciało

a po stanie przejściowym Bardo wybiera kolejne odrodzenie jako „Ciało Emanacji

(Tulku, transliteracja Wyliego. sprul sku)

dla pożytku czujących istot w kolejnym życiu, kiedy będzie ich mistrzem duchowym.

Odpowiada to osiągnięciu Trzech Ciał Buddy według Mahajany, odpowiednio Dharmakaji, Sambhogakaji i Nirmanakaji.

Zgodnie z procesem reinkarnacji według Dwunastu Ogniw Współzależnego Powstawania

http://pl.wikipedia.org/wiki/Dwana%C5%9Bcie_ogniw_wsp%C3%B3%C5%82zale%C5%BCnego_powstawania

każda czująca istota zanim narodzi się w świecie cierpień Samsary

musi najpierw ulec niewiedzy w czasie śmierci poprzedniego życia oraz w czasie stanu pośredniego Bardo przed narodzinami.

Według Dzogczen ta niewiedza to Marigpa – brak wyzwolenia

która uniemożliwia rozpoznanie pierwotnej czystości (Wyl. Ka-dak) w czasie śmierci

lub nie rozpoznanie spontanicznego urzeczywistnienia (Wyl. Lhun-Grub) zjawisk w czasie stanu Bardo Dharmaty

(Wyl. Chos-nyid Bar-do); chodzi o pierwszy, świetlisty stan bardo pomiędzy śmiercią a następnym odrodzeniem.

Dopiero po owych nierozpoznaniach manifestuje się stopniowo Umysł (Wyl. Sems)

który zaczyna doświadczać zjawisk jako dualistycznie oddzielonych od niego

i w wyniku tego następuje przekształcenie się zjawisk w samsaryczne formy pięciu żywiołów

(przestrzeni, wiatru, ogienia, wody, ziemi) w czasie drugiego stanu przejściowego bardo (Wyl. Sidpai bardo)

aż do odrodzenia po stanie bardo w świecie, a po odrodzeniu życie w świecie cierpień

dualności i konceptualności, kiedy aktywny jest Umysł.

W praktyce dzogczen: „punktem wyjścia jest inicjacja w stan rigpy

http://pl.wikipedia.org/wiki/Rigpa

zwana rigpé tsal wang, poglądem jest bycie obecnym w tym stanie, gdzie trzy kaje są nierozdzielne

medytacją jest rozpoznanie pierwotnej czystości (Wyl. Ka-dak) poprzez „przedarcie się” (Wyl. Khregs chod) poza Umysł (Wyl. Sems) poprzez praktykę tregczo oraz rozpoznanie spontanicznego urzeczywistnienia (Wyl. Lhun-Grub) zjawisk poprzez praktyke thogal

właściwym (etycznym) prowadzeniem się jest bycie poza nadzieją i strachem, utrzymywaniem i porzucaniem, rezultatem jest stan Samantabhadry, pierwotnego buddy”

Dźinizm

powstały prawie równocześnie z buddyzmem, zaleca ascezę jako drogę do mokszy (oświecenia).

Moksza http://pl.wikipedia.org/wiki/Moksza_(hinduizm)

jest w Dźinizmie równoważna z Nirwaną.

Droga do tego celu wiedzie poprzez „trzy klejnoty”, czyli:

należyte spojrzenie

należyte poznanie

należyte postępowanie (co oznacza powstrzymywanie się od zadawania cierpienia, kłamstwa, kradzieży, cudzołóstwa, posiadania nadmiaru rzeczy)

Taoizm

http://pl.wikipedia.org/wiki/Taoizm

mówi o harmonii z Dao

http://pl.wikipedia.org/wiki/Dao

która przejawia się w Wu Wei (działaniu bez wysiłku).

http://pl.wikipedia.org/wiki/Wu_wei

Taoizm nie wspomina wprost o oświeceniu, jednak opisy mędrca taoistycznego przypominają opisy Arhata z Theravady

http://pl.wikipedia.org/wiki/Theravada

a Wu Wei przypomina jedność z wszechświatem znaną z buddyjskiego oświecenia.

Z Taoizmem i Konfucjanizmem

http://pl.wikipedia.org/wiki/Konfucjanizm

związany jest system medytacyjny zwany Taijiquan.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Taijiquan

W hinduizmie istnieje pojęcie mokszy (skt. मोक्ष ) będące odpowiednikiem oświecenia.

Możliwe jest do osiągnięcia różnymi sposobami

m.in.: poprzez medytację lub Bhakti (akt całkowitego oddania się Bogu).

http://pl.wikipedia.org/wiki/Bhakti

Wedanta mówi, że każdy człowiek posiada duszę (Atmana)

http://pl.wikipedia.org/wiki/Atman

która jest częścią Boga (Brahmana).

http://pl.wikipedia.org/wiki/Brahman

Oświecenie polega na stopniowym dostrzeganiu przez Atmana tego związku

co pociąga za sobą określone skutki w zależności od wyznawanej filozofii.

W przypadku impersonalizmu czy woidyzmu będzie to rozpłynięcie się w Brahmanie

natomiast w przypadku personalizmu podjęcie służby dla Boga.

