białczyński

02 08 2013 – Ruszył Slovianski Sklepik, gdzie można nabyć Księgę Ruty


Zgodnie z zapowiedziami uruchomiliśmy właśnie słowiański sklepik.

0_0_productGfx_5da8911b94449c6a28c769624b7c0559

Nazywa się on właściwie Slovianski Sklepik i funkcjonuje pod adresem: http://sklep1327616.home.pl/

Slowianic1

Na razie jest w nim tylko Księga Ruty i Kwartalnik Słowianić nr 1 – z czerwca 2013, ale będą też inne książki, a  we wrześniu Księga Tura i Słowianić nr 2.

0_0_productGfx_b09a8e4509a6dc1727b156854a459bd6

Będą się tutaj pojawiać kolejne książki wydawane przez Slovianskie Slovo, a także książki, i czasopisma o charakterze słowiańskim, a wydawane przez inne wydawnictwa.

0_0_productGfx_4c3067a8e8d46d0ced1d0a3338908dfe

Będą w nim też dostępne inne produkty słowiańskie i użyteczne obiekty związane z Nową Świadomością i Nowym Stylem Życia.

0_0_productGfx_f6c4e39f348c2e71a1e049b55bbd286c

SSSSS s-1553

Bazyliszek Warszawski czyli Ptakowężyca (Matka Scytów-Skołotów) oraz Kuroliszek, czyli (bałtyjska Kurke i polski Kur) – wizerunki i podania


bazyliszek Wenceslas_Hollar_-_The_basilisk_and_the_weasel

Wacław Hollar – bazyliszek

Lisz, liszek

– bogun służebnik , duch pomocniczy Bogini Licho – Tej Która Porywa i Ukrywa Rzeczy, jednej z Bogiń Plątu – Koszu Przeznaczenia i Przypadku i Żądzy

bazyliszek_2

Bazi (liszek)

baza – podstawa, czyli podstawowy los-kosz; włoskie: basta – starczy  (wystarczające), podstawa; bazia – koszka (odmieniacz bazy-koszu-losu), bazia – bagnię (badyl z koszkami), gałązka kotkowa – roślina symboliczna bogini Licho; basia – kot-koszka-basia,  kotka, bazia – owca, kot Bazyli – kosz – kot nosiciel losu-koszu, kot i owca zwierzęta symboliczne bogini Licho, bastara (baztara) – coś pośledniego, lichego, byle jakiego, bękart – spłodzony byle jak i byle gdzie, bas-tarma – suszone mięso wożone pod siodłem – podstawowa racja żywności wojownika, Bastarnowie (Biesotarnowie, Baz-Tarnowie)  – plemię słowiańskie uważane przez naukę XX wieku za celtyckie, bez (bes) – berz, biorący, odbierający, stąd bessa – utrata,  bies – zły, demon złego losu, Bies-skidy (Bies-kędy) – Ścieżki Biesów, Bieszczady – góry Biesów i Czadły (Oczadły). Bez-  roślina demonów (bez czarny – bas-tarny)

Bazyliszek_by_FanDragonBall

Kur-Kurka

Kurka to niby samica Kura, ale Kur to nie jest zwykły kogut tylko kogut magiczny – Kur czerwony – ogień, Kur szczerozłoty znosił po nocach skarby do domu gospodarza albo strzegł skarbów, pianie Kura jest związane ze wschodem słońca – Kurka to u Bałtów wręcz bogini: Kurke. Kurek to patron Bractw Strzelców – Bractwo Kurkowe – bractwo strzeleckie do obrony miasta powołane z cechów rzemieślniczych – Król Kurkowy to Sarmata który nosi przed sobą Złotego Kura na złotym łańcuch u piersi. Kura magiczna znosi złote jajka. Jajko jest święte itp.

Kurka to niby zwykła Biała tylko potężna Kura – Matka Istów (Bałtów, Jętów),  tak jak i Kruki – Ojcowie Słowiańskich Ludów,  są też Białe i Ptakowężyca Kąp-Torga (kap – kapła – kapłon – kapłan, kapalica – ofiara, kaplica – dom ze słupem-kapem pal-wanem boga zadaszonym, dom zwieńczony kurkiem).

Kurki zdobią szczyty ważnych budowli u Słowian, w folklorze Rusi to jest mocno zachowane, u nas domy straży pożarnej i kościoły drewniane czasami, u Łużyczan tzw świetlice – czyli domy gminne, wspólnoty wiejskiej, plemiennej Domowiny – jest to ptak światła, ognia, nieba, słońca. Współcześni warszawiacy nie wiedzą że ich bazyliszek to echo scytyjskiej Matki Kąptorgi (grecy podają mit późniejszy, o Torgi Taos  – męskim. Torga – to worek, torba, macica, miejsce przechowywania relikwii i amuletów. Kaptorga – to puzderko srebrne na łańcuszku lub skórzane wieszane na szyi z amuletem wewnątrz.)

słowo kur – znaczyło także członek. Według Brucknera wyraz przybył ze wschodu z Asyrii (Ozerii) i Babilonu (Wawlilonu), zatem z krajów o mieszanej ludności scytyjsko (ario-słowiańsko)- semickiej, i takimż mieszanym języku. Tak pisze Aleksander Bruckner: „Homer słowa kur wcale jeszcze nie zna, Grecy dopiero w 7 wieku przed Chrystusem go nazywają; tem dziwniejsze nadzwyczajne znaczenie, jakiego w obrzędach religijnych i przesadach nie tylko na całym Wschodzie, ale u nas i na Litwie ten „wieszcz dnia” i przepędzacz złych duchów nocnych zażywa.   Perskie (prascytyjsko-słowiańskie) churos -kur – kogut. Dlaczego? Bo on przepędza światło nocy i obwieszcza światło dnia; Hors – Chors odchodzi z nieba wraz z pianiem kura.

Kurig – drużba , a więc ma związek z obrzędem weselnym tak jak i nazwa członka męskiego (przyrodzenia) – kurac, kurzec, kurec. Kurasz – napój upajający odurzający, kurdesz, kurant – taniec obrzędowy, kurant – trel, śpiew, zaśpiew modlitewny, kurderstwo – braterstwo, kury palić – iść w konkury, kon-kury – zaloty, kurciański – wszeteczny, rozwiązły. Kurować i kuratela – związane ze zdrowiem i prawem – opieka, ochrona, troska.

Bazyliszek2222

Z Księgi Ruty:

strona 64:

Są trzy różne wykładnie korzeni ludu Mazów:
Jedni, zwłaszcza zaklinacze i znachorzy mazowscy z kącin w Szurpiłach przyznają się do przytoczonego
rodowodu plemienia – od Męża i Maży-Mażeny z Zerywanów. Nie uznają oni podania przekazywanego przez
Lęgów i Morawian, z którego wynika, iż pochodzą od zupełnie innego męża, króla zwanego Mądochem, który
uciekł od Łukomorzan ze swoją drużyną i założył nowe plemię Mądochów. Z tego to plemienia przez pąpy
miało się odrodzić plemię Mężogątów, a w nim miała się narodzić Maza-Mazja, od której pochodziły wojownicze
Mazonki i nazwa plemienia Mazi – Mazochy, Mazowie, a potem też Mazowszany.
Wydaje się możliwe, że spór bardziej dotyczy kwestii czy Mąż-Mądoch był Zerywanem czy Łukomorzanem,
bowiem ciągłość wszystkich plemion pozerywańskich (starokolibańskich) wywodzi się od Dwunastu Suk
i Dwunastu Odyńców, którzy uwili pępy-pąki w ziemskim Warze – Nowej Kolibie, a potem wzlecieli jako Kruki,
Kurka i Kąptorga.

…W ten sposób przedstawiają też sprawę
w Taji Siedemnastej Księgi Tura żercy Zagątów ze Slania. Powiadają oni mianowicie, że Mazonie pochodzą od
Maży Istyjskiej, córki Jisty odrodzonej przez pąpy w Kąptordze lub będącej wręcz odwieczną Kąptorgą, czyli
Wielką Wężycą Skołotów.

Część kapiszt łyskowickich twierdzi (za kudiesnikami skołockimi i sakijskimi), że Maża była Wielką Wężycą, znaną
pośród nich jako Wielowęda lub Kąptorga.
Postać Wielkiej Wężycy, w którą się miała Maża na koniec wcielić, występuje w każdej z pozostałych wersji
podań na temat rodowodu Mazów i odrodzonej Maży w Nowej Kolibie.

Basilisk_aldrovandi

strona 157

Powiadają też czarownicy skołoccy zwłaszcza z plemienia Szczytów z wyspy Szczytii i Oralów
od Gór Kamiennych (Uralu), że jedna stwolica Ptakowężyca, jako trzynasta istota zrodzona
z kaczanu, przetrwała żywa, a zwano ją Kąptorgą. Z niej mieli się w Nowej Kolibie narodzić
wszyscy Skołoci i pójść wszystkie rody królewskie Wielkiej Skołotii. Jednakże żadna inna kapiszta
Wiary Przyrody tego nie potwierdza.

Basilisk9

strona 197

Wtedy to romajskie zapisy, które do tej pory zwały Królestwo Sis Wielką Skołotią (czyli Wielką Scytią), zaczęły
używać nowej nazwy – od ludu panujących Serbomazów. W romajskim zniekształceniu zapisywano to jako
Sarmatia, Sauromatae, co miało oddawać Sermazja, Sarmazja, Sarmatja – czyli Sarmacja. Romaje, nie potrafiąc
sensownie wyjaśnić znaczenia tego słowa, próbowali wywodzić je od „Sauroma/thv,”, – Safromatis (Savromatis)
czyli „Jaszczuroocy”. Nie należy też ich miana wywodzić – jak to się współcześnie powszechnie, acz bezmyślnie
czyni – od staroperskiego (staroirańskiego) Sarumatah – Łucznicy, ponieważ używanie łuku było powszechne
w starożytności i nie mogło być nazewniczym wyróżnikiem spośród innych ludów i plemion również używających
łuków. Serbomazowie nie wynaleźli łuku, ani nie zaczęli go używać pierwsi na świecie, ani na większą skalę niż
na przykład Kutaje-Kitaje (Chińczycy) albo Monżgołowie (Mongołowie).
Herodot wywodził ich miano od Jaszczury i Jaszczuroocy, ponieważ miał w pamięci pochodzenie Skołotów
od Wielkiej Wężycy Kąptorgi, a potwierdzały to, jego zdaniem, używane przez nich chętnie na stanicach i
w herbach znaki węża – Żmija i Smoka. Już Herodot jednak w V wieku p.n.e. pisał, że pochodzą oni od
zmieszanych Skołotów i Mazonek (Scytów i Amazonek) znad Morza Mazowskiego. Miano to jest wzięte właśnie
od połączonych nazw ludów, które dały im początek: od ludu Skołotów-Serbów i plemienia Mazów – Mazonek
(zwanych przez Romajów Amazonkami). Oznacza ono szczep połączony, złożony z Serbów i Mazów, czyli szczep
ludu Serbomazowskiego i oznacza także nazwę ziemicy serbomazowskiej Serbomazowia. Ta ziemia i lud Serbo-
Mazów nazywane też były przez inne ludy i szczepy Królestwa Sis Serdomazami (od serdce – serce, środek),
Serdco-Mazami, Średcomazami i Sredomazami albo Sermazami. Tak więc ich ziemia pierwotna nad Morzem
Mazów nazywana była w Królestwie Sis Serbomazja lub Serdomazja, czyli też ziemia Serbów i Mazów albo
Ziemia Środka, Ziemia Serdeczna – bo była to ziemia ludzi serbych – pobratymców, krewnych i przyjaciół.
W późniejszym okresie ich siedziby leżały w Serbo-Mazowii, którą, gdy Serbowie odeszli, zaczęto nazywać
Mazowią – Ziemią Mazów i Mazonek.

basilisk_by_verreaux-d35v57q

strona 288 – 289

Sześciu Kruków, Kurka i Wielka Wężyca Kąptorga
W tym podaniu jest tylko jedno odmienne wydarzenie niż w Baju o Sześciu Krukach i Kurce.
Podanie niniejsze uznają zarówno potomkowie kapiszt Glenia, Winety, Nawaronu, jak
i guńskiego Sistu i skołocko-nurskiego Waru, a także i kątyn Szwintoroga znad Wilii, dawańskiej
Serbomazogątuzy i potomków Burów znad Ilmenia. Guniowie i Szczytowie, wnoszą do tej
wersji jeszcze jedną swoją poprawkę. Podanie to uznaje Sorobomazów za Słowian-Wenedów,
pochodzących od Kruków.
Zatem, według tej wersji, z pępów wylęgła się nie szczęśliwa siódemka bytów, a pełna ósemka.
Było pośród nich w rzeczy samej Szczęsnych Siedem Ptaków (Sześć Kruków i Jedna Łabędzica),
a prócz tego jedna dwukształtna wodna Ptako-Wężyca – Kąptorga. Wszyscy oni rozeszli się po
różnych ziemicach, a Ptako-Wężyca podążyła na wschód. Wszyscy oni złożyli też w zaczarowanych
gniazdach czarowne jaja-zaródy z wieloma żółtkami. Z jaj Kruków wylęgły się ludy Słowian-
Wenedów, z jaj Kurki Białej wylęgły się ludy Istów, zaś z jaj dwukształtnej Ptako-Wężycy Kąptorgi
wylęgli się Skołoci: Szczytowie-Kunowie, Pralęchowie i Orowie-Warowie. Tych zwano Mieczem
i Batem Wielkiej Skołotii
Tak więc ósma była Wężyca o imieniu Kąptorga, nazwana potem Straszną Matką lub Wielką
Matką Wężów-Warów, Kunów-Guniów, Pralęchów i Szczytów-Skołotów. Z tych to potomków
Wielkiej Wężycy wyrosły pierwsze rody królewskie Nowej Koliby – Lęgii. Miała ona bowiem
trzech synów: Lipoka, Karpoka i Kołaka.
Jeszcze inne pochodzenie Wielkiej Wężycy Kąptorgi, zwanej też Torgą i Trytoną
Kapłani Guniów i Szczytów ze Skołotów kategorycznie stwierdzają, że Ptako-Wężyca Kąptorga,
którą uważają za Wielką Matkę Nowej Koliby, nie pochodzi z Jaskini Lęgu. Ma ona być jedyną
przetrwałą jako inożyca potomkinią w prostej linii starodawnych Zerywanów.

Narodziła się z Kąpy, jedynej istoty żeńskiej ocalałej po zarodzie ze szczap Drzewa Świata,
dokładnie wtedy, kiedy narodzili się Stwolinowie. Dały jej początek te same szczapy, które ukradł
Kupała-Dziwień i od których pochodzą Stwolinowie. Kąpa była inożycą ptako-wężycą i miała za
męża Torgę, wróża z Zerywanów. Przetrwała ona napaść bogów na Zerywanów, podobnie jak
stwolin Urusłan, zagrzebana w błotach, tyle że w błotach pozostałych po Morzu Białym.
Według kapłanów Skrytów z Wyspy Szczytii i ze Skryty, Kąpa była wcieleniem Gaji-Ruji, a więc
jednego z dwupłciowych, dwugłowych Kirów lub światłogońcem Gaji. Stąd jej inożny wygląd ptasiowęży.
Dlatego Kąpa z Torgą miała tylko trzech synów, a nie mnogie ludy i ci synowie musieli się
poprzez owe ludy i ich księżniczki odrodzić. Tak się oto stało, że urodziła Lipoka, Karpoka, i Kołaka.
Od niej pochodzą więc wszyscy Skołoci, a Słowianie-Wenedowie pochodzą od Kruków, a Istowie
od Kurki, lecz poprzez królów i księżniczki oni wszyscy są ze sobą spokrewnieni i zmieszani.
Według burskich przekazów z Itilu – Czarnego Grodu Koszan-Koszerów – Wężyca Torga jest córką
samego Peruna i wodnicy Kąpy-Dany, władczyni Danapru, zwanej też Bojarysą. Stąd Danaper
dwie posiada nazwy, jedni zwą go Danaprem, a drudzy zaś zwą go Bojarytynem (zagrodą Bojary).
Powiadają też, że imię Kąptorgi było Trytonia, czyli Trójduna, co może również oznaczać „na trzy
sposoby poczęta i zrodzona”. Powiadają także kosezowie z Kosowego Pola, że jej ojcem nie
był Perun, lecz Wodo, a matką boginka wodna, morska żona Wodo, Pani Morza Mazowskiego,
wodnica Kąpa. Kąpa jest siostrą Dany i Bojarysy.

basilisk_by_artstain

strona 306

Z jaj dwukształtnej Ptako-Wężycy Kąptorgi narodzili się Skołoci. Wylęgło się z nich trzech tęgich
synów – Lipok, Karpok i Kołak. Jako że byli równie piękni i mocarni, co potomkowie Kruków
i Kurki, szybko znaleźli pośród nich swoje liczne kobiety i takoż się z nimi pomnożyli.

basilisk..strona 319

Pierwsze Wielkie Kłamstwo Romajów – Kąptorga
Bogowie od początku byli wielkimi wrogami Wyrodomajów, co widać po tym, jak boginie
prześladowały Perprzechwałę (nazywanego przez Romajów Wsławionym Przez Herę –
Heraklesem), Skarabeusza (Tezeusza), Wydrę (Fedrę), Wyrodną-Orodnę (Ariadnę), Kudaja-
Kadzimąża (Kadmosa), Miodewę (Medeę) i innych, którzy zdradzili Skołotię i zdecydowali się
wziąć udział w Wielkim Kłamstwie. Ciążyło na nich przekleństwo bogów, nie tylko z powodu
Wielkiego Kłamstwa i podjętej wojny przeciw Skołotom, ale z powodu samego ich wyrodnego
przyrodzenia. Całe swoje powodzenie zawdzięczali bowiem Romaje zawsze wyłącznie Ciemnym
Mocom.
Pierwsze Wielkie Kłamstwo Romajów, głoszone przez nich buńczucznie jako najprawdziwsza
prawda, a w istocie bluźniercze i oszczercze, jest takie, że to ich król z ziemi rodomajskiej,
właściwie zerywański wyrodek – Wyrodomaj, jeden z założycieli ich romajskiego zbiegowiska
wyrodków, osadzonego na pustynnych, wypalonych skałach na zachodnim brzegu Morza Rodów,
jest ojcem wszystkich Skołotów.
Według nich miał on napaść ptakowężycę Kąptorgę w jej własnym naddnieprzańskim gnieździe
i posiąść ją na jej usilne żądanie. Podług ich słów, z tego związku zrodziło się trzech synów:
Gelon, Agatyrs i Skytes. A było to w romajskich opowieściach tak:
Gdy Herakles (Perprzechwała) uprowadził woły Geriona (Gieroja), odwiedził także Scytię
(Skołotię), kraj wtedy wciąż bezludny. Zasnął tam, a kiedy spał, jego konie zniknęły. Kiedy się
obudził, wyruszył na ich poszukiwanie i zawędrował do kraju Hylaji (Kałużji-Helizji). Znalazł tam
w jaskini potworną Echidnę (Kąptorgę), którą spytał, czy wie, gdzie są jego konie. Kąptorga
odpowiedziała, że ma je ona sama, ale nie odda ich, jeśli Perprzechwała jej nie posiądzie.
Bohater zgodził się, ale Kąptorga zwlekała z oddaniem mu koni, bo pragnęła jak najdłużej
zatrzymać go przy sobie. Kiedy w końcu je zwróciła i odchodził, oświadczyła, że ma z nim
trzech synów. Spytała, co ma z nimi zrobić – osiedlić ich w bezludnej dotąd Skołotii czy odesłać.
Perprzechwała pozostawił jej swój pas ze złotą czarą i jeden z łuków, każąc osiedlić tego, kto
będzie umiał ich używać, odesłać tego, kto nie będzie tego potrafił.
Gdy dorośli, Kąptorga (Echidna) nadała synom, według Romajów, imiona – Agatyrsos, Gelonos
i Skytes. Jedynie Skytes potrafił używać łuku i pasa Perprzechwały, osiadł więc w Skołotii i został
jej pierwszym królem.

Romaje mieli paskudny zwyczaj wszystkie ludy świata wywodzić od siebie i wszystkim znanym
w świecie postaciom przypisywać po romajsku brzmiące miana, imiona i przydomki. Próbowali
też poprzekręcać imiona wszystkich bogów na własną modłę, a wiarę w ich istnienie oraz
umiejętność czynienia ku ich czci obrzędów i ofiar wyłącznie sobie przypisać.
Na szczęście dzisiaj wszyscy już wiemy, jacy z nich byli łgarze. Poznaliśmy też, jak to było
naprawdę, na przykład z Karpokiem, Lipokiem i Kołakiem (Osikoszem), dzięki innym niż
romajskie wieściom. Wiedzę na ten temat czerpiemy dziś prosto z ust samych Skołotów, a także
od Windów, Medirczyków, Persów i Hatów z Hattuzy. Dzięki temu nie musimy dawać wiary tym
romajskim wymysłom i potwarzom.
Jest w najwyższym stopniu żałosne, że wyrodki zerywańskie, Romaje, próbowali sobie
przypisać zasiedlenie Królestwa Sis własnymi potomkami. Widać, że nawet nie słyszeli o sporze
o starszeństwo, jaki wiedli Skołoci z Medirami, a który opisali Miodewowie (Medowie). Nie znali
też przestrogi zapisanej w księgach Jugów (Judów), by ci mieli się na baczności przed straszliwym
wrogiem – Skołotami, odwiecznym i walecznym ludem z północy. Nie wiedzieli też, że w świętej
księdze Jugów (Judów) zapisano imię księcia-kagana Kołaka, gdzie był on znany jako Ośkłóda
(co zapisywali po judejsku Aszkuza, po persku zaś – Oskudra, po ozieryjsku-asyryjsku – Skuda,
Skłóda), syn Jawana (Jawi, Jaweta, Jątwędy).
Z całej powyższej opowieści o Perprzechwale prawdą jest jedynie, że do Ziemi Gierusów przybył
złodziej z Rodomachaji, nieznany z imienia, a ponoć Wsławiony Przez Herę, czyli żonę Peruna
– a więc Perperunę. Zdaniem kącin skołockich, tego Heraklesa od urodzenia prześladowała
Perperuna, zatem powinien się on zwać Perprzechwałą. Perperuna wiedziała o nim, zanim się
jeszcze narodził, od Bogini Przędzy Żywota – Mokoszy, jak bardzo jego czyny będą w przyszłości
szkodliwe dla ludzi i sprzeczne z wolą Nieba.
Rzeczony Herakles-Perprzechwała przybył do Królestwa Sis zwabiony prawdziwymi
wiadomościami, że Gieroj, kagan Rusów Czerwonych, czyli Gierusów, posiada największe na
świecie stada świętych krów-karmicielek pochodzących wprost od Świętej Krowy Zemuny.
Wędrując ku rozległym pastwiskom Gieroja, Perprzechwała zatrzymał się w Ziemi Oraczy, Polanii,
gdzie z powodu słotnych dni obozował przez dłuższy czas.
Któregoś dnia, kiedy mocno przysnął, utracił konie. Zbudziwszy się biegał po okolicy, aż dotarł do
Ziemi Kałużji, gdzie pojmały go straże Kąptorgi. Skamlał i błagał, żeby mu oddała konie i puściła
go wolno. Ta powiedziała mu, że je otrzyma, jeśli zdradzi jej cel swojej podróży. W końcu jej
powiedział, a ona potraktowała go tak, jak zasłużył, niczym tchórzliwego, zniewieściałego
romajskiego złodzieja. Posiadła go na sposób męski, jak dosiada się klaczy, a potem wynagrodziła
go za tę usługę setką byków i setką białych jałowic.

Oddawszy mu zaś konie, przepędziła go z Ziemi Gierusów i nakazała, żeby uprzedził wszystkich
Romajów, iż przyłapany na kradzieży wolność dostał z łaski, bydło zaś jako zadośćuczynienie za
usługi miłosne, jakie przez czas niewoli świadczył tej, która go pojmała, zwykłej kobiecie skołockiej.
I jedno i drugie otrzymał zaś po to, iżby znał hojność Skołotów i nigdy więcej nie próbował kraść
czegokolwiek z ich Ziemi. Jeśli ktoś czegoś od Skołotów chce, niech przyjdzie i kornie poprosi,
prędzej wtedy dostanie. Jeśliby jednak mimo tego próbowali inni z Romajów, jako on, dokonać
jeszcze raz tejże sztuki, niech sobie wpierw pomyślą: skoro tak został potraktowany wielki romajski wojownik i bogatyr Perprzechwała przez zwykłą skołocką kobietę, co też mogą uczynić z nimi,
bardziej poślednimi nieproszonymi gośćmi, mężowie tak wojowniczych kobiet.
Kagan Gieroj nawet się o całej sprawie nie zdążył dowiedzieć, a już była ona skończona.
Jednak kłamliwy Romaj Perprzechwała najwyraźniej zapomniał o przestrodze i przysiędze i nie
zaprzestał przechwałek. Przechwalał się, jakimż to bohaterskim czynem nie zdobył wołów Gieroja
i jakichż to miłosnych podbojów nie dokonał w Kałużji. Dał tym samym pierwsze świadectwo
złych zamiarów Romajów względem Królestwa Sis i potwierdził w całej rozciągłości, iż opinia
Ludów Sis o potomkach Wyrodomajów z Czarnymi i Czerwonymi Ludami jest jak najbardziej
słuszna.
To pierwsze wielkie kłamstwo stało się powodem nieuniknionych dalszych zatargów. Dar Kąptorgi
niespodziewanie dla Skołotów uczynił Romajów bezczelnymi i zachęcił ich do wypraw po łatwe
łupy. Jednak cierpliwość Skołotów, Słowian, Istów i Mazonek, chociaż jest wielka i wydaje się być
nieskończona, to jednak nie jest niewyczerpana i w końcu musiało dojść do wojny z Romajami.
Uderzenie harmii Królestwa Sis było szybkie i niespodziewane. Przyszło od północy i wschodu,
niczym cios błyskawicy Peruna. Jedyną przeszkodę w szybkości podboju stanowiło to, iż Romaje
rozproszeni byli po setkach skalistych wysepek i zatok. Wykorzystano jednak łodzie Tugomiry
i Stolemęża oraz flotę Męża II ze Skryty i posiłki, jakie mu przysłał w dorocznej daninie z obwaru
Miłowąda, jego najmłodszy brat Serpęto.
Klęska Romajów była całkowita i nałożono na nich wielki trybut w złocie. Co bardziej
buntowniczym rodom królewskim i kapłańskim nakazano także każdego roku oddawać na Skrytę
siedem córek i siedmiu synów po mieczu, którzy w danym roku osiągnęli dorosłość i mogli stać
się niebezpieczni dla Skołotów jako kolejni buntownicy.

baz 53077-bazyliszek-katarzyna-malkowska-1

 Z Wiki

Bazyliszek (gr. basiliskos, łac. regulus), czasem nazywany królem węży – mityczne stworzenie, pojawiające się w legendach, podaniach i bajkach wielu narodowości (także w Polsce).

Bazyliszek, wykluwający się z jaj, które składają siedmioletnie koguty, a następnie wysiadywany 9 lat przez ropuchy lub węże, może żyć wiele wieków. Według innych legend bazyliszek jest stworzeniem, które rodzi się raz na 100 lat z jaja złożonego przez koguta. Wyglądem przypomina olbrzymiego węża, kojarzony jest także z jaszczurką. Może osiągnąć do piętnastu metrów długości. Żywi się wszelkiego rodzaju ssakami, ptakami, a także większością gadów. Jest śmiertelnym wrogiem pająków. Do obrony służą mu kły oraz wręcz toksyczny oddech, przede wszystkim jednak znany jest ze swojego spojrzenia – kto spojrzy mu w oczy natychmiast zmienia się w kamień. Fakt ten w legendach był powszechnie wykorzystywany: bohater podstępem zmuszał bazyliszka, aby ten spojrzał w lustro lub w inny przedmiot, w którym może ujrzeć swoje odbicie, aby uśmiercić gada. Naturalnym czynnikiem, który może doprowadzić do śmierci bazyliszka jest pianie koguta. Zabić mogła go również łasica swoim zapachem[1].

Pliniusz Starszy w Historii naturalnej opisywał bazyliszka jako węża z jaśniejszą plamą na głowie w kształcie korony, później uważano również, że jest to czworonogi kogut, w koronie, o żółtym upierzeniu, ze skrzydłami, ogonem węża, zakończonym hakiem lub drugą kogucią głową[2].

Ponieważ bazyliszek zabijał wszystkie stworzenia, żył na pustyni. Pliniusz twierdził nawet, że jego spojrzenie rozsadza kamienie i wypala zieleń[1].

Bazyliszek w literaturze popularnej

Bazyliszka wykorzystała J. K. Rowling tworząc powieść Harry Potter i Komnata Tajemnic. W powieści potwór w postaci wielkiego węża atakował uczniów Hogwartu. Po zamku poruszał się za pomocą rur kanalizacyjnych. Jego siedzibą była – legendarna, jak wcześniej sądzono – Komnata Tajemnic, umieścił go w niej Salazar Slytherin przed opuszczeniem zamku. Potwór miał być uwolniony z Komnaty, gdy do zamku powróci prawowity dziedzic Slytherina, aby oczyścić szkołę ze szlam. Bazyliszek zaatakował szkołę dwukrotnie – w latach 40. XX wieku, kiedy to zginęła jedna osoba, i pięćdziesiąt lat później (kilka ofiar zostało spetryfikowanych). Zapanować nad stworzeniem mogły jedynie osoby posiadające niezwykle rzadki dar porozumiewania się z wężami, tzw. wężouści.

Bazyliszek występuje też w serii książek fantasy Zapomniane Krainy. Przedstawiony jest tam jako wielki gad, polujący za pomocą kłów, pazurów, trującego oddechu i petryfikacji za pomocą spojrzenia (za pomocą bezpośredniego spojrzenia może nawet zabić). Spotkać go można m.in. w rozległym Podmroku, gdzie jako jeden z nielicznych potworów nie musi ukrywać swojej obecności.

Pojawia się także w piątej części cyklu Świat Dysku Terry’ego Pratchetta – Czarodzicielstwo, gdzie ginie w wyniku spotkania z Bagażem.

O bazyliszku (w opowiadaniu Granica możliwości), a także kuroliszku (opierzonym stworzeniu mylonym z bazyliszkiem) („Saga o wiedźminie” tom 5 „Pani jeziora”) wspomina również Andrzej Sapkowski. W Sadze o wiedźminie bazyliszek jest jadowitym stworem o długim, jaszczurczym ogonie; posiada sierpowate szpony, błoniaste skrzydła, a także ptasi dziób. Tego straszliwego stwora boją się nawet smoki. Jego skóra jest bardzo dobrym i bardzo drogim materiałem służącym do produkcji obuwia. Istnieją mity mówiące o jego umiejętności zmieniania ludzi w kamień za pomocą spojrzenia oraz o tym, że bazyliszek rodzi się z jaja zniesionego przez koguta, a następnie wysiedzianego przez sto i jednego jadowitego węża.

We wrześniu 2009 ukazała się debiutancka powieść Tomasza Bukowskiego „OBIEKT R/W 0036”. Książka reprezentuje gatunek horroru historycznego. Ukazuje ona walkę Polaków i Niemców, w ogarniętej Powstaniem Warszawie, z mitycznym bazyliszkiem.

Jest jednym z potworów w serii gier komputerowych Heroes of Might and Magic.

Bazyliszek, obok syreny Sawy jest jednym z symboli Warszawy[potrzebne źródło]. Stwór został opisany, jako bestia niby podobna do koguta, a niby do węża. W „Legendach Warszawskich” Artura Oppmana, gad nie zamieniał w kamień, lecz zabijał ciekawskich, którzy próbowali kraść skarby. Z tym bazyliszkiem, jest ponoć związana jedna z warszawskich kawiarni[potrzebne źródło]. Na podstawie legendy, opisanej przez Oppmana, powstały liczne ilustracje oraz jeden odcinek, z cyklu animacji, pod tytułem „Bajki polskie”.

baz 180px-Bazyliszek

Bazyliszek – zwany także Regulusem; jadowity stwór; ma on długi, jaszczurczy ogon, sierpowate szpony, błoniaste skrzydła, a także ptasi dziób. Tego straszliwego stwora boją się nawet smoki. Jego skóra jest bardzo dobrym i bardzo drogim materiałem służącym do produkcji obuwia. Istnieją mity mówiące o jego umiejętności zmieniania ludzi w kamień za pomocą spojrzenia oraz o tym, że bazyliszek rodzi się z jaja zniesionego przez koguta, a następnie wysiedzianego przez sto i jednego jadowitego węża.

Bazyliszek w grze The Witcher Wizerunek z Gry Wyobraźni

u Sapkowskiego

-Co za czasy – westchnął grododzierżca. – Co za parszywe czasy! Jeszcze dwadzieścia lat temu, kto by pomyślał, nawet po pijanemu, że takie profesje będą? Wiedźmini! Wędrowni zabójcy bazyliszków! Domokrążni pogromcy smoków i utopców!
— Ostatnie życzenie, str. 11

Białowłosy, garbiąc się, wytaszczył z dziury dziwaczny kształt, cudaczne cielsko, utytłane w pyle przesiąkniętym krwią. Dzierżąc stwora za długi, jaszczurczy ogon, rzucił go bez słowa pod nogi grubego wójta. Wójt odskoczył, potknął się o zwalony fragment muru, patrząc na zakrzywiony, ptasi dziób, błoniaste skrzydła i sierpowate szpony na pokrytych łuskami łapach. Na wydęte podgardle, kiedyś karminowe, obecnie brudnorude. Na szkliste, wpadnięte oczy.
– Oto bazyliszek – rzekł białowłosy, otrzepując spodnie z kurzu.

— Miecz przeznaczenia, str. 7

Monsters

Kuroliszek

Kuroliszek – zwany także skoffinem, lub też kokatryksją; wielkością i wagą przypomina zwykłego indyka, z dwukrotnie większymi, karminowymi koralami. Rozpiętość skrzydeł dochodzi do czterech stóp ( ok. 120 cm ). Uczeni określili ten gatunek jako jedynego przedstawiciela Ornitoreptyli, które nie są ani gadami, ani ptakami. Atakuje zwykle od tyłu celując swym ostrym dziobem pomiędzy kręgi, czy też w samą aortę, mierząc w okolice tuż pod lewą nerką.

u Sapkowskiego

Potwór zaatakował z ciemności, z zasadzki, cicho i wrednie. Zmaterializował się nagle wśród mroku jak wybuchający płomień. Jak jęzor płomienia.
Geralt, choć zaskoczony, zareagował instynktownie. Wywinął się w uniku, ocierając o ścianę lochu. Bestia przeleciała obok, odbiła się od klepiska jak piłka, machnęła skrzydłami i skoczyła znowu, sycząc i rozwierając straszliwy dziób. Ale tym razem wiedźmin był przygotowany.
Uderzył z krótkiego zamachu, z łokcia, mierząc w podgardle, pod karminowe korale, wielkie, dwukrotnie większe niż u indyka. Trafił, poczuł, jak ostrze płata ciało. Impet ciosu zwalił bestię na ziemię, pod mur. Skoffin wrzasnął, a był to wrzask niemal człowieczy. Rzucał się wśród pokruszonych cegieł, tłukł się i trzepotał skrzydłami, bryzgał krwią, siekł dookoła biczowatym ogonem. Wiedźmin był pewien, że już po walce, ale potwór zaskoczył go niemile. Niespodziewanie runął mu do gardła, skrzecząc straszliwie, wystawiając szpony i klepiąc dziobem. Geralt uskoczył, odbił się barkiem od muru, ciął na odlew, od dołu, wykorzystując impet odbicia. Trafił, skoffin znowu runął między cegły, cuchnąca posoka bryznęła na ścianę lochu i ściekła po niej fantazyjnym deseniem. Strącony w skoku potwór nie miotał się już, dygotał tylko, skrzeczał, wyciągał długą szyję, nadymał podgardle i trząsł koralami. Krew wartko płynęła spomiędzy cegieł, na których leżał.
Geralt bez trudu mógłby dobić go, ale nie chciał nazbyt niszczyć skóry. Czekał spokojnie, aż skoffin się wykrwawi. Odszedł kilka kroków. Czekał spokojnie, aż skoffin się wykrwawi. Odszedł kilka kroków, odwrócił się do muru, rozpiął spodnie i wysikał się, pogwizdując tęskną melodyjkę.
Skoffin przestał skrzeczeć, znieruchomiał i ścichł. Wiedźmin podszedł, szturchnął go lekko sztychem miecza. Widząc, że już po wszystkim, chwycił potwora za ogon, uniósł. Trzymany za nasadę ogona na wysokości biodra, skoffin sięgał sępim dziobem ziemi, rozłożone skrzydła miały więcej niż cztery stopy rozpiętości.
– Lekkiś, kuroliszku – Geralt potrząsnął bestią, która faktycznie nie ważyła wiele więcej niż dobrze utuczony indyk. – Lekkiś. Na szczęście płacą mi od sztuki, nie od funta.

— Pani Jeziora, str. 56-57

- Pierwszy raz – Reynart de Bois-Fresnes zagwizdał cichutko przez zęby, co, jak Geralt wiedział, wyrażało u niego najwyższy podziw. – Pierwszy raz widzę coś takiego na oczy. Istne dziwadło, na honor, dziwadło nad dziwadłami. Znaczy się, to jest ten sławiony bazyliszek?
– Nie – Geralt uniósł potwora wyżej, by rycerz mógł się lepiej przyjrzeć. – To nie jest bazyliszek. To jest kuroliszek.
– A jaka różnica?
– Zasadnicza. Bazyliszek, zwany też regulusem, jest gadem, a kuroliszek, zwany też skoffinem albo kokatryksją, jest ornitoreptylem, to znaczy ni to gadem, ni to ptakiem. To jedyny znany przedstawiciel rzędu, który uczeni nazwali ornitopetylami, po długich dysputach stwierdzili bowiem…
– A który z tych dwóch – przerwał Reynart de Bois-Fresnes, nie ciekawy widać, motywów uczonych – spojrzeniem zabija lub zamienia w kamień?
– Żaden, to wymysł.
– Czemu więc ludzie tak się obu boją? Ten tutaj wcale nie jest aż taki duży. Naprawdę może być groźny?
– Ten tutaj – wiedźmin potrząsnął zdobyczą – atakuje zwykle od tyłu, a mierzy bezbłędnie między kręgi lub pod lewą nerkę, na aortę. Zwykle wystarcza jeden cios dzioba. A jeśli chodzi o bazyliszka, to wszystko jedno, gdzie ukąsi. Jego jad jest najsilniejszą ze znanych neurotoksyn. Zabija w ciągu sekund.
– Brrr… A którego z nich, powiedz, można ukatrupić za pomocą zwierciadła?
Każdego. Jeśli walnąć prosto w łeb.

cytat z „Pani Jeziora”

Kuroliszek jest niezwykle podobny do bazyliszka i często też oba te stworzenia są ze sobą mylone. Niewielki stwór wielkości indyka, w większej części pokryty jest pierzem, o nietoperzowatych skrzydłach, sępim dziobie, karminowych koralach i grzebieniu o takiej samej barwie. Zwykle zamieszkuje piwnice i lochy. Porusza się skokami, podlatując i machając skrzydłami. Skóra kuroliszka ma sporą wartość, tak jak i skóra bazyliszka, a pióra z ogona są wyjątkowo cennym materiałem piśmienniczym.

44_bazyliszek

Legenda o bazyliszku z Warszawy

Wiele wieków temu, za czasów królewskich do Warszawy zjeżdżało rycerstwo z całego kraju i wielu zagranicznych gości.

Z powodu wojen i różnorakich potyczek wielu rzemieślników znalazło pracę jako płatnerze. Warszawa była znana z mistrzowskiego kunsztu płatnerzy, często też rycerze powierzali swoje zbroje tym że rzemieślnikom. Płatnerze nie narzekali więc na brak pracy i od rana do wieczora naprawiali zbroje przywracając im dawny błysk i szlachetność. Szczególnie wielkim uznaniem cieszył się warsztat płatnerza Marcina, tak więc on i jego rodzina żyli w dostatku. Rzemieślnik całe dnie spędzał w pracy, cieszył się wiec z każdych odwiedzin swoich dzieci, córeczki Hanki i synka Maćka. Dzieci chętnie buszowały po warsztacie ojca, przyglądając się własnym odbiciom w wypolerowanej stali, swoim śmiechem wprawiały ojca w dobry nastrój.

Z biegiem lat, dzieci coraz częściej oddalały się od warsztatu, poznając największą atrakcję miasta, którą był  jarmark.  Było to miejsce jak zaczarowane, gdzie wiele się działo i gdzie można było znaleźć wszystko. Dzieci biegały między stoiskami ciesząc oczy kolorowym przepychem. Pewnego dnia spotkały swoich przyjaciół, dzieci chciały pobawić się na pobliskich łąkach. Zapytały więc ojca o pozwolenie. Marcin zgodził  się ale nakazał by nie zbliżały się do starej ruiny, która stoi pośród nadwiślańskich łąk.

Ludzie bowiem mówili, że od wielu lat tam straszy. Niektórzy mieszkańcy Warszawy sądzili nawet, że może to być  mityczny Bazyliszek ni to zwierzę, ni to diabeł, podobno przychodzi na świat raz na sto lat, a wykluwa się z jaja zniesionego przez koguta! Stwór miał być przerażający, głowę po swym ojcu odziedziczył kogucią, ale wielką, z olbrzymim, czerwonym grzebieniem, który opadał to na jedną, to na drugą stronę jego strasznego pyska. Jednak najstraszniejsze były jego oczy, straszniejsze nawet od wężowego ogona, który wił się na piętnaście metrów. Wystarczyło, że Bazyliszek spojrzał na swoją ofiarę, a ta z przerażenia w jednej chwili kamieniała i tak właśnie stwór miał wielu ludzi pozbawić życia.

Dzieci przyrzekły ojcu, że nie zbliżą się do strasznego miejsca i pobiegły w stronę czekających już na nie przyjaciół. Dzień był ciepły, jarmark mienił się kolorami towarów, dzieci wesołą gromadką rozbiegły się wśród zastawionych kramików, tym razem nie zatrzymywały się przy słodyczach i zabawkach, nie miały dziś na to czasu, pobiegły wąską uliczką wśród kamienic nad rzekę, aby pobawić się na łące. Dziewczynki zbierały kolorowe kwiatki, z których robiły wianki, a chłopcy oglądali pływające w przezroczystej wodzie ryby. Zabawa tak wciągnęła dzieci, ze nie zdawały sobie sprawy, że już dawno oddaliły się od miasta, które znikło za horyzontem. Dopiero gdy zaczynało się ściemniać ,dzieci pojęły, że nie znają drogi do domu. Nagle ich oczom ukazał się dom, a właściwie jedynie pozostałe po nim ściany.

Zanim dzieci zorientowali się, że może to być ta ruina, przed którą ostrzegał ich ojciec, znaleźli się już w jej piwnicach. Nie było w tej piwnicy nic strasznego, piwnica jak każda inna, trochę chłodna i ciemna. Jednak za jednymi drzwiami coś zaczęło migotać jasnym, światełkiem. Dzieci nie mogły oderwać od niego oczu. Jeden z chłopców otworzył tajemnicze drzwi i w jednej chwili upadł zamieniony w kamień. Oczy Bazyliszka połyskiwały złowrogo, zmieniając wszystkie dzieci w posągi.
Noc już zapadała a płatnerz Marcin z coraz większym przerażeniem myślał o swoich dzieciach, wychodził raz po raz przed warsztat, ale nie doczekał się powrotu dzieci. Przeczuwał, że stało się coś złego. Czuł, że  dzieci nie posłuchały go i poszły do starego domostwa. Wiedział, że musi ruszyć im na ratunek, jednak nie wiedział jak miałby się bronić przed Bazyliszkiem. Jego wzrok padł na wypolerowaną zbroję, w którą jeszcze tego ranka wpatrywały się dzieci. Była tak gładka, że wyglądała jak lustro. To był sposób na straszny wzrok bazyliszkowy.  Ubrał Marcin zbroję i biegiem ruszył w stronę ruin.

Gdy stanął pod tajemniczym domem, przeżegnał się i zszedł z trudem do piwnicy. Miał rację, Bazyliszek musi tu być, bo po drodze mijał kamienne ludzkie sylwetki. Nagle ujrzał swoje dzieci, które bardziej przypominały posagi niż ludzi. Coś ścisło go za serce, jednak nie mógł sobie teraz pozwolić na łzy. W jednej chwili ukazał mu się wielki ogon bestii, który mało co go nie przewrócił. Marcin szybko uskoczy w bok, w tym czasie stwór odwrócił swój wielki łeb w stronę zdeterminowanego płatnerza i zamarł. W tej bowiem chwili ujrzał swoje własne odbicie w jasnej zbroi i skamieniał.

Gdy tylko Bazyliszek zmienił się w kamień, w piwnicy zaczęły poruszać posągi ludzi. Maciek i Hanka ocknęli się jakby ze strasznego snu i zobaczyły przed sobą rycerza. Jakież wielkie było ich zdziwienie, gdy rozpoznały w nim własnego ojca. Ten szybko wziął dzieci na ręce i wyniósł z ciemnej piwnicy tak, by skamieniałe cielsko Bazyliszka nie ukazało się ich oczom. Tak oto płatnerz Marcin uratował swoje dzieci i inne ofiary Bazyliszka.

Czesław Białczyński „Słowiańszczyzna a Wielka Zmiana” – Harmonia Kosmosu , 29 06 2013, Niezależna Telewizja Warszawa

Just something more about the GOBLET (Polish: CZARA) – in other words about the broken and missing Divine Pitcher of Zerywani


© by Czesław Białczyński

© translated by Katarzyna Goliszek

Targitay

by bialczynski on 16 Maj 2012


Targi-Taos and Kołak (Targitaos and Kolaksais on the Goblet <Czara> coming from excavations) – truly Targitaos is a masculine equivalent of Kąp-Torga-Taja. What does it certify? The word torga – torba – is not a masculine attribute – the masculine are: the pole, club, baton, sword, pike. Taos – means god. Thus Kaptorgataja – the She Bird-Snake (Ptakowężyca) from the times when Women – Mazonkas (Mazonki) ruled – was the Carrier of the God’s Seed-Grain, the Carrier of God’s Mystery (Mysery – Taja), the Mystery – the Gods’ Message and mother of three sons – the creators of Scolotia – Kołak, Karpok and Lipok.

kaptorga 333Kaptorga from a graveyard in Opole Groszowice (according to E.Holc, 2005, page 106)

Later on, tiny copies similar to the Goblet (Czara) started to be made and they were hung on little chains around the neck. Inside of them were herbs, bird feathers and powdered incense sacrificed to proper gods. These little boxes made of thin metal, richly decorated with relievo were called kaptorgas (kaptorgi). As it is known, kap means wood sacrificed to god – his pal-wan – an image carved in proper wood – of the wood cut from the holy grove devoted to that god, torga-torba (bag) – koszyk (basket), and taja (mystery) – so herbs, powders, precious stones, materials which prove the complete sacrifice to the proper god – you need to know the Taja to make a kaptorga correctly so that it is effective.

Sistanie (people of Sistan) i.e. Slavo-Indo-Scolotians (Aryans or Pre-Slavs) are the rightful owners of the divine fascinating tools, the attributes of the power of gods which were thrown down from Heaven onto the Earth more than 30,000 years ago.

kaptorga_biskupinPagan Kaptorga from Biskupin – the settlement comes from about 1300 BC, and the kaptorga from the10th century

(photo: http://www.lucivo.pl)

KaptorgaKaptorga – probably Christian from the 11th century from Chełm – two deers at the Tree of the World are clearly seen here. Do this one and the previous one differ with something important from each other? It must be said that there has been the absolute Slavic continuity in these creations – but archaeologists find it hard to acknowledge this because dragons and deer are two different religious worlds to them. It is interesting where their defiance comes from – does it come from the German money for the research?

02_kaptorgaAnother early medieval kaptorga from Prabuty in Warmia – the 11th century. Christians adapted kaptorgas for their needs in the early Middle Ages, after 966 AD – it was, however, a brief phenomenon as the kaptorgas did not protect them effectively, which would have been difficult otherwise since they tried to protect themselves by keeping holy relics from Judea and Rome inside of them.

kaptorga ze starej korzimiKaptorga from Old Korzymia (Stara Korzymia) – Slavic masterpiece of gold smithery – early Middle Ages. I recommend an article about this

                            topic: http://www2.almamater.uj.edu.pl/99/46.pdf

kaptorga z indii wspólczesnaContemporary kaptorga from India – the proof of the belief and cultural community between India and the Slavs as well as its continuity of the Faith of Nature and the example of the proper  use of kaptorga and the proof of its pagan use.

It was to them – OUR ANCESTORS (Y-DNA R1a1a1) that gods addressed the message directing it to the place where Scolotians (Pre-Slavs – Scyths-Indo-Slavs) dwelt. Finding this place on Earth we can try to identify today the starting point of Zerywani, i.e the Old Koliba, not waiting till genetics does it.

eurazja-podboje-widnura-krainyENGAsia Minor and the Land (Black and White – the essential area of Sistan) [click magnify]

In order to do so we must show first the area of Sistan and its characteristic places with placing its people and tribes. It is an extremely difficult task due to the vastness of the area which extended up to Four Lands: Asia Minor, White Land, Black Land and Wędy-Ląd. In this article we will show you maps which will illustrate the Book of Rue (after necessary supplements and graphic processing). They will enable you to have a better image of the location of the most significant places of Sistan and the distribution of tribes in its territory in different periods of history.

S 131498
Why do we think that the Pitcher of Zerywani along with other objects being with it were addressed to Skołowie, i.e. Pre-Slavs? Not only because it was recorded so in chronicles basing on word of mouth. It is the Scyths-Scolotians that are the only people on Earth whose kings wore minatures of the Gold Goblet – the Pitcher of Zerywani at their gold belts. Thus we are the descendants of those who were anointed by gods also as receivers of the Gold Shackle-Ig (Kalia – Kolia – Koło-Koleso), Gold Oradło – Plowing Tool (Hoe – Hub – Thyrsus)  and Gold Bow (Hatchet – Sickle-Riding Whip-Scythe – Baton) and, of course,  the Gold Goblet (Pitcher – Cauldron-Ashtray – Kagan-Basket) as well.

Ląd Biały Miasta i Plemiona2Wyprawy WidnuraThe White Land of the Sistans – New Koliba [click magnify]

Other peoples living on Earth took the Goblet of the Sistans as the example of divinity and put it in their stories, in their Faith of Nature, in their books and records, in messages and also in rituals of coming to power – as the determinant of divinity and the tool symbolising a contact with Gods/Forces/Energies of the Universe (the Light of the World – Światło Świata). Only he who is able to carry the tools – so take them on with all the symbolic load they convey, it means taking on your own shoulders the load of knowledge (wieda) which they tell us as well as the burden of being a go-between of the People in the contact and dialogue with Gods – the burden of being a shaman, wizard, priest, an enlightened conveyor of Knowledge (of Wieda) – can be the Kagan-tiger or Kagan-side of the People.

 

Ark of the Covenant of the Jews or the Grail, or all the other royal and priestly cups filled during the coronation and the Mass with the wine which changes in god blood – red KRASZ – are the copies of the Aryan Goblet, the Goblet of the Great Skolotia, the Goblet of the Great Tartar, the Goblet of Jilmer-hiperboreja, the Goblet of Great Sarmatia, the Goblet of Wene-Dawa – the Great Dawania – the SORCERY OF SISTAN.

 

Can we find any clues that can show us the place on Earth where the individual episodes associated with these divine tools took place in the history of Zerywani ?

Yes, we can.

czarka xxddwSkylur and Palak rulers of Bytozwora and Krym-Kumoria on the Goblet

The history of the goblet – Dzieje (Cz)ARY) – on the basis of Mystery 23 annotation 67:

Goblet-Hara-Gara and Goblet-Hark is the same as Ara and Ark – the two Holy Pitchers of Zerywani. The story about breaking of the first Pitcher of Zerywani – Czara (Ara) and losing it (the same as about breaking the second Pitcher of kagan Mrukrza – Black Goblet (Kara Czara) was written in the Book of Aurochs – Mystery 17 as well as earlier in the apocrypha of Celestial Beings and demons, i.e. old Slavic little godesses and little gods (Stworze i zdusze, czyli starosłowiańskie boginki, bogunowie i demony). In place of the old pitcher, góryci of the holy castle of the Cave of Ark (Jama Ark: Czarkajama) made a much smaller third copy of the pitcher called Czarka-Harka-Garka.
The pitcher served not only as a storage of holy mead, but it was also used for heating the holy drink. It was resistant to fire and heat (żar-gar) was being constantly put under it so as to make the holy drink. Contrary to the old Goblet (Czara), the Little Goblet (Czarka) did not have patterns of the World left personally by Swąt. The patterns it had were made by the Arkajam people – góryci from memory.

(góryci – people who have knowledge, who are prophets – the same as guru which means: man ”knowing what is on top <na górze>, knowing the things and handling them – hara-góra (mountain / mount) – guru, Hare Kryszna – Krasna Góra , Góra Krasy which means Beautiful Mountain as well as Red / Ruddy Mountain).

A dish is called „Goblet (Czara)” because it is used for storing and making the magical drink of mead which was collected in it, „Hara” – because the old pitcher-Goblet (Czara) was as big as a mountain – Hara (Góra – Mountain) (Kara Mountain – Black Mountain). The material was transported to the top of the pitcher on ramps and carried by climbing stairs and ladders. „Gara” derives from the word żar (heat) – gar (a huge pot) and ogar – grzaniec (mulled) and gar – soot at the bottom of the underside as well as gor – gorzała (booze), and gor – fire (gorzeń, gorąco – hot). The first Pitcher of Zerywani – the Holy Goblet, the symbol of Hearth in Old Koliba during the reign of a king – kagan Pirst  (a gift from the gods). The second Pitcher of Zerywani – the Black Goblet (Kara Czara) – rebuilt by kagan Mrukrza Milicz and two following kings of the family of Bardzowie (Bard-Barz and Bogdar) in Stara Koliba, lost and broken after the marching of Śmierorz and killing Zerywani and expelling their survivors in the form of bitches and boars beyond the Vipers Shafts – to New Koliba – Lęg-War in Lęgia (Cave War, Lęgiel). The third Pitcher of Nowokolibańczcy (people of New Koliba) – Czarka-Arka (Little Goblet-Ark) was reconstructed in the Cave of Ark (Jama Arki – Arkajama) in the Old Times of New Koliba, and its copies were given to each of the Peoples (to Nine Peoples born from Ravens (Kruki), Kurka (Hen – the symbol of light, fire, the sky and the sun) and Kąptorga: Nurowie, Budynowie (Budinoi), Burowie-Czarnosiermiężni, Serbomazowie, Lęgowie, Wedowie, Istowie, Dawanowie and Skołoci). Some legends and some stories tell that the first kings of the Nine Nations in New Koliba received one page of the Gołub Book – containing deepest mysteries of  Wieda. Others believe that the mysteries were engraved on the walls of the Little Goblet – and previously the Goblet – the Pitcher of Zerywani and were passed on to Peoples together with copies (the Fourth Pitchers) of the Third Pitcher, already of New Koliba – The Little Goblet of Czarkajama (Czarka of Czarkajama). d

czara scytowa The Book of Aurochs edition of 2000, by Baran & Suszczyński, Kraków – Taja 17 ( Mystery 17): pages: 296-297, 303-308, The Book of Aurochs full edition from 2008, the Turlej Foundation , Kraków, Taja 17: pages: 432 – 438, 444 – 445, Celestial Beings and Demons Stworze i zdusze of the 1993 edition, Land of the Moon, Kraków – pages: 9-16.

b It was the rulers of the Scyths who wore the symbolic gold goblet at the gold belt. Belts with the gold goblet were also found in the tombs of the kings of the Scyths.
c The book of Aurochs published in 2000, Baran & Suszyński, Kraków – Taja 17 (Mystery 17): pages: 303-304,  The Book of Aurochs fully edited in 2008, the Turlej Foundation , Kraków, Taja 17: pages: 444 – 445.

d  A legend about divine royal gold tools of Scyths that fell down from the sky in the form of a lister, shackle, hatchet and goblet (czara) is passed on by Herodotus. That divine Goblet-Ara (Czara-Ara) is just Zerywani’s Pitcher. Its copy is the Little Goblet – Divine Little Goblet (Boska Czarka) – Divine Ark (Boska Arka). The Judah call it Ark of the Covenant with God in the Bible. They could have taken the legend from the Scolotians-Scyths who were inviding them repeatedly. The Jewish-Judah used the Aszkuza for Scolotians and claimed that they came from the son of Japheth Askeza. Aszkez is a distorted record of the name Kagantyrs Osiek or Orzekosz – Ore Kosz –  Koszerys-Kozyrys, the one who led Koszatyrsi to the East of Iran and India. Interestingly, it was the Jews that kept the memory in their historical messages that the Scyths-Scolotians are none other than the people called Slavs later, so of the Scolotian-Slavic genetic and cultural continuity. They called their kin Ashkenazic Jews who inhabited among the Slavs in Eastern Europe and on the Black Sea. [see: Wikipedia, password Scyths ( or Scythians)].
czara Kantharos.The Goblet of Kings – „Vol-„ “Cz-”Ara from “Cz”ARaRAt Mountain (CZ-ara Boga RA – the goblet: CZ-ara of God RA),  CZ_ARA_RAD. RA like in WIARA (Faith), RA-three kinds of fire in one war-ysk-żar [war-łysk-gor]! – also three letters, three letters like three stars of Orion’s Belt-K-OSI-ARZ-Weles, like War-Łysko-Żary, We-leso-żary, like RADA – Przekaz (Message) and Przykaz (Commandment),

 

aaam il-015-AmfkulPiatraNeamtCz-ARA (goblet) sited in “ARKA”-cave, (ARKA-JAMA), then transported in a copy on Lake ARAL, lost in the darkness of historical events in fights with gods for MYSTERY (TAJA), somewhere in Łukomorze, i.e. in AR(s)Kona,
amf a2129-81Cz-ARA (goblet) reconstructed and sited as an OVAL (OWAL) (image of Kłódź) on “L”ARK(hill),

image051CZ-ARA (goblet) – sunken twice in “CZA”RO-duna or Czara-chowo (H-ARA-chow),

czar dzban minojskie MuseAcrotiriItems-133-134-6645-2Cza-ARA – later on taught in the holy grove by word of mouth – i.e. as the third goblet – Czara ARA-Nyjaka (Czara Lost),

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA“Cz”ARKA (little goblet), which was worn by Scolotian kings at their waist – by C-ARowie (kaganowie) and no other. They wore it as “CZ”ARA – The Great Pitcher – one of the divine tools and stigmata of Heavenly power given by the gods of SISTAN – to nobody else but its kings. The third CZ-ARA-Njaka survived as Weda.

amf 0e3fd9c85cf8e750419c308f4aa9_1MThere is one more link in this continuity of the three Goblets and it was there that the third copy of the Goblet (Cz-ARA-OWA-l) was made and it is associated with Giza and the Nile Blue River Mlekomedir Ow-ARysz (UW-ARIs, Uvaris-Awaris) – the last place of intertwining (intertwining –  uwicie: UWicie) Ara by Rysowie. It is those Rysowie – a group of conveyors of Faith, after all, who are known in India-Windia as riśi-riszi. It is in India that our Rig-Weda and Od-Harwat-Weda has survived and it is there that it has been creatively developed throughout the centuries. 

czaraToday, we come back here to the Rig-Veda, Seeds and Roots of the Vedas, the Veda (Weda) in the Mother Earth zaRYTa-wyRYTA-zakRYTA (carved, covered) – to the Wieda of the Oder and the Vistula and the Dnepr – the Oldest Wieda – the Slavo-Ist-Scolotian Wieda. 

czara s-131499.jpg w=600&h=528However, the most important first goblet (CZARA)-Pitcher of Zerywani was given to them in Stara Koliba – at the foot of Kalja Mountain – the Mountain of the former goddess of knowledge – Plątwa and the Mountain of the new Goddess of Knowledge – Gogołada – The Mountain of Black and White Goddess, the Mountain of Brightness and Darkness, the Mountain of Light and Dark, the mountain at the foot of which lies lake MAN – S-AR – OW-AR – It is here that ARA was intertwined (UWITA), here it arose from heat (WAR), here it was given (DANA) and here it was captured (poj-MANA) (called and taken as theirs – for Mana – miano (name) and something that we have, what is ours).

Ląd Biały Giza Mała Mazja głowna nazwy 1[click magnify]

Cz-ARA (goblet) and Wij-ARA (faith)

The record is significant but memory can not be reduced to the mark. Memory and tradition mean spoken language. So I emphasise that at this point you should forget the record, the way it was written in – our attention should not be focused on spelling of the words – they should be considered in phonetic terms. Of course Rus has kept this partly in the saved alphabet, and we do not have it in the Latin alphabet. We rather have little of it – as an echo of Slavic-Etruscan runes. The Polish word WIARA (faith) has preserved a significant component which has been lost in Russian and Ukrainian and in other languages of Slavs – phoneme ”ja” /pronounced: ya/ – the ”Ja” giving faith of Nature uniqueness, individuality, personality. „Ja” (”I”) – which contradicts community and mediation of professional priests.
Here are meanings contained in the word WIARA (faith):

 Wijara (faith) = Wieda (knowledge)

+


Wijara = Ja (I)


+


Wijara = Ra

+

Wija Ra = Future, intertwining of Ra

+

Jar – Or – Ar = grain (ziarno) – freshness – strength (siła) – power (moc) – beginning

+ AR = Aria

where ra – really signifies the synthesis of the Three Fires (in our language it is Blue Fire (Ogień Niebieski) – Sky/Heaven (Niebo) – Light (Światło) – Dażbóg + Chemical Fire (Ogień Chemiczny) – let’s call it ”genuine fire” – Flame (Płomień) – Swaróg + Plasmatic Fire (Ogień Plazmatyczny) – Perun.

It is Heaven Trinity to which the 4th Element comes – creating the Upper Four of the Elements – Wind – Strzybóg (Stribog) and all his  Holy place of Winds and Air.

Eight Elements make up 3 Trinities and at the same time two Fours.

We have
Heavenly Trinity – Fiery – representing Heaven and Prawia and Wela,
Bright Trinity – Lively or Alive (Lives) – Wind + Forest (tree for the Chinese) + Spore (egg, mud – Marsh for the Chinese) = Jawia
as well as
Earthly Trinity (Underground) which means Spore + Water + Earth = Nawias.

The Four of the Bottom Elements, Heavy, Dark make up: Forest + Spore + Water + Earth.

Ja (I) – means ja (I), i.e. Only I know, I know only what I know, faith is only mine, nobody else’s. Faith is not shared with others in the meaning of ”I am only with these and those because I profess this and that”. Community arises over Faith as the sum of beliefs. Faith is completely individual. It can not be different – only this gives it eternal life – Otherwise it becomes a doctrine – RELIGION.

Eurazja CZ-ARA miejsca Trzech Czar Trzech Tyrsówi Trzech Koron Trzech KaljiThree Goblets (Czary), Three Thyrsuses, Three Crowns, Three Kaljas of Earth

Other Slavic Goblets:

Goblet (Czara)

(Russian: Чара) – a river in Russia, in the Irkutsk area, Chita and Yakutia district, the left (and longest)  tributary of the Olyokma River. Length of 851 km; the basin surface is 87 600 km ²; the average annual flow at the river mouth is of 900 m³ / s.
Springs in the Stanovoy Mountains, in the range of Kodar; in the upper course a number of thresholds; in the middle course it flows through the valley separating the Patomskoye Upland from the Olyokma-Czarski Plateau; in the lower course it flows toward north-east direction parallel to the Lena River.

It freezes from October to May; snow-rain power.

The main tributaries: the Tokko (right) and the Zuya (left) Rivers.

(in Russian)

Ща́ра

(белор. Шчара, польск. Szczara) — река в Белоруссии, левый приток Нёмана. Длина — 325 км, площадь бассейна — 9990 км² [1]. Исток в пределах Белорусской гряды. Преобладает снеговое питание; с конца февраля по май половодье. Средний расход воды — 31 м³/сек. Ледостав обычно с января по март. Через озеро Выгонощанское соединена с рекой Ясельда (бассейн Днепра) Огинским каналом.
Нижнее и среднее течение шлюзовано, сооружено водохранилище Миничи.
Гидроним балтского происхождения, означает «узкая»
На Щаре расположены города Слоним и Ляховичи.

Czara.svg

Чара

(польск. Czara – Goblet) — польский дворянский герб.

Описание

В голубом поле с серебряною окраиною, змея, обвившаяся около золотой чаши и пьющая из неё; над змеёй серебряная шестиконечная звезда.
В навершии шлема три страусовые пера. Герб Чара Гинча внесен в Часть 1 Гербовника дворянских родов Царства Польского, стр. 207.

Герб используют

Выше изображенный герб Всемилостивейше пожалован вместе с потомственным дворянством Асессору фармации Люблинскому Аптекарю Карлу Фридрихову сыну Гинчу Высочайшею Грамотою Государя Императора и Царя НИКОЛАЯ I, во 2 (14) день Октября 1839 года данною, за непоколебимую верность Престолу.

Литература

* Часть 1 Гербовника дворянских родов Царства Польского, стр. 207

  • Tadeusz Gajl. Polish Armorial Middle Ages to 20th Century. — Gdańsk, 2007.


czara i czary Hexenszene_1700Goblet and sorcery (Czara i czary)

Sorcery (Czary), namely Magic (Magia – Mogtja) – Might (Moc), shamanism

Magic, sorcery, witchcraft, wizardry – general beliefs and practices based on the belief of the existence of the supernatural forces, which can be controlled with appropriate spells and actions[1].
Magician, socrerer, shaman – a person concerned with magic. He makes various gestures, spells, utters incantations and performs other rituals designed to give him power over the supernatural forces which, according to his beliefs will give him the power to change reality. Also, a person holding a religious function involving formalised and institutionalised ecstatic bond with superhuman beings, spirits of ancestors, demons or gods. Some magicians reject traditional rituals for the techniques inspired by psychology, or NLP (Neuro-Linguistic Programming). Lack of the possibility to state the bonds between the applied method and the possible effect, however, makes the effectiveness of the magical activities and existence of  supernatural forces postulated by it remain in the realm of faith.

Etymology

The word ‚magic’ comes originally from Magicians (in the Old Persian language maguš, in Greek μάγος), of astrologers-priests of Zoroastrianism of the Medes people. In the Hellenistic period, the Greek word μάγος (magos) could have been used as an adjective, but the adjective μαγικός  (magikos, and in Latin: magicus) is also proven to have been used in the first century (Plutarch), typically common in the feminine gender in the wording of μαγική τέχνη (magike techne, in Latn: ars magica) „magical art”. The word magic came into use in English at the end of the fourteenth century originating from the Old French word magique.

(in Russian)

Слово „магия» пришло в русский язык через латинский и греческий языки. Оно восходит к шумерскому или туранскому слову Imga (emga) („мудрый”), обозначавшего прото-халдейских жрецов. Впоследствии слово magic стало стандартным термином для зороастрийских (персидских) жрецов, от которых восточные оккультные искусства стали известны грекам, у которых слово magos (и родственные magikos, Mageia) стало названием человека, обладающего тайными знаниями и силой подобно персидским magus.[3]

SB_-_Altay_shaman_with_gongA female shaman with a drum – the Załtaje Mountains (Góry Załtaje) – the Mountains of Golden Mysteries

White versus black magic

There are many discrepancies in comprehending the difference between black and white magic. The majority of contemporary magicians, particularly those that belong to the western cultural group, do not attribute colours to any kind of magic stating that magic is merely a tool and the way of using it depends solely on the magician’s will (it is the magician that can be ”white” or ”black”, and not his tool). On the other hand, for example in Siberia there is a strict division between ”white” and ”black” shamans which is generally wholly determined by their origin. Strict as the division used to be in the part of medieval Europe, it was not so clear in other parts of the continent. Then, the aspect of magic understood as, for instance using demonic forces (which primarily were of an ambivalent character in the beliefs of, e.g. Greeks or Slavs) or divine ones also indicates a different aproach in the matter of its classification. Samely, we can not attribute the lack of distinguishing of the kinds of magic represented by some modern sorcerers barely to the character of contemporary western culture (ideas of individual freedom, liberalism, democracy).
In popular culture, white magic is usually the magic used for good purposes and by good ways, black magic, however, serves evil and is used for evil intentions and is usually related to performing it in dark ways. Similar attitude is applied in Wicca religion where magic is distinguished as black and white, according to the rule ”Do what you wish provided that Your actions do not hurt anybody” – actions which do not do harm to anybody are classified here as the white magic, but the black magic is the one that does harm. According to Alister Crowley, white magic means any actions of the magician that agree with his Will (which is not the same as doing what they wish, see: Thelema). All other magical activities that disagree with the Will were considered black magic by him. What is interesting, although Crowley was a proponent of (after all, his own) philosophy of Will and as a result he should not use any other magic than white. In his house in Scotland he had two separate rooms for the white and the black magic which he also used. As the distinctions made by the two notions were not always exact, a concept of grey magic signifying magic balancing on the border of these two occured.

Another czara (goblet) from India

1 – eka (jeden – one)
2 – do (dwa – two)
3 – tina (trzy – three)
4 – chara (cztery – four)
5 – pancha (pięć – five)
6 – chhah (sześć – six)
7 – sata (seidem – seven)
8 – ashta (osiem – eight)
9 – nau [devata - god's digit nine (boska cyfra dziewięć)]
10 – dasa (dziesięć – ten)

Well, as it can be seen, the word <in Polish> czar (singular) and czary (plural) – <in English both in singular and plural – sorcery> and czara (goblet) and ARA – have something in common with ”czerta”, and additionally with czerta 4, cztery – chara because chara is pronounced ”czara”.

Also pay attention to 9 – nau or devata – NAW or DEW, what is interesting, corresponds with German (nojn). It is associated not only with Nawia but also with Nyja – Death, whereas chhah – szhah – with six (szesć) – szczęść (bless) and część (part) as well as cześć (honour). Is not asta ósta – Osta Łodź (Osta Boat) – Oś Nieskończona (Infinite Axis)? Has not our science noticed this philosophical bond and profundity? Or Faith? Definitely not as far as Faith of Nature is concerned.


czary wiedźmy El_Aquelarre_(1797-1798)

Other Attributes of Gods

Czara (goblet) is the attribute of Greek Asklepios, the God of Herbs – the equivalent of our Gorzyca-Groźnica.

The bow is the attribute of Greek gods related to lust and love: of Apollo and Artemida as well as of Eros Aphrodite’s son – as it can be perceived the Greek counterparts of Kupała, Dziewanna who has both features of Aphrodite and Artemida as well as Krasatina – the feminine counterpart of Eros, came to like this weapon.

Scithians_Pectoral
Scythian Necklace (Kolia) – pectoral – Necklace (Kolia) associated with goddess Kalija –  Przepigoła – Plątwa – Holda – became the symbol of knowledge, a royal necklace worn by kings and queens as wiedunowie (people who have knowledge, prophets) tribe – the goddess of Kos-Przypadek (Kłótnica – the one that quarrels) lost to another meaningful goddess, the Ruler of Speech and Głagoł Scripture – Gogoł – Gogołada, Ład and Łada-Łagoda’s daughter. Łada-Łagoda (prettiness – Harmony of the World). This knowledge was partly transferred here from the Czara of the rulers of the World. 

 

t kailash-sunrise
Man-Sar-Owar – Lake and Mount Kalja (of OW-AR S-ARA, Syroj Ara War – Many = Dany – danej i pojmanej (given and captured): Kaljia Mountain – known today as Mount Kailash (Kalash) in the Himalayas – the holy mountain of Hindus and Buddhists, one of the centers of the Faith of Nature of Tibet. Kalja is also Immaculate – Black and White – dedicated to black Kali being the incarnation of Plątwa-Kala (Przepigoła – Golja, Punished Plątwa).

Mansarovar

Mansarowar – lake at the foot of Kalja – the Mountain of  black goddess (Przepia-Golia and White – Gogo-Łada). Since the mountain has both Divisions, it means that it is the Mount of Swąt – some say so. Indeed, it can be reckoned the appropriate Mountain of the World –  the Most Important Mountain because though not the highest, it is the Mountain of the Highest, the Mountain of Light (Knowledge and Englightenment).

 

Nurusja ziemie i ludy 2
Nurusja and neighboring lands – location of Mount Bogit [click magnify]

I wondered for a long time if I should correct a few issues with Polish reading – otherwise perfect (but it would involve gathering the whole dispersed knowledge. It all is about Bogit Mountain where stood Svetovid of Zbrucz. Taking this into consideration, I came to the conclusion that I would have to write a lengthy polemic article).

I would like you to have a look at the article on T-ARA or here at the third part which we re-printed (it is on the black strip in the section of the Light Temples of the World (Świątynie Światła) – it is just in this UNIT, not in any other – about the Great Mother Venus – though it  is a very significant reading and has important digits, I apologise to four (cztery) –  because they are magical digits of belief, meaningful and not just some digits – 3 and 6 resulting from the two threes in the centre) – and let’s understand, all of us, that the most important in Orion and in the Orion’s Belt – given at Bogit and not only at Bogit, as well as in the Three posts of Bogit – is that the central post is AXIS MUNDI – Svetovit of Zbrucz – the Light of the World (Światło Świata) – the Highest of the Highest ones – and the two remaining stars are the great Division (Wielki Dział) – In-Yang – Czarnogłów and Białoboga – and the 8 fires means 8 Elements. As soon as we fully comprehend that, all will be arranged differently for us – apart from one – WE must believe that Gods exist and that they really act – also at this moment.

For those who tell „fables”, I mean sleepy small talk that the connection between Arkona and Giza is coincidental and that Ślęża is on this line because it results so from a statistical account – I insert one more time the maps from that article – the maps which should show or give something to think – There Are four rivers here the ERIDANUS (Milky) – the Nile (the central river the MedirMilk, i.e. Egypt – if any Polish person still knows the forgotten name of this country, and has not sunk in the depths of ignorance like Persians who had not been able to read their Avesta till Ignacy Pietraszewski – a Pole – translated it into Persian and which an average Polish person has not learned although Pietraszewski translated it 150 years ago) – and the third river is the Oder flowing statistiacally (and maybe just  sedately?) next to the statistical (and maybe the final footing <Ostoja>) Ślęza, and the fourth river is of course the Zbrucz.

zbrucz bogit mapa
Mount Bogit and the Zbrucz River

podobieństwa orinon odra zbrucz erydan
The Oder, the Eridanus and the Nile
There are lots of pieces of evidence telling that our people did not fall down from the sky in 966 along with Incensory in Gniezno, though an incensory is also a kind of CZARA. 

Winicjusz Kossakowski –Slavs means the same as – ”they originate from Veneti.”

Posted in Mitologia Słowiańska, nauka, Słowianie by bialczynski on 26 Czerwiec 2013

       Joe Mac Gown Vent
Joe A. MacGown – Vent

We present a slightly different reasoning sent by Winicjusz Kossakowski about the name Slavs (Słowianie) than we derive it, but basically it is remarkably consistent with our findings. The diversity of this reasoning lies in the fact that it is of a historical character. It supplements and complements the meanings which we already know. As it often happens, meanings of words which are very important for a group of people carry all the resources of different content and they often multiply. It happens so because other, diverse words take the course from the important word and like streams from one source they flow around in various directions. Yet, what is interesting, we too came to the three historic Slavic names which are additionally proven by genetics:

a) the first which we consider to be the oldest and certified as early as from the eighth century BC – Skołoci (Scolotians), Sokołoci – Sokodawijczycy, Sokodanowie (Sakowie and Scyci – The Saka and Scyths / Scythians) – coming, in our opinion, from the word Sokół (the Falcon) – The Bird of the Sun, of the Sun itself – Soł, as well as from Soki Życidajne (Life-Giving –          Życiodajne; Juices – Soki) which the Sun Dawa (Dawa – Gives). This etymology also contains the meaning of Dawca of Koło – TheGiver of The Circle or Sławca Koła – The One That Praises The Circle. As it can be perceived, it contains the origins of the later name – the very late name –  Sołwianie, Sołowianie, Sołowene, Słoweneti.

b) the second which we believe to be European and intermediate in time –       perhaps characteristic of the Western Slavs – those from the Adriatic (Wenetia – Venetia), the Danube and then the Elbe, the Oder and the Vistula Rivers –   Wenedawanie, Weneti (Veneti), Wenedowie – Wiano Dawanów (the Gift of Davanowie), Wenedakha (Dawianie, Dagowie, Dacians, Drakowie, Dachowie, Dacians) – i.e. the children of Old Europeans – of Dawanowie, Drzewianie or the children of the Tree of Trees (Wene Drewo), Dag – burning, the Children of the Gods (Dewowie’s Wena).

c)     the third which is contained in these two and is the foundation of them, and was from the beginning as well: Soło-Wene (from Soło-Słońce (Słońce – Sun), The Culmination of the Sun, the Gift of the Sun (Zwieńczenie Słońca Wiano Słońca), from soł-sołw juices of the Tree of Trees, i.e. again the children of the Tree of Trees, the descendants of Scolotians, and finally from the word (word – słowo) –  those who speak with a word, it is the human tribe of Sło (speech – mowa) from Weneti (Veneti) – Słoweneti (Sloveneti).

Or also, but very ancient, incomparably earlier than the name of the Slavs by Jordanes – but possibly also in-Venedi – because there are many indications that the Aryan Hindu Brahmins, however, came from the Vistula and the Oder Rivers and then they came to India. There, preserved in Rygweda (Rigveda) (Wiedzie Ziarna – Leads Grains, Wiedzy Ziarna – the Grains of Knowledge, because ryg means ziarno – grain, oriech - jądro = core, oryj – z jądra wywity = deriving from the core, jarzęca, świeży = fresh, orka which means plowing extracting from the depths, from the core of the earth) traces which Viraj started on Histmag.org in a very interesting way. I also recommend that website to those of you who are interested in the Slavic origin of the names of Greek gods – including the name of Dzeus, Dionizos, Okeanos Histmag-Słowianie, Hellenowie, Scytowie, Ariowie (Histmag-Slavs-Hellenes, Scyths / Scythians, Aryans).

Here is the excerpt of VIRAJ’s reasoning for the word which is interesting to us: sława fame, repute (chwała) (glory, praise)

Sława

The history of Vedic pronunciation is quite diverse, sometimes Slavic pronunciation is preserved, and sometimes phonemes ‚ł’ or ‚l’ are converted to ‚r’, as in the Vedic word ‚śravas’ meaning ‚fame': a fragment

http://www.sanskrit-lexicon.uni-koeln.de/cgi-bin/monier/serveimg.pl? file=/scans/MWScan/MWScanjpg/mw1097-zravas.jpg

However, we know that the original pronunciation sounded like Polish ‚sława’ /pronounced: swava/ because an older form of this word has been preserved in Rigveda, that is the sacred word ‚Svaha’. Aryans attached great importance to the proper pronunciation of sacred words relevant to the ritual and hence the well-preserved older forms. There are many archaic words in Rigveda denoting the names of gods or cries, which are no longer clear etymologically in the Vedic Sanskrit, but they are understandable among Slavic languages.

http://www.sanskrit-lexicon.uni-koeln.de/cgi-bin/monier/serveimg.pl?file=/scans/MWScan/MWScanjpg/mw1284-svAbhU.jpg

Ralph T.H. Griffith in „The Hymns of the Rgveda” explains „Svaha!” as a sacrificial call to the gods. The call means the same as: „Glory”, „Ave” „Hail!,” Blessing „. It is therefore the same meaning as in Polish: ”Sława” „Fame”, ”Chwała” „Glory”, etc.
The holy word ‚Svaha’ is also used in Buddhism in the meaning of ‚glory’, ‚sława’ ‚fame’ and its pronounciation can be easily found on the Internet. The following fragment of the known Buddhist mantra:
GATE GATE PARAGATE PARASAMGATE Bodhi SVAHA

In Sanskrit, ‚sva-‚ is pronounced like Polish. ‚sła’ /swa/ which means ‚v’ before the ‚a’ vowel after the ‚s’ consonant and it has a phonetic value similar to the Polish ‚ł’ /English pronunciation of the Polish ‚ł’ is ‚w’/.

There is no doubt that the Polish ‚sława’ is older and closer to the Pre-Indo-European (PIE) than the Vedic ‚śravas’ which seems to be the late innovation that developed on the basis of Pre-Indo-Iranian languages somewhere in Asia. In relation to this, there is something interesting:
3. Bolesław

I have recently discovered an interesting book, „Cognate Words in Sanskrit and Russian” written by Dr Indu Lekha from the University of Delhi. From the book, you will learn about 600 closely related Russian and Sanskrit words. There is no special revelation and these words have been known for a long time. Interesting, however, are the comments of the Hindu scholar. On page 1 Dr Lekha says:

Quote

„The historical-comparative analysis of Sanskrit and Russian, two important members of the large family of IE languages​​, Proves That beyond doubt in respect of common IE vocabulary, derivational suffixes and the ancient system of inflection of nouns, pronouns and adjectives, Russian is closer to Sanskrit than Latin or Greek. „
On page 224 she explains:
Quote

«The historical-comparative analysis of Sanskrit and Russian proves without any doubt that both the languages share quite a similar phonological, morphological and grammatical system and have a considerable number of cognate words, as confirmed by the etymological explanations. Interestingly, even the ancient pagan religion of Slavs, of which only scanty written records are known to have survived, shows some common traits with the ancient Indian religion. A particular characteristic of this religion is that it recognizes the existence of three worlds: jav „manifested, visible”; nav „invisible” and prav „righteous”, a concept very similar to Indian concept of „jagattraya”. The Slav word for good „bog” is clearly related with Sanskrit „bhaga” and so are the names their supreme deities: Svarog „The god of svarga (heaven)”, Perun „The god of thunder and lightning” (Parjanya) and Svetovid „Knower of the whole world” (viśvavid) all the three being part of a god, called „triglav” (cf. Skt trishirsha).
Another obvious similarity linking the Slavs and the Indo-Aryans may be seen in the word Slav „glorious” < slava „glory” derived from slyt’ „to hear”, a root akin to Skt śru „to hear” (cp. Skt śravas„glory, fame”). In both the languages these words are used as the constituent part of several personal names, such as, Russ Boleslav, Rostislav, Svjatoslav, Vratislav etc. as compared to Skt Bhurishrava, Uchchaishrava, Vriddhashrava, Satyashrava, and many others. The word „slav” used in Slavic personal names probably signifies their descent and hence is quite popular even today».

http://www.vedamsbooks.com/no55377/cognate-words-sanskrit-russian-indu-lekha

Here, after registering you can download pdf with the photocopy of the book:
http://www.uz-translations.net/?category=linguistics&altname=cognate_words_in_sanskrit_and_russian

We will mention, again and again, the similarity of Slavic and Vedic religion and especially the religious vocabulary in Vedic Sanskrit and in Slavic languages, and particularly in the Polish languge. Now I would like to pay attention to the similarity of names in Sanskrit and in Slavic languages, for example, the mentioned names Bhurishrava and Boleslav by Dr Lekha.

We found that the Polish ‚sława’ is older and closer to the PIE than the Vedic ‚Sravana’ denoting the same thing. This also signifies that the name with the Polish ending ‚sław’ is older than ‘-shrava’ with the Vedic ending. Thus, the name based on this ending, like Polish ‘Bolesław’ must be older than the analogical Vedic name based on the Vedic ending ‚-shrava’ like ‚Bhurishrava’. A similar situation is with the Vedic ending of the name ‚-mitra’ in names like Bhumitra, Sarvamitra. This corresponds to our Boromir and Sławomir.
It is therefore very likely that names such as Bolesław and Boromir were quite popular among Aryans in the Bronze Age migrating from Europe to Asia. If we add that, according to the findings of geneticists, those Aryans had autosomal DNA and Y-STR such as contemporary Poles and Russians, it gives rise to the obvious conclusions.

___________

In my view, in a variety of Slavic languages at different times there were and there are different realisations of articulation of the phoneme ‚l / ł’. The richness of allophones is obvious. Listen, for example, to the Russian pronunciation of ‚л’ in ‘Пожалуйста’. They pronounce ‚л’ totally differently in ‘Солнце’, and in another way in ‘колеса’, and again in a different way in ‘около’ or орел.
In the past, there could have been more ways of the pronunciation of the ‚l’ / ‚ł’ phoneme because there were probably more various Slavic dialects. The influence of the dominant language causes standardisation and vanishing of old features. Uniformity of languages and their mutual intelligibility does not preclude at all differences of articulation for different phonemes.
For instance, dialects of Wielkopolska, Małopolska, Silesia and most probably Pomerania (after all, Kashubians have ‚koło’ where there are in their dialect: Skała: skale, skalny: skaljisty, etc.) have had the archaic tripartite forms of ‘ł:l:lj (before ‚and’)’ since ancient times.

It seems that similar tripartite forms of ‚ł:l:lj’ existed among the dialects of Pre-Slavic tribes in the area of the Oder-Vistula and the Dnieper Rivers in the Bronze Age. We see this in loanwords in Greek or Vedic languages as ‘okeanos’, ‘leda/lada’, ‘ład-/ładu-‘ or ‘helios’, ‘svaha’ or ‘svadu’, etc. Without the presence of phoneme ‘ł’ in the language of the native population of the Oder-Vistula in the Bronze Age these words would not have existed at all because there is no etymology for them in any other languages but Slavic –  unless some aliens, i.e Celts and Germans of haplogroup R1a1 speaking the reconstructed PIE language had been in India before arriving in Europe, and then they swapped their languages for a trick.

Historical linguistics – as Wilmar has rightly pointed out – is not an exact science and there are no certain things in it. Glottochronology or phonology oscillate constantly on the brink of pseudoscience. As far as glottochronology is concerned, actually there is general agreement that this is pseudoscience. Thus, none of its findings have a scientific value.

Any linguistic reconstructions and determining the history of languages depend on the assumptions which are adopted and on the authorities that are recognised.

To completely different conclusion come those who accept – as the presumption –  migrations of Pre-Slavs speaking the Old Church Slavic language from the Pripyat marshes in the fifth century AD, as their ”authority” of NSDAP professor Vasmer posits, and to other conclusions come those who basing on the data provided by genetics, anthropology and serious linguistics – see the homeland of the Pre-Slavs in the area of the Oder-Vistula Rivers in the Bronze Age and who perceive clear similarities with the Vedic Sanskrit and the influence on the Greek language.

I think that the correct reconstruction of the Pre-Slavic language is still ahead of us and it can be really interesting because many of the new theories are fully confirmed by genetics.

«Last Edit: April 08, 2011, 11:54:00 p.m. sent by Viraj»

C.B.

C.B.

Joe dreaming_of_id
Joe A. MacGown – Dreaming  Id (Dreaming Unconsciousness)

Winicjusz Kossakowski

Slavs means the same as – they originate from Veneti.

1)    Helmets of Negau dating back to two hundred years before Christ, described with Etruscan runes are read in the Slavic language.

2)    A pitcher made of bronze and found in Botzen is described with the same runes in shape and meaning. Dating – the same as helmets.
At the edge of the pitcher an inscription in the Slavic language was engraved. It is a refrain of a banquet song.

3)    A stone described with runes found in an Etruscan tomb and located in one of the museums of Rome is also described in the Slavic language. Dating –  seven hundred years before Christ.

Writing what is above, I do feel a serious rasp.

At the times before Christ the word Slavs (Polish: Słowianie)was unknown. It appeared in the sixth century AD. It was recorded in Iordanis’s stories in ”Gothic History”.

What did it mean?
-”Inside of them is Dacia, in the shape of a tiara with the steep Alps and along their left slope which leads to the west, beginning from the source of the Wiskla River and farther on over the vast areas settled the numerous Veneti people. And although their names are changeable now, according to various tribes, they are called Sclaveni and Antes in general”.

The first mention of Veneti is found in Pliny (24 – 79 AD).
„Some say that these lands as far as the Wistla River are inhabited by Sarmatians, Veneti, Scirowie (of Szczecin), Hirrowie and that the bay is called Cylipenus (szczecińska), and at the entrance to it there is Latris (Wolin) island …” (Excerpts from work „The Oldest Evidence about the Slavs” developed by Marian Plezia).

I am interested in one of the largest Slavic tribes called Veneti (Polish: Wenedowie or Wenetowie). Their etymology can be found in the name of a small tribe deriving from the ancient Veneti with the name of Veleti (Polish: Weleci).

Weleci means the Great, large numbers.
Slavs used ”letter clusters” in their alphabet which is the opposite of diphthongs. „Cluster” means transcribing two phones with one sign. The most often used „cluster” consists of letter [L] somewhat similar to the Greek [L] with letter [I]. This gives a sign similar to the Latin letter [N], read as Li.
The conclusion is obvious in itself.
The name Veneti sounded Velieti, Veliedi in the Slavic language, with the same meaning as Veleti.
In the early Middle Ages two armies moved on the former state of Rome for the spoils. One of them was Avars and the other was Huns. The fighting force of the two armies was based on the peoples who called themselves with various names. They had only a common speech, the speech of the Veneti. Each tribe came from (pochodziło = went from = szło, sło from the Veneti. Hence the common name Słoweneti. The closest old name has been preserved till the present times in the name of Słowenti, in Polish Słoweńcy = Slovenes. Soon all the peoples speaking the language of the Veneti came to be called Słowianie = Slavs.

Not all the Slavs originated from the Veneti nation. Older names are found in the tribe of Tuskowie, deriving from the word chytrus – a sly person, przebiegły, mądry, chciwy – sly, smart, greedy.
Tacitus could not distinguish the Veneti from Germans. Emperor Porphyrogenitus says that Germans spoke the Slavic language.

Alexander Bruckner writes in the entry Veneti: „The Pre-Slavic means from the stem -węt (pronounced: vewt), -went (pronounced: ‚vent’), from wen (pronounced ‚ven’)- meaning everything nice, pleasant, glad …; the name meant „friendly, kind”. The name Veneti has a more peculiar meaning to the Slavs as the Germans had been calling them like that for centuries… .”
At this point, it is worth going to the Latin dictionary to look up a word. Under the entry „germanus” it reads: „a) fraternal, sisterly, b) right, true, real, honest.”
Are the Germans, by any chance, not the same as the Veneti just in the Latin translation?

„Today, the real Germans no longer exist.” Being under the control of the rebellious Roman army, they became the ground for new nations and the opposite of what is right, honest, friendly and nice. The Germans come in their mass from the conquered Slavs and the English come from the conquered Celts. Truly, some element from Scandinavia came to them but as late as in the ninth century.

There are people, however, who derive the word Slavs from ‚Sclaven'(?) – slave.

A slave is a social class, something similar to – worker. The difference is that the slave had a measurable value and every owner cared about his survival. The worker, however, does not present any value. His work is only bought. When the work is superfluous then the worker is superfluous as well. Out of work and with no possibility to survive, he dies of hunger and diseases like trash on the street or on a refuse heap.

Calling the nation slave or laborer is illogical and unethical.
It is true that the Polish language has been weeded with macaronic words to such an extent that you can cook soup with them so another new macaronic word will not be a problem. Nevertheless, let’s not get crazy and let’s start thinking on our own.

We reject the Latin etymology and consolidate the truth in our consciousness. Slavs means the same as – they originate from Veneti.Vinicius Kossakowski

Winicjusz Kossakowski

las szt joe a mac gown OrganicCosmicLockJoe A. Mac Gowen – Insight in the Organics of the Universe (Relationship of all meanings)


Tan 6 Wielki – Kres (fragment z pierwszego numeru kwartalnika „Słowianić”)


© by Czesław Białczyński, ® Marek Hapon, Jerzy Przybył, Maurycy Gomulicki, Kira Białczyńska

Kwartalnik „Słowianić” rozrósł nam się niesłychanie i jego pierwszy numer, który już można nabyć w Wydawnictwie Slovianskie Slovo – ma aż 180 stron, w tym wiele koloru i wiele nowej słowiańskiej myśli. Prezentujemy tutaj okładkę i fragment 40-stronicowego artykułu na temat Święta Kresu

okład slowianic nr 1

(Krasz, Kupalia, Kupała, Kopernocka, Sobótka-Samobudka, Stado, Świętoruja, Wianki, Noc Świętojańska, Czara-Czarkan – Niebiańskie Dzikie Łowy Lata)

 Kwiat

 Marek Hapon

 

Wstęp

Letnie Przesilenie, kosmiczne święto czczone przez Słowian od starożytności do dnia dzisiejszego.

Wydawałoby się, że o Sobótce i Nocy Świętojańskiej, zwanych też Kupaliami nie da się powiedzieć już nic nowego. Wszystko podobno zostało napisane i powiedziane. Jak się przekonacie nic bardziej mylnego. Pisano bowiem dużo, lecz z sensem nie napisano dotychczas prawie nic. Na temat tego święta pisze się mnóstwo, lecz zawsze nieodmiennie płytko, jakby z punktu widzenia „obcych”, którzy zostali zrzuceni w desancie z uczelni wyższych „cywilizowanego świata” pomiędzy „słowiańskich buszmenów”. U nas w Polsce za opisami tymi stoi przeważnie ideologia któregoś z trzech modnych współcześnie światopoglądów, dominujących w cywilizacji Zachodu: „naukowego”, ateistycznego, lub chrześcijańskiego.

Światopogląd „naukowy” sprowadza opis tego święta do przedstawienia obrazu z punktu wąsko pojętych dyscyplin takich jak ludoznawstwo, antropologia kultury, religioznawstwo, czy etnografia. Wzięliśmy słowo „nauka” w cudzysłów, bo po prawdziwym opisie naukowym spodziewalibyśmy się pełni i syntezy, a otrzymujemy zawsze niezmiennie fragmentaryczne analizy uzupełnione piramidalnymi konstrukcjami odwołującymi się do archetypów i fenomenów socjo-psychologicznych. Tak jakby świętowanie i potrzeba świętości nie były żadnymi normalnymi formami aktywności ludzi, lecz  jakimś dziwowiskiem, obserwowanym przez „człowieka cywilizowanego” w „egzotycznym, niezrozumiałym kraju i plemieniu”. Światopogląd chrześcijański każe obserwatorom tego zjawiska opisywać je z wyżyn swojej jedynie słusznej religii, oceniać i spłycać, podrzucać co chwilę jakieś szczegóły, które mają dowieść braku logiki tych obrzędów, ich zabobonności, pustoty rytuału i podkreślić  ich związki z zakazaną magią oraz czarami, które są oczywiście według tejże religii albo czarną magią zabronioną, albo nieskutecznym zabobonem. Przede wszystkim opis ten opowiada zawsze niezmiennie o owych obrzędach jako o ciekawostce z przeszłości, którą udało się u przodków współczesnych światłych wyznawców chrześcijaństwa na szczęście z powodzeniem wyplenić. Jest to według tych opisów czynność naganna, archaiczna, zbędna, co najwyżej ciekawostka bez żadnej głębszej myśli i podkładu filozofii.

Światopogląd ateistyczny z kolei kładąc nacisk na ten sam element archaiczności i zabobonu oraz magii sprowadza opis zjawiska do przedstawienia go jako okazji do dobrej, niezobowiązującej zabawy odtwarzającej przeszłość, do rodzaju przebieranego przyjęcia związanego z określonym terminem w przyrodzie. 

Wszystkie te sposoby podejścia do tematu  ograniczają się do wskazania w co dawniej wierzono, nie docierając nawet w przybliżeniu do istoty owych starożytnych wierzeń. Współczesność zaś obrzędów Kresu ukazują, jako etnograficzne szczątki kultury, która dawno umarła.

My, wyznawcy Przyrodzonej Wiary Słowian wiemy jednak, że jest to tradycja żywa i głęboka w swojej wymowie sięgająca najbardziej rudymentarnych związków człowieka z Ziemią, z Przyrodą, z Wszechświatem, sięgająca swoim rytem i wymową symboliczną korzeni ludzkiego bytu i ziemskiego życia w ogóle. Pamiętajmy przede wszystkim, że osądy wartościujące typu wyższościowego, występujące w opisach tych pogańskich obrzędów i czarów kreślonych przez chrześcijan czy ateistów, typu: „wierzono w magiczną moc”, „wierzono, że zioła te chronią przed…”, „wierzono, że ogień oczyszcza i chroni przed…”  są absurdalnymi, zupełnie nieprawdziwymi sądami pejoratywnymi. Współczesna fizyka kwantowa udowodniła ponad wszelką wątpliwość, że wiara obserwatora w wynik eksperymentu ma wpływ kwantowy na ów wynik. Psychologia i medycyna udowodniły zaś, że wiara w skuteczność leczenia i ochronę przez pastylkę określonego leku lub przez zabieg chirurgiczny, jest skutecznym lekarstwem (zabiegiem) i ochroną samą w sobie. Zatem jeśli ktoś wierzy w magiczną moc ziół to one tę moc posiadają! Jeśli wierzysz mocno w oczyszczający charakter skoków przez ogień lub chodzenia po ogniu, to zostaniesz oczyszczony i ochroniony przez ten zabieg. Jest to właśnie przejaw myślenia naukowego  i racjonalnego, a nie zabobonnego.  

Obrzędy Kresu, zwanego też Krestem, Kraszeniem, Kryszeniem, Wiankami, Kupaliami, Kupalnocką, Kupernocką i Sobótką – jak i wszystkie pozostałe obrzędy publiczne wielkich świąt wiary przyrodzonej słowiańskiej, zawierają w sobie pełne symboliczne odniesienia do całościowego obrazu jaki daje człowiekowi praktyczna obserwacja świata. Płyną one wprost z tejże obserwacji i są odwzorowaniem zjawisk naturalnych  uosobionych w postaciach i przedmiotach świętego spektaklu, który jest odbiciem symbolicznym obserwowanych interakcji między mocami i żywiołami rządzącymi przyrodą naszej planety. Obrzędy te i symbole są żywymi odpowiednikami pojęć z Mitologii Słowian przeniesionymi ze sfery jej treści/zapisu  w sferę uświęconych czynności, uświęconych przedmiotów i obrazów wyrażanych przez modły medytacyjne, pieśń i taniec transu oraz muzykę-hudbę zbiorowej ekstazy.  Mit wierzeniowy Wiary Przyrody nie jest nigdy fałszem ani baśnią, jest poetyckim, holistycznym zapisem obserwacji przyrodniczej.

 Piszący na ten temat, przeważnie w popularnych tygodnikach tuż przed letnim przesileniem,  skupiają się zawsze na powierzchni, jakby ich zmysł obserwacyjny i analityczny nie sięgał głębiej poza to co widać wprost, a nawet jakby patrząc na obraz nie widzieli jego barw i odcieni, czy głębszych warstw symbolicznych, a tylko czerń i biel. Taką próbę opisu święta Kresu można porównać do próby opowiedzenia treści obrazów Salwadora Dali bez znajomości kultury Zachodu i psychologii głębi. Po prostu dziwaczna scena, dziecięca zabawa. Osoby opisujące Kres, w tym poważni naukowcy pretendujący do miana antropologów kultury i etnografów,  nie próbują nawet wskazać jakie rzeczywiste znaczenie mają te obrzędy i co uczestniczący w nich dzisiaj wyznawcy Wiary Przyrodzoney Słowian tak naprawdę czczą, co demonstrują, co przeżywają. Można by to zjawisko sprowadzać do ideologicznego zaślepienia: chrześciajnocentryzmu lub ateizmu obserwatorów niezdolnych pojąć obcych im sakralnych rytów, ani tym bardziej związać ich znaczenia z filozofią przyrody (naturalną). Jest to jednak tylko jeden aspekt tej niemożności i niechęci do odnalezienia głębszych wątków w rudymentarnych słowiańskich obrzędach i świętach pogańskich. Pragnienie zdeprecjonowania dawnych wierzeń i obecnej wiary naturalnej Słowian jest rzeczywiście jedną z przyczyn spłycania interpretacji lub wręcz sprowadzania jej do poziomu propagandowego kłamstwa. Jedną ale nie jedyną. Często autorzy opracowań na temat Letniego Przesilenia posuwając się do obraźliwych dla wyznawców Wiary Przyrod(zone)y Słowian stwierdzeń, nie mają nawet świadomości, że naruszyli czyjeś sacrum i dokonali obrazy czyjegoś wyznania, religii, która jest żywa i posiada w Polsce licznych wyznawców. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego jest to zjawisko nagminne? Jest ono wynikiem wtórnego kulturalnego analfabetyzmu Polaków, który jest powszechny we współczesności naszego kraju. Nie jest to działanie specjalne, wynikające z jakiejś złośliwości, lecz działanie, które bierze się ze znanego psychologicznego mechanizmu „wyparcia z pamięci zbiorowej” szczególnie traumatycznego przeżycia z dalekiej przeszłości. Tym zdarzeniem była dokonana na Słowianach przemocą chrystianizacja. Działanie, które zniszczyło doszczętnie dawną kulturę w wymiarze społecznym i zepchnęło ją, ograniczyło, do praktykowania w ukryciu, w prywatności, indywidualnie, w tajemnicy przed innymi. Analizuje to zjawisko doskonale Maria Janion w książce „Ta niesamowita słowiańszczyzna”.

Zjawisko wtórnego analfabetyzmu kulturowego jest charakterystyczne dla narodów, które zostały podbite i zasymilowane przez cywilizację i kulturę najeźdźców. Takie narody są odseparowane od własnych korzeni, tracą ciągłość kulturową i stają bezradne naprzeciw symboli używanych przez własnych Dziadów. Dodatkowo te pokolenia, które zapominają stopniowo znaczenie rodzimej tradycji, nasączane są nowymi wzorami i wierzeniami pochodzącymi z zewnątrz (od najeźdźców), które mieszają się z tym co dawne i własne, w niezrozumiałe i jeszcze mniej czytelne symbole, obrzędy, wierzenia i rytuały. Kiedy patrzymy na współczesne katolickie rytuały i obrzędy widzimy gołym okiem ich pogańskość ukrytą tuż pod cienką powierzchnią „nowego”. Dziecko katolickie zapytane w Niedzielę Palmową – Co dzisiaj czcimy?, odpowiada: – Czcimy dziś, barwinkiem, tymiankiem i rutką z których pleciemy palmy, tryumfalny wjazd Chrystusa do Jerozolimy! Tylko, że rutka, barwinek i tymianek nie występują w Jerozolimie, Chrystus wjechał tam na osiołku trzymając liść daktylowej palmy, a nasze palmy budowane są na wysokość 30 metrów i zdobione setkami kolorowych kwiatów polnych. Każdy z tych kwiatów, jak maki, niezapominajki, malwy, chabry czy kąkole, ma swoje odmienne znaczenie sakralne. 

Spróbujemy tutaj przedstawić filozoficzne i sakralne znaczenie Święta Kresu, jakie było mu nadawane w starożytności przez Słowian, a także jakie nadają mu dzisiejsi rodzimowiercy w Polsce.  Naszą intencją jest bowiem przywrócenie każdemu Polakowi/Słowianinowi, każdemu  kto zechce się z niniejszym tekstem zapoznać, możliwości pełnego przeżywania i rozumienia tego dorocznego wydarzenia z zakresu wiary naturalnej.

Na szczęście my Polacy nie znaleźliśmy się w sytuacji tak trudnej jak te narody Ziemi (w tym słowiańskie), które w efekcie militarnego i kulturalnego podboju utraciły swój rodzimy język. Nasz język ocalał, mimo 200 letniego procesu systematycznego wykorzeniania go z życia, w sposób „naukowy” poprzez łacinizację, germanizację i rusyfikację. Skoro ocalał zaś język to ocalały także podstawowe święte słowa, które budowały strukturę naszych podań i mitów , naszej pogańskiej wiary i naszej tożsamości oraz filozofii przyrodzonej. Z tej mitologicznej konstrukcji językowej wynikały takie społeczne konstrukcje i instytucje jak struktura plemienna, prawodawstwo, porządek społeczny, ład filozoficzny, stosunek zbiorowy do środowiska i przyrody, a więc i codzienne podejście do egzystencji i naturalna wiedza każdego członka społeczności o otaczającym nas świecie. Wynikały z tego dziedzictwa tak zdawałoby się odległe symbole jak herby rycerskie i flagi narodowe oraz tak podstawowe zjawiska architektoniczne jak budowa domów na zręb i stawianie słowiańskich wiosek czy gródków w pagi (pągi) – okręgi, okoły. Liczni pisarze, jak Joachim Lelewel w „Bałwochwalstwie Słowian”, Kazimierz Moszyński w swojej „Kulturze ludowej Słowian”, czy Oskar Kolberg w swoim wielkim dziele „Lud” oraz wielu innych, dowiodło w prosty i piękny sposób przy pomocy opisu, że najprostszy chłop, niepiśmienny przedstawiciel ludu, jako człowiek, jako członek społeczności plemiennej posiadł całkowite wyposażenie filozoficzne do tego, by odbierać świat w pełni i wartościować jego zjawiska w sposób pozwalający mu przeżywać świętość zdarzeń zachodzących dookoła, jak i egzystować we właściwy sposób w codzienności, tak aby zapewnić powodzenie sobie samemu, rodzinie oraz lokalnej społeczności. Świat prostych ludzi pokazany przez tych zbieraczy zwyczajów ludowych jawi się jako przestrzeń wypełniona przez sacrum w najdrobniejszych przejawach i w całej rozciągłości. Jeśli tak jest na najprymitywniejszym poziomie egzystencji zapracowanego człowieka, zniewolonego rytmem konieczności egzystencjalnych do rodzaju niewolnictwa w stosunkach z siedliskiem, z ziemią oraz z przyrodą, to można sobie wyobrazić łatwo wyższe poziomy sublimacji religijnej, wierzeniowej i filozoficznej Słowian, które nie mogą być prostsze i prymitywniejsze, lecz były/są nieporównanie głębsze i skomplikowane.

Tyle tytułem wstępu, który przygotowuje grunt pod to czego za chwilę doświadczycie.

Święto Kupały – Dzień Światła Świata – Dzień Wielkiego Zwycięstwa Światła Świata nad Siłami Ciemności, Dzień Przesilenia. Jest to Dzień, w którym, Święta Biała Krowa – Świetlista Swątlnica-Świetlica-Wieczysta Przeczysta Skrzysta Dziewica – Bogini Której Nie Ma (Osiemdziesiąta Dziewiąta Siła), nazywana przez Kapiszty Wschodu Krową Zemuną, a przez nas również Strzęślą-Starzęślą i wieloma innymi imionami (Imiela-Jemioła, Matka Sława – Bogini Ptakokształtna -Orlica, Bogini Krowa – Matka Karmicielka, Wielka Bogini – Bogini Matka [Matka-Krowa], Bogini Nieuchwytna-Nieistniejąca – Swątlnica, Wąwolnica, Bedrik-Wedrik, Biedronka [Matka Owadzia, Bogini Żucza], Pieronka, Bogini Piru – Uderzenia Światłości,  Czara), zwycięża Ciemność  Świata, Nicę. Jest to jednocześnie Kres Sołu – czyli Koniec Okresu Królującego Słońca. Święto Stada, czyli zbiorowości i nowego stadła. Kres (Krasz), Kupalia, Kupała, to święto bogów miłości i żądzy. Sobótka, to święto Drzewa Świata. Wianki, to święto inicjacyjne zawierania nowych małżeństw. Noc Świętorujańska, święto płodności i urodzaju, sporzenia i mnożności. Niebiańskie Dzikie Łowy Lata – Czarkany (Czarkony, Cz-arkany), święto walki światła dnia z nocą, jasności z ciemnością.

UBERHAECKEL_Work_003Maurycy Gomulicki

Miejsce w kalendarzu i symbolika

Zwróćcie uwagę (widać to na Kole Daru Świata, boskim kręgu), że słowiański rok zaczyna się od Miesiąca Przeznaczenia – Świcienia (wyrównawczego, zwanego też Przedmarczykiem) i podąża poprzez miesiące Żywiołu Boru i Wody (będące także pod działaniem Plątów – Władców Kosza-Przypadku: „przypadkowego”, „nieprzeznaczonego” losu) do Miesiąca Żywiołu Uczuć (Kosza Kochania) – do Przesilenia Letniego. Jest to szczytowy moment rozkwitu  sił witalnych, żywotnych na północnej półkuli Ziemi.

Właśnie między 20 a 26 czerwca jest czas w Przyrodzie najbardziej sprzyjający sporowi-zarodkowi,  zawieraniu związków, płodzeniu i sporzeniu. Na łąkach trwa orgia zapylania kwiatów przez owady, na drzewach pęcznieją owoce, orzechy wypełniają się miąższem, tężeją ziarna w kłosach. Soczysta trawa pełna ziół stanowi najwartościowsze pożywienie dla zwierzyny. Pastwiska i lasy roją się od motyli i pszczół, bór tętni pełnią życia. To także czas najlepszy dla ludzi czynu – podjęte w tym czasie przedsięwzięcia kończą się zwykle niesłychanym powodzeniem.

Jednocześnie od tego dnia będącego Świętem Wody i Ognia (także Ognia Namiętności i Miłości), Światła Niebieskiego i Wiatru, plennych Zarodków i Matki Ziemi rozpoczyna się powolny upadek owych witalnych sił, ich uspokojenie, przejście w stan dojrzewania i dojrzałości, aż do całkowitej Źrałości w kolejne wielkie święto – Święto Dziewiątego Miesiąca – Święto Zrównania (Dnia i Nocy, Sił Stwórczych i Zachowawczych – Sił Postępu i Uwiądu) – w Święto Plonów, Święto Jesieni, w Dożynki.

Święto Kresu obchodzi się jak widać w nierozerwalnym związku z obrzędowym kalendarzem dorocznym, kalendarzem który wynika z obserwacji nieba i gwiazd oraz z wiedzy astronomicznej ludu i jest powiązany z kalendarzem uprawy ziemi i hodowli. Święto to obchodzono dawniej w Pełnię Księżyca, która pokrywała się ze Słoneczną Kulminacją, czyli w Pełnię najbliższą Najdłuższego Dnia  roku.  

Jest to Wielkie Szczególne Święto – Święto Wielkiego Powodzenia i Niewyobrażalnego Sporu, Święto Trzech Koszów, Święto Roda i Przyrody, Święto Ognia i Wody, Święto Matki Ziemi i Matki Borów, Święto Wieńca – Święto Światła Świata, Święto Swątlnicy-Jimieli-Swątbody-Samobyty-Strzęśli.

Jest to nie tylko święto ognia i wody, ale także wiatru i powietrza, słońca i księżyca, urodzaju, płodności, radości i miłości. Żeby w pełni zgłębić tajemnicę tego święta musimy sobie uświadomić pełny sens zawarty w jego licznych mianach, nazwaniach i określeniach, ale także musimy mieć świadomość doniosłości owej daty w jakiej się ono odbywa i jego związków z tajami, symbolami magicznymi, znakami i czertami (cyframi czarownymi). Wszystkie wymienione dotychczas powyżej nazwania tego święta są uprawnione, ponieważ każde z nich odzwierciedla pewien etap obchodów i rodzaj obrzędu.

Dawniej przygotowania i różne małe obrzędy związane z tym świętem rozpoczynały się 20 dnia szóstego miesiąca roku, czyli w Polsce 20 czerwca (ten miesiąc ma w krajach słowiańskich różne nazwy). Trwały zaś do dnia 26 czerwca, a kulminację miały w Noc Świętorujańską 22 czerwca, Noc Pąpu Rudzi  23 czerwca, i następnego Dnia Wianowania  – 24 czerwca.  Zwróćmy uwagę na 6 miesiąc i kulminację święta w dniu 24=6. Czerta 6 wiąże się z Wodą i Narodzinami z Wód, jest symbolem Życia, i reprezentuje bogów narodzin – RODÓW, którym królują Rod – Pan Ludzkiego Plemienia (Pan Na-Rodu) i Przyroda – Pani Przy Rodzie Stojąca – Pani Siedliska, czyli Przyrody. Czerta 2 jest (20 = 2, to początek obchodów) symbolem Wielkiego Działu – Działu Działów (bogowie działu to Czarnogłów i Białoboga) , który tnie cały wszechświat wzdłuż pierwiastka męskiego i żeńskiego, wzdłuż osi Jaskrawości i Łagodonosci, wzdłuż osi Ostrości i Obłości, wzdłuż osi Jasności i Ciemności – pierwiastka in i yang . Czerta 8 (26=8) wyznaczająca zakończenie święta jest nie tylko symbolem Bogów Ognia, ale też symbolem Bogów Wiatru i Powietrza, którzy są Nosicielami Ducha i Duszy, nosicielami boskiego istu, istoty ożywionego bytu, boskiego płynu-pyłu, nośnika świadomości, samobudu, nussonu (ródzi, niesionu).

Dla strojonych w tych dniach olbrzymich kwietnych wieńców i małych indywidualnych ziołowych wianków, szkielet stanowić mogło tylko koło (lub wogół/wokół – wypukła półkula) wzmocnione rusztowaniem z czterech, sześciu albo ośmiu szprych.

Zacznijmy od podstawowego symbolu Wiary przyrodzonej jakim jest Równoramienny Krzyż zamknięty w Kole (Koło Czteroszprychowe). Jest to nie tylko jeden z symboli najwyższego Boga – Boga Bogów – Światła Świata (Świętowita), ale także symbol Bogów Stron i Pór czyli Kirów – Władców Czterech Kierunków Świata. Ich dawne miana to Jaryła-Jarowit (Wiosna), Gaja-Rujewit (Lato), Yasza-Jastrób/Jasień (Jesień) i Kolada-Kostrub (Zima). Wiążą się z tymi bogami cztery zwierzęce symbole i jednocześnie cztery podstawowe znaki Zodiaku oraz Cztery Największe Tany, święta obchodzone właśnie w okresach Przesileń i Równonocy. Te znaki zodiakalne to Byk (Krowa), Smok (Lew), Skarabeusz/Wedrik (Skorpion) i Orzeł/Łabędź (Wodnik). Zwierzęta symboliczne występujące w związku z tymi znakami to także oprócz lwa – kot, dzik, wąż albo smok, oprócz byka – krowa, oprócz skorpiona – skarabeusz, biedronka/wedrik, karakon, a wodnik to inaczej wodny ptak – kaczka, łabędź, żuraw, bocian, albo orzeł. W okultyzmie, a także przez różne ezoteryczne systemy religijne są owe znaki zodiaku nazywane Filarami Ziemi. Kwadratura tych czterech Filarów Ziemi jest od starożytności wyznacznikiem porządku astronomicznego wszechświata i porządku wszelkich systemów kalendarzowych. Systemy świętych miejsc (wzgórz, gór, gajów, jaskiń), a następnie budowane na tych świętych miejscach świątynie, wyznaczano w taki sposób, aby słońce w danym znaku zodiaku na niebie pokazywało się, o świcie w dniu przesilenia/równonocy, dokładnie „na ołtarzu” świątyni lub na środku wierzchołka świętego wzgórza. W ten sposób łączyło ono ten ośrodek pierwszym wschodzącym promieniem światła z najważniejszą gwiazdą zodiakalnego gwiazdozbioru tego momentu czasu. Cztery ramiona krzyża wyznaczają zatem cztery przesilenia i miejsca wschodu słońca w zodiaku w dniach tych przesileń.  

 

Jerzy  przybyl słońce jeleńJerzy Przybył – Zachód Słońca

Trzeba od razu zaznaczyć, że przesilenia są jednocześnie naturalnymi momentami dla dokonania różnego rodzaju inicjacji w ludzkich grupach, w społeczności. Inicjacje wiążą się z osiąganiem przez młode pokolenie dojrzałości do podjęcia różnorodnych „dorosłych” funkcji w plemieniu. I tak z wiosną wiązały się na przykład postrzyżyny u chłopców, czyli osiągana przez nich dorosłość do pełnienia prac gospodarczych. Tak zwana palma wielkanocna jest pokazem sprawności młodych parobków do wyrąbania naprawdę wysokiego drzewa i dźwignięcia oraz obniesienia go dookoła wsi w pochodzie Zaklinania Okręgu (pagu, pągu – skąd słowo poganin), odstraszającym Moce Ciemności przy pomocy demonstracji siły huby-muzyki, hałasu dzwonków i bębnów oraz strzelania z bata i specjalnych tanów wykonywanych w drodze. Dla dziewcząt był to czas malowania jajek, ale także zdobienia kwiatami i ziołami owych „palm”, czyli wiech, symbolizujących „drzewo świata”, „drzewo życia”. One również musiały udowodnić, że znają symbolikę i mity oraz potrafią wykonać właściwe czynności, aby wyrazić w praktyce te święte symbole.

SW pisanki huculskie comenius-43

Jajo: pisanka, kraszanka

Trzeba tu dodać kilka zdań na temat kraszenia jajek i pisania rytów na nich. Otóż w dawnej obrzędowości Słowian jajo było jednym z najważniejszych symboli – Jajo Świata to początek wszelkiego Istnienia, to Pienna Pleń, Kłoda-Płoda, Zarodek Drzewa Świata, Samobud (Samobyt) forma z której narodził się Świat i Światło, z której poczęto życie. Dlatego jajo było świętym obiektem wszystkich czterech  Największych Tanów. W powszechnej świadomości Polaków przetrwały dwa rodzaje świętych jaj: pisanki i kraszanki. Dzisiaj obydwa te rodzaje świętych jaj są związane wyłącznie w obrzędami Wielkiej Nocy Nowego Słowiańskiego Godu-Roku. Jednakże dawniej występowały cztery rodzaje świętego jaja. Pisanki związane z wiosną są zapisem mitu, popisem wiedzy dziewcząt na temat rytów i wzorów zawartych na Materii Świata, Baji, i na ścianach Owalu, tweru-zamyku Swąta – który ma kształt Jaja Świata. Pisanki były jednobarwne i ryte w skomplikowane wzory związane barwą i kształtem rytu z poszczególnymi bóstwami, tynami (domami) bogów, z poszczególnymi energiami kosmicznymi. Stanowiły ich symbole. Kraszanka natomiast jest to jajo związane z obchodami Święta Kresu-Kraszu, z Bogami Miłości takimi jak Dziewanna-Krasa, Dziwień-Kupała-Kraszeń (Krzeszeń, Kryszna), Krasna Pani – Krasatina, i Zielona Pani – Dziewona-Ziewuna-Dzieldzielija-Niekrasa (Okrasa, Dzidzilela). Jajka te są malowane w kwietne symbole, są barwne, pyszne kolorystycznie, piękne – czyli krasne. Noszą one na sobie kwietne symbole poszczególnych bóstw. Obrzędy jesienne związane były z jajami  naturalnymi, jako częścią plonu, nie gotowanymi lecz surowymi, co najwyżej barwionymi kolorem boskim „na zimno”, bez żadnych rytów i wzorów. Natomiast w obrzędach zimowych jajo występowało w takiej formie jak to ma miejsce podczas Tanu Święta Przodków czyli Święta Zmarłych, lub uroczystości pogrzebowych  – tryzny, bdyny i stypy, kiedy na grobach odbywa się ucztę poświęconą przodkom (zmarłemu), podczas której spożywana jest jajecznica – jajko rozbełtane, ugotowane, usmażone, czyli „zdeformowane” (symbolicznie uśmiercone). Jajka zimowe to także wydmuszki – czyli jajo puste, które ubierało się w strój i zdobiło w „strojach” (ozdobach zewnętrznych) do powieszenia pod sufitem na Świetliku (Stroiku, Świacie) lub na choince. 

Kres – Święto wszystkich bogów, Święto Wierchy (Drzewa Świata- Sągu Bytu, Samobytu-Sąbudki, Kłody-Płody, Pala Swąta), inicjacji, odrodzenia światła i pamięci zmarłych

Nie inaczej niż w pozostałe Święta Największych Tanów było i w Święto Kresu. Te Cztery Największe Tany są bowiem świętami wszechstronnymi, świętami obejmującymi wszystkie boskie tyny (domy, rodzaje energii kosmicznych panujących nad Ziemią, wszystkim co żywe i nad człowiekiem), cały kompletny poczet Bogów, boski krąg. Są to więc zawsze także święta poświęcone pamięci Przodków a więc zawierają one w sobie Małe Tany – Tany Pamięci Przodków.

W Święto Kresu mamy także oprócz uroczystości związanej z astronomicznym przesileniem obrzędy inicjujące młodych do roli rodziców, zdolnych założyć rodzinę – to następny stopień po etapie postrzyżyn i dojrzałości do czynności gospodarskich – etap dojrzałości płciowej, dojrzałości do wydania potomstwa i utworzenia nowej rodziny – stadła, Tany Przejścia (Dojrzałości). 

W Kres, w główny dzień uroczystości czyniono też Sobótkę – Sąg Bytu, czyli obrzędowe święte drzewo, zwykle  z jednej z okolicznych starych wierzb (lub wiśni). Drzewo to jako symbol Wierchy-Wierzchy (Wierzchby – Drzewa Świata, Wiszu, Wiechy, Sągbudy), przybierane było kwiatami i kolorowymi wstęgami (bajorkami) w barwach poszczególnych boskich tynów (domów).

Pamiętajmy, że każde z przesileń czyli każdy z czterech Największych Tanów jest związany z Wielką Bitwą Niebieską lub Dzikimi Łowami Niebieskimi, czyli walką Sił Ciemności i Jasności, jest związany z walką Nocy i Dnia, z Odrodzeniem Światła Świata, z przesileniami położenia Słońca względem północnej półkuli Ziemi. Ten cykl odzwierciedlony jest niejako w Zodiaku czyli Pogańskim Krzyżu, ale też zawarty jest w micie i zwierzęcej symbolice, która wyrażona jest obrzędowo w orszaku odświętnym wiodącym pochód po zamkniętym Świętym , Czarownym Kole, Okręgu, Pągu – wokół danej wsi czy ośrodka grodowego. Dni owych świąt związane są z odbywającym się na niebie spektaklem przesilenia lub równoważenia Światła i Ciemności, występują w nich więc symboliczne postacie w orszakach związane z tym podaniem, ale też roślinne i zwierzęce symbole światła – takie jak Kwiat Paproci (Nowalia, Nowalis, Perunika, Kołowrót Perunowy), Świetlik – Świecący Owad (Wedrik), Iskra-Samobudka (a więc Krzesany Ogień, nowy ogień, jarzęcy), Żar (ogień gasnący, zadeptywany w korowodzie, stary ogień), Biała Krowa, Czarny Byk, Biały i Czarny Orzeł (Łabędź, Bocian), czy wreszcie Główka/Pała Kupały-Kraszenia odcięta przez Marę-Marzannę, ale odradzająca się w liściu kapusty czy łopucha i przyrastająca na powrót do boskiego ciała (symbol żądzy i żaru miłosnego). Odradzające się w Noc Kresu Ciemne Światło – Czarna Iskra – Biedronka-Swoboda-Samobytka, jest ścigane przez Zagony Władców Światła z Królującą Białą Świetlistą Krową na czele, toczona jest bitwa o unicestwienie odradzającego się Ciemnego Światła Nocy, symbolizowanego dalej w ciągu roku obrzędowego, przez Księżyc.

kira-kwiat-ppaproci-duzy-2Kwiat paproci – Kira Białczyńska

Letnie Baby   

Letnie Baby to Tan 13 Mniejszy, czyli typowe Święto Pamięci Przodków identyczne jak Dziady, z tym samym  rytuałem i symboliką. Stanowi ono obowiązkowy wstęp do pozostałych uroczystości. Odróżniano je jedynie nazwą związaną z pierwiastkiem żeńskim w obchodzie Równonocy Wiosennej i Letniego Przesilenia. Trzeba powiedzieć, że dawniej Słowianie czcili pamięć przodków pod dwoma nazwami: Dziadów i Bab. Święto Dziadów obchodzono w terminach związanych z męskim pierwiastkiem (czarnogłowskim) w przesilenie jesienne (Jasność, Jessa, Jasień) i zimowe (Ostrość, Kostroma), natomiast Święto Bab wiązano z ródczymi i wzrostowymi kobiecymi mocami (wiosna, lato).

Należy w sposób zdecydowany rozróżnić wszelkie rytuały i obrzędy związane z wywoływaniem duchów przodków, które mają przebieg podobny do opisanego przez Adama Mickiewicza w „Dziadach”, od zwykłych obrzędów pamięci przodków czczonych wizytą na smętarzach, żalnikach, gdzie pochowani są bliscy, czczonych jadłem, strawą czyli jajecznicą i wypiekami (chlebkiem, drabinami, zwierzyną skrzystą pieczoną) oraz napitkiem. Obrzęd ten odbywa się z pieśnią i tańcem wokół mogił, czy kopców grzebalnych, tzw. lelaniem. „Ileli, Leli, Ilelaj, Lelij…” to fraza żałobna łączona z pieśnią ładu życia i śmierci „Łado, Łado!…” towarzyszącą Stadu, czyli Sobótce-Kresowi.

hunza nn1chleb

Wypieki świąteczne, strawa, żertwa – chlebki świętorujańskie i rosoły

Każdemu wielkiemu świętu towarzyszą specjalne świąteczne potrawy ofiarne, żertwy i strawa – związane właśnie z nim. Żertwa to ofiara, część strawy. Strawa to świąteczny posiłek składający się ze specjalnych potraw – świętego chleba (wypieku z ciasta) i obiadu – obiaty. Typowym wypiekiem związanym ze świętem Kresu poza tzw. kładkami i drabinami (dla Bab i Dziadów, po których dusza schodzi przez otwór w szklanej, Welskiej Górze do Komory Sowiego w Zaświaty i Nawie), są chlebki świetorujańskie. Przetrwały one do naszych czasów wyłącznie jako nazwa „chleb świętojański” oraz jako produkt – pączki różane (pągi róży) z marmoladą różaną, utartą z płatków leśnych i polnych krzewów róż. Co dziwne pączki-pągi zostały zupełnie oderwane terminowo od obrzędów Świętoruji i związane z końcem karnawału czyli obrzędami Orszaku Zimowego (Zapustnego) i obrzędem Dziadów Zimowych.

Przy świętach pieczono też małe ciasteczka w kształcie skrzydlatych zwierząt welańskich; skrzydlatych-skrzystych jeleni, krów, wilków, żuków, ptaków.

Inną potrawą ofiarną związaną ze świętem Kresu było typowe danie obiatowe, obiad: rosół z koguta, skrzystego ptaka, ogniowego ptaka, ptaka-stróża kładu-skarbu, ptaka świtu, ptaka-gadaka. Rosół był potrawą ofiarną do tego stopnia ważną, że w miarę jak rosło bogactwo Polaków stał się on typowo świąteczną, niedzielną zupą, nie związaną już z konkretnym świętem. Rosół do dzisiaj spożywa się po wsiach polskich dokładnie w samo południe w dniu świętym. Dawniej była to żertwa i obrzędowa potrawa na Kres-Sołu – Roz-Sół, zupa, której część oddawano bogom w postaci żertwy – ofiary i przy okazji składano najróżniejsze obietnice – obiaty, w zamian za które, bóstwa dawały składającemu powodzenie. Potrawy obrzędowe tego święta były szczególnie tłuste, obfite, a przepijano je miodem pitnym, piwem, pienką lub wodą ognistą (gorzałką).

Zupełnie specjalnym pokarmem i ofiarą były też dzbany pełne leśnych owoców związanych z tym okresem: jagód (borówek), poziomek i malin. Ofiara z leśnych owoców znajduje odbicie w znanym i dzisiaj powiedzeniu: „Na Święty Jan jagód pełen dzban”.    

znak kwiat paproci

3 x 9, czyli 27 ziół, 27 rodzajów kwiatów i 27 kraszanek Brusu

Świętowanie KRAsu-Kresu rozpoczyna się od zbiorów ziół i kwiatów. Wpierw zbierane są od I kwadry do Pełni Księżyca zioła, które następnie suszy się w odpowiednich warunkach pod owinem – miejscem ogniska służącym w ogrodach dawnych Słowian do modłów, ale i suszenia ziół i wędzenia owoców i mięs, a także do odprawiania domowych obrzędów związanych z ogniskiem i do warzenia ofiarnych potraw – żertw. Miejsce to w najdawniejszych plemiennych czasach umieszczone było obok źródła wody i stanowiło źródło wiecznego, nigdy nie gasnącego ognia (żaru, waru) – domowe ognisko.

W powierzchownych opisach świąt Kresu wymienia się różne zestawy ziół, ale prawie nigdy nie znajdziecie ich w jednym miejscu wszystkich. Podaje się również zestawy kwiatów, ale nigdy wszystkie razem. Jest tych ziół bowiem 27 rodzajów, a także tyle samo rodzajów kwiatów, które reprezentują kosmiczne siły, jako że tyle jest boskich tynów (domów), a wszystkie one muszą być w obrzędzie reprezentowane. 27 dni miał w swojej najstarszej formie także obrzędowy miesiąc księżycowy (+ 3 święta – niedziele). Ponieważ tynów (domów boskich, rodzajów kosmicznej energii) jest 27 to i ziół i kwiatów i rodzajów kraszanek zdobionych kwietnymi i zielnymi symbolami owych domów boskich musiało być 27 (czerta 27=9).

W samych wieńcach występuje już jednak tylko 12 ziół, które są symbolami życia objętego opieką i oddziaływaniem Mocy. Symbolizują one 12 Bogów Mocy, a zarazem 12 miesięcy roku. Występuje też  czasami ziele trzynaste, świcieniowe, swątlnicowe, którego dodaje się tylko jedno pasemko do całości wieńca. W wieńcach występuje też tylko 12 rodzajów kwiatów – odpowiadających wyłącznie mocom a nie całemu pocztowi bogów (kręgowi welańskiemu).

Brus – osełka jest opisany w jednym z ważnych podań (Taja 22), jako symbol czasu-roku, podzielony na 12 części – Gniazd, wypełnionych przez 27 Jajec każde (27 zwykłych dni miesiąca księżycowego; trzy x dziewięć – oraz trzy niedziele, dnie bez działania – nie dziełane 12 x3 = 36), albo na 52 jaja o 7 żółtkach każde). Jest to symboliczny słowiański przekaz najstarszego kalendarza księżycowego znanego na świecie, widoczny także na tzw. Dysku z Nebry (Niebórza nad Onestrudą), który pochodzi z około 2000 roku p.n.e.. Zauważmy znów symbolikę 27 = 9 (324=9) oraz 36 = 9. To cały rok słowiański bez miesiąca wyrównawczego świnienia, który ma 6 dni. 9+9+6=24=6. 6 – czerta życia, poczęcia, źródła, doliny, 9 – czerta śmierci, końca, wierzchołka, szczytu.

27 rodzajów kraszanek to symbole wszystkich boskich tynów (domów), ale także symbole wszystkich dni będących w miesiącu pod opieką bogunów i boginek służących owym bogom. Wykonywano je w co najmniej trzech zestawach – trzy kosze. Jeden z nich zakopywano w ziemi jako jaja surowe (przechowywano je i zjadano w odpowiednim czasie), zwyczaj ten zachował się w Chinach jako „kiszenie” jaj. Drugi zestaw przeznaczano na wróżby obrzędowe i dekoracje, a trzeci przeznaczano do wspólnego zjedzenia, obdzielenia się wzajemnie częściami Jaja-Szczęścia, Jaja-Zarodka Życia, Jaja Symbolu Odrodzenia, Jaja Płodności i Sporzenia (mnożności i rozrodczości).

Ivan-Kupala-Night

Krzesanie – Palenie Ogni

Uroczystości Święta Kresu rozpoczynały się od zgaszenia przy pomocy żywej wody źródlanej wszystkich ogni domowych w obrębie świętującej wspólnoty. Świeży jarzęcy ogień krzesano zawsze tradycyjnymi metodami przy użyciu świdra ogniowego (czyli wierceniem świdrem drewnianym w drewnie). Według zachowanych opisów, w formie najbardziej archaicznej, dokonywano tego wbijając w ziemię brzozowy (dębowy) Koł-Oś (symbol pnia, osi Świata, kłody Świata, Drzewa Drzew, falliczny symbol Pala Kupały), na który nakładano poziomo ośmioszprychowe koło z jesionu (lub lipy – żeński symbol Bogini Ognia –Swary, lub Bogini Światła Niebieskiego – Dażbogi-Dany). Kręcono owym kołem tak długo aż się nie zapaliło. Następnie toczono płonące koło od ogniska do ogniska. Tu podpalano koszyczki z mchu i huby, a następnie rozdmuchiwano ogień i zajmowano nim złożone w ogniskach wieńce z 27 ziół (ususzonych wcześniej przy owinie). Wiechcie roznoszono po okolicy i podkładano pod ogniska, które były wspólne dla całych wiosek i siół. Palenie ognia odbywało się na wzgórzach, w odkrytych miejscach, tak że poszczególne zadrugi, wsie i plemiona widziały nocą nawzajem owe ognie na sąsiednich wzgórzach, dzięki czemu miały poczucie wspólnoty życia pośród ciemności bitewnej nocy. Ze świętych wzgórz i kopców toczono też w tych dniach podpalone ogniste bele siana. Ze specjalnych proc wystrzeliwano w niebo ogniste race (dzisiaj ognie sztuczne). Między płonącymi belami siana prowadzono bydło, aby także oczyściło się w tym jarzęcym ogniu i wonnych dymach.

Czordana Czarna KrolowaCzarodana  – Jerzy Przybył

Dzikie Łowy Niebieskie – Czarkan-Kraczun

Na niebie rozgrywała się w tym czasie wielka bitwa zwana Dzikimi Łowami, czyli polowanie Sił Jasności na Odradzające się Ciemne Światło – Światło Nocy. Siły Ciemności nie pozwalały się pokonać, Ciemne Światło było w tych łowach niezmiennie ocalane, mimo wielkiej przewagi Jasnych Bogów dowodzonych przez Białą Świetlistą, Skrzydlatą Krowę. CZARKAN – Dzikie Łowy Niebiańskie na Bodre Światło (odradzające się Światło Świata), odbywał się także w grudniu, lecz na zasadzie odwrotnej, polowania na odradzające się Światło Dnia.  Nazywano go w zimie KRACZUNEM (K-RA-Czyn, K-rak-Czyn, Ka-RA-Czyn, Czar-Czyn, CzarCzyst, Czary Czas i Czarów Czas, CZARKAN, CZARKON, Czar-iskon). W zimie, łowy rozpoczynały się po Krojach, czyli trzydniowym Staniu Słońca. Słońcestanie to okres, gdy dnia nie ubywa ani nie przybywa, a Światło Bodre się rodzi.

Od następnego ranka po Dzikich Łowach  Siły Ciemności umacniały się nieustannie, a Księżyc – Światło Nocy nadal przybywał i zmierzał do Pełni przypadającej na ostatni dzień święta. Dzień stawał się też od tej bitwy niebieskiej coraz krótszy, a noc coraz dłuższa. W Dzikich Łowach Niebieskich biorą udział wszyscy bogowie, chociaż nie wszyscy z nich mają w nich jednakowo ważną rolę do spełnienia. Bierze w nich udział także skrzysta zwierzyna welańska (wszelkie mityczne stwory), stworze (bogunki i bogunowie – duchy pomocnicze Żywiołów i Mocy) oraz wszystkie zdusze (demony – wywleczone przez siły ciemności z różnych zakątków Ziemi i z Zaświatów). Charakterystyczny jest niewielki udział Swaroga – Pana Ognia Niebieskiego i Swarożyca – Pana Słońca, w tych starciach. To zachowanie Swaroga i Swarożyca podkreśla, że nie słońce jest centralnym elementem łowów i bitew, lecz Światło Świata – Iskra Boga Bogów – Samobudka-Swątboda (Sobótka). 

witold-chomicz noc kupalnaWitold Chomicz – Wianki

Ogień i Woda – Odrodzenie w 12 Mocach i 12 Miesiącach

Ognie palono blisko wody, rzeki, strumienia, źródła świętego. Ognisko układano z dwunastu pni symbolizujących 12 Mocy Panujących nad Wszystkim co Żywe i jednocześnie 12 miesięcy (12+ 1 Braci Miesięcy, z których Świcień był Miesiącem Zagubionym). Początkowo były to pnie dwunastu gatunków drzew, odpowiedników symbolicznych Bogów Mocy. Z czasem pozostało po prostu tylko 12 dużych pni drzewa. Ogień krzesano też z Krzemienia-Krzeszenia. Krzemień był uznawany za Syna Pana Ziemi – Sima-Skały Żelaznej – Żelaznego Pana (Żelezni Czar-Car).  Ognie palono przez wszystkie sześć dni i nocy. Pod koniec każdego obrzędu, każdej nocy, wykonywano innego rodzaju czynności związane z ogniem. Pierwszego dnia palenia spalano zebrane zioła w części poświęconej bogom. Resztą ziół obwiązywano drzewa, zawieszano wieńce na gałęziach, wykonywano Przepiórki z pęków kłosów opasywanych ziołami w rogach pól obsianych zbożem, utykano zioła po wszystkich kątach domostwa i gospodarstwa. Podawano zioła do zjedzenia zwierzynie hodowlanej, zawieszano je na rogach bydła i kóz, wykładano kurom i ptactwu domowemu jako gniazda i karmę. Zachowywano też pęki i wieńce ziołowe, jako lekarstwo (ochronę) w domowym sąsieku (komorze) na potrzeby własne. W kolejnym dniu palenia ognisk podejmowano smolne szczapy i roznoszono je do domów rozpalając od tego świętego ognia nowy ogień domowy (owin). Następnie obnoszono płonące szczapy ze śpiewem po polach. Dalej udawano się z pochodniami na poszukiwanie Kwiatu Paproci i Pałki-Kupałki (Srebrzystej Głowy Boga Żywota i Żądzy – Krasnego Pana, Kupały). Kolejnego dnia ruszano w orszaku dzwoniąc, bębniąc i strzelając z batów. Barwny pochód zataczał koło wokół sioła niosąc ogień. Na koniec dni świętych zabierano pochodnie nad wodę, gdzie dokonywano przy ich blasku Wianowania Par, które znalazły Kwiat Szczęścia poprzedzającej wianowanie Nocy Świetorujańskiej. Krzczono ogień w wodzie a także zaślubiano pary przez zanurzenie się i obmycie. Kolejnej nocy świątecznej brano wreszcie żagwie i rzucano je płonące na wodę razem z wiankami, czyniąc tym sposobem zaślubiny Wody Żywota z Ogniem Ducha (pierwiastka żeńskiego  z męskim).   Kąpano się i wchodzono do wody, oraz rzucano wieńce na wodę po dniu 24 czerwca, ponieważ do tego dnia „wody kwitły”, czyli Bogini Wód była brzemienna.

ivankupalanight

Tan- taniec obrzędowy Wrzino Koło (Koło Waru, Wrzące Koło, Biały Tan – czyli Wielki Tan)

Bitwy niebieskie, łowy i zapasy znajdują odbicie w obrzędowych tańcach zwanych Wrzącym Kołem. W kole tańczą wszyscy członkowie społeczności, mężczyźni, kobiety, dzieci  i starcy, naśladując łowy niebieskie, walkę, podchody i zaloty. Wrzino Koło – wrzący krąg, to także taniec na żarze starego ogniska. Krzesanie nowego ognia i roznoszenie pochodni ognia po domostwach we wsi oraz rozpalanie od nich nowego ognia domowego, odświeżonego, jarzącego, młodego nazywano Warem („warzeniem ognia”).

Taniec obrzędowy Wrzące Koło to także taniec inicjacyjny prowadzony dawniej przez wiedźmy (wiedzące), mokoszki i kapłanki strażniczki ognia i prawa (ładu) lednie baby (Ładne Baby, Siuda Baby, Siud-Ognie Baby, Siudogbaby) i przez kowali oraz lekarów-łąkarzy, przez swarowinów i czarodziejów, kapłanów ognia i ziół, sługów Swaroga, Pana Ognia Niebieskiego i Swary  – Pani Żaru, oraz sługów Kraszu – Władców Kosza Kochania – Miłości, Kwiatów, Ziół i Żądzy, a także Panów Ładu i Układności Świata (Wojny i Pokoju, Bitwy i Spokoju) – Ładów. W tym tańcu siedzące w krąg młode dziewczęta inicjowane były przez porwanie w Tan przez młodzieńców i  naznaczane w owym ekstatycznym tanie do dorosłości, poprzez klapsa w pośladek, uderzenie rozcapierzoną dłonią czarownika zanurzoną w sadzy i popiele. We Wrzącym Kole, w Białym Tanie uczestniczą nie tylko żywi ludzie, ale także dziadowie (dusze przodków), niewidzialne boginki Rusałki, Wodnice, Leśnice, Dyjbołty, Świetliki oraz Zdusze (demony).  Opisy Tanu Wrzącego Koła zachowały się z południa i wschodu Słowiańszczyzny gdzie jeszcze w XIX i XX wieku praktykowane były wśród plemion Pomaków,  wspólnot Chłystów w Rosji oraz Bogomiłów i Katarów w Bułgariii i Serbii.  Ekstatyczny taniec w koło, pełen jest specjalnych figur, które symbolizują łowy, bitwę i udział w niej poszczególnych bogów. Ten rodzaj świętego tańca przechował się najpełniej wśród Hindusów, ale praktykowany jest do dzisiaj także przez harskich (charwackich, małopolskich) górali.

Tylko panna posiadająca czarną pieczęć (znak ognia) na ciele, była uznawana za dojrzałą i mogła uczestniczyć w pełni, w dalszych obrzędach, takich jak Świetliki, Poszukiwanie Kwiatu Paproci i Główki Kupały, a wreszcie Wianowanie i Puszczanie Wianków. Im więcej klapsów i czarnych śladów zebrała panna tym bardziej łakomym kąskiem się stawała jako ta upragniona, ta najkraśniejsza, najbardziej pożądana, będąca na wydaniu młoda kobieta. Chłopaków naznaczano podobnie. Siudogbaby łapały ich usmoloną ręką za przyrodzenie i uczerniały podbrzusze, klepały smolną dłonią w pośladek, smarowały sadzą twarz. Był to obrzęd odbywany przez cały czas w tańcu, ekstatyczny, pełen napięcia, pohukiwań, śmiechów i radości. W stan ekstazy wprowadzały dodatkowo wonne dymy odurzające unoszące się z ogniska, woda ognista, którą się raczono, miód pitny, piwo, pienka (napój konopny) i inne środki czarownicze. Taniec Wrzino Koło trwał aż do wypalenia się ogniska nad ranem kolejnego dnia.  W jego trakcie odbywały się skoki przez ogień na szczęście, w parach, przez inicjowane panny i młodzieńców, a także indywidualne skoki pokazujące sprawność. Ostatniego dnia święta tańce kończyły się „chodzeniem po ogniu” czyli zadeptywaniem „świętego żaru”. Święty żar się wypalał, falliczne kłody i patyki wrzucano do wody, która gasiła płomień (zaślubiny wody i ognia), cała społeczność wracała do życia codziennego.

Nazwę Biały Tan przechowali Celtowie, którzy święto ognia i wody obchodzą z 30 kwietnia na 1 maja pod nazwą Beltaine. Bel – Biały, Taine – Tajna, Tan. Jak wiadomo słowo biały jest równoważnikiem słowa wielki. Biały Tan (Tajn) oznacza też zwycięstwo „białych”, jasnych , Białobożych Mocy.

Według nas Biały Tan był jednak obrzędem Święta Zielonego, Kwietnego i wśród Słowian odbywany był jako Święto Drzew i Kwitnienia – Zielone Świątki lub rusałczy Tydzień, Rusalia(Święto Boru z pogonią za Przepiórką (Rusałką, motylem), symbolem Bogów Koszu-Losu, Przypadku, Plątów), pomiędzy 20 a 26 maja, albo związany był z obrzędami Święta Makowego – Mokoszym 20 – 26 kwietnia.

iv nnn nnn kupala9

Król i Królowa Lata – Igry i Stado (Stadło)

Łukasz Gołębiowski w oparciu o stare świadectwa pisze: „Zacznijmy od znanego już w zamierzchłych czasach „stada”, czyli stadnego zbierania się ludzi na swawole, które następowały po obrządkach kultowych ku czci „białego boga”: Słowianie w swym tańcu mieli zapewne coś uroczystego i religijnego, kiedy się zbierało „Boże stado”, kiedy z dziewiczej góry zstępowały młodociane, przyszłe mężów oblubienice, z miejsc swoich mołojcy hoże, zamężne niewiasty i żonaci, starce i dzieci, klaszcząc w ręce i wykrzykując Łado, Łado! wśród pląsów i śpiewów postępowali ku horodyszczom, gdzie się odbywały ofiary, obrządki i biesiady wspólne”.  Łado, Łado! Czyńmy Stado! Ci bogowie właśnie, Łado i Łada, są opiekunami małżeństwa i obrządku zaślubin, inicjatorami stadła.

Ogień rozpalał ludzi, ogień ich uświęcał, ogień prowadził do kolejnych dni żarliwego świętowania, do igrów.  To w trakcie Wrzącego Koła (Białego Tanu) zaczynały się Igry, czyli konkursy i wyścigi wyłaniające króla i królową lata. Igry przenosiły się na kolejne dni, kiedy to od rana przystępowano do różnych konkurencji. Wtedy właśnie dziewczęta plotły piękne wieńce rodzinne, zadrużne i osobiste, wykazując się całym kunsztem, wtedy krasiły kraszanki, popisując się znajomością tajników barwienia i malowania wzorów mitycznych. Chłopcy wspinali się na słupy, brali udział w wybijankach (rzucano przeciw sobie kamieniami imitującymi strzałki piorunowe), wyścigowano się na oklep konno lub brano udział w biegach, podnoszono ciężary (ziarno w worach, bele siana), rzucano kłody na odległość, rzucano race płonące w niebo, rzucano wianki na gałęzie drzew, zmagano się w zapasach i toczono kraszanki. W Słowiańszczyźnie podobnie jak w starożytnym Rzymie w ten dzień urządzano igrzyska i wyłaniano zwycięzców zawodów męskich i żeńskich.

W końcu cała społeczność wybierała najsprawniejszą i najkraśniejszą pannę jako Królową Lata, a ona wybierała sobie (lub otrzymywała zwycięzcę igrów) partnera na Króla Lata – najjurniejszego, najsilniejszego chłopaka we wsi, w plemieniu, w pagu – okręgu. W tej części obrzędów odbywało się nie tylko wybieranie króla i królowej lata, ale w ogóle następował wstępny dobór młodych w pary. Tak dobrane pary dawały gwarancję, że stworzą silne stadło, przyszłą rodzinę w domu ojców, a później także oddzielne zupełnie gospodarstwo. Tę część obrzędu nazywano więc Stadem – Stadłem – bo w tej części obrzędu tworzyły się spośród inicjowanych (czy będących w wieku rozrodczym samotnych) pary i stadła. Parę królewską nazywano różnie, ale symbolizowała ona Boga Kiru – dwugłowego i dwupłciowego, który rozpoczynał właśnie królowanie obejmując rządy nad porą lata. Często budowano też bałwana – postać owego boga, która z jednej strony była kobieca a z drugiej męska i była niesiona na czele orszaku w pochodzie. Para królewska zwana Gają i Gaikiem, Rują i Rujewitem, Mają i Maikiem, Letą i Latkiem  stawała na czele pochodu i niosła owego bałwana-palwana (który nosił takie samo imię), a często była prowadzona na białym wierzchowcu – zwierzęciu Światła Świata (Świętowita). Niekiedy budowano też gigantyczną postać boga kiru z wierzbowej łoziny – nazywano go Wierzbinem. Na koniec obrzędów także boskiego bałwana, oraz Wierzbina, podpalano i rzucano do wody. W prawidłowym rycie mitycznym w Kres palono nie Gaję-Gaika, lecz Jarunę-Jaryłę (wiklinowego Wierzbina uplecionego w Nowy Rok – w marcu) symbol odchodzącej wiosny. Gaję-Gaika wyplecionego w Kres przechowywano w kącinie, lub w świętym gaju, do jesieni, kiedy to on właśnie płonął w ognisku, a rządy obejmował  kolejny Kir-God – Bóg Pory Jesieni – Jasion-Jastrób. Postać boga odchodzącej pory roku stawała się zastępczą ofiarą, za króla i królową wybranych spośród ludzi. Archaiczną, pierwotną procedurę wyboru i zabicia świętego króla i królowej – władców Świętego Gaju opisuje doskonale w swojej książce „Złota Gałąź” James G. Frazer. 

 noc kupały poznań 2011

Świetliki – Swątlnice

Swątlnice to obrzęd, który całkowicie niemal zaniknął, a który był symbolicznym ukazaniem aktu Narodzin Świeżego Światła Świata – Bożej Iskry – Bedrika-Wedrika, Swątlnicy. Świetliki był to obrzęd polegający na chwytaniu owadów świetlików i zamykaniu ich w rodzaju lampionów, z którymi następnie udawano się na poszukiwanie Kwiatu Paproci (Pąpu Rudzi) lub Głowy/Pały Kupały (Srzebrzystej Pałki Kupałki). Budowano wtedy z rybich pęcherzy lampiony, w których zamykano świetliki. Z czasem używano też szklanych pojemników. Zamiast owadów używano też jako źródła światła odłamków świecącego suszu, próchna drzewnego, z wiekowych pni i dziupli. Ostatecznie używano też, jako źródeł światła przy owych poszukiwaniach, żywych smolnych szczap – niekiedy maczanych w powierzchniowych oczkach ropy, lub pochodni z ogniska. Dzisiaj używa się latarek.  

“Słowiańszczyzna a Wielka Zmiana” wykład i spotkanie autorskie z “Księgą Ruty” na Harmonii Kosmosu – 29 czerwiec 2013 Sulistrowice pod Ślężą

Posted in Mitologia Słowiańska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 19 Czerwiec 2013

 

Chcę was zawiadomić

i jednocześnie zaprosić wszystkich chętnych

Czordana Czarna Krolowa

Czarodana

 

na wykład “Słowiańszczyzna a Wielka Zmiana”,

oraz na spotkanie autorskie z “Księgą Ruty”

29 czerwca 2013 do Sulistrowic.

Swarozyc Pan Ognia komprSwarożyc

Spotkanie odbywa się we współpracy z Niezależną Telewizją, w ramach Harmonii Kosmosu.

swara zara kompr

Swara

Miejsce wydarzenia – Sulistrowice nad Zalewem.  Wykład na Harmonii Kosmosu o godzinie 12.00, potem przeniesiemy się w inne miejsce, na spotkanie autorskie. Będzie można nabyć “Księgę Ruty” i  pierwszy numer kwartalnika “Słowianić” oraz swobodnie porozmawiać. 

SSSSS s-1553

Planuję też Spotkanie autorskie i podpisywanie książek na Festiwalu Fantastyki KRAKON w Krakowie – 28 lipca.

Tagged with: , ,

Jan Twardowski vel Laurenty Dur (Lorenz Dhur 1473 – 1573) – alchemik i czarownik: Doctor Gentium, Vas Electionis – czyli „Nauczyciel pogan, naczynie wybrane” (Strażnik Wiary Słowian).

Posted in Mitologia Słowiańska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 18 Czerwiec 2013

lustro_twardowskiego_4Z Krakowa do Węgrowa (2) – na podstawie obrazu Wojciecha Gersona,

Zjawa Barbary Radziwiłłówny, rok1886, fresku Michała Anioła Palloniego Czyściec 

oraz fotografii lustra i bazyliki mniejszej w Węgrowie

 – miejsca ekspozycji tzw. lustra Twardowskiego. 

Najsławniejszy czarnoksiężnik Krakowa, Jan Twardowski (do tej pory trwają spory czy był postacią historyczną czy fikcyjną) pracował nad wynalezieniem kamienia filozoficznego, który umożliwiłby przemianę dowolnego metalu w złoto, odmładzał i leczył choroby. W zamian za spełnienie wszystkich życzeń, podpisał cyrograf z diabłem, któremu miał w Rzymie ofiarować duszę. Dzięki pomocy diabła, Twardowski między innymi miał usypać Pustynię Błędowską. Jak głosi legenda, na terenie dzisiejszych Skałek Twardowskiego (Zakrzówek) mistrz Twardowski prowadził szkołę magii i czarnoksięstwa. Pewnego dnia, w wyniku eksplozji laboratorium, powstały skałki, które otrzymały jego imię.
Chcąc jednak przechytrzyć diabła, starannie unikał wyprawy do Rzymu. Pewnego dnia jednak trafił do karczmy nie wiedząc, że „ta karczma Rzym się nazywa” i gdy diabeł przybył tam po jego duszę, Twardowski wskoczył na koguta i wzbił się w niebo. Podobno wciąż siedzi na Księżycu i tęskni za Krakowem a jego służący w postaci pająka raz na miesiąc odwiedza Kraków, by zebrać najświeższe ploteczki.

Twardowski w Focus (pokus?)

http://www.focus.pl/cywilizacja/zobacz/publikacje/czarodziejski-szlak-twardowskiego/nc/1/

Przybył z Niemiec i przekonał do siebie najpotężniejszych ludzi w Polsce. Najwięcej śladów pozostawił w Krakowie, magicznym miejscu na mapie ówczesnej Europy.

UROK ZWIERCIADŁA

[Węgrów, woj. mazowieckie]

Przyrząd do okultystycznych praktyk nad drzwiami zakrystii razi niektórych wierzących. Wystosowali swego czasu nawet list do biskupa, który jednak odpowiedział, że nie jemu decydować o losie zabytku. Poza tym napis na ramie zwierciadła pojednawczo głosi: „Luserat hoc speculo magicas Twardovius artes, lusus ad iste Dei verus in obseqium est” („Bawił się tym zwierciadłem Twardowski, wykonując magiczne sztuki, teraz narzędzie zabawy zostało przeznaczone na służbę Bogu”).

Jedną z takich „zabaw” czarnoksiężnika było ponoć wywołanie ducha Barbary Radziwiłłówny. Badacz tematu dr Roman Bugaj ubolewa, że lustro znajduje się w kościele – z tego powodu magicznego artefaktu do dziś dokładnie nie przebadano, bo trudno zrobić to w kościelnej zakrystii. Tymczasem już w 1885 r. podróżnik Benedykt Dybowski, prezentując magiczne zwierciadła japońskie, sugerował: „Zwierciadło Twardowskiego należy do luster tego samego rodzaju co japońskie i chociaż z innego może materiału, lecz zbudowane jest na tych samych zasadach. W swej płaszczyźnie ma misternie ukryty i dla oka zupełnie niewidoczny sztych wewnętrzny, doskonale zeszlifowany, nawet przez dotyk niewyczuwalny. Dopiero gdy promień światła pada na niewidoczne dla oka rysy sztychu pod określonym kątem, powoduje się rzutowanie obrazu oparte na ogólnych zasadach optyki”.

Na razie wiadomo, że metalowe zwierciadło ma 56 cm wysokości i 46,5 cm szerokości. Grubość jego płyty wynosi ok. 8 mm, a całość waży prawie 18 kg. Prawdopodobnie zostało wykonane w XVI w., a w 1706 r. miejscowi zakonnicy oprawili je w czarną drewnianą ramę. Na tafli zwierciadła widać rysę. W XIX wieku historyk Teodor Narbutt tak wyjaśnił jej pochodzenie: „uczniowie dawniej ciskali w zwierciadło ciężkimi rzeczami dlatego, że w nim ukazywały im się postacie wykrzywiające się w przeraźliwy sposób. Na ostatek, jeden cisnąwszy kluczami kościelnymi, roztrzaskał zwierciadło tak, że już odtąd ukazywać masek dziwacznych zaprzestało”. Przeglądanie się w tym lustrze miało być ryzykowne. Trudno zliczyć sławy, które się na to odważyły, a potem tej odwagi pożałowały, zobaczywszy  swoją  przyszłość  (choćby Napoleon!).

Na marginesie warto zauważyć, że nieopodal Węgrowa zakwitła „legenda” całkiem świeża i ewidentnie stworzona pod turystów. Otóż pałac w Patrykozach (lub coś, co wcześniej stało w jego miejscu) uchodzi za dawne laboratorium mistrza Twardowskiego, w którym usiłował zrealizować marzenie alchemików: miniaturowego sztucznego człowieka, zwanego homunkulusem. Sam pałac wybudowano w XIX wieku w stylu romantycznym. Dzisiaj najbardziej przypomina bajkowe budowle z filmów Disneya.

MAGICZNE MIASTO

[Kraków, woj. małopolskie]

Żołnierzowi, co grał zucha/ Wszystkich łaje i potrąca,/ Świsnął szablą koło ucha,/ Już z żołnierza masz zająca” – tak unieśmiertelnił magiczne umiejętności mistrza Twardowskiego Adam Mickiewicz w balladzie „Pani Twardowska”. Czy to tylko bajeczka? Nic podobnego. Zdaniem dr. Romana Bugaja, owianego legendami czarnoksięskiego mistrza Twardowskiego należy identyfikować z Niemcem Laurentiusem Dhurem, opłacanym na Zygmuntowskim dworze jako „Dor Schwab”. Jego nazwisko (Dor–Dhur–Duranovius–Durentius) można tłumaczyć na polski z niemieckiego i łaciny jako „Twardy” albo właśnie „Twardowski”. Wykształcony w  Wittenberdze  miał  być uczniem samego Fausta (1480–1540). Do Polski przybył w połowie XVI w., aby zainteresować swoimi usługami możnowładców (szczególnie Mniszchów) i króla (za panowania Zygmunta Augusta został nie tylko nadwornym magiem, ale i koniuszym litewskim). Wprawdzie po latach nadworny lekarz Zygmunta III Wazy Joachim Possel nazywa Twardowskiego tylko kuglarzem, a nie magiem, ale pośrednio potwierdza jego historyczność. O Twardowskim alias Dorze Schwabie wspominali też inni ludzie pióra i świadkowie z epoki (autor „Dworzanina polskiego” Łukasz Górnicki, poeta Jan Giza, dworzanie królewscy Jan Zieleński i Jakub Pęgowski). „Skoro Twardowski był postacią historyczną, to zachowały się też i dokumenty” – potwierdza w rozmowie z „Focusem” Maciej Miezian z Muzeum Historycznego Miasta Krakowa, historyk sztuki, autor przewodnika „Krakowskie Stare Miasto. Ścieżkami władców, artystów, alchemików”. To właśnie Kraków jest miejscem, gdzie przetrwało najwięcej historycznych pamiątek po mistrzu.

„Wiemy, że Twardowski był właścicielem kamienicy Pod św. Janem Kapistranem na Rynku u wylotu ul. Wiślnej” – informuje historyk. Kraków odgrywał wówczas rolę prawdziwej mekki czarnoksiężników. Jak informuje Roman Bugaj w książce „Nauki tajemne w dawnej Polsce” astrologia i po części alchemia stały się przedmiotem oficjalnych wykładów na Akademii Krakowskiej. „Pozostałe, tj. magia, nekromancja, kabalistyka, chiromancja, krystalomancja i katoptromancja, należały do dyscyplin tajemnych, uprawianych poza murami tej uczelni” – pisze Bugaj i dodaje, że „scholarom parającym się tymi dziedzinami magii często wytaczano procesy”. Najwyraźniej jednak nie zmniejszało to zainteresowania „owocem zakazanym”, Twardowski zaś doczekał się licznego grona adeptów. „Istnieje miejsce na Podgórzu, za kościołem św. Józefa, tradycyjnie nazywane »szkołą Twardowskiego«” – podaje Maciej Miezian.

Legendarna „szkoła” to kamieniołom w obecnym parku im. Wojciecha Bednarskiego. Może to tam – jak pisał w XVII w. historyk Christian Gottlieb Jöcher – „w podziemnej sali wykładowej koło Krakowa [biorąc pod uwagę ówczesne granice miasta – przyp. red.] prowadził swe tajemne wykłady nekromancji?”. Ponoć po tym, jak diabli wzięli mistrza, uczniowie czarnoksiężnika, szukając skarbów, dzięki czarodziejskim sztuczkom dostali się do wnętrza kamieniołomu. Jednak nie znaleźli tam nic poza magiczną księgą. A propos księgi: legenda może nawiązywać do skarbu Biblioteki Jagiellońskiej, który stanowi potężnych rozmiarów encyklopedia z XV w. zwana „Księgą Twardowskiego”. Plamę na str. 141 brano swego czasu za dotknięcie czarciej łapy. W istocie jednak księga jest dziełem Pawła Żydka z Pragi, zatytułowanym „Liber viginti artium”, zaś tajemnicza plama na pergaminie powstała zwyczajnie – jak przekonuje Bugaj – z rozlanego czarnego inkaustu.

Tak czy inaczej „szkoła Twardowskiego” na Podgórzu to nie jedyne miejsce w Krakowie kojarzone z badaniami i skarbami mistrza magii. „Są też Skałki Twardowskiego z Grotą Twardowskiego na Zakrzówku oraz Kopiec Krakusa, na którym miał prowadzić swoje badania” – wyjaśnia Miezian. Skałki powstały jakoby po nieudanym eksperymencie i wybuchu w laboratorium czarnoksiężnika! Dziś przyciągają częściej nie ezoteryków i poszukiwaczy skarbów, lecz wspinaczy.

Ostatecznie, po diabelnych perturbacjach, mistrz Twardowski wylądował na Księżycu, co skłania Macieja Mieziana do dodania jeszcze jednego niezwykłego adresu: „Oczywiście nie można zapomnieć o Krzysztoforach, gdzie znajduje się Muzeum Historyczne Miasta Krakowa, a gdzie codziennie opuszcza się na nitce z księżyca pająk, by przynieść Twardowskiemu najnowsze plotki z Rynku”…

DUCH RADZIWIŁŁÓWNY

[Warszawa, woj. mazowieckie]

Zygmunt August do tego stopnia nie mógł pogodzić się ze śmiercią Barbary Radziwiłłówny (1551 r.), że próbował sprowadzić ducha ukochanej z zaświatów. Kiedy doniesiono mu, że są na to sposoby, nie spoczął, dopóki nie przeprowadzono takiej próby, w nocy z 7 na 8 stycznia 1569 r. Kronikarz i lekarz Joachim Possel zasugerował w „Historia Poloniae” z 1624 r., że magicznej ceremonii dokonano na Wawelu. Jednak rękopis poety Jana Gizy wskazuje, że wywoływanie ducha odbyło się na Zamku Królewskim w Warszawie, wówczas dużo mniejszym, zbudowanym w stylu renesansowym i gotyckim (jakże pasującym do obcowania z upiorami). Historyczne śledztwo przeprowadzone przez Romana Bugaja („Nauki tajemne w dawnej Polsce”) wskazuje, że to raczej Giza ma rację. Wywoływanie ducha zmarłej wyglądało następująco: „Twardowski uprosił króla, by z krzesła, na którym siedzi, nie ruszył się, zachowując milczenie, gdyby inaczej postąpił, byłoby narażone na niebezpieczeństwo życie i dusza. Przy ukazaniu się (zjawy) było widać smutną, żałosną i jakby niesłychaną tragedię. Mało brakło, a króla nie można by zatrzymać i rzuciłby się na jej łono i zapragnąłby słodkich uścisków, gdyby Twardowski króla nie odciągnął i zatrzymał na krześle, aż mara zniknęła”.

Jak można się domyślać, króla należało odciągać, aby zbyt podniecony nie odkrył prawdy o „duchu”. Jak jednak dokonano mistyfikacji? „Niektórzy uważali, że seans odbył się przy współdziałaniu sił magicznych i że nekromanta Twardowski posiadał zdolności mediumiczne. Inni jeszcze usiłowali dowodzić, że Twardowski w czasie inwokacji użył latarni magicznej lub że posłużył się się specjalnym zwierciadłem, mającym właściwość rzutowania obrazów. Niektórzy wreszcie wyrazili pogląd, że czarnoksiężnik w czasie seansu wprowadził odpowiednio ucharakteryzowaną kobietę, mieszczkę warszawską Barbarę Giżankę, która następnie odegrała rolę »ducha« Barbary Radziwiłłówny” – podsumował swoje poszukiwania prawdy Bugaj.

Dlaczego w grę wchodził sobowtór? Ponieważ organizatorem seansu spirytystycznego nie był Twardowski, lecz skupiona wokół rodu Mniszchów klika dworska starająca się sterować królem. Prawdopodobnie dbali oni, aby łóżko króla nie pozostawało zimne. Kiedy erotyczna fascynacja króla Radziwiłłówną nie przemijała, sprowadzili mu przed oczy „ducha” – a do łóżka też Barbarę, tyle że Giżankę – podobną do zmarłej, która być może odegrała już swoją rolę w nocy z 7 na 8 stycznia 1569 roku…

Po co to wszystko? Otóż bracia Mikołaj i Jerzy Mniszchowie żerowali na królu, a po śmierci władcy w Knyszynie „zaopiekowali się” jego skarbcem. Kiedy powołano komisję sejmową do zbadania tej sprawy, mistrz Twardowski, świadek ich machinacji, miał za swoją „zakazaną” wiedzę zapłacić najwyższą cenę.

TA KARCZMA MYSTKI-RZYM SIĘ NAZYWA!

[Mystki-Rzym, woj. podlaskie, pow. wysokomazowiecki]

Popadłszy w kłopoty (śmierć króla, afera z Mniszchami), Twardowski postanowił dla własnego bezpieczeństwa uciec do Węgrowa. Niestety, po drodze zatrzymał się we wsi Mystki, w stojącej na skraju wioski karczmie „Rzym”. Tam zaś diabli go wzięli! („Ale zemsta, choć leniwa,/ Nagnała cię w nasze sieci;/Ta karczma Rzym się nazywa,/ Kładę areszt na waszeci!”). A mówiąc dokładnie: dopadli go tam zabójcy wysłani przez Mniszchów. Twardowski był w końcu niebezpiecznym świadkiem ich pasożytowania na królu Zygmuncie Auguście. Za taką wersją wydarzeń, potem przyobleczoną w metaforyczną opowieść o porwaniu podróżnego przez czarty, opowiada się dr Roman Bugaj, autor monografii o czarnoksiężniku. O to, gdzie mieścił się feralny „Rzym”, toczą Mystki spór z Krakowem. Tak czy owak, ślady po starej karczmie też diabli wzięli. Chociaż nie do końca: mieszkańcy wsi mówią, że tam gdzie stała, do dziś rośnie w polu kilkusetletni wiąz, a obok wciąż znajdowane są w ziemi cegły. Żeby dotrzeć do tego magicznego drzewa, trzeba jednak zasięgnąć języka już na miejscu…

cd w Focus

Lustro Twardowskiego

Tajemnica węgrowskiej bazyliki.
Autor: Rothar
Redakcja: 11186

Tajemnica

W zakrystii kościoła katolickiego w Węgrowie znajduje się zwierciadło. Przedmiot wokół którego narosło wiele legend i mitów. Legend o rzeczach niezwykłych, przekraczających progi ludzkiej percepcji.

Historia lustra

Wawrzyniec Durrus, znany szerzej pod nazwiskiem Twardowskiego – medyk, astrolog, intrygant, szarlatan i mag – urodził się w 1515 roku w Norymberdze. W drugiej połowie XVI wieku przybył na polski dwór królewski. Wplątał się w kilka intryg pałacowych, jednak jego gwiazda rozbłysła tylko na chwilę. Gdy w 1573 roku umarł ostatni z Jagiellonów, znikło również z kronik imię Twardowskiego. Zygmunt August – król polski – nieraz korzystał z usług czarnoksiężnika.

Zaloguj się aby wyłączyć tę reklamę
Pierwsze wzmianki o lustrze pochodzą z nocy z 7 na 8 stycznia 1569 roku. Władca wpadł w bezgraniczną rozpacz po śmierci swojej żony. Całymi dniami błąkał się po pałacu, ubierał się w ciemne szaty na znak żałoby po utraconej ukochanej. Magia zaś była jedynym sposobem, by choć raz jeszcze móc spotkać uwielbioną Barbarę Radziwiłłównę. Za namową braci Mniszchów, król posłał po słynnego już w tych czasach Twardowskiego. Ten zaś poprosił jedynie o kilka dni czasu na przygotowanie seansu. I stało się pewnej nocy, że duch został wywołany przy pomocy odpowiednich formuł i tajemniczego magicznego lustra. Czarnoksiężnik zastrzegł jednak, że Zygmunt nie może zbliżać się do zwierciadła bez względu na to, jakich wydarzeń będzie świadkiem. Jednak król złamał zakaz i zjawa rozpłynęła się tak nieoczekiwanie jak się pojawiła, gdy władca rzucił się w jej stronę.
Minęły cztery lata. Król zmarł. Wtedy też ujawnili się starzy wrogowie czarnoksiężnika. Twardowski musiał uciekać z dworu, wraz ze swym magicznym lustrem. Bracia Mniszchowie mieli z nim jeszcze stare porachunki. Ich ludzie dopadli go w karczmie „Rzym” nieopodal Warszawy. W zbiorowej świadomości pozostała wieść jakoby Twardowski został porwany przez diabły-demony w kontuszach…

Przeklęte zwierciadło

Lustro udało się Twardowskiemu przed śmiercią oddać rodzinie przyjaciela z czasów studenckich – magnackiemu rodowi Krasińskich. Oni to przekazali je tam, gdzie nie mogło być używane w złych celach – do kościoła katolickiego w Węgrowie. W tamtych już czasach wielu uznało, że przedmiot ów jest diabelski i przynosi więcej smutku niż szczęścia. Zawieszono je w pozycji takiej, by nikt nie mógł się w nim przeglądać. Jednak nie mogło to odstraszyć ciekawskich… Wokół lustra nagromadziło się wiele legend. Już w XIX wieku, gdy zaczęli się nim interesować badacze, mieszkający w pobliżu chłopi ze strachem mówili o nim, bali się przebywać w jego pobliżu.

Czasy współczesne

Z czasem, nieużywane, straciło swą magiczną moc. Zaczęło matowieć. Podobno powodem miało być pewne zdarzenie, podług którego dawny proboszcz chętnie zaglądający do lustra zobaczył w nim nieznajomą, złą istotę i tak się przeraził, że odskakując rzucił w jej kierunku pękiem kluczy. Wtedy to lustro pękło na trzy części i straciło swą diabelską siłę. Czy jednak na pewno? Jeśli nie posiada ono mocy czemu przez tyle lat fascynowało ludzi? Skąd się bierze w Węgrowie fascynacja diabłami i magią? W owym kościele, będącym już w randze bazyliki mniejszej, w ostatnich latach powstała wystawa poświęcona diabłom i ich przedstawieniu w sztuce. Częste są happeningi związane z tą tematyką. Towarzyszy temu gwałtowny sprzeciw niektórych, chcących za wszelką cenę wyrzucić przedmiot związany z okultyzmem z Domu Bożego. Czy moce lustra wygasły? Czy też może jego zdolności delikatnie wpływają na to, co dzieje się dookoła, a samo lustro czeka na ręce, które tak jak te Twardowskiego, będą potrafiły tchnąć w nie nowe życie…

Moce

Wedle przekazów lustro było w stanie skupiać mistyczne i fizyczne światło słońca, które przy odbiciu pozwalało ingerować w stan skupienia materii, przez na przykład roztapianie złota i srebra. Mogło też odbijać i powiększać tarczę księżyca, na której odczytywano ukryte, prorocze znaki. Służyło również przywoływaniu proroczych duchów i przyzywaniu zmarłych – tak jak w przypadku Barbary. Patrzącym na nie ukazywało również zjawy, duchy i istoty o nieludzkich kształtach, nieznanych nikomu spośród ludzi.

Opis

Twardowski nie był twórcą lustra. Zostało ono stworzone wcześniej. Być może wykonali je alchemicy niemieccy, lecz równie dobrze może być o wiele starsze. Szczególne jest to, że materiał z jakiego powstało zwierciadło wciąż nie jest znany. Zwykle określa się go jako „biały metal”. Wielkość przedmiotu to 56 na 46,5 cm. Obite jest ciemną, drewnianą ramą z łacińskim napisem: Luserat hoc speculo magicas Twardovius artes, lusus at iste Dei versus in obseqvium est, co znaczy: Bawił się tym lustrem Twardowski, magiczne sztuki czyniąc, teraz przeznaczone jest na służbę Bogu. Rama z napisem została dołożona ku przestrodze przez potomka Krasińskich – wojewodę Jana Bonawenturę. Powierzchnia kiedyś równa i przejrzysta, teraz widocznie już zmatowiała.

Bazylika mniejsza w Węgrowie

Na miejscu bazyliki stał początkowo gotycki kościół obronny spalony podczas wojny północnej przez Szwedów. Obecny barokowy kształt nadał mu dopiero początek XVIII wieku i ręka architekta Carlo Ceroniego.
Wnętrza wypełniają cudne freski Włocha Michała Anioła Palloniego, zbiór dwudziestu XVIII-wiecznych obrazów sarmackich, a także dwa unikalne krucyfiksy – jeden z kryształu górskiego (XVI wiek) i drugi z bursztynu (XVII wiek). Lustro Twardowskiego wisi w zakrystii. Na wieżycach kościoła znajdują się dwa symboliczne zwieńczenia z brązu: klucze na odwróconym krzyżu i miecz z księgą (napis w niej to: Doctor Gentium, Vas Electionis – czyli „Nauczyciel pogan, naczynie wybrane”).

Jan Twardowski

Pan Twardowski, Mistrz Twardowski, krakowski lekarz i czarnoksiężnik z XVI w., postać literacka, którego pierwowzorami były najprawdopodobniej dwie różne osoby o tym nazwisku. W Krakowie pokazywano wiele domów, które miałyby być własnością T., a także słynne „lustro T.”. T. dość wcześnie stał się tematem ballad „Twardowski” Tomansza Zana (1818), „Pani Twardowska” A. Mickiewicza (1822) i in., dramatów „Twardowski na Krzemionkach” J. N. Kamieńskiego (1825), „Twardowski czarnoksiężnik” J. Korsaka (1840) itd. J. I. Kraszewski napisał powieść „Mistrz Twardowski” (1840). Ponadto temat poematu L. Staffa „Mistrz Twardowski” (1902), L. Rydla „Pan Twardowski” (1906), wielu powieści, utworów muzycznych i baletów. Wzmianki w poezji: Świadek (pseud., ok. 1940): „Teatr Wielki się pali, lecz choć w gruzach stoi – | Pan Twardowski się broni, djabła się nie boi.” (Teatr Wielki), Jarosław Iwaszkiewicz: „Słychać płacz tenora – || Czy Faust to płacze, czy Twardowski?” (Tristan przebrany, III), Wisława Szymborska: „Tu – ni księżyc, ni ziemia i łzy zamarzają. O Yeti, Półtwardowski, zastanów się, wróć!” (Z nie odbytej wyprawy w Himalaje), Tadeusz Szaja: „I pan czas zaklęty w wieżystej sylwetce | Starego Krakowa nuci jakiegoś poloneza | To wielki alchemik pan Twardowski | Szepcze mu do ucha niezbyt cenzuralne fraszki…” (Szary człowiek w adwencie); w prozie Ignacy Krasicki wymienia „szkołę Twardowskiego w Krakowie” w powieści „Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki”. Wiersze: Jarosław Vrchlicky „Łza Twardowskiego”, Józef Czechowicz „Barbara” (ze wzmianką o Twardowskim; chodzi o Barbara żonę Zygmunta), Jan Lechoń „Pan Twardowski”, Włodzimierz Słobodnik „Twardowski”, T. Chróścielewski „Twardowski” (Poezja 89/9,3), Eugeniusz Gołębiowski „Mistrz Twardowski” (Kamena 58/3-4,9), Kazimiera Jeżewska „Pan Twardowski” (Teatr lalek 57/1,31-42), Józef Bursewicz „Z Twardowskim” (ŻL 55/22,2), Włodzimierz Ścisłowski „Pani Twardowska” (Nowy Świat 55/45,4), Tadeusz Chróścielewski, „Lustro Twardowskiego w Węgrowie” (Barwy 79/10,9), „Twardowski” (Odgłosy 58/27,4; Poezja 89/9,3), Ignacy Grabarczuk „Pan Twardowski” (Regiony 79/2,7-8), Andrzej Bogunia-Paczyński „Szkoła Twardowskiego” (ŻL 84/12,9), Tadeusz Chróścielewski, „Pan Twardowski na kogucie i meserszmity” (Tyg. Kult. 84/34,9), Kazimiera Jeżewska „Pan Twardowski” (Teatr lalek 57/1,31), Tadeusz Słupecki, „O chłopcu, co chciał czarnoksiężnika Twardowskiego naśladować” (Ziel. Sztandar 55/42,12); widowisko muzyczne Eugeniusz Gołębowski, Paweł Bem „Mistrz Twardowski” (Kamena 58/3-4,9). Proza: Jerzy Karbowski „Pan Twardowski” (fr. opow., Zdrowie 55/8,6-7, /10,10-11), Jerzy Dobrzycki, „Jako Twardowski po Krakowie na ognistym kogucie harcował (fr. zbioru legend krakowskich) (Od A do Z, 55/14,2-3), J. Wołoszynowski powieść „O Twardowskim, synu ziemianki, obywatelu piekieł, dziś księżycowym lokatorze” (1927); J. Iwaszkiewicz powieść „Młodość Pana Twardowskiego” (fr. w: Poezja 1978/4,3), i inne. W malarstwie np. „Twardowski wywołujący cień Barbary przed Zygmuntem Augustem”, obraz W. Gewona (Tyg. Pow. 1887, 292); Jan Moniuszko „Pan Twardowski” (Świat (W.) 1907/7); Władysław Motte „Twardowski wywołuje cień Barbary Radziwiłówny” (TI 1881/396); Wojciech Piechowski „Pan Twardowski” (Świat (W.) 1907/8) i „Twardowski w karczmie” (Świat (W.) 1912/4); Juliusz Kossak „Podanie o Twardowskim” (TI 1862/236); Adolf Kozarski „Pamiątki po Twardowskim” (Kł. 1871/312-); Walery Eljasz „Twardowski zmusza diabła do kąpieli w święconej wodzie” (Kł. 1884/104); Wojciech Gerson „Twardowski wywołuje cień Barbary Radziwiłówny przed Zygmuntem II Augustem” (Bies. Lit. 1912/1); Konstanty Górski „Mistrz Twardowski” (TI 1904/950); Wojciech Grabowski „Twardowski śpiewający godzinki” (TI 1876/325); Leonard Straszyński „Twardowski ukazuje Zygmuntowi Augustowi ducha Barbary Radziwiłówny” (Kł. 1909/353); Fr. Tegazzo „Pan Twardowski” (TI 1874/20, 1909/1058); Pius Weloński „Twardowski na księżycu” (TI 1897/661); Stanisław Witkiewicz „Twardowski” (Kł. 1877/122).

BIBLIOGRAFIA Jakub Antoniuk, Baśnie i podania ludowa na Podlasiu. 1. O Twardowskim i czechowskim stawie, LL 1960 nr 2-3, s. 83-4; K. Begunov, Skazanija o černoknižnike Tvardovskom v Polsče, na Ukrainie i v Rossii i novonajdennaja „Istorija o pane Tverdovskom”, Sovetskoje slavjanovedenije, 1983 / 1; Władysław Błachut, Tajemnice Twardowskiego, Fakty 76, 1976 nr 35, s. 10; R. Bugaj, Mistrz Twardowski w obliczu historii [w:] W świecie pieśni i bajki. Studia folklorystyczne, Wrocław 1969; Antoni Czubryński, Mistrz Twardowski: studjum mitogenetyczne, Warszawa 1930; Orest Janiewicz, Mistrz Twardowski, Lud TOM XVII, ROK 1911, s. 100-102; T. Kmiecińska-Kaczmarek, Podanie o Twardowskim w świetle ewolucji semantycznej pojęcia „czarnoksiężnik”, „Euhemer” 1983, nr 1; Jan Kuchta, Motyw Matki Boskiej – ucieczki grzesznych w podaniach ludowych o czarnoksiężniku Twardowskim, Lud TOM XVI, ROK 1910; Jan Kuchta, Historyczność postaci Twardowskiego w świetle źródeł, Lud TOM XXVII – ROK 1928, s. 112-124; Jan Kuchta, Polskie podania ludowe o człowieku na księżycu, , Lud TOM XXV – Rok 1926; Jan Kuchta, Rodzime wątki lokalne w podaniach o mistrzu Twardowskim, Lud TOM XXVIII – ROK 1929, s. 123-143; Roderyk Lange, Barbara Krzyżaniak, Aleksander Pawlak, Folklor Kujaw, Warszawa 1979, s. 374; Agnieszka Smaroń, Twardowski – niechciany „polski Faust” : koncepcje postaci w literaturze polskiej XIX i pierwszej połowy XX wieku, Ruch Literacki. – 1995, nr 5, s. 573-591; Jan Zubrzycki – Sas, Mistrz Twardowski białoksiężnik polski: prawda z podań, Miejsce-Piastowe 1928

Z wiki

Pan Twardowski, Mistrz Twardowski, zwany polskim Faustem – postać szlachcica polskiego, który, wedle podania, zaprzedał duszę diabłu. Jest głównym bohaterem kilku baśni i legend, z których niemal każda przedstawia odmienną historię. Jedna z najbardziej znanych głosi, że obecnie przebywa on na Księżycu.

Legenda

Wedle legendy, Twardowski był szlachcicem, zamieszkującym w Krakowie w XVI wieku. Zaprzedał duszę diabłu w zamian za wielką wiedzę i znajomość magii. Chciał jednakże przechytrzyć diabła, więc do podpisanego z nim cyrografu dodał paragraf mówiący o tym, że diabeł może zabrać jego duszę do piekła jedynie w Rzymie, do którego wcale nie planował się udawać.

Z pomocą czarta Twardowski zyskał bogactwo i sławę, w końcu stając się dworzaninem króla Zygmunta Augusta. Król ów po śmierci swej małżonki otoczył się astrologami, alchemikami i magami. Jak głoszą legendy, to właśnie Twardowskiemu udało się wywołać ducha zmarłej Barbary, czego dokonał dzięki zastosowaniu magicznego Lustra Twardowskiego.

Po wielu latach, w karczmie pod nazwą Rzym, bies dopadł w końcu Twardowskiego. W czasie uprowadzenia tenże miał modlić się do Marii (lub według innej wersji śpiewać kościelną pieśń), przez co diabeł zgubił go po drodze. Twardowski wylądował na Księżycu, gdzie przebywa po dziś dzień, obserwując poczynania ludzi na Ziemi. Inna z legend mówi, że diabeł uwolnił Twardowskiego, gdyż w cyrografie zawarte było, że może zabrać jego duszę, gdy ten w Rzymie wypowie jego imię. A jak głosi legenda – imienia tego nikt nie znał. Twardowski zwrócił na to diabłu uwagę, gdy ten zabierał go ze sobą. Puścił więc diabeł Twardowskiego, on zaś zamiast spaść na ziemię, wylądował na księżycu. Jest tam do dzisiaj.

Postać Twardowskiego wykazuje szereg paraleli z pochodzącą z niemieckojęzycznego kręgu kulturowego postacią Fausta, znaną m.in. z dzieł Goethego, Thomasa Manna, czy średniowiecznych ksiąg jarmarcznych.

Barbara_Radziwill_ZjawaBarbary_19th_century

Postać autentyczna

Postać Pana Twardowskiego wzorowana jest prawdopodobnie na jednym z czarnoksiężników króla Zygmunta Augusta, Janie Twardowskim. Tenże miał rzeczywiście istnieć i wywołać ducha zmarłej Barbary Radziwiłłówny. Z kolei niektórzy badacze za pierwszą historyczną wzmiankę o Twardowskim uznają dokument znaleziony w Archiwum Diecezjalnym w Płocku z 1495 roku wspominający o czarnoksiężniku nazwiskiem Fwardosky.[1]

Niemieccy badacze uważają że Jan Twardowski był Niemcem i studiował w Wittenberdze najprawdopodobniej magię (która w tych czasach była nauką równorzędną do wszystkich innych, a nawet stojącą ponad nimi). Wysuwają przypuszczenia, że naprawdę nazywał się Laurentius Dhur, z łaciny Durentius, co oznacza tyle co „twardy”. Skąd miało się pojawić jego spolszczone nazwisko. Miał być uczniem samego Fausta.

Jan Twardowski pozostawił po sobie dwie księgi, pracę o magii oraz encyklopedię nauk, z których żadna jednak nie przetrwała do dnia dzisiejszego. Przedmiotem utożsamianym z postacią Twardowskiego jest zwierciadło magiczne tzw. Lustro Twardowskiego przechowywane w zakrystii kościoła parafialnego w Węgrowie.

Twardowski w kulturze

Podanie o panu Twardowskim zainspirowało wielu polskich, ukraińskich, rosyjskich i niemieckich twórców do tworzenia dzieł jemu poświęconych.

Najbardziej chyba znaną pracą podejmującą temat jest ballada Adama Mickiewicza pod tytułem Pani Twardowska, pochodząca z pierwszej połowy 1820 roku, gdzie motyw z podania rozszerzony jest o postać żony Twardowskiego, z którą Mefistofeles winien spędzić rok, aby Twardowski zezwolił mu zabrać swoją duszę. Diabeł poddaje się – woli uciec. Stanisław Moniuszko napisał muzykę do ballady w roku 1869, a jako ciekawostkę można dodać, że tekst ballady ukazał się w 1987 roku w formie komiksowej.

Inne dzieła podejmujące temat Twardowskiego:

  • Pan Twardowski, opera Aleksego Nikołajewicza Wierstowskiego (1820)
  • Mistrz Twardowski, powieść Józefa Ignacego Kraszewskiego (1840)
  • Pan Twardowski, balet Adolfa Gustawa Sonnenfelda (1874)
  • Mistrz Twardowski, wiersz Leopolda Staffa (1902)
  • Pan Twardowski, ballada Lucjana Rydla (1906)
  • Pan Twardowski, balet Ludomira Różyckiego (1921)
  • Pan Twardowski, film Wiktora Biegańskiego (1921)
  • Pan Twardowski, czarnoksiężnik polski, powieść Wacława Sieroszewskiego (1930)
  • Pan Twardowski, film Henryka Szaro, scenariusz Wacław Gąsiorowski (1936)
  • Pan Twardowski oder Der Polnische Faust [Pan Twardowski lub polski Faust], powieść Matthiasa Wernera Krusego (1981)
  • Dzieje mistrza Twardowskiego, film Krzysztofa Gradowskiego (1995)
  • Pajączek z Księżyca: niezwykłe dzieje Pana Twardowskiego i jego ucznia, powieść Łukasza Kamykowskiego (2003)
  • Krzyż i wąż, opowiadanie Izabeli Szolc zawarte w zbiorze Jehannette (2004)
  • Kacper Ryx, powieść Mariusza Wollnego (2006)
  • Królikarnia, powieść Macieja Guzka (2007)

Jako że Twardowski miał pochodzić z Krakowa lub jego okolic, w mieście tym można znaleźć szereg miejsc, o których uważa się, że tu znajdował się dom szlachcica (np. Kamienica Pod św. Janem Kapistranem).

W Krakowie niedaleko Wisły koło Pychowic znajdują się skałki zwane dziś Skałkami Twardowskiego, gdzie jakoby Twardowski miał mieć swoją pracownię w Jaskini Twardowskiego. W rzeczywistości pracownia Twardowskiego, zwana Katedrą Twardowskiego mieściła się w skałkach Krzemionek Podgórskich na Podgórzu. Jaskinia która zawierała ślady prac alchemicznych została odkryta i niestety zniszczona w czasie budowy Kościoła św. Józefa pod koniec XIX w.

Bydgoszcz

Według legendy w 1560 roku zawitał do Bydgoszczy, gdzie odmłodził burmistrza…

W ROKU PAŃSKIM 1560
W roku pańskim 1560, w piękny majowy dzień na Starym Rynku zgromadził się ogromny tłum, wszyscy byli podnieceni, ale nie bardzo wiedzieli co się ma wydarzyć. Nawet pan burmistrz, ze złotym łańcu­chem na szyi, się zjawił — widać dostojnego gościa powitać przybył. Nagle powstała ogromna wrzawa — Jedzie! Jedzie! — krzyczano. Patrzą ludziska, a tu ulicą Mostową na pięknym kogucie, w złote pióra strojnym, jedzie Pan Twardowski. Wjechał na Rynek, koguta zatrzymał, aż złote iskry się posypały. Zsiadłszy z pięknego ptaka, pokłon oddał burmistrzowi, który z kolei czarnoksiężnika dukatami obdarzył i szczęśliwego pobytu w mieście życzył.
Tymczasem wierny sługa Twardowskiego — Maciek i bydgoski diabełek Węgliszek smutki ludzkie zbierali i obiecali mistrzowi je przedłożyć. Długi czas mistrz w Bydgoszczy ludzi leczył, zwierzęta uzdrawiał oraz wiele czarów wykonał, biorąc za to sowitą zapłatę.
Nawet pan burmistrz do Twardowskiego się zwrócił z prośbą o pomoc w nieszczęściu. Mistrz wysłuchawszy skarg siwego już pana, dowiedział się, że w jego mieszkaniu kusi, a w nocy to i trzaski bywają, okropny rumor się czyni i śpiew w komnatach słychać. Twardowski, aby się o tym przekonać, u burmistrza w domu zamieszkał przez trzy tygodnie, ale nic nie kusiło. Twardowski przyrzekł burmistrzowi, że po jego odjeździe z Bydgoszczy już kusić nie będzie. Po wielu zabiegach Twardowski odmłodził burmistrza, tak, że jego młoda żona dopiero po dłuższej rozmowie męża poznała. I odtąd w domu pana burmistrza panował spokój — kusidła i duchy się wyniosły. [2]

Na pamiątkę wizyty Pana Twardowskiego w Bydgoszczy ufundowano jego figurę, która pojawia się w oknie jednej z kamienic na Starym Rynku codziennie, punktualnie o godzinie 13:13 oraz 21:13. Pan Twardowski ukazuje się przy akompaniamencie specjalnie na tę okazję skomponowanej muzyki, kłania się zebranym gapiom i macha do nich, po czym ze złowieszczo brzmiącym śmiechem wraca do swego ukrycia za oknem.

Karczma „Rzym”

Tam bies chciał przewłaszczyć duszę Pana Twardowskiego.

Sucha Beskidzka

Za miejsce, gdzie został pojmany, uważa się zabytkową karczmę Rzym w Suchej Beskidzkiej. Inną lokalizację słynnej austerii utożsamia się z miejscowością Mystki-Rzym, która w okresie ostatnich Jagiellonów położona była na trakcie do Knyszyna. W całym kraju znajduje się szereg karczem i zajazdów również o nazwie Rzym.

Sandomierz

Jeszcze inna legenda głosi, że Twardowski został porwany przed diabła w karczmie Rzym w Sandomierzu. W Sandomierzu także znajduje się jedno z dwóch słynnych luster Twardowskiego. Jest ono przechowywane w skarbcu kapitulnym przy sandomierskiej katedrze. Że Twardowski odwiedzał Sandomierz nie ulega wątpliwości, towarzysząc królowi, który często bywał w Sandomierzu – jednym z miast królewskich.

   Pan_Twardowski_19th_century_woodcut Drzeworyt do „Pani Twardowskiej”

Twardowski non-fiction – czyli kto wierzy Brucknerowi ten prawdy sie nie dowi

http://rpg.bestiariusz.pl/artykuly/1917/twardowski-non-fiction

Prawdy o Mistrzu Janie, krakowskim czarnoksiężniku, cz. I
Jan Twardowski, czarnoksiężnik, mistrz sztuk tajemnych, któż nie słyszał o tym niezwykłym człowieku? Jego postać otoczyło tak wiele mitów i legend, Mickiewiczowska wizja tak mocno zakorzeniła się w naszej świadomości, że nawet historycy zdają się nieco bezradni wobec tego tajemniczego jegomościa. Był li Twardowski postacią autentyczną, czy też jego historia od początku do końca stanowi wytwór spragnionej niesamowitości, ludzkiej wyobraźni? Sprawdźmy, co o Twardowskim mówią źródła oraz interpretujący je naukowcy.

Narodziny legendy

Obrazek

Mistrz Twardowski na rys. A. Piotrowskiego, wyd. M. Arcta, 1918 (kolekcja JM)
Profesor Aleksander Brückner, znany niegdyś historyk, autor „Encyklopedii Staropolskiej”, był jawnym przeciwnikiem wszelkich „bajek” o Twardowskim i nieustannie dowodził fikcyjności tejże postaci. Naszego maga uważał za personę równie niehistoryczną, co bajkowego Sowizdrzała. Żaden też z licznych Twardowskich ponoć nie przyznawał się nigdy do jakiegokolwiek pokrewieństwa ze słynnym czarownikiem. Można się jednak temu dziwić, zważając na wszystkie niesamowite legendy, jakimi czas owiał jego życiorys? Któż chciałby mieć w rodzinie heretyka, który po dwakroć diabłu zaprzedany został?

Bajędy o Twardowskim, dowodzi Brückner, to wynik skrystalizowania się w jednej legendzie dawnych, średniowiecznych historii o czarodziejach i czarnoksiężnikach. Nie sposób jednak wskazać, czemu owe historie skupiły się wokół tego właśnie nazwiska; a nastąpić to miało gdzieś pomiędzy rokiem 1480 a 1566. Co ciekawe, pierwsza wzmianka o Mistrzu Twardowskim nie traktuje o nim samym bezpośrednio, ale o domniemanym jego uczniu i dotyczy czasów Zygmunta I. Podobnie rzecz miała się z kolejnymi historiami, które nawiązywały do imienia wielkiego maga. W XVII wieku Morsztyn wspominał konia Twardowskiego, zachwycając się jego niezwyczajną rączością, zaś lekarz Zygmunta III, Possel, wymieniał Twardowskiego w kilku opowieściach, które własnoręcznie spisywał, w tym i tej najsłynniejszej – o wywoływaniu ducha królowej Barbary.

Księgi tajemne czarcią łapą przykryte

I od tego momentu zdaniem Brücknera rozpoczęła się prawdziwa fala kolejnych bujd i konfabulacji na temat Twardowskiego oraz wszelkich po nim znalezisk. Powstała więc legenda o księdze tegoż, którą odnaleziono w bibliotece krakowskiej wraz z odciskiem czartowskiej łapy, która niczym pieczęć znaczyć ma jej oczywistą przynależność. Księga owa, czyli „Liber viginti atrium”, jak dowodzą poważni sceptycy, nie jest spuścizną po Mistrzu, ale dziełem znanego hulaki i birbanta Pawła z Pragi, zwanego Żydkiem, a który w „Encyklopedii Staropolskiej” opisywany jest jako awanturnik, klepiący biedę całe życie, przechodzący od „kielicha” do Rzymu […] zarozumiały, nieznośny pyszałek. Sądząc po reputacji, człowiek ten wprost idealnie nadawał się na autora dzieła, przy którym sam diabeł palce maczał.

Twardowski_z_diablem

Drugą taką księgę znaleźć mieli jezuici wileńscy, którzy, nie chcąc być gorszymi od krakowskiej Akademii, zmyślili – jak twierdzi profesor – historyjkę o przeklętym foliale oraz o jego przerażonym czytelniku, który w oparach obłędu znika tajemniczo podczas jej studiowania. Podobnież rzecz ma się mieć z opowieściami o niezwykłych, nawiedzanych przez czarty kamienicach Twardowskiego w Krakowie i Bydgoszczy, a także z jednym z najsłynniejszych artefaktów, jaki do Mistrza Jana onegdaj należał.

Lustrzana mistyfikacja?

Artefaktem tym miałoby być znalezione w kościele węgrowskim na Podlasiu zwierciadło metalowe, które według późniejszego napisu na ramie, Twardowskiemu służyło. Dla większej pewności, ironizuje Brückner, znaleziono rękopis biskupa kijowskiego Wereszczyńskiego z roku 1578, opowiadający o tym, jak to późniejszy biskup krakowski – Franciszek Krasiński, studiował w Niemczech astrologię, a umierający Twardowski zapisał mu w spadku owo powiększające zwierciadło, które z Witenberga przywiózł. Zwierciadło miało znajdować się później w posiadaniu Krasińskich, a dokładniej w ich osobliwym „gabinecie ciekawości”, aż je wraz z innymi rzeczami kościołowi poreformackiemu w Węgrowie podarowali. Jak twierdzi nasz sceptyczny historyk, rękopis opisujący to wszystko jest sprytną fikcją autorstwa niejakiego Wójcickiego – majstra od takich rzeczy, a dla uwierzytelnienia całej tej legendy wymyślono nawet dalekie jakieś pokrewieństwo Twardowskiego z Krasińskimi. Od razu nasuwa się jednak pytanie, po cóż ktoś miałby zadawać sobie aż tyle zachodu, aby tworzyć nieprzynoszącą żadnych wymiernych korzyści mistyfikację?

Twardowski ma być więc naszym Faustem, to imię zbiorowe, a „Rzymów”, gdzie go diabli porwali, jest w Rzeczpospolitej kilkanaście. Bajania o Mistrzu nie ustały i prawdopodobnie nie ustaną. Przecież jednak i wśród historyków są tacy, którzy w legendzie tej odnajdują coś więcej, niźli tylko ludzkie gadanie. Także i im należy dać posłuch…

Maciej ‚morfin’ Przygórzewski – 3 gru 2012, 15:55Obrazek

 

Lustro

czarnoksiężnika Twardowskiego, czyli baśniuszki o nawróceniu alchemika

 

robione na specjalnym podkładzie, miało podobne właściwości jak kryształowa kula.

 

Jest kuriozalnym obiektem w Bazylice Mniejszej w Węgrowie. Dużym zaskoczeniem dla każdego jest wiadomość, że Jan Twardowski był postacią rzeczywistą i zdziwieniem, że jego magiczne zwierciadło – przyrząd magii i okultyzmu jest eksponowane w domu modlitwy jako votum – tak duchowni i wielu parafian spostrzegają to lustro.

 


Niezdrowa ciekawość duchownych


 


Eksponowane lustra czarnoksiężnika Twardowskiego w Bazylice Mniejszej jest niezgodne z Katechizmem Kościoła Katolickiego. Katechizm zabrania i potępia posługiwania się i eksponowania przedmiotów, które służyły, bądź służą praktykom wróżbiarstwa i magii.


KKK 2115-2117 „…właściwa postawa chrześcijańska polega na ufnym powierzeniu się Opatrzności w tym, co dotyczy przyszłości, i na odrzuceniu wszelkiej niezdrowej ciekawości w tym względzie….”

„Należy odrzucić wszystkie formy wróżbiarstwa… posługiwanie się medium… Spirytyzm często pociąga za sobą praktyki wróżbiarskie lub magiczne. Dlatego Kościół upomina wiernych, by wystrzegali się ich…”

Dlatego w  Sandomierzu – jednym z miast królewskich, gdy znacznie wzrosło zainteresowanie społeczeństwa zwierciadłem – (drugim) lustrem Jana Twardowskiego, które znajdowało się w zakrystii kościoła katedralnego, postanowiono – w latach dziewięćdziesiątych XX w. zaniechać jego ekspozycji – jest przechowywane w skarbcu kapitulnym przy sandomierskiej katedrze.


A w Węgrowie…


fara_symbole

Symbole Bazyliki Mniejszej.

Dawno, dawno temu…

… „U księży Komunistów w Węgrowie znajduje się w zakrystii zwierciadło, które jak okoliczna wieść niesie pochodzi od sławnego Twardowskiego, z napisem łacińskim w dwóch wierszach, który w przekładzie znaczy: ‚W tym zwierciadle Twardowski pokazywał czary; Bogu jednak należne oddawał ofiary”. – „Kurier Warszawski”, 1828, nr 64.

 

(…)„udałem się do zakrystyi w celu zobaczenia tam owego magicznego zwierciadła Twardowskiego, wspominanego jeszcze przez Narbutta, a potem przez Siemieńskiego w jego „Podaniach i Legendach” i Balińskiego w „Starożytnej Polsce”. Wisi ono tam wysoko nadedrzwiami, jak mówi miejscowe podanie dlatego, aby się znowu jak niegdyś przeglądającym się w niem diabeł nie pokazywał …” – Józef Grajnert, „Wycieczka na Podlasie” „Biblioteka Warszawska” t. IV / 1857 rok.

Po latach … 

lustro_twardowskiego

Zwierciadło Twardowskiego nad drzwiami wejściowymi do zakrystii. 

W zakrystii znajduje się… słynne „Zwierciadło Twardowskiego”. Wykonane jest ono z metalu (gł. srebro) w ramie z napisem łacińskim „Tym lustrem Twardowski czynił sztuki magiczne, lecz obrócone to zostało na chwałę Bożą”. Za pomocą tego zwierciadła miał czarnoksiężnik wywołać ducha Barbary Radziwiłłówny dla Zygmunta Augusta, za co obu spotkała wkrótce śmierć. Pęknięcie przecinające płytę tłumaczy jakoby historia o Napoleonie, który będąc w Węgrowie w drodze na wojnę z Rosją ujrzał w nim swoją klęskę podczas odwrotu z Moskwy i upuścił lustro na posadzkę. Inni pęknięcie wiążą z legendą o próżnym proboszczu, który ciągle się przeglądał w lustrze, dopóki nie ukazał mu się w nim diabeł, co tak przestraszyło duchownego, że rzucił weń kluczami do kościoła i stłukł je.Lustro przynosi ponoć nieszczęście i lepiej się w nim nie przeglądać, żeby nie kusić losu.”  – tekst z folderu wydanego przez Urząd Miejski w Węgrowie, grudzień 1995r.


List Ks. Biskupa Antoniego Dydycza


Ciekawy byłem zdania Diecezji Drohiczyńskiej na temat tzw. lustra Twardowskiego, dlatego napisałem list ze wskazaniem na przyrząd magii i okultyzmu, który w myśl Katechizmu Kościoła Katolickiego nie powinien być eksponowany w Bazylice Mniejszej. 

Otrzymałem odpowiedź – fragment:

 

Drohiczyn, 27.V.1997

 

               

Szanowny Panie! 

      Dopiero teraz odpowiadam na Pana list z dnia 13 maja tego roku. Bardzo dziękuję za okazane mi zaufanie.

(…) Cóż, generalnie zgadzam się z Panem. W naszych czasach ludzie zaczęli szczególną uwagę zwracać na horoskopy, wróżby itp. zjawiska. Jest to znak czasów, które uciekają przed Prawdą. Szukają więc namiastek, środków zastępczych. 

(…) Z lustrem natomiast Twardowskiego jest pewien kłopot. Należy ono bowiem do zabytków, a te znajdują się pod ochroną państwa. I chociaż Kościół pozostaje właścicielem, nie jest wszakże władny decydować o lustrze. 
Pozostaje tylko jedno wyjście. Jasno przedstawiać sytuację, mówiąc iż chodzi o przesąd. Innego wyjścia nie mamy, bez narażenia się na trudne do przewidzenia konsekwencje. Przy właściwym naświetleniu sprawy można też przyczynić się do uwrażliwienia ludzi na znaczenie Prawdy. Ufam, że tak się dzieje. To tyle, co mogę Panu napisać. 

Chcę dodać, że mile wspominam spotkanie w Domu Kultury i Pańską uprzejmość. Szczęść, Boże! 

ks. Biskup Antoni Dydycz

 Kościół farny słynie też z tajemniczego lustra…


„Album Mazowsza”… – zwiastun „Stolicy Kulturalnej Mazowsza – Węgrów 2002″ - wypowiedź ks. Prałata Hipolita Hryciuka proboszcza Bazyliki.

 

"Album Mazowsza" TVP3  25 kwietnia 2002r -ks. Hipolit Hryciuk proboszcz bazyliki  „… Kościół farny słynie też z tajemniczego lustra Twardowskiego, w którym czarnoksiężnik ukazywał królowi Zygmuntowi Augustowi postać zmarłej Barbary Radziwiłłówny.
Wypowiedź ks. Prałata
:

 Twardowski przed śmiercią, gdy już odwołał swoją gotowość oddania duszy po śmierci diabłu, gdy się nawrócił, polecił żeby lustro to, które służyło jego różnym sztuczkom magicznym, przy pomocy, którego wykonywał bardzo dużo dziwnych rzeczy, żeby to lustro umieścić w kościele ufundowanym przez rodzinę Krasińskich. Żeby było ostrzeżeniem dla wszystkich ludzi, którzy tu przychodzą, żeby sami siebie zapytali: Czy jestem w niewoli diabła? Bo jeśli są – to trzeba, czym prędzej się z niej wydostać – bo po śmierci to już nie będzie możliwe”.

 

„Album Mazowsza” TVP3 REGIONALNA  25 kwietnia 2002r.

Na różnie sposoby tłumaczy się fakt ekspozycji lustra Twardowskiego w Bazylice…


lustra nie chcieli zniszczyć…


… – opis w monografii o Węgrowie z 1991 roku: 

„Na ciemnych ramach zwierciadła zachował się dobrze czytelny napis: „LUSERAT HOC SPECULO MAGICAS TVARDOVIUS ARTES LU S U S AT ISTE DEI VERSUS IN OBSEQUEUM EST”, co w dowolnym tłumaczeniu znaczy: „Twardowski tym zwierciadłem zabawiał był wykonując magiczne sztuki, lecz bawienie to zostało zamienione na służbę Bożą”. Szczegółowe badania wykazały, że napis ten jest późniejszy niż sama płyta zwierciadła. K.W. Wójcicki przypuszcza, iż wykonano go w czasie przekazywania lustra odbudowanemu kościołowi w Węgrowie, a Bugaj sądzi, że kazali go sporządzić ojcowie reformaci około 1706 r., starając się pilnie zatrzeć wszelkie ślady pozostałe w Węgrowie po protestantach i „heretykach”. Samego lustra nie chcieli zniszczyć, jako że darował je kościołowi J. B. Krasiński, a wreszcie – było ono lustrem „nawróconego czarodzieja”. Stąd właśnie napis wyjaśniający pochodzenie zabytku i jego przeznaczenie. W rękach Krasińskich, według przytaczanej już wcześniej relacji Wereszczyńskiego zwierciadło znalazło się już w drugiej połowie XVI w. Twardowski umierając zapisał je żywo interesującemu się alchemią i astrologią biskupowi Franciszkowi Krasińskiemu.” - strona 63.


Czy Twardowski się nawrócił?


W Dziejach Apostolskich 19:18-20 jest opisane nawrócenie się wielu czarnoksiężników:


„Wielu też z tych, którzy uwierzyli, przychodziło, wyznawało i ujawniało uczynki swoje. A niemało z tych, którzy się oddawali czarnoksięstwu, znosiło księgi i paliło je wobec wszystkich… Tak to potężnie rosło, umacniało się i rozpowszechniało Słowo Pańskie.” 


Przypomnę: „Twardowski umierając zapisał je żywo interesującemu się alchemią i astrologią biskupowi Franciszkowi Krasińskiemu.”

Po tych słowach możemy wnioskować, że nie pozbył się lustra jak to czynili nawróceni – Dz.Ap. 19:18-20. Więcej wykonał jeszcze jedną podwójną sztuczkę – duchowni z Sandomierza i Węgrowa posłusznie zawiesili jego lustra w miejscach szczególnych. 

W Węgrowie jest eksponowane do dzisiaj – nawet wbrew Katechizmowi Kościoła Katolickiego i co najważniejsze Biblii.

Niestety, ciekawość duchowieństwa magią, nie pozwoliła na posłuszeństwo słowu Bożemu. Poprzez kuriozalną ekspozycję przyrządów magii czarnoksiężnika Twardowskiego w bazylikach mniejszych, udzielało się wielu świeckim z Sandomierza za przyzwoleniem Jana XXIII w 1960 r., i udziela się jeszcze tu w Węgrowie – za przyzwoleniem Jana Pawła II w 1997 r.

 

a tu, w Bazylice Mniejszej w Węgrowie, w domu modlitwy… 

lustro Twardowskiego

… w miejscu krzyża – nad drzwiami wejściowymi do zakrystii – wbrew tradycji katolickiej – jakby na jej przekór, jest eksponowany przyrząd okultyzmu – zwierciadło czarnoksiężnika Twardowskiego.

A krzyż…

… np. jego miejsce jest „pod płotem”. Krzyż z tegorocznej (2011 r.) Drogi Krzyżowej – uroczyście niesionego ulicami Węgrowa… nagle staje się – symbolem porzuconej wiary? Zdjęcie wykonałem 15 października 2011 o godz. 16:33.

>>>


Nic w tym dziwnego, że pojawił się „Diabeł Polski” w Węgrowie.


DIABEŁ POLSKI” W WĘGROWIE


Wiktoryn Grąbczewski opowiada o „Urbanku”.

Widoczny gobelin „Sabat” autorstwa Renaty Sławińskiej 

„Nikt tak często i chętnie nie pozował artystom jak polskie diabły. Pełno ich na różnych malunkach, grafikach, obrazach i szczególnie rzeźbach. Za modele robiły praktycznie wszystkie polskie czarty i diablice. Dzięki ludowym twórcom jest coraz więcej postaci tych różnych PASKUDNIKÓW, wyrosłych na gruncie zasłyszanych legend i gawęd, wyczarowanych z wszelkich materiałów. Tradycja – rzecz święta! …

                                                                            Wiktoryn Grąbczewski


FESTYN RODZINNY


 

Podczas DNIA MATKI Węgrowski Ośrodek Kultury przygotował mieszkańcom Węgrowa festyn rodzinny zatytułowany „W zwierciadle Twardowskiego”. 

W zwierciadle Twardowskiego 

- opowiedziane jednym obrazem. Autor: Michał Kurc AFRP

 

Całość zabarwiała postać diabła, a na scenie dzieci prezentowały świat Twardowskiego w  nawiązaniu do jego lustra.  

Jak się ma DZIEŃ MATKI do postaci diabła, do lustra z Bazyliki Mniejszej w Węgrowie? 


Czy jesteśmy z tego zadowoleni?


W dzisiejszych czasach… 

…często zapominamy o naszych dzieciach, niedoceniając je, że podczas takich różnych pikników, biesiad, a są one uważnymi obserwatorami tego co się dzieje, co opowiadamy o nas, o innych, „o karczmie co się Rzym zwała” i Bazylice z lustrem czarnoksiężnika – to nie jest bajka. Uczą się tego, co usłyszą i zobaczą. Jeżeli jesteśmy obojętni na wrażliwość dziecka, to może się ono poczuć osamotnione w świecie sprzeczności, fałszu i obłudy. Jak sobie z tym będzie radziło? Pewnie tak, jak to możemy obserwować w codzienności każdego dnia – czy jesteśmy z tego zadowoleni?

Spójrzcie oczami dziecka…

… we wnętrzu Bazyliki, tuż po wejściu, wita dziecko ta przerażająca scena…

… Serwowanie dzieciom, w domu modlitwy, tak strasznego widoku – języków ognia, a w nich palących się nagich ciał – tak okrutnej przemocy, jest drogą do poznawania Pana Jezusa Chrystusa? 

Zaskoczony byłem jak któregoś dnia otrzymałem z Redakcji Małego Gościa Niedzielnego – pisma katolickiego dla dzieci, prośbę o przesłanie zdjęcia lustra Twardowskiego.

Twardowski w InfrA.ORG

http://infra.org.pl/wiat-tajemnic/niezwyke-postaci/1278-prawdziwy-pan-twardowski

Po legendarnym magu zachowało się jedynie cudowne lustro i liczne opowieści. Był jednak realną postacią, choć nazwisko „Twardowski” traktować można jako pseudonim. Norymberczyk Lorenz Dhur – królewski dworzanin, miał parać się czarnoksięstwem i przeprowadzić słynny seans spirytystyczny na dworze ostatniego Jagiellona. Przypisuje mu się również otwarcie w Krakowie szkoły dla magów. Potem, w dojść niejasnych okolicznościach, zniknął on jednak ze sceny dziejów… ____________________
Piotr Cielebiaś


Historia życia i twórczości Mistrza Twardowskiego owiana jest legendą i pełna fikcyjnych wątków powstałych głównie w XIX stuleciu. Twardowski jako postać historyczna stał się przedmiotem dociekań wielu badaczy, z których jako pierwszy głos zabrał Jerzy Samuel Bandtkie (1768-1835) twierdząc, iż czarnoksiężnik był polskim szlachcicem, który kształcił się w Akademii Krakowskiej, przy której założył szkołę magii. Michał Wiszniewski (1794-1865) utożsamiał z kolei Twardowskiego z postacią Erazma Ciołka (średniowiecznego mnicha ze Śląska, fizyka matematyka i optyka)1. Kolejna mało wiarygodna hipoteza na temat Twardowskiego wysunięta została przez Konstantego Majeranowskiego, który utożsamiał maga z postacią doktora Fausta. Z wizją tą polemizował Franciszek Siarczyński (1758-1829), uznając go za Polaka żyjącego w czasach Zygmunta Augusta, na co wskazuje relacja zawarta w „Dworzaninie” Łukasza Górnickiego. Pogląd o tym, że Twardowski był postacią realną podzielał Wacław A. Maciejowski (1792-1883), dochodząc do wniosku, że choć działalność maga utrwaliła się mocno w wierzeniach ludowych, w obliczu braku materiałów źródłowych trudno w jego sprawie cokolwiek ustalić. Aleksander Brückner (1856-1939) uznawał Twardowskiego za „kumulację legend” o czarnoksiężnikach, wykrystalizowaną na przestrzeni renesansu i baroku. Pogląd na temat realności postaci Twardowskiego podzielał Jan Kuchta w swej pracy z 1929 r., wysuwając także hipotezę o niemieckim pochodzeniu maga. Inni autorzy widzieli w tej postaci elementy mitologiczne czy nawet parareligijne2.Pierwsze relacje o Twardowskim pochodzą do Łukasza Górnickiego, który w „Dworzaninie polskim” (1566) poddaje krytyce zainteresowanie czarną magią wśród dworzan Zygmunta Starego. Opowieść Górnickiego była różnie interpretowana przez badaczy. Maciejowski twierdził, że z racji tego, iż historia ta odnosi się do czasów panowania ojca Zygmunta Augusta, Mistrz Twardowski musiał żyć w jego czasach i nie był odpowiedzialny za sprawę związaną z wywołaniem ducha Barbary Radziwiłłówny, o której wspominają późniejsze relacje Joachima Possela, Jana z Gizy i Stanisława Bielickiego3. Inni interpretatorzy dzieła Górnickiego (w tym Roman Bugaj) wskazywali, że odnosi się ono do realiów dworu ostatniego z Jagiellonów i jest rodzajem literackiej satyry na temat rzeczywistej postaci4.

XIX-wieczny drzeworyt do „Pani Twardowskiej” Adama Mickiewicza – jednego z wielu utworów inspirowanych legendą Twardowskiego. Od czasów romantyzmu Twardowskiego przedstawiano w postaci rubasznego sprytnego szlachcica.
Najsłynniejszy epizod związany z pobytem Twardowskiego na dworze Zygmunta Augusta to seans, podczas którego królowi ukazany został duch zmarłej Barbary Radziwiłłówny. Autorami relacji na temat tych wydarzeń są poeta Jan z Gizy (Ghysaeus) oraz doktor Joachim Possel. Pierwsza z nich powstała w 1573, druga, lepiej znana, w roku 1624. Ghysaeus twierdzi, iż do seansu przeprowadzonego przez Twardowskiego doszło z 7 na 8 stycznia 1569 r. w Warszawie, Possel zaś przesuwa tą datę na 1551 r. dodając, że do wydarzeń tych doszło w Krakowie. Roman Bugaj, przyglądając się dochodzeniu w sprawie nadużyć na dworze królewskim, które wszczęto w sierpniu 1573 r. na sejmie elekcyjnym, dochodzi do wniosku, że rzekomy seans spirytystyczny z udziałem Zygmunta Augusta został w rzeczywistości zainscenizowany przez Mikołaja i Jerzego Mniszchów, przy udziale znajdujących się na ich usługach astrologów – Gradowskiego i Durana. Chcąc zyskać wpływy na dworze królewskim, Mniszchowie postanowili za pośrednictwem podobnej do Barbary Radziwiłłówny (i odgrywającej jej rolę w czasie seansu) mieszczanki Barbary Giżanki, zyskać wpływy na dworze królewskim. Opierając się na oświadczeniu Jakuba Pęgowskiego odnośnie maga Duranoviusa, Bugaj powtarza hipotezę Jana Kuchty, który mówi, iż za tym pseudonimem ukrywał się Lorenz Dhur (Laurentius Duranovius), niemiecki mag, którego nazwisko spolszczono na „Twardowski” (od łac. durus – twardy). Z kolei drugi z magów zidentyfikowany został jako Wincenty Gradowski – syn zamachowca, który targnął się na życie Stefana Batorego5.Istnieją także inne wątki pozwalające łączyć postać Lorenza Dhura z Mistrzem Twardowskim. Jedną z nich jest odkrycie Kazimierza Władysława Wójcickiego (1807-1879) dotyczące nieznanego rękopisu Józefa Wereszczyńskiego (1530-1598) – biskupa kijowskiego i jednocześnie pisarza politycznego, który relacjonuje, iż biskup krakowski Franciszek Krasiński (1522-1577) podczas studiów w Wittenberdze zapoznał się z Twardowskim, a następnie sprowadził go do Krakowa. Wraz z karierą Krasińskiego, rosła też rola Twardowskiego-Dhura, który miał zostać koniuszym na dworze Zygmunta Augusta. Choć pogląd Wójcickiego został skrytykowany (m.in. przez A. Brücknera), Krasiński rzeczywiście studiował w Wittenberdze – ognisku reformacji i centrum rozwoju sztuk tajemnych, ucząc się m.in. u Filipa Melanchtona. Według Bugaja, w aktach immatrykulacyjnych tej uczelni odnaleźć można także nazwisko Laurentiusa Dhura. Ponadto, jego nazwisko (w formie Dominus Dhur lub Dor Schwab) funkcjonuje w „Rachunkach dworu królewskiego Zygmunta Augusta” z lat 1549-1571.Nie wiadomo czym dokładnie trudnił się Dhur-Twardowski a także, jak wyglądały jego relacje z Krasińskim. Możliwe, że swą działalność czarnoksięską praktykował on w ukryciu, a po aferze z Giżanką został usunięty lub zamordowany z rozkazu Mniszchów, co może odbijać się w ludowej legendzie o jego porwaniu przez Diabła. Późniejsze burzliwe dzieje Rzeczpospolitej sprawiły, iż o historycznym Twardowskim zapomniano, choć od XVIII w. zaczął on wieść nowe życie jako legenda6.

Tzw. Lustro Twardowskiego z kościoła w Węgrowie (mazowieckie), na którym znajduje się łaciński napis: Bawił się tym lustrem Twardowski, magiczne sztuki czyniąc, teraz przeznaczone jest na służbę Bogu.” Drugie rzekome lustro Twardowskiego znajduje się w Muzeum Diecezjalnym w Sandomierzu, jednak nie jest dostępne dla zwiedzających.

Poszukiwanie historycznej prawdy o Twardowskim wiązało się także z pozostałymi po nim śladami materialnymi, do których należy słynne magiczne lustro z kościoła w Węgrowie oraz domniemane księgi jego autorstwa. Teodor Narbutt (1784-1864) opisuje lustro jako „z metalu białego, płaskiego, wysokiego cali 22, szerokiego 19, z fasetką do koła, w czarne staroświeckie ramy oprawne”7. Według K. Wereszczyńskiego, lustro miało zostać przekazane w darze biskupowi Krasińskiemu przez czarnoksiężnika, a następnie złożone w świątyni. Ze zwierciadłem wiąże się szereg legend mówiących o jego niezwykłych właściwościach ukazywania „strachów”, przez co zostało roztrzaskane kluczami przez ministrantów (nosi rzeczywiste ślady uszkodzenia) a przebierający się po mszy księża widywali w nim odbijające się „diabły”8. Waga zwierciadła wynosi 17.8 kg, a wykonane jest ono z kruchego stopu bizmutu i antymonu, z niewielką domieszką miedzi. Niewiele wiadomo o jego pochodzeniu przeznaczeniu. Pierwotnie mag mógł używać go w katoptromancji (sztuce wróżenia z lustra), choć według domysłów innych badaczy, mógł wykorzystać je podczas seansu wywoływania ducha Radziwiłłówny. Napis na lustrze wspominający Twardowskiego wykonany został najprawdopodobniej w pierwszej połowie XVII stulecia9.

Legenda przypisuje Twardowskiemu autorstwo księgi „Liber viginti atrium” przechowanej w Bibliotece Jagiellońskiej, która w rzeczywistości jest dziełem żydowskiego kabalisty z Pragi, Pawła zwanego Żydkiem10. Legenda o „Księdze Twardowskiego” narodziła się najprawdopodobniej już w XVI w., choć w źródłach pojawia się dopiero w XVIII w. W tym samym czasie kustosz Biblioteki Jagiellońskiej, Jacek Idzi Przybylski (1756-1819) w „Ułomkach z topograficznego i filozoficznego opisania miasta Krakowa” wyjaśnia, że mag nie mógł być autorem dzieła i jest nim Paweł z Pragi (w rzeczywistości istniało dwóch kabalistów o tym imieniu, z czego drugi zmarł pod koniec XVI w.). Istnieją także relacje dotyczące prawdziwej „Księgi Twardowskiego”. O dwóch rękopisach maga wspominają uczeni Jakub Woit i Jan Zygmunt Junschultz, o jednym polski jezuita Adam Naramowski, który twierdzi, że dzieło „Opus magicum” przechowywane było w Wilnie. Księga, jak sugerował Joachim Lelewel, zniknęła między 1620 a 1630 r. w niewyjaśnionych okolicznościach11.

Choć Mistrz Twardowski jako postać historyczna pozostaje niemalże nieznany, doskonale zapisał się w tradycji ludowej12 i literackiej, głównie dzięki zainteresowaniu jego postacią w romantyzmie, czego dowodem są liczne poświęcone mu dzieła literackie i malarskie.

Tagged with: ,

“Słowiańszczyzna a Wielka Zmiana” wykład i spotkanie autorskie z “Księgą Ruty” na Harmonii Kosmosu – 29 czerwiec 2013 Sulistrowice pod Ślężą


Chcę was zawiadomić

i jednocześnie zaprosić wszystkich chętnych

Czordana Czarna Krolowa

Czarodana

 

na wykład “Słowiańszczyzna a Wielka Zmiana”,

oraz na spotkanie autorskie z “Księgą Ruty”

29 czerwca 2013 do Sulistrowic.

Swarozyc Pan Ognia komprSwarożyc

Spotykanie odbywa się we współpracy z Niezależną Telewizją, w ramach Harmonii Kosmosu.

swara zara kompr

Swara

Miejsce wydarzenia – Sulistrowice nad Zalewem.  Wykład na Harmonii Kosmosu o godzinie 12.00, potem przeniesiemy się w inne miejsce, na spotkanie autorskie. Będzie można nabyć “Księgę Ruty” i  pierwszy numer kwartalnika “Słowianić” oraz swobodnie porozmawiać. 

SSSSS s-1553Planuję też Spotkanie autorskie i podpisywanie książek na Festiwalu Fantastyki KRAKON w Krakowie – 28 lipca.

Kim są Kaszubowie (Koszebowie) – według Księgi Ruty


mazonka Mazonka – Jerzy Przybył

Oczywiście Kaszubi (Koszebe, Koszebowie) są Koszanami. Jednym z plemion tego wielkiego ludu, który rozszedł się po całym Królestwie Sis, w różne jego strony. Ich najgłębsze korzenie sięgają Pierwszej, starej, mazyjskiej Koliby Zerywanów (około 30-25.000 lat p.n.e.), miejsca zrzucenia z Niebios pierwszego boskiego daru, jakim była Złota CzARA.

W Drugiej Kolibie, tej lądyjskiej, ciągnącej się od Adriatyku, nad Dunaj i Łabę-Lądę oraz Wiadę (Odrę), Wisłę i Dniepr, gdzie Zerywanie odrodzili się z Kruków, Kurki i Kąptorgi Ptako-Wężycy, zajęli miejsce wężowe, północne, krainę nazwaną Ziemicą Wędów-Wenedów. Jako lud morski opływali Ląd Biały (Europę) i Czarny (Afrykę)  i Mazję (Azję), a nawet Wendeląd (Amerykę Północną) i rozpłynęli się znad Morza Wędzkiego w wiele wielkich plemion. Jedno z owych plemion koszańskich to plemię Koszebów. To stąd, znad wędzkiego Bałtyku-Błotyku (Morza Wenetskiego), ruszyli około 1800 roku p.n.e. (nie wszyscy, lecz liczne ich grupy), w II Wielką Wędrówkę na Wschód, zakładać Persję i podbijać Windję (Indie). Tam właśnie w ziemi windyjskiej (wędyjskiej), nad rzeką Widjusz (Indus) i nad Gęgawą (Gangesem) zasłynęli najbardziej, i znani byli jako Kosze-tyrsowie (Koszebowie Królewscy). Tam też się zagnieździli na dobre, tam objęli rządy, i ci są najsłynniejsi. Dzisiaj znani są światu jako bramini, potomkowie boskich wojowników Kszatrijów (Kosze-tryów, Kosze-tyrsów).

Tym, którzy nie wiedzą wyjaśniam, że tyrs to rodzaj berła, znak królewskości. Podobną królewskością cieszyli się Bogatyrsowie znad rzeki Bugaja -Buga, których starożytni zapisali jako Aga-tyrsów (aga, kagan, knaga, kniagin, kniaź – władca sistański, słowiański, skołocki, istyjski), a potem znani byli romajskim kronikarzom jako: Bohanie (Bohemowie), Bohatyrsi, Bohaty-Rusy i Bużanie. Tym są Koszebowie – ludem królewskim Sistanu. Część Koszetyrsów z Windji ponownie wróciła razem Borusami (Prusami) do Łukomorza (Pomorza). Nie dziwi nas zatem ich duma, bo słowiano-aryjska królewskość jest im słusznie przypisywana, jako zwyczajnie przyrodzona.

Mimowolnie chyba potwierdzają nasze wywody słowa zawarte w opisie godła Kaszub i flagi na stronie Jednoty Koszebskiej (Kaszubskiej), cytuję:

„Gryf – popularny w średniowiecznej Europie symbol, pochodzenia perskiego, przyniesiony przez uczestników wypraw krzyżowych. Był godłem książąt zachodniopomorskich, od nich trafił do herbów wielu miast na Pomorzu i stał się godłem całego Pomorza. Od początku ruchu kaszubskiego czarny gryf na złotej tarczy był uznawany za herb Kaszubów. Czarno-żółte barwy flagi są pochodną herbu Kaszubów.”

flaga kaszub150x250

Tyle na Nasze Kaszuby – strona narodowości Kaszubskiej: http://naszekaszuby.pl/modules/artykuly/article.php?articleid=47

Herbu Gryfitów tam oczywiście na wszelki wypadek nie zamieszczono, ponieważ rzeczony herb Gryfitów – książąt Zachodniopomorskich wygląda tak:

godło gryfici PommernwappenTak więc panowie z Jednoty Koszebskiej, którzy chcecie mieć czarnego gryfa na żółtym polu wasze kłamstwo ma, bo musi mieć, nóżki bardzo krótkie i krzywe. Herb Kaszub jeśli miałby zaistnieć musiałby wyglądać tak jak ten wyżej – zupełnie po słowiańsku, a nie po germańsku – Czerwony Smok (a jakże scytyjski, a nie perski) na Białym Polu. A zatem flaga, której chcielibyście panowie, słowiańscy do szpiku kości Kaszubi, używać musiałaby być taka:

flaga_polskaPrzykro mi, taka jest prawda, która ani na krok nie zbliża was do Braci z Werwolfu. Mówię wam to jako Białczyński, z rodem Gryfitów spokrewniony, zatem wiem co mówię. Ten herb mógłby najwyżej wyglądać jeszcze tak:

herb_gryf

Gryf (Gryfon) to mityczne zwierzę przedstawiane jako lew z głową, przednimi łapami i skrzydłami orła. Jego pierwsze wizerunki pochodzą z terenów starożytnej Mezopotamii oraz Indii i liczą około 6 tysięcy lat. Gryf był wyobrażeniem babilońsko-assyryjskiej bogini Tiamat. W sztuce tych kultur spotyka się gryfy oraz uskrzydlone lwy z ludzką głową. Starożytni wierzyli, że Gryf włada Scytią. W mitologii greckiej strzegł podziemnych skarbów Apollina, a w starożytnym Rzymie był opiekunem boga mórz Neptuna. Gryf był symbolem przebiegłości, podstępu, a także zręczności i siły. Już w okresie wypraw krzyżowych umieszczali go na proporcach rycerze najodważniejsi i najprzebieglejsi w boju. Herb polskiego rodu Gryfitów przedstawia wspiętego Gryfa na czerwonej tarczy. Gryf jest srebrny, jego dziób, język i szpony – złote. Herb w czasach Rzeczpospolitej Obojga Narodów posiadał koronę oraz klejnot złożony z połowy orła ze złotą trąbą. Dopełnieniem każdego herbu było zawołanie, którym współrodowcy posługiwali się np. na polu bitwy. Podstawowe zawołanie Gryfów brzmiało „Świeboda”(Swoboda), ale niektóre rodziny używały dość zagadkowego i oryginalnego – „Po trzy na gałąź”.

Nie wiadomo dokładnie, kiedy i w jakich okolicznościach właściciele herbu przybyli na ziemie polskie. Zdaniem heraldyków, w tym Jana Długosza, Gryfici wywodzili się z Dacji, a ich herb ukształtował się między 600 a 960 rokiem. Niektórzy jednak upatrują jego pochodzenie z terenów Słowian Połabskich i wiążą go z postacią Jaksy z Kopanicy, słowiańskiego księcia połabskich Stodoran, który pod koniec życia osiadł na Śląsku.

Wiec przestańcie  panowie z Jednoty pieprzyć od rzeczy.

Ale oddajmy już głos Księdze Ruty, z której zaczerpnęliśmy opisujące lud Koszan i jego plemiona cytaty:

Taja 19

strona 112:

„Według Romajów, Dodoł przez cały okres niewoli przemyśliwał, jakby się tutaj z wyspy wyzwolić
i wrócić do ziemi Brzeganów w północnej Wędji, gdzie żyli oni w sąsiedztwie Koszebów
i Koszewian-Kociewian.”

str 137 przypisy:

„Północny odłam Porusów zmieszany z Istami utworzył plemię, które zamieszkało nad Bołotykiem i znane jest
kronikom jako Prusowie, a powinno być nazywane Po-Rusami lub Bo-Rusami (bo byli potomkami Borusa)
i spadkobiercami Hiper-Borejów (Wielko-Borusów). Tam, w Wędii, sąsiadowało ono zresztą, podobnie jak
w Windii, z potomkami Koszerysa – z północnego odłamu Koszetyrsów – Koszebami (Kaszubami).
Łącznikiem między północnymi Koszanami a południowymi Koszetyrsami byli z kolei Koszerowie (Kozerowie),
zamieszkali nad Morzem Mazowskim i Morzem Koszpijski (Kaspijskim), znani z późniejszych czasów jako Chazarowie, a także Kuszanie z Doliny Kusz na Kaukazie, znani z zapisów Biblii.
Istniało także północno-zachodnie skrzydło Jakoszów – Jakoszanie w dzisiejszej Małopolsce, których grodem były
w późniejszym czasie Jakuszowice.
Plemię nadbałtyjskich Porusów przetrwało do końca XVI wieku n.e. a w wiekach X – XIV toczyło krwawe boje
w obronie Wiary Przyrody i własnej tożsamości, najpierw z Polską Piastów (Polęchią), a potem z Zakonem
Krzyżackim.
Koszetyrsowie dotarli do ziem windyjskich pod wodzą Koszerysa znacznie wcześniej niż Widnur i zamieszkali
ziemię nazwaną przez siebie Koszmir.
Koszebowie przetrwali do dzisiaj nad Bałtykiem.”

strona 139

„…Zapisani także przez kroniki jako Wicikovici, czyli kowający wici. Chodzi tutaj o Listkowiców-Łyskowiców z Góry
Pałki, których kapłanami była Gromada Wicików Kowali, czyli Kowitów. Taja wskazuje, że Łyskowice pałkińscy
są potomkami wtajemniczonych wojów z plemienia Czudełosa, z którego to plemienia wywodzą się też: Koszetyrsowie – rządzący całymi Indiami jako uprzywilejowana warna władców i wojowników, indyjscy i słowaccy Koszanie (Kuszanowie z Indii oraz słowaccy Koszyce z grodem w Koszycach), naddońscy Kozerowie (Koszerowie-Chazarowie, Kumańcy oraz Kozacy Naddońscy), a także Moro-Kumanowie (Markomanowie), kaukascy Kuszanie – z Doliny Kusz, nadbałtyccy Koszebowie ze swoim głównym grodem Koszalinem, Kosezowie, będący warną wojowników i kapłanów Serbów Południowych w ich Świętej Ziemi – Kosowym Polu, wreszcie Kozacy, stanowiący harmię obronną chłopów Ukraińskich i wschodnich rubieży Rzeczpospolitej Szlacheckiej (Sarmackiej). Ci właśnie byli szlachtą Rusów Właściwych (Czerwonych) – Gerrusów, znad Gerros – owymi
walecznymi gierojami-gerosami (herosami).”

Taja 20

strona 170

„Musimy w tym miejscu zwrócić uwagę, iż do słów czarowników burskich należy się odnieść
z wielkim szacunkiem, jako że plemiona Czudziów, Kładów, Koszan, Koszetyrsów, Kozerów,
Koszebów, Mosoków, Mokoszanów, Jakoszów czy Jakoszan i im pokrewne, a też wojowiekapłani
Kosezowie, przez wieki wywodzeni byli, co prawda, z gromady plemiennej Harów
z Ludu Nurów, ze względu na ów zakaz pamięci o Koszerysie, ale pochodzą oni też na pewno
od Burów Czarnosiermiężnych. Oni wszyscy mają też pleń Czudełosa, odrodzili się w pępach
Czarnosiermiężnych, pępach ludu czcicieli Przepląta i Obiły-Kalji, a także Kalji-Przepigoły (Plątwy
Ukaranej) – Czarnych Bogiń.”

strona 171

„Tych Kolibańczyków zza Gór Świata mienią mikowie Koszatyrami albo Koszetyrsami, a też
pokrewne im plemiona Koszanami lub Kuszanami, Koszycami, Koszebami, Kozerami, Jakoszanami
i Jakoszami. Ziemicę zaś Koszetyrsów zwą Koszmirem. Złośliwi zaś nazywają ją Koszmarem, czyli
Krainą morzoną przez Kosza.”

strona 194 przypisy:

„Spałkalisz – gród wymieniany w dawnych kronikach rzymskich jako Askaukalisa. Jest to jeden z głównych
grodów plemiennych Koszebów. Stare grodzisko z okresu kultury łużyckiej i jego następne wcielenia z okresu
kultury przeworskiej i jeszcze późniejsze, umiejscowione były w okolicach dzisiejszej Bydgoszczy.
Koszebowie należą do plemion z grupy Koszan, zrodzonych z krwi Koszerysa. Pochodzą bezpośrednio od
Skołotów Koszanów, oddających cześć Przeplątowi-Koszowi oraz Stolemów-Stołpów, narodzonych z wędyjskich
Spalów (prawnuków Stwolinowych) i istyjskich Osiłków (potomków Asiłków) z Osilii. Oddają oni cześć bogini
Kalii – Obwile (Czarnej Bogini), Gogoładzie Wielkiej – Golemie oraz Plątwie Ukaranej – Przepigole (Przegołej,
Przegolonej, Gołej, Pokalanej albo inaczej – Skalanej).
Dzieje Spalów biegną od najdawniejszej starożytności i splatają się z dziejami najważniejszych ludów tej ziemi.
Spalowie to bitne wędyjskie plemię, wywodzące się od bohatera spod Widłuży (Troi-Ilionu) – Pałomęża-
Pylajmena. Tenże Pałomąż przewodził Wędom i Istom-Osiłkom, których przyprowadził do wrót grodu Priama
(Radopryma) w Widłużę, z Północy. Pałomąż miał nadzieję obronić przed Romajami, będące w dzierżawie
lennika Królestwa Sis, Radopryma (Priama), pradawne wiano Zerywanów Troję-Widłużę i Troję-Trójorzę na
Złotym Rogu. Jednakże Troja-Widłuża została zniszczona.”

strona 195

„Ziemię Pomorską (Połukomorską), oprócz Słowienów, objęli w gospodarzenie Koszebowie i Koczewianie,
stanowiący północny odłam wielkiego plemienia Koszanów. Oba małe plemiona łącznie nazywane są dziś
Kaszubami. W ich bliskim sąsiedztwie na Pomorzu Bołotyku zamieszkali też północni Jątowie – Jakoszowie
(Jaksowie) – część z nich znana jest kronikom jako Jadźwingowie. Zamieszkali tu także Porusowie-Borusowie
(Brusowie znani jako Prusowie).
Tym sposobem nad Morzem Bołotyckim odtworzony został ten sam układ sąsiedzki, jaki ustanowił w Windii
Koszerys, gdzie Koszanie-Koszanowie (Kuszanowie) sąsiadowali z Koszetyrsami, Jakoszanami i Poruszami.
Także tu i tam jest Morze Wądów, poświęcone Wądom i Tłom-Żgwiom, tyle że jedno – to pierwsze północne
– graniczy z welańską Nawią Ciszy – Otchłanią, a to drugie, południowe, zwane Windzkim lub Indyjskim,
graniczy z welańską Nawią Piekło.
Te są krańce Ziemi dla Zerywanów.
Jedno z najważniejszych miejsc świętych Kaszubów nosi miano Koszalin. To w Koszalinie posadowiona jest
Góra Chełm, na której czczono, nieprzerwanie od starożytności do późnego średniowiecza, bogów Wiary
Przyrodzonej. Tutaj oddawano hołd bogom, także na Trunikuj, gdzie siedział potężny książę i żerca.
Górę wieńczył kiedyś chram, a miejsce to poświęcono i oddano w opiekę Tynom Plątów i Makoszów. Cała góra
to świątynia, którą traktowano jako Świętą Ziemię Kosza, czyli Lenno Kosza, inaczej Kosza Leń lub Kosza Lico
– Obraz Kosza. Możliwe, że świątynia z gajem i chramem ulokowanym na Górze Chełm, będącej jedną z pasma
dawnej Gołogóry, poświęcona była wszystkim boskim rodom związanym z ceremoniałem Przejścia do Wiecznej
Krainy, czyli bogom Śmierci (Tyn Welesów), Koszu – Przeznaczenia (Tyn Makoszów), Koszu – Przypadku (Tyn
Plątów) oraz Zapomnienia (Tyn Morów). Przez tysiąclecia chowano na zboczach góry zmarłych z wszystkich
okolicznych plemion i kultur.”

strona 202

„…Z krwi tego Stolema i Koszerysa oraz Spalów wędyjskich (od Palemona), płynącej w żyłach Odrzychy i od jej
syna Stolema II, którego miała z tyrsem Osianem (Osiantyrsem) z Osiłków istyjskich, pochodzą Kaszubowie, czyli
Koszebowie i Koczewianie oraz ich ród królewski Stolemów, który rządził nimi przez tysiąc lat.”

strona 205

„…Koszanie, Koszetyrsi i Porusi, podobnie jak inne plemiona zerywańskie, odrodzili się później w Lęgii z pępów suk
i odyńców poprzez Siedmiu Kruków w plemiona Nowej Koliby. Z krwi Koszerysa wywodzą swój początek również,
pokrewne Koszanom i Koszetyrsom windyjskim, plemiona Koszebów wędyjskich i Koczewian nadbołotyckich
(Kaszebe), Kosezów – żerców i wojowników plemion południowosłowiańskich, Koszyców słowackich i Kozerów
dniestrzańskich. Od Borusa wywodzą się plemiona Porusów windyjskich z Horoszu (Chorezmu) i Prusów-Brusów
istyjskich znad Bołotyku.”

Taja 22

przypisy, strona 362

„Istnieją dwie wersje dziejów narodzin Asiłków. Pierwsza z nich jest zapisana w Taji 18, gdzie Asiłkowie narodzili
się z Osidły, która swawoliła z bogunami Obiłuchami w Golem Beudzie. Ich narodziny miały miejsce wtedy,
kiedy Golemów. Tak było według podań lęchskich i wędyjskich. W tej Taji mamy podanie z plemienia Koszan,
którzy także jako Koszebi znaleźli się częściowo w ramach wielkiego Ludu Wędów Nadbołotyckich, w części
przewędrowali na Kosowe Pole gdzie znani są jako Kosezi, a w części odrodzili się jako Koszanowie w Windii
z dawnych Koszetyrsów. Tokharowie (Harowie Toka, inaczej Harowie Pustynni lub Harowie Tekli Mahya
– zwani też Tekla{makan}harami) utworzyli swoje państwo w windyjskiej Baktrii. Tokharowie później wspólnie
z Koszetyrsami założyli wielkie królestwo złożone z ziem Koszetyrsów, Koszanów i Horoszyb. Z krwi Asiłków
zmieszanej z przetrwałą w pępach krwią jednej z królewskich suk, odrodzili się po Wojnie o Taje Lęgowie
i Ślęgowie oraz inne ludy polęgskie. Z krwi Harów, zawartej w pępach, odrodzili się Harusowie, Hawarowie
i Obrowie oraz inni, zwani na koniec Chorwatami.”

Taja 23

 strona 392

„…Dalej zaś za Lęgami, na samym brzegu Morza Błotyckiego, mieszkali Wędowie. Ci składali się
z wielu plemion, takich jak: wędyjscy Obodryci, Obrowie z Nurów, także nurscy Oblowie, nurskowędyjscy
Słoweni, wędyjsko-istyjscy Koszebie-Koszebanowie (Kaszubianie), lęgsko-wędyjscy
Pyrzyczanie, bursko-wędyjscy Wieloci – Wieleci i Wieloci – Wilcy, a także liczni inni Wędowie,
jak Pomorzanie, Wędo-Łabi, Wędo-Letowie, Wędo-Warowie, Wędo-Wężowie, Wędo-Dale, Wędo-
Tycze, Wędo-Mieniowie, Wędo-Radęcowie, Rynowędowie, Bodyni z Ludu Budynów, Ranowie,
Rugowie-Regowie, Rujanie, Połabianie i wiele innych. Te dwa wielkie Ludy Sis – Wędowie
i Lęgowie – przez Romajów nazywane też były Hiperborejami, czyli Wielotami i Ljedianami-
Lądami albo Wielo-Borzanami – Drzewianami. Do hiperborejskich korzeni przyznają się też
Burowie-Borzanie, czyli cały Lud Czarnosiermiężnych, jak również Istowie, do których należy
zaliczyć Boran-Borusów, czyli Prusów. Wszyscy oni mają poniekąd częściowo rację. O tym
powiemy jednak w innym miejscu.”

strona 428

„…Wędowie Kriwejtisa zaś, chcąc nie chcąc, odegnani od dawnej swej ziemi nad Wartą, osiedli na
Brzegu Błotyku-Bałatyru. Tu napotkali część, odprawionych w wielu łodziach bojowych przez
rozzłoszczonego Kreksa, wojowników z zadrugi Wędów Dalów. Część plemion Wędów osiadła
u ujścia Wisduny, Odry i Łaby, a to Wędywarowie, Wędyłabowie, Wędoleci, Kaszubi, Słowieńcy,
Wędsowie, Radęcowie, Windowie, Mieniowie, Pyrzyczanie i Wężowie-Wieloci. Krwędys z częścią
zadrugi Wędów Warów oraz Wędodalami przeprawił się na wyspę, którą nazwali Wolin i kazał tu
zbudować gród królewski Winetę, zwaną też Wenedą.”

Taja 24

strona 600

„…W tym to czasie odrodziło się na ziemi Koszebów (Kaszubów) Królestwo Dolnego Wądalu,
a tamtejszy władca Wądalus Wielki zgłaszał swoje prawa do całego biegu Wisły i panowania
w Karodunie-Krakowie. Wądale prowadzili wędrowny tryb życia. Zatrzymywali się na dłużej
w niektórych ziemiach, które zdobywali orężem. W owych ziemiach zimowali, a nawet bywało
pozostawali w jednej osadzie dwa, trzy roki, ale potem, zmieszawszy się z tutejszym ludem,
powiwszy kolejne pokolenie, nieodmiennie ruszali dalej. Nie budowali grodów trwałych, jeno
osady, nie uprawiali ziemi, jeno ci, których podbili, uprawiali ją dla nich. Brali sobie dziewki
miejscowe, płodzili z nimi potomstwo, a synów chowali na wojowników. Tym sposobem
powstawały liczne mieszane słowiańsko-skońskie rody. Co ciekawe, nowe plemiona mówiły
dwoma językami i zachowywały dwa obrządki grzebalne, każdy swój68. Część owych rodów,
powstałych w nowej wspólnocie plemiennej, zabierała się w drogę z nimi, a część zostawała na
swoim dawnym leżu. Prawda, że była to jeno garstka tych pozostałych, tak więc ziemice rodowe
dawnych Słowian ulegały zapaści, a liczne zastępy postępowały razem z przybyszami, ciągnąc
stale na południe. Ludy owe gnała ku wędrówce, ku poszukiwaniu lepszego życia, lepszej ziemi,
obiecanego Złotego Królestwa, ta sama Klątwa Winety, przeniesiona na nich z krwią Wędów, ale
też srogi reżim i zakazy władców Królestwa Sis – zabraniające wymiany towarów z Romajami
i Persami.”

strona 602

„…Morbądta był kuningiem Morokumanów i jako kniahin wywodził się z rodu mieszanego morokumańskiego,
czyli inaczej ze związku moro-koszańskiego. Ci Koszanowie, wśród których
żyli Kumowie-Kumanie, są znad Irtysza, Wołgi-Rzwy, Rzeki Kamiennej i z Gór Kamiennych.
Zapewne kiedyś, dawno, wyszli oni znad Okoszy, jak i Koszetyrsowie Windyjscy czy Koszebowie
Nadbałtyccy. Musiało to być jeszcze za czasów Starej Koliby albo w Czasach Niemierzonych.
Gdzie się oni wyodrębnili, jako plemię potomne Koszerysa, trudno to dzisiaj powiedzieć.
Jeśli zaś idzie o Morokumanów, czyli plemię mieszane, złożone z Morów-Karopanów i Koszanów-
Kumanów, to ci wzięli się na Ziemi z woli kagantyrsa Sistanu – Tajsaka I – tego, co rządził
u Serbomazów, a potem władał całym Wielkim Kaganatem Sis. To on sprowadził Kumów-
Kumanów z Gór Kamiennych i znad Irtyszu, do Zaharpąckiej Ziemi Czarnych Rusów (Czarnej
Rusi), gdzie się zmieszali Kumowie z Morusami, dając początek Moro-Kumanom. Działo się
to w 636 roku czasu Nowej Koliby. Tajsak I z Języtów prowadził wówczas wojnę z Nurusami
i Lęgami i umyślił sobie, że Kumanowie mu w tym pomogą. Tyle że ci przybyli nie tylko jako
wojsko, ale z całymi swoimi zadrugami. Osadził ich więc w Morusji, bo przeszli kawał drogi znad
Wołgi-Rzwy i Irtyszu.”

przypisy, strona 610

„…Położone w Ziemi Koszan-Kaszubów miejsce święte Wiary Przyrody. Okolice Jeziora Harzykowskiego,
miejscowości Harzykowo (Charzykowo) i Kościerzyny (dawnej Koszcieryny) są miejscem Świętego Boru
– Gaju Leszy, światliszczem Plątwy-Koszy i Matki Ziemi. Jest to jedyne w Europie miejsce, które wymagało
w dobie chrystianizacji umieszczenia tutaj aż dwóch sanktuariów Matki Boskiej, co świadczy o jego wielkiej roli
w obrzędach Wiary Przyrody, związanych z kultem ważnych bogiń tej wiary. Na jeziorze Harzykowskim (dzisiaj
Charzykowskim) leży wyspa Ostrowite (nazywana tak, gdyż ostrów- wyspa, ale także ponieważ ostrokrzewy
i tarnina są krzewami Ciemnych Bogów, Władców Zaświatów – Plątów, Welesów i Morów). W miejscu
nazywanym Koszcierzyna (kosz – splątany los, tarnina – kolczasty krzew o cierpkich granatowo-srebrzystych
owocach) położone było światliszcze Plątwy-Koszy i Nyji-Kosy.
Na wyspie Ostrowite odkryto niedawno światliszcze bogów Zaświatów (Welesów, Plątów i Morów) oraz miejsce
obrzędów poświęconych Dziadom, z centralnie umieszczonym grobem książęcym z roku 1000–1050 c.NK (200–
250 n.e.). Jest to jeden z tych grobów, które były strzeżone prawdopodobnie przez Harów-Chrobatów, łącznie
z całym tutejszym obszarem świętym. Grób znajdował się w drewnianym budynku pod specjalnym zadaszeniem,
opartym na czterech słupach, obudowanym ścianami drewnianymi ze wszystkich czterech stron. Na wschodnim
brzegu jeziora odkryto osadę z IX – XII wieku c.NK (I – IV wieku n.e.).”

strona 616 – 617

„…Rzeka Taja w Górach Morawskich i obwar Hardagon – to inaczej rzeka Dyja, którą w czasach Zerywanów
nazywano właśnie Tają. Stanowiła ona rzekę graniczną między ziemiami plemion słowiańskich: Czechów
i dawnych Rakuszan. Rakuszanie (Rakoszanie) to odłam jednego z plemion Koszańskich. Koszanie, nazywani
Koszycami, po południowej stronie Gór Harów zajmowali okolicę obwaru Koszyce (dzisiejsza Słowacja), po
północnej stronie gór siedzieli Jakoszanie w okolicy obwaru Jakuszyce w Karkonoszach. Całkiem na północy nad
Morzem Błotyckim siedzieli Koszebowie – na Kaszubach, Kociewiu-Koszewiu (Koszewianie) i w otoczeniu obwaru
Koszalin. Najbardziej zachodni odłam Koszanów – Rakoszanie, wraz z Karantanami, zajmował zgermanizowane
później ziemie dzisiejszej Austrii. Jeszcze dalej na zachód nad Jeziorem Body (dzisiejsza Szwajcaria) zamieszkali
słowiańscy Bodzanie (Bodanie, Bodzentynowie) i Helwędowie. Helwędowie mieszkali pierwotnie na półwyspie
Hel i w Zatoce Wędyjskiej wkoło obwaru Goduna (Gdańsk).
Jest to drugie z miejsc poza Borem Tajch, o którym powiada się, iż to właśnie w nim zakopał Taje Bierło pod
koniec Wojny o Taje. Skrytka miała się znajdować w samym sercu obwaru i wzorowana była na Świętej Kłodzi
Światowida-Swąta. Obwar, który posadowiony został nie na wzgórzu, lecz pod wzgórzem zwanym Górą Dagów
– czyli Dażbogów, Harą Słoneczną (Harą Dagów), miał osłonić Bierłę w chwili ukrycia taj przed niepowołanymi
oczami szpiegów ludzkich i boskich oraz inogskich. Ten obwar nie został nigdy nazwany przez Bierłę. Kapiszty
Wiary Przyrody nazywały go obwarem Hardagon lub obwarem Taj, a gród, który tu powstał za czasów Nowej
Koliby, nazwano Radgozd. Góra i obwar znajdowały się dokładnie w świętym miejscu rzeki Taji, gdzie tworzy
ona tak zwane żródłoujście – rozwidlenie na trzy odnogi, w którym źródło Taji jest jednocześnie ujściem dwóch
rzek: Taji Morawskiej i Taji Rakoszskiej.a
a Rakoszskiej-Rakuskiej czyli Austriackiej, bo tak Czesi nazywali ten kraj położony za Dyją i obwarem Radgozd
(Ratgos), co znaczy Rady Bór, bowiem gozd – bór, las, puszcza. Dzisiaj na miejscu grodu Radgozdu znajduje
się w pobliżu źródłoujścia niewielka miejscowość austriacka Raab. Trudno wyjaśnić pochodzenie czeskiej
nazwy tamtych ziem inaczej, jak tylko w ten sposób, że ziemia należała do plemienia słowiańskich Rakoszan.
Wywodzenie nazwy kraju od grodu Radgozd (Ratgos) jest nieprzekonujące, zwłaszcza że nazwa miasta
Rakous zaczęła funkcjonować dopiero w XI wieku. Także Polacy w średniowieczu nazywali mieszkańców
Austrii Rakuszanami.
Nazwa dzisiejszego kraju Szwajcarii – Helwetia jest jedyną (poza naleciałościami słowiańskimi w narzeczach
górskich różnych plemion szwajcarskich) pozostałością po Helwędach w tym germańskim i romańskim dziś
kraju.”

lukisj pgLukis – Jerzy Przybył

Tyle mówi o Koszebach Księga Ruty. Może wydawać się że to niewiele, lecz nie zapominajmy że tak zwana Taja Legijsko-Wędyjska, czyli Taja 26, która dokładniej omawia dzieje Wenedów i różnych ich plemion pomorskich, w tym skońskich Wądali i Koszanów, a mieści się w nieopublikowanej jeszcze Księdze Tanów.

Jednak już z przytoczonych tutaj fragmentów widać jasno ario-słowiańskie (inaczej scyto-słowiańskie) korzenie tego ludu, który nic nie ma i nigdy nie miał wspólnego, z tak zwanymi Germanami, a jest niezbywalną, odwieczną częścią Królestwa Sis.  Nie inaczej jest z plemieniem Ślęgów, które się wywodzi z Ludu Lęgów (Lugiów) o takim samym scyto-słowiańskim pochodzeniu, od Siedmiu Królewskich Kruków.

asilek jpgAsiłek – Jerzy Przybył

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 595 other followers