białczyński

Jaskinia Werteba – rzeczywista i jako metafora łemkowskiej przeszłości polsko-ukraińskiego pogranicza (albo wspólnej Małopolski-Rusi Białochorwackiej)


Jaskinia Werteba Ryszarda Turkiewicza

W tych dniach otrzymaliśmy tomik poezji Ryszarda Turkiewicza „Jaskinia Werteba”. Jest to poezja bardzo dojrzała, ale też niestety wywołująca bardzo smutne refleksje związane z dziejami Podola i ludzi którzy zamieszkiwali do końca II Wojny Światowej okolice Bilcza Złotego gdzie leży owa tajemnicza jaskinia.

Scytyjski rysunek z krypty (Krym, Ukraina)
– przedstawia ognistego konia, ognistą boginię
i domek na kurzych łapkach.

Związek między panem Turkiewiczem a naszym blogiem jest przypadkowy, a może i nieprzypadkowy jako że poeta zapragnął ozdobić swój tomik reprodukcjami motywów słowiańskich z pisanek prezentowanych tutaj przez Dobrosława Wierzbowskiego. Zauważyłem już w 2009 roku że te motywy zyskały sobie dużą popularność – na sam artykuł było bardzo wiele wejść zaraz po jego publikacji i wciąż jest to artykuł popularny. Jego siła są owe motywy i objaśnienia ich znaczeń dołączone przez pana Dobrosława. Jego zasługą jest w pewnym sensie, że te motywy przeniosły się do tatuaży i są obecnie wykorzystywane przez pracownie tatuażu, które używają motywów słowiańskich. Weszły więc niejako do kontrkultury i kultury rycerskiej – współczesnej.

Kiedy przeczytałem te wiersze wysłałem mail do Dobrosława Wierzbowskiego , którego fragment tutaj przytoczę zamiast komentarza:

„…Na razie zdążyłem tylko raz przeczytać wiersze i odczekiwałem przed napisaniem do pana. Książka ładnie wydana, teksty, zwłaszcza na początku głębokie i dobre poetycko, potem poezja stała mi się zbyt prozatorska, nie wiem czy poezja powinna opowiadać zdarzenia – traci na tym kiedy przestaje być zapisem chwili i stanu ducha  – muszę przeczytać jeszcze raz. Łemkowie powinni napisać otwarcie o polskim okrucieństwie o tym pożałowania godnym barbarzyństwie powojennym, o tej okrutnej nienawiści – przecież nikt nie zaprotestował kiedy niszczono cały ich świat, a teraz 20 lat po słynnym odzyskaniu niepodległości nikt się nie odważa nawet mówić o tym żeby im zwrócić ich miejsce – tym którzy chcieliby wrócić.  Problem jest trudny , ale od czego do cholery jest to państwo…”.

Kiedy pisałem te słowa miałem odczucie, że obrazy przedstawiane przez Ryszarda Turkiewicza w dalszej części tomiku za dużo opowiadają, są zbyt dosłowne, relacjonujące – teraz zmieniłem zdanie. Nie czytałem drugi raz , na to jest za wcześnie. Widzę jednak po tym mailu do Dobrosława, że został osiągnięty wielki emocjonalny skutek, a to znaczy że jest to dobra poezja i powinna pozostać dokładnie taka jaka jest.

(kliknij – powiększ)

Wierzę panie Ryszardzie w opowieść, że tym otworem Wertebskim, wydobywa się na świat opowieść o naszej wspólnej przeszłości i wspólnych korzeniach – jeśli okrucieństwo wypłynęło z jakiegoś podziemnego otworu (podświadomego tworu) na Ukrainie to musiała być nim jakaś inna, tutejsza peczera.

Jestem pewien że kiedyś ktoś naprawi przynajmniej część tych krzywd, które miały miejsce. Ta Łemkowszczyzna jest nie tylko własnością Turkiewicza czy Vincenza – jest własnością tych co byli przed nimi i tych co będą po nich – jest obiektem naszej wspólnej troski bo to niezagojona rana na ciele Ojczyzny i Macierzy – potąd pokąd nie robimy nic żeby wróciła w ręce tych, którym z racji pokoleń przynależy. Jestem pewien, że kiedyś i Ukraińcy zrozumieją swoje ludobójstwo dokonane na Polakach i Rosjanie zrozumieją swoje i Polacy zrozumieją swoje ludobójstwo na Ukrainie i Łemkowszczyźnie – bo przecież nie ukrywajmy że odwet był – musiał być – choćby skala była niepomierna.

Chciałbym żeby czasy rozlewu krwi z powodu mocarstwowych ambicji grup ludzi (bo przecież nie narodów) i z powodu odmienności czysto religijnych – bo do tego się to tutaj sprowadza (także w byłej Jugosławii) – nie wróciły już nigdy.

Tomik niniejszy jest okazją do przypomnienia dziejów Jaskini Werteba – bo to dzieje Słowian i Słowiańszczyzny

Kamienna głowa byka

Złote Bilcze 1822

W 1822 w Bilczu Złotym odkryto dwa stanowiska archeologiczne zasiedlane przez ludność kultury trypolskiej z epoki miedzi.

Jedno z nich, nazywane Ogrodem, ulokowane w dolinie rzeki Seret, głęboko rozcinającej Wyżynę Podolską, okazało się typową wsią zamieszkiwaną w okresie od 4000 do 3500 lat p.n.e. Dominowały tam piętrowe domy zbudowane z drewna i gliny. Ludność zajmowała się uprawą roli, hodowlą bydła, owiec i świń oraz rzemiosłem, w tym wyrobem narzędzi z krzemienia, kości i z miedzi. Charakterystycznym dziełem tych ludzi są doskonałej jakości naczynia ceramiczne, malowane czarną, czerwoną i białą farbą. Oprócz najczęściej występujących ornamentów geometrycznych, spotykane też są malowane figury ludzi i zwierząt oraz schematyczne przedstawienia roślin.

Drugi stanowisko archeologiczne zlokalizowane było w gipsowej jaskini Werteba, położonej na płaskiej wysoczyźnie lessowej, oddalonej o kilka kilometrów na wschód od Ogrodu.

CzARA – skołocka z Jaskini Werteba (werteb – zapadlisko)

Foto Egidijus

W Wiki:

Jaskinia Werteba – gipsowa jaskinia, znajdująca się w obwodzie tarnopolskim Ukrainy, w pobliżu wsi Bilcze Złote, na płaskiej wysoczyźnie lessowej.

Jaskinię odkryto przypadkowo w 1822. Ziemie wokół Bilcza Złotego i sama jaskinia należały wówczas do księcia Adama Sapiehy, a później do jego syna – Leona.

Odkryto w niej słynne później stanowisko archeologiczne. Pierwszym archeologiem, który z polecenia Komisji Archeologicznej Akademii Umiejętności przeprowadził w l. 1876 – 78 badania w jaskini był Adam Honory Kirkor.

W wąskich, niskich i bogato rozgałęzionych korytarzach jaskini, do której wchodziło się z góry przez otwór, odkryto ponad 1000 bogato zdobionych naczyń ceramicznych lub ich fragmentów kilkadziesiąt narzędzi krzemiennych i ponad 70 glinianych figurek ludzkich. Przedmioty te znajdowały się w najtrudniej dostępnych zakamarkach jaskini, której istotną cechą były trudności z odpowiednią wentylacją skomplikowanej sieci korytarzy. Zabytki starannie dobierane i deponowane w jaskini przez ponad 1000 lat – pochodzą z okresu między 3870 a 2710 p.n.e. – ze względu na swój wotywny charakter i doskonały stan zachowania wskazują na kultowy charakter tego miejsca. Potwierdza to obecność licznych naczyń pochodzących m.in. z środkowego Podnieprza, środkowego i dolnego Naddniestrza, a nawet z Lubelszczyzny.

Funkcjonowanie tego miejsca zamarło około 2500 roku p.n.e. i wiązało się z upadkiem miejscowych populacji rolniczych, które ustąpiły miejsca ruchliwym grupom pasterzy.

Bilcze Złote kultura trypolska 3500 – 2800 pne – Czara – naczynia gliniane
Oto tekst towarzyszący wystawie w roku 20o1 w Muzeum Archeologicznym w Krakowie

Elżbieta Trela

Zbiór wykopalisk z Bilcza Złotego
imienia Książąt Leona i Teresy Sapiehów

W listopadzie 1904 roku księżna Teresa Sapieżyna wdowa po księciu Leonie podpisała z Akademią Umiejętności w Krakowie umowę, na mocy której Akademia zobowiązała się skatalogować, uporządkować i konserwować zabytki z Bilcza Złotego, pokazać je na wystawie jako Zbiór wykopalisk z Bilcza Złotego imienia Książąt Leona i Teresy Sapiehów, a także w ciągu dwu lat po złożeniu zbiorów w krakowskim Muzeum ogłosić drukiem naukowe ich opracowanie.

Po prawie 100 latach umowa doczekała się realizacji. Polsko-ukraiński zespół archeologów poddaje analizie tę, jedną z największych w Europie, kolekcję zabytków. Składa się na nią ponad 300 całych naczyń (niekiedy metrowej wysokości) i ponad 35 tyś. ich fragmentów, około 120 figurek ludzkich i zwierzęcych, ponad 60 glinianych przedmiotów związanych z tkactwem (przęśliki, ciężarki tkackie, szpulka), około 200 narzędzi z kości i rogu, 300 narzędzi krzemiennych i kamiennych (sierpy, siekiery, tłuczki-rozcieracze) oraz ozdoby z kości i muszli, a także niewielki dysk wykonany z hematytu. Zabytki datowane są na okres między poł. V a poł. III tysiąclecia p.n.e.w chronologii kalibrowanej. Dzięki współpracy z archeologami z Ukrainy badającymi od kilku lat stanowisko, z którego pochodzi kolekcja Sapiehów, zabytki wydobyte na początku wieku i dziś po tylu zawirowaniach historii całkowicie pozbawione dokumentacji terenowej, odzyskują kontekst naukowy.

Jaskinię Werteba odkryto przypadkowo w 1822 r. Ziemie wokół Bilcza Złotego i sama jaskinia należały wówczas do księcia Adama Sapiehy, a później do jego syna – Leona. Pierwszym archeologiem, który z polecenia Komisji Archeologicznej Akademii Umiejętności przeprowadził w latach 1876 – 1878 badania w jaskini był Adam Honory Kirkor. Natomiast pierwsze ślady osady znajdującej się na terenie parku dworskiego odkryto jak podaje Gotfryd Ossowski przypadkowo w 1884 r. O prowadzenie w tym miejscu prac wykopaliskowych ks. Leon Sapieha poprosił w 1889 r. kustosza Muzeum im. ks. Lubomirskich we Lwowie, Pawłowicza. W listopadzie 1890 r. dalsze prace w tym miejscu podjął już sam Ossowski. Odkrył ponad dwadzieścia, jak wówczas sądził, grobów ciałopalnych. W 1890 r. Ossowski zainteresował się również jaskinią Werteba i zlecił wykonanie dokładnego jej planu. Dalsze badania w jaskini w latach 1898, 1904 i 1907, a także niewielkie prace w parku prowadził Włodzimierz Demetrykiewicz. Na podstawie wyników badań Demetrykiewicz sprostował mylną hipotezę Ossowskiego uznając znalezione w parku obiekty za ślady konstrukcji mieszkalnych, nie zaś za ciałopalne groby cegłowe jak sądził jego poprzednik. Po roku 1907 nie prowadzono już większych prac w Bilczu Złotym.

Wilki – figurki kamienne

W 1904 r. zabytki pozyskane podczas dotychczasowych badań przekazane zostały, na mocy umowy, Muzeum Akademii Umiejętności w Krakowie, nastąpiło to jednak już po niewyjaśnionej kradzieży część materiałów, która miała miejsce w Bilczu w tym samym roku. Niektóre ze skradzionych zabytków odnalazły się później i przechowywane były w zbiorach Muzeum Dzieduszyckich we Lwowie. Demetrykiewicz zapoczątkował naukowe opracowanie zbiorów bilczańskich. Po jego śmierci materiałami z Bilcza zainteresowała się uczennica prof. Józefa Kostrzewskiego, Mieczysława Ruxer. Zmarła jednak nie dokończywszy pracy. Dzięki zaangażowaniu śp. dr Ewy Rook udało się rozpocząć prace nad całościową analizą tego wspaniałego zespołu.

….

Badania w ramach grantu właśnie się kończą. Polsko-ukraiński zespół archeologów opracował już tę jedną z największych w Europie Środkowej kolekcję zabytków. Składa się na nią ponad 300 całych naczyń i ponad 35 tysięcy ich fragmentów, około 120 figurek ludzkich i zwierzęcych, ponad 60 glinianych przedmiotów związanych z tkactwem (przęśliki, ciężarki tkackie, szpulka), około 200 narzędzi z kości i rogu, około 300 narzędzi krzemiennych i kamiennych (sierpce, siekiery, tłuczki-rozcieracze) oraz ozdoby z kości i muszli, a także niewielki dysk wykonany z hematytu. Zabytki datowane są na okres 3870-2710 lat p.n.e.

Elżbieta Trela

całość tekstu patrz:http://www.ma.krakow.pl/wystawy/bilcze

Bilcze Złote – figurki antropomorficzne bóstw pogańskich

z Wywiadu z dyrektorem Jackiem Rydzewskim z Muzeum Archeologicznego w Krakowie:

- Do najcenniejszych i najbardziej sensacyjnych odkryć należą zabytki z Bilcza Złotego i Ryżanówki, a więc z dawnych polskich majątków leżących na Kresach, obecnie na Ukrainie?

- To prawda. Są to dwie niezwykle cenne kolekcje i duma naszego Muzeum. Bilcze Złote to głównie kolekcja glinianych figurek kultowych i malowanych naczyń z okresu neolitu. Ryżanówka to wyposażenie grobu „księżniczki scytyjskiej” ze znakomicie zachowanymi ozdobami ze złota i srebra pochodzącymi z ok. III wieku przed naszą erą.
W odkryciach w Bilczu Złotym i Ryżanówce także ma swój udział Komitet Badań Naukowych…
Tak. Właśnie zakończyliśmy badania w ramach grantu przyznanego nam przez Komitet Badań Naukowych na opracowanie kolekcji materiałów z Bilcza Złotego.

Bilcze Złote – plakietka kamienna – Głowa Byka (podobna w kształtach do tej z Radymna wykonanej ze złota)

- Dlaczego Muzeum brało udział w badaniach na Ukrainie?

- To się wiąże z historią naszego Muzeum. Od chwili, gdy Muzeum stało się placówką Akademii Umiejętności jednym z celów statutowych była troska o dziedzictwo kulturowe narodu, zwłaszcza na terenach, które utraciliśmy. Jednocześnie na Kresach działało jeszcze wielu Polaków realizujących swoje rozmaite zawodowe ambicje. Było tam nadal wiele polskich majątków i w sposób naturalny Polacy tam mieszkający ciążyli do ośrodków naukowych i kulturalnych dawnej Polski, czyli do Krakowa. Nic więc dziwnego, że dwie wspaniałe kolekcje – Bilcze Złote i Ryżanówka – trafiły właśnie do nas. Bilcze Złote leży w dawnym majątku książąt Sapiehów na Podolu. Już w roku 1822 odkryto tam przypadkowo Jaskinię Werteba. Ziemie wokół Bilcza Złotego i sama jaskinia należały wówczas do księcia Leona Sapiehy. Pierwszym archeologiem, który na zlecenie krakowskiej Akademii Umiejętności przeprowadził badania w jaskini, w latach 1876 – 1878, był Adam Honory Kirkor. Pierwsze ślady osady znajdującej się na terenie parku dworskiego odkryto przypadkowo w roku 1884. O prowadzenie w tym miejscu prac wykopaliskowych Leon Sapieha poprosił kustosza Muzeum im. Ks. Lubomirskich we Lwowie, E. Pawłowicza. To był rok 1889. A dalsze prace już w roku 1890 podjął kustosz Muzeum Archeologicznego w Krakowie Godfryd Ossowski. Zainteresował się wówczas także jaskinią Werteba i zlecił wykonanie jej dokładnego planu. W dworskim ogrodzie natomiast odkrył – jak wówczas sądził – ponad dwadzieścia cegłowych grobów ciałopalnych. Tymczasem była to cała osada.

Modele domków kultury trypolskiej

Jaskinia wydrążona w utworze lessowym, do której wchodziło się z góry przez otwór, była niesłychanie rozgałęziona. Wokół niej koncentrowało się życie pewnej grupy ludności, obok była założona normalna osada. Ci ludzie, jak na stosunki neolityczne byli niezwykle zaawansowani kulturowo i cywilizacyjnie. Mieli swoje, bardzo charakterystyczne, domy, cały świat sztuki i wierzeń, czego przejawem jest przepiękna ceramika, znakomicie wypalona, na świetnym poziomie technicznym, malowana czarnymi wzorami na brązowym tle, niezwykle precyzyjnie, starannie, wykorzystująca motywy geometryczne. Te naczynia zawsze były ozdobą naszej wystawy. Zwracały natychmiast uwagę. W kolekcji z Bilcza Złotego mamy cały świat rozmaitych amuletów wykonanych z kości, z kamienia, z drewna – to cały system wierzeń i zwyczajów. Symbolem tej kultury jest przepiękna zawieszka wykonana z kości przedstawiająca głowę byka. Żłobiony ornament układa się w schemat kobiecej postaci.

Werteb – foto Alieksiej Zaremba

Wystawa zabytków z Bilcza Złotego w naszym Muzeum była ukoronowaniem trzyletniego, międzynarodowego programu badawczego finansowanego ze środków Komitetu Badań Naukowych. Powstała dzięki współpracy archeologów, paleobotaników, paleozoologów, petrografów i artystów plastyków. Polsko – ukraiński zespół zakończył właśnie opracowywanie tej jednej z największych w Europie Środkowej kolekcji. Zabytki pochodzą z okresu między 3870 a 2710 przed naszą erą.

całość patrz: http://www.sprawynauki.waw.pl/?section=article&art_id=626

Bilcze Złote – rekonstrukcja osady

Cuda kultury trypolskiej w Toruniu

Wojciech Pastuszka

7 czerwca 2010Posted in: Archeologia, Europa, Prehistoria

Na wystawie „Neolityczny barok – kultura trypolska” po raz pierwszy w Toruniu prezentowane są unikatowe przedmioty – figurki kobiet kultury trypolskiej (VI-III tys. p.n.e.) ze zbiorów Muzeum Archeologicznego w Krakowie i Muzeum Okręgowego w Toruniu (1 figurka). Kolekcja tych zabytków pochodzi z wykopalisk z Bilcza Złotego na Ukrainie (Ogród i jaskinia Werteba). Uzupełnieniem prezentowanych eksponatów pochodzących ze zbiorów Muzeum Archeologicznego w Krakowie są kolorowe tablice informacyjne przedstawiające historię tej niezwykłej kultury.

Pięknie malowana ceramika kultury trypolskiej. Fot. Cristian Chirita

„Jest to prezentacja jednej z najbardziej intrygujących kultur archeologicznych w pradziejach Europy. Odkrycia pierwszych stanowisk zaliczanych do tej kultury sięgają XIX wieku i choć wiedza na jej temat znacznie poszerzyła się od tego czasu, dyskusje dotyczące jej historii i materialnych pozostałości odkrywanych w ziemi przez archeologów trwają do dzisiaj” – mówi kurator wystawy Beata Bielińska – Majewska. Nazwa pochodzi od wsi Trypole, niedaleko Kijowa. Dokonano tu jednego z pierwszych odkryć.

więcej patrz w Archeowieści

Wycieczka do jaskiń Werteba i Krystaliczna

Ukraina Zachodnia jest znana z wielkiej ilości jaskiń gipsowych. Tutaj, w obrębie obwodów Tarnopolskiego, Czarnowieckiego i Chmielnickiego, znajduje się potężna warstwa gipsu karsowego, w którym znaleziono już więcej niż półtora dziesiątka jaskiń. Te jaskinie są poziome i labiryntowe o długości od kilkuset metrów do więcej niż 200 km, głębokość usytuowania nie przewyższa 30-50 metrów.

Te jaskinie są również interesujące pod względem swojej struktury: niektóre z nich tworzą wysokie galerie i wąskie przejścia, w głębi innych są olbrzymie sale o wysokości ponad 10 metrów. Ściany jaskin utworzone są ze spresowanego gipsu, który w jaskini Krystalicznej; na przykład, pod ciśnieniem przetworzył się w przepiękne desenie w postaci ptasich piór i płatków kwiatów, w jaskini Werteba zaś po prostu są wielkie kolorowe ornamenty. Szczególną uwagę zwracają na siebie niepowtarzalne kryształy o wielkości od kilku milimetrów do dziesiątków centymetrów, ich kolory mienią się odcieniami od śnieżnobiałego i żółto-kremowego do rdzawoczwerwonego i czarnego. Bogata w kryształy jest jaskinia Krystaliczna, która właśnie zawdzięcza swoją nazwę wielkiej ich ilości. W niektórych jaskiniach szukali schroniska jeszcze wcześni ludzie. Na przykład, Werteba znana jest przede wszystkim dzięki interesującym znaleziskom ceramiki trypolskiej: dzbany do przechowywania wina, miski i dzbanki, wazony i amfory, atrybutyka religijna. Na podstawie tych znalezisk udowodniono, że w ciągu setek lat ta pieczara była zamieszkiwana przez kilka pokoleń trypolców.

Dzień pierwszy
Spotkanie w Kamieniec Podolsku.
Wycieczka.
• Jaskinia „Atlantyda” (trzy poziomy w jaskinie, wycieczka na 5 godzin, wrażenia na całe życie!).
• Rychta (zamek XVI w., ruiny młyna wodnego ХІХ w.).
• Kudryńce (zamek – twierdza początku XVII w.).
Zakwaterowanie w hotelu.
Kolacja.

Dzień drugi
Śniadanie.
Wycieczka.
• Jaskinia «Kryształowa» (geologiczna pamiątka o państwowym znaczeniu, jaskinia labiryntowa charakteru karstowego, długość ponad 22 km).
• Jaskinia – muzeum «Werteba» (geologiczna oraz archeologiczna pamiątka o państwowym znaczeniu w której znaleziono ślady cywilizacji trypolskiej).
Powrót do Czortkowa.

Wycieczka:
• Jaskinia „Werteba” (w tej jaskinie działa muzeum kultury Trypolu, ponieważ tutaj archeolodzy znaleźli ślady pierwszych Ukraińskich rolników. Pod czas wykopalisk w jaskinie znaleziono pozostałości dużego ogniska, różne narzędzia dookoła (siekiery, dłuta, skrobaki, noże), koście zwierząt. W Wertebie znaleziono przez archeologów liczne ceramiczne figurki kobiet, w jednej sali znaleziono tajemniczy pochówek mężczyzn – 25 szkieletów, naczynie religijne).
• Jaskinia „Młynky” (jedna z jaskiń Podola, długość około 25 km. Tutaj są duże kryształy i ogromne kawałki gipsu, stalaktyty, kamienne „fali”, dziesiątki korytarzy i sale. Charakterystycznym jest to, że w jaskinie „Młynky” opracowano trasy o różnym stopniu trudności, można wybrać bardziej zrelaksowaną podróż również podróż z adrenaliną. Jednak niezależnie od trasy będziesz musiał pełzać, próbować przejść przez wąskie tunele i szczeliny, przechodzić głębokie pęknięcia w gipsowych jaskiniach).
Przyjazd na miejsce obozu.

Wejście do Jaskini/Pieczary Werteba – fot Alt 666

Entrance to the Verteba cave near Bilche Zolote village (вхід до печери Вертеба біля с. Більче Золоте)

Wejście do jaskini – foto Vołodymyr Rizun

History Exploration of Werteba cave

- Wojciech W. Wisniewski The author quotes an unknown text written by Bogusz Zygmunt Steczynski in 1870. The text describes exploration of Werteba cave (Podolia, formerly in Poland) which was carried out by Jan Chmielecki, a local leaseholder, in 1822. After digging through the entrance about 500-600 m of cave passages were discovered. Some human bones, bonfire remnants and one silver coin were found. Picture shows the first cave of Podolia map from 1878.

Plan jaskini

Печера Вертеба

(загальна довжина ходів сягає біля 8 км), відома з давніх часів. Тут спостерігається протягом року стала температура – +10-120С, відносна вологість коливається в межах 92-100%. У печері живе велика колонія кажанів.
Цікава вона тим, що ще у четвертому-другому тисячоліттях до нашої ери (період неоліту) її обладнали під житло представники самобутньої трипільської культури, хоч взагалі вони традиційно селилися на пагорбах. За велику кількість археологічних знахідок цю печеру називають “Наддністрянською Помпеєю”.


foto Jujuapi
Перше дослідження Вертеби датоване 1876 роком, а чимало знайдених там потім експонатів зайняли почесне місце в музеях Європи (були вивезені туди, коли Тернопільщина входила до складу Польщі та Австро-Угорщини). А вже за незалежної України, у 1999-му, археологічна експедиція під керівництвом великого ентузіаста і фаната своєї справи, директора Борщівського краєзнавчого музею Михайла Сохацького знайшла у Вертебі цілісний культурний пласт часів неоліту. Відтак ще тоді виникла ідея створити у печері унікальний музей, експозиція якого наче повертала б відвідувачів на кілька тисячоліть назад. Задум було реалізовано – підземний музей відкрив свої двері для відвідувачів.

Wzgórze Brzucha (Głębi – Gobekli Tepe) lub Góra Ognia Nawi (Gire Navoke) i Świątynia Pępka Świata

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody by bialczynski on 16 Sierpień 2012

Odkrycie najstarszej Świątyni Wiary Przyrody na świecie wywołało wstrząs w licznych dziedzinach związanych z kształtowaniem wyobrażeń nauki o Starożytności i w środowiskach badaczy starożytności. Po pierwsze okazało się, że pochodzi ona z czasu, kiedy ludzkość miała być pozbawiona możliwości organizacyjnych i wytwórczych oraz mentalnych do wykonania tak skomplikowanego dzieła.  Budowle powstały mianowicie około 9500 roku p.n.e. a do tego w ruinach znaleziono ziarna pszenicy i innych roślin, które zburzyły nie tylko wyobrażenia archeologów lecz również koncepcje historyków i antropologów na temat ewolucji ludzkości w dziedzinie rolnictwa. Obszar o którym mowa leży na pograniczu dzisiejszej Turcji i Syrii , a w czasie kiedy powstawały budowle otoczony był dziką roślinnością i bujną przyrodą zupełnie odmienną niż dzisiejsza pustynia.

Poczytajmy o tym z polskiej Wiki, ale doradzam od razu przeczytać też angielską wersję znacznie dokładniejszą.

Göbekli Tepe (język turecki: wybrzuszone wzgórze; język kurdyjski: Girê Navokê) – stanowisko archeologiczne w południowo-wschodniej Turcji kryjące pozostałości prehistorycznego sanktuarium. Razem z Nevalı Çori zrewolucjonizowało współczesną wiedzę o neolicie w Eurazji. Göbekli Tepe jest najstarszym znanym miejscem kultowym stworzonym przez człowieka (jego powstanie datowane jest na X tys. p.n.e.)[1]. Stratyfikacja terenu wykazuje, że miejsce to było używane przez szereg tysiącleci.

Historia odkrycia

Amerykański rekonesans archeologiczny z 1964 roku uznał, że wzgórze to nie miało charakteru całkowicie naturalnego. Jednakże zakładano że prawdopodobnie kryje cmentarzysko bizantyjskie. Niemiecki Instytut Archeologiczny i Muzeum w Şanlıurfa rozpoczęły wykopaliska w 1994 roku. Prehistoryczny charakter tego miejsca rozpoznano od razu. Jak dotychczas (2009), przebadano tylko około 5% terenu. Ocenia się, że zakończenie wykopalisk może zająć jeszcze 50 lat.

Wcześniej, wzgórze to było wykorzystywane rolniczo. Od pokoleń, mieszkańcy przemieszczali kamienie i prawdopodobnie wiele z archeologicznej wartości miejsca zostało w ten sposób zniszczone.

Opis

Najstarsza warstwa (III) zawiera słupy megalityczne połączone ścianami, tworzące razem koliste lub owalne struktury. Jak dotąd odkopano 4 takie struktury. Badania geofizyczne wskazują na istnienie dodatkowych 16 struktur tego typu. Warstwa III jest datowana na około 9 tysięcy lat przed naszą erą.

W warstwie II odkryto szereg przyległych prostokątnych pokoi z podłogą z polerowanego wapienia. Jest ona datowana na 7500 – 6000 przed naszą erą.

Najwyższa (zarazem najmłodsza) warstwa zawiera pozostałości działalności rolniczej.

Kontekst chronologiczny

Ze względu na początkowy stan badań, wszystkie konkluzje mają charakter roboczy.

Daty zostały ustalone metoda radiowęglową C14. Koniec warstwy III to 9000 przed naszą erą. Początek jest określany w przybliżeniu jako 11 000 lat przed naszą erą lub wcześniej. Warstwa II sięga do około 8000 przed naszą erą.

Dlatego uważa się, że te struktury są starsze niż ceramika, metalurgia, pismo, lub koło. Zostały zbudowane przed tzw. rewolucją neolityczną, czyli przed początkiem rolnictwa i hodowli zwierząt. Organizacji społecznej, jaka była konieczna do zbudowania tych struktur, nie wiązano dotychczas ze społeczeństwami przed-neolitycznymi. Wiele ze słupów waży od 10 do 20 ton, a niektóre nawet 50.

Niedawna analiza DNA pszenicy wskazuje, że odmiana dzika występująca w okolicy Karaca Dağ jest najbliższą pszenicy współczesnej[2]. Karaca Dağ jest położone tylko około 30 km od Göbekli Tepe. Tak więc spekuluje się, że rejon ten pełnił kluczową rolę w historii rolnictwa.

Przypisy

  1. ↑ Sandra Scham, „The World’s First Temple” – streszczenie artykułu z amerykańskiego magazynu „Archeology” (Volume 61, Nov/Dec 2008)
  2. ↑ Heun i in., Site of Einkorn Wheat Domestication Identified by DNA Fingerprinting, Science, 278 (1997) 1312-1314.

(powiększ)

Osobom wychowanym w światopoglądzie chrześcijańskim nie jest łatwo interpretować wiele zjawisk i odkryć. Rozciąga się to na wiele dziedzin życia – a bierze się stąd że ludzie wychowani w kanonie chrześcijańskim nie rozpoznają struktur i wzorców oczywistych dla innych ludzi – ich wychowanie i wiedza mają charakter wybiórczy. Przede wszystkim odseparowano ich i konsekwentnie w procesie edukacyjnym separuje się ich nadal od wiedzy ezoterycznej i magicznej, od symboliki Kabały , symboliki numerologicznej i wszelkich strukturalnych pojęć związanych ze starożytną wiedzą i wiarą – POGAŃSKĄ. Stąd możliwe są tak kuriozalne przeoczenia i i błędy analityczne i interpretacyjne całych środowisk naukowych – jak na przykład archeologów w sprawie Świątyni Pępka Świata położonej na Wzgórzu Brzucha. Jest to świątynia Wiary Przyrody w sposób oczywisty. Już fakt stworzenia budowli owalnych czy też idealnie okrągłych (pierścień) powinny nasuwać wniosek, że mamy tutaj odwzorowanie boskiego Jaja-Kłódzi czyli Owalu-Uwalu-Warze (Owalo-Kuteż-War, Awalokiteśwara), w którym Uwiłte zostało Światło Świata, a który następnie znalazło swoją replikę i znajduje do dzisiaj w wielkanocnych jajach-pisankach, opisanych Wzorem Świata.Mamy tu zatem Owal-Kłódź, czyli Pąp Świata, a więc świątynię Światła Świata.

Gdyby to nie wystarczało należy pójść dalej – każda owalna budowla z dotychczas odkopanych składa się bowiem z dwóch centralnych filarów – są to nie tylko filary podtrzymujące strop lecz także symbole  in-yang – czyli Wielkiego Działu Wszego Świata, Pierwszego Działu – na Białoboga i Czarnoboga – podstawowe siły dzielące Wszechświat czy też RzeczyIstność.

Jeśli to jeszcze za mało do pełniejszej interpretacji to przyjrzyjmy się słupom w bocznych ścianach budowli – w każdym owalu jest ich Osiem – czyż to nie oczywiste, że mamy tu Słupy Ośmiu Żywiołów? Oczywiście dla chrześcijańskiego uczonego nic z tego nie będzie oczywiste, ponieważ on w ogóle nie patrzy na świat poprzez pryzmat znaczeń magicznych – kodów przyrodzonych właściwych Przyrodzie.

Na koniec wreszcie jakby tego wszystkiego było mało mamy tu na słupach płaskorzeźby zwierzęce. Czasem jest to pojedyncze zwierzę a czasami kompleks. Gdyby naukowcy parający się rozwiązaniem tych zagadek patrzyli na świat magicznie i kodystycznie i symbolicznie poprzez pryzmat Wiary Pogańskiej od razu powiązaliby te zwierzęta na słupach z poszczególnymi Żywiołami. Mało tego nie pisali by takich głupstw jak pod tym obrazem w anglojęzycznej Wikipedii:

Monolith with bull, fox, and crane in low relief

(powiększ)

Tutaj wyraźnie widać trzy poziomy zwierzęce związane z tym słupem, ale żeby to łatwo zinterpretować trzeba być praktykującym poganinem człowiekiem wyznającym wielobóstwo i Wiarę Przyrody.  Mamy tutaj symboliczne emanacje boga któremu poświęcony jest słup nie w żadnych totemach jak bajają od 200 lat uczeni chrześcijańscy, lecz w konkretnych bytach żywych – tu konkretnie w zwierzętach istniejących w świecie Przyrody Matki Ziemi. Na obrazie widać wyraźnie ssaka – duże zwierzę na górze – gada – środkowy poziom i ptaka. Ssak to byk, gad – któraś z jaszczurek – być może Salamandra – jeśli zwierzę górne jest Bykiem, a ptak to bocian – ptak królewski (ang. stork – Ptak symbol Białego Lądu – Europy – Ptak Królewski rodu pierwszych królów Pierwopalcych – Pirsztuków – których pamięć przechowała mitologia bałtyjska – Pir – piorunowych – Starków – Gwieździstych i Palczastych, bo stork – po staropolsku palec (stercze i przyrodzenie do dzisiaj i sterczeć – wystawać prosto). Stork – bocian a nie crane – żuraw.

Na dodatek należałoby nawiązać nazwę wzgórza do Wiary Przyrody – czyli do Wedy Indyjskiej lub Gadhby Zoroastryjskiej – jeśli się już nie potrafi wykonać rewolucyjnego zabiegu i sięgnąć wprost do prasłowiańskiego (scyto-indo-słowiańskiego czyli aryjskiego) źródła, bo komuś nie starcza wyobraźni na taki zabieg. Wtedy dowiemy się , że istniało pojęcie Głębi – Pierw Maci, z którego się wywodzi pojęcie Wątpi -Wnętrzności, a więc Wspóry-Świata (wątpi, czyli kiszek, z których wróżono jeszcze w świątyniach starożytnej Grecji). My, Rodzimowiercy, wiemy także o istnieniu tak zwanej Księgi Głębi – którą bułgarscy Bogomilcy przechowali  i spisali i zwali ją Księgą Gołubią (Głębi i Niebios – bo gołąb ptak niebieski-siny – o identyfikacji koloru niebieskiego i sinego pisze K. Moszyński w KLS). Zatem pojęcie w języku tureckim Gobekli – brzuch , wybrzuszenie to inaczej głąb-wnętrze-wątpia (jak głąb w kapuście). Mamy więc tutaj Wzgórze Głąbi-Pierw Maci, Wielkiej Macierzy – a potwierdza to także kurdyjska nazwa wzgórza z zupełnie innej strony – Giri Navoke. Giri – wiadomo po słowiańsku góra, ale znamy wszyscy konotacje góry – góra to także miejsce gorzejące – giri-grzati – goreć, grzać, gorący, ognisty – zatem mamy tutaj Wzgórze Ognia ale Nawne (Navoke) – czyli Naw Piekła z jej Górą Ognia wewnętrznego – podziemnego – jest to odwrotność Góry Światła Świata – Wierchu Weli – jego żeńska wersja (odwrócona) – Naw Nawi – Pierw Nica. A więc byłaby to Świątynia Światła Świata, ale z epoki kultu Matki Matek – Wielkiej Macierzy poprzedzającego kult Ojca Ojców – kultu Pierw Nicy (Ciemności).

(powiększ)

Na tym obrazku w muzeum w Urfie widać wyraźnie figury identyczne jak nasza ze Ślęży , którą uczeni chrześcijańscy z Niemiec określili jako Świnię. Oczywiście to nie żadna świnia tylko Niedźwiedź, ale w tym miejscu zastanówmy się nad czym innym – Czy istnieje związek między tymi dwoma wyobrażeniami z odległych dosyć miejsc kontynentu? Wyobrażenia wykute w kamieniu na Ślęży i tutaj są identyczne – wydaje się zatem, że tak . A więc czy wyobrażenie na Ślężę przeniósł w ciągu kulturowym i w wędrówce po kontynencie lud tej samej krwi w kolejnym pokoleniu? Czy na pewno prawidłowo datowana jest figura na Ślęży czy też datuje się ją – jak to kamień którego nie da się zbadać metodą c14 – pi razy oko – na taki a taki czas – związany z Celtami, bo co innego „uczonym” do głowy nie przyszło – a już najmniej fakt, że zasiedlenie tego terenu przez ludzi o haplogrupie R1a1 datuje się na na 5000 rok p.n.e. Należy zadać też inne pytanie – czy na terenie Anatolii występowały rzeczywiście w okresie 9000 p.n.e. dziki, żubry i niedźwiedzie? A może ich wizerunki przyniesiono z ziemi scytyjskiej – z północy z Wharatu – Gór Harskich i Ślęży?

Słup Jaszczurczy czy też Smoczy? Pod wypukłym Smokiem-Ażdachem skierowanym w dół, płaskorzeźba  Dzika!

Oto tłumaczenie fragmentu  anglojęzycznej wersji opisu Wzgórza Brzucha i Świątyni Pępka Świata.

Göbekli Tepe jest najstarszym znanym  stworzonym przez Człowieka kompleksem religijnym. Kompleks położony na wzgórzu, zawiera 20 okrągłych struktur, które zostały zasypane piaskami, z których cztery zostały odkopane po roku 1999. Każda okrągła (owalna)  struktura ma średnicę od 10 do 30 metrów. Wszystkie są ozdobione masą, głównie T-kształtnych, filarów wapiennych, które są najbardziej uderzającą cechą tych budowli. Płyty wapienne były wydobywane z dołów Bedrock położonych około 100 metrów (330 stóp) od wzgórza,  przez  robotników – kamieniarzy i transportowane pod górę, gdzie budowniczy układali te neolityczne krzemienne konstrukcje. Większość znalezionych narzędzi to narzędzia krzemienne wykonane na miejscu w Byblos i Nemrik. Trudno uwierzyć, że ludzie epoki neolitu byli w stanie przy pomocy tak prymitywnych narzędzi i środków transportu wydobywać krzemień i rzeźbić go precyzyjnie, transportować pod górę i wznieść w powietrze tak masywne filary. Odkrycie to zdumiewa do dziś ​​archeologiczny świat, jako że przyjmuje się, że tego typu dzieło wymaga zawrotnej liczby ludzi i wysokiej organizacji społecznej oraz wiedzy pozwalajacej już 12 – 14.000 lat temu wznosić takie budowle sklepione na kamiennych słupach. [10]

Dwa filary znajdują się w centrum każdego koła. Były one przeznaczone do wsparcia dachu. Dookoła znajduje się osiem filarów równomiernie rozmieszczonych wokół ścian pomieszczenia. Przestrzenie między filarami są wyłożone nieobrobionym  kamieniem i są  tu umieszczone między filarami wzdłuż ścian kamienne ławy pomiędzy każdą z par filarów. [11]

Wiele z tych filarów jest ozdobionych rzeźbami wypukłymi i płaskorzeźbami zwierząt oraz abstrakcyjnymi tajemniczymi piktogramami. Piktogramy stanowią powszechnie zrozumiałe symbole sakralne, używane przez Człowieka już od czasów malowideł naskalnych w jaskiniach neolitycznych w innych miejscach Eurazji. Reliefy przedstawiają lwy, byki, dziki, lisy, gazele, osły, węże i ​​inne gady, owady, pajęczaki, i ptaki, zwłaszcza sępy. (W  czasie gdy wybudowano świątynię ziemia wokół znajdowała się w klimacie bardziej umiarkowanym i pełna była roślinności i zwierząt z tejże strefy. To uprawa ziemi miała spowodować zdaniem naukowców degradację ziemi i zamieniła ją w kurzową glebę półpustynną jaką widzimy dfzisiaj. [8] Sępy również stanowią istotny element Ikonografii w neolitycznych obiektach w  Çatalhöyük i Jerycho. Uważa się, że na początku neolitycznej kultury w Anatolii i na Bliskim Wschodzie zwłoki zmarłego były celowo wystawione w celu oczyszczenia przez sępy i inne ptaki jedzące padlinę. Głowę zmarłego czasami usuwano i konserwowano, oraz trzymano osobno – w domach jako znak kultu przodków.) [12]. Jest to wzorzec, pierwsze takie pochówki dla ciała po odejściu duszy do nieba – te formy rozwinięte praktykuje się do dzisiaj wśród buddystów tybetańskich i wyznawców zoroastryzmu w Indiach. [13 ]

W Świątyni Pępka na Wzgórzu Brzucha w Göbekli Tepe, w zasadzie nie spotyka się przedstawień postaci humanoidalnych, ale jest ich tutaj kilka – są to rzeźbione postacie nagiej kobiety postawione frontalnie w pozycji skurczonej. Odkrywca –  Schmidt przyrównuje jedo „Wenus figur accueillante” znalezionych w neolitycznej północnej Afryce. Niektóre z filarów w kształcie litery T wyobrażać mają ludzkie ramiona co wskazywałoby że są to stylizowane ciała  ludzkie lub postacie antropomorficzne bogów. Szerszy  kamień na szczycie filarów w kształcie litery T ma symbolizować głowę.

Masywna sekwencja warstw stratyfikacji sugeruje kilka tysiącleci działalności, być może warstwy te sięgają do mezolitu. Najstarsza warstwa zakładzinowa (poziom III) zawiera monolityczne filary połączone przez grube ściany tworzące okrągłe lub owalne struktury. Cztery takie budynki zostały odkryte, o średnicy między 10-30 metrów 33-98 stóp). Badania geofizyczne wskazują na istnienie 16 dodatkowych struktur.

Warstwa II, datowana na Pre-Pottery Neolithic B ust PPNB) ust 7500-6000 pne), ujawniła kilka sąsiednich prostokątnych budowli z podłogami z polerowanego wapna, przypominających rzymskie podłogi z lastryko. Najnowsza warstwa składa się z osadów zdeponowanych w wyniku działalności rolniczej.

Widać tu dobrze rozmieszczenie elementów wewnętrznych jak również ideę Pępka – czyli kręgów poświęconych wszystkim Żywiołom i Mocom – według mnie powinno zostać odkopanych nie 20 (chociaż to także jest możliwe bo to Żywioły i Moce razem wzięte – bez najwyższego Kręgu Kirów, Działu Działów i Boga Bogów) a  26 świątyń, a może także i dwudziesta siódma – Boga Bogów – Światła Świata

Oto artykuł – z 2008 roku ze strony INFRA

: link - http://infra.org.pl/historia-/zakazana-archeologia/495-goebekli-tepe-prawdziwa-kolebka-cywilizacji.html

Göbekli Tepe: Prawdziwa kolebka cywilizacji

wtorek, 02 grudnia 2008 17:13
Odkryty kilkadziesiąt lat temu na tureckim wzgórzu Göbekli Tepe kompleks świątynny okazuje się być jednym z największych archeologicznych odkryć, swym wiekiem o kilka tysięcy lat przewyższając najstarsze pozostałości cywilizacji ludzkiej. Dotychczas zbadano tylko kilka procent jego powierzchni. Naukowcy przyznają, że to nie ostatnie odkrycie mogące przyczynić się do uznania nowej historii człowieka.

Klaus Schmidt jako dziecko, zwiedzał niemieckie jaskinie w poszukiwaniu prehistorycznych malunków. 30 lat później, jako reprezentant Niemieckiego Instytutu Archeologicznego, odnalazł coś, co uznane zostało za znacznie starsze niż szacowany wedle oficjalnej nauki wiek najstarszych pozostałości starożytnych cywilizacji. 

- To miejsce jest jak supernowa – mówi Schmidt stojąc na wzgórzu leżącym w odległości ponad 55 km od granicy turecko-syryjskiej. Kiedy zobaczyłem je po raz pierwszy – wspomina, wiedziałem tylko dwie rzeczy: albo odejść stąd i nikomu o tym nie mówić, albo spędzić w tym miejscu resztę życia.

Gdzieś przed nim rozpoczyna się Nizina Mezopotamska – miejsca uważanego za kolebkę cywilizacji, której miasta odkryto w latach 60-tych, świątynia na wzgórzu Gobekli Tepe (Górze Brzucha lub Górze Pępka), przewyższa wiekiem o kilka tysięcy lat.

Wszystko wskazuje na to, iż kompleks o powierzchni 9 hektarów (z czego dotychczas zbadano kilka procent), użytkowany był przez kilkanaście stuleci. Najstarsza część zawiera monolityczne filary połączone ścianami i formującymi okrągłe lub owalne struktury. Jak na razie odkryto cztery tego typu budowle o średnicy od 10 do 30 m. Badania wskazują, że w sumie może ich się tam znajdować ok. 20. W ich wnętrzu umieszczano wapienne kamienie o wysokości do 7 m i masie do 50 ton.

Fragment świątyni w Gobeliki Tepe z rzeźbami w kształcie litery „T”

To, co czyni to znalezisko unikatowym to zarówno zdobiące ruiny płaskorzeźby (wyobrażenia m.in. dzików, lisów, żubrów, węży i skorpionów, a także bliżej niezidentyfikowanych stworzeń) oraz jego wiek. Gobekli Tepe według naukowców powstało ok. 9500 p.n.e., co oznacza, że jest o 5.500 lat starsze niż pierwsze miasta Mezopotamii i 7000 lat swym wiekiem przewyższa Stonehenge.

Naukowcy uważają jednak, iż budowla ta jest dziełem ludu nie znającego jeszcze uprawy roli, choć zamieszkującego w wioskach. Czy mają rację?

- Wszyscy uważają, iż jedynie rozwinięte, zhierarchizowane cywilizacje mogą zbudować coś równie monumentalnego i to dopiero po odkryciu rolnictwa – mówi Ian Hodder z Uniwersytetu Stanford, który od 1993 roku kierował pracami wykopaliskowymi w Catalhoyuk (uważanym za najstarszą osadę na świecie). Gobekli zmieniło wszystko. Jego skomplikowanie, kompleksowy charakter oraz fakt, iż powstało w okresie, kiedy nie znano jeszcze rolnictwa, czyni je jednym z najważniejszych w historii odkryć archeologicznych.

Lud, który wzniósł świątynię nadal pozostaje nieznany. Niektórzy uważają, że miejsce to było centrum kultu płodności, wnioskując to z faktu, iż w każdej okrągłej budowli znajdują się dwa wysokie kamienie mające reprezentować kobietę i mężczyznę.

Gobekli Tepe zdobią liczne płaskorzeźby. Badacze zasugerowali nawet, iż jego twórcy byli bliscy stworzenia pisma, gdyż niektóre wyryte na kamieniach symbole wydawały się układać w logiczny ciąg znaków

Schmidt podchodzi do tej teorii jednak ze sceptycyzmem. Zgadza się, iż Gobekli Tepe mogło być „ostatnim z bastionów ludzi prowadzących na wpół-osiadły tryb życia, który miał już odchodzić w niepamięć”, wskazując na fakt, iż to jego twórcom zawdzięczamy perfekcyjny stan tego miejsca, ponieważ to oni pokryli je tonami ziemi, jak gdyby dawny świat stracił zupełnie dla nich znaczenie.

Miejsce to ponadto pozbawione jest jakichkolwiek symboli płodności, które odnajdowano w innych neolitycznych pozostałościach. Posągi w kształcie litery „T”, przedstawiające ludzi, prezentowane są jako bezpłciowe.

- Myślę, że mamy tu do czynienia, z najwcześniejszymi wyobrażeniami bogów – mówi Schmidt. Nie mają oczu, ust, twarzy, mają za to ramiona i ręce. Są stworzycielami. Według mnie, ludzie, którzy wykuli je z kamienia, zadawali sobie odwieczne pytanie: Czym jest Wszechświat? Kim my jesteśmy?

Ponieważ w pobliżu świątyni nie natrafiono na ślady domostw, Schmidt uważa, że szczyt wzgórza był miejscem pielgrzymek ludzi z regionu. Zauważa, iż dwa najwyższe kamienie skierowane są na południowy-wschód, jak gdyby patrząc na niziny, które usiane są innymi archeologicznymi znaleziskami, o nie mniejszej niż Gobekli Tepe.

Przykładem tego może być znalezisko francuskich archeologów w Djade al-Mughara w północnej części Syrii, którzy natrafili na najstarsze na świecie malowidło.

- Tworzą je dwa metry kwadratowe geometrycznych figur w kolorach czerwonym, czarnym i białym. Przypominają troche obrazy Paula Klee – stwierdził Eric Coqueugniot, kierujący tymi pracami.

Francuz zauważa też, że wykopaliska w regionie Gobekli Tepe wciąż znajdują się w powijakach.

- Pewnego dnia ktoś dokonać tam może jeszcze bardziej dramatycznego odkrycia – dodaje.

Dyrektor prac wykopaliskowych nad Tygrysem, Vecihi Ozkaya wątpili, iż tysiące kamiennych naczyń, jakie odnalazł od 2001 roku w liczących sobie 11.500 lat grobach mogą mieć podobne znaczenie. Mimo to, jego znaleziska wywołują emocje w Uniwersytecie Dicle w Diarbakirze.

- Patrzcie na to – mówi, wskazując na fotografię figury ukazującej pół-człowieka pół-lwa. To sfinks. Tysiące lat starszy od egipskiego.

Czy nie pora spojrzeć inaczej na narodziny ludzkiej cywilizacji, analizując to, co dotychczas konserwatywnym naukowcom wydawało się być „niewygodnymi dowodami”?

Gwara kresowa okolic Bzowicy i Trościańca Wielkiego – a nafciarskie, rodzimowiercze, językoznawcze i historyczne tradycje rodziny Pagaczewskich (prof. Zenon Klemensiewicz i prof. Irena Bajerowa)

Posted in nauka, Słowianie by bialczynski on 4 Sierpień 2012

Kliknij (powiększ) – Ten szyb nazywał się Mary – czy na cześć urodzin Maryny Pagaczewskiej? Kto wie.

Ziemia Stanisławowska, Lwów i okolice, Podole – to miejsca szczególnie bliskie memu sercu, dla mojej żony to ziemia wręcz  rodzinna, gdzie leżą po smętarzach jej bliscy krewni – jak Tillowie czy Vincenzowie, Klemensiewicze, czy Wojciechowscy.

Ernest Till i Adolfina oraz ich dzieci  i wnuki

W Uhercach  Mineralnych wszyscy oni spędzali  uniwersyteckie wakacje  i swój czas wolny od praktyki prawniczej czy działalności uniwersyteckiej – ale nie tylko wolny, również organizowali tutaj pionierskie przedsięwzięcia, takie jak choćby zakładane  przez Ernesta Tilla i przez ojca Stanisława Vincenza – Feliksa, spółki wydobywcze, które stawiały szyby i wykonywały odwierty roponośne na uhereckich włościach.Napisał do mnie swego czasu pan Maciej Augustyn, autor naukowejksiążki o nafciarstwie Podkarpackim, czy czegoś na ten temat przypadkiem nie wiem. Wiedziałem, więc pomogliśmy jak mohglismy . Oto jeden z jego listów, który dokumentuje niejako „Nafciarskie” i „balneologiczne” działalności rodziny Tillów i Pagaczewskich:

„Witam!

Drążąc temat ciągle spotykam w sąsiedztwie kopalni postacie z „I Ligi” ówczesnej Galicji i jednocześnie pustkę informacyjną.

Tutejszymi źródłami interesował się Teodor Torosiewiewicz ze Lwowa balneolog nr 1, jakiś Torosiewicz prowadził tutejsze „łazienki” i nic

Kopalnię rozkręcał Ignacy Łukasiewicz i nic

Kolejnym właścicielem był Marszałek August Bellegarde – I Liga austriackiej arystokracji i nic

Zadebiutował tu Mc Garvey król nafty, teść Zeppelina i nic

5 km od Uherzec siedzi Józef Blizinski, który codziennie prawie pisze listy do Kraszewskiego, W. Bełzy, O. Kolberga, leje wodę w prawie wszystkich gazetach i nic w tych listach i artykułach nie ma.

Wierci tu Feliks Vinzenz ojciec Stanisława „piewcy połonin” i nic

Wierci tu Kazimierz Lipiński, później Zieleniewski dwaj przemysłowcy z 1 ligi i nic

Później pojawia się Pana rodzina, same znakomitości i znowu nic

Ciekawe

Oczywiście taka sytuacja zagrzewa mnie do walki, bo najbardziej lubię takie poszukiwania, ale mały sukces by się przydał.

Dziękuje za pamięć

Z poważaniem

Maciej Augustyn, Uherce Mineralne”

Świadectwo sprzedaży udziałów w szybach naftowych w Uhercach przez Adolfinę II Till Pagaczewską

Tak to jest z piękną ziemią naszą jak pisał Wincenty Pol, przetaczają się przez nią pożogi i potem nic nikomu nie wiadomo. Jej przeszłość nawet najbliższa niknie w kompletnej pomroce dziejów. Jak tutaj wymagać by zachowały się przekazy sprzed 3000 i 5000 lat skoro nie zachowują się sprzed lat 70-ciu. Uherce Mineralne -0 dzisiaj zapadła dziura słynna z więzienia i obozu internowania w Stanie Wojennym były niegdyś obszarem rozkwitu przemysłu i aktywności intelektualnej klasy średniej II Rzeczpospolitej. Tutaj też spotykali się jako Strażnicy Wiary Przyrodzoney Słowian i ustalali plany które potem przez różne przyjacielskie układy wcielano w życie – jak choćby Niepołomicki Kopiec Grunwaldzki. Bywał tutaj i Franciszek Kotula i Oskar Kolberg i wiele innych słynnych osób.

Franciszek Kotula gdzieś w terenie

Wiele z tych rodzin TUTEJSZYCH rdzennie polskich i wiele osób przeniosło się później zresztą ze Lwowa do Krakowa i do Wrocławia – jak choćby profesor Zenon Klemensiewicz – bardzo bliska rodzina Tillów i Pagaczewskich –  znany powszechnie filolog polski i językoznawca, który zginął w katastrofie lotniczej pod Zawoją w 1969 roku, czy jego córka – bliska kuzynka Pagaczewskich, Irena Bajerowa (1921 – 2010)- również profesor filologii polskiej, która wspólnie z Maryną z Pagaczewskich Gorzkowską służyła w czasie II WŚ w oddziałach AK w Ciężkowicach pod Tarnowem. Dzisiaj niektórzy Polacy nie mają nawet świadomości, że Polska nigdy nie była żadnym katolickim monolitem – nawet przed II Wojną był to kraj Polaków i Rusinów, Tatarów i Żydów i Ormian, a także Niemców. Dzisiaj mało kto wie, dzięki intensywnej powojennej niemieckiej i rosyjskiej propagandzie, że przez II WŚ język polski w zwartej masie sięgał jednak Odry i Nysy, a z drugiej strony Kijowa i Wilna i Grodna. I było tak po 22o latach bezprzykładnej germanizacji i rusyfikacji zaplanowanej „naukowo”, metodycznej, realizowanej bezwzględnie, z prawnym przymusem, przez pierwsze w historii nacjonalistyczne aparaty państwowe na świecie.

Profesor Zenon Klemensiewicz – najbliższa rodzina Tillów ze Lwowa i Pagaczewskich z Krakowa

Irena Bajerowa – językoznawca, jako prorektor internowana, obecnie doktor honoris causa Uniwersytetu Śląskiego

Posted on Grudzień 1, 2008 by nfajw

baner-krzywdzeni

Baza OPI

Ludzie nauki
identyfikator rekordu:  o68531
prof. zw. dr hab. Irena Bajerowa, em.
Dyscypliny KBN: nauki filologiczne
Specjalności: językoznawstwo polskie
Miejsca pracy, zajmowane stanowiska, pełnione funkcje: - Komitet Historii Nauki i Techniki PAN – Członek
– Komitet Językoznawstwa PAN – Członek
– Rada Języka Polskiego PAN – Członek
– Wydział I Filologiczny PAU – Członek krajowy czynny

Uniwersytet Śląski: By trwała pamięć o bohaterach

Sesję uświetniła swoją obecnością profesor Irena Bajerowa, która w 1981 r. pełniła funkcję prorektora UŚ. W nocy z 12 na 13 grudnia została internowana wraz z rektorem prof. Augustem Chełkowskim.

———-

PODWÓJNY JUBILEUSZ PROFESOR IRENY BAJEROWEJ

Gazeta Uniwersytecka, miesięcznik Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach  kwiecień 2002 r. numer 7 (96)

Profesor Irena Bajerowa – wspaniały człowiek, wybitny naukowiec, historyk języka, współtworzyła “naszą” polonistykę: “uniwersytet w 1968 roku nie powstał na jałowym ugorze. Powstał przecie ze złączenia się 2 szkół wyższych: Filii UJ i Wyższej Szkoły Pedagogicznej. Przyszłam na tę WSP w 1955 roku, w 2 lata po rozpoczęciu pracy katedry języka polskiego, w 5 lat po utworzeniu (po raz drugi) katowickiej WSP.” Tworzyła ten uniwersytet, broniła go, tłumaczyła, ściągała językoznawców, zachęcała do współzawodnictwa z innymi uczelniami.

————–

JUBILEUSZE PROF. IRENY BAJEROWEJ

Profesor Irena Bajerowa – wybitny historyk języka – jest autorką wielu prac z dziedziny metodologii badań językoznawczych, terminologii i słownictwa technicznego oraz języka religijnego. Najważniejsze z jej prac to: Kształtowanie się polskiego języka literackiego w XVIII w.; Polski język ogólny XIX w. (pełna bibliografia obejmuje 144 pozycje!). Prof. Bajerowa była kierownikiem Katedry Języka Polskiego WSP w Katowicach, kierownikiem Zakładu Historii Języka Polskiego UŚ od początku działalności uczelni, od roku 1980 do wprowadzenia stanu wojennego piastowała funkcję Prorektora ds. Nauczania UŚ, a w latach 1988-1992 przewodniczyła badaniom Polskiego Towarzystwa Językoznawczego

—————-

Profesor Irena Bajerowa doktorem honoris causa Uniwersytetu Śląskiego

Strona UŚ

Decyzją Senatu Uniwersytetu Śląskiego tytuł doktora honoris causa otrzyma profesor Irena Bajerowa, wybitny badacz dziejów języka polskiego, współorganizatorka katowickiej polonistyki, długoletni profesor Uniwersytetu Śląskiego, doskonały dydaktyk i wychowawca pokoleń polonistów, krzewicielka idei miłości do języka i ziemi ojczystej jako wartości podstawowych, niezłomna patriotka walcząca o wolność ojczyzny i prawa człowieka.

Uroczystość odbędzie się w czwartek 4 grudnia w auli Wydziału Teologicznego UŚ w Katowicach przy ul. Jordana 18 o godz. 10.00.

Profesor Irena Bajerowa córka Zenona Klemensiewicza (gdzieś mamy też zdjęcie jej syna Jerzego – który językoznawcą nie został )

Skąd tu na tej stronie internetowej gwara kresowa i słowniczek?

Sam się zastanawiam – Ano chyba przez to, że w naszych rodzinach tylu było filologów – bo i Stanisław Pagaczewski i tylu literatów i wciąż jest w niej pełno historyków sztuki jak choćby Sawa Białczyńska. Teraz także wnuk Stanisława syn Tomasza poszedł w ślady rodzinne i skończył I rok Historii na UJ.

Adolfina II z Tillów Pagaczewska

Oto słowniczek z tamtych stron – część kultury kóra zapadła się w naszej świadomości na dno niezasłużonego niebytu.

Spisał z pamięci Henryk Śliwa, Lwowianin, który w latach 1942-1944
mieszkał we wsi Bzowica w domu swego dziadka Jana Dajczaka Halaburdy

a wo o tutaj (np. „- Gdzie leży nóż? – A wo, tuwo”)
bałabuch bułka drożdżowa niesłodka pieczona na okres Nowego Roku dla częstowania dzieci, które chodziły z życzeniami – szczodrowaniem
bambetel drewniana ława do siedzenia, a po rozsunięciu siedziska łóżko do spania
baniaczek metalowy kubek
bihme przysięga, potwierdzenie, przekonanie kogoś, że mówi się prawdę
bodak oset
braha pozostałość po odparowaniu alkoholu z zacieru
bucim na niby, na żarty
bungu spirytus
całuszka piętka, pierwsza i ostatnia kromka chleba z bochenka
cedyłko cedzak do mleka z tkaniny
chlipać płakać, szlochać po kryjomu
chopta trawa
chrobak robak, glizda
chudoba zwierzyna – inwentarz
czeladź rodzina
czuchrać długotrwałe drapanie
ćwach gwóźdź
dornik przebijak ślusarski
dryhle (także studzinina) – galareta z nóżek
drzewko choinka bożonarodzeniowa
duca cielę, jagnię uderza mordą o wymię w czasie ssania
duć dmuchać
duldak smoczek
dziaduch słoma na podłodze w okresie Bożego Narodzenia
dżagan kilof, oskard
europlan samolot
fana chorągiew
feca onuca, owijka
ferflasza manierka – metalowa butelka
frojmycha kobieta nie dbająca o siebie, źle ubrana – niechlujna, brudna
fura wóz konny
gościniec droga główna od miejscowości do miejscowości
gradus termometr, stopień Celsjusza
gudz węzeł na sznurku (nie do rozwiązania)
gwer karabin
gzić się zachowanie zwierząt podczas rui
halawa nie zasiany plac w zbożu
halukać nawoływać, np. do wstawania
harmider (także rajwach) gwar, hałas
het tam – gdzieś (np. „idź het” – idź sobie)
hreczka gryka
hryckal szpadel
huby grzyby
hurdzi warczy, np. motor
hurma grupa
hyczka nać rośliny
hylaka konar, gałąź
juszka wywar z suszonych owoców, sama woda z barszczu, zupy
kaczan ogryzek z owocu lub głąb z kapusty
kanon armata
kapszuk wysuszony pęcherz moczowy wieprza używany jako woreczek na tytoń
katapula proca
katulać toczyć (np. „wóz się katula pod górę”)
kidać rzucać
kiernica studnia o drewnianym szalunku – ocembrowaniu
kiszka kaszanka
kociuba długa żerdź zakończona poprzecznie deseczką do wygarniania żaru w piecu chlebowym
kołotuszka kwirlejka do rozdrabniania potraw
koromiesło nosidło 2 wiader na ramieniu
kosa warkocz
kucać przysiad
kucza chlewik, niska szopa
kuczyrawy ktoś o kręconych włosach
kułak pięść
kupla szeroki pas (wojskowy)
ligać leżeć, położyć się
ładuszczak garnek gliniany do mleka
łoszak źrebak, młody koń
maciurka żeńskie rośliny konopii
majzel przecinak ślusarski
menelarz złomiarz
meszty półbuty męskie
miesiąc księżyc
miętkuszka środkowa część kromki chleba, bez skórki
motuzek sznurek
mysziginowaty głupkowaty
mytka ścierka, zmywak do naczyń
na zdogońce praca na szybkiego, na wyścigi
naduć się pogniewać, nie rozmawiać
narychtować naprawić
niezdały chorowity, słaby, rzecz nieprzydatna
niuchać wąchać
nużda wieloznaczne; np. „na nużdę ci to?” – „po co ci to?”; „nużda ciężka z bachorami” – „co za niedobre dzieci”
oj to tam lekceważąco: coś takiego, wielkie rzeczy
paciorek koralik; paciorki to korale
paciuk opas – świnia
palica laska do podpierania się
papendekiel karton, papier na karton
parkocze odgłos gotującej się kaszy, ziemniaków
podołek pojemnik zrobiony z fartucha do zbierania owoców, grzybów, czegoś naprędce gdy brak siatki czy koszyka
podpałek placek wypiekany z ciasta chlebowego przed pieczeniem chleba, na skraju paleniska od płomienia nagrzewanego pieca, stąd nazwa tego placka
pomaścić posmarować chleb
potasz proszek do pieczenia (soda oczyszczona)
potoczyć wypłukać, np. kubek wodą
półkopek stóg zboża z kilkunastu snopków w polu
pranik deska z rączką do prania – uderzania mokrego zwiniętego w rolkę prania
przyczynek dokładka do porcji obiadu, do wagi itp.
puczka czubek palca (miara, np. szczypta soli)
pulares portmonetka
putnia wiadro
pypka sutek
rabanki piegi
radyrka gumka do ścierania ołówka
rajwach (także harmider) gwar, hałas
ryhać kaszleć
rzemyk pasek do spodni
samogonka gorzałka, bimber, wódka swojej roboty
sapa motyka
siny kolor niebieski
skałka zadra z deski
słychać czuć; np. psucia się potrawy – „już tą szynkę słychać”
smażenica jajecznica
sparżny łakomy
studzinina (także dryhle) – galareta z nóżek
swacha swatka
swarzyć się kłócić się
szarawary obszerne spodnie
szczodrowanie życzenia noworoczne
szkarałupa skorupka z jajka lub orzecha
szkrabać drapać
szkraby stare buty
szlijki szelki do spodni
szmira gęsty ciemny smar do wozów
sztany spodnie, rajtki do butów z cholewami
sztreka kolej
szyf statek
ścil sufit, często drewniany
ślabizować słabo czytać
tuj tuj za chwilę (np. „tuj tuj by go złapał”)
tuman źle uczący się
tyćko malutko, troszeczkę
wereto płachta – plandeka z płótna własnej roboty do noszenia trawy, słomy, liści itp.
wiecheć wkładka do butów (ze słomy)
wyszynk restauracja z wódką
wże to już
za pazuchą pod pachą
zabagać zachciewać
zabełtać a) zamieszać w naczyniu, np. zsiadłe mleko; b) komuś zawrócić w głowie – np. chłopak pannie, oszust kupującemu
zabućko (wymawiane też „zabutiko”) zapominalski
zaparpać zagrzebać
zapaska fartuch
zapraszka sos, zaklepka
zaprzeć zamknąć, np. drzwi
zaszportać się potknąć się
zaścigać zapinać, np. guziki w spodniach
zazula biedronka
zbawić zepsuć, zniszczyć np. źle dobrane dwa kolory farb – to „zbawiona farba”, do wyrzucenia
zhurdzić zwarzyć (np. „mleko się zhurdziło” – zwarzyło)
żmiakać prać w ręku
żminka miara – tyle, ile zmieści się w jednej dłoni, np. jagód

Narodziny Ozyrysa-Koszerysa – 14 07 (2012) – Ozyrys-Kosz-Perepułt/Nuit-Nyja/Chors-Horus (Pan Wielkiej Zmiany) oraz Syriusz-Wielki Pies – Pas Oriona i Aldebaran-Cielec


Nuit

Ten artykuł powstał w dziwacznym trybie. Materiał zebrałem już dawno, ale jakoś nie chciało mi się tej sprawy rozwijać i w zawikłany sposób jej tłumaczyć. Nie chodzi, pomyślałem, to żeby kogokolwiek do czegokolwiek przekonać, a wykład, dowodzenie – to przekonywanie. Dla kogoś kto WIE to znowu banalnie nużące, któreś powtórzenie czegoś co wiemy, tyle że jeszcze jeden związek z jeszcze innej strony pokazany. Dlatego zaległ  ten materiał  i odłogiem przeleżał kilka miesięcy.

To troszkę syzyfowa (może nie tyle syzyfowa co zbędna) praca ciągłe przekonywanie osób, które i tak przecież muszą – MUSZĄ – przekonać się same. Nużące jest już  – myślałem – i dla mnie i chyba dla czytających też, to wywodzenie związków między wszystkimi Wiarami Przyrody i sprowadzanie całej tej wiedzy – co dzieje się niemal automatycznie za każdym razem – do jej Zerywańskiej Kolebki – gdzieś pomiędzy Jeziorem Aral a Arkajamą około 20.000 lat temu – czyli tam gdzie tkwią KORZENIE WIARY ŚWIATA.

Czego by się nie tknąć tak się właśnie układa i wpada to zawsze w aryjskie korzenie, prosto do starożytnego źródła Ludów Arki (Czarki-Czakry). Postanowiłem więc nic z tym zbiorem nie robić i po prostu dać ten materiał taki jaki jest – niech każdy spróbuje na własny użytek powiązać fakty związane z Wielką Przemianą i Rokiem tej Przemiany – konstelacjami, bogami Słowiano-Skołotów, Egipcjan (Mlekomedirczyków) czy Kszatrijskich-Aryjskich Hindusów (Windów).

Ten bigos jest jednak jak każdy bigos – po prostu smakowity – bo każdy ma tutaj pole dla własnych odkryć i dla własnej intuicji – To jest jak zaczyn, a co lotniejsi i co głębiej zorientowani pójdą różnymi tropami i dojdą do różnych ciekawych spraw i upieką smaczny chleb z tego zaczynu, a jak dobrze pójdzie to i chrupiące bułeczki świeżej WIEDY.

Jedną z takich intuicyjnych nitek jest na przykład  na pewno Crowley i Thelema, ale zachęcam też do studiowania Taji 20 i 23 – do sprawy Widnura Wodyna i Odyna i Wodana i w ogóle sprawy powiązań Wanów i Asów (Azów-Mazów – i Jug-H-Asów z Góry Welburz – świętych mężów wojowników, czy późniejszych diadochów -dziadunów-didunów-dziedziców, kapłów bogów działu i także wojowników), a także powiązań współczesnej religii judeo-chrześcijańskiej i judejskiej z Kolebką i Arką-Czarą spadającą z Nieba.

Gdyby nie to, że mamy dzisiaj dzień Narodzin Osirisa/Koszerysa w Roku Wielkiej Przemiany, roku granicznym – nie opublikowałbym tego bigosu, w który każdy musi się na swój użytek wgryźć i podążyć własną ścieżką. Kasowałem go dzisiaj i zamieszczałem na wordpressie od rana z siedem razy – szkoda że dokładnie nie policzyłem ile to było – 6, 7, 8 czy 9?

Zdaję sobie sprawę, że wiele osób zniechęci brak analizy, spójnego wątku i jasnej tezy czy dowodu niezaprzeczalnego – trzeba wiedzy dosyć głębokiej żeby temu galimatiasowi sprostać, ale nawet jeśli ktoś jej nie ma niech po prostu uruchomi intuicję i domysł, niech puści wodze fantazji i pozwoli się ponieść. Zobaczycie fantastycznie powiązany świat znaczeń jakiego się nie spodziewaliście.

Tak sobie myślę przy okazji na temat ateistów i żal mi ich. Po prostu straszna szkoda, że nie są w stanie wyjść poza materializm i zobaczyć owego WIĘCEJ, owego wspaniałego świata jaki się przed Nami otwiera. Obawiam się ,że dla nich on zostanie zamknięty.

Jak można przemówić do ludzi, do człowieka, któremu NAUKOWCY najtwardszej dyscypliny nauki – fizyki kwantowej i fizyki teoretycznej powiedzieli, że Świat składa się w 95% z TAJEMNICY niedotykalnej dla nauki – a on (oni) nadal wierzy tylko w istnienie tego co nauka potwierdziła???

Czy ktoś ma jakąś receptę na coś takiego? – Jak mam nazwać taki stan umysłu?

Jakie to okropne – ból jaki czuję, ból utraty tych wszystkich ludzi, którzy nie myślą w ogóle lub myślą tak płytko, że nie są w stanie pokonać tak podstawowego własnego ograniczenia – ten ból rozrywa mnie po prostu dzisiaj od środka. Czuję coś okropnego – tyle zmarnowanych istnień!!!

Wiem , że nie są zmarnowane zupełnie, wiem że w końcu kiedyś jakoś itd i tp – ale dlaczego nie teraz?! Dlaczego nie potrafią otworzyć oczu?!

Najstraszniejsze jest to, że ateiści uwielbiają się przedstawiać jako RACJONALIŚCI – czyli ludzie posługujący się Umem – Rozumem i Umiejący z Umysłu korzystać czyli logicznie MYŚLEĆ.

Fizycy powiedzieli im, że Wszechświat jaki widzą składa się tylko z kilku procent MATERII a reszta jest niewidzialną i niedotykalną dla osób „fizycznie=materialnie” istniejących Ciemną Energią i Ciemną Materią. Fizycy powiedzieli im, że nie tylko nie potrafią zrozumieć 95% Wszechświata, ale że nie pojmują procesów materialnych w nim zachodzących i że nie są w stanie wyjaśnić tego co nawet widzą i czego „dotykają teorią i matematyką” inaczej jak oddziaływaniem Świadomości – być może Świadomości Eksterytorialnej – na Równoległe Wszechświaty, z których w każdej sekundzie realizują się w różnych czasoprzestrzeniach różne ich wersje dziejowe. Fizycy zapewniają ich, że istnieje taki Wszechświat równoległy w którym w finale Euro 2012 w Kijowie Polska wygrała z Ukrainą 12:11 w rzutach karnych, po remisie 3:3 w czasie zasadniczym i po dogrywce 0:0. Mówią im, że tylko tak potrafią wyjaśnić zjawiska kwantowe, poprzez istnienie Światów Równoległych i wpływ świadomości na rozwój wydarzeń –  a Ci Ludzie, którzy nazywają siebie RACJONALISTAMI nie potrafią uwierzyć, iż ta Świadomość-Nadświadomość- Matryca-Bogowie-Ludzie zjednoczeni energetycznie i mentalnie ze światłem świata rzeczywiście „sterują” RzeczyIstnością wespół z tymi Bogami/Energiami.

To strasznie mnie boli – taki materializm płytki, taki przyziemny, taki do tyłu, – to jakby lokować się dobrowolnie – nie mając świadomości tego faktu – pośród tych co uważają że ziemia jest płaska.

Przecież mają dowód z fizyki, że Człowiek wpływając na „realizację” kwantu eliminuje jego inną wersję – czyli człowiek jest w tym momencie BOGIEM – działa w nim Boska cząstka kształtująca FIZYCZNĄ RZECZYWISTOŚĆ. A oni wiedząc to mówią, że nie Istnieje Siła Sprawcza- nadrzędna nad cząstkami fizycznymi. No po prostu sprzeczność ale oni jej nie widzą i jeszcze twierdzą, że są najświatlejszymi ludźmi na Ziemi. Szczyt wszystkiego.

To jest to samo zaślepienie które nie pozwoliło ludziom przez tysiąclecia wznieść się w powietrze i zacząć latać, to jest to samo co nie pozwoliło im uwierzyć, że Ziemia jest kulą, to jest to co kazało im myśleć przez tysiąclecia, że sami nie są w stanie komunikować się z Bogami, że nie są w stanie z nimi współdziałać, że nie mogą bez pośrednictwa klechów spełnić żadnej duchowej czynności, że muszą być bezwolnymi sterowanymi „maszynkami”, „zabawkami” w ręku „światłych” rządców Ziemi. 

To prawdziwy ból, że stracimy tych wszystkich niedowiarków, że zamknie się przed nimi Brama – że zaczną odpływać w druga stronę nurtu – straceni, zagubieni, kompletnie zdezorientowani w tym co dookoła się naprawdę dzieje, że trafią za Wrota, że nawet ich nie dostrzegą.

Będą szukać znów tych bzdurnych wyjaśnień: dlaczego był Kryzys, co poszło nie tak, dlaczego są nieszczęśliwi, czemu załamał się system nabijania kabzy Złotym Cielcem, będą biadolić i skowyczeć – Howl! Howl!!!

Musimy się z tym pogodzić: dla ateistycznych „racjonalistów”, którzy każdego dnia zostają w tyle podczas gdy Ziemia pędzi ku Nowemu już jest chyba za późno.

Pozdrawiam wszystkich i tylko wspomnę – Tadeusz Owsianko nazywa Ducha Przemiany – Hornem zamiast Horsem/Chorsem-Horusem – ale to naprawdę nie ma żadnego znaczenia jak nazywamy tę Moc Księżycową która zstąpiła na Ziemię i rozsadza, rozbija wszystko co Stare na Naszej Matce. Naprawdę to bez znaczenia, bo jesteśmy w Sercu Tej Zmiany i jesteśmy Ośrodkiem tej Zmiany. Mam wrażenie , że dotykam cudu, po prostu jestem szczęśliwy, że dane mi jest w tej Przemianie uczestniczyć. Nie spodziewałem się tego.

STOP!

Stanisław Szukalski – Grasp or Sink!

Do Racjonalistów – tak dla rozluźnienia i żeby wyjść z tego patosu zanim mnie wyniesie gdzieś na orbitę – Czy myślicie, że to jest jakiś żart czy przypadek, że mieliśmy w dziejach Polski dwóch JP, a ten drugi JP wziął sobie nawet numerek II, żeby przypadkiem wszystko było jasne nawet dla kompletnego dyletanta i materialisty: Józef Piłsudski i Jan Paweł II – JP i JP II – czy to żart jakiś, czy może „boski plan”?!

Mnie się chce śmiać, kiedy to sobie zestawiam – zwłaszcza, że obaj ci ludzie w warstwie życiorysów są kimś innym niż jako osoby publiczne funkcjonujące w zbiorowej naszej narodowej świadomości (czyli jako mity narodowe). Jeszcze inaczej widzą ich inni mieszkańcy naszej planety Ziemia, czyli w świadomości ludzkiej, Ogólno-Ludzkiej, lokują się ONI DWAJ jako inne jeszcze byty, czy konstrukty. Naród Polski przypisuje im obu wyzwolenie. Co wy na to „racjonaliści”?! Przypadek to czy żart i śmiech Kosmosu, który jednak „gra z wami w kości” ?!

A co powiecie na nowego Mesjasza z Polski – trochę w lepszym stylu niż był ten poprzedni za Mickiewicza – to ma być żart, chichot dziejów?!

A co powiecie na JP 3 – nie to nie jest nowsza wersja MP3. Myślicie, że gdy to się wydarzy to przejrzycie na oczy i zaczniecie WIERZYĆ, że Ciemna Energia Jest Jasna, że niewidzialna Materia DZIAŁA?

Chciałbym żeby to wam wystarczyło – bo utrata kontaktu z tak wieloma ludźmi – świadomościami – sympatycznymi – których mimo wszystko kocham – nawet takich ułomnych – to straszliwy ból. Coś trudnego do fizycznego wytrzymania.

Poczekajmy: Może JP 3 – otworzy wam oczy? Jeśli nie ON, to już nie wiem co – nie pomoże wtedy i tysiąc kolejnych wcieleń.

CB

Ozyrys – Nuit  – Horus

Nut (egip. noc) — w mitologii egipskiej bogini nieba należąca do Wielkiej Enneady. Nut była dzieckiem Szu, boga powietrza oraz Tefnut uosabiającej wilgoć. Za męża oraz brata Nut Egipcjanie uznawali Geba, reprezentującego Ziemię. Taka personifikacja odróżnia mitologię egipską od wielu innych, gdzie niebo kojarzono z pierwiastkiem męskim, a ziemię z żeńskim, np. Uranos i Gaja u Greków.

Nut i Geb mieli pięcioro dzieci, symbolizujących pięć dni egipskiego tygodnia:

  • Ozyrysa,
  • Ozyrys – (egip. Isir lub Iszir) w mitologii egipskiej bóg śmierci i odrodzonego życia, Wielki Sędzia zmarłych. Syn bogini Nut i boga Geba, brat Seta, Izydy i Neftydy. Poślubił Izydę, był władcą ziemi, podziemi i krainy umarłych (Pola Jaru). Miał dwóch synów: Anubisa z Neftydą i Horusa z Izydą.
  • Przed wiekami nauczył ludzi uprawy roli. Został zabity przez swojego brata Setha, a potem z Izydą, która poskładała jego członki spłodził Horusa. Następnym razem jednak Izyda znalazła i poskładała w mumię wszystkie części ciała Ozyrysa z wyjątkiem prącia. Organ ten bowiem zaginął na dnie Nilu, gdzie wrzucił zwłoki brata morderca (ten epizod gwarantował i tłumaczył żyzne wylewy rzeki). Ozyrys nie mógł żyć na ziemi, ale żył w zaświatach.
  • Przedstawiany był w postaci człowieka w koronie atef na głowie z insygniami władzy królewskiej w dłoniach – berłem heka, symbolizującym władzę, oraz biczem neheh, symbolizującym wieczność, spowity w bandaże na kształt mumii z twarzą malowaną zielonym kolorem. Symbolem Ozyrysa był filar Dżed. Jego personifikacją było lunarne bóstwo Jah. Główny ośrodek kultu: Abydos i Busiris.
  • Został zabity, a następnie wskrzeszony przez bogów, stał się władcą świata podziemnego i sędzią zmarłych.Z biegiem czasu przemienił się w uniwersalnego boga – najważniejszy przejaw panteistycznego bytu.
  • W ikonografii przedstawiany jako mężczyzna z koroną atef (ozdobioną piórami). Jego symbolem był filar dżed wyrażający trwanie. Za inkarnacje Ozyrysa uważani byli faraonowie. Za panowania Ptolemeusza I (IV-III w. p.n.e.) z połączenia duchownych pierwiastków greckich i egipskich rozwinął się kult Serapisa trwający jeszcze w okresie Cesarstwa Rzymskiego.
  • W czasach nowożytnych do największych dzieł wspominających Izydę i Ozyrysa należy singspiel Wolfganga Amadeusza Mozarta Czarodziejski flet (KV 620).
  • Horusa,
  • Seta,
  • Izydę,
  • Neftydę.

Horusa uważano jednak również za syna Ozyrysa i Izydy, więc niekiedy Nut i Gebowi przypisywano tylko czwórkę dzieci. Bogini Nut otrzymała od swojego ojca zakaz łączenia się ze swoim bratem, Gebem, we wszystkie dni roku egipskiego (360 dni), jednak Thot, pokonując w kolejnych walkach Księżyc, stworzył pięć dodatkowych dni, w trakcie których bogini poczęła swoje dzieci.

Zgodnie z mitem Nut i Geb przez całą wieczność leżeli złączeni w miłosnym zespoleniu, ale zostali rozdzieleni przez Szu, czyli powietrze. Według egipskiej kosmologii świat znajduje się pomiędzy ich ciałami. Nut starożytni wyobrażali sobie jako nagą kobietę stojącą na rękach i na nogach, której pokryte gwiazdami ciało było wygięte w łuk, tworząc sklepienie niebieskie. Jej ręce i nogi miały wyznaczać cztery kierunki świata. Kiedy Słońce uosabiane przez Re zbliżało się ku zachodowi, Nut połykała je, co powodowało nastanie nocy, i mogła ponownie kochać się z Gebem. Co rano o świcie bogini nieba rodziła Słońce, dając początek nowego dnia. Gdy czasami Geb i Nut zapragnęli zbliżyć się w ciągu dnia, wtedy nastawała burza.

Czasami Egipcjanie przedstawiali w sztuce Nut jako Niebiańską Krowę, na której grzbiecie Słońce pokonywało nieboskłon. W tym ujęciu Geba określano jako Byka Nut.