Joga patrząc z punktu najważniejszych dzieł źródłowych, jak Jogasutry

http://pl.wikipedia.org/wiki/Jogasutry

pokazuje spójny, kilkuetapowy proces osiągania oświecenia (Samadhi).

http://pl.wikipedia.org/wiki/Samadhi

Zwykle wyróżnia się cztery coraz wyższe stadia oświeconego istnienia

odznaczające się wzrostem mądrości

cudownych mocy Siddhi

http://pl.wikipedia.org/wiki/Siddhi

oraz innymi oznakami.

Omawia się siedem głównych typowych sposobów docierania do oświecenia, jakby siedem nurtów, sposobów czy promieni oświecania. Końcowym etapem, niejako celem najwyższym jest Kaiwalja (kaivalya)

http://pl.wikipedia.org/wiki/Kaiwalja

wyzwolenie polegające na pozbyciu się Karmana

http://pl.wikipedia.org/wiki/Karma

uwarunkowań, a w konsekwencji wyzwolenie od konieczności wcielania w materialnym świecie.

Kaiwalja jest wyzwoleniem od Kołowrotu Wcieleń

http://pl.wikipedia.org/wiki/Sansara

ustaniem łańcucha przyczyn i skutków

zmuszającego jaźń, duszę do powrotu w świat materialny.

Z praktycznego punktu widzenia istotne są jednak początkowe etapy, od których zaczyna się droga oświeconego życia, sposób prowadzenia ucznia przez mistrza musi zmieniać się, po osiągnięciu przez niego kolejnych stadiów rozwoju. Cztery etapy oświecenia ujmowane są w następujące grupy:

I. Sabidźa oraz Nirbidźa Samadhi (Rtambhara Pradźńa) – zalążkowe i bezzalążkowe zatopienie w najwyższym Świetle Oświecenia, w Mądrości praw i zasad duchowych (Rta).

II. Kleśatanukarana-Samadhi (Saptadha-Pradźńa) – Oświecenie usuwające przyczyny cierpienia, dające siedmiopoziomowe, szczegółowe pojmowanie prawdy, prawdziwej wiedzy, mądrości.

III. Pradźńa-Alokah Samadhi (Viveka-Pradźńa) – Światło poznania prawdy, mądrość rozróżniająca Sat od Asat, odróżniająca to co pochodzi z Rzeczywistości i Prawdy od tego co pochodzi z iluzji i fałszu.

IV. Dharma-Megha-Samadhi (Kaiwaljam) – Oświecenie Chmurą Dharmy, Obłok. Boskich Cech; Wyzwolenie

Częste nieporozumienia

Mówi się, że oświecenie uwalnia DO bólu, a nie OD bólu.

Pozwala bowiem widzieć świat taki, jakim on jest, wraz z całym cierpieniem w nim zawartym

i mimo to prowadzić w takim świecie wrażliwe, pełne i radosne życie. Uwolnienie od bólu byłoby zafałszowaniem obrazu świata.

Cierpienie jest wciąż obecne, ale tylko w odniesieniu do teraźniejszości

błyskawicznie więc zanika wraz ze zmianą chwilowych okoliczności.

Oświecenie nie jest też stanem wszechwiedzy, nie powoduje zaniku aktywności (wręcz przeciwnie)

zaniku myśli, ani uczuć.

Jeśli jednak rozumieć wszechwiedzę jako znajomość ostatecznej natury zjawisk (a nie całości zdarzeń, które są przez zjawiska kształtowane), można ten stan uznać za rodzaj takiej wszechwiedzy.

Oświecenia nie da się uzyskać metodami farmakologicznymi i używając narkotyków.

Środki takie mogą dać zbliżone odczucia emocjonalne, ale nie dają wglądu, nie oczyszczają obrazu świata.

„Nieprzywiązywanie się”, charakterystyczne dla oświecenia stoi w jawnym kontraście do uzależnienia od niektórych narkotyków.

Częste nieporozumienia dotyczą odpowiedzi na pytania stawiane rozmaitym guru, lamom i mistrzom zen typu „Czy jesteś oświecony?”.

Jeśli ktoś taki odpowie wprost „tak, jestem oświecony”, to zapewne wcale nie jest.

Odpowiedź taka jest bowiem sprzeczna wewnętrznie, a co najmniej nieścisła – człowiek w pełni oświecony nie czyni bowiem rozróżnień ja-inni, nie powie więc raczej „ja jestem oświecony”.

Nie powie też oczywiście „ja nie jestem oświecony”.

Oświecony nie odpowie nic.

Często popełnianym błędem jest myślenie, że oświecenie samo z siebie uwalnia oświeconego od jego osobowych wad i przypadłości

takich jak uzależnienia czy zachowania niezgodne z etyką.

Liczne przykłady historyczne pokazują, że oświecony, mimo stanu oświecenia, może być jednocześnie alkoholikiem

Nauka a oświecenie

Psychologowie od czasów Junga często interesowali się fenomenem oświecenia.

Powstała nawet gałąź psychologii, psychologia transpersonalna, zajmująca się pokrewnymi tematami.

Niektórzy psychologowie uważają oświecenie za stan absolutnego zdrowia psychicznego.

