białczyński

Kwiat Paproci a Błękitny Kwiat Novalisa


Joanna

©copyright by Joanna

Kwiat Paproci

a

Błękitny Kwiat Novalisa

Pozwólcie, że opowiem historię pewnego Kwiatu i Novalisa – człowieka, dla którego był ów kwiat skarbem największym – wyśnionym – i odnalezionym…

Już kilka lat temu, po przeczytaniu opisu Świetlików (zwanych Kwiatami Paproci) w leksykonie „Stworze i Zdusze” Czesława Białczyńskiego pojawiła się w mojej głowie natrętna myśl, że jest ten znany mi z romantycznej literatury Niemiec Błękitny (a może raczej Niebieski) Kwiat pod pewnymi względami bardzo podobny do naszych słowiańskich Kwiatów Paproci. Zawsze chciałam się z kimś tym „odkryciem” ;) podzielić, ale wbrew pozorom jest to temat głęboki i grząski; żeby opisać go naprawdę porządnie, trzeba by być nie tylko znawcą Słowiańszczyzny ale i znawcą antropozofii i różnych nurtów ezoterycznych.

Cóż, w moim przypadku rodzima słowiańska wiara jest przede wszystkim intuicyjna, choć staram się od jakiegoś czasu nadrabiać edukacyjne braki, natomiast o antropozofię ledwie się otarłam. I wyznam szczerze, że czas, którym dysponuję, wolę poświęcać na to, co nasze, słowiańskie, prastare i wciąż żywe, niż na zagłębianie się w mistycyzm, wyrosły na chrześcijańskim gruncie. (Tym niemniej w przypadku ezoteryzmu pozytywnie zaskakuje mnie to, że najczęściej prowadzi on do wiedzy przedchrześcijańskiej, wedyjskiej, a przez to – było nie było – w wielu punktach zgadza się z wiedzą naszych słowiańskich praprapraprapra…dziadów.)

Chciałabym więc na miarę własnych możliwości porównać ze sobą te dwa Kwiaty: Kwiat Paproci i Błękitny Kwiat Novalisa. Może ktoś mądrzejszy podchwyci ten wątek?

Rzecz jest dosyć pokręcona. Dotyczy niemieckiego poety-pisarza Novalisa, uznawanego za chrześcijańskiego mistyka oraz Błękitnego Kwiatu (Blaue Blume), czyli centralnego symbolu z jego nieukończonej powieści „Henryk von Ofterdingen”. Nie mogę – nie potrafię się oprzeć wrażeniu, że jest ten kwiat bliskim krewnym naszych słowiańskich Kwiatów Paproci. Myślę, że warto zadać sobie pytanie, jakiego stopnia może być to pokrewieństwo.

Ale zaraz – jak Wam naświetlić tę sprawę, skoro w Polsce Novalis jest postacią praktycznie nieznaną? Zanim więc przejdę do meritum, trzeba chociaż pokrótce przedstawić tego poetę.

Georg Philipp Friedrich baron von Hardenberg urodził się drugiego maja 1772 w Oberwiederstedt. W dniu swojej śmierci (25.03.1801 w Weißenfels) nie miał nawet skończonych 29 lat. Nie ukończył wielu dzieł, liczne literackie i filozoficzne zamiary nie doczekały się realizacji. Mimo to zalicza się tego młodo umarłego poetę do najważniejszych teoretyków i twórców swojej epoki, a to, co po sobie pozostawił, okazało się pod wieloma względami ważnym impulsem, nie tylko dla rozwijającego się romantyzmu, ale o tym później.

Decydujące znaczenie dla ukształtowania się charakteru i poglądów młodego Friedricha miały stosunki panujące w jego rodzinnym domu, gdzie z jednej strony otoczony był miłością i ciepłem swojej matki, Auguste Bernhardine, z domu Bölzig, z drugiej jednakże cierpiał z powodu wiecznego niezadowolenia ojca, Erasmusa. Powodem tego niezadowolenia było zbyt świeckie (zdaniem ojca) podejście syna do życia. Stary Erasmus był pietystą. Uważał, że Bóg ukarał go za grzechy śmiercią ukochanej pierwszej żony, więc swoje dzieci z drugiego małżeństwa umyślił wychowywać surowo, pietystycznie, w niemal ascetycznym oddaleniu od świata i ludzi.[1] Jednak Friedrich potrzebował więcej wolności, która pokrywałaby się z tą, która była mu wrodzona. Choć był on – i nigdy nie przestał być – chrześcijaninem,  szukał własnej drogi poznania Boga[2], był wielkim głosicielem indywidualnego podejścia do wiary. Ojciec oczywiście uważał to za herezję. Kwestie religijne pozostały w domu Hardenbergów bolesnym tabu nawet przy łożu śmierci młodego poety. Dla starego Erasmusa musiało więc być nie lada szokiem, gdy, krótko po śmierci syna, usłyszał w swojej hernhuterskiej parafii pieśń religijną, która tak go wzruszyła, że śpiewał ją ze łzami w oczach, a po skończonej mszy poszedł się dowiedzieć, kto jest jej autorem; gdy się wówczas dowiedział, że napisał ją właśnie Friedrich[3]

Sophie von Hardenberg, córka najmłodszego brata Novalisa podkreśla, że mimo wszystko był on bardzo podobny do swojego ojca i przytacza jego wypowiedź na temat Erasmusa, która jest jednocześnie jego własną charakterystyką: [ojciec] „uczył nas poprzez przykłady i mowy, pogardy dla wszelakiego blichtru. Napominał nas do pracowitości, skromności i wyrażał swoją radość, gdy kierowaliśmy się sercem, nie bacząc na zdanie świata. Opiewał szczęście cichego, domowego życia i prosił, byśmy nigdy w naszych wyborach i czynach nie kierowali się interesami i ambicjami.”[4]

Rychło okazało się, że założenie własnej rodziny jest dla Friedricha priorytetem, rodzinne szczęście – najwyższym celem. Mając zaledwie 21 lat tak pisał w liście do matki: „O czuję ją całkowicie, tę słodycz powołania, by stać się podporą rodziny.”[5] Żeby móc zrealizować ten cel, musiał zapewnić sobie stabilność finansowo-zawodową. Po zdaniu egzaminów prawniczych, pracował jako urzędnik w starostwie w Tennstedt. (Później będzie on jeszcze studiował w Akademii Górniczej we Freibergu, pod kierunkiem słynnego geologa Abrahama Gottloba Wernera (1749-1817), przygotowując się do zawodu asesora w dyrekcji salin.) Jego przełożeni twierdzili, że urzędnicza praca w ogóle nie sprawiała mu trudności.

Poetycka natura nigdy nie stała w konflikcie z jego praktycznym rozumem – Friedrich był człowiekiem, w przypadku którego musimy mówić o całkowitym zniesieniu sprzeczności, lub (używając jego własnej terminologii) sprzeczności te były z sobą pojednane (versöhnt). „Wszystkie dziedziny nauki muszą zostać spoetyzowane”, pisze on w liście do Friedricha Schlegla[6]. Także prace urzędnicze dają się, jego zdaniem, prowadzić w sposób poetycki.[7] Friedrich Hardenberg jako poeta nigdy nie cierpiał z powodu prozaiczności urzędniczego dnia powszedniego, ponieważ potrafił sobie tę prozę spoetyzować, upoetycznić. Pracował więc pilnie i, pomimo tego, że jego ulubionym przedmiotem studiów była filozofia, z uwagą studiował także medycynę, fizykę, geologię, mineralogię i chemię, interesował się meteorologią, astrologią, alchemią, galwanizmem, czytał teozofów, różokrzyżowców, filozofów przyrody takich jak Jakub Boehme, Emanuel Swedenborg, Franz Hemsterhuis czy Friedrich Oetinger.[8] Ten sam Novalis, który o wynalezieniu i stopniowym wprowadzeniu do powszechnego użytku mechanicznych zegarów pisał, że jest to katastrofalne w skutkach zaburzenie rytmu życia, który wcześniej dyktowała Natura, ten sam Novalis poświęcał się pracom nad wynalezieniem maszyny, która wytwarzałaby chmury, propagował podwójne okna w domach a także antycypował zasady fotografii.[9] Ale nie koniec na tym! Protestant Novalis ubolewał nad rozłamem chrześcijaństwa! Chrześcijanin Novalis głosił konieczność napisania nowej ewangelii, która byłaby ewangelią teraźniejszości i przyszłości. Warunkiem zaś przyszłego chrześcijaństwa miała być absolutna wolność religijno-wyznaniowa! Novalis nie znał czegoś takiego jak sprzeczności, był od nich całkowicie wolny.

W czasach jemu współczesnych daje się zauważyć, że „powrót do natury”, głoszony przez Rousseau i ruch Surm-und-Drang, spychał swoich głosicieli prosto w otchłań, pełną sprzeczności, ponieważ, jak zauważył Schiller, chodziło wtedy o powrót w sensie regresywnym, co było wprawdzie pięknym, ale i utopijnym marzeniem. Novalis uczy się na błędach swoich poprzedników. Kiedy i on ogłosi „powrót do natury”, będzie miał na myśli powrót w sensie progresywnym.

Jako poeta, mistyk i naukowiec wierzy w głębokie powiązania wszystkich rzeczy (Verbundensein aller Dinge) i w to, że pomiędzy fizyką a metafizyką nie ma absolutnie żadnej różnicy.[10] Jest przekonany, że ludzkość, która kiedyś zamieniła ducha na rozum, powinna dążyć do nowego „Złotego Wieku”, do połączenia Ducha i Rozumu w jedno, w pełnię. Właśnie do tego odnosi się wybrany podczas studiów we Freibergu pseudonim „Novalis” (lat. nowy, niewykorzystany dotąd ląd) – chodzi o filozoficzno-kulturowy program odnowy ludzkości, by człowiek z istoty, która straciła swą duchowość kosztem rozumności, mógł przeistoczyć się w istotę rozumno-duchową – czyli mówimy tu o powrocie w znaczeniu progresywnym.[11]

Równie istotny jest fakt, że Novalis nigdy nie dążył do tego, żeby stać się filozofem w ogólnie rozumianym tego słowa znaczeniu. Nigdy nie napisał „czysto filozoficznego” dzieła. Zawsze były to albo literackie fragmenty lub eseje, albo wiersze czy baśnie; miały to być też planowane powieści, z czego zdążyła powstać zaledwie jedna, niedokończona. Celowo rezygnuje z wydumanego, przeintelektualizowanego, rozmiłowanego w abstrakcyjnych pojęciach, stricte filozoficznego słownictwa – zamiast tego wybiera (nawet w krytykach Fichtego czy Kanta) bądź to zwykły codzienny język, bądź piękny, pełen tajemnicy i metafor, przesiąknięty poezją język literatury. Jeszcze ważniejszym jawi się fakt, że nie jest to filozofia, która miała doprowadzić jej twórcę do poznania, jak w przypadku innych filozofów. On poznanie osiągnął – nie waham się użyć stwierdzenia, że był człowiekiem oświeconym – był to więc odwrotny kierunek; cała mądrość wypływała tu z osiągniętego poznania. Jednocześnie mogła być to forma medytacji. Sam Novalis pisał: „filozofia jest duszą mojego życia i kluczem do mnie samego.”[12] Na pewno chodziło też o wskazanie, podpowiedzenie innym szukającym drogi. Wskazaniem, nakreśleniem, gdzie należy jej szukać, ale na pewno nie konkretnym jej wytyczeniem. Novalis uważał bowiem – i myślę, że jest to bardzo ważne przesłanie – że każdy, absolutnie każdy, musi znaleźć swoją własną filozofię; filozofia jest bowiem czymś tak indywidualnym jak wiara.

Napisałam, że nie waham się pisać o Novalisie jako o oświeconym. W rzeczy samej, studiując biografię poety, natykamy się na momenty, poprzez które do oświecenia owego mogło dojść:

Mały Friedrich był dzieckiem chorowitym, niezbyt zdolnym czy lotnym i właściwie leniwym – uczyć się nie umiał i nie chciał.[13] Aż stało się tak, że w wieku dziewięciu lat ciężko zachorował na czerwonkę. Wiele miesięcy był przykuty do łóżka. Mówiono, że będzie z nim źle. Ale wyzdrowiał. I nagle, zupełnie nieoczekiwanie okazało się, że z łóżka wstało zupełnie inne dziecko. Fizycznie i psychicznie był Friedrich całkowicie odmieniony. Zaczął się uczyć jak nigdy, wręcz pochłaniał wiedzę; rychło „przeskoczył” w tym swoje rodzeństwo.[14]

Siedemnastego listopada 1794 Friedrich po raz pierwszy spotkał dwunastoletnią wówczas zaledwie Sophie von Kühn. Można by powiedzieć, że była to klasyczna „miłość od pierwszego wejrzenia”, gdyby nie to, że wybranka była dosyć nieklasyczna: po pierwsze było to jeszcze dziecko, niezbyt urodziwe zresztą, jeśli wierzyć opiniom znajomych Novalisa, zdziwionych uczuciem poety, w dodatku sprawiała wrażenie osoby z lekkim opóźnieniem rozwojowym i była dość słabego zdrowia.[15] Ale Novalis z miejsca się był zakochał. Wiosną następnego roku omówione zostały kwestie zaręczyn. Była to dziwna miłość, zagadkowa nawet dla samego poety. W swoim notatniku napisał kiedyś: „To, co czuję względem Sofijki, to religia, nie miłość.”[16] Siergiej O. Prokofieff, który w swojej książce cytował i komentował odnoszące się do Novalisa wykłady Rudolofa Steinera, pokusił się o antropozoficzne rozwiązanie tej zagadki: Sophie „była dla niego [w wyniku swojej chorowitości i niedostatecznego zindywidualizowania, to jest w wyniku pewnego opóźnienia w rozwoju ciała astralnego] czymś w rodzaju bramy do wyższego świata, dała mu możliwość skierowania wewnętrznego widzenia w sfery tamtej strony, (…) wydaje się umożliwiać mu wgląd w duchowy świat.”[17] Innymi słowy, poprzez delikatne dziewczątko o imieniu Sophie dociera Novalis do boskiej Sophii.

Dziewiętnastego marca 1797 w wieku lat piętnastu, po ciężkiej chorobie umiera ukochana narzeczona poety. Novalis jest tak wstrząśnięty, że początkowo planuje siłą woli doprowadzić swoje ciało do śmierci, by za nią podążyć w zaświaty. Wiele czasu spędza nad grobem ukochanej.  Lecz to właśnie tam Friedrich von Hardenberg stał się Novalisem – Nowym Człowiekiem; tam doszło w nim do wielkiej przemiany i oświecenia, o czym możemy się przekonać, czytając jego „Hymny do Nocy”, traktując je niemal jako dokumenty, opisujące tę przemianę; wejście na wyższy poziom poznania. Kolejno dowiadujemy się z nich najpierw o bezbrzeżnej rozpaczy, samotności i strachu, następnie o tym, jak zostały one siłą Ducha przezwyciężone i przekute w siłę, jak wreszcie dochodzi do uwolnienia od okowów fizycznego ciała.[18]

Novalis pokonuje więc depresję i pragnienie śmierci, jednocześnie zyskując nowe duchowe życie. Poświęca się pracy, studiom przyrodniczym, filozofii i pisarstwu. Wkrótce zaręcza się ponownie (z Julią, córką radcy górniczego Johanna von Charpentier) i ponownie ożywa w nim marzenie stworzenia sobie rodzinnego szczęścia.

Lecz powoli wyniszczająca go gruźlica (być może nabyta podczas pielęgnowania chorego Schillera) i wiadomość o śmierci kolejnej ukochanej osoby (najpierw Sophie, potem najmilszy mu brat, teraz kolejny brat, zaledwie czternastoletni) – przekreślają wszystko. Friedrich dostaje silnego krwotoku i od tego momentu szanse na wyzdrowienie gwałtownie maleją; właściwie wierzy w to jeszcze tylko sam poeta.[19] Przetransportowano go do rodzinnego domu. Wiosną 1801 roku jego stan wydaje się poprawiać. Poeta poświęca się studiowaniu historii, dużo wertuje w Biblii i opowiada przyjaciołom o swoich dalekosiężnych pisarskich zamiarach.[20] Dwudziestego czwartego marca powiedział Friedrichowi Schleglowi: „Wiele rzeczy dopiero teraz zobaczyłem w prawdziwym świetle i jak tylko wyzdrowieję, dopiero zacznę tworzyć!”[21] Schlegel był przy łóżku przyjaciela także następnego dnia. Był tam też młodszy brat poety, Karl. W pewnym momencie Novalis poprosił Karla, by zagrał mu na fortepianie. Przy miłych sobie dźwiękach, w obecności przyjaciela i brata, opuściła ciało jego dusza, cicho, bezboleśnie, jakby rozpływając się w muzyce.[22] Tak oto na zawsze zamknęły się jego oczy, o których Schlegel mawiał, że są to oczy widzącego duchy.[23]

Gdybym chciała opisać filozofię i dzieło Novalisa, wyszłaby mi z tego opasła księga, a i tak pewnie nie udałoby mi się przekazać wszystkiego jasno i wyraźnie; znając moje skłonności, pewnie bym utonęła w morzu niuansów, a część poglądów zniekształciła, dostosowując je niechcący do własnych potrzeb i wyobrażeń. (Jako ciekawostkę dodam, że przeczytałam kilka jego biografii i każda… była inna! Poza kilkoma stałymi w postaci dat i nazwisk, miałam wrażenie, że czytam o zupełnie innych osobach!!!)

Ale jest prostszy sposób przedstawienia poglądów tego poety. Sposób nie dość, że maksymalnie skrótowy, to chyba zarazem najpełniejszy.

Otóż, były poglądy Novalisa antycypacją antropozofii i nauk duchowych Rudolfa Steinera.

Z tą różnicą, którą sam Steiner zresztą podkreślał, że Novalis był naturalnym mistykiem i wizjonerem w najgłębszym tego słowa znaczeniu – czyli najpierw pojawiały się u niego wizje, potem oparta na nich filozofia, a ćwiczenia duchowe, medytacja, skutkowały jakby powrotem do przeżytych już wizji, ewentualnie były ich kontynuacją lub/i pogłębieniem, podczas gdy w przypadku Steinera – to już taka moja osobista refleksja – ćwiczenia duchowe miały rozwinąć w człowieku wrażliwość, bez której przeżycia mistyczne nie są możliwe. Novalis tę wrażliwość posiadał, u niego nie była ona „wyćwiczona” (choć mogła być – i pewnie była –  wynikiem chorowitości i dramatycznych przeżyć; ciągłego przebywania na granicy świata żywych i domeny śmierci). Steinera fascynowała ta „naturalność” jego mistycyzmu, ogłosił go nawet duchowym przewodnikiem, patronem swojego ruchu antropozoficznego.

Dla uproszczenia możemy więc patrzeć na Novalisa jak na antropozofa (choć jego antropozofię odkrył dopiero antropozof Steiner) – ze wszystkimi tego konsekwencjami. Mam tu na myśli przede wszystkim antropocentryzm, który niestety przebija się przez jego poglądy, i który jest chyba – przynajmniej w moim odczuciu – najmocniejszym ogniwem, łączącym go z chrześcijaństwem. Gdyby nie narzucona przez chrześcijaństwo postawa antropocentryczna, myślę, że mówiąc o Naturze, mówiłby Novalis językiem poganina. Trzeba stwierdzić, że w wielu miejscach i tak nim mówił:

„NATURA NIE BYŁABY NATURĄ, GDYBY NIE MIAŁA DUCHA” (– czy takie stwierdzenie nie byłoby przez Kościół okrzyczane herezją?)

Powiem to z całą szczerością: ja cierpię, czytając Novalisa! Co dwa zdania wściekam się na niego za antropocentryzm (jakieś dziwaczne sposoby wychowywania natury, łagodzenia jej charakteru, panowania nad nią, choćby za pomocą muzyki itd.) i kiedy już jestem wściekła i rozczarowana na tyle, żeby rzucić książkę gdzieś w kąt i nigdy do niej nie wracać – staje mi przed oczami kolejne zdanie, z którym się całą moją pogańską duszą zgadzam i które mnie dogłębnie porusza i zachwyca. Na przykład:

„Odbicie nieba w wodzie nie jest tylko złudzeniem, jest to przejaw delikatnej przyjaźni, oznaka sąsiedztwa, a jeśli nie spełniony popęd dąży ku nie zmierzonym wyżynom, to szczęśliwa miłość chętnie pogrąża się w nieskończonej głębi.”

„Szczęśliwym nazywam tego syna, tego ulubieńca natury, któremu pozwala ona oglądać się zarówno w swej dwoistości – jako moc płodząca i rodząca, jak i w swej jedności – jako nieskończone, wiecznotrwałe gody. Jego życie stanie się pełnią wszelkich rozkoszy, łańcuchem upojenia, a jego religią będzie właściwy, prawdziwy kult natury.”

„Jakże dziwne jest to, że właśnie najświętsze i najbardziej czarujące zjawiska natury znajdują się w rękach ludzi tak martwych, jakimi zwykle są chemicy (…) prostackie duchy, które nigdy nie będą wiedzieć, jakie cuda mają w swych probówkach.”

W stu procentach zgadzam się także z poglądami Novalisa odnośnie MITU i roli poezji/poetyckiego natchnienia w dziejopisarstwie:

„Człowiek piszący o historii powinien być także koniecznie poetą, bo tylko poeci posiadają umiejętność wiązania ze sobą wydarzeń w sposób właściwy. (…) Więcej jest prawdy w ich baśniach, aniżeli w uczonych kronikach. Bo nawet, jeśli postacie są tu wymyślone, to sens, w którym zostały wymyślone, kryje w sobie prawdę i jest czymś naturalnym. (…) Tu chodzi o doświadczenie wielkiego i prostego ducha zjawisk dziejowych, a kiedy jest nam to dane, najmniej troszczymy się o możliwość historycznego udowodnienia egzystencji jego zewnętrznej formy.”

„Zbiór mitów zawiera historię świata prawzorów, obejmuje czasy dawne, teraźniejszość i przyszłość”

„To, że nie widzimy się w świecie baśni, ma swą przyczynę tylko w słabości naszych organów i kontaktu ze samym sobą.”

Jerzy Prokopiuk o Hardenbergu: „Filozofia była dla Novalisa ołtarzem, na którym poezja jako kapłaństwo otrzymywała wewnętrzne święcenia.”

Bardzo bliska jest mi też idea symfilozofowania. Zacytujmy znów Jerzego Prokopiuka: „Tym bowiem, co go [Novalisa] interesowało, była raczej nowa metoda myślenia, która doprowadziłaby do syntezy nauki, sztuki i religii, a którą on sam nazywał symfilozofowaniem.”

(źródło cytatów: Jerzy Prokopiuk, Novalis. Uczniowie z Sais. Proza filozoficzna – studia – fragmenty. Czytelnik, Warszawa 1984)

Głównym wątkiem wszystkich dzieł Novalisa jest przepowiadanie i przygotowywanie powrotu ludzkości do Złotego Wieku. Przypomnijmy sobie w skrócie o co chodzi.

Polska Wikipedia jakoś nie zaskakuje „ogromem” tekstu:

Złoty wiek

- w mitologii greckiej wiek obfitości i szczęścia. Motyw „złotego wieku” jest także obecny w innych mitologiach. Według klasycznej wersji legendy złoty wiek miał miejsce za czasów panowania Kronosa, choć wyznawcy Orfizmu uważali, że miał on miejsce w czasie panowania boga Fanosa.

Dla porównania warto zajrzeć do wikipedii niemieckiej:

http://de.wikipedia.org/wiki/Goldenes_Zeitalter

albo angielskiej:

http://en.wikipedia.org/wiki/Golden_Age

Moje tłumaczenie z  niemieckojęzycznej Wiki (początkowe dwa akapity):

Złoty Wiek (gr. χρύσεον γένος chrýseon génos „Złota Rasa“, lat. aurea aetas oder aurea saecula „Złoty Wiek“) jest pojęciem z mitologii antycznej. Określa idylliczną prafazę, stan idealny w historii stworzonej przez Kronosa ludzkości przed powstaniem cywilizacji. Według tego greckiego (przejętego przez Rzymian) mitu istniejące wtedy stosunki społeczne były optymalne, a sami ludzie znakomicie osadzeni w środowisku naturalnym. Wojny, przestępstwa i nałogi nie były znane, skromne potrzeby życiowe pokrywała Natura. W trakcie kolejnych epok nastąpił jednak rozkład moralny, pojawili się ludzie dążący do władzy i posiadania, warunki życia pogorszyły się w sposób drastyczny. W czasach współczesnych narratorowi mitu rozkład osiągnął już niemal punkt krytyczny. [ale – zdaniem Hezjoda, w przyszłości trzeba się spodziewać jeszcze pogorszenia sprawy, aż wściekły Zeus zniszczy ludzkość]. Niektórzy rzymscy autorzy głosili nastanie nowej epoki pokoju i zgody jako odnowionego Złotego Wieku.”

„Istnieją pewne powiązania z mitami Dalekiego Wschodu. Pod pewnymi względami różniące się, ale w gruncie rzeczy dające się porównać Idee rozpowszechnione były w starożytności na Bliskim Wschodzie i w Środkowej Azji. Z różnych zachowanych wersji można zrekonstruować ogólny zarys pramitu azjatyckiego pochodzenia[!!!]. Przynajmniej pod względem poszczególnych motywów jest ów pramit bazą wyjściową tradycji europejskich. [I dopiero na szarym końcu czytamy:] Poza tym  dają się zauważyć pewne paralele z biblijnym mitem Raju (Eden) i wygnaniem z niego, przy czym nie można tu raczej mówić o jakimś trzonie wspólnej tradycji.”

Z dalszej części tekstu dowiadujemy się, że pojęcie Złotego Wieku wystąpiło także w nordyckiej Eddzie.

Przy okazji: Tak się zastanawiam… Mamy rok 2012, rok zmian, czas przesilenia. Skoro mit Złotego Wieku wywodzi się z Białego Lądu i Mazonii, skoro pozbawiona ducha nauka, oparta na, jak go określił Novalis, rozumie skamieniałym i zamieniającym w kamień (dt.versteinert und versteinernd), zaczyna chwiać się na swoim piedestale, skoro upodliliśmy się względem Natury tak, że chyba już bardziej nie można, skoro jednak ludzie powoli zaczynają odczuwać potrzebę uduchowienia, skoro coraz więcej ludzi powraca do swojej rodzimej, pogańskiej wiary… Czy w obliczu tego wszystkiego można mieć nadzieję, że doczekamy (jako ludzkość) nowego Złotego Wieku? Dziwnie mi się ta myśl splata np. z przepowiednią o odrodzeniu Arkony…

Lucas Cranach Starszy „Złoty Wiek”

Jeszcze jedna sprawa, nim ostatecznie dojdę do Błękitnego (Niebiskiego?) Kwiatu.

Novalis używał znanych mitów, historii, postaci (w tym także historycznych) jako bazy, niejednokrotnie wiele w nich zmieniając, nadając im nowe treści, inny wymiar; rozwijał lub całkowicie przerabiał różne wątki. Używał znanych postaci/opowieści/mitów jak naczyń, wlewając w nie własną filozofię, własny przekaz. Czasami zastanawiam się, czy nie zrobił tego również z chrześcijaństwem, którego był wyznawcą. Może miała to być religia uniwersalna, wykraczająca poza religijne podziały? A kiedy mówił, że „nie ma takiej religii, która nie byłaby chrześcijaństwem”, może były to słowa skierowane do chrześcijan, wezwanie do zaprzestania wojen na tle religijnym, nawracania itd.? W piątym „Hymnie do Nocy” czytamy o stopniowym nastawaniu ery Kali Yuga: „bogowie znikali wraz ze swoim orszakiem – samotna, pozbawiona życia była Natura”, ale także o początkach końca tej ery: „zamierzchłe [dt.graue] czasy stają się młode”, „nastaje nowy świat”, Chrystus ożywia starych (pogańskich!!!) Bogów. To przecież nic innego jak znany z nordycko-germańskiej mitologii Ragnarök – Zmierzch Bogów, ich zniknięcie z powodu utraty przez ludzi umiejętności postrzegania duchowej rzeczywistości, ale zniknięcie czasowe (pozorne?), do momentu, aż ludzie, powrócą do utraconej duchowości.

To oczywiście mocno pokręcony tok rozumowania, z tym Chrystusem, ożywiającym starych  Bogów, ale nie zapominajmy, że autorem tych wizji jest chrześcijanin. Ja myślę, że jak na chrześcijanina i tak daleko w tym wszystkim zaszedł ;) Może musiał po prostu otrzymaną wizję dla siebie samego przepuścić przez pojęciową maszynkę chrześcijaństwa?

Bardzo ciekawym przykładem jakościowego przekształcania znanych historii/postaci jest nieukończona powieść Novalisa „Henryk von Ofterdingen”, wydana po jego śmierci w 1802 roku.

Jest ona bezpośrednim nawiązaniem do „Lat nauki Wilhelma Meistra” Goethego. Novalis odnosił się do tego dzieła bardzo krytycznie, choć samego Goethego uważał za geniusza. Dzieło to, powieść rozwojowa/inicjacyjna (Bildungsroman) miało zdaniem Novalisa traktować o rzeczach kompletnie nieważnych, prozaicznych, a natura i mistycyzm w ogóle były z niego wykluczone. Pisze więc Novalis własną wersję powieści inicjacyjnej, ale odnoszącej się do WEWNĘTRZNEGO rozwoju człowieka.

„Es ist alles innerlich.” – „Wszystko jest wewnętrzne.” – czytamy w powieści.

Dodatkowo powieść zaplanowana była jako apoteoza poezji (główny bohater dojrzewa do swojego powołania – staje się poetą). Jest też tam gęsto od filozofii przyrody i miłości, jest mowa o Złotym Wieku, wyraźna jest głęboka wiara w reinkarnację. Powieść składa się z niezliczonych rozmów, nauk mądrych nauczycieli a także z wielu baśni, których rola dla całości jest kluczowa.

I to właśnie w tej powieści natrafiamy na Błękitny Kwiat…

Powieść dzieli się na dwie części: „Oczekiwanie” i „Spełnienie”. Poeta niestety zdążył ledwie zacząć część drugą. Całe szczęście, dzięki Ludwigowi Tieckowi coś niecoś możemy się o niej dowiedzieć, ponieważ przyjaciel pozbierał notatki Novalisa, rozmawiał z nim też wcześniej o jego planach związanych z przebiegiem akcji w powieści. Z całą pewnością „Spełnienie” miało zostać osiągnięte.

Akcja rozgrywa się w trzynastowiecznych Niemczech, głównym bohaterem jest młody Henryk.

http://www.tuya-salina.ch/welcome.html/5182.html

Zamiast się rozpisywać, po prostu przytoczę początek powieści. A zaczyna się ona od… sennej wizji!

(Tutaj muszę zaznaczyć, że nie udało mi się wypożyczyć polskiego tłumaczenia powieści, a w tej chwili nie bardzo mogę sobie pozwolić na luksus kupowania książek. Tłumaczenie jest więc moje własne, kulawe i wybitnie amatorskie. Tekst po niemiecku znajdziecie pod tym linkiem: http://gutenberg.spiegel.de/buch/5235/3)

> Rodzice leżeli już i spali, zegar ścienny wybijał swój monotonny takt, wiatr świszczał za kłapiącymi okiennicami. W izbie co chwila robiło się jasno od księżycowej poświaty. Młodzieniec leżał niespokojnie na swoim posłaniu i myślał o wędrowcu i jego opowieściach. „Tu nie o skarby chodzi, to nie one budzą we mnie to niewypowiedziane pragnienie”, mówił sam do siebie, „jak najdalszą jest mi żądza posiadania; ale zobaczyć chciałbym ów błękitny kwiat. Cały czas o nim myślę, o niczym innym nie potrafię. Nigdy dotąd się tak nie czułem: zupełnie, jakbym przed chwilą śnił, jakby mnie nieprzytomny sen przeniósł do innego świata, bo w świecie, w którym żyję, któż troszczyłby się o kwiaty, nie mówiąc już o tym, że nie słyszałem jeszcze o podobnej względem kwiatu namiętności. Skąd właściwie wziął się ten obcy człowiek? Nikt z naszych nigdy podobnego nie spotkał; ale właściwie dlaczego tylko ja jeden jestem jego opowieściami tak bardzo przejęty; inni słyszeli przecież dokładnie to samo, ale nikomu tak się nie zrobiło. Że też nawet nie potrafię mówić o swoim dziwnym stanie! Przez większość czasu czuję się tak zachwycająco wspaniale, i tylko wtedy, gdy nie mam tego kwiatu żywo w pamięci, opanowuje mnie głębokie, wewnętrzne dążenie: tego nie jest w stanie, nie zrozumie nikt. Myślałbym, że oszalałem, gdybym tak wyraźnie i jasno nie widział i nie myślał, wszystko mi się teraz wydaje bardziej zrozumiałe. Słyszałem kiedyś opowieści o starych czasach, gdy zwierzęta i drzewa i skały rozmawiały z ludźmi. Czuję się teraz tak, jakby miały one w każdej chwili przemówić, jakbym patrząc na nie, od razu wiedział, co chcą mi przekazać. Musi być jeszcze wiele słów, których nie znam: znałbym więcej, mógłbym wszystko o wiele lepiej zrozumieć. Wcześniej lubiłem tańczyć, teraz chętniej myślę o muzyce.” Młodzieniec rozpłynął się w słodkich fantazjach, zasnął. Śniły mu się najpierw bezkresy i dzikie, nieznane obszary. Z niepojętą lekkością wędrował ponad morzami, widział niezwykłe zwierzęta, żył z rozmaitymi ludźmi, podczas wojny, w dzikim zgiełku, w cichych chatach. Dostał się w niewolę, poznał najhaniebniejszą biedę. Wszystkie możliwe doznania rozrastały się w nieskończoność. Przeżył nieskończenie barwne życie, umarł i powrócił, kochał aż do najwyższej namiętności i był potem znowu ze swoją ukochaną rozdzielony. Wreszcie nad ranem, w czas świtania, zrobiło się w jego duszy ciszej; obrazy stały się wyraźniejsze i trwalsze. Zdawało mu się, że idzie samotnie poprzez ciemny las. Światło dzienne z rzadka przebłyskiwało przez zieloną sieć. Wkrótce doszedł do skalnego wąwozu. Musiał się wspinać po omszałych kamieniach, oberwanych kiedyś w wyniku gwałtownej burzy. Im wyżej był, tym jaśniejszy stawał się las. Wreszcie dotarł do niewielkiej łąki, położonej na zboczu góry. Za łąką wznosiła się wysoka skała, u stóp której dostrzegł otwór, który wydawał się być początkiem wykutego w niej korytarza. Korytarz początkowo prowadził prosto, aż do rozległej komory, skąd mu już z daleka błyszczało jasne światło. Kiedy tam wszedł, ujrzał potężny strumień świtała, który niczym gejzer piął się w górę aż do sklepienia, by tam rozsypać się w niezliczoną ilość iskier, które na koniec opadały w dół do wielkiego basenu; strumień ten błyszczał niby pałające złoto; nie było słychać najdrobniejszego dźwięku, święta cisza otaczała ten wspaniały spektakl. Zbliżył się do niecki, która falowała i drżała nieskończonością barw. Ściany jaskini były pokryte tą cieczą, która nie była gorąca, lecz chłodna i rzucała na ścianach matowe, błękitnawe światło. Zanurzył w basenie dłoń, zwilżył wargi. Czuł, jakby przenikało go duchowe tchnienie, poczuł się głęboko w środku pokrzepiony i orzeźwiony. Opanowało go nieodparte pragnienie, żeby całkiem się zanurzyć, rozebrał się, wstąpił do basenu. Było mu tak, jakby opłynęła go chmura wieczornej zorzy, niebiańskie doznanie zalało jego wnętrze; niezliczone myśli dążyły z najgłębszą rozkoszą do tego, by się wymieszać; powstawały nowe, nigdy dotąd nie widziane obrazy, które również rozpływały się jedne w drugich, aż stawały się wokół niego widzialnymi istotami, a każda fala miłej materii [dt.Element] tuliła się do niego niczym delikatna pierś. Przypływ rozpraszał się w czarujące dziewczęta, które na oka mgnienie ucieleśniały się przy młodzieńcu.

Oszołomiony zachwytem, ale świadomy każdego wrażenia, płynął spokojnie z fosforyzującym nurtem, który wpływał w skały. Ogarnęło go coś jakby słodka drzemka, podczas której śniły mu się nieopisywalne wydarzenia, aż obudziło go kolejne olśnienie. Znalazł się na miękkiej trawie przy źródle, które wytryskało w powietrze i w nim się rozpływało. Dalej wznosiły się ciemnoniebieskie skały z barwnymi żyłami; światło dzienne, którym był spowity, było jaśniejsze i łagodniejsze niż zwykle, niebo było ciemnogranatowe i całkowicie przejrzyste. Najsilniej jednak przyciągał jego uwagę wysoki świetliście błękitny kwiat, który stał przy źródle i muskał go swymi szerokimi, błyszczącymi płatkami. Dookoła pełno było kwiatów wszelkiej maści, ich rozkoszny zapach wypełniał powietrze. Lecz on nie widział niczego poza błękitnym kwiatem, przyglądał mu się długo z niewypowiedzianą czułością. W końcu, gdy chciał się do niego zbliżyć, kwiat zaczął się poruszać i zmieniać; płatki rozbłyszczyły się jeszcze mocniej. Przylgnęły do rosnącej łodygi, kwiat zwrócił się w jego stronę, płatki kielicha ukazały rozchylony kołnierzyk, w którym unosiło się delikatne oblicze. Słodkie zdumienie wzrastało wraz z tą przemianą, gdy wtem, nagle, zbudził go głos matki i znalazł się z powrotem w rodzinnej izbie, którą ozłacało już poranne słońce. <

Niedośniony do końca sen pozostawia po sobie niespełnienie i zarazem przeczucie możliwości spełnienia.

Rodzice Henryka niepokoją się o stan chłopaka; jest on teraz odmieniony, często bywa zamyślony.

Bardzo ciekawie Novalis „uczy” swojego odmienionego (częściowo oświeconego?) bohatera egzystencji w społeczeństwie, zmuszając go do stawienia czoła różnym sytuacjom konfliktowym (wydrwienie, konflikty polityczno-religijne i religijno-rasowe, zapał do wojaczki, różnego rodzaju manipulacje, praca zarobkowa a poglądy itd.); spokój, szacunek, entuzjazm, miłość i bycie wiernym swoim ideałom przedstawia jako środki, służące osiągnięciu tej koegzystencji – ale nie będziemy teraz tego omawiać, skupmy się na samym kwiecie.

Zaintrygowało mnie, że chociaż autor z reguły nie podaje konkretnych dat czy dni wydarzeń opisanych w powieści, jedna jest dosyć precyzyjna. Otóż senna wizja Henryka przypada na czas letniego przesilenia. Dowiadujemy się o tym chwilę później, na początku drugiego rozdziału. Rodzice wymyślili, że odmieniony Henryk potrzebuje… jakiejś odmiany. Postanowione więc zostaje, że wraz ze swoją matką i gromadą kupców wyruszy w daleką podróż do Augsburga, gdzie mieszka jego dziadek ze strony matki. Wyruszają po świętym Janie („Johannis war vorbei”).

Czy to przypadek? Może tak, może nie. Może Novalis nawiązuje tu do znanych sobie legend. Może. A może uznał, że czas przesilenia to czas magiczny, idealny, by zacząć wyprawę, o której już wiemy, że tak naprawdę była wyprawą do wnętrza, drogą duchowego rozwoju.

Czym jest właściwie czas letniego przesilenia? Dlaczego wiążą się z nim liczne pogańskie (a nawet „popogańskie” chrześcijańsko-pogańskie, ubrane w szatki świętego Jana) legendy?

Pomyślmy, opierając się na naszej słowiańskiej rodzimej wierze:

Święto letniego przesilenia – Kupała, kupalnocka, sobótki, noc świętorujańska – jak każde słowiańskie święto jest to Święto Przyrody, Natury.

Konkretnie jest to Święto Wody, Ognia i Miłości – miłości pomiędzy kobietą i mężczyzną, ale również miłości Ognia i Wody (żenienie tych dwóch Żywiołów!), czyli poniekąd święto miłości pomiędzy przeciwieństwami, łączenie przeciwieństw w pierwotną całość, w jedń, pełnię.

Ale na tym nie koniec! Jak każde wielkie słowiańskie święto jest to także czas Dziadów, czyli duchów; otwiera się krąg, ludzie obcują z duchami, oddają im cześć, ale też otwierają się na ich mądrość, doświadczenie, na cały duchowy świat.

BOSKOŚĆ – NATURA – DUCHOWOŚĆ – MĘSKOŚĆ/KOBIECOŚĆ oto słowa opisujące letnie przesilenie wg rodzimej wiary.

Wróćmy teraz do powieści Novalisa i do opisu błękitnego kwiatu. No właśnie… Błękitnego? Niebieskiego? Dlaczego właśnie takiego, a nie na przykład różowego czy sinokoperkowego? Niebieski to popularny kolor wśród kwiatów: hortensja, cykoria, bławatek… Dlaczego Novalis uparł się na taki, a nie inny kolor?

Błękitny, niebieski, niebiański, czyli boski… Czyż nie?

Idźmy dalej. Kwiat z sennej wizji Henryka to w pewnym sensie mieszanka rośliny, ducha (ruch łodygi, muskające płatki, eteryczne oblicze) i kobiety (w dalszej części powieści Henryk poznaje Matyldę, córkę wielkiego poety, w której się zakochuje. Wtedy olśniewa go, że twarz, którą widział okoloną płatkami błękitnego kwiatu, to była właśnie twarz Matyldy) Popatrzmy, co otrzymujemy:

Niebieski – Kwiat – Oblicze – ukochana Matylda

a tym samym:

Boskość – Natura – Duchowość – Męskość/Kobiecość

Wyrażenie męskość/kobiecość można chyba zastąpić słowem MIŁOŚĆ

Do tego wszystkiego dochodzi analogiczne wyruszenie na poszukiwanie magicznego kwiatu w czas letniego przesilenia. Słowianie szukają Kwiatu Paproci, Henryk (Novalis) Błękitnego Kwiatu.

Zaryzykuję tezę, że aby odnaleźć ten upragniony cel, trzeba podążać drogą, na której drogowskazem jest… sam poszukiwany kwiat! Czyli: Boskość – Natura – Duchowość – Miłość…

Boskość – Staramy się wczuć w boski, boży świat, czcimy bogów i ich działanie, czcimy Najwyższego – Światło Świata, WszechŚwiat.

Natura – Szanujemy Naturę, staramy się dostroić do niej nasze dusze i ciała, dążymy do życia z nią w harmonii.

Duchowość – Odkrywamy, czujemy ją w całym otaczającym nas świecie; jako Mikrokosmos zlewamy się z Makrokosmosem, zrywamy pęta fizyczności.

Miłość – odnajdujemy ją w sobie, w innych, w tej jednej, jedynej osobie; dajemy ją innym, dzielimy się nią; znajdujemy ją w Naturze, we WszechŚwiecie, Świetle Świata.

Boskość – Natura – Duchowość – Miłość.

Czym zatem jest Kwiat Paproci? – Poznaniem. Wiedzą-Wiarą. Oświeceniem.

Znalazłam na tym blogu, gdzie mowa jest o tym, czym jest SŚŚŚ, bardzo podobne słowa. Ale znalazłam je, o dziwo, dopiero, kiedy sama doszłam już do własnych wniosków. Wcześniej musiałam to przeoczyć, ale teraz, gdy czytam, podpisuję się pod tym obiema rękami!

znak

8+8 = 16 = 7

4 x 4  = 16 = 7

Symbolizuje Kwiat Paproci (Pąp Rudzi) – Wiarę Przyrody

Cały artykuł tutaj: http://bialczynski.wordpress.com/slowianie-w-dziejach-mitologia-slowian-i-wiara-przyrody/

7 to liczba szczęścia, prawda? Wiedza-Wiara daje człowiekowi szczęście.

A czym jest, stworzony przez Novalisa symbol Błękitnego Kwiatu? Tym samym! Poznaniem, Oświeceniem.

W dużym skrócie oczywiście, bo kwiat ten wyrósł nie na czysto pogańskiej glebie, lecz przebijać się musiał przez wiele różnych warstw kulturowych, nim wreszcie wykiełkował i zakwitł. Znalazłam w internecie bardzo interesujący artykuł na ten temat: http://www.zloty-rozokrzyz.org/teksty/po_p55_01.htm

(jedna uwaga: Novalis wcale tak bardzo nie uwielbiał Fichtego, jak sugeruje autor podlinkowanego artykułu. Twierdził, że „Fichtemu brakuje miłości” , a nawet, że Fichte jest „niebezpieczny”.)

Właściwie to już wszystko, co chciałam opowiedzieć. Jako ciekawostkę dodam może jeszcze, że obydwa kwiaty spotyka dzisiaj bardzo podobny los – profanacja. Wszędzie roi się od poszukiwaczy, idących „na skróty”. Spotkałam się już z wieloma teoriami na temat tego, czym „tak naprawdę” jest „domniemany” „Kwiat” Paproci; chyba najbardziej rozbroiło mnie stwierdzenie, że chodzi o fosforyzującą grzybnię, porastającą paprocie. :D

Błękitny kwiat natomiast najczęściej sprowadzany jest do chaberka, bo trzeba wszak było dokonać wyboru pomiędzy kwitnącymi na niebiesko gatunkami.  http://de.wikipedia.org/wiki/Blaue_Blume


[1] Hardenberg, Sophie, Friedrich von Hardenberg genannt Novalis. Eine Nachlese aus den Quellen des Familienarchivs. Avox, Leipzig 2010. S. 35-39

[2] Ibd. S. 290

[3] Ibd.

[4] Ibd. S. 258

[5] Ibd. S. 77

[6] Ibd. S. 196

[7] Safranski, Rüdiger: Romantik. Eine deutsche Affäre. Carl Hanser Verlag. München 2007. S. 59

[8] Prokopiuk, Jerzy,  Novalis. Uczniowie z Sais. Proza Filozoficzna – Studia – Fragmenty. Czytelnik, Warszawa 1984 (s.27)

[9] Hardenberg, Sophie, Friedrich von Hardenberg genannt Novalis. Eine Nachlese aus den Quellen des Familienarchivs. Avox, Leipzig 2010. S. 20

[10] Ibd. S. 28

[11] Lutz, Bernd, Jeβing, Benedikt: Metzler Autoren Lexikon. Deutschsprachige Dichter und Schriftsteller vom Mittelalter bis zur Gegenwart. J.B. Metzler. Stuttgart-Weimar 2004. S. 558

[12] Hardenberg, Sophie, Friedrich von Hardenberg genannt Novalis. Eine Nachlese aus den Quellen des Familienarchivs. Avox, Leipzig 2010. S. 135

[13] Ibd. S. 48

[14] Ibd. S. 48

[15] Prokofieff, Sergej, Ewige Individualität. Zur karmischen Novalis-Biographie. Verlag Am Goetheanum 1987. S. 204

[16] Ibd. S. 206

[17] Ibd. S. 207

[18] Ibd. S. 47

[19] Hardenberg, Sophie, Friedrich von Hardenberg genannt Novalis. Eine Nachlese aus den Quellen des Familienarchivs. Avox, Leipzig 2010. S. 288

[20] Ibd. S. 289

[21] Ibd. S. 289

[22] Ibd. S. 289

[23] Safranski, Rüdiger: Romantik. Eine deutsche Affäre. Carl Hanser Verlag. München 2007. S. 110

Narodziny Ozyrysa-Koszerysa – 14 07 (2012) – Ozyrys-Kosz-Perepułt/Nuit-Nyja/Chors-Horus (Pan Wielkiej Zmiany) oraz Syriusz-Wielki Pies – Pas Oriona i Aldebaran-Cielec


Nuit

Ten artykuł powstał w dziwacznym trybie. Materiał zebrałem już dawno, ale jakoś nie chciało mi się tej sprawy rozwijać i w zawikłany sposób jej tłumaczyć. Nie chodzi, pomyślałem, to żeby kogokolwiek do czegokolwiek przekonać, a wykład, dowodzenie – to przekonywanie. Dla kogoś kto WIE to znowu banalnie nużące, któreś powtórzenie czegoś co wiemy, tyle że jeszcze jeden związek z jeszcze innej strony pokazany. Dlatego zaległ  ten materiał  i odłogiem przeleżał kilka miesięcy.

To troszkę syzyfowa (może nie tyle syzyfowa co zbędna) praca ciągłe przekonywanie osób, które i tak przecież muszą – MUSZĄ – przekonać się same. Nużące jest już  – myślałem – i dla mnie i chyba dla czytających też, to wywodzenie związków między wszystkimi Wiarami Przyrody i sprowadzanie całej tej wiedzy – co dzieje się niemal automatycznie za każdym razem – do jej Zerywańskiej Kolebki – gdzieś pomiędzy Jeziorem Aral a Arkajamą około 20.000 lat temu – czyli tam gdzie tkwią KORZENIE WIARY ŚWIATA.

Czego by się nie tknąć tak się właśnie układa i wpada to zawsze w aryjskie korzenie, prosto do starożytnego źródła Ludów Arki (Czarki-Czakry). Postanowiłem więc nic z tym zbiorem nie robić i po prostu dać ten materiał taki jaki jest – niech każdy spróbuje na własny użytek powiązać fakty związane z Wielką Przemianą i Rokiem tej Przemiany – konstelacjami, bogami Słowiano-Skołotów, Egipcjan (Mlekomedirczyków) czy Kszatrijskich-Aryjskich Hindusów (Windów).

Ten bigos jest jednak jak każdy bigos – po prostu smakowity – bo każdy ma tutaj pole dla własnych odkryć i dla własnej intuicji – To jest jak zaczyn, a co lotniejsi i co głębiej zorientowani pójdą różnymi tropami i dojdą do różnych ciekawych spraw i upieką smaczny chleb z tego zaczynu, a jak dobrze pójdzie to i chrupiące bułeczki świeżej WIEDY.

Jedną z takich intuicyjnych nitek jest na przykład  na pewno Crowley i Thelema, ale zachęcam też do studiowania Taji 20 i 23 – do sprawy Widnura Wodyna i Odyna i Wodana i w ogóle sprawy powiązań Wanów i Asów (Azów-Mazów – i Jug-H-Asów z Góry Welburz – świętych mężów wojowników, czy późniejszych diadochów -dziadunów-didunów-dziedziców, kapłów bogów działu i także wojowników), a także powiązań współczesnej religii judeo-chrześcijańskiej i judejskiej z Kolebką i Arką-Czarą spadającą z Nieba.

Gdyby nie to, że mamy dzisiaj dzień Narodzin Osirisa/Koszerysa w Roku Wielkiej Przemiany, roku granicznym – nie opublikowałbym tego bigosu, w który każdy musi się na swój użytek wgryźć i podążyć własną ścieżką. Kasowałem go dzisiaj i zamieszczałem na wordpressie od rana z siedem razy – szkoda że dokładnie nie policzyłem ile to było – 6, 7, 8 czy 9?

Zdaję sobie sprawę, że wiele osób zniechęci brak analizy, spójnego wątku i jasnej tezy czy dowodu niezaprzeczalnego – trzeba wiedzy dosyć głębokiej żeby temu galimatiasowi sprostać, ale nawet jeśli ktoś jej nie ma niech po prostu uruchomi intuicję i domysł, niech puści wodze fantazji i pozwoli się ponieść. Zobaczycie fantastycznie powiązany świat znaczeń jakiego się nie spodziewaliście.

Tak sobie myślę przy okazji na temat ateistów i żal mi ich. Po prostu straszna szkoda, że nie są w stanie wyjść poza materializm i zobaczyć owego WIĘCEJ, owego wspaniałego świata jaki się przed Nami otwiera. Obawiam się ,że dla nich on zostanie zamknięty.

Jak można przemówić do ludzi, do człowieka, któremu NAUKOWCY najtwardszej dyscypliny nauki – fizyki kwantowej i fizyki teoretycznej powiedzieli, że Świat składa się w 95% z TAJEMNICY niedotykalnej dla nauki – a on (oni) nadal wierzy tylko w istnienie tego co nauka potwierdziła???

Czy ktoś ma jakąś receptę na coś takiego? – Jak mam nazwać taki stan umysłu?

Jakie to okropne – ból jaki czuję, ból utraty tych wszystkich ludzi, którzy nie myślą w ogóle lub myślą tak płytko, że nie są w stanie pokonać tak podstawowego własnego ograniczenia – ten ból rozrywa mnie po prostu dzisiaj od środka. Czuję coś okropnego – tyle zmarnowanych istnień!!!

Wiem , że nie są zmarnowane zupełnie, wiem że w końcu kiedyś jakoś itd i tp – ale dlaczego nie teraz?! Dlaczego nie potrafią otworzyć oczu?!

Najstraszniejsze jest to, że ateiści uwielbiają się przedstawiać jako RACJONALIŚCI – czyli ludzie posługujący się Umem – Rozumem i Umiejący z Umysłu korzystać czyli logicznie MYŚLEĆ.

Fizycy powiedzieli im, że Wszechświat jaki widzą składa się tylko z kilku procent MATERII a reszta jest niewidzialną i niedotykalną dla osób „fizycznie=materialnie” istniejących Ciemną Energią i Ciemną Materią. Fizycy powiedzieli im, że nie tylko nie potrafią zrozumieć 95% Wszechświata, ale że nie pojmują procesów materialnych w nim zachodzących i że nie są w stanie wyjaśnić tego co nawet widzą i czego „dotykają teorią i matematyką” inaczej jak oddziaływaniem Świadomości – być może Świadomości Eksterytorialnej – na Równoległe Wszechświaty, z których w każdej sekundzie realizują się w różnych czasoprzestrzeniach różne ich wersje dziejowe. Fizycy zapewniają ich, że istnieje taki Wszechświat równoległy w którym w finale Euro 2012 w Kijowie Polska wygrała z Ukrainą 12:11 w rzutach karnych, po remisie 3:3 w czasie zasadniczym i po dogrywce 0:0. Mówią im, że tylko tak potrafią wyjaśnić zjawiska kwantowe, poprzez istnienie Światów Równoległych i wpływ świadomości na rozwój wydarzeń –  a Ci Ludzie, którzy nazywają siebie RACJONALISTAMI nie potrafią uwierzyć, iż ta Świadomość-Nadświadomość- Matryca-Bogowie-Ludzie zjednoczeni energetycznie i mentalnie ze światłem świata rzeczywiście „sterują” RzeczyIstnością wespół z tymi Bogami/Energiami.

To strasznie mnie boli – taki materializm płytki, taki przyziemny, taki do tyłu, – to jakby lokować się dobrowolnie – nie mając świadomości tego faktu – pośród tych co uważają że ziemia jest płaska.

Przecież mają dowód z fizyki, że Człowiek wpływając na „realizację” kwantu eliminuje jego inną wersję – czyli człowiek jest w tym momencie BOGIEM – działa w nim Boska cząstka kształtująca FIZYCZNĄ RZECZYWISTOŚĆ. A oni wiedząc to mówią, że nie Istnieje Siła Sprawcza- nadrzędna nad cząstkami fizycznymi. No po prostu sprzeczność ale oni jej nie widzą i jeszcze twierdzą, że są najświatlejszymi ludźmi na Ziemi. Szczyt wszystkiego.

To jest to samo zaślepienie które nie pozwoliło ludziom przez tysiąclecia wznieść się w powietrze i zacząć latać, to jest to samo co nie pozwoliło im uwierzyć, że Ziemia jest kulą, to jest to co kazało im myśleć przez tysiąclecia, że sami nie są w stanie komunikować się z Bogami, że nie są w stanie z nimi współdziałać, że nie mogą bez pośrednictwa klechów spełnić żadnej duchowej czynności, że muszą być bezwolnymi sterowanymi „maszynkami”, „zabawkami” w ręku „światłych” rządców Ziemi. 

To prawdziwy ból, że stracimy tych wszystkich niedowiarków, że zamknie się przed nimi Brama – że zaczną odpływać w druga stronę nurtu – straceni, zagubieni, kompletnie zdezorientowani w tym co dookoła się naprawdę dzieje, że trafią za Wrota, że nawet ich nie dostrzegą.

Będą szukać znów tych bzdurnych wyjaśnień: dlaczego był Kryzys, co poszło nie tak, dlaczego są nieszczęśliwi, czemu załamał się system nabijania kabzy Złotym Cielcem, będą biadolić i skowyczeć – Howl! Howl!!!

Musimy się z tym pogodzić: dla ateistycznych „racjonalistów”, którzy każdego dnia zostają w tyle podczas gdy Ziemia pędzi ku Nowemu już jest chyba za późno.

Pozdrawiam wszystkich i tylko wspomnę – Tadeusz Owsianko nazywa Ducha Przemiany – Hornem zamiast Horsem/Chorsem-Horusem – ale to naprawdę nie ma żadnego znaczenia jak nazywamy tę Moc Księżycową która zstąpiła na Ziemię i rozsadza, rozbija wszystko co Stare na Naszej Matce. Naprawdę to bez znaczenia, bo jesteśmy w Sercu Tej Zmiany i jesteśmy Ośrodkiem tej Zmiany. Mam wrażenie , że dotykam cudu, po prostu jestem szczęśliwy, że dane mi jest w tej Przemianie uczestniczyć. Nie spodziewałem się tego.

STOP!

Stanisław Szukalski – Grasp or Sink!

Do Racjonalistów – tak dla rozluźnienia i żeby wyjść z tego patosu zanim mnie wyniesie gdzieś na orbitę – Czy myślicie, że to jest jakiś żart czy przypadek, że mieliśmy w dziejach Polski dwóch JP, a ten drugi JP wziął sobie nawet numerek II, żeby przypadkiem wszystko było jasne nawet dla kompletnego dyletanta i materialisty: Józef Piłsudski i Jan Paweł II – JP i JP II – czy to żart jakiś, czy może „boski plan”?!

Mnie się chce śmiać, kiedy to sobie zestawiam – zwłaszcza, że obaj ci ludzie w warstwie życiorysów są kimś innym niż jako osoby publiczne funkcjonujące w zbiorowej naszej narodowej świadomości (czyli jako mity narodowe). Jeszcze inaczej widzą ich inni mieszkańcy naszej planety Ziemia, czyli w świadomości ludzkiej, Ogólno-Ludzkiej, lokują się ONI DWAJ jako inne jeszcze byty, czy konstrukty. Naród Polski przypisuje im obu wyzwolenie. Co wy na to „racjonaliści”?! Przypadek to czy żart i śmiech Kosmosu, który jednak „gra z wami w kości” ?!

A co powiecie na nowego Mesjasza z Polski – trochę w lepszym stylu niż był ten poprzedni za Mickiewicza – to ma być żart, chichot dziejów?!

A co powiecie na JP 3 – nie to nie jest nowsza wersja MP3. Myślicie, że gdy to się wydarzy to przejrzycie na oczy i zaczniecie WIERZYĆ, że Ciemna Energia Jest Jasna, że niewidzialna Materia DZIAŁA?

Chciałbym żeby to wam wystarczyło – bo utrata kontaktu z tak wieloma ludźmi – świadomościami – sympatycznymi – których mimo wszystko kocham – nawet takich ułomnych – to straszliwy ból. Coś trudnego do fizycznego wytrzymania.

Poczekajmy: Może JP 3 – otworzy wam oczy? Jeśli nie ON, to już nie wiem co – nie pomoże wtedy i tysiąc kolejnych wcieleń.

CB

Ozyrys – Nuit  – Horus

Nut (egip. noc) — w mitologii egipskiej bogini nieba należąca do Wielkiej Enneady. Nut była dzieckiem Szu, boga powietrza oraz Tefnut uosabiającej wilgoć. Za męża oraz brata Nut Egipcjanie uznawali Geba, reprezentującego Ziemię. Taka personifikacja odróżnia mitologię egipską od wielu innych, gdzie niebo kojarzono z pierwiastkiem męskim, a ziemię z żeńskim, np. Uranos i Gaja u Greków.

Nut i Geb mieli pięcioro dzieci, symbolizujących pięć dni egipskiego tygodnia:

  • Ozyrysa,
  • Ozyrys – (egip. Isir lub Iszir) w mitologii egipskiej bóg śmierci i odrodzonego życia, Wielki Sędzia zmarłych. Syn bogini Nut i boga Geba, brat Seta, Izydy i Neftydy. Poślubił Izydę, był władcą ziemi, podziemi i krainy umarłych (Pola Jaru). Miał dwóch synów: Anubisa z Neftydą i Horusa z Izydą.
  • Przed wiekami nauczył ludzi uprawy roli. Został zabity przez swojego brata Setha, a potem z Izydą, która poskładała jego członki spłodził Horusa. Następnym razem jednak Izyda znalazła i poskładała w mumię wszystkie części ciała Ozyrysa z wyjątkiem prącia. Organ ten bowiem zaginął na dnie Nilu, gdzie wrzucił zwłoki brata morderca (ten epizod gwarantował i tłumaczył żyzne wylewy rzeki). Ozyrys nie mógł żyć na ziemi, ale żył w zaświatach.
  • Przedstawiany był w postaci człowieka w koronie atef na głowie z insygniami władzy królewskiej w dłoniach – berłem heka, symbolizującym władzę, oraz biczem neheh, symbolizującym wieczność, spowity w bandaże na kształt mumii z twarzą malowaną zielonym kolorem. Symbolem Ozyrysa był filar Dżed. Jego personifikacją było lunarne bóstwo Jah. Główny ośrodek kultu: Abydos i Busiris.
  • Został zabity, a następnie wskrzeszony przez bogów, stał się władcą świata podziemnego i sędzią zmarłych.Z biegiem czasu przemienił się w uniwersalnego boga – najważniejszy przejaw panteistycznego bytu.
  • W ikonografii przedstawiany jako mężczyzna z koroną atef (ozdobioną piórami). Jego symbolem był filar dżed wyrażający trwanie. Za inkarnacje Ozyrysa uważani byli faraonowie. Za panowania Ptolemeusza I (IV-III w. p.n.e.) z połączenia duchownych pierwiastków greckich i egipskich rozwinął się kult Serapisa trwający jeszcze w okresie Cesarstwa Rzymskiego.
  • W czasach nowożytnych do największych dzieł wspominających Izydę i Ozyrysa należy singspiel Wolfganga Amadeusza Mozarta Czarodziejski flet (KV 620).
  • Horusa,
  • Seta,
  • Izydę,
  • Neftydę.

Horusa uważano jednak również za syna Ozyrysa i Izydy, więc niekiedy Nut i Gebowi przypisywano tylko czwórkę dzieci. Bogini Nut otrzymała od swojego ojca zakaz łączenia się ze swoim bratem, Gebem, we wszystkie dni roku egipskiego (360 dni), jednak Thot, pokonując w kolejnych walkach Księżyc, stworzył pięć dodatkowych dni, w trakcie których bogini poczęła swoje dzieci.

Zgodnie z mitem Nut i Geb przez całą wieczność leżeli złączeni w miłosnym zespoleniu, ale zostali rozdzieleni przez Szu, czyli powietrze. Według egipskiej kosmologii świat znajduje się pomiędzy ich ciałami. Nut starożytni wyobrażali sobie jako nagą kobietę stojącą na rękach i na nogach, której pokryte gwiazdami ciało było wygięte w łuk, tworząc sklepienie niebieskie. Jej ręce i nogi miały wyznaczać cztery kierunki świata. Kiedy Słońce uosabiane przez Re zbliżało się ku zachodowi, Nut połykała je, co powodowało nastanie nocy, i mogła ponownie kochać się z Gebem. Co rano o świcie bogini nieba rodziła Słońce, dając początek nowego dnia. Gdy czasami Geb i Nut zapragnęli zbliżyć się w ciągu dnia, wtedy nastawała burza.

Czasami Egipcjanie przedstawiali w sztuce Nut jako Niebiańską Krowę, na której grzbiecie Słońce pokonywało nieboskłon. W tym ujęciu Geba określano jako Byka Nut.

Nuit

From Wikipedia, the free encyclopedia

Jump to: navigation, search

This article is about the Egyptian goddess as understood in the pantheon of Thelema. For the Egyptian sky goddess, see Nut (goddess).

Nuit (alternatively Nu, Nut, or Nuith) is a Thelema goddess, the speaker in the first Chapter of The Book of the Law, the sacred text written or received in 1904 by Aleister Crowley.

Nut is an Egyptian sky goddess who leans over her husband/brother, Geb, the Earth God. She is usually depicted as a naked woman who is covered with stars. She represents the All, pure potentiality both as it flowers into the physical

Mythology

Main article: Nut (goddess)

In Egyptian mythology, Nut was the sky goddess. She is the daughter of Shu and Tefnut and was one of the Ennead.

The sun god Re entered her mouth after the sun set in the evening and was reborn from her vulva the next morning. She also swallowed and rebirthed the stars. She was a goddess of death, and her image is on the inside of most sarcophagi. The pharaoh entered her body after death and was later resurrected.

In art, Nut is depicted as a woman wearing no clothes, covered with stars and supported by Shu; opposite her (the sky), is her husband Geb. With Geb, she was the mother of Osiris, Horus, Isis, Set, and Nephthys.

Her name is translated to mean ‚sky’[2][3] and she is considered one of the oldest deities among the Egyptian pantheon,[4] with her origin being found on the creation story of Heliopolis. She was originally the goddess of the nighttime sky, but eventually became referred to as simply the sky goddess. Her headdress was the hieroglyphic of part of her name, a pot, which may also symbolize the uterus. Mostly depicted in nude human form, Nut was also sometimes depicted in the form of a cow whose great body formed the sky and heavens, a sycamore tree, or as a giant sow, suckling many piglets (representing the stars).

Origins

A sacred symbol of Nut was the ladder, used by Osiris to enter her heavenly skies. This ladder-symbol was called maqet and was placed in tombs to protect the deceased, and to invoke the aid of the deity of the dead. Nut is considered an enigma in the world of mythology because she is direct contrast to most other mythologies, which usually evolve into a sky father associated with an earth mother or Mother Nature.[5]

The Sky Goddess Nut arched protectively over the Earth and all of its inhabitants

She was married to Geb, the earth god.

The sky goddess Nut depicted as a cow

She appears in the creation myth of Heliopolis which involves several goddesses who play important roles: Tefnut (Tefenet) is a personification of moisture, who mated with Shu (Air) and then gave birth to Sky as the goddess Nut, who mated with her brother Earth, as Geb. From the union of Geb and Nut came, among others, the most popular of Egyptian goddesses, Isis, the mother of Horus, whose story is central to that of her brother-husband, the resurrection god Osiris. Osiris is killed by his brother Set and scattered over the Earth in 14 pieces which Isis gathers up and puts back together. Osiris then climbs a ladder into his mother Nut for safety and eventually becomes king of the dead.[6]

A huge cult developed about Osiris that lasted well into Roman times. Isis was her husband’s queen in the underworld and the theological basis for the role of the queen on earth. It can be said that she was a version of the great goddess Hathor. Like Hathor she not only had death and rebirth associations, but was the protector of children and the goddess of childbirth.[7]

Myth of Nut and Ra

Ra, the sun god, was the second to rule the world, according to the reign of the gods. Ra was a strong ruler but he feared anyone taking his throne. When he discovered that Nut was to have children he was furious. He decreed, „Nut shall not give birth any day of the year.” At that time, the year was only 360 days. Nut spoke to Thoth, god of wisdom, and he had a plan. Thoth gambled with Khonshu, god of the moon, whose light rivaled that of Ra’s. Every time Khonshu lost, he had to give Thoth some of his moonlight. Khonshu lost so many times that Thoth had enough moonlight to make 5 extra days. Since these days were not part of the year, Nut could have her children. She had 5: Osiris, Horus the Elder, Set, Isis, and Nepthys. When Ra found out, he was furious. He separated Nut from her husband Geb for all eternity. Her father, Shu, was to keep them apart. Still, Nut did not regret her decision.[citation needed]

Some of the titles of Nut were:

  • Coverer of the Sky: Nut was said to be covered in stars touching the different points of her body.
  • She Who Protects: Among her jobs was to envelop and protect Ra, the sun god.[8]
  • Mistress of All or „She who Bore the Gods”: Originally, Nut was said to be laying on top of Geb (Earth) and continually having intercourse. During this time she birthed four children: Osiris, Isis, Set, and Nephthys.[9] A fifth child named Arueris is mentioned by Plutarch.[10] He was the Egyptian counterpart to the Greek god Apollo, who was made syncretic with Horus in the Hellenistic era as ‚Horus the Elder’.[11] The Ptolemaic temple of Edfu is dedicated to Horus the Elder and there he is called the son of Nut and Geb, brother of Osiris, and the eldest son of Geb.[12]
  • She Who Holds a Thousand Souls: Because of her role in the re-birthing of Ra every morning and in her son Osiris’s resurrection, Nut became a key god in many of the myths about the after-life.[8]

Role

Great goddess Nut with her wings stretched across a coffin

Nut was the goddess of the sky and all heavenly bodies, a symbol of protecting the dead when they enter the after life. According to the Egyptians, during the day, the heavenly bodies—such as the sun and moon—would make their way across her body. Then, at dusk, they would be swallowed, pass through her belly during the night, and be reborn at dawn.[13]

Nut is also the barrier separating the forces of chaos from the ordered cosmos in the world. She was pictured as a woman arched on her toes and fingertips over the earth; her body portrayed as a star-filled sky. Nut’s fingers and toes were believed to touch the four cardinal points or directions of north, south, east, and west.

Because of her role in saving Osiris, Nut was seen as a friend and protector of the dead, who appealed to her as a child appeals to its mother: „O my Mother Nut, stretch Yourself over me, that I may be placed among the imperishable stars which are in You, and that I may not die.” Nut was thought to draw the dead into her star-filled sky, and refresh them with food and wine: „I am Nut, and I have come so that I may enfold and protect you from all things evil.”[14]

She was often painted on the inside lid of the sarcophagus, protecting the deceased. The vault of tombs often were painted dark blue with many stars as a representation of Nut. The Book of the Dead says, „Hail, thou Sycamore Tree of the Goddess Nut! Give me of the water and of the air which is in thee. I embrace that throne which is in Unu, and I keep guard over the Egg of Nekek-ur. It flourisheth, and I flourish; it liveth, and I live; it snuffeth the air, and I snuff the air, I the Osiris Ani, whose word is truth, in peace.”[15]

References

  1. ^ Mythology, An Illustrated Encyclopedia of the Principal Myths and Religions of the World, by Richard Cavendish ISBN 1-84056-070-3, 1998
  2. ^ The hieroglyphics (top right) spell nwt or nut. Egyptians never wrote Nuit. (Collier and Manley p. 155) The determinative hieroglyph is for ‚sky’ or ‚heaven’, the sky (hieroglyph).
  3. ^ Wörterbuch der Ägyptischen Sprache, edited by Adolf Erman and Hermann Grapow, p 214, 1957
  4. ^ The Oxford Encyclopedia of Ancient Egypt, by Leonard H. Lesko, 2001
  5. ^ Women of Ancient Egypt and the Sky Goddess Nut, by Susan Tower Hollis The Journal of American Folklore © 1987 American Folklore Society.
  6. ^ „Egyptian goddesses” The Oxford Companion to World mythology. David Leeming. Oxford University Press, 2004. Oxford Reference Online. Oxford University Press. Southeast Missouri State University. 7 May 2009
  7. ^ „Egyptian goddesses” The Oxford Companion to World mythology. David Leeming. Oxford University Press, 2004. Oxford Reference Online. Oxford University Press. Southeast Missouri State University. 7 May 2009
  8. ^ a b The Oxford Encyclopedia of Ancient Egypt, by Leonard H. Lesko, 2001.
  9. ^ Clark, R. T. Rundle. Myth and Symbol in Ancient Egypt. London: Thames and Hudson, 1959.
  10. ^ The Moralia – Isis & Osiris, 355 F, Uchicago.edu
  11. ^ Encyclopaedia Britannica, Google Books
  12. ^ Emma Swan Hall, Harpocrates and Other Child Deities in Ancient Egyptian Sculpture, Journal of the American Research Center in Egypt Vol. 14, (1977), pp. 55-58, retrieved from JSTOR.org
  13. ^ Hart, George Routledge dictionary of Egyptian gods and goddesses Routledge; 2 edition (15 March 2005) ISBN 978-0-415-34495-1 p.111 Books.google.co.uk
  14. ^ „Papyrus of Ani: Egyptian Book of the Dead”, Sir Wallis Budge, NuVision Publications, page 57, 2007, ISBN 1-59547-914-7
  15. ^ „Papyrus of Ani: Egyptian Book of the Dead”, Sir Wallis Budge, NuVision Publications, page 57, 2007, ISBN 1-59547-914-7
  • Collier, Mark and Manley, Bill. How to Read Egyptian Hieroglyphs: Revised Edition. Berkeley: University of California Press, 1998.
  • „Egyptian goddesses” The Oxford Companion to World mythology. David Leeming. Oxford University Press, 2004. Oxford Reference Online. Oxford University Press. Southeast Missouri State University. 7 May 2009.
  • „Papyrus of Ani: Egyptian Book of the Dead”, Sir Wallis Budge, NuVision Publications, page 57, 2007.
  • The Oxford Encyclopedia of Ancient Egypt, by Leonard H. Lesko, 2001.
  • Women of Ancient Egypt and the Sky Goddess Nut, by Susan Tower Hollis, The Journal of American Folklore, 1987.
  • Chests of life, by Harco Willems, 1988, pages 131-144, 165, 168, 174, 194-196, 243.


NYJA

Nyja nosi miana Nyji-Śmiertnicy, Nyji-Kostuchy i Nyji-Nawi.

Postacie-wcielenia (równe miana): Nyja-Śmiertnica, Nyja-Kostucha i Nyja-Nawia.

Inne nazwania jego osoby (przydomki):Pani Śmierci i Władczyni Nawi oraz Władczyni Wcieleń.

Zajmowany krag:Piąty Krąg

funkcja (zakres działania):zajmuje się wyłącznie Nawami i Nawiami czyli ich mieszkańcami, których także od-nawia czyli wyciąga z nawi do powtórnego żywota. Głowne jej zajęcie jednak to uśmiercanie, sam akt śmierci.

ród:Nawianie

pochodzenie: Dzięgle – Czarnogłów i Białoboga

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Złoty Sierp i Złota Kosa

Pomocnicy(Stworze – bogunowie): Nawki (Mawki, Mauki, Stracze, Stradcze, Navje, Navaczi, Nauki, Zjemlanoczki, Ziemlanocki)

00 Nyja clip_image002Nyja-Śmiertnica

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

. W mianie Nyi zawierają się takie znaczenia, jak: naktis, nyktis, noszt – noc, nykti – niknąć, marnieć, nikt, nic, nei – w dole, niż – dół, naw – głąb, dół, Nawie – miejsce przebywania zmarłych na Weli, nyju – płaczę (nyć – płakać, wyć), nucić – zawodzić. Stąd pochodzą też znaczenia nudzić i nędza, nękać i nęcić (ponuda – ponętna), ponuta – przymus, nuja (nautis) – bieda, nędza, nujan – tęskniący, po-nuda – tęsknota. Tak więc Nyja jest boginią Wiecznej Nocy, Zaświatów, Władczynią Dołu (Nawi), prowadzącą do niknięcia ludzi, do płaczu oraz tęsknoty. Miano Nyja nawiązuje bezpośrednio pierwszym członem ny- do Nicy – nicości, bezistnienia, pustki, Nyjąca znaczy zatem Sprowadzająca Nicość.

Przydomek Nyi, Nawia, określa jej władztwo nad Nawią (Nawiami) – Dołem Weli i mieszkańcami tego Dołu, czyli Nawiami. Są to zarówno zmarli śmiertelnicy, jak i Zdusze – złe duchy (demony) zamieszkujące Nawie na Weli, a pojawiające się również na Ziemi, w świecie żywych. Nawiać znaczy ponawiać się, odnawiać się. Dotyczy to przechodzenia duszy do nowego ciała poprzez Nawie. Nyja-Nawia jest Opiekunką tego procesu, od niej zależą kolejne wcielenia i ruch zmarłych między czterema Nawiami: Założą – Otchłanią – Piekłem – Rajem. Tylko ta ostatnia Naw kończy proces kolejnych wcieleń i prowadzi do jedności z Bogiem Bogów. Założnicy powracają na Ziemię w innych postaciach: ludzi, zwierząt, roślin, kamieni, wody, ognia lub Zduszów-demonów.

Przydomek Śmiertnica jest trzyczłonowy: ś-miert-nica. Oznacza Przynoszącą Śmierć, Przynoszącą z Morem Nicę – czyli obracającą zmarłego w nicość (co ma miejsce z wejściem duszy w Otchłań, miejsce bezistnienia). Także kończącą morzenie – słabnięcie, umorzającą do nicy lub Tnącą Śmiertelnie – Uśmiercającą. Oznacza również boginię Uśmierzającą, tj. przerywającą mor – chorobę, ból, marnienie, umieranie.

Przydomek Kostucha składa się z członów kost-tucha – Tusząca Kos (los) – Wróżąca Śmierć, Wróżąca Kosę, Zamieniająca w Kości, Rzucająca Czar Śmiertelny.

nei – w dole, naw – głąb, dół. Także z rozdzielenia, poczucia utraty, zerwania ze światem żywych: naujan, nujan – tęsknić, ponuda – tęsknota, nęka – męka, nękać – dokuczać, niszczyć, ponuta – przymus, nuja (nautis) – bieda, nędza. Nawa to także łódź – Łódź Osta, która uwiezie wszystkich godnych z tego świata, gdy Swąt go zniszczy. Nawała, nawałnica (np. deszcze nawalne w Biblii Leopolity) – zjawisko szczególnie nasilone, wzmocnione, wielkie i straszne zarazema.

Gustaw Dore – potop

Horus-Haru/Horos/Chors – Książ (nie mylić z Księżycem-Chorsiną/Chorsińcem-Łuną) – inaczej Horn – Pan Wielkiej Zmiany

notowany jest w zapisie hieroglificznym jako ḥr.w. Rekonstruuje się wymowę tego zapisu jako *Ḥāru. Nazwa oznacza sokoła. Przyjmuje się, że Horus tłumaczony był jako odległy lub wznoszący się ponad. W koptyjskim imię Horus zachowało się jako ‚Hōr’. Do greki przeszło jako Ὡρος, ‚Hōros’. Oryginalne imię bóstwa przetrwało także w późnoegipskim imieniu Har-Si-Ese (dosłownie ‚Horus, syn Izydy’). Horus był nazywany również Necheny, co także oznaczało sokół. Stanowiło to okazję do stawiania hipotez o istnieniu innego boga-sokoła, który miał być czczony w Nechen (mieście sokoła). Horus miałby bardzo wcześnie zostać z nim utożsamiony. Jako sokół Horus został przedstawiony już na Palecie Narmera, datowaną często na okres zjednoczenia Górnego i Dolnego Egiptu.

Horus Ori (Orzeł=Orion) czy Horus-Sokół = Złoty Cielec? A może jedno i drugie?

Bóg wojny i polowania

Horus był także bogiem wojny i polowania. Horus sokół jest przedstawiany na paletach predynastycznych w scenie polowania na lwy. Jako taki stał się symbolem majestatu i potęgi oraz wzorem faraonów. Faraonowie sami mieli być Horusem w ludzkiej postaci. Z Horusem identyfikowany był inny bóg wojny Nemty.

Bóg zbawca

Horus, a szczególnie Horus Dziecko był identyfikowany także z Szedem. Szed to bóg po raz pierwszy wzmiankowany w amarneńskim i określany jako zbawca. Reprezentuje ideę zbawienia. Szed był czasem przedstawiany jako młody książę ujarzmiający węże, lwy i krokodyle. David P. Silverman uważa, że podobne przedstawienia młodego Horusa zabijającego Seta pod postacią krokodyla, mogły być inspiracją dla przedstawień św. Jerzego pokonującego smoka. Używanie epitetu zbawca w prywatnej pobożności okresu amarneńskiego może być interpretowane jako odpowiedź zwyczajnych ludzi na próby reformy religii egipskiej podjęte przez Echnatona. Szed może być także jedną z form semickiego boga Reszefa.

Heru-pa-chared (Horus Młodzieniec)

Horus Młodzieniec, czyli po grecku w okresie ptolemejskim Harpokrates, był przedstawiany jako młodzieniec z lokiem włosów (oznaka młodości) po prawej stronie głowy. Ponadto, często nosił połączoną koronę Górnego i Dolnego Egiptu. Reprezentował wschodzące słońce i jego pierwsze ranne płomienie.

Heru-ur (Horus Starzec)

W tej formie Horus reprezentował światłość i był małżonkeim Hathor. Jako taki był jednym z najstarszych bogów egipskich. Stał się patronem Nechen (Hierakonpolis) i patronem królestwa. Później stał się opiekunem faraonów, i był nazywany synem prawdy., co podkreślało jego rolę jako obrońcy Maat. Był przedstawiany jako sokół z rozpostartymi skrzydłami. Jego oczy to słońce (prawe) i księżyc (lewe). W tej formie był czasem określany tytułem Kemwer (‚Czarny’). Grecka forma od Heru-.ur (lub Har Wer) to Haroeris. Inne warianty to Hor Merti (‚O dwojgu oczu’) i Horchenti Irti.

CHORS

Postacie-wcielenia (równe miana): Chors-Książ, Chors-Chwar i Chors-Knysz (Mesinc).

Inne nazwania jego osoby (przydomki): Ksiądz, Ksiń, Książ, Miesiąc, Miesiec – Pan Wiary i Tajemnicy, Władca Taj, Pan Wzburzenia, Władca Krwi

Zajmowany krag: Piąty Krąg, Krąg Dużych Mogtów

funkcja (zakres działania): rządzi wiarą, krwią, tajemnicą i tajami oraz uczuciami sprzężonymi z gniewem

ród: Ksińce, Ksnowie

pochodzenie: Dzięgle –  syn Czarnogłowa i Białobogi

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Srebrny Bęben z własnej skóry i Krakulica

Pomocnicy(Stworze – bogunowie): Czarcichy (Czertowki, Judy, Samojudy, Czartodziwy)

Chors Knysz clip_image002Chors-Knysz

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

Chor, krow

Chorsina została zapisana w starych czeskich dokumentach i kronikach jako Krosina. Miano to ma związek z całym kręgiem znaczeń, poczynając od krosno – kołyska, przez samo pojęcie kręgu, a kończąc na prozaicznych krosnach – koszach do noszenia ciężarów na plecach. W łańcuch etymologiczny włączają się takie pojęcia, jak: krszenie – kruszenie, kruszec – kopalina (metal), kruchość – delikatność, słabość, kruża –obrzęd i kruż – kielich obrzędowy, krążyć, krągły i krąg-krug (trzy ostatnie pojęcia również łączą się z rytuałami i obrzędem). Miano Chorsów wywodzi się z horzeć-gorzeć (jaśnieć, pałać, świecić) i wiąże również z takimi znaczeniami, jak gorącość, gorączka, gorze, grzać, gorycz czy choroba. Imię Chors pochodzi na równi od słowa wycharsly – osłabły, wynędzniały, chory. Jednocześnie wiąże się ono z pojęciem kraszu – barwności, czerwieni, piękna (krasny – piękny, zdrowy) i kraszu – boskiego ichoru, krwi bogów. Chorsowie są związani z najdawniejszymi starożytnymi wzorcami wierzeniowymi z obrazami Księżyca Krowy (Chorsina jest rodzicielką Czarnej Bożej Krówki – Światła Ciemności, a Czara-Chorsawa i Chors są pasterzami owej Czarnej Krowy)oraz Krwi. Są związani z pojęciem krzesania ognia (od nich otrzymali ogień ludzie). Imię to ma bliski związek z perskim pojęciem chwareny – boskiej mocy, ze słowem kchwar-kswar (hvare xsaetem, xurset) – jasność, światło, ogień, od którego wywodzi się także imię Swaroga. Chors to wycharsły Swarog, według mitu niegdyś identycznie jaśniejący, ale obdarty ze skóry, którego nietrudno powiązać ze „słońcem nocy” – Księżycem. Imię Chorsa niedwuznacznie łączy się z rdzeniem kar, od którego wywodzą się określenia: kary – czarny, czamy – czarny, karminowy – czerwony, czerwony – czerwony, kara – za występek, naruszenie praw, złamanie przysięgi, król – władca, kruk (ptak Chorsów), krak – król, gałąź, pień, Krak – imię legendarnego władcy Wiślanii, a także Krakowianie-Karodunowie – jedno z plemion ludu Chorwatów, czy miano całego owego wieloplemiennego ludu Charwaci-Chorwaci-Chrobacibludzie krewni (bliscy, pochodzący z tej samej krwi)i krewcy, krwawi (znani zresztą jako czciciele Chorsa, Chor-wać – Panowie spod znaku Chorsa, kapłani Chora, Strażnicy hrob-ów królewskich Scytów-Szczytów i ludzie chrob-rzy – wojowniczy, silni). Czarownicy świątyni Chorsa w Krakowie twierdzą, że Krak był synem Chorsa. Miano tego ludu wiąże się z takimi znaczeniami, przypisanymi również Chorsom, jak: krou – lśniący, krov – krwawienie miesięczne, kra, kry – skra, skrzący, ksznić – błyszczeć, kriwe – czarownik składający krwawe ofiary kapłan, krzw – krzak, krzew, chorągiew – emblemat i barwy bóstwa niesione na kiju-gałęzi przed wyobrażeniem bóstwa lub zamiast niego. Również bliskie są takie pojęcia, jak ichor – krew boska, i juchor, jucha – sok roślinny, krew zwierzęca, chory – brzydki (u Załabian, co nawiązuje do baju-mitu o Chorsie), prochyreł – podły, chiriti – nędznieć, chrast-chworost – chróst (krzak, dąb), chwarszczeć -szeleścić, czar, oczarowanie, czarowanie, czarodziejstwo, uroczenie – magia. Załabianie, po przyjęciu chrześcijaństwa, mieli też swoje określenie diabła – Choraw (co wskazuje, że poprzednio znali go jako boga). Z tego samego rdzenia wywodzi się słowo czart i czert (z którego z kolei wywodzi się ciąg znaczeń, takich jak czerchlić – obłupywać z kory, krajać, krótki, kroć, czersło – kora, kersle – siekiera, kertu – tnę, czerta – nacięcie, znak, liczba. Czarty i Czarcichy są zresztą Stworzami służącymi Chorsom. Bliskie są też pojęcia: chrobry – waleczny, chabry – siny, niebieski (nawiązuje wprost do mitu) i chromy – poraniony, kulejący, albo ochrona, schronienie, chrom-chram – świątynia. Ogólnie, krąg rysujących się tutaj znaczeń wskazuje na Chorsa jako boga upadłego, który skrył się w Podziemiach i związał z nocą (odpowiada to faktowi upadku archaicznych kultów księżyca jako wiodących na rzecz zwycięskich kultów słońca). Odpowiada to treści mitu, w którym Chors zostaje pojmany w pułapkę i musi wykonać bęben z własnej skóry, żeby przebłagać Czarnogłowa. Przegrywa w walce z Perunem i kryje się w Podziemiach.

Kysz, kusz,  miesiąc

Przydomki Chorsów, Książ i Książa, Ksienia (Kniaź, Knechini) oraz Knysz posiadają wspólne objaśnienie. Niektóre kościoły i modlnice łączą dwa przydomki – Knysz i Książ – w jeden, trzecim zaś przydomkiem Chorsa czynią Mesinc-Mesec (Miesiąc). Kniesiący znaczy mżący, świecący światłem chłodnym, srebrzystym, klśniący, lkśniący, k-niosący – niosący światło (sączący) i mieszający je (miesiący z ciemnością). Podobnie jest ze znaczeniami lśniący, łśniący, łskniący, łsknący, łsnący, łyszczący, łyskający, błyszczący. Kśniący-lkśniący-łkśniący – połyskujący, słabo świecący, mżący światłem zimnym. Książ-Ksiądz-Kniaź – pan, władca, ksiądz – kapłan księżyca, ksień (ksieniec) – wnętrzności (znaczenie to wypływa bezpośrednio z mitu o obłupionym ze skóry Chorsie), kuszeti – ruszać się, kusić, kisziet’ – roić się, ksyk – syknięcie z bólu, knysić -bełtać, miesić (np. ciasto, ale i wody), knysać – kołysać, falować, wzburzać, poruszać (związane z przypływami), knysać – wzruszaćd, knieć, cknić – tęskny, tęsknić, wywołujący uroczną ckliwość, rozrzewnienie (melancholię), tęsknotę, Knyszami nazywano wielkie, trzykątne obrzędowe pierogi z serem, pieczone na ofiarne uczty dla Chorsów. Kno-kien to wreszcie pień, kłoda, knieja – ostoja, znaczenie to jednocześnie podkreśla męskie cechy bóstwa.

Chwar to, jak wyżej powiedziano, odniesienie do ichoru i chwareny – boskich płynów i mocy. Także przypomnienie związków Chorsa ze Swarogiem jego dawnego blasku, piękna i siły (chwały, śwarności)i obecnego waru – odniesienie do wszystkich znaczeń wypływających z pojęcia waru omówionych przy opisie postaci Swaroga.

Przydomek Mesinc-Mesec odnosi się do roli Chorsa jako władcy Miesięcy (będących dziećmi Godów-Kirów) po odebraniu ich Godom, a przed ich utratą na rzecz bogów Nieba i Ognia. Jest to miano dwuczłonowe, mesi-sinc (-sec), o rodowodzie sięgającym wspólnego języka praindoeuropejskiego. Mes łączy się z łacińskim mensis, greckim men (mensos), indyjskim mas, litewskim menuo (menesis), niemieckim mond (monad). Praaryjski rdzeń me znaczył mierzyć, miara. Czas mierzono początkowo, wśród wszystkich ludów, według Księżyca, on był jego miarą. Człon -sinc (-sec) zawiera w sobie znaczenia siec – ciąć, sięgać, słać – posyłać. Tak więc Mesec to Zsyłający Miarę, Dawca Miary, Sięgający po Miesiące, Zsyłający Miesiące lub Tnący Rok (god) na Miesiące (Miary). Człon sinc nawiązuje zarówno do świetlistości (sijac – świecić, siać światłem identycznie jak w nazwie grudnia Prosinec-Prosijac), jak również do siności Chorsa.

Miara, miesić

Jednocześnie z miana tego boga, jako całości, wywodzą się takie znaczenia, jak mierzyć, miara, mierzwić – mieszać, miesić – wikłać, mieszać (Chors miesza wody mórz przez przypływy i odpływy), mieszkać (dawniej dbać, przebywać-bawić, żyć, bywać – czyli także przybywać i ubywać lub przychodzić i odchodzić [jak to ma miejsce z Księżycem], także zwlekać), mieść – rzucać (miotać), miotła, mięso (miotła i mięso zastanawiająco wiążą się z księżycem w micie Hucułów opowiadającym o wilkołactwie)f, mścić się (msta, zemsta, pomsta), most (kładka), mościć, mieszkiruchy (zamieszki), Misisznycy – Miesięcznicy (Zdusze-demony odmieniające się cyklicznie – miesięcznie, żyjące między ludźmi, jak ludzie; pewnym ich rodzajem są Wilkołaki). Z rdzeniem mes- również wiążą się pojęcia masłego – tłustego (odnoszone do Pełnego Księżyca, czyli Meseca-Książa), masłoku – odurzającego napoju powodującego ekstazę, maski – głównego elementu kapłańskiego stroju w religii naturalnej, i maszkary. Także z tego rdzenia wypływa imię pierwszego historycznego władcy Polski, dynastyczne imię rodu Piastów – Mieszko (zawiera ono odniesienia do Dawcy Miary, sięgającego po władanie miesiącami – może w związku z przeprowadzoną przezeń zmianą religii, powodującą zamieszki i zamieszanie –mieszającego to, co było dotychczas). Być może był on wyznawcą Chorsa i członkiem Bractwa Wilkołaków (Młodych Wilków). Jego imię Dago widniejące na dokumentach wiąże go również z pojęciami dawcy i ognia, blasku oraz jasności (dag).

Ozyrys/Koszerys/Kosz-Perepułt

Ozyrys – (egip. Isir lub Iszir) w mitologii egipskiej bóg śmierci i odrodzonego życia, Wielki Sędzia zmarłych. Syn bogini Nut i boga Geba, brat Seta, Izydy i Neftydy. Poślubił Izydę, był władcą ziemi, podziemi i krainy umarłych (Pola Jaru). Miał dwóch synów: Anubisa z Neftydą i Horusa z Izydą.

Przed wiekami nauczył ludzi uprawy roli. Został zabity przez swojego brata Setha, a potem z Izydą, która poskładała jego członki spłodził Horusa. Następnym razem jednak Izyda znalazła i poskładała w mumię wszystkie części ciała Ozyrysa z wyjątkiem prącia. Organ ten bowiem zaginął na dnie Nilu, gdzie wrzucił zwłoki brata morderca (ten epizod gwarantował i tłumaczył żyzne wylewy rzeki). Ozyrys nie mógł żyć na ziemi, ale żył w zaświatach.

Przedstawiany był w postaci człowieka w koronie atef na głowie z insygniami władzy królewskiej w dłoniach – berłem heka, symbolizującym władzę, oraz biczem neheh, symbolizującym wieczność, spowity w bandaże na kształt mumii z twarzą malowaną zielonym kolorem. Symbolem Ozyrysa był filar Dżed. Jego personifikacją było lunarne bóstwo Jah. Główny ośrodek kultu: Abydos i Busiris.

Został zabity, a następnie wskrzeszony przez bogów, stał się władcą świata podziemnego i sędzią zmarłych.Z biegiem czasu przemienił się w uniwersalnego boga – najważniejszy przejaw panteistycznego bytu.

W ikonografii przedstawiany jako mężczyzna z koroną atef (ozdobioną piórami). Jego symbolem był filar dżed wyrażający trwanie. Za inkarnacje Ozyrysa uważani byli faraonowie. Za panowania Ptolemeusza I (IV-III w. p.n.e.) z połączenia duchownych pierwiastków greckich i egipskich rozwinął się kult Serapisa trwający jeszcze w okresie Cesarstwa Rzymskiego.

W czasach nowożytnych do największych dzieł wspominających Izydę i Ozyrysa należy singspiel Wolfganga Amadeusza Mozarta Czarodziejski flet (KV 620).

Osiris-Izis-Horus

Mit o Zmartwychwstaniu

Mit o śmierci i zmartwychwstaniu Ozyrysa jest jednym z bardziej znanych mitów egipskich. Może być to związane z popularnością bóstwa. Ozyrys był najstarszym synem Geba i Nut, a także bratem Seta, Neftydy oraz Izydy. Ozyrys został z czasem władcą Egiptu, przejąwszy od swego ojca dziedzictwo. Panowanie Ozyrysa na ziemi to tzw. „złoty wiek”. Ozyrys wraz z Izydą, swą małżonką wyprowadzili rdzennych Egipcjan ze stanu barbarzyństwa, król nauczył ich uprawy roli i jak czcić bogów, dostarczył niezbędnych narzędzi i ustanowił prawa. Izyda zaś dała ludziom ubrania, lekarstwa, a także ustanowiła instytucję małżeństwa. Za panowania Ozyrysa zapanował ład, więc ludzie byli wdzięczni swoim władcom i wielbili ich.

Jednak nawet tak świetny władca jak Ozyrys posiadał wrogów. Rywalem tym był młodszy brat Ozyrysa, Set, który zazdrościł swemu bratu prawie wszystkiego. Twórcy mitu przypisuję mu cechy będące odwrotnoscią cech Ozyrysa, czyli brutalną siłę i dzikość, po czym z ochotą uczynili go uosobieniem zła (później jego rolę przejął Apofis, jeśli wczytać się w legendy egipskie Set był początkowo bóstwem neutralnym, jeśli nie dobrym).

O podstępie, jakiego użył Set, by zwabić Ozyrysa w pułapkę opowiadają różne źródła. Jedno z nich podaje, że Set wydał wielką ucztę, na którą zaprosił też Ozyrysa. Przygotował przedtem wielką skrzynię dopasowaną do rozmiarów Ozyrysa, po czym oświadczył, że ten, kto zmieści się w skrzyni, otrzyma ją na własność. Ozyrys wszedł do skrzyni, a wtedy Set ze spiskowcami zamknął ją na cztery spusty, po czym wrzucili do Nilu. Inne źródło podaje, że Set poćwiartował ciało swego brata, po czym rozrzucił po świecie jego szczątki. Inne znów, że szczątki wrzucił do świętej rzeki. W każdym bądź razie Izyda, zawiadomiona o śmierci męża, rozpoczęłą poszukiwania ciała Ozyrusa, początkowo sama, później przy pomocy Anubisa. Według wersji z poćwiartowaniem (które mogło odbyć się również po odnalezieniu skrzyni przez Izydę), żona znalazła wszystkie części ciała swego mężą, oprócz fallusa połkniętego przez rybę. Zrobiła jednak imitację z gliny zmiszanej z woskiem, po czym złożyła Ozyrysa, czyniąc w ten sposób pierwszą mumię. Ozyrys połaczył się z Izydą, która znalazła się pod postacią ptaka, a efektem był ich syn – Horus.

Set, w obawie przed zemstą swego bratanka przeniósł swą nienawiść na niego. Izyda musiałą uciekać ze swym synkiem w ramionach i ukrywać się w zaroślach.

Mit opowiada także o homoseksualnym związku pomiędzy Setem a Horusem. Set jakoby miał zaprosić Horusa do domu swego i powiedzieć „Jaki masz piękny tył”. Gdy Horus usnął w jego łożu, Set zgwałcił go, by dowieść swej dominacji nad młodszym rywalem. Horus jednak był czujny, zebrał nasienie Seta do ręki, po czym natychmiast pobiegł do swj matki Izyda. Ta, wiedząc jak niebezpieczny ten gwalt może się okazać w skutkach, odcięła rękę Horusa, która trzymała nasienie, po czym wrzuciła ją do Nilu, na jej miejsce tworząc nową. Potem zebrała nasienie Horusa i zaniosła do ogrodu Seta, gdzie rozsmarowała je na sałacie, ulubionym pożywieniu Seta. Gdy Set zaszedł do ogrodu i zjadł sałaty, został w „cudowny” sposób zapłodniony przez Horusa.

Set wcale nie zamierzał poprzestać na samym gwałcie. Obwieścił wszystkim bogom co zrobił, by upokorzyć bratanka. Jednak Horus zarzadał, by przywołano nasienie jego i stryja. Nasienie Seta odezwało się z rzeki. Nasienie Horusa – z wnętrza Seta. W ten sposób to Horus upokorzył Seta.

Mit opowiada także o ściganiu się łódką, a nagrodą za zwycięstwo miał być tron Ozyrysa. Horus wyciął łódź z pnia drzewa i przedstawił ją tak, by wygladała na kamienną. Set wyciął łódź z prawdziwego kamienia, a łódź ta od razu poszła na dno (oczywiście). Set jednak zmienił się w hipopotama i rozbił łódź Horusa na kawałki. Konflikt na rzece musieli zarzegnać inni bogowie.

Spór między stryjem a bratankiem trwał od osiemdziesięciu lat i wcale nie był bliższy roztrzygnięcia. Wzburzyło to Ozyrysa, który stał się panem krainy zmarłych. Zagroził, że wyśle hordy demonów na ziemię. Więc rada bogów musiała wreszcie zadecydować na korzyść Horusa. Set po latach walk sam zrzekł się tronu ozyrysowego, a Ra jako rekompensatę dał Setowi możliwość podróżowania po niebie jego barką jako bóg burzy. „Twoje gromy i błyskawice będą na wieki przerażać ludzi”.

Imię Ozyrysa w wariantach

Osiris (play /oʊˈsaɪərɨs/; Ancient Greek: Ὄσιρις, also Usiris; the Egyptian language name is variously transliterated Asar, Asari, Aser, Ausar, Ausir, Wesir, Usir, Usire or Ausare) was an Egyptian god, usually identified as the god of the afterlife, the underworld and the dead. He was classically depicted as a green-skinned man with a pharaoh’s beard, partially mummy-wrapped at the legs, wearing a distinctive crown with two large ostrich feathers at either side, and holding a symbolic crook and flail.

Osiris was at times considered the oldest son of the Earth god Geb,[1] and the sky goddess Nut, as well as being brother and husband of Isis, with Horus being considered his posthumously begotten son.[1] He was also associated with the epithet Khenti-Amentiu, which means „Foremost of the Westerners” — a reference to his kingship in the land of the dead.[2] As ruler of the dead, Osiris was also sometimes called „king of the living„, since the Ancient Egyptians considered the blessed dead „the living ones„.[3]

Osiris is first attested in the middle of the Fifth dynasty of Egypt, although it is likely that he was worshipped much earlier;[4] the term Khenti-Amentiu dates to at least the first dynasty, also as a pharaonic title. Most information we have on the myths of Osiris is derived from allusions contained in the Pyramid Texts at the end of the Fifth Dynasty, later New Kingdom source documents such as the Shabaka Stone and the Contending of Horus and Seth, and much later, in narrative style from the writings of Greek authors including Plutarch[5] and Diodorus Siculus.[6]

Osiris was considered not only a merciful judge of the dead in the afterlife, but also the underworld agency that granted all life, including sprouting vegetation and the fertile flooding of the Nile River. He was described as the „Lord of love„,[7] „He Who is Permanently Benign and Youthful[8] and the „Lord of Silence”.[9] The Kings of Egypt were associated with Osiris in death — as Osiris rose from the dead they would, in union with him, inherit eternal life through a process of imitative magic. By the New Kingdom all people, not just pharaohs, were believed to be associated with Osiris at death, if they incurred the costs of the assimilation rituals.[10]

Through the hope of new life after death, Osiris began to be associated with the cycles observed in nature, in particular vegetation and the annual flooding of the Nile, through his links with Orion and Sirius at the start of the new year.[8] Osiris was widely worshiped as Lord of the Dead until the suppression of the Egyptian religion during the Christian era.[11][12]

Kosz-PRZEPLĄT-PEREPŁUT


Postacie-wcielenia (równe miana): Przepląt-Perepułt, Przepląt-Kus i Przepląt-Kos.

Inne nazwania jego osoby (przydomki):Siewca Niezgody, Pan Splotu, Władca Przypadku

Zajmowany krag: Piąty Krąg

funkcja (zakres działania):jest siewcą niezgody i robi wszystko by w wyplot Bai i nieci Mokoszy a także w samą pracę pająków na bańskiej Łące które snują śnieci losu-koszu wprowadzić nieład. Z tego właśnie powodu uchodzi za Pana Splotu, ponieważ ostatecznie dodaje cząstkę swojej działalności w uporządkowany obraz wyplatany przez Źrzebów na Bai.

ród:Plątowie

pochodzenie: Dzięgle – Czarnogłów i Białoboga

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Złota Sieć i Złoty Przepiór-Wabik

Pomocnicy(Stworze – bogunowie): Zwodnice (Uwodnice, Zwiedlice, Viedmy, Wiedźmy)

Wizerunki:

-

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

Kosze dotknięcia – dotknięcia miłosne, niosące rozkosz, dotknięcia zmieniające dolę, byt, wierg (kosz) – budzące uczucia, z których powstają trwałe związki. Stąd staropolskie wyrazy koszkać – kochać, bośkać – całować, kosztować – rozkoszować się, budzić i dawać rozkosz – miłe doznania związane z kochaniem, miłością. Kosz to „przypadek”, jeden z rodzajów losu spadającego nagle, niespodziewnaie, odmieniającego przyszłość. Kosz pozostawał we władaniu Przepląta. Pierwotnie było to jedyne określenie tego, co się oddaje greckim terminem „los”. Z czasem ograniczyło się wyłącznie do oznaczania działań Plątów – losu-przypadku. Stąd niemiłe konotacje kosza-przypadku, dopustu: koszmar – tknięcie przez Marę, kara kosza – pręgierz, kosz – więzienie, kose spojrzenie – ukośne, złowrogie, kosa – narzędzie Nyi-Śmierci, karkosza – kij, laska (być może do wymierzania kary).

PRZEPLĄT-PEREPUŁT (Perepłut) – miano tego boga jest dwuczłonowe. Drugi człon -pułt nawiązuje do putat’ – plątać, wikłać, pętać, czyli przewikłujący, plątający, spętujący. Pierwszy człon imienia, pere-, jest identyczny jak w słowie Perun (uderzający, piorący, bijący nagle, spadający niespodzianie) i ma takie same ewentualne odniesienia – omówione także przy osobie Spora: ostry, silny, prący, napierający, skłócający, prawy, prawiący, sądzący. Gdyby przyjąć drugą wersję końcówki, -plut, wtedy plut’ – płynąć, perepluti – przepłynąć. Imię boga miałoby więc znaczenia: przepływający, niezauważalny, nieuchwytny. Także pląt – plączący, plotący, pełtający – pielący, wyrywający, karczujący, plewtający (rus. połowu – plewię), plutający – plujący. Z Przeplątem jest związany zwyczaj plucia przez ramię, plucia w kruż z miodem, jak i wiele przysłów czy powiedzeń, które wiążą plucie z przekleństwem i złym czarem, niepowodzeniem, splątaniem zamiarów, zepsuciem.

Przepląt oprócz omówionego miana Przepląta-Perepułta nosi imiona wtórne Przepląt-Kus i Przepląt-Kos.

Kus znaczy kuszący – podkuszający, kuszący – powabny, budzący zainteresowanie, dotykający delikatnie (kusznąć, kuszać – dotykać, całować), kęsający – pożerający, kąsający – gryzący, podgryzający, kąsający – próbujący, smakujący. Także szorstkoskóry.

Kos, czyli ukośny, krzywy, stający w poprzek drogi, długowłosy z warkoczem (kosa -warkocz pleciony, ale i w ogóle długie włosy), kosmaty – włochaty. Także kosiarz - posługujący się kosą-sierpem. Kosz – pułapka, zamknięcie, ale i kosz – przypadek, los, kosz – dotknięcie, czyli „dotknięcie losu” – przypadek. Kosz – plecionka, a więc bóg plotący, pętający, wikłający.

Kara kosza to kara średniowieczna, która polegała na zawieszeniu w koszu nad błotem. Aby wyjść, trzeba się było odciąć wpadając w błoto. Była to bardzo hańbiąca kara, stosowana zwłaszcza wobec nierządnic. Z kolei „dostać kosza”znaczyło zostać opuszczonym, odtrąconym, zdradzonym (Plątwa zdradziła Przepląta ujawniając miejsce zakopania Taj). Z drugiej strony od rdzenia kos – dotykać, pochodzą pojęcia całować i kochać. Widać tutaj znowu typową dla Plątów dwoistość znaczeń i bezpośrednie nawiązania do mitu, bowiem oboje Plątów spotkała hańbiąca kara – zostali umazani swoim postępkiem i dosłownie unurzani w błocie (ocaliło ich ukrycie się na dnie bagna). Przepląt stał się od tamtej chwili bogiem Podziemnym.

Istyjskimi odpowiednikami Przepląta i Plątwy są Wajżgants (wiążący) i Raugupatis (bóg zakwasu-termentacji). Obydwaj mają męską postać, co jest późniejszą naleciałością. Postać żeńska nie została zachowana do czasów, kiedy zanotowali te miana kronikarze.

Syriusz/Wielki Pies – Pas Oriona – Złoty Cielec

Oto opis : Orion is very useful as an aid to locating other stars. By extending the line of the Belt southeastward, Sirius (α CMa) can be found; northwestward, Aldebaran (α Tau). A line eastward across the two shoulders indicates the direction of Procyon (α CMi). A line from Rigel through Betelgeuse points to Castor and Pollux (α Gem and β Gem). Additionally, Rigel is part of the Winter Circle. Sirius and Procyon, which may be located from Orion by following imaginary lines (see map), also are points in both the Winter Triangle and the Circle.[5]

Oczywiście tutaj nie napisano że ta linia za Aldebaranem trafia w Plejady.

Orion – mityczny czyli Ori-Orzyj

W mitologii Orion był myśliwym. Posejdon (jego ojciec) obdarzył go umiejętnością chodzenia po wodzie. Zakochany był w Plejadach, które nieustannie goni na niebie. Chełpił się, że może zabić każde stworzenie, a został śmiertelnie ukąszony przez skorpiona i od tej pory znajdują się na przeciwnych stronach nieboskłonu. Jego pies – Syriusz – jest najjaśniejszą gwiazdą i stanowi część konstelacji Wielkiego Psa.

Pas Oriona – asteryzm utworzony przez trzy jasne gwiazdy ζ Ori (Alnitak), ε Ori (Alnilam) i δ Ori (Mintaka), należące do gwiazdozbioru Oriona. Gwiazdy te to błękitne nadolbrzymy, gorętsze i znacznie masywniejsze od Słońca. Alnitak jest gwiazdą potrójną odległą od Ziemi około 817 lat świetlnych, Alnilam jest błękitnym nadolbrzymem, odległym od Ziemi około 1342 lata świetlne, a Mintaka jest gwiazdą wielokrotną, składającą się z czterech składników, odległą od Ziemi około 916 lat świetlnych. Powstały w Obłoku Molekularnym w Orionie. Gwiazdy pasa Oriona widziane z Ziemi są ustawione prawie w jednej linii.

Przedłużenie pasa Oriona wskazuje na Syriusza na południowym wschodzie oraz na Aldebarana na północnym zachodzie.

W religii Słowian był atrybutem Welesa (tzw. Wołosożary)[1]. W wierzeniach chińskich łączono go natomiast z triadą Fu Lu Shou[2].

W 1994 roku Robert Bauval w książce „The Orion Mystery” przedstawił teorię wykazującą, że piramidy IV Dynastii były budowane jako ziemskie odzwierciedlenie gwiazdozbioru Oriona. Egipski bóg Ozyrys utożsamiany był z gwiazdozbiorem Oriona, prawdopodobnie też z tego powodu wybudowano na terenie nekropolii Memfickiej szereg piramid odpowiadających swym położeniem gwiazdom tego gwiazdozbioru. Bauval i Hancock ustalili korzystając z obliczeń komputerowych, że układ Oriona i piramid pokrywały się w sposób idealny w 10500 roku p.n.e. zdaniem badaczy oznacza to, że chociaż budowa piramid zakończyła się około 2500 p.n.e. to jednak plan całego kompleksu powstał 8000 lat wcześniej (czyżby jednak projektantami piramid byli Atlantydzi ?). W tym czasie ok. 10500 roku p.n.e. Orion przechodził przez najniższe swoje położenie, w tym czasie następowało ocieplenie klimatu Ziemi i koniec ostatniego zlodowacenia. Klimat Egiptu stał się suchy.  Do dziś pięć zachowanych piramid stanowi ziemskie replikę gwiazdozbioru Oriona, a słynne piramidy w Gizie są idealnym odbiciem trzech gwiazd składających się na pas Oriona. Również dwie piramidy w Dahszur wybudowane przez Snofru (ojca Cheopsa) stanowią część mapy nieba. Według Bauvala są to gwiazdy gwiazdozbioru Byka: Aldebaran i ε-Taurus.  Jeszcze w czasach V Dynastii wybudowano mniejsze piramidy, które uzupełniają między innymi głowę Oriona i gwiazdy towarzyszące Aldebaranowi. To ziemskie odbicie nieba miało umożliwić faraonowi przejście w zaświaty Ozyrysa.

Po lewej stronie widoczny jest Orion, po prawej gwiazdozbiór Byka, po środku piramida Cheopsa

Tuż pod pasem Oriona znajduje się mgławica Koński Łeb (IC 434). Jak wiadomo Koński Łeb to największy diament świata należący do Ryjnów-Bierygów, który chcieli im ukraść Skrytowyrwowie  zamieniony przez mędrca Urwę  (Aurwa) – w Wodę w Ogniu – Wrzący Koński Łeb u Bramy Nawi Piekielnej – który nieustannie gasi księżniczka Kajkeja , córka zaborczego władcy.

Jak widać starożytni posiadali wiedzę bardzo głęboką, mity przeplatają się z nazewnictwem gwiazdozbiorów, a te wyznaczają linie które łączą je w inną tajemną opowieść. Tę opowieść powinniśmy czytać, te związki zgłębić – Nie mit powierzchowny, lecz ten wyznaczony Czerwoną Linią.

Tak się dziwnie składa – czego tutaj nie widać – że Czerwona Linia biegnie prosto do Plejad – znanych nam Słowianom jako Kwoka i Kurki. Plejady odgrywają niepoślednią rolę w podaniach nawiązujących do Początku naszego Świata jako konstruktu osnutego przez Niebiańskich Przybyszów na Materii Matki Ziemi. To z kolei splata się Kalendarzem w ogóle – z Zodiakiem , z astrologią, z okultystyczną głęboką wiedzą, z astrologią i magią – a to wszystko łącznie z filozoficznymi wykwitami w postaci taoizmu, buddyzmu, antropozofii, teozofii – tworzy Wiarę Przyrody – czyli Wie4dzę O Kształcie Świata i jego Dziejach która ma charakter poza naukowy. Nauka odkrywa dla Wiary Przyrody wszystko to co materialne i dotykalne dla człowieka i badalne narzędziami jakie stworzył dotychczas.

Ponieważ kalendarz nie jest tworem przypadkowym lecz opartym na obserwacji nieba i znaków i konstelacji i ruchu planet przez kompleks związków oczywiście trafimy do obecnej Wielkiej Zmiany – kóra jest w toku. Data 14 o7 – ma dla tej zmiany swoje znaczenie – zwłaszcza jako Dzień Narodzin Osirisa-Koszerysa-Kosz-Perepułta. Słowo Perepułt wiąże się również ze zmianą – tak jak słowo kos wiąże się z kosą – narzędziem Śmierci i splecionym warkoczem oraz „skrętem” – skrzywieniem.

Zapewne jak powiedzą „racjonaliści”-ateiści – to tylko przypadkiem właśnie w Orionie widzimy tę Galaktykę która zderzy się z Drogą Mleczną – czyli Andromedę.

Aldebaran w Cielcu – czyli Złota Gwiazda królów perskich i „stacja” Księżycowa astrologii w Indiach

Po polsku sobie wiele o nim nie poczytacie – trudno:

Aldebaran

Astrologically, Aldebaran is a fortunate star, portending riches and honor. This star, named „Tascheter” by the Persians, is one of the four „royal stars” of the Persians from around 3000 BC. These stars were chosen in such way that they were approximately 6 hours apart in right ascension. Each of these stars was assigned to a season, Aldebaran was prominent in the March sky and as such, it was associated with the vernal equinox. Its current celestial longitude is 09 Ge. 47 as of 2006[11]

To medieval astrologers, Aldebaran was one of fifteen Behenian stars, associated with rubies, milk thistles and the kabbalistic sign Aldaboram (Agripa 1531).svg.

In Hindu astrology, Aldebaran corresponds to the Rohini Nakshatra.

Rohini
„the red one”, a name of Aldebaran. Also known as brāhmī
Aldebaran
  • Lord: Chandra (Moon)
  • Symbol: Cart or chariot, temple, banyan tree
  • Deity : Brahma or Prajapati, the Creator
  • Indian zodiac: 10° – 23°20′ Vrishabha
  • Western zodiac 6° – 19°20′ Gemini

Nakszatra ( dewanagari नक्षत्र ) – znak ( konstelacja ) indyjskiego zodiaku lunarnego. W terminologii astrologii indyjskiej to stacja księżycowa lub dom Księżyca. Ekliptyka jest podzielona na 27 nakszatr.

Nakshatra (Devanagari: nákṣatra) is the term for lunar mansion in Hindu astrology. A nakshatra is one of 27 (sometimes also 28) sectors along the ecliptic. Their names are related to the most prominent asterisms in the respective sectors.

The starting point for the nakshatras is the point on the ecliptic directly opposite to the star Spica called Chitrā in Sanskrit (other slightly different definitions exist). It is called Meshādi or the „start of Aries”.[citation needed] The ecliptic is divided into each of the nakshatras eastwards starting from this point. The number of nakshatras reflects the number of days in a sidereal month (modern value: 27.32 days), that the width of a nakshatra is traversed by the moon in about one day. Each nakshatra is further subdivided into quarters (or padas) These play a role in popular Hindu astrology, where each pada is associated with a syllable, conventionally chosen as the first syllable of the given name of a child born when the moon was in the corresponding pada.

The nakshatras of traditional bhartiya astronomy are based on a list of 28 asterisms found in the Atharvaveda (AVŚ 19.7) and also in the Shatapatha Brahmana.[citation needed] The first astronomical text that lists them is the Vedanga Jyotisha.

In classical Hindu mythology (Mahabharata, Harivamsa), the creation of the nakshatras is attributed to Daksha. They are personified as daughters of the deity and as mythological wives of Chandra, the moon god, or alternatively the daughters of Kashyapa, the brother of Daksha.[1]

Each of the nakshatras is governed as ‚lord’ by one of the nine graha in the following sequence: Ketu (South Lunar Node), Shukra (Venus), Ravi or Surya (Sun), Chandra (Moon), Mangala (Mars), Rahu (North Lunar Node), Guru or Brihaspati (Jupiter), Shani (Saturn) and Budha (Mercury). This cycle repeats itself three times to cover all 27 nakshatras. The lord of each nakshatra determines the planetary period known as the dasha, which is considered of major importance in forecasting the life path of the individual in Hindu astrology.

In Vedic Sanskrit, the term nákṣatra may refer to any heavenly body, or to „the stars” collectively. The classical sense of „lunar mansion” is first found in the Atharvaveda, and becomes the primary meaning of the term in Classical Sanskrit.

Nakshatras in the Atharvaveda

In the Atharvaveda (Shaunakiya recension, hymn 19.7) a list of 28 stars or asterisms is given, many of them corresponding to the later nakshatras:

(1) Kṛttikā (the Pleiads), (2) Rohinī, (3) Mrigashīrsha, (4) Ārdrā, (5) Punarvasu, (6) Sūnritā, (7) Pushya, (8) Bhanu (the Sun), (9) Asleshā, (10) Maghā, (11) Svāti (Arcturus), (12) Chitrā (Spica), (13) Phalgunis, (14) Hasta, (15) Rādhas, (16) Vishākhā, (17) Anurādhā, (18) Jyeshthā, (19) Mūla, (20) Ashādhas, (21) Abhijit, (22) Sravana, (23) Sravishthās, (24) Satabhishak, (25) Proshtha-padas, (26) Revati, (27) Asvayujas, (28) Bharani. [2] Interestingly enough, the term „nakshatra” has a different meaning as demonstrated in the „Surya Siddhanta” which is an ancient text on astronomy. In the early chapters, the author, Mayasura or Mayan, describes various time units. He writes that a „prana” is a duration of 4 seconds. He then continues with a discussion of a number of time units with progressively long durations made up of the shorter time units all composed of a number of pranas. Amongst those time units are something he calls „nakshatra.” For example, there are 15 pranas in a minute; 900 pranas in an hour; 21600 pranas in a day, 583,200 pranas in a nakshatra (month). According to Mayan, a nakshatra is a time unit with a duration of 27 days. This 27 day time cycle has been taken to mean a particular group of stars. The relationship to the stars really has to do with the periodicity with which the moon travels over time and through space past the field of the specific stars called nakshatras. Hence, the stars are more like numbers on a clock through which the hands of time pass (the moon). This concept that nakshatra means a time unit has been lost and diverted to meaning a set of stars in the sky. This concept was discovered by Dr. Jessie Mercay in her research on Surya Siddhanta. It is documented in a textbook called „Fundamentals of Mamuni Mayans Vaastu Shastras, Building Architecture of Sthapatya Veda and Traditional Indian architecture.” (Mercay, 2006 – 2012, AUM Science and Technology publishers)

Etymology

In Persia it was known as Sadvis and Kugard.[20]

The Romans called it Palilicium.

In Chinese it is known as 畢宿五 (Bìxiùwŭ, the Fifth Star of the Net).

In Hindu astronomy it is identified as the lunar mansion Rohini and as one of the twenty-seven daughters of Daksha and the wife of the god Chandra.

Tolkien – Aldebaran, Orion i Plejady

  • The Lord of the Rings (1954–1955), fantasy epic written by J. R. R. Tolkien. Frodo, Sam, and Pippin are beginning their great journey, still in the Shire and already shadowed by Black Riders, when they take refuge for a night with the elf Gildor and his companions. On that night, … high in the East swung Remmirath, the Netted Stars, and slowly above the mists red Borgil rose, glowing like a jewel of fire. Then by some shift of airs all the mist was drawn away like a veil, and there leaned up, as he climbed over the rim of the world, the Swordsman of the Sky, Menelvagor with his shining belt.[9] Borgil, which follows Remirrath (the Pleiades) and precedes Menelvagor (Orion) has been convincingly identified as Aldebaran.[10] The Tolkienian goddess of light Varda made the stars and the constellations, including those described here, in preparation for the awakening of the elves. (myth, sky)

Wielki Pies – Syriusz

O Syriuszu już tyle napisano że lepiej poszukajcie w linkach gdzieś w Internecie – to prawdziwie Niekończąca się historia – związana oczywiście z 21 12 2012

Wielki Pies

należy do gwiazdozbiorów nieba południowego, pojawiających się u nas nad horyzontem w miesiącach zimowych. Znajduje się w nim najjaśniejsza gwiazda całego nocnego nieba, Syriusz, która razem z Betelgeuse w Orionie i Procjonem w Małym Psie tworzy tzw. trójkąt zimowy. Ta wyraźna figura niemal równobocznego trójkąta jest bardzo pomocna w orientowaniu się na niebie zimowym. Konstelację Wielkiego Psa odnajdziemy na południowy wschód od Oriona. Do Syriusza doprowadzi nas linia będąca przedłużeniem pasa Oriona.

Z gwiazdozbiorem

wiąże się kilka mitów greckich. Według niektórych z nich Wielki Pies ma przedstawiać wiernego psa Oriona, towarzyszącego mu również na niebie. Inne legendy mówią, że jest to Lajlaps, pies ateńskiego myśliwego Kefalosa, wnuka króla Aten, Kekropsa. Kefalos otrzymał psa od swej małżonki, ta zaś od bogini łowów Artemidy. Lajlaps słynął z tego, że żadna zwierzyna nie mogła mu się wymknąć. W czasie polowania na Liszkę Taumesyjską, której nie mógł dogonić żaden pies, powstała sytuacja bez wyjścia i sam Zeus musiał interweniować. Zarówno psa, jak i Liszkę przemienił w kamienie, a następnie umieścił na niebie, gdzie świecą po dzień dzisiejszy jako Wielki Pies i Lis. Według trzeciej wersji, Wielki Pies jest gwiazdozbiorem przedstawiającym psa Erigony, córki Ikariosa, pierwszego hodowcy winnej latorośli. Sam pies, Majra, jest gwiazdą znaną dziś pod nazwą Syriusza.

Syriusz

(Canicula, Psia Gwiazda) – najjaśniejsza gwiazda nie tylko w konstelacji Wielkiego Psa, ale na całym niebie. W rzeczywistości od pozostałych gwiazd niczym się nie różni, a jedynie jego niewielka odległość, wynosząca 8,69 roku świetlnego, sprawia, że widzimy Syriusza jako bardzo jasną gwiazdę, -1,47m. Jest on tylko 2,35 razy bardziej masywny niż Słońce i dwukrotnie większy. Należy do białych gwiazd ciągu głównego. Temperatura na jego powierzchni wynosi około 10 000 K (dla porównania temperatura powierzchniowa Słońca to około 6000 K). Nazwa gwiazdy pochodzi z języka greckiego i znaczy jasna. Określenie takie przypisywano pierwotnie każdej bardzo jasnej gwieździe na niebie, nawet Słońcu. Łacińską nazwę Canicula – suczka, piesek – otrzymała gwiazda około roku 1420.
Znacznie bardziej interesujący od samego Syriusza jest jego towarzysz, biały karzeł. Obiega on Syriusza w ciągu 50 lat. Gwiazdę tę odkrył w 1844 roku Friedrich W. Bessel na drodze pośredniej, z sinusoidy ruchu własnego Syriusza. Dopiero później, w 1862 roku, Alvan Clark odnalazł towarzysza Syriusza za pomocą teleskopu. Powtórzyła się zatem podobna sytuacja jak przy odkryciu planet Neptuna i Plutona.
Towarzysz Syriusza był pierwszym znanym białym karłem. Ma on masę podobną do masy naszego Słońca, ale średnicę równą tylko 0,22 średnicy słonecznej, jest zatem tylko 2,4 razy większy od Ziemi. Średnia gęstość tej gwiazdy przewyższa aż 90 tysięcy razy średnią gęstość Słońca. Na Ziemi 1 cm3 materii tej gwiazdy ważyłby 125 kg.

Tagged with: , , , , , ,

Święto Kresu i Kryszeń-Krasa oraz Kwiat Żaru, czyli Kwiat Pąpu Rudzi oraz „Pieśń o Sobótce” Jana Kochanowskiego i „Pieśń o Ziemi Naszej” Wincentego Pola


Jerzy Przybył – Dziewanna

O tym święcie powiedziano już tyle, że nie wiadomo  co tu jeszcze dodać, a co już po wielokroć powiedziano. Ważnym i rzucającym się w oczy odkryciem jest powiązanie nazwy Kresu i postaci Krasy-Krasatiny lub Dziewanny-Krzesy z postacią ruskiego Kryszenia i hinduskiego Kriszny.

K-Rasa oznacza i działanie ku Rasie i zawiera człon ogniowy k-RA-sa i nawiązuje do znanego Skończykom – Skądy-Nawiom (Skonom)  pojęcia bogów Asów i Asgardu – Grodu Asów – kr-AS-a. Oczywiście krasy, krasny – jaśniejący ognisty, czerwony, piękny, zdrowy – cała masa pojęć jest wiązana z tym słowem w sposób jednoznacznie pozytywny – stąd też pochodzi słowo rusy – rudy, mieszany, a więc stąd wywodzi się miano Rusów. Krasić, kraśnieć – malować, czy nie od malowania ciał ohrą – czerwoną farbą? Czerwienie i czarować  – widać tutaj bliski związek mian kra-kar i czar-czer a przez to bliskość pojęć czarowania, czerwieni, pojęcia kary – czarny, kara – ukaranie i czar – czarowny a także car – władca.

Przytaczamy tutaj nieco rozjaśniające te wszystkie związki, ich bliskość oraz naświetlające obyczaje związane z obrzędem Kresu-Kupaliów fragmenty podania o Czarodanie, a także  ruskiego podania o Kryszeniu i Radudze (Ra-Dędze – Tęczy) oraz opis z czasów, gdy obrzęd ten był wśród Polaków powszechny – z pierwszej ręki Jana Kochanowskiego – największego poety Słowian wszech czasów. Na koniec poemat Wincentego Pola, który przypomina nam co rozumiemy przez Polskę i jej kulturę – tę rozległa, wspólną pogańską polsko-rusko-litewską Jerzy Przybył – Rykawd i Iworoda oraz ich syn Drakiw

6 rok Starych Czasów Nowej Koliby – Wiślania i Łysa Ziemia:

Odrodzenie Czaroduny i jej kolejne dzieje po dokonanej Zemście Dyja

 (fragment Taji 23 – Księga Ruty)

Był to czas kiedy w ziemi leśnej, zwanej Ziemicą Nurów, liczniej żyła dzika zwierzyna i ptaki niźli ludzie. Myśliwiec wędrując całymi dniami przez bory, jeno niedźwiedzie i tury napotykał, albo stada jeleni. Czasami zoczył inoga, czasami boginkę z boginiakiem u piersi, znacznie rzadziej boguna, a wcale już nieczęsto zdarzało mu się zetknąć ze zduszem. Wszystko w ziemi onej spowijał, niczym zielone morze – dziki, spieniony bór zwany Lasem Harów[i]. W tej nieodmianie zielnych wełen i ptasiego świergotu odmianą jeno góry stały – na jugu, zapadzie i wstoku – nagie, dalekim widokiem dające oparcie oku, a ciału ulgę śnieżnym chłodem, nawet w środku lata.

Wiślania była w Nurii inkszą od inkszych ziemic. Krainą rozległą, obfitą w doliny i wzgórza, rozłożone wokół stóp onych gór śnieżysto-skalistych, jak drobna dziatwa u kolan potężnych rodziców. Rozpostarta główną połacią w siewierz, usiana była białymi wieżami i bryłami skalnymi rozrzuconemi w ziemię aż po widnokręg, jakby je z jednego potężnego zamyku olbrzyma inny olbrzym, a może jeden z bogów, po całej okolicy roztrącił.

W onej krainie podgórskiej leżało także jedno miejsce wielce osobliwe – Błędy. Ziemia w wielkim obszarze była tam goła, albo tylko porosła słabą trawą – niczym na Weli u wrót Onawielnej Góry. Jakby śmierć i zaświaty taką miały tu moc, że życiowe siły w zarodku sprowadzone zostały ku mikrym rozmiarom. Jakby Weles i Mor dozwalali tu żywotowi i bytowi jeno tlić się, lecz nigdy płomieniem tęgim nie strzelić.

Tam to ciągnęła się przez setki piędzi jedyna na Zapadzie Świata, w Białym Lądzie uczyniona pustynia. Została poczęta dawno, osobiście ręką Dyja, na samym zalęgu świata, gdy kształciła się Ziemia, a z nią lądy i morza, kiedy Wielkie Morze Ciemne cofało się i schło. Tutaj był jego piaszczysty brzeg. O kształt Ziemi bił się tu Skalnik – Pan Podziemi, zdobywając ląd kawałek po kawałku, wydarty przemocą od Wodów.

Umyślił sobie Skalnik zaopatrzyć te okolice we wszelakie podziemne pożytki, a zwłaszcza w wielkie złoża srebra, krzemienia, żelaza, złota i innych szlachetnych metali. Jak sobie umyślił tak uczynił. Jednak Dyjowi-Błętowi się to nie podobało, bo nigdzie na Ziemi nie było miejsca, gdzie mógłby z piasku wiry i błęty kręcić, gdzie mógłby do woli swawolić i czuć się, jak u siebie. Z jednego miejsca nad Bołotykiem wziął więc piachu do wora i poszybował ku Wisełlądowi. Miał oną ziemię walnąć prosto na Srebrne Złoża, ale zawadził o wierzchołki drzew nad Błędem i rozpruł się ów wór, i zasypał wszystko inne, a zwłaszcza Złote Zagony i Pola Drogich Kamieni. Do pasma piasku po Morzu Ciemnym przybyło zatem rozległe polisko piachu bołotyckiego. I tak powstała pustynia zwana Błędem Dyja (Pustynia Błędyjnowska), która pod sobą kryje istne skarby, sztolnie, wąwozy i podziemne jeziora. Z niej to kiedyś dawno, Dyj zaczerpnął garść: z jej piachu białego powstała Czaroduna. Pustynia nie była wcale bardzo wielka, ale jej osobliwość powodowała, że nie jeden zabłądził biorąc mylną drogę i nie jeden padł z wycieńczenia kręcąc się w koło na wydmach i pustych ścieżkach.

Cała ta kraina pełna była podobnych dziwów – głębokich jaskiń, tajemnych grot, krętych korytarzy, wielkich skalnych komnat i kutych w żywym srebrze przełomów rzek, rozlanych miejscami w podziemne jeziora. Nie brakło i na powierzchni, dziwacznych skalnych wąwozów, błędnych wzgórz i urokliwych jezior z mrocznymi zatokami pośród boru. Liczne strumienie tryskały ze źródeł zlewając się zimnym kryształem prosto z gór w dolinę, zwłaszcza z Góry Wądy skąd Wądal-Wisduna wychodzi.

W Wiślanii królowała jakowaś tajemna senność. Niewiele ptactwa dało się zoczyć w powietrzu, a kiedy już się owoż zoczyło, miarkował człek, że milczkiem nieboskłon przebiega, bezdźwięcznie szybując, jakby się swym krzykiem lękało potwora jakiego ze snu zbudzić.

Na powyżu, skąd tryskały źródła świętej rzeki biegnącej ku Błotykowi, nachodziło się drugie miejsce osobliwe owej ziemicy – Bór Tajch, gdzie ongi Bierło zakopał taje. Między górami w rozległym rozstępie, stanowiąc jakby zachętę do wejścia w ów kraj, ciągnęła się trawiasta przestrzeń, płaska jak stół, bez jednego drzewa. Lecz kto by wybrał tę drogę już by z niej nie wrócił, bowiem było to rozległe po widnokrąg bagnisko Morawy, gdzie bogińki śmierci i złośliwe morawki wybrały sobie ziemskie siedlisko.

Miejscami bagno przeświecało jasną tonią wodnego zwierciadła. Od źródełka Głom, tryskającego spod wiekowego dębu, wiła się struga Orawa. Z wód owego bagna Mokosz wróżyła przyszłość. Może przez to wszystko ziemia ta zdawała się nosić na sobie jakoweś piętno lub w sobie jakieś zaklęcie? Nie był to jednak znak kary, ni zbrodni, a jeno piętno tajemnicy i zaklęcie świętości.

Święta Rzeka Wąduna toczyła ciemne wody środkiem pogórza. Na samym rozległym zapadlisku rozlewała się ona w dziesiątki nurtów, opływających skały i tworzących zarośnięte szuwarami wyspy oraz podmokłe łęgi nie do przebycia.

Powiadają, że ziemia ta od dawien dawna jest naznaczona w sposób szczególny, jako miejsce najważniejszych dla świata wydarzeń – szczególnej pamięci i świętości. Tu miały się rozegrać najcięższe bitwy, zarówno dwóch pierwszych wojen między bogami, zakończonych wyjściem Światowita z Kłódzi, jak i ostateczna, ziemska bitwa Wojny o Taje.

Tu miały się w przyszłości rozegrać najważniejsze wojny między ludźmi na Ziemi, tu miały się zdarzyć najstraszniejsze zbrodnie i stąd przyjść może Ostatnie Starcie, które doprowadzi do Czwartego Wyjścia Swąta z Kłódzi. Dlatego jest to ponoć miejsce tak szczególne, naznaczone dziwnością, różnorodne z powodu pozostałości boskich zamyków i urządzeń wojennych, i pobrużdzone krwawymi śladami potyczek, a także ciche, sielskie i święte.

Każdy kamień i zakątek tej ziemi ma swoje ważkie dla świata i barwne dzieje. A wśród licznych świętych przedmiotów, które znalazły tu swoje schronisko lub grobowiec wieczysty, jest do dziś leżący pod Górą Wąwel święty kamień Ziemi – Ułatyr (Ałatyr)[ii].

Ułatyr to jest ten niewielki ułamek Kamienia Kamieni – Światyra, który pozostał w Ziemi po tym jak bogowie pokonali Potwora Światogora. Światogor jak wiadomo, zapadał się trzymając w rękach Kamień Kamieni. Grzązł pod jego ciężarem coraz głębiej. Żeby Światogora można było spod ziemi wyciągnąć musieli bogowie część owego Kamienia odrąbać, bo inaczej nawet wszyscy pospołu nie udźwignęliby potwora, który nie chciał kamienia z pazurów puścić.

Ten to kamień – Ułatyr – jest przez wielu wiedów i kołodunów, a zwłaszcza kudełosów Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata, uważany wręcz za członka rodziny Swąta, nie mniej ważnego niż Świętogłaza (Zemuna) czy Świćgałęza (Siduna). Stąd Góra Wąwel od razu stała się święta i po dziś dzień, promieniuje na świat cały, wielką mocą.

To miejsce właśnie, i być może, że z powodu czucia jego wielkiej mocy, upatrzył sobie Krak-Nur na lęgowisko. Tu, pomiędzy odnogami rzeki, na skale, założył swoje gniazdo i tutaj powił swój lud nurski, czyli nurciański, zwany też nuruciańskim albo nuruskim. Ziele Ruty jest jego znakiem i Orzeł Biały o jednej głowie – Strasz Rah-Raróg.

W tę też ziemię któregoś razu, po długiej wędrówce wzdłuż i wszerz świata, z trzaskiem łamanych drzew, furkotem wyrywanych pni i świstem sitowia przybył Dyj. Tu, wyjąc i rzucając przekleństwa, toczył się po pustyni, a z każdym jego krokiem w niebo szedł pył, strzelały błęty i wznosiły się wiry. Tak bardzo wył i uwijał się Dyj, że aż przezwano go tutaj Płakoszem.

W tym to czasie Kreks skłócił się już był ze swoim nielicznym ludem. Wybudował łodzie śmigłe i mocne, na wzór korabia, bo jemu się trafiła ta karta Księgi Głębi, co o kleceniu statków rzykała. Uwidział sobie Kreks, zwany Lugiem, że Błotyk wszerz i wzdłuż przepłynie, a do tego jego panem i władcą się stanie, a jak trzeba to i z samym Wodo-Bełtem się o koronę zmierzy.

I stało się tak, że tępił każdego kto się poważył bez jego wiedzy na ono morze wypłynąć. A kto mu stanął okoniem tego zwyciężał, a zabiwszy go wypijał jego krew, by sobie dodać sił i przyczynić grozy własnej osobie pośród wrogów. Nie bacząc, że każdy czyn pociąga za sobą skutek ani zauważył, jak począł się zamieniać w potwora. Wkrótce nieliczni rybacy przestali na morze wypływać, a jego własny lud w głąb borów łakomie poglądał mając przecie przed sobą pełne morze.

Niektórzy powiadają, zwłaszcza zaś nurscy kudiesnicy i wróżowie Rudzi ze Stradowa, że to Dyj zabełtał wpierw Lugowi w głowie, omamił go, otumanił, okręcił w koło i ogłupił. Stąd Lug począł się nadmiernie po morzu rządzić i pchnął tym samym własnych pobratymców przeciw Wędom, którzy spokojnie żyli nad Wartą. Tak samo Istowie bojący się na morze wypływać coraz częściej łakomie patrzyli na Wielkie Jeziora, które były w rękach Budynów i Nurów. Tak to spełniało się posłanie Światowita, że brat przeciw bratu stanie z byle powodu.

Jednakże żercy Swaroga z Lęgnicy prawią, że przyczyny pierwszej waśni między ludami wyrosłymi z Kruków były o wiele głębsze i tajemnicze. Otóż ich zdaniem ani Kreks nie byłby oszalał, ani Wężowie-Wołgowie nie wyszliby ze swoich leży napierani przez Lęgów, ani nie naszliby Nurów, a ci nie wleźliby w zagony Budynów, gdyby nie Dyj i odrodzona przez niego Czaroduna.

Kiedy tylko Dyj się na Błędach pojawił, nagle całą tę ziemię, zwaną Wiślanią Nadwisduńską, spowił żar. Żar ten stał tak długo nad Wisełlądem, i tak był potężny, że wypalił większość roślin, wypłoszył z borów zwierzynę i przegnał ptactwo. To z jego powodu tyle jest w Wiślanii łąk i stepów na północ od Lasu Harów i sporo łysej ziemi, gołych gór, a nawet kawał  pustyni.

Zoczył tę rzecz Perun, który co wiosnę otwierał brzuch Siemi do życia swoją błyskawicą. Grzecznie próbował Dyja przekonać, że nic nie zyskuje mszcząc się na tej okolicy. Ale Dyj nie dawał się omamić. Od Dodoli wiedział, że to tutaj, gdzieś pośród setek onych białych skał rozrzuconych w wisełlądzkich pustoszach, leżą owe dwie – Czarnodyja i Rykawd z Iworodą. Wierzył Dodoli bez zastrzeżeń, bowiem znał dobrze złośliwość Panien Welańskich i nie zdziwiło go, że zesłały Czarodunę na wieczny spoczynek w ziemię, z której się narodziła.

Jednego dnia Perun dał za wygraną i odszedł, ale się nie omieszkał Perperunie poskarżyć. A ta od razu poczuła pismo nosem i skrzyknęła pozostałych sześć z Siedmiu Bogiń Pomsty. Im najbardziej by zagrażało odrodzenie tej ziemskiej trójcy. Zatem przytaiły się w okolicy bacząc, co się też dziać będzie. A Dyj drugiego dnia także się spierał z Perunem i obaj aże się rozpalili do bitki, ale Perun jeszcze raz ustąpił nie chcąc zaostrzać sporu.

Trzeciego dnia Perun zastał Dyja nie na Błędach tylko na Górze Swarogowej i podpatrzył skąd się onże żar bierze. Watra wykradła jakimś sposobem swojej matce Swarze Chustę Żaru a on nią kręcił zawzięcie, rozlewając gorąco ze szczytu góry. Wyskoczył Perun na nich oboje bardzo rozsierdzony, że niszczą i pustoszą ziemię miast pozwolić jej kwitnąć. Dyj tylko śmiał mu się w twarz, a Watra z Chustą uciekła. To tak rozsierdziło Władcę Piorunów, że począł ciskać błyskawicami w Dyja. Nie mógł go jednak dobrze trafić, bo Dyj kręcił się zwinnie i stale był w tym samym miejscu, a nie był w nim wcale. Aż w końcu całkiem zniknął i tylko płacz jego i wycie niosły się dalej wąwozami Wiślanii.

Powiadają żercy Guniów z Sistu zwanego też Soest[iii], że to wtedy dopiero Dyj przybrał postać człowieka, niejakiego Płakosza i dlatego Perun nie mógł go wypatrzyć. Pod tą ludzką powłoką występował ponoć potem ówże bóg Dyj mieniąc się owym imieniem, kiedy budował Łyszczec dla Czarodany i pod tym imieniem pojawił się ponownie, jako budowniczy Świątyni Dziewięciu Kręgów w Łyskogórach.

Błyskawice Peruna raz po raz łupały wierzchołek góry aż rozłupały go tak bardzo, że dobyły się zeń wody znacznie silniejsze niż dotychczas. Wody te zasiliły dwa strumyczki Wisełek a te przerodziły się nagle w spienione, obfite strumienie. Tam, gdzie się złączyły w jedną potężną Wisdunę, powstała otwarta kipiel. Spłynęła ona jako nowa rzeka, potężniejsza niż kiedykolwiek, jako Atla-Wątla – Rzeka Ognista, powstała od uderzeń Peruna,  która wypełniła swoimi pętlami całą dolinę. A nurt miała tak wartki, że wyrywała drzewa, łamała im pnie i porywała ze sobą całe kawały lądu. Takoż w samej dolinie na dnie rwała wartko przed siebie a trafiwszy na zaklętych w kamień Rykawda i Iworodę porwała ów kamień i rzuciła go na drugi – na Czarnodyję. Tym sposobem matka i jej dzieci połączyły się, poczuły bicie swoich serc i czułe objęcia. W jednej chwili czar prysł i dusza Iworody z duszą Rykawda wyrwały się pospołu z welańskiej Jaskini Tronów. Cała trójka spojrzała sobie w oczy i odrodziła się.

Jerzy Przybył – Dyj-Poświściel

Królowa Łysej Góry, Łyszczec – Łyskowice, Pałkini i Harowie

Krótkie jednak było ich szczęście, już bowiem Wąda, Perperuna, Swara i pozostałe rzuciły się by rozerwać pętlę splecionych rąk i na powrót zarzucić pętlę martwego czasu. Wąda pochwyciła w swoje wiry Iworodę i wciągnęła w nurty – nie zamierzała jej wypuścić. Dyj rzucił się na ratunek roztrącił wody, lecz jego kręcenie się wcisnęło jeno Rykawda głęboko w ramiona Perperuny. Dyj dobył na ląd Czarodunę, ale Perperuna i Swara odpłynęły w tym czasie daleko, dzierżąc Rykawda pomiędzy sobą. Tak oto poniosło Rykawda, aż w Ziemicę Lęgów, nad samo morze, na dwór Kreksa. Iworodę zaś Wąda puściła pod Wędyjską Skałą, gdzie pobudował swe gniazdo Krwędys.

Czaroduna natychmiast wyruszyła na poszukiwanie dzieci. Szła i szła aż zaszła na wysoką górę całkiem łysą. Tu poczuła się zmęczona wędrówką, nieustannym wojowaniem i sporem z boginiami. Wypatrywała z onej Łysej Góry swoich dzieci i zamierzała za wszelką cenę je odnaleźć i pokonać wredne boginie. Razem z nią przybył na górę siwy staruch bez twarzy, za to z rozchełstanym brodziskiem niemal do ziemi. Budził grozę swoim wyglądem i drżenie lęku głosem, który dobywał się jakby z głębin studni, lub zaświatów. Na miejscu twarzy nosił łzawą maskę o smutnych rysach, jakoby twarz wiecznie tonącą w zgryzocie. Od tej maski nazwano go Płakoszem, a był to pod ludzką postacią sam Dyj.

Dyj w jedną noc pobudował na szczycie góry potężny zamyk dla swej ukochanej córy. Był to zamyk z wysoką do nieba białą wieżą – tumem. A cały zrobiony został z kamienia, który srebrzał i skrzył się w słońcu jak wzniesione ponad okolicę zwierciadło. Zamyk był dla każdego, kto się w tę stronę spojrzał z doliny, lub przybywał z odległych równin, znakiem, że oto wkracza na Łysą Ziemię. Dał też Dyj Czarodunie małe zwierciadełko, które onegdaj miała, żeby mogła w nie zaglądać i nim przepatrywać okolicę. Dał jej też wyczarowanego przez siebie Białego Kruka mówiącego ludzkim językiem, który zwał się Lasota, a stał się dla niej jako brat. Dał go jej po to, żeby go mogła wysłać dla sprawdzenia, nad bory i lasy, nad puszcze i jeziora, żeby tam ciągle, po onych borach i lasach, jej dzieci szukał. A też po to by po prostu miała do kogo zagadać. To wszystko też na wypadek, gdyby jej dzieci zbłąkane wróciły w te strony, żeby od razu mogły matkę odszukać, a ona je zobaczyć.

Niektóre kąciny i kapiszty podają, że Lasota był dzieckiem Dyja i Borany, a inne iż Dyja i Pogody, a więc był Czarodany rzeczywistym boskim bratem.

Codziennie o świcie budziła się Czaroduna z wielkim bólem w sercu i ten ból gnał ją na szczyt wieży. Z Białym Krukiem Lasotą rzeczywiście byli wkrótce jak siostra z bratem, dzielący radość i ból. Siadał jej na ramieniu i razem przemierzali trzysta i sześćdziesiąt pięć stopni na szczyt wieży. Ona celowała swoje zwierciadło w różne zakątki, śląc tam jasne promienie, a on rzucał się w niebo i krążył nad wskazanymi okolicami. Wracał umordowany wieczorem i niezmiennie meldował jej ze spuszczoną głową o niepowodzeniu, a ona klęła coraz mocniej boginie, i wyrzekała przeciw nim, coraz szybciej zbliżając się do kolejnej klątwy. Gniew w niej narastał i gotowa się była jeszcze raz rzucić na Welańskie Panny.

Kiedy tak stała kolejnego upalnego południa na szczycie góry i wpatrywała się w pusty, zielony widnokres, i zaklinała swoje zwierciadełko, a ono mówiło jej po raz kolejny „widzę jeno o Pani, że oni oboje żyją, są na tym świecie, ale daleko, daleko, jedno u wód wzniesionych szarymi wełnami, drugie śród białych gór, za daleko, nie wiem gdzie”, gniew ją porwał tak wielki, że ponownie postanowiła wyzwać boginie na śmiertelny bój.

Wtedy zstąpiła ku niej Dodola, spłynęła na jej gorejące lico zimnymi kroplami, otuliła jej rozpalone czoło chłodnym kojącym szalem. A strugi z góry płynące złączyły niebo i górę, i wlały spokój w jej serce. I wyszeptały kropliste usta deszczowej bogini, by zaprzestała wróżdy, jeśli chce, żeby jej dzieci żyły, by zaprzestała poszukiwań. A jeśli tak uczyni to dzieci jeszcze kiedyś obaczy, jeszcze kiedyś do niej wrócą, a przez cały czas będą żyły w spokoju. Jeśli zaś będzie się boginiami droczyć sprowadzą na jej dziatwę nieszczęście. Czaroduna poczuła wtedy olbrzymie zmęczenie i pogodziła się z tym co się stało, i postanowiła tu na dzieci czekać, bo lękała się, że je na powrót Mściwe Panny Welańskie ściągną do Nawi. Wtedy boginie uznały ją za pokonaną i zostawiły w spokoju[iv]. Zwłaszcza, że Dyj nie opuszczał jej ani na chwilę gotów znów poruszyć cały świat, gdyby włos spadł z głowy jego córki. Ale Czarodana w głębi duszy nie pogodziła się z przegraną, skryła w sobie głęboko ból i złość i oszukała boginie tak się tając. Ból i gniew nieustannie się w niej gotował tak, jak się cały czas gotuje Wodawogniu-Kobyla Głowa (Vadawagni) w Morzu Południowym, która jest gniewem mądrego Urwy z Bierygów. Czy taki gniew można na stałe, albo i na długo, ukryć przed bogami?

Odtąd codziennie o świcie wstępowałą na szczyt wieży i cały dzień przepatrywała widnokres, puszczała Kruka Lasotę, który wracał dopiero wieczorem, i przepytywała nieustannie zwierciadełko. Opuszczała zaś swą wieżę dopiero po zmroku, i tak czyniła nieustannie. Czas mijał, ale na jej zwierciadle nigdy nie pokazała się piękna twarzyczka Iworody ni przystojne oblicze Rykawda, mimo że nielicznych wędrowców i mieszkańców okolic często w nim widywała. Kruk zdrożony lotem zawsze wracał bez żadnych wieści. Pocieszało ją jedynie to, że sama siebie i swoje dzieci wyzwoliła z kamiennego snu, i że dzięki ugodzie z boginiami dała córce i synowi na nowo życie, że gdzieś tam w świecie są i któregoś dnia któreś z nich, a może i oboje, na pewno zobaczy.

Z każdą niedzielą jednak, z każdym miesiącem żal i smutek coraz większy królował w jej sercu. Widywani w zwierciadle ludzie poczęli ją mocno drażnić swoim szczęściem i spokojem, swoim zwyczajnym bytem. Kilka razy wzywała swoją dawną przyjaciółkę Plątwę, ale ta nie pokazywała się wcale. Raz zawitała na zamek obrzydliwa starucha-ropucha pokryta bąblami, kostropata, śmierdząca. Kazała ją Czarodana przegnać psami, a te poszarpały babę do krwi.

Żaden zły uczynek nie mógł zadośćuczynić jej bólowi i ulżyć krwawiącej ranie. Wyprawiała się zatem Czarodana z zamyku i napotkanych ludzi, tabory, sioła, okrutnie turbowała, niszczyła sadyby i zasiewy, rujnowała ułożony byt. Wkrótce zaczęła też niektórym odbierać życie. I zaczęto ją nazywać Czarną Królową.

Zachowywała się jak najgorszy zbój okrutnik, a wkrótce przygarnęła też drużynę zbójecką, wielgachnych, włochatych wojów co posługiwali się jak nikt inny maczugami, nasiekami i pałkami, a mówiono o nich, że są synami Stwolinów i zwano ich Stolemami-Skołotami. Nazywano onych dzikich mężów także Pałkinami, a niektórzy powiadają, że owo wojsko Czaroduny wyrosło z pni wiekowych jodeł porastających zbocza Łysej Góry, jako dar Boruty lub samego Borowiła dla niej – Borowi Woje, Jodłowi Rycerze.

Prawda jest jednak taka, że ci Pałkini byli ze Skołotów króla Lipoka (a więc nie Wyrwijodły ani Bora Burzana) i przyszli ze stepów, by być bliżej ziemi Wędów i Mazonek, od których wywodziła się ich matka Pałuka-Stwełna. Chociaż Pałkini uważali się za prawowitych władców tej ziemi od pierwszego spotkania z Czarodaną poczuli taki podziw i szacunek dla niej i taki wzbudziła w ich sercach lęk, że bez szemrania poddali się jej niepodzielnej władzy. Złożyli też pokłon u stóp czarownego, boskiego Kruka Lasoty. Był to bowiem czas, kiedy kobiety były równe mężom, a może nawet bardziej od nich były potężne, poważane, uważnie wysłuchiwane oraz czczone. Był to też wciąż czas, kiedy o objęciu władzy i przybraniu kagańskiej czapy-czuba, nie stanowiła krew po dziadach i ojcach, lecz boskie dokonania i moc tego, który po tyrs-berło i czub-koronę, sięgał. Jeżeli wykazał się siłą, zwyciężył w biegach i pojedynkach, podjął boskie narzędzie – to słuchano się go i bano. Bano się go i nazywano panem, banem lub wodzem. Taką właśnie panią-baną, wiedźmą-wodzynią, okazawszy  Lipokowym Wojom swoją moc, stała się dla nich Czarodana.

Ludność okoliczna rychło umknęła przed złością królowej z Łyskowisły do Wiślanii, czyli z Ziemicy Łysogórskiej, nazywanej też Połuczanią, do Wisełlądu. Ziemia okoliczna się wyludniła, i tylko wyjątkowo wędrowcy ważyli się zapuszczać w te strony. Na ich miejsce sprowadzili się zaś z północy zadziorzyści, łysogłowi olbrzymowie, również nasienie Stwełny-Pałuki tyle, że z Lugiem, którzy mienili się  Łyskowicami. Z tymi Czarodana zabawiała się, by zapomnieć o bólu i wyruszała otoczona zastępami owych Łysków i Pałkinów w bój. Wszyscy mówili o złej Czarnej Królowej, jej zamku Łyszczcu i drużynie z(a)bójców Pałkinów. Z czasem zaczęto Łysą Górę (Łysiec), Łysicę, Górę Dobrzeszowską, Górę Witosławską i Górę Wida[v] nazywać Peuką, Górą Pałki, lub Górą Pałuki, a wszystkie góry okoliczne Górami Pałków lub Łyskogórami.

 [Nie znam autora tego obrazu - ale jest bardzo dobry]

Rok 6 czasu NK, Wiślania:

Odrodzenie Czaroduny według zarzycek Dengi z Tęczyna i siemionek  Matki Ziemi z Czernej

 

O Rudnie Rodów, Górze Bełta, Czarnej Jaskini i Moście Dyja

Istnieje też taka odmiana opowieści o odrodzeniu Czarodany, która przechowywana jest przez żerców Dażboga-Mira z Nitry-Mitry na Słowacji i wejunasów Strzyboga we wszych Kącinach Małopolskich, a przejęta została od pradawnych zarzycek Dengi z Góry Tęczy i kapłanek siemionek Matki Ziemi z Góry Czernej w Wiślanii.

Podług niej to nie wody Wisduny połączyły rodzeństwo i matkę zaklętą w skały, lecz sam Dyj-Poświściel. Przemierzał on Ziemicę Nurów przez całe stulecia podejmując się różnych sposobów by odzyskać swoją córkę i wnuki. Brał z ziemi przypadkowe kamienie i rzucał skałą o skałę w nadziei, że za którymś razem trafi na te właściwe. Dodola wskazała mu to miejsce i wierzył jej, że tu Boginie Pomsty zrzuciły jego córkę i jej potomstwo, bowiem stąd się ona po części narodziła.

Kiedy rzucanie kamieni okazało się nieskuteczne Dyj umyślił sobie, że pewnie boginie ukryły owe kamienie w otaczającej wszystko w tej okolicy Puszczy Czernej – Lesie Harów. Upatrzył sobie dwie góry – Rudną i Górę Bełta i wyrozumował, że je połączy kamiennym ciągiem i tym sposobem zejdzie się góra z górą. Przez całe stulecie budował olbrzymi most w Czernej między owymi górami. Było to tak wielkie mościsko, że z niego można było sięgnąć samych wierzchołków tysiącletnich buków rosnących w puszczy. Most złączył dwie góry, ale nie ożywiły się one.

Pod mostem w Czernej znajduje się jednak Jaskinia Czarna, w której Dyj sypiał. Przez ową jaskinię wiedzie ostatnie wejście w Pola Drogich Kamieni i Złote Żyły ciągnące się w podziemiach okolicy. Kto potrafi odnaleźć to wejście i zna odpowiednie zaklęcia, trafi do czterech komnat: pierwszej – strzeżonej przez skrzyste szczóropióry, drugiej – pilnowanej przez skrzyste psy, trzeciej – bronionej przez skrzystego dzika i wreszcie do ostatniej warowanej skrzystym wężem i setką żmij. Jeśli się nie zlęknie może zabrać ze sobą tyle skarbów ile zechce. Jednak jeśli tylko przez chwilę się zawaha, lub włos mu się zjeży, natychmiast obróci się w kamień.

Wielu śmiałków próbowało przejść mostem i zejść z niego w Czernej do owej jaskini, ale żadnemu się nie udało. Z tego powodu wejście to zostało zawalone wielką stertą kamieni powstałych z ludzi. Przez to też w okolicy mostu kręci się wiele powstałych z owych ludzi zduszów-skrzeni. Skrzeniowie ci jeszcze bardziej wzmagają strach, bo strzegą skarbów zazdrośnie, by się innym nie dostały.

Tylko dwa razy w roku w Święto Rodów, do których należy Góra Rudna i w Święto Świstów do których należy Góra Bełt można bez śmiertelnego zagrożenia przedostać się na most i dotrzeć do jaskini, jako że wtedy zdusze czmychają przed Rodżanicami i bogunkami Matki Ziemi Siemlianockami. Kiedy ich nie ma, da się bezpiecznie wejść do jaskini, ale żeby z niej wyjść trzeba znać odpowiedzi na zagadki zadawane przez bogunki, a też i musi się znać zaklęcia pozwalające ruszyć kamienie[x].

 

 

O Pustyni Błędowskiej – podanie żercy Olkusza z kąciny Sima

 

Kiedy się nie powiodło Dyjowi z Górą Rudną  i Górą Błęta umyślił, że Górę Tęczy połączy z Górą Ojców, Górą Wądy i górami okolicznymi innym sposobem. Kolejne stulecie zeszło mu na tarciu kilkuset skał na proszek. Ścierał jedną po drugiej i mieszał je ze sobą i tym sposobem je łączył, a kiedy i to się okazało bezskuteczne wziął Dyj ów piasek i usypał pustynię, która miała połączyć Górę Tęczy z Babią to znaczy Mokoszą Górą. Ponieważ jednak wiele gór owym piaskiem zasypał a żadna nie ożyła stracił zapał do tej pracy i zaprzestał jej w połowie. Postanowił wrócić do prostszego sposobu i znów zaczął wściekle ciskać skałami. Powiadają też, że wtedy w wielkiej złości przysypał większą część skarbów owej ziemi pustynią, a poprosił też Wądę żeby resztę zatopiła, i ta rzeczywiście skierowała wody rzeki Baby pod ziemię i zatopiła Złote Pola i Drogokamienne Groty. W dodatku przeklął tę ziemię tak, że kiedykolwiek cokolwiek z niej wykopią to nowy kawałek pustyni będzie przybywał[xi].

 

 

 

Odrodzenie Czarodany i jej dzieci według dagów Gorgonów

Powiadają święci dagowie – opiekunowie gorejącej gałęzi Gorgorzału, od której wzięło miano całe plemię Gorgonów[xii] zamieszkujących Góry Gorgony na południe od Gór Tatr-Tartarów, że w swoich wędrówkach podupadły już na duchu Dyj, trafił na koniec w Dolinę Prądnika i Wisduny. Szedł od Doliny Ojców i przewalał prątki, którymi Perun z Perperuną i synami zasypali ongi tę okolicę. Wreszcie pewnego razu, gdy na Białą Skałę Wąwelnicę rzucił tę drugą Czarną Skałę stojącą obok Wąwelu i kiedy jedna skała uderzyła o drugą, poszły iskry na wszystkie strony. Wtedy odrodziła się Czarodana oraz Rykawd i Iworoda, jako że ich uścisk był tak gorący, że skry poszły aż do welańskiej Jaskini Tronów i pękły okowy wiezionych tam duszyczek rodzeństwa. W tę samą Czarną Skałę została w końcu Czaroduna na własną prośbę, dużo później, zamieniona powtórnie. Perperuna rzuciła ją pod Wzgórza Lasoty i Wąwel.

Lęgia (Lugia) i Wędia (Wenedawa):

Rykawd-Jaryk Wdały i Iworoda-Iwna Rodina – ucieczka oraz klęska – według kudałów z Góry Kałdus-Chełm

Gdy Bóg Bogów opuścił już Ziemię, Rykawd stał się przybocznym Kreksa, Iworoda zaś ulubienicą kniazia Wędsa. Jego zwano w nowym wcieleniu Rykiem Udałym albo Jarykiem Wdałym, a ją nazywano Iwną Rodiną lub Iwną Rusiną. I było tak, że ani jednemu ani drugiemu dziecku Czaroduny nie przychodziło do głowy oddalać się ze swojego nowego domu. Brało się to stąd, że litościwa, a może właśnie mściwa Łada-Łagoda odebrała im pamięć przeszłości.

Iworoda była piękną młodą dziewczyną, której urodą zachwycali się wszyscy na dworze Wędsa. Jego małżonka Gązwa, w miarę jak dziewczyna dojrzewała, stawała się coraz bardziej zazdrosna o jej wdzięki. Iworoda wykazywała od początku niezwykłe zdolności i umiejętności. Bez trudu rozpoznawała rośliny – zioła, krzewy i kwiaty, a które raz spostrzegła – nazywała różnymi imionami. Po kształtach oraz woni rozpoznawała ich właściwości oraz moc.

Inną jej umiejętnością była łatwość wzbudzania przychylności u ludzi i ich zaufania. Chętnie jej się zwierzali, lubili ją, a ona potrafiła każdego wysłuchać i powiedzieć mu coś co powodowało, że czuł się potem lepiej. Działo się tak, mimo że była jeszcze prawie dzieckiem nie więcej niż dwunastu wiosen. Widząc zdolności dziewczyny, ale też i coraz bardziej łakome spojrzenia kniazia Wędsa ku niej, Gązwa umyśliła, że oddali niebezpieczeństwo przeznaczając Iworodę do posług świątynnych. Odsunęłoby ją to ode dworu, pozwoliło zgłębić tajemnice ziół, rozwinąć zdolności kołbienia i wróżenia z patyczków – burtowania[xiii].

Pośród Wędów-Wężów (niewielkiej na północ wysuniętej swoją osadą grupy plemiennej) znany był kapłan Chorzycy, lekar i burtnik Wols. Ci Wężowie pochodzili od wędyjki księżniczki Wolgi i króla Lipoka ze Skołotów. Wolga była jego czwartą żoną. Zamieszkiwali też z nimi przybyli tu ze wschodu Osowie (przezywani przez Wędów i Lęgów Sromotami) z matki Ostny i króla Karpoka. Okół, w którym po społu żyli, zwał się Osiów.

Wols był jednym z licznych synów Lipoka. Zjeżdżali do niego ze wszej Słowiańszczyzny chętni wiedzy o wierze i przyrodzie, poznania kirów i dziejów świata oraz pochodzenia ludów, a także którzy chcieli poświęcić swój żywot bogom i obcować z ich wysłannikami. Węds nie bardzo był rad pomysłowi Gązwy, ale przychylił się do niego chcąc, by dziewczyna bardziej jeszcze dojrzała i rozwinęła swoje zdolności. Posłano więc Iworodę do osady Wężów oraz Sromotów-Osów i do kąciny Chorzycy w owym Osiowie nad rzekami Drwęcą i Osią.

Iworoda rychło okazała się najzdolniejszą z uczennic Wolsa. Poświęcał jej wiele uwagi i czasu. Razem wyprawiali się w tajemne zakątki zbierając zioła na leki i zioła do wróżb. Wols wtajemniczał ją w czarowne praktyki pozwalające przez zmrożenie lub inne działania zachować rośliny niezmienione co do właściwości nawet w gorące pory i nawet przez całe lata. Przekazał jej wiedzę jak wyciągać z nich soki i najgłębsze isty, zbierać właściwe części właściwych roślin, przerabiać je, ucierać, mieszać, suszyć sporządzać syropy, słodkie i gorzkie napary, czarne i białe moście.

Z czasem poczęła się wyprawiać sama, także w księżycowe noce, albo w pełnię, albo w młody księżyc, a nawet w nów, jeśli tego wymagała sztuka warzenia ziół. Powiadano również, że za plecami starego Wolsa na własną rękę poczęła zgłębiać czarną wiedzę i kumać się z ciemnymi mocami. Podobno prowadzona bezpośrednio za rękę przez samą Chorzycę, a czasem przez jej pomocnice jagi-jędze, poznała możliwości szkodzenia, za pomocą roślin i zaklęć, wszemu co żywe. Wśród zazdrosnych o względy Wolsa uczniów kąciny Chorzycy opowiadano też o jej nocnych wyprawach i przyjaźniach nawiązanych z mątwami, męcicami a też i z samą Dodolą. Rzeczywiście nie wiadomo jak posiadła Iworoda umiejętność kołbienia, czyli wróżenia z lotu ptaków, co do przyszłości, a także jak to się stało, że potrafiła przepowiadać zdarzenia.

W tym czasie Rykawd uczył się u boku swego przybranego ojca Kreksa. Był bardzo pojętnym czeladnikiem w pirackim rzemiośle, szybko zgłębiał tajniki żeglowania we dnie – na słońce i chąśnictwa nocą – przy gwiazdach. Jeszcze szybciej przyswajał sobie tajniki posługiwania się bronią, walki burta w burtę, czy ataku przy pomocy taranowania. Znać było, że płynie w jego żyłach krew starych królów, a także bohaterów – ziemskich synów bogów. Wkrótce Kreks ani się umiał ani chciał bez niego obejść. Spędzali długie tygodnie na morskich wyprawach w dalekie północne krainy. Z niewielką drużyną zbrojną w topory, haki i piki docierali, gdzie zdawało świat się kończy. W ziemie chłodne, okryte wyłącznie wrzosowiskami, rozłożone na samym zachodzie na skalistych wyspach, w zawiłe morskie ujścia i zatoki, ciągnące się niczym Ognista Piekielna Rzeka, między urwiskami i nawisami skalnymi, przez wiele setek stajań. Docierali do Wielkiej Ziemi Lodowej i Krainy Królowej Śniegu, skąd tylko nielicznym udaje się wrócić, bowiem stamtąd wiodą Bramy prosto na Welę.

Lęgowie z ich plemienia nie chcieli się jednak osiedlać w ziemicach odkrywanych przez Kreksa, ani nie polubili żeglarstwa. Drużyna Kreksa zmieniła więc znacznie skład. Tworzyli ją w końcu sami okrutnicy, zbójcy, zabijacy, srodzy wojowie zarówno z Lęgów jak i Wędów czy Istów. Najwięcej było wśród nich Wędów Wolsa i wyspiarzy Ozylów z Istów, zdarzało się jednak nawet, że podczas wypraw ku wschodowi dołączali do drużyny ciężcy wojownicy Burów uzbrojeni w młoty i kleszcze. Wędowie najbardziej palili się do wypraw morskich.  Mogli żeglować miesiącami i gnała ich naprzód jakaś wielka chęć odkrywcza. Kreks zazdrościł Krwędysowi jego poddanych i nieraz nawet myślał sobie po cichu, że chętnie by swoich z nim zamienił.

Kreks od pewnego czasu turbował się o swój lud. Powiadają staruchowie bogini Drasznicy- Radorady i kapłanki Licho z Kałuża-Kalisza, że miano ludu Lęgów wcale nie poszło od pierwszego ich ojca Kreksa-Luga, lecz od jednego z jego synów, który nosił miano Lęg, lub Lęch. Ten właśnie syn, co miał być jego prawowitym następcą najbardziej martwił Kreksa. Ani mu się podobały morskie wyprawy, ani tęsknił do zdobywania lądów, ani miał duszę odkrywcy. Jakby stworzony do jarzma podchwyconego kiedyś z ziemi przez króla Zariwa, uwielbiał Lęg grzebać się w glebie, w glibieli, w błocku, chadzać po łęgach, odwracać skiby oradłem i siać ziarno dla coraz to nowych upraw. Co gorsza, w większości, jemu zdawali się dawać posłuch, współplemieńcy. Odwracali się więc Lęgowie plecami do morza i w ogóle do wody, wchodząc coraz głębiej w ląd, w bory, karczując je i przemieniając w pola uprawne. Coraz bardziej z każdym rokiem obawiał się Kreks utraty władzy i utarczki między Lęchem a jego przybranym bratem Rykawdem, którego po prawdzie chętniej by na tronie nad Lęgami widział niż pierworodnego. Kiedy po raz kolejny Lęgowie odmówili Kreksowi, gdy ten zażądał żeby dali obsadę czterech nowych łodzi, rozeźlił się władca. Zamiast żeglować poszli oni znowu w bory karczować nową polanę. Postanowił więc posłać za nim drużynę dowodzoną przez Rykawda.

Wszędy bogowie bywają,

zakątek każdy w pieczy swej mają.

Nic co powstaje po świecie

poza ich wolą nie dzieje się przecie.

Takoż i tym razem Rykawd – Jaryk Wdały, nie nawykły do lądu i boru, choć doskonale po morzach żeglował, w lasach się ze swoją drużyną pogubił. Powiadają mędrcy z kąciny Mokoszy w Lądzie[xiv], że to ona pokręciła drogi Rykawda, przy pomocy swoich męcic, które spowiły ciężką ćmicą na trzy dni całą puszczę. Po sześciu księżycach wędrówek, wciąż nie znajdując Lęgów, ani nie umiejąc trafić na brzeg morza znalazł się Rykawd z wojami w czarownej okolicy. Kolejnego dnia o zachodzie słońca dotarli do gołego wzgórza, z którego widok się szerszy roztaczał, na łuk rzeki i niewielką polanę. Nad lasem snuł się dym z jakowegoś ogniska. Czem prędzej kazał Rykawd bieżać w stronę zakola pewien, że ktoś tutejszy, lub będący wytrawnym wędrowcem, pokaże im właściwą drogę. Lecz noc ich zastała, a do owej polany nie doszli. Za to kolejnego ranka z boru wyszedł prosto na nich ślepy starzec. Siwiuteńki był, z kosturem i oczkurem w dłoniach. Poprosił go Rykawd o pomoc, by go doprowadził na polanę. Okazało się, że prawie na niej byli, ale się wciąż w koło kręcili. Starzec, kiedy ich przyprowadził, na powrót w bór zawrócił.

Nie wiedzieli, że znaleźli się nad rzeką Osią, w ziemi plemienia Wężów z ludu Wędów. Jeszcze nim weszli w obszar polany doleciał ich przepiękny i tęskny śpiew dziewczęcia, równy o ile nie czarowniejszy, od pieśni czetlic w przyskalnych wirach na morskich, zaklętych pustkowiach. Jakież było zdziwienie wojowników, gdy okazało się, że na tej polanie sama jedna słodka i piękna dziewka przebywa, a prócz niej jeno jaskółki, kukułki, sikory, łanie i jelenie. Zapytał ją Rykawd, jakie jej imię, ale jeszcze nim mu odpowiedziała ich spojrzenia spotkały się i oczy obojga tak zaskrzyły, że aż cała polana pojaśniała i pokraśniała. Zaniemówili wojowie patrząc na jej urodę, powab i dumną postawę, zastygli niemal jak głazy porażeni jej krasą i boskim śpiewem.

Rykawd od razu poczuł żar niewyobrażony i serce uderzyło mu jak młot. Od jednego wejrzenia pokochał Iworodę. Już samo jej imię brzmiało mu słodko, jakby wspomnienie matczynej piersi. Nie inaczej czuła to Iworoda. Gdy Rykawd spojrzał na nią zadrżała, a każde wypowiedziane przez niego kojącym głosem słowo, wprawiało ją w jeszcze większe drżenie. Jego imię było jak wspomnienie spokojnego domostwa pod dębem, jak ogień grzejący izbę w mroźną noc, jak mocne ramię, na którym zawsze można się bezpiecznie wesprzeć. Nie poznali się młodzi, bo i nie mogli, wszak wszystko zapomnieli, ale poczuli ku sobie tak wielką miłość i pociąg, że nic już nie mogło stanąć na drodze do ich zbliżenia.

Kiedy Wols się dowiedział co zaszło, wielce się zmartwił, bo miał dobrze w pamięci uczucia Krwędysa i jego zamiarunki. Rykawd od razu posłał jednego z wojów, wskazaną przez Iworodę drogą do Garzu na Ruję (gdzie ze dworem Kreks przebywał), z wiciami, iż z panną zaślubioną z borów wraca. Wraca jak najszybciej, jeno wpierw na dwór Krwędysa, z którego ona pochodzi, zajść muszą, by o rękę prosić.

Iworoda nie była świadoma, jak bardzo miał ją na oku przybrany ojciec. Kiedy tylko dotarli na dwór Wols uprzedził Krwędysa jak się sprawy mają. Kiedy Rykawd – Jaryk Wdały poprosił, następnego dnia Krwędysa o rękę panny, ten odmówił mu stanowczo. Nadmienił przy tym, że mógłby się zastanowić nad zmianą zdania, gdyby Rykawd wykonał Siedem Prac: zdobył ptaka-gadaka o którym Krwędys w Gołębiej Księdze wyczytał, dobył święty kamień Światyr z głębin morza Błotyckiego, wykradł Bursztynową Izbę z nocnego zamyku Swarożyca zatopionego we wodach jeziora na zapadzie, pokonał Zielonego Czara o Wodnej Tarczy i przyniósł mu ją, pokonał Czerwonego Czara o Ognistej Traczy i wyrwał mu wątrobę i przyniósł ją na zielonej tarczy[xv], i jeszcze….

Rykawd nie słuchał go dłużej, choć udawał, że słucha i przyrzekł, że następnego ranka ruszy wykonać pierwsze zadanie. Krwędys nie kazał trzymać straży pewien, że panna, choć płakała, to uszanuje jego wolę. Zadowolony, że Rykawd zgodził się tak łatwo wykonać niewykonalne przecie zadania, legł twardym snem. Tymczasem Rykawd – Jaryk Wdały szepnął Iworodzie – Iwnie Rodinie, tylko jedno słówko. A gdy księżyc zszedł nisko z nieba, i pociemniało w borach, wymknęli się ze dworu Krwędysa.

Ruszyli ku Garzowi z wojami Ryka Udałego.

Jak Lęgowie naszli Wężów, Wędowężowie najechali Nurów, a Nurowie nawiedzili Budynów – według kącin Łyskowickich

Rankiem, gdy tylko odkryto porwanie panny, rozwścieczony Krwędys wraz ze zbrojną drużyną rzucił się w pogoń za Rykawdem. Było wśród Słowian we zwyczaju zaślubianie panien przez umówione porwanie, przeto gniew Krwędysa mógł dziwić. Uciekinierzy mylili tropy i zakolami szli w kierunku wyspy. Po kilku dniach ich czujność spadła. Którejś nocy nie czekając błogosławieństwa żerców kapiszty Świętowita młodzi pobrali się. Była to noc kupalna, święta – oboje nie chcieli dłużej czekać. Nad małżeństwami zawartymi tej nocy, dwudziestego czwartego dnia czerwca, szczególną pieczę mieli Dziewowie i Rodowie. Zatem były skoki nad ogniem i puszczanie Wianka strumieniem, a potem para wymknęła się na poszukiwanie Kwiatu Papródzi. Takoż stało się z tym małżeństwem królewskim, że tej nocy znaleźli ów kwiat czarowny, i poczęty został ich potomek, syn – Drak.

Następnego ranka drużynie Krwędysa udało się na tyle zbliżyć do uciekających, że jeszcze żarzyły się gorące ogniska po postoju tamtych. Postanowił Krwędys wyprzedzić zastępy Rykawda i uderzyć niespodzianie od przodu. Jak umyślił tak zrobił. Zaskoczenie było tak wielkie, iż w boju z ręki Krwędysa poległ sam Jaryk Wdały (Ryk Udały – Rykawd), a i większość jego wojów oddało życie. Iwna Rodina (Iworoda) pogrążyła się w rozpaczy, ani chciała słyszeć co jej prawi Krwędys. Pozornie poddała się i pozwoliła powieść z powrotem na dwór. Zbiegli niedobitkowie drużyny Rykawda po tygodniu dotarli do Garzu i opowiedzieli wszystko Kreksowi. Tak dusza Rykawda, nazywanego w drugim wcieleniu Jarykiem Wdałym albo Udałym Rykiem ponownie wróciłą do Jaskini Tronów.

Kreks zapałał żadzą mordu i poprzysiągł wróżdę Wędom. Zebrał wielką siłę i ruszył ku sadybom Wężów Wolsa. Usłyszawszy o niezliczonych zbrojnych zastępach Lęgów, co weszły w Ziemicę Wędów, a mordują nie znając litości każdego kto wpadnie im w ręce, takoż kobiety i dzieci, zląkł się wielce Krwędys i zebrał tych co zostali do ucieczki. Na czele ucieczki postępowali najbardziej zagrożeni Wężowie, a między nimi ukrył Krwędys brzemienną Iworodę (Iwnę Rodinę-Rusinę). Poszli w kierunku Wisełlądu, i tym to sposobem weszli Wędowie-Wężowie na Ziemicę Nurów, ale po drodze stała im Łysa Góra, Łyszczec na niej i Czaroduna z jej Pałkinami, Łyskowicami i Harami.

Któregoś ranka pokonawszy trzysta sześćdziesiąt i pięć stopni na szczyt tumu i skierowawszy ku północy swoje zwierciadło zobaczyła nagle Czarodana swoją córkę i poczuła jeszcze większy ból niż zwykle, ból który bił z istu Iworody.

W jednej chwili zobaczyła wszystko. To, że jej syn nie żyje, że zaślubił córkę i że poczęty został w onej córki trzewiach potwór. Wiedziała, że przyjdzie do strasznej bitwy z Krwędysem. A było to w czasie, kiedy bezlik Pałkinów z Chrobrami-Obrami i Charwatami oddaliła na południe. Sława Pałkinów Czarodany była wtedy wielka nie tylko pomiędzy Słowianami, ale i wśród Istów i Skołotów.

Było tak, że przyszło na Łyszczec posłannictwo od Kyja Rusego – Kruka Budynów, którego z kolei prosili Skołoci-Haralędowie, wielcy przyjaciele Dachów z Czarnych Gór Kauków, o pomoc w walce z wielkim wodzem i królem Ozierów (Asyryjczyków) Sargonem. Było to w roku 95 Starych Czasów Nowej Koliby, kiedy Ozieryjczycy-Kozeryjczycy (Asyryjczycy) sprzęgli się z Miodewami i Kumorami. Kumorzy osiedli w Prygji Małomazjatyckiej i ułaskawieni przez Karpoka, mieli nadzieję, że jeszcze się od Sistanu wyzwolą i odbiją swoich kowali z niewoli buryjskiej, więc przeciw Skołotom kolejny raz stanęli. Dała zatem Czaroduna Skołotom i Budynom swoich Pałkinów, Łyskowiców i Harów pełną moc i wtedy w bitwie Kozerowie (Ozierowie, Asyryjczycy) z Miodewami i Kumorami zostali pokonani, a śmierć kniagina Rusy I w Mokszyszu  została pomszczona.

Zachęceni zwycięstwem pomyśleli Skołoci-Pralędowie i Budynowie, że jeszcze większe siły zbiorą i zdobędą Bogtoharię, Syry Kraj i Jugę-Judewię a może nawet Zawaryn w Mlekomedirze albo i stolicę Kozerów-Ozierów (Asyryjczyków) Nieniwę. Jeszcze raz więc dała Czarodana wojów swoich i została przy niej jeno garstka do obrony Łysej Ziemi.

Nad Czarodaną czuwał jej ojciec Dyj, którego jako Płakosza obrano kapłanem Wiary Przyrody, wielkim zniczem-kaganem Świętej Góry. I zwołał Płakosz swoich popleczników bogów kącin Góry Pałki: Lela, Polela oraz Dzieldzieliję. Wzniósł on z Czarodaną wypróbowane modły – wezwanie o pomoc, które sprawdzały się już wiele razy pomiędzy bogami:

O Miłości, ciebie, ciebie na pomoc tu wzywam,

Której dobrotliwości od wieków nie zażywam

Która okowem spinasz gniew spornych żywiołów

Duchem swym sięgając Nawi i Wokołu

Przybądź Wielka Pani z mieczykami stoma

W krasie kwiecia płenej, co oręż pokona

Niech kadzidło wonne bitwę tę okryje

Niech sczezną w Otchłani mściwe Weli Żmije

Harowie jednak w tym samym czasie złożyli krwawe ofiary z trzystu trzydziestu i trzech Kozyryjczyków (Asyryjczyków), którzy dali głowy pod świętą pałkę Peuke-Pałłukę. Tym sposobem zyskano z jednej strony łaski całego rodu Rodów i Kupały z Dziewaną, jednakże wplątano w całą sprawę Morów. Najdziwniejsze, że pomoc swoją okazała też Zorza i Daba-Dobra, Bogini Jasnego Nieba. Zorza rozświetliła noc, a Daba oślepiła wrogów Czaroduny swym blaskiem. Także Strzybogowie wspomogli wyrodnego swego syna, Dyja. Najważniejszym jednak sprzymierzeńcem Czarodany stał się Chors, opiekun wiary przyrodzonej i główny bóg Harów. Biały Kruk Lasota przywołał z Weli olbrzymi rój ptaków – były to lelki, sowy, kaczki i skrzyste kruki. Gdyby nie Chors i Pogoda-Matka Ptaków, nie mogłyby one wyfrunąć z Wyraju.

Z garstką swych zastępów ruszyła Czarodana odważnie na wrogą hmarę. Broniąc północnej rubieży Ziemicy Nurów chciała odbić swoją córkę. Sowy i lelki rzuciły się za nią na Wędów kalecząc krawo ich twarze i wydziobując im oczy. Może jej zaskakujący atak by się powiódł, gdyby nie przeciwdziałanie, jak zawsze czujnych, Bogiń Pomsty. Spętały one nogi koniom Pałkinów, a upadłszy z grzbietów wierzchowców ciężcy Pałkinowie stali się bezbronni. Wycięto ich w pień.

Na skrzydłach dziesiątków skrzystych kruków i w ramionach wichrów, Czarodana, a z nią również ciężarna Iworoda, zostały wyniesione z pola bitwy. Ponieśli je krukowie na Wąwel Kraka-Nura. Perperuna z bezsilnej wściekłości nakazła swemu mężowi Perunowi pod groźbą, że go już nigdy do łożnicy nie wpuści, roztrzaskać Łyszczec w pył. I tak się stało. Chwilę po wielkiej bitwie przybyły pod górę zastępy Kreksa. Ten, zoczywszy jak bogowie sieką góry czyniąc nieprzebytą zaporę z ognia błyskawic, a z nocy dziełając dzień, zrezygnował z wróżdy[xvi].

Tak to uszedł Krwędys ku Wawelowi. Powiadają, że w ową noc ognia, sama Perperuna zstąpiła do łoża Kreksa i przekonała go, że uczyni z Wędów po wsze czasy sługów morza. Dlatego Kreks zawrócił i poniechał Krwędysa. Bogini wypełniła swoje przyrzeczenie i z tego powodu Wędowie od wieków przemierzają morza i rozmaite ziemie, a nigdzie nie mogą zostać na dłużej, żeby założyć swoje królestwo.

Krwędys jednak po zburzeniu Łyszczca, musiał pokonać Kraka-Nura, bo inaczej mógł być pewien zemsty Nurów, zwłaszcza Harów, Łyskowiców i Pałkinów – kiedy tylko zbiorą siły, a też pewnie po bratersku stojących za nimi Budynów i Pralędów (Haro-Lędów).

Krak nie przyjął na swym dworze dzielnej Czarodany lękając się, że ściągnie na cały lud Nurów pomstę boskich zastępów. Oddano jej skałę zwaną Wąwelnicą, tuż obok Wawelu. Postawiony tu zamyk nazwano Carodunonem. Czarodana i Iworoda-Iwna Rodina objęły go we władanie przypływając spod Wawelu na łodziach ciągnionych przez skrzyste kaczki. Towarzyszyli im Chrobrowie, Charwaci, Chrobaci i resztki Pałkinów.

Kiedy nadeszli Wężowie Krwędysa Krak podstępem odwrócił ich atak od Wawelu, udając wielką ucieczkę plemienia na Ziemicę Budynów. Wiele plemion nurskich ruszyło wtedy w drogę ciągnąc wozy rodzinne. Zostawili wszystkie nieruchomości i posiadłości, domostwa i spichrza. Na odwieczną sistańską modłę wojenną pozatruwali wody i spalili plony. Szli tak aż pod Gleń, główny gród Budynów. Krwędys nie namyślając się obszedł Wawel i Wąwelnicę, i ruszył za nimi.

Pod Gleniem Nurowie wsparci przez wracające znad Donu harmie Łyskowiców i Pralęgów (Haro-Lędów), nagle stawili czoła wrogom. Wspólnie z resztkami Pałkinów i Chrobatami Czarodany pokonali w ciężkiej bitwie Wędów-Wężów i drużyny innych plemion wędyjskich, które musiały się wrócić do siebie jak niepyszne.

Prawią też co poniektórzy, że Krwędys w wielkim strachu sam już nie wiedział czy kogo goni czy też ucieka i łatwo wpadł w urządzoną przez Nurów i Budynów zasadzkę pod Gleniem-Gołuniem. Krwędys cudem w tym boju uszedł z życiem, ponoć także za sprawą Perperuny. Jest to możliwe, bowiem ona właśnie najbardziej zapiekła była przeciw Czarodanie i najbardziej rada z nieszczęścia, jakie Krwędys wyrządził Iworodzie. Ona jedna wciąż wyczuwała bunt Czarodany i jej gniew. Być może też, że to ona z pomocą Mokoszy pchnęła ku sobie Rykawda i Iworodę.

Otoczony przez wojów i dźgany pikami Krwędys padał już z wyczerpania i upływu krwi, gdy znikąd zjawiła się Skrzysta Krowa-Żubrzyca i wyniosła go z pola walki na własnym grzbiecie. Wędowie poszli w rozsypkę i rzucili się do ucieczki.

Wiele kącin i gromad kapłów powiada, że te sprawy właśnie rozegrały się za czasów wojny skołocko-kozeryjskiej przeciw Sargonowi Drugiemu.

 

 Anna Lea Meritt – Świetliki

96 rok czasu NK – Nuria, Budynowia, Skołotia, Oroja:

Wojna Nurów i Skołotów przeciw  Wędom Wężom, Budynom i królowi Sargonowi Drugiemu – według kącin Nurusów – czarodziejów z Caroduny i żerców z Krakotynu, Nawaru oraz z Kijowa

Powiadają czarodzieje kąciny Chorsa i żarzyce kąciny Swaroga z Kopca Kraka i ze Wzgórza Lasoty, a też potwierdzają te słowa żercy Ludu Nurów z Nawaru, że nie od Kruka Kyja Budy Rusego z Glenia przyszła prośba do Czarodany o wojów, lecz od samego Kraka-Nura z jego Krakotynu.

Nurowie poczatkowo byli bardzo niechętni udziałowi w wojnie przeciw Kozeryjczykom i Miodewom. Po pierwsze cenili Miodewów, po drugie uważali za nierozsądne, aby drażnić tak wielkich mocarzy, jakimi wtedy byli Kozerowie-Ozierowie. Jednakże byli też Nurowie sprzymierzeni w onym czasie ze Skołotami-Sromotami z Osiowa, synami i córami Królowej Wędów Ostny i Karpoka ze Skołotów[xvii]. Królowa wędyjskiego plemienia Wężów została, którejś nocy porwana z leży nad Osią przez  kniagina Karpoka. Z ich związku zrodzili się władający plemieniem owiż Sromotowie, nazwani tak dlatego, że związek Ostny z Karpokiem wielką troską i sromotą, czyli zgryzotą napawał Wężów-Serpętów.

Sromotowie władali już w tym momencie dziejów kilkunastu szczepami. Występowali zaś w wojnie wspólnie z Ispolinami, Sporami i Harolędami (Pharalędami) a także sprzymierzonymi innymi plemionami Skołotów, Dachów i Mazów przeciw oddziałom króla Sargona II (napierającym na Oroję Rusy I, Hruszję i Swanetię w Czarnych Górach Kauków).

Z Ozeryjczykami (Asyryjczykami) Sargona sprzymierzyli się wtedy Miodewowie, Kumorowie i Mynżanie (Manijczycy),  którzy ulegli namowom ozeryjskim i zapomnieli komu podlegają na mocy więzów krwi lub złożonych dani. Wspólnie owiż zaatakowali Lędię w Małej Mazji. Ci skołoccy sprzymierzeńcy Sargona tłumaczyli się, że nie mogą iść za prawowicie panującym władcą – kaganem Karpokiem i za kaganbogiem Lipokiem, jako że król Sargon wziął zakładników i zagroził, iż wymorduje w pień możne rody w Mynżanii (Manie) i w Miodewii, gdy tylko zwietrzy cień zdrady. Kumorowie zaś z Prygji, gniew nosili w sercach do Skołotów po dwukrotnym poniżeniu i utracie Kowalów, których pognano w śnieżne krainy Burów i Istów. Nurusowie, Ispolinowie, Sromotowie i Pharalędowie postanowili jednak skończyć ze zniewieścieniem Miodewów, raz na zawsze nauczyć Kumorów komu podlegają i utrzeć nosa nabzdyczonym Mynżanom (Manijczykom). A uczynić to wszystko można było tylko wracając do sposobów działania kagana Kołaka.

Pharalędowie powiadają, że Budynowie początkowo tylko pozornie zgodzili się współpracować ze Skołotami, zaś skrycie wzięli stronę Miodewów, jako że ówcześnie panujący królewski ród u tychże, czerpał korzeniami od krwi wojowniczki Miodewny – Mazonki, córki Ojca, króla Gołgolidii, a później żony Romaja Jędzona i kniagini budynowsko-dachijskiego plemienia Bytyńców Wielkich.

Nie mamy pewności co do prawdy przedstawionej powyżej, jako że Budynowie i Nurowie uchodzą za odwiecznych przyjaciół i dziwi nas, iż wojowie Kyja Rusego wystąpili przeciw współbraciom, zwłaszcza, że chwilę potem połączyli się oni w jeden Lud Nuruski. Jednakże przedstwiamy tę opowieść w kształcie podawanym przez żerców nuruskich ze świątyni Śwista i Pogwizda z Krakotynu oraz żerców świątyń Podaga i Pogody z Nawaru, a także czarodziejów Kapiszty Krainy Księżyca z Caroduny i Strzyboga z Kijowa. Zastrzegamy jednak, iż nie wiemy dlaczego kapłani Wiatru, Pogody i Księżyca uważają wodzów Budynów od kniagina Kyja Rusego za zdrajców, a Burów za sprzymierzeńców, podczas kiedy inne świątynie podają te dzieje inaczej. Przytaczamy ten opis mimo wszystko, jeśli bowiem Sakowie z Sokodawy mogli wystąpić, w o dwieście lat późniejszej wojnie, u boku perskiego króla Darjusza I Wiekiego[xviii] przeciw innym Skołotom, więc przyjmujemy, że mogło to się wydarzyć i u Słowian dwieście lat wcześniej. Możliwe jednak, że tymi trzema kącinami rządzą jakieś inne, ukryte powody złości przeciw Kyjowi Rusemu, albowiem zdanie ich jest zadziwiająco zbieżne z opisami tej wojny wykonanymi przez kłamliwych Romajów.

Ponieważ Nurowie główne siły, w tym i Pałkinów Czaroduny, skierowali do Małej Mazji, do walki z królem Sargonem II, tylko resztki ich wojsk stanęły naprzeciw Wędowężów pod Łysą Górą. Stąd wzięła się klęska Czaroduny, i stąd rozbito zamyk Łyszczec.

Kiedy Budynowie odwrócili się od Skołotów podczas bitwy w Czarnych Górach Kauków, w Ziemicę Budynów natychmiast weszli Nurowie, ale nie w pokoju, lecz jako w ziemię wrogą, sprzymierzoną z Miodewami. Jednakże wszystkie zadrugi budynowskie z całym dobytkiem uciekły na pustkowia północy, pozostawiając pustosz i spaloną ziemię. Budynowie posunęli się do rozpaczliwego czynu – całkowicie spalili i zniszczyli swój główny gród, dumę wszystkich plemion budynowskich, słynny z kapiszt i wyroczni Gleń-Gołuń.

Przez ich działania Ozeryjczycy (Kozerowie) zdobyli obwar Mokszysz[xix], zaciekle broniony piersią kniagina Rusy I, który w ruinach Tweru, otoczony zewsząd przez wroga, przebił się mieczem, ginąc śmiercią wielkiego wodza.

W końcu Budynowie, Mynżanie (Manijczycy), Kumorowie-Prygjowie i Miodewowie zostali jednak pokonani przez Skołotów, w stepach u brzegu Morza Koszów, ale stało się to głównie dzięki Mężożercom i Czarnosiermiężnym z Ludu Burów, którzy w ostatniej chwili przyłączyli się do bitwy. Bitwa była zaciekła i krwawa, a król Sargon II zginął ścięty w boju harapem walecznego Hary Szczyrowoja.

W wyniku wojennych zawieruch Wędowie zajęli połowę Nurii i ani myśleli się z niej wynosić. Budynowie zaś ponieśli ciężkie straty w ludziach. Wiele plemion budynowskich za tę zdradę Nurowie wzięli w całości w niewolę. Wiele uciekło do Małej Mazji do swoich współbraci w Bytynii, Kąpodachii, Pawiolęgonii, Mirnie, Oroji i Cieplenicy. Kyj Bud Rusy z wiernymi wojami na długi czas ukrył się w Górach Kamiennych u Tuńdraków pod Górą Kary, nad Karą Rzeką, u brzegu Wyspy, w zimnych zatokach i na urwistych klifach Morza Ukora. Tutaj odbywał pokutę, nie odważając się przejść na południe od linii obwaru w Kamieniu.

Kruk-Nur przeniósł swój dwór w sam środek Ziemicy Czarnoruskiej i Poleskiej, pomiędzy plemię Nurzyców, nad rzekę Nurzec do grodu Nawar – Nawaron[xx], skąd łatwo mógł czuwać także nad całą rozległą Ziemicą Budynów.

Odcierpiawszy swoje winy Kyj Rusy, jeszcze dwa lata wyczekiwał po śmierci Karpoka, nim nie otrzymał z rąk nowego kagantyrsa Królestwa Sis – Lipoka, zgody na powrót do swojej ziemi. Przybył nad Danaper, a potem do Nawaronu i ukorzył się przed Krakiem Nurem. Zawarli umowę, że stworzą jedną ziemię i jeden lud – Lud Nuruski, i póki żyją będą nim władali razem – Nur jako tyrs, a Kyj jako kapła.

Po tym akcie Krak Nur nie władał już długo. Wkrótce pomarł z poczucia okrutnej klęski. Nie mógł przeboleć utraty Caroduny. Nad Budynowią i wschodnimi ziemiami Nurii objął władanie jako tyrs Kyj Rusy a kapłanką uczynił Czarodanę. Przystąpił też niemal od razu do odbudowy Glenia.

Ciało Kraka Nura za zgodą Wieloty, nowego władcy Wiślanii i Łyskowisły – Łysej Ziemi,  uroczyście przewieziono na Lasotę i tu pochowano.

Potem, za rządów Kraka III Żabika-Zobera, usypano opodal jego grobu kopiec, który stał się Kopcem Swaroga i Chorsa oraz kurhanem pierwszego władcy tej Ziemi – Kraka-Nura[xxi]. Niektórzy dziejopamięciarze powiadają jednakowoż, że Nur przeniósł się razem z Karopanami do Orzawy w Małej Mazji, do tamtejszego grodu Nawar.

Część kapiszt uważa, że te sprawy i bitwy zaszły tak późno, najwcześniej około 180 roku a najprawdopodobniej bliżej 260 roku Nowej Koliby, że pierwsi Krukowie już nie żyli, a owe bitwy i przygody dotyczą ich wnuków. Zatem Nur, o którym tutaj mowa byłby już Nurem III. Wiślanię zdobywać musieliby następcy Krwędysa a nie on sam, a po stronie Lęgów występowałby co najwyżej Lęch, albo Lech II, a nie sam Lug. Cała rzecz musiałaby się przy tym założeniu rozgrywać przecież w okresie władztwa tyrsa Widana znanego z zapisów jako Widantyrs, oraz za czasów króla Skobka z Isepodonów i tyrsy Tasaka, a więc w roku 286 czasu Nowej Koliby, kiedy wybuchła wojna z Darjuszem I Wielkim.

Większość kapiszt i kącin oraz gromad kapłańskich Wiary Przyrody jest jednak przekonana – i taką wiedzę przekazuje potomnym – że działo się to jeszcze przed czasami perskimi, w czasie wojny z kozeryjskim królem Sargonem II, lub jeszcze nawet i przed nim, około 70 roku Nowej Koliby. Tyle, że wcześniej władał przecież jeszcze sam kniagin Kołak, a te wydarzenia miały na pewno miejsce za czasów władania Karpoka i Lipoka, a nawet następcy Lipoka – Isepoka. Na pewno też właśnie w czasie wojny z Sargonem II, w roku 86 Nowej Koliby, po ataku Kozeryjczyków została przez nich zdobyta Oroja, a jej skołocki władca, Rusa I popełnił samobójstwo w ruinach własnego grodu Mokszysz.

To wtedy Skołoci – podkreślmy: według większości kapiszt – po raz pierwszy nie na żarty zmierzyli się z Kozeryjczykami. Po raz pierwszy też sprzymierzyli się wojennie z Kumorami z Pragii-Frygii (Pryngji), gdy ci poczuli że jeśli się nie odwrócą od Miodewów, to zostaną przez Skołotów wycięci w pień, i to całymi rodami. Dlatego w 95 roku Nowej Koliby stanęli u boku Skołotów i pod wodzą tyrsy Lipoka ostatecznie pokonali Sargona w wielkiej bitwie, w której tenże zginął.

Tak to wygrali Skołoci owo krwawe starcie, wyrzucając po krótkim czasie wrogów z Oroji i wzbudzając w ich sercach lęk. Ów lęk przerodził się następnie w szacunek, a owoż poszanowanie przyniosło wkrótce długotrwały sojusz.

Zdaniem większości kapiszt, nieporozumienie, które przenosi w czasie owe wydarzenia do czasów Darjusza Wielkiego, jak zwykle wywołali swoimi kłamliwymi zapisami dziejów, Romaje[xxii].

Jednak stare podania stwierdzają też, że żywot Pierwszych Kruków Nowej Koliby był niesłychanie krzepki i rozciągał się co najmniej na dwa koła wieków, a to oznacza możliwość osiągnięcia sędziwych 108 roków, przez każdego z nich.

 

 

100 rok czasu NK, Nuria:

Złe skutki wygranej wojny, czyli władztwo Wędów nad Górą Wąwel

Wędowie osadzili swojego kniazina na skale Wąwelskiej. Czarodana ze swoimi wojami uciekła tylko sobie znanymi ścieżkami na drugą stronę Wisduny-Wisły – na Lasotę, wzgórze Białego Kruka gdzie nachodziła się jego świątynia. Drak pozostał na nizinie u stóp Góry Wawel, pomiędzy licznymi wąwozami i skałami, w których roiło się od jaskiń. Cała okolica Wawelu i ziemie na zachód od niego to wapienne skały poorane korytarzami i rozlicznymi grotami, nie raz łączącymi się w skomplikowane systemy, co sprzyja prowadzeniu tu długich partyzanckich bojów[xxiii]. Dlatego nazywana była ona także Wądoliną Prądnicką, Krakowską albo Chowańską (Częstochowską). Ziemica Nurów została na długi czas podzielona. Nad Wiślanią i Łysą Ziemią zapanowali Wędowie Krwędysa. Ci chcąc upokorzyć Nurów nie oddali Caroduny pod bezpośrednie rządy kaniazinowi wędyjskiemu Wielocie, lecz wyznaczyli namiestnika.

Wędowie nie uznali też władztwa Czaroduny za prawowite. Także potem, kiedy pomarł już Kyj Buda Rusy w 102 roku Nowej Koliby, nie uznali królowania przez Czarodanę i Iworodę-Iwnę Rodinę nad Caroduną, Ziemią Mogilan, Górami Harów, Rusią Czerwoną oraz Wołyniem i Polesiem. Nad resztą Wiślanii i tymi ziemicami Nurów, które były w ich rękach ustanowili swojego zwierzchnika, wojewodę Sławomira. Posunięcie synów Krwędysa było nad wyraz przebiegłe.

Z tego właśnie powodu, chociaż wielokrotnie słano poselstwa do króla Lipoka, ten nie wtrącął się w spór. Kniagin Lipok już wcześniej współrządził rzeczywiście w Ziemicy Nurów, bowiem jeszcze za czasów Karpoka obwołano go w Świątyni Dziewięciu Kręgów kaganbogiem Skołotjii, Serbomazowii, Istji i Budynowii.

Kniagin Lipok milczał w sporze dlatego, że jednym z wodzów prowadzących harmię Królestwa Sis na Ozeryjczyków i przeciw oddziałom budynowskich Gleniów był kniagin z rodu bitnych Wędów Dalów – Wielota, który zaraz potem objął godność kagantyrsa Wędii, Istji i Burowii. Lipok zaś, jako kaganbog Łysej Ziemi zapamiętał, że Nurowie na początku wojny, kiedy był ustanowiony głównym wodzem, wcale nie chcieli mu pomóc. Jego oceny postawy Kruka Nura i całej Nurii, nie zmienił też bohaterski czyn Hary Szczyrowoja, który uśmiercił króla Sargona własną ręką.

Po śmierci Lipoka dalej nic się nie zmieniało w stosunku Skołotów i Serbomazów do Nurusów. Po Sławomirze, w 104 roku Nowej Koliby, tron namiestnika Wądów nad Wiślanią i Łyskowisłą objął jego syn z Wędów Dalów, Wszechsław. Toczono nieustanną wojnę domową. Używano w niej  podstępu, niegodnych sposobów, stawano wręcz i wyzywano się na pojedynki. Podchodzono wielokrotnie zamyki oraz szturmowano obwarowania. Drużyny bojowe ścigały się po bagnach nadwisduńskich i wycinały się w pień w skalistych wąwozach. Wędowie Wolgi Wszechsława nie radzili sobie przeciw Drzakowi na nadwisduńskich bagnach i trwała wyniszczająca wojna podjazdowa, w której obie harmie wyczerpywały siły nad miarę. Żadna ze stron w Wiślanii nie potrafiła jednak pokonać drugiej.

Mikołaj Raróg-Roerich – Światłość (Agni-Joga)

Ostatnie dni władania Czarodany i Iworody-Iwny Rodiny.

Drzak cały czas siedział pod wawelską skałą i stamtąd dręczył straszliwie zwycięzców. Nękał ich dotkliwie za każdym razem, kiedy schodzili w doliny i bagniste rozlewiska Wisły. Niszczyl dostawy, odcinał drogi pomocnikom, palił zapasy w kopcach i plony po polach. Porywał ludzi pojedynczo i całymi grupami i nie dawał się zwyciężyć.

Wojna z Ozeryjczykami skończyła się w 98 roku czasu NK odbiciem Oroji, grodu Mokszysz i całej okolicy Jeziora Wanów i Suwanów. Krak Nur umarł w roku 100 czasu NK, Kyj Bud Rusy w 102 roku czasu NK, a wojna w Wisęłlądzie wciąż trwała. Każdego dnia, Wędowie z Wawelu tracili ludzi i dobytek, domostwa, stada trzody oraz krowy i konie. Wędowie nie potrafili zdobyć prawobrzeżnych moczarów i wzgórz, ani pokonać Drakiwa[xxiv].

Ponoć właśnie wtedy gród wyrosły na Wzgórzu Lasoty – kruczego brata Czarodany uznawanego przez Mogilanów za nowego króla – naprzeciw Wawelu i Wąwelnicy, nazwano Czarnotynem[xxv]. Całe te wzgórza, łyse i gołe przypominały Czarodunie Łysiec i Łyskogóry, więc nazwała je Krzemionkami. Miano to nadała im także dlatego, że to Skalnik-Krzemień udzielił tutaj schronienia Pałkinom, Łyskowicom i Harom. Po tej stronie rzeki Wisły zamieszkali więc ci wszyscy co jej podlegali, których potem nazywano Mogilanami – potomkowie króla Lasoty oraz starodawnych Kumorów Ibora. Dalej na południe i wschód za nimi zaczynała się już ziemia Goroli-Horohów, Choruntan i Charopanów (Panów, Krakowian), bliskich pobratymców Charwatów z Góry Pałki, dalej zaś na północnym wschodzie szła ziemia Wiślan i  Zachełmian. Ci najmniej ucierpieli jako plemiona w bojach.

W Tartarach na południu żyli Karpiowie-Tartarzy, na zachód powyżej nich zaś Ziemię Żywicy zajmowali Gorole-Horyci (Goryci)[xxvi]. Na wschód od nich w Górach Gorcach zamieszkiwali też Gorole-Gorynicze, a dalej plemiona Karpan-Czaropianów (Czaropienian)[xxvii] w Pieninie i Karopanów (Czaropanów) w Beskidzie. Dalej szli Biesotarnowie i Beszowie-Biesi z Ludu Kiełtów w Bieszczadach. Jako Czarna Królowa Czaroduna objęła rządy także nad owymi dumnymi plemionami sprzymierzonymi z Mogilanami. Te  wszystkie plemiona zaraz po śmierci Kraka Nura okrzyknęły ją królową całej Wiślanii i wszystkich Nurów w Ziemiach Sis. Cóż z tego, skoro pół jej ziemi zajmowali Wędowie, a trzy czwarte jej poddanych oddawało im daninę. Z największym żalem patrzyła Czarna Królowa na utratę Właściwej Nurii, Zapałkowinii i Ponidzia.

Iworoda-Iwna Rodina po urodzeniu Draka o łuskowatej skórze a drapieżnego jak stu wilkołaków, popadła w smutę. Wciąż bolała nad swoją dolą, rozpamiętywała Rykawda i nie potrafiła dojść do żywota. Słabowała i ciągle płakała nad swoim potwornym synem Drakiwem, aż dostała blednicy.

Czarodana oddała jej nawet berło królowej sądząc, że ją to może do żywota przywiedzie, lecz tak się nie stało. Litościwa Mokosza – Pani Wiergu, czyli Wyroków, złączyła w końcu Iworodę z bratem Rykawdem. Stało się to w Kres, w 103 roku czasu Nowej Koliby. Zamieniła ich oboje w jeden kwiat – Kwiat Bratka-Siostrzycy[xxviii].

Mimo jednak, że jako Iworoda-Iwna Rodina i Rykawd-Ryk Udały stali się jednym kwiatem, czyli jednym ciałem i duszą, to ich pierwsze duszyczki pozostały w Jaskini Tronów, na dnie Ognistej Góry nad Czerwienicą w Piekle, bo tej klątwy Bogiń Pomsty zdjąć nikt nie może.

Od tego czasu bratki (siestriczki) przyjął jednak do siebie Kupała, który wszak opiekował się owym kazirodczym małżeństwem, i tym sposobem drugie duszyczki rodzeństwa (z – jak wiadomo – potrójnej duszy ludzkiej) zaznały spokoju. Stały się one kwiatami używanymi w obrzędach Kupalnej Nocy, jako znak zastępczy małżeństwa Rykawda i Iworody – Brata i Siostry, którzy na wzór bogów – Kupały i Dziewanny – zawarli siostrzano-braterskie małżeństwo w świecie ludzi.

Lecz wzory postępowania między bogami nie są tymi, które powinni naśladować ludzie. Ich naśladowanie jest często uważane na Weli za świętokradztwo i ludzką bezczelność. Ludzie otrzymali Słowo od Bogów po Wojnie o Taje i jego powinni się w ziemskim żywocie trzymać.

Zrozpaczona Czarodana chciała odebrać sobie życie, ale Perperuna nie dopuściła do tego. Któregoś ranka Czarodanę zbudził dziwny sen, który nie składał się w ogóle z obrazów. Kiedy spojrzała z Czarnotynu na Górę Wąwel i na Welski Las i na Welską Górę z kącinami licznych bogów, kiedy dostrzegła w oddali pasmo Tartarów nagle przejrzała i odkryła jedyną drogę, która pozwoli jej przerwać Zaklęty Krąg. To czego doznała we śnie to było uczucie wielkiej błogości i szczęścia z połączenia z dziećmi. Czarodana nie potrafiła nikogo pokochać prawdziwym uczuciem miłości poza tymi dwojgiem. To czego doznała budząc się ze snu to był wielki ból wieczystego z nimi rozstania. Kiedy nie kochała była spokojna jak skała. Istniało tylko jedno wyjście. Zaraz wezwała Ojca i poprosiła żeby ją poprowadził przed oblicze Perperuny. Ukorzyła się przed boginią i poprosiła, by jeśli nie chce jej uśmiercić, na powrót zaklęła ją w Nic Nie Czującą Skałę[xxix]. Perperuna tym razem nie poczuła nic w Czarodanie co by przeczyło jej słowom. Z rozkoszą spełniła jej prośbę obkładając ją jednak dwoma warunkami.

Jerzy Przybył – Perperuna

Perperuna zgadza się na powtórną śmierć Czarodany i stawia pierwszy warunek

Pierwszy warunek był taki, iżby raz na Koło Wieków budziła się Czarodana ze skalnego żywota i wcielała w którąś z mieszkanek Caroduny-Krakowa. W ciele żywej kobiety, ku przestrodze ludzi, całą drogę swego 99 letniego żywota i upadku, na oczach świata będzie przechodziła, a dziać się to będzie w dziewięć dni i dziewięć godzin.

Czarodana Wcielona przechodzić będzie całą swoją mękę podczas obrzędów Wiary Przyrodzonej, bez tragicznych dla świata następstw, ale tak jakby się to działo raz jeszcze. Potem się znów w skałę będzie obracać, a jej potomstwo na powrót zamieniać się będzie w kwiatki-bratki. Gdy to się dokona pozostanie ona przez kołwieko Nic Nie Czującą Skałą. Serce tej Skały bić jednak będzie przez cały ten czas, włosy Czarodany będą jej stale odrastać i łzy będą jej cały czas cieknąć.

Zadanie przygotowania obrzędu Czarodaniny oraz jego przeprowadzenia będzie spoczywać na kolejnych Strażnikach Wiary Przyrodzonej Słowian w Karodunie-Grodzie Kraka. Obrzęd może być jawny bądź niejawny, lecz nie ma mowy aby kiedykolwiek został zaniedbany. Bieg obrzędów zapoczątkuje Śmierć Czarodany po wypełnieniu Warunków Perperuny.

Wszystko to dla przypomnienia Ludziom i ostrzeżenia tych wszystkich, którzy by zapragnęli znów nagle bogów naśladować, lub ich z przywilejów okradać, albo występować przeciw ich woli, lub chcących zająć ich miejsce. Po to by się ludzie uczyli, rozumieli i czuli co im wolno. Rzecz ta ma się powtarzać do sądnego dnia, co kołwieko, aż Czarodanę i Carodunę-Gród Kraka zabierze Łódź Osta. Na to wyrazić musi zgodę, jeśli chce umrzeć.

I na to się zgodziła.

Te jej łzy stale cieknące, które od razu zamieniają się w skalne narośle, można zobaczyć w Jaskini Ciemnej, a jej włosy jako zieloną krzewinę co od skał odrasta, w borze Doliny Ojcowskiej.

I tak się dzieje – od wielu tysięcy lat odbywa się w Grodzie Kraka obrzęd Czarodaniny. Jest to jeden z najtajemniejszych obrzędów prowadzonych przez kolejne pokolenia kudałów Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata[xxx].

 

Takie zakończenie dziejów Czarodany zadowoliło też Dyja-Poświściela i innych bogów, bowiem zarówno Dyj jak i inni, co kołwieko (co Koło Wieku), mogli mieć między sobą na całych dziewięć dni i dziewięć godzin znów żywą Czarodanę, Iworodę i Rykawda. Od tego czasu Dyj zaprzestał poszukiwań swej córki i wnuków oraz zaprzestał pustoszenia Błętów. Przestał też psuć Łyskogóry, ale po tym jak strzaskano niegdyś ich wierzchołki w harcach Dyja, Sima, Łyska, Skalnika, Turupita-Ciosny i Body, już na zawsze pozostały one niskie i płaskie.

Żercy kąciny Swaroga z Krakowa powiadają, że Czarodana doznała we śnie Oświecenia, a z oświeceniem tak zawsze bywa, że jest ono rozwiązaniem doskonałym, a więc spełniającym wszystkie oczekiwania wszystkich stron.

 

Drugi warunek Perperuny – Narodziny Zobiraja z krwi kniagina Wieloty i Czarnej Królowej

Był też i drugi warunek. Ten, że musi Czaroduna doprowadzić do zgody między Wędowężami z Wawelu i Mogilanami pochodzącymi od Nurów i Kiełtów oraz sprzymierzonymi z nimi Harami i Łyskowicami. Uczynić to winna dając tym trzem ludom wspólnego króla.

Złączyła się zatem w kolejny Zażynek Czarodana z samym tyrsem-kaganem Wędów, Istów i Burów, Wielotą – z Wędów Dalów i wkrótce, w ostatnim dniu Kresu 104 roku czasu Nowej Koliby, powiła syna Zobiraja. Ten od najmłodszego uwielbiał wodę i bagniska.

Stała się Czarodana skałą i została w grodzie, który nosi jej imię i imię pierwszego Kruka-Kraka. A dla pewności, by jej śmierć była wiecznotrwała zespoliła ją Perperuna z Ułatyrem, świętym kamieniem drzemiącym pod Wawelem, ułomkiem starodawnego Światyra, w Najgłębszej Głębi Ziemi i ze wszystkimi innymi skałami Ziemi Ojców, Skały, Skałki, Krzemionek i Prądnika.

Tutaj trwa więc – wyniosła, widoczna dla wszystkich ludzi Ziemi, niezniszczalna, piękna jak zawsze, z wiekiem coraz ładniejsza, wiecznotrwała, jak jej własne przesłanie i zarazem ukryta, niewidzialna, Zakopana w Głębi, złączona nie tylko z Onawielną Górą, ale i z Gniewądem i wnętrzem Tatr-Tartarów – Wejściem do Nawi Welańskiej – gdzie spoczywa Kwiat Słowiańskiego Rycerstwa, zaklęty w kamienne figury.

Co kołwieko budzą się owiż wojowie wraz z najważniejszymi królami wszystkich słowiańskich ludów, którzy powstają ze snu w komnatach podziemnych Onawielnej Góry, by odbyć zbór święty. Budzą się wtedy, kiedy i ona doznaje przebudzenia. Kiedy jej dzieje dopełniają się w Obrzędzie Dziewięciodniowym, wtedy oni postanawiają komu oddać w ręce władzę króla króli na następne kołwieko. A potem znowu pospołu Ona i Oni, kładą się w wieczysty sen.

Z Czarodaną, z każdym kołem wieków piękniejszy i trwalszy, i ważniejszy dla ludzkości im bliżej Dnia Osta, trwa gród wyrosły z jej dziejów – Kraków-Caroduna – gród nieskończony. Pod jego Wąwelską Onawielną Górą bije wciąż serce Czarodany. Nad tym grodem czuwa sama Bogini Burz Perperuna i chroni go – razem z sercem Czarodany – przed zniszczeniem Dziejową Zawieruchą[xxxi]. Bo serce Czarodany musi bić do Ostatniej Chwili.

Czaroduna została zaklęta w Nic Nie Czującą Skałę w dwa lata od przyrzeczenia danego jej przez Perperunę, na koniec kolejnych Kupaliów, w 105 roku Starych Czasów Nowej Koliby, gdy Zobiraj-Żabik miał roczek. Wtedy to, dokładnie o północy, Czarodanę, która przeżyła dokładnie 99 lat, 6 miesięcy i 6 dni – zamieniono w Czarną Skałę, którą Perperuna zesłała w samą Głąb, wiążąc ją z jądrem Ułatyra.

Tak to została zamknięta, nie tylko pod Lasotą, lecz na dnie Wisły i całej Wiślanii, i połączyła w jedność Lasotę z Wąwelem – grodem Kraka i z całymi Górami Harów i Świętogórami (Łyskogórami), które są Korzeniem Lądu.

Caroduną zwą żercy Świątyni Światła Świata dokładnie to miejsce widoczne na Ziemi, gdzie nachodzi się kącina Czarnej Królowej na Wzgórzu Lasoty. Na sąsiednim wzgórzu ustanowiono kąciny ku czci Chorsa i Swaroga i strzeżony przez Chrobatów-Harów grób króla Kraka I – Nura oraz grób Czarodany – zwanej też później Babką Kraka[xxxii].

Świątynie założone w Świętym Gaju na Krzemionkach poświecone zostały Skalnikowi i Mokoszy. Nazwano je Krakotynem. Wszystkie cztery kąciny (Ziemi, Wiergu, Ognia i Księżyca) prowadzili wróżbici i kołbiciele, którzy wróżyli z lotu Białego Kruka Lasoty, starszego niż mieszkańcy pamiętali – odwiecznego Białego Kruka, brata rodzonego Czarodany[xxxiii].

Guślarze z Gaju Skalnika powiadają, że nie miał on wcale syna Krzeszenia-Kryszenia, lecz, że to on sam jest onym Krzeszeniem-Krzemieniem. Mówią też o nim jako o wielce niedocenianym bogu, któremu ludzkość winna jest wdzięczność, bo to jego działanie, nieustanne krzesanie ognia w jądrze Ziemi, wytwarza wielkie niewidzialne struny na których się trzyma Tarcza Kamiennego Nieba chroniąca wszystko co żywe przed zabójczymi promieniami Światła Świata słanymi od Słońca. Przekonują oni, choć wielu im wiary dać nie chce bo jakież to niewidzialne struny być mogą, że tylko jego działaniu i onej Tarczy Kamiennego Nieba zawdzięczamy, iż Śmierorz nie wybił na Ziemi wszystkich do ostatka. Według nich Skalnik-Krzemień jest największym dobroczyńcą Zerywanów (Zerywanów-Ludzi, Zerywanów-Zwierzów i Zerywanów-Zróstów)[xxxiv].

Kiedy Zobiraj miał roczek przepłynął sam Wisdunę wpław. Nie miał już matki, lecz braku jej, ani ojca, nie odczuwał, bo „matek” i „ojców” w koło niego nie brakowało. Wielota z Wędów Dalów, ani razu od czasu jego poczęcia nie zagościł w pobliżu Caroduny i nigdy się nie spotkali. Zobiraj miał się za samoswojego i niepodległego nikomu, jak kiedyś była Swątlnica.

Kiedy Zobiraj-Zober miał siedem lat, prowadzał już przeprawy między wisduńskimi bagniskami. Był biegły w stawianiu zapór i kształceniu wodnych przepływów, a także zasieków, wałów, mostów zwodzonych i wszelkich budowli na wodzie lub wyspach. Z racji postury i umiłowania wody zwano go Zobirajem-Żabikiem lub Żabikrukiem, albo Żabikrakiem, czasami też mówiono o nim – Zober.

Do czasu, gdy Zobiraj nie dojrzeje powierzono go opiece dwóch przewodników: starego namiestnika Wawelu kniazia Wolgi Wszechsława i ognihorosa-kaganboga Królestwa Sis z Harów-Chrobrych, Białego Kruka – Szczyrowoja, jednego z licznych synów Kraka Nura. Ustalono, że kiedy Zobiraj przejdzie pierwsze postrzyżyny i zostanie przyjęty do Bractwa Wilków oraz gdy później, po kolejnych latach, przejdzie obrzędy przyjęcia do Bractwa Wężów, ogłoszą go nowym królem Ziemicy Nuruskiej, kolejnym Krakiem.

Drzak przez cały czas nękał Wędów Wąwelskich, przypominając im o zobowiązaniu wobec syna Czarodany. Szeptano na zamku i po obwarach, że potajemnie w trakcie wypraw Zobiraj spotyka się z Drzakiem Rykawdowiczem. W końcu Wolga Wszechsław by zakończyć krwawe boje zobowiązał się każdego roku płacić Drzakowi daninę ze stada świętych krów Bogatyrusów-Gierojów, świętych kóz, świętych baranów oraz świętych białych koni z Wolina, a Drzak zobowiązał się, że zniknie spod Caroduny w chwili, kiedy Zobiraj obejmie tron jako kniagin całej Nurusji.

Drak odszedł na południe, za Bramę Mora i tam osiadł, w Górach Draka (Wyżyna Drahańska) pod Dziewięcioma Skałami, nad rzekami Swratką, Igławą, Świtawą, Boczwą i Wagiem, u źródeł Morawy, Opawy i Olzy, w Górach Jasionikach, pod szczytami Śnieżnika i Pradziada, w Górach Oderskich i pod Jawornikami.

I nastał pokój.

 

Na wzgórzach między rozlewiskami Wisły i bagnami, rozsiadły się wkrótce liczne grody tworzące królestwo Wędów, Mogilan i Harów-Chrobatów. Mogilanie stali się czcicielami Białych Kruków. Czcili też Rusałki i Wodnice w wodach Wąduny i Trzęsawice w pobliskich bagnach. Na znak zgody pomiędzy Wędami a Nurami, a zwłaszcza między Wędowężami-Wielotami i Mogilanami, postawiono dwór na środku Wisduny, w połowie odległości Wawelu od Lasoty. Miejsce to nazwano Żabim Dworem lub dworem Żabika-Kruka. Ale czarownicy świątyni Chorsa powiadają, że miejsce to leżało gdzie indziej, na Beszczu, albo w Mogile. W tejże Mogile usypano też wkrótce Kopiec Bogini Wądy.

Czarodana i Biały Kruk Lasota – Jerzy Przybył

105 rok czasu NK, Caroduna:

Posłanie Czarodany – O miejscu Człowieka na Ziemi

Jeśli ludzie chcą ocalić swój świat od zagłady, to Posłanie Czarodany poznać musi każdy człowiek na Ziemi. Jeżeli pomiędzy Ziemianami zostanie choćby jeden niewiedzący, nieczujący lub nieświadom czym była, czym jest i co znaczy boska karoduna, Ziemia i wszystko co na niej istnieje, może łatwo obrócić się w zgliszcza. Stanie się to w Dzień Osta, a dzień ten nadejdzie niespodzianie.

Nie trzeba być mędrcem, ani wiedunem, ani uczonym, aby poznać czym jest karoduna. Wystarczy ją czuć lub po prostu wiedzieć czym jest. Nie trzeba jej rozumieć. Czuje się ją sercem, poprzez wiarę, bez żadnego tłumaczenia. Większość ludzi od poczęcia i urodzenia czuje to bardzo dobrze i lęka się jej śmiertelnie. Jednak są tacy, którzy się nad tym nigdy nie zastanowili.

Zatem: Wiedzcie, Czujcie, Wyobraźcie sobie, Miejcie Świadomość, iż ponad wszelką wątpliwość boska karoduna istnieje. Uruchamia się bezzwłocznie i nastaje nieuchronnie, kiedy się przekroczy w swym działaniu próg nieprzekraczalny, ostateczny. Ta Ostatnia Karoduna Bogów obróci się nie przeciw jednej istocie, lecz przeciw całej Ludzkości i wytępi ją, do ostatniego żywego bytu na świecie. Żadne kolejne Odrodzenie nie przekreśla karoduny, dokładnie tak samo jak było z Czarodaną. Każde kolejne pokolenie ludzkości będzie wtedy musiało na końcu długiej, powikłanej drogi i walki ulec unicestwieniu. Zaklęty Krąg Czaroduny może przerwać tylko objawienie Istoty Rzeczy i łaska bogów.

Lecz lepiej uczynimy nie dopuszczając byśmy jako kolejne pokolenie Ludzi na Ziemi weszli na drogę karoduny. Temu służy przesłanie Czarodany. Każdy człek na Ziemi powinien miarkować w swoich własnych krokach to, że jeśli przekroczy Granicę Nieprzekraczalną, wyzwoli niechybnie z Głębi i ściągnie ową Karodunę na Wszystko Co Żywe.

Obowiązkiem każdego człowieka na Ziemi jest odwiedzić Carodunę-Kraków chociaż jeden raz w życiu, poznać dzieje Czarodany i dotknąć kamienia, w którym bije jej serce.

Ci zaś, którym zdarzy się żyć w czasie, kiedy przypada koło wieków od ostatecznej Śmierci Czarodany i kiedy odbywa się uroczysta Czarodanina, powinni uczestniczyć w jej Odrodzeniu i Przemianie, oraz wszystkich odbywanych wtedy, i tylko wtedy, obrzędach Czaru Dany – Czaruduszy[xxxv].

Każdy powinien tam być choć jeden raz, bowiem nie wolno przegapić okazji do przypomnienia sobie i innym, do powiedzenia sobie i wszystkim innym w około, o dziejach Czarnej Królowej, czyli O Miejscu Człowieka na Ziemi.

Maria Tarasina – Ivana Kupała

Słowo o istocie obrzędu Kupaliów-Kresu

W obrzędzie Kupalnym[xxxvi] wszy Słowianie w pełnię czerwcową urządzają nie tylko skoki przez ogień ku czci Swaroga, puszczają wieńce z wplecionymi bratkami na wodę, ku czci Kupały, Wądy i Krasatiny, poszukują Kupałowej Srebrnej Głowy w liściach Łopuchu ku czci Dziewanny, a wreszcie szukają nocą przy pełnym księżycu Kwiatu Papródzi, ku czci Rodów i Chorsów. Ku czci wszystkich Bogów Opiekunów Domu, Miłości, Małżeństwa, Rozrodu, Wzrostu, ale też i Wód, Ziemi, Wiatru, Zaczynu, Nieba, Boru, Błyskawicy i Ognia palą ogniska po skałach i wzgórzach. Także palą je na pamiątkę Czarodany i piją święty napój z bratków. Soki kwiatu bratka-siestriczki przeobrażają się, pod wpływem księżycowego światła tej Nocy, w napój wieczystej młodości o wyjątkowej ródczej mocy, a pity wraz z napojem z lubczyka i ruty sprowadza on wielką miłość, stałość i wierność na pijących go w tę noc ludzi. Te trzy boskie isty symbolizują krew Czarodany, Rykawda i Iworody, którzy nieustannie odradzają się połączeni miłością silniejszą niż śmierć.

 Zofia Stryjeńska – Kupała

108 rok czasu NK, Łyskowisła:

Uznanie Harów jako Strażników Świętej Góry Pałki i Grobów Królewskich całej Skołotii – Świątynia Dziewięciu Kręgów

Dzięki mądrości Czarodany, jej samozaparciu, ogromnej matczynej miłości i jej ofiarności, dzięki temu, że złączyła się z kagantyrsem Wielotą w Carodunie, Łyskowice i Harowie-Chrobaci znów zasiedlili Łysą Ziemię.

Pałkinowie wrócili w swoje góry, a na Górze Pałuki, zwanej też Łysicą, ustanowiono kącinę Peruna i Perperuny oraz ich synów, po to żeby nieprzejednanych wrogów Czaroduny obłaskawić, a zarazem oddać cześć prarodzicowi Pałkinów, Harów i Łyskowiców – Turupitowi-Ciośnie (lub Łyskowi-Porenutowi).

Na Łyścu zaś, gdzie stał kiedyś potężny zamyk Czarnej Królowej zwany Łyszczec, posadowili Pałkinowie cztery posągi bogów i ustanowili cztery kąciny – ku czci Łady, Body, Lelija i Polela.

Na Górze Witowskiej (Świstowskiej) ustanowili Łyskowice świątynię Zorzy, Sima, Skalnika i całego rodu Świstów z osobną kąciną Dyja-Poświściela.

Na Górze Dobrzeszowskiej powstały zbudowane przez Harów kąciny Daby-Dobrej – Pani Dnia i Dziwieniów – Kupały, Krasatiny, Dziewanny i Dzieldzieliji.

Na Górze Widły ustanowiono zasię siłami Radomian kącinę Źrzebów z osobnymi stołpami Wida i Mokoszy oraz kącinę dwojga Nawiów – ze stołpami Nyi i Welesa.

W czasie bitew Harowie-Charwaci, Łyskowice i Pałkini tak  mocno dali się wrogom we znaki, tak straszną grozę siali w ich szeregach, że Sromoci, Ispolinowie i Isepodonowie nagrodzili ich całymi wozami złota. Także inni Skołoci, Budynowie, Burowie i Serbomazowie, licznymi plemionami, złożyli hołd wszystkim plemionom Harów.

Nocni wojownicy Nyi i Czarnej Królowej z Góry Pałki swoim widokiem i śmiertelnymi czarami rzucanymi na wroga, budzili popłoch wśród przeciwników. Mieli we zwyczaju wyłaniać się nagle z mroku, okryci szarą mazią i popiołem, jak upiory. Prócz kamiennych pałek i nasieków z krzemieniami, stosowali w bitwie ostre haki umocowane na łańcuchach do grubego drewnianego trzonka, bądź umocowane na żelaznej wici, a nazywane harapami – przy ich pomocy ściągali jeźdźców z koni i skracali piechurów o głowę (o harcap – warkocz).

Walczyli w świętym szale, upojeni sołwą i w zupełnej ciszy. Ogrom grozy jaki wiał od tych oddziałów powiększał szum ptasich piór zatkniętych w ich stanice, czaka i kaftany. Stąd ptasiopióre oddziały Harów poczęto zwać też Morusami-Mordorami, Siewcami Śmierci.

Skołoci dzielili się wtedy na liczne plemiona wędrowne zajmujące się wypasem świętych koni i świętych krów. Z czasem zaczęli tworzyć drużyny bojowe i obronne Burów-Czarnosiermiężnych Kowalisa.

Serbomazi, a to Serbowie Wielcy razem ze Serpami, Smerdami, z Mądochami, Mynżami i z Mężogątami a także z Mazonkami, utworzyli oddziały wojenne i zbrojne ramię Budynów oraz Lęgów. Wkrótce Skołotów, Serbów i Mazonki poproszono by walczyli też u boku Wędów, Istów i Dawów.

Wtedy właśnie postanowiono w uznaniu wielkości harii[xxxviii] Czarodany i ważności Łysej Ziemi, że tam będzie przechowywany Wieczny Ogień i tam też będzie się grzebać wszystkich władców Nowej Koliby, a Chrobaci staną się strażnikami Tej Ziemi, ponieważ ich wojom nikt grobów królewskich nie zdoła wydrzeć. Oddziałom bojowym wszystkich plemion Nurusów przewodzić zaczęli w owym czasie Harowie.

Jako że nic ważniejszego nie może być ponad pamięć przodków i ochronę ich grobów oraz ciągłe odprawianie na owych grobach należytych obrzędów, było to najwyższe możliwe wyróżnienie dla plemienia z Łyskowisły. Tak ustanowiono w 108 roku Nowej Koliby Świątynię Dziewięciu Kręgów w Łyskogórach, gdzie na ruinach zniszczonego w 96 roku czasu NK Łyszczca zapłonęła Wieczysta Znicz, Ziemski Ogień Ogni, ku Pamięci Bogów i Przodków.

Wkrótce każdy z potomnych ludów kruczych zapalił podobne znicze na swojej ziemi. Istowie zapalili swój znicz na Szwintorogu, Wędowie w Arkonie, Lęgowie na Ślęży, Serbomazowie na Chełmie w Kałdusie,  Skołoci na Górze Orzej (Górze Arki) rozciągniętej między jeziorami Wanów i Suwanów, Dawowie w Serbomazogetuzie (albo na Koszu-Kogajonie-Kaganjącie[xxxix] w Południowych Górach Harów w Paśmie Gór Buczych, nazywanych też Bucegami), Budynowie w Zimnie na Świętej Górze nad rzeką Ługą, a Burowie na Jurmie w Czertowym Grodziszczu w Górach Kamiennych. Każdy z tych ludów trzymał też w swojej głównej świątyni kopię Świętego Dzbana – Boskiej Czarki (Arki) – Dzbana z Jamy Czarki (Czarkajamy-Arkajamy). Ale ten Jeden Ogień i związana z nim Świątynia Dziewięciu Kręgów (Wszych Kręgów Królestwa Sis) na zawsze pozostał najważniejszym.

Wołgarowie z Ludu Burów, którzy przenieśli się razem z Bułgarami nad Dunaj w Nowych Wiekach, powiadają, że w Górach Kamiennych Wielka Znicz paliła się w świątyni u stóp Tugaja przy Grzbiecie Odkrzykły (po lęgsko-wędzku i harsko-nurusku mówiąc: Góry Tęgiej przy Grzbiecie Pomianu[xl], co może też znaczyć Górę Dengi, Tęczy-Tuczy, czyli Wielkiej Niebiańskiej Bogini-Wężycy), albo pod Kruglicą w Dolinie Ksnów (Marzeń).





Jerzy Przybył – Dyjabołt – pomocnik Dyja Poświściela

Przypisy

[i] Las Harów, znany ze źródeł starożytnych jako Las Hercyńskia ciągnąć się miał od Białych Gór Kauków (Alpy) na Zachodzie poprzez Góry Harów zwane też Górami Karpoka aż do Gór Wschodu (Uralu, Kamieniów, Orol, Gorol, Gór Skołockich) i Gór Panów schodzących do Jeziora Świętojarskiego.

a Według Eratostenesa z Cyreny (275 – 194 r. p.n.e.) Silva Hercynia (Las Hercyński) przecinał Biały Ląd (Europę) i dzielił ją na część północną i część południową. Ciągnął się aż od Alp po Don (Tanais).

[ii] Spadkobiercy tradycji Kącin Wschodu, zwłaszcza Kąciny Glenia i Biełych Borów powiadają, że Ałatyr leży na dnie morza i wierzą, że chodzi tu o Morze Czarne, choć wielu z nich wskazuje również na Bołotyk (Bałtyk). Według cudawów (kudałów Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata) Światyr-Ałatyr – znany wszystkim świątyniom słowiańskim jako Kamień Kamieni i część Świętej Rodziny Swąta, leży na dnie Błotyku czyli Morza Bałtyckiego. Natomiast pod Wawelem znajduje się Ułatyr, czyli uła-mek Światyra. Dopuszczają oni zastosowanie do tego ułamka także nazwy Ułotyr lub Ałatyr.

[iii] Sist – gród posadowiony przez Guniów za czasów Chatiły (Chytiłły, Atylli), jako stolica kaganatu Sis Guniów, znany z zapisów kronikarzy bizantyjskich i rzymskich jako Soest. To tajemnicze miejsce, na pograniczu kraju Obodrytów i Sasów, którego położenie jest do dzisiaj nieznane.

[iv] Powiadają zinisowie Body ze Świątyni Dziewięciu Kręgów w Świętogórach, że Boginie Zemsty przeraziły się odczarowania Czaroduny i przysłały Dodolę jako posłańca ugody. Wolały się nie ścierać ponownie z Czaroduną, bo poprzednia potyczka wszak przewróciła świat. Co prawda tym razem butny lud Zerywanów już nie istniał i groźba wystąpienia wspólnie z Czarodaną nowych królów była niewielka, lecz nie do końca lud zerywański wytrzebiono, bo rozmnożył się przy pomocy Rudzi w potomkach Kruków i wciąż płynęła w ich żyłach krew zerywańska, na pół boska, przeniesiona przez suki i odyńców poprzez Jaskinię Lęgu i pąpy.

[v] Wszystkie wymienione góry tworzyły Święty Krąg i stały się w późniejszym czasie siedzibami światyń Wiary Przyrody. Góra Wida zwana była w późniejszych czasach Widełką, a wreszcie Widełki-Zamczyskoa. Góry Pałków znane pod tą nazwą jeszcze przez starożytnych Rzymianb zaczęto zwać Świętymi Górami Łyskowiców, czyli Górami Łśniącymi (Łysogórami, Łyskogórami), Górami Łysków, Małymi Górami Świata, lub Świętogórami, a wreszcie Górami Świętokrzyskimi.

 

a O owym świętym kręgu – odtworzeniu w naturze świętej mandali pisze wspaniale w swoim eseju poświęconym Sanktuarium Świętokrzyskiemu Jan Witold Suliga.

 

b Ptolemeusz.

 

[vi] W Chybicach znajdował się odwieczny, nieustannie odnawiany święty Gaj Brzozowy. Jak wszystkie gaje brzozowe był on poświęcony Mokoszy lub całemu Rodowi Źrzebów. W tym wypadku sądzić należy, iż przypisany był rodowi ze względu na posadowienie w Świętogórach (Łyskogórach) świątyń całych rodów boskich i nadanie im wiodącego kiru w Wierze na obszarze całej Nurusji, a potem po umocowaniu tutaj Świątyni Dziewięciu Kręgów w całej Wielkiej Skołotii. Tym sposobem oprócz Harów wyróżniono plemiona Pałkinów i Łyskowicówa, którzy się stali kapłanami i kapłankami świątyń współtworzących Dziewięć Kręgów. Nazwa miejscowości Chybice pochodzi od miana Gaju Chybic będącego pod opieką świętych dziewic-wiedun, które nazywano też chybicami. Wróżby chybic i ich wskazówki zawsze można było rozumieć dwojako. Od nich wzięło się powiedzenie „na dwoje babka wróżyła”. Wróżba dokonywała się w chybotliwym – czyli chwiejnym tanie, wirowym biegu pełnym nagłych zwrotów, skłonów i skoków (chybać – skakać). Często też niestety te wróżby nie spełniały się, a raczej błędnie je odczytywano, czyli bywały według ludu chybione. Stąd przydano owym wiedunom (wiedźmom) – kapłankom Wida i Mokoszy z Łyskogór miano chybic.

 

a W zapiskach różnych kronikarzy przetrwali oni jako Licikawice, Litziki. Co próbowano tłumaczyć jako Listkowice, lecz jest  to w istocie zniekształcone miano Łyskowiców (Lskniewiców) – co potwierdzają liczne nazwy okoliczne miejscowości i miano samych gór, Łysogóry.

[vii] Wiele gromad kapłów powiada, że miano Chybic wywodzi się nie od owego wahania-chybania, czyli chybotania się, jeno od ochybki (ros. oszibka – błąd), od chybiania celu, czyli błędu, omyłki, jako że one najczęściej kłamią, albo po prostu się mylą.

[viii] Według niektórych podań chodzi tutaj o Górę Łysiec i Górę Dobrzeszowską, gdzie stwierdzono kamienne wały, pozostałości budowli powstałych z roztrzaskanych kamieni – paliczków Sima. Inni powiadają o Łyścu i Łysicy, jeszcze inni prawiąa, że większy z bliźniaków wyrósł na tzw. Miejskiej Górze, a młodszy na Górze Sieradowieckiej. Pewnego razu starszy brat krzyknął do młodszego, a głos jego jak grzmot przetaczał się po niebie: „Hej bracie! Podaj mi topór!”. Młodszy z wielkoludów zamachnął się i rzucił, ale jako że był od brata słabszy topór nie doleciał gdzie powinien i wrył się w miejsce, które później nazwano Doliną Bodzentyńską, tam dokładnie gdzie wypływa żródło rzeki Psarkib.

a Podanie to przytacza ksiądz Władysław Siarkowski  w swym zbiorze „Materiały do etnografii ludu polskiego z okolic Kielc” (Kraków 1880) oraz Leokadia Firkowska w Legendach Świętokrzyskich (Kielce 1999). Patrz też J. W. Suliga „Święty Krąg Polski – Łysiec”  (patrz: http://rodman.most.org.pl/PS/Swietogory.htm – Portal świętokrzyski, i podstrony  http://rodman.most.org.pl/PS/JWS2.htm, 2008)

 

b Zadziwiające są tutaj dwa związki – miano doliny, która najwyraźniej jest doliną Bogini Body, a także nazwa rzeki, która jest tożsama z mianem zamku zbudowanego, według podania południowochorwackiego, później przez trzech braci Chorwatów w Sławonii – zamku Psary.

[ix] Gród Nawar, nazywany Nawaronem, położony nad Danaprema był pierwszą stolicą Ludu Nurów. Mimo, że Krak-Nur wybrał na miejsce gniazda i złożenia jaj, z których się wylęgli Nurowie Górę Wąwel, zaraz po lęgu przeniósł się właśnie tam. Także w tym grodzie po klęsce Nurusów w wojnie z Wężami-Wieletami Krak-Nur zakończył żywot przekazawszy władzę Kyjowi Budzie Rusemu. Działo się to koło 100 roku Nowej Koliby (700 p.n.e.). Od tamtego czasu utrwaliło się w pamięci pokoleń, iż Nawar-War daje osłonę w razie klęski, a modły w jego kątynach wznoszone do bogów wojny – Ładów, i władców Błyskawicy – Runów, mogą odmienić koleje przegranych wojen. Często skrywali się tam królowie, kaganowie i książęta Słowian, Istów-Jątów, Dawów i Skołotów z całymi armiami po przegranych bitwach, lub gdy ich pozycja w wyniku wielu klęsk stawała się beznadziejna.

Tradycja ta trwała także tysiąc lat później. W roku 1269 Nowej Koliby (469 n.e.), po śmierci Chatiły (Chytiłły)b kagana Guniówc, gdy objęli rządy jego synowie, doszło do walnej rozprawy z wojskami Wschodniego Cesarstwa Rzymskiego i sprzymierzonymi z nimi Gątami. Gątowie byli dowodzeni przez młodych królewiczów Walamira, Bogdomira i Witimirad. Guniowie byli już wtedy podzieleni. Częścią zdecydowanych na walną bitwę wojsk dowodził Dengesicz-Tęgosiecze. Armia Tęgosiecza poniosła klęskę, on sam zaś zginął w boju, a jego odrąbaną głowę obnoszono tryumfalnie po głównej ulicy Carogrodu. Niedobitki jego armii wycofały się właśnie do grodu War. Tam zostały ocalone. Była to zemsta Gątów dokonana po prawie stu latachf.

Horoha czyli Górzyca znaczy zarówno Góralka – pochodząca z plemienia Górów, jak i Ta Która Oddała Się Na Świętej Górze. Imię to zawiera również takie znaczenia jak gorąca, ognista, świetlista a więc Święta, a także rogata, zadziorna, hyrna. Gorszka także nawiązuje do wymienionych poprzednio rdzeni, a dodatkowo stanowi odniesienie do pojęć takich jak gorszy, gorejący, gorączka, choroba, oraz do miana grochu – świętej potrawy bogów sporu. Gorszka także dlatego, że była ona tylko trochę brzydsza od Czarodany. Była ona jakby trochę mniej piękną i czarnowłosą powtórką bogini Krasy – stąd też miano Karszka. Dlatego miano Harowie pochodzi zarówno od ich matki Horohy-Gorszki-Karszki, jak i od Świętej Góry Pałki zwanej przez Skołotów, Istów i Słowian Horą Świata (Hara-śwata).

a Niektórzy uważają, że chodzi o położonie blisko ujścia Dunaju a nie Danapru, i że Nawar-War to gród w Dobrudży, który znajdował się w miejscu, gdzie powstała potem Warna.

 

b  Chatyła lub Chytiłła, czyli kagan Guniów zwany też Biczem Bożym, rządzący całą Wielką Skołotią (Scytią), czyli Królestwem Sis w latach 434-454 n.e., znany zapisom starożytnych kronikarzy np. Priskosa z Panion czy Jordanesa jako Attyla. Imię to oznacza: chcący, chwytający, przechwytujący,

 

c  Guniowie – czyli znani zapisom kronikarzy starożytnych Hunnowie, zapisywani także jako Unni, Unoi, Undini czyli Hakownicy. My przyjmujemy wywód ich miana od strojów, na których wzorowane były później ubiory szlachty polskiej nawiązujące do tradycji sarmackiej, tzw Szlachty Szarej – szarych guni, z wyłogami i kołnierzami, lub narzutkami z futra kun. Także dlatego, że miano to nawiązuje do zwyczajowych gonitw urządzanych w  celu wyłonienia następcy tronu i gonienia wrogów, których uprzednio wciągano w pułapkę udając ucieczkę. Innym, a pewnie wcześniejszym określeniem tego plemienia będącego czystym plemieniem skołockim, bowiem pochodzącego od króla Kołaka, jest ich nazwa – Konni. Byli oni bowiem wojownikami konnymi, a także zawołanymi hodowcami koni bojowych, o których zakup zabiegało u nich Cesarstwo Rzymskie. Sprzedaż koni Romajom bez wiedzy kagana Chytiły była najcięższym przestępstwem w Królestwie Sis nie tylko za czasów, gdy rzadzili nim Guniowie. Już w czasach Wojny Trojańskiej romajscy bohaterowie starali się lub usiłowali ukraść święte konie z Kałużji, lecz nie otrzymywali ich – jak np. Perprzechwała (Herakles).

 

d Imię Bogdomira zostało podane przez kronikarza Gotów Jordanesa w brzmieniu zgreczonym – Teodomir. Rdzeń bóg jest równoznaczny z greckim teo, po słowiańsku imię to brzmi więc Bog-domir. Wszystkie imiona młodych królewiczów gockich wymienione w tym miejscu przez Jordanesa są słowiańskie, nie jest więc dla nas zrozumiałe dlaczego Gotów uważa się za Germanów, a nie przynajmniej lud słowiańsko-nordycki zmieszany przez wieki wspólnego bytowania nad Wisłą i Dunajem.

 

e Dengezich-Dengesicz – można różnie interpretować to imię, jest bowiem tak zniekształcone w formie zapisanej przez kronikarza, że nie da się go przetłumaczyć jednoznacznie. W dosłownej wersji fonetycznej imię to znaczy Sicz Dengi, czyli Woj Dengi. W języku polskim nosiłby on imię Dengowoj lub Tugowoj, albo Tęgowoj. Takie też tłumaczenie można zaproponować jako równoprawne do Tęgosiecz. Inna interpretacja to Deng Gęsich lub Deng Gęsicz – gęś była ptakiem boskim rodu Sporów, Bogów Bogactwa i Powodzenia, możliwe jest także tłumaczenie Woj Tęczy (Tęgi, Wstęgi).

 

f Sto lat wcześniej, około roku 1160 czasu NK (360 n.e.) Guniowie dowodzeni przez Białobiera – Wielkiego Bierłę III (Balamber w kronikach greckich) rozgromili Gątów i przepędzili ich znad Dunaju zmuszając by się wdarli w granice Imperium Rzymskiego. Miało to miejsce po tym jak uznawany za pogromcę Wenedów Hermanryk odważył się zaatakować Dobródżan i zabił kagana siedmiorodzkiego Bozę-Biesa IV (Busa-Biesa Biełojara-Swewaldycza), a jego siedemdziesięciu dwóch władyków (lodag – wlodag – włodarz-władyka) kazał ukrzyżować.

[x] Podanie to przytacza w zbiorze podań małopolskich „Krakowskie legendy, podania, zwyczaje” Julian Zinkow.

[xi]  Rzeczywiście ta klątwa Dyja-Bełta się spełnia. Na skutek eksploatacji złóż we wsi Siedlec niedaleko Częstochowy powstała w latach 90-tych XX wieku kolejna pustynia o powierzchni około kilometra kwadratowego.

[xii] Dagowie Gorgonów – kapłani Gałęzi Gorgorzału, świętego drzewa welańskiego, którą mieli otrzymać od Gogołady. W swojej wysokogórskiej kącinie poświęconej Gogoładzie w Górach Gorganach, gdzie zamieszkiwało całe plemię Gorgonów, trzymali wiecznie gorejącą gałąź, od której raz w roku odpalano na nowo ogień w domostwach zastępując stary ogień i żar nowym, młodym, jarym żarem-ogniem welańskim. Według dagów Gogołady z Gorganów, to oni otrzymali ogień po raz wtóry od bogini na Górze Sywuli, kiedy Zerywanie-Pąpile rozeszli się po Nowej Kolibie. Kapłanów tego ognia zwano dagami od bardzo dawnej nazwy ognia (dag – ogień, stąd Denga – Tęcza, Dagbog – Pan Nieba, Dagboga – Pani Dnia). Odłamem plemienia Gorganów są Gorole-Horohowie (Harharzy) Górale Żywieccy w Beskidacha.

a Wszyscy oni byli zapisach starożytnych znani jako Gargarianie – Ci którzy współżyli z Amazonkami i mieli z nimi potomstwo.

[xiii] Burtowanie – inaczej obyrtanie, czyli obracanie w woreczku i wyrzucanie patyczków z łodyg krwawnika lub innych ziół, na równą powierzchnię, a potem wróżenie z układu łodyg, tj. zależnie od układów wzajemnych i stosunku w grupach łodyg ciemnych do jasnych odczytywanie wyroku – wiergu w danej sprawie. Łodygi ułożone burta w burtę, czyli wzdłuż krawędzi obok siebie, tworzą dobrą parę, łodygi skrzyżowane złąa. Jest to sposób wróżenia bardzo podobny do znanego Chińczykom z wróżb I Cing.

a Dokładny opis zasad burtowania i innych obrzędów zawarte są w Trzeciej Księdze Wielkiego Czwórksięgu Baji, zwanej Księgą Tanów.

[xiv] Ląd i kącina Mokoszy w Lądzie – Ląd koło Słupcy nad Wartą. Gród ten był stolicą plemienną Lędzian. Odkryto tam umocnienia i ślady budowli z X wieku na wcześniejszym podkładzie archeologicznym sięgającym wieku V, czyli okresu ok. 400 roku n.e..

[xv] Zielony Czar – Car o Wodnej Tarczy i Czerwony Czar ­- Car o Ogniowej Tarczy to  bogunowie lub inogi strzegące świętej wody i świętego ognia w głównych świątyniach i uroczyskach na ziemiach plemion czczących Wądę-Nurtę (znaną z zapisów jako Nerthus-Nerthaa, najprawdopodobniej w świętych miejscach Wiślan lub Mogilanów) i Swaroga (Czerwonorusów czyli Gierusów i Karusów czyli Czarnorusów). Plemiona te po wojnie Lęgów z romajskim królem królów Olegiem Białym (Aleksandrem Wielkim) znalazły się pod władzą Kiełtów i ich naczelników Dywasów – Zielonego i Ognistego. Tak samo pod władzą kiełtyjskiego wojownika Złotego Dywasa znalazły się relikwie i sanktuarium Dażbogów. Zadania te wykonał w końcu Urusłan.

a Nertha (celt. Nerthus, słow. Nurta, bałt. Nerta). Opis obrzędu i imię bogini podane zostały przez Tacyta, Germania, rozdział 40, w kontekście plemienia Longobardów. Longobardowie – Długobrodzi, dawniej słowiańscy Brodowie, którzy w okresie kultury łużyckiej, częścią plemienia przeprawili się jako wikingowie do Skandynawii i tam osiedli. W XIX wieku przy rekonstrukcji Germańskiej Mitologii arbitralnie przypisano ją Germanom i uczyniono z niej bezpodstawnie boginię plonów i urodzaju (Jakub Grimm). Bracia Grimm wiele podań słowiańskich z Połabia włączyli w mitologię germańską. W encyklopediach współczesnych do dzisiaj, bez żadnego naukowego uzasadnienia,  jest podawana jako bogini germańska. Figury kultowe bogini na brązowych wózkach znane są już z okresu kultury łużyckiej. Współczesna genetyka, w latach 2008-2010 wykazała bezspornie, że kulturę łużycką i wcześniejsze na obszarze od Łaby po Dunaj należy wiązać ze współformującymi ją Słowianami, ludźmi haplogrupy R1a1a1, obecnymi tutaj już od 3000 roku p.n.e., którzy stanowili większość w etnosie tworzącym tę kulturę. Drugim składnikiem ludzkim tego etosu byli Wenedowie haplogrupy I2a2 a trzecim Celtowie R1b1b2, a nie Germanie. W Eulau nad Łabą zidentyfikowano kopalne szczątki kilku osób z rodu królewskiego z roku ok. 2600 p.n.e. właśnie haplogrupy genetycznej R1a1a1, która jest powszechnie uznawana za słowiańsko-indyjsko-aryjską lub czysto słowiańską. Bogini ta, której figurę ciągnięto na wózku kultowym obsypaną kwiatami, wieńcami (jak to jest praktykowane w tradycji Wiary Przyrody – i między Słowianami również) była sprowadzana do rzeki gdzie polewano wózek i figurę wodą, a następnie zabijano osoby, które tworzyły jej orszak i „myły” posąg bogini (dotykały go). Jest to dosyć typowy obrzęd oddający cześć bogini wód i sprowadzający deszcz, a więc także i urodzaj. Jednak imię bogini, które usiłowano wywieść z norweskiego i języków skandynawskich w sposób pokrętny i nieprzekonywujący, jest proste do wywiedzenia z języków słowiańskich i bałtyckich, gdzie nurt – płynąca woda, szybka rzeka, zanurzać – wkładać pod wodę,  w głębinę wodną, zagłębiać się, pogrążać, nurza – wykop, dół, koryto, ziemianka. Tu także występuje wiele nazw rzek takich jak Nurzec, Nur, Neris, itp., jak również takie miana przypisuje się ptakom wodnym.  Wymieniane jest także plemię słowiańskie Neurów – Nurów (Herodot, Dzieje – ok. V wiek p.n.e w okolicy Dniepru, Buga, Neris-Wilji, rzeki Narew i Wisły), którzy najprawdopodobniej byli czcicielami Nurty znanej też jako Woda-Wąda.

Jest to typowy przykład germańskiej, pruskiej i niemieckiej inwazji imperialno-kolonialnej w sferze kultury i nauki, która trwa na ziemiach słowiańskich i w sferze mentalnej od 1000 lat.

[xvi] O zamku Łyścu i Łysej Górze, tak pisze Jan Długosz:  „Na tym zamku pani iedna przedtym mieszkaiąca, podniowszy się w pychę, iż była poraziła wielkiego Aleksandra pod tą gorą, kazała się za Boginią Dianą chwalić. Ale natychmiast za tho bluźnierstwo pomstę Bożą uznała, iż on zamek wszystek grom roztrącił onę też panią ze wszystkimi służebnikami pothłumił, tak iż ieszcze po dziś dzień leżą na tym mieyscu wielkie gromady kamienia. Na tym mieyscu był Kościół trzech bałwanów Lada, Boda, Leli. Do których prości ludzie schadzali się pierwszego dnia Maia, modłę im czynić y ofiarować”.a

a Cytat za: Jerzy Strzelczyk, Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian, Poznań 1998, s. 126

[xvii] Herodot wymienia w swojej Historii z V wieku p.n.e. nie tylko Nurów i Budynów, ale i Sorbomazów. Opisuje on sytuację starcia Skołotów z Persami dowodzonymi przez króla Darjusza. Walki toczyły się ze zmiennym szczęściem i zakończyły się klęską Darjusza, mimo iż udało mu się spalić Gleń (Gołuń). Niektórzy dziejopiosowie podają iż Budynowie sami spalili Gleń aby nie wpadł w ręce Persów. Ze Skołotami byli sprzymierzeni Nurowie a także mieli być sprzymierzeni greccy Geloni. Greccy Geloni zamieszkujący ziemię Budynów to tylko jeden z domysłów – jak na razie bez naukowego uzasadnienia – bowiem równie dobrze mogli to być Golemowie – czyli Istowie tutaj mieszkający, inaczej Goljadzie – Golemi, Ludzie Lodu), jak i Mężożercy (Androfadzy). Przeciw Skołotom zdecydowanie występowali Czarnosiermiężni, Bogatyrsowie (Agatyrsowie) i Turowie.

[xviii] Darjusz I Wielki zpisany w księgach Romajów i Persów jako Dariusz. W języku huno-awarskim, harsko-budynowskim czyli nuruskim, wedyjsko-istyjskim i buro-lęgijskim imię to znajduje bardzo łatwe objaśnienie: dar-jusz –  to znaczy Posiadający Ducha Wojowniczego, obdarzony juszem, potrafiący wydobyć z siebie rozjuszenie – święty gniew bojowy.

[xix] Mokszysz – jest zapisany przez Asyryjczyków (Ozerów-Kozerów-Kozeryjczyków) jako Musasir – gród w Oroji (Urartu), w którym swą siedzibę miała Chołda-Gogołada (zapisana przez Asyryjczyków jako Chaldi) i Mokosza, główne boginie Oroji (Urartu), i w którym koronowali się urartyjscy władcy. Gród został zdobyty za panowania Rusy I (Urzanu) przez ozyryjskiego (asyryjskiego) władcę Sargona II. Mokszysz jako jedyny gród nie złożył mu trybutu. Sargon II zaskoczył Rusę niespodziewanym marszem przez góry. Mieszkańców Mokszysza (Musasiru) Sargon wziął w niewolę, a gród złupił zagarniając składane tu przez wiele lat skarby Skołotówa.

a patrz – Wikipedia hasło Musasir. Do naszych czasów zachowała się sporządzona przez asyryjskich skrybów dokładna lista zdobytych kosztowności. Było to m.in. 1,5 kg złota, 4870 kg srebra, 10 800 kg miedzi, 6 złotych tarcz, złote ornamenty o łącznej wadze 66 kg, złoty miecz ważący 13 kg, 96 srebrnych włóczni, liczne srebrne naczynia, 12 srebrnych tarcz, 33 srebrne rydwany oraz wiele przedmiotów z kości słoniowej.

[xx] Niektórzy twierdzą, że Nawaron to nie ten sam gród co Nawar zwany później Warem. Według innych Nawaron to War, lecz leżał on nad Dunajem a nie nad Nurcem, ani nie nad Donem. Według tychże (głownie badaczy rumuńskich i bułgarskich) w jego miejscu Pałomąż I Pylajmonż (Pylajmen) pobudował w czasach przed Wojną Trojańską obwar War i założył państwo Warnę, od której później nazwę wziął kolejny gród i dzisiejsza Warna.

[xxi] Kopiec Swaroga-Chorsa został nazwany przez wczesnośredniowiecznych kronikarzy Kopcem Kraka. W istocie był to Kopiec poświęcony Bogu Ognia Niebieskiego – Swarogowi. Możliwe, że w dobie późniejszej, po pokonaniu przez Charwatów plemienia słowiańsko-kiełtyjskich Mogilanów, uczyniono z Kopca miejsce kultu pierwszego króla – Kraka – jednego z wytędzów Harów, Białych Chorwatów, Charopanów-Panów. Król Krak jako wytędz posiadał boskie pochodzenie. Jego ojcem, poprzez pęp i krew przeniesioną od Zerywanów przez suki i odyńce do Jaskini Lęgu-Waru, był sam Chors. Jako potomek Chorsa ocalał z pogromu stając się jednym z Siedmiu Świętych Kruków, założycieli Siedmiu Ziemic Siedmiu Ludów Sławian. Wraz z nimi założycielką Ziemicy Istów była ich siostra – Biała Łabędzica (Łybied, Kurka) oraz Kąptorga – Węża Matka Skołotów. Baj o Siedmiu Krukach i ich siostrze dotyczy okresu odejścia Słowian z Dunajskiej Koliby – Soławji – Lęgii Pierwotnej nazywanej także Polęgią albo Warną.

Kopce sypane ku czci Bogów Żywiołów, jednocześnie były obiektami kultowymi czci Bogów Mocy – odpowiadających owym Żywiołom. Jak jasno widać z Kręgu Bogów odpowiednikiem Bogów Wody są wśród Mocy bóstwa Miłości – Dziwieniowie, Ziemi odpowiadają Rgłowie – Opiekunowie Roli i Łąk oraz Uprawy, odpowiednikami Żywiołu Nieba są Bogowie Zaświatów – Welesowie, zaś odpowiednikiem Swarogów (Ognia Niebiańskiego) są Chorsowie (Światło Nocy). Zatem jak by nie patrzyć na rolę obrzędową Kopca Kraka był on poświęcony Swarogom i Chorsom jednocześniea.

a Według map austriackich niedaleko kopca Kraka czyli Swaroga, jeszcze w XVIII wieku, na tym samym wzgórzu, stał kopiec nazywany Kopcem Babki Kraka – to mógł być Kopiec Chorsa, czyli Księżyca a jednocześnie Czarnej Królowej – Czarodany, w istocie babki pierwszego Kraka Nura i matki Kraka Żabikruka-Zobiraja.

[xxii] Herodot odnosi informację o tej wojnie i najściu Kraju Nurusów przez Wężów do wojny Skołotów z Persami. Jest jednak zupełnie możliwe, że tyczy się to wcześniejszej o niemal 200 lat wojny Skołotów z Ozeryjczykami Sargona II.

[xxiii] Wielu władców w licznych wojnach i utarczkach zbrojnych wykorzystywało później Jurę Krakowsko-Częstochowską i okoliczne puszcze śląskie, krakowskie i kieleckie do prowadzenia wojny partyzanckiej. Tak postąpił wracając z wygnania do Polski król Władysław Łokietek w roku 2104 czasu NK, obierając na główną bazę Grotę Łokietka w Ojcowie, a po nim także król Jan II Kazimierz w okresie Potopu Szwedzkiego w roku 2455 czasu NK i Tadeusz Kościuszko w trakcie Insurekcji i działań pod Racławicami w 2594 roku czasu NK. Miejsca te wykorzystywano nawet w czasie II Wojny Światowej do prowadzenia najbardziej nasilonych i najlepiej zorganizowanych w Europie działań partyznackich przeciw Niemcom (kielecczyzna), a więc w roku 2740 czasu NKa.

a W Dolinie Prądnika znajduje się ponad 1000 dużych jaskiń i jeszcze więcej tzw. schronów, czyli małych niszowych komór jaskinnych. Patrz opracowanie katalogowe o jaskiniach w Dolinie Prądnika – strony internetowe Ojcowskiego Parku Narodowego.

[xxiv] Niektórzy kapłani, zwłaszcza czarownicy Chorsa z Caroduny podkreślają stanowczo w swoich przekazaniach, że Drzak i Drakiw to dwie różne postacie. Łączymy je tutaj w jedną postać określaną Smokiem Caroduńskim. Smok Drak Wawelski był zapewne zwyczajnym człowiekiem, królem o być może odrażających cechach cielesnych. Uczyniono go w podaniach okrutnym i bezwzględnym władcą, albo wręcz „potworem”, którego urodziła Iworoda, a którego wrogowie Czarodany, Harów, Łyskowiców i Mogilanów przedstawiali jako inoga, nie mogąc przezwyciężyć jego waleczności. Przedstawiony opis wskazuje, że Drzak dobrze opanował zasady boju i postępowania z wrogiem stosowane przez pierwszych królów skołockich. Podobnie Romaje opisywali władcę Skryty Mynżańskiej (Krety Minojskiej) Mężotura, jako Minotaura – półczłowieka, półbąka.

Według tychże czarowników kąciny Chorsa, Drakiw rzeczywiście istniał i mieszkał pod skałą wawelską, ale był to prawdziwy smok-drakon Ażdahor-Całożerca, prawdziwe dziecko  Ażdahy.

Jeszcze inni powiadają, że żadnego smoka pod Wawelem nie było, a tylko dzielny Drzak-Drakiw, piękny lecz nieszczęśliwy syn Iworody, który bronił skutecznie Carodunę przed Wędami.

[xxv] Gród Kraka i liczne grody w okolicy – Identyfikacja Karoduny i Grodu Kraka.

Okolicę dzisiejszego Krakowa zajmowały liczne grody, z których każdy miał swoją nazwę, lecz żaden nie nazywał się Krakowem. Były takie grody jak Wawel, Okół, Tyniec, obecny Zwierzyniec-Salwator, Mogiła, Kleparz potem Stradom itp. Wydaje się że jest takie jedno miejsce które mogłoby oznaczać ów dawny gród Kraka – to okolica Kopca Kraka zwana Krzemionkami ze swoimi odrębnościami i legendami, ze swym kultem wielkanocnym  i artefaktami bardzo licznymi z okresu kultury łużyckiej. Wtedy starożytny Kraków-Caroduna położony byłby na południowy-wschód od Wawelu. Krakowem owym mogłoby być także hipotetyczne wynikające z przecięć linii Kopców miejsce zwane dziś Łęgiem i Beszczem, zalane i niezbadane archeologicznie z powodu ciągłych zalewów, a mogące być posadowionym tam właśnie – jako że stojącym na wodzie – jak większość grodów łużyckich. Obszar Lasoty i Kopca Kraka na Krzemionkach określany jest mianem Gródek.

[xxvi] Horiti – plemię wymieniane przez Króla Alfreda w położeniu między Małopolską a Śląskiem – wiązane zwykle z Chorwatamia. Według nas odłam Chorwatów zwanych Horitami-Gorytami zamieszkujący Beskid Żywiecki i dalej na południowy zachód – gdzie sięgał „ogon zachodni” Chorwatów w Czechach.

Karpowie, Karpianowie, Biesowie, Charwaci – Góry Karpów, Krakowskie, Góry Charwackie – Karwaty, Harwaty, Góry Harów – to góry zwane dzisiaj Karpatami. Około II wieku p.n.e. nazywane były górami Karpów, plemienia charwackiego zmieszanego wtedy z Kiełtamib. Część Karpów-Karpianów poszła na północ (Kurpie), część pozostała na miejscu (Górale Tatrzańscy), część przeszła Tatry i osiadła na ich południowych stokach (Słowacy), część poszła dalej na południe z Chorwatami. Karpaty nazywano także w kronikach średniowiecznych Górami Krakowskimi. Do czasu inwazji Gotów w II-III wieku n.e. mieszkało tu także plemię Biesów i Biesotarnów. Od Biesów pochodzić ma nazwa Beskidu, Bieszczad i Besarabii.

Żercy z Caroduny twierdzą, że nazwa tych gór bierze się od Zduszów-Biesów, od Biesa i Beszcza którzy przerodzili się w biesy nawiedzające te „błędne” góry, i że wszyscy mieszkańcy tych gór choć są Harami i Chorwatami jak i inni, mają w sobie tyle krwi onych Biesów, że do dziś z byle powodu krew się w nich łatwo gotuje i złe im z oczu patrzy.

a SSS, II, str. 219

b Karpowie, Carpi – SSS, II, str. 379

 

[xxvii] Karpianie – Chorwaci Karpaccy – według Kosmografa z Rawenny – w VI wieku wywędrowali nad Dunaj. Razem z nimi wymienia on także Antów (znanych nam jako Wątowie Nadciemnomorscy) i inne ludy słowiańskie. Prokop z Cezarei pisze o Antach, że mieszkali aż do ujścia Donu do morza Azowskiego, powyżej skołockich Utigurów, których niektórzy uważają także za Kumorów (Kimmerów), a my za być może któreś z plemion skołocko-turecko-węgierskich.

[xxviii] Bratek to popularny dwubarwny kwiat, roślina występująca dziko w północnej Europie. Nazywany jest też siestriczką, lub „bratem i siostrą”, wśród wszystkich Słowian. Kres, czyli święto Kupały odbywa się między 20 a 26 czerwca.

[xxix] Podanie o śmierci Czarodany, którą bogowie zamienili w skałę przechowało się w postaci Legendy Jaskini Ciemnej w Ojcowie. Według jego uproszczonej i odmitologizowanej wersji „Nieszczęśliwie zakochana dziewczyna rzuciła się na kamienie, prosząc bogów pogańskich, by ją w skałę zamienili. Prośbę dziewczyny bogowie spełnili, jej ciało stało się skałą, lecz serce bić nie przestało. Dlatego włosy wciąż jej odrastają w postaci leśnych zarośli, a z oczu płyną łzy, które od razu krzepną w kamień, przemieniając się w stalaktyty”.

Witold Chomicz – Noc Kupalna

[xxx] Obrzęd odbył się po raz ostatni w 2005 roku w Krakowie z kulminacją w dniu 20 czerwca na Kopcu Kraka. Był to 50 Obrzęd Dziewięciodniowy odbyty od śmierci Czarodanya. Obrzęd rozpoczyna się każdorazowo – to znaczy raz na 54 lata – na 9 dni i 9 godzin, przed Świętem Kresu, czyli Kupaliami (pełnią księżyca najbliższą dat 20 albo 26 czerwca – kalendarza słonecznego). Kończy się dokładnie w noc Pełni Księżyca Przesilenia Letniego. Co drugi z obrzędów ma bardzo uroczysty charakter, bowiem dwa Koła Wieków – tworzą Wielkie Koło (odpowiada mu różaniec Czarnogłowski, znany też wedaistom i buddystom, złożony ze 108 ogniw)b. W roku 1897 i 2005 odbyły się właśnie Obrzędy Dziewięciodniowe Szczególne – Wielkiego Koła. Za datę śmierci Czarodany uważa się dzień Pełni Księżyca przypadający na czerwiec 105 roku czasu NK (695 roku p.n.e.).  W obrzędzie odtwarzana jest Wojna o Taje, Narodziny Rykawda i Iworody, Śmierć Welańska Czarodany i jej dzieci, Odrodzenie i Śmierć Ziemska – Czarodany oraz jej dzieci, a także narodziny jej wnuka (Drzaka), kolejnego syna Zobiraja Żabikruka – Kraka Bierły II (Abarisa II) i wiele innych epizodów z jej życia.

W XX wieku obrzęd ten odbył się tylko 1 raz, na istniejącym jeszcze wtedy Kopcu Matki Ziemi (tzw. Esterki) na krakowskim Łobzowie, przy Ogrodach Królewskichc będących wtedy we władaniu LWP (Wojska Polskiego). Kulminacyjna uroczystość miała miejsce 18 czerwca 1951 roku (Kupalia Księżycowe)d. Poprzedni miał miejsce z końcem XIX wieku, w roku 1897 (13 czerwca) i był prowadzony przez Stanisława Wyspiańskiego, na Świętym Wzgórzu – Wróżnej Górze (Góra Mokoszy)e.  Góra leży nieopodal domu Lucjana Rydla – Rydlówki –  w Bronowicach Małych pod Krakowem, gdzie odbyło się słynne Wesele opisane przez Stanisława Wyspiańskiegof.

a Obrzęd prowadził Autor.

b 2 x po 54 lata to Wielkie Koło Wieków – złożone z 4 okresów naprzemiennego władania Bogów Działu – Białobogi i Czarnogłowa. Rozpoczyna Wielkie Koło Czarnogłów i jego Trzem a w 27 roku (I Półkole) oddaje władanie Białbodze która, włada do końca 54 roku (I Małe Koło Wieków), kiedy przekazuje znów Czarnogłowowi Berło Wieków i Księgę Czasu, ten włada do końca 81 roku (III Półkole) i przekazuje znów atrybuty czasu Białobodze która zamyka bieg czasu – Wielkie Koło – w 108 roku.

c Dokładnie nad Młynówką Królewską w Ogrodach rodziny Sułkowskich, Uznańskich i Białczyńskich (pozostałość Ogrodów Królewskich Kazimierza Wielkiego)

d Obrzęd był prowadzony w 1951 roku przez Stanisława Pagaczewskiego.

e u stóp Wróżnej Góry, przy zbiegu ulic Pasternika i Tetmajera tryska do dzisiaj Święte Źródło Mokoszy, z którego mieszkańcy Krakowa czerpią wodę o leczniczych właściwościach

f Wesele Lucjana Rydla i Jadwigi Mikołajczyk odbyło się w 1900 roku.

[xxxi] Chodzi tu o czakram podwawelski – jeden z siedmiu najważniejszych czakramów Ziemi, czczony przez wyznawców Wedy. Jak wiadomo związki Wedy i Wiedzy Tajemnej, Wiary Przyrodzonej są bardzo stare.

Niektórzy powiadają jednak, że Caroduna leży bardziej na wschód, a nawet że wszystko to działo się nad Donem, gdzie Czarna Ziemia Burów Czarnosiermiężnych. Dopiero potem Nurowie wejść by mieli nad Wisłę. Przekazy te mało są wiarygodne, ale nie raz bywało, że jeden samotny głos na puszczy prawdę prawił wbrew chórom wymądrzałym. Przeto przytaczamy i te poglądy mudrów z Czarnej Ziemi nad Rwdą-Rzwą zwaną też Wołgą, czyli Wielką Rzeką.

Na Wawelu powstał kopiec, potem kącina pogańska, a w końcu zamek królów polskich. Obok tego miejsca, posuwając się dalej z biegiem wijącej się u stóp Góry Wawelskiej rzeki Wisły, znajduje się Skałka, dawne uroczysko święte, ze świętym źródłem, a jeszcze dalej święta góra Lasota z jej pradawną kąciną i Kopiec Kraka (Swaroga, czyli Ognia). Tu na Lasocie był też kiedyś Kopiec Babki Kraka – Chorsiny-Łuny czyli Ksieżyca i Czarnej Królowej. W drugą stronę od Wawelu leży Wzgórze zwane dzisiaj Wzgórzem Bronisławy, które jest okryte Lasem Wolskim (dawniej Welskim) i w czasach przedchrześcijańskich było Górą Welesa. Również tutaj znajdowała się kącina Wiary Przyrodzonej. Góra Welesa, wraz z miejscem zwanym Sowińcem, cieszy się do dzisiaj tak wielką czcią mieszkańców Krakowa, że w XIX i XX wieku usypano tutaj dwa nowe Kopce poświęcone bohaterom narodowym: Kopiec Piłsudskiego i Kopiec Kościuszki. Sam Wawel jest uznawany z powodu czakramu mocy Ziemi znajdującego ujście w skale u podstawy jednej z krypt zamku królewskiego (pod kaplicą Gereona), przez joginów i przedstawicieli religii hinduistycznej a także Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej, za jedno z Siedmiu Miejsc Świętych Świata. Wiedza na ten temat pochodzi z Wed – ksiąg Wiary Przyrodzonej, które według wielu poważnych uczonych, a przede wszystkim według praktyków Hinduizmu, Wedy, Jogi i Buddydstów – zawierają wiedzę z okresu Wspólnoty Ariów, czasu nierozerwanej jeszcze więzi słowiańsko-irańsko-indyjskiej. Zwraca uwagę również postać umiejscowionego u Góry Wawel Smoka Strażnika, który zamieszkiwał system jaskiń pod wzgórzem, zwanych Smoczą Jamą. Samo określenie „jama” nawiązuje do podziemnych bóstw indo-irańskich Jama i Jima.

[xxxii] Na XVIII wiecznych austriackich mapach Krakowa można znaleźć więcej kopców niż istnieje obecnie. Do naszych czasów nie przetrwał między innymi drugi, mniejszy kopiec, który usytuowany był niedaleko Kopca Kraka, nazywany Kopcem Babki Kraka (istniał jeszcze w XVII wieku). Także na Górze Wawelskiej był kopiec.

Nazwa Kopiec Babki Kraka wskazuje, że kopiec był poświęcony Czarodanie. Ona wywołała Wojnę o Taje, a w następstwie także narodziny Kruków i Kurki, a więc Kraka I Nura. Ona też była matką Kraka III Zobiraja-Żabikrukaa.

a Większy kopiec nazywany kopcem Kraka najprawdopodobniej był poświęcony Bogu Ognia – Swarogowi a mniejszy bóstwu księżycowemu Chorsowi-Księżycowi lub Chorsinie-Łunie.

[xxxiii] Kruk był biały, lecz sczerniał z klątwą bogów. Był związany pierwotnie z mocami Nieba, ale obecnie jest uważany za związanego z Podziemiem, Zaświatami i Śmiercią. Krakać – źle wróżyć.

W tradycji krakowskiej istnieje podanie o Białym Kruku, jedynym, czczonym na Lasocie, i o Czarnych Krukach, sczernionych przez swój czyn przeciw Bogom Nieba, może Dażbogom, Swarogom, Perunom, i skazanym na rolę padlinożerców i zwiastunów śmierci. Wtedy Lelki miałyby inny rodowód niż z ciała Potwora, albo początkowo służyłyby innemu bóstwu Niebiańskiemu i po zdradzie zostały przypisane Lelijowi. Kruk ma związek z długowiecznością i mądrością – kontaktuje się z bogami – wydziobuje oczy umierającym na polu walki wojom.

[xxxiv] Jest to absolutna prawda, bowiem tylko dzięki temu że w Jądrze Ziemi Skalnik kręci  nieustannie Wiecznym Młynem którego ognistym żarnem jest Światyr-Ałatyr a stępą Ułatyr-Ałatyr (odłamek Światyra), jest stale utrzymywana Warstwa Nieba, którą nauka współczesna nazywa Sferą Magnetyczną. Warstwa ta chroni życie na Ziemi przed śmiercionośnymi promieniowaniami Wszechświata, w tym Słońca.

[xxxv] Obrzędy Czaru Daniny inaczej Czaruduszy (Czartanu) – odbywane są raz na koło wieków czyli 54 lata. Jest to bardzo uroczyte święto Czarodany i ocalenia Zerywanów. Odbywa się ono, jako osobne, doładnie w czasie Kupaliów i niektóre kapiszty je właśnie nazywają Kresem. W Kresie odtwarza się obrzędowo dzieje wszystkich obrazoburczych kobiet-boginek zwanych Czterema Kraśnicami: Swątlnicy-Strzęśli, Wozchorii, Gogółki-Kalii i Czaroduny. Odbywa się wtedy obrzędowe tany odczyniające i zawracające – czarujące dusze, zwane czarduszami. Nazwa tego czarownego świętego tanu przeszła za pośrednictwem Sekieli i Hawarów, a potem Siedmiorodzian i Hungarów na węgierski taniec obrzędowy czardasz. Obrzędy te są wielkim świętem wszystkich kapiszt Chorsa. Mają charakter zamknięty, wewnętrzny dla gromad Wiary Przyrody. Obrzędy zewnętrzne powinny zostać reaktywowane, by przypominać wszystkim ludziom czym jest karoduna i jakie były dzieje Czarodany, oraz co się stanie jeśli przekroczymy dozwolony próg.

[xxxvi] Święto letniego przesilenia w mitologii wschodniosłowiańskiej. Potwierdzone na Rusi w XIII w. – kupalja.  Nazwa oznacza główną osobę i jej uosobienie w kukle – Boga Kupałę (także Kupało, Kupajło), jak również kapłanki – kupałki rozdające kwiaty przy wróżbach kupalnych i całe zgromadzanie świętujących. Główne elementy uroczystości to: rozpalanie ogni (wiertłem ogniowym), taniec w Koło Ognia, skoki nad Ogniem, chodzenie po Ogniu, obrzędowe obmywanie w Wodzie, plecenie wianków, rzucanie wianków na Wodę, pławienie płonących kręgów ognia na Wodzie, poszukiwanie kwiatu Papródzi, Głowy Kupały oraz inne obrzędy płodności związane z ogniem, ziemią, powietrzem i wodą. Nazwa wiąże się z kąpielą – kąpadlo (prsłw.), ale także kupadlo – od ind-europ. kup- kipieć , pożądać, co znane jest także z łaciny jako Cupido – Kupido. Motyw miłosnego związku brata i siostry jest eksponowany podczas święta Kupałya. Słowianie pili w obrzędzie Kupały napój z Bratków będących roślinnym wcieleniem owego rodzeństwa.

a Patrz KLS K. Moszyńskiego czII, Zeszyt 1 (Kraków 1934).

[xxxvii] Czara-Hara-Gara oraz Czarka-Harka-Garka to to samo co Ara i Arka dwa Święte Dzbany Zerywanów. O rozbiciu pierwszego Dzbana Zerywanów – Czary (Ary), i jego utracie (tak samo jak o rozbiciu II Dzbana kagana Mrukrzy – Karej Czary), pisano w Księdze Tura – Taja 17, a także wcześniej w apokryfie Stworze i zdusze, czyli starosłowiańskie boginki, bogunowie i demonya. W miejsce starego dzbana góryci ze świętego grodu Jama Arki (Czarkajama) wykonali znacznie mniejszą trzecią kopię dzbana nazywaną Czarką-Harką-Garką.

Dzban służył nie tylko jako przechowalnik świętego miodu, ale również do grzania świętego napoju, był odporny na ogień i podkładano pod niego nieustannie żar-gar, po to by wytwarzać ów święty napój. Na Czarce w przeciwieństwie do starej Czary – nie było już wzorów Świata zostawionych osobiście przez Swąta. Wzory, które się na niej znalazły wykonali z pamięci góryci Arkajamscy.

Naczynie nazywa się „Czarą”b – bo służy do przechowywania i wytwarzania czarownego napoju z miodu, który w niej zbierano, „Hara” – bo stary dzban-Czara był wielki jak góra – Hara (Kara Góra). Materiał na szczyt dzbana wożono po pochylniach i noszono wspinając się schodniami oraz po drabinachc. „Gara” – od żar – gar  i ogar – grzaniec oraz gar – sadza na dnie od spodu, a także gor- gorzała, i gor-ogień (gorzeń, gorąco).

Pierwszy Dzban Zerywanów – Święta Czara, symbol Ogniska Domowego w Starej Kolibie za króla-kagana Pirsta (dar od bogów). II Dzban Zerywanów Kara Czara – odbudowany przez kagana Mrukrzę Milicza i dwóch kolejnych królów z rodu Bardzów (Barda-Barza i Bogdara) w Starej Kolibie, utracony i rozbity po przejściu Śmierorza i wybiciu Zerywanów oraz przegnaniu ich niedobitków pod postacią suk i odyńców za Żmijowe Wały – do Nowej Koliby – Lęgu-Waru w Lęgii (Jaskinia War, Lęgiel). III Dzban Nowokolibańczyków Czarka-Arka, odtworzono w Jamie Arki (Arkajamie) w Starych Czasach Nowej Koliby, a jego kopie dano każdemu Ludowi Nowokolibańskiemu (Dziewięciu Ludom narodzonym z Kruków, Kurki i Kąptorgi: Nurom, Budynom, Burom-Czarnosiermiężnym, Serbomazom, Lęgom, Wędom, Istom, Dawanom i Skołotom).

Część podań i niektóre kapiszty przekazują, iż pierwsi królowie Dziewięciu Ludów w Nowej Kolibie otrzymali po jednej stronnicy z Księgi Gołubiej – zawierającej najgłębsze taje Wiedy. Inni uważają, iż te taje wyryte były na ścianach Czarki – a wcześniej Czary – Dzbana Zerywanów i zostały przekazane Ludom wraz z kopiami (Czwarte Dzbany) III Dzbana, już Nowokolibańskiego – Czarki z Czarkajamy.d

a Księga Tura wydanie z roku 2000, Baran & Suszczyński, Kraków –  Taja 17: str. 296-297, 303-308, Księga Tura wydanie pełne z roku 2008, Fundacja Turleja, Kraków, Taja 17: str. 432 – 438, 444 – 445 , Stworze i zdusze wydanie z 1993, Kraina Księżyca, Kraków – str. 9-16.

 

b To władcy Scytów w opisach kronikarzy helleńskich – nosili u złotego pasa symboliczną złotą czarkę. Pasy ze złotą czarką znajdowano też w grobach królów Scytów.

 

c Księga Tura wydanie z roku 2000, Baran & Suszczyński, Kraków –  Taja 17: str. 303-304, Księga Tura wydanie pełne z roku 2008, Fundacja Turleja, Kraków, Taja 17: str. 444 – 445.

d Podanie o boskich złotych narzędziach królewskich Scytów, które spadły z nieba w postaci pługa, jarzma, toporu i czary przekazuje Herodot. Owa boska Czara-Ara to właśnie Dzban Zerywanów. Jej kopia to Mała Czara – Boska Czarka – Boska Arka. Judejczycy nazywają ją w Biblii Arką Przymierza z Bogiem. Podanie być może zaczerpnęli od Skołotów-Scytów, którzy ich niejednokrotnie najeżdżali. Żydzi-Judejczycy nazywali Skołotów Aszkuza i twierdzili że pochodzą oni od syna Jafeta Askeza. Aszkez to zniekształcony zapis imienia kagantyrsa Osieka lub Orzekosza – Orego Kosza – Koszerysa-Kozyrysa. Tego k™óry poprowadził Koszatyrsów na Wschód do Iranu i Indii. Co ciekawe to właśnie Żydzi w swoich przekazach dziejowych zachowali pamieć o tym, że Scyci-Skołoci to nikt inny jak lud nazywany później Słowianami, czyli o ciągłości genetycznej i kulturowej skołocko-słowiańskiej. Nazywali oni Żydami Aszkenazyjskimi tych swoich pobratymców, którzy zamieszkali między Słowianami we wschodniej Europie i nad Morzem Czarnym. [patrz: Wikipedia, hasło Scytowie].

[xxxviii] Haria Czarodany – armia Czarodany, Har-Waci – Wojownicy Wici, Słudzy Hory Witej, czyli świętej – Góry Pałki, Gor-Waci – Strażnicy-Wojowie Ognia, Wać Panowie.

[xxxix] Jaskinia i Góra Kogajon nazywane były Jaskinią Kosza i Górą Kaszyn jeszcze przez Naruszewicza w Historyi narodu polskiegoa

a patrz: Adam Naruszewicz, Historya narodu polskiego, str. 204.

[xl] Pomian, odkrzykło (ros. odkrikło) – to nasze słowiańskie określenia przechowane przez lud – a oznaczające echo – które, to obce, romajskie słowo przyjęli Polacy na określenie tego zjawiska.

Raduga i Kryszeń – Kraszeń (Krasa-RA)

Kryszeń i Rada-Tęcza[i]

- według wołchwów z Gonuru.

Rada – córa Władczyni Wód i boga Słońca Ra-Swarożyca[ii] żyła na Wyspie Słonecznej. Przybył do niej w swaty smok Tryton, syn Morskiego Cara – Wodo-Wełma. Jednak Rada za niego wyjść za mąż nie chciała.

Rak Pustelnik poradził jej jak odstręczyć zalotnika. Dał jej trawę, której Tryton nie znosił. Natarła się nią Rada calusieńka, więc kiedy ją Tryton powąchał natychmiast uszedł do siebie.

Rada była tak piękna, że zaczęto mówić, że ona i od samego jasnego Słoneczka urodziwsza. Dowiedziawszy się o tym, Pan Słońca zawody ze swoją córką przygotował – kto świeci płomienniej. Po zawodach wszyscy uznali, że na niebie jaśniej świeci Słońce, a na Ziemi Rada-Raduga (Tęcza).

O urodzie Rady-Tęczy dowiedział się i Kryszeń, lotny statek sporządził i poleciał na wyspę Słońca Ra. Gdy przyleciał stawił się przed bogiem Ra-Swarożycem i poprosił, aby ten dał mu rękę pięknej Rady. Bóg Ra-Swarożyc odpowiedział, że wpierw Kryszeniowi trzeba wypełnić trzy zadania.

Pierwsze zadanie – Kryszeń miał pokazać bohaterski skok: dolecieć na koniu do Rady siedzącej w wieży wysokiej co dochodziła do samego nieba. Doleciawszy do okienka, winien ściągnąć z palca Rady pierścień i pocałować ją w jasnoczerwone wargi. Łatwo wykonał tę pracę Kryszeń. Do samego nieba wzleciał jako skrzydlaty białogrzywy koń.

Aby drugie zadanie wypełnić, Kryszeń miał w ciągu jednego dnia ujarzmić złotorogiego tura, zaprząc go do pługa, zaorać pole, zasiać żyto, coby wyrosło i zebrać urodzaj, nawarzyć piwa i ugościć nim gości. I z tą pracą Kryszeń dał sobie radę lekko.

Potem bóg Swarożyc-Ra wypróbował Kryszenia i trzeci raz. Trzeba mu było znaleźć klucz zgubiony przez Radę w szczerym polu i rozpleść jej warkocz. Tylko tym kluczem można było otworzyć zamyk, który odgradzał go od warkocza Rady. Tylko po otworzeniu zamyku można było rozpleść warkocz Tęczy[iii].

I Kryszeń znalazł ten klucz, okazał się nim pierwiosnek, „pierwszy kwiat” (Kwiat-Klucz Wiosny)[iv]. Wkrótce Kryszeń i Rada poszli w swadźbę, przyjęli złote wieńce.

Z kwiatów pierwiosnków wieniec spleciony

Na główce miłej Rady-Tęczy

A na Kryszeniu wieniec z lilii.

Wyszli Rada i Kryszeń

Na morski stromy brzeg,

Pod niebem wszem rozjaśnieli,

Jak razem z Tęczą Kryszeń-Swątwola[v].

 


[i] Za: A. I. Asov „Księga Koliady”

[ii] Rada, o której mowa w tej baji to Tęcza-Denga. Nosi ona też przydomek Raduga. Nie należy mylić jej postaci z Radą-Rodzicą, Radoradą – Panią Radunic ani z Radą-Zbożą córką Sporów.

[iii] Rozplecenie warkocza oznaczało wyjście za mąż.

[iv] Pierwiosnek: na wiosnę rozkwitają złocistożółte kwiaty pierwiosnków jak np. pierwiosnek lekarski (Primula veris) czy wyniosły (Primula elatior), wśród ludu znany też jako „kluczyki” lub „klucze świętego Piotra”.

[v] Przedstawiany tutaj Kryszeń jest wcieleniem Nowego Światła – Swątbodą i Bedrikiem. Według Księgi Welesa można utożsamiać Kryszenia z Koljadą, w tym sensie w jakim można utożsamić z nimi „Jasne” i „Ciemne” Światło Świata (Białą i Czarną Bożą Krowę i Biedronkę-Wedrika-Bedrika). Według Księgi Welesa Kryszeniowi i Koljadzie poświęcano miesiące Prosiniec (styczeń) a także i Kreseń (czerwiec). Kreseń to jeden ze sposobów wymowy imienia Krysznia. Miano kreseń, można traktować jak przydomek opisujący funkcje tego boga. Imię wiązano także ze słowem kroje – stanie słońca (kilkudniowe przesilenie zimowe, kiedy dnia jeszcze nie przybywa a nocy wciąż nie ubywa) i ze słowem kriest (krzyż). A także ze słowem Kres i Świętem Kresu (Kupalia), kiedy to Biała Krowa Słoneczna – Swątwola świeci najjaśniej i odbywa się święto Ognia i Wody. Koljada to moment odwrotny, związany z Górowaniem Ciemności – Królowaniem Czarnej Krowy – Zemuny – Bedrika i narodzinami „słabego”, „małego” Białego Światła – Biedronki Kresu. U nas Kryszeń jest Mocą Miłości-Koszu uosabianą przez bóstwo żeńskie – Krasę-Krasatinę.
W niektórych wioskach Ukrainy do niedawna pamiętano Koljadę – Młodego Kryszeniab.

 

a Prosiniec: jeden z miesięcy, dawniej u Rusów styczeń, a u Czechów nadal jako grudzień, od prosinyj, „błękitny”, jak niebo zimą.

b Południoworuskie obyczaje, jak kolędowanie Młodego Kryszenia przedstawia J.P. Miroliubow. Brak innych źródeł, ponieważ południoworuski folklor, w porównaniu z północnym, słabo zbadano. Jednak wiarygodność zapisów Miroliubowa potwierdza zarówno współczesne kontynuowanie tych obrzędów, jak i to, że w ziemicach na południu, u Bułgarów Pomaków przechowały się podania o Koljadzie, zbieżne z podaniami indyjskimi o Krysznie.
W książce Słowiańsko-ruski folklor (Monachium, 1984) Miriolubow stwierdza, że 22 grudnia w śniegach rozkwita Kwiat –Żar (Kwiat Paproci), a w nim leży Kryszeń, „mniejszy od makowego ziarna”. Od tego dnia Kryszeń zaczyna rosnąć, a w noc Kupały Kwiat-Żar rozkwita i Kryszeń staje się wielkim. Potem Kwiat więdnie i Kryszeń wraz z nim zmniejsza się.
W drugim swoim dziele Ryg Weda i pogaństwo (Monachium 1981) J. P. Miroliubow pisze, że na południu Rosji pamiętano o Białych Kudesnikach, którzy chodzili w białych siermięgach przepasanych czerwonymi pasami, w rękach zawsze trzymali wiśniowy kij (wiśnia – drzewo Wysznia i Kryszenia); ” U niektórych, posiadających szczególne moce, kij kończył się srebrną lub miedzianą buławą (gałką). Była to ich jedyna własność. Prócz tego i maleńkiej srebrnej figurki, wyobrażenia Małego Kryszenia niczego innego nie posiadali. W pustelni takiego kudesnika wisiały wiązki traw na różne choroby i suche kwiaty z Dnia Kolędy, w które oni kładli figurkę Kryszenia, symbolizującą sobą Rozkwitający Kwiat.” ” Na Kolędę obwieszczano Narodzenie Kryszenia, Kwiatu Przybywającego, Narodzenie Dnia, Powrót do Lata, Obwieszczenie Wiosny…Narodzenie Kryszenia, małej srebrnej figurki w sianie, którą starszy w rodzie szukał i, znalazłszy, uroczyście pokazywał w północ 22 grudnia… W tę noc wyprowadzano bydło z obór, aby pokazać Gwiazdę Welesa, prowadzącą dni do lata.”
Przy odtworzaniu pieśni o Kryszeniu w Księdze Koljady wydzielone są starsze wątki od pieśni o Koljadzie i od podobnych, o Welesie-Rampie (ucieleśnienie Wszechwyszniego – Boga Bogów) związane z Kryszeniem. Osobnym źródłem tekstów o Krysznie-Koljadzie jest Weda Słowian. Obrzędowe pieśni czasów pogańskich, przechowane w ustnych podaniach u macedońskich i trackich Bułgarów Pomaków, (Sankt Petersburg, 1881).
Także należy uwzględnić południowosłowiańskie pieśni o Radzie-Radudze. Jest ona odpowiednikiem indyjskiej Radhy, oblubienicą Kryszny (Rukmini), grecką nimfą wyspy Rodos – Rode, oblubienicą Heliosa (patrz: Pieśni południowych Słowian, Moskwa 1976). Podania o Radzie, Radsze i Rodzie są topologicznie podobne, we wszystkich tradycjach. Rada-Raduga to córa Władczyni Morza, do niej zaleca się Morski Żmij (Tryton), ale ona z pomocą Raka go odstrasza, potem rusza do niej w swaty Młody Junak, czyli Wyłko (Kryszeń-Weles). Należy zauważyć, że tylko słowiańska tradycja przekazuje nie przekaz prozaiczny starszego mitu (jak indyjska czy grecka), a same stare  pieśni.
Również słowiańskie kolędy, pieśni zarzynkowe i winobraniowe. Patrz: zbiory A.A.Potiebni, P.W.Szejna, P.Biezsonowa, E.P.Romanowa itd. Osobno wyróżnia się zbiór Pieśniarski folklor Mezenii (Leningrad, 1967, s. 232-234). Korowodowe zabawowe pieśni Sybiru Nowosybirsk 1985, s. 11, 35, 39,42,47,61).

Z saamijskiego eposu wątek o walce Kryszenia (Gospodarz Lodowatej Wyspy Ser-ja-tet) z czarnym bałwanem, patrz: Nieniecki epos, Leningrad 1990; wraz z byliną Ilja Muromiec i idoliszcze.

Pośród indyjskich tekstów 10-ta Pieśń „Śrimad Bhagawatam”, patrz: książka Swami Prabhupady „Źródło wiecznej przyjemności”, a także 3-cia część Śrimad Bhagawatam, rozdział 2-4. Pośród greckich tekstów o Heliosie i Rodzie” Pindar „Olimpijskie ody” (VII, 54). Pośród kaukaskich podań‑pieśni i legend o Synu KamieniaSasrykawie-Sosurko-Sosłanie.

Jan Kochanowski

PIEŚŃ ŚWIĘTOJAŃSKA O SOBÓTCE

PODSTAWA TEKSTU: JAN KOCHANOWSKI, PIEŚNI I WYBÓR INNYCH WIERSZY.
OPRAC. T. SINKO, WROCŁAW 1948.

Gdy słońce Raka zagrzewa,

A słowik więcej nie spiewa,

Sobótkę, jako czas niesie,

Zapalono w Czarnym Lesie.

Tam goście, tam i domowi

Sypali się ku ogniowi;

Bąki za raz troje graty

A sady się sprzeciwiały.

Siedli wszyscy na murawie;

Potym wstało sześć par prawie

Dziewek jednako ubranych

I belicą przepasanych.

Wszytki spiewać nauczone,

W tańcu także niezganione;

Więc koleją zaczynały,

A pierwszej tak począć dały:

Alfons Mucha – Wiosna

Panna I

Siostry, ogień napalono

I placu nam postąpiono;

Czemu sobie rąk nie damy,

A społem nie zaspiewamy?

Piękna nocy, życz pogody,

Broń wiatrów i nagłej wody;

Dziś przyszedł czas, że na dworze

Mamy czekać ranej zorze.

Tak to matki nam podały,

Samy także z drugich miały,

Że na dzień świętego Jana

Zawżdy sobótka palana.

Dzieci, rady mej słuchajcie,

Ojcowski rząd zachowajcie:

Święto niechaj świętem będzie,

Tak bywało przed tym wszędzie.

Święta przed tym ludzie czcili,

A przedsię wszytko zrobili;

A ziemia hojnie rodziła,

Bo pobożność Bogu miła.

Dziś bez przestanku pracujem

I dniom świętym nie folgujem:

Więc też tylko zarabiamy,

Ale przedsię nic nie mamy.

Albo nas grady porażą,

Albo zbytnie ciepła każą;

Co rok słabsze urodzaje,

A zła drogość za tym wstaje.

Pracuj we dnie, pracuj w nocy,

Prózno bez Pańskiej pomocy;

Boga, dzieci, Boga trzeba,

Kto chce syt być swego chleba.

Na tego my wszytko włóżmy,

A z sobą sami nie trwóżmy;

Wrócąć się i dobre lata,

Jeszczeć nie tu koniec świata.

A teraz ten wieczór sławny

Święćmy jako zwyczaj dawny,

Niecąc ognie do świtania,

Nie bez pieśni, nie bez grania!

Alfons Mucha – Wiosna II

Panna II

To moja nawiętsza wada,

Że tańcuję barzo rada;

Powiedzcież mi, me sąsiady,

Jest tu która bez tej wady?

Wszytki mi się uśmiechacie,

Podobno ze mną trzymacie;

Postępujmyż tedy krokiem,

Aleć nie masz jako skokiem.

Skokiem taniec nasnadniejszy,

A tym jeszcze pochodniejszy,

Kiedy w bęben przybijają,

Samy nogi prawie drgają.

Teraz masz czas, umiesz li co,

Mój nadobny bębennico!

Wszytka tu wieś siedzi wkoło,

A w pośrzodku samo czoło.

Żeby też tu ta nie była,

Która twemu sercu miła?

Każesz li, wierzyć będziemy,

Aleć insze rozumiemy.

Pomóż oto dobrej rzeczy,

A nasz taniec miej na pieczy;

Owa najdziesz i w tym rzędzie,

Coć za wszytki płatna będzie.

Ja się nie umiem frasować,

Toż radzę drugim zachować;

Bo w trosce człowiek zgrzybieje

Pierwej, niż się sam spodzieje.

Ale gdzie dobra myśl płuży,

Tam i zdrowie lepiej służy;

A choć drugi zajdzie w lata,

I tak on ujdzie za swata.

Za mną, za mną, piękne koło,

Opiewając mi wesoło!

A ty się czuj, czyja kolej,

Nie masz li mię wydać wolej!

Alfons Mucha – Poranek

Panna III

Za mną, za mną, piękne koło,

Opiewając mi wesoło!

Czuję się, że moja kolej,

A ja nie mam wydać wolej.

Sam ze wszytkiego stworzenia

Człowiek ma śmiech z przyrodzenia;

Inszy wszelaki źwierz niemy

Nie śmieje się, jako chcemy.

Nie ma w swym szaleństwie miary,

Kto gardzi Pańskimi dary;

A bodaj miał płakać siła,

Komu dobra myśl niemiła.

Śmiejmy się! Czy nie masz czemu?

Śmiejże się przynamniej temu,

Że, nie mówiąc nic trefnego,

Chcę po was śmiechu śmiesznego.

Wystąp’ ty, coś ciągnął kota,

A puść się na chwilę płota!

Uchowa cię dziś Bóg szkody,

Bo tu opodal do wody.

Ciągnie go drugi na suszy,

Tobie trzeba aż po uszy;

Nieboże mój, kto cię zbłaźnił,

Żeś tak srogie źwierzę drażnił?

Nie znasz ludzi, co przed kotem

Pierzchają nawiętszym błotem?

A na jego głos straszliwy

Ledwe drugi będzie żywy.

Głaszcz na nim, jako chcesz, skórę,

On przedsię ogonem wzgórę;

Zły z nim pokój, gorsza zwada;

Jeszcze i dziś strach sąsiada.

Czasem też i z dachu spadnie,

A przedsię na nogi padnie;

I chłop foremniejszy bywa,

Gdzie kot we łbie przemieszkiwa.

A to jako w nim szacować,

Że umie i praktykować?

A to tak wieszcza bestyja,

Że się zawżdy na deszcz myja.

Więc łowiec niepospolity

A w swych sprawach dziwnie skryty.

K’temu rzadko uśnie w nocy,

Ale ufa zawżdy mocy.

Kocie, wszytko to do czasu,

Strzeż wilka wyszczekać z lasu:

A może być i w tym stadzie,

Co już myśli o zakładzie.

Alfons Mucha – Poranek II

Panna IV

Komum ja kwiateczki rwała,

A ten wianek gotowała?

Tobie, miły, nie inszemu,

Któryś sam mił sercu memu.

Włóż na piękną głowę twoję

Tę rozkwitłą pracą moję;

A mnie samę na sercu miej,

Toż i o mnie sam rozumiej.

Żadna chwila ta nie była,

Żebych cię z myśli spuściła;

I sen mię prace nie zbawi,

Spię, a myślę, by na jawi.

Tę nadzieję mam o tobie,

Że mię też masz za co sobie:

Ani wzgardzisz chucią moją,

Ale mi ją oddasz swoją.

Tego zataić nie mogę,

Co mi w sercu czyni trwogę;

Wszytki tu wzrok ostry mają

I co piękne, dobrze znają.

Prze Bóg, siostry, o to proszę,

Niech tej krzywdy nie odnoszę,

By mię która w to tknąć miała,

O com się ja utroskała.

O wszelaką inszą szkodę

Łacno przyzwolę na zgodę;

Ale kto mię w miłość ruszy,

Wiecznie będzie krzyw mej duszy!

Alfons Mucha – Słowianki i wianki

Panna V

Zwierzęć się, gromado moja,

Nie mam przed Szymkiem pokoja!

Za trzewik mi zastępuje,

A powiada, że miłuje.

Szymku, by to prawda była,

Dobrze bych Bogu służyła;

Ale ty rad z ludzi szydzisz,

Zwłaszcza gdy prostaka widzisz.

Tobie to wolno samemu,

Ale, wierę, nie inszemu;

Bo ty z tym nadobnie umiesz,

A gdzie kogo tknąć, rozumiesz.

I któraż by nie szła rada

Za tak gładkiego sąsiada?

Podajże jej kęs nadzieje,

Alić się już moja śmieje.

I samam tak głupią była,

Żem ci też kiedy wierzyła;

Dziś już nic i pókim żywa,

Znam cię, ziółko, żeś pokrzywa.

Ze mną sobie rzecz najdujesz,

Drugiej nogę przystępujesz;

Odpuść mi: silnyś przechyra,

A ja z takim nie mam mira.

Nie sprawujże się przez miarę,

Boć zaś ludzie dadzą wiarę;

A mało sobie poprawisz,

Że mię w nieprawdzie zostawisz.

Alfons Mucha – Południe

Panna VI

Gorące dni nastawają,

Suche role się padają;

Polny świercz, co głosu sstaje,

Gwałtownemu słońcu łaje.

Już mdłe bydło szuka cienia

I ciekącego strumienia,

I pasterze, chodząc za niem,

Budzą lasy swoim graniem.

Żyto się w polu dostawa

I swoją barwą znać dawa,

Iż już niedaleko żniwo:

Miej się do sierpa co żywo!

Sierpa trzeba oziminie,

Kosa się zejdzie jarzynie;

A wy, młodszy, noście snopy,

Drudzy układajcie w kopy!

Gospodarzu nasz wybrany,

Ty masz mieć wieniec kłosiany,

Gdy w ostatek zboża zatnie

Krzywa kosa już ostatnie.

A kiedy z pola zbierzemy,

Tam dopiero odpoczniemy

Dołożywszy z wierzchem broga;

Już więc, dzieci, jedno Boga!

Wtenczas, gościu, bywaj u mnie,

Kiedy wszystko najdziesz w gumnie,

A jesli ty rad odkładasz,

Mnie do siebie drogę zadasz.

Alfons Mucha – Wiosna III/Lato I

Panna VII

Prózno cię patrzam w tym kole:

Twoja, miły, rozkosz pole;

A raczej źwierz leśny bijesz,

Niż tańcujesz albo pijesz.

Ja też, bym nabarziej chciała,

Trudno bym się zdobyć miała

Na lepszą myśl; bo po tobie

Serce zawżdy teskni sobie.

Wolałabym też tym czasem

Gdziekolwiek pod gęstym lasem

Użyć z tobą towarzystwa,

Pomogę ja i myślistwa.

Czego miłość nie przywyknie?

Już ja trafię, gdy pies krzyknie,

Gdzie zajeżdżać zającowi

Mając charty pogotowi.

A kiedy rzucisz sieć długą,

Jeslić się swoją posługą

Ni nacz więcej nie przygodzę,

Niech za tobą smycz psów wodzę!

Żadna gęstwa, żadne głogi

Nie przekażą mojej drogi;

Tak lato jako śrzeżogę

Przy tobie ja wytrwać mogę!

Albo, mój myśliwcze, tedy

Pokwap’ się do domu kiedy;

Albo mnie ciężko nie będzie

Ciebie naszladować wszędzie!

Alfons Mucha -Gwiazda Południa

Panna VIII

Pracowite woły moje,

Przy tym lesie chłodne zdroje

I łąka nieprzepasiona,

Kosą nigdy nie sieczona.

Tu wasza dziś pasza będzie;

A ja, mając oko wszędzie,

Będę nad wami siedziała

I tymczasem kwiatki rwała.

Kwiatki barwy rozmaitej,

Które na łubce obszytej

Usadzę w nadobne koło

I włożę na swoje czoło.

Tak dziewka, jako młodzieniec,

Nie proś mię nikt o mój wieniec!

Samam go swą ręką wiła,

Sama go będę nosiła.

Dałam wczora taki drugi;

Będzie mi go żal czas długi;

Bo mię za raz pobrać dano,

Czego mi czynić nie miano.

Pracowite woły moje,

Wam płyną te chłodne zdroje;

Wam kwitnie łąka zielona,

Kosą nigdy nie sieczona!

Alfons Mucha – Lato

Panna IX

Ja spiewam, a żal zakryty

Mnoży we mnie płacz obfity.

Spiewa więzień okowany

Tając na czas wnętrznej rany.

Spiewa żeglarz w cudze strony

Nagłym wiatrem zaniesiony;

I oracz ubogi spiewa,

Choć od pracej aż omdlewa.

Spiewa słowik na topoli,

A w sercu go przedsię boli

Dawna krzywda; mocny Boże,

Iż z człowieka ptak być może!

Nadobnać to dziewka była,

Póki między ludźmi żyła;

Toż niebodze zawadziło,

Bo każdemu piękne miło.

Zły a niewierny pohańcze,

Zbójca własny, nie posłańcze!

Miawszy odnieść siostrę żenie

Zawiodłeś ją w leśne cienie.

Próznoś jej język urzynał,

Bo wszytko, coś z nią poczynał,

Krwią na rąbku wypisała

I smutnej siestrze posłała.

Nie wymyślaj przyczyn sobie,

Pewnać już sprawa o tobie;

Nie składaj nic na źwierz chciwy,

Umysł twój krzyw niecnotliwy.

Siadaj za stół, jesliś głodzien,

Nakarmią cię, czegoś godzien;

Już ci żona warzy syna,

Nieprzejednanać to wina.

Nie wiesz, królu, nie wiesz, jaki

Obiad i co za przysmaki

Na twym stole; ach, łakomy,

Swe ciało jesz, niewiadomy!

A gdy go tak uraczono,

Głowę na wet przyniesiono;

Temu czasza z rąk wypadła,

Język zmilknął, a twarz zbladła.

A żona powstawszy z ławy:

„Coć się zdadzą te potrawy?

To za twą niecnotę tobie,

Zdrajca mój, synowski grobie!”

Porwie się mąż ku niej zatym,

Alić nasz dudkiem czubatym;

Sama się w jaskółkę wdała,

Oknem, łając, poleciała.

A ona niewinna córa

Obrosła w słowicze pióra;

I dziś wdzięcznym głosem cieszy,

Kto się kolwiek w drogę śpieszy.

Chwała Bogu, że te kraje

Niosą insze obyczaje,

Ani w Polszcze jako żywy

Zjawiły się takie dziwy.

Jednak ja mam, co mię boli;

A by dziś nie ludziom k’woli,

Co spiewam, płakać bych miała,

Acz me pieśni płacz bez mała.

Alfons Mucha – Krasatina

Panna X

Owa u ciebie, mój miły,

Me prośby ważne nie były;

Próznom ja łzy wylewała

I żałosnie narzekała.

Przedsięś ty w swą drogę jechał,

A mnieś, nieszczęsnej, zaniechał

W ciężkim żalu, w którym muszę

Wiecznie trapić moję duszę.

Bodaj wszytkich mąk skosztował,

Kto naprzód wojsko szykował

I wynalazł swoją głową

Strzelbę srogą, piorunową.

Jakie ludzkie głupie sprawy:

Szukać śmierci przez bój krwawy!

A ona i tak człowieczy

Upad ma na dobrej pieczy.

Przynamniej by mi w potrzebie

Wolno stanąć wedla ciebie;

Przywykłabych i ja zbroi,

Bodaj przepadł, kto się boi!

Jednak ty tak chciej być śmiałym,

Jakoby się wrócił całym;

A nie daj umrzeć mnie, smutnej,

W płaczu i w trosce okrutnej.

A wiarę, coś mi ślubował,

Pomni, abyś przy tym chował;

Tę mi przynieś a sam siebie;

Dalej nie chcę nic od ciebie!

Alfons Mucha – Dziewanna-Flora

Panna XI

Skrzypku, by w tej pięknej rocie

Usłyszeć co o Dorocie,

Weźmi gęśle, jakoć miła,

A zagraj nie myśląc siła!

Nieprzepłacona Doroto,

Co między pieniędzmi złoto,

Co miesiąc między gwiazdami,

Toś ty jest między dziewkami!

Twoja kosa rozczosana

Jako brzoza przyodziana;

Twarz jako kwiatki mieszane

Lelijowe i różane.

Nos jako sznur upleciony,

Czoło jak marmór gładzony;

Brwi wyniosłe i czarnawe,

A oczy dwa węgla prawe.

Usta twoje koralowe,

A zęby szczere perłowe;

Szyja pełna, okazała,

Piersi jawne, ręka biała.

Serce mi zakwitnie prawie

Przy twej przyjemnej rozprawie;

A kiedy cię pocałuję,

Trzy dni w gębie cukier czuję.

W tańcuś jak jedna bogini,

A co cię skutniejszą czyni:

Nie masz w tobie nic hardości,

Co więc rzadko przy gładkości.

Tymeś ludziom wszytkim miła

I mnieś wiecznie zniewoliła;

Przeto cię me głośne strony

Będą sławić na wsze strony.

Alfons Mucha –  12 Księżyców

Panna XII

Wsi spokojna, wsi wesoła,

Który głos twej chwale zdoła?

Kto twe wczasy, kto pożytki

Może wspomnieć za raz wszytki?

Człowiek w twej pieczy uczciwie

Bez wszelakiej lichwy żywię;

Pobożne jego staranie

I bezpieczne nabywanie.

Inszy się ciągną przy dworze

Albo żeglują przez morze,

Gdzie człowieka wicher pędzi,

A śmierć bliżej niż na piędzi.

Najdziesz, kto w płat język dawa,

A radę na funt przedawa,

Krwią drudzy zysk oblewają,

Gardła na to odważają.

Oracz pługiem zarznie w ziemię;

Stąd i siebie, i swe plemię,

Stąd roczną czeladź i wszytek

Opatruje swój dobytek.

Jemu sady obradzają,

Jemu pszczoły miód dawają;

Nań przychodzi z owiec wełna

I zagroda jagniąt pełna.

On łąki, on pola kosi,

A do gumna wszytko nosi.

Skoro też siew odprawiemy,

Komin wkoło obsiędziemy.

Tam już pieśni rozmaite,

Tam będą gadki pokryte,

Tam trefne plęsy z ukłony,

Tam cenar, [tam] i goniony.

A gospodarz wziąwszy siatkę

Idzie mrokiem na usadkę

Albo sidła stawia w lesie;

Jednak zawżdy co przyniesie.

W rzece ma gęste więcierze,

Czasem wędą ryby bierze;

A rozliczni ptacy wkoło

Ozywają się wesoło.

Stada igrają przy wodzie,

A sam pasterz, siedząc w chłodzie,

Gra w piszczałkę proste pieśni;

A faunowie skaczą leśni.

Zatym sprzętna gospodyni

O wieczerzej pilność czyni,

Mając doma ten dostatek,

Że się obejdzie bez jatek.

Ona sama bydło liczy,

Kiedy z pola idąc ryczy,

Ona i spuszczać pomoże;

Męża wzmaga, jako może.

A niedorośli wnukowie,

Chyląc się ku starszej głowie,

Wykną przestawać na male,

Wstyd i cnotę chować w cale.

Dzień tu, ale jasne zorze

Zapadłyby znowu w morze,

Niżby mój głos wyrzekł wszytki

Wieśne wczasy i pożytki.

Alfons Mucha – Dziewczyna i Bogowie

2009 – Wierzyca

I jeszcze całkiem na deser

Kwiat Paproci i formuła magiczna z „Nowych przygód Baltazara Gąbki” z przypisem dla wtajemniczonych który może ich bardzo daleko zaprowadzić

Rozdział 17 – Wyprawa po Kwiat Paproci

 

Opuszczali cyrk. Przenosili się całą kompanią poza Warszawę. Znów do Krainy Bociana i to dokładnie tam, gdzie już wcześniej  znalazł się Samborek. Doktor Koyot czuł niepokój. Chmury dziejowej burzy zbierały się nad  światem, mimo, że przez chwilę Władcy Ciemności wytwarzający ten złowrogi cyklon znaleźli się w odwrocie. Czy kolejny ich atak nastąpi właśnie w Krainie Bociana? Doktor Koyot wierzył mocno, że świat da się ocalić. Jeszcze raz sięgnął po kartki z dzieła Laurentego z Rud. Dręczyła go sprawa pierwszego wierszyka, który tak łatwo zlekceważyli ze względu na częstochowskie rymy. Dziecięce rymowanki są starymi czarownymi zaklęciami, on, Koyot, wiedział o tym najlepiej. Trzy  z odczytanych stron Księgi Laurentego składały się na rozwiązanie. A co z czwartą?! Odczytał ten wierszyk jeszcze raz:

Przeciw Liszości i upadłości

Łapki szczurze, kilka kości

Gotuj w włoszczyźnie,

 Niech je żar liźnie

Trochę pierza z nietoperza,

siedem włosów z brody jeża

ósm szprych struganych z wiązu wisielca

dziewięć promieni złap z głowy Cielca…

Strona nazywała się KAT. – Kat zabija ofiarę! – myślał – Śmierć to mór. Czar Mary to zamrożenie, lecz nie zabicie. Mara nie zadaje śmierci. Mara to starość, zapomnienie, choroba, ale i zdrowie, mróz, zmorzenie. Czyżby rzeczywiście, nie wystarczyło zakląć Kwiatu czarem Mary, żeby był raz na zawsze w tej postaci utrwalony?! Czy sposobem na utrwalenie nie okaże się przypadkiem substancja wytworzona według formuły ze strony KAT? NIE plus KAT, to inaczej Nie-mór, Nie-Mara… To życie! Doktor był teraz pewien, że wszystkie cztery części składają się na prawidłowe rozwiązaniem zagadki. Jeszcze raz przeczytał wierszyk, spisując listę potrzebnych składników. Miał je prawie wszystkie w swojej podręcznej apteczce! Nawet włosy z brody jeża. Tylko włoszczyznę trzeba będzie wziąć od Bartoliniego. Promienie z głowy Cielca[1] to oczywiście światło gwiazd, przy którym to wszystko trzeba będzie zmieszać. – Gwiazdozbiór Cielca to znak Byka. Księżyc i jego nów około 20 czerwca!  Zmiana znaków zodiaku też. – pomyślał – Narodziny Księżyca po nowiu obchodzi się czwartego dnia. Dziewięć promieni to cyfra śmierci! Zamiana śmierci na życie dzięki promieniom Cielca. Tak!

I postanowił, że miksturę przyrządzi już w puszczy.


[1] Gwiazdozbiór Cielca jest znany głównie pod nazwą Byka. Jako Cielca utrwalił go w Dziennikach gwiazdowych (Podróż siódma) Stanisław Lem. To tak leży słynna planeta Enteropia, po której hasają kurdle, występuje też niebezpieczny strum (meteorytów) oraz gdzie używa się sepulek do sepulenia. W wierzeniach Słowian jest to gwiazdozbiór Welesa, boga Zaświatów (Weli). Nazywany jest Wołosożarem. W czerwcu nad ranem w gwiazdozbiorze Byka znajduje się Wenus – Gwiazda Zaranna, sprawczyni dużych zmian i odnowy. Słońce opuszcza ten gwiazdozbiór 20 czerwca.

Tylko dla najbardziej wtajemniczonych: O związkach Kraka i Krakowa z Księżycem, krukiem, pełnią i nowiem księżycowym, o związkach Twardowskiego z Księżycem i podaniu o Smoku Wawelskim pisze w swojej książce Polskie Niebo Andrzej Niemojewski, Instytut Wydawniczy „Bibljoteka Polska”, Warszawa 1924, str. 4-7, 12 -20.

Przypis specjalny dla absolutnych koneserów Magii:

Kwiat Paproci osiąga pełną moc 1 lipca, na trzy dni przed Pełnią Księżyca. Jest to jeden z dwóch najmocniejszych znaków  chińskiego I-cingu i słowiańskich wróżb z łodyg krwawnika w Wierze Przyrody – „Po spełnieniu”. Znak ten  – 63 – wyraża absolutny ład, składa się z linii 969696 – każda linia jest na prawidłowej pozycji. Następna faza przemiany to według Księgi Przemian znak 64 „Przed spełnieniem” – złożony z linii 696969, żadna z linii nie jest tutaj na swoim miejscu. To jest dojrzałość i rozkład, punkt w którym następuje wyrzut mocy i od którego rozpoczyna się odrodzenie.  Z 3 na 4 lipca Kwiat osiąga Dojrzałość i gdyby go nie utrwalić zacznie umierać. Koniec jest początkiem – nową nadzieją.

I jeszcze Kijów – fragmencik Pieśni o Ziemi Naszej

Rozdział 24 – Na Bielanach był Cyrk

Po tym wspaniałym zwycięstwie balowano hucznie na całej Ziemi. A najbardziej w Kijowie i Warszawie. Z atmosferą roztańczonego Kijowa nic się nie może równać. Kijów to wyjątkowe miasto. „Ponad Dnieprem, między jary, zasiadł dumnie Kijów stary[1]”, tak przedstawił je w „Pieśni o ziemi naszej” jeden z polskich wielkich pisarzy. Kijów ma rzeczywiście powody do dumy, to miasto tysiąca bizantyjskich kopuł i stu tysięcy tajemniczych zaułków. To zapisana w murach i budowlach najdawniejsza historia tej rusińskiej ziemi i jej rusińskich władców. Dobrze ich pamiętał książę Krak XXIV, który panował wtedy w  Harii-Karpatii, Wiślanii i Krakostanie. Był z nimi za pan brat, bo byli rzeczywiście jego braćmi. Nurusja i Harusja-Haria stanowiły w starożytności jeden dom dla wszystkich. Były ich słowiańską  Ojczyzną i Macierzą, legendarną krainą Siedmiu Braci Kruków. Ale to już zupełnie inna opowieść, na inną grubą książkę. Jeśli  będziecie bardzo chcieli, to kiedyś ją dla was zapiszę. Teraz jednak wracamy do pięknej nocy w Kijowie, po zakończonym meczu.

Piłkarze, prezydenci i ich małżonki, doradcy i organizatorzy Mistrzostw Europy oraz zaproszeni  goście spotkali się w uroczej restauracji, specjalnie na ten dzień dla nich wynajętej. Nie podamy jej nazwy. Niech wam wystarczy, że to jeden z tych wspaniałych przybytków na Andrijewskim Uzwisie, a jego nazwa ma związek ze Światłem i Światłością, których zwycięstwo  tego dnia świętowano. Tam to, z widokiem na Dniepr, bawili się do białego rana nasi cyrkowcy. Nad ranem się rozstali, lecz obiecali sobie kolejne spotkanie za rok. Piłkarze odjechali na zasłużony wypoczynek do swojego hotelu. Pan Prezydent z rodziną oraz księciem Krakiem i Samborkiem pod eskortą udał się do przygotowanych rządowych pałaców, wioząc Puchar Europy, Kwiat Paproci i Ruciany Wieniec. Reszta Kompanii ruszyła z powrotem na Stadion Olimpijski, żeby odzyskać latający talerz.


[1] Wincenty Pol (ur. 1807 w Lublinie, zm. 1872 w Krakowie, pochowany na Skałce w Krypcie Zasłużonych). Pieśń o ziemi naszej (wyd. całości 1843)

Kijów – Świętowit

Na koniec abyśmy wiedzieli co rozumiemy przez Polskę, kulturę polską i Wiarę Przyrodzoną Słowian

Pieśń o Ziemi Naszej Wincentego Pola – Strażnika Wiary Słowian ilustrowana obrazami Witolda Pruszkowskiego

PIEŚŃ O ZIEMI NASZEJ

 

 

Paść może i Naród wielki, zniszczeć
nie może, tylko nikczemny!…
Stanisław Staszic

Co to tak się w głowie męci?

Rad bym duszę mą ocucił;

Ach, i z serca czy z pamięci

Coś wysnował i zanucił

Jakoś rzewnie czy miłośnie

I wesoło czy żałośnie,

Coś a bracie czy o bitwie,

O Koronie czy o Litwie?…

 

„Gadu, gadu, stary dziadu!

Pleć, pleciuga, byle długo;

 

Bajże, baju, po zwyczaju

O tym ,naszym polskim kraju!”

 

-W to mi grajcie, panie bracie!

W to mi grajcie, miły swacie!

Tyle szczęścia, co człek prześni,

Tyle życia, co jest w pieśni.

 

Długom błąkał się bez celu

I milczałem, troską blady.

Jak grobowy głaz Wawelu,

Bo nie było z wami rady.

W waśni bracia się rozdarła

I jak wróg mi życie zbrzydło,

Jak w więzieniu pieśń zamarła

I sokole zwisło skrzydło…

 

Dziś – gdy jest znów śpiewać komu,

Gdy was widzę znowu w zgodzie

W wielkopolskim starym domu,

Znów wam brząknę: „Żyj, Narodzie!”

Witold Pruszkowski – Rusałki

*

A czy znasz ty, bracie młody,

Te pokrewne twoje rody?

Tych Górali i Litwinów,

I Żmudź świętą, i Rusinów?

 

A czy znasz ty, bracie młody,

Twoje ziemie, twoje wody?

Z czego słyną, kędy giną,

W jakim kraju i dunaju?

 

A czy znasz ty, bracie młody,

Twojej ziemi bujne płody?

Twe kurhany i mogiły,

I twe dzieje, co się śćmiły?

 

A czy wiesz ty, co w nich leży?

O, nie zawsze, o, nie wszędzie,

Młody orle, tak ci będzie,

Jako dzisiaj przy macierzy!

 

Trzeba będzie ważyć, służyć,

Milczeć, cierpieć i wojować!

I niejedno miłe zburzyć,

A inaczej odbudować…

 

Kto tam zgadnie, gdzie osiędziesz,

Jaką wodą w świat popłyniesz,

W której stronie walczyć będziesz

I od czyjej broni zginiesz?…

 

Wyleć ptakiem z tego gniazda,

Miłać będzie taka jazda,

Spojrzyć z góry na twe ziemie

I rodzime twoje plemie…

 

*

Tam na północ! hen, daleko!

Szumią puszcze ponad rzeką,

Tam świat inny, lud odmienny,

Kraj zapadły, równy, senny,

Często mszysty i piaszczysty,

Puszcze czarne, zboża marne,

Nieba bledsze, trawy rzedsze,

Rojsty grząskie, groble wąskie,

Ryby, grzyby i wędliny;

Lny dorodne, huk zwierzyny

I kęs chleba w czoła pocie. -

A na pański stół łakocie:

Lipce stare, łosie chrapy

I niedźwiedzie łapy.

Puszcz i żubrów to kraina,

A dziedzictwo Giedymina! -

Witold Pruszkowski – Po zachodzie słońca

Ćmią się puszcze, mgła się zbiera,

Po pasiekach kraj przeziera,

Wół za rogi orze zgliszcze,

W ostrym zwirze socha świszcze,

A za drogą, gdzieś w postronne,

Ciągną wózki jednokonne.

Koń obłączny w wózkach małych,

Lud w chodakach z łyku szytych,

W chatach dymem ogorzałych,

Dranicami płasko krytych.

 

Gdy na lud ten człek spoziera,

To aż serce żal opłynie

I zapytać chęć go zbiera:

Co ci ta, Litwinie? -

Ale Litwin nie wygada!

Bo w tej duszy hart nie lada!

Lud to cichy, rzewny, skryty,

Jak to mówią: kuty, bity.

Kiedy szczery, jak wosk topnie;

Ale gdy go kto zahaczy:

To i w grobie nie przebaczy

I na końcu swego dopnie! -

 

Choć kraj jego niebogaty,

Radzi sobie, bo oszczędny;

Nie marnuje grosz na szaty,

Bo rozsądny i oględny.

Nie zwykł on się kochać w krasie,

Ale myśli o zapasie

I dobytek w dom gromadzi,

I o jutrze wiecznie radzi.

 

Toteż znajdziesz w każdej porze

W bród wszystkiego, jak w komorze:

Czy w krajance, czy w gomółce,

Jest w serniku ser na półce.

Wiszą kumpie i wędliny,

I półgęski, i świniny;

Obok w długich żerdziach ryby;

Z siatki pachną leśne grzyby.

A kwas czysty miasto wody;

W lochu stoją białe miody,

Wódki starki i nalewki,

I rok cały lód przeleży. -

A już w świrnie wiszą wianki

I rozliczne przyodziewki;

Płótna cienkie, jasne tkanki

I przybory do odzieży.

W kubli stoi ów miód święty,

A dokoła włok rozpięty…

 

Nucąc pieśni o Birucie,

O Perkunie i Kiejstucie,

Przy łuczywie u komina

Przędzie miękki len drużyna;

A w pobliżu dziatwy zdrowej

Toczy kołem wąż domowy.

Krosna stoją w małym oknie

I czółenko pływa w włóknie;

Pieśni płyną, jak uroda,

A wiek schodzi niby woda…

 

Niby w ciężkim zadumaniu

O przeszłości czy kochaniu,

Stoją niemo czarne puszcze;

I rozlały się jeziora…

A po toniach ryba pluszcze,

A na niebie stoi gora:

Puszcze płoną gdzieś z daleka

I w zaścianku pies gdzieś szczeka,

A za głosem z tokowiska,

Czesze gęstwią leśnik śmiały,

Przez jelniki i zawały,

Do rodziny i ogniska.

 

Stanął – słucha – tam dzik ryje,

Uroczyskiem łoś pomyka,

Padła wietrząc wilk gdzieś wyje,

A puszczami żubr poryka…

 

„Da! niech ryje, niechaj wyje,

Niech pomyka, niech poryka,

Na strzał padnie mi przed psami,

Com dziś jeszcze nie zastrzelił,

Byle tylko się barciami

Niedżwiedź ze mną nie podzielił…”

 

Jak lud żyje po bożemu,

Tak i szlachta z sobą wzajem

Dawnym żyje obyczajem;

Na zaściankach po staremu

Czas jej duszy nie wykrzywił,

Nikt cię państwem nie oparzy,

A gdy w Litwie pan się zdarzy,

To pan sobie, jak Radziwiłł!

Witold Pruszkowski – Krajobraz księżycowy

Bracia szlachta powietnicy,

Leśnych włości współdziedzicy,

W niebielonych siedzą dworach;

Tam to kolej do sąsiada

I z wielebnym ojcem rada:

O sejmikach, o wyborach,

Jaka komu padnie gałka,

Kogo wymieść na marszałka?

 

Wówczas z cicha to wybije,

Co się w głębi serca kryje;

A gdy w puszczy pociemnieje

I miód stary pierś rozgrzeje:

To przybędzie i czułości,

Wówczas żywiej i myśl płonie,

A więc radzą o Koronie,

O statucie i przyszłości;

Lub pociesznie drwią z Pinczuka

I z Żmudzina jak z nieuka.

Lud tam jeszcze nie zmięszany,

Wszystko jeszcze jest gniazdowe;

Jak te drogi powiatowe

Każdy swój i każdy znany.

 

Więc też każdy wie, co niesie,

A choć drugim nie pomiecie

Hardy strzelec w swoim lesie,

A brat szlachcic w swym powiecie.

I choć poznać nie da skoro,

Że o sobie wiele sądzi,

Choć w cichości i z pokorą

Ufa twardo, że nie zbłądzi,

Bo dokoła się ogląda

I wie dobrze, czego żąda;

A stąd bywa hart w naradzie -

„Litwin mądry nie po szkodzie”;

I w tym głównie, głównie pono

Góra Litwy nad Koroną…

Lud nie darmo ta myśliwy

I skąpany w jezior łonie!

Bo głęboki jak wód tonie,

A jak łono puszcz, stróżliwy!

W puszczy też go widzieć warto,

Z strzelbą w ręku lub na łodzi;

Jak mu lekko i otwarto,

Jak strzał trafia, wiosło chodzi,

Jak zna dobrze wagę zwierza,

Wszystkie knieje i ostępy;

Kędy jaka rzeka zmierza,

Gdzie mielizny, rappy, kępy!

Toteż wodą czy na ledzie

Całą Litwą się przewiedzie.

 

Póki taje, jechać zdradno;

Lecz gdy w puszczach przyschną brody

Gdy rzekami kry opadną

I powtórne niskie wody:

Lądem, wodą, jadą, płyną,

Telegami i wiciną,

Do Mitawy, do Lipawy,

A Wiliją, Niemnem, Dźwiną

I do Tylży, i do Rygi,

Z kupią swoją na wyścigi.

 

Stamtąd Niemce i najemce

Za dalekie pławią morza,

Maszty; klepki, runo owiec

I niejedną beczkę zboża,

I niejeden lnu bierkowiec;

Litewskimi sycąc płody;

Zamorskiego ludu głody…

 

Jak za morzem Litwa spławna

Z puszcz odwiecznych w świecie sławna;

Tak o miedzę ziemia chlebna

Głodnym ludom jest potrzebna,

Żmudź to święta! Ziemia boża!

Na pół leśne jej obszary,

A na poły strojne w zboża;

Wolny oddech ma do morza

I wszystkiego ma do pary:

Bo lud wierny w ziemi zyznéj

I nieskąpo tej ojczyzny!

 

Od tych prądów świętej rzeki

Aż po morza brzeg daleki

I Łotyszów płone ziemie

Siadło twarde żmudzkie plewie.

 

Tam nie błyszczą pyszne gmachy,

Ale za to duże chaty

I wysokie dobre dachy,

Lud dorodny i bogaty.

Ponad drogą krzyżów pełno

I kapliczek tuż przy domu:

Lud odziany szarą wełną,

Pełen serca, pełen sromu

I zażywny, i niemarny,

Pracowity, gospodarny

I poważny, i nabożny;

Jednej krwi z tym swoim panem,

Jednej wiary z tym kapłanem.

Witold Pruszkowski – Bachantka

Pan nie bywa tam wielmożny,

Nierozrzutny, ani butny:

A ksiądz biskup Boga sławi,

Do dobrego wiedzie ludzi

I jak ojciec błogosławi

Na odpuście „świętej Żmudzi!”

Lud tam żyje po zakonie,

A więc zda się zimny zrazu;

Lecz gdy serce zawre w łonie,

Nie usłyszysz z ust wyrazu;

Lecz łza tryśnie na wpół rzewna,

Na wpół krwawa, na wpół gniewna,

Piersi jękną z tajnej głębi,

Zamiar padnie, niby w studnie,

Lecz czas krwi tej nie wyziębi,

Dusza jego nie wychłódnie

I wypływie na jaw w czynie!

 

*

Gdy chcesz. wiedzieć, co to chowa

Nasza przeszłość w swoim łanie,

Jako stara sława płonie:

To jedź, bracie, do Krakowa.

 

Jeśli poznać chcesz zabawy,

Serce niewiast, świat ochoczy,

Gładkie słówka, piękne oczy:

To jedź, bracie, do Warszawy.

 

Jeśli myśl ci przyjdzie mylna

Zwątpić w przyszłość i w swobodę,

Wówczas, bracie, jedź do Wilna

Poznać z hartem dusze młode.

 

Gdy widoku szukasz złota,

Patrz, gdzie nędza obok błota;

Gdzie człek żyje śród spodlenia,

Znajdziesz ducha poświęcenia.

 

Do rozumu nie ma klucza,

Ale wszędzie jest w odwodzie,

Kędy bieda już dokucza,

Gdzie pracuje człek o głodzie.

 

Lecz gdyś w świecie trochę pożył

I zatęsknisz już do ludzi,

Czystych, jako Bóg ich stworzył,

To się przypatrz im na Żmudzi!

 

A gdy Żmudź ci przyjdzie rzucić,

Nazad Litwą znowu wrócić,

To przed pińską opatrz drogą

Wóz twój dobrze w potrzeb wszelką;

Bo w pustynię wjedziesz wielką,

W ziemię dżdżystą i ubogą.

 

Droga pójdzie ci przez błota,

Po nich długi pomost spłynie,

W oczeretach oko zginie,

A kraj nudny niby słota!

 

Ani ruchu, ani duchu,

Woda stoi, wiatr nie wieje;

Lud po puszczach mało sieje;

Jedno lasem się zabawia:

Dziegieć pali, drzewo spławia,

Drze dranice, gnie obody

I nałożon jest do wody,

Jak tych bobrów leśne plemie,

Co z nim na spół trzyma ziemie.

Witold Pruszkowski – Wiosna

Mnóstwo jezior, rzek niemało

Po kotlinach się rozlało;

Miasto trawy, rokiciny,

Miasto bydła, huk zwierzyny.

 

Lud też strzelcem, póki lody;

Lecz gdy z wiosną ruszą wody,

A po puszczach wzbiorą kały:

To pod wodą jest kraj cały,

A bezpieczen lud na łodzi

Pływa wszystek śród powodzi.

 

*

Gdy wyniesiesz z pińskiej drogi

Z ludźmi twymi całe ziobra,

A z furmanką całe nogi:

Podróż była bardzo dobra!

Lecz pamiętaj gałęź choją,

Poza bryką zatknąć swoją,

Gdy się będziesz na Ruś wdzierać;

Pamiętaj się nie obzierać,

By ci czego bies nie wlepił

I za bryką nie wczepił!

A gdy wjedziesz w Ruś pasznistą,

Równą, suchą, nielesistą,

W lada którym ruskim siole

Krasawice stojąc w kole

„Z puszczy jadą” – wołać będą

I z hałasem wóz obsiędą,

I rozerwą gałęź choją,

I do cerkwi się przystroją.

 

Gdy przypomnisz wówczas sobie

Owe puszcze, patrząc krajem,

Mrówie pójdzie aż po tobie,

A Ruś ci się wyda rajem!

 

Kędy wóz twój, bracie, wbiegnie

Na szerokie czarne drogi,

Tam przed Labą Wołyń legnie

I zapomnisz kraj ubogi.

 

W lewo spłyną czarne role

Ukrainy bujne leże:

Na wprost, aż po Dniestr, Podole;

A wzdłuż Dniestru – Pobereże.

 

Tam już dostać wody zdrowéj,

Tam krynice i dąbrowy,

I brzozowe czyste gaje,

A pług czarną ziemię kraje.

 

Z wolna wznoszą się kopanie,

Rzeki śmielsze nurty wiodą

I tam, kędy łan nadstanie,

Ciągną stawy się za wodą.

Czajki wrzeszczą nad błotami,

Bocian stoi nad żabieńcem,

A rybitwy krążą wieńcem,

Ponad groblą i wodami…

 

Jeśliś, bracie, jest myśliwy,

Na wołyńskie zajedź stawy:

Boś nie słyszał takiej wrzawy

Dzikich ptaków, jakoś żywy.

Podsuń czółnem pod szuwary,

Bo pocieszne ptasze rady,

Tam to sejmy, tam to gwary

I zaloty, i biesiady!

Słysząc krzyki i gwar dziki,

Patrząc na te ptasze zwady,

Tak się dziwnie w myśli plecie,

Tak się tonie w ptaszej wrzawie,

Iż przepomni człek o świecie;

Wstyd to mówić, lecz żal prawie,

Że człek ptakiem sam nie żyje,

Takie szczęsne to bestyje!

Witold Pruszkowski – Welesożar

Pełny oddech ma tam życie

I wszystkiego w bród obficie:

Ryb i zboża, i świniny,

Bydła, koni i zwierzyny,

I konopi, pszczół i miodu,

I niemało też ,narodu!

 

Tam, ku górom midoborskim

Coraz wyżej kraj się wznosi;

Milę jedziesz kranem dworskim,

Ziemia z datkiem aż się prosi!

Lecz człek pracy nie podoła,

Bo choć duże, długie sioła,

Więcej ziemi, więcej trudu

Niż jest szczęścia, niż jest ludu;

Smutna bywa ludu dola,

Bo pan twardy i niewola;

Nie pocieszyć się tym dobrem,

Kędy praca lezie ziobrem.

Otoż kiedy łan obsiewa,

Smutne dumy lud tam śpiewa

I śród wioski niegrodzonej

W wiecznej żyje on tęsknicy…

Ruskie kawki i gawrony

Gwarzą tłumnie na dzwonnicy;

Przy niej stoi dąb odwieczny

Jak śród ludu kniaź bezpieczny.

 

Cerkiew z trzema kopułami,

W niej odprawa – a pokłony,

Przed carskimi stojąc drzwiami,

Bije lud na twardo chrzczony!

 

Na nim kożuch ślni barani

Albo świta domu bita,

Rzemień suty i but kuty,

A bekiesza z sukna na niéj,

A na dziewce wieniec z ruty.

I naówczas wzdłuż krainy

Drzemią łęgi a caryny…

Lecz w dzień budny w polu głośno

I hukanie grzmi donośno,

A gdy cichnie nad wieczorem,

Ścielą mgły się ponad borem;

Z pasowiska wraca stado,

Żuraw skrzypi u krynicy,

A koniuchy na noc jadą;

A ostatni blask wieczoru

Złoci białe szczyty dworu

I potrójny krzyż cerkwicy…

Witold Pruszkowski – Sielanka

Wówczas starzy się gromadzą

I o swoim statku radzą,

Przy kieliszku w karczmie kumy. -

Na potulne wieczornice

Ciągną z śmiechem krasawice,

Stare, ruskie piejąc dumy. -

I matula świeci doma,

Choć już północ. kur ogłosi;

A donieczka, choć się sroma,

Choć się sroma, chłopców prosi,

Aby nie iść do dom samej:

Bo się różnie ludziom zdarza

Na przełazie u smętarza

I u dworskiej, pańskiej bramy.

 

Różnie sobie dziewczę wróży,

Za co jej to chłopak służy?

A za służbę tak użytą

Płaci całus, słodkie myto!

Gdyby matuś nie łajali,

Toby pewno się żegnali

Bez ustanku, aż do ranku,

Bo to nigdy już niesyta

Młoda dusza tego myta…

 

Tyle też to szczęścia, tyle,

Co te nocne dadzą chwile!

Bo o świcie, krwawe życie!

Nie ma kumy, nie ma swata,

Nie usłyszy nikt już śpiewki.

Gdy ataman zakołata:

„Hej, do dwora!” – Nie przelewki! -

Ba tam, kiedy dwór – to wielki!

Kiedy posłuch – to już wszelki!

Kiedy liczą – to miliony!

Kiedy jedzą – to łakotki!

Kiedy biją – to na sotki! -

Kiedy pan – to urodzony

Pewno z księcia albo z króla!

W domu jego dworno, szumno,

A tak straszna jego wola,

Że nieposłuch – chłopu trumną!

 

Tysiąc pługów na obszarze

Orze zagon, gdy pan każe;

I po dawnym tam zwyczaju

Brzęczy złoto przy tokaju.

Koń arabski rży przy żłobie,

Służba panu szczerość kłamie,

A o głodzie i po dobie

Drzy przy koniu kozak w bramie.

Witold Pruszkowski – Kurhany w nocy

Gdy przybędziesz tam nieznany,

Pan cię dumnym .okiem zbada;

Sam zamorską mową gada,

A z błazeńska dwór ubrany.

Na to tylko w dym cię prosi,

By cię dumą upokorzył,

Bo łaskawie ledwo znosi,

Że i ciebie Pan Bóg stworzył…

 

Choć cię w świecie brano w kleszcze,

Choć wyszedłeś już z językiem

Jak to mówią – ze szkół jeszcze,

A z żołnierki szczwanym ćwikiem:

Nie znasz, z czego począć mowę,

Kiedy w taki dom przybędziesz -

Choć do kogo się przysiędziesz,

Takie wszystko czcze, jałowe,

 

Nieużyte, zimne, twarde,

Takie nudne, takie harde,

Jakby nigdy nie słyszeli

Polskiej mowy, brzęku strony;

Nigdy serca nie ujęli,

A w tym sercu krwi czerwonéj!

 

 

Nie po cnocie, lecz po złocie

Poznasz, że ta wnuk hetmański;

Albo tylko po klejnocie,

Co ozdabia dworzec pański.

Już z przeszłości ani cienia;

Ni zwyczaju, ani zbroi,

Państwo tam za wszystko stoi!

Nic polskiego – krom imienia…

 

Nim by z nami los dzielili,

Nim by jeszcze warci byli

Promnickiego kawał chleba

I braterstwa, i swobody:

Ochrzcić by ich jeszcze wprzody

W Wiśle albo w Gople trzeba.

 

Prędzej w duszy tam niewieściéj

Rzewna, prawa myśl zagości

I dzisiejszych tych boleści,

I bezprawia, i przyszłości:

Lecz o panu Ryczywole

(Jak ów mówił) milczeć wolę!

Witold Pruszkowski – Dziady

Jednak – jeśli chcesz z pociechą

Kraj opuścić, to patrz, bracie,

Kędy donn pod niższą strzechą,

Tam przyjęcie czeka na cię.

Tam młódź rzezka i świat inny,

Umysł prawy i niewinny,

Tam się jeszcze tylko chowa

Serce polskie i myśl zdrowa,

A zacisznie i w kąciku,

I w pomiernym tym staniku…

 

*

Gdy wołyńskie łany rzucisz

I na wschód twe konie zwrócisz,

Bez oporu oko zginie

W pogranicznej Ukrainie.

Tam to konie, tam to charty,

Step rozległy, świat otwarty!

Wóz twój wbiegnie na rozdroża,

Wiatr zaleci cię ad morza;

I krew raźniej ruszy w żyłach,

I koń czujniej strzygnie uchem;

Drogę swoję po mogiłach

Liczyć będziesz stepem głuchym.

 

Tam świat bystry, trzeźwy, czujny,

Jak na czatach błysk oszczepu,

Jak młodości umysł bujny,

Tak szeroki oddech stepu!

W jarach kraj ku rzekom spada,

Ziemia głuchym jękiem gada,

Dumka mówi o przeszłości,

A wiatr bieli stare kości…

 

Hej, ku morzu, ku Czarnemu,

Ku limanu szerokiemu,

Na południe Dniepr tam płynie!

A cześć Ławrze! Sława Bogu!

Hulaj, koniu, po rozłogu,

Nam żyć tylko w Ukrainie!

 

Szumi woda porohami,

Od porohów sokół leci,

Wicher wyje mogiłami,

Wilk oczyma nocą świeci,

Burzanami koza dzika,

Oczeretem lis pomyka.

Pędzi tabun, gdy wilk wpadnie,

We mgłach dyszą ciche jary

I mkną mary przez czahary,

I krynica bije na dnie…

A tu czesze stepem; borem,

Z listem Kozak, gdzie pan każe;

I czumackie ciągną maże

Od Limanów w świat taborem;

Po rozdrożach czort je wodzi

I tumany nocne płodzi…

 

Ponad Dnieprem, między jary,

Zasiadł dumnie Kijów stary;

Tam złocone monastery,

A w nich czerńce staro-wiery;

A gościńcem do Kijowa

Płyną maże z miodem, z zbożem;

A po Dnieprze, niby morzem,

Z puszcz poleskich spławy drzewa.

 

Rzeki ciągną się jarami,

A nad nimi długie sioła;

Na lewadach, za sadami,

Bujny lud, jak w ulu pszczoła.

Niby sosna, niby wiosna,

Ukraińska krasawica;

A mołojec każdy wojec,

Raźny, harny, a od lica!

W sercu śmiałym, w żyłach zdrowych

Bije dotąd krew koszowych;

A jak krew ich w żyłach bije,

Tak ich pamięć w pieśni żyje;

Jak stepami Dniepru szumy,

Płyną siołem stare dumy…

A po dworach pusta służba

I koń czerkies, Kozak drużba;

I poszyto, i obuto,

Nie wymyślnie, ale suto!

 

Tu języka Lach nie zbłaźni,

Jak przed wiekiem nieodrodny;

Stały w gniewie i w przyjaźni,

I zuchały, i dorodny;

Nie zwykł w księgach łamać głowy,

Ale z serca idą mowy,

Chwat po prostu! lubi konie,

Węgrzyn stary, krymskie burki,

Charty, łowy, jasne bronie

I bekieszki, i lisiurki.

W męskim ciele serce prawe,

W prostej głowie rozum zdrowy;

A za dobrą jaką sprawę

Zawsze życie dać gotowy.

Bo tak ojciec i dziad czynił,

Więc i syn, i wnuk się kusi:

Niechaj padnie, co paść musi,

Byle człek się nie obwinił…

Witold Pruszkowski – Nimfy wodne

*

Jasne słońce nad Podolem!

Po parowach kraj się zboczył;

Wielkim łukiem czy półkolem

Dniestr ku morzu się zatoczył…

 

Jarem, jarem za towarem;

Obłogami za wołami,

Manowcami za owcami -

Pobereżem na Podole,

A w Podolu jak w stodole!

 

Jak zaległy ziemie boże,

Przebież kraje, przerzuć mole,

Zjedź świat cały, przepłyń morze,

Nie ma kraju nad Podole!

Jak zasięgnie tylko oko

I daleko, i szeroko,

Świat kłosami tylko płynie

I w obszarach oko ginie…

 

Tu kraj cały jednym łanem

I nadany wszelkim płodem;

Płynie mlekiem, płynie miodem;

A lud cały wielkim panem!

 

Ziemie czarme, niepochybne,

Pasze żyzne, wody rybne,

Mało wprawdzie trochę lasa,

Ale za to chleb do pasa!

Z rolą człek się tam nie kłopi,

Słomę pali, nawóz topi

I co zmoże, w skład wyorze,

A jak umie, Boga chwali!

 

Kilkoletnie sterty, brogi

W toku z laty poczerniałe,

Jak miasteczka stoją małe,

Niestrzeżone, na obszarze -

I na polu skot w koszarze,

Co zabiela dniem rozłogi.

A skot bywa szerści siwéj,

A koń bywa gęstej grzywy,

Nóg żelaznych, twardej skóry,

Bez narowu, lecz ponury.

 

Za okopem lub za płatem

Wsie zamknięte kołowrotem;

A choć rzadkie, duże, syte,

Chaty czysto wymuskane,

Strzechy grubo, równo szyte,

Drogi rowem okopane.

 

Kiedy spuścisz się ku wodzie,

Tyś zajechał niby w góry:

Skała żebrem wzrok ubodzie,

Brzegowiska istne mury;

Po nich pnie się zarośl młoda,

Z nich urwisko skał opadło,

Na łotokach szumi wada,

A staw czysty jak zwierzciadło!

Lecz gdy wymkniesz się z parowu,

Skały znikną, szum nastanie,

Jakbyś był na stepie znowu,

Równo, cicho znów na łanie…

 

Cicha – jednak niby ludno:

Wszędy zboża, wszędy krzyże,

Konik polny piosnkę strzyże,

O mogiłę też nie trudno…

 

Kłosy płyną w lekkiej fali,

A gdzieś widne w sinej dali

Brzozy smutne i powiewne,

I dąbrowy starodrzewne…

 

A i ludu wdzięczne lica,

Boć to czysto, biało odzian,

Jak dąb młody rzeski młodzian,

A dzieweczka – jak pszenica!

Witold Pruszkowski – Przy studni

W chacie też to człeka radzi

Bogiem, chlebem witać w progu;

I Bóg gościa spać prowadzi,

I na drogę zlecą Bogu.

 

Stary zwyczaj – dobre plemie -

Człek po Bogu – chleb po ziemie -

Wszystko zgodne – wszystko w cale -

Lecz i tutaj „nie bez ale!”

 

Bo śród bożej tej krainy,

W tło narodu ćma się wprzęgła,

Co z klęsk kraju się wylęgła -

Czeladź podła, wszemu krzywa;

Która wierzchem ludu pływa,

Jak nieczyste szumowiny!

 

Daj ją katu, gospodyniu,

I to zboże czyść z kąkolu!

Gorszy niż pan na Wołyniu

Jest półpanek na Podolu!

 

Wzrośli oni w ziemi naszéj

I rozbojem, i kradzieżą

Za plecyma naprzód Baszy -

A dźwignąwszy się łupieżą,

Z padstarościch na dziedzica,

By tumanem świat złudzili,

W carskie grafy się poszyli -

Resztę dała Targowica…

 

Że ich państwo nowej daty,

Więc co swoje, to im wadzi:

I pod lada stare graty

Podszyć by się chętnie radzi!

A więc świecą blichtrem, szumem,

Drżą przed ludem i rozumem,

I przed Bogiem, i przed Wiarą,

Przed przyszłością i przed karą.

I na ich to kiedyś głowę

Spadną grzechy zaborowe!

Witold Pruszkowski – Świt

Chroń się, bracie, ich widoku,

Bo niemiło cię poruszy.

Co u ciebie w sercu, w oku,

Nie postało to w ich duszy!

Lecz raz jeszcze potocz okiem,

Po tych łąkach, po tych łanach

I po stawie, po szerokim,

I po złotych tych basztanach;

A wypiwszy strzemiennego,

Starym miodem lub wiszniakiem

Z rąk człowieka poczciwego,

Jedź na zachód bitym szlakiem,

Bo od tych to niw, kurhanu

Aż do Bugu, aż do Sanu,

Leży, czarno wyorana,

Ruś czerwona, Ruś hreczana!

 

A od ruskich rzek wybrzeży,

Aż po Tatrów pierś jałową,

Po dziedzinę krakusową,

Tam po Odrę, po Żuławy,

Stara ziemia Piasta leży;

I lud gnieździ starej sławy,

A w pośrodku Wisła bieży!

 

Na południu w jasne chmury

Wystrzeliły sine góry!

Za górami, za lasami

Poszedł Beskid granicami!

Wziął się, kędy Wisły źródła,

A zaginął ,;w Czarnym Lesie”,

Kędy zwierz się w gawrach kudła,

A ku równiom Świeca rwie się.

 

Tam to szumią górskie wody,

Wierzchem ćmią się jaworzyny

I woń ronią połoniny,

I jelenie wieją chłody!

A Beskidem płyną chmury

W czarne lasy, w silne góry…

 

Z Bogiem, ludu, z Bogiem, w Bogu

Od tych źródeł do Rozrogu!

Boć ci dobrze w twoich górach,

Na tym owsie i żętycy!

Orły twoje współdziedzicy

I swobodny ów świat w chmurach.

 

Jak potopu świata fale

Zamrożone w swoim biegu,

Stoją nagie Tatry w śniegu,

By graniczny słup zuchwale!

Biodra Tatrów las osłania,

Ponad nimi stoi chmura,

A po halach wiatr przegania

Uronione orle pióra.

Świat ta chłodny – a Łomnica

Świeci polskiej ziemi do dnia

Nad Tatrami, jak pochodnia,

A na pełni, jak gromnica…

 

Każda skała z Tobą gada;

Wiatr, co w równiach ledwo wieje,

Z nóg tam garnie – deszcz, co pada,

To już w turniach śniegiem sieje.

A powyżej, wyżej jeszcze,

Pływa sobie orle wieszcze.

Gdy wyleci i zawiśnie

Na błękicie bez obłoku

I dokoła okiem błyśnie:

Widne stamtąd jego oku

Okolicznych wieżyc dachy,

Polskie puszcze i ziemice,

Krakowskiego zamku gmachy

I węgierskich gór winnice…

 

Czeladź górska też nie podła;

Lud wysmukły niby jodła,

Niby górski potok szybki,

Jak ptak lekki, jak pręt gibki,

Wiecznie niby młody młodzian!

Strój ma krótko ukasany,

Topor jasno nabijany,

A sam wszystek wełną odzian.

 

Czysty, ludzki, szczeromowny,

Strojny, dbały i budowny,

Zna się dobrze i na ziołach,

I na gwiazdach, na pogodzie,

Śmiały w skałach i na wodzie,

A radniejszy niż lud w dołach.

 

Ziemia jego mało rodzi,

Więc też luźno człek nie chodzi;

Gdy opędzi zimę snopkiem,

Idzie w równie za zarobkiem.

Do topora lud to sprawny,

A do kosy jaki sławny!

Jaki wesół i ochoczy,

Gdy na kośbę w równie rusza!

Jak przyśpiewa i wyskoczy,

Jaka to tam w tańcu dusza!

Witold Pruszkowski – Zmierzch 1

Na świętego; na Wojciecha,

U nas w polu już pociecha;

Ale w górach ledwo taje

I zaledwo jar nastaje.

A na świątki, na Zielone,

Szumią majem świeże lasy,

Owce w góry wypędzone,

W halach schodzą się juhasy -

Stary baca rej im wodzi,

Pies liptowski strzeże owiec,

A przez lato juhas zbrodzi

Każdy potok i manowiec.

 

*

W góry! w góry, miły bracie!

Tam swoboda czeka na cię.

Na szałase do pasterzy,

Gdzie ze źródła woda bieży,

Gdzie się serce z sercem mierzy

I w swobodę człowiek wierzy!

Tutaj silniej świat oddycha,

Tu się szczerzej człek uśmiecha,

Gdy się wiosną śmieją góry.

 

A gdy ponad turnie czasem,

Przegrzmi latem nagła burza,

To zieleńsze potem wzgórza,

Popod hale, ponad lasem,

Świeższe, żywsze, barwy, wonie

I powietrze bywa lżejsze,

Ach, i bole serca mniejsze!

Czystsze czucia w lżejszym łonie…

Trawnik błyszczy w świeższych rosach,

A olbrzymie półobręcze,

Rajskie wstęgi, jasne tęcze

Pną się łukiem po niebiosach!

 

O, te skarby, te obrazy

I natury, i swobody:

Chwytaj, pókiś jeszcze młody,

Póki w sercu jeszcze rano!

Bo nie wrócą ci dwa razy,

A schwycone pozostaną…

Nie wyrywaj się z gościny,

Gdy cię losy tam zawiodą.

A z powrotem puść się wodą,

Na Dunajcu przez Pieniny,

W równie – w równie, gdzie ci tworzyć,

Gdzie ci działać, bez wahania

I w potrzebie żywot złożyć

W dobrej sprawie z przekonania!

 

Bo od gór tych aż po morza

Legła ziemia sławna z zboża,

Z wiary, z męstwa, z gościnności

I z nieładu, i z wolności!.

Wielka krzywdą i cierpieniem,

Święta krwi tej poświęceniem!

 

Bóg, choć dojmie, błogosławi

I dał szczodrą ręką z nieba

Narodowi, co mu trzeba,

Jako ojciec – Staszic prawi:

„Dał mu chleba i stal twardą,

Złota, srebra, jedno w miarę!”

Serce czułe – duszę hardą -

Miękką wolę – silną wiarę -

Kraj otwarty – miłość kraju -

Złych sąsiadów – ramie silne -

Mądrość złożył w obyczaju

I dał czucie nieomylne!

 

Toteż ludzie tam najszczersi!

Tam to polski świat ochoczy,

Serce chłopcom ledwo z piersi,

A krew z lica nie wyskoczy.

Tam to dziewcząt śliczne oczy!

Do taneczka tylko śpiewki,

Stare baby wygadane,

A wesołe i rumiane

U matusi rosną dziewki.

 

Kędy wzgórek, to i dworek,

Kędy wioska, tam i woda,

Kowal pijak i gospoda -

A nad wioską i nad borem,

Nad sadami i nad dworem,

Jasną blachą pobijany

Świeci kościół murowany.

Stare drzewa wieży bronią

I na Anioł Pański dzwonią;

A gołębie krążą stadem

Nad plebanią i nad sadem…

 

Dwór pod lipą stoi biały,

Pod piastowym dębem chata,

Nad nią bocian gniazda splata,

A w niej żyje lud zuchwały.

Po nim gęsta bywa blizna,

Bo po ojcu broń puścizna:

Kord we dworze wisi stary,

W chacie stoi kosa stara,

A lud jednej krwi a wiary,

 

A krew polska i ta wiara!

Po kościołach chwała boska,

Na odpusty naród płynie

I cudowna Częstochowska,

Jak szeroka Polska, słynie!

Rej na godach drużba wiedzie,

A z weselem kulik jedzie!

Tam to druhny, śpiew miluchny

I gospodarz gościom rady;

Tam to tany a biesiady!

A gosposie takie wdzięczne,

Takie lube i urocze

I w przyjęciu takie zręczne,

Iż gdy która cię powita,

Z mazowiecka zaszczebiocze

I ogości, i opyta:

To aż serce żałość chwyta. -

Taka to tam szczera mowa,

Tak serdeczne, proste słowa!

 

Póki zgodnie, póty zgodnie,

To i miło, i swobodnie!

Lecz gdy obcy w bójkę wda się,

Gdzie rzempolą raźno grajki;

Nie policzy kółek w pasie,

Gdy go wezmą na kiłajki!

Tam nie żarty, bójka sroga;

Pod razami trzeszczą kości,

A kosterę wiedzie droga

Suchym lasem do wieczności!

 

Bo to lud, co krew ma w żyłach,

A krew pono nie jest lodem!

Lud to z Pana Boga rodem,

Toteż czuje się na siłach.

Więc do czego się sposobi,

To nie idzie mu już żmudnie

I co robi, to już robi

Z całej duszy nie obłudnie!

 

Gdy pracuje – to już szczerze,

Kiedy sądzi – to z powagą,

Gdy się modli – w dobrej wierze,

A gdy mówi – to rzecz nagą!

Kiedy kocha – to serdecznie!

Lecz nie bardzo tam bezpiecznie,

Gdzie na wroga godzi składnie:

Bo się bije rad gromadnie -

I co pocznie za gromadą

I za wspólną ludzką radą,

Toteż idzie mu i składnie.

 

Więc czy w drodze, czy to w rynkach,

Czy na polu, czy w kościele,

Na dograbkach, na obżynkach,

Wszędzie razem ludu wiele.

Przy zabawie czy przy pracy,

Wszędzie razem, pieśnią, mową,

Wszędzie jedni i jednacy

Czy do pitki, czy do bitki,

Czy do szklanki, czy do tanki,

Czy to przyjdzie do piosenki,

Czy dołożyć przyjdzie ręki,

Czy nałożyć przyjdzie głową!

 

A przy szklance, pogadance,

Jeśli wspomnisz mu o żonie,

O domowym jego progu I ojczystym tym zagonie,

I o dziatwie, i o Bogu:

Toś mu zabrał duszę całą!

To i we łzach się rozpłynie,

I przebaczy lub pominie

Krzywdę wielką, jak rzecz małą.

 

Choć to swoje, człek się kusi

I pochwalić, co się godzi:

Niezła ziemia to być musi,

Kiedy takie ludzie rodzi!

 

Częste, gęste piaski, laski,

Lecz głód rzadki, Bogu dzięki!

Gdy się naród rzuci rojem

I dołoży silnej ręki,

To nie darmo się i znoim:

Gumna, stogi się postroją

I jest dosyć w potrzeb swoją,

I świat karmim chlebem swoim.

Głośno słyną te pszenice

I za morzem ziemie maskie:

Sandomierskie i kujawskie,

I proszowskie okolice!

 

Choć im jedna świeci zorza,

Jednak różne znajdziesz kraje;

Lecz po dworach, aż po morza,

Wszędzie jedne obyczaje:

W stajni konik domorosły,

W domu ściana modrzewiowa,

Umysł hojny i wyniosły,

A cnota domowa!

 

Przy dziedzińcu dom chędogi,

Półtoraczne ławy w ganku,

Sień obszerna, a przy wianku

Wiszą strzelby, smycze, rogi,

Kordy, rzędy, drożne burki

I wyprawne pękiem skórki,

Drzwi na oścież – a w pokoju

Stół dębowy, woskowany,

Pod nim niedźwiedź rozesłany,

Dzban cynowy do napoju,

A na ścianach antenaty,

A na półkach śrebrne blaty.

 

Jak dzień boży, szum na sali,

A z tej sali coraz daléj

W lewo, w prawo, jasne, ciemne,

Opuszczone i przyjemne,

Jawne, strojne i ukryte,

I bielone, i obite,

Zakomórki i kąciki,

I pokoje, pokoiki,

I sioneczki, narożniki!

 

To dla pana, dla jejmości,

To dla panien, to dla gości,

Dla paniczów, pokojowych,

To dla panien respektowych.

 

Co tam schowka, co tam sprzętów,

Dworskiej służby, rezydentów!

A dopieroż spojrzeć wkoło,

Po układzie tym pokojem,

Jak tam dziwnie i wesoło,

Jak tam każde swoim strojem

W swym gniazdeczku się sadowi,

Ktoż sto wszystko wam opowie?! -

 

Wielkie domy za granicą;

A w nich ciasno, choć nie ludno.

U nas mury się nie świécą,

A o kącik nie tak trudno.

Ledwo człek by czasem wierzył,

Dom niewielki – wtem gość wchodzi:

Ot i domek się rozszerzył

I wnet miejsce gdzieś się rodzi.

Przybył drugi i dziesiąty

I nie ciasno jest nikomu:

Wyprzątnięto wszystkie kąty,

Coraz szerzej w małym domu;

Zda się, że pan domu sobie

Ścian i miejsca gdzieś przysporzył,

A on tylko w domu tobie

Drzwi i serce swe otworzył.

I ta strzecha, choć uboga,

Chociaż niska, przecież bliska,

Dla obcego i dla swego

I od Boga aż do wroga

Jest tu miejsce dla każdego.

 

A dopieroż to przyjęcie,

Jakie bywa w polskim domu!

Jak tam każdy goszczom święcie!

Jak nie braknie nic nikomu!

W dzień wesoło, w noc rzęsisto,

Biała, gładko, potoczysto.

Czeladź syta i okryta,

Wszystko w czasie urządzone,

Przymoszczone, osłodzone,

Indyk kruchy, kapłon tłusty,

A do tego dzban nie pusty.

Jest czym serce rozweselić,

Jest się wszystkim czym obdzielić.

Choć przyjęcie najłaskawsze,

Jest mis parę, parę dzbanów,

Zostawianych jeszcze zawsze

Dla „Zagórskich Panów!”

 

Lecz gdy rzucisz stoły hojne

I pominiesz dworską bramę,

Ściany jakby nie te same,

Znowu ciche i spokojne…

Przed świętymi lampa płonie,

Na kominku ogień strzela,

A tym światłem czasem spłonie

Ponad łożem karabela…

 

Gdy za wcześnie do spoczynku,

A Bóg nie dał w dom sąsiada,

Osiwiała para siada

Do mariasza przy kominku:

I jegomość kartę łaje,

A z czterdziestu jejmość zdaje…

Witold Pruszkowski – Zmierzch 2

Wszystko cicho – nic nie szaśnie,

Czasem tylko warta wrzaśnie

Albo kotki załopocą

Lub panienki zachichocą…

 

Bo i coż to tam za żywość

Młodych Polek i uroda!

Tam wstyd szczery, tam poczciwość,

Tam po Bogu dusza młoda!

Boć ta w Cnocie i w szczerocie

W wiejskim domku uchowane,

Wypieszczone, umuskane;

Niby dumne i dostojne,

A potulne, jak trusiątka!

Niby dworne, a pokorne,

Jakieś takie bogobojne

Jakby jakie niebożątka!

 

Myśl ich cicho w życiu świeci,

Pełne życia, jak nadzieje;

Lubią pieśni, tańce, dzieci,

Wiosnę, kwiaty, stare dzieje…

 

Gdy wesołe, istne trzpiotki

I wiewiórki, i szczebiotki!

Lecz gdy w smutku myśl zagrzebie,

Wówczas Polka taka rzewna:

Iż uwierzysz, że jej krewna

Najsmutniejsza z gwiazd na niebie!

Choć człek duszy jej nie zbadał,

Wkoło serca tak tam prawo,

Tak rozkosznie i tak łzawo,

Jakbyś grzechy wyspowiadał.

A gdy uśmiech łzę pokryje

I dla ciebie serce bije:

To cię dojmie tak do żywa,

Iż to cudne, cudne dziwa,

Że się serce nie rozpłynie,

Że od szczęścia człek nie zginie!

Zda się, że to żyjesz społem

Z rajskim dzieckiem czy z aniołem.

Lecz to szczęście, nie tak tanie,

Przeboleje dusza młoda;

Jednak lat i łez nie szkoda,

Boć raz w życiu to kochanie,

A jak ci się która poda

Z całej duszy i statecznie,

To już twoją będzie wiecznie

I w ład pójdzie ci z nią życie,

Bo twej duszy nie wyziębi:

Ona sercem pojmie skrycie,

Co myśl wieku dźwiga z głębi,

Co się w czasie zrywa, waży,

To w rumieńcu na jej twarzy

Jak w zwierciedle się odbije,

Bo w tym łonie przyszłość żyje!

 

A czy chcecie wiedzieć jaka? -

 

Świetna! świetna, jak myśl ona,

Którą natchnie Bóg i bitwa!

Czysta, święta jak modlitwa

Przed skonaniem odmówiona,

A potężna jak lud kmiecy,

Co ją dzwignie swymi plecy! -

 

Wyleć, wyleć, orle młody!

Ponad ziemię, ponad grady

Z myślą, z pieśnią wyleć społem,

Potocz młodą duszę kołem!

Wyleć śmiało i wysoko,

I odetchnij w świat szeroka!

Obleć ziemię skrzydłem gońca,

Opatrz wszystko okiem słońca!

Bo tych twoich borów szumy

I tych łanów złote kłosy,

I tych ludów śpiewne dumy

I wód fale, i niebiosy -

Grają jedną pieśnią zgodną,

Jak Bóg wielką i swobodną!

Pieśnią, której nic nie stłumi!

Temu tylko zrozumiałą,

Kto zrósł z ziemią duszą całą,

Kto za kraj ten zginąć umie…

 

Gdyby wiarze pognębionej

Traf szczęśliwy podał plecy,

A tej szlachcie znarowionej

Gdyby Bóg dał rozum kmiecy:

Cóż za życie pełne cudu!

Co za dola! co za zorza!

Zeszłaby nam z tego morza

I świeciłaby dla ludu!

 

Bo i cóż to tam za dusza,

Co tym ludem skrycie wzrusza!?

I wybija w tych to pieniach,

W hej dzielności na igrzysku;

I w tych męskich uniesieniach

Na pobojowisku! -

 

O, z tym ludem, ojców Boże!

Nim w spoczynku głowę złożę,

Dozwól jeszcze siać i zbierać!

Lub, gdy nie dasz przy nim pożyć,

Dozwól przy nim choć umierać

I strudzone kości złożyć…

Witkacy a mity słowiańskie i inne wizje

Posted in Mitologia Słowiańska, sztuka by bialczynski on 16 Czerwiec 2012

Zapewne zdziwi to was, ale nawet najbardziej zdawałoby się odlegli od zainteresowań mitologicznych  i zaangażowani w tworzenie awangardowych nurtów sztuki artyści nie stronili od prób przekładania owej tematyki na swoje ultranowoczesne środki wyrazu. Oto jeden ze skrajnych przykładów z okresu międzywojennego, Stanisław Ignacy Witkiewicz, czołowa postać awangardy XX-lecia Międzywojennego, wielki psychodeliczny eksperymentator tamtych czasów namalował także obraz zatytułowany „Topielice”, który reprodukujemy poniżej. Obraz powstał, jak wiele innych, cenionych jego prac, jako zapis psychodelicznej wizji autora.

Stanisław Ignacy Witkiewicz – Witkacy: Topielice, 1921

Stanisław Ignacy Witkiewicz – Witkacy: Powstanie Świata, 1921

Stanisław Ignacy Witkiewicz – Witkacy: Fantazja, bajka 1921

Pejzaż jesienny

Malował także obrazy wszechświata:

Kometa Encke

Nova Aurigae

Antares w Skorpionie

Aldebaran i Hyady

Kompozycja astronomiczna

Pomijam oczywiście fakt iż masa obrazów Witkacego ma charakter szamańskich wizji, podobnie jak obrazy Amaringo, ponieważ powstawały pod wpływem szamańskich środków odurzających i są zapisem jego kosmicznej łączności z Matrycą Wszechświata. przykłady poniżej

Stanisław Ignacy Witkiewicz – Witkacy: Wizje mitologiczno-bajeczne

Stanisław Ignacy Witkiewicz

Stanisław Ignacy Witkiewicz – Witkacy

Stwarzanie Przyszłości Świata

Walenty Skorochód Majewski (1764 – 1835) – Strażnik Wiary – wykpiony odkrywca związku języka polskiego i sanskrytu

Posted in Mitologia Słowiańska, nauka, Polska, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 10 Czerwiec 2012

Człowiek który o związkach języka polskiego i sanskrytu mówił i pisał już w 1816 roku. Wyśmiany przez Filomatów, wyśmiany przez „polską” i światową Naukę -Skąd my to znamy – Dzisiaj te bęcwały śmieją się z eksperta NASA od katastrof lotniczych, powszechnie uznawanego na świecie autorytetu naukowego, Taka jak widać Tradycja „polskiej nauki”

– Ż E N A D A!!!

Chwała i Cześć Jego Pamięci!!!

CB

MAJEWSKI-SKOROCHÓD

Walenty (1764-1835)

archiwista, historyk-samouk, sanskrytolog, czł. Tow. Przyjaciół Nauk; autor prac o zależnościach i związkach słowiańsko-staroindyjskich oraz gramatyki sanskrytu.

Walenty Skorochód-Majewski (1764-1835) – orientalista, z zawodu notariusz. Pochodził z podgrodzieńskiego majątku Guzy, w stolicy znalazł się jako piętnastolatek. Był absolwentem kolegium pijarskiego, później również nauczycielem. Uczestniczył w obronie stolicy podczas powstania kościuszkowskiego, dowodząc batalionem milicji. Od 1800 roku pracował w Archiwum Metryk Koronnych, tworząc podwaliny Archiwum Głównego Akt Dawnych. Był członkiem Warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, specjalizował się w sanskrytologii oraz indianistyce, wydał m.in. „Gramatykę języka tureckiego”. W swoim mieszkaniu przy ul. Świętojańskiej 21 (kamienica Metrykantów) prowadził pierwszą w Polsce drukarnię sanskrycką. Zaliczany był do grona oryginałów warszawskich ze względu na częste noszenie kontusza i rygorystyczne przestrzeganie staropolskich obyczajów. Zmarł w stolicy.

Spoczywa:
Cmentarz Powązkowski, kwatera 29 wprost, rząd VI, miejsce 3.

Indianistika w Polsce i studia jej pokrewne. [Walenty Skorochód Majewski, Franciszek Xawery Malinowski, Lelewel, Jan Rozwadowski, Leon Mańkowski, Andrzej Gavroński, Stanisław Schayer].

Helena Willman-Grabowska

Walenty Skorochód Majewski – zapomniany archiwista i pasjonat języków wschodnich

Translated Title: Walenty Skorochód Majewski, a forgotten archivist and enthusiast of oriental languages
Publication: LingVaria (13/2012)
Author Name: Podolak, Barbara;
Language: Polish
Subject: Philology / Linguistics
Issue: 13/2012
Page Range: 183-194
No. of Pages: 12
File size: 177 KB
Download Fee:
(only for
non-subscribers)
3 Euro (€)
Summary: Walenty Skorochód Majewski (1764–1835) was a self-educated archivist, scientist, and the author of the first Polish grammars of Sanskrit and Turkish. He was interested in the history of the Slavs and other nations and devoted most of his life to propagating Indian culture, Sanskrit in particular, in Poland. Although his efforts met with the distrust and frequent criticism of the scholarly community, he did not lose heart and went on to publish further works. Taking into account that he tried to introduce his countrymen to completely unfamiliar languages, he deserves the title of the first propagator of the two oriental languages in Poland.Majewski Walenty, W. Majewski-Skorochód, ur. 1764, Skorochód-Guzy (Podlasie), zm. 3 VII 1835, Warszawa, archiwista, historyk i sanskrytolog;

samouk; czł. Tow. Przyjaciół Nauk w Warszawie; autor prac na temat językowych i kulturowych związków słow.-staroind., m.in.: O Słowianach i ich pobratymcach, Gramatyka sanskrytu.

Pierwsza stolica

Zamość był stolicą Polski na długo przed rządami Piastów! Odkrył to Walenty Skorochód Majewski (1764-1835), znany archiwista, członek Towarzystwa Przyjaciół Nauk, który do dziś ma swoją ulicę w Warszawie, jest też patronem szkoły. Ten uczony badał historię Sarmatów i Słowian – aż 3 lata pracował nad dziejami Polski. Odkrył, że w III wieku (czyli przed Piastem i Popielem) władcą Słowian był Samos, dziadek króla Kraka. Stolicę swą zbudował tak, by jednakowo blisko mieli do niej Wiślanie, Lędzianie i Mazowszanie – czyli na terenie dzisiejszej Lubelszczyzny. Stolica Samosa nazywała się Samość i z biegiem wieków nazwa przekształciła się w Zamość! Szkoda, że inni nie poznali się na geniuszu Walentego herbu Skorochód ;) Filomata Jan Czeczot tak pisze w liście z Warszawy do Adama Mickiewicza (listopad 1921): Byłem tu na posiedzeniu Towarzystw Przyjaciół Nauk (…) Skorochód Majewski, badacz Słowiańszczyzny, nudził i zdziwił rozwlekłem bajaniem o niesłychanym w dziejach polskich królu Samosie, który poprzedził Krakusa, Wandę etc. etc, a przecież wydobyty aż z III wieku, znalazł dziejarza, który z taką pewnością czyny jego przedstawiał, z jaką pewnością mówić nie śmiemy o Mieczysławach i Bolesławach. Osadził tego Samosa na stolicy w Zamościu, które niegdyś miało się nazywać Samość. O głębocy badacze baśni, ile to wy chleba zjecie, nim z baśni baśnie zrobicie! Trzy lata nad tą pracował rozprawą; ile to wina, rozprawiając przed kamratami o niej, wypił, a za trzy grosze pożytku społeczeństwu nie zrobił.

I jeszcze raz inaczej:

Nie bez kozery zamojski hejnalista, wchodząc w samo południe na ratuszową wieżę, dmie w swą trąbkę w trzy strony świata, pomijając skrzętnie tę, po której znajduje się Kraków. Wątpliwe, by jedyną przyczyną tego były, jak głosi legenda, jakoweś zatargi między założycielem Zamościa a krakowianami. Śmiemy sądzić, że chodzi o sprawę zgoła grubszej wagi. O to, która z polskich stolic była ważniejsza: Kraków czy Zamość.

To bowiem nie Gniezno, jak uczą w całej Polsce na lekcjach historii, było naszą pierwszą stolicą, a Zamość właśnie. I to na długo przed rządami Piastów. Otóż w III albo IV (źródła, do których dotarliśmy, mówią różnie) wieku, a więc jeszcze nawet przed legendarnym opisywanym przez Galla Anonima Popielem, co go myszy zjadły, Słowianami władał niejaki Samos. Ów Samos był człowiekiem niezwykle roztropnym: otóż stolicę swego państwa miał zbudować w takim miejscu, by jednakowo blisko mieli do niej tak Wiślanie, jak i Lędzianie oraz Mazowszanie. Samos nazwał stolicę od własnego imienia: Samość. No a potem, z czasem, Samość zamienił się… w Zamość.

Tak przynajmniej uważał badacz słowiańskich pradziejów, niejaki Walenty Skorochód Majewski. A sprawę na światło dzienne, po tym, jak dwa wieki przeleżała ukryta w mrokach dziejów.

MaMaz

Filomata Jan Czeczot nie popisał się tutaj przenikliwością ani wyobraźnią. Nie dziwi to jako że natykamy się na niego potem jako na szczególnie wrogo nastawionego do idei romantyzmu prezentowanej przez Adama Mickiewicza –  a może jako na osobę nie do końca rozumiejącą konieczności filozoficzne Romantyzmu. W Filomatach Jan Czeczot występuje jako jeden z głównych ideowych przeciwników Mistrza. Jest piewcą bezwzględnym dzieła Jana Kochanowskiego  i głównym przedstawicielem Obozu „Klasycystycznego” Czcicieli Słońca, podczas  gdy romantyzm w pełnym rozwinięciu wymagał wprost zwrócenia się ku Bóstwom Księżycowym, ku siłom Księżyca, ku Przyrodzie i naturze, ku rozpasanym instynktom, czyli zanurzenia się w „id”, który tak bardzo chrześcijanom kojarzy się z niemoralnością, iż bywa przez nich identyfikowany ze „złem czystym” i szatanem.

Poszukiwanie wcześniejszych konotacji niż z osobą Kraka z VIII wieku okazało się zasadne.  Poszukiwanie przez Słowian korzeni w kulturze i tradycji Scytów i Sarmatów jest dzisiaj uznaną przez naukę – jedyną właściwą ścieżką , która na dodatek lokuje naszych przodków w głębokiej starożytności, pośród kultur związanych bardziej ze WSCHODEM NIŻ ZACHODEM.

Z DYSKUSJI POD RAMAJANĄ

Na stronie: http://lubczasopismo.salon24.pl/aelita/post/210367,indie-swiete-teksty-poeci-wstepny-komentarz-do-nasadiya

@noychoH / @publicysta

Skoro już rozmowa idzie o wybitnych polskich indologach, nie można nie wspomnieć o prekursorze polskiej indologii – Walentym Skorochodzie Majewskim.

Walenty Skorochód Majewski 1764–1835, archiwista, historyk, lingwista, sanskrytolog, badacz starożytności słowiańskich i związków słowiańsko-staroindyjskich, profesor szkoły kadetów w Warszawie, jeden z ostatnich metrykantów Rzeczypospolitej, kierownik Południowopruskiego Głównego Archiwum Krajowego, później Metrykant Koronny i Pisarz koronny Królestwa. Od 1809r. członek Towarzystwa Królewsko-Warszawskiego Przyjaciół Nauk, w ramach którego zajmował się tym, co w swym zagajeniu na posiedzeniu TPN, ujął Staszic tak: „Kolega Majewski od wielu lat pracuje nad językami Azyi, szczególnie nad językiem Samskrytu Indyan; z tym dochodzi powinowactwa rozmaitych ludów, pokoleń i plemion.”
W 1815r. uruchomił w Kamienicy Metrykantów Koronnych (kamienica nr 21, ul. Świętojańska) drukarnię sanskrycką, jak sam mówił „pierwszą w Słowiańszczyźnie”, którą kierował Tomasz Piętka. Na użytek tej drukarni, jak pisze Batowski, „ryciny kosztowne przysposabiał, odlewy czcionek z własnej kieszeni(…)”. Sprowadzanie z zagranicy drogich prac orientalistycznych i historycznych oraz prowadzenie drukarni sanskryckiej spowodowało niemały uszczerbek majątku Majewskiego i według jego słów „u rodaków mało sympatyi, żadnej przychylnej pomocy, nawet niejakiego zrażenia, że nie powiem szyderstwa.”
Cóż, taki bywa często los prekursorów…

1828r. – wydał Gramatykę sanskrytu („GRAMMATYKA
MOWY STAROŻYTNYCH SKUTHÓW”), 17 rycin
1830r, – wydał przekład Brahma Vaivarta Purana, tzn.tekst sanskrycki, transkrypcję na j.polski oraz przekład [„Brahma-Waiwarta-Puranam (…) przez Podlasianina na polskie brzmienie wyrazów Samskrytu przepisana i do znaczenia w języku narodowym zbliżona”].
W spuściźnie rękopiśmiennej pozostał przekład fragmentu Ramajany.
Jestem szczęśliwym posiadaczem pierwszego i jedynego wydania Grammatyki mowy starożytnych Skuthów. Edytorsko i graficznie (rozkładane ryciny z tablicami gramatycznymi) dzieło prezentuje się wspaniale.
Urzekające są tytuły dzieł i przekładów Majewskiego :).
Przepisałem w Wordzie tytuł Grammatyki zachowując w przybliżeniu układ i typ czcionek. Strona tytułowa wygląda mniej więcej tak:

Siedziba pierwszej polskiej drukarni sanskryckiej, Kamienica Metrykantów Koronnych (fasada kamienicy, Świętojańska, nr 21)

Kamienica Metrykantów Koronnych (oficyna kamienicy, Piwna, nr 18)

Trzy kamienice dalej(Świętojańska 27/29) od miejsca gdzie była drukarnia sanskrycka mieści się Sklep indyjski, i to jest jedyny ślad ducha przeszłości, bo żadnej tablicy upamiętniającej tę niezwykłą postać, nie ma.
Może napiszę kiedyś notkę o Walentym Skorochodzie Majewskim nawiązującą do jego b.ciekawej autobiografii zawartej we wstępie do Grammatyki.

Z Encyklopedii Staropolskiej o Archiwach

Archiwa polskie. Skarbiec czyli skład pewnej ilości dokumentów i aktów piśmiennych, bądź publicznych, bądź prywatnych, zowie się archiwum. Sam wyraz pochodzi prawdopodobnie od greckiego archeion, które oznaczało ratusz miejski. W łacińskiej postaci brzmiało pierwotnie archium, następnie archivum i w tym kształcie utrzymało się we wszystkich prawie językach europejskich. Co do archiwów polskich, zasługuje przedewszystkiem na uwagę zdanie najuczeńszego znawcy w tym przedmiocie, który osobiście badał prawie wszystkie główniejsze dawne archiwa w Europie i w sądach swoich jest dalekim od wszelkiej chełpliwości narodowej, a jednak pisze: „Jeżeli kiedy przyjdzie do skreślenia dziejów archiwów w Polsce, to się okaże niewątpliwie, że organizacja ich, ład i porządek, które w nich panowały, staranie, jakie łożono około ich utrzymania, nie tylko wyrównywały temu, co współcześnie było na Zachodzie Europy, ale w wielu razach przewyższały tę gałąź administracyi publicznej w państwach ościennych”. To samo, co pisze Pawiński, przyszło nam na myśl, gdyśmy w r. 1870, zwiedzając ratusz toruński, widzieli w zawiadywaniu magistratu niemieckiego ogromną skrzynię, nasypaną bez ładu znaczną ilością dokumentów pergaminowych z wiszącemi przy nich pieczęciami. Zawiązku archiwów w Polsce — mówi dalej uczony nasz Pawiński — szukać należy w kancelarjach królów i książąt. W XIV wieku, po zjednoczeniu w jedną całość różnych dzielnic, stał się Kraków siedliskiem rządów i stolicą państwa. Tam też powstały większe zbiory aktów piśmiennych, dyplomatów, przywilejów i nadań królewskich. Przechowywano te zabytki pergaminowe w skarbcu zamku królewskiego na Wawelu. Tam zapewne trzymano także pod kluczem księgi kancelaryi królewskiej, do których zapisywano w streszczeniu, lub całkowicie, wychodzące pod powagą królewską nadania i przywileje. Były to zawiązki tak zwanej następnie Metryki koronnej, czyli libri regestra metrica. Pawiński przypuszcza z dochowanych po dzień dzisiejszy ksiąg Kazimierza Jagiellończyka, że z doby Kazimierza Wielkiego i Władysława Jagiełły nie było ksiąg kancelaryi królewskiej więcej nad 20 do 30. Podanie o tem, jakoby te księgi zaginęły w bitwie pod Warną r. 1444 i zostały przez Turków odwiezione do Stambułu nie ma podstawy. Poszukiwania, jakie Pawiński osobiście przedsiębrał w Konstantynopolu, nie naprowadziły na żaden ślad istnienia tam jakichkolwiek ksiąg kancelaryi polskiej. Pod względem liczebnym księgi Metryki królewskiej zaczęły właściwie rozrastać się szybko za Zygmunta I, kiedy się rozwinęła i ugruntowała na szerokich podstawach czynność kancelaryjna dyplomacyi zewnętrznej, zarządu wewnętrznego, administracyi skarbowej i wojskowej, tudzież wyższego sądownictwa królewskiego. Zdaje się, że od połowy XVI wieku rozróżniano dwa rodzaje archiwów królewskich, t. j. archiwum zadworne, które obejmowało, obok ksiąg dawniejszych, księgi z czynnościami bieżącemi, i drugie, dyplomatyczne, Archivum litterarium regni. Mieściło się ono na Wawelu, w skarbcu królewskim, tam, gdzie przechowywano klejnoty koronne i kosztowności. Marcin Kromer korzystał z tych zbiorów i porządkował je. Następnie za Stefana Batorego, Jan Zamojski, kanclerz koronny, otaczał je swoją opieką. Po przerwie, wśród której zakradł się pewien nieład, zwrócił ku nim swe staranie Zygmunt III i pismem z r. 1613 polecił dwum sekretarzom swym, kanonikom Stanisławowi i Maciejowi Łubieńskim, sporządzić opis szczegółowy wszystkich dyplomatów, znajdujących się w szafach na zamku krakowskim. Wywiązując się z zadania, obaj sekretarze przedstawili potem królowi spis wszystkich 3110 aktów pergaminowych, które chronologicznie i przedmiotowo uporządkowali. Na czele mieścił się oddział dyplomatów papieskich, następnie szedł dział cesarski, austrjacki, bawarski, węgierski i t. d. Drugą grupę stanowiły akta i nadania, dotyczące różnych ziem i województw; na czele były tu nadania, listy i przywileje, dotyczące Wielkiej Polski. Sejm koronacyjny w 1764 r. postanowił archiwum wawelskie przewieść do Warszawy i połączyć razem, co w roku następnym uskuteczniono. Przy rewizyi i porównaniu z inwentarzem, sporządzonym w r. 1730, okazało się, iż brakło wielu dokumentóm. Część ich była podobno wzięta przez Zapolskiego, wojskiego ziemi czerskiej, inne usunęła niewiadoma ręka. Takim sposobem na zamku warszawskim powstało ogólne archiwum, składające się z dwuch części, t.&nbspj. z archiwum dyplomatycznego i archiwum zadwornego, które dla tego tak nazywano, że było publicznem, dla wszystkich przystępnem. W tem archiwum mieściły się, oprócz ksiąg kancelaryi koronnej, dekreta w sprawach, podlegających rozpoznaniu samego króla, a więc dekreta sądów asesorskich i referendarskich. Po trzecim podziale Polski w r. 1795, znaczna część archiwum z zamku warszawskiego przewiezioną została do Petersburga, skąd, na żądanie ówczesnego rządu pruskiego, powróciła w uszczuplonej liczbie ksiąg do Warszawy, a mianowicie bez archiwum sekretnego czyli dyplomatycznego i aktów Rady Nieustającej Departamentu interesów zagranicznych. Rząd pruski około r. 1799 znaczną część oryginałów przesłał z archiwum warszawskiego do Berlina, Białegostoku i Wrocławia. Po utworzeniu W. Księstwa Warszawskiego nastały lepsze czasy dla starych dokumentów. Za staraniem Łubieńskiego, ministra sprawiedliwości, powstało z mocy dekretu króla Fryderyka Augusta, Księcia Warszawskiego, z d. 2 września 1808 r., „Archiwum ogólne krajowe”, do którego weszło dawne archiwum zadworne z Metryką koronną, akta odzyskane z Berlina traktatem tylżyckim 1808 r. i zbiory dawnych aktów sądowych, skarbowych i t. p. Po utworzeniu w 1815 r. Królestwa Polskiego, archiwum dostało nazwę: „Archiwum Główne Królestwa”. Z początku mieściło się ono w zamku królewskim, zkąd r. 1820 przeniesiono je do gmachu oo. karmelitów na Krakowskiem-Przedmieściu, a r. 1834 przeznaczono obecne pomieszczenie przy placu Krasińskich, w gmachu, który za Stanisława Augusta mieścił urząd komory celnej. Pierwszym archiwistą za Księstwa Warszawskiego, a następnie kongresówki, był Wincenty Skorochód Majewski. Po nim od r. 1838 był Feliks Bentkowski, trzecim z rzędu Walenty Hubert, który 60 lat strawił na służbie w tem archiwum. Od r. 1875 naczelnikiem „Archiwum Głównego akt dawnych” został profesor uniwersytetu warszawskiego Adolf Pawiński, a po śmierci tegoż, piątym z rzędu archiwistą został Teodor Wierzbowski, także profesor uniwersytetu warszawskiego.

Z Bibliografii Karola Estreichera:

Jeszcze tylko z artykułu o Ignacym Pietraszewskim gdzie na uboczu dwa słowa – Majewski doceniony przez Kajetana Koszowicza na Uniwersytecie w Petersburgu

„… Uderzony nader blizkiem, a niezaprzeczonem, powinowactwem języka Zendzkiego ze słowiańskiemi, a mianowicie z polskim, poświęca się już nauce Zendawesty Zoroastra, czyli, jak on czytał, Zędaszty a jeszcze lepiej Zędawsty t. j. życiodawczej książki — im więcej ją zgłębia, im bliżej zajmuję się językiem Zendzkim, tem mocniej przekonywa się o najważniejszem dla dziejów polskich odkryciu, o użyteczności dla całej słowiańszczyzny. W skutek takiego przekonania wydaje on w r. 1857 w Berlinie dwa sposzyty Zendawesty z transkrypcją, tłumaczeniem na cztery języki; polski, niemiecki, francuzki i turecki i kommentarzem, pod tytułem: “Miano Słowiańskie w ręku jednej familji od trzech tysięcy lat zostające, czyli nie Zendaweste a Zędaszta to jest życie dawcza książeczka Zoroastra” (drugi takiż tytuł po niemiecku), nie szczędząc ni pracy, ni wielkich kosztów, własnym nakładem, jedynie dla chluby świata Słowiańskiego i w ogólności dla dobra nauki. W ocenieniu tego dzieła, posługiwać się będziemy zdaniem z prawa głębokiego znawcy Sanskrytu i Zendu, naszego ziomka, p. Kajetana Koszowicza, profesora literatury Sanskryckiej przy wydziale języków wschodnich w uniwersytecie Petersburskim. “Jako wydawca Zendawesty, sądzi on, Pietraszewski zdaje się mieć wiele wspólnego z drugim, dawno już zmarłym męczenikiem nauki Słowiańskiej, Walentym Skorochodem Majewskim. Przed 40-tu z górą laty, kiedy w całej Europie li tylko w Paryżu była katedra języka Sanskryckiego, kiedy nikt jeszcze nie podejrzałby najmniejszego powinowactwa Sanakrytu z językami Europy, Majewski pierwszy mową polską wyrzekł o tem powinowactwie i one udowodnił. Licz jakiż wzięło skutek pierwsze odkrycie zasad, któremi słusznie tyle się szczyci filologja porównawcza? oto, że Majewski był zmuszony szczupły swój fundusz obracać na drukowanie swych dzieł, przez nikogo nie czytanych, i że o nim dziś rzadki z rodaków, a za granicą może nikt nie wie.

W przedmowie do “Rozpraw o języku Samskrytskim (1816)” Majewski wołał: “nie żądam jak tylko zwrotu kosztów, pracę zaś i zabiegi z serca szanownym poświęcam współziomkom” koszta jednakowo się niewracały. Z gorzkiem uczuciem wołał on później: “straci autor, to nie będzie zbierał i pisał, a tem samem wiele zyska” (str. LXIV), a jednakże zbierał i pisał i przekazał dzieła swoje, ku uwielbieniu pamięci dostojnego męża, stuleciom przyszłości.

“Pietraszewski pierwszy wskazał niezaprzeczone nader blizkie powinowactwo Zendu z językami słowiańskiemi, a zwłaszcza z polskim. Uczeni sławiańscy pracę jego, pełną zamiłowania i poświęcenia się, pokryli milczeniem, zagraniczni zaś ozwali się o niej z szyderstwem i pogardą bez żadnych udowodnień….

ŚLĘŻA – czyli o Mocy Świętej Góry Słowian, o Słowie i o Wierze Przyrod(zone)y Słowiańskiej, o rodzimowierstwie polskim oraz o Wydawnictwie Slovianskie Slovo


Ślęża wysyła Zamysł nowego Istu, to już nie Świat  to Jaśń  (obraz: Joa Maya, tekst: Mak)

Kliknij i powiększ

W niedzielę wieczorem – w czas Pełni Księżyca  (z 3 na 4 czerwca 2012 roku) – wróciłem ze Spotkania na Szczycie, w którym uczestniczyli Autor Kumiru Świętowita, Autor Jego Opisu i Przesłania, Autor Tego Bloga i inne Osoby (nie wymieniamy Ich z miana bo nie czas) .

Sulistrowice – Modry Banior (kto zna Taję 9, ten wie czemu odpowiada to miejsce)

(kliknij – powiększ)

Spotkanie miało miejsce na szczycie  Świętej Góry Słowian, 

na Świętej Górze Polski,

Świętej Górze Narodzin Światła, Przyrody, Rodu i Narodu

Woda, Światło-Niebo, Powietrze, Bór, Bagno-Zaczyn, Matka Ziemia, Ogień i Błysk – Narodziny Nowego

 Ślęża – Najświętsza Góra Polaków

Święta Góra Całej Słowiańszczyzny


- Ślęża -

Emanacja Najgłębszych Wibracji Ducha Ziemi

jest w tych dniach Pępkiem Świata

Ośrodkiem Mocy Przemiany, Ośrodkiem Narodzin Nowego

Oto przesłanie Ślężańskiego Świętowita:

„…Słowiańszczyzna jest jak ocean, aby poczuć jego bezkres, głębię i moc trzeba się w nim zanurzyć i płynąć…

… nakrycie głowy. Rondo kapelusza – Krąg – oznacza że wszystkie aspekty Wizji stanowią Jedń. Kopuła kapelusza oznacza, że ta Jedń objęta jest – zaopiekowana – Umysłem Swąta – Boga.

Trzynastka – najbardziej napiętnowana liczba – jest liczbą Pełni.

Trzynaście miesięcy kalendarza – 13 x 28 dni (cykl miesięczny kobiety) – Dzień Pierwszy tygodnia – Niedziela, zsynchronizowały rytm życia Słowian z pulsem Świata. Wsłuchani w jego cichą melodię, silni Duchem uświęcali wszystko co ich otaczało realizując tym samym Zamysł Boga.

Jeśli to przeczytałeś i zechcesz pokusić się o refleksję – wyjdź wieczorem z domu, wycisz się, spójrz w rozgwieżdżone niebo i spytaj siebie jakiej melodii dziś słuchasz.”

autor: Mak


MOC ŚLĘŻY jest olbrzymia. Kto tam choć raz był WIE, kto nie był powinien koniecznie przybyć i pobyć na niej i z nią – z jej DUCHEM z JEJ MOCĄ, z MOCĄ Światła Świata. Powinien wejść na wierzchołek i poczuć jej działanie, jej energię, jej boską emanację, jej Bogów i przez nich samego Ojca Ojców. Powinien zanurzyć się choćby na sekundę w jej ożywczym Strumieniu i połączyć się z Siłami Wszego Świata, z Jego Światłem – które tutaj spływa z Głębi i sięga do Głębi  każdej żywej istoty.

Każdy Polak powinien spojrzeć ze szczytu na przepiękną Ziemię jaka go otacza – na Naszą Ziemię Rdzenną, Rodzimą i Rodzinną. Wrażenia i głębi odczuć związanych z medytacją i modlitwą na tej górze – nie da się porównać z niczym innym, ani przekazać żadnym wypowiedzianym SŁOWEM. Możecie to poczuć tylko wewnątrz – w Sobie – OWO Słowo – SŁOWO SŁÓW.

Piszę każdy Polak – bo TO Polacy właśnie są spadkobiercami genetycznymi i kulturowymi Lechitów – Lachów – Ślęchów, są Ślęchami i Łużyczanami i Wielkopolanami,  a za ich pośrednictwem także spadkobiercami tejże tradycji, kultury i genów są wszyscy inni Słowianie – w tym szczególnie ci najbliżsi im: Pomorzanie-Koszanie , Pomorzanie-Wieleci, Pomorzanie-Wandale (Wędowie) Pomorzanie Lęgo-Wędowie(Lędo-Winile, Litw-Wini) i Harowie (Horole-Górale, Chorwaci Wielcy – Mało-Polanie, Harusi Czerwoni – Karopanowie z Pod-Karpacia i Poleszucy i Podolanie, czyli Biali i Czerwoni Rusowie i Harusi Czarni (Karusowie-Morawianie) i Szczekowie-Czechowie  i Dawianie – Drzewi-Drawi, Drawidowie-Drzewianie, wnuki Draków (Traków) a także Mazowszany i Serby (potomkowie Serbomazów – Wnukowie Syr-Mati – Syrej Ziemi, czyli Ziemicy Macierzystej Kąptorgi i jej syna Kołaka Wielkiego (Skołoty) oraz ich wszyscy Południowi Następcy  – są spadkobiercami wielkiego Dziedzictwa Lechickiego – Dziedzictwa Lugii – Starożytnej Ślęgii-Lechii-Stolemii – Wielkiej Boranii (Boreaszu, Hiper-Boreji), Storady-JątMeru-Jilmeru, Tartarii, Scytii, Wenetii-Wenedawy, Sarmacji i Siewierzy-Sywerii (Siewier-Warii, War-Warii).

To nasza Ziemia rdzenna-rudymentarna-rodzinna, Ślugijska-Lęchska-Łużycka, lecz nie zapominajmy także że jest to Ziemia Rdzenna i Góra – Wszystkich Słowian – niezależnie gdzie w Świat rzuciły Ich dzieje  oraz z kim ich splotły.

To Ich Wszystkich

Słowian Świata

Święte Światło

i

Świetliste Dziedzictwo

Każdy Polak i Słowianin chociaż jeden raz w życiu powinien stanąć na wierzchołku Ślęży. Chwila obcowania z Mocą Ślęży, zjednoczenie z jej czakrą, zmienia bowiem człowieka wewnętrznie raz na zawsze.

Dziękuję wszystkim za wpisy, jakie pojawiły się w czasie mojej nieobecności na blogu, pod artykułami poświęconymi niszczycielstwu Cenzury

Dziękuję za wspaniałe prezenty dla Naszych Dzieci na Dzień Dziecka,

a przede wszystkim dziękuję Wam za wszystkie pomysły i inicjatywy w celu przełamania impasu w rozwoju sztuki, wiedy i przekazów płynących ze słowiańskich duchowych korzeni, a niosących „zielone światło” i ratownicze przesłanie Naszej Matce: Ziemi-Sjemi (Ziemi Rodzinnej) i Przyrodzie-Rodżanie (Siedlisku Życia).

Innym symbolem Rodów i Matki Rodżany-Przyrody jest Kwiat oraz Ryba

Dziękuję  za głosy w artykule o cenzurze – Jej rola w sektorze kultury jest taka sama jak rola korupcji w gospodarce, jak rola monopolu informacyjnego w dziennikarstwie i społecznym przekazie, jak dominacja Jedynej Idei i jedynej partii w polityce, lub jedynej religii w systemie światopoglądowym społeczeństwa

- to źródła niszczycielstwa zasobów narodowych i inicjatywy indywidualnej – to mechanizm obniżający systematycznie poziom twórczy (myśli, idei, rzeczy) i poziom powstających w Polsce dzieł.

To wyniszczanie Polski i Słowiańszczyzny – dalszy ciąg kolonizacji i wynarodowienia.

Czy ktokolwiek z nas chciałby żeby las składał się z jednego WYBRANEGO gatunku drzew?

Wierzchołek Góry i wieża kościoła pod którego posadzką rozpoczęto badania kolejnych pokładów starych świątyń. Kościół został zamknięty.

Ruch rodzimowierczy, słowiański i ekologiczny rozwija się w Polsce bardzo dynamicznie i przybywa mu zwolenników.

Zrozumienie, że Ochrona Przyrody musi być oparta o podstawę filozoficzną i zmianę sposobu widzenia Przyrody i Społeczeństwa oraz zmianę sposobu funkcjonowania cywilizacji Człowieka w owej Przyrodzie, staje się coraz powszechniejsze.

Widok na Południe – Góry SOWIE (Gniazdo Sowy, Góry Sowiego, a po ich drugiej stronie Bohania – Czechy, Las Czeski i Brama Mora oraz Morawy Czeskie i Hara-Hov, rzeka Taja-Dyja i Har-Dagon, z którego wziął sobie Dąbrówkę nasz Mieszko z Koszyszków-Koszyszaków Koszebów – Piastowicz Dago). Po naszej stronie Las Harów – Hercyński, Góry Kar-Ko-Nyskie, Las Tajch i Góry Harów – Gorce oraz Harwaty – Karpaty Góry Harwackie. Warto by wszyscy wiedzieli i pamiętali, że tzw. Klub Bohemijski (Bohemian Grove) to żadne Rodzimowierstwo – jest On taką samą podróbką i implantacją („kradzieżą”) symboliki i pojęć Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej jak wiele innych w różnych systemach religijnych  i wierzeniowych do których te symbole przeniknęły często wprowadzone nieświadomie przez twórców grup i sekt.

Polecam w tym miejscu Niezależną Telewizję

(Niezaleznatelewizja.pl) – ważne zwłaszcza we czwartki wieczorem

i nowe blogi słowiańskie, które rosną niczym grzyby po deszczu, jak:

.nawia.org.pl/

  Slowianin.wordpress.com

Dobrogost

Analityk

stanica-wlkp

czy inne bardzo ważne, jak Opolczyk, slowianskawiara, czy mojaslowianskafilozofia

Zejście z wieży widokowej

 Polecam też wszystkie inne, których tutaj nie wymieniam, ale nie dlatego, że są mniej ważne (np. Najstarsze drzewa ) – są one tak samo ważne – każda jedna i one wszystkie razem, a są już ich dzisiaj dziesiątki, jeśli nie setki.

Powstaje Wydawnictwo „Slovianskie Slovo” – „Księga Ruty” będzie pierwszą wydaną przez nie pozycją. Księga Ruty ma być kołem zamachowym Pierwszego NASZEGO Wydawnictwa – Wydawnictwa Słowian w Polsce, Wydawnictwa Słowianofilów Polskich i Ruchu Zielonego Światła, Wydawnictwa Wiary Przyrody, Wydawnictwa Rozwoju Słowiańskiej Tradycji i Pamięci, Wydawnictwa Światła Świata.

Święty Wielopienny Rombotowy Jawor Ślężański i Niedźwiedź – jeden z kamiennych symboli Rodu Rodów (Przyrody i Wiary Przyrody)

(kliknij – powiększ)

Mam nadzieję, że ta pierwsza książka szybko się „rozejdzie” wśród czytelników i z pozyskanych środków będziemy mogli realizować następne inicjatywy wydawnicze.

Święty Jawor

(kliknij – powiększ)

Po niej przyjdą bowiem – jeśli Bogowie Dozwolą, w co nie wątpię – następne.

Niedźwiedź a nie świnia jak go nazwali Niemcy. 

Ruszy też czasopismo – jak często będzie wychodzić, zobaczymy – jego debiutu spodziewamy się w IV kwartale tego roku.

Widok z wieży na Pąp Rudzi  – Modry Banior w Kłódzi – Pępku, w Sulistrowicach. Suł-Istro-Wice (Sol Ister – Słoneczny Ist Wice – Światło Świata Bis – tak samo jak w nazwie Świętej Rzeki – ISTER-Dunaj, który niósł boski ist ku Ciemnemu Morzu. A zaraz obok miejscowość Sul-Istr-Owiczki – Owieczki Pana Boga – Istu Słońca – Soło-Wianie!!! A pomiędzy jednym i drugim Modry Banior – Woda Wód, Źródło Źródeł. Czy to wszystko mógł uczynić ktoś inny niż Strażnicy Wiary Słowian? Niech to pytanie pozostanie bez odpowiedzi. Pąp Świata u stóp Góry Świata – Góry Gór – Wierchu Weli, WW – jak w nazwie szklanej Góry Welesa – WąWel-WAWEL, jak w nazwie Babilon-WaWilion – Wa-(W)Ilijon, Jąt – Iliryjsko-Ilmerski, czyli Ilion-Widłuża-Troja? W-oWalu, w Kręgu, W Jaju Świata, W Jedni! W-OWalo-Kitaż-Zworze – jak w słowie sanskryckim (świętoskrytym, sens skrywającym): Awalokiteśwara – WW – (Z)Wara i (S)War – Brama Bram (Brama Brahmana – kreatora Trójcy-Trimutri-TrójMaci, TróMacierzy, TrójMatrycy, TrójMądrości?) – War War – jak w Warwaria – Bar-Barja!

 

Czy ktoś pamięta zatopiony zaginiony Kitaż Gorod?! Dodajmy do tego jeszcze tylko Omfalę-Owal Greków, słynny Pępek i Wyrocznię z Delf (Dziełw) – pochodzącą od północnych dionizyjskich (dziewanijskich, dzeusyjskich – dzień czyniących z nocy) bogów – i będziemy w domu , w Gnieździe, razem z naszą Sową-Ową (owl). Sową do której klepią mantry nic nie rozumiejący, (a może jednak rozumiejący?) spadkobiercy Wiary Przyrody przeniesionej przez Braci Polskich za Ocean.


(kliknij-powiększ)

Pomysł realizowania wydawnictw na zasadzie subskrypcji jest ważny i bardzo cenny. To powrót do szlachetnych zasad honorowych obowiązujących jeszcze w działalności gospodarczej przed II Wojną Światową w Polsce. Wcielimy w życie zarówno system subskrypcji jak i dobrowolnych wpłat na rozwój inicjatyw wydawniczych – Nasze Wydawnictwo musi być Naszą Wspólną Sprawą. Liczymy też, że pojawią się poważni inwestorzy i darczyńcy gotowi wesprzeć tę działalność wydawniczą.

Zejście Szlakiem Tysiąca Schodów [potrójny obrót w prawo]

Pojawiają się także nowe inicjatywy, które mam nadzieję rozwiną się pomyślnie i będziemy mogli niedługo was o nich poinformować.

Poszycie składa się z najszlachetniejszych roślin – paproci, borówek (czarnych jagód), zajęczej kapusty, ziół oraz szlachetnych traw. Tego dnia wszystko tryskało zielenią i niesamowitą świeżością. [potrójny obrót w prawo]

Księga Ruty będzie wydana w jesieni , wkrótce ruszą strony internetowe wydawnictwa i dalsze inicjatywy.

Te skały nie przypominają naturalnego utworu górskiego – lecz ruiny rozrzucone wokół szczytu wybuchem. Różne myśli cisną się człowiekowi do głowy kiedy na to patrzy, kiedy tego dotyka. Czy uderzył w tę samotną górę strumień energii z Głębi Wszechświata? A może to gigantyczny statek kosmiczny wbił się w górę? [potrójny obrót w prawo]

Pozdrawiam wszystkich i jeszcze raz wam dziękuję za pomysły, deklaracje – których nie zamierzamy zmarnować. W planach jest też publikacja poezji i symultanicznej sztuki która łączy literaturę , malarstwo i muzykę, film i wszelkie inne środki artystycznego przekazu. Publikowane także będą odkrywcze badania, opracowania analityczne i prace popularno-naukowe z dziedziny szeroko rozumianej tradycji i kultury Słowian.

Wiekowa tuja przy leśniczówce pod Ślężą [potrójny obrót w prawo]

Pozdrawiam was serdecznie z nadzieją, że także znajdziemy sposób na realizację całej serii wydawnictw dla dzieci  i młodzieży – w tym nie tylko na powieść „Nowe przygody Baltazara Gąbki”, ale także na nową powieść fantasy, na komiks z Nowymi przygodami Baltazara Gąbki, czy na wydanie nowych słowiańskich bajek dla najmłodszych.

Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję.

Kot-Parkingowy – Przewodnik jak z „Mistrza i Małgorzaty”, który to podbiegając przodem, to czekając na nas i idąc bokiem  (jakby zaganiał stado), poprowadził nas od Tui przy leśniczówce do podślężańskiego baru na parkingu. Widząc, ze nie wstąpimy na biwakowisko odprowadził nas smętnym wzrokiem do samochodów.[potrójny obrót w prawo]

O Ślęży -ważne w Niezależnej Telewizji. pl

Pamiętajmy zawsze i wszędzie, że Słowiańska Wiara, Wiara Przyrodzona Słowian – to wiara polegająca na bezpośrednim kontakcie Każdego Wyznawcy, każdego Człowieka z Bogiem/Bogami/Energiami Światła Świata (Wszech-Świata) – bez żadnego pośrednictwa. Wiedunowie (niezależnie z jakiej świątyni się wywodzą i jaką gromadę kapłów/szamanów reprezentują) – mogą dać każdemu z Nas jedynie wskazówki, a odprawiane przez nich zbiorowe, publiczne obrzędy służą  wyłącznie budowaniu pamięci, pielęgnacji tradycji i kształtowania więzi społecznych na bazie wspólnoty przynależności do tej samej Wiary Przodków – Słowiańskiej Wiary Przyrod(zone)y.

Ślub – jest wyłącznie sprawą przysięgi między małżonkami, aktem który ma znaczenie dla nich samych i rodzin ich obojga i dla nikogo więcej. Tak samo jak akt pożegnania zmarłego czy obchody comiesiecznych i cotygodniowych świąt – są sprawą indywidualną bądź rodzinną.

Obrzędy Wielkich Świąt – jak Tany z okazji Święta Kresu – Kupaliów, które się właśnie zbliża na Północnej Półkuli Matki – służą w wymiarze publicznym  przesłaniu ku Światłu Świata jednomyślnego zbiorowego znaku wyznawców Wiary – Połączeniu w Jedni – Jednej Myśli wyczarowanej Wspólnym Przeżyciem  Chwili Istu  (TU i TERAZ) – Czasu Stawania się, dziania się, manifestacji Wolnej Woli – Swątbody-Jimieli –  Chwili Urzeczywistniania  Zmiany

Obrzęd publiczny  z tych wszystkich okazji jest manifestacją przywiązania do tradycji i przekazaniem  tradycji kolejnym pokoleniom. Jest także aktem budowania wspólnoty społecznej wokół Wiary. Bądźcie razem – nie zapominajcie o sobie wzajemnie – łączcie interesy i pomagajcie sobie wzajemnie.

http://bogowie.za.pl/

Svantevit – zwiastun płyty

Słowackie Wysokie Tatry – Krywań – „Dziwoziemia zamar(z)ła w czasie” – piękny film i tekst podania

Praga – Świątynia neolityczna Na Hurce – osada na Bubencu czyli neolityczna Praga Praganów-Prygów, Kumoryjczyków

Posted in Mitologia Słowiańska, Wiara Przyrody by bialczynski on 28 Maj 2012

Praga – Bubenec czyli neolityczna Praga Praganów-Prygów, Kumoryjczyków przegnanych z Zielonej Pustyni (Nadczarnomorskich Stepów)  przez Skołotów, a zapisanych w podaniach  żydowskich (Biblia) i arabskich, a także w innych starożytnych źródłach jako potomkowie Gomera i wnukowie Marchomira i Ibora.

 

Według jednych wersji były to mieszane plemiona celto-skołockie, według innych wyłącznie celtyckie a według jeszcze innych słowiano-isto-skołockie czyli prasłowiańskie. Czekamy na badania genetyczne haplogrup znalezionych kości z grobu i z urny. Mamy nadzieję, że te dane nie będą zbyt długo skrywane przed opinią publiczną. Jeśli znajdą się tam haplotypy Y-DNA R1a1a1 będziemy mieli pewność że w tej neolitycznej – jednej z najstarszych rolniczych kultur na świecie brali udział Prasłowianie – przodkowie naszych dziadów i  ojców oraz nas samych – Polaków.

Polecam rzut oka na mapy gdzie Prygia w Anatolii i Pragia w Harii-Wharacie

 

 Zanim zaczniemy przedstawiam fragment artykułu z National Geografic gdzie widać już polubowny ton na temat etogenezy Słowian (mimo że to artykuł z 2010 roku a więc odkrycia były świeże) i uwzględnienie wyników badań genetycznych chociaż w skromnym zakresie – uznające kulturę przeworska za Wenedyjską a nie Germańską. Wtedy był to akt odwagi – dzisiaj wiemy już więcej – zwłaszcza o Skandynawii i Rurykowiczach – potomkach Prasłowian na Skonie Lądu czyli w Skon – Dynawii, Skon-Dawanii (Dawanie – Dawni – Staroeuropejczycy halpogrup I1 i I2).

http://www.national-geographic.pl/

Słowianie – na początku dziejów

14 marzec 2010

W encyklopedycznym skrócie

W encyklopedycznym skrócie to grupa ludów indoeuropejskich, związanych tzw. językiem prasłowiańskim, z których we wczesnym średniowieczu zaczęły kształtować się narody słowiańskie. Byli i nadal są zagadką, a zwłaszcza problem ich etnogenezy. Jest on wciąż przyczyną burzliwych sporów. Jedni badacze kolebkę Bałto-Słowian widzą w Azji, a już wyodrębnionych Słowian w Naddnieprzu. Inni snują różne hipotezy, lokalizując ich prasiedziby w rozmaitych częściach Europy, m. in. na wschód od Wisły. Najbardziej popularna jest teoria ich pralegowisk na Wołyniu, Podolu, Polesiu i nad środkowym Dnieprem, aż do źródeł Donu, oraz druga, umieszczająca ich na terenach nadłabskonadwiślańskich. W 1979 r. krakowski archeolog, Kazimierz Godłowski, w swej rozprawie o rozprzestrzenianiu się Słowian dowodził np., że miejscem narodzin słowiańskiej kultury i języka było dorzecze górnego i środkowego Dniepru, obszar leżący dziś na pograniczu Białorusi i Ukrainy. Dopiero stamtąd w okresie wędrówek ludów Słowianie wyruszyli na zachód i południe. Jako prasłowiańską uznał on, rozwijającą się na tym obszarze od II w. p.n.e. do II w. n.e., archeologiczną kulturę zarubiniecką, której nazwa bierze się od osady w Zarubińcach.
Słowianie początkowo należeli do bałtosłowiańskiej wspólnoty językowej, która rozpadła się między II a I tysiącleciem p.n.e. Byli potomkami rolniczo-pasterskich plemion, którzy na przełomie III i II tysiąclecia p.n.e. osiedlili się na północy stepów nad M. Czarnym, Podkarpaciu, w środkowej, północnej i wschodniej Europie. W wiekach późniejszych stworzyli kilka genetycznie ze sobą związanych kultur archeologicznych, wśród których ważne znaczenie miała kultura trzciniecka, rozprzestrzeniona w 2 poł. II tysiąclecia p.n.e. między Wisłą a środkowym Dnieprem, łużycka(XIII – IV w. p.n.e.) i pomorska(VI – II w. p.n.e.)

W pierwszej połowie I tysiąclecia Słowianie stanowili jeszcze wspólnotę językową i kulturową. W wyniku migracji oraz ekspansji ludów celtyckich i germańskich, zwłaszcza w dorzeczu Dniepru i Wisły, Słowianie zostali rozbici na grupę zachodnią, czyli Wenedów, reprezentujących kulturę przeworską i zasiedlających ziemie między Odrą, Łabą i Soławą po Płw. Jutlandzki oraz wschodnią, czyli Antów, których wytworem była kultura zarubiniecka i którzy zajęli całe dorzecze Dniepru i górnej Wołgi.

W czasie wzmożonej migracji Słowian na Płw. Bałkański w V-VI w. powstała grupa Słowian południowych, którzy rozprzestrzenili się na Bałkanach i Peloponezie.

Neolityczna świątynia w Pradze oraz 23 inne świątynie odkryte w Czechach

Archeolodzy odnaleźli w praskiej dzielnicy Na Hurce pozostałości neolitycznej świątyni sprzed 6500-6200 lat – podała czeska agencja informacyjna CTK. Świątynia ma średnicę 23 metrów, a tworzą ją dwa rowy i trzy palisady (tego typu budowlę specjaliści nazywają rondlem). Prowadziły do niej dwie bramy – jedna od strony wschodniej, a druga od zachodniej.

Według Milana Kuczarka z praskiego muzeum świątynia była nie tylko miejscem uroczystości religijnych, ale uczt i wymiany dóbr.

Oprócz świątyni archeolodzy natrafili na dwa neolityczne domy, dziewięć grobów, narzędzia, ceramikę i kości zwierząt. W Czechach znaleziono dotąd ponad 10 świątyń tego typu, z czego dwie w okolicach Pragi.

Na znalezisko uczeni natrafili dzięki analizie zdjęć lotniczych. Wykopaliska zaczęli w marcu.

Osada w Pradze

7.o5 .2012 r.

Archeolodzy odkryli na stanowisku w Pradze najstarsze w Czechach ślady uprawy ziemi i jej orania pochodzące z połowy IV tysiąclecia p.n.e. – informuje serwis internetowy Prague Daily Monitor. 

Odkrycia dokonano podczas badania gruntu pod dwiema ulicami w Pradze, w dzielnicy Bubenec, znajdującej się w północno-zachodniej części stolicy Czech.

Jak poinformowała rzecznik praskiego Instytutu Archeologicznego Jana Marikowa, na stanowisku położonym niedaleko Zamku Praskiego odnaleziono miejsce z zachowanymi śladami prymitywnej orki, pochodzącymi z wczesnej epoki miedzi (ok. 3800-3500 r. p.n.e.).

Na terenie o powierzchni 80 metrów kwadratowych (9 metrów długości i 10 metrów szerokości) naukowcy odkryli zespół równoległych linii wyrytych w ziemi na głębokość 8 centymetrów, tworzących skiby ziemi pozostające po orce.

Archeolodzy odnaleźli też liczne ślady osadnictwa z późniejszych okresów, od pozostałości po celtyckich i germańskich plemionach do artefaktów z wczesnego średniowiecza.

Według Markowej odkryte skiby są prawdopodobnie najstarszymi śladami pola uprawnego, jakie zostały odnalezione na terenie Czech i pochodzą z tego samego okresu, co najstarsze znane w Europie ślady zastosowania prymitywnych pługów w uprawie ziemi.

Archeolodzy prowadzący wykopaliska na stanowisku wydobyli dużą liczbę artefaktów i pobrali próbki gruntu do dalszych badań.

PAP – Nauka w Polsce

 

 

w Pradze odkryto neolityczną wioskę sprzed 7500 lat

27-05-2012

Czescy archeolodzy odnaleźli na stanowisku w Pradze ślady osadnictwa pochodzące z około 5500 r. p.n.e. – informuje serwis internetowy Radio Prague

Odkrycia dokonano na stanowisku położonym w dzielnicy Bubenec w północnej części stolicy Czech, w rejonie największego zakola Wełtawy przepływającej przez Pragę.

Archeolodzy odnaleźli na stanowisku ślady dwóch długich neolitycznych budowli, z których starsza pochodzi sprzed ponad 7000 lat i miała kształt prostokąta, a młodsza o kształcie trapezu pochodzi sprzed około 6500 lat.

Niedawno na tym samym stanowisku Bubenec archeolodzy odnaleźli najstarsze w Czechach ślady orki na polu pochodzące z ok. 3500 r. p.n.e., a najnowsze znalezisko wskazuje, że ludzie byli tu obecni także 2000 lat wcześniej, mniej więcej w tym samym czasie kiedy powstawało rolnictwo nad Nilem w starożytnym Egipcie.

Jak poinformował Radek Baly, dyrektor Czeskiego Towarzystwa Archeologicznego kierujący pracami wykopaliskowymi na stanowisku Bubenec, po neolitycznych budowlach pozostały jedynie doły po palach, wyżłobienia w gruncie po drewnianych elementach konstrukcji oraz kilka artefaktów.

Znaleziska umożliwiły jednak ustalenie kształtu i obwodu neolitycznych budowli, a także określenie ich wewnętrznego podziału na pomieszczenia.

Archeolodzy odnaleźli też miejsce pochówku sprzed około 3000 lat, składające się z ceramicznego naczynia wypełnionego spalonymi szczątkami i kośćmi oraz kilku płaskich kamieni, a także jeden o wiele starszy, ale bardzo zniszczony grób.

Długie budowle mieszkalne o kształcie trapezu były charakterystyczne dla kultury ceramiki linearnej z kręgu neolitycznych kultur naddunajskich, rozwijających się na terenach Europy Środkowej w okresie ok. 5500-4500 r. p.n.e., a młodsze groby pochodzą z okresu kolejnej neolitycznej kultury ceramiki kreskowanej, która zaczęła się rozwijać w okresie 4600-4400 r. p.n.e.

Według R. Baly’ego, dalsze badania wyjątkowego stanowiska Bubenec w Pradze mogą zaowocować kolejnymi odkryciami. Szanse na to są duże, gdyż na terenie dzielnicy planuje się przeprowadzenie rekonstrukcji wielu budynków oraz powstanie nowych, a zgodnie z prawem konieczne będzie przed rozpoczęciem inwestycji przeprowadzenie lokalnych badań archeologicznych.

Grób homoseksualisty sprzed 5 tys. lat

Czescy archeolodzy poinformowali o dość interesującym odkryciu. Bo, o ile nikogo nie powinien dziwić fakt znalezienia w Pradze grobowca i ludzkich szczątków sprzed 5 tysięcy lat, o tyle tak precyzyjna informacja dotycząca orientacji seksualnej nieboszczyka – jest zaskakująca.

Mogiłę odnalezioną podczas wykopalisk datuje się na późną epokę kamienia i przypisuje się kulturze ceramiki sznurowej, rozprzestrzenionej w eneolicie na obszarze niemal całej Europy Środkowej.

Kultura ta ściśle dotrzymywała rytuałów pogrzebowych. Kobiety układane były na lewym boku z głową ustawioną w kierunku wschodnim, a mężczyźni na prawym boku, z głową skierowaną na zachód. Przedstawiciele obu płci leżeli w grobach w pozycji skurczonej – tłumaczyła archeolog Katerzina Semradova cytowana przez czeskie media.

Tymczasem w grobie wykopanym w praskiej dzielnicy Dejvice zaobserwowano nietypowe rozwiązania dotyczące pochówku zmarłego. Kości mężczyzny były ułożone na sposób kobiecy, w dodatku wyposażone zostało w dary pogrzebowe charakterystyczne dla kobiet: pięć naczyń, krzemienny nożyk i jajowaty garniec.

Ludzie tej doby, czyli okresu sprzed dwóch-trzech tysięcy lat przed naszą erą, bardzo dbali o rytuały pogrzebowe. Nie mogło się zdarzyć, że zrobili to naumyślnie, albo że się pomylili. To wielce nieprawdopodobne – dodała inna archeolog, Kamila Remiszova Veszinova.

Według niej istnieją dwie teorie, mogące wyjaśnić sposób ułożenia ciała. – Podobne pochówki znane są u szamanów z czasów mezolitu, kiedy mężczyzna musiał przyjąć tożsamość kobiety i odwrotnie – powiedziała. Jednak grób z Pragi nie zawiera bogatego wyposażenia mogił szamańskich.

Dużo bardziej prawdopodobne jest, że był to mężczyzna o innej orientacji seksualnej, czyli homoseksualista lub transseksualista – dodała Kamila Remiszova Veszinova.

Archeolodzy ochrzcili pochowanego mężczyznę imieniem Milousz. Czeskie media nazwały go natomiast „człowiekiem trzeciej płci”.

In English

27.05 2012

Archeologists find early Stone Age houses in Prague

Same Prague district that yielded Stone Age ‘gender bender’ again sheds light on how humans lived millennia ago

The Czech Archaeological Society (ČSP) has announced the discovery of the remains of houses dating back more than 7,500 years in the Prague district of Bubeneč, along with a burial site there that is about half as old.

“We have managed to unearth impressions of wooden supporting structures of so-called long houses, typical of the Neolithic period,” said ČSP director and researcher Radek Balý, as cited by the Czech state news agency ČTK. Long houses are typical of the Linear Pottery culture in much of Europe at the time.

Over the years, Bubeneč has proved fertile hunting grounds for finds from the early Stone Age up through the Bronze Age. Balý said the area had been continuously populated for many thousands of years.

Last April, Czech archaeologists working in Bubeneč discovered what the international tabloid media came to call the grave of a “gay cavemen” — in fact a unique late Stone Age grave perhaps of a transsexual or “third gender” man dating from between 2500-2800 BC and the era of the so-called Corded Ware culture in the Czech Republic.

Polska Wizja Baji – Tleledrag T.S. Marski „Księga Popiołów”


Tymon Niesiołowski „Król Duch”, (kompozycja do poematu Juliusza Słowackiego), 1909, pastel na papierze, 126,7 x 147,5 cm, Muzeum Narodowe, Warszawa

Rozdział 1

Ja Wele Tab ~ Duch Ksiąg

Inne, uczone, nad księgami siedzą,

Lecz z literami oko nic nie czyni,

O duchu w księgach zamkniętym nic nie wiedzą.

(Król Duch J. Słowacki)

Zasadniczą ideą księgi popiołów jest dotarcie do bezsprzecznej prawdy historycznej jakakolwiek miała by ona być, księga ta jest historią Słowian oraz obroną pisma i języka Słowian.

Jest ona napisana językiem potocznym, nadużywamy słów a, i, że, alias, często dosadnym, obrazoburczym, sprzecznym z zasadami eufonii, przypisy są właściwie podrozdziałami, częściowo piszemy ją w trybie przypuszczającym by czegoś dowieść by później używać tych samych faktów już jako twierdzeń, posługujemy się zapisem przeciwnym zasadom jednolitości szczegółów czyli np. zasadą stosowania znaków interpunkcyjnych Pro’rok ~ Pro-rok, często wbrew regułom ortografii (np. naZyWać nazywamy to akcentacją etymologiczną), składni jak i prawom estetyki czy redakcji książek, np. używamy zamiennie skrótu e.ch. (ery chrystian) i n.e. (naszej ery ~ ale nie mojej), nazywamy opisywany lud czy naród, a może kastę ~ warnę militarną raz Chor’watami, Hrob’atami ~ Mogilanami, Hor’manami, Walinami, Ljadami, Ledianami, drugi Pszońcami, Obrami, Wręgami, Worami, Lachami, innym razem imieniem Morusów czyli Empiriusów ~ Ąpirusów (płonących ~ ognistych), używamy na ich określenie też nazwy Lugii ~ Antów ~ Anteli ~ Andeli ~ Anji ~ czyli Aniołów, jak również nadajemy im imię Abarów, Awarów i Rusów które w dzisiejszej historiografii mają dość jednoznaczne choć dogmatyczne identyfikacje z jakimiś koczownikami gnębiącymi biednych Słowian czy z Rusią Kijowską, też Świętą Górę czyli Łysą Górę nazywamy ~ Peuką, Pełką, HaraWatą, Łysicą, Harą, Harati, Wolą, Wólką, Gol’gotą ~ górą czaszką, Heramem, Helemem używamy znanych słów w prastarym i innym znaczeniu od dzisiejszego np. niemcy~niemeci oznaczają wszystkich niesłowian, czy żydów zaliczamy ze względu na to, że jidisz to dialekt niemiecki do Niemców itp. wypisujemy też bardzo kontrowersyjne, aroganckie oraz emocjonalne opinie, robimy to wszystko nie dlatego, że nie lubimy czeskiego (lidyjskiego) alfabetu czy też mamy taki kaprys, ale bardziej po to by zmusić do myślenia wywołać żywszą wręcz gwałtowniejszą reakcję czytelnika by uzmysłowić mu struktury i piękno naszego języka dziś już nieco skostniałego i sformalizowanego, chodzi też o dotarcie do prawdy o naszej historii i naszych przodkach, bo chodzi nam tu jak wspomnieliśmy wyżej o obiektywną oraz bezsprzeczną prawdę historyczną.

Być może obrażę tą książką klasę inteligencką, chrześcijan, arystokratów, cyklistów, bałwochwalców, komunistów i ateistów jak też XIX nacjonalizmy polski, ukraiński, rosyjski, żydowski czy niemiecki alias wszystkie nasze święte krowy, choć na pewno nie obrażę tu ludzi inteligentnych bo oni wiedzą, że dużo ważniejsza jest prawda niż dobre samopoczucie czy uczucia ”konfesjonane” tej czy innej narodowości, warstwy zawodowej czy społecznej, życie w kłamstwie i obłudzie prowadzi zawsze do klęski, być może jest to historia panslawistyczna, choć myślę, że to historia świata według Barbarzyńcy, wyraz macedoński Bara ~ Słowo, więc Barbarzyńca synonim imienia ~ narodowości Słowian. Ktoś powie, że nie ma takiej narodowości, ale była jeszcze w czasach Kadłubka, a nawet w XVI wieku bo jakiej jest narodowości autor poniższych wersów. (narodowość tą zniszczył kofesjonalizm i separatyzm podsycany przez wrogów Słowian)

WENUS I STREFY JEJ WPŁYWÓW
RENESANSOWA RYCINA Z CYKLU PLANETY

… Serby, więc Antowie, Bosnacy za nimi

I Karwaci waleczni z chorągwiami swymi.

… za wodę głęboką zimnej Łaby wzięli;

Tak iż niemal wszystko jeden opanował

Naród co Bóg trojakim Neptunem warował.

(Jan Kochanowski)

Chcąc wywieść pochodzenie Słowian i ich języka, musimy sięgnąć do ksiąg z paru dziedzin wiedzy, mianowicie historii, indoeuropeistyki (językoznawstwa), archeologii, mitów indoeuropejskich i w zasadzie religioznawstwa, jak i zasobów słownikowych języków będących w miej lub bardziej istotny sposób, związanych pokrewieństwem czy innymi wzajemnymi wpływami. Zobaczymy, że w mitach, legendach i bajkach ~ dub’inuszkach jest zawarta wiedza historyczna, dużo większa niż w najobszerniejszych opracowaniach, wąsko wyspecjalizowanych uczonych ślepych na prawdę i fakty, mówiących hermetycznymi zawodowymi żargonami, mieszkańców nowej wieży babel czeskie słowo babel ~ bełkot, [uczonych ~ tuczonych gęsi (a może jednak Polacy to gęsi) na romajskich kłamstwach, jeśli nasi ulubieni uczeni to nie gęsi to na pewno romajskie psittakusy].

Nie jesteśmy zresztą pierwsi którzy chcieli coś wskrzesić z mitów i języka, np. R. Świerzbieński wskrzeszał Wiarę Słowian w swej książce, ”Wiara Słowian z Obrzędów, Klechd, Pieśni Ludu, Guseł, Kronik i mowy Słowian wskrzeszona.” Też nie pierwsi uznajemy Awarów za naszych, tak pisze o Awarach Słowacki.

Też nie pierwsi doszliśmy do wniosku, że mowa Słowian musi być najstarszym językiem świata, czy do tego, że Atlanci to Scyci, jedno i drugie uzmysłowił sobie Hugo Kołłątaj pisząc HRL, jednak doszliśmy do tego inną drogą i niezależnie od tych autorów, bez znajomości ich tekstów, a dowodzimy chyba jako pierwsi, że mowa ta utarła się w strukturach notacji kobalnej (węzełkowej ~ sznurowej). (teksty te załączyliśmy)

Wyprowadzenie etymologii wszystkich słów oczywiście nie jest możliwe, same słowniki kilkudziesięciu rzeczonych języków liczą setki opasłych tomów, jest to gigantyczny zasób informacji, pozostaje tylko problem jej odszyfrowania, jest to ponad siły jednego człowieka. Dlatego przeprowadzimy wywody etymologiczne kilkudziesięciu najważniejszych słów takich które są najczęściej w użyciu i mogły być już używane 4-5 tyś. temu.

Była to epoka neolitu, epoka kamienna, żelaza meteorytowego ale i hutnictwa miedzi i słabych brązów możliwe, że hutnictwa żelaza lecz raczej na pewno nie stali. Więc słowa te to, nazwy kamienia, skał, nazwy wojska, władców, też słowotwórstwo czasu, religijne, nazwy nieba i ziemi czyli elementów środowiska przyrodniczego inaczej terminów geograficznych, też terminologia broni, ksiąg i pisma (choć tego będziemy tu dowodzić, według obowiązującej wiedzy plemiona indoeuropejskie i później słowiańskie to dzicy barbarzyńcy), żywiołów ognia, wody, wiatru, zimna nazw gór i rzek, te słowa są najistotniejsze i imię własne ludzi oraz ich imiona, przydomki i przezwiska.

Nie wyśmiewamy tu wbrew pozorom ludzi, najwyżej ich poglądy co nie jest tym samym, ludzi nie powinno się wyśmiewać ale poglądy jeśli są niedorzeczne, naiwne i nielogiczne nawet powinno, nacechowanie emocjonalne polemiki z nimi jest po prostu potrzebne dla jasności sformułowań, jeszcze raz podkreślamy naszym przeciwnikiem nie są ludzie często głęboko zasugerowani, wręcz zaprogramowani przez scholastyczny dogmatyzm, odrzucający fakty podważające te dogmaty, choć to ludzie którzy nie mają nic wspólnego z prawdziwą i wolną od uprzedzeń nauką.

Twierdzi się, że Bulla Gnieźnieńska jest tzw. Złotą Bullą języka polskiego, jeśli tak to Diamentową Księgą języka polskiego jest każdy słownik języka słowiańskiego i wystarczy spojrzeć do słownika np. czeskiego czy macedońskiego zastanowić się co znaczą tam słowa czes. kazimir, kazisvet, hasićska, hamonit, ludrak, Pszoniec, harat, harant, haraszit, hrad, hrozinki, hrob, hlad, led, oj, voj, mac. lesz, lud, ludak, kraczun, bara, iz’wor, bardo itp. by historia nasza przestała być tak tajemnicza choć stanie się nieco niesamowita.

Jako samozwańczy obrońca polskich kronik, używam na ich obronę i w ogóle do oceny rzeczywistości historycznej dość prostego procesu poszlakowego który jest może dość prymitywnym narzędziem logicznym pozwalającym jednak bardzo prawidłowo ocenić fakty i wiarygodność przekazów, proces ten pozwala też wyciągać prawidłowe wnioski, dla uproszczenia nie odróżniamy specjalnie poszlak od znamion, czyli poszlaki bywają dla nas znamionami czy może częściej znamiona traktujemy jak poszlaki, postawiłem zarzut oszczerstw i kłamstw historycznych romajom i innym oraz go uzasadniłem wskazałem ich interes czyli dlaczego kłamią oraz wskazałem miejsca gdzie perfidnie i ewidentnie kłamią, przedstawiam też na to niezwykle liczne poszlaki, a co do osiągnięć rodzimych ”romajskich” z ducha historyków to skomentował je pewien szlachcic.

”Są wiersze…” ”To błazeństwo!”~”Są też Polskie dzieje”.

”Bodajbyście wisieli na haku, złodzieje,

Żeście, w wieczne swój naród podając pośmiechy,

Powyrzucali z kronik i Wendy, i Lechy…”

Z satyry ”Chudy literat”

(A.S. Naruszewicz przypadkowo powiedział

prawdę o tym co pseudonauka oświeceniowa

zrobiła z kronikami Polski.)

Sam Lelewel gdyby się tylko zastanowił, skąd się wzięło jego nazwisko, to pewnie zmienił by swe krytyczne poglądy, a może nawet sam zamienił w ognistego ducha z empireum niebieskiego. (gdy wyróżniamy jakieś wyrazy w zdaniu to znaczy, że sygnalizujemy jakieś ich związanie logiczne w tym wypadku, dwa wyrazy i jedna fraza znaczą to samo lele wel to ognisty duch, empireum to niebo czy siedziba boga zalana przeraźliwie jaskrawym światłem, po grecku empireum znaczy dosłownie ognista, czyli ognisty duch z ognistej siedziby)

Choć jestem w stanie uznać swoje wywody za błędne wtedy gdy moje bardzo poważne argumenty na rzecz prawdziwości kronik, Kadłubka, Długosza, Bielskiego, Prokosza i innych zostaną zbite bezsprzecznie, bowiem przytoczeni przed chwilą kronikarze na temat Polskiej przed chrześcijańskiej historii piszą mniej więcej to samo, a potwierdzają to ogólnie i niekiedy w szczegółach źródła od nich niezależne czyli arabskie, potwierdzają to też legendy ~ sagi niemieckie i skandynawskie, oraz ogólnie mówiąc mity indoaryjskie, potwierdzają to też nasze Słowiańskie legendy oraz słowotwórstwo czyli zasoby leksykalne języków Europy itp.

Nie jest to książka do wierzenia, bo wiara potrzebuje absurdu ”Wierzę bo to absurd.” jest to książka do zrozumienia czyli książka weryfikowalnych pojęć i wiedzy. Nie piszemy też tu wbrew pozorom przypowieści tylko historię książąt, bogów i władców oraz historię ludu pierwotnie ‚harisi’ drapieżców, tu wesprzemy się parafrazą pewnych martwych od wielu wieków historyków ”to do podziwienia, że Polska kiedyś szeroko w świecie słynąca ze swego barbarzyństwa… szeroko w świecie rozsławiona z władców świętych gór ~ cyklopów…” ~ dziś stała się krajem, serwilizmu, sług, niewolników i ciemnoty.

My niczego tu nie upiększamy staramy się w ogóle nic od siebie nie dodawać, korzystamy tylko z tego co istnieje piśmiennie w przekazach i leksykonach, oddając Polsce tylko to co jej należne. Traktujemy równoważnie wszystkie teksty czy to legendarne, mityczne czy historyczne, często głównie ich terminologię i zasoby leksykalne, nikt nie wymyślił terminów typu król, kagan, tuz, książę, człowiek, dew, bóg, diabeł, gigant, anioł, itp. one wynikają z zbiorowego doświadczenie ludzkości wobec tego pierwotnie traktowały o realnych bytach. Ale samo wyjaśnienie znaczenia słów i konotacji faktów jest niezbędne i wywołuje oczywiście kontekst, można nawet rzec, że książka ta jest wprost mechanicznym słownikiem etymologicznym i księgą cytatów.

Istnieją też w Małopolsce ~ Hrob’acji wokół Krakowa, Sandomierza, Przemyśla królewskie kurhany z czasów gdy być może nie mówiono taką polszczyzną jak obecnie ale bez wątpienia są to władcy Imperiów Scytyjskich inaczej Związku Antów alias Kaganatu Awarów czyli Chorwatów ~ Chrobatów, ludu o całkowicie odmiennej od naszej mentalności niesłychanie agresywnego, okrutnego, skłonnego do bohaterstwa i samobójczej śmierci na ceremonii pogrzebowej elekcyjnego boga ~ krala Anteli.

Z wszystkich mitów, legend i przekazów historycznych wyłania się obraz ludu lodu Ledian ~ Ljadów, Illi’rników, bardów, skoliotów ~ pieśniarzy, który okopał się jako harmia walecznych upiorów na grobach króli-lehin i przez całe wieki wojował świat z tych nekromanckich szańców ~ Lehi(ci~królewscy) ~ państwa grobów ~ hrobów ~ Chrob’acji, był to bardziej jeden wielki obóz wojenny niż państwo, Lechici~Regini czyli przerażający ~ Paralaci Regina-Rehina-Lehina ~ królewscy, a Lechici to nasze imię etniczne według Kadłubka, legendy nie kłamią, przodków się nie wybiera, innych przodków nie mamy, a i mieć nie będziemy.

W pierwszej księdze ”Wiedzy Rymów” wykorzystujemy przede wszystkim zasoby słów i fraz języków, prawdziwe skamieliny leksykalne, w drugiej księdze ”Wiedzy Legend” głównie wiedzę legend czy bajek, choć nie jest to podział ścisły, trzecia księga ”Wskrzeszenie Czasu” to taka półbeletrystyczna rekonstrukcja naszej historii wykorzystująca wiedzę z dwóch poprzednich ksiąg dajemy tu pierwszeństwo ”frazom z epoki” ze szkodą dla formy czy urody tekstu, raz by nie dodawać tu niczego ponad to co znajdujemy w słowotwórstwie i legendach drugie by w gładkościach tekstu nie zgubić prawdy historycznej, chociaż nieraz wywracamy nasze słowotwórstwo na nice lubo drugą stronę ali je prze’nico’wując, tak by dojść k pierwotnemu znaczeniu słów.

Czwarta księga to nasz osąd głównie naszego narodu, aż po czasy współczesne, możemy czytać poszczególne rozdziały według własnego upodobania bowiem każdy rozdział czy podrozdział jest tak napisany by zrozumieć go samodzielnie czyli mamy tam krótkie wyjaśnienie terminów i ich znaczenia oraz ich konotacji, choć najlepiej czytać tę książkę od początku.

(”Syn Czasu” jest późniejszym tekstem, i jest już rekonstrukcją bardziej beletrystyczną, jednak w miarę ściśle przyporządkowaną swej epoce…)

Dlaczego Księga Popiołów? Bo nasze imię Laszków, Popielidów, Rusów od popiołów i sadzy… byliśmy ludem płonących wód ~ rzek ognia…

Lile

(płomyki ~ igraszki)

Moje zAgnieWanie, ogniem zWanie

SpoWicie ogniem, ogniem opętanie

Tleli leli za płonęli, lelila lelila

Płonie niebo, płoną wody, płonę ja.

Płoną głazy, krzyczą głazy, śpiewam ja.

Spopielone ziemie, spopielone księgi

Spopielone plemię, roztrzaskane kręgi

Tlelila lelila z Agnie Wane ziemie

zAtliła się Atra, płonie dusza ma.

Rarog Leleg Hari’Tuz Płomień Głazu

Piszemy tę książkę nie tyle z punktu widzenia mojej nieskromnej osoby ile z punktu widzenia mnie jako świadomego języka czyli jako wcielenia języka ~ słowa…

t’Lele’drag T. S. Marskii

Almosz Jaszczik – Duchy różnych poziomów

Rozdział 2

Ja Język

Księga I Wiedza Rymów

2. Ja Język Wać Pan ~ Pan Wici Ilości Słów Moc [Gramatyka etymologiczna czyli uKryTa sTrukTura wJęzyKa polSkiEgo (neoWoLityCznEgo)]

W opracowaniach tyczących języka polskiego, spotykamy pogląd, że odmiana czasowników zwana koniugacją, jest archaiczniejszą od odmian rzeczowników, przymiotników itd. nazywanych deklinacjami. Więc gdy zajmiemy się koniugacją czasowników, będziemy mieli do czynienie z najstarszą z ważkich struktur antycznej pisowni polskiej. Tak starożytnej pisowni, bowiem zdaniem autora, powstanie odmian części mowy, alternacji prefiksów, sufiksów, słowotwórstwa i archaicznej alternacji wewnątrz rdzeni znajdowanej w martwych językach, sanskrycie, łacinie, staroperskim, starogreckim czy też starocerkiewnosłowiańskim i dzisiejszych językach słowiańskich bez pisma byłoby niemożliwością. Mówiąc prościej notacja nutowa czyli pismo not-kob musiało poprzedzać powstanie języka prainodeuropejskiego. I pismo to zwane dalej notacją słowiańską, ukształtowało obraz, strukturę i zachowanie języka zwanego tu i gdzie indziej praindoeuropejskim lecz jest to w zasadzie język prapolski lub toż samo prasłowiański.

Już XV wieczni gramatycy polscy zauważali osobliwe podobieństwo języka polskiego do greki czy łaciny, a na przełomie XVIII/XIX wieku Hugo Kąłłątaj czy późnej Stanisław Szukalski, wywodzili, że polszczyzna to najstarszy język świata czy mieli rację? Naukowo uznaje się, że z żywych języków leksykalnie polszczyzna jest najbliższa językowi praindoeuropejskiemu czyli jest jego prostą kontynuacją, co oznacza, że jest jeśli nie najstarszym to jednym z najstarszych języków ziemi. Ja wywodzę tu to, że ukształtowała się w strukturach notacji kobalnej ~ węzełkowej, inaczej, że 5~7 tysięcy lat temu używane było przez nas pismo węzełkowe ~ sznurowe które wpłynęło na strukturę i zachowanie naszego (prainde.) języka zwłaszcza koniugację którą niekiedy zwiemy tutaj też iugacją co od yuga~jarzmo, jako iugowanie czyli jarzmowanie inaczej acz to samo iuszowanie (sojuszowanie) wiązanie słów.

Przeprowadzimy tu pierw wywód etymologii dwóch czasowników,

zAgnieWać, naSuWać.

Zaczniemy tę podróż, przez wIęzy notacji węzełkowej naszego Ięzyka od wyWiedzenia etymologii słowa zagniewać. Jeśli otworzymy słownik etymologiczny niejakiego A. Bruknera to dowiemy się, że gniew pochodzi od gnicia i rekonstruuje się przy okazji prasłowiańskie słowo gniti (gnić). Lecz czy powinniśmy przystać na taką, powiedzmy sobie szczerze inteligencką etymologię. My lud prosty zobaczymy co mówi sam język, tworzymy sztucznie frazę, człowiek zgniły z gniewu lub gnije od zagniewania, wręcz niedorzeczne no i właśnie (ale można wywodzić gnicie od zaognienia rany, najpierw się rana zaognia, zaogniła później jak jest źle to gNije, ropieje).

W słownikach, gniew łączy się w takie związki frazeologiczne jak: płonąć gniewem, spurpurowieć od gniewu, synonimem gniewu jest wściekłość, pieklenie się, gniew jest silną emocją. Powyższe frazy i synonimy to w zasadzie redundancje i pleonazmy, wzmacniające i zastępujące co do istoty znaczenia, słowo gniew jest to mechanizm słowotwórstwa i słowa te płonąć, purpurowieć, wściekać, pieklić mogłyby wyprzeć z języka słowo gniew. Trzy te wyrazy są związane z szerzej rozumianym, procesem palenia ognia (pieklić, płonąć, zaliczamy tu też purpurowieć, przez wzgląd na purpurową barwę ognia) i to powinno już nam wskazać, prawidłową etymologię wyrazu ”gniew”.

Wspomnieliśmy wyżej, że gniew to silna emocja, o innych emocjach język mówi np. gorączkujemy się, dostajemy wypieków, czerwienimy się, zapłoniły się lica dziewczynie. Można jednak usprawiedliwić A.Bruknera tym, że różnica miedzy słowami gniew i gnić jest niewielka i tyczy tylko końcówki ‚w’ i ‚ć’ (gnieW, gniĆ) choć jest to istotna różnica i można udowodnić jej zródłosłowowy rodowód. Zapewne też myląca jest tu czeszczyzna i polszczyzna, (zahnivat-nadgniwać, hnievivy-gniewny), gdyż w tych pochodnych od gniewu i gnicia wyrazach (gnieWny-nadgniWać, hnieVivy-zahniVat), końcówka Wać, Vat zrastająca się wtórnie powoduje upodobnienie tych słów. Jednak kiedy patrzymy na Macedońskie, Czeskie, Polskie najbardziej zbliżone do formy rdzenia, wyrazy gneW, hneV, gnieW i gnie, hnit, gnić widzimy, że języki odpodobnienie to zachowują. Co prawda Macedońskie gnie-gnić nie ma analogicznej końcówki, jeśli chodzi o fleksję, ale może winna temu jest analityczność Macedońskiego.

Jeszcze nim dojdziemy do prawdziwej etymologii słowa ‚gniew’ zrobimy to co zawsze powinno się robić przy wywodzeniu pochodzenia wyrazu, czyli powinniśmy wypisać słowo ‚gniew’ jego pochodne i złożenia. Posłużymy się tu słownikiem ortograficznym, mamy w nim takie słowa jak: gniew, gniewać, gniewnie, gniewliwie, gniewny, gniewliwość, słowo pochodne Gniew, nazwa miasta i stąd gniewianin, gniewianka i gniewski, mamy też nazwę węża gniewosza, oraz okaże się najistotniejsze, słowa z przedrostkami zagniewany, zagniewać i też tu należące pogniewać.

Teraz chcąc, już bez wątpliwości, wywieść etymologię słowa gniew, musimy sięgnąć do języka Wedy (sanskrytu), mamy tam związek wyrazowy ‚agnie wati’ co znaczy, być ognia słowem, zwać się ogniem. Przytoczmy jeszcze raz słowa, zAgnieWanie, zAgnieWać. Jeśli weźmiemy wyraz zagniewać, utrącimy mu ‚z’ następnie uznamy, że sanskryckie ti i nasze ć w słowach agnie waTi i zagniewaĆ są tożsame, tak jak w czeskim hnevaT i polskim gniewaĆ, to okaże się, że wedyjskie agnie wati to analityczna forma polskiego zrośniętego słowa zAgnieWać.

Wypiszmy znów słowa w związkach logicznych, czeskie zahoret hnevem ~ zapłonąć gniewem, polskie spurpurowieć od gniewu, pałać, płonąć gniewem, teraz wedyjską frazę agnie wati i syntetyczną zAgnieWać (zAgnieWany). Jeśli przestawimy rdzenie w polskich słowach i sztucznie je analityzujemy otrzymamy formacje, z Wać Agnie, Agnie z Wać i zWany Agnie, Agnie z Wany, czyli zWać ogniem lub zWany ogniem, porównajmy to z sanskryckim agnie wati, które jest tłumaczone jako ‚być ognia słowem’, ‚być jednym słowem ogniem’, sam wyraz ‚wati’ jest tłumaczony jako ‚słowo’.

Podsumowując wywód, etymologii słowa gniew(zagniewania), możemy stwierdzić, że gniew pochodzi od ognia-agni i wać-wati (pierwotne znaczenie to słowo), zsyntetyzowanych w słowo zAgnieWać, które w polszczyźnie (między podbojem Indi 1700-1200lat p.n.e. a ekspansją Sklawanów 500r n.e.) zredukowało się poprzez odłączenie, upodobnionego do partykuły ‚za’ przedrostka, do postaci słowa GnieW. Inaczej mówiąc ‚z agnie wać’ zrosło się w jedno słowo ‚zagniewać’ i jest ono pierwotne, przyłączające się ‚z’ do ‚agniewać’ w konsekwencji oderwało ‚a’ od ‚agniewania’ i wtedy powstało słowo ‚gniewać’ fleksja zrobiła swoje i mamy słowo ‚gniew’.

Etymologia tego jednego słowa, rodzi wiele konsekwencji i wywołuje nowe konteksty, głównie to, że polskie ‚zagniewać’ jest bliższe fonetycznie sanskryckiemu ‚agnie wati’ niż czeskiemu hnevat. Drugie wywoływane zdanie, wnosi pogląd o wywędrowaniu 3500lat temu, zdobywców Indii z terenów (ziem) polski i jednocześnie dowodzi, że językowy separatyzm polsko-czeski musi mieć jeszcze starszą metrykę, bowiem polszczyzna utrzymuje, formację zAgniewaĆ, Agnie waTi, co najmniej 3500lat lub dowodzi, że czeski dokonał mutacji.

Nasza etymologia słowa GnieW, wywołuje ważkie pytanie o znaczenie wyizolowanej końcówki ”wać” i przedrostka ‚z’ w naszym języku. Ale pierwej zajmiemy się, etymologią, słowa ‚NaSuWać’ (suWać).

Dzisiejsza gramatyka dzieli słowo suwać, na rdzeń suw- i końcówkę , ale po wywiedzeniu etymologi słowa zAgnieWanie, będziemy używać innego podziału etymologicznego czyli, su-Wać. Wyraz ten jest bardzo rozrodzony w naszym języku, występuje w postaci ponad stu wyrazów, zapisanych samodzielnie w słowniku ortograficznym Pwn.

Dlatego wypiszemy go tylko w ponad dwudziestu formach, uszeregowanych licząc od najkrótszego przedrostka (prefiksu) i dwa ciągi koniugacyjne, dk Vb i dk I (tutaj końcówki wydzielane etymologiczne). Mamy więc;

su\wać

o\su\wać

u\su\wać

w\su\wać

do\su\wać

na\su\wać ~nę ~niesz ~ń ~nął ~neła ~nęli ~nięty ~nąwszy

ob\su\wać ~wam ~wasz ~wają ~waj ~wał ~wany ~wali

po\su\wać

wy\su\wać

za\su\wać

nad\su\wać

na\w\su\wać

pod\su\wać

po\z\su\wać

roz\su\wać

prze\su\wać

przy\su\wać

nie\u\su\wać

po\do\su\wać

po\ob\su\wać

po\wy\su\wać

W naszej kolumnie wyróżniliśmy twardy rdzeń i pierwotne słowo naszego języka, wać su (słowo su), że jest on twardy, widzimy w takich jego formach jak uSuNąć, wSuNie, wySuNięty, wySuŃ. Po tych przykładach widać wyraźnie, że wać wymienia się na inne końcówki Nąć, Nie, Nienty, Ń. Dowodzi to, że prawidłowo wydzieliliśmy końcówkę Wać, zaś samo Su nie ulega permutacji oczywiście są wyjątki, takie jak np. zZuwać-zSuwać buty.

Uzyskaliśmy tutaj dwie istotne informacje, fakt istnienia słowa ‚su’ i kilkudziesięciu słów tworzących przedrostki, tak zwanych słów posiłkowych typu nie, po, na, wy, itd. oczywiście te słówka występują też jako końcówki.

Jaka jest etymologia słowa SU otóż jest to słowo pierwotne i dźwiękonaśladowcze, wywoływane podczas przesuwania przez przesuwane przedmioty, a sssuuuu, zzzuuuu to najczęstsze dźwięki jakie są wówczas przez takie przedmioty wydawane, rysownicy w komiksach często umieszczają to słowo sssuuuu, zzzuuuu dla podkreślenia dynamiki rysunku w którym coś się przemieszcza. Jest też sususususu, przerywane przesunięcia z tego też, można wywodzić słowo sus.

Rozpatrywana przez nas etymologia słowa naSuWać , unaocznia nam, że słowo te jest zrostem kilku słów o różnej etymologii, więc partykuły ‚na’, pradźwięku ‚su’ i samodzielnego w sanskrycie wyrazu ‚wać’. Idąc dalej słowo ‚na’ wymienia się z (prze, wy, u, itd.), ponad dwudziestoma innymi tego typu wyrazami, ‚su’ jest słowem niosącym znaczenie, wyrazem węzłowym do którego są przywiązywane przedrostki i końcówki, samo ‚wać’ (sansk.- słowo), wymienia się w procesie kon’iugacji (prawem jarzmowania) na kilkadziesiąt innych słów typu (nie, wana, walny, nięty, itd.), z których niektóre występują samodzielnie w języku (nie, walny), inne tylko w zrostach [(sansk. barwa~wana), neły, niecie]. Więc patrząc z punktu widzenia, pochodzenia etymologicznego słowa ‚naSuWać’, w zależności od odmiany trybu, czasu słowo to ma różną etymologię, są to w zasadzie pierwotne zdania złożone z różnych słów, typu prze su nięty, nie u su walny, za su wano, itd.

Podsumowując etymologię powyższego słowa, stwierdzamy, że ‚su’ które jest tu osią i twardym rdzeniem w procesie koniugacji oraz przyrastania przedrostków, przyłącza kilkadziesiąt różnych pierwotnych słów naszego języka, które po rozłączeniu mają charakter krótkich zdań, podobnych strukturalnie do zdań języków analitycznych i daje ono w procesie słowotwórstwa, różnych odmian (deklinacji, koniugacji itp.) kilka tysięcy słowotwórczych zrostów (kilka tysięcy alomorfów z rdzeniem ‚su’) .

Jest takich wszechdźwięków, słów ponad czasowych w naszym języku dość dużo, może kilkaset, tutaj wypiszemy kilka dłuższych ciągów słów dźwiękonaśladowczych: tras(trzas), dras(draska), kras(raz), pras(prasnąc) po przejściu poprzez opozycję dźwięczności R-L mamy, klas(klaskać), plas(plasnąć), plus(plus(k)nąć), mlas(mlasnąć), glas-hlas-hlast(głos-hlas). Do tego ciągu zaliczył bym też po wymianie końcowego S- raS ~raZ (s-z też znajdują się w opozycji dźwięczności, właściwie jest to ten sam dźwięk tyko raz szeptany ‚s’ drugi raz przepuszczany przez struny głosowe, więc gardłowe ‚z’ chyba każdy spotkał też osobę mającą trudności w wyma-wianiu dźwięku ‚r’ co u nas częste, wtedy taka osoba mówi zamiast Radek-Ladek, ‚r’ jest gardłowe ‚l’ szeptane, ale język i usta układamy tak jak przy wymawianiu ‚r’), wracając do ciągu kras-dras-klas itd. i wymianie ‚s-z’ na ‚t-d’, niech będzie, że prawem fleksji (ale i można z ciągu mutacji dźwięków s-z-c-ci-ti-t-d), tak czy siak mamy, klad-krad-trat (krat-klat), więc (lada-kładka-pada, raty-lata-tratować-kraść-konioKrad), stąd lid-lud-ljad-liud-ljud-lit, (grec.litos-kamień) jak i ród (lać, uderzać, klecić klatkę, czyli zBijać) dźwiękonaśladowcze.

Inne ciągi : bang-wang-fang-dong(don,woda)-tong(ton,toń)-ding-ping-pang-pank pach-bach-buch-bęc-pac-pęk-puk-tuk-tok-tyk-tik-tak

prze-trze-drze-brze-krze-grze(chot)-hrzą(k) i inne krzy(k)-ksyk(ksyknięcie)

(jaz)got-(hur)kot-kap(nąć)-kop(ać)-[s)tap(iać)(u)top(ić]-dup(nąć)-(s)tąp(nąć)-

tup(nąć)- chiHot (chihotać- ochota-ochotnik- śmiać się- śmiałość, śmiałek)

bul-pul-gul-kul(bulki idą, bulgot-gulgot-pulta się dlatego i kula od buli-guli)

Oczywiście większość z tych dźwięków wstępują w języku tylko w złożeniach i przemutowane słowotwórczo na przykład: ZaPach-pachNie- pachNęło (buchnęło), woń uderza w nozdrza dla tego mamy (za i pach), (pach i nie) sama Woń pochodzi od wang-wan-won (won stąd, uderzają i przepędzają lub grożą razami), analogicznie jak Pach, woń jest od (uderzenia) wang-wank-wan-woń.

Z tych to słów naturalnych, naśladujących dźwięk wywodzą się często ważne słowa nas najbardziej interesujące występują one w logicznych ciągach słowotwórczych mamy, pank-kras(ras)-klask-(klad-trat-kra(t) klit-lit) wang, (pankus) panowie, klasa, rasa, lud-ljad-ljud(rus)(norw.-ljod,szw.-ljud, czyli dźwięk) (łać. al-lido, uderzać) (czes. lid-lud), (niem. leute), ród, wana, kasta (port. casta ~ czysta krew, fran. casser ~ tłuc), po prostu lud pewnej krasy, urody, rodzaju, klasy, od liczenia(razy) stanu określania, uderzania. Należą tu semickie al.-lid, al.-lah, które znaczą pierwotnie też wszech głos-uderzenie. Czy to przypadek że pranord. (*Tiudisk-ludowy) jest podobne do słowa ludziska końcówa ‚ski’ jest przecież polska (np. ski ulega zanikowi w języku duńskim, dlaczego? Bo jest tam, pozostałością po słowiańskim podboju, to samo zjawisko językowe występuje w dialektach dolnoniemieckich, Długosz pisał, że Brema to miasto założone przez Słowian i pisał prawdę, chociaż w tym drugim wypadku, możemy mieć do czynienia z podbojem frankijsko-niemieckim jak i rekonkwistą, ogólnie rzecz biorąc germańską na tym terenie. Jak wytłumaczyć to odpodobnienie tej pary wyrazów tiudisk-ludziska występujące na początku tych słów ti-l, otóż pierwotnie istniał wyraz w formie tludziska od tludu trudu (trudzący się, sporzący, harujący i też miesza się to słowo z wyrazem od tlenia londu-lądu dlatego i lont to sznur który się tli-pali),w języku pranordyjskim zredukowało się L, a w polszczyźnie redukcji uległo T [oderwanie takie jest możliwe pod wpływem upodobnionego do partykuły (od-ot-at) przedrostka otlić, otlą, zat, atląt, atląd, lont-ląt].

Po tej dygresji historycznej wracamy do słowa ‚Wać’ i ‚Z’. ‚Wać’ sanskryckie vac~wać (głos, mowa, słowo, język) też bogini personifikująca (wy)mowę i królowa (bogini) bogów. ‚Wać’ w polszczyźnie znaczyło to samo, a dziś jest to prawdziwe supersłowo naszego języka .

Nasze zrosty waćPan, notoWać, rysoWać, spaWać, wnioskoWać zachowują to słowo z pierwotnym jego znaczeniem, wystarczy przestawić szyk rdzeni lub je rozłączyć i język mówi, Wać pan ~ słowo pan jeśli tą otrzymaną frazę lub zwrot podamy niewielkiej odmianie otrzymamy, słów pan, słowa pan, lub słowny pan, jest to dość logiczna i zrozumiałe znaczenie tych słów i można przyjąć, że taka jest etymologia tytularnego lub grzecznościowego słowa Waćpan, (takie przednie występowanie rdzenia Wać jest archaizmem, podobnie w staropolskim verbum (słowo) to szlachcic).

Podobnie słowa Wać noto-słowo noto (słowa not-noty), Wać ryso-słowo rys (słowa rysUnku), spawać daje Wać spa(spoi) ~ słowo spoin, wnioskoWać, Wać wniosko ~ słowo wniosku, niektóre te słowa (frazy) są więcej inne mniej jednoznaczne i zrozumiałe, bo to jest sztucznie analityzowanie języka fleksyjnego, do którego struktury jesteśmy przyzwyczajeni i która wydaje się nam naturalna i właściwa ale pierwotnie nasz język był bardziej analityczny i prymitywny niż można by obecnie sądzić.

Słowo nas w tym momencie obchodzące to ‚Wać’ występuje ono w swych permutacjach (wać, wić, wiać, wa, wią itd.) jest bowiem dzisiaj końcówką kumulująca wiele znaczeń wynikających z odmiany języka syntetycznego, jednak w słownikach do 4000 słów kończy się na samo Wać, bez wliczania tu mutacji.

Jaka jest jednak jego etymologia, znamy sanskrycką Wać-słowo ma tylko 3500lat starczyłoby, my jednak cierpimy na przerost ambicji więc znajdujemy najkrótszy zrost tego słowa w naszym języku, jest nim słowo zWać, czyli Wać-‚zet’ ten zrost z ‚Z’ jest charakterystyczny dla naszego języka i odróżnia nas Słowian od tych którzy uważają się za prawdziwszych Europejczyków czy jeszcze śmieszniej echt indogerman.

Ale o ‚Z’ później teraz co mówi słownik o zWać <<określać jakąś nazwą, jakimś mianem, imieniem; da-Wać komuś, czemuś jakąś nazwę, nazywać>> czyli w istocie rzeczy nadawać jakieś adekwatną wać-słowo, teraz wypisujemy odmianę: zWać ~zWę ~zWałem ~zWą ~zWij ~zWał ~zWany ~zWanie ~zWali ~zWały ~zWane ~zWiemy ~zWała ~zWanych ~zWanymi ~zWanym ~zWałyście ~zWaliście ~zWałeś ~zWiemy ~zWało ~zWiesz ~zWało ~zWana ~zWie ~zWaną ~zWanym ~zWano ~zWani ~ zWiecie. Nie jest ważne czy wypisaliśmy wszystkie przypadki, odmiana polska jest w istocie nieregularna i odczytywana podświadomie, nas interesuje etymologia, wypisaliśmy tu dość przypadków by po utrąceniu (pominięciu) przedrostka ‚z’ dostrzec, że bez przedrostka odmienione ‚wać’ staje się homonimami słów: Wał, Wały, Wij, Wali, {[Waliście, Wałyście,]nie ma takich słów poprawnych w polszczyźnie} Wiem, Wiesz, Wie, (które są czasownikami, rzeczownikami), są też tu takie słowa, które nie mają w polszczyźnie samodzielnego znaczenia, choć w językach pokrewnych posiadają w sanskrycie Wana to między innymi barwa, w czeskim vana to wanna, ze względu na to, że Wana występuje u nas w ciągu Wana, Wany, Wano, Wane, Wanym, Waną, Wani, też przez wzgląd na to, że język polski odpodabnia się zdwojonym (nn) w wyrazie wanna od czeskiego Vana i nawiązuje sam z siebie do wyrazu Wana więc formy sanskryckiej ufając mu uważamy, że jest to forma bliższa etymologicznie polskiej końcówce Wana i, że pierwotnie miała ona znaczenie barwy, {[ niebo jest niebieskiej wany, (koloru), nir(nil)wana] nir-nil, – siny-niebieski; wana-kolor, nirwana-niebieskiej barwy, osiągnąć nirwanę – stać się niebieskiego koloru, rozpłynąć się w błękicie, lub po prostu już prozaicznie pójść do nieba}. Jeśli powiemy jestem zWany, czarnym, czerwonym, białym, tak mnie malują, lub oczerniają, wybielają, obsmarowują, to powiemy to samo co byśmy rzekli, jestem w czarnej wanie (barwie) obmalowany, nazyWany.

I jest jak widać to odmiana nieregularna, mamy tu też rzeczownik zWanie, ale głownie Wać asymilowało dla potrzeb odmiany, parę ciągów słowotwórczych czy też odmiany paru wyrazów jak kto chce, bo mamy tu Wiem, wiesz, wie, wiecie, ciąg Wiedzy, czasowniki Wali i Wij rzeczowniki Wał, Wały, i długi siedmiowyrazowy ciąg sanskryckozbieżny Wana, Wany, Wani i jak wyżej. W przypadku Waliście-Wałyście, do Waly-Wali przyłącza się zaimkopodobna końcówka (wy)ście, wam.

Samo Wać w odmianie słowa zWać występuje w skromnej parze wyrazów Wać-Wij (Wij jest odmianą Wić, Wiły, Wili, itd., a Wać upodobnione jest do Wić) ale poszukując etymologii słowa Wać zwracamy uwagę, że jest ono w fonetyce i pisowni najbliższe słowom: Wiać, Wyć, Wić, jest tu tylko alternacja samogłoski wAć-wIAć-wYć-wIć, język odpodobnił te wyrazy w ten sposób byśmy mieli więcej wyraźnych i adekwatnych słów, na opisanie otaczającej nas rzeczywistości.

Wiać i Wyć, wiatr wieje i wyje, huk-świst wichru, słowa dźwiękonaśladowcze więc prasłowa, a wIć to instrument wiatru bo najczęściej, o wIci czyli wiotkie witki gałązek rozprasza się pędzące powietrze dając gamę różnych dźwięków (wyć), wIć 1. słownikowo to <<długa, cienka elastyczna gałązka, np. wierzbowa, brzozowa; witka>>, 2. <<nitkowaty wyrostek aparat ruchu wiciowców, glonów lub plem-ników>>, 3. rozłóg <<kłącza, pędy roślin podziemne i naziemne z których wyrastają korzenie>>, 4. tylko w lm, hist. << w dawnej Polsce: łozowe witki lub pęki powrozów rozsyłane do rycerzy jako wezwanie do stawienia się na wyprawę wojenną; później: uniwersały królewskie zwołujące pospolite ruszenie>>.

Rozsyłać wici. Jest to najciekawsza informacja lecz trochę myląca bo nie były to łozowe witki lub pęki powrozów tylko łozowe witki związane sznurami w pęki zwinięte jak dywan czy wianek i były one historycznie, pismem, zapisem kobalnym, notacją sznurową, czyli węzełkową, co zstąpiło wici? Uniwersały królewskie <wezwania pisemne do rycerstwa tzw. pospolitego ruszenia na wojnę> pismo nowsze pergaminy zastąpiło pismo antyczne, inna sprawa czy rozumiano, że wici były pismem chyba nie, to raczej siła tradycji sprawiała, że były rodzajem imponderabiliów władzy, bowiem Długosz czy Kadłubek za życia których pewnie istniały materialnie wici, chociażby jako pamiątki, nie wiedzieli, że były one pismem kob, notacją, a czy my dzisiaj mamy taką świadomość, wiedza ta jest tylko w podświadomości słowotwórczej języka.

Czy są gdzie indziej materialne lub pisemne informacje o istnieniu notacji łozowosznurowej, mamy łozy i wici (pęki rózg) używane w podob-nej funkcji przez rzymian, jako tzw. fascis noszone przez liktorów przed urzędnikami jako symbol (atrybut) władzy (od VII w p.n.e. czas trwania republiki Rzymskiej i imperium do V w n.e.).

Pismo chorwackie z wysypy Krk

Łatwiej nam też zrozumieć w tym kontekście czym był węzeł Gordyjski w zhelenizowanym micie fryg. Gordias pierwszy król Frygii, ojciec Midasa był oraczem tak jak Piast, na jarzmie jego byków usiadł orzeł, a miejscowa wieszczka przepowiedziała mu, że zostanie władcą. Frygom wyrocznia nakazała obrać królem pierwszego człowieka ujrzanego na wozie. Był nim Gordias w stołecznej świątyni DzEusa ustawił on albo Midas wóz którego jarzmo było przywiązane do dyszla niezwykłym węzłem, ten który umiałby węzeł rozwiązać miał zostać władcą Azji (Frygii). Tradycyjnie podaje się, że czynu tego dokonał Aleksander Macedoński inaczej Wielki, który rozciął węzeł mieczem, rozwiązanie jak na pogromcę Persów przystało.

Lecz czy prawidłowe, czy po prostu nie należało rozwiązać tego węzła poprzez jego odczytanie, tak jak rozwiązywanie krzyżówki polega na jej zapisaniu prawidłowo odgadniętymi słowami, zresztą u nas są szarady skąd się wzięło to słowo w Indiach słowo siarada jest nazwą rodzaju alfabetu, więc i u nas były węzełki notacji które były dla naszych przodków zagadką, tak jak węzeł gordyjski dla Aleksandra ale czy ktoś tnący krzyżówkę mieczem, nożem byłby dla nas kimś godnym szacunku, raczej uchodził by za analfabetę, więc czy to było jedyne rozwiązanie i czy uznał by je Gordias.

Jednak autorytet zdobywcy, boga sprawia, że w r. 334/333 p.n.e. takie rozwiązanie uchodzi za prawidłowe bez mała genialne, a i wygodne dla potomnych, bo nie trzeba tym sprofanowanym węzłem się już zajmować wszak został rozwiązany ostatecznie, zniszczony. Jednak sam fakt jego istnienia jest dla nas poszlaką w naszym procesie poszlakowym mającym dowieść istnienia notacji węzełkowej, sznurowej.

Kodeks Zografski

Na stronie ”Odpowiedz… czyli noty ~ koby i ksągi…” mamy rysunek z kodeksu Zografskiego, który jest już dowodem z X wieku na to, że tzw. Cyryl i Metody zdawali sobie sprawę z istnienia notacji węzełkowej którą prezentują, cenzura bizantyńska nie była doskonała i jest to też dowód na to, że prawdę trudno ukryć. Tam też płaskorzeźba z Ahura Mazdą który przekazuje inwestyturę Ardaszirowi, przypomina to wieniec z zwisającym końskim ogonem z deseniem siatkowym( tak też opisywane jest jedno z rodzaju wici rozsyłanych w Polsce, jako wieniec łozowosznurowy), struktura sznuropodobna, więc jednak może, to nasze poszukiwane noty, pismo węzełkowe. Są to fakty z terenu Polski, Italii, Azji Mniejszej, Persji, teraz zajrzymy do Indii.

Subkontynent Indyjski został opanowany 3500lat temu przez Ariów, jest tam obecnie kilkaset alfabetów, jednak w większości rodzime alfabety Indii Ariów, wywodzone są z dewanagari ”pisma boskiego miasta”, litery tego pisma są mało podobne do innych alfabetów (chociaż poniżej, po mechanicznym usunięciu ornamentu kreski, stają się podobniejsze np. do głagolicy okrągłej), nazywane też są ligaturami-wiązankami:

Widzimy, że wszystkie te litery odróżniają się od siebie poza jednym elementem, którą jest pozioma kreska we wszystkich literach, właściwie nie ma ona znaczenia dystynktywnego, czyli nie niesie żadnej informacji, gdybyśmy ją usunęli z tych liter, znaki te nic by nie straciły z swej wyrazistości, czyli niosły by całą informację im przypisaną, jako literom różnych dźwięków, teraz usuwamy tę kreskę:

Te litery są równie różne od siebie bez problemu je odróżniamy, więc z punktu widzenia ekonomi zapisu można by je pisać w taki sposób, co więc powoduje, że jednak litery te są zapisywane z tą zbędną kreską, odpowiedz jest jedna konserwatyzm piszących, wynikający z szacunku dla pierwotnego kształtu pisma, bo pierwotnie jednak ta kreska była potrzebna, więc jednak niesie ona informację o materiale konstrukcyjnym pisma, bowiem był to sznurek do którego przywiązywano znaki tego pisma, jeśli ściśniemy te litery tak by kreska pozioma się połączyła otrzymamy linię ciągłą, będącą poszukiwanym przez nas sznurem notacji kobalnej, inaczej węzełkowej:

Prawdopodobnie używano do zachowania kształtu tych liter kleju, kleNoty (ang. gle-glue pol. kle-klej), może smoły, wosku i innych utwardzaczy. Początkowo były te koby-noty duże by w miarę upływu czasu ulegać zmniejszeniu, chociaż tu prezentowane najmłodsze urny antropomorficzne mają duże znaki, być może dlatego, że to pismo okazjonalne, ozdobne jak pismo nagrobkowe:

Wyżej pierwsza od lewej ceramika wstęgowa ryta (4500-3500 p.n.e.), następnie kubek kultury pucharów lejkowatych (3500-2500 p.n.e.), kultura amfor kulistych (2500-1800 p.n.e.), oraz urny kultury pomorskiej około 1000lat p.n.e. Na wszystkich tych naczyniach sznuropodobne struktury, urna kobieca ma na piersi ornament przypominający sznurek zalakowany pieczęcią, męska na brzuścu linię nawiązująca do zbędnej linii pisma devanagari, a zwisające z niej znaki bardziej kształtem nawiązują do głagolicy.

Periodyzacja ta występuje w niektórych książkach, nie wiem czy jest prawidłowa, na ten czas przypada też funkcjonowanie kultur (w znamieniu jest imię) sznurowców-goblinów-wIęzyków, jedna z faz kultury ceramiki wstęgowej rytej nazywa się fazą ceramiki nomen omen nutowej, znajdujemy też stwierdzenia, typu ”sznury musiały mieć dla twórców tej ceramiki duże znaczenie” (więc może były pismem?), można powiedzieć podświadomie byli nasi archeolodzy blisko odkrycia zapisu kobalno-nutowego, jednak świadomie nie potrafili tego dostrzec, język analogowy czy symboliczny choć pierwotniejszy, nie dla każdego jest zrozumiały i bezpośrednio przekładalny na sformalizowany język werbalny, czyli prawidłowego znaczenia słów i logiki.

Ten wywód o notacji kobalnej był nam potrzebny w naszej etymologii słowa ‚Wać’ bowiem bezpośrednio to słowo powstało w strukturach tej notacji i słowo to opisuje materiał tego pisma, czyli wici-sznurki, więc twierdzenie jest takie, że słowo było wicią-wacią, więc naturalną nazwą słowa była wić-wać, a naturalną nazwą języka wIęzy-węzły, nazwa materiału zapisu przeniesiona została na nazwę słowa, oraz języka. ‚Wać’ jest kluczem do zrozumienia struktur naszego języka bo mówi dosłownie o materiale jakiego on używał do swojego zapisu, celowo nie wspomnieliśmy wcześniej, że drugim najkrótszym zrostem słowa ‚Wać’ oprócz zWać jest słowo rWać, bowiem rwać je można dlatego, że Słowa czyli Wać notowane-kodowane były na sznurkach, wiciach, nitkach, niciach, wątkach przędzy, dlatego wątek wypowiedzi rwie się jak nić czy sznurek, bo jest notką-nitką, notacją inaczej zapisem kobalnym z hobolinów – goblinów, knig, knutów, knotów, kobierców, dewanów. (filozof to miłośnik mądrości ~ filozofii, sophia-(mądrość) -(z)ophion-(wąż), mądrości-węży (kobów czy kobrów) czy więzów-pisma-not-dewanów-knig-kobów, czyli miłośnik ksiąg i wiedzy w nich zawartej, inaczej miłośnik nauki)

Zatrzymamy się teraz przez chwilę przy słowie ‚Z’ i jego znaczeniu w języku polskim. W słowniku ortograficznym liczącym 116 000 wyrazów mamy 40 stron słów zaczynających się na ‚Z’, co daje koło 6400 wyrazów blisko 5,5% zasobu słownikowego polszczyzny. W słownikach kieszonkowych frekwencja tych wyrazów na ‚Z’ dochodzi do 10% wszystkich słów, dlatego, że są to słowa dla nas bardzo wyraźne należące do struktury logicznej naszego języka i dla tego są częściej używane. Wyraz ‚Z’ i jego mutacje ‚s, za, zo, zs, zz, zza,’ przyłączając się do rdzeni tworzą prawie cały zasób wyrazów na ‚Z’ bowiem są też wyrazy takie jak ząb, ziąb itp. które są samorodne i powstały poza logiką przedrastania ‚Z’ przed rdzeniami. Świadomie tego zrastania ‚Z’ z rdzeniami i innymi wyrazami nie zauważamy, bowiem ‚Z’ i inne tego typu słowa ‚prze’ i jego mutacje ‚pro, przy, pra, pre,’ itd. jak i dalsze słowa ‚po, pod, wana, wić, wać, ek, ski, ego, nad, do, na, w, od, o, u, ob, wy, roz, nie’ należą do podświadomej struktury słowotwórstwa języka, którą odczytujemy w sposób podświadomy. Bo czy ktoś zastanawia się czy zRąb, zRaz, zWis, zLepek, są zRostami ‚Z’ z Rąbaniem, Razami, Wiszeniem, Lepieniem, Rośnięciem w pierwszej chwili nie będziemy widzieli związku między zrazem (kotletem), a razami (uderzeniami). Lecz jeśli przypomnimy sobie, że są bitki wołowe, cielęce, mięso na bitki, czyli ‚kotlety bite’ uświadomimy sobie, że zraz (kotlet) jest pochodną od wyrazu razić, odRaza to odRzucenie coś nas odTrąca np. z obrzydzenia.

Wracając do ‚Z’ w kieszonkowym słowniku łacińsko-polskim, liczącym koło 10 000 wyrazów, mamy tylko 8 ‚słownie osiem’ wyrazów łacińskich zaczynających się na ‚Z’ co stanowi poniżej jednego promila zasobu słów Łaciny.

W słowniku angielsko-polskim na 68 000 wyrazów tylko 160 to zaczynające się na ‚Z’ co stanowi proporcję taką jak w przypadku Łaciny.

Idąc dalej w słowniku fińskim na 90 000 haseł tylko 20 słów zaczyna się na ‚Z’, a co jest już ułamkiem promila.

Jaki z tego wniosek, ten, że wyraz ‚Z’ jest cechą która odróżnia język polski (słowiański, od 5% do 10% zasobu słownikowego słów zaczynających się na ‚Z’ w zależności od objętości słownika) od innych języków kontynentu europejskiego, chociaż ta cecha łączy go na przykład z językiem etruskim, który posiada wyraźne słowa na ‚Z’, zilc, zilath, zusle, ziv(który żył), zanena, zathrum.

Musimy tutaj powiedzieć, że niemiecki ma dużo wyrazów czytanych przez ‚Z’ ale pisanych przez ‚S’ samo zaś ‚Z’ Niemcy czytają jako ‚C’, niemiecka pisownia jeśli chodzi o wykorzystanie kodowania opozycji dźwięczności ‚Z~S’ w słowotwórstwie nie jest zbyt wyraźna ‚S’ jako ‚Z’ czytane jest tylko na początku wyrazów i między samogłoskami w pozo-stałych wypadkach jako ‚S’. Niemiecki ma na określenie ‚S’ literę podobną do naszego dużego ‚B’ z przedłużeniem ja u małego, ‚p’ ale nie jest to zbyt często wykorzystywana litera. [słowa na 'Z' to w Niemieckim około 4% zasobu słów, słownika liczącego 60 000 wyrazów, jednak gdy wypiszemy parę niemieckich słów na 'Z' okaże się, że to często słowa prawidłowo w innych językach wymawiane i zapisywane przez 'C', przykłady, (cwecke)zwecke-ćwiek, (cyklus) zyklus-cykl, (cyniker) zyniker-cynik, (cyste)zyste-cysta, (cypern)zypern-cypr, (civilist) zivilist-cywil, (citrin) zitrin-cytryna, (citieren) - zitieren - (za)cytować, (carewitsch) zarewitsch-carewicz, łacińskie cynicus-cyniczny, civilis-prywatny (cywilny), cyclicus-kołowy (cykliczny), można z tego wysnuć wniosek, że w zasadzie Niemcy utworzyli swój zasób słów na 'Z' zapożyczając słowa pisane przez 'C' i zapisując je przez 'Z', chociaż wymawiają to 'Z' jako 'C' i rzeczywiście nie ma w niemieckim słowniku wiele słów na 'C', koło 30 słów zaczynających się na 'C' czytanych przez 'k', a 150 z nich to słowa po prostu na 'Ch', więc można uznać, że niemiecki nie ma wyraźnego, jednoznacznego 'Z'].

Można stąd wysnuć wniosek, ze skoro w językach peryferyjnych Łacinie, Angielskim, Fińskim ‚Z’ praktycznie nie występuje, to ta litera nie odróżniana w pisowni, czyli wymawianie niemieckiego ‚S’ jako ‚Z’, a odróżniana w wymowie ‚Z’ jako ‚C’, jest więc ta litera (dźwięk Z) pożyczką z Słowiańskiego, gdzie opozycja dźwięczności jest cechą stałą, wyraźną i żywą jak i sam zapis litery ‚Z’. Idąc dalej twierdzimy, że istnieje pewna wynikająca z powszechnych praw językowych, logiczna permutacja dźwięków i liter ‚s, z, c, k’, przykładem tego są, rosyjskie ‚C’ które jest czytane jako ‚S’, w Łacinie ‚C’ oznacza ‚K’, zaś w niemieckim ‚C’ jest zapisywane przez literę ‚Z’, a w polskim ‚C’ to ‚C’ czyli z znaczeniem pierwotnym, przyrodzonym, nadanym jej przy tworzeniu tej litery, (ta logiczna mutacja znaczenia dźwiękowego litery ‚C’ jest też niezależną poszlaką, na istnienie prezdłacińskiego związku między tymi alfabetami).

Już z tego przykładu można by wysnuć logiczny wniosek, że skoro w Polskim ‚C’ to ‚C’, ‚Z’ to ‚Z’, ‚K’ to ‚K’, a w Łacinie litery ‚Z’ czy ‚K’ są zbędne [jest po parę (1 promil) wyrazów na Z czy K i to obcego pochodzenia, trudno by więc uznać by Łacinnicy wymyślili te dla nich zbędne znaki ] i nie mają sensu jako dublety dźwięku w wypadku ‚K-C’, to alfabet ten logicznie rzecz biorąc, musiał powstać w języku polskim w którym litery te są użyte tylko z swym pierwotnym znaczeniem (czyli zakodowaniem dźwiękowym), a nie w łacinie, oczywistym się staje twierdzenie, że Łacina zapożyczyła ten zachodniopolski alfabet za pośrednictwem Etrusków-Rasnali-Krasnali-Hytrusów pochodzących z środkowej europy, którzy zamieszkiwali 1200lat p.n.e. dorzecze górnej Łaby jak i Odry tzw. kultura unietycka, a później przedłużycka oraz łużycka, tam też w tych kulturach utarł się ten alfabet na licach, tabLicach czarnych ksiąg, sągów, dubów.

Chociaż pierwotnym narodowym naszym alfabetem jest alfabet nutowy-kobalny-węzełkowy później tzw. głagolica to jednak na zachodzie polski powstał młodszy alfabet, który ostatecznie wyparł alfabet trudniejszy w zapisie (czyli zapisywaniu na powierzchniach pergaminów, czy też licach kart papieru) głagolicę, a że powstał na bazie dialektów połabskich, czeskich, śląskich oraz wielkopolskich i pomorskich jest równie dobrze przystosowany do języka polskiego, w swej masie dialektycznej wschodniopolskiego czyli Chorwackiego -Ljadskiego -Lachskiego -Ruskiego -Ruth’eni -Luth’eni -Lud’skiego (co wszystko synonimy) bo różnice między tymi dialektami były trzeciorzędne i dialektyczne, a nie językowe, tak jak i dzisiaj między dialektami słowiańskimi. Jest to fakt znany, jak twierdzą książki ”Mały Słownik Kultury Dawnych Słowian” s 447 .

”Wyjątkowo bliskie pokrewieństwo języków słowiańskich. jest faktem powszechnie znanym. Stwierdzono, że Rosjaninowi znad M. Białego łatwiej jest porozumieć się za pomocą swego własnego języka z Jugosłowianinem znad Adriatyku, niż mówiącym swymi narzeczami Niemcom z północy i z południa. Różnice między bardzo odległymi geograficznie językami słowiańskimi są dziś jeszcze rzeczywiście mniejsze, niż między dialektami niemieckimi.”

Dlaczego więc mamy jeden język niemiecki, skoro trudno się w nim porozumieć? A dla czego nie ma pojęcia jednego języka słowiańskiego, który trwa jako narzędzie porozumiewania na przekór różnicom alfabetycznym, konfesjonalnym, politycznym, pseudoetnicznym, mimo wielkich odległości geograficznych itd? I czy nie jest to tylko dowolność traktowania pojęcia języka, chęci podkreślania różnic i negowania jedności języka Słowiańskiego, przez separatystów dialektyczno-ortograficznych, czcicieli przecinków.

Jak wspomnieliśmy, istnieje pewien ciąg mutacyjny, wynikający z podstawowych praw językowych, który sprawia, że nasze ‚C’ znaczy w innych alfabetachraz ‚S’ 1ub ‚K’ albo oznaczane jest przez ‚Z’. Najprostsza mutacja zachodzi między ‚S~Z’ bo jest to przejście przez opozycję dźwięczności, widać to wyraźnie kiedy przyłączamy dźwięczne ‚Z’ do zaczynającego się na bezdźwięczną literę wyrazu. Inaczej można wyrazić tę zależność między ‚S~Z’, że ‚S’ jest szeptane, a ‚Z’ jest spółgłoską gardłową, przechodzącą przez struny głosowe. Oto przykład, zetrzeć ale już starli, mimo tego, że ‚Z’ zachowuje się w takich wyrazach na spółgłoskę dźwięczną jak zadać, zdać, zagadać, zgadać, zagryźć, zgryźć itd. to w wyrazach na spółgłoskę bezdźwięczna uwielbia przechodzić w ‚S’ zapleść ale spleść, zapina ale spina, zaprzysiąc ale sprzysiąc itp. ‚Z’ oddzielone od wyrazu samogłoską w zroście typu ze-, za-, zza-, zachowuje się przed spółgłoską w pozycji samodzielnej przechodzi w ‚S’ wyrazy typu s-pina, s-tarli itd.

Mutacja ‚Z~K~C’ jest bardziej subtelna i wynika też z pierwotnego znaczenia tych w zasadzie nadsłów w języku polskim. Mianowicie ‚K’, ‚C’ miały prawdopodobnie podobne znaczenie jak dzisiejsze ‚do’, zaś słowa ‚Z’, ‚S’ podobne znaczenie jak ‚od’ lub ‚nie’.

Zachowało się to ich znaczenie w paru archaizmach, dla cNota, cWał, cWany, cNić, zaCna mać, cMentarz, cMoknąć-(sMoktać), dodamy tu rosyjski cVet, serbskochorwackie cVijet, bo w polskim przechodzi ono w kWiat, które unaocznia nam, że mutacja ‚C’ w ‚K’ zachodzi.

Jeszcze wymienimy parę słów z pierwotnym ‚K’ wymieniony już kWiat oraz następujące słowa [kNuć, kNut, kNot, (etymologicznie związane)], kNur, kWota, kWit, kWarc, (uchodzą z zapożyczenia). Samo ‚K’ jest na ciągu mutacyjnym, ‚K~G~H’ mutuje więc dodatkowo, mówimy ‚gwiazda’, a Czesi mówią ‚hvezda’ natomiast Rosjanie mówią ‚zvezda’ czyli to samo słowo, zaczyna się raz na ‚G’ kiedy indziej na ‚Z’ czy ‚H’, dlatego możemy przedłużyć ciąg mutacji do takiej postaci ‚s, z, c, k, g, h’.

Czy nasz ciąg permutacji ‚s, ,z, c, k, g, h’ jest skończony, otóż nie ‚Z’ potrafi przejść w ‚Dz’, polskie dzWon, dzWonić, oraz serbskochorwackie zWon, zWonit, co od pierwotnego ”Wan, Wang” (bang -wang -fang -dong -tong -ding -ping -pang -pank) czyli dźwiękonaśladowczego słowa nazwy Dzwonu, Tin-tina, Cin-cina. Czy gre-ckie imię zEus~dzEus. ‚Dz’ z kolei przechodzi w ‚Dź, Dż’, czego nie będziemy dowodzić, ‚Dzi~Ci~Ti’ też przechodzi w ‚Dzień-Cień~Cin~Tin’, opozycja dźwięczności, jeśli spróbujemy powiedzieć szeptem słowo ‚Dzień’ to ktoś nas słuchający usłyszy słowo ‚Cień’, a Tin to po Etrusku słowo dzień.

Jeśli byśmy chcieli wyczerpać wątek ‚Z’ to musielibyśmy napisać osobną książkę, tutaj więc tylko fakty co najistotniejsze czyli ‚Z’ i jego relacje z ‚S’ w językach europejskich, jak wspominaliśmy ‚Z’ jest tym co odróżnia nasz język od innych języków europy, samo ‚S’ występuje dość często w tych językach, proporcje słów zaczynających się na ‚S’ są następujące, Fiński zasób słów na ‚S’ około 10%, Angielski 12%, Niemiecki 12,5% (słów o mieszanej wymowie S~Z), Polski 9% (+ słowa na ‚Z’ 5,5% = 14,5% zasobu słownikowego słów zaczynających się na litery Z-S), Łacina 10% słów na ‚S’, czyli podobnie nie jest to jakaś zasadnicza różnica, więc to odchylenie w stronę ‚Z’ polszczyzny nie jest typowe, czyli jest szczególne.

Teraz zajmiemy się kwestią etymologii słowa ‚stopa’, w naszym języku łatwo wytłumaczyć jego powstanie, są słowa tupać, tąpnąć, więc przyłączmy nasze ‚Z’, i mamy jako, że mutuje ono w ‚S’ przed bezdźwięcznymi spółgłoskami słowo, stąpnąć, stup(stóp), [tupać, tupot stup, (nie jest to zgodne z ortografią, bowiem nas obchodzi tylko etymologia,) wyraz 'dupa-pupa' jest równie dźwiękonaśladowczy tup-dup-pup-bup-bub, tip-top, tap-tap, taplać itp.], jak miało by owo przednie ‚S’ powstać w Angielskim, w wyrazach story, Spanish, ‚S’ przed rdzeniami jest pochodną, utartego rdzenia ‚his’ który uległ zanikowi (hi)story, (hi)Spanish, nie jest istotne, czy tak samo z tego, czy też z innego rdzenia, powstało ‚S’ przed wyrazem angielskim ‚stop’ ale najłatwiej wytłumaczyć owe przednie ‚S’, w ten sposób, że angielski po prostu przejął pewien zasób słów na ‚S’ utworzonych w języku słowiańskim-polskim.

Jest to wszystko według zwyczajnych praw językowych i nie ma w tym nic nadzwyczajnego, jednak zanim wrócimy do głównego wątku, struktur starszych niż struktury pisma czarnych dubów sągów, do słów utworzonych w notacji kobalnej, wypiszemy jeszcze trochę tych słów dźwiękonaśladowczych.

Wcześniej na stronie 24 wypisaliśmy parę ciągów słów dźwiękonaśladowczych więc tu takie małe ich uzupełnienie, najoczywistszy ciąg dźwięków naśladujących odgłosy zwierząt: świerGot, miauczeć, mruczeć, kukuryku, gęga, ryk, mruk, syk, kwik, kracze, rechot żab, grucha, gdacze, pieje, pies aja, zi-aja, zziajany, zieje, warczy, szczeka, jazgot psów, tętent koni, tętno (ten-ten).

Słowa naśladujące dźwięki fizjologiczne człowieka: chrapać, chrypieć, skrzypieć, zi-pać, {zi-ewać [stąd ewa - życie( jeszcze dycha, dyszy-więc żyje) ziEwa-dziEwa-dziEweczka], greckie, ewos- naród, mahaewos, wielki naród, dosłownie wielkie życie}, spać (s-pać, od sa-pać), dyszy, oddech, (dusza, uszedł dech, uszła z niego dusza więc nie żyje), klasnąć, mlasnąć, plasnąć, (chłosta -chlastać) – chlasnąć stąd hlas(czeskie)-glas-głos. Dziecko gu-ga, od pierwszych słów języka dziecięcego, synonim Wać-Ga (słowo), w pod-świadomych strukturach języka, znaczenie zrostu ga-Dać(słowa dawać), ga-Worzyć (słowa Warzyć, wytWarzać w wolu-gardle-worku). Samo słowo dziecko od dziecina-tintina(dzwoneczek), bowiem wieszano na szyi dzieciom dzwoneczki by swym dźwiękiem odstraszały złe moce, być może głos dzwoneczka miał wywoływać skutek prawny jako rodzaj języka, czyli prawnie bycia człowiekiem.

Dźwięki narzędzi, piszczy, popiskuje, pisk pióra, stąd słowa pisze-napis-pisarz, (chrobot skrobot), skrobie skrypt skryba skrzypiącym piórem, ciąć ciach(nąć), siec sie(ck)iera kiereszować, pompa pompomp, pamp-pomp-pump, pompować, bomb, bum, bam, bim, bom, bimbać.

Tryskać, pryskać, bryzgać najczęściej o wodzie (trask, prask, drask, brask, tlask, plask, dlask, blask, dokonaliśmy tu sztucznie permutacji, pierwszych dwóch liter tr-tl, pr-pl, dr-dl, br-bl, zostawiając wszędzie końcówkę -ask, w tej formie są w naszym języku trzy słowa, prask, plask, blask, reszta to słowa potencjalne, chociaż mogły być już stworzone i rozrodzić się same zanikając, np. drask -draska, drasnąć, czy trask-trzask), ciekawostka to, że słowo prysznic nie od pryskania tylko od nazwiska wynalazcy dla nas swojsko brzmiącego nazwiska Priessnitz (1799-1851), (nasza końcówka nic Kopanica, Legnica), wynalazca urządzenia natryskowego, prysznic tak jak natrysk dziś jest tak samo słowem-zrostem słowiańskich rdzeni i bez trudu z nich wnioskujemy do jakiego celu ich użyć, czyli tryskania-pryskania (pryśnie, prószy, rozprasza wodę) do kąpieli, bowiem u nas to się przyjęło tylko ze względu na to, że jest to słowo zrozumiałe i adekwatne w naszym języku (wątpię czy się przyjęło w Niemczech, ‚tusche’-natrysk), można też w ogóle podważyć fakt wynalazku, konewkę wymyślono dużo dawniej i czy nie jest to wynalazek oczywisty, który wynajdowano wielokrotnie, czyli trywialne wyważanie otwartych drzwi i gdyby pan Priessnitz, nazywał się Schonengruber to czy byśmy kąpali się pod Schonengruberem, słowo natrysk nawiązuje do tryskania, a prysznic do pryskania, pryśnięcia i nie jest to przypadek, że te dwa czasowniki pryskać, tryskać dały nazwę natryskowi-prysznicowi, podobieństwo rdzeni prysz-Preiss istnieje ale podobieństwo rdzeni prysz-prys jest dla użytkownika polskiego języka znacznie czytelniejsze, końcówka -nic, -nitz, też jest polska stanic, granic, więc dla tego i tylko dlatego mamy w polszczyźnie, wyrazy prysznic i natrysk, a nie wyraz preissnitz, na określenie urządzenia kąpielowego z sitkiem od konewki, bo mamy też natrix – wąż wodny – bicz wodny już w łacinie. Więc twierdzimy, że etymologia tego słowa, może być co najwyżej tylko podwójna, czyli od słów pryśnie-pryska i Preissnitz oraz, że tylko to pierwsze słowo (pryśnie-pryska) zadecydowało, o zakodowaniu się słowa ‚prysznic’ z jego konotacją w języku polskim i tego słowa (prysznic) w tym języku funkcjonowaniu, działa tu odczytywana podświadomie struktura rdzeni z zakodowanym pierwotnym znaczeniem tych rdzeni, czyli jądrem rdzeni dźwiękonaśladowczych. Poza tym w języku nie ma czegoś takiego jak jedyna prawidłowa etymologia, słowa są z językiem związane wieloma nawiązaniami, (o wielości nawiązań etymologicznych słów, patrz choćby ”Etymologia słowa Słowiani”).

Po powyższym wywodzie przejdziemy do dźwiękonaśladowczych słów, będących rdzeniami macierzystymi dla słów, dusza, mara, strachy, sele, czyli słów dyszy, szmery (koszmary), trachło, szelesty ( stąd nasza zieleń, selen, zielony), (sele-dusza w niemieckim, nasze słowa sielski-sielankowy szczęśliwy-radosny czyli uduchowiony nastrój, weSele, człek wesoły czyli np. dusza towarzystwa, sele-(dusza, w hetyc-kim duśk-duśkija-cieszyć się, w tym samym znaczeniu Sienkiewicza ”duszko ty moja”, czyli ‚radości ty moja’) , sele u nas zostało wyparte, a słowo sele-dusza jest już w Etruskim, też ciele-sele, cielak-prosiak, polsko-czeskie), wszystkie te wyrazy dusza-dyszy, mara-szmery, strach-trach, sele-szelesty, powstały według tej samej logiki słowotwórstwa i przenoszenia znaczenia z słów dźwiękonaśladowczych na imię abstrakcyjnej części istoty ludzkiej, czyli duszy człowieka, będącej uzupełnieniem dla ciała, po jego śmieci funkcjonującej samodzielnie i manifestującą swą obecność właśnie szelestami, szmerami, dyszeniem czy jękami, stukaniem i tłuczeniem się, najczęściej po nocy, też kroki, skrzypienie drzwi bez przyczyny przypisywane są duchom, duszom.

Ten przydługi wywód o słowach dźwiękonaśladowczych, zakończymy słowami ‚tak’ oraz ‚nie’ są to słowa pierwotne należą do ciągu tu w sztucznej mutacji tak-tag-dak-dag, czy też mutacji naturalnej czyli w żywych językach nie-niet-ne(słowiańskich)-no[nou]-nein(germańskich), polskie tak przechodzi w rosyjskie da, czyli z mutującym ‚t-d’ i utartym końcowym k-(zero), z nie-niet jest inaczej fonetycznie rosyjskie niet jest bliższe polskiemu nie niż czeskiemu ne z tym, że odróżnia się starą końcówka ‚t’ która uległa w języku polskim nie(t)-nie(zero) redukcji lub nigdy nie była w polszczyź’nie przyłączona, wracając do ciągu tak-tag…. nie jest on taki sztuczny, bowiem tagAn-dagAn to w języku hetytów nazwa ziemi-pola, pole od wyPalania Polana-wyPalona, można przyjąć, że tak po połączeniu z nie, słowo taknie-dagnie a po redukcji przedniej ‚t-d’ przeszło w aknie-agnie-ognie-ohńe, w niemieckim tag-dzień, szwedzkim dag-dzień możliwe, że od tak-dag ognia, świecenia, jasności wstaje nowy dzień, zapala się nowy ogień który zgaśnie wieczorem, opozycja światła dnia i ciemności noc-nic, czyli braku światła więc ciemności, mogły te słowa być już wypowiadane przez ludzi rozniecających ogień przed dziesiątkami tysięcy lat tak-tak-dag-tag-dak wtedy gdy krzesano (stuk) ogień, a krzesiwo sypało iskry na hubkę i mech, oraz nie-nic-noc jako jęk zawodu kiedy ten ogień gasł, lub nie udawało się ognia rozniecić, Atar, Atra, wAtra, może pochodzić od innej metody niecenia ognia przy pomocy kołka kręconego sznurkiem wspartego końcem na twardej drewnianej podstawie, tar, trze, atarcie zamieniało się na energię cieplną wystarczającą do rozniecenia ognia.

Są więc ‚tak’ i ‚nie’ związane z sobą logiką przytakiwania, potwierdzenia (jest, mam), oraz zaprzeczenia nie (braku, nic nie mam), jak dzień i noc, ciepło i zimno, płomienia-światła i ciemności jako zaprzeczenia ognia, czy ten wywód jest przekonywujący.

Mam nadzieję, że wystarczająco, bowiem dalej będziemy chcieli zwrócić uwagę na ilościowe występowanie, rdzeni naszego języka w strukturach notacji kobalnej, węzełkowej oraz co z tego wynika, jak i uzmysłowić sobie istnienie nadjęzyka, czyli międzyjęzykowych ciągów słowotwórczych i synonimicznych, opisujących antyczny świat indoeuropejczyków, a ściślej mówiąc antenatów czyli przodków Słowian więc Lugiów, Antów, Bharów, Paralatów, Scytów, Słewów, Thrusów, sTolimów, GigAntów, Lelegów, Rarogów, Ludraków, Chrobrów, Chorwatów, Hobrów, kObrów, Obrów, Obrzymów, co wszystko jedno imię ludu Olbrzymów, dzieci niebios i ziemi, (też świat zmieszanych z nami Krasnali, Wanów).

Jak już wspominaliśmy słownikowo koło 4700 wyrazów kończy się na ‚Wać’ przednie występowanie, tylko w archaizmie WaćPan, inne tego typu słowa ‚Wić’ jest już rzadsze, 231 wyrazów jako końcówka, dlaczego tak się dzieje, w słowniku jest 120 000 wyrazów jednak gdybyśmy je podali odmianie, okazałoby się, że w polszczyźnie jest grubo ponad 3 miliony słów wszystkich kształtów i znaczeń, bo każdy czasownik odmienia się przez osoby, czasy, tryby, liczby, strony, a w czasie przeszłym i przyszłym oraz trybie przypuszczającym przez rodzaje, rzeczownik i przymiotnik odmienia się przez 7 przypadków, liczbę, przymiotnik dodatkowo przez rodzaje, niektóre z tych 120 000 wyrazów trzeba przemnożyć do kilkudziesięciu razy, daje to tę olbrzymią, wielomilionową liczbę słów.

Więc ‚Wać’ powinna być znacznie częstszą końcówką niż to wynika z jej występowania słownikowego, jednak ta końcówka jest archaizmem (prawDoPoDobNie był to język syntetyczny który to fakt wymuszało pismo kobalne-węzełkowe, to jednak nie fleksyjny, sufiksacja była analogiczna do prefiksacji czytelna słowotwórczo, nie była jednak jak dzisiejsza fleksja mająca cechy na pozór regularnej odmiany związanej z przypadkami bo to jest wtórne), dlatego ‚Wać’ występuje w takiej liczbie i tylko w bezokoliczniku, dla unaocznienia, że inne końcówki też się tak zachowują weźmy inne słowo ‚Nie’ jego przednia pozycja jako przedrostka to około 1300 wyrazów, jako końcówka ponad 4000 słów, słowo ‚Na’ jest w liczbie około 1500 przedrostków i 1200 sufiksów, są to słowa występujące równie często na przedzie wyrazu jak i na jego końcu, inne np. prze i jego mutacje (pro, prą, pra, pry, pru, pre, przy itd. też ta permutacja dla dzisiejszej gramatyki jest słowotwórcza, a nie są to przypadki jednego słowa Pre-Pra itd.), występują zazwyczaj na początku wyrazu, stąd mamy kilka tysięcy wyrazów zaczynających się na ten przedrostek, na samo prze- jest ponad 2800 wyrazów tak samo z innymi tego typu słówkami, będącymi rdzeniami na których zbudowane jest nasze słowotwórstwo, co nam daje taka wyliczanka, uświadamia nam, jeśli jakiś język słownikowo jest podobny naszemu, tzn. ma takie same przedrostki i końcówki jest z naszym związany pokrewieństwem, więc o tym decydują takie rdzenie jak końcowe, ‚Wać’ także w jego mutacjach Wati-Wat, słowo ‚Na’, ‚Nie’, ‚Pro, Prze, (psze), Pra’, ‚Z, za, ze’, ‚Roz, Raz’ wszystkie te które wydzieliliśmy przy etymologii słowa suWać i jeszcze wiele innych, twierdzimy, że tylko te języki można uznać za indoeuropejskie (pochodzące od kultur sznurowych) które posiadają w strukturach swoich słów te rdzenie z najstarszej warstwy słów jakimi są czasowniki i ich słowotwórstwo. Więc znajdując gdzieś w słownikach jakiegoś języka idącą w setki słów, listę wyrazów zaczynających lub kończących się na słowo, ‚Nie’, ‚Pra, Prze’ też na słowo ‚Wać-Wat-Wati’ bez wątpienia będzie to język indoeuropejski, czyli język zapisów kobalnych, inaczej notacji sznurowców, inne języki są tylko związane stosunkami ligi językowej, czyli zostały w tym czy innym czasie dotknięte jakimś wpływem tego języka.

Wracamy teraz do słowników i informacji jaką niosą, skupimy się na słowach na literę ‚P’ jeśli policzymy słowa okaże się, że słowa te w liczbie 17 700, stanowią ponad 15% zasobu słów słownika liczącego 116 000 słów, w słowniku Niemieckim liczącym 60 000 wyrazów słowa na ‚P’ to 2400 wyrazów czyli ledwie 4% jest to już duża różnica blisko czterokrotna, skąd to się bierze, otóż w polskim słowniku przykładowo około 1400 słów na ‚P’ zaczyna się na przedrostek ‚Pod’ (podGórski, podJadać, podKowa, podLasie, podLotek itd.), koło 5000 słów zaczyna się na przedrostek ‚Po’ (poZakazywać, poZacierać, poWrzucać, poTłuc, poTwierdzić itd.), na ‚Prze’ 2800 słów, na ‚Przy’ 1500 słów, inne mutacje rdzenia prze ‚Pra, Prą, Pre, Pro, Pri, Por, Par, Per itd.’ dają jeszcze łącznie 3000 słów, więc na te przedrostki ‚po’, ‚pod’, ‚prze’ i jego mutacje jest w naszym słowniku 13 800 wyrazów co daje ponad 11% wszystkich słów licząc słownikowo, więc to jest ta zasadnicza statystyczna różnica między językiem polskim a niemieckim, czyli te przedrostki pod, po, prze, przy, pre, pra, itd. dają 11% przewagę słów na ‚P’ językowi polskiemu nad niemieckim, a które są przecież nasze i żywe w naszym języku, po odliczeniu tych 11% słów, zostaje 4% słów na ‚P’ liczba podobna jak w języku niemieckim (4%).

Język niemiecki nie posiada wyrazów na ‚Pod’ (na ‚pod’ tylko cztery Podagra, Podest, Podex(tyłek, dupa), Podium, ‚Pod’ to archaiczny rdzeń sPody – antyPody), czy ‚Po'( około 300 słów 13 razy mniej niż polski), w przypadku przedrostków ‚prze’ i jego mutacji niemiecki posiada około 1000 słów, czyli jednak stosunkowo czterokrotnie mniej niż w polskim. Wysnuć można stąd jedyny logiczny wniosek, że w większości te słowa zostały zapożyczone z języka polskiego (obojętnie czy za pośrednictwem łaciny czy nie, bowiem utworzone zostały według mechanizmów słowotwórstwa języka polskiego czyli słowiańskiego), niemiecki nie ma bowiem mechanizmów słowotwórczych umożliwiających powstanie tego typu słów. Idąc dalej można wyciągnąć wniosek, że niemiecki nie jest językiem indoeuropejskim, chociaż jest pod jego przemożnym wpływem, wynikającym ze stosunków ligi językowej.

Bowiem jeśli policzymy słowa na ‚P’ w łacinie (blisko 12%) to okaże się, że słów tych jest podobna ilość co w polszczyźnie, zaś słowa na pre, pra, pro… w małym słowniku Łaciny (około 12 000 słów) to ponad 1000 słów czyli liczba stosunkowo nawet większa niż w polszczyźnie co jednak łączy łacinę z polszczyzną, są też słowa poSideo-poSiadać poTens-poTęga (w logice przedrostka ‚po’), scriba-skryba, scriptum-skrypt- statuo- stanowić (uStanawiać), spino-kolec, cierń – spinacz – zszywacz-szpilka w logice przedrastania bezdźwięcznego ‚Z’ czyli ‚S’.

Ktoś powie, że brak słów na ‚Z’ w łacinie świadczy o tym, że to polszczyzna nie jest językiem indoeuropejskim, ten fakt braku ‚Z’ w łacinie można interpretować dwojako łacina oderwała się od polszczyzny przed powstaniem w polszczyźnie słowa ‚Z’, czyli przed podbojem królestw Krasnali-hyEtrusków (unietytów) przez Tolimów-Hobrów (sznurowców), a polszczyzna zapożyczyła te słowo z języka Wanów lub w polszczyźnie dokonała się innowacja przedrostka ‚C, S, K, G, H’ w ‚Z’ dopiero po wywędrowaniu przodków Italików na południe, ale w łacinie zdarzają się też słowa z rdzeniem ‚Wać-Wati’ co też świadczy o jej związkach z językiem sznurowców-koblinów-kobierców (polskim), słowa typu ‚vaticinator- prorok, vati-cina(tina)-tor co w znaczeniu rdzeni [słów dnia(boga) droga]‚, choć może być to zapożyczenie łaciny z naszego języka za pośrednictwem języka etruskiego tin-bóg i tin-dzień, (również hetyckie tina-bóg).

Poza tym nie jest takie istotne który język to język indoeuropejski, a istotne są wzajemne relacje oraz związki języków z których możemy wywieść informację o historii świata, bowiem te języki wspólnie nieraz w porozumieniu nieraz w polemice, opowiadają o dziejach ziemi, właśnie te związki interleksykalne są tym co nazywamy nadjęzykiem indoeuropejskim np. należy tu do nadjęzyka, międzyjęzykowy ciąg słowotwórczy (prapolsko-hetycko-angielski), Tuz – wojownik ( ktoś możny, ważny),tuz- bójka, tuzać-bić (łomocić), tuzować- bić (tarmosić, szarpać), hetyckie Tuzzi (Duzi) – ‚wojsko’, pra(polskie)słowiańskie duzati, vyduznit, angielski tussle (bijatyka, bójka, wziąć się za bary) tusky (uzbrojony w kły) tush-tusk, (kieł), tussis (kaszel-duszności, kaszel wstrząsa, tarmosi, dusi) więc tussis-dusisz.

Innym ciągiem ze zmianą znaczenia słowa jest ciąg (polsko-hetycko-jagnobi), jadam-adant-adanz-odam-odamt, w znaczeniu pierwszych dwóch słów pol. i het. [jadam-jadany-adant-adanz-eter] -jedzący-zjeść- [etruskie słowo ~ etera-stołownicy-domownicy, należący do wspólnoty stołu-jadła, wspólnoty która tworzy najsilniejsze więzi międzyludzkie - tuż po rodzinnych (też transgatunkowe grupy, typu myśliwy i pies, wspólnie polują więc zdobywają pożywienie i jedzą)], więc eter-jeść etera - stołownicy – domownicy – czeladz, jadam, jag. odam-odamt-człowiek-ludzie (skąd zdaje się biblijny pierwszy człowiek-adam, wypędzony z raju od stołu pańskiego).

Jeszcze inne to związki słów (faktycznie izoglos, czyli węzłów nadjęzyka) których zmianę znaczenia (logiczne, wytłumaczalne przesunięcie znaczenia słowa), zrozumieć można dopiero po odwołaniu się np. do mitologii Indoeuropejskich, więc polskie słowo ‚noga’ (naturalny środek przemieszczania się) oraz indyjskie słowo ‚naga’ (wąż-żmija), a których związek możemy zrozumieć tylko przy pomocy mitów greckich o gigantach, którzy zamiast nóg mieli węże, jeśli na miejsce znaczenia naszej ‚nogi’ w zdaniu ‚chodzimy na nogach’, podstawimy słowo indyjskie ‚naga’ najbliższe w pisowni naszemu słowu ‚noga’ to otrzymamy zdanie ‚chodzimy na nagach, czyli ‚chodzimy na wężach’, geniusz nadjęzyka twierdzi więc, że jak giganci chodzimy na wężach, czyli nadjęzyk twierdzi, że jesteśmy potomkami gigantów, lub inaczej aczkolwiek to samo języki Indii i Polski twierdzą, że giganci-olbrzymi-bharowie-słowianie od tysięcy lat, do tej pory jak chodzili tak chodzą na wężowych nogach.

Czwarty rodzaj ciągów słowotwórczych to słowa antycznej indoeuropejskiej techniki np. zapisów, notacji świadczący o materialnym otoczeniu w jakim egzystowali nasi przodkowie, a były to knigi-koby-kobierce związany z nimi ciąg słowotwórczo-synonimiczny przebiega podobnie jak ciąg ‚tuzi’, wymienimy tu tylko parę słów z różnych języków o wspólnej etymologii, koby-noty to synonimy dające dwa uzupełniające się ciągi słowotwórcze, ciąg ‚kob’ oscylujący wokół znaczenia węzłów, przędzy, plecionek, wiązanek, polskie kobieta(prządka), kobierzec(materiał pleciony, wiązany), kobiernictwo (umiejętność tkania-splatania dywanów), kobiałka (koszyk pleciony z łyka lub wikliny), kobra (wąż się wije, sploty węża, kłębowisko węży – kłębek wełny), macedońskie, koba (los – który przędą prządki np. Mojry, koben złowieszczy los), czeskie kobliha (pączek ciasta, ale kwiaty też zawiązują pączki), mamy też rosyjskie z czasów Iwana Groźnego, zapisy kabalne(przywiązujące chłopów do ziemi), mamy też angielskie cobbler(cob-kob)[łatacz(zszywacz) starego obuwia], cobweb(pajęczyna, nić pajęcza).

Ciąg słów polskich, zanotować, konotować, notatka, nota, cnota (dobra nota, coś co się pisze, warte od notowania), knot(sznur świecy), wspólnota (związek, dosłownie współ węzeł), łacińskie nodo, (zawiązać w węzeł), nodus (węzeł), nodosus (pełen węzłów, przebiegły), nota (znak pisarski, napis, etykieta), noto (zatytułować, słowami określić), itp. wszystkie te wyrazy nawiązują do słowotwórstwa związanego z notacją sznurową mimo tego, że już od plus minus tysiąca (?) półtora tysiąca(?) lat nikt nie zawiązuje słów w kobierce, dywany, knigi to frazeologia jak i ciągi słowotwórcze związane z zapisami kobalnymi, notacją sznurową funkcjonują w językach ligi indoeuropejskiej.

Wobec tego noto-Wać to wiązać wici, wać-wić to słowo bowiem przy tych notacjach i ich odczytywaniu mówiono sobie na głos, czy pod nosem, wać (wić, nić, sznurek, czyli słowo maWiać, móWić, praWić, słaWić,), noto (notoWać, dosłownie zawiązywać węzeł wici-waci-słów), gaWędzić-gaWęda( ga-(słowo) słowa Wędzić-Węda wiązać), dlatego nasz język jest związany jak sznury, oraz posiada strukturę naśladującą w swej pisowni a co za tym idzie w wymowie noty, koby, wici, wać, nić, nawiązuje i konotuje, jest językiem niesłychanie dokładnym oraz jednoznacznym o wielokrotnym kodowaniu informacji, informacji w znaczeniu formalnym słowa, informacji zawartej w fleksji, informacji kontekstowej, informacji słowotwórczej (konotacji etymologicznej), oraz informacji kodowanej podświadomie, bowiem język odczytujemy podświadomie.

Rozłączając zrosty wyrazów czyli słowa syntetyczne, według podziału etymologicznego otrzymujemy, opis świata naszych przodków ich religii pojęć abstrakcyjnych, ich narzędzi czy rzeczy materialnych ich otaczających, ustroju ich państw, konfliktów jaki toczyli, wojen domowych i międzynarodowych, czyli tego co składa się na żywą i autentyczną historię matki ziemi i ludzkości.

Parafrazując poetę, proroka-wieszcza ”Nasz język jak lawa, na zewnątrz gramatyka szorstka, płytka i plugawa, lecz wewnętrznego słowotwórstwa ognistych dźwięków i tysiące lat zacierania nie wyziębi, więc plwajmy na gramatykę i zstąpmy do słowotwórczej dziejów głębi”.

O tym traktują pozostałe księgi tego tomu, o historycznej głębi przekazów, opowiadanej przez języki, bajki, mity, pieśni, źródła archeologiczne, czyli opowiadanej w sposób zbieżny i logiczny bajecznej, mitycznej i autentycznej historii matki ziemi, inaczej Polski.

Tutaj chcemy zasygnalizować pewną możliwość, wynikającą z pewnych faktów, fakt prawny kryterium człowieczeństwa, czyli związanie uznania za człowieka dziecka, dopiero po nauczaniu się przez dziecko mowy(czyli języka), nazwa ogólna ludzi ‚językowie’ czyli ludzie, więc być może istniał czas gdy był ‚gatunek ludzki niemy’ który nie był w znaczeniu prawa ludzkim znajdującym się pod tego prawa ochroną, oraz gatunek ‚ludzi-języków’ mówiących językiem abstrakcyjnym, werbalnym liczącym zwykle co najmniej 3000-10000 słów. (Dokładniej mówiąc mowa ciała to mowa wspólna zwierzętom i ludziom, wchodzi do niej 300-400 znaków mimiki i gestów, zajęcia odpowiednio nacechowanej postawy, napięcia mięśni, oraz dźwięków typu krzyk, ryk, warknięcie, syczenie, co odczytujemy podświadomie, czyli czujemy z postawy zwierzęcia czy człowieka czy jest przyjaźnie nastawiony czy ma ochotę nas zaatakować).

Czyli obiektywnie świadomość i istotę ludzką od zwierzęcej odróżnia posługiwanie się językiem kodem (abstrakcyjnych dźwięków, odbieranych słuchem, artykułowanych ustami), czyli językiem abstrakcyjnym powyżej tych 300-400 słów-znaków kodu mowy ciała, jednak w rdzeniach naszego języka jest mnóstwo słów dźwiękonaśladowczych (które można zaliczyć do mowy ciała, a dźwięki może na przykład naśladować papuga), a język wygląda jakby powstał dopiero w strukturach pisma-notacji, czyli powstaje pytanie czy język mówiony abstrakcyjny liczący tysiące słów powstał przed językiem pisanym, czy było odwrotnie i pierwszy był język abstrakcyjny kodu znaków-not, (odczytywany zmysłem wzroku notowany i przekazywany jako zapis wiązany ręcznie kobalny-węzełkowy do odpatrzenia-odczytania), czyli byłby to język obrazów a nie dźwięków pokrewny językowi analogowemu, rodzaj języka symboli wizualnych. Dziś te dwa języki się nam wydają nierozdzielne, ale przecież głuchoniemi potrafią czytać i pisać nie mając zmysłu słuchu czy daru mowy, czyli język słów pisanych, wiązanych-znaków odczytywany zmysłem wzroku może być samodzielnym językiem komunikacji międzyludzkiej jak jest transczasowej, historycznej ze światem pism, ksiąg tych którzy przeminęli.

Człowiek pierwotny od setek tysięcy lat posługiwał się ogniem, budował szałasy, miał narzędzia kamienne oraz rogowe, łuki i strzały, dzidy, ościenie, ubranie z skór i futer, co spowodowało 7-8 tyś lat temu powstanie oraz rozwój cywilizacji, są zwierzęta społeczne budujące miasta, termitiery z systemem poboru wody, mrowiska liczące wiele kopców, ptaki budują gniazda, altanki, plotą kuliste gniazda zwisające, lisy, susły, krety budują skomplikowane systemy korytarzy podziemnych i komór, małpy mają ręce i posługują się kamieniami i gałęziami które dopasowują (obrabiają) do swych potrzeb, niektóre ptaki wykonują tańce godowe i wydają długie skomplikowane ciągi dźwięków, czyli śpiewów, zwierzęta polują, kochają, przywiązują się, boja się, cierpią, gromadzą zapasy na zimę, słonie maja swe cmentarzyska itd.

Jedyną cechą wyraźnie różniącą człowieka od zwierząt jest język i to język pisany-kodowany, język to dodatkowy zmysł rozszerzający postrzeganie, powodujący powstanie świadomości człowieczej, dzięki zapisowi mamy świadomość historii, nadawania nazw (systematyzacji) i liczenia (liczenie może być pierwsze niż nazywanie, tak samo śpiew typu jodłowanie), mamy świadomość przestrzeni, czasu, poszerzoną możliwość zrozumienia innych ludzi, organizacji się w ponad rodzinne grupy, oraz możliwość przenoszenia swoich myśli w przestrzeni na wielkie odległości, jak i w czasie w przyszłość, jedynie to spowodowało gwałtowne zerwanie związków z naturą świata zwierząt i stworzenie świata ludzi więc te antyczne okrutne kryterium człowieczeństwa, jesteś językiem ~ jesteś człowiekiem może być jedynym prawdziwym oraz obiektywnym kryterium człowieczeństwa oraz jest koniecznym warunkiem powstania cywilizacji. I gdybyśmy szympansa nauczyli czytać i pisać w ten sposób powodując powstanie u niego świadomości i postrzegania językowego, to czy byłby dalej dla nas zwierzęciem czy jednak musielibyśmy uznać go za istotę rozumną, równą człowiekowi czyli z mocy antycznego prawa jesteś językiem (pisanym i czytanym, tak jak ludźmi są ludzie głuchoniemi używający języka migowego) więc jesteś człowiekiem, musielibyśmy uznać go prawnie za człowieka.

Bowiem kryterium wielkości-pojemności czaszki nie decyduje o człowieczeństwie, znane jest porównanie wielkości mózgów Anatola France (ok. 1000cm3) i Turgieniewa (2000cm3), obaj byli znanymi pisarzami, a jeśli chodzi o wielkość mózgu to szympansy mają przeciętnie (ok. 420cm2 więc zapewne były osobniki o wielkości mózgu ponad 500cm3) czyli wielkość ich mózgu jest dwukrotnie mniejsza od mózgu Anatola France, Turgieniew z wielkością swego mózgu wygląda jakby to on był z innego gatunku w stosunku do kolegi po piórze, bo ma z kolei od niego dwa razy większy mózg.

Słowa które mogły powstać w strukturach notacji sznurowej, znajdujemy w prekolumbijskich językach Ameryki, typu Tlaloc (lelek) – bóg deszczu, czy w Indonezji pewna pani polityk o imieniu Megawati, (wielkie-słowo). Być może rzeczywiście jeszcze kilka tysięcy lat temu był wspólny język kilkuset słów i gestów całej ludzkości jednak powstanie pisma spowodowało jego komplikację oraz po ekspansji rozpad.

Jednak czy wobec tego, nie powinien istnieć dualizm językowy między językami naturalnymi-pisanymi (można też powiedzieć kulturowymi, choć wynikającymi bez żadnych wątpliwości z naturalnego rozwoju danej cywilizacji, więc języków sztucznych tylko na tyle, na ile sztuczny jest człowiek i środowisko które wytwarza), cywilizacyjnymi czyli mających historyczny rozwój, językami powstałymi w warunkach technicznego postępu, odnotowanego-zakodowanego w słowotwórstwie języka, niezmiennymi z powodu zapisu (istnieniu tych języków w formie pisemnej), czyli nie ulegających łatwo mutacji czyli trwających w tej samej formie przez tysiąclecia, oraz językami prymitywnymi, (nie zapisywanymi) czyli posiadającymi kilkaset słów dźwiękonaśladowczych i dziś niezbyt wielką (lub większą) liczbę słów typu cywilizacyjnego jednak z braku zapisu szybko mutujących, tworzących szybko mnóstwo gwar i dialektów które równie szybko tracą z sobą więź komunikacyjną (są zrozumiałe dla niewielkiej grupy osób związanych bliskim sąsiedztwem).

Więc teoretyczny podział na języki kulturowe, historyczne, cywilizowane, o dużym obszarze występowania, wyraźne choć skomplikowane o dziesiątkach tysięcy słów, zapisane i z tego powodu słabo mutujące, więc logicznie też druga przeciwstawna grupa języków prymitywnych ludów pierwotnych, stojących poza czasem bez rozwoju cywilizacyjnego, w warunkach naturalnego rolnictwa i pasterstwa, zbieracko-łowieckich, niepiśmiennych, jako języki tworzone sytuacyjnie oraz leksykalnie w zależności od lokalnych warunków przyrodniczych, szybko mutujące najbardziej zrozumiałe w bliskim sąsiedztwie.

Trzecią grupą języków powinny być, historycznie języki katastroficzne, upadku cywilizacji z powodów klęsk militarnych, czy klęsk klimatycznych, ekologicznych i z innych przyczyn naturalnych, przy następującym regresie do poziomu gospodarki naturalnej (pozostałość to język kulturowy pozbawiony zapisu, ulegający z tego powodu szybkiej mutacji i regresowi leksyki cywilizacyjnej), też mogą tu należeć języki grup oderwanych od pnia języka macierzystego kulturowego, jednak brak zapisu powinien powodować przyspieszenie mutacji i uproszczenie np. deklinacji takiego języka, oraz języki ulegające kreolizacji w wyniku tworzenia się języka mieszanego porozumienia grupy najeźdźców z ludnością podporządkowaną, (tutaj znamy przykład, język angielski), czy też języki kreolskie tworzone na potrzeby handlu.

Te powyższe warunki i kryteria mogły nie występować do końca i z całą mocą w poszczególnych językach, więc możliwe są procesy częściowe, czyli granica miedzy tymi grupami języków może być płynna, z pewnych powodów można te języki zaliczyć raz do jednej raz do innej grupy języków, jednak podział na pierwsze dwie grupy powinien być wyraźny i dość prosty, kryterium zapisu (język pisany), słabej mutacji języka, wielkości terytorium jego występowania, cechy te to znamiona dowodzące pochodzenia języka, czyli zależy od nich to czy język jest językiem kulturowym i cywilizacyjnym, brak zapisu języka, szybka jego mutacja, małe terytorium występowania dowodzi, że jest to język prymitywny czyli przedcywilizacyjny, inaczej prehistoryczny (np. duża liczba języków na niewielkim terytorium i zachowanie tych języków czyli skłonność do mutacji, np. języki Papui Nowej Gwinei, też brak zapisu dialektu kaszubskiego powodował to, że w każdej wiosce mówiono na tyle inaczej, że trudno zrozumiale dla sąsiadów z innych wiosek co dowodzi tego, że największe podobieństwo zachodzi między zapisywanymi dialektami słowiańskimi oraz dowodzi zapisywania tych języków przed chrystianizacją, bowiem kaszubszczyzna nie zapisywana straciła cechy języka cywilizacyjnego, dowodzi to, że najistotniejsze z kryteriów języka cywilizacyjnego to jego zapisywanie).

Nasz język Słowiański należy do pierwszej grupy języków, jeśli uzmysłowimy sobie, że Łacina, Greka Klasyczna czy Sanskryt to pochodne od niego i już martwe języki to okaże się, że może być jedynym językiem kulturowym spełniającym powyższe kryteria języka kulturowego i to na przestrzeni kilku tysięcy lat [w znaczeniu czasu, język twierdzi, że czas i przestrzeń to jedno (unifikuje te pojęcia), a tutaj to synonimy], czyli jest jedynym żywym językiem kulturowym Indoeuropejskim, czy inaczej jedynym cywilizacyjnym językiem rodziny dialektów Indoeuropejskich.

Ktoś gdzieś kiedyś na pytanie co się stało z Grekami którzy stworzyli swą zdumiewającą i wielką cywilizację, odpowiedział, że potomkowie ich pasą dziś kozy na ruinach Akropolu.

A co się stało z Obrzymami, Atlantami, Hobrami, Spalmi, można w odpowiedzi tym, którzy uprawiają tak zwaną historię, na ruinach kaganatu Obrów, odpowiedzieć parafrazą; ”Mieliście chamy złoty róg… mieliście chamy czapki z piór, mieliście chamy władców z świętych gór, ostał wam się jeno języka sznur”.

Kaganmir V samozwaniec, czarnoksiężnik z Góry.

Rozdział 3

3. Odpowiedz duchowym innorodcom czyli noty – koby – ksągi – knigi – taby – dewany

Grecy i ich pisma twierdzą, że to oni wynaleźli Słowianom głagolicę, co ciekawe dzieje się to po roku 862, niespełna 40 lat po tym jak Tomasz Słowianin, omal nie usunął Greków z kart żywej historii, łącznie z ich władcami, uratowała ich tylko dywersja Bułgarów, która uwolniła Bizancjum z rocznego już oblężenia słowiańskiego. I było to jedno z ostat-nich miast w rękach Greków. Poniżej litery-wiązanki i mają one zupełnie przypadkowo (?!?!) ornament kółeczkowy, nawiązujący do węzełków. Pytanie czy grecy wymyślili też ligatury-wiązanki devannagari? Albo barsomy czy devany (księgi) perskich kapłanów? Co takiego Ahura’ Mazda przekazuje Arda’szirowi II na wyrytych płaskorzeźbach Tak-e-Bostan, siatkę na zakupy, czy może jednak inwestyturę, wici, fascis, symbol władzy, wieniec łozowosznurowy, noty-nody czyli zapis kobalny.

 

Zagadka, co takiego pokazuje św. Metody i św. Cyryl, na można powiedzieć, piktogramie (wyżej z Kodeksu Zografskiego z końca Xw.) stoją na tle pisma głagolicy z wyciągniętej ręki Metodego zwisa pęk sznurków, są one centralnie wyeksponowane w tym rysunku. Inaczej co umknęło bizantyjsko – cesarsko – prawosławnej cenzurze. Rozumny człowiek odpowie, że to kod (wł. coda-ogon-chwostek) notacji węzełkowej który posłużył za wzorzec głagolicy (pisanej).

Dlatego też od tych węzłów, mamy ruskie pismo zwane więzy.

Ale zakłamany romaj i przypadkowy użytkownik języka, odpowie, że to zupełny przypadek i ten piktogram nic nie przekazuje i nie ma żadnego sensu, wszystko na tym świecie powstaje w sposób cudowny albo przypadkowy dziwny i nie-wytłumaczalny, a myszy rodzą się z kupy starych szmat. I absolutnie nic nie wynika z świadomego działania ludzi, lub działania praw naturalnych.

Żywot Konstantego mówi, że pierwszą reakcją Filozofa , na zleconą mu przez cesarza misję wielkomorawską były słowa, – z radością tam pójdę, jeśli tylko mają litery do swojego języka”. A gdy się dowiedział, że nie mają, „odszedłszy, według dawnego obyczaju oddał się modlitwie wraz ze swoimi pomocnikami (…) i wkrótce ułożył litery i zaczął pisać słowa Ewangelii”. Cud – poszło jak z płatka, wystarczyło splunąć grekom i powstały pisma.

Bizantyńskie kłamstwa są przysłowiowe, pismo różne narody tworzyły przez tysiąclecia, a taki grecki geniusz trochę się pomodlił i wkrótce ułożył pismo nie podobne do żadnego (jak twierdzą niektórzy) i zaczął w nim pisać, oczywiście nie winimy tu Metodego, on powyżej pokazuje wyraźnie skąd wziął litery głagolicy, bizantyjsko-romajska kłamliwa propaganda nie powinna przecież przesłaniać prawdy. W XX w. erze komunizmu i Goebbelsa żyć kłamstwami choćby średniowiecznymi to lekka przesada, ale dla niektórych te kłamstwa to świętości, czciciele bałwanów i ciemnota to mierzwa na której krzewią się one najbujniej, przykrywając prawdę.

Nie można głagolicy wyprowadzić z alfabetów greckich, ale odwrotnie z głagolicy można wyprowadzić pismo arabskie, devanagari, cyrylicę, alfabety greckie, itd. Sznurek to materiał na którym utarła się głagolica, stąd jej kształty i zapętlająca się struktura, a sznuropodobne struktury są na urnach w Polsce od 7 tyś lat, rysunek kolii sznurowej częstej na wyobrażeniach dewów Bharatu dowodzi, że ta notacja węzełkowa zaniesiona została już ok. 3500 lat temu do Indii przez Aryów.

Rygweda zapisana w piśmie dewangari – boskoognistym (gorejącym)

Etymologia słowa kniga-koby-kobierzec.

Żeby wywieść etymologię słowa kniga-kniha musimy wywieść etymologię słowa kobieRzec, kobieTa, gobLin, kobOlt*, gobeLin, ros.- zapis kabalny (zapis wiążący prawnie), kob (macedonskie kob-los)[wąż-więzy-węzły-wiąż, kobRa,] kubEk to naczynie z uszkiem, sKobEl to zamknięcie w kształcie uszka, jak czytamy „męże nas zowią białogłowy, prządki, ku większemu zelżeniu kobietami zowią” szyk tego zdania jest nie najszczęśliwszy, bo stary, ale jeśli trochę go poprawimy, „męże nas białogłowy – zowią prządki, ku większemu zelżeniu kobietami zowią” będzie jednoznaczniej, nasze prapramatki były niezadowolone, że ich męże nie nazywają paniami, damami itd. a nazywają prządkami, kobietami, tak jak dzisiaj słowo krawcowa nacechowane jest pozytywniej niż szwaczka, tak prządka była dla naszych pramam, strawniejsza od kobiety (też rodzaj prządki), kobierzec jest plecionką rodzajem tkaniny czyli czegoś co zostało uprzędzone, gobeliny są bez wątpienia tkaninami, nazwa ta od goblinów – koboltów [demonów, też n.m. les Gobelins(Belgia) co od koboltów - goblinów pochodne, (świadczy też ta nazwa o ich ekspansji terytorialnej)].

Hobolin-miasto, według naszych przypuszczeń pierwotnie nazwa od słowa Hoblin-Goblin-Książę-Książ (miasto) lub słowa księga było to słowiańskie miasto na zachodnich kresach słowiańszczyzny, tak jak Rzymianie od nazwy Rzymu czy Moskale od nazwy Moskwy tak Gobliny od nazwy Hobolina, gobliny-kobolty, czyli od uszek-pętelek węzełków nawiązanych na witce łozowj (witka jest tym dla zapisu kobalnego, czym kratki czy linijki w zeszycie, dla utrzymania porządku liter), dewany, kobierce, knigi musiały przejść cały proces rozwoju notacji kabalnej**, od samotnych sznurków co odpowiada kartce papieru czy krótkiemu listowi, poprzez pęk sznurków, wieniec łozowosznurowy po zwijane jak dywan łozy związane sznurami, aż po pozbawione szkieletu łozowego sploty misternych drobno-węzełkowych kobierców, odpowiadające wielkiej księdze.

W języku rosyjskim fraza ‚zapis kabalny’ ma nacechowanie takie jak, pergamin wyroku prawnie wiążącego, czy rodzaj (cero-ceroWać – więc zawiązywać) cyrografu dokumentu sprzedaży wolności czyli duszy przynajmniej co do skutków, w języku macedońskim słowo koba znaczy los przeznaczenie, też złowieszczy los podobnie w niemieckim not znaczy niedola, bo not-kob to synonimy.

A skąd się wzięły w głagolicy okrągłe zakończenia liter, jest to pozostałość węzełków zapobiegających strzępieniu i rozplataniu sznurków zawiązywanych znaków notacji kobalnej, węzełkowej, są one podobne do uszek-kobów.

Teraz pozostała nam etymologia słowa kNiga, najbliższym co do jego kształtu słowem, jest kNaga 1. Regionalnie krakowskie <<duża kość>>, 2. Żegl. <<rozwidlony u góry kołek metalowy lub drewniany, przyśrubo-wany do masztu, pokładu lub burty; służy do umocowywania lin >>, czy przypadkiem co do kształtu materialnego knadze(2), a i z zastosowania (rozwidlony u góry kołek, który służy do umocowywania lin), odpowiada tzw. soszka czyli zakończony widełkowato kij (więc rozwidlony kołek) do którego mocowano wici (sznurki czyli liny), a później uniwersały królewskie, raczej nie bo soszka może być zdrobnieniem od sążka-soszka przy mutacji ‚ż’ w ‚sz’ i przedrośnięciu ‚k’ daje nam słowo książka-ksoszka, więc było by to przeniesienie nazwy utworzonej od sąg-szog (taby-duby) na inne księgi-kNagi-kNigi inną techniką zapisywane, więc notowane węzełkowe, czyli byśmy znów mieli do czynienia z mieszaniem się dwóch technik zapisu i ich słowotwórstwa w języku, my twierdzimy, że logicznie związane są ze sobą te słowa, zastosowaniem nazywanych przez te słowa rzeczy, czyli knaga i soszka to pierwotnie synonimy. [Samo zaś kNiga-kNaga łączy się z nogą-nagem (wężem), czyli węzłami-wężami notacji sznurowej, a kości nogi są największe więc stąd knaga w znaczeniu (1) krakowskim, przypominamy, że giganci chodzili na wężach-(sansk. Naga-Wąż)].

*KobOlt związany jest ze słowem kobalt metal o niebieskiej barwie, prawdopodobnie dlatego, że Weneci, Hobolini-Goblini ubierali się na niebiesko przynajmniej ci najwyższej warstwy, w Bizancjum było stronnictwo Wenetów-(więc Wenedów) czyli błękitnych, wiec Wenet i Kobolt to synonimy naszych nazw etnicznych.

**Najskrajniejszy opis tego zapisu, mamy w mitach Skandynawskich o Walkiriach (Rusałki dosłownie duchy ksiąg kalka słowa Wele’tabi gdzie wele~duch i taby~ksiegi) które rodziły się w kraju Olbrzymów, a później miały lecieć jako ptaki do Skandynawii (chcieli by), otóż kobierce(gobeliny) które tkały Walkirie opisujące (wyobrażające) bitwę, były z jelit poległych, ciężarkami głowy poległych, bijadłami – miecze, płochami – strzały.

 

3.3 Co mi rzekł kobieRzec

W językach indoeuropejskich istnieje pewien ciąg wyrazów, właściwie homonimów odpodobnionych w niezbyt wielkim stopniu, raz w znaczeniu księgi (księga, bók, kniga, dewan) drugi księcia-boga (książę, bóg, kniaź – kne(g)hini, dew), dzisiejsi wyznawcy Jehowy to w zasadzie też wyznawcy Biblii czyli świętej księgi, bo oni wierzą w autorytet zapisanych w tej księdze słów, islam bez Koranu też by nie istniał.

Bowiem w obu tych wypadkach bez wątpliwości istnieją księgi, istnienie boga jest kwestionowane i poddawane w wątpliwość, lecz nikt nie kwestionuje istnienia świętych ksiąg i ich wyznawców i to jest bezsprzeczne, więc bezsprzecznie to co mówią księgi (bók, kniga, dewan) jest dla ich wyznawców tym samym co słowa boga, więc księgi bezsprzecznie są dla ich wyznawców bogiem. Nie przypadkowo czasami Żydów nazywa się ludem księgi (Biblii), też zwani są ludem wybranym boga co bezsprzecznie znaczy to samo, tylko z tym zastrzeżeniem, że to Żydzi wybrali (stworzyli) księgę-boga bowiem to, że bóg wybrał ich może być kwestionowane, skoro kwestionowane jest istnienie samego boga.

Słownikowo dywan jest w znaczeniu 2. hist. <<nazwa wielu urzędów dworskich w krajach muzułmańskich; w Turcji osmańskiej (do XIX stulecia) naczelny organ władzy państwowej złożonej z wezyrów i najwyższych dostojników>> 3. Lit. << na Wschodzie muzułmańskim – zbiór utworów literackich jednego poety zgromadzonych za jego życia lub pośmiertnie>>, więc w znaczeniu 2 odpowiada to radzie książąt ( u nas senat to książęta kościoła czyli biskupi oraz magnateria jeśli nie większości to w znacznej części książęta), w znaczeniu 3 ”zbiór utworów literackich” bez wątpienia jest księgą, wszystkie to homonimy słowa dywan-kobierzec, pochodzącego z perskiego (indoeuropejskiego). Więc co nam przypadkowo rzecze kobie, kobierzec-dywan?

Jest jeszcze wyraz ksiądz, nawiązujący do nazwy księcia i księgi, dlaczego (?) bez wątpienia księża są związani z świętymi księgami, to co oni czynią to bezustanne odczytywanie, podczas wszelkich religijnych ceremonii wersów tych ksiąg, bezustannie posiłkują się autorytetem tych ksiąg na nie się powołując, bez ksiąg nie mogli by praktycznie egzystować bowiem ich zachowania niewiele by różniły się w istocie od rytuałów opartych na symbolice nie werbalnej, więc niewiele różniłyby się od zachowań czarowników czy szamanów.

(Szczególnym przypadkiem bałwochwalczego stosunku do książek byli komuniści czczący dzieła Marksa i Engelsa, usiłujący dostosować rzeczywistość do utopijnych idei twórców tych książek, sama ta kosmopolityczna i antynarodowa idea możliwa była tylko w środowisku klasy inteligenckiej, charakterystycznej dla wschodniej jewropy mającej wiele wspólnych znamion z chińską kastą mandarynów).

W powyższych akapitach staraliśmy się dowieść, że przeniesienie imienia księgi na nazwę boga jest w zasadzie naturalne i wynika z mechanizmu języka, tak jak nazwa staropolska gościńca(drogi) stała się nazwą gościniec-(po)darek, dar (droga, doroga, też od tego drożyna, drożyzna, drogoCenne, drogi dar), coś co przywozi się z drogi, gościńca, atrybutem księcia, księdza jest księga, więc jej nazwa przeniesiona została na tego który się nią posługiwał, posiłkował, podsumowując ten wywód uważamy ten ciąg homonimów za słowotwórczy i etymologicznie związany.

Jest więcej fraz i słów nawiązujących do antycznego pisma typu „duby smalone”, alfabet w Indiach zwany siarada – szarada (łamigłówka jakim stało się pismo sznurowe), „gruszki na wierzbie” (wierzba i jej witki pełniły kiedyś wielką rolę by zlekceważyć tę frazę, gruszki – o’kruszki chodzi o jakiś znaki typu nuty), te trzy frazy razem świadczą, że był u nas proces gdy starożytne alfabety znane były jeszcze nielicznym, ale u większości już analfabetów wywoływały irytację bo były dla niej czymś niezrozumiałym, wręcz stały się idiomami bredni, łamigłówek, opowiadania rzeczy niestworzonych, dla przeciętnego inteligenta to co tu jest napisane też będzie opowiadaniem dubów smalonych i pokazywaniem gruszek na wierzbie.

Poniżej mamy zapis słowa szog (k szog, księga) w PIEŚNI O WIKLEFIE Andzeja Gałki z 1449r jest to słowo (k)szog jeszcze bez przedrostka ‚k’ i poniżej* przeprowadzamy wywód jego etymologii, podobieństwo naszego słowa księga do słowa kniga jest przypadkowe i jeśli dobrze się im przyjrzymy to widzimy, że (k) ni (ga) [(k) się (ga) (k) szo (ga)] różnią się rdzeniem, rdzeń ‚szo’ uległ co prawda mutacji i upodobnił się do słowa ‚się’ ale nijak nie jest podobny do rdzenia ‚ni‚ z knig-knih słowa pierwotnego i wypartego z polszczyzny przez nowsze zrośnięcie słowa ‚sąg’ z przedrostkiem ‚k'(same sągi mogą być antyczne materialnie związane z tabami tab’licami), wyparło dzięki podobieństwu przedrostka (k) i końcówki (ga). (Możliwe, że angielskie słowo song-pieśń jest związane z naszym rdzeniem sąg, sąg-śpiewnik, śpiewać sągi, odczytywać pieśni ze śpiewnika, nazwa księgi sągu przeszłaby na nazwę pieśni).

I wszego pisma słowie, Wiklef prawdę powie czo szog*roskazuiu

[Co (z k)siąg rozkazują]

*szog-siąg-sąg. <<stos zawierający 4 metry przestrzenne drewna jednego sortymentu>> :pół sąga drzewa. Ułożyć drwa w sągi. Widać było także w pobliżu kilka sągów kamienia. Należało(…)drwa poukładać w sągi po kilkanaście mające sążni.

Sążeń. <<dawna miara długości ok. 1,7m>>

Sążnisty. <<odznaczający się potężnymi rozmiarami, zwłaszcza bardzo długi, bardzo wysoki>> : Sążnisty list. Sążniste sprawozdanie.

Posąg, posążek. Robię za kilkaset złotych dwanaście drewnianych posążków do kościoła na Zmujdzi.

Codex -‚pień, belka; księga złożona z drewnianych tabliczek’.

Po sąg, po(belka, pal, pień, sąg) oscyluje wokół znaczenia materiału o sporej wielkości nadającego się na rzeźby, jest to materiał sortowalny, mierzalny. Najczęściej w postaci materiału bali drewna, niekiedy kamienia. Sągi można też łupać na deski, deszczułki, więc materiał z sągu, k sągu, na woskowane tabliczki kszog, ksiąg,(czyli materiał z rozłupanego, na deski sągu-belki drzewa, k sągu, na belkę, złożonej z deszczułek księgi, ksiąg, książeczki, itd.).

Więc kSiąg, księgi, miały by taką samą etymologię jak codex, stąd pleść czyli opowiadać duby smalone, czarne księgi, taby smalone, tablica jest czarna i woskowane tabliczki były osmalane, żelaznym rylcem zrywano sadzę uzyskując białe litery na czarnym tle, pokutuje pogląd, że używano do tego celu dębiny, co moim zdaniem jest błędne, drewno dębu jest bardzo twarde i trudne w obróbce, po za tym jest ciemne same z siebie, co to ma za znaczenie, (dla czego atrament jest czarny? bowiem dobrze kontrastuje z bielą papieru i znaki pisma są wtedy czytelne), dlatego dębina musiała by być malowana na biało, podobno była trawiona, jest to za skomplikowany proces by był wykonywany, dużo prościej wziąć jasną buczynę osmalić wosk który częściowo się spalał dając sadź i jednocześnie przyklejał tę sadzę do lica deski tak, że taka deska specjalnie bardzo nie brudzi, a łatwo się tę kleistą sadzę zrywa z deski zmiękczonej ogniem i roztapiającym się woskiem. (buk-buczyna, bukwa-litera, bók islad. nazwa książki). Jeśli w słowie ‚strona’ dokonamy zmiany znajdujących się w opozycji dźwięczności ‚R’ w ‚L’ otrzymamy wyraz ‚stlona’ obtlona, osmalona bowiem w ten sposób uzyskiwano stronice czarnych ksiąg, runy to luny-łuny jaśnieją bo są jasne na czarnym tle, w języku mieszają się dwie techniki zapisu, węzełkowa nutowa, i skrybowa, pisana (skrobać, pisk pióra, rylca), dlatego coś jest osnute na tle, dubów smalonych, stlonic.

Ps. W powyższym wywodzie wyważałem otwarte drzwi bowiem znana jest taka technika pisania na osmolonej tabliczce woskowanej, ok. 1800 lat temu w Grecji, uczniowie posługiwali się takimi tabliczkami umożliwiającymi zacieranie liter i poprawianie błędów. Jednak kierując się samą logikę słowotwórstwa i frazeologii, można dojść do poprawnych wniosków i opisywać realny świat sprzed tysiącleci.

 W. Ivanov – Wnuki Peruna – Hiperboreja Atlantów

Rozdział 4

Atlanci z Atlantydy

Każdy przeczytał na pewno przynajmniej jedną książkę o Atlantydzie, mitycznym kontynencie wyspie i mocarstwie Atlantów, które nim zapadło się w odmęty Atlantyku natarło na antyczny świat chcąc zamienić wszystkie tamte narody, ”nawet te które nigdy nie były zniewolone w niewolników”. Czy to bajka czy historia, napisano być może zbyt wiele książek o Atlantydzie które są bajkami, jednak Atlantyda bez wątpienia musiała istnieć, ale chcąc oddzielić bajki o Atlantydzie od historii o Atlantydzie powinniśmy umiejscowić ją w czasie i archeologii, zarazem oddzielić to co racjonalne od fantastycznego czyli fizycznie niemożliwego, oraz znaleźć inne też historyczne czy mityczne ale niezależne od greckich przekazy o Atlantydzie niekoniecznie tak samo nazywanej.

Wybierzemy najpierw rzeczy najistotniejsze i największej wagi, czyli wielkość, położenie i ustrój Atlantydy oraz moment i skala jej agresji, skierowanej na państwa będące z tamtej strony słupów herkulesa względem Atlantydy, czyli agresji na ziemie będące w bezpośrednim sąsiedztwie Egiptu i Grecji, jak też ziemie znane dobrze Grekom, a zwłaszcza atakowanym przez Atlantów Egipcjanom, od których Grecy wtórnie dowiedzieli się o Atlantach.

1.Od razu możemy wykluczyć obszar wokół Egiptu i Grecji, jak i dobrze znane terytoria Grekom i Egipcjanom czyli Anatolię i Mezopotamię, wykluczmy też Libię(północną Afrykę jako ziemie przez Atlantów zdobyte), nie mogła Atlantydą być tez Kreta Minojska co często jest podnoszone, raz bo dobrze znana jest Egipcjanom, po drugie liczy ona 8220 km2, ma więc najwyżej 2 do 3 tys. działów (a królestwo hegemon Atlantydy liczy ich 60 tys.). Mało prawdopodobną lokalizacją pierwotnej Atlantydy są wybrzeża morza Śródziemnego, wydaje się, że przez wzgląd na kierunek agresji Atlantów czyli od strony Atlantyku możemy wykluczyć wschód czyli terytoria późniejszej Persji oraz ogólnie wschodu.

Pozostaje nam wnętrze półwyspu Iberyjskiego, Galia zaalpejska, oraz północ Hiperborejska (strefa na północ od Dunaju), czyli lądy będące północno zachodniego kierunku względem Egiptu i Grecji, podsumowując tylko tam fizycznie mogła się znajdować Atlantyda, agresja na wielka skalę przez ocean z Ameryki w tamtych czasach jest mało prawdopodobna. Z poniższego tekstu Platona o Atlantydzie możemy też obliczyć powierzchnię hegemonicznego królestwa Atlantydy, która składała się z dziesięciu królestw.[ liczyło to królestwo 60000 działów, po 10 na 10 stadiów (od 160m do 190m), daje to powierzchnię od około 150 tys. km2 do 215 tys. km2 ziemi uprawnej (działów rolniczych), jeśli uwzględnimy lasy, nieużytki, bagna, rzeki, jeziora, jakieś 30% ziem królestwa to powierzchnia tego królestwa osiągnie 200 do 300 tys. km2, jeśli dziewięć pozostałych królestw będzie miało średnio 120tys km2 to powierzchnia całej Atlantydy (związku dziesięciu królestw) wyniesie najmniej 1200-1300tys km2] Ostatecznie więc przy tak wyliczonej powierzchni Atlantyda może znajdować się tylko na nizinie północnoeuropejskiej. Półwysep Iberyjski jest na to za mały i zbyt odseparowany, Galia nadalpejska stanowiła by też tylko około jednej trzeciej jej terytorium, główna masa Atlantydy musi znajdować się na północ od Dunaju. Za wtórnie zmutowaną bajkę, uznamy zatopienie wielkiej wyspy~kontynentu bo to fizycznie nie jest możliwe.

2.Jaki był czas istnienia Atlantydy jako agresywnego zagrażającego strefie Grecko-Egipskiej mocarstwa, Egipt ma maksymalnie siedem tysięcy lat, Achaje pojawili się na Peloponezie około 2000 lat p.e.ch agresja Atlantów skierowana miała być jednocześnie przeciw obu tym ludom czyli najwcześniej około 4000 lat temu, dla Platona urodzonego w 428r p.e.ch. agresja Atlantów była czymś starożytnym, więc jeśli cofniemy się o 500-600 lat nie popełnimy jakiegoś zasadniczego błędu, czyli najazd Atlantów przypadałby na lata 2000 p.e.ch. do 1000 p.e.ch.(z innych wyliczeń przyjmuje się, że miało to miejsce dziewięćset lat przed Platonem czy Solonem więc w 1328 p.e.ch. co nie jest sprzeczne z naszym wyliczeniem).

3.Jaki był ustrój Atlantydy, z poniższego tekstu wynika, że był to związek dziesięciu królestw, władzę sprawował nad nią król dziewięciu króli, czyli król króli, władzę tą ograniczała rada-zebranie wszystkich króli, (”Król nie był panem życia żadnego ze swoich braci, to zależało od woli większości na zebraniu dziesięciu”), czyli o skazaniu któregoś z króli na śmierć decydowała zwykła większość głosów rady króli Atlantydy.

Główną czynnością wykonywaną przez króli było sądzenie, czyli byli tyranami-sędziami w sprawach większej wagi, głównie zagrożonych karą śmierci, [''każdy król panował nad ludźmi i nad większą częścią praw.(więc nie nad całością prawa) Karał i skazywał na śmierć kogo chciał''.] byli więc władcami o absolutnej władzy sądowniczej, ale którzy mieli się kierować przepisami zapisanymi na mosiężnym słupie, (A na słupie, oprócz przepisów prawa, była wyryta przysięga, zawierająca wielkie klątwy na nieposłusznych.), złamanie tych przepisów przez króla-sędziego było więc podstawa do osądu na opisanym poniżej osądzie zwyczajowym, do kary śmierci włącznie, nie mieli więc absolutnego immunitetu na sądzie odbywanym co pięć sześć lat [''i wtedy bywali sądzeni i sądzili, jeżeli ktoś obwiniał któregoś z nich o jakieś przestępstwo''(''ktoś obwinił'' znaczy więc, że możliwym było oskarżenie sędziego-króla, co w wielu dzisiejszych państwach jest tylko teoretycznie możliwe, o czym świadczy powiedzenie ''równi i równiejsi'')] wynikało to prawdopodobnie po części z ich wyrachowania, tylko prawo obowiązujące wszystkich bez wyjątku może mieć szacunek wszystkich i raczej wyjątkowo będzie łamane (”Dzięki takiemu wyrachowaniu i dlatego że w nich trwała natura boska, wzrastało u nich to wszystko”).

4.Armia Atlantydy, liczebność hegemonicznego królestwa Atlantydy wyliczymy mnożąc 60000 działów przez liczbę dostarczanych-utrzymywanych przez nie wojsk, wódz jednego działu miał dostarczyć jedną szóstą utrzymania oddziału wojska [szóstą część wozu wojennego, (aby było dziesięć tysięcy wozów) dwa konie i dwóch jeźdźców. Oprócz tego zaprzęg dwukonny bez pudła, a na nim żołnierza z małą tarczą, który zeskakiwał, i woźnicę powożącego parą koni, oprócz jeźdźca, dwóch ciężkozbrojnych i łuczników, procarzy po dwóch i po trzech lekkozbrojnych, rzucających kamienie, rzucających włócznie (chodziło by tu więc o utrzymanie jednej szóstej rodzaju pocztu-oddziału 15 ludzi, w tym dwóch woźniców). I czterech marynarzy do załogi tysiąca i dwustu okrętów. Więc wojskowość królewskiego miasta taką miała organizację]. Daje to 150 tysięczną armię lądową oraz flotę liczącą 40 tysięcy ludzi i 1200 okrętów, daje to nam rozsądną, czyli nie fantastyczną liczbę ok. 34 marynarzy na okręt, wielkość obsady świadczy, że były to raczej łodzie transportowe…

Inne królestwa Atlantydy ”A z dziewięciu miast każde miało ustrój wojskowości inny, o czym długo byłoby mówić”, królestwa te były mniejsze lub słabsze, miały też inne ustroje militarne, jednak w sumie zapewne przewyższały dwu, trzykrotnie siły lądowe państwa hegemona unii, daje to szacunkowo od 450 do 600 tysięczną armię lądową związku królestw Atlantydy na czas wojny(flotę hegemona uznajemy za cechę specyficzną tego królestwa, więc jej nie przeliczamy choć zapewne inne królestwa Atlantydy miały dostęp do morza), jest to armia z 1500 lat p.e.ch., ale porównywalna jest do armii Perskich Dariusza i Kserksesa 500 tyś. (500 lat p.e.ch.) czy Imperium Rzymskiego też około 500 tyś. Jeśli w armiach Atlantydy służył co 50 jej obywatel, związek królestw Atlantydy zamieszkiwało od 30 milionów ludzi, jest to duże zasiedlenie ale nie jest liczbą fantastyczną, czyli co my przez to rozumiemy, nie jest liczbą fizycznie niemożliwą.

”Mężczyźni zdolni do broni, zamieszkujący doliny, mieli nakaz, żeby każdy dział dostarczył jednego wodza, a wielkość takiego działu wynosiła nieraz dziesięć razy dziesięć stadiów, a wszystkich działów było sześćdziesiąt tysięcy. A z gór i z reszty kraju zbierano ludzi ilość nieprzeliczoną, a wszyscy z każdej miejscowości i z każdej wsi byli przydzieleni do tych działów i do tych wodzów. Każdy wódz miał przykazane dostarczyć na wojnę szóstą część wozu wojennego, aby było dziesięć tysięcy wozów[do każdego wozu] dwa konie i dwóch jeźdźców. Oprócz tego zaprzęg dwukonny bez pudła, a na nim żołnierza z małą tarczą, który zeskakiwał, i woźnicę powożącego parą koni, oprócz jeźdźca, dwóch ciężkozbrojnych i łuczników, i procarzy po dwóch, i po trzech lekkozbrojnych, rzucających kamienie, rzucających włócznie. I czterech marynarzy do załogi tysiąca i dwustu okrętów. Więc wojskowość królewskiego miasta taką miała organizację. A z dziewięciu miast każde miało ustrój wojskowości inny, o czym długo byłoby mówić. A organizacja władz i godności taka tam była od początku.

Z tych dziesięciu królów każdy panował w swojej części w swoim miejscu nad ludźmi i nad większą częścią praw. Karał i skazywał na śmierć kogo chciał. Jednakże ich zależność wzajemna i stosunki między nimi były ustalone według nakazów Posejdona, jak im to prawo przekazało i pismo, które przodkowie wyryć kazali na słupie mosiężnym, który na środku wyspy stał w świątyni Posejdona. Oni się zbierali co pięć lat albo na przemian co sześć oddając równą cześć liczbie parzystej i nieparzystej(jakiś kult liczb), a zebrawszy się, naradzali się nad sprawami wspólnymi, dochodzili, czy ktoś jakiegoś przestępstwa nie popełnił, i odbywali sądy. A kiedy mieli sądzić, takie sobie nawzajem wystawiali uwierzytelnienie. Koło świątyni Posejdona pasły się na wolności byki. Otóż ci królowie w liczbie dziesięciu, sami tylko będąc w świątyni, modlili się do boga, żeby im dal złapać ofiarę, która by mu była mila, i wtedy rozpoczynali polowanie bez pomocy żelaza, a tylko przy pomocy kijów i pętali ze sznura. A gdy którego byka złapali, prowadzili go do słupa i tam na jego wysokości zarzynali go na ofiarę według przepisów pisma. A na słupie, oprócz przepisów prawa, była wyryta przysięga, zawierająca wielkie klątwy na nieposłusznych. Więc kiedy, zgodnie ze swoimi przepisami składając ofiarę, poświęcali ogniowi wszystkie członki byka, mieszali wino w wielkiej wazie i w imieniu każdego wrzucali do środka skrzep krwi, a resztę (byka) nosili do ognia, oczyściwszy słup naokoło. Potem złotymi czarami czerpali z wazy wino i skrapiając nim ogień przysięgali, że będą sądzić według praw na słupie i wymierzać kary, jeżeliby się kto (z króli) przedtem dopuścił jakiegoś przestępstwa, a na przyszłość żadnego przepisu dobrowolnie nie przestąpią i ani sami rządzić, ani rządzącego słuchać nie będą jak tylko w tym wypadku, jeżeli będzie wydawał zarządzenia zgodne z prawami ojca. Kiedy każdy z nich taką modlitwę odmówił, w imieniu własnym i swojego potomstwa, wypił wino i czarę złożył w świątyni boga, zajął się obiadem i rzeczami niezbędnymi, a zaczął zmrok zapadać i ogień ofiarny już był wystygł, wtedy się wszyscy ubierali w co najpiękniejsze niebieskie suknie, siadali na ziemi naokoło zgliszcz ofiarnych, które słyszały ich przysięgi, gasili wszystek ogień koło świątyni na noc i wtedy bywali sądzeni i sądzili, jeżeli ktoś obwiniał któregoś z nich o jakieś przestępstwo. Po skończonym posiedzeniu, gdy nastawał świt, zapisywali wyroki na tabliczce złotej i składali je razem z sukniami na pamiątkę u stóp boga.

Tam było wiele różnych praw jednostkowych w związku z przywilejami poszczególnych królów, a najdonioślejsze prawa zabraniały im kiedykolwiek podnosić broni przeciw drugiemu, a zobowiązywały wszystkich do pomocy wzajemnej, gdyby może ktoś w jakimś mieście próbował wytracić ich ród królewski. Więc u nich wspólnie, podobnie jak u ich przodków, odbywały się narady i zapadały uchwały o wojnie i o innych sprawach i tak zachowywał hegemonie ród atlantycki. Król nie był panem życia żadnego ze swoich braci, to zależało od woli większości na zebraniu dziesięciu.

Tę więc, tak wielką i taką potęgę w tych stronach wówczas położoną bóg na nasz kraj znowu uszykował i obrócił z jakiej takiej, jak mówi podanie, przyczyny. Przez wiele pokoleń, pokąd im starczyło natury boga, słuchali praw i odnosili się życzliwie do bóstwa, którego krew w nich płynęła. Ich postawa duchowa nacechowana była prawdą i ze wszech miar wielkością. Łagodność i roz-sądek objawiali w stosunku do nieszczęść, które się zawsze zdarzają, i w stosunku do siebie nawzajem, więc patrzyli z góry na wszystko z wyjątkiem dzielności, wszystko, co było w danej chwili, uważali za drobiazg i lekko znosili, jakby ciężar, masę złota i innych dóbr; nie upajali się zbytkiem i bogactwo ich nie zaślepiało i nie prowadziło do utraty panowania nad sobą. Bardzo trzeźwo i bystro dostrzegali, że to wszystko pod wpływem miłości wzajemnej przy dzielności wzrasta, a jeśli te rzeczy brać serio i cenić wtedy one giną, a z nimi razem ginie miłość i dzielność. Dzięki takiemu wyrachowaniu i dlatego że w nich trwała natura boska, wzrastało u nich to wszystko, cośmy poprzednio przeszli. Ale kiedy w nich cząstka boga wygasła, dlatego, że się często z wieloma pierwiastkami ludzkimi mieszała, i ludzka natura zaczęła brać górę, wtedy już nie umieli znosić tego, co u nich było, zrobili się nieprzyzwoici i kto umiał patrzeć, ten widział już ich brzydotę, kiedy zatracali to, co najpiękniejsze, pośród największych dóbr. Tym, którzy nie potrafią dojrzeć życia naprawdę szczęśliwego, wydawało się właśnie wtedy, że są osobliwie piękni i szczęśliwi, kiedy ich napełniała chciwość niesprawiedliwa i potęga.

Otóż bóg bogów, Zeus, królujący zgodnie z prawami, umiał dojrzeć taki Stan rzeczy, zobaczyli, że się marnuje ród, który był jak się należy, więc karę im wymierzyć postanowił aby się opamiętali, nabrali rozumu i zaczęli panować nad sobą, wiec zebrał wszystkich bogów do ich prześwietnej siedziby, która się wznosi nad środkiem całego świata, zaczem widzi wszystko, co ma udział w powstawaniu, a zebrawszy powiedział….

Po zapoznaniu się z przydługim cytatem z dialogu ”Kritas” zwrócimy uwagę na to, że królowie Atlantydy ilością jak i rodzajem ich władzy oraz władzy króla króli Atlantydy, odpowiadają strukturze władzy greckich bogów ich główną funkcją było sprawowanie władzy sądowniczej i piecza nad prawem, podlegali królowi króli, czyli bogowi bogów, więc to wzmiankowane w tekście cytatu zebranie bogów to zebranie króli Atlantydy którzy postanowili lud swój puścić na wojnę przeciw całemu światu, za karę bo lud się im demoralizował by go w ten sposób przywieść do opamiętania, o tym właśnie mówią powyższe cytaty, przeniesione też niżej po usunięciu mniej istotnych fragmentów tekstu (mity greckie wywodzą swoich bogów z Atlantydy).

Powtórzmy ”… tych dziesięciu królów… bóg na nasz kraj znowu uszykował i obrócił… z takiej… przyczyny… kiedy w nich cząstka boga wygasła… i ludzka natura zaczęła brać górę… zrobili się nieprzyzwoici… zatracali to, co najpiękniejsze… kiedy ich napełniała chciwość niesprawiedliwa i potęga.

Otóż bóg bogów, Zeus, królujący zgodnie z prawami, umiał dojrzeć… że się marnuje ródkarę im wymierzyć postanowił aby się opamiętali, nabrali rozumu i zaczęli panować nad sobą, wiec zebrał wszystkich bogów do ich prześwietnej siedziby, która się wznosi nad środkiem całego świata… a zebrawszy powiedział…” (tu w domyśle, tylko wojna ich wyleczy, kto jest za?)

Czy to możliwe by królowie-bogowie Atlantydy byli, aż tak wyrachowani, by wojną i jej niebezpieczeństwami karać, wychowywać i uczyć swój lud rozumu, jednak taka przyczyna agresji Atlantów na antyczny świat, podawana jest w przekazie Platona o Atlantydzie, czyli eksperyment wychowawczy pod tytułem ekspedycja karna przeciw światu, miał być w zasadzie karą dla atlantyckiej armii ekspedycyjnej. Trudno w tym miejscu rozstrzygnąć, czy to zaiste bogowie-filozofowie władali Atlantydą, czy może tylko taką przyczynę ich najazdu, dostrzegał filozof Platon. Tak w zasadzie nie jest to istotne, bo wojna rządzi się swoimi własnymi prawami i to niezależnie od przyczyn jej wywołania, więc dochodzimy do momentu w którym chcielibyśmy uzgodnić przekaz Platona z znanymi skądinąd faktami archeologicznymi czy historycznymi, tak wielki najazd musiał się odcisnąć w psychice zaatakowanych narodów czyli ich mitach, legendach, bajkach, tak samo pozostawić musiał jakieś ślady w archeologii tych terytoriów, czyli musi mieć swoje znamiona bez których nie odbywa się żadne realne wydarzenie.

Czy mamy w latach 1000 p.e.ch. do 2000 p.e.ch. na bliskim wschodzie, jakieś wydarzenia przypominające wielką wojnę zapowiadaną przez króli-bogów Atlantydy, jedynymi wydarzeniami mogącymi odpowiadać co do skali agresji Atlantów są wydarzenia z końca XIII i początku XII w. p.e.ch. kiedy tzw. ludy morza (Bahr) dokonały rozległych zniszczeń we wschodniej części morza śródziemnego, niszcząc między innymi późne Imperium Hetytów, zniszczyły też centra mykeńskie w Grecji zalegające tam warstwy spalenizny datowane są archeologicznie na ten okres, ich najazdy dokonały też wielkich przesunięć ludnościowych na bliskim wschodzie, dwukrotnie też ludy morza atakowały Egipt około 1218 i 1182 p.e.ch. ale po zaciętych walkach udało się Egiptowi obronić przed ich inwazjami, tracąc jednak na rzecz ludów Bahr Palestynę, co świadczy jak Egipt był blisko upadku, skoro nie miał sił by wyprzeć najeźdźców z tak bliskiego mu regionu.

Sprzymierzeńcami ludów morza(Bahr) w pierwszej inwazji na Egipt miały być plemiona Libijskie, a Atlantyda też miała władać Libią, aż do Egiptu, zgadza się też czas który podawany był na dziewięć wieków przed Platonem czyli około 1300 lat p.e.ch. skala najazdu Atlantów odpowiada też skali najazdów ludów morza, więc informacje Platona mogą być dość ścisłe, choć tyczące zapewne tylko pewnego wycinka wydarzeń. I wydaje się nie był to czas początkowy tych wydarzeń, a raczej jakieś apogeum, kiedy się więc te wydarzenia zaczęły? Można by z tej informacji Platona o pewnym porządku prawnym, panującym w dość zmilitaryzowanym społeczeństwie Atlantów i ich wymarszu, jakby na rozkaz-wyrok króli-bogów wywnioskować, że ich pierwsza akcja musiała mieć cechy planowej zdyscyplinowanej agresji przy pomocy regularnej dobrze dowodzonej armii, bo w wypadku najazdów ludów morza (Bahr) była to bardziej żywiołowa kolonizacja, z kobietami i dziećmi na wozach w tle.

Takie znamię akcji czysto militarnej ma opanowanie Egiptu w latach około 1652 do 1567 p.e.ch. przez Hyksos-ów-hik-hosfe co ma znaczyć po Egipsku ”władcy obcych krajów lub(i) władcy pasterzy ”, tak bowiem miano nazywać ich wodzów, panowali oni nad Egiptem około 100 lat z miasta ”Awaris” wprowadzając do Egiptu takie wynalazki jak brązowe miecze sierpowe, tarcze i hełmy oraz metalowe groty, bo w Egipcie walczono do tej pory głównie na pałki oraz maczugi, stosując w broni drzewcowej kościane czy kamienne groty, Hyksosi upowszechnili w Egipcie też konia, jak widać Hyksosi byli najeźdźcami z obszaru cywilizacji stojącej wyżej technicznie ich armia mogła być niewielka kilkunastotysięczna, było to po prostu zwycięstwo cywilizacji brązu nad cywilizacją epoki kamiennej.

Takie brązowe miecze sierpowe zwane są harpe-harpie (stąd nasze słowo szarpie-sharpie), metalurgię miedzi znamy na terenach polski już z lat 3100-2700 p.e.ch. w kulturze pucharów lejkowatych, a konie i wozy bojowe były już typowe, dla późniejszej cywilizacji sznurowców, armia Atlantydy z przekazu Platona jest armią lądową głównie konną i stosującą konne wozy bojowe. Znamy imię wielkiego bohatera, mitycznej postaci świata scytyjskiego - hiperborejczyka o imieniu ”Abaris”, od którego wywodzić się miało imię najwaleczniejszego ludu Scytów Awarów, widzimy, że słowa Awar-Abaris-Awaris (może tak jak Aleksandria od Aleksander) są tym samym słowem więc możliwe, że Hyksosi byli hiperborejczykami czyli pochodzili z Atlantydy, a Abaris był realną a nie mityczną postacią i podbił około 3650 lat temu Egipt. W następstwie Atlantydy w strefie Hiperborejskiej około 800r p.e.ch. powstało Imperium Skolotów-Scytów czyli Scytowie byli by spadkobiercami Atlantów. Historia to ciąg powiązanych faktów, a nie jakieś izolowane akty bez związku (głównie wydarzenia wiąże, ich czas i terytorium), końcem wydarzeń związanym z ekspansją Atlantów jest powstanie na dużym obszarze od bliskiego wschodu po obszar Indii włącznie, państw Ariów, większe z nich od zachodu zaczynając to Macedonia, Frygia, Lidia, Media, Persja, i terytorium dzisiejszego Bharatu czyli Indii.

Jak widzimy teokraci Atlantydy musieli przechytrzyć, wychowywanie wojną dla nauczki wymknęło się z pod kontroli rozpętali procesy nad którymi nie potrafili zapanować (zapewne stąd biblijni synowie boży którym spodobały się tamtejsze dziewczyny, odmawiający powrotu z opanowanych ziem), bogowie-królowie Atlantydy nie byli też nieśmiertelni, wojnę którą wywołali przeniesiono na następne wieki, nałożyć się też musiały na jej kontynuowanie inne przyczyny choćby psychologiczne czyli np. rozbudzoną rządzę władzy, następowało też pogorszenie klimatu świata Hiperborejskiego zwanego nomen omen klimatem atlantyckim było to optimum temperatury i wilgotności, zimy jeśli w ogóle u nas były to dużo krótsze, hodowla bydła była wtedy dużo łatwiejsza, praktycznie ciągły wypas, może nawet możliwe były u nas podwójne zbiory, więc nasz klimat atlantycki poprzez tzw. klimat subborealny (nieco chłodniej i suszej od ok. 2000p.e.ch.) przeszedł w klimat subatlantycki (wybitne ochłodzenie i zwiększenie wilgotności od ok. 1000lat p.e.ch).

Pogorszenie się klimatu, mogły spotęgować dodatkowo erupcje wulkanów (pyły wulkaniczne), co wywołuje dodatkowe zburzenia klimatyczne, a to musiało wywołać już zwykłą emigrację czy nawet exodus (etruskie mity o nieurodzaju za Atysa syna Manesa z powodu deszczy, głodzie i decyzji emigracji połowy ludu Lidii, informacja Edy o potopie w Jotunenheimie, biblijny 40 dniowy potop wywołany deszczami), inwazja ludów morza-wód Bahr-Abhar-Abaris-Bharat[woda-a(w)aryo-Arya-Ariowie-Awarzy] musiała trwać przynajmniej kilka wieków, same dwie inwazje na Egipt będące tylko epizodem tych wydarzeń nastąpiły w odstępie 36 lat co świadczy o długotrwałości tych procesów. Tymi zbrojnymi wychodźcami z Atlantydy z XIII wieku p.e.ch., były ludy zwane ogólnie wody-(a)waryo Bahr-(morze) a szczególniej Szardana, Szekelesz, Turusza, Peleset, Waszasz, biblijne Meszek, znani również z mitów greckich wojowniczy Lelegowie, czy królestwa Atlantydy nosiły podobne nazwy, niektóre może tak chociaż mogą to być nazwy rodzajów wojsk, nazwy grup zawodowych, przezwiska, nazwy od miast, nazwy od imion ich bohaterów i wodzów.

Odcisnęły się te wydarzenia w mitach i legendach z opisanym wyżej atakiem ludów morza na Egipt, związany jest mit Tyfona(huraganu) którego zrodziła Gaja, jedna z jego wersji mówi, że wszyscy bogowie-królowie uciekli ze strachu przed nim do Egiptu zmieniając się tam w zwierzęta, zdarza się tak, że ponoszący klęskę władcy czy rządy udają się do państw jeszcze walczących z ich przeciwnikami by przy ich pomocy odzyskać władzę, a zdaje się jedynym państwem które wybroniło swą niepodległość podczas tamtych wydarzeń był Egipt, może nawet udało się niektórym z tych władców powrócić do swych dziedzin, gdy huragan stracił swą moc przesuwając się na wschód.

Gaja była by Atlantydą sam Tyfon armią przez nią wysłaną po klęsce Gigantów atakujących tamtejsze teokracje, Gigantów czyli wcześniejszej armii Atlantydy, zgadzałoby się to z naszą etymologią słowa Gaja-Atlantyda-ziemia-ląd, Atlant-Atląd-lant-ląd, w mitach Egipskich Tyfon byłby zwany Apopisem (wąż niszczyciel bogów), Giganci mają wężokształtne nogi, matką Scytów jest Echidna od pasa w dół żmija, człekokształtne słupy podtrzymujące dachy świątyń w Grecji nazywane są Atlantami, a w Syrii na słupach świątyń umieszczane są wizerunki węży, czyli wymiennie słupami są węże lub Atlanci co pozwala nam ich utożsamić, czyli Tyfon-Apopis to armia Atlantydy.

Chociaż historia ta byłaby bardziej skomplikowana bogowie Grecji wywodzili się przecież z Atlantydy-Gaji byli by więc wcześniejszą armią Atlantydy jak twierdzi przekaz Kritas sami bogowie uknuli tę karę wojną, dla Atlantów, po jakimś czasie np. stu latach doszło do następnej inwazji z Atlantydy Gigantów, najazd Tyfona byłby więc kolejnym trzecim już najazdem z Atlantydy na świat śródziemnomorski.

Więc wniosek byłby taki, że Grecy dokonali deifikacji historii Atlantydy, czyli historia Atlantydy jest przekształcona w ufantastycznioną religię Greków, idąc tym tropem natrafiamy na mit o Telchinach (Telhines) z Rodos, dziewięciu demonicznych synach Pontu (morza czarnego) i Gaji, kowalach twórcach sierpu Kronosa, mieli przewidzieć potop i uciekli przed nim rozpraszając się po świecie, ta ostatnia informacja jest istotna bo tym potopem zagrażającym Rodos jest potop Deukaliona wywołany wybuchem Thery (nazywany największym kataklizmem w dziejach ludzkości), potop ten spowodowała olbrzymia fala morska efekt wybuchu wulkanu Thery, miał ten wybuch dwie fazy pierwszą słabszą podobno w 1520 roku p.e.ch. i drugą główną którego fala zniszczyła życie w strefie egejskiej w 1450 roku p.e.ch. czyli Telchinowie uciekliby z Rodos po pierwszych wstrząsach tektonicznych przed rokiem 1520 p.e.ch. czyli ich inwazja na Rodos musiała być jeszcze wcześniejsza z tego, że byli nazwani synami Pontu, sądzić możemy o nadpontyjskim położeniu ziemi ich pochodzenia, mieli być kowalami którzy tworzyli sierpy (nowość), więc i sierpowate miecze, czyli ich najazd na Rodos z strefy około pontyjskiej mógł być współczesny najazdowi Hyksosów na Egipt (ok. 1650 p.e.ch.).

Dochodzimy tu do kwestii czasu narodzin bogów greckich Zeusa i Posejdona, którzy byli wychowywani przez Kuretów-Zeus i Telchinów-Posejdon. Siedmiu Kuretów (czy od kuratela) wraz z matką Chalkis (halkos-brąz) mieli tańczyć, hałaśliwy taniec wojenny uderzając włóczniami o tarcze, wokół jaskini w której był schowany mały Zeus by zagłuszyć jego płacz (był to obrzęd intronizacji niezrozumiały dla Greków, więc tak sobie to wytłumaczyli). Telchin-owie mają pełnić podobną rolę przy Posejdonie jak identyfikowani z nimi Kureci przy Zeusie skądinąd wiemy, że Posejdon był starszy od Zeusa świadczy też o tym liczba dziewięciu Telchinów w przeciwieństwie do siedmiu Kuretów, liczba dziewięć jest dość częsta w starych mitach, siedem należy do późniejszych legend i bajek poapoliońskich tydzień został wtedy zredukowany do dni siedmiu co się wiąże z dniem narodzin Apolla. Zeus więc byłby późniejszym bogiem od sowiookiej (lelkowatej) Diany, siostry łucznika Apolliona (niszczyciela) zabójcy boga Smoka z Delf.

Jednak nie jest celem tego rozdziału chronologia greckich bogów tylko lokalizacja ziem Atlantydy, i tu będzie nam pomocny przekaz Diodora z Sycylii, otóż według niego Uranos był pierwszym królem Atlantydy, herosem który stworzył podwaliny kultury i cywilizacji Atlantów, ludu szczególnie pobożnego i sprawiedliwego zamieszkującego wybrzeże oceanu Atlantyckiego. Żoną Uranosa miała być Titai zwana później Gają stąd dzieci Uranosa to Tytani. Po grecku titanos to ‚margiel, kreda‚ czyli rodzaj ziemi więc Titai-Gaja-Atlantyda to synonimy dosłownie znaczące ziemia i Titai byłaby starszą nazwą Atlantydy leżącej na atlantyckim wybrzeżu Europy, w średniowieczu dominujący w strefie bliskowschodniej Arabowie nazywali Atlantyk od ludu nad nim mieszkającego Bahr ar-Rus wa’ s-Saqa-liba -morze Rusów i(alias) Słowian”, wniosek jest taki, analogi-cznie od nazwy przodków Słowian czyli Atlantów, musiał być nazwany Atlantyk, przez żyjących w tej samej strefie co Arabowie Greków.

Na północ od Dunaju miedzy Renem a Dnieprem jest dość miejsca na 10 królestw Atlantydy, do mórz południowych sięgała by Atlantyda w oko-licach Atri (Tyrenia) czyli na północy Adriatyku, sięgałaby też północnych okolic morza Czarnego między ujściem Dunaju (miasto Tyras) i ujściem Dniepru i tam prawdopodobnie leżały porty liczącego 60 000 działów królestwa króla króli i boga bogów Atlantydy. Jest przekaz odpowiadający charakterystyce Atlantów Platona i jest to przekaz Atlantów mówiących (my) żyliśmy tutajżyła tutaj niegdyś nieprzeliczona moc ludzi,… niezmierne królestwo,… siła dojrzałej odwagi była ich żywiołem, iż poza wielkodusznością nie uznawali nic za wielkie… swojej dzielności nie stawiali nigdy żadnych granic. Tytułem swego zwycięstwa dorzeźbili oni granice zgoła pozaościennych krajów.”

Podsumowując Grecy nazywali bogów teo-deo podobnie dew nazywano bogów w Indiach, pewna historia o zniszczeniu miasta Tri’pury (Trój’miasta), przez niebiańską armię Dewów(bogów) w walce z Asurami (demonami), jest podobna do historii zniszczenia Troji (Trójnej), czy nie jest to ta sama historia choć bardzo przemutowana, ciekawe przydomki zyskał Sziwa ostateczny niszczyciel Tripury, Tri’pura’ghatin, Tri’pura’han, Tri’pura’hara co ogólnie znaczy Trój’miasta ~ Ghatin – śmierć, (hań’bić) Han – zabójca, Hara – niszczyciel.

Jak zawsze można mieć wątpliwości bo rdzeń ‚han’ jest też w słowach han’ah(król~) czy chan – książę, hara-bhara znaczy też olbrzym czyli olbrzym król Tripury, zaś epitet Sziwy Tripura’druh może znaczyć tak jak w naszym czy ruskim druh – drużba – drug – druzja czyli Tripury przyjaciel, w mitach Hinduizmu zdarza się, że teoretycznie ten sam bóg w różnych swoich wcieleniach walczy sam ze sobą, np. siódmy awatar Rama (Wisznu) hetka-łucznik podobnie jak Odys był jedynym który potrafił napiąć królewski łuk Sziwy by poślubić Sitę, więc Rama Wisznu awatar VII potrafi walczyć z Ramą VI Paraśu’ramą [(Rama(Wisznu) - topór wojenny) zabójca szlachty - kaszatrijów, okrąża kilkakroć ziemię zabijając wszystkich napotkanych kaszatrijów lub(i) urządza 21 pogromów szlachty]. Więc w końcu wielki Parasurama w eposie ”Ramajany” pojawia się ”niedostępny jak góra Kajlasa” przy wtórze wichru, trzęsień ziemi, zaćmień, tumanów kurzu, ciemności, ”przerażający niczym ogień zagłady świata” i butnie wyzywa Ramę VII na pojedynek, ten napina łuk Wisznu wręczony mu zresztą przez przygłupiego tu Paraśu’-Ramę VI, by go upokorzyć i Rama VI błagając o litość rejteruje w góry. Nie da się wiec wykluczyć, że nawet Rawana(Parys?) król Raksasów z Lanki który porwał Sitę, to jakieś wcielenie Sziwy, a Lanka to Tripura.

Czy więc jedna historia zostałaby rozszczepiona na trzy wątki, jeden odnotowany oraz przenoszony przez greków jako Iliada (historia Trojańska), drugi jako zniszczenie Tripury oraz trzeci wtórny, bardzo zmutowany lub najwierniejszy w Ramajanie, historia zniszczenia Lanki przez Ramę i armię małp Hanumana i tyczy to realnych zdarzeń z epoki najazdu ludów Bahr, kiedy to upadło jakieś wielkie miasto-stolica – (i)lanka-ilion tak jak Ilona~ Ilonka (eRana~ Eran~ Iran~ Ilan~ Iranka~ Ilanka)?

Raczej nie jest to jena historia, raczej są to zbitki różnych historii z podobnych czasów ok. 2000 do 1000 (p.n.e.) kiedy jakieś rytualne napięcie łuku decydowało o uznaniu prawa do tronu i dawało tytuł króla-boga, modny wtedy też był motyw wszczynania wojny o uprowadzoną żonę co było wystarczającym powodem do niszczenia światów, Tripura Asurów niszczona przez Dewów równie dobrze może być stolicą Asyryjską Aszur która w czasach przemarszu Aryów, była co najmniej podwójnym miastem z Kartukultininurtą, częste imię króli Asyrii z przednim rdzeniem Aszur’-ubollita, Assur’banipal, Asar’chadon, jednak surra znaczyło pierwotnie bóg, też w finougrjskim suur – wielki, może chodzi więc o jakiś konflikt jeszcze z środkowej Europy, Trikuta górska trójtwierdza Lawany (Sziwy który też był otoczony Rakszasami), mogła być twierdzą postsznurowców, olim-ilim, czyli Peuką, góry Harati miały kilka szczytów, czoti(szczyt) ~ cita – miasto, a atak był przeprowadzony przez unietytów hetki Ramy-Lamy, u nas Lama-Łama to smok burzy, Szesza to wąż na którym spoczywa Rama, jednak Szesza to wąż wód identyfikowany z Sziwą, oba wątki Baratu mogły być więc przemieszane, mito i religioznawcy wymyślili jednoznaczny konflikt boga burzy z smokiem wężem, ale jak widzimy jest smok burzy który jest tożsamy z bogiem burzy, można najwyżej uznać, że smok wąż to bóg burzy który zginął ~ umarł, a bóg który go zwyciężył staje się w końcu kolejnym złotolubnym bogiem smokiem burzy który czeka na swego pogromcę.

Wojna Trojańska choć ogólnie podobna była jednak jakimś innym konfliktem hetka~łucznik Apolion bronił Trojańczyków, ich sojusznikiem był też lud Lelegów jeden z ludów Morza-Bahr, nie wydaje się by Troja była jakimś antycznym Bizancjum stawiającym jakiś opór Aryom (Słowianom), był to jakiś lokalny konflikt w końcu okresu najazdów Ludów Morza-Bahr, jednak konflikt bardzo podobny w frazeologii ideologicznej do konfliktu z Ramajany, mit Tripury wspomina o basenie z wodą który miał powodować nieśmiertelność Asurów jest to element wskazujący na to, że Asurowie po prostu stosowali hydro‚mancję, stąd też odrastające głowy Hydry, też w miastach Harrapy znajdowały się jakieś rytualne baseny centralnie wyeksponowane, świadczy to o wielkim zasięgu religii z elementem hydro’macji.

Powiedzmy coś ustroju Atlatydy wygląda na to, że podstawową jej jednostką organizacyjną był dział a raczej niedział majątkowy o przeciętnej powierzchni ok. 400 hektarów których Atlatyda liczyła 60 000, co więcej w sposób niewątpliwie demokratyczny mieszkańcy takiego działu wybierali naczelnika-wodza odpowiedzialnego za utrzymanie części oddziału bojo-wego, czy pozostałość takiego ustroju to Słowiańska zadruga?

Jednak to było tylko jedno z 10 królestw, związku Atlantydy inne królestwa miały swoje lokalne specyfiki, sam wybór najwyższego władcy jednego nad dziewięcioma był dokonywany przez tych dziewięciu, Ozyrys miał być poczęty z łona wielkiej dziewiątki, czyli wyłaniany ~ wybrany. Wydaje się jednak, że władza tych najwyższych dziewięciu sędziów w ich państwach była absolutna i niedemokratyczna, najkrótsza jej charakterystyka to dziedziczna tyrania teokratyczna, jednego rodu pochodzenia boskiego, ograniczona i dyscyplinowana jednak zapisanym prawem, które obowiązywało sędziów-bogów i było egzekwowane w sposób bezwzględny i z wyrachowania przez najwyższy wiec rytualny, związany z ofiarą z byka, gdzie poddawali się osądowi z swych uczynków sami bogowie-sędziowie, co mogło skończyć się śmiercią któregoś z nich, wynikało to z wyrachowania doktryny ich prawa, wątpliwe by taki system władzy mógł wymyślić Platon, zwłaszcza, że nie wymyślił zdarzeń historycznych które się bez wątpienia dokonały jako tzw. najazd ludów morza – (a)bahar, więc i jego przekaz o ustroju Atlantów może być jak najbardziej wiarygodny zarzucanie mu zmyśleń i kłamstw dydaktycznych, budzi co najmniej wątpliwości i nie jest bezsprzeczną prawdą, a tylko taką uznajemy [bo skąd się wzięły słupy - Atlanty(Atleci?), nazwa Atlantyku i sami Atlanci w innych mitach antyku].

Pewną ciekawostką jest jakiś kult liczb oddawanie szacunku liczbie parzystej i nieparzystej, matematyka była więc dla Atlantów częścią ich religii, ale również świadczy to o znaczeniu i rozwoju matematyki jak i tym, że ich matematyka odróżniała liczby parzyste od nieparzystych co jest pewną abstrakcją.

Atlanci co oczywiste znali też pismo i zapisywali nim tablice z mosiądzu, odlewali też posągi z brązu, jednak chyba nie rzeźbili w kamieniu posągów, wiązać to należy z sakralnością nieobrobionego kamienia, więc zakaz religijny podobnie jak w islamie czy judaizmie, wyjątek czynili dla broni znamy u nas doskonałej jakości topory ze skał krystalicznych czy krzemienne siekiery, jednak brak jest rzeźb, mieli surowe powszechnie szanowane prawa, potrafili na ogół zachować pokój między sobą czyli zapobiegli wojom miedzy królestwami Atlantydy, jak i panowali nad próbami przewrotu i buntu przeciw ich rodom królewskim pochodzenia boskiego.

Wywodzenie ich rodu od Posejdona pozwala nam zidentyfikować ich z ludem mahadewa – wielkiego boga Sziwy władcy kręgów czasu i rzek, którego atrybutem jest trisula, czyli znów dochodzimy do tego, że Atlanci to Indoeuropejczycy alias Słowianie, jak również pozwala nam to ograniczyć czas Atlantydy od góry czyli pierwszym władcą Atlantydy był Posejdon – Sziwa, mógł władać w czasie ekspansji sznurowców 4200-4400 lat temu, koniec Atlantydy to 3300-3200 lat temu trwała by więc około tysiąca lat, chociaż zreintegrowanym imperium ekspandującym na zewnątrz była też ok. 3800-3700 lat temu.

Dodajmy, że podobnie wywodzi Atlantów od Scytów Bochów, Kołłątaj w swej HRL, a raczej ich utożsamia, a Scytowie to przodkowie Słowian.

Tutaj powinniśmy jeszcze wyjaśnić skąd się wzięły wysokie korony ludów Abhar – Atlantów, pierwotnie były związane one z pióropuszem, bez wątpienia takim samym co do istoty jak u wodzów przed kolumbijskich Indian północnoamerykańskich.

Wyspiański pisał ”miałeś chamie czapkę z piór”, jak wygląda ta czapka? Najlepiej wyjaśnia nam to bajka albo raczej legenda o olbrzymoludach, gdzie po pokonaniu trzech olbrzymów z lochów pod marmurowym pałacem wypuszczony zostaje trębacz ”..w srebrnym kaftanie, a od opaski na czole wznosiły mu się sokole skrzydła…”, po prostu jest to opis pióropusza innymi słowami, bo trudno lepiej opisać pióropusz inaczej niż ”opaska na czole z piór umocowanych podobnie jak są umocowane pióra w ptasich skrzydłach”, sama czapka z piór to też inna opisowa nazwa pióropusza, bo pióropusz jest nakryciem głowy skonstruowanym z piór.

Pierwszy Sziwa, którego zdobimy przez nas zrekonstruowanym pióropuszem, drugi jest bahr – morzanin, trzeci syryjski Atlant z słupów granicznych, Wladiu moneta przypisywana Władysławowi Hermanowi, wszystkie te nakrycia mają mniejsze lub większe pióra jako istotną część czapki, umieściliśmy tu też Harnasia którego czapka co do kształtu wywodzi się od pióropuszy – czepek z piór.

Rozdział 5

Smok Wandy

Lata od 203 p.e.ch. a latami 800 e.ch czyli lata epoki Stolimów (rok 999 epoki to 796 e.ch.)

Między legendą bajką historią a Prawdą. Czyli o Smoku jego bracie trucicielu i ich siostrze Bogini Wandzie oraz jej Świątyni.

”Dlaczego usypano Wandzie Kurhan? Bo tak u nas ”czczono jej nadludzki (czyli boski) majestat” (tak pisał np. o Wandzie Kadłubek).

W MHP Kaźmira Szulca przeczytamy tezę, że Wanda i Krak to były bóstwa, a nie ludzkie postacie historyczne, kompromisem niesprzecznym z tymi dwoma sprzecznymi opiniami, jest teza, że byli żywymi bogami władcami typowymi dla Scytów ~ Chrobatów, tak identyfikowanym narodowo ze względu na usypane im Kopce ~ Kurhany.”

W tej „pieśni” poniżej istotne jest tylko to, że królewicz (olbrzym) syn władcy(kolejnych władców obrów Światogorów) z Świętych Gór miał brata Smoka(ów-dowódców armii) którego podstępnie zamordował, bo miał w tym swój interes, i to jest cecha stała w ciągu kilkuset lat dla sytuacji politycznej w Gnitaheidi, czyli na północ od Dunaju czy Myrkwidu (lasu Hercyńskiego), a patrząc od Świętych Gór na zachód do Łaby i na wschód do Dniepru (jest to główna informacja reszta jest prawie nie istotna).

Eda „Pieśń o Fafnirze”. Olbrzym Fafnir jest lśniącym (więc świecącym-płonącym-ognistym) smokiem z pól Gnitaheidi – Świętych Gór (Sygurd do Regina „winę…ponosisz, że udałem się…tu do Świętych Gór), Smok jest spadkobiercą swego wielkiego ojca Hreidmara [Sławomira, hreid-sława i byłaby to kalka imienia węża Swafnira-Sławnira, więc Fafnir-Hreidmar to pleonazm czyli smok to syn smoka-węża z nawiązaniem w obu imionach do imienia sław'y - sFaf-Hreid (jest to też imię węża alias Odina)], Sygurd jest niewolnikiem (jeńcem wojennym według własnych słów, tak czy owak był w niewoli) którym posłużył się Reginn-olbrzym (Reginn-królewicz po łacinie, o sobie „długo byś pozwolił leżeć we wrzosie staremu olbrzymowi, gdybyś broni (w istocie trucizny) nie użył którą sam zrobiłem” więc ostatecznie królwewicz-olbrzym), do zabicia swego brata Smoka Fafnira, inne imiona „Edy” z tym imieniem związane Ofnir, Swafnir co synonimiczna mutacja imienia węża (of-ion) i Słowian (sław-swaf-faf), mamy końcówki ~nir (niebieski), czyli odczytujemy znaczenie tych imion jako wąż-modry (m’odro’wąż, m’azur~azuri), smok-venet, sławny-niebieski, słowianie-veneci-niebiescy.

Wyciągamy z tej historii wniosek taki, Reginn (królewicz) nasłał mordercę na brata jak to bywa w takich wypadkach by usunąć konkurenta do tronu, dziedzictwa po Królu ojcu. Regin dał swemu słudze do ręki nie miecz ale truciznę ale o tym niżej. W naszych kronikach jest też pewna historia z zabójstwem brata przez królewicza i smokiem w tle, jest to podanie Kadłubka o Kraku jego dwóch synach z których młodszy zbija starszego, a potem po wyjściu prawdy na jaw umiera przeklęty w niesławie na wygnaniu. Różnią się te historie tylko tym, że tu obaj bracia mieli pokonać smoka.

Ktoś powie, że te historie mogły się zdarzyć wszędzie, otóż ta historia wydarzyła się w Świętych Górach, więc ścisła wskazówka ograniczenia geograficznego do Świętych Górach Olbrzymów, wrogich Niemcom, tu Niemcy znajdują się w pętach, daleko od swego dziedzictwa. (Aleś ty niewolnik… Spętany zawsze się boi… spotwarzasz mnie Fafnir… żem daleki od ojców spuścizny, w pętach nie byłem, choć jeńcem wojennym) Nasza historia z Krakiem i synami staje się zrozumiała dopiero wtedy gdy dojdziemy do wniosku, że starszy syn Kraka (kraken-smok) był dowódcą Zmaja Ogiennego, został zamordowany przez brata rękami niewolnika, to wyszło na jaw i dlatego został wygnany. Smok czyli armia wymaga utrzymania czyli regularnych dostaw np. wołów, czy w wyniku tego zabójstwa doszło do jakiejś dezorganizacji naszych sił zbrojnych? Możliwe, Regin wygląda na zdemor-alizowanego skrytobójcę, nie był przygotowany do objęcia funkcji, brat był doświadczonym wodzem, który chadzał z armią zmarłych i był z nią i jej tajemnicami obeznany.

Możliwa jest bardziej dramatyczna wersja tych wydarzeń, najstarsze zapisy mówią o tym, że brat zgiął otruty (smok tez został otruty) w kontekście tej historii mówi się też, że znakomici ludzie tego plemienia zginęli otruci i chodzi tu o Lechitów, więc chodziło by tu o otrucie jakiejś dużej grupy dowódców naszej armii czyli potwierdzało by się nasze przypuszczenie, że pod zabójstwem brata czy smoka w obu przypadkach chodzi o otrucie, jest zachowana pamięć zbrodniczego zamachu na naszą armię-smoka, a trucizna musiała być bardziej wyrafinowana niż siarka w owczej skórze, ludzie ciemni nie rozumiejący przekazu poprzekręcali go niemiłosiernie, rozdzielili imię brata-smoka, na smoka i brata, ale racjonalne jądro tej historii pozostało, my łączymy imię brata i smoka wtedy historia staje się logiczna, bo prawda wraca na swoje miejsce

Nikt nigdy nie zabił żadnego smoka który by się czołgał na swym brzuchu do wodopoju, bo takie smoki nie istnieją i nie istniały. Pokonać armię która posługiwała się sztafażem armii zmarłych czyli smogiemdymami, się kiedyś zdarzyło, ale mogło się to wydarzyć tylko przy pomocy bratobójstwa, zdrady i trucicielstwa, wojny domowej, (jeśli dołożymy do tego lewantyńską herezję chrystian, szerzącą się na południu związku Słowiańskiego, pojawiają się nieuchronnie, wręcz znakomite warunki, doprowadzenia państwa i naro-du do klęski).

Kiedy to się zdarzyło, następczynią Kraka (formalnie Lecha) miała zostać Wanda podczas jej panowania, „srożył się pewien tyran lemański w zamiarze zniszczenia tego(naszego) ludu„, istotne jest tu francuskie imię Niemc-ów, sugerowało by ono, że chodzi o czasy z przewagą Galofranków, a najbardziej srożył się historycznie, atakując nasz lud od strony bramy morawskiej, podczas wojen z Awarami Karol Magni(wielki), bo my to Awarowie, a podboje Karola miały dojść do Wisły, wiec Karol Magni alias Tyran Lemański – czyli Karol lemański, tyran magni, został odnotowany w naszych źródłach jako wróg dążący do zniszczenia naszego ludu.

Krak ojciec Wandy po powrocie z zwycięskiej wyprawy do Karyntii miał zostać Królem, oczywiście było wielu władców o tytule Krak, ale wracać z Karyntii można było tylko wtedy kiedy ona zaistniała, lata (752-769r) to rządy Chotimira księcia Karyntii wasala Franków w następnych latach po najazdach Awarów doszło do przywrócenia granicy Awarsko-Frankijskiej na linii Bawarii i Firulu, Karyntiia wróciła pod nasze panowanie, kontrakcja Franków zaczęła się po 791r, wtedy też lub od parę lat później miała władać Wanda.

O zamku Lyscu i Łysej Górze „Na tym zamku pani iedna przedtym mieszkaiąca, podniowszy się w pychę, iż była poraziła wielkiego Aleksandra pod tą gorą, kazała się za Boginią Dianą chwalić. Ale natychmiast za tho bluźnierstwo pomstę Bożą uznała, iż on zamek wszystek grom roztrącił onę też panią ze wszystkimi służebnikami pothłumił, tak iż ieszcze po dziś dzień leżą na tym mieyscu wielkie gromady kamienia. Na tym mieyscu był Kościół trzech bałwanów Lada, Boda, Leli. Do których prości ludzie schadzali się pierwszego dnia Maia, modłę im czynić y ofiarować”.

(więc w istocie rzeczy, była to ostatnia kapłanka więc dziewica bo tylko dziewice mogły być kapłankami (stąd dziewictwo oraz niezrozumiały dla niektórych upór Wandy), wielkiej Świątyni bogów Lady, Body (lub Wody) i boga Lelego (stąd przyśpiewka Łada, Ileli, u Macieja z Miechowa oraz Lado, Ylely u pewnego klechy), której to Świątyni pierścień wałów został zniszczony).

Jeśli by tą panią, Boginią była Wanda, a Wielki Aleksander-Karolem Wielkim, to zamek Lysiec byłby wielką Awarską twierdzą-światynią dziewięciu kręgów-ringów-pierścieni która została zniszczona przez Frank-ów, było to w 796 roku, po sześciu latach ciężkich wojen z wrogiem i bunt-ującymi się chrytianami, świątynię pomógł zniszczyć Frankom, zdrajca Moimir książę południowych Croatów, którzy się przechrzcili, gdyby nie zdrajcy, truciciele i nasze grzechy, pewnie nie upadło by państwo Obrzymów Światogorów z Świętych Gór.

Dlaczego tę historię z Wandą umieszczamy inaczej niż Prokosz który sytuuje w końcu niezwykle tragiczny cykl Kroka (u Prokosza Krok nie Krak został zabity po pięciu latach od oboru na króla), jego syna(?) Lecha (wygnany po dwóch latach rządów, za udowodniony mord brata) i jego następczyni Wandy (735-740 dewotio jej samobójcza ofiara) czyli według Prokosza panowanie ich wszystkich zamyka się w latach 728-740. Z powodu faktu oboru Kraka po zwycięskich walkach w Karyntii i jest to jakby przywrócenie urzędu króla po latach bezkrólewia w okresie innej formy rządów, czyli Krak nim został samowładcą zasłużył się jako zwycięski wódz walcząc na południe od Dunaju na obszarze dzisiejszej Austrii – Słowenii i zachodnich Węgier, oraz dlatego, że mógł to zrobić tylko w latach 760-780 kiedy u Prokosza przypadają rządy tzw. 12 wojewodów, a same panowanie Wandy przypada na lata kiedy srożył się wielce pewien Tyran (Karol) Lemański czyli w latach 791-815.

Wydaje się nam, że cykl Wandy pasuje do czasów ataku Karola Lemańskiego wątek romansowy to zupełne nieporozumienie(?) usiłujący wytłuma-czyć „stan cywilny” Wandy, wiadomo, że po ataku frankijskim 791r doszło do zamieszek i wojny domowej w kaganacie w wyniku którego zabito Kagana i kaganbeka Jugur’rusa, stąd zagadkowe zabicie Kraka w piątym roku panowania, następnie dwa lata rządów Lecha jego wypędzenie w 793r, potem pięcioletnie rządy Wandy do 798 roku(lub796), odnosząc w 795r zwycięstwo nad frankami pod Świętą Górą, jednak świątynia Awarska zniszczona została w 796r przy pomocy Mojmira, więc Wanda przeżyła by ją o dwa lata, możliwe, że ten Krak zabity w piątym roku panowania to nie ojciec Wandy tylko brat Krak-Krok-Kraken-smok, zabił go podstępnie trując Lech stąd został wygnany. Ten Krak ojciec Wandy umarł więc pięć lat przed 791 rokiem czyli około 786 roku, a najazdów na Bawarię i Firul dokonał już brat Wandy Krak (Krok u Proksza, u Kadłubaka Krak) zabity w piątym roku panowania przez swego brata Lecha i jego żonę-przyjaciela-niewolnika Sygurd’a~ę (filoagentka frankijska czy chrystiańska?).

Jest jeszcze jedna analogia Lech miał zostać wygnany po wyjściu na jaw jego roli w morderstwie po dwóch latach oraz umrzeć w niesławie na wiecznym wygnaniu, mamy też w źródłach Frankijskich jakąś frankijską ‚marionetkę­-kagana’ który musiał się schronić wypędzony na terytorium franków przed prześladowaniami z częścią ochrzczonych współwyznawców i miał też tam umrzeć w podobnym czasie. W wielu szczegółach więc była by to ta sama historia pisana tylko z dwóch punktów widzenia. Naszego Awarskiego i z punktu widzenia wrogów naszych Franków.

Ostatecznie w czasie rządów 12 wojewodów Krak się zasłużył jako zwycięski wódz czyli w latach 760-780, zaś w latach780 – 786 panował jako Król-Kagan, potem panował jego syn Krok-Krak – smok.

Kagan Krak brat Wandy w latach 786r do 791r skutecznie walczący z frankami oraz ugruntowuje porządek na południu antagonizując krypto-chrystian. Frankowie wtedy uruchomili swoich agentów (żona-przyjaciel Lecha i inne adherenci) oraz wzmacniają chrystiańską piąta kolumnę.

Krak – smok zostaje otruty razem z grupą doświadczonych najdzielniejszych z dzielnych wodzów, stąd rozprzężenie w 791r, nieudolne rządy truciciela Lecha sprzyjanie chrystianom układy z frankami, lud przejrzał na oczy wypędził truciciela i zapewne nowinkarza już 792r, zaczęła się wojna domowa północy z południem.

Wanda opanowała rozprzężenie, twarde sprawowanie rządów przez dziewicę westalkę – Wandę kapłankę wielkiego kościoła Lady, Boda i Lel-ego spowodowało to że, wyemancypowani już chrystianie na południu oderwali się ostatecznie od jej królestwa mamy wojnę domową i inter-wencje franków po stronie chrystian.

Jeszcze w 795 roku Wandzie udało się pokonać frantów pod Świętą Górą, jednak następny atak w 796 się powiódł dzięki kolaboracji Mojmira, więc po pięciu latach swych rządów (włącznie od 792 do796), gdy nie mogła przeżyć zniszczenia swojej świątyni czyli w 796r popełniła samo-bójstwo i „długo się jeszcze chwiało państwo”.

[Uzupełniając można dodać, że do tej historii wydaje się pasować historia Popiela II który za namową żony cudzoziemki otruł stryjów, wynikiem czego doprowadził do odpadnięcia prowincji pomorskich od swego królestwa, a sam został w końcu pożarty przez myszy (miszina tropka ­- droga mleczna czyli droga bohaterów, stąd mysza-bohater) które wyległy się z ciał pomordowanych książąt, jego krewnych uznających przecież jego władzę. Choć też jest twierdzenie, że to się stało (odpadnięcie prowincji) dopiero po objęciu władzy przez Piasta z powodu jego chłopskiego pochodzenia, ale syn węża nie mógł być chłopem, więc najprawdopodobniej dla tego, że Biało Chorwaci czyli Krak-Chościsko(wąż) narzucił Wielotom swego syna tzw. Piasta na władcę, byłby to więc ten historyczny wzmiankowany przez tzw. źródła Kagan Ruski z 839r więc to on nosił by imię Chościsko (wąż).

Wydarzenie te jest sytuowane przez Prokosza na rok 840, było by to 50 lat później niż upadek świątyni Wandy, dowodzi ono w każdym bądź razie, że trucicielstwo jako narzędzie walki o władzę znane było naszym książętom i królewiczom inna sprawa czy była jedna Wanda obrończyni świątyni, takich kapłanek musiało być na przestrzeni wieków więcej.

Nie da się wykluczyć, że obie te historie zostały przemieszane w naszej historiografii i legendach, żona Popiela jest cudzoziemką i Sygurd jest cudzoziemcem nie da się wykluczyć, że Sygurd pierwotnie był kobietą cudzoziemką czyli Sygurdą żoną królewicza-regina Lecha, bo imię Lech łączy się z imieniem Popiela ale u nas pełno było Leszków-Lestków i Popieli co wiązało się z kremacją pogrzebową, Lech-Leszek-Laszek (mac. lesz - trup, Lasz-Laszo'wać ang. (l)ash-popiół - Popiel co łączy się też z rus-sadza) choć bezsprzecznie były takie dwie historie jedna krakowska (sklawińska) - druga kruszewicka (Wielocko-kujawska), a sam szewc (shefc) Skuba mógł być shefem kuchni czyli kucharzem zaufanym cudzoziemki czyli Sygurdy, Skandynawowie nie odróżniają imion męskich od żeńskich jest tak np. w przypadku imienia Frey, brat i siostra noszący to samo imię, stąd często są myleni, nie da się wykluczyć, że samo słowo Regina odnosiło się do Sygurdy, bo Regina Sygurda znaczyło by dosłownie królewna Sygurda niewolnica-żona Olbrzyma (wtedy żony były kupne).

Sam słownik łaciny tłumaczy słowo regina tylko jako królowa, królewna, księżniczka, król to rex, regulus, regno - królować, a u nas król powinien najwyżej nazywać się Regin-Lechin, końcówka 'a jest żeńska, zresztą mamy imię Har'Lechin dosłownie wysoki-olbrzym (lub płonący) król(kamień), też wilkołak (wielki kołek) bywa zwany wodzem olbrzymów (Ent-Ant'ów, Ris'ów, Thurs'ów, Hun'ów). Imiona Polskie - Wanda - Barbara - Jolanta - Jan - Jac'ek(Jack) - Tomasz - Łukasz(Lukas) - Szczepan (Sthephan), są i w Angielskim mogły się tam też dostać podczas ataków Rorika czy Horica na zachód z Danii w latach 830 - 860].

Jak wyglądała Świątynia dziewicy Wandy i bogów, czy boga czyli Lady, Body, Lely, czemu boga, bo może to być fraza Lada(w’ładca) ‚wody i ognia’, Body (chorwackie b~w woda) i Leli (lila ~ płomyczek igraszka, więc leli płomień-ogień), czyli Lad ~ władca żywiołów, też sama Wanda ma władać morzem, ziemią i przestworzami, („Vanda mare, Vanda terrii, Vanda aerii imperat”) czyli wodą, ziemią i powietrzem, trzema żywiołami czwartym antycznym żywiołem jest ogień, rekonstruując tę świątynię, będziemy się posiłkować trumnąurną Chrobrego, wizerunkiem świątyni z czasów tzw. reakcji pogańskiej, symbolem wiślickim i monetami z Słowacji – tu by zrekonstruować ‚znicz góry’. Nie wydaje się by była to cerkiew która występuje na monetach Bolesława Śmiałego, pierwsza moneta od góry.

Słupy są oplecione wężem, podobne wężowe tralki – atlanty były w świątyniach syryjskich, czyli podobne świątynie budowano już co najmniej 700lat p.e.ch. ilość słupów wzięliśmy z monety, jednak w 11 wieku, to nie mogła być oryginalna świątynia Peuki bowiem ta została zburzona 796 roku, więc ta z monety to jej rekonstrukcja, jest to zatem bardziej rekonstrukcja z rekonstrukcji niż rekonstrukcja z oryginału.

Jest zatem na monecie jeden krąg kamiennych słupów wokół świątyni, pisano o świątyni dziewięciu kręgów, być może nie były to koncentryczne współśrodkowe kręgi, bowiem na monecie są trzy kółka-pierścienie w kręgu kolumn, więc ilość pierścieni z monety to cztery, brakuje nam jeszcze pięciu kręgów-pierścieni być może rekonstruowana świątynia została zubożona i poprzestano na czterech kręgach które były wystarczające do pełnienia funkcji religijnych, a być może ten płot przed świątynią to następny krąg tralek tylko w rzucie poziomym.

Kiedy ją miano odbudować są informacje, że po śmierci(815) Tyrana Karola Magni, Słowianie podnieśli obalone słupy idoli Hamona, więc odbudowa mogła się zacząć po tej dacie, możliwe, że gdzieś koło 820 roku już ją odbudowano, a skoro jej wizerunki są na monetach z lat 1022 – 1050 to nie wykluczone, że dzisiejsza budowla klasztorna na Łysej Górze zawiera w sobie jej znaczne fragmenty.

Wyszła nam świątynia kształtem nawiązująca do klasycznych świątyń hellenistycznych, ale oryginalna świątynia musiała być zbudowana bardzo dawno, jej replika siłą rzeczy jako kopia, powielała by klasyczne kształty, bo budowano też u nas jak widać w czasach Bolesława Śmiałego kilkuwieżowe kopulaste cerkwie, są one chyba w kształtach jeszcze starsze bo podobne pagody budowano w Indiach, te najstarsze znane świątynie Indii mimo, że budowane z kamienia czy rzeźbione w skale, to miały w swych wnętrzach kolumny stylizowane na kolumny drewniane, to upodobanie do drewna musieli przynieść Aryowie z kraju swego pochodzenia, nasza cywilizacja był cywilizacją drewna najwyżej ławy-fundamenty budowli były kamienne, jednak drewno, belki, deski, są głównym materiałem naszych budowli, nawet późnośredniowieczne budowle są to w zasadzie budowle o konstrukcji mieszanej drewniano –kamiennej czy to chodzi o mury grodów czy o same budowle mieszkalne czy sakralne, nie są to za trwałe budowle, ich długość życia jest ogranicza trwałością belkowego szkieletu budowli.

Na ścianach naszej świątyni były też pewnie namalowane obrazy tak jak na zniszczonej świątyni Trzygłowa w Szczecinie, które były równocześnie bardzo realistyczne, z ścian jej bowiem patrzącym na nią ludziom zdawały się ulatywać namalowane na niej ptaki, ale tutaj nie wprowadziliśmy tego elementu by nie odbiegać od tematu kształtu świątyni.

Przy rekonstrukcji ‚nicza gory’ używamy symbolu z monet słowackich, które należą według nas do symboliki Awarskiej-Chorwackiej i religii drzewa życia, korzystamy tu z symboliki z monety przypisywanej szachowi Saporowi, ale nie miał on chyba koregenta, napisy nawiązują do liter notacji węzełkowej, ale nam chodzi teraz o słup na którym mamy znicz, czyli o słup kamienny jako ołtarz ognia, Persowie nazywani są Pyrsolatri – ogniaczciciele podobnie czcicielami ognia nazywają Słowian średniowieczni pisarze arabscy. Uważamy, że schody czyli podstawa ołtarza są drewniane widać łączenie belek na zrąb, ten dość archaiczny szczegół nie jest czymś nadzwyczajnym w religii, podobnie Mitra zabija ofiarnego byka kamiennym nożem podobnym do pięściaka, czy bogowie~królowie Atlantydy łowią byka na ofiarę tylko przy użyciu pętli rzemiennych i sznurów beż użycia żelaza, na pierwszy rzut oka to bezsensowne ale kult ognia, może wyprzedzać cywilizację, człowiek ognia występuje na ziemi od miliona lat, a pierwsze znane długotrwale utrzymywane ogniska są datowane, na 200 do 400 tysięcy lat temu, poprzednikiem homo sapiens najpewniej był człowiek rytualny używający języka symbolicznego, a homo sapiens przyszedł dopiero z pismem 7 – 8 tysięcy lat temu.

Bryła pod zniczem jest kamienna, sam lichtarz jest tu tylko uchwytem na palenisko ognia i nie ma pierwotnie większego znaczenia, głównym przedmiotem kultu jest ogień wydostający się z głazu tak jak iskra z krze-mienia, pomocna tu jest symbolika wskrzeszenia, skrzesania ognia który tożsamy jest płomieniem żywym czyli człowiekiem. Może ten znicz stał na zewnątrz świątyni w każdym bądź razie był na górze, zachowane jego umiejscowienie jest w imieniu GoryNicza czyli Nicz – ogień płonący na górze, nazwa ta też określa nam przedmiot kultu dominującego na górze, czyli kultu wiecznego znicza ognia, być może wewnątrz świątyni był jakiś niezadaszony dziedziniec bowiem wieczny ogień wytwarzał dym i opary które by szybko zaczadziły i osmoliły budowlę gdyby nie miała jakiegoś prostego i skutecznego systemu wentylacji, może nad zniczem fragment dachu był wywyższony na słupkach jako rodzaj wiaty nad dziedzińcem znicza. Możliwe, że pierwotnie był związany z wyobrażeniem Mitry z Góry Harati trzymającego w rozłożonych rękach dwie pochodnie. Stąd Mitra pertrogenes rodzący się ze skały czyli bryły skalnej, jak iskra ognia.

Jeszcze raz wracamy do całej świątyni tym razem w rekonstruowanym kręgu, wielkie kolumny to krąg wieków, małe kręgi były by kręgami dni, tygodni, miesięcy może i lat, jest to po prostu wielki zegar, godziny odmierzały świece palone wewnątrz świątyni, przesuwano później lub zaznaczano kolumnę – kamień dnia, gdy mijało siedem dni (lub dziewięć), odznaczano tydzień, wracając do dna pierwszego tygodnia, liczono drugi tydzień itd. miesiące, lata, wieki, nasze słowotwórstwo czasu na to wskazuje rok(skała) – opoka-epoka, minu’ta – mina(kamień).

Jeśli Gory’nicz to i Woro’nicz, iz’goj, iz’polion, więc iz’wor po srbskochrwacku i bułgarsku znaczy źródło, stad nasz ja’wor ~ jaworzyca pierwotnie źródło, więc możliwe, że na górze było święte źródło, w bajkach często mamy żywą wodę w źródle lub w studni po którą się wyprawiają bohaterowie tych historii, wątpliwe by na samym szczycie górze było źródło ale studnie mogły być, więc może małe kółka na monecie z świątynią oznaczały studnię z żywą wodą a nie jak to żeśmy odtworzyli małe kręgi słupów, bez wątpienia istniał wielki krąg musimy też pamiętać, że to była odbudowana od podstaw świątynia więc nie musiała dokładnie odpowiadać zniszczonej w 796 świątyni dziewięciu kręgów bez wątpienia czasu.

Mity etruskie mówiące o bohaterach którzy muszą przyjść pod koniec wieku narodu, by rozbić kamienne słupy końca czasu, by dać mu nowy czas bo inaczej naród umierał, czas narodu miał trwać kilka wieków najprawdopodobniej osiem lub dziewięć, Etruskowie liczyli wieki czasem życia pokolenia, było to dla każdego miasta inne obliczenie, bowiem kiedy zbudowano miasto, spisywano wszystkie dzieci które urodziły się w roku zbudowania miasta, kiedy umierał ostatni przedstawiciel tego spisanego pokolenia, kończył się wiek pierwszy tego miasta, znów spisywano wszystkie dzieci które urodziły się w roku śmierci najstarszego człowieka pierwszego wieku miasta, cykl się powtarzał z śmiercią ostatniego dziecka tego spisanego pokolenia kończył się drugi wiek miasta, podobnie było z wiekiem narodu spis wszystkich dzieci urodzonych w końcu poprzedniego wieku dawał podstawę do ustalenia długości kolejnego wieku narodu, wiek czyli epoka narodu trwała kilka takich wieków chyba dziewięć bo to stara religijnie nacechowana liczba.

Jaki jest związek miedzy liczbą dziewięć i liczbą łać. nowem – dziewięć, sansk. nawa – dziewięć, oraz naszym słowem nowa, łać. nowus – nowa, sansk. nawas – nowa. Taki sam jak miedzy frazą ‚nowa ziemia’ i ‚dziewicza ziemia’, liczba nowa i liczba dziewicza to synonimy i znaczą w istocie to samo, można to nazwać przenośną czy synonimiczną wymianą wyrazu.

Interesujące są bardzo nieregularne zmiany znaczenia słów określających okresy czasu, wiek – stulecie i ang. wek – tydzień, ros. god – rok i nasze god’zina, ostatni dzień tygodnia niedziela i ros. niediela – tydzień, nasze tygo’dnie i niem. tag – dzień, widzimy zupełnie dowolne prze-kształcenia treści przy zachowaniu kształtu wyrazu i jego istoty czyli zachowania jego znaczenia jako terminu czasu, nasze słowo dzień od cień-cin-tin etruskie tin – dzień, mieszają się tu dwa słowa dźwiękonaśladowcze dzyń’dzyń, rym cin’cin, rym tin’tin, (d’zwonit~zwon ~wan), cień – ciach ~ciąć, odcina się cień cięciem cienia (za’cina, ciąć~tnie aczi-miecz).

Te słowotwórstwo musiało kiedyś powstać w jakimś czasie kiedy zegary były z kamiennych części niekiedy były zniczami, ze’ogarkami, które służyły do obliczania czasu i ta ich kamienna i płomienna natura siłą rzeczy odcisnęła się w słowotwórstwie czyli terminologii związanej z okresami – odcinkami czasu.

W zrekonstruowanej przez naszych przodków świątyni mogły być jednak jak wyżej wspomnieliśmy studnie lub jakieś ocembrowane żródła ~iz’wory, nazwa wor’ jest nieraz w nazwach miast ruskich Woro’neż, Woro’tyńsk, Woro’niec, u nas są takie nazwiska Woro’nicz, Woro’niecki, czy miasto PrzeWor’sk, chyba archaiczniejszy Ja’wor, jest rzeka Wor’skla, słownictwo te powstało w epoce Awarów i związane jest z religią drzewa życia pod którym biło źródło z żywą wodą.

Możliwe że źródła te służyły do obrzędów nekromancji wskrzeszania zmarłych czy symbolicznego nowego odrodzenia, kąpiel w ki’sielu, ki – siła, siel – dusza czyli siładuszy.

W świątyniach u nas do 966 roku miały być wielkie misy chrzcielnice które zostały wyburzone po chrzcie, a może te misy zostały wyburzone bo należały do obrzędów starego obrządku Słowian.

„W całej Europie w VI – VIII wieku były budowane kościoły w których znajdowały się liczne zwierzęta, węże – jaszczurki itp. tak jakby nie były to świątynie chrześcijańskie”, dlaczego jedyne wytłumaczenie, bo były to świątynie Aryów czyli Scytów – Spali dopiero później przerabiając je wstawiano tam symbolikę chrystiańską.

[Jeszcze wracając do Wandy wspomnijmy Ryd’giera(gRodrigo), nie da się całkowicie wykluczyć, że Wanda była Weletabką czy Polanką – Gotką, a (g-)Rytgier (G’rod’gier, Wal’gierz (ogier), Wal’ter (terra) – duch ziemi) byłby Hrobatem, stąd dziwne zakończenie tej historii bo Wanda ma władać Polakami i Niemcami jeśli pod Polaków podstawimy Wielotów, a pod Niemców Hrobatów ~ Chorwatów przestanie to być dziwne, doszłoby tu do zmieszania dwóch różnych historii ataku Karola Magni alias Tyrana (a-)Lemańskiego (A’lemańskiego) i jakichś walk rojali-stów córki Kraka z jakimś uzurpatorem księciem – wodzem – tyranem Chorwackim – Lama’ńskim (Łama’ńskim ~ Rama ~ Lama ~ Lamja – Smok łama’cz – prze’łamać przeć i łamać czyli Przoniec – laga~Lach – Polak ), który dążył do władzy i korony poprzez poślubienie córki Kraka, samo jego wojsko odstąpiło od popierania jego uzurpacji, stąd dziwne ale chyba jednak trochę prorocze słowa samobójcy o rządach niewieś-cich które mają doprowadzić do zguby oba wojska czy ludy po rządami Wandy.

Grodceeric, Grodgier, Walgierz, Wal’ter, Wala’mir, a nawet Har’aldi [dosłownie czes. harat-płonąć czyli har-płonąca aldi~ladi~łódź (st.cerk.słow.), imię opisujące pochówek z tamtych czasów czyli zwłoki spalane w łodzi, a czy imię to coś znaczy po Norwesku?] to imiona polskie – Hrobackie z poprzedniej epoki końcówka ~old, jest polska bo imię litewskie Vitautas spolszczamy jako imię Wit’old ~ Wit’owt, czyli polszczyzna dodaje końcówkę ~old~ald~lad~lod~ołt, a przecież języki bałtyjskie mają być bliższe słowiańskim niż dialekty germańskie, tzw. Germanie mogą pochodzić od Hrobatów ~ Mogilan ~ Mazurów czyli Kurhanów odwrotnie jest to wykluczone, więc czy pierwotnie Mazurzy byli jakimiś Germanami? Tak ale ci Germanie mówili po polsku niem. ober-wyższy to redukcja od chrober~chrobry (Wola Chrober’ska), choć i u nas jest też redukcja w synonimicznej nazwie naszego narodowego tańca mazura (chr-)ober’ek – (chr-)ober’tus. Germanie nadreńscy sojusznicy Atylii oderwali się narodowością od Hrobatów może ok. roku 0 e.ch. bo są w ich legendach władcy Polski i Rusi walczący z Niemcami i Atyllą ok.450 roku e.ch.

Komuś to może się wydać dziwne, ale nie tylko Germanie czy Turcy ale nawet murzyni Bantu są ludnością mieszaną pochodzącą od wychodźców z tamtej epoki etnicznie związanych z kulturą przeworską (b-)Ant’owie ~ Bant’owie oba słowa znaczą tyle co Ludzie, plemiona Bantu znane są z przemysłu kowalskiego tak jak Turkuci przodkowie plemion Turkoidalnych, najstarszym miejscem występowania tej kultury jest Polska może dlatego nazwało się nas ang. pollensis – (na)sienny łać. germen ~ zarodek czyli siemię ~ semnon, pollensis, sporia, germen, bo żeśmy się rozsieli po świecie jak jakieś zarodki strasznego drzewa życia.]

Rozdział 6

Obrona Imienia Węży.

Węże są gadami niezwykle pożytecznymi, jako drapieżniki utrzymują w ryzach populację różnych gryzoni łącznie z szczurami i myszami które potrafią być prawdziwą plagą, jednak w powszechnej urobionej przez chrystianiazm opinii, są zwierzęciem wręcz demonicznym stąd budzącym lęki i niechęci, w chrześcijaństwie wąż jest uosobieniem szatana czy diabła, węże jadowite są rzeczywiście niebezpieczne, ale nie atakują nie sprowokowane, często ostrzegają syczeniem lub grzechotką, odczep się ode mnie jestem dobrze uzbrojonym wojownikiem.

Jednak dawnej w Polsce, Europie jak i starym świecie, stosunek do węży był bardziej wyważony, jak wiadomo w Grecji wąż był uznawany za wcielenie duszy zmarłego uczynienie krzywdy temu zwierzęciu wróżyło wielkie nieszczęścia i było naganne, jako znieważenie zmarłych, tak samo u Bałtów przez szacunek dla zmarłych hodowano w domach węże które były domownikami tak jak dziś pies czy kot, podobnie było i u nas wąż był wcieleniem duszy (tożsamy z duszą) mężczyzny wojownika, a często symbolicznym ojcem władców, ojciec Piasta to Chościsko (hasićska-wąż czeskie), zaś Wolga Busławlewicz był synem Węża NiczaGory i Marfy Wsiesławewny:

Poprzez ogród, poprzez zielony. Biegła-pląsała młodziutka królewna,

Młodziutka królewna Marfa Wszesławiewa. Skoczyła z kamienia na lutego Żmija,

Na lutego, na Żmija, na Gorynicza. Luty Żmij się wije

Bucik owija ~ safian zielony. Pończoszkę jedwabną owija.

W udo białe ogonem uderzył. A wtedy królewna poczęła,

Poczęła i dziecko zrodziła.

Tak samo za syna Węża uchodził Aleksander Macedoński czy Oktawian, na splotach Węża Śeszy spoczywał Wisznu wielki bóg hinduizmu, zaś Ahi Budhnja (wąż głębin) jest imieniem Sziwy-Rudry, faraonowie mieli nad czołem diadem z głową kobry.

Święte kobry strzegły cedrów w raju plując ogniem, więc to raczej jakiś miotacz ognia stylizo-wany kształtem na kobrę, na rurkach miechy-dmuchawy tego miotacza-plujki, we wnętrzu zacisk-zawór na wężu.

W polskich mitach czy raczej już tylko logice słowotwórczej, Żmij Ogieny pierwotnie był wojskiem które broniło granic, wały obronne nazywano Żmijowymi, a w Żmigrodach stacjonowało owe wojsko, pierwotnie wąż był w raju żydowskim jako istota w pełnej swej krasie i bliski Bogu, po buncie Adama został wypędzony z raju, Mojżesz kazał zrobić wizerunek węża Żydom i kazał wpatrywać się w niego chorym, a co ich uzdrawiało, w Manicheizmie Eden był więzieniem przygotowanym przez Króla Ciemności, a Jezus przekazał tę wiedzę pod postacią węża, Adamowi i Ewie będącym w Raju-wiezieniu.

Też wąż jest świętym zwierzęciem Asklepiosa-Eskulapa syna Apoliona, (laska Asklepiosa jest opleciona wężem), boga lecznictwa wskrzeszającego zmarłych, kaduceusz Merkurego też oplatają węże, można węża też uznać za tożsamego z duszą (hinduizm), bowiem gdy zmarł brat Kriszny Balarama, to nieśmiertelny Wąż Śesza wyłonił się z jego ust i odleciał na powrót do oceanu mahadewa (wielkiego boga) Wisznu, czyli zachował się jak dusza ulatująca do nieba, niebo-ocean.

Księgi mówią, że wąż jest też dysponentem mądrości SarpaVidyja to Weda ~ wiedza wężów, w grece filo’zOphia-ophin-wąż, filozof jest więc miłośnikiem węży(węzów), łacińskie Serpens-węże odpowiada sanskryckiemu Sarpa i naszemu Serb, sierp, serpentyna, coś wężowego kształtu poruszające się wężowym ruchem, nazwa Serbów więc od węży tak jak Syryjczyków (Asyryjczyków) których słowo Ilu-Siru, znaczyło bóg wąż, którego wizerunki w Babilonii i Asyrii umieszczano na słupach granicznych oraz u bram świątyń by zabijał napastników i odpędzał demony (często pod postacią zwierząt i innych węży), porównaj też naszą trumnę Chrobrego, nasz słowiański Żmij Ogienny, walczący błyskawicami i piorunami ze smokami, demonami i czarownicami, też należał do tego rodzaju czystych dobroczynnych sił, był obrońcą wód i zasiewów, sprowadzającym życiodajne deszcze, co jest u nas zapomniane i zacierane przez chrystianizm ale przecież dobrze zaświadczone u Słowian południowych.

Ale głównie wąż to wojownik homerycki AchiLles [wąż-(hytry?), to takie same złożenie jak sanskrycki Ahi budhja wąż-głębin] jak i przeciwnik greków SarpeDon (wąż wodny) mają imiona etymologicznie związane z nazwą węży, skrzydlaci giganci mają wężokształtne nogi, a wąż jest wysłannikiem i wy-konawcą bożych wyroków, np. śmierć Likaona od węży, w ogóle Achaje-Achaje to skrót i zrost nazwy, Achi-haji, czyli węże ziemi ~ synowie ziemi (Ahiijawa – węże wodne, aba-awa-jawa znaczy woda, wody są wodami płodowymi ziemi, podobnie imię Arda’szir~ziemi’wąż, ang. sir-pan, gwarowe syra-noga).

Najwyraźniejsza jest funkcja węża symbolizującego Armię Niebios, czyli Apopisa niszczyciela bogów, Midgar-dsorma [jego wariant edycki of-nir czyli of-ofion-ophin-wąż nir-nil(siny-niebieski-modry-chabrowy) ~ sWaf-nir ~ Faf-nir czyli permutacja ortograficzna sWaf-faf-(waffe-broń) czyli broń niebieska, broń niebios, swaf jest z kolei od naszego sław(w-ł)-sława-słewowie-Słowianie tak jak rustung-uzbrojenie od naszego imienia Rus-uMoRusany], Ahi budhję, czyli Żmija Ogiennego śpiącego w głębi-nach wodnych świętych rzek ognia. To jego ModroWęża, chabrowego hobra, wysłannika niebios czyli najwyższych bogów z Hary, obawiali się żywi bogowie, władcy antycznych teokracji i przestrzegali nieraz w sposób karykaturalny ustanowionych przez nich uniwersalnych praw np. biblijny Faraon w obawie przed gniewem Amona, zabijał cudzoziemca (więc popełniał morderstwo), którego żona mu się spodobała, tak by nie złamać zakazu cudzołóstwa, bo z wdową to on już nie cudzołożył. Widzimy więc, że symbolicznie wąż miał wiele pozytywnych konotacji był strażnikiem-obrońcą raju i najpotężniejszą bronią niebios, którą zniszczyli sami Weneci (Błękitni ~ Niebianie ~ Hobrowie, a raczej ich dzieci, potomstwo kobiet i (h)kobrów z mieszanych małżeństw na Bałkanach, bowiem wszystkich mężczyzn podczas najazdu zabijano), co opisują legendy o walce Żmija Ogiennego Wilka z swym ojcem Wężem Ognistym (Lamja(prze’łamać-rozgromić)-Smokiem Burzy).

Dziś konotacje pozytywne jak i negatywne węża wynikają z tego, że wąż to jedno z niewielu zwierząt, które pozostało w zasadzie nieujarzmione przez człowieka, jak i z tego, że węże jadowite dysponują potężną i niezwykle skuteczną bronią, która jest niezwykle niebezpieczna dla przeciętnego człowieka.

Powinniśmy jeszcze wyjaśnić skąd się wzięło utożsamienie duszy z wężem, nasi przodkowie byli o wiele bliżej natury, węże, jaszczurki i inne zwierzęta egzystowały tuż za progiem ich domostw lub często wewnątrz ich domów, obserwacja i znajomość ich życia, zwyczajów, fizjologii była wiec powszechna choć nie w pełni była zrozumiała, jedną z cech wspólnych gadom jest letarg zimowy kiedy to zwierzęta te na półmartwe spędzają zimę w stanie hibernacji, zagłębione w ziemi, w szczelinach pod kamieniami w korzeniach drzew itd. gdy przychodzi wiosna budząc się z zimowego snu wygrzebują się z ziemi tak jakby się z niej rodziły lub wstawały z martwych, ta ich cecha utożsamienie ich snu zimowego ze śmiercią, a wygrzebanie się z ziemi po przebudzeniu jako ponowne narodziny z łona matki ziemi. Pozorne więc to odradzanie skojarzyło się naszym przodkom z obrzędami pogrzebowymi ludzi.

Wąż, jaszczurka, żaba, były namacalnym dowodem odradzania się czy zmartwychwstania, więc siłą rzeczy wąż, ten często zamieszkujący kamienne kurhany oraz wygrzewający się na kamieniach zwierz stał się duszą przodka, dlatego też często te węże na rysunkach i rzeźbach z tamtych czasów, mają starcze brody czyli brody naszych przodków-dziadów, np. Etruski Anioł V wiek p.e.ch.

Wierzenia i religie to w zasadzie antyczne kosmologie wyjaśniający w sposób naukowo podobny mechanizmy i strukturę świata według ówczesnej wiedzy.

Naukowcy podważający systemy tej wiedzy, byli narażani na ataki dogmatyków (ortodoksów-bałwochwalców) danej religii, dlatego chciano spalić na stosie Galileusza czy też umieszczono na indeksie ksiąg zakazanych dzieła Kopernika, bo podważali oni dogmaty naukowe chrystianizmu czy biblii, cóż biblię kompilowali jacyś grecy dla których pasek Oriona był czymś zadziwiającym, przez co i niezmiennym dla boga judejskiego który nieźle znał się na greckiej Mitologii i Zodiaku (k.Joba), bóg (czy grek) ów mówi też coś o filarach na których jest osadzona ziemia, o jej kamieniu węgielnym, drzwiach morza itp. Taka wizja ziemi jest sprzeczna z wiedzą naukową i ta wiedza dowodzi też ignorancji proroków boga biblijnego więc musiała być bez wątpienia wiedzą bluźnierców, bo mówiąc wprost i bez ogródek konsekwencje tych naukowych poglądów dowodziły fałszywości panującej religii.

Paradoksem tej religii „ludzi jednej księgi” jest to, że człowiek osądzony przez rzymian i przy aplauzie żydów przez rzymian maltretowany i stracony, który winien według nich był bluźnierstwa czyli herezji wobec religii żydów czyli według prawa oraz wyroku rzymian, bluźnił on przeciw tej samej księdze i religii przeciw której bluźnił Galileusz, Kopernik i inni paleni już na stosach heretycy, czyli został w istocie złożony na krwawą ofiarą na ołtarzu bałwanów religii żydów i ołtarzu bałwana prawa rzymian, więc paradoksem ludzi religii jednej księgi jest to, że został on dla jakiejś części tych rzymian Wielkim Bogiem. Cóż faryzeusze-bałwochwalcy zawsze stanowili większość, bo przecież to chyba nie Niebiosa chcą ofiary krwi i cierpienia ofiar, tych czy innych bohaterów tylko szatan okryty rozdzieranymi szatami, sukniami, togami – faryzeuszy, inkwizytorów, sędziów, sprawiedliwych tego świata umywających ręce po złożeniu krwawej ofiary na ołtarzu tak naprawdę głupoty i ciemnoty tego świata, kuglarstwem i pseudoprawem uzurpującej sobie władzę i tak naprawdę są oni z wyznania chryzokratami czyli czcicielami złotego cielca, nędznymi kupczykami sprzedającymi krew i ciało swoich ofiar.

I jakiego boga wzywał Jezus na krzyżu „Eloi, Eloi lama sabaht’ani (są też zapisy „Eli, Eli lama sabachtani)?” bowiem nie znali tego imienia żydzi myśląc, że Eliasza wzywa, więc chyba nie był to bóg znany żydom, czy „Eloi~Eli… sabaht’ani” ma jakiś związek z naszym Ileli, Eli i słowem sabat, – samo Eli~Eloi tłumaczy się jako bóg lub pan, miało by wiec dokładnie takie same znaczenie jak nasze słowo Eli, bo u nas Ileli, Leli, Eli to imię boga (pan’bóg) z Świętej Góry, wiec czy sam Jezus wymyślił imię Eloi~Eli czy znał je skąd indziej.

Po srbskochrw. czy bułgarsku ‚lamja (łama)’ to smok burzy, czyżby „Eli, Eli lama sabachtani” znaczyłoby „,pan-bóg, smok burzy sabaht’ani”. Jak pisaliśmy wyżej Smok~Wąż jest ojcem wielu władców naszego Piasta też, może był i ojcem Jezusa, może Maria nie kłamała wbrew temu co piszą żydzi i rzeczywiście ojcem Jezusa był pan-bóg, smok burzy bo chyba wzywał on w tej ostatniej chwili Boga Ojca, a nie Eliasza, Peuka ~ święta góra to też Łysa góra sabatu – Ana’fiel [hAna, Ana, Anna, Annia, Anu, Anan, Aine, Ankou permutacja Enya-Anya-Ania-Anka co zawsze znaczy śmierć Ana'fiel (fiel-fjol-góra) - góra śmierci Nida'fjol, góra Nidy w podziemiu], obojętnie co znaczy słowo sabaht, to Jezus domagał się od Ojca pana-boga, smoka burzy sabaht(ani ~wolności~oswobodzenia~wyzwolenia) końca udręki czyli śmierci. (Czy oni wiedzą co wyznają i w kogo wierzą? I czy wiedzą czyjego imienia wzywał ich bóg~ofiara?)

Wracając do naszych węży, osobiście nie podoba mi się to związanie świata zmarłych ze światem zwierząt najkonsekwentniej przeprowadzone w hinduizmie czy buddyzmie z jego kołowrotem reinkarnacji wszystkiego co żyje, bardziej mi się podoba utożsamienie duszy i w zasadzie żyjącego człowieka z żywiołem ognia, to wychodzenie płomienia z kamienia oraz wracanie w kamień którego symbolem jest zapalany znicz na kamieniu nagrobka, o tym wracaniu olbrzymów w kamień mówi też ‚Eda’, jest to najstarsza idea w warstwach mutacji logiki naszej pierwotnej religii z epoki kamiennej, krzesiwa i skrzesania ognia symbolizującą obietnicę wskrzeszenia czyli odrodzenia ze zmarłych związana też z obrzędami okrzesania, obrzędami zapalenia świętego ognia który był tożsamy z imieniem Ariów jak świadczy imię Persów (pyrso-latri – ognia czciciele), B’harat (Indie – harat, czeskie – ‚płonący’, arabskie harrat ‚pola lawy(ognistej)’), czy nasze pierwotne imię znane „z dawien dawna” Sporów (s)porya-ogień.

Jaszczurka iz’aura-s’aura – wychodząca iz ognia-światła-z’aury, tak jak iskra z (is)krze’mienia, salamandra miała być w czerwone i czarne plamy dlatego, że rodziła się z ognia – z lawy ognistej wydobywając się z wnętrza ziemi, stąd nasze imię S’auro’maci dosłownie ‚z aury matki’ rodzący się z lawy ognistej, czyli tak jak salamandry, stąd wtórne utożsamienie Echidny z matką Skolotów). Aura (aure’ola) – tęcza – heta – bogen.

Więcej jest węży w korzeniach drzewa życia niż to się ignorantom wydaje, jeszcze Krzywoustego i jego armię Anonim potrafi nazwać smokiem ognistym „…pozwólmy cesarzowi powoli wędrować przez polskie lasy, aż sprowadzimy z Pomorza ognistego smoka.”, król Offa-wąż budował w Anglii wały obronne podobnie na południe od Kijewa były obronne wały żmijowe, takie wały budował Żmij Ogienny przeciwko frankom Karola M. Też wąż budował w Danii wały obronne przeciw frantom, podobno zdjęcia satelitarne wykazują, że najwięcej obronnych wałów żmijowych jest w Małopolsce, wszędzie tam dzieci Ognistego Smoka – Stoora rodem ze Storady były na pierwszej linii walki, w obronie drzewa życia, drzewa wieków i słupów Hamona~Hamana.

Paradoksem tej historii Smoka ~ Węża jest to, że bałwochwalcy ~ chryzokraci czyli frankowie i romaje czciciele własnych kłamstw, największym wrogiem Lama ~ Smoka Burzy ~ Pana Boga ~ Ileli Leli ~ Hamona, zrobili wizerunki zmasakrowanego przez siebie człowieka który w ostatniej chwili swej agonii resztką sił wołał ratunku boga „Eli, Eli Lama sabahtani” którego jak się wydaje uważał za swego ojca.

Nie da się wykluczyć, że ok. roku zerowego do minus 10 ~ 17 ery chrystian wędrował gdzieś przez Palestynę, pArtyjsko ~ Antelski Smok Burzy i zostawił tam jak to bywa trochę rudawych pa’sierbów, wiadomo, że Egipcjanie zabijali rude dzieci skąd ten obyczaj? Możliwe, że rzeź niewiniątek przypisywana Herodowi miała taki sam powód, usunięcie dzieci zrodzonych z węża, bywało, że takie nieślubne dzieci dla wstydliwości matek w starożytności nazywano dziewiczymi, ostatniego dzieciaka węża który ocalał z rzezi, stosując mord sądowy zamordowali rzymianie i żydzi, dodatkowy paradoks historii „wizerunki tej kobiety pokonują smoka” czy syn Zmaj Ogieny Wilk pokonuje ojca Smoka Ogiennego, upadek militaryzmu i Króla Bolesława Szczodrego w wyniku rewolucji wielkiej wszetecznicy, czyli zemsta porzuconej ~ zniewolonej ~ emancypującej się kobiety po stuleciach, no cóż nienawiść porzuconej kobiety to najstraszniejsza rzecz obok jadu kobry.

Rozdział 7

Król Węży

Trumna Chrobrego ~ Wielkiego Króla Węży

1.Wydłużona główka węża z bransolety II w. (kult. przeworska) analogia do węży urny. 2.Ideowe podobieństwo rękojeści grusa (żurawia czy szczerbca) do rękojeści miecza tetrarchów III w.

Dlaczego piszemy smok kObr-kobra, wąż – smok, otóż bajka separatystów krakowskich mówi, że 77 olbrzymów z ich władcą (królem) po wcieleniu ziemi krakowskiej do swego państwa zamieniło się w węże, w dialektach słowiańskich słowa hobry~obr~chrobry znaczą tyle co olbrzym – wielki – wielkolud po bułgarsku znaczy też dzielny.

Teraz jeśli dokonamy mutacji ‚h’ w ‚k’ (z ciągu mutacyjnego g-h-k), otrzymamy parę wyrazów hobry-kobry jest to zwykły mechanizm słowotwórstwa języka.

Tak więc w języku zachowała się pamięć imienia olbrzymów-kobrów-węży i co za tym idzie, jest drugi słowotwórczy przekaz niezależny od bajki, więc bajka nie jest bajką tylko przekazem o autentycznych wydarzeniach z II wieku naszej ery gdy kultura przeworska od paru wieków dominująca na nizinie polskiej opanowała pogórze karpackie z Krakowem gdzie wcześniej egzystowała kultura uchodząca za celtycką. Górale tak jak dziś Rusini, nazywali nas Polaków z nizin Lachami, bo początkowo byli poza wspólnotą polityczno-militarną kultury przeworskiej, bajka krakowska zachowała podświadomie wyraz niechęci (w każdym bądź razie przyjęto ją w krakowskim bez entuzjazmu) do tej, zapewne jednostronnej decyzji państwa olbrzymów, tam gdzie przeszedł olbrzymi wąż-smok-król węży ziemia (w bajce „szczyty gór” to wtórna logizacja przekazu, lub chodzi tu o Peukę-Łysicę polanę-halę stąd łysa góra pozbawiona sztucznie roślinności na szczycie) miała pozostać jałowa i pozbawiona roślinności (ale może być to też nawiązanie do klasycznego niszczycielskiego przemarszu każdej większej armii).

Jeśli by ktoś kiedyś widział trumnę Bolesława Chrobrego (Chabri-Niebieskiego, Chrabri-Wielkiego, Chrobrego-Kurhana) to ku swemu zdumieniu zobaczy, że po wyrzeźbionych kolumnach na jego trumnie wspinają się węże, co to za symbolika u tego jak piszą historycy arcychrześcijańskiego władcy, otóż Kosmas w swojej kronice pisze, że po 1022 r w Polsce doszło do prześladowania chrześcijan, a w co nie chcą uwierzyć nasi historycy, Chrobry na parę lat przed śmiercią wrócił do wiary przodków gdzie wąż był ‚totemem‚ czyli pośmiertną postacią duszy zmarłego, a ściślej postacią przejściową, miejscem pobytu duszy przed kolejnym odrodzeniem, reinkarnacją.

W grobach kultury przeworskiej zresztą znajduje się często bransolety (wiązane z Longobardami) na nadgarstek w kształcie obwiniętego na nim węża, stąd na trumnie Chrobrego węże i jest to jego swoiste wyznanie wiary oraz niewątpliwy testament sprzed tysiąclecia. (Nie da się całkowicie wykluczyć możliwości, że to trumna jakiegoś Bolesława Chrobrego(x) z powiedzmy IV-V wieku, który podobnie kreślił naturalne granice ziemi polskiej Dniepr, Elba, Sala, Dunaj, ale to mało prawdopodobne, choć styl i wykonanie tej trumny dawały by podstawy do sytuowania jej w dawniejszych czasach, powiedzmy schyłku imperium rzymskiego. Jeszcze inna możliwość to taka, że to trumna Bolesława Srogiego narodowości Pszoniec-Pszowianin ).

Ktoś powie, że to jest absolutnie niemożliwe, jednak na trumnie tej są symbole drzewa życia (gałązka tego drzewa), skrzyżowana z szczerbcem który ma rękojeść z głową ptaka (według Kadłubka miecz Chrobrego miał się nazywać grus-żuraw, czyli ptak, jest to zakrzywiony kord jednosieczny typowy dla kultury wielobarskiej, więc przynależny terytorialnie dynastii kujawskiej-polańskiej) nazwa szczerbiec przez następne wieki była kojarzona z prostym mieczem obosiecznym, wreszcie mamy na słupach tej trumny węże (główki tych węży są nienaturalne, a podobne z kształtu do głowy węża-ogona chimery) czy to z rządzenia niebios Bolesław Chrobry po bez mała osiemsetletnim śnie miałby się przenieść do takiej wybitnie scytyjskiej czy pogańskiej urny, która wypisz wymaluj pasuje do bajki z królestwa węży, a nie historii królestwa chrześcijan, niesłychany przypadek i kaprys losu, spisek pogan czy ta trumna od wieków była już w grobowcu, napisy wyglądają na osiemnastowieczne, ale jak pisano u nas przed katastrofą latynizacyjną albo czy nie są one wyryte dopiero w osiemnastym wieku, bo kord to raczej ‚grus’ – ptak, (choć chyba nie żuraw bo ma główkę ptaka raczej drapieżnego czyli orła, sokoła czy jastrzębia, możliwa jest tu taka etymologia, że słowo grus to synonim słowa szczerbiec od grus-gruz- krusz’y,. dalej szczerbić – kruszyć więc niszczyć – miecz niszczyciel – miecz kruszyciel – miecz szczerbiciel).

(Zapewne wiele zabytków z czasów przedchrześcijańskich siłą psychozy chrześcijańskiego początku państwa polskiego i dogmatowi wyższości kultury śródziemnomorskiej przypisuje się IX-X wiekowi tłumacząc to wkopaniem zabytku w warstwy wcześniejsze, być może tak nie jest, jednak przekonamy się o tym dopiero wtedy gdy odkryjemy co jest w kop-cach królewskich pod Krakowem czy Sandomierzem czyli czy nie ma tam podobnych urn).

Gdybyśmy nie znali wcale historii Polski, ale znali geografię, logikę, ogólnie historię i jej mechanizmy, oraz mieli za zadanie opisać, co można wywnioskować z tej trumny, najpewniej zapisalibyśmy to tak jak niżej.

Z nazw rzek na słupach tej trumny Dniepru, Elby, Sali otrzymamy granice państwa, a zakreślając na mapie obszar zawarty między rzekami, otrzymalibyśmy terytorium królestwa? Czy związku, republiki, a może jednak elekcyjnej teokracji?

Wywnioskowalibyśmy, że jedną z broni używanych w tym królestwie są kordy (szczerbiec), patrząc na oplatające słupy węże mielibyśmy je za jakieś symboliczne wyobrażenie strażników tego królestwa, a władca owego państwa nosił imiona Boleslao i Chrobry o tym, że to władca wnioskujemy z granic jego zwierzchnictwa bo nie są to przecież granice wioski czy miasta lub nawet prowincji, tylko granice co najmniej mocarstwa.

Powyższy opis zdaje się nie należeć do znanej nam historii polski, jednak trumna bez wątpienia istnieje co więcej bardziej pasuje do zamieszczonej poniżej bajki, bo artyści rzeźbiarze tej trumny w sposób świadomy czy podświadomy nawiązywali do imperialnej przeszłości Polski, tak jak swoim życiem nawiązywał do niej Chrobry, bowiem bajka, trumna i Chrobry należą do tej samej prawdziwej historii Polski, ta historia której uczą nas w szkołach jest historią zafałszowaną. Nawet gdyby ta trumna powstała np. w XVIII wieku to i tak nie pasuje do naszej świętobliwej historii. Chrobry dążył do odbudowy królestwa które istniało 1000 lat wcześniej i było to Królestwo – Regnum Sclavorum (Słowiańskie – Sklawinów – Lenkija, kultura przeworska), Gothorum (Gockie – Gutejów, kultura wielobarska ) sive [żywie-dziś(można i tak tłumaczyć, a czemu nie?)] Polanorum (Polskie) i takie są jego tytuły i roszczenia wyryte na nagrobku, zresztą królestwo Bolesława I Srogiego Pszońca było jeśli chodzi o granice prawie z nim identyczne.

Nasza historiografia neguje i przemilcza tego typu fakty nie pasujące do z góry założonej koncepcji typu ‚Mieszek się ochrzcił cuda niesłychane i niewidziane powstała Polska, wielka kultura i cywilizacja’, wcześniej to tylko dzicy poganie i barbarzyńcy, ciemnota oraz zacofanie i nic nie wiadomo, do tego jeden fantazjujący Kadłubek dorabiający Polsce historię, tak jakby Długosz, Bielski i inni pisali co innego, niestety taki idiotyczny obraz wydarzeń króluje w naszych podręcznikach do dziś dnia, z czyjej winy? Myślę, że scholastyczne programowanej mentalności historyków, inaczej będącej wynikiem autorytarnej sugestii czyli indoktrynacji podprogowej.

Niżej bajka „Jak Powstały Karpaty” pozbawiona frazeologii baśniowej inaczej wątków ściśle fantastycznych czyli fizycznie niemożliwych, (poniżej wytłuszczenie to wskazówka geograficznego położenia państwa węży-olbrzymów).

W dawnych, czasach najbliższym sąsiadem ziemi krakowskiej było Królestwo Olbrzymów. Mieszkańcy tego kraju nie byli olbrzymami, ale rządziło nimi siedemdziesięciu siedmiu wielkoludów. Na ich czele stał król, który był największym wielkoludem. Tych siedemdziesięciu siedmiu olbrzymów miało niezwykłą moc. Jeśli który z nich powiedział słowo „tak”, wyrastała wielka skała (a może gród, w legendach łużyckich hobrzy wznosili góry, góra-gród-gora-gorod spore podobieństwo, berg-burg), jeśli wymówił słowo „nie”, otwierała się przepaść (jeśli gród to przepaść, fosa). Był to kraj pełen dostatku, bogaty (więc dobrze rozwinięty gospodarczo i silny). Zebrała sięwielka królewska rada (raczej senat, na to wskazuje liczba ’77’) siedemdziesięciu siedmiu olbrzymów, myślą aby powiększyć królestwo – Zagarnijmy (inkorporacja) ziemię krakowską – (niżej zdanie o ograniczeniu władzy królewskiej, informacja o ustroju państwa).

Król zapytał resztę panów z rady o zgodę. A wszyscy oni odpowiedzieli jednogłośnie: – Tak! – (Wiec – ‚soWiet-saWat-saBat-sAbor-sObór-sHeym-sHeim’, słowiański wymagał jednomyślności, przypadek? Liberum Veto, niestety należy do tych samych tradycji.)

Pytanie czy nie było owego Króla ‚W’?, skoro w tamtej epoce była moda na korony z drogocennych kamieni w V wieku Justynian, Kagan Rusów~Chorwatów (Walan) VIII-IX wiek, a w VI-VII Kagan Awarski, czy to nie Król ‚Wenzy’ w dyamentowem thsubie.

Wypisz wymaluj ”wężowa” korona Popiela, według Słowackiego, czyli ”brylant w koronie Żmije Oko, miedzy dwoma rubinami na trzech perłach leży”.

Za karę, że chcieli zabrać cudzy kraj, utracili moc (stracili nimb bohaterów ~ obrońców ~ naturalnych przywódców, zyskali imię zaborców, uzurpatorów, ciemięzców, wyzyskiwaczy, czyżby w końcu zamienili w złotolubny (h)lud ‚hlat-glad’ – chciwców, hamonit – skąpić, sknery Hamona jak twierdzi czeszczyzna). Wyrosły karpaty, zniknął i zamek królewski, z całej rady olbrzymów zostało tylko kłębowisko wężów na szarej, skalistej ziemi. Królestwo się zwężyło do zasięgu wzroku króla koronowanego srebrnodiamentowym czubem (insygnium nie złote tylko srebrnodiamentowe, a pierwotnie korona była pierzastożelazna), który… nie mógł dostrzec… swoich ludzi… i ich szarych i białych guni (czyli byli ubrani w różnobarwne ‚kabaty’ gunia~hunia – huńka rodzaj płaszcza w Polsce, była też u nas szlachta szaraczkowa, od szarych kaftanów czyli kubra’czków czy może jednak kobra’czków, jakiś podział według funkcji lub wykonywanego zajęcia, wyróżniany kolorem, krojem i haft’em kaft’ana). Góry przez które wężowy król się przesunął, żadną drzewiną nie porosną (państwo węży dysponowało silną armią lecz w końcu po ekspansji uległo rozpadowi, czyli historyczna ekspansja Słowian i rozpad na kilka silniejszych do kilkudziesięciu słabszych dzielnic w zależności od epoki historycznej.).

Inna bajka dokładniej opisuje samego Króla Węży, jego przyjazny charakter nie jest to król groźnej armii raczej król duch, wiele mówi jego sposób przybycia, prawie objawienia, choć przybywa z pieczary pod Baranią (Waranią?) Górą to jednak dostrzegany jest ostatecznie na kopcu kamieni lub jakby wychodził z górki kamieni (czyli pierwotnie chodziło o kopczyk grobowy lub kurhan), opisuje też samą koronę jej budowę, tutaj już złotą i uplecioną z gałązek i listków oraz jej właściwość – czynienie niewidzialnym, analogicznie jak czapka Had’esa (Had’i – wąż), widzimy zmianę znaku – insygnium Króla Węży z srebrnodiamentowego diademu na złotą koronę gałązkowoliściastą, (nie jest to dowolna ahistoryczna zmiana diadem z drogich kamieni ma monarcha na monecie Grodce’~, a koronę z liści znajdujemy na monecie Bracislaw’).

… pojawił się nagle wąż, jakby go wyrzuciła górka kamieni. Na grzbiecie lśniły mu srebrnoszare łuski jak zbroja misternie kowana. Wielki był wspaniały. Na głowie nosił koronę ze złota szczerego…

Spoglądał… nieruchomymi oczami o podłużnej źrenicy zielonymi jak drogocenne szmaragdy – To przecież Król Wężów … Sam Król… mieszka w skalnej pieczarze pod Baranią Górą (miejsce pochówku Króla Węży?), a niechętnie ukazuje się ludziom… czyni to tylko wtedy gdy cos go zachwyci… czyjeś pieśni… – zaczął grać – Król Wężów zasłuchany w granie kołysał się w pełnym dostojeństwa wężowym tańcu. Korona jego, upleciona ze złotych gałązek i listków, siała dokoła podobny słonecznemu blask… (minął jakiś czas pojawiła się groźba niewoli).

Wpatrzył się w kamienie (modlitwa – medytacja na grobie?). Zobaczył dziwy… Król Wężów w złotej koronie pokazał mu się znowu. Przybył ze swej pieczary… ukrytej u stóp Baraniej Góry. Zesunął się z górki kamieni… Korona siała dokoła najpiękniejszy blask. Przybyłem bo usłyszałem twoje smutne i żałosne granie – zasyczał Król Węży – Powiedz mi co cię zmartwiło a ja poszukam rady…

- Nie, nie odejdziesz… nie opuścisz nigdy gór… Oderwij… od mej korony jeden złoty listek i noś go zawsze przy sobie… nawet mała cząstka Wężowej Korony czyni niewidzialnym. Widzieć cię będzie tylko ta osoba która cię miłuje najbardziej matka… i ja Król Wężów.

Są też legendy o pochówku Chrobrego w innych miejscach np. Legenda o śpiących rycerzach znamienitego Króla Chrobrego w Tatrach, w dolinie Kościeliskiej „w tych skaliskach w wielkiej by kościół pieczarze uśpione leży wojsko”, też pod Wawelem ma być zamek taki sam jak na górze.

„W sali pełnej ekwipunku stoi stół, a wokół niego śpią wszyscy polscy królowie w szatach koronacyjnych. Raz na rok, w noc świętojańską, słychać ruch rżenie koni i ich tętent, potem odgłosy potężnego rycerza, to Chrobry z mieczem archanioła spaceruje po dziedzińcu wawelskim.”

Biorąc na logikę to do tego zamku pod Wawelem można dostać się tylko przez smoczą jamę, czy więc tam nie znajduje się jakiś pochówek smoka czyli króla węży, nie da się tego wykluczyć bowiem jakiego pochodzenia jest ta jaskinia czy naturalnego, a może została sztucznie wykuta, po co? By dokonać pochówku władcy. Edyccy Olbrzymi wracali po śmierci w kamień, może ich królowie wracali w góry, kiedy odnajdziemy w skałach naszych gór czy omijanych przez romajskich archeologów kurhanach wokół Sandomierza, Przemyśla, Krakowa królewskie pochówki, będzie to zwycięstwo prawdy i legend.

„Chrobat, Chrobry, Hobry, Hobjer, kObry, Obr, Obrzym, Olbrzym” – to jedno imię historię tę napisali swym życiem olbrzymi, ja ją tylko odczytuję.

Uzupełniając

Legendy te są nasze więc i groby są nasze, ale nawet gdyby to byli jacyś najeźdźcy i obcy królowie, jacyś nie wiadomo jakiej rasy Scytowie, Germanie, Mongołowie, Celtowie gnębiący Słowian, to bez wątpienia z dzisiejszymi mieszkańcami Holandii, Wali, Niemiec, Mongolii mają o wiele mniej wspólnego niż z nami i są bardziej naszymi przodkami niż ich, a i nawet jeśli mieliśmy jakichś innorodnych króli to trzeba się z tym pogodzić i odkryć ich groby odsłużą nam swe przewiny wystawiając swe nagie kości na widok pielgrzymów do królewskich kurhanów przez następne wieki, a jeśli to czysto nasi władcy odzyskamy tym nasze imię i historię, jak również będziemy mieli jeszcze powód do dumy.

A są przecież między rokiem 600 n.e. a 1100 n.e. co najmniej dwa świadectwa późniejsze Galla Anonima wcześniejsze pośrednie Daurentiusa, Gall twierdził, że tym się charakteryzuje ten naród, że jego królestwa nikt nigdy nie ujarzmił w zupełności, a Dauretius też twierdził, że nikt nigdy nie narzucił Sklawinom swojej władzy i to oni zwykli brać daniny, co dowodzi co najmniej tego, że przez długie wieki byliśmy panami samych siebie i nie było u nas władców obcego pochodzenia, nawet władcy obcego pochodzenia nie przesądzają o rodzimym systemie władzy jak świadczy historia Unii Szlacheckiej, gdzie co trochę importowano obcych na tron królewski którzy zaprzysięgali różne pakta ograniczające ich władzę, a wszystkie inne stanowiska z reguły obsadzone były przez tuziemców.

W rozdziale o Belo – Welo Chorwatach postawiliśmy hipotezę, że wały Łyśca zamku z Świętej Góry będące też wałami wokół świątyni Lada, Boda i Lelego zostały zniszczone przez Franków i Mojmira w 796 roku, a część ich kamiennych wałów zrzucili na szczątki zniszczonej świątyni, nie jest to jedyna możliwa historia jaka się mogła wydarzyć na Peuce bowiem nie wiemy co się tam stało, Wizun miał mieszkać „w ruskiej skale” więc dosłownie wewnątrz Anafjol – Góry Śmierci, są przekazy o Nawiedzonej Górze Zmarłych do której wiedzie ścieżka zmarłych która jest strzeżona przez zmarłych, a kończy się ta ścieżka wykutą w tej górze bramą do świata zmarłych, więc możliwe, że pod gołoborzem może znajdować się wykuta w skale brama do lochów wewnątrz góry, wtedy wejście to zasypać mogli sami Obrońcy Góry na rozkaz Wandy by uniemożliwić najeźdźcy sprofanowanie wnętrz Świętej Góry, choć może zasypali ją jednak Frankowie lub czego nie da się całkowicie wykluczyć stało się to jeszcze w dawniejszych czasach, loch-Lach i taka możliwa etymologia naszego imienia nora – Norycy, nor manie – jaskiń duchy, spalaeum – jaskinia Spalowie, a imię Stolem może być od sztolni, skąd się wziął kamienny materiał wałów HaraWaty możliwe, że z kamieniołomu jakim były wykuwane lochy do wnętrza Góry, idąc dalej możliwe, że w lochach znajdowało się jakieś sanktuarium podobne temu jakie znajdowało się w Baie niedaleko Kumae na półwyspie Apenińskim.

Jeśli nasz domysł jest prawdziwy to podziemia na pewno będą większe niż w Baie, gdzie wykute chodniki liczą około 200 metrów w głąb skał, bo jeśli wał Góry został zbudowany z kamienia wydobytego z wnętrza Góry to mniej więcej świadczy o głębokości chodnika hipotetycznego i mitycznego królestwa Nyji ~ Hadi Hade’sa – Węża nad Węże, sztolnie te mogą liczyć nawet kilkaset metrów w głąb Góry sięgając źródła ~ iz’woru Styksu, czyli źródła z żywą wodą, bo wody Styksu w swej podziemnej części są życiodajne, jeśli inne legendy nie kłamały wskazując miejsce np. Troji czy samego Baie to czy mit o zejściu do podziemnego świata… boga żelaznego ludu Lachów został zmyślony (pers. loha – żelazo).

U Słowackiego który żył dwa wieki temu, więc wtedy kiedy żywa księga narodu Chrobatów wyśpiewywała jeszcze pieśni Sławiące Ojca Smoka, znajdujemy jeszcze inne wyjaśnienie choć podobne bowiem, według legendy z jego ”Króla Ducha” na Strasznej Górze Zober, identyfikowanej przez nas z Łysą Górą, choćby poprzez znamię jej rozsławienia wśród Słowian, miała się znajdować pustelnia trzech nieśmiertelnych pustelników-starców, a ściślej na Górze Zober znajdowały się pieczary czy jaskinie w których oni mieli mieszkać.

Co tylko umacnia nasze podejrzenia co do tego, że pod gołoborzem musi ukrywać się jakaś tajemnica, inna informacja o zaklętych duszach w przepięknych koronach, sugeruje, że znajdowały się tam królewskie pochówki, a informacja o dźwiękach dzwonów sugeruje, że mogło tam istnieć dość rozbudowane sanktuarium spełniające znacznie więcej funkcji religijnych, niż tylko pogrzebowem, czyli świątynia znajdowałaby się w sztolniach czy wykutych jaskiniach Świętej Peuki.

Had’i~es – Chaściska – Gory’nicz to imiona węża czy smoka, ojca władców lub samego władcy, jest to ten sam Król Wężów co z krakowskiej bajki o królestwie Olbrzymów którzy zmienili się w Węże i jest to pierwotnie królestwo Lachów jak zwano w Tatrach Polaków z nizin.

(Żelazo było u nas bardzo dawno w użytku, a i już nawet Hetycka piechota przerażała wroga chrzęszcząc żelazem podczas marszu, tak, że przeciwnik pierzchał nawet wtedy gdy jeszcze jej nie było widać, u nas tak zwane żelazo dymarkowe było w zasadzie rodzajem stali, wytop samego żelaza był prostszy, więc dymarki służyły wyłącznie do wytopu stali na broń).

Rozdział 8

Wiara Aryów

Obrządek Słowiański (chrystiański), czy Obrządek Słowiański (pogański).

Mamy kilka zbieżnych informacji o sytuacji religijnej w Polsce Bolesława Chrobrego, pod koniec jego panowania:

1.Informację o rzuceniu przez arcybiskupa Gnieź. Gaudent’a klątwy na Polskę. (trudno więc by Chrobrego koronował)

2.”Żywot Mojżesza Węgrzyna” powiada pięć lat po wyprawie Chrobrego, na Kijów (1018r czyli ok. 1023) rozpoczął Bolesław wielkie prześladowania mnichów i wypędził ich wszystkich z kraju (wystarczający powód dla klątwy rzuconej na państwo).

3.Kosmas raczej łacinnik podaje, że w 1022r rozpoczęto w Polsce prześladowanie chrystian.

4.Długosz podaje, że 1022r Chrobry stłumił bunt antykościelny (a może jednak bunt katolickokościelny sądząc po skutkach?).

5.Mamy też informacje o małżeństwach zawieranych na prawie krajowym, (czyli chyba z obrzędu pogańskim).

Te fakty kronikarskie tłumaczy się najczęściej w ten sposób, że Chrobry prześladował mnichów ale obrządku słowiańskiego bo pomagali jeńcom Rusinom, Gaudent rzucił klątwę na Polskę za to, że Chrobry żył z Rusinką w konkubinacie (co tu im winna Polska, wystarczyło obłożyć klątwą Chrobrego), zaś Kosmas po prostu się pomylił, a małżeństwa na prawie krajowym były nie wiadomo czym. Widać, że to rozumowanie nie trzyma się kupy, abstrahując od sytuacji politycznej czyli koronacji Chrobrego, a tylko obrządek słowiański to umożliwiał.

Więc Gaudent prześladuje Chrobrego, że ten dogadza Rusince, Chrobry prześladuje mnichów którzy pomagają jeńcom ruskim, Kosmas to pomyleniec, a śluby jeden z ważnych ogólnie sakramentów, bierze się zapewne w lesie pod jemiołom lub ówczesnym urzędzie stanu cywilnego, czyli krótko mówiąc absurd i niedorzeczność (to, że brano śluby w świętym gaju pod jemiołą, jest dość prawdopodobne jakaś pozostałość obyczajowy pocałunek pod drzewem życia).

Przypomnijmy sobie pewne inne cechy sytuacji religijnej Słowian, (w owym czasie u Kadłubka nazwa Słowianie, Lechici, Polacy używane są wymiennie bez odróżnienia, synonimicznie jako nasza nazwa etniczna), więc Grek Prokop z Cezarei pisał o ich wierze (VI wiek), a była to cecha dość trwała, religie tak szybko nie mutują:

„(…) Uważają bowiem, że jeden tylko bóg, twórca błyskawicy, jest panem całego świata i składają mu w ofierze woły i wszystkie inne zwierzęta ofiarne. (…)Oddają ponadto także cześć rzekom, nimfom i innym jakimś duchom, składają im ofiary, a w czasie tych ofiar czynią wróżby.(…)” (byli więc monoteistami!?!)

Grek Konstantyn Porfirogeta pisał, że 950r mieszkali na północ od Węgrów(Turków) i wschód od Niemiec Chorwaci Biali nieochrzczeni, brak wiadomości o chrześcijanach obrządku słowiańskiego, którzy przecież byliby powodem do dumy dla następcy cesarza Bizantyńskiego który wykoncypował Cyryla i Metodego oraz ich misję, więc nie omieszkał by o nich wspomnieć jako owocu chrystianizacji.

Ale co ciekawe są jeszcze w latach 1143-5, w Polsce ludzie nazywani Rusinami którzy wyznają jakiś swój bezbożny obrządek i dyscyplinę, niejaki biskup Mateusz pisze do niejakiego św. Bernarda de Clairvaux by on przybył przeciw nim i ich obrządkowi na pomoc, ” …bezbożnemu Rusinów obrządkowi i dyscyplinieLud ruski bowiem ani z kościołem łacińskim, ani greckim nie chciał być zgodny, lecz zupełnie od obu oddzielony z żadnym z nich nie współuczestniczy w przyjmowaniu sakramentów… [więc nie był to z pochodzenia obrządek wielkomorawski, tylko Ruski obejmujący całą Słowiańszczyznę, pisze się w tym kontekście głównie o Polsce ale i o Czechach (o Rusi w dzisiejszym tego słowa znaczeniu w tym piśmie tylko przypominając jako oczywistym tego obrządku występowaniu), jacy to więc Rusini w Polsce i Czechach, otóż Rusini właściwi czyli Chorwaci, bo Chorwat, Rusin, Sclawin, Słowianin, Obr, a i Lach to synonimy czyli imię własne tego samego ludu który dał nazwę różnym państewkom Słowiańskim po rozpadzie Związku-Banta-SpólNoty-Kaganatu Sclawinów-Lugii-Antów-Obrów-Awarów czyli Chrobrów ~ Kobrów ~ Hobrów ~ Obrów ~ Chorwatów ~ Rusinów ~ Lachów ~ Gebalimów ~ Goblimów ~ Mardów ~ MarHarii ~ Harów ~ Walinjana (warinjana-warengowie-wręgowie-szkieleci) itd. patrz też strony "Kwesta Białej Chorwacji". (a jeśli był to obrządek słowiański pomorawski to dlaczego występuje na obszarze całej Rusi, czyżby Wielka Morawa chrystiańska obejmowała całą Ruś)].

Tłumaczy się to, że ten bezbożny obrządek Rusinów jest to obrządek słowiański-chrystiański, a może był to jednak obrządek słowiański przedchrystiański, 999r synod biskupów ustanowił święto zmarłych dlaczego przez tysiąc lat chrystianizmu, nie potrzebowali chrystianie tego święta a trzydzieści lat po tzw. chrzcie Polski, a parę lat później chrzcie Rusi, to święto zmarłych wprowadzili, bowiem te święto było u nas ważnym świętem i trzeba było go zaadoptować do chrystiańskiej celebry, by nie było kontrowersji między Słowianami, a resztą chrystian.

Jeszcze w XIV-XV wieku w Polsce w Zielone Świątki (stare polskie święto), pisał zdegustowany klecha „…schodzą się starki, kobiety i dziewczęta do kościoła, nie na modły, ale na tańce, nie Boga wzywać, ale diabła, mianowicie Ysaya, Lado, Ylely, Yaya(…) jeśli nie będą pokutować (czyściec) przejdą z Yassa, Lado na wieczne potępienie (piekło)” (schodzą się starki, kobiety i dziewczęta do kościoła na tańce, wzywać diabła Ysaya, Lado, Ylely, Yaya … przejdą z Yassa, Lado na wieczne potępienie), toż to istna demonstracja polityczna i religijna, więc takie to było chrześcijaństwo w Polsce, czy to nie o tym Ruskim ludzie i jego bezbożnych obrządkach pisał parę wieków wcześniej wspomniany wyżej Mateusz (a tak naprawdę chrześcijaństwo w Polsce to zaprowadziła najprawdopodobniej dopiero święta inkwizycja, a raczej wymusił strach przed jej stosami, wcześniej była to religia aparatu państwa, tak jak w 40 lat po wprowadzeniu komunizmu w Polsce była to ideologia 10% ludności kolaborującej z okupantem, zasilanej wszelkiej maści karierowiczami pozbawionymi kręgosłupa moralnego, sprzedającymi się za dobra materialne i przywileje, „możesz sobie i diabła ‚czcić‚ byle byś dziesięcinę płacił”).

Jeśli ktoś myśli, że jestem niechętny chrystianizmowi to muszę powiedzieć, że uważam chrystianizm za pewną mutację naszej religii, która po przekształceniu w środowisku lewantyńskim z nowym wątkiem mesjasza, wróciła do nas rykoszetem, tak więc nie jest to całkowicie obca nam religia i pełna jest ideologii i frazeologii naszej religii, bo u nas zmartwychwstawał na Świętej Peuce Światogor, czyli najwyższy Bóg Amon.

Sam przecież chrystianizm (Chrystus się ochrzcił, więc nie wymyślił chrztu) to miszmasz zapożyczeń z naszej religii poczynając od chrztu ~ krztu ~ okrzesania, poprzez święto zmarłych do opoki piotra, (kalpy-opoki-roki tu z religii kamiennych kręgów Sziwy-Zerwana-Kronosa ~ czasu) wszystko to należy do starej religii Ludu Słowian-Ludu Ariów, jest to religia w której na przykład było drzewo życia, chrześcijaństwo na każdym kroku nawiązuje polemikę lub asymiluje te symbole, nie mając lub też nie chcąc mieć tego świadomości, każdy słyszał na pewno frazę „krzyż jest nowym drzewem życia„, do czego tu nam chrystianie piją (przygadują) i rodzi się też naturalne pytanie czym jest i jak wyglądało stare drzewo życia, oraz z jakiej pochodzi religii? Czyżby o zgrozo pogańskiej.

Te drzewo życia z jego frazeologią znajdujemy też w Edzie (Drzewo Ygga-Strasznego, na którym ‚jedno’oki’ wisiał dziewięć dni sam sobie złożony w ofierze Odin), czczą to drzewo Sasi, liśćmi tego drzewa są pokolenia ludzkie o czym mówi Iliada Homera. Frygowie czcili dąb i lipę wieszając na nich wieńce, u nas czczono Święte Dębowe Gaje, w mitach Egipskich Święte Cedry w raju są strzeżone przez plujące ogniem kobry. Ale głównie symbolizowała drzewo życia winna latorośl, (czy też leszczyna) jako łatwo się szczepiąca, więc się odradzająca, dlatego taką to złotą gałąź (drzewa życia) dostał Brzetysław od naczelnika Giecza na znak, by ten ich przesiedlił (przeszczepił ) do Czech, chociaż byli oni już formalnie chrześcijanami to posługiwali się symboliką starej religii Słowian-Ariów-Awarów, inne jej cechy oprócz kultu drzewa życia (dąb, jawor, święte gaje), to kult ognia, monoteizm czyli kult gromowładcy, kult świętych rzek i źródeł, jej atrybuty oko niebios w trójkącie symbolizującym Świętą Górę, Górę Niebios (Pełkę) „która była szeroko rozsławiona z ‚jedno’okich’ cyklopów”(Długosz) tzw. oko opatrzności, czy diadem półksiężyca na głowie władcy (stąd książę-księżyc), wszystko to było i istniało w ramach obrządku Słowiańskiego, tego bezbożnego obrządku Rusinów-Chorwatów-Obrów o którym pisał rzeczony biskup Mateusz. Krak Kraczun to Mitra który mieszka na szczycie gór Harati i odradza się 25 grudnia w jaskini, czy przypadkowo Chrystus dokładnie powiela ten schemat, oczywiście nie i dlatego nasza religia musiała być z taką bezwzględnością niszczona, bo chrystianizm tylko ją naśladował i w końcu sobie przywłaszczył, by uchodzić za rzecz oryginalną choć jest tylko naśladownictwem, więc jest to bez wątpienia herezja judejsko-romajska importująca innowację biblijno-nowotestamentową która wyparła pierwotny i właściwy obrządek Słowiański w którym istotnym obrzędem był chrzest, herezja ta pozostawiła jednak większość obrzędów starej religii tylko je modyfikując, róg obfitości ~ kielich krwi-wina, kołacz ~ opłatek (jakaś ewolucja i mutacja musi zachodzić).

Innymi słowy mówiąc, bezbożny obrządek Rusinów w Polsce i ogólnie pojmowanej Słowiańszczyźnie to monoteistyczna religia przedchrystiańska z której wywodzi się obrzędowość chrystiańska, łącznie z wątkiem zmartwychwstania ściśle i pierwotnie mówiąc wskrzeszenia (problem z podniesieniem kamiennej płyty przez Światogora), bo Chrystus swoim, zmartwychwstaniem co do szczegółów (odrzuceniem płyty grobowca i siedzący na nim anioł twierdzący, że Chrystus poszedł już królować w niebie), powiela porządek wskrzeszenia Słowiańskiego Monarchy. Dobrze zdawali sobie z tego sprawę ludzie kościoła, dlatego tak wytrwale niszczyli wszelkie ślady pierwotnej wiary z której się wywodzili, bowiem chrzest był zanim powstał chrystianizm i to kilka tysięcy lat wcześniej, nim narodził się oraz zmartwychwstał (skoro w to wierzą) Chrystus, którego przecież ochrzcił wodą Jan Chrzciciel, a chrzczono się wodą i w Indiach i w Skandynawii oraz my wasserpolacy, czyli wodni Polacy nieprzypadkowo tak nazywani, bowiem w przezwisku jest znamię, krestojan~krzeszcijan (nazwa ta już u Herodoa V wiek p.e.ch. możliwych słów 9 literowych w alfabecie 24 literowym jest cztery i pół miliarda).

Bowiem chrzest ten wodny (był też chrzest ogniem logiką bardziej związany z wskrzeszaniem, okrzesaniem) oznaczał wejście do wód rzeki czasu i narodziny ponowne jako wyjście z wód płodowych matki ziemi, narodzenie się na nowo, więc dający nowe życie, które jest szansą na lepsze życie, poprawę, wyzbycie się grzechu, zepsucia i zła, a które jest tak naprawdę wielką nadzieją żywych którzy boją się świata martwych i niewiadomej którą on niesie.

Tego, że nie był to obrządek chrystiański dowodzą słowa o jego bezbożności i niechęci ludu Ruskiego ~ Lachskiego ~ Obrskiego do uczestnictwa w obrzędach kościoła obojętnie czy Greckiego czy Łacińskiego one wtedy się jeszcze mało różniły, jednak między obrządkiem Słowiańskim a chrześcijańskimi istniała zasadnicza różnica a był nią brak w tej religii wątków biblijno-nowotestametowych, trumna Chrobrego pokazuje kogo oraz jakie królestwo strzegą węże po jego śmierci, (czyli rajskie-kobry-wojownicy, strzegące cedrów-dębów w raju) był to władca pretendujący do zwierzchnictwa nad państwem teokratycznym, Chorwackim i Kujawskim czy Połabskim ale zawsze było to królestwo Słowian -Sklawinów-Rusów-Ludu-Ród-Ruth(enia-lud’enia)-Gotów-Polaków, obojętnie czy był tym władcą Madżak waliński, Wilcinius połabski, Hertnit ~ Amm’jusz Roso’monów (ruski-chorwacki), Lesz’ek (chorwacki), Popielida (polański), który jednoczył dzielnice Słowiańskie w kaganat, związek olbrzymów, a tytuł króla królów był tu przecież jak najbardziej adekwatny, ze względu na obszar jak i zróżnicowanie terytorialne i częściowo etniczne Słowiańszczyzny, bo jak mówią „Złote łąki” był wśród Słowian lud (a)Wali’nów(warinów), który był najczystszej krwi, więc inne ludy Słowiańskie musiały być już pomieszane z innorodcami, czyli mieszanej (więc nie najczystszej) krwi, choć wszyscy byli rośli i silni, a włosy ich nie były ani białe ani nie przechodziły zdecydowanie w barwę czarną, lecz wszyscy byli względem greków rudawi, więc od właściwości ciała zwani Rudzi-Rusi, czyli tak czy inaczej nie odbiegali za bardzo od siebie antropologicznie, przynajmniej dla obserwatora z zewnątrz.

Oczywiste w tej książce utożsamiam się z państwowym, czy też związkowym punktem widzenia Słowiańskiego ‚Związku Lugiów ~ Bantaibu Antów’ państwa narodu słowiańskiego, więc do herezji chrystianizmu jako narzędziu ideologicznej ekspansji Franków czy papieskiego Rzymu przeciwko Świętym Górom, które przyczyniło się do rozpadu kaganatu Obrów mam niechętny stosunek, ale nie jest to dla mnie jakoś szczególnie wiążące emocjonalnie bo to stare dzieje, po prostu tak jak dla związku radzieckiego, narzędziem ekspansji ideologicznej i politycznomilitarnej był komunizm, dla Niemiec nazizm, dla Arabów islam, tak dla Franków chrystianizm i jest to dla mnie wynalazek równie ważki jak włócznie i topory Franków, czyli mam do tego stosunek jak do przedmiotu martwego, bo tym jest ideologia narzędziem i niczym więcej, narzędziem walki, przetrwania, czyli organizacji się w celu ekspansji lub obrony, (obrony, czyli na przykład umacniania osiągniętych pozycji), chociaż niektórzy potrafią z tego narzędzia stworzyć sobie przedmiot bałwochwalczego kultu, a wtedy biada ludziom rozumnym i prawdzie. Chrystianizm jest w istocie, tak naprawdę w 90% historią głównie lewantyńską czy śródziemnomorską.

My mamy swoją słowiańską historię dorzeczy świętych rzek, córek świętej matki ziemi i jest to moja wiara, moja woda, moja ziemia święta, miejsce mego narodzenia, moja przeszłość, cmentarz i znicz, nie mam innych ziemi świętych ani cudzych bogów przed nią i mówiąc językiem archaizowanym, poetycznym i religijnym – iz poryo iz waryo takie wskazanie, z mego ognia z mej wody słowy tako nam antenaci rzeczą.

Niektórym się wydaje, że podobieństwa miedzy słowami są przypadkowe oczywiście nieraz tak bywa, tak jest np. w przypadku podobieństwa słowa krzest-chrzest (dźwiękonaśladowcze chrzęst, o’krzesać, stąd krzest) do słowa greckiego Chrys’tus (pomazaniec, dosłownie ‚złoty tuz’ tak jak chrysos-złoto, chryzo’stom-złoto’usty) spowodowało to, że słowo chrystianizm zmieszało się z naszym słowem krześcijaństwo wynika to z mechanizmów asymilacji języka czyli odczytywania obcego słowa przez rdzenie rodzimego języka zgodnie z pewną logiką bowiem chrzest jest ważnym obrzędem chrystianizmu, przypadkowo słowa Anioły [Anieli, Anya-Ela, dosłownie 'mara-duch(też śmierć) ~ boga-świata'] wydają się słowem podobnym do greckiego słowa angelos (zwiastun) bo w istocie te słowa znaczyły co innego i są to różne słowa, choć te drugie słowo było używane przez naszą PAPLAJACĄ PO ŁACINIE SZLACHTĘ CZYLI INTELIGENCJĘ, a Anioł czy imię Anielka zachowało się dzięki językowi ludowemu czy mieszczańskiemu tak jak frazy morowi ludzie czyli jaworowi ludzie, nie jest zaś przypadkiem to, że celtycki bóg Esus dał imię jEzus’owi bo Esus i Jesus to te same słowo podobno Esus znaczy dobry więc pierwotnie Iesous Christós ~ Esus Chrystus znaczy dobry pomazaniec czy dobry złoty tuz-wojownik, niekiedy mówimy o kimś szczery(dobry) jak złoto, możliwa więc taka etymologia tego imienia, co podobne do złotego awatara Wisznu który ma mieć piękną złotą skórę stąd zwany jest lub będzie Gaurahari lub Gauranga.

Musimy coś sobie uzmysłowić chrystianizm wszędzie usiłował zatrzeć ślady starej religii w miejscu zburzonej świątyni pogańskiej czy wykarczo-wanego świętego gaju stawiano bożnicę chrystiańską, asymilowano obrzędy, przejmując czy to zielone światki, czy święto zmarłych którego w judaizmie po prostu nie ma (oni twierdzą, że nie można zakłócać spokoju zmarłym, a co praktycznie jest dość wygodne dla żywych, nie ma też w judaizmie pojęcia duszy, czy niebios), nawet na lipach które są wariantem kobiecego drzewa życia chrystianie przybijali kapliczki matki boskiej tak konsekwentnie, że później zachowało się w folklorze ludowym mniemanie, że w lipie mieszka matka boska. Zresztą chrystianin wszędzie będzie widział symbolikę chrystianizmu w skrajnych wypadkach nawet w niewyraźnym zacieku na szybie pierwszego lepszego domu zobaczy twarz matki boskiej, czy w plamie sadzy na kominie twarz Chrystusa.

Podobnie jest z umysłami naszych romajskich historyków oni wszędzie widzą Bizancjum i chrystianizm nawet w zdawałoby się dość oczywistej symbolice religii drzewa życia, zapomnianego choć odnotowanego jeszcze w kartach imperium-królestwa Trefl’ańskiego – Drewl’ańskiego.

Monety ruska ‚Walan (wanan?) R nasto(jaszczy)-miasto~przedni’?, awarska VII w. fragment korony na monecie czeskiej(?) przypisywanej Brzetysła-wowi, moneta z terytorium Słowacji VI w. przypisywanej grekom, symbol z płyty w Wiślicy, następnie symbol z monety oraz fragment płaskorzeźby z trumny Bolesława Lackiego. Zamieściliśmy też w środku symbol króla (K) trefl-drewl zwany u nas żołędziem jest on związany z dębem czyli wariantem drzewa życia, trójkąt Wiślicki z którego wyrasta winna latorośl łączy się kształtem z trójkątem z monety słowackiej na którym z kolei jest symbol ‚żołędny'(dębu), trójkąt ten symbolizuje świętą górę (co miesza się też z dachem świątyni, sama świątynia też miała stać na górze Peuce), na szczycie kopca Kraka znaleziono korzeń, karcz ~ karpę około 200 ~ 300 letniego dębu, dąb nie rozsiewa się wiatropylnie ze względu na ciężar żołędzia więc zasadzono go na szczycie kopca specjalnie, ścieli go chrystianie najpewniej w połowie (po pokonaniu tzw. reakcji pogańskiej) lub pod koniec XI wieku (po upadku Bolesława Śmiałego, bo na jego koronacji było jeszcze dziewięciu biskupów obrządku słowiańskiego, którzy to biskupi raczej czcili to ‚drzewo życia’, niż je zwalczali) czyli kopiec usypano w VIII – IX wieku, a wtedy to przecież w środkowej Europie dominowała kultura materialna z symboliką drzewa życia, jego wariantem jest też krzyż czy swastyka choć to symbole bardzo stare.

Krak zanim został królem miał walczyć zwycięsko w Karyntii, czyli chodzi tu o walki Awarów z Frankami więc Krak był władcą Awarów. Monety te świadczą o ciągłości symboliki religijnej u Słowian dąb, wina latorośl czy leszczyna jest tylko wariantem symbolicznym drzewa życia, bo przecież drzewo to bardziej jest drzewem genealogicznym dynastii, narodu czy ludzkości niż drzewem pospolitym.

Wyssaliśmy to z palca? Nie opowiadamy bajki, będzie to bajka O piastowskim dębie Jana Baranowicza która świadczy, że język pamięta czym było drzewo życia w naszej religii, tu czym było dla dynastii.

„Na północ od miasta Brzegu, które rzeka Odra zdobi jak błękitna przepaska jest wieś Szydłowiec… w sąsiedztwie lasu… unosi się stara legenda… znajdował się tu kiedyś prasłowiański święty gaj… w miejscu gdzie kiedyś stał ołtarz, rósł do niedawna jeszcze dąb-wiekowiec… Olbrzym to był nad olbrzymy… konary krzekotały się szeroko, pełne guzów i wygięć ~ więcej podobne do bajkowych węży i smoków niż do odnóg drzewnych… przebąkiwali, że dąb domowił się na Szydłowieckich gruntach od czasów Piasta Kołodzieja…

Różnie plotkowała legenda ale najprawdziwsze… było to, że żywot dębu wiązał się ściśle z żywotem Piastów co mieszkali na zamku w Brzegu. Książątka wychowywali się w zielonym cieniu konarów; odpoczywali po nauce, śmielsi wspinali się niczym wiewiórki na wierzchoły. Małe księżniczki siadywały na węźlistych korzeniach, wiły wianki z pachnących konwalii i fiołków, pląsały u jego stóp jak małe rusałki. Lata dzieciństwa upływały im pod rosochatą opieką.

Żaden drwal nie podniósł nigdy prawicy zbrojnej w topór na sędziwy, piastowski dąb. Ni drwal, ni ktokolwiek inny. Nie tylko dlatego, że jego nietykalność gwarantował przykaz książęcy. Dotknąć kory dębu równało by się świętokradztwu. Nie wiada, jakie moce w swych dziuplach chowało przez wieki drzewo pogańskie. Nie ważył się dotknąć nikt z obcych… życie dębu było związane z życiemPiastów. Nie sok ale krew, żywa krew krążyła pod chropowatością kory, kropla w kroplę ta sama co wypełniała tętnice i żyły Piastowiczów. Umierał książę z brzeskiego zamku, usychała i gałąź dębu. Opadały konary na paproć, zapadały się pod trawnik piastowskie trumny. Tak działo się przez pokolenia… Ostatnia gałąź odpadła z dębu w roku 1675. Wtedy właśnie zmarł ostatni piast, książę na Brzegu.”

Jeśli jeszcze ktoś nie wie czym było drzewo życia i z jakiej było religii to niczego już nie zrozumie.

Wracając jeszcze do monet romajscy historycy mają tendencję do jakiegoś specyficznego uwłaczania naszym przodkom cokolwiek oni nie zrobili starają się przypisać obcym wpływom, zapożyczeniom, naślado-wnictwu czy wręcz fałszowaniu głównie monet, mimo tego, że kiedy indziej z zażenowaniem przyznają, że sztuka lania miedzi czy brązu jest znana na naszych ziemiach od 5000 lat, wybicie monety nie jest więc taką wielką sztuką dla tej naszej prowincjonalnej ziemi, mamy więc wiele monet które są przypisywane różnym egzotycznym miejscom lub wreszcie nazywają te monety fałszywymi z bezsensownymi napisami, nawet potrafią wymyślić takie coś jak bicie pełnowartościowej monety w Saksonii specjalnie na eksport do Polski i to w czasie kiedy to Polska toczyła dość ciężkie wojny z Niemcami. Na dodatek Niemcy owi którzy biją dla nas te monety okazują się analfabetami bo nie potrafią prawidłowo zapisać imienia Adelajda więc piszą ‚Ateahlat’ co więcej monety te niekiedy mają też imię Bolizlavz które to imię świadczy, że Polacy przynajmniej lepiej od Niemców znali tzw. łać. alfabet bo poprawniej zapisują imiona, nazwa ATEA’HLAT może znaczyć na przykład a’tea(deo-teo) – bóg, hlat-glad – miecz, wiec bożymiecz bo chyba nie bez’bożny’miecz (a może hlat to czeskie hlad-głód (też chciwiec), ATEA’HLAT znaczyłoby wtedy bez’bożnych’głód, – bóstwo chciwców), są też monety np. Hiatmervs które są niby bite przez jakieś małe plemię słowiańskie czyli uznają, że może coś zrobić małe plemię, ale Państwo Bolesława porównywalne z Niemcami dominujące wówczas w Słowiańszczyźnie musi wszystko zapożyczać w Niemczech.

Jest moneta Bracislav [en'ces'nus - x'rzekam (się na) zawsze, napis treścią pasuje do nieszczęsnego Mieszka II ale też możliwe, że wybił ją tzw. Brzetysław ok. 1041r, a może Braci'slav (czy od Braci-braterstwa Słowian, czy Wraci-wróci Wraci'slaw) to Bolesław Zapomniany i en'ces'nus znaczy (nie) wyrzeknę się nigdy] na której niby św. Wacław trzyma koronę z motywem drzewa życia, który to motyw też znajduje się często na dachu kapliczki-świątyni innych podobnych monet, korona drzewa i korona królewska mają tą samą nazwę bowiem obie symbolizują koronę drzewa życia, bo kiedy król zakładał taką koronę symbolicznie wcielał się czy wstępował w drzewo życia.

Inne monety ze Słowacji mają motyw ołtarza, na dwóch trzech raczej drewnianych stopniach znajduje się kulista bryła tu raczej kamienna, na niej znajduje się krzyżopodobny przedmiot kultu.

Jest to jakiś uskrzydlony kielich, też może być to jakiś lichtarz ~ znicz (więc czy to zNicz góry? Bardzo prawdopodobne.), ciekawa postać olbrzyma w mitrze biskupiej, druga postać kobieca z jakimiś pastorałem z czteroramienną gwiazdą.

Sam krzyż też jest często symbolem pogańskim w naszych kulturach archeologicznych jest przewodnim (czyli głównym) motywem zdobiącym ceramikę, krzyże z popielnicy z Bielska, przeworski, cztery awarskie, trzy oksywskie.

Jeszcze o napisach tym razem na mieczach lednickich napis IIEIIEII, jest podobny do przyśpiewki pogańskiej Ileli, Ileli – IlEli, IlElI, zapisanej dużymi literami odczytanie jako IIEII’EII – znaczyłoby Ileli Eli, s’ileli eli czyli silny – boże krzyże z tego miecza mogą być pogańskie patrz wyżej, możliwe, że IIEIIEII, znaczy tylko tyle co jakiś okrzyk pierwotnie bojowy jjej – jejj, bo drugi napis tzw. NON-NEN, może być zapisany alfabetem chorwckoruskim i znaczyć joj-jej – – same te słowa oj-joj, aj-jaj, ałła (Alki-Ałki), być może są pierwotnie imionami świętymi tak jak w przyśpiewce etruskiej ‚rym tin tin’ (bóg Tin) nasze ‚rym cin cin'(bóg Cin alias Zin), Olaboga (wszech bóg lub wszyscy bogowie), tak tez stało się z imionami chrystianizmu – jest okrzyk Jezu! – Jezus! Maria! Czy choćby dzieci, gdy płaczą czy boją się, wołają do swej obrony – Mamo! Napis OI CRAAD znaczy tyle co czeskie oj~voj w’oj’ownik, craad to jakieś imię lub przymiotnik (pluto~demo~oj‚krata~moc~władza).

Co mówi nam Przypadek Giecza oprócz tzw. oświeceniowej przyczyny zakłamywania i zacierania polskiej historii, istniał przyczynek interesu politycznego i religijnego (sędziego) Tyrana Polski – Judex Dagome alias Mieszka I, był to interes antydemokratycznej absolutnej władzy uzurpatora.

W Polsce w 966r, niemożliwa była chrystianizacja totalna choćby z powodów fizycznych, chrzest objął tylko wierchuszkę władzy w jakimś stopniu grody (stąd łatwość ich opanowania przez Czechów), należy się liczyć się też z pewną liczbą chrześcijan regionalnie do co najmniej kilku procent, musiały istnieć też różnice regionalne w ich występowaniu, jak świadczy przykład Gieczan, którzy wyemigrowali do Czech, zapewne z powodu swojej postawy w wydarzeniach nazywanych tzw. reakcją pogańską która miałaby nastąpić jakoby po 1032-34?-38?r. Czegóż ci Gieczanie wyemigrowali z polski w 1038-39r razem z czeskim najeźdźcą, bowiem byli odosobnieni w swojej wierze od której Polacy (Ljadzi-Ledianie) masowo odstąpili nie jak chcą nasi historycy w 1032r ale 1022r kiedy to arcybiskup Gaudenty obrzucił Polskę klątwą po tym jak Chrobry przejrzał na oczy i powrócił do prawej wiary ojców, o czym świadczy jego trumna.

Kosmas pisze, że 1022 rozpoczęto w Polsce prześladowania chrześcijan, oczywiste przesada odsunięto ich po prostu od władzy stracili przywileje stali się czym byli czyli mniejszością wśród większości Obrządku Słowiańskiego, co mogło być przez nich odbierane jako prześladowania, bowiem zapewne byli podani jakieś presji wywieranej przez pogańską większość czyli tych którzy byli obrządku Słowiańskiego. Jednak fakty odnotowane w czasie najazdu czeskiego, świadczą o tym, że miejsca kultu chrystian były nie naruszone, to dopiero czescy rabusie ogałacali kościoły z kosztowności, opinie o jakimś buncie pogan w Polsce w świetle tego faktu to zwykłe kłamstwa, raczej doszło do chrystiańskiej kontrrewolucji z elementem klasycznej zdrady czyli sprowadzenia obcych czeskich wojsk. Przez spisek ich Polska wpadła dopiero w zamęt wojny domowej i rozprzężenie oraz dopiero wtedy zaczęto ich prześladować był to jednak odruch gniewu ludu a nie sterowane przez państwo czystki. Łatwość najazdu czeskiego jego sukces wynikał z tego, że ktoś współdziałał z najeźdźcą, a kto? Ci którzy mieli w tym interes czyli odsunięci od władzy w Polsce chrystianie, dlatego Gieczanie którzy współdziałali bardziej masowo od innych z czeskimi rabusiami, razem z nimi opuścili Polskę w obawie przed odwetem tych dla których byli kolaborantami najeźdźcy.

Istnieje też pogląd, że to po śmierci Bolesława Zapomnianego który miał rządzić Polską po Mieszku II wybuchły w Polsce zamieszki, więc wydarzenia mogły przebiegać następująco, spisek chrystian obalenie Bolesława (Bracislawa ~ Braczysława?) Zapomnianego (raczej zabójstwo, 1038-39r), kontrakcja Polskiej pogańskiej większości, najazd czeski w celu wsparcia zamachowców chrystian, złupienie przez nich między innymi chrystiańskich kościołów i wycofanie się ich wojsk do Czech razem z chrystiańskimi religijnymi uchodźcami z Polski (z Giecza i nie tylko). W Polsce dochodzi do porachunków z pozostałymi oskarżanymi o zdradę biskupami obrządku chrystiańskiego, starostami; urzędnikami oskarżanymi o nieudolność oraz uczestnictwo w antypaństwowym spisku chrystian, pełna analogia do przypadku upadku imperium Awarskiego.

Co decyduje, że tak uważamy decydująca jest tu jednoznaczna informacja, o wywożeniu olbrzymich skarbów z kościołów i miast wielkopolski przez czeskich najeźdźców [Procesja w Pradze... niesiono... złoty krucyfiks, ważący trzy razy więcej niż odznaczający się wielką tuszą Bolesław Chrobry, oraz trzy wielkie i ciężkie złote płyty zdobne drogocennymi kamieniami... na końcu więcej niż na stu wozach wieźli olbrzymie dzwony (kościelne) i wszystek skarb Polski, za nimi postępował niezliczony tłum znakomitych mężów z rękami skrępowanymi żelaznymi pętami... ], przypomina to wywożenie skarbów zrabowanych z Awarskiej Świątyni Dziewięciu Kręgów, ale co bardziej istotne świadczy to o tym, że do 1038-39r w Wielkopolsce państwo jakkolwiek kierowane przez pogan, było sprawne, był tam zachowany porządek i prawo, oraz rzecz niezrozumiała dla chrystian tolerancja religijna, o czym świadczą te pełne skarbów kościoły, co powtórzmy dzieje się według niektórych historyków w państwie ogarniętym anarchią i dzikim pogańskim buntem.

Jeśli było to państwo bez rządu, sił zbrojnych, to dlaczego ci dzicy poganie dyszący rządzą mordu nie grabią tych niemiłych im świątyń pełnych złota? Cóż ich to powstrzymuje? Logiczna odpowiedź może być jedna, opowieść o pogańskim buncie to zwykłe kłamstwa tych którzy byli winni zamieszek i zdrady.

A powiedziała nam o tym chełpliwość czeskich złodziei dowodzonych przez ich księcia rabusia, którzy na rozłamie w Polsce dorobili się wielkich skarbów, co powtórzmy ukradli głównie w chrystiańskich kościołach pełnych skarbów, kościołach które nietknięte i bezpieczne stały w państwie tzw. pogan, do czasu najazdu czeskich chrystian-rabusi.

Podsumowując

Kwestia politeizmu Słowiańskiego. Jest on może pozorny wielość wyobrażeń boga nie przekreśla formalnie jeszcze monoteizmu, choć chyba każda religia musi praktycznie w końcu wyewoluować w politeizm czy nabrać znamion bałwochwalstwa czyli kultu obrazów i posągów.

Przykładowo ktoś z zewnątrz mógłby nazwać współczesny chrystianizm politeizmem z kultem duchów oraz świętych miejsc, Bóg jest zdecydowanie zepchnięty przez kult Boga Chrystusa, jest kult wielkiej Matki Boskiej, mamy też Archaniołów oraz kult Wielkich Świętych, z podziałem na różne ośrodki kultu, też kult obrazów (Ikonodule kontra Ikonoklaści). Czym się różni matka boska kazańska od matki boskiej częstochowskiej? Są to dwie różne ikony tej samej bogini, choć w różnych miastach i wyznaniach, jednak czymś się różnią, jedna Ikona jest patronką zaciekłej wojny przeciw Polakom-łacinikom, druga Ikona doznaje wielkiej czci Polaków-łaciników.

Innym Wielkim Bogiem tej religii często wywoływanym, jest Szatan bowiem sataniści bez wątpienia są jakąś sektą Chrystianizmu, mamy jeszcze podział na różne wielkie odłamy tej religii protestantyzm Opatrzność, prawosławie Boh i Osiudar znajet szto eto itp. których bohaterowie typu Luter są albo wielkimi świętymi albo inkarnacjami samego Lucypera (kto zacz?) czy Antychrysta, tym ostatnim imieniem protestanci często nazywali różnych Papieży opok czasu Chrystianizmu na ziemi według katolicyzmu, jeśli dodamy tu różne autokefaliczne kościoły oraz tzw. nadrzędną w logice tego pojęcia ‚trójreligię’ Abrahama czyli należący tu oprócz chrystianizmu, islam z Allachem który samoistnie można uznać za monoteizm oraz lewantyński judaizm z Jehową bogiem bez wątpienia różnym od Trójcy, sam Jezus – słowo boga, współistotny ojcu w trójcy jedyny, poczęty z ducha świętego, syn boży, dogmat o niepokalanym poczęciu kontra Izraelski epitet „nieślubny syn legionisty Pandera” według jego rodaków oraz bluźnierca którego trzeba ukrzyżować, wymuszanie wyroku przez histeryczny tłum wyznawców Jehowy, a wcześniej przecież nawet sama matka Joszuy twierdziła, że Jezus oszalał i przyszła z jego braćmi by go zabrać ale on się ich wyparł, czy zapomniała kto go począł, więc jak to jej zachowanie się ma do niepokalanego poczęcia. – Więc czy to rzeczywiście ta sama religia?

Inna kwestia w kogo wierzył sam Jezus, bo wzywał imienia boga „Eli, Eli lama sabachtani” , a boga tego imienia żydzi raczej nie znali myśląc, że Jezus Eliasza wzywa żeby go uratował, więc raczej nie znali też języka w którym wołał Jezus, bo zwrot ten jest zwykle wykładany „Boże mój, Boże mój czemuś mnie opuścił” (E.Mat. E.Mar.) co oznacza, że nie był on jednoznacznie zrozumiały, jeszcze inaczej brzmią ostatnie słowa Jezusa w (E. Łuk). „Ojcze w ręce twoje polecam ducha mego”, czy (E. Jana) „Wykonało się”, w każdym bądź razie słowa powtórzone „Eli, Eli” znaczyły „Boże mój, Boże mój”, więc były imieniem boga wywoływanego przez Jezusa jako wyznanie wiary w obliczu męczeństwa i śmierci.

Mamy tu też setki niekiedy szokujących czy wręcz ludobójczo się zwalczających sekt, czy wtedy dostrzeżemy tu monoteizm może deklaratywnie tak, choć ze znamion praktycznie nie.

(szokujących np. Adamici urządzali msze w kościołach kończące się orgiastyczną zbiorową kopulacją, co do ludobójstwa np. rzeż Hugenotów, ciałopalenie milionów heretyków i tzw. czarownic, czy choćby ostatnio tragedia Jugosłowian gdzie słowiańska idea narodowa przegrała z separatyzmem konfesjonalnym czyli rzezie na Bałkanach ludzi mówiących tym samym językiem różniących się głównie wyznaniem (islam, katolicyzm, prawosławie,) bo przecież samo imię Serbów i Chorwatów jest dla nich zupełnie pozbawione pierwotnego znaczenia, Serb-serpens to żmij ogienny, HorWat od haraWata – góra peuka – łysa góra, czyli noszą Imię Smoka oraz Góry Świata, węża Nicza Góry wysłannika najwyższego Boga Hamona pana (czło)wieków, władcy kręgów czasu, Światogora z Świętych Gór zaciekłego wroga herezji chrystiańskiej, ironia losu czy może świadome działanie starego wroga, „aby pokonać naród wystarczy odebrać mu świadomość jego historii…”. Czyli to narodowości kofesjonalne, a narodowości konfesjonalne to szczyt wynarodowienia).

Podobnie było u Słowian patrząc z zewnątrz można dostrzec politeizm jednak w VI wieku wyraźnie byli monoteistami, (Prokop z Cezarei) „ jeden tylko bóg, twórca błyskawicy, jest panem całego świata”, Swarog ~ Hefajstos był wielkim królem i bohaterem Słowian jego syn Dagbog to s(A)waris ~ Swarożyc wieli bohater Hiperborejski zdobywca światów żyjący 17 wieków p.e.ch. a nasz monoteizm polegał na tym, że władca Swargi-Hary był namiestnikiem Gromowładcy lub tożsamy z Gromowładcą, bowiem Obrzym Światogor nie występuje przeciw Gromowładcy tak jak Ilja Muromiec czy Asiłkowie, Światogor przegrywa z paradoksem czy też ma problemy z wskrzeszeniem, bo sam jest wskrzeszonym najwyższym bogiem Hamonem.

Uzupełniając

Istniała oczywiście jakaś ewolucja władzy, przewroty zmiany sił doraźne układy sprawowania władzy gdzieś koło 1300 roku p.e.ch. władał u nas jakiś trójosobowy władca bowiem Kak(Kakus–Kagan) syn Hefajstosa ~ Swaroga miał być trzygłowy, a w ostatniej fazie przed upadkiem Kaganatu intronizowano dwóch władców Kagana i Kaganboka. Ozyrys miał być wyłaniany z wielkich dziewięciu, wygląda więc na władcę Atlantydy czyli z czasów sprzed agresji Awarisa na świat śródziemnomorski, czyli jego panowanie przypadało by na lata 1700 p.e.ch. Zeus, Hades, Posejdon i ich trójwładza przypomina znów trójgłowego Kakusa (kagana) czyli byli by władcami z późniejszej epoki niż Swarog ~ Hefajstos którego miał być synem czy następcą.

Wiadomo, że na Pełce odbywało się święto 1 maja „Na tym mieyscu był Kościół trzech bałwanów Lada, Boda, Leli. Do których prości ludzie schadzali się pierwszego dnia Maia, modłę im czynić y ofiarować”. Inną pewną datą starego wyznania jest Kraczun narodziny boga 25 grudnia, dzień odrodzenia Mitry.

Innym naszym obrzędem jest Święto Zmarłych inaczej Dziadów jakąś jego mutacją jest Halloween w którym przebierające się za duszki i maszkary dzieci symbolizują fakt odradzania się zmarłych czyli ich powrotu jako dzieci stąd u nas słowa dziadki i małe dziatki oznaczające osoby bardzo stare i bardzo młode są praktycznie homonimami, bo dla pokolenia średniego jego dzieci oraz pokolenie dziadków względem rodziców tych dzieci byli tymi samymi osobami z ducha dlatego nadawano tym dzieciom dziatkom imiona dziadków, wiedziano o tym dobrze jeszcze na przełomie XVIII i XIX wieku, bo tak pisał o reinkarnacji (przeskakiwaniu ducha), choć tutaj bliższej pokoleniowo, bo ducha ojca w ciało wnuka Słowacki w ”Królu Duchu”.

Inne święta i obrzędy typu noc świętojańska czy topienie marzanny mają też swoje znaczenie ale są to mniej ważne uroczystości u roków czystości [słowo czysty jest redukcją od słowa (uro)czyście - u'rocz'iście ~ iście u roków "obchody u (kamiennych) roków", z'iściło (iść-chodzić-i'szło) - przy'szło - się stało - do'szło do tego o czym mówiono].

Pik ma też znaczenie Szczytu może więc chodzi tu o królestwo szczytu góry Peuki – Hor’wacji – Szczytów ~ Scytów, ale u nas to wino, a ostatnia symbolika Awarów to motywy winnej latorośli.

Skąd się to bierze po prostu istnieją ciągi słowotwórcze związane z historią materialną, a i również są w języku ciągi synonimów stąd się biorą te logicznie zmiany znaczenia słów wokół symboliki karcianej.

Coeur (serce) – kier, carreau (czworokątny) – karo, pique – pik, trefle (koniczyna), powołujemy się na zachowane w kartach słowotwórstwo nawiązujące do naszej historii, nie koniecznie trefl od koniczyny, bo u nas nazywany jest żołędziem i było bez wątpienia plemię drewlan – treflan (ang. tre – drewno), kier jest w rdzeniu słowa kier’ować czy is’kier, sie’kier, a siekiera w pęku rózeg oznaczała władzę, a bez wątpienia był lud Walinów którzy przewodzili Słowianom nazwa lit. Lenkija to Polska, a po niemiecku Lenken znaczy kierować, czyli król Kier to król Lenków – Lenkiji – Polski (chyba od naszego Lęgi – Lengi – Lengija, wedle Rodzic – Ród), czy nie od Kier’ hier’archia? Nazwy żołądź i wino odpowiadają fazom religii drzewa życia, stąd symbolika króli ale dzwonek odpowiadał by raczej królestwu Wanów zWonit, zWon – dzwon. As to Tuz wojownik tuzać – bić, Kozyr czy ma coś wspólnego z k’Ozyrys’em, nie da się wykluczyć. Skoro bezsprzecznie As to słowo z mitologii to czemu Kozyr maiłby nie być z mitologii, czyli K’ozyrys Ozyr – zur ~ zer- Opatrujący, ojciec – pater.

Ps. Początkowo w tej książce chciałem pominąć ostatnie 1000 lecie i sprawy chrystianizacji & religii milczeniem, ale to jest niewykonalne nie można logicznie przedstawić naszych dziejów bez wyjaśnienia spraw religii, wynikało to nie tyle z niechęci wobec tej religii ale myślałem, że to w zasadzie nic nie znaczący rytualizm ten czy inny bóg tak czy inaczej chodzi o wesela, narodziny i pogrzeby ale pisząc rozdział o Białej Chorwacji nie tylko chciałem ale musiałem zająć stanowisko apologety Bielo ~ Belo Chorwatów i emocjonalnie stałem się Biało Chorwatem, a przecież jestem nim też etnicznie, jak miliony Słowian bo wszyscy Słowianie maja się wywodzić od ludu Welo ~ Belo Zeruanów – Chrobatów – Walinów – Antów potocznie Ludzi, poza tym nie jestem człowiekiem wiary tylko wiedzy, a jeśli ten świat ma stwórcę, to ze stworzenia można sądzić o tym twórcy, czyli z dzieła świata można wywieść wiedzę o stwórcy świata.

Choć bezsprzecznie z powodów etnicznych i politycznych odrzuciłem chrystianizm.

Rozdział 9

Księga III Wskrzeszenie czasu

Królowa Śnieżnieńska

Het, pod dziewięcioma rzekami czasu, za dziewięcioma opokami niebios, pod dziewięcioma deszczowymi tęczami w wielkim świętym borze, było sobie państwo dziewięciu dobrych rzek córek matki ziemi i olbrzymów, na wschód od niego były dzikie pola koczowników którzy, przepalali życie na koniu i wozie, od zachodu graniczyło ono poprzez rzekę Prosnę z królestwami krasnali. Na południu były wielkie góry, hory Tartar zwane też Kalpatami1, na północy było morze zwane tyglem Atli2 czyli Atliatygiem.

Państwo to nazwano od nazwy świętej rzeki Tolią, bowiem rzeka nazywała się Istla, Iztla, nieraz tylko Atla lub Wistla, niby droga z światła, ognia droga w świetle, tlejąca bowiem olbrzymi uważali, że woda jest tym w co zmienia się ogień gdy się przepali, a i od słońca rzeka lśni światłem a od błękitu nieba bywa modra więc jaśnieje, płonie błękitem, dwa tysiące lat później nazywano te rzekę w Imperium Romanum Wistulą, co znaczy w ich Romów rodzimym rozumieniu słów, szlak wodny mocy toli ~ tuli3, czyli ziemi.

Wierzyli oni też, że człowiek ma duszę ognistą która się tli, aż gdy duch ich życia zgaśnie z chwilą śmierci i jako para, czyli duch wodny wraca do rzeki do wód płodowych matki ziemi, by po jakimś czasie najczęściej dziewięciu latach znów się odrodzić, a duch wracał do źródeł rzeki łososiem, kiedy niewiasta zjadała takiego łososia stawała się brzemienna, dlatego uważali, że źródła rzek są święte i wybija z nich żywa woda więc je czcili.

Ładcą tego państwa był Kazimir4, zasiadający na kamiennym tronie ziemi imię te znaczyło, depczący opoki czasu lub kroczący po mirach-kamieniach świata, stąd Krasnale nazywali go też Kazisvetem i imię to było dla nich imieniem niszczyciela światów, był on olbrzymem burzy i hura-ganu bowiem jak każdy władca dowodził wojownikami, Tlelegami uderzającymi jak orkan, otaczali się oni tajemnicą walczyli tylko nocną porą, naśladując burzę nieśli ze sobą mgły i dymy oraz pochodnie którymi przerażali wrogów. Był to chmurny i dumny władca płonących wojowników zmierzchu ~ Bharów jak inaczej zwano Tlelegów.

Nie było wówczas słowa Obrzym-Olbrzym dlatego nazywali się Tolemami, Thulami, Hobrami5, co w ich języku znaczyło zwyczajnie tyle co ziemiany, ale dla ich sąsiadów słowo to było imieniem Olbrzymów Śnieżnych, Oszronionych czyli Ludu Lodu. Zaś imię Hobry lub Kobry od kobów-węzłow-węży, bowiem Hobrzy mieli kobierce czyli knigi które, były onotowane notacją węzełkową, czyli wiązali słowa na knigi sznureczkami.

Hobrowie byli co prawda więksi od innych nacji, ale wynikało to z tego, że żywili się mlekiem krowim napojem olbrzymów, dzięki temu z mleka i krwi matki krowy brali moc i swój wzrost, dlatego rasę krów uważali za świętą i otaczali wielkim szacunkiem, wybrany byk i krowa była utrzymywana w świętym gaju jako para królewska rodu bydła, w zasadzie nie hodowali innych zwierząt tylko zawsze suszyli siano dla krów, stawiali je w stogi i brogi zasiewali też zbożem obory, zagrody czyli miejsca w których zimowało ich bydło, osiągając dzięki temu naturalnemu nawożeniu duże plony z małego obszaru zasiewu.

Byli Hobrowie tak związani losem z rodem krowim, że niekiedy mówili tak „to nie my jesteśmy panami naszych krów tylko ich sługami” i mieli takie powiedzenie, że kiedy umrze ostatnia krowa zginie i ród olbrzymów. Mimo tego nie wyobrażali sobie by było na świecie coś piękniejszego od widoku kobiety karmiącej dziecko piersią i krowy którą doi cielak, i to było dla nich największym bogactwem i szczęściem na świecie, dlatego złośliwe karły które ukochały ponad wszystko złoto i świecidełka zwane drogocennymi kamieniami, nazywały każdego Kraka władającego olbrzymami Melkiem lub Melkorem czyli dojarzem. W samym zaś języku Hobrów słowo to Mleko ~ Mleczek oznaczało tylko tego który lubił pić mleko, wśród Fenicjan to imię Melkart ~ grododzierżca było imieniem bohaterskiego siłacza, zwanego przez Greków Heraklesem, sami Hobrowie nazywali go od kamiennego tronu, Krakiem lub Lechem czyli kamieniem, a od mchu porastającego kamień Rokitą.

Musimy niestety z przykrością dodać, że niektórzy Hobrzy ulegali temu zaślepieniu karłów złotem czyli złem i stąd się później wzięły wszystkie nieszczęścia matki ziemi i rodów Tolimów, bo nie tylko przyrodzona szlachetność zaczęła kierować umysłami Hobrów ale i żądza posiadania złota i świecidełek, choć bywały przecież i czasy gdy przeklinali zło i nie chcieli nawet na nie patrzeć, kochając się w żelazie i dzielności, wtedy szanując stare prawa i jedność, ulegając władzy Świętej Góry, wzrastali w największą potęgę.

Ze względu na to, że najczęstsze ich imiona to Tlolek, Leleg, Lolek, Oleg, Olek, Bolek, Tolek, nazywano też Tolimów w królestwach Krasnali Trolami lub Orkami, bowiem Krasnale gaworzyli gardłowo jak żaby6, i tam gdzie olbrzymi wymawiali imię swe Lelegi, Krasnale wymawiali Reregi lub Rarogi, niektórzy ich wrogowie uważali, że Hobrzy są demonami wodnymi czy wężami, przebywającymi w świętych rzekach i wodach ziemi w chmurach i w deszczu, chociaż dawniej sądzono, że są duchami kamieni i mieszkają w skałach, sądzono więc, że po śmierci wracali w kamień, to samo po śmierci działo się z Krasnalami. Karły z północy nazywali ich od nazwy ziemi Toli, czyli Thuli, Tollami, Thursami lub Thulami.

Ośrodkiem ich państwa były góry Harati7, nie tak wielkie jak Kalpaty, ale znajdowała się tam Święta Hara, góra Lengai, lęgów Hai rodzicielki, zwana górą śpiewów, tam bowiem na brzegu świata gdzie matka wszystkich olbrzymów Haya jest najbliżej Niebios, podczas uroków okrzesania drugi raz rodzili się olbrzymi, wyskakując z płomienia atry i otrzymując imię w nawęzach na szyję, wrzucano przy tym ich skoku przez ogień mokry kamień z rzeki ich rodu. Tam też obchodzono największe państwowe święta i inne obrzędy Toli.

Między innymi obrzęd intronizacji, nowego wieku liczyli oni bowiem wieki długością życia władcy, intronizacja polegała na skrzesaniu ognia Lela przy pomocy koła osadzonego piastą na wielkim słupie wkopanym za tronem, do obręczy koła przywiązywano różnej barwy czy wany powrozy, za nie brali uczestnicy uroczystości chodząc wokół kołowrotu i śpiewali Łado leli Leli lelaj nam, co znaczyło, zaświeć płomieniem życia nam panie. Lela zwanego później Klelem, Krelem, czyli Króla8 Toli, zwano go też Krakiem czyli odłupkiem od kamiennego tronu czyli tlelegtronu, bowiem można też go było wskrzesić tak jak się krzesze ogień, by potem płonął on jak kamień bursztynu. Leli czy Eli jak też zwano go w innych światach, był wcieleniem ognistego ducha niebios, po śmierci Ład Leli wracał na niebiosa by rozkazywać gromom i deszczom.

Hara, bardo gdzie chóry pieły pieśni i trele z kolii sznurowych, była osią kręgu ziemi i jak drewniana oś koła rydwanu, gdy jest w wielkim pędzie rozgrzana, strzela płomieniem i płonie, tak i z Hary wstawał słup ognia gdy wskrzeszano Lela. Bowiem duch z chmur i wód niebieskich wracał nowym wcieleniem odradzającego się władcy.

Sądzili też, że słońce to rozpalona od ruchu oś koła wielkiego wozu niebios, przejeżdżające po nieboskłonie, więc rysowali wyobrażenia słońca jako koła szprychowego, gwiazdy czyli wiazdy były dla nich torami wjazdu dusz nowonarodzonych, bowiem od tych rozpalonych ogni niebieskich które znano jako spadające gwiazdy pochodziły dusze, kiedy mówili niewiasta została zwiastowana to znaczyło tyle, że stała się brzemienna i jest już pierwiastką, tą która pierwszy raz urodzi, pierwszy raz dusza spadającej wiazdy się wcieli w jej dziecko. Nie całkiem podzielali ten pogląd koczownicy, którzy twierdzili, że gwiazdy to piasty wozów ich przodków, którzy odeszli do nieba, by w wiecznym pędzie przez niebieskie pola powozić tymi rydwanami z świecącymi od tarcia ośkami, twierdzili, że tylko tarcie wynikające z ruchu, może dostarczyć mocy do tak długotrwałych ognisk światła, co do spadających gwiazd to przyznawali rację temu, że to zstępujące dusze wcieleń rodzących się synów ziemi, Hojraków9.

Dlatego to wojownicy stępowali z nieba, jako gromy, lachy, rozpalone kamienne Raki, dlatego to nazywani byli nieba Rakami, kamieniami które spadły z nieba, dlatego przed wyruszeniem na wojnę stawali na nich, bowi-em z kamieni tych wstępował w nich duchem płomiennym, ognisty duch walki wielkich modrych skrzydlatych węży Habrów. Wierzyli, że i w stworzeniach wędruje ich dusza ptakiem odlatywała do raju, rybą zaś wracała do świętych źródeł rodu.

Dawniej często walczyli stojąc na rydwanie, stąd nazywali się Rataje10, kierowali nimi wydając rozkazy swym woźnicom, gdy mówili heta, wóz zwracał się w prawo by łatwiej było atakować strzałą z hety11 trzymanej przez nich w lewej ręce, gdy mówili w iśta, wtedy woźnica skręcał w lewo objeżdżając przeciwnika od prawej swej strony, przez to wystawiając wroga na atak iszty, włóczni dzierżonej w prawej ręce, tuza Rataja.

Nieopodal Hary znajdowały się liczne kopalnie krzemienia, używanego do wyrobu krzemiennych toporów i siekier, służyły one do zrąbywania drewna na domostwa i grody jak i do ciesielki, była to też ich główna broń. Pod górą były też, tygielnie gdzie przetapiano brązy i żelazo, wszelako krzemień był dużo tańszy i dostępniejszy w ich państwie i każdego było stać na krzemienną siekierę jak i na krzemienne zęby do pałąku, drewnianej kosy czy sierpu. Wielkie znaczenie miały u nich sznury i rzemienie, których używali do notacji, ich księgą był kobierzec, w kobach zawarte były losy i przeznaczenie ludzi, dlatego słowo koba przędza, uszko-pętelka znaczyło i los, dolę i złe przeczucie, kobiety-prządki które się u nich zajmowały koblinami, notowaniem czy skobaniem czyli odczytywaniem tych zawieszonych na ścianach kobierców, zwane były mojrami nie były one zwykłymi prządkami, tylko noszącymi się na błękitno Kniehiniami, których nawęzów wyroków nie śmieli mieniać najwięksi nawet ładcy Świętej Góry, tacy jak Światobor ojciec Kaziego i dziadek Kati.

Pierwszą z tych prządek była córka Kazimira, przesławna Katia, kiedy ojciec jej Kazi zbierał berła i złote jabłka w podupadłych królestwach krasnali, doznał niespodziewanej śmierci, od strzały jakiegoś hetki z gardu tuzów na Pomorzu, którzy stawili mu opór dowodzeni przez tamtejszego zemuzila, wtedy to Katia stanęła na miejscu ojca. Weszła nucąc pieśni na wysoki brzeg świata na górę ognia Harę i dokonała obrzędu intronizacji, wtedy też rozesłała wici. Potem waleczna dziewczyna, uwiła na oji, dyszlu rydwanu wać wojny12, założyła zbroję i stanęła spiżową stopą na karkach ludów północy z taką mocą, że przez następne trzy tysiące lat bałwoch-walcy z krain północy, czcili Katię na kolanach, jako wielką boginię ziemi, zwaną Skadi, późniejszą matkę wielkiego żmija Nicza Gory. Zaślubiono wówczas ziemi morze, a Jusza13 Katia rozkazywała ziemi i morzu.

Pomściwszy ojca powróciła dzielna dziewczyna na Świętą Górę, wtedy dziewięćdziesięciu dziewięciu błękitnych tolimów, waćpanów z wysokiej rady Toli jednogłośnie powiedziało tak!, a wyrokiem ich było to, że Jusza córka Kazimira miała, zapewnić ciągłość jego rodu. Wytchnienie tym też chciano dać naturze i poskromić wojowniczą dziewicę, bowiem z taką zawziętością prowadziła wojny, z jakiej znany był jedynie z starych nut otoczony rakczasmi pan wojenny Agnimir Siwan. Bowiem wojownicy przed ślicznym obliczem, władczyni dokonywali szalonych i wielkich czynów, dlatego potem zawsze z wojskiem chodziły, piękne dziewice Rusałki, których nikt pod karą nie śmiał tknąć.

Wybór oblubieńca należał do Kati, która pochlipując z upokorzenia, chodząc w kręgu roków, ze stojących przed nią boso, na swych kamieniach Wać’tuzów osłoniętych do kolan całunami, wybrała na męża tego Hobra który miał najładniejsze stopy, świadczyły one o zdrowiu oblubieńca i niebiańskim pochodzeniu wcielonego weń ducha, imienia tuza nie pomnę, wszelako dzielny musiał być to chłop, skoro narażał swą skórę, chcąc zwiastować tę srogą i wojowniczą dziewicę. Później było weselisko, a gdy jechali na wozie nowożeńcy wołano za nimi talisa co znaczyło tulcie się, wiadomo chciano zobaczyć czy całować się umieją, ja tam byłem we miodzie i mleku smutek topiłem, bo umyśleć, że gdybym nacnej aci słuchał na stopy większe miał baczenie, nogi mył, paznokcie u stóp strzygł scyzorem, to pewnie cieszyłbym się miłością władczyni ziemi, bom tuzloków Hyetrusów nie mniej niż inni tuzi, zawiesił w świątyni, jako wotum niebiosom. Swarga zdała mi się o tej pory niemiłą, więc wyruszył żem, na nową wojnę ante wrogom ziemi, bo my prawdziwi Tolimowie, ci z kob tych dewanów które knowają Rusałki, kiedy się już z nich odradzimy, to mamy dwa marzenia jedno to uknuć pieśni, drugie spłonąć w ogniu bitewnym na polu chwały.

Nanotowalim noty my Toleg Waćtuz, czyli słów wojownik, w kamieniu nie ryłem bo to u nas ciężkie przestępstwo, bezcześcić święty kamień, zapisywać skórę nienarodzonego jeszcze człowieka, określać czyjąś przyszłość to w woli jest Niebios.

Etymologie słów 1,2…13 patrz Spis Rzeczy ~ Słownik.

Rozdział 10

Antenaci

Księga III Wskrzeszenie Czasu

Z OGNIA ATLI RZEKI CZASU ANTENACI PRZODKOWIE

CZŁOWIEK CZOŁO/WIEKÓW ANTUŚAŚ PRZÓD/CZASU ANTROPOS

PRZÓD/WÓD (1800-1200lat p.n.e. POTOP ZAGNIEWANIE

WÓD ATLĄDU)

Po długotrwałych wojnach, między olbrzymami, obrońcami wód ziemi a bogami, doszło do upadku Bohemi ziemi Vanów zvanych Hyetrusami, którzy sami zwali się Lidami lub Krasnalami. Zwycięscy olbrzymi Jusze zwani też Dew czy Teo, tworzyli tedy zjednoczone władztwo Atlądu obejmujące wszystkie dobre wody, w dorzeczach dziewięciu rzek świetlanych. Było to jedynowładztwo i obierano w nim poprzez lelekcję Krela, wskrzeszano go na krzemiennym Tlelegtlonie zhiemi światlan w kamiennym kole wieków. Nazywano Bharem, Piastem, Krakiem, Lechem niekiedy słupem ognia tego który tytularnie, zwany był Osią Czasu, lub Sakrawaracinem obracającym kręgiem wieków i Ogniem Zhiemi. Wtedy też ustanowiono w Bharacie, urząd Tyrana Dagan czyli sędziego ziemi. Atlanie popełnili wielki błąd, że osłodzili Vanom gorycz utraty koron oddając ten wysoki urząd komuś będącemu półkrwi ich rodu.

Atlądzianie dufni w swą moc, marzyli o tym by zmienić przyrodzone granice matki ziemi i przesunęli jej kresy aż po krańce świata, naruszając tym prawa naturalne i był to drugi błąd. Choć nie ponaglała ich żądza panowania ani namiętność posiadania. Ich postawa duchowa nacechowana była prawdą i ze wszech miar wielkością. Łagodność i rozsądek objawiali w stosunku do nieszczęść, które się zawsze zdarzają, i w stosunku do siebie nawzajem, więc patrzyli z góry na wszystko z wyjątkiem dzielności, wszystko, co było w danej chwili, uważali za drobiazg i lekko znosili, jakby ciężar, tylko siła dojrzałej odwagi była ich żywiołem, iż poza wielkodusznością nie uznawali nic za wielkie i przyrostowi swojej dzielności nie stawiali nigdy żadnych granic, więc tylko tytułem swoich zwycięstw dorzeźbili oni granice zgoła pozaościennych krajów.

Zdobyto wówczas wszystkie krainy na północ od Atlądu po ocean nazywany później od ich imienia Atlantykiem. Na południu po przebyciu Atriatyku i innych wód podbito wszystkie ziemie łącznie z Egip-tem założyli tam swą lokalną stolicę Awaris zwaną miastem Abarisa – s(A)warisa Dagboga Ognistego-boga którego i Heliosem zowią syna Swaroga którego Hefajstosem zowią który później władał Egiptem. Na wschodzie bharowie, mrowia toni, Myrmidoni pod wodzą Wolga Busława dotarli do dalekiego świata ceglanych miast, podbijając Dasajow, zwanych Drawidami, poddanych sara hety Sałtyka, którego Wolg* Wszechsławewicz roztrzaskał, o ceglane podłogi pałacu stolicy Drawidów. Było to w owych czasach, gdy byli na ziemi olbrzymi, to byli mocarze znani z dawien dawna i bynajmniej nie byli oni wnukami jakiegoś boga którego imię od tęczy, księgi oraz hetki-łuku, tylko synami niebios i ziemi, choć często ich wodzami byli synowie władcy Swargi którego innym imieniem było imię Rokita od purpurowych wici związanych notacją Juszy, imię te co niektórzy tłumaczyli jako płonący krzak.

Pomawianie zaś Karkontów jak inaczej zwano Atlan o to, że usiłowali zgasić słońce są niedorzeczne. To przecież oni budowali przyrządy zwane później astrolabiami, na tym opierało się ich słownictwo twierdzące, że ziemia ma antypody czyli spody i bieguny, astrolabium jest antyglobusem który ma też dwa bieguny, stąd się brały mapy, że stałe punkty nieba pozwalały odtworzyć kontury ziemi. Znali krok ziemi, miejsce jej biegunów pojęcia prostej, punktu, kąta oraz trójgontometrię co w światach które podbili było czarną magią dlatego od imienia ludu słowo, ludi-magister nauczyciel i mag. Nigdy też nie porywali się z motyką na słońce chociaż uważali, że tak jak ziemia ma ono kształt piłki i jest globusem (glawusem), kulą ognistej lawy, chociaż niekiedy ruszali skały z posad świata, co gdy tyczy terminiusów, prowadzi najczęściej do wojen i upadku światów, bowiem jak uczy historia kwestionowanie granic i przesuwanie kamieni granicznych mirów i gmin wprowadza zamęt i jest naganne. Choć przy końcu czasu bywa nieuchronne.

Nazywano ich różnie zależnie od kraju i języka, Atlantami, Atletami, Atrydami, Atrijami, Bharami, Abharami, Bahrami, Lokapalami, Rakczasami, Karkontami, Karkonoszami, Tlelegami, Lelegami, Tralami, Thursmi, Thulami, Tolimami, Stolemami, Hobrami, Hojrakami, Niebarakami co wszystko od ich wyobrażeń jako mocarnych synów Aghaji, ognistych obrońców toni świętych rzek wód płodowych matki ziemi, samej nazwy ognistych wód, wreszcie bharczystych strażników zaklętych w kamienne słupy czy też góry, podtrzymujących na karkach, bharach kamienne niebiosa, by nie runęły na ziemię, często dlatego rzeźbiono ich postacie podtrzymujące dachy świątyń, stąd zwane kariatydami, atlantami, tralkami. Na koniec imię ich od zwyczajnej nazwy ziemi, lądu, pola, murawy, czyli tej która jako matka wszystkich, ostatecznie tuli, prochy swoich dzieci. Imię ich Giganci, ludzie ościeni od dzigu, gigu, trójzębu, trisulicy, tyrsu Slawana, siewcy toni, siwego Posejdona władcy kamiennych kręgów czasu.

I wtedy Atlantyda rozpadła się z powodu swego ogromu, wystąpiły przeciwko niej prawa natury i Czas syn przestrzeni, ojciec życia i brat śmierci. W wielkim kręgu opok czasu nadeszła straszna opoka buntu Apoliona, syna olbrzyma Agnimira Ahuragana i Vańskiej nałożnicy Lety. Był on sędzią żywych i umarłych w Dewanogordzie, mieście devanów i czarnych ksiąg zwanego też Ghobolinem, oraz Hetmanem khetajów.

Apolion wystąpił przeciw swemu naturalnemu bratu, k’Ozyrysowi Krelowi Kreli Hamonowi z Opok, obracającemu kamiennym kręgiem czasu świata. Wtedy to łucznicy Łukumona, pokonali ognistych rarogów Cyklopa władcę zmarłych, obrońców wód i krzemiennego tlonu przyrodzonego władcy Atlądu. Upadła wtenczas święta góra Meru-Harawata znana tysiąc lat później jako góra Peukion-Pełka. Hemię zaczęto nazywać Zhiemią, Atląd Ludią, Atlądzian Ludzmi, czas poczęto liczyć od nowa, wbijając srebrne ćwieki w belkę drzewa życia krokiew heremu Cina boga dnia.

Nie spodobało się to niebiosom, odtąd Ludię zaczęły nawiedzać klęski żywiołowe, ciągłe deszcze nawet czterdziestodniowe i okresy chłodu doprowadziły do powodzi nieurodzajów i klęsk głodu. Dotknęło to wszystko Goljadów w największym stopniu, tak jakby ościennych światów, nie widziały zagniewane żywioły. Chociaż ich spólnota rządzona przez żywego boga, dzielnie znosiła ustawiczne przeciwności i klęski, niesłychanie solidarnie dzieląc się jedzeniem, od pierwszego do ostatniego pościli co drugi dzień, oszczędzając żywność, później pościli częściej. To wreszcie gdy zło nie ustawało ciągnęli losy i podzielili się na dwie części, ci co mieli opuścić zhiemie, wyruszyli pod władzą Tyrana na szlaki przetarte przez Bhartuzów Atlądu. Oprócz wozów, bydła, broni i niezbędnych przyborów, zabierali ze sobą w woreczkach ziemię i w donicach wodę z świętych rzek, którymi święcili2 ziemie które zdobywali, już to przy zakładaniu miasta w podwaliny którego sypano garść matki ziemi, czy też skrapiając świętą wodą rzek ognia ujarzmiane krainy. Lud zasiedlił wtedy wiele zhiem, powstały wtedy Luddu-Lydia, Macedonia, Tyrenia, Fenicja, Iran, Indie i wiele innych zhiem. Choć nie podbito drugi raz Egiptu.

A wydarzenia te i poprzednie nazywano potopem, bowiem uczynił to Lud, prących toni rzek czasu, rzek ognia, którego duch zamieniał się w wody Lawy, Atry i Atli i niekiedy się budził…

Vadavagni3 (vada v agni) Woda w ogniu.

ZAPALENIE WÓD ZIEMI

Kiedy niebiosa uderzają o ziemię

Kiedy żelazo uderza o krzemień

Kiedy mąż, dziewicę żoną nazywa

Zaczyna się nowy czas

Zapala się nowy ogień

Zaczyna się nowe życie.

Biegnie za dniem, dzień

Idzie cień za cieniem

Kroczy rok za rokiem

Epoka z opoką przemija

Kamiennym swoim okiem

ProRok spogląda w przyszłych

Skalnych roków cień.

Jesteśmy masą niebios, jesteśmy mocą ziemi

Z płonących pól g’wiazd, duchem

Z lawy ognistej ciałem odrodzeni.

Trójkroć dziewiczy, nowy

Rok idzie w kręgu wieków

Opoka prze i mija za epoką

Idzie za dniem, dzień

U roków czasu wz’rok poety

Spogląda w przeszłych

Skalnych roków cień.

Jesteśmy mocą wód niebios

Jesteśmy masą zhiemi toni

Na wieszczej rzece czasu

Ku tafli rzeki śmierci

Fala za falą goni.

Idzie dzień nowy, dzień nawy

Dzień dziewiczy, dzień dziewiąty

Dzień w którym przypłynie nawa

Kiedy zaStygły Stygs ogniem

Życia zapłonie, dzień wskrzeszenia

Dzień zMartwychWstania i okrzesania

Dzień narodzonych i odrodzonych.

Zapalam wody ziemi ludzkiej

A gdy staną wody w ogniu

Wystąpią z brzegów rzeki czasu

I moc tych toni zmyje światy

Które zwyrodniały z oblicza

Matki ziemi.

Tną ziemie prące tonie światła

z’Atliła się Lawa, Atra i Atla

Rzeki ogniem zwane, białe ich

Wody wiozą okręty ku morzom

Ku niebom obcym, przez śmierć

Torem ognia idą synowie niebios

Odziani w błękit Tlelegtorzy

Niosący ogień, kroczący w zorzy.

Kroczy rok za rokiem

Idzie dzień za dniem

Jesteśmy w wz’roku nieba

Jesteśmy niebios snem.

Gdy czoło wieków zaklęte w człowieku

Kamienne słupy końca wieku narodu rozbije

Zmurszały świat spłonie, Rakczasów zaś tonie

Ludu morza tonie, zatopią ziemski krąg cały.

Kroczy rok za rokiem

Bieży dzień za dniem

Jesteśmy jawą ognia

Jesteśmy nieba snem.

Tlelegk Asen Marski

alias(oraz)

Lolegk Olegk Sapor Miecz Nidy SasaNida

Ispor Izgoj Izpolion Paliwoda

Lelek-Rereg-Rarog pTak zmierzchu.

Ze Sporów Spalów z aGaji z Polski z Dagan z Ziemi

Ludzkiej, Ljadskiej, Lediańskiej z atLądu.

2W mitach greckich, Telchinowie (Tlelkinowie) demoniczni synowie Pontu i Gaji mieli skrapiać opanowane prze siebie ziemie wodą Styksu, logicznie uznać to można, za święcenie zdobywanej ziemi.

Eymologie słów 1 i 3 patrz Spis Rzeczy ~ Słownik.

Rozdział 11

Kołodziej

Księga III Wskrzeszenie Czasu

Dzieje Dni Dawnych Spali Koliatów Ispoli Hobrów Abharów Zeruanów Neurów Paralatów Ljadów Kodanu I Świętej Góry Harati, Czas Świętej Góry, Opoka najwyższych Bogów Piastów Wielkich Kołków, Koloczasów, Kołodzieji (1202lat do 500r)

Stare koby dewanów, noty knute przez synów niebios i ziemi mówią, że jednym z skalnych słupów końca wieku narodu, inaczej końca czasu, jest tron karła, drugim prawa pisane, inne to bałwany bogów, by zyskać czas nowy, trzeba roztrzaskać kalpy, opoki, roki starego dokonanego już czasu o który jest on wsparty. Inaczej uczyni to obcy huragan dziejów, historii. Bowiem dzisiejszy tron karła, na początku czasu był tronem olbrzyma, który dokonał zniszczenia starego czasu, poprzez powrót do praw naturalnych, praw niebios i ustanowił swoją uprząż jarzmo kamienny tron jako rok, opokę pierwszą nowego czasu. Tak i uczyniono, jak mówią skolia czyli notowane na koliach koliedy ~ pieśni Skoliotów, Koliatów zwanych Goljadami.

Kiedy ostatni raz zmarli przyszli po Heta zemuzila, zilata ziemi i tyra w jednej osobie i usypano grób nad niesławnym ostatnim wcieleniem, żywego boga Apoliona, uradzono przywrócić rogację Karkontów oraz kamienny lelegtron bharów. Przepędzając niedobitki cepenów Cintora i burząc ich heramy, wprowadzano na nowo porządek. Był to porządek sprzed rokoszu Apoliona I, który wiązał rakoszu noty na rakoskach, gdy szedł podniósłszy żagiew buntu, przeciwko przyrodniemu bratu Hamonowi z epok. Wyrokiem deimosu Gladów shejmu, pankusu, całej, litej, ziemi, zniesiono rogację Łukumona, Lucifera psephisma, przepisy i prawa Zliczów. Na hali heremu Świętej Góry we wnętrzu pierścienia wałów ustawiono uroczyście roki czasu, a w środku ich kręgu wykuto grób, zamkniętą głazem skalną kryptę.

Gdy nadszedł czas wskrzeszenia, godzina intronizacji, odrzucono z grobowca głaz, a światło księżyca padło na głowę i piersi znajdującego się w krypcie człowieka, wtedy ów człowiek z imienia Hammon wyszedł z grobu i stanął w świetle pełni słońca zmarłych, księżyca. Kamienny krak krypty zaniesiono do świątyni ognia władcy, na jego oczach zawarto grób, nowym głazem przyszłego wieku. Sam Amon obsypany popiołem w najli-chszym odzieniu, przynależnym ludziom najniższego stanu, podszedł do kamiennego tronu i złożył tam z wielkim uszanowaniem to odzienie na lelegtronie, a sam zasiadł na jego podnóżku. Wtedy założono na niego rokiet, zarzucono mu na ramiona, ognistoczerwony płaszcz króla, a na głowę tiarę namiestnika niebios i w tym samym momencie, zapłonął ogień w kagańcu samowładcy na głazie który stał się świątynnym ołtarzem, obrzędy wskrzeszenia kraka nazywano kraczun co znaczy boga narodziny. Rozpoczął się wiek króla, który skończy się, gdy zgaśnie ogień jego żywota. Od kamionka tronu nazywano go Samonem, Amonem, Patryarchą i Monarchą, zdrobniale nazywano go Krakiem odłupkiem, przenośnie osią świata Ozijem Irysem, wielkim kołkiem, Piastem, Kijem1, a pieszczotliwie od czerwonawego mchu porastającego kamienny tron, Meszkiem albo Rokitą, choć niekiedy wywodzono to imię Rokita od purpury płomieni albo od wicin rokiciny krzaka płonącej wierzby, związanych węzłami notacji nutowej, symbolu najwyższej władzy. W ten sposób wznowiono władzę władcy zmarłych Har Regina, króla świętej góry, góry świata, Harawaty, Świętej Peuki, czaszki olbrzyma.

Na polu Tlelekcji zapanowała powszechna radość, stojący na kamieniach kręgów czasu leledzy kołysali się, naśladując taniec płomienia, wystrzeli-wano ogniste race, rakiety, Gorjaci grali na kitarach i śpiewali w tarcze, bardituz niósł się w doliny, wszyscy nucili pieśni wskrzeszenia, zmartwychwstania. Hara wyglądała jak przebudzony, świecący lawą i rzucający pod niebo płonącymi buławami wulkan, bowiem góra urodziła olbrzyma, chrobra.

Ze świtem gdy wstało słońce żywych, Devan Dewów, Bók Bogów, Księga Książąt i Król Króli, wszechmocny Pan Terry, księżycowy władca założył wysoki szołm cyklopów z dziademem zwieńczonym niebiesko zielonkawym smaragkdusem, zmarłych duszą, okiem opatrzności i z dnia na dzień z miesiąca na miesiąc z roku na rok odwróciły się klęski i skutki zniewieściałych i niefrasobliwych rządów pyszałka i wroga cnoty ostatniego z Apolionów, pierwszego w ucieczce ostatniego w boju oraz jego bezwstydnej cudzoziemskiej żony. Przywrócono z całą mocą zwierzchność nad krajami i odzyskano ziemie, które tymczasem odpadły w wyniku zaborów obcych królików, jak i samozwańczych krajowych uzurpatorów, mówią, że wtedy to melancholijny Ozyrys s’chentiment’alny władca zmarłych zdobył władzę nad całym światem, choć inni mówią, że był to jego syn Herkules lub wnuk Ozyrysa Szczyt o imieniu Kolosios Kołodziej twórca imperium Skolotów.

Sami nazywali się Skolotami co od kele języka i od skolia pieśni, bo byli bardami, pieśniarzami, Spalami co od spolium łupiestwa, Sporami co od sporyo czyli ognia, to co ich odróżniało od innych ludów to budowa drewnianoziemnych grodów, upodobanie do broni i żelaza którego byli miłośnikami i wytwórcami, uznawani też byli za żarliwych czcicieli boga wojny, bowiem to czym zabawiały się ich narody to wojna, która była dla nich niczym polowanie, największym i najbardziej pożądanym ich łupem były skalpy, niekiedy całe skóry co znamienitszych wrogów, kunsztownie wypchane trocinami stały przemieszane obok skór innych ich trofeów myśliwskich, lwów, wilków, niedźwiedzi, chociaż oczywiście wypchana skóra króla była warta tyle co sto skór wilczych czy tysiąc kunich, a trzy skóry książąt były warte jednej skóry boga.

Stąd bano się panicznie Paralatów rehina czyli królewskich, Paralat odpowiada słowu paralita tak jak słowa przerażający-porażający odpowiadają słowom przerażony-porażony, czyli Paralat to porażający przerażeniem, czyli od wojennego obyczaju ich armii śmierci, która wywoływała grozę, koszmary, neurozy i lęki, nazywano ich już to Neurowie, Lachy, Ljady, Mortuzy, Lenki-Strachy, a dawniej Rarogi-Lelegi.

Od zachodu znano ich państwo jako Kodan co od Kodyn ~ Kadija ~ Kaduk czyli tyran ~ sędzia tak jak królestwo od króla, a naród nazywano Wantalici co od związku czyli, want oraz kobów kodu ich notacji, choć niektórzy twierdzą, że Kodan to od imienia syna Króla Sauromatów co znaczy Węży czyli Gotów2 brata Helissy i znaczy tyle co Knut ~ Chwostek czy Koda ogon, plecionka, później nazywano ich Wenedami lub Słewami, choć inni twierdzą, że Kodan to od Kodynia miasta nad zatoką sinus Codans.

Był Krak który władał 70 lat przed śmiercią Aleksandra Macedońskeiego, odniósł pamiętne zwycięstwo nad Galami którzy opanowali Panonię i szykowali się do wkroczenia do Polski.

W latach panowania Wizymira3 zwanego Wizunem, a przez obcych Wilcyniuszem 340-388 e.ch. te władztwo Słowian nazywano od hegemonicznego ludu Juszem Wilków, bowiem Wizymir drogą podbojów zjednoczył wszystkich Antów w Słowiańskie imperium sięgające Persji gdzie Słewowie znani byli jako biali hunowie czyli Heftalici co od biali-alba-laba białej rzeki Suewos czyli Łaby, w Chinach od miasta stolicy tego imperium Wolinu nazywano je imperium Folin lub imperium Parpurumów czyli barbarzyńców, czarni hunowie Abarowie czyli Rusowie byli im wówczas podporządkowani, na południu graniczyli z Wizancjum, morze Słewskie na którym panowali nazywano sinus Codanus lub sinus Vendae, cały akwen oceanem Sauromackim czyli Waranków co znaczy Węży lub Jaszczurów.

W latach następnych jeden z synów Wizymira o imieniu Witkon puścił się na Rzym gdzie za panowania Honoriusza miał być zabity było to w 405r e.ch. inna grupa inwazyjna Wantalitów4 z powodzeniem dokonała inwazji na Galię, by później opanować Hiszpanię, w następnych latach zaatakowali nas Niemcy na służbie Rzymu, co spowodowało, że po osłabionych Słewach w Bancie Antów do hegemoni powrócili Harowie zwani też Mardami, Rusami czy Chorwatami. Grecy ówczesnych Słewów Skolotów od nazwy miasta nazwali Scytami.

1Kijem, ”Kij, kłoda, kamień jako król Anglii będę znany” fraza pewnego króla czy wojownika co chciał podbić Anglię, Piast Kołodzieji, Krak to kamienny odłupek kamiennego tronu, Oś cesarstwa (u Kadłubka), Sakrawaracin (władca uniwersalny obracający kręgiem świata) King Pin (król sworzeń osobistość), całe te słowotwórstwo związane z tytulaturą władców o randze cesarza-kagana. Czyli Kij, kłoda, kamień, to synonimy słowa władca uniwersalny, PatryArcha dosłownie kamień władca, rdzeń Archa jest skrótem od Tarchan ~ Tarkan ~ Arkan czyli wódz ~ dowódca ~ przy wodzach, nazwa wodzów w kaganacie podległych kagan’bookowi, tarchani stoją obok tronu kagana, jak tArchani(ołowie) obok tronu boga, bo należą do tej samej apokryficznej historii, wbrew znaczeniu słowa apokryf prawdziwej nie manipulowanej politycznie czyli autentycznej historii, archi ~ smyczki (są instrumenty smyczkowe) trzymać na smyczy-lejcach-wodzach archi-arkana wiedzy wszystko to od tajemniczych węzłów, kobów ~ nota-cji, nutowej), arcus ~ łuk od ko-smyka cięciwy (cień’ciwa ~ pod’arkadami ~ podcienie) czyli jest to międzyjęzykowy ciąg słowotwórczy związany z sznurami, trokami, rzemieniami.

Etymologie słów 2…4 patrz Spis Rzeczy ~ Słownik.

Rozdział 12

Syn czasu

Legendy Królestwa Zmarłych

”Nie wysłuchany dotąd nigdy świecie

Upiorów, dyktuj mi tę pieśń czerwoną…”

(”Król Duch” J. Słowacki)

Welemir ~ Duch Świata

Syn Czasu Władca Upiorów

Zdarzyło się to w czasach kiedy Nidę nazywano jeszcze Nedą, a Łysą Górę zwano Świętą Peuką, półtora stulecia przed upadkiem imperium rzymskiego, a niewiele lat po śmierci Hamona Ojca i Ducha Świata, kiedy trzech bezśmiertnych starców, Atryarchów z świątyni kręgów czasu z Peuki inaczej zwaną Górą Ziober, podróżowało przebranych za zwykłych klechów. Kiedy to owi po dotarciu do przysiółka Mahierowa pod Dzierową, od ubogich wieśniaków kupili otroka.

Na pozór był to zwykły chłopiec, może tylko bardziej dorodny niż inne dzieci, którego matka urodziła szczęśliwie z większym niż to zwykle bywa wysiłkiem, tak, że po wszystkim nieźle już zaniepokojona położna powiedziała z podziwem ”trudno było ale nic dziwnego taki chłop…”

Rodzice nie za bardzo chcieli sprzedać chłopca, ale zwyczajowe prawo nakazywało ulec prośbom mnichów jeśli zawarowali oni w akcie kupna obietnicę przysposobienia chłopca na klechę, poza tym za sumę jaką zapłacili mnisi, mogli sobie kupić dziesięć krów.

Później zaczęło wychodzić na jaw dlaczego zdaje się zwyczajni słudzy świątynni, zapłacili tak wygórowaną sumę za kilkuletniego brzdąca, bowiem nim zaproponowali odkupienie dziecka dowiedzieli się u zila, tutejszego pisarza gminnego, dokładnie co w tabach o czasie urodzenia dziecka zapisał… wreszcie w przyjacielskiej rozmowie z domownikami usłyszeli prócz różnych mniej zastanawiających historii z krótkiego życia dziecka, taką która ich przekonała że, jest to te dziecko którego szukali, mianowicie ledwie dziecko nauczyło się mówić podczas nocnej wędrówki od krewnych, zaczęło domagać od niosących go rodziców księżyca jaki jaśniał na nocnym niebie, wreszcie z kilkudziesięciu zabawek jakie niby przypadkiem mieli ze sobą podróżni, chłopiec wybrał niepozorną szarą opaskę na głowę z półksiężycem, nieudolną atrapę typowego diademu… E’nyji zwanego Welesem i innych Partyjskich książąt.

To przesądziło sprawę, tak jak i w kilkunastu innych tego typu przypadkach. Tym samym Świątynia Dziewięciu Kręgów, zebrała tym niewyszukanym acz skutecznym sposobem, tych kilkunastu chłopców ze znamieniem odrodzenia zmarłych, którzy urodzili się w dniu i godzinie śmierci Ducha Świata i Boga Hamona władcy Chrobatów.

W świątyni na czarnej górze, Bezśmiertni Starcy czynili nad nimi znaki, i odprawiali modły, nadawali im święte imiona Montymir, Świętopełk, Baramont, Walgierz czy Widimir, naszemu chłopcu nadano imię Welemir, ale zakazano mu komukolwiek je wyjawiać, dla ludzi zwać się miał synem trzech.

*2*

Do świątyni Wele Hamona, przybyli pątnicy wszelkiego stanu, by złożyć ofiarę z synów… przez płonącą bramę wodną Atraakwasu, weszło do heramu czterystu chłopców wybranych według cechy wzrostu, szybkości i siły, nagich przepasanych tylko zielem byla, a reszta niepocieszona z opiekunami wróciła w rodzinne strony.

Zwano go Trzechsyn, nie pamiętał już swoich prawdziwych rodziców, był Wiekiem synem Czasu tak jak inni którzy znaleźli razem z nim w świątyni Kamiennych Kręgów, jednak on był tu przygotowywany do władzy książęcej, a nie jak inni, których chowano tu tylko do walki, w obronie drzewa życia Ledian, Ludu Lodu, zawsze kończącej się bohaterską śmiercią, choć trudno powiedzieć po ilu bitwach, bo nie wierzyli oni w przeznaczenie, a zdawało się wybierali je sami.

Wharhara w której trwała nauka blisko pięciuset chłopców chowu wybranego, znajdowała się niewielkim umocnionym wzgórzu, w trudno dostępnej części kraju, w miejscu z natury obronnym i rzadko odwiedzanym, choć osady służebne i pasterskie znajdowały się tylko o kilka godzin drogi.

Nauka wiedzy koblinów była żmudna i nie odpowiadała usposobieniu, chłopców karmionych codziennie krowim mlekiem i krwią młodych byków, ale odczytywanie węzłów notacji kobalnej, świętego pisma Chrobatów należało do zwyczajowej inicjacji kniazi i nikt nie mógł zostać zaliczony w poczet książąt, bez biegłej znajomości t’arkanów tej starożytnej notacji.

Dużo lepiej szła im wszystkim nauka szyrmowania szerokim mieczem czy długą bardą, tutaj wychodziła z wybrańców długo doskonalona w świątyni czasu hodowla wojowników, to tutaj te jeszcze dzieci chowu walnego, zbyt umięśnione i masywne by ktokolwiek je lekceważył, zmieniały się w hufiec doborowy, ten huf walny który ostatecznym uderzeniem rozstrzygał bitwy jakie prowadziło państwo chrobów ~ Paralatów Lechina, Dzierusów, najwaleczniejszego narodu Scytów, szlachetnego ludu Siemnonów jak powiadają ludu starszego od nieśmiertelnych bogów.

*3*

Welemir i kilkunastu jego rówieśników siedziało w ławach, ustawionych w podkowę pod ścianami na których zawieszono dewany, na podobnie ustawionych stołach przed nimi leżały ich osobiste rylce i czarne tabliczki woskowe do notatek, uczyli się pieśni i legend poznając przeszłość królestwa zmarłych jak i pradziejów ludzkości.

Czernoryziec jak nazwano czertorytnika od czasu do czasu rzucając spojrzenie na lica czarnych kszog, perorował właśnie o końcu Związku Królestw Atlądu. Końcu mówiąc górnolotnie, będącym zarazem początkiem zstąpienia Ognistego Triglawa i rządów tego pierwszego, Jedynego w Świętej Trójcy Władcy Empireum, czyli iście Wele Hamona, Mitry i Ducha Świata, a którego kurhan zwany pospolicie Górą Trzech Św. Obrzymów, znajdował się niedaleko dolnego biegu rzeki Istli, na skraju osady Khałdus, co nazwa od hałdy kurhanu.

Powiedzcie dlaczego został wskrzeszony trójgłowy Kagan, ~ czarnoryziec zwrócił się bezwiednie do uczni, ~ dlatego ~ sam odpowiedział ~ że, rządy Kozyrsów wybieranych z łona wielkich dziewięciu tyranów, doprowadziły Wharat wielkiej ludzkości, do wielu nieszczęść, a każdy tyran i tak robił co chciał…

Welemir miał swoje zdanie na ten temat i uważał, że Duch Świata to właśnie wcielony Kozyrys… który z jakichś powodów musiał dokooptować Hamona i Mitrę do sprawowania władzy w Empirium Niebieskim, i był to jego błąd, bo władzę boską sprawowali dziś syn Mitra i ojciec Hamon, a Duch Świata mimo tego, że należał do wielkiej trójcy, był tylko spętanym niczym rab kobalny, bezlitosnym boskim akonem wodzem.

Choć zwany był sudomirem oraz straszliwym v’alter ego Hamona, był też bez wątpienia najwyższym boskim władcą zastępów L’andzielskich, najpotężniejszego narodu Scydów ~ ale nie zdradził się z tym sprzecznym, z dogmatem wiedzy i obowiązującej arii, poglądem. Skąd wziął ten pogląd, bo nie tylko słuchał starych pieśni ludu, a też posiadł wiedzę tajemną zachowaną w starych dewanach, Świątyni Kronik Kronosa …

Za to Welemir spytał czernorizdzca, który był zbyt zadowolony z swoich wywodów, za którego to Kozyrysa, sentymentalnego władcy zmarłych, Cydowie drugi raz zdobyli władzę nad całym światem… bo kiedy zdobędą trzeci raz, to jeszcze nie wiadomo… Jednak nie tak łatwo czernorizdzca zbić z pantałyku, odpowiedział, że proroctwa za to mówią kiedy stanie się to czwarty raz, mianowicie wtedy kiedy dobry smok ognia, powróci na czarną Górę Boga. Skutki zwycięstw mogą być różne, niekiedy smok wyrodnieje zmieniając się w złego smoka, Welemir milczał, bo dziś przecież, dobry smok strzeże Góry Boga, a polemika na temat tak odległej przyszłości nie miała większego sensu…

*4*

Nadszedł dzień popisu, w skartabellu zapisane były wszystkie imiona tych którzy mieli dzisiaj dzień próby, świątynia zakupiła pięciuset jeńców, byli to głownie rzymianie i ich najemnicy często z egzotycznych krajów, wypielęgnowani i dobrze odżywieni, otrzymywali broń którą sami wybierali wychodząc na wysypany piaskiem i trocinami, plac pojedynków, ci z jeńców którzy by zwyciężyli swego przeciwnika mieli obiecaną wolność…

Koło sztucznego wzgórza z wiązek chrustu zwożonych tu corocznie z całego powiatu, wzniesienia o płaskim wierzchołku na tym samym miejscu gdzie co roku składano ofiarę mieczowi z jeńców, miał się odbyć egzamin idących torem miecza, tak zwane dorzynki od imienia Dorzyńców zdobywających tu swoją pierwszą skórę skalpu.

Legionista Afranius, patrzył zza tarczy na nagiego szaleńca z szerokim mieczem, ufał swemu pancerzowi i gladiusowi, głowę osłaniał mu hełm, ale niepokoiła go długość miecza wysokiego umorusanego sadzą barbarzyńcy, słońce już zaszło, szarzało, ale było jeszcze dość widno, a i ogień płonął w kagańcach oświetlając boisko. Barbarzyńca pomyślał przyjmij panie tą ofiarę ode mnie, jeśli ją przymniesz, niech ci jego zbrojne ramię służy na wieki.

Na uderzenie gongu ruszyli na siebie, Radogost uderzył pierwszy, miecz z łoskotem spadł na tarczę w cięciu bocznym, drugie uderzenie z góry wymierzone było w hełm legionisty, który chciał przyjąć je na uniesiony do góry okuty brzeg tarczy, wykonując drugą ręką pchnięcie, podrzucił tarczę, wtedy stracił na chwilę przeciwnika z oczu, Radogost zrobił szybki krok w lewo i jego miecz spadł mijając tarczę, na przedramię, trzask łamanej kości wrzask legionisty zabrzmiały jednocześnie, gladius z zaciśniętą na nim kurczowo dłonią i kikutem przedramienia spadał bryzgając krwią w trociny boiska, gdy Radogost nie wytracając pędu uderzył trzeci raz, spuszczony na rzemieniu zawiązanym na nadgarstku miecz, kręcąc młyńca, tuż przed cięciem w kark, huknął jak z bata strzelił, koniec miecza na chwilę był szybszy niż dźwięk, załomotało o blachy pancerza i hełmu, głowa w hełmie potoczyła się po boisku znacząc je krwawo, bezgłowy korpus runął w przód, zatrzepotał kończynami, śmiertelne skurcze rzucały nim jeszcze długą chwilę, nim się wykrwawił i zastygł ostatecznie…

Radogost zawył jak wilk i uniósł do góry odcięty czerep, nie wiedział czy wypić z niego krew czy zdjąć skalp, w końcu zadowoli się tylko skalpem…

Podobne pojedynki toczono do rana, jednak żaden z jeńców mimo tego, że często byli to weterani wojenni, nie odzyskał wolności, żaden z nich nie pokonał młodego Cyda w bezpośrednim starciu, choć było kilka pojedynków bardziej wyrównanych, niż pojedynek Radogosta z Afraniusem.

Nic w tym dziwnego, jeden z bogów południowców ustami swego proroka mówił o Scytach: Naród to niezwyciężony, Naród to odwieczny… mocarzami są wszyscy…”, cóż odpowiednie odżywianie, mięso, krew, mleko, jak to zwykle bywa u hodowców bydła… i wyrasta naród olbrzymów i mocarzy.

Rusałki wszystko to knuły w koby dewanów, a w notach i węzłach tych kobierców pełno było podobnych opowieści, zwisały one ze ścian czytelni świątyni boga czasu, gdzie każdy może o tym przeczytać…

Oblężenie Welegardu

Licarz obudził się o zmierzchu, muskany pocałunkami spragnionej pieszczot niewolnicy, podniecony wziął ją prawie natychmiast, ale nie miał czasu na pieszczoty więc dość krótko zaspokajał swoją cielesną potrzebę, druga jego niewolnica przyniosła mu misę z wodą w której się umył, uczesał włosy wiążąc je w kok, potem odruchowo założył na oczy czarną opaskę gogli, tak by wychodząc z swojej ciemnej alkowy nie narażał swego nadwrażliwego wzroku, nawet na mocniejsze światło domowego ogniska, czy też na to by rozproszone promienie zachodzącego Słońca, nie raziły jego lelkowatych przyzwyczajanych od dziecka do ciemności oczu.

Tak jak każdy duch aczi, Sygniew wstawał zawsze gdy inni domownicy kładli się spać, jeszcze tylko jego matka czuwała przy ogniu, by podać mu niezbyt gorącą mięsistą strawę którą błyskawicznie połykał, potem założył szeroki pas harów, przypasywał karwat, krótki acz i szeroki miecz ze zbroczem typowy dla Empirów, potem znikał w ciemności matki Harów, Nocy.

Wcieleni w Żmija Ogiennego, zbierali się zawsze koło miny, kamienia miru, miejsca s’aboru kilku najbliższych osad, razem było ich tylu, że dowodził nimi setnik, dziesięć g’min tworzyło po’wiat tak jak to było w innych częściach Słewi. Tej nocy, dowiedzieli się o rozkazie przysłanym w imieniu Wele Hamona ze Żmijgrodu naddnieprzańskiego… zwyczajowo ciągnęli losy, co czwarty z nich miał się pożegnać z rodziną, bo następnej nocy miali wyruszyć jako wzmocnienie załogi Welegardu, któremu groziło oblężenie ze strony federatów imperium rzymskiego.

Powróciwszy do domu wypił kwartę świeżo utoczonej krwi byka, a potem w półmroku alkowy zaspakajał przez kilka godzin siebie i swoje niewolnice… i kochał je tak jakby miał jutro umrzeć, te ukochane dziewczęta, których być może już nigdy w tym wcieleniu nie zobaczy.

Trzeciej nocy po przebyciu trzydziestu mil lendziańskich, wojownicy dotarli do bram warowni duchów, jak tłumaczono sobie nazwę Welegardu, i oddali się pod dowództwo Cydobura, a tuż za nimi wjechały wozy z zaopatrzeniem, po dwóch dniach nadciągnęły hordy Niemietów wspierane przez rumskie kohorty.

Potyczki zaczęły się nieomal natychmiast po tym, jak kilkuset Niemietów, podsunęło się pod południową bramę grodu, usiłując zablokować drogę do niej, bowiem po potyczkach harcowników, wypadała z grodu lekka artyjska jazda podjeżdżając pod Niemietskie prowizoryczne stanowiska i zasypując je gradem strzał.

Ze zmierzchem wyszli z grodu wojownicy, opasani plecionymi ze słomy, warkoczami świec dymnych, szli jak na rusalije, nadzy jedynie z mieczami i miechami dud po pachą, uderzając z wyciem wilków, jazgotem orkanu, jak wściekła chera, poszli w dym, walcząc dzielnie, zabili wielu niemietów, a ich umocnienia obracając w popioły, spalili eterem wysyganym z dud.

Jednak gdy nadciągnęły główne siły wrogów, legiony imperium rzymskiego, pozycja Welegardu wyraźnie się pogorszyła, legiony rzymskie rozpoczęły, metodyczne oblężenie, wróg wybudował podwójne przeciwwały odcinając gród od wszelkiej pomocy, i założył wielki umocniony obóz pod Welegradem… po miesiącu w osaczonym grodzie, zaczęto jeździe wyjadać konie…

Wskrzeszenie

Mitra był bystrym młodzieńcem, dlatego od razu poparł Starców z Góry Anyi, którzy przybyli do niego z prośbą by wsparł, ich starania, o niezwłoczne wskrzeszenie władcy zmarłych, zapewnił ich, że osobiście przybędzie i przekaże przynależną Duchowi Świata pochodnię, jeśli tylko go Gogowie Ognia wskrzeszą.

Sam Mitra, choć był bogiem nienawidzącym kłamstwa, walczącym o prawdę i dobro, to nie był za pewny swojej obecnej pozycji syna bożego, następcy boga, i ograniczenie władzy ojca, jakie wiązało się z wskrzeszeniem boga Nawów, było mu na rękę, bowiem słowo Nyji w względzie uznania wcielenia Mitry, wiązało samowolę Kagana Hamona. Mitra spoczywał na sofie, na jego sinym od tatuaży ciele, wyróżniał się tatuaż oplatającego go węża, spojrzał ponuro spod swego diademu z gwiazdą, w ogień stosu świątyni, na mój miecz pomyślał, gdy się to dopełni, mój ojcze Królu Węży będziesz umniejszony, w władzy przez przerażającego Smoka Kurhanów.

A kiedy wzeszła gwiazda wieczorna której nie odróżniano tu od Jutrzenki, do sypialni Mitry weszła boska Lucyferyna… jak zwano Wenus, Święta Żona Mitry, a niektórzy twierdzą, że Lucyferyna zwana czule przez Mitrę, Lucynką to mężczyzna, co za niedorzeczność…

*2*

Nad grodem dominował jaśniejący oknami zamek boga, na gwarnym dworze Hamona, trwała w najlepsze wesoła biesiada weselna, właśnie nowo poślubiona żona boga straciła publicznie dziewictwo, najstarsza z czterdziestu państwowych żon boga, odprowadziła zwiastowaną pannę młodą na właściwe jej miejsce, na olbrzymiej tronołożnicy, obciągając przy tym na jej goły zadek suknię, więc jeszcze mocno podniecony bóg władca, wykorzystując nie wygasłą chuć, dobrał się do swojej siedemnastej żony, która widząc, że się chce do niej zbliżyć, nachyliła się i usłużnie zadarłszy szaty, wypięła mu kształtne pośladki… na szczęście ponad dwadzieścia żon jest w widomym błogosławionym stanie ~ pomyślał bóg ojciec, który nie lubił na takie, marnować nasienia i wbiwszy się w nią, ciężko sapiąc, zaczął przyspieszać ~ jakże ciężkie są powinności, wobec elemu i państwa ~ przeleciało mu jeszcze przez głowę, a potem nadeszło lędźwi wyzwolenie.

Na ten boży ambaras, do sali weszło trzech nieśmiertelnych starców z Świętej Góry, towarzyszyło im zwyczajowym prawem dziewięciu zbrojnych w labrysy wodzów świątyni i dziewicza kapłanka ziemi, idąc w stronę wysadzanej drogimi kamieniami trybuny tronu, mijali kolejne ławy, a rozbawione głosy stołowników, milkły tak jakby wszystko ścinał lód, więc kiedy dotarli do stóp tronu zamilkła prawie cała hala, ostatni zamilkł mocno już podchmielony tarhanioł Mszal, który z dzbanem wina w ręku wznosił toast krzycząc frywolnie… Potencja boga! Potęgą świata! ~ przypijając do boga władcy.

Bóg który w tym momencie znajdował się akurat w stanie euforii, bo zrobił to dzisiaj dziewiąty raz, dopiero po chwili skojarzył, zaległą ciszę z dziwną grupą, przed wyściełanym, kobiercami tronem. Wreszcie wzrok mu się wyostrzył, nastąpiło prawie olśnienie, poznał leszych… przeleciał mu po grzbiecie zimny dreszcz i otrzeźwiał, trupy opuszczały Górę Ziober tylko w wyjątkowych sytuacjach ~ krwi ~ wrzasnął na podczaszego. ~ A dla moich czcigodnych gości, stawiać stół, nań obrus i strawę ~ na tą drugą dagację ruszył się w podskokach podstoli.

~ Witajcie, świętobliwi co tam, słychać w kuźniach piekielnych ~ bóg ojciec zwrócił się uprzejmie do starców.

W tym czasie podstoli wydając polecenia zwijającej się jak w ukropie czeladzi, nadzorował błyskawiczne ustawianie ław i nakrywanie do stołu, a podczaszy podał bogu czaszę z żywą wodą, zwaną też nektarem, czyli kielich krwi byka którą syrulik właśnie świeżo utoczył.

~ W państwie chrobów nie najgorzej, Panie ~ rzekł Uglesz starzec z kosturem zwieńczonym orłem ~ żelaza i węgli mamy dość, a i daniny dochodzą na czas, ale doszły nas słuchy, o niepowodzeniach, ba klęskach jak ta pod Niszem zwanym też Naissus, waszych boskich zastępów w wojnie z imperium Rzymskim.

Bóg związku Antów Kagan Lest, zwany gdzie indziej królem Partów lubo Scytów, obruszył się na te słowa ~ przecie to wasza wina, świętobliwi ~ wszak to państwo grobów, przysyła ledwie czwartą część swych wojsk, pod dowództwo związku Antów ~ tak więc, dlaczego do nas przynieśliście te pretensje o te drobne porażki.

~ Jak wiadomo z umów banatu, Panie ~ rzekł Harlesz drugi starzec ~ całość sił obronnych Dzierusów, poza granice państwa chrobów, może wyjść tylko pod dowództwem boskiego Nyji, a nie byle tarchanioła, bo takie są święte prawa zmarłych. A do powrotu z otchłani czasu nowego wcielenia władcy zmarłych, twojego alter ego Panie, jak sądzę wiesz, potrzebny jest twój udział, Panie ~ dla dobra twego świata i spoli’tej Antów ~ dodał z naciskiem.

~ Czyżbyśmy słyszeli sugestię możliwości, samowolnego wskrzeszenia, władcy przez państwo zmarłych ~ bóg pomyślał, ~ łatwiej go będzie w razie czego obalić, ~ szybko podął decyzję ~ taaa, macie taką moc, są takie prawa, które na to pozwalają, intronizujcie kogo chcecie, któż to wie gdzie nasienni Wcieleiowie coś posiali, na pewno wodzem będzie wielkim, nie mam ochoty na dalszy dyskurs z wami, jak i na spotkanie z górą szkieletów, lubo jej przedpotopowymi obrzędami, jak wiadomo znacznie w czasie wyprzedzającymi narodzenie bogów ~ cóż, bóg nie był tradycjonalistą, zadowolony z swego konceptu, skinął na koniucha, a ten podprowadził do tronu konia, bóg wskoczył na konia z tronu nie dotykaj stopami ziemi. I już z konia zakrzyknął ze śmiechem ~ miłej zabawy ruda jeszcze wiestko, dziewicza kapłanko ziemi, a niedługo Anyu, martwa lub żywa, kochanico Nyji, jurnego i upiornego ducha xiężyca, ostatni raz patrzysz na Słońce czyli na Mnie ~ na te słowa, ledwie odtajała sala, wreszcie rozbrzmiała śmiechem. Bo zdano sobie sprawę z tego o czym prawi bóg Antów.

Starcy wiedzieli, że ich wyjście będzie znacznie mniej efektowne od wejścia, ale nie bardzo się tym martwili, choć w powszechnej opinii i tak byli martwi, bo Lest zwany przebiegałą, tym razem przechytrzył, jeszcze tylko w kolasie podczas powrotnej drogi jeden z atryarchów rzekł ~ choć, jednak Hamon musi być bardzo mądry, niby cin tor po kolana, a intrygi przędzie jak kobieta… rozległ się tłumiony śmiech, ~ w samej rzeczy, większość podczas igraszek cielesnych w ogóle nie myśli, bo jak dowodzi wiedza wiedźm, cała krew takim z głowy w przyrodzenie odpływa ~ dodał Trupimir, trzeci z wodzów ognia, będący najczęściej roztargnionym, co naturalne u oczytanych miłośników dewanów.

Potem zaległo ciężkie milczenie bo jak wiadomo, Słońce może się bezpiecznie spotkać z Xiężycem, tylko w podziemiach Góry Świata, gdzie indziej groza śmierci przejmuje Słońce, bo kończy to straszne spotkanie Xiężyc, krwawym zaćmieniem, starego Słońca, i dla nikogo nie jest to bezpieczne.

*3*

W przedczasach… duch mój… śród ciemnego piekła

Czuł się jak mgła powstająca z ziemi

… na dnie zimnej ołowianej skały…

Naprzód jak anioł w odłamie kamienia

Potem wąż ~ potem skrzydła sobie stwarza,

W ciemności nocy, w poświacie żarzących się węgli w żelaznych koszach kagańców, leży w żlebie żywy wiek, przykuty do głazu, spętany łańcuchami, zdradzony, ten wiek którego ogień żywota przywołano z otchłani giń ~ śmierci, nowo narodzony Xiężycowy Xiążę, wskrzeszony… by bronił drzewa życia, ten bez którego tron Trojana, trójboga L’andzielskiego przewrócić może byle uzurpator. Wiele dni i nocy smagało go powietrze, wietrznych lochów, grobowca władców Góry Anyi, spowity w mgły i opary, dymy kadzielnic… na dnie uwalu, porzucony przez wszystkich w mrokach.

Wreszcie w ciemności, wiek syn czasu zobaczył, ognik kaganka, a w jego świetle dostrzegł postać wiesty, schodzącej po schodach na dno skalnego żlebu, miała płócienną koszulę do kostek i zwyczajem wiest rozpuszczone rudawe włosy, zdała mu się nieziemsko piękna, i była chyba jego wybawieniem…

Iza Wela… jeszcze dziewicza kapłanka wód ziemi, schodziła, przedwiecznym zejściem duchów kamienia, na dno sztolni ku ciemnej, choć ciepłej od żaru kagańców wykutej w górze Anyi jaskini, tam gdzie rodził się bóg… trzej starcy nakłonili ja prośbą i groźbą, by ryzykując życiem wyrzekła się czystości i kapłaństwa, budząc ducha kamienia, boga nawów, wreszcie dostrzegła męża, marmurowym posągom podobnego, przykutego łańcuchami do głazu, był przytomny i patrzył na nią gorejącymi oczami, usłyszała jego głos ~ spodziewałem się, że uwolni mnie Lestek… lub miecza w serce ~ ale to będą znacznie ciekawsze czasy, pomyślał. ~ Ale ciebie moja piękna, spodziewałem się tylko w snach… Podała mu do ust brzeg dzbanka z żywą wodą, którą wypił duszkiem. Uświadomiła sobie, że ma już mokosz, długo tłumiona cielesność wzbierała rzeką pragnień, zadrżała, gotowa na zbliżenie ~ Już mnie uwiodłeś panie, ale wiesz, że muszę cię panie o coś prosić, nim cię uwolnię…

Podobny był w tym do Lesta, nie miał ochoty tego przedłużać, znał dobrze wiedzę rytów. ~ Nim, mnie tu złożono do grobu, piękna ~ przybito mnie na dziewięć dni do rei drzewa życia, wiem co należy do obrzędu, obiecuję Ci, że zostaniesz moją Świętą Żoną, więc nie mniej obaw, że cię wodzowie ognia, złożą w ofierze, bo oddadzą ci pokłon… Iza Wela musiała powiedzieć coś jeszcze ~ Twój przyjaciel oskarżył cię o bluźnierstwo… wobec bogów wcielonych…

Dostał za to skrzynkę dudków, a żona moja mnie zdradziła, pomyślał. Tuż po tym, jak go pojmano, Starcy dali mu potrzebne, do wcielenia słowa, tajne księgi opisujące historię przeszłych jego wcieleń, czytał biegle, ale minęło kilka miesięcy, nim je przetrawił i pojął, kim był i dlaczego to z nim czyniono. Nie dał jej skończyć ~ więc bluźniłem sam przeciw sobie, a co mam z bogami to moja sprawa… wiesz przecie, kiedy uwolnisz mnie, moje słowa będą słowami boga będą prawem mego świata, a ze światem żywych, nie łączy mnie, ni miłość, ni nienawiść. Władza króla Landzielskiego, jest tak na prawdę tylko atrapą władzy tego kamienia, z którym w współczesności związano mnie… ~

~ A i poza czasem tego świata, nie myśl też, wiesto, że to ci trzej leszy ubrali mię w grozę i majestat przerażenia, to kazał im Duch Czasu, kiedy zobaczyli na mnie znamię Zeruana.

To chronida zaświtało jej w głowie, bo znaki wcielenia prawowitych władców, wcielających się wśród ludu wieków, może mieć tylko bóg prawdziwy, zaniemówiła, zazgrzytał klucz w zamku kłódki, opadły z boga krępy i łańcuchy, nektar i podniecenie bliskością dziewicy, spowodowało, że nie czuł omdlenia, gotowy ją rozwiastować… a potem gdy przestała być wiestą… syn czasu, założył sobie upierzony hełm grozy, Xsiężycowego Xięcia, który uczynił twarz jego straszliwą, na pohybel wrogom Świętych Gór ~ Gór Świata, a może bogom siedmiu niebios i światów.

Rozległ się głośny krzyk tysięcy lelegtorów, miecze uderzały o tarcze, dopełniał się kraczun, w blasku ogni kagańców i dymach kadzielnych, wychodził z krypty na halę Peuki Krak, wsparty na szoszce, przyświecał mu sierp xiężyca w nowiu, a lud giął przed nim kolano, Mitra stojąc w świątyni Harawaty, zapalił jedną z swoich pochodni ogień w wielkim kagańcu, dym i skry poprzez komin, wzniosły się ognistoszarym słupem ponad jej dach, rozbrzmiały pieśni wskrzeszenia, kraczun był wielkim świętem w całym państwie Chrobatów, wszędzie na nowiu xiężyca, przed domami ustawiono stosy ognisk, weselono się, śpiący licarze z kitarami śpiewali pieśni o walce dobrego smoka z uciskim i niewolą, biesiadowano i koliedując Leli Leli Lama, sławiono narodziny płonącego smoka, skacząc przez ognie.

Przed Wele Krakiem i za nim, stanęły szeregi wychowanej z nim etery boga, która klęła się na perunowy kamień tronu, że będzie wierna mu do śmierci i po śmierci, bo tam gdzie legnie głowa wodza boga, tam i głowy drużyny jego legną, bo bohaterzy to atar ~ ogień boga, ognisty mur ubrany w szare aldziery spod których wyzierały blachy pancerzy, to ci którzy w przyszłości zawojują pół świata. A kiedy syn boży Mitra wręczył, Władcy Empirów pochodnię i spojrzał w szare oczy syna czasu, stracił resztki pewności, co do słuszności swoich poczynań, bowiem zrozumiał, że nie był to jemu posłuszny czas…

Holopagus ~ Całożerca

Do stolicy dotarły pierwsze, niepewne wieści o upadku Welegardu, który otoczony przeciwwałami, miał upaść jeszcze na tydzień przed wskrzeszeniem Nyji, rzymskie legiony i ich niemietscy federaci, zastosowały jedyną skuteczną wobec Cydów metodę, wzięcie grodu głodem, ograniczając się do ścisłej blokady Welegardu, bowiem wodzowie rzymscy zrezygnowali z wzięcia warowni atakiem, po doświadczeniach paru szturmów, po których ich żołnierze, wracali coraz bardziej przerażeni… mówiąc, że nie chcąc być karmą upiorów.

Cydowie bowiem wpuszczali do grodu szturmujących, tylko po to by następnie w osłonie dymów, rzucać się na nich z mieczami, potem Cydowie zaspakajali swój głód spijając krew, spływającą po zbroczach swych szerokich mieczy, wbitych w ciała swych wrogów.

Po ustaniu ataków, strażnik lasu śmierci Cydobur szukał jeszcze szansy na przełamanie, lub rozluźnienie, pierścienia oblężenia, w nocnych wycieczkach, jednak straty były zbyt duże by to trwać miało długo, wreszcie gdy zostało ich tylko kilka setek… wódź powiedział ~ opadliśmy z sił, odsieczy nie widać, a musiałaby być przeprowadzona dużymi siłami, by nas uwolnić z tej matni, nie zhańbimy ziemi ludzkiej poddaniem, dziś z wieczora podpalimy gród, a kiedy dymy z pogorzeliska dotrą do rumskich przeciwwałów, będzie z nimi i Lud mgieł, mówią, że to upiory prowadzą mgły, niech mgły poprowadzą nas, jeśli ktoś się przedrze opowie co się tu dokonało, inni nie mogą dać się wziąć żywcem…

Zapłonął gród upiorów, ci Cydowie co zginęli wcześniej płonęli na jego stosie, a nad nimi unosiła się chorągiew z znakiem góry, znamieniem Chrobacji, piorunowe oko w trójkącie, z którego wyrastają ku niebu gałęzie drzewa życia, a znawca w wstędze pod trójkątem dostrzegł jeszcze chrobackiego smoka, reszta tuzów moru w nisko snującym się dymie ruszyła szukać śmierci na wały wrogiego obozu…

*2*

Brylant Żmije Oko, miedzy czterema rubinami, na siedmiu perłach leży w błyskotliwym, srebrno diamentowym diademie. A ów słoneczny diadem leży na czerepie Chaściska Władcy Węży ~ Lesta, Boga Antów.

Hamon Góra Świata, stał ponury jak gradowa chmura, trawił dwie wieści, które każda z osobna może były by do przełknięcia, razem zdawały się złowieszcze, zwłaszcza, że ta pierwsza o zniszczeniu Welegardu przez siły rumskie, olbrzymiała z godziny na godzinę i zdawała się być wieścią o coraz większej klęsce.

Drugi złowieszczy zgrzyt, to zagadkowy udział jego syna Mitry w wskrzeszeniu Welesa, co stanowiło uznanie boskiej natury wskrzeszonego, tak, że nie można było derogować tego kraczunu, i to w żaden sposób. Bóg Hamon wietrzył w tym spisek, tak klęska w wojnie, powódź, grad, czy nieurodzaj, to zawsze winią mnie Boga Ojca, ~ myślał. Jeśli dolegliwości tego będą dla ludu zbyt wielkie, ani chybi złożą mnie w ofierze… miał wieszczą wizję, Xiężycowy Xiążę, zaćmi słońce, a gdy go odsłoni, świecić będzie ono płomieniem nowego życia… Całe życie stanęło mu przed oczyma, gdy był młody, czegoś chciał dokonać, jeszcze w mitrze następcy tronu namówił swego Ojca Hamona by wysłał wielką wyprawę po wodzą K’niwy, jego niszczyciele zdruzgotali armie romaji w Tracji, zginęli wówczas jacyś wielcy wodzowie romajscy zwani cezarami, ale ostatnie lata, minęły mu na przyjmowaniu hołdów, darów, gromadzeniu złota i klejnotów, miło trwonił czas, korowód kobiet, morze wypitego wina, pochwalne śpiewy pochlebców, a przecież niebo kocha bohaterów… owoc wiecznie zielonego krzewu ruty, przejrzał i runął w popielnik ofiarny ołtarza, sam utuczyłem się na ofiarę, a może mnie tu od początku na to hodowano jak byka zarodowego, a teraz ofiarnego, westchnął, ~ okrutne są prawa królestwa Sinych ~ Venetów.

… po czym bóg wezwał tarhanioła Mchala, i nakazał, zebrać wojska i ruszać pomścić Welegrad, tarhanioł żachnął się, coś tłumaczył, że wojsk mało, droga daleka ~ trudna… zamilkł i zrozumiał, co się w państwie sinych święci, dopiero gdy Lest, rzekł mu ~ gdyby nas miało być tylko czterystu, a choćby nas było tylko dwóch, zaprawdę powiadam ci lepiej będzie jeśli tam zginiemy. Tak pomyślał tarhanioł, ~ tylko wskrzeszono upiornego Welesa grabarza bogów, a już cień smoka grobów, padł na boga słońce.

Panie, ~ przełamując zaciskającą się na gardle, żelazną obręcz nieznanego mu uczucia ~ strachu… tarhanioł wycharczał ~ zemstą niech zajmie się Nyja, władza jego nie sięga do Grodu Hamona, na pewno nasze obawy są przedwczesne, nie chcemy iść jeszcze w twój wieczny kurhan, zaręczam Panie, wielu wojowników będzie chciało walczyć z go’liadami Nyji w obronie twego tronu… Odpowiedzą było, milczenie boga… który wspomniał sobie słowa hymnu K’niwy:

Jam odszedł… moją płomienną koroną

Trwożąc upiory… straszny ~ choć umarły.

Który po śmierci Hamona, którego był valterem ~ zastępcą, popełnił rytualne samobójstwo, wierny rytualnym prawom królestwa kurhanów…

*3*

Tymczasem, w części Scyti zwanej p’artą Nyji, na sztolniach i jaskiniach Góry Ziober trwało przesilenie czasu, najpierw nowo wskrzeszony bóg nawów, wiódł dyskusję z trzema leszymi, która była bardziej indagacją, coraz mniej przyjemną dla nieśmiertelnych starców, bo uświadomili sobie kto jest panem, a kto sługą na górze śmierci, bóg zaś uświadomił sobie, że państwo uległo rozprzężeniu i jego nawa dryfuje na mielizny rzeki czasu.

Duch Świata, miał absolutną władzę boga Świętej Góry Zmarłych, był władcą smoka kurhanów, bogiem który swym wyrokiem przecinał nici żywota ludzi, bogów i światów, za nim stała armia kościoboków, licząca dziewięć tysięcy pancernych i dziewięćdziesiąt tysięcy płonących tuzów, a setka tych wojowników, była warta tyle, ile dziesięć secin wojowników innych armii, jeśli by zechciał mógłby przeciąć nić żywota, nawet tego świata którym władał.

Nakazał leszym by zaprowadzili go do nawy grobowej, Kiejzara Kazi Mira… przed katakumbą na dyszlu raksy wielowiekowego rydwanu, znaleziono kiedyś biegle zawiązany w kulę węzeł, notacji kobalnej, dziś zrósł się w nieczytelną zetlałą masę, która pod dotknięciem, kruszała i rozsypywała się w pył. Rozebrano kamienną ścianę wejścia, w korytarzu prowadzącym do komory grobowej nie było pułapek, na katafelku spoczywał szkielet, na którego piersi leżała kolia sznurowa, rozłożona półksiężycem miedzy ramionami sięgając zapadłego w nicość brzucha, znamię starych bogów Wharatu, z brązowo złotego hełmu, wysuwała się podążając w stronę schnącego i kurczącego się ciała duża czaszka, na hełmie w świetle pochodni, z złotego trójkąta połyskiwało szmaragdowe oko cyklopów. Tyle pozostało z mocarnego niszczyciela światów, pomyślał Welemir, jednak podniosę i przyjmę ten znak, późnej nakazał leszym, by w kuźniach góry, wykuto dla niego taki sam hełm, gdy nadejdzie czas się przyda nie jemu to następcy…

Potem Nyja, rozmyślał nad przyczyną wyraźnych oznak, kryzysu w związku Antów, spadło zaludnienie, świeciły pustkami obejścia wiejskie, uciskano uboższych, możni przyjaźnili się z kupcami wrogich nacji, ba nawet wchodzili z nimi w koligacje, choć takie związki było zwyczajowo zakazane, więc ta przyczyna zdała się szybko oczywista, zdziwił się, nie tym, że kniazie i najprzedniejsi tuzowie, bardziej zajmują się kupiectwem, niż sprawiedliwymi rządami i ćwiczeniami wojennymi, ale tym, że to było tolerowane.

Co więcej najpierwsi supani, wręcz brali złoto od urzędników rzymskich, za przyznawanie im przywilejów handlowych, uznawano cudze prawa i obyczaje, stawiano też bałwany obcych bogów, rozwinął się oburzający handel duszami, czyli obracano ludzi w niewolników, sprzedając ich w obce kraje na wieczną niewolę, w procederze tym brali udział kniazie, supani i szlachetnie urodzeni, a jak wiadomo tylko bóg mógł wiązać koby losu. Wcześniej Scytowie nie mieli kupnych pachołków, służyli tylko ci którym bóg rozkazał.

Wele’mir wysłał swą eterę by podburzyła lud, rzucano oskarżenia przeciwko tym których bogiem była prywata i własny brzuch, których całe postępowanie było nauką zgubną dla wszystkich… Gniew ludu skierowano na nadzorców państwa, którzy mieli stać na straży porządku i interesów królestwa, a zamiast dbać o jego interesy i prawo, hołdowali słabościom podopiecznych, by słabych niewolić, przeciwko tym w których był początek zdrady i wszelkiego zła, nie byli oni przełożonymi, pasterzami, a ciemiężcami od ciemiężenia, bogacicielami od bogactw, tym którzy popuszczali cugle lubieżności innych, bowiem wspólnicy tej samej zbrodni nie mają oskarżyciela. Jako, że ryba psuje się od głowy, spadły głowy, do najbardziej uwikłanych w niecne sprawy rozkradania królestwa i winnych jego zachwiania, wysłano rozwiązane nawęzy, ci którzy uznali wyroki popełniając samobójstwa, zachowali w pokoju i posiadłościach swoje rody, choć nie obyło się tu i ówdzie bez zamieszek i samosądów, zdarzyło się też, że jeden wojewoda ze swymi ludźmi stawił opór wyrokowi, za co z całą swoim dworem, został złożony na ołtarzu prawa Chrobatów w skrwawiony Kurhan.

W samej dzielnicy Nyji złożono wszystkich cudzoziemców na ofiarę niebu, z krajów ościennych w panice uciekały całe obce plemiona, tam gdzie państwo zmarłych, sprawowało władzę bezpośrednio, znoszono cudzoziemskie cyrografy i zakazano handlu duszami. Po tym mgła tajemnicy, spowiła państwo zmarłych. W innych królestwach Scytów, pod grozą tych wydarzeń kniaziowie wprowadzali podobne zarządzenia, choć niekiedy wprowadzono je tylko pozornie.

*4*

Welemir, znów zstąpił do podziemi Świętej Góry Śmierci, na szyby i chodniki od tysiącleci wykuwanych lochów, katakumb bogów, tajemnych sanktuariów królestwa zmarłych, tam gdzie znajdowały się iz’wory rodu, źródła żywej i martwej wody.

Najpierw Bóg celebrował w głównej nawie świątyni wnętrza góry, ofiarę z byka, pragnąc wyjednać sobie u martwych bogów podziemi, przychylność wobec swoich zamierzeń, po czym przeszedł z swą eterą, sztolniami do skarbca świątynnego, gdzie od wieków składano część z łupów wojennych, przynależnych prawem Spolitej, Ognistemu Smokowi z Świątyni Góry, prócz skrzyń ze złotem czy drogocennymi kamieniami, sznurami pereł, koliami, pierścieniami, czy koronami, znajdowały się tam zastawy stołowe z różnej wartości kruszców, też złote kielichy, półmisy, polerowane srebrne zwierciadła, brązowe lichtarze, kunsztowne napierśniki, kotły, odlewy posągów ludzkich, boskich i zwierzęcych, chimer, węży, gryfów, smoków, jak również sprzęty których przeznaczenia trudno było dociec, obok bel zetlałych już, drogocennych tkanin, złotogłowi i jedwabi. I było tego na tysiące scytyjskich wozów.

Boga najbardziej interesowały monety, pożądane przez ludzi gminnych, za jakich bogowie wcieleni, uważali co mniejszych kniazi, dudki te miały skłonić udzielnych władców scydyjskich, do gorliwszej współpracy w wojnie z imperium rzymskim, można co prawda, było użyć wobec nich nakazów czy gróźb, jednak najemnik waleczniejszy jest od niewolnika, a sprzymierzeniec od p’lennika. Dla boga tuzów moru, ówcześnie najważniejszym przedsięwzięciem, było zniszczenie imperium rzymskiego. Dlatego ze skarbca smoka pobrano co trzecią skrzynię, złotych i srebrnych monet, tak by pierwszy szykowany najazd był największy.

Przetopiono też parę złotych i srebrnych cielców na monety z wizerunkiem upierzonego hełmu grozy wpatrzonego w sierp xiężyca, od nastroszonych piór hełmu, zwano te monety dudkami przez podobieństwo do nastroszonej głowy ptaka dudka, sama nazwa monety od wizerunku miesiąca na monetach.

Najazd Łupieżców

Jak popielni rycerze ciemni z grobu wstają

Z pamięcią dawnych hełmów i zbrój ~ nawet skrzydeł,

Jak konie broczą znowu w krwi aż do wędzideł…

I znów z piekła szlakiem wychodzą czerwonym

Smętne duchy ~ lecące za królem szalonym.

Szli chocholi w ciemności przyświecając sobie pochodniami, półnadzy opasani grubym powrozem świecy dymnej, szli straszno licy w czapkach z piór, cicho jako duchy zbrojni w maski grozy i szerokie acze ze zbroczem, a ich powieki i jagody lic, malowane sadzą.

Przestrzeń zewnętrzna poza helemem, dla duchów aczi, była nieustającym polem zbrojnych harców i walki, nawet niekiedy dla innych Słowian byli dość uciążliwymi obrońcami, toć dla wrogów Słowian, Nemietów których starym prawem zabijali, byli końcem świata, bo zostawiali tylko ziemię i niebo w ich krajach.

Dowodził tej wyprawie licarzy, sam świeżo wypierzony duch kamienia ~ Welemir, nad jego czołem świecił księżycowy znak księcia Chacharów, a jego hełm przykryty był zmoczonym krwawo, skrzydłem pióropusza z lotek szarych gęsi. Ile piór tyle skalpów wrogów królestwa Lendzelskiego, zdobył wódz jako młody wojownik, a pióra z tego hełmu władały burzą.

Po przejściu południowej bramy królestwa zmarłych, zwanej później bramą morawską, główne siły Paralatów Lechina połączyły się z wojskami które trzymały straż w świętym Cydoborze, lesie śmierci gdzie prócz, pasterzy czarnych stad Kraka, zakazane było się komukolwiek osiedlać, a las ten od wieków, otaczał państwo zmarłych.

Podjazdy lekkiej konnicy artyjskiej, wzięły rzymskich jeńców, po pobieżnych badaniach okazało się, że sześć rzymskich legionów przeprawiło się przez Dunaj idąc na wzmocnienie sił obozu rzymskiego, który rozbudowywano obok zgliszcz Welegardu, gdzie rzymianie przygotowywali się do, uderzenia wzdłuż rzeki Leli Wagu na związek Lugiów. Armia Upiorów ruszyła im naprzeciw.

Jednak kiedy armia L’andzieska dotarła w okolice Welegardu, okazało się, że obóz rzymski został w niezwykłym pośpiechu opuszczony, a Legiony rzymskie forsownym marszem porzucając tabory uchodziły w granice imperium… od złapanych federatów rzymskich którzy myszkowali po opuszczonym obozie, dowiedziano się, że owe sześć legionów faktycznie miało tylko ubezpieczać odwrót ich sił zgromadzonych w obozie pod zniszczonym Welegardem, dośpiewano więc sobie, że rozpuszczane przez rzymian pogłoski o natarciu na północ miały wprowadzić wodza związku Antów w błąd…

W pościg wyprawiono tylko jazdę, zakazując jej wdawać się w cięższe walki… główne siły Harów liczące 50 tysięcy wojowników, po przeprawie przez Dunaj mostem zbudowanym na łodziach, ruszyły na miasta i obozy legionów, rzymskich prowincji Norikum i Panonii, które zawsze służyły zaopatrzeniem dla operujących na Północ od Dunaju legionów rzymskich jak i były zapleczem ich federatów.

Welemir znał historię wojny z Rzymem swego poprzednika gniewnego K’niwy, który dwadzieścia lat wcześniej zniszczył legie rzymskie i zabił ich cesarza Decjusza pod Abrittus, jednak imperium choć osłabione trwało dalej, tym razem uderzenie lądowe na strefę poddunajską imperium zsynchronizowano z uderzeniem morskim na Azję Mniejszą i prowincje iberyjskie imperium.

Epilog

W latach 270 ~ 279 ery Chrystian pod chorągwiami piorunowego oka, spustoszono Galię, północną Italię, Norikum, Dację, Trację, najeźdźcy wdarli się na całej długości granicy Dunaju i Renu, na kilkaset do tysiąca kilometrów w terytoria rzymskie, okręty u’piorów L’andzielskich zwanych piratami, docierały nawet do Luzytanii na półwyspie iberyjskim.

I mimo tego, że w wyniku zawartego pokoju rzymianie utracili tylko Dację ewakuując z niej zromanizowaną ludność, osiedlaną w spustoszonej Tracji, to jednak potęga Rzymu została wówczas ostatecznie złamana, a Rzymianie zamiast kontynuować ekspansję, zaczęli wznosić wokół Rzymu potężne mury obronne.

Wiek później w 367 roku ery chrystian, Słowianie pod wodzą Trojana wnuka Welesa odnieśli pamiętne zwycięstwo na Imperium Rzymu. Od daty tego swojego zwycięstwa, Słowianie zwani od swych szarych guni w imperium Hunami, zaczęli liczyć nową erę swego czasu, bowiem bitwa ta stała się początkiem wojen, które doprowadziły do upadku imperium rzymskiego na którego gruzach, powstały nowe państwa Słowiańskie.

Krótki słownik mało znanych słów.

Antowie~Lugiowie obie nazwy etniczne znaczą dosłownie ludzie.

Dzierusi~Gierusi (Gerrosi) kniazie-władcy naród Scytów, grzebiący władców scytyjskich w wielkich kopcach w swoim kraju, znajdującym się czterdzieści dni drogi w górę Dniepru, czyli to Mogilanie ~ Chrobaci.

chaściska ~ wąż po czesku, też ojciec Piasta to Chościsko

Chrobaci ~ oboczna nazwa Chorwatów małopolskich, od hrobu ~ grobu (czeskie), czyli od kurhanów, Mogilanie, Kurgani, których władcą był Liada ~ polski Mars, jego znamieniem było Scop(Oko) antyczne znamię Małopolski.

Cydowie ~ Cytowie S’cytowie, od cita~cytadela, gród, cyd znaczy też śmierć-zabójstwo.

Hamon ~ bóg którego czcili Słowianie, Hamanem, nazywano też Piasta podczas intronizacji.

izwor ~ źródło po macedońsku

kazimir(kaziswet) ~ niszczyciel(światów) po czesku.

Weles ~ Nyja, bóg władca Lachów

Landziones, Lendzianie, Lengiel nazwy Polaków.

Ledianie ~ Polacy, nazwa Polaków wśród Słowian bałkańskich (led-lód).

Lechici(Kadłubek) ~ Reginowie, (królewscy) antyczna nazwa Polaków (Długosz).

lesz ~ trup po macedońsku, lesz’ek częste imię polskie.

Liady (Lachy) ~ nazwa Polaków na Rusi.

Nie’meci(ne’met) pierwotnie wszyscy niesłowianie, dosłownie nie ludzie (miet-człowiek też miet~met znaczy miecz, stąd Miet‚ek to zdrobnienie imienia Mieczy‚sław).

Paralaci Lehina (Basilleos), ~ dosłownie przerażający królewscy, lud dominujący wśród Scytów, (Scyci Królewscy)

Czechło ~ Gunia ~ Huńka ~ Karwatka ~ Algiera(aldziera) pierwotnie płaszcz, kurtka, koszula noszona przez Słowian, stąd imiona etniczne lub odwrotnie od nazw etnicznych nazwy o’dzie’rzy~o’gie’rzy, co było pierwsze, czy od nazwy etnicznej czech’ło imię Czechów czy od guni~hunki Huni-Guni czy od Gunów~Hunów, huńka~gunia.

Wele’mir ~ imię Słowian dosłownie duch świata, rosyjskie Wielie’mir, serbskie Veli’mir, też legendarny syn Kagana (Hertnita, herd’nite dosłownie odrutowane ognisko) Wala’mir, znany z legend niemieckich władca Polski i Rusi pogromca Hunów Atylli.

Żmij Ogienny ~ Smok Ognisty, mityczna armia Słowian okupujących Bałkany.

Rozdział 13

Księga III Wskrzeszenie czasu

Kagan Światogor1 obrzym z Świętych Gór i PAN HELEMU Nicz Gory Nyja – Welemir

Nida-Neda-Nedao 657 rok opoki Stolimów, od czasu odnowienia Bant Ludzi

(454 rok e.ch.)

(Był taki czas który zdarza się co 666 lat gdy z powodu zsyłanego nieurodzaju od wschodu od Gór Szatańskich nadciągają głodne hordy Ałtajskie (ałty znaczy sześć) które zmieszały się plemionami finougrami podporządkowawszy sobie również heksoidalnych Sunmanów przodków Niemców mieszających się z Tseutonami stały się sojusznikiem Imperium Rzymu w jego walce z Ognistymi Olbrzymami z Empireum czyli Królestwem Venetów – Niebieskim Anteli inaczej Spali, Rzymianom i ich sojusznikom udało się pokonać Kagana Osija Pomorskiego Władcę Weletabów który zginął w płomieniach zniszczonego przez nich Zgorzelca, jednak na placu boju pozostał jego brat niewidzialny król Welemir władca Śnieżnych Olbrzymów czyli Ledian z zakazanego państwa Hrobów)

Na ślubie Atylli byli posłowie Antelscy z darami weselnymi dla córki Hamona Światogora, więc wszyscy kniazie Antów wiedzieli, że jeszcze niewiele dni przed śmiercią Atylla obiecywał swoim hordom naddunajskim, bezkresy Gnitaheidi, jak tam w ich mieszanych gwarach nazywano Banta, związek Stolimów, od Mrokwidu, aż po sławne miasto Danupru mieli panować jego różnej maści sługusi. Tym bardziej nikt Elki nie winił, że oblubieńca we krwi zostawiła, bowiem według praw państwa zmarłych dziewice Świątyni Dziewięciu Kręgów nie mogły wychodzić za mąż za kogoś z poza granic helemu Nyji, obowiązywało to prawo zwykłe Rusałki, a trzeba wiedzieć, że dziewice tej świątyni były zapoznanymi z arkanami wojny aniołami śmierci, dlatego często nosiły imię Anya. Władca zastępów kościoboków Welemir, zgodził się ją oddać ojcu, dopiero po tym gdy wyjawiła mu swój zamiar zgładzenia Atylli, a i tak ledwo udało mu się opanować wzburzenie swojej umorusanej armii szkieletów, obiet-nicą wyprawienia się na wesele z nagimi mieczami, gdyby jednak miało dojść do skonsumowania tego świętokradczego związku małżeńskiego. A gdy powróciła biała knagini do dziewięciu kręgów niebios, uznano ją za Dziewicę Moru, wcielenie Śmierci, tak, że sam Księżycowy Władca Kościej będący przecież ziemskim wcieleniem Nyji i drugim władcą Haratu, nie śmiał przy niej siadać i jej rady przyjmował prawie jak rozkazy.

Później widziano ją częściej w towarzystwie starych bardów i klechów niż ludzi jej wieku, świątynni kapłoni przynosili jej stare kobierce które ona przeglądała, a jej palce z wielka biegłością przebiegały po ich kobach i przeplotach. Knagini po długich rozmyślaniach ogłosiła, że stare koby nakazują ostrożność jednak trzeba, bez względu na wszystko uprzedzić czas trójszóstego roku do którego zostało lat dziewięć, bowiem ludy z piętnem trójszóstego imienia stanęły u wrót ognistego heramu niebios. Należy więc doprowadzić do bitwy ostatecznej tak by z wrogów nikt nie ocalał, bo za dziewięć lat zło będzie zbyt potężne i będzie to czas sprzyjający wrogom Stolimów. Potwierdzali jej słowa kapłoni Świątyni Dziewięciu Kręgów Czasu – trzeba zniszczyć zło nim nabierze sił – mówił też kier Tolimir, labras cechu kowali – jest to przesilenie czasu czy chcemy czy nie nastąpi, gdy nadejdzie 666 rok czasu w kamiennym kręgu roków, to lepiej byśmy krwawe jego zapasy mieli już za sobą – Jak zrządzenie losu przyjęto więc poselstwo Shunów2, wysłane przez synów Atylli, które zażądało od Stolimów trybutu, było to ostatnie ich żądanie, bowiem żywcem kości im wyjęto i wypchano ich skóry sagimentum, a czyniąc zadość ich żądaniu wysłano te skóry jako trybut Hangrenom.

Trwał 657 rok opoki Stolimów po odprawie skór posłów Shuńskich wojna była nieuchronną. Z Kaganina rozesłano wici, aż po trzecie, ogłaszając Mortuz stan śmiertelnego wysiłku wojennego, Światogor wiedział, wiedzą władców z kręgów czasu, że zwykłe przygotowania wojenne tym razem nie wystarczą, dlatego kuźnie i piece hutnicze pod górą pracowały ustawicznie by przetopić wszelkie żelazo na broń, pamiętał też to, że dwadzieścia lat wcześniej jego poprzednik Kagan zginął w płomieniach grodu Weletabów Zgorzelca, zniszczonego przez koalicjantów Aecjusza.

Bardzi śpiewali pieśni wojenne, a Rusałki obiecywały po wszystkich grodach związku Sporów, że każdemu krzepkiemu mężczyźnie, bez względu na jego stan i zajęcie, dane będą miecz, tarcza i zapisane będzie jego imię w skartabelu – tabeli mieczy, jeśli się stawi w określonym czasie, na hali tronowej, góry Pełki, miejscu popisu, niejedna matka święte dziewice przeklęła, że syna im w wody rzeki ognistej powiodły, wiedząc, że nigdy już go żywym śród zwykłych ludzi nie zobaczy. Bowiem ochotnik śpiewając pieśni śmierci zstępował do jaskini, by w ciemności wnętrza matki ziemi u źródła żywej wody niby umrzeć, a po dziewięciu dniach wstawał z grobu wskrzeszony, był on tedy harat czyli Obr płonący, stawał się przerażającym swym widokiem obrońcą ziemi, mortuzem, wojownikiem armii kościoboków, wręgów, szkieletów, szedł z zmarłymi z Nidy Ognia, Nicz Gór, mara wcielona w węża ognistego z ępireum, Lele Draga smoka mgieł i dymów, który spał u korzeni drzewa życia, zbudzony jak grom uderzał z głębin wód płonących, świętych rzek ognia, uderzał jak ognisty huragan na zastępy wroga, ałtyńskie sługi triheksa, bo trójszósty to odwieczny wróg niebios i modrego Stolima.

Rozesłano wici z wezwaniem do wszystkich Sporów zamieszkałych na wschód, zachód i północ od Świętych Gór, w stronę Danpru, Łaby i morza z wezwaniem na wojnę w obronie świętych wód, rzek rodu olbrzymów. Najazd szykujący się z południa, groził bowiem wszystkim ziemiom rodu Sporów, całej Unii Antelskiej, od Kijewa przybył Oskart jak zwano booko labrasa wiodąc zastępy Ostrogotów yli Siewierzan, Polan i Wołgarów, od Khojawii przybył tamtejszy Zemuzil stary Aszczur stąd przez Niemetów zwany Sauronem z swymi Serbensami, samych Weletabów i Rarogów przyprowadził Wizimir z którymi przybyli też Warankowie z Arany i Apodrzyci.

Strażnicy mrocznego lasu Ratibor i Boruta odparli pierwsze watachy kruczowłosych Sunmanów jak zwali się wówczas niemcy wasale Shunów, do walk tych doszło jeszcze na przedpolach Mrokwidu, gdzie zniesiono ich ze szczętem. Jednak w obliczu nadciągających głównych sił, związku Shuńskiego, wojska Kurhanów wycofały się w bory i zaryglowały swą harmią bramę morborską. Zło wzbierające od południa zatrzymało się na granicy, sławnego lasu hercyńskiego, ale synowie Ałtaju i czciciele triheksa w każdej chwili mogli przełamać jego umocnioną moc. Pogrobowcy Atylli dobrze wykorzystali stypę po jego śmierci, mobilizując na niej, swoich wiernych jak psy wasali do wojny przeciwko znienawidzonym i budzącym wieczny lęk Hrobrom. Kaptowali ich pochlebstwem, obietnicą łupów i przekupstwem, a niekiedy biczem i groźbami, zgromadzili 200 tysięcy liczące siły Shuńsko – Sunmańskie, dochodziły do tego posiłki romajskie. Cały ten zbiór, synagoga szatana, wszystkie te hordy zła, pychy i żądzy złota, miały uderzyć, na ziemię mieczy. Celem miała być góra Harawata i przełamany miał być pierścień jej wałów i roztrzaskany kamienny tron smoka Stolema syna ziemi i niebios, stojący na gorgocie – górze śmierci – górze czaszce praojca olbrzymów.

Wola Chroberska przedcień bitwy.

Ja Wele Mir – duch świata – Nicz Góry zwany osią Antów, Pan Wieków, Helemu I Świętej Góry a we mnie wszyscy Władcy Góry ŚWIATOGOR – ŚWIĘTOPEŁK – ZGORYNICZ [zwany Kagan'em, Hertnit'em, KuniMunt'em, Berg(el)mir'em, PharaMont'em, CygMund'em]

~ My władcy góry prawami, przez nas stanowionymi, zamknęliśmy moc naszego ludu w ryzach naturalnych granic matki ziemi. Lecz oto przyszedł zbór zła, obca wroga moc, po nasze życie, by uczynić nas martwymi, podbić naszą ziemię, zbrukać nasze wody żony, a nasze dzieci uczynić niewolnikami. – Niech więc zobaczą nas w maskach śmierci, niech zobaczą płonących tlelegów, tych którzy wychodzą płomieniem gniewu z kamieni nagrobnych, by stanąć w obronie siedzib ojczystych, odwiecznego siedliska i cmentarzyska naszego rodu. – Przyszli spopielić nasze grody, obrócić w perzynę nasze miasta, tak więc niech zobaczą płonące wały świętej Hary, jak płoną rzeki, jak wstają zmarli z grobów, kiedyś przed samym naszym imieniem pierzchały hordy wrogów, truchleli bogowie i rozpadały ich bałwany, dziś zrywamy pęta praw, dajemy wam na szyję biały kamień, nie zapisaną tablicę losu, jakie chcecie zawiążecie, na swych szyjach nawęzy, nazwiecie się sami, lub dziełem swego życia wywalczycie swoje imię. – Jesteście wolni, wolnym słowem, wolnym ludem, macie aczi i jesteście mieczami, od was męże zawisło czy jutrzejsze słońce ujrzy Aczi, Acanów zwycięzcami, panami czy też na waszych szyjach zawisną jarzma niewolników. Czy lud mający wolną wolę obroni swoje dziedzictwo zostawione nam przez naszych ojców, śniących snem wieków na polach cmentarnych naszej ziemi. – Przebudźmy Nidy Ognia, węża głębin rzeki gniazda rodu, niech w maja ogiennego, wcielą się żywi i martwi. Niech przebudzi się hartagan, ogień ziemi, ognia końca czasu, smok strzegący źródeł rodu, modry wąż kobr niechaj uderzy! – Przebudźmy harmię, moc śpiącą w mogiłach przodków. Wołajmy Mortuzów niech zmarli z żywymi staną dziś w obronie ziemi ludzkiej. – By zapewnić nam przychylność niebios w zbliżającym się krwawym żniwie, składam tu dziś przed obliczem niebios i wami wszystkimi, obietnicę ofiary mego życia, gdy niebiosa dadzą nam zwycięstwo, złożę życie w podzięce niebu za opiekę nad naszym rodem. Odkupię tym też grzech mego zaniedbania, bo moja wina, że zło nabierało sił u granic naszej świętej ziemi i stanęło dziś, płonącą stopą wojny na naszych miastach i domach, niosąc naszej ziemi pożogę i zniszczenie. – Niech oratorzy obwołają naszą wolę! Niech marszałkowie przebudzą, zmarłych! Niech zapalą święte wody, Niech jeziora i rzeki podniosą się z swych łożysk i lejów! Niech woda w ogień się zamieni i uniesie mgłą tak by świata nie było widać podczas upiornej uczty demonów i bogów, bitwy czasu, wieków. – Przyrzeknijcie, że uczyńcie ziemię ludzką, aż po krańce świata, jedno niebo, jeden lud, jedna ziemia, jedno słowo, jedna pieśń, aż po kresy ziemi. – Przybierzcie naszą zbrojną postać, morowych ludzi, mortuzów, potężnego szczepu Mardów, wojowników śmierci z Świętej Góry Ognia, Hara Waty, stańcie się śmiercią, zanućcie pieśni wojny i zniszczenia światów.

Mówcy władcy mar szałkowie, zawołali zmarłych – wstańcie do oporu już czas! – Szyki o malowanych twarzach sadzą moru odpowiedziały – są wśród nas!!! – Zapłoneły od niczy nagrobnych pochodnie. Pochód wojsk grodów jak lawa zstępował z gór płonącym wężem, na niwy Nidy, palono za sobą drewniannoziemne obwałowania góry świata, świadomie odcinano sobie drogę powrotu i nie był to ogień zimny, zapłonęły wały Hara Waty stojące na kamiennej podstawie i wypchane atrapy – chochoły wojow-ników ustawione na stokach góry, która stała się jednym słowem ogniem, iluminacja też miała zaświecić w oczy wrogom by odwrócić ich uwagę od zamierzeń obrońców ziemi.

Otworzyły się groby i kurhany przebudził się Lama – smok burzy, Wąż Ogienny, Smog dymiący, mur’em z ch’mur okryty, Niebieski Jaszczur, modry wąż, olbrzymi kobr przedwieczny, obrońca ziemi najstraszliwsze z wojsk olbrzymów zwane harmią, armią płonącą, mgieł ludzie wcieleni w węża ognistego, wstępujący w obłoki płanetnicy i ci porwani, przez chmury burzy wojsko króla kruków władcy khurganu, gdy nieopatrznie wbrew zakazom patrzyli na przemarsz tajemnej armii, przeciągającej przez ich miasta i wioski. Ludzie burzowie króla Góry, Har Lechina uderzający jak orkan, błękitni Veneci, Wentowie malowane dzieci burzy i huraganu.

Żmij Kobrów zstępował z gór, mniejsze oddziały nadciągały z leży w borach i zaciskały swe wężowe sploty wokół, obozu wroga zatoczonego nad białą Nidą. Rozległ się mysi chrobot Chrobatów, ostrza uderzały o noże, szczękały miecze o tarcze, chrzęściły pancerze, pierwsze co uderzyło wroga to strach przed upiorną armią smoka, kroczące szyki przyspieszały kroku, rozgrzewano się i wprawiano w szał bojowy, wzmagał się brzęchot, szaszor i huk, wreszcie Wataman, Waćpan zwany Kościejem podniósł swoją szoszkę i halania, wrzawę przeszył przenikliwy okrzyk: – Gootuuj się! – Nad płonącymi szeregami przeleciała odpowiedz: – Gotowi !!! – Wreszcie uderzono w kotły, zagrzmiały surmy – trąby bojowe, a gdy znaleziono się na strzał z łuku od wrogiego obozu, zaintonowano wzywając huragan: – Ahuurrrragan!!! – Bhara!!! Bhara!!! Bhara!!! – Zabrzmiał trzykrotny okrzyk bojowy harmi kurhanów, nim wybrzmiał, pędem wybiegli, wnikający w szeregi wroga harcownicy rzucający głownie i butle z eterem mieszaniną żywic, tłuszczów, saletry i siarki, koszałki odpalili race i rur opałki, ciężkie żelazne ruryki bluznęły lurą ognistą i siarką w stronę szańców Shunów, podciągnięto raksze z beczkami empirytusu mieszanego z klejem i olejami, ciągnione od ich pomp węże plunęły z smoków płonącym eterem, paląc, oślepiając i mieszając szyki wrogów.

Zerwał się od tego wielki straszliwy ognisty wicher który palił i przewracał konie i jeźdźców w pancerzach. Wiatr niesioną smołą i tłuszczem oklejał i palił tarcze, kaftany, drzewca włóczni, i jak wicher liście, rozpędzał szeregi niemieckiej i romajskiej piechoty, jeszcze bardziej targało atakowanymi przerażenie, znali tę armię, słyszeli o niej jednak dopiero gdy ją zobaczyli, uwierzyli, że to same wojska piekielne na nich nacierają, bo było to doskonałe wojsko, które Stwórca stworzył w odległej przeszłości, do obrony wód ziemi, które samym swym pojawieniem w swej zbrojnej postaci, samą grozą swego widoku rozstrzygało bitwy, wojsko Hobrów, Lachów, Obrów, Abarów, s’Illingów, apelingów, paralatów, przerażające i paraliżujące strachem, wywołujące powszechną trwogę i paniczne lęki.

Potem rzucono świece dymne, smugami smogu smagały race, uruchomiono wytwornice pary, mrok zgęstniał, wtedy uderzyły stojące w drugim rzucie oddziały, które do tego czasu, stały osłaniając wzrok przed światłem pożogi czekając na swoją kolej do ataku, z wilczym wizgotem w mrok, mgły i dymy które spowiły wrogi obóz, wpadli półnadzy lulkowie, szaleńcy z mieczem jeno i umbem, napierali Słewowie z sulicami, uderzył kwiat jazdy walecznych Sklawinów w jaszczurzych łuskowych pancerzach, uderzyły z dzikim jazgotem doborowe zastępy obrów zbrojnych w bardysze, kolczugi i ostre szołmy, natarli lekkozbrojni Mortuzi, jeno w szołmach grozy walczący dwoma szaszkami wojownicy, jeńców brać zakazano, na nic zdawały się łuki Kunów gdy noc, mgły i dymy nie pozwalały dojrzeć celu, stłoczona wśród własnych szańców, konnica nie mogła rozwinąć pędu, blokowała ją niemiecka piechota z włóczniami i tarczami, dodatkowo namioty i wozy tarasowały możliwość manewru.

Najeźdźcy niezwyczajni nocnej walki wpadali w panikę, nie widzieli czy już uderzają na nich wrogowie czy stają naprzeciw swoich szyków podnosili więc broń na siebie i sami sobie zadawali straty, żelazny pierścień wojsk mieczy grodów, Hradharatów, rozharatawszy umocnienia obozu wdzierał się w głąb oddziałów Shunów, Niemców rzeż trwała do rana, wielu wtedy młodych wojowników Maja Ogiennego, zdobyło trzy tuzloki, skalpy, uzyskując tym prawo do noszenia burki, wielu z nich znalazło się też w ciężkich opałach gdy przerażone masy wrogich oddziałów usiłowały wydostać się z dobywanego obozu.

Pogrom najeźdźców był tak wielki, że tylko dwaj synowie Attyli wczorajsi w swym mniemaniu władcy świata z niewielką garstką tylko jeźdźców mających najlepsze konie wyrwali się z matni, uchodzili na południe, by schronić się w końcu pod skrzydła Bizancjum na niewielkim terytorium Myzji za Dunajem, w następnych latach i na te terytoria uderzyli Sklawinowie, kończąc dzieło z tymi Shunami i zaczynając z ich romajskimi sprzymierzeńcami.

Gdy dogasły stosy ofiarne boga, czterdziestu jego żon i czterystu wojowników jego etery, których większość szukała bohaterskiej śmierci uderzając w pierwszym szeregu podczas nocnej bitwy rok na roku, zsypano ich prochy do trumien i pochowano pod dnem trumienia Nidy, po czym przywrócono naturalny bieg jej wód, lud mówił, że widziano stado szarych gęsi które wypierzyło się na pogorzelisku i odleciało w stronę księżyca.

Nieraz gdy wiatr nastroszywszy świetliste łuski wód, lśniącego smoka toni pieści, spod tafli śniących wód słychać trąby bojowe, jak na chwałę grają pośród modrych fal dumne chrobrego wojska pieśni, wie o tym języka wąż co w rzece ognistej śni, snujący wciąż wątki starych legend, które dobry czas nam znów ucieleśni.

Etymologie słów ŚWIATOGOR – ŚWIĘTOPEŁK – ZGORYNICZ zMAJ Ogienny – Huni patrz Spis Rzeczy ~ Słownik.

Rozdział 14

Obr, Ljad, Rus

Kwestia Megale Chorwacji Wielkiej

Białej Chorwacji Obrów

Pewien Niemiec powiedział „żeby pokonać naród wystarczy odebrać mu jego historię”, jego przodek Karol Magni do spółki z Basileusami Bizantyjskimi i Papiestwem napisali historię ‚femina ~ kłamstw‚ wielkiemu narodowi Chorwatów alias Awarów właśnie po to by zniszczyć ów naród. [Paradoksem jest to, że oweych Niemców zwiodła historia tegoż narodu bo opierał się on na sztafażu Chorwackiej armii śmierci, ludobójstwo tej armii w niemieckim wydaniu doprowadziły w konsekwencji do największej klęski Niemiec w ich nowożytnej historii.]

1.Zamiast wstępu czyli – dlaczego Ljad, Lach, Rus, Obr, to synonimy.

Na początek tego rozdziału powinniśmy wywieść etymologię słowa Morus-Rus, określającego Morowych-Jaworowych Ludzi, otóż jest to słowotwórstwo od morusać-morus i skrócenie tego słowa do (mo)Rusać-Rusacy-Rusini, ‚mo’ uległo redukcji pozostało słowo Rus-czarny-sadza, od zwyczaju malowania sadzą twarzy, morusać <<brudzić, smolić, walać>>, w słowniku mamy takie frazy ‚nie życzę sobie, żebyście się tak morusali‚ oraz ‚zaniechajcie malowania twarzy‚ więc w drugiej frazie mamy wez-wanie aby zaprzestać celowego więc intencjonalnego malowania czernią-sadzą twarzy, w jakim celu malowano sadzą twarze wyjaśnia nam Eda „Piesń o Fafnirze” frazy (smok)Fafnir – ‚Hełm grozy przeciw synom człowieczym Miałem….Myślałem żem najmocniejszy kogokolwiek bym spotkał’- , Sygurd – Hełm grozy nie chroni nikogo gdzie gniewni ze sobą walczą… Rośnie bojowość śród synów człowieczych, gdy takim hełmem się zbroją‚- , więc efekt morusania dawał to co Eda nazywa ‚hełmem grozy’ Wyjaśnić też tu możemy, dlaczego nasze policzki nazywamy jagodami, yaga – straszny stąd Baba Jaga – Yaga, czyli Baba Straszna, twarz i po-liczki malowano czernią – sadzą, więc policzki (pierwotnie chyba apo’lica straszne lica) były czymś co straszyło więc były straszne bo były częścią szołmu grozy, a jagody leśne są czarne więc jak umorusane policzki więc też nazwano je jagodami, być może stąd nasze słowo ‚morda’ czy fraza „zakazana morda” od przerażającego oblicza Mardów ~ Chorwatów, słowotwórstwo jak wielokroć twierdzimy wbrew temu co niektórym się wydaje, nie jest bezsensowne.

Fafnir był lśniącym (więc ognistym, świecącym) smokiem z Świętych Gór, tych samych o których mówiły Olbrzymki Menja i Venja siostry (święto)górskich olbrzymów, tych samych Świętych Gór w których mieszkał Obr Światogor z Ruskich bylin, Fafnir był Żmijem Ogiennym czyli Żmijem Gory’niczem (zNiczem gory) znanym na południowej Słowiańszczyźnie i Rusi, czyli naszą Ljadską-Lachską-Obrską obronną armią zmarłych, smok wąż – [sWaf-nir - Faf-nir(Eda) czyli permutacja ortograficzna sWaf-faf-(waffe-broń) czyli broń niebieska(nir-nil~siny-niebieski), broń niebios, rdzeń swaf jest z kolei od naszego sław(w-ł)-sława-słewowie-Słowianie tak jak rustung-uzbrojenie od naszego imienia moRus-Rus-uMoRusany]. Tu niżej mamy też upierzony chełm~szołm grozy ale nie był on chyba tani, dla młodych wojowników na dorobku, zwłaszcza, że to szołm z monet „staterów małopolskich” czyli z wizerunkiem samego Władcy Harów czyli sam Swafnir mógłby nosić taki chełm.

Na Rusi kijowskiej było porzekadło ‚idi k Ljadu’ co znaczyło idź do diabła, też fraza ‚strachy na Lachy‚ co znaczyło straszyć na daremnie, kiedy zobaczymy co znaczy słowo morus 1 << ogromny chłop, silny jak diabeł, ognisty, morus, zuch>>(czyli morus to ogromny-silny chłop-diabeł ognisty), morus 2<<brudas, smoluch, ten kto umorusany>> morusać jest zrostem mor (śmierć-spopielano zmarłych) i sać-sadza [czerń-popioły( tak jak MuchoMor, mor na muchy, naturalny środek owadobójczy gotowany z mlekiem i wystawiany pod koszem czyli siatką )] czyli to czym się morusano, po redukcji mo, daje rusać, przebywający na południu od Harów – Mardów – Chorwatów – Obrów – Rusów – Lachów – Smerdów tzw. Germanie, przyswoili sobie ten zredukowany wyraz i utworzyli swe wyrazy Rus – sadza, Russel – ryj-morda, Rustung – uzbrojenie, rusig – pokryty sadzą, też Riese – olbrzym (to samo znaczy Ent-Ant, niemieckie olbrzym), Rosjanie to dla Niemców Russe, chociaż jest to najpierw nasza nazwa małopolskich Chorwatów-Lachów, po Rusku Polsza i Bolsza (Is’polion-Olbrzym)to prawie homonimy, Obry i ich okupacja wołyńskich Dulębów-Tulibów (nazwa Wołyń od walinjana-waręgów-wręgów-obrów, choć możliwe, że Dulibowie zostali przesiedleni na Wołyń z Czech, tzw. słowiańskie nazwy progów Dniepru „ostrouvni prah i vulni prah” są w czystej czeszczyźnie która praktycznie nie zmutowała od 950r kiedy zapisał je Porfirogeta, nazwy tzw. Ruskie są w jakimś skażonym dialekcie słowiańskim war-wrzątek varu’foros-phoros-poroch kreolizującym z prowincjonalną greką czy łaciną lub jest to jakiś polski sanskryt czy prakryty), jawi się ruskim kronikom jako obca okupacja, oczywiście jest to pogląd separatystyczny, imię Obrów nazwa Wołyń jest pozostałością po działalności metropolii czyli Świętych Górach, tak jak i nazwa Ruś, zaś ruskie powiedzenie świadczące o wyginięciu Obrów „i nie ma po Obrach ni plemienia ni imienia” jest przecie równie prawdziwe jak nasze ludowe powiedzenie „za króla Olbrachta wyginęła cała szlachta„.

Czy Lachy-Rusi to też synonim Obra-Hobra – Olbrzyma, Kroniki Ruskie mówią że Obrzy byli pyszni prawdopodobnie pisali je Grecy, greckie słowo ‚hybris’ znaczy pycha, hybris-hobry-chabri-chrobry to prawie homonimy czy ciąg słowotwórczy, więc możliwe jest, że grecy nasze imię Hrobrów odczytywali przy pomocy swego słowa hybris i stąd uważali, że oznaczało to ich cechę charakteru oprócz tego, że byli „ciałem wielcy”.

Chyba najwcześniej w tzw. źródłach (SSS) odnotowane jest imię Rusów związane z tytułem Kagana Rusów z 839r, w 860 mamy do czynienia z atakiem „narodu Scytów tzw. Rusów” na Bizancjum jest to jakby nowa nazwa (choć stare przezwisko) naszego etnosu powstała po rozpadzie Kaganatu Awarskiego na chrystiańską Morawę i północną pogańską Białą Chorwację czyli Kaganat Rusów który jest prawnie bezpośrednim spadkobiercą Kaganatu Awarów-Obrów, ok. 822r przestano odnotowywać imię Awarów oraz odnotowano pierwsze informacje o tzw. książętach Morawskich, czyli zmiana imienia związanego z ich chrystianizacją, a na zachodzie zwano Rusów Normanami. (najazd Rusów z 843-844 roku na Hiszpanię „Rusini których Normanami nazywają” Lutiprand z Cremony)

Są co prawda Roso’moni Amm’iusza (Jusza Ammona) ale nazwa ta jest od naszej Rosy deszczu Rosić deszczowi ludzie, ludzie mgieł, burzy, huraganu, wichru, armia Króla Kruków uderzający jak burza, też nazwa łacińska ‚rosalie’ obrzędy związane ze zmarłymi, bo byli to ludzie moni-manes-duchy-mary (strachy-upiory czyli Lachy). Łacińskie costa-żebro, żebro to bez wątpienia rodzaj kości, czyli słowa Kosto’bokowie żebro’boki, kościo’boki znaczą w istocie to samo i jest to nazwa naszego ludu z II wieku p.n.e. który uderzył od północy poprzez Dację i dopiero w Macedonii udało się Rzymianom powstrzymać ich atak.

Jeśli by ktoś miał jeszcze wątpliwości czy Awarowie – Obrowie byli Słowianami to dodajmy, że w języku angielskim ‚Mor’ znaczy wielki podobnie w rumuńskim słowo ‚Mare’ też znaczy wielki czyli Olbrzym-Obr więc słowo Mor’awy znaczy dokładnie to samo co Awaria czyli kraj czy naród Obrów-Wielkich-Olbrzymów, czyli Awarowie i Morawianie to synonimy znaczące dosłownie to samo. Inna sprawa jakie terytorium to tzw. Wielkie Morawy bo rzeka Mor’awa (wielka woda ~ moru(śmierci) woda) od której pozornie biorą swą nazwę jest i na Bałkanach, a konkretnie w Serbii tak jak Welehrad czyli Belgrad który można odczytać z ruska (B znaczy W) jako Welgrad, cała historia z Świętopełkiem i Mojmirem może tyczyć Chorwacji Bałkańskiej, więc północna Morawa to Biała Chorwacja.

Istnieje tu też pewna analogia Awarów którzy „czcili swoje miecze i czworonogi” i Rusów „którzy klęli się na swoje miecze i przysięgali na skot” czyli czworonożne bydło będące wówczas największym bogactwem, tak jak wcześniej u Gotów – Czaszek, Awarowie mieli też niesamowicie przerazić plemiona powołża znamię przerażenia mają jednak zachodnio położeni względem powołża Harowie ze związku Lugii słynący z armii zmarłych budzącej powszechne przerażenie i tam już w II wieku odnotowano imię Awarinów czyli Awarów.

Nazwy te nawiązują do Scytów Przerażających – Paralatów Regina (królewskich) Rehina-Lehina – Lechitów czyli Lachów i do nazwy Rus choć to nazwy opisowe, przymiotnikowe, przezwiska, kiedy przezwisko, nazwa opisowa staje się etnonimem, najprawdopodobniej wtedy gdy staje się ogólnie niezrozumiała i nie ma znaczenia innego niż imię etniczne, czyli pierwotnie przezwisko morus-umorusany, morusać – sadza-rus, też rosa – woda deszczowa, rusałki-wodzianice – duchy wodne nawiązują do imienia ludu wodnego wasserpolacken i stało się imieniem naszego ludu, poprzez utratę pamięci naszej historii i religii wszystkie te słowa stały się dla nas niezrozumiałe bo są oderwane od swego naturalnego kontekstu (historycznego i religijnego). Do tego naszego imienia od Popiołów – Sadzy – Spalenizny – L’Ash ków, możliwe, że nawiązuje przekaz Ammianusa Marcelinusa który miał pisać o tym, że „Barbarzyńcy jak popiół z Etny spadli na prowincje cesarstwa rzymskiego”, możliwe, że błędnie odczytano tu słowa o na-jeździe etnosu (Etna) o imieniu Popiołów – Sadzy czyli Lasz~Rus, [spa'lasz - Spalowie ang. ash - popiół, ashtri - popielnica, (czy maha'rasztra to wielkie popielnice, a maho'met wielki człowiek?)], np. Sewilla nazywana jest w 7 wieku civitas Spalei – miastem Spali, a książęta w Hiszpanii mieli być pochodzenia Słowiańskiego co niekoniecznie od niewolników, a bardziej od tego, że Wizygoci byli Słowianami o takiej świadomości etnicznej bo świadomość etniczna jest najtrwalsza wśród warstw najwyższych, zresztą nosem arystokratycznym nazwany jest na zachodzie po prostu nos mazurski, a nasz taniec narodowy mazurek to oberek czyli Mazurzy to Oberowie – Obrowie, bo ober’ek – ober’tus to taniec narodowy Obrów.

Są jakieś informacje o istnieniu podziału Awarów, na dwa kaganaty północno – wschodni i południowo – zachodni, czy też o interwencjach Antów na rzecz Awarów panońskich, co wydaje się dziwne w świetle kategorycznych stwierdzeń o rozgromieniu Antów przez Awarów przy ich translokacji do Panonii, słowo Awarskie Dag znaczy góra, nazwa Polski z czasów Mieszka to Dagome co jest podobne do hetyckiego nazwania ziemi Takan ~ Dagan ale możliwe, że jest to od góry Dag’ome tak jak Hor’wacja od hor ~ gór czy Peucynowie od góry Peuki, Daganie synonim Peucynowie alias Horwaci ~ Gebalimowie co od Świętej Góry Światogora w polszczyźnie funkcjonuje powiedzenie „kto do kogo ma przyjść Mahomet do Góry czy Góra do Mahometa” znaczenie ma to takie, że góra jest ważniejsza od Mahometa kiedy powstało to powiedzenie możliwe, że w czasach gdy polską władali Światogorowie – Świętopełkowie władcy Świętych Gór.

Trzeba tu dodać, że nazwa ‚Rusów’ dla kronik „Staroruskich” jest nazwą nową twierdzą one, że wcześniej lud w dorzeczu Dniepru nazywano Słowianami, a język słowińskim, łączą kroniki te zmianę imienia na ‚Ruś’ z przybyciem Rorika z Rusi nie wiadomo gdzie lokowanej, inni lokują ich Danii, ale Rorik-Ruryk (Rerik to osada słowiańska na Połabiu), sam Ruryk był wodzem Kaganatu Rusów dawniej Chorwatów-Awarów-Obrów który atakował do roku 860 Frankonię w łodziach z Dani, dla wielu fakt taki, że pierwotnie przezwisko Lachów od MoRowy-(MoRawy), MoRus uMoRusany czyli Rus to nasze imię synonimiczne Lacha-Chrobata-Biało-chorwata (Ljada-Lędziana-Lediana-Polaka od lądu-ziemi-pola) będzie zapewne szokującym, ale zapewne szokującym dla Ukraińca byłoby prawda, że polskie słowo ukraina (u kraja, na kraju, z kraja) to synonim słowa kresy – pogranicze czego ziemi Ljadskiej tak jak poMorze to polskie słowo synonim wybrzeża (pobrzeża ziemi nadbrzeżnej), więc w istocie etymologii słowa Ukraina będzie to, że Ukraińcy to dla ‚nadJęzyka‚ po polsku Kresowiacy – Pogranicznicy mieszkający do dziś na kresach Unii szlacheckiej, kontynuujący jej tradycje bardziej niż my, a i kultywujący pewne dziś już śmieszne antypańskie kompleksy chłopsko-kozackie wynikłe z feudalnego ustroju Unii szlacheckiej, a u nas w XVI w. Ukrainą zwano też zachodnie kresy Polski „Ukraina ta, którą margrabstwem Brandenburskim… nazywają”.

Patrz też hasło ”Rus” (Słownik)

Rozdział 15

Kagan Hor

2. Od końca czyli Król Gebalimów, Biała Chorwacja, Kaganat ar-Rus

W rozdziale tym łącznie zajmiemy się Białą Chorwacją, Obrami (Olbrzy-mami), Awarami(Abarami) Awarinami, Waręgami (Wręgami), Walinami, bo jak będziemy dowodzić to po prostu synonimiczne etnonimy (nazwy etniczne) tego samego etnosu, pochodzenia przeworskiego, górników, hutników i kowarów ~ kowali ~ awali, Chorwatów ~ Chrobatów pierwotnie Harów-Bharów, a który był ludem hegemonicznym wśród Słowian, wokół którego zawiązywały się federacje Słowiańskie i który miał wśród Słowian duże i głównie militarne zasługi.

Musimy tu zając się nacjami całej europy wschodniej łączne z Azją środkową aż po Chiny, bowiem dochodziło tu do procesów etnogenezy przodków późniejszych narodów Tureckich, a przodków tych zwiemy za Gumilowem Turkutami, (chociaż Gumilow uważa, że Turcy są tylko z przywłaszczenia nazwy spadkobiercami Turkutów i etnicznie nie mają z nimi nic wspólnego) zwiemy ich tak też przez wzgląd na to, że Turkuciami nazywamy w naszym języku turkucia podjadka, świerszcza który większość życia spędza pod ziemią ryjąc korytarze i żywiąc się owadami i korzonkami kiełkujących roślin czyli taki mały górnik, a Turkuci według Gumilowa i źródeł archeologicznych mieli być w Azji środkowej pierwszymi, którzy przemysłowo wytapiali rudy żelaza, które wydobywali sposobem górniczym ( wiec kopiąc szyby i korytarze) i wytapiali w dymarkach, Turkuci też mieli jako pierwsi w Azji środkowej wprowadzić żelazo do powszechnego użytku, a wszystko było to około połowy VI wieku, wiek po tzw. załamaniu się kultury przeworskiej i wywędrowaniu z jej terytorium 60% ludności, czyli sugerujemy tu, że Turkuci to mieszańcy przeworsko-środkowoazjatyccy, bowiem kultura przeworska słynie właśnie z potężnego przemysłu wydobycia (kilkudziesięciometrowej głębokości szyby wydobywcze) i dymarkowego wytopu stali, która to kultura trwała na terytorium Polski między II wiekiem p.n.e. a latami 450 n. e.

Chociaż do tego przemieszania Słowian(Słewów) z pobitymi przez nich ludami środkowoazjatyckimi mogło dojść już przed rokiem 400 n.e. bowiem wtedy to miało dojść drogą podbojów do odtworzenia imperium Słowiańskiego przez połabskiego Wilcinusa władającego Wilzenlantem czyli Związkiem Wieletów (Wilków-Lupiones) samo imię Wilcinusa może być przekształceniem nazwy Wilczyjusz czyli (so)jusz (związek) wilczy (wilków) w mitach Edy uosabiany przez Olbrzyma Wilka Fenrira, połabianie zamieszkujący nad Łabą inaczej rzeką Suewos i nazywający się od jej imienia Słewami skąd miedzy innymi nasz