białczyński

Metodiusz Romanow – Strażnik Wiary Słowian (III Starosłowiańska Świątynia Światła Świata – Lwów)

Posted in Mitologia Słowiańska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 24 Sierpień 2013

Jest kilkanaście takich osób ewidentnie związanych ze Starosłowiańską Świątynią Światła Świata i Szczepem Rogate Serce, czy Kołem Czcicieli Światowida, o których do naszych czasów przetrwało bardzo niewiele wiadomości lub wiedza o nich została zagrzebana w przepastnych archiwach specjalistycznych spisów i bibliotekach szczególnego rodzaju. Dotyczy to głównie terenu Śląska, ale także Ukrainy i Białorusi, które przed II Wojną Światową były w części terytorium  Polski. Tak jest między innymi ze Lwowem i Kijowem.

Jedną z tych postaci jest Metodiusz Romanow, członek Lwowskiej III Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata, związany też z Katowicami i Wydawnictwem „Odrodzenie” oraz z Kołem Czcicieli Światowita w Krakowie w czasach przedwojennych Władysława Kołodzieja i braci Chobotów.

metodiusz romanow

Niewiele o nim wiemy poza tym że był leśnikiem , ezoterykiem, rodzimowiercą i że miał bliskie związki z postaciami z krakowskiego kręgu Wiary Przyrodzoney Słowian (J. Chobot i Władysław Kołodziej – Wydawnictwo Odrodzenie) oraz że napisał kilka książek. Prezentujemy te strzępy wiedzy jakie posiadamy z prośbą do wszystkich, którzy lepiej znają dzieje jego osoby by uzupełnili tę wiedzę.

CB

ZARYS ŻYCIORYSU DO MOMENTU WYDANIA KSIĄŻKI W 1925 ROKU – z przedmowy

rom1

rom2

rom3

Książka treść

romanow 155679-352x500

rom4

rom5

rom6

rom7

rom8

rom9

rom10

rom11

rom12

rom13rom14

rom15

rom16

rom17

rom18

rom19

rom20

rom21

Zrozumienie przyrody, jej tajemnic, ciągłe z nią obcowanie w dużym stopniu pomoże nam odczuć przejawy życia naszej duchowej jaźni, a co więcej, wskaże nam, że najwspanialszym wyrazicielem życia przyrody jest las.”
Metodiusz Romanow, przedwojenny leśnik, ezoteryk

Puszcza i jej duchowe skarby
Pierwszą osobą, która publicznie zwróciła uwagę na ezoteryczne wartości tamtejszych terenów był Metodiusz Romanow – leśnik, okultysta i ekolog pracujący w latach 20. przy ochronie białowieskich lasów. Wyrazem jego fascynacji Białowieżą była opublikowana w 1925 w katowickiej „Książnicy Wiedzy Duchowej” książka Duchowe skarby Puszczy Białowieskiej. Autor tej znakomitej pracy proponuje spojrzenie na puszczę nie jako wytwórnię masy drzewnej, ale jako rezerwuar energii duchowej. Nie bez przypadku nasi przodkowie czcili bóstwa w gąszczach lasów, na polanach i świętych gajach. Romanow przypuszcza, że nazwa Białowieża ma związek z prasłowiańskim kultem Białoboga. Lechici nazywali Boga m.in. Drzewowidem i czcili pod symbolem Drzewa Wiedzy. Romanow w swojej pracy podaje metodę rozwoju duchowego poprzez kontakt z przyrodą. Puszcza jest dla niego przykładem harmonijnego życia społecznego w naturalnym stanie. Obcowanie z przyrodą i zrozumienie jej tajemnic może pomóc człowiekowi odczuć przejawy jego własnej duchowej jaźni. Metodiusz Romanow dostrzegł, że to właśnie w Białowieży i jej okolicach następuje jakaś niezwykle koncentracja energii przyrody. We wspomnianej książce napisał: Istnieją na kuli ziemskiej punkty, które posiadają jakąś niewytłumaczalną siłę wpływu na rozwój duchowy człowieka. Właśnie istnieniem takiego punktu w Białowieży tłumaczył fakt, iż Puszczą Białowieską opiekowali się polscy królowie.

Sergiusz i Tamara T. o słowach Metodiusza Romanowa

2002-12-10 01:07:00 sergiusz tamara t.
Puszcza Bialowieska ma unikalne Swiete Miejsca – Krynoczke oraz ostatnio odkryte Bialowieskie Miejsca Mocy.
Jest niezbywalnym rezerwuarem, gdzie koncentruja sie pozytywne energie Ziemi i Kosmosu. Sila rzeczy, a kwestja tylko czasu bylo zrodzenie w tym miejscu Wielkich Talentow bedacych darem z Woli i Mocy Boga. Mam tu na mysli poete Borysa i malarke Tamare. Przyszli na swiat z Talentem od Boga jako wybitni artysci gotowi, ktorym nie potrzeba ni nauk, ani tez dyplomow by zostawic slad w historii rozwoju cywilizacji. Mamy nadzieje, ze ziemia ta jest w stanie zrodzic z siebie jeszcze wiele wybitnych talentow. To objawienie talentow przewidzial Metodiusz Romanow w „Duchowe Skarby Puszczy Bialowieskiej” w 1925 r. Jego proroctwa szeptane przez Ducha Puszczy (Boga) sprawdzaja sie po latach…

Leon Wyczółkowski – świątynia poganska i ksiązka Romanowa

Leona Wyczółkowskiego „filozofia drzewa”

„Jestem dzieckiem lasu (…). Las cudowny, liściasty, dębowy. Pamiętam zapach w jesieni i na wiosnę”. Las i mgły, zapamiętane z arkadii dzieciństwa, z Podlasia – jako klimat dzieł, głównie grafik artysty. Wyczółkowski, który ponad 30 lat był związany ściśle z Krakowem, „robił wypady” z miasta w  Tatry,  na  Ukrainę,  Litwę,  ale  też  inspiracji  poszukiwał  w  Puszczy  Białowieskiej czy w Rogalinie Raczyńskich. Powstawały wówczas grafiki, które artysta ujął w tekę „Wrażenia z Białowieży” – 10 litografii oraz plansze poza teką. Wspominał: „Dąb Królewski w Puszczy Białowieskiej, 4 m grubości. 2 dni malowałem korę, ciekawe rzeczy. Cały poemat z kory, krokodyl. [Dąb Jagielloński, lit. 1921]. Dąb malowany tuszem, kapitalne rzeczy tuszem wyłącznie [1922]. Trzy dęby tuszem malowane [1921]. Dąb pokryty śniegiem w Białowieży [1924] i drugi dąb jak koronka [Sędzielina, lit. sposób pędzlowy, 1924]. Młode dęby – najciekawszy eksperyment, trzy drzewa bezpośrednio na kamieniu malowane, na prawo jakby cerowane; inna faktura, bo nie mogłem skończyć tego samego dnia. Przejście tonów od wiolinu do basu. W Paryżu otrzymałem złoty medal za to”.