Inni, przeciwnie, dopatrują się w niektórych aspektach oświecenia (np. poczucie łączności z wszechświatem)

odpowiedników w niektórych stanach psychotycznych (np. depersonalizacja, derealizacja, dysocjacja)

przyrównując samo oświecenie do znanego w psychiatrii olśnienia schizofrenicznego.

Jeszcze inni psychologowie nie wierzą w istnienie czegoś takiego jak oświecenie, lub uznają badanie go za niemożliwe.

Depersonalizacja – zaburzenie psychiczne towarzyszące często derealizacji objawiające się odczuwaniem zmian we własnym sposobie myślenia czy poczuciu zmian własnej tożsamości.

Wyróżnia się depersonalizację w przebiegu schizofrenii (psychotyczną) objawiającą się odczuwaniem utraty kontroli nad własną psychiką, zmianą swojej osobowości i integralności.

Derealizacja – zaburzenie psychiczne określające różnego rodzaju odczuwanie zmian otaczającego świata.

Osoba dotknięta derealizacją ma poczucie jakby otaczający ją świat był w jakiś sposób zmieniony, nierealny, oddalony.

Główną przyczyną pojawienia się tego zaburzenia jest lęk, jednak może do niej również doprowadzić zmęczenie.

Zaburzenia dysocjacyjne, dysocjacja (łac. dissociatio, rozdzielenie) – jeden z ostrzejszych mechanizmów obronnych

znany w psychologii. Pojęcie dotyczy zaburzeń określanych niegdyś jako histeryczne.

Jest to generowanie przez nieświadomość rozmaitych (pozornych lub rzeczywistych) dolegliwości fizycznych w celu uzasadnienia niepodejmowania działań przez jednostkę lub odwrócenia jej uwagi od niechcianych myśli i uczuć. Polega na pojawieniu się objawów uszkodzenia fizycznego lub utraty kontroli, czasowej drastycznej modyfikacji cech osobowości albo poczucia tożsamości, w celu uniknięcia przykrych uczuć i myśli.

Schizofreniczny szaman, dezintegracja osobowości

„O podobieństwach szamańskiej inicjacji i przebiegu rozpadu osobowości u osób, u których zdiagnozowano schizofrenię, napisano już niejeden artykuł. Ostatnio trafiłem też na tekst autorstwa Jacka Sieradzana „Psychologia, wychowanie a obłęd”.

Tu chciałbym skupić się tylko na kwestii, której przyglądam się od jakiegoś czasu

a mianowicie na samym zjawisku dezintegracji i ponownej integracji osobowości.

Jacek Sieradzan pisze:

„Cywilizacja współczesna uważa ich za obłąkanych i izoluje w szpitalach dla umysłowo chorych.

W dawnych, tzw. prymitywnych kulturach, kierowano ich do szamana, pod kierunkiem którego mogli kształtować i doskonalić swoje odmienne widzenie świata. Potem sami stawali się szamanami, pełnoprawnymi członkami społeczności, którzy nie tylko nie oczekują od innych pomocy, ale sami tą pomocą służą”

Podobieństwa i różnice

Między procesem inicjacji szamańskiej a objawami tzw. schizofrenii zachodzi szereg podobieństw. Oto niektóre z nich:

1. Głosy i wizje;

2. Stan psychotyczny (z tą różnicą, że schizofrenik nie panuje nad psychozą, w odróżnieniu od szamana, który wchodzi w odmienne stany świadomie i celowo);

3. Zmiana osobowości;

4. Odmienne stany osobowości;

5. Ból i ekstaza.

http://www.taraka.pl/schizofreniczny_szaman

Szeroko prowadzone badania nad skutkami medytacji nie dają jednak jakichkolwiek podstaw do uznania jej za szkodliwą dla zdrowia osób zdrowych psychicznie

Wręcz przeciwnie, potwierdzono iż jest ona skuteczną metodą terapeutyczną i nie stwarza zagrożeń dla normalnych ludzi oraz neurotyków, choć odradza się jej praktykowanie osobom z poważnymi zaburzeniami psychicznymi

Na poziomie psychologicznym brak zniekształceń w widzeniu świata postulowany

w stanach oświecenia wydaje się być związany z rezygnacją z większości psychologicznych mechanizmów obronnych

takich jak racjonalizacja, zachowania histeryczne, zachowania obsesyjno-kompulsyjne.

Zachowania te bowiem chronią naszą pozytywną wizję samych siebie (czyli to co buddyści nazywają ego)

kosztem zafałszowania obrazu rzeczywistości.

Uniknięcie ich pozwala być może na lepsze zrozumienie siebie i świata, i w konsekwencji zaniknięcie potrzeby ich stosowania.

Wydaje się również, że błogi spokój obserwowany u osób praktykujących medytację jest na poziomie neurologicznym związany ze zwiększoną produkcją hormonu serotoniny.

Osoby ćwiczące długo zazen wykazują się zmianami w aktywności mózgu.

Występuje wzmożona aktywność w lewym płacie czołowym mózgu.

Ciągła uważność jest fenomenem związanym z obserwowanym zanikiem habituacji.

Przeważająca większość prac naukowych dotyczących medytacji i oświecenia dotyczy tzw. medytacji transcendentalnej.

Badania te były jednak w olbrzymiej większości finansowane przez organizację czerpiącą zyski z kursów medytacji transcendentalnej

i jako takie nie są zbyt wiarygodne.

Punkt widzenia memetyki

Memetyk Richard Brodie w książce „Wirus umysłu” przedstawił jeszcze inny pogląd – Zen i inne drogi do oświecenia

mają być szczególnymi rodzajami memów, metamemami które pozwalają oczyścić umysł z wirusów umysłu

którymi został zainfekowany. Tym samym stan oświecenia byłby stanem

w którym na umyśle nie pasożytują żadne memetyczne wirusy.

Poczucie własnego „ja” ma również być memem, którego uczymy się około drugiego roku życia

i którego poprzez medytację można się pozbyć.

Pomysł Brodiego, dość kontrowersyjny, poruszony został także przez Susan Blackmore w „Maszynie memowej”

stanowi jednak jedynie ciekawy punkt widzenia, ale nie jest rozwijany w obrębie memetyki.

Paradoksalnie sam mem „zen” może być także traktowany jako wirus umysłu,

a jednostki mogą ponosić znaczne koszty jeżeli chodzi o potrzebę „oczyszczania umysłu”.

Drzewo Bodhi

(albo z syng. Bo) – figowiec pagodowy (łac. ficus religiosa L.; sans. ashvattha)

pod którym Budda Siakjamuni osiągnął oświecenie

i który od tamtej pory na pamiątkę jest nazywany drzewem oświecenia.

Drzewo Bodhi jeszcze jako zwykły figowiec rósł nieopodal rzeki Niranjana.

W tej też okolicy Sidhattha Gotama (przyszły budda) prowadził surowe praktyki ascetyczne wraz z pięcioma innymi ascetami, nieopodal miejscowości Bodhgaya. Ów mędrzec zrozumiał, że praktyki ascezy nie prowadzą do jakiegokolwiek celu a jedynie osłabiają ciało.

Porzucił je więc a wtedy pięciu ascetów odwróciło się od niego.

Kiedy odzyskiwał siły nieopodal wioski Senani (dziś Sujata) bramińska dziewczyna Sujata

ofiarowała mu ryż na mleku.

Spożywszy posiłek napotkał ścinacza traw – bramina Sotthijię i wziął od niego pęk trawy kuśa na matę.

Tak przygotowany usiadł pod drzewem figowym, twarzą zwróconą na zachód.

Postanowił nie wstawać dopóki nie osiągnie oświecenia.

Kiedy siedział pogrążony w głębokiej medytacji, Vassavadi Mara, Pan Iluzji

będący symbolem ułudy i słabosci umysłu, próbował odwieść Gotamę od podjętej decyzji.

Próbował atakować go swymi armiami demonów i kusić wdziękami córek, lecz na próżno. Śakjamuni osiągnął Oświecenie.

Wtedy Mara zapytał, któż jest świadkiem tego, kto potwierdzi prawdziwość zdarzenia?

Wtedy Budda dotknął ziemi, wzywając ją na świadka niezliczonych cnotliwych wcieleń

które przywiodły go na miejsce Oświecenia pod drzewo Bodhi.

Przez następne siedem dni po Oświeceniu, Budda kontynuował medytację pod drzewem Bodhi

nie wstając z miejsca.

Przez następny tydzień medytował pod kilkoma okolicznymi drzewami

(drzewo banyan, drzewo mucalinda i drzewo ket) by w trzecim tygodniu zasiąść ponownie pod drzewem Bodhi.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Drzewo_Bodhi

Kundalini

– (dewanagari कुण्डलिनी) (r.ż.) – energia, moc duchowa, opisywana jednocześnie pod postacią węża, bogini i „siły”.

Kundalini łączy w sobie atrybuty wszystkich bogiń i bogów

jest ideową i praktyczną podstawą indyjskiej tantry (tantryzmu) oraz hathajogi.

Ideał kundalini łączy ze sobą jogę, tantryzm oraz wszelkie indyjskie kulty bogini – Śakti, Dewi.

Kundalini uznawana jest za moc i potęgę twórczą, kreatywną, stąd odpowiedzialna jest za wszelkie zdolności

i talenty twórcze, artystyczne, architektoniczne oraz wynalazcze.

Osoby zdolne do wielkich, bohaterskich czy twórczych, odkrywczych czynów uważane są za posiadające wielką moc kundalini.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Kundalini

Kundalini uważana jest za wewnętrzną personifikację mocy kosmicznej Bogini, żeńskiego pierwiastka Boga, absolutu.

Uważa się, że podstawową metodą rozwoju kundalini jest nabożne uwielbienie, cześć,

adoracja Bogini w jakiejkolwiek postaci, stąd hinduizm zawiera bardzo wiele ludowych form Bogini o lokalnym znaczeniu.

Tantryzm, zarówno śiwaizm, jak i śaktyzm, używa określenia kundalini-śakti, podkreślającego związek mocy duchowej z żeńskim pierwiastkiem boskości, Boga czy absolutu. Nauka o ćakrach ściśle związana jest z ideą kundalini-śakti.

Podstawowe wyobrażenia kundalini to moc uśpiona u podstawy kręgosłupa, jasna jak tysiąc słońc

podobna do ognistego, wężowego zwoju, gdy spoczywa, lub do słupa ognia, gdy się wznosi.

Kundalini jako żeńska boska moc wewnętrzna budzi się do życia u podstawy kręgosłupa, w ośrodku korzeniowym zwanym muladharą. Poruszając się w kanale (nadi) suszumny stopniowo przebija kolejne ćakry i wznosi aż ponad szczyt głowy do ośrodka sahasrara

gdzie znajduje swe ujście (opisywane także jako połączenie dwóch boskich aspektów, bogini Śakti i boga Śiwy)

w efekcie prowadząc do zjednoczenia z kosmosem, wyzwolenia.

Ten proces budzenia kundalini i siedmiostopniowego wznoszenia opisywany jest jako siedmiostopniowa ścieżka mistycznego rozwoju duchowego.

Agni jadący na baranie. Akwarela z XVIII wieku.

INRI  Igne(Agni) Natura Renovabitur Integra „Natura ognia została odnowiona”

Agni jest bogiem najbliższym śmiertelnikom, ich przywódcą, dobroczyńcą, opiekunem – płoszy złe moce

odpędza nieszczęścia i choroby.

Przede wszystkim jednak Agni był ogniem ofiarnym – to on przyjmuje ofiarę w imieniu bogów wedyjskich

zaprasza i sprowadza ich na ucztę ofiarną. Jako niezbędny uczestnik ofiary jest też najmądrzejszym

najdoskonalszym kapłanem – hotarem. Ten ofiarny aspekt Agniego niezwykle wyraźnie rysuje się zarówno w Wedach.

„1. Jasz czy Jassa? (tekst Grzegorza Niedzielskiego)

O Jessie, według przekazu Długosza – słowiańskim Jowiszu, pisałem już w książce Królowie z gwiazd .

Postać ta jest jednak na tyle tajemnicza i zawiera tak wiele możliwości interpretacji, że poruszony przeze mnie temat w żaden sposób nie został wyczerpany i z całą pewnością można, a nawet należy go rozwijać.

Lechicki bóg niebios, odrzucony przez Aleksandra Brücknera jako wymysł Długosza, powoli powraca do łask, w dużej mierze dzięki błyskotliwym uwagom Leszka Kolankiewicza zauważającego, że jego imię pojawiło się wcześniej w co najmniej czterech źródłach. Porównanie z Jowiszem, czyli klasyczna interpretatio romana wymaga jednak sprostowania i doprecyzowania”.

Wspomniane w tym miejscu źródła to:

http://www.bogowiepolscy.net/jassa-jessa.html#Jasz_czy_Jassa

„3. Jaster

Na powyższym nie koniec, istniała bowiem staropolska oraz staromorawska forma terminu „jasny” w formie „jastny”. Co ciekawe, od jast- pochodzi również nazwa jaskółki, dawniej jastkółki.

Przypomnę, że ptak ten, gdy uwił gniazdo przy posągu rugijskiego boga Rujewita, najprawdopodobniej boga gromu i niebios, nie został przepędzony, ale pozwolono mu zostać. Jaskółka jest ptakiem wiosny, przynoszącym ciepłą porę roku.

Jerzy Treder podaje jednak jeszcze ciekawszą informację z obszaru Kaszub, a dokładnie Swarzewa:

„To je grzéch zabic jaskùlkā. Chto bë zabił jaskùlëcā, tegò trzasnie piorën” .

Widać tutaj bezpośrednie związki ptaka z gromem i w domyśle – władającym nim bogiem.

Od jast- pochodzić może również jastrząb, w najdawniejszych zapisach jastram, z którego etymologią językoznawcy mają problem, wywodząc od jastry – „bystry”, co może być jednak derywatem od „jasnego”, podobnie jak jazgot, czyli w pierwotnym rozumieniu, wysoki ton głosu, potocznie – hałas, a wiosenne święta piorunowego boga, później św.

Jerzego łączą się z hałasem dla „przepędzania węży” .

Jastrząb / sokół obok orła jest podstawowym ptakiem poświęconym bogom uranicznym.

Odpowiada konstelacji Orła, jako zoomorficznej formy przyjętej przez Zeusa.

Nie to jednak jest najistotniejsze przy nawiązaniu do formy rdzenia jast-, ale pojawiająca się w kaszubskich legendach i przysłowiach postać Jastera / Jastrzeboga.

Miejscem jego kultu miała być m.in. Jastarnia, o której miejscowe legendy twierdzą, że w pogańskich czasach była miejscem obrzędów ku czci Jastara / Jastrzeboga / Jastery, któremu składali ofiary rybacy .

Jastrzebogiem zwano również uroczysko pomiędzy miejscowościami Linia i Miłoszewo.

Źródłosłów Jastrzeboga / Jastara nie jest jednoznaczny.

Część badaczy (no. Olesch i Thesaurus) wywodzi jego imię, kojarzone z Wielkanocą, kaszubską jastra i jastrë (Jastrowô Niedzela – Wielkanoc, Jastrowi Pòniedzôłk – drugie święto wielkanocne, Jastrowô witrzniô – rezurekcja, Jastrowô jôdo – święcone, Jastrowé jôjkò, Jastrowé piesnie), z działalnością chrześcijańskich misji anglosaskich na obszarze dolnoniemieckim, co miało miejsce w VIII-IX w.

Wyraz miał potem dotrzeć na Pomorze poprzez zachodnich, słowiańskich sąsiadów.

Bynajmniej nie jest to jednak oczywiste, jak bowiem słusznie zauważa Schuster-Šewc, termin można wywieść od: jastrit – „bystro, jasno patrzeć”, jaster– „bystre, jasne spojrzenie”, jastor– „jasne, przezroczyste powietrze”, jastrivý– „bystry, przenikliwy – o wzroku, spojrzeniu”, jastřit– „bystro patrzeć” .

Zgadza się to z postulowanym wcześniej znaczeniem imienia Jessy jako „jasnego”, dając ponadto odwołanie do jasnej pory roku – wiosny i dawnego, wiosennego święta, później chrześcijańskiej Wielkanocy.

Anglosasi czcili na początku wiosny boginię światła Eostrę / Ostarę, skąd germańska nazwa wiosennego miesiąca, kwietnia – Ostarmenoth (Ostermonat).

Na takie źródło kaszubskiego Jastera powołują się też naukowcy opowiadający się za germańskim źródłem jego imienia. Jednak Jaster jest bogiem, nie boginią.

Jeśli kwiecień jest miesiącem Jastera, to warto zwrócić uwagę, że biskup bamberski Otton natknął się na święto boga Jarowita (który „okrywał ziemię zielenią”) około 10 maja .

Uwzględniając przesunięcie daty ze względu na używany wówczas kalendarz juliański, otrzymamy tym sposobem obecny 27 kwietnia.

Znamienne że, w pobliskim terminie, 23 kwietnia obchodzono później dzień św. Jerzego, a 27 kwietnia obrzędy Jaryły, dosiadającego białego konia .

Co więcej, jest to okres roku bliski ruchomym obchodom Zielonych Świątek, z okazji których Koźmińczyk gromił wzywanie pogańskich bogów Polaków, m.in. Jassy. W zielonoświątkowych, kaszubskich obyczajach ludowych zachował się wybór (uroczyście oprowadzanego po wsiach, wespół z przystrojonym kwiatami wołem) konnego „króla pasterzy” a w Wielkanoc na terenie Pomorza dla zapewnienia urodzaju chodzono z siwkiem, białej maści koniem .

Co szczególne, określeń Jasnoch, Jastroch, jasnox, jastrox używano na Kaszubach właśnie w stosunku do zwierząt maści jasnosiwej, w pierwszej kolejności byków. Zwierzę to w wierzeniach wymienia się z koniem. „Siwym koniem” wymiennie z „siwym wołem” zwano w ludowych zagadkach księżyc.

Do imienia Jastera porównać można również słowiański rdzeń *ustro-, skąd jutro – „ranek”, uścić się– „błyszczeć”. Christian Knauthe podaje bóstwo czczone na Dolnych – Jutry Bóg i Górnych Łużycach – Jutrny Boh, co znaczy „Bóg poranny, Aurora”, od jutrny / jutry – „poranny”.

Od Jutroboga wzięło nazwę miasto Jüterbog (Jutrzybok) na zachód od dzisiejszych Dolnych Łużyc, co jest nazwą rzeczywiście słowiańską .

Relacja Knauthego zwykle jest pomijana, gdyż pisał w XVIII wieku, ale w kontekście tego, co przedstawiłem wyżej, nie wydaje się zmyślona.

Brückner pisze, że głoska „t” wsunęła się w pierwotny rdzeń *us-ro (zdaniem Bańkowskiego jut-r-) dopiero później, więc pierwotnie imię brzmiałoby: Jury Bog / Jurzny Boh. Rdzeń *us- daje z nagłosem postać *jus-. Wiosna wywodzi się od rdzenia was- (ind. wasanta – „wiosna”, wasara – „dzień”, litewskie wasara – „dzień”, łac. ver– wiosna), oznaczającego jasną porę roku, przy którym, uwzględniając słowiańskie przechodzenie głoski „w” w „j”, należałoby wskazać i na pień jas-.

Kaszubski Jaster, wiązany z wiosennymi obchodami Wielkanocy nie musi więc w żaden sposób pochodzić od Eostry / Ostary, bo można go wywieść z rdzennego, słowiańskiego źródłosłowu, związanego z jasnością i jasną porą roku, którego odpowiedniki istnieją w innych językach indoeuropejskich. Być może Eostra / Ostara wpłynęła na końcową postać imienia Jastera, w takim przypadku pierwotnie Jutryboga lub Jurznyboga, ale i to nie jest pewne, bo rdzeń jast- obok jas- również poświadczony jest jednoznacznie dla języków polskiego i kaszubskiego. Co więcej kaszubskie określenie Wielkanocy jako jastra i jastrë posiada swoje odpowiedniki na Łużycach. Jak podaje Oskar Kolberg: „Wielkanoc zowie się Jutry, w półn. zach. Witry, pod Mużakowem Jastry i w Dolnych Łużycach Jatry.”

http://www.bogowiepolscy.net/jassa-jessa-3.html

Tak więc Piorun

http://pl.wikipedia.org/wiki/Perun

Jessa i Jowisz,Bryhaspati,Agni,Prometeusz,Lucyfer,Fosforos …

to jedno i to samo,dziś znany jest jako  „Jessa Christos” ;)  bóstwo synkretycznej religii eklektycznej.

