białczyński

Bułgarska wizja słowiańskiej Baji – Weda Slovena


Pełny tekst Pierwszego tomu  Wedy Slovena: http://ziezi.net/veda1/

Z Wiki pl

Weda Slowena (Веда Словена po bułg., pierwotnie napisana jako Веда Словенахъ) – zbiór pieśni ludowych i legend muzułmańskich Bułgarów.

Podtytuł książki wskazywał, że zostały one zebrane w krainach Tracji i Macedonii (zobacz obrazek po prawej). Pierwszy z dwóch tomów zbioru wydrukowano w Belgradzie w 1874, zaś drugi w Sankt Petersburgu w roku 1881 przez autora Stefan Verkovića, Bośniackiego Serba. Zbiór obejmuje teksty zebrane przez bułgarskiego nauczyciela Iwana Gologanowa w ciągu 12 lat i słynie z zawartych tam pierwiastków starożytnej słowiańskiej mitologii, na przekór przyjęciu najpierw chrześcijaństwa, a potem islamu.

Weda Slowena była przedmiotem zarzutów o częściowe lub całkowite fałszerstwo Gologanowa  już od chwili wydania, dzieląc koła uczonych na dwie grupy: pierwszą uznającą jej teksty za fałszerstwo, oraz drugą, broniącą ich autentyczności. [1] Ostatnie publikacje takie jak „Bułgarska Encyklopedia” [2] uważają Wedę Slowenę za zwodniczy pozór (mistyfikację).

Przypisy

  1. ↑ Гане Тодоровски. За и против „Веда Словена“ Годишен зборник на Универзитетот во Скопје, 19, 1967, стр. 393-444. (Ganie Todorowski, Za i protiw Wedy sloweny, Godiszen i zbornik na Uniwesitetot wo Skopje)
  2. Българска енциклопедия. Електронно издание. Българска академия на науките, С. 2002 (Błgarska enciklopedija.Elektronno izdanie,Błgarska akademija na naukite)

Pełny tekst drugiego tomu Wedy Slovena: http://ziezi.net/veda2/

Weda Slowena

Гане Тодоровски. За и против „Веда Словена“ Годишен зборник на Универзитетот во Скопје, 19, 1967, стр. 393-444. (Ganie Todorowski, Za i protiw Wedy sloweny, Godiszen i zbornik na Uniwesitetot wo Skopje) Ostatnie publikacje takie jak „Bułgarska Encyklopedia” Българска енциклопедия. Електронно издание. Българска академия на науките, С. 2002 (Błgarska enciklopedija.Elektronno izdanie,Błgarska akademija na naukite) uważają Wedę Slowenę za zwodniczy pozór ( mistyfikację). Linki zewnętrzne ===

Analiza leksykalna Wedy sloweny
Kategoria: Muzyka w Bułgarii
Kategoria: Literatura bułgarska
Kategoria: Utwory literackie z 1874
Kategoria: Zbiory utworów literackich
bg: Веда Словена
en: Veda Slovena
ru: Веда Словена

Veda Slovena (Веда Словена in Modern Bulgarian, originally written as Веда Словенахъ) is a forged collection of folk songs and legends of the Muslim Bulgarians; the subtitle of the book indicated that they were collected from the regions of Thrace and Macedonia (see image right). The first volume of which was printed in 1874 in Belgrade and the second 1881 in Saint Petersburg under the authorship of Bosnian Serb Stefan Verković. The collection was assembled by Bulgarian teacher Ivan Gologanov for 12 years and is famous for containing numerous elements of ancient Slavic mythology notwithstanding the conversions first to Christianity and then to Islam.

Veda Slovena has been alleged to have been partly or fully forged by Gologanov ever since its publication, dividing scholarly circles into two groups, the one considering the texts to be forged, the other defending their genuineness.[1] Recently editions like „Bulgarian Encyclopaedia”[2] consider Veda Slovena to be a mystification.

pl:Weda slowena ru:Веда Словена

Veda Slovena in english

  • Veda Slovena (Веда Словена in Modern Bulgarian, originally written as Веда Словенахъ) is a forged collection of folk songs and legends of the Muslim Bulgarians; the subtitle of the book indicated that they were collected from the regions of Thrace and Macedonia (see image right). The first volume of which was printed in 1874 in Belgrade and the second 1881 in Saint Petersburg under the authorship of Bosnian Serb Stefan Verković. The collection was assembled by Bulgarian teacher Ivan Gologanov for 12 years and is famous for containing numerous elements of ancient Slavic mythology notwithstanding the conversions first to Christianity and then to Islam. Veda Slovena has been alleged to have been partly or fully forged by Gologanov ever since its publication, dividing scholarly circles into two groups, the one considering the texts to be forged, the other defending their genuineness. Recently editions like „Bulgarian Encyclopaedia” consider Veda Slovena to be a mystification.
  • Veda Slovena (Веда Словена in Modern Bulgarian, originally written as Веда Словенахъ) is a forged collection of folk songs and legends of the Muslim Bulgarians; the subtitle of the book indicated that they were collected from the regions of Thrace and Macedonia (see image right). The first volume of which was printed in 1874 in Belgrade and the second 1881 in Saint Petersburg under the authorship of Bosnian Serb Stefan Verković.

Stefan Verković

Ważnym źródłem informacji o podobieństwie (a w zasadzie jedności) między religią dawnych Słowian a hinduizmem są zebrane dzieła literackie. Główne takie teksty to rosyjskie „Księga Welesa”, „Księga Koljady” oraz bułgarska „Słowiańska Weda”. „Księga Koljady” opowiada historie o Kryszeniu (Krysznie) oraz Wisznim (Wisznu). Można tam znaleźć romantyczną opowieść o młodzieńczej miłośći Rady i Kryszenia (hinduskich Radhy i Kryszny). Taka zbieżność ruskich opowieści z hinduską Śrymad-Bhagawatam to kolejny dowód na tezę artykułu. „Księga Welesa” natomiast przedstawia wizję stworzenia świata znaną z hinduskich Puran oraz zwraca się do Boga Słońca jako „Suri” – imieniem bardzo podobnym do hinduistycznego Surji (również Boga Słońca). „Słowiańska Weda” stanowiąca zbiór hymnów folkloru bułgarskiego, zawiera historie o Krysznie i Wisznu pokrywająca się dokładnie z wersją z Bhagawata-Purany. Opisuje także liczne inne Bóstwa indyjskie i wysławia ich hymnami. Inne ciekawe informacje, których można się dowiedzieć z tych tekstów to fakt, że w dawnej Rosji południowej żyli asceci nie posiadający niczego oprócz drewnianych lasek i statuetek Wisznu. Oddawali cześć Wisznu/Krysznie jako głównemu Bóstwu. Nazwa „wiśnia” w językach słowiańskich pochodzi właśnie od imienia Pana Wisznu. Także miesiące kwiecień i czerwiec były miesiącami poświęconymi Krysznie. Widać, że w dawnych krajach słowiańskich zarówno wisznuizm jak i śiwaizm były bardzo rozwinięte. Warto również wspomnieć o podobieństwach polskich czy rosyjskich nazwisk do bóśtw indyjskich. Przykłady to Siwicki(a), Siwiecki(a), Siwiec (wywodzące się od Śiwa); Wiszniewski(a), Wiśniewski(a) (wywodzące się od Wisznu), Kalina, Kalinowski(a) (wywodzące się od Kali Devi), Mohan (od Mohana, czyli Kryszny) i wiele innych.

Widać też więcej podobieństw, na przykład w praktykach religijnych. U Słowian kapłanki strzegły świętego ognia, podobnie jak Agnihotrowie w Indiach. Także tradycyjny słowiański zwyczaj pokłonu przed Słońcem odpowiada praktykowanemu w Jodze Surja-Namaskarowi. Poza tym, Słowianie podobnie jak Ariowie we wczesnej religii wedyjskiej oddawali cześć elementom przyrody i żywiołom. Również u Słowian tak jak u Hindusów kobiety odgrywały ważną rolę w ceremoniach religijnych. Można także porównać hinduski animizm występujący w religii Atharwa-Wedy ze słowiańskimi kultami magicznymi.

Nie można pominąć faktu, że nasi przodkowie wierzyli też w reinkarnację co stanowiło jeden z głównych elementów ich wiary.

Także na Bałkanach praktykowano podobne religie o czym mogą świadczyć podobne imiona bóstw. Na przykład bałtyjski Pradziapatis to hinduski Pradźapati czy bałtyjska Laima to hinduska Lakszmi. Ponadto, język łotewski jest bardzo podobny do sanskrytu co zaznaczył np. George Bernard Shaw.

Критиците на „Веда Словена” обявяват песните за мистификация на следните основания:

1. Размерът на песните в цикъла е неправилен.
Неоснователно възражение като обобщение. Още Пьотър Безсонов (1855г.) пише: „Българите присъствуват на пълното изчезване на странствуващите певци. Употребата на гуслата отпада. И тъй като ритъмът на техните поеми не е вече зависим от музикалните единици, той започва да се изменя и постепенно изчезва. Стихът добива от 5 до 15 слога и дори повече; най-обикновено 7,8,9 и 10 слога. При пеенето твърде често половината или краят на предшествуващия стих преминава към следващия и тъй като определен брой слогове няма за всеки стих, то при записването често трудно могат да се разделят стиховете…”
В увлечението си критиците на „Веда Словена” създават впечатление, че във всички произведения на народното творчество стиховете имат еднакъв брой слогове. Това не отговаря на истината и за да бъде опровергано, достатъчно е да се посочи например „Поема за моя Сид” (El Cantar de mio Cid), позната по най-стар препис от 1307 г. и написана в неравносложни силабически стихове от 12 до 16 слога.
Неправилни размери се срещат не само във „Веда Словена”, но и в „Народне песме Македонски бугара” – например N187, както и в „Памятники болгарского народного творчества”(вьип.1.Спб.,1882) – например N200. В българските народни песни се срещат не само разнообразни размери – от 6 до 17 слога, но и смесени: 10 и 12 срични(„Марко и Дете Дукадинче”), 10 и 11 срични(„Я свивай байрак, ти Мануш войводо). Ако Иван Гологанов би решил да създаде подобия на стари песни от оня край, щеше внимателно да ги наподоби в правилен размер, защото като познавач на Омир той има ясна представа какво значи правилен размер. Всички мистификатори (примерът с Макферсън, Ханка и Линда потвърждава това) имат предвид определени модели. Гологанов обаче записва, както чува, и обикновено не въз основа на песен, а само на речитатив, като чутото на помашки диалект сетне предава на своя мървашки диалект.

2. Части от цикъла се срещали – възразяват критиците – в разнообразни варианти и тези варианти били различни не само по обем, но и по изразни средства.
Несъстоятелно. Фолклористиката отдавна е установила, че не е възможно един и същи текст на народното умотворение два или повече пъти да бъде изпълнен по един и същ начин. „при всяко изпълнение той създава нов вариант” – пише Генчо Керемидчиев за народния певец Вичо Бончев.

3. Неоснователно е и възражението за необикновено големия обем на някои песни в „Веда Словена”, като например :”Женитбата на Талатинска крале со дъщере на Ситска крале” – 1532 стиха; „Рождение Орфеово” – 1153 стиха; „Сонцева женитба со мома Вълкана” – 1028 стиха; „Орфеова женитба со керка на Арапска крале” – 853 стиха, и др.
Относително дълги песни се срещат и в други сборници с български народни песни: „Стоян и потеря” – 402 стиха, N96 от сборника на Чехларов(Сб.НУ, 26, Ц., 1912); „Седем юнака и арапин” – 442 стиха („Трем на българската народна историческа епика”. С., 1940); „Радул бег, Мирчо Войвода и крал Шишман” – 574 стиха(БНТ, Т.3.С., 1961); „Стоян и дружината му” – 545 стиха(БНТ, Т.2. 1961); „Клането в Батак” – 729 стиха, и др. Неоснователността на това твърдение се вижда и от съществуващите в световната литература поеми със значително голям обем, каквито са например: „Дигенис Акрит”, византийска поема, възникнала въз основа на народното творчество през X в. Най-старата позната версия от XIV в. съдържа 3749 петнадесетсложни стиха в осем книги, „Песен за Роланд” (La chanson de Roland), позната по ръкопис от XII век. Нейната най-стара редакция съдържа 4002 стиха, да не говорим за „Песен за Нибелунгите”(Der Nibelunge Not), състояща се от 2444 четиристишия (9776 стиха), да не говорим за киргизкия народен епос „Манас”, състоящ се от два основни записа, всеки от които по 200 хиляди стиха, познати по осемнадесет варианта!
Не е съобразено с истината и възражението, че народните певци не могат да помнят твърде дълги песни. Индийските брахмани са помнели хиляди стихове, а някои от тях са знаели на памет и четирите основни ведически книги. Това важи и за древните рапсоди. Якутският героичен епос(олонхо) се състои от големи количества сходни по сюжет и образи сказания със средна дължина 10-15 хиляди стиха. Дори създаденият въз основа на народното устно творчество от П.А.Ойунски (1893-1939) якутски епос „Нюргун-Боотур Стремительний” се състои от 36600 стиха. Същото може да се каже и за други епически произведения на устното народно творчество, като „Манас”, грандиозна творба на киргизкия народен епос, състояща се от три цикъла с около половин милион стиха, „Джангар” – калмицки народен епос, „Алпамиш” – узбекски народен епос – за съжаление останали неизвестни на отрицателите на „Веда Словена” поради ограничения хоризонт на изследователските им интереси и робуване на отживели критерии за обсега на народното епическо творчество. Ако те познаваха поне отчасти някои от тези монументални творби на народния поетически гений, отношението им не само към тематиката, но и към метриката на „Веда Словена” щеше да бъде друго. Това е толкова по-странно спрямо най-непримиримия отрицател на цикъла академик Михаил Арнаудов, по чието време значителна част от тези творби е вече издадена в превод на руски език в огромни тиражи и екземпляри от тях се намират в българските библиотеки.

4. Основателно ли е възражението, че при извършените анкети за проверка на цикъла между 1888 и 1893 г. анкетьорите не попадат на ония рецитатори, с които Иван Гологанов и другите събирачи на фолклорния материал се срещат между 1865 и 1874 г. и чиито имена фигурират в кхиги I и II на „Веда Словена” ? Неоснователно , понеже песни са записвани не само от помаци , но и от мърваци. Анкетьорите се опитват да проникнат само в помашки села, а са запиасани песни от неврокопските села Балдово, Осиково и Ковачевица, от Крушево и от Горно Броди, Демирхисарско. Тези села не са помашки.
Анкетьорите Мехмед Тумбев и Юсуф Синапов се насочват през 1888 г. към Елешница, Рибново и Сребатно, а Веркович през 1892-1893 г. към Чепино. Резултатността и на двете анкети предварително е обречена на неуспех, понеже: а) между 1865-74 и 1888-93 изтичат много години (20-30 години) и вън от съмнение значителна част от рецитаторите, хора все на зряла възраст, измират; б) фолклорният материал е събиран при едни обществено-политически условия, а се прави опит да бъде проверен при други. Междувременно България е освободена от османско владичество в резултат на Руско-Турската война от 1877-1878 г., но на Берлинския конгрес е разделена. Една част от региона, където песните са събирани, отново е включена в Турция, друга остава в Кяжество България, Трета в Източна Румелия и четвърта – в така наречените „непокорни села”, откъснати от територията на Източна Румелия и присъединени към Турция. Българското помашко население отсам и отвъд границата с Княжеството е дълбоко смутено. В граничните райони , свързани с Родопите, е неспокойно, освен това там върлува холера. При това Веркович се опитва да събере сведения, за да защити авторитета на „Веда Словена” не в района, където песните непосредствено са записани – югозападната окрайнина на Родопите, а в североизточната, в Чепинско, и то след повече от две десетилетия, откакто песните са събрани.

5. Неоснователно е и възражението за неизвестност на фолклорния материал, включен в корпуса на „Веда Словена”, на културната общественост преди публикуването им от Стефан Веркович. Има се предвид фолклорен материал, свързан с живота на населението от определен район, сравнително доста отдалечен от околните райони в югозападните предели на обширното някога българско отечество.
Поради специфични исторически причини, за които стана дума по-горе, населението от този край не поддържа оживени връзки с населението от съседни региони. По тази причина народните умотворения, създавани в неговите недра, са сравнително слабо популяризирани. Населението ги съхранява като особено скъпо духовно достояние след преживяното поради наложеното силом помохамеданчване. При това не бива да се забравя и друго: слабо популярни са поради културно-обществените условия вследствие на османското владичество и народните умотворения от всички други райони на страната до публикуването им не само до края на XIX в., но и дори през първите десетилетия на XX в.

При формалните доводи за неавтентичност на цикъла, на които се позовават, след като неговите критици не са положили необходимите усилия да подложат неговия текст на всестранен и задълбочен културологичен и литературоведски анализ, формулираните отрицателни критики на „Веда Словена” не могат да бъдат приети другояче освен на доверие. И за това доверие повече допринасят не доводите и аргументите, а общественото положение на критиците.
Иван Богданов
„Веда Словена и нашето време”
Университетско издателство „Св. Климент Охридски”
София 1991 г.
стр.97-101

The „Veda Slovena” Mystery

04.April.1999

 

The „Veda Slovena” Mystery


In 1874 in Belgrade, and in 1881 in St. Petersburg, the two volumes of „Veda Slovena” were published – „Bulgarian folk songs of the pre-historical and pre-Christian age”. Compiled by the Bosnian Serb Stephen Verkovich, „Veda Slovena” created a furore among the scholarly world ranging from Russia to France, and went down in history as the biggest folklore mystery, the debates over which are still going on.
The sensation lies in the fact that these, as well as some other songs published by Verkovich, „written down” in an isolated part of Macedonia, provided evidence which turned the prevailing conceptions about Europe’s pre-written history upside down.  The „Vedas”, whose „Indian” name was picked up by no chance, not only contained legends of how the plough, the sickle, the boat, wheat, wine, writing, etc. came into being, but  created a legendary-mythological conceptual framework, in which all – the Indian god Vishnu, the Thracian singer Orpheus, the Macedonian kings Phillip II and Alexander the Great, the Trojan War, etc., were present.  Moreover, the famous German epic, the „Song of the Nibelungs” consisted of „only” 9776 lines, while the two volumes of „Veda Slovena” included as many as 23809 lines, and Verkovich himself claimed that he had available at least  ten times as many.
In the debates that followed in the field of European Slavonic studies, „denouncers” exceeded in number „apologists”. „Veda Slovena”  succeeded in winning suport by not only a great number of recognized foreign scholars, but by quite a few of the Bulgarian scholars from Macedonia itself, who knew the local folklore and dialects in minute detail. The French government, in turn, twice sent its emissaries, who had to establish the authenticity of the epos on the spot of its „discovery” – in the South-Western parts of the Rhodopes, among the so-called Pomaks  – a Bulgarian-speaking ethnic group professing Islam. Neither the French, nor, later, the Bulgarian inquiries, however, provided unequivocal and weighty answers to all questions provoked by „Veda Slovena”.
What is known for certain is that  the rise of this mystery is due to the Bulgarian Ivan Gologanov (1839-1895). He was born in the village of Tarlis, in the neighbourhood of the mentioned Pomak region, nearby the town of Valovishta (now Siderokastron in Greece), and spent his whole life as a village teacher in his native place. He was the man who claimed to have found and written down (for a small charge paid by Verkovich) the „Veda Slovena” songs. He did this in the course of 12 years. The Serbian Verkovich published the songs thus collected under his own name.
Ivan Gologanov’s critics, former and present, have rejected the authenticity of „Veda Slovena”. Their argument is, most generally, that Gologanov was simple-minded and, therefore, he lied. Such argument, however, is not correct. Gologanov could hardly be considered one of an uneducated crowd.
The „plain” village teacher actually did not come from just any family – one of his brothers later became an academician, as well as Metropolitan of Skopje, the capital of, then, Vardar Macedonia and the Republic of Macedonia today; the other one was Abbot of the Bachkovo monastery, the second important Bulgarian cloister. Ivan Gologanov himself had command of ancient and modern Greek; he knew the Hellenic mythology in detail, and his idol was the immortal epic poet Homer. Gologanov knew Homer’s works perfectly well.
Even today the argument about „Veda Slovena” goes on: what in the songs is authentic, and what invented by Gologanov himself. Is everything faked? Or is everything authentic?
It is certain that neither the scale of „Veda Slovena” and the artisitc qualities of the songs, nor their huge number could be the work of a talentless graphomaniac. What is more, as we will  see further, the motivation underlying his striking capacity for work, if he was the inventor, did not boil down to just making both ends meet.
The Bosnian Serb Stephen Verkovich (1827-1893), too,  was not someone to ignore. A former Franciscan monk, he settled in Macedonia in 1850, with the purpose of extending, as a paid agent,  the propaganda of the Serbian government among the local people. The historical moment was such that Serbia and Greece, which had been liberated at the beginning of the century from a four-hundred-year Turkish domination, crossed their  Pan-Serbian and Pan-Hellenic appetites in Macedonia, i.e. in one of Bulgaria’s regions, and Bulgaria was still under the rule of the Sultan (its statehood would be revived only in 1878).
Initially Belgrade, whose aim was to form a Southern-Slavic federation under Serbian control, was still far from the idea of declaring the Macedonian Bulgarians to be  „Southern Serbs”, and yet farther from referring to them as a „separate nation”. On the contrary, in those years Belgrade supported the struggle of the Bulgarians to emancipate themselves from the guardianship of the Greek Patriarchate and to restore their own Church hierarchy. In this sense, what Stephen Verkovich did is an isolated, but telling example of noble efforts made in the name of the Bulgarian Revival.
What is more, when the Serbs changed their policy and started large-scale activities, which were detrimental to the Macedonian Bulgarians, the Franciscan Verkovich remained loyal to the morality of his Order. He did not reject the historical and real life truth, opposed all political falsifications, and persisted in his service in support of the causes he believed to be true and just. During the long years he lived in Macedonia, he proved to be a remarkable scientist in the field of Macedonian folklore, ethnography and geography. In addition, owing to his collector’s  zeal, Verkovich saved a great number of ancient manuscripts, coins, objects of art, etc.
The efforts Verkovich made in the study, conservation and popularization of the Macedonian ancient culture, as well as the work of his assistant Ivan Gologanov, had also a practical effect for the Bulgarian people. At that time Bulgaria (Moesia, Thrace, and Macedonia) was agitated by a  feverish struggle on two fronts – against her national oppressors, the Turks and the Ottoman Empire, and against her ecclesiastical oppressors – the Greek Church and clergy. In this sense, the activity of  Verkovich and Gologanov was an integral part of Bulgaria’s powerful desire for educational, cultural, religious and economic emancipation, which reached its apex in the Bulgarian revolutionary movement and the restoration of the national state.
No matter how specific, all these processes were linked with the tendencies and changes occurring in the whole of Europe from the late 18th up to the mid-19th century. This was the epoch of the powerful European revolutionary romanticism, seeking reforms and social freedom, and, in the case of the oppressed peoples – national liberation. Disappointed by the existing reality, romanticists looked for a base of its rejection and reformation in the fertile roots of tradition, in the idealized past of their countries. In all the fields of thought and art they abandoned the ancient models and the rationalism of the  Enlightenment, seeking inspiration in the history, folk art, folklore, music, and architecture of their peoples. Messianic ideas flooded the sphere of ideology, naturally, glorifying the respective nation. At the same time, no other cultural age produced such huge collections, studies, and works based on folklore material like romanticism. Although with a delay of several decades, this wave overflowed the Balkans too. While Germany had its Grimm brothers, the Miladinov brothers  were their Bulgarian analogue. Everywhere in Europe romanticists collected, adapted, recast, authorized folk works. This was the foundation on which the geniuses of Byron and Pushkin, Chopin and Liszt evolved.
And whenever the facts, or their abilities, were deficient, romanticists did not hesitate to resort to sometimes harmless, but other times not that innocent falsifications. The founder of this „technique” was the Scotsman James Macpherson, the predecessor of the romantics, who published in 1765 his revised versions of the Celtic sagas and legends as an authentic collection of works of the legendary warrior and bard Ossian. The circle around the linguist Vaclav Hanka produced, in 1817-1818, the then much talked about „ancient” manuscripts, which were presented as original 9th and 13th century works. The aim of this mystification was to prove the ancient character of the Czech culture and to activate the national self-identification of the Czechs, under Austrian power at that time.
By its scope and scale „Veda Slovena”  surpassed the phenomena mentioned above. Let us assume that this work is a fake.
If Verkovich himself had unconsciously been involved in its creation, the Bulgarian Gologanov was far from doing it by chance. As evidenced by one of his sons, the main motive of his father was patriotic. In fact, because of his activity in this field, Gologanov was persecuted and imprisoned by the Turkish authorities, very much like other Bulgarian „romanticists”. Therefore, not all of his contemporaries felt  inclined to blame him. The most remarkable statesman of modern Bulgaria, Prime Minister Stefan Stambolov (1887-1894) offered to Gologanov to move to Sofia, promising him a pension of considerable amount. Stambolov’s response to some criticisms that he wanted to reward an impostor, was the following: „All European academies have shown interest in the songs of the Rhodope region, so that no matter whether he has heard them from somebody else’s tongue, or has invented them himself, for us, Bulgarians, it is one and the same…”
The assumption that „Veda Slovena” is a fabrication, means to recognize Ivan Gologanov as a poetic genius, who deserves a place of his own in the history of world literature. To assume that these texts are authentic folklore, implies the necessity of reconsidering the cultural development of Europe as a whole. This dilemma has waited its turn for more than a century.

Rasslav


Загадката ВЕДА СЛОВЕНА

19 ноември 2011г.

През 1874 г. в Белград и през 1881 г. в Санкт Петербург излизат двата тома на „Веда Словена” – „Български народни песни от предисторическата и предхристиянската епоха”. Съставена от босненския сърбин Стефан Веркович, „Веда Словена” предизвиква фурор сред научния свят от Русия до Франция и влиза в историята като най-голямата фолклорна загадка, споровете около която продължават и днес.

Сензацията е там, че тези и други публикувани от Веркович песни, „записани” в един забутан край на българска Македония, представят материал, който преобръща наопаки представите за предписмената история на Европа. „Веди”-те, чието „индийско” название също не е случайно, не само съдържат предания за това как са възникнали ралото, сърпът, лодката, житото, виното, писмеността, но създават цяла легендарно-митологична концепция, в която фигурират индийският бог Вишну, тракийският певец Орфей, македонските царе Филип II и Александър Велики, Троянската война и т.н. При това, ако прочутият германски епос „Песен за Нибелунгите” съдържа „едва” 9776 стиха, то само двата тома на „Веда Словена” включват цели 23809, като самият Веркович твърди, че има на разположение поне още десет пъти по толкова.

В разразилите се спорове в европейската славистика възникват два лагера – „разобличители” и „апологети”.  „Веда Словена” успява да спечели подкрепата не само на мнозина авторитетни чуждестранни учени, но и на немалко български фолклористи от самата Македония, които познават в тънкости местното народно творчество и диалекти. Френското правителство на два пъти изпраща свои инспектори, които да проверяват достоверността на епоса там, където е „открит”: в югозападните Родопи, сред т.нар. помаци – българоезична етнографска група, която изповядва исляма. Нито френските, нито по-късните български анкети, дават еднозначни и убедителни отговори на въпросите около „Веда Словена”.

Онова, което се знае със сигурност, е, че загадката възниква благодарение на българина Иван Гологанов (1839-1895 г.). Роден в съседство със споменатия помашки район, в село Търлис недалеч от град Валовища (днешният Сидерокастрон в Гърция), той прекарва почти целия си живот като селски учител в родния си край. Именно той е човекът, който твърди, че е издирил и записал (срещу скромно заплащане от Веркович) песните от „Веда Словена”. Това става в продължение на 12 години. Сърбинът Веркович издава под свое име събраните песни.

Критиците на Иван Гологанов, предишни и настоящи, отричат достоверността на „Веда Словена”. Техен аргумент е грубо казано, че Гологанов е бил „прост” и затова е „лъгал”. Но такъв аргумент е некоректен. Гологанов трудно може да бъде причислен към безпросветното простолюдие.

„Невзрачният” селски учител далеч не произхожда от случайно семейство. Единият му брат става академик, а също така и митрополит на Скопие, столицата на Вардарска Македония и днешна Република Македония. Другият му брат е игумен на Бачковския манастир, втората по важност българска обител. Самият Иван Гологанов владее старогръцки и новогръцки, познава в детайли елинската митология и негов кумир е безсмъртният Омир. Той познава перфектно неговото творчество.

За „Веда Словена” и днес се спори кое е автентично и кое измислено от Гологанов. Дали всичко е фалшификация? Дали всичко е автентично?

Сигурно е, че нито мащабите на „Веда Словена”, нито художествените качества на песните, нито огромното им количество могат да бъдат дело на бездарен графоман. Освен това, както ще се види по-нататък, мотивацията за неговата удивителна работоспособност, ако той е съчинителят, съвсем не се свежда само до едното свързване на двата края.

Босненският сърбин Стефан Веркович (1827-1893 г.) също не е човек за подценяване. Бивш францискански монах, през 1850 г. той се установява в Македония, за да провежда като платен агент на сръбското правителство пропагандата му сред местното население. Историческият момент е такъв, че освободилите се в началото на века от четиристотингодишно турско господство Сърбия и Гърция кръстосват великодържавните си апетити в Македония. А в Македония, според османски и европейски статистики, преобладават българите. България все още е под султанска власт (нейната държавност ще възкръсне едва през 1878 г.).

Всъщност в началото Белград иска да създаде южнославянска федерация под сръбско господство. Белград все още е далеч от идеята да обяви македонските българи за „южни сърби” и още по-далеч да ги нарече „отделна нация”. Напротив – в тези години Белград подпомага борбата на българите за откъсване от опеката на гръцката патриаршия и възстановяване на собствената църковна йерархия. В такъв смисъл дейността на Стефан Веркович е частен, но ярък пример за благородна дейност в името на Българското възраждане.

Нещо повече: когато официален Белград променя своята политика и започва широкомащабна дейност в ущърб на македонските българи, францисканецът Веркович остава верен на морала на своя орден. Той не отстъпва от историческата и фактическата истина, противник е на политическите фалшификации и продължава упорито да служи на онова, което смята за вярно и справедливо. През дългогодишния си престой в Македония той се изявява като забележителен учен в областта на нейния фолклор, етнография и география. Освен това благодарение на колекционерската си страст Веркович спасява множество старинни ръкописи, монети, предмети на изкуството и др.

Усилията на Веркович по проучването, съхраняването и популяризирането на македонската старина, както и дейността на неговия помощник Иван Гологанов имат и чисто практическа стойност за българите. По онова време в България (Мизия, Тракия и Македония) кипи трескава борба на два фронта – срещу националните  поробители – турците и Османската империя, и срещу църковните подтисници – гръцката църква и  духовенство. В такъв смисъл активността на Веркович и Гологанов е неделима от онзи мощен порив на тогавашна България към просветна, културна, религиозна и стопанска еманципация, увенчан с революционното движение и възстановяването на народностната държава.

Но колкото и да са специфични всички тези процеси, те са в пряка връзка с тенденциите и промените в цяла Европа от края на XVIII – средата на XIX в. Това е епохата на могъщия европейски революционен романтизъм, който се стреми към реформи и социална свобода, а при поробените народи – и към национално освобождение. Разочаровани от съществуващата действителност, романтиците търсят опора за нейното отрицание и преустройство в живителните корени на традицията, в идеализираното минало на своите страни. Във всички области на мисълта и изкуство те се отказват от античните образци и рационализма на Просвещението, като търсят вдъхновение в историята, народното творчество, фолклора, музиката, архитектурата на своите народи.
В идеологията нахлуват месинианските идеи, които възвеличават – естествено – своята собствена нация. Същевременно никоя друга културна епоха не е дала такива огромни натрупвания, проучвания и разработки на народен материал, както романтизмът. Макар и със закъснение от няколко десетилетия тази вълна залива и Балканите. Ако Германия има своите братя Грим, то българският им аналог са братя Миладинови. Навсякъде по Европа романтиците събират, преработват, обработват, авторизират народното творчество. Тъкмо на тази основа израстват гениите на Байрън и Пушкин, на Шопен и Лист.

А там, където фактите или силите не достигат, романтиците често прибягват кога към по-безобидни, кога към не съвсем невинни фалшификации. Родоначалник на този „похват” е шотландецът Джеймс Макферсън, предшественикът на романтиците, издал през 1765 г. своите преработки на келтски предания и легенди като автентичен сборник от съчинения на легендарния воин и бард Осиан. От кръга на езиковеда Вацлав Ханка през 1817-1818 г. пък излизат нашумелите на времето си „древни” ръкописи, които се представят за оригинални творби от IX и XIII в. Целта на мистификацията е да се докаже старинността на чешката култура и да се активизира националното самосъзнание на намиращите се под австрийска власт чехи.

Ако я сравним с тези примери, то по своите мащаби и размах „Веда Словена” надминава споменатите феномени. Нека предположим, че това произведение е фалшификат. Ако Веркович е въвлечен в неговото създаване  неволно, то българинът далеч не го прави случайно. Според свидетелство на един от синовете му основната подбуда на баща му е била патриотичната. За тази си дейност впрочем Гологанов е преследван и затварян от турските власти, както се случва и с други български „романтици”. Ето защо не всички съвременници са склонни да го осъждат. Най-бележитият държавник на нова България, премиерът Стефан Стамболов (1887-1894 г.), предлага на Гологанов да се пресели в София, обещавайки му значителна пенсия. На упреците, че иска да възнагради един мошеник, Стамболов отговаря: „Всички европейски академии се заинтересуваха за родопските песни, та дали ги е събирал от чужди уста, или ги е измислял от своя глава, за нас българите е все едно…”

Допускането, че „Веда Словена” е фалшификат, означава да признаем Иван Гологанов за поетически гений със свое място в историята на световната литература. Допускането, че това са автентични фолклорни текстове, означава необходимост от преразглеждане на културното развитие на цяла Европа. Тази дилема чака своя ред повече от век.

Стара слава

Потомък на Иван Гологанов нищи мистерията „Веда Словена”

Изследвачът Христо Спириев смята, че песента „Свети Георги” е българска и е открита от неговия прадядо
Григор Николов
Снимки: Велислав Николов

През 1850 година сърбинът Стефан Веркович, роден в босненското село Угляри, се озовава в Серско (Гърция) като събирач на „древности”. Той е 23-годишен и е учил археология при Павел и Янко Шафарик. В Серско не остава при научната си задача и освен статуи, монети и старинни предмети събира народни песни и запазени стари ръкописи. Част от събраното той издава, като посвещава книжката на сръбската кралица Юлия Обренова, дъщеря на унгарския крал, родена Хуниади, но омъжена за крал Милош Обренович. Скоро след това го вика министър Иван Гарашанин и му казва, че държавата ще финансира събирането на „старините”, но и имала нужда от способен агент в Македония. От Веркович той не искал нещо друго, освен да направи така, че когато дойде решение от Европа да се питат македонските християни дали са славяни или елини, те да отговорят: славяни.

- – -

През 1865 г. Веркович се запознава с Иван Гологанов, роден през 1839 г. в с. Търлис, а отпосле учител в близкото Крушево, Неврокопско (днес Аеглофорион в Гърция, на 20-ина км от границата). Посредничи братът на Иван – Теодосий, тогавашен игумен на манастира „Свети Йоан Предтеча” край Сер. Веркович уговаря Иван да събира народни песни, които да му предоставя срещу съответно заплащане. Учителят решава, че селото е кръстопътно, оттам минават доста българи, тръгнали на пазар в Гърция, и ще се справи.

Само след дни Гологанов изпраща песни на Веркович за сватбени обичаи, поверия и приказки. „Събирачът на древности” остава доволен и между двамата започва дълга кореспонденция (днес в отдел БИА на Народната библиотека са запазени 305 писма). Още в началото

Веркович търси песни

на пиринските и родопските българи, които да са запазили факти за тяхното най-древно битие – преселването им от Индия, и за това, че са потомци на някогашните македонци и траки. И подпитва Гологанов дали няма някоя песен за Александър или Филип Македонски и Орфей. На 8 август 1865 г. Гологанов пише: „Най-сетне изгря най-великият и най-скъпият в живота ми ден.” Изпратена му била една песен от овчаря Стоян от с. Кърчево от 22 стиха за Филип Македонски. Същият овчар му изрецитирал и песен за преселването на славяните в Европа. По подобен начин Гологанов изнамира в края на лятото на същата година и песен за Александър Велики, записана от Стою Мечкар и Йован Стоянов. През 1884 г. записва и друга песен за Александър.

До края на 1865 г. Гологанов изпраща 56 поеми, по-скоро речитативи, от 17 000 стиха. Веркович ги дава на Янко Шафарик, той ги превежда на френски и стиховете излизат в Белград, а през 1867 г. и в Русия. Първият том на „Веда Словена” се появява у нас през 1874 г., а вторият – през 1881 г. Сред песните в първата част има за преселването на народа от Крайната земя, за раждането на Орфей и за сватбата му с дъщерята на Арапския крал, за Слънчовата женитба с мома Вълкана, т. е. това, което е искал Веркович.

Гологанов продължава събирателската си дейност с песни за Крум, Симеон Велики, пословици и гатанки, изнамиране на житото, виното, писмеността, за божества с индийски имена. И споменава, че даскалът в Елешница Илия знаел над 100 песни, които той записал. Крушевският даскал Иван Гологанов си спечелва славата на „българския Омир”. Той предоставя на Веркович над 300 000 стиха. За всяка песен получава по 10 жълтици.

След излизането на „Веда Словена” в европейския научен свят

гръмва сензация – как са се запазили такива народни

песни отпреди повече от 2000 г.

По това време народите в Европа търсят своята национална идентичност. Немците и французите вече имат песните на нибелунгите и на Роланд, в Чехия е публикувана „Чатертоимана”, а в Русия – „Слово”. Последните две обаче се оказват пълни мистификации. Чешкият епос е дело на хиперпатриотката Ханка, а авторът и събирачът на руските творби така и не са открити. Българската „Веда Словена ” излиза тъкмо когато в Европа се разклаща престижът на старочешките и руските поеми. Сред тези, които ги обявяват за фалшификати, са Константин Иречек (той казва, че не е видял човек, който да е чул да се пее такова нещо в българските предели), Вазов, Славейков. По-късно до тях се нареждат акад. Михаил Арнаудов и проф. Иван Шишманов. Основният аргумент за фалшификация е, разбира се, пари. Още на 27 януари 1866 г. Гологанов пише на Веркович, че покойният му баща е оставил дълг от 3000 гроша и ще му вземат къщата, та му трябват пари. Веркович изпраща на няколко пъти цялата сума. Той плаща добросъвестно до началото на 90-те години на по-миналия век, като често сумите са над 500 гроша. Малко преди това Гологанов, който има 6 деца, си е построил нова къща.

Като друг аргумент те изтъкват, че не може да се запомнят песни от 4000 стиха. Допълват, че няколко научни експедиции не откриват много от хората, от които Гологанов е събирал песните.

Поддръжници на истинността на песните на „Веда Словена” пък са френският консул в Пловдив Огюст Дозон, който се среща с Гологанов и казва, че той е прост писар без вкус за поезия и само е преписвал, Стоян Данев, по-късно бъдещ министър-председател, обявява, че ако трябва да се издаде събраното от Гологанов, то ще заеме над 300 коли и е невъзможно да се измисли. Полският учен Ходьзко е убеден в истинността на песните, а д-р Гайтлер казва: „Само за съставяне на песните се изисква 20 години работа.” Сред защитниците на Иван Гологанов е и Стефан Стамболов.

Спорът обаче се развихря през 20-те години на миналия век. Ив. Шишманов отрича „Ведата”. Руският професор славист П. Лавров обаче през 1932 г. иска основното й проучване. Такова е замислял, но не е направил Иван Шишманов.

През 90-те години на миналия век Веркович е обявен за фалшификатор. По това време той е изпаднал в безпаричие и му е гласувана пенсия от 3600 лв. от Народното събрание по предложение на Марин Дринов и Драган Цанков . От Петербург Веркович през 1891 г. се преселва в Пловдив. През 1892 г. предприема пътуване в Родопите и разбира, че никакви народни песни, в истинността, на които го е уверявал Иван Гологанов, не съществуват. Пред Вазов, който е също там на фолклорна експедиция, той отдава това на помаците, които били потайни и не искали да говорят. Веркович умира на 30 декември 1893 г. и е погребан в София на държавни разноски. Гологанов се защитава с обяснението, че е необразован и не може да измисли песните.

Сега един българин от Благоевград

бърка в раната „Веда Словена”

Името му е Христо Спириев. Защо ли му е всичко това, след като вече близо век и половина българската мистерия има люти противници и върли последователи? Какво ли ново може да каже той? Това обаче не е приумица на някой чудак – Спириев е правнук на събирача на песните Иван Гологанов, неговата баба Хана е най-малкото от 6-те деца на Гологанов. Спириев се е заел с идентификацията на народните песни. Интересът към мистификацията „Веда Словена” бил подхранен от баща му Димитър, който го убеждавал, че дядо му е несправедливо наклеветен.

Христо Спириев 20 г. е бил инженер по водоснабдяване, обиколил е целия Пирински край и е търсил корените на песните, събирани от дядо му. Бил е и 4 пъти в Солун, проучвал материали, но признава, че не са го задоволили. Смята, че голяма част от архива на прадядо му е пропаднала по време на Балканската война и затова делото му не може да се отрича категорично. Най-интересният извод от проучванията на Спириев е, че изпълнената от Оркестъра за сватби и погребения на Горан Брегович и станала популярна у нас песен

„Свети Георги” е записана като текст от Гологанов и е българска. Днес от нея се пеели само последните 4 куплета. „Защо смятат, че е циганска песен? – пита се той. – Свети Георги е български празник. И в тая песен, която, разбира се, е претърпяла много варианти, не се пее за Свети Георги, а за Георги Юнака. Използва се само финалът на песента днес. Иначе цялата песен е към 600 строфи.”

Спириев е идентифицирал и песента за Юнак Заров. Той бил покровител на житата. И в песента се обяснява как докарва ветровете, за да може да се вършее. Имало е и село на неговото име, от което е майката на Спириев. Точно там той е открил песента „Юнак Заров”, която неговият прадядо предава на Стефан Веркович. Сега селото се казва Николопис и е на 30-ина километра от Солун. Според него дядо му наистина е събирал песните от българомохамеданите. А за Спириев те са загадка. Между песните, записани от прадядо му, и техния говор има абсолютно съвпадение. Според него те са заселени у нас от Персия. Така му признавали самите помаци в Гоцеделчевско: „Нашите поверия са такива, че ние сме докарани от Персия.” Единият вариант, е че са потурчени там, другият – по-меродавният, е, че това е станало по българските земи. Изследвачът се позовава и на факта, че и днес те правят цветен хляб, както е писал дядо му във „Веда Словена”. Обичаят е запазен в селата Абланица и Блатска.

Za i protiv weda Slovena

ze strony Rastko.Makedonija

Гане Тодоровски

За и против „Веда Словена“

Годишен зборник на Универзитетот во Скопје, 19, 1967, стр. 393-444.

За да се изнајде потребниот збор при определбата на поимот што се крие зад краткиот наслов на една позната книга, на една претолкувана содржина, на еден пренагласен настан, – можеби најдобро е ако се систематизира, раздвои и внимателно постапно подвлекува се она што како импозантна сума од факти се насобра по сензациооналниот обид да му се импутира на словенството, кој знае по кој пат, ненужна тежина од лажна слава!

Дистанцата од скоро еден век е предоволна за да ни овозможи поспокојни заклучоци. Сепак, предметот на разгледувањето си остануваа комплексен и компликуван, не заради нерешените загатки што ги претпоставува, туку пред се заради тешкотијата: на некаква конкретна анализа да се подвргне карактеристична апстракција, предмет што главно спаѓа во категоријата на фикциите, измислиците, нереалните причини за реални и прецизни ангажираности! „Веда Словена”, тој многуилјаден корпус од невешти стихови, сочинет во еден рекорден во својата мала временска рамка период, сочинет под хипнотичката сугестија и високиот материјален стимуланс на еден ултра-романтичарски занес, таквата „Веда Словена” мерлива ли е според општоусвоените норми на конкретниот и позитивниот принос во фондот на трајните наследства на еден народ, на една национална култура? Треба литературната историја да се занимава сериозно со некакви си несериозности, недостојности, измами?

Помногубројни се овие прашања: си имаат своја оправданост, свое место, свој raison d’etre. Меѓутоа, нема ли да сме мaлку неправедни кон себеси, ако преку еден, дури и оправдан, гест на разумно повлекување пред недостојното, го избегнуваме она што сакале-нејќеле си останува само наше, па макар и како заблуда, како некритичност, како неславен дел од нашето течење низ времето. Нели нема смисла, ние од посреќните поколенија да ги обвинуваме своите неуки, невешти, несреќни претходници за непростиви гревови. Тие, најверојатно, го чинеле она што времето им го наложувало и допуштало, го чинеле во името на подостојните идни дни.

Имаме ли право во оваа насока да го трасираме нашиот одговор? Нема ли таквата галантна попустливост кон апсурдите на своето минато да ги подрие строго-егзактните позиции на нашиот сопствен реалистички став? Не ли се крие тука мала доза на сентиментално оценување на дел од изврвениот низ историјата пат?

„Веда Словена” – дело на Верковиќ-Гологанововата колаборација – за секога ќе значи само едно: најизвишен паметник на екстремнниот национален занес, најкусовечната рожба на колективната национална утопија. Тоа дело говори за една неминовна фаза низ која скоро секој народ во својот развиток треба да мине: фазата на романтичарската самодопадливост, фазата кога во огледалото на националната суета секој гест и потег, секое движење и присеќавање, секоја недоустена реч добиваат грандиозно значење, херојска поза, историски чин. Таа црта, всушност, втакена е и во традицијата на народниот епос: народот си ги вложил сите копнежи во исковувањето фантастични ликови на херои, бидејќи во животот немало такви, бидејќи стварноста осетила потреба од нив[1]. Тоа е периодот на нужниот премин од создавање и остварување на животните мечти во својот внатрешен свет до појасното определување на идеалот во конкретната стварност. На ајдучката песна претходи историската, на историската – митолошката. Во случајов, „Веда Словена”, како мистификација со воврела некаде меѓу историската и ајдучката песна, се вовлекла во малата пукнатина на дезориентацијата, како мигновен предив, како добивање на време, како пожелна починка пред тешкиот двобој со посилниот и повеќеименен непријател.

Скоро по правило, сите мистификации во литературата настануваат таму и тогаш, кајшто и когашто највеќе се чувствува нивниот недостиг. Секако, исклучоци има – главно кај релативно послободните народи во Еврoпа. Но, на терените на огромните феудални империи, во чии неоткриени пространства тонеа во повеќевековна потиснатост и мрак помали народи, мистификациите значат речиси закон на националната преродба. Јавувајќи се најчесто во судирот помеѓу посилна, посупериорна и поекспанзивна нација, од една страна, и послаба, поинфериорна и позатворена во себе нација, од друга страна, мистификациите како да станаа некаква неминовност во процесот на културно-политичката еманципација. „Нема ни еден културен народ кој немал свои Верковиќи и Милоевиќи” – има речено со многу оправданост Шишманов[2].

Веда Словена, како литературна мистификација, пред сe означува една митолошка реминисценција. Времето, во кое се роди таа, премногу ги претпочита ваквите методи: во секоја народна песна или приказна да се бара историска или митолошка реминисценција. Мода на векот беше митолошката теорија на браќата Грим а таа претпоставаше големо единство и сличност на мотивите во умотворбите на сите индоевропски народи. Во народните умотворби се бараа траги од првобитните времиња, од митолошката епоха на Аријците[3]. Нo, тоа истовремено како метод на водеше кон целосната вистина. Уште повеќе што во рацете на дилетанти беше злоупотребен. Се дојде до апсурдни заклучоци, до дискредитирање на оваа митолошка школа, која не без резон ја основаа Јаков и Вилхелм Грим. На јужнословенски терен Гримови ученици имаше повеќе. Мегу најзабележаните се секако Раковски, Верковиќ и Милојевиќ[4].

За времето со кое дејствуваа овие луѓе, многушто може да биде оправдано. Сите тие патат од некаква нестрпливост, па оттука поврвност, недостиг на специјалистичка подготовка, непроширување научниот делокруг. Како поинаку би ги објасниле сите нивни неодрживи, наивни до необмисленост претпоставки? Лековерни се воопшто Словените, подвлече Французинот Луј Леже, кога говореше за „Веда Словена”. Преку оваа карактерна црта тој го објаснуваше феноменот на масовната подршка на литературните мистификации, конкретно и на мистификацијата на „Веда Словена” меѓу словенските народи. Нека да е така, меѓутоа, мистификацијата не е словенска измислица, иако во фрапантните примери на Вацлав Ханка и Верковиќ – Гологанов среќаваме кулминантна илустрација. Кон литературна мистификација прибегнуваа повеќе европски народи. Во петнаесеттиот век Холанѓаните познаваат сфаќања според кои Адам и Ева во рајот говореле холандски ане еврејски, како до тогаш се мислело. Некој скандинавски „учен”, доврзувајќи се на холандските хипотези, тврдел дека Адам со бога говорел на норвешки! Мицкевиќ од катедрата на парискиот Колеж д Франс во 1844 проповеда како Словените се најстари живеачи на Европа, дека Римјаните, Фригијците и Асирците биле Словени. Хрватските преродбеници сметаа дека Илирите се Словени. Верковиќ исто така задоен во духот на илиризмот претпостави и повте да докаже дека старите Траки и Македонци се Словени. Времето кое е скудно со факти, посега кон фантазиите. „Веда Словена” е рожба на такво едно време, иако со релативно задоцнување.

Луѓето што се раководеле од вакви идеи (подобро: фиксидеи) не смеат да бидат осудени или отфрлени. Во свое време тие допринеле со некаква полза: му го обрнале вниманието на светот врз постоењето на мали народи, за кои одвај и да се знаело! Ги заинтригувале љубопитствата на другите народи со некаква лажно конструирана слава, оригинална култура, историско величие. Па, ако Индијците ги имаат своите епопеи Рамајана и Махабхарата, Персијците: Зендавеста, Евреите: Библијата, Грците: Илијадата и Одисејата, Германците: Нибелунгите, Французите: Бесниот Роланд, еве и ние Словените, што веќе ги имаме: Словото за походот на Игора и Кралевдворскиот ракопис, можеме сега да се гордееме со уште еден, најсвештен паладиум: „Веда Словена”, песни од предхристијанско и предисториско време, бесцени траги на една првобитна култура, постара од сите други во Европа. Така се изгради илузијата за сопствен, словенски пантеон, полн со раскошна колекција од секакви богатства. Веда Словена на Верковиќ и Гологанов беше таков имагинарен пантеон. Скап колку една шумна провокација – јавноста на покултурна Европа да го сврти погледот малку кон заборавената шир на најјужниот дел од огромниот словенски океан.

* * *

Втората половина на XIX век се карактеризира, барем во македонскиот случај со засилени акции на собирање народни умотворби. Откако Вук Караџиќ, Виктор Григоровиќ и Станко Враз отпочнаа со објавување на македонски народни песни, некаде кон шестата деценија на минатиот век стапува на сцена нова, поагилна плејада собирачи и објавувачи на македонски умотворби: Стефан Верковиќ, Димитар и Константин Миладиновци и Кузман Шапкарев се најистакнатите меѓу нив.

Бранот на собирање особено се интензивира кон 70-те години, кога нашироко низ бугарскиот печат во Турција и Романија се зборува за собирање на народни умотворби. Токму тогаш, во тој виорен полет на трескаво присобирање на народното благо, кога сите периодични публикации на бугарски или српски јазик, подржани од или наменети на Македонците, донесуваа на своите страници полни грски од македонскиот фолклор, Стефан Верковиќ, кој зад себе го имаше зборникот „Народне песме македонски Бугара”, издаден во Белград 1860 – го остави тој толку благороден позив на стрплив и упорит собирач на делото на народниот гениј. Го остави, повлечен од една фикс-идеја, од една невозможност, од една луда авантура на сопствената суета. Гледајќи на себеси како на одбраник на божјата воља, токму тој да биде големиот и генијален откривач на древната епопеја за Орфеј – современата Риг-Веда, за која самиот во писмото до Нил Попов егзалтирано пишуваше[5], тој се втурна во потрага по тие свои бладежни измислици.

Некаде кон 1850, откако веќе еднаш беше доаѓал во Македонија, Стефан Верковиќ се настани за постојано во Сер, главен град во Југоисточна Македонија, како собирач на старини, како археолог. Всушност, зад тој параван на професија што тоа време беше во мода, се криеше специјален агент на српската влада, со посебна мисија меѓу Македонците од овој крај[6].

Доаѓајќи во Македонија и останувајќи во неа во текот на третиот квартал на минатиот век, нагрбен со специјална политичка задача а камуфлирајќи се под плаштот на собирач на нумизматички и археолошки наоди, народни умотворби и обичаи, географски и етнографски податоци, тој, колку прекопнат за подвиг, толку неподготвен за него, доаѓа до претпоставката дека токму на овој терен, тука во Македонија треба да ги открие бесцените блага што ќе го усреќат Словенството.

„Чини ми се као да ми нешто непрестано шапуће: У Елбасану ћеш наћи нешто чему ће се све славенство радовати?” – му пишува во едно писмо на својот пријател Алекса Вукоманович[7]. Му пишува од Сер цела деценија пред да го сретне македонскиот учител Јован Гологанов, кој ќе му ги фабрикува со зачудувачка брзина стиховите на идната „Веда Словена”.

„…седећи на дућану у Филиби (Пловдив – Г. Т.) код једнога мојега знанца, дође тамо један бугарин из Неврокопа и запита за мене од куда сам и с чиме се заимам: ја му одговорим да сам археолог, који сваког рода древности истражујем као: новце, рукописе и надписе. Нато речениј Неврокоплија примети да у његовом селу има на једном камену један велики надпис који није ни грчки, ни римски, ни славенски. Ја му приметим: да неће бити Турски или Ерменски, он одговори да није: и тако се разиђемо. После тоа одем ондашнему једном знатном бугарину да се с њим упознам; разговарајући се с њиме о старинама, изнесе ми једно старо евангелие факсимилирано, од једне стране славенски а од друге глаголитички. Док, сам речено Евенгелие прегледавао, дође тамо и онај Бугарин из Неврокопа; и одма, седаваши до мене, надвири се да види што прегледавам. Тек што погледа у Евангелие, одма упре прстом у слова Глаголитичка и рекне: „тако е они надпис за ког сам ти мало пре казивао да се код Неврокопа у мојему селу налази.” Ја му на то не одговорим ништа, него се пренем као да је искра електричка кроз мене прошла, и помислим: Боже милостиви, на свему ти фала Дакле свако мое предчувствовање оће да се обистини. (Подвлекол – Г. Т.)

После тога упознам се још боле с реченим бугарином и упитам га када би могао у његово село доћи да они надпис видим; он ми каже да његово село лежи у најдивљем кланцу планине Родопске, кроз који није могуће лети, од ајдука проћи; него само зими је можно до онога места, гди надпис стои, доћи; и тако закључимо: да он за кереван серезки дође у Серез, па по керевану да пођемо заедно до онога надписа.

Ја мислим да ће они надпис, ако е збиља Глаголитички бити из језическе добе? Неће ли којом срећом бити Томби Орфеја или Лина?… ако не баш њихова а оно барем не далеко од њиове добе? – Већ та околност се налази у најдивљем пределу даје ми повода мислити да мора врло важан бити; и то такови из кога ће се моћи дознати каког су порекла најстарији трачки житељи били? И јесу ли како образованост и књижевност имали?

…ја сам телом у Серезу а дух ми је непрестано на планини родопској у Ел-басану, и желио би, када би само било можно, да на ова места у магновенију ока будем!

Колика би то чест и слава нашему ученому друштву била када се у његову органу саобшто један Славенскиј Документ из јазическе добе! Та таког до сада нигди печатаног нема!!![8].

Се ова е напишано 1855 година, во почеткокот на Верковиќевиот престој во Македонија, десет години пред да отпочне големата игра околу фалсификувањето на Веда „Словена”, на грамадниот куп од 300.000 стиха „народни” песни, сочувани божем во устно предание од предисторично и предхристијанско доба, и дваесетгодини пред да се појави првиот том на „епохалното” родопско откритие, она што тој сам го квалификува како паметник „од недогледне важности и вредности по историју не само Славена, него и свега човечанства, сачувавши се не на камену, металу или пергаменту, већ устним предањем код Македонских Марвака и Фракијских Родопских Помака”[9].

Во својата „втора татковина”, како сам ќе ја нарече Македонија, Стефан Верковиќ доаѓа со цел да врши важна политичка мисија: „да Славени македонски при решавању источног питања признају себе Славенима а не Герцима”[10]. Фактички тој таа своја мисија ја обави директно и индиректно. Директно, преку многубројните свои контакти со речиси сите попросветени македонски луѓе од она време и индиректно со идејата за изнаоѓање паметник од далечното минато, со што ги возбуди не само учените од Европа, туку и луѓето од серскиот крај, денес етнички скоро заличен. Јован Гологанов во едно свое писмо до Шишманов[11] мошне убаво ја подвлекува таа негова заслуга: „…не само нас, туку и целото население го подбуди кон сознание за народноста”. За ова пишуваат и Арсени Костанцев[12], Јона Маџаров[13], А. П. Стоилов[14] и други. Од обемната преписка на Верковиќ, која е сочувана[15], може да се види најилустративно колку многузначајни се неговите врски со македонските културни работници од средината на минатиот век. Меѓутоа маѓепсан од фантастичната идеја за индиското потекло на Словените, која впрочем на времето завлекува и други, тој исцело се впушта во упорито и фанатички слепо и тврдоглаво докажување на својата хипотеза дека прататковци на Словените на Балканот се Траките, Илирите, Македонците, Пеонците, дека Словените на Балканот го сочувале најдобро првобитниот аријски тип, таков, каков што постоел тој уште во епохата на Риг-Ведата. Затоа и смета дека токму во Македонија, таму, во клисурите помеѓу Пирин (Перуновата планина!) и Родопите ќе наиде на аргументи што ќе ја потврдат неговата претпоставка. Па им се обрнува на сите свои познаници од ред, со молба да истражуваат низ народот песни „…карактера стародревним тракијским знаменитостима, на пример о тракијском певцу Орфеју и другим личностима из старие ових предела, па ако на сличнога шта наиђу, да не пропуште за мене то прибавити”[16]. Од многуте пријатеи познати, до кои Верковиќ се обрати „да истражују по народу песме о царевима мацедонским”, ниеден не се одзва. Не е на одмет да спомнеме кои беа тие личности, кои како вели самиот Верковиќ, не само што оваа порака негова ги изненади, туку и смев им предизвика[17]. Тоа се имиња, помалу или повеќе добро познати на нашата културна историја: Павел Божигробски, Димитар В. Македонски, Венимијан Мачуковски, Константин Динков, Поповиќ Томе, Ковачевски Никола, Божиков Христодул, Браќа Косетнцеви, Дичо Зограф, Михаил Николов, Димитар поп Георгиев, Георги Динков и други. Од сета ова плејада имиња ниеден не можеше да му ја исполни желбата поради простата вистина што такви песни меѓу народот не постоеја. Требаше да се чека до 1865 година, кога на сцената ќе се појави инвентивниот измамник Јован Гологанов.

Потребно е да се задржиме на прашањето по чии узори се загнезди кај Верковиќ ова хипотетична идеја?

Повекемина автори, кои директно или индиректно се задржувале на ова прашање, најчесто го споменуваат името на бугарскиот преродбеник и револуционер Георги С. Раковски. Тука во прв ред спаѓаат најсестраниот проучувач на проблемот на „Веда Словена” – Иван Д. Шишманов, потоа рускиот славист Петар Лавров, браќата Антон и Христо П. Стоилови, и други. Тука треба да го споменеме и прилогот на македонскиот славист Цвета Органџиева, која е склона да мисли дека Верковиќ, пред се се повел по примерот на македонскиот преродбеник Јордан хаџи Константинов Џинот[18].

Ив. Д. Шишманов, во двете свои поопсежни приоѓања кон овој проблем[19] недвосмислено укажува на Раковски:

„Er (Verkovik – G. T.) hatte nach seiner Art theoretische Studien getrieben, wie man aus seiner hinterlassenen Bibliothek sehen kann, die uebrigens nichts von einer directen Einwirkung unseres Rakovski auf ihn verraeth. Verkovic war eine congeniale Natur und connte deshalb ganz wohl – selbsaendig die verschrobenen Ideen verfallen, die man sonst dem Rakovski zuschreibt, dass naemlich die Alten Thrako-Illyrer Sloven waren und fueglich auch Orpheus und Alexander der Grosse Slaven gevesen sein muessen und dgl. mehr.„) (Подвлеченето мое – Г. T.) и ова:

„Dies schliesst jedoch nicht die Moeglichtkeit aus, dass Verkovic mit Rakovski’s Fantasien gut bekannt war. Er muss jedenfall dies oder jenes seiner Werke besessen haben, wie aus gewissen Briefen Gologanov’s erhellte. So bittet dieser im Maerz 1871: „Schickeln Sie mir wieder eine Zeitung und jenes Buch von Rakovski”. Er wiederholt vergeblich die Bitte noch den 10. Mai, 18. u. 27. Oktomber desselben Jahres und den 30. Januar 1872. Den 28. Febr. d. j. berishtet er endlich, das gewuenschte Buch erhalten zu haben”[21]. и пак за ова:

„Връщтайки се отново върху въпроса за автентичноста на песните, Леже продължава: „Ние казахме по-горе, че г. Веркович върти трговия с „антики”, а в тая трговия хората обичат да подстаряват стоката си; от друга страна г. Веркович е абсолготно невежествен. Много е възможно за това да е едновремено лъжец и сам излъган (tout ensemble trompeur et trompe). Когато човек е тъй лесно „dupe” на своето въображение, може да бъде излъган и от други, „quitte a tacher de les engeigner a son tour”, както казваха нашите прадеди, „Nous faisons donc toutes nos reserves sur l’authenticite et l’integralite des poemes qu’on nous presente” (подвлеченото е од Луј Леже – Г. Т.), толкова повече, че подобни мистификации не са новост у южните славяни. Леже привежда Показалеца на Раковски, в които се доказва а priori че българите били дошли направо от Индия, че техният език бил дал на древна Грция всички географически названия и други предположения, които не е възможно да се докажат. По-нататък Леже цитува и фалшифицираните три песни в дисертацията на Раковски за Цар Асен I и II и митоложките измислици на Милоевича[22].

Овдека треба да подвлечеме пак дека најкомпетентниот собеседник на темата „Веда Словена” ќе си остане токму Иван Д. Шишманов. Неговите иследувања до сега претставуваат најстудиозен прилог кон ова занимливо поглавје на бугарското и македонското културно минато. Неговата сестрана подготвеност и импозантната научна акрибија со која располагаше му овозможија да даде најисцрпни заклучоци по прашањето на прочуената мистификација. Меѓутоа, ни се чини дека по прашањето на која лектира директно и подлегнува Верковиќ во своите псевдотеории за тракоилирското потекло на Словените и дали тоа конкретно и директно е Раковски, би требало малку повнимателно да му се пријде. Секако, не од желба да се ревидира мислењето на Шишманов, кое впрочем не е погрешно, туку од потребата да се укаже и на неколку други извори.

Познато ни е дека „Показалецот на Раковски е објавен во 1859 година. Таму за првпат понашироко се изнесува индиската теорија на Раковски. Меѓутоа, во трудот на Цвета Органџиева[23] се запознавме со едно важно писмо на Верковиќ, од кое дознавме дека уште во 1855 година Верковиќ е трескаво обземен од такви мисли. Органџиева се повикува на М. Арнаудов[24] и на Ив. Шишманов (в. СбНУ, XVI-XVII. стр. 614, 630) говорејќи за тоа кому му припаѓа приматот на спомнатава псевдотеорија. Се спомнува дека во лицето на Џинот треба да се препознае родоначалникот на идејата за трако-илирското, т. е. индиското потекло на Јужните Словени. Ќе го приведеме тој дел од прилогот на Органџиева:

„…ова писмо, досега необјавено (се мисли на писмото од Стефан Верковиќ до Алекса Вукомановиќ, датирано од 9/13 октомври 1855 година, Сер, – Г. Т.) и непознато е најстаро писмо од Верковиќ. Тоа основно го менува тврдењето дека родоначалникот на идејата на трако-илирското, т. е. индиското потекло на Јужните Словени е Раковски (види: Арнаудов, Очерки по българския фолклор, стр. 130). Индиската теорија на Раковски е во полна сила дури во „Показалец” (1859) и „Българска старина” (1865). Поверојатно е мислењето на Шишманов дека е Џинот родоначалник на ова идеја: (Види: СбНУ, XVI-XVII. с. 614, 630). Ние ќе обратиме внимавние на тоа дека Џинот уште 1853 година нафрлувал такви мисли. На пример во статијата „Обичаи славјански”, Цариградски весник, 101, од 20 XI. 1853 г. тој пишува меѓу другото: „И не е за чудо ради верховного стихотворца Омира којто во Илирик сос голема жеља слушал стихотворно поене Славјанско, от где са научил и степено удиране Епическо”. Со други зборови, Словените, т. е. Траките имале поезија порано од Грците затоа што во тоа време не е познат називот „Словен”. И Омир се учел од Словените”[25].

… cd http://makedonija.rastko.net/delo/11724

Mokosz

VEDA SLOVENA
Bulgarian folk songs from pre-historical and pre-christian time.
Discovered in Thrace and Macedonia and published by
Stefan I. Verkovich”

The author has been collecting these songs for more than 10 years from 2 main regions – Rodopi, the biggest mountain in Thrace, where the Bulgarians, speaking the pomashki dialect /therefore others call them pomatsi/ were living.
And the other is Eastern Macedonia, where the Bulgarians who lived there spoke marvashki dialect /marvatsi/.
“These tribes live in the most isolated places and despite all changes of time, somehow or other, they have saved their authentic folklore. They have small idea of christianity. And others know some muslim prayers but basically they continued to follow their old tradition.” Doctor Shafarick, a friend and a sponsor of the first edition – 22 July 1874.
And in that book there are a couple of songs about Orpheus, as well.
One of them is from a village named Eleshnitsa, East Macedonia, nowadays – Greece.
It is No 13 in the collection and consists of 625 lines. I’ll quote a few of them:

The Birth of Orpheus

“Brava krale… si se moli:
Oi ti Boje, Vishnu Boje!
Ja dai si mi Boje,
na staro vreme edno chedo
Lu da si gu vide pa da si um
Toi da si mi zeme nasledi…”

“Dete yunak…sha si furka na nebetu,
sus svirka Vishnu Boga da si fail.
Sova dete moshtne nishanlie sha si bode,
sha zaptisa sita zeme I planini,
da si bode purva krale na zemeta.”
Reche staru dedu ne otreche,
pa si furkna gore na nebetu,
du si fail Vishnu Boga,
shto si pravi chuda na zemeta.

“An old king was praying:
Oh, Great God, Vishnu
Please give me oh, God
a child in my old age.
Let me see him and then I die,
Let him inherit my land…

Later, a saintly person came down from the sky and said predicting:


“You’ll have a son from heaven,
he’ll glorify Lord Vishnu with his flute.
This child will have all good qualities,
He’ll pacify all lands and mountains,
He’ll be the king of the earth.”
The saintly man said all that,
and flew back in the sky
to glorify Lord Vishnu
who’s performing His miracles on earth.

 

Verkovich had collected 56 songs and they published only 15. Later he selected the best from the unpublished songs and sent them to the French Consul in Plovdiv – August Dozon and he published them as “Unpublished Bulgarian Folk songs” – “Chanson populaires Bulgares inedites” Paris, 1875. They are now found in the archives of the Bulgarian Academy of Science. There’s another interesting song about Orpheus, who was heartbroken after his wife’s departure. It consists of 462 lines. Here are a few of them:

Orpheus finds his wife Dana

Orpheus was wondering why and how she disappear?d and a voice from the sky told him:

 

“Ni ta klel Siva boga
ya ta klel Visnu boga”…
“Vishnum Dana Defina
Defina mi trisuletna”…

…“It is not done by Lord Siva,
but it is done by Lord Vishnu
…“Dana became a servant of Vishnu,
servant for three years.”

Although he understood this, he had a strong desire to see her and he started praying:

“Vishnu le Boje
tebe sa Boje mole
che na tebe dumilevam!”
Orfei sa molba moli
Vishnu mu molba chue…

“Oh, my dear Lord Vishnu
I’m praying unto You
You are my only shelter!”
Orpheus is humbly praying
And Lord Vishnu hears him

Vishnu mercifully fulfills his desire and He takes him back in His palace in the upper sky.

By the way the name VISHNU is mentioned hundreds of times in all of the songs and he’s always depicted as the Supreme Lord /Gulema Boga/. There are other interesting songs about Siva, Durga, Surva /Surya/, Agne, etc.

Atheists and communists call them mythology or mystification…
Christians anathemize as eres, paganism – and therefore the Bulgarian Ministry of Education rejects their publication until 1997. But the serious scientists agree and confirm that they are authentic and are pre-christian.

Krishna is not mentioned in the songs about Orpheus, but he appears on the pages of Veda Slovena under the name Kolada /which means the Young or little Krishna/ and the name Krusni /the cowherd boy, who became the king of the earth/.

60 Lines for Krishna from Volume 2 VEDA SLOVENA:

 

Bre li mi Krusnyu,
bre mi na pole tsare
mene sa lyutum kani,
chi da si rodi mujku dete,
zlatna si sabe vie,
ta mi dete seche.

Oh my dear Krishna,
Look, this evil king
Who wants to kill me badly
‘cos of the son I’ll bring.
Golden sword he’s waving,
He wants to kill my kid.

F sarae mu star bilarin,
blirna mu kniga pee,
blirna mu kniga kitape,
chi sha rode mujku dete.

A prophet in his fancy palace,
Sings an ancient book for him.
And the ancient book is saying,
That I will bear a male kid.

Tsaryu sa dosta nalyuti,
nalyuti sa, razedi sa,
ta ma metna u zandana
da ma seche zaluk pu zaluk.

The king is really angry
Angry – really mad!
He threw me in the prison,
And will cut me bit by bit

“Stara mi maika u gora,
u gora u Vida
mujku si dete rodila,
mujku hi dete Krusna.
Chi hi sa tsare kani
da hi dete seche.”

“My old mother in the woods,
In the woods of Vida,
Gave birth to a shiny son,
And His name is Krishna.
And the king he does
Want to chop her son.”

Malu mi mlogu devet godini
sivu mi stadu pase…

More or less nine twelve months
Krishna tends His countless cows…

Krusna mi mlada pastuha
sivu mi stado pase,
Veda si kniga pee,
ta si mi yuda mae.

Krishna, my cowherd boy,
Tends gray herds, oh my,
And he’s singing Veda book,
Charming all the goddesses in wood.

Pa mi na pole sleva
tsare mu na urdie,
ta mi sa borba bori,
ya gu s karlika nadbori,

Then he walks down at the ring,
At the challenge of the king.
After a very terrifying fight,
With a stick He showed his might.

Ta mu sarae pleni.
Krusna mi mlada tsare

And he conquered the court.
Krishna – young king of the world,

pusta zeme zaselil,
pusta mi zeme Zain,
det mu chuvek ni fodil,
det mi pile ni furkanalu.

Populated the desert land,
The desert land before the end,
Where no one has ever been.
Neither birds do fly nor sing.

Pa mi sa Krusna ni jeni,
chi e na nebe Vedyu,
Vedyu mi diven.
Krusna mi kniga pee,

By then Krishna never wedded,
He’s omniscient and divine.
He’s the Knower of the Veda,
Krishna sings it all the time.

ta si tsare nadbori
ta mu pleni saraete,
Krusna mi mlada tsare.

he defeated the evil king,
and took over his nice courts.
Krishna – my young Lord!

Ya mi sedi malu-mlogu,
malu-mlogu tri godini,
zakara si mladi yunatsi,
mladi yunatsi, malki momi,

Years passed not more or less,
He ruled there for three twelvemonths.
Then accompanied by His brave friends,
His brave friends and His young wives,

ta mi utide na pole,
det’ mi e pole pustu,
pustu mi zapustenu,
Zaina mi zeme zaseli.

Went where no one else has been,
Desert land no one has seen.
To populate that wasted land,
Which is just before the end.

Krusna mi veke stara,
ya mu dusha ni izleze,
lu si furkna na nebetu,
ta mi na nebe Vedyu,

Krishna lived for many years,
But His Soul did never leave,
He rose to heaven – as He is,
Beyond the sky is where He lives.

Vedyu mi diven.
Subrali sa malki momi,
subrali sa av sarae,
ta mu pesna,
ta mu pesna ustanala.

Oh, my Lord omniscient and divine!
Young girls gathered,
Gathered in the palace,
And they sang a song,
And it stayed forever.

Veda Slovena

Print E-mail
Written by The Editor
Thursday, 04 September 2008
Bulgarian folk songs from pre-historical and pre-christian time, discovered in Thrace and Macedonia and published by Stefan I. Verkovich in 1874.The author has been collecting these songs for more than 10 years from 2 main regions:1. Rodopi, the biggest mountain in Thrace, where the Bulgarians, speaking the pomashki dialect were living.
2. Eastern Macedonia, where the Bulgarians who lived there spoke marvashki dialect.

These tribes live in the most isolated places and despite all changes of time, somehow or other, they have saved their authentic folklore. They have a small idea of Christianity. And others know some Muslim prayers but basically they continued to follow their original tradition.

In that book there are a couple of songs about Krishna, Vishnu, Siva, Orpheus etc. One of them is from a village named Eleshnitsa, East Macedonia, nowadays Greece:

The Birth of Orpheus

“Brava krale… si se moli:
Oi ti Boje, Vishnu Boje!
Ja dai si mi Boje,
na staro vreme edno chedo
Lu da si gu vide pa da si um
Toi da si mi zeme nasledi…”

“Dete yunak…sha si furka na nebetu,
sus svirka Vishnu Boga da si fail.
Sova dete moshtne nishanlie sha si bode,
sha zaptisa sita zeme I planini,
da si bode purva krale na zemeta.”
Reche staru dedu ne otreche,
pa si furkna gore na nebetu,
du si fail Vishnu Boga,
shto si pravi chuda na zemeta.

“An old king was praying:
Oh, Great God, Vishnu
Please give me oh, God
a child in my old age.
Let me see him and then I die,
Let him inherit my land…

Later, a saintly person came down from the sky and said predicting:

“You’ll have a son from heaven,
he’ll glorify Lord Vishnu with his flute.
This child will have all good qualities,
He’ll pacify all lands and mountains,
He’ll be the king of the earth.”
The saintly man said all that,
and flew back in the sky
to glorify Lord Vishnu
who’s performing His miracles on earth.

Verkovich had collected 56 songs and they published only 15. Later he selected the best from the unpublished songs and sent them to the French Consul in Plovdiv (August Dozon) and he published them as “Unpublished Bulgarian Folk songs” – “Chanson populaires Bulgares inedites” Paris, 1875. They are now found in the archives of the Bulgarian Academy of Science. There is another interesting song about Orpheus, who was heartbroken after his wife’s departure. It consists of 462 lines. Here are a few of them:

Orpheus finds his wife Dana

Orpheus was wondering why and how she disappeared and a voice from the sky told him:

“Ni ta klel Siva boga
ya ta klel Visnu boga”…
“Vishnum Dana Defina
Defina mi trisuletna”…

…“It is not done by Lord Siva,
but it is done by Lord Vishnu
…“Dana became a servant of Vishnu,
servant for three years.”

Although he understood this, he had a strong desire to see her and he started praying:

“Vishnu le Boje
tebe sa Boje mole
che na tebe dumilevam!”
Orfei sa molba moli
Vishnu mu molba chue…

“Oh, my dear Lord Vishnu
I’m praying unto You
You are my only shelter!”
Orpheus is humbly praying
And Lord Vishnu hears him

Vishnu mercifully fulfills his desire and He takes him back in His palace in the upper sky.

By the way the name VISHNU is mentioned hundreds of times in all of the songs and he’s always depicted as the Supreme Lord (Gulema Boga). There are other interesting songs about Siva, Durga, Surya, Agni, etc.

Atheists and communists call them mythology or mystification… Christians condemn it as paganism – and therefore the Bulgarian Ministry of Education rejected their publication until 1997. But the serious scientists agree and confirm that they are authentic and are pre-christian.

Krishna is not mentioned in the songs about Orpheus, but he appears on the pages of Veda Slovena under the name Kolada, which means the young or little Krishna named Krusni, the cowherd boy, who became the king of the earth.

60 Lines about Krishna from Volume 2 of Veda Slovena:

Bre li mi Krusnyu,
bre mi na pole tsare
mene sa lyutum kani,
chi da si rodi mujku dete,
zlatna si sabe vie,
ta mi dete seche.

Oh my dear Krishna,
Look, this evil king
Who wants to kill me badly
‘cos of the son I’ll bring.
Golden sword he’s waving,
He wants to kill my kid.

F sarae mu star bilarin,
blirna mu kniga pee,
blirna mu kniga kitape,
chi sha rode mujku dete.

A prophet in his fancy palace,
Sings an ancient book for him.
And the ancient book is saying,
That I will bear a male kid.

Tsaryu sa dosta nalyuti,
nalyuti sa, razedi sa,
ta ma metna u zandana
da ma seche zaluk pu zaluk.

The king is really angry
Angry – really mad!
He threw me in the prison,
And will cut me bit by bit

“Stara mi maika u gora,
u gora u Vida
mujku si dete rodila,
mujku hi dete Krusna.
Chi hi sa tsare kani
da hi dete seche.”

“My old mother in the woods,
In the woods of Vida,
Gave birth to a shiny son,
And His name is Krishna.
And the king he does
Want to chop her son.”

Malu mi mlogu devet godini
sivu mi stadu pase…

More or less nine twelve months
Krishna tends His countless cows…

Krusna mi mlada pastuha
sivu mi stado pase,
Veda si kniga pee,
ta si mi yuda mae.

Krishna, my cowherd boy,
Tends gray herds, oh my,
And he’s singing Veda book,
Charming all the goddesses in wood.

Pa mi na pole sleva
tsare mu na urdie,
ta mi sa borba bori,
ya gu s karlika nadbori,

Then he walks down at the ring,
At the challenge of the king.
After a very terrifying fight,
With a stick He showed his might.

Ta mu sarae pleni.
Krusna mi mlada tsare

And he conquered the court.
Krishna – young king of the world,

pusta zeme zaselil,
pusta mi zeme Zain,
det mu chuvek ni fodil,
det mi pile ni furkanalu.

Populated the desert land,
The desert land before the end,
Where no one has ever been.
Neither birds do fly nor sing.

Pa mi sa Krusna ni jeni,
chi e na nebe Vedyu,
Vedyu mi diven.
Krusna mi kniga pee,

By then Krishna never wedded,
He’s omniscient and divine.
He’s the Knower of the Veda,
Krishna sings it all the time.

ta si tsare nadbori
ta mu pleni saraete,
Krusna mi mlada tsare.

he defeated the evil king,
and took over his nice courts.
Krishna – my young Lord!

Ya mi sedi malu-mlogu,
malu-mlogu tri godini,
zakara si mladi yunatsi,
mladi yunatsi, malki momi,

Years passed not more or less,
He ruled there for three twelvemonths.
Then accompanied by His brave friends,
His brave friends and His young wives,

ta mi utide na pole,
det’ mi e pole pustu,
pustu mi zapustenu,
Zaina mi zeme zaseli.

Went where no one else has been,
Desert land no one has seen.
To populate that wasted land,
Which is just before the end.

Krusna mi veke stara,
ya mu dusha ni izleze,
lu si furkna na nebetu,
ta mi na nebe Vedyu,

Krishna lived for many years,
But His Soul did never leave,
He rose to heaven – as He is,
Beyond the sky is where He lives.

Vedyu mi diven.
Subrali sa malki momi,
subrali sa av sarae,
ta mu pesna,
ta mu pesna ustanala.

Oh, my Lord omniscient and divine!
Young girls gathered,
Gathered in the palace,
And they sang a song,
And it stayed forever.

Bulgaria’s Homer perplexed Europe in the nineteenth century

with the biggest literary mystification in the peninsula’s history. In hastily put-together verses, he described events from 4,000 years ago, while scientists in London, Paris and Moscow, tried to decipher The Epic of Gilgamesh

It all began with the confusing, in a typical Balkan way, personal story of Stefan Verković. Ethnically, he was a Serbianised Croatian from Bosnia, sent in the middle of the nineteenth century to defend the Serbian cause among Macedonians, but ended up betraying it in favour of the Bulgarians instead. He was a Franciscan, who converted to Eastern Orthodoxy, but dedicated his life to Slavic paganism.

As a kind of a natural progression of his own life, Verković stirred up one of the biggest literary scandals in the history of the Slavic world; its rumble still echoing today. In 1874 in Belgrade and in 1881 in Saint Petersburg, he published two solid volumes titled Veda Slovena: Bulgarian Folk Songs of the Prehistoric and the Pre-Christian Age.

Their 23,809 lines of verse, said to be folklore gathered throughout the Rhodopi Mounatins, created a furore in European intellectual circles, as they seemed to reveal that Slavs had preserved an epos dating to the time of the Hindo-European civilization (fourth to the second century BC), which referred to Orpheus and the Trojan War, let alone more recent occurrences, such as Philip II of Macedon and Alexander the Great.

One can only imagine the effect this news had in Paris, London or Moscow, where academics were still struggling to decipher the then recently discovered Epic of Gilgamesh, which – dating back to the 2000BC, was considered as the world’s oldest literary work.

“A collective outcry of admiration, of surprise, and disbelief broke the hitherto quiet and noiseless philologists’ atmosphere,” Bulgarian writer Ivan Vazov wrote. “A part of the Slavic press, loudly and with warm words, congratulated the great discovery; Geitler and the German Han applauded it; in the Paris department of Slavonic languages the scholar professor Hodzko announced that a nation which had created such songs is a most poetic nation; that Veda Slovena heralded a revolution in the science of the history of the East, ushering in a new era.”

Stefan Verković was the “impresario” of Veda Slovena but behind the “recording,” or more likely – the write-up of the Slavic version of The Epic of Gilgamesh stood a Bulgarian – Ivan Gologanov. As a brother of Skopje’s metropolitan and the abbot of the Bachkovo Monastery, he was a well-educated man who possessed in-depth knowledge of ancient and modern Greek, classical mythology and was an expert on Homer.

Before meeting Stefan Verković, he led a humble life as a village teacher in Turlis, located near the present-day Greek town of Siderokastron in the southern Rhodopi Mounatins. However, he gladly gave up his teaching career in exchange for the 300 silver Groschen a month, offered by the Serbian, and over the next two years, he “collected” verses. As he himself explained – he went around fares and took down the oral tradition of the local Pomaks – the Islam-practicing Slavs.

Regardless of Gologanov’s working methods, he must have written like a maniac – in the words of his publisher Verković the published verses constituted only a tenth of the total collected by his assistant. If the Bulgarian created 240,000 lines over ten years, that means he must have written at least three pages of poetry every day – a fact that left even Ivan Vazov – one of Bulgaria’s greatest poets and writers, enraptured, as he called Gologanov a “monstrously prolific Homer.”

After the bombshell of the two volumes’ publication, European literary men split up into two camps: while one, impressed, pondered the message of the incredible discovery, the other called it a mystification. Many of Bulgaria’s literati immediately rejected the notion that Veda Slovena contained authentic folklore.

Niewiele udało się znaleźć na temat Wedy Slovena, ale postaramy się to uzupełniać sukcesywnie

Sielan Dewa – Wyspa Sielskich (Sielnych-Zielnych) Bogów: Siel-Lanka (Śri Lanka) – stare świątynie Światła Świata w Dambulli, Sigiriji i Polonnaruwie oraz Małe Dewy (Male-diwy)


photo by Kira Bialczynska ®All rights reserved

Sielanka, czyli Sri Lanka

Nazwa państwa Sri Lanka, przyjęta w 1972, oznacza w sanskrycie „olśniewający kraj”. Obecna nazwa jest współczesną adaptacją nazwy występującej w Ramajanie, gdzie wyspa znana jest jako Lanka.

W Ramajanie wyspa znana jest także jako Lankadweepa (dwepa – wyspa) oraz Lakdiva (diva – wyspa). Późniejszą tradycyjną nazwą była Lakbima. Lak to skrót od Lanka.

Podobną etymologię nazwy wyspy ma tamilska İlankai.

Co ciekawe nie znajdziecie tutaj etymologii wywodzonej od dewa-bóg, dawa – dawać/dzielić, Boska Lanka, Dewpa-Dwepa – Boska Wyspa. Egzotyczne w zapisie nazwy miejscowe wymawia się dziwnie znajomo i zapisuje po palijsku – a palijski jak wiemy bliski jest i sanskrytowi i polskiemu.

Czy to przypadkowe zbieżności brzmień: Dambulla – Dombulu, Dąbuła, Dymbula, Dębula; Sigiria – ZaGORIJE, Zagórze, Zagorje. Czy to nie brzmi podobnie do przypisywanej Słowianom (być może Goljadziom, Wandalom lub Gotom) jaskini w Hiszpanii, której nazwa ma słowiano-wenedyjskie brzmienie: Zugarramurdi (Zagaromordia). W tejże jaskini odbywały się obrzędy Kresu  (Kupaliów) – krzesania-zagaru, zagorzenia rytualnego Ognia, a do dzisiaj obchodzi się tutaj letnie przesilenie w blasku pochodni i naturalnego ognia upamiętniające też spalone na stosach w tym miejscu i w Kraju Basków czarownice – wiedźmy starej Wiary Przyrody.

Czy to przypadkowa całkowicie zbieżność nazwy Królestwa Polonar, którego stolicą była Pollonaruwa, z blisko brzmiącą nazwą polonorum – Regi Polonorum. Polona Regni – Korona Polska, co z kolei wywodzi się z wici etymologicznej od rok – rok-god, rocznik, czy rock – skała, czy Krok – władca, regent-regni – regalia – symbole władzy, reg – władający skałą, będący i konarem i korzeniem- czyli krakiem – królem-korzeniem i zarazem królem-konarem pniem/gałęzią rodu, a także regiem- ziarnem (co brzmi też w nazwie wyspy Rugii-Ruji), z którego roślina wyrasta, tak drzewo jak i zboże (reż-pszenica, rżyto-żyto, ryg- ryż).

(O Zagoramordji czytajcie np. tutaj)

Sinhala oraz Sihalam

Nazwa Cejlon (ang. Ceylon) sięga swoim rodowodem sanskryckiego słowa sinha (lew). Sinhala może być rozumiana jako „krew lwa”. Ponieważ na Sri Lance nie występują lwy, nazwa ta mogła odnosić się do lokalnego bohatera, dziadka króla Vijayi. W języku pāli, sanskrycka nazwa Sinhala to Sihalam, wymawiana jako Silam.

Salike

Ptolemeusz nazywa Sri Lankę jako Simoundou lub Simundu (prawdopodobnie jako Silundu), która to nazwa upowszechniła się w starożytnym świecie. Ptolemeusz używał także nazwy Palai-Simundu (z gr. palai – stara, lub z sanskrytu jako „miejsce pochodzenia świętego prawa”), jako że w owym czasie wyspa była jednym z głównych ośrodków buddyzmu.

Cejlon

Biorąc pod uwagę pochodzącą z sanskrytu nazwę Sinhala (poprzez palijską nazwę Sihalam), Ammianus Marcellinus (IV w.) nazwał mieszkańców wyspy Serandives, natomiast grecki podróżnik Kosmas Indikopleustes (VI w.) nazwał wyspę Sielen Diva (wyspa Sielen). Ta ostatnia została zaadoptowana przez inne języki: łac. Selan, port. Ceilão, hiszp. Ceilán, franc. Selon, hol. Zeilan, Ceilan i Seylon oraz ang. Ceylon, czy w końcu pol. Cejlon.

Podobną etymologię mają inne nazwy Sri Lanki, np. Serendiva, Serendivus, Sirlediba, Sihala, Sinhale, Seylan, Sinhaladveepa, Sinhaladweepa, Sinhaladvipa, Sinhaladwipa, Simhaladveepa, Simhaladweepa, Simhaladvipa, Simhaladwipa, Sinhaladipa, Simhaladeepa itd.

Abu Rihan Muhammad bin Ahmad (X w.) nazwał wyspę Singal-Dip, jednak w języku arabskim przyjęto później nazwę Serendib lub Sarandib, pochodzącą z perskiego Serendip. Nazwa ta użyta została w perskiej bajce „Ksiązniczka z Serendip”, w której bohaterowie dokonują nieoczekiwanych odkryć i znajdują rzeczy, których nie poszukiwali.

Od tej nazwy, Horace Walpole, 4. hrabia Orford w roku 1754 stworzył angielskie słowo serendipity (pol. serendypność – sytuacja, w której przypadkowo dokonuje się szczęśliwego odkrycia, zwłaszcza wtedy, gdy szuka się czegoś zupełnie innego).

Później w języku arabskim używano Tilaan i Cylone, mających podobną jak „Cejlon” etymologię.

Heladiva

Nazwy Heladiva oraz Heladveepa mogą pochodzić od ludu Hela, zamieszkującego Sri Lankę przed przybyciem ludności z kontynentu (Indusów i Tamilów).

Tâmraparnî

Inną nazwą, która była używana w zachodnim świecie, była nazwa wspomniana przez króla Vijayę (indyjskiego najeźdzcę) – Tâmraparnî („liść o miedzianym kolorze”), a zaadaptowaną do języka pali jako Tambaparni. Oficerowie Aleksandra Wielkiego oraz Megastenes używali określenia Taprobanê.

Później nazwa ta pojawiała się w utworach Johna Miltona (w „Paradise lost”), oraz w Miguela de Cervantesa (jako Trapobana w „Don Kichocie).

Inne nazwy

Pośród innych nazw Sri Lanki należy wymienić tamilską İlanare, arabską Tenerism („wyspa rozkoszy”). Wyspa posiadała także popularne określenia: „Wyspa Nauki” (ze względu na to, że była jednym z ważnych centrów buddyzmu), „Łza Indii” (ze względu na swój kształt i położenie względem Półwyspu Indyjskiego) oraz „Perła Oceanu Indyjskiego”.

Odmiana gramatyczna

Odmiana nazwy tego państwa przez przypadki może sprawić pewne trudności, jak i utworzenie rzeczownika określającego obywatela Sri Lanki. Przy odmianie w niektórych przypadkach zachodzi oboczność. Mówimy o Sri Lance. Odwiedzamy zaś Sri Lankę. Obywatel Sri Lanki to Lankijczyk, obywatelka to Lankijka. Przymiotnik brzmi: lankijski.

Lanka (Sanskrit: लंका Sri lankā meaning „respected island”, Sinhala:  (Langkapura), Malay: Langkapuri, Tamil: Ilankai, Javanese and Indonesian: Alengka or Ngalengka) is the name given in Hindu mythology to the island fortress capital of the legendary king Ravana in the great Hindu epics, the Ramayana and the Mahabharata. The fortress was situated on a plateau between three mountain peaks known as the Trikuta Mountains. The ancient City of Lankapura is thought to have been burnt down by Lord Hanuman. After the King Ravana was killed by Lord Rama with the help of the former’s brother Vibhishana, Vibhishana was crowned King of Lankapura by Lord Rama after which he ruled the kingdom.

His descendants ruled the kingdom even during the period of the Pandavas. According to the epic, the Mahabharata, the Pandava Sahadeva had visited this kingdom during his southern military campaign for the Rajasuya sacrifice of Pandava king Yudhisthira.

Węsiory-staniczki  –  staniczki,  czyli małe stanice,  trójkątne chorągiewki w boskich barwach (maściach-mościach). Wbrew pozorom nazwa stanika – nie jest od tejże odległa – staniki – małe trójkąty z materiału, osłaniające piersi.

Rakszas, Rakszasa ( sanskryckie: राक्षसः trl. rākṣasaḥ, japoński: 羅刹天 Rasetsuten ) – w mitologii hinduskiej: demon-ludojad, tytan, rodzaj złośliwego, złego ducha, olbrzyma, szkodnika, złośliwy potwór-olbrzym grasujący po zapadnięciu zmierzchu i żywiącego się surowym mięsem, także ludzkim. W hinduizmie symbolizuje naturę mroczną (tamas), czyli taką w której przeważa nienawiść, naturę złą, która zadaje innym niezgodne z dharmą (religią) rany, cierpienia i krzywdy. Rodzaj żeński to rakszasi. Wodzem rakszasów jest Kuwera. [1]

Etymologia

Słowo rakszasa ma pochodzenie sanskryckie. Tradycyjnie wywodzone jest od sanskryckiego rdzenia rakṣ o znaczeniach strzec, pilnować[2].

Geneza

Wedle indyjskich mitów, cała rasa rakszasów została pierwotnie stworzona przez Brahmę, boga-stwórcę, jednak uległa degeneracji. Rakszasowie byli strażnikami cennych pierwotnych wód ziemi. Mitologia ludowa przypisuje rakszasom odrażający wygląd, wielką otyłość, nienaturalnie długie ręce, kształty olbrzymów lub karłów, większą liczbę nóg, obwisłe brzuchy i piersi (u rakszasic), kończyny zakończone szponami, wystające zęby czy wyłupiaste oczy. Opisuje się głowy rakszasów jako głowy gadów, osłów, koni lub słoni. Odpowiedzialni są za gwałcenie kobiet oraz wypijanie krwi czyli wampiryzm. Mogą przybierać na ciele barwy czerwoną, niebieską lub zieloną, wydają okropne ryczące dźwięki, a kiedy zabijają zwierzęta lub ludzi dla pozyskania ich mięsa, rozrywają ciało w bardzo nietypowy, makabryczny sposób. Można powiedzieć, że obraz rakszasa to obraz wszelkich patologii i deformacji oraz okrucieństwa i wynaturzenia.

Przedstawiciele

Najbardziej znanym przedstawicielem rakszasów jest Rawana, król Lanki, który porwał Sitę, małżonkę króla Rama, co jest przedmiotem eposu Ramajana. Historia zbrodni Rawany podkreśla jedynie wszelkie negatywne cechy rakszasów jako złych demonów, złych duchów, które jednak mogą się inkarnować w ludzkie ciała, które wedle wielu ruchów hinduskich, będą mieć jakieś rakszasowe oznaki w postaci wspomnianych deformacji. Inna część hinduskich grup kultowych zabrania nawet wymawiania nazwy rakszas, gdyż może to ich zdaniem wywoływać złego ducha, demona z okolicy. Dla wielu wyznawców hinduizmu opisane deformacje bywały w historii podstawą do odsuwania się od osób o cechach rakszasowych, podczas gdy dla innych były mobilizacją do pomagania takim osobom jako obdarzonym złą karmą, czyli złym losem odziedziczonym z poprzednich wcieleń lub po przodkach. Uważa się jednak powszechnie, że rakszasowe deformacje są odzwierciedleniem cech i skłonności, które są w jakiś sposób nieczyste, demoniczne.

Cechy

Rawana zabija Dźathaju i porywa Sitę

Rakszasa potrafi udawać przyjaciela i pokazywać się w boskich, pięknych kształtach, jednak nie potrafi tego utrzymać zbyt długo i z udawanego przyjaciela szybko staje się zajadłym wrogiem na śmierć i życie. Typowo opisywana cecha rakszasów w dziedzinie moralnej to zaprzyjaźnianie się z gospodarzem domostwa po to, aby uwieść jego żonę. Opisuje się też przypadki tak zwanych fałszywych wielbicieli, którzy przymilają się do jakiegoś guru, po to tylko, aby zniszczyć jego misję czy wręcz zabić przywódcę i zająć jego miejsce. Zdolność ukazywania się rakszasów w pięknych kształtach odnoszona jest do błędnych wizji i fałszywych objawień jakiś nieziemskich istot podających się za dawnych bogów, dewów, aniołów, etc. Hinduizm generalnie przyjmuje zasadę weryfikowania wizji i stanów mistycznych natchnień przez uznanych i sprawdzonych, żyjących nauczycieli czy guru. Niektóre ruchy działające na marginesie hinduizmu odrzucają całą mitologię związaną z rakszasami.

Rawana – czarny charakter w indyskim eposie Ramajana, rakszasa, który podstępnie zagarnął tron Lanki i porwał żonę Rama, Sitę. Przedstawiany jako demon o dziesięciu głowach i dwudziestu rękach, stąd alternatywne imiona Daśamukha (Dziesięciolicy), Daśakantha (Dziesięciogłowy). W Ramakien, tajskiej wersji eposu nazywany Tosakan, w jawajskiej Dasamuka[1].

Łamał zasady prawa wobec ludzi i bogów. Naraził się Śiwie usiłując przesunąć górę Kajlas, na której Śiwa tulił swoją żonę Parwati. Oburzony Śiwa przyciskając górę do ziemi, przygniótł ręce Rawany. Wyraz jego bólu był tak przeraźliwy, że właśnie wtedy zyskał on przydomek Rawana – Krzykacz, Wyjec. Scenę tę przedstawiono m.in. na płaskorzeźbie w słynnej świątyni Kailaś w Elurze.

Dambulla

W polsko-katolickiej Wikipedii i na polskich oficjalnych stronach internetowych po polsku tylko tyle:

Dambulla miasto w środkowej części Sri Lanki położone 148 km na wschód od Kolombo. W mieście znajduje się Złota świątynia Dambulla wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

16 października 2006 miał tam miejsce atak terrorystyczny, w którym zginęły 92 osoby.

Złota Świątynia Dambulla, świątynia buddyjska składająca się z pięciu jaskiń powstawała w okresie od I wieku p.n.e. do XVIII wieku. Położona w centralnej części Sri Lanki w miejscowości Dambulla.

Na świątynie składają się groty:

  • Dewadżara Wihara (Świątynia Króla-Boga) z rzeźbą przedstawiającą odpoczywającego Buddy i dobrze zachowanymi malowidłami ściennymi;
  • Maharadża Wihara (Świątynia Wielkiego Króla), najwieksza ze wszystkich z najwspanialszymi malowidłami ściennymi przedstawiającymi sceny z życia Buddy i historii wyspy;
  • Maha Alut Wihara (Wielka Nowa Świątynia), najmłodsza z świątyń pochodząca z XVIII wieku;
  • świątynia poświęcona królowej Somawathi;
  • piąta świątynia była remontowana w XVIII wieku;

więc dalej po angielsku

is a big town, situated in the Matale District, Central Province of Sri Lanka, situated 148 km north-east of Colombo and 72 km north of Kandy. Due to the major junction, it’s the distribution centre of vegetable in the country.

Major attractions of the area include the largest and best preserved cave temple complex of Sri Lanka, and the Rangiri Dambulla International Stadium, famous for being built in just 167 days. The area also boasts to have the largest rose quartz mountain range in South Asia, and the Iron wood forest, or Namal Uyana.

Ibbankatuwa prehistoric burial site near Dhambulla cave temple complexes is the latest archaeological site of significant historical importance found in Dambulla, which is located within 3 kilometers of the cave temples providing evidence on presence of indigenous civilisations long before the arrival of Indian influence on the Island nation.

The area is thought to be inhabited from as early as the 7th to 3rd century BC. Statues and paintings in these caves date back to the 1st century BC. But the paintings and statues were repaired and repainted in 11th, 12th, and 18th century AD. The caves in the city provided refuge to King Valagamba (also called Vattagamini Abhaya) in his 14 year long exile from the Anuradapura kingdom. Buddhist monks meditating in the caves of Dambulla at that time provided the exiled king protection from his enemies. When King Valagamba returned to the throne at Anuradapura kingdom in the 1st century BC, he had a magnificent rock temple built at Dambulla as a gratitude to the monks in Dambulla.

Ibbankatuwa Prehistoric burial site near Dhambulla, where prehistoric (2700 years old) human skeletons were found according to scientific analysis gives evidence on civilisations in this area long before arrival of Buddhism in Sri Lanka. Evidence of ancient people living on agriculture have been detected in this area for over 2700 years according to archaeological findings. (750 BC)

It was earlier known as Dhamballai. This was ruled by Kings like Raja Raja Chola, Rajendra Chola, etc. during their tenure in the late 10th century and early 11th century.

Dambulla cave temple

Main article: Dambulla cave temple

It is the largest and best preserved cave temple complex in Sri Lanka. The rock towers 160 m over the surrounding plains.There are more than 80 documented caves in the surrounding. Major attractions are spread over 5 caves, which contain statues and paintings. This paintings and statues are related to Lord Buddha and his life. There are a total of 153 Buddha statues, 3 statues of srilankan kings and 4 statues of god and goddess. The latter 4 include two statues of Hindu gods, Vishnu and Ganesh. The murals cover an area of 2,100 m². Depictions in the walls of the caves include Buddha’s temptation by demon Mara and Buddha’s first sermon.

Time line of the Caves

  • 7th to 3rd century BC: Early inhabitants
  • 1st century BC: Paintings and statues
  • 5th century AD: The stupa was built
  • 12th century AD: Addition of the statues of Hindu gods
  • 18th century AD: Most of what we see today
  • 19th century AD: An additional cave and some repainting
  • 20th century AD:UNESCO restoration and lighting….

Dambulla Rock Temple

Dambulla from: http://www.lankalibrary.com/heritage/dambulla.htm

Dating back to the 1st Century BC, this is the most impressive cave temple in Sri Lanka. It has five caves under a vast overhanging rock, carved with a drip line to keep the interiors dry. In 1938 the architecture was embellished with arched colonnades and gabled entrances. Inside the caves, the ceilings are painted with intricate patterns of religious images following the contours of the rock. There are images of the Lord Buddha and bodhisattvas, as well as various gods and goddesses.

The temple is composed of five caves, which have been converted into shrine rooms. The caves, built at the base of a 150m high rock during the Anuradhapura (1st Century BC to 993 AD) and Polonnaruwa times (1073 to 1250), are by far the most impressive of the many cave temples found in Sri Lanka. Access is along the gentle slope of the Dambulla Rock, offering a panoramic view of the surrounding flat lands, which includes the rock fortress Sigiriya, 19kms away. Families of friendly monkeys make the climb even more interesting. Dusk brings hundreds of swooping swallows to the cave entrance. The largest cave measures about 52m from east to west, and 23m from the entrance to the back, this spectacular cave is 7m tall at its highest point. Hindu deities are also represented here, as are the kings Valgamba and Nissankamalla, and Ananda – the Buddha’s most devoted disciple.

 

Within these shrine rooms is housed a collection of one hundred and fifty statues of the Buddhist Order and the country’s history. These statues and paintings are representative of many epochs of Sinhala sculpture and art. The Buddha statues are in varying sizes and attitudes – the largest is 15 metres long. One cave has over 1,500 paintings of Buddha covering the ceiling.  


The Dambulla cave monastery is still functional and remains the best-preserved ancient edifice in Sri Lanka. This complex dates from the 3rd and 2nd Centuries BC, when it was already established as one of the largest and most important monasteries. King Walagambahu is traditionally thought to have converted the caves into a temple in the 1st century BC. Exiled from Anuradhapura, he sought refuge here from South Indian usurpers for 15 years. After reclaiming his capital, the King built a temple in thankful worship. Many other kings added to it later and by the 11th century, the caves had become a major religious centre and still are. King Nissanka Malla gilded the caves and added about 70 Buddha statues in 1190. During the 18th century, the caves were restored and painted by the Kandyan Kings.

The first cave is called Devarajalena, or „Cave of the Divine King.” An account of the founding of the monastery is recorded in a first-century Brahmi inscription over the entrance to the first cave. This cave is dominated by the 14-meter statue of the Buddha, hewn out of the rock. It has been repainted countless times in the course of its history, and probably received its last coat of paint in the 20th century. At his feet is Buddha’s favorite pupil, Ananda; at his head, Vishnu, said to have used his divine powers to create the caves.


In the second and largest cave, in addition to 16 standing and 40 seated statues of Buddha, are the gods Saman and Vishnu, which pilgrims often decorate with garlands, and finally statues of King Vattagamani, who honored the monastery in the first century B.C., and King Nissanka Malla, responsible in the 12th century for the gilding of 50 statues, as indicated by a stone inscription near the monastery entrance. This cave is accordingly called Maharajalena, „Cave of the Great Kings.” The Buddha statue hewn out of the rock on the left side of the room is escorted by wooden figures of the Bodhisattvas Maitreya (left) and Avalokiteshvara or Natha (right). There is also a dagoba and a spring which drips its water, said to have healing powers, out of a crack in the ceiling. Valuable tempera paintings on the cave ceiling dating from the 18th century depict scenes from Buddha’s life, from the dream of Mahamaya to temptation by the demon Mara. Further pictures relate important events from the country’s history

The third cave, the Maha Alut Vihara, the „Great New Monastery,” acquired ceiling and wall paintings in the typical Kandy style during the reign of King Kirti Sri Rajasinha (1747-1782), the famous Buddhist revivalist. In addition to the 50 Buddha statues, there is also a statue of the king.

The fourth and fifth caves are smaller; they date from a later period and are not of such high quality. A small Vishnu Devale between

Sigirija

Sigirija (w wolnym tłumaczeniu „Lwia Skała”) – stanowisko archeologiczne w Sri Lance, znajdują się tam ruiny starożytnego pałacu i twierdzy zbudowanych podczas panowania króla Kassapy (473–491) na szczycie 370-metrowej skały. Sigirija jest jedna z siedmiu miejsc w Sri Lance na Liście światowego dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego.

Skała to ogromna bryła magmy – pozostałość po dawno wygasłym i zapadniętym wulkanie. Położona na względnie płaskiej wyżynie jest widoczna z odległości wielu kilometrów.

Legenda

W drugiej połowie V wieku n.e. na Cejlonie panował król Dhatusen. Władca miał dwóch synów – Mogallana i Kassapę. Tron po ojcu miał objąć starszy Mogallan, ale (młodszy i z nieprawego łoża) Kassapa nie zamierzał ustąpić. W roku 473 dokonał przewrotu pałacowego, uwięził, a następnie zamordował ojca (podobno stary król został żywcem zakopany w ziemi, gdyż nie chciał wyjawić miejsca ukrycia swych skarbów), ale Mogallan mu się wymknął i na czele garstki zwolenników zbiegł do Indii.

Kassapa został królem, ale nie opuszczał go strach przed zemstą przyrodniego brata. Dlatego postanowił zbudować zamek na szczycie wybitnej skały położonej w centrum wyspy, w pobliżu jeziora Mineria. Ogromnym wysiłkiem wzniesiono na szczycie pałac i system fortyfikacji. Wykuto zbiorniki na wodę i spichlerze na żywność, by można było przetrzymać nawet kilkumiesięczne oblężenie. Jedyną drogę na szczyt stanowiły wąskie schodki wykute w skale.

Mogallan długo zbierał siły, ale wreszcie, w roku 491, a więc po osiemnastu latach panowania Kassapy, na czele wielkiej armii wylądował na wyspie i zaatakował. Kassapa przegrał walną bitwę i podobno popełnił samobójstwo podcinając sobie gardło własnym sztyletem[1] w obliczu przeważających sił wroga.

Sigirija dzisiaj

Do dnia dzisiejszego zachowały się jedynie fundamenty pałacu i umocnień, a na ścianach skalnych dobrze zachowane malowidła przedstawiające – jak się można domyślać – damy dworu lub nałożnice królewskie. Zrekonstruowano początkową partię schodów, które wychodzą spomiędzy dwóch kamiennych lwich łap. Dla wygody turystów zbudowano też wygodne schody na stalowej konstrukcji.

Przewodniki turystyczne zachęcają do oglądania resztek twierdzy i Górnego Pałacu, położonej w połowie wysokości galerii malowideł naściennych oraz – u podstawy skały – Dolnego Pałacu i umocnień oraz ogrodów pałacowych.

Oczywiście z polskiej Wikipedii – kastrowanej przez cenzurę katolicką nie dowiecie się, że to była świątynia Wiary Przyrody – trzeba niestety czytać wersję ANGIELSKĄ:

Sigiriya (Lion’s rock, Sinhalese) is a town with a large stone and ancient rock fortress and palace ruin in the central Matale District of Central Province, Sri Lanka, surrounded by the remains of an extensive network of gardens, reservoirs, and other structures. A popular tourist destination, Sigiriya is also renowned for its ancient paintings (frescos),[1] which are reminiscent of the Ajanta Caves of India. It is one of the eight World Heritage Sites of Sri Lanka.

Sigiriya may have been inhabited through prehistoric times. It was used as a rock-shelter mountain monastery from about the 5th century BC, with caves prepared and donated by devotees of the Buddhist Sangha. According to the chronicles as Mahavamsa the entire complex was built by King Kashyapa (477 – 495 CE), and after the king’s death, it was used as a Buddhist monastery until 14th century.

The Sigiri inscriptions were deciphered by the archaeologist Senarath Paranavithana in his renowned two-volume work, published by Cambridge, Sigiri Graffiti and also Story of Sigiriya.[2]

Location and geographical features

Sigiriya is located in the Matale District in the Central Province of Sri Lanka.[3][4] It is within the cultural triangle, which includes five of the eight world heritage sites in Sri Lanka.[5]

The Sigiriya rock is a hardened magma plug from an extinct and long-eroded volcano. It stands high above the surrounding plain, visible for miles in all directions. The rock rests on a steep mound that rises abruptly from the flat plain surrounding it. The rock itself rises approximately 370 m (1,214 ft) above sea level and is sheer on all sides, in many places overhanging the base. It is elliptical in plan and has a flat top that slopes gradually along the long axis of the ellipse.[6]

History

In 477 CE, prince Kashyapa seized the throne from King Dhatusena, following a coup assisted by Migara, the king’s nephew and army commander. Kashyapa, the king’s son by a non-royal consort, usurped the throne from the rightful heir, Moggallana, who fled to South India. Fearing an attack from Moggallana, Kashyapa moved the capital and his residence from the traditional capital of Anuradhapura to the more secure Sigiriya. During King Kashyapa’s reign (477 to 495), Sigiriya was developed into a complex city and fortress. Most of the elaborate constructions on the rock summit and around it, including defensive structures, palaces, and gardens, date back to this period.

Kashyapa was defeated in 495 by Moggallana, who moved the capital again to Anuradhapura. Sigiriya was then turned back into a Buddhist monastery, which lasted until the 13th or 14th century. After this period, no records are found on Sigiriya until the 16th and 17th centuries, when it was used as an outpost of the Kingdom of Kandy. When the kingdom ended, it was abandoned again.

The Mahavamsa, the ancient historical record of Sri Lanka, describes King Kashyapa as the son of King Dhatusena. Kashyapa murdered his father by walling him up alive and then usurping the throne which rightfully belonged to his brother Mogallana, Dhatusena’s son by the true queen. Mogallana fled to India to escape being assassinated by Kashyapa but vowed revenge. In India he raised an army with the intention of returning and retaking the throne of Sri Lanka which he considered to be rightfully his. Knowing the inevitable return of Mogallana, Kashyapa is said to have built his palace on the summit of Sigiriya as a fortress and pleasure palace. Mogallana finally arrived and declared war. During the battle Kashyapa’s armies abandoned him and he committed suicide by falling on his sword.

Chronicles and lore say that the battle-elephant on which Kashyapa was mounted changed course to take a strategic advantage, but the army misinterpreted the movement as the King having opted to retreat, prompting the army to abandon the king altogether. It is said that being too proud to surrender he took his dagger from his waistband, cut his throat, raised the dagger proudly, sheathed it, and fell dead. Moggallana returned the capital to Anuradapura, converting Sigiriya into a monastery complex.

Alternative stories have the primary builder of Sigiriya as King Dhatusena, with Kashyapa finishing the work in honour of his father. Still other stories have Kashyapa as a playboy king, with Sigiriya a pleasure palace. Even Kashyapa’s eventual fate is uncertain. In some versions he is assassinated by poison administered by a concubine; in others he cuts his own throat when isolated in his final battle.[7] Still further interpretations have the site as the work of a Buddhist community, with no military function at all. This site may have been important in the competition between the Mahayana and Theravada Buddhist traditions in ancient Sri Lanka.

The earliest evidence of human habitation at Sigiriya was found from the Aligala rock shelter to the east of Sigiriya rock, indicating that the area was occupied nearly five thousand years ago during the Mesolithic Period.

Buddhist monastic settlements were established in the western and northern slopes of the boulder-strewn hills surrounding the Sigiriya rock, during the 3rd century BC. Several rock shelters or caves were created during this period. These shelters were made under large boulders, with carved drip ledges around the cave mouths. Rock inscriptions are carved near the drip ledges on many of the shelters, recording the donation of the shelters to the Buddhist monastic order as residences. These were made within the period between the 3rd century BC and the 1st century CE.

Archaeological remains and features

In 1831 Major Jonathan Forbes of the 78th Highlanders of the British army, while returning on horseback from a trip to Pollonnuruwa, came across the „bush covered summit of Sigiriya”.[8] Sigiriya came to the attention of antiquarians and, later, archaeologists. Archaeological work at Sigiriya began on a small scale in the 1890s. H.C.P. Bell was the first archaeologist to conduct extensive research on Sigiriya. The Cultural Triangle Project, launched by the Government of Sri Lanka, focused its attention on Sigiriya in 1982. Archaeological work began on the entire city for the first time under this project. There was a sculpted lion’s head above the legs and paws flanking the entrance, but the head broke down many years ago.

Sigiriya consists of an ancient castle built by King Kasiappan during the 5th century. The Sigiriya site has the remains of an upper palace sited on the flat top of the rock, a mid-level terrace that includes the Lion Gate and the mirror wall with its frescoes, the lower palace that clings to the slopes below the rock, and the moats, walls, and gardens that extend for some hundreds of metres out from the base of the rock.

The site is both a palace and a fortress. Despite its age, the splendour of the palace still furnishes a stunning insight into the ingenuity and creativity of its builders. The upper palace on the top of the rock includes cisterns cut into the rock that still retain water. The moats and walls that surround the lower palace are still exquisitely beautiful.[9]

Site plan

Sigiriya is considered one of the most important urban planning sites of the first millennium, and the site plan is considered very elaborate and imaginative. The plan combined concepts of symmetry and asymmetry to intentionally interlock the man-made geometrical and natural forms of the surroundings. On the west side of the rock lies a park for the royals, laid out on a symmetrical plan; the park contains water-retaining structures, including sophisticated surface/subsurface hydraulic systems, some of which are working even today. The south contains a man-made reservoir; these were extensively used from the previous capital of the dry zone of Sri Lanka. Five gates were placed at entrances. The more elaborate western gate is thought to have been reserved for the royals.[10][11][12]

Frescoes

John Still in 1907 suggested, „The whole face of the hill appears to have been a gigantic picture gallery… the largest picture in the world perhaps”.[13] The paintings would have covered most of the western face of the rock, covering an area 140 metres long and 40 metres high. There are references in the graffiti to 500 ladies in these paintings. However, many more are lost forever, having been wiped out when the Palace once more became a monastery − so that they would not disturb meditation.[citation needed] Some more frescoes, different from the popular collection, can be seen elsewhere on the rock surface, for example on the surface of the location called the „Cobra Hood Cave”.

Although the frescoes are classified as in the Anuradhapura period, the painting style is considered unique;the line and style of application of the paintings differing from Anuradhapura paintings. The lines are painted in a form which enhances the sense of volume of the figures. The paint has been applied in sweeping strokes, using more pressure on one side, giving the effect of a deeper colour tone towards the edge. Other paintings of the Anuradhapura period contain similar approaches to painting, but do not have the sketchy lines of the Sigiriya style, having a distinct artists’ boundary line. The true identity of the ladies in these paintings still have not been confirmed. There are various ideas about their identity. Some believe that they are the wives of the king while some think that they are women taking part in religious observances. These pictures have a close resemblance to some of the paintings seen in the ajanta caves in India

The frescoes, depicting beautiful female figures in graceful contour or colour, point to the direction of the Kandy temple, sacred to the Sinhalese.

The Mirror Wall

Originally this wall was so well polished that the king could see himself whilst he walked alongside it. Made of a kind of porcelain, the wall is now partially covered with verses scribbled by visitors to the rock. Well preserved, the mirror wall has verses dating from the 8th century. People of all types wrote on the wall, on varying subjects such as love, irony, and experiences of all sorts. Further writing on the mirror wall has now been banned.

One such poem in Sinhala is:

The rough translation is: „I am Budal [the writer's name]. (I) Came with all my family to see Sigiriya. Since all the others wrote poems, I did not!” He has left an important record that Sigiriya was visited by people beginning a very long time ago. Its beauty and majestic appearance made people stand in awe of the technology and skills required to build such a place

The gardens

The Gardens of the Sigiriya city are one of the most important aspects of the site, as it is among the oldest landscaped gardens in the world. The gardens are divided into three distinct but linked forms: water gardens, cave and boulder gardens, and terraced gardens.

The water gardens

The water gardens can be seen in the central section of the western precinct. Three principal gardens are found here. The first garden consists of a plot surrounded by water. It is connected to the main precinct using four causeways, with gateways placed at the head of each causeway. This garden is built according to an ancient garden form known as char bagh, and is one of the oldest surviving models of this form.

The second contains two long, deep pools set on either side of the path. Two shallow, serpentine streams lead to these pools. Fountains made of circular limestone plates are placed here. Underground water conduits supply water to these fountains which are still functional, especially during the rainy season. Two large islands are located on either side of the second water garden. Summer palaces are built on the flattened surfaces of these islands. Two more islands are located farther to the north and the south. These islands are built in a manner similar to the island in the first water garden.

The third garden is situated on a higher level than the other two. It contains a large, octagonal pool with a raised podium on its northeast corner. The large brick and stone wall of the citadel is on the eastern edge of this garden.

The water gardens are built symmetrically on an east-west axis. They are connected with the outer moat on the west and the large artificial lake to the south of the Sigiriya rock. All the pools are also interlinked using an underground conduit network fed by the lake, and connected to the moats. A miniature water garden is located to the west of the first water garden, consisting of several small pools and watercourses. This recently discovered smaller garden appears to have been built after the Kashyapan period, possibly between the 10th and 13th centuries.

The boulder gardens

The boulder gardens consist of several large boulders linked by winding pathways. The gardens extend from the northern slopes to the southern slopes of the hills at the foot of Sigiriya rock. Most of these boulders had a building or pavilion upon them; there are cuttings that were used as footings for brick walls and beams.

The terraced gardens

The terraced gardens are formed from the natural hill at the base of the Sigiriya rock. A series of terraces rises from the pathways of the boulder garden to the staircases on the rock. These have been created by the construction of brick walls, and are located in a roughly concentric plan around the rock. The path through the terraced gardens is formed by a limestone staircase. From this staircase, there is a covered path on the side of the rock, leading to the uppermost terrace where the lion staircase is situated.

Sigiriya: The Magic Mountain

by Manik Sandrasagra

Swami Gauribala a.k.a German Swami

This paper is a free borrowing of ideas; from Ananda Coomarswamy and Rene Guenon as explained to me over several years (1971 to 1984) by the late Swami Gauribala also known as German Swami.

Swami Gauribala spent over 30 years studying Sihagiri, as he preferred to call it. At that time nobody was really interested, in what they called his ‚theories’. Ever since Sihagiri was made a world heritage site, I have often been approached for Swami’s diaries and notebooks.

Not wanting to pander to the vanity of academics and researchers seeking fame, recognition and honour through their publications, I have on purpose withheld these valuable handwritten notebooks from public scrutiny.

Sacred is secret and Sihagiri does not need the patronage of academics or expensive publications for its continuity as a centre of initiation transcending the three worlds. As Swami once wrote to me, „The age-old mysteries and initiatic centres are still working and fully alive; the Guru-Shishya-Parampara still works inspite of all the corruptions and distortions of the anti-tradition”.

Saving Sihagiri for posterity and examining the few clues that it may occasionally throw up may mean work for archaeologists and researchers for several years, however unless they understand what they are dealing with, they will remain ignorant as to its essence and function. To them Sihagiri will remain a spectacular monument.

This article carries extracts from Swami Gauribala’s note-books. Swami wrote nothing original, everything quoted is either from Guenon, Coomaraswamy or some other sacred text..

„A son of two mothers,
he attains to kingship in his
discovery of knowledge,
he moves on the summit,
he dwells in his high foundation”.
– Rig Veda 1: 10: 2

Click to visit Sigiriya.org
Pabbata-raja made the mountain or rock his centre of ritual worship. The mountain at Mihintale, known in pre-Buddhist times as Missaka pabbata, and the rock at Sigiriya (above) were two of the main centres where pabbata-raja kings held their festivals, involving both rain-making and fertility.

The centre or fixed point is known symbolically to all traditional people everywhere as the ‚pole’ or ‚axis’ around which the world rotates. This idea has been depicted as a wheel in the Celtic, Chaldeon and Hindu traditions. The true significance of symbols like the Cross and the Swastika, seen worldwide from the far-east to the far-west is that they are intrinsically the ‚Sign of the Pole’.

Centres rose in ancient times as a result of a science called sacred or sacerdotal geography through which precise laws determined the position of cities and temples. Between the foundation of a town and the development of a doctrine, or a new form of tradition arising through adaptation to conditions defined by the time and place, there was a certain relationship which resulted in the construction of the town symbolising the unfolding of the doctrine.

Naturally, the most meticulous precautions were taken when selecting the site of a town destined to become the metropolis or centre for a specified area of the world, so that the names of such towns merit careful study, as do the reported circumstances of their founding. Such centres existed in pre-Hellenic Crete, and it seems that there were several in Egypt, probably founded in successive epochs, like Memphis and Thebes.

The corresponding testimony of all traditions worldwide is that an archetypal ‚Holy Land’ does exist; that it is the prototype for all other ‚Holy Lands’, the spiritual centre to which all others are subordinate. The ‚Holy Land’ is also the ‚Land of the Saints’, the ‚Land of the Blessed’, the ‚Land of the Living’, and the ‚Land of Immortality’.

The ‚Holy Land’ in the present age, it is believed is defended by guardians who keep it hidden from profane view, while ensuring nevertheless a certain exterior communication, which to all intents and purposes is inaccessible and invisible to all except those possessing the necessary qualifications for entry.

Limestone Staircase The paradisical gardenSimilar traditions concerning the earthly paradise are also well known, although little mentioned in public. In Islamic esotericism the ‚green island’ (el jezirah el-Khadrah) and the ‚white mountain’ (el jbabal el abiod) are well known. In the American traditions, ‚Aztlan’ is symbolised by a white mountain, while in India, the ‚white isle’ (shweta dweepa) is regarded as the ‚Abode of the Blessed’, a name easily identifiable as the ‚Land of the Living’.

The Celtic tradition describes a ‚green isle’ as being the ‚Isle of Saints’ or ‚Isle of the Blessed’, in which at the centre stands the ‚White Mountain’, with its summit purple, never submerged by any flood1. This ‚Mountain of the Sun’ as it is also called, is the equivalent of Meru, also entitled ‚White Mountain’. Meru is said to be encircled by a green belt, by the fact of it being situated in the middle of an ocean, and a triangle of light radiates at its peak.

Cosmas writing about Lanka from the reports of Sopater in 550 AD states as follows:

„The temples are numerous, and one in particular, situated on an eminence, is the great hyacinth2,as large as a pine-cone, the colour of fire, and flashing from a distance, especially when catching the beams of the sun – a matchless sight”.

„There are two Kings ruling at opposite ends of the island, one of whom possesses the hyacinth and the other the district, in which are the port and the emporium”.

The Hyacinth

Cosmas, and with the Chinese Hiuen Tsang, in the following century, a story emerges of a priceless red ruby which was fixed on the top of a pagoda in Central Lanka.

Hayton had also heard of the great red ruby: „The king of Celan hath the largest ruby in existence. When his coronation takes place this ruby is placed in his hand and he goes round the city on horse back holding it in his hand, and thenceforth all recognise and obey him as their king.”

Odoric too speaks of the great ruby and Kublai Khan’s endeavours to get it.

Ibn saw it in the possession of Ariya Chakravarti, a Tamil Chief ruling at Patlam.

Friar Jordanus speaks of two great rubies belonging to the King of Sylen, each so large that when grasped in the hand it projected a finger’s breadth at either side.

The fame, at least of these survived to the 16th Century for Andrea Corsali (1515) says: „They tell that the king of the island possesses two rubies of colour so brilliant and vivid that they look like the flame of fire.”

Sir Emerson Tennant, on the subject, quotes from a Chinese work a statement that early in the 14th Century the Emperor sent an officer to Ceylon to purchase a carbuncle of unusual lustre. This was fitted as a ball to the Emperor’s cap; it was upwards of an ounce in weight and cost 100,000 strings of cash. Everytime a great levee was held at night the red lustre filled the palace, and hence it was designated the red palace illuminator.”3

The other references to this spectacular ruby are those in the Travels of Sindbad the Sailor from the Arab epic work, Tales of Arabian Nights as well as the Travels of Marco Polo.

In and around 400AD Sihagiri was the centre of Sri Lankan culture and Kassapa was the king whose temple – palace was Sihagiri. Was then a red ruby on the summit of Sihagiri and was it a part of Kassapa’s regalia ?

The colour red represents the sun and all war gods. It is the masculine, active principle; fire, the sun, royalty, love, joy, festivity, passion, ardour, energy, ferocity, sexual excitement and blood lust. Also, according to Albertus Magnus (ca 1200-1280) stones such as the Hyacinth has the special power to disperse poison in air and vapour.

There are also other symbols in ancient traditions which represent the ‚centre of the world’, one of the most remarkable and widely spread of which is that of Omphalos. In Greek the word signifies ‚umbilical’, which in a general sense describes everything that is central, and in particular the hub of a wheel. The Sanskrit ‚nabhi’ has the same connotations as do various words in the Germanic and Celtic languages derived from the same root, found in the forms ‚nab’ and ‚nav’.

Paradise

The Terrestrial Paradise possessed other names as well. It was called ‚Paradesha’ which in Sanskrit means the ‚Supreme Country’ which applies well to the spiritual centre par excellence, also called the ‚Heart of the World’. It is from this word that the Chaldeons formed ‚Pardes’ and westerners ‚Paradise’. The Persian Alborj and Monsalvat of the Western Grail legend, the Arab mountain Qaf and the Greek Olympus all have the same meaning.

It can be clearly seen from the above that the idea of a spiritual centre – an island containing a ‚sacred mountain’ which is also the axis mundi between heaven and earth is found in all traditions. For a while such a locality may have a tangible existence (even though not all ‚holy lands’ were islands) however, there is also a symbolic meaning.

Historical facts, especially those pertaining to sacred history, translate in their own ways truths of a higher order owing to the law of correspondence which is the foundation of symbolism, and which unites all the words in total and universal harmony.

Considering the above, let us turn to Sihagiri and Lanka. Was Sihagiri designed as a city or could it have been much more ? Should not the origin myths of Lanka be considered when interpreting such important sites? Is it possible to understand the mind of spiritual man from our own materialistic perspective? Is it not better to leave things as they are without destroying the evidence? At present excavations are taking place without any clear basis, turning a vital part of our heritage into a giant western style ‚theme park’.

Lanka

The very name Lanka means ‚resplendent isle’ and in myth and legend and according to the oral tradition, it is ‚Dhammadeepa’ the ‚isle of the blessed’, where truth reigns. Every name given to Lanka has also a similar quality. Lakdiva, Serendib, Pomparippuwa, Ranbima, Tambapani, Sinhale, Eelam, Ceylon all suggest the same quality. We therefore live in a land that has been considered blessed from time immemorial.

In the centre of Lanka, like its heart stands a massive rock monolith first called Sihagiri and later Sigiriya. The original name can be loosely translated as ‚Remembrance Rock’ and the latter as ‚Lion Rock’. Around this rock, there are fourth century A.D. remnants of perhaps the most magnificent buildings Lanka can boast of.

AIthough now declared a ‚World Heritage Site’, the written history of Lanka hardly describes the place. Even the name is only mentioned in four places in the Culavamsa, yet this is perhaps the most extensive edifice in Lanka. It is not impossible that the whole history of Sihagiri would have been different if a layman and not a Buddhist monk had been the author of the Culavamsa, a written history of Lanka.

This is the observation made by Wilhelm Geiger, the translator in his introduction to Part I of the Culavamsa. Continuing, Geiger stated that „Not what is said but what is unsaid is the besetting difficulty of Sinhalese history”. May I add that to a tantric siddha like Swami Gauribala, who understood the Mahayana doctrines very well, Sihagiri made complete sense, based on its design and context.

Was Sihagiri a symbol of the cosmos with seven levels representing the seven heavens of the planets? Was it a junction between heaven, earth and hell through which the axis mundi passes? Through contending viewpoints and perspectives in the oral and written history of Lanka a conflict emerged between orthodoxy and heterodox in relation to traditional kingship, where the ideal was divinity and the King was also its High Priest. This sense of divinity was linked to the idea of the King becoming Varuna, one of the ancient Indian gods.

Varuna

„As god of living waters, fertility and justice, and as a great king, Varuna belongs almost entirely to a settled order of things, to a city state and peasant culture of immemorial antiquity.

On the dark chthonic side of things, with its seasonal festivals, ritual eroticism, and possibly human sacrifice, the whole complex of ideas connected with Varuna and Aditi, Gandharvas and Apsaraas, etc. points backward to a great culture evolved with the beginnings of agriculture, and flourishing from the Mediterranean to the Indus, rather than to the priestly invention of later warlike peoples, such as the Persian or Indian Aryans. Varuna and Aditi in many respects suggest Tammuz and Ishthar.

The ideal of Kingship embodied in the original conception of Varuna may be said to have persisted in Indian culture up to the present day; it is very evident in the person of Rama. (Varuna changing into Prajapati, Purusa or Brahman, and Narayana or Vishnu. In the same way a succession of designations of the Great Mother and Earth Goddess can be recognised in Aditi, Ida, Dhisana, Prakrti, Vak and Laksmi and Bhumi Devi.) The ideal king is a Dharmaraja, an incarnation of justice, and the fertility and prosperity of the country depend upon the King’s virtue; the direct connection between justice and rainfall here involved is highly significant.

Most prominent in the personality of Varuna are his connection with the celestial (upper) waters, and with holy order (rta) physical and moral; his kingship and justice, and the fetters (pasa) with which he binds the sinner and controls the waters.

The description of Varuna in the Vishnudharmottara, III.52, though late, is not without interest and significance. He rides in a chariot drawn by seven hamsas, said to represent the Seven Seas, he has an umbrella of dominion, and is supported by a makara. He has somewhat of a hanging belly (a paunch (udara) for treasure); he is four-handed (a post-Vedic development), holding the lotus and fetter (pasa) in his right hands, conch and jewel-vessel (ratna-patra) in the left. His wife is Gauri (in the Ramayana, Gauri or Varuni), holding a blue lotus is her left hand. Attendants are Ganga on the right, holding a lotus and standing on a makara, and Yamuna on the left, holding a blue lotus and standing on a tortoise, said to represent time (kala).

It will be seen that Varuna’s original character as a great king, dispenser of justice and punisher of sin, lord of rivers and increase, is well preserved, and that the concrete symbolism is consistently and satisfactorily explained.”4

Sihagiri legend

(The history of Kassapa 1, who is associated with the Sihagiri legend is told in Chapters 38 and 39 of the Mahavamsa (Chulavamsa I and II).

Kassapa, brought up under Mahayana influence (Madhyamika and Prajnaparamita – Nagarjuna Ariya- deva: Bienlu, 13) dreams to become a cakravartin and rule from the central Mount Kailasa. He sacrifices his father for the sake of his ideal and tries to realise his dream by building the temple-palace at Sihagiri. By sacrificing Dhatusena he takes revenge for the killing of his guru by his father. Kassapa thus.

Kataragama

Let us digress for a moment to study Kataragama in southern Lanka. Here an unseen King represented by the colour red, rules from a royal palace with 505 courtiers in attendance following rituals instituted over 2000 years ago. Here lies the secret of traditional kingship where ‚nobody’ was King and everybody equal. Fertility and continuity was the only reality. The visible King follows the divine original. As to what the divine design may be, it is left in the hands of the purohita, the royal priest.

In Lankan history in around the fourth century A.D., a conflict arose between King Dhatusena and his first-born son Kassapa. Dhatusena’s ideal of kingship differed from that of Kassapa. Kassapa followed the old path of ‚the tortoise’ as symbolised in Kataragama, while Dhatusena was an adherent of a city culture based in Anuradhapura. Power was based on water and its use. The Kala Wewa was Dhatusena’s ‚Gam Udawa’ and he paid a price for his reckless innovation.

Their conflict is a story of opposing viewpoints on what constitutes kingship, with Brahmins, Shamans and Priests on both sides fighting over definitions and ideals. Sihagiri was never the capital of Śrī Lanka. It was however, the symbol of Lankan kingship, with bringing rain in time being one of its main functions. It is also a mandala, wherein an ascent up to the summit was itself a ritual of purification. It was also the centre in which the ‚Lion Race’ preserved its temperament. Masada in Israel is an interesting parallel.

When our own researchers have eyes to see and ears to hear, perhaps then and only then will Sihagiri reveal itself once more. Until then, what is truly sacred will remain a secret, academics and researchers notwithstanding with perhaps the exception of Raja de Silva, a former Commissioner of Archaeology.

We conclude by quoting the New Testament. Consider and compare the story of Kassapa with Galatians IV 22-31.

„The two sons of Abraham: the one by a bondmaid, born after the flesh (like Moggalana),

The other born by a freewoman, born after the Spirit (like Kassapa). But as then, he that was born after the flesh persecuted him that was born after the Spirit, even so it is now.

But if ye be led by the Spirit, ye are not under the Law”.

  1. Central Lanka has never been under water.
  2. Hyacinth (European): Prudence: peace of mind; heavenly aspiration. The blood of Hyacinthus, from which the hyacinth sprang when he was killed accidentally by Apollo, symbolizes vegetation scorched by the heat of the summer sun; but the flower springing from the blood represents resurrection in spring. Also the emblem of Cronos. (from An Illustrated Encyclopaedia of Traditional Symbols – J.C.Cooper – Thames and Hudson). The Hyacinth has also been identified as a Ruby by Richard W. Hughes (1996) in ‚Ruby & Sapphire’
  3. IB IV, 174-175; Cathay p clxxvii; Hayton ch vi; Jord p 30; Ramus 1 180: Ceylon 1 – 568)
  4. Yaksas ll p26 (1928) Coomaraswamy „appears in a different light”, as a Priest-King or bodhisattva, enthroned on Mount Kailasa, the centre of the Holy Land, as the builder of the „most magnificent building of which Ceylon can boast”, as one of the greatest Kings of Lanka.

Palace in the sky or Mahayana Mandala?

Sigiriya and its Significance by Raja de Silva
[Bibliotheque (Pvt) Ltd. Sri Lanka] Rs. 3,000

Sigiriya maidens
Tara is a goddess who was worshipped by Mahayana Buddhists in Sri Lanka. The divine females at Sigiriya are splendidly adorned with jewellary, bracelets, necklaces, tiaras, diadems, chaplets of flowers and are of three complexions red, yellow and green. The goddess Tara too has numerous manifestations in regal splendor and may be of red, yellow, green, blue or white complexion.
Sigiriya maidens

by Tissa Devendra

It is rare pleasure to come across a book produced in Sri Lanka whose superb format and high quality illustrations are only surpassed by the richness of its contents. Raja de Silva has been one of our most distinguished Archaeological Commissioners who has, over and above the call of duty, devoted a lifetime of study to that most magnificent monument of Sinhala civilization – Sigiriya. His greatest contribution to Sigiriya, Sri Lanka’s cultural heritage and posterity was his meticulous restoration of the wonderful frescoes which had been brutally vandalised over forty years ago. This volume, his magnum opus, is the distillation of his painstaking research. He argues, with convincing cogency, that the traditional acceptance of this architectural wonder as the palace of Kassapa I, oft- damned as the „parricide king”, is based on the shifting sands of biassed chronicles, unsupportable theories and romantic imagination.

The author’s argument is simply stated. Sigiriya was not Kassapa’s palace and pleasure garden. Neither was it a fortress nor was it ever the capital city of Sri Lanka. What this site encompasses is a vast Buddhist monastic complex, embracing both Theravada and Mahayana practices, and spanning many centuries -long before and long after Kassapa’s reign. De Silva’s conclusions are based on an impressive analysis of data drawn from many disciplines – epigraphy, literature, meteorology, Buddhist philosophy, iconography, art history, chemistry and, above all, over a century of scientific excavation by the Archaeological Department. No other study has ever drawn on such a rich lode of material and few, if any, have been able to match de Silva’s great erudition, practical experience and his „magnificent obsession” with the subject of Sigiriya and its significance.

Significant Findings

Some of his most significant conclusions are disarming in their simplicity. No remains of tiles, rafters or post- holes [for pillars] have ever been discovered on Sigiriya’s summit. Furthermore, from a study of monsoon patterns and wind velocity, buttressed by H. C. P. Bell’s excavation reports, he draws two conclusions. The first is that Kassapa’s eighteen year reign would have given him only six months per year during which any construction work was possible on the summit. In this brief ‘window of time’ it was logistically impossible for Kassapa to marshall the men and materials, apart from an ‘army’ of superb artists clinging to precarious perches, to build a ‘palace in the clouds’. De Silva argues, most convincingly, that the summit was a complex of ‘kutis’ [cells] where Buddhist monks lived in meditation and contemplation, far above the hustle and bustle of mundane life. The ‘asanas’ were seats for meditation, discourses and doctrinal disputation. The paved walkways were for meditative perambulation, a feature unique to the Buddhist monastic tradition. The ponds and gardens were designed for contemplation, a Mahayana concept now widely known because of the rock and sand garden of the wonderful Zen temple in Kyoto. A stupa on the summit, to which little attention has been paid, completes the monastery complex. No other monastic site in this country seems more appropriate for seeking the ‘divine emptiness’ of Nirvana or reincarnation as a Bodhisattva, in the Mahayana tradition.

The author’s disarmingly simple explanation for the lack of evidence of permanent roofs on the summit further buttresses his contention that this was a monastery and no palace. He argues that the roofs of the kutis’ [monks cells] were thatched in cadjan – the only type of roof readily renewable after the battering of monsoons. Furthermore, this would place these cells firmly in the Buddhist tradition of ‘pannasalas’ [leaf huts] as dwellings of monks. Interestingly enough, the plausibility of de Silva’s conclusion is now backed up by a parallel from another continent, another hemisphere and another century. In 1450 or so the Incas of Peru built the mountain city of Machu Picchu 1,500 feet high up in the Andes. It has been described in terms that apply equally to Sigiriya. „The Cyclopean size of its stone blocks and the masterful way they were fitted together seem like an unbelievable dream”. Scholars agree that while the stone walls remain intact no ruins of any roofs remain because they were thatch – easily renewable after the fierce gales that sweep the Andes!

History and the Culavamsa

Central to the author’s thesis is the archaeological evidence he adduces to establish that Sigiriya and its environs were the location of monastic establishments from before Kassapa’s reign until the 12th century. For much of this period it was the abode of monks who were followers of the Abhayagiri Vihara which was the fount of Mahayana doctrines in Sri Lanka. It is for this reason that the author is, rather too harshly, critical of the Culavamsa account of Kassapa’s reign atop Sigiriya. By the 12th century, when Ven. Dhammakitti wrote this chronicle Mahayana worship had long been wiped out and the Theravada orthodoxy of Mahavihara had regained the supremacy it yet enjoys.

It was only natural for a Mahavihara writer to look at the past from that particular perspective. I, for one, cannot believe that Ven. Dhammakitti fantasised or wrote of Kassapa with malice aforethought. History, after all, is the victor’s version. If the battle of Waterloo was won by Napoleon his scholars would have written a very different history of Europe from that which we studied. As such, one cannot expect a Mahavihara monk to be scientific and objective about a perceived patron of a ‘heretical’ establishment.

Mahayana and Tara Devi

De Silva has opened a much needed window into the wide spread, vitality and monumental contribution of Mahayana to Sri Lanka’s cultural history. This ‘secret history’, which has left its magnificent sculptures ranging from Weligama to Buduruwegala and even Aukana, needs both deep study and popular discourse to achieve acceptance as an integral component of our history. The greatest Mahayana monument in Sri Lanka, according to the writer’s almost watertight interpretation, is Sigiriya. The entire complex has been conceived as one integrated whole – a Mahayana ‘mandala’ a symbolic diagram of the meditative process to attain Bodhisattva-hood. The way to the summit leads through gardens, ambulatory paths, ponds and fountains – all objects of contemplation — which are surrounded by scattered monastic cells and caves. The Lion Stairway, according to Buddhist iconography, was „to remind the devotee whose of the Buddha whose voice was like that of a roaring lion [Mahasihanada] enunciating the Truth”.

The lion also symbolises Tara the female Bodhisattva of Mahayana Buddhism to whose adoration the incomparable frescoes are dedicated. Every single figure exemplifies a different aspect of Tara. This repetition of the object of ‘worship’ is characteristic of a Mahayana technique of meditation and is most famously seen in the Tun Huang ‘Cave of a Thousand Buddhas’. Sadly, a thousand cruel monsoons have lost us a place in the sun for Sigiriya as the „Mountain of a Thousand Taras”. But thanks to Raja de Silva we now see the wondrous Tara, once again, in her true aspect as Bodhisattva. I dare say no more about the frescoes, or Sigiriya, – the author has said it all with great erudition and fine sensitivity.

Postscript

Raja de Silva’s „Sigiriya and its Significance” was formally launched, with singular felicity, at Hotel Sigiriya on Saturday 26 October. The hotel management had generously hosted an interesting mix of people to the occasion – journalists, artists, dilettante scholars, bird-watchers and even a swami [of sorts]. We sat facing the western face of Sigiriya rose-hued and mysterious in the rays of the setting sun. Raja de Silva modestly sketched out his theory and adroitly fielded a variety of questions ranging from his doubts about the Culavamsa ‘history’, the vital statistics of the frescoed ladies and the libidinous nature of Tantrayana practices. Raja put in a bravura performance and, what is most important, threw out a challenge to our historians, archaeologists and scholars to engage in an open discussion of his thesis, which they have never commented on in spite of its earlier publication in scholarly journals. We look forward to a battle of minds.

In concluding this review I quote from two poems that encapsulate Sigiriya’s enduring romance and mystery. The first is Verse 261 of the Graffiti [trans. Reynolds]

Who is not happy when he sees
Those rosy palms, rounded shoulders
Gold necklaces, copper-hued lips
And long long eyes.

The next is from the great Chilean poet Pablo Neruda [who spent some years in ‘Ceylon’] writing of Machu Picchu in phrases redolent of Sigiriya:

Tall city of stepped stone
High reef of the human dawn…
The fallen kingdom survives us all this while.

więcej na http://sigiriya.org/

Polonnaruwa

- zabytkowe miasto w Sri Lance. Po zniszczeniu Anuradhapury w 993 n.e. przez władcę hinduskiego Rajaraja Chola I dotychczasowa okresowa rezydencja królewska została przekształcona w stolicę. Zbudowano obiekty religii hinduistycznej, w tym świątynię boga Sziwy. Odzyskanie Cejlonu przez króla Vikkamabahu (znanego też jako Kassapa VI) nie tylko nie pozbawiło Polonnaruwy funkcji stołecznych, ale została ona zabudowana dodatkowo świątyniami buddyjskimi, z których najważniejsza była Hatadage (Świątynia Zęba Buddy). Największy rozkwit osiągnęła Polonnaruwa w okresie panowania króla Parâkramabâhu I Wielkiego w latach 1153-1186. Stworzył on otoczone potrójnym murem bajkowe miasto-ogród, w którym pałace i świątynie były wtopione w krajobraz. Z okresu jego panowania pochodzi także Lankatilaka, potężna ceglana budowla z zachowanym wielkim posągiem Buddy oraz Gal Vihara, klasztor z zespołem wielkich rzeźb skalnych. Jeden z jego następców, król Nissanka Malla, zbudował jeszcze jedną imponującą budowlę – Rankot Vihara, jest to stupa o średnicy 175 m i o wysokości 55 m. W późniejszym okresie miasto było często najeżdżane przez sąsiadów, funkcję stolicy pełniło jeszcze okresowo w XIII wieku.

Ważniejsze zabytki

  • Ruiny pałacu królewskiego
    • właściwy pałac o wymiarach 13 na 31 metrów o ścianach grubości 3 metrów;
    • sala audiencyjna (sala posiedzeń Rady Królewskiej);
    • basen;

  • Zespół świątyń, tzw. czworokąt świątynny
    • Vatadage, „Okrągła Świątynia” o średnicy około 18 m, z czterema wejściami i umieszczoną centralnie małą stupą mieszczącą cztery posągi siedzącego Buddy;
    • Hatadage, świątynia, w której przechowywano relikwię zęba Buddy;
    • Thuparama, najlepiej zachowana świątynia w Polonnaruwie, z ceglanym dachem;
    • Latha Mandapaya, mała stupa otoczona kamiennymi kolumnami i obwiedziona wyciętą z kamienia balustradą naśladującą drewno;
    • Gal Pota, czyli „kamienna książka”, blok kamienny z inskrypcjami;
    • Satmahal Prasada, sześciopoziomowa budowla w kształcie pagody;
  • Lankatilaka, potężna ceglana budowla z zachowanym wielkim posągiem Buddy;
  • Gal Vihara, świątynia skalna, zespół czterech rzeźb w ścianie skalnej wyobrażających Buddę;
  • Rankot Vihara, monumentalna stupa o średnicy 175 m i o wysokości 55 m.

Polonnaruwa ( Tamil – பொலநறுவை or புளத்தி நகரம் as called by Cholas) is a town. It’s the main town of Polonnaruwa District in the North Central Province, Sri Lanka. Kaduruwela area is the Polonnaruwa New Town and the other part of Polonnaruwa, remains as the royal ancient city of polonnaru kingdom.

The second most ancient of Sri Lanka’s kingdoms, Polonnaruwa was first declared the capital city by King Vijayabahu I, who defeated the Chola invaders in 1070 to reunite the country once more under a local leader.

History

While Vijayabahu’s victory and shifting of kingdoms to the more strategic Polonnaruwa is considered significant, the real „Hero of Polonnaruwa” of the history books is actually his grandson, Parakramabahu I. It was his reign that is considered the Golden Age of Polonnaruwa, when trade and agriculture flourished under the patronage of the king, who was so adamant that no drop of water falling from the heavens was to be wasted, and each was to be used toward the development of the land; hence, irrigation systems that are far superior to those of the Anuradhapura Age were constructed during Parakramabahu’s reign, systems which to this day supply the water necessary for paddy cultivation during the scorching dry season in the east of the country. The greatest of these systems, is the Parakrama Samudraya or the Sea of Parakrama. It is of such a width that it is impossible to stand upon one shore and view the other side, and it encircles the main city like a ribbon, being both a moat against intruders and the lifeline of the people in times of peace. The Kingdom of Polonnaruwa was completely self-sufficient during King Parakramabahu’s reign.

With the exception of his immediate successor, Nissankamalla I, all other monarchs of Polonnaruwa were slightly weak-willed and rather prone to picking fights within their own court.

They also went on to form more intimate matrimonial alliances with stronger South Indian kingdoms, until these matrimonial links superseded the local royal lineage and gave rise to the Kalinga invasion by King Kalinga Magha in 1214 and the eventual passing of power into the hands of a Pandyan King following the Arya Chakrawarthi invasion of Sri Lanka in 1284. The capital was then moved to Dambadeniya.

The city of Polonnaruwa was also called Jananathamangalam during the short Chola reign.

Present day

Today the ancient city of Polonnaruwa remains one of the best planned archaeological relic sites in the country, standing testimony to the discipline and greatness of the Kingdom’s first rulers. Its beauty was also used as a backdrop to filmed scenes for the Duran Duran music video Save a Prayer in 1982. The ancient city of Polonnaruwa has been declared a World Heritage site by UNESCO.

Near the ancient city, there is a small town with several hotels (especially for tourists) and some glossy shops, and places to fulfill day-to-day needs. There are government institutions in a newly built area called “new town,” about 6 km away from the town and the main road. The largest school in the district, Polonnaruwa Royal Central College is situated at new town.

Polonnaruwa is the second largest city in North Central Province, but it is known as one of the cleanest and more beautiful cities in the country. The green environment, amazing ancient constructions, Parakrama Samudraya (a huge lake built in 1200), and attractive tourist hotels and hospitable people, attract tourists.

Climate

One recent scientific observation is that of its climate changes: historically, Polonnaruwa had a tropical climate most of the year, although it was occasionally chilly in December and January. But in recent years the rain and chilliness has been increased noticeably. Although this is surprising to some people, it is more enjoyable for tourists. However, there is a setback, as paddy field farmers can suffer when there is too much rain.