Wyczółkowski utrwalał w puszczy dęby, brzozy, świerki, sosny, poszycie leśne, kamienie, w bieli, czerni, kolorze i w różnorodnym oświetleniu. Miał dar postrzegania koloru słysząc przy tym muzykę. „Z tej muzyki widzę dywan perski przebogaty. Fortepian to sam ołówek. Widzę, że mam skalę barw odpowiadających tonom muzycznym (…). Trzy dęby, flet; cis, świerk – silne kontrasty to organy”. Lakoniczne, z tym większą siłą, przemawiają jego  wypowiedzi o plenerze z leśnym „bohaterem” – drzewem, a szerzej borem i puszczą, w których to przestrzeniach widział jakąś świętą, podniosłą i pierwotną siłę.

W 1922 r. stał się Wyczółkowski szczęśliwym właścicielem dworku w Gościeradzu pod Bydgoszczą. Zaprzyjaźnił się natychmiast z Kazimierzem Szulisławskim, nadleśniczym z Puszczy Tucholskiej i dzięki niemu mógł kontynuować studia drzew w Świętym Gaju we Wierzchlesie i przepięknych okolicach. „Ten bór Wierzchlasu daje mi wspomnienie mojego dzieciństwa ze strony jeziora Mukrz” – opowiadał Kleczkowskiemu. Dęby nad Wisłą, dęby rogalińskie, dęby wśród anemonów, dęby martwe. Dąb z ofiarnikiem i Dąb z Madonną Częstochowską z dzieckiem, Cis, Świerk [1930], to tylko kilka przykładów tej niezwykłej fascynacji. Artysta wykonywał z pasją plansze alei świerkowej w Gościeradzu w różnym oświetleniu, sosen gościeradzkich, drzew kwitnących w sadzie, pejzaży ze ścianami lasu w tle do „Teki pomorskiej”. Twierdził, że drzewa i kwiaty mają własną duszę; podobną myśl znajdziemy również u Guido Ceronettiego: „Drzewa nie są zielenią: to bracia unieruchomieni, dawne plemię porośnięte sierścią, pełne wilgoci, obrosłe rogami i obdarzone dla człowieka cechą niepojętą: bezmierną dobrocią”.

Wspominałam mistrza Leona właśnie na Podlasiu, w czasie urlopu, kontemplując krajobrazy bliskie jego duszy, niewiele zmienione przez ostatnich 100 lat, bliżej granicy z Białorusią.

W Białymstoku natrafiłam też na publikację Leszka Mateli Geomancja z ciekawymi spostrzeżeniami o duchowych aspektach puszczy, energii drzew i drzew jako tematu medytacji. Ponowne skojarzenie z Wyczółkowskim, potrojone niejako, z jego pracami graficznymi, opublikowanymi wypowiedziami, wreszcie całokształtem swoistej holistyczno-kolorystycznej „filozofii przyrody”, więcej nawet – historiozofii.

W Świętym Gaju Wyczół szczególną czcią darzył cisy, uwieczniające je legendy. Mawiał, że na korze tych wiekowych drzew brakuje jedynie podpisu Bolesława Chrobrego. Projektował na cisowym uroczysku stworzenie prasłowiańskiej świątyni na Pomorzu.

Niegdyś drzewa traktowano jako żywe istoty, oddawano im cześć, istniało przekonanie, że są siedzibą bogów. W mitologii skandynawskiej pojawiło się wyobrażenie drzewa jako osi wszechświata, która łączy niebo z ziemią, nieskończoność. W koronach mieszka wiatr, korzenie spoczywają w matce ziemi przerabiającej nieśmiertelny proch. „Czczę je… Są one jak samotnicy” – pisał Hermann Hesse – laureat literackiej Nagrody Nobla w pięknym eseju o drzewach. Z Białowieżą zaś związany był Metodiusz Romanow – leśnik i ezoteryk. Głosił w książce Duchowe skarby Puszczy Białowieskiej powrót do harmonii człowieka z Naturą za pośrednictwem subtelnych wibracji puszczy, twierdził, że na spotkanie wychodzą tam istoty duchowe. Zaryzykował nawet w swojej publikacji wizję Puszczy Białowieskiej jako „Wielkiego Kościoła przyszłej Religii Ducha”. W 1991 r. na ściętym konarze dębu w Parku Pałacowym w oddziale 495 pojawiła się tajemnicza ikona z obliczem w aureoli. I choć dzisiaj wizerunek już się zaciera, nadal odczuwa się szczególne, mierzalne oddziaływanie, podobnie w oddziale 496. Badana częstotliwość radiacji rosnących tam dębów odpowiada rytmowi oddychania człowieka i bicia serca. W tej części parku znajduje się 15 starych dębów na terenie dawnego miejsca kultu plemiennego i pochówku. Co więcej, odnotowano nieadekwatne do miejsca zjawiska akustyczne. Czy te wszystkie niezwykłości, dźwięki, wibracje, moce chłonął Wyczółkowski obcując w plenerze z białowieskimi dębami oraz wszystkimi innymi drzewiastymi braćmi, którym poświęcił tak wiele uwagi i tkliwości przy pracy? Czy zdołał w swoich dziełach przekazać całą ich tajemnicę? Kunszt warsztatu artysty uhonorowano Złotym Medalem w Paryżu właśnie za Młode dęby, to bezsprzeczne. Szczęśliwie nam pozostaje możliwość osobistego obcowania z bogatą spuścizną mistrza w polskich muzeach, a w szczególności zaś w gościnnych salach muzeum jego imienia – Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy.

Inne

Książki

Metodiusz Romanow, Las

Walka o miejsce mocy – Dzikie Życie

http://pracownia.org.pl/dzikie-zycie-numery-archiwalne,2271,article,4836

Listy

W odpowiedzi panu Bobcowi

Współczesny człowiek coraz bardziej odczuwa potrzebę kontaktu z przyrodą. Zaczyna dostrzegać jej niezwykłą siłę oddziaływania i jej ukryte moce. […] Być może już wkrótce chroniąc nasze obszary leśne będziemy uwzględniać nie tylko ich znaczenie ekologiczne, ale również lecznicze i duchowe.