Słowo agni w sanskrycie znaczy ognie (rzeczownik), pokrewne z łacińskim ignis rosyjskim огонь (agoń)

litewskim ugnis z proto-indo-europejskiego rdzenia *h₁égni-. Agni znaczy: ogień, błyskawicę i słońce.

Mitra(na obraz i podobieństwo którego powstał judeochrzescijański Chrystus)to rónież Sol Invictus.

„Osoby praktykujące rozwój kundalini noszą zwykle czerwone lub szkarłatne szaty, a słoneczny blask towarzyszący wyobrażaniu tej mocy ma zabarwienie czerwonawe, podobne kolorystyce wschodu oraz zachodu słońca. Graficznie maluje się spiralę zwiniętą w trzy i pół zwoju, co uważane jest za symbol uśpionej kundalini i używane w kontemplacjach.

Buddyjscy lamowie z Tybetu znani są z praktyk Tumo dających odporność na niskie temperatury

z pomocą skupienia i koncentracji na ognistej mocy kundalini.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Tumo

„Jednym z najsłynniejszych praktykujących tummo był tybetański buddyjski jogin Milarepa i jego uczeń Gampopa.

Współczesnymi zachodnimi świadkami tej praktyki byli m.in. podróżniczka Alexandra David-Neel (David-Neel, 1971) oraz Lama Anagarika Govinda (Govinda, 1988).”

„Próby zbadania fizjologicznych efektów tummo podjął w latach osiemdziesiątych doktor Herbert Benson wraz ze swoimi współpracownikami z harwardzkiej akademii medycznej (Benson i in., 1982; Cromie, 2002).

Pierwszy eksperyment miał miejsce w górnej Dharamsali (Indie) w 1981 roku na grupie tybetańskich mnichów buddyjskich

i został opisany w następujący sposób: lekko odziani mnisi najpierw przebywają w skupieniu przez pewien czas w pomieszczeniu o temperaturze zaledwie 5 °C, aż osiągną stan głębokiej medytacji.

Towarzyszący im pozostali mnisi moczą prześcieradła o wymiarach 1m na 2m w zimnej wodzie (około 6 °C)

i kładą je na ramionach medytujących. U przeciętnego człowieka takie okrycie niewątpliwie spowodowałoby

niekontrolowane drżenie ciała, a w dłuższej perspektywie nawet śmierć z wychłodzenia.

Jednak w przypadku praktykujących mnichów już po kilku minutach z prześcieradeł zaczyna unosić się para.

Na skutek ciepła ciała wyprodukowanego przez medytujących prześcieradła wysychają

w przeciągu godziny, a następnie ich miejsce zajmuje kolejna seria mokrych prześcieradeł.

Każdy z mnichów ma obowiązek wysuszyć trzy prześcieradła w jednej sesji medytacyjnej.

Doktor Benson podczas badania przymocował do ciał medytujących czujniki temperatury

aby stwierdzić, czy tummo polega na rzeczywistym wzroście ciepłoty ciała.

Okazało się, iż wprawni w praktyce mnisi potrafili podnieść temperaturę palców dłoni i stóp aż o 8 °C.

W innych częściach ciała zanotowano mniejszy wzrost temperatury.

Badacz ten wysunął wniosek, iż efektem medytacji jest rozszerzanie naczyń krwionośnych skóry

czyli reakcja odwrotna do typowej reakcji organizmu na zimno, kiedy to naczynia te ulegają skurczeniu.

W najnowszym doświadczeniu, przeprowadzanym w Normandii (Francja)

dwaj mnisi buddyjscy podłączeni zostali do czujników, które zapisywały zmiany ciepła i metabolizmu (Cromie, 2002).

Obserwacje odnośnie praktyki tummo były również dyskutowane podczas studiów medycznych (Ding-E Young and Taylor, 1998).

 

Praktyka

Nierozsądnym byłoby rozpoczynanie praktyki tummo, lub jakiejkolwiek innej, równie intenstywnej praktyki medytacyjnej

bez nadzoru godnego zaufania nauczyciela, czy fizycznego i psychicznego przygotowania.

Wykonywanie dogłębnych praktyk bez opieki mistrza może prowadzić do poważnych problemów związanych ze zdrowiem.

W buddyzmie tybetańskim umysł i ciało nie traktuje się osobno.

Pracuje się z nimi w praktyce fazy spełniającej (transliteracja Wyliego: rdzogs rim) poprzez subtelną sieć kanałów, wiatrów i esencji poruszającymi się w ciele by stopniowo „budować” sobie dostęp do natury umysłu.

Praktykę tummo traktuje się jako tylko jedną z wielu zręcznych metod owej fazy spełniającej a dla właściwego przebiegu tummo stosuje się dodatkowe przygotowania oraz pomoce np. poprzez wiele uzupełniających ćwiczeń tsalung

Beztroskie praktykowanie tummo bez powyższych wymagań może naruszyć ów subtelny związek „ciało-umysł”

powodując nawet poważne zaburzenia psychiczne. Patrz Lukoff, Lu & Turner (1998).

Kundalini w naukach sahadźa jogi

 

 

W każdym człowieku jest ona uśpiona i zwinięta w trzy i pół zwoju w kości krzyżowej (łac. os sacrum).

W kulturze chińskiej nazywana jest dao.

Od powstania sahadźa jogi naucza się, że aby ją przebudzić, wystarczy regularnie przez kilka minut dziennie medytować.

Kundalini spontanicznie będzie coraz silniejsza. Jej przebudzenie nazywa się samorealizacją.

Gdy kundalini budzi się i unosi w systemie subtelnym człowieka, uzdrawia i otwiera ćakry oraz balansuje kanały

lecząc wszelkie choroby i eliminując wszystkie negatywności.

Psychologia kundalini-jogi.

Według notatek z seminariów (1932) ( The Psychology of Kundalini Yoga. Notes of the Seminar Given in 1932, Die Psychologie des Kundalini-Yoga. Nach Aufzeichnungen des Seminars 1932 ) – książka naukowa z dziedziny psychologii objaśniająca proces rozbudzania i wznoszenia w ciele energii kundalini śakti i tantryczną symbolikę osiągania poziomu kolejnych ćakr , jako adekwatny indyjski obraz przebiegu procesu indywiduacji człowieka. Zawiera treść wykładów Carla Gustava Junga, zredagowanych przez Sonu Shamdasaniego i opublikowanych pierwotnie w Princeton w 1996. Przekładu na język polski dokonał Robert Reszke dla Wydawnictwa KR . Książka ukazała się na polskim rynku w 2003 roku, jako tom drugi materiałów z seminariów jungowskich.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Psychologia_kundalini-jogi

 

 

 

 

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/05/SahajaSubtleSystem.svg

Schemat praktyki kundalini w sahadźa jodze.

1 Muladhara (ćakra) 1a kość krzyżowa (trójkąt)

2 Swadhiszthana (ćakra)

3 Nabhi (ćakra) 3a Bhawasagara, Ocean Iluzji

4 Anahata (ćakra)

5 Wiśuddha (ćakra)

6 Adźńa (ćakra)

7 Sahasrara (ćakra)

A kundalini (zwinięty wąż)

B idâ nadi (nadi energii lunarnej)

C suszumnâ nadi (środkowy nadi)

D pingalâ nadi (nadi energii solarnej)

E atman (duch, dusza) F ego G superego

Przypominam o czymś o czym warto pamiętać

bo w zalewie informacji o prowokacjach agentów udajacych Rosjan i Polaków,całego tego Eurocyrku

ciężko jest zdać sobie sprawę że giną niewinni  ludzie.

„Oskarżamy wolny świat o to, że zatroskany o surowce i tanią siłę roboczą nie reaguje, gdy Chiny mordują naród tybetański! Domagamy się rezygnacji Polski z olimpiady w Pekinie! – takie hasła słychać było wczoraj podczas demonstracji przeciwko okupacji Tybetu pod Ambasadą Chin w Warszawie. Demonstrowało tam około 200 osób, w tym szef Demokratów.pl Janusz Onyszkiewicz i senator PiS Zbigniew Romaszewski, a także blisko kilkunastu przedstawicieli diaspory tybetańskiej w Polsce, m.in. dwaj mnisi.”

http://gfx.mmka.pl/newsph/278550/278191.3.jpg

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,5028665.html

U nas też zapanowała jakaś dziwna pandemia, wirus samobójstw.

http://opolczykpl.wordpress.com/2012/06/21/sprawy-gen-petelickiego-cd

Pozdrawiam!

PS.Sądzicie że przydałby się nam jakiś Rodzimy epitet określający to co w innych kulturach jest nazywane oświeceniem?

Czy w ogóle Rodzimowierca Słowiański dąży do oświecenia czy nie?

Buddyzm=oświeceniam,przebuddzenie=oświecenie  ;)

 

O Ś-wiecie WI-edza CENN-a czy może Oświetlenie Cienia?

 Oświecenie to dobre określenie moim zdaniem i Oś Wieszczenia jest w nim zawarta i cena i cień i wiedza i wiedzenie-wodzenie.

Od siebie scharakteryzowałbym ten moment i dalszy następujący po nim czas tak:

To chwila w której poczułeś/łaś, że twoje EGO nie jest najważniejsze, chwila od której twoje działanie nie skupia się na zaspokojeniu EGO i następujący po tym fakcie czas – czas działania dla Dobra i Szczęścia  Innych Istot.

O pozycji Jeszszy-Jesieni – Świetlistego, jako Boga Kiru  już wiele razy się wypowiadałem więc – nie powtarzam tu mojego sądu

CB

Tagged with: