białczyński

A False German scheme – A common father of the Aryan race is the father of Arab, Slavic, Jewish and German people [ENG]

Posted in nauka, Słowianie by bialczynski on 11 Styczeń 2013

© by Czesław Białczyński

© translated by Katarzyna Goliszek

 

 

I decided to attach another beautiful tabloid drawing, however absurd, scheme of assigning R1a1 to particular peoples-tribes living on Earth. 

r1acladessnp[click magnify]

Because in today’s strange times some people claim that it is not enough to have a common father and mother in order to make up a family and saving Germans’ blood (whose blood partly runs also in my family’s veins – which I do not conceal – as there are numerous evidence of such mixing of the family Polish-Moravian-Slovak-Austrian-German-Armenian) make the schemes as above, I point out what such reasoning leads to. 

Conclusion I

The child of a particular father and particulare mother – is not their genetic family. Being his / her great grandfather’s great-grandchild you are not his family since too many generations separate you from him to be his family.

 

Conclusion II

If we can not prove by any means that the R1a1 haplogroup was German because it was Slavic-Indo-Iranian, we are falling the genetic tree over (actually we are uprooting it and put it upside down) and then showing where R1a1 entering various civilisational contacts contributed to or participated in forming an ethnos, we can place Germanic nations and Scandinavians into R1a1 (who were formed by R1a1 with I1 i R1b. The final conclusion can be seen in the picture on the right – R1a1 formed not only Germanic nations, but also Tartars, Arabs and the Jewish. And, of course, it formed the Slavic nations and Persians, and Hindu people as well (what a pity that this inconvenient fact can not be blurred somehow or misshaped, but it can be marginalised).

The obvious truth got lost somewhere that the Jewish are of J1 and J2 haplogroups. After all, nowadays this fact is inconvenient for the proven thesis. We do not talk about the language community, either because it is an inconvenient topic. Neither do we talk about the cultural community – because it is inappropriate. It is of course the German noblemen that have Sarmatian signs and seals in their coats of arms because all of a sudden they are relatives of Scyths, whereas Slavs are not – such a thesis. Surely, it can not be Russian, Ukrainian and Polish mothers in Moscow, Kiev, Kraków, but German mothers in Berlin that tell their children bed time stories about the brave Rusłan-Rustam, Krakus-Cyrus, Kirus Kirkudanowicz, Kij-Kej and other brotherly Germanic-Iranian legends.

 

At last, we have the final conclusion here, black on white: Germanic nations and the Jews as R1a1 are the children of the common father and they have the purest ever, the most special Aryan blood. Aryan or Jewish? The Jews and Germans look so much alike, after all, black-haired, dark-eyed, aren’t they? Moreover, they speak the irreproachable Indoeuropean, archaic, common language, don’t they? The Slavs,on the other hand, are the nearest family of Tartars and Arabs – they also look as identical as Arabs and Tartars – they all have dark, almost an olive complexion, raven black curls and slanting eyes. Bravo!

Conclusion III

Now we are looking forward to seeing the same – an uprooted tree in a beautiful drawing – scheme – which will show I1 i I2 – Old Europeans the fathers and mothers of Germanic nations and we are also waiting for another scheme with R1b1 that will show us Celts as the children of the same father as the Jewish and the Chinese. Bravo again.

There is no word about it – hush – that in Poland there are as many M458 as Z280. Well, are the Polish a Slavic nation or Scyths? do they speak Scythian or the Moon language? Does anybody have a dictionary of this ”Iranian” Scythian close at hand? Or do we create it basing on a few names twisted by the Greeks?

In addition, even if I were I1 and I2 and I speak Slavic and I inherited my Slavic ancestors’ spiritual and material culture, I am Slavic, and if I inherited the things after Scyths, I am a Scyth,and if I inherited both of them I say: Yes, it is our past – mine and yours – these are our roots so can I fell a full inheriter of these two peoples?! Or maybe I have no right to feel so because Z284’s father was R1a1 as well. Did he become anybody else because of his being in the north in the ice for a long time?!

Anyboy from the outside can call me as they wish but surely not German though also this blood runs in my veins – which I emphasise one more time. Germans have the right to feel Scyths as they have their descendants among them, the Polish do not have the right to feel so in spite of the fact that among all of R1a1 live 50% Z280. Germans also have numerous M458 among them, particularly east off the Elbe. Well, what will happen if they sudenly want to be Slavic in the way they want to be Scyths now? I dread to think.

In my opinion, there should be definitely more language and cultural community – coats of arms can be taken from the Polish noblemen and changed into German ones – then there will be Sarmatian and Scythian elements there and this way it will be closer!

Why not wear Sarmatian clothes as the Polish noblemen had been doing so till the times when the Polish Republic collapsed and it became fashionable to wear German clothes along with shaving a beard and moustache instead of shaving the head. Some legends and tales which would become common should be made up too. It would be really best, however, to  send the Slavic people somewhere on the orbitof Mercury, or to Pluto’s orbit, yes it would seem best of all – because the problem would disappear then and could be said all around that there were Pra Germanic people in Asia about 6000 BC.

With regards
CB

Tagged with: genealogia, Genealogia Słowian, Germanie, Sarmaci, Scytowie, Słowianie

Gott mit Uns, Nasze Godło, czyli jak w nowym godzie, 2013, pogodzić nowe stare ze starym nowym

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 8 Styczeń 2013

niederlausitzwappen

Godło Dolnych Łużyc – Ten Orzeł  wyłania się z korony, przez którą dobywa się na świat. Ośmiosegmentowa, biała korona, jest jednocześnie ośrodkiem szczytu kwiatu okolonego 8 kwietnymi płatami. Z kwiatu rodzi się Biały Orzeł, „wyrasta” on z kwiatu w którego płaty jest spowity niczym w materię chorągwi (materię Świata – Baję), i którego płaty imitują jego skrzydła. Kwiat-stanica (boska chorągiew) biało-czerwony 8+8 = 8 x 2 = 16 Żywiołów dualnych = 7 = Szczęście. Jest to symboliczny Kwiat-Korona Lugii-Lęgii-Ślęgii-Lechii).

Kwiat Ślęgii-Lugii w tym godle ma także 6 głównych płatów zwisających w dół z korony kwiatowej, a każdy z tych 6-ciu jest podzielony na 4 pod-płatki. Daje to 24 podpłatki, symbolizujące 20 wielkich mocy i wielkich żywiołów (12+8) oraz 4 kiry. Liczba 24 symbolizuje tutaj także 24 małe żywioły oraz 24 małe moce, jak również zawarte w niej symbole związane z czertą 12 i jej krotnościami, takie jak 12 miesięcy-godni, 12 godzin dnia, 12 godzin nocy, 12+12  = doba, czy 24 lata-gody Koła Wieków. 24 gody-lata x 4 = 96 (pełne koło wieków w jednej z miar czasu opartej o „krótszy różaniec” z 96 ogniw).

To wszystko wyrasta z GODŁA – God-vędy (znaku-tamgi gowęda – bydła, podstawy plemiennego bytu, z byka/krowy. Krowę ujęto w „przejściowym” kolorze czerwieni i krwi – rasa polska, ze słonecznymi rogami i ze złotymi kopytami, z ogonem rozwidlonym na kolejne 6 chwostów/kos. Krowa/Byk stoi na trawie, czterema nogami na Trzech Wzgórzach – Trzygławia, Góry Świata i na tle Światła Świata – Jasnego, Białego Nieba (tła herbu-godła).

[Gowinda (w sanskrycie:गोविन्‍द) – jedno z imion (tytułów) hinduskiego boga Kryszny (oraz Wisznu jako awatary). Imię składa się z dwóch słów: go – ma znaczenie krowy, kraj lub zmysły, a winda oznacza opiekun. Imię Gowinda można tłumaczyć jako: Opiekun krów (kraju, zmysłów). U nas w języku słowiańskim na bydło (od być albo nie być = byt-ło) mamy i słowo skot i słowo gowędo (od czego słowo gawiedź - bydło). Krowa, krow-krew. ]

Godło i Zwieńczenie łączy KAGAN/SZŁOM/KIELICH/KOSZ, srebrny odwrócony kielich, tworzący szołm-chełm, ze złotą klatką słońca-kuli-ognia-światła – to symbol Wojów i Wiedunów, Wiary i Wiedy Najgłębszej – tzw graal lub kagan (kogajon, koszająt, koszołm, koszał).

Dział Działów reprezentują tutaj dwa zwierzęta podstawowe z Zodiaku Pierwotnego Krzyża, czyli Zodiaku 4 Kirów – symbole KRESU (czyli Przemiany) – wiosny/lata i jesieni/zimy: Ptak = Łabędź/Orzeł/Bocian = zachód/północ = jesień/zima (odlot) i Byk/Krowa = wiosna/lato, wschód/południe (rozwój). Zwierzęta te (oraz kwiat, zielone wzgórza i złote promienie kaganu-słońca) symbolizują jednocześnie Wiarę Przyrody i Przyrodę w ogóle.

Godło jako całość reprezentuje Matkę Ziemię, Przyrodę [Ród(Roda, Ród Ludzki)+Przyrodę(Rodżanę, Siedlisko Ożywione)] i ukazuje Jedność – Światło Świata (w przemianach, działach i kirach)

© copyright by Czesław Białczyński

To jest kolejna „bajka” jaką mam do opowiedzenia wszystkim ludziom otwartym, nieskostniałym umysłowo, sięgającym w myśleniu o naszej słowiańskiej tradycji dalej niż do roku 966, albo do VI czy nawet IV wieku n.e..

godbog906

Długo nie wiedziałem w jaki sposób poruszyć tak ważny temat jak Bóg i Godło. Godło i Godność. Słowo, Prawo, Jawa, Nawa, God, Bog. Osobiście nie mam za dobrych skojarzeń z takim stawianiem sprawy. „Bóg – honor – ojczyzna!” – to hasło zbyt często powiewa na sztandarach zalanych krwią. Jednocześnie jest wymemłane, przeżute i zawłaszczone przez ludzi „obcej wiary”, którzy ją narzucili Słowianom przemocą i wykorzystują ich od wieków jako tarczę owej wiary, czyli mięso armatnie. Samą tę wiarę wypaczyli, skrzywili i oddali w służbę Systemu Pan-Niewolnik czyli w służbę POST-Rzymu. POST-Rzymu reprezentowanego to przez Niemcy i ich spadkobierców, teraz na przykład z USA, to znów przez imperialną Rosję (III Rzym).

Problemy wiary, boga i godności oraz ojczyzny-macierzy mają jednak wiele aspektów. Niektóre z tych aspektów są godne głębokiego rozważenia, ponieważ gdy je zanalizować ujawniają oszałamiające prawdy. Jest bowiem tak, że ofiara krwi nigdy nie jest bezcelowa, nawet jeśli bierze się z manipulacji czy jest nieświadoma. Ofiara krwi jest zawsze ofiarą najwyższą. Mówiąc o ofierze krwi, mamy na myśli ofiarę złożoną ze świadomego życia. Mówiąc świadome życie, mamy na myśli każde życie.

Ofiara z życia, złożona przez pojedynczego człowieka – Jezusa z Nazaretu, stała się podstawą mitu zapładniającego wiele umysłów na wiele pokoleń. Odmienną rzeczą jest „jak” i „do czego” ten mit został wykorzystany, a odmienną jego przesłanie. To przesłanie nie jest zresztą niczym wcześniej nieznanym. Bo ofiara z życia zawsze miała najwyższą wagę. Nie trzeba być wielkim filozofem aby to zrozumieć. Wystarczy poddać się emocjom, żeby to poczuć sercem. Każde pozbawienie życia istoty świadomej, nawet muchy, budzi w nas choćby drobny wstrząs. Wagę ofiary z życia widać dobrze w podaniach wszystkich mitologii, o wiele starszych od chrześcijaństwa. Jednakże ten chrześcijański mit, popychał ludzi nieświadomie od marzenia o sprawiedliwości w Niebie, sprawiedliwości po Śmierci, do marzenia, które wywołało rewolucję, marzenia o sprawiedliwości na Ziemi i za Życia. To nośność tego mitu uwiodła i omamiła rzesze ludzkie, które poddały się jego urokowi, podczas gdy inni sięgnęli po niego wyłącznie, by osiągnąć władzę nad tymi Rzeszami.

Długo myślałem od czego zacząć ten nadzwyczajny 2013 god (rok), rok/god Wielkiej Zmiany, god/rok naprawdę wielkich, wielkich, wielkich wydarzeń. Rok godny, odświętny, niezwykły, rok/god odmiany w Polsce, zmiany na Świecie, przemiany w Świadomości Ludzi. Będzie to czas Wielkiej Zmiany dla Słowian i Wiary Przyrody – Przyrodzoney Wiary i Wiedy Słowian, czas „przepoczwórzenia” dla wszystkich i wszystkiego.

Przez czas poprzedni zajmowaliśmy się tutaj przywracaniem pamięci. Pamięci owego KORZENIA DRZEWA i treści ZAPISU CZARY – Dzbana Zerywanów – Arki. Niektórzy mieli nam za złe, że przywracając Pamięć Słowian i Słowiańszczyzny przywracamy też Pamięć Wiary Słowiańskiej Przyrodzonej – Wiary i Wiedy PRZYRODY. Jednakże przywrócić korzenie to znaczy przywrócić pamięć SŁOWA, a słowo niesie PRAW-WDĘ, PRAW-WIEDĘ i PRAW WDY (wdy=wdały, udatny, udany, ale i za-wdy = zawsze istny), PRAW(D)Y PRZ(E/Y)KAZ. Prawo zaś i Prawda mówią automatycznie niejako o Starej Wiedzie o Wiedzy Praw – czyli Wierze Przyrody, Wierze Słowian.

Adam Mickiewicz prowadząc 150 lat temu w Paryżu swoje wykłady o romantyzmie, o mitologii Słowian, o języku polskim i o naszej rodzimości zwracał uwagę słuchaczy, że „Kto zgłębi podania słowiańskiego ludu ten dotknie istoty Boga”.

Spowszedniałe słowo MIT, które zabrzmiało w tytule tego artykułu, gdy mu się przyjrzymy uważnie i gdy je powtórzymy głośno kilka razy: mit, „mit”, MIT, mit’, mić = mieć, mić – nić, nabiera niesłychanej głębi!

Słowo MIT = Mieć, oraz MIT = Nić, prowadzi Nas  jak po nitce do kłębka do narodowego „Być albo Nie Być”, do hamletowskiego pytania-klucza, które jest tutaj jak najbardziej na miejscu. Obawiam się, że skojarzenia te wywołują niejako cały szereg hamletowskich pytań w rodzaju:

Jak pogodzić „nowe” stare ze „starym” nowym? Czy takie pogodzenie w ogóle jest możliwe?! Czy to ma sens dla Polski i Polaków – godzenie tych dwóch rzeczy, tych dwóch wiar, tych dwóch rodzajów Polaków, polskich patriotów?

mitus

Słownik etymologiczny A. Brucknera – odwrotny, splątany, spleciony, przełożony na krzyż, wzajemny, parzysty, odmienny – takie znaczenia podaje „polsko-berliński” profesor.

To prawdziwe szaleństwo,uwierzyć,

że jest możliwe zmienić świat przez popularyzację MITU i MITÓW. Zmienić choćby mały fragmencik świata, cząstkę mentalności zbiorowej, ułamek świadomości  narodowej poprzez SŁOWO. Zadanie to wydawało się niewykonalne, niemożliwe, nieprawdopodobne – jeszcze 5 lat temu kiedy zaczynaliśmy aktywność Internetową tego blogu, a jeszcze bardziej nierealne wydawało się to zadanie 20 lat temu,  w 1993 roku kiedy wydawaliśmy w Krainie Księżyca po raz pierwszy „Stworze i zdusze”. Wiara, że poprzez ten zmieniony okruch świadomości, niejako z tym przywróceniem nam Polakom „ułomka pamięci”,  z „odkopaniem” tego na wpół martwego KORZENIA, zagrzebanego przez niegodziwców i niegodziwość w pomroce dziejów, zostanie Nam Wszystkim przywrócona GODNOŚĆ – Godność Osobista i Godność Narodowa, a przede wszystkim Świadomość Samych Siebie, ta wiara niezachwiana dokonała jednak przełomu. Wiara uczyniła cuda!

Gdybyście mogli prześledzić gdzie, na jakich forach w Internecie, toczą się dzisiaj zażarte dyskusje o Słowianach i Słowiańszczyźnie, o naszej starej Wierze Przyrodzonej o naszych mitach i podaniach, o naszych najstarszych dziejach , O NASZYM POCHODZENIU I JĘZYKU, GDYBYŚCIE TO MOGLI PRZEŚLEDZIĆ, TO BYLIBYŚCIE JAK SĄDZĘ, PO PROSTU ZADZIWIENI.  Bylibyście też niesłychanie szczęśliwi. Te dyskusje i kłótnie, to drążenie prawdy, trwa po prostu wszędzie. Dzisiaj kwestie duchowości i przeszłości Słowiańskiej zajmują dosłownie wszystkich, a rozprawy toczą się na wszystkich możliwych poziomach intelektualnych. Ta fala toczy się od stron/blogów kulinarnych i ogrodowych, od stron/blogów o tatuażu i wzorach na jajkach wielkanocnych, od stron/blogów poświęconych koronkarstwu i wyplataniu koszy, przez strony/blogi o ziołolecznictwie, zdrowym życiu i odżywianiu, uprawie ekologicznej warzyw i owoców, o budowie domów i wzorach w drewnie, poprzez strony/blogi o wędkowaniu i rzemiośle rycerskim oraz odtwórstwie historycznym, po najtęższe fora genetyczne, medyczne, historyczne, archeologiczne, antropologiczne,czy językoznawcze.  Od forów poświęconych grom RPG i fantastyce, poprzez kółka dyskusyjne licealistów, lokalne fora regionalne i samorządowe, po fora tęgich profesorskich głów związane z wąskimi specjalizacjami uniwersyteckimi, takimi jak choćby religioznawstwo.

Pamiętam, że ktoś się kiedyś obruszył, iż publikujemy TUTAJ muzykę Lao Che czy Bas Tajpana, a tymczasem DZISIAJ słowiańskość zalała już nie tylko reggae,  czy muzykę eksperymentalną, sięga po rap i hip-hop. A słowiańskość moi drodzy równa się polskość. Tak. Słowiańskość/polskość rozlała się na wszystkie dziedziny sztuki i kultury w naszym kraju, ale też szeroko poza ramy kulturalne, na wszystkie obszary życia społecznego i szeroko poza nasz kraj.

Czy to do nas rzeczywiście należycie mocno dotarło

w 2012 roku?

NA WSZYSTKIE OBSZARY ŻYCIA SPOŁECZNEGO

w POLSCE i szeroko poza nią!!!

Naród przebudził się (oczywiście nie tylko) dzięki naszej aktywności – aktywności nas wszystkich, którzy tutaj jesteśmy obecni i którzy przekładamy potem tę obecność tutaj na aktywne obecności gdzie indziej, na współtworzone czy własne portale, fora, blogi, czy w życie codzienne. Naród przebudził się ponieważ drzemała w nim potrzeba Przebudzenia. Nie ze szczególnej miłości i uwagi cytują nas dzisiaj, powielają i linkują masowe media internetowe jak Nowy Ekran, Wiadomości 24, Wpolityce.pl, Nasza Telewizja, Monitor Polski, Wykop.pl, Eioba.pl, WolneMedia,Liveinternet.ru, Facebook, Goldenline, czy bardziej specjalistyczne jak Rodzima Wiara, Polishforums, Anastazja.org, beskidmaly.pl, albo nwonews i inne liczne strony WWW, lecz dlatego, że potrzeba przebudzenia jest powszechna!

Tylko ta jedna słowiano-rodzimowiercza strona WWW – ten blog – miała w roku 2012 jeden milion dwieście tysięcy (1.200.000) widzów! To oznacza, że każdego dnia wchodziło tutaj 3.500 osób. Spośród tych osób 65 – 70%, a więc około 2.000 każdego dnia, czytało któryś z 600 zamieszczonych tutaj artykułów. Czytało, a nie tylko kopiowało hasła na swoje potrzeby!

Czytelników przybywa z godziny na godzinę. Wczoraj było u nas 5.000 osób z czego czytających 3.700! Sądzę, że w styczniu przekroczymy próg 150.000 odbiorców.

To jest Przebudzenie.Przebudzenie narodu.

W roku 2011 i 2012 obserwowaliśmy niebywałe akty owego przebudzenia demonstrowane na tysiące sposobów i manifestowane w niezwykłych okolicznościach. To przebudzenie było manifestowane powszechnie w tak różnych środowiskach jak skrajnie katolickie związane z PIS i TV Trwam, jak środowisko patriotyczno-narodowe, jak środowisko kibiców piłkarskich, których powszechnie uważano  za bezideowych zadymiarzy i chuliganów, a którzy oprawami meczowymi sprawili władzy nie lada problem, a nawet sprawili, że mieliśmy w Polsce pierwszych więźniów  politycznych i pierwsze przypominające żywcem nawet nie PRL, a ZSRR i Chiny, prewencyjne aresztowania masowe przed Euro 2012.

Przebudzenie zademonstrowali solidarnie prawie wszyscy użytkownicy internetu organizując masowe protesty w sprawie ACTA. Przebudzenie demonstrowali rodzice nie godzący się na zamykanie szkół, aptekarze i lekarze, dyrektorzy szpitali, pielęgniarki, nauczyciele, górnicy, kolejarze, oszukani przez obietnice rządowe Szczecinianie, zbankrutowani na autostradach właściciele małych firm, oszukani przez cwane biura i naciągaczy giełdowych i „pseudobankierów-gangsterów” zwykli ciułacze,  i znów rodzice w sprawie usunięcia lekcji historii.

Przebudzenie świadomości zademonstrowali choćby dwaj podpici szaleńcy, którzy wpadli na płytę Basenu Narodowego popływać sobie przed odwołanym meczem z Anglią. Aktywność zademonstrowały środowiska młodych i starych (np. w sprawie przedłużenia wieku emerytalnego i ustanowienia obowiązku składkowego w bezprecedensowej na świecie długości 40 lat obowiązkowego składkowania!!! – to prawdziwe niewolnictwo, najczystszy feudalizm państwowy!), lewicowe i prawicowe, gospodarcze i ezoteryczne.  Skala tego przebudzenia była dla Panów, dla posiadaczy polskich Niewolników naprawdę przerażająca.

Jak odpowiedzieli? Czy podjęli dialog czy też okazali się do dialogu niezdolni?! Próbowali wyjść społeczeństwu naprzeciw, czy też okopali się w twierdzy, za murem wyobcowania?! Czy buta i oderwanie od codzienności pchnęły ich na drogę forsowania siłowego tego o czym oni zdają się być przekonani stanąwszy ponad narodem?! Narodem, który ONI mają za bandę  oszołomów, a który zademonstrował IM niekłamaną wiarę w swoją podmiotowość i równoprawność własnej świadomej wizji państwa, wiarę w służebność państwa wobec społeczeństwa?! Czy podjęli rozmowę, czy zareagowali pozytywnie na jakąkolwiek sugestię?!

Tak? Wycofali się z ACTa?! Ale czy na pewno?! Od razu rozpoczęli prace i przygotowania do zakneblowania Internetu inną drogą. Teraz, po wymierzonej w wolność społeczną prowokacji z tonami trotylu czy plastiku, składowanymi na akademii rolniczej w Krakowie,  opowiadają o instrukcjach terrorystycznych, jakie się tą droga w Polsce propaguje i o mowie „nienawiści”. Kładzenie tamy mowie nienawiści poprzez CENZURĘ, jest w wykonaniu tych ludzi przemawiających oczywiście esencjonalną mową „miłości”,zabiegiem tak jaskrawo cynicznym, że wzbudza wręcz odruch wymiotny. Ustawę w tej sprawie przygotowuje nam  donosiciel Bezpieki PRL!

Nie widziałem w 2012 roku dialogu Władzy ze Społeczeństwem na żadnej płaszczyźnie. Widziałem cynizm i butę i samozadowolenie rządzących. Widziałem nieustanne potrząsanie szabelką, a raczej pojemnikiem z gazem łzawiącym. Widziałem pogardę dla opozycji, cyniczne przypisywanie wszystkim innym głupoty, ograniczenia umysłowego, niezrównoważenia psychicznego i słyszałem ton wyższości! Słyszałem Jedyną SŁUSZNOŚĆ, której organicznie nienawidzę. Ktoś tę Słuszność słusznie nazwał zresztą NASZOŚCIĄ. Taką samą Naszość mamy na Białorusi, na Ukrainie, w Rosji i w Kazachstanie. Naszość w systemie Pan – Niewolnik powstaje wtedy kiedy Właściciele Niewolników nie mają już żadnych logicznych argumentów na rzecz zachowania status quo i jedynym ich argumentem staje się bat – psychologiczny lub fizyczny, czyli gwałt na Narodzie!

Czy Być albo Nie być – to jest pytanie do Polaków na rok 2013?!

Myślę, że wszyscy, którzy czytają ze zrozumieniem te SŁOWA mają obowiązek w roku 2013 aktywnie chwycić za broń.

Nie za broń, która rozleje krew na nasze chorągwie, na nasze święte stanice, na nasze symbole słowiańskie, nie za broń palną, lecz za każdą dostępną broń  służącą aby upowszechniać owo SŁOWO, ów MIT, owo GODŁO i przywracać nadal GODNOŚĆ jak najszerszym rzeszom Polaków. Wywalczyć Godność dla wszystkich to przede wszystkim przyjąć Godną postawę osobistą i zająć GODNE Miejsce dla Siebie Samego, dla swoich Najbliższych, dla Zadrugi, Rodziny, dla Plemienia, dla Grupy, dla Podmiotu Lokalnego, dla miejscowej Społeczności. Przywracając godność samym sobie przywracamy ją także automatycznie całemu Polskiemu Narodowi. Przywracając godność małym grupom przywracamy ją sobie jako całości.

Odrzucając fałsz i manipulację, budując Pamięć o Korzeniach budujemy nową narodową dumę. Z nią, z dumą  nastaje zaś wolność! Bo wolność jest dzieckiem DUMY i poczucia Bycia Sobą oraz u Siebie.

Do tej pory przywracając TUTAJ, na naszych łamach, godność i korzenie, przypominając dawne mity i podania Wiary, opisując postacie bogów Starej Wiary Słowian, wskazywaliśmy przede wszystkim na przyczyny stanu w jakim się znajdujemy, stanu mentalnego, stanu świadomości czy też nieświadomości, stanu wiedzy bądź niewiedzy. Często jednak te analizy stanu Zbiorowej Świadomości objawiały nam jednocześnie winnych. Winni okazywali się nieodmiennie Rządzący nami od ponad 20 lat ludzie. Są oni przede wszystkim, poprzez działania jakie podjęli i jakich nie podjęli, winni stanu materialno-gospodarczego Polski, stanu publicznego państwa w jakim żyjemy, stanu jego posiadania w każdym wymiarze: granic, demografii, finansów, wewnętrznej organizacji i dezorganizacji, jego mocy i niemocy. U podstaw stanu naszego Państwa leży bowiem STAN PODSTAWOWY, stan umysłowy tak zwanych elit rządzących. To tam, w umysłach elity kształtującej programy na przyszłość jest wpierw potrzebna WIZJA CELU, potem zaś wizja drogi do celu. Ta wizja lub jej brak to paradygmat STANU PODSTAWOWEGO, czyli coś co leży u podstawy naszej Doli i Niedoli, bieżących sukcesów i kłopotów. Myślę, że 25 lat które miną w roku 2014 jest wystarczającym CZASEM jaki społeczeństwo dało III RP na spełnienie swoich marzeń o Sprawiedliwości na Ziemi, za Życia. Myślę, że rok 2013 musi być naszym rozliczeniem się z tą EPOKĄ BEZŁADU przez którą szliśmy pod dyktando LUDZI BEZ CELU.

Skupialiśmy się też przez pięć lat TUTAJ na przywracaniu prawdziwego braterstwa między Polską i Rosją, na wzajemnym zrozumieniu siebie przez Polaków i Rosjan, na wzajemnym ponownym otwarciu państwa na państwo, ludzi na ludzi , na oczyszczeniu się nawzajem i otwarciu – na zasadach RÓWNOŚCI dającej RÓWNOWAGĘ i Moc.

Skupialiśmy się także na wskazywaniu jasno przewin naszych przeciwników i sąsiadów, po to by sobie je uzmysłowić i nigdy nie dopuścić do powtórzenia tego CO BYŁO. Mówiliśmy dużo o propagandzie, germanizacji, nazizmie i faszyzmie, o komunizmie i niewoli, o „komunizmie” i „komunistach”, o tak zwanej demokracji socjalistycznej i manipulacji językiem, o propagandzie i totalitaryzmie sowieckim, także o chrześcijaństwie i jego przewinach.

To dziwne o tyle, że przecież pisaliśmy tutaj w artykułach wyłącznie o mitach, mitologii, o dawnych dziejach, o historii, o języku, Słowianach i Przyrodzie! A to wywoływało mowę na inne tematy i sążniste wpisy i dyskusje. Jak to się stało? Jak do tego doszło, że pisaliśmy o mitologii i pradziejach Słowian a nieustannie docieraliśmy do tematu i mówiliśmy o współczesności, o stanie bieżącym Polski?! Ano właśnie? Warto się przez chwilę zastanowić i nad tym, dlaczego ta tematyka wzbudza tak gorącą polemikę, takie zażarte dyskusje, takie wielkie emocje, właśnie teraz, DZISIAJ. Dlaczego te zdawałoby się nieważne, bo ginące w starożytności kwestie, są takie współcześnie PALĄCE i dla każdego emocjonalnie ważne?!

Pozostawię to pytanie bez odpowiedzi, każdy musi znaleźć osobistą odpowiedź na nie, znaleźć ją głęboko w SOBIE.

Po kilkudziesięciu latach działania w celu odtworzenia prawdziwej wiedzy o Słowianach i Słowiańszczyźnie, wiedzy o ich mitologii, bogach i Wierze Rodzimej dawnej, oraz działania na rzecz  odrodzenia tejże wiary współcześnie chcę powiedzieć, że dokonaliśmy wspólnie, my wszyscy którzy tutaj bywamy, a potem rozchodzimy się wychodząc stąd do naszych codziennych „szarych” zajęć, niebywałego dzieła – Dokonaliśmy owej WIELKIEJ ZMIANY!!!

Dzisiaj Polacy z powodu owego szczególnego MOMENTUM DZIEJOWEGO (Wielkiej Zmiany i Końca Epoki), ale i za przyczyną naszej działalności wytężonej, poczuli wreszcie swoją wartość i odbudowali w sobie godność.

O dziwo jest to poczucie masowe, a jego masowość niesie nam inną ZMIANĘ, zmianę położenia narodu polskiego w swoim państwie oraz pośród innych narodów Ziemi. Ten proces przywracania nam miejsca i rangi u Siebie w domu oraz na Świecie jest nie do powstrzymania. Oto stajemy się po 1000 lat Niewoli Mentalnej i po 200 latach NIEWOLI FIZYCZNEJ (prawdziwego ucisku KOLONIALNEGO) PODMIOTEM, a więc zbiorową OSOBĄ! Znów jesteśmy SOBĄ. Odrodziliśmy wiedzę o Sobie, o Korzeniach, z których wyrasta nasza Mowa, Słowo, Wiara, Wieda, Wartości. Odrodziliśmy wiedzę i zrozumienie własnych gestów, zachowań,czynów, sympatii i antypatii, namiętności i miłości, zrozumienie przywiązania do symboli, emocji często dotychczas niezrozumiałych, a przez to wstydliwych, odrodziliśmy jakże często wyszydzane poczucie przywiązania do macierzy i ojczyzny.

Orzel_Bialy_Godlo_Polski-koszulka

Gott mit Uns – Nasze Godło

Nie bez powodu właśnie te słowa znalazły się w nagłówku Wstępniaka w 2013-tym, w roku Wielkiej Zmiany. Nie samo słowo „mit”, nie samo „god”, ani „uns”, lecz „Gott mit Uns”.

W tym roku uczynimy próbę „pojednania” i „przebaczenia” naszym Zachodnim Sąsiadom. Przebaczenie nie oznacza wcale zbratania się, do tego bardzo daleka droga. Tak samo daleka, a może znacznie dalsza, jak droga do równoprawności i braterstwa w stosunkach Polska – Rosja oraz Polacy -Rosjanie. Gdy idzie o stosunki polsko-rosyjskie sprawa jest o tyle prostsza, że stosunki międzyludzkie, czyli relacje Polacy – Rosjanie, są mniej więcej „normalne”. Nie ma tu wielkich animozji. Wydaje się, że Polacy i Rosjanie nieźle się rozumieją, i nieźle się ze sobą nawzajem czują. Z Niemcami na obu płaszczyznach wciąż jest nam o porozumienie bardzo trudno. Z ideą jest jednak jak z tsunami: pierwszy wstrząs jest niewidoczny, potem rzecz się rozgrywa w cichym ukryciu, a spektakularny efekt widać „za jakiś czas” i w „innym miejscu”. Więc na zbratanie z Niemcami długo jeszcze nie liczcie, ale początek zostanie zrobiony właśnie dzisiaj, w tym artykule.

W tym roku spróbujemy za to zbratać się WEWNĘTRZNIE, zbratać się Sami ZE Sobą, ZBRATAĆ SIĘ NARODOWO, czyli  p o r o z u m i e ć  się SAMI ze Sobą. Na to jest już najwyższy czas i to jest możliwe, a nawet jest to niezbędne.

Zacznijmy jednak od sąsiada, naszego niegdysiejszego ciemiężyciela, który – bez złudzeń – nie zaniechał (i być może nie zaniecha jeszcze długo) prób zdominowania Nas, zawłaszczenia Naszego Domu, zrabowania dorobku Naszej Ojczyzny, wykorzenienia nas z Naszej Macierzy. Pojednanie  i przebaczenie nie odbywa się ani między premierami i prezydentami, ani między parlamentarzystami , ani między biznesmenami ani miedzy biskupami. To że biskupi z biskupami „przebaczyli sobie w 1966 nie spowodowało wcale niczego fajnego we wzajemnych relacjach przeciętnych Polaków i Niemców.  To że drużyna Niemiec w piłce nożnej łupi drużynę Polską przy pomocy „przekupionych” Polaków którzy dla nich strzelają bramki też wcale Polaków do nich nie przekonuje. To że wspólnie z Rosją biorą Polskę w Żelazną Obręcz rurociągiem też nie buduje naszego zaufania. Być może moglibyśmy się poczuć zagrożeni w naszym prawie bycia tutaj gdzie jesteśmy, w tej żelaznej obrączce.

Jednak dzisiaj już wiemy, że nasza MACIERZ (DOMENA i EKUMENA)  rozciąga się od Atlantyku do Pacyfiku i biegnie przez całą Północ i Centrum Europy i Azji (Białego Lądu i Mazji), przez cały pradawny, starożytny Kaganat SIS, sięgając korzeniami Cywilizacji Atlantydy. Wiemy, że jest odwieczna, że ma co najmniej tyle lat ile człowieczeństwo, mniej więcej od 40. do 25.000 lat wstecz. Wiemy też więcej o Rosjanach,naszych potomkach lechickich na Północnym Wschodzie i o samych Niemcach, którzy są w 39% naszymi (R1a+ I1 + I2) potomkami na Zachodzie.

Co lepsze powoli także świat zbliża się do konstatacji prawdy, gdzie leży owa tajemnicza Atlantyda, która dała podwaliny pod cywilizację sumeryjską i pod późniejsze systemy religijne i filozoficzne starożytnego świata. Leży oczywiście na północy Eurazji w obszarze europejskich borów i gór, nad Dunajem i na całej szerokości tzw Wielkiego Stepu.

Świat zbliża się do przyjęcia tego punktu widzenia, że Cywilizacja Poprzednia, którą umownie nazywa się Atlantydą, uległa samozagładzie lub zagładzie w wojnie, albo zagładzie na skutek kataklizmu. Być może to ona sama jest sprawczynią upadku Człowieka i Ciemnych Wieków. Ona to być może nie sprostała i nie oparła się tym, którzy do upadku ją przywiedli. Ale to ona właśnie zrobiła także wszystko co możliwe, aby wiedzę o przeszłości przenieść do teraźniejszości, zaszczepić ją ludziom, odtworzyć przeszłość, rzucić na nią Światło i OTWORZYĆ Światłą Novą Przyszłość przed Nami.

Przebaczyć naprawdę i pojednać się z Kimś

to znaczy Być Pewnym, że z jego strony nic nam nie zagraża, że nie narazimy się okazując zaufanie na atak (jawny bądź skryty). Jak okazać zaufanie skoro byliśmy narażeni na atak prowadzący do fizycznej eliminacji (ze strony Hitlera i Stalina, a wcześniej na atak terytorialny i gospodarczy kolonializm tej samej koalicji  przez 150 lat Rozbiorów). Niemcy zaserwowały nam także długofalowy atak na naszą Toż-SAMOŚĆ, czyli bycie Tymże Samym, Bycie SAMOŚCIĄ, SAMYM w SOBIE, OSOBĄ , OSOBNOŚCIĄ, Bycie Sobą. Bycie Sobą to jedyny CEL, poza obroną życia, godny obrony za wszelką cenę. Przeżywamy tego rodzaju atak ze strony Post-Rzymu nieustannie od 1000 lat.

Być SOBĄ to znaczy być Osobą,  być Bytem Zrodzonym lub Urodzonym, być członkiem Rodziny i Rodu (być częścią Siedliska – Przyrody). A być Zbiorową Osobą, to znaczy być NARODEM, posiadać nad-rodową tożsamość.

Jak pana godność? – pytano dawniej kogoś kogo świeżo poznawano. Bo GODNOŚĆ to Miano, Imię. Mieć Imię znaczyło zaś kiedyś Mieć MIT – Świadomość Przeszłości i Korzeni, MIEĆ MIANO – być podmiotem, MIEĆ DOBRE MIANO (IMIĘ) – Godność, Czci-Godność. Godność – imię, miano, cześć. Gody – święta, lata. God – rok. TY-Godnie – czyli „tenże godzień”, też właśnie „godnie”, „ten” właśnie a nie „inny” czas, czas między dwoma świętami-godami. Świętami, czyli dniami, w których bóg (Światło Świata – Swąt – Świętowit, Światłoświat, Świętowid, Świętuwit) po zakończeniu pracy stwarzania Świata Odpoczywał, godził go – ładził go, dostrajał i przystrajał, uk-ładał, udo-godniał.

godbog9069+0+6 = 15 = 6 = Życie i Sześciopłatkowe Koło – Kwiat Życia.

Te słowa „Gott mit Uns”, które dla niejednego z nas są jak zgrzyt, zwłaszcza zestawione w jedno ze słowami „Nasze Godło”, są jednocześnie Dowodem w Sprawie, dowodem procesowym w dosłownym tego słowa znaczeniu, dowodem na nasz rodowód, na naszą tożsamość, na naszą godność, na naszą niezbywalną i niezniszczalną w istocie niepodległość. God-Deło – Dzieło Boga, Dzieło Bogów Rozwoju – Godów, czyli inaczej Bogów Kiru (Stron, Czasu i Zmiany).

Jestem przekonany, że naród który ma tak wielki wpływ na swego teoretycznie zapiekłego wroga, pokonał już tego wroga. Bowiem Naród, który wprowadził na sztandary wroga swoje hasło i to zapisane w swoim własnym języku narodowym i uczynił to bez przemocy, już zwyciężył.

Chcę wam ogłosić teraz na początku roku/godu 2013, Roku/Godu Nowości, Roku OD-Novy, Roku-Godu Wielkiej Zmiany bardzo, bardzo, bardzo Dobrą Nowinę.

Jak pamiętacie zapewne z ostatnich  artykułów publikowanych przeze mnie w 2012 roku ( z 12 12 2012 i z 20 12 2012) udokumentowaliśmy tam i opisaliśmy dając wiele dowodów wprost oraz dowodów pośrednich, zjawisko samorozwiązania się kościoła katolickiego poprzez między innymi encyklikę  „Fides et ratio”. Ustami swymi Jan Paweł II, który ogłosił równoprawność ROZUMU na drodze do poznania Prawdy i Boga, unieważnił  „logicznie” obalone już od dawna przez Rozum Pismo Święte. Udokumentowaliśmy, że  razem z katolicyzmem tracą rację (RATIO) bytu także inne systemy oparte na Księdze i pośrednictwie pomiędzy człowiekiem a Bogiem, takie jak  chrześcijaństwo, judaizm czy islam.

Oczywiście RELIGIE te istnieją i będą istnieć! Będą istnieć zapewne jeszcze dosyć długi czas. Każde działanie bowiem, jak fala  w wodach oceanu ma swoją dynamikę i inercję. Fala, która dokonała TEGO  przewrotu „wód u dna” i spowodowała narodzenie Nowego, już przetoczyła się przez Świat. Ale zanim całe „wody” owego morza się obrócą i Zmiana wypłynie na „powierzchnię”, musi minąć jakiś czas. Będą zatem te religie obecne dotąd dokąd ktokolwiek (jakakolwiek OSOBA, Tożsamość, Świadomość Indywidualna), ktokolwiek, będzie je wyznawał. Nikogo siłą – tak jak to dawniej bywało –  nie będziemy przekonywać, żeby zmienił zdanie i przestał oddawać się przeszłości, a zwrócił się ku Przyszłości, ku Nieskończonej Świadomości, ku naukowemu światopoglądowi, ku Wiedzie i ku Osobistemu Kontaktowi z Bogiem w Sobie i Bogiem Nieskończonym.

Zatem Kościoły owe będą istniały dla tych, którzy „wierzą”, lecz dla nas, dla WOLNYCH LUDZI, Ludzi którzy odzyskali Miano, Imię, Tożsamość, Ludzi Wiedy i Wiary Przyrody one już istnieć przestały. CZY TO NIE WSPANIAŁE  (a jakże dla całego Świata zaskakujące), że w 1980 roku pokonaliśmy satrapię ZSRR, czyli spadkobierców POST-Rzymu uosobionego przez imperializm stalinowski nazywany komunizmem?! Czyż to nie wspaniałe, że w roku 1998 roku pokonaliśmy Watykan ogłaszając naszemu 1000 letniemu ciemiężycielowi ustami papieża-Polaka, Jana Pawła II, w encyklice „Fides et Ratio”, że chrześcijaństwo jest przeżytkiem, ponieważ jego dogmaty oparte o Wiarę w Księgi Święte nie wytrzymują krytyki ROZUMU?! Pokonanie Watykanu to także pokonanie niemieckiego Post-Rzymu, Niemiec ich 1000 letniej Misji Wschodniej.

To były pierwsze Dobre Nowiny w niedalekiej przeszłości, to były zwiastuny ale i pierwsze efekty nadciągającej Wielkiej Zmiany, Jasności WIDZENIA jaką zyskiwaliśmy pod koniec Kalijugi z każdym kolejnym etapem budowy Wielkiej Krystalicznej Sieci Informatycznej pomiędzy Ludźmi na Ziemi. Teraz czas na kolejne dobre, lecz nie ostatnie, Nowiny:

Gott_mit_uns_1WK

Niemcy zostały ostatecznie i nieodwracalnie pokonane przez Polskę!

Tak twierdzę. Nie tylko ich Misja wschodnia i krucjata, czyli napór fizyczny i ideologiczny został unicestwiony, skończyła się także i to nieodwracalnie ich dominacja mentalno-kulturalna oparta na ideologicznej podstawie chrześcijaństwa i wypływającej z chrześcijaństwa fizycznej i psychicznej przemocy. Kilka osób postuka się pewnie teraz w głowę, a kilkanaście bardzo przestraszy.

- Białczyński zwariował, co już od dawna mówiliśmy!!! – powiedzą jedni.

- No nie, do tej pory było z nim jako tako, ale teraz mu odbiło! – powiedzą inni.

Jeszcze inni napiszą o mnie po raz kolejny: „Nie bierzcie go poważnie. To wariat, taki Stach z Warty tylko, że nam współczesny”. Tak pisywali o mnie kiedyś „przemądrzali i bezczelni” historycy.org, dzisiaj pewnie byłoby im wstyd, przynajmniej mam taką nadzieję, że przez ostatnich 10 lat trochę zmądrzeli. Ale i dzisiaj tak o mnie pisują Kochane Lemingi i Szanowne Yetisyny, na przykład  miłośnicy Krakowa na stronach fotograficznych poświęconych pięknu tego miasta! Dziękuję wam kochani czytelnicy ze SkyscraperCity.com. Nie zasłużyłem jeszcze na tak wielki komplement. Stach z Warty! – No, no, musiałbym długo jeszcze pracować żeby mu dorównać, ale dzięki.

I jedna i druga reakcja jest usprawiedliwiona. Postukać się trzeba żeby dobitniej zrozumieć, lęk zaś mobilizuje. Jest to pozytywna oznaka gotowości organizmu do walki. Walka oczywiście jeszcze przed nami. Walka zapewne nieprosta i zaciekła, walka o uznanie tej prawdy, w Sobie i na zewnątrz, w świecie.

Spróbujmy zrozumieć jasno te słowa:

Gott mit Uns

Owo gott brzmi po prostu god. God znaczy bóg, czyli god ist bog. Ist = jest – nawet nie trzeba tłumaczyć, prawda? God, bog, ist - jest to kilka naszych starych słów!  Przy czym słowo bog u Niemców obrócono w god (gott). Jak już kiedyś zauważyliśmy słowo to zostało odbite w lustrze, a ostatnią/pierwszą literę odbitą przekręcono dodatkowo wzdłuż pionowej osi symetrii. Takie lustrzane odbicie i obrót  to znana nam z opisów w poprzednich artykułach figura ezoteryczna (choćby z OIO – Otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Londynie), tajemna zasada kodowania i przekazu Wiedy,  tajemna zasada Świętego Tanu – Tańca Żurawia, który jest tańcem Śmierci i Odrodzenia z Zaświatów, Tanem  Powtórnych Narodzin. W wymowie słowa „bog” została także przekręcona jedna głoska, ale nie ta ostatnia tylko pierwsza. Ta „sprzedaż”, czy jak to mówią językoznawcy „pożyczka językowa”, jest wyjątkowo zabawna, po prostu bardzo inteligentna i dowcipna. Jak zauważyliście obejmuje ona cały tak zwany świat nordycko-anglosaski. Nie wiem co oni zrobią, kiedy dotrze do nich w pełni wymowa tego faktu, ale coś będą musieli w swojej mentalności głęboko przewartościować, „odwrócić” i „przekręcić”, to jest dla mnie pewne. Mam na myśli oczywiście Anglosasów Myślących, a nie tę „papę” na poziomie Lemingów.zakaz

Tabu czyli dlaczego oni a nie my?

Zwykle to nam Polakom, Słowianom wmawiano żeśmy wszystko od innych zapożyczyli i że to oni nas wszystkiego nauczyli. Teraz zrobimy odwrotnie wmówimy coś IM – Anglosasom (Germanom i Romanom), zwłaszcza że mamy wszechstronne do tego podstawy. Oto w latach 2010- 2012 zostało bowiem złamane TABU, nienaruszalne twierdzenie o „starszeństwie Rasy Panów w Europie” i związanym z nim, Prawie Rasy Panów do spuścizny Cesarstwa Panów, czyli Cesarstwa Rzymskiego. To tabu zabraniało europejskiej nauce XIX i XX wieku mówić, iż Rasa Niewolników Sclave może być od nich starsza oraz że czegokolwiek mogliby się od tej rasy nauczyć. Tymczasem genetyka rozwiązała problem tajemniczej nieobecności Słowian na ARENIE DZIEJÓW i wskazała  jednoznacznie starszeństwo R1a1 w Europie. Wskazała, że ktoś inny a mianowicie ludność o haplogrupie Y-DNA I jest gospodarzem Europy zamieszkującym tutaj od Atlantyku po Morze Śródziemne i Czarne od 25.000 lat. Wykazała jednoznacznie, że to Pra (Proto) Słowianie czyli Scyci (hg Y-DNA R1a1) weszli do Europy w okolicach 10.000 p.n.e. zamieszkali tutaj i zmieszali się z ludnością Staroeuropejską hg Y-DNA I1 i I2. Wykazała, że przynieśli ze sobą rolnictwo, koło, hodowlę konia i krów, piwo i konopie, warzenie sera i mak oraz umiejętność wypieku chleba i najstarsze pismo ryte na kamieniach (Vinca). Genetyka wykazała jednoznacznie i  niepodważalnie że Zachodnio-Europejscy Ariowie (hg Y-DNA R1b1) weszli do Europy w głównej masie stosunkowo późno, przepełzając przez północna Afrykę, gdyż najwyraźniej „lepsza” droga była już zajęta i zagospodarowana przez konglomerat R1a+I1 oraz R1a + I2. Tylko części z nich, z tej sławetnej Rasy Panów udało się przemknąć chyżo przez Małą Azję i Bałkany oraz wzdłuż Dunaju na Zimie Nadatlantyckie – dzisiejszej Francji, Belgii, Holandii i Brytanii.  Okazało się też że trzon Rasy Aryjskiej – Blondynów Niebieskookich, którzy rościli sobie odwieczne prawo do zarządzania całym Światem, którzy współtworzą Niemiecką Rasę Panów to po prostu zakamuflowani Słowianie (R1a1). Wreszcie żeby już zupełnie dokończyć demolkę jaka nastąpiła w wymiarze mentalnym i kulturalnym pośród Rasy Panów stwierdzono, że Rasa Panów nie istnieje ponieważ jest mieszaniną Staroeuropejczyków, Celtów i Słowian.  Ale i to nie był jeszcze ostatni cios w koncepcję rasy panów. Ostatnim było stwierdzenie, że ich język jest kreolskim konglomeratem mowy Słowian, Celtów i tychże kompletnie niearyjskich, a więc zupełnie „niepańskich”, Staroeuropejczyków – w dużym stopniu dzieci uważanego za „podczłowieka” Człowieka z Cromagnon. Zatem nie dziwmy się pożyczkom w ich języku germańskim ze staroaryjskich języków prasłowiańskich (scytyjskich) pewnych słów i pojęć, np. dotyczących boga, oraz nie dziwmy się pewnym „przekręceniom” tychże pojęć. U nich pojęcia i słowa uległy bowiem „przemiałowi”, pomieszały się te ich własne, ze Słowiańskimi i ze Staroeuropejskimi i nieco „powykręcały”. Oto podstawa, na której tutaj dzisiaj łamiemy propagandowe TABU narzucone przez Aglosasów i Niemców  i Franków światu w XIX i XX wieku.

Słowo bog, baga, bagha – jest znane nie tylko Słowianom, Irańczykom czy Hindusom, lecz także Chińczykom, Koreańczykom, Japończykom i Tajom. Jak widać większość Starego Świata używa tego słowa bog, bagha jako synonimu bogactwa i pełni. Już to wystarczyłoby, aby ów stan uznać jako ogólniejszą prawidłowość, a nie tylko „wewnętrzną”,  związaną z jednym etnosem. Mamy tu na myśli powiązanie pojęcia „bogactwa” i „pełni” z pojęciem „boga”. Oczywiście znane są także inne powiązania i źródłosłowy, jak choćby dew, diews - i ten nie jest obcy Słowianom, a także Hindusom, Irańczykom i Grekom czy Rzymianom – deus. Co ciekawe Celtowie przyswoili sobie słowo semickie essus, jesse. I to słowo znane jest Słowianom jako określenie boga.  Oczywiście oni mogą, jak to „Nordyko-Anglosasi”,  jeździć „na odwrót” według zasad ruchu lewostronnego, ale dla „zasad przyrodzonych” uznawanych przez większość ludzkości nie ma znaczenia, że członkowie jednego z etnosów mają w sobie coś co im każe „odbijać i skręcać” w nazwach, albo „odbijać” w ogóle prawoskręt w lewoskręt w fizycznym działaniu. Potwierdza tę ich „przypadłość” przyjęta tam ongi powszechnie w transporcie lądowym zasada lewostronnego ruchu ulicznego. Czy to nie charakterystyczne?! Mało kto pamięta, że takie zasady jazdy po ulicach obowiązywały także jeszcze w XX wieku w Skandynawii. Coś w tym być musi, iż Germanie „odwracają” ogólnie przez ludzi przyjęty ruch prawoskrętny. Dla naszych dalszych rozważań będzie to miało jedynie drugorzedne znaczenie. Dla nich może mieć znaczenie zasadnicze.

Jak wykazaliśmy w jednym z artykułów poprzednich indo-irano-słowiańskie słowo baga – określa to samo pojęcie filozoficzne leżące u podstaw filozofii Przyrody także dla całego świata  języka chińskiego, koreańskiego i japońskiego. Jest to zatem wspólne i spójne pojęcie związane z bogactwem i „dawaniem bogactwa”, dawaniem „pełni” Człowiekowi. Jeśli uznajemy paradygmat Świadomości nad/pod Materią to w większości mamy zapewne „dobry” odbiór – good.   Good – dobry. Także i oni Germanie mają dobry odbiór mimo tego „przekręcania”. Wygląda to zatem tak, jakby w językach germańskich pojęcie boga wywiedziono z postaci Kirów-Godów, władców Pór Roku i Stron Świata. Tak, ci (Kirowie, Godowie – Bogowie Godu – Roku) w istocie są good, gut, i przez Prasłowian nazywani byli Godami – Dawcami Godwęda – bydła czyli Postawy BYTU Władcami Hodowli i Uprawy , bogami Roli czyli Kiru. Oni, Godowie, po prostu są „dobrzy” z „natury”, bo pory roku i doby oraz „zasady rozwoju” i „obumierania” w Przyrodzie oraz kierunki świata –  strony Świata – nie mają żadnych konotacji sprawczo-dawczych,  zawsze są „dobre”.

Jeśli zatem pojęcie to, god,  wśród Germanów nie jest pokręconym „przeszczepem” językowym „sprzedanym” w mowie mówionej przez Słowian i zapisanym „zapożyczonymi” znakami, czy też „przyswojonymi” znakami-runami, to odnosi się do innego poziomu RzeczyIstności. Koncepcja boga jako wyłącznie „dawcy dobra” tzw. Dobry Bóg – to wynalazek zoroastryzmu (pochodzenia scytyjskiego) i chrześcijaństwa (które przejęło je z zoroastryzmu), wynalazek Irańczyków i Semitów. Nie posądzamy Anglosasów o to aby wcześniej nie znali pojęcia „boga” jako „dawcy”, jako „istu”, tzn. Istoty Świata – Światła Świata. Przypuszczamy nawet, że to od Celtów pochodzi semickie pojęcie boga Jesse. Pojęcie zaś god, dobry – gut, gott, wynika być może z powiązania w Skandynawii bogactwa  z porą lata, wiosny, jesieni – jesse i god. Zima była tam zbyt śmiercionośna, sroga.

Nie bierzmy tego wywodu do końca poważnie! Nie przywiązujmy się do niego na razie jak do niepodważalnej PRAWDY, nawet jako do „prawdy mityczno-mitologicznej”. Wszak opowiadam wam tutaj BAJKI. Sam jestem dosyć zaskoczony poczynionymi obserwacjami  i wnioskami do jakich prowadzą. Są to jednak na razie tylko sygnały, sygnały za słabo udokumentowane, aby je przyjmować jako pewnik. Na razie jest to intelektualna prowokacja i spekulacja oraz INTUICJA (czaneling). Dla potwierdzenia oczekiwałbym tu wsparcia językoznawców, etymologów, antropologów. Na razie widzę argumenty wspierające tę tezę ze strony osób deszyfrujących pismo runiczne (kryptologów) i ze strony genetyki.

Traktuję zatem te własne wnioski z przymrużeniem powieki, na wpół poważnie,  ale zaznaczam – to jest połowiczne, to znaczy iż w 50% jestem przekonany o słuszności tej INTUICJI. Mam powody tak sądzić, gdyż inne moje dawne intuicje zostały po ponad 20 latach potwierdzone naukowo, i to w 95%.

SSSSS s-1553

Gott mit uns (God with us) – cóż to znaczy?  Bóg z nami!

Podejdźmy do problemu słowiańskiego/polskiego zwycięstwa nad Niemcami (jako nosicielami idei POST-Rzymu) od strony psychologicznej. Z tym hasłem (Gott mit Uns) niesionym na sztandarach niemieckiej armii  próbował nie tak dawno pan Adolf Hitler  z Rasy Panów, spadkobierca Cesarstwa Rzymskiego, za aprobatą narodu niemieckiego,  „wymordować” Słowiańszczyznę, a szczególnie Polskę i Rosję. O czym zaświadcza ta mordercza „ochota”?

Taki atak, jako niebywały akt agresji byłby w sferze osobowych stosunków międzyludzkich przez każdego psychologa odczytany jako wyładowanie skrajnej bezsilności. Kto myśli że psychologia Jednostki (Osoby, Tożsamości Indywidualnej, Świadomości Jednostkowej) nie przekłada się na świadomość Zbiorową i  psychologię społeczną, na świadomość wyrażaną w konkretnym języku i upublicznianą w postaci informacji (propagandy) w tymże języku, oraz realizowaną następnie przy pomocy aparatu przemocy państwowej, armii, policji i administracji, ten  jest w błędzie. Tego chyba dowodzić nie trzeba, jako że mamy świeżo w pamięci, że mowa nienawiści uprawiana z trybun Sejmu może doprowadzić do politycznego morderstwa.

Powodem anglosaskiego poczucia bezsilności jest oczywiście lęk wynikający z urojonego lub realnego poczucia zagrożenia. Germania zwyczajnie boi się Słowiańszczyzny. Boi się nawet jeśli się do tego głośno nie przyznaje. Germania boi się panicznie Słowiańszczyzny z dwóch powodów o jakich wspomnieliśmy wyżej: zagrożenia swojej fizycznej dominacji i oraz psychologicznej porażki w sferze świadomości, filozofii, idei, wartości, w sferze duchowej. Chciałbym przekonać naszych Zachodnich Przyjaciół aby wyzbyli się tych dwóch lęków ponieważ na obu tych płaszczyznach zostali oni już dawno podbici. Tak, podbici. Nie był to podbój bez jednego wystrzału bo po drodze zostało zburzone Cesarstwo Rzymskie Zachodnie  i Wschodnie, sromotną klęskę ponieśli Krzyżacy i Krzyżowcy, klęski doznał Napoleon Bonaparte a także inny pretendent do tytułu cesarza – Adolf Hitler. Słowiański podbój cywilizacji Zachodu dokonał się jednak nie na drodze wojennej, choć i orężnie trzeba się było wykazać. Dokonał się na drodze podboju mentalnego, cywilizacyjnego, na drodze „sprzedaży” (czy też ‚pożyczki”) Zachodowi filozofii R1a1 (zwanej filozofią Wschodu, która jest Filozofią Wielkiego Stepu)  oraz aparatu pojęciowego do obsługi tejże filozofii, czyli języka.

Zjawisko tej germańskiej porażki mentalnej może nie było tak łatwo dostrzegalne w Kalijudze, która kładła mocny cień na każdej świadomej konstatacji, lecz teraz w świetle odkryć genetyki  i odkryć językoznawstwa porównawczego (lingwistyki porównawczej) jest to chyba oczywiste.

Już tamten atak z 1939  roku świadczył o skrajnym poczuciu wewnętrznego zagrożenia i bezsilności ze strony Niemców zarówno wobec żywiołu żydowskiego jak i żywiołu słowiańskiego.Było to być może nie do końca uświadamiane sobie przez ów Naród Wybrany, ale intuicyjnie i podświadomie akceptowane.

Kiedy patrzę dziś z perspektywy blisko 75 lat, na ów barbarzyński akt i na wynik II Wojny Światowej, to muszę powiedzieć, że jestem zaszokowany nie tylko przebiegiem wojny i jej zakończeniem, ale też rolą Polaków jaką w tym wszystkim odegrali.

Nie będę tutaj przedstawiał znanych powszechnie i wielokrotnie nagłaśnianych spraw takich jak powietrzna Obrona Anglii przez Polaków, jak zdobycie Monte Casino, jak udział we froncie Wschodnim czy w bitwach pustynnych przeciw zagonom Rommla. Nie będę przypominał, że dzięki Polakom dowiedziano się o ludobójstwie niemieckim, o budowie przez nich rakiet V1 i V2 oraz próbach V3. Nie wspomnę też o stałej partyzantce polskiej, która paraliżowała niemieckie dostawy sprzętu i żywności na wschód w newralgicznym czasie oblężenia Stalingradu i Moskwy. Nie będę się rozwodził nad Powstaniem Warszawskim, które mogło wybuchnąć w każdej chwili i stanowiło ciągły straszak dla Niemców, a w końcu zostało wspólnie przez Niemców i Rosjan krwawo stłumione po wielomiesięcznej walce i ośmieszającym Rosjan koczowaniu na lewym brzegu Warszawy, które jest dowodem ich współudziału w tej zbrodni ludobójstwa i zbrodni przeciw ludzkości, jaką było zburzenie Warszawy. To właśnie Powstanie Warszawskie odebrało Rosjanom Sowieckim (nie mylić z Rosjanami prawdziwymi) jakąkolwiek możliwość legitymizacji władzy w Polsce w oczach Polaków i uczyniło ich wrogiem niewątpliwym, wrogiem do „ostatecznego pokonania”, do zwalczania do ostatniej kropli krwi. Wspólne sowiecko-niemieckie zniszczenie Warszawy (i Amerykańskie zniszczenie Drezna, Hiroszimy i Nagasaki) to były akty tak barbarzyńskie, że spowodowały powstanie oenzetowskich definicji zbrodni przeciw ludzkości, zbrodni zniszczenia dziedzictwa materialnego. Wtedy Niemcy niszczyli miasto dom po domu, trudno o bardziej barbarzyńskie zachowanie ponoć cywilizowanego narodu. Nawet Talibowie nie wysadzają w powietrze całych miast tylko pojedyncze posągi i obiekty. Sowieci świadomi (z rosyjskiej perspektywy historycznej) „kłopotu” jaki będą mieli w przyszłości z ujarzmieniem Polski, stali całą potęgą po drugiej stronie rzeki i opóźniali zakończenie II Wojny Światowej, zaprzepaszczając swoje szanse na całkowity tryumf w Europie. Woleli by „ujarzmiono” rękami niemieckimi Polskę, wobec której i oni są kompletnie bezradni i bezsilni. O tym wszystkim nie warto przypominać, bo to fakty znane. Jak zwykle najmniej znany jest fakt najważniejszy, ten mianowicie, że to dzięki Polakom II Wojna Światowa trwała lekko licząc jakieś 3-4 lata krócej.

Ten fakt jest znany tylko tym, którzy dobrze zapoznali się ze sprawą Enigmy i złamania szyfru niemieckiego przez trzech Polskich prekursorów Informatyki Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego i Henryka Zygalskiego.

Ponieważ w grudniu 2012 roku minęła niemal zupełnie niezauważona przez „polskie mass media” 80 rocznica złamania niemieckiego kodu, przytaczamy tutaj krótki fragment na ten temat z jedynego medium jakie ten fakt dostrzegło – Gazeta Codzienna i WWW Niezalezna.pl:

36607-372841356950518

80 lat temu polscy matematycy złamali „Enigmę”

Z Niezalezna.pl:

Pod koniec grudnia 1932 roku Marian Rejewski odczytał pierwsze informacje przesyłane za pośrednictwem niemieckiej maszyny szyfrującej „Enigma”. Współautorami złamania kodu „Enigmy” byli Jerzy Różycki i Henryk Zygalski.

Matematycy Rejewski, Różycki i Zygalski, studenci Uniwersytetu Poznańskiego, uczestniczyli w kursie dla kryptologów zorganizowanym na tej uczelni przy współudziale wojska. Po ukończeniu kursu zostali zatrudnieni w 1930 roku w Biurze Szyfrów Sztabu Generalnego Wojska Polskiego. Rozpracowywali tajemnicę działania niemieckiej elektromechanicznej maszyny szyfrującej „Enigma”. Skonstruowana w latach 20. XX wieku miała służyć utajnianiu korespondencji handlowej. Szybko jednak wykorzystano ją w niemieckich siłach zbrojnych.

Polacy osiągnęli sukces dzięki zastosowaniu metody matematycznej zamiast lingwistycznej. Na ten pomysł wpadł ppłk Maksymilian Ciężki z Biura Szyfrów.

36607-372851356950518 Trzej matematycy zaprojektowali kopię maszyny szyfrującej. Egzemplarze tego urządzenia powstawały w warszawskiej Wytwórni Radiotechnicznej AVA. Kilka połączonych ze sobą maszyn tworzyło tzw. bombę kryptologiczną, przeznaczoną do automatycznego łamania niemieckiego szyfru.

Latem 1939 roku polskie władze wojskowe przekazały do Francji i Wielkiej Brytanii egzemplarze kopii maszyny „Enigma” wraz z informacjami dotyczącymi złamanego szyfru.

Prace nad łamaniem kolejnych wersji i udoskonaleń szyfru „Enigmy” kontynuowano w brytyjskim ośrodku kryptologicznym w Bletchley Park. Zdaniem historyków dzięki temu, że alianci znali informacje przesyłane przez „Enigmę”, II wojna światowa trwała krócej o 2-3 lata.

W 2000 roku Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski zostali pośmiertnie odznaczeni Krzyżami Wielkimi Orderu Odrodzenia Polski…”

Tyle gazeta i portal prawicowy. 2-3 lata to skromny szacunek – ja przyjmuję 4 lata.

Enigma i Informatyka

Opracowane podczas tej operacji przez Polaków systemy kodów i urządzenia deszyfrujące stały się następnie prototypami pierwszych komputerów i systemów oprogramowania do komputerów. Udział Polski w  komputeryzacji Świata był przez kilkadziesiąt lat po II Wojnie Światowej trzymany w głębokiej tajemnicy (podobnie jak zbrodnia Katyńska). Bezczelni Anglicy przypisywali sobie wszystkie zasługi związane z Enigmą, wystawiali ją chełpliwie w swoim muzeum jako obiekt tryumfu ich myśli, intelektu, techniki, narzędzie narodowego zwycięstwa nad Niemcami. Dopiero całkiem niedawno zostali zmuszeni do „odszczekania” tych swoich kłamstw i przechwałek.   Świat Anglosaski w ogóle by dzisiaj jako centrum cywilizacyjne nie istniał, gdyby nie ci trzej Polacy. Wyobraźmy sobie jaką bronią dysponowaliby Niemcy, gdyby II Wojna potrwała nie 4 lata dłużej, ale kilkanaście miesięcy. Próby V3 były w toku, prace nad bombą atomową były bardzo poważnie zaawansowane, tak poważnie, że Amerykanie jeszcze w sierpniu 1945 roku, w 7 miesięcy po zakończeniu działań wojennych w Niemczech, korzystając z pomocy przewiezionych do USA naukowców niemieckich zrzucili bomby atomowe na Japonię. Mało kto zdaje sobie dzisiaj sprawę z faktu, że świat o włos uniknął zupełnie innej przyszłości: Przyszłości bez Żydów i bez Słowian! Przyszłości pod rządami tylko jednego Imperium ze stolicą w Berlinie – pod rządami Imperium Jedynego Zła!

To właśnie Polacy uniemożliwili Niemcom ten dziejowy, zbrodniczy „sukces”. Uniemożliwili go całą swoją postawą od początku II Wojny – oporem i wojną na noże, na konie przeciw czołgom, na jednostrzałowe karabiny przeciw CKM-om, na armatki przeciw bombardującym samolotom. Ta wojna nie była wojną samego Hitlera, lecz wspierającego go całą potęgą świata Anglosaskiego, Post-Rzymskiego  (USA, Anglii, Francji, Włoch, Hiszpanii) przeciw Słowiańszczyźnie. Jak mówią dzisiaj niektórzy, ta obrona była niepotrzebna, zbyt kosztowna. Mówią, że należało się z Hitlerem zaprzyjaźnić! Mówią tak jakby nie wiedzieli, że „zaprzyjaźnieni” byli Niemcy z Sowietami, a celem Sowietów było także zniszczenie Słowian (Rosjan, Polaków, Ukraińców, Białorusinów). Mówią, że trzeba być niespełna rozumu, aby rzucić się z motyką na Słońce. Ci ludzie, którzy tak mówią zdają się  nie pamiętać podstawowych faktów np. takich, że to Hitlerowi Anglicy, Żydzi i Amerykanie pożyczali pieniądze na zbrojenia i rozwój, pompowali w Niemcy potężne kapitały i kredyty, a odmawiali uporczywie Polsce jakichkolwiek kredytów i uniemożliwiali, paraliżowali jej rozwój od 1920 roku – przez całe 20 lat do wybuchu II Wojny! Dzisiaj propagują oni też hasło, że to Żydzi byli celem ataku. Jednak gdy podsumujemy etniczne straty okaże się że to na Słowian spadł ówczesny HOLOCAUST!

To ci którzy dzisiaj opowiadają że Polska i Polacy są szaleńcami pozbawionymi rozumu, a opór przeciw hitlerowcom od początku wojny i Powstanie Warszawskie były głupotą i dowodem szaleństwa, sami są niespełna rozumu, szaleni, ogłupieni, albo… Albo świadomie kłamią!

Gdyby nie szaleńczy opór Polski, gdyby nie oddanie Anglikom tajemnic Enigmy altruistycznie, bez żądania niczego w zamian, gdyby nie skierowanie tam Polaków do roboty przy tym szyfrze i maszynach szyfrujących i rozwijaniu nadal informatyki, już w 1945  roku Londyn przestałby istnieć po zrzuceniu nań bomby atomowej. Po nim przestałaby istnieć Moskwa i Stalingrad, potem Warszawa i Nowy Jork, Waszyngton, Chicago i Los Angeles – siedliska Żydów w Ameryce.

Kto opowiada dyrdymały, że nie warto bronić się do ostatniej kropli krwi, kiedy odbierają człowiekowi i jego rodzinie prawo do życia, ten właśnie jest niespełna rozumu, gdyż głosi poglądy sprzeczne z Prawami Przyrody, Prawami Przyrodzonymi Człowiekowi – poglądy sprzeczne z Prawem do Wolności Jednostki Świadomej i jej Prawem do Bytu Niepodległego.

…..

I znów wracamy to potęgi słowa, do kodu, do znaku i znaczenia, do potęgi informacji i dezinformacji – jako głównych sprawców „porządku świata”, ŁADU w jakim żyjemy dzisiaj, „demokracji” jaką ustanowiono po II Wojnie dzięki sile i geniuszowi Trzech Polaków. Oczywiście że do tego ich geniuszu należało dołożyć olbrzymi wysiłek operacyjny i wielki potencjał przemysłowy i setki tysięcy uzbrojonych po zęby żołnierzy, a więc wolę i myśl, organizację i czyn. Ale było to o tyle łatwiejsze, że dzięki złamaniu kodów Enigmy rozpoznano prawdziwe zamiary przeciwnika. A przeciwnik zlekceważył sobie te odkrycia, popadł w PYCHĘ, zgubiła go znana niemiecka arogancja i buta.

Czy to wam nie przypomina czegoś? Czy cała ta historia nie pachnie na kilometr „End of Eternity” („Końcem Wieczności”)?! Czy nie widzicie tutaj „operacji” Minimum Pożądanych Zmian. Trzech facetów dokonuje odkrycia, które przesądza o wyniku II Wojny Światowej, przesądza o tym w ostatniej chwili, dosłownie w chwili gdy tykająca bomba zegarowa dochodzi do kreski oznaczającej „zero”?!

Czy Niemcy mogą wybaczyć Polakom tę „zbrodnię” przeciw narodowi Niemieckiemu, przeciw Rzeszy tegoż Narodu?

Myślę, że mogą jeśli zrozumieją, że „uratowaliśmy ich” od jeszcze większej zbrodni niż ta którą popełnili, od ZBRODNI TOTALNEGO LUDOBÓJSTWA na skalę bezprecedensową w dziejach planety. Niech sobie wyobrażą karmę ilu pokoleń by to splamiło, skoro mniejsza zbrodnia plami karmę piątego pokolenia Niemców po II Wojnie!

Myślę, że powinniśmy oczekiwać z ich strony wyrazów wdzięczności , a nie tylko przeprosin, czy zadośćuczynienia materialnego za dokonane w Naszym Domu Rodzinnym BARBARZYŃSKIE ZBRODNIE. Powinniśmy oczekiwać z ich strony „altruistycznego” wkładu w rozwój Polski, która jest im niezbędna, tak niezbędna jak hamulec w Mercedesie, niezbędna żeby nie pogrążyli się kiedykolwiek w przyszłości, w owej bucie i pysze, a przez nią, w zbrodni. Oczekuję postawienia w Berlinie gigantycznego pomnika Polski i Polaków. Uratowaliśmy Niemcy od Niegodziwości Wszechczasów – czy to nie jest warte jednego pomnika?! Myślę, że wykazujemy naprawdę wielką wolę pogodzenia się i przebaczenia i porozumienia. Czekamy przyjaciele Niemcy na ten jeden jedyny pomnik, jaki winniście nam wystawić w zamian za ocalenie karmy milionów waszych obywateli w kolejnych pokoleniach. To oczywiście prowokacja i żart. Niczego się po nich nie spodziewamy.

Mam też prośbę do tych 39% zakamuflowanych Słowian w Niemczech – Przestańcie być tacy nadęci, tacy sztywni, tacy durno niemieccy! Posłowiańcie sobie!

łabędź-niemy

Ten artykuł miał być poświęcony

- o czym świadczą teraz jedynie zamieszczone tutaj tagi – czterem podstawowym herbom, czyli godłom – GODŁOM a więc Znakom GODÓW (Znakom Zodiaku Niebieskiego – Nieba, a więc PRAWI-Weli) – znakom Kirów, Bogów Pór Godu i jednocześnie Bogów Kierunków Świata, Bogów Czterech Ramion pogańskiego Krzyża,  związanych z Godłem Polski. Jednakże, jak widzicie sami, temat tych związków: Godła Łabędź, Godła Byk-Krowa (Cielec czy Nowina), Godła Odrowąż (Modry Wąż Odry) i wreszcie Godła  Kołodyn (Koło Odyńca lub Kieł Dzika albo Koło Dni – Koledni), będziemy musieli odłożyć do innego artykułu. Mamy tutaj ważniejszą Nowinę i Kolędę do zaśpiewania i wiedzę do przekazania.

Cóż bowiem mówi sama mowa, cóż takiego Sławi Słowo, co „godo” GODka polskiego ludu, znana nawet w Iranie jako „Gądba” Zaratusztry (GAThA).

„…Zacznijmy od wagi Czterech Herbów: Kołodyna (Odyńca), Odrowąża (Modrowęża),Łabędzia (Albisa-Białego) i Byka-Krowy (Nowiny).

 Ta bajka rzuca światło na związki herbów rycerskich z tradycją starożytną, sarmacko-skołocką, tradycją jednocześnie ezoteryczną i tajemną, a zarazem związki z tradycją alchemiczno-świątynną Wiary Przyrodzonej Słowian, która pozwoliła przenieść do współczesności wiedzę o tej wierze i jej nosicielach oraz o prawdziwych dziejach Królestwa SIS i Słowiańszczyzny.

Cztery Herby i Krzyż Pogański

….”

Tak miał wyglądać ten artykuł, ale „poszło tam gdzie chciało”, gdzie iść musiało. Ponieważ jest Dzisiaj ważniejsza Nowina niż ta z herbu Nowiny.

Wracamy  jednak do tematu:

Niemcy są przez nas pokonywane codziennie.

Kiedy ktoś wysłuchał uważnie NASIMA HARAMEINA I SPOSTRZEGŁ JAK SOLENNIE INTERPRETUJE ON ZNAKI HEBRAJSKIEGO PISMA, a także kto słyszał ile razy podkreślał on, że coś takiego jak „przypadek” jego zdaniem nie istnieje, ten zrozumiał potęgę przede wszystkim głosu i głoski (fonemu i morfemu), czyli Godki – gadania – co znaczyło dawnej „zaklinania”. Z tej głoski bierze się znak pisma, który również nie jest przypadkowy – dźwięk i litera mają swoje znaczenie. To nie jest tak jak widzieliśmy u Harameina, że tylko znaki hebrajskiego pisma wpisują się niejako w fizyczne ramy Świętej Geometrii i z niej się wywodzą. Na filmach poświęconych tejże geometrii widzieliśmy  taki sam wywód dla alfabetu greckiego. Sam Haramein pokazuje kodon znaku egipskiego Ozyrysa – nie idzie dalej tym tropem, aby wykazać spójność między Geometrią Świadomości Nieskończonej (Światła Świata)  i wytwarzanej przez nią struktury Materialnej zwanej Wszechświatem. Pokazuje jednak zarówno hebrajskie znaki, egipskie jak i chińskie – wszystko sprowadzone do właściwych proporcji 1, 2, 3, 4, 6, 8, 12, 20 i 64. Widzieliście to oczywiście także na rosyjskich filmach poświęconych znaczeniu głosek i znaków (liter) cyrylicy.

Jeśli ktoś myśli, że dźwięki i alfabet jakim my się posługujemy wywodzą się z próżni, lub że nie mają zahaczenia i znaczenia płynąc ku nam – tak jak znaki egipskiego pisma (w tym Oko Ozyrysa, czy Ra) litera R, dźwięk jakże trudny do wypowiedzenia  dla człowieka i dla niektórych niewypowiadalny „rrr” – z Nieskończonej Świadomość czyli z Istu Macierzy, ten znów błądzi. Możemy mieć problem z dostrzeżeniem tego faktu, ale nie powinniśmy, bowiem wielu ludzi którzy to dostrzegli stara się nam to od dawna pokazać.

Nasza prastara mowa – GOD-tka (którą bogowie Kiru „tkają” i w Człowieka „tchną”, w jego „dech” i „duszę”), mowa Ludów Północy została wpierw zapisana w dwóch systemach: kobami i runami. Koby – węzełki pisma Wici widzimy utrwalone w języku pali i w sanskrycie.  ( i to było nasze pierwotne pismo. Niestety to pismo zostało zagubione. Utrwaliło się inne pismo w znakach runicznych zawarte.

Słowo Waruna wywodzi się od wara znaczącego w sanskrycie rozległość.
Jego imię oznacza tego który wszystko przykrywa i jest powiązane z niebem i wodą.
Taka forma imienia jest etymologicznie tożsama z greckim imieniem Uran(os) (Oυράνος – niebo)
lub tybetańskim/sanskryckim słowem Wawel-niebo.

Ciekawe co oznacza słowo sanskryt,może sens skryty?

“Literatura wedyzmu określa następująco Warunę: bogowie idą za jego wolą, bohater , czarodziej, hojny, król, król, łaskawy, mędrzec, mierzący przestrzenie, miłosierny, niezgłębiony, o cudownej mocy, o nieodpartej mocy, odsunął niebo i słońce, ogromny buhaj, pełen mocy , ponad wszystkim, poznaje ponad niebem i ziemią, przedziwny, przemądry władca, przemyślny, rozpostarł ziemię, rozsnuł podniebne przestworza, rozsnuł ziemię własnym prawem, sławny, spełniający prawo , strzeże prawa , surowy, syn nieskończoności, ugruntował dwa światy, umieścił na niebie słońce, utrwalił niebo, wielki mędrzec, wierny prawu , wieszcz nad wieszcze, włada ludem najświetniejszej rasy, władca ziemi, władca, władczy majestat , wymierza ziemię, wysnuł i dzierży obydwa światy, wyżłobił drogi dla słońca, złotolity, zna drogi wielkiego wichru, zna dwanaście miesięcy”

Dziwne że zna 12 miesięcy skoro pierwotnie wedyzm dzielił rok tylko na 10 miesięcy.

http://www.nama-hatta.pl/news.php?readmore=1674
Od 2:15, 2:37!!!! do 3:24

Waruna jest jednym z asurów, jego pochodzenie wywodzi się z okresu,
gdy asurowie byli jeszcze postrzegani jako mniej demoniczne, a bardziej boskie istoty.

Asura (także: assura, asaura, aszura; san. asu – “oddech Prajapati” lub as – “być”) – w hinduizmie i buddyzmie potężne i złe istoty, przeciwnicy dewów.

W języku awestyjskim słowo ahura (odpowiednik indyjskiego asura) oznacza boga
(np. irański Mitra czy Ahura Mazda), a demona określano terminem daeva.
W zaratusztrianizmie to dewy byli źli, natomiast asurowie byli dobrymi bóstwami.

Tak Asurowie – ASOWIE jak i WANOWIE byli bogami. Waruna – SWAR-RAG, Kowal Niebieski, który ma syna Słońce-SWAROżyca. Słowo sans-skryt ma rzeczywiście znaczenie – sens skryty, ale także świętość – swęs skryt – idąc dalej każdy język mówiony zawiera w głoskach wymawianych magiczną moc i modulowanym głosem stwarza się czary. Słowo skryt (skrynt, skręt, kryt, kret) – znaczy dla nas także labirynt, a labirynt jest symbolem wiedzy tajemnej. Wyspa Skryta to Kreta. Na Skrycie ryto labirynt – skrynt, budował go Dedal, który miał syna Ikara- I-Khara – IHarousa – inaczej Igora – a ich plemieniem było plemię Bierygów – kopaczy Ryjnów – tych samych, z których wywodzili się Indyjscy bogacze Skrytowyrwowie z kaganem Kejkajem. Stąd skryt – znaczy też to samo co Skrzat – skrzysty, skrzętny, skryty – skrzynia itp. Dzisiaj z tego samego rdzenia mamy słowo schron – skron – podziemne ukryte miejsce. A więc sansskryt skrywa w sobie prawdę “ukrytą” w swoich głoskach i dźwiękach i w swoich kobalnych zapisach Dawanu gari – dawangari – Dawać Gar – ogień żer, ofiarny ogień , żar i wreszcie har – horzeć, gorzeć Dawan (jak w dywan splot – pleciona, kobalna mowa-zapis) Harów.

Najbliższe wspólnego aryjskiego – sistańskiego języka skołocko-indo-słowiańskiego są te trzy właśnie. Nasz wspólny język musiał powstać 25.000 lat temu, a nie 5000, nawet nie 10.000, bo wtedy już  Lud ARKI zmieszał się nad Adriatykiem, Dunajem i morzem Czarnym ze Staroeuropejczykami.

Jest kilka wskazówek, które zdają się świadczyć jednak na pierwotną bliższość słowiańskich języków  a nie sanskrytu do wspólnego praindoeuropejskiego. Jedną z takich wskazówek są znaczenia słów – sens powiązany z głoską nie z zapisem, ale z brzmieniem (fonemem i morfemem). Dla nich słowo Hara – przejrzysty, przezroczysty, czysty – ma ewidentnie “wtórne” konotacje w stosunku do jego zapewne najprostszego znaczenia: hara – góra, łysy szczyt odbijający światło, pusty gorejący, jarzący się – czyli i góra i grzać i goreć – tak jak to ma znaczenie u nas. Czysty – także znaczy pusty, jak w czysty umysł, jak w czyste łono – czyli puste, pusty wierzchołek czyli czysty, ale ich pojęcie nie obejmuje także innych takich jak gorzeć, ger, jer, or – jądro, światło, blask.

Nie chodzi w tej zabawie wcale o to żeby przypisać sobie, czyli Słowianom praźródło – chodzi o to żeby ustalić prawdę dla samej PRAWDY.

Nie musimy rozstrzygać starszeństwa, bo Haramein tak samo czyta magiczne sensy z hebrajskiego i z zapisów hebrajskiego, a Rosjanie czytają z głosek cyrylicy i znaczeń wymowy słów rosyjskich, Winicjusz Kossakowski czyta z run słowiańskich zwanych polskimi.

Język zawiera w sobie podwójny znak – Pierwszy w Mowie a drugi w Znaku pisanym – obydwa nie są żadnym przypadkiem. Oto wielokrotnie omawiane przeze mnie słowo bog- którego odwróceniem jest celtyckie god – to lustrzane odbicie słowa bog i w wymowie i w zapisie. Jestem sceptyczny do rekonstruowania wyłącznie z zapisu. To może prowadzić do błędów, trzeba potwierdzać miejsce bóstwa – a właściwie Mocy czy Żywiołu bo to przecież Wieda i Wiara Przyrody, na wszelkie możliwe sposoby – jednym z nich jest poza etymologią filozofia czyli WIEDA.

Kolejna sprawa to pierwotność dźwięku w stosunku do zapisu – lepiej czytać z brzmienia i odtwarzać przeszłość z mowy, bo mowa była przed zapisem – mowa wyraża emocjonalny stan, przeżycie związane ze zjawiskiem. Dlatego war-gar-żar-har – jako gorący, ognisty, świetlisty – jest pierwotniejsze w stosunku do zapisu stąd miejsce Z-WAR-RAGARa (Swaroga) – Z żaru Światła Gorzejący.

Źródłem bezcennym jest dla nas Słowian rzeczywiście sanskryt i stary język pali Wed oraz huno-awar – w którym zapisana jest Gathba-Gadka Zaratusztry Obwiesta-Awesta.

Także zróżnicowanie języków hindi, wiedza nasza o tym że jest on zmieszany z drawidyjskim, i jednorodność języka słowiańskiego który nawet jakby się wysilić nie ma 32 gwar o których jest mowa jako o 32 odrębnych sanskryckich językach.

Ktoś inny napisał do mnie

„…Okres Kalijugi, który zaczął się w 3102 roku pne. jest okresem intensywnego doskonalenia świadomości gatunku ludzkiego.
Odcięcie człowieka od podświadomości było w tym procesie najistotniejszym elementem. Podświadomość to ta część naszego “Ja” która łączy nas z niewidzialnym światem duchów i Boga , jest ona silniejsza od świadomości dlatego musiała być stłumiona dając tym samym możliwość wzrostu logicznego świadomościowego rozumowania itd.
Kościół oraz tajne organizacje kontrolowane przez nich wykonały doskonałą robotę dla naszej ewolucji , należy pamiętać że ich działalność jak wszystko inne ma 100% Bożego przyzwolenia. Naszym obowiązkiem jest zrozumieć Boski aspekt we wszystkim czego doświadczamy. Dotyczy to również rozumienia działalności Iluminatów…”.

To prawda. Było jak być musiało. Jest jak być musi. Drogę przebywa się krok po kroku. Każdy człowiek Świadomy ma swoją rolę do odegrania i misję do spełnienia. Rozwój to nie jest linia prosta ku górze ani wznosząca się krzywa. Obserwujemy jak spójnie obejmuje całą planetę. Jednak wkracza to w fazę, która wymaga szczególnego współdziałania z Matką Ziemią i Przyrodą – Przyrodą czyli Naturą, tym co naturalne, co przyrodzone, co dane przez środowisko i siedlisko.  Wielka Zmiana wymaga czujności na ludzką pychę i ukrócenia zaborczości człowieka. Kalijuga zrobiła swoje, swoje zrobiły kościoły i religie, swoje zrobiła nauka, swoje robimy My, każdy razem z innymi i indywidualnie. I teraz też będzie się działo to co ma się dziać.

Jednak zawsze to wymaga naszego świadomego udziału i wysiłku – działania, woli i zrozumienia – jak najszerszej wiedzy, wiedy i wedy. Teraz Świadomość poprzez każdego z nas musi wykonać swoją „pracę” w „materii”, pracę dla rozwoju, dla człowieka, dla Ziemi. Jest bardzo dużo do zrobienia a materia jest tak delikatna jak pajęczyna – jak Śnieć Pajęcza Żywota, Pojedynczego Bytu, Indywidualnej Świadomości. Każda  najdrobniejsza Świadomość i Istność musi być wykorzystana i wpleciona w Materię Baji – a to znaczy nie tylko w Materię, Materię Świata Widzialnego, ale także w Marzenie Śnione od wieków przez Matkę Ziemię (Matkę Niebieską) i przez Przyrodę (Matkę Zielną) i przez Miłość (Matkę Krasną-Dziewą Dziewannę) oraz przez Ojca Rodu Ludzkiego, Ojców Boru i Wód i Ojca Światła i Jasności (Niebieskiego), Ojca Ognia (Słonecznego) i Ojca Ojców- Nieskończoną Świadomość – Światło Świata.

Te wszystkie alegorie będące wyłącznie opisem poetyckim, literackim opowiedzeniem Nadrzędnych Bytów i Sił (Mocy i Żywiołów) Świata, Działów i Kirów, Emanacji Nieskończonej Świadomości formującej Materię Świata, przemawiają POPRZEZ JEJ DZIECI – ŚWIADOME ISTOTY – jakimi jesteśmy.

Odnaleźć Siebie w Sobie i wziąć odpowiedzialność za swoje PRZYRODZENIE oraz za swoje SIEDLISKO – Przyrodę – to właśnie jest przed nami.

Rozwój idzie po spirali, a zawsze ilość przechodzi w nową jakość. Niezbyt wielu ludzi wciąż jest w stanie wygłosić podobną refleksję. To się właśnie zmienia, to jest Przebudzenie i proces będzie teraz postępował jak lawina.

Doskonalenie jest misją.

Misja nie oznacza jedynie działania na rzecz Jaźni czyli dążenia do zjednoczenia z Jaźnią Najwyższą (Jedyną), Absolutem, Bogiem.

Misja to doskonalenie Całego Świata Jaźni – Światło Oświetlające Świat czyli Jaźń. Zatem dzielenie się wiedzą i pomoc w drodze ku Absolutowi i Światłu jest tą misją.

Całkowite Wyzwolenie kończy misję. To nazywam egoizmem buddyzmu, jogi i wedy.

Nie liczę się JA, liczą się Wszystkie JA, liczy się Ja Matki Ziemi i jakość jej Strukturalnego Istnienia.

Zdążamy tak jak powiedział Terence McKenna od bytu biologicznego poprzez „bycie człowiekiem” do bycia bogiem. Być bogiem to znaczy Istnieć w postaci Zapisu, Informacji, Fali niosącej Wiadomość- Ś-Wiadomość. Nie ma innego miejsca poza Ziemią, gdzie ten proces może być dokończony, zatem dbałość o Ziemię i o Świadomość zgromadzonych tutaj Jaźni będących wypustkami/emanacjami Świadomości Nieskończonej, jest naszą misją.

Jak wielka jest waga SŁOWA i jak wielka jest jego MOC. SŁOWO zabija – czyż nie znacie tego powiedzenia?

Gott mit uns – godło rzymsko-niemieckie,czyli Order Łabędzia a lechickie godło Białego Lądu (Europy)

441px-Herb_Łabędź_1.svgHerb Łabędź – to herb Śląski używany przez Piotra Włosta już w roku 1054.

Gott mit uns („Bóg jest z nami” czy „Z nami Bóg”) – dewiza prastarego Orderu Łabędzia, przejęta w roku 1701 jako dewiza państwowa Królestwa Prus, używana do 1945 w armii niemieckiej i aż do lat 70. XX wieku na sprzączkach pasów sił policyjnych RFN.

Historia

Zaczerpnięta ze Starego Testamentu dewiza pojawiła się w historii Niemiec po raz pierwszy w roku 1440 jako dewiza brandenburskiego orderu Łabędzia z okazji nadania mu statutów. Przy swej proklamacji na „króla w Prusiech” Fryderyk I Pruski wybrał ją jako dewizę nowego królestwa. Używana była na sztandarach wojskowych i w detalach umundurowania armii pruskiej i później niemieckiej, zarówno sił zbrojnych Cesarstwa Niemieckiego, Reichswehry w Republice Weimarskiej jak i Wehrmachtu w III Rzeszy. Widniała także na niektórych pruskich orderach.

Ze zrozumiałych względów nie była używana w siłach zbrojnych NRD, „Nationale Volksarmee” skądinąd niestroniących od niektórych pruskich tradycji. W dawnych Niemczech Zachodnich, po roku 1945, Bundeswehra porzuciła tę dewizę, ale policja w RFN używała jej aż do lat 70. XX wieku.

Bibliografia

  • Georg von Alten, Handbuch für Heer und Flotte, 1 – 10, Berlin 1908-1914

wiki english:

Gott mit uns (meaning God with us) is a phrase commonly used on armor in the German military from the German Empire to the end of the Third Reich, although its historical origins are far older. The Russian Empire’s motto also translates to this.

Origins

Nobiscum deus (‚God with us’) was a battle cry of the late Roman Empire and of the Byzantine Empire, used for the first time in German by the Teutonic Order.[1] In the 17th century, the phrase Gott mit uns was used as a ‚field word’, a means of recognition akin to a password,[2] by the army of Gustavus Adolphus at the battles of Breitenfeld (1631), Lützen (1632) and Wittstock (1636) in the Thirty Years’ War.[3] In 1701, Frederick I of Prussia changed his coat of arms as Prince-Elector of Brandenburg. The electoral scepter had its own shield under the electoral cap. Below, the motto Gott mit uns appeared on the pedestal.

Jak widać niemieckie hasło Gott mit Uns kształtowało się na ziemiach słowiańskich , na podkładzie herbowym Lechickim – Łabędzia i jego symboliki rycerskiej związanej nie tylko ze starym Sarmackim Rytem i Znakiem Tamgi leżącym u podstaw, ale z adaptowanym przez słowiańskie rycerstwo po zdobyciu Rzymu na Nadłabiu i w Lechii, a zmienionym już na potrzeby chrześcijaństwa podaniem i symboliką. Hasło to kształtowało się w Prusach położonych w całości na Ziemiach zagrabionych Słowianom, gdzie jeszcze w XVIII wieku większość ludności miejscowej mówiła po drzewiańsku, wielecku, połabsku i łużycku. Kształtowało się ono  w ziemiach Brandenburgii, która do dzisiaj jest Łużycka. Nic zatem dziwnego, że słowa GOD (Gott) „mit” jak i słowo „uns”  są tak bliskie brzmieniem i nieodległe pojęciowo w obydwu tych językach – słowiańskim (lechickim) i niemieckim .  „Mit”  niemieckie –  „z kimś, „z czymś”, to niemal to samo co słowiańskie „mieć coś” , „mieć kogoś”. „Uns” – „my”, „nami”  to niemal swojskie słowiańskie U-nas, czyli „nasze”.

Pojęcia mitu i mitologii w językach lechickich  są identyczne z mythos i mythologie – niemieckim. Teoretycznie obydwa te pojęcia wywodzą się z greki – według klasycznego językoznawstwa. Tylko że klasyczne językoznawstwo opierało swoje wywody na hierarchii ustalonej przez archeologię, a ta jest arbitralnym zbiorem twierdzeń opartych na ideologicznym postrzeganiu „skorup” przypisywanych arbitralnie do etnosów i grup etnicznych.

Co właściwie znaczy pojęcie mit? Poznaliśmy wywody Aleksandra Brucknera związane z „mitus” a zahaczające o postać Mitry i nawiązania wschodnie perskie, a zatem także indyjskie. Pojęcie mitu nie jest wcale odległe od tego co wyraża spójnik „z”, bowiem jak za chwilę dowiedziemy mit jest właśnie tym: wywodzeniem „z”, wyplataniem, pleceniem baj, splotem-warkoczem, plotem przyrodzonym (naturalnym) – jest opowieścią wypływającą z wnętrza człowieka, z praw Przyrody, ze splotu warkocza-kosy, czyli z łańcucha DNA, ze struktury Kosmosu, z Zapisu jaki nosi w sobie każda żywa istota na Matce Ziemi. Zapis ten jest emitowany przy pomocy mowy i zapisu znaków języka, a jego źródłem jest nasz WEWNĘTRZNY PRZYRODZONY KOD – DNA.

MIT jest „z” NAS a Bóg JEST Z NAMI.

Czy zastanawialiście sie kiedyś nad znaczeniem słowa „Mit”? Skąd ono się bierze, dlaczego ma taki kształt i brzmienie? Z tym słowem jest tak jak z wyrazem „zwierzę”. Dlaczego zwierzę a nie animals?!

Odpowiedź jest prosta i nieprosta. Wpierw mamy słowo mówione a dopiero potem pisane. W zgodzie z teorią iż słowa powstają w kontakcie człowieka z przyrodą i na skutek emocji jakie wywołują „odkrywane” czy „spostrzegane” fakty w taki właśnie sposób musiało powstać i słowo „mit”.

Zwykłe definicje odwołują się jedynie do Greki. Tutaj poniżej:

Mit, z greckiego mythos oznacza opowieść, legendę, baśń. Mity to opowieści o otaczającym ludzkość świecie, opisują historię bogów, demonów, legendarnych bohaterów oraz historię stworzenia człowieka.

Mit (stgr. μῦθος mythos – „myśl, zamysł, temat rozmowy, opowieść, baśń”) – opowieść o otaczającym ludzkość świecie, opisująca historię bogów, zjawisk paranormalnych, demonów, legendarnych bohaterów oraz historię stworzenia świata i człowieka.

Mircea Eliade postrzega mit jako opowieść, która w sposób absolutny i nie podawany w wątpliwość wyjaśnia świat człowiekowi kultury tradycyjnej. Mit zawiera w tym ujęciu odpowiedzi na wszelkie pytania i problemy egzystencjalne. Wyjaśnia człowiekowi fenomen śmierci, podziału na płcie, różnorodności obecnej w świecie. Mit jest opowieścią, która nie poddaje się ocenie w dwuwartościowej logice (prawda – fałsz), gdyż stanowiąc fundament wiedzy o świecie danego społeczeństwa jest także podstawą wszelkich kategoryzacji. Poznawczym jądrem mitu jest dostrzeżenie przez człowieka hierofanii, czyli obecności w świecie sacrum.

Słownik etymologiczny A. Brucknera  podaje znaczenia jak następuje: odwrotny, splątany, spleciony, przełożony na krzyż, wzajemny, parzysty, odmienny, przyjaźń, układ. Czy to przypadkiem  nie jest ten sam podkład, z którego wywodzi się pojęcie plecenia baji, plątania wątków – jak w tkaniu lnu i konopi jak przy snuciu nici-nieci, jak podczas przekładania na krzyż i zaplatania kobów w dywanach perskich, we wzory i znaki w wątki-wątpia wróżebne – w nieci żywota wplatane przez Bogów w Materię Świata w Baję? Moim zdaniem tak, to ten sam archetyp ukształtował te pojęcia . A jak one się mają do podstawowego „mit” – z czegoś, z kogoś? U nas jest to słowo „z” u Germanów „mit” –  lecz wspólnie sięgają one tego samego korzenia związanego z wyplotem materii, ze  snutymi przy tej czynności wyplotu opowieściami o różnych wątkach i tematycznych niciach – mitów, mitusów, mitusiów. Mitwać – plątać! Czy trzeba nam więcej?

mit (język duński)

wymowa:
znaczenia:

zaimek dzierżawczy, pierwsza osoba lp, rodzaj nijaki

(1.1) mój (zob.: min)

min (język norweski (bokmål))

wymowa:
znaczenia:

zaimek dzierżawczy

(1.1) mój
(1.2) swój
odmiana:
(1) f mi, n mitt, lm mine

min (język szwedzki)

wymowa:
wymowa ?/i
znaczenia:

zaimek dzierżawczy

(1.1) mój

rzeczownik, rodzaj wspólny

(2.1) mina (wyraz twarzy)
odmiana:
(1.1) min, mitt, mina

Zobaczmy jak to działa w drugą stronę. Przyimek czy też spójnik „z” (z kimś, czymś, z kogoś, czegoś) w niemieckim i angielskim ma tysiąc form.

of
z, od, o, na, ze, u
with
z, ze, przy, do, u, mimo
from
z, od, ze, u, według
out of
z, ze
in
w, na, z, we, do, po
at
w, na, przy, z, o, do
for
dla, do, na, za, o, z
by
przez, według, o, w, za, z
through
przez, poprzez, dzięki, za, z, ze
about
o, z, dookoła, ze, po, ku
off
poza, od, z, ze, precz, opodal
down
do, po, z, ze
along
wzdłuż, po, z, ze, przez
in the way of
z, ze
spójnik
and
i, a, z, taj

Widzimy tutaj ile form może przybrać w językach germańskich przyimek/spójnik „z”. Fakt, że w germańskich językach doszło do takich uproszczeń gramatycznych, które pociągnęły za sobą taki zamęt głoskowy jaki obserwujemy w związku z fonemem spójnikowo-przyimkowym „z”, który określa jednoznacznie podstawową zależność względem siebie dwóch podmiotowych składników Rzeczywistych reprezentowanych przez przypisane im słowa i znaki, wskazuje, że są to języki kreolskie, mocno uproszczone. W związku z tym uproszczeniem są to języki nie wyrażające pełnej głębi Rzeczywistości. Są one być może doskonałe do „porozumiewania się na poziomie podstawowym” , na poziomie Cywilizacji Mechanicznej, ale są niewystarczające dla pełnego porozumienia się wewnątrz skomplikowanej Cywilizacji Zaawansowanej – Informatycznej.

Informatyka, Informacja i język jako narzędzie Przyszłej Cywilizacji Nieskończonej Świadomości

http://www.youtube.com/watch?v=Iqpo6bb82Pw

Ten prosty przykład reperkusji „zaśmiecenia” jednego języka wpływem drugiego w sferze konstrukcji i porządku gramatyczno-logicznego wskazuje jednoznacznie, że ludzkość „wybierając” którykolwiek z tych języków na początku Nowej Ery i Wielkiej Zmiany jaką obserwujemy, którykolwiek z tych języków (angielski, niemiecki, francuski, hiszpański) do powszechnej komunikacji popełni karygodny błąd. W miarę komplikacji świata, jaka następuje na naszych oczach, wraz z pogłębieniem „odkryć” w jego materialnym obszarze będziemy bowiem potrzebować coraz bardziej precyzyjnego języka w komunikacji między ludźmi, języka coraz bogatszego i nieograniczającego. Języka możliwego do ciągłej rozbudowy w zasoby słów, lecz jednocześnie niebywale precyzyjnego co do komunikatu i znaków. Język chiński i języki słowiańskie są uznawane za najtrudniejsze na świecie. Nie bez powodu.

Już od lat 20-stych XX wieku czyniono próby wprowadzenia wspólnego języka dla wszystkich. Powstało np. esperanto. Ale esperanto nie wiązało się z niczyją dumą narodową ani też wcale nie było takie łatwe do nauczenia jak angielski. Angielski to język, który był doskonały do porozumiewania się między wszystkimi ludźmi Ziemi i który spełnił swoją rolę w czasach słabo zaawansowanych technologii, w których rozwijano „proste” mechaniczne koncepcje. Nauka współczesna próbuje z uporem używać tego właśnie języka do porozumiewania się w ważnych kwestiach. Czyni to wciąż jeszcze z powodzeniem, ale natrafia już na przeszkody, o których dobrze wiedzą np fizycy teoretyczni, psychologowie, biolodzy, i inni przedstawiciele nauk ścisłych, w tym informatyki.Ten język  zbyt „przekłamuje” rzeczywistość, wykrzywia ją tak jak wykrzywił pojęcie „bog” i upraszcza, aby można było na nim oprzeć dalsze precyzyjne OPISYWANIE RZECZYWISTOŚCI lub też by można było przy jego pomocy „odkrywać” sensy skryte w Materii i Świadomości. Język ten sam w sobie stanowi barierę dla dalszego poznania.

Ktoś kto myśli, że to przypadek, że Polska staje się centrum Informatycznym Świata, że polscy programiści komputerowi i wszelkiego rodzaju specjaliści z tej dziedziny są „przypadkiem” po świecie tak mocno rozchwytywani i pożądani , i poszukiwani oczywiście nie ma racji. To nie jest przypadek, że Polacy wygrywają większość konkursów informatycznych i olimpiad matematycznych. Jak już nie Polacy to wygrywają je na przykład Rosjanie. Nie jest przypadkiem, że jako mistrzowie szachowi (z małymi wyjątkami) liczą się tylko Słowianie i Żydzi. Nie jest przypadkiem wysoka pozycja Słowian w grze w brydża, gdzie 90% sukcesu w rozgrywce polega na precyzyjnej słownej licytacji atutów. Nie jest przypadkiem, że w grach na ograniczonym polu, w których nie decyduje siła fizyczna lecz logika myślenia i rozpoznawania sytuacji Rzeczywistej, jakimi są tenis czy siatkówka, światowa czołówka składa się niemal wyłącznie ze Słowian. Gry są symulacjami sytuacji Rzeczywistych. Mówi się o nich nawet jako o „zastępczych” działaniach wojennych. Gry rozwijają się tak dynamicznie nie dlatego, że ludzkość ma „małpie” korzenie. Gry uczą współpracy i rzeczywiście stanowią symulację skomplikowanych „stanów Rzeczywistych” oraz współzależności w Układzie Zamkniętym. Gry nie nudzą obserwatorów, bo mimo istnienia w nich precyzyjnych reguł (które imitują Prawa Przyrody) każda z nich ma inny przebieg i możliwe są różne rozwiązania, mimo powtarzalnych elementów i skończonej liczby rozwiązań formalnych. Sukcesy w nich są pochodną precyzji języka jakiego się używa do ich opisania.

Który język świata byłby lepszy na miejsce angielskiego i ku któremu ludzkość powinna się zwrócić dysponując komputerowymi programami natychmiastowej translacji języka w czasie rzeczywistym?

Zgadnijcie!

Taka jest kolejna Nowina, którą chcę się z Wami, w 2013 roku, Roku Wielkiej Zmiany, na samym jego początku, podzielić.

Jak po-godzić nowe ” stare”  ze starym „nowym” odpowie nam cały ten rok-god.

A to Godło Łużyckie u szczytu naszego artykułu niech nam będzie w owym 2013 roku  przewodnikiem, bo pokazuje ono Orła który się oto Odradza, pokazuje godność i tradycję i prawdziwą wiarę Słowian.

A oto czego Nam wszystkim w roku 2013 życzę: Za Peterem Russelem

http://www.youtube.com/embed/0C8pn6x07OI

To się dzieje na naszych oczach i to jest w naszych rękach – Nie powinno nam To zająć więcej niż następnych 5-10-15 lat!

 

 

Kraina Księżyca „Niesamowite zagadki” – Światła z Doliny Hessdalen

Posted in Kraina Księżyca, nauka, niesamowite zagadki by bialczynski on 6 Styczeń 2013

H-Kurt-middle- Photo taken by Kurt Anderssen in 1982. It is taken close to the main road in Hessdalen, towards a flashing light above the mountain Finnsåhøgda. Kurt used a camera standing on a tripod, equipped with a 2000 mm lens, which he had borrowed from Arne P.Thomassen. Kurt managed to take a picture just when the light got in the view of the camera.

Niebo nad doliną Hessdalen w środkowej Norwegii jest bez przerwy pod obserwacją od roku 1983. Naukowcy starają się rozwikłać zagadkę tajemniczych świateł pojawiających się tam po zmroku.

Tajemnicze światła i obiekty obserwowane w Wylatowie nie są jedynym takim zjawiskiem podlegającym systematycznej obserwacji. Projekt Hessdalen zaistniał na długo przedtem nim w Wylatowie pojawiły się pierwsze obce ślady. Ponieważ niezwykłe zjawiska w Polsce i Norwegii są w pewien sposób zbieżne, szerzej przedstawiamy Projekt Hessdalen, który można uznać za pierwszą próbę permanentnego monitorowania obecności UFO nad danym obszarem. Projekt Hessdalen wziął swoja nazwę od niewielkiej doliny Hessdalen, która leży na północny-zachód od miasta Roeros w Norwegii. Jeżeli wybierzecie się drogą nr 30, 40 km na północ od Trondheim, traficie do małej wioski Aalen. Stamtąd droga prowadzi do Hessdalen. Dolina jest długa na 15 km i ciągnie się z północy na południe. Na wschodzie są góry Rognefjell oraz Stordalshogda, sięgające 995 metrów n.p.m. Na zachodzie leżą góry Finnsaahoegda, dalej Fjellbekkhogda, a na południu góry Rohovda. Te ostatnie wznoszą się na wysokość 1088 metrów n.p.m. Na południe od doliny leżą dwa jeziora Herssjoen oraz Oyungen. Większość z 170 mieszkańców Hessdalen mieszka w pobliżu drogi, około 700 metrów n.p.m. W grudniu 1981 r. rozpoczęła się w Hessdalen seria obserwacji, która trwała do lata 1984 r. W ciągu zaledwie tygodnia miało miejsce co najmniej 20 obserwacji. Większość obserwacji miała miejsce w dolinie, ale sporo było też w jej okolicach. Nieco ponad 85% obserwacji było zidentyfikowanych jako silne światło. Światła widziano wszędzie.

To, co zostało nazwane fenomenem Hessdalen, czyli serie rozbłysków o zróżnicowanej barwie widoczne na niebie, zaobserwowano po raz pierwszy w latach czterdziestych. Trwała wojna i nikt się wtedy tym nie zainteresował. Dopiero 40 lat później, w latach 1981 – 83, kiedy zjawisko się mocno zintensyfikowało, do doliny ściągnęli obserwatorzy z placówek naukowych i amatorzy-pasjonaci. Światła szybko stały się turystyczną atrakcją regionu. Świateł było dużo. Można je było oglądać codziennie, w szczytowym okresie notowano 20 błysków tygodniowo.   W 1983 ruszył naukowy projekt, którego twórcą był doktor Erling Stand. Obserwacje w ramach projektu Hessdalen przyniosły zaskakujące wyniki, w okresie od 21 stycznia do 26 lutego 1984 roku odnotowano aż 53 przypadki pojawiania się niezwykłych świateł. Obserwacje prowadzone były przez 10 lat. W 1994 zorganizowano kongres naukowy podsumowujący obserwacje. Nie wyciągnięto niestety żadnych wniosków, poza tym że światła mogą być emitowane przez obiekty UFO. W 1999 rozpoczęły się kolejne serie badań. Prowadzili je studenci z Włoch i Norwegii stosując urządzenia do analizy fal radiowych. Zarejestrowano kilkanaście nieopisanych dotąd anomalii w emisji fal radiowych, co oczywiście było szalenie emocjonujące, ale nie przybliżyło obserwatorów ani na jotę do rozwiązania zagadki. Naukowcy upierają się co prawda, że światła w Hessdalen nie są emitowane przez UFO, że są to kuliste skupiska energii emitujące ładunek elektryczny. Pytanie tylko, dlaczego unoszą się akurat nad tą doliną i dlaczego jest ich tak wiele. www.hessdalen.org

Regularność występowania, dziwne cechy i naukowa bezsilność sprawiły, że niektórzy zaczęli uznawać światła za „inteligentnie kontrolowane”. Przypuszczano, że rozwiązanie ich zagadki pozwoli na wyjaśnienie niektórych obserwacji niezidentyfikowanych obiektów latających.

Niejasne pochodzenie energii

Na plenum generalnym Europejskiego Unii Nauk o Ziemi (EGU), które odbyło się w kwietniu 2012 r. swoje wnioski przedstawiło kilku uczonych zaangażowanych w badania zjawiska z Hessdalen. Autorami jednego z raportów byli B. G. Hauge z Østfold University College i S. Montebugnoli z Bolońskiego Instytutu Radioastronomii.

Uczeni piszą: „Przejściowe zjawiska świetlne w Dolinie Hessdalen obserwowane są od ok. 200 lat, tj. od 1811 r., kiedy duchowny Jacob T. Krogh wykonał na ich temat pierwszą dokumentację. Sama dolina położona jest w centrum Norwegii i stanowi wyizolowaną przestrzeń o subpolarnym klimacie. W tym byłym górniczym dystrykcie mieszka ok. 140 osób, zaś dawne głębokie kopalne zostały zalane wodą. Obszar znajduje się pod naukowym nadzorem od 1998 r., kiedy oddano do użytku pierwsze automatyczne i zdalnie sterowane obserwatorium. Dziś w trzech placówkach badawczych na terenie doliny pracują norwescy, włoscy i francuscy uczeni. Każdego września w górach zakładane są też obozy, gdzie studenci – wolontariusze i badacze prowadzą 14 – dniowe obserwacje.

Zjawisko z Hessdalen jest niełatwe do wykrycia. Każdego roku dokonuje się ok. 20 obserwacji. Wysiłki ostatnich 14 lat sugerują, że fenomen ten przybiera różne formy, z których do tej pory odnotowano sześć. Są one tak różne, że porównanie ich przychodzi z pewnym trudem. Nowe badania nad fizyką plazmy sugerują, że omawiane zjawisko może mieć podobne pochodzenie, ponieważ zjonizowane ziarna plazmy pyłowej mogą zmieniać stany (od słabo związanych, tj. gazowych, po krystaliczne), a także kształty i formacje, co prowadzi do występowania zróżnicowanych zjawisk. Wyniki spektrometrii optycznej z 2007 r. sugerowały, że zjawisko z Hessdalen składa się z płonącego powietrza i kurzu z doliny. Prace G. S. Paivy i C. A. Tafta wskazywały z kolei, że zjawiska te powoduje rozpad radu w zamkniętych kopalniach.

Sześć wspomnianych stanów świateł z Hessdalen to: ‘dublet’, kula ognia, promień plazmy, chmura pyłu, błysk oraz ‘stan niewidoczny’ [tj. niedostrzegalny gołym okiem, ale wykrywalny przy użyciu aparatury – przyp. aut.]. Badanie atmosfery wewnątrz doliny radarem o niskiej częstotliwości ujawniło istnienie dużych obszarów zjonizowanej materii. Długi czas trwania świetlnych zjawisk, analizy gruntowe oraz pomiary radioaktywności nie wspierają teorii o rozpadzie radu, przez co należy przyjrzeć się innym teoriom na temat jonizacji. Źródło energii tego zjawiska jest wciąż nieznane i nie wiadomo czy ma naturę wewnętrzną czy zewnętrzną.”

Zakłócenia w dolinie

H-a1-middlePhoto taken by Arne P. Thomassen 25 October 1982. It is taken from the mountain Finnsåhøgda south, towards east. Więcej fotografii formacji znaleźć można na stronie hessdalen.org.
Autorami kolejnego opracowania podsumowującego stan wiedzy o Hessdalen byli J. Zlotnicki, P. Yvetot, F. Fauquet (reprezentujący m.in. Francuskie Narodowe Centrum Badań Naukowych), którzy skupili się na badaniu fal radiowych oraz odkrytych w dolinie miejsc występowania zaburzeń pola elektromagnety-cznego.W ich raporcie czytamy: „Østfold University College był pierwszą jednostką, która zaczęła instalację geofizycznego systemu, którego zadaniem było badanie nieznanego pochodzenia świateł. Ich naturę można podsumować następująco: pojawiają się w niższych partiach atmosfery, pozostają nieruchome, a następnie wystrzeliwują w górę z prędkością kilkuset kilometrów na godzinę lub opadają w dół i znikają w którymś z licznych jezior. Są widoczne od kilku sekund do kilkudziesięciu minut. Mogą mieć kolor biały, żółty, albo pojawiać się jako biało – niebieskie błyskające światło. Mają też różne kształty i rozmiary. Z 80 obserwacji rocznie w latach 80 – tych aktywność zjawiska spadła do ok. 20 przypadków na rok.W 2010 r. francuscy badacze rozpoczęli współpracę z Østfold University College oraz Instytutem Radioastronomii z Bolonii. Celem było badanie emisji radiowych w pasie frekwencji 1 – 5 kHz oraz wyjaśnienie zaburzeń pola elektromagnetycznego, które odnotowano w dwóch miejscach w dolinie. Są one oddalone od siebie o dziesiątki kilometrów i rozmieszczone wzdłuż jej osi.”

Według uczonych źródłem zaburzeń były sztuczne struktury geologiczne i lokalna tektonika. Jak dodali, w czasie kilku obserwacji świateł z lat 2010 – 2011 nie odnotowano żadnych anomalii magnetycznych czy elektrycznych. Światła z Hessdalen mają swój odpowiednik m.in. w widywanych regularnie światłach z Marfy oraz „ognikach” z okolic Tajszetu na Syberii. Te pierwsze w świetle najnowszych badań nie są jednak zjawiskami fizycznymi, lecz najprawdopodobniej rodzajem iluzji.

więcej czytaj też w: Nautilius
Tagged with:

2012 in review

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 31 Grudzień 2012

The WordPress.com stats helper monkeys prepared a 2012 annual report for this blog.

Here’s an excerpt:

About 55,000 tourists visit Liechtenstein every year. This blog was viewed about 1 200 000 times in 2012. If it were Liechtenstein, it would take about 22 years for that many people to see it. Your blog had more visits than a small country in Europe!

statyst 1 stat 2 Statystyka ostatnich 9 miesięcy na świecie.

stat 5

Od początku istnienia mieliśmy już 2.760.000 gości.

W zeszłym roku porównywano nas jeśli idzie o liczbę odwiedzających do Luwru, to było ciekawsze.

Liczba odwiedzających wzrosła w każdym razie o 30% w stosunku do poprzedniego roku i to jest naprawdę ważny sygnał dla nas wszystkich, którzy „robimy swoje”.

stat 3

Ponad połowa z odwiedzających to ludzie czytający, czyli wchodzący głębiej w blog, nie tylko po jedną informację, czy  wyłącznie po to co ich skierowało (poprzez google) na ten blog. To ludzie absolutnie świadomi tego co robią i czego potrzebują.

Sadzę, że zainicjowany przekład na język angielski podniesie odbiór naszych informacji przez osoby spoza kręgu języka polskiego.

Statystyka odbiorców zagranicznych nie obejmuje całego roku lecz 9 miesięcy – jest prowadzona od 25 lutego 2012.  To są w każdym razie czytelnicy/odbiorcy absolutnie świadomi tego co robią, zupełnie nieprzypadkowi.

Poniżej wykaz artykułów najchętniej czytanych w okresie roku – 365 dni – Nie pokazuje on dobrze udziału tekstów, które mają wiek krótszy niż 12 miesięcy. Im tekst świeższy tym mniejsze ma szanse, żeby się tutaj znaleźć w czołówce.

stat 6

Dlatego tutaj pokazujemy ranking statystyczny z ostatnich 7 dni:stat 9

Wykaz najpopularniejszych artykułów w ciągu ostatnich 7 dni. Jak widzicie w obu wykazach znalazły się pozycje dla ducha i ciała – Tak powinien wyglądać nasz Kwartalnik – łączyć jedno i drugie. Jest tam i barszcz i wypieki i Taja 20 i dekoracja pisanek, i najbardziej tajemniczy lud Ziemi – Słowianie, i pamięć o Drzewianach i ich germanizacji, i wawelskie czakramy.

Co by tu jeszcze dodać: Mamy 110 stałych subskrybentów oraz kilkuset stałych czytelników z rożnych krajów świata, od Ekwadoru po Katar. Wśród subskrypcji są takie organizacje jak np. Polonia w Stambule, ale bardzo wiele osób – tysiące – po prostu wolą wchodzić przez link w Ulubionych, a nie przez subskrypcję.

Statystyki nie są najważniejsze. Liczy się podnoszenie wiedzy o Słowianach i Wierze Przyrody i „otwarcie” każdej Istoty Świadomej. Liczy się plemię polskie, które tworzymy i jego plemienna kultura.

Tagged with:

Snowidziadło z kołdry spadło,spadło na kamycki potłukło se… – zebrał Mezamir Snowid

Posted in nauka, przyroda, sztuka, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 15 Grudzień 2012

Wykłady Rudolfa Steinera

Wykład I
Londyn 2 sierpnia 1923

Dopóki rozpatruje się wszystko co nas otacza tutaj w świecie fizycznym,w ziemskim bycie
i co zostaje wniesione w ziemski byt przez naszą własną pracę
dopóty uwagę trzeba oczywiście przywiązywać głównie do czasu jaki człowiek spędza w ziemskim bycie podczas czuwania.

Ale wspomniałem już że dla ludzkiego bytu,choćby dla tego ,czym człowiek może być również w ziemskim bycie
jeszcze ważniejsze jest to co dzieje się z człowiekiem w czasie który przesypia podczas ziemskiego bytu.

Jeśł w jakimkolwiek punkcie naszego ziemskiego życia spojrzymy wstecz na to o czym możemy sobie przypomnieć
to właściwie zawsze pomijamy czas który przespaliśmy,natomiast bierzemy pod uwagę wszystko
czego dokonaliśmy za dnia w czasie czuwania,tworząc z tego niejako powiązaną całość.

Nie byłoby to jednak możliwe gdyby nie przeplatanie czuwania stanem snu.

Właśnie wtedy gdy chce się poznać prawdziwą istotę człowieka
trzeba zwrócić uwagę na te stany snu bowiem człowiek łatwo mógłby powiedzieć:
przecież nic nie wiem o tym co dzieje się podczas snu.

Tak to prawdopodobnie wygląda dla zewnętrznej świadomości ale w rzeczywistości jest to nieprawdą.
Dlatego jeszcze ważniejszy od tych zmieniających się z dnia na dzień stanów snu jest czas
który przesypiamy jako małe dzieci,bowiem oddziaływanie tego snu pozostaje w nas na całe życie
a my niejako dołączamy do tego jedynie to co każda noc dodaje nam podczas późniejszych stanów snu.

Bylibyśmy automatami gdybyśmy jako dzieci wkraczali w świat czuwając
gdybyśmy pozostawali w stanie czuwania i nigdy nie spali.
Bylibyśmy tylko automatami lecz w ramach tego stanu automatyzmu nie moglibyśmy też czynić czegokolwiek
w sposób świadomy,tego co zrobilibyśmy automatycznie,nie traktowalibyśmy jako czegoś co nas dotyczy.

Jeśli patrzymy wstecz i stany snu zawsze wypadają z naszej pamięci
to właściwie patrząc na nicość,na te okresy czasu gdy spaliśmy
w taki czy inny sposób widzimy zdarzenia które przeżyliśmy w stanie czuwania.

Jeśli jednak patrzymy wstecz na te chwile  w których spaliśmy
to w rzeczywistości nie widzimy wtedy niczego.

Jeśli macie państwo przed sobą białą ścianę i w pewnym miejscu nie ma na niej żadnego koloru
lecz tylko czarne koło ( czarny to też kolor :) ciekawe co widać gdy nie widać ŻADNEGO koloru -Mez)
to równiez niczego państwo nie widzicie.
Widzicie ciemność(a więc jednak coś,ciemność czyli światło i kolory których nie widzimy takimi jakie są,wydaja się czernią-Mez)

bądź też jeśli nie jest to czarne koło ale otwór za którym nie ma żadnego światła(widzialnego dla naszych oczu,bo ciemność to też światło-Mez) to widzicie państwo otwór,widzicie ciemność.

Tak samo w swoim życiu widzicie ciemność gdy spoglądacie wstecz.
Te chwile które przespaliście jawią się wam w życiu jako ciemność
i do tych ciemności mówicie państwo”Ja”.
Nie mielibyście państwo żadnej świadomości jaźni gdybyście nie widzieli tych ciemności.

Tego że możecie państwo powiedzieć o sobie”Ja”,nie zawdzięczacie temu że od rana do wieczora
wciąż pracowaliście;to,że możecie mówić do siebie”Ja” zawdzięczacie temu że spaliście.
Albowiem jaźń tak jak ujmujemy ją w ziemskim bycie,jest zrazu ciemnością życia, pustką, bytm nicości.

Kiedy spojrzymy na nasze w prawidłowy sposób to w odniesieniu do naszej samoświadomości
nie możemy powiedzieć że zawdzięczamy ją dniu lecz że zawdzięczamy ją nocy
bo właściwie dopiero poprzez noc stajemy się tym co czyni nas prawdziwymi ludźmi
bo bez tego bylibyśmy automatami.

Można zatem powiedzieć:
Naszej właściwej wewnętrznej jaźni właściwie w ogóle nie zabieramy ze sobą z duchowego świata do fizycznego ziemskiego.
Zostawiamy ją zawsze w świecie duchowym.
Ona była w świecie duchowym zanim zstąpiliśmy do bytu ziemskiego
i jest znowu w świecie duchowym między zaśnięciem a obudzeniem,ona zawsze pozostaje w świecie duchowym.
Gdy jako człowiek mamy podczas dnia obecną świadomość i nazywamy siebie”Ja”
to słowo”Ja” wskazuje na coś co nie znajduje się w świecie fizycznym
lecz w świecie fizycznym posiada jedynie swój obraz.

I nie patrzymy na siebie prawidłowo gdy mówimy:
Jestem tym krzepkim człowiekiem na Ziemi,stoję tu swoją prawdziwą istotą
Prawidłowo patrzymy na siebie wtedy gdy mówimy:
To co jest z nas tutaj na Ziemi,to obraz,odbicie naszej prawdziwej istoty.

Tego co jest tutaj na Ziemi nie należy postrzegać jako właściwego człowieka
lecz jako obraz właściwego człowieka.

(Powiedziałbym że nasze ziemskie życie jest jak odbicie w lustrze
lustro to Ziemia,my na Ziemi  jesteśmy odbiciem
a nasze prawdziwe Ja stoi przed lustrem-Mez)

Ten obraz stanie się bardziej jasny jeśli wyobrazimy sobie rzecz następującą.
Załóżmy że śpimy.
Jaźń jest poza ciałem fizycznym i eterycznym i ciało astralne jest poza ciałem fizycznym i eterycznym
ale jaźń oddziałuje we krwi i w ruchach człowieka.
Potem przestaje ona oddziaływać ponieważ w czasie snu nie ma tam jaxni;ale to co jest we krwi działa dalej.

Wystarczy tylko spojrzeć na ciało fizyczne żeby powiedzieć:jak to jest włąściwie z tym ciałem gdy śpimy?
Przecież wtedy też coś musi w jakiś sposób przenikać krew tak  jak za dnia w czasie czuwania przenika ją jaźń.
Tak samo ciało astralne które żyje wciąż w całym procesie oddychania.
W nocy opuszcza ono proces oddychania ale działa tak jak za dnia działo ciało astralne.
Podczas snu nasze ciało astralne opuszcza w nas te narządy które są np narządami oddychania.

Nasza jaźń opuszcza siłę pulsowania krwi.
Cóż zatem robi jaźń i ciało astralne w nocy?
Gdy człowiek pozostaje w łóżku a jego jaźń opuszcza siły pulsowania krwi
to do tych sił wkraczają jestestwa pierwszej wyższej hierarchii[ponad człowiekiem]
Wtedy w tych samych narządach w których za dnia w stanie czuwania żyje jaźń
żyją  Anioły,Archanioły i Archaje.

W narządach oddychania które opuściliśmy dlatego że wystąpiło z nas ciało astralne
działają w nocy jestestwa następnej wyższej hierarchii:
Exusiai, Dynamis i Kyriotetes.

W polskim nazewnictwie dla określenia tych wyższych duchowych hierarchii
używa się też innych nazw.
Exusiai określane są jako Potęgi albo Duchy Formy.
Dynamis jako Mocarstwa albo Duchy Ruchu
a Kyriotetes jako Panowania albo Duchy Mądrości

Gdy zatem wieczorem przy zasypianiu wychodzimy naszą jaźnią i ciałem astralnym z naszej dziennej cielesności
wnikają w nas Anioły,Archanioły oraz wyższe duchowe byty i nadal utrzymują przy życiu nasze narządy
od zaśnięcia do przebudzenia.

W odniesieniu do ciała eterycznego nigdy podczas dziennej świadomości nie jesteśmy w stanie uczynić tego
co powinno być tam dokonane.
Musi ono zostać przeniknięte przez jestestwa najwyższej hierarchii
przez Serafiny,Cherubiny i Trony,również wtedy gdy jesteśmy w stanie czuwania
one pozostają tam przez cały czas.

Hebrajski rzeczownik שרף (saraf) zwykle łączony jest z czasownikiem להישרף (lehisaref) oznaczającego spalać się się, płonąć. W ten sposób sugerowano, że serafini to istoty mające jakiś związek z ogniem (powstały z bezdymnego ognia). Serafini (i pokrewni im cheruby) nie pełniły funkcji posłańców Bożych (aniołów)

http://pl.wikipedia.org/wiki/Serafin_(anio%C5%82)

Karuda
Karuda

1980799_kania-ruda
Kania Ruda

ros-now-korolkow-poslaniec-peruna-pacdagzwik-0_2c8c7_7b95da39_xl

Raraszek

Raróg, Raraszek – w mitologii Słowian demoniczny duch ognia, objawiający się pod postacią drapieżnego ptaka (najczęściej sokoła), ognistego smoka lub ognistego wichru.
Wierzono, że raróg może wykluć się z jaja, które przez 9 dni będzie wysiadywał człowiek.
Najprawdopodobniej postać raroga była wcieleniem Swaroga, na co wskazuje podobieństwo teonimu oraz podobny motyw przedstawiania demiurga pod postacią ptaka, występujący m.in. w mitologii bałtyjskiej czy fińskiej[1].
W kulturze ludowej raróg przetrwał pod postacią malutkiego demona (potrafiącego zmieścić się w kieszeni), który przynosił ludziom szczęście[2].
W rosyjskich baśniach raróg przybrał postać Żar ptaka.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Rar%C3%B3g_(mitologia)

Feniks (gr. φοίνιξ (foinix), łac. phoenix) − mityczny ptak, uznawany za symbol Słońca oraz wiecznego odradzania się życia.

Fenghuang (chiń. ?凰, pinyin: Fènghuáng; jap.: ?凰 hōō; kor.: ?? bonghwang; wiet.: Phượng Hoàng); w języku polskim:Chiński feniks.
Mityczny ptak pochodzący z mitologii chińskiej. Feniksy chińskie były przedstawiane jako władcy wszystkich ptaków. Feniksy rodzaju męskiego nazywano Feng, natomiast żeńskiego Huang. Współcześnie jednak nie czyni się takiego rozróżnienia i wszystkim feniksom przypisuje się rodzaj żeński (Huang), co umożliwia połączenie ich w parę ze smokiem chińskim, będącym rodzaju męskiego. Chińczycy Han często używają terminu Potomkowie Smoka dla określania swej tożsamości narodowej. Fenghuang znany jest też jako „Dostojny Kogut” (??, pinyin: yùnjī lub kūnjī). W kulturze Zachoduzazwyczaj nazywany jest „Chińskim feniksem”, a czasami „Ptakiem Ho-ho” (od japońskiej nazwy hō-ō).
http://pl.wikipedia.org/wiki/Fenghuang

http://opolczykpl.wordpress.com/2012/06/29/smoki-mezamir/

  ♦

„Gdybyśmy sami musieli troszczyć się o wszystko co w naszym ciele fizycznym rozgrywa się jako wspaniałe potężne procesy,

to nie tylko robilibyśmy to źle lecz w ogóle nie wiedzielibyśmy jak się do tego zabrać
bo jesteśmy pod tym względem zupełnie bezradni.
To co o ciele fizycznym mówi anatomia nie mogłoby wprawić w ruch nawet jednego atomu naszego ciała.
Z tym związane są zupełnie inne moce.
Są to właśnie te moce które od pradawnych czasów(na długo przed pojawieniem się judaizmu i jego odnóg-Mez).

Nazywane są mocami Trójcy. (W neojudaizmie zwanymi-Mez)mocami Ojca Syna i Ducha,mocami właściwej trójcy żyjącej w naszym ciele fizycznym.

Trójca nie jest wynalazkiem neojudaizmu.

Określenie to mówi o trójcy bóstw, popularnej zwłaszcza na Wschodzie jak panteony kananejskie i babilońsko-asyryjski oraz w Egipcie. Najbardziej popularne triady bóstw występowały w miastach syryjskich i fenickich. Przykładem może być Ugarit-ob., Ras Szamra inaczej El, Baal, Aszera, Tyrze-ob., Sur to Melkart, Asztarte, Baal i Sydonie-ob, Sajda inaczej Baal, Asztarte, Eszmun. W Mezopotamii najbardziej znaną triadą bóstw tworzyli Elil, An i Enki, zaś w Egipcie Amon-Re, Mut i Chonsu oraz Ozyrys, Izyda, Horus.
Triada bóstw znane były również w Rzymie, jak chociażby triada bóstw związanych z urodzajem i wegetacją, w skład której wchodzili Ceres, Liber i Liberia. W hinduizmie Trimurti: Brahma, Wisznu, Siwa.
http://www.historia.net.pl/news,375.html
http://pl.wikipedia.org/wiki/Trimurti

Trójca Rzymian to: Jupiter, Netpun i Pluton.

Fenicką trójcę tworzyli Ulomus, Ulosuros i Elium;

Na tatarskiej monecie widnieje obraz człowieka z trzema głowami, który reprezentuje ich trójcę, zgodnie z treścią napisu umieszczonego na odwrotnej stronie.

W skład trójcy irlandzkiej

wchodziły bóstwa: Kriosan, Biosena i Sira;

Skandynawską starodawna trójcę

tworzyły bóstwa:

Thor, Wodan i Frikko;
pogańskich Germanów reprezentowali: Odyn, Thor i Frija.

Dawni Indianie w Ameryce Północnej i Południowej

nazywali swoich trzech w jednym bogu Tangalonga (jeden w trzech i trzech w jednym) i Trinimaaka (trójca).

Buddyjskie wizerunki potrójnego bóstwa.

Według szkół buddyzmu Wielkiej Drogi (Mahajana) Budda Siakjamuni obrócił Kołem Dharmy trzykrotnie udzielając w ten sposób trzech zestawów różnych nauk. Nauki Mahajany opisują postać Buddy nie tylko jako historyczną, ale przede wszystkim jako trzy ciała Buddy Siakjamuni.

Do greckiej trójcy

należeli Zeus, Posejdon i Pluton ale trójcę również Apollo, Latona, Artemida oraz Demeter, Tryptolemos, Persefona.

Trójca w Indiach (Trimurte),

Brahma, Wisznu i Sziwa, jest czczona jako trzy osoby, chociaż pierwotnie Brahma był jeden jako boski pierwiastek. Jedno ze świętych pism oświadcza: “Ta wielka jedność ma być wyraźnie rozpoznawana jako trzej bogowie w jednej osobie”. Jeden z jej hymnów podaje: “Są trzy bóstwa; jednakże jest tylko jedno bóstwo, ta wielka dusza”.

Trójcę bóstw Egipcjan

tworzyli Horusa, Ozyrysa i Izydy ale również Amon, Ptah i Ozyrys. Jako że faraon był uznawany jako ucieleśnienie boga tworzono również trójce królewskie takie jak Amon-Ra, Ramzes II i Mut czy tzw. trójca Mykerinosa.

Trójca babilońska przedstawiona jest w trzech obrazach w świątyni Bala

Isztar, Sin, Szamasz
Nanna, Nannar – sumeryjski bóg Księżyca.

Nazywany też był Suen, Zuen
Anu (sumer. An – niebo) – w mitologii sumeryjskiej bóg nieba

Utu – sumeryjski bóg słońca,
Enki w mitologii sumeryjskiej (Ea w mitologii babilońskiej) – bóg słodkich wód, bóg mądrości, stwórca człowieka, czczony w Eridu. Razem z bogiem nieba Anu i bogiem Enlilem tworzył również wielką triadę głównych bóstw sumeryjskich.
Ea – jeden z najważniejszych bogów asyryjsko-babilońskich.
Tzw. wyrocznia chaldejska oświadcza: “Jedność zrodziła Dwoistość, która przebywa z nią i wydaje światło intelektualne; z nich pochodzi Trójca”. Imiona trójcy chaldejskiej to: Anu, Enlil i Ea.

Roger Penrose uważa, że świat idei jest jak najbardziej realny. Ze świata idei matematycznych (ale nie tylko matematycznych) bierze się cały Świat fizyczny. To znaczy, część matematyki występuje w świecie fizycznym. Umysł bierze się ze świata fizycznego w całości ale matematyka z części umysłu. Takie zapętlenie.

Eklektyczne judeochrześcijaństwo w tym neojudaizm/katolicyzm kształtowało się stopniowo przez stulecia, wchłaniając poszczególne kulty.

W II czy III wieku nie było kultu maryjnego czy obchodzenia Bożego Narodzenia (a już zwłaszcza w zimowe przesilenie).
Paweł poddał chrześcijaństwo Hellenizacji (zakaz obrzezania, likwidacja koszerności, nakaz monogamii)
Origenes wprowadził alegoryczne czytanie Biblii (jak u pogańskich Greków)
w późniejszych czasach wprowadzono Trójcę… i tak dalej.

1 Wielka bogini Egiptu Izis urodziła Horusa także jako dziewica, jej statuę z niemowlęciem na ręku obnoszono przez parę pokoleń w uroczystych procesjach.
2 W Denderach, świątyni boga Hetora widniało malowidło przedstawiające kobietę z dzieckiem w ramionach (dziś w Paryżu). Napis głosił, że jest to dziewica-matka
3 Na murach egipskiego Luxoru widnieje napis, że jej budowniczy, faraon Amenefis III, urodził się z dziewicy.
4 Kult matki-dziewicy istniał w bardzo wielu krajach, tylko imiona matek były różne. W Turkiestanie na przykład występuje dziewica-matka Kariti”, w Chinach – Kuan-Y-in”, w Japonii – Kwaunon”.
5 Najciekawszą analogię znajdziemy w Indiach, gdzie w roli matki bożej” występuje królowa Devaki, rysowana i rzeźbiona zazwyczaj z małym Kriszną na ręku. To Kriszna właśnie jako niemowlę, przechowywany w ubogiej stajence, w koszyku z sianem, cudownie uniknął śmierci, gdyż pastuszka Nana, słysząc o zarządzonej rzezi niemowląt podmieniła swą martwo urodzoną córeczkę na żywego Krisznę. Co nam to przypomina?
Rzeź niewiniątek opisana w Biblii to fikcja,w ogóle nie miało miejsca takie wydarzenie
„Rzeź niewiniątek” nie jest znana z innych źródeł niż jEwangelie.
Józefa Flawiusz, historyk żyjący w tamtym okresie,nie przepadał za Herodem
i w swoich pismach zamieścił obszerną listę zbrodni króla. Nic jednak nie wspomniał o owej rzezi.
Gdyby do takiej rzezi doszło,na pewno nikomu nie umknąłby ten fakt.
6 Wśród cudownie urodzonych dzieci są: Herkules, Dionizos, Jowisz, Pitagoras, Pluton, no i… Cezar August.
i wielu innych.
7 – Bóg Athis także przyszedł na świat z dziewicy zapłodnionej zjedzeniem kawałka granatu -nieźle!
8 Matka Buddy Maya „zwiastowana” została przez bramina w identyczny sposób jak Maria przez Gabriela. Kuzyn zaś Buddy Akanda (patrz Jan Chrzciciel!) urodził się z „niepłodnej staruszki” (patrz Elżbieta!).
Gdy Maya rodziła, wskaźnikiem jej miejsca pobytu była rgwiazda przewodnia”.
(O buddzie szczególnie czwartym historycznym Gotamie- to już w ogóle obszerne opisy i legendy powstały na ten temat…)
9 Twórca religii Iranu – Zaratustra (Zoroastra) urodzony został, gdy matka wypiła napój zapładniający „koma”.

KULT MATKI BOGÓW w judeochrześcijaństwie był długo nie znany podczas gdy świat znał go od dawna!
Pierwszą świątynie kultu Maryjnego ( bo o tym mowa) wzniesiona została dopiero w
IV w w Efezie. ( sobór Efezki)

http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=6n0YQcPrZ-o

Możemy więc powiedzieć że przez całe nasze ziemskie życie,nasze ciało fizyczne nie jest nasze

Dzięki nam nie mogłoby się ono rozwijać(nawet ruszać i żyć-Mez)
Jest ono jak mówiono w dawnych czasach prawdziwą świątynią boskości
potrójnie objawiającą się boskością.
Nasze ciało eteryczne jest miejscem zamieszkiwania hierarchii Serafinó,Cherubów i Tronów.
A o narządy fizyczne i eteryczne które w nocy opuszczone zostają przez ciało astralne
musi się troszczyć druga hierarchia,Kyriotetes,Dynamis i Exusiai.
Natomiast o narządy które muszą być opuszczone przez jaźń
troszczą się Anioły,Archanioły i Archaje.
Zatem w człowieku nieustannie zachodzi działanie które nie pochodzi bezpośrednio od niego.
Człowiek ma w tym swoim organizmie jakby tylko wynajęte mieszkanie na czas trwania czuwania
w tym samym czasie ten jego organizm jest świątynią i miejscem zamieszkiwania duchów wyższych hierarchii.

Na zewnętrzną postać człowieka patrzymy prawidłowo jedynie wtedy kiedy mówimy sobie że jest ona obrazem
Obrazem oddziaływania wszystkich hierarchii duchowych.One są w nim.
Gdy spoglądamy na wszystkie szczegóły uformowanej ludzkiej głowy
na resztę uformowanego ciała,to postrzegamy je prawidłowo nie wtedy mówimy że jest ono taką czy inną istotą
lecz wtedy gdy mówimy że jest ona obrazem oddziaływania wszystkich hierarchii duchowych.

Jedną z metod na uzyskanie świadomego snu jest tzw “test rzeczywistości”. Zwyczajowo wykonuje się go w ciągu dnia, by wyrobić sobie nawyk, który zadziała też we śnie. Polega na sprawdzeniu, czy w rzeczywistości, w której aktualne przebywa nasze JA funkcjonują znane nam prawa natury, fizyki. To co na co dzień jest niemożliwe – latanie, zmiana przedmiotu w inny, telekineza, teleportacja, zmiana własnej postaci, przechodzenie przez ściany itd, w snach jest zupełnie realne i tylko wiara śniącego jest tu ograniczeniem. Bytof opisuje też zjawisko, które nazywa “Znakami Snu”. Są to zjawiska, które występują tylko we śnie. W swoim wprowadzeniu do śnienia (“Oneironautyka. Sztuka Świadomego Snu”, wyd oryg. 1996) dzieli je na cztery kategorie: stan wewnętrzny, forma, działanie i kontekst. Chcę tu wspomnieć o znaku z kategorii “działania”. Często omawianym i spotykanym zjawiskiem w snach jest niedziałający wyłącznik światła. racjonalnie można to wytłumaczyć tym, iż w rzeczywistości jawy wyłącznik jest częścią układu elektrycznego i zamykając obwód sprawiamy iż przez żarówkę przepływa prąd. W rzeczywistości jawy jaką znamy jest to konieczne, by żarówka świeciła. Nasza podświadomość jednak nie musi martwić się o takie szczegóły, więc wyłączniki światła, żarówki, źródła oświetlenia są tylko i wyłącznie nawykiem przeniesionym ze świata jawy do świata snów. Takie wyłączniki są jak atrapy. Równie łatwo możemy zdjąć Księżyc z nieba jak i zapalić Słońce, nie mówiąc o żarówce. Mimo wszystko śniący trzymają się reguły wyłącznika. Efektem jest właśnie niedziałający wyłącznik. Do tej pory sądziłem, iż jet to reguła. Powszechnie przyjmuje się, iż w snach wyłączniki nie działają. Tę zasadę przedstawiono m.in. w filmie “Waking Life” (w poniższym YT czas – 6:15 i wcześniejsza rozmowa głównego bohatera).

http://chomikuj.pl/Labanga/Film/Waking+life

Dziś jednak przekonałem się, że nie jest to żelazna reguła mogą być wyjątki. We śnie pokazywałem dzieciom swoje tatuaże. Dość ciekawe rytualne wzory, prymitywne wykonanie (niemal więzienny styl), proste kreski. Na lewej stopie kilka linii, wzdłuż nich kropki, jakby szwy. Wiedziałem, że sam wykonałem te tatuaże. Na prawej kostce drugi wzór w formie kresek – fraktalne drzewo. Ten wzór również łączył się dalej z innymi poprzez linie, aż do ramienia. Na wysokości barku, tuż nad prawą pachą wzór zwiniętego węża (spirala), a dalej wzdłuż ramienia pies lub lis. Dalej już nie widziałem, bo miałem na sobie ubrania a akurat coś odwróciło moją uwagę. Ktoś wszedł do pokoju i próbował włączyć światło. Za nim druga  i trzecia osoba – to samo. Niby zasada wyłącznika działa, prawda? Mógłbym w tym momencie wykonać test na rzeczywistość, by upewnić się że to sen, gdybym miał wątpliwości. Mógłbym, gdybym ćwiczył. Ale nie ćwiczę. Dlaczego? Dlatego, że w moim przypadku to nie działa. Nie działa, bo moje rozumienie rzeczywistości nie jest stereotypowe tak jak w przypadku przeciętnego człowieka. Gdybym np w tym momencie zaczął lewitować, nie zdziwiłbym się. Nie wierzę w to, ale nie wierzę też, że to nie możliwe. W przypadku testów na rzeczywistość takie myślenie dyskwalifikuje technikę. We śnie wiedziałem, dlaczego wyłącznik nie działa – bo wyłączyłem światło. Wstałem i… włączyłem normalnie światło. Jaki z tego wniosek? Ano taki, iż podobnie jak w przypadku wszelkiej dziedziny wiedzy, warto czasem samemu coś sprawdzić, zanim będziemy powielać obiegową opinię.
Mam nadzieję, że temu m.in. będzie służyć nowa platforma…
http://kruczysen.wordpress.com/2012/01/20/fraktalne-testy-rzeczywistosci-snu-wylacznik-swiatla-dziala/

http://dragontn.blog.pl/2012/12/01/szamanski-rytual-snu/
http://dragontn.blog.pl/2012/11/29/mialm-a-indianskie-praktyki-snu-sposoby-transformacji-snow-na-szamanskiej-sciezce/
http://dragontn.blog.pl/2012/11/28/mialm-a-indianskie-praktyki-snu/
http://dragontn.blog.pl/2012/11/30/indianskie-praktyki-snu-moja-praktyka/
http://dragontn.blog.pl/2012/12/01/wakan-kaga-indianskie-zwiazki-sniacych/
http://dragontn.blog.pl/2012/12/01/ondinnonk-%E2%80%93-skryte-pragnienia-duszy-ujawnione-we-snie/
http://dragontn.blog.pl/2012/12/03/uzdrawiajace-sny/
yume_dream_by_carmenharada-d329oyc

YUME/Sny (1990)

Film składa się z ośmiu krótkich opowieści opartych na snach samego Kurosawy.

Każdy z nich przedstawia inną prawdę o człowieku i świecie w którym żyjemy.
Niezależnie od tego czy będzie to wizja nuklearnej zagłady
wiszącej nad Japonią czy sielankowy obraz wsi odciętej z dala od cywilizacji, to mamy do czynienia z obrazem pełnym symboliki i wizjonerstwa.

Akira Kurosawa w swoich „Snach” opowiada nam 8 krótkich historii. Mowią one o ludzkich pragnieniach i strachach. Japoński reżyser najpierw przedstawia chęć poznania świata przez dziecko, aby w nastepnych kilku epizodach pokazać bezsens ludzkiej brutalności, która przyjmuje ogromne rozmiary dzięki postępowi technicznemu. Ukazanie zagłady atomowej możemy uważać za preludium do jego następnego filmu – „Sierpniowej Rapsodii”.

http://www.filmweb.pl/film/Sny-1990-118819

Fragment

WIEŚ MŁYNÓW

Jak nazywa się ta wieś?
Nie ma nazwy.Nazywamy ją po prostu „Wieś”.
Niektórzy zwą ją Wsią Młynów.

Wszyscy wieśniacy żyją tutaj?

Nie.Żyją w innych miejscach.

Nie ma tu elektryczności?

Nie potrzeba.Ludzie za bardzo przywykli do wygód.
Myślą, że udogodnienia są lepsze.Porzucają to co jest naprawdę dobre.
Ale co ze światłem?

Mamy świece i kaganki.

Ale co gdy noce są zbyt ciemne?

Tak. Taka właśnie powinna być noc.
Dlaczego noc miałaby być tak jasna jak dzień?
Nie lubiłbym nocy tak jasnych,że nie byłoby widać gwiazd.

Macie pola uprawne anie macie traktorów do ich uprawiania?

Nie potrzebujemy.Mamy krowy i konie.

Czego używacie jako paliwa?

Przeważnie drewno opałowe.
Nie czujemy się dobrze,ścinając drzewa, ale…
starcza drzew, które same padają.
Rąbiemy je wtedy na opał i jeśli robi się węgiel z drewna…
to parę drzew może dać tyle ciepła co cały las.

Tak, i krowi gnój to także dobre paliwo.
Próbujemy żyć jak człowiek kiedyś żył.To naturalna droga życia.
Ludzie dziś zapomnieli…że są tylko częścią natury.
Niedługo ją zniszczą…a to od niej zależy nasze życie.
Oni ciągle myślą,że mogą coś zrobić lepiej.
W szczególności naukowcy.
Oni mogą być mądrzy…ale większość nie rozumie serca natury.
Oni tylko wymyślają rzeczy,które czynią człowieka nieszczęśliwym.
Są dumni ze swoich wynalazków.
Co gorsza, większość ludzi jest dumna.Dostrzegają w nich…cudotwórców.
Uwielbiają ich.
Nie wiedzą tego,ale niszczą naturę.
Nie widzą, że sami się gubią.

Najważniejszymi rzeczamidla człowieka są
czyste powietrze i czysta woda…
i drzewa i trawa, która je produkują.
Wszystko to zaczyna być zanieczyszczone…
Skażone na zawsze.
Brudne powietrze, brudna woda…
Szarzejące ludzkie serca.

Gdy tutaj szedłem, widziałem dzieci układające kwiaty na kamieniu obok mostu.

Po co to robią?

Aaa, to.
Mój ojciec opowiedział mi kiedyś.
Dawno temu chory podróżnik umarł przy moście.
Wieśniak się zlitował|i pochował go tam.
Na jego grobie położył wielki kamień…
a na nim kwiaty.
To stało się zwyczajem by kłaść tam kwiaty.
Nie tylko dzieci to robią.
Wszyscy mieszkańcy kładą tam kwiaty gdy przechodzą obok…
Pomimo, że większość nie wie dlaczego.

Dziś jest dzień świąteczny?

Nie, to pogrzeb.
Wydaje Ci się to  dziwne?
Miły, szczęśliwy pogrzeb.To dobrze ciężko pracować…
długo żyć i dziękować za to.
Nie potrzebujemy tutj kaplicy czy księdza.
Wszyscy mieszkańcy niosą umarłego na cmentarne wzgórze.
Nie lubimy gdy dorośli czy dzieci umierają.
Ciężko świętować taką stratę.
Na szczęście mieszkańcy tej wioski prowadzą życie zgodne z naturą.
Dożywają sędziwego wieku.
Kobieta, którą dziś chowamy dożyła 99 lat.
Musisz mi teraz wybaczyć…
ale idę dołączyć do procesji.

Prawdę mówiąc…ona była moją pierwszą miłością
ale złamała mi serce i zostawiła mnie dla innego…
Hahahaa

Swoją drogą, ile pan ma lat?

Ja?
100 plus 3.
Dobry wiek by przestać żyć.
Niektórzy mówią, że życie jest ciężkie ale to tylko takie gadanie.
Tak naprawdę,to dobrze jest żyć.
To takie ciekawe.

****************

Promieniowanie je dopadnie.
Chmury…
Czerwone…
to Plutonium-239.
Dziesięciomilionowa część grama powoduje raka.
Te żółte to strontium-90.
Gdy cię dostanie zachorujesz na białaczkę.
Te purpurowe to cesium-137.
Powoduje reprodukcję.Tworzą się mutacje.
Powstaną monstra.Ludzka głupota jest niewiarygodna.

Promieniowanie było niewidzialne i z powodu jego zagrożenia, pokolorowali je.
Ale to tylko pozwala dostrzec,co cię zabija.
Można nazwać rodzaj śmierci.
Do zobaczenia.

Poczekaj!

Promieniowanie nie zabije cię od razu.

Co z tego?
Powolna śmierć jest jeszcze gorsza.
Nie zgadzam się na powolną śmierć,|niech dorośli umierają…
żyli już długo
ale dzieci nie spróbowały jeszcze życia.To nie w porządku.
Czekanie na śmierć to nie życie.

Mówili nam, że te elektrownie są bezpieczne.
Błędy ludzkie są niebezpieczeństwem,nie elektrownia sama w sobie.
„Żadnych wypadków, żadnego niebezpieczeństwa”-Tak nam mówili.
Kłamcy!
Jeśli nie zawisną za to sama ich zabiję.

Nie martw się.Promieniowanie cię wyręczy.

Tak mi przykro.

Jestem jednym z tych,którzy zasłużyli na śmierć.

PŁACZĄCY POTWÓR Kolejny sen…

Człowiek, prawda?Co się stało?
Jesteś potworem?
Tak sądzę ale kiedyś byłem człowiekiem.
Co za świat.Tak głupi!
Dawno temu…
w tym miejscu była piękna łąka pełna kwiatów..
Wtedy te bomby atomowe,te pociski…
Zamieniły ją w tą pustynię.
Teraz…
Przez ten radioaktywny osad wyrosły dziwne kwiaty.
Dmuchawce.

Dmuchawce?

Dmuchawce monstra.
To jest róża.
Łodyga wyrasta z kwiatu i dziwny pączek u góry.
To wszystko przez promieniowanie.
Ono stworzyło te mutacje.
Kwiaty-kaleki.
Nie tylko kwiaty.
Ludzie także. Spójrz na mnie.
To robota durnej ludzkości.
Zamienili naszą planetę w śmietnik toksycznych odpadów.
Natura zniknęła z powierzchni ziemi… natura, którą się cieszyliśmy.
Straciliśmy ptaki, zwierzęta, ryby.
akiś czas temu…
Widziałem dwugłowego zająca…
Ptaka z jednym okiem…
I owłosioną rybę.

Więc co jesz?

Tu nie ma pożywienia!
Żywiliśmy się sobą nawzajem.
Najsłabsi padają pierwsi.
Teraz nadeszła moja kolej.
Nawet tutaj mamy hierarchię.
Jednorogie mutanty jak ja, zawsze zostają zjedzone przez te
które mają dwa lub trzy rogi.
Wcześniej były potężne i pretensjonalne.
A teraz poszerzają swoją władzę naszym kosztem.
Więc, niech im będzie.
Niech mają te wszystkie rogi.
Niech żyją w cierpieniu szukając wyjścia.
To piekło.
Gorsze niż śmierć.
Nie mogą umrzeć, nawet gdyby chcieli.
To ich kara…
Nieśmiertelność.

Torturowani przez własne błedy…
Muszą cierpieć w nieskończoność.
Niedługo mnie zjedzą. Będę wyzwolony.

Ale ja nie chcę być zjedzony.

Dlatego właśnie uciekam.
Ale wtedy poczułem głód…
Brzydzę się samym sobą.
Byłem rolnikiem, gdy byłem człowiekiem.
Wylewałem galony mleka do rzeki by utrzymać ceny.
Przekopałem ziemniaki i kapustę swoim buldożerem.
Co ta głupota!

Słyszałeś?
Kiedy nadchodzi noc…
Te słynne potwory wyją z bólu.
Ich rogi bolą je bardziej niż rak.
Modlą się o śmierć, ale są potępione na wieki.
Nikt ich nie zabije więc już tylko wyją.
Chodź, pokażę ci.
Zobaczysz jak płaczą.
Mój róg też zaczyna boleć.

Odejdź.

Odejść gdzie?

Chcesz się także stać potworem?

Londyn 2 sierpnia 1923 ciąg dalszy

Mówi się że ten fizyczny świat nie jest rzeczywistością lecz ułuda,mają,a rzeczywistość jest poza nim
ale nie można od tego zaczynać,jest to tylko ogólna prawda.
Podobnie gdy mówi się ze na łące rosną kwiaty.
Tak jak można od tego rozpocząć dopiero wtedy gdy się wie jak kwiaty rosną na łące
tak samo dopiero wtedy można szczegółowo wskazać na to jak zachodzi oddziaływanie tych wyższych jestestw
w tym co zewnętrznie  przejawia się jako obraz,jako maja,jako odblask w przejawie fizyczno-zmysłowym.

Tak więc człowiek jako całość związany jest swoim dziennym życiem ziemskim a także nocnym
nie tylko z tym co otacza go zmysłowo-fizycznie w bycie ziemskim
lecz również ze światem wyższej duchowości.
Tak jak to co tu na Ziemi oddziałuje jako pewna niższa duchowość przez królestwo przyrody
królestwo mineralne,roślinne,zwierzęce-tak samo to co działa na człowieka jako wyższa duchowość
oddziałuje przez świat gwiazd.

Tak jak człowiek jako całość,poprzez swój fizyczny byt posiada na Ziemi pewien związek z roślinami
zwierzętami,wodą i powietrzem
tak samo posiada on również jako całość pewien związek ze swiatm gwiazd
który jest również jego obrazem,przejawem tego co istnieje właściwie w rzeczywistości.

A w rzeczywistości istnieją tam właśnie te jestestwa wyższych hierarchii.
Gdy człowiek spogląda ku gwiazdom to w gruncie rzeczy spogląda na duchowe jestestwa
które zsyłają mu tylko trochę symbolicznego światła swojego bytu.

Przez co również dla fizycznego bytu jest to pewnym wskazaniem na to
co w gruncie rzeczy wszędzie wypełnia wszechświat jako duchowość.

Niewiele brakowało, a towarzyszący nam w pogodne wieczory obraz rozgwieżdżonego nieba, na którym króluje Księżyc, moglibyśmy jedynie oglądać na starych fotografiach oraz filmach. Srebrny Glob planowali zniszczyć Amerykanie, którzy mimo upływu wielu lat wciąż milczą na temat sprawy. Przedsięwzięcie miało być jedną z operacji, którą Amerykanie chcieli przeprowadzić w ramach zimnowojennej rywalizacji ze Związkiem Radzieckim.

Informacje ujawnione przez jednego z naukowców, który stał na czeleprojektu, nie pozostawiają wątpliwości. Amerykanie w ramach jednej z najbardziej nieprawdopodobnych misji w dziejach ludzkości planowali – dosłownie – wysadzić Księżyc. W czasach, kiedy świat przedzielony był żelazną kurtyną, a pomiędzy Zachodem a sowietami trwał wyścig zbrojeń, którego część wykraczała poza granice stratosfery, Amerykanie mieli plan, jak utrzeć nos Związkowi Radzieckiemu – przypomniał dziennik „Daily Mail”.

http://niewiarygodne.pl/kat,1031987,title,Amerykanie-planowali-wysadzic-Ksiezyc,wid,15129085,wiadomosc.html?smgajticaid=6fa1a

 Londyn 2 sierpnia 1923 ciąg dalszy

I tak jak tu na Ziemi odczuwamy tęsknotę za tym by poznać rzekę,zwierzę,roślinę
tak powinniśmy już włąściwie odczuwać też tęsknotę za tym by uczyć się poznawać prawdę na temat gwiazd
a świat gwiazd jest naprawdę duchowy.

Dźjotisz (sanskryt: ज्योतिष, ang. jyotisha ) – system astrologii i astronomii praktykowany od czasów starożytnych w Indiach, a obecnie na całym świecie. Dźjotisz w języku angielskim określa się jako:

  • hinduska astrologia i astronomia,
  • indyjska astrologia i astronomia
  • wedyjska astrologia i astronomia.

W hinduizmie dźjotisz jest okiem w symbolicznym ciele Boga. Dźjotisz jest nazwą piątej Wedy napisanej podczas treta jugi. Jest nauką postrzegania wpływu indywidualnych układów, oraz innych punktówhoroskopu, na istotę ludzką i Wszechświat. Dźjotisz historycznie stanowi integralną część życia Hindusów.

Nazwa sanskrycka Nazwa polska Symbol Płeć Guna Powiązania
Surja (सूर्य) Słońce Sy lub Su M Sattwa dusza, Król, ojciec.
Ćandra (चंद्र) Księżyc Ch lub Mo Ż Sattwa Umysł, królowa, matka.
Mangala (मंगल) Mars Ma M Tamas Działanie, siła, ego
Budha (बुध) Merkury Bu lub Me N Radźas Komunikacja, inteligencja
Bryhaspati (बृहस्पति) Jowisz Gu lub Ju M Sattwa Szczęście, nauczyciel
Śukra (शुक्र) Wenus Sk lub Ve Ż Radźas Bogactwo, sztuka i płodność
Śani (शनि) Saturn Sa N Tamas Kariera, długowieczność, karma
Rahu (राहु) Ascendent/Północny węzeł księżycowy Ra Ż Tamas Chaos
Ketu (केतु) Descendent/Południowy węzeł księżycowy Ke M Tamas Unikalność

Ćandra (dewanagari चंद्र , księżyc) – w hinduizmie spersonifikowane bóstwo Księżyca. Pojęcie ma wiele ezoterycznych konotacji w tantryzmie i w jodze.
W kulturze wedyjskiej każdej planecie,oraz księżycowi i gwiazdom przypisuje się posiadanie boskiej Duszy (Jaźni) uważając, że są to byty duchowe mające materialne ciała. Stąd personifikowanie planet, Księżyca i Słońca oraz ważniejszych gwiazd. Skutkiem takiego pojmowania przyrody i kosmosu jest pogląd, iż cała planeta jest żyjącą istotą, duszą, a wszystkie formy życia są ze sobą powiązane jako żyjące w świadomości Logosu planety, duszy czy ducha planety. Następstwem jest bogata mistyka i mitologia istot planetarnych i kosmicznych.
W ezoteryce tantrycznej, w tak zwanej jodze planet, także w astrologii wedyjskiej, wykonuje się pewne formuły modlitewne i mantry z użyciemhinduistycznego różańca modlitewnego (mali), dla przezwyciężenia niekorzystnych wpływów bóstwa księżycowego na los człowieka.
Mantry

 

  • Om Ćandrāya Namah!
  • Om Ćandramase Namah!
  • Om Śram Śrim Śraum Sah Ćandramase Namah!

Surja (sanskr. सूर्य sūrya = słońce) – solarne bóstwo wedyjskie, personifikacja słońca występujące również w późniejszych tekstach mitologii indyjskiej . Bóg Surja przemierza przestrzeń wokół góry Meru w swym rydwanie w okresie doby.

http://pl.wikipedia.org/wiki/D%C5%BAjotisz

http://www.umysl.pl/astrolog/weda/astroweda.html

 Londyn 2 sierpnia 1923 ciąg dalszy – Rudolf Steiner

„W Penmaenmawr wspominałem trochę o duchowości Księżyca

Tak jak patrząc na Księżyc właściwie nigdy jego samego nie widzimy
a co najwyżej pewne słabe zaznaczenie jako dalszą część oświetlonego sierpa
tak jak zawsze widzimy po prostu tylko odbite światło słoneczne a nigdy samego Księżyca.
Tak samo odbite od Księżyca siły wszechświata które dochodzą do na na Ziemię
nie są tym co żyje na samym Księżycu
Jest to jedynie część-i to najmniejsza część-tego co należy do Księżyca
gdy odbija on nam światło słoneczne na Ziemię.

Tak naprawdę odbija on do nas jak lustro wszystkie fizyczne i duchowe impulsy
które oddziałują na niego z wszechświata.
Tak jak nie widzi się tego co jest za lustrem,tak samo nigdy nie widzi się wnętrza samego Księżyca
ale to wnętrze zamieszkują rzeczywiste duchowe jestestwa wraz z wysokimi wiodącymi mocami.
Te wzniosłe wiodące moce oraz inne jestestwa zamieszkujące Księżyc były niegdyś na Ziemi
jednak w pewnym okresie ziemskiego rozwoju przeniosły się z Ziemi na Księżyc.
Wcześniej Księżyc nie zsyłał „w dół” na Ziemię po prostu światła słonecznego
lecz wplatał swoją własną istotę w to słoneczne światło.
Oczywiście to nie musi nas interesować ale powinno nas interesować to
że Księzyc jest dzisiaj jakby twierdzą wszechświata i w tej twierdzy żyją istoty
które już ponad 15 tyś lat temu zakończyły ludzki los i przeniosły się na Księżyc wraz z istotami
które były przewodnikami ludzi.

Jan Twardowski na Księżycu

Puścił więc diabeł Twardowskiego, on zaś zamiast spaść na ziemię, wylądował na księżycu.
Niemieccy badacze uważają że Jan Twardowski był Niemcem i studiował w Wittenberdze najprawdopodobniej magię (która w tych czasach była nauką równorzędną do wszystkich innych, a nawet stojącą ponad nimi).
Jan Twardowski pozostawił po sobie dwie księgi, pracę o magii oraz encyklopedię nauk, z których żadna jednak nie przetrwała do dnia dzisiejszego. Przedmiotem utożsamianym z postacią Twardowskiego jest zwierciadło magiczne tzw. Lustro Twardowskiego przechowywane w zakrystii kościoła parafialnego w Węgrowie.
http://pl.wikipedia.org/wiki/Pan_Twardowski_(posta%C4%87)
http://www.legendy.pl/651-pan-twardowski.php
http://www.krakow.travel/przewodnik/legendy-1/action,get,id,456,title,Legenda-o-Panu-Twardowskim.html
Wszyscy niemal znamy legendę Ikarze i Dedalu, którzy wzlecieli w powietrze uciekając z Krety po skutecznym wyeliminowaniu Minotaurusa. Polecieli oni na skrzydłach wykonanych z ptasich piór posklejanych woskiem wykonując pierwszy przelot nad wyspami Samos, Paros, Delos i nad Ikarią gdzie tragicznie swój lot na skutek młodzieńczej brawury skończył syn Dedalosa. W świetle starochońskich legend także cesarz Shun latał na uskrzydlonych smokach. Potrafił też wykorzystać dwa słomiane kapelusze w roli spadochronu, skacząc z wysokiej płonącej stodoły. Na czarnym lądzie legendarne latanie nosi już nutkę wojenną, bo oto wojowniczy Kibanga z Ugandy nie dość, że potrafił latać ale z powietrza raził wroga unoszonym z sobą kamiennym ładunkiem. Salomon latał na zielonym jedwabnym dywanie obszywanym złotem, podobnie zresztą jak i książę Persji – Housain. W folklorze słowiańskim znana jest czarownica Baba Jaga, która w charakterze statku powietrznego wykorzystywała latający moździerz. Nasze rodzime, polskie podwórko w tej dziedzinie zresztą nie odstaje od światowej czołówki, bo przecież wiedzmy made in Poland opanowały sztukę przemieszczania się w locie na miotłach. Znany powszechnie Imć Pan Twardowski latał na kogucie, a w Pieninach żył mnich Cyprian co z Czerwonego Klasztoru nad Dunajcem do samego sztyftu Trzech Koron doleciał.Wiecej: http://www.eioba.pl/a/20kz/zanim-polecieli-bracia-wright#ixzz2DvNaGhHr

Cd wykładu

Ci wielcy nauczyciele i wychowawcy ludzkości którzy niegdyś przynieśli ludziom na Ziemię pradawną mądrość
której jedynie podźwiękiem są Wedy i Wedanta,żyją dzisiaj wewnątrz Księżyca
i zsyłają w dół na Ziemię tylko to co żyje poza Księżycem we wszechświecie.

A przecież na Ziemi pozostało coś z tych sił księżycowych
Są to siły rozrodcze człowieka i zwierzęcia”.

Podobieństwa między dawną kulturą słowiańską a wedyjską

http://nama-hatta.pl/articles.php?article_id=212

http://bialczynski.files.wordpress.com/2009/12/w-korolkow-czislobog-podag-27-1.jpg

Na  obrazku widzimy człowieka który trzyma w ręce coś co wyglada jak łapka na muchy
To coś nazywa sie Namka – występuje w Bon
oraz jako ozdoba świąteczna w niektórych naszych wsiach…to takie jakby oko boga/opatrzności.

Związki z Bonem na tym się nie kończą,Wawel oznacza Niebo w języku tybetańskim.

„ Kim jest ten, który się odradza?”
„Na pewno jest to księżyc, który nieustannie się odnawia i obdarzony jest mocą życiodajną.”
http://kazwid.w.interia.pl/wedyzm.htm

„Zaś ci, którzy w wioskach czczą ofiarę, czyny i dary,
Wchodzą w dym, z dymu w noc,
Z nocy w połowę miesiąca o malejącym księżycu,
….Z tych miesięcy do świata przodków,
Ze świata przodków w przestworza, z przestworzy na księżyc,
….Tam przebywają tak długo,
Jak wielka jest pozostałość ich czynów,  
I tą samą drogą, którą tam przybyli, stamtąd powracają
Wracają w przestworza, z przestworzy w wiatr,
Stając się wiatrem, stają się dymem,
Stając się dymem, stają się mgłą.
Stając się mgłą, stają się chmurą,
Stając się chmurą, spływają z deszczem”…

http://kazwid.w.interia.pl/upaniszady.htm

Tenzin Wangyal Rinpoche, tybetański lama bon, urodził się w Amritsar, w Indiach, gdzie uciekli jego rodzice przed inwazją Chin na Tybet. Otrzymywał nauki od mistrzów zarówno buddyjskich, jak i bon i uzyskał tytuł gesze – najwyższy tybetański stopień naukowy.
Od 1991 roku Rinpoche przebywa w Stanach Zjednoczonych, gdzie udzielał licznych nauk, [Rinpoche] nauczał również w Europie i Meksyku. Jest założycielem i prezesem Instytutu Ligmincha w Charlottesville, który powstał dla zachowania nauk, przekazów i tradycji bon.
Rinpoche jest jedynym lamą bon, który mieszka w Stanach Zjednoczonych, jest również autorem książki: „Cuda naturalnego umysłu”. Rinpoche opowiedział o swojej nowej książce: „Tybetańska joga snu i śnienia” swojej uczennicy – Cindy Loew 24 czerwca 1998 r.


Cindy (C): Czemu Rinpoche napisał tę książkę?
Tenzin Wangyal Rinpoche (R): Od kiedy byłem mały interesowałem się snami, a gdy dorastałem, często słyszałem, jak moja matka i nauczyciele rozmawiali o swoich snach, o tym, w jaki sposób śnili i jaki miały one związek z nimi samymi. Byłem tym zafascynowany. Kiedy przyjechałem na Zachód, zrozumiałem, że i tu sny są uważane za bardzo istotne, a szczególnie ich analizowanie. Wiedziałem, że tybetańskie spojrzenie na kwestę marzeń sennych, ich rozumienia i praktykowania jest odmienne [od zachodniego]. Pomyślałem zatem, że ważne jest, aby moi zachodni przyjaciele: psychologowie, terapeuci i uczniowie dowiedzieli się tych różnicach. To jest powód, dla którego napisałem tę książkę.
C: Czy ten temat był już wcześniej opisywany?
R: Powstało kilka książek, ale sądzę, że prawdopodobnie ta najszczegółowiej omawia tybetańską jogę snu i śnienia.
C: Kto nauczył Rinpoche jogi śnienia i od jak dawna Rinpoche ją praktykuje?
R: Uczyłem się [jej] od moich nauczycieli: Lopona Sandzie Tenzina i Lopona Tenzina Namdaka. Praktykuje ją tak sumienniej od 10 lat.
C: Dlaczego powinno się praktykować jogę śnienia? Dlaczego jest ona istotna?
R: Każdy praktykujący stara się bardziej rozwijać duchowo, aby ostatecznie osiągnąć stan Buddy. Jednym z głównych utrudnień dla ludzi Zachodu jest brak czasu na praktykę. Ale nigdy nie powiedzą oni: „Jestem zbyt zajęty, mam ważne spotkanie, więc nie pójdę dziś spać”. Każdy człowiek potrzebuje snu. Ma się wtedy „wolny czas”, a jest to bardzo dobry czas na praktykę. Ponadto przesypiamy jedną trzecią swojego życia, jeśli ktoś żyje 60 lat, 20 lat przesypia. To jest szalenie istotne dla praktykującego, aby rozumiał, co się z nim dzieje w ciągu tych dwudziestu lat. Marzenia senne są ważne również dlatego, że są jednym z najlepszych sposobów na dotarcie do najgłębszych zakamarków nas samych. To także jedna z ważniejszych metod uzdrawiania.
C: W jaki sposób sen jest istotny w kwestii uzdrawiania?
R: Każdy sen jest uzdrawiający sam w sobie, jeśli nie zostanie zakłócony przez pojawienie się marzeń sennych i ich obrazów i „fabuły”. Jeżeli ktoś ma przejrzysty sen, to znaczy sen, podczas którego jest on świadomy faktu, ze śni, [sam] naturalnie się uzdrawia.
C: Które z aspektów jogi śnienia są najważniejsze dla kogoś, kto dopiero zaczyna tę praktykę?
R: Myślę, że najważniejsze jest, aby nie zaczynać jogi śnienia, dopiero gdy idzie się spać, ale by zacząć ją na jawie. Staraj się być świadomym; zdać sprawę z tego jak czasem jesteś bezradny, gdy ogarniają cię emocje. Gdy zdasz sobie z tego sprawę, ważne jest abyś na jawie próbował wykształcić pewną stabilność umysłu. Stabilność ta może być wspierana doświadczaniem radości, no wiesz, dostrzeganiem piękna życia, czy pozytywnych wydarzeń wokół ciebie. Zwykle wszystkie doświadczenia naszego umysłu i duszy, które zbieramy w ciągu dnia gdzieś się rozpraszają. W jakiś sposób zanim pójdziemy spać stajemy się „pokawałkowani”. Jeśli tacy „pokawałkowani” udamy się na spoczynek, nie będziemy mieć dobrych doświadczeń podczas snu. Należy zatem próbować utrzymywać pewną uważność [umysłu], postarać się zebrać te wszystkie kawałki i stać się jednością.
C: Ale jak tego dokonać?
R: Postaraj się poczuć te wszystkie zebrane w ciągu dnia doświadczenia i rozpuścić je, a potem stać się jednym w tej właśnie chwili. Spróbuj poczuć to zanim zaśniesz.
C: Należy zatem starać się rozpuścić [wszystko] i stać się uspokojonym?
R: Tak, uspokojonym, a potem skupić się na tym spokoju. Żeby skupić się na spokoju, można modlić się. W każdej duchowej tradycji, w jakiej ktoś praktykuje. Można prosić o pomoc strażników, czy anioły. W cokolwiek się wierzy.
C: Czyli ludzie, którzy nie są buddystami, mogą modlić się do własnych bóstw?
R: Tak, oczywiście. Nie ważne jakiego kto jest wyznania, wszyscy jesteśmy czującymi istotami. Czująca istota, to taka, która ma umysł, a jeśli ktoś ma umysł, zawsze, dopóki będzie w samsarze, będzie miał kłopoty z kontrolą nad nim. Powinno się używać takiego wsparcia, które rzeczywiście pomaga skupić umysł. Wszyscy mogą spróbować wykształcić umiejętność nie poddawania się swoim emocjom. Postaraj się codziennie kontrolować swoje emocje. To jest ważne w rozwijaniu praktyk snu i śnienia.
C: Czyli praktykowanie jogi śnienia pozytywnie wpływa na nasze zdrowie oraz pomaga rozwijać poczucie wewnętrznego spokoju, równowagi i przejrzystości?
R: Tak.
C: Co dokładnie można robić na jawie, aby wspomóc praktykę podczas śnienia?
R: To, co robimy na jawie jest bardzo ważne. W praktyce podczas śnienia nie chodzi o to, by coś robić, gdy się śpi, czy śni, ale oto jak używać umysłu na jawie. Jeżeli [nasz] dzień został spędzony w rozproszeniu i w pułapce wytworów konceptualnego umysłu, bardzo prawdopodobne jest, że tak samo będzie podczas snu. Jeżeli natomiast jesteśmy bardziej obecni w [tym, co robimy] w naszym życiu, również podczas snu odnajdziemy tę obecność.
W jodze śnienia wyróżniamy cztery podstawowe praktyki, które wykonuje się na jawie. Pierwsza dotyczy naszego postrzegania zmysłowego: wszystko, co widzicie słyszycie, czujecie, dotykacie, wąchacie, doświadczajcie jako sen. Powtarzajcie sobie: „To tylko sen” W ten sposób uczymy umysł nowego nawyku: postrzegania zjawisk, jako niesubstancjalnych, przelotnych i ostatecznie wypływających jedynie z projekcji naszego umysłu. Kiedy zjawiska są postrzegane jako ulotne i pozbawione esencji, nie chwyta się ich tak bardzo. To pomaga robić to samo, gdy śnimy i prowadzi do rozpoznania snu jako snu, oraz rozwijania jego przejrzystości. Nie ma skuteczniejszej metody wprowadzanie spójnej przejrzystości do snu, niż nieustanne pozostawanie przejrzyście obecnym w ciągu dnia. To jest pierwszy krok: postrzegać całość naszego życia jako sen.
Druga podstawowa praktyka ma na celu jeszcze bardziej zmniejszyć chwytanie i niechęć, gdy nie śpimy. Podczas, gdy pierwszą praktykę stosujemy w momencie zetknięcia się z jakimś zjawiskiem, zanim jeszcze pojawi się reakcja, to drugą praktykę wykorzystujemy już po pojawieniu się reakcji. Idealnie, praktyka ta powinna być zastosowana, kiedy tylko wobec jakiegoś przedmiotu, czy sytuacji pojawia się w nas chwytanie, lub niechęć. Chwytający umysł może zamanifestować swoją reakcję jako pożądanie, gniew, zazdrość, duma, żal, rozpacz, radość, niepokój, depresja, strach, nuda itd. Kiedy pojawia się reakcja, przypomnij sobie, że ty, przedmiot tej reakcji i ona sama jest snem.
Trzecia podstawowa praktyka wymaga, abyśmy przed zaśnięciem przyjrzeli się jeszcze raz minionemu dniu, oraz abyśmy wzmocnili intencję praktykowania w nocy. Kiedy przygotowujesz się do snu, pozwól, by pojawiły się wspomnienia z całego dnia. Cokolwiek nie przyjdzie ci na myśl, rozpoznaj to jako sen. Potem złóż silne postanowienie, że tak jak dostrzegasz, iż dzień jest w swej naturze niczym sen, rozpoznasz również nocne marzenia senne, jako to, czym są. Niech będzie to najsilniejsza intencja, że śniąc, będziesz wiedział dokładnie, że śnisz, Taka intencja jest niczym strzała, za którą może podążyć świadomość, jest strzałą prowadzoną przez przejrzystość we śnie. Pomódl się przed zaśnięciem o przejrzysty sen.
Czwartą podstawową praktyką jest radowanie się i wdzięczność za przejrzysty sen, gdy ci się powiedzie. Powiedz: ” To jest wspaniałe”. Jeśli zaś praktyka się nie uda, dostrzeż to i nie zniechęcaj się. Zamiast tego [spróbuj], by twoja intencja była jeszcze silniejsza. Na koniec, postanów sobie rankiem, że wytrwasz w praktyce przez cały dzień. I nie zapomnij modlić się z całego serca o powodzenie. Modlitwa jest jak magiczna moc, którą wszyscy dysponujemy, ale zapominamy jej używać.

http://www.seremet.org/dzogczen02.html

Wastu. Starożytne metody budowania i urządzania domów

[Feng Shui i Wastu (Vastu) cieszą się coraz większym zainteresowaniem. Systemy te sprawdzają się w praktyce. Wiele zasad oryginalnie wywodzi się z tych samych źródeł. Mistrzowie Wastu (Feng Shui) tacy jak mistrz Bhoganatha znani sa także w Chinach. W tym wypadku chodzi o mistrza Bo-Yang czyli Lao Tsy, który w Indii znany jest jako Bhogar. 

Dwa najbardziej znane systemy aranżacji domostwa, Feng Shui i Wastu mają ze sobą bardzo wiele wspólnego, a pozorne nieznaczne różnice pojawiają się głównie z powodu niezrozumienia ich filozofii, klimatu czy kultury u ludzi Zachodu. Feng Shui (jap. Fu Sui) dosłownie znaczy "Wiatr Woda", czyli dwa czynniki mające największy wpływ na środowisko. W dawnych Chinach wiedza Feng Shui była pilnie strzeżona i służyła cesarzowi, jego rodzinie oraz bardzo bogatej arystokracji. Dopiero z czasem zaczęła docierać do szerszych warstw społeczeństwa ale na zawsze pozostała czymś szczególnym i bardzo kosztownym. Podobnie w Indii system Wastu służył najbardziej braminom i królewskiej arystokracji acz wiele jego porad było w praktyce szeroko stosowanych w budownictwie.

CB]1569

Sthapatja Weda Maharishiego jest najstarszym, kompletnym systemem architektury, który oferuje, jak zbudować dom, wioskę lub miasto, aby mieszkańcy byli zdrowi iszczęśliwi oraz cieszyli się pomyślnością. Sanskryckie słowo „Sthapan” oznacza ustanawiać a „Weda” wiedzę o Prawie Naturalnym. Zatem Sthapatja Weda jest wiedzą o ustanawianiu (budowaniu) w zgodzie z Prawem Naturalnym.
Jest to jedyny na świecie system architektury, który ma swoją podstawę w fundamentalnym i skoncentrowanym polu inteligencji Natury.
Sthapatja Weda Maharishiego dostarcza uniwersalnych reguł i zasad, precyzyjnych wzorów matematycznych, równań i proporcji – by projektować domy i biura, osiedla i miasta tak, żeby mieszkający i pracujący tam ludzie odczuwali korzyści we wszystkich dziedzinach swojego życia.
Wastu jest tym aspektem Prawa Naturalnego, które łączy indywidualną inteligencję z inteligencją kosmosu.

Architektura Sthapatja Weda Maharishiego jest jedyną nauką na świecie, posiadającą precyzyjną wiedzę i sprawdzone przez czas formuły, które pozwalają wyznaczyć właściwy kierunek, właściwe usytuowanie pokoi oraz właściwe proporcje dla każdego budynku.
Najpotężniejszy wpływ Prawa Naturalnego na ziemi pochodzi od słońca, które ustanawia rytmy dnia i pór roku dla wszystkich form życia.
1. Właściwy kierunek
Główne wejście do budynku powinno być skierowane na wschód. Energia pochodząca od słońca jest wtedy największa i najbardziej życiodajna.
Drugi dopuszczalny kierunek odpowiedni dla wejścia do budynku to północ. Każdy inny kierunek wywiera negatywny wpływ. Np. bardzo niepomyślne są południowe wejścia i zaleca się zaniechanie takich wejść.
2. Właściwe usytuowanie pokoi
W miarę jak słońce porusza się po niebie, promieniuje ono różne rodzaje energii, wytwarzając określony wpływ na poszczególne części domu. W architekturze Sthapatja Wedy Maharishiego budynki są zaprojektowane tak, że rozmieszczenie pokoi w budynku jest zgodne z oddziaływaniem tych energii. Zgodnie z tym istnieje idealne miejsce na wejście, salon, kuchnię, jadalnię i sypialnię. Jest bardzo ważne, aby usytuować każdy pokój w domu we właściwym miejscu, zależnie od jego funkcji, tak abyśmy nie stawali się śpiący w jadalni lub głodni w pracowni.
3. Właściwe proporcje
Wszystko w Naturze ma właściwe proporcje zależnie od swojej funkcji. Na przykład każda część ludzkiego ciała jest nie tylko właściwie umiejscowiona, lecz również ma precyzyjne proporcje a dowolne odchylenie może spowodować nierównowagę i problemy.
Istnieją również idealne proporcje dla każdego pokoju w domu i biurze.
4. Zdrowe, ekologiczne materiały budowlane

http://www.wastu.pl/images/stories/uk.jpg
Tylko 2 z 8 kierunków świata wytwarzają pomyślny wpływ wspierający życie
Budynki, które są zwrócone w jakimkolwiek innym kierunku niż dokładnie na wschód lub na północ, oddziaływują negatywnie i niepomyślnie na właściciela i mieszkańców (patrz na rysunek po lewej).
Ten niebezpieczny wpływ architektury powstaje z łamania Prawa Naturalnego. Może on być jeszcze wzmocniony przez nieodpowiedni kierunek nachylenia działki, jej kształt, otoczenie, umiejscowienie wody (stawy, rzeki, jeziora) na działce i w okolicy oraz przez wiele innych czynników.
Według Sthapatja Wedy Maharishiego, w każdym istniejącym mieście na ziemi około 75% wszystkich budynkow posiada niepomyślnie zorientowane główne wejście.
Zła orientacja budunku może przyczynić się do niepokoju, chorób, braku kreatywności, niepowodzeń w życiu rodzinnym i zawodowym, zachowań antyspołecznych, a nawet tendencji przestępczych.
Sthapatja Weda Maharishiego wyraźnie mówi, że nasz mózg funkcjonuje optymalnie, gdy nasz dom jest zorientowany na wschód – w kierunku wschodzącego słońca.

Ukierunkowanie jest połączone ze strukturą Kosmosu 

Najnowsze odkrycia w neurologii wykazały, że słońce, księżyc i planety mają dokładny związek z różnymi częściami ludzkiego mózgu: podstawowym zwojem nerwowym, wzgórzem i podwzgórzem. Z naturalnej tendencji do funkcjonowania w harmonii z Kosmosem wypływa wedyjska zasada orientowania budynków w kierunku wschodnim, tak aby zyskać pełne wsparcie wschodzącego słońca.

http://www.wastu.pl/

Wastu, hinduska sztuka aranżacji przestrzeni.
 
Ze wstępu:
„Architektura to jeden z najwspanialszych sposobów człowieka na uczczenie naszego miejsca w naturalnym świecie. To świadomy i racjonalny wysiłek stworzenia harmonii. Uznany zostaje duch świata, nawet wtedy gdy wznosi się budowle, by łatwiej czynić go sobie poddanym. Architektura to także zjawisko życia miejskiego. Dom wiejski jest zbyt blisko przyrody, by próbował j ą sobie podporządkować, lecz miasto, duże czy małe, wykorzystuje architekturę w akcie samookreślenia wbrew surowym realiom przyrody.
Indie mogą rościć sobie prawo do posiadania najstarszych miejskich osiedli kiedykolwiek znanych ludzkości – miast na równinach Harappa sprzed około 3000 lat p.n.e., a także kultury, która wychwalała i wielbiła przyrodę. Jednym określeniem – naganka – nazywano zarówno mieszkańca miasta, jak i ludzką istotę obdarzoną kulturą. Dlatego też architektura w Indiach od samego zarania miała silne posady.
Na szczęście kultura hinduska zawsze ceniła transcendentalne i kosmiczne aspekty sztuki. Stąd wyjątkowość, idiosynkratyczna oryginalność vaastu shastra, hinduskiej sztuki aranżacji przestrzeni. Wastu szastra sięga we wszechświat nawet wtedy, kiedy jednocześnie narzuca mu strukturę. Jest to dziwny amalgamat nauki i religii, projektowania i instynktu… może nieunikniony dla sztuki, która przetrwała dwa tysiąclecia i dopiero teraz została zdjęta z listy sztuk zagrożonych wyginięciem. Wastu zajmuje się subtelnymi złożonościami systemu energetycznego, którym jest istota ludzka w powiązaniu zarówno ze środowiskiem naturalnym, jak i zaprojektowanym. Jej powiązania z geomancją są szczególnie silne, a fundamentalna filozofia jest spójna z feng shui, chociaż obie sztuki różnią się od siebie w detalach. Ujmując to prosto, wastu jest tworzeniem form, które pozostają w harmonii z naturalnymi prawami kosmosu.
W najbardziej praktycznym ujęciu wastu określa pewne zasady, które orientują i planująkażdy element budynku, począwszy od ogólnego ujęcia dotyczącego kształtu i rozmiaru, aż do szczegółów takich jak umiejscowienie okien i drzwi. W tradycyjnych Indiach budowa domu nie była po prostu inwestycją na przyszłość. Był to także akt religijny, ślubowanie złożone przez pana młodego pannie młodej. Ona go przyjmuje pod warunkiem, że wzniesie budowle dla dobra publicznego… przydrożne schronienie, świątynię lub gospodę. Prywatne i publiczne sfery życia osoby nigdy nie były traktowane jako oddzielne aspekty. Indywidualne wyrażanie siebie, manifestowane budową domu, zawsze było tonowane przez zachowanie tradycyjnej mądrości i jej zasad. Taka równowaga miała przynosić zamożność i zadowolenie ze wzbogaconego życia publicznego. Bowiem, jak opisuje Rig Weda, wastu powstało ze zwrotu vasanti praminae yatra, „miejsce zamieszkiwane przez żywe istoty”. Ukształtowanie domu na wzór kosmosu było zatem próbą uczynienia życia pełniejszym.
Niniejsza książka stara się utrzymać przy życiu ducha wastu. Wiedza nie jest ograniczona historią, czasem ani kulturą.”- Rohit Arya

Spis treści

1. Historia wastu 13
2. Kluczowe elementy wastu 35
3. Znaczenie środowiska 43
4. Właściwe położenie 51
5. Właściwy dom 67
6. Wastu przemysłowe i komercyjne 87
7. Sprzyjające pory 99
8. Wastu a feng shui – porównanie 107
9. Odnośniki 119
Wnioski 125
Suplement
Wastu dla kraju 129
Źródła 131

domek2

Wastu. Starożytne metody budowania i urządzania domów

Marcus Schmieke

Wastu to starożytna wiedza o kształtowaniu przestrzeni mieszkalnych, tak aby przynosiły one szczęście i dobrobyt.
Jest metoda równoległą do chińskiego Feng Shui. Podobnie jak ono, Wastu liczy sobie tysiące lat, a mimo to sprawdza się do dziś.

http://sirikathavastu.blogspot.com/2010/10/vastu-purusha-mandala.html

http://www.youtube.com/watch?v=zNfk__Aw6LY

 

Dodatek nadzwyczajny

http://sphotos-g.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-ash4/382165_10151412733262573_466648302_n.jpg
Przypuśćmy, że jesteście oficerem obcego wywiadu poszukującym doskonałej, niewykrywalnej trucizny, przy pomocy której chcecie zniszczyć wroga, tak aby nie padł na was choćby cień podejrzenia. Przypuśćmy, że wasi uczeni odkryli działającą na niskim alpoziomie, powolną truciznę – płynny metal, nieradioaktywny i najbardziej śmiercionośny pierwiastek w całym układzie okresowym. Toksyna ta ze szczególnym upodobaniem atakuje mózg oraz tkankę neurologiczną, a zwłaszcza otoczkę powlekającą neurony, poprzez które przekazywane są procesy myślowe w mózgu.

Początki klinicznych symptomów są tak zdradzieckie, że lekarze nie potrafią określić etiologii dolegliwości pacjenta. U jednej osoby może rozwinąć się schizofrenia, u innej drżenie lub Alzheimer, ponieważ trucizna zawsze atakuje najsłabszy organ i gen. Gdybyście zdołali nakłonić dentystów waszego wroga, aby umieszczali tę diabelską truciznę w jamie ustnej swoich pacjentów – w odległości „dwóch cali od mózgu” – obejmując tą działalnością 85 procent populacji, spowodowalibyście poważne rozdarcie w materii tamtego społeczeństwa.

Setki tysięcy jego obywateli trafiłyby za waszą sprawą do szpitali psychiatrycznych. Bylibyście w stanie zniszczyć całe rodziny. Ludzie chorzy są mało wydajni jako pracownicy, stwarzają kłopoty. Pobierają zasiłki. Trafiają do więzień. Możecie sprawić, że setki miliardów dolarów pochodzących z podatków zostaną wydane na utrzymanie psychicznie chorych oraz uwięzionych. Moglibyście spowodować, aby wasz wróg wydał biliony dolarów na niezbędną opiekę medyczną nad zatrutymi pacjentami, zanim ci w końcu rozstaliby się z życiem. A do tego, chorzy, nie w pełni wykorzystani pracownicy nie są w stanie zapłacić podatków. Najlepsze zaś w tym wszystkim jest to, że dentysta byłby ostatnią osobą, którą chorzy podejrzewaliby o podkładanie trucizny.

Gdyby powyższy scenariusz okazał się prawdziwy, gdyby jakiś naród skazał dziesiątki milionów1 naszych obywateli na zagładę, z pewnością wypowiedzielibyśmy mu wojnę, a moment odkrycia takiego faktu zyskałby miano „Dnia Niesławy”. Niestety, jedyna niezgodność z przedstawionym schematem polega na tym, że nie ma żadnego oficera obcego wywiadu. Bardzo bym chciał, żeby takowy istniał, gdyż dalsze informacje byłyby wówczas łatwiejsze do przełknięcia.
A oto, co przed nami ukrywano:

I. Podstawowa przyczyna Alzheimera ma charakter jatrogenny 2. Chorobę tę wywołują lekarze za pośrednictwem „srebrnych” wypełnień stomatologicznych, które zatruwają mózg oraz system nerwowy. Rtęć ze srebrnych wypełnień atakuje tkankę mózgową i z łatwością przenika barierę krew-mózg. Jony par rtęci są zbyt małe, aby system immunologiczny mógł je rozpoznać. Dopiero gdy nagromadzi się ich więcej w osłonkach nerwowych otaczających synapsy, nasz system obronny zaczyna traktować te tkanki jak ciała obce i atakuje osłonki nerwowe, jak gdyby były one obcymi intruzami.

II. Jeśli chory na Alzheimera jest w stanie prowadzić na poły zrozumiałą pięciominutową rozmowę, nie pozwólcie, aby jakiś niedouczony lekarz wmawiał wam, że Alzheimer jest nieodwracalny. Pewien anestezjolog po lekturze m1

Beating Alzheimer’s przez sześć miesięcy konsultował moje informacje z dentystami i lekarzami, a potem usunął trzynaście kanałów korzeniowych. Wyleczył się z Alzheimera w ciągu dwóch godzin. Co chwilę ktoś łapie mnie za rękaw w sklepie lub restauracji i mówi, że uratowałem mu życie.
Nie da się ustalić, ile milionów ludzi zmarło w wyniku schorzeń neurologicznych o nieznanej etiologii. Prawidłowa nazwa Alzheimera powinna brzmieć „Chroniczne zatrucie rtęcią na niskim poziomie”. Zatrucie rtęcią ze „srebrnych” wypełnień stomatologicznych stanowi czynnik sprawczy u większości osób, u których wykryto Alzheimera. I w tym miejscu oskarżam ADA (American Dental Association; w skrócie ADA)  o ukrywanie swojej winy w taki sam sposób, jak to czynią producenci papierosów lub Dow Chemical wytwarzająca silikonowe implanty piersi, którzy zaprzeczają związkowi swoich produktów z chorobą.

Ci spośród nas, których życie zostało przewrócone do góry nogami na skutek zatrucia rtęcią, mogą żyć ze świadomością, że nasi dentyści popełnili kardynalny błąd, nie zwracając wcześniej uwagi na toksyczność rtęci. Nie możemy jednak tolerować faktu, że ADA zrobiło wszystko, co w jego mocy, aby pacjenci nie dowiedzieli się, iż byli zatruwani przez „srebrne” wypełnienia. Dopuściło, aby ponad dziesięć milionów „srebrnych” amalgamatowych wypełnień znalazło się w naszych ustach, zaledwie dwa cale od mózgu, po tym jak znaleziono dowody potwierdzające występowanie poważnych problemów na skutek zatrucia spowodowanego przez „srebrny” amalgamat. ADA usiłowało ochraniać swoje zyski oraz reputację, a nie pacjentów. W tym czasie tysiące odwiedzających stomatologa osób zapadły na katastrofalną chorobę, której mogły uniknąć. Jeżeli trudno wam uwierzyć, że nasi dentyści ukrywają fakt zatrucia co najmniej 12 procent populacji, przeczytajcie notatkę na szarym tle poniżej.
Skoro lekarze wiedzieli, że rtęć jest trucizną, dentyści musieli to także wiedzieć. Przecież to proste. Od roku 1830 hierarchowie – starzy dobrzy koledzy z ADA oraz nasi profesorowie stomatologii – musieli wiedzieć, że dentyści umieszczają w ustach swoich pacjentów truciznę. Okłamywali studentów stomatologii. Okłamywali nas. W kulturalnym towarzystwie kłamstwo określane bywa terminem „błędna nazwa”. Dentyści amalgamat rtęci nazwali „srebrnym” amalgamatem. Srebrne wypełnienie jest błędną nazwą. Mamy tutaj do czynienia z klasyczną zasłoną dymną – kamuflażem. To znaczy z oszustwem.
ADA przyznało, że 5 procent pacjentów wykazało objawy alergii na „srebrny” amalgamat. W tym miejscu nie ma mowy o jakiejkolwiek alergii. ADA próbuje wykazać, że trucizna nie jest trucizną. W wydanej w roku 1990 The Pharmacological Basis of Therapeutics (Farmakologiczna podstawa terapeutyki) Goodman i Gilman piszą: „Poza nielicznymi wyjątkami zatrucie rtęcią nie jest diagnozowane u pacjentów ze względu na zdradziecki rozwój schorzenia, niejasny charakter wczesnych objawów klinicznych, a także słabą znajomość tego typu przypadków wśród lekarzy”.

m2

Nie da się ustalić, ile milionów ludzi zmarło na skutek przewlekłych chorób wywołanych przez zatrucie rtęcią. Według ADA zaledwie pięć procent 3 (13 milionów) pacjentów stomatologów miało uczulenie na „srebrny” amalgamat. Stan taki utrzymywał się tylko do momentu, gdy Centrum Zwalczania Chorób stwierdziło, że z definicji mamy do czynienia z epidemią. Wtedy ADA zmniejszyło swoje szacunki do zaledwie jednego procenta. Nawet w takim przypadku daje to jednak 2600000 pacjentów, którzy ulegli zatruciu. Ostatnio słyszałem, że ADA określiła w swoich wypowiedziach liczbę zatruć jako nieznaczną – mniej niż sto przypadków.

W końcu nawet największe media miały tego wszystkiego dość. Specjalne wydanie emitowanego przez CBS programu 60 Minutes (60 minut) nosiło tytuł „Czy masz w ustach truciznę?” Nadano je na antenie ogólnokrajowej 16 grudnia 1990 roku. W programie omówiono między innymi przypadki niezwykłych uzdrowień po usunięciu wypełnień z amalgamatu. „Czy masz w ustach truciznę?” okazał się najbardziej oglądanym programem telewizyjnym, jaki kiedykolwiek wyprodukowano w cyklu 60 minut. Panorama CBC wyemitowała „Truciznę w twoich ustach” w Londynie. Te dwa programy zniszczyły wiarygodność przemysłu stomatologicznego. ADA wiedziało, że jeśli nie zdoła podważyć rewelacji ujawnionych w telewizji, jego dni będą policzone.

POLOWANIE NA CZAROWNICE 

W dwóch stanach, Kolorado i Minnesota, izby stomatologiczne wykorzystały Biuro Prokuratora Generalnego oraz miliony dolarów podatników, aby odebrać licencje stomatologom i lekarzom, którzy informują swoich pacjentów, że amalgamat rtęci jest odpowiedzialny za nękającą ich chorobę. Biuro Prokuratora Generalnego w Kolorado wydało 4 miliony dolarów w ciągu dwudziestu dwóch lat na śledztwo w sprawie dra Hala Hugginsa, aby ostatecznie zwrócić mu licencję. Zanim Hal uznał, że dalsza walka nie ma sensu, wydał przeszło 700 tysięcy dolarów na pokrycie kosztów sądowych. AMA (Amerykańskie Towarzystwo Medyczne) odebrało dr Sandrze Denton licencję na teren Kolorado, ponieważ utrzymywała kontakty z drem Hugginsem. Dr Sandra Denton należy do najbystrzejszych, najbardziej zaangażowanych lekarzy, jakich kiedykolwiek miałem okazję poznać. Została zwyczajnie wrobiona. Nie zrobiła nic złego. Izba Lekarska Stanu Kolorado cofnęła jej licencję, aby pozbawić dra Hugginsa wsparcia ze strony społeczności lekarskiej.

Znam wielu ciężko chorych pacjentów, którym dr Denton pomogła. Pewna młoda kobieta była bliska śmierci. Inni lekarze nie potrafili wyjaśnić jej stanu, nie rozumieli też podłoża jej choroby. Dr Denton dokonała prawidłowej diagnozy, a potem odwołała połowę wizyt w ciągu następnych dwóch tygodni, aby starannie zaopiekować się tą jedną, ubogą pacjentką. Poleciła swoim pielęgniarkom, aby nieustannie nad nią czuwały. Dostępni w okolicy chirurdzy nie chcieli jej operować, ponieważ była bliska śmierci. Dr Denton załatwiła samolot, który przewiózł chorą z Seattle do Colorado Springs. Dwaj chirurdzy szczękowi usunęli tytanowe implanty z dolnej szczęki pacjentki, a także wszystkie „srebrne” wypełnienia. Śmiali się przy tym z dr Denton. Mówili Sandrze, że jej pacjentka umrze na stole.
Młoda kobieta zaczęła wracać do zdrowia już w dwie godziny po zabiegu. Sześć miesięcy później ponownie wszczepiono jej dwa tytanowe bolce w dolną szczękę, aby utrzymać w odpowiednim położeniu uzębienie i wówczas błyskawicznie wpadła w schizofrenię. Dr Denton musiała błagać chirurgów, aby usunęli jej implanty, a kiedy to nastąpiło, kobieta szybko doszła do siebie. Od tamtych wydarzeń minęło kilka lat i dzisiaj pacjentka Sandry prowadzi normalne życie.

Dr Denton przeniosła się do Anchorage na Alasce, gdzie odegrała istotną rolę w zmianie prawa stanowego, tak aby utrudnić izbom lekarskim unieważnienie licencji lekarza stosującego w swojej praktyce odmienne od tradycyjnych metody leczenia. Tak bardzo cenię jej doświadczenie, że przed kilku laty pojechałem w grudniu z Seattle w stanie do Anchorage na Alasce, aby wziąć udział w jej programie alergicznego odczulania. Od tego momentu nie muszę już odwiedzać alergologów, nie zdarzają mi się także krótkotrwałe zaniki pamięci. Mózgowe reakcje alergiczne na ulubione pożywienie oraz wrażliwość na substancje chemiczne, określane przez lekarzy środowiskowych jako „brain-fag” i „brain-fog”, występują również w chorobie Alzheimera. 4 

m3

Tak wielu lekarzy popadło w konflikt ze swoimi izbami lekarskimi za wskazanie chronicznego zatrucia rtęcią na niskim poziomie jako przyczyny schorzenia swoich pacjentów, że na spisanie ich przeżyć potrzeba kilku tomów. Jeszcze więcej tomów zapełniłyby relacje o zatrutych pacjentach dentystów, którzy wrócili do zdrowia po usunięciu z zębów „srebrnych” wypełnień. Były prezes Towarzystwa Toksykologicznego w rozmowie ze mną powiedział:
— Wiemy, że rtęć jest trucizną. Uczymy o tym naszych studentów. Stosowanie „srebrnych” wypełnień stomatologicznych to decyzja ekonomiczno-polityczna. Nie wiń o nią lekarzy.

Przypisy: 

1. Dla osoby niepoinformowanej „dziesiątki milionów” wydają się zapewne liczbą niedorzecznie wysoką. Zważywszy że przez 180 lat dentyści stosowali amalgamat rtęci do wypełnień stomatologicznych, powyższe przybliżenie jest właściwie bardzo ostrożne. Siedem procent naszej populacji podlega hospitalizacji w instytucjach zdrowia psychicznego, niekiedy nawet na całe życie. Dziś 7 procent naszego społeczeństwa to 18 milionów ludzi. Podstawowym, subklinicznym objawem zatrucia rtęcią jest depresja endogenna. Amalgamat rtęci został ostatnio w sposób jednoznaczny powiązany z wieloma schorzeniami neurologicznymi. Jeśli środek ten stanowi bezpośrednią przyczynę choroby zaledwie połowy pacjentów szpitali psychiatrycznych, uzyskamy liczbę 9 milionów osób, których życie zostało zrujnowane przez rodzinnych dentystów. Ponadto w Stanach Zjednoczonych żyją 4 miliony chorych na Alzheimera. Opierając się na doświadczeniach z przeszłości, należy oczekiwać, że ADA uczyni wszystko, co w jego mocy, aby zdyskredytować Adolph Coors Human Study Results, które zostaną opublikowane w roku 1997. Badania te – pierwsze tego typu na świecie – obejmują usunięcie amalgamatu, jego wymianę i ponowne usunięcie, a także efekt wywierany przez „srebrny” amalgamat na procesy chemiczne zachodzące we krwi. Ich rezultaty dowodzą ponad wszelką wątpliwość, że chroniczne zatrucie rtęcią na niskim poziomie z tak zwanych „srebrnych” wypełnień stomatologicznych stanowi podłoże wielu przewlekłych chorób, których przyczyn, jak dotąd, nasi lekarze nie potrafią wyjaśnić.

2. Jatrogenia – stan chorobowy wywołany przez lekarza. – Przyp. red.

3. Dr Alfred Zamm uważa, że dokładniejszą liczbą jest 12 procent. 12 procent to ponad 30 milionów Amerykanów, których system autoimmunologiczny został narażony ma zatrucie rtęcią.

4. Mózgowe reakcje alergiczne na ulubione pożywienie oraz wrażliwość na substancje chemiczne wywołujące brain-fag oraz brain-fog są elementami patologii choroby Alzheimera. Brain-fag przypomina stan, w jakim znajduje się rozkapryszone senne dziecko, które potrzebuje drzemki. Brain-fog najbardziej przypomina stan narkotycznego odurzenia.

Bibliografia: 

• Hahn i inni, „Dental Silver Tooth Fillings: A Source of Mercury Exposure Revealed by Whole-body Image Scan and Tissue Analysis”, Uniwersytet Calgary, Alberta, Kanada, 3 sierpnia 1990, 2641-2646.
• Hahn i inni, „Whole-body Imaging of the Distribution of Mercury Released from Dental Fillings in Monkey Tissues”, Uniwersytet Calgary, Alberta, Kanada, 3 sierpnia 1990, 2641-2646.
• W.R. Markesbery, „Trace Elements in Isolated Subcellular Fractions of Alzheimer’s Disease Brains”, Brain Research 533, 1990, 125-131.
• Wenstrup i inni, „Trace Element Imbalances in Isolated Subcellular Fractions of Alzheimer’s Disease Brains”, Brain Research 533, 28 sierpnia 1989, 123-189.
• Alfred V. Zamm, „Dental Mercury: A Factor that Aggravates and Induces Xenobiotic Intolerance”, Journal of Orthomolecular Medicine, drugi kwartał, 1991, vol. 6, nr 2.

http://www.bochenia.pl/nasze-zdrowie/2012/styczen/przyczyna-choroby-alzheimera.html

Bentonit

Zwany również „żywą glinką”.
Nazwa pochodzi od złóż w okolicach Fort Bentona w stanie Wyoming (USA). Glinka bentonitowa otrzymywana jest z wiekowego popiołu wulkanicznego, wydobywanego z głębi ziemi. Wydobyte pokłady zastygłego popiołu są suszone na słońcu i odpowiednio rozdrabniane. Składnik ten używany jest w przemyśle farmaceutycznym, kosmetycznym i chemicznym. Jest na tyle bezpieczny, że poleca się go także wewnętrznie jako kurację „detox” – ma silne właściwości wiążące. Glina bentonitowa używana była i jest przez INDIAN jako wewnętrzne i zewnętrzne oczyszczanie organizmu.
Medycyna naturalna potwierdza jej działanie jako silnie odtruwające, przeciwzapalne, przeciwbiegunkowe, a także wydalające fale po napromieniowaniu. Wiąże metale, toksyny i środki narkotyczne, a następnie uwalnia od nich ludzki organizm. W kosmetyce, stosowana zewnętrznie – działa wygładzająco, odtłuszczająco, pomaga oczyścić i zwęzić pory skóry. Glinka bentonitowa nie rozpuszcza się w wodzie, natomiast po zmieszaniu z wodą pęcznieje – nałożona na skórę w postaci maski jak porowata gąbka wchłania nadmiar tłuszczu, nieczystości oraz obumarłe komórki naskórka.
Ma kolor jasnoszary. Zawiera wiele minerałów takich jak: krzemian, aluminium, żelazo, sód, magnez, wapń, tytan, potas i inne. Ma wysokie pH 8,5-9,1. Jest glinką o sporych właściwościach leczniczych, stosuje się ją zarówno wewnętrznie, jak i zewnętrznie.
Właściwości lecznicze Bentonitu w stosowaniu wewnętrznym:
• oczyszczanie organizmu z wszelkiego rodzaju toksyn i trucizn,
• skuteczne w leczeniu alergii,
• pomaga w walce z bakteriami,
• działa jak katalizator stymulujący procesy syntezy,
• zapobiega w rozmnażaniu mikroorganizmów,
• oczyszcza nerki i układ moczowy,
• wspomaga organizm w pozbywaniu się pasożytów,
• w problemach żołądkowo-jelitowych.
Stosowana zewnętrznie w postaci okładów pomocna jest w leczeniu dolegliwości takich jak:
• oparzenia,
• egzemy,
• bóle głowy,
• przepuklina,
• lumbago,
• bolesne miesiączki,
• półpasiec,
• żylaki,
• urazy stawów,
• rany, skaleczenia, wrzody.
Właściwości kosmetyczne:
• wygładza,
• odtłuszcza,
• oczyszcza pory,
• delikatnie złuszcza martwy naskórek,
• mineralizuje i odżywia,
• działa gojąco i łagodząco,
• poprawia koloryt skóry.
W kosmetykach występuje również w postaci oleju dodawanego w celach zagęszczających lub ściągających – jako substancja czynna. Skutecznie wiąże wodę w skórze i wykazuje działanie nawilżające.

http://www.sekretyurody.eu, www.bazarek.pl

http://www.nowenowe.pl/kosmopedia/haslo/id,66.html

About Pan-Germanic chauvinism and nationalism, about unceasing attempts to twist facts as well as Anglo-German manipulations of Y-DNA

Posted in nauka, Polska, Słowianie by bialczynski on 1 Grudzień 2012

[Kolejna translacja tekstu z Czarnego Paska. Przy okazji informuję czytelników, że w listopadzie odwiedziło nasz blog ponad 121.000 czytających. Od początku roku nasze artykuły przeczytało 1.106.872 osób, w tym od 1 marca 2012 do 30 listopada tego roku ponad 150 tysięcy osób spoza Polski. Myślę, że wraz ze wzrostem liczby artykułów w języku angielskim ten stan rzeczy zmieni się jeszcze znacznie na korzyść naszego blogu, a liczba osób w innych krajach poinformowanych za jego pośrednictwem o polskiej kulturze, dziejach i Wierze Przyrody,  znacznie wzrośnie. CB]

© by Czesław Białczyński

© translation by Katarzyna Goliszek

Posted in by bialczynski on 21 st February 2012

Highly enlightened groups of people in Poland are continually telling Polish people that they are obsessively nationalist, pan-Slavic, xenophobic, chauvinistic or racist, and sometimes even fascist. I wonder what the enlightened Europeans, Europhiles, refined people from Berlin and Paris will say and how they will explain to us unrelenting Germanophile and pan-Germanophile tricks used on

Anglo-German Internet sites about the Genetic Project where a classification of races based on genetic research of male haplogroups Y-DNA is carried out. http://www.eupedia.com/europe/european_y-dna_haplogroups.shtml

This site contains obvious forgery and is real evidence for warping the facts for the glory of the Master Race Germans. If we did something similar in Poland, the same Polish Enlightened Europeans would make us be locked in a mental asylum, or even in prison. At least, they would require the Internet censorship and closing our fascist www sites where we do apparent nazism.

Here is the mentioned Eupedia website (you have to click on and magnify it):

This chauvinistic, racist, pan-Germanic trick was used to describe races, that is the haplogroups in the headline above the same table. Here is the Y-DNA haplogroup (the male DNA chromosome indicating a race) called I1 as well as haplogroup I2 –  both of which were called here as follows:
I1 – Pre-Germanic (Nordic)

I2b – Pre-Celto-Germanic

I2a1 – Sardinian, Iberian

I2a2 – Dinaric, Danubian

It is obvious forgery because it is commonly known that I1 and I2 haplogroups belong to non-Aryan people, how so accordingly these non-Aryan people can be pre-Aryan. Germanic people regard themselves as Indoeuropeans – at least they had done so till 2010 when genetic research refuted their mythology about their HIGHER Race and their HIGHEST origin as well as their pre-proto ancient times, and as a consequence their HIGHEST contribution to the development of civilisation in the Universe (the invention of the wheel and pasta).
It is the first forgery which is to convince you that you will find Pre-Germanic or Pre-Celto-Germanic in every European country you think about. However, genetics is not good old shells or just excavations which can be freely manipulated and directed at someone’s advantage. Well, what made them place themselves in the despised by them racial mosaic –  old European people? Indeed, something happened, namely it turned out that there is no place for them among Indo-Aryan races – they are not a pure race! They are the mixture of three races, none of which can be called Germanic.

Making the things more ridiculous, they totally put themselves into the mosaic of the Race of Servants and Slaves –  Slavic people, that is haplogropu R1a where they place (I suppose with a great pain of the Germanic heart) Balto-Slavs, Indo-Iranians and … Germanic people. Of course, Germanic people are also in the R1b haplogroup. It really surprises me that they have not placed themselves in a typically Jewish haplogroup J1, or in north African – E1?! All in all, there are a great number of ”black” Germans in Germany nowadays.

Noticeably, there is a serious problem with Germanic people, that is with Germans, Scandinavians, and the English. They have been always everywhere but it really turns out that they are nowhere. This problem reminds of the one that German science imputed to the Slavs – contemporarily they were everywhere in the 2/3 of Europe and Asia, were largely dispersed in almost all countries in the world and it was impossible to explain. According to German science fabricated for fascist needs for the XXth century science about archeological cultures, there was no place for them anywhere in the past. They appeared like a devil from a box, jumping out from primitive shacks and swamps in the Vth century AD (even from the IXth century – as it was widely spread till as late as the 70s of the XXth century) and suddenly they flooded the world wonderfully multiplying as bread in Christ’s hands. Probably, if this evident forgery had been committed in a different place, it would be necessary to discuss these issues with them for the next 100 years. Because, after all, they are open, with no inferiority complex, more enlightened than Our Enlightened, they are not used to criticising each other for their nationalism and their national fobias. Fortunately, it is enough to have a look at the detailed columns below on the same page to see what the things are really like.

Let us take into account such countries as France or Romania first to have a close look at what races make up the ethnos of these countries. They are two countries of the Romance language group, situated far from each other:

France – a very bizarre, multiracial country in which a decisive prevalence, however, owns –  Y-Dna R1b which all, except for Germanic people, recognise as Celtic. There are not any Celts as a nation (only the Irish and the Welsh speak a bit of Celtic) so they can not defend themselves, but if I were in the French people’s shoes, I would protest –  their language is not even a Germanic linguistic group.
R1b is 61% here. France is filled up with the conglomerate in which the most numerous are ancient Europeans from I1 and I2 groups together – 15,5% (including I1 –  9,5%), adding to that a significant number of Y-DNA J2 –  Greek-Mezopotamian – 7%, and E1 – North-African-Balkan.

And what about Romania? In Romania where there is a mixture of four races  the decisive one in over 80% is an ancient European factor (Veneti, also called Thracians before, or Illyrians) 12 –  26%, Slavic people R1a – 18%, Celts R1b – 16% as well as Greek-Anatolians (Semites, Jewish, or Caucasian race for J1 is related to them), who are also called Greek-Mezopotamians or Caucasians J2 – 13%.

There are not any traces of the German language in either of the two countries. There are neither traces of Scandinavian, nor English there. But, with the 1/5 of Slavic people in the Romanian population, which means slightly below 20%, these are significant influences of Slavic languages. The Romanian language is certainly a Romance language, but strongly slavicised – Centum.
This example clearly demonstrates that people with haplogroup I can not be regarded either as Pre-Germanic or Pre-Celto-Germanic at all. This group has not preserved their language anywhere, although it had an influence on shaping of a new language, on its centumization beyond countries with the dominance of Slavic people. It may also turn out that this group of people has preserved the language in one country if it is their influence that prevails in Hungary.

Well, where is Pre-Celto-Germanic then? Is it likely to be R1b? There are so many of them in Germany, great numbers. Yet, it appears not to be true! R1b must be purely Celtic since other Romance countries with Romance languages and purely Celtic ones with the Celtic language arose on its basis, first and foremost Italy and Spain, where it would be hard to put German and English languages together with Latin, Italian or Spanish. There is Portugal as well. There are many of them in North Africa, too – qqq  but not German.

R1b is present in Italy in 49% and several percent of J2 and E1 as well. In Italy, the I haplogroup is hardly present. Italy is a racial mixture of mainly the Celtic race, with the Greek-Mezopotamian and North African mixture.

Spain as a culture and linguistic ethnos presents itself even worse: here the Celtic race R1b is 69%, 7% of E1 and J2, and the rest are slightly mixed.

Well, maybe Romance languages should make up a German-Romance group so as to save the honour of the German race? But will anyone believe that Latin, Italian and Spanish – to put the things simply and briefly – derive from German or Swedish? We will certainly find something from Latin in German than the other way round.

The final nail in coffin and evidence that R1b are Celts – and not any Germans at all – come from two countries being a contemporary Celtic racial and linguistic support –  Wales and Ireland: HERE RESPECTIVELY – Wales R1b: 83,5% and Ireland: 79%.

Where there is prevalence of R1a – there are Slavic languages and strangely enough Baltic languages – when R1a is linked with a strong dominance of N (Finnish-Siberian haplogroup). Well, Baltic languages rose on the basis of two mixed races – Slavic people (R1a) and Siberian-Finns (N). There is no Ugro-Finnic race because Hungarians do not have the N haplogroup almost at all at. From all accounts, there is not an old race of Balts-Aesti because according to ancient Roman chronicles they are Slavic-Finnish.

Here are the examples:

Poland: 55% R1a, 16%-R1b, 15% – I

Russia: 46% R1a, 10% I2

Belarus: 49% R1a, 10% I2

Ukraine: 43% R1a, 21%I2

Slovakia: R1a – 42%, R1b – 23%, I2 – 10%

The Czech Republic: 34% – R1a, 22% – R1b, 11% – I2. In all these countries Slavic languages are spoken.

The Balkans is a different issue where it turned out that the Slavic minority often imposes their language on Old Europeans from the I2 group.

Serbia: R1a 15%, I2 34,5% and  20,5% E1 (African), I2  are the vast majority of the population – it is interesting that there are almost no Celts here.

Croatia:42% I2 and only 29% R1a – but it is enough to speak Slavic

Bosnia: 50% I2 , 14% E1, 13,5% R1a – and it is sufficient to speak Slavic

Slovenia: 34% R1a, 23,5% R1b, 22% I 2 – the Slavic language

Macedonia: the largest group here is African E1 – 23%, apart from that almost equally R1a – 13,5%, R1b-13,5%, and slightly less I1 – 10% i I2 – 18%, and J2 – 13% – a total genetic mixture – a very interesting country where Slavic is spoken

Bulgaria: 20%I2, 20% – J2, 18% R1a, 18%R1b, 16% E1 – and yet the Slavic language

Hungary is an interesting example.

Hungary: 32,5% Slavic people (R1a), 17% Celtic people, (R1b) , 15% I2, 8%I1, J2 – 7%, E1-9,5%. there is only 1% N – Finnish-Siberian. Did the 1% impose the language on all? It would have been a phenomenon – there might be another explanation and solution. It might be Old European joining I1 and I2 features with J2, which would be 30% of the population. Then it could be clear that the Slavic language did not go through the Old European stratum. Of course, it is not true that Hungarians originate from the steppes of Asia, or we can suppose that Huns were R1a and Eurasian Avars R1a as well – so they were Slavic because the rest of Hungarians make up Old Europeans, Celtic people and North-Africans. Are the Ugro-Finns just one language group for sure?

Now, have a look at how Baltic languages arose:

Lithuania: 38% R1a and 42%N – the Baltic language (Slavic-Finnish) – additions of I are a lot smaller: 6% of both I1 as well as I2

Latvia: 40% R1a and 38% N – the Baltic language (Slavic-Finnish) – I: 6% I1 and 1% – I2

Estonia: 15 % I1, 32% R1a, 34% N (the Baltic language (Slavic-Finnish)

As a comparison – Finland where R1a was merely 7,5% , the country is made up of mainly such races as I1 – 28% and N – 58,5% – the Finnish language.

With a vast majority of R1a in a given country, there are Slavic languages and where there are a vast majority of R1b, Romance-Celtic languages. In terms of a pure genetic race Germanic people are not present with their language group anywhere. They are just absent. The birthplace of Germanic nations is Scandinavia – where the I1 race is mixed with R1a and R1b – so North Veneti – that is ancient Europeans, Slavs and Celts – from this mixture Nordic languages were formed. Later on, after moving to the continent from Scandinavia between 500 and 100 BC –ANGLO-GERMANIC (ENGLISH AND GERMAN) arose after the next intermingling with continental Celtic and Slavic people on the Elba and the Oder Rivers.

However, Eupedia sees Germans everywhere, of course, particularly where Romance and Slavic languages dominate. At the same time, Eupedia lost European natives somewhere. Eupedia gives them many variable names. However, the tables below demonstrate that they exist and are all right as belonging to the I1 and I2 haplogroups. They are not Aryans for one time and Old Europeans for another – they have always been Old Europeans, who started to inhabit this continent first.

We do not intend to postulate placing Slavic nations wherever there is I1 and I2 as Pre-Slavic. I would suggest that we let I1 and I2 be what they were.

Indeed, pre-Germanic nations are a mixture of all: a bit of Slavs, a bit of Celts (they are the vast majority among them so their language is centum, and as for grammar it is a Slavic-Celtic mixture, fewer cases than in Slavic languages and more than in Celtic ones), a bit of Old Europeans and also a bit of Semite (J2) whom Germans tried to eliminate as a race in Auschwitz.

Instead of trying to stick to the R1a and I haplogroups at any price, it is better to acknowledge that people of this race and ethnos make up an inherent part of Scandinavian-Anglo-Germanic nations. They should be proud of the fact that such a young ethnos that came into being in just 500 BC after Scandinavians arrived in the European continent and that the ethnos that arose from the mixture of Aryan and Old European races gave their language and their scientific and technological achievements as a bond and civilisational drive for the most of the civilised world of the XXIst century. A thoughtful person can not deny that Scandi-Anglo-Germanic nations have not done so.

Update 27.12.2010

Because this topic as usual evokes a furore and discussion, I enclose the table which fairly reasonably shows contribution of the Slavic haplogroup R1a in contemporary Viking, Germanic, Pomeranian, West Slavic, East Slavic, Persian, Tatar, Hindu and even Semitic or Arabic ethnoses.

Because genetic forums are already developed and discussion, data modification are being continuously done, it is worth using the links as for us historic genetics is just another issue, though really important to settle the Slavic nations’ share in archeological cultures and the past of European Neolithic Age and to determine cultural heritage of Slavic nations and our ancestors’ heritage.

Here is the table:

Click and magnify

Other links:

http://www.forumbiodiversity.com/showthread.php?t=19706

http://en.wikipedia.org/wiki/Haplogroup_I2_(Y-DNA)#I2a1b1

http://arslanmb.org/ArmenianDNAProject/WarpedFounderTree-14.pdf

http://eurogenes.blogspot.com/ :

No Goths in Northern Russia or near the Baltic?

http://www.forumbiodiversity.com/showthread.php?p=635630#post635630

Winicjusz Kossakowski – What happened with Germanic peoples?

Posted in nauka, Słowianie by bialczynski on 29 Listopad 2012

[Niniejszym inaugurujemy zapowiedziane translacje naszych artykułów na język angielski. Jak sądzę w związku z ich publikacją częstotliwość pojawiania się kolejnych artykułów na stronie wzrośnie, a okres ich obecności na Ekranie Głównym zmniejszy się prawdopodobnie do 2 dni. Artykuły w języku angielskim będą "podpinane" na stałe na Czarnym Pasku po prawej pod artykułami w języku polskim

CB]

© by Winicjusz Kossakowski

© translation by Katarzyna Goliszek

An article with this title was published by Faral. Source: Nowy Ekran. The author notes that the data to work out come from ”Distribution of European Y – chromosome DNA (Y-DNA) haplogroups by country in percentage.

The author along with scientists of Germanic origins are searching for the haplogroup of Y chromosome for peoples regarded as Germanic.

Below there are some significant quotations from Faral’s work.

Haplogroup I

HAPLOGROUP   R1a

Let us learn about the haplogroups starting from undoubtedly the most important one for us since over 50% of inhabitants of our country (Poland) as well as inhabitants of neighbouring countries own this haplogroup. The mutation occurred about 21.000 years ago on the territories of southern Russia. As far as our territories are concerned, this haplogroup is represented by the culture of lace pottery from 3300 – 2500 BC. Expansion of this haplogroup is related to domestication of the horse on the steppes of Eurasia. Those people were so expansionist that today they make up over 20% of population of such distant areas as the western part of Scandinavia or Iceland. It is worth mentioning that 80% of population belonging to the highest castes in India are owners of this haplogroup.

HAPLOGROUP R1b

To talk about this group, it is significant to mention the history of Europe from the period of AD

V – VIII. Until present that period in history has been described as expansion of Germanic tribes who pushed off the Celts onto territories of present Britain, Wales, Scotland. Nevertheless, let us compare these pieces of information with the frequency of the presence of the haplogroup R1b on those territories. Insofar as in the countries considered Germanic now (Germany, Austria, Switzerland), the R1b haplogroup is present at 40 – 50% of people, insomuch in Ireland, Scotland, Wales, western France where we talk about descendants of the Celts, this group is present at about 80% of people. This group is evidently associated with the Celts. What is noticeable, this haplogroup is younger than R1a for it appeared about 20.000 years ago in the areas of the the Caspian Sea and Central Asia.

 

 

 

HAPLOGROUP I1

Some people want to define the haplogroup I1 as pre – Germanic. The I1 haplogroup is the oldest one in Europe and it was very likely to occur at the vast majority of people from Cro – Mangan. Similarly, the oldest megalithic buildings were created by people with this haplogroup. Later on, between 10.000 and 5.000 years ago in Jutland and Scandinavia the I1 haplogroup dissected from it. At present, this group is relatively small. Practically, 30 – 40% of people in central Scandinavia and Iceland have this haplogroup. In the countries described by history as Germanic the presence of I1 is said to be about 10 – 20%. Beyond the shadow of a doubt, it is a local, Scandinavian and an old mutation of a little importance in today’s Europe and certainly they were not the Germanic peoples who could invade such advanced civilisations as the Roman Empire.

 

 

 

Haplogroup R1a1g7 – archeologic culture

SO WHERE ARE ”THESE” GERMANIC TRIBES THEN?

The way of reasoning and gained values presented above would clearly indicate that there were not migrations of Germanic tribes to Europe. The peoples that have been usually described by us as the Germanic tribes were intermingled peoples of Scandinavia I1, Slavic peoples of R1a1 and Celtic of R1b who were joined by common interests, community of dwelt territories, and, of course, a common leader who pressured them to advance to Rome.

However, let us consider opinions of the supporters of the thesis stating that Germanic tribes originate from descendants of the old European haplogroup I1 whose bearers were replaced by R1b. What arguments do they have?

Firstly  – polygamy.

A male of a higher social status had the possibility to conceive children with a greater number of women. The Indoeuropeans who brought to Europe both the domesticated horse and bronze, had to gain a higher material status over the native tribes of I1 group, which assured them that they could have more children. Secondly, as a result of fights men of local tribes died (worse armoured and less combative). Consequently, considering that there were usually more men than women in the group of invaders, this caused situations in which after invasions more newcomers’ children were born than children of the natives who survived. Thirdly, they point out that R1b bearers tend to have predisposition to conceive boys in comparison with I1. Successful spreading of the haplogroup of chromosome Y is determined by the sperm efficiency in relation to the carrying X chromosome of males with the I1 haplogroup, so the probability of conceiving a male descendant would be smaller than in the case of R1b carriers.

This standpoint supporting Scandinavia as a birthplace of Germanic nations demonstrates that I1 both regarding its possibility of passing genes on as well as considering its civilisation was recessive. As a consequence, people bearing this chromosome could not be territorially expansionary, which peoples called Germanic showed in history.

Yet, undoubtedly, the success of so called Germanic nations in terms of genetics is relatively short. All in all, a period of over 1000 years is not much. Taking that into consideration, nations regarded as Germanic in history were tribes carrying mutations of I1, R1a, R1b joined by their common interests, that is Scandinavians, Slavs and Celts with their present share in the population (20% – 20% – 40%).

 

WHO ARE THE POLISH?

In 2009 next mutations were found in the R1a1 haplogroup specifying an interesting R1a1a7 haplogroup for the Polish. Its age was evaluated at 10.700 years. Taking into consideration dispersion in populations, scientists stated that the most representatives of this group live in central and then in southern Poland. Hence, it is assumed that it was in Poland that this mutation occurred 10.700 years ago. Bearers of this mutation have been living in territories of present Poland since that time. From Poland, this mutation spread outside, among others, to the Balkans, Greece, Crete, where it is present at 2 – 3% of population. The carried out anthropological research of the cultures inhabiting Poland seems to prove this.

UGRO-FINNS

 

The N1c1 haplogroup appeared 12.000 years ago in Siberia. It was brought to Europe by a steppe people. It is the most common in Finland 58%,  in Estonia 34% and Hungary 1%. Contemporary Hungarians have the prevalent group of R1a, from 32% to 60%, so it means the Slavic mutation. One percent of Magyars dominated over Slavic people and imposed its language on them.

 

Basing on this contrariness, I would search for an answer to the question in the title of this article: ”What happened with Germanic peoples?”

 

How come the Germanic language is in central Europe? 

Well, at this point we have to forget genetics. Tadeusz Miller in his project „3 tysiące lat państwa polskiego” (”3 Thousand Years of Polish State”) placed a map of Germanic tribes’ migration with a depiction.

According to a German scientist Fressel, Germanic tribes initially inhabited Asia near Samarkand, the place from which going through Caspian steppes, the Eastern European Upland and Valday Hills they reached the Baltic. Further on, from the shores of the Gulf of Finland they got across ice to he Aland Islands and then through the Gulf of Bothnia – to the Scandinavian Peninsula, in the areas of Sigtun, Uppsala and Birka which became their new settlement place. In the VI th century BC, they tried to settle in the northern part of the Venetian Peninsula, called the Jutland Peninsula today. There, joining local Slavic tribes they began expeditions to Western Europe. They were appreciated for their war and organisational experience. Slavic dukes and legions of Rome made use of their help. At the time of the disintegration of the Roman Empire there was a revolt in the army. Some commanders took out small areas from the Empire and created their own duchy. By contrast, others, militarily stronger, took them under their own command. All in all, they together moved on to loot Rome. (”Empires and barbarians, migrations and birth of Europe” – Peter Heather).

A newly created religion, based on commonly practised Mithraism (a faction of Zarathustra religion) was to, in accordance with the Edict of Milan from AD 313, consolidate nations of the Empire in one monolith with its basic law giving power to the Caesar: ”Power comes from God”.

The Caesar made a basic mistake taking on obliging Judeans as priests in the new church. That paid back soon and the empire ceased to exist. Christians helped the rebelled mercenary army of so called brothers and friends (germanus) during their march on Rome. Rome was taken by the army consisting of 10.000 rebels. The local church hierarchy sniffed out their own interest in it – ”an authority over the whole empire but under a changed name”.

The friends and brothers got back their civil authority but ”divine power” was for Caesars of the German Nation, which took place during hastily made up rituals of coronation and ordination. The Caesar became a military arm of the New Church whose army was aimed at ”conversion” of Slavs.

It is commonly known that Etruscans were the founders of Rome and the first state on the peninsula. Recently read monuments indicate that Etruscans spoke the Slavic language and it was they who regarded Slavs living between the Vistula and the Renn Rivers as brothers and they called them so – ”germanus” in Latin. It stems from logical reasoning. This name appeared in Tacitus’s work, the only copy of which was found in Hersfeld Abbey in Germany, and from which, as some malicious say, ”The ink has not dried yet”. It was taken to Italy in 1456. In the IX th century emperor  Porfirogeneta left a message that Germans (brothers) spoke the Slavic Language.

The newly created ethnic mixture of rebelled hired hands consisting of Slavs, Scandinavians and Celtic local people, was given an honourable name ”Brothers” after Slavic allies.

 

Who were those who brought the language known in our times as German? 

I would seek their haplogroups among a few percent of mutations of contemporary Germans. It may be worth looking for a comparative genetic material in the areas of Samarkand as a German scholar Fressler suggests. Contrariness could have repeated as it was in the case of Magyars.

I expect gratefulness for the constructive prompt from contemporary Germans whom nobody wants to call brothers for their excesses in Europe. Or, rather lately – ”ours” want to call them so.

Just one more remark. In monuments discovered in Priwlitz there is a plate made of bronze with an engraved marriage certificate described with the Greek alphabet mixed with the Slavic runes. The content of the inscription is: Berofiej Barbara and an English man Soosnow Bik – Kemekeiaam (page 183 „Polskie runy przemówiły” – ”Polish runes revived”, edition from 2012). The meaning of the Slavic word Bik should be searched for in A. Bruckner’s dictionary of etymology. I associate the verb  kemekejam with a klema – a clamp used for binding. Well, it is clamping coming from a clamp. Note that an English man had a Slavic name and surname. The monument comes from the pre – Christian era, the proof of which is an eight armed cross. Did the English happen to be Slavs in those days?

This question is followed by another one. Are other people considered Germanic today Slavic in terms of their  origin and language?

By Winicjusz Kossakowski (translation by Katarzyna Goliszek)

Jak upośledza nas nowoczesność/NoWO szczeznąć czyli o po(d)stępie technologicznym i postępującej (nie)mocy umysłu

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 23 Listopad 2012

 część 4 – zebrał i opracował Mezamir Snowid

Jak zabija się Twoją szyszynkę?

Po co Ci szyszynka?

Oczyszczenie szyszynki jest konieczne dla tych, którzy chcą rozwinąć swoją wielowymiarową percepcję. Szyszynka to nasze naturalne wewnętrzne źródło DMT. Związek ten aktywizuje u człowieka podwyższony stan świadomości. Obudzona szyszynka otwiera możliwość świadomych podróży astralnych, otwiera percepcję na inne wymiary, pozwala przewidywać przyszłości i komunikować się z istotami spoza naszego wymiaru.

DMT mówiąc w skrócie – to molekuła oświecenia, oprócz tego endogennego (naturalnie produkowanego przez szyszynkę) występuje również w ayahuasce – leczniczym zielu z Amazonii, którego używanie przynosi uzdrowienie ciała i serca poprzez fizyczne oczyszczenie oraz podróż po innych wymiarach. Ci, którzy używają tej rośliny przechodzą przez okres „pracy” gdzie zaszłe problemy i programy Ego stają przed naszą świadomością i mogą być uleczone dzięki wglądom w siebie, do których dochodzi pod wpływem rośliny.

Zaletą oczyszczenia szyszynki jest to, że wytwarza swoją własną dawkę DMT i że możemy „pracować” w duchowym sensie tego słowa przez cały czas oraz, że nie musimy przechodzić przez oczyszczające działanie ayahuaski. Nie potrzebujemy substancji z zewnątrz aby rozwijać swojego Ducha. DMT jest substancją całkowicie naturalną, którą ludzkie ciało produkuje kiedy jest zdrowe. Wydawać się może, że ludzie z założenia mieli być istotami wielowymiarowymi łącznie z umiejętnością odczytywania wiedzy z innych wymiarów. Percepcja transcendentalna transformuje Ego oraz szybko leczy cierpienie, konflikty oraz karmę.

Jak zabija się Twoją szyszynkę?

W późnych latach 90-tych, naukowiec o imieniu Jennifer Luke wykonała pierwsze badanie wpływu fluorku sodu na szyszynkę. Stwierdzono, że szyszynka, znajdująca się w środku z mózgu, jest ewidentnym celem fluorku.

Tkanka miękka szyszynki u dorosłego człowieka zawiera więcej fluoru niż jakakolwiek inna tkanka miękka w ciele – jest to poziom fluoru (ok. 300 ppm), który może powodować inhibicję enzymów. Szyszynka zawiera też tkankę twardą (apatyt hydroksylowy), w której zbiera się więcej fluoru (nawet 21 000 ppm) niż w jakiejkolwiek innej tkance twardej w ludzkim ciele (np. kościach czy zębach). Fluorek sodu kalcyfikuje szyszynkę i silnie hamuje jej aktywność, tak, że nie jest już w stanie skutecznie utrzymywać równowagi hormonalnej w ciele. Żebyśmy mieli jasność. Fluorek sodu robi z szyszynką coś na podobieństwo marskości wątroby. To znaczy, że zahamowanie czynności szyszynki wynika z tego, że jej komórki obumierają. Fluorek sodu ZABIJA SZYSZYNKĘ – zamienia ją na przeźroczystą galaretkę.

Fluor odkłada się w szyszynce tworząc widoczne na zdjęciu zwapnienia jest to efekt picia fluorowanej wody.

Należy tu dodać pewne wyjaśnienie: jak to fluorek sodu powoduje zwapnienie. A to wiem akurat dobrze, w końcu mam specjalizację ze stomatologii.

Zachodzi tu zjawisko dokładnie takie same jak w szkliwie zębów. Ta najtwardsza tkanka naszego ciała zbudowana jest z hydroksyapatytów – to jakby krystaliczne związki wapnia – bardzo twarde. Fluor wchodzi z nimi w reakcje i powstają fluoroapatyty.

A precyzując – Fluor odgrywa w tym procesie następujące role:

1) katalizatora  powstawania mineralnej  fazy  w tkance, którą stanowi hydroksyapatyt Ca10(PO4)6(OH)2,

2) zastępuje jony hydroksylowe (OH-) powodując powstanie fluoroapatytu/fluorohydroksyapatytu Ca5(PO4)3OH1-xFx,

poza tym sprzyja kalcyfikacji na kilka innych jeszcze sposobów, ale nie chcę rozdymać bez sensu tego artykułu

Dalsze badania dostarczyły więcej dowodów na to, że fluorek sodu przechodzi do szyszynki. To jedyna rzecz, którą atakuje – najważniejsze centrum neurohormonalnej sekrecji w mózgu.

Fluorek sodu (Sodium Fluoride) jest powszechny w żywności, napojach i piwie też, w wodzie z kranu i w wodzie butelkowanej. Fluorek sodu jest wprowadzony w 90% podaży amerykańskich ujęć wody. (W Polsce jest troszeczkę lepiej, choć przypuszczam, że nie do wszystkiego władze się przed nami przyznają).

Filtry do wody, które można kupić w supermarketach, nie eliminują fluoru. Tylko proces odwrotnej osmozy lub destylacji wody usuwa go skutecznie. Najtańszym sposobem jest kupić destylator wody.

Dużo fluoru znajduje się w herbacie – od 1 do 7 mg/100 g w dodatku fluoru łatwo przyswajalnego!!! Spośród produktów spożywczych najwięcej fluoru zawierają ryby, fasola – 1,65 mg/1000 g, ziemniaki – 0,141 mg, marchew – 0,188 mg, szpinak – 0,435 mg, mleko – 0,227 mg, mąka pszenna 0,56 mg/1000 g oraz mięso, kapusta, sałata, rzeżucha, brokuły.

Ze względu na tak powszechne występowanie jest prawie niemożliwe usunąć go z diety całkowicie .. Tak więc, oto kilka wskazówek, jak go usunąć i odwapnić swoją szyszynkę.

KONOPIE pomagają! Jak już zapewne wiecie, aktywny chemicznie składnik w konopiach, THC, atakuje wszystkie zmutowane komórki w organizmie, przy jednoczesnym wzmacnianiu zdrowych komórek. Udowodniono niezwykłą skuteczność tego działania w terapiach antynowotworowych, pomaga też na wiele innych dolegliwości. .. Cóż okazuje się, że czynny składnik konopi również samoistnie dekalcyfikuje szyszynkę. Im więcej go spożywamy, tym lepiej działa. Pomaga bardzo gotowanie potraw lub spożywanie oleju konopnego, aby wchłonąć jak najwięcej THC.

Jeśli nie chcesz korzystać z konopi lub nie możesz, są inne leki ziołowe. Kolendra jest świetna. Najlepiej jeść ją na surowo, ale jeśli chcesz, możesz gotować z nią lub zrobić z niej herbatę. (Jeśli zrobisz herbatę , proponuję dodanie miodu do słodzenia, lub można ostudzić i wypić bardzo szybko, bo nie smakuje za dobrze)

Podstawy detoksykacji szyszynki :

1. Usuń Rtęć – To kolejna naprawdę zła trucizna dla szyszynki. Nie pozwól, aby to dostała się do Twojego ciała. Plomby amalgamatowe w zębach są toksyczne dla szyszynki – należy je usunąć. Wszystkie wytwarzane obecnie szczepionki medyczne są również skażone rtęcią. Thimerosal (środek konserwujący szczepionki) to inaczej metyl rtęci i jest bardzo trudno usunąć go z mózgu po jego dostaniu się tam. Unikaj jedzenia ryb i owoców morza, takich jak krewetki. Tuńczyk i mięso delfinów jest szczególnie szkodliwe ze względu na zawartość rtęci – większe ryby mają wyższe stężenie rtęci w swoich tkankach.

Eco żarówki – jeśli taka żarówka się rozbije opary rtęci natychmiast są uwalniane do pokoju i wdychane. Natychmiast taką żarówkę wynieś na zewnątrz i wywietrz dobrze pomieszczenie. (A Ujnia wprowadziła nakaz używania tylko takich)

Rtęć może być usuwana z organizmu przez codziennego stosowane Chlorelli, pędów pszenicy i spiruliny. Zioła Cilantro przyjmowane codziennie, również pomagają usunąć rtęć z tkanki mózgowej.

2. Fluor – w pastach do zębów i w wodzie z kranu. Jego należy unikać unikać za wszelką cenę. Zabija szyszynkę, kaclyfikując (zwapniając) jej tkanki

3. Zdrowa żywność – niektóre pestycydy są toksyczne dla szyszynki. Organiczna zdrowa żywność – w dużej mierze surowa – wspiera odtruwanie szyszynki.

4. Alkohol i palenie. Naturalnie one muszą odejść wraz z emocjonalnym przywiązaniem do korzystania z nich (zwykle pod owym przywiązaniem kryje się kwestia własnej wartości lub nierozwiązany uraz).

5. Uzdrawianie Sercem – podnosi nasze wibracje i leczy ze strachu – przydatne kiedy zaczynamy widzieć inne wymiary.

6. Inne toksyny – jeśli coś jest toksyczne nie umieszczaj tego w swoim ciele. Jeśli trudno Ci przeczytać nazwę na opakowaniu, prawie na 99% jest to toksyczne dla Twojego ciała. Toksyny to sztuczne słodziki (aspartam K), rafinowany cukier, fenyloalanina, wszystkie numery konserwantów zaczynające się od E 1, dezodoranty (zwłaszcza antyperspiranty z toksycznym aluminium jako podstawowym składnikiem czynnym), środki chemiczne, dentystyczne płyny do płukania ust oraz odświeżacze powietrza.

7. Prawdziwa czekolada i surowe kakao jest stymulantem gruczołu szyszynki.W wysokich dawkach działa odtruwająco z powodu wysokiej zawartości przeciwutleniaczy.

8. I teraz trkicky ciekawostka z medycznego świata „od kuchni” – prawdziwy sekret mistrza kuchni

Kiedy ilość magnezu w organizmie spada, wówczas aby nadrobić jego braki ciało uwalnia z kości i zębów wapń. Podwyższony poziom wapnia we krwi sprawia, że większa jego ilość odkłada się w narządach miąższowych – nerkach, jajnikach i szyszynce również.

..aby utrzymać wapń w kościach i zębach, a nie w stawach i tkankach miękkich, potrzeba stałych dostaw magnezu.

Magnez jest zdolny do odwrócenia związanego z wiekiem zwyrodnieniowego zwapnienia struktur naszego organizmu i w ten sposób może przyczynić się do jego odmłodzenia.

Magnez odgrywa także bardzo ważną rolę w oczyszczaniu organizmu z toksyn. Jon magnezu jest atomem, któremu brakuje dwóch elektronów, co prowadzi do szukania innych atomów w celu ich przyłączenia. Kiedy toksyczne metale ciężkie takie jak ołów, kadm, aluminium pojawią się w organizmie, magnez wchodzi z nimi w reakcje, powodując obniżenie ich toksyczności i wydalenie wraz z moczem. Ponadto glutation – ważny antyoksydant nie może być syntetyzowany bez udziału magnezu.

Najlepiej przyswajamy magnez w postaci chlorku magnezu, ale nawet w tej formie bywa, że tylko w 50% procentach wchłania się z naszego przewodu pokarmowego, do tego jest niemiłosiernie gorzki. Mogą upłynąć aż trzy miesiące albo i więcej, zanim doustne uzupełnianie magnezu przywróci właściwy poziom magnezu wewnątrzkomórkowego.

I teraz obiecany sekret mistrza kuchni dotyczący magnezu.

Najlepiej stosować chlorek magnezu do kąpieli! Powierzchnia absorpcji przez skórę jest ogromna, o wiele większa niż w przewodzie pokarmowym. Kto ma kłopoty z uwierzeniem, czy to aby skuteczne, niech pójdzie do sauny i poleje wódki na rozgrzane kamienie.

9. Szyszynkę odnowić można również poprzez zioła, np.: pietruszkę, lucernę, bylicę, gotu-kola.

10. Również uszkodzone komórki mózgowe można wzmacniać za pomocą Tiaminy, znanej również jako witamina B1, jest istotnym składnikiem odżywczym, którego potrzebują wszystkie tkanki, nie wyłączając mózgu. Znajduje się ona w takich produktach spożywczych jak pełne ziarna zbóż, orzechy, fasola, groszek i ziarna soi.

11. Wit. K

Dotychczas sądzono, że prawidłowy stan kości zależy głównie od spożycia wystarczających ilości wapnia i witaminy D. Jak wiadomo, wapń osadza się w naczyniach krwionośnych powodując ich zwapnienie, a jednocześnie jego niedobór w kościach prowadzi do osteoporozy. To zjawisko nazwano „paradoksem wapnia”. W zrozumieniu istotnej roli witaminy K w metabolizmie wapnia u człowieka pomogło odkrycie białek MGP (Matrix Gla Protein) i ich roli jako transporterów wapnia. Przy udziale witaminy K osteokalcyna przekształcana jest do karboksyosteokalcyny, która może wiązać jony wapniowe poprzez grupy karboksylowe. Osteokalcyna jest syntezowana w komórkach kościotwórczych, jej rola polega na dostarczaniu jonów wapnia oraz wiązaniu go z matrycą hydroksyapatytu.

„Oliwę magnezową można używać zamiast dezodorantu. Jest bezzapachowa, w porównaniu w wszelkimi wynalazkami podpachowymi

NIE BLOKUJE porów i wydzielania potu, ale sprawia, że pot jest bezzapachowy i dodatkowo magnez wchłania się przez skórę.

Można też moczyć nóżki w soli magnezowej, a także przyjmować magnez w postaci wlewów.

Polecam, informacje pochodzą od lekarza, który zaleca te sposoby swoim pacjentom.

U mnie bardzo poprawił się stan zdrowia a wystarczyło więcej magnezu dostarczyć organizmowi :)”

http://instytutarete.pl/poczytaj/cialo/na-zdrowie/468-jak-zabija-sie-twoja-szyszynke.html

Wszystko co chcesz wiedzieć o szyszynce…

… a czego nie chcieli ci dotąd powiedzieć

 

W 49 dniu życia ludzkiego płodu dopiero co ukształtowana szyszynka wydziela do młodego krwioobiegu substancję o nazwie Dimetylotryptamina, w skrócie DMT, w tym czasie, jak mówią starożytne Wedy – dusza wkracza do ciała. Wnika przez tył serca i wznosi się wzdłuż rdzenia kręgowego, by osiąść w małym gruczole w centrum mózgu – w szyszynce właśnie.

Szyszynka, czyli ciało szyszynkowe (łac. corpus pineale) znajduje się za III komorą mózgu w linii środkowej (między obiema półkulami mózgowymi). Jest odpowiednikiem narządu światłoczułego – „oka ciemieniowego”. Jej nazwa wywodzi się od  kształtu, który jest podobnie jak szyszki (łacina pinea). U dorosłych ludzi ma około 0,8 cm (0,3 cala) długości i waży ok. 0,1 grama (0,004 uncji). Jej średnica jest stosunkowo duża u dzieci, a zaczyna się zmniejszać z początkiem dojrzewania.

Mikroskopowo, gruczoł składa się z pinealocytów (typowe komórki endokrynne) i komórek wspomagających, które są podobne do astrocytów mózgu. U osób dorosłych często wykrywa się małe złogi wapnia widoczne w szyszynce na zdjęciach rentgenowskich.

A teraz prawdziwa fizjologia szyszynki na poziomie biomolekularnym, która jest naprawdę skrzętnie ukrywana, nawet przed studentami medycyny

W ciągu dnia szyszynka (mimo, że Wikipedia twierdzi inaczej) jest głównym źródłem serotoniny – naszego wewnętrznego hormonu szczęścia. Jest to również jeden z neuroprzekaźników. To od serotoniny zależy, czy sygnał układu nerwowego będzie w stanie dotrzeć do wszystkich zakątków ciała. Zbyt niski poziom serotoniny zaobserwowano u osób z depresją, ale także u ludzi nadmiernie agresywnych.

W ciągu nocy serotonina w szyszynce ulega dalszym przemianom w melatoninę – to hormon naszych biologicznych cykli życia. Oprócz tego melatonina wpływa na układ hormonalny, w szczególności na hormony gonadotropowe – najważniejsze hormony cyklu miesięcznego i kształtowania się komórek rozrodczych.  Melatonina zapobiega przedwczesnemu dojrzewaniu płciowemu, a jej wydzielanie jest ściśle związane z bodźcami świetlnymi i przebiega zgodnie z rytmem dobowym. Pozostałe funkcje Melatoniny są białą plamą na mapie medycznej wiedzy.

Ale wiadomo, że koło godziny 3-4 kiedy po kilku godzinach snu melatoniny w szyszynce gromadzi się wystarczająco dużo – rozpoczyna się kolejny etap alchemicznej wewnętrznej przemiany i w głębokich ciemnościach z melatoniny syntetyzowany jest neuropeptyd o nazwie 5-MeO-DMT (aka „akashon”), który następnie ulega szybkiej enzymatycznej przemianie do DMT – dimetylotryptaminy – związku określanego mianem molekuły duszy…

Wtedy w nocy najczęściej możemy doświadczać samoistnych świadomych snów lub projekcji astralnych…ale to zaledwie czubeczek góry lodowej…

Tunele rzeczywistości i DMT

Najpierw zacznę od zjawiska percepcji. Oczywiście zdajesz sobie sprawę z tego, że niektóre rzeczy Twój mózg przeocza w otaczającej Cię rzeczywistości. Ale czy zdajesz sobie sprawę ze skali tego „przoczania”?

Wiesz, że ze wszystkich docierających do Twojego umysłu bodźców Twoja świadomość zdaje sobie sprawę z 0,0097% to cholernie mało.

Taka jest nasza codzienna percepcja – nazywa się ją tunelową, a rzeczywistość w ten sposób postrzeganą – tunelem rzeczywistości.

Reszta niewidzianej przez Ciebie rzeczywistości zawiera rzeczy, w które nie wierzysz, nie uznajesz za prawdopodobne lub po prostu co tu dużo mówić w głowie Ci się nie mieszczą.

Myślisz, że widzisz to co widzą Twoje fizyczne oczy? Obraz odbierany przez nie jest transmitowany do kory wzrokowej, parokrotnie odwracany i na koniec interpretowany, tak by uzyskać pole widzenia pasujące do Twoich wierzeń i przekonań – w psychologii nazywa się to strefą komfortu. Strefa komfortu ma z założenia sprawiać żebyśmy się czuli dobrze i bezpiecznie w znanym dobrze świecie. To co nie znane, nie wytłumaczalne, dziwne, szokujące, nie zgodne z poglądami, z aktualnym stanem emocjonalnym – czyli powyższe 99,9913% wszechświata – jest wycinane już w przedbiegach na synapsach aksonów.

Teoria wielu światów.

Współczesna matematyka opisuje 33 wymiary w modelu wszechświata – przyjrzyj się temu – matematyka zakłada istnienie ok 33 jednocześnie nałożonych na siebie rzeczywistości.

Jak się rzeczywistości mieszczą w jednym miejscu?

Przepuść promień słońca przez pryzmat – zobaczysz, że w jednym strumieniu białego światła zmieściły się na raz wszystkie kolory tęczy. Mieszczą się w jednym miejscu dzięki różnicom w częstotliwościach drgań energii. Tak samo dzieje się z całymi wymiarami.

Co robi DMT?

Dimetylotryptamina syntetyzowana w szyszynce z tryptofanu mówiąc delikatnie rozszerza percepcję. Jej zwiększona sekrecja (wydzielanie) ma miejsce w momentach wcielania się i wychodzenia z ciała.

Na pewno spotkasz się z określeniami, że DMT to halucynogenna substancja – silny psychodelik, i że pobudzona szyszynka wywołuje halucynacje. Dlatego ludzie w stanach około śmierci lub szoku miewają podobne halucynacje….ale

Mówiąc, że DMT „rozszerza percepcję” mam na myśli to, że całkowicie zdejmuje blokady percepcji neuronalnej.

mówiąc szczerze w tych chwilach, gdy endogenny DMT zaczyna działać na układ nerwowy zaczynamy dopiero widzieć te 99,9913% wszechświata

To nie są haluny to jest cała reszta niewidzialnego dotąd wszechświata – i to wszechświata o wielu wymiarach istniejących na raz. Jest w tej koncepcji miejsce na zobaczenie wreszcie innych inteligencji zamieszkujących te równoległe wymiary i nawiązania rozumnej z nimi komunikacji.

Z zawężoną jaźnią (czyli „na trzeźwo”) jesteśmy uwagą przykuci tylko i wyłącznie do tego wymiaru rzeczywistości. Widzimy tylko ten jeden tunel.

Reasumując – szyszynka ze swoim DMT uwalnia percepcję z okowów tego świata, czyli jest naszym międzywymiarowym przełącznikiem widzenia rzeczywistości i uczestniczenia w nich.

Będąc świadomym wielu rzeczywistości możesz nie tylko obserwować je, ale również dosłownie skakać pomiędzy nimi I to nie tylko pomiędzy wymiarami, ale również pomiędzy różnymi wersjami tych samych wymiarów.

To coś o wiele bardziej zaawansowanego niż projekcja astralna. Ale endogennie występujący w naszym mózgu DMT udowadnia, że od początku byliśmy istotami międzywymiarowymi o możliwościach międzywymiarowej percepcji.

Ciemny pokój

Nie nie chodzi mi o klasyczny „dark room” i tę formę, z którą się zazwyczaj kojarzy. Chodzi mi o praktykę ciemnego pokoju – czyli całkowitej izolacji z całkowitą deprymacją sensoryczną. Po polsku – przesiadywanie samemu w całkowitych ciemnościach bez dźwięków.

Ta praktyka występuje w Tybecie, jest jedną z praktyk w Tao, w buddyzmie i jest znana w wielu kulturach plemiennych.

Po kilku dniach spędzonych w totalnych ciemnościach obrazy z wnętrza głowy wychodzą na zewnątrz i są tak samo realne jak „normalna” rzeczywistość.

Praktyka ta dostarcza niesamowitego rozszerzenia percepcji.

Z punktu widzenia biochemii mózgu – tak długie przebywanie w ciemnościach powoduje nagromadzenie melatoniny. Dalej następuje faza pinoliny – szyszynka wydziela endogenny inhibitor (beta karboline) enzymu MAO – enzym, który dotąd rozkładał melatoninę. W fazie pinoliny MAO jest hamowany, a z melatoniny szyszynka zaczyna syntetyzować pinolinę, następnie z niej > 5-MeO-DMT , którego znowu nie rozkłada MAO (bo jest unieczynnione), więc z 5-MeO-DMT (aka „akashon”) szyszynka zaczyna syntetyzować DMT. To wtedy obrazy z głowy zaczynają wykraczać poza granice czaszki w dosłownym tego słowa znaczeniu. To miejsce, w którym spełniają się sny – natychmiast…

A oczy otwierają się na niewidzialną dotąd rzeczywistość.

Jak to wygląda technicznie:

dni 1 – 3 faza melatoninowa

faza sennej jawy

dni 3 – 5 faza pinolinowa

Pierwsze wizje ; podróże astralne

dni 6 – 8 faza 5 – Meo – DMT

Otwiera się powoli wewnętrzne widzenie ; wzmaga telepatia i intuicja

dni 9 – 12 faza DMT

Wizje wzmagają się, otwierasię percepcja alternatywnych światów i równoległych rzeczywistości. Niektórzy mówią o widzeniu podczerwieni i ultrafioletu w tym stanie.

Zmniejsza sie zapotrzebowanie na sen ; łatwo przychodzi joga snu (czyli medytacja z zachowaniem ciągłej świadomości).

2012 i ogólnoplanetarna szyszynkowa inicjacja ludzkości ?

I teraz przechodzimy do kwestii, która tak czy siak nas wszystkich dotyczy i absolutnie nikt nie pominie tego podsypiając na kanapie przed telewizorem.

Majowie całkiem niedawno ujawnili treść autentycznej wiedzy swoich przodków dotyczącej przepowiedni o roku 2012. Są bardzo zagniewani na rozprzestrzenianie się wersji o apokaliptycznej wizji końca świata. Podkreślają, że ich przepowiednia mówi wyraźnie o TRANSFORMACJI, a nie o żadnym końcu.

Ale do meritum. 21 grudnia 2012 (co potwierdza NASA) dojdzie do zrównania osi Ziemi z osią centrum naszej galaktyki. Majowie zapowiadają, że dojdzie wtedy do niezwykle potężnej emisji strumienia naładowanych cząstek, które potężnie zdestabilizują zachowanie naszego Słońca.

Majowie twierdzą, że w efekcie tych zmian może dojść do przebiegunowania Ziemi. Tak apropo’s bieguny magnetyczne już zmieniły miejsce. Przez to zwierzęta, które od zawsze kierowały się zmysłem elektromagnetycznej geolokacji, zaczęły trafiać stadami na linię brzegu – w ich odczuciu tam powinien być ocean – dotyczy to i wielorybów i ptaków – wszystkich zwierząt podróżujących cyklicznie na długie dystanse.

Na podstawie badań lawy wulkanicznej na Hawajach stwierdzono, że ziemskie pole magnetyczne zmienia cały czas swe natężenie, a co kilkadziesiąt tysięcy do milionów lat zmienia swój kierunek (przebiegunowanie Ziemi). Średni czas miedzy przebiegunowaniami wynosi 250 000 lat, ostatnie wystąpiło około 780 000 lat temu.

Nie ma obecnie jasnej teorii opisującej przyczyny przebiegunowania.

Majowie mówią – nasi przodkowie już raz to przeżyli. Twierdzą, że zjawisku przebiegunowania Ziemi towarzyszy zawsze kilka dni ciemności. I jeżeli okaże się prawdą – to czeka nas obowiązkowy ciemny pokój dla całej ludzkości.

To znaczy, że u wszystkich nastąpi coś w rodzaju szyszynkowej inicjacji, bo gdy szyszynka w ciemności zacznie produkować duże ilość DMT – to nic już nie pozostanie takie samo. Po tym jak znowu świat zobaczy słońce – w nas już zmieni się cała percepcja rzeczywistości. Co nas czeka po drugiej stronie szyszynki?

nie wiem, ale życzę nam  – żeby Królik, za ktorym będziemy podążać na drugą stronę rzeczywistości – był wesoły…

Monika Burzyńska

http://instytutarete.pl/poczytaj/cialo/na-zdrowie/470-szyszynka-tunele-rzeczywistosci-i-2012.html

Ciekawostka,okazuje się że nawet kk po cichu zajmuje się okultyzmem mimo że oficjalnie jest on zły i zakazany :)

Bioelektroniczna koncepcja abiogenezy wg ks. Prof W. Sedlaka

Fizyczno-filozoficzne uwarunkowania koncepcji genezy życia

Geneza życia jest bez wątpienia jedną z najbardziej frapujących zagadek, które stoją obecnie przed współczesną nauką. Jej rozwiązania szukają specjaliści z bardzo wielu, często niewiele mających ze sobą wspólnego dziedzin, dochodząc do twierdzeń, które do dziś nie doczekały się eksperymentalnego potwierdzenia. Poniżej przedstawione zastaną główne kierunki badań nad abiogenezą, akcentując w szczególny sposób oryginalne spojrzenie na ten problem przez Włodzimierza Sedlaka.

Przewaga tendencji chemicznych nad fizycznymi w programach badawczych

Dominuje dziś przekonanie, iż geneza życia związana jest z syntezą związków organicznych w kosmosie i dalszy ich rozwój w warunkach geologicznych[1]. Życie jest więc wynikiem długotrwałej ewolucji fizycznej i chemicznej[2]. Twierdzenie powyższe w ciągu ostatnich dziesięcioleci zostało w dużej mierze poparte faktami paleontologicznymi[3], badaniem związków organicznych w meteorytach[4], oraz przez laboratoryjne syntezy, to znaczy, przez laboratoryjne otrzymanie aminokwasów jak i innych ważnych związków biologicznych[5].

Główny akcent przy badaniach początków życia na Ziemi, zdaniem Sedlaka, kładzie się na jego biochemicznej stronie, mniej zaś na fizycznej. Należałoby zauważyć, że nawet przy ogromnej różnorodności podejścia biofizykochemicznego i uwzględnieniu warunków fizycznych środowiska, ma się najczęściej na uwadze monoschematyzm biochemiczny samej istoty życia[6]. Wśród chemików i biologów przeważa opinia, że istotną fazą przejściową między ewolucją chemiczną, a biochemiczną były procesy polimeryzacji[7].

Podstawowym zagadnieniem protobiologii jest określenie mechanizmów i charakteru procesów wiodących do pojawienia się systemów ożywionych[8]. Jako nauka o początkach życia głosi, że życie wyłoniło się w wyniku długotrwałej, naturalnej i powolnej ewolucji związków organicznych na drodze abiotycznej[9]. Szczegółami zajęli się przeróżni naukowcy tworząc w ciągu ostatnich czterdziestu lat blisko sto w miarę całościowych modeli abiogenezy[10].

Po mimo istnienia wielu modeli, zagadnienie genezy życia na Ziemi jest ciągle otwarte dla badań przedmiotowych i filozoficznych. Wciąż jeszcze wielu przyrodników i filozofów próbuje wyjaśnić powstanie życia odrzucając ewolucję chemiczną jako niezwykle mało prawdopodobną[11]. Co więc, według nich stanowić może alternatywę? We współczesnej literaturze naukowej spotykamy się z co najmniej pięcioma takimi propozycjami[12]. Po pierwsze, jest to postulat poszukiwania nowych praw przyrody, całkowicie innych niż znane nam dziś prawa fizyki i chemii. Po drugie, klasyczna idea panspermii, stwierdzająca, że zarodki życia mogły przybyć na Ziemię z Kosmosu. Wymienić też trzeba zmodyfikowaną wersję tej idei, zaproponowaną w 1973 roku przez Francisca Cricka i Leslie Orgela, a nazwaną panspermią kierowaną. Autorzy zakładają w niej możliwość powstania życia gdzieś w Kosmosie, gdzie wytworzyła się cywilizacja, która następnie przesłała życie na Ziemię. Czwartą propozycję wysunęli dwaj brytyjscy astronomowie Fred Hoyle i Chandra Wickramasinghe. Hipoteza ta zwana panspermią kometarną głosi, że ziarna pyłu międzygwiezdnego zawierają różne złożone związki organiczne i zespolone mikroorganizmy oraz, że po przedostaniu się do wnętrza komet, mogły następnie być rozsiewane w Kosmosie i w ten sposób zapoczątkować życie na naszej planecie[13]. W wyliczeniu tym nie można pominąć teorii kreacjonistycznych, których myślą przewodnią jest uznanie poglądu, iż życie wywodzi się pośrednio lub bezpośrednio z Boga, że to akt stwórczy dał początek życiu na Ziemi. Propozycje kreacjonistyczne mimo swej popularności, nie mogą być rozpatrywane w ramach metod przyrodniczych, gdyż te nie wychodzą poza to co jest im dostępne to znaczy, poza zjawiska i wiążące je relacje[14]. Pojawia się w tym miejscu pytanie, czy rzeczywiście wymienione wyżej propozycje stanowią alternatywę dla abiogenezy?

Przy obecnym stanie wiedzy i z punktu widzenia przyrodniczego przyjmuje się dziś, jak wyżej stwierdzono, pogląd, iż życie pojawiło się na Ziemi w wyniku spontanicznego ewolucyjnego kształtowania się systemów ożywionych ze związków nieorganicznych i organicznych nieożywionych. Proces organizacji materii dokonywał się stopniowo, w ciągu milionów lat, poprzez kolejne stadia rozwojowe, różnie ujmowane w różnych teoriach[15].

Po mimo wielkiej ilości tych teorii, po przyglądnięciu się im bliżej, można dokonać ich podziału chociażby pod względem sposobu wyjaśniania przejścia od materii nieożywionej do ożywionej[16]. Pierwszą grupę stanowią koncepcje oparte na założeniu przypadkowego i jednorazowego powstania pierwszej żywej cząsteczki, będącej nosicielem podstawowej cechy życia, to jest zdolności do reprodukcji[17]. W roli pierwotnego organizmu umieszcza się kwas nukleinowy[18], czasem cząsteczkę białka[19], są to jednak drugorzędne różnice dotyczące chemicznej natury hipotetycznych protoorganizmów. Do klasycznych propozycji tej grupy zaliczyć trzeba teorie J.B.S.Haldane`a[20], H.J.Mullera[21] i H.Quastlera[22]. W teoriach tych rola ewolucji chemicznej sprowadza się do przygotowania budulca pod pierwszą cząsteczkę, która w wyniku korzystnego przypadku uzyskałaby zdolność reprodukcji. Druga grupa teorii abiogenezy pojawiła się wraz z odkryciem w latach osiemdziesiątych enzymatycznych zdolności RNA. Szereg autorów takich, jak G.F.Joyce[23], A.M.Weiner[24], N.R.Pace[25], niezgodni w szczegółach, zgodni są co do tego, że na początku był RNA mogący pełnić jednocześnie funkcję fenotypu, jak i genotypu[26]. Kolejną grupę stanowią teorie wychodzące z założenia, że proces powstania życia dokonał się pod wpływem oddziaływań fizycznych lub fizykochemicznych. Zdaniem M.Conrada[27] są to interakcje molekularne, O.E.R(o)ssler[28] opowiada się za uogólnioną katalizą, M.Shimizu[29] zwraca natomiast uwagę na stereochemię.

We wszystkich wymienionych wyżej grupach modeli abiogenezy najistotniejszym bodźcem ewolucyjnym jest przepływ energii. Czwarta grupa, w wyjaśnianiu przebiegu ewolucji przedbiologicznej odwołuje się do uniwersalnego prawa rządzącego przebiegiem wszystkich procesów we wszechświecie. Charakterystyczna jest tu zasada socjabilności V.Nowaka[30] przemianowana na później na uniwersalną zasadę integracji[31], czy też quazi-naukowy dobór naturalny działający według G. Walda w skali kosmicznej[32]. Piąta grupa, to teorie przyjmujące odwieczne istnienie informacji biologicznej, bądź to w formie preskrypcji[33], bądź to predystynacji[34]. W przypadku S.C.Portellego[35] jest to ta sama informacja od początku ewolucji. Przekazana nam ona została w postaci kodu genetycznegu z poprzedniego cyklu rozwojowego wszechświata, nadając materii cechy umożliwiające, w odpowiednich warunkach spontaniczne utworzenie układów żywych[36]. Ostatnia i najobszerniejsza grupa, to teorie samoorganizacji materii przedbiologicznej. Należą do nich, teorie jakościowe[37], koncepcje fizykalne[38], jak i propozycje niezależne[39].

Specyfika tych koncepcji polega na tym, że pojęcie samoorganizacji nie jest traktowane jako wszechwyjaśniająca zasada, czy też parowo lecz to właśnie jej próbuje się nadać ściśle fizyczny sens. Tok rozumowania twórców tych teorii skupia się głównie, na teoretycznym przedstawieniu w postaci matematycznej trudności, jakie ewoluujący układ musi napotkać w czasie rozwoju i sposobów przezwyciężania kryzysów tak, by przejść do kolejnych faz rozwoju. Zasadnicze różnice między naukowcami występują tu w warstwie przyrodniczej. I tak dla Rudenki, podstawowym substratem przemian ewolucyjnych są substancje białkowe, dla Eigena zaś współdziałające ze sobą cząsteczki białkowe i kwasy nukleinowe[40].

Po pobieżnym przedstawieniu różnych teorii abiogenezy, jak i tych koncepcji, które w alternatywny sposób chcą rozwiązać zagadkę życia stwierdzić trzeba za W. Ługowskim, że niemal wszystkie współczesne propozycje wyjaśniające powstanie życia oparte są na idei ewolucji chemicznej. Jeśli nawet autorzy niektórych prac ogłoszonych w ostatnich latach z założenia występują przeciw niej, nie znaczy to, że się na niej nie opierają[41]. Szukając zaś odpowiedzi na pytanie w czym przyrodnicy i filozofowie upatrują rozwiązania zagadki życia, stwierdzić trzeba, że w chemii. W większości teorii, na jakimś etapie rozwoju substancja chemiczna nabiera cech właściwych materii ożywionej[42]. Jest to obowiązujący dziś paradygmat, po za który wychodzi niewielu. Są to zazwyczaj naukowcy innych niż chemia dziedzin, szukający rozwiązania na podstawie własnej intuicji, posługując się swoimi metodami i specyficzną dla siebie terminologią.

Fizyka kluczem do zagadki życia

Współczesne badania nad procesem abiogenezy, coraz częściej nabierają interdyscyplinarnego charakteru. Na szczególną uwagę zasługują teoretyczne rozważania Włodzimierza Sedlaka w ramach bioelektroniki[43]. Nie negując paradygmatu biochemicznego, wskazuje na nowe fakty, o które powinien on zostać uzupełniony. Najmocniej akcentuje autor własności związków organicznych[44]. Zaliczyć do nich można najpierw półprzewodnictwo. Półprzewodnikami okazują się być aminokwasy[45], białka[46], kwasy nukleinowe[47], cukrowce, lipidy[48] oraz barwniki, elektrolity i woda[49]. Nie tylko jednak poszczególne związki organiczne, ale w przybliżeniu także całe układy biologiczne traktować można jako połprzewodniki[50]. Organizm w swej zasadniczej masie, zbudowany jest więc z półprzewodników, w których dokonują się reakcje chemiczne[51]. W tym momencie dodać trzeba, że wiele związków organicznych takich jak białka, kwasy nukleinowe czy lipidy, na różnym poziomie – od molekularnego po organizmalny posiadają także elektroniczną charakterystykę półprzewodnikowego dielektryka[52]. Dzięki tej własności wykazują one zdolność kondensacji ładunków ze szczególnym ich zagęszczeniem na powierzchni[53]. Tę zagęszczoną warstwę elektronów nazwał Sedlak elektrostazą, wskazując jednocześnie na jej powszechność w przyrodzie i ogromne znaczenie dla samoregulacji organizmów[54].

W świetle eksperymentalnych danych składniki organizmów okazują się – ze względu na quasi krystaliczną i anizotropową strukturę – półprzewodnikami posiadającymi również cechy piezoelektryków[55]. Oznacza to, że niektóre związki chemiczne, takie jak aminokwasy, białka czy DNA i RNA zmieniają swoją polaryzację elektryczną pod wpływem nacisku mechanicznego, rozciągania czy skręcania[56]. Właściwości takie zaobserwowano u mięśni, ścięgien, kości, a także tkanek roślinnych i zwierzęcych[57]. Fala generowana w piezoelektrykach pod wpływem różnych czynników zwana jest kwantowoakustyczną, a jej cząstka zwana jest fononem[58].

Wiele związków organicznych będąc piezoelektrykami jest jednocześnie ferroelektrykami, czyli półprzewodnikami o wysokim stopniu przewodzenia[59]. Najwięcej jednak, zdaniem Sedlaka, niepokoju w biologii wywołuje nadprzewodnictwo wysokotemperaturowe [60]. Już teoretyczne rozwiązania W. A.Little`a wskazywały na możliwość jego zaistnienia w związkach organicznych[61]. W praktyce wykryto nadprzewodnictwo dla cholesterolu, lizosomów i karotenu[62] oraz DNA[63]. Pojawili się też autorzy, tacy jak na przykład Atherton, którzy zauważyli nadprzewodność w organizmach żywych jako element pamięci komórki nerwowej. Sygnał przechowywany miałby być w nich w postaci oscylującego prądu[64].

Obok elektronicznych własności materiału biologicznego, zdaniem Sedlaka, do pełnego obrazu biologii konieczne jest uwzględnienie tak zwanej bioluminescencji[65] jako faktu stwierdzonego empirycznie, tak dla organizmu jako całości, jak i dla układów komórkowych, tkankowych czy poszczególnych narządów[66]. Każdy układ żywy jest otoczony i jednocześnie wypełniony emitowanym przez siebie polem biologicznym[67]. Ultrasłabe promieniowanie wykryto wszędzie z wyjątkiem dwóch grup najniższych roślin i zwierząt[68]. Dla przykładu, glony zielone z jednego centymetra kwadratowego, w ciągu jednej sekundy, wyemitowały 15 do 50 fotonów, bakterie od 15 do 30 zaś niektóre kultury tkanek od 300 do 600[69].

Oprócz spontanicznego promieniowania, zauważalna jest także fotoluminescencja[70], czyli emisja fotonów wymuszona działaniem światła widzialnego lub ultrafioletu. Aktywne są tutaj białka, kwasy nukleinowe, przy czym najsilniejszą fluorescencję wykazują flawiny, lipofuscyny, tyrozyna i tryptofan[71].

Kolejną fizyczną cechą przysługującą biomolekułom i organizmowi jako całości, której, według Sedlaka, nie można pominąć, są własności magnetyczne. Są one konsekwencją elektronicznej struktury atomów pierwiastków, których protony, a zwłaszcza elektrony, wytwarzają w ruchu nieskompensowane orbitalne i spinowe momenty magnetyczne. Te zaś – różne od zera – powodują, że pierwiastki magnetyczne oraz utworzone z nich związki chemiczne oddziaływają z zewnętrznymi polami magnetycznymi. Zjawisko to stało się podstawą rozróżniania pierwiastków i związków na paramagnetyki i ferromagnetyki posiadające trwałe momenty magnetyczne i związaną z nimi przenikliwość magnetyczną oraz na diamagnetyki pozbawione trwałości tych momentów i przenikliwości magnetycznej[72].

Paramagnetykami w organizmie żywym okazują się być wolne rodniki, erytrocyty, tkanki roślinne i zwierzęce, a zwłaszcza mózg i serce[73]. Cały układ biologiczny, zdaniem Sedlaka, można w ogólności rozumieć jako diamagnetyczny ośrodek, w którym rozmieszczone są paramagnetyczne centra[74].

Wszystkie wyżej wymienione zjawiska, z którymi spotykamy się w materii ożywionej nie pasują do biochemicznego opisu życia. Nawet, jeżeli są one dobrze poznane, nie zbliżają nas do poznania istoty życia, a tym bardziej do wzniecenia procesów życiowych[75]. Sedlak widząc bezradność dotychczasowych zmagań z genezą życia, postawił śmiałą tezę: materia ożywiona jak każda materia musi być rozpatrywana kwantowo. Życie zawiązało się na poziomie kwantowym i to właśnie tam należy go szukać[76]. Na tym poziomie, mamy do czynienia jedynie z elektronami, fotonami i fononami. Cząstki te i to zarówno pochodzenia biochemicznego jak i elektronicznego zbliżając się do siebie na krytyczną odległość oddziaływają ze sobą. Te utrwalone interakcje nazywa Sedlak wprost życiem

Wiecej: http://www.eioba.pl/a/1imb/bioelektroniczna-koncepcja-abiogenezy-wg-ks-prof-w-sedlaka#ixzz2AXAJnqxy

 Życie jest światłem

W koncepcji naukowej Księdza Profesora Sedlaka życie ma cechy elektromagnetyczne, podobnie jak świadomość. Istnieje Homo electronicus, a elementarnym pratworzywem jest dynamiczna bioplazma – piąty stan materii przynależny tylko żywym istotom. Poglądy te zawarł w książce „Bioelektronika” i „Homo electronicus”

Ks. Prof. dr hab. Włodzimierz Sedlak

Włodzimierz Sedlak, twórca polskiej szkoły bioelektroniki i elektromagnetycznej teorii życia.

„Teologia Światła, czyli sięganie Nieskończoności” – jest ostatnią książką, którą prof. Włodzimierz Sedlak przygotował do druku. Uwieńczeniu realizacji planów wydawniczych przeszkodziła choroba i śmierć Autora. W tej książce Autor prowadzi Czytelnika w kierunku Światła przy pomocy bioelektroniki i wiary w Nieskończonego Boga. Wnioski są zaskakujące: bioteologia, nieśmiertelność duszy jest absolutnym pewnikiem i jest wynikiem elektromagnetycznej natury życia, a śmierć to wrota będące wstępem do wielkiej ery nieśmiertelności. Teologia Światła, czyli sięganie Nieskończoności” to próba bioelektronicznego wyjaśnienia śmierci, nieśmiertelności, duszy człowieka. To również zapis naukowych zmagań i odkryć Autora.

„Dziękuję Ci, żeś mnie rzucił w stronę, gdzie nikt nie chodzi – na podbój życia. To światło. Żywe światło. Żeś to ostawił przy rozpalaniu dnia biosfery. Jakie to jest cudowne… Nie ma okrzyków. Jakie to bajeczne… Życie elektromagnetyczne. To samo, co światło biosfery promieniujące wiecznie. Co najwyżej, ulega przemianie energii. I o to tutaj chodzi, energia nie ginie przecież. Energia wszelka jest wiecznie żywa.

Mój program naukowy streszcza się w krótkim aforyzmie – Życie, czym jesteś?. Aby tak dalece sięgać w naturę życia, muszę się wstępnie wyzwolić z akademizmu pojmowania przedmiotu biologii. Muszę być na własnych obrotach intelektualnych. Inaczej do niczego nie dojdę. Nowa wizja życia jest specyficznym stanem w biologii. Znowu rozwój tradycyjnej biologii jest mi utrudnieniem w balaście informacyjnym, jakby wszystko było wykończone, poukładane – z wyjątkiem natury. Biologia jest ‚pełna’ poznania, ale jedynie na peryferiach i tylko wtedy, gdy rozpatruje zagadnienie, czym jest życie w ogóle, nie zaś w istocie swej natury. Na czym polega istota natury życia – pytanie pozostające bez odpowiedzi.

Tyle się o życiu mówi, pisze, głosi, rozpacza, kiedy gaśnie, niepokoi, gdy dolega. Zdaje się, że tak dużo się wie o życiu. Chodzimy w nim, obracamy się, poznajemy świat przez życie, bierzemy udział w życiu. Tak wiele szczegółów doszło do naszej wiadomości. Najważniejsza rzecz – uczestniczymy w życiu do czasu i właściwie tak uczestniczymy jak zegarmistrz, który na podstawie znajomości mechanizmu zegarowego, chciałby zabierać rzeczowy głos na temat natury czasu.

Tak wartko płynie życie, że doprawdy zapomniano przeanalizować, czym ono jest. Niedorzeczność powstaje stąd, że człowiek podtrzymuje to życie, stara się je zachować, widzi jego narodziny u innych i śmierć życia również u innych – bez możności określenia natury tego zdarzenia.

Tymczasem z fizyki wiemy, że istnieje świat materii, który jest niewyobrażalny. Kwantowy. Ponieważ rachunek kwantowomechaniczny jest abstrakcyjny bez odzierania postrzegania z detali zewnętrznych, wobec tego nie możemy sobie świata kwantowego przedstawić. Jest on możliwy tylko do opisania formalnego, czyli matematycznego. Jeśli tak się sprawy przedstawiają, że wszelka materia posiada niewidoczny realizm kwantowy, wobec tego życie w najgłębszych swych rejonach powinno być również skwantowane. Musi więc być na tym poziomie energią.

Pomysł szalony, ale robi wrażenie trafnego uderzenia w sedno sprawy. Mamy spróbować przybliżyć sobie ten niewyobrażalny świat na odległość, która pozwoliłaby jako tako zapoznać się z życiem. Mówiąc prosto – pragniemy poznać kwantowe podstawy stanu ożywienia. Jeśli tutaj się nie przybliżymy do natury życia, to już do niej nie dojdziemy w naszym poznaniu. Trochę zaś gimnastyki mózgu zawsze się przyda”.

Włodzimierz Sedlak

Trudno jest w kilku słowach streścić całe, niezwykle bogate życie księdza profesora. Naukowiec, pedagog, ksiądz, którego teorie, podparte naukowymi dowodami, wywołały niezłe zamieszanie wśród starych, profesorskich wyg. Zajmował się paleontologią, geologią, ewolucjonizmem, by stać się wreszcie twórcą bioelektroniki, nowej dziedziny nauki. Był człowiekiem niezwykłym. Potwierdzą to zapewne wszyscy, którzy mieli okazję poznać Go.

Urodził się w górniczej rodzinie 31 października 1911 roku w Sosnowcu, zmarł w Radomiu 17 lutego 1993 roku. Dzieciństwo spędził w Sosnowcu i Suchedniowie, okres dojrzewania upłynął mu w Skarżysku-Kamiennej. Po maturze wstąpił do Seminarium Duchownego w Sandomierzu w 1930 roku. Po święceniach kapłańskich w 1935 roku został przydzielony do pracy w szkole w Ćmielowie jako prefekt. Pod koniec sierpnia 1939 roku został przeniesiony do Sienna, gdzie mieszkał i pracował jako katecheta do 1948 roku. W Siennie odbudował po wojnie podstawowe szkolnictwo oraz powołał do życia: Szkołę Rzemiosł i Liceum Ogólnokształcące. Liceum istnieje do dzisiaj, a od 1992 roku nosi imię swego założyciela, czyli ks. prof. Włodzimierza Sedlaka.

Mieszkając i pracując w Siennie w roku 1946, W. Sedlak w trzydziestym piątym roku życia podjął studia na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym Uniwersytetu im. Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Do Lublina przez dwa lata dojeżdżał na zajęcia. Od 1948 do 1952 studiował stacjonarnie, a jednocześnie pracował jako katecheta w średnich szkołach Lublina. Na UMCS uzyskał dwa dyplomy magisterskie: w 1949 roku z antropologu i w 1950 roku z pedagogiki. Doktorat w tejże uczelni uzyskał w 1951 roku na podstawie rozprawy pt. „Zmienność organizmu jako podstawa biologiczna zachowania”.

W latach 1952-1959 ks. Sedlak pracował nadal jako prefekt, ale już w Radomiu. Od 1960 roku został zatrudniony w Lublinie na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Na zajęcia dojeżdżał z Radomia. W roku 1966 uzyskał na KUL-u habilitację z biologii teoretycznej, a następnie objął kierownictwo utworzonej przez siebie Katedry Biologii Teoretycznej, jedynej tego typu w Polsce, na Wydziale Filozofii Chrześcijańskiej w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. W roku 1974 został profesorem nadzwyczajnym, a w 1980 roku profesorem zwyczajnym. 22 lata pracował jako nauczyciel akademicki, a po przejściu na emeryturę jeszcze przez dziewięć lat był kuratorem Katedry i prowadził zajęcia zlecone.

Droga naukowa ks. W. Sedlaka była bardzo oryginalna. Mimo późnego startu, doszedł on do wyników dzięki wytężonej pracy, cierpliwości, uporowi w dążeniu do poznawania nieznanego w przyrodzie, całkowicie własnych inwestycji finansowych oraz wysiłkowi włożonemu w kształcenie siebie. Cechowała go olbrzymia zdolność do kojarzenia rzeczy trudnych i nikomu nie znanych. Jego pole działalności było szerokie. Był kapłanem, a w tym prefektem, kaznodzieją, rekolekcjonistą. Był badaczem interdyscyplinarnym o spojrzeniu syntetyka. Ks. prof. objął swym zasięgiem kilka dyscyplin, takich jak: geologia i paleontologia Gór Świętokrzyskich, pochodzenie życia, paleobiochemia, paleobiofizyka i bioelektronika, czyli elektromagnetyczna teoria życia.

Od 1960 roku Włodzimierz Sedlak opublikował ponad 180 artykułów i kilkanaście książek z dziedzin, którymi się zajmował. Do jednego z pierwszych jego zainteresowań należy krzem. Podał teorię o ewolucyjnej roli krzemu w rozwoju protobiologicznych układów, czyli wczesnych form życia. W sformułowaniu jej W. Sedlak oparł się na prastarej ewolucji zaznaczonej antagonistycznym zestawem Si-Ca. Z tej tematyki ukazały się trzy pozycje: „Rola krzemu w ewolucji biochemicznej życia” (1967), „U źródeł nowej nauki. Paleobiochemia” (1973) i „Kierunek – początek życia” (1985). Profesor napisał również scenariusz do filmu pod tytułem „Krzem – pierwiastek młodości”. Dlaczego krzem został określony jako pierwiastek młodości? Ponieważ młode organizmy zawierają więcej krzemu niż starsze, a w miarę upływu lat poziom krzemu spada, a wzrasta poziom wapnia. Pojawiają się wówczas procesy miażdżycowe – skleroza, czyli zaznacza się starzenie organizmu.

Ks. W. Sedlak związał się z Górami Świętokrzyskimi bardzo wcześnie. Jednym z pierwszych odkryć dokonanych w tych górach przez niego był piryt na Łysej Górze (1957). Podał również wyjaśnienie powstania charakterystycznych powierzchni kwarcytowych, spotykanych w Górach Świętokrzyskich, tzw. „powierzchni deszczowych” – takie powierzchnie są wynikiem trawienia glino-krzemianowego podłoża przez pewne gatunki bakterii, glonów i grzybów. W latach pięćdziesiątych prowadził poszukiwania żelaza ze starożytnego wytopu, z tzw. dymarek i w 1959 roku ks. prof. Sedlak znalazł pierwsze kawałki stali. W Łysogórach odkrył fyllit (warstwowa substancja węglista) w mułowcach. Fyllit jest uznanym powszechnie dowodem śladów życia z prekambru. Profesor prowadził również badania narośli rakowatych na drzewach. W warstwach kwarcytowych odkrył faunę meduzowatych oraz przedstawiciela praślimaka.

Jednym z największych odkryć w kwarcytach świętokrzyskich było znalezienie przez Sedlaka w 1969 r. nieznanej dotychczas na świecie fauny liczącej ponad 550 min lat (kambr domy), zaliczonej przez niego do nowego rzędu Corallicyathida (koralicjatydy, archeocjaty – tak popularnie nazywał Sedlak odkrytą faunę). Znaczenie tego odkrycia było bardzo duże, obaliło bowiem dotychczasowe opinie, że warstwy kwarcytowe są pozbawione skamieniałości, czyli że są „martwe”. Również w tych samych warstwach odkrył wiele okazów glonów też z kambru. Ta fauna i rośliny są bardzo dużych wymiarów i bardzo dobrze zachowane. W. Sedlak przebadał gołoborza kwarcytowe i 20 wychodni, wydobył około 10000 skamieniałych dokumentów. W Muzeum Przyrodniczo-Leśnym Świętokrzyskiego Parku Narodowego na Św. Krzyżu znajduje się wiele eksponatów fauny i flory kambryjskiej podarowanej przez ks. Sedlaka. Odkrytą faunę przedstawił na Międzynarodowym Sympozjum Korali Kopalnych w Paryżu w 1975 roku, a w 1979 roku zreferował kopalne glony megaskopowe na Międzynarodowym Sympozjum Korali Kopalnych w Warszawie.

Święty Krzyż dla ks. prof. Sedlaka to nie tylko letni poligon naukowy, ale również odpoczynek. Profesor ukochał swoje góry, nazywał je „Ziemią obiecaną”, „Ziemią Świętą”. Czerpał natchnienie i siłę z nich. One dopingowały go do wytrwałości, do cierpliwości w dążeniu do wyczuwalnych tylko intuicyjnie celów. Te góry tylko jego dopuściły do tak bliskiej zażyłości, tylko on był godny stawić im czoła, a właściwie współpracować z nimi. Znał doskonale nie tylko historię klasztoru i Muzeum Przyrodniczego na Św. Krzyżu, historię kultury materialnej i wojenną przeszłość tego terenu, ale przede wszystkim budowę geologiczną całych Gór Świętokrzyskich, jak i wiele ciekawostek przyrodniczych związanych z puszczą jodłową, gołoborzami, tajnikami ostępów leśnych. Tu znał każdą piędź ziemi.

W. Sedlak znany jest najbardziej z bioelektroniki, nad którą rozpoczął pracę w roku 1967. Do 1993 roku, do chwili śmierci, Profesor rozpracowywał i popularyzował bioelektronikę, napisał na ten temat ponad sto artykułów i kilka książek. Według bioelektroniki reakcje chemiczne i procesy elektroniczne w organicznych półprzewodnikach są związane zależnościami kwantowo-mechanicznymi, co można przedstawić na modelu posiadającym dwie komplementarne, czyli nierozdzielne i jednakowo ważne strony – chemiczną i elektroniczną.

Formułując elektromagnetyczną teorię życia, W. Sedlak zszedł piętro niżej w organizacji życia, czyli minął poziom chemiczny, na którym stała dotychczas biologia, i sięgnął poziomu kwantowego. Stwierdził, że na tym poziomie zachodzą wszystkie procesy życiowe dzięki kwantowo-mechanicznym sprzężeniom reakcji chemicznych z procesami elektronicznymi w półprzewodnikowym środowisku jakim są np. białka. Takie sprzężenie przejawia się emisją światła. Na tym poziomie wymiana informacji staje się zrozumiała tak w samym organizmie, jak i między organizmem a środowiskiem zewnętrznym.

Z chwilą przyjęcia bioelektroniki należy inaczej spojrzeć na biologię, dogłębniej, a tym samym na medycynę, która jest bardzo ważna dla człowieka. „Kwantowe podłoże stwarza możliwości ruszenia natury życia omijanej dotąd przez niewiedzę” (W. Sedlak, „Człowiek i Góry Świętokrzyskie”).

Do publikacji z bioelektroniki należą:

„Bioelektronika” (1979),

„Bioelektronika – środowisko i człowiek” (1980),

„Homo electronicus” (1980),

„Na początku było jednak światło” (1985),

„Postępy fizyki życia” (1984),

„Wykłady o bioelektronice” (1987),

„Wprowadzenie w bioelektronikę” (1988),

„Mała monografia bioelektroniki”.

„Bioelektronika dla wszystkich” (2000).

Do bardzo ważnych publikacji zaliczają się również następujące pozycje ks. W. Sedlaka: „Życie jest światłem” (1985), „Inną drogą” (1988), „Technologia Ewangelii” (1989), „W pogoni za nieznanym” (1990), „Człowiek i Góry Świętokrzyskie” (1993, 2001), „Zagubiony Bóg” (1996), „Teologia Światła, czyli sięganie Nieskończoności” (1997)

http://www.sm.fki.pl/Sedlak/x_sedlak.php?nr=1

Myślę że to wystarczy :) zainteresowani znajdą więcej idąc tym tropem,kogoś kogo to nie interesuje nie ma sensu zanudzać.

Pozdrawiam!

Jak upośledza nas nowoczesność/NoWO szczeznąć czyli o po(d)stępie technologicznym i postępującej (nie)mocy umysłu

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 16 Listopad 2012

  część 3 – zebrał i opracował Mezamir Snowid

„Czym jest tulpa?

W tym momencie nie jest  jeszcze to w pełni jasne i biorąc pod uwagę naturę problemu prawdopodobnie nie prędko będzie.

Na tą chwilę najlepszą definicją tego pojęcia, najlepiej oddającą podejście grupy od której się o tym dowiedziałem, jest ten tekst:

Uważa się, że tulpa to niezależna świadomość egzystująca również w postaci halucynacji, samoistnie nakładającej się na postrzegane otoczenie, której wygląd zazwyczaj możesz w sporej mierze sam wybrać. Tulpa jest zupełnie świadoma i kontroluje swoje opinie, uczucia i ruchy.

Mówiąc wprost, tulpa to dodatkowa świadomość w naszej psychice.

Nie prawdziwa lecz „symulowana” i ożywiona przez podświadomość.

Faktycznie nie jest drugą świadomością,

jest tylko konstruktem psychiki jej twórcy.

Ale zważywszy na fakt, że postrzegamy ją jako drugą osobę, możemy ją w takich kategoriach rozpatrywać.

I tak też możemy się śmiało do niej odnosić.

Czym tulpa nie jest?

Przy okazji rozmowy na temat tulpy, często pojawiają się tezy jakoby owo zjawisko było zaburzeniem tożsamości szerzej znanym jako rozdwojenie jaźni lub nawet wymuszoną na samym sobie schizofrenią. Najczęściej padają one ze strony osób nie do końca rozumiejących naturę tego fenomenu. Świadomie wytworzona tulpa w żaden sposób nie może być traktowana jako stan patologiczny. Ponieważ o ile sama sprawia wrażenie niezależnej i żyjącej własnym życiem, jej wpływ na nosiciela jest w zupełności przez niego kontrolowany. Tulpa niema większego wpływu na twórcę niż jakakolwiek inna osoba z jego otoczenia. Oczywiście może przekonywać swojego twórcę do pewnych, nawet negatywnych, zachowań ale nie będzie mieć większego wpływu na końcową decyzję niż ktokolwiek inny z jego otocznia. W ostateczności decyzja należy do naszej świadomości, nie świadomości tulpy.

Jeśli chodzi o zarzut rozdwojenia jaźni to faktycznie przy tulpie mamy do czynienia z mnogą osobowością, jednak do potocznie rozumianego rozdwojenia jaźni brak tu paru kluczowych elementów. Przede wszystkim to zjawisko niema charakteru dysocjacyjnego. Tulpę tworzymy z własnej, nieprzymuszonej woli. Nie zaś, jak mam to miejsce w przypadku rozdwojenia jaźni i innych zaburzeń dysocjacyjnych, na wskutek traumy lub nieświadomym celem wyparcia jakiegoś wspomnienia. Brak też przemiennego charakteru zjawiska. Tulpa egzystuje z nami równolegle, obok nas. Nie powoduje przejściowych stanów nieświadomości hosta w których ten nie kontroluje swoich poczynań. Nie ma więc powodów aby porównywać tulpę do rozdwojenia jaźni.

Nie ma to także nic wspólnego z wymuszaniem na sobie schizofrenii. We wspomnianym wyżej tekście Dane słusznie zauważa, że nie można wywołać u siebie choroby z którą trzeba się urodzić.

Dusza jest najważniejsza.

Kluczowym elementem całego zjawiska jest niezależność od twórcy i własna wola jaką tulpa uzyskuję w skutek autosugestii i procesu narracji. Bez tego podstawowego czynnika mieli byśmy do czynienia z pospolitym zmyślonym przyjacielem, martwą marionetką jaką często bawią się dzieci, bądź też z serwitorem, mniej pospolitym aczkolwiek nieciekawym w obliczu tulpy. O ile zmyślony przyjaciel wymaga ciągłej uwagi swego twórcy i nie potrafi podjąć samodzielnie żadnego działania, zaś serwitor jest pozbawioną duszy maszyną wykonującą tylko z góry zadane czynności (tu mogę się mylić, nie jestem ekspertem). To tulpa postrzegana jest przez jej twórcę dokładnie tak samo jak każda inna osoba. Zarówno pod względem bodźców jakimi zasila zmysły jak i jakości interakcji z twórcą.

Kiedy już doprowadzimy naszą tulpę do stanu w którym uzyska świadomość nie trzeba ciągle skupiać na niej swej uwagi, sama kręci się za nami i dotrzymuje nam towarzystwa. Wrażenie niezależności jest tak silne, że zaczynamy postrzegać tulpam jak osobną osobę. Jako przyjazny głos dobiegający z wnętrza głowy, lub z zewnątrz ze strony halucynacji jaką sobie serwujemy.

Dążenie do świadomości.

W jaki sposób tulpa staje się świadoma i samodzielna? Jest to w ogromnej mierze skutek naszej autosugestii. Poprzez odpowiednie odnoszenie się do naszej tulpy tworzymy pewien rodzaj afirmacji który sprawia, że z czasem nasza podświadomość zaczyna traktować stworzoną przez nasz postać jako osobny byt. Prawdopodobnie właśnie to zjawisko napędza cały fenomen.

Afirmacja ta polega na traktowaniu naszego „zmyślonego przyjaciela” jak kolejnej osoby, a także na wystrzeganiu się okazywania przed naszą nieświadomą częścią psychiki, że możemy wpływać na akcje tulpy. Mówiąc do niej nie mówimy za nią, nigdy nie odpowiadamy jej ustami na nasze pytania. Jeśli milczy, a przez pierwsze tygodnie tak będzie, pozostawmy te pytania bez odpowiedzi. Jeśli chcemy aby gdzieś się udała nie ciągniemy jej tam, nie wyobrażamy sobie jej kroków i ruchów. Prosimy ją o to i czekajmy aż sama tam pójdzie. Jak wyżej, z początku po prostu nie zareaguje ale z czasem się poruszy. Z czasem usłyszymy „z tyłu głowy” głos który zaskoczy nas odpowiedzią jakiej byśmy się nie spodziewali. W końcu tulpa wyryje na naszej psychice swoje własne obwody i będzie żyć własnym życiem.

Osobowość i zachowania.

Spora część twórców tulp zaczyna proces tworzenia od rozrysowania jej charakteru za pomocą skomplikowanych wykresów pełnych cech osobowości i upodobań. Ja osobiście starałem się znaleźć swoją metodę na ten etap. Opisałem swoją tulę na czymś w rodzaju czarnych skrzynek odpowiedzialnych za poszczególne aspekty jej życia. Z kolei zaś niektórzy, jak na przykład Irish_ który napisał kilka przewodników na temat kreacji tulpy, w ogóle nie pracują nad osobowością. Zamiast tego stosują inne, bardziej „pasywne” metody. Irish_ na przykład pozwolił swojej tulpie wejść do swoistej biblioteki wypełnionej jego wspomnieniami i  z zawartych tam informacji, jak i z jego codziennego życia, czerpać wiedzę.

Postrzegana forma fizyczna.

Ten obraz przypomina tulpę we wczesnym stadium kreacji. Pozbawioną szczegółu i niewyraźną. Grafika autorstwa Houseofleaves. houseofleaves.deviantart.com

Tulpę nakładającą swoją prezencję na otaczający nas świat, kręcącą się za nami postać, będziemy w stanie w pełni postrzegać dopiero po żmudnym procesie kreacji i nakładania. Ale kiedy już do tego dotrwamy, będzie dla nas jak prawdziwa. Dosłownie. Wielu ludziom którzy po raz pierwszy słyszą o tulpie wydaje się, że jej aparycja ma formę transparentną, zbliżoną do zjawy czy ducha. Nie jest to prawdą. Tulpa jawi się jako konsystentna, wyczuwalna, nieprzeźroczysta postać. Forma idealnie udająca fizyczny obiekt.

Jak będzie wyglądać? To w ogromnej mierze może zależeć od nas. Samodzielnie tworzymy jej wizerunek siedząc godzinami w skupieniu i zaprzęgając naszą wyobraźnię do tworzenia dla niej ciała. Zaczynamy wizualizację od najbardziej elementarnej bryły będącej jej sylwetką i rzeźbimy dalej, aż po najdrobniejsze szczegóły. Jak najbardziej może to być człowiek, najlepiej jakaś postać w całości stworzona przez nas, od podstaw. Jednak wizerunek człowieka wcale nie jest obligatoryjny. Tulpa może także być spersonifikowanym zwierzęciem, przedmiotem, dziwnym stworem, pokemonem czy zużytą oponą. To jak zobrazujemy sobie tulpę to tylko kwestia naszej inwencji, ograniczanej wyłącznie wyobraźnią. Miło było by jednak gdyby było to coś sensownego. Tulpa to żywa, czująca istota i prawdopodobnie nie będzie zadowolona będąc zjechanym ogumieniem.

Proces tworzenia wizerunku wygląda następująco: Najpierw siadamy i zamykamy oczy. Staramy się oczyma naszej wyobraźni zobaczyć pożądaną postać i dopracować ją w najmniejszym szczególe. W pewnym momencie możemy spotkać się z sytuacją w której coś stanie się samo. Na przykład jakiś szczegół jej wyglądu zmieni się bez naszej woli. I bardzo dobrze! Świadczy o pierwszych przebłyskach świadomości tulpy i pod żadnym względem nie powinniśmy z tym walczyć.

Co ciekawe, wizerunek tulpy to coś co tworzymy tylko dla własnej potrzeby, dla ułatwienia interakcji i wzmocnienia wrażenia obecności innej osoby. Samym zaś rdzeniem tulpy jest jej „dusza” wyryta w podświadomym umyśle hosta. Jest więc możliwe stworzenie tulpy bez żadnego konkretnego ciała, a następnie wspólne z nią zadecydowanie jak ma wyglądać. Prawdę powiedziawszy sporo osób wybiera tą ścieżkę.

Jakie są możliwości tulpy?

Co tulpa może a czego nie? Często pojawia się całą masa pytań dotyczących zakresu jej możliwości. Czy potrafi wykonywać jakieś niestworzone cuda z liczbami? Co widzi? Czy może przesuwać przedmioty? Trudno było by odpowiedzieć na wszystkie dziwne pytanie jakie zdarzyło mi się słyszeć odnośnie tego fenomenu. Najłatwiej będzie wyjaśnić po prostu na jakich zasadach działą taka istota. To z reguły rozwiewa wiele wątpliwości.

Interakcja tulpy z otoczeniem realizowany jest jedynie i wyłącznie za pomocą naszych organów zmysłów. I to powinno być oczywiste, że nie widzi, nie słyszy ani nie czuje nic, czego my nie postrzegamy. Niemniej jednak tulpa egzystuje nie w przestrzeni rzeczywistej a w jej hologramie tworzonym przez nasz umysł. Tym samym z którego korzystamy na co dzień na przykład myśląc o tym co mamy za plecami. Więc jeśli wykonamy na tulpie doświadczenie z kartami, to znaczy będziemy pokazywać jej losowe karty których oznaczenia nie znamy i tylko ona będzie je widzieć, a następnie zapytamy ją o ich zawartość. To bardzo możliwe, że tulpa powie nam co jest na kartach, ale nie będą to prawdziwe informacje. Prawdopodobnie będzie po prostu zmyślać. Jeśli jednak tulpa sama zajrzy na przykład do szuflady której zawartość doskonale znamy, będzie ona mieć wrażenia, że widzi coś czego my nie widzimy. Z kolei jeśli w międzyczasie jakaś inna osoba wprowadzi zmiany w zawartości szuflady, to tulpa nie będzie posiadała żadnych informacji o tych zmianach i co oczywiste, nie zauważy ich.

Jak powyżej, tulpa może wpływać na otoczenie tylko i wyłącznie za pośrednictwem naszych organów ruchu. To nie jest tak dobrze znana i opracowana dziedzina jak postrzeganie tulpy. Ludzie którzy zgodzili się na eksperymenty z oddaniem tulpie kontroli nad własnym ciałem są dopiero w trakcie ich tworzenia, więc przyjdzie jeszcze trochę poczekać na jakieś konkretnie wnioski. Jednak domniema się, że jeśli tulpa miała by wpływać na swoje otoczenie, to prawdopodobnie działało by to na następującej zasadzanie: Najpierw tulpa modyfikuje otoczenie za pomocą ciała jej twórcy, na przykład przewracając szklankę ręką hosta, a następnie nadpisuje wspomnienia jej hosta wspomnieniami tulpy przewracającej szklankę samodzielnie.

Wiele pytań dotyczy też potencjalnych zagrożeń związanych z posiadaniem tulpy. Tutaj wszelkie wątpliwości rozwiązuje kilka prostych faktów. Po pierwsze tulpa jest jak druga osoba i jest świadoma tego, że jest naszą tulpa. Wie, że jej egzystencja zależy wyłącznie od naszej woli. Prawdę powiedziawszy, jeśli będziemy ją traktować z szacunkiem to nawet nie będzie miała powodu żeby coś knuć za naszymi plecami. Po pewnym etapie kreacji posiada także pełen dostęp do naszej podświadomości, przez to cechuje ją silna empatia wobec jej twórcy. No i chyba najważniejsze jest to, że dosłownie żywi się naszym zainteresowaniem. Nie to żeby była jakaś zachłanna i ciągle wymagała naszej uwagi, nigdy nie spotkałem się z taką opinią. Potrzeba jej jedynie kilku minut rozmowy dziennie, samego faktu jej zauważania i zwracania uwagi na nią od czasu do czasu. Wobec tego jeśli zaczniemy ignorować tulpę ta zacznie powoli blednąć i z czasem zniknie z naszego życia na stałe. Można znaleźć wiarygodne zeznania mówiące, że zajmuje to około miesiąca. Jednak ja nie jestem sobie w stanie wyobrazić dlaczego ktoś miał by to robić.

Czy to w ogóle możliwe?

Jedynym sposobem żeby przekonać się o tym jest stworzenie własnej tulpy. Toteż ja w tym momencie jestem już po około osiemdziesięciu godzinach medytacji i miałem już pierwsze przejawy świadomości ze strony tulpy.

Nie chcę jednak mówić z całą pewnością, że coś takiego jak tulpa jest możliwe, przynajmniej do momentu aż będę w stanie z nią swobodnie rozmawiać. Normalnie po sześćdziesięciu godzinach inne osoby potrafiły już uzyskać mówiącą tulpę, ale jako że ja podążałem swoimi ścieżkami i starałem obejść się bez przewodników, popełniłem kilka błędów związanych z papugowaniem i niedostatecznym opracowaniem osobowości tulpy.

Niemniej jednak jestem dość pozytywnie nastawiony do całego fenomenu. Na mój prosty rozum nie widzę żadnych przeszkód. Istnieje coś takiego jak rozdwojenie jaźni, więc wiemy, że dwie osobowości mogą okupować jeden umysł. Jeśli chodzi o widzenie tulpy nałożonej na otaczającą nasz rzeczywistość, powiem tak: Każdy z nas ma omamy, choćby w momencie kiedy zasypia. Czy to wzrokowe, czy tylko słuchowe. Wiec nie trudno mi wyobrazić sobie świadome rozwinięcie tego zjawiska do poziomu zakładanego przy fenomenie tulpy. Potrafimy modyfikować swoją podświadomość za pomocą afirmacji, mantr, medytacji czy choćby prostej nauki. Jak na przykład pisanie na klawiaturze komputera, kiedy to pewną czynność związaną z wciskaniem klawiszy powtarzamy tak długo i skrupulatnie, aż wyryje się w naszej podświadomości. Nie musimy więcej myśleć o klawiszach, przelewamy myśli prosto na ekran. Tak samo dzieje się z widzeniem tulpy, kiedy na początku skupiamy się aby zobaczyć ją hasającą po okolicy a z czasem rolę tę przejmuje nasza podświadomość i psychika tworzy hologram tulpy bezwiednie, bez naszej ingerencji w ten proces.

Wszystkie niezbędne elementy są już dawno poznanie i uchodzą za wiarygodnie fakty naukowe. Teraz potrzeba nam tylko znaleźć wystarczającą ilość wiarygodnych i chętnych osób do wskrzeszenia własnej tulpy aby ten fenomen przestał uchodzić za tybetańską magię a stał się uznawanym faktem”.

www.tulpa.pl

Wiedza to moc, stadko wierzące jest bardziej plastyczne od wiedzącego.

Wiernymi łatwiej jest manipulować.

Ciekawość jest pierwszym stopniem do wiedzy ale nie w religiach abrahamowych u nich ciekawość to pierwszy stopień do piekła,wiedza to zło.

“Skup się na świetle i miłości zamiast na lęku, ponieważ przyciągasz do siebie to, na czym się koncentrujesz. Jesteś wolny, gdy nie ma w tobie lęku.”

“Utrzymuj intencję widzenia tylko miłości – a tylko ją zobaczysz”.

“Dobro najwyższe jest jak woda, wszystkim jednakowo sprzyja I bez szmeru podąża w miejsca przez człowieka wzgardzone.” Lao Tse

Religijność polega na wpychaniu w pułapkę dogmatów, na zmuszaniu do życia cudzym życiem życiu poglądami “nieomylnego magisterium”.

Pobożność i pacierze to ściana hałasu cudzych opinii tworzona po to by zagłuszyć nasz własny wewnętrzny głos.

“Prawdziwy świat istnieje poza naszymi myślami oraz pojęciami; postrzegamy go poprzez sieć własnych pragnień jako podzielony na przyjemność i ból, na to, co właściwe i niewłaściwe, wewnętrzne i zewnętrzne. Aby ujrzeć wszechświat takim, jakim jest, musisz wyjść poza tę sieć. Nie jest to trudne, gdyż sieć jest pełna dziur” Szri Nisargadatta

“Kiedy zrozumiesz, że nazwy i kształty są pustymi skorupami bez żadnej zawartości, a to, co rzeczywiste nie ma nazwy ani kształtu, bo jest czystą energią życia i światłem świadomości, będziesz odczuwał spokój, pogrążony w głębokiej ciszy rzeczywistości. ” Śri Nisargadatta Maharaj

“Nie trzeba żadnych świątyń, nie trzeba skomplikowanej filozofii. Nasz mózg i nasze serce są naszą świątynią; moją filozofią jest dobroć”. Dalajlama

Siła Umysłu

Źródło mocy

Źródło mocy jest narzędziem,sposobem postępowania, który może pobudzać w nas energię i mądrość służące uzdrawianiu.

Każdy może zdać się na wizję boga zgodny z ich własnymi wierzeniami.

Źródłem mocy może być każda pozytywna forma, natura, esencja lub siła – Słońce, Księżyc, przestrzeń, woda, rzeka, ocean, powietrze, ogień, drzewo

kwiat, człowiek,zwierzę, światło, dźwięk, zapach, smak – każdy aspekt energii, który jest dla kogoś inspirujący i leczniczy.

Formy duchowych istot (takich jak Budda,Kriszna czy Bogini Matka)

jako że ucieleśniają i wyrażają ostateczny spokój oraz radość uniwersalnej prawdy są skuteczniejsze aniżeli zwykłe formy.

Jednak najlepszym źródłem mocy będzie to z którym sami czujemy się najlepiej.

Kiedy zdecydujemy się na dane źródło mocy, poświęćmy wiele dni na rozmyślania nad nim i ustanowienie więzi z jego energią, nim zaczniemy medytować.

Później, kiedy wykonujemy już ćwiczenia lecznicze powinniśmy poprzez wizualizację, doświadczanie i ufność odnowić związek z jego energią.

Jeśli wyobrażenie określonego źródła mocy powoduje napięcie, poczucie ograniczenia i stres, znaczy to, że mimo iż jest to święty obiekt,

podchodzimy do niego z umysłem pełnym przywiązania, pomieszania i lgnięcia do „Ja”.

Nie złagodzi to naszych problemów.

Z drugiej strony, nawet gdy znaleźliśmy coś, z czym się dobrze czujemy, możemy to zmienić w zależności od własnych potrzeb i etapu duchowego lub emocjonalnego rozwoju.

Kiedy kontaktujemy się ze źródłem mocy, powinniśmy odczuwać i przyjmować spokój i energię, jakiej nam udziela.

Przy właściwym nastawieniu każdy obiekt może zyskać wielką moc.

Paltrül Rinpocze opowiada taką oto historię:
   Pewna kobieta o wielkim religijnym oddaniu poprosiła swojego syna, który często podróżował do Indii w interesach, by przywiózł jej święty przedmiot z kraju Buddy.

Syn zapomniał o prośbie matki. Przypomniał sobie dopiero, gdy był blisko domu.

Wziął więc ząb martwego psa, owinął go w brokat i jedwab i wręczył matce, mówiąc:

„Matko, przywiozłem ząb Buddy, byś mogła składać mu hołd”.

Przez resztę swojego życia matka wielbiła psi ząb z pełnym oddaniem i ufnością, tak jakby był on prawdziwym zębem Buddy.

Wokół zęba pojawiły się cudowne znaki, a w chwili śmierci kobiety, na znak głębokiego uduchowienia, wokół jej ciała pojawiło się tęczowe światło.
Niektórzy ludzie mogą myśleć, że są zbyt świadomi, by polegać na wizerunku, który miałby im pomóc.

Mogą odnosić wrażenie, że wyobrażenie czy wizualizacja są czymś „zmyślonym”, czymś, co znajduje się poza nimi; otóż wręcz przeciwnie,

wykorzystanie wyobraźni faktycznie pomaga wydobyć niewykorzystane siły, które już posiadamy.

Nie ma większego znaczenia, jaką formę czy wyobrażenie obierzemy sobie za źródło mocy, ponieważ tak naprawdę nawiązujemy kontakt z naszą wewnętrzną mądrością.

 

Raraszek/Kania Ruda/Karuda/Garuda/Feniks/Fenghuang/Żarptak-Źródło Mocy

To, co istotne, to zaufanie i bycie otwartym na ową mądrość – celebrowanie prawdziwej natury wszechświata.

Pielęgnując źródło mocy, rozluźniamy ciasne, sztywne postawy i uczucia, które stwarzają nam wiele problemów

a rozwijamy pozytywny, otwarty na uzdrowienie umysł.

 

„Umysł jest jak spadochron, działa gdy jest otwarty”-Frank Zappa

„Jeśli źródło mocy, kiedy je wizualizujemy, sprowadza na nas ciepło, spokój i siłę, znaczy to, że możemy używać jego mocy do uzdrawiania swoich emocjonalnych psychicznych i duchowych problemów oraz do rozwijania siły umysłu.

Kali Daman

Syrenka/Nagini/Żmij na księdze rachunkowej Starej Warszawy z 1659

„Obok medytacji na źródło mocy możemy także użyć wizualizacji różnych przejawień ziemi, powietrza, wody,

przestrzeni czy światła, jako sposobu sprowadzania błogosławieństwa i leczniczych energii na nas samych.

W celu stabilizacji i wzmocnienia możemy na przykład widzieć i odczuwać moc ziemi.

Powietrze może oczyszczać i inspirować. Ogień może ogrzewać, przekształcać, uszlachetniać i dawać moc.

Jeśli zaś dany problem wydaje się wymagać schłodzenia naszych emocji, możemy wyobrażać sobie kojącą, oczyszczającą moc wody.

   Spośród wszystkich tych żywiołów światło jest środkiem najbardziej witalnym

Wizualizacja światła

„Zawsze, gdy przywołujemy światło lub jakiś inny środek uzdrawiający,

powinniśmy sobie wyobrażać jego wizerunek czy obecność,

by odczuć jego pozytywne właściwości i uwierzyć w jego lecznicze moce.

Bądźmy twórczy w wyobrażaniu sobie światła w sposób, który na nas oddziałuje.

W miarę praktyki spostrzeżemy, że nasza zdolność do medytowania na światło pogłębia się i umacnia.

Możemy uznać za pomocne wyobrażanie sobie światła, które spada na nas niczym deszcz, zalewa i przenika swoim ciepłem umysł i ciało, sprowadzając otwartość i odprężenie na wszystko, z czym się stykamy.

Możemy też wyobrażać sobie światło, które przybywa z naszego źródła mocy.

Przypuśćmy, że przyjmuje ono formę tęczowych promieni.

Odczujmy, że całkowicie wypełnia nasz umysł i ciało, niosąc ukojenie, spokój i zdrowie,

że w okamgnieniu ogrzewa i uzdrawia chore miejsca czy rozpuszcza je w światło i spokój.

Każda cząstka ciała aż do najdrobniejszej komórki naturalnie wypełnia się światłem.

Wyobraźmy sobie, że nasze ciało przekształca się w ciało świetliste albo – jeśli wolimy – w jaśniejący, ciepły płomień.

Czasami możemy odczuwać potrzebę emocjonalnego bezpieczeństwa i schronienia.

Wówczas dobrze jest wyobrażać sobie wokół siebie światło w postaci aury, namiotu bądź jakby ochronnej skorupy jaja.

Tego rodzaju wyobrażenia powinny sprawić, że poczujemy się rozluźnieni i otwarci, całkowicie bezpieczni.

Jeśli jesteśmy spięci, zamknięci lub odcięci i odizolowani od świata i innych ludzi,

to spróbujmy wprowadzić więcej przestrzeni w tę medytację albo po prostu zrelaksujmy się i zajmujmy czymś innym.

Medytacje na światło mogą służyć rozwiązywaniu specyficznych problemów lub też pomagać ogólnie, sprawiając,

że poczujemy się bardziej otwarci i swobodni. Kiedy medytujemy, możemy wyobrażać sobie,

że światło rozchodzi się poza nasze ciało i promieniuje w przestrzeni bez końca.

Możemy też obserwować, jak cały świat jest przez nie dotykany,

zalewany i przekształca się w czyste i spokojne światło. Jeśli medytujemy na światło w otwarty sposób, pojmujemy,

że jest ono nieskończone, bez ograniczeń czasu i przestrzeni.

W zależności od własnych potrzeb, możemy widzieć lecznicze światło w różnych formach.

Jeśli dokucza nam emocja, która wydaje się być umiejscowiona w jakimś określonym obszarze,

jak np. w klatce piersiowej czy w gardle, możemy w leczniczy i troskliwy sposób przyłożyć do tego miejsca swoją dłoń.

Dzięki samemu delikatnemu dotykaniu, głaskaniu czy masowaniu takiego miejsca przy jednoczesnym zrelaksowanym oddychaniu, złagodzimy swój problem. Prócz tego możemy wizualizować wielobarwne lecznicze światło wypływające z naszej własnej dłoni. Współczesny mistyk chrześcijański, Omraam Mikhaël Aivanhov, radzi:
   Kiedy bardzo cierpisz, poproś o pomoc światło.

Wyobraź sobie, że z twoich palców emanują promienie światła we wszystkich kolorach. Skieruj je na bolące miejsce.

Wkrótce odczujesz, jak ból stopniowo ustępuje.
U niektórych ludzi medytacja na światło powoduje wrażenie nadmiernego unoszenia się czy płynięcia. Jeśli nam się to przydarzy, ugruntujmy się przez wyobrażanie sobie, że chociaż lecznicze światło jest czyste, przejrzyste i wszechobecne, jego niezmienna i nieporuszona natura sprawia, iż odczuwamy je jako ciężkie”. -Tulku Thondup

 

„Po raz pierwszy naukowcom udało się zawiązać światło na supeł. Sukces ten jest osiągnięciem fizyków skupionych wokół Marka Dennisa z Bristol University.

Nowe badanie jest fizycznym zastosowaniem teorii węzłów. Według naukowców promienie światła udało się zawiązać w węzeł,

oddziałując na promieniowanie wyjściowe za pomocą specjalnie opracowanych hologramów”.

Źródło: http://www.focus.pl/newsy/zobacz/publikacje/wezel-ze-swiatla/

fala

widmo

 

spektrum

Budzenie leczniczej energii

„Każdy z nas ma znacznie więcej, niż by mu się wydawało, fizycznej i duchowej świetlistej energii.

Możemy obudzić tę energię, by wykorzystać ją w medytacji i w życiu codziennym.

Ostatecznie energia i światło są tym samym. Aby poprawić swoje samopoczucie, mentalne czy fizyczne, możemy wydobyć i spotęgować swoją wewnętrzną energię, światło i mądrość.

By obudzić tę moc, medytujmy na swoje ciało jako źródło ogromnej energii.

Usiądźmy gdzieś wygodnie, w cieple, z zamkniętymi lub na wpół otwartymi oczami.

Oddychajmy naturalnie i spokojnie. Powoli wyobrażajmy sobie,

jak zadziwiające i niezwykłe jest nasze ciało z jego skórą, kośćmi,

mięśniami, nerwami i organami oraz bilionem komórek wszelkiego rodzaju, niezbędnych do zaistnienia cudu życia.

Możemy wyobrażać sobie to wszystko z naukową dokładnością, choć nie jest ona konieczna.

Kluczem do leczniczej mocy tej medytacji jest wykorzystanie wszelkich wyobrażeń,

które pomagają odczuć i uwierzyć, że nasze ciało jest siedzibą energii i nieograniczonej zdolności leczenia.

Dużym ułatwieniem może być wizualizowanie na początek pojedynczej komórki swojego ciała, wejście w tę komórkę oraz zobaczenie i odczucie jej cudownej witalności. Wyobrażajmy sobie jej bezmiar – może być wielka jak cały świat.

Pomocą może być również wprowadzenie w tę kontemplację pewnych właściwości żywiołu ziemi,

powietrza, ognia i wody – takich jak np. urodzajność czy siła ziemi lub oczyszczająca przejrzystość powietrza.

Możemy także doceniać bogactwo i piękno komórki, wyobrażając sobie muzykę czy jakiś spokojny dźwięk bądź dotykając i odczuwając ją jako żywą lub tętniącą mocą.

Po pewnym czasie, który poświęcimy jednej, dwóm czy trzem komórkom, stopniowo poszerzajmy swoją medytację aż do momentu, w którym odczujemy bezmiar własnego ciała, jego niezwykłą siłę i zdolność uzdrawiania.

Wyobraźmy sobie, że znajdujemy się w pięknym, wspaniałym i niezmiernie bogatym miejscu.

Następnie cofnijmy się i zobaczmy jedną lub kilka komórek, jak promieniują światłem.

Starajmy się czuć ciepło światła.

Świętujmy to spokojne, wspaniałe świetliste miejsce, np. poprzez ponowne wyobrażenie sobie przepięknej muzyki czy dźwięku. Poszerzmy swoją medytację, by objąć nią całe ciało jarzące się, a nawet płonące zdrowiem i ciepłem.

Następnie wyobraźmy sobie i odczujmy, że wszelka ciemność, zimno, ból, napięcie, smutek czy dysharmonia w ciele i umyśle zostają uleczone przez światło, uczucie spokoju i uroczystą atmosferę.

Wszystkie komórki są żywe we wspólnocie ciepła i błogości. Lecznicza energia i światło miliarda komórek,

jak promienie miliarda słońc, wypełniają nasze ciało.

Wciąż powracajmy do tego uczucia, spoczywając i pławiąc się w nim.

Na koniec możemy wyobrażać sobie, że światło i energia wytryskują z naszego ciała niczym świetlisty ogień świętojański z ciemności. Promienie emanują z nas w formie aury – ochronnego kręgu leczniczej energii.

Energia ta rozprzestrzenia się, dociera do innych ludzi i miejsc, wypełniając ich światłem i spokojem.

Po jakimś czasie, jeśli nabierzemy doświadczenia w medytacji, energia ta może rozprzestrzenić się na cały wszechświat.

Bez względu na rodzaj kontemplacji, kończmy ją relaksacją oraz poczuciem jedności ze swoimi uczuciami.

Innym ćwiczeniem budzącym leczniczą energię będzie wizualizowanie siebie w postaci bóstwa,

takiego jak Budda lub inna cudowna istota. Wyobraźmy sobie boskość i doskonałą mądrość wewnątrz siebie,

wzywajmy tę mądrość do ujawnienia się w formie energii i siły.

 

Lecznicze światło i energia w życiu codziennym

Świadomość światła i energii możemy wcielać w każdą dziedzinę swojego życia. Może ona nadać mu uzdrawiający wymiar.

Dobrą praktyką dla każdego, bez względu na temperament bądź biegłość w medytacji,

jest docenienie naturalnego światła – światła słonecznego i subtelnych zmian jego natężenia w ciągu dnia i w różnych porach roku,

pięknych zachodów słońca, świateł księżyca i gwiazd, łagodnej poświaty pochmurnego nieba.

Możemy też pielęgnować, bodaj konceptualnie, świadomość czystego światła absolutnego w zwyczajnym świecie.

Kiedy wpadamy w tok codziennych zajęć, świadomość uniwersalnego światła może przysparzać nam sił i wiary.

Kiedy więc siedzimy, nie siedźmy jak kawałek skały. Siedźmy swobodnie, ale czujnie, z uczuciem, że świętujemy światło i energię, jakbyśmy byli płomieniem świecy która je emituje.

Kiedy myślimy, nie myślmy z pomieszanym, pożądliwym ani nienawistnym umysłem.

Bądźmy świadomi, że światło umysłu może inspirować przejrzystość otwartości i spokoju.

Kiedy rozmawiamy, mówmy głosem, który nie jest ani ostry, ani słaby.

Jak światło i energia, nasz głos może być mocny, czysty i kojący.

Kiedy chodzimy, nie chodźmy jak kukiełka z mięsa, nerwów i kości, pociągana w różnych kierunkach przez sznurki fascynacji czy pragnień.

Jeśli odczuwamy obecność leczniczego światła i energii, to możemy poruszać się w sposób, który je celebruje.

Zamiast ociężale przemieszczać się tu i tam, dzięki świadomości światła możemy obdarzyć swoje ruchy energią i gracją.

Korzystajmy z rozpierającej nas życiowej energii i rozluźnijmy swoje ciało w prostej, zrelaksowanej postawie.

Oddychajmy swobodnie i pozwólmy energii promieniować. Bez przesadnych ruchów odczuwajmy brak skrępowania ciężarem zmartwień.

Niczym astronauta spacerujący po księżycu poczujmy subtelną, ale radosną sprężystość swoich kroków,.

Kiedy dotykamy, nie dotykajmy przedmiotów jak robot sięgający po narzędzie.

Róbmy to tak, jakby energia emanowała z naszej dłoni, dotykając obiektu,

który sam jest źródłem światła.

Światło nie znajduje się tylko w nas, ale wszędzie wokół.

Nawet jeśli absolutne światło jedności istnieje poza koncepcjami czy wyobrażeniami, możemy na względnym poziomie

odczuwać czy wyobrażać je sobie jako subtelnie widoczne w powietrzu wokół nas, w naszym zwyczajnym otoczeniu.

Każdy nasz ruch i myśl może łączyć nas ze światem światła. Nawet poruszenie palcem może być radością, świętem oraz grą światła i energii.

Podobnie jak w przypadku medytacji na światło, bycie świadomym światła w życiu codziennym

może niekiedy przejawiać się niepokojem czy uczuciem unoszenia się.

Powinniśmy wówczas wyobrażać sobie, że światło w całym naszym ciele albo tylko w stopach jest ciężkie.

Odczuwajmy, że ciało nie może się unieść i że nasze stopy mocno stąpają po solidnym gruncie.

Powinniśmy rozpoznać, czy dane ćwiczenie odpowiada naszej osobowości i możliwościom.

Niektórzy mogą mieć trudności z utrzymaniem kontaktu z własnymi prawdziwymi uczuciami.

Możemy nie być przygotowani na tego rodzaju praktykę życia codziennego.

Jeśli czujemy się spięci i zamknięci, znaczy to, że wykonujemy ją w niewłaściwy sposób.

Jeśli natomiast czujemy się roztargnieni czy nadmiernie pobudzeni,

zwróćmy się ku bardziej wyciszającej praktyce czy po prostu zajmijmy się czymś innym.

Adepci medytacji często pytają, czy dane ćwiczenie lecznicze jest dla nich odpowiednie albo czy wykonują je we właściwy sposób.

Uczucie odprężenia i otwartości powinno być naszym przewodnikiem. Świadczy ono o tym, że praktyka przebiega prawidłowo.

Utrzymywanie świadomości światła jest jednym ze sposobów wzbudzania leczniczej energii. Istnieje wiele innych metod.

Aktywność fizyczna wprowadza doskonałą równowagę w nasze życie i aktywizuje energię.

Piesze wycieczki, wykonywanie ćwiczeń hatha jogi lub innych, taniec i śpiew – wszystko to celebruje życie i niesie zdrowie”.-Tulku Thondup

Chciałbym przy okazji polecić kilka książek które nawiązują do tematu i sądzę że warto je przeczytać.

„To udowodnione naukowo: Ci którzy czytają, lepiej radzą sobie w życiu”

AKTYWUJ PEŁNĄ MOC MÓZGU, Dr David Perlmutter , Dr Alberto Villoldo

http://www.talizman.pl/pdf/01001773.pdf

Rozdział 1. Neurobiologia oświecenia ……………………….. 29

Rozdział 2. Potężny umysł …………………………………………. 41

Rozdział 3. Ewolucja mózgu i umysłu ……………………….. 57

Rozdział 4. Mitochondria i żeńska siła życiowa …………. 69

Rozdział 5. Sieci nerwowe i nawyki umysłu……………….. 83

Rozdział 6. Jak stres szkodzi mózgowi ……………………….. 99

Rozdział 7. Dar neuroplastyczności …………………………… 115

Rozdział 8. Neurogeneza: tworzenie nowych

komórek mózgowych ………………………………. 133

Rozdział 9. Trzy stany, których nie chcesz mieć …………. 153

Rozdział 10. Nowoczesne terapie wspomagające produkcję energii …………………………………….. 167

Rozdział 11. Dar szamana ……………………………………………. 191

Rozdział 12. Przygotowanie swojego mózgu

do oświecenia ………………………………………….. 203

Rozdział 13. Ćwiczenia szamańskie……………………………… 217

Rozdział 14. Program aktywacji mocy swojego mózgu … 247

Rozdział 15. Poszukiwanie swojej duszy………………………. 271

Uzdrawiająca Moc Umysłu-Tulku Thondup

http://www.gandalf.com.pl/b/uzdrawiajaca-moc-umyslu-B/

UZDRAWIAJĄCE MEDYTACJE

http://www.gandalf.com.pl/b/uzdrawiajace-medytacje-buddyjskie/

BIOLOGIA PRZEKONAŃ – Lipton Bruce

 

MÓZG BUDDY – Dr Rick Hanson i Dr Richard Mendius

http://www.talizman.pl/pdf/01001787.pdf

Rozdział pierwszy: Samoprzekształcający się mózg …… 25

Część pierwsza: Przyczyny cierpienia …………………….. 43

Rozdział drugi: Ewolucja cierpienia ………………………… 45

Rozdział trzeci: Pierwsza i druga strzała  …………………. 75

Część druga: Szczęście  ……………………………………….. 93

Rozdział czwarty: Wchłanianie dobra ……………………… 95

Rozdział piąty: Studzenie płomieni ………………………… 109

Rozdział szósty: Niewzruszone intencje…………………… 129

Rozdział siódmy: Bezstronność ……………………………… 143

Część trzecia: Miłość  ………………………………………….155

Rozdział ósmy: Dwa wilki w sercu …………………………. 157

Rozdział dziewiąty: Współczucie i asertywność ………… 175

Rozdział dziesiąty: Bezgraniczna dobroć …………………. 199

Część czwarta: Mądrość  ………………………………………219

Rozdział jedenasty: Fundamenty uważności …………….. 221

Rozdział dwunasty: Błoga koncentracja …………………… 237

Rozdział trzynasty: Rozluźnienie ego ……………………… 253

Aneks: Neurochemia w żywieniu – Jan Hanson, L.Ac.  .. 279

 

Boska matryca – Braden Gregg

http://tajemnica.wordpress.com/2012/07/01/gregg-braden-boska-matryca-recenzja/

Ajurweda. Tajemnice medycyny holistycznej

„Twoje ciało jest jak żywa świątynia. Pełna sił witalnych, tętniących w każdej komórce, i energii, płynącej w żyłach.

By mogło Ci służyć i być silne jak skała, musi być przede wszystkim zdrowe. Bycie zdrowym to Twój naturalny stan.

To coś więcej niż tylko brak choroby lub ułomności – zdrowie to pełny fizyczny, psychiczny i społeczny dobrobyt.

To także poczucie radości, spełnienia oraz świadomości pozostawania w harmonii z otaczającym Cię światem.

Otwórz oczy i wpuść do swojej świątyni światło, jakim jest Ajurweda.

Ten starożytny system lecznictwa indyjskiego zawiera medyczną i metafizyczną wiedzę o zdrowym życiu.

Pomoże Ci on poprawić Twoje fizyczne, psychiczne i duchowe samopoczucie. To jeden z niewielu systemów medycyny niekonwencjonalnej wykorzystujących chirurgię.

Oto przełomowa książka – pierwsza, w której Deepak Chopra zaprezentował nowe spojrzenie na kwestię zdrowia, zaburzeń energii oraz leczniczej siły umysłu.

Dr Chopra jest najwybitniejszym rzecznikiem Ajurwedy.

Z prawdziwą wprawą łączy zdobycze medycyny Wschodu i Zachodu, prezentując jasną,

bogatą wizję drogi prowadzącej do idealnego zdrowia – drogę do harmonii umysłu, ciała oraz ducha.

Słynny hinduski aforyzm głosi, że „Ajurweda służy nieśmiertelności”.

Przekonaj się, że ta uzdrawiająca siła tkwi w utrzymaniu harmonii w kwestii jedzenia, zachowania, rytmów biologicznych, środowiska i myśli.”

http://sensus.pl/ksiazki/ajurweda-tajemnice-medycyny-holistycznej-deepak-chopra,ajurwe.htm

Na koniec Franz Bardon i jego system.

„W niniejszym dziale przedstawione są pełnowymiarowe dzieła z zakresu hermetyzmu i systemu magicznego Bardona.

Kybalion

stanowi doskonałe przedstawienie filozofii hermetycznej i prawdziwej natury Wszechświata.

Opierając się na ciekawych przykładach przedstawia zawiłości i prostotę egzystencji.

Wtajemniczenie do Hermetyzmu

jest pierwszą i podstawową książką całego systemu magii hermetycznej

stworzonego przez Franza Bardona.

Ta jedna książka jest warta miliony innych.

ROZDZIAŁ I

FILOZOFIA HERMETYCZNA

„Usta mądrości są zamknięte dla wszystkiego z wyjątkiem uszu zrozumienia” – Kybalion.

Ze starożytnego Egiptu pochodzą fundamentalne, ezoteryczne i okultystyczne nauki,

które tak silnie wpływały na filozofie wszystkich ras, nacji i ludzi przez kilka tysięcy lat.

Egipt, dom Piramid i Sfinksa, był miejscem narodzin ukrytej mądrości i nauk mistycznych.

Wszystkie narody czerpały z jego sekretnej doktryny. Indie, Persja, Chaldea, Medea, Chiny, Japonia,

Asyria, starożytna Grecja i Rzym oraz inne starożytne kraje brały wolny udział w paradzie wiedzy,

którą hierofanci i mistrzowie kraju Isis udostępnili tak swobodnie dla tych, którzy przybyli gotowi na udział w wielkim zgromadzeniu mistycznej i okultystycznej nauki, którą wielkie umysły tego starożytnego lądu zebrały razem.

Nawet do dzisiaj używamy terminu ‚hermetyczny’ w sensie ‚sekretny’, ‚szczelnie zamknięty’ itp.

- a jest to spowodowane tym, że naśladowcy Hermesa zawsze obserwowali zasadę tajemnicy w tych naukach.

Nie wierzyli w „rzucanie pereł pomiędzy świnie”, lecz raczej trzymali się zasady

„mleko dla dziecka; sztuka mięsa dla mężczyzny” – obie te maksymy zawarte są w chrześcijańskich tekstach,

lecz obie były też używane przez Egipcjan na wieki przed erą chrześcijaństwa.

I właśnie ta polisa bezpiecznego szerzenia prawdy zawsze charakteryzuje hermetyzm, nawet dzisiaj.

Nauki hermetyczne można odnaleźć w wielu krainach, pomiędzy wieloma religiami,

lecz nigdy nie są one identyfikowane z konkretnym krajem ani z konkretną grupą religijną.

Jest tak z powodu ostrzeżenia starożytnych nauczycieli zabraniającemu sekretnej doktrynie ukształtować się w wyznanie. Mądrość tego ostrzeżenia jest oczywista dla wszystkich znawców historii.

Starożytny okultyzm Indii i Persji zdegenerował się i w dużej części został utracony przez fakt, że nauczyciele stali się kapłanami, więc teologia została wymieszana z filozofią, co zaowocowało tym, że okultyzm Indii i Persji stopniowo ginął pośród mas przesądów religijnych, kultów, wierzeń i ‚bóstw’.

Tak samo stało się ze starożytną Grecją i Rzymem. To samo dotyczy nauk hermetycznych u gnostyków i wczesnych chrześcijan, które zostały zagubione w czasach Konstantyna

którego żelazna ręka pokryła filozofię narzutą teologii, przez co Kościół chrześcijański utracił to

co było jego podstawową esencją i duchem.

„Tam, gdzie kierują się kroki Mistrza, otwierają się uszy gotowe na jego Naukę” – Kybalion.

„Kiedy uszy ucznia gotowe są słuchać, pojawiają się usta, aby wypełnić je Mądrością” – Kybalion.

„Praw Prawdy jest siedem; ten, kto je zna, rozumiejąc, posiada Magiczny Klucz, pod którego dotykiem wszystkie Drzwi Świątyni stają otworem” – Kybalion.

Siedem praw hermetycznych, na których oparta jest cała filozofia hermetyczna, to:

I. PRAWO MENTALIZMU

II. PRAWO ZGODNOŚCI

III. PRAWO WIBRACJI

IV. PRAWO BIEGUNOWOŚCI

V. PRAWO RYTMU

VI. PRAWO PRZYCZYNY I SKUTKU

VII. PRAWO RODZAJU

Te siedem praw zostanie omówionych i wytłumaczonych w kolejnych lekcjach.

Jednakże krótkie wytłumaczenie każdego z nich może być podane już w tym miejscu.

I. Prawo mentalizmu

„WSZYSTKO jest UMYSŁEM; Wszechświat jest Mentalny” – Kybalion.

To prawo obejmuje prawdę, że „wszystko jest Umysłem”.

To tłumaczy, że WSZYSTKO (co jest substancjalną rzeczywistością leżącą u podstaw wszelkich zewnętrznych manifestacji i zajść, które znamy pod określeniami:

„materialny wszechświat”, „zjawisko życia”, „materia”, „energia” i w skrócie wszystko,

co jest widoczne dla naszych materialnych zmysłów) jest DUCHEM, który sam w sobie jest

NIEPOZNAWALNY, NIEDEFINIOWALNY, lecz którego można uważać za UNIWERSALNY,

NIESKOŃCZONY, ŻYJĄCY UMYSŁ.

To również tłumaczy, że cały świat zjawisk czy Wszechświat jest jedynie mentalnym wytworem WSZYSTKIEGO, przedmiotem Praw rzeczy stworzonych, a także to, że Wszechświat, jako całość i jako pojedyncze jego części

lub jednostki, zawiera swoją egzystencję w Umyśle WSZYSTKIEGO,

w którym „żyjemy, poruszamy się i posiadamy swoje istnienie”.

To prawo, poprzez ustanowienie mentalnej natury Wszechświata,

z łatwością tłumaczy wszystkie najróżniejsze mentalne i psychiczne zjawiska,

które zajmują tak dużą część publicznej uwagi, a które, bez takiego wytłumaczenia,

są niezrozumiałe i zaprzeczają naukowemu podejściu.

Rozumienie tego wielkiego hermetycznego prawa mentalizmu umożliwia osobie pełne uchwycenie praw mentalnego Wszechświata i na zastosowanie tego samego do swojego istnienia i rozwoju.

Uczeń hermetyzmu jest w stanie inteligentnie stosować wielkie mentalne prawa, zamiast używać ich w sposób czysto przypadkowy.

Posiadając uniwersalny klucz, uczeń jest w stanie otworzyć wiele drzwi mentalnej i psychicznej świątyni wiedzy

i wejść weń swobodnie i rozważnie. Ta zasada wyjaśnia prawdziwą naturę „energii”, „mocy” i „materii”,

jak również to, w jaki sposób i dlaczego one wszystkie podlegają władzy umysłu.

Jeden ze starych mistrzów hermetyzmu napisał wieki temu:

„Ten, kto uchwyci prawdę mentalnej natury Wszechświata, jest bardzo zaawansowany na drodze do perfekcji”.

I te słowa są dzisiaj tak samo prawdziwe jak w dniu, kiedy je po raz pierwszy zapisano.

Bez tego uniwersalnego klucza, perfekcja jest niemożliwa, a uczeń na próżno puka do wielu drzwi Świątyni.

II. Prawo zgodności

„Tak jak na górze, tak i na dole; tak jak na dole, tak i na górze” – Kybalion.

To prawo obejmuje prawdę, iż zawsze istnieje zgodność pomiędzy prawami i zjawiskami na różnych płaszczyznach istnienia i życia. Stary hermetyczny aksjomat brzmi: „tak jak na górze, tak i na dole; tak jak na dole, tak i na górze”. A uchwycenie tego prawa daje możliwości rozwiązania wielu mrocznych paradoksów i ukrytych sekretów natury. Istnieją płaszczyzny wykraczające poza naszą wiedzę, lecz kiedy zastosujemy do nich prawo zgodności, to będziemy w stanie rozumieć wiele z tego, co inaczej pozostawałoby dla nas nieznanym. To prawo ma uniwersalne zastosowanie i manifestację, na różnych płaszczyznach materialnego, mentalnego i duchowego Wszechświata – to jest prawo uniwersalne. Starożytni hermetycy uważali to prawo za jedno z najważniejszych mentalnych narzędzi, dzięki którym człowiek był w stanie odsuwać na bok przeszkody, które zasłaniały widok na nieznane. Jego użycie zrywa nawet zasłonę Isis do tego stopnia, że można uchwycić mgnienie twarzy bogini. Tak samo jak znajomość zasad geometrii pozwala człowiekowi na mierzenie odległych słońc i ich ruchów, nie ruszając się z obserwatorium, tak samo znajomość prawa zgodności pozwala człowiekowi inteligentnie wnioskować – od tego, co znane, do tego, co nieznane. Studiując monadę, rozumie on archanioła.

III. Prawo wibracji

„Nic nie spoczywa; wszystko jest w ruchu; wszystko wibruje” – Kybalion.

To prawo obejmuje prawdę, iż „wszystko jest w ruchu”, „wszystko wibruje”, „nic nie spoczywa” – są to fakty,

które współczesna nauka potwierdza i nowe naukowe odkrycia tego dowodzą.

A jednak to hermetyczne prawo zostało określone tysiące lat temu przez mistrzów starożytnego Egiptu.

To prawo tłumaczy różnice pomiędzy różnymi manifestacjami materii, energii, umysłu, a nawet Ducha,

które są głównie rezultatem zmieniającego się natężenia wibracji. Od WSZYSTKIEGO,

które jest czystym duchem,w dół do najgęstszej formy materii,

wszystko jest wibracją – im wyższa wibracja, tym wyższa pozycja na skali.

Wibracja Ducha przebiega z taką nieskończoną częstotliwością i tak gwałtownie,

że praktycznie jest on w spoczynku – tak samo jak szybko kręcące się koło wygląda jakby stało w bezruchu.

Natomiast na drugim końcu skali istnieją duże formy materii,

których wibracje są tak niskie, że zdają się być w spoczynku.

Pomiędzy tymi ekstremami istnieją miliony milionów różnych stopni wibracji.

Od cząstek elementarnych i elektronów, atomów i molekuł,

do światów i wszechświatów, wszystko jest w ruchu wibracyjnym.

Dotyczy to również płaszczyzn energii i mocy (które są niczym innym jak różnymi stopniami wibracji),

a także płaszczyzn mentalnych (których stan zależy od wibracji), a nawet płaszczyzn duchowych.

Rozumienie tego prawa, przy odpowiednich formułach, pozwala uczniom hermetyzmu kontrolować ich własne mentalne wibracje tak samo jak i wibracje innych. Mistrzowie również stosują to prawo do władania nad zjawiskami przyrody w różny sposób. „Ten, kto rozumie prawo wibracji, uchwycił berło władzy” – mawiał jeden ze starych pisarzy.

Eugeniusz Fajdysz „Karma a Urazy Psychiczne”.

„Spróbujmy przede wszystkim poznać kosmogonię starych tradycji
którą ilustruje między innymi hinduska tantra oraz taoizm.
Założenia ich teorii okazały się zdumiewająco zbieżne z najnowszymi odkryciami naukowymi.
Według filozofii tantry ewolucja kosmosu przebiega w etapach
i podlega działaniu 36 podstawowych zasad kosmicznych, zwanych tattwami.
Decydują one o funkcjonowaniu naszego wszechświata.
Rozwój rozpoczyna się od najsubtelniejszych aspektów rzeczywistości – informacyjnych
natomiast ukształtowanie gęstego świata zwartej materii dokonuje się na końcu.
Pierwotnie wszystko było jedną całością, która podzieliła się na wiele części
dając bogactwo różnorodnych istot żywych i obiektów nieożywionych.
To, że wywodzimy się z pierwotnej jedności, jest dla Europejczyka(judeochrześcijanina) myślą niezwykłą.
W tradycji hinduskiej istnieje diagram medytacyjny – Śri jantra, na którym zobrazowano cały proces ewolucji
kosmosu.
Ruch ze środka ku peryferiom odpowiada ewolucji, od peryferii do środka – inwolucji.

Śrijantra ilustruje jednocześnie indywidualny rozwój człowieka, jako że w ujęciu tantrycznym makrokosmos
(wszechświat) i mikrokosmos (człowiek) są względem siebie analogiczne.
Ułożone promieniście warstwy Śri jantry
odpowiadają różnym czakrom, punkt centralny (bindu) – sahasrarze
a kwadrat swastyki otaczający Śri jantrę – muladharze.

„Proces ewolucji wszechświata prowadzący do powstania indywidualnego „ja” i ciała fizycznego
rozpoczyna się w punkcie, w którym wszystko skupione jest w jednej całości (centrum Śri jantry).
Punkt ten odpowiada niezróżnicowanemu stanowi kosmosu, w którym nie istnieje jeszcze dualizm
lecz jedno Wyższe Ja – zasada twórczości przenikającej cały wszechświat
Paramasiwa złączony w jedną całość z aspektem żeńskim, potencjalną energią tworzenia – Siakti.
Ową wyższa forma świadomości jest niczym nie ograniczoną wolnością i siłą
stojącą ponad i poza wszelkim działaniem, ani męską, ani żeńską.
Pierwotny stan wyższy określany jest także jako mahabindu i porównywany do nasienia
z którego wyrasta drzewo (nasz wszechświat).
Często w pracach naukowych jako axis mundi Słowian
podaje się Drzewo Kosmiczne z niebem (Rajem/Wyrajem) ulokowanym w jego koronie
i krainą umarłych (Nawie) w korzeniach .
Motyw ten byłby podobny do znanego z mitologii skandynawskiej wielkiego jesionu Yggdrasila.
Jest nim też święta góra (Góra Kosmiczna) stanowiąca religijny środek świata lub symbolizujący ją kamień
a także Droga Mleczna jako przejście do zaświatów.
Z mitem o axis mundi wiąże się także rozumienie nieba jako wielkiego klepiska lub młyna
obracającego się wokół Gwiazdy Polarnej.

O tym, jak Krabat w czarnym młynie nauczył się młynarstwa i czarodziejskich sztuczek.
O tym, jak Krabat przemienił się w wołu i został sprzedany na zwierzęcym targu.
O tym, jak Krabat swojemu królowi dżdżownice i żaby podał na stół zamiast uczty.
O tym, jak Krabat wyczarował pułk żołnierzy z ziarnek owsa.
O tym, jak Krabat zniósł poddaństwo
http://lubimyczytac.pl/ksiazka/131465/mistrz-krabat-dobry-luzycki-czarodziej
„W folklorze Słowian zachodnich za oś tej konstrukcji uznawany jest słup biegnący od wspomnianej gwiazdy.
Podobnie jak nasienie zawiera w sobie przyszłe drzewo (choć oko człowieka nie dostrzega drzewa w fazie nasienia),tak mahabindu zawiera w sobie cały wszechświat”.
Wg Słowian wszechświat wyłonił się z jaja.

Mapa kosmosu.
„Nie chodzi tu bynajmniej o coś podobnego do rysunku
technicznego czy projektu stworzenia makro- i mikrokosmosu, lecz o zarodek
który kiełkując wyrasta na wszechświat.
Nie ma tu więc mowy o Stwórcy działającym jak inżynier, stwarzającym atomy i molekuły, planety i galaktyki.
Centralną ideą taoizmu jest zasada wzrastania.
Współczesna fizyka odkryła tę ideę stosunkowo niedawno i określiła ją jako zasadę samoorganizowania się. Także odkrycia dokonane w dziedzinie termodynamiki systemów nierównowagowych
synergetyki i w innych obszarach nauki, potwierdziły w całej rozciągłości,
że dla wszystkich systemów naturalnych, od cząstek elementarnych po organizmy społeczne, charakterystyczne są właśnie mechanizmy samoorganizacji, „wzrastania”.
Mahabindu potencjalnie zawiera w sobie nie tylko nasz Wszechświat, ale i wiele innych możliwości
które przejawią się w następnych cyklach rozwoju.
Chodzi tu więc o zdumiewające nasienie: nasienie, z którego może wyrosnąć absolutnie wszystko.
Zasada ta, mimo że obecna wszędzie, jest nie przejawiona i utożsamiana w związku z tym z pustką (siunja). Interesujące jest to, że odkrycia fizyki w dziedzinie cząstek elementarnych potwierdziły
iż próżnia fizyczna (pustka) nie jest pustką w potocznym tego słowa znaczeniu
tj. stanem, w którym niczego nie ma.
Przeciwnie, ukryta jest w niej ogromna energia, tyle, że w stanie utajonym( czyli okultystycznym)
Zlanie się, zjednoczenie z mahabindu, zasadą Paramasiwy znajdującą się w centrum Śri jantry
stanowi cel duchowej praktyki najróżniejszych religii i tradycji mistycznych.
Wśród nich znajdują się nie tylko hinduska i tybetańska tantra czy taoizm
lecz także chrześcijańska alchemia duchowa (połączenie z Boskim Androgynem)
mistyczna tradycja Celtów i wiele innych.
Praktyka wymaga od praktykującego przejścia najpierw drogi inwolucji
tj. drogi od peryferiów do centrum – wejścia w mahabindu
doświadczenia boskiego źródła twórczości
zdobycia jedności i wewnętrznej harmonii, a następnie ewolucji
w której praktykujący odtwarza siebie na nowo.
Kolejny etap rozwoju wszechświata następuje
gdy w niezróżnicowanej jedni Paramasiwy dokonuje się pierwotne rozszczepienie
na pierwiastek męski i żeński.
Co prawda nie jest to jeszcze zupełny podział, oba pierwiastki są ze sobą nadal połączone
ale już różnią się między sobą.
Ta faza rozwoju jest w tradycji tantrycznej symbolizowana w postaci mężczyzny i kobiety
złączonych w miłosnym uścisku i patrzących na siebie
ale mających już za sobą doświadczenie ekstazy.
Kolejny etap prowadzi do rozbicia hindu, rozszczepienia na dwie części zasadę męską, Siwatattwę
oraz zasadę żeńską, Siaktitattwę, stanowiące razem zasadę energii, początek ruchu.
Jednak mimo tego rozdzielenia wewnętrzna jedność zasady męskiej i żeńskiej zostaje wciąż zachowana.
Związek Siwy i Siakti rodzi w tym stadium pierwotny dźwięk zapoczątkowujący wibrację energetyczną
która następnie dzieli się na głoski (litery) sanskrytu:
Pierwsza litera „A” odpowiada czystej zasadzie męskiej
litera „H” – czystej zasadzie Siakti.
Każda z pozostałych liter zawiera w sobie obie początkowe zasady
i odzwierciedla energię wibracji wszystkich pierwotnych żywiołów
(eteru, powietrza, ognia, ziemi i wody).
Zgodnie z tantrą, kombinacje tych wibracji ukształtowały cały makro- i mikrokosmos.
Wiedza o związkach wibracji liter sanskrytu z „gęstymi” lub „subtelnymi” obiektami świata fizycznego
leży u podstaw praktycznych metod mantra jogi.
O fizycznych i psychofizjologicznych efektach mantr napisano całe tomy.
Jeszcze raz kolejna teoria tantry, tym razem teoria wibracji subtelnych
okazała się zdumiewająco proroczym wglądem w naturę rzeczy.
Fizyka odkryła mechanikę kwantową i potwierdziła falową naturę materii dopiero w XX w.
a przecież na takim właśnie postrzeganiu świata teoria i praktyka tantry opierała się od tysięcy lat”.

IV. Prawo biegunowości

„Wszystko jest podwójne; wszystko ma swoje bieguny; wszystko tworzy parę ze swoim przeciwieństwem; podobne i niepodobne są tym samym; przeciwieństwa są identyczne w swojej naturze, lecz różne w stopniu; skrajności się spotykają; wszystkie prawdy są jedynie półprawdami; wszystkie paradoksy da się pogodzić” – Kybalion.

To prawo obejmuje prawdę, że „wszystko jest podwójne”, „wszystko ma dwa bieguny”, „wszystko tworzy parę ze swoim przeciwieństwem” – to są stare aksjomaty hermetyczne.

Tłumaczy ono stare paradoksy, które zdumiewały tak wielu, a określone jako: „teza i antyteza są identyczne w swej naturze, lecz różnią się stopniem”; „przeciwieństwa są takie same, różnią się tylko stopniem”; „pary przeciwności da się pogodzić”; „ekstrema się spotykają”; „wszystko jest i nie jest w tym samym czasie”; „prawdy są niczym innym niż półprawdami”; „każda prawda jest półfałszem”

„wszystko ma dwie strony” etc., etc., etc.

Tłumaczy ono, że wszystko ma dwa bieguny czy też przeciwne aspekty i że „przeciwieństwa” tak naprawdę są jedynie dwoma ekstremami tej samej rzeczy z wieloma różnymi stopniami pomiędzy nimi.

Aby to zilustrować: ciepło i zimno, chociaż są „przeciwnościami”, to jednak są tą samą rzeczą, a różnica bierze się tylko ze stopni tej rzeczy. Spójrz na swój termometr i zobacz, czy będziesz w stanie odkryć, gdzie kończy się „ciepło” i zaczyna „zimno”! Nie ma takiej rzeczy jak „absolutne ciepło” czy też „absolutne zimno” – te dwa określenia, „ciepło” i „zimno”, po prostu wskazują różnicę stopni tej samej rzeczy, a „ta sama rzecz”, która manifestuje się jako „ciepło” i „zimno”, jest zaledwie formą, różnorodnością i częstotliwością wibracji.

Tak więc „ciepło” i „zimno” są po prostu „dwoma biegunami” czegoś, co nazywamy „ciepłem”, a zjawiska mu towarzyszące są manifestacją prawa biegunowości. To samo prawo manifestuje się w przypadku „światła” i „ciemności”, które są tą samą rzeczą, a różnica wynika jedynie z różnych stopni pomiędzy dwoma biegunami tego zjawiska. Gdzie kończy się „ciemność”, a zaczyna „światło”?

Jaka jest różnica pomiędzy „dużym” i „małym”? Pomiędzy „twardym” i „miękkim”?

Pomiędzy „białym” i „czarnym”? Pomiędzy „ostrym” i „tępym”? Pomiędzy „głośnym” i „cichym”?

Pomiędzy „wysokim” i „niskim”? Pomiędzy „pozytywnym” i „negatywnym”? Prawo biegunowości tłumaczy te paradoksy i żadne inne prawo nie może go zastąpić. To samo prawo działa na płaszczyźnie mentalnej.

Weźmy radykalny i skrajny przykład: „miłość” i „nienawiść” – dwa stany mentalne

które zdają się być całkiem różne.

A jednak istnieją stopnie nienawiści i stopnie miłości, a na środku używamy terminów „lubić” lub „nie lubić”, które przechodzą w siebie w tak łagodny sposób, że czasami jesteśmy zagubieni, bo nie wiemy, czy „lubimy”, „nie lubimy”, czy „żadne z tych uczuć”.

A wszystko to są jedynie stopnie tej samej rzeczy, co zobaczysz, jeśli pomyślisz nad tym przez chwilę.

I, co więcej (i co jest uważane za dużo ważniejsze przez hermetyków)

możliwa jest zmiana wibracji nienawiści w wibracje miłości w swoim własnym umyśle

i w umysłach innych osób.

Wielu spośród czytających te słowa miało własne doświadczenia niezamierzonego, gwałtownego przejścia z miłości do nienawiści i na odwrót, w swoim własnym przypadku lub też w przypadku innych osób.

Zdasz więc sobie sprawę z możliwości, że zostało to uczynione przez użycie woli, środkami hermetycznych formuł.

„Dobro i zło” są jedynie biegunami tej samej rzeczy i hermetycy rozumieją sztukę transmutacji zła w dobro poprzez zastosowanie prawa biegunowości. W skrócie: „sztuka biegunowości” staje się częścią „mentalnej alchemii”, znanej i praktykowanej przez starożytnych i współczesnych hermetycznych mistrzów.

Rozumienie tego prawa pozwoli osobie na zmianę swojej własnej biegunowości, tak samo jak i biegunowości innych osób, jeśli poświęci ona czas i badania konieczne do opanowania tej sztuki.

V. Prawo rytmu

„Wszystko płynie, na zewnątrz i do środka; wszystko ma swoje pływy; wszystkie rzeczy wznoszą się i upadają; ruch wahadła manifestuje się we wszystkim; miara wychylenia w prawo jest miarą wychylenia w lewo; rytm się kompensuje” – Kybalion.

To prawo obejmuje prawdę, że we wszystkim manifestuje się ruch – wprzód i wstecz, przypływ i odpływ, wysoka fala i niska fala – pomiędzy dwoma biegunami, które istnieją w związku z prawem biegunowości opisywanym przed chwilą. Zawsze istnieje akcja i reakcja, pójście naprzód i wycofanie się, wzniesienie się i zatopienie. Istnieje to w sprawach wszechświata, słońc, światów, ludzi, zwierząt, umysłu, energii i materii. To prawo manifestuje się w powstawaniu i ginięciu światów, w powstaniach i upadkach narodów, w życiu wszystkich rzeczy, i na koniec,

w mentalnych stanach człowieka (i właśnie z tego ostatniego powodu hermetycy uważają rozumienie tego prawa za najważniejsze).

Hermetycy uchwycili to prawo, znajdując jego uniwersalne zastosowanie, i odkryli również pewne środki do pokonania jego działania w nich samych

poprzez użycie odpowiednich formuł i metod.

Stosują oni prawo neutralizacji. Nie mogą anulować prawa ani wstrzymać jego działania, lecz nauczyli się uciekać spod jego działania do pewnego stopnia, który zależy od opanowania tego prawa.

Nauczyli się, jak go UŻYWAĆ, zamiast być PRZEZ NIE UŻYWANYM.

Z tej i z podobnych metod składa się sztuka hermetyków.

Mistrz hermetyki polaryzuje się w punkcie, w którym chce pozostać, i potem neutralizuje rytmiczny ruch wahadła, które inaczej zaniosłoby go do drugiego bieguna.

Wszystkie osoby, które uzyskały jakikolwiek stopień panowania nad sobą, w pewnym stopniu to wykonują, bardziej lub mniej nieświadomie, lecz mistrz robi to świadomie, poprzez użycie swojej woli

i przez to uzyskuje stopień równowagi i stałości mentalnej

który jest prawie niemożliwy do wyobrażenia przez masy, które wędrują wstecz i wprzód jak wahadło.

To prawo razem z prawem biegunowości były dokładnie studiowane przez hermetyków i metody przeciwstawiania się, neutralizowania i UŻYWANIA ich kształtują ważną część mentalnej alchemii hermetycznej.

VI. Prawo przyczyny i skutku

„Każda przyczyna ma swój skutek; każdy skutek ma swoją przyczynę; wszystko dzieję się według Prawa;

przypadek to jedynie nazwa dla nierozpoznanego Prawa; istnieje wiele płaszczyzn przyczynowości, lecz nic nie wymyka się Prawu” – Kybalion.

To prawo obejmuje fakt, iż dla każdego skutku istnieje jego przyczyna, a każda przyczyna ma swój skutek. Tłumaczy ono, że: „wszystko dzieje się według Prawa”, nic nigdy „nie dzieje się samo”, nie ma takiej rzeczy jak przypadek, że chociaż istnieją różne płaszczyzny przyczyny i skutku, wyższe dominują nad niższymi płaszczyznami, to nic nigdy całkowicie nie wymyka się Prawu.

Hermetycy rozumieją sztukę i metody wznoszenia się ponad zwyczajne płaszczyzny przyczyny i skutku, do pewnego stopnia, i poprzez mentalne wzniesienie się na wyższą płaszczyznę stają się czyniącymi zamiast skutkiem. Masy ludzi są prowadzone, posłuszne środowisku – wola i pragnienia innych są silniejsze od nich; dziedziczność, sugestia i inne zewnętrzne przyczyny poruszają nimi jak pionkami na szachownicy życia.

Lecz mistrzowie, wznoszący się na wyższą płaszczyznę, dominują ich nastroje, charaktery

wartości i moce, tak samo jak i kształtują otaczające ich środowisko, i stają się graczami zamiast pionkami.

Pomagają oni PROWADZIĆ GRĘ ŻYCIA, zamiast być prowadzonymi i poruszanymi przez wolę innych oraz przez środowisko.

Oni UŻYWAJĄ tego prawa zamiast być jego narzędziem.

Mistrzowie są posłuszni przyczynie pochodzącej z wyższych płaszczyzn

lecz pomagają RZĄDZIĆ na swojej własnej płaszczyźnie.

W tym stwierdzeniu skondensowane jest bogactwo hermetycznej wiedzy – niech odczyta to ten, komu dane.

VII. Prawo rodzaju

„Rodzaj jest we wszystkim; wszystko ma swoje męskie i żeńskie pierwiastki; rodzaj manifestuje się na wszystkich płaszczyznach” – Kybalion.

To prawo obejmuje prawdę, że istnieje RODZAJ manifestujący się we wszystkim – pierwiastek męski i żeński zawsze działają. Jest to prawdą nie tylko na płaszczyźnie fizycznej, lecz również na mentalnej, i nawet na płaszczyźnie duchowej. Na płaszczyźnie fizycznej to prawo manifestuje się poprzez PŁEĆ, na wyższych płaszczyznach przybiera ono wyższe formy, lecz prawo jest zawsze takie samo. Żadne tworzenie – fizyczne, mentalne czy duchowe – nie jest możliwe bez tej zasady. Zrozumienie jej praw rzuci wiele światła na przedmiot, który zdumiewał umysły ludzi. Prawo rodzaju działa zawsze w kierunku generowania, regenerowania i tworzenia. Wszystko i każda osoba zawiera dwa elementy, czyli pierwiastki czy też to wielkie prawo w sobie. Każdy mężczyzna ma również element kobiecy; każda kobieta zawiera w sobie pierwiastek męski. Aby zrozumieć filozofię mentalnego i duchowego tworzenia, generowania i regenerowania, musisz zrozumieć i badać to hermetyczne prawo. Zawiera ono rozwiązanie wielu tajemnic życia. Ostrzegamy, że to prawo nie ma żadnego odniesienia do wielu płytkich, szkodliwych i deprawujących, wypełnionych pożądaniem teorii, nauk i praktyk nauczanych pod różnymi, dziwacznymi nazwami, które stanowią prostytucję dla wielkiego, naturalnego prawa rodzaju. Takie płytkie odnawiania starożytnych, niesławnych form fallicyzmu rujnują umysł, ciało i duszę, a hermetyczna filozofia zawsze brzmiała nutą ostrzeżenia przeciwko tym zdeprawowanym naukom, które kierują się w stronę pożądania, rozwiązłości i perwersji wobec naturalnych zasad. Jeśli szukasz takich nauk, to musisz iść po nie gdzie indziej – hermetyzm nic takiego dla ciebie nie zawiera. Dla czystego wszystkie rzeczy są czyste; dla prymitywnego wszystkie rzeczy są prymitywne.

Krok I

Magiczne kształcenie ducha

Kontrola myśli, obserwacja myśli, opanowanie myśli

Obserwacja myśli

Usiądź wygodnie w fotelu lub połóż się na kanapie czy łóżku.

Zrelaksuj całe swoje ciało, zamknij oczy i obserwuj bieg swoich myśli.

Na początku zauważysz, że zalewają cię myśli dotyczące spraw życia codziennego, twojej pracy i spraw z nią związanych, czy też dotyczące twoich trosk.

W odniesieniu do tych myśli powinieneś stać się cichym obserwatorem, całkowicie wolnym i niezależnym.

To ćwiczenie może być proste bądź trudne, zależnie od twojej sytuacji i obecnego stanu umysłu.

Kiedy pojawiają się trudności, nie trać biegu myśli i nie trać poczucia siebie, lecz uważnie obserwuj swoje myśli. Nie zasypiaj podczas tego ćwiczenia. Jeśli się zmęczysz, to natychmiast przerwij ćwiczenie i odłóż je na czas, kiedy postanowisz, że nie padniesz ofiarą zmęczenia.

Ludzie z Orientu, np. z Indii, opłukują bądź myją twarz i górną część ciała zimną wodą, aby pozostać czujnym i nie tracić cennego czasu. Aby zapobiec nadmiernemu zmęczeniu i senności możesz przed rozpoczęciem ćwiczenia wziąć kilka głębokich oddechów.

Z czasem uczeń samodzielnie rozwinie te i inne, podobne, metody.

To ćwiczenie kontroli umysłu musi być praktykowane rano i wieczorem, zaczynając od pięciu minut.

Każdego dnia to ćwiczenie powinno być przedłużane o jedną minutę, abyś w ciągu tygodnia był w stanie obserwować i kontrolować swoje własne myśli przez co najmniej dziesięć minut bez najmniejszego rozkojarzenia.

Ten okres czasu jest niezbędny dla przeciętnego człowieka. Jeśli jednak jest on niewystarczający

wówczas możesz go wydłużać, w zależności od własnej zdolności percepcji.

Bądź sumienny we wszystkim; wykonywanie tego ćwiczenia w pośpiechu mija się z celem.

Rozwój każdej osoby jest bardzo indywidualną rzeczą.

Pod żadnym pozorem nie powinieneś przechodzić do następnego ćwiczenia zanim w pełni nie opanujesz obecnego.

Uważny uczeń zauważy, jak bardzo, na początku, oblegany był przez myśli i jak szybko one przepływały, że trudno było mu je wszystkie zapamiętać.

Zauważy on jednak, że w miarę ćwiczenia myśli będą stawały się mniej chaotyczne

i będą stopniowo słabnąć, aż w końcu jedynie kilka myśli będzie wyłaniało się w świadomości

jak gdyby z bardzo daleka.

Musisz poświęcić swoją największą uwagę ćwiczeniu kontroli myśli

gdyż jest ono niezwykle ważne dla magicznego rozwoju – jest to fakt, który później zrozumiesz.

Jeśli opanujesz to ćwiczenie w wystarczającym stopniu

to możemy zająć się następnym ćwiczeniem w rozwoju mentalnym.

Dyscyplina myśli

Nauczyliśmy się kontrolować nasze myśli. Następne ćwiczenie upora się z myślami, które nieustannie, wbrew naszej woli, naprzykrzają się nam, i pozwoli na powstrzymywanie ich przed pojawianiem się w naszych umysłach. Na przykład musimy być w stanie odrzucić od siebie myśli o zadaniach i rozdrażnieniach naszego życia zawodowego, w czasie gdy jesteśmy w domu lub zajmujemy się sprawami prywatnymi.

Musimy unikać wszelkich myśli, które nie dotyczą naszego życia osobistego, i musimy umieć stawać się natychmiast inną osobą. I na odwrót: kiedy jesteśmy w pracy czy w inny sposób wykonujemy naszą profesję, wtedy musimy wszystkie nasze myśli kierować ku pracy i nie pozwalać im na przebywanie w innym miejscu, takim jak nasz dom czy sprawy osobiste.

Należy to praktykować, aż stanie się to nawykiem.

Przede wszystkim musisz przyzwyczaić się do wykonywania wszystkich zadań z pełną, świadomą uwagą, niezależnie od tego, czy dotyczy to twojej profesji, czy życia osobistego, i niezależnie od tego, czy jest to coś poważnego, czy nie. Należy to ćwiczenie wykonywać przez resztę swojego życia, gdyż wyostrza ono ducha oraz wzmacnia świadomość i pamięć.

Gdy osiągniesz już pewną sprawność w praktykowaniu tego ćwiczenia, to możesz przejść do następnego. Wygląda ono następująco: utrzymuj pojedynczą myśl czy ideę przez dłuższy okres czasu, podczas gdy nieugięcie tłumisz wszystkie pozostałe myśli, które próbują się do niej dołączyć.

Do tego celu wybierz jakąkolwiek ideę, bieg myśli, czy też jakąkolwiek inną, odpowiednią koncepcję, wedle własnego uznania. Utrzymuj tę koncepcję całą swoją mocą.

Energicznie odpieraj wszystkie pozostałe myśli, które nie mają nic wspólnego z tą, na której oparłeś ćwiczenie. Na początku będzie udawało ci się to jedynie przez kilka sekund, potem będą już minuty.

Musisz być w stanie utrzymywać pojedynczą myśl i podążać za nią przez co najmniej dziesięć minut.

Opanowanie myśli

Po opanowaniu poprzedniego ćwiczenia, możesz przejść do następnego.

Teraz nauczymy się tworzyć całkowitą pustkę umysłu. Zrelaksuj całe swoje ciało

leżąc wygodnie na sofie bądź łóżku, albo siedząc w wygodnym fotelu. Zamknij oczy.

Energicznie odpieraj wszelkie myśli, które będą cię atakować.

Nie można pozwolić, aby cokolwiek pojawiło się w twoim duchu, czyli umyśle; zachowywana powinna być jedynie całkowita mentalna pustka.

Wtedy utrzymuj ten pusty stan umysłu bez rozkojarzania się i bez zapominania siebie.

Na początku będzie ci się to udawało jedynie na kilka sekund.

Jednakże, poprzez regularne ćwiczenia będzie wychodziło to coraz lepiej.

Kiedy będziesz potrafił utrzymywać ten stan przez pełne dziesięć minut

bez zapominania siebie ani zasypiania, wówczas cel tego ćwiczenia zostanie osiągnięty.

Dokładnie zapisuj w dzienniku magicznym swoje sukcesy, porażki, czas trwania ćwiczeń

przerwania czy przeszkody (szczegóły podane są w rozdziale „Magiczne kształcenie duszy”).

Ten dziennik daje uczniowi środki do badania własnego rozwoju.

Jeżeli uczeń będzie prowadził go sumiennie, pozwoli mu to

na osiągnięcie lepszych rezultatów z następnymi ćwiczeniami.

Przygotuj konkretny plan na jutrzejszy dzień bądź na nadchodzący tydzień i ćwicz samokrytycyzm.

http://franzbardon.pl/ksiazki/index.php

 

Rama Czaraka – Filozofia Wschodu. Okultyzm wschodni. Terapeutyka tajemna.

Siedem pierwiastków człowieka

„Siedem pierwiastków człowieka, jak określa je filozofia jogów w terminologii europejskiej – (zamiast słów sanskryckich) – są następujące:

7. Duch.

6. Rozum Duchowy.

5. Intelekt.

4. Rozum Instynktowy.

3. Prana, czyli Siła Życiowa.

2. Ciało Astralne.

1. Ciało Fizyczne.

Nazwy pierwiastków składowych istoty ludzkiej są rozmaite w różnych szkołach nowej filozofii, które powstały ze wspólnego źródła – filozofii Hindów.

Ustrój człowieka

Człowiek jest istotą bardziej złożoną, niż się zwykle sądzi.

Ma on nie tylko ciało i duszę, ale jest jeszcze Duch, który posiada duszę; ta zaś objawia się w kilku postaciach „przewodników”, przewodniki te bywają różnej gęstości. Różne przewodniki ujawniają się na rozmaitych „płaszczyznach”, czyli „planach”, jak na „planie fizycznym”, „planie astralnym” itd. Wszystko to będzie dalej tłumaczone.

Rzeczywiste „Ja” jest czystym Duchem – iskrą ognia bożego.

Duch ten jest zamknięty niby w kilku powłokach, które mu utrudniają całkowite i swobodne wypowiedzenie się. W miarę tego, jak człowiek dorasta w swym rozwoju, świadomość jego przechodzi z niższych płaszczyzn na wyższe i coraz bardziej poznaje on swą wysoką naturę.

Duch zawiera w sobie wielkie możliwości i w miarę tego, jak się człowiek rozwija, budzą się w nim nowe siły, występują nowe cechy.

Filozofia jogów uczy, że człowiek składa się z siedmiu pierwiastków.

Najwłaściwiej jest określić człowieka w ten sposób, że jego prawdziwa „Jaźń” – to Duch – a niższe pierwiastki to jedynie przejawy Ducha w sferach niższych.

Człowiek może się objawiać na siedmiu płaszczyznach, choć dla większości ludzi naszego czasu, wyższe płaszczyzny są niedostępne. Bądź co bądź każdy człowiek, choćby najmniej rozwinięty, posiada w sobie potencjalnie wszystkie siedem pierwiastków.

Pierwszych pięć planów przeszło wielu, do szóstej płaszczyzny dosięgło niewielu, do siódmej praktycznie nie dotarł nikt z należących do rasy ludzkiej.

Ciało Astralne

Drugi pierwiastek człowieka „Ciało Astralne” nie jest nam znane tak dobrze jak Ciało Fizyczne

choć bardzo ściśle jest z nim połączone – i Ciało Fizyczne stanowi jakby kopię Ciała Astralnego.

Ciało Astralne było znane ludziom od początku czasu i stanowiło źródło wielu przesądów, a to wskutek niedostatecznych wiadomości o jego naturze.

Nazywało się „ciałem eterycznym”, „ciałem fluidycznym”, „sobowtórem” itd. składa się ono z materii nieskończenie subtelniejszej niż ta, z której składa się nasze Ciało Fizyczne,

ale bądź co bądź jest to materia. Dla porównania weźmy wodę. Woda przy temperaturze poniżej zera ma postać lodu, ciała twardego, szorstkiego.

Przy temperaturze powyżej zera,

jest ona cieczą „wodą”; przy dalszym podwyższaniu temperatury woda ulatnia się w postaci „pary”, para jest niewidoczna dla ludzkiego oka, i staje się widoczna dopiero wówczas,

gdy zmiesza się z powietrzem.

Ciało Astralne to oryginał, według którego buduje się Ciało Fizyczne i przy pewnych warunkach może się od niego odłączyć. Rozłączenie obu tych ciał przedstawia znaczną trudność,

ale u tych ludzi, którzy zdołali zapanować nad swoją psychiką

Ciało Astralne może odłączać się od Ciała Fizycznego i od świadomości. Może działać i otrzymywać wrażenia bez pośrednictwa Ciała Fizycznego i jego narządów.

Dalej, Ciało Astralne może też bezpośrednio oddziaływać na wzrok Duchowy jasnowidzących i wówczas zdaje im się, jakoby widzieli i słyszeli Ciało Fizyczne.

Po śmierci człowieka jego Ciało Astralne w dalszym ciągu istnieje i przy pewnych warunkach staje się „widzialne” żywym.

W tych wypadkach „dusza”, tj. grupa wyższych pierwiastków człowieka przebywa w Ciele Astralnym. Ale potem dusza uchodzi z Ciała Astralnego.

Powłoka astralna, pozostawiona przez duszę, nie jest niczym innym, jak bezdusznym trupem,

choć z materii subtelniejszej niż Ciało Fizyczne. Nie ma w niej życia, ani rozumu.

Jest to powłoka i nic więcej.

Takie Ciało Astralne może niekiedy być wywołane mocą gorącego pragnienia bliskich, i wtedy ukazuje się krewnym i znajomym, połączonym ścisłą sympatią ze zmarłym.

O zdarzeniach takich niewątpliwie słyszał prawie każdy z uczniów. Więcej powiemy o Ciele Astralnym i powłoce astralnej w dalszych lekcjach tego kursu.

Dalej będziemy o tym mieli sposobność mówić, rozważając płaszczyznę astralną.

Ciało Astralne jest niewidzialne dla zwykłego oka, ale z łatwością je dostrzega człowiek obdarzony jasnowidzeniem niskiego stopnia.

Przy pewnych warunkach Ciało Astralne osoby żywej może być widziane przez przyjaciół i innych, o ile nastrój osoby i jej przyjaciół jest analogiczny.

Wyrobiony i świadomy okultysta może świadomie wydzielić swoje Ciało Astralne i uczynić je widzialnym; ale taka siła jest rzadka i zdobyć ją można wyłącznie poprzez ćwiczenia. Jasnowidzący „widzą” jak ciało astralne człowieka odłącza się od Ciała Fizycznego, kiedy przybliża się godzina śmierci.

Wydaje się wtedy, że unosi się ono nad Ciałem Fizycznym, jako jego sobowtór, połączony z nim cienką nicią. Kiedy nić pęka, człowiek umiera i dusza odlatuje, uprowadzając Ciało Astralne, które z czasem również ulegnie rozpadnięciu, jak to przedtem stało się z Ciałem Fizycznym.

Zwracamy uwagę na rozmaite przewodniki duszy ludzkiej – na jej siedem pierwiastków – i przechodzimy do najbliższego.

Chcielibyśmy jeszcze powiedzieć o interesującym zjawisku, gdy „Jaźń” (Ego) przechodzi z Ciała Fizycznego w Ciało Astralne i ma to miejsce w czasie snu.

Chcielibyśmy wam powiedzieć, jak człowiek może w czasie snu rozkazać swemu Ciału Astralnemu, aby się o czymkolwiek dowiedziało lub, aby wykonało inne zadanie wówczas,

gdy jego Ciało Fizyczne jest pogrążone we śnie. Ale wszystko to należy do drugiej części naszego wykładu.

Musimy przede wszystkim utrwalić w naszym umyśle siedem pierwiastków, abyście mogli państwo doskonale rozumieć terminy, gdy będziemy się nimi posługiwali.

[c.d.n - część 4]

Jak upośledza nas nowoczesność/NoWO szczeznąć czyli o po(d)stępie technologicznym i postępującej (nie)mocy umysłu

Posted in nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, Wiara Przyrody by bialczynski on 6 Listopad 2012

  część 2 – zebrał i opracował Mezamir Snowid

„..Fritz Albert Popp stwierdził doświadczalnie, że cząsteczki w komórkach reagują na pewne częstotliwości

i że różny zakres drgań pochodzących od fotonów wywołuje różnorodne częstotliwości w cząsteczkach organizmu.

Fale świetlne odpowiadały też na pytanie w jaki sposób organizm mógł natychmiast zarządzać skomplikowanymi zadaniami

za pomocą różnych części ciała lub robić dwie lub trzy rzeczy na raz.

Te “emisje biofotonów”, jak zaczął to zjawisko nazywać mogą stanowić doskonały system komunikacyjny przekazujący informacje do wielu komórek w całym organizmie. Jednakże powstało pytanie – skąd brały się te emisje.

Popp przy udziale swoich studentów przeprowadzał kolejne eksperymenty.

Wiadomo, że jeśli podziałać na próbki DNA związkiem chemicznym o nazwie bromek etydyny to wciska się on między pary zasad podwójnej helisy i powoduje jej rozwinięcie.

Po zastosowaniu tej substancji mierzono natężenie światła wydzielającego się z próbki.

Popp odkrył,. że im większe było stężenie bromku etydyny, tym większe było natężenie świata ,

im mniej go dodawano tym światło było słabsze. Zaobserwował też,. że DNA mogło wysyłać światło o szerokim zakresie częstotliwości, a niektóre z nich wiązały się z konkretnymi czynnościami.

Jeśli to DNA gromadziło światło , to naturalne było, że w chwili rozwijania helisy emitowało go więcej niż normalnie.

To, a także inne badania przekonały Poppa, że

jednym z najważniejszych magazynów światła i źródłem emisji biofotonów jest DNA …”

Dzialu

– język tybetański: ‚ja’lus tęczowe ciało) – oznaka pełnego urzeczywistnienia w dzogczen.

Emanacja ciała, która widoczna jest wokół szczególnie uduchowionych umierających. Znana powszechnie w buddyzmie.

W skrajnych przypadkach z ciała umierającego pozostają tylko paznokcie i włosy.

W tym czasie wśród zgromadzonych panuje szczególnie podniosła atmosfera.

Jest to widomy znak urzeczywistnienia w tym życiu nauk Oświeconych Buddów

oraz umiejętności kontrolowania żywiołów w trakcie procesu umierania.

Obserwuje się także spadek ciężaru i rozmiarów ciała”.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Dzialu

http://www.sacredtransformation.com/article2.html

Kryształy wewnątrz szyszynki

http://forum.losyziemi.pl/print.php?type=F&thread=246&rowstart=20

Kryształy piezoelektryczne w szyszynce reagują na pole elektromagnetyczne i mogą uwalniać fotony- światło w mózgu.

http://mysteriesofhumanity.blogspot.com/2012/04/szyszynka-naturalny-bio-czujnik.html

„W Indiach symbolem Kundalini jest wąż budzący się z głębokiej drzemki i wznoszący się spiralnym ruchem

z podstawy ludzkiego kręgosłupa wzdłuż siedmiu centrów energetycznych,hormonalnych

położonych w ciele,po drodze oczyszczając i odblokowując każdy z nich.

Przez tysiące lat ten sam wąż był uniwersalnym symbolem mądrości i uzdrawiania.

Niemal każdy faraon jest przedstawiany z wężem wznoszącym się z trzeciego oka na czole.

Wielu współczesnych lekarzy zachodu nosi na fartuchach grecki symbol uzdrawiania

dwa węże wspinające się po lasce.

Chińscy Taoiści czcili węża jako mądre zwierzę,lecz przedstawiali Tao w bardziej abstrakcyjny sposób

poprzez naprzemienny ruch Yin i Yang.

Ważne jest że taoistyczna spirala yin yang zawarta jest w okręgu

podczas gdy tradycyjny indyjski wąż Kundalini wznosi się po spirali pionowo w górę

do czakry korony na czubku głowy.

Różnica symboliczna przekłada się na prawdziwą różnicę w podejściu do medytacji

ukierunkowanej na przebudzenie przepływu tej kosmicznej energii.

Hinduistyczni jogini kładli nacisk na wzniesienie energii Kundalini do poziomu transcendencji

podczas gdy taoistyczni mistrzowie zwracali uwagę na harmonijną cyrkulację tej energii

między czakrami.

Chodziło im o doskonała równowagę między mocami Ying i Yang znajdującymi się w ciele

niż o próbę wyskoczenia poza postać ludzką do boskich stanów.

Taoistom nie wystarczało po prostu wiedzieć że Tao-najwyższy poziom jedności,istnieje.

Ich problemem było jak uzyskać jego doświadczenie w bezpieczny,systematyczny

sprawdzalny i użyteczny sposób.

Nie dało się wznieść świadomości ku Niebiosom bez zakorzenienia jej głeboko w Ziemi.

Ta potrzeba uziemienia wyznaczyła rozwój jogi taoistycznej.

Tai Chi Chuan jest niczym więcej jak jogą w ruchu,zawierającą zastosowania samoobronne i zdrowotne.

Inaczej niż w jodze indyjskiej,stopy nigdy nie opuszczają gruntu zwiększając zakorzenienie

w energii Ziemi i zabezpieczając przed nadmiarem energii Kundalini w głowie.

To właśnie ten nadmiar energii w głowie często prowadzi do iluzji rozwoju duchowego

znanego również jako duchowy egotyzm.

Podobne jest to do intelektualisty który wydatkuje całą swoją energię na tworzenie

konceptualnych rozwiązań problemów tego świata,lecz ignoruje sygnały swojego ciała

płynące ze słabego stanu zdrowia lub finansów.

W podobny sposób Wilhelm Reich kiedyś zarzucał joginom,że często kierują swoje energie

do czakr na głowie,nim jeszcze pozbyli się”zbroi ciała” lub napięcia zawartego w dolnych częściach ciała.

Twierdził ze ich głowy pulsują od wyższej energii dając iluzję kosmicznego spokoju

lecz progres w kierunku pełnej cyrkulacji energii kosmicznej zostaje zablokowany.

System taoistyczny pozbawiony jesttego niebezpieczeństwa ponieważ zaczyna od energii najniższej czakry

potrzeby przetrwania,stopniowo łącząc je z wyższymi energiami które się rozwijają.

Taoiści nie są zwolennikami natychmiastowego i całkowitego porucenia Ego.

W zalezności od jednostki dobra praca i kochająca rodzina mogą stanowić wielkie wsparcie

dla rozwoju duchowego.

Taoiści sa zwolennikami umiarkowania,nie ascetyzmu.

Uczą oni że jeśli dane pragnienie jest destruktywne,naturalnie odpadnie w miarę jak przepływ Chi

wróci do równowagi.

Celem jogi taoistycznej jest sprowadzenie ciała,umysłu i ducha do harmonii  ze światem

a nie ucieczka przed nim.

Tradycja mówi że wielu mistrzów Tao przez dziesiątki lat chodziło wśród ludzi

Dopiero kiedy nauczyli ich oni jak zrównoważyć gniew miłością i jak żyć w równowadze

zniknęli w górach by pracować na bardzo wysokich poziomach medytacji

które wymagały głębokiego stopienia się z Naturą.

Harmonizacja mocy która jednoczy człowieka,społeczeństwo i Naturę w jedą całość

jest ewidentne w klasykach chińskich takich jak I Cing.

Napisany przez mistrzów Taoizmu wyraża w formie poetyckiej subtelne przemiany

zachodzące w równowadze energii Chi,które obserwowali w sobie,innych i Naturze.

Na wyższych poziomach medytacji taoistycznej ćwiczący uziemia się w ciele

łącząc wyższe energie w system meridianów akupunkturowych

i pozwalając im krążyć po całym ciele po oczyszczeniu energii

do przyswajalnej postaci.

Ćwiczący jest w posiadaniu szczególnej mapy subtelnego systemu nerwowego ciała

po któym kieruje uwolnioną energię.

Otrzymuje on również precyzyjne metody transformacji swojego fizycznego,mentalnego i emocjonalnego stanu

na róznych poziomach rozwoju,korzystając z tej nowej energii.

Kazda jednostka musi wypracować swoją własną „wewnętrzną technologię”

odpowiadającą jego konkretnym potrzebom i problemom.

Taoizm nie rozwiązuje problemów stworzonych przez Ego

poprzez wymóg poddania indywidualności jednostki

większej grupie pośredników/guru

Jedynym oddaniem jakiego się wymaga jest zdyscyplinowanie.

Joga ezoteryczna jest w zgodzie z każą wiarą religijną.

Języka Taoizmu nie tworzy żaden zestaw mentalnych”wierzeń”

lecz doświadczenie coraz bardziej subtelnych i potężnych energii Chi.

Nie korzysta się przy tym  z żadnuch istot mistycznych lub świętych symboli.

Jeśli jednak ktoś postanowi zidentyfikować Chi z Duchem Świętym

nie zmieni to znaczenia taoistycznej metody transformacji Chi.

Chrześcijanin mógłby dostrzec bliskie podobieństwo wstąpienia na ognistym rydwanie Eliasza do  Nieba

z taoistyczną formułą siódmego etapu medytacji nazwanego Ponownym Zjednoczeniem Człowieka i Niebios

Podobne paralele można dostrzec z buddyjskim hinduizmem lub kabalistycznymi symbolami rozwoju duchowego.

Tym co chcieli podkreślić mistrzowie Taoizmu jest podobieństwo ścieżek przepływu Chi i równowagi u wszystkich ludzi

niezależnie od interpretacyjnych wierzeń na temat ich doświadczeń religijnych.

Joga Taoistyczna jest naturalną metodą przygotowania gęstego fizycznego i mentalnego ciała

na świadome przyjęcie bardziej potężnej porcji kosmicznej energii Yin i Yang.

Wyobraźmy sobie że przeciętne ludzkie ciało przystosowano do funkcjonowania na 110 woltach.

Nie może ono nagle przyjąć do swej świadomości energii Kundalini wyzwalanej przez subatomową energie nuklearną

któa wiąże wszechświat i jest widoczna w promieniowaniu cieplnym i świetlnym Słońca.

Zwiększenie energii do 220 wolt wymaga sporego przygotowania ciała.

Bardziej dostępną formą mocy Kundalini jest ludzka energia seksualna”.-Mantak Chia

http://www.youtube.com/watch?v=31g8_brDyrk

Ksiądz profesor i energia orgazmu

Styczniowy ranking od czapy będzie inspirowany psionicznymi odgromnikami Hanny Gronkiewicz-Waltz. Pani prezydent skłoniła mnie do odkurzenia książek księdza profesora Włodzimierza Sedlaka, króla peerelowskiej paranauki – które namiętnie czytałem w czasach, w których nie można się było się jeszcze chichrać z prawicowej blogosfery.

siądz profesor był odkrywcą „bioplazmy”. Co to jest? Jest to klucz nie tylko do całej biologii, medycyny i psychologii, ale nawet zjawisk paranormalnych, jak telepatia, hipnoza czy fotografie Kiriliana.

A konkretniej? A konkretniej to Ha Gie Wu. Ksiądz profesor nigdy swojego konceptu nie sformalizował na tyle precyzyjnie, żeby dało się z tego ukręcić falsyfikowalną hipotezę. Od suchego języka nauki ksiądz wolał grandilokwencję typową dla biskupiego kazania.

O sobie zwykle pisał w trzeciej osobie: „Czy możliwe jest przyjęcie hipotezy Sedlaka o istnieniu kwantu próżni? (…) Między magnelami Sedlaka i tachionami Cope’a można by się doszukać pewnych analogii (…) Sedlak zaproponował termin – bioplazma (…) zaczęto je omawiać na międzynarodowych kongresach i sympozjach psychotroniki (…) fachowcy, jak biofizycy i fizycy, nie interesowali się tym problemem. Obce im są sprawy człowieka” [wszystkie cytaty za „Na początku było jednak światło”, PIW 1986].

Takim fajniejszym amerykańskim Sedlakiem był Wilhelm Reich, odkrywca energii orgonowej, która wyzwala się w ludziach w chwili orgazmu. Energia orgonowa ma niewątpliwą wyższość nad bioplazmą – ewentualne badania są przyjemniejsze.

Reich posunął się do sprzedawania „akumulatorów energii orgonowej”. W Ameryce za takie coś można wylądować za kratkami. Reich za nimi nawet zmarł, co czyni go prawdziwym męczennikiem paranauki.

Na koniec paranauka do której mam szczery sentyment i liczę na to, że coś z niej jeszcze może się wykluć sensownego: zimna fuzja. Eksperymenty ciągle nie mają odtwarzalnych wyników, ale jak na mojego czuja, za dużo ludzi to obserwowało, żeby to wyjaśniać samą tylko pomyłką lub fałszerstwem.

To może być tak jak z neutronami, które też początkowo miały nieodtwarzalne eksperymenty, dopóki Fermi nie znalazł wyjaśnienia – wynik eksperymentu zależał od tego, czy prowadzono go na stole z blatem drewnianym czy marmurowym. Tutaj może się pojawić podobne zaskakujące wyjaśnienie.

A póki co sytuacja jest interesująca z punktu widzenia socjologii nauki. Brak odtwarzalności spowodował banicję zimnej fuzji ze świata „peer review”, a to wytworzyło dwie komplementarne patologie: z jednej strony otorbianie się zwolenników dalszych badań nad zimną fuzją w klasycznym sydromie prześladowanego crackpota, z drugiej – przesadnie nerwowe odcinanie się mainstreamu od „trędowatych”.

Choć często na swym blogu piszę o „ufoku z Roswell”, ufologia z moich oczach zasługuje najwyżej na honorejbl menszyn. Nie przepadam za samą paranauką, lubię właściwie wyłącznie wywodzące się z niej zjawiska popkulturowe. Bo każda pseudonauka przydaje się choćby do jednego: do rozrywki…

http://wo.blox.pl/2009/01/Ksiadz-profesor-i-energia-orgazmu.html

http://spolecznosc.grmg.pl/topic/11795-wstrzymywanie-wytrysku-i-wielokrotny-orgazm-u-mezczyzny/

„Przyjęcie jednak wszystkiego ponad dopuszczalny woltarz jest niebezpieczne

tak jak przyjęcie na siebie pioruna bez uziemienia.

Taoistyczny system cyrkulacji Chi od poziomu Orbity Mikrokosmicznej do

Zjednoczenia Człowieka i Niebios,jest prętem uziemiającym dla energii Kundalini.

Współcześni badacze duchowych zjawisk postrzegają Kundalini

jako prawdopodobną przyczynę radykalnych skoków w ewolucji świadomości ludzkiej.

Formą jaką przyjmuje ona kiedy występuje spontanicznie(bez specjalnego treningu)

w przypadku powodzenia jest twórczy geniusz a w przypadku niepowodzenia

szaleństwo.

Klasyczny przypadek tego zjawiska przedstawia autobiograficzna książka Gopiego Krishny

„Awakening of the Kundalini”.

Gopi był oficjałem kolei w Indiach który w 1937 roku doświadczył potężnych,dramatycznych

fizycznych i psychicznych przemian jako rezultatu swojej praktyki jogi.

Energia zaczęła tańczyć i przemieszczać się w jego ciele,lecz jego pierwotne zadziwienie i błogość

szybko minęły.

Został nieomal wycieńczony przez tę energię jako że często płynęła bez przerwy

czasem zostawiając go wykończonego i bezsennego przez całe dnie.

Dopiero po dwunastu latach zdołał się nauczyć jak rónoważyć energię w swoim ciele

i wykorzystać ją w nowoodkrytym twórczym życiu poety i autora wielu ksiażek.

Z tego względu praktyki zorientowane na Kundalini zdobyły miano radykalnych i niebezpiecznych

dla większosci ludzi Zachodu poszukujących tego co zdawało im się najszybszą drogą do oświecenia.

Po radę do Mantak Chia zgłaszało się wielu uczniów cierpiących od efektów ubocznych Kundalini

lub rozmaitych praktyk medytacyjnych.

Zazwyczaj po zakończeniu Orbity Mikrokosmicznej lub zwykłym przyłożeniu języka do podniebienia

i sprowadzeniu umysłu w dół,objawy te ustępowały”.

Fragment książki Mantak Chia pt Taoistyczna Joga Ezoteryczna.

„Naukowcy doszli do następujących wniosków:

DNA jest odpowiedzialne za konstrukcję ciała

służy jako baza danych do przechowywania informacji

służy do komunikacji

Lingwiści odkryli, że kod genetyczny DNA w szczególności owe 90% śmietnika, podlega tym samym prawom co wszystkie ludzkie języki.

Wnioski swoje wysnuli podczas porównania reguł (syntaks), semantyki i podstawowych zasad gramatyki.

Odkryli oni, że zasady (alkalia) DNA posiadają ustalone reguły i oparte są o regularną gramatykę.

Dokładnie tak samo jak w przypadku naszych języków.

Wygląda więc na to, że języki nie pojawiły się przypadkowo tylko odzwierciedlają nasze wrodzone DNA.

Piotr Garjajew – biolog molekularny i biofizyk rosyjski wraz z kolegami badał wibracyjne zachowania DNA.

Odkryli, że ludzkie DNA jest anteną nadawczo-odbiorczą. Zatem nie chodzi tutaj tylko o wymianę energii

ale również informacji. Założenia badań: „żywe chromosomy funkcjonują podobnie do holograficznych komputerów.

Używają one wrodzonego promieniowania laserowego DNA.”

Byli w stanie modulować pewne wzorce częstotliwości (np.: dźwięk) w formie podobnej do promienia laserowego. Częstotliwości te wpływały na częstotliwość DNA oraz na informację genetyczną.

NATURALNĄ kwestią jest fakt, że DNA reaguje na język i to właśnie zostało udowodnione w badaniach rosyjskich naukowców.

Naukowcy zachodni wycinają pojedyncze fragmenty DNA i wstawiają je w inne miejsca. Rosyjscy naukowcy stworzyli rozwiązanie, które wpływa na metabolizm komórkowy poprzez modulowanie częstotliwości radiowych i świetlnych – reperując zaistniałe uszkodzenia.

http://maciejka.nowyekran.pl/post/65565,czarodziejski-spiew-ciag-dalszy

Dlaczego tak ważne jest to o czym myślimy i jak myślimy

czyli czemu służą instytucje religijne i ich funkcjonariusze/pośrednicy.

Dzięki religii ludzie są programowani,hipnotyzowani,zmieniani w bioroboty i służących

Są w taki sposób programowani aby boskość rozumieć jako doskonałość.

Boskie wcale nie jest idealne.Boskie musi być kompletne,boskość to całość.

Całość oznacza wszytsko:to co pozytywne/negatywne, “dobre/złe”,żeńskie i męskie

doskonałe i ułomne.

Wolę stanowić zintegrowaną z samym sobą i światem wokół siebie pełnię, niż być “dobry”

Być”dobrym”tzn być zgodnym z cudzym wyobrażeniem tego co jest “dobre”a co”złe”.

Religia to narzędzie do zabijania w człowieku wszystkiego co czyni go człowiekiem.

Jesteś człowiekiem-posiadasz cień.

Dopóki nie uczynisz nieświadomego/cienia – świadomym, będzie on kierował Twoim życiem,

a Ty będziesz nazywał go przeznaczeniem,fatum lub opatrznością.

“Człowiek nie doświadcza oświecenia, wyobrażając sobie świetliste postaci

ale sprawiając, że ciemność/cień zyskuje świadomość”

“Osiągniecie pełni wymaga od człowieka postawienia na szali całego swojego istnienia.

Nie da się tego uzyskać mniejszym kosztem; łatwiejsze warunki, formy zastępcze ani kompromisy nie istnieją” C.G. Jung

“Stan twojego życia jest niczym innym jak odbiciem stanu Twojego umysły”. Wayne W. Dyer

“Dla umysłu nie istnieją ograniczenia, poza tymi, które samodzielnie uznamy za prawdziwe”. Napoleon Hill

Ogranicza nas tylko nasza wyobraźnia,możliwe jest wszystko co zdołamy sobie wyobrazić.

Człowiek jest sumą tego o czym myśli w ciągu dnia.

ludzkość MUSI NAJPIERW UZNAĆ ISTNIENIE SZATANA”

Godzina Szatana o. Livio Fanzaga, Diego Manetti.

 

Czy jakiś neojudaista/katolik lub judeochrześcijanin wątpi w istnienie Szatana?

Jak nazywa się osoba która w istnienie Szatana wierzy?Satanista.

Temu właśnie służy religia,na tym polega misja/hipnoza i siła sugestii jewangelizacyjnej.

Kościół uczy myśleć tylko o Szatanie,seksie,byciu niegodnym grzesznikiem i sługą/niewolnikiem.

Jedyne co trzeba zrobić by zniewolić człowieka to sprawić by zaczął się bać.

Najłatwiej jest ludzi bronić przed czymś co nie istnieje

dlatego najlepiej jest ludzi straszyć Szatanem i ogniem piekielnym.

Tak długo jak ludzie będą wierzyć w myśli które się u nich wywołuje z ambony

tak długo będą stwarzać swoją własną rzeczywistość pełną grzechu zła,apokalips i Szatanów

ponieważ wszystko na czym koncentruje się nasz umysł,jest do nas przyciągane.

Myśl przypominają żywą istote, myśli są maleńkimi kulami energii.

Jakość myślenia = jakość życia.

“moja wina moja wina moja bardzo wielka wina,nie jestem godzien”

Tego typu afirmacje to prawdziwa uczta dla naszego DNA.

Myśli są cząstkami świata materialnego dlatego należy dopuszczać do siebie tylko czyste myśli.

Niepokojąca myśl to embrion.

Najpierw jest bardzo mały, a potem rośnie by wkrótce zacząć żyć własnym życiem.

Im bardziej walczysz ze “złem”tym bardziej staje się ono prawdziwe dla ciebie i bardziej Cię wykańcza.

„Złem” definiowanym wg własnych wygód głównie przez księży(co nie podoba się kk to jest złe)

Księża są specjalistami od wszystkiego,definiują wszystko,łącznie z prawdą i patriotyzmem

życiem  w rodzinie,seksem i okultyzmem,bo na tym znają się najlepiej,praktykują każdego dnia ;)

Myśl rozpoczyna proces twórczy.

Myśli prowadzą do uczuć, uczucia do działań, a działania do rezultatów

http://www.sfora.pl/Ogromne-kolejki-do-egzorcystow-w-Polsce-a48466?utm_source=RSS&utm_campaign=RSS

Do tego właśnie prowadzi religijność.

Nikt nie ma problemu z “opętaniami”tylko “wierni”

Sam termin ’opętanie’ zyskał z czasem znaczenie wyłącznie pejoratywne

głównie dlatego że podobna praktyka stanowi element wielu kultów

z jakimi judeochrześcijaństwo chce konkurować,niszczy je i wykorzystuje cudze techniki

dorabiając do nich włąsną ideologię i otoczke.

W neojudaizmie/katolicyzmie czy judeochrześcijanstwie,praktykowane są od zawsze rytualne opętania

Istnieją dwa typy opętań.

Pierwszy nazywa się “zstąpieniem Ducha Świętego”

(„Duch święty”to zbiorcze określenie różnych wywoływanych na mszy duchów)

kiedy ”duch święty” zstępuje na wybrane osoby  doświadczają one przez to ekstazy,

zaczynają bełkotać w”nieznanych językach” itd itp.

W momencie kiedy wyznawcę opętuje jakiś aspekt judeochrześcijańskiego bóstwa

jest to oczywiście opętanie DOBRE(bo nasze,my jesteśmy dobrzy prawdziwi)

Każda destruktywna sekta ma swoich”prawdziwych”proroków w przeciwieństwie do cudzych-„fałszywych”.

Z opętaniem drugiego typu mamy do czynienia kiedy człowieka opętuje coś innego niż jeden z aspektów jedynego słusznego bóstwa prawdziwego ;)

czyli według judeochrześcijan diabeł.

Chociaż może to być bóstwo nastawione pokojowo duch natury, czy jakakolwiek inna z wielu istot.

To jest opętanie ZŁE albowiem:

Kiedy Kowalski czyni rzeczy które czynił Jehoshua ale nie identyfikuje się z KK

to czyni to za sprawą Szatana.

Jeśli jednak ten sam Kowalski jest gorliwym wyznawcą KK,to cuda które czyni są natchnione mocą Ducha Świętego.Amen.

Część z tych bytów które kk nazywa diabłami, prześladowane przez judeochrześcijan od setek lat

nienawidzi judeochrześcijańskich symboli choć nie wszystkie( w końcu ich symbole nie wzięły się znikąd

zostały podpatrzone u „złych pogan”).

Dlatego właśnie judeochrześcijanie nie powinni zajmować się okultyzmem/mistycyzmem

bo dla złych ludzi duchy są złe.

„Słowa „diabeł” Ignanasani używają dla bóstwa i ducha niezależnie od tego czy jest ono życzliwe czy nie

(anioł i demon to dla nich diabeł bo jeden i drugi związany jest z postacią Daimona

czyli opiekuńczego ducha,ani złego ani dobrego.Duchy nie sa dobre albo złe,duchy po prostu są).

Drobniejsze duchy świętości rodzinnej(Kojka)nazywają oni Szajtanami

(jest to wzięte od Rosjan którzy nazywają Szajtanami miejscowe duchy)

Matka Drzew to Hore,zapewniająca harmonię biosfery,jej dzieci to siedem duchów Gagar”.

Kosmos Mistyczny – Eugeniusz Fajdysz

„Opętania”których doświadczają zwykle psychotyczni nadgorliwcy religijni

(u których pośrednicy w kontaktach z bogami stale potęgują psychozę,głównie za sprawą „świadectw”-propagandy

pisanych na zamówienie a czasem są to zjawiska których ciemny lud nie rozumie bo nikt ludu tego nie nauczył bo nie wolno im wiedzieć)

są manifestacjami albo chorób nerwowych wykorzystywanych w propagandzie a czasem manifestują się moce naszych umysłów,np Tulpa.

„Tulpa – sztuka tybetańskiego mistycyzmu polegająca na wytworzeniu w umyśle czystą siłą woli dowolnego obiektu

lub postaci a następnie zmaterializowanie podmiotu.

W czasie medytacji należy skupić całą swoją uwagę i koncentracje na imaginowanym obiekcie.

O Tulpie Zachód dowiedział się w XIX za sprawą Alexandrine David – Néel”.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Tulpa

„W wojnach informacyjnych obezwładnia się przeciwnika informacją – otumania się działaniami wywiadu, podszeptem agentury wpływu, propagandą i manipulacją, a potem bierze się go w poddaństwo.

W wojnie energetycznej walczące strony niszczą przeciwnika na jasno określonym froncie. Uderzenia są szybkie, potężne, widoczne i odczuwalne. Ideałem jest Blitzkrieg.

W wojnie informacyjnej zniewala się społeczeństwo stopniowo. Trwa to latami. Polem walki jest ludzka świadomość. W pierwszej fazie wyznaczona do podboju społeczność jest demoralizowana, żeby złamać jej moralny kręgosłup. W kolejnej fazie burzy się obowiązujący w niej od wieków porządek wartości, potem pozbawia się ją poczucia własnej godności, zakłamuje osiągnięcia przodków, wpaja poczucie ogólnej niemożności, by wreszcie zniechęcić do stawiania oporu tłumacząc, że wszelki sprzeciw jest bezsensowny, bo trzeba płynąć z prądem.

W opinii rosyjskich analityków wojskowych informacjonnaja wojna, to w szerokim znaczeniu „środki stosowane głównie w czasie pokoju i skierowane nie tyle przeciwko siłom zbrojnym, co przeciwko ludności cywilnej i jej świadomości, przeciwko systemowi administracji państwowej, systemowi nadzoru produkcji przemysłowej, nadzoru nauki, kultury, itd.”

Natomiast w węższym rozumieniu, są to działania, których zadaniem jest osiągnięcie przygniatającej przewagi nad przeciwnikiem w sferze:

• skuteczności informacji,

• pełni informacji

• wiarygodności informacji

w trakcie

• przyjmowania informacji,

• przetwarzania informacji

• wykorzystywania informacji

w procesie podejmowania efektywnych decyzji administracyjnych oraz w realizacji tych decyzji.

Jedna z definicji amerykańskich mówi o „ofensywnym i defensywnym wykorzystaniu informacji i systemów informacyjnych w celu odcięcia przeciwnika od dopływu informacji oraz w celu wykorzystania, zniekształcenia lub zniszczenia informacji już przez niego posiadanych”, przy jednoczesnej obronie własnych zasobów i systemów informacyjnych. W węższym, bardziej militarnym niż politycznym znaczeniu, mówi się o „wspartym przez działania wywiadowcze zintegrowanym wykorzystaniu środków operacyjnych, dezinformacji, operacji psychologicznych, walki elektronicznej i niszczenia fizycznego w celu pozbawienia przeciwnika dopływu informacji, wypaczania i degradowania otrzymywanych informacji, a także niszczenia jego zdolności dowodzenia i kontroli wykonywania rozkazów”.

Przekładając mądre definicje na język potoczny, wojna informacyjna sprowadza się to takiego otumanienia ludzi, żeby sami, z dobrej woli, wpakowali karki w jarzmo, przekonani, że jest to w ich najlepszym interesie.

Wielcy adwersarze toczonej przez blisko pół wieku „zimnej wojny” zgodnie uważają, że zwycięstwo w wojnie informacyjnej należy do tego, kto opanuje zasoby informacji i wiedzy przeciwnika. Przy czym, przeciwnikiem nie są siły zbrojne, lecz cały naród z jego administracją państwową, aparatem władzy, sferami gospodarczymi, kręgami opiniotwórczymi, naukowymi, kulturalnymi, itp. Przewagę osiąga ta strona, która zniszczy lub wypaczy wiedzę posiadaną przez zaatakowany naród i zmanipuluje tę wiedzę w takim stopniu, że zaatakowane społeczeństwo zacznie zachowywać się zgodnie z zamiarami agresora. Informacyjna ofensywa może koncentrować się na wszystkich obywatelach danego kraju lub tylko na elicie rządzącej i środowiskach opiniotwórczych, które po „przełknięciu” poddanej im informacji wtórnie niejako manipulują współobywatelami. Przy czym to „przełknięcie” może być świadome – w zamian za określone profity, lub nieświadome – wskutek podstępnego podsunięcia sprytnie „ulukrowanej” informacji.

Informacyjna inwazja obejmuje najczęściej zarówno wiedzę o własnym społeczeństwie, jak i o świecie zewnętrznym. Info-agresor chce bowiem pozbawić ofiarę najazdu nie tylko prawdy o sobie, ale także zrujnować jej układ odniesienia, czyli zasób wiadomości, w stosunku do którego ocenia otrzymywaną informację. Konsekwencją braku układu odniesienia (swoistego kamienia probierczego, na którym można ocenić wiarygodność i wartość przyjmowanych wiadomości) jest informacyjny chaos. Kiedy rozpadną się naturalne, nawarstwione przez pokolenia „sita”, dzięki którym odruchowo odsiewa się informacje fałszywe lub nieistotne, nie można trafnie ocenić, czy informacja jest wartościowa, czy też jest to tylko szum informacyjny – atrakcyjne bzdury zamulające umysł.

Spranie mózgów wybranej do zdominowania społeczności jest podstawowym warunkiem zwycięstwa. Przejęcie kontroli musi bowiem odbywać się, nie jak w wojnie energetycznej poprzez okupację i jawny przymus, ale w możliwie niezauważalny sposób, skrycie, najczęściej przy pomocy zwerbowanej w tym społeczeństwie agentury wpływu oraz poprzez umiejętne użycie środków masowego przekazu. Wykorzystuje się przy tym własne media, odpowiednio sterowane globalne organizacje medialne (głównie telewizje i agencje prasowe), a przede wszystkim przejęte potajemnie środki masowego przekazu przeciwnika.

Oddziaływanie musi mieć charakter masowy, bowiem dla przejęcia kontroli nad krajem wielkości Polski konieczne jest posiadanie około 1,5 miliona ludzi o podobnych poglądach, a jeszcze lepiej bez poglądów, których uplasuje się w aparacie administracji państwowej, gospodarce, szkolnictwie, służbach państwowych, itp. Ponieważ trudno jest infiltrować skrycie na teren przeciwnika tak wielką liczbę własnych obywateli, to info-agresor nie ma innego wyjścia jak posłużyć się (przynajmniej w okresie przejściowym) pozyskanymi dla siebie tubylcami, to znaczy wytresowanymi zwolennikami, albo świadomymi lub półświadomymi agentami.

Bez uciekania się do przymusu fizycznego, terroru i zniszczeń substancji państwa tak wielką liczbę zwolenników można zdobyć jedynie drogą sterowania społecznego1.

Sterowanie społeczne, to wywieranie wpływu na społeczeństwo dla osiągnięcia określonego celu. Sterowanie społeczne nie jest niczym złym, pod warunkiem, że wytyczony cel jest dobry. Przykładowo, prowadzony przez rząd program powszechnej edukacji jest sterowaniem społecznym, którego celem jest zwiększenie wiedzy i umiejętności obywateli, działalność ewangelizacyjna Kościoła jest sterowaniem społecznym prowadzącym do zbawienia, propagowanie podstawowych zasad higieny steruje społeczeństwo w kierunku dbałości o własne zdrowie, itp.”

http://ojczyzna.pl/ARTYKULY/BRZESKI-R_Wojna-Informacyjna.htm

http://katoliktradycjionline.blogspot.com/2012/10/halloween-zabawa-czy-kult-szatana.html
http://www.diecezja.gda.pl/modules.php?name=Content&pa=showpage&pid=628

http://teresa.pl/Editor/assets/kurenda.jpg
http://teresa.pl/home,36,0

Tagged with: ,
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 660 obserwujących.