(Powiększ) – te motywy wyraźnie nawiązują zwierzęcych i roślinnych motywów znanych ze złotych wyrobów scytyjskich

Kilka obrazów przyrody z Siel-Lanki

zachód

kwiaty

Typowe drzewa owocowe na Siel-Lance

Roślinność wodna – nie tylko lotosy

Czasami prawdziwa wodna dżungla

Ale lotosy także

W parku

Pęd jadalnej paproci – jadalny tylko gdy zwinięty w pąk

Zbiór herbaty na wyżynach – więcej o herbacie przy okazji kiedy napiszemy o owocach i jedzeniu- w dziale Kuchnia Królestwa SIS

Na koniec banalnie ale pięknie

Bo dalej były już bardzo piękne sjeliańskie Małe Dewy (Divy) czyli Malediwy – czyli dalszy ciąg SielLanki, jeszcze bardziej banalny niż kwiat powyżej

Z jednym wyjątkiem – tutaj,  a Małych Dewach, też słyszeli o Euro 2012

Do przyrody, roślinności, jedzenia i innych spraw związanych ze wspólnotą języka phali , sanskrytu i polskiego oraz w ogóle języków słowiańskich jeszcze wrócimy – widać że jest o czym pisać i mówić – chociażby dzięki dobrze znanemu nam w Polsce słowu Sielanka, które – możemy zapewnić solennie wszelkich sceptyków – nie wzięło się jako „pożyczka etymologiczna” z Niemiec, Grecji, Rzymu, Persji ani nie jest pożyczką polską z japońskiego.

Male (female) devy

Święta Skała Kriwdy-Sądzy (Krzywy Sąd) Aleksandrowice pod Morawicą


W Aleksandrowicach pod Krakowem obok miejscowości Morawica gdzie stał Zamek Tęczyńskich znajduje się zagadkowa skała wapienna wznosząca się wysoko ponad rozległą bajeczną doliną. Z tą skałą zwaną Krzywy Sąd jak i z Zamkiem Morawickim który zapadł się pod ziemię wiąże się pewne podanie, które tu przytaczamy za Wikipedią:

„Zamek, już w 1408 roku uważany za bardzo stary, znajdował się szczycie wzgórza dominującego nad okolicą, na miejscu dzisiejszego kościoła św. Bartłomieja w Morawicy, wzniesionego w obecnej formie w XVIII wieku, oraz dzisiejszej plebanii i dzwonnicy. W średniowieczu należał do rodu Toporczyków (Toporów), pieczętujących się herbem Topór, protoplastów rodziny Tęczyńskich; Toporczykowie rezydowali tu już na przełomie XII i XIII wieku. Później zamek znajdował się w rękach Tęczyńskich i stanowił pierwotną siedzibę ich rodu; w XIV wieku przenieśli ją oni do zamku Tenczyn, którego budowę rozpoczął w 1319 roku kasztelan krakowski Jan Nawój z Morawicy…

(…)

…Z zamkiem w Morawicy wiąże się podanie ludowe o jaskini pełnej skarbów odkrytej przez jednego z panów zamku, komesa Mateusza Tęczyńskiego, i o skale Krzywy Sąd, usytuowanej na wzgórzu w sąsiedniej miejscowości Aleksandrowice, nazwanej tak na pamiątkę niesprawiedliwego wyroku skazującego na śmierć giermka, który przypadkiem poznał tajemnicę położenia pieczary. Według tej legendy zamek popadł w ruinę po śmierci Mateusza Tęczyńskiego, dręczonego przez wyrzuty sumienia i ukąszonego przez żmiję; później ruiny zostały darowane przez Tęczyńskich kościołowi[2]…”

A oto opowieść o Krzywym Sądzie Użytkownika Aleksandrowice z facebook

Jest ona co prawda tylko rozwinięciem podania, które zamieszczono na tablicy informacyjnej przy skale ale za to jest o wiele ładniejsze niż tamten tekst – napisany i umieszczony za pieniądze UE przez urzędasów III RP:

Oto on:

Legenda o Krzywym Sądzie
utworzona przez użytkownika Aleksandrowice w dniu 12 lutego 2011 o 11:23 ·

Na zachód od Krakowa usadowiła się rozległa, bogata wieś Morawica, której początki giną w niepamięci dziejów.  Ziemia tu żyzna i rodna, a kamienia dość, gdyż wśród pól i lasów sterczą – jak i wszędzie w okolicy- skałki – ostańce, szare i białawe, wapienne, porosłe mchem, a w szczelinach karłowatą brzozą i sosną. Pod ostańcami znajdują się jamy, jaskinie i groty, które dziś jeszcze dają schronienie leśnym zwierzętom, dawniej zaś były mieszkaniem ludzi. Zamek w Morawicy, ongiś piękny, wspaniały, wzniesionych przez możnych panów pieczętujących się herbem Topór, usytuowany na wzgórzu, popadł czasem w ruinę. Na jego gruzach zbudowano obszerny murowany kościół. W czasach gdy zamkiem władał komes Mateusz z możnego rodu Tęczyńskich,  był on potężną, niezdobytą warownią. Pewnego ranka  Mateusz, pan na Morawicy, polował w okolicznych lasach w otoczeniu przyjaciół, dworu i służby. W pościgu za zwierzem- żarłocznym rosomakiem- wysforował się przed wszystkich, a gdy zwierz dopadł lasu, Mateusz zeskoczył z konia, wodze rzucił w ręce przybocznego giermka, a sam z włócznią w ręku podążył w  gąszcz leśny. Zapamiętale piął się w górę, nie bacząc na przeszkody: powalone pnie, cierniste krzewy, śliskie omszałe głazy, ościste konary drzew. Pod szczytem góry rosomak skrył się w obszernej pieczarze. Rycerz wpadł za nim śmiało i zabił zwierza. Wychodząc, dojrzał w blaskach zachodzącego słońca, którego promień wpadł był właśnie do mrocznej pieczary, że w głębi znajdują się okute żelazne drzwi, a w nich tkwi w zamku ogromnych rozmiarów klucz. Mateusz z niezmiernym trudem przekręcił klucz w zamku a gdy drzwi ze zgrzytem ustąpiły, w oczy komesa uderzył blask tak silny, jak blask słońca- w pieczarze odkrył skarb- nieprzebrane stosy złota. Gdy stał olśniony widokiem, nagle blask złota przygasł, rycerz obejrzał się i zobaczył swego giermka, którego opiece powierzył konia… W sercu pana na Morawicy zrodził się gniew, obawa, podejrzliwość… Nie był już jedynym posiadaczem tajemnicy odkrytego skarbu…

W ponurym milczeniu schodził w dół, giermek niósł upolowanego rosomaka, a komes przemyśliwał, jak by się pozbyć niepotrzebnego świadka. Rychło znalazł pożądany argument. Rumak pański, pozostawiony bez opieki, zagłębił się w las i został rozdarty przez niedźwiedzia. Mateusz udając rozpacz po stracie ulubionego konia złożył bez zwłoki sąd, któremu sam przewodniczył. Próżno niektórzy przyjaciele komesa bronili giermka mówiąc, że porzucając konia, śpieszył przecież – wierny i oddany – na pomoc swemu panu. Stronniczy krzywy sąd wydał niesprawiedliwy wyrok. Młodemu giermkowi zawiązano oczy i strącono nieszczęsnego z wyniosłej skały, której strome urwisko sterczy nad wierzchołkami drzew. Komes pozbył się świadka, tajemnicę pieczary zachował tylko dla siebie. Po wykonaniu wyroku nie chciał dosiąść żadnego konia, udawał żal, chcąc zabić wyrzuty sumienia- stąpał szybko wracając do swego zamku. Śród opadłych liści wczesnej, ciepłej jesieni nadeptał na żmiję. Rozbudzony gad uniósł się wysoko i ukąsił komesa pod kolanem. W dwa dni później pan zamku morawickiego, komes i rycerz Mateusz z możnego rodu Tęczyńskich, zmarł w gorączce. Na łożu śmierci toczył pianę jadowitą, zrywał się; ze ściśniętej gardzieli rzucał z trudem pojedyncze słowa. Sensu ich nikt nie mógł zrozumieć. Dopiero ksiądz kapelan zamkowy wyjaśnił, że komes, wyznaje głośno swe grzechy, żałuje swego postępku- krzywego sądu… wyjawia swe tajemnice i …czyni nabożne fundacje… Zamek opustoszał, odsunęli się przyjaciele. Z każdym rokiem niszczało zamczysko, rozpadały się mury, zrywały się stropy rycerskich komnat. Ruinę oddali Tęczyńscy plebanowi. Na ruinach zamku w Morawicy wyrosły mury kościoła i przyległej do jego frontonu ogromnej plebanii, która powstała ze skrzydła zamku najlepiej jeszcze zachowanego. Fundamenty plebanii wrastają w martwicę litej skały, mury są trzymetrowej długości. Przed kilkudziesięciu laty trzech śmiałych ludzi, przetrząsając okoliczne groty i pieczary, znalazło w jednej z nich ogromnej miary klucz, obrosły ze starości kamiennym kryształem. Wybuch wojny przerwał poszukiwania, rozrzucił tych ludzi po świecie, wszyscy zginęli. Skarbu ponownie nie odkryto. Do dziś dnia wyniosłą szarą, wapienną skałę, sterczącą wysoko nad wierzchołkami lasu- zwie lud zamieszkujący Aleksandrowice i okoliczne miejscowości: „KRZYWY SĄD”….

Święty Buk na Krzywym Sądzie

Historia Aleksandrowic sięga okresu ok. 4000 lat p.n.e.

Aleksandrowice mają niezwykłe walory przyrodnicze i krajobrazowe oraz  bogatą przeszłość historyczną. Turystyczną atrakcją miejscowości jest  Jurajska Dolina Aleksandrowicka (zwana przez miejscową ludność „ Strumykiem”) z owianą legendą skałą „Krzywy Sąd”. Dolina rozciąga się na długość 2,5 km i prowadzi przez nią malownicza trasa turystyczna.

Aleksandrowice posiadają bardzo bogatą przeszłość historyczną, początkami sięgającą odległych epok pradziejowych. Potwierdzają to  liczne zabytki osadnictwa odkryte na tym terenie. Najstarsze z odkrytych zabytków:  piece i paleniska, ujawnione podczas badań archeologicznych prowadzonych w latach 1997 – 1998 r. w związku z budową Miejsca Obsługi Podróżnych przy autostradzie A-4, datowane są na  4 tys. lat p.n.e.

Aleksandrowice od czasów wczesnopiastowskich należały do rodu Toporczyków  (Toporów)  herbu Topór z Morawicy.  Na morawickim wzgórzu, w miejscu obecnego zespołu budowli kościelnych, Toporczykowie zbudowali  w XII wieku drewniane dworzyszcze obronne. Od tego czasu, aż do XIV wieku Morawica była ich gniazdem rodowym.  Z najstarszego rodu Toporczyków w niedługim czasie wywiodło się wiele bocznych linii, które przybrały  nazwiska od miejscowości, których byli założycielami i gdzie mieli swe siedziby np.: Aleksandrowice- Aleksandrowscy, Balice- Baliccy, Tęczyn- Tęczyńscy i wiele innych.

Najstarsza zachowana w księgach wzmianka o Aleksandrowicach znajduje się w dokumencie sądowym z 1401 roku i dotyczy sporu prowadzonego przez Kennę, wdowę po Grzegorzu z Morawicy i jej synów, ze Śmiłem z Brzoskwinii i jego bratem o łąkę i łęg, położone między Morawicą, Liszkami i Aleksandrowicami.
Z kolejnego chronologicznie dokumentu sądowego, pochodzącego z 1404 roku wynika, że dziedzicem wsi jest Jan, używający nazwiska Lexandrowski, pieczętujący się herbem Topór. Po nim Aleksandrowice dziedziczą Jan, Marcisz i Andrzej Toporczykowie herbu Topór.
W latach 1493 – 1495 właścicielem Aleksandrowic i Kleszczowa jest Łukasz Górka, który przekazuje prawo własności tych wsi Janowi Iwanowi, staroście lipowieckiemu. Jan Iwan jest też kolejnym właścicielem Aleksandrowic. W 1523 roku wieś dziedziczy jego syn Stanisław  Iwan (1510 – 1603), piszący się Karnińskim.  Stanisław Iwan w czasie  studiów w Niemczech zainteresował się reformacją i powróciwszy w rodzinne strony  stał się jednym z pionierów reformacji w Małopolsce.  W 1591 roku w swoim majątku w Aleksandrowicach założył krakowski zbór ewangelicki. Zbór ten był miejscem spotkań i dyskusji protestantów do czasu jego rabunku przez studentów krakowskich tj.: 14 kwietnia 1613 roku. Data ta też ostatecznie zamyka historię reformacji w Aleksandrowicach.

Całość zabudowy dworskiej w Aleksandrowicach (dwór, oficyna, stajnie i spichlerze) osadzona jest pośród rozległego założenia zieleni, stawów i ogrodu włoskiego utworzonego w XVI w. przez Seweryna Bonera, który wykorzystując sprzyjające warunki naturalne na wzgórzu, zwanym do dziś Winną Górą (333 m n.p.m.), założył jedną z pierwszych na ziemiach polskich winnicę. To u jej podnóża jest częściowo zachowany do dziś, pochodzący z czasów Bonerów, park tarasowy, założony w stylu włoskim. Inne budynki gospodarcze dworskie i czworaki dla służby folwarcznej powstawały przy drodze przebiegającej Dolinką Aleksandrowicką wzdłuż rzeczki Aleksandrówki.

Kolejnymi właścicielami Aleksandrowic są:  od 1629 roku – Zygmunt Gołuchowski. A po nim na przełomie XVII i XVIII wieku : Franciszek Koryciński (zm. 1703), Teofil Pawłowski oraz Franciszek Ksawery Kochanowski (1720 – 1782) herbu Korwin, żonaty z Józefą Dąbską herbu Godziemba. Fundacji Kochanowskich jest  pochodząca z  1755 roku  Figura św. Jana Nepomucena w Aleksandrowicach z  herbami: Korwin i Godziemba.

Od 1762 roku wieś należy do Antoniego Potockiego (1702 – 1766) herbu Pilawa, a od 1783 roku dziedziczona jest przez krewnych Antoniego: Antoniego Protazego Potockiego oraz Protazego Potockiego.

W 1791 roku Aleksandrowice nabywa Franciszek Żeleńskie herbu Ciołek.  Wieś  liczy wówczas 208 mieszkańców (100 mężczyzn i 108 kobiet) w tym 5 osób pochodzenia szlacheckiego, a 8 Izraelitów , są 32 domy, dwór i karczma. Po śmierci Franciszka Aleksandrowice dziedziczy jego syn Wilhelm Żeleński. Fundator „szpitala dla ubogich” dla wysłużonych gospodarzy i uczestników walk narodowo –wyzwoleńczych. Szpital ten, zgodnie z wolą ofiarodawcy wybudowała jego żona Adelajda z Białuskich Żeleńska, według projektu znanego budowniczego Wolnego Miasta Krakowa Ignacego Hercoka. „Szpital”  mieścił się w budynku czteroizbowym i był krytym gontem. Po śmierci Wilhelma, Adelajda wyszła powtórnie za mąż za Erazma Skarżyńskiego (1804 -1871) herbu Bończa, uczestnika trzech powstań: listopadowego, krakowskiego i styczniowego.

Dolina Aleksandrowicka pod Morawicą z Krzywego Sądu

Inna ważna część historii i przechowania nazwy Skały – Strażnicy Wiary Słowian w Aleksandrowicach

Wieś w XVI wieku należała do Jana Karmińskiego (Karnińskiego), jednego z pierwszych zwolenników reformacji. Oddał on swój dwór w 1591 roku na zbór kalwinom krakowskim. Zbór ten zburzyło w 1613 roku w nocnym napadzie pospólstwo krakowskie. W 1625 roku dziedzicem wsi był Piotr Gołuchowski. Jego syn, Piotr, przeszedł na katolicyzm i wydalił ze swych włości innowierców.

Mamy tu więc Strażników Starej Wiary Słowiańskiej w osobie Jana Karmińskiego, który dołożył dbałości aby opowieść o Prawdzie i Kriwdzie zachowała się w legendzie o Skale Krzywy Sąd. Strażnicy Wiary przyrodzonej Słowiańskiej działali na tym obszarze z odkrytą przyłbicę przez 22 lata zanim ich wymordowano, przepędzono, pozbawiono majątków, spalono – w ramach Kontrreformacji sterowanej z Watykanu. Jednakże opowieść o Krzywym Sądzie przeniesiona przez nich do XVII wieku w formie strawnej dla „tolerancyjnych” wyznawców chrześcijaństwa w jego polskiej odmianie, przetrwała kolejnych 300 lat – do naszych czasów. Obecnie mamy jej przytaczaną powyżej schrystianizowaną wersję. Nie jest prawdą co napisano w notatce historycznej o Aleksandrowicach, że historia reformacji w tej podkrakowskiej wsi (podobnie dotyczy to Kleszczowa i Nielepic o czym pisaliśmy w artykule poświęconym Świętym Miejscom w Nielepicach (także tamtejszej skale piorunowej) skończyła się wraz ze spaleniem zboru przez krakowskie pospólstwo podpuszczone do tego czynu przez krakowskich klechów. Do Aleksandrowic wracali potajemnie kolejni emisariusze Wiary przyrodzonej Słowian, których nazwiska dzisiaj możemy ujawnić i wskazać na ich jawne skojarzenie we wcześniejszych i późniejszych czasach z bezbożnymi i ateistycznymi (a tak naprawdę budującymi tolerancję i grunt pod powrót Wiary Przyrodzonej ) działaniami. Te rodziny to wspomniane w powyższym historycznym tekście rodzina: Kochanowskich (Franciszek Ksawery Kochanowski 1720 – 1782) herbu Korwin, żonaty z Józefą Dąbską herbu Godziemba, dziedziczące tradycję ezoteryczną, magiczną, okultystyczną i wiedzę Wiary Przyrodzonej Słowian po Janie Kochanowskim z Czarnolasu i znana ze związków już całkiem jawnych z pogańską Wiarą Słowian w II Rzeczypospolitej  oraz z wolnomularstwem – rodzina Żeleńskich (tych od Boya – od 1791 roku właścicielem był tu Franciszek Żeleński herbu Ciołek. Tadeusz Boy Żeleński był synem  Wandy z Grabowskich[2] i Władysława Żeleńskiego, kompozytora. Rodzina pieczętowała się herbem Ciołek.).

Tadeusz Żeleński w latach 1892–1900 studiował medycynę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Wcześniej uczęszczał do Nowodworka. Uczył się wprawdzie, ale jednocześnie prowadził hulaszczy tryb życia, nie stroniąc od alkoholu i gry w karty. Na rok przerwał studia, wpadł w nałóg karciarstwa hazardowego i najważniejszą kwestią życiową stały się dla niego pieniądze. Zdecydował się na stypendium wojskowe (50 guldenów rocznie), które musiał następnie odsłużyć w armii austro-węgierskiej po ukończeniu studiów[3]. Kiedy w 1898 roku z Berlina do Krakowa przeprowadził się Stanisław Przybyszewski, Żeleński stał się jego nieodłącznym towarzyszem, zafascynowany pisarzem i zakochany w jego żonie, przybyłej do Krakowa niedługo później Dagny[4]. Kiedy w 1901 roku otrzymał ostatecznie dyplom medyczny, rozpoczął pracę w Szpitalu św. Ludwika. Jego tryb życia niewiele się przez to zmienił; nadal często przebywał w krakowskich kawiarniach, m.in. „U Turlińskiego” (w hotelu Pod Różą), czy w „Jamie Michalika”[5].

W 1904 roku ożenił się z Zofią Pareńską – piękną Zosią z Wesela Wyspiańskiego. Żeleński był obecny na uroczystości stanowiącej pierwowzór tego dramatu[6]. Małżeństwo to zostało zaprojektowane przez rodziców Tadeusza i Zofii (Eliza Pareńska i Wanda Żeleńska były ze sobą zaprzyjaźnione, natomiast Stanisław Pareński uczył Tadeusza na Uniwersytecie i pomógł mu zdobyć pracę w szpitalu). Z tego związku przyszedł na świat Stanisław Żeleński, późniejszy aktor (jako niemowlę sportretowany wraz z matką przez Stanisława Wyspiańskiego na obrazie Macierzyństwo (Zofia Żeleńska karmiąca) z 1905).

(kliknij) Na drugim planie za doliną lotnisko Balice, na trzecim na wzgórzu Klasztor Kamedułów na Srebrnej Górze pod Lasem Welskim, na ostatnim  planie szare pasmo to Kraków

Tyle legenda i historia a teraz powiedzmy sobie jak to było naprawdę ze Skałą  Krzywy Sąd, czyli Świętą Skałą Bogini Sądu  – Sądzy-Krzywdy

Topór i Toporowie (Toporczykowie), polskie herby szlacheckie i teoria o pochodzeniu szlachty polskiej od wojowników scytyjskich, a także od wojów sarmackich znajdują w tej historii swoje potwierdzenie. Opowieść owa nie jest na szczęście tylko podaniem i legendą, lecz jest także rzeczywistością, bo nikt nie zaprzeczy, że istniał ród Toporczyków a ich herbem był Topór, który do dzisiaj pozostaje herbem miejscowości leżącej u stóp skały Krzywy Sąd  – Aleksandrowic, biorących imię od któregoś z Tęczyńskich. Nikt nie zaprzeczy że topór to narzędzie katowskie służące wymierzaniu sprawiedliwości od czasów daleko dawniejszych niż średniowiecze i chrześcijaństwo. Narzędzie to służyło nie tylko do obcinania głowy szczególnym zbrodniarzom, ale także tak jak obecnie w islamie – do obcinania rąk złodziejom. Katowska profesja niestety musi być wywodzona w zgodzie z dziejami od funkcji wojownika. Znamy z dzieciństwa z filmów o dzikim Zachodzie postacie Indiańskich wojowników z toporkami w ręku. Lecz topór był powszechnie używanym w walce narzędziem od czasów najpierwotniejszych. topory bojowe są często znaleziskiem towarzyszącym odkryciom archeologicznym  już od eneolitu – od czasów Kultury Ceramiki Sznurowej – Corded War. Jak widzimy na mapie poniżej i co zaczynają powoli przyznawać archeologowie przeformowujący poglądy pod wpływem postępów wiedzy z dziedziny genetyki porównawczej (YDNA) – kultura ta około 3200 lat p.n.e. zajmowała obszar byłego NRD i Polski – czyli późniejszej Lugii-Lęchii oraz sięgała do Skandynawii – czyli pokrywa się w prezentowanym obszarem pierwotnego zasiedlenia przez ludność haplogrupy R1a1 (Prasłowian=Scytów) a także skoligaconych z ta ludnością Staroeuropejczyków I1 oraz I2 (obszar Skandynawski i Zachodnio-Północnej Europy – I1 oraz obszar Naddunajski, Nadczarnomorski i Nadadriatycki – I2).

Kultura ceramiki sznurowejarcheologiczna kultura epoki eneolitu z kręgu kultur naddunajskichdatowana na III tysiąclecie p.n.e.

Chronologia, geneza i zanik

Kultura ceramiki sznurowej rozwijała się w różnych obszarach od około 3200 r. p.n.e. / 2900 r. p.n.e. do około 2300 r. p.n.e. / 1800 r. p.n.e. w latach 80 XX wieku najstarsze stanowiska datowane metodą 14C znane są z obszaru b.NRD i Niżu Polskiego[1]. Obecnie nie ma możliwości ustalenia obszaru, na którym cechy prezentowane przez kulturę ceramiki sznurowej rozwinęły się najwcześniej. Wczesna faza kręgu kulturowego charakteryzuje się grobami szkieletowymi, często pod kurhanami wyposażonymi w amfory i puchary oraz topory kamienne gładzone (tzw. horyzont paneuropejski ceramiki sznurowej). Groby te odpowiadają prawdopodobnie migracjom niewielkich grup ludności, wywodzących się prawdopodobnie ze wschodnich Niemiec. Opanowały one tereny zajmowane wcześniej przez kultury pucharów lejkowatych i amfor kulistych. Hipoteza ta zastąpiła powszechne dawniej przekonanie o migracji ludności z terenów stepów wschodnioeuropejskich. W wyniku procesu akulturacji ludności nastąpił rozpad wczesnej kultury ceramiki sznurowej na szereg kultur zróżnicowanych pod względem kultury materialnej, obrządku pogrzebowego i gospodarki.

Obszar występowania i kontekst kulturowy

Zjawiska charakterystyczne dla kultury ceramiki sznurowej możemy znaleźć na terenie rozciągającym się od południa Skandynawii aż po Alpy i wschodnie Karpaty pomiędzy Renem a środkową Wołgą. W Polsce największe skupiska obserwujemy na Śląsku, Pomorzu Zachodnim oraz w południowej i południowo-wschodniej Małopolsce. Kultura ta rozwijała się na terenach zajmowanych wcześniej przez kulturę pucharów lejkowatych i kulturę amfor kulistych. W wyniku dużego zróżnicowania grup lokalnych wykształciły się z niej osobne kultury m.in. kultura rzucewska i kultura złocka.

Dawno temu ta skałą była naga i na nią być może ganiano tych co krzywdzili innych , a kara ta orzekana była przez sąd starowieku – plemienny. Drzewa nie mają tutaj więcej niż 100-150 lat choć las jest teraz bujny. Na zdjęciu samolot startujący z Balic nad Krzywym Sądem

Nie zgodzimy się tutaj jedynie ze stwierdzeniami typu: „Opanowały one tereny zajmowane wcześniej przez kultury pucharów lejkowatych i amfor kulistych”, ponieważ jesteśmy przekonani ze w związku z udowodnioną ciągłością genetyczną R1a1 oraz I1 i I2 na tych obszarach nie miało miejsce „opanowanie”, lecz „przekazanie” pewnych osiągnięć społeczno-gospodarczych tak jak to miało miejsce po roku 1989 na terenie Polski kiedy to „kulturę wołgi i moskwicza” zastąpiła   „kultura toyoty i Mc Donaldsa” podczas gdy ludność pozostała ta sama i mówi nadal tym samym językiem, choć część z tej ludności od 1989 roku zaczęła uprawiać grzebalny kult zwany ciałopaleniem. Oto zatem horyzont bojowego użycia topora i następnie przekształcenia go w narzędzie wymiaru sprawiedliwości orzekanej przez wiec ludowy – czyli sąd starowieku. Oto także prosty rodowód herbów szlachty polskiej  jak i samej szlachty od Scytyjskich=prasłowiańskich wojowników obrońców ludności wytwarzającej inne dobra na ziemiach Sistanu.

(powiększ)

Scytyjski Sistan nie cierpiał złodziejstwa, zaprzaństwa i zdrady a ludzi ulegających tego rodzaju chuciom karał bezwzględnie i surowo. A propos, w związku z ciągiem nieustannych afer, które nam towarzysza od 23 lat (poczynając od słynnej pary dwóch aferzystów którzy już w latach 90-tych nabili ludzi podobnie w butelkę jak dzisiaj Amber Gold i wylądowali w Izraelu chronieni jego obywatelstwem, może by warto wreszcie wrócić do tej tradycji Sistańskiej jaką jest niezgoda społeczna na złodziejstwo, czyli wrócić do starosłowiańskich – scytyjskich zasad pojmowania sprawiedliwości i uczciwości a także honoru? Scytyjski – Starosłowiański Sistan nazywał takich zaprzańców występujących przeciw zasadom Wiary Przyrodzonej WYRODKAMI  i w najlepszym razie, gdy sądzący złodzieja Sąd Starowieku był w bardzo dobrym humorze skazywał go na Banicję – Wyrodomaję. Tak to powstał na skałach morza śródziemnego pierwszy zlepek plemienny ludków zwanych Wyrodomajami a potem dla łatwości po prostu Romajami. Wyganiano zatem Wyrodomajów, tych co krzywdy czynili innym, po dokonaniu Osądu (Sądzy, Sądeczu) na Skały – jeśli ich nie karano Toporem.

 

I tutaj mamy Skałę Świętą poświęconą bogini zachowanej pięknie w polskim języku, jego licznych wyrazach i ciągach słowotwórczych – we wspólnocie Pamięci Języka. bogini ta  znana jest i z Ruskich Latopisów i występuje tam w parze z Prawdą-Prawotą. Bogini ta znana jest Latopisom jako Kriwda (Kriwota) czyli Krzywda – co znaczy,  że jest ona – Nie-„praw’dającą” a Krzyw’dajacą, czyli Krzywy Sąd sprawującą – krzywy bo nie-prawy, nie’s’prawied’liwy. 

Ruskie Latopisy powstały już w czasach kiedy od dawna, od jakichś 300 lat,  sądy słowiańskie rządziły się nowymi prawami, nowymi normami moralnymi  narzuconymi przez chrześcijaństwo, a także rządziły się nowymi normami prawnymi, kodeksami wywodzącymi się ideowo z zasad nowej wiary i z tradycji  sądów kościelnych – były to zasady prawne nie plemienne jak poprzednio lecz feudalne – podporządkowujące jednych ludzi drugim. Wtedy to powstało powiedzenie o tym że Sądza jest ślepa i że Krzywdzi – jest Kriwdą a nie Prawdą i Prawotą, które Ruś powtarza od niepamiętnych czasów do dzisiaj a i my możemy sobie je powtórzyć obserwując polskie sądy i „sprawiedliwość” we wszystkich jej odmianach i współczesnych wymiarach:

…”Pomiędzy Prowami plewa to Sądza, pośród Dziewów Dzidzilela. Niestety na Ziemi Sądza jest silniejsza od Prawoty. Jak powiadają wołchwowie z Kijowa i Nowogrodu: Prawota przez Kriwdę na Niebo precz przegnana, wysoko chodzi, o to, co w dole, się nie troszczy….”

oraz „… Jeśli jednak Prawdziwc-Prawota nie znajdzie w Kamiennej Księdze nic przeciw słowom ukrywającej prawdę, krzywomówiącej Sądzy (Kriwdy – Bogini Krzyw Dającej), to przecież nigdy nie skłamie. Wielka to robota brać udział w każdym takim sądzie, a jeszcze większa zapisać każdy krok każdej istoty uczyniony na tym świecie…”

Złote Grzyby znalezione na Krzywym Sądzie – czyli boczniaki (wyglądąły naprawdę jak pomalowane złotolem – powiększ)

Postacie owych bóstw z Mitologii Słowian przypominamy po krótce poniżej:

PRAWDZIWC-PRAWOTA

Postacie-wcielenia (równe miana): Prawic, Karna-Ukor lub Prawda-Prawota.

Inne nazwania jego osoby (przydomki):JednorękiPana Prawdy i Prawości, Pana Pokory, Władcy Niewinnych

Zajmowany krag:Siódmy Krąg

funkcja (zakres działania):opieka nad niewinnymi, dochodzenie i odsłanianie prawdy, dbałośćo przestrzeganie prawa ustanowionego przez bogów i ich ziemskich przedstawicieli

ród:Prowów

pochodzenie: jest synem (córką) Prowego i Dziewanny, albo Prowego i Czstnoty.

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Jednoręki, w prawicy dzierży Wagę Uczynków.

Pomocnicy(Stworze – bogunowie): Prawki (Prawdki, Prowdki, Samoludy, Samoludki, Praworuki, Prawiczki, Prawce, Prowydnyki)

Wizerunki:

Prawota – Jerzy Przybył – Księga Ruty (w przygotowaniu – Wydawnictwo Slovianskie Slovo – listopad 2012)

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

Prawdziwc jest Zwany (lub Zwana jest – jeśli przyjąć punkt widzenia Wschodnich Kapiszt Mokoszy o Żeńskiej płci bóstwa) Prawicem, Karną-Ukorem lub Prawdą-Prawotą. Przydomki Prawic, Prawdziwc, Prawda i Prawota zawierają kręgi znaczeniowe wywodzące się z rdzenia per (pir), które omówiono przy postaci Peruna, Spora i Prowego w Tai Szósteja. Wszystkie one sprowadzają się do prać – uderzać, prać – myć, czyścić (pyrti, pirć – łaźnia), ofiarowywać (pir – ofiara), przeć, prąd, prąt, pierw itp. Postać Prawica występuje, pod mianem Karny, w najstarszych zapisach słowiańskich kronikb. W Knidze Gołubiej, w mitach i podaniach Rusi, jest przedstawiany jako Prawota. Wiele opowieści mitologicznych zachowało się do dzisiaj.

Główne miano, Prawdziwc, zawiera w końcówce zdrobnienie -ic oznaczające syna, a poprzez całość drugiego członu dziwc, nawiązuje do postaci matki Prawdziwca, Dziewanny oraz do jego dzikiego przyrodzenia (zbioru cech). Przydomek Prawic określa owego Boga jako prawiącego – mówiącego, karzącego (karzyć – mówić), wydającego sąd, sądzącego. To drugie znaczenie podkreśla także przydomek Karna – karzący, prawiący wyroki, także „mówiący”. Przydomek Ukor nawiązuje z kolei do kary i ukorzenia się, poddania wyrokowi, wyrażenia żalu za popełnione winy. Przydomek Prawda oznacza Dawcę Praw (praw dawca)i Mówiącego (prawiącego) Prawdę, Prawego (praw-wda). Przydomek Prawota znaczy dosłownie – Sprawiedliwość, czyli że Prawic jest bogiem Sprawiedliwym –Dawcą Sprawiedliwości. Jednocześnie przydomki z członem praw podkreślają niewinność (prawiczość) boga (który nie ma żadnych ciągot do bogiń, boginek ani do kobiet ziemskich)c oraz jego prawość. Przydomek Prawota mówi również o pewnej cielesnej cesze boga, jego ułomności, która się wzięła ze stoczonej przezeń walki z Potworemd Pogromem w czasie Wojny o Bytę. Pogrom odgryzł mu lewą rękę i Prawdziw jest od tamtego czasu bogiem jednorękim – wyłącznie prawym (praworęcznym, prawostronnym). Podobną rolę spełnia u Istów Kellukis – Pan dróg.

SĄDZA

Postacie-wcielenia (równe miana): Osuda, Kriwda-Tresta i Sędziwa

Inne nazwania jego osoby (przydomki):Pani Osądu i Sierdzy, Władczyni Przywar, Pani Waśni i Kaźni

Zajmowany krag:Siódmy Krąg, Krąg Małych Mogtów

funkcja (zakres działania):włada osądami ludzkimi, rozsierdzeniem i pomstą, wyrównywaniem krzywd, ale i powoduje krzywdy i krzywe wyroki. Powoduje waśnie i jest odpowiedzialna za wykonywanie kary. Często powoduje troski i zgryzoty.

ród:Prowów

pochodzenie: z rodu Sołów i Dziewów – Córka Prowego, Dabogi i Dziewanny, albo Plątwy

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Kij-Samobij i Osęk

Pomocnicy(Stworze – bogunowie): Sądzenice (Sojenice, Sjudenice, Siuda Baby, Sudenice, Sudennice)

Wizerunki: –

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

Sądza jest czczona przez wszych Sławian jako Osuda, KriwdaTresta i Sędziwa. Jej postać pod mianem Usuda została przechowana przez Słowian Południowych (Serbów) w wielu podaniach i baśniach. Jako Kriwda przetrwała w Setniku Południowosłowiańskim, Knidze Gołubiej, folklorze Rusi (Białorusi, Małorusi) oraz w Rosji. Miana Sądza, Sędziwa, Osuda, wiążą się z kręgiem znaczeń takich jak: sąd, sądzenie – wydawanie sądu, wyroku, sąd – pogląd, wypowiedż, sąd – kara, sędzia – wódz, członek rady Starszych, sędziwy – stary, siwy, sędło – sieć, sęk (suk) – kołek, gałąź, sęt – mówić, rzec, presenetiti –zamawiać, urzekać. Cała grupa tych nazwań wiąże się z pierwotną rolą Starszego Rodu, który był jednocześnie sędzią rozstrzygającym spory, wróżem, wraczem-znachorem odczyniającym i zaklinającym uroki, starcem radzącym i mówiącym plemieniu, jak postąpić, wyrażającym osąda. Z tym znaczeniem wiążą się również postacie Sądzenic – boginek przynoszących przy urodzeniu wierg-los w imieniu Prowów, działających zwłaszcza w zastępstwie Sądzy-Osudy. Przydomek Tresta wiąże się z pojęciem: trestkać – karać, umorzyć, troska – zgryzota, trzask – uderzenie, trzeszczeć, troszczyć się, trociny – opiłki, treść – zawartość, trzon – rdzeń, trzcina, tręść – trząść, trętwieć – drętwieć, trącić, trzeć i trzepaćb.

Ostatni przydomek, Kriwda, wiąże się z kręgiem znaczeń odpowiadających przydomkowi Sądza, ale poszerzających ten krąg w stronę nieprawości. Kriwda w Gołubiej Knidze i baśniach ruskich występuje jako Nieprawota – przeciwniczka Prawoty (Prawdy-Prawica). Kriw – znaczy krzywy, krzywda – skarga, wina, być komuś krzywym – być winnym, krzywaźń – nieprzyjaźń, wrogość, waśń, krzywo patrzyć –patrzeć wrogo, krzywdzić kogoś -wyrządzać mu szkodę, krzywdować sobie – żałować czegoś, wyrzekać się, krzywula (kriwula) – laska obrzędowa obwieszczająca święto i zawiadamiająca o wiecu oraz obrzędach świątynnych, kriwe – kapłan (pierwotnie tylko kapłan Sądzy-Osudy, później także innych bogów – zwłaszcza u Istów). Słowo kriwda wiąże się z innymi kręgami znaczeń wywodzonymi od krew i krowa. Jest to krąg wypływający z rdzenia chors’ (gor, kor). Także wiąże się z kręgiem krzydło-skrzydło (skrzysty, skrzydlaty, iskra) i kręgiem krzynica-krynica (źródło święte, skrzynia – pojemnik, skrętny –kręty, skrat – skrzat, skrzętny, skryty)c.

Miejscami szczególnej czci Sądzy były w Białochorwacji Sądz-Sądecz (dzisiejszy Stary Sącz) i Sądzymirz (dzisiejszy Sandomierz). Z Sądzą można porównywać istyjską Gabyauję, a może tajemniczą Prokorimos.

 

Być może na Krzywym Sądzie odbywały się niegdyś sady starowieku, być może Skała ta była miejscem symbolicznej kary (odosobnienia), dla tych którzy wyrządzili krzywdy innym, możliwe, że tam musieli „odsiadywać” swoje kary lub tam karano tych krzywdzicieli w inny sposób np karą „kosza” czyli zawieszenia w koszu nad przepaścią na określony czas (kara ta znana była wśród Słowian jeszcze w średniowieczu i stosowana) – może nawet strącano winnych z tej skały – bo zwyczaj ten znany nam jest z Romaji-Grecji, którą swego czasu opanowywali i najeżdżali  niejednokrotnie Scytowie-Prasłowianie (zasiedlali Durzyńcy-Dorzyńcy) czy też podbijały  (A)Mazonki.

 

Dziś tę Boginię – Sądzę-Osudę-Kriwdę na tej skale powinniśmy czcić, a  z nią wszystkich innych bogów naszego Pan-Dziewonu (panteonu), który korzeniami swymi sięga grubo przed czas Kultury Corded War (Ceramiki Sznurowej, czy Pucharów Lejkowatych.

Trzeba wyjątkowo złej woli  „naukowej „, żeby nie zauważać przez dziesięciolecia prowadzenia różnorodnych badań będąc na przykład profesorem Uniwersytetu Jagiellońskiego i jego Katedry  Etnografii w opodal leżącym przesławnym grodzie Krakowie, tak oczywistych i prostych, a też  klarownie wyłożonych związków natury rzeczowej, symbolicznej i semantycznej jak tutaj je mamy wyłożone „kawa na ławę” w owej zakorzenionej w pomroce dziejów, jak i sama Morawica i okolice, dziejawie-historii.

KONWERGENCJA HARMONICZNA 2012 !


WITAJCIE WĘDROWCY!

ZAPRASZAMY WAS DO WSPÓLNEJ DUCHOWEJ PODRÓŻY

 

KONWERGENCJA  HARMONICZNA 2012

 – Z DUCHEM PRZEMIAN

 

 

w DZIEŃ ZIEMI – w RÓWNONOC JESIENNĄ 22.09.2012

spoTKANIE POWSZECHENEJ JEDNOTY SZCZERYCH SERC

EMISJA  SERDECZNEJ FALI z ZIEMI dla POLSKI i wszechŚWIATA

ZGROMADZENIE LATOROŚLI przed końcem CZASU

 

GENERATOR KWARCOWEJ GÓRY – WĘZEŁ  KRYSTALICZNEJ SIATKI ZIEMI,

KRASKÓW nieopodal ŚLĘŻY  – U ŹRÓDŁA ŻYWEJ WODY

POLARYZACJA ENERGII YIN i YANG

RÓWNA WAGA RZECZYwistości – KSIĘŻYC w pierwszej kwadrze

 

PRZYGOTOWANIE

 

 

  WSPÓLNA MEDYTACJA

Na 90 dni przed końcem Kalendarza Majów – w 25 lat po Konwergencji Harmonicznej

 Jose Arguellesa, która zebrała 144 tysiące uczestników i zapoczątkowała światową odnowę duchową

nadchodzi czas końca czterech cykli kosmicznych

– KOŁOwrót ŚWIATA dopełnia swój jEDEN obrót – CZEKA  NAs KONIEC

kali yugi – WIEK żelaza odchodzi – nadchodzi ŚWIaT NOWEJ ERY

W wyjątkowym miejscu na Ziemi, w środku GÓRY KWARCU o masie 1,5 mln ton,  możesz

 i TY stać się uczestnikiem CELEBRACJI  tego wyjątkowego WYDARZENIA

wystarczy nas √¯1% poPULAcji POLSKI (630 osób +)

by wpłynąć na i zmienić rzeczywistość –  by wygenerować Serdeczną Falę Światła

PRZYBYWAJ jeśli poczujesz Zew DUCHA!

 

 

 

GEN – kod DNA – jak naRÓD , jak GENius loci – jak DUCH miejsca – jak GENiusz

RA – świetlisty aspekt Boga – jak RAdość, jak spiRAla , jak BRAhMA RAju

data wydarzenia: 22-23.09.2012 Kopalnia kwarcu Krasków koło Ślęży

 

Recepcja czynna w dniu 22.09 od godz. 8.00 

Oficjalny początek spotkania  – sobota 22.09. godz. 13.00

Zakończenie:  w niedzielę 23.09 w godzinach około południowych

 

PATRONat medialny : NTV – niezaleznatelewizja.pl

 

  

proGRAm (elastyczny)

 

 

Dzień Pierwszy – 22.09.2012

 

Dzień Ziemi – 13 CABAN (kaban) wg kalENDarza MAJÓW – KONIEC fali węża.

                      W tym dniu sięGAMY SAMEgo DNA byTU

 

-          13.00   – prezentacja Miejsca i organizatorów

-          13.15  – Ziemia gwiazdOM – dla wszechŚWIATA

-          14.00  – nauka Mądrości – Ręce są bardzo ważne – Mudry

-          14.45  – czas na posiłek

-          16.00  odWIEczne DRZEWO ŚWIATA króTKA medytacja 4 KIERunków – Andrzew

-          16.30   centRAlna MEDYTACJA – zŁĄCZEnie Z ZIEMIĄ – od Ziemi dla wszechŚwiata

Kryształy i my –  opoWIEść O KRYSTALICZNEJ SIATCE ZIEMI – Kasia Barczyńska

wPROWADZENIE do MEDYTACJI – Elwi

wsPÓLna mantRA OM

koncert GONGów – wibRAcja Miłości – Gosia Gałwiaczek / Barbara Warwaszyńska,

                                Tomasz Niewiadomy i inni wykonawcy

zesPOLEnie śWIADOMOŚCI – wspólnota DUCHowA – eMISJA SERDECZNEJ FALI

ZEW DUCHA  

-          20.00   przerwa integracyjna / techniczna

      –     20.30   SŁOWiański RODoWÓD – powrót do korzeni DRZEWA RÓDowego

                        GŁAGOLICA – pRA JĘZYK SŁOWian / Tajemnice Świata – Tadeusz Mroziński

      –     22.00   WIZJA przyszłości wg DUCHA – ELwiRA / AndrZEW

-          22.30 – MIToLOGia SŁOWian 

                        preZENtacja mechanizmu KOŃCA CZASÓW – Marek Wójtowicz

TRYWID – wizja nadchodzących PRZEMIAN w artystycznym ujęciu Joanny

                                          Maciejewskiej i Marka Wójtowicza

-          23.15   nieSPODZIanka EMItera

-          23.30   kOD DNA

-          24.00   watRA – TAŃCE naRODOWE przy bębnach – Grzegorz Zielonko z zespołem MIANO

                             Sam na sam z gwiazdami – osobiste spoTkania podniebne

  

Dzień Drugi  – 23.09.2012

 

ŚWIaT NOWEJ ERY

 

-          6.40      PORAnkowa agnihotRA

-          7.15      dla chętnych –  wyPRAWA na stoki GÓRY ŚLĘŻY 

-          9.30      wspólne śniadanie

-          10.30    PRZEDNOVEK NOVEGO – Tadeusz Owsianko

-          11.30   pożegnania

  

              A  Z DUCHA POCZĘCI ULECĄ POZA CZAS…

 

…………………………………………………………………………………………………………………………..

 

FInanse

 

-          udział w spotkaniu – 30 zł

-          nocleg na polu namiotowym: 5 zł

-          nocleg w sali pod dachem: 10 zł

-          posiłki wegetariańskie / wegańskie (catering na zamówienie) – 12,50 /13.50 zł

 

 

wyDARzenie non PROFIT  JEST natury DUCHowej – organizowane po kosztach 

- opłaty pobierane będą na miejscu w gotówce

 

zaprzyjaźniona strona : http://www.mayapanweb.pl

 

ILOŚĆ miejsc nieoGRANICzona WG fraktalnego WZORU:

PIerwiastek kwadRAtowy Z 1 % populacji – RODu POLSKI : √¯1% genPl = 630 +

 

Prosimy o zabranie ze sobą prowiantu. (będzie możliwość zamówienia posiłków wegetariańskich)

Organizatorzy zapewniają  miejsce na poBliskim polu namiotowym lub w sali pod dachem w odległości 2 km położonej (inne noclegi we własnym zakresie), toy-toyie i umywalnie.

+ krystaLICZNĄ kwarcową WODĘ prosto ze stuDNI źRÓDła wODY ŻYWej

 

Dojazd dla niezmotoryzowanych:

z Wrocławia busem P.W.Beskid (bilety u kierowcy 12.50 zł) do Szczepanowa lub Marcinowic – godz. 6.50 ; 9.00 – stamtąd drogą około 4 km spacerkiem (patrz mapka nr 3)

z powrotem :  godz. 11.45 ; 14.30

mapki dojazdu

mapka nr 1 – Miejsce odjazdu/przyjazdu busów – A

mapka nr 2 – Trasa z Wrocławia do Marcinowic (44 km)

mapka nr 3 -Trasa z Marcinowic – A / Szczepanowa do Kraskowa-kopalni – B

organizatorzy:

 

Ryszard Walczak

– Opiekun i Strażnik Świętej Góry Kwarcowej – kierownictwo logistyczne, tel. 500107860

Joanna Kryńska – pomoc logistyczna, tel. 601575373

Andrzew / Elwi – inspiRAcja DUCHowa – połączenie  telepatyczne

 

 

SERDECZNIE ZAPRASZAMY i DO ZOBACZENIA W KRASKOWIE !

 

Prosimy o rozsyłanie tych Wici w sieci dalej :)

 Witajcie Wędrowcy

 

Wszyscy jesteśmy w Drodze. I jakkolwiek jest ona dla każdego inna, to prowadzi do jednego Celu.

 Wraz z Ziemią idziemy do wyższego wymiaru istnienia.

 

Tymczasem żyjemy w świecie oplątanym siecią matrixa, ale dojrzeliśmy i doszliśmy do etapu, na którym przestało nam to odpowiadać. W głębi siebie krzyczymy: DOSYĆ!

 

To, co się dzieje na zewnątrz, mogłoby sugerować, że nie mamy szans, aby dokonać zmian,

 ale tak nie jest.

Obliczono, że wystarczy pierwiastek kwadratowy z jednego procenta populacji.

 Dla Polski – jest to liczba 630. Potrzeba więc 630 chętnych Serc. Nas.

 

Jeżeli będziemy robili to, co do tej pory robiliśmy i tak, jak do tej pory robiliśmy,

 to efekty będą takie, jak do tej pory.

Być może ktoś powie, że musiałby się wydarzyć cud. Ok, więc oczekujmy, że ten cud się wydarzy.

Być może myślicie, że to niemożliwe. Ale pomyślcie inaczej: że oto TERAZ to, co niemożliwe staje się – JEST MOŻLIWE! A zmiany zaczynają się od nas samych.

To z naszego wnętrza wypływa fala przemian i zatacza coraz szersze kręgi.

 

Prawda chce żyć. Prawda chce się przejawić i tylko z siebie poprzez siebie możemy ją uwolnić. Bowiem wszystko zaczyna się na planie Ducha i dopiero potem przejawia się w świecie materialnym. Na pewnym głębokim poziomie jesteśmy jednością, jesteśmy wszechwiedzący i wszechmocni i to stamtąd wypuśćmy Boskość, Boskie Rozwiązania dla tego świata 3D, do którego przyszliśmy, aby dokonać zmian. Zróbmy to, do czego przygotowywaliśmy się przez wiele żyć.

Uświadommy sobie, Kim jesteśmy i jakie mamy możliwości. Myślmy w sposób nieograniczony.

 

Coraz więcej Boskiej Świadomości wyłania się na światło dzienne, a większa ilość Światła powoduje, że to, co było ukryte – zostaje ujawnione. Nie dziwcie się więc, że świat wygląda tak, jak wygląda. Jednakże miejcie świadomość, że to wszystko jest procesem Transformacji, który zachodzi właśnie po to, aby Stare mogło odejść, a Nowe – Boskie zajęło jego miejsce w tym świecie.

Tak wiele lęku znajduje się w świadomości społecznej, ale to nie lęk ma nas prowadzić, lecz Miłość.

Miłość jest tym, co rozpuszcza wszelkie blokady, łamie wszelkie bariery i w sposób delikatny, subtelny, aczkolwiek zdecydowany, przenika wszystko i dokonuje zmian. Zmian, o jakich marzyliśmy, jakich pragnęliśmy z głębi siebie. Miłość wprowadza Nowe, w którym chce się żyć.

To jest punkt łączący wszystkich i wszystko, a tego, co łączy trzeba się dopatrywać zawsze i wszędzie. To, czemu dajemy uwagę-energię, rozwija się i wzrasta.

To, co ignorujemy – traci moc i schodzi do roli potencjału.

 

Tak więc pełni optymizmu i radości przyjeżdżajcie na nasze wspólne spotkanie,

bo tylko radośni ludzie mogą stworzyć szczęśliwy świat.

Wszystko nam sprzyja. Wszystko jest dla nas przygotowane.

 Czas zaplanowanego spotkania (22 – 23.09.2012) to RÓWNONOC – moment równowagi sił Natury.

Tak więc będziemy wspierani harmonią Kosmosu.

 

Czujcie się zaproszeni i ważni. Niech każdy zajmie należne mu miejsce w kręgu otwartych, chętnych serc. Wszyscy jesteście mile widziani.

 

Kto – jeśli nie MY? Kiedy – jeśli nie TERAZ – Gdzie jeśli nie TU?

 

Do zobaczenia w promieniującym Mocą Miłości Kraskowie!

 

Jaskinia Werteba – rzeczywista i jako metafora łemkowskiej przeszłości polsko-ukraińskiego pogranicza (albo wspólnej Małopolski-Rusi Białochorwackiej)


Jaskinia Werteba Ryszarda Turkiewicza

W tych dniach otrzymaliśmy tomik poezji Ryszarda Turkiewicza „Jaskinia Werteba”. Jest to poezja bardzo dojrzała, ale też niestety wywołująca bardzo smutne refleksje związane z dziejami Podola i ludzi którzy zamieszkiwali do końca II Wojny Światowej okolice Bilcza Złotego gdzie leży owa tajemnicza jaskinia.

Scytyjski rysunek z krypty (Krym, Ukraina)
– przedstawia ognistego konia, ognistą boginię
i domek na kurzych łapkach.

Związek między panem Turkiewiczem a naszym blogiem jest przypadkowy, a może i nieprzypadkowy jako że poeta zapragnął ozdobić swój tomik reprodukcjami motywów słowiańskich z pisanek prezentowanych tutaj przez Dobrosława Wierzbowskiego. Zauważyłem już w 2009 roku że te motywy zyskały sobie dużą popularność – na sam artykuł było bardzo wiele wejść zaraz po jego publikacji i wciąż jest to artykuł popularny. Jego siła są owe motywy i objaśnienia ich znaczeń dołączone przez pana Dobrosława. Jego zasługą jest w pewnym sensie, że te motywy przeniosły się do tatuaży i są obecnie wykorzystywane przez pracownie tatuażu, które używają motywów słowiańskich. Weszły więc niejako do kontrkultury i kultury rycerskiej – współczesnej.

Kiedy przeczytałem te wiersze wysłałem mail do Dobrosława Wierzbowskiego , którego fragment tutaj przytoczę zamiast komentarza:

„…Na razie zdążyłem tylko raz przeczytać wiersze i odczekiwałem przed napisaniem do pana. Książka ładnie wydana, teksty, zwłaszcza na początku głębokie i dobre poetycko, potem poezja stała mi się zbyt prozatorska, nie wiem czy poezja powinna opowiadać zdarzenia – traci na tym kiedy przestaje być zapisem chwili i stanu ducha  – muszę przeczytać jeszcze raz. Łemkowie powinni napisać otwarcie o polskim okrucieństwie o tym pożałowania godnym barbarzyństwie powojennym, o tej okrutnej nienawiści – przecież nikt nie zaprotestował kiedy niszczono cały ich świat, a teraz 20 lat po słynnym odzyskaniu niepodległości nikt się nie odważa nawet mówić o tym żeby im zwrócić ich miejsce – tym którzy chcieliby wrócić.  Problem jest trudny , ale od czego do cholery jest to państwo…”.

Kiedy pisałem te słowa miałem odczucie, że obrazy przedstawiane przez Ryszarda Turkiewicza w dalszej części tomiku za dużo opowiadają, są zbyt dosłowne, relacjonujące – teraz zmieniłem zdanie. Nie czytałem drugi raz , na to jest za wcześnie. Widzę jednak po tym mailu do Dobrosława, że został osiągnięty wielki emocjonalny skutek, a to znaczy że jest to dobra poezja i powinna pozostać dokładnie taka jaka jest.

(kliknij – powiększ)

Wierzę panie Ryszardzie w opowieść, że tym otworem Wertebskim, wydobywa się na świat opowieść o naszej wspólnej przeszłości i wspólnych korzeniach – jeśli okrucieństwo wypłynęło z jakiegoś podziemnego otworu (podświadomego tworu) na Ukrainie to musiała być nim jakaś inna, tutejsza peczera.

Jestem pewien że kiedyś ktoś naprawi przynajmniej część tych krzywd, które miały miejsce. Ta Łemkowszczyzna jest nie tylko własnością Turkiewicza czy Vincenza – jest własnością tych co byli przed nimi i tych co będą po nich – jest obiektem naszej wspólnej troski bo to niezagojona rana na ciele Ojczyzny i Macierzy – potąd pokąd nie robimy nic żeby wróciła w ręce tych, którym z racji pokoleń przynależy. Jestem pewien, że kiedyś i Ukraińcy zrozumieją swoje ludobójstwo dokonane na Polakach i Rosjanie zrozumieją swoje i Polacy zrozumieją swoje ludobójstwo na Ukrainie i Łemkowszczyźnie – bo przecież nie ukrywajmy że odwet był – musiał być – choćby skala była niepomierna.

Chciałbym żeby czasy rozlewu krwi z powodu mocarstwowych ambicji grup ludzi (bo przecież nie narodów) i z powodu odmienności czysto religijnych – bo do tego się to tutaj sprowadza (także w byłej Jugosławii) – nie wróciły już nigdy.

Tomik niniejszy jest okazją do przypomnienia dziejów Jaskini Werteba – bo to dzieje Słowian i Słowiańszczyzny

Kamienna głowa byka

Złote Bilcze 1822

W 1822 w Bilczu Złotym odkryto dwa stanowiska archeologiczne zasiedlane przez ludność kultury trypolskiej z epoki miedzi.

Jedno z nich, nazywane Ogrodem, ulokowane w dolinie rzeki Seret, głęboko rozcinającej Wyżynę Podolską, okazało się typową wsią zamieszkiwaną w okresie od 4000 do 3500 lat p.n.e. Dominowały tam piętrowe domy zbudowane z drewna i gliny. Ludność zajmowała się uprawą roli, hodowlą bydła, owiec i świń oraz rzemiosłem, w tym wyrobem narzędzi z krzemienia, kości i z miedzi. Charakterystycznym dziełem tych ludzi są doskonałej jakości naczynia ceramiczne, malowane czarną, czerwoną i białą farbą. Oprócz najczęściej występujących ornamentów geometrycznych, spotykane też są malowane figury ludzi i zwierząt oraz schematyczne przedstawienia roślin.

Drugi stanowisko archeologiczne zlokalizowane było w gipsowej jaskini Werteba, położonej na płaskiej wysoczyźnie lessowej, oddalonej o kilka kilometrów na wschód od Ogrodu.

CzARA – skołocka z Jaskini Werteba (werteb – zapadlisko)

Foto Egidijus

W Wiki:

Jaskinia Werteba – gipsowa jaskinia, znajdująca się w obwodzie tarnopolskim Ukrainy, w pobliżu wsi Bilcze Złote, na płaskiej wysoczyźnie lessowej.

Jaskinię odkryto przypadkowo w 1822. Ziemie wokół Bilcza Złotego i sama jaskinia należały wówczas do księcia Adama Sapiehy, a później do jego syna – Leona.

Odkryto w niej słynne później stanowisko archeologiczne. Pierwszym archeologiem, który z polecenia Komisji Archeologicznej Akademii Umiejętności przeprowadził w l. 1876 – 78 badania w jaskini był Adam Honory Kirkor.

W wąskich, niskich i bogato rozgałęzionych korytarzach jaskini, do której wchodziło się z góry przez otwór, odkryto ponad 1000 bogato zdobionych naczyń ceramicznych lub ich fragmentów kilkadziesiąt narzędzi krzemiennych i ponad 70 glinianych figurek ludzkich. Przedmioty te znajdowały się w najtrudniej dostępnych zakamarkach jaskini, której istotną cechą były trudności z odpowiednią wentylacją skomplikowanej sieci korytarzy. Zabytki starannie dobierane i deponowane w jaskini przez ponad 1000 lat – pochodzą z okresu między 3870 a 2710 p.n.e. – ze względu na swój wotywny charakter i doskonały stan zachowania wskazują na kultowy charakter tego miejsca. Potwierdza to obecność licznych naczyń pochodzących m.in. z środkowego Podnieprza, środkowego i dolnego Naddniestrza, a nawet z Lubelszczyzny.

Funkcjonowanie tego miejsca zamarło około 2500 roku p.n.e. i wiązało się z upadkiem miejscowych populacji rolniczych, które ustąpiły miejsca ruchliwym grupom pasterzy.

Bilcze Złote kultura trypolska 3500 – 2800 pne – Czara – naczynia gliniane
Oto tekst towarzyszący wystawie w roku 20o1 w Muzeum Archeologicznym w Krakowie

Elżbieta Trela

Zbiór wykopalisk z Bilcza Złotego
imienia Książąt Leona i Teresy Sapiehów

W listopadzie 1904 roku księżna Teresa Sapieżyna wdowa po księciu Leonie podpisała z Akademią Umiejętności w Krakowie umowę, na mocy której Akademia zobowiązała się skatalogować, uporządkować i konserwować zabytki z Bilcza Złotego, pokazać je na wystawie jako Zbiór wykopalisk z Bilcza Złotego imienia Książąt Leona i Teresy Sapiehów, a także w ciągu dwu lat po złożeniu zbiorów w krakowskim Muzeum ogłosić drukiem naukowe ich opracowanie.

Po prawie 100 latach umowa doczekała się realizacji. Polsko-ukraiński zespół archeologów poddaje analizie tę, jedną z największych w Europie, kolekcję zabytków. Składa się na nią ponad 300 całych naczyń (niekiedy metrowej wysokości) i ponad 35 tyś. ich fragmentów, około 120 figurek ludzkich i zwierzęcych, ponad 60 glinianych przedmiotów związanych z tkactwem (przęśliki, ciężarki tkackie, szpulka), około 200 narzędzi z kości i rogu, 300 narzędzi krzemiennych i kamiennych (sierpy, siekiery, tłuczki-rozcieracze) oraz ozdoby z kości i muszli, a także niewielki dysk wykonany z hematytu. Zabytki datowane są na okres między poł. V a poł. III tysiąclecia p.n.e.w chronologii kalibrowanej. Dzięki współpracy z archeologami z Ukrainy badającymi od kilku lat stanowisko, z którego pochodzi kolekcja Sapiehów, zabytki wydobyte na początku wieku i dziś po tylu zawirowaniach historii całkowicie pozbawione dokumentacji terenowej, odzyskują kontekst naukowy.

Jaskinię Werteba odkryto przypadkowo w 1822 r. Ziemie wokół Bilcza Złotego i sama jaskinia należały wówczas do księcia Adama Sapiehy, a później do jego syna – Leona. Pierwszym archeologiem, który z polecenia Komisji Archeologicznej Akademii Umiejętności przeprowadził w latach 1876 – 1878 badania w jaskini był Adam Honory Kirkor. Natomiast pierwsze ślady osady znajdującej się na terenie parku dworskiego odkryto jak podaje Gotfryd Ossowski przypadkowo w 1884 r. O prowadzenie w tym miejscu prac wykopaliskowych ks. Leon Sapieha poprosił w 1889 r. kustosza Muzeum im. ks. Lubomirskich we Lwowie, Pawłowicza. W listopadzie 1890 r. dalsze prace w tym miejscu podjął już sam Ossowski. Odkrył ponad dwadzieścia, jak wówczas sądził, grobów ciałopalnych. W 1890 r. Ossowski zainteresował się również jaskinią Werteba i zlecił wykonanie dokładnego jej planu. Dalsze badania w jaskini w latach 1898, 1904 i 1907, a także niewielkie prace w parku prowadził Włodzimierz Demetrykiewicz. Na podstawie wyników badań Demetrykiewicz sprostował mylną hipotezę Ossowskiego uznając znalezione w parku obiekty za ślady konstrukcji mieszkalnych, nie zaś za ciałopalne groby cegłowe jak sądził jego poprzednik. Po roku 1907 nie prowadzono już większych prac w Bilczu Złotym.

Wilki – figurki kamienne

W 1904 r. zabytki pozyskane podczas dotychczasowych badań przekazane zostały, na mocy umowy, Muzeum Akademii Umiejętności w Krakowie, nastąpiło to jednak już po niewyjaśnionej kradzieży część materiałów, która miała miejsce w Bilczu w tym samym roku. Niektóre ze skradzionych zabytków odnalazły się później i przechowywane były w zbiorach Muzeum Dzieduszyckich we Lwowie. Demetrykiewicz zapoczątkował naukowe opracowanie zbiorów bilczańskich. Po jego śmierci materiałami z Bilcza zainteresowała się uczennica prof. Józefa Kostrzewskiego, Mieczysława Ruxer. Zmarła jednak nie dokończywszy pracy. Dzięki zaangażowaniu śp. dr Ewy Rook udało się rozpocząć prace nad całościową analizą tego wspaniałego zespołu.

….

Badania w ramach grantu właśnie się kończą. Polsko-ukraiński zespół archeologów opracował już tę jedną z największych w Europie Środkowej kolekcję zabytków. Składa się na nią ponad 300 całych naczyń i ponad 35 tysięcy ich fragmentów, około 120 figurek ludzkich i zwierzęcych, ponad 60 glinianych przedmiotów związanych z tkactwem (przęśliki, ciężarki tkackie, szpulka), około 200 narzędzi z kości i rogu, około 300 narzędzi krzemiennych i kamiennych (sierpce, siekiery, tłuczki-rozcieracze) oraz ozdoby z kości i muszli, a także niewielki dysk wykonany z hematytu. Zabytki datowane są na okres 3870-2710 lat p.n.e.

Elżbieta Trela

całość tekstu patrz:http://www.ma.krakow.pl/wystawy/bilcze

Bilcze Złote – figurki antropomorficzne bóstw pogańskich

z Wywiadu z dyrektorem Jackiem Rydzewskim z Muzeum Archeologicznego w Krakowie:

- Do najcenniejszych i najbardziej sensacyjnych odkryć należą zabytki z Bilcza Złotego i Ryżanówki, a więc z dawnych polskich majątków leżących na Kresach, obecnie na Ukrainie?

- To prawda. Są to dwie niezwykle cenne kolekcje i duma naszego Muzeum. Bilcze Złote to głównie kolekcja glinianych figurek kultowych i malowanych naczyń z okresu neolitu. Ryżanówka to wyposażenie grobu „księżniczki scytyjskiej” ze znakomicie zachowanymi ozdobami ze złota i srebra pochodzącymi z ok. III wieku przed naszą erą.
W odkryciach w Bilczu Złotym i Ryżanówce także ma swój udział Komitet Badań Naukowych…
Tak. Właśnie zakończyliśmy badania w ramach grantu przyznanego nam przez Komitet Badań Naukowych na opracowanie kolekcji materiałów z Bilcza Złotego.

Bilcze Złote – plakietka kamienna – Głowa Byka (podobna w kształtach do tej z Radymna wykonanej ze złota)

- Dlaczego Muzeum brało udział w badaniach na Ukrainie?

- To się wiąże z historią naszego Muzeum. Od chwili, gdy Muzeum stało się placówką Akademii Umiejętności jednym z celów statutowych była troska o dziedzictwo kulturowe narodu, zwłaszcza na terenach, które utraciliśmy. Jednocześnie na Kresach działało jeszcze wielu Polaków realizujących swoje rozmaite zawodowe ambicje. Było tam nadal wiele polskich majątków i w sposób naturalny Polacy tam mieszkający ciążyli do ośrodków naukowych i kulturalnych dawnej Polski, czyli do Krakowa. Nic więc dziwnego, że dwie wspaniałe kolekcje – Bilcze Złote i Ryżanówka – trafiły właśnie do nas. Bilcze Złote leży w dawnym majątku książąt Sapiehów na Podolu. Już w roku 1822 odkryto tam przypadkowo Jaskinię Werteba. Ziemie wokół Bilcza Złotego i sama jaskinia należały wówczas do księcia Leona Sapiehy. Pierwszym archeologiem, który na zlecenie krakowskiej Akademii Umiejętności przeprowadził badania w jaskini, w latach 1876 – 1878, był Adam Honory Kirkor. Pierwsze ślady osady znajdującej się na terenie parku dworskiego odkryto przypadkowo w roku 1884. O prowadzenie w tym miejscu prac wykopaliskowych Leon Sapieha poprosił kustosza Muzeum im. Ks. Lubomirskich we Lwowie, E. Pawłowicza. To był rok 1889. A dalsze prace już w roku 1890 podjął kustosz Muzeum Archeologicznego w Krakowie Godfryd Ossowski. Zainteresował się wówczas także jaskinią Werteba i zlecił wykonanie jej dokładnego planu. W dworskim ogrodzie natomiast odkrył – jak wówczas sądził – ponad dwadzieścia cegłowych grobów ciałopalnych. Tymczasem była to cała osada.

Modele domków kultury trypolskiej

Jaskinia wydrążona w utworze lessowym, do której wchodziło się z góry przez otwór, była niesłychanie rozgałęziona. Wokół niej koncentrowało się życie pewnej grupy ludności, obok była założona normalna osada. Ci ludzie, jak na stosunki neolityczne byli niezwykle zaawansowani kulturowo i cywilizacyjnie. Mieli swoje, bardzo charakterystyczne, domy, cały świat sztuki i wierzeń, czego przejawem jest przepiękna ceramika, znakomicie wypalona, na świetnym poziomie technicznym, malowana czarnymi wzorami na brązowym tle, niezwykle precyzyjnie, starannie, wykorzystująca motywy geometryczne. Te naczynia zawsze były ozdobą naszej wystawy. Zwracały natychmiast uwagę. W kolekcji z Bilcza Złotego mamy cały świat rozmaitych amuletów wykonanych z kości, z kamienia, z drewna – to cały system wierzeń i zwyczajów. Symbolem tej kultury jest przepiękna zawieszka wykonana z kości przedstawiająca głowę byka. Żłobiony ornament układa się w schemat kobiecej postaci.

Werteb – foto Alieksiej Zaremba

Wystawa zabytków z Bilcza Złotego w naszym Muzeum była ukoronowaniem trzyletniego, międzynarodowego programu badawczego finansowanego ze środków Komitetu Badań Naukowych. Powstała dzięki współpracy archeologów, paleobotaników, paleozoologów, petrografów i artystów plastyków. Polsko – ukraiński zespół zakończył właśnie opracowywanie tej jednej z największych w Europie Środkowej kolekcji. Zabytki pochodzą z okresu między 3870 a 2710 przed naszą erą.

całość patrz: http://www.sprawynauki.waw.pl/?section=article&art_id=626

Bilcze Złote – rekonstrukcja osady

Cuda kultury trypolskiej w Toruniu

Wojciech Pastuszka

7 czerwca 2010Posted in: Archeologia, Europa, Prehistoria

Na wystawie „Neolityczny barok – kultura trypolska” po raz pierwszy w Toruniu prezentowane są unikatowe przedmioty – figurki kobiet kultury trypolskiej (VI-III tys. p.n.e.) ze zbiorów Muzeum Archeologicznego w Krakowie i Muzeum Okręgowego w Toruniu (1 figurka). Kolekcja tych zabytków pochodzi z wykopalisk z Bilcza Złotego na Ukrainie (Ogród i jaskinia Werteba). Uzupełnieniem prezentowanych eksponatów pochodzących ze zbiorów Muzeum Archeologicznego w Krakowie są kolorowe tablice informacyjne przedstawiające historię tej niezwykłej kultury.

Pięknie malowana ceramika kultury trypolskiej. Fot. Cristian Chirita

„Jest to prezentacja jednej z najbardziej intrygujących kultur archeologicznych w pradziejach Europy. Odkrycia pierwszych stanowisk zaliczanych do tej kultury sięgają XIX wieku i choć wiedza na jej temat znacznie poszerzyła się od tego czasu, dyskusje dotyczące jej historii i materialnych pozostałości odkrywanych w ziemi przez archeologów trwają do dzisiaj” – mówi kurator wystawy Beata Bielińska – Majewska. Nazwa pochodzi od wsi Trypole, niedaleko Kijowa. Dokonano tu jednego z pierwszych odkryć.

więcej patrz w Archeowieści

Wycieczka do jaskiń Werteba i Krystaliczna

Ukraina Zachodnia jest znana z wielkiej ilości jaskiń gipsowych. Tutaj, w obrębie obwodów Tarnopolskiego, Czarnowieckiego i Chmielnickiego, znajduje się potężna warstwa gipsu karsowego, w którym znaleziono już więcej niż półtora dziesiątka jaskiń. Te jaskinie są poziome i labiryntowe o długości od kilkuset metrów do więcej niż 200 km, głębokość usytuowania nie przewyższa 30-50 metrów.

Te jaskinie są również interesujące pod względem swojej struktury: niektóre z nich tworzą wysokie galerie i wąskie przejścia, w głębi innych są olbrzymie sale o wysokości ponad 10 metrów. Ściany jaskin utworzone są ze spresowanego gipsu, który w jaskini Krystalicznej; na przykład, pod ciśnieniem przetworzył się w przepiękne desenie w postaci ptasich piór i płatków kwiatów, w jaskini Werteba zaś po prostu są wielkie kolorowe ornamenty. Szczególną uwagę zwracają na siebie niepowtarzalne kryształy o wielkości od kilku milimetrów do dziesiątków centymetrów, ich kolory mienią się odcieniami od śnieżnobiałego i żółto-kremowego do rdzawoczwerwonego i czarnego. Bogata w kryształy jest jaskinia Krystaliczna, która właśnie zawdzięcza swoją nazwę wielkiej ich ilości. W niektórych jaskiniach szukali schroniska jeszcze wcześni ludzie. Na przykład, Werteba znana jest przede wszystkim dzięki interesującym znaleziskom ceramiki trypolskiej: dzbany do przechowywania wina, miski i dzbanki, wazony i amfory, atrybutyka religijna. Na podstawie tych znalezisk udowodniono, że w ciągu setek lat ta pieczara była zamieszkiwana przez kilka pokoleń trypolców.

Dzień pierwszy
Spotkanie w Kamieniec Podolsku.
Wycieczka.
• Jaskinia „Atlantyda” (trzy poziomy w jaskinie, wycieczka na 5 godzin, wrażenia na całe życie!).
• Rychta (zamek XVI w., ruiny młyna wodnego ХІХ w.).
• Kudryńce (zamek – twierdza początku XVII w.).
Zakwaterowanie w hotelu.
Kolacja.

Dzień drugi
Śniadanie.
Wycieczka.
• Jaskinia «Kryształowa» (geologiczna pamiątka o państwowym znaczeniu, jaskinia labiryntowa charakteru karstowego, długość ponad 22 km).
• Jaskinia – muzeum «Werteba» (geologiczna oraz archeologiczna pamiątka o państwowym znaczeniu w której znaleziono ślady cywilizacji trypolskiej).
Powrót do Czortkowa.

Wycieczka:
• Jaskinia „Werteba” (w tej jaskinie działa muzeum kultury Trypolu, ponieważ tutaj archeolodzy znaleźli ślady pierwszych Ukraińskich rolników. Pod czas wykopalisk w jaskinie znaleziono pozostałości dużego ogniska, różne narzędzia dookoła (siekiery, dłuta, skrobaki, noże), koście zwierząt. W Wertebie znaleziono przez archeologów liczne ceramiczne figurki kobiet, w jednej sali znaleziono tajemniczy pochówek mężczyzn – 25 szkieletów, naczynie religijne).
• Jaskinia „Młynky” (jedna z jaskiń Podola, długość około 25 km. Tutaj są duże kryształy i ogromne kawałki gipsu, stalaktyty, kamienne „fali”, dziesiątki korytarzy i sale. Charakterystycznym jest to, że w jaskinie „Młynky” opracowano trasy o różnym stopniu trudności, można wybrać bardziej zrelaksowaną podróż również podróż z adrenaliną. Jednak niezależnie od trasy będziesz musiał pełzać, próbować przejść przez wąskie tunele i szczeliny, przechodzić głębokie pęknięcia w gipsowych jaskiniach).
Przyjazd na miejsce obozu.

Wejście do Jaskini/Pieczary Werteba – fot Alt 666

Entrance to the Verteba cave near Bilche Zolote village (вхід до печери Вертеба біля с. Більче Золоте)

Wejście do jaskini – foto Vołodymyr Rizun

History Exploration of Werteba cave

- Wojciech W. Wisniewski The author quotes an unknown text written by Bogusz Zygmunt Steczynski in 1870. The text describes exploration of Werteba cave (Podolia, formerly in Poland) which was carried out by Jan Chmielecki, a local leaseholder, in 1822. After digging through the entrance about 500-600 m of cave passages were discovered. Some human bones, bonfire remnants and one silver coin were found. Picture shows the first cave of Podolia map from 1878.

Plan jaskini

Печера Вертеба

(загальна довжина ходів сягає біля 8 км), відома з давніх часів. Тут спостерігається протягом року стала температура – +10-120С, відносна вологість коливається в межах 92-100%. У печері живе велика колонія кажанів.
Цікава вона тим, що ще у четвертому-другому тисячоліттях до нашої ери (період неоліту) її обладнали під житло представники самобутньої трипільської культури, хоч взагалі вони традиційно селилися на пагорбах. За велику кількість археологічних знахідок цю печеру називають “Наддністрянською Помпеєю”.


foto Jujuapi
Перше дослідження Вертеби датоване 1876 роком, а чимало знайдених там потім експонатів зайняли почесне місце в музеях Європи (були вивезені туди, коли Тернопільщина входила до складу Польщі та Австро-Угорщини). А вже за незалежної України, у 1999-му, археологічна експедиція під керівництвом великого ентузіаста і фаната своєї справи, директора Борщівського краєзнавчого музею Михайла Сохацького знайшла у Вертебі цілісний культурний пласт часів неоліту. Відтак ще тоді виникла ідея створити у печері унікальний музей, експозиція якого наче повертала б відвідувачів на кілька тисячоліть назад. Задум було реалізовано – підземний музей відкрив свої двері для відвідувачів.

Rogate Serce – Stanisław Szukalski, przypomina Wojciech Świętobor Mytnik


Tagged with:

Kwiat Paproci a Błękitny Kwiat Novalisa


Joanna

©copyright by Joanna

Kwiat Paproci

a

Błękitny Kwiat Novalisa

Pozwólcie, że opowiem historię pewnego Kwiatu i Novalisa – człowieka, dla którego był ów kwiat skarbem największym – wyśnionym – i odnalezionym…

Już kilka lat temu, po przeczytaniu opisu Świetlików (zwanych Kwiatami Paproci) w leksykonie „Stworze i Zdusze” Czesława Białczyńskiego pojawiła się w mojej głowie natrętna myśl, że jest ten znany mi z romantycznej literatury Niemiec Błękitny (a może raczej Niebieski) Kwiat pod pewnymi względami bardzo podobny do naszych słowiańskich Kwiatów Paproci. Zawsze chciałam się z kimś tym „odkryciem” ;) podzielić, ale wbrew pozorom jest to temat głęboki i grząski; żeby opisać go naprawdę porządnie, trzeba by być nie tylko znawcą Słowiańszczyzny ale i znawcą antropozofii i różnych nurtów ezoterycznych.

Cóż, w moim przypadku rodzima słowiańska wiara jest przede wszystkim intuicyjna, choć staram się od jakiegoś czasu nadrabiać edukacyjne braki, natomiast o antropozofię ledwie się otarłam. I wyznam szczerze, że czas, którym dysponuję, wolę poświęcać na to, co nasze, słowiańskie, prastare i wciąż żywe, niż na zagłębianie się w mistycyzm, wyrosły na chrześcijańskim gruncie. (Tym niemniej w przypadku ezoteryzmu pozytywnie zaskakuje mnie to, że najczęściej prowadzi on do wiedzy przedchrześcijańskiej, wedyjskiej, a przez to – było nie było – w wielu punktach zgadza się z wiedzą naszych słowiańskich praprapraprapra…dziadów.)

Chciałabym więc na miarę własnych możliwości porównać ze sobą te dwa Kwiaty: Kwiat Paproci i Błękitny Kwiat Novalisa. Może ktoś mądrzejszy podchwyci ten wątek?

Rzecz jest dosyć pokręcona. Dotyczy niemieckiego poety-pisarza Novalisa, uznawanego za chrześcijańskiego mistyka oraz Błękitnego Kwiatu (Blaue Blume), czyli centralnego symbolu z jego nieukończonej powieści „Henryk von Ofterdingen”. Nie mogę – nie potrafię się oprzeć wrażeniu, że jest ten kwiat bliskim krewnym naszych słowiańskich Kwiatów Paproci. Myślę, że warto zadać sobie pytanie, jakiego stopnia może być to pokrewieństwo.

Ale zaraz – jak Wam naświetlić tę sprawę, skoro w Polsce Novalis jest postacią praktycznie nieznaną? Zanim więc przejdę do meritum, trzeba chociaż pokrótce przedstawić tego poetę.

Georg Philipp Friedrich baron von Hardenberg urodził się drugiego maja 1772 w Oberwiederstedt. W dniu swojej śmierci (25.03.1801 w Weißenfels) nie miał nawet skończonych 29 lat. Nie ukończył wielu dzieł, liczne literackie i filozoficzne zamiary nie doczekały się realizacji. Mimo to zalicza się tego młodo umarłego poetę do najważniejszych teoretyków i twórców swojej epoki, a to, co po sobie pozostawił, okazało się pod wieloma względami ważnym impulsem, nie tylko dla rozwijającego się romantyzmu, ale o tym później.

Decydujące znaczenie dla ukształtowania się charakteru i poglądów młodego Friedricha miały stosunki panujące w jego rodzinnym domu, gdzie z jednej strony otoczony był miłością i ciepłem swojej matki, Auguste Bernhardine, z domu Bölzig, z drugiej jednakże cierpiał z powodu wiecznego niezadowolenia ojca, Erasmusa. Powodem tego niezadowolenia było zbyt świeckie (zdaniem ojca) podejście syna do życia. Stary Erasmus był pietystą. Uważał, że Bóg ukarał go za grzechy śmiercią ukochanej pierwszej żony, więc swoje dzieci z drugiego małżeństwa umyślił wychowywać surowo, pietystycznie, w niemal ascetycznym oddaleniu od świata i ludzi.[1] Jednak Friedrich potrzebował więcej wolności, która pokrywałaby się z tą, która była mu wrodzona. Choć był on – i nigdy nie przestał być – chrześcijaninem,  szukał własnej drogi poznania Boga[2], był wielkim głosicielem indywidualnego podejścia do wiary. Ojciec oczywiście uważał to za herezję. Kwestie religijne pozostały w domu Hardenbergów bolesnym tabu nawet przy łożu śmierci młodego poety. Dla starego Erasmusa musiało więc być nie lada szokiem, gdy, krótko po śmierci syna, usłyszał w swojej hernhuterskiej parafii pieśń religijną, która tak go wzruszyła, że śpiewał ją ze łzami w oczach, a po skończonej mszy poszedł się dowiedzieć, kto jest jej autorem; gdy się wówczas dowiedział, że napisał ją właśnie Friedrich[3]

Sophie von Hardenberg, córka najmłodszego brata Novalisa podkreśla, że mimo wszystko był on bardzo podobny do swojego ojca i przytacza jego wypowiedź na temat Erasmusa, która jest jednocześnie jego własną charakterystyką: [ojciec] „uczył nas poprzez przykłady i mowy, pogardy dla wszelakiego blichtru. Napominał nas do pracowitości, skromności i wyrażał swoją radość, gdy kierowaliśmy się sercem, nie bacząc na zdanie świata. Opiewał szczęście cichego, domowego życia i prosił, byśmy nigdy w naszych wyborach i czynach nie kierowali się interesami i ambicjami.”[4]

Rychło okazało się, że założenie własnej rodziny jest dla Friedricha priorytetem, rodzinne szczęście – najwyższym celem. Mając zaledwie 21 lat tak pisał w liście do matki: „O czuję ją całkowicie, tę słodycz powołania, by stać się podporą rodziny.”[5] Żeby móc zrealizować ten cel, musiał zapewnić sobie stabilność finansowo-zawodową. Po zdaniu egzaminów prawniczych, pracował jako urzędnik w starostwie w Tennstedt. (Później będzie on jeszcze studiował w Akademii Górniczej we Freibergu, pod kierunkiem słynnego geologa Abrahama Gottloba Wernera (1749-1817), przygotowując się do zawodu asesora w dyrekcji salin.) Jego przełożeni twierdzili, że urzędnicza praca w ogóle nie sprawiała mu trudności.

Poetycka natura nigdy nie stała w konflikcie z jego praktycznym rozumem – Friedrich był człowiekiem, w przypadku którego musimy mówić o całkowitym zniesieniu sprzeczności, lub (używając jego własnej terminologii) sprzeczności te były z sobą pojednane (versöhnt). „Wszystkie dziedziny nauki muszą zostać spoetyzowane”, pisze on w liście do Friedricha Schlegla[6]. Także prace urzędnicze dają się, jego zdaniem, prowadzić w sposób poetycki.[7] Friedrich Hardenberg jako poeta nigdy nie cierpiał z powodu prozaiczności urzędniczego dnia powszedniego, ponieważ potrafił sobie tę prozę spoetyzować, upoetycznić. Pracował więc pilnie i, pomimo tego, że jego ulubionym przedmiotem studiów była filozofia, z uwagą studiował także medycynę, fizykę, geologię, mineralogię i chemię, interesował się meteorologią, astrologią, alchemią, galwanizmem, czytał teozofów, różokrzyżowców, filozofów przyrody takich jak Jakub Boehme, Emanuel Swedenborg, Franz Hemsterhuis czy Friedrich Oetinger.[8] Ten sam Novalis, który o wynalezieniu i stopniowym wprowadzeniu do powszechnego użytku mechanicznych zegarów pisał, że jest to katastrofalne w skutkach zaburzenie rytmu życia, który wcześniej dyktowała Natura, ten sam Novalis poświęcał się pracom nad wynalezieniem maszyny, która wytwarzałaby chmury, propagował podwójne okna w domach a także antycypował zasady fotografii.[9] Ale nie koniec na tym! Protestant Novalis ubolewał nad rozłamem chrześcijaństwa! Chrześcijanin Novalis głosił konieczność napisania nowej ewangelii, która byłaby ewangelią teraźniejszości i przyszłości. Warunkiem zaś przyszłego chrześcijaństwa miała być absolutna wolność religijno-wyznaniowa! Novalis nie znał czegoś takiego jak sprzeczności, był od nich całkowicie wolny.

W czasach jemu współczesnych daje się zauważyć, że „powrót do natury”, głoszony przez Rousseau i ruch Surm-und-Drang, spychał swoich głosicieli prosto w otchłań, pełną sprzeczności, ponieważ, jak zauważył Schiller, chodziło wtedy o powrót w sensie regresywnym, co było wprawdzie pięknym, ale i utopijnym marzeniem. Novalis uczy się na błędach swoich poprzedników. Kiedy i on ogłosi „powrót do natury”, będzie miał na myśli powrót w sensie progresywnym.

Jako poeta, mistyk i naukowiec wierzy w głębokie powiązania wszystkich rzeczy (Verbundensein aller Dinge) i w to, że pomiędzy fizyką a metafizyką nie ma absolutnie żadnej różnicy.[10] Jest przekonany, że ludzkość, która kiedyś zamieniła ducha na rozum, powinna dążyć do nowego „Złotego Wieku”, do połączenia Ducha i Rozumu w jedno, w pełnię. Właśnie do tego odnosi się wybrany podczas studiów we Freibergu pseudonim „Novalis” (lat. nowy, niewykorzystany dotąd ląd) – chodzi o filozoficzno-kulturowy program odnowy ludzkości, by człowiek z istoty, która straciła swą duchowość kosztem rozumności, mógł przeistoczyć się w istotę rozumno-duchową – czyli mówimy tu o powrocie w znaczeniu progresywnym.[11]

Równie istotny jest fakt, że Novalis nigdy nie dążył do tego, żeby stać się filozofem w ogólnie rozumianym tego słowa znaczeniu. Nigdy nie napisał „czysto filozoficznego” dzieła. Zawsze były to albo literackie fragmenty lub eseje, albo wiersze czy baśnie; miały to być też planowane powieści, z czego zdążyła powstać zaledwie jedna, niedokończona. Celowo rezygnuje z wydumanego, przeintelektualizowanego, rozmiłowanego w abstrakcyjnych pojęciach, stricte filozoficznego słownictwa – zamiast tego wybiera (nawet w krytykach Fichtego czy Kanta) bądź to zwykły codzienny język, bądź piękny, pełen tajemnicy i metafor, przesiąknięty poezją język literatury. Jeszcze ważniejszym jawi się fakt, że nie jest to filozofia, która miała doprowadzić jej twórcę do poznania, jak w przypadku innych filozofów. On poznanie osiągnął – nie waham się użyć stwierdzenia, że był człowiekiem oświeconym – był to więc odwrotny kierunek; cała mądrość wypływała tu z osiągniętego poznania. Jednocześnie mogła być to forma medytacji. Sam Novalis pisał: „filozofia jest duszą mojego życia i kluczem do mnie samego.”[12] Na pewno chodziło też o wskazanie, podpowiedzenie innym szukającym drogi. Wskazaniem, nakreśleniem, gdzie należy jej szukać, ale na pewno nie konkretnym jej wytyczeniem. Novalis uważał bowiem – i myślę, że jest to bardzo ważne przesłanie – że każdy, absolutnie każdy, musi znaleźć swoją własną filozofię; filozofia jest bowiem czymś tak indywidualnym jak wiara.

Napisałam, że nie waham się pisać o Novalisie jako o oświeconym. W rzeczy samej, studiując biografię poety, natykamy się na momenty, poprzez które do oświecenia owego mogło dojść:

Mały Friedrich był dzieckiem chorowitym, niezbyt zdolnym czy lotnym i właściwie leniwym – uczyć się nie umiał i nie chciał.[13] Aż stało się tak, że w wieku dziewięciu lat ciężko zachorował na czerwonkę. Wiele miesięcy był przykuty do łóżka. Mówiono, że będzie z nim źle. Ale wyzdrowiał. I nagle, zupełnie nieoczekiwanie okazało się, że z łóżka wstało zupełnie inne dziecko. Fizycznie i psychicznie był Friedrich całkowicie odmieniony. Zaczął się uczyć jak nigdy, wręcz pochłaniał wiedzę; rychło „przeskoczył” w tym swoje rodzeństwo.[14]

Siedemnastego listopada 1794 Friedrich po raz pierwszy spotkał dwunastoletnią wówczas zaledwie Sophie von Kühn. Można by powiedzieć, że była to klasyczna „miłość od pierwszego wejrzenia”, gdyby nie to, że wybranka była dosyć nieklasyczna: po pierwsze było to jeszcze dziecko, niezbyt urodziwe zresztą, jeśli wierzyć opiniom znajomych Novalisa, zdziwionych uczuciem poety, w dodatku sprawiała wrażenie osoby z lekkim opóźnieniem rozwojowym i była dość słabego zdrowia.[15] Ale Novalis z miejsca się był zakochał. Wiosną następnego roku omówione zostały kwestie zaręczyn. Była to dziwna miłość, zagadkowa nawet dla samego poety. W swoim notatniku napisał kiedyś: „To, co czuję względem Sofijki, to religia, nie miłość.”[16] Siergiej O. Prokofieff, który w swojej książce cytował i komentował odnoszące się do Novalisa wykłady Rudolofa Steinera, pokusił się o antropozoficzne rozwiązanie tej zagadki: Sophie „była dla niego [w wyniku swojej chorowitości i niedostatecznego zindywidualizowania, to jest w wyniku pewnego opóźnienia w rozwoju ciała astralnego] czymś w rodzaju bramy do wyższego świata, dała mu możliwość skierowania wewnętrznego widzenia w sfery tamtej strony, (…) wydaje się umożliwiać mu wgląd w duchowy świat.”[17] Innymi słowy, poprzez delikatne dziewczątko o imieniu Sophie dociera Novalis do boskiej Sophii.

Dziewiętnastego marca 1797 w wieku lat piętnastu, po ciężkiej chorobie umiera ukochana narzeczona poety. Novalis jest tak wstrząśnięty, że początkowo planuje siłą woli doprowadzić swoje ciało do śmierci, by za nią podążyć w zaświaty. Wiele czasu spędza nad grobem ukochanej.  Lecz to właśnie tam Friedrich von Hardenberg stał się Novalisem – Nowym Człowiekiem; tam doszło w nim do wielkiej przemiany i oświecenia, o czym możemy się przekonać, czytając jego „Hymny do Nocy”, traktując je niemal jako dokumenty, opisujące tę przemianę; wejście na wyższy poziom poznania. Kolejno dowiadujemy się z nich najpierw o bezbrzeżnej rozpaczy, samotności i strachu, następnie o tym, jak zostały one siłą Ducha przezwyciężone i przekute w siłę, jak wreszcie dochodzi do uwolnienia od okowów fizycznego ciała.[18]

Novalis pokonuje więc depresję i pragnienie śmierci, jednocześnie zyskując nowe duchowe życie. Poświęca się pracy, studiom przyrodniczym, filozofii i pisarstwu. Wkrótce zaręcza się ponownie (z Julią, córką radcy górniczego Johanna von Charpentier) i ponownie ożywa w nim marzenie stworzenia sobie rodzinnego szczęścia.

Lecz powoli wyniszczająca go gruźlica (być może nabyta podczas pielęgnowania chorego Schillera) i wiadomość o śmierci kolejnej ukochanej osoby (najpierw Sophie, potem najmilszy mu brat, teraz kolejny brat, zaledwie czternastoletni) – przekreślają wszystko. Friedrich dostaje silnego krwotoku i od tego momentu szanse na wyzdrowienie gwałtownie maleją; właściwie wierzy w to jeszcze tylko sam poeta.[19] Przetransportowano go do rodzinnego domu. Wiosną 1801 roku jego stan wydaje się poprawiać. Poeta poświęca się studiowaniu historii, dużo wertuje w Biblii i opowiada przyjaciołom o swoich dalekosiężnych pisarskich zamiarach.[20] Dwudziestego czwartego marca powiedział Friedrichowi Schleglowi: „Wiele rzeczy dopiero teraz zobaczyłem w prawdziwym świetle i jak tylko wyzdrowieję, dopiero zacznę tworzyć!”[21] Schlegel był przy łóżku przyjaciela także następnego dnia. Był tam też młodszy brat poety, Karl. W pewnym momencie Novalis poprosił Karla, by zagrał mu na fortepianie. Przy miłych sobie dźwiękach, w obecności przyjaciela i brata, opuściła ciało jego dusza, cicho, bezboleśnie, jakby rozpływając się w muzyce.[22] Tak oto na zawsze zamknęły się jego oczy, o których Schlegel mawiał, że są to oczy widzącego duchy.[23]

Gdybym chciała opisać filozofię i dzieło Novalisa, wyszłaby mi z tego opasła księga, a i tak pewnie nie udałoby mi się przekazać wszystkiego jasno i wyraźnie; znając moje skłonności, pewnie bym utonęła w morzu niuansów, a część poglądów zniekształciła, dostosowując je niechcący do własnych potrzeb i wyobrażeń. (Jako ciekawostkę dodam, że przeczytałam kilka jego biografii i każda… była inna! Poza kilkoma stałymi w postaci dat i nazwisk, miałam wrażenie, że czytam o zupełnie innych osobach!!!)

Ale jest prostszy sposób przedstawienia poglądów tego poety. Sposób nie dość, że maksymalnie skrótowy, to chyba zarazem najpełniejszy.

Otóż, były poglądy Novalisa antycypacją antropozofii i nauk duchowych Rudolfa Steinera.

Z tą różnicą, którą sam Steiner zresztą podkreślał, że Novalis był naturalnym mistykiem i wizjonerem w najgłębszym tego słowa znaczeniu – czyli najpierw pojawiały się u niego wizje, potem oparta na nich filozofia, a ćwiczenia duchowe, medytacja, skutkowały jakby powrotem do przeżytych już wizji, ewentualnie były ich kontynuacją lub/i pogłębieniem, podczas gdy w przypadku Steinera – to już taka moja osobista refleksja – ćwiczenia duchowe miały rozwinąć w człowieku wrażliwość, bez której przeżycia mistyczne nie są możliwe. Novalis tę wrażliwość posiadał, u niego nie była ona „wyćwiczona” (choć mogła być – i pewnie była –  wynikiem chorowitości i dramatycznych przeżyć; ciągłego przebywania na granicy świata żywych i domeny śmierci). Steinera fascynowała ta „naturalność” jego mistycyzmu, ogłosił go nawet duchowym przewodnikiem, patronem swojego ruchu antropozoficznego.

Dla uproszczenia możemy więc patrzeć na Novalisa jak na antropozofa (choć jego antropozofię odkrył dopiero antropozof Steiner) – ze wszystkimi tego konsekwencjami. Mam tu na myśli przede wszystkim antropocentryzm, który niestety przebija się przez jego poglądy, i który jest chyba – przynajmniej w moim odczuciu – najmocniejszym ogniwem, łączącym go z chrześcijaństwem. Gdyby nie narzucona przez chrześcijaństwo postawa antropocentryczna, myślę, że mówiąc o Naturze, mówiłby Novalis językiem poganina. Trzeba stwierdzić, że w wielu miejscach i tak nim mówił:

„NATURA NIE BYŁABY NATURĄ, GDYBY NIE MIAŁA DUCHA” (– czy takie stwierdzenie nie byłoby przez Kościół okrzyczane herezją?)

Powiem to z całą szczerością: ja cierpię, czytając Novalisa! Co dwa zdania wściekam się na niego za antropocentryzm (jakieś dziwaczne sposoby wychowywania natury, łagodzenia jej charakteru, panowania nad nią, choćby za pomocą muzyki itd.) i kiedy już jestem wściekła i rozczarowana na tyle, żeby rzucić książkę gdzieś w kąt i nigdy do niej nie wracać – staje mi przed oczami kolejne zdanie, z którym się całą moją pogańską duszą zgadzam i które mnie dogłębnie porusza i zachwyca. Na przykład:

„Odbicie nieba w wodzie nie jest tylko złudzeniem, jest to przejaw delikatnej przyjaźni, oznaka sąsiedztwa, a jeśli nie spełniony popęd dąży ku nie zmierzonym wyżynom, to szczęśliwa miłość chętnie pogrąża się w nieskończonej głębi.”

„Szczęśliwym nazywam tego syna, tego ulubieńca natury, któremu pozwala ona oglądać się zarówno w swej dwoistości – jako moc płodząca i rodząca, jak i w swej jedności – jako nieskończone, wiecznotrwałe gody. Jego życie stanie się pełnią wszelkich rozkoszy, łańcuchem upojenia, a jego religią będzie właściwy, prawdziwy kult natury.”

„Jakże dziwne jest to, że właśnie najświętsze i najbardziej czarujące zjawiska natury znajdują się w rękach ludzi tak martwych, jakimi zwykle są chemicy (…) prostackie duchy, które nigdy nie będą wiedzieć, jakie cuda mają w swych probówkach.”

W stu procentach zgadzam się także z poglądami Novalisa odnośnie MITU i roli poezji/poetyckiego natchnienia w dziejopisarstwie:

„Człowiek piszący o historii powinien być także koniecznie poetą, bo tylko poeci posiadają umiejętność wiązania ze sobą wydarzeń w sposób właściwy. (…) Więcej jest prawdy w ich baśniach, aniżeli w uczonych kronikach. Bo nawet, jeśli postacie są tu wymyślone, to sens, w którym zostały wymyślone, kryje w sobie prawdę i jest czymś naturalnym. (…) Tu chodzi o doświadczenie wielkiego i prostego ducha zjawisk dziejowych, a kiedy jest nam to dane, najmniej troszczymy się o możliwość historycznego udowodnienia egzystencji jego zewnętrznej formy.”

„Zbiór mitów zawiera historię świata prawzorów, obejmuje czasy dawne, teraźniejszość i przyszłość”

„To, że nie widzimy się w świecie baśni, ma swą przyczynę tylko w słabości naszych organów i kontaktu ze samym sobą.”

Jerzy Prokopiuk o Hardenbergu: „Filozofia była dla Novalisa ołtarzem, na którym poezja jako kapłaństwo otrzymywała wewnętrzne święcenia.”

Bardzo bliska jest mi też idea symfilozofowania. Zacytujmy znów Jerzego Prokopiuka: „Tym bowiem, co go [Novalisa] interesowało, była raczej nowa metoda myślenia, która doprowadziłaby do syntezy nauki, sztuki i religii, a którą on sam nazywał symfilozofowaniem.”

(źródło cytatów: Jerzy Prokopiuk, Novalis. Uczniowie z Sais. Proza filozoficzna – studia – fragmenty. Czytelnik, Warszawa 1984)

Głównym wątkiem wszystkich dzieł Novalisa jest przepowiadanie i przygotowywanie powrotu ludzkości do Złotego Wieku. Przypomnijmy sobie w skrócie o co chodzi.

Polska Wikipedia jakoś nie zaskakuje „ogromem” tekstu:

Złoty wiek

- w mitologii greckiej wiek obfitości i szczęścia. Motyw „złotego wieku” jest także obecny w innych mitologiach. Według klasycznej wersji legendy złoty wiek miał miejsce za czasów panowania Kronosa, choć wyznawcy Orfizmu uważali, że miał on miejsce w czasie panowania boga Fanosa.

Dla porównania warto zajrzeć do wikipedii niemieckiej:

http://de.wikipedia.org/wiki/Goldenes_Zeitalter

albo angielskiej:

http://en.wikipedia.org/wiki/Golden_Age

Moje tłumaczenie z  niemieckojęzycznej Wiki (początkowe dwa akapity):

Złoty Wiek (gr. χρύσεον γένος chrýseon génos „Złota Rasa“, lat. aurea aetas oder aurea saecula „Złoty Wiek“) jest pojęciem z mitologii antycznej. Określa idylliczną prafazę, stan idealny w historii stworzonej przez Kronosa ludzkości przed powstaniem cywilizacji. Według tego greckiego (przejętego przez Rzymian) mitu istniejące wtedy stosunki społeczne były optymalne, a sami ludzie znakomicie osadzeni w środowisku naturalnym. Wojny, przestępstwa i nałogi nie były znane, skromne potrzeby życiowe pokrywała Natura. W trakcie kolejnych epok nastąpił jednak rozkład moralny, pojawili się ludzie dążący do władzy i posiadania, warunki życia pogorszyły się w sposób drastyczny. W czasach współczesnych narratorowi mitu rozkład osiągnął już niemal punkt krytyczny. [ale – zdaniem Hezjoda, w przyszłości trzeba się spodziewać jeszcze pogorszenia sprawy, aż wściekły Zeus zniszczy ludzkość]. Niektórzy rzymscy autorzy głosili nastanie nowej epoki pokoju i zgody jako odnowionego Złotego Wieku.”

„Istnieją pewne powiązania z mitami Dalekiego Wschodu. Pod pewnymi względami różniące się, ale w gruncie rzeczy dające się porównać Idee rozpowszechnione były w starożytności na Bliskim Wschodzie i w Środkowej Azji. Z różnych zachowanych wersji można zrekonstruować ogólny zarys pramitu azjatyckiego pochodzenia[!!!]. Przynajmniej pod względem poszczególnych motywów jest ów pramit bazą wyjściową tradycji europejskich. [I dopiero na szarym końcu czytamy:] Poza tym  dają się zauważyć pewne paralele z biblijnym mitem Raju (Eden) i wygnaniem z niego, przy czym nie można tu raczej mówić o jakimś trzonie wspólnej tradycji.”

Z dalszej części tekstu dowiadujemy się, że pojęcie Złotego Wieku wystąpiło także w nordyckiej Eddzie.

Przy okazji: Tak się zastanawiam… Mamy rok 2012, rok zmian, czas przesilenia. Skoro mit Złotego Wieku wywodzi się z Białego Lądu i Mazonii, skoro pozbawiona ducha nauka, oparta na, jak go określił Novalis, rozumie skamieniałym i zamieniającym w kamień (dt.versteinert und versteinernd), zaczyna chwiać się na swoim piedestale, skoro upodliliśmy się względem Natury tak, że chyba już bardziej nie można, skoro jednak ludzie powoli zaczynają odczuwać potrzebę uduchowienia, skoro coraz więcej ludzi powraca do swojej rodzimej, pogańskiej wiary… Czy w obliczu tego wszystkiego można mieć nadzieję, że doczekamy (jako ludzkość) nowego Złotego Wieku? Dziwnie mi się ta myśl splata np. z przepowiednią o odrodzeniu Arkony…

Lucas Cranach Starszy „Złoty Wiek”

Jeszcze jedna sprawa, nim ostatecznie dojdę do Błękitnego (Niebiskiego?) Kwiatu.

Novalis używał znanych mitów, historii, postaci (w tym także historycznych) jako bazy, niejednokrotnie wiele w nich zmieniając, nadając im nowe treści, inny wymiar; rozwijał lub całkowicie przerabiał różne wątki. Używał znanych postaci/opowieści/mitów jak naczyń, wlewając w nie własną filozofię, własny przekaz. Czasami zastanawiam się, czy nie zrobił tego również z chrześcijaństwem, którego był wyznawcą. Może miała to być religia uniwersalna, wykraczająca poza religijne podziały? A kiedy mówił, że „nie ma takiej religii, która nie byłaby chrześcijaństwem”, może były to słowa skierowane do chrześcijan, wezwanie do zaprzestania wojen na tle religijnym, nawracania itd.? W piątym „Hymnie do Nocy” czytamy o stopniowym nastawaniu ery Kali Yuga: „bogowie znikali wraz ze swoim orszakiem – samotna, pozbawiona życia była Natura”, ale także o początkach końca tej ery: „zamierzchłe [dt.graue] czasy stają się młode”, „nastaje nowy świat”, Chrystus ożywia starych (pogańskich!!!) Bogów. To przecież nic innego jak znany z nordycko-germańskiej mitologii Ragnarök – Zmierzch Bogów, ich zniknięcie z powodu utraty przez ludzi umiejętności postrzegania duchowej rzeczywistości, ale zniknięcie czasowe (pozorne?), do momentu, aż ludzie, powrócą do utraconej duchowości.

To oczywiście mocno pokręcony tok rozumowania, z tym Chrystusem, ożywiającym starych  Bogów, ale nie zapominajmy, że autorem tych wizji jest chrześcijanin. Ja myślę, że jak na chrześcijanina i tak daleko w tym wszystkim zaszedł ;) Może musiał po prostu otrzymaną wizję dla siebie samego przepuścić przez pojęciową maszynkę chrześcijaństwa?

Bardzo ciekawym przykładem jakościowego przekształcania znanych historii/postaci jest nieukończona powieść Novalisa „Henryk von Ofterdingen”, wydana po jego śmierci w 1802 roku.

Jest ona bezpośrednim nawiązaniem do „Lat nauki Wilhelma Meistra” Goethego. Novalis odnosił się do tego dzieła bardzo krytycznie, choć samego Goethego uważał za geniusza. Dzieło to, powieść rozwojowa/inicjacyjna (Bildungsroman) miało zdaniem Novalisa traktować o rzeczach kompletnie nieważnych, prozaicznych, a natura i mistycyzm w ogóle były z niego wykluczone. Pisze więc Novalis własną wersję powieści inicjacyjnej, ale odnoszącej się do WEWNĘTRZNEGO rozwoju człowieka.

„Es ist alles innerlich.” – „Wszystko jest wewnętrzne.” – czytamy w powieści.

Dodatkowo powieść zaplanowana była jako apoteoza poezji (główny bohater dojrzewa do swojego powołania – staje się poetą). Jest też tam gęsto od filozofii przyrody i miłości, jest mowa o Złotym Wieku, wyraźna jest głęboka wiara w reinkarnację. Powieść składa się z niezliczonych rozmów, nauk mądrych nauczycieli a także z wielu baśni, których rola dla całości jest kluczowa.

I to właśnie w tej powieści natrafiamy na Błękitny Kwiat…

Powieść dzieli się na dwie części: „Oczekiwanie” i „Spełnienie”. Poeta niestety zdążył ledwie zacząć część drugą. Całe szczęście, dzięki Ludwigowi Tieckowi coś niecoś możemy się o niej dowiedzieć, ponieważ przyjaciel pozbierał notatki Novalisa, rozmawiał z nim też wcześniej o jego planach związanych z przebiegiem akcji w powieści. Z całą pewnością „Spełnienie” miało zostać osiągnięte.

Akcja rozgrywa się w trzynastowiecznych Niemczech, głównym bohaterem jest młody Henryk.

http://www.tuya-salina.ch/welcome.html/5182.html

Zamiast się rozpisywać, po prostu przytoczę początek powieści. A zaczyna się ona od… sennej wizji!

(Tutaj muszę zaznaczyć, że nie udało mi się wypożyczyć polskiego tłumaczenia powieści, a w tej chwili nie bardzo mogę sobie pozwolić na luksus kupowania książek. Tłumaczenie jest więc moje własne, kulawe i wybitnie amatorskie. Tekst po niemiecku znajdziecie pod tym linkiem: http://gutenberg.spiegel.de/buch/5235/3)

> Rodzice leżeli już i spali, zegar ścienny wybijał swój monotonny takt, wiatr świszczał za kłapiącymi okiennicami. W izbie co chwila robiło się jasno od księżycowej poświaty. Młodzieniec leżał niespokojnie na swoim posłaniu i myślał o wędrowcu i jego opowieściach. „Tu nie o skarby chodzi, to nie one budzą we mnie to niewypowiedziane pragnienie”, mówił sam do siebie, „jak najdalszą jest mi żądza posiadania; ale zobaczyć chciałbym ów błękitny kwiat. Cały czas o nim myślę, o niczym innym nie potrafię. Nigdy dotąd się tak nie czułem: zupełnie, jakbym przed chwilą śnił, jakby mnie nieprzytomny sen przeniósł do innego świata, bo w świecie, w którym żyję, któż troszczyłby się o kwiaty, nie mówiąc już o tym, że nie słyszałem jeszcze o podobnej względem kwiatu namiętności. Skąd właściwie wziął się ten obcy człowiek? Nikt z naszych nigdy podobnego nie spotkał; ale właściwie dlaczego tylko ja jeden jestem jego opowieściami tak bardzo przejęty; inni słyszeli przecież dokładnie to samo, ale nikomu tak się nie zrobiło. Że też nawet nie potrafię mówić o swoim dziwnym stanie! Przez większość czasu czuję się tak zachwycająco wspaniale, i tylko wtedy, gdy nie mam tego kwiatu żywo w pamięci, opanowuje mnie głębokie, wewnętrzne dążenie: tego nie jest w stanie, nie zrozumie nikt. Myślałbym, że oszalałem, gdybym tak wyraźnie i jasno nie widział i nie myślał, wszystko mi się teraz wydaje bardziej zrozumiałe. Słyszałem kiedyś opowieści o starych czasach, gdy zwierzęta i drzewa i skały rozmawiały z ludźmi. Czuję się teraz tak, jakby miały one w każdej chwili przemówić, jakbym patrząc na nie, od razu wiedział, co chcą mi przekazać. Musi być jeszcze wiele słów, których nie znam: znałbym więcej, mógłbym wszystko o wiele lepiej zrozumieć. Wcześniej lubiłem tańczyć, teraz chętniej myślę o muzyce.” Młodzieniec rozpłynął się w słodkich fantazjach, zasnął. Śniły mu się najpierw bezkresy i dzikie, nieznane obszary. Z niepojętą lekkością wędrował ponad morzami, widział niezwykłe zwierzęta, żył z rozmaitymi ludźmi, podczas wojny, w dzikim zgiełku, w cichych chatach. Dostał się w niewolę, poznał najhaniebniejszą biedę. Wszystkie możliwe doznania rozrastały się w nieskończoność. Przeżył nieskończenie barwne życie, umarł i powrócił, kochał aż do najwyższej namiętności i był potem znowu ze swoją ukochaną rozdzielony. Wreszcie nad ranem, w czas świtania, zrobiło się w jego duszy ciszej; obrazy stały się wyraźniejsze i trwalsze. Zdawało mu się, że idzie samotnie poprzez ciemny las. Światło dzienne z rzadka przebłyskiwało przez zieloną sieć. Wkrótce doszedł do skalnego wąwozu. Musiał się wspinać po omszałych kamieniach, oberwanych kiedyś w wyniku gwałtownej burzy. Im wyżej był, tym jaśniejszy stawał się las. Wreszcie dotarł do niewielkiej łąki, położonej na zboczu góry. Za łąką wznosiła się wysoka skała, u stóp której dostrzegł otwór, który wydawał się być początkiem wykutego w niej korytarza. Korytarz początkowo prowadził prosto, aż do rozległej komory, skąd mu już z daleka błyszczało jasne światło. Kiedy tam wszedł, ujrzał potężny strumień świtała, który niczym gejzer piął się w górę aż do sklepienia, by tam rozsypać się w niezliczoną ilość iskier, które na koniec opadały w dół do wielkiego basenu; strumień ten błyszczał niby pałające złoto; nie było słychać najdrobniejszego dźwięku, święta cisza otaczała ten wspaniały spektakl. Zbliżył się do niecki, która falowała i drżała nieskończonością barw. Ściany jaskini były pokryte tą cieczą, która nie była gorąca, lecz chłodna i rzucała na ścianach matowe, błękitnawe światło. Zanurzył w basenie dłoń, zwilżył wargi. Czuł, jakby przenikało go duchowe tchnienie, poczuł się głęboko w środku pokrzepiony i orzeźwiony. Opanowało go nieodparte pragnienie, żeby całkiem się zanurzyć, rozebrał się, wstąpił do basenu. Było mu tak, jakby opłynęła go chmura wieczornej zorzy, niebiańskie doznanie zalało jego wnętrze; niezliczone myśli dążyły z najgłębszą rozkoszą do tego, by się wymieszać; powstawały nowe, nigdy dotąd nie widziane obrazy, które również rozpływały się jedne w drugich, aż stawały się wokół niego widzialnymi istotami, a każda fala miłej materii [dt.Element] tuliła się do niego niczym delikatna pierś. Przypływ rozpraszał się w czarujące dziewczęta, które na oka mgnienie ucieleśniały się przy młodzieńcu.

Oszołomiony zachwytem, ale świadomy każdego wrażenia, płynął spokojnie z fosforyzującym nurtem, który wpływał w skały. Ogarnęło go coś jakby słodka drzemka, podczas której śniły mu się nieopisywalne wydarzenia, aż obudziło go kolejne olśnienie. Znalazł się na miękkiej trawie przy źródle, które wytryskało w powietrze i w nim się rozpływało. Dalej wznosiły się ciemnoniebieskie skały z barwnymi żyłami; światło dzienne, którym był spowity, było jaśniejsze i łagodniejsze niż zwykle, niebo było ciemnogranatowe i całkowicie przejrzyste. Najsilniej jednak przyciągał jego uwagę wysoki świetliście błękitny kwiat, który stał przy źródle i muskał go swymi szerokimi, błyszczącymi płatkami. Dookoła pełno było kwiatów wszelkiej maści, ich rozkoszny zapach wypełniał powietrze. Lecz on nie widział niczego poza błękitnym kwiatem, przyglądał mu się długo z niewypowiedzianą czułością. W końcu, gdy chciał się do niego zbliżyć, kwiat zaczął się poruszać i zmieniać; płatki rozbłyszczyły się jeszcze mocniej. Przylgnęły do rosnącej łodygi, kwiat zwrócił się w jego stronę, płatki kielicha ukazały rozchylony kołnierzyk, w którym unosiło się delikatne oblicze. Słodkie zdumienie wzrastało wraz z tą przemianą, gdy wtem, nagle, zbudził go głos matki i znalazł się z powrotem w rodzinnej izbie, którą ozłacało już poranne słońce. <

Niedośniony do końca sen pozostawia po sobie niespełnienie i zarazem przeczucie możliwości spełnienia.

Rodzice Henryka niepokoją się o stan chłopaka; jest on teraz odmieniony, często bywa zamyślony.

Bardzo ciekawie Novalis „uczy” swojego odmienionego (częściowo oświeconego?) bohatera egzystencji w społeczeństwie, zmuszając go do stawienia czoła różnym sytuacjom konfliktowym (wydrwienie, konflikty polityczno-religijne i religijno-rasowe, zapał do wojaczki, różnego rodzaju manipulacje, praca zarobkowa a poglądy itd.); spokój, szacunek, entuzjazm, miłość i bycie wiernym swoim ideałom przedstawia jako środki, służące osiągnięciu tej koegzystencji – ale nie będziemy teraz tego omawiać, skupmy się na samym kwiecie.

Zaintrygowało mnie, że chociaż autor z reguły nie podaje konkretnych dat czy dni wydarzeń opisanych w powieści, jedna jest dosyć precyzyjna. Otóż senna wizja Henryka przypada na czas letniego przesilenia. Dowiadujemy się o tym chwilę później, na początku drugiego rozdziału. Rodzice wymyślili, że odmieniony Henryk potrzebuje… jakiejś odmiany. Postanowione więc zostaje, że wraz ze swoją matką i gromadą kupców wyruszy w daleką podróż do Augsburga, gdzie mieszka jego dziadek ze strony matki. Wyruszają po świętym Janie („Johannis war vorbei”).

Czy to przypadek? Może tak, może nie. Może Novalis nawiązuje tu do znanych sobie legend. Może. A może uznał, że czas przesilenia to czas magiczny, idealny, by zacząć wyprawę, o której już wiemy, że tak naprawdę była wyprawą do wnętrza, drogą duchowego rozwoju.

Czym jest właściwie czas letniego przesilenia? Dlaczego wiążą się z nim liczne pogańskie (a nawet „popogańskie” chrześcijańsko-pogańskie, ubrane w szatki świętego Jana) legendy?

Pomyślmy, opierając się na naszej słowiańskiej rodzimej wierze:

Święto letniego przesilenia – Kupała, kupalnocka, sobótki, noc świętorujańska – jak każde słowiańskie święto jest to Święto Przyrody, Natury.

Konkretnie jest to Święto Wody, Ognia i Miłości – miłości pomiędzy kobietą i mężczyzną, ale również miłości Ognia i Wody (żenienie tych dwóch Żywiołów!), czyli poniekąd święto miłości pomiędzy przeciwieństwami, łączenie przeciwieństw w pierwotną całość, w jedń, pełnię.

Ale na tym nie koniec! Jak każde wielkie słowiańskie święto jest to także czas Dziadów, czyli duchów; otwiera się krąg, ludzie obcują z duchami, oddają im cześć, ale też otwierają się na ich mądrość, doświadczenie, na cały duchowy świat.

BOSKOŚĆ – NATURA – DUCHOWOŚĆ – MĘSKOŚĆ/KOBIECOŚĆ oto słowa opisujące letnie przesilenie wg rodzimej wiary.

Wróćmy teraz do powieści Novalisa i do opisu błękitnego kwiatu. No właśnie… Błękitnego? Niebieskiego? Dlaczego właśnie takiego, a nie na przykład różowego czy sinokoperkowego? Niebieski to popularny kolor wśród kwiatów: hortensja, cykoria, bławatek… Dlaczego Novalis uparł się na taki, a nie inny kolor?

Błękitny, niebieski, niebiański, czyli boski… Czyż nie?

Idźmy dalej. Kwiat z sennej wizji Henryka to w pewnym sensie mieszanka rośliny, ducha (ruch łodygi, muskające płatki, eteryczne oblicze) i kobiety (w dalszej części powieści Henryk poznaje Matyldę, córkę wielkiego poety, w której się zakochuje. Wtedy olśniewa go, że twarz, którą widział okoloną płatkami błękitnego kwiatu, to była właśnie twarz Matyldy) Popatrzmy, co otrzymujemy:

Niebieski – Kwiat – Oblicze – ukochana Matylda

a tym samym:

Boskość – Natura – Duchowość – Męskość/Kobiecość

Wyrażenie męskość/kobiecość można chyba zastąpić słowem MIŁOŚĆ

Do tego wszystkiego dochodzi analogiczne wyruszenie na poszukiwanie magicznego kwiatu w czas letniego przesilenia. Słowianie szukają Kwiatu Paproci, Henryk (Novalis) Błękitnego Kwiatu.

Zaryzykuję tezę, że aby odnaleźć ten upragniony cel, trzeba podążać drogą, na której drogowskazem jest… sam poszukiwany kwiat! Czyli: Boskość – Natura – Duchowość – Miłość…

Boskość – Staramy się wczuć w boski, boży świat, czcimy bogów i ich działanie, czcimy Najwyższego – Światło Świata, WszechŚwiat.

Natura – Szanujemy Naturę, staramy się dostroić do niej nasze dusze i ciała, dążymy do życia z nią w harmonii.

Duchowość – Odkrywamy, czujemy ją w całym otaczającym nas świecie; jako Mikrokosmos zlewamy się z Makrokosmosem, zrywamy pęta fizyczności.

Miłość – odnajdujemy ją w sobie, w innych, w tej jednej, jedynej osobie; dajemy ją innym, dzielimy się nią; znajdujemy ją w Naturze, we WszechŚwiecie, Świetle Świata.

Boskość – Natura – Duchowość – Miłość.

Czym zatem jest Kwiat Paproci? – Poznaniem. Wiedzą-Wiarą. Oświeceniem.

Znalazłam na tym blogu, gdzie mowa jest o tym, czym jest SŚŚŚ, bardzo podobne słowa. Ale znalazłam je, o dziwo, dopiero, kiedy sama doszłam już do własnych wniosków. Wcześniej musiałam to przeoczyć, ale teraz, gdy czytam, podpisuję się pod tym obiema rękami!

znak

8+8 = 16 = 7

4 x 4  = 16 = 7

Symbolizuje Kwiat Paproci (Pąp Rudzi) – Wiarę Przyrody

Cały artykuł tutaj: http://bialczynski.wordpress.com/slowianie-w-dziejach-mitologia-slowian-i-wiara-przyrody/

7 to liczba szczęścia, prawda? Wiedza-Wiara daje człowiekowi szczęście.

A czym jest, stworzony przez Novalisa symbol Błękitnego Kwiatu? Tym samym! Poznaniem, Oświeceniem.

W dużym skrócie oczywiście, bo kwiat ten wyrósł nie na czysto pogańskiej glebie, lecz przebijać się musiał przez wiele różnych warstw kulturowych, nim wreszcie wykiełkował i zakwitł. Znalazłam w internecie bardzo interesujący artykuł na ten temat: http://www.zloty-rozokrzyz.org/teksty/po_p55_01.htm

(jedna uwaga: Novalis wcale tak bardzo nie uwielbiał Fichtego, jak sugeruje autor podlinkowanego artykułu. Twierdził, że „Fichtemu brakuje miłości” , a nawet, że Fichte jest „niebezpieczny”.)

Właściwie to już wszystko, co chciałam opowiedzieć. Jako ciekawostkę dodam może jeszcze, że obydwa kwiaty spotyka dzisiaj bardzo podobny los – profanacja. Wszędzie roi się od poszukiwaczy, idących „na skróty”. Spotkałam się już z wieloma teoriami na temat tego, czym „tak naprawdę” jest „domniemany” „Kwiat” Paproci; chyba najbardziej rozbroiło mnie stwierdzenie, że chodzi o fosforyzującą grzybnię, porastającą paprocie. :D

Błękitny kwiat natomiast najczęściej sprowadzany jest do chaberka, bo trzeba wszak było dokonać wyboru pomiędzy kwitnącymi na niebiesko gatunkami.  http://de.wikipedia.org/wiki/Blaue_Blume


[1] Hardenberg, Sophie, Friedrich von Hardenberg genannt Novalis. Eine Nachlese aus den Quellen des Familienarchivs. Avox, Leipzig 2010. S. 35-39

[2] Ibd. S. 290

[3] Ibd.

[4] Ibd. S. 258

[5] Ibd. S. 77

[6] Ibd. S. 196

[7] Safranski, Rüdiger: Romantik. Eine deutsche Affäre. Carl Hanser Verlag. München 2007. S. 59

[8] Prokopiuk, Jerzy,  Novalis. Uczniowie z Sais. Proza Filozoficzna – Studia – Fragmenty. Czytelnik, Warszawa 1984 (s.27)

[9] Hardenberg, Sophie, Friedrich von Hardenberg genannt Novalis. Eine Nachlese aus den Quellen des Familienarchivs. Avox, Leipzig 2010. S. 20

[10] Ibd. S. 28

[11] Lutz, Bernd, Jeβing, Benedikt: Metzler Autoren Lexikon. Deutschsprachige Dichter und Schriftsteller vom Mittelalter bis zur Gegenwart. J.B. Metzler. Stuttgart-Weimar 2004. S. 558

[12] Hardenberg, Sophie, Friedrich von Hardenberg genannt Novalis. Eine Nachlese aus den Quellen des Familienarchivs. Avox, Leipzig 2010. S. 135

[13] Ibd. S. 48

[14] Ibd. S. 48

[15] Prokofieff, Sergej, Ewige Individualität. Zur karmischen Novalis-Biographie. Verlag Am Goetheanum 1987. S. 204

[16] Ibd. S. 206

[17] Ibd. S. 207

[18] Ibd. S. 47

[19] Hardenberg, Sophie, Friedrich von Hardenberg genannt Novalis. Eine Nachlese aus den Quellen des Familienarchivs. Avox, Leipzig 2010. S. 288

[20] Ibd. S. 289

[21] Ibd. S. 289

[22] Ibd. S. 289

[23] Safranski, Rüdiger: Romantik. Eine deutsche Affäre. Carl Hanser Verlag. München 2007. S. 110

Narodziny Ozyrysa-Koszerysa – 14 07 (2012) – Ozyrys-Kosz-Perepułt/Nuit-Nyja/Chors-Horus (Pan Wielkiej Zmiany) oraz Syriusz-Wielki Pies – Pas Oriona i Aldebaran-Cielec


Nuit

Ten artykuł powstał w dziwacznym trybie. Materiał zebrałem już dawno, ale jakoś nie chciało mi się tej sprawy rozwijać i w zawikłany sposób jej tłumaczyć. Nie chodzi, pomyślałem, to żeby kogokolwiek do czegokolwiek przekonać, a wykład, dowodzenie – to przekonywanie. Dla kogoś kto WIE to znowu banalnie nużące, któreś powtórzenie czegoś co wiemy, tyle że jeszcze jeden związek z jeszcze innej strony pokazany. Dlatego zaległ  ten materiał  i odłogiem przeleżał kilka miesięcy.

To troszkę syzyfowa (może nie tyle syzyfowa co zbędna) praca ciągłe przekonywanie osób, które i tak przecież muszą – MUSZĄ – przekonać się same. Nużące jest już  – myślałem – i dla mnie i chyba dla czytających też, to wywodzenie związków między wszystkimi Wiarami Przyrody i sprowadzanie całej tej wiedzy – co dzieje się niemal automatycznie za każdym razem – do jej Zerywańskiej Kolebki – gdzieś pomiędzy Jeziorem Aral a Arkajamą około 20.000 lat temu – czyli tam gdzie tkwią KORZENIE WIARY ŚWIATA.

Czego by się nie tknąć tak się właśnie układa i wpada to zawsze w aryjskie korzenie, prosto do starożytnego źródła Ludów Arki (Czarki-Czakry). Postanowiłem więc nic z tym zbiorem nie robić i po prostu dać ten materiał taki jaki jest – niech każdy spróbuje na własny użytek powiązać fakty związane z Wielką Przemianą i Rokiem tej Przemiany – konstelacjami, bogami Słowiano-Skołotów, Egipcjan (Mlekomedirczyków) czy Kszatrijskich-Aryjskich Hindusów (Windów).

Ten bigos jest jednak jak każdy bigos – po prostu smakowity – bo każdy ma tutaj pole dla własnych odkryć i dla własnej intuicji – To jest jak zaczyn, a co lotniejsi i co głębiej zorientowani pójdą różnymi tropami i dojdą do różnych ciekawych spraw i upieką smaczny chleb z tego zaczynu, a jak dobrze pójdzie to i chrupiące bułeczki świeżej WIEDY.

Jedną z takich intuicyjnych nitek jest na przykład  na pewno Crowley i Thelema, ale zachęcam też do studiowania Taji 20 i 23 – do sprawy Widnura Wodyna i Odyna i Wodana i w ogóle sprawy powiązań Wanów i Asów (Azów-Mazów – i Jug-H-Asów z Góry Welburz – świętych mężów wojowników, czy późniejszych diadochów -dziadunów-didunów-dziedziców, kapłów bogów działu i także wojowników), a także powiązań współczesnej religii judeo-chrześcijańskiej i judejskiej z Kolebką i Arką-Czarą spadającą z Nieba.

Gdyby nie to, że mamy dzisiaj dzień Narodzin Osirisa/Koszerysa w Roku Wielkiej Przemiany, roku granicznym – nie opublikowałbym tego bigosu, w który każdy musi się na swój użytek wgryźć i podążyć własną ścieżką. Kasowałem go dzisiaj i zamieszczałem na wordpressie od rana z siedem razy – szkoda że dokładnie nie policzyłem ile to było – 6, 7, 8 czy 9?

Zdaję sobie sprawę, że wiele osób zniechęci brak analizy, spójnego wątku i jasnej tezy czy dowodu niezaprzeczalnego – trzeba wiedzy dosyć głębokiej żeby temu galimatiasowi sprostać, ale nawet jeśli ktoś jej nie ma niech po prostu uruchomi intuicję i domysł, niech puści wodze fantazji i pozwoli się ponieść. Zobaczycie fantastycznie powiązany świat znaczeń jakiego się nie spodziewaliście.

Tak sobie myślę przy okazji na temat ateistów i żal mi ich. Po prostu straszna szkoda, że nie są w stanie wyjść poza materializm i zobaczyć owego WIĘCEJ, owego wspaniałego świata jaki się przed Nami otwiera. Obawiam się ,że dla nich on zostanie zamknięty.

Jak można przemówić do ludzi, do człowieka, któremu NAUKOWCY najtwardszej dyscypliny nauki – fizyki kwantowej i fizyki teoretycznej powiedzieli, że Świat składa się w 95% z TAJEMNICY niedotykalnej dla nauki – a on (oni) nadal wierzy tylko w istnienie tego co nauka potwierdziła???

Czy ktoś ma jakąś receptę na coś takiego? – Jak mam nazwać taki stan umysłu?

Jakie to okropne – ból jaki czuję, ból utraty tych wszystkich ludzi, którzy nie myślą w ogóle lub myślą tak płytko, że nie są w stanie pokonać tak podstawowego własnego ograniczenia – ten ból rozrywa mnie po prostu dzisiaj od środka. Czuję coś okropnego – tyle zmarnowanych istnień!!!

Wiem , że nie są zmarnowane zupełnie, wiem że w końcu kiedyś jakoś itd i tp – ale dlaczego nie teraz?! Dlaczego nie potrafią otworzyć oczu?!

Najstraszniejsze jest to, że ateiści uwielbiają się przedstawiać jako RACJONALIŚCI – czyli ludzie posługujący się Umem – Rozumem i Umiejący z Umysłu korzystać czyli logicznie MYŚLEĆ.

Fizycy powiedzieli im, że Wszechświat jaki widzą składa się tylko z kilku procent MATERII a reszta jest niewidzialną i niedotykalną dla osób „fizycznie=materialnie” istniejących Ciemną Energią i Ciemną Materią. Fizycy powiedzieli im, że nie tylko nie potrafią zrozumieć 95% Wszechświata, ale że nie pojmują procesów materialnych w nim zachodzących i że nie są w stanie wyjaśnić tego co nawet widzą i czego „dotykają teorią i matematyką” inaczej jak oddziaływaniem Świadomości – być może Świadomości Eksterytorialnej – na Równoległe Wszechświaty, z których w każdej sekundzie realizują się w różnych czasoprzestrzeniach różne ich wersje dziejowe. Fizycy zapewniają ich, że istnieje taki Wszechświat równoległy w którym w finale Euro 2012 w Kijowie Polska wygrała z Ukrainą 12:11 w rzutach karnych, po remisie 3:3 w czasie zasadniczym i po dogrywce 0:0. Mówią im, że tylko tak potrafią wyjaśnić zjawiska kwantowe, poprzez istnienie Światów Równoległych i wpływ świadomości na rozwój wydarzeń –  a Ci Ludzie, którzy nazywają siebie RACJONALISTAMI nie potrafią uwierzyć, iż ta Świadomość-Nadświadomość- Matryca-Bogowie-Ludzie zjednoczeni energetycznie i mentalnie ze światłem świata rzeczywiście „sterują” RzeczyIstnością wespół z tymi Bogami/Energiami.

To strasznie mnie boli – taki materializm płytki, taki przyziemny, taki do tyłu, – to jakby lokować się dobrowolnie – nie mając świadomości tego faktu – pośród tych co uważają że ziemia jest płaska.

Przecież mają dowód z fizyki, że Człowiek wpływając na „realizację” kwantu eliminuje jego inną wersję – czyli człowiek jest w tym momencie BOGIEM – działa w nim Boska cząstka kształtująca FIZYCZNĄ RZECZYWISTOŚĆ. A oni wiedząc to mówią, że nie Istnieje Siła Sprawcza- nadrzędna nad cząstkami fizycznymi. No po prostu sprzeczność ale oni jej nie widzą i jeszcze twierdzą, że są najświatlejszymi ludźmi na Ziemi. Szczyt wszystkiego.

To jest to samo zaślepienie które nie pozwoliło ludziom przez tysiąclecia wznieść się w powietrze i zacząć latać, to jest to samo co nie pozwoliło im uwierzyć, że Ziemia jest kulą, to jest to co kazało im myśleć przez tysiąclecia, że sami nie są w stanie komunikować się z Bogami, że nie są w stanie z nimi współdziałać, że nie mogą bez pośrednictwa klechów spełnić żadnej duchowej czynności, że muszą być bezwolnymi sterowanymi „maszynkami”, „zabawkami” w ręku „światłych” rządców Ziemi. 

To prawdziwy ból, że stracimy tych wszystkich niedowiarków, że zamknie się przed nimi Brama – że zaczną odpływać w druga stronę nurtu – straceni, zagubieni, kompletnie zdezorientowani w tym co dookoła się naprawdę dzieje, że trafią za Wrota, że nawet ich nie dostrzegą.

Będą szukać znów tych bzdurnych wyjaśnień: dlaczego był Kryzys, co poszło nie tak, dlaczego są nieszczęśliwi, czemu załamał się system nabijania kabzy Złotym Cielcem, będą biadolić i skowyczeć – Howl! Howl!!!

Musimy się z tym pogodzić: dla ateistycznych „racjonalistów”, którzy każdego dnia zostają w tyle podczas gdy Ziemia pędzi ku Nowemu już jest chyba za późno.

Pozdrawiam wszystkich i tylko wspomnę – Tadeusz Owsianko nazywa Ducha Przemiany – Hornem zamiast Horsem/Chorsem-Horusem – ale to naprawdę nie ma żadnego znaczenia jak nazywamy tę Moc Księżycową która zstąpiła na Ziemię i rozsadza, rozbija wszystko co Stare na Naszej Matce. Naprawdę to bez znaczenia, bo jesteśmy w Sercu Tej Zmiany i jesteśmy Ośrodkiem tej Zmiany. Mam wrażenie , że dotykam cudu, po prostu jestem szczęśliwy, że dane mi jest w tej Przemianie uczestniczyć. Nie spodziewałem się tego.

STOP!

Stanisław Szukalski – Grasp or Sink!

Do Racjonalistów – tak dla rozluźnienia i żeby wyjść z tego patosu zanim mnie wyniesie gdzieś na orbitę – Czy myślicie, że to jest jakiś żart czy przypadek, że mieliśmy w dziejach Polski dwóch JP, a ten drugi JP wziął sobie nawet numerek II, żeby przypadkiem wszystko było jasne nawet dla kompletnego dyletanta i materialisty: Józef Piłsudski i Jan Paweł II – JP i JP II – czy to żart jakiś, czy może „boski plan”?!

Mnie się chce śmiać, kiedy to sobie zestawiam – zwłaszcza, że obaj ci ludzie w warstwie życiorysów są kimś innym niż jako osoby publiczne funkcjonujące w zbiorowej naszej narodowej świadomości (czyli jako mity narodowe). Jeszcze inaczej widzą ich inni mieszkańcy naszej planety Ziemia, czyli w świadomości ludzkiej, Ogólno-Ludzkiej, lokują się ONI DWAJ jako inne jeszcze byty, czy konstrukty. Naród Polski przypisuje im obu wyzwolenie. Co wy na to „racjonaliści”?! Przypadek to czy żart i śmiech Kosmosu, który jednak „gra z wami w kości” ?!

A co powiecie na nowego Mesjasza z Polski – trochę w lepszym stylu niż był ten poprzedni za Mickiewicza – to ma być żart, chichot dziejów?!

A co powiecie na JP 3 – nie to nie jest nowsza wersja MP3. Myślicie, że gdy to się wydarzy to przejrzycie na oczy i zaczniecie WIERZYĆ, że Ciemna Energia Jest Jasna, że niewidzialna Materia DZIAŁA?

Chciałbym żeby to wam wystarczyło – bo utrata kontaktu z tak wieloma ludźmi – świadomościami – sympatycznymi – których mimo wszystko kocham – nawet takich ułomnych – to straszliwy ból. Coś trudnego do fizycznego wytrzymania.

Poczekajmy: Może JP 3 – otworzy wam oczy? Jeśli nie ON, to już nie wiem co – nie pomoże wtedy i tysiąc kolejnych wcieleń.

CB

Ozyrys – Nuit  – Horus

Nut (egip. noc) — w mitologii egipskiej bogini nieba należąca do Wielkiej Enneady. Nut była dzieckiem Szu, boga powietrza oraz Tefnut uosabiającej wilgoć. Za męża oraz brata Nut Egipcjanie uznawali Geba, reprezentującego Ziemię. Taka personifikacja odróżnia mitologię egipską od wielu innych, gdzie niebo kojarzono z pierwiastkiem męskim, a ziemię z żeńskim, np. Uranos i Gaja u Greków.

Nut i Geb mieli pięcioro dzieci, symbolizujących pięć dni egipskiego tygodnia:

  • Ozyrysa,
  • Ozyrys – (egip. Isir lub Iszir) w mitologii egipskiej bóg śmierci i odrodzonego życia, Wielki Sędzia zmarłych. Syn bogini Nut i boga Geba, brat Seta, Izydy i Neftydy. Poślubił Izydę, był władcą ziemi, podziemi i krainy umarłych (Pola Jaru). Miał dwóch synów: Anubisa z Neftydą i Horusa z Izydą.
  • Przed wiekami nauczył ludzi uprawy roli. Został zabity przez swojego brata Setha, a potem z Izydą, która poskładała jego członki spłodził Horusa. Następnym razem jednak Izyda znalazła i poskładała w mumię wszystkie części ciała Ozyrysa z wyjątkiem prącia. Organ ten bowiem zaginął na dnie Nilu, gdzie wrzucił zwłoki brata morderca (ten epizod gwarantował i tłumaczył żyzne wylewy rzeki). Ozyrys nie mógł żyć na ziemi, ale żył w zaświatach.
  • Przedstawiany był w postaci człowieka w koronie atef na głowie z insygniami władzy królewskiej w dłoniach – berłem heka, symbolizującym władzę, oraz biczem neheh, symbolizującym wieczność, spowity w bandaże na kształt mumii z twarzą malowaną zielonym kolorem. Symbolem Ozyrysa był filar Dżed. Jego personifikacją było lunarne bóstwo Jah. Główny ośrodek kultu: Abydos i Busiris.
  • Został zabity, a następnie wskrzeszony przez bogów, stał się władcą świata podziemnego i sędzią zmarłych.Z biegiem czasu przemienił się w uniwersalnego boga – najważniejszy przejaw panteistycznego bytu.
  • W ikonografii przedstawiany jako mężczyzna z koroną atef (ozdobioną piórami). Jego symbolem był filar dżed wyrażający trwanie. Za inkarnacje Ozyrysa uważani byli faraonowie. Za panowania Ptolemeusza I (IV-III w. p.n.e.) z połączenia duchownych pierwiastków greckich i egipskich rozwinął się kult Serapisa trwający jeszcze w okresie Cesarstwa Rzymskiego.
  • W czasach nowożytnych do największych dzieł wspominających Izydę i Ozyrysa należy singspiel Wolfganga Amadeusza Mozarta Czarodziejski flet (KV 620).
  • Horusa,
  • Seta,
  • Izydę,
  • Neftydę.

Horusa uważano jednak również za syna Ozyrysa i Izydy, więc niekiedy Nut i Gebowi przypisywano tylko czwórkę dzieci. Bogini Nut otrzymała od swojego ojca zakaz łączenia się ze swoim bratem, Gebem, we wszystkie dni roku egipskiego (360 dni), jednak Thot, pokonując w kolejnych walkach Księżyc, stworzył pięć dodatkowych dni, w trakcie których bogini poczęła swoje dzieci.

Zgodnie z mitem Nut i Geb przez całą wieczność leżeli złączeni w miłosnym zespoleniu, ale zostali rozdzieleni przez Szu, czyli powietrze. Według egipskiej kosmologii świat znajduje się pomiędzy ich ciałami. Nut starożytni wyobrażali sobie jako nagą kobietę stojącą na rękach i na nogach, której pokryte gwiazdami ciało było wygięte w łuk, tworząc sklepienie niebieskie. Jej ręce i nogi miały wyznaczać cztery kierunki świata. Kiedy Słońce uosabiane przez Re zbliżało się ku zachodowi, Nut połykała je, co powodowało nastanie nocy, i mogła ponownie kochać się z Gebem. Co rano o świcie bogini nieba rodziła Słońce, dając początek nowego dnia. Gdy czasami Geb i Nut zapragnęli zbliżyć się w ciągu dnia, wtedy nastawała burza.

Czasami Egipcjanie przedstawiali w sztuce Nut jako Niebiańską Krowę, na której grzbiecie Słońce pokonywało nieboskłon. W tym ujęciu Geba określano jako Byka Nut.

Nuit

From Wikipedia, the free encyclopedia

Jump to: navigation, search

This article is about the Egyptian goddess as understood in the pantheon of Thelema. For the Egyptian sky goddess, see Nut (goddess).

Nuit (alternatively Nu, Nut, or Nuith) is a Thelema goddess, the speaker in the first Chapter of The Book of the Law, the sacred text written or received in 1904 by Aleister Crowley.

Nut is an Egyptian sky goddess who leans over her husband/brother, Geb, the Earth God. She is usually depicted as a naked woman who is covered with stars. She represents the All, pure potentiality both as it flowers into the physical

Mythology

Main article: Nut (goddess)

In Egyptian mythology, Nut was the sky goddess. She is the daughter of Shu and Tefnut and was one of the Ennead.

The sun god Re entered her mouth after the sun set in the evening and was reborn from her vulva the next morning. She also swallowed and rebirthed the stars. She was a goddess of death, and her image is on the inside of most sarcophagi. The pharaoh entered her body after death and was later resurrected.

In art, Nut is depicted as a woman wearing no clothes, covered with stars and supported by Shu; opposite her (the sky), is her husband Geb. With Geb, she was the mother of Osiris, Horus, Isis, Set, and Nephthys.

Her name is translated to mean ‚sky’[2][3] and she is considered one of the oldest deities among the Egyptian pantheon,[4] with her origin being found on the creation story of Heliopolis. She was originally the goddess of the nighttime sky, but eventually became referred to as simply the sky goddess. Her headdress was the hieroglyphic of part of her name, a pot, which may also symbolize the uterus. Mostly depicted in nude human form, Nut was also sometimes depicted in the form of a cow whose great body formed the sky and heavens, a sycamore tree, or as a giant sow, suckling many piglets (representing the stars).

Origins

A sacred symbol of Nut was the ladder, used by Osiris to enter her heavenly skies. This ladder-symbol was called maqet and was placed in tombs to protect the deceased, and to invoke the aid of the deity of the dead. Nut is considered an enigma in the world of mythology because she is direct contrast to most other mythologies, which usually evolve into a sky father associated with an earth mother or Mother Nature.[5]

The Sky Goddess Nut arched protectively over the Earth and all of its inhabitants

She was married to Geb, the earth god.

The sky goddess Nut depicted as a cow

She appears in the creation myth of Heliopolis which involves several goddesses who play important roles: Tefnut (Tefenet) is a personification of moisture, who mated with Shu (Air) and then gave birth to Sky as the goddess Nut, who mated with her brother Earth, as Geb. From the union of Geb and Nut came, among others, the most popular of Egyptian goddesses, Isis, the mother of Horus, whose story is central to that of her brother-husband, the resurrection god Osiris. Osiris is killed by his brother Set and scattered over the Earth in 14 pieces which Isis gathers up and puts back together. Osiris then climbs a ladder into his mother Nut for safety and eventually becomes king of the dead.[6]

A huge cult developed about Osiris that lasted well into Roman times. Isis was her husband’s queen in the underworld and the theological basis for the role of the queen on earth. It can be said that she was a version of the great goddess Hathor. Like Hathor she not only had death and rebirth associations, but was the protector of children and the goddess of childbirth.[7]

Myth of Nut and Ra

Ra, the sun god, was the second to rule the world, according to the reign of the gods. Ra was a strong ruler but he feared anyone taking his throne. When he discovered that Nut was to have children he was furious. He decreed, „Nut shall not give birth any day of the year.” At that time, the year was only 360 days. Nut spoke to Thoth, god of wisdom, and he had a plan. Thoth gambled with Khonshu, god of the moon, whose light rivaled that of Ra’s. Every time Khonshu lost, he had to give Thoth some of his moonlight. Khonshu lost so many times that Thoth had enough moonlight to make 5 extra days. Since these days were not part of the year, Nut could have her children. She had 5: Osiris, Horus the Elder, Set, Isis, and Nepthys. When Ra found out, he was furious. He separated Nut from her husband Geb for all eternity. Her father, Shu, was to keep them apart. Still, Nut did not regret her decision.[citation needed]

Some of the titles of Nut were:

  • Coverer of the Sky: Nut was said to be covered in stars touching the different points of her body.
  • She Who Protects: Among her jobs was to envelop and protect Ra, the sun god.[8]
  • Mistress of All or „She who Bore the Gods”: Originally, Nut was said to be laying on top of Geb (Earth) and continually having intercourse. During this time she birthed four children: Osiris, Isis, Set, and Nephthys.[9] A fifth child named Arueris is mentioned by Plutarch.[10] He was the Egyptian counterpart to the Greek god Apollo, who was made syncretic with Horus in the Hellenistic era as ‚Horus the Elder’.[11] The Ptolemaic temple of Edfu is dedicated to Horus the Elder and there he is called the son of Nut and Geb, brother of Osiris, and the eldest son of Geb.[12]
  • She Who Holds a Thousand Souls: Because of her role in the re-birthing of Ra every morning and in her son Osiris’s resurrection, Nut became a key god in many of the myths about the after-life.[8]

Role

Great goddess Nut with her wings stretched across a coffin

Nut was the goddess of the sky and all heavenly bodies, a symbol of protecting the dead when they enter the after life. According to the Egyptians, during the day, the heavenly bodies—such as the sun and moon—would make their way across her body. Then, at dusk, they would be swallowed, pass through her belly during the night, and be reborn at dawn.[13]

Nut is also the barrier separating the forces of chaos from the ordered cosmos in the world. She was pictured as a woman arched on her toes and fingertips over the earth; her body portrayed as a star-filled sky. Nut’s fingers and toes were believed to touch the four cardinal points or directions of north, south, east, and west.

Because of her role in saving Osiris, Nut was seen as a friend and protector of the dead, who appealed to her as a child appeals to its mother: „O my Mother Nut, stretch Yourself over me, that I may be placed among the imperishable stars which are in You, and that I may not die.” Nut was thought to draw the dead into her star-filled sky, and refresh them with food and wine: „I am Nut, and I have come so that I may enfold and protect you from all things evil.”[14]

She was often painted on the inside lid of the sarcophagus, protecting the deceased. The vault of tombs often were painted dark blue with many stars as a representation of Nut. The Book of the Dead says, „Hail, thou Sycamore Tree of the Goddess Nut! Give me of the water and of the air which is in thee. I embrace that throne which is in Unu, and I keep guard over the Egg of Nekek-ur. It flourisheth, and I flourish; it liveth, and I live; it snuffeth the air, and I snuff the air, I the Osiris Ani, whose word is truth, in peace.”[15]

References

  1. ^ Mythology, An Illustrated Encyclopedia of the Principal Myths and Religions of the World, by Richard Cavendish ISBN 1-84056-070-3, 1998
  2. ^ The hieroglyphics (top right) spell nwt or nut. Egyptians never wrote Nuit. (Collier and Manley p. 155) The determinative hieroglyph is for ‚sky’ or ‚heaven’, the sky (hieroglyph).
  3. ^ Wörterbuch der Ägyptischen Sprache, edited by Adolf Erman and Hermann Grapow, p 214, 1957
  4. ^ The Oxford Encyclopedia of Ancient Egypt, by Leonard H. Lesko, 2001
  5. ^ Women of Ancient Egypt and the Sky Goddess Nut, by Susan Tower Hollis The Journal of American Folklore © 1987 American Folklore Society.
  6. ^ „Egyptian goddesses” The Oxford Companion to World mythology. David Leeming. Oxford University Press, 2004. Oxford Reference Online. Oxford University Press. Southeast Missouri State University. 7 May 2009
  7. ^ „Egyptian goddesses” The Oxford Companion to World mythology. David Leeming. Oxford University Press, 2004. Oxford Reference Online. Oxford University Press. Southeast Missouri State University. 7 May 2009
  8. ^ a b The Oxford Encyclopedia of Ancient Egypt, by Leonard H. Lesko, 2001.
  9. ^ Clark, R. T. Rundle. Myth and Symbol in Ancient Egypt. London: Thames and Hudson, 1959.
  10. ^ The Moralia – Isis & Osiris, 355 F, Uchicago.edu
  11. ^ Encyclopaedia Britannica, Google Books
  12. ^ Emma Swan Hall, Harpocrates and Other Child Deities in Ancient Egyptian Sculpture, Journal of the American Research Center in Egypt Vol. 14, (1977), pp. 55-58, retrieved from JSTOR.org
  13. ^ Hart, George Routledge dictionary of Egyptian gods and goddesses Routledge; 2 edition (15 March 2005) ISBN 978-0-415-34495-1 p.111 Books.google.co.uk
  14. ^ „Papyrus of Ani: Egyptian Book of the Dead”, Sir Wallis Budge, NuVision Publications, page 57, 2007, ISBN 1-59547-914-7
  15. ^ „Papyrus of Ani: Egyptian Book of the Dead”, Sir Wallis Budge, NuVision Publications, page 57, 2007, ISBN 1-59547-914-7
  • Collier, Mark and Manley, Bill. How to Read Egyptian Hieroglyphs: Revised Edition. Berkeley: University of California Press, 1998.
  • „Egyptian goddesses” The Oxford Companion to World mythology. David Leeming. Oxford University Press, 2004. Oxford Reference Online. Oxford University Press. Southeast Missouri State University. 7 May 2009.
  • „Papyrus of Ani: Egyptian Book of the Dead”, Sir Wallis Budge, NuVision Publications, page 57, 2007.
  • The Oxford Encyclopedia of Ancient Egypt, by Leonard H. Lesko, 2001.
  • Women of Ancient Egypt and the Sky Goddess Nut, by Susan Tower Hollis, The Journal of American Folklore, 1987.
  • Chests of life, by Harco Willems, 1988, pages 131-144, 165, 168, 174, 194-196, 243.


NYJA

Nyja nosi miana Nyji-Śmiertnicy, Nyji-Kostuchy i Nyji-Nawi.

Postacie-wcielenia (równe miana): Nyja-Śmiertnica, Nyja-Kostucha i Nyja-Nawia.

Inne nazwania jego osoby (przydomki):Pani Śmierci i Władczyni Nawi oraz Władczyni Wcieleń.

Zajmowany krag:Piąty Krąg

funkcja (zakres działania):zajmuje się wyłącznie Nawami i Nawiami czyli ich mieszkańcami, których także od-nawia czyli wyciąga z nawi do powtórnego żywota. Głowne jej zajęcie jednak to uśmiercanie, sam akt śmierci.

ród:Nawianie

pochodzenie: Dzięgle – Czarnogłów i Białoboga

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Złoty Sierp i Złota Kosa

Pomocnicy(Stworze – bogunowie): Nawki (Mawki, Mauki, Stracze, Stradcze, Navje, Navaczi, Nauki, Zjemlanoczki, Ziemlanocki)

00 Nyja clip_image002Nyja-Śmiertnica

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

. W mianie Nyi zawierają się takie znaczenia, jak: naktis, nyktis, noszt – noc, nykti – niknąć, marnieć, nikt, nic, nei – w dole, niż – dół, naw – głąb, dół, Nawie – miejsce przebywania zmarłych na Weli, nyju – płaczę (nyć – płakać, wyć), nucić – zawodzić. Stąd pochodzą też znaczenia nudzić i nędza, nękać i nęcić (ponuda – ponętna), ponuta – przymus, nuja (nautis) – bieda, nędza, nujan – tęskniący, po-nuda – tęsknota. Tak więc Nyja jest boginią Wiecznej Nocy, Zaświatów, Władczynią Dołu (Nawi), prowadzącą do niknięcia ludzi, do płaczu oraz tęsknoty. Miano Nyja nawiązuje bezpośrednio pierwszym członem ny- do Nicy – nicości, bezistnienia, pustki, Nyjąca znaczy zatem Sprowadzająca Nicość.

Przydomek Nyi, Nawia, określa jej władztwo nad Nawią (Nawiami) – Dołem Weli i mieszkańcami tego Dołu, czyli Nawiami. Są to zarówno zmarli śmiertelnicy, jak i Zdusze – złe duchy (demony) zamieszkujące Nawie na Weli, a pojawiające się również na Ziemi, w świecie żywych. Nawiać znaczy ponawiać się, odnawiać się. Dotyczy to przechodzenia duszy do nowego ciała poprzez Nawie. Nyja-Nawia jest Opiekunką tego procesu, od niej zależą kolejne wcielenia i ruch zmarłych między czterema Nawiami: Założą – Otchłanią – Piekłem – Rajem. Tylko ta ostatnia Naw kończy proces kolejnych wcieleń i prowadzi do jedności z Bogiem Bogów. Założnicy powracają na Ziemię w innych postaciach: ludzi, zwierząt, roślin, kamieni, wody, ognia lub Zduszów-demonów.

Przydomek Śmiertnica jest trzyczłonowy: ś-miert-nica. Oznacza Przynoszącą Śmierć, Przynoszącą z Morem Nicę – czyli obracającą zmarłego w nicość (co ma miejsce z wejściem duszy w Otchłań, miejsce bezistnienia). Także kończącą morzenie – słabnięcie, umorzającą do nicy lub Tnącą Śmiertelnie – Uśmiercającą. Oznacza również boginię Uśmierzającą, tj. przerywającą mor – chorobę, ból, marnienie, umieranie.

Przydomek Kostucha składa się z członów kost-tucha – Tusząca Kos (los) – Wróżąca Śmierć, Wróżąca Kosę, Zamieniająca w Kości, Rzucająca Czar Śmiertelny.

nei – w dole, naw – głąb, dół. Także z rozdzielenia, poczucia utraty, zerwania ze światem żywych: naujan, nujan – tęsknić, ponuda – tęsknota, nęka – męka, nękać – dokuczać, niszczyć, ponuta – przymus, nuja (nautis) – bieda, nędza. Nawa to także łódź – Łódź Osta, która uwiezie wszystkich godnych z tego świata, gdy Swąt go zniszczy. Nawała, nawałnica (np. deszcze nawalne w Biblii Leopolity) – zjawisko szczególnie nasilone, wzmocnione, wielkie i straszne zarazema.

Gustaw Dore – potop

Horus-Haru/Horos/Chors – Książ (nie mylić z Księżycem-Chorsiną/Chorsińcem-Łuną) – inaczej Horn – Pan Wielkiej Zmiany

notowany jest w zapisie hieroglificznym jako ḥr.w. Rekonstruuje się wymowę tego zapisu jako *Ḥāru. Nazwa oznacza sokoła. Przyjmuje się, że Horus tłumaczony był jako odległy lub wznoszący się ponad. W koptyjskim imię Horus zachowało się jako ‚Hōr’. Do greki przeszło jako Ὡρος, ‚Hōros’. Oryginalne imię bóstwa przetrwało także w późnoegipskim imieniu Har-Si-Ese (dosłownie ‚Horus, syn Izydy’). Horus był nazywany również Necheny, co także oznaczało sokół. Stanowiło to okazję do stawiania hipotez o istnieniu innego boga-sokoła, który miał być czczony w Nechen (mieście sokoła). Horus miałby bardzo wcześnie zostać z nim utożsamiony. Jako sokół Horus został przedstawiony już na Palecie Narmera, datowaną często na okres zjednoczenia Górnego i Dolnego Egiptu.

Horus Ori (Orzeł=Orion) czy Horus-Sokół = Złoty Cielec? A może jedno i drugie?

Bóg wojny i polowania

Horus był także bogiem wojny i polowania. Horus sokół jest przedstawiany na paletach predynastycznych w scenie polowania na lwy. Jako taki stał się symbolem majestatu i potęgi oraz wzorem faraonów. Faraonowie sami mieli być Horusem w ludzkiej postaci. Z Horusem identyfikowany był inny bóg wojny Nemty.

Bóg zbawca

Horus, a szczególnie Horus Dziecko był identyfikowany także z Szedem. Szed to bóg po raz pierwszy wzmiankowany w amarneńskim i określany jako zbawca. Reprezentuje ideę zbawienia. Szed był czasem przedstawiany jako młody książę ujarzmiający węże, lwy i krokodyle. David P. Silverman uważa, że podobne przedstawienia młodego Horusa zabijającego Seta pod postacią krokodyla, mogły być inspiracją dla przedstawień św. Jerzego pokonującego smoka. Używanie epitetu zbawca w prywatnej pobożności okresu amarneńskiego może być interpretowane jako odpowiedź zwyczajnych ludzi na próby reformy religii egipskiej podjęte przez Echnatona. Szed może być także jedną z form semickiego boga Reszefa.

Heru-pa-chared (Horus Młodzieniec)

Horus Młodzieniec, czyli po grecku w okresie ptolemejskim Harpokrates, był przedstawiany jako młodzieniec z lokiem włosów (oznaka młodości) po prawej stronie głowy. Ponadto, często nosił połączoną koronę Górnego i Dolnego Egiptu. Reprezentował wschodzące słońce i jego pierwsze ranne płomienie.

Heru-ur (Horus Starzec)

W tej formie Horus reprezentował światłość i był małżonkeim Hathor. Jako taki był jednym z najstarszych bogów egipskich. Stał się patronem Nechen (Hierakonpolis) i patronem królestwa. Później stał się opiekunem faraonów, i był nazywany synem prawdy., co podkreślało jego rolę jako obrońcy Maat. Był przedstawiany jako sokół z rozpostartymi skrzydłami. Jego oczy to słońce (prawe) i księżyc (lewe). W tej formie był czasem określany tytułem Kemwer (‚Czarny’). Grecka forma od Heru-.ur (lub Har Wer) to Haroeris. Inne warianty to Hor Merti (‚O dwojgu oczu’) i Horchenti Irti.

CHORS

Postacie-wcielenia (równe miana): Chors-Książ, Chors-Chwar i Chors-Knysz (Mesinc).

Inne nazwania jego osoby (przydomki): Ksiądz, Ksiń, Książ, Miesiąc, Miesiec – Pan Wiary i Tajemnicy, Władca Taj, Pan Wzburzenia, Władca Krwi

Zajmowany krag: Piąty Krąg, Krąg Dużych Mogtów

funkcja (zakres działania): rządzi wiarą, krwią, tajemnicą i tajami oraz uczuciami sprzężonymi z gniewem

ród: Ksińce, Ksnowie

pochodzenie: Dzięgle –  syn Czarnogłowa i Białobogi

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Srebrny Bęben z własnej skóry i Krakulica

Pomocnicy(Stworze – bogunowie): Czarcichy (Czertowki, Judy, Samojudy, Czartodziwy)

Chors Knysz clip_image002Chors-Knysz

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

Chor, krow

Chorsina została zapisana w starych czeskich dokumentach i kronikach jako Krosina. Miano to ma związek z całym kręgiem znaczeń, poczynając od krosno – kołyska, przez samo pojęcie kręgu, a kończąc na prozaicznych krosnach – koszach do noszenia ciężarów na plecach. W łańcuch etymologiczny włączają się takie pojęcia, jak: krszenie – kruszenie, kruszec – kopalina (metal), kruchość – delikatność, słabość, kruża –obrzęd i kruż – kielich obrzędowy, krążyć, krągły i krąg-krug (trzy ostatnie pojęcia również łączą się z rytuałami i obrzędem). Miano Chorsów wywodzi się z horzeć-gorzeć (jaśnieć, pałać, świecić) i wiąże również z takimi znaczeniami, jak gorącość, gorączka, gorze, grzać, gorycz czy choroba. Imię Chors pochodzi na równi od słowa wycharsly – osłabły, wynędzniały, chory. Jednocześnie wiąże się ono z pojęciem kraszu – barwności, czerwieni, piękna (krasny – piękny, zdrowy) i kraszu – boskiego ichoru, krwi bogów. Chorsowie są związani z najdawniejszymi starożytnymi wzorcami wierzeniowymi z obrazami Księżyca Krowy (Chorsina jest rodzicielką Czarnej Bożej Krówki – Światła Ciemności, a Czara-Chorsawa i Chors są pasterzami owej Czarnej Krowy)oraz Krwi. Są związani z pojęciem krzesania ognia (od nich otrzymali ogień ludzie). Imię to ma bliski związek z perskim pojęciem chwareny – boskiej mocy, ze słowem kchwar-kswar (hvare xsaetem, xurset) – jasność, światło, ogień, od którego wywodzi się także imię Swaroga. Chors to wycharsły Swarog, według mitu niegdyś identycznie jaśniejący, ale obdarty ze skóry, którego nietrudno powiązać ze „słońcem nocy” – Księżycem. Imię Chorsa niedwuznacznie łączy się z rdzeniem kar, od którego wywodzą się określenia: kary – czarny, czamy – czarny, karminowy – czerwony, czerwony – czerwony, kara – za występek, naruszenie praw, złamanie przysięgi, król – władca, kruk (ptak Chorsów), krak – król, gałąź, pień, Krak – imię legendarnego władcy Wiślanii, a także Krakowianie-Karodunowie – jedno z plemion ludu Chorwatów, czy miano całego owego wieloplemiennego ludu Charwaci-Chorwaci-Chrobacibludzie krewni (bliscy, pochodzący z tej samej krwi)i krewcy, krwawi (znani zresztą jako czciciele Chorsa, Chor-wać – Panowie spod znaku Chorsa, kapłani Chora, Strażnicy hrob-ów królewskich Scytów-Szczytów i ludzie chrob-rzy – wojowniczy, silni). Czarownicy świątyni Chorsa w Krakowie twierdzą, że Krak był synem Chorsa. Miano tego ludu wiąże się z takimi znaczeniami, przypisanymi również Chorsom, jak: krou – lśniący, krov – krwawienie miesięczne, kra, kry – skra, skrzący, ksznić – błyszczeć, kriwe – czarownik składający krwawe ofiary kapłan, krzw – krzak, krzew, chorągiew – emblemat i barwy bóstwa niesione na kiju-gałęzi przed wyobrażeniem bóstwa lub zamiast niego. Również bliskie są takie pojęcia, jak ichor – krew boska, i juchor, jucha – sok roślinny, krew zwierzęca, chory – brzydki (u Załabian, co nawiązuje do baju-mitu o Chorsie), prochyreł – podły, chiriti – nędznieć, chrast-chworost – chróst (krzak, dąb), chwarszczeć -szeleścić, czar, oczarowanie, czarowanie, czarodziejstwo, uroczenie – magia. Załabianie, po przyjęciu chrześcijaństwa, mieli też swoje określenie diabła – Choraw (co wskazuje, że poprzednio znali go jako boga). Z tego samego rdzenia wywodzi się słowo czart i czert (z którego z kolei wywodzi się ciąg znaczeń, takich jak czerchlić – obłupywać z kory, krajać, krótki, kroć, czersło – kora, kersle – siekiera, kertu – tnę, czerta – nacięcie, znak, liczba. Czarty i Czarcichy są zresztą Stworzami służącymi Chorsom. Bliskie są też pojęcia: chrobry – waleczny, chabry – siny, niebieski (nawiązuje wprost do mitu) i chromy – poraniony, kulejący, albo ochrona, schronienie, chrom-chram – świątynia. Ogólnie, krąg rysujących się tutaj znaczeń wskazuje na Chorsa jako boga upadłego, który skrył się w Podziemiach i związał z nocą (odpowiada to faktowi upadku archaicznych kultów księżyca jako wiodących na rzecz zwycięskich kultów słońca). Odpowiada to treści mitu, w którym Chors zostaje pojmany w pułapkę i musi wykonać bęben z własnej skóry, żeby przebłagać Czarnogłowa. Przegrywa w walce z Perunem i kryje się w Podziemiach.

Kysz, kusz,  miesiąc

Przydomki Chorsów, Książ i Książa, Ksienia (Kniaź, Knechini) oraz Knysz posiadają wspólne objaśnienie. Niektóre kościoły i modlnice łączą dwa przydomki – Knysz i Książ – w jeden, trzecim zaś przydomkiem Chorsa czynią Mesinc-Mesec (Miesiąc). Kniesiący znaczy mżący, świecący światłem chłodnym, srebrzystym, klśniący, lkśniący, k-niosący – niosący światło (sączący) i mieszający je (miesiący z ciemnością). Podobnie jest ze znaczeniami lśniący, łśniący, łskniący, łsknący, łsnący, łyszczący, łyskający, błyszczący. Kśniący-lkśniący-łkśniący – połyskujący, słabo świecący, mżący światłem zimnym. Książ-Ksiądz-Kniaź – pan, władca, ksiądz – kapłan księżyca, ksień (ksieniec) – wnętrzności (znaczenie to wypływa bezpośrednio z mitu o obłupionym ze skóry Chorsie), kuszeti – ruszać się, kusić, kisziet’ – roić się, ksyk – syknięcie z bólu, knysić -bełtać, miesić (np. ciasto, ale i wody), knysać – kołysać, falować, wzburzać, poruszać (związane z przypływami), knysać – wzruszaćd, knieć, cknić – tęskny, tęsknić, wywołujący uroczną ckliwość, rozrzewnienie (melancholię), tęsknotę, Knyszami nazywano wielkie, trzykątne obrzędowe pierogi z serem, pieczone na ofiarne uczty dla Chorsów. Kno-kien to wreszcie pień, kłoda, knieja – ostoja, znaczenie to jednocześnie podkreśla męskie cechy bóstwa.

Chwar to, jak wyżej powiedziano, odniesienie do ichoru i chwareny – boskich płynów i mocy. Także przypomnienie związków Chorsa ze Swarogiem jego dawnego blasku, piękna i siły (chwały, śwarności)i obecnego waru – odniesienie do wszystkich znaczeń wypływających z pojęcia waru omówionych przy opisie postaci Swaroga.

Przydomek Mesinc-Mesec odnosi się do roli Chorsa jako władcy Miesięcy (będących dziećmi Godów-Kirów) po odebraniu ich Godom, a przed ich utratą na rzecz bogów Nieba i Ognia. Jest to miano dwuczłonowe, mesi-sinc (-sec), o rodowodzie sięgającym wspólnego języka praindoeuropejskiego. Mes łączy się z łacińskim mensis, greckim men (mensos), indyjskim mas, litewskim menuo (menesis), niemieckim mond (monad). Praaryjski rdzeń me znaczył mierzyć, miara. Czas mierzono początkowo, wśród wszystkich ludów, według Księżyca, on był jego miarą. Człon -sinc (-sec) zawiera w sobie znaczenia siec – ciąć, sięgać, słać – posyłać. Tak więc Mesec to Zsyłający Miarę, Dawca Miary, Sięgający po Miesiące, Zsyłający Miesiące lub Tnący Rok (god) na Miesiące (Miary). Człon sinc nawiązuje zarówno do świetlistości (sijac – świecić, siać światłem identycznie jak w nazwie grudnia Prosinec-Prosijac), jak również do siności Chorsa.

Miara, miesić

Jednocześnie z miana tego boga, jako całości, wywodzą się takie znaczenia, jak mierzyć, miara, mierzwić – mieszać, miesić – wikłać, mieszać (Chors miesza wody mórz przez przypływy i odpływy), mieszkać (dawniej dbać, przebywać-bawić, żyć, bywać – czyli także przybywać i ubywać lub przychodzić i odchodzić [jak to ma miejsce z Księżycem], także zwlekać), mieść – rzucać (miotać), miotła, mięso (miotła i mięso zastanawiająco wiążą się z księżycem w micie Hucułów opowiadającym o wilkołactwie)f, mścić się (msta, zemsta, pomsta), most (kładka), mościć, mieszkiruchy (zamieszki), Misisznycy – Miesięcznicy (Zdusze-demony odmieniające się cyklicznie – miesięcznie, żyjące między ludźmi, jak ludzie; pewnym ich rodzajem są Wilkołaki). Z rdzeniem mes- również wiążą się pojęcia masłego – tłustego (odnoszone do Pełnego Księżyca, czyli Meseca-Książa), masłoku – odurzającego napoju powodującego ekstazę, maski – głównego elementu kapłańskiego stroju w religii naturalnej, i maszkary. Także z tego rdzenia wypływa imię pierwszego historycznego władcy Polski, dynastyczne imię rodu Piastów – Mieszko (zawiera ono odniesienia do Dawcy Miary, sięgającego po władanie miesiącami – może w związku z przeprowadzoną przezeń zmianą religii, powodującą zamieszki i zamieszanie –mieszającego to, co było dotychczas). Być może był on wyznawcą Chorsa i członkiem Bractwa Wilkołaków (Młodych Wilków). Jego imię Dago widniejące na dokumentach wiąże go również z pojęciami dawcy i ognia, blasku oraz jasności (dag).

Ozyrys/Koszerys/Kosz-Perepułt

Ozyrys – (egip. Isir lub Iszir) w mitologii egipskiej bóg śmierci i odrodzonego życia, Wielki Sędzia zmarłych. Syn bogini Nut i boga Geba, brat Seta, Izydy i Neftydy. Poślubił Izydę, był władcą ziemi, podziemi i krainy umarłych (Pola Jaru). Miał dwóch synów: Anubisa z Neftydą i Horusa z Izydą.

Przed wiekami nauczył ludzi uprawy roli. Został zabity przez swojego brata Setha, a potem z Izydą, która poskładała jego członki spłodził Horusa. Następnym razem jednak Izyda znalazła i poskładała w mumię wszystkie części ciała Ozyrysa z wyjątkiem prącia. Organ ten bowiem zaginął na dnie Nilu, gdzie wrzucił zwłoki brata morderca (ten epizod gwarantował i tłumaczył żyzne wylewy rzeki). Ozyrys nie mógł żyć na ziemi, ale żył w zaświatach.

Przedstawiany był w postaci człowieka w koronie atef na głowie z insygniami władzy królewskiej w dłoniach – berłem heka, symbolizującym władzę, oraz biczem neheh, symbolizującym wieczność, spowity w bandaże na kształt mumii z twarzą malowaną zielonym kolorem. Symbolem Ozyrysa był filar Dżed. Jego personifikacją było lunarne bóstwo Jah. Główny ośrodek kultu: Abydos i Busiris.

Został zabity, a następnie wskrzeszony przez bogów, stał się władcą świata podziemnego i sędzią zmarłych.Z biegiem czasu przemienił się w uniwersalnego boga – najważniejszy przejaw panteistycznego bytu.

W ikonografii przedstawiany jako mężczyzna z koroną atef (ozdobioną piórami). Jego symbolem był filar dżed wyrażający trwanie. Za inkarnacje Ozyrysa uważani byli faraonowie. Za panowania Ptolemeusza I (IV-III w. p.n.e.) z połączenia duchownych pierwiastków greckich i egipskich rozwinął się kult Serapisa trwający jeszcze w okresie Cesarstwa Rzymskiego.

W czasach nowożytnych do największych dzieł wspominających Izydę i Ozyrysa należy singspiel Wolfganga Amadeusza Mozarta Czarodziejski flet (KV 620).

Osiris-Izis-Horus

Mit o Zmartwychwstaniu

Mit o śmierci i zmartwychwstaniu Ozyrysa jest jednym z bardziej znanych mitów egipskich. Może być to związane z popularnością bóstwa. Ozyrys był najstarszym synem Geba i Nut, a także bratem Seta, Neftydy oraz Izydy. Ozyrys został z czasem władcą Egiptu, przejąwszy od swego ojca dziedzictwo. Panowanie Ozyrysa na ziemi to tzw. „złoty wiek”. Ozyrys wraz z Izydą, swą małżonką wyprowadzili rdzennych Egipcjan ze stanu barbarzyństwa, król nauczył ich uprawy roli i jak czcić bogów, dostarczył niezbędnych narzędzi i ustanowił prawa. Izyda zaś dała ludziom ubrania, lekarstwa, a także ustanowiła instytucję małżeństwa. Za panowania Ozyrysa zapanował ład, więc ludzie byli wdzięczni swoim władcom i wielbili ich.

Jednak nawet tak świetny władca jak Ozyrys posiadał wrogów. Rywalem tym był młodszy brat Ozyrysa, Set, który zazdrościł swemu bratu prawie wszystkiego. Twórcy mitu przypisuję mu cechy będące odwrotnoscią cech Ozyrysa, czyli brutalną siłę i dzikość, po czym z ochotą uczynili go uosobieniem zła (później jego rolę przejął Apofis, jeśli wczytać się w legendy egipskie Set był początkowo bóstwem neutralnym, jeśli nie dobrym).

O podstępie, jakiego użył Set, by zwabić Ozyrysa w pułapkę opowiadają różne źródła. Jedno z nich podaje, że Set wydał wielką ucztę, na którą zaprosił też Ozyrysa. Przygotował przedtem wielką skrzynię dopasowaną do rozmiarów Ozyrysa, po czym oświadczył, że ten, kto zmieści się w skrzyni, otrzyma ją na własność. Ozyrys wszedł do skrzyni, a wtedy Set ze spiskowcami zamknął ją na cztery spusty, po czym wrzucili do Nilu. Inne źródło podaje, że Set poćwiartował ciało swego brata, po czym rozrzucił po świecie jego szczątki. Inne znów, że szczątki wrzucił do świętej rzeki. W każdym bądź razie Izyda, zawiadomiona o śmierci męża, rozpoczęłą poszukiwania ciała Ozyrusa, początkowo sama, później przy pomocy Anubisa. Według wersji z poćwiartowaniem (które mogło odbyć się również po odnalezieniu skrzyni przez Izydę), żona znalazła wszystkie części ciała swego mężą, oprócz fallusa połkniętego przez rybę. Zrobiła jednak imitację z gliny zmiszanej z woskiem, po czym złożyła Ozyrysa, czyniąc w ten sposób pierwszą mumię. Ozyrys połaczył się z Izydą, która znalazła się pod postacią ptaka, a efektem był ich syn – Horus.

Set, w obawie przed zemstą swego bratanka przeniósł swą nienawiść na niego. Izyda musiałą uciekać ze swym synkiem w ramionach i ukrywać się w zaroślach.

Mit opowiada także o homoseksualnym związku pomiędzy Setem a Horusem. Set jakoby miał zaprosić Horusa do domu swego i powiedzieć „Jaki masz piękny tył”. Gdy Horus usnął w jego łożu, Set zgwałcił go, by dowieść swej dominacji nad młodszym rywalem. Horus jednak był czujny, zebrał nasienie Seta do ręki, po czym natychmiast pobiegł do swj matki Izyda. Ta, wiedząc jak niebezpieczny ten gwalt może się okazać w skutkach, odcięła rękę Horusa, która trzymała nasienie, po czym wrzuciła ją do Nilu, na jej miejsce tworząc nową. Potem zebrała nasienie Horusa i zaniosła do ogrodu Seta, gdzie rozsmarowała je na sałacie, ulubionym pożywieniu Seta. Gdy Set zaszedł do ogrodu i zjadł sałaty, został w „cudowny” sposób zapłodniony przez Horusa.

Set wcale nie zamierzał poprzestać na samym gwałcie. Obwieścił wszystkim bogom co zrobił, by upokorzyć bratanka. Jednak Horus zarzadał, by przywołano nasienie jego i stryja. Nasienie Seta odezwało się z rzeki. Nasienie Horusa – z wnętrza Seta. W ten sposób to Horus upokorzył Seta.

Mit opowiada także o ściganiu się łódką, a nagrodą za zwycięstwo miał być tron Ozyrysa. Horus wyciął łódź z pnia drzewa i przedstawił ją tak, by wygladała na kamienną. Set wyciął łódź z prawdziwego kamienia, a łódź ta od razu poszła na dno (oczywiście). Set jednak zmienił się w hipopotama i rozbił łódź Horusa na kawałki. Konflikt na rzece musieli zarzegnać inni bogowie.

Spór między stryjem a bratankiem trwał od osiemdziesięciu lat i wcale nie był bliższy roztrzygnięcia. Wzburzyło to Ozyrysa, który stał się panem krainy zmarłych. Zagroził, że wyśle hordy demonów na ziemię. Więc rada bogów musiała wreszcie zadecydować na korzyść Horusa. Set po latach walk sam zrzekł się tronu ozyrysowego, a Ra jako rekompensatę dał Setowi możliwość podróżowania po niebie jego barką jako bóg burzy. „Twoje gromy i błyskawice będą na wieki przerażać ludzi”.

Imię Ozyrysa w wariantach

Osiris (play /oʊˈsaɪərɨs/; Ancient Greek: Ὄσιρις, also Usiris; the Egyptian language name is variously transliterated Asar, Asari, Aser, Ausar, Ausir, Wesir, Usir, Usire or Ausare) was an Egyptian god, usually identified as the god of the afterlife, the underworld and the dead. He was classically depicted as a green-skinned man with a pharaoh’s beard, partially mummy-wrapped at the legs, wearing a distinctive crown with two large ostrich feathers at either side, and holding a symbolic crook and flail.

Osiris was at times considered the oldest son of the Earth god Geb,[1] and the sky goddess Nut, as well as being brother and husband of Isis, with Horus being considered his posthumously begotten son.[1] He was also associated with the epithet Khenti-Amentiu, which means „Foremost of the Westerners” — a reference to his kingship in the land of the dead.[2] As ruler of the dead, Osiris was also sometimes called „king of the living„, since the Ancient Egyptians considered the blessed dead „the living ones„.[3]

Osiris is first attested in the middle of the Fifth dynasty of Egypt, although it is likely that he was worshipped much earlier;[4] the term Khenti-Amentiu dates to at least the first dynasty, also as a pharaonic title. Most information we have on the myths of Osiris is derived from allusions contained in the Pyramid Texts at the end of the Fifth Dynasty, later New Kingdom source documents such as the Shabaka Stone and the Contending of Horus and Seth, and much later, in narrative style from the writings of Greek authors including Plutarch[5] and Diodorus Siculus.[6]

Osiris was considered not only a merciful judge of the dead in the afterlife, but also the underworld agency that granted all life, including sprouting vegetation and the fertile flooding of the Nile River. He was described as the „Lord of love„,[7] „He Who is Permanently Benign and Youthful[8] and the „Lord of Silence”.[9] The Kings of Egypt were associated with Osiris in death — as Osiris rose from the dead they would, in union with him, inherit eternal life through a process of imitative magic. By the New Kingdom all people, not just pharaohs, were believed to be associated with Osiris at death, if they incurred the costs of the assimilation rituals.[10]

Through the hope of new life after death, Osiris began to be associated with the cycles observed in nature, in particular vegetation and the annual flooding of the Nile, through his links with Orion and Sirius at the start of the new year.[8] Osiris was widely worshiped as Lord of the Dead until the suppression of the Egyptian religion during the Christian era.[11][12]

Kosz-PRZEPLĄT-PEREPŁUT


Postacie-wcielenia (równe miana): Przepląt-Perepułt, Przepląt-Kus i Przepląt-Kos.

Inne nazwania jego osoby (przydomki):Siewca Niezgody, Pan Splotu, Władca Przypadku

Zajmowany krag: Piąty Krąg

funkcja (zakres działania):jest siewcą niezgody i robi wszystko by w wyplot Bai i nieci Mokoszy a także w samą pracę pająków na bańskiej Łące które snują śnieci losu-koszu wprowadzić nieład. Z tego właśnie powodu uchodzi za Pana Splotu, ponieważ ostatecznie dodaje cząstkę swojej działalności w uporządkowany obraz wyplatany przez Źrzebów na Bai.

ród:Plątowie

pochodzenie: Dzięgle – Czarnogłów i Białoboga

narzędzia czarowne – oznaki władzy: Złota Sieć i Złoty Przepiór-Wabik

Pomocnicy(Stworze – bogunowie): Zwodnice (Uwodnice, Zwiedlice, Viedmy, Wiedźmy)

Wizerunki:

-

Znaczenie mian i imion oraz przydomków, i ważniejsze pojęcia wywodzone z jego miana:

Kosze dotknięcia – dotknięcia miłosne, niosące rozkosz, dotknięcia zmieniające dolę, byt, wierg (kosz) – budzące uczucia, z których powstają trwałe związki. Stąd staropolskie wyrazy koszkać – kochać, bośkać – całować, kosztować – rozkoszować się, budzić i dawać rozkosz – miłe doznania związane z kochaniem, miłością. Kosz to „przypadek”, jeden z rodzajów losu spadającego nagle, niespodziewnaie, odmieniającego przyszłość. Kosz pozostawał we władaniu Przepląta. Pierwotnie było to jedyne określenie tego, co się oddaje greckim terminem „los”. Z czasem ograniczyło się wyłącznie do oznaczania działań Plątów – losu-przypadku. Stąd niemiłe konotacje kosza-przypadku, dopustu: koszmar – tknięcie przez Marę, kara kosza – pręgierz, kosz – więzienie, kose spojrzenie – ukośne, złowrogie, kosa – narzędzie Nyi-Śmierci, karkosza – kij, laska (być może do wymierzania kary).

PRZEPLĄT-PEREPUŁT (Perepłut) – miano tego boga jest dwuczłonowe. Drugi człon -pułt nawiązuje do putat’ – plątać, wikłać, pętać, czyli przewikłujący, plątający, spętujący. Pierwszy człon imienia, pere-, jest identyczny jak w słowie Perun (uderzający, piorący, bijący nagle, spadający niespodzianie) i ma takie same ewentualne odniesienia – omówione także przy osobie Spora: ostry, silny, prący, napierający, skłócający, prawy, prawiący, sądzący. Gdyby przyjąć drugą wersję końcówki, -plut, wtedy plut’ – płynąć, perepluti – przepłynąć. Imię boga miałoby więc znaczenia: przepływający, niezauważalny, nieuchwytny. Także pląt – plączący, plotący, pełtający – pielący, wyrywający, karczujący, plewtający (rus. połowu – plewię), plutający – plujący. Z Przeplątem jest związany zwyczaj plucia przez ramię, plucia w kruż z miodem, jak i wiele przysłów czy powiedzeń, które wiążą plucie z przekleństwem i złym czarem, niepowodzeniem, splątaniem zamiarów, zepsuciem.

Przepląt oprócz omówionego miana Przepląta-Perepułta nosi imiona wtórne Przepląt-Kus i Przepląt-Kos.

Kus znaczy kuszący – podkuszający, kuszący – powabny, budzący zainteresowanie, dotykający delikatnie (kusznąć, kuszać – dotykać, całować), kęsający – pożerający, kąsający – gryzący, podgryzający, kąsający – próbujący, smakujący. Także szorstkoskóry.

Kos, czyli ukośny, krzywy, stający w poprzek drogi, długowłosy z warkoczem (kosa -warkocz pleciony, ale i w ogóle długie włosy), kosmaty – włochaty. Także kosiarz - posługujący się kosą-sierpem. Kosz – pułapka, zamknięcie, ale i kosz – przypadek, los, kosz – dotknięcie, czyli „dotknięcie losu” – przypadek. Kosz – plecionka, a więc bóg plotący, pętający, wikłający.

Kara kosza to kara średniowieczna, która polegała na zawieszeniu w koszu nad błotem. Aby wyjść, trzeba się było odciąć wpadając w błoto. Była to bardzo hańbiąca kara, stosowana zwłaszcza wobec nierządnic. Z kolei „dostać kosza”znaczyło zostać opuszczonym, odtrąconym, zdradzonym (Plątwa zdradziła Przepląta ujawniając miejsce zakopania Taj). Z drugiej strony od rdzenia kos – dotykać, pochodzą pojęcia całować i kochać. Widać tutaj znowu typową dla Plątów dwoistość znaczeń i bezpośrednie nawiązania do mitu, bowiem oboje Plątów spotkała hańbiąca kara – zostali umazani swoim postępkiem i dosłownie unurzani w błocie (ocaliło ich ukrycie się na dnie bagna). Przepląt stał się od tamtej chwili bogiem Podziemnym.

Istyjskimi odpowiednikami Przepląta i Plątwy są Wajżgants (wiążący) i Raugupatis (bóg zakwasu-termentacji). Obydwaj mają męską postać, co jest późniejszą naleciałością. Postać żeńska nie została zachowana do czasów, kiedy zanotowali te miana kronikarze.

Syriusz/Wielki Pies – Pas Oriona – Złoty Cielec

Oto opis : Orion is very useful as an aid to locating other stars. By extending the line of the Belt southeastward, Sirius (α CMa) can be found; northwestward, Aldebaran (α Tau). A line eastward across the two shoulders indicates the direction of Procyon (α CMi). A line from Rigel through Betelgeuse points to Castor and Pollux (α Gem and β Gem). Additionally, Rigel is part of the Winter Circle. Sirius and Procyon, which may be located from Orion by following imaginary lines (see map), also are points in both the Winter Triangle and the Circle.[5]

Oczywiście tutaj nie napisano że ta linia za Aldebaranem trafia w Plejady.

Orion – mityczny czyli Ori-Orzyj

W mitologii Orion był myśliwym. Posejdon (jego ojciec) obdarzył go umiejętnością chodzenia po wodzie. Zakochany był w Plejadach, które nieustannie goni na niebie. Chełpił się, że może zabić każde stworzenie, a został śmiertelnie ukąszony przez skorpiona i od tej pory znajdują się na przeciwnych stronach nieboskłonu. Jego pies – Syriusz – jest najjaśniejszą gwiazdą i stanowi część konstelacji Wielkiego Psa.

Pas Oriona – asteryzm utworzony przez trzy jasne gwiazdy ζ Ori (Alnitak), ε Ori (Alnilam) i δ Ori (Mintaka), należące do gwiazdozbioru Oriona. Gwiazdy te to błękitne nadolbrzymy, gorętsze i znacznie masywniejsze od Słońca. Alnitak jest gwiazdą potrójną odległą od Ziemi około 817 lat świetlnych, Alnilam jest błękitnym nadolbrzymem, odległym od Ziemi około 1342 lata świetlne, a Mintaka jest gwiazdą wielokrotną, składającą się z czterech składników, odległą od Ziemi około 916 lat świetlnych. Powstały w Obłoku Molekularnym w Orionie. Gwiazdy pasa Oriona widziane z Ziemi są ustawione prawie w jednej linii.

Przedłużenie pasa Oriona wskazuje na Syriusza na południowym wschodzie oraz na Aldebarana na północnym zachodzie.

W religii Słowian był atrybutem Welesa (tzw. Wołosożary)[1]. W wierzeniach chińskich łączono go natomiast z triadą Fu Lu Shou[2].

W 1994 roku Robert Bauval w książce „The Orion Mystery” przedstawił teorię wykazującą, że piramidy IV Dynastii były budowane jako ziemskie odzwierciedlenie gwiazdozbioru Oriona. Egipski bóg Ozyrys utożsamiany był z gwiazdozbiorem Oriona, prawdopodobnie też z tego powodu wybudowano na terenie nekropolii Memfickiej szereg piramid odpowiadających swym położeniem gwiazdom tego gwiazdozbioru. Bauval i Hancock ustalili korzystając z obliczeń komputerowych, że układ Oriona i piramid pokrywały się w sposób idealny w 10500 roku p.n.e. zdaniem badaczy oznacza to, że chociaż budowa piramid zakończyła się około 2500 p.n.e. to jednak plan całego kompleksu powstał 8000 lat wcześniej (czyżby jednak projektantami piramid byli Atlantydzi ?). W tym czasie ok. 10500 roku p.n.e. Orion przechodził przez najniższe swoje położenie, w tym czasie następowało ocieplenie klimatu Ziemi i koniec ostatniego zlodowacenia. Klimat Egiptu stał się suchy.  Do dziś pięć zachowanych piramid stanowi ziemskie replikę gwiazdozbioru Oriona, a słynne piramidy w Gizie są idealnym odbiciem trzech gwiazd składających się na pas Oriona. Również dwie piramidy w Dahszur wybudowane przez Snofru (ojca Cheopsa) stanowią część mapy nieba. Według Bauvala są to gwiazdy gwiazdozbioru Byka: Aldebaran i ε-Taurus.  Jeszcze w czasach V Dynastii wybudowano mniejsze piramidy, które uzupełniają między innymi głowę Oriona i gwiazdy towarzyszące Aldebaranowi. To ziemskie odbicie nieba miało umożliwić faraonowi przejście w zaświaty Ozyrysa.

Po lewej stronie widoczny jest Orion, po prawej gwiazdozbiór Byka, po środku piramida Cheopsa

Tuż pod pasem Oriona znajduje się mgławica Koński Łeb (IC 434). Jak wiadomo Koński Łeb to największy diament świata należący do Ryjnów-Bierygów, który chcieli im ukraść Skrytowyrwowie  zamieniony przez mędrca Urwę  (Aurwa) – w Wodę w Ogniu – Wrzący Koński Łeb u Bramy Nawi Piekielnej – który nieustannie gasi księżniczka Kajkeja , córka zaborczego władcy.

Jak widać starożytni posiadali wiedzę bardzo głęboką, mity przeplatają się z nazewnictwem gwiazdozbiorów, a te wyznaczają linie które łączą je w inną tajemną opowieść. Tę opowieść powinniśmy czytać, te związki zgłębić – Nie mit powierzchowny, lecz ten wyznaczony Czerwoną Linią.

Tak się dziwnie składa – czego tutaj nie widać – że Czerwona Linia biegnie prosto do Plejad – znanych nam Słowianom jako Kwoka i Kurki. Plejady odgrywają niepoślednią rolę w podaniach nawiązujących do Początku naszego Świata jako konstruktu osnutego przez Niebiańskich Przybyszów na Materii Matki Ziemi. To z kolei splata się Kalendarzem w ogóle – z Zodiakiem , z astrologią, z okultystyczną głęboką wiedzą, z astrologią i magią – a to wszystko łącznie z filozoficznymi wykwitami w postaci taoizmu, buddyzmu, antropozofii, teozofii – tworzy Wiarę Przyrody – czyli Wie4dzę O Kształcie Świata i jego Dziejach która ma charakter poza naukowy. Nauka odkrywa dla Wiary Przyrody wszystko to co materialne i dotykalne dla człowieka i badalne narzędziami jakie stworzył dotychczas.

Ponieważ kalendarz nie jest tworem przypadkowym lecz opartym na obserwacji nieba i znaków i konstelacji i ruchu planet przez kompleks związków oczywiście trafimy do obecnej Wielkiej Zmiany – kóra jest w toku. Data 14 o7 – ma dla tej zmiany swoje znaczenie – zwłaszcza jako Dzień Narodzin Osirisa-Koszerysa-Kosz-Perepułta. Słowo Perepułt wiąże się również ze zmianą – tak jak słowo kos wiąże się z kosą – narzędziem Śmierci i splecionym warkoczem oraz „skrętem” – skrzywieniem.

Zapewne jak powiedzą „racjonaliści”-ateiści – to tylko przypadkiem właśnie w Orionie widzimy tę Galaktykę która zderzy się z Drogą Mleczną – czyli Andromedę.

Aldebaran w Cielcu – czyli Złota Gwiazda królów perskich i „stacja” Księżycowa astrologii w Indiach

Po polsku sobie wiele o nim nie poczytacie – trudno:

Aldebaran

Astrologically, Aldebaran is a fortunate star, portending riches and honor. This star, named „Tascheter” by the Persians, is one of the four „royal stars” of the Persians from around 3000 BC. These stars were chosen in such way that they were approximately 6 hours apart in right ascension. Each of these stars was assigned to a season, Aldebaran was prominent in the March sky and as such, it was associated with the vernal equinox. Its current celestial longitude is 09 Ge. 47 as of 2006[11]

To medieval astrologers, Aldebaran was one of fifteen Behenian stars, associated with rubies, milk thistles and the kabbalistic sign Aldaboram (Agripa 1531).svg.

In Hindu astrology, Aldebaran corresponds to the Rohini Nakshatra.

Rohini
„the red one”, a name of Aldebaran. Also known as brāhmī
Aldebaran
  • Lord: Chandra (Moon)
  • Symbol: Cart or chariot, temple, banyan tree
  • Deity : Brahma or Prajapati, the Creator
  • Indian zodiac: 10° – 23°20′ Vrishabha
  • Western zodiac 6° – 19°20′ Gemini

Nakszatra ( dewanagari नक्षत्र ) – znak ( konstelacja ) indyjskiego zodiaku lunarnego. W terminologii astrologii indyjskiej to stacja księżycowa lub dom Księżyca. Ekliptyka jest podzielona na 27 nakszatr.

Nakshatra (Devanagari: nákṣatra) is the term for lunar mansion in Hindu astrology. A nakshatra is one of 27 (sometimes also 28) sectors along the ecliptic. Their names are related to the most prominent asterisms in the respective sectors.

The starting point for the nakshatras is the point on the ecliptic directly opposite to the star Spica called Chitrā in Sanskrit (other slightly different definitions exist). It is called Meshādi or the „start of Aries”.[citation needed] The ecliptic is divided into each of the nakshatras eastwards starting from this point. The number of nakshatras reflects the number of days in a sidereal month (modern value: 27.32 days), that the width of a nakshatra is traversed by the moon in about one day. Each nakshatra is further subdivided into quarters (or padas) These play a role in popular Hindu astrology, where each pada is associated with a syllable, conventionally chosen as the first syllable of the given name of a child born when the moon was in the corresponding pada.

The nakshatras of traditional bhartiya astronomy are based on a list of 28 asterisms found in the Atharvaveda (AVŚ 19.7) and also in the Shatapatha Brahmana.[citation needed] The first astronomical text that lists them is the Vedanga Jyotisha.

In classical Hindu mythology (Mahabharata, Harivamsa), the creation of the nakshatras is attributed to Daksha. They are personified as daughters of the deity and as mythological wives of Chandra, the moon god, or alternatively the daughters of Kashyapa, the brother of Daksha.[1]

Each of the nakshatras is governed as ‚lord’ by one of the nine graha in the following sequence: Ketu (South Lunar Node), Shukra (Venus), Ravi or Surya (Sun), Chandra (Moon), Mangala (Mars), Rahu (North Lunar Node), Guru or Brihaspati (Jupiter), Shani (Saturn) and Budha (Mercury). This cycle repeats itself three times to cover all 27 nakshatras. The lord of each nakshatra determines the planetary period known as the dasha, which is considered of major importance in forecasting the life path of the individual in Hindu astrology.

In Vedic Sanskrit, the term nákṣatra may refer to any heavenly body, or to „the stars” collectively. The classical sense of „lunar mansion” is first found in the Atharvaveda, and becomes the primary meaning of the term in Classical Sanskrit.

Nakshatras in the Atharvaveda

In the Atharvaveda (Shaunakiya recension, hymn 19.7) a list of 28 stars or asterisms is given, many of them corresponding to the later nakshatras:

(1) Kṛttikā (the Pleiads), (2) Rohinī, (3) Mrigashīrsha, (4) Ārdrā, (5) Punarvasu, (6) Sūnritā, (7) Pushya, (8) Bhanu (the Sun), (9) Asleshā, (10) Maghā, (11) Svāti (Arcturus), (12) Chitrā (Spica), (13) Phalgunis, (14) Hasta, (15) Rādhas, (16) Vishākhā, (17) Anurādhā, (18) Jyeshthā, (19) Mūla, (20) Ashādhas, (21) Abhijit, (22) Sravana, (23) Sravishthās, (24) Satabhishak, (25) Proshtha-padas, (26) Revati, (27) Asvayujas, (28) Bharani. [2] Interestingly enough, the term „nakshatra” has a different meaning as demonstrated in the „Surya Siddhanta” which is an ancient text on astronomy. In the early chapters, the author, Mayasura or Mayan, describes various time units. He writes that a „prana” is a duration of 4 seconds. He then continues with a discussion of a number of time units with progressively long durations made up of the shorter time units all composed of a number of pranas. Amongst those time units are something he calls „nakshatra.” For example, there are 15 pranas in a minute; 900 pranas in an hour; 21600 pranas in a day, 583,200 pranas in a nakshatra (month). According to Mayan, a nakshatra is a time unit with a duration of 27 days. This 27 day time cycle has been taken to mean a particular group of stars. The relationship to the stars really has to do with the periodicity with which the moon travels over time and through space past the field of the specific stars called nakshatras. Hence, the stars are more like numbers on a clock through which the hands of time pass (the moon). This concept that nakshatra means a time unit has been lost and diverted to meaning a set of stars in the sky. This concept was discovered by Dr. Jessie Mercay in her research on Surya Siddhanta. It is documented in a textbook called „Fundamentals of Mamuni Mayans Vaastu Shastras, Building Architecture of Sthapatya Veda and Traditional Indian architecture.” (Mercay, 2006 – 2012, AUM Science and Technology publishers)

Etymology

In Persia it was known as Sadvis and Kugard.[20]

The Romans called it Palilicium.

In Chinese it is known as 畢宿五 (Bìxiùwŭ, the Fifth Star of the Net).

In Hindu astronomy it is identified as the lunar mansion Rohini and as one of the twenty-seven daughters of Daksha and the wife of the god Chandra.

Tolkien – Aldebaran, Orion i Plejady

  • The Lord of the Rings (1954–1955), fantasy epic written by J. R. R. Tolkien. Frodo, Sam, and Pippin are beginning their great journey, still in the Shire and already shadowed by Black Riders, when they take refuge for a night with the elf Gildor and his companions. On that night, … high in the East swung Remmirath, the Netted Stars, and slowly above the mists red Borgil rose, glowing like a jewel of fire. Then by some shift of airs all the mist was drawn away like a veil, and there leaned up, as he climbed over the rim of the world, the Swordsman of the Sky, Menelvagor with his shining belt.[9] Borgil, which follows Remirrath (the Pleiades) and precedes Menelvagor (Orion) has been convincingly identified as Aldebaran.[10] The Tolkienian goddess of light Varda made the stars and the constellations, including those described here, in preparation for the awakening of the elves. (myth, sky)

Wielki Pies – Syriusz

O Syriuszu już tyle napisano że lepiej poszukajcie w linkach gdzieś w Internecie – to prawdziwie Niekończąca się historia – związana oczywiście z 21 12 2012

Wielki Pies

należy do gwiazdozbiorów nieba południowego, pojawiających się u nas nad horyzontem w miesiącach zimowych. Znajduje się w nim najjaśniejsza gwiazda całego nocnego nieba, Syriusz, która razem z Betelgeuse w Orionie i Procjonem w Małym Psie tworzy tzw. trójkąt zimowy. Ta wyraźna figura niemal równobocznego trójkąta jest bardzo pomocna w orientowaniu się na niebie zimowym. Konstelację Wielkiego Psa odnajdziemy na południowy wschód od Oriona. Do Syriusza doprowadzi nas linia będąca przedłużeniem pasa Oriona.

Z gwiazdozbiorem

wiąże się kilka mitów greckich. Według niektórych z nich Wielki Pies ma przedstawiać wiernego psa Oriona, towarzyszącego mu również na niebie. Inne legendy mówią, że jest to Lajlaps, pies ateńskiego myśliwego Kefalosa, wnuka króla Aten, Kekropsa. Kefalos otrzymał psa od swej małżonki, ta zaś od bogini łowów Artemidy. Lajlaps słynął z tego, że żadna zwierzyna nie mogła mu się wymknąć. W czasie polowania na Liszkę Taumesyjską, której nie mógł dogonić żaden pies, powstała sytuacja bez wyjścia i sam Zeus musiał interweniować. Zarówno psa, jak i Liszkę przemienił w kamienie, a następnie umieścił na niebie, gdzie świecą po dzień dzisiejszy jako Wielki Pies i Lis. Według trzeciej wersji, Wielki Pies jest gwiazdozbiorem przedstawiającym psa Erigony, córki Ikariosa, pierwszego hodowcy winnej latorośli. Sam pies, Majra, jest gwiazdą znaną dziś pod nazwą Syriusza.

Syriusz

(Canicula, Psia Gwiazda) – najjaśniejsza gwiazda nie tylko w konstelacji Wielkiego Psa, ale na całym niebie. W rzeczywistości od pozostałych gwiazd niczym się nie różni, a jedynie jego niewielka odległość, wynosząca 8,69 roku świetlnego, sprawia, że widzimy Syriusza jako bardzo jasną gwiazdę, -1,47m. Jest on tylko 2,35 razy bardziej masywny niż Słońce i dwukrotnie większy. Należy do białych gwiazd ciągu głównego. Temperatura na jego powierzchni wynosi około 10 000 K (dla porównania temperatura powierzchniowa Słońca to około 6000 K). Nazwa gwiazdy pochodzi z języka greckiego i znaczy jasna. Określenie takie przypisywano pierwotnie każdej bardzo jasnej gwieździe na niebie, nawet Słońcu. Łacińską nazwę Canicula – suczka, piesek – otrzymała gwiazda około roku 1420.
Znacznie bardziej interesujący od samego Syriusza jest jego towarzysz, biały karzeł. Obiega on Syriusza w ciągu 50 lat. Gwiazdę tę odkrył w 1844 roku Friedrich W. Bessel na drodze pośredniej, z sinusoidy ruchu własnego Syriusza. Dopiero później, w 1862 roku, Alvan Clark odnalazł towarzysza Syriusza za pomocą teleskopu. Powtórzyła się zatem podobna sytuacja jak przy odkryciu planet Neptuna i Plutona.
Towarzysz Syriusza był pierwszym znanym białym karłem. Ma on masę podobną do masy naszego Słońca, ale średnicę równą tylko 0,22 średnicy słonecznej, jest zatem tylko 2,4 razy większy od Ziemi. Średnia gęstość tej gwiazdy przewyższa aż 90 tysięcy razy średnią gęstość Słońca. Na Ziemi 1 cm3 materii tej gwiazdy ważyłby 125 kg.

Tagged with: , , , , , ,

Święto Kresu i Kryszeń-Krasa oraz Kwiat Żaru, czyli Kwiat Pąpu Rudzi oraz „Pieśń o Sobótce” Jana Kochanowskiego i „Pieśń o Ziemi Naszej” Wincentego Pola


Jerzy Przybył – Dziewanna

O tym święcie powiedziano już tyle, że nie wiadomo  co tu jeszcze dodać, a co już po wielokroć powiedziano. Ważnym i rzucającym się w oczy odkryciem jest powiązanie nazwy Kresu i postaci Krasy-Krasatiny lub Dziewanny-Krzesy z postacią ruskiego Kryszenia i hinduskiego Kriszny.

K-Rasa oznacza i działanie ku Rasie i zawiera człon ogniowy k-RA-sa i nawiązuje do znanego Skończykom – Skądy-Nawiom (Skonom)  pojęcia bogów Asów i Asgardu – Grodu Asów – kr-AS-a. Oczywiście krasy, krasny – jaśniejący ognisty, czerwony, piękny, zdrowy – cała masa pojęć jest wiązana z tym słowem w sposób jednoznacznie pozytywny – stąd też pochodzi słowo rusy – rudy, mieszany, a więc stąd wywodzi się miano Rusów. Krasić, kraśnieć – malować, czy nie od malowania ciał ohrą – czerwoną farbą? Czerwienie i czarować  – widać tutaj bliski związek mian kra-kar i czar-czer a przez to bliskość pojęć czarowania, czerwieni, pojęcia kary – czarny, kara – ukaranie i czar – czarowny a także car – władca.

Przytaczamy tutaj nieco rozjaśniające te wszystkie związki, ich bliskość oraz naświetlające obyczaje związane z obrzędem Kresu-Kupaliów fragmenty podania o Czarodanie, a także  ruskiego podania o Kryszeniu i Radudze (Ra-Dędze – Tęczy) oraz opis z czasów, gdy obrzęd ten był wśród Polaków powszechny – z pierwszej ręki Jana Kochanowskiego – największego poety Słowian wszech czasów. Na koniec poemat Wincentego Pola, który przypomina nam co rozumiemy przez Polskę i jej kulturę – tę rozległa, wspólną pogańską polsko-rusko-litewską Jerzy Przybył – Rykawd i Iworoda oraz ich syn Drakiw

6 rok Starych Czasów Nowej Koliby – Wiślania i Łysa Ziemia:

Odrodzenie Czaroduny i jej kolejne dzieje po dokonanej Zemście Dyja

 (fragment Taji 23 – Księga Ruty)

Był to czas kiedy w ziemi leśnej, zwanej Ziemicą Nurów, liczniej żyła dzika zwierzyna i ptaki niźli ludzie. Myśliwiec wędrując całymi dniami przez bory, jeno niedźwiedzie i tury napotykał, albo stada jeleni. Czasami zoczył inoga, czasami boginkę z boginiakiem u piersi, znacznie rzadziej boguna, a wcale już nieczęsto zdarzało mu się zetknąć ze zduszem. Wszystko w ziemi onej spowijał, niczym zielone morze – dziki, spieniony bór zwany Lasem Harów[i]. W tej nieodmianie zielnych wełen i ptasiego świergotu odmianą jeno góry stały – na jugu, zapadzie i wstoku – nagie, dalekim widokiem dające oparcie oku, a ciału ulgę śnieżnym chłodem, nawet w środku lata.

Wiślania była w Nurii inkszą od inkszych ziemic. Krainą rozległą, obfitą w doliny i wzgórza, rozłożone wokół stóp onych gór śnieżysto-skalistych, jak drobna dziatwa u kolan potężnych rodziców. Rozpostarta główną połacią w siewierz, usiana była białymi wieżami i bryłami skalnymi rozrzuconemi w ziemię aż po widnokręg, jakby je z jednego potężnego zamyku olbrzyma inny olbrzym, a może jeden z bogów, po całej okolicy roztrącił.

W onej krainie podgórskiej leżało także jedno miejsce wielce osobliwe – Błędy. Ziemia w wielkim obszarze była tam goła, albo tylko porosła słabą trawą – niczym na Weli u wrót Onawielnej Góry. Jakby śmierć i zaświaty taką miały tu moc, że życiowe siły w zarodku sprowadzone zostały ku mikrym rozmiarom. Jakby Weles i Mor dozwalali tu żywotowi i bytowi jeno tlić się, lecz nigdy płomieniem tęgim nie strzelić.

Tam to ciągnęła się przez setki piędzi jedyna na Zapadzie Świata, w Białym Lądzie uczyniona pustynia. Została poczęta dawno, osobiście ręką Dyja, na samym zalęgu świata, gdy kształciła się Ziemia, a z nią lądy i morza, kiedy Wielkie Morze Ciemne cofało się i schło. Tutaj był jego piaszczysty brzeg. O kształt Ziemi bił się tu Skalnik – Pan Podziemi, zdobywając ląd kawałek po kawałku, wydarty przemocą od Wodów.

Umyślił sobie Skalnik zaopatrzyć te okolice we wszelakie podziemne pożytki, a zwłaszcza w wielkie złoża srebra, krzemienia, żelaza, złota i innych szlachetnych metali. Jak sobie umyślił tak uczynił. Jednak Dyjowi-Błętowi się to nie podobało, bo nigdzie na Ziemi nie było miejsca, gdzie mógłby z piasku wiry i błęty kręcić, gdzie mógłby do woli swawolić i czuć się, jak u siebie. Z jednego miejsca nad Bołotykiem wziął więc piachu do wora i poszybował ku Wisełlądowi. Miał oną ziemię walnąć prosto na Srebrne Złoża, ale zawadził o wierzchołki drzew nad Błędem i rozpruł się ów wór, i zasypał wszystko inne, a zwłaszcza Złote Zagony i Pola Drogich Kamieni. Do pasma piasku po Morzu Ciemnym przybyło zatem rozległe polisko piachu bołotyckiego. I tak powstała pustynia zwana Błędem Dyja (Pustynia Błędyjnowska), która pod sobą kryje istne skarby, sztolnie, wąwozy i podziemne jeziora. Z niej to kiedyś dawno, Dyj zaczerpnął garść: z jej piachu białego powstała Czaroduna. Pustynia nie była wcale bardzo wielka, ale jej osobliwość powodowała, że nie jeden zabłądził biorąc mylną drogę i nie jeden padł z wycieńczenia kręcąc się w koło na wydmach i pustych ścieżkach.

Cała ta kraina pełna była podobnych dziwów – głębokich jaskiń, tajemnych grot, krętych korytarzy, wielkich skalnych komnat i kutych w żywym srebrze przełomów rzek, rozlanych miejscami w podziemne jeziora. Nie brakło i na powierzchni, dziwacznych skalnych wąwozów, błędnych wzgórz i urokliwych jezior z mrocznymi zatokami pośród boru. Liczne strumienie tryskały ze źródeł zlewając się zimnym kryształem prosto z gór w dolinę, zwłaszcza z Góry Wądy skąd Wądal-Wisduna wychodzi.

W Wiślanii królowała jakowaś tajemna senność. Niewiele ptactwa dało się zoczyć w powietrzu, a kiedy już się owoż zoczyło, miarkował człek, że milczkiem nieboskłon przebiega, bezdźwięcznie szybując, jakby się swym krzykiem lękało potwora jakiego ze snu zbudzić.

Na powyżu, skąd tryskały źródła świętej rzeki biegnącej ku Błotykowi, nachodziło się drugie miejsce osobliwe owej ziemicy – Bór Tajch, gdzie ongi Bierło zakopał taje. Między górami w rozległym rozstępie, stanowiąc jakby zachętę do wejścia w ów kraj, ciągnęła się trawiasta przestrzeń, płaska jak stół, bez jednego drzewa. Lecz kto by wybrał tę drogę już by z niej nie wrócił, bowiem było to rozległe po widnokrąg bagnisko Morawy, gdzie bogińki śmierci i złośliwe morawki wybrały sobie ziemskie siedlisko.

Miejscami bagno przeświecało jasną tonią wodnego zwierciadła. Od źródełka Głom, tryskającego spod wiekowego dębu, wiła się struga Orawa. Z wód owego bagna Mokosz wróżyła przyszłość. Może przez to wszystko ziemia ta zdawała się nosić na sobie jakoweś piętno lub w sobie jakieś zaklęcie? Nie był to jednak znak kary, ni zbrodni, a jeno piętno tajemnicy i zaklęcie świętości.

Święta Rzeka Wąduna toczyła ciemne wody środkiem pogórza. Na samym rozległym zapadlisku rozlewała się ona w dziesiątki nurtów, opływających skały i tworzących zarośnięte szuwarami wyspy oraz podmokłe łęgi nie do przebycia.

Powiadają, że ziemia ta od dawien dawna jest naznaczona w sposób szczególny, jako miejsce najważniejszych dla świata wydarzeń – szczególnej pamięci i świętości. Tu miały się rozegrać najcięższe bitwy, zarówno dwóch pierwszych wojen między bogami, zakończonych wyjściem Światowita z Kłódzi, jak i ostateczna, ziemska bitwa Wojny o Taje.

Tu miały się w przyszłości rozegrać najważniejsze wojny między ludźmi na Ziemi, tu miały się zdarzyć najstraszniejsze zbrodnie i stąd przyjść może Ostatnie Starcie, które doprowadzi do Czwartego Wyjścia Swąta z Kłódzi. Dlatego jest to ponoć miejsce tak szczególne, naznaczone dziwnością, różnorodne z powodu pozostałości boskich zamyków i urządzeń wojennych, i pobrużdzone krwawymi śladami potyczek, a także ciche, sielskie i święte.

Każdy kamień i zakątek tej ziemi ma swoje ważkie dla świata i barwne dzieje. A wśród licznych świętych przedmiotów, które znalazły tu swoje schronisko lub grobowiec wieczysty, jest do dziś leżący pod Górą Wąwel święty kamień Ziemi – Ułatyr (Ałatyr)[ii].

Ułatyr to jest ten niewielki ułamek Kamienia Kamieni – Światyra, który pozostał w Ziemi po tym jak bogowie pokonali Potwora Światogora. Światogor jak wiadomo, zapadał się trzymając w rękach Kamień Kamieni. Grzązł pod jego ciężarem coraz głębiej. Żeby Światogora można było spod ziemi wyciągnąć musieli bogowie część owego Kamienia odrąbać, bo inaczej nawet wszyscy pospołu nie udźwignęliby potwora, który nie chciał kamienia z pazurów puścić.

Ten to kamień – Ułatyr – jest przez wielu wiedów i kołodunów, a zwłaszcza kudełosów Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata, uważany wręcz za członka rodziny Swąta, nie mniej ważnego niż Świętogłaza (Zemuna) czy Świćgałęza (Siduna). Stąd Góra Wąwel od razu stała się święta i po dziś dzień, promieniuje na świat cały, wielką mocą.

To miejsce właśnie, i być może, że z powodu czucia jego wielkiej mocy, upatrzył sobie Krak-Nur na lęgowisko. Tu, pomiędzy odnogami rzeki, na skale, założył swoje gniazdo i tutaj powił swój lud nurski, czyli nurciański, zwany też nuruciańskim albo nuruskim. Ziele Ruty jest jego znakiem i Orzeł Biały o jednej głowie – Strasz Rah-Raróg.

W tę też ziemię któregoś razu, po długiej wędrówce wzdłuż i wszerz świata, z trzaskiem łamanych drzew, furkotem wyrywanych pni i świstem sitowia przybył Dyj. Tu, wyjąc i rzucając przekleństwa, toczył się po pustyni, a z każdym jego krokiem w niebo szedł pył, strzelały błęty i wznosiły się wiry. Tak bardzo wył i uwijał się Dyj, że aż przezwano go tutaj Płakoszem.

W tym to czasie Kreks skłócił się już był ze swoim nielicznym ludem. Wybudował łodzie śmigłe i mocne, na wzór korabia, bo jemu się trafiła ta karta Księgi Głębi, co o kleceniu statków rzykała. Uwidział sobie Kreks, zwany Lugiem, że Błotyk wszerz i wzdłuż przepłynie, a do tego jego panem i władcą się stanie, a jak trzeba to i z samym Wodo-Bełtem się o koronę zmierzy.

I stało się tak, że tępił każdego kto się poważył bez jego wiedzy na ono morze wypłynąć. A kto mu stanął okoniem tego zwyciężał, a zabiwszy go wypijał jego krew, by sobie dodać sił i przyczynić grozy własnej osobie pośród wrogów. Nie bacząc, że każdy czyn pociąga za sobą skutek ani zauważył, jak począł się zamieniać w potwora. Wkrótce nieliczni rybacy przestali na morze wypływać, a jego własny lud w głąb borów łakomie poglądał mając przecie przed sobą pełne morze.

Niektórzy powiadają, zwłaszcza zaś nurscy kudiesnicy i wróżowie Rudzi ze Stradowa, że to Dyj zabełtał wpierw Lugowi w głowie, omamił go, otumanił, okręcił w koło i ogłupił. Stąd Lug począł się nadmiernie po morzu rządzić i pchnął tym samym własnych pobratymców przeciw Wędom, którzy spokojnie żyli nad Wartą. Tak samo Istowie bojący się na morze wypływać coraz częściej łakomie patrzyli na Wielkie Jeziora, które były w rękach Budynów i Nurów. Tak to spełniało się posłanie Światowita, że brat przeciw bratu stanie z byle powodu.

Jednakże żercy Swaroga z Lęgnicy prawią, że przyczyny pierwszej waśni między ludami wyrosłymi z Kruków były o wiele głębsze i tajemnicze. Otóż ich zdaniem ani Kreks nie byłby oszalał, ani Wężowie-Wołgowie nie wyszliby ze swoich leży napierani przez Lęgów, ani nie naszliby Nurów, a ci nie wleźliby w zagony Budynów, gdyby nie Dyj i odrodzona przez niego Czaroduna.

Kiedy tylko Dyj się na Błędach pojawił, nagle całą tę ziemię, zwaną Wiślanią Nadwisduńską, spowił żar. Żar ten stał tak długo nad Wisełlądem, i tak był potężny, że wypalił większość roślin, wypłoszył z borów zwierzynę i przegnał ptactwo. To z jego powodu tyle jest w Wiślanii łąk i stepów na północ od Lasu Harów i sporo łysej ziemi, gołych gór, a nawet kawał  pustyni.

Zoczył tę rzecz Perun, który co wiosnę otwierał brzuch Siemi do życia swoją błyskawicą. Grzecznie próbował Dyja przekonać, że nic nie zyskuje mszcząc się na tej okolicy. Ale Dyj nie dawał się omamić. Od Dodoli wiedział, że to tutaj, gdzieś pośród setek onych białych skał rozrzuconych w wisełlądzkich pustoszach, leżą owe dwie – Czarnodyja i Rykawd z Iworodą. Wierzył Dodoli bez zastrzeżeń, bowiem znał dobrze złośliwość Panien Welańskich i nie zdziwiło go, że zesłały Czarodunę na wieczny spoczynek w ziemię, z której się narodziła.

Jednego dnia Perun dał za wygraną i odszedł, ale się nie omieszkał Perperunie poskarżyć. A ta od razu poczuła pismo nosem i skrzyknęła pozostałych sześć z Siedmiu Bogiń Pomsty. Im najbardziej by zagrażało odrodzenie tej ziemskiej trójcy. Zatem przytaiły się w okolicy bacząc, co się też dziać będzie. A Dyj drugiego dnia także się spierał z Perunem i obaj aże się rozpalili do bitki, ale Perun jeszcze raz ustąpił nie chcąc zaostrzać sporu.

Trzeciego dnia Perun zastał Dyja nie na Błędach tylko na Górze Swarogowej i podpatrzył skąd się onże żar bierze. Watra wykradła jakimś sposobem swojej matce Swarze Chustę Żaru a on nią kręcił zawzięcie, rozlewając gorąco ze szczytu góry. Wyskoczył Perun na nich oboje bardzo rozsierdzony, że niszczą i pustoszą ziemię miast pozwolić jej kwitnąć. Dyj tylko śmiał mu się w twarz, a Watra z Chustą uciekła. To tak rozsierdziło Władcę Piorunów, że począł ciskać błyskawicami w Dyja. Nie mógł go jednak dobrze trafić, bo Dyj kręcił się zwinnie i stale był w tym samym miejscu, a nie był w nim wcale. Aż w końcu całkiem zniknął i tylko płacz jego i wycie niosły się dalej wąwozami Wiślanii.

Powiadają żercy Guniów z Sistu zwanego też Soest[iii], że to wtedy dopiero Dyj przybrał postać człowieka, niejakiego Płakosza i dlatego Perun nie mógł go wypatrzyć. Pod tą ludzką powłoką występował ponoć potem ówże bóg Dyj mieniąc się owym imieniem, kiedy budował Łyszczec dla Czarodany i pod tym imieniem pojawił się ponownie, jako budowniczy Świątyni Dziewięciu Kręgów w Łyskogórach.

Błyskawice Peruna raz po raz łupały wierzchołek góry aż rozłupały go tak bardzo, że dobyły się zeń wody znacznie silniejsze niż dotychczas. Wody te zasiliły dwa strumyczki Wisełek a te przerodziły się nagle w spienione, obfite strumienie. Tam, gdzie się złączyły w jedną potężną Wisdunę, powstała otwarta kipiel. Spłynęła ona jako nowa rzeka, potężniejsza niż kiedykolwiek, jako Atla-Wątla – Rzeka Ognista, powstała od uderzeń Peruna,  która wypełniła swoimi pętlami całą dolinę. A nurt miała tak wartki, że wyrywała drzewa, łamała im pnie i porywała ze sobą całe kawały lądu. Takoż w samej dolinie na dnie rwała wartko przed siebie a trafiwszy na zaklętych w kamień Rykawda i Iworodę porwała ów kamień i rzuciła go na drugi – na Czarnodyję. Tym sposobem matka i jej dzieci połączyły się, poczuły bicie swoich serc i czułe objęcia. W jednej chwili czar prysł i dusza Iworody z duszą Rykawda wyrwały się pospołu z welańskiej Jaskini Tronów. Cała trójka spojrzała sobie w oczy i odrodziła się.

Jerzy Przybył – Dyj-Poświściel

Królowa Łysej Góry, Łyszczec – Łyskowice, Pałkini i Harowie

Krótkie jednak było ich szczęście, już bowiem Wąda, Perperuna, Swara i pozostałe rzuciły się by rozerwać pętlę splecionych rąk i na powrót zarzucić pętlę martwego czasu. Wąda pochwyciła w swoje wiry Iworodę i wciągnęła w nurty – nie zamierzała jej wypuścić. Dyj rzucił się na ratunek roztrącił wody, lecz jego kręcenie się wcisnęło jeno Rykawda głęboko w ramiona Perperuny. Dyj dobył na ląd Czarodunę, ale Perperuna i Swara odpłynęły w tym czasie daleko, dzierżąc Rykawda pomiędzy sobą. Tak oto poniosło Rykawda, aż w Ziemicę Lęgów, nad samo morze, na dwór Kreksa. Iworodę zaś Wąda puściła pod Wędyjską Skałą, gdzie pobudował swe gniazdo Krwędys.

Czaroduna natychmiast wyruszyła na poszukiwanie dzieci. Szła i szła aż zaszła na wysoką górę całkiem łysą. Tu poczuła się zmęczona wędrówką, nieustannym wojowaniem i sporem z boginiami. Wypatrywała z onej Łysej Góry swoich dzieci i zamierzała za wszelką cenę je odnaleźć i pokonać wredne boginie. Razem z nią przybył na górę siwy staruch bez twarzy, za to z rozchełstanym brodziskiem niemal do ziemi. Budził grozę swoim wyglądem i drżenie lęku głosem, który dobywał się jakby z głębin studni, lub zaświatów. Na miejscu twarzy nosił łzawą maskę o smutnych rysach, jakoby twarz wiecznie tonącą w zgryzocie. Od tej maski nazwano go Płakoszem, a był to pod ludzką postacią sam Dyj.

Dyj w jedną noc pobudował na szczycie góry potężny zamyk dla swej ukochanej córy. Był to zamyk z wysoką do nieba białą wieżą – tumem. A cały zrobiony został z kamienia, który srebrzał i skrzył się w słońcu jak wzniesione ponad okolicę zwierciadło. Zamyk był dla każdego, kto się w tę stronę spojrzał z doliny, lub przybywał z odległych równin, znakiem, że oto wkracza na Łysą Ziemię. Dał też Dyj Czarodunie małe zwierciadełko, które onegdaj miała, żeby mogła w nie zaglądać i nim przepatrywać okolicę. Dał jej też wyczarowanego przez siebie Białego Kruka mówiącego ludzkim językiem, który zwał się Lasota, a stał się dla niej jako brat. Dał go jej po to, żeby go mogła wysłać dla sprawdzenia, nad bory i lasy, nad puszcze i jeziora, żeby tam ciągle, po onych borach i lasach, jej dzieci szukał. A też po to by po prostu miała do kogo zagadać. To wszystko też na wypadek, gdyby jej dzieci zbłąkane wróciły w te strony, żeby od razu mogły matkę odszukać, a ona je zobaczyć.

Niektóre kąciny i kapiszty podają, że Lasota był dzieckiem Dyja i Borany, a inne iż Dyja i Pogody, a więc był Czarodany rzeczywistym boskim bratem.

Codziennie o świcie budziła się Czaroduna z wielkim bólem w sercu i ten ból gnał ją na szczyt wieży. Z Białym Krukiem Lasotą rzeczywiście byli wkrótce jak siostra z bratem, dzielący radość i ból. Siadał jej na ramieniu i razem przemierzali trzysta i sześćdziesiąt pięć stopni na szczyt wieży. Ona celowała swoje zwierciadło w różne zakątki, śląc tam jasne promienie, a on rzucał się w niebo i krążył nad wskazanymi okolicami. Wracał umordowany wieczorem i niezmiennie meldował jej ze spuszczoną głową o niepowodzeniu, a ona klęła coraz mocniej boginie, i wyrzekała przeciw nim, coraz szybciej zbliżając się do kolejnej klątwy. Gniew w niej narastał i gotowa się była jeszcze raz rzucić na Welańskie Panny.

Kiedy tak stała kolejnego upalnego południa na szczycie góry i wpatrywała się w pusty, zielony widnokres, i zaklinała swoje zwierciadełko, a ono mówiło jej po raz kolejny „widzę jeno o Pani, że oni oboje żyją, są na tym świecie, ale daleko, daleko, jedno u wód wzniesionych szarymi wełnami, drugie śród białych gór, za daleko, nie wiem gdzie”, gniew ją porwał tak wielki, że ponownie postanowiła wyzwać boginie na śmiertelny bój.

Wtedy zstąpiła ku niej Dodola, spłynęła na jej gorejące lico zimnymi kroplami, otuliła jej rozpalone czoło chłodnym kojącym szalem. A strugi z góry płynące złączyły niebo i górę, i wlały spokój w jej serce. I wyszeptały kropliste usta deszczowej bogini, by zaprzestała wróżdy, jeśli chce, żeby jej dzieci żyły, by zaprzestała poszukiwań. A jeśli tak uczyni to dzieci jeszcze kiedyś obaczy, jeszcze kiedyś do niej wrócą, a przez cały czas będą żyły w spokoju. Jeśli zaś będzie się boginiami droczyć sprowadzą na jej dziatwę nieszczęście. Czaroduna poczuła wtedy olbrzymie zmęczenie i pogodziła się z tym co się stało, i postanowiła tu na dzieci czekać, bo lękała się, że je na powrót Mściwe Panny Welańskie ściągną do Nawi. Wtedy boginie uznały ją za pokonaną i zostawiły w spokoju[iv]. Zwłaszcza, że Dyj nie opuszczał jej ani na chwilę gotów znów poruszyć cały świat, gdyby włos spadł z głowy jego córki. Ale Czarodana w głębi duszy nie pogodziła się z przegraną, skryła w sobie głęboko ból i złość i oszukała boginie tak się tając. Ból i gniew nieustannie się w niej gotował tak, jak się cały czas gotuje Wodawogniu-Kobyla Głowa (Vadawagni) w Morzu Południowym, która jest gniewem mądrego Urwy z Bierygów. Czy taki gniew można na stałe, albo i na długo, ukryć przed bogami?

Odtąd codziennie o świcie wstępowałą na szczyt wieży i cały dzień przepatrywała widnokres, puszczała Kruka Lasotę, który wracał dopiero wieczorem, i przepytywała nieustannie zwierciadełko. Opuszczała zaś swą wieżę dopiero po zmroku, i tak czyniła nieustannie. Czas mijał, ale na jej zwierciadle nigdy nie pokazała się piękna twarzyczka Iworody ni przystojne oblicze Rykawda, mimo że nielicznych wędrowców i mieszkańców okolic często w nim widywała. Kruk zdrożony lotem zawsze wracał bez żadnych wieści. Pocieszało ją jedynie to, że sama siebie i swoje dzieci wyzwoliła z kamiennego snu, i że dzięki ugodzie z boginiami dała córce i synowi na nowo życie, że gdzieś tam w świecie są i któregoś dnia któreś z nich, a może i oboje, na pewno zobaczy.

Z każdą niedzielą jednak, z każdym miesiącem żal i smutek coraz większy królował w jej sercu. Widywani w zwierciadle ludzie poczęli ją mocno drażnić swoim szczęściem i spokojem, swoim zwyczajnym bytem. Kilka razy wzywała swoją dawną przyjaciółkę Plątwę, ale ta nie pokazywała się wcale. Raz zawitała na zamek obrzydliwa starucha-ropucha pokryta bąblami, kostropata, śmierdząca. Kazała ją Czarodana przegnać psami, a te poszarpały babę do krwi.

Żaden zły uczynek nie mógł zadośćuczynić jej bólowi i ulżyć krwawiącej ranie. Wyprawiała się zatem Czarodana z zamyku i napotkanych ludzi, tabory, sioła, okrutnie turbowała, niszczyła sadyby i zasiewy, rujnowała ułożony byt. Wkrótce zaczęła też niektórym odbierać życie. I zaczęto ją nazywać Czarną Królową.

Zachowywała się jak najgorszy zbój okrutnik, a wkrótce przygarnęła też drużynę zbójecką, wielgachnych, włochatych wojów co posługiwali się jak nikt inny maczugami, nasiekami i pałkami, a mówiono o nich, że są synami Stwolinów i zwano ich Stolemami-Skołotami. Nazywano onych dzikich mężów także Pałkinami, a niektórzy powiadają, że owo wojsko Czaroduny wyrosło z pni wiekowych jodeł porastających zbocza Łysej Góry, jako dar Boruty lub samego Borowiła dla niej – Borowi Woje, Jodłowi Rycerze.

Prawda jest jednak taka, że ci Pałkini byli ze Skołotów króla Lipoka (a więc nie Wyrwijodły ani Bora Burzana) i przyszli ze stepów, by być bliżej ziemi Wędów i Mazonek, od których wywodziła się ich matka Pałuka-Stwełna. Chociaż Pałkini uważali się za prawowitych władców tej ziemi od pierwszego spotkania z Czarodaną poczuli taki podziw i szacunek dla niej i taki wzbudziła w ich sercach lęk, że bez szemrania poddali się jej niepodzielnej władzy. Złożyli też pokłon u stóp czarownego, boskiego Kruka Lasoty. Był to bowiem czas, kiedy kobiety były równe mężom, a może nawet bardziej od nich były potężne, poważane, uważnie wysłuchiwane oraz czczone. Był to też wciąż czas, kiedy o objęciu władzy i przybraniu kagańskiej czapy-czuba, nie stanowiła krew po dziadach i ojcach, lecz boskie dokonania i moc tego, który po tyrs-berło i czub-koronę, sięgał. Jeżeli wykazał się siłą, zwyciężył w biegach i pojedynkach, podjął boskie narzędzie – to słuchano się go i bano. Bano się go i nazywano panem, banem lub wodzem. Taką właśnie panią-baną, wiedźmą-wodzynią, okazawszy  Lipokowym Wojom swoją moc, stała się dla nich Czarodana.

Ludność okoliczna rychło umknęła przed złością królowej z Łyskowisły do Wiślanii, czyli z Ziemicy Łysogórskiej, nazywanej też Połuczanią, do Wisełlądu. Ziemia okoliczna się wyludniła, i tylko wyjątkowo wędrowcy ważyli się zapuszczać w te strony. Na ich miejsce sprowadzili się zaś z północy zadziorzyści, łysogłowi olbrzymowie, również nasienie Stwełny-Pałuki tyle, że z Lugiem, którzy mienili się  Łyskowicami. Z tymi Czarodana zabawiała się, by zapomnieć o bólu i wyruszała otoczona zastępami owych Łysków i Pałkinów w bój. Wszyscy mówili o złej Czarnej Królowej, jej zamku Łyszczcu i drużynie z(a)bójców Pałkinów. Z czasem zaczęto Łysą Górę (Łysiec), Łysicę, Górę Dobrzeszowską, Górę Witosławską i Górę Wida[v] nazywać Peuką, Górą Pałki, lub Górą Pałuki, a wszystkie góry okoliczne Górami Pałków lub Łyskogórami.

 [Nie znam autora tego obrazu - ale jest bardzo dobry]

Rok 6 czasu NK, Wiślania:

Odrodzenie Czaroduny według zarzycek Dengi z Tęczyna i siemionek  Matki Ziemi z Czernej

 

O Rudnie Rodów, Górze Bełta, Czarnej Jaskini i Moście Dyja

Istnieje też taka odmiana opowieści o odrodzeniu Czarodany, która przechowywana jest przez żerców Dażboga-Mira z Nitry-Mitry na Słowacji i wejunasów Strzyboga we wszych Kącinach Małopolskich, a przejęta została od pradawnych zarzycek Dengi z Góry Tęczy i kapłanek siemionek Matki Ziemi z Góry Czernej w Wiślanii.

Podług niej to nie wody Wisduny połączyły rodzeństwo i matkę zaklętą w skały, lecz sam Dyj-Poświściel. Przemierzał on Ziemicę Nurów przez całe stulecia podejmując się różnych sposobów by odzyskać swoją córkę i wnuki. Brał z ziemi przypadkowe kamienie i rzucał skałą o skałę w nadziei, że za którymś razem trafi na te właściwe. Dodola wskazała mu to miejsce i wierzył jej, że tu Boginie Pomsty zrzuciły jego córkę i jej potomstwo, bowiem stąd się ona po części narodziła.

Kiedy rzucanie kamieni okazało się nieskuteczne Dyj umyślił sobie, że pewnie boginie ukryły owe kamienie w otaczającej wszystko w tej okolicy Puszczy Czernej – Lesie Harów. Upatrzył sobie dwie góry – Rudną i Górę Bełta i wyrozumował, że je połączy kamiennym ciągiem i tym sposobem zejdzie się góra z górą. Przez całe stulecie budował olbrzymi most w Czernej między owymi górami. Było to tak wielkie mościsko, że z niego można było sięgnąć samych wierzchołków tysiącletnich buków rosnących w puszczy. Most złączył dwie góry, ale nie ożywiły się one.

Pod mostem w Czernej znajduje się jednak Jaskinia Czarna, w której Dyj sypiał. Przez ową jaskinię wiedzie ostatnie wejście w Pola Drogich Kamieni i Złote Żyły ciągnące się w podziemiach okolicy. Kto potrafi odnaleźć to wejście i zna odpowiednie zaklęcia, trafi do czterech komnat: pierwszej – strzeżonej przez skrzyste szczóropióry, drugiej – pilnowanej przez skrzyste psy, trzeciej – bronionej przez skrzystego dzika i wreszcie do ostatniej warowanej skrzystym wężem i setką żmij. Jeśli się nie zlęknie może zabrać ze sobą tyle skarbów ile zechce. Jednak jeśli tylko przez chwilę się zawaha, lub włos mu się zjeży, natychmiast obróci się w kamień.

Wielu śmiałków próbowało przejść mostem i zejść z niego w Czernej do owej jaskini, ale żadnemu się nie udało. Z tego powodu wejście to zostało zawalone wielką stertą kamieni powstałych z ludzi. Przez to też w okolicy mostu kręci się wiele powstałych z owych ludzi zduszów-skrzeni. Skrzeniowie ci jeszcze bardziej wzmagają strach, bo strzegą skarbów zazdrośnie, by się innym nie dostały.

Tylko dwa razy w roku w Święto Rodów, do których należy Góra Rudna i w Święto Świstów do których należy Góra Bełt można bez śmiertelnego zagrożenia przedostać się na most i dotrzeć do jaskini, jako że wtedy zdusze czmychają przed Rodżanicami i bogunkami Matki Ziemi Siemlianockami. Kiedy ich nie ma, da się bezpiecznie wejść do jaskini, ale żeby z niej wyjść trzeba znać odpowiedzi na zagadki zadawane przez bogunki, a też i musi się znać zaklęcia pozwalające ruszyć kamienie[x].

 

 

O Pustyni Błędowskiej – podanie żercy Olkusza z kąciny Sima

 

Kiedy się nie powiodło Dyjowi z Górą Rudną  i Górą Błęta umyślił, że Górę Tęczy połączy z Górą Ojców, Górą Wądy i górami okolicznymi innym sposobem. Kolejne stulecie zeszło mu na tarciu kilkuset skał na proszek. Ścierał jedną po drugiej i mieszał je ze sobą i tym sposobem je łączył, a kiedy i to się okazało bezskuteczne wziął Dyj ów piasek i usypał pustynię, która miała połączyć Górę Tęczy z Babią to znaczy Mokoszą Górą. Ponieważ jednak wiele gór owym piaskiem zasypał a żadna nie ożyła stracił zapał do tej pracy i zaprzestał jej w połowie. Postanowił wrócić do prostszego sposobu i znów zaczął wściekle ciskać skałami. Powiadają też, że wtedy w wielkiej złości przysypał większą część skarbów owej ziemi pustynią, a poprosił też Wądę żeby resztę zatopiła, i ta rzeczywiście skierowała wody rzeki Baby pod ziemię i zatopiła Złote Pola i Drogokamienne Groty. W dodatku przeklął tę ziemię tak, że kiedykolwiek cokolwiek z niej wykopią to nowy kawałek pustyni będzie przybywał[xi].

 

 

 

Odrodzenie Czarodany i jej dzieci według dagów Gorgonów

Powiadają święci dagowie – opiekunowie gorejącej gałęzi Gorgorzału, od której wzięło miano całe plemię Gorgonów[xii] zamieszkujących Góry Gorgony na południe od Gór Tatr-Tartarów, że w swoich wędrówkach podupadły już na duchu Dyj, trafił na koniec w Dolinę Prądnika i Wisduny. Szedł od Doliny Ojców i przewalał prątki, którymi Perun z Perperuną i synami zasypali ongi tę okolicę. Wreszcie pewnego razu, gdy na Białą Skałę Wąwelnicę rzucił tę drugą Czarną Skałę stojącą obok Wąwelu i kiedy jedna skała uderzyła o drugą, poszły iskry na wszystkie strony. Wtedy odrodziła się Czarodana oraz Rykawd i Iworoda, jako że ich uścisk był tak gorący, że skry poszły aż do welańskiej Jaskini Tronów i pękły okowy wiezionych tam duszyczek rodzeństwa. W tę samą Czarną Skałę została w końcu Czaroduna na własną prośbę, dużo później, zamieniona powtórnie. Perperuna rzuciła ją pod Wzgórza Lasoty i Wąwel.

Lęgia (Lugia) i Wędia (Wenedawa):

Rykawd-Jaryk Wdały i Iworoda-Iwna Rodina – ucieczka oraz klęska – według kudałów z Góry Kałdus-Chełm

Gdy Bóg Bogów opuścił już Ziemię, Rykawd stał się przybocznym Kreksa, Iworoda zaś ulubienicą kniazia Wędsa. Jego zwano w nowym wcieleniu Rykiem Udałym albo Jarykiem Wdałym, a ją nazywano Iwną Rodiną lub Iwną Rusiną. I było tak, że ani jednemu ani drugiemu dziecku Czaroduny nie przychodziło do głowy oddalać się ze swojego nowego domu. Brało się to stąd, że litościwa, a może właśnie mściwa Łada-Łagoda odebrała im pamięć przeszłości.

Iworoda była piękną młodą dziewczyną, której urodą zachwycali się wszyscy na dworze Wędsa. Jego małżonka Gązwa, w miarę jak dziewczyna dojrzewała, stawała się coraz bardziej zazdrosna o jej wdzięki. Iworoda wykazywała od początku niezwykłe zdolności i umiejętności. Bez trudu rozpoznawała rośliny – zioła, krzewy i kwiaty, a które raz spostrzegła – nazywała różnymi imionami. Po kształtach oraz woni rozpoznawała ich właściwości oraz moc.

Inną jej umiejętnością była łatwość wzbudzania przychylności u ludzi i ich zaufania. Chętnie jej się zwierzali, lubili ją, a ona potrafiła każdego wysłuchać i powiedzieć mu coś co powodowało, że czuł się potem lepiej. Działo się tak, mimo że była jeszcze prawie dzieckiem nie więcej niż dwunastu wiosen. Widząc zdolności dziewczyny, ale też i coraz bardziej łakome spojrzenia kniazia Wędsa ku niej, Gązwa umyśliła, że oddali niebezpieczeństwo przeznaczając Iworodę do posług świątynnych. Odsunęłoby ją to ode dworu, pozwoliło zgłębić tajemnice ziół, rozwinąć zdolności kołbienia i wróżenia z patyczków – burtowania[xiii].

Pośród Wędów-Wężów (niewielkiej na północ wysuniętej swoją osadą grupy plemiennej) znany był kapłan Chorzycy, lekar i burtnik Wols. Ci Wężowie pochodzili od wędyjki księżniczki Wolgi i króla Lipoka ze Skołotów. Wolga była jego czwartą żoną. Zamieszkiwali też z nimi przybyli tu ze wschodu Osowie (przezywani przez Wędów i Lęgów Sromotami) z matki Ostny i króla Karpoka. Okół, w którym po społu żyli, zwał się Osiów.

Wols był jednym z licznych synów Lipoka. Zjeżdżali do niego ze wszej Słowiańszczyzny chętni wiedzy o wierze i przyrodzie, poznania kirów i dziejów świata oraz pochodzenia ludów, a także którzy chcieli poświęcić swój żywot bogom i obcować z ich wysłannikami. Węds nie bardzo był rad pomysłowi Gązwy, ale przychylił się do niego chcąc, by dziewczyna bardziej jeszcze dojrzała i rozwinęła swoje zdolności. Posłano więc Iworodę do osady Wężów oraz Sromotów-Osów i do kąciny Chorzycy w owym Osiowie nad rzekami Drwęcą i Osią.

Iworoda rychło okazała się najzdolniejszą z uczennic Wolsa. Poświęcał jej wiele uwagi i czasu. Razem wyprawiali się w tajemne zakątki zbierając zioła na leki i zioła do wróżb. Wols wtajemniczał ją w czarowne praktyki pozwalające przez zmrożenie lub inne działania zachować rośliny niezmienione co do właściwości nawet w gorące pory i nawet przez całe lata. Przekazał jej wiedzę jak wyciągać z nich soki i najgłębsze isty, zbierać właściwe części właściwych roślin, przerabiać je, ucierać, mieszać, suszyć sporządzać syropy, słodkie i gorzkie napary, czarne i białe moście.

Z czasem poczęła się wyprawiać sama, także w księżycowe noce, albo w pełnię, albo w młody księżyc, a nawet w nów, jeśli tego wymagała sztuka warzenia ziół. Powiadano również, że za plecami starego Wolsa na własną rękę poczęła zgłębiać czarną wiedzę i kumać się z ciemnymi mocami. Podobno prowadzona bezpośrednio za rękę przez samą Chorzycę, a czasem przez jej pomocnice jagi-jędze, poznała możliwości szkodzenia, za pomocą roślin i zaklęć, wszemu co żywe. Wśród zazdrosnych o względy Wolsa uczniów kąciny Chorzycy opowiadano też o jej nocnych wyprawach i przyjaźniach nawiązanych z mątwami, męcicami a też i z samą Dodolą. Rzeczywiście nie wiadomo jak posiadła Iworoda umiejętność kołbienia, czyli wróżenia z lotu ptaków, co do przyszłości, a także jak to się stało, że potrafiła przepowiadać zdarzenia.

W tym czasie Rykawd uczył się u boku swego przybranego ojca Kreksa. Był bardzo pojętnym czeladnikiem w pirackim rzemiośle, szybko zgłębiał tajniki żeglowania we dnie – na słońce i chąśnictwa nocą – przy gwiazdach. Jeszcze szybciej przyswajał sobie tajniki posługiwania się bronią, walki burta w burtę, czy ataku przy pomocy taranowania. Znać było, że płynie w jego żyłach krew starych królów, a także bohaterów – ziemskich synów bogów. Wkrótce Kreks ani się umiał ani chciał bez niego obejść. Spędzali długie tygodnie na morskich wyprawach w dalekie północne krainy. Z niewielką drużyną zbrojną w topory, haki i piki docierali, gdzie zdawało świat się kończy. W ziemie chłodne, okryte wyłącznie wrzosowiskami, rozłożone na samym zachodzie na skalistych wyspach, w zawiłe morskie ujścia i zatoki, ciągnące się niczym Ognista Piekielna Rzeka, między urwiskami i nawisami skalnymi, przez wiele setek stajań. Docierali do Wielkiej Ziemi Lodowej i Krainy Królowej Śniegu, skąd tylko nielicznym udaje się wrócić, bowiem stamtąd wiodą Bramy prosto na Welę.

Lęgowie z ich plemienia nie chcieli się jednak osiedlać w ziemicach odkrywanych przez Kreksa, ani nie polubili żeglarstwa. Drużyna Kreksa zmieniła więc znacznie skład. Tworzyli ją w końcu sami okrutnicy, zbójcy, zabijacy, srodzy wojowie zarówno z Lęgów jak i Wędów czy Istów. Najwięcej było wśród nich Wędów Wolsa i wyspiarzy Ozylów z Istów, zdarzało się jednak nawet, że podczas wypraw ku wschodowi dołączali do drużyny ciężcy wojownicy Burów uzbrojeni w młoty i kleszcze. Wędowie najbardziej palili się do wypraw morskich.  Mogli żeglować miesiącami i gnała ich naprzód jakaś wielka chęć odkrywcza. Kreks zazdrościł Krwędysowi jego poddanych i nieraz nawet myślał sobie po cichu, że chętnie by swoich z nim zamienił.

Kreks od pewnego czasu turbował się o swój lud. Powiadają staruchowie bogini Drasznicy- Radorady i kapłanki Licho z Kałuża-Kalisza, że miano ludu Lęgów wcale nie poszło od pierwszego ich ojca Kreksa-Luga, lecz od jednego z jego synów, który nosił miano Lęg, lub Lęch. Ten właśnie syn, co miał być jego prawowitym następcą najbardziej martwił Kreksa. Ani mu się podobały morskie wyprawy, ani tęsknił do zdobywania lądów, ani miał duszę odkrywcy. Jakby stworzony do jarzma podchwyconego kiedyś z ziemi przez króla Zariwa, uwielbiał Lęg grzebać się w glebie, w glibieli, w błocku, chadzać po łęgach, odwracać skiby oradłem i siać ziarno dla coraz to nowych upraw. Co gorsza, w większości, jemu zdawali się dawać posłuch, współplemieńcy. Odwracali się więc Lęgowie plecami do morza i w ogóle do wody, wchodząc coraz głębiej w ląd, w bory, karczując je i przemieniając w pola uprawne. Coraz bardziej z każdym rokiem obawiał się Kreks utraty władzy i utarczki między Lęchem a jego przybranym bratem Rykawdem, którego po prawdzie chętniej by na tronie nad Lęgami widział niż pierworodnego. Kiedy po raz kolejny Lęgowie odmówili Kreksowi, gdy ten zażądał żeby dali obsadę czterech nowych łodzi, rozeźlił się władca. Zamiast żeglować poszli oni znowu w bory karczować nową polanę. Postanowił więc posłać za nim drużynę dowodzoną przez Rykawda.

Wszędy bogowie bywają,

zakątek każdy w pieczy swej mają.

Nic co powstaje po świecie

poza ich wolą nie dzieje się przecie.

Takoż i tym razem Rykawd – Jaryk Wdały, nie nawykły do lądu i boru, choć doskonale po morzach żeglował, w lasach się ze swoją drużyną pogubił. Powiadają mędrcy z kąciny Mokoszy w Lądzie[xiv], że to ona pokręciła drogi Rykawda, przy pomocy swoich męcic, które spowiły ciężką ćmicą na trzy dni całą puszczę. Po sześciu księżycach wędrówek, wciąż nie znajdując Lęgów, ani nie umiejąc trafić na brzeg morza znalazł się Rykawd z wojami w czarownej okolicy. Kolejnego dnia o zachodzie słońca dotarli do gołego wzgórza, z którego widok się szerszy roztaczał, na łuk rzeki i niewielką polanę. Nad lasem snuł się dym z jakowegoś ogniska. Czem prędzej kazał Rykawd bieżać w stronę zakola pewien, że ktoś tutejszy, lub będący wytrawnym wędrowcem, pokaże im właściwą drogę. Lecz noc ich zastała, a do owej polany nie doszli. Za to kolejnego ranka z boru wyszedł prosto na nich ślepy starzec. Siwiuteńki był, z kosturem i oczkurem w dłoniach. Poprosił go Rykawd o pomoc, by go doprowadził na polanę. Okazało się, że prawie na niej byli, ale się wciąż w koło kręcili. Starzec, kiedy ich przyprowadził, na powrót w bór zawrócił.

Nie wiedzieli, że znaleźli się nad rzeką Osią, w ziemi plemienia Wężów z ludu Wędów. Jeszcze nim weszli w obszar polany doleciał ich przepiękny i tęskny śpiew dziewczęcia, równy o ile nie czarowniejszy, od pieśni czetlic w przyskalnych wirach na morskich, zaklętych pustkowiach. Jakież było zdziwienie wojowników, gdy okazało się, że na tej polanie sama jedna słodka i piękna dziewka przebywa, a prócz niej jeno jaskółki, kukułki, sikory, łanie i jelenie. Zapytał ją Rykawd, jakie jej imię, ale jeszcze nim mu odpowiedziała ich spojrzenia spotkały się i oczy obojga tak zaskrzyły, że aż cała polana pojaśniała i pokraśniała. Zaniemówili wojowie patrząc na jej urodę, powab i dumną postawę, zastygli niemal jak głazy porażeni jej krasą i boskim śpiewem.

Rykawd od razu poczuł żar niewyobrażony i serce uderzyło mu jak młot. Od jednego wejrzenia pokochał Iworodę. Już samo jej imię brzmiało mu słodko, jakby wspomnienie matczynej piersi. Nie inaczej czuła to Iworoda. Gdy Rykawd spojrzał na nią zadrżała, a każde wypowiedziane przez niego kojącym głosem słowo, wprawiało ją w jeszcze większe drżenie. Jego imię było jak wspomnienie spokojnego domostwa pod dębem, jak ogień grzejący izbę w mroźną noc, jak mocne ramię, na którym zawsze można się bezpiecznie wesprzeć. Nie poznali się młodzi, bo i nie mogli, wszak wszystko zapomnieli, ale poczuli ku sobie tak wielką miłość i pociąg, że nic już nie mogło stanąć na drodze do ich zbliżenia.

Kiedy Wols się dowiedział co zaszło, wielce się zmartwił, bo miał dobrze w pamięci uczucia Krwędysa i jego zamiarunki. Rykawd od razu posłał jednego z wojów, wskazaną przez Iworodę drogą do Garzu na Ruję (gdzie ze dworem Kreks przebywał), z wiciami, iż z panną zaślubioną z borów wraca. Wraca jak najszybciej, jeno wpierw na dwór Krwędysa, z którego ona pochodzi, zajść muszą, by o rękę prosić.

Iworoda nie była świadoma, jak bardzo miał ją na oku przybrany ojciec. Kiedy tylko dotarli na dwór Wols uprzedził Krwędysa jak się sprawy mają. Kiedy Rykawd – Jaryk Wdały poprosił, następnego dnia Krwędysa o rękę panny, ten odmówił mu stanowczo. Nadmienił przy tym, że mógłby się zastanowić nad zmianą zdania, gdyby Rykawd wykonał Siedem Prac: zdobył ptaka-gadaka o którym Krwędys w Gołębiej Księdze wyczytał, dobył święty kamień Światyr z głębin morza Błotyckiego, wykradł Bursztynową Izbę z nocnego zamyku Swarożyca zatopionego we wodach jeziora na zapadzie, pokonał Zielonego Czara o Wodnej Tarczy i przyniósł mu ją, pokonał Czerwonego Czara o Ognistej Traczy i wyrwał mu wątrobę i przyniósł ją na zielonej tarczy[xv], i jeszcze….

Rykawd nie słuchał go dłużej, choć udawał, że słucha i przyrzekł, że następnego ranka ruszy wykonać pierwsze zadanie. Krwędys nie kazał trzymać straży pewien, że panna, choć płakała, to uszanuje jego wolę. Zadowolony, że Rykawd zgodził się tak łatwo wykonać niewykonalne przecie zadania, legł twardym snem. Tymczasem Rykawd – Jaryk Wdały szepnął Iworodzie – Iwnie Rodinie, tylko jedno słówko. A gdy księżyc zszedł nisko z nieba, i pociemniało w borach, wymknęli się ze dworu Krwędysa.

Ruszyli ku Garzowi z wojami Ryka Udałego.

Jak Lęgowie naszli Wężów, Wędowężowie najechali Nurów, a Nurowie nawiedzili Budynów – według kącin Łyskowickich

Rankiem, gdy tylko odkryto porwanie panny, rozwścieczony Krwędys wraz ze zbrojną drużyną rzucił się w pogoń za Rykawdem. Było wśród Słowian we zwyczaju zaślubianie panien przez umówione porwanie, przeto gniew Krwędysa mógł dziwić. Uciekinierzy mylili tropy i zakolami szli w kierunku wyspy. Po kilku dniach ich czujność spadła. Którejś nocy nie czekając błogosławieństwa żerców kapiszty Świętowita młodzi pobrali się. Była to noc kupalna, święta – oboje nie chcieli dłużej czekać. Nad małżeństwami zawartymi tej nocy, dwudziestego czwartego dnia czerwca, szczególną pieczę mieli Dziewowie i Rodowie. Zatem były skoki nad ogniem i puszczanie Wianka strumieniem, a potem para wymknęła się na poszukiwanie Kwiatu Papródzi. Takoż stało się z tym małżeństwem królewskim, że tej nocy znaleźli ów kwiat czarowny, i poczęty został ich potomek, syn – Drak.

Następnego ranka drużynie Krwędysa udało się na tyle zbliżyć do uciekających, że jeszcze żarzyły się gorące ogniska po postoju tamtych. Postanowił Krwędys wyprzedzić zastępy Rykawda i uderzyć niespodzianie od przodu. Jak umyślił tak zrobił. Zaskoczenie było tak wielkie, iż w boju z ręki Krwędysa poległ sam Jaryk Wdały (Ryk Udały – Rykawd), a i większość jego wojów oddało życie. Iwna Rodina (Iworoda) pogrążyła się w rozpaczy, ani chciała słyszeć co jej prawi Krwędys. Pozornie poddała się i pozwoliła powieść z powrotem na dwór. Zbiegli niedobitkowie drużyny Rykawda po tygodniu dotarli do Garzu i opowiedzieli wszystko Kreksowi. Tak dusza Rykawda, nazywanego w drugim wcieleniu Jarykiem Wdałym albo Udałym Rykiem ponownie wróciłą do Jaskini Tronów.

Kreks zapałał żadzą mordu i poprzysiągł wróżdę Wędom. Zebrał wielką siłę i ruszył ku sadybom Wężów Wolsa. Usłyszawszy o niezliczonych zbrojnych zastępach Lęgów, co weszły w Ziemicę Wędów, a mordują nie znając litości każdego kto wpadnie im w ręce, takoż kobiety i dzieci, zląkł się wielce Krwędys i zebrał tych co zostali do ucieczki. Na czele ucieczki postępowali najbardziej zagrożeni Wężowie, a między nimi ukrył Krwędys brzemienną Iworodę (Iwnę Rodinę-Rusinę). Poszli w kierunku Wisełlądu, i tym to sposobem weszli Wędowie-Wężowie na Ziemicę Nurów, ale po drodze stała im Łysa Góra, Łyszczec na niej i Czaroduna z jej Pałkinami, Łyskowicami i Harami.

Któregoś ranka pokonawszy trzysta sześćdziesiąt i pięć stopni na szczyt tumu i skierowawszy ku północy swoje zwierciadło zobaczyła nagle Czarodana swoją córkę i poczuła jeszcze większy ból niż zwykle, ból który bił z istu Iworody.

W jednej chwili zobaczyła wszystko. To, że jej syn nie żyje, że zaślubił córkę i że poczęty został w onej córki trzewiach potwór. Wiedziała, że przyjdzie do strasznej bitwy z Krwędysem. A było to w czasie, kiedy bezlik Pałkinów z Chrobrami-Obrami i Charwatami oddaliła na południe. Sława Pałkinów Czarodany była wtedy wielka nie tylko pomiędzy Słowianami, ale i wśród Istów i Skołotów.

Było tak, że przyszło na Łyszczec posłannictwo od Kyja Rusego – Kruka Budynów, którego z kolei prosili Skołoci-Haralędowie, wielcy przyjaciele Dachów z Czarnych Gór Kauków, o pomoc w walce z wielkim wodzem i królem Ozierów (Asyryjczyków) Sargonem. Było to w roku 95 Starych Czasów Nowej Koliby, kiedy Ozieryjczycy-Kozeryjczycy (Asyryjczycy) sprzęgli się z Miodewami i Kumorami. Kumorzy osiedli w Prygji Małomazjatyckiej i ułaskawieni przez Karpoka, mieli nadzieję, że jeszcze się od Sistanu wyzwolą i odbiją swoich kowali z niewoli buryjskiej, więc przeciw Skołotom kolejny raz stanęli. Dała zatem Czaroduna Skołotom i Budynom swoich Pałkinów, Łyskowiców i Harów pełną moc i wtedy w bitwie Kozerowie (Ozierowie, Asyryjczycy) z Miodewami i Kumorami zostali pokonani, a śmierć kniagina Rusy I w Mokszyszu  została pomszczona.

Zachęceni zwycięstwem pomyśleli Skołoci-Pralędowie i Budynowie, że jeszcze większe siły zbiorą i zdobędą Bogtoharię, Syry Kraj i Jugę-Judewię a może nawet Zawaryn w Mlekomedirze albo i stolicę Kozerów-Ozierów (Asyryjczyków) Nieniwę. Jeszcze raz więc dała Czarodana wojów swoich i została przy niej jeno garstka do obrony Łysej Ziemi.

Nad Czarodaną czuwał jej ojciec Dyj, którego jako Płakosza obrano kapłanem Wiary Przyrody, wielkim zniczem-kaganem Świętej Góry. I zwołał Płakosz swoich popleczników bogów kącin Góry Pałki: Lela, Polela oraz Dzieldzieliję. Wzniósł on z Czarodaną wypróbowane modły – wezwanie o pomoc, które sprawdzały się już wiele razy pomiędzy bogami:

O Miłości, ciebie, ciebie na pomoc tu wzywam,

Której dobrotliwości od wieków nie zażywam

Która okowem spinasz gniew spornych żywiołów

Duchem swym sięgając Nawi i Wokołu

Przybądź Wielka Pani z mieczykami stoma

W krasie kwiecia płenej, co oręż pokona

Niech kadzidło wonne bitwę tę okryje

Niech sczezną w Otchłani mściwe Weli Żmije

Harowie jednak w tym samym czasie złożyli krwawe ofiary z trzystu trzydziestu i trzech Kozyryjczyków (Asyryjczyków), którzy dali głowy pod świętą pałkę Peuke-Pałłukę. Tym sposobem zyskano z jednej strony łaski całego rodu Rodów i Kupały z Dziewaną, jednakże wplątano w całą sprawę Morów. Najdziwniejsze, że pomoc swoją okazała też Zorza i Daba-Dobra, Bogini Jasnego Nieba. Zorza rozświetliła noc, a Daba oślepiła wrogów Czaroduny swym blaskiem. Także Strzybogowie wspomogli wyrodnego swego syna, Dyja. Najważniejszym jednak sprzymierzeńcem Czarodany stał się Chors, opiekun wiary przyrodzonej i główny bóg Harów. Biały Kruk Lasota przywołał z Weli olbrzymi rój ptaków – były to lelki, sowy, kaczki i skrzyste kruki. Gdyby nie Chors i Pogoda-Matka Ptaków, nie mogłyby one wyfrunąć z Wyraju.

Z garstką swych zastępów ruszyła Czarodana odważnie na wrogą hmarę. Broniąc północnej rubieży Ziemicy Nurów chciała odbić swoją córkę. Sowy i lelki rzuciły się za nią na Wędów kalecząc krawo ich twarze i wydziobując im oczy. Może jej zaskakujący atak by się powiódł, gdyby nie przeciwdziałanie, jak zawsze czujnych, Bogiń Pomsty. Spętały one nogi koniom Pałkinów, a upadłszy z grzbietów wierzchowców ciężcy Pałkinowie stali się bezbronni. Wycięto ich w pień.

Na skrzydłach dziesiątków skrzystych kruków i w ramionach wichrów, Czarodana, a z nią również ciężarna Iworoda, zostały wyniesione z pola bitwy. Ponieśli je krukowie na Wąwel Kraka-Nura. Perperuna z bezsilnej wściekłości nakazła swemu mężowi Perunowi pod groźbą, że go już nigdy do łożnicy nie wpuści, roztrzaskać Łyszczec w pył. I tak się stało. Chwilę po wielkiej bitwie przybyły pod górę zastępy Kreksa. Ten, zoczywszy jak bogowie sieką góry czyniąc nieprzebytą zaporę z ognia błyskawic, a z nocy dziełając dzień, zrezygnował z wróżdy[xvi].

Tak to uszedł Krwędys ku Wawelowi. Powiadają, że w ową noc ognia, sama Perperuna zstąpiła do łoża Kreksa i przekonała go, że uczyni z Wędów po wsze czasy sługów morza. Dlatego Kreks zawrócił i poniechał Krwędysa. Bogini wypełniła swoje przyrzeczenie i z tego powodu Wędowie od wieków przemierzają morza i rozmaite ziemie, a nigdzie nie mogą zostać na dłużej, żeby założyć swoje królestwo.

Krwędys jednak po zburzeniu Łyszczca, musiał pokonać Kraka-Nura, bo inaczej mógł być pewien zemsty Nurów, zwłaszcza Harów, Łyskowiców i Pałkinów – kiedy tylko zbiorą siły, a też pewnie po bratersku stojących za nimi Budynów i Pralędów (Haro-Lędów).

Krak nie przyjął na swym dworze dzielnej Czarodany lękając się, że ściągnie na cały lud Nurów pomstę boskich zastępów. Oddano jej skałę zwaną Wąwelnicą, tuż obok Wawelu. Postawiony tu zamyk nazwano Carodunonem. Czarodana i Iworoda-Iwna Rodina objęły go we władanie przypływając spod Wawelu na łodziach ciągnionych przez skrzyste kaczki. Towarzyszyli im Chrobrowie, Charwaci, Chrobaci i resztki Pałkinów.

Kiedy nadeszli Wężowie Krwędysa Krak podstępem odwrócił ich atak od Wawelu, udając wielką ucieczkę plemienia na Ziemicę Budynów. Wiele plemion nurskich ruszyło wtedy w drogę ciągnąc wozy rodzinne. Zostawili wszystkie nieruchomości i posiadłości, domostwa i spichrza. Na odwieczną sistańską modłę wojenną pozatruwali wody i spalili plony. Szli tak aż pod Gleń, główny gród Budynów. Krwędys nie namyślając się obszedł Wawel i Wąwelnicę, i ruszył za nimi.

Pod Gleniem Nurowie wsparci przez wracające znad Donu harmie Łyskowiców i Pralęgów (Haro-Lędów), nagle stawili czoła wrogom. Wspólnie z resztkami Pałkinów i Chrobatami Czarodany pokonali w ciężkiej bitwie Wędów-Wężów i drużyny innych plemion wędyjskich, które musiały się wrócić do siebie jak niepyszne.

Prawią też co poniektórzy, że Krwędys w wielkim strachu sam już nie wiedział czy kogo goni czy też ucieka i łatwo wpadł w urządzoną przez Nurów i Budynów zasadzkę pod Gleniem-Gołuniem. Krwędys cudem w tym boju uszedł z życiem, ponoć także za sprawą Perperuny. Jest to możliwe, bowiem ona właśnie najbardziej zapiekła była przeciw Czarodanie i najbardziej rada z nieszczęścia, jakie Krwędys wyrządził Iworodzie. Ona jedna wciąż wyczuwała bunt Czarodany i jej gniew. Być może też, że to ona z pomocą Mokoszy pchnęła ku sobie Rykawda i Iworodę.

Otoczony przez wojów i dźgany pikami Krwędys padał już z wyczerpania i upływu krwi, gdy znikąd zjawiła się Skrzysta Krowa-Żubrzyca i wyniosła go z pola walki na własnym grzbiecie. Wędowie poszli w rozsypkę i rzucili się do ucieczki.

Wiele kącin i gromad kapłów powiada, że te sprawy właśnie rozegrały się za czasów wojny skołocko-kozeryjskiej przeciw Sargonowi Drugiemu.

 

 Anna Lea Meritt – Świetliki

96 rok czasu NK – Nuria, Budynowia, Skołotia, Oroja:

Wojna Nurów i Skołotów przeciw  Wędom Wężom, Budynom i królowi Sargonowi Drugiemu – według kącin Nurusów – czarodziejów z Caroduny i żerców z Krakotynu, Nawaru oraz z Kijowa

Powiadają czarodzieje kąciny Chorsa i żarzyce kąciny Swaroga z Kopca Kraka i ze Wzgórza Lasoty, a też potwierdzają te słowa żercy Ludu Nurów z Nawaru, że nie od Kruka Kyja Budy Rusego z Glenia przyszła prośba do Czarodany o wojów, lecz od samego Kraka-Nura z jego Krakotynu.

Nurowie poczatkowo byli bardzo niechętni udziałowi w wojnie przeciw Kozeryjczykom i Miodewom. Po pierwsze cenili Miodewów, po drugie uważali za nierozsądne, aby drażnić tak wielkich mocarzy, jakimi wtedy byli Kozerowie-Ozierowie. Jednakże byli też Nurowie sprzymierzeni w onym czasie ze Skołotami-Sromotami z Osiowa, synami i córami Królowej Wędów Ostny i Karpoka ze Skołotów[xvii]. Królowa wędyjskiego plemienia Wężów została, którejś nocy porwana z leży nad Osią przez  kniagina Karpoka. Z ich związku zrodzili się władający plemieniem owiż Sromotowie, nazwani tak dlatego, że związek Ostny z Karpokiem wielką troską i sromotą, czyli zgryzotą napawał Wężów-Serpętów.

Sromotowie władali już w tym momencie dziejów kilkunastu szczepami. Występowali zaś w wojnie wspólnie z Ispolinami, Sporami i Harolędami (Pharalędami) a także sprzymierzonymi innymi plemionami Skołotów, Dachów i Mazów przeciw oddziałom króla Sargona II (napierającym na Oroję Rusy I, Hruszję i Swanetię w Czarnych Górach Kauków).

Z Ozeryjczykami (Asyryjczykami) Sargona sprzymierzyli się wtedy Miodewowie, Kumorowie i Mynżanie (Manijczycy),  którzy ulegli namowom ozeryjskim i zapomnieli komu podlegają na mocy więzów krwi lub złożonych dani. Wspólnie owiż zaatakowali Lędię w Małej Mazji. Ci skołoccy sprzymierzeńcy Sargona tłumaczyli się, że nie mogą iść za prawowicie panującym władcą – kaganem Karpokiem i za kaganbogiem Lipokiem, jako że król Sargon wziął zakładników i zagroził, iż wymorduje w pień możne rody w Mynżanii (Manie) i w Miodewii, gdy tylko zwietrzy cień zdrady. Kumorowie zaś z Prygji, gniew nosili w sercach do Skołotów po dwukrotnym poniżeniu i utracie Kowalów, których pognano w śnieżne krainy Burów i Istów. Nurusowie, Ispolinowie, Sromotowie i Pharalędowie postanowili jednak skończyć ze zniewieścieniem Miodewów, raz na zawsze nauczyć Kumorów komu podlegają i utrzeć nosa nabzdyczonym Mynżanom (Manijczykom). A uczynić to wszystko można było tylko wracając do sposobów działania kagana Kołaka.

Pharalędowie powiadają, że Budynowie początkowo tylko pozornie zgodzili się współpracować ze Skołotami, zaś skrycie wzięli stronę Miodewów, jako że ówcześnie panujący królewski ród u tychże, czerpał korzeniami od krwi wojowniczki Miodewny – Mazonki, córki Ojca, króla Gołgolidii, a później żony Romaja Jędzona i kniagini budynowsko-dachijskiego plemienia Bytyńców Wielkich.

Nie mamy pewności co do prawdy przedstawionej powyżej, jako że Budynowie i Nurowie uchodzą za odwiecznych przyjaciół i dziwi nas, iż wojowie Kyja Rusego wystąpili przeciw współbraciom, zwłaszcza, że chwilę potem połączyli się oni w jeden Lud Nuruski. Jednakże przedstwiamy tę opowieść w kształcie podawanym przez żerców nuruskich ze świątyni Śwista i Pogwizda z Krakotynu oraz żerców świątyń Podaga i Pogody z Nawaru, a także czarodziejów Kapiszty Krainy Księżyca z Caroduny i Strzyboga z Kijowa. Zastrzegamy jednak, iż nie wiemy dlaczego kapłani Wiatru, Pogody i Księżyca uważają wodzów Budynów od kniagina Kyja Rusego za zdrajców, a Burów za sprzymierzeńców, podczas kiedy inne świątynie podają te dzieje inaczej. Przytaczamy ten opis mimo wszystko, jeśli bowiem Sakowie z Sokodawy mogli wystąpić, w o dwieście lat późniejszej wojnie, u boku perskiego króla Darjusza I Wiekiego[xviii] przeciw innym Skołotom, więc przyjmujemy, że mogło to się wydarzyć i u Słowian dwieście lat wcześniej. Możliwe jednak, że tymi trzema kącinami rządzą jakieś inne, ukryte powody złości przeciw Kyjowi Rusemu, albowiem zdanie ich jest zadziwiająco zbieżne z opisami tej wojny wykonanymi przez kłamliwych Romajów.

Ponieważ Nurowie główne siły, w tym i Pałkinów Czaroduny, skierowali do Małej Mazji, do walki z królem Sargonem II, tylko resztki ich wojsk stanęły naprzeciw Wędowężów pod Łysą Górą. Stąd wzięła się klęska Czaroduny, i stąd rozbito zamyk Łyszczec.

Kiedy Budynowie odwrócili się od Skołotów podczas bitwy w Czarnych Górach Kauków, w Ziemicę Budynów natychmiast weszli Nurowie, ale nie w pokoju, lecz jako w ziemię wrogą, sprzymierzoną z Miodewami. Jednakże wszystkie zadrugi budynowskie z całym dobytkiem uciekły na pustkowia północy, pozostawiając pustosz i spaloną ziemię. Budynowie posunęli się do rozpaczliwego czynu – całkowicie spalili i zniszczyli swój główny gród, dumę wszystkich plemion budynowskich, słynny z kapiszt i wyroczni Gleń-Gołuń.

Przez ich działania Ozeryjczycy (Kozerowie) zdobyli obwar Mokszysz[xix], zaciekle broniony piersią kniagina Rusy I, który w ruinach Tweru, otoczony zewsząd przez wroga, przebił się mieczem, ginąc śmiercią wielkiego wodza.

W końcu Budynowie, Mynżanie (Manijczycy), Kumorowie-Prygjowie i Miodewowie zostali jednak pokonani przez Skołotów, w stepach u brzegu Morza Koszów, ale stało się to głównie dzięki Mężożercom i Czarnosiermiężnym z Ludu Burów, którzy w ostatniej chwili przyłączyli się do bitwy. Bitwa była zaciekła i krwawa, a król Sargon II zginął ścięty w boju harapem walecznego Hary Szczyrowoja.

W wyniku wojennych zawieruch Wędowie zajęli połowę Nurii i ani myśleli się z niej wynosić. Budynowie zaś ponieśli ciężkie straty w ludziach. Wiele plemion budynowskich za tę zdradę Nurowie wzięli w całości w niewolę. Wiele uciekło do Małej Mazji do swoich współbraci w Bytynii, Kąpodachii, Pawiolęgonii, Mirnie, Oroji i Cieplenicy. Kyj Bud Rusy z wiernymi wojami na długi czas ukrył się w Górach Kamiennych u Tuńdraków pod Górą Kary, nad Karą Rzeką, u brzegu Wyspy, w zimnych zatokach i na urwistych klifach Morza Ukora. Tutaj odbywał pokutę, nie odważając się przejść na południe od linii obwaru w Kamieniu.

Kruk-Nur przeniósł swój dwór w sam środek Ziemicy Czarnoruskiej i Poleskiej, pomiędzy plemię Nurzyców, nad rzekę Nurzec do grodu Nawar – Nawaron[xx], skąd łatwo mógł czuwać także nad całą rozległą Ziemicą Budynów.

Odcierpiawszy swoje winy Kyj Rusy, jeszcze dwa lata wyczekiwał po śmierci Karpoka, nim nie otrzymał z rąk nowego kagantyrsa Królestwa Sis – Lipoka, zgody na powrót do swojej ziemi. Przybył nad Danaper, a potem do Nawaronu i ukorzył się przed Krakiem Nurem. Zawarli umowę, że stworzą jedną ziemię i jeden lud – Lud Nuruski, i póki żyją będą nim władali razem – Nur jako tyrs, a Kyj jako kapła.

Po tym akcie Krak Nur nie władał już długo. Wkrótce pomarł z poczucia okrutnej klęski. Nie mógł przeboleć utraty Caroduny. Nad Budynowią i wschodnimi ziemiami Nurii objął władanie jako tyrs Kyj Rusy a kapłanką uczynił Czarodanę. Przystąpił też niemal od razu do odbudowy Glenia.

Ciało Kraka Nura za zgodą Wieloty, nowego władcy Wiślanii i Łyskowisły – Łysej Ziemi,  uroczyście przewieziono na Lasotę i tu pochowano.

Potem, za rządów Kraka III Żabika-Zobera, usypano opodal jego grobu kopiec, który stał się Kopcem Swaroga i Chorsa oraz kurhanem pierwszego władcy tej Ziemi – Kraka-Nura[xxi]. Niektórzy dziejopamięciarze powiadają jednakowoż, że Nur przeniósł się razem z Karopanami do Orzawy w Małej Mazji, do tamtejszego grodu Nawar.

Część kapiszt uważa, że te sprawy i bitwy zaszły tak późno, najwcześniej około 180 roku a najprawdopodobniej bliżej 260 roku Nowej Koliby, że pierwsi Krukowie już nie żyli, a owe bitwy i przygody dotyczą ich wnuków. Zatem Nur, o którym tutaj mowa byłby już Nurem III. Wiślanię zdobywać musieliby następcy Krwędysa a nie on sam, a po stronie Lęgów występowałby co najwyżej Lęch, albo Lech II, a nie sam Lug. Cała rzecz musiałaby się przy tym założeniu rozgrywać przecież w okresie władztwa tyrsa Widana znanego z zapisów jako Widantyrs, oraz za czasów króla Skobka z Isepodonów i tyrsy Tasaka, a więc w roku 286 czasu Nowej Koliby, kiedy wybuchła wojna z Darjuszem I Wielkim.

Większość kapiszt i kącin oraz gromad kapłańskich Wiary Przyrody jest jednak przekonana – i taką wiedzę przekazuje potomnym – że działo się to jeszcze przed czasami perskimi, w czasie wojny z kozeryjskim królem Sargonem II, lub jeszcze nawet i przed nim, około 70 roku Nowej Koliby. Tyle, że wcześniej władał przecież jeszcze sam kniagin Kołak, a te wydarzenia miały na pewno miejsce za czasów władania Karpoka i Lipoka, a nawet następcy Lipoka – Isepoka. Na pewno też właśnie w czasie wojny z Sargonem II, w roku 86 Nowej Koliby, po ataku Kozeryjczyków została przez nich zdobyta Oroja, a jej skołocki władca, Rusa I popełnił samobójstwo w ruinach własnego grodu Mokszysz.

To wtedy Skołoci – podkreślmy: według większości kapiszt – po raz pierwszy nie na żarty zmierzyli się z Kozeryjczykami. Po raz pierwszy też sprzymierzyli się wojennie z Kumorami z Pragii-Frygii (Pryngji), gdy ci poczuli że jeśli się nie odwrócą od Miodewów, to zostaną przez Skołotów wycięci w pień, i to całymi rodami. Dlatego w 95 roku Nowej Koliby stanęli u boku Skołotów i pod wodzą tyrsy Lipoka ostatecznie pokonali Sargona w wielkiej bitwie, w której tenże zginął.

Tak to wygrali Skołoci owo krwawe starcie, wyrzucając po krótkim czasie wrogów z Oroji i wzbudzając w ich sercach lęk. Ów lęk przerodził się następnie w szacunek, a owoż poszanowanie przyniosło wkrótce długotrwały sojusz.

Zdaniem większości kapiszt, nieporozumienie, które przenosi w czasie owe wydarzenia do czasów Darjusza Wielkiego, jak zwykle wywołali swoimi kłamliwymi zapisami dziejów, Romaje[xxii].

Jednak stare podania stwierdzają też, że żywot Pierwszych Kruków Nowej Koliby był niesłychanie krzepki i rozciągał się co najmniej na dwa koła wieków, a to oznacza możliwość osiągnięcia sędziwych 108 roków, przez każdego z nich.

 

 

100 rok czasu NK, Nuria:

Złe skutki wygranej wojny, czyli władztwo Wędów nad Górą Wąwel

Wędowie osadzili swojego kniazina na skale Wąwelskiej. Czarodana ze swoimi wojami uciekła tylko sobie znanymi ścieżkami na drugą stronę Wisduny-Wisły – na Lasotę, wzgórze Białego Kruka gdzie nachodziła się jego świątynia. Drak pozostał na nizinie u stóp Góry Wawel, pomiędzy licznymi wąwozami i skałami, w których roiło się od jaskiń. Cała okolica Wawelu i ziemie na zachód od niego to wapienne skały poorane korytarzami i rozlicznymi grotami, nie raz łączącymi się w skomplikowane systemy, co sprzyja prowadzeniu tu długich partyzanckich bojów[xxiii]. Dlatego nazywana była ona także Wądoliną Prądnicką, Krakowską albo Chowańską (Częstochowską). Ziemica Nurów została na długi czas podzielona. Nad Wiślanią i Łysą Ziemią zapanowali Wędowie Krwędysa. Ci chcąc upokorzyć Nurów nie oddali Caroduny pod bezpośrednie rządy kaniazinowi wędyjskiemu Wielocie, lecz wyznaczyli namiestnika.

Wędowie nie uznali też władztwa Czaroduny za prawowite. Także potem, kiedy pomarł już Kyj Buda Rusy w 102 roku Nowej Koliby, nie uznali królowania przez Czarodanę i Iworodę-Iwnę Rodinę nad Caroduną, Ziemią Mogilan, Górami Harów, Rusią Czerwoną oraz Wołyniem i Polesiem. Nad resztą Wiślanii i tymi ziemicami Nurów, które były w ich rękach ustanowili swojego zwierzchnika, wojewodę Sławomira. Posunięcie synów Krwędysa było nad wyraz przebiegłe.

Z tego właśnie powodu, chociaż wielokrotnie słano poselstwa do króla Lipoka, ten nie wtrącął się w spór. Kniagin Lipok już wcześniej współrządził rzeczywiście w Ziemicy Nurów, bowiem jeszcze za czasów Karpoka obwołano go w Świątyni Dziewięciu Kręgów kaganbogiem Skołotjii, Serbomazowii, Istji i Budynowii.

Kniagin Lipok milczał w sporze dlatego, że jednym z wodzów prowadzących harmię Królestwa Sis na Ozeryjczyków i przeciw oddziałom budynowskich Gleniów był kniagin z rodu bitnych Wędów Dalów – Wielota, który zaraz potem objął godność kagantyrsa Wędii, Istji i Burowii. Lipok zaś, jako kaganbog Łysej Ziemi zapamiętał, że Nurowie na początku wojny, kiedy był ustanowiony głównym wodzem, wcale nie chcieli mu pomóc. Jego oceny postawy Kruka Nura i całej Nurii, nie zmienił też bohaterski czyn Hary Szczyrowoja, który uśmiercił króla Sargona własną ręką.

Po śmierci Lipoka dalej nic się nie zmieniało w stosunku Skołotów i Serbomazów do Nurusów. Po Sławomirze, w 104 roku Nowej Koliby, tron namiestnika Wądów nad Wiślanią i Łyskowisłą objął jego syn z Wędów Dalów, Wszechsław. Toczono nieustanną wojnę domową. Używano w niej  podstępu, niegodnych sposobów, stawano wręcz i wyzywano się na pojedynki. Podchodzono wielokrotnie zamyki oraz szturmowano obwarowania. Drużyny bojowe ścigały się po bagnach nadwisduńskich i wycinały się w pień w skalistych wąwozach. Wędowie Wolgi Wszechsława nie radzili sobie przeciw Drzakowi na nadwisduńskich bagnach i trwała wyniszczająca wojna podjazdowa, w której obie harmie wyczerpywały siły nad miarę. Żadna ze stron w Wiślanii nie potrafiła jednak pokonać drugiej.

Mikołaj Raróg-Roerich – Światłość (Agni-Joga)

Ostatnie dni władania Czarodany i Iworody-Iwny Rodiny.

Drzak cały czas siedział pod wawelską skałą i stamtąd dręczył straszliwie zwycięzców. Nękał ich dotkliwie za każdym razem, kiedy schodzili w doliny i bagniste rozlewiska Wisły. Niszczyl dostawy, odcinał drogi pomocnikom, palił zapasy w kopcach i plony po polach. Porywał ludzi pojedynczo i całymi grupami i nie dawał się zwyciężyć.

Wojna z Ozeryjczykami skończyła się w 98 roku czasu NK odbiciem Oroji, grodu Mokszysz i całej okolicy Jeziora Wanów i Suwanów. Krak Nur umarł w roku 100 czasu NK, Kyj Bud Rusy w 102 roku czasu NK, a wojna w Wisęłlądzie wciąż trwała. Każdego dnia, Wędowie z Wawelu tracili ludzi i dobytek, domostwa, stada trzody oraz krowy i konie. Wędowie nie potrafili zdobyć prawobrzeżnych moczarów i wzgórz, ani pokonać Drakiwa[xxiv].

Ponoć właśnie wtedy gród wyrosły na Wzgórzu Lasoty – kruczego brata Czarodany uznawanego przez Mogilanów za nowego króla – naprzeciw Wawelu i Wąwelnicy, nazwano Czarnotynem[xxv]. Całe te wzgórza, łyse i gołe przypominały Czarodunie Łysiec i Łyskogóry, więc nazwała je Krzemionkami. Miano to nadała im także dlatego, że to Skalnik-Krzemień udzielił tutaj schronienia Pałkinom, Łyskowicom i Harom. Po tej stronie rzeki Wisły zamieszkali więc ci wszyscy co jej podlegali, których potem nazywano Mogilanami – potomkowie króla Lasoty oraz starodawnych Kumorów Ibora. Dalej na południe i wschód za nimi zaczynała się już ziemia Goroli-Horohów, Choruntan i Charopanów (Panów, Krakowian), bliskich pobratymców Charwatów z Góry Pałki, dalej zaś na północnym wschodzie szła ziemia Wiślan i  Zachełmian. Ci najmniej ucierpieli jako plemiona w bojach.

W Tartarach na południu żyli Karpiowie-Tartarzy, na zachód powyżej nich zaś Ziemię Żywicy zajmowali Gorole-Horyci (Goryci)[xxvi]. Na wschód od nich w Górach Gorcach zamieszkiwali też Gorole-Gorynicze, a dalej plemiona Karpan-Czaropianów (Czaropienian)[xxvii] w Pieninie i Karopanów (Czaropanów) w Beskidzie. Dalej szli Biesotarnowie i Beszowie-Biesi z Ludu Kiełtów w Bieszczadach. Jako Czarna Królowa Czaroduna objęła rządy także nad owymi dumnymi plemionami sprzymierzonymi z Mogilanami. Te  wszystkie plemiona zaraz po śmierci Kraka Nura okrzyknęły ją królową całej Wiślanii i wszystkich Nurów w Ziemiach Sis. Cóż z tego, skoro pół jej ziemi zajmowali Wędowie, a trzy czwarte jej poddanych oddawało im daninę. Z największym żalem patrzyła Czarna Królowa na utratę Właściwej Nurii, Zapałkowinii i Ponidzia.

Iworoda-Iwna Rodina po urodzeniu Draka o łuskowatej skórze a drapieżnego jak stu wilkołaków, popadła w smutę. Wciąż bolała nad swoją dolą, rozpamiętywała Rykawda i nie potrafiła dojść do żywota. Słabowała i ciągle płakała nad swoim potwornym synem Drakiwem, aż dostała blednicy.

Czarodana oddała jej nawet berło królowej sądząc, że ją to może do żywota przywiedzie, lecz tak się nie stało. Litościwa Mokosza – Pani Wiergu, czyli Wyroków, złączyła w końcu Iworodę z bratem Rykawdem. Stało się to w Kres, w 103 roku czasu Nowej Koliby. Zamieniła ich oboje w jeden kwiat – Kwiat Bratka-Siostrzycy[xxviii].

Mimo jednak, że jako Iworoda-Iwna Rodina i Rykawd-Ryk Udały stali się jednym kwiatem, czyli jednym ciałem i duszą, to ich pierwsze duszyczki pozostały w Jaskini Tronów, na dnie Ognistej Góry nad Czerwienicą w Piekle, bo tej klątwy Bogiń Pomsty zdjąć nikt nie może.

Od tego czasu bratki (siestriczki) przyjął jednak do siebie Kupała, który wszak opiekował się owym kazirodczym małżeństwem, i tym sposobem drugie duszyczki rodzeństwa (z – jak wiadomo – potrójnej duszy ludzkiej) zaznały spokoju. Stały się one kwiatami używanymi w obrzędach Kupalnej Nocy, jako znak zastępczy małżeństwa Rykawda i Iworody – Brata i Siostry, którzy na wzór bogów – Kupały i Dziewanny – zawarli siostrzano-braterskie małżeństwo w świecie ludzi.

Lecz wzory postępowania między bogami nie są tymi, które powinni naśladować ludzie. Ich naśladowanie jest często uważane na Weli za świętokradztwo i ludzką bezczelność. Ludzie otrzymali Słowo od Bogów po Wojnie o Taje i jego powinni się w ziemskim żywocie trzymać.

Zrozpaczona Czarodana chciała odebrać sobie życie, ale Perperuna nie dopuściła do tego. Któregoś ranka Czarodanę zbudził dziwny sen, który nie składał się w ogóle z obrazów. Kiedy spojrzała z Czarnotynu na Górę Wąwel i na Welski Las i na Welską Górę z kącinami licznych bogów, kiedy dostrzegła w oddali pasmo Tartarów nagle przejrzała i odkryła jedyną drogę, która pozwoli jej przerwać Zaklęty Krąg. To czego doznała we śnie to było uczucie wielkiej błogości i szczęścia z połączenia z dziećmi. Czarodana nie potrafiła nikogo pokochać prawdziwym uczuciem miłości poza tymi dwojgiem. To czego doznała budząc się ze snu to był wielki ból wieczystego z nimi rozstania. Kiedy nie kochała była spokojna jak skała. Istniało tylko jedno wyjście. Zaraz wezwała Ojca i poprosiła żeby ją poprowadził przed oblicze Perperuny. Ukorzyła się przed boginią i poprosiła, by jeśli nie chce jej uśmiercić, na powrót zaklęła ją w Nic Nie Czującą Skałę[xxix]. Perperuna tym razem nie poczuła nic w Czarodanie co by przeczyło jej słowom. Z rozkoszą spełniła jej prośbę obkładając ją jednak dwoma warunkami.

Jerzy Przybył – Perperuna

Perperuna zgadza się na powtórną śmierć Czarodany i stawia pierwszy warunek

Pierwszy warunek był taki, iżby raz na Koło Wieków budziła się Czarodana ze skalnego żywota i wcielała w którąś z mieszkanek Caroduny-Krakowa. W ciele żywej kobiety, ku przestrodze ludzi, całą drogę swego 99 letniego żywota i upadku, na oczach świata będzie przechodziła, a dziać się to będzie w dziewięć dni i dziewięć godzin.

Czarodana Wcielona przechodzić będzie całą swoją mękę podczas obrzędów Wiary Przyrodzonej, bez tragicznych dla świata następstw, ale tak jakby się to działo raz jeszcze. Potem się znów w skałę będzie obracać, a jej potomstwo na powrót zamieniać się będzie w kwiatki-bratki. Gdy to się dokona pozostanie ona przez kołwieko Nic Nie Czującą Skałą. Serce tej Skały bić jednak będzie przez cały ten czas, włosy Czarodany będą jej stale odrastać i łzy będą jej cały czas cieknąć.

Zadanie przygotowania obrzędu Czarodaniny oraz jego przeprowadzenia będzie spoczywać na kolejnych Strażnikach Wiary Przyrodzonej Słowian w Karodunie-Grodzie Kraka. Obrzęd może być jawny bądź niejawny, lecz nie ma mowy aby kiedykolwiek został zaniedbany. Bieg obrzędów zapoczątkuje Śmierć Czarodany po wypełnieniu Warunków Perperuny.

Wszystko to dla przypomnienia Ludziom i ostrzeżenia tych wszystkich, którzy by zapragnęli znów nagle bogów naśladować, lub ich z przywilejów okradać, albo występować przeciw ich woli, lub chcących zająć ich miejsce. Po to by się ludzie uczyli, rozumieli i czuli co im wolno. Rzecz ta ma się powtarzać do sądnego dnia, co kołwieko, aż Czarodanę i Carodunę-Gród Kraka zabierze Łódź Osta. Na to wyrazić musi zgodę, jeśli chce umrzeć.

I na to się zgodziła.

Te jej łzy stale cieknące, które od razu zamieniają się w skalne narośle, można zobaczyć w Jaskini Ciemnej, a jej włosy jako zieloną krzewinę co od skał odrasta, w borze Doliny Ojcowskiej.

I tak się dzieje – od wielu tysięcy lat odbywa się w Grodzie Kraka obrzęd Czarodaniny. Jest to jeden z najtajemniejszych obrzędów prowadzonych przez kolejne pokolenia kudałów Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata[xxx].

 

Takie zakończenie dziejów Czarodany zadowoliło też Dyja-Poświściela i innych bogów, bowiem zarówno Dyj jak i inni, co kołwieko (co Koło Wieku), mogli mieć między sobą na całych dziewięć dni i dziewięć godzin znów żywą Czarodanę, Iworodę i Rykawda. Od tego czasu Dyj zaprzestał poszukiwań swej córki i wnuków oraz zaprzestał pustoszenia Błętów. Przestał też psuć Łyskogóry, ale po tym jak strzaskano niegdyś ich wierzchołki w harcach Dyja, Sima, Łyska, Skalnika, Turupita-Ciosny i Body, już na zawsze pozostały one niskie i płaskie.

Żercy kąciny Swaroga z Krakowa powiadają, że Czarodana doznała we śnie Oświecenia, a z oświeceniem tak zawsze bywa, że jest ono rozwiązaniem doskonałym, a więc spełniającym wszystkie oczekiwania wszystkich stron.

 

Drugi warunek Perperuny – Narodziny Zobiraja z krwi kniagina Wieloty i Czarnej Królowej

Był też i drugi warunek. Ten, że musi Czaroduna doprowadzić do zgody między Wędowężami z Wawelu i Mogilanami pochodzącymi od Nurów i Kiełtów oraz sprzymierzonymi z nimi Harami i Łyskowicami. Uczynić to winna dając tym trzem ludom wspólnego króla.

Złączyła się zatem w kolejny Zażynek Czarodana z samym tyrsem-kaganem Wędów, Istów i Burów, Wielotą – z Wędów Dalów i wkrótce, w ostatnim dniu Kresu 104 roku czasu Nowej Koliby, powiła syna Zobiraja. Ten od najmłodszego uwielbiał wodę i bagniska.

Stała się Czarodana skałą i została w grodzie, który nosi jej imię i imię pierwszego Kruka-Kraka. A dla pewności, by jej śmierć była wiecznotrwała zespoliła ją Perperuna z Ułatyrem, świętym kamieniem drzemiącym pod Wawelem, ułomkiem starodawnego Światyra, w Najgłębszej Głębi Ziemi i ze wszystkimi innymi skałami Ziemi Ojców, Skały, Skałki, Krzemionek i Prądnika.

Tutaj trwa więc – wyniosła, widoczna dla wszystkich ludzi Ziemi, niezniszczalna, piękna jak zawsze, z wiekiem coraz ładniejsza, wiecznotrwała, jak jej własne przesłanie i zarazem ukryta, niewidzialna, Zakopana w Głębi, złączona nie tylko z Onawielną Górą, ale i z Gniewądem i wnętrzem Tatr-Tartarów – Wejściem do Nawi Welańskiej – gdzie spoczywa Kwiat Słowiańskiego Rycerstwa, zaklęty w kamienne figury.

Co kołwieko budzą się owiż wojowie wraz z najważniejszymi królami wszystkich słowiańskich ludów, którzy powstają ze snu w komnatach podziemnych Onawielnej Góry, by odbyć zbór święty. Budzą się wtedy, kiedy i ona doznaje przebudzenia. Kiedy jej dzieje dopełniają się w Obrzędzie Dziewięciodniowym, wtedy oni postanawiają komu oddać w ręce władzę króla króli na następne kołwieko. A potem znowu pospołu Ona i Oni, kładą się w wieczysty sen.

Z Czarodaną, z każdym kołem wieków piękniejszy i trwalszy, i ważniejszy dla ludzkości im bliżej Dnia Osta, trwa gród wyrosły z jej dziejów – Kraków-Caroduna – gród nieskończony. Pod jego Wąwelską Onawielną Górą bije wciąż serce Czarodany. Nad tym grodem czuwa sama Bogini Burz Perperuna i chroni go – razem z sercem Czarodany – przed zniszczeniem Dziejową Zawieruchą[xxxi]. Bo serce Czarodany musi bić do Ostatniej Chwili.

Czaroduna została zaklęta w Nic Nie Czującą Skałę w dwa lata od przyrzeczenia danego jej przez Perperunę, na koniec kolejnych Kupaliów, w 105 roku Starych Czasów Nowej Koliby, gdy Zobiraj-Żabik miał roczek. Wtedy to, dokładnie o północy, Czarodanę, która przeżyła dokładnie 99 lat, 6 miesięcy i 6 dni – zamieniono w Czarną Skałę, którą Perperuna zesłała w samą Głąb, wiążąc ją z jądrem Ułatyra.

Tak to została zamknięta, nie tylko pod Lasotą, lecz na dnie Wisły i całej Wiślanii, i połączyła w jedność Lasotę z Wąwelem – grodem Kraka i z całymi Górami Harów i Świętogórami (Łyskogórami), które są Korzeniem Lądu.

Caroduną zwą żercy Świątyni Światła Świata dokładnie to miejsce widoczne na Ziemi, gdzie nachodzi się kącina Czarnej Królowej na Wzgórzu Lasoty. Na sąsiednim wzgórzu ustanowiono kąciny ku czci Chorsa i Swaroga i strzeżony przez Chrobatów-Harów grób króla Kraka I – Nura oraz grób Czarodany – zwanej też później Babką Kraka[xxxii].

Świątynie założone w Świętym Gaju na Krzemionkach poświecone zostały Skalnikowi i Mokoszy. Nazwano je Krakotynem. Wszystkie cztery kąciny (Ziemi, Wiergu, Ognia i Księżyca) prowadzili wróżbici i kołbiciele, którzy wróżyli z lotu Białego Kruka Lasoty, starszego niż mieszkańcy pamiętali – odwiecznego Białego Kruka, brata rodzonego Czarodany[xxxiii].

Guślarze z Gaju Skalnika powiadają, że nie miał on wcale syna Krzeszenia-Kryszenia, lecz, że to on sam jest onym Krzeszeniem-Krzemieniem. Mówią też o nim jako o wielce niedocenianym bogu, któremu ludzkość winna jest wdzięczność, bo to jego działanie, nieustanne krzesanie ognia w jądrze Ziemi, wytwarza wielkie niewidzialne struny na których się trzyma Tarcza Kamiennego Nieba chroniąca wszystko co żywe przed zabójczymi promieniami Światła Świata słanymi od Słońca. Przekonują oni, choć wielu im wiary dać nie chce bo jakież to niewidzialne struny być mogą, że tylko jego działaniu i onej Tarczy Kamiennego Nieba zawdzięczamy, iż Śmierorz nie wybił na Ziemi wszystkich do ostatka. Według nich Skalnik-Krzemień jest największym dobroczyńcą Zerywanów (Zerywanów-Ludzi, Zerywanów-Zwierzów i Zerywanów-Zróstów)[xxxiv].

Kiedy Zobiraj miał roczek przepłynął sam Wisdunę wpław. Nie miał już matki, lecz braku jej, ani ojca, nie odczuwał, bo „matek” i „ojców” w koło niego nie brakowało. Wielota z Wędów Dalów, ani razu od czasu jego poczęcia nie zagościł w pobliżu Caroduny i nigdy się nie spotkali. Zobiraj miał się za samoswojego i niepodległego nikomu, jak kiedyś była Swątlnica.

Kiedy Zobiraj-Zober miał siedem lat, prowadzał już przeprawy między wisduńskimi bagniskami. Był biegły w stawianiu zapór i kształceniu wodnych przepływów, a także zasieków, wałów, mostów zwodzonych i wszelkich budowli na wodzie lub wyspach. Z racji postury i umiłowania wody zwano go Zobirajem-Żabikiem lub Żabikrukiem, albo Żabikrakiem, czasami też mówiono o nim – Zober.

Do czasu, gdy Zobiraj nie dojrzeje powierzono go opiece dwóch przewodników: starego namiestnika Wawelu kniazia Wolgi Wszechsława i ognihorosa-kaganboga Królestwa Sis z Harów-Chrobrych, Białego Kruka – Szczyrowoja, jednego z licznych synów Kraka Nura. Ustalono, że kiedy Zobiraj przejdzie pierwsze postrzyżyny i zostanie przyjęty do Bractwa Wilków oraz gdy później, po kolejnych latach, przejdzie obrzędy przyjęcia do Bractwa Wężów, ogłoszą go nowym królem Ziemicy Nuruskiej, kolejnym Krakiem.

Drzak przez cały czas nękał Wędów Wąwelskich, przypominając im o zobowiązaniu wobec syna Czarodany. Szeptano na zamku i po obwarach, że potajemnie w trakcie wypraw Zobiraj spotyka się z Drzakiem Rykawdowiczem. W końcu Wolga Wszechsław by zakończyć krwawe boje zobowiązał się każdego roku płacić Drzakowi daninę ze stada świętych krów Bogatyrusów-Gierojów, świętych kóz, świętych baranów oraz świętych białych koni z Wolina, a Drzak zobowiązał się, że zniknie spod Caroduny w chwili, kiedy Zobiraj obejmie tron jako kniagin całej Nurusji.

Drak odszedł na południe, za Bramę Mora i tam osiadł, w Górach Draka (Wyżyna Drahańska) pod Dziewięcioma Skałami, nad rzekami Swratką, Igławą, Świtawą, Boczwą i Wagiem, u źródeł Morawy, Opawy i Olzy, w Górach Jasionikach, pod szczytami Śnieżnika i Pradziada, w Górach Oderskich i pod Jawornikami.

I nastał pokój.

 

Na wzgórzach między rozlewiskami Wisły i bagnami, rozsiadły się wkrótce liczne grody tworzące królestwo Wędów, Mogilan i Harów-Chrobatów. Mogilanie stali się czcicielami Białych Kruków. Czcili też Rusałki i Wodnice w wodach Wąduny i Trzęsawice w pobliskich bagnach. Na znak zgody pomiędzy Wędami a Nurami, a zwłaszcza między Wędowężami-Wielotami i Mogilanami, postawiono dwór na środku Wisduny, w połowie odległości Wawelu od Lasoty. Miejsce to nazwano Żabim Dworem lub dworem Żabika-Kruka. Ale czarownicy świątyni Chorsa powiadają, że miejsce to leżało gdzie indziej, na Beszczu, albo w Mogile. W tejże Mogile usypano też wkrótce Kopiec Bogini Wądy.

Czarodana i Biały Kruk Lasota – Jerzy Przybył

105 rok czasu NK, Caroduna:

Posłanie Czarodany – O miejscu Człowieka na Ziemi

Jeśli ludzie chcą ocalić swój świat od zagłady, to Posłanie Czarodany poznać musi każdy człowiek na Ziemi. Jeżeli pomiędzy Ziemianami zostanie choćby jeden niewiedzący, nieczujący lub nieświadom czym była, czym jest i co znaczy boska karoduna, Ziemia i wszystko co na niej istnieje, może łatwo obrócić się w zgliszcza. Stanie się to w Dzień Osta, a dzień ten nadejdzie niespodzianie.

Nie trzeba być mędrcem, ani wiedunem, ani uczonym, aby poznać czym jest karoduna. Wystarczy ją czuć lub po prostu wiedzieć czym jest. Nie trzeba jej rozumieć. Czuje się ją sercem, poprzez wiarę, bez żadnego tłumaczenia. Większość ludzi od poczęcia i urodzenia czuje to bardzo dobrze i lęka się jej śmiertelnie. Jednak są tacy, którzy się nad tym nigdy nie zastanowili.

Zatem: Wiedzcie, Czujcie, Wyobraźcie sobie, Miejcie Świadomość, iż ponad wszelką wątpliwość boska karoduna istnieje. Uruchamia się bezzwłocznie i nastaje nieuchronnie, kiedy się przekroczy w swym działaniu próg nieprzekraczalny, ostateczny. Ta Ostatnia Karoduna Bogów obróci się nie przeciw jednej istocie, lecz przeciw całej Ludzkości i wytępi ją, do ostatniego żywego bytu na świecie. Żadne kolejne Odrodzenie nie przekreśla karoduny, dokładnie tak samo jak było z Czarodaną. Każde kolejne pokolenie ludzkości będzie wtedy musiało na końcu długiej, powikłanej drogi i walki ulec unicestwieniu. Zaklęty Krąg Czaroduny może przerwać tylko objawienie Istoty Rzeczy i łaska bogów.

Lecz lepiej uczynimy nie dopuszczając byśmy jako kolejne pokolenie Ludzi na Ziemi weszli na drogę karoduny. Temu służy przesłanie Czarodany. Każdy człek na Ziemi powinien miarkować w swoich własnych krokach to, że jeśli przekroczy Granicę Nieprzekraczalną, wyzwoli niechybnie z Głębi i ściągnie ową Karodunę na Wszystko Co Żywe.

Obowiązkiem każdego człowieka na Ziemi jest odwiedzić Carodunę-Kraków chociaż jeden raz w życiu, poznać dzieje Czarodany i dotknąć kamienia, w którym bije jej serce.

Ci zaś, którym zdarzy się żyć w czasie, kiedy przypada koło wieków od ostatecznej Śmierci Czarodany i kiedy odbywa się uroczysta Czarodanina, powinni uczestniczyć w jej Odrodzeniu i Przemianie, oraz wszystkich odbywanych wtedy, i tylko wtedy, obrzędach Czaru Dany – Czaruduszy[xxxv].

Każdy powinien tam być choć jeden raz, bowiem nie wolno przegapić okazji do przypomnienia sobie i innym, do powiedzenia sobie i wszystkim innym w około, o dziejach Czarnej Królowej, czyli O Miejscu Człowieka na Ziemi.

Maria Tarasina – Ivana Kupała

Słowo o istocie obrzędu Kupaliów-Kresu

W obrzędzie Kupalnym[xxxvi] wszy Słowianie w pełnię czerwcową urządzają nie tylko skoki przez ogień ku czci Swaroga, puszczają wieńce z wplecionymi bratkami na wodę, ku czci Kupały, Wądy i Krasatiny, poszukują Kupałowej Srebrnej Głowy w liściach Łopuchu ku czci Dziewanny, a wreszcie szukają nocą przy pełnym księżycu Kwiatu Papródzi, ku czci Rodów i Chorsów. Ku czci wszystkich Bogów Opiekunów Domu, Miłości, Małżeństwa, Rozrodu, Wzrostu, ale też i Wód, Ziemi, Wiatru, Zaczynu, Nieba, Boru, Błyskawicy i Ognia palą ogniska po skałach i wzgórzach. Także palą je na pamiątkę Czarodany i piją święty napój z bratków. Soki kwiatu bratka-siestriczki przeobrażają się, pod wpływem księżycowego światła tej Nocy, w napój wieczystej młodości o wyjątkowej ródczej mocy, a pity wraz z napojem z lubczyka i ruty sprowadza on wielką miłość, stałość i wierność na pijących go w tę noc ludzi. Te trzy boskie isty symbolizują krew Czarodany, Rykawda i Iworody, którzy nieustannie odradzają się połączeni miłością silniejszą niż śmierć.

 Zofia Stryjeńska – Kupała

108 rok czasu NK, Łyskowisła:

Uznanie Harów jako Strażników Świętej Góry Pałki i Grobów Królewskich całej Skołotii – Świątynia Dziewięciu Kręgów

Dzięki mądrości Czarodany, jej samozaparciu, ogromnej matczynej miłości i jej ofiarności, dzięki temu, że złączyła się z kagantyrsem Wielotą w Carodunie, Łyskowice i Harowie-Chrobaci znów zasiedlili Łysą Ziemię.

Pałkinowie wrócili w swoje góry, a na Górze Pałuki, zwanej też Łysicą, ustanowiono kącinę Peruna i Perperuny oraz ich synów, po to żeby nieprzejednanych wrogów Czaroduny obłaskawić, a zarazem oddać cześć prarodzicowi Pałkinów, Harów i Łyskowiców – Turupitowi-Ciośnie (lub Łyskowi-Porenutowi).

Na Łyścu zaś, gdzie stał kiedyś potężny zamyk Czarnej Królowej zwany Łyszczec, posadowili Pałkinowie cztery posągi bogów i ustanowili cztery kąciny – ku czci Łady, Body, Lelija i Polela.

Na Górze Witowskiej (Świstowskiej) ustanowili Łyskowice świątynię Zorzy, Sima, Skalnika i całego rodu Świstów z osobną kąciną Dyja-Poświściela.

Na Górze Dobrzeszowskiej powstały zbudowane przez Harów kąciny Daby-Dobrej – Pani Dnia i Dziwieniów – Kupały, Krasatiny, Dziewanny i Dzieldzieliji.

Na Górze Widły ustanowiono zasię siłami Radomian kącinę Źrzebów z osobnymi stołpami Wida i Mokoszy oraz kącinę dwojga Nawiów – ze stołpami Nyi i Welesa.

W czasie bitew Harowie-Charwaci, Łyskowice i Pałkini tak  mocno dali się wrogom we znaki, tak straszną grozę siali w ich szeregach, że Sromoci, Ispolinowie i Isepodonowie nagrodzili ich całymi wozami złota. Także inni Skołoci, Budynowie, Burowie i Serbomazowie, licznymi plemionami, złożyli hołd wszystkim plemionom Harów.

Nocni wojownicy Nyi i Czarnej Królowej z Góry Pałki swoim widokiem i śmiertelnymi czarami rzucanymi na wroga, budzili popłoch wśród przeciwników. Mieli we zwyczaju wyłaniać się nagle z mroku, okryci szarą mazią i popiołem, jak upiory. Prócz kamiennych pałek i nasieków z krzemieniami, stosowali w bitwie ostre haki umocowane na łańcuchach do grubego drewnianego trzonka, bądź umocowane na żelaznej wici, a nazywane harapami – przy ich pomocy ściągali jeźdźców z koni i skracali piechurów o głowę (o harcap – warkocz).

Walczyli w świętym szale, upojeni sołwą i w zupełnej ciszy. Ogrom grozy jaki wiał od tych oddziałów powiększał szum ptasich piór zatkniętych w ich stanice, czaka i kaftany. Stąd ptasiopióre oddziały Harów poczęto zwać też Morusami-Mordorami, Siewcami Śmierci.

Skołoci dzielili się wtedy na liczne plemiona wędrowne zajmujące się wypasem świętych koni i świętych krów. Z czasem zaczęli tworzyć drużyny bojowe i obronne Burów-Czarnosiermiężnych Kowalisa.

Serbomazi, a to Serbowie Wielcy razem ze Serpami, Smerdami, z Mądochami, Mynżami i z Mężogątami a także z Mazonkami, utworzyli oddziały wojenne i zbrojne ramię Budynów oraz Lęgów. Wkrótce Skołotów, Serbów i Mazonki poproszono by walczyli też u boku Wędów, Istów i Dawów.

Wtedy właśnie postanowiono w uznaniu wielkości harii[xxxviii] Czarodany i ważności Łysej Ziemi, że tam będzie przechowywany Wieczny Ogień i tam też będzie się grzebać wszystkich władców Nowej Koliby, a Chrobaci staną się strażnikami Tej Ziemi, ponieważ ich wojom nikt grobów królewskich nie zdoła wydrzeć. Oddziałom bojowym wszystkich plemion Nurusów przewodzić zaczęli w owym czasie Harowie.

Jako że nic ważniejszego nie może być ponad pamięć przodków i ochronę ich grobów oraz ciągłe odprawianie na owych grobach należytych obrzędów, było to najwyższe możliwe wyróżnienie dla plemienia z Łyskowisły. Tak ustanowiono w 108 roku Nowej Koliby Świątynię Dziewięciu Kręgów w Łyskogórach, gdzie na ruinach zniszczonego w 96 roku czasu NK Łyszczca zapłonęła Wieczysta Znicz, Ziemski Ogień Ogni, ku Pamięci Bogów i Przodków.

Wkrótce każdy z potomnych ludów kruczych zapalił podobne znicze na swojej ziemi. Istowie zapalili swój znicz na Szwintorogu, Wędowie w Arkonie, Lęgowie na Ślęży, Serbomazowie na Chełmie w Kałdusie,  Skołoci na Górze Orzej (Górze Arki) rozciągniętej między jeziorami Wanów i Suwanów, Dawowie w Serbomazogetuzie (albo na Koszu-Kogajonie-Kaganjącie[xxxix] w Południowych Górach Harów w Paśmie Gór Buczych, nazywanych też Bucegami), Budynowie w Zimnie na Świętej Górze nad rzeką Ługą, a Burowie na Jurmie w Czertowym Grodziszczu w Górach Kamiennych. Każdy z tych ludów trzymał też w swojej głównej świątyni kopię Świętego Dzbana – Boskiej Czarki (Arki) – Dzbana z Jamy Czarki (Czarkajamy-Arkajamy). Ale ten Jeden Ogień i związana z nim Świątynia Dziewięciu Kręgów (Wszych Kręgów Królestwa Sis) na zawsze pozostał najważniejszym.

Wołgarowie z Ludu Burów, którzy przenieśli się razem z Bułgarami nad Dunaj w Nowych Wiekach, powiadają, że w Górach Kamiennych Wielka Znicz paliła się w świątyni u stóp Tugaja przy Grzbiecie Odkrzykły (po lęgsko-wędzku i harsko-nurusku mówiąc: Góry Tęgiej przy Grzbiecie Pomianu[xl], co może też znaczyć Górę Dengi, Tęczy-Tuczy, czyli Wielkiej Niebiańskiej Bogini-Wężycy), albo pod Kruglicą w Dolinie Ksnów (Marzeń).





Jerzy Przybył – Dyjabołt – pomocnik Dyja Poświściela

Przypisy

[i] Las Harów, znany ze źródeł starożytnych jako Las Hercyńskia ciągnąć się miał od Białych Gór Kauków (Alpy) na Zachodzie poprzez Góry Harów zwane też Górami Karpoka aż do Gór Wschodu (Uralu, Kamieniów, Orol, Gorol, Gór Skołockich) i Gór Panów schodzących do Jeziora Świętojarskiego.

a Według Eratostenesa z Cyreny (275 – 194 r. p.n.e.) Silva Hercynia (Las Hercyński) przecinał Biały Ląd (Europę) i dzielił ją na część północną i część południową. Ciągnął się aż od Alp po Don (Tanais).

[ii] Spadkobiercy tradycji Kącin Wschodu, zwłaszcza Kąciny Glenia i Biełych Borów powiadają, że Ałatyr leży na dnie morza i wierzą, że chodzi tu o Morze Czarne, choć wielu z nich wskazuje również na Bołotyk (Bałtyk). Według cudawów (kudałów Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata) Światyr-Ałatyr – znany wszystkim świątyniom słowiańskim jako Kamień Kamieni i część Świętej Rodziny Swąta, leży na dnie Błotyku czyli Morza Bałtyckiego. Natomiast pod Wawelem znajduje się Ułatyr, czyli uła-mek Światyra. Dopuszczają oni zastosowanie do tego ułamka także nazwy Ułotyr lub Ałatyr.

[iii] Sist – gród posadowiony przez Guniów za czasów Chatiły (Chytiłły, Atylli), jako stolica kaganatu Sis Guniów, znany z zapisów kronikarzy bizantyjskich i rzymskich jako Soest. To tajemnicze miejsce, na pograniczu kraju Obodrytów i Sasów, którego położenie jest do dzisiaj nieznane.

[iv] Powiadają zinisowie Body ze Świątyni Dziewięciu Kręgów w Świętogórach, że Boginie Zemsty przeraziły się odczarowania Czaroduny i przysłały Dodolę jako posłańca ugody. Wolały się nie ścierać ponownie z Czaroduną, bo poprzednia potyczka wszak przewróciła świat. Co prawda tym razem butny lud Zerywanów już nie istniał i groźba wystąpienia wspólnie z Czarodaną nowych królów była niewielka, lecz nie do końca lud zerywański wytrzebiono, bo rozmnożył się przy pomocy Rudzi w potomkach Kruków i wciąż płynęła w ich żyłach krew zerywańska, na pół boska, przeniesiona przez suki i odyńców poprzez Jaskinię Lęgu i pąpy.

[v] Wszystkie wymienione góry tworzyły Święty Krąg i stały się w późniejszym czasie siedzibami światyń Wiary Przyrody. Góra Wida zwana była w późniejszych czasach Widełką, a wreszcie Widełki-Zamczyskoa. Góry Pałków znane pod tą nazwą jeszcze przez starożytnych Rzymianb zaczęto zwać Świętymi Górami Łyskowiców, czyli Górami Łśniącymi (Łysogórami, Łyskogórami), Górami Łysków, Małymi Górami Świata, lub Świętogórami, a wreszcie Górami Świętokrzyskimi.

 

a O owym świętym kręgu – odtworzeniu w naturze świętej mandali pisze wspaniale w swoim eseju poświęconym Sanktuarium Świętokrzyskiemu Jan Witold Suliga.

 

b Ptolemeusz.

 

[vi] W Chybicach znajdował się odwieczny, nieustannie odnawiany święty Gaj Brzozowy. Jak wszystkie gaje brzozowe był on poświęcony Mokoszy lub całemu Rodowi Źrzebów. W tym wypadku sądzić należy, iż przypisany był rodowi ze względu na posadowienie w Świętogórach (Łyskogórach) świątyń całych rodów boskich i nadanie im wiodącego kiru w Wierze na obszarze całej Nurusji, a potem po umocowaniu tutaj Świątyni Dziewięciu Kręgów w całej Wielkiej Skołotii. Tym sposobem oprócz Harów wyróżniono plemiona Pałkinów i Łyskowicówa, którzy się stali kapłanami i kapłankami świątyń współtworzących Dziewięć Kręgów. Nazwa miejscowości Chybice pochodzi od miana Gaju Chybic będącego pod opieką świętych dziewic-wiedun, które nazywano też chybicami. Wróżby chybic i ich wskazówki zawsze można było rozumieć dwojako. Od nich wzięło się powiedzenie „na dwoje babka wróżyła”. Wróżba dokonywała się w chybotliwym – czyli chwiejnym tanie, wirowym biegu pełnym nagłych zwrotów, skłonów i skoków (chybać – skakać). Często też niestety te wróżby nie spełniały się, a raczej błędnie je odczytywano, czyli bywały według ludu chybione. Stąd przydano owym wiedunom (wiedźmom) – kapłankom Wida i Mokoszy z Łyskogór miano chybic.

 

a W zapiskach różnych kronikarzy przetrwali oni jako Licikawice, Litziki. Co próbowano tłumaczyć jako Listkowice, lecz jest  to w istocie zniekształcone miano Łyskowiców (Lskniewiców) – co potwierdzają liczne nazwy okoliczne miejscowości i miano samych gór, Łysogóry.

[vii] Wiele gromad kapłów powiada, że miano Chybic wywodzi się nie od owego wahania-chybania, czyli chybotania się, jeno od ochybki (ros. oszibka – błąd), od chybiania celu, czyli błędu, omyłki, jako że one najczęściej kłamią, albo po prostu się mylą.

[viii] Według niektórych podań chodzi tutaj o Górę Łysiec i Górę Dobrzeszowską, gdzie stwierdzono kamienne wały, pozostałości budowli powstałych z roztrzaskanych kamieni – paliczków Sima. Inni powiadają o Łyścu i Łysicy, jeszcze inni prawiąa, że większy z bliźniaków wyrósł na tzw. Miejskiej Górze, a młodszy na Górze Sieradowieckiej. Pewnego razu starszy brat krzyknął do młodszego, a głos jego jak grzmot przetaczał się po niebie: „Hej bracie! Podaj mi topór!”. Młodszy z wielkoludów zamachnął się i rzucił, ale jako że był od brata słabszy topór nie doleciał gdzie powinien i wrył się w miejsce, które później nazwano Doliną Bodzentyńską, tam dokładnie gdzie wypływa żródło rzeki Psarkib.

a Podanie to przytacza ksiądz Władysław Siarkowski  w swym zbiorze „Materiały do etnografii ludu polskiego z okolic Kielc” (Kraków 1880) oraz Leokadia Firkowska w Legendach Świętokrzyskich (Kielce 1999). Patrz też J. W. Suliga „Święty Krąg Polski – Łysiec”  (patrz: http://rodman.most.org.pl/PS/Swietogory.htm – Portal świętokrzyski, i podstrony  http://rodman.most.org.pl/PS/JWS2.htm, 2008)

 

b Zadziwiające są tutaj dwa związki – miano doliny, która najwyraźniej jest doliną Bogini Body, a także nazwa rzeki, która jest tożsama z mianem zamku zbudowanego, według podania południowochorwackiego, później przez trzech braci Chorwatów w Sławonii – zamku Psary.

[ix] Gród Nawar, nazywany Nawaronem, położony nad Danaprema był pierwszą stolicą Ludu Nurów. Mimo, że Krak-Nur wybrał na miejsce gniazda i złożenia jaj, z których się wylęgli Nurowie Górę Wąwel, zaraz po lęgu przeniósł się właśnie tam. Także w tym grodzie po klęsce Nurusów w wojnie z Wężami-Wieletami Krak-Nur zakończył żywot przekazawszy władzę Kyjowi Budzie Rusemu. Działo się to koło 100 roku Nowej Koliby (700 p.n.e.). Od tamtego czasu utrwaliło się w pamięci pokoleń, iż Nawar-War daje osłonę w razie klęski, a modły w jego kątynach wznoszone do bogów wojny – Ładów, i władców Błyskawicy – Runów, mogą odmienić koleje przegranych wojen. Często skrywali się tam królowie, kaganowie i książęta Słowian, Istów-Jątów, Dawów i Skołotów z całymi armiami po przegranych bitwach, lub gdy ich pozycja w wyniku wielu klęsk stawała się beznadziejna.

Tradycja ta trwała także tysiąc lat później. W roku 1269 Nowej Koliby (469 n.e.), po śmierci Chatiły (Chytiłły)b kagana Guniówc, gdy objęli rządy jego synowie, doszło do walnej rozprawy z wojskami Wschodniego Cesarstwa Rzymskiego i sprzymierzonymi z nimi Gątami. Gątowie byli dowodzeni przez młodych królewiczów Walamira, Bogdomira i Witimirad. Guniowie byli już wtedy podzieleni. Częścią zdecydowanych na walną bitwę wojsk dowodził Dengesicz-Tęgosiecze. Armia Tęgosiecza poniosła klęskę, on sam zaś zginął w boju, a jego odrąbaną głowę obnoszono tryumfalnie po głównej ulicy Carogrodu. Niedobitki jego armii wycofały się właśnie do grodu War. Tam zostały ocalone. Była to zemsta Gątów dokonana po prawie stu latachf.

Horoha czyli Górzyca znaczy zarówno Góralka – pochodząca z plemienia Górów, jak i Ta Która Oddała Się Na Świętej Górze. Imię to zawiera również takie znaczenia jak gorąca, ognista, świetlista a więc Święta, a także rogata, zadziorna, hyrna. Gorszka także nawiązuje do wymienionych poprzednio rdzeni, a dodatkowo stanowi odniesienie do pojęć takich jak gorszy, gorejący, gorączka, choroba, oraz do miana grochu – świętej potrawy bogów sporu. Gorszka także dlatego, że była ona tylko trochę brzydsza od Czarodany. Była ona jakby trochę mniej piękną i czarnowłosą powtórką bogini Krasy – stąd też miano Karszka. Dlatego miano Harowie pochodzi zarówno od ich matki Horohy-Gorszki-Karszki, jak i od Świętej Góry Pałki zwanej przez Skołotów, Istów i Słowian Horą Świata (Hara-śwata).

a Niektórzy uważają, że chodzi o położonie blisko ujścia Dunaju a nie Danapru, i że Nawar-War to gród w Dobrudży, który znajdował się w miejscu, gdzie powstała potem Warna.

 

b  Chatyła lub Chytiłła, czyli kagan Guniów zwany też Biczem Bożym, rządzący całą Wielką Skołotią (Scytią), czyli Królestwem Sis w latach 434-454 n.e., znany zapisom starożytnych kronikarzy np. Priskosa z Panion czy Jordanesa jako Attyla. Imię to oznacza: chcący, chwytający, przechwytujący,

 

c  Guniowie – czyli znani zapisom kronikarzy starożytnych Hunnowie, zapisywani także jako Unni, Unoi, Undini czyli Hakownicy. My przyjmujemy wywód ich miana od strojów, na których wzorowane były później ubiory szlachty polskiej nawiązujące do tradycji sarmackiej, tzw Szlachty Szarej – szarych guni, z wyłogami i kołnierzami, lub narzutkami z futra kun. Także dlatego, że miano to nawiązuje do zwyczajowych gonitw urządzanych w  celu wyłonienia następcy tronu i gonienia wrogów, których uprzednio wciągano w pułapkę udając ucieczkę. Innym, a pewnie wcześniejszym określeniem tego plemienia będącego czystym plemieniem skołockim, bowiem pochodzącego od króla Kołaka, jest ich nazwa – Konni. Byli oni bowiem wojownikami konnymi, a także zawołanymi hodowcami koni bojowych, o których zakup zabiegało u nich Cesarstwo Rzymskie. Sprzedaż koni Romajom bez wiedzy kagana Chytiły była najcięższym przestępstwem w Królestwie Sis nie tylko za czasów, gdy rzadzili nim Guniowie. Już w czasach Wojny Trojańskiej romajscy bohaterowie starali się lub usiłowali ukraść święte konie z Kałużji, lecz nie otrzymywali ich – jak np. Perprzechwała (Herakles).

 

d Imię Bogdomira zostało podane przez kronikarza Gotów Jordanesa w brzmieniu zgreczonym – Teodomir. Rdzeń bóg jest równoznaczny z greckim teo, po słowiańsku imię to brzmi więc Bog-domir. Wszystkie imiona młodych królewiczów gockich wymienione w tym miejscu przez Jordanesa są słowiańskie, nie jest więc dla nas zrozumiałe dlaczego Gotów uważa się za Germanów, a nie przynajmniej lud słowiańsko-nordycki zmieszany przez wieki wspólnego bytowania nad Wisłą i Dunajem.

 

e Dengezich-Dengesicz – można różnie interpretować to imię, jest bowiem tak zniekształcone w formie zapisanej przez kronikarza, że nie da się go przetłumaczyć jednoznacznie. W dosłownej wersji fonetycznej imię to znaczy Sicz Dengi, czyli Woj Dengi. W języku polskim nosiłby on imię Dengowoj lub Tugowoj, albo Tęgowoj. Takie też tłumaczenie można zaproponować jako równoprawne do Tęgosiecz. Inna interpretacja to Deng Gęsich lub Deng Gęsicz – gęś była ptakiem boskim rodu Sporów, Bogów Bogactwa i Powodzenia, możliwe jest także tłumaczenie Woj Tęczy (Tęgi, Wstęgi).

 

f Sto lat wcześniej, około roku 1160 czasu NK (360 n.e.) Guniowie dowodzeni przez Białobiera – Wielkiego Bierłę III (Balamber w kronikach greckich) rozgromili Gątów i przepędzili ich znad Dunaju zmuszając by się wdarli w granice Imperium Rzymskiego. Miało to miejsce po tym jak uznawany za pogromcę Wenedów Hermanryk odważył się zaatakować Dobródżan i zabił kagana siedmiorodzkiego Bozę-Biesa IV (Busa-Biesa Biełojara-Swewaldycza), a jego siedemdziesięciu dwóch władyków (lodag – wlodag – włodarz-władyka) kazał ukrzyżować.

[x] Podanie to przytacza w zbiorze podań małopolskich „Krakowskie legendy, podania, zwyczaje” Julian Zinkow.

[xi]  Rzeczywiście ta klątwa Dyja-Bełta się spełnia. Na skutek eksploatacji złóż we wsi Siedlec niedaleko Częstochowy powstała w latach 90-tych XX wieku kolejna pustynia o powierzchni około kilometra kwadratowego.

[xii] Dagowie Gorgonów – kapłani Gałęzi Gorgorzału, świętego drzewa welańskiego, którą mieli otrzymać od Gogołady. W swojej wysokogórskiej kącinie poświęconej Gogoładzie w Górach Gorganach, gdzie zamieszkiwało całe plemię Gorgonów, trzymali wiecznie gorejącą gałąź, od której raz w roku odpalano na nowo ogień w domostwach zastępując stary ogień i żar nowym, młodym, jarym żarem-ogniem welańskim. Według dagów Gogołady z Gorganów, to oni otrzymali ogień po raz wtóry od bogini na Górze Sywuli, kiedy Zerywanie-Pąpile rozeszli się po Nowej Kolibie. Kapłanów tego ognia zwano dagami od bardzo dawnej nazwy ognia (dag – ogień, stąd Denga – Tęcza, Dagbog – Pan Nieba, Dagboga – Pani Dnia). Odłamem plemienia Gorganów są Gorole-Horohowie (Harharzy) Górale Żywieccy w Beskidacha.

a Wszyscy oni byli zapisach starożytnych znani jako Gargarianie – Ci którzy współżyli z Amazonkami i mieli z nimi potomstwo.

[xiii] Burtowanie – inaczej obyrtanie, czyli obracanie w woreczku i wyrzucanie patyczków z łodyg krwawnika lub innych ziół, na równą powierzchnię, a potem wróżenie z układu łodyg, tj. zależnie od układów wzajemnych i stosunku w grupach łodyg ciemnych do jasnych odczytywanie wyroku – wiergu w danej sprawie. Łodygi ułożone burta w burtę, czyli wzdłuż krawędzi obok siebie, tworzą dobrą parę, łodygi skrzyżowane złąa. Jest to sposób wróżenia bardzo podobny do znanego Chińczykom z wróżb I Cing.

a Dokładny opis zasad burtowania i innych obrzędów zawarte są w Trzeciej Księdze Wielkiego Czwórksięgu Baji, zwanej Księgą Tanów.

[xiv] Ląd i kącina Mokoszy w Lądzie – Ląd koło Słupcy nad Wartą. Gród ten był stolicą plemienną Lędzian. Odkryto tam umocnienia i ślady budowli z X wieku na wcześniejszym podkładzie archeologicznym sięgającym wieku V, czyli okresu ok. 400 roku n.e..

[xv] Zielony Czar – Car o Wodnej Tarczy i Czerwony Czar ­- Car o Ogniowej Tarczy to  bogunowie lub inogi strzegące świętej wody i świętego ognia w głównych świątyniach i uroczyskach na ziemiach plemion czczących Wądę-Nurtę (znaną z zapisów jako Nerthus-Nerthaa, najprawdopodobniej w świętych miejscach Wiślan lub Mogilanów) i Swaroga (Czerwonorusów czyli Gierusów i Karusów czyli Czarnorusów). Plemiona te po wojnie Lęgów z romajskim królem królów Olegiem Białym (Aleksandrem Wielkim) znalazły się pod władzą Kiełtów i ich naczelników Dywasów – Zielonego i Ognistego. Tak samo pod władzą kiełtyjskiego wojownika Złotego Dywasa znalazły się relikwie i sanktuarium Dażbogów. Zadania te wykonał w końcu Urusłan.

a Nertha (celt. Nerthus, słow. Nurta, bałt. Nerta). Opis obrzędu i imię bogini podane zostały przez Tacyta, Germania, rozdział 40, w kontekście plemienia Longobardów. Longobardowie – Długobrodzi, dawniej słowiańscy Brodowie, którzy w okresie kultury łużyckiej, częścią plemienia przeprawili się jako wikingowie do Skandynawii i tam osiedli. W XIX wieku przy rekonstrukcji Germańskiej Mitologii arbitralnie przypisano ją Germanom i uczyniono z niej bezpodstawnie boginię plonów i urodzaju (Jakub Grimm). Bracia Grimm wiele podań słowiańskich z Połabia włączyli w mitologię germańską. W encyklopediach współczesnych do dzisiaj, bez żadnego naukowego uzasadnienia,  jest podawana jako bogini germańska. Figury kultowe bogini na brązowych wózkach znane są już z okresu kultury łużyckiej. Współczesna genetyka, w latach 2008-2010 wykazała bezspornie, że kulturę łużycką i wcześniejsze na obszarze od Łaby po Dunaj należy wiązać ze współformującymi ją Słowianami, ludźmi haplogrupy R1a1a1, obecnymi tutaj już od 3000 roku p.n.e., którzy stanowili większość w etnosie tworzącym tę kulturę. Drugim składnikiem ludzkim tego etosu byli Wenedowie haplogrupy I2a2 a trzecim Celtowie R1b1b2, a nie Germanie. W Eulau nad Łabą zidentyfikowano kopalne szczątki kilku osób z rodu królewskiego z roku ok. 2600 p.n.e. właśnie haplogrupy genetycznej R1a1a1, która jest powszechnie uznawana za słowiańsko-indyjsko-aryjską lub czysto słowiańską. Bogini ta, której figurę ciągnięto na wózku kultowym obsypaną kwiatami, wieńcami (jak to jest praktykowane w tradycji Wiary Przyrody – i między Słowianami również) była sprowadzana do rzeki gdzie polewano wózek i figurę wodą, a następnie zabijano osoby, które tworzyły jej orszak i „myły” posąg bogini (dotykały go). Jest to dosyć typowy obrzęd oddający cześć bogini wód i sprowadzający deszcz, a więc także i urodzaj. Jednak imię bogini, które usiłowano wywieść z norweskiego i języków skandynawskich w sposób pokrętny i nieprzekonywujący, jest proste do wywiedzenia z języków słowiańskich i bałtyckich, gdzie nurt – płynąca woda, szybka rzeka, zanurzać – wkładać pod wodę,  w głębinę wodną, zagłębiać się, pogrążać, nurza – wykop, dół, koryto, ziemianka. Tu także występuje wiele nazw rzek takich jak Nurzec, Nur, Neris, itp., jak również takie miana przypisuje się ptakom wodnym.  Wymieniane jest także plemię słowiańskie Neurów – Nurów (Herodot, Dzieje – ok. V wiek p.n.e w okolicy Dniepru, Buga, Neris-Wilji, rzeki Narew i Wisły), którzy najprawdopodobniej byli czcicielami Nurty znanej też jako Woda-Wąda.

Jest to typowy przykład germańskiej, pruskiej i niemieckiej inwazji imperialno-kolonialnej w sferze kultury i nauki, która trwa na ziemiach słowiańskich i w sferze mentalnej od 1000 lat.

[xvi] O zamku Łyścu i Łysej Górze, tak pisze Jan Długosz:  „Na tym zamku pani iedna przedtym mieszkaiąca, podniowszy się w pychę, iż była poraziła wielkiego Aleksandra pod tą gorą, kazała się za Boginią Dianą chwalić. Ale natychmiast za tho bluźnierstwo pomstę Bożą uznała, iż on zamek wszystek grom roztrącił onę też panią ze wszystkimi służebnikami pothłumił, tak iż ieszcze po dziś dzień leżą na tym mieyscu wielkie gromady kamienia. Na tym mieyscu był Kościół trzech bałwanów Lada, Boda, Leli. Do których prości ludzie schadzali się pierwszego dnia Maia, modłę im czynić y ofiarować”.a

a Cytat za: Jerzy Strzelczyk, Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian, Poznań 1998, s. 126

[xvii] Herodot wymienia w swojej Historii z V wieku p.n.e. nie tylko Nurów i Budynów, ale i Sorbomazów. Opisuje on sytuację starcia Skołotów z Persami dowodzonymi przez króla Darjusza. Walki toczyły się ze zmiennym szczęściem i zakończyły się klęską Darjusza, mimo iż udało mu się spalić Gleń (Gołuń). Niektórzy dziejopiosowie podają iż Budynowie sami spalili Gleń aby nie wpadł w ręce Persów. Ze Skołotami byli sprzymierzeni Nurowie a także mieli być sprzymierzeni greccy Geloni. Greccy Geloni zamieszkujący ziemię Budynów to tylko jeden z domysłów – jak na razie bez naukowego uzasadnienia – bowiem równie dobrze mogli to być Golemowie – czyli Istowie tutaj mieszkający, inaczej Goljadzie – Golemi, Ludzie Lodu), jak i Mężożercy (Androfadzy). Przeciw Skołotom zdecydowanie występowali Czarnosiermiężni, Bogatyrsowie (Agatyrsowie) i Turowie.

[xviii] Darjusz I Wielki zpisany w księgach Romajów i Persów jako Dariusz. W języku huno-awarskim, harsko-budynowskim czyli nuruskim, wedyjsko-istyjskim i buro-lęgijskim imię to znajduje bardzo łatwe objaśnienie: dar-jusz –  to znaczy Posiadający Ducha Wojowniczego, obdarzony juszem, potrafiący wydobyć z siebie rozjuszenie – święty gniew bojowy.

[xix] Mokszysz – jest zapisany przez Asyryjczyków (Ozerów-Kozerów-Kozeryjczyków) jako Musasir – gród w Oroji (Urartu), w którym swą siedzibę miała Chołda-Gogołada (zapisana przez Asyryjczyków jako Chaldi) i Mokosza, główne boginie Oroji (Urartu), i w którym koronowali się urartyjscy władcy. Gród został zdobyty za panowania Rusy I (Urzanu) przez ozyryjskiego (asyryjskiego) władcę Sargona II. Mokszysz jako jedyny gród nie złożył mu trybutu. Sargon II zaskoczył Rusę niespodziewanym marszem przez góry. Mieszkańców Mokszysza (Musasiru) Sargon wziął w niewolę, a gród złupił zagarniając składane tu przez wiele lat skarby Skołotówa.

a patrz – Wikipedia hasło Musasir. Do naszych czasów zachowała się sporządzona przez asyryjskich skrybów dokładna lista zdobytych kosztowności. Było to m.in. 1,5 kg złota, 4870 kg srebra, 10 800 kg miedzi, 6 złotych tarcz, złote ornamenty o łącznej wadze 66 kg, złoty miecz ważący 13 kg, 96 srebrnych włóczni, liczne srebrne naczynia, 12 srebrnych tarcz, 33 srebrne rydwany oraz wiele przedmiotów z kości słoniowej.

[xx] Niektórzy twierdzą, że Nawaron to nie ten sam gród co Nawar zwany później Warem. Według innych Nawaron to War, lecz leżał on nad Dunajem a nie nad Nurcem, ani nie nad Donem. Według tychże (głownie badaczy rumuńskich i bułgarskich) w jego miejscu Pałomąż I Pylajmonż (Pylajmen) pobudował w czasach przed Wojną Trojańską obwar War i założył państwo Warnę, od której później nazwę wziął kolejny gród i dzisiejsza Warna.

[xxi] Kopiec Swaroga-Chorsa został nazwany przez wczesnośredniowiecznych kronikarzy Kopcem Kraka. W istocie był to Kopiec poświęcony Bogu Ognia Niebieskiego – Swarogowi. Możliwe, że w dobie późniejszej, po pokonaniu przez Charwatów plemienia słowiańsko-kiełtyjskich Mogilanów, uczyniono z Kopca miejsce kultu pierwszego króla – Kraka – jednego z wytędzów Harów, Białych Chorwatów, Charopanów-Panów. Król Krak jako wytędz posiadał boskie pochodzenie. Jego ojcem, poprzez pęp i krew przeniesioną od Zerywanów przez suki i odyńce do Jaskini Lęgu-Waru, był sam Chors. Jako potomek Chorsa ocalał z pogromu stając się jednym z Siedmiu Świętych Kruków, założycieli Siedmiu Ziemic Siedmiu Ludów Sławian. Wraz z nimi założycielką Ziemicy Istów była ich siostra – Biała Łabędzica (Łybied, Kurka) oraz Kąptorga – Węża Matka Skołotów. Baj o Siedmiu Krukach i ich siostrze dotyczy okresu odejścia Słowian z Dunajskiej Koliby – Soławji – Lęgii Pierwotnej nazywanej także Polęgią albo Warną.

Kopce sypane ku czci Bogów Żywiołów, jednocześnie były obiektami kultowymi czci Bogów Mocy – odpowiadających owym Żywiołom. Jak jasno widać z Kręgu Bogów odpowiednikiem Bogów Wody są wśród Mocy bóstwa Miłości – Dziwieniowie, Ziemi odpowiadają Rgłowie – Opiekunowie Roli i Łąk oraz Uprawy, odpowiednikami Żywiołu Nieba są Bogowie Zaświatów – Welesowie, zaś odpowiednikiem Swarogów (Ognia Niebiańskiego) są Chorsowie (Światło Nocy). Zatem jak by nie patrzyć na rolę obrzędową Kopca Kraka był on poświęcony Swarogom i Chorsom jednocześniea.

a Według map austriackich niedaleko kopca Kraka czyli Swaroga, jeszcze w XVIII wieku, na tym samym wzgórzu, stał kopiec nazywany Kopcem Babki Kraka – to mógł być Kopiec Chorsa, czyli Księżyca a jednocześnie Czarnej Królowej – Czarodany, w istocie babki pierwszego Kraka Nura i matki Kraka Żabikruka-Zobiraja.

[xxii] Herodot odnosi informację o tej wojnie i najściu Kraju Nurusów przez Wężów do wojny Skołotów z Persami. Jest jednak zupełnie możliwe, że tyczy się to wcześniejszej o niemal 200 lat wojny Skołotów z Ozeryjczykami Sargona II.

[xxiii] Wielu władców w licznych wojnach i utarczkach zbrojnych wykorzystywało później Jurę Krakowsko-Częstochowską i okoliczne puszcze śląskie, krakowskie i kieleckie do prowadzenia wojny partyzanckiej. Tak postąpił wracając z wygnania do Polski król Władysław Łokietek w roku 2104 czasu NK, obierając na główną bazę Grotę Łokietka w Ojcowie, a po nim także król Jan II Kazimierz w okresie Potopu Szwedzkiego w roku 2455 czasu NK i Tadeusz Kościuszko w trakcie Insurekcji i działań pod Racławicami w 2594 roku czasu NK. Miejsca te wykorzystywano nawet w czasie II Wojny Światowej do prowadzenia najbardziej nasilonych i najlepiej zorganizowanych w Europie działań partyznackich przeciw Niemcom (kielecczyzna), a więc w roku 2740 czasu NKa.

a W Dolinie Prądnika znajduje się ponad 1000 dużych jaskiń i jeszcze więcej tzw. schronów, czyli małych niszowych komór jaskinnych. Patrz opracowanie katalogowe o jaskiniach w Dolinie Prądnika – strony internetowe Ojcowskiego Parku Narodowego.

[xxiv] Niektórzy kapłani, zwłaszcza czarownicy Chorsa z Caroduny podkreślają stanowczo w swoich przekazaniach, że Drzak i Drakiw to dwie różne postacie. Łączymy je tutaj w jedną postać określaną Smokiem Caroduńskim. Smok Drak Wawelski był zapewne zwyczajnym człowiekiem, królem o być może odrażających cechach cielesnych. Uczyniono go w podaniach okrutnym i bezwzględnym władcą, albo wręcz „potworem”, którego urodziła Iworoda, a którego wrogowie Czarodany, Harów, Łyskowiców i Mogilanów przedstawiali jako inoga, nie mogąc przezwyciężyć jego waleczności. Przedstawiony opis wskazuje, że Drzak dobrze opanował zasady boju i postępowania z wrogiem stosowane przez pierwszych królów skołockich. Podobnie Romaje opisywali władcę Skryty Mynżańskiej (Krety Minojskiej) Mężotura, jako Minotaura – półczłowieka, półbąka.

Według tychże czarowników kąciny Chorsa, Drakiw rzeczywiście istniał i mieszkał pod skałą wawelską, ale był to prawdziwy smok-drakon Ażdahor-Całożerca, prawdziwe dziecko  Ażdahy.

Jeszcze inni powiadają, że żadnego smoka pod Wawelem nie było, a tylko dzielny Drzak-Drakiw, piękny lecz nieszczęśliwy syn Iworody, który bronił skutecznie Carodunę przed Wędami.

[xxv] Gród Kraka i liczne grody w okolicy – Identyfikacja Karoduny i Grodu Kraka.

Okolicę dzisiejszego Krakowa zajmowały liczne grody, z których każdy miał swoją nazwę, lecz żaden nie nazywał się Krakowem. Były takie grody jak Wawel, Okół, Tyniec, obecny Zwierzyniec-Salwator, Mogiła, Kleparz potem Stradom itp. Wydaje się że jest takie jedno miejsce które mogłoby oznaczać ów dawny gród Kraka – to okolica Kopca Kraka zwana Krzemionkami ze swoimi odrębnościami i legendami, ze swym kultem wielkanocnym  i artefaktami bardzo licznymi z okresu kultury łużyckiej. Wtedy starożytny Kraków-Caroduna położony byłby na południowy-wschód od Wawelu. Krakowem owym mogłoby być także hipotetyczne wynikające z przecięć linii Kopców miejsce zwane dziś Łęgiem i Beszczem, zalane i niezbadane archeologicznie z powodu ciągłych zalewów, a mogące być posadowionym tam właśnie – jako że stojącym na wodzie – jak większość grodów łużyckich. Obszar Lasoty i Kopca Kraka na Krzemionkach określany jest mianem Gródek.

[xxvi] Horiti – plemię wymieniane przez Króla Alfreda w położeniu między Małopolską a Śląskiem – wiązane zwykle z Chorwatamia. Według nas odłam Chorwatów zwanych Horitami-Gorytami zamieszkujący Beskid Żywiecki i dalej na południowy zachód – gdzie sięgał „ogon zachodni” Chorwatów w Czechach.

Karpowie, Karpianowie, Biesowie, Charwaci – Góry Karpów, Krakowskie, Góry Charwackie – Karwaty, Harwaty, Góry Harów – to góry zwane dzisiaj Karpatami. Około II wieku p.n.e. nazywane były górami Karpów, plemienia charwackiego zmieszanego wtedy z Kiełtamib. Część Karpów-Karpianów poszła na północ (Kurpie), część pozostała na miejscu (Górale Tatrzańscy), część przeszła Tatry i osiadła na ich południowych stokach (Słowacy), część poszła dalej na południe z Chorwatami. Karpaty nazywano także w kronikach średniowiecznych Górami Krakowskimi. Do czasu inwazji Gotów w II-III wieku n.e. mieszkało tu także plemię Biesów i Biesotarnów. Od Biesów pochodzić ma nazwa Beskidu, Bieszczad i Besarabii.

Żercy z Caroduny twierdzą, że nazwa tych gór bierze się od Zduszów-Biesów, od Biesa i Beszcza którzy przerodzili się w biesy nawiedzające te „błędne” góry, i że wszyscy mieszkańcy tych gór choć są Harami i Chorwatami jak i inni, mają w sobie tyle krwi onych Biesów, że do dziś z byle powodu krew się w nich łatwo gotuje i złe im z oczu patrzy.

a SSS, II, str. 219

b Karpowie, Carpi – SSS, II, str. 379

 

[xxvii] Karpianie – Chorwaci Karpaccy – według Kosmografa z Rawenny – w VI wieku wywędrowali nad Dunaj. Razem z nimi wymienia on także Antów (znanych nam jako Wątowie Nadciemnomorscy) i inne ludy słowiańskie. Prokop z Cezarei pisze o Antach, że mieszkali aż do ujścia Donu do morza Azowskiego, powyżej skołockich Utigurów, których niektórzy uważają także za Kumorów (Kimmerów), a my za być może któreś z plemion skołocko-turecko-węgierskich.

[xxviii] Bratek to popularny dwubarwny kwiat, roślina występująca dziko w północnej Europie. Nazywany jest też siestriczką, lub „bratem i siostrą”, wśród wszystkich Słowian. Kres, czyli święto Kupały odbywa się między 20 a 26 czerwca.

[xxix] Podanie o śmierci Czarodany, którą bogowie zamienili w skałę przechowało się w postaci Legendy Jaskini Ciemnej w Ojcowie. Według jego uproszczonej i odmitologizowanej wersji „Nieszczęśliwie zakochana dziewczyna rzuciła się na kamienie, prosząc bogów pogańskich, by ją w skałę zamienili. Prośbę dziewczyny bogowie spełnili, jej ciało stało się skałą, lecz serce bić nie przestało. Dlatego włosy wciąż jej odrastają w postaci leśnych zarośli, a z oczu płyną łzy, które od razu krzepną w kamień, przemieniając się w stalaktyty”.

Witold Chomicz – Noc Kupalna

[xxx] Obrzęd odbył się po raz ostatni w 2005 roku w Krakowie z kulminacją w dniu 20 czerwca na Kopcu Kraka. Był to 50 Obrzęd Dziewięciodniowy odbyty od śmierci Czarodanya. Obrzęd rozpoczyna się każdorazowo – to znaczy raz na 54 lata – na 9 dni i 9 godzin, przed Świętem Kresu, czyli Kupaliami (pełnią księżyca najbliższą dat 20 albo 26 czerwca – kalendarza słonecznego). Kończy się dokładnie w noc Pełni Księżyca Przesilenia Letniego. Co drugi z obrzędów ma bardzo uroczysty charakter, bowiem dwa Koła Wieków – tworzą Wielkie Koło (odpowiada mu różaniec Czarnogłowski, znany też wedaistom i buddystom, złożony ze 108 ogniw)b. W roku 1897 i 2005 odbyły się właśnie Obrzędy Dziewięciodniowe Szczególne – Wielkiego Koła. Za datę śmierci Czarodany uważa się dzień Pełni Księżyca przypadający na czerwiec 105 roku czasu NK (695 roku p.n.e.).  W obrzędzie odtwarzana jest Wojna o Taje, Narodziny Rykawda i Iworody, Śmierć Welańska Czarodany i jej dzieci, Odrodzenie i Śmierć Ziemska – Czarodany oraz jej dzieci, a także narodziny jej wnuka (Drzaka), kolejnego syna Zobiraja Żabikruka – Kraka Bierły II (Abarisa II) i wiele innych epizodów z jej życia.

W XX wieku obrzęd ten odbył się tylko 1 raz, na istniejącym jeszcze wtedy Kopcu Matki Ziemi (tzw. Esterki) na krakowskim Łobzowie, przy Ogrodach Królewskichc będących wtedy we władaniu LWP (Wojska Polskiego). Kulminacyjna uroczystość miała miejsce 18 czerwca 1951 roku (Kupalia Księżycowe)d. Poprzedni miał miejsce z końcem XIX wieku, w roku 1897 (13 czerwca) i był prowadzony przez Stanisława Wyspiańskiego, na Świętym Wzgórzu – Wróżnej Górze (Góra Mokoszy)e.  Góra leży nieopodal domu Lucjana Rydla – Rydlówki –  w Bronowicach Małych pod Krakowem, gdzie odbyło się słynne Wesele opisane przez Stanisława Wyspiańskiegof.

a Obrzęd prowadził Autor.

b 2 x po 54 lata to Wielkie Koło Wieków – złożone z 4 okresów naprzemiennego władania Bogów Działu – Białobogi i Czarnogłowa. Rozpoczyna Wielkie Koło Czarnogłów i jego Trzem a w 27 roku (I Półkole) oddaje władanie Białbodze która, włada do końca 54 roku (I Małe Koło Wieków), kiedy przekazuje znów Czarnogłowowi Berło Wieków i Księgę Czasu, ten włada do końca 81 roku (III Półkole) i przekazuje znów atrybuty czasu Białobodze która zamyka bieg czasu – Wielkie Koło – w 108 roku.

c Dokładnie nad Młynówką Królewską w Ogrodach rodziny Sułkowskich, Uznańskich i Białczyńskich (pozostałość Ogrodów Królewskich Kazimierza Wielkiego)

d Obrzęd był prowadzony w 1951 roku przez Stanisława Pagaczewskiego.

e u stóp Wróżnej Góry, przy zbiegu ulic Pasternika i Tetmajera tryska do dzisiaj Święte Źródło Mokoszy, z którego mieszkańcy Krakowa czerpią wodę o leczniczych właściwościach

f Wesele Lucjana Rydla i Jadwigi Mikołajczyk odbyło się w 1900 roku.

[xxxi] Chodzi tu o czakram podwawelski – jeden z siedmiu najważniejszych czakramów Ziemi, czczony przez wyznawców Wedy. Jak wiadomo związki Wedy i Wiedzy Tajemnej, Wiary Przyrodzonej są bardzo stare.

Niektórzy powiadają jednak, że Caroduna leży bardziej na wschód, a nawet że wszystko to działo się nad Donem, gdzie Czarna Ziemia Burów Czarnosiermiężnych. Dopiero potem Nurowie wejść by mieli nad Wisłę. Przekazy te mało są wiarygodne, ale nie raz bywało, że jeden samotny głos na puszczy prawdę prawił wbrew chórom wymądrzałym. Przeto przytaczamy i te poglądy mudrów z Czarnej Ziemi nad Rwdą-Rzwą zwaną też Wołgą, czyli Wielką Rzeką.

Na Wawelu powstał kopiec, potem kącina pogańska, a w końcu zamek królów polskich. Obok tego miejsca, posuwając się dalej z biegiem wijącej się u stóp Góry Wawelskiej rzeki Wisły, znajduje się Skałka, dawne uroczysko święte, ze świętym źródłem, a jeszcze dalej święta góra Lasota z jej pradawną kąciną i Kopiec Kraka (Swaroga, czyli Ognia). Tu na Lasocie był też kiedyś Kopiec Babki Kraka – Chorsiny-Łuny czyli Ksieżyca i Czarnej Królowej. W drugą stronę od Wawelu leży Wzgórze zwane dzisiaj Wzgórzem Bronisławy, które jest okryte Lasem Wolskim (dawniej Welskim) i w czasach przedchrześcijańskich było Górą Welesa. Również tutaj znajdowała się kącina Wiary Przyrodzonej. Góra Welesa, wraz z miejscem zwanym Sowińcem, cieszy się do dzisiaj tak wielką czcią mieszkańców Krakowa, że w XIX i XX wieku usypano tutaj dwa nowe Kopce poświęcone bohaterom narodowym: Kopiec Piłsudskiego i Kopiec Kościuszki. Sam Wawel jest uznawany z powodu czakramu mocy Ziemi znajdującego ujście w skale u podstawy jednej z krypt zamku królewskiego (pod kaplicą Gereona), przez joginów i przedstawicieli religii hinduistycznej a także Wiary Przyrodzonej Słowiańskiej, za jedno z Siedmiu Miejsc Świętych Świata. Wiedza na ten temat pochodzi z Wed – ksiąg Wiary Przyrodzonej, które według wielu poważnych uczonych, a przede wszystkim według praktyków Hinduizmu, Wedy, Jogi i Buddydstów – zawierają wiedzę z okresu Wspólnoty Ariów, czasu nierozerwanej jeszcze więzi słowiańsko-irańsko-indyjskiej. Zwraca uwagę również postać umiejscowionego u Góry Wawel Smoka Strażnika, który zamieszkiwał system jaskiń pod wzgórzem, zwanych Smoczą Jamą. Samo określenie „jama” nawiązuje do podziemnych bóstw indo-irańskich Jama i Jima.

[xxxii] Na XVIII wiecznych austriackich mapach Krakowa można znaleźć więcej kopców niż istnieje obecnie. Do naszych czasów nie przetrwał między innymi drugi, mniejszy kopiec, który usytuowany był niedaleko Kopca Kraka, nazywany Kopcem Babki Kraka (istniał jeszcze w XVII wieku). Także na Górze Wawelskiej był kopiec.

Nazwa Kopiec Babki Kraka wskazuje, że kopiec był poświęcony Czarodanie. Ona wywołała Wojnę o Taje, a w następstwie także narodziny Kruków i Kurki, a więc Kraka I Nura. Ona też była matką Kraka III Zobiraja-Żabikrukaa.

a Większy kopiec nazywany kopcem Kraka najprawdopodobniej był poświęcony Bogu Ognia – Swarogowi a mniejszy bóstwu księżycowemu Chorsowi-Księżycowi lub Chorsinie-Łunie.

[xxxiii] Kruk był biały, lecz sczerniał z klątwą bogów. Był związany pierwotnie z mocami Nieba, ale obecnie jest uważany za związanego z Podziemiem, Zaświatami i Śmiercią. Krakać – źle wróżyć.

W tradycji krakowskiej istnieje podanie o Białym Kruku, jedynym, czczonym na Lasocie, i o Czarnych Krukach, sczernionych przez swój czyn przeciw Bogom Nieba, może Dażbogom, Swarogom, Perunom, i skazanym na rolę padlinożerców i zwiastunów śmierci. Wtedy Lelki miałyby inny rodowód niż z ciała Potwora, albo początkowo służyłyby innemu bóstwu Niebiańskiemu i po zdradzie zostały przypisane Lelijowi. Kruk ma związek z długowiecznością i mądrością – kontaktuje się z bogami – wydziobuje oczy umierającym na polu walki wojom.

[xxxiv] Jest to absolutna prawda, bowiem tylko dzięki temu że w Jądrze Ziemi Skalnik kręci  nieustannie Wiecznym Młynem którego ognistym żarnem jest Światyr-Ałatyr a stępą Ułatyr-Ałatyr (odłamek Światyra), jest stale utrzymywana Warstwa Nieba, którą nauka współczesna nazywa Sferą Magnetyczną. Warstwa ta chroni życie na Ziemi przed śmiercionośnymi promieniowaniami Wszechświata, w tym Słońca.

[xxxv] Obrzędy Czaru Daniny inaczej Czaruduszy (Czartanu) – odbywane są raz na koło wieków czyli 54 lata. Jest to bardzo uroczyte święto Czarodany i ocalenia Zerywanów. Odbywa się ono, jako osobne, doładnie w czasie Kupaliów i niektóre kapiszty je właśnie nazywają Kresem. W Kresie odtwarza się obrzędowo dzieje wszystkich obrazoburczych kobiet-boginek zwanych Czterema Kraśnicami: Swątlnicy-Strzęśli, Wozchorii, Gogółki-Kalii i Czaroduny. Odbywa się wtedy obrzędowe tany odczyniające i zawracające – czarujące dusze, zwane czarduszami. Nazwa tego czarownego świętego tanu przeszła za pośrednictwem Sekieli i Hawarów, a potem Siedmiorodzian i Hungarów na węgierski taniec obrzędowy czardasz. Obrzędy te są wielkim świętem wszystkich kapiszt Chorsa. Mają charakter zamknięty, wewnętrzny dla gromad Wiary Przyrody. Obrzędy zewnętrzne powinny zostać reaktywowane, by przypominać wszystkim ludziom czym jest karoduna i jakie były dzieje Czarodany, oraz co się stanie jeśli przekroczymy dozwolony próg.

[xxxvi] Święto letniego przesilenia w mitologii wschodniosłowiańskiej. Potwierdzone na Rusi w XIII w. – kupalja.  Nazwa oznacza główną osobę i jej uosobienie w kukle – Boga Kupałę (także Kupało, Kupajło), jak również kapłanki – kupałki rozdające kwiaty przy wróżbach kupalnych i całe zgromadzanie świętujących. Główne elementy uroczystości to: rozpalanie ogni (wiertłem ogniowym), taniec w Koło Ognia, skoki nad Ogniem, chodzenie po Ogniu, obrzędowe obmywanie w Wodzie, plecenie wianków, rzucanie wianków na Wodę, pławienie płonących kręgów ognia na Wodzie, poszukiwanie kwiatu Papródzi, Głowy Kupały oraz inne obrzędy płodności związane z ogniem, ziemią, powietrzem i wodą. Nazwa wiąże się z kąpielą – kąpadlo (prsłw.), ale także kupadlo – od ind-europ. kup- kipieć , pożądać, co znane jest także z łaciny jako Cupido – Kupido. Motyw miłosnego związku brata i siostry jest eksponowany podczas święta Kupałya. Słowianie pili w obrzędzie Kupały napój z Bratków będących roślinnym wcieleniem owego rodzeństwa.

a Patrz KLS K. Moszyńskiego czII, Zeszyt 1 (Kraków 1934).

[xxxvii] Czara-Hara-Gara oraz Czarka-Harka-Garka to to samo co Ara i Arka dwa Święte Dzbany Zerywanów. O rozbiciu pierwszego Dzbana Zerywanów – Czary (Ary), i jego utracie (tak samo jak o rozbiciu II Dzbana kagana Mrukrzy – Karej Czary), pisano w Księdze Tura – Taja 17, a także wcześniej w apokryfie Stworze i zdusze, czyli starosłowiańskie boginki, bogunowie i demonya. W miejsce starego dzbana góryci ze świętego grodu Jama Arki (Czarkajama) wykonali znacznie mniejszą trzecią kopię dzbana nazywaną Czarką-Harką-Garką.

Dzban służył nie tylko jako przechowalnik świętego miodu, ale również do grzania świętego napoju, był odporny na ogień i podkładano pod niego nieustannie żar-gar, po to by wytwarzać ów święty napój. Na Czarce w przeciwieństwie do starej Czary – nie było już wzorów Świata zostawionych osobiście przez Swąta. Wzory, które się na niej znalazły wykonali z pamięci góryci Arkajamscy.

Naczynie nazywa się „Czarą”b – bo służy do przechowywania i wytwarzania czarownego napoju z miodu, który w niej zbierano, „Hara” – bo stary dzban-Czara był wielki jak góra – Hara (Kara Góra). Materiał na szczyt dzbana wożono po pochylniach i noszono wspinając się schodniami oraz po drabinachc. „Gara” – od żar – gar  i ogar – grzaniec oraz gar – sadza na dnie od spodu, a także gor- gorzała, i gor-ogień (gorzeń, gorąco).

Pierwszy Dzban Zerywanów – Święta Czara, symbol Ogniska Domowego w Starej Kolibie za króla-kagana Pirsta (dar od bogów). II Dzban Zerywanów Kara Czara – odbudowany przez kagana Mrukrzę Milicza i dwóch kolejnych królów z rodu Bardzów (Barda-Barza i Bogdara) w Starej Kolibie, utracony i rozbity po przejściu Śmierorza i wybiciu Zerywanów oraz przegnaniu ich niedobitków pod postacią suk i odyńców za Żmijowe Wały – do Nowej Koliby – Lęgu-Waru w Lęgii (Jaskinia War, Lęgiel). III Dzban Nowokolibańczyków Czarka-Arka, odtworzono w Jamie Arki (Arkajamie) w Starych Czasach Nowej Koliby, a jego kopie dano każdemu Ludowi Nowokolibańskiemu (Dziewięciu Ludom narodzonym z Kruków, Kurki i Kąptorgi: Nurom, Budynom, Burom-Czarnosiermiężnym, Serbomazom, Lęgom, Wędom, Istom, Dawanom i Skołotom).

Część podań i niektóre kapiszty przekazują, iż pierwsi królowie Dziewięciu Ludów w Nowej Kolibie otrzymali po jednej stronnicy z Księgi Gołubiej – zawierającej najgłębsze taje Wiedy. Inni uważają, iż te taje wyryte były na ścianach Czarki – a wcześniej Czary – Dzbana Zerywanów i zostały przekazane Ludom wraz z kopiami (Czwarte Dzbany) III Dzbana, już Nowokolibańskiego – Czarki z Czarkajamy.d

a Księga Tura wydanie z roku 2000, Baran & Suszczyński, Kraków –  Taja 17: str. 296-297, 303-308, Księga Tura wydanie pełne z roku 2008, Fundacja Turleja, Kraków, Taja 17: str. 432 – 438, 444 – 445 , Stworze i zdusze wydanie z 1993, Kraina Księżyca, Kraków – str. 9-16.

 

b To władcy Scytów w opisach kronikarzy helleńskich – nosili u złotego pasa symboliczną złotą czarkę. Pasy ze złotą czarką znajdowano też w grobach królów Scytów.

 

c Księga Tura wydanie z roku 2000, Baran & Suszczyński, Kraków –  Taja 17: str. 303-304, Księga Tura wydanie pełne z roku 2008, Fundacja Turleja, Kraków, Taja 17: str. 444 – 445.

d Podanie o boskich złotych narzędziach królewskich Scytów, które spadły z nieba w postaci pługa, jarzma, toporu i czary przekazuje Herodot. Owa boska Czara-Ara to właśnie Dzban Zerywanów. Jej kopia to Mała Czara – Boska Czarka – Boska Arka. Judejczycy nazywają ją w Biblii Arką Przymierza z Bogiem. Podanie być może zaczerpnęli od Skołotów-Scytów, którzy ich niejednokrotnie najeżdżali. Żydzi-Judejczycy nazywali Skołotów Aszkuza i twierdzili że pochodzą oni od syna Jafeta Askeza. Aszkez to zniekształcony zapis imienia kagantyrsa Osieka lub Orzekosza – Orego Kosza – Koszerysa-Kozyrysa. Tego k™óry poprowadził Koszatyrsów na Wschód do Iranu i Indii. Co ciekawe to właśnie Żydzi w swoich przekazach dziejowych zachowali pamieć o tym, że Scyci-Skołoci to nikt inny jak lud nazywany później Słowianami, czyli o ciągłości genetycznej i kulturowej skołocko-słowiańskiej. Nazywali oni Żydami Aszkenazyjskimi tych swoich pobratymców, którzy zamieszkali między Słowianami we wschodniej Europie i nad Morzem Czarnym. [patrz: Wikipedia, hasło Scytowie].

[xxxviii] Haria Czarodany – armia Czarodany, Har-Waci – Wojownicy Wici, Słudzy Hory Witej, czyli świętej – Góry Pałki, Gor-Waci – Strażnicy-Wojowie Ognia, Wać Panowie.

[xxxix] Jaskinia i Góra Kogajon nazywane były Jaskinią Kosza i Górą Kaszyn jeszcze przez Naruszewicza w Historyi narodu polskiegoa

a patrz: Adam Naruszewicz, Historya narodu polskiego, str. 204.

[xl] Pomian, odkrzykło (ros. odkrikło) – to nasze słowiańskie określenia przechowane przez lud – a oznaczające echo – które, to obce, romajskie słowo przyjęli Polacy na określenie tego zjawiska.

Raduga i Kryszeń – Kraszeń (Krasa-RA)

Kryszeń i Rada-Tęcza[i]

- według wołchwów z Gonuru.

Rada – córa Władczyni Wód i boga Słońca Ra-Swarożyca[ii] żyła na Wyspie Słonecznej. Przybył do niej w swaty smok Tryton, syn Morskiego Cara – Wodo-Wełma. Jednak Rada za niego wyjść za mąż nie chciała.

Rak Pustelnik poradził jej jak odstręczyć zalotnika. Dał jej trawę, której Tryton nie znosił. Natarła się nią Rada calusieńka, więc kiedy ją Tryton powąchał natychmiast uszedł do siebie.

Rada była tak piękna, że zaczęto mówić, że ona i od samego jasnego Słoneczka urodziwsza. Dowiedziawszy się o tym, Pan Słońca zawody ze swoją córką przygotował – kto świeci płomienniej. Po zawodach wszyscy uznali, że na niebie jaśniej świeci Słońce, a na Ziemi Rada-Raduga (Tęcza).

O urodzie Rady-Tęczy dowiedział się i Kryszeń, lotny statek sporządził i poleciał na wyspę Słońca Ra. Gdy przyleciał stawił się przed bogiem Ra-Swarożycem i poprosił, aby ten dał mu rękę pięknej Rady. Bóg Ra-Swarożyc odpowiedział, że wpierw Kryszeniowi trzeba wypełnić trzy zadania.

Pierwsze zadanie – Kryszeń miał pokazać bohaterski skok: dolecieć na koniu do Rady siedzącej w wieży wysokiej co dochodziła do samego nieba. Doleciawszy do okienka, winien ściągnąć z palca Rady pierścień i pocałować ją w jasnoczerwone wargi. Łatwo wykonał tę pracę Kryszeń. Do samego nieba wzleciał jako skrzydlaty białogrzywy koń.

Aby drugie zadanie wypełnić, Kryszeń miał w ciągu jednego dnia ujarzmić złotorogiego tura, zaprząc go do pługa, zaorać pole, zasiać żyto, coby wyrosło i zebrać urodzaj, nawarzyć piwa i ugościć nim gości. I z tą pracą Kryszeń dał sobie radę lekko.

Potem bóg Swarożyc-Ra wypróbował Kryszenia i trzeci raz. Trzeba mu było znaleźć klucz zgubiony przez Radę w szczerym polu i rozpleść jej warkocz. Tylko tym kluczem można było otworzyć zamyk, który odgradzał go od warkocza Rady. Tylko po otworzeniu zamyku można było rozpleść warkocz Tęczy[iii].

I Kryszeń znalazł ten klucz, okazał się nim pierwiosnek, „pierwszy kwiat” (Kwiat-Klucz Wiosny)[iv]. Wkrótce Kryszeń i Rada poszli w swadźbę, przyjęli złote wieńce.

Z kwiatów pierwiosnków wieniec spleciony

Na główce miłej Rady-Tęczy

A na Kryszeniu wieniec z lilii.

Wyszli Rada i Kryszeń

Na morski stromy brzeg,

Pod niebem wszem rozjaśnieli,

Jak razem z Tęczą Kryszeń-Swątwola[v].

 


[i] Za: A. I. Asov „Księga Koliady”

[ii] Rada, o której mowa w tej baji to Tęcza-Denga. Nosi ona też przydomek Raduga. Nie należy mylić jej postaci z Radą-Rodzicą, Radoradą – Panią Radunic ani z Radą-Zbożą córką Sporów.

[iii] Rozplecenie warkocza oznaczało wyjście za mąż.

[iv] Pierwiosnek: na wiosnę rozkwitają złocistożółte kwiaty pierwiosnków jak np. pierwiosnek lekarski (Primula veris) czy wyniosły (Primula elatior), wśród ludu znany też jako „kluczyki” lub „klucze świętego Piotra”.

[v] Przedstawiany tutaj Kryszeń jest wcieleniem Nowego Światła – Swątbodą i Bedrikiem. Według Księgi Welesa można utożsamiać Kryszenia z Koljadą, w tym sensie w jakim można utożsamić z nimi „Jasne” i „Ciemne” Światło Świata (Białą i Czarną Bożą Krowę i Biedronkę-Wedrika-Bedrika). Według Księgi Welesa Kryszeniowi i Koljadzie poświęcano miesiące Prosiniec (styczeń) a także i Kreseń (czerwiec). Kreseń to jeden ze sposobów wymowy imienia Krysznia. Miano kreseń, można traktować jak przydomek opisujący funkcje tego boga. Imię wiązano także ze słowem kroje – stanie słońca (kilkudniowe przesilenie zimowe, kiedy dnia jeszcze nie przybywa a nocy wciąż nie ubywa) i ze słowem kriest (krzyż). A także ze słowem Kres i Świętem Kresu (Kupalia), kiedy to Biała Krowa Słoneczna – Swątwola świeci najjaśniej i odbywa się święto Ognia i Wody. Koljada to moment odwrotny, związany z Górowaniem Ciemności – Królowaniem Czarnej Krowy – Zemuny – Bedrika i narodzinami „słabego”, „małego” Białego Światła – Biedronki Kresu. U nas Kryszeń jest Mocą Miłości-Koszu uosabianą przez bóstwo żeńskie – Krasę-Krasatinę.
W niektórych wioskach Ukrainy do niedawna pamiętano Koljadę – Młodego Kryszeniab.

 

a Prosiniec: jeden z miesięcy, dawniej u Rusów styczeń, a u Czechów nadal jako grudzień, od prosinyj, „błękitny”, jak niebo zimą.

b Południoworuskie obyczaje, jak kolędowanie Młodego Kryszenia przedstawia J.P. Miroliubow. Brak innych źródeł, ponieważ południoworuski folklor, w porównaniu z północnym, słabo zbadano. Jednak wiarygodność zapisów Miroliubowa potwierdza zarówno współczesne kontynuowanie tych obrzędów, jak i to, że w ziemicach na południu, u Bułgarów Pomaków przechowały się podania o Koljadzie, zbieżne z podaniami indyjskimi o Krysznie.
W książce Słowiańsko-ruski folklor (Monachium, 1984) Miriolubow stwierdza, że 22 grudnia w śniegach rozkwita Kwiat –Żar (Kwiat Paproci), a w nim leży Kryszeń, „mniejszy od makowego ziarna”. Od tego dnia Kryszeń zaczyna rosnąć, a w noc Kupały Kwiat-Żar rozkwita i Kryszeń staje się wielkim. Potem Kwiat więdnie i Kryszeń wraz z nim zmniejsza się.
W drugim swoim dziele Ryg Weda i pogaństwo (Monachium 1981) J. P. Miroliubow pisze, że na południu Rosji pamiętano o Białych Kudesnikach, którzy chodzili w białych siermięgach przepasanych czerwonymi pasami, w rękach zawsze trzymali wiśniowy kij (wiśnia – drzewo Wysznia i Kryszenia); ” U niektórych, posiadających szczególne moce, kij kończył się srebrną lub miedzianą buławą (gałką). Była to ich jedyna własność. Prócz tego i maleńkiej srebrnej figurki, wyobrażenia Małego Kryszenia niczego innego nie posiadali. W pustelni takiego kudesnika wisiały wiązki traw na różne choroby i suche kwiaty z Dnia Kolędy, w które oni kładli figurkę Kryszenia, symbolizującą sobą Rozkwitający Kwiat.” ” Na Kolędę obwieszczano Narodzenie Kryszenia, Kwiatu Przybywającego, Narodzenie Dnia, Powrót do Lata, Obwieszczenie Wiosny…Narodzenie Kryszenia, małej srebrnej figurki w sianie, którą starszy w rodzie szukał i, znalazłszy, uroczyście pokazywał w północ 22 grudnia… W tę noc wyprowadzano bydło z obór, aby pokazać Gwiazdę Welesa, prowadzącą dni do lata.”
Przy odtworzaniu pieśni o Kryszeniu w Księdze Koljady wydzielone są starsze wątki od pieśni o Koljadzie i od podobnych, o Welesie-Rampie (ucieleśnienie Wszechwyszniego – Boga Bogów) związane z Kryszeniem. Osobnym źródłem tekstów o Krysznie-Koljadzie jest Weda Słowian. Obrzędowe pieśni czasów pogańskich, przechowane w ustnych podaniach u macedońskich i trackich Bułgarów Pomaków, (Sankt Petersburg, 1881).
Także należy uwzględnić południowosłowiańskie pieśni o Radzie-Radudze. Jest ona odpowiednikiem indyjskiej Radhy, oblubienicą Kryszny (Rukmini), grecką nimfą wyspy Rodos – Rode, oblubienicą Heliosa (patrz: Pieśni południowych Słowian, Moskwa 1976). Podania o Radzie, Radsze i Rodzie są topologicznie podobne, we wszystkich tradycjach. Rada-Raduga to córa Władczyni Morza, do niej zaleca się Morski Żmij (Tryton), ale ona z pomocą Raka go odstrasza, potem rusza do niej w swaty Młody Junak, czyli Wyłko (Kryszeń-Weles). Należy zauważyć, że tylko słowiańska tradycja przekazuje nie przekaz prozaiczny starszego mitu (jak indyjska czy grecka), a same stare  pieśni.
Również słowiańskie kolędy, pieśni zarzynkowe i winobraniowe. Patrz: zbiory A.A.Potiebni, P.W.Szejna, P.Biezsonowa, E.P.Romanowa itd. Osobno wyróżnia się zbiór Pieśniarski folklor Mezenii (Leningrad, 1967, s. 232-234). Korowodowe zabawowe pieśni Sybiru Nowosybirsk 1985, s. 11, 35, 39,42,47,61).

Z saamijskiego eposu wątek o walce Kryszenia (Gospodarz Lodowatej Wyspy Ser-ja-tet) z czarnym bałwanem, patrz: Nieniecki epos, Leningrad 1990; wraz z byliną Ilja Muromiec i idoliszcze.

Pośród indyjskich tekstów 10-ta Pieśń „Śrimad Bhagawatam”, patrz: książka Swami Prabhupady „Źródło wiecznej przyjemności”, a także 3-cia część Śrimad Bhagawatam, rozdział 2-4. Pośród greckich tekstów o Heliosie i Rodzie” Pindar „Olimpijskie ody” (VII, 54). Pośród kaukaskich podań‑pieśni i legend o Synu KamieniaSasrykawie-Sosurko-Sosłanie.

Jan Kochanowski

PIEŚŃ ŚWIĘTOJAŃSKA O SOBÓTCE

PODSTAWA TEKSTU: JAN KOCHANOWSKI, PIEŚNI I WYBÓR INNYCH WIERSZY.
OPRAC. T. SINKO, WROCŁAW 1948.

Gdy słońce Raka zagrzewa,

A słowik więcej nie spiewa,

Sobótkę, jako czas niesie,

Zapalono w Czarnym Lesie.

Tam goście, tam i domowi

Sypali się ku ogniowi;

Bąki za raz troje graty

A sady się sprzeciwiały.

Siedli wszyscy na murawie;

Potym wstało sześć par prawie

Dziewek jednako ubranych

I belicą przepasanych.

Wszytki spiewać nauczone,

W tańcu także niezganione;

Więc koleją zaczynały,

A pierwszej tak począć dały:

Alfons Mucha – Wiosna

Panna I

Siostry, ogień napalono

I placu nam postąpiono;

Czemu sobie rąk nie damy,

A społem nie zaspiewamy?

Piękna nocy, życz pogody,

Broń wiatrów i nagłej wody;

Dziś przyszedł czas, że na dworze

Mamy czekać ranej zorze.

Tak to matki nam podały,

Samy także z drugich miały,

Że na dzień świętego Jana

Zawżdy sobótka palana.

Dzieci, rady mej słuchajcie,

Ojcowski rząd zachowajcie:

Święto niechaj świętem będzie,

Tak bywało przed tym wszędzie.

Święta przed tym ludzie czcili,

A przedsię wszytko zrobili;

A ziemia hojnie rodziła,

Bo pobożność Bogu miła.

Dziś bez przestanku pracujem

I dniom świętym nie folgujem:

Więc też tylko zarabiamy,

Ale przedsię nic nie mamy.

Albo nas grady porażą,

Albo zbytnie ciepła każą;

Co rok słabsze urodzaje,

A zła drogość za tym wstaje.

Pracuj we dnie, pracuj w nocy,

Prózno bez Pańskiej pomocy;

Boga, dzieci, Boga trzeba,

Kto chce syt być swego chleba.

Na tego my wszytko włóżmy,

A z sobą sami nie trwóżmy;

Wrócąć się i dobre lata,

Jeszczeć nie tu koniec świata.

A teraz ten wieczór sławny

Święćmy jako zwyczaj dawny,

Niecąc ognie do świtania,

Nie bez pieśni, nie bez grania!

Alfons Mucha – Wiosna II

Panna II

To moja nawiętsza wada,

Że tańcuję barzo rada;

Powiedzcież mi, me sąsiady,

Jest tu która bez tej wady?

Wszytki mi się uśmiechacie,

Podobno ze mną trzymacie;

Postępujmyż tedy krokiem,

Aleć nie masz jako skokiem.

Skokiem taniec nasnadniejszy,

A tym jeszcze pochodniejszy,

Kiedy w bęben przybijają,

Samy nogi prawie drgają.

Teraz masz czas, umiesz li co,

Mój nadobny bębennico!

Wszytka tu wieś siedzi wkoło,

A w pośrzodku samo czoło.

Żeby też tu ta nie była,

Która twemu sercu miła?

Każesz li, wierzyć będziemy,

Aleć insze rozumiemy.

Pomóż oto dobrej rzeczy,

A nasz taniec miej na pieczy;

Owa najdziesz i w tym rzędzie,

Coć za wszytki płatna będzie.

Ja się nie umiem frasować,

Toż radzę drugim zachować;

Bo w trosce człowiek zgrzybieje

Pierwej, niż się sam spodzieje.

Ale gdzie dobra myśl płuży,

Tam i zdrowie lepiej służy;

A choć drugi zajdzie w lata,

I tak on ujdzie za swata.

Za mną, za mną, piękne koło,

Opiewając mi wesoło!

A ty się czuj, czyja kolej,

Nie masz li mię wydać wolej!

Alfons Mucha – Poranek

Panna III

Za mną, za mną, piękne koło,

Opiewając mi wesoło!

Czuję się, że moja kolej,

A ja nie mam wydać wolej.

Sam ze wszytkiego stworzenia

Człowiek ma śmiech z przyrodzenia;

Inszy wszelaki źwierz niemy

Nie śmieje się, jako chcemy.

Nie ma w swym szaleństwie miary,

Kto gardzi Pańskimi dary;

A bodaj miał płakać siła,

Komu dobra myśl niemiła.

Śmiejmy się! Czy nie masz czemu?

Śmiejże się przynamniej temu,

Że, nie mówiąc nic trefnego,

Chcę po was śmiechu śmiesznego.

Wystąp’ ty, coś ciągnął kota,

A puść się na chwilę płota!

Uchowa cię dziś Bóg szkody,

Bo tu opodal do wody.

Ciągnie go drugi na suszy,

Tobie trzeba aż po uszy;

Nieboże mój, kto cię zbłaźnił,

Żeś tak srogie źwierzę drażnił?

Nie znasz ludzi, co przed kotem

Pierzchają nawiętszym błotem?

A na jego głos straszliwy

Ledwe drugi będzie żywy.

Głaszcz na nim, jako chcesz, skórę,

On przedsię ogonem wzgórę;

Zły z nim pokój, gorsza zwada;

Jeszcze i dziś strach sąsiada.

Czasem też i z dachu spadnie,

A przedsię na nogi padnie;

I chłop foremniejszy bywa,

Gdzie kot we łbie przemieszkiwa.

A to jako w nim szacować,

Że umie i praktykować?

A to tak wieszcza bestyja,

Że się zawżdy na deszcz myja.

Więc łowiec niepospolity

A w swych sprawach dziwnie skryty.

K’temu rzadko uśnie w nocy,

Ale ufa zawżdy mocy.

Kocie, wszytko to do czasu,

Strzeż wilka wyszczekać z lasu:

A może być i w tym stadzie,

Co już myśli o zakładzie.

Alfons Mucha – Poranek II

Panna IV

Komum ja kwiateczki rwała,

A ten wianek gotowała?

Tobie, miły, nie inszemu,

Któryś sam mił sercu memu.

Włóż na piękną głowę twoję

Tę rozkwitłą pracą moję;

A mnie samę na sercu miej,

Toż i o mnie sam rozumiej.

Żadna chwila ta nie była,

Żebych cię z myśli spuściła;

I sen mię prace nie zbawi,

Spię, a myślę, by na jawi.

Tę nadzieję mam o tobie,

Że mię też masz za co sobie:

Ani wzgardzisz chucią moją,

Ale mi ją oddasz swoją.

Tego zataić nie mogę,

Co mi w sercu czyni trwogę;

Wszytki tu wzrok ostry mają

I co piękne, dobrze znają.

Prze Bóg, siostry, o to proszę,

Niech tej krzywdy nie odnoszę,

By mię która w to tknąć miała,

O com się ja utroskała.

O wszelaką inszą szkodę

Łacno przyzwolę na zgodę;

Ale kto mię w miłość ruszy,

Wiecznie będzie krzyw mej duszy!

Alfons Mucha – Słowianki i wianki

Panna V

Zwierzęć się, gromado moja,

Nie mam przed Szymkiem pokoja!

Za trzewik mi zastępuje,

A powiada, że miłuje.

Szymku, by to prawda była,

Dobrze bych Bogu służyła;

Ale ty rad z ludzi szydzisz,

Zwłaszcza gdy prostaka widzisz.

Tobie to wolno samemu,

Ale, wierę, nie inszemu;

Bo ty z tym nadobnie umiesz,

A gdzie kogo tknąć, rozumiesz.

I któraż by nie szła rada

Za tak gładkiego sąsiada?

Podajże jej kęs nadzieje,

Alić się już moja śmieje.

I samam tak głupią była,

Żem ci też kiedy wierzyła;

Dziś już nic i pókim żywa,

Znam cię, ziółko, żeś pokrzywa.

Ze mną sobie rzecz najdujesz,

Drugiej nogę przystępujesz;

Odpuść mi: silnyś przechyra,

A ja z takim nie mam mira.

Nie sprawujże się przez miarę,

Boć zaś ludzie dadzą wiarę;

A mało sobie poprawisz,

Że mię w nieprawdzie zostawisz.

Alfons Mucha – Południe

Panna VI

Gorące dni nastawają,

Suche role się padają;

Polny świercz, co głosu sstaje,

Gwałtownemu słońcu łaje.

Już mdłe bydło szuka cienia

I ciekącego strumienia,

I pasterze, chodząc za niem,

Budzą lasy swoim graniem.

Żyto się w polu dostawa

I swoją barwą znać dawa,

Iż już niedaleko żniwo:

Miej się do sierpa co żywo!

Sierpa trzeba oziminie,

Kosa się zejdzie jarzynie;

A wy, młodszy, noście snopy,

Drudzy układajcie w kopy!

Gospodarzu nasz wybrany,

Ty masz mieć wieniec kłosiany,

Gdy w ostatek zboża zatnie

Krzywa kosa już ostatnie.

A kiedy z pola zbierzemy,

Tam dopiero odpoczniemy

Dołożywszy z wierzchem broga;

Już więc, dzieci, jedno Boga!

Wtenczas, gościu, bywaj u mnie,

Kiedy wszystko najdziesz w gumnie,

A jesli ty rad odkładasz,

Mnie do siebie drogę zadasz.

Alfons Mucha – Wiosna III/Lato I

Panna VII

Prózno cię patrzam w tym kole:

Twoja, miły, rozkosz pole;

A raczej źwierz leśny bijesz,

Niż tańcujesz albo pijesz.

Ja też, bym nabarziej chciała,

Trudno bym się zdobyć miała

Na lepszą myśl; bo po tobie

Serce zawżdy teskni sobie.

Wolałabym też tym czasem

Gdziekolwiek pod gęstym lasem

Użyć z tobą towarzystwa,

Pomogę ja i myślistwa.

Czego miłość nie przywyknie?

Już ja trafię, gdy pies krzyknie,

Gdzie zajeżdżać zającowi

Mając charty pogotowi.

A kiedy rzucisz sieć długą,

Jeslić się swoją posługą

Ni nacz więcej nie przygodzę,

Niech za tobą smycz psów wodzę!

Żadna gęstwa, żadne głogi

Nie przekażą mojej drogi;

Tak lato jako śrzeżogę

Przy tobie ja wytrwać mogę!

Albo, mój myśliwcze, tedy

Pokwap’ się do domu kiedy;

Albo mnie ciężko nie będzie

Ciebie naszladować wszędzie!

Alfons Mucha -Gwiazda Południa

Panna VIII

Pracowite woły moje,

Przy tym lesie chłodne zdroje

I łąka nieprzepasiona,

Kosą nigdy nie sieczona.

Tu wasza dziś pasza będzie;

A ja, mając oko wszędzie,

Będę nad wami siedziała

I tymczasem kwiatki rwała.

Kwiatki barwy rozmaitej,

Które na łubce obszytej

Usadzę w nadobne koło

I włożę na swoje czoło.

Tak dziewka, jako młodzieniec,

Nie proś mię nikt o mój wieniec!

Samam go swą ręką wiła,

Sama go będę nosiła.

Dałam wczora taki drugi;

Będzie mi go żal czas długi;

Bo mię za raz pobrać dano,

Czego mi czynić nie miano.

Pracowite woły moje,

Wam płyną te chłodne zdroje;

Wam kwitnie łąka zielona,

Kosą nigdy nie sieczona!

Alfons Mucha – Lato

Panna IX

Ja spiewam, a żal zakryty

Mnoży we mnie płacz obfity.

Spiewa więzień okowany

Tając na czas wnętrznej rany.

Spiewa żeglarz w cudze strony

Nagłym wiatrem zaniesiony;

I oracz ubogi spiewa,

Choć od pracej aż omdlewa.

Spiewa słowik na topoli,

A w sercu go przedsię boli

Dawna krzywda; mocny Boże,

Iż z człowieka ptak być może!

Nadobnać to dziewka była,

Póki między ludźmi żyła;

Toż niebodze zawadziło,

Bo każdemu piękne miło.

Zły a niewierny pohańcze,

Zbójca własny, nie posłańcze!

Miawszy odnieść siostrę żenie

Zawiodłeś ją w leśne cienie.

Próznoś jej język urzynał,

Bo wszytko, coś z nią poczynał,

Krwią na rąbku wypisała

I smutnej siestrze posłała.

Nie wymyślaj przyczyn sobie,

Pewnać już sprawa o tobie;

Nie składaj nic na źwierz chciwy,

Umysł twój krzyw niecnotliwy.

Siadaj za stół, jesliś głodzien,

Nakarmią cię, czegoś godzien;

Już ci żona warzy syna,

Nieprzejednanać to wina.

Nie wiesz, królu, nie wiesz, jaki

Obiad i co za przysmaki

Na twym stole; ach, łakomy,

Swe ciało jesz, niewiadomy!

A gdy go tak uraczono,

Głowę na wet przyniesiono;

Temu czasza z rąk wypadła,

Język zmilknął, a twarz zbladła.

A żona powstawszy z ławy:

„Coć się zdadzą te potrawy?

To za twą niecnotę tobie,

Zdrajca mój, synowski grobie!”

Porwie się mąż ku niej zatym,

Alić nasz dudkiem czubatym;

Sama się w jaskółkę wdała,

Oknem, łając, poleciała.

A ona niewinna córa

Obrosła w słowicze pióra;

I dziś wdzięcznym głosem cieszy,

Kto się kolwiek w drogę śpieszy.

Chwała Bogu, że te kraje

Niosą insze obyczaje,

Ani w Polszcze jako żywy

Zjawiły się takie dziwy.

Jednak ja mam, co mię boli;

A by dziś nie ludziom k’woli,

Co spiewam, płakać bych miała,

Acz me pieśni płacz bez mała.

Alfons Mucha – Krasatina

Panna X

Owa u ciebie, mój miły,

Me prośby ważne nie były;

Próznom ja łzy wylewała

I żałosnie narzekała.

Przedsięś ty w swą drogę jechał,

A mnieś, nieszczęsnej, zaniechał

W ciężkim żalu, w którym muszę

Wiecznie trapić moję duszę.

Bodaj wszytkich mąk skosztował,

Kto naprzód wojsko szykował

I wynalazł swoją głową

Strzelbę srogą, piorunową.

Jakie ludzkie głupie sprawy:

Szukać śmierci przez bój krwawy!

A ona i tak człowieczy

Upad ma na dobrej pieczy.

Przynamniej by mi w potrzebie

Wolno stanąć wedla ciebie;

Przywykłabych i ja zbroi,

Bodaj przepadł, kto się boi!

Jednak ty tak chciej być śmiałym,

Jakoby się wrócił całym;

A nie daj umrzeć mnie, smutnej,

W płaczu i w trosce okrutnej.

A wiarę, coś mi ślubował,

Pomni, abyś przy tym chował;

Tę mi przynieś a sam siebie;

Dalej nie chcę nic od ciebie!

Alfons Mucha – Dziewanna-Flora

Panna XI

Skrzypku, by w tej pięknej rocie

Usłyszeć co o Dorocie,

Weźmi gęśle, jakoć miła,

A zagraj nie myśląc siła!

Nieprzepłacona Doroto,

Co między pieniędzmi złoto,

Co miesiąc między gwiazdami,

Toś ty jest między dziewkami!

Twoja kosa rozczosana

Jako brzoza przyodziana;

Twarz jako kwiatki mieszane

Lelijowe i różane.

Nos jako sznur upleciony,

Czoło jak marmór gładzony;

Brwi wyniosłe i czarnawe,

A oczy dwa węgla prawe.

Usta twoje koralowe,

A zęby szczere perłowe;

Szyja pełna, okazała,

Piersi jawne, ręka biała.

Serce mi zakwitnie prawie

Przy twej przyjemnej rozprawie;

A kiedy cię pocałuję,

Trzy dni w gębie cukier czuję.

W tańcuś jak jedna bogini,

A co cię skutniejszą czyni:

Nie masz w tobie nic hardości,

Co więc rzadko przy gładkości.

Tymeś ludziom wszytkim miła

I mnieś wiecznie zniewoliła;

Przeto cię me głośne strony

Będą sławić na wsze strony.

Alfons Mucha –  12 Księżyców

Panna XII

Wsi spokojna, wsi wesoła,

Który głos twej chwale zdoła?

Kto twe wczasy, kto pożytki

Może wspomnieć za raz wszytki?

Człowiek w twej pieczy uczciwie

Bez wszelakiej lichwy żywię;

Pobożne jego staranie

I bezpieczne nabywanie.

Inszy się ciągną przy dworze

Albo żeglują przez morze,

Gdzie człowieka wicher pędzi,

A śmierć bliżej niż na piędzi.

Najdziesz, kto w płat język dawa,

A radę na funt przedawa,

Krwią drudzy zysk oblewają,

Gardła na to odważają.

Oracz pługiem zarznie w ziemię;

Stąd i siebie, i swe plemię,

Stąd roczną czeladź i wszytek

Opatruje swój dobytek.

Jemu sady obradzają,

Jemu pszczoły miód dawają;

Nań przychodzi z owiec wełna

I zagroda jagniąt pełna.

On łąki, on pola kosi,

A do gumna wszytko nosi.

Skoro też siew odprawiemy,

Komin wkoło obsiędziemy.

Tam już pieśni rozmaite,

Tam będą gadki pokryte,

Tam trefne plęsy z ukłony,

Tam cenar, [tam] i goniony.

A gospodarz wziąwszy siatkę

Idzie mrokiem na usadkę

Albo sidła stawia w lesie;

Jednak zawżdy co przyniesie.

W rzece ma gęste więcierze,

Czasem wędą ryby bierze;

A rozliczni ptacy wkoło

Ozywają się wesoło.

Stada igrają przy wodzie,

A sam pasterz, siedząc w chłodzie,

Gra w piszczałkę proste pieśni;

A faunowie skaczą leśni.

Zatym sprzętna gospodyni

O wieczerzej pilność czyni,

Mając doma ten dostatek,

Że się obejdzie bez jatek.

Ona sama bydło liczy,

Kiedy z pola idąc ryczy,

Ona i spuszczać pomoże;

Męża wzmaga, jako może.

A niedorośli wnukowie,

Chyląc się ku starszej głowie,

Wykną przestawać na male,

Wstyd i cnotę chować w cale.

Dzień tu, ale jasne zorze

Zapadłyby znowu w morze,

Niżby mój głos wyrzekł wszytki

Wieśne wczasy i pożytki.

Alfons Mucha – Dziewczyna i Bogowie

2009 – Wierzyca

I jeszcze całkiem na deser

Kwiat Paproci i formuła magiczna z „Nowych przygód Baltazara Gąbki” z przypisem dla wtajemniczonych który może ich bardzo daleko zaprowadzić

Rozdział 17 – Wyprawa po Kwiat Paproci

 

Opuszczali cyrk. Przenosili się całą kompanią poza Warszawę. Znów do Krainy Bociana i to dokładnie tam, gdzie już wcześniej  znalazł się Samborek. Doktor Koyot czuł niepokój. Chmury dziejowej burzy zbierały się nad  światem, mimo, że przez chwilę Władcy Ciemności wytwarzający ten złowrogi cyklon znaleźli się w odwrocie. Czy kolejny ich atak nastąpi właśnie w Krainie Bociana? Doktor Koyot wierzył mocno, że świat da się ocalić. Jeszcze raz sięgnął po kartki z dzieła Laurentego z Rud. Dręczyła go sprawa pierwszego wierszyka, który tak łatwo zlekceważyli ze względu na częstochowskie rymy. Dziecięce rymowanki są starymi czarownymi zaklęciami, on, Koyot, wiedział o tym najlepiej. Trzy  z odczytanych stron Księgi Laurentego składały się na rozwiązanie. A co z czwartą?! Odczytał ten wierszyk jeszcze raz:

Przeciw Liszości i upadłości

Łapki szczurze, kilka kości

Gotuj w włoszczyźnie,

 Niech je żar liźnie

Trochę pierza z nietoperza,

siedem włosów z brody jeża

ósm szprych struganych z wiązu wisielca

dziewięć promieni złap z głowy Cielca…

Strona nazywała się KAT. – Kat zabija ofiarę! – myślał – Śmierć to mór. Czar Mary to zamrożenie, lecz nie zabicie. Mara nie zadaje śmierci. Mara to starość, zapomnienie, choroba, ale i zdrowie, mróz, zmorzenie. Czyżby rzeczywiście, nie wystarczyło zakląć Kwiatu czarem Mary, żeby był raz na zawsze w tej postaci utrwalony?! Czy sposobem na utrwalenie nie okaże się przypadkiem substancja wytworzona według formuły ze strony KAT? NIE plus KAT, to inaczej Nie-mór, Nie-Mara… To życie! Doktor był teraz pewien, że wszystkie cztery części składają się na prawidłowe rozwiązaniem zagadki. Jeszcze raz przeczytał wierszyk, spisując listę potrzebnych składników. Miał je prawie wszystkie w swojej podręcznej apteczce! Nawet włosy z brody jeża. Tylko włoszczyznę trzeba będzie wziąć od Bartoliniego. Promienie z głowy Cielca[1] to oczywiście światło gwiazd, przy którym to wszystko trzeba będzie zmieszać. – Gwiazdozbiór Cielca to znak Byka. Księżyc i jego nów około 20 czerwca!  Zmiana znaków zodiaku też. – pomyślał – Narodziny Księżyca po nowiu obchodzi się czwartego dnia. Dziewięć promieni to cyfra śmierci! Zamiana śmierci na życie dzięki promieniom Cielca. Tak!

I postanowił, że miksturę przyrządzi już w puszczy.


[1] Gwiazdozbiór Cielca jest znany głównie pod nazwą Byka. Jako Cielca utrwalił go w Dziennikach gwiazdowych (Podróż siódma) Stanisław Lem. To tak leży słynna planeta Enteropia, po której hasają kurdle, występuje też niebezpieczny strum (meteorytów) oraz gdzie używa się sepulek do sepulenia. W wierzeniach Słowian jest to gwiazdozbiór Welesa, boga Zaświatów (Weli). Nazywany jest Wołosożarem. W czerwcu nad ranem w gwiazdozbiorze Byka znajduje się Wenus – Gwiazda Zaranna, sprawczyni dużych zmian i odnowy. Słońce opuszcza ten gwiazdozbiór 20 czerwca.

Tylko dla najbardziej wtajemniczonych: O związkach Kraka i Krakowa z Księżycem, krukiem, pełnią i nowiem księżycowym, o związkach Twardowskiego z Księżycem i podaniu o Smoku Wawelskim pisze w swojej książce Polskie Niebo Andrzej Niemojewski, Instytut Wydawniczy „Bibljoteka Polska”, Warszawa 1924, str. 4-7, 12 -20.

Przypis specjalny dla absolutnych koneserów Magii:

Kwiat Paproci osiąga pełną moc 1 lipca, na trzy dni przed Pełnią Księżyca. Jest to jeden z dwóch najmocniejszych znaków  chińskiego I-cingu i słowiańskich wróżb z łodyg krwawnika w Wierze Przyrody – „Po spełnieniu”. Znak ten  – 63 – wyraża absolutny ład, składa się z linii 969696 – każda linia jest na prawidłowej pozycji. Następna faza przemiany to według Księgi Przemian znak 64 „Przed spełnieniem” – złożony z linii 696969, żadna z linii nie jest tutaj na swoim miejscu. To jest dojrzałość i rozkład, punkt w którym następuje wyrzut mocy i od którego rozpoczyna się odrodzenie.  Z 3 na 4 lipca Kwiat osiąga Dojrzałość i gdyby go nie utrwalić zacznie umierać. Koniec jest początkiem – nową nadzieją.

I jeszcze Kijów – fragmencik Pieśni o Ziemi Naszej

Rozdział 24 – Na Bielanach był Cyrk

Po tym wspaniałym zwycięstwie balowano hucznie na całej Ziemi. A najbardziej w Kijowie i Warszawie. Z atmosferą roztańczonego Kijowa nic się nie może równać. Kijów to wyjątkowe miasto. „Ponad Dnieprem, między jary, zasiadł dumnie Kijów stary[1]”, tak przedstawił je w „Pieśni o ziemi naszej” jeden z polskich wielkich pisarzy. Kijów ma rzeczywiście powody do dumy, to miasto tysiąca bizantyjskich kopuł i stu tysięcy tajemniczych zaułków. To zapisana w murach i budowlach najdawniejsza historia tej rusińskiej ziemi i jej rusińskich władców. Dobrze ich pamiętał książę Krak XXIV, który panował wtedy w  Harii-Karpatii, Wiślanii i Krakostanie. Był z nimi za pan brat, bo byli rzeczywiście jego braćmi. Nurusja i Harusja-Haria stanowiły w starożytności jeden dom dla wszystkich. Były ich słowiańską  Ojczyzną i Macierzą, legendarną krainą Siedmiu Braci Kruków. Ale to już zupełnie inna opowieść, na inną grubą książkę. Jeśli  będziecie bardzo chcieli, to kiedyś ją dla was zapiszę. Teraz jednak wracamy do pięknej nocy w Kijowie, po zakończonym meczu.

Piłkarze, prezydenci i ich małżonki, doradcy i organizatorzy Mistrzostw Europy oraz zaproszeni  goście spotkali się w uroczej restauracji, specjalnie na ten dzień dla nich wynajętej. Nie podamy jej nazwy. Niech wam wystarczy, że to jeden z tych wspaniałych przybytków na Andrijewskim Uzwisie, a jego nazwa ma związek ze Światłem i Światłością, których zwycięstwo  tego dnia świętowano. Tam to, z widokiem na Dniepr, bawili się do białego rana nasi cyrkowcy. Nad ranem się rozstali, lecz obiecali sobie kolejne spotkanie za rok. Piłkarze odjechali na zasłużony wypoczynek do swojego hotelu. Pan Prezydent z rodziną oraz księciem Krakiem i Samborkiem pod eskortą udał się do przygotowanych rządowych pałaców, wioząc Puchar Europy, Kwiat Paproci i Ruciany Wieniec. Reszta Kompanii ruszyła z powrotem na Stadion Olimpijski, żeby odzyskać latający talerz.


[1] Wincenty Pol (ur. 1807 w Lublinie, zm. 1872 w Krakowie, pochowany na Skałce w Krypcie Zasłużonych). Pieśń o ziemi naszej (wyd. całości 1843)

Kijów – Świętowit

Na koniec abyśmy wiedzieli co rozumiemy przez Polskę, kulturę polską i Wiarę Przyrodzoną Słowian

Pieśń o Ziemi Naszej Wincentego Pola – Strażnika Wiary Słowian ilustrowana obrazami Witolda Pruszkowskiego

PIEŚŃ O ZIEMI NASZEJ

 

 

Paść może i Naród wielki, zniszczeć
nie może, tylko nikczemny!…
Stanisław Staszic

Co to tak się w głowie męci?

Rad bym duszę mą ocucił;

Ach, i z serca czy z pamięci

Coś wysnował i zanucił

Jakoś rzewnie czy miłośnie

I wesoło czy żałośnie,

Coś a bracie czy o bitwie,

O Koronie czy o Litwie?…

 

„Gadu, gadu, stary dziadu!

Pleć, pleciuga, byle długo;

 

Bajże, baju, po zwyczaju

O tym ,naszym polskim kraju!”

 

-W to mi grajcie, panie bracie!

W to mi grajcie, miły swacie!

Tyle szczęścia, co człek prześni,

Tyle życia, co jest w pieśni.

 

Długom błąkał się bez celu

I milczałem, troską blady.

Jak grobowy głaz Wawelu,

Bo nie było z wami rady.

W waśni bracia się rozdarła

I jak wróg mi życie zbrzydło,

Jak w więzieniu pieśń zamarła

I sokole zwisło skrzydło…

 

Dziś – gdy jest znów śpiewać komu,

Gdy was widzę znowu w zgodzie

W wielkopolskim starym domu,

Znów wam brząknę: „Żyj, Narodzie!”

Witold Pruszkowski – Rusałki

*

A czy znasz ty, bracie młody,

Te pokrewne twoje rody?

Tych Górali i Litwinów,

I Żmudź świętą, i Rusinów?

 

A czy znasz ty, bracie młody,

Twoje ziemie, twoje wody?

Z czego słyną, kędy giną,

W jakim kraju i dunaju?

 

A czy znasz ty, bracie młody,

Twojej ziemi bujne płody?

Twe kurhany i mogiły,

I twe dzieje, co się śćmiły?

 

A czy wiesz ty, co w nich leży?

O, nie zawsze, o, nie wszędzie,

Młody orle, tak ci będzie,

Jako dzisiaj przy macierzy!

 

Trzeba będzie ważyć, służyć,

Milczeć, cierpieć i wojować!

I niejedno miłe zburzyć,

A inaczej odbudować…

 

Kto tam zgadnie, gdzie osiędziesz,

Jaką wodą w świat popłyniesz,

W której stronie walczyć będziesz

I od czyjej broni zginiesz?…

 

Wyleć ptakiem z tego gniazda,

Miłać będzie taka jazda,

Spojrzyć z góry na twe ziemie

I rodzime twoje plemie…

 

*

Tam na północ! hen, daleko!

Szumią puszcze ponad rzeką,

Tam świat inny, lud odmienny,

Kraj zapadły, równy, senny,

Często mszysty i piaszczysty,

Puszcze czarne, zboża marne,

Nieba bledsze, trawy rzedsze,

Rojsty grząskie, groble wąskie,

Ryby, grzyby i wędliny;

Lny dorodne, huk zwierzyny

I kęs chleba w czoła pocie. -

A na pański stół łakocie:

Lipce stare, łosie chrapy

I niedźwiedzie łapy.

Puszcz i żubrów to kraina,

A dziedzictwo Giedymina! -

Witold Pruszkowski – Po zachodzie słońca

Ćmią się puszcze, mgła się zbiera,

Po pasiekach kraj przeziera,

Wół za rogi orze zgliszcze,

W ostrym zwirze socha świszcze,

A za drogą, gdzieś w postronne,

Ciągną wózki jednokonne.

Koń obłączny w wózkach małych,

Lud w chodakach z łyku szytych,

W chatach dymem ogorzałych,

Dranicami płasko krytych.

 

Gdy na lud ten człek spoziera,

To aż serce żal opłynie

I zapytać chęć go zbiera:

Co ci ta, Litwinie? -

Ale Litwin nie wygada!

Bo w tej duszy hart nie lada!

Lud to cichy, rzewny, skryty,

Jak to mówią: kuty, bity.

Kiedy szczery, jak wosk topnie;

Ale gdy go kto zahaczy:

To i w grobie nie przebaczy

I na końcu swego dopnie! -

 

Choć kraj jego niebogaty,

Radzi sobie, bo oszczędny;

Nie marnuje grosz na szaty,

Bo rozsądny i oględny.

Nie zwykł on się kochać w krasie,

Ale myśli o zapasie

I dobytek w dom gromadzi,

I o jutrze wiecznie radzi.

 

Toteż znajdziesz w każdej porze

W bród wszystkiego, jak w komorze:

Czy w krajance, czy w gomółce,

Jest w serniku ser na półce.

Wiszą kumpie i wędliny,

I półgęski, i świniny;

Obok w długich żerdziach ryby;

Z siatki pachną leśne grzyby.

A kwas czysty miasto wody;

W lochu stoją białe miody,

Wódki starki i nalewki,

I rok cały lód przeleży. -

A już w świrnie wiszą wianki

I rozliczne przyodziewki;

Płótna cienkie, jasne tkanki

I przybory do odzieży.

W kubli stoi ów miód święty,

A dokoła włok rozpięty…

 

Nucąc pieśni o Birucie,

O Perkunie i Kiejstucie,

Przy łuczywie u komina

Przędzie miękki len drużyna;

A w pobliżu dziatwy zdrowej

Toczy kołem wąż domowy.

Krosna stoją w małym oknie

I czółenko pływa w włóknie;

Pieśni płyną, jak uroda,

A wiek schodzi niby woda…

 

Niby w ciężkim zadumaniu

O przeszłości czy kochaniu,

Stoją niemo czarne puszcze;

I rozlały się jeziora…

A po toniach ryba pluszcze,

A na niebie stoi gora:

Puszcze płoną gdzieś z daleka

I w zaścianku pies gdzieś szczeka,

A za głosem z tokowiska,

Czesze gęstwią leśnik śmiały,

Przez jelniki i zawały,

Do rodziny i ogniska.

 

Stanął – słucha – tam dzik ryje,

Uroczyskiem łoś pomyka,

Padła wietrząc wilk gdzieś wyje,

A puszczami żubr poryka…

 

„Da! niech ryje, niechaj wyje,

Niech pomyka, niech poryka,

Na strzał padnie mi przed psami,

Com dziś jeszcze nie zastrzelił,

Byle tylko się barciami

Niedżwiedź ze mną nie podzielił…”

 

Jak lud żyje po bożemu,

Tak i szlachta z sobą wzajem

Dawnym żyje obyczajem;

Na zaściankach po staremu

Czas jej duszy nie wykrzywił,

Nikt cię państwem nie oparzy,

A gdy w Litwie pan się zdarzy,

To pan sobie, jak Radziwiłł!

Witold Pruszkowski – Krajobraz księżycowy

Bracia szlachta powietnicy,

Leśnych włości współdziedzicy,

W niebielonych siedzą dworach;

Tam to kolej do sąsiada

I z wielebnym ojcem rada:

O sejmikach, o wyborach,

Jaka komu padnie gałka,

Kogo wymieść na marszałka?

 

Wówczas z cicha to wybije,

Co się w głębi serca kryje;

A gdy w puszczy pociemnieje

I miód stary pierś rozgrzeje:

To przybędzie i czułości,

Wówczas żywiej i myśl płonie,

A więc radzą o Koronie,

O statucie i przyszłości;

Lub pociesznie drwią z Pinczuka

I z Żmudzina jak z nieuka.

Lud tam jeszcze nie zmięszany,

Wszystko jeszcze jest gniazdowe;

Jak te drogi powiatowe

Każdy swój i każdy znany.

 

Więc też każdy wie, co niesie,

A choć drugim nie pomiecie

Hardy strzelec w swoim lesie,

A brat szlachcic w swym powiecie.

I choć poznać nie da skoro,

Że o sobie wiele sądzi,

Choć w cichości i z pokorą

Ufa twardo, że nie zbłądzi,

Bo dokoła się ogląda

I wie dobrze, czego żąda;

A stąd bywa hart w naradzie -

„Litwin mądry nie po szkodzie”;

I w tym głównie, głównie pono

Góra Litwy nad Koroną…

Lud nie darmo ta myśliwy

I skąpany w jezior łonie!

Bo głęboki jak wód tonie,

A jak łono puszcz, stróżliwy!

W puszczy też go widzieć warto,

Z strzelbą w ręku lub na łodzi;

Jak mu lekko i otwarto,

Jak strzał trafia, wiosło chodzi,

Jak zna dobrze wagę zwierza,

Wszystkie knieje i ostępy;

Kędy jaka rzeka zmierza,

Gdzie mielizny, rappy, kępy!

Toteż wodą czy na ledzie

Całą Litwą się przewiedzie.

 

Póki taje, jechać zdradno;

Lecz gdy w puszczach przyschną brody

Gdy rzekami kry opadną

I powtórne niskie wody:

Lądem, wodą, jadą, płyną,

Telegami i wiciną,

Do Mitawy, do Lipawy,

A Wiliją, Niemnem, Dźwiną

I do Tylży, i do Rygi,

Z kupią swoją na wyścigi.

 

Stamtąd Niemce i najemce

Za dalekie pławią morza,

Maszty; klepki, runo owiec

I niejedną beczkę zboża,

I niejeden lnu bierkowiec;

Litewskimi sycąc płody;

Zamorskiego ludu głody…

 

Jak za morzem Litwa spławna

Z puszcz odwiecznych w świecie sławna;

Tak o miedzę ziemia chlebna

Głodnym ludom jest potrzebna,

Żmudź to święta! Ziemia boża!

Na pół leśne jej obszary,

A na poły strojne w zboża;

Wolny oddech ma do morza

I wszystkiego ma do pary:

Bo lud wierny w ziemi zyznéj

I nieskąpo tej ojczyzny!

 

Od tych prądów świętej rzeki

Aż po morza brzeg daleki

I Łotyszów płone ziemie

Siadło twarde żmudzkie plewie.

 

Tam nie błyszczą pyszne gmachy,

Ale za to duże chaty

I wysokie dobre dachy,

Lud dorodny i bogaty.

Ponad drogą krzyżów pełno

I kapliczek tuż przy domu:

Lud odziany szarą wełną,

Pełen serca, pełen sromu

I zażywny, i niemarny,

Pracowity, gospodarny

I poważny, i nabożny;

Jednej krwi z tym swoim panem,

Jednej wiary z tym kapłanem.

Witold Pruszkowski – Bachantka

Pan nie bywa tam wielmożny,

Nierozrzutny, ani butny:

A ksiądz biskup Boga sławi,

Do dobrego wiedzie ludzi

I jak ojciec błogosławi

Na odpuście „świętej Żmudzi!”

Lud tam żyje po zakonie,

A więc zda się zimny zrazu;

Lecz gdy serce zawre w łonie,

Nie usłyszysz z ust wyrazu;

Lecz łza tryśnie na wpół rzewna,

Na wpół krwawa, na wpół gniewna,

Piersi jękną z tajnej głębi,

Zamiar padnie, niby w studnie,

Lecz czas krwi tej nie wyziębi,

Dusza jego nie wychłódnie

I wypływie na jaw w czynie!

 

*

Gdy chcesz. wiedzieć, co to chowa

Nasza przeszłość w swoim łanie,

Jako stara sława płonie:

To jedź, bracie, do Krakowa.

 

Jeśli poznać chcesz zabawy,

Serce niewiast, świat ochoczy,

Gładkie słówka, piękne oczy:

To jedź, bracie, do Warszawy.

 

Jeśli myśl ci przyjdzie mylna

Zwątpić w przyszłość i w swobodę,

Wówczas, bracie, jedź do Wilna

Poznać z hartem dusze młode.

 

Gdy widoku szukasz złota,

Patrz, gdzie nędza obok błota;

Gdzie człek żyje śród spodlenia,

Znajdziesz ducha poświęcenia.

 

Do rozumu nie ma klucza,

Ale wszędzie jest w odwodzie,

Kędy bieda już dokucza,

Gdzie pracuje człek o głodzie.

 

Lecz gdyś w świecie trochę pożył

I zatęsknisz już do ludzi,

Czystych, jako Bóg ich stworzył,

To się przypatrz im na Żmudzi!

 

A gdy Żmudź ci przyjdzie rzucić,

Nazad Litwą znowu wrócić,

To przed pińską opatrz drogą

Wóz twój dobrze w potrzeb wszelką;

Bo w pustynię wjedziesz wielką,

W ziemię dżdżystą i ubogą.

 

Droga pójdzie ci przez błota,

Po nich długi pomost spłynie,

W oczeretach oko zginie,

A kraj nudny niby słota!

 

Ani ruchu, ani duchu,

Woda stoi, wiatr nie wieje;

Lud po puszczach mało sieje;

Jedno lasem się zabawia:

Dziegieć pali, drzewo spławia,

Drze dranice, gnie obody

I nałożon jest do wody,

Jak tych bobrów leśne plemie,

Co z nim na spół trzyma ziemie.

Witold Pruszkowski – Wiosna

Mnóstwo jezior, rzek niemało

Po kotlinach się rozlało;

Miasto trawy, rokiciny,

Miasto bydła, huk zwierzyny.

 

Lud też strzelcem, póki lody;

Lecz gdy z wiosną ruszą wody,

A po puszczach wzbiorą kały:

To pod wodą jest kraj cały,

A bezpieczen lud na łodzi

Pływa wszystek śród powodzi.

 

*

Gdy wyniesiesz z pińskiej drogi

Z ludźmi twymi całe ziobra,

A z furmanką całe nogi:

Podróż była bardzo dobra!

Lecz pamiętaj gałęź choją,

Poza bryką zatknąć swoją,

Gdy się będziesz na Ruś wdzierać;

Pamiętaj się nie obzierać,

By ci czego bies nie wlepił

I za bryką nie wczepił!

A gdy wjedziesz w Ruś pasznistą,

Równą, suchą, nielesistą,

W lada którym ruskim siole

Krasawice stojąc w kole

„Z puszczy jadą” – wołać będą

I z hałasem wóz obsiędą,

I rozerwą gałęź choją,

I do cerkwi się przystroją.

 

Gdy przypomnisz wówczas sobie

Owe puszcze, patrząc krajem,

Mrówie pójdzie aż po tobie,

A Ruś ci się wyda rajem!

 

Kędy wóz twój, bracie, wbiegnie

Na szerokie czarne drogi,

Tam przed Labą Wołyń legnie

I zapomnisz kraj ubogi.

 

W lewo spłyną czarne role

Ukrainy bujne leże:

Na wprost, aż po Dniestr, Podole;

A wzdłuż Dniestru – Pobereże.

 

Tam już dostać wody zdrowéj,

Tam krynice i dąbrowy,

I brzozowe czyste gaje,

A pług czarną ziemię kraje.

 

Z wolna wznoszą się kopanie,

Rzeki śmielsze nurty wiodą

I tam, kędy łan nadstanie,

Ciągną stawy się za wodą.

Czajki wrzeszczą nad błotami,

Bocian stoi nad żabieńcem,

A rybitwy krążą wieńcem,

Ponad groblą i wodami…

 

Jeśliś, bracie, jest myśliwy,

Na wołyńskie zajedź stawy:

Boś nie słyszał takiej wrzawy

Dzikich ptaków, jakoś żywy.

Podsuń czółnem pod szuwary,

Bo pocieszne ptasze rady,

Tam to sejmy, tam to gwary

I zaloty, i biesiady!

Słysząc krzyki i gwar dziki,

Patrząc na te ptasze zwady,

Tak się dziwnie w myśli plecie,

Tak się tonie w ptaszej wrzawie,

Iż przepomni człek o świecie;

Wstyd to mówić, lecz żal prawie,

Że człek ptakiem sam nie żyje,

Takie szczęsne to bestyje!

Witold Pruszkowski – Welesożar

Pełny oddech ma tam życie

I wszystkiego w bród obficie:

Ryb i zboża, i świniny,

Bydła, koni i zwierzyny,

I konopi, pszczół i miodu,

I niemało też ,narodu!

 

Tam, ku górom midoborskim

Coraz wyżej kraj się wznosi;

Milę jedziesz kranem dworskim,

Ziemia z datkiem aż się prosi!

Lecz człek pracy nie podoła,

Bo choć duże, długie sioła,

Więcej ziemi, więcej trudu

Niż jest szczęścia, niż jest ludu;

Smutna bywa ludu dola,

Bo pan twardy i niewola;

Nie pocieszyć się tym dobrem,

Kędy praca lezie ziobrem.

Otoż kiedy łan obsiewa,

Smutne dumy lud tam śpiewa

I śród wioski niegrodzonej

W wiecznej żyje on tęsknicy…

Ruskie kawki i gawrony

Gwarzą tłumnie na dzwonnicy;

Przy niej stoi dąb odwieczny

Jak śród ludu kniaź bezpieczny.

 

Cerkiew z trzema kopułami,

W niej odprawa – a pokłony,

Przed carskimi stojąc drzwiami,

Bije lud na twardo chrzczony!

 

Na nim kożuch ślni barani

Albo świta domu bita,

Rzemień suty i but kuty,

A bekiesza z sukna na niéj,

A na dziewce wieniec z ruty.

I naówczas wzdłuż krainy

Drzemią łęgi a caryny…

Lecz w dzień budny w polu głośno

I hukanie grzmi donośno,

A gdy cichnie nad wieczorem,

Ścielą mgły się ponad borem;

Z pasowiska wraca stado,

Żuraw skrzypi u krynicy,

A koniuchy na noc jadą;

A ostatni blask wieczoru

Złoci białe szczyty dworu

I potrójny krzyż cerkwicy…

Witold Pruszkowski – Sielanka

Wówczas starzy się gromadzą

I o swoim statku radzą,

Przy kieliszku w karczmie kumy. -

Na potulne wieczornice

Ciągną z śmiechem krasawice,

Stare, ruskie piejąc dumy. -

I matula świeci doma,

Choć już północ. kur ogłosi;

A donieczka, choć się sroma,

Choć się sroma, chłopców prosi,

Aby nie iść do dom samej:

Bo się różnie ludziom zdarza

Na przełazie u smętarza

I u dworskiej, pańskiej bramy.

 

Różnie sobie dziewczę wróży,

Za co jej to chłopak służy?

A za służbę tak użytą

Płaci całus, słodkie myto!

Gdyby matuś nie łajali,

Toby pewno się żegnali

Bez ustanku, aż do ranku,

Bo to nigdy już niesyta

Młoda dusza tego myta…

 

Tyle też to szczęścia, tyle,

Co te nocne dadzą chwile!

Bo o świcie, krwawe życie!

Nie ma kumy, nie ma swata,

Nie usłyszy nikt już śpiewki.

Gdy ataman zakołata:

„Hej, do dwora!” – Nie przelewki! -

Ba tam, kiedy dwór – to wielki!

Kiedy posłuch – to już wszelki!

Kiedy liczą – to miliony!

Kiedy jedzą – to łakotki!

Kiedy biją – to na sotki! -

Kiedy pan – to urodzony

Pewno z księcia albo z króla!

W domu jego dworno, szumno,

A tak straszna jego wola,

Że nieposłuch – chłopu trumną!

 

Tysiąc pługów na obszarze

Orze zagon, gdy pan każe;

I po dawnym tam zwyczaju

Brzęczy złoto przy tokaju.

Koń arabski rży przy żłobie,

Służba panu szczerość kłamie,

A o głodzie i po dobie

Drzy przy koniu kozak w bramie.

Witold Pruszkowski – Kurhany w nocy

Gdy przybędziesz tam nieznany,

Pan cię dumnym .okiem zbada;

Sam zamorską mową gada,

A z błazeńska dwór ubrany.

Na to tylko w dym cię prosi,

By cię dumą upokorzył,

Bo łaskawie ledwo znosi,

Że i ciebie Pan Bóg stworzył…

 

Choć cię w świecie brano w kleszcze,

Choć wyszedłeś już z językiem

Jak to mówią – ze szkół jeszcze,

A z żołnierki szczwanym ćwikiem:

Nie znasz, z czego począć mowę,

Kiedy w taki dom przybędziesz -

Choć do kogo się przysiędziesz,

Takie wszystko czcze, jałowe,

 

Nieużyte, zimne, twarde,

Takie nudne, takie harde,

Jakby nigdy nie słyszeli

Polskiej mowy, brzęku strony;

Nigdy serca nie ujęli,

A w tym sercu krwi czerwonéj!

 

 

Nie po cnocie, lecz po złocie

Poznasz, że ta wnuk hetmański;

Albo tylko po klejnocie,

Co ozdabia dworzec pański.

Już z przeszłości ani cienia;

Ni zwyczaju, ani zbroi,

Państwo tam za wszystko stoi!

Nic polskiego – krom imienia…

 

Nim by z nami los dzielili,

Nim by jeszcze warci byli

Promnickiego kawał chleba

I braterstwa, i swobody:

Ochrzcić by ich jeszcze wprzody

W Wiśle albo w Gople trzeba.

 

Prędzej w duszy tam niewieściéj

Rzewna, prawa myśl zagości

I dzisiejszych tych boleści,

I bezprawia, i przyszłości:

Lecz o panu Ryczywole

(Jak ów mówił) milczeć wolę!

Witold Pruszkowski – Dziady

Jednak – jeśli chcesz z pociechą

Kraj opuścić, to patrz, bracie,

Kędy donn pod niższą strzechą,

Tam przyjęcie czeka na cię.

Tam młódź rzezka i świat inny,

Umysł prawy i niewinny,

Tam się jeszcze tylko chowa

Serce polskie i myśl zdrowa,

A zacisznie i w kąciku,

I w pomiernym tym staniku…

 

*

Gdy wołyńskie łany rzucisz

I na wschód twe konie zwrócisz,

Bez oporu oko zginie

W pogranicznej Ukrainie.

Tam to konie, tam to charty,

Step rozległy, świat otwarty!

Wóz twój wbiegnie na rozdroża,

Wiatr zaleci cię ad morza;

I krew raźniej ruszy w żyłach,

I koń czujniej strzygnie uchem;

Drogę swoję po mogiłach

Liczyć będziesz stepem głuchym.

 

Tam świat bystry, trzeźwy, czujny,

Jak na czatach błysk oszczepu,

Jak młodości umysł bujny,

Tak szeroki oddech stepu!

W jarach kraj ku rzekom spada,

Ziemia głuchym jękiem gada,

Dumka mówi o przeszłości,

A wiatr bieli stare kości…

 

Hej, ku morzu, ku Czarnemu,

Ku limanu szerokiemu,

Na południe Dniepr tam płynie!

A cześć Ławrze! Sława Bogu!

Hulaj, koniu, po rozłogu,

Nam żyć tylko w Ukrainie!

 

Szumi woda porohami,

Od porohów sokół leci,

Wicher wyje mogiłami,

Wilk oczyma nocą świeci,

Burzanami koza dzika,

Oczeretem lis pomyka.

Pędzi tabun, gdy wilk wpadnie,

We mgłach dyszą ciche jary

I mkną mary przez czahary,

I krynica bije na dnie…

A tu czesze stepem; borem,

Z listem Kozak, gdzie pan każe;

I czumackie ciągną maże

Od Limanów w świat taborem;

Po rozdrożach czort je wodzi

I tumany nocne płodzi…

 

Ponad Dnieprem, między jary,

Zasiadł dumnie Kijów stary;

Tam złocone monastery,

A w nich czerńce staro-wiery;

A gościńcem do Kijowa

Płyną maże z miodem, z zbożem;

A po Dnieprze, niby morzem,

Z puszcz poleskich spławy drzewa.

 

Rzeki ciągną się jarami,

A nad nimi długie sioła;

Na lewadach, za sadami,

Bujny lud, jak w ulu pszczoła.

Niby sosna, niby wiosna,

Ukraińska krasawica;

A mołojec każdy wojec,

Raźny, harny, a od lica!

W sercu śmiałym, w żyłach zdrowych

Bije dotąd krew koszowych;

A jak krew ich w żyłach bije,

Tak ich pamięć w pieśni żyje;

Jak stepami Dniepru szumy,

Płyną siołem stare dumy…

A po dworach pusta służba

I koń czerkies, Kozak drużba;

I poszyto, i obuto,

Nie wymyślnie, ale suto!

 

Tu języka Lach nie zbłaźni,

Jak przed wiekiem nieodrodny;

Stały w gniewie i w przyjaźni,

I zuchały, i dorodny;

Nie zwykł w księgach łamać głowy,

Ale z serca idą mowy,

Chwat po prostu! lubi konie,

Węgrzyn stary, krymskie burki,

Charty, łowy, jasne bronie

I bekieszki, i lisiurki.

W męskim ciele serce prawe,

W prostej głowie rozum zdrowy;

A za dobrą jaką sprawę

Zawsze życie dać gotowy.

Bo tak ojciec i dziad czynił,

Więc i syn, i wnuk się kusi:

Niechaj padnie, co paść musi,

Byle człek się nie obwinił…

Witold Pruszkowski – Nimfy wodne

*

Jasne słońce nad Podolem!

Po parowach kraj się zboczył;

Wielkim łukiem czy półkolem

Dniestr ku morzu się zatoczył…

 

Jarem, jarem za towarem;

Obłogami za wołami,

Manowcami za owcami -

Pobereżem na Podole,

A w Podolu jak w stodole!

 

Jak zaległy ziemie boże,

Przebież kraje, przerzuć mole,

Zjedź świat cały, przepłyń morze,

Nie ma kraju nad Podole!

Jak zasięgnie tylko oko

I daleko, i szeroko,

Świat kłosami tylko płynie

I w obszarach oko ginie…

 

Tu kraj cały jednym łanem

I nadany wszelkim płodem;

Płynie mlekiem, płynie miodem;

A lud cały wielkim panem!

 

Ziemie czarme, niepochybne,

Pasze żyzne, wody rybne,

Mało wprawdzie trochę lasa,

Ale za to chleb do pasa!

Z rolą człek się tam nie kłopi,

Słomę pali, nawóz topi

I co zmoże, w skład wyorze,

A jak umie, Boga chwali!

 

Kilkoletnie sterty, brogi

W toku z laty poczerniałe,

Jak miasteczka stoją małe,

Niestrzeżone, na obszarze -

I na polu skot w koszarze,

Co zabiela dniem rozłogi.

A skot bywa szerści siwéj,

A koń bywa gęstej grzywy,

Nóg żelaznych, twardej skóry,

Bez narowu, lecz ponury.

 

Za okopem lub za płatem

Wsie zamknięte kołowrotem;

A choć rzadkie, duże, syte,

Chaty czysto wymuskane,

Strzechy grubo, równo szyte,

Drogi rowem okopane.

 

Kiedy spuścisz się ku wodzie,

Tyś zajechał niby w góry:

Skała żebrem wzrok ubodzie,

Brzegowiska istne mury;

Po nich pnie się zarośl młoda,

Z nich urwisko skał opadło,

Na łotokach szumi wada,

A staw czysty jak zwierzciadło!

Lecz gdy wymkniesz się z parowu,

Skały znikną, szum nastanie,

Jakbyś był na stepie znowu,

Równo, cicho znów na łanie…

 

Cicha – jednak niby ludno:

Wszędy zboża, wszędy krzyże,

Konik polny piosnkę strzyże,

O mogiłę też nie trudno…

 

Kłosy płyną w lekkiej fali,

A gdzieś widne w sinej dali

Brzozy smutne i powiewne,

I dąbrowy starodrzewne…

 

A i ludu wdzięczne lica,

Boć to czysto, biało odzian,

Jak dąb młody rzeski młodzian,

A dzieweczka – jak pszenica!

Witold Pruszkowski – Przy studni

W chacie też to człeka radzi

Bogiem, chlebem witać w progu;

I Bóg gościa spać prowadzi,

I na drogę zlecą Bogu.

 

Stary zwyczaj – dobre plemie -

Człek po Bogu – chleb po ziemie -

Wszystko zgodne – wszystko w cale -

Lecz i tutaj „nie bez ale!”

 

Bo śród bożej tej krainy,

W tło narodu ćma się wprzęgła,

Co z klęsk kraju się wylęgła -

Czeladź podła, wszemu krzywa;

Która wierzchem ludu pływa,

Jak nieczyste szumowiny!

 

Daj ją katu, gospodyniu,

I to zboże czyść z kąkolu!

Gorszy niż pan na Wołyniu

Jest półpanek na Podolu!

 

Wzrośli oni w ziemi naszéj

I rozbojem, i kradzieżą

Za plecyma naprzód Baszy -

A dźwignąwszy się łupieżą,

Z padstarościch na dziedzica,

By tumanem świat złudzili,

W carskie grafy się poszyli -

Resztę dała Targowica…

 

Że ich państwo nowej daty,

Więc co swoje, to im wadzi:

I pod lada stare graty

Podszyć by się chętnie radzi!

A więc świecą blichtrem, szumem,

Drżą przed ludem i rozumem,

I przed Bogiem, i przed Wiarą,

Przed przyszłością i przed karą.

I na ich to kiedyś głowę

Spadną grzechy zaborowe!

Witold Pruszkowski – Świt

Chroń się, bracie, ich widoku,

Bo niemiło cię poruszy.

Co u ciebie w sercu, w oku,

Nie postało to w ich duszy!

Lecz raz jeszcze potocz okiem,

Po tych łąkach, po tych łanach

I po stawie, po szerokim,

I po złotych tych basztanach;

A wypiwszy strzemiennego,

Starym miodem lub wiszniakiem

Z rąk człowieka poczciwego,

Jedź na zachód bitym szlakiem,

Bo od tych to niw, kurhanu

Aż do Bugu, aż do Sanu,

Leży, czarno wyorana,

Ruś czerwona, Ruś hreczana!

 

A od ruskich rzek wybrzeży,

Aż po Tatrów pierś jałową,

Po dziedzinę krakusową,

Tam po Odrę, po Żuławy,

Stara ziemia Piasta leży;

I lud gnieździ starej sławy,

A w pośrodku Wisła bieży!

 

Na południu w jasne chmury

Wystrzeliły sine góry!

Za górami, za lasami

Poszedł Beskid granicami!

Wziął się, kędy Wisły źródła,

A zaginął ,;w Czarnym Lesie”,

Kędy zwierz się w gawrach kudła,

A ku równiom Świeca rwie się.

 

Tam to szumią górskie wody,

Wierzchem ćmią się jaworzyny

I woń ronią połoniny,

I jelenie wieją chłody!

A Beskidem płyną chmury

W czarne lasy, w silne góry…

 

Z Bogiem, ludu, z Bogiem, w Bogu

Od tych źródeł do Rozrogu!

Boć ci dobrze w twoich górach,

Na tym owsie i żętycy!

Orły twoje współdziedzicy

I swobodny ów świat w chmurach.

 

Jak potopu świata fale

Zamrożone w swoim biegu,

Stoją nagie Tatry w śniegu,

By graniczny słup zuchwale!

Biodra Tatrów las osłania,

Ponad nimi stoi chmura,

A po halach wiatr przegania

Uronione orle pióra.

Świat ta chłodny – a Łomnica

Świeci polskiej ziemi do dnia

Nad Tatrami, jak pochodnia,

A na pełni, jak gromnica…

 

Każda skała z Tobą gada;

Wiatr, co w równiach ledwo wieje,

Z nóg tam garnie – deszcz, co pada,

To już w turniach śniegiem sieje.

A powyżej, wyżej jeszcze,

Pływa sobie orle wieszcze.

Gdy wyleci i zawiśnie

Na błękicie bez obłoku

I dokoła okiem błyśnie:

Widne stamtąd jego oku

Okolicznych wieżyc dachy,

Polskie puszcze i ziemice,

Krakowskiego zamku gmachy

I węgierskich gór winnice…

 

Czeladź górska też nie podła;

Lud wysmukły niby jodła,

Niby górski potok szybki,

Jak ptak lekki, jak pręt gibki,

Wiecznie niby młody młodzian!

Strój ma krótko ukasany,

Topor jasno nabijany,

A sam wszystek wełną odzian.

 

Czysty, ludzki, szczeromowny,

Strojny, dbały i budowny,

Zna się dobrze i na ziołach,

I na gwiazdach, na pogodzie,

Śmiały w skałach i na wodzie,

A radniejszy niż lud w dołach.

 

Ziemia jego mało rodzi,

Więc też luźno człek nie chodzi;

Gdy opędzi zimę snopkiem,

Idzie w równie za zarobkiem.

Do topora lud to sprawny,

A do kosy jaki sławny!

Jaki wesół i ochoczy,

Gdy na kośbę w równie rusza!

Jak przyśpiewa i wyskoczy,

Jaka to tam w tańcu dusza!

Witold Pruszkowski – Zmierzch 1

Na świętego; na Wojciecha,

U nas w polu już pociecha;

Ale w górach ledwo taje

I zaledwo jar nastaje.

A na świątki, na Zielone,

Szumią majem świeże lasy,

Owce w góry wypędzone,

W halach schodzą się juhasy -

Stary baca rej im wodzi,

Pies liptowski strzeże owiec,

A przez lato juhas zbrodzi

Każdy potok i manowiec.

 

*

W góry! w góry, miły bracie!

Tam swoboda czeka na cię.

Na szałase do pasterzy,

Gdzie ze źródła woda bieży,

Gdzie się serce z sercem mierzy

I w swobodę człowiek wierzy!

Tutaj silniej świat oddycha,

Tu się szczerzej człek uśmiecha,

Gdy się wiosną śmieją góry.

 

A gdy ponad turnie czasem,

Przegrzmi latem nagła burza,

To zieleńsze potem wzgórza,

Popod hale, ponad lasem,

Świeższe, żywsze, barwy, wonie

I powietrze bywa lżejsze,

Ach, i bole serca mniejsze!

Czystsze czucia w lżejszym łonie…

Trawnik błyszczy w świeższych rosach,

A olbrzymie półobręcze,

Rajskie wstęgi, jasne tęcze

Pną się łukiem po niebiosach!

 

O, te skarby, te obrazy

I natury, i swobody:

Chwytaj, pókiś jeszcze młody,

Póki w sercu jeszcze rano!

Bo nie wrócą ci dwa razy,

A schwycone pozostaną…

Nie wyrywaj się z gościny,

Gdy cię losy tam zawiodą.

A z powrotem puść się wodą,

Na Dunajcu przez Pieniny,

W równie – w równie, gdzie ci tworzyć,

Gdzie ci działać, bez wahania

I w potrzebie żywot złożyć

W dobrej sprawie z przekonania!

 

Bo od gór tych aż po morza

Legła ziemia sławna z zboża,

Z wiary, z męstwa, z gościnności

I z nieładu, i z wolności!.

Wielka krzywdą i cierpieniem,

Święta krwi tej poświęceniem!

 

Bóg, choć dojmie, błogosławi

I dał szczodrą ręką z nieba

Narodowi, co mu trzeba,

Jako ojciec – Staszic prawi:

„Dał mu chleba i stal twardą,

Złota, srebra, jedno w miarę!”

Serce czułe – duszę hardą -

Miękką wolę – silną wiarę -

Kraj otwarty – miłość kraju -

Złych sąsiadów – ramie silne -

Mądrość złożył w obyczaju

I dał czucie nieomylne!

 

Toteż ludzie tam najszczersi!

Tam to polski świat ochoczy,

Serce chłopcom ledwo z piersi,

A krew z lica nie wyskoczy.

Tam to dziewcząt śliczne oczy!

Do taneczka tylko śpiewki,

Stare baby wygadane,

A wesołe i rumiane

U matusi rosną dziewki.

 

Kędy wzgórek, to i dworek,

Kędy wioska, tam i woda,

Kowal pijak i gospoda -

A nad wioską i nad borem,

Nad sadami i nad dworem,

Jasną blachą pobijany

Świeci kościół murowany.

Stare drzewa wieży bronią

I na Anioł Pański dzwonią;

A gołębie krążą stadem

Nad plebanią i nad sadem…

 

Dwór pod lipą stoi biały,

Pod piastowym dębem chata,

Nad nią bocian gniazda splata,

A w niej żyje lud zuchwały.

Po nim gęsta bywa blizna,

Bo po ojcu broń puścizna:

Kord we dworze wisi stary,

W chacie stoi kosa stara,

A lud jednej krwi a wiary,

 

A krew polska i ta wiara!

Po kościołach chwała boska,

Na odpusty naród płynie

I cudowna Częstochowska,

Jak szeroka Polska, słynie!

Rej na godach drużba wiedzie,

A z weselem kulik jedzie!

Tam to druhny, śpiew miluchny

I gospodarz gościom rady;

Tam to tany a biesiady!

A gosposie takie wdzięczne,

Takie lube i urocze

I w przyjęciu takie zręczne,

Iż gdy która cię powita,

Z mazowiecka zaszczebiocze

I ogości, i opyta:

To aż serce żałość chwyta. -

Taka to tam szczera mowa,

Tak serdeczne, proste słowa!

 

Póki zgodnie, póty zgodnie,

To i miło, i swobodnie!

Lecz gdy obcy w bójkę wda się,

Gdzie rzempolą raźno grajki;

Nie policzy kółek w pasie,

Gdy go wezmą na kiłajki!

Tam nie żarty, bójka sroga;

Pod razami trzeszczą kości,

A kosterę wiedzie droga

Suchym lasem do wieczności!

 

Bo to lud, co krew ma w żyłach,

A krew pono nie jest lodem!

Lud to z Pana Boga rodem,

Toteż czuje się na siłach.

Więc do czego się sposobi,

To nie idzie mu już żmudnie

I co robi, to już robi

Z całej duszy nie obłudnie!

 

Gdy pracuje – to już szczerze,

Kiedy sądzi – to z powagą,

Gdy się modli – w dobrej wierze,

A gdy mówi – to rzecz nagą!

Kiedy kocha – to serdecznie!

Lecz nie bardzo tam bezpiecznie,

Gdzie na wroga godzi składnie:

Bo się bije rad gromadnie -

I co pocznie za gromadą

I za wspólną ludzką radą,

Toteż idzie mu i składnie.

 

Więc czy w drodze, czy to w rynkach,

Czy na polu, czy w kościele,

Na dograbkach, na obżynkach,

Wszędzie razem ludu wiele.

Przy zabawie czy przy pracy,

Wszędzie razem, pieśnią, mową,

Wszędzie jedni i jednacy

Czy do pitki, czy do bitki,

Czy do szklanki, czy do tanki,

Czy to przyjdzie do piosenki,

Czy dołożyć przyjdzie ręki,

Czy nałożyć przyjdzie głową!

 

A przy szklance, pogadance,

Jeśli wspomnisz mu o żonie,

O domowym jego progu I ojczystym tym zagonie,

I o dziatwie, i o Bogu:

Toś mu zabrał duszę całą!

To i we łzach się rozpłynie,

I przebaczy lub pominie

Krzywdę wielką, jak rzecz małą.

 

Choć to swoje, człek się kusi

I pochwalić, co się godzi:

Niezła ziemia to być musi,

Kiedy takie ludzie rodzi!

 

Częste, gęste piaski, laski,

Lecz głód rzadki, Bogu dzięki!

Gdy się naród rzuci rojem

I dołoży silnej ręki,

To nie darmo się i znoim:

Gumna, stogi się postroją

I jest dosyć w potrzeb swoją,

I świat karmim chlebem swoim.

Głośno słyną te pszenice

I za morzem ziemie maskie:

Sandomierskie i kujawskie,

I proszowskie okolice!

 

Choć im jedna świeci zorza,

Jednak różne znajdziesz kraje;

Lecz po dworach, aż po morza,

Wszędzie jedne obyczaje:

W stajni konik domorosły,

W domu ściana modrzewiowa,

Umysł hojny i wyniosły,

A cnota domowa!

 

Przy dziedzińcu dom chędogi,

Półtoraczne ławy w ganku,

Sień obszerna, a przy wianku

Wiszą strzelby, smycze, rogi,

Kordy, rzędy, drożne burki

I wyprawne pękiem skórki,

Drzwi na oścież – a w pokoju

Stół dębowy, woskowany,

Pod nim niedźwiedź rozesłany,

Dzban cynowy do napoju,

A na ścianach antenaty,

A na półkach śrebrne blaty.

 

Jak dzień boży, szum na sali,

A z tej sali coraz daléj

W lewo, w prawo, jasne, ciemne,

Opuszczone i przyjemne,

Jawne, strojne i ukryte,

I bielone, i obite,

Zakomórki i kąciki,

I pokoje, pokoiki,

I sioneczki, narożniki!

 

To dla pana, dla jejmości,

To dla panien, to dla gości,

Dla paniczów, pokojowych,

To dla panien respektowych.

 

Co tam schowka, co tam sprzętów,

Dworskiej służby, rezydentów!

A dopieroż spojrzeć wkoło,

Po układzie tym pokojem,

Jak tam dziwnie i wesoło,

Jak tam każde swoim strojem

W swym gniazdeczku się sadowi,

Ktoż sto wszystko wam opowie?! -

 

Wielkie domy za granicą;

A w nich ciasno, choć nie ludno.

U nas mury się nie świécą,

A o kącik nie tak trudno.

Ledwo człek by czasem wierzył,

Dom niewielki – wtem gość wchodzi:

Ot i domek się rozszerzył

I wnet miejsce gdzieś się rodzi.

Przybył drugi i dziesiąty

I nie ciasno jest nikomu:

Wyprzątnięto wszystkie kąty,

Coraz szerzej w małym domu;

Zda się, że pan domu sobie

Ścian i miejsca gdzieś przysporzył,

A on tylko w domu tobie

Drzwi i serce swe otworzył.

I ta strzecha, choć uboga,

Chociaż niska, przecież bliska,

Dla obcego i dla swego

I od Boga aż do wroga

Jest tu miejsce dla każdego.

 

A dopieroż to przyjęcie,

Jakie bywa w polskim domu!

Jak tam każdy goszczom święcie!

Jak nie braknie nic nikomu!

W dzień wesoło, w noc rzęsisto,

Biała, gładko, potoczysto.

Czeladź syta i okryta,

Wszystko w czasie urządzone,

Przymoszczone, osłodzone,

Indyk kruchy, kapłon tłusty,

A do tego dzban nie pusty.

Jest czym serce rozweselić,

Jest się wszystkim czym obdzielić.

Choć przyjęcie najłaskawsze,

Jest mis parę, parę dzbanów,

Zostawianych jeszcze zawsze

Dla „Zagórskich Panów!”

 

Lecz gdy rzucisz stoły hojne

I pominiesz dworską bramę,

Ściany jakby nie te same,

Znowu ciche i spokojne…

Przed świętymi lampa płonie,

Na kominku ogień strzela,

A tym światłem czasem spłonie

Ponad łożem karabela…

 

Gdy za wcześnie do spoczynku,

A Bóg nie dał w dom sąsiada,

Osiwiała para siada

Do mariasza przy kominku:

I jegomość kartę łaje,

A z czterdziestu jejmość zdaje…

Witold Pruszkowski – Zmierzch 2

Wszystko cicho – nic nie szaśnie,

Czasem tylko warta wrzaśnie

Albo kotki załopocą

Lub panienki zachichocą…

 

Bo i coż to tam za żywość

Młodych Polek i uroda!

Tam wstyd szczery, tam poczciwość,

Tam po Bogu dusza młoda!

Boć ta w Cnocie i w szczerocie

W wiejskim domku uchowane,

Wypieszczone, umuskane;

Niby dumne i dostojne,

A potulne, jak trusiątka!

Niby dworne, a pokorne,

Jakieś takie bogobojne

Jakby jakie niebożątka!

 

Myśl ich cicho w życiu świeci,

Pełne życia, jak nadzieje;

Lubią pieśni, tańce, dzieci,

Wiosnę, kwiaty, stare dzieje…

 

Gdy wesołe, istne trzpiotki

I wiewiórki, i szczebiotki!

Lecz gdy w smutku myśl zagrzebie,

Wówczas Polka taka rzewna:

Iż uwierzysz, że jej krewna

Najsmutniejsza z gwiazd na niebie!

Choć człek duszy jej nie zbadał,

Wkoło serca tak tam prawo,

Tak rozkosznie i tak łzawo,

Jakbyś grzechy wyspowiadał.

A gdy uśmiech łzę pokryje

I dla ciebie serce bije:

To cię dojmie tak do żywa,

Iż to cudne, cudne dziwa,

Że się serce nie rozpłynie,

Że od szczęścia człek nie zginie!

Zda się, że to żyjesz społem

Z rajskim dzieckiem czy z aniołem.

Lecz to szczęście, nie tak tanie,

Przeboleje dusza młoda;

Jednak lat i łez nie szkoda,

Boć raz w życiu to kochanie,

A jak ci się która poda

Z całej duszy i statecznie,

To już twoją będzie wiecznie

I w ład pójdzie ci z nią życie,

Bo twej duszy nie wyziębi:

Ona sercem pojmie skrycie,

Co myśl wieku dźwiga z głębi,

Co się w czasie zrywa, waży,

To w rumieńcu na jej twarzy

Jak w zwierciedle się odbije,

Bo w tym łonie przyszłość żyje!

 

A czy chcecie wiedzieć jaka? -

 

Świetna! świetna, jak myśl ona,

Którą natchnie Bóg i bitwa!

Czysta, święta jak modlitwa

Przed skonaniem odmówiona,

A potężna jak lud kmiecy,

Co ją dzwignie swymi plecy! -

 

Wyleć, wyleć, orle młody!

Ponad ziemię, ponad grady

Z myślą, z pieśnią wyleć społem,

Potocz młodą duszę kołem!

Wyleć śmiało i wysoko,

I odetchnij w świat szeroka!

Obleć ziemię skrzydłem gońca,

Opatrz wszystko okiem słońca!

Bo tych twoich borów szumy

I tych łanów złote kłosy,

I tych ludów śpiewne dumy

I wód fale, i niebiosy -

Grają jedną pieśnią zgodną,

Jak Bóg wielką i swobodną!

Pieśnią, której nic nie stłumi!

Temu tylko zrozumiałą,

Kto zrósł z ziemią duszą całą,

Kto za kraj ten zginąć umie…

 

Gdyby wiarze pognębionej

Traf szczęśliwy podał plecy,

A tej szlachcie znarowionej

Gdyby Bóg dał rozum kmiecy:

Cóż za życie pełne cudu!

Co za dola! co za zorza!

Zeszłaby nam z tego morza

I świeciłaby dla ludu!

 

Bo i cóż to tam za dusza,

Co tym ludem skrycie wzrusza!?

I wybija w tych to pieniach,

W hej dzielności na igrzysku;

I w tych męskich uniesieniach

Na pobojowisku! -

 

O, z tym ludem, ojców Boże!

Nim w spoczynku głowę złożę,

Dozwól jeszcze siać i zbierać!

Lub, gdy nie dasz przy nim pożyć,

Dozwól przy nim choć umierać

I strudzone kości złożyć…

Witkacy a mity słowiańskie i inne wizje

Posted in Mitologia Słowiańska, sztuka by bialczynski on 16 Czerwiec 2012

Zapewne zdziwi to was, ale nawet najbardziej zdawałoby się odlegli od zainteresowań mitologicznych  i zaangażowani w tworzenie awangardowych nurtów sztuki artyści nie stronili od prób przekładania owej tematyki na swoje ultranowoczesne środki wyrazu. Oto jeden ze skrajnych przykładów z okresu międzywojennego, Stanisław Ignacy Witkiewicz, czołowa postać awangardy XX-lecia Międzywojennego, wielki psychodeliczny eksperymentator tamtych czasów namalował także obraz zatytułowany „Topielice”, który reprodukujemy poniżej. Obraz powstał, jak wiele innych, cenionych jego prac, jako zapis psychodelicznej wizji autora.

Stanisław Ignacy Witkiewicz – Witkacy: Topielice, 1921

Stanisław Ignacy Witkiewicz – Witkacy: Powstanie Świata, 1921

Stanisław Ignacy Witkiewicz – Witkacy: Fantazja, bajka 1921

Pejzaż jesienny

Malował także obrazy wszechświata:

Kometa Encke

Nova Aurigae

Antares w Skorpionie

Aldebaran i Hyady

Kompozycja astronomiczna

Pomijam oczywiście fakt iż masa obrazów Witkacego ma charakter szamańskich wizji, podobnie jak obrazy Amaringo, ponieważ powstawały pod wpływem szamańskich środków odurzających i są zapisem jego kosmicznej łączności z Matrycą Wszechświata. przykłady poniżej

Stanisław Ignacy Witkiewicz – Witkacy: Wizje mitologiczno-bajeczne

Stanisław Ignacy Witkiewicz

Stanisław Ignacy Witkiewicz – Witkacy

Stwarzanie Przyszłości Świata