Nuit

From Wikipedia, the free encyclopedia

Jump to: navigation, search

This article is about the Egyptian goddess as understood in the pantheon of Thelema. For the Egyptian sky goddess, see Nut (goddess).

Nuit (alternatively Nu, Nut, or Nuith) is a Thelema goddess, the speaker in the first Chapter of The Book of the Law, the sacred text written or received in 1904 by Aleister Crowley.

Nut is an Egyptian sky goddess who leans over her husband/brother, Geb, the Earth God. She is usually depicted as a naked woman who is covered with stars. She represents the All, pure potentiality both as it flowers into the physical

Mythology

Main article: Nut (goddess)

In Egyptian mythology, Nut was the sky goddess. She is the daughter of Shu and Tefnut and was one of the Ennead.

The sun god Re entered her mouth after the sun set in the evening and was reborn from her vulva the next morning. She also swallowed and rebirthed the stars. She was a goddess of death, and her image is on the inside of most sarcophagi. The pharaoh entered her body after death and was later resurrected.

In art, Nut is depicted as a woman wearing no clothes, covered with stars and supported by Shu; opposite her (the sky), is her husband Geb. With Geb, she was the mother of Osiris, Horus, Isis, Set, and Nephthys.

Her name is translated to mean ‚sky’[2][3] and she is considered one of the oldest deities among the Egyptian pantheon,[4] with her origin being found on the creation story of Heliopolis. She was originally the goddess of the nighttime sky, but eventually became referred to as simply the sky goddess. Her headdress was the hieroglyphic of part of her name, a pot, which may also symbolize the uterus. Mostly depicted in nude human form, Nut was also sometimes depicted in the form of a cow whose great body formed the sky and heavens, a sycamore tree, or as a giant sow, suckling many piglets (representing the stars).

Origins

A sacred symbol of Nut was the ladder, used by Osiris to enter her heavenly skies. This ladder-symbol was called maqet and was placed in tombs to protect the deceased, and to invoke the aid of the deity of the dead. Nut is considered an enigma in the world of mythology because she is direct contrast to most other mythologies, which usually evolve into a sky father associated with an earth mother or Mother Nature.[5]

The Sky Goddess Nut arched protectively over the Earth and all of its inhabitants

She was married to Geb, the earth god.

The sky goddess Nut depicted as a cow

She appears in the creation myth of Heliopolis which involves several goddesses who play important roles: Tefnut (Tefenet) is a personification of moisture, who mated with Shu (Air) and then gave birth to Sky as the goddess Nut, who mated with her brother Earth, as Geb. From the union of Geb and Nut came, among others, the most popular of Egyptian goddesses, Isis, the mother of Horus, whose story is central to that of her brother-husband, the resurrection god Osiris. Osiris is killed by his brother Set and scattered over the Earth in 14 pieces which Isis gathers up and puts back together. Osiris then climbs a ladder into his mother Nut for safety and eventually becomes king of the dead.[6]

A huge cult developed about Osiris that lasted well into Roman times. Isis was her husband’s queen in the underworld and the theological basis for the role of the queen on earth. It can be said that she was a version of the great goddess Hathor. Like Hathor she not only had death and rebirth associations, but was the protector of children and the goddess of childbirth.[7]

Myth of Nut and Ra

Ra, the sun god, was the second to rule the world, according to the reign of the gods. Ra was a strong ruler but he feared anyone taking his throne. When he discovered that Nut was to have children he was furious. He decreed, „Nut shall not give birth any day of the year.” At that time, the year was only 360 days. Nut spoke to Thoth, god of wisdom, and he had a plan. Thoth gambled with Khonshu, god of the moon, whose light rivaled that of Ra’s. Every time Khonshu lost, he had to give Thoth some of his moonlight. Khonshu lost so many times that Thoth had enough moonlight to make 5 extra days. Since these days were not part of the year, Nut could have her children. She had 5: Osiris, Horus the Elder, Set, Isis, and Nepthys. When Ra found out, he was furious. He separated Nut from her husband Geb for all eternity. Her father, Shu, was to keep them apart. Still, Nut did not regret her decision.[citation needed]

Some of the titles of Nut were:

  • Coverer of the Sky: Nut was said to be covered in stars touching the different points of her body.
  • She Who Protects: Among her jobs was to envelop and protect Ra, the sun god.[8]
  • Mistress of All or „She who Bore the Gods”: Originally, Nut was said to be laying on top of Geb (Earth) and continually having intercourse. During this time she birthed four children: Osiris, Isis, Set, and Nephthys.[9] A fifth child named Arueris is mentioned by Plutarch.[10] He was the Egyptian counterpart to the Greek god Apollo, who was made syncretic with Horus in the Hellenistic era as ‚Horus the Elder’.[11] The Ptolemaic temple of Edfu is dedicated to Horus the Elder and there he is called the son of Nut and Geb, brother of Osiris, and the eldest son of Geb.[12]
  • She Who Holds a Thousand Souls: Because of her role in the re-birthing of Ra every morning and in her son Osiris’s resurrection, Nut became a key god in many of the myths about the after-life.[8]

Role

Great goddess Nut with her wings stretched across a coffin

Nut was the goddess of the sky and all heavenly bodies, a symbol of protecting the dead when they enter the after life. According to the Egyptians, during the day, the heavenly bodies—such as the sun and moon—would make their way across her body. Then, at dusk, they would be swallowed, pass through her belly during the night, and be reborn at dawn.[13]

Nut is also the barrier separating the forces of chaos from the ordered cosmos in the world. She was pictured as a woman arched on her toes and fingertips over the earth; her body portrayed as a star-filled sky. Nut’s fingers and toes were believed to touch the four cardinal points or directions of north, south, east, and west.

Because of her role in saving Osiris, Nut was seen as a friend and protector of the dead, who appealed to her as a child appeals to its mother: „O my Mother Nut, stretch Yourself over me, that I may be placed among the imperishable stars which are in You, and that I may not die.” Nut was thought to draw the dead into her star-filled sky, and refresh them with food and wine: „I am Nut, and I have come so that I may enfold and protect you from all things evil.”[14]

She was often painted on the inside lid of the sarcophagus, protecting the deceased. The vault of tombs often were painted dark blue with many stars as a representation of Nut. The Book of the Dead says, „Hail, thou Sycamore Tree of the Goddess Nut! Give me of the water and of the air which is in thee. I embrace that throne which is in Unu, and I keep guard over the Egg of Nekek-ur. It flourisheth, and I flourish; it liveth, and I live; it snuffeth the air, and I snuff the air, I the Osiris Ani, whose word is truth, in peace.”[15]

References

  1. ^ Mythology, An Illustrated Encyclopedia of the Principal Myths and Religions of the World, by Richard Cavendish ISBN 1-84056-070-3, 1998
  2. ^ The hieroglyphics (top right) spell nwt or nut. Egyptians never wrote Nuit. (Collier and Manley p. 155) The determinative hieroglyph is for ‚sky’ or ‚heaven’, the sky (hieroglyph).
  3. ^ Wörterbuch der Ägyptischen Sprache, edited by Adolf Erman and Hermann Grapow, p 214, 1957
  4. ^ The Oxford Encyclopedia of Ancient Egypt, by Leonard H. Lesko, 2001
  5. ^ Women of Ancient Egypt and the Sky Goddess Nut, by Susan Tower Hollis The Journal of American Folklore © 1987 American Folklore Society.
  6. ^ „Egyptian goddesses” The Oxford Companion to World mythology. David Leeming. Oxford University Press, 2004. Oxford Reference Online. Oxford University Press. Southeast Missouri State University. 7 May 2009
  7. ^ „Egyptian goddesses” The Oxford Companion to World mythology. David Leeming. Oxford University Press, 2004. Oxford Reference Online. Oxford University Press. Southeast Missouri State University. 7 May 2009
  8. ^ a b The Oxford Encyclopedia of Ancient Egypt, by Leonard H. Lesko, 2001.
  9. ^ Clark, R. T. Rundle. Myth and Symbol in Ancient Egypt. London: Thames and Hudson, 1959.
  10. ^ The Moralia – Isis & Osiris, 355 F, Uchicago.edu
  11. ^ Encyclopaedia Britannica, Google Books
  12. ^ Emma Swan Hall, Harpocrates and Other Child Deities in Ancient Egyptian Sculpture, Journal of the American Research Center in Egypt Vol. 14, (1977), pp. 55-58, retrieved from JSTOR.org
  13. ^ Hart, George Routledge dictionary of Egyptian gods and goddesses Routledge; 2 edition (15 March 2005) ISBN 978-0-415-34495-1 p.111 Books.google.co.uk
  14. ^ „Papyrus of Ani: Egyptian Book of the Dead”, Sir Wallis Budge, NuVision Publications, page 57, 2007, ISBN 1-59547-914-7
  15. ^ „Papyrus of Ani: Egyptian Book of the Dead”, Sir Wallis Budge, NuVision Publications, page 57, 2007, ISBN 1-59547-914-7
  • Collier, Mark and Manley, Bill. How to Read Egyptian Hieroglyphs: Revised Edition. Berkeley: University of California Press, 1998.
  • „Egyptian goddesses” The Oxford Companion to World mythology. David Leeming. Oxford University Press, 2004. Oxford Reference Online. Oxford University Press. Southeast Missouri State University. 7 May 2009.
  • „Papyrus of Ani: Egyptian Book of the Dead”, Sir Wallis Budge, NuVision Publications, page 57, 2007.
  • The Oxford Encyclopedia of Ancient Egypt, by Leonard H. Lesko, 2001.
  • Women of Ancient Egypt and the Sky Goddess Nut, by Susan Tower Hollis, The Journal of American Folklore, 1987.
  • Chests of life, by Harco Willems, 1988, pages 131-144, 165, 168, 174, 194-196, 243.


NYJA

Nyja nosi miana Nyji-Śmiertnicy, Nyji-Kostuchy i Nyji-Nawi.

Postacie-wcielenia (równe miana): Nyja-Śmiertnica, Nyja-Kostucha i Nyja-Nawia.

Inne nazwania jego osoby (przydomki):Pani Śmierci i Władczyni Nawi oraz Władczyni Wcieleń.

Zajmowany krag:Piąty Krąg

funkcja (zakres działania):zajmuje się wyłącznie Nawami i Nawiami czyli ich mieszkańcami, których także od-nawia czyli wyciąga z nawi do powtórnego żywota. Głowne jej zajęcie jednak to uśmiercanie, sam akt śmierci.

ród:Nawianie

pochodzenie: Dzięgle – Czarnogłów i Białoboga

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Złoty Sierp i Złota Kosa

Pomocnicy(Stworze – bogunowie): Nawki (Mawki, Mauki, Stracze, Stradcze, Navje, Navaczi, Nauki, Zjemlanoczki, Ziemlanocki)

00 Nyja clip_image002Nyja-Śmiertnica

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

. W mianie Nyi zawierają się takie znaczenia, jak: naktis, nyktis, noszt – noc, nykti – niknąć, marnieć, nikt, nic, nei – w dole, niż – dół, naw – głąb, dół, Nawie – miejsce przebywania zmarłych na Weli, nyju – płaczę (nyć – płakać, wyć), nucić – zawodzić. Stąd pochodzą też znaczenia nudzić i nędza, nękać i nęcić (ponuda – ponętna), ponuta – przymus, nuja (nautis) – bieda, nędza, nujan – tęskniący, po-nuda – tęsknota. Tak więc Nyja jest boginią Wiecznej Nocy, Zaświatów, Władczynią Dołu (Nawi), prowadzącą do niknięcia ludzi, do płaczu oraz tęsknoty. Miano Nyja nawiązuje bezpośrednio pierwszym członem ny- do Nicy – nicości, bezistnienia, pustki, Nyjąca znaczy zatem Sprowadzająca Nicość.

Przydomek Nyi, Nawia, określa jej władztwo nad Nawią (Nawiami) – Dołem Weli i mieszkańcami tego Dołu, czyli Nawiami. Są to zarówno zmarli śmiertelnicy, jak i Zdusze – złe duchy (demony) zamieszkujące Nawie na Weli, a pojawiające się również na Ziemi, w świecie żywych. Nawiać znaczy ponawiać się, odnawiać się. Dotyczy to przechodzenia duszy do nowego ciała poprzez Nawie. Nyja-Nawia jest Opiekunką tego procesu, od niej zależą kolejne wcielenia i ruch zmarłych między czterema Nawiami: Założą – Otchłanią – Piekłem – Rajem. Tylko ta ostatnia Naw kończy proces kolejnych wcieleń i prowadzi do jedności z Bogiem Bogów. Założnicy powracają na Ziemię w innych postaciach: ludzi, zwierząt, roślin, kamieni, wody, ognia lub Zduszów-demonów.

Przydomek Śmiertnica jest trzyczłonowy: ś-miert-nica. Oznacza Przynoszącą Śmierć, Przynoszącą z Morem Nicę – czyli obracającą zmarłego w nicość (co ma miejsce z wejściem duszy w Otchłań, miejsce bezistnienia). Także kończącą morzenie – słabnięcie, umorzającą do nicy lub Tnącą Śmiertelnie – Uśmiercającą. Oznacza również boginię Uśmierzającą, tj. przerywającą mor – chorobę, ból, marnienie, umieranie.

Przydomek Kostucha składa się z członów kost-tucha – Tusząca Kos (los) – Wróżąca Śmierć, Wróżąca Kosę, Zamieniająca w Kości, Rzucająca Czar Śmiertelny.

nei – w dole, naw – głąb, dół. Także z rozdzielenia, poczucia utraty, zerwania ze światem żywych: naujan, nujan – tęsknić, ponuda – tęsknota, nęka – męka, nękać – dokuczać, niszczyć, ponuta – przymus, nuja (nautis) – bieda, nędza. Nawa to także łódź – Łódź Osta, która uwiezie wszystkich godnych z tego świata, gdy Swąt go zniszczy. Nawała, nawałnica (np. deszcze nawalne w Biblii Leopolity) – zjawisko szczególnie nasilone, wzmocnione, wielkie i straszne zarazema.

Gustaw Dore – potop

Horus-Haru/Horos/Chors – Książ (nie mylić z Księżycem-Chorsiną/Chorsińcem-Łuną) – inaczej Horn – Pan Wielkiej Zmiany

notowany jest w zapisie hieroglificznym jako ḥr.w. Rekonstruuje się wymowę tego zapisu jako *Ḥāru. Nazwa oznacza sokoła. Przyjmuje się, że Horus tłumaczony był jako odległy lub wznoszący się ponad. W koptyjskim imię Horus zachowało się jako ‚Hōr’. Do greki przeszło jako Ὡρος, ‚Hōros’. Oryginalne imię bóstwa przetrwało także w późnoegipskim imieniu Har-Si-Ese (dosłownie ‚Horus, syn Izydy’). Horus był nazywany również Necheny, co także oznaczało sokół. Stanowiło to okazję do stawiania hipotez o istnieniu innego boga-sokoła, który miał być czczony w Nechen (mieście sokoła). Horus miałby bardzo wcześnie zostać z nim utożsamiony. Jako sokół Horus został przedstawiony już na Palecie Narmera, datowaną często na okres zjednoczenia Górnego i Dolnego Egiptu.

Horus Ori (Orzeł=Orion) czy Horus-Sokół = Złoty Cielec? A może jedno i drugie?

Bóg wojny i polowania

Horus był także bogiem wojny i polowania. Horus sokół jest przedstawiany na paletach predynastycznych w scenie polowania na lwy. Jako taki stał się symbolem majestatu i potęgi oraz wzorem faraonów. Faraonowie sami mieli być Horusem w ludzkiej postaci. Z Horusem identyfikowany był inny bóg wojny Nemty.

Bóg zbawca

Horus, a szczególnie Horus Dziecko był identyfikowany także z Szedem. Szed to bóg po raz pierwszy wzmiankowany w amarneńskim i określany jako zbawca. Reprezentuje ideę zbawienia. Szed był czasem przedstawiany jako młody książę ujarzmiający węże, lwy i krokodyle. David P. Silverman uważa, że podobne przedstawienia młodego Horusa zabijającego Seta pod postacią krokodyla, mogły być inspiracją dla przedstawień św. Jerzego pokonującego smoka. Używanie epitetu zbawca w prywatnej pobożności okresu amarneńskiego może być interpretowane jako odpowiedź zwyczajnych ludzi na próby reformy religii egipskiej podjęte przez Echnatona. Szed może być także jedną z form semickiego boga Reszefa.

Heru-pa-chared (Horus Młodzieniec)

Horus Młodzieniec, czyli po grecku w okresie ptolemejskim Harpokrates, był przedstawiany jako młodzieniec z lokiem włosów (oznaka młodości) po prawej stronie głowy. Ponadto, często nosił połączoną koronę Górnego i Dolnego Egiptu. Reprezentował wschodzące słońce i jego pierwsze ranne płomienie.

Heru-ur (Horus Starzec)

W tej formie Horus reprezentował światłość i był małżonkeim Hathor. Jako taki był jednym z najstarszych bogów egipskich. Stał się patronem Nechen (Hierakonpolis) i patronem królestwa. Później stał się opiekunem faraonów, i był nazywany synem prawdy., co podkreślało jego rolę jako obrońcy Maat. Był przedstawiany jako sokół z rozpostartymi skrzydłami. Jego oczy to słońce (prawe) i księżyc (lewe). W tej formie był czasem określany tytułem Kemwer (‚Czarny’). Grecka forma od Heru-.ur (lub Har Wer) to Haroeris. Inne warianty to Hor Merti (‚O dwojgu oczu’) i Horchenti Irti.

CHORS

Postacie-wcielenia (równe miana): Chors-Książ, Chors-Chwar i Chors-Knysz (Mesinc).

Inne nazwania jego osoby (przydomki): Ksiądz, Ksiń, Książ, Miesiąc, Miesiec – Pan Wiary i Tajemnicy, Władca Taj, Pan Wzburzenia, Władca Krwi

Zajmowany krag: Piąty Krąg, Krąg Dużych Mogtów

funkcja (zakres działania): rządzi wiarą, krwią, tajemnicą i tajami oraz uczuciami sprzężonymi z gniewem

ród: Ksińce, Ksnowie

pochodzenie: Dzięgle –  syn Czarnogłowa i Białobogi

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Srebrny Bęben z własnej skóry i Krakulica

Pomocnicy(Stworze – bogunowie): Czarcichy (Czertowki, Judy, Samojudy, Czartodziwy)

Chors Knysz clip_image002Chors-Knysz

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

Chor, krow

Chorsina została zapisana w starych czeskich dokumentach i kronikach jako Krosina. Miano to ma związek z całym kręgiem znaczeń, poczynając od krosno – kołyska, przez samo pojęcie kręgu, a kończąc na prozaicznych krosnach – koszach do noszenia ciężarów na plecach. W łańcuch etymologiczny włączają się takie pojęcia, jak: krszenie – kruszenie, kruszec – kopalina (metal), kruchość – delikatność, słabość, kruża –obrzęd i kruż – kielich obrzędowy, krążyć, krągły i krąg-krug (trzy ostatnie pojęcia również łączą się z rytuałami i obrzędem). Miano Chorsów wywodzi się z horzeć-gorzeć (jaśnieć, pałać, świecić) i wiąże również z takimi znaczeniami, jak gorącość, gorączka, gorze, grzać, gorycz czy choroba. Imię Chors pochodzi na równi od słowa wycharsly – osłabły, wynędzniały, chory. Jednocześnie wiąże się ono z pojęciem kraszu – barwności, czerwieni, piękna (krasny – piękny, zdrowy) i kraszu – boskiego ichoru, krwi bogów. Chorsowie są związani z najdawniejszymi starożytnymi wzorcami wierzeniowymi z obrazami Księżyca Krowy (Chorsina jest rodzicielką Czarnej Bożej Krówki – Światła Ciemności, a Czara-Chorsawa i Chors są pasterzami owej Czarnej Krowy)oraz Krwi. Są związani z pojęciem krzesania ognia (od nich otrzymali ogień ludzie). Imię to ma bliski związek z perskim pojęciem chwareny – boskiej mocy, ze słowem kchwar-kswar (hvare xsaetem, xurset) – jasność, światło, ogień, od którego wywodzi się także imię Swaroga. Chors to wycharsły Swarog, według mitu niegdyś identycznie jaśniejący, ale obdarty ze skóry, którego nietrudno powiązać ze „słońcem nocy” – Księżycem. Imię Chorsa niedwuznacznie łączy się z rdzeniem kar, od którego wywodzą się określenia: kary – czarny, czamy – czarny, karminowy – czerwony, czerwony – czerwony, kara – za występek, naruszenie praw, złamanie przysięgi, król – władca, kruk (ptak Chorsów), krak – król, gałąź, pień, Krak – imię legendarnego władcy Wiślanii, a także Krakowianie-Karodunowie – jedno z plemion ludu Chorwatów, czy miano całego owego wieloplemiennego ludu Charwaci-Chorwaci-Chrobacibludzie krewni (bliscy, pochodzący z tej samej krwi)i krewcy, krwawi (znani zresztą jako czciciele Chorsa, Chor-wać – Panowie spod znaku Chorsa, kapłani Chora, Strażnicy hrob-ów królewskich Scytów-Szczytów i ludzie chrob-rzy – wojowniczy, silni). Czarownicy świątyni Chorsa w Krakowie twierdzą, że Krak był synem Chorsa. Miano tego ludu wiąże się z takimi znaczeniami, przypisanymi również Chorsom, jak: krou – lśniący, krov – krwawienie miesięczne, kra, kry – skra, skrzący, ksznić – błyszczeć, kriwe – czarownik składający krwawe ofiary kapłan, krzw – krzak, krzew, chorągiew – emblemat i barwy bóstwa niesione na kiju-gałęzi przed wyobrażeniem bóstwa lub zamiast niego. Również bliskie są takie pojęcia, jak ichor – krew boska, i juchor, jucha – sok roślinny, krew zwierzęca, chory – brzydki (u Załabian, co nawiązuje do baju-mitu o Chorsie), prochyreł – podły, chiriti – nędznieć, chrast-chworost – chróst (krzak, dąb), chwarszczeć -szeleścić, czar, oczarowanie, czarowanie, czarodziejstwo, uroczenie – magia. Załabianie, po przyjęciu chrześcijaństwa, mieli też swoje określenie diabła – Choraw (co wskazuje, że poprzednio znali go jako boga). Z tego samego rdzenia wywodzi się słowo czart i czert (z którego z kolei wywodzi się ciąg znaczeń, takich jak czerchlić – obłupywać z kory, krajać, krótki, kroć, czersło – kora, kersle – siekiera, kertu – tnę, czerta – nacięcie, znak, liczba. Czarty i Czarcichy są zresztą Stworzami służącymi Chorsom. Bliskie są też pojęcia: chrobry – waleczny, chabry – siny, niebieski (nawiązuje wprost do mitu) i chromy – poraniony, kulejący, albo ochrona, schronienie, chrom-chram – świątynia. Ogólnie, krąg rysujących się tutaj znaczeń wskazuje na Chorsa jako boga upadłego, który skrył się w Podziemiach i związał z nocą (odpowiada to faktowi upadku archaicznych kultów księżyca jako wiodących na rzecz zwycięskich kultów słońca). Odpowiada to treści mitu, w którym Chors zostaje pojmany w pułapkę i musi wykonać bęben z własnej skóry, żeby przebłagać Czarnogłowa. Przegrywa w walce z Perunem i kryje się w Podziemiach.

Kysz, kusz,  miesiąc

Przydomki Chorsów, Książ i Książa, Ksienia (Kniaź, Knechini) oraz Knysz posiadają wspólne objaśnienie. Niektóre kościoły i modlnice łączą dwa przydomki – Knysz i Książ – w jeden, trzecim zaś przydomkiem Chorsa czynią Mesinc-Mesec (Miesiąc). Kniesiący znaczy mżący, świecący światłem chłodnym, srebrzystym, klśniący, lkśniący, k-niosący – niosący światło (sączący) i mieszający je (miesiący z ciemnością). Podobnie jest ze znaczeniami lśniący, łśniący, łskniący, łsknący, łsnący, łyszczący, łyskający, błyszczący. Kśniący-lkśniący-łkśniący – połyskujący, słabo świecący, mżący światłem zimnym. Książ-Ksiądz-Kniaź – pan, władca, ksiądz – kapłan księżyca, ksień (ksieniec) – wnętrzności (znaczenie to wypływa bezpośrednio z mitu o obłupionym ze skóry Chorsie), kuszeti – ruszać się, kusić, kisziet’ – roić się, ksyk – syknięcie z bólu, knysić -bełtać, miesić (np. ciasto, ale i wody), knysać – kołysać, falować, wzburzać, poruszać (związane z przypływami), knysać – wzruszaćd, knieć, cknić – tęskny, tęsknić, wywołujący uroczną ckliwość, rozrzewnienie (melancholię), tęsknotę, Knyszami nazywano wielkie, trzykątne obrzędowe pierogi z serem, pieczone na ofiarne uczty dla Chorsów. Kno-kien to wreszcie pień, kłoda, knieja – ostoja, znaczenie to jednocześnie podkreśla męskie cechy bóstwa.

Chwar to, jak wyżej powiedziano, odniesienie do ichoru i chwareny – boskich płynów i mocy. Także przypomnienie związków Chorsa ze Swarogiem jego dawnego blasku, piękna i siły (chwały, śwarności)i obecnego waru – odniesienie do wszystkich znaczeń wypływających z pojęcia waru omówionych przy opisie postaci Swaroga.

Przydomek Mesinc-Mesec odnosi się do roli Chorsa jako władcy Miesięcy (będących dziećmi Godów-Kirów) po odebraniu ich Godom, a przed ich utratą na rzecz bogów Nieba i Ognia. Jest to miano dwuczłonowe, mesi-sinc (-sec), o rodowodzie sięgającym wspólnego języka praindoeuropejskiego. Mes łączy się z łacińskim mensis, greckim men (mensos), indyjskim mas, litewskim menuo (menesis), niemieckim mond (monad). Praaryjski rdzeń me znaczył mierzyć, miara. Czas mierzono początkowo, wśród wszystkich ludów, według Księżyca, on był jego miarą. Człon -sinc (-sec) zawiera w sobie znaczenia siec – ciąć, sięgać, słać – posyłać. Tak więc Mesec to Zsyłający Miarę, Dawca Miary, Sięgający po Miesiące, Zsyłający Miesiące lub Tnący Rok (god) na Miesiące (Miary). Człon sinc nawiązuje zarówno do świetlistości (sijac – świecić, siać światłem identycznie jak w nazwie grudnia Prosinec-Prosijac), jak również do siności Chorsa.

Miara, miesić

Jednocześnie z miana tego boga, jako całości, wywodzą się takie znaczenia, jak mierzyć, miara, mierzwić – mieszać, miesić – wikłać, mieszać (Chors miesza wody mórz przez przypływy i odpływy), mieszkać (dawniej dbać, przebywać-bawić, żyć, bywać – czyli także przybywać i ubywać lub przychodzić i odchodzić [jak to ma miejsce z Księżycem], także zwlekać), mieść – rzucać (miotać), miotła, mięso (miotła i mięso zastanawiająco wiążą się z księżycem w micie Hucułów opowiadającym o wilkołactwie)f, mścić się (msta, zemsta, pomsta), most (kładka), mościć, mieszkiruchy (zamieszki), Misisznycy – Miesięcznicy (Zdusze-demony odmieniające się cyklicznie – miesięcznie, żyjące między ludźmi, jak ludzie; pewnym ich rodzajem są Wilkołaki). Z rdzeniem mes- również wiążą się pojęcia masłego – tłustego (odnoszone do Pełnego Księżyca, czyli Meseca-Książa), masłoku – odurzającego napoju powodującego ekstazę, maski – głównego elementu kapłańskiego stroju w religii naturalnej, i maszkary. Także z tego rdzenia wypływa imię pierwszego historycznego władcy Polski, dynastyczne imię rodu Piastów – Mieszko (zawiera ono odniesienia do Dawcy Miary, sięgającego po władanie miesiącami – może w związku z przeprowadzoną przezeń zmianą religii, powodującą zamieszki i zamieszanie –mieszającego to, co było dotychczas). Być może był on wyznawcą Chorsa i członkiem Bractwa Wilkołaków (Młodych Wilków). Jego imię Dago widniejące na dokumentach wiąże go również z pojęciami dawcy i ognia, blasku oraz jasności (dag).

Ozyrys/Koszerys/Kosz-Perepułt

Ozyrys – (egip. Isir lub Iszir) w mitologii egipskiej bóg śmierci i odrodzonego życia, Wielki Sędzia zmarłych. Syn bogini Nut i boga Geba, brat Seta, Izydy i Neftydy. Poślubił Izydę, był władcą ziemi, podziemi i krainy umarłych (Pola Jaru). Miał dwóch synów: Anubisa z Neftydą i Horusa z Izydą.

Przed wiekami nauczył ludzi uprawy roli. Został zabity przez swojego brata Setha, a potem z Izydą, która poskładała jego członki spłodził Horusa. Następnym razem jednak Izyda znalazła i poskładała w mumię wszystkie części ciała Ozyrysa z wyjątkiem prącia. Organ ten bowiem zaginął na dnie Nilu, gdzie wrzucił zwłoki brata morderca (ten epizod gwarantował i tłumaczył żyzne wylewy rzeki). Ozyrys nie mógł żyć na ziemi, ale żył w zaświatach.

Przedstawiany był w postaci człowieka w koronie atef na głowie z insygniami władzy królewskiej w dłoniach – berłem heka, symbolizującym władzę, oraz biczem neheh, symbolizującym wieczność, spowity w bandaże na kształt mumii z twarzą malowaną zielonym kolorem. Symbolem Ozyrysa był filar Dżed. Jego personifikacją było lunarne bóstwo Jah. Główny ośrodek kultu: Abydos i Busiris.

Został zabity, a następnie wskrzeszony przez bogów, stał się władcą świata podziemnego i sędzią zmarłych.Z biegiem czasu przemienił się w uniwersalnego boga – najważniejszy przejaw panteistycznego bytu.

W ikonografii przedstawiany jako mężczyzna z koroną atef (ozdobioną piórami). Jego symbolem był filar dżed wyrażający trwanie. Za inkarnacje Ozyrysa uważani byli faraonowie. Za panowania Ptolemeusza I (IV-III w. p.n.e.) z połączenia duchownych pierwiastków greckich i egipskich rozwinął się kult Serapisa trwający jeszcze w okresie Cesarstwa Rzymskiego.

W czasach nowożytnych do największych dzieł wspominających Izydę i Ozyrysa należy singspiel Wolfganga Amadeusza Mozarta Czarodziejski flet (KV 620).

Osiris-Izis-Horus

Mit o Zmartwychwstaniu

Mit o śmierci i zmartwychwstaniu Ozyrysa jest jednym z bardziej znanych mitów egipskich. Może być to związane z popularnością bóstwa. Ozyrys był najstarszym synem Geba i Nut, a także bratem Seta, Neftydy oraz Izydy. Ozyrys został z czasem władcą Egiptu, przejąwszy od swego ojca dziedzictwo. Panowanie Ozyrysa na ziemi to tzw. „złoty wiek”. Ozyrys wraz z Izydą, swą małżonką wyprowadzili rdzennych Egipcjan ze stanu barbarzyństwa, król nauczył ich uprawy roli i jak czcić bogów, dostarczył niezbędnych narzędzi i ustanowił prawa. Izyda zaś dała ludziom ubrania, lekarstwa, a także ustanowiła instytucję małżeństwa. Za panowania Ozyrysa zapanował ład, więc ludzie byli wdzięczni swoim władcom i wielbili ich.

Jednak nawet tak świetny władca jak Ozyrys posiadał wrogów. Rywalem tym był młodszy brat Ozyrysa, Set, który zazdrościł swemu bratu prawie wszystkiego. Twórcy mitu przypisuję mu cechy będące odwrotnoscią cech Ozyrysa, czyli brutalną siłę i dzikość, po czym z ochotą uczynili go uosobieniem zła (później jego rolę przejął Apofis, jeśli wczytać się w legendy egipskie Set był początkowo bóstwem neutralnym, jeśli nie dobrym).

O podstępie, jakiego użył Set, by zwabić Ozyrysa w pułapkę opowiadają różne źródła. Jedno z nich podaje, że Set wydał wielką ucztę, na którą zaprosił też Ozyrysa. Przygotował przedtem wielką skrzynię dopasowaną do rozmiarów Ozyrysa, po czym oświadczył, że ten, kto zmieści się w skrzyni, otrzyma ją na własność. Ozyrys wszedł do skrzyni, a wtedy Set ze spiskowcami zamknął ją na cztery spusty, po czym wrzucili do Nilu. Inne źródło podaje, że Set poćwiartował ciało swego brata, po czym rozrzucił po świecie jego szczątki. Inne znów, że szczątki wrzucił do świętej rzeki. W każdym bądź razie Izyda, zawiadomiona o śmierci męża, rozpoczęłą poszukiwania ciała Ozyrusa, początkowo sama, później przy pomocy Anubisa. Według wersji z poćwiartowaniem (które mogło odbyć się również po odnalezieniu skrzyni przez Izydę), żona znalazła wszystkie części ciała swego mężą, oprócz fallusa połkniętego przez rybę. Zrobiła jednak imitację z gliny zmiszanej z woskiem, po czym złożyła Ozyrysa, czyniąc w ten sposób pierwszą mumię. Ozyrys połaczył się z Izydą, która znalazła się pod postacią ptaka, a efektem był ich syn – Horus.

Set, w obawie przed zemstą swego bratanka przeniósł swą nienawiść na niego. Izyda musiałą uciekać ze swym synkiem w ramionach i ukrywać się w zaroślach.

Mit opowiada także o homoseksualnym związku pomiędzy Setem a Horusem. Set jakoby miał zaprosić Horusa do domu swego i powiedzieć „Jaki masz piękny tył”. Gdy Horus usnął w jego łożu, Set zgwałcił go, by dowieść swej dominacji nad młodszym rywalem. Horus jednak był czujny, zebrał nasienie Seta do ręki, po czym natychmiast pobiegł do swj matki Izyda. Ta, wiedząc jak niebezpieczny ten gwalt może się okazać w skutkach, odcięła rękę Horusa, która trzymała nasienie, po czym wrzuciła ją do Nilu, na jej miejsce tworząc nową. Potem zebrała nasienie Horusa i zaniosła do ogrodu Seta, gdzie rozsmarowała je na sałacie, ulubionym pożywieniu Seta. Gdy Set zaszedł do ogrodu i zjadł sałaty, został w „cudowny” sposób zapłodniony przez Horusa.

Set wcale nie zamierzał poprzestać na samym gwałcie. Obwieścił wszystkim bogom co zrobił, by upokorzyć bratanka. Jednak Horus zarzadał, by przywołano nasienie jego i stryja. Nasienie Seta odezwało się z rzeki. Nasienie Horusa – z wnętrza Seta. W ten sposób to Horus upokorzył Seta.

Mit opowiada także o ściganiu się łódką, a nagrodą za zwycięstwo miał być tron Ozyrysa. Horus wyciął łódź z pnia drzewa i przedstawił ją tak, by wygladała na kamienną. Set wyciął łódź z prawdziwego kamienia, a łódź ta od razu poszła na dno (oczywiście). Set jednak zmienił się w hipopotama i rozbił łódź Horusa na kawałki. Konflikt na rzece musieli zarzegnać inni bogowie.

Spór między stryjem a bratankiem trwał od osiemdziesięciu lat i wcale nie był bliższy roztrzygnięcia. Wzburzyło to Ozyrysa, który stał się panem krainy zmarłych. Zagroził, że wyśle hordy demonów na ziemię. Więc rada bogów musiała wreszcie zadecydować na korzyść Horusa. Set po latach walk sam zrzekł się tronu ozyrysowego, a Ra jako rekompensatę dał Setowi możliwość podróżowania po niebie jego barką jako bóg burzy. „Twoje gromy i błyskawice będą na wieki przerażać ludzi”.

Imię Ozyrysa w wariantach

Osiris (play /oʊˈsaɪərɨs/; Ancient Greek: Ὄσιρις, also Usiris; the Egyptian language name is variously transliterated Asar, Asari, Aser, Ausar, Ausir, Wesir, Usir, Usire or Ausare) was an Egyptian god, usually identified as the god of the afterlife, the underworld and the dead. He was classically depicted as a green-skinned man with a pharaoh’s beard, partially mummy-wrapped at the legs, wearing a distinctive crown with two large ostrich feathers at either side, and holding a symbolic crook and flail.

Osiris was at times considered the oldest son of the Earth god Geb,[1] and the sky goddess Nut, as well as being brother and husband of Isis, with Horus being considered his posthumously begotten son.[1] He was also associated with the epithet Khenti-Amentiu, which means „Foremost of the Westerners” — a reference to his kingship in the land of the dead.[2] As ruler of the dead, Osiris was also sometimes called „king of the living„, since the Ancient Egyptians considered the blessed dead „the living ones„.[3]

Osiris is first attested in the middle of the Fifth dynasty of Egypt, although it is likely that he was worshipped much earlier;[4] the term Khenti-Amentiu dates to at least the first dynasty, also as a pharaonic title. Most information we have on the myths of Osiris is derived from allusions contained in the Pyramid Texts at the end of the Fifth Dynasty, later New Kingdom source documents such as the Shabaka Stone and the Contending of Horus and Seth, and much later, in narrative style from the writings of Greek authors including Plutarch[5] and Diodorus Siculus.[6]

Osiris was considered not only a merciful judge of the dead in the afterlife, but also the underworld agency that granted all life, including sprouting vegetation and the fertile flooding of the Nile River. He was described as the „Lord of love„,[7] „He Who is Permanently Benign and Youthful[8] and the „Lord of Silence”.[9] The Kings of Egypt were associated with Osiris in death — as Osiris rose from the dead they would, in union with him, inherit eternal life through a process of imitative magic. By the New Kingdom all people, not just pharaohs, were believed to be associated with Osiris at death, if they incurred the costs of the assimilation rituals.[10]

Through the hope of new life after death, Osiris began to be associated with the cycles observed in nature, in particular vegetation and the annual flooding of the Nile, through his links with Orion and Sirius at the start of the new year.[8] Osiris was widely worshiped as Lord of the Dead until the suppression of the Egyptian religion during the Christian era.[11][12]

Kosz-PRZEPLĄT-PEREPŁUT


Postacie-wcielenia (równe miana): Przepląt-Perepułt, Przepląt-Kus i Przepląt-Kos.

Inne nazwania jego osoby (przydomki):Siewca Niezgody, Pan Splotu, Władca Przypadku

Zajmowany krag: Piąty Krąg

funkcja (zakres działania):jest siewcą niezgody i robi wszystko by w wyplot Bai i nieci Mokoszy a także w samą pracę pająków na bańskiej Łące które snują śnieci losu-koszu wprowadzić nieład. Z tego właśnie powodu uchodzi za Pana Splotu, ponieważ ostatecznie dodaje cząstkę swojej działalności w uporządkowany obraz wyplatany przez Źrzebów na Bai.

ród:Plątowie

pochodzenie: Dzięgle – Czarnogłów i Białoboga

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Złota Sieć i Złoty Przepiór-Wabik

Pomocnicy(Stworze – bogunowie): Zwodnice (Uwodnice, Zwiedlice, Viedmy, Wiedźmy)

Wizerunki:

-

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

Kosze dotknięcia – dotknięcia miłosne, niosące rozkosz, dotknięcia zmieniające dolę, byt, wierg (kosz) – budzące uczucia, z których powstają trwałe związki. Stąd staropolskie wyrazy koszkać – kochać, bośkać – całować, kosztować – rozkoszować się, budzić i dawać rozkosz – miłe doznania związane z kochaniem, miłością. Kosz to „przypadek”, jeden z rodzajów losu spadającego nagle, niespodziewnaie, odmieniającego przyszłość. Kosz pozostawał we władaniu Przepląta. Pierwotnie było to jedyne określenie tego, co się oddaje greckim terminem „los”. Z czasem ograniczyło się wyłącznie do oznaczania działań Plątów – losu-przypadku. Stąd niemiłe konotacje kosza-przypadku, dopustu: koszmar – tknięcie przez Marę, kara kosza – pręgierz, kosz – więzienie, kose spojrzenie – ukośne, złowrogie, kosa – narzędzie Nyi-Śmierci, karkosza – kij, laska (być może do wymierzania kary).

PRZEPLĄT-PEREPUŁT (Perepłut) – miano tego boga jest dwuczłonowe. Drugi człon -pułt nawiązuje do putat’ – plątać, wikłać, pętać, czyli przewikłujący, plątający, spętujący. Pierwszy człon imienia, pere-, jest identyczny jak w słowie Perun (uderzający, piorący, bijący nagle, spadający niespodzianie) i ma takie same ewentualne odniesienia – omówione także przy osobie Spora: ostry, silny, prący, napierający, skłócający, prawy, prawiący, sądzący. Gdyby przyjąć drugą wersję końcówki, -plut, wtedy plut’ – płynąć, perepluti – przepłynąć. Imię boga miałoby więc znaczenia: przepływający, niezauważalny, nieuchwytny. Także pląt – plączący, plotący, pełtający – pielący, wyrywający, karczujący, plewtający (rus. połowu – plewię), plutający – plujący. Z Przeplątem jest związany zwyczaj plucia przez ramię, plucia w kruż z miodem, jak i wiele przysłów czy powiedzeń, które wiążą plucie z przekleństwem i złym czarem, niepowodzeniem, splątaniem zamiarów, zepsuciem.

Przepląt oprócz omówionego miana Przepląta-Perepułta nosi imiona wtórne Przepląt-Kus i Przepląt-Kos.

Kus znaczy kuszący – podkuszający, kuszący – powabny, budzący zainteresowanie, dotykający delikatnie (kusznąć, kuszać – dotykać, całować), kęsający – pożerający, kąsający – gryzący, podgryzający, kąsający – próbujący, smakujący. Także szorstkoskóry.

Kos, czyli ukośny, krzywy, stający w poprzek drogi, długowłosy z warkoczem (kosa -warkocz pleciony, ale i w ogóle długie włosy), kosmaty – włochaty. Także kosiarz - posługujący się kosą-sierpem. Kosz – pułapka, zamknięcie, ale i kosz – przypadek, los, kosz – dotknięcie, czyli „dotknięcie losu” – przypadek. Kosz – plecionka, a więc bóg plotący, pętający, wikłający.

Kara kosza to kara średniowieczna, która polegała na zawieszeniu w koszu nad błotem. Aby wyjść, trzeba się było odciąć wpadając w błoto. Była to bardzo hańbiąca kara, stosowana zwłaszcza wobec nierządnic. Z kolei „dostać kosza”znaczyło zostać opuszczonym, odtrąconym, zdradzonym (Plątwa zdradziła Przepląta ujawniając miejsce zakopania Taj). Z drugiej strony od rdzenia kos – dotykać, pochodzą pojęcia całować i kochać. Widać tutaj znowu typową dla Plątów dwoistość znaczeń i bezpośrednie nawiązania do mitu, bowiem oboje Plątów spotkała hańbiąca kara – zostali umazani swoim postępkiem i dosłownie unurzani w błocie (ocaliło ich ukrycie się na dnie bagna). Przepląt stał się od tamtej chwili bogiem Podziemnym.

Istyjskimi odpowiednikami Przepląta i Plątwy są Wajżgants (wiążący) i Raugupatis (bóg zakwasu-termentacji). Obydwaj mają męską postać, co jest późniejszą naleciałością. Postać żeńska nie została zachowana do czasów, kiedy zanotowali te miana kronikarze.

Syriusz/Wielki Pies – Pas Oriona – Złoty Cielec

Oto opis : Orion is very useful as an aid to locating other stars. By extending the line of the Belt southeastward, Sirius (α CMa) can be found; northwestward, Aldebaran (α Tau). A line eastward across the two shoulders indicates the direction of Procyon (α CMi). A line from Rigel through Betelgeuse points to Castor and Pollux (α Gem and β Gem). Additionally, Rigel is part of the Winter Circle. Sirius and Procyon, which may be located from Orion by following imaginary lines (see map), also are points in both the Winter Triangle and the Circle.[5]

Oczywiście tutaj nie napisano że ta linia za Aldebaranem trafia w Plejady.

Orion – mityczny czyli Ori-Orzyj

W mitologii Orion był myśliwym. Posejdon (jego ojciec) obdarzył go umiejętnością chodzenia po wodzie. Zakochany był w Plejadach, które nieustannie goni na niebie. Chełpił się, że może zabić każde stworzenie, a został śmiertelnie ukąszony przez skorpiona i od tej pory znajdują się na przeciwnych stronach nieboskłonu. Jego pies – Syriusz – jest najjaśniejszą gwiazdą i stanowi część konstelacji Wielkiego Psa.

Pas Oriona – asteryzm utworzony przez trzy jasne gwiazdy ζ Ori (Alnitak), ε Ori (Alnilam) i δ Ori (Mintaka), należące do gwiazdozbioru Oriona. Gwiazdy te to błękitne nadolbrzymy, gorętsze i znacznie masywniejsze od Słońca. Alnitak jest gwiazdą potrójną odległą od Ziemi około 817 lat świetlnych, Alnilam jest błękitnym nadolbrzymem, odległym od Ziemi około 1342 lata świetlne, a Mintaka jest gwiazdą wielokrotną, składającą się z czterech składników, odległą od Ziemi około 916 lat świetlnych. Powstały w Obłoku Molekularnym w Orionie. Gwiazdy pasa Oriona widziane z Ziemi są ustawione prawie w jednej linii.

Przedłużenie pasa Oriona wskazuje na Syriusza na południowym wschodzie oraz na Aldebarana na północnym zachodzie.

W religii Słowian był atrybutem Welesa (tzw. Wołosożary)[1]. W wierzeniach chińskich łączono go natomiast z triadą Fu Lu Shou[2].

W 1994 roku Robert Bauval w książce „The Orion Mystery” przedstawił teorię wykazującą, że piramidy IV Dynastii były budowane jako ziemskie odzwierciedlenie gwiazdozbioru Oriona. Egipski bóg Ozyrys utożsamiany był z gwiazdozbiorem Oriona, prawdopodobnie też z tego powodu wybudowano na terenie nekropolii Memfickiej szereg piramid odpowiadających swym położeniem gwiazdom tego gwiazdozbioru. Bauval i Hancock ustalili korzystając z obliczeń komputerowych, że układ Oriona i piramid pokrywały się w sposób idealny w 10500 roku p.n.e. zdaniem badaczy oznacza to, że chociaż budowa piramid zakończyła się około 2500 p.n.e. to jednak plan całego kompleksu powstał 8000 lat wcześniej (czyżby jednak projektantami piramid byli Atlantydzi ?). W tym czasie ok. 10500 roku p.n.e. Orion przechodził przez najniższe swoje położenie, w tym czasie następowało ocieplenie klimatu Ziemi i koniec ostatniego zlodowacenia. Klimat Egiptu stał się suchy.  Do dziś pięć zachowanych piramid stanowi ziemskie replikę gwiazdozbioru Oriona, a słynne piramidy w Gizie są idealnym odbiciem trzech gwiazd składających się na pas Oriona. Również dwie piramidy w Dahszur wybudowane przez Snofru (ojca Cheopsa) stanowią część mapy nieba. Według Bauvala są to gwiazdy gwiazdozbioru Byka: Aldebaran i ε-Taurus.  Jeszcze w czasach V Dynastii wybudowano mniejsze piramidy, które uzupełniają między innymi głowę Oriona i gwiazdy towarzyszące Aldebaranowi. To ziemskie odbicie nieba miało umożliwić faraonowi przejście w zaświaty Ozyrysa.

Po lewej stronie widoczny jest Orion, po prawej gwiazdozbiór Byka, po środku piramida Cheopsa

Tuż pod pasem Oriona znajduje się mgławica Koński Łeb (IC 434). Jak wiadomo Koński Łeb to największy diament świata należący do Ryjnów-Bierygów, który chcieli im ukraść Skrytowyrwowie  zamieniony przez mędrca Urwę  (Aurwa) – w Wodę w Ogniu – Wrzący Koński Łeb u Bramy Nawi Piekielnej – który nieustannie gasi księżniczka Kajkeja , córka zaborczego władcy.

Jak widać starożytni posiadali wiedzę bardzo głęboką, mity przeplatają się z nazewnictwem gwiazdozbiorów, a te wyznaczają linie które łączą je w inną tajemną opowieść. Tę opowieść powinniśmy czytać, te związki zgłębić – Nie mit powierzchowny, lecz ten wyznaczony Czerwoną Linią.

Tak się dziwnie składa – czego tutaj nie widać – że Czerwona Linia biegnie prosto do Plejad – znanych nam Słowianom jako Kwoka i Kurki. Plejady odgrywają niepoślednią rolę w podaniach nawiązujących do Początku naszego Świata jako konstruktu osnutego przez Niebiańskich Przybyszów na Materii Matki Ziemi. To z kolei splata się Kalendarzem w ogóle – z Zodiakiem , z astrologią, z okultystyczną głęboką wiedzą, z astrologią i magią – a to wszystko łącznie z filozoficznymi wykwitami w postaci taoizmu, buddyzmu, antropozofii, teozofii – tworzy Wiarę Przyrody – czyli Wie4dzę O Kształcie Świata i jego Dziejach która ma charakter poza naukowy. Nauka odkrywa dla Wiary Przyrody wszystko to co materialne i dotykalne dla człowieka i badalne narzędziami jakie stworzył dotychczas.

Ponieważ kalendarz nie jest tworem przypadkowym lecz opartym na obserwacji nieba i znaków i konstelacji i ruchu planet przez kompleks związków oczywiście trafimy do obecnej Wielkiej Zmiany – kóra jest w toku. Data 14 o7 – ma dla tej zmiany swoje znaczenie – zwłaszcza jako Dzień Narodzin Osirisa-Koszerysa-Kosz-Perepułta. Słowo Perepułt wiąże się również ze zmianą – tak jak słowo kos wiąże się z kosą – narzędziem Śmierci i splecionym warkoczem oraz „skrętem” – skrzywieniem.

Zapewne jak powiedzą „racjonaliści”-ateiści – to tylko przypadkiem właśnie w Orionie widzimy tę Galaktykę która zderzy się z Drogą Mleczną – czyli Andromedę.

Aldebaran w Cielcu – czyli Złota Gwiazda królów perskich i „stacja” Księżycowa astrologii w Indiach

Po polsku sobie wiele o nim nie poczytacie – trudno:

Aldebaran

Astrologically, Aldebaran is a fortunate star, portending riches and honor. This star, named „Tascheter” by the Persians, is one of the four „royal stars” of the Persians from around 3000 BC. These stars were chosen in such way that they were approximately 6 hours apart in right ascension. Each of these stars was assigned to a season, Aldebaran was prominent in the March sky and as such, it was associated with the vernal equinox. Its current celestial longitude is 09 Ge. 47 as of 2006[11]

To medieval astrologers, Aldebaran was one of fifteen Behenian stars, associated with rubies, milk thistles and the kabbalistic sign Aldaboram (Agripa 1531).svg.

In Hindu astrology, Aldebaran corresponds to the Rohini Nakshatra.

Rohini
„the red one”, a name of Aldebaran. Also known as brāhmī
Aldebaran
  • Lord: Chandra (Moon)
  • Symbol: Cart or chariot, temple, banyan tree
  • Deity : Brahma or Prajapati, the Creator
  • Indian zodiac: 10° – 23°20′ Vrishabha
  • Western zodiac 6° – 19°20′ Gemini

Nakszatra ( dewanagari नक्षत्र ) – znak ( konstelacja ) indyjskiego zodiaku lunarnego. W terminologii astrologii indyjskiej to stacja księżycowa lub dom Księżyca. Ekliptyka jest podzielona na 27 nakszatr.

Nakshatra (Devanagari: nákṣatra) is the term for lunar mansion in Hindu astrology. A nakshatra is one of 27 (sometimes also 28) sectors along the ecliptic. Their names are related to the most prominent asterisms in the respective sectors.

The starting point for the nakshatras is the point on the ecliptic directly opposite to the star Spica called Chitrā in Sanskrit (other slightly different definitions exist). It is called Meshādi or the „start of Aries”.[citation needed] The ecliptic is divided into each of the nakshatras eastwards starting from this point. The number of nakshatras reflects the number of days in a sidereal month (modern value: 27.32 days), that the width of a nakshatra is traversed by the moon in about one day. Each nakshatra is further subdivided into quarters (or padas) These play a role in popular Hindu astrology, where each pada is associated with a syllable, conventionally chosen as the first syllable of the given name of a child born when the moon was in the corresponding pada.

The nakshatras of traditional bhartiya astronomy are based on a list of 28 asterisms found in the Atharvaveda (AVŚ 19.7) and also in the Shatapatha Brahmana.[citation needed] The first astronomical text that lists them is the Vedanga Jyotisha.

In classical Hindu mythology (Mahabharata, Harivamsa), the creation of the nakshatras is attributed to Daksha. They are personified as daughters of the deity and as mythological wives of Chandra, the moon god, or alternatively the daughters of Kashyapa, the brother of Daksha.[1]

Each of the nakshatras is governed as ‚lord’ by one of the nine graha in the following sequence: Ketu (South Lunar Node), Shukra (Venus), Ravi or Surya (Sun), Chandra (Moon), Mangala (Mars), Rahu (North Lunar Node), Guru or Brihaspati (Jupiter), Shani (Saturn) and Budha (Mercury). This cycle repeats itself three times to cover all 27 nakshatras. The lord of each nakshatra determines the planetary period known as the dasha, which is considered of major importance in forecasting the life path of the individual in Hindu astrology.

In Vedic Sanskrit, the term nákṣatra may refer to any heavenly body, or to „the stars” collectively. The classical sense of „lunar mansion” is first found in the Atharvaveda, and becomes the primary meaning of the term in Classical Sanskrit.

Nakshatras in the Atharvaveda

In the Atharvaveda (Shaunakiya recension, hymn 19.7) a list of 28 stars or asterisms is given, many of them corresponding to the later nakshatras:

(1) Kṛttikā (the Pleiads), (2) Rohinī, (3) Mrigashīrsha, (4) Ārdrā, (5) Punarvasu, (6) Sūnritā, (7) Pushya, (8) Bhanu (the Sun), (9) Asleshā, (10) Maghā, (11) Svāti (Arcturus), (12) Chitrā (Spica), (13) Phalgunis, (14) Hasta, (15) Rādhas, (16) Vishākhā, (17) Anurādhā, (18) Jyeshthā, (19) Mūla, (20) Ashādhas, (21) Abhijit, (22) Sravana, (23) Sravishthās, (24) Satabhishak, (25) Proshtha-padas, (26) Revati, (27) Asvayujas, (28) Bharani. [2] Interestingly enough, the term „nakshatra” has a different meaning as demonstrated in the „Surya Siddhanta” which is an ancient text on astronomy. In the early chapters, the author, Mayasura or Mayan, describes various time units. He writes that a „prana” is a duration of 4 seconds. He then continues with a discussion of a number of time units with progressively long durations made up of the shorter time units all composed of a number of pranas. Amongst those time units are something he calls „nakshatra.” For example, there are 15 pranas in a minute; 900 pranas in an hour; 21600 pranas in a day, 583,200 pranas in a nakshatra (month). According to Mayan, a nakshatra is a time unit with a duration of 27 days. This 27 day time cycle has been taken to mean a particular group of stars. The relationship to the stars really has to do with the periodicity with which the moon travels over time and through space past the field of the specific stars called nakshatras. Hence, the stars are more like numbers on a clock through which the hands of time pass (the moon). This concept that nakshatra means a time unit has been lost and diverted to meaning a set of stars in the sky. This concept was discovered by Dr. Jessie Mercay in her research on Surya Siddhanta. It is documented in a textbook called „Fundamentals of Mamuni Mayans Vaastu Shastras, Building Architecture of Sthapatya Veda and Traditional Indian architecture.” (Mercay, 2006 – 2012, AUM Science and Technology publishers)

Etymology

In Persia it was known as Sadvis and Kugard.[20]

The Romans called it Palilicium.

In Chinese it is known as 畢宿五 (Bìxiùwŭ, the Fifth Star of the Net).

In Hindu astronomy it is identified as the lunar mansion Rohini and as one of the twenty-seven daughters of Daksha and the wife of the god Chandra.

Tolkien – Aldebaran, Orion i Plejady

  • The Lord of the Rings (1954–1955), fantasy epic written by J. R. R. Tolkien. Frodo, Sam, and Pippin are beginning their great journey, still in the Shire and already shadowed by Black Riders, when they take refuge for a night with the elf Gildor and his companions. On that night, … high in the East swung Remmirath, the Netted Stars, and slowly above the mists red Borgil rose, glowing like a jewel of fire. Then by some shift of airs all the mist was drawn away like a veil, and there leaned up, as he climbed over the rim of the world, the Swordsman of the Sky, Menelvagor with his shining belt.[9] Borgil, which follows Remirrath (the Pleiades) and precedes Menelvagor (Orion) has been convincingly identified as Aldebaran.[10] The Tolkienian goddess of light Varda made the stars and the constellations, including those described here, in preparation for the awakening of the elves. (myth, sky)

Wielki Pies – Syriusz

O Syriuszu już tyle napisano że lepiej poszukajcie w linkach gdzieś w Internecie – to prawdziwie Niekończąca się historia – związana oczywiście z 21 12 2012

Wielki Pies

należy do gwiazdozbiorów nieba południowego, pojawiających się u nas nad horyzontem w miesiącach zimowych. Znajduje się w nim najjaśniejsza gwiazda całego nocnego nieba, Syriusz, która razem z Betelgeuse w Orionie i Procjonem w Małym Psie tworzy tzw. trójkąt zimowy. Ta wyraźna figura niemal równobocznego trójkąta jest bardzo pomocna w orientowaniu się na niebie zimowym. Konstelację Wielkiego Psa odnajdziemy na południowy wschód od Oriona. Do Syriusza doprowadzi nas linia będąca przedłużeniem pasa Oriona.

Z gwiazdozbiorem

wiąże się kilka mitów greckich. Według niektórych z nich Wielki Pies ma przedstawiać wiernego psa Oriona, towarzyszącego mu również na niebie. Inne legendy mówią, że jest to Lajlaps, pies ateńskiego myśliwego Kefalosa, wnuka króla Aten, Kekropsa. Kefalos otrzymał psa od swej małżonki, ta zaś od bogini łowów Artemidy. Lajlaps słynął z tego, że żadna zwierzyna nie mogła mu się wymknąć. W czasie polowania na Liszkę Taumesyjską, której nie mógł dogonić żaden pies, powstała sytuacja bez wyjścia i sam Zeus musiał interweniować. Zarówno psa, jak i Liszkę przemienił w kamienie, a następnie umieścił na niebie, gdzie świecą po dzień dzisiejszy jako Wielki Pies i Lis. Według trzeciej wersji, Wielki Pies jest gwiazdozbiorem przedstawiającym psa Erigony, córki Ikariosa, pierwszego hodowcy winnej latorośli. Sam pies, Majra, jest gwiazdą znaną dziś pod nazwą Syriusza.

Syriusz

(Canicula, Psia Gwiazda) – najjaśniejsza gwiazda nie tylko w konstelacji Wielkiego Psa, ale na całym niebie. W rzeczywistości od pozostałych gwiazd niczym się nie różni, a jedynie jego niewielka odległość, wynosząca 8,69 roku świetlnego, sprawia, że widzimy Syriusza jako bardzo jasną gwiazdę, -1,47m. Jest on tylko 2,35 razy bardziej masywny niż Słońce i dwukrotnie większy. Należy do białych gwiazd ciągu głównego. Temperatura na jego powierzchni wynosi około 10 000 K (dla porównania temperatura powierzchniowa Słońca to około 6000 K). Nazwa gwiazdy pochodzi z języka greckiego i znaczy jasna. Określenie takie przypisywano pierwotnie każdej bardzo jasnej gwieździe na niebie, nawet Słońcu. Łacińską nazwę Canicula – suczka, piesek – otrzymała gwiazda około roku 1420.
Znacznie bardziej interesujący od samego Syriusza jest jego towarzysz, biały karzeł. Obiega on Syriusza w ciągu 50 lat. Gwiazdę tę odkrył w 1844 roku Friedrich W. Bessel na drodze pośredniej, z sinusoidy ruchu własnego Syriusza. Dopiero później, w 1862 roku, Alvan Clark odnalazł towarzysza Syriusza za pomocą teleskopu. Powtórzyła się zatem podobna sytuacja jak przy odkryciu planet Neptuna i Plutona.
Towarzysz Syriusza był pierwszym znanym białym karłem. Ma on masę podobną do masy naszego Słońca, ale średnicę równą tylko 0,22 średnicy słonecznej, jest zatem tylko 2,4 razy większy od Ziemi. Średnia gęstość tej gwiazdy przewyższa aż 90 tysięcy razy średnią gęstość Słońca. Na Ziemi 1 cm3 materii tej gwiazdy ważyłby 125 kg.

Tagged with: , , , , , ,

602. rocznica Bitwy pod Grunwaldem a sprawa demona krążącego nad Polską

Posted in nauka, Słowianie, Teksty społecznie zaangażowane by bialczynski on 11 Lipiec 2012

(kliknij – powiększ)

Poniższy tekst przysłano mi wczoraj z Warszawy i pomyślałem, że jest specyficznym rocznicowym podsumowaniem stanu naszej rzeczywistości, podsumowaniem pod którym mogę się podpisać obydwoma rękami.

Jest to jednocześnie ważna odpowiedź na te wszystkie pojawiające się ostatnio głosy, które podważają sens zbiorowych wystąpień, powstań, rewolt, zrywów przywracających ludziom godność i nadzieję na sprawiedliwość a państwu (społeczności, plemieniu) elementarny ład przyrodzony i byt na mapach świata i w świadomości innych.

Jakbyśmy się nie różnili w ocenie takich postaci jak Władysław Jagiełło, Książę Witold, Zygmunt III Waza, Władysław IV,  Jan Sobieski, Tadeusz Kościuszko, albo Józef Piłsudski, lub jakbyśmy się nie różnili w widzeniu Powstania Listopadowego, Styczniowego, Warszawskiego czy Rewolucji Solidarności 1980 roku, to jedno jest pewne – bez tych działań i nie podjąwszy owych zrywów zostalibyśmy wymazani z tychże map i nie mówilibyśmy już dzisiaj po polsku – tak jak nie mówią już Drzewianie, Połabianie, Wieleci i Łużycy. Nie mielibyśmy też dzisiejszej naszej, czasami jakże ułomnej  świadomości i nie wyrażalibyśmy swojego niezadowolenia ze stanu polskiego patriotyzmu czy czegokolwiek innego w kraju. Pamiętajmy, że każdy zryw niepodległościowy ma sens, choćby go ktoś po drodze wypaczył, choćby był nieudany, choćby na czele stanął zdrajca i sprzedał nasz narodowy interes.  Dzięki tym wszystkim zrywom w dziejach i dzięki prowadzonym z powodzeniem działaniom w obronie kraju, dzięki niezłomności i sile dowiedliśmy wrogom, że za próbę zniszczenia Polski i eksterminacji jej mieszkańców trzeba zapłacić straszliwą cenę. 

Ta walka i ta droga nigdy się nie kończy, a każde pokolenie Polaków  ma do odrobienia swoją własną lekcję.

CB

Warszawa, 11 lipca 2012

Gdyby TAMCI wygrali, a nawet nie przegrali tak z kretesem, to polski język przestałby istnieć, tak jak pruski.

Gdy Grunwald leżał na ich terytorium – do 1945 – to nie śniło się nawet nikomu w Polsce by tam pojechać i cokolwiek świętować. W zapomnienie poszedł i to na długo przed utratą niepodległości fakt, że Jagiełło ustanowił 15 lipca świętem narodowym „po wsze czasy!”

Niemcy podczas I Wojny w 1914 zatrzymali ofensywę Rosjan, okrążyli i rozbili w tym rejonie korpus generała Samsonowa.

Nie miało to istotnego wpływu na losy wojny, ale zwycięstwo nad Słowianami zostało roztrąbione pod niebiosa i podniesione do rangi epokowego. Tzw,. „druga bitwa pod Tannenbergiem” (u nich Grunwald nazywa się Tannenberg) przesłoniła tę pierwszą. Wzniesiony został monumentalny kompleks-mauzoleum tzw. Pomnik Tannenbergu, pochowano tam m.in. Hindenburga. Wańkowicz opisuje go w Smętku.

Mauzoleum pomnik Tannenberg

W 1939 Niemcy z wielką pompą przenieśli chorągwie krzyżackie z Wawelu do Malborka. Długo tam nie powiewały – uciekając w panice nie zdążyli ich zabrać, Armia Czerwona – jak to zwykle, sądząc, że to już Niemcy – zamek podpaliła, a sztandary zużyła na onuce czy podpałkę. Te, które dziś wiszą na Wawelu (o ile wiszą?) to reprodukcje.

Mauzoleum pomnik Tannenberg

Raczej nie wiszą, a co najmniej nie powinny, a co najmniej nie w katedrze, bo ówczesny papież obłożył Jagiełłę i Polskę klątwą za wyrżnięcie rycerzy Najświętszej Marii Panny. Zresztą straszliwa klęska zakonu (z 730 herbowych rycerzy poległo 715) odbiła się echem przerażenia w całej Europie, porównywana jest do dziś z ostateczną klęską w Ziemi Świętej pod Hattin, która zakończyła byt Królestwa Jerozolimskiego.

Niemcy po zdobyciu Krakowa w roku 1939 przenoszą uroczyście chorągwie krzyżackie z Wawelu do Malborka

Skądinąd zrozumiałe europejskie oburzenie – jakaś półpogańska dzicz wyrżnęła wszak w pień kwiat chrześcijańskiego rycerstwa, kawalerów Najświętszej Marii Panny – trwa w pojmowaniu tego akcentu historii do dziś.

Plakat nazistowski z 1939 roku

Podejście jest proste – przecież ta hołota widziała, że nosimy pancerze, a biła nas w twarz!

 Pierwsza rzecz jaką zrobili Niemcy w Krakowie w 1939 roku to wysadzenie pomnika Grunwaldzkiego zwieńczonego postacią znienawidzonego  polskiego króla-poganina Władysława II Jagiełły. Drugą było wymordowanie profesorów UJ – tych którzy gwarantowali pamięć narodu i znany już z dziejów niezłomny opór.

Klątwy Marcina V żaden papież nie zdjął, bo i dlaczego? ŻADEN!

Nawet nasz kochany, spoczywający już w Panu, a mówiący po polsku JP II (Karol Wojtyłła), świeć Panie nad jego duszą…

Polakożerca Konrad Adenauer, jeden z czołowych członków Zakonu  Krzyżaków (Rycerzy Marii Panny – od marca 1958 roku) – kanclerz Niemiec (1949 – 1963) – Przez dziesiątki lat po II Wojnie Światowej chronił przed sprawiedliwym wyrokiem wysokich rangą zbrodniarzy wojennych – z NSDAP,  SS-manów i Gestapowców za cichym przyzwoleniem rządów USA, Francji i Wielkiej Brytanii. Rząd Federalny wskutek powściągliwej reakcji państw sojuszniczych uchwalił dwie amnestie (31 grudnia 1949 i 17 lipca 1954). Ustawy te były korzystne dla byłych członków SS, SA i partii nazistowskiej, na których zapadł wyrok lub którym groziły procesy sądowe. Ustawy te w korzystny sposób dotyczyły także byłych członków Wehrmachtu, którzy dokonali zbrodni wojennych. Proces denazyfikacji w Zachodnich Niemczech nigdy nie został skutecznie przeprowadzony. Od roku 1949 proces denazyfikacji został odwrócony i wielu dawnych nazistowskich urzędników, dygnitarzy, wojskowych zostało ponownie włączonych do życia społecznego i politycznego. Opinia publiczna doprowadziła także do uwolnienia wielu zbrodniarzy wojennych.


 Miłe spotkanie Wielkiego Mistrza Zakonu Krzyżaków i kardynała Glempa

Niemcy w 1944 wycofując się przed Rosjanami wysadzili mauzoleum w powietrze. Cegły i kamienie lokalna publika – jak to zwykle bywa – rozwlekła na budulec. Miejsce – koło Olsztynka – jest odwiedzane przez wycieczki z Rzeszy jako świętość narodowa.

 
Wielki Mistrz z papieżem Janem Pawłem II – Czy wiecie o tym, że ciąży na Polakach i Litwinach i Rusinach Klątwa Kościoła Katolickiego?

Pomnik grunwaldzki w Krakowie przed II Wojną Światową

Pomnik

http://de.wikipedia.org/wiki/Tannenberg-Denkmal
NASZ pomnik grunwaldzki wzniesiony w latach 60-tych jest superohydny, bezsensowny i kompletnie niezrozumiały. Niczego nie przedstawia, do niczego nie zachęca, niczego nie symbolizuje.
W przeciwieństwie do pięknych w swej formie pomników w Krakowie, Żywcu i Nowym Jorku, wznoszonych za zaborów.
Obecny pomnik w Krakowie
Lecz są one mikroskopijne, jeżeli ktoś się nań nie nadzieje przypadkiem, to o nich nie wie. (Nb – w NYorku jest to nie pomnik grunwaldzki, lecz posąg egzotycznego Kinga Jagiello, machającego dwoma mieczami).
Czemu dwa miecze, kiedy i gdzie on był królował wie może co najwyżej wtajemniczona dziesiątka talmudystów…)
 
Pomnik Grunwaldu po polsku – porównajcie sobie z niemieckim monumentem pełnym dumy z jakże małego zwycięstwa nad Rosjanami w 1914 w tym samym miejscu
Na polach Grunwaldu winien był powstać pomnik o randze i rozmachu piramidy Cheopsa lub znicz widzialny ze stratosfery! Europa w swej burzliwej historii nie zna drugiej bitwy o podobnych konsekwencjach.
Powinien…
Pomnik Kinga Jagiello w NY
Pseudoartystyczne, łżenowoczesne i dziadowskie są i inne pomniki bitew dla Polski ważnych – zarówno na Westerplatte jak i na Śląsku.
Tablica pomnika w Nowym Jorku
Na Westerplatte straszy jakaś nieforemna bryła betonu, na Górze św. Anny oprócz klasztoru, (z którego nb. niemieccy mnisi strzelali w plecy powstańcom) nie ma w ogóle niczego…
Pomnik Grunwaldzki w Żywcu
Przed wojną Szukalski chciał postawić na jej wierzchołku posąg Chrobrego, wspaniały w swym rozmachu. Wojna udaremniła te plany, pomnik uległ zniszczeniu przez okupanta.
Stanisław Szukalski – Bolesław Chrobry – miał stanąć na Górze Świętej Anny na szczycie wykutego w metalu Kopca
Oto projekt który niestety nie oddaje skali przedsięwzięcia – Zapewniam was, że kiedyś te projekty zostaną zrealizowane a tam gdzie miały stanąć kopce – staną one, a tam gdzie stały pogańskie świątynie – zostaną przywrócone
Stanisław Szukalski zrobił w Hollywood coś więcej swoją sztuką niż mógł zdziałać w uktrakatolickiej przedwojennej Polsce, przygotował grunt pod takie dzieło jak film „Matrix” Braci Wachowskich oparty na książce Adama Wiśniewskiego Snerga „Robot” – Oto On z małym Leonardem Di Caprio w Burbank
Sztuka Stanisława Szukalskiego jest wciąż hiper-nowoczesna – obraz: Cecora ze strony Davida Heskina
Tamże: „… Szukalski’s sharp symbolic execution synthesizes ever so delicately with a chilling emotional profundity in so many of his masterworks, and Cecora is perhaps one of  the most poignant remnants of a triumphant artist’s life.In gratitude to the master…”
Piękna Nike z lat 60-tych miała być właśnie pomnikiem Powstania, lecz ówcześni rządcy „PRL” rozwodnili symbol nazywając go inaczej. Dla komuchów Powstanie było wówczas jeszcze be, więc Warszawa naprędce przemianowany pomnik zignorowała.
Niemiecki plakat plebiscytowy
Gdy zawiały inne wiatry polityczne i Powstanie stało się modne, spłodzono w alarmowym trybie kolejną ohydę – postawiono tchnącą nieudolną brzydotą zbieraninę postaci ze spiżu na temat Powstania przy Placu Krasińskich… Twórca widać wiedzial o co mu chodzi, lecz omieszkał poinformować odbiorców. Zainteresowana publiczność skapitulowała, bo nie czas już jej czekać…

Słowo o Bitwie – według Ściągi.pl

Bitwa pod Grunwaldem została stoczona 15 lipca 1410r. Na polach pod Grunwaldem stoczono największą w historii średniowiecznej Europy(pod względem liczby uczestników), bitwę między siłami Zakonu krzyżackiego (ok. 21 tys.), pod dowództwem Wielkiego Mistrza Ulricha von Jungingena, a połączonymi siłami polskimi, litewsko-ruskimi i oddziałami czeskimi, pod dowództwem króla Władysława II Jagiełły, liczącymi w sumie ponad 34 tysiące żołnierzy.

Rozpoczęta późnym przedpołudniem przez atak krzyżackiej jazdy, odepchnięty w zażartej walce przez wojska sprzymierzonej koalicji w kierunku gęstego lasu, gdzie – oprócz zażartej walki na głównym polu bitwy – związała poważne siły zakonne oraz umożliwiła później decydujący atak polskiej jazdy ciężkozbrojnej, która rozerwała zasadniczy korpus Krzyżaków oraz umożliwiła przeprowadzenie decydującego ataku lekkiej jazdy i ukrytej w zaroślach i lesie piechoty. Bój trwał osiem godzin i oprócz początkowej fazy, kiedy nieco zaskoczone siły zbrojne unii polsko-litewsko-ruskiej dały się zepchnąć do defensywy, przewagę na placu boju miały wojska dowodzone przez króla Polski i Litwy.

Zawisza Czarny – z obrazu Jana Matejki reprodukowanego powyżej dwukrotnie, którego to malarza Niemcy uważają oczywiście za Niemca

W literaturze podawane są różne – dość rozbieżne – szacunki liczebności wojsk (mówi się niekiedy nawet o sumie do 38 tysięcy wojsk zakonnych i do 43 tysięcy sprzymierzonych), ale przez większość historyków i badaczy są one poddawane w wątpliwość. Przewaga liczebna wojsk unii nie jest kwestionowana, za to w wielu źródłach kwestionuje się poważne zagrożenie dla głównego obozu Jagiełły wskutek straceńczej szarży lekkozbrojnej jazdy krzyżackiej – wątek opisany przez Sienkiewicza.

Król Władysław II Jagiełło i Wielki książę Litwy – Witold (Jan Matejko)

Wynik bitwy miał zasadniczy wpływ na stosunki polityczne w ówczesnej Europie. Nie tylko ostatecznie załamał potęgę Zakonu, ale również wyniósł dynastię jagiellońską do rangi najważniejszych na kontynencie. Według niektórych badaczy (np.: Stefana Kuczyńskiego albo Pawła Jasienicę) – fenomenalny i dość niespodziewany generalny sukces odniesiony głównie siłami polskimi, spowodował poważny kryzys w stosunkach polsko-litewskich i zadecydował o kunktatorskiej postawie króla, który obawiając się nazbyt mocnego wzrostu znaczenia Polski w unii (która i tak była stroną silniejszą) opóźnił pościg za niedobitkami wojsk krzyżackich i ostatecznie nie zdobył osłabionego Malborka. Sama bitwa nie wniosła żadnych istotnych nowinek taktycznych (nie licząc użytego w przeprawie przez Wisłę mostu pontonowego). Po niej samej nastąpił natomiast powolny upadek znaczenia zagranicznych wojsk zaciężnych (wielu zaproszonych przez Zakon znamienitych rycerzy z Europy Zachodniej widząc dysproporcję sił i przeczuwając niechybną klęskę nie przyjechało na pole bitwy); rzeczą bez precedensu był natomiast wspaniałomyślny gest króla, który kazał odnaleźć zwłoki Wielkiego Mistrza Ulricha von Jungingena i co ważniejszych braci oraz odesłać je z honorami do Malborka.

Za Sciaga.pl

Słowo o Demonach nad Polską

fragment artykułu z Niezalezna.pl: http://niezalezna.pl/30859-czy-demon-krazy-nad-polska

Czy demon krąży nad Polską

Czy demon krąży nad Polską  - niezalezna.pl(foto. jaz1111 (sxc.hu))
W ciągu kilku ostatnich lat doszło u nas do przemian, które pozwalają zadać pytanie o duchowy wymiar obecnego kształtu życia publicznego w Polsce. Nasza ojczyzna stała się w tym czasie niechlubnym liderem wielu rankingów na negatywnego bohatera.Do napisania artykułu pod takim tytułem zainspirował mnie wykład o. prof. Aleksandra Posackiego, wybitnego demonologa, który podczas krakowskiego spotkania organizowanego przez stowarzyszenie Fides et Ratio przedstawił analizę bezpośredniego wpływu świata duchowego na to, co dzieje się w ostatnich latach w Polsce. O. Posacki jest kolejnym autorytetem z dziedziny duchowości, zwracającym uwagę na zbyt małą świadomość tego, co możemy nazwać złem….”

Oczywiście że demon krąży skoro Kościół Katolicki nie zdjął klątwy za pokonanie Krzyżaków pod Grunwaldem – czemu się tu w ogóle dziwić?

Według autora monopol na okultyzm powinien pozostać przy kk i jego sługach – jedynych pośrednikach między Bogiem a planetą Ziemia. To jest właśnie mruganie oczkiem ze strony koncesjonowanej Prawicy Czarnej do ekstremistów katolickich. Najpierw Panowie należy poprosić własny Kościół, by zechciał wreszcie zdjąć Klątwę, o której zdjęciu  jakoś „zapomina” przez ostatnich 600 lat. A wtedy… cóż, może demon samoczynnie  zniknie?

Teoretycznie powinien zniknąć, zwłaszcza z umysłu autora powyższego wytworu „intelektualnego” z portalu Niezalezna.pl, który chce nam zdaje się po dojściu do władzy „ich opcji” zaserwować Nową Kontrreformację.

Jak oni to nazywają – „polityka miłości” czy jakoś tak podobnie, a może „filozofia chrześcijańska”?

Z tymi hasłami nie macie panowie żadnych szans na objęcie władzy w Polsce, boście żadni patrioci tylko od 1000 lat chodzący posłusznie na pasku, niewolnicy Watykanu i Nowego Rzymu zwanego dzisiaj potocznie UE. Polacy w kontaktach z Bogiem pośredników i mądrali już nie potrzebują.

CB

Kraina Księżyca – Niesamowite zagadki – czyli sztuczne drzewo Wyspowiszu na Spitsbergenie (Górze Świata czy Kary?)


Ci którzy czytali wyjętą z Taji 23 historię Zarzduszta (Zaratusztry) i Dziwnyjusza (Dionizosa-Zalmoksisa) wiedzą co to Wyspowisz – ci którzy nie wiedzą niech przeczytają na czarnym pasku po prawej Taja 23 – fragment.

Moglibyście pomyśleć iż to typowy wakacyjny temacik, ale zapewniam was, że warto porozmyślać nad tym w co pakuje pieniądze na przykład Bill Gates. Czy on także ulega powoli OBŁĘDOWI?

Czy ktoś rzeczywiście przygotowuje się na Koniec świata? – To raczej błędna Koncepcja – Koniec już Nastąpił a teraz trwa realizacja owego Zakończenia – musi trochę potrwać – Lecz jednocześnie trwa Budowa Nowego Świata.

CB

Led-witan (Lewiatan)- Lodowy Żmij-Żnuj

Podziemny bank nasion – “Skarbiec Zagłady”

Marzec 15, 2008

Norwedzy zbudowali podziemny bank nasion, jest to podziemny bunkier zwany “Skarbcem Zagłady”, którego zadaniem będzie ochrona zapasów żywności, w razie wybuchu konfliktu nuklearnego, zmian klimatycznych lub klęski żywiołowej. Inwestycji kosztowała 6,2 mln euro i jest w stanie pomieścić nawet 4,5 mln nasion.

Podziemną “Arkę Noego” wybudowano we wnętrzu granitowej góry na norweskiej wyspie Spitsbergen, wchodzącej w skład archipelagu Svalbard, niedaleko bieguna północnego. Schron posiada trzy komory, każda o głębokości 20 metrów, 10 metrów szerokości i 6 metrów wysokości. W pomieszczeniach stale utrzymywana jest temperatura -18 stopni Celsjusza, którą utrzymuję automatyczny system monitoringu, czuwa on też nad bezpieczeństwem całego kompleksu. – Nie mogę sobie wyobrazić niczego, co mogłoby zagrozić naszemu skarbcowi – powiedział podczas otwarcia Cary Fowler, prezes organizacji zarządzającej spitsbergeńską skrytką.

Oficjalne otwarcie odbyło się 26 lutego 2008 roku, wśród uczestników znaleźli się m.in. przewodniczący Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso oraz dyrektor generalny ONZ do spraw Wyżywienia i Rolnictwa (FAO, które było jednym z inicjatorów przedsięwzięcia) Jacques Diouf. Zaproszona została również laureatka Pokojowej Nagrody Nobla z 2004 r. Wangari Maathai z Kenii, walcząca z dewastacją lasów afrykańskich.

Jako pierwsze w banku zostały umieszczone różne odmiany ryżu uprawianego w 104 krajach, w podziemiach mroźnej wyspy mają szanse na przetrwanie setek lat, chronione nawet przed globalnym konfliktem nuklearnym, zmianami klimatycznymi lub innymi kataklizmami, niekoniecznie będącymi dziełem człowieka. Następne w kolejce czekają ziarna grochu z Nigerii i kukurydzy z Meksyku, potem do Skarbca powędrują rośliny uprawne z całego Świata.

Eksperci są zdania, że już wkrótce zawartość skarbca może stać się cenniejsze od złota, ponieważ z roku na rok tracimy coraz więcej odmian i gatunków roślin. W ciągu ostatnich stu lat bezpowrotnie straciliśmy 80 proc. odmian kukurydzy, a farmerzy z USA pozbyli się 94 proc. odmian grochu. Zmniejsza się różnorodność upraw, oszacowano, że zginęło już 75 proc. wszystkich roślin hodowlanych. Jednorodność upraw niesie za sobą ogromne ryzyko, gdyż w przypadku pojawienia się nowego pasożyta, grzyba, bakterii lub wirusa, może w bardzo krótkim czasie je wszystkie zniszczyć. Podobny wpływ mają stałe zmiany klimatu, różnorodność upraw jest pewnego rodzaju zabezpieczeniem, które gwarantuję, że część roślin przetrwa zmiany.

Na Świecie istnieje już 1 400 banków nasion. Jednak większość z nich wybudowano w krajach o niestabilnej sytuacji politycznej i w rejonach gdzie trudno zapewnić odpowiednie warunki przechowywania. Na przykład w 2006 roku, podczas ataku tajfunu został zalany bank nasion na Filipinach, a działania wojenne w Iraku i Afganistanie przyczyniły się do dewastacji kolejnych zapasów ziaren.

Budowę Globalnego Skarbca rozpoczęto w 2006 roku, “wgryzając” się w głąb granitowej góry na głębokość około 150 metrów, dodatkowo wszystko zostało wzmocnione ogromną ilością zbrojonego betonu i wieloma stalowymi drzwiami. Na tym poziomie stale utrzymuję się niska temperatura, co jest zawdzięczane wiecznej zmarzlinie, w której znajdują się pomieszczenia banku. W takich warunkach może być przechowywane blisko 4,5 mln nasion.

Znaczna część inwestycji została sfinansowana przez prywatne instytucję, w tym fundację Billa Gatesa.

Skarbiec zagłady, już pół miliona depozytów

Marzec 14, 2010

Dwa lata temu Norwedzy otworzyli podziemny bank nasion nazywany też “Skarbcem Zagłady”, lub “Kryptą Dnia Sądu Ostatecznego”. Od tamtej pory zgromadzono już pół miliona próbek, czyniąc norweski skarbiec największym zbiorem nasion na świecie.

Można tu znaleźć jedną trzecią nasion roślin uprawnych z całego świata. W tym momencie mamy całą różnorodność świata. I najlepiej zabezpieczone próbki – mówi Cary Fowler, który kieruje tym niezwykłym skarbcem.

Podziemną “Arkę Noego” wybudowano we wnętrzu granitowej góry na norweskiej wyspie Spitsbergen, 1000 km od bieguna północnego. Schron posiada trzy komory, każda o głębokości 20 metrów, 10 metrów szerokości i 6 metrów wysokości. W pomieszczeniach stale utrzymywana jest temperatura -18 stopni Celsjusza, którą utrzymuję automatyczny system monitoringu, czuwa on też nad bezpieczeństwem całego kompleksu.

Już teraz zbiory na norweskiej wyspie są imponujące, ale nadal brakuje tam wielu cennych próbek. – Nie mamy kolekcji z Etiopii, niektórych materiałów z Indii oraz paru z Chin – mówi Fowler.

Oderwała się część lodowca

Marzec 27, 2008

Na Antarktydzie oderwała się część Lodu Szelfowego Wilkinsa. Liczący 41 kilometrów długości oraz 2,5 kilometra szerokości fragment Lodu Szelfowego Wilkinsa oderwał się 28 lutego od antarktycznego lądolodu – podał amerykański Państwowy Ośrodek Danych o Śniegu i Lodzie (NSIDC) w Boulder w stanie Kolorado.

Ledwitan – Lewiatan – Lodowy Żmij-żnuj [fot. AFP]

W 1993 roku prof. David Vaughan z BAS (Brytyjskiego Centrum Badań Antarktydy) przewidywał, że jeśli klimat wciąż będzie się ocieplał, północny fragment szelfu może oderwać się od niego w ciągu najbliższych 30 lat. Jednak jak widać stało się to dwa razy szybciej.

– Sposób, w jaki obecnie dochodzi do zmniejszania się powierzchni lodu, sugeruje, że nie mamy do czynienia z normalnym formowaniem się gór lodowych – mówi prof. David Vaughan. On i jego koledzy uważają, że przyczyną zauważalnych zmian jest globalne ocieplenie.

Teraz już tylko wąski pasek lodu utrzymuję pozostałe kilka tysięcy kilometrów lodu, nie pozwalając na rozpad szelfu. Oderwaniem się zagrożony jest obszar porównywalny wielkością do amerykańskiego stanu Connecticut czy polskiego województwa małopolskiego.

Jednak dopóki lód unosi się na wodzie, dopóty nie grozi podniesienie się poziomu wód w oceanach – Uspokaja prof. David Vaughan. Nie oznacza to jednak, że nie będzie żadnych tego konsekwencji.

Z końcem lutego na Antarktydzie kończy się lato. A to czas, w którym najczęściej dochodzi do odrywania się lodowych brył. – Na ten sezon to koniec tego niezwykłego zjawiska – komentuje amerykański geolog. – Kiedy znowu przyjdzie styczeń będziemy obserwować, czy rozpad szelfu Wilkinsa będzie postępować.

I jeszcze jeden artykulik na temat ze znanego i niezłego bloga:

CZY NATURA NAS ZNIENAWIDZIŁA – NUBIRU 2012 – NIE to nie jest prawdziwa data… PRZYPOMNIENIE WPISU.

Posted by miziaforum w dniu Wrzesień 4, 2010

 W STYCZNIU TEGO ROKU PISAŁEM NA GRYPA666 ŻE ROK 2010 JEST ROKIEM ROZPOCZYNAJĄCYM KŁOPOTY NA SKALĘ GLOBALNĄ – PIERWSZE 6 MIESIĘCY TEGO ROKU JUŻ UDOWODNIŁY SŁUSZNOŚĆ TEJ TEZY ZARÓWNO W SKALI GLOBALNEJ JAK I NASZEJ POLSKIEJ RZECZYWISTOŚCI

NIE CHODZI O DATĘ 2012 – TAK CHCĄ „UNI”- „ONI” ŻEBY LUDZKOŚĆ SKUPIŁA UWAGĘ NA TEJ DACIE W JAKIM CELU – CHYBA KAŻDY ROZUMIE – NIESTETY NIE DA SIĘ UKRYĆ PONAD 6 MILIARDÓW LUDZI- WIĘC PANOWIE OD NWO – POSTANOWILI SKORZYSTAĆ – BRUDNA ROBOTA SIĘ SAMA ODWALI – WYSTARCZY NIE ROBIĆ NIC – I LANSOWAĆ DATĘ 2012 – I TRZYMAĆ NA DYSTANS OD FAKTÓW…………NAPRAWDĘ CHODZI O DATĘ – PÓŹNA JESIEŃ 2010 ZIMA WIOSNA 2011- TAK NAPRAWDĘ NIKT NIE MOŻE MÓWIĆ O KONKRETNYM DNIU MIESIĄCU I GODZINIE – takimi danymi dysponuje zaledwie garstka której zadaniem jest 24 godzinny monitoring – aby w odpowiedniej chwili – POWIADOMIĆ „UNYCH” I „ONYCH”
Już od kilku lat ten temat powraca niczym bumerang . Nie tylko na forach polskich jak i zagranicznych ,ale także pojawia się w telewizjach różnych krajów oraz w radio .

Ludzie jak to wiadomo lubią się dzielić na takich co wierzą jak i na takich co sceptycznie patrzą na tych co wierzą .

Ale…

Prawdę mówiąc jestem pod wrażeniem ilości informacji związanych z tym tematem . Każdy może obejrzeć sobie mnóstwo filmików, które w sposób bardziej lub mniej ukazują fakty lub mity związane z Nibiru . Należę do osób sceptycznie podchodzących do tego typu informacji, więc postanowiłem zajrzeć do źródeł, co NASAma do powiedzenia na ten temat . Bo w sieci nie brakuje zdjęć zrobionych przez amatorów, a i mnie niechcący przytrafiło się widzieć to zjawisko, choć jeszcze o nim nic nie wiedziałem – gdzieś w 2003 roku. A tu zaskoczenie – wpisuję nazwę i nic. Ale nie dałem za wygraną, przecież to niemożliwe, bo skoro są zdjęcia planety x i wypowiedzi astronomów, to jakieś szaleństwo, że taka instytucja nie udostępniła tak istotnych materiałów? Szukałem więc dalej i znalazłem na stronie informacje, ale to było pół roku temu. Teraz nie ma nic ! Usunięto wszelkie informacje na ten temat . Dlaczego? Widać sprawa jest na tyle poważna, że służby specjalne tuszują to wszystko .


Planeta Nibiru ( to sumeryjska nazwa ) odwiedza nasz układ co 3600 lat – mniej więcej . Jeżeli obejrzycie „pioruny bogów ” na youtube, to zobaczycie co nasi ojcowie widzieli kiedy była po raz ostatni i utrwalili to na rysunkach w grotach, w których się chronili ! Możliwe że zginęli, możliwe że przeżyli . Nie wiem, ale dlaczego ludzie, którzy mieli w owym czasie potężne cywilizacje, chronili się w jaskiniach i dla potomnych zostawili te rysunki ? Dlaczego w Norwegii zbudowano potężne obiekty podziemne? Obiekty, w których składuje się nasiona i rośliny z całego świata ? Gdyby spotkanie z Nibiru nie było realne, nikt nie wydałby ani centa na takie przedsięwzięcia! Sprawdźcie sami! Ja sprawdziłem i mam nadzieję, że ten artykuł poruszy Was i pozwoli na odrobinę refleksji. Jeżeli macie jakieś pytania – piszcie. Postaramy się dotrzeć głęboko do źródła. Odliczanie trwa .

BUNKIER W NORWEGII JEST NIE TYLKO UPCHANY NASIONAMI – ALE W STYCZNIU DO MARCA 2010 ROKU BYŁ  SUKCESYWNIE WYPEŁNIANY – ŻARCIEM …………….. – i to właśnie wypełnianie żarciem zwróciło UWAGĘ KILKUNASTU OSÓB – bo gdyby nie to – to wszyscy powtarzali by że to osławiona MONSANTO I NIC POZA TYM – ALE KILKASET TON ZAPASU – JEDZONKA – CHYM ……. MOŻE MONSANTO SZYKUJE IMPREZKE NA 500 000 ZAPROSZONYCH ………………

Czy Nibiru i Phaeton z mitów Greckich zwany przez Zaratusztrian Kometą Anut, która zesłała potop Tis-Tria nadciąga by zrobić nam Kuku czyli Ragnarok?

From Ugarit we hear, „The star Anat has fallen from the heavens; he slew the peopleof the Syrian land and confused the two twilights and the seats of the constellations.” The Zoroastrians claimed it unleashed first terrible fire and then a flood called Tistrya. Widespread peoples described it burning and flooding. The old Sumerian tale is thus not the only lengend of comet-fall but is perhaps the oldest. Even passing through the debris trail of a comet can wreak destruction and rain hellfire. Halley’s comet has an erratic course but appeared in 451AD and 1225 BCE.

The Greek myth of Phaeton described a fiery comet that ended the Golden Age, wreaking climatic havoc in the second half of the Thirteenth Century BCE.

Trasa hipotetycznego Phaetona, Nibiru, Anat,Sechmet – pokrywa się dokładnie z linią Piramida Cheopsa(Ozyrysa-Koszerysa) – Ślęża – ARKONA (Koniec Arki) – Góra Nyse (Góra Nicy na Skonie Świata).

Sechmet (Sachmet, Sachmis) – w mitologii egipskiej bogini wojny, zemsty i chorób, a także bogini opiekuńcza Dolnego Egiptu. W dosłownym tłumaczeniu jej imię znaczy „Potężna”. Początkowo prawdopodobnie była to lokalna (z miejscowości Rehes) bogini nomu letopolitańskiego (Dolny Egipt). W Memfis była małżonką Ptaha i matką Nefertuma. Czczona też, wraz z Hathor i Mut, w Karnaku.

Sekhmet’s name comes from the Ancient Egyptian word „sekhem” which means „powerful one.” Sekhmet’s name suits her function and means, the (one who is) powerful. She also was given titles such as the (One) Before Whom Evil Trembles, the Mistress of Dread, Lady of Slaughter and She Who Mauls.

Anch, ankh („crux ansata”, „krzyż egipski”) w mitologii egipskiej hieroglif oznaczający życie. Ankh w starożytnym Egipcie był symbolem płodności, jego kształt miał symbolizować kobiece łono. Współcześnie niesłusznie nadaje mu się mistyczne, oraz magiczne znaczenie. Jest to jedna z form krzyża.

Wyglądem przypomina duże T z pętlą lub kółkiem (trzymany przez bogów) u góry. Stał się egipskim znakiem życia oraz symbolem i atrybutem wszystkich wiecznie żyjących bóstw. Obecnie wielu ludzi uważa, że w symbolice i wierzeniach starożytnego Egiptu, symbol ten miał dawać (poprzez emanowanie energii ze swego wnętrza) nieśmiertelność i wieczne zdrowie. Był też symbolem zjednania z bogami w zaświatach, dając tym samym wieczne i szczęśliwe życie.

We Wczesnym Okresie Dynastycznym ankh utożsamiano z Izydą oraz Ozyrysem. Jego wpływ widzimy również w następnych dynastiach. Anchi poszczególnych bóstw były łączone z ich atutami, i tak: anch boga Anubisa wiązany był z ochroną zmarłych, ankh Sechmet oraz Hapi z życiodajnymi wodami Nilu, a anch Amona z oddechem życia (bożym duchem). Przetrwał jako ikona posiadająca mistyczną potęgę. Uznawany za znak pierwszych chrześcijan wyznania koptyjskiego. Do dzisiejszego dnia uznawany za jeden z ich znaków.

Zarówno ci, którzy budują schrony jak i ci, którzy się tego boją – nie rozumieją istoty Przemiany, która się dokonuje. Ranga-Rok to tylko Skała Świata Ranga-Kara Góra lub Rzeka Ranga-Kara – to nie żadna kara za grzechy tylko Czara Góra – Góra Czakram, Góra KalaCzakry i Czara- Dzban Zarywanów – „cz-ARKA  Przymierza”, która stamtąd pochodzi – z Wyspy u Wrót z materii Drzewa Wyspowiszu. To Przemiana i narzędzie Przemiany Starego Świata, Łódź Osta-Ista,  a nie koniec Świata i Światła w ogóle.

Zobacz gdzie leży Ranga Rok – Rzeka Ranga lecz nie Rzeka Śmierci oraz gdzie leży Hara Bieregati- Skała Ranga- Skała Brzeżna lub Góra Brzeżna, wyrastająca obok Góry Kary-Kresu (Kryszenia-Krasy). Zobacz też linię Góra Nyse (Nicy) – Piramida Cheopsa (Ozyrysa-Koszerysa) zgodną z linią przelotu hipotetycznej Nibiru-Anut-Sekhmet [kliknij i powiększ]

Koniec Starego Świata Jest Nieuchronny a przełomowe w tym względzie wydarzenia już zaszły, punkt zwrotny minięto  w czerwcu 2012. Mass Media ukryły istotę przełomu pod bełkotem Euro 2012. Euro 2012 ma swoje znaczenie dla Polski i dla Niemców i dla Greków i dla Hiszpanów i dla Rosjan i dla Chin, które zrobiły z tego Koniec Świata właśnie i dla Indii i dla Japonii i dla USA – DLA całego Świata. Euro 2012 to nie jest gra w piłkę nożną – Europa jest teraz Pępkiem Świata lecz nie w ten sposób jak by to chciała widzieć Telewizja. Bo to całkiem inna Wizja się realizuje.

Wyspowisz-Wispiowisz – Wiśnia Płacząca

Nie zapominajcie ani na chwilę, że najlepsze wiśnie według ekspertów światowych – pochodzą z Polski (kieleckie- czyli świętokrzyskie, tam rośnie jej najlepsza odmiana i są spełnione najwłaściwsze warunki klimatyczne dla tego drzewa – To Świątynia Dziewięciu Kręgów -Łyskogóry – Małe Góry Światła Świata. To my powinniśmy czcić wiśnię – zwłaszcza Płaczącą – Wispowisz – bo to także Drzewo Wisznu – Jednego z Trimutri – z Trójcy Matecznej (razem z Siwą i Brahmą, czyli z Życiem i Bramą Światła). Czy to ma związek z Górą Kara i podaniem o Drzewie Świata? Wisznu nie bez powodu jest w wisznaizmie uznawany za Jedynego a w innych wiarach przyrody za Podtrzymującego Życie. To energia sporu podtrzymuje życie – energia sporzaca, przysaparzająca, ale też energia spory-zwory (iskrząca) – Spor – Tyn Sporu – Bogowie Dawcy Mnożności. Zatem Spor i Wisznu to jedno.

Wyznawcy Wiary Przyrodzoney Słowian wiedzą, że Trójca Mateczna przedstawiana w hinduizmie jako najwyższa, czy uznawana za najwyższą naśladowniczo – za hinduizmem, wedaizmem i wisznuizmem – także przez chrześcijaństwo, jest tylko jedną z Trójek. Taką szczytową trójcę stanowią dla nas ŚwiatłoŚwiat (Świętowit) – Czarnogłów(Czarnoboh)  i Białoboga (Belboh). Takie Trójce tworzą również Żywioły i tutaj mamy Trójcę Ziemską: Spor (Wisznu, Żywioł Zalęgu-Sporu, Bagno) – Woda (tyn Wodów, Żywioł Wody) – Ziemia (Matka Ziemia – Wielka Matka, Żywioł Ziemi.

Prunus ‚Pendula Rubra’ płacząca czyli  sakura

Sakura – Wiśnia Płacząca

(jap. 桜?) – japońska nazwa ozdobnych drzew wiśniowych i ich kwiatów.

Co roku Japończycy śledzą sakura-zensen, czyli „front kwitnienia wiśni”. Co wieczór informacje są nadawane po prognozie pogody. Kwitnienie rozpoczyna się na Okinawie w lutym i zazwyczaj dociera do Kioto i Tokio na przełomie marca i kwietnia. Przesuwając się dalej na północ, na początku maja osiąga Hokkaido. Japończycy z uwagą śledzą te prognozy. Razem z przyjaciółmi i rodzinami udają się do parków, świątyń i chramów na hanami (花見) czyli „oglądanie kwiatów” – towarzyskie spotkania o charakterze pikniku, połączone czasem ze słuchaniem tradycyjnych utworów muzycznych i tańczeniem.

W 1912 Japonia podarowała Stanom Zjednoczonym 3 tys. drzew sakura, dla upamiętnienia rozwijających się wówczas przyjaznych stosunków między tymi narodami. Od tego czasu drzewa wiśniowe rosną na brzegach Tidal Basin w Waszyngtonie, a dar został odnowiony w 1956 partią 3,8 tys. drzew. Drzewa stanowią popularną atrakcję turystyczną, szczególnie wczesną wiosną, gdy w pełni rozkwitają (są przedmiotem corocznego Narodowego Festiwalu Kwiatów Wiśni).

Sakura zawsze była w Japonii symbolem ulotnego piękna i była ściśle kojarzona z samurajami i bushi. Życie uważano za krótkotrwałe i piękne, podobne w tym do kwiatów wiśni. Ten motyw pozostaje nadal obecny, często można go zaobserwować w kulturze popularnej (szczególnie w mandze i anime). W poezji japońskiej sakura jest powszechnie wykorzystywanym kigo (motywem wskazującym na porę roku).

Podczas II wojny światowej sakura była symbolem motywującym społeczeństwo japońskie. Japońscy piloci malowali ją na swoich samolotach przez podjęciem samobójczej misji. Kwiat wiśni na bokach bombowca symbolizował piękno i ulotność natury[1]. Rząd zachęcał ludzi do wiary w to, że dusze poległych wojowników odrodzą się w kwiatach.

[Koniecznie kliknij i powiększ]

„Dlaczego Wiara Przyrody nie potrzebuje kapłanów ani doktryny – czyli mądry wpis pod artykułem o niszczeniu pomników w Timbuktu” oraz o Oświeceniu (zebrane przez Mezamira Snowida)


Dlaczego Wiara przyrody nie potrzebuje kapłanów – czyli mądry wpis pod artykułem o niszczeniu pomników w Timbuktu na Onet.pl

Mądry wpis pod artykułem na Onet.pl o działalności radykalnych islamistów w Mali spowodował, że zatrzymałem się na chwilę i przeczytałem tę całość zestawioną z dwóch części – artykułu i owego wpisu – z głęboką refleksją. Chciałoby się żeby takich komentarzy było więcej, żeby były same takie oparte na głębokiej wiedzy i przemyśleniu tematu komentarze pod artykułami, które tam się ukazują.

Niestety portale Informacyjne podporządkowane są sympatiom politycznym ich właścicieli i przez to większość komentarzy jest tam bezsensowną młocką kłócących się popleczników stron konfliktu politycznego lub politykierów od siedmiu boleści.

Tak się dziwnie „przypadkiem” złożyło, że ten tekst ukazał się w przeddzień publikacji artykułu Winicjusza Kossakowskiego, w którym właśnie poprawiałem drobne literówki, kiedy wszedłem na wiadomości w Onecie i  równie „przypadkowo” – bo prawie nigdy tego nie robię – przeczytałem początek pierwszego wpisu pod artykułem. Z wpisami i ze stronami internetowymi, z blogami jest tak, jak z dobrym filmem. Dobry film rozpoznaje się już po czołówce, a dobry blog po jednym zdaniu na górze, także po pierwszym zdaniu można rozpoznać jaka jest wartość tego co dalej będzie rozwinięte. I tym razem tak właśnie było. Pierwsze zdanie w komentarzu pod artykułem zmusiło mnie do rozwinięcia całego wpisu, który okazał się właściwie sążnistym analitycznym artykułem napisanym przez Internautę o nicku TW Cappino.

Dopiero ten tryptyk – „Czy religie dzielą naród”, „Islamiści kontynuują niszczenie zabytkowych mauzoleów w Timbuktu” i „Walka rzymskiego pogaństwa z chrześcijaństwem oraz chrześcijaństwa ze słowiańskim pogaństwem” stanowi poważną wartość i daje nową jakość w widzeniu całej problematyki współczesnego przewartościowania religijności i otwarcia współczesnych Europejczyków na Nową Wiarę.

TW Cappino popełnia pewien błąd w całym swoim rozumowaniu – skupia się mianowicie na Polsce widzianej jako Lechia czyli Połabie i Polska  – co częste i trudne do zwalczenia jako efekt postkolonialny. W ten sposób „zapominamy”, że Litwa która obejmowała w XIV wieku także Ruś – była wtedy jeszcze pogańska, a chrześcijańskość ograniczyła się aż do Rozbiorów do tego o czym pisze pan Winicjusz – szlachty, albo do „miejscowej” odmiany chłopskiej religijności, która była z kolei konglomeratem pogaństwa i powierzchownego chrześcijaństwa nałożonego na stary rytuał i obrzędowość.

Wiedząc to i biorąc pod uwagę możemy dopiero w pełni ocenić cały proces jaki zaszedł w przeszłości i jaki zachodzi na naszych oczach. Ta refleksja i ocena potwierdziła po raz kolejny zasadność przyjętego przez Wiarę Przyrodzoną Słowiańską rozwiązania dotyczącego gromad żerców  (kapłaństwa)  i rozwiązania dotyczącego doktryny, czyli Kanonu Wiary.

Kapłowie (Żercy) w Rodzimej Wierze Słowian to osoby, których rola wyczerpuje się w organizowaniu i  sprawowaniu obrzędów publicznych, których jedynym celem jest integracja społeczności Wierzących i utrwalenie wiedzy o obrzędach, czy przekazanie tradycji Wiary w obrzędach kolejnym pokoleniom Wiernych. Rola wiedunów Rodzimej Wiary Słowiańskiej wyczerpuje się w przekazywaniu wiedzy o wierze. Wiedun czy kapła-żerca to osoby publiczne, które wypełniają posłanie krzewienia wiedzy o Wierze Pzyrodzonej Słowiańskiej tym, którzy tej wiedzy potrzebują. Posłanie oznacza, że czynią to nieodpłatnie. Jedyna opłata jaka ma sens to składka na to wszystko co jest przedmiotem konkretnego, przygotowywanego obrzędu. Ustanowienie jakichkolwiek innych opłat niż dobrowolne składki na konkretne cele obrzędowe prowadzi do takiej sytuacji jaką mamy  we współczesnym buddyzmie, chrześcijaństwie i islamie.

Sensem duchowego doskonalenia się Ludzi jest uzyskanie przez nich wglądu w Rzeczywistość i Światło Świata, a więc uzyskanie możliwości bezpośredniego kontaktu w Bogami/Bogiem w Sobie i we Wszechświecie. W tym procesie samodoskonalenia jest miejsce dla Wiedzących i Wiodących oraz dla Żerców i Szamanów – zajmują się oni tym działaniem dobrowolnie, a więc nie czerpią z tego tytułu żadnych korzyści finansowych.

Tylko takie rozwiązanie jest moralne i gwarantuje, że Wiara Przyrodzona Słowiańska nie wypaczy się w dziwoląg, który przestanie służyć rozwijaniu własnej osobowości i świadomości wyznawców. Łatwo bowiem wiara może wyrodzić się w religię i stać się „pośrednikiem”  w obrzędach osobistych i rodzinnych, a w końcu też we wszystkich kontaktach z Bogiem/Bogami – to jest w karykaturę Wiary i narzędzie służące utrzymaniu władzy – rządu dusz dla kasty kapłów czy wiedunów.

Wyciągnijmy też wnioski z mądrego artykułu Winicjusza Kossakowskiego i zrozummy, że Słowiańskość = Polskość, że Rusini to też Słowianie (Polacy), i Węgrzy także są Skołotami dawnymi i Polakami (=Słowianami) a w ramach duchowej polskości powinniśmy przyjąć i zmieścić wszystkich, którzy CHCĄ się z nią identyfikować, niezależnie od tego gdzie mieszkają i jak wyglądają, czy mają oczy skośne czy skórę czarną albo czerwoną albo zieloną, czy ich matka była Żydówką czy nie.

Pamiętajmy, że są tacy, którzy chcą nas za wszelką cenę zunifikować i podzielić w celu łatwiejszej unifikacji.

Niech nas nie zmylą różne języki, którymi mówimy ani granice państwowe – naszą ojczyzną i macierzą jest Słowiańszczyzna a naszym Plemieniem jest ta grupa, do której sami wybraliśmy dobrowolnie przynależność. Świat najbliższej przyszłości to świat PLEMIENNY – świat plemion zintegrowanych wspólnotami poglądów i celów. Pamiętajmy, że nie jest przeszkodą dla uczestnictwa w Słowiańskości – żadna wyznawana przez kogoś religia, pamiętajmy też, że nie jest przeszkodą w Rodzimowierzeniu (w pogaństwie Słowiańskim) to, że człowiek jest joginem, praktykuje zen, ma poglądy naukowe na świat – ale uznające istnienie boga/bogów czyli Wyższej Siły Sprawczej, że jest czy nie jest wegetarianinem, że uważa za mądrą filozofię hinduistyczną, czy taoizm, czy filozofię buddyjską, albo jest okultystą, czy wyznaje magię lub szamanizm, albo że jest fanem piłki nożnej i boksu czy jazdy figurowej na łyżwach. Natomiast jest przeszkodą w wyznawaniu Wiary Przyrody brak szacunku dla innych ludzi i  ich poglądów i ich wiary, brak szacunku dla wszystkiego co żyje w tym dla naszej Matki – Ziemi i jej Przyrody. Tak więc wyższościowe „filozofie” czy systemy wartości jak chrześcijaństwo czy faszyzm są przeszkodą, tak samo jak fanatyzm  technologiczny lekceważący Przyrodę i Ziemię wszystko co dzięki tej Wspólnej Naszej Matce ŻYJE.

Możliwe że Ci Którzy Wiedzą i są już Oświeceni a czytają te słowa i ci którzy nie mają się za Oświeconych, ale zwykłych inteligentnych ludzi, poczują pewien dyskomfort, że piszę tutaj takie truizmy, rzeczy oczywiste i wiadome im od dawna

Martwi mnie gdy się obwinia Żydów o nasze własne nieszczęścia. Nie obwiniajmy sprytnych i inteligentnych, że są sprytniejsi i inteligentniejsi od nas, lecz bądźmy od nich jeszcze sprytniejsi, bardziej solidarni niż oni i inteligentniejsi – to znaczy wykształceni nie po uniwersytecku,  lecz wiekową mądrością życiową czerpaną z tradycji Słowian  i wszelką praktyczną czy teoretyczną wiedzą (naukową także).  Za swoje położenie nie obwiniajmy nikogo tylko SIEBIE. Możemy zrobić lepiej i więcej z pożytkiem dla naszego PLEMIENIA, a to będzie pożytkiem dla wszystkich Słowian.

Artykuł na Onet.pl 1.07 2012

Islamiści kontynuują niszczenie zabytkowych mauzoleów w Timbuktu

dzisiaj, 00:01, 01 07 2012

Pomimo ostrych protestów islamscy radykałowie kontynuowali w niedzielę akcję niszczenia mauzoleów sufickich świętych w Timbuktu na północy Mali. „Zbrodnią wojenną” nazwała działalność talibów prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego Fatou Bensouda.

Fot. AFP

fot. HABIB KOUYATE

Malijscy talibowie, używając broni palnej i kilofów, burzyli drugi dzień z rzędu zabytkowe mauzolea, ignorując apele o zaprzestanie wandalizmu – pisze agencja Reutera, powołując się na naocznych świadków zdarzeń. Miejscowy dziennikarz Yaya Tandina powiedział, że grupa około 30 uzbrojonych mężczyzn zniszczyła w niedzielę trzy grobowce świętych. Dopiero w południe, gdy część napastników udała się do meczetu, akcję przerwano.

Sprzymierzeni z Al-Kaidą tuarescy radykałowie islamscy, naśladując afgańskich talibów, zburzyli w sobotę co najmniej dwa mauzolea sufickich świętych uznane przez UNESCO za pomniki Światowego Dziedzictwa Kultury. Grozili zburzeniem wszystkich 16 grobowców.

- Jeszcze dziś zburzymy wszystkie mauzolea, wszystkie, co do jednego – zapowiadał rzecznik malijskich talibów Sanda Ould Boumama. – Bóg jest tylko jeden. Oddawanie czci grobowcom jest grzechem. Muzułmanom nie wolno tego robić, a wszyscy jesteśmy muzułmanami.

Prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze, Fatou Bensouda, określiła w rozmowie z AFP postępowanie malijskich talibów mianem „zbrodni wojennej”. Przypomniała, że według statutu rzymskiego, który reguluje działanie MTK, celowe ataki na niechronione obiekty cywilne stanowią zbrodnię wojenną.

Malijska minister kultury i turystyki, Fadima Toure Diallo, wezwała ONZ do podjęcia konkretnych kroków przeciwko „zbrodniom przeciwko światowemu dziedzictwu kultury”. – Te kryminalne czyny nie mają nic wspólnego z islamem i tolerancją, których napastnicy domagają się dla siebie – powiedziała Diallo na posiedzeniu UNESCO w Petersburgu.

Timbuktu, nazywane „miastem 333 świętych”, sławne jest z grobowców i mauzoleów świętych sufickich mężów i uczonych, którzy żyli i działali tu w XIV i XV wieku, gdy miasto przeżywało swój złoty czas. Położone na skrzyżowaniu karawanowych szlaków, stało się opływającą w bogactwa saharyjską metropolią intelektualną i kupiecką wielkich imperiów Mali i Songhaj.

W 1988 r. UNESCO uznało mauzolea, meczety i manuskrypty z Timbuktu za pomniki Światowego Dziedzictwa Kultury. W zeszłym tygodniu UNESCO umieściło miasto na liście zagrożonych zabytków, uznając, że działalność islamistów stanowi niebezpieczeństwo dla zabytków.

(Pog)

TW Cappino

„Walka rzymskiego pogaństwa z chrześcijaństwem oraz chrześcijaństwa ze słowiańskim pogaństwem”

~TW „Cappino” do ~Max: Od wieków nowe religie niszczą ślady po starych religiach. Niszczenie zabytków historycznych to podstawowa metoda utrwalania nowej władzy religijnej i politycznej. Tak było jest i będzie. Ponieważ Europa ulega obecnie islamizacji warto więc przyjrzeć się temu procesowi na przestrzeni historii. Szczególnie na naszym polskim i europejskim podwórku.

Jak uczy historia kultura europejska jest bardzo słaba. Europejczycy bardzo łatwo poddają się obcym wpływom. Przykładowo, słowiańska kultura oparta na harmonii z naturą została po prostu zmieciona z powierzchni ziemi przez dobrze zorganizowany kościół katolicki.
Teraz trudno stwierdzić co jest tak naprawdę kulturą Europejską. Obecnie w Europie propaguje się chodzącą na bardzo krótkich nogach laicyzacje. Ponieważ jednak ludzie są tak skonstruowani, że jakąś religie muszą mieć, to zapewne niedługo nastąpi zmiana siedziby (z Rzymu do Mekki) i Europa po raz kolejny zostanie podbita kulturalnie przez bliski wschód. Tym razem będzie to Islam.

Ja nikogo nie oceniam i nie pisze czy to dobrze, czy niedobrze. Podaje tylko pewne trendy, które są widoczne jak sie popatrzy na dłuższe okresy historyczne.

Islamizacja przebiega bardzo podobnie jak Chrystianizacja 1000 lat temu dlatego podaje w skrócie jak doszło do Chrystianizacji Europy.

Chrystianizacja przebiegała następująco:

Pierwsi chrześcijanie skupiali sie początkowo w małych grupach (tak jak teraz muzułmanie w Europie Zachodniej). Podobno byli prześladowani. Jednak jak widać bardzo nieskutecznie ponieważ w dość krótkim czasie przejęli władze na Rzymem (po bitwie przy moście Mulwijskim w roku 312).

Następnie kraje przeszły na chrześcijaństwo w latach:
Frankowie 496
Irlandia V w.
Szkocja VI w.
Brytania VI w.
Niemcy VII w.
Państwo wielkomorawskie 822
Bułgaria 866
Czechy 925
Dania 965
Polska 966

Mniej więcej po podobnej ścieżce kroczy teraz Islam. Tyle ze idzie mu dużo szybciej.
Jest to ciekawe o tyle, ze Ci co zwykle uchodzą za ostoje kultury Europejskiej (Włochy, Francja, Niemcy) padli pierwsi. Teraz też padną pierwsi. Tak przynajmniej mówią statystyki demograficzne. Zostaną podbici przez Islam dokładnie tak samo jak Rzym przez Chrześcijaństwo. Po cichu i bez rozgłosu.

##############
Początki chrześcijaństwa w są bardzo podobne to początków Islamu w Europie. Podaje opis przegranej waliki kultury rzymskiej z chrześcijaństwem. Z opisu tego widać jak nieskuteczne są filozofia i nauka w starciu z dobrze zorganizowaną religią.

Imperium rzymskie próbując ratować swoją kulturę zaczęło aktywnie walczyć z chrześcijaństwem.

W 250 został wydany pierwszy edykt godzący w ogół chrześcijański. Jego wydawca, cesarz Decjusz (249-251), nakazał w nim wszystkim mieszkańcom Imperium złożenie ofiar rzymskim bogom, na czym opierać miało się wydawanie specjalnego zaświadczenia zwanego libellus. Cesarz liczył na wzmocnienie przezeń jedności swojego państwa; było ono wtedy ciągle atakowane i wstrząsane wojnami domowymi. Dla wykonania edyktu powołano specjalne komisje, wydające owe zaświadczenia, którego brak prowadził do uwięzienia i procesu. Wprowadzanie zasad edyktu zależało głównie od gorliwości lokalnych władz; najbardziej zaciekle wdrażano edykt w Afryce i Azji. Prześladowania podzieliły chrześcijan na męczenników, którzy ponieśli śmierć, wyznawców, którzy odmówili złożenia ofiary ale przeżyli oraz upadłych (lapsi), którzy zostali złamani i – często w wyniku tortur i groźby śmierci – oddali cześć pogańskim bóstwom. Później w kręgach chrześcijan nastąpiła dyskusja, która doprowadziła do przyjęcia zasady ponownego przyjmowania odstępców (wbrew nowacjanom, którzy domagali się nieprzyjmowania „upadłych”). Prześladowania te zakończyła śmierć Decjusza pod Abrittus (obecnie Razgrad w Bułgarii) w 251.

Cesarz Walerian (253-260) kontynuował politykę prześladowań za pomocą edyktów. Dążył do powrotu dawnych zwyczajów i religii rzymskich. Za największe zagrożenie w tych działaniach uznał chrześcijaństwo, toteż wystawił dwa edykty godzące bezpośrednio w tę grupę. Pierwszy, ogłoszony w 257, zabraniał chrześcijanom zgromadzeń na cmentarzach, nakazywał też zamknięcie kościołów. Kolejny edykt z 258 nakazywał natychmiastowe karanie śmiercią każdego kto nie złożył ofiary rzymskim bogom; chrześcijanom z wyższych warstw konfiskowano majątek. Edykty Waleriana zakazały kultu chrześcijańskiego (do tej pory karano tylko za odmowę kultu pogańskiego). Szczególnie krwawe prześladowania trwały w Afryce i Egipcie; zginęli wtedy święci Cyprian i biskup rzymski Sykstus.
Po śmierci Waleriana edykty zostały cofnięte przez jego syna Galienusa, który uważał, że konflikty religijne powinny walczyć ze sobą na polu idei a nie w rękoczynach. Kościół został uznany jako instytucja a cesarz namawiał biskupów do dochodzenia swych praw po nie dawnych prześladowaniach; chrześcijanie zaczęli znów uczestniczyć w życiu państwowym i urzędniczym. Nastąpił okres 40-letniego rozejmu w walce pogańskiego państwa z chrześcijaństwem.

Druga połowa III wieku była okresem burzliwej ekspansji chrześcijaństwa, zwłaszcza na Wschodzie. Chrześcijańskie stały się nie tylko miasta, ale także wsie. Najważniejszym ośrodkiem stał się Egipt, gdzie powstał ruch eremicki, Syria i Azja Mniejsza. Chrześcijaństwo przekroczyło granice cesarstwa. Terenem misji stała się Persja, w której król Szapur I zezwalał na powstanie Kościoła i spełnianie kultu. Misjonarze dotarli także do Indii. Pierwszym krajem chrześcijańskim stała się w 301 Armenia, gdy misjonarz Grzegorz Oświeciciel zyskał poparcie króla Tiridatesa III. Chrześcijaństwo rozwijało się także w Italii (zwłaszcza w Rzymie) i Afryce.

Ostatni akt prześladowań nastąpił za cesarza Dioklecjana (284-305), który próbując uratować upadające imperium rzymskie poprzez kult władzy cesarskiej połączył motywy polityczne z filozoficznymi. Wykorzystał mianowicie niechęć do chrześcijan neoplatońskiej szkoły filozoficznej sprzymierzonej z pogańskimi kapłanami. Edyktem z 299 nakazano wszystkim żołnierzom i urzędnikom złożyć bóstwom ofiarę pod groźbą usunięcia z stanowisk. Odmowa złożenia ofiary pociągać miała za sobą utratę przywilejów stanowych albo obrócenie w niewolnictwo; wszystkich chrześcijan uznano za niezdolnych do spełnienia aktów prawnych. Edykt z 303 nakazał zniszczenie świątyń chrześcijańskich, konfiskatę i spalenie ksiąg świętych; surowo zabraniał też gromadzenia się chrześcijan. Początkowo nie przewidywano karania śmiercią, ale od 304, kiedy nakazano wszystkim chrześcijanom złożenie ofiar pogańskich wielu chrześcijan wystąpiło aktywnie przeciw władzy ponosząc męczeńską śmierć. Prześladowania przerwał częściowo edykt tolerancyjny cesarza Galeriusza z 311, a w pełni tak zwany edykt mediolański z 313, wydany przez współcesarzy Konstantyna i Licyniusza. Konstantyn postanowił pójść dalej i uczynić chrześcijaństwo składnikiem ideologii państwowej: na sztandary wojska i monety wprowadził monogramy Chrystusa, biskupom przyznał uprawnienia urzędników państwowych, budował kościoły chrześcijańskie, a w 321 ogłosił niedziele urzędowym dniem odpoczynku. Mariaż państwa z religią chrześcijańską przypieczętowała decyzja wyłączenia nieprawowiernych chrześcijan z edyktu tolerancyjnego. Odtąd protektorem wiary chrześcijańskiej był cesarz i władza państwowa.
##############

Jednym z ostatnich, którzy sie opierali i trwali przy pierwotnej kulturze Europejskiej byli Słowianie Połabscy (tereny byłego NRD).

Germanie żyjący w strukturach wodzowskich (rządy sprawowane przez wodza wybieranego na jedną wyprawę, czy też wodza na dłuższy okres czasu) szybciej podporządkowali się Chrześcijaństwu. Słowianie żyjący w demokracji (władza wieców) znacznie dłużej się opierali.
Islam ze swoja kultura oparta na rozkazach jest stworzony po prostu dla Germanów (co zresztą dzieje sie obecnie na naszych oczach). Dobrze jest sie tez zastanowić co sie może zdarzyć potem. Prawdopodobnie będzie bardzo podobnie jak 1000 lat temu.

Obecnie Europa podbijana jest przez Islam. Schemat działania jest bardzo podobny. Najpierw padną Francja i Niemcy (w sumie to im już niewiele brakuje). Norwegia i Wielka Brytania pewnie będą następne. Jak już to się stanie to reszta Europy zostanie uznana za pogańską i siłą zostanie zmuszona do zmiany zwyczajów. Taki przynajmniej było 1000 lat temu. Teraz pewnie pójdzie dużo szybciej bo mamy trochę więcej technologii.

Poniżej zamieszczam opis jak to się odbywało w przypadku chrześcijaństwa 1000 lat temu. Dla uproszczenia podje tylko historie Słowian Połabskich (Oborzyczanie, Wieleci, Serbołużyczanie i parę innych plemion na terenach byłego NRD). Można by jeszcze długo pisać jeszcze o Prusach, Inflantach itp.

******************
* Opis jest długi i można go pominąć
******************

Słowianie świątyń nie budowali. Kapłani żyli z pracy własnych rąk lub z zapłaty za świadczone usługi, jak leczenie. Były za to kamienne kręgi, święte gaje, dęby itd. jako miejsce wyznaczone do wspólnego odprawiania czynności religijnych (Święty Krzyż, Ślęża). Świątynie takie jak Radogoszcz, Arkona to odpowiedź na oddziaływanie chrześcijaństwa, wtedy właśnie wybijają się poszczególni Bożkowie lokalni, powstaje grupa zawodowych kapłanów na wzór chrześcijaństwa, nawet wzorem biskupów niemieckich posiadających własnych wojów (Arkona ok. 300 zbrojnych), aby dać odpór Chrześcijaństwu.

W 864 r. z Konstantynopola przybyli na Morawy dwaj bracia Konstantyn (przyjął imię zakonne Cyryl) i Metody, którzy z powodzeniem nawracali Słowian. Oni to stworzyli pierwsze pismo słowiańskie – głagolicę, dzięki czemu udało im się przełożyć Pismo Święte na język słowiański. Po śmierci misjonarzy papież potępił ich przekład Biblii, przez co zaprzepaszczone zostały ich dokonania. Uczniowie braci w 886 r. zostali wygnani z Państwa Wielkomorawskiego przez następcę Rościsława, księcia lub króla (nie wiadomo czy doszło do koronacji) Świętopełka.

Pierwszy etap narzucania Obodrzycom chrześcijaństwa miał miejsce w roku 931, kiedy to król niemiecki, Henryk I, pokonał nieznanego z imienia księcia obodrzyckiego zmuszając go do hołdu oraz przyjęcia chrztu. Fakt ten pozostał bez następstw, gdyż książę ten nie przejął się nową wiarą. Nieco większe znaczenie miała działalność pierwszego biskupa merseburskiego Bosona (968-970). Tym jednak razem lud nie przejął się nową wiarą.

Niemniej jednak już od X w. Niemcy poczęli tworzyć na Połabiu pierwsze biskupstwa (dla Obodrzyców – starogardzkie, 968). Jedno z takich biskupstw misyjnych, w Szlezwiku, zostało przez Obodrzyców (albo przez Polaków, jak uważają niektórzy historycy) zniszczone ok. 995 r. W tymże Starogardzie kilka lat wcześniej Obodrzyce urządzili pogrom chrześcijan. Miało to miejsce w czasie powstania obodrzyckiego pod wodzą Mściwoja i Mścidraga, które wybuchło, jak podaje Helmold, kiedy margrabia Teodoryk nazwał Mściwoja „psem”. W roku 1018 ma miejsce kolejna reakcja pogańska, przy okazji najazdu Wieletów.

Księciem, który wprowadzał chrześcijaństwo był Gotszalk (1010-1066). Ten wychowanek klasztoru sam aktywnie włączył się w akcję ewangelizacyjną. Tym niemniej jednak głosicielem nowej wiary był kler niemiecki, który, nastawiony głównie na korzyści materialne i uważany za ciemięzcę, nie budził zaufania u Słowian. Po kilkunastu latach Gotszalk zostaje zamordowany z inspiracji Związku Wieleckiego, po czym wybucha wielka „reakcja” pogańska, która kończy się unicestwieniem organizacji kościelnej na ziemiach obodrzyckich i ukamienowaniem chrześcijan w Raciborzu.

Zimą 1067 na 1068 – biskup Burchard z Halberstadt prowadzi wyprawę wojenną przeciw Wieletom, zdobywa i pustoszy kraj Redarów i powraca do Saksonii na świętym rumaku Swarożyca (Swarożyc – słowiański bóg ognia ofiarnego i domowego). Świątynia Swarożyca (Zuarasici) znajdowała się w Radogoszczy (prawdopodobnie na terenach obecnego Berlina).
W wyniku akcji zbrojnej biskupa rozpada się Związek Wieletów. Wykorzystując osłabienie swego konkurenta Henryk Gotszalkowic w 1093 r. przejmuje dla Obodrzyców ziemie wieleckie.

Nim jednak doszło do krucjaty władzę w państwie obodrzyckim przejął wybitny książę Niklot (1131-1160), który po śmierci synów Henryka Gotszalkowica objął tron w drodze elekcji przez wiec. Jego panowanie zostało w pierwszym okresie naznaczone pokojową pracą nad zespoleniem i wzrostem znaczenia politycznego i ekonomicznego państwa.

W roku 1108 biskupi niemieccy ogłosili manifest nawołujący do ekspansji na ziemie Słowian połabskich. W XII wieku (wyprawa z 1147) miała miejsce tzw. krucjata połabska – zbrojna wyprawa wojenna zorganizowana z upoważnienia papieża Eugeniusza III.

1125 – zburzenie grodu Radogoszcz (główny ośrodek polityczny Redarów oraz centrum kultu Radogosta-Swarożyca) przez wojska króla niemieckiego Lotara III. Dokładne położenie miejscowości nie jest znane; najbardziej wiarygodne jest utożsamienie Radogoszczy z grodem i osadą słowiańską odkrytymi w wyniku badań archeologicznych w miejscowości Groß Raden w Meklemburgii, gdzie odkryto pozostałości świątyni słowiańskiej. Istnieje teza jakoby gród znajdował się na terenach obecnego Berlina.

Głównym rzecznikiem tej krucjaty stał się św. Bernard z Clairvaux, który nakłonił do udziału w niej m.in. króla niemieckiego Konrada III. Papieskie wezwanie do krucjaty pociągało wówczas za sobą zobowiązania moralne, w szczególności dla chrześcijańskich władców. Bardziej pragmatycznym władcom saskim nie w smak była jednak zbrojna wyprawa w nieznane, zamyślili więc „służbę zastępczą”. Henryk Lew, Albrecht Niedźwiedź oraz Konrad z Zähringen przekonywali, że nie ma sensu gnać na daleki Wschód, kiedy pod bokiem mnóstwo pogan, wcześniej więc „tych przeto przede wszystkim albo wytępić, albo nawrócić wypada”. Św. Bernard podzielił logikę tego wywodu i zezwolił Sasom na odbycie wyprawy krzyżowej na żyjących spokojnie i w ogóle niezagrażających Niemcom Obodrzyców. Oficjalnie decyzja św. Bernarda została zatwierdzona przez papieża, który w specjalnym piśmie z 14.4.1147 r. opatrzył wszystkich wojowników w te same odpusty i nagrody duchowe, które przysługiwały krzyżowcom udającym się w tym czasie do Palestyny. Aby wzmocnić ducha bojowego wprowadził papież do tego aktu dodatkowe zastrzeżenie: pod groźbą ekskomuniki żaden krzyżowiec nie może przyjąć jakichkolwiek pieniędzy od pogan, gdyż mogłoby to „ostudzić zapał religijny, a niewiernych w ich błędach umocnić”.

Operacja wagryjska przyspieszyła krucjatę, która rozpoczęła się w lipcu 1147 r. Na Obodrzyców uderzyły dwie armie niemieckie (Albrechta Niedźwiedzia, 60 tys. żołnierzy, Henryka Lwa, ok. 40 tys.) i flota duńska (pod wodzą Kanuta i Swena). Wraz z Albrechtem Niedźwiedziem na Słowian ruszyło grono arcybiskupów, biskupów i opatów (biskup hoboliński i legat papieski, Fryderyk Anzelm, arcybiskup magdeburski, Fryderyk, biskup halbersztacki, Rudolf, biskup monastyrski, Werner, biskup miśnieński, Reinhard, biskup brandendurski, Wigger, biskup ołomuniecki, Henryk, opat z Korbei, Wibald). Nieco mniej hierarchów przyłączyło się do armii Henryka Lwa (m.in. arcybiskup bremeński, Adalbert, biskup werdeński, Ditmar, prałat Hartwig, późniejszy arcybiskup bremeński). Siły lądowe wspomagała potężna flota duńska, która miała atakować z morza i blokować porty. O nasileniu fanatyzmu krucjatowego świadczy okoliczność, że na wezwanie do wyprawy na pogan w Danii zawieszono trwającą niemal od roku wojnę domową, po to, aby obaj pretendenci do tronu, wraz ze wszystkimi mężczyznami zdolnymi do noszenia broni, mogli uderzyć w niewiernych. Do wyprawy dołączyły się także, niestety, wojska polskie, księcia Mieszka, w sile 20 tys. krzyżowców. Krucjata była więc niewątpliwie potężna, kronikarz podkreśla: „aż ziemia drżała na ich widok”.

Losy kampanii skoncentrowały się na oblężeniu dwóch twierdz — obodrzyckiego Dumina i lucickiego Dymina. Słowianie uznając przewagę bojową agresorów unikali starcia w otwartym polu, skupiając się na odcinaniu wszelkich środków posiłkowych i aprowizacyjnych. Kiedy armia duńska została wysadzona na ląd i dołączyła do oblężenia Dubina, została niebawem i błyskawicznie zaatakowana przez Niklota, który zorientował się, że armie saska i duńska rozdzielone są grząskim terenem. Wodzowie sascy mogli jedynie obserwować klęskę swych niefortunnych sprzymierzeńców. Pogrom Duńczyków znacznie osłabił morale Sasów, zaczęto w ogóle się zastanawiać nad sensem dalszej walki przeciw Słowianom, zaczęły też nasilać się dezercje. Efektywność dalszego oblężenia znacznie spadła i była rozwlekana przez kolejne rozejmy. Dopełnieniem porażki Duńczyków stała się klęska floty duńskiej pod wodzą biskupa Boeskilde, Ascerusa, która została niespodziewanie zaatakowana przez sprzymierzeńców Obodrzyców, Ranów, zamieszkujących wyspę Rugię i pobliskie ziemie.

Jedna z armii krzyżowców zapędziła się aż pod Szczecin, którego próba zdobycia zakończyła się sromotną porażką krzyżowców.

Nie lepiej się działo w południowej armii oblegającej Dymin. Wojsko trapiły głód, choroby, dezercja, niskie morale. Trwająca trzy miesiące wojna znużyła krzyżowców, którzy w dużej części dowodzeni przez biskupów, mających więcej żaru religijnego niż umiejętności wojskowych, stracili wiarę w pomyślne zakończenie wypadu. Znużeni wojną Sasi podjęli się w końcu układów pokojowych z niewiernymi. Zawarto układ pokojowy na zasadzie zachowania stanu sprzed ataku, przy czym Obodrzyce mieli przyjąć chrześcijaństwo. Tym samym rozpoczęta z wielkim rozmachem wyprawa krzyżowa zakończyła się niesławnym odwrotem i „pozornym chrztem”. Niemniej jednak drugi okres panowania Niklota był już naznaczony dramatycznymi staraniami o zachowanie niepodległości.

W konsekwencji pokoju dubińskiego erygowano ponownie na ziemiach obodrzyckich organizację kościelną (Starogard i Meklemburg, 1149). Ludność obodrzycka nadal jednak była niechętna nowej religii. Połabianie uważali bowiem Chrystusa za boga niemieckiego, a wiarę chrześcijańską za szczepowy kult Niemców. Nie pomogło ani niszczenie pogańskich świątków przez biskupa Gerolda, ani akcja misyjna Brunona. Stąd też organizacja kościelna służyć w zasadzie mogła jedynie niemieckim kolonistom.

Ostatecznego podboju państwa Niklota dokonano w czasie sasko-duńskiej kampanii wojennej, która ruszyła w 1160 r. W jej trakcie, śmiercią bohaterską poległ Niklot. W roku 1161 ziemie obodrzyckie stały się lennem najeźdźcy, który nadał je synom poległego księcia.

Sojusznicy Obodrzyców, Ranowie, ostatni bastion zachodniosłowiański, zostali podbici przez króla duńskiego Waldemara I i biskupa Roskilde, Absalona, w roku 1168. Świadomość narodowa (plemienna) koncentrowała się u nich wokół kultu Światowita, który cementował opór przeciwko narzucaniu chrześcijaństwa i zaborom germańskim. Nawet chrześcijański król Danii, Swen (1146-1157), przysyłał dary dla Światowita. Kiedy więc w czasie najazdu króla i biskupa zdobyto i zniszczono świątynię Światowita zadano tym samym śmiertelny cios Słowianom zachodnim, podobnie jak dokładnie wiek wcześniej biskup halbersztacki doprowadził do rozpadu Związku Lucickiego podbijając i niszcząc centralny ośrodek kultowy Swarożyca. W rok później Ranowie zostali przymusowo ochrzczeni a ich ziemie bullą papieża Aleksandra III zostały włączone do diecezji Roskilde.

Pamięć o Niklocie przetrwała przez wieki, a jego osoba stała się symbolem prawości, poświęcenia i nieugiętości zasad. Potomkowie Niklota zapoczątkowali linię panującą w Maklemburgii do 1918 r. Jej przedstawiciele później świadomie nawiązywali do słowiańskich tradycji. Zniemczeni potomkowie wystawili mu pomnik.

Święty Wojciech (956-997) patron Polski może być uważany za symbol upadku kultury Słowian. Celem jego misji w było wykorzenianie pierwotnej kultury europejskiej u Wieletów oraz Prusów. Przykładem jego działalności było wycięcie świętego dębu w Gdańsku i przeprowadzenie masowego chrztu (997 rok). Wszystko działo sie w asyście oddziałów wojskowych.
W roku 1003 Wieleci sprzymierzyli sie z królem niemieckim Henrykiem II przeciwko Polsce. Zaakceptowanie przez cesarstwo wytworzonej sytuacji na północnym Połabiu spowodowało, że pogaństwo (czyli pierwotna kultura Europejska) funkcjonowało na tych obszarach jeszcze przez następne 150 lat.

Na obszarach podległych biskupstwu w Brandenburgu w 1128 prowadził działalność chrystianizacyjną Otton z Bambergu (1060-1139). W swojej pierwszej wyprawie misyjnej w asyście wojsk Bolesława III Krzywoustego oraz Wacława I organizował masowe chrzty. W Szczecinie zniszczył świątynie Trygława, a posrebrzanie głowy posągu zostały wysłane do Rzymu (i ślad po nich oczywiście zaginął). Przerażeni mieszkańcy Wolina, Lubania i Gardzieca (obecnie Gartz) dali się ochrzcić.
W swojej drugiej wyprawie misyjnej (1128 rok) Otton z Bambergu wspierany przez wojsko Warcisława I chrystianizował Dyminie (dziś Demmin), Wołogoszcz (obecnie Wolgast), i Choćków (obecnie Gützkow). Działalność Ottona z Bambergu znacznie przyspieszyła późniejszą germanizacje tych terenów.

Ruiny największej świątyni słowiańskiej (Świątynia Światowida) znajdują sie na przylądku Arkona na wyspie Rugia (tereny byłego NRD). Została zdobyta i zniszczona w 1168 przez króla duńskiego Waldemara I. Ruiny świątyń słowiańskich datowane na VII-VIII wiek można znaleźć również w Feldbergu pod Neustrelitz (tereny byłego NRD). Były to budowle głównie drewniane i bardzo łatwo można było je zniszczyć.

Na podbitych terenach Niemcy rozpoczęli we wczesnym średniowieczu tzw. Ostsiedlung proces osiedleńczy na wschód od rzeki Łaby i Soławy oraz wzmożoną germanizację ludności słowiańskiej w wyniku czego do dnia dzisiejszego na tych terenach dawniej zamieszkanych przez Słowian połabskich obecnie zachowała się jedynie 60 tys. populacja Serbów łużyckich.
O postępach procesu germanizacji wśród Łużyczan świadczy statystyka: pod koniec XIX wieku około 150 000 osób mówiło językami łużyckimi. W 1920 praktycznie wszyscy Łużyczanie w takim samym stopniu władali językiem niemieckim, jak łużyckim. Ostatni Łużyczanin bardzo słabo znający język niemiecki zmarł w 1954 w dolnołużyckiej wsi Myšyn/Müschen. Obecnie (2004 r.) liczbę osób posługujących się językami łużyckimi szacuje się na nieco ponad 50 000.

Jeśli Polacy by nie przyjęli by chrześcijaństwa to skończyli by jak Słowianie Połabscy, czy Prusowie (zostali by uznani za pogan i zabici). Dlatego w trosce o własne życie Polacy przyjęli chrześcijaństwo w 966 roku.

Po przyjęciu chrześcijaństwa wszelkie ślady po dawnej kulturze i tradycji w Polsce zostały skrupulatnie zniszczone. Teraz historia Polski zaczyna się w 966 roku, a wcześniej jest czarna dziura wymazana z pamięci. Ostatnim zrywem w obronie dawnych tradycji na ziemiach Polskich było krwawo stłumione powstanie w 1037 (tzw. reakcja pogańska). Pewne elementy starej kultury słowiańskiej dotrwały do 16 wieku.

*********************
*********************

Ciekawe kiedy z podobnych powodów przyjmiemy Islam ze wszystkimi tego konsekwencjami?
Ciekawe czy ślady po kulturze chrześcijańskiej też zostaną zniszczone i wymazane z historii?
Tak przecież działają specjaliści szkoleni na bliskim wschodzie i są naprawdę dobrzy w swoim fachu.

Poniżej podaje kopie obrazu Wojciecha Gersona pt. „Opłakane apostolstwo” przedstawiający moment podbicia Słowian Połabskich pod pretekstem chrystianizacji. Ciekawe kiedy powstanie podobny obraz przedstawiający „islamizacje”?

Obraz Wojciecha Gersona – Opłakane apostolstwo

Ja mam nadzieję, że zwycięży Wiara Przyrodzona Słowiańska, bo to jedyna uniwersalna, oparta na podstawach naukowych WIARA – a nie religia.


Pomyślałem, że do tego wszystkiego  dołożę tekst na temat Oświecenia, który próbuje ten stan w sposób skompilowany z wielu kierunków naświetlić. To ważne żeby umieć rozpoznać u siebie ten stan lub potwierdzić, że ktoś z kim mówisz nie jest uzurpatorem, albo osobą, która uległa złudzeniu, że jest Oświecona. Pamiętajmy też, że być Oświeconym to co innego niż być Nauczycielem – Wiedunem, czasami to nie idzie w parze z różnych powodów, na przykład nie każdy potrafi jasno przekazać swoją wiedzę. Pamiętajmy o tych, którzy wiodą nas swoimi wspaniałymi obrazami, kompozycjami fotograficznymi, muzyką i wierszem , a czasami zaskakująco prostą i zwyczajną – zdawałoby się – piosenką. Dla mnie niedoścignionym mistrzem piosenki i wiersza Wiary PRZYRODZONEY POZOSTANIE Marek  Grechuta, jest jednak wiele doskonałej i genialnej muzyki – oczywiście ze szczytowym a jakże starym baletem Igora Strawińskiego z librettem Mikołaja Roericha:

Święto Wiosny – temu jednemu utworowi należałoby poświęcić cały artykuł – nie mówiąc już o koniecznym artykule, który powinien zostać poświęcony Rosyjskim Strażnikom Wiary Słowian z Petersburga, Moskwy i wielu innych ośrodków, które dzięki nim dzisiaj odrodziły się i rozkwitają.

CB

Święto wiosny (pełna nazwa: Święto wiosny – obrazy z życia dawnej Rusi w 2 częściach) – balet Igora Strawińskiego. Często używany tytuł w języku franc. – Le Sacre du printemps. Tytuł w języku ros. – Весна священная (Święta wiosna).

  • libretto: Igor Strawinski, Mikołaj Roerich;
  • muzyka: Igor Strawinski;
  • prapremiera: Paryż 29 maja 1913, Théâtre des Champs Élysées, balet wystawiony przez Balety Rosyjskie Sergiusza Diagilewa; choreografia: Wacław Niżyński; scenografia: Mikołaj Roerich; Maria Piltz w roli Wybranej; dyrygent: Pierre Monteux;
  • premiera polska: Warszawa 31 marca 1962, Państwowa Opera.

Utwór tak odbiegający od tradycji, że uważany za początek muzyki nowoczesnej w XX wieku.

Osoby:

  • Dziewczyna wybrana na ofiarę
  • Stary Mędrzec
  • dziewczęta, kobiety, młodzieńcy, mężczyźni, duchy przodków.

 

Mezamir Snowid

 Oś Wieszczenia lub Oś Wiedzy Cennej – Oświecenie

Dziś ograniczę się głównie do cytatów :)

 

 

Oświecenie (albo samourzeczywistnienie, bodhi skr. बोधि, poch. od rdzenia budh „wiedzieć”

w stronie biernej „być przebudzonym”) – stan umysłu (lub raczej cały szereg stanów)

jaki według większości religii i filozofii Wschodu

(buddyzm, zen, joga, wedanta, dżinizm, w pewnym sensie taoizm)

czasami – lub na trwałe – przytrafia się albo po długotrwałej praktyce medytacyjnej

albo z nagła, bez żadnego przygotowania (spór gradualizmu z subityzmem).

Poszczególne religie, a nawet konkretne szkoły i nauczyciele różnią się

poglądami na szczegółowe rodzaje i właściwości oświecenia.

Może się to wiązać z dużą subiektywnością samego doznania.

Panuje jednak względna zgoda co do najważniejszych jego cech.

Osobiste doświadczenia

Nie da się zrozumieć cudzego psychicznego doświadczenia badając je i klasyfikując jego efekty

tak jak nie da się odczuć smaku jakiegoś owocu podając jego skład chemiczny i działanie na organizm.

Nieco bliższe (choć wciąż niewystarczające) są opisy oświecenia, dokonane przez ludzi

którzy twierdzą, że go doświadczyli.

W związku z tym poniżej zamieszczonych zostało kilka tego rodzaju wypowiedzi z książek wymienionych w bibliografii.

„Gdy wczoraj szłam ulicą, nagle narodził się cały wszechświat.

Mój racjonalny umysł został wystrychnięty na skamlącego, diabelskiego głupka

takiego jak Jagon na końcu Otella. Jakże to może być, że ja jestem wszechświatem (…)

Byłam wstrząśnięta. Wszyscy ludzie i wszystkie rzeczy, które były dla mnie taką zagadką

nagle stały się moimi dawno zagubionymi dziećmi.

Łzy radości i zdumienia napływają na każdy dźwięk i widok – dzwonienie filiżank

gdy łyżeczka lekko dotyka jej ścianki podczas mieszania cukru, moje dłonie

gdy składają papiery, które mają być razem spięte, czerwony pomidor.” (Pani Margaret; z: [5])

„Pustka, która nie jest pusta, z której płyną dźwięki, barwy, uczucia i myśli. (…)

Ja i pustka zlaliśmy się w jedno – Pustka może też nazwać się pełnią. (…)

U celu, w domu, niczego nie brak. Śmiech, ale nie śmiech z czegoś, po prostu śmiech.

– Szczęście, ale nie bycie szczęśliwym z czegoś. Bezgraniczna miłość, ale nie „ja kocham ciebie”.

Paradoksalnie nie ma ani miłości, ani nienawiści, ani życia, ani śmierci

ani ty, ani ja, żadnych granic, przestrzeni, czasu. – Lekkość, oczywistość i wolność” (z: [3])

„Słyszy się, nie szukając, bierze się, nie pytając, kto daje; myśl wystrzela jak błyskawica

z koniecznością, w formie bez wahania – nie miałem nigdy wyboru.

Zachwyt, którego napięcie wyzwalało się niekiedy w strumieniu łez(…)

głębia szczęścia, w którym to, co najboleśniejsze i najposępniejsze

nie działa jako przeciwieństwo, lecz jako coś uwarunkowanego, wywołanego

jako konieczna barwa wśród takiego nadmiaru światła” (z: Friedrich Nietzsche „Ecce Homo”, cytowane za: [3])

„Ding, dong! Zegar bije. Jest tylko to! Jest tylko to! Nie ma tu żadnego myślenia.

Doprawdy, świat się przemienił. Ale w jaki sposób?

Starożytni mówili, że oświecony umysł podobny jest do pływającej ryby.

Właśnie tak jest – nie ma żadnego zastoju. Nie napotykam żadnej przeszkody.

Wszystko płynie gładko i swobodnie. Wszystko toczy się naturalnie.

Ta bezgraniczna wolność jest poza wszelkimi słowami. Jaki cudowny świat!” (Pan K.Y; z: [4])

„Po oświeceniu nic mnie już nie trwoży. Teraz jestem już zjednoczony ze wszystkim, co czynię.

Rzeczy przyjemne przyjmuję jako w pełni przyjemne, a przykre jako całkowicie przykre

po czym o doznaniach tych natychmiast zapominam.” (Pan K.T.; z: [4])

„Szłam głębiej i głębiej… Mój uchwyt został wyszarpnięty i zawirowałam…

Do środka ziemi! Do środka kosmosu! Do Środka. Byłam tam.

Wraz z dźwiękiem małego dzwonka inkin nagle poznałam. (…)

Kilka tygodni później:

Czuję się czysta. Czuję się wolna. Czuję się gotowa przeżywać każdy dzień z ochotą, z wyboru!

Cieszę się z każdej chwili, bo jest przygodą.

Czuję, jakbym się dopiero co obudziła z niespokojnego, chaotycznego snu.

Wszystko wygląda inaczej! Świat nie ciąży mi już na plecach. Jest pod moim paskiem.

Fiknęłam koziołka i połknęłam go. Nie jestem już niespokojna. Nareszcie mam to czego chcę.” (Pani L.T.S.; z: [4])

„Najmniejsza zmiana pogody, delikatny deszczyk czy też łagodny powiew dotyka mnie jako cud

– cóż mogę powiedzieć? – cud o wspaniałości, pięknie i dobroci nieporównywalnych do niczego.

Nie ma nic do zrobienia: samo istnienie jest najdonioślejszym, całkowitym działaniem.” (Pani D.K.; z: [4])

Poglądy poszczególnych szkół na oświecenie

http://pl.wikipedia.org/wiki/O%C5%9Bwiecenie_(religie_Wschodu)

Szczegółowa klasyfikacja etapów oświecenia nie ma większego sensu

gdyż chociaż postępy na tej drodze osiąga się skokowo, to jednak te skoki bywają różne u różnych ludzi

trudno więc mówić o jakichś kolejnych poziomach.

Mimo to w obrębie każdej ze wschodnich tradycji podejmowane były wielokrotnie próby dokonania jakiegoś podziału.

Trzeba jednak pamiętać, że na ogół ich autorami (podobnie jak tego artykułu) byli ludzie

którzy osobiście pełnego oświecenia nie doświadczyli.

Ci ostatni bowiem uważają racjonalne analizowanie oświecenia za równie niepraktyczne

jak racjonalne analizowanie dowcipów – to tylko psuje kawał

a poczucia humoru i tak w ten sposób nikt sobie nie wyrobi, co najwyżej zepsuje.

Rzeczywiście, nadmierne przywiązanie do racjonalnego myślenia przeszkadza zarówno w poczuciu humoru

jak i w osiągnięciu oświecenia.

Na drodze do oświecenia zdarzają się też ślepe zaułki, takie jak na przykład tzw. ‚jaskinia szatana’

nazwana tak w zen. (zen i szatan-tylko na wiki-przyp Mezamir)

Jest to ekstatyczny stan przyjemnego uniesienia, który często mylony jest z oświeceniem

i przez który bardzo trudno jest przebić się do dalszej praktyki

– któż chciałby rezygnować z takiego szczęścia.

Bywa też odwrotnie – zdarzają się ludzie, którzy osiągnęli oświecenie przypadkiem, jednak nie wiedzieli, że tak się ono nazywa.

 

Według rōshiego zen Dennisa Genpo Merzela, oświecenie to całościowa zmiana świadomości

polegająca na przejściu od dualnego widzenia świata (czyli poprzez pryzmat oddzielenia)

do świadomości pozbawionej złudzenia dualizmu (podziału na „ja” i „nie-ja”).

Podział szkół zen na ścieżkę natychmiastowego oświecenia i ścieżkę stopniowego oświecenia jest – według niego -

podziałem pozornym, bo w rzeczywistości obie te drogi są nierozdzielne.

Zawsze praktykować trzeba stopniowo, a przebudzenia doświadcza się nagle.

W buddyzmie tybetańskim kładzie się nacisk na metody wadżrajany do bezpośredniego doświadczenia natury rzeczywistości

na temat której tylko „wnioskuje się” (według tzw. prawomocnego poznawania, sanskryt. pramana

za pomocą teorii buddyjskich, takich jak madhjamaka.

Istnieje osiem wielkich systemów praktyk buddyzmu tybetańskiego

http://pl.wikipedia.org/wiki/Buddyzm_tybeta%C5%84ski#Osiem_wielkich_system.C3.B3w_praktyk_buddyzmu_tybeta.C5.84skiego

posiadające owe doświadczalne metody.

Systemy owe zawierają różnorodne praktyki Tantr Jogi Najwyższej

http://pl.wikipedia.org/wiki/Tantry_Jogi_Najwy%C5%BCszej

„Tantra zakazana zawieraja formuły, które tantrysta może wykorzystać do uwiedzenia, manipulowania umysłami innych ludzi, stwarzania wrogości między niektórymi osobami, czy innych celów. Uczenie tych metod pozwala przede wszystkim na zabezpieczenie się przed dzialalnością złych ludzi. Podczas nauki zostanie przekazana wiedza o skutkach i odpowiedzialności stosowania tych praktyk.

Praktyki zakazanej tantry mogą pomóc dostrzec siły umysłu i materii i dojrzeć przebłysk boskiej istoty

która świeci zarówno w środku, jak i na zewnątrz. Mogą również pomóc ujarzmić, poskromić

albo uwieść negatywne siły drzemiące w nas samych i tym samym pomóc nam w uwolnieniu się od rozmaitych przeszkód

– chorób, opieszałości, zwątpienia, lęku, niemożności osiągnięcia celu, tendencji do odsuwania się

kiedy cel został już osiągnięty i mnóstwa drugorzędnych przeszkód, takich jak:

żal, złe nastroje oraz niezrównoważeni umysłowe i fizyczne.

Mistrzowie tantryczni dzielą się tym praktykami ze swoimi odpowiednio przygotowanymi uczniami,

tak więc, potrafią oni szybko pokonać te przeszkody i przygotować się na ćwiczenia jeszcze na wyższym poziomie.”

http://www.neurolingwistyka.com/zakazana-tantra-magowie-tao/

http://landsofwisdom.com/?p=3034

oraz Dzogczen.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Dzogczen

Tantry Jogi Najwyższej to praktyki, które umożliwiają praktykującemu pod koniec życia

przebywanie w stanie umysłu zwanym „Przejrzyste Światło„.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Przejrzyste_%C5%9Awiat%C5%82o

Wpływa on przez to na swój naturalny proces umierania w ten sposób

że po śmierci manifestuje w stanie przejściowym Bardo

http://pl.wikipedia.org/wiki/Bardo_(stan)

tantryczne „Iluzoryczne Ciało

a po stanie przejściowym Bardo wybiera kolejne odrodzenie jako „Ciało Emanacji

(Tulku, transliteracja Wyliego. sprul sku)

dla pożytku czujących istot w kolejnym życiu, kiedy będzie ich mistrzem duchowym.

Odpowiada to osiągnięciu Trzech Ciał Buddy według Mahajany, odpowiednio Dharmakaji, Sambhogakaji i Nirmanakaji.

Zgodnie z procesem reinkarnacji według Dwunastu Ogniw Współzależnego Powstawania

http://pl.wikipedia.org/wiki/Dwana%C5%9Bcie_ogniw_wsp%C3%B3%C5%82zale%C5%BCnego_powstawania

każda czująca istota zanim narodzi się w świecie cierpień Samsary

musi najpierw ulec niewiedzy w czasie śmierci poprzedniego życia oraz w czasie stanu pośredniego Bardo przed narodzinami.

Według Dzogczen ta niewiedza to Marigpa – brak wyzwolenia

która uniemożliwia rozpoznanie pierwotnej czystości (Wyl. Ka-dak) w czasie śmierci

lub nie rozpoznanie spontanicznego urzeczywistnienia (Wyl. Lhun-Grub) zjawisk w czasie stanu Bardo Dharmaty

(Wyl. Chos-nyid Bar-do); chodzi o pierwszy, świetlisty stan bardo pomiędzy śmiercią a następnym odrodzeniem.

Dopiero po owych nierozpoznaniach manifestuje się stopniowo Umysł (Wyl. Sems)

który zaczyna doświadczać zjawisk jako dualistycznie oddzielonych od niego

i w wyniku tego następuje przekształcenie się zjawisk w samsaryczne formy pięciu żywiołów

(przestrzeni, wiatru, ogienia, wody, ziemi) w czasie drugiego stanu przejściowego bardo (Wyl. Sidpai bardo)

aż do odrodzenia po stanie bardo w świecie, a po odrodzeniu życie w świecie cierpień

dualności i konceptualności, kiedy aktywny jest Umysł.

W praktyce dzogczen: „punktem wyjścia jest inicjacja w stan rigpy

http://pl.wikipedia.org/wiki/Rigpa

zwana rigpé tsal wang, poglądem jest bycie obecnym w tym stanie, gdzie trzy kaje są nierozdzielne

medytacją jest rozpoznanie pierwotnej czystości (Wyl. Ka-dak) poprzez „przedarcie się” (Wyl. Khregs chod) poza Umysł (Wyl. Sems) poprzez praktykę tregczo oraz rozpoznanie spontanicznego urzeczywistnienia (Wyl. Lhun-Grub) zjawisk poprzez praktyke thogal

właściwym (etycznym) prowadzeniem się jest bycie poza nadzieją i strachem, utrzymywaniem i porzucaniem, rezultatem jest stan Samantabhadry, pierwotnego buddy”

Dźinizm

powstały prawie równocześnie z buddyzmem, zaleca ascezę jako drogę do mokszy (oświecenia).

Moksza http://pl.wikipedia.org/wiki/Moksza_(hinduizm)

jest w Dźinizmie równoważna z Nirwaną.

Droga do tego celu wiedzie poprzez „trzy klejnoty”, czyli:

należyte spojrzenie

należyte poznanie

należyte postępowanie (co oznacza powstrzymywanie się od zadawania cierpienia, kłamstwa, kradzieży, cudzołóstwa, posiadania nadmiaru rzeczy)

Taoizm

http://pl.wikipedia.org/wiki/Taoizm

mówi o harmonii z Dao

http://pl.wikipedia.org/wiki/Dao

która przejawia się w Wu Wei (działaniu bez wysiłku).

http://pl.wikipedia.org/wiki/Wu_wei

Taoizm nie wspomina wprost o oświeceniu, jednak opisy mędrca taoistycznego przypominają opisy Arhata z Theravady

http://pl.wikipedia.org/wiki/Theravada

a Wu Wei przypomina jedność z wszechświatem znaną z buddyjskiego oświecenia.

Z Taoizmem i Konfucjanizmem

http://pl.wikipedia.org/wiki/Konfucjanizm

związany jest system medytacyjny zwany Taijiquan.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Taijiquan

W hinduizmie istnieje pojęcie mokszy (skt. मोक्ष ) będące odpowiednikiem oświecenia.

Możliwe jest do osiągnięcia różnymi sposobami

m.in.: poprzez medytację lub Bhakti (akt całkowitego oddania się Bogu).

http://pl.wikipedia.org/wiki/Bhakti

Wedanta mówi, że każdy człowiek posiada duszę (Atmana)

http://pl.wikipedia.org/wiki/Atman

która jest częścią Boga (Brahmana).

http://pl.wikipedia.org/wiki/Brahman

Oświecenie polega na stopniowym dostrzeganiu przez Atmana tego związku

co pociąga za sobą określone skutki w zależności od wyznawanej filozofii.

W przypadku impersonalizmu czy woidyzmu będzie to rozpłynięcie się w Brahmanie

natomiast w przypadku personalizmu podjęcie służby dla Boga.

Joga patrząc z punktu najważniejszych dzieł źródłowych, jak Jogasutry

http://pl.wikipedia.org/wiki/Jogasutry

pokazuje spójny, kilkuetapowy proces osiągania oświecenia (Samadhi).

http://pl.wikipedia.org/wiki/Samadhi

Zwykle wyróżnia się cztery coraz wyższe stadia oświeconego istnienia

odznaczające się wzrostem mądrości

cudownych mocy Siddhi

http://pl.wikipedia.org/wiki/Siddhi

oraz innymi oznakami.

Omawia się siedem głównych typowych sposobów docierania do oświecenia, jakby siedem nurtów, sposobów czy promieni oświecania. Końcowym etapem, niejako celem najwyższym jest Kaiwalja (kaivalya)

http://pl.wikipedia.org/wiki/Kaiwalja

wyzwolenie polegające na pozbyciu się Karmana

http://pl.wikipedia.org/wiki/Karma

uwarunkowań, a w konsekwencji wyzwolenie od konieczności wcielania w materialnym świecie.

Kaiwalja jest wyzwoleniem od Kołowrotu Wcieleń

http://pl.wikipedia.org/wiki/Sansara

ustaniem łańcucha przyczyn i skutków

zmuszającego jaźń, duszę do powrotu w świat materialny.

Z praktycznego punktu widzenia istotne są jednak początkowe etapy, od których zaczyna się droga oświeconego życia, sposób prowadzenia ucznia przez mistrza musi zmieniać się, po osiągnięciu przez niego kolejnych stadiów rozwoju. Cztery etapy oświecenia ujmowane są w następujące grupy:

I. Sabidźa oraz Nirbidźa Samadhi (Rtambhara Pradźńa) – zalążkowe i bezzalążkowe zatopienie w najwyższym Świetle Oświecenia, w Mądrości praw i zasad duchowych (Rta).

II. Kleśatanukarana-Samadhi (Saptadha-Pradźńa) – Oświecenie usuwające przyczyny cierpienia, dające siedmiopoziomowe, szczegółowe pojmowanie prawdy, prawdziwej wiedzy, mądrości.

III. Pradźńa-Alokah Samadhi (Viveka-Pradźńa) – Światło poznania prawdy, mądrość rozróżniająca Sat od Asat, odróżniająca to co pochodzi z Rzeczywistości i Prawdy od tego co pochodzi z iluzji i fałszu.

IV. Dharma-Megha-Samadhi (Kaiwaljam) – Oświecenie Chmurą Dharmy, Obłok. Boskich Cech; Wyzwolenie

Częste nieporozumienia

Mówi się, że oświecenie uwalnia DO bólu, a nie OD bólu.

Pozwala bowiem widzieć świat taki, jakim on jest, wraz z całym cierpieniem w nim zawartym

i mimo to prowadzić w takim świecie wrażliwe, pełne i radosne życie. Uwolnienie od bólu byłoby zafałszowaniem obrazu świata.

Cierpienie jest wciąż obecne, ale tylko w odniesieniu do teraźniejszości

błyskawicznie więc zanika wraz ze zmianą chwilowych okoliczności.

Oświecenie nie jest też stanem wszechwiedzy, nie powoduje zaniku aktywności (wręcz przeciwnie)

zaniku myśli, ani uczuć.

Jeśli jednak rozumieć wszechwiedzę jako znajomość ostatecznej natury zjawisk (a nie całości zdarzeń, które są przez zjawiska kształtowane), można ten stan uznać za rodzaj takiej wszechwiedzy.

Oświecenia nie da się uzyskać metodami farmakologicznymi i używając narkotyków.

Środki takie mogą dać zbliżone odczucia emocjonalne, ale nie dają wglądu, nie oczyszczają obrazu świata.

„Nieprzywiązywanie się”, charakterystyczne dla oświecenia stoi w jawnym kontraście do uzależnienia od niektórych narkotyków.

Częste nieporozumienia dotyczą odpowiedzi na pytania stawiane rozmaitym guru, lamom i mistrzom zen typu „Czy jesteś oświecony?”.

Jeśli ktoś taki odpowie wprost „tak, jestem oświecony”, to zapewne wcale nie jest.

Odpowiedź taka jest bowiem sprzeczna wewnętrznie, a co najmniej nieścisła – człowiek w pełni oświecony nie czyni bowiem rozróżnień ja-inni, nie powie więc raczej „ja jestem oświecony”.

Nie powie też oczywiście „ja nie jestem oświecony”.

Oświecony nie odpowie nic.

Często popełnianym błędem jest myślenie, że oświecenie samo z siebie uwalnia oświeconego od jego osobowych wad i przypadłości

takich jak uzależnienia czy zachowania niezgodne z etyką.

Liczne przykłady historyczne pokazują, że oświecony, mimo stanu oświecenia, może być jednocześnie alkoholikiem

Nauka a oświecenie

Psychologowie od czasów Junga często interesowali się fenomenem oświecenia.

Powstała nawet gałąź psychologii, psychologia transpersonalna, zajmująca się pokrewnymi tematami.

Niektórzy psychologowie uważają oświecenie za stan absolutnego zdrowia psychicznego.

Inni, przeciwnie, dopatrują się w niektórych aspektach oświecenia (np. poczucie łączności z wszechświatem)

odpowiedników w niektórych stanach psychotycznych (np. depersonalizacja, derealizacja, dysocjacja)

przyrównując samo oświecenie do znanego w psychiatrii olśnienia schizofrenicznego.

Jeszcze inni psychologowie nie wierzą w istnienie czegoś takiego jak oświecenie, lub uznają badanie go za niemożliwe.

Depersonalizacja – zaburzenie psychiczne towarzyszące często derealizacji objawiające się odczuwaniem zmian we własnym sposobie myślenia czy poczuciu zmian własnej tożsamości.

Wyróżnia się depersonalizację w przebiegu schizofrenii (psychotyczną) objawiającą się odczuwaniem utraty kontroli nad własną psychiką, zmianą swojej osobowości i integralności.

Derealizacja – zaburzenie psychiczne określające różnego rodzaju odczuwanie zmian otaczającego świata.

Osoba dotknięta derealizacją ma poczucie jakby otaczający ją świat był w jakiś sposób zmieniony, nierealny, oddalony.

Główną przyczyną pojawienia się tego zaburzenia jest lęk, jednak może do niej również doprowadzić zmęczenie.

Zaburzenia dysocjacyjne, dysocjacja (łac. dissociatio, rozdzielenie) – jeden z ostrzejszych mechanizmów obronnych

znany w psychologii. Pojęcie dotyczy zaburzeń określanych niegdyś jako histeryczne.

Jest to generowanie przez nieświadomość rozmaitych (pozornych lub rzeczywistych) dolegliwości fizycznych w celu uzasadnienia niepodejmowania działań przez jednostkę lub odwrócenia jej uwagi od niechcianych myśli i uczuć. Polega na pojawieniu się objawów uszkodzenia fizycznego lub utraty kontroli, czasowej drastycznej modyfikacji cech osobowości albo poczucia tożsamości, w celu uniknięcia przykrych uczuć i myśli.

Schizofreniczny szaman, dezintegracja osobowości

„O podobieństwach szamańskiej inicjacji i przebiegu rozpadu osobowości u osób, u których zdiagnozowano schizofrenię, napisano już niejeden artykuł. Ostatnio trafiłem też na tekst autorstwa Jacka Sieradzana „Psychologia, wychowanie a obłęd”.

Tu chciałbym skupić się tylko na kwestii, której przyglądam się od jakiegoś czasu

a mianowicie na samym zjawisku dezintegracji i ponownej integracji osobowości.

Jacek Sieradzan pisze:

„Cywilizacja współczesna uważa ich za obłąkanych i izoluje w szpitalach dla umysłowo chorych.

W dawnych, tzw. prymitywnych kulturach, kierowano ich do szamana, pod kierunkiem którego mogli kształtować i doskonalić swoje odmienne widzenie świata. Potem sami stawali się szamanami, pełnoprawnymi członkami społeczności, którzy nie tylko nie oczekują od innych pomocy, ale sami tą pomocą służą”

Podobieństwa i różnice

Między procesem inicjacji szamańskiej a objawami tzw. schizofrenii zachodzi szereg podobieństw. Oto niektóre z nich:

1. Głosy i wizje;

2. Stan psychotyczny (z tą różnicą, że schizofrenik nie panuje nad psychozą, w odróżnieniu od szamana, który wchodzi w odmienne stany świadomie i celowo);

3. Zmiana osobowości;

4. Odmienne stany osobowości;

5. Ból i ekstaza.

http://www.taraka.pl/schizofreniczny_szaman

Szeroko prowadzone badania nad skutkami medytacji nie dają jednak jakichkolwiek podstaw do uznania jej za szkodliwą dla zdrowia osób zdrowych psychicznie

Wręcz przeciwnie, potwierdzono iż jest ona skuteczną metodą terapeutyczną i nie stwarza zagrożeń dla normalnych ludzi oraz neurotyków, choć odradza się jej praktykowanie osobom z poważnymi zaburzeniami psychicznymi

Na poziomie psychologicznym brak zniekształceń w widzeniu świata postulowany

w stanach oświecenia wydaje się być związany z rezygnacją z większości psychologicznych mechanizmów obronnych

takich jak racjonalizacja, zachowania histeryczne, zachowania obsesyjno-kompulsyjne.

Zachowania te bowiem chronią naszą pozytywną wizję samych siebie (czyli to co buddyści nazywają ego)

kosztem zafałszowania obrazu rzeczywistości.

Uniknięcie ich pozwala być może na lepsze zrozumienie siebie i świata, i w konsekwencji zaniknięcie potrzeby ich stosowania.

Wydaje się również, że błogi spokój obserwowany u osób praktykujących medytację jest na poziomie neurologicznym związany ze zwiększoną produkcją hormonu serotoniny.

Osoby ćwiczące długo zazen wykazują się zmianami w aktywności mózgu.

Występuje wzmożona aktywność w lewym płacie czołowym mózgu.

Ciągła uważność jest fenomenem związanym z obserwowanym zanikiem habituacji.

Przeważająca większość prac naukowych dotyczących medytacji i oświecenia dotyczy tzw. medytacji transcendentalnej.

Badania te były jednak w olbrzymiej większości finansowane przez organizację czerpiącą zyski z kursów medytacji transcendentalnej

i jako takie nie są zbyt wiarygodne.

Punkt widzenia memetyki

Memetyk Richard Brodie w książce „Wirus umysłu” przedstawił jeszcze inny pogląd – Zen i inne drogi do oświecenia

mają być szczególnymi rodzajami memów, metamemami które pozwalają oczyścić umysł z wirusów umysłu

którymi został zainfekowany. Tym samym stan oświecenia byłby stanem

w którym na umyśle nie pasożytują żadne memetyczne wirusy.

Poczucie własnego „ja” ma również być memem, którego uczymy się około drugiego roku życia

i którego poprzez medytację można się pozbyć.

Pomysł Brodiego, dość kontrowersyjny, poruszony został także przez Susan Blackmore w „Maszynie memowej”

stanowi jednak jedynie ciekawy punkt widzenia, ale nie jest rozwijany w obrębie memetyki.

Paradoksalnie sam mem „zen” może być także traktowany jako wirus umysłu,

a jednostki mogą ponosić znaczne koszty jeżeli chodzi o potrzebę „oczyszczania umysłu”.

Drzewo Bodhi

(albo z syng. Bo) – figowiec pagodowy (łac. ficus religiosa L.; sans. ashvattha)

pod którym Budda Siakjamuni osiągnął oświecenie

i który od tamtej pory na pamiątkę jest nazywany drzewem oświecenia.

Drzewo Bodhi jeszcze jako zwykły figowiec rósł nieopodal rzeki Niranjana.

W tej też okolicy Sidhattha Gotama (przyszły budda) prowadził surowe praktyki ascetyczne wraz z pięcioma innymi ascetami, nieopodal miejscowości Bodhgaya. Ów mędrzec zrozumiał, że praktyki ascezy nie prowadzą do jakiegokolwiek celu a jedynie osłabiają ciało.

Porzucił je więc a wtedy pięciu ascetów odwróciło się od niego.

Kiedy odzyskiwał siły nieopodal wioski Senani (dziś Sujata) bramińska dziewczyna Sujata

ofiarowała mu ryż na mleku.

Spożywszy posiłek napotkał ścinacza traw – bramina Sotthijię i wziął od niego pęk trawy kuśa na matę.

Tak przygotowany usiadł pod drzewem figowym, twarzą zwróconą na zachód.

Postanowił nie wstawać dopóki nie osiągnie oświecenia.

Kiedy siedział pogrążony w głębokiej medytacji, Vassavadi Mara, Pan Iluzji

będący symbolem ułudy i słabosci umysłu, próbował odwieść Gotamę od podjętej decyzji.

Próbował atakować go swymi armiami demonów i kusić wdziękami córek, lecz na próżno. Śakjamuni osiągnął Oświecenie.

Wtedy Mara zapytał, któż jest świadkiem tego, kto potwierdzi prawdziwość zdarzenia?

Wtedy Budda dotknął ziemi, wzywając ją na świadka niezliczonych cnotliwych wcieleń

które przywiodły go na miejsce Oświecenia pod drzewo Bodhi.

Przez następne siedem dni po Oświeceniu, Budda kontynuował medytację pod drzewem Bodhi

nie wstając z miejsca.

Przez następny tydzień medytował pod kilkoma okolicznymi drzewami

(drzewo banyan, drzewo mucalinda i drzewo ket) by w trzecim tygodniu zasiąść ponownie pod drzewem Bodhi.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Drzewo_Bodhi

Kundalini

– (dewanagari कुण्डलिनी) (r.ż.) – energia, moc duchowa, opisywana jednocześnie pod postacią węża, bogini i „siły”.

Kundalini łączy w sobie atrybuty wszystkich bogiń i bogów

jest ideową i praktyczną podstawą indyjskiej tantry (tantryzmu) oraz hathajogi.

Ideał kundalini łączy ze sobą jogę, tantryzm oraz wszelkie indyjskie kulty bogini – Śakti, Dewi.

Kundalini uznawana jest za moc i potęgę twórczą, kreatywną, stąd odpowiedzialna jest za wszelkie zdolności

i talenty twórcze, artystyczne, architektoniczne oraz wynalazcze.

Osoby zdolne do wielkich, bohaterskich czy twórczych, odkrywczych czynów uważane są za posiadające wielką moc kundalini.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Kundalini

Kundalini uważana jest za wewnętrzną personifikację mocy kosmicznej Bogini, żeńskiego pierwiastka Boga, absolutu.

Uważa się, że podstawową metodą rozwoju kundalini jest nabożne uwielbienie, cześć,

adoracja Bogini w jakiejkolwiek postaci, stąd hinduizm zawiera bardzo wiele ludowych form Bogini o lokalnym znaczeniu.

Tantryzm, zarówno śiwaizm, jak i śaktyzm, używa określenia kundalini-śakti, podkreślającego związek mocy duchowej z żeńskim pierwiastkiem boskości, Boga czy absolutu. Nauka o ćakrach ściśle związana jest z ideą kundalini-śakti.

Podstawowe wyobrażenia kundalini to moc uśpiona u podstawy kręgosłupa, jasna jak tysiąc słońc

podobna do ognistego, wężowego zwoju, gdy spoczywa, lub do słupa ognia, gdy się wznosi.

Kundalini jako żeńska boska moc wewnętrzna budzi się do życia u podstawy kręgosłupa, w ośrodku korzeniowym zwanym muladharą. Poruszając się w kanale (nadi) suszumny stopniowo przebija kolejne ćakry i wznosi aż ponad szczyt głowy do ośrodka sahasrara

gdzie znajduje swe ujście (opisywane także jako połączenie dwóch boskich aspektów, bogini Śakti i boga Śiwy)

w efekcie prowadząc do zjednoczenia z kosmosem, wyzwolenia.

Ten proces budzenia kundalini i siedmiostopniowego wznoszenia opisywany jest jako siedmiostopniowa ścieżka mistycznego rozwoju duchowego.

Agni jadący na baranie. Akwarela z XVIII wieku.

INRI  Igne(Agni) Natura Renovabitur Integra „Natura ognia została odnowiona”

Agni jest bogiem najbliższym śmiertelnikom, ich przywódcą, dobroczyńcą, opiekunem – płoszy złe moce

odpędza nieszczęścia i choroby.

Przede wszystkim jednak Agni był ogniem ofiarnym – to on przyjmuje ofiarę w imieniu bogów wedyjskich

zaprasza i sprowadza ich na ucztę ofiarną. Jako niezbędny uczestnik ofiary jest też najmądrzejszym

najdoskonalszym kapłanem – hotarem. Ten ofiarny aspekt Agniego niezwykle wyraźnie rysuje się zarówno w Wedach.

„1. Jasz czy Jassa? (tekst Grzegorza Niedzielskiego)

O Jessie, według przekazu Długosza – słowiańskim Jowiszu, pisałem już w książce Królowie z gwiazd .

Postać ta jest jednak na tyle tajemnicza i zawiera tak wiele możliwości interpretacji, że poruszony przeze mnie temat w żaden sposób nie został wyczerpany i z całą pewnością można, a nawet należy go rozwijać.

Lechicki bóg niebios, odrzucony przez Aleksandra Brücknera jako wymysł Długosza, powoli powraca do łask, w dużej mierze dzięki błyskotliwym uwagom Leszka Kolankiewicza zauważającego, że jego imię pojawiło się wcześniej w co najmniej czterech źródłach. Porównanie z Jowiszem, czyli klasyczna interpretatio romana wymaga jednak sprostowania i doprecyzowania”.

Wspomniane w tym miejscu źródła to:

http://www.bogowiepolscy.net/jassa-jessa.html#Jasz_czy_Jassa

„3. Jaster

Na powyższym nie koniec, istniała bowiem staropolska oraz staromorawska forma terminu „jasny” w formie „jastny”. Co ciekawe, od jast- pochodzi również nazwa jaskółki, dawniej jastkółki.

Przypomnę, że ptak ten, gdy uwił gniazdo przy posągu rugijskiego boga Rujewita, najprawdopodobniej boga gromu i niebios, nie został przepędzony, ale pozwolono mu zostać. Jaskółka jest ptakiem wiosny, przynoszącym ciepłą porę roku.

Jerzy Treder podaje jednak jeszcze ciekawszą informację z obszaru Kaszub, a dokładnie Swarzewa:

„To je grzéch zabic jaskùlkā. Chto bë zabił jaskùlëcā, tegò trzasnie piorën” .

Widać tutaj bezpośrednie związki ptaka z gromem i w domyśle – władającym nim bogiem.

Od jast- pochodzić może również jastrząb, w najdawniejszych zapisach jastram, z którego etymologią językoznawcy mają problem, wywodząc od jastry – „bystry”, co może być jednak derywatem od „jasnego”, podobnie jak jazgot, czyli w pierwotnym rozumieniu, wysoki ton głosu, potocznie – hałas, a wiosenne święta piorunowego boga, później św.

Jerzego łączą się z hałasem dla „przepędzania węży” .

Jastrząb / sokół obok orła jest podstawowym ptakiem poświęconym bogom uranicznym.

Odpowiada konstelacji Orła, jako zoomorficznej formy przyjętej przez Zeusa.

Nie to jednak jest najistotniejsze przy nawiązaniu do formy rdzenia jast-, ale pojawiająca się w kaszubskich legendach i przysłowiach postać Jastera / Jastrzeboga.

Miejscem jego kultu miała być m.in. Jastarnia, o której miejscowe legendy twierdzą, że w pogańskich czasach była miejscem obrzędów ku czci Jastara / Jastrzeboga / Jastery, któremu składali ofiary rybacy .

Jastrzebogiem zwano również uroczysko pomiędzy miejscowościami Linia i Miłoszewo.

Źródłosłów Jastrzeboga / Jastara nie jest jednoznaczny.

Część badaczy (no. Olesch i Thesaurus) wywodzi jego imię, kojarzone z Wielkanocą, kaszubską jastra i jastrë (Jastrowô Niedzela – Wielkanoc, Jastrowi Pòniedzôłk – drugie święto wielkanocne, Jastrowô witrzniô – rezurekcja, Jastrowô jôdo – święcone, Jastrowé jôjkò, Jastrowé piesnie), z działalnością chrześcijańskich misji anglosaskich na obszarze dolnoniemieckim, co miało miejsce w VIII-IX w.

Wyraz miał potem dotrzeć na Pomorze poprzez zachodnich, słowiańskich sąsiadów.

Bynajmniej nie jest to jednak oczywiste, jak bowiem słusznie zauważa Schuster-Šewc, termin można wywieść od: jastrit – „bystro, jasno patrzeć”, jaster– „bystre, jasne spojrzenie”, jastor– „jasne, przezroczyste powietrze”, jastrivý– „bystry, przenikliwy – o wzroku, spojrzeniu”, jastřit– „bystro patrzeć” .

Zgadza się to z postulowanym wcześniej znaczeniem imienia Jessy jako „jasnego”, dając ponadto odwołanie do jasnej pory roku – wiosny i dawnego, wiosennego święta, później chrześcijańskiej Wielkanocy.

Anglosasi czcili na początku wiosny boginię światła Eostrę / Ostarę, skąd germańska nazwa wiosennego miesiąca, kwietnia – Ostarmenoth (Ostermonat).

Na takie źródło kaszubskiego Jastera powołują się też naukowcy opowiadający się za germańskim źródłem jego imienia. Jednak Jaster jest bogiem, nie boginią.

Jeśli kwiecień jest miesiącem Jastera, to warto zwrócić uwagę, że biskup bamberski Otton natknął się na święto boga Jarowita (który „okrywał ziemię zielenią”) około 10 maja .

Uwzględniając przesunięcie daty ze względu na używany wówczas kalendarz juliański, otrzymamy tym sposobem obecny 27 kwietnia.

Znamienne że, w pobliskim terminie, 23 kwietnia obchodzono później dzień św. Jerzego, a 27 kwietnia obrzędy Jaryły, dosiadającego białego konia .

Co więcej, jest to okres roku bliski ruchomym obchodom Zielonych Świątek, z okazji których Koźmińczyk gromił wzywanie pogańskich bogów Polaków, m.in. Jassy. W zielonoświątkowych, kaszubskich obyczajach ludowych zachował się wybór (uroczyście oprowadzanego po wsiach, wespół z przystrojonym kwiatami wołem) konnego „króla pasterzy” a w Wielkanoc na terenie Pomorza dla zapewnienia urodzaju chodzono z siwkiem, białej maści koniem .

Co szczególne, określeń Jasnoch, Jastroch, jasnox, jastrox używano na Kaszubach właśnie w stosunku do zwierząt maści jasnosiwej, w pierwszej kolejności byków. Zwierzę to w wierzeniach wymienia się z koniem. „Siwym koniem” wymiennie z „siwym wołem” zwano w ludowych zagadkach księżyc.

Do imienia Jastera porównać można również słowiański rdzeń *ustro-, skąd jutro – „ranek”, uścić się– „błyszczeć”. Christian Knauthe podaje bóstwo czczone na Dolnych – Jutry Bóg i Górnych Łużycach – Jutrny Boh, co znaczy „Bóg poranny, Aurora”, od jutrny / jutry – „poranny”.

Od Jutroboga wzięło nazwę miasto Jüterbog (Jutrzybok) na zachód od dzisiejszych Dolnych Łużyc, co jest nazwą rzeczywiście słowiańską .

Relacja Knauthego zwykle jest pomijana, gdyż pisał w XVIII wieku, ale w kontekście tego, co przedstawiłem wyżej, nie wydaje się zmyślona.

Brückner pisze, że głoska „t” wsunęła się w pierwotny rdzeń *us-ro (zdaniem Bańkowskiego jut-r-) dopiero później, więc pierwotnie imię brzmiałoby: Jury Bog / Jurzny Boh. Rdzeń *us- daje z nagłosem postać *jus-. Wiosna wywodzi się od rdzenia was- (ind. wasanta – „wiosna”, wasara – „dzień”, litewskie wasara – „dzień”, łac. ver– wiosna), oznaczającego jasną porę roku, przy którym, uwzględniając słowiańskie przechodzenie głoski „w” w „j”, należałoby wskazać i na pień jas-.

Kaszubski Jaster, wiązany z wiosennymi obchodami Wielkanocy nie musi więc w żaden sposób pochodzić od Eostry / Ostary, bo można go wywieść z rdzennego, słowiańskiego źródłosłowu, związanego z jasnością i jasną porą roku, którego odpowiedniki istnieją w innych językach indoeuropejskich. Być może Eostra / Ostara wpłynęła na końcową postać imienia Jastera, w takim przypadku pierwotnie Jutryboga lub Jurznyboga, ale i to nie jest pewne, bo rdzeń jast- obok jas- również poświadczony jest jednoznacznie dla języków polskiego i kaszubskiego. Co więcej kaszubskie określenie Wielkanocy jako jastra i jastrë posiada swoje odpowiedniki na Łużycach. Jak podaje Oskar Kolberg: „Wielkanoc zowie się Jutry, w półn. zach. Witry, pod Mużakowem Jastry i w Dolnych Łużycach Jatry.”

http://www.bogowiepolscy.net/jassa-jessa-3.html

Tak więc Piorun

http://pl.wikipedia.org/wiki/Perun

Jessa i Jowisz,Bryhaspati,Agni,Prometeusz,Lucyfer,Fosforos …

to jedno i to samo,dziś znany jest jako  „Jessa Christos” ;)  bóstwo synkretycznej religii eklektycznej.

Słowo agni w sanskrycie znaczy ognie (rzeczownik), pokrewne z łacińskim ignis rosyjskim огонь (agoń)

litewskim ugnis z proto-indo-europejskiego rdzenia *h₁égni-. Agni znaczy: ogień, błyskawicę i słońce.

Mitra(na obraz i podobieństwo którego powstał judeochrzescijański Chrystus)to rónież Sol Invictus.

„Osoby praktykujące rozwój kundalini noszą zwykle czerwone lub szkarłatne szaty, a słoneczny blask towarzyszący wyobrażaniu tej mocy ma zabarwienie czerwonawe, podobne kolorystyce wschodu oraz zachodu słońca. Graficznie maluje się spiralę zwiniętą w trzy i pół zwoju, co uważane jest za symbol uśpionej kundalini i używane w kontemplacjach.

Buddyjscy lamowie z Tybetu znani są z praktyk Tumo dających odporność na niskie temperatury

z pomocą skupienia i koncentracji na ognistej mocy kundalini.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Tumo

„Jednym z najsłynniejszych praktykujących tummo był tybetański buddyjski jogin Milarepa i jego uczeń Gampopa.

Współczesnymi zachodnimi świadkami tej praktyki byli m.in. podróżniczka Alexandra David-Neel (David-Neel, 1971) oraz Lama Anagarika Govinda (Govinda, 1988).”

„Próby zbadania fizjologicznych efektów tummo podjął w latach osiemdziesiątych doktor Herbert Benson wraz ze swoimi współpracownikami z harwardzkiej akademii medycznej (Benson i in., 1982; Cromie, 2002).

Pierwszy eksperyment miał miejsce w górnej Dharamsali (Indie) w 1981 roku na grupie tybetańskich mnichów buddyjskich

i został opisany w następujący sposób: lekko odziani mnisi najpierw przebywają w skupieniu przez pewien czas w pomieszczeniu o temperaturze zaledwie 5 °C, aż osiągną stan głębokiej medytacji.

Towarzyszący im pozostali mnisi moczą prześcieradła o wymiarach 1m na 2m w zimnej wodzie (około 6 °C)

i kładą je na ramionach medytujących. U przeciętnego człowieka takie okrycie niewątpliwie spowodowałoby

niekontrolowane drżenie ciała, a w dłuższej perspektywie nawet śmierć z wychłodzenia.

Jednak w przypadku praktykujących mnichów już po kilku minutach z prześcieradeł zaczyna unosić się para.

Na skutek ciepła ciała wyprodukowanego przez medytujących prześcieradła wysychają

w przeciągu godziny, a następnie ich miejsce zajmuje kolejna seria mokrych prześcieradeł.

Każdy z mnichów ma obowiązek wysuszyć trzy prześcieradła w jednej sesji medytacyjnej.

Doktor Benson podczas badania przymocował do ciał medytujących czujniki temperatury

aby stwierdzić, czy tummo polega na rzeczywistym wzroście ciepłoty ciała.

Okazało się, iż wprawni w praktyce mnisi potrafili podnieść temperaturę palców dłoni i stóp aż o 8 °C.

W innych częściach ciała zanotowano mniejszy wzrost temperatury.

Badacz ten wysunął wniosek, iż efektem medytacji jest rozszerzanie naczyń krwionośnych skóry

czyli reakcja odwrotna do typowej reakcji organizmu na zimno, kiedy to naczynia te ulegają skurczeniu.

W najnowszym doświadczeniu, przeprowadzanym w Normandii (Francja)

dwaj mnisi buddyjscy podłączeni zostali do czujników, które zapisywały zmiany ciepła i metabolizmu (Cromie, 2002).

Obserwacje odnośnie praktyki tummo były również dyskutowane podczas studiów medycznych (Ding-E Young and Taylor, 1998).

 

Praktyka

Nierozsądnym byłoby rozpoczynanie praktyki tummo, lub jakiejkolwiek innej, równie intenstywnej praktyki medytacyjnej

bez nadzoru godnego zaufania nauczyciela, czy fizycznego i psychicznego przygotowania.

Wykonywanie dogłębnych praktyk bez opieki mistrza może prowadzić do poważnych problemów związanych ze zdrowiem.

W buddyzmie tybetańskim umysł i ciało nie traktuje się osobno.

Pracuje się z nimi w praktyce fazy spełniającej (transliteracja Wyliego: rdzogs rim) poprzez subtelną sieć kanałów, wiatrów i esencji poruszającymi się w ciele by stopniowo „budować” sobie dostęp do natury umysłu.

Praktykę tummo traktuje się jako tylko jedną z wielu zręcznych metod owej fazy spełniającej a dla właściwego przebiegu tummo stosuje się dodatkowe przygotowania oraz pomoce np. poprzez wiele uzupełniających ćwiczeń tsalung

Beztroskie praktykowanie tummo bez powyższych wymagań może naruszyć ów subtelny związek „ciało-umysł”

powodując nawet poważne zaburzenia psychiczne. Patrz Lukoff, Lu & Turner (1998).

Kundalini w naukach sahadźa jogi

 

 

W każdym człowieku jest ona uśpiona i zwinięta w trzy i pół zwoju w kości krzyżowej (łac. os sacrum).

W kulturze chińskiej nazywana jest dao.

Od powstania sahadźa jogi naucza się, że aby ją przebudzić, wystarczy regularnie przez kilka minut dziennie medytować.

Kundalini spontanicznie będzie coraz silniejsza. Jej przebudzenie nazywa się samorealizacją.

Gdy kundalini budzi się i unosi w systemie subtelnym człowieka, uzdrawia i otwiera ćakry oraz balansuje kanały

lecząc wszelkie choroby i eliminując wszystkie negatywności.

Psychologia kundalini-jogi.

Według notatek z seminariów (1932) ( The Psychology of Kundalini Yoga. Notes of the Seminar Given in 1932, Die Psychologie des Kundalini-Yoga. Nach Aufzeichnungen des Seminars 1932 ) – książka naukowa z dziedziny psychologii objaśniająca proces rozbudzania i wznoszenia w ciele energii kundalini śakti i tantryczną symbolikę osiągania poziomu kolejnych ćakr , jako adekwatny indyjski obraz przebiegu procesu indywiduacji człowieka. Zawiera treść wykładów Carla Gustava Junga, zredagowanych przez Sonu Shamdasaniego i opublikowanych pierwotnie w Princeton w 1996. Przekładu na język polski dokonał Robert Reszke dla Wydawnictwa KR . Książka ukazała się na polskim rynku w 2003 roku, jako tom drugi materiałów z seminariów jungowskich.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Psychologia_kundalini-jogi

 

 

 

 

http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/0/05/SahajaSubtleSystem.svg

Schemat praktyki kundalini w sahadźa jodze.

1 Muladhara (ćakra) 1a kość krzyżowa (trójkąt)

2 Swadhiszthana (ćakra)

3 Nabhi (ćakra) 3a Bhawasagara, Ocean Iluzji

4 Anahata (ćakra)

5 Wiśuddha (ćakra)

6 Adźńa (ćakra)

7 Sahasrara (ćakra)

A kundalini (zwinięty wąż)

B idâ nadi (nadi energii lunarnej)

C suszumnâ nadi (środkowy nadi)

D pingalâ nadi (nadi energii solarnej)

E atman (duch, dusza) F ego G superego

Przypominam o czymś o czym warto pamiętać

bo w zalewie informacji o prowokacjach agentów udajacych Rosjan i Polaków,całego tego Eurocyrku

ciężko jest zdać sobie sprawę że giną niewinni  ludzie.

„Oskarżamy wolny świat o to, że zatroskany o surowce i tanią siłę roboczą nie reaguje, gdy Chiny mordują naród tybetański! Domagamy się rezygnacji Polski z olimpiady w Pekinie! – takie hasła słychać było wczoraj podczas demonstracji przeciwko okupacji Tybetu pod Ambasadą Chin w Warszawie. Demonstrowało tam około 200 osób, w tym szef Demokratów.pl Janusz Onyszkiewicz i senator PiS Zbigniew Romaszewski, a także blisko kilkunastu przedstawicieli diaspory tybetańskiej w Polsce, m.in. dwaj mnisi.”

http://gfx.mmka.pl/newsph/278550/278191.3.jpg

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114873,5028665.html

U nas też zapanowała jakaś dziwna pandemia, wirus samobójstw.

http://opolczykpl.wordpress.com/2012/06/21/sprawy-gen-petelickiego-cd

Pozdrawiam!

PS.Sądzicie że przydałby się nam jakiś Rodzimy epitet określający to co w innych kulturach jest nazywane oświeceniem?

Czy w ogóle Rodzimowierca Słowiański dąży do oświecenia czy nie?

Buddyzm=oświeceniam,przebuddzenie=oświecenie  ;)

 

O Ś-wiecie WI-edza CENN-a czy może Oświetlenie Cienia?

 Oświecenie to dobre określenie moim zdaniem i Oś Wieszczenia jest w nim zawarta i cena i cień i wiedza i wiedzenie-wodzenie.

Od siebie scharakteryzowałbym ten moment i dalszy następujący po nim czas tak:

To chwila w której poczułeś/łaś, że twoje EGO nie jest najważniejsze, chwila od której twoje działanie nie skupia się na zaspokojeniu EGO i następujący po tym fakcie czas – czas działania dla Dobra i Szczęścia  Innych Istot.

O pozycji Jeszszy-Jesieni – Świetlistego, jako Boga Kiru  już wiele razy się wypowiadałem więc – nie powtarzam tu mojego sądu

CB

Tagged with:

Pojednanie Polska – Rosja, czyli jeszcze o latach 1610 – 1612 oraz o Kontrreformacji

Posted in nauka, Słowianie, Teksty społecznie zaangażowane by bialczynski on 13 Czerwiec 2012

Hołd carów Rosji Szujskich złożony władcy Polski

Przytaczamy tutaj fragment artykułu zamieszczonego na portalu Racjonalista.pl, w dniu 21 maja 2012 roku i odsyłamy do całości tekstu, TAMŻE. Jest to artykuł niezwykle ważny, który odkłamuje w istotny sposób kwestie historyczne – zwłaszcza tło i przyczyny Rozbiorów Polski, które są przez katolicką naukę od 250 lat pokazywane nie w świetle Reflektora PRAWDY Naukowej (rpn) i analizy faktów (af), lecz w Krzywym Zwierciadle Ideologii Katolickiej (kzik)

Tę flagę rozwiniętą w Warszawie na meczu Polska – Rosja (1:1) 12 czerwca 2012 roku, w czasie futbolowego EURO, w postkomunistycznych masowych mediach polskich nazywa się flagą kibiców rosyjskich. Ufundował ją Związek Kibiców ROSJI  na czele którego stoi neofaszysta, najprawdopodobniej agent KGB – stamtąd pochodzą pieniądze na szycie takich flag. Prowokacja knuta przez specsłużby i media w obu tych „zaprzyjaźnionych demokracjach”  spaliła na panewce – „rozruchy” były próbą bijatyki między dwoma specsłużbami w kolorowych szalikach. Oczywiście nie zapomniano przy okazji wymierzyć kopa reporterowi opozycyjnej „Gazety Polskiej Codziennie”. W wypadku tego kopa w okolicę głowy policja polska zachowała bierność. Skąd my to znamy? Ja jeszcze pamiętam.

Podobne narzędzie kzik , zamiast rpn, stosuje się do przedstawiania roli kk w restaurowaniu „Niepodległej” III RP w 1989 roku – naprawdę gdy oświetlić Reflektorem Prawdy Naukowej owo wydarzenie – mamy do czynienia z udziałem kk w nieformalnym Triumwiracie Konserwy PRL w  wydaniu  PRL BIS  = III RP, tzw złagodzonym, gdzie do władzy dopuszczono koncesjonowaną opozycję katolicko-postępową, katolicko-promoskiewską i socjaldemokratyczno-syndykalną, które de facto były dopuszczone do głosu i oficjalnego bytu w PRL, lecz nie były tam dopuszczone do udziału w sprawowaniu władzy. Oto cała różnica między PRL a III RP. Lecz według kk żyjemy w państwie niepodległym i obywatelskim.

Oto link do artykułu w RACJONALIŚCIE: WWW Racjonalista PL

Pamiętajmy także, że Moskwa skapitulowała po raz drugi przed Polakami  1 marca 1634 roku, w wyniku kolejnej przegranej bitwy o Smoleńsk, ale to już była eskalacja nienawiści wzajemnej  – Tutaj słabo znany obraz Jana Matejki „Król Władysław IV pod Smoleńskiem”

[W XVI i XVII w. Rzeczypospolita Obojga Narodów była potęgą zagrażającą Rosji. Po wygranej hetmana wielkiego polnego koronnego Stanisława Żółkiewskiego pod Kłuszynem w 1610 r. Polacy zajęli Kreml, a po podpisaniu traktatu pokojowego w Dywilinie odebrali tereny należące od XIV w. do Wielkiego Księstwa Litewskiego: ziemie smoleńską, czernihowską i siewierską i ustalili nową granicę wschodnią. Rosja nie mogła się pogodzić z przegraną i po śmierci króla Zygmunta III w 1632 r. podjęła próbę zdobycia Smoleńska. Wybuchła wojna polsko-rosyjska, która trwała do 1634 r. (tzw. wojna smoleńska). Zakończyła się zwycięstwem wojak polsko-litewskich nad wojskami rosyjskimi dowodzonymi przez Michała Szeina. 25 lutego 1634 r. armia rosyjska skapitulowała pod Smoleńskiem, co utorowało Polakom drogę do Moskwy. Nowy król Polski Władysław IV Waza okazał się świetnym wodzem, śledzącym rozwój sztuki wojennej i umiejętnie stosującym nowatorską wówczas taktykę manewrów stosowaną przez wojska szwedzkie pod dowództwem Gustawa Adolfa. Władysław IV podzielił swą armię na trzy części i ruszył w głąb Rosji. Przodem poszły lotne oddziały jazdy polskiej, które dotarły pod Moskwę siejąc zniszczenie i przerażenie. 1 marca Moskwa skapitulowała. Król Władysław IV początkowo sądził, że osadzi na tronie moskiewskim swego brata Jana Kazimierza, aby potem wspólnie z Rosją uderzyć na Szwecję i odzyskać tamtejszy tron. Piętrzące się trudności znacznie osłabiły optymizm króla. Zima i choroby dziesiątkowały armię polsko-litewską, zbliżał się koniec rozejmu ze Szwecją, a na południu groziła wojna ze sprzymierzoną z Rosjanami Turcją, polski monarcha zdecydował się na rokowania. Pokój zawarto w Polanowie. Potwierdzał on ogólne warunki rozejmu z Dywilina: przynależność do Rzeczypospolitej ziem smoleńskiej, czernihowskiej i siewierskiej. Władysław IV zrzekł się tytułu cara Rosji i pretensji do tronu moskiewskiego.]

Władysław IV przyjmuje kapitulację wojsk rosyjskich pod Smoleńskiem w 1634 r. (fot. Maciej Szczepańczyk, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0)

Będziemy pilnie śledzić dalsze części wypowiedzi pana Agnosiewicza w Racjonaliście.pl, bo czas najwyższy zobiektywizować rzeczywistość w Pełnym Jej Spektrum obejmującym wszystkie Aspekty (holistycznie), na potrzeby naszej bieżącej Jej oceny. Bez takiej oceny, bez pełnego obrazu nie stworzymy sobie możliwości racjonalnego  wyboru  Właściwych Narzędzi dla dokonania zmiany tego co nas obecnie otacza.

Wiele się też mówi i pisze – i my będziemy pisać o tym – o związku hitlerowców z magią, okultyzmem, gnozą, antropozofią i teozofią i o faszystowskich nawiązaniach do wiary przyrody oraz o kulcie ciała i fizycznej kultury w Niemczech lat 30-tych XX wieku, ale bardzo mało i niechętnie pisze się o ideowych związkach kościoła i Watykanu z faszyzmem, powiązaniach polskiego kk z nową władzą PRL-owską po 1945 roku i kościelnych koneksjach w zamian za które zgodzono się na likwidację podziemia i konspiracji po  II Wojnie Światowej, czy o związkach cerkwi prawosławnej ze stalinizmem i obecnym totalitarnym reżimem moskiewskim.  Ten temat również w najbliższej przyszłości poruszymy, nie po to żeby kogoś dzielić – lecz żeby mieć jasność na przyszłość, która nadchodzi.

W Polsce próbuje się tzw. Księży Postępowych i Postępowych Katolików ze Znaku, PAXu, Tygodnika Powszechnego i innych pseudo chrześcijańskich organizacji PRL-owskich przedstawiać jako spontaniczny ruch garstki nierozważnych czy też zinwigilowanych – to nie jest prawda. Kościół nie musiał ich tolerować a na dokładkę wspiera ten nurt współpracy z post-specsłużbami PRL w III RP także i obecnie.

Polecam też tekst: „Kościół a Rzeczpospolita”

CB

Wystąpienie Milina – obraz Konstantego Makowskiego

Papiestwo i narodziny nienawiści polsko-rosyjskiej [1]

Autor tekstu: Mariusz Agnosiewicz

Antypamięci Piotra Skargi

Papież Paweł V (1605-1621), swój pontyfikat rozpoczął popychając Polskę do antyrosyjskich dymitriad, jednego z najgłupszych i najtragiczniejszych epizodów naszej historii, a zakończył go, kiedy jego układ krążenia doznał radosnego przeciążenia w trakcie procesji na cześć pogromu Czechów w Wojnie Trzydziestoletniej.

Udział papiestwa i jezuitów w tragicznych awanturach antyrosyjskich Polski na ogół jest przemilczany. Dla wyłaniającego się mocarstwa rosyjskiego było to wydarzenie historycznie traumatyczne, które położyło się cieniem na całych późniejszych stosunkach polsko-rosyjskich i nigdy nie powinno być pomijane przy rozpamiętywaniu rozbiorów. Kiedy w 2005 r. Rosja zastąpiła swoje dawne święto narodowe upamiętniające wybuch rewolucji październikowej – Dniem Jedności Narodowej, poświęconym pamięci wyzwolenia Moskwy i Rosji od Polaków w roku 1612, wówczas Watykan wyrażał zatroskanie, czy aby nie będzie ono miało charakteru antykatolickiego. Papież musiał się obawiać, czy inwazja Polaków i deptanie przez nich rodzimej kultury, nie będzie okazją do przypominania, że była to wówczas formalna krucjata i najazd mający na celu rekatolicyzację Rosji.

Dymitriady

Polska okupacja Moskwy poprzedzona była dymitriadami, czyli polsko-papieskimi próbami obsadzenia tronu Moskwy przez uzurpatorów, zwanych Dymitrami Samozwańcami. W końcowej fazie dymitriad, miała miejsce polska inwazja i wojna polsko-moskiewska (1609-1618). W projekt ten papież Paweł V zaangażował się tuż po konklawe i odegrał w nim istotną rolę. [ 1 ] Nie wiadomo dokładnie w jakich okolicznościach objawił się w Polsce rzekomy syn cara Iwana Groźnego, ale znamienne, że pierwsza wzmianka o nim pojawia się 1 listopada 1603 w liście nuncjusza Claudio Rangoni do papieża Klemensa VIII. [ 2 ] Sprawa trafiła wówczas do inkwizycji rzymskiej i pracował nad nią Camillo Borghese, który półtora roku później miał zostać nowym papieżem. Kilka miesięcy później Samozwaniec pojawił się przed królem w Krakowie, starając się przekonać Zygmunta III Wazę do wsparcia jego wyprawy na Moskwę. Zgodził się pojąć za żonę a następnie obsadzić na tronie jako carową córkę wojewody sandomierskiego. Inicjatywa ta spotkała się z druzgocącą krytyką polskiego męża stanu Jana Zamoyskiego, który projekt obsadzenia Maryny Mniszchówny jako carowej uznał za godny komedii Plauta. W konsekwencji Sejm jednogłośnie odrzucił pomysł zaangażowania Polski w tę awanturę.

Sprawa pewnie by upadła, gdyby nie zaangażowali się w nią nuncjusz i jezuici. Do spojrzenia na Samozwańca przychylniejszym okiem namawiali króla prymas Jan Tarnowski oraz protektor jezuitów, biskup krakowski i późniejszy prymas, Bernard Maciejowski. [ 3 ] Uzgodniono wówczas konwersję Samozwańca na katolicyzm. Chrztu udzielili mu jezuici 17 kwietnia 1604. 24 kwietnia nuncjusz udzielił nowej owieczce komunii i bierzmowania. Jeszcze tego samego dnia neofita napisał do papieża [ 4 ], obiecując mu katolicyzację Rosji oraz krucjatę na Turków. Wobec odmowy sejmu, wojsko awanturnicze sformował wojewoda sandomierski, ze wsparciem jezuitów jako kapelanów. [ 5 ]

Dymitr Samozwaniec

Kilkanaście dni po konklawe z Rzymu wyszło pismo do nuncjusza z prośbą o obszerny raport o postępach kampanii Dymitra i stosunku do niego polskiego króla. Niedługo później uzurpator triumfalnie wkroczył do Moskwy. Z Rzymu wyszło wówczas pismo z gorącymi gratulacjami i naciskiem, by możliwie szybko rozpoczął przywracanie Rosji katolicyzmowi. Miał obiecany triumfalny fresk w Sala Regia Watykanu. Wkrótce po koronacji nowego cara papież wysłał kilka brewe: do Zygmunta III, kardynała Maciejowskiego i wojewody sandomierskiego, aby udzielili nowemu władcy Rosji wszelkiej niezbędnej pomocy w „przywróceniu Moskali Kościołowi”. Okazało się jednak, że poparcie króla polskiego dla kampanii było mniejsze aniżeli przedstawiali to papieżowi jezuici: król nie chciał bowiem uznać carskiego tytułu Dymitra.

Nowy car Rosji jedynie z Watykanem miał wówczas nawiązane stosunki dyplomatyczne. 11 września 1605 papież wysłał mu pismo gratulacyjne z okazji koronacji, znów przypominając o zadaniu jakie miał do wykonania. W odpowiedzi car odmalował papieżowi swój projekt: chciałby wraz z cesarzem i królem Polski ruszyć na krucjatę przeciwko Turkom. Papież musi jednak przycisnąć króla Polski oraz przysłać kilku ekspertów wojennych. Paweł V obiecał uczynić co w jego mocy.

Po pewnym jednak czasie car stwierdził, że jego misja religijna przekracza jego możliwości. Polscy katolicy zachowywali się w Moskwie jak na podbitym terytorium. Papież zaczął tracić cierpliwość i wzywał już cara, aby sam wypowiedział wojnę Turcji a nuncjusze w całej Europie rozniosą orędzie wojenne. [ 6 ] Po 11 miesiącach rządów bojarzy zawiązali udany spisek na jego życie. Dokonano jednocześnie pogromu kilkuset Polaków. Zwłoki uzurpatora wsadzono do armaty i wystrzelono w kierunku Polski, choć powinien polecieć raczej ku Watykanowi.

Jezuici poczęli wkrótce głosić, że Dymitrowi udało się zbiec, przygotowując tym samym podłoże nowej dymitriady. Nowy nuncjusz papieski w Polsce Simonetta podjął temat. Watykan podtrzymywał tę wiarę. Nowy Dymitr Samozwaniec rozpoczął działalność od lipca 1607, znów wsparty wojskiem z Polski. Mniszchówna publicznie „rozpoznała” w nim swojego męża. Nie było już jednak obietnic nawrócenia Moskali.

Rokosz

W tym czasie w Polsce nad jezuitami zebrały się czarne chmury. Szlachta zawiązała przeciwko królowi rokosz sandomierski, a jedno z jego głównych ostrzy wymierzone zostało w jezuitów. Zarzucano im, że pod ich wpływem król dyskryminuje różnowierców przy nadawaniu dóbr, godności i urzędów, stale blokuje wydanie regulacji wykonawczych do konfederacji warszawskiej wprowadzającej w Polsce tolerancję i nie reaguje na tumulty wyznaniowe, inspirowane zresztą głównie przez samych jezuitów. Szlachtę niepokoił także zwrot w polityce międzynarodowej i zbliżenie z Habsburgami, którzy od kilkunastu lat toczyli pod patronatem „ojca świętego” tzw. Długą Wojnę przeciwko Turcji, co oznaczało zaangażowanie Polski w krucjatę przeciwko Turkom, do czego parło Państwo Kościelne, udzielając dyspensy na ślub króla polskiego z siostrą jego poprzedniej żony, Konstancją Habsburżanką. Papież uznał to małżeństwo za „rzecz arcypożyteczną dla chrześcijaństwa” [ 7 ] i wkrótce Konstancja stała się w Polsce „głównym chorążym wojującego katolicyzmu” (Jasienica), kooperując w tym dziele z Piotrem Skargą, który w 1606 opublikował propagandową broszurkę dla formowania rycerza-chrześcijanina (Żołnierskie nabożeństwo). Późniejsza historia pokazała, że obawy szlachty były zasadne, gdyż po zakończeniu wojny z Moskwą, Polska wplątała się w kosztowną wojnę przeciwko Turcji.

Kolumna Zygmunta III na Placu Zamkowym w Warszawie to jeden z najbardziej charakterystycznych zabytków stolicy. Król z wielkim krzyżem i mieczem dobrze oddaje politykę monarchy

Nie bez powodów Zygmunt III nazywany był „jezuickim królem”. Główny kierunek jego polityki, wtłaczający w Polsce ostry kurs kontrreformacyjny, przypisywany był jezuitom, w szczególności nadwornemu kaznodziei, przesławnemu Piotrowi Skardze. Papieski dyplomata i jezuita, Antonio Possevino (wspierał pierwszego Dymitra Samozwańca), nie cenił zanadto walorów intelektualnych polskiego władcy, który według niego był „dowcipu i usposobienia nieco ociężałego i nie bardzo pojętnego”. Od samego początku jego panowania opiekę duchową roztoczył nad nim Piotr Skarga jako jego nadworny kaznodzieja, nieustannie podsycając w nim fundamentalizm katolicki.

Katolicka historiografia przedstawia rokosz szlachecki jako ruch na rzecz utrzymania anarchicznej „złotej wolności”, bunt przeciwko wzmocnieniu władzy królewskiej, która mogłaby usprawnić Rzeczpospolitą. Tyle że owo „usprawnienie” oznaczało siłowe zgniecenie protestantyzmu a następnie zaangażowanie w kontrreformacyjną politykę europejską oraz krucjatę antyturecką. Z jednej strony stały „małostkowe” interesy szlachty, a drugiej kontrreformacyjna i krucjatowa polityka papieska. Sam król Zygmunt władzę swą chciał wzmocnić po to, by zdobyć tron rodzinnej Szwecji. „W kraju pozostałby ukoronowany za życia ojca królewicz Władysław oraz rządzący zamiast niego gubernator… w postaci arcyksięcia austriackiego. Szwecja miałaby oczywiście zostać zdobyta i przywrócona do wierności Rzymowi. Pomocy po temu udzielić miała opanowana przez Samozwańca i również do łaciństwa nakłoniona Moskwa. W ten sposób powstałaby wielka liga północna, zdolna do skutecznych działań przeciwko Turkom. Zamiary były ogromne i równie chimeryczne (…) Król Jego Mość ‚narodem naszym kontentować się’ nie chciał. Dążył do totalnego zwycięstwa katolicyzmu w całej Europie, niszcząc w tym celu wypróbowaną od wieków spójność moralną państwa, i do korony szwedzkiej dla siebie. Rzeczpospolita miała się owym wytycznym podporządkować, posłużyć tylko za odskocznię” (Paweł Jasienica). Z taką to tendencją walczyła opozycja antykrólewska.

cd: WWW. Racjonalista.pl

Walenty Skorochód Majewski (1764 – 1835) – Strażnik Wiary – wykpiony odkrywca związku języka polskiego i sanskrytu

Posted in Mitologia Słowiańska, nauka, Polska, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 10 Czerwiec 2012

Człowiek który o związkach języka polskiego i sanskrytu mówił i pisał już w 1816 roku. Wyśmiany przez Filomatów, wyśmiany przez „polską” i światową Naukę -Skąd my to znamy – Dzisiaj te bęcwały śmieją się z eksperta NASA od katastrof lotniczych, powszechnie uznawanego na świecie autorytetu naukowego, Taka jak widać Tradycja „polskiej nauki”

– Ż E N A D A!!!

Chwała i Cześć Jego Pamięci!!!

CB

MAJEWSKI-SKOROCHÓD

Walenty (1764-1835)

archiwista, historyk-samouk, sanskrytolog, czł. Tow. Przyjaciół Nauk; autor prac o zależnościach i związkach słowiańsko-staroindyjskich oraz gramatyki sanskrytu.

Walenty Skorochód-Majewski (1764-1835) – orientalista, z zawodu notariusz. Pochodził z podgrodzieńskiego majątku Guzy, w stolicy znalazł się jako piętnastolatek. Był absolwentem kolegium pijarskiego, później również nauczycielem. Uczestniczył w obronie stolicy podczas powstania kościuszkowskiego, dowodząc batalionem milicji. Od 1800 roku pracował w Archiwum Metryk Koronnych, tworząc podwaliny Archiwum Głównego Akt Dawnych. Był członkiem Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, specjalizował się w sanskrytologii oraz indianistyce, wydał m.in. „Gramatykę języka tureckiego”. W swoim mieszkaniu przy ul. Świętojańskiej 21 (kamienica Metrykantów) prowadził pierwszą w Polsce drukarnię sanskrycką. Zaliczany był do grona oryginałów warszawskich ze względu na częste noszenie kontusza i rygorystyczne przestrzeganie staropolskich obyczajów. Zmarł w stolicy.

Spoczywa:
Cmentarz Powązkowski, kwatera 29 wprost, rząd VI, miejsce 3.

Indianistika w Polsce i studia jej pokrewne. [Walenty Skorochód Majewski, Franciszek Xawery Malinowski, Lelewel, Jan Rozwadowski, Leon Mańkowski, Andrzej Gavroński, Stanisław Schayer].

Helena Willman-Grabowska

Walenty Skorochód Majewski – zapomniany archiwista i pasjonat języków wschodnich

Translated Title: Walenty Skorochód Majewski, a forgotten archivist and enthusiast of oriental languages
Publication: LingVaria (13/2012)
Author Name: Podolak, Barbara;
Language: Polish
Subject: Philology / Linguistics
Issue: 13/2012
Page Range: 183-194
No. of Pages: 12
File size: 177 KB
Download Fee:
(only for
non-subscribers)
3 Euro (€)
Summary: Walenty Skorochód Majewski (1764–1835) was a self-educated archivist, scientist, and the author of the first Polish grammars of Sanskrit and Turkish. He was interested in the history of the Slavs and other nations and devoted most of his life to propagating Indian culture, Sanskrit in particular, in Poland. Although his efforts met with the distrust and frequent criticism of the scholarly community, he did not lose heart and went on to publish further works. Taking into account that he tried to introduce his countrymen to completely unfamiliar languages, he deserves the title of the first propagator of the two oriental languages in Poland.Majewski Walenty, W. Majewski-Skorochód, ur. 1764, Skorochód-Guzy (Podlasie), zm. 3 VII 1835, Warszawa, archiwista, historyk i sanskrytolog;

samouk; czł. Tow. Przyjaciół Nauk w Warszawie; autor prac na temat językowych i kulturowych związków słow.-staroind., m.in.: O Słowianach i ich pobratymcach, Gramatyka sanskrytu.

Pierwsza stolica

Zamość był stolicą Polski na długo przed rządami Piastów! Odkrył to Walenty Skorochód Majewski (1764-1835), znany archiwista, członek Towarzystwa Przyjaciół Nauk, który do dziś ma swoją ulicę w Warszawie, jest też patronem szkoły. Ten uczony badał historię Sarmatów i Słowian – aż 3 lata pracował nad dziejami Polski. Odkrył, że w III wieku (czyli przed Piastem i Popielem) władcą Słowian był Samos, dziadek króla Kraka. Stolicę swą zbudował tak, by jednakowo blisko mieli do niej Wiślanie, Lędzianie i Mazowszanie – czyli na terenie dzisiejszej Lubelszczyzny. Stolica Samosa nazywała się Samość i z biegiem wieków nazwa przekształciła się w Zamość! Szkoda, że inni nie poznali się na geniuszu Walentego herbu Skorochód ;) Filomata Jan Czeczot tak pisze w liście z Warszawy do Adama Mickiewicza (listopad 1921): Byłem tu na posiedzeniu Towarzystw Przyjaciół Nauk (…) Skorochód Majewski, badacz Słowiańszczyzny, nudził i zdziwił rozwlekłem bajaniem o niesłychanym w dziejach polskich królu Samosie, który poprzedził Krakusa, Wandę etc. etc, a przecież wydobyty aż z III wieku, znalazł dziejarza, który z taką pewnością czyny jego przedstawiał, z jaką pewnością mówić nie śmiemy o Mieczysławach i Bolesławach. Osadził tego Samosa na stolicy w Zamościu, które niegdyś miało się nazywać Samość. O głębocy badacze baśni, ile to wy chleba zjecie, nim z baśni baśnie zrobicie! Trzy lata nad tą pracował rozprawą; ile to wina, rozprawiając przed kamratami o niej, wypił, a za trzy grosze pożytku społeczeństwu nie zrobił.

I jeszcze raz inaczej:

Nie bez kozery zamojski hejnalista, wchodząc w samo południe na ratuszową wieżę, dmie w swą trąbkę w trzy strony świata, pomijając skrzętnie tę, po której znajduje się Kraków. Wątpliwe, by jedyną przyczyną tego były, jak głosi legenda, jakoweś zatargi między założycielem Zamościa a krakowianami. Śmiemy sądzić, że chodzi o sprawę zgoła grubszej wagi. O to, która z polskich stolic była ważniejsza: Kraków czy Zamość.

To bowiem nie Gniezno, jak uczą w całej Polsce na lekcjach historii, było naszą pierwszą stolicą, a Zamość właśnie. I to na długo przed rządami Piastów. Otóż w III albo IV (źródła, do których dotarliśmy, mówią różnie) wieku, a więc jeszcze nawet przed legendarnym opisywanym przez Galla Anonima Popielem, co go myszy zjadły, Słowianami władał niejaki Samos. Ów Samos był człowiekiem niezwykle roztropnym: otóż stolicę swego państwa miał zbudować w takim miejscu, by jednakowo blisko mieli do niej tak Wiślanie, jak i Lędzianie oraz Mazowszanie. Samos nazwał stolicę od własnego imienia: Samość. No a potem, z czasem, Samość zamienił się… w Zamość.

Tak przynajmniej uważał badacz słowiańskich pradziejów, niejaki Walenty Skorochód Majewski. A sprawę na światło dzienne, po tym, jak dwa wieki przeleżała ukryta w mrokach dziejów.

MaMaz

Filomata Jan Czeczot nie popisał się tutaj przenikliwością ani wyobraźnią. Nie dziwi to jako że natykamy się na niego potem jako na szczególnie wrogo nastawionego do idei romantyzmu prezentowanej przez Adama Mickiewicza –  a może jako na osobę nie do końca rozumiejącą konieczności filozoficzne Romantyzmu. W Filomatach Jan Czeczot występuje jako jeden z głównych ideowych przeciwników Mistrza. Jest piewcą bezwzględnym dzieła Jana Kochanowskiego  i głównym przedstawicielem Obozu „Klasycystycznego” Czcicieli Słońca, podczas  gdy romantyzm w pełnym rozwinięciu wymagał wprost zwrócenia się ku Bóstwom Księżycowym, ku siłom Księżyca, ku Przyrodzie i naturze, ku rozpasanym instynktom, czyli zanurzenia się w „id”, który tak bardzo chrześcijanom kojarzy się z niemoralnością, iż bywa przez nich identyfikowany ze „złem czystym” i szatanem.

Poszukiwanie wcześniejszych konotacji niż z osobą Kraka z VIII wieku okazało się zasadne.  Poszukiwanie przez Słowian korzeni w kulturze i tradycji Scytów i Sarmatów jest dzisiaj uznaną przez naukę – jedyną właściwą ścieżką , która na dodatek lokuje naszych przodków w głębokiej starożytności, pośród kultur związanych bardziej ze WSCHODEM NIŻ ZACHODEM.

Z DYSKUSJI POD RAMAJANĄ

Na stronie: http://lubczasopismo.salon24.pl/aelita/post/210367,indie-swiete-teksty-poeci-wstepny-komentarz-do-nasadiya

@noychoH / @publicysta

Skoro już rozmowa idzie o wybitnych polskich indologach, nie można nie wspomnieć o prekursorze polskiej indologii – Walentym Skorochodzie Majewskim.

Walenty Skorochód Majewski 1764–1835, archiwista, historyk, lingwista, sanskrytolog, badacz starożytności słowiańskich i związków słowiańsko-staroindyjskich, profesor szkoły kadetów w Warszawie, jeden z ostatnich metrykantów Rzeczypospolitej, kierownik Południowopruskiego Głównego Archiwum Krajowego, później Metrykant Koronny i Pisarz koronny Królestwa. Od 1809r. członek Towarzystwa Królewsko-Warszawskiego Przyjaciół Nauk, w ramach którego zajmował się tym, co w swym zagajeniu na posiedzeniu TPN, ujął Staszic tak: „Kolega Majewski od wielu lat pracuje nad językami Azyi, szczególnie nad językiem Samskrytu Indyan; z tym dochodzi powinowactwa rozmaitych ludów, pokoleń i plemion.”
W 1815r. uruchomił w Kamienicy Metrykantów Koronnych (kamienica nr 21, ul. Świętojańska) drukarnię sanskrycką, jak sam mówił „pierwszą w Słowiańszczyźnie”, którą kierował Tomasz Piętka. Na użytek tej drukarni, jak pisze Batowski, „ryciny kosztowne przysposabiał, odlewy czcionek z własnej kieszeni(…)”. Sprowadzanie z zagranicy drogich prac orientalistycznych i historycznych oraz prowadzenie drukarni sanskryckiej spowodowało niemały uszczerbek majątku Majewskiego i według jego słów „u rodaków mało sympatyi, żadnej przychylnej pomocy, nawet niejakiego zrażenia, że nie powiem szyderstwa.”
Cóż, taki bywa często los prekursorów…

1828r. – wydał Gramatykę sanskrytu („GRAMMATYKA
MOWY STAROŻYTNYCH SKUTHÓW”), 17 rycin
1830r, – wydał przekład Brahma Vaivarta Purana, tzn.tekst sanskrycki, transkrypcję na j.polski oraz przekład [„Brahma-Waiwarta-Puranam (…) przez Podlasianina na polskie brzmienie wyrazów Samskrytu przepisana i do znaczenia w języku narodowym zbliżona”].
W spuściźnie rękopiśmiennej pozostał przekład fragmentu Ramajany.
Jestem szczęśliwym posiadaczem pierwszego i jedynego wydania Grammatyki mowy starożytnych Skuthów. Edytorsko i graficznie (rozkładane ryciny z tablicami gramatycznymi) dzieło prezentuje się wspaniale.
Urzekające są tytuły dzieł i przekładów Majewskiego :).
Przepisałem w Wordzie tytuł Grammatyki zachowując w przybliżeniu układ i typ czcionek. Strona tytułowa wygląda mniej więcej tak:

Siedziba pierwszej polskiej drukarni sanskryckiej, Kamienica Metrykantów Koronnych (fasada kamienicy, Świętojańska, nr 21)

Kamienica Metrykantów Koronnych (oficyna kamienicy, Piwna, nr 18)

Trzy kamienice dalej(Świętojańska 27/29) od miejsca gdzie była drukarnia sanskrycka mieści się Sklep indyjski, i to jest jedyny ślad ducha przeszłości, bo żadnej tablicy upamiętniającej tę niezwykłą postać, nie ma.
Może napiszę kiedyś notkę o Walentym Skorochodzie Majewskim nawiązującą do jego b.ciekawej autobiografii zawartej we wstępie do Grammatyki.

Z Encyklopedii Staropolskiej o Archiwach

Archiwa polskie. Skarbiec czyli skład pewnej ilości dokumentów i aktów piśmiennych, bądź publicznych, bądź prywatnych, zowie się archiwum. Sam wyraz pochodzi prawdopodobnie od greckiego archeion, które oznaczało ratusz miejski. W łacińskiej postaci brzmiało pierwotnie archium, następnie archivum i w tym kształcie utrzymało się we wszystkich prawie językach europejskich. Co do archiwów polskich, zasługuje przedewszystkiem na uwagę zdanie najuczeńszego znawcy w tym przedmiocie, który osobiście badał prawie wszystkie główniejsze dawne archiwa w Europie i w sądach swoich jest dalekim od wszelkiej chełpliwości narodowej, a jednak pisze: „Jeżeli kiedy przyjdzie do skreślenia dziejów archiwów w Polsce, to się okaże niewątpliwie, że organizacja ich, ład i porządek, które w nich panowały, staranie, jakie łożono około ich utrzymania, nie tylko wyrównywały temu, co współcześnie było na Zachodzie Europy, ale w wielu razach przewyższały tę gałąź administracyi publicznej w państwach ościennych”. To samo, co pisze Pawiński, przyszło nam na myśl, gdyśmy w r. 1870, zwiedzając ratusz toruński, widzieli w zawiadywaniu magistratu niemieckiego ogromną skrzynię, nasypaną bez ładu znaczną ilością dokumentów pergaminowych z wiszącemi przy nich pieczęciami. Zawiązku archiwów w Polsce — mówi dalej uczony nasz Pawiński — szukać należy w kancelarjach królów i książąt. W XIV wieku, po zjednoczeniu w jedną całość różnych dzielnic, stał się Kraków siedliskiem rządów i stolicą państwa. Tam też powstały większe zbiory aktów piśmiennych, dyplomatów, przywilejów i nadań królewskich. Przechowywano te zabytki pergaminowe w skarbcu zamku królewskiego na Wawelu. Tam zapewne trzymano także pod kluczem księgi kancelaryi królewskiej, do których zapisywano w streszczeniu, lub całkowicie, wychodzące pod powagą królewską nadania i przywileje. Były to zawiązki tak zwanej następnie Metryki koronnej, czyli libri regestra metrica. Pawiński przypuszcza z dochowanych po dzień dzisiejszy ksiąg Kazimierza Jagiellończyka, że z doby Kazimierza Wielkiego i Władysława Jagiełły nie było ksiąg kancelaryi królewskiej więcej nad 20 do 30. Podanie o tem, jakoby te księgi zaginęły w bitwie pod Warną r. 1444 i zostały przez Turków odwiezione do Stambułu nie ma podstawy. Poszukiwania, jakie Pawiński osobiście przedsiębrał w Konstantynopolu, nie naprowadziły na żaden ślad istnienia tam jakichkolwiek ksiąg kancelaryi polskiej. Pod względem liczebnym księgi Metryki królewskiej zaczęły właściwie rozrastać się szybko za Zygmunta I, kiedy się rozwinęła i ugruntowała na szerokich podstawach czynność kancelaryjna dyplomacyi zewnętrznej, zarządu wewnętrznego, administracyi skarbowej i wojskowej, tudzież wyższego sądownictwa królewskiego. Zdaje się, że od połowy XVI wieku rozróżniano dwa rodzaje archiwów królewskich, t. j. archiwum zadworne, które obejmowało, obok ksiąg dawniejszych, księgi z czynnościami bieżącemi, i drugie, dyplomatyczne, Archivum litterarium regni. Mieściło się ono na Wawelu, w skarbcu królewskim, tam, gdzie przechowywano klejnoty koronne i kosztowności. Marcin Kromer korzystał z tych zbiorów i porządkował je. Następnie za Stefana Batorego, Jan Zamojski, kanclerz koronny, otaczał je swoją opieką. Po przerwie, wśród której zakradł się pewien nieład, zwrócił ku nim swe staranie Zygmunt III i pismem z r. 1613 polecił dwum sekretarzom swym, kanonikom Stanisławowi i Maciejowi Łubieńskim, sporządzić opis szczegółowy wszystkich dyplomatów, znajdujących się w szafach na zamku krakowskim. Wywiązując się z zadania, obaj sekretarze przedstawili potem królowi spis wszystkich 3110 aktów pergaminowych, które chronologicznie i przedmiotowo uporządkowali. Na czele mieścił się oddział dyplomatów papieskich, następnie szedł dział cesarski, austrjacki, bawarski, węgierski i t. d. Drugą grupę stanowiły akta i nadania, dotyczące różnych ziem i województw; na czele były tu nadania, listy i przywileje, dotyczące Wielkiej Polski. Sejm koronacyjny w 1764 r. postanowił archiwum wawelskie przewieść do Warszawy i połączyć razem, co w roku następnym uskuteczniono. Przy rewizyi i porównaniu z inwentarzem, sporządzonym w r. 1730, okazało się, iż brakło wielu dokumentóm. Część ich była podobno wzięta przez Zapolskiego, wojskiego ziemi czerskiej, inne usunęła niewiadoma ręka. Takim sposobem na zamku warszawskim powstało ogólne archiwum, składające się z dwuch części, t.&nbspj. z archiwum dyplomatycznego i archiwum zadwornego, które dla tego tak nazywano, że było publicznem, dla wszystkich przystępnem. W tem archiwum mieściły się, oprócz ksiąg kancelaryi koronnej, dekreta w sprawach, podlegających rozpoznaniu samego króla, a więc dekreta sądów asesorskich i referendarskich. Po trzecim podziale Polski w r. 1795, znaczna część archiwum z zamku warszawskiego przewiezioną została do Petersburga, skąd, na żądanie ówczesnego rządu pruskiego, powróciła w uszczuplonej liczbie ksiąg do Warszawy, a mianowicie bez archiwum sekretnego czyli dyplomatycznego i aktów Rady Nieustającej Departamentu interesów zagranicznych. Rząd pruski około r. 1799 znaczną część oryginałów przesłał z archiwum warszawskiego do Berlina, Białegostoku i Wrocławia. Po utworzeniu W. Księstwa Warszawskiego nastały lepsze czasy dla starych dokumentów. Za staraniem Łubieńskiego, ministra sprawiedliwości, powstało z mocy dekretu króla Fryderyka Augusta, Księcia Warszawskiego, z d. 2 września 1808 r., „Archiwum ogólne krajowe”, do którego weszło dawne archiwum zadworne z Metryką koronną, akta odzyskane z Berlina traktatem tylżyckim 1808 r. i zbiory dawnych aktów sądowych, skarbowych i t. p. Po utworzeniu w 1815 r. Królestwa Polskiego, archiwum dostało nazwę: „Archiwum Główne Królestwa”. Z początku mieściło się ono w zamku królewskim, zkąd r. 1820 przeniesiono je do gmachu oo. karmelitów na Krakowskiem-Przedmieściu, a r. 1834 przeznaczono obecne pomieszczenie przy placu Krasińskich, w gmachu, który za Stanisława Augusta mieścił urząd komory celnej. Pierwszym archiwistą za Księstwa Warszawskiego, a następnie kongresówki, był Wincenty Skorochód Majewski. Po nim od r. 1838 był Feliks Bentkowski, trzecim z rzędu Walenty Hubert, który 60 lat strawił na służbie w tem archiwum. Od r. 1875 naczelnikiem „Archiwum Głównego akt dawnych” został profesor uniwersytetu warszawskiego Adolf Pawiński, a po śmierci tegoż, piątym z rzędu archiwistą został Teodor Wierzbowski, także profesor uniwersytetu warszawskiego.

Z Bibliografii Karola Estreichera:

Jeszcze tylko z artykułu o Ignacym Pietraszewskim gdzie na uboczu dwa słowa – Majewski doceniony przez Kajetana Koszowicza na Uniwersytecie w Petersburgu

„… Uderzony nader blizkiem, a niezaprzeczonem, powinowactwem języka Zendzkiego ze słowiańskiemi, a mianowicie z polskim, poświęca się już nauce Zendawesty Zoroastra, czyli, jak on czytał, Zędaszty a jeszcze lepiej Zędawsty t. j. życiodawczej książki — im więcej ją zgłębia, im bliżej zajmuję się językiem Zendzkim, tem mocniej przekonywa się o najważniejszem dla dziejów polskich odkryciu, o użyteczności dla całej słowiańszczyzny. W skutek takiego przekonania wydaje on w r. 1857 w Berlinie dwa sposzyty Zendawesty z transkrypcją, tłumaczeniem na cztery języki; polski, niemiecki, francuzki i turecki i kommentarzem, pod tytułem: “Miano Słowiańskie w ręku jednej familji od trzech tysięcy lat zostające, czyli nie Zendaweste a Zędaszta to jest życie dawcza książeczka Zoroastra” (drugi takiż tytuł po niemiecku), nie szczędząc ni pracy, ni wielkich kosztów, własnym nakładem, jedynie dla chluby świata Słowiańskiego i w ogólności dla dobra nauki. W ocenieniu tego dzieła, posługiwać się będziemy zdaniem z prawa głębokiego znawcy Sanskrytu i Zendu, naszego ziomka, p. Kajetana Koszowicza, profesora literatury Sanskryckiej przy wydziale języków wschodnich w uniwersytecie Petersburskim. “Jako wydawca Zendawesty, sądzi on, Pietraszewski zdaje się mieć wiele wspólnego z drugim, dawno już zmarłym męczenikiem nauki Słowiańskiej, Walentym Skorochodem Majewskim. Przed 40-tu z górą laty, kiedy w całej Europie li tylko w Paryżu była katedra języka Sanskryckiego, kiedy nikt jeszcze nie podejrzałby najmniejszego powinowactwa Sanakrytu z językami Europy, Majewski pierwszy mową polską wyrzekł o tem powinowactwie i one udowodnił. Licz jakiż wzięło skutek pierwsze odkrycie zasad, któremi słusznie tyle się szczyci filologja porównawcza? oto, że Majewski był zmuszony szczupły swój fundusz obracać na drukowanie swych dzieł, przez nikogo nie czytanych, i że o nim dziś rzadki z rodaków, a za granicą może nikt nie wie.

W przedmowie do “Rozpraw o języku Samskrytskim (1816)” Majewski wołał: “nie żądam jak tylko zwrotu kosztów, pracę zaś i zabiegi z serca szanownym poświęcam współziomkom” koszta jednakowo się niewracały. Z gorzkiem uczuciem wołał on później: “straci autor, to nie będzie zbierał i pisał, a tem samem wiele zyska” (str. LXIV), a jednakże zbierał i pisał i przekazał dzieła swoje, ku uwielbieniu pamięci dostojnego męża, stuleciom przyszłości.

“Pietraszewski pierwszy wskazał niezaprzeczone nader blizkie powinowactwo Zendu z językami słowiańskiemi, a zwłaszcza z polskim. Uczeni sławiańscy pracę jego, pełną zamiłowania i poświęcenia się, pokryli milczeniem, zagraniczni zaś ozwali się o niej z szyderstwem i pogardą bez żadnych udowodnień….

Black Blue Art i Blackblueardzi – sztuka, postawa czy manifestacja sposobu życia Nowej Ery.


Przedrukowujemy wreszcie tekst dotyczący Blackblueardów z roku 2004. Tak to jest, że sprawy mniej ważne aczkolwiek wcale nie takie zupełnie nieważne, muszą poczekać na swoją kolej.

Czasami niestety bardzo długo, a ruch artystyczny black blue art trwa w najlepsze i dobrze by było, żeby go i ktoś w Polsce dalej pociągnął. Osiągnięcia ma wybitne. Wystarczy wymienić dwa nazwiska z kręgu pisarzy s-f Janusz A. Zajdel i Adam Wiśniewski-Snerg.

Wystarczy dorzucić dwie inne ikony reprezentujące sztukę światową: Bracia Wachowscy i Rolling Stones.

BB – Sarajevo 1984 – Para taneczna Jayne Torvill i Christopher Dean zasłynęła poruszającym wykonaniem tańca do Boléro Maurice’a Ravela podczas Igrzysk w Sarajewie (1984). Za ten występ otrzymali jednogłośnie od wszystkich sędziów ocenę 6.0 za walory artystyczne.

Gdy idzie o tych dwoje wspaniałych artystów i sportowców – interdyscyplinarność dopiero wtedy raczkowała jako potrzeba chwili i moda – zrobili całkiem fajną karierę zawodową a w 1994 roku po zmianie przepisów olimpijskich jeszcze raz wrócili na sportową arenę i zdobyli najwyższe podium. Ruch Blackblueardów nie ma liderów ani centrum – podobnie jak hippizm – z niego wyrósł jako podskórna wewnętrzna tendencja i coś co nazwalibyśmy dzisiaj trendem, ale zatoczył o wiele szerszy krąg. Ten trend rozlał się poza tradycyjne środowiska wyrastające z rewolucji 1968 roku i objął ludzi którzy intuicyjnie chwytali tę samą falę. Bo zaręczam wam, że całą  holistycznie pojętą Rzeczywistość, którą nazywamy na potrzeby naszej filozofii Wiary Przyrody – Rzeczy Istnością, da się opisać w rytmie i na falach blue and black.

1963 – 1972 Niebiesko – Czarni

Czesław Niemen w Niebiesko Czarnych

To dziesiątki twórców, buntowników, muzyków z kręgu niepokornego polskiego rocka – PÜdelsi, Dupą, De Press, Klan, Romuald i Roman, Anawa , Zdrój Jana, Dżamble, Osjan – niepokonani chociaż wentylowani i inwigilowani nieustannie przez PRL, starannie kontrolowani i kaptowani metodą kija i marchewki. Niektórzy nie dali się kupić w żaden sposób. Tych przypomni dopiero kolejna RP – ta całkiem wolna i niepodległa.

Płyta „Korzenie” (Roots)

Ale to oczywiście tylko przykłady manifestacji, które złożone razem współtworzą nową epokę mentalną we wszystkich możliwych wymiarach aktywności ludzkiej – w tym: filozofii , sztuki i abstrakcji, ale też sposobu spostrzegania rzeczywistości i jej priorytetów a w nich samego siebie i własnych priorytetów i sposobu życia.

Żywiecczyzna

Anglia

Niderlandy

Wnętrze pokoju dziecięcego 1990- czarno-niebieskie

przedmioty użytkowe – czajnik

To całkowita odmiana, rewolucja także w wymiarze życia codziennego, przedmiotów użytkowych, estetyki, postrzegania fałszu i obłudy komunikacji społecznej, kształtowania nowego świata wartości poczynając od analizy propagandy i ustanowienia nowej relacji między słowem mówionym, pisanym i czytanym a kończąc na luźnych abstrakcjach estetycznych, czy też akcjach politycznych czy stosunku ludzi do religii. Ten ruch objął i ukształtował nie tylko Polskę i Europę ale cały świat i czyni to do dzisiaj.

Toster

Czarne lustro Rzeczywistości

Matrix

Manipulacja Rzeczywistością

Oczywiście Patrenzia Princites na razie jest zamknięta więc nic tam nie znajdziecie – jak w 2004 – ale tekst stał się bardziej aktualny niż był wtedy – wtedy nie można było się spodziewać że kończy się Era Niebieska a zaczyna Czarna. Teraz mamy czarny pasek  w naszych dziejach, dziejach Polski , więc i czarny pasek na marginesie tej STRONY.

CB

Ostatnia uprawa 1987 – Black and blue [kliknij]

Niezależność własnego punktu widzenia i osądu rzeczywistości, wolność od nacisku sterowanych centralnie mediów – otrzymaliśmy niespodziewanie z nową technologią. W 2004 roku wydanie takiego BLOGA jak ten było absolutnie wykluczone. A więc mieliśmy CZARNE 20-lecie III RP po czarnym  10-leciu PRL – dodając do tego 40 lat Okupacja Niemiecka + Okupacja Sowiecka i 125 lat Niewoli w Rozbiorach – żyliśmy pod CENZURĄ od roku 1771 przez 200 lat.

Oto artykuł z roku 2004:

Black Blue Art i Blackblueardzi – sztuka, postawa czy manifestacja sposobu życia Nowej Ery.

Black Blue Art – co to takiego?  Słyszeliście kiedyś o tym? Założę się, że nie chociaż to się dzieje w Polsce już od 36 lat i wielu mieszkańców naszego pięknego kraju musiało się z tym zetknąć i to wielokrotnie. Myślę, że w przypadku kraju takiego jak Polska, gdzie każde słowo było do roku 1990 reglamentowane na tysiące sposobów nie może to dziwić.

Ostatnich 14 lat także nie sprzyja wcale tak bardzo rozwojowi swobody wypowiedzi i wymianie światopoglądowej. Media nie są wolne – to tylko pozorna wolność. Ktoś kto zada sobie trud obejrzenia dwóch dzienników telewizyjnych dziennie, tego w TVP 1 i tego w TVN bez trudu zobaczy że 90% wiadomości się powtarza, łącznie z tym samym materiałem filmowym, który jest czerpany już z odpowiednim komentarzem z jednego źródła.

Fotograficy, pisarze, rockmeni, zespoły, malarze, filmowcy – nie tylko nad Wisłą – nie wyrażali nigdy zgody na taki świat. Ci którzy ją wyrażali i wyrażają są nic nie wartym odpadem sztuki, SZTUKI, która nigdy nie pozwala się cenzurować – nigdy i nikomu.

Także sztuka użytkowa, codzienna, a wśród jej odłamów i dziwaczne, niesłychane akcje obyczajowo-polityczne w rodzaju słynnych śnieżnych fallusów (  októrych chyba pisaliśmy w tym dziale).

TVP, TVN , POLSAT – Pozostałe materiały  w tych telewizjach wykazują niuansowe różnice, to raczej różnica odcienia niż ostrej barwy i odmiennego światopoglądu. Na ekranach widzimy stale te same twarze, w stacjach radiowych również powtarza się stale to samo.

Tak naprawdę ci, którzy nie mają pieniędzy i nie są dobrze ulokowani w tzw „śmietance towarzyskiej”nie mają też możliwości wypowiedzi ani prezentacji swoich idei. Ta śmietanka nie jest bynajmniej Warszawką, ani nawet Krakówkiem, ona jest ponadmiejscowa, a jej główne spoiwo to stare układy towarzysko-medialne i nowe pieniądze.

Star Wars – to dzieje się nie tylko w Polsce lecz także na świecie

Pieniądze zaś wystarczające by swobodnie przekazywać swoje poglądy i je wyrażać ma 1,7% całej populacji tego kraju. Czy to już oligarchia? Niewykluczone.

Polska cierpi z powodu biedy, a bieda odbija się na stanie naszych umysłów wszechstronnie – także w sferze dostępu do informacji i możliwości tworzenia informacji, możliwości kreowania nowych prądów w sferze myśli i idei oraz sztuki, a także w sferze jej przekazywania, rozpowszechniania.

Biedni ludzie zadowalają się byle namiastkami i gadżetami, akceptują medialną fikcję w miejsce rzeczywistości, fantomy które odbierają im resztki wolności, biorą za realne postacie kreujące politykę i reformy.

Wbrew przeciwnościom bez przerwy bez przerwy tak jak Wiara Przyrodzona rodzi się i odradza się myśl czarno-niebieska. Szukajcie czarno-niebieskiego – bo czarno – niebieskie oznacza po prostu dobre.

1982

Na takie bariery natrafia ktoś, kto chciałby się zaprezentować i powiedzieć, co ma do powiedzenia, na takie bariery natrafia ktoś, kto chciałby zebrać grupę podobnie mu myślących i zacząć działać.

 

A co jeśli ktoś wcale nie chce by go usłyszano głośno i specjalnie zniża głos do szeptu. Co jeśli jego celem jest tylko wzbudzenie cichej fali?

Co jeżeli nie chce by pewne działania kojarzono z jego osobą lub grupą? Wtedy macie nikłe szanse by się o nim dowiedzieć, choć możecie się z jego działaniami zetknąć, a nawet te działania mogą was nie raz mocno dotknąć i poturbować.

Zdzisław Beksiński – Drzewo Nocy

Czy wielu z was słyszało o kodystach i Kodyźmie, zupełnie nowym awangardowym ruchu obecnym w Polsce od 1980 roku a działającym nieprzerwanie do dziś, tworzącym grupę w latach 1980 – 1990? Grupa opublikowała oficjalnie swój manifest i  zaledwie kilka utworów  – tak zwanych komunikatów kodystycznych w roku 1983 w czasopiśmie Przekrój.

Jestem pewien, że prawie nikt nie zna twórczości tej grupy, a jest to twórczość wyjątkowo odkrywcza, świeża, wciąż aktualna, aktualniejsza teraz niż była, gdy kodyści starli się z machiną Stanu Wojennego i cenzury PRLu.

BB – 1987 – Czesław Białczyński Zew Drzew

 Wciąż działa „Wysoka Rafa” – układ, który trzyma w rękach media i rości sobie prawa do wygłaszania „jedynie słusznych, europejskich poglądów” a po cichu dzieli między siebie wpływy.

Na stronach Patrenzii Princites (dzisiaj tego BLOGA) możecie poznać ten superawangardowy ruch, który do dzisiaj nie znalazł naśladowców na świecie i jest tym rodzajem sztuki, który wyrasta z Polski, z jej historycznego przeżycia, z jej doświadczeń duchowych i problemów, ale dotyka uniwersalnych pytań i daje na nie równie uniwersalne emocjonalne odpowiedzi.

Ale czy Śmietankę z Wysokiej Rafy tak naprawdę obchodzi promowanie polskiej kultury, rozpowszechnianie tego, co cenne, tego co ważne, tego co odkrywcze, tego co jest oryginalnym wkładem naszej kultury w kulturę świata?

Nie, oni jak papugi powtarzają stare piosenki z Zachodu –  zużyte śmieci sztuki wyrzygiwane za Wielką Barierę (czy też byłą Kurtynę – Z żelaza).

Zastanówmy się zatem co się stanie jeśli ktoś, jak Blackblueardzi wcale nie chce by go kojarzono z akcjami, wcale nie chce być rozpoznanym, lecz jednocześnie nie zamierza rezygnować ze swojej misji.

BB Glastonbury

Black Blue Art – kiedy próbujemy określić to zjawisko natrafiamy na setki barier i zatorów. Czy to przypadek? Na pewno nie, bo w przypadku Blackblueardów nie ma żadnych przypadków.

Ruch – sztuka? Ale czy sztuka? Był i jest. Ale czy był? A także zapewne będzie, bo nie wierzę że młodzi, którzy łakną atomowego paliwa na dobry start w XXI wiek nie chwycą w lot wartości i ważkości – a także nieważkości i lekkości – tego ruchu.

 

Wyróżnia go i jego twórców tak wiele oryginalnych cech i tak głęboka wyobraźnia, że bez wątpienia zresetują negatywne wpływy i zainspirują kolejnych artystów w kolejnych krajach, i poruszą dusze kolejnych pokoleń. Black Blue Art i jego twórcy to najbardziej zagadkowe zjawisko wszechczasów.

Nigdy nie ogłosili manifestu. Trudno dowieść jakichkolwiek związków między ich dziełami i nimi samymi. Obejmują swoim działaniem cały świat

BB Polska 1974

Nigdy nie zdefiniowali się jako grupa.

Nigdy ich nie łączono na podstawie cech programowych. Lepiej – w ogóle nigdy ich nie łączono choć działają już prawie 50 lat.

BB 1978 – Wysyłka – mailing do 3000 Polaków

Jedyny wyróżnik tej niezwykłej nie tylko artystycznej, lecz społecznej, filozoficznej, wręcz politycznej formacji to barwy.

Black and Blue.

Ale to nie od płyty The Rolling Stones zaczęła się ta przygoda. Przed nimi, i przed epoką rocka w obrębie tej formacji zaistniała na przykład Brigitte Bardot.

Blackblueardzi czerpali od dawien dawna z niezidentyfikowanych źródeł inspiracji, które pozwalały im trafnie rozszyfrowywać teraźniejszość w jakiej żyli i przepowiadać przyszłość.

Czasami ceną za jasność widzenia bywa życie – tak było na przykład w przypadku Snerga. Tak było w wypadku wielu z nich u nas i wszędzie gdzie tworzyli. To dziwne, ale wśród tych wieszczów treści i formy wielu było Słowian, a jeszcze więcej Polaków.

Zapewniam was że przyszłość nie jest różowa jak ten kwiatek powyżej ani nawet blue jak ten motyl – niestety przekonamy się o tym wszyscy bardzo niedługo, ale póki co spójrzcie w piękne oczy przemądrej kobiety, pierwszej gwiazdy filmowej która nie pozwoliła się wmotać w tryby komercji i tego całego zamętu medialnego, a żyła i tworzyła w czasach kiedy ja sam byłem jeszcze niemal dzieckiem – BB:

Na koniec dołączamy ważne obrazy z nurtu BlackBlueardów

dwa ujęcia z NiezaleznaTelewizja.pl,a także  wyczarowanego przez Mezamira Snowida Niebieskiego lub Niebiańskiego Orła Przemiany i „Kosmos w ramkach” Adama Pernala. Myślę, że trudno nazwać „sztuką” to że akurat ktoś preferuje koszule w czarnoniebieskie barwy – tu ważny jest akt takiego a nie innego wyboru, albo że wystrój kongresu astrologicznego jest czarno-niebieski (chociaż to można zrozumieć jako bardziej świadome działanie projektanta, ale także jako odzwierciedlenie sposobu widzenia Rzeczy Istności). Nie można też z pewnością nazwać sztuką Niebieskiego Ptaka – Mezamira Snowida – jeżeli już to jest to „sztuka z Bogami” , a bardziej czarodziejski wytwór szamanizmu i Wiary – agnostycy i tzw” racjonalni ateiści” (ja jestem racjonalnym teistą) powiedzieliby, że to przypadkowy zbieg okoliczności – ale ja w takie przypadki zupełnie nie wierzę – całe moje doświadczenie życiowe temu zaprzecza. To wszystko jest „sztuką” i nią nie jest – podobnie jak projekcje mentalne które zapisuje Adam Pernal nad ośrodkiem  Dogczen w Łysej Górze.

Niezależna Telewizja z Kongresu Atrologicznego 1 – maj 2012 Warszawa

Niezależna TV.pl z Kongresu 2 – maj 2012 Warszawa

Adam Pernal – Kosmos w ramkach

Adam Pernal – 2

Mezamir Snowid – Niebieski Ptak

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 617 other followers