Otylia Sakowska i Leszek Matela, „Uzdrawiające energie przyrody”

Pan Andrzej Bobiec w wypowiedzi zamieszczonej w „Dzikim Życiu” nr 19/20, zatytułowanej „Tu jest pies pogrzebany miejsca mocy”, poddał totalnej krytyce tzw. miejsca mocy odkryte przez nas w ostatnich latach w Puszczy Białowieskiej.

Zacznijmy od tego, że autor krytycznego tekstu nie ma najmniejszego pojęcia o „szeroko rozumianym różdżkarstwie”. Świadczy o tym chociażby fakt, że zalicza do niego, jak leci, radiestezję, reinkarnację, chińską medycynę. Nie chcemy w tym miejscu dawać wykładu o tych dziedzinach wiedzy, ale warto przynajmniej określić co jest czym.

Różdżkarstwo to tylko dział radiestezji zajmujący się badaniem i opracowywaniem praktycznych programów wykorzystania różdżki do wykrywania, lokalizowania i określania cech interesujących obiektów, głównie cieków wodnych, złóż podziemnych, przedmiotów itp.

Radiestezja zaś to umiejętność albo zdolność odczuwania emisji promieniowania elektromagnetycznego o bardzo szerokim paśmie wysokiej częstotliwości, a niskiej energii, wyczuwanie jonów wydzielanych przez substancje nieradioaktywne, lokalizowanie źródeł emisji wolnych elektronów oraz pól magnetycznych i elektrycznych posiadających ładunki ujemne bądź dodatnie.

O ile można utożsamiać różdżkarstwo z radiestezją, to już reinkarnacja zupełnie do nich nie przystaje. Medycyna chińska z kolei to ukształtowany wielowiekową tradycją i doświadczeniem system medycyny tradycyjnej.

Pan Bobiec wyraża się o radiestezji dezaprobująco, rzekomo w kontekście nauczania Kościoła katolickiego. Może więc warto przypomnieć, że ów Kościół już na początku XVII w. wyraził pogląd, że różdżka jest zjawiskiem naturalnym, działającym pod wpływem wyziewów wody i metali. Zresztą, wielu wybitnych radiestetów wywodzi się ze stanu duchownego! Że radiesteci nie czują się „dziećmi Szatana” świadczy chociażby fakt, że na Węgrzech patronuje im św. Krzysztof. Sprowadzanie dzisiejszej radiestezji na pogranicze magii i czarów jest cokolwiek nie na miejscu.

Wróćmy jednak do Puszczy Białowieskiej. Na początek wyjaśnijmy; że „miejscem mocy” w radiestezji określa się obszar o pozytywnym promieniowaniu, oddziaływującym na organizmy ludzi oraz ich psychikę.

Pan Bobiec myli się stwierdzając, że miejsce mocy w oddziale 495 jest „otoczone czcią jako centrum osobliwego kultu”. Tutaj nic takiego się nie dzieje! Niezwykłość tego miejsca wyjaśniana jest na drodze zjawisk fizycznych. Dotychczas dość dokładnie przebadali je radiesteci, przy użyciu technicznej aparatury pomiarowej. Potwierdzili oni występowanie cech pozwalających zaliczyć ten obszar do „miejsc mocy”. W najbliższym czasie swoje badania przeprowadzą archeolodzy. Żywimy nadzieję, że stopniowo uda się rozszyfrować wszystkie zagadki.

Pan Bobiec mija się także z prawdą twierdząc, że „specjalnością tego miejsca jest ‘tajemniczy’ betonowy odlew…” Betonowy murek i oparta o niego płyta z wyrytym krzyżem prawosławnym nie ma z miejscem mocy żadnego przyczynowego związku. Ten pomniczek upamiętnia tragiczny wypadek, jaki wydarzył się w czasie prac przy odbudowie zniszczonej przez Niemców linii kolejowej Hajnówka Białowieża. W jego rezultacie zmarł młody mieszkaniec Białowieży, Sergiusz Wołkowycki. Poruszeni tym zdarzeniem koledzy Sergiusza postanowili oddać cześć zmarłemu wykonując ten symboliczny nagrobek (Sergiusz Wołkowycki pochowany został na cmentarzu w Białowieży). Twierdzenie pana Bobca, że pod murkiem pochowano psa jest bezmyślnym powtarzaniem zasłyszanej nieprawdy. Przy okazji godzi w dobre imię tragicznie zmarłego, także jego bliskich, którzy jeszcze żyją.

Gani pan Bobiec pisma i inne media za to, że angażują się „w bezkrytyczną reklamę tak wątpliwego zjawiska w czasie, gdy toczy się batalia o ratowanie pozostałości cudownej Puszczy Białowieskiej”. Ręce po prostu opadają na taki zarzut! Czy naprawdę pan Bobiec nie rozumie, że to „tak wątpliwe zjawisko” jest dodatkowym argumentem dla ekologów? Wskazuje bowiem na jeszcze jeden aspekt, o którym tak rzadko się mówi, a który również sprawia, że Puszcza jest „cudowna”. Właśnie w tym, tak przez pana Bobca krytykowanym, „miejscu mocy” jest chyba najlepsza okazja do zwrócenia uwagi turystom i wszystkim, którzy tu się znajdą na pozamaterialne wartości białowieskiej przyrody – zazwyczaj niezauważane, ignorowane. Na to, na co bezskutecznie wskazywał przed siedemdziesięcioma laty leśnik Metodiusz Romanow, w opublikowanej w 1925 r. rozprawce „Duchowe skarby Puszczy Białowieskiej”.

Wizyta w „miejscu mocy” może stać się impulsem do wstąpienia na drogę osobistego rozwoju duchowego. Cóż bardziej wspaniałego może zaoferować nam Puszcza Białowieska? Trudno w tym miejscu nie wspomnieć także o terapeutycznych zaletach owego obszaru, zupełnie dotąd nie wykorzystanych. Nie bez przyczyny przecież przyjeżdżała tutaj wielokrotnie Eliza Orzeszkowa, by leczyć „skołatane nerwy”.

Zupełnie niezrozumiały wydaje się nam komentarz Redakcji do tekstu pana Bobca, w którym wyraża obawę, iż miejsca mocy mogą wzmocnić kasę przedsiębiorstw turystycznych. „Miejsce mocy” jest ogólnodostępne, a za wizytę w nim nikt nie pobiera opłat. Zresztą wątpliwe, czy wpływy z ewentualnych opłat zrekompensowałyby komukolwiek wydatki ponoszone na jego utrzymanie, nie wspominając już o zyskach. A z drugiej strony jak owa „troska” ma się do propozycji rozwoju turystyki w związku z proponowanym wstrzymaniem wyrębu Puszczy? Przecież takie rozwiązanie proponują mieszkańcom tego rejonu ekolodzy! Powyższa sytuacja jest „papierkiem lakmusowym” ich prawdziwych intencji.

Chyba tylko przez niezrozumienie można twierdzić, że ta sprawa może „odwrócić uwagę od prawdziwych problemów” Puszczy Białowieskiej. W rzeczywistości jest to jeszcze jeden atut, który z powodzeniem da się wykorzystać w obronie Puszczy. Konstatujemy to ze smutkiem, albowiem widzimy jak powierzchownie i jednostronnie podchodzą do problemów Puszczy ci, którzy mienią się jej obrońcami.

Tymczasem atrakcyjność tego miejsca ściąga coraz większe rzesze turystów. I to nas cieszy!

Piotr Bajko, inż. Borys Russko, dr n. med. Sergiusz Tarasiewicz

***

Od redakcji: Dla nas „papierkiem lakmusowym” intencji jest stosunek do wstrzymania wyrębu Puszczy i tyle. Puszcza jest święta – z jej miejscami mocy i miejscami słabości. Matka natura wiedziała przecież co robi. Jeśli „miejsca mocy” zostaną użyte jako dodatkowy argument, by nie wycinać Puszczy i objąć ją całą parkiem narodowym – będziemy się z tego tylko cieszyli.

Wakacyjnie: Kopiec Babki Kraka i Kopiec Stradom oraz Wzgórze Wisielców na szwedzkiej mapie z 1773 roku!

Posted in Mitologia Słowiańska, nauka, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata by bialczynski on 21 Sierpień 2013

[ostatnia aktualizacja: 27 08. 2013]

Dotarła do nas rzeczona mapa, na którą się kiedyś powoływaliśmy i jeśli mnie oko nie myli to rzeczywiście mamy na niej potwierdzenie dokładnie takiego położenia Kopca Babki Kraka jak w moim opisie. To  miejsce leży obecnie na terenie Parku Bednarskiego, za kościołem Świętego Józefa (to jest grubo powyżej kościoła na wzgórzu). Wybrano stąd olbrzymie masy kamienia – można powiedzieć, że na tym kamieniu z Krzemionek  “Kraków Zbudowano”.

1733-1734bKliknij i powiększ inaczej tego nie zobaczysz. [Nieprawidłowe ułożenie planu w stosunku do północy - o 90 stopni]

A może to Wzgórze Wisielców? Tutaj zidentyfikowane z Zakrzówkiem? Nie. Jednak Wzgórze Szubieniczne w Krakowie było na Zakrzówku. Te skały obok Wzgórza Szubienicznego, które też stało się olbrzymim kamieniołomem i dziurą w ziemi, będącym dzisiaj Zalewem na Zakrzówku, to Skałki Twardowskiego z jego Grotą, która miała być pracownią alchemiczną czarnoksiężnika (prawidłowo mówiąc czarodzieja i poganina, rodzimowiercy).

Kopiec Babki Kraka – MOIM ZDANIEM – leży jednak na Placu Lasoty, tj. tuż obok. W takim razie  czy kopiec, który tutaj jest opisany przez nas jako Kopiec Babki Kraka to jest ten słynny Trzeci Kopiec – opisywany z kolei w przewodnikach PTTK jako Kopiec przy Stradomskiej (Kopiec Stradom) . KOPIEC STRADOM = KOPIEC BABKI KRAKA? Nie. to nie jest możliwe.

Czy Wzgórze Wisielców nie znajdowało się na Lasocie? Albo czy Lasotą nie nazywano nie tego wzgórza co obecnie, lecz Wzgórze Zakrzówek ze Skałkami Twardowskiego? Istnieje szereg poszlak dotyczących pomieszania nazw i tradycji między Zakrzówkiem i Skałami Twardowskiego a Wzgórzem Lasota. Między innymi pracownia alchemiczna Jana Twardowskiego ma dwie lokalizacje: na WZGÓRZU ZAKRZÓWEK-SKAŁKI TWARDOWSKIEGO, ALBO NA WZGÓRZU LASOTA. Jak by nie było, ułożenie kopców Kraka i Babki Kraka względem Skałki i Wawelu wydaje się niepodważalne. Zatemgdzie leżał Kopiec Stradom zwany też “Kopcem przy Stradomskiej”? Wydaje się, ze możliwa jest tylko jedna lokalizacja wskazana również na tej mapie. W tym miejscu gdzie był Kopiec Stradom stoi dzisiaj Hotel Royal, naprzeciw Wawelu  u zbiegu ulicy Grodzkiej i Stradom. Tu jest Kopiec Stradom, którego już nie ma, gdzieś na Plantach – do dzisiaj znajduje się tutaj wysokie wzgórze wzdłuż całej ulicy Gertrudy, na którym posadowione są duże budowle, między innymi kościoły.  Oto jak to wygląda na mapie współczesnej:

Wewel Krak Twardowski Babka Kraka wspolczesna

Oto info z Historycy.org na temat szubienic na wzgórzach kaźni

Miejsca kaźni mieściły się w różnych dziwnych miejscach. Zbójców często zabijano na szczytach gór. W Gorcach np odbywało się to, na najwyższym szczycie, na Turbaczu. Nadal część zbocza, koło Polany Świderowej nazywa się Wisielakówka. Byli to zbójcy skazani wyrokiem sądu w Nowym Targu, który posiadał tzw prawo miecza, czyli prawo do zasądzania wyroków śmierci. Pisze o tym m.in. Kazimierz Sosnowski. Innym miejscem w Gorcach był położony nad Porębą Bucholowym Wierchu. Wg tradycji skazano tam kiedyś dwunastu zbójców za kradzież w Krakowie, wieszano ich na szubienicy, na którą drewno dał dwór. Szubienica stała jeszcze długo, chyba, żeby przypomnieć mieszkańcom o surowości kar. Innymi miejscowościami posiadającymi prawo miecza, a w związku z tym szczególnie znienawidzonymi przez zbójników był Cieszyn, Żywiec, Oświęcim, Kraków, Biecz, czy po węgierskiej stronie Lewocza, Bardejov. Zbójców w Krakowie wieszano na Krzemionkach, w Żywcu na Grojcu (tam chyba skończył słynny Bury, który nawet wieszany na haku śpiewał: „wio Bury do góry”), w moich okolicach wieszano na Makowskiej Górze, górującej nad Makowem Podhalańskim. Nazwą być może związaną ze zbójeckimi kaźniami jest też Szubieniczna Góra, wznosząca się nad Jeziorem Czorsztyńskim w Pieninach Spiskich.

Dokładniej mieściło się ono na dzisiejszym Pl. Lasoty. Tu miedzy innymi nabito na pal Kostkę Napierskiego. Zachowała się też dawna droga, którą szli skazańcy. Obecnie nazywa się Tatrzańska, a kiedyś Na Zbóju.
Druga szubienica miejska w Krakowie była tam gdzie dziś jest więzienie przy ul. Montelupich. Prowadziła do niej z Rynku ul. Sławkowska, a potem: Długa i Pędzichów.

Dodam że ta ostatnia działała dokąd nie zniesiono w Polsce kary śmierci.

Wakacyjnie: Trzy Wielkie Tamary, czyli coś więcej niż tylko fotoreportaż z Gruzji (Swanetia w Hruszji-Horusji)

Posted in Mitologia Słowiańska by bialczynski on 19 Sierpień 2013

© by Czesław Białczyński

® foto by Lidia Czopkiewicz

L1030641Daleki widok na Górę Welburz (Wielki Brus Elbrus). Wel-Burz to także Góra Wielkich Burz. [brus - osełka, ostrzałka]

Jak zwykle latem rozjechaliśmy się wszyscy po Królestwie SIS i nie tylko. Polaków spotkać mogliście na wszelkich możliwych szlakach. Nasze wysłanniczki wyruszyły w Góry Czarnych Kauków (Kaukaz), czyli tę część Sistanu, którą po długiej nieobecności Ario-Słowian odbili wreszcie Bagratydzi i przywrócili tam sistański ład. Trafiły tam do Swanetii w Horusji (Hruszji, Gruzji, Har-Rusji, Har-RAsenie), by sprawdzić czy legendy pokrywają się z rzeczywistością i jest tam tak pięknie i tajemniczo, jak opowiadają.

L1030585Góry czarnych kauków zwane dzisiaj Kaukazem (Kaukowie – Alkowie – trójgłowi bogowie Działu Działów, inaczej Dzięgle, z których chrześcijanie zrobili swoich Arcydzięgli-Archaniołów-Arcy Niosów, Nyjosów Niebianskich )

Przy okazji zanotowały na fotografiach wspólnotę kulturową słowiańsko- gruzińską (starosistańską) w znakach solarnych, swastykach, sprzętach, hodowli zwierząt, przedmiotach gospodarskich, ludziach, obyczajach  i budowlach.

L1030637Słynna Swanetyjska wieża – jedna z tysięcy

Żeby zaś było to coś więcej niż fotoreportaż z udanej podróży, przytaczamy wiadomości o Trzech Wielkich Tamarach – królowych, Amazonkach – także po to to czynimy żeby zwrócić waszą uwagę, że Kobieta w Sistanie zawsze miała bardzo wysoką pozycję.

L1030591Przyroda Sistańska, czyli Matka Nasz Przy Rodzie Stojąca

Równość kobiet i mężczyzn to bardzo stary, wiekowy już, wynalazek Słowian a nie kultury chrześcijańskiej i tzw. „cywilizacji Zachodu”.  Ta prosta konstatacja niezaprzeczalnej prawdy dziejowej powinna otworzyć oczy tym, którzy postęp widzą w Zachodzie. On płynął i płynie ze wschodu, z Sistanu, z Wielkiego Królestwa SIS, ze Słowiańszczyzny. Także obecnie.

L1030592

Księga Ruty

amazones w skołockich czapkach

Tamara I Wielka

strona 81

A po Łuce rządziła Łukomorzanami królowa Lęda, co miała dziewięciu synów, potem Lena,
a po niej Moryk, a po nim Mądoch, który porzucił Łukomorzan, zabierając całe bogactwo i całą
drużynę wojów. Z tych powstało plemię Mądochów, a potem po Wonie o Taje – w Nowej Lęgii
odrodziło się z Pępów w Jaskini Waru plemię Mężogątów, którym przewodził kniaź Doniec, to
samo, które później rozeszło się w różne strony pod Skołopętą i Jelinosem, pod królową Mazją
– założycielką wojowniczego plemienia Mazonek oraz pod Tamarą I Wielką.

amazones008

str 308

Czarownicy Nurscy z Caroduny prawią, że te dziewoje były trzema z dwunastu córek Kąptorgi,
spłodzone zostały z nią przez Ładziwca, podczas gdy pozostałe zostały poczęte również po
trzy: w drugiej kolejności – przez Nura (Kęcina-Gontyna, Tamara i Odziera), w trzeciej grupie
trojaczków – przez Kriwędysa (Zaręba-Żarewa, Dumna i Mirna) i w czwartej grupie po trzy
– z Pałomęża I Pylajmena z Nuruso-Buro-Istów lub Ojca z lęgijskiego plemienia Ojców (Miodewa-
Medeja, Tugomira i Kejkaja-Kiedykęda).

amazon-small

str 309

Tylko Tamara, która poszła na Wschód, i Lęda-Łabęda, porwana znad rzeki przez Boga Byka
i uprowadzona na Skrytę, nigdy już do nich nie wróciły. Ale powiadają mudrowie Cakonów,
że wśród założycielek plemienia Mazów i Mazonek były też dwie nad wyraz mocarne dziewice,
kropla w kroplę podobne do Lędy-Łabędy, o białych płonących oczach, o białej łabędziej
skórze, o białej, a więc wielkiej sile, które przybyły znad rzeki Łaby i Jeziora Gołdapi, a zwały się
Lęgosępa-Lędoisepa z Lęgów i Gołaja-Kalja z Golemów-Stolemów.

Romaje powiadali, że Mazonki pochodzą znad rzeki Termodont, czyli Cieplenicy. Nie jest to
prawda. Pochodziły znad Dźwiny i Dunaju. Nad Dunajem Mazonki osiadły wpierw w Tyrsie-Bierle,
czyli w obwarze po Bierle-Obdzierle, który umocniły, rozbudowały i ożywiły. Do ich przybycia
obwar stał podupadły i niemal pusty, choć opodal żyło plemię Dachów-Gątów i Chatów-Gątów.
Z tymi się zaprzyjaźniły, zżyły i w końcu zawładnęły nimi. Potem za zdobywczą tyrsą Kąciną-
Gontyną powędrowały jednak nad Don i po jego lewym brzegu, patrząc od morza, założyły
swoje siedziby, dołączając do wojowniczek kniagini Mazji. Stąd dopiero Mirna, Lęgosępa, Tamara,
Kejkaja, Gołaja-Kalja i Miodewa poszły ze swoimi wyprawami.

Amazones 4

str 310

Tamara poszła Wschodnim Szlakiem Widnurowym z Mazogątami, którzy się stali jej plemieniem.
Potem sprzęgła się z Sakami i dokonała wielkich czynów, więc zwano ją Wielką Tamarą. Zarówno
ona sama, jak i jej Święta Wnuczka Tamara II Tomirysa i jej Bohaterska Prawnuczka córka
Tomirysy – Lodowija-Lodowika, przeszły do bajnych dziejów jako bogatyrki, lecz nigdy już nie
wróciły do Mazonek, choć też nigdy nie przestały być Mazonkami.

amazonka 2

str 428

Krukowie i Kurka, w przeciwieństwie do Kąptorgi i jej dzieci, byli okrutnie długowieczni. Chociaż
w wielu ziemicach zrzekli się władzy dobrowolnie i nie rządzili już sami, lecz rządziły ich wnuki,
to wciąż przewodzili swoim drużynom przybocznym i chodzili własnymi drogami. Kiedy oni po
wojnie z Sargonem II, około 110 i 120 roku Nowej Koliby, zabierali się wreszcie powoli w swoją
ostatnią drogę do Krainy Wiecznych Łowów, do stóp Wieczystego Wyraju, dawno już nie żyła
Kąptorga ani Kołak, Karpok i Lipok. Nie żył też Radomudra, Serpęta, Mąż II Mążynos, Kęcina,
Tugomira, Mężotur, Ichorus, Dodoł, Siwanda, Dumna, Radoprym, Pałomąż I Pylajmen, Tamara
I Wielka, Mirna, Czarodana i wielu jeszcze innych bohaterów Starych Czasów Nowej Koliby.

amazonki 1

str 441

Zdobywczą i zwycięską wyprawę perską przeciw kolejnemu faraonowi Psametykowi III w Medirze
poprowadził brat Gąbizuna Bardijata. Psametyk próbował się bronić, a że wiedział, iż walka
przeciw skołockiej jeździe konnej występującej po stronie Persów jest beznadziejna, sprowadził
po kryjomu znad Danapru zastępy Mazonek Siwandy wnuczki Kęciny, czyli wojowniczki
z plemienia Gątów, rządzących też wtedy Wędami Nadciemnomorskimi. Plemię Gątów było
pokrewne zarówno Mężogątom Środkowym Kęciny i Mazogętom Wschodnim Tamary I Tomirysy,
jak również Wędom znad Błotyku.

amazonki wzór ozdobny kuty złoto 230

str 467

Długie rozmowy i przeciągania popleczników ze starszyzny, a też poszczególnych zadrug,
doprowadziły w końcu do tego, że plemię Mężogątów podzieliło się na trzy części. Część
z nich poszła na zachód, gdzie wkrótce napotkali wołosko-odrackie plemię Dachów-Chatów,
tych samych, którzy trzy wieki później połączyli się z Parnami i poszli po raz kolejny zdobywać
Bogtoharię. Ci przyjęli miano Gątów. Część plemienia, pod wodzą kniagina Dońca, pozostała
na miejscu nad Orakiem, ci trzymali się swojej starej nazwy Mężogątów. Większość jednak
opowiedziała się za wędrówką na wschód i tak uczyniła trzecia grupa – najliczniejsza.
Tych powiodła na wschód Tamara i ci zmieszali się wkrótce z zamieszkującymi tam skołockimi
Sakami, Bujanami i Bajanami oraz wolnymi Bogtoharami. Żyli tam oni wszyscy razem w mirze
przez całe kołwieka, nazywano ich zaś Mazogętami Tamary Wielkiej.

6271332d66b0b751903ab0acf0893054Tamara II Tomirysa

str 120

Królestwo Sis miało także inne miana, takie jak Serbomazja (Sorbomazja) i Wielka Skołotia. Niektórzy
twierdzą, że miano Sis jest najstarsze. Do dzisiaj przetrwało ono w nazwie tylko jednego skołockiego
pradawnego plemienia, zamieszkującego dzisiejszy Iran i Afganistan, w krainie zwanej Sisanem albo Sistanem
(w prowincjach Północny Beludżystan w Iranie i Nimroz w Afganistanie), czyli tam, gdzie dawniej żyli słynni
Mężogątowie kagantyrsy Tamary II Tomirysy, gdzie rozciągała się Bogtoharia.

str 467

Wiele, wiele później, pewnego dnia, ponad 50 lat od wielkiej zdrady Wisztaspęty, który się oddał
pod władanie Persów i został satrapą Partii, 28 lat od śmierci Żar-zdusza, którego Wisztaspęta
wziął pod swe zdradliwe opiekuńcze skrzydła, dokładnie w 271 roku Nowej Koliby – a więc
w Okresie Żelaznym, czyli w Starych Czasach – nienasycony w podbojach, a przekonany o swej
boskości i wielkości król perski Kirus II Wielki, zwany też Kirkusem Drugim, usłyszawszy, że
królowa Wschodnich Mężogątów-Mazogętów, żona wielkiego Kusaka, wnuczka Tamary Wielkiej,
Tamara II Tomirysa99 owdowiała, zapragnął także i ten lud dostać pod swą władzę.

images

str 469 – 471

Poza wszystkim już raz ścierał się ze Skołotami, co prawda nie Mazogątami, ale z Sakami i pokonał
kagana Skunchę, ojca Kusaka, tego samego, co później był mężem Tamary II Tomirysy. Było to
ważne zwycięstwo, chociaż nawet wtedy nie udało się Kirusowi wedrzeć głębiej w ziemie Saków
tak, żeby sięgnąć ich ważnych grodów Czaryku czy Babisza101.
Wiedząc o śmierci kagana Kusaka, posłał więc Kirus do królowej Tamary Tomirysy dziewosłębów,
jakoby chciał ją mieć za żonę, ale uczynił to nieszczerze. Tamara, która dobrze wiedziała, że
zabiega on nie o nią samą, tylko o panowanie nad Mazogętami, nie zgodziła się na jego przybycie.
Gdy więc Kirusowi nie udał się podstęp, pomaszerował nad Orak i jawnie rozpoczął wyprawę
przeciw Mazogętom. Początkowo trzykrotnie pokonał w otwartym boju Tamarę, aż ta skryła się
za rzekę. Kirus rozpoczął więc budowę przeprawy.
Tamara przerwała mu tę robotę przez posłańców, obwieszczając, że jeśli Kirus chce walczyć na
jej ziemi, to ona odstąpi swoją harmią na trzy dni marszu od brzegów, a jeśli chce ją przyjąć
do bitwy u siebie, sam powinien po swojej stronie brzegu się usunąć. Rzekła mu też: – Królu
Miodewów, przestań tak gorliwie się spieszyć; nie możesz bowiem wiedzieć, czy na twój pożytek
praca twoja będzie skończona. Zaniechaj jej, panuj nad własnymi poddanymi, a nam pozwól
panować nad naszymi krajami. Ty oczywiście nie zechcesz pójść za tą radą, lecz wszystko raczej
uczynisz, żeby doszło do wojny.
Kirus Wielki natychmiast, usłyszawszy to, zwołał starszyznę Persów, przedstawił zebranym sprawę
i zapytał o radę. Doradzano mu przyjąć Tamarę we własnym kraju, lecz pokonany Lędyjczyk
król Krezus (nazywany przez Sistanów Chorjuszem, czyli Juszym Wojem Chorsa), który był przy
tym i nie pochwalał tego poglądu, przedstawił zapatrywanie wręcz przeciwne. Kirus wybrał radę
Krezusa i sam w nocy przeprawił się z wojskiem przez rzekę.
Powiadają niektórzy, że Chorjusz umyślnie tak poradził Kirusowi, czym pchnął go do klęski.
Miało to być zemstą za to, że go król perski pobił i wygnał z własnego królestwa. Sistanie
nazywali go Chorjuszem – Rozjuszonym Wojem Chorsa, dlatego że przez wiele lat dzielnie
stawał Romajom, łupił ich grody, zbierał daniny od nich i był wyjątkowo dzielnym wodzem.
W swojej stolicy zgromadził słynne z opowieści bogactwa, które z powodu klęski w bitwie
z Kirusem ten ostatni mu zabrał. Chorjusz nie miał jednak korzeni skołockich a miodewskie, był spowinowacony z nowym królem Miodewii, tym, co nastał po odejściu Madeja I Wielkiego
za Czarne Góry Kauków, a o którego uwięzienie pobił się z Kirusem II Wielkim i przegrał
sromotnie.
Wróćmy jednak do wojny Kirusa II i Tamary II Tomirysy.
Śpiąc na ziemi Mazogątów, Kirus miał widzenie, że najstarszy z synów Wisztaspęty, Darjusz, który
jako że za młody do wojska pozostał w Persji, unosi się na niebie, mając na ramionach skrzydła,
z których jedno zacienia Mazję a drugie Ląd-Łabędę. Rankiem rzekł do Wisztaspęty: – Okazuje
się, że twój syn czyha na mnie i na moje panowanie. Otóż kiedy spałem zeszłej nocy, ujrzałem
najstarszego z twoich synów; miał na ramionach skrzydła, z których jedno zacieniało Mazję,
a drugie Ląd-Łagodę. Po tym widzeniu sennym nie mam wątpliwości, że on przeciwko mnie coś
knuje. Ty zatem jak najspieszniej wybierz się w drogę powrotną do Persji i postaraj się, abyś mi
twego syna stawił do śledztwa, skoro po podbiciu tych ziem tam przybędę.
To wypowiedział Kirus w mniemaniu, że Darjusz przeciw niemu knuje jakieś miarunki. Ale
bóstwo objawiało mu tym sposobem, że on sam ma tam zginąć, a jego panowanie przejdzie
kiedyś w końcu na Darjusza.
Tego dnia Kirus posunął się naprzód o jeden dzień drogi od Oraku i tam założył obóz. Na koniec
dnia główne siły Kirusa zawróciły za rzekę, a pozostali w obozie wojowie przygotowali olbrzymią
ucztę. W uczcie tej wzięła udział tylko niewielka liczba wojów Kirusa, ci niezdolni do walki. Nocą
zaś główne siły zawróciły na powrót ku Orakowi. Gdy uczta w obozie miała się ku końcowi,
nadciągnęła trzecia część armii Mazogętów i po krótkiej walce wytłukła pozostawionych żołnierzy
Kirusa. Widząc zastawioną ucztę, wszyscy zasiedli do niej po pokonaniu przeciwników i ucztowali,
po czym, nasyceni jadłem i winem – posnęli. Teraz naszli ich Persowie, wielu z nich wymordowali,
a jeszcze większą ich liczbę wzięli żywcem do niewoli. Między innymi też syna królowej Tamary
Tomirysy, wodza oddziałów Mazogętów, Swargospisę.
Kiedy Tamara dowiedziała się o doli wojów i syna, zwróciła się do Kirusa ze słowami życzliwej
rady: – Zwróć mi syna i odejdź bezkarnie z tego kraju, aczkolwiek trzecią część wojska Mazogętów
okryłeś hańbą. Jeżeli tego nie uczynisz, przysięgam ci na Boga Słońca, że ja ciebie, choć jesteś
nienasycony, krwią nasycę.
Kirus jednak na te słowa wcale nie zwracał uwagi i zabił Swargospisę. Tamara, widząc że
jej nie usłuchał, a nawet nie zrozumiał, że przysięgała na Boga Opiekuna Swargospisy – jej
pierworodnego syna, zebrała całą swą potęgę i wydała mu bitwę.
Była to bitwa mordercza, najbardziej zajadła ze wszystkich. Naprzód z pewnej odległości
wzajemnie zarzucano się w niej strzałami, następnie, gdy im strzał zabrakło, zderzyli się lancami
i nożami i wzięli się za bary. Przez długi czas walcząc dotrzymywali sobie placu i żadna strona nie
chciała ustąpić. W końcu Mazogąci uzyskali przewagę.
Całe wojsko perskie poległo, a z nimi także sam Kirus zginął. Tamara napełniła bukłak krwią wojów
perskich i szukała wśród poległych Persów zwłok Kirusa; a znalazłszy je, wsadziła jego głowę do
bukłaka, lżyła trupa i wyrzekła nadto te słowa: Tyś mnie zniweczył, choć żyję i zwyciężyłam cię w bitwie, boś mego syna podstępem wziął do niewoli i zabił; za to ja ciebie, jak ci zagroziłam,
krwią perską nasycę”.
„Ze wszystkich stron doliny dobiegały charkoty i jęki. Mazogąci i Mazonki czekanami i sztyletami
dobijali Persów. Ziemia była zryta kopytami, grząska, a ciemne chmury przesłaniały zachodzące
słońce. Trupy leżały często na sobie, wielu bowiem padło sczepionych razem w boju, który
przetoczył się z taką furią, jakby starły się harmie bogów i zduszów. Zwłoki końskie i ludzkie,
z podobnie wytrzeszczonymi oczami i wyszczerzonymi zębami, zakrzepły jakby powykręcane
przez jakąś nadprzyrodzoną moc. Połamane strzały i lance wystające z wdeptanych w ziemię
ciał, zmiażdżone czaszki, odrąbane dłonie i stopy taplające się w kałużach ludzkiej i końskiej krwi
– wszystko to wyglądało upiornie. A kiedy jeszcze zabłysł ostry sierp księżyca i zaczęły szczekać
lisy i wyć wilki, a kruki, sępy, i wrony zawtórowały im krakaniem, nawet ludzi obdzierających
zwłoki przechodził dreszcz. Ślizgając się w błocie i krwi pospiesznie kończyli swoje mroczne
żniwo. Mazonki zaś, zarzuciwszy półksiężycowe tarcze na plecy, zrywały trupom naszyjniki
i obcinały palce z pierścieniami.
Nikt z Persów nie przypuszczał, że Tamara, ta sama uciekająca przed nimi przez trzy dni królowa,
którą dopiero co pokonali w otwartym polu, udawała tylko odwrót po to, by wciągnąć w wąwóz
całą harmię, a następnie wybić ją do nogi! Nie oszczędziła nawet tego, który obdarzony mocą
i chwałą Mądrego Pana, był równy bogom. Tego, przed którym padał na twarz każdy, od
żebraka po najwyższego kapłana, strażnika świętych hymnów Obwiesty i nauk Zoriana. Ona nie
ulękła się Króla Królów, boskiego władcy Ziemic Persów i Medów rozciągających się od Windii
po wyspy Romajów, Pana Syrego Kraju, Ozerii, Arabii, Kąpodachji-Kapadocji, obu Pragii-Frygii,
Lędii-Lidii, Kasii, Fenicji, Małmazji-Cypru i Mlekomediru, króla Wawelonu (Babilonu), Sumeru
i Akkadu, władcy Czterech Stron Świata, z którym nie mógł równać się żaden śmiertelnik” – tak
opisywał tę klęskę ocalały cudem pod zwałami trupów Wisztaspęta.
W nocy po bitwie, gdy Mazogąci odurzeni konopiami i zdobycznym winem świętowali pod
ostrym sierpem księżyca swe wielkie zwycięstwo, wyjąc jak stado wilków, tańcząc jak nawiedzeni
i parząc się z równie rozszalałymi Mazonkami. Kniagini Tamara Tomirysa już o północy poczuła
się tak znużona, że zniknęła w swoim namiocie i zasnęła kamiennym snem.
Tuż przed świtem przyśniła jej się brodata głowa Kirusa brocząca krwią. Gdy zbudziła się
z bijącym sercem, widziała ją nadal przed sobą. Gdy się umyła i ubrała w jasnozieloną, jedwabną,
przetykaną srebrną nicią szatę, kazała wezwać do siebie kagana Saków Kłokocisa, pierwszego ze
swych nałożnych i rzekła doń: – Dziś wieczór Kłokocisie przyjdziesz do mej sypialni, wykąpany
i namaszczony. Chcę bowiem mieć córkę, aby odziedziczyła po mnie królestwo. Ciebie wybrałam,
bo Ciebie kocham najbardziej i pragnę, by moja córka miała Twoją siłę, urodę i męstwo, bowiem
chociaż, my Mazogątowie najbardziej czcimy Dażboga i Swarożyca-Słońce, ja, Tamara, słucham
również Chorsiny-Pani Księżyca, której nie znasz, bo jesteś mężczyzną. Przysięgam Ci, nikt nie
poskromi tej Bogini. Nawet Słońce oddało jej Noc. Persowie są za głupi, by to zrozumieć i musieli
przegrać. Jeśli urodzę tę dziewczynę, będzie jeździć konno i strzelać z łuku w wieku pięciu lat, tak
jak ja to czyniłam, a syn Kirusa Gąbizun, mając tak wielkie królestwo do pilnowania, może długo nie
zechcieć wyruszyć w nasze stepy. Kiedy po latach Persowie tu nadciągną, wystarczy, by nasza córka
natchnęła swą królewską postawą dowódców jazdy, a pokonamy Gąbizuna, tak samo jak Kirusa
wczoraj. A teraz weź mnie tak jak ogier bierze klacz na pastwisku. Tak lubię najbardziej. Kochaj
mnie długo i cierpliwie, a Twoje nasienie niech spłynie tam, gdzie czeka na nie Bogini. Chodź! (1)

(1) – tekst kursywą na podstawie fragmentu utworu Jacka Dobrowolskiego „Tomirys, królowa Masagetów – opowieść trzech Persów”

I tak się stało…
Gąbizun – Król Królów odzyskał ciało ojca i pochował je w kamiennym grobowcu w Pasargadzie,
ale nie pomścił ojca, bowiem nigdy nie pokonał Skołotów. Nigdy więcej nie ruszył też przeciwko
samej Tamarze i bojąc się Saków Kłokocisa nie przekroczył granic Królestwa Sis.

artlib_gallery-57320-b

str 478

U boku Nurusów, przez cały czas do tego decydującego starcia, walczyły dzielne Mazonki Lodowiji
z Mazogątów, córki sławnej kniagini Tamary II Tomirysy, tej samej, która pobiła i uśmierciła Kirusa II
Wielkiego, króla Persów. Onaż Tamara, owinąwszy sobie wokół palca władcę Saków Kłokocisa, nie
dopuściła też, aby syn Kirusa Drugiego, Gąbizun, kiedykolwiek postawił stopę w ziemiach Królestwa Sis.
Przez całe lata walki z Persami towarzyszyła Tamarze Tomirysie i Kłokocisowi ich córka Lodowija,
o skórze białej jak śnieg, jasnych jak len włosach, a oczach niebieskich niczym Rzeka Błękitna.
Towarzyszyła im i uczyła się wojaczki, aż została największą wojowniczką Mazogątów. Wtedy
powierzono jej oddziały walecznych Mazonek.

str 507

Tamara-Tomirysa znana Romajom i Persom jako Tomyris, królowa Mazogętów (według Romajów Massagetów),
która pokonała w 271 roku czasu NK (529 r. p.n.e.) wojska perskie pod wodzą Cyrusa II Wielkiego, który sam
wówczas poległ w bitwiea.
a Jak podaje Herodot w Dziejach (I, 205–214)

queen-tamara-of-georgia--63

Tamara III Tamar, z Bagratydów

str 310

Miodewa z Gołają zdobyły Gołgolidię, Swanetię i Złotą Horusję‑Hruszję, gdzie niegdyś Kościej
uprawiał Złotą Gruszę Spora, a w której strumieniach płynęło czyste złoto. Dobywano je
z wód przetakami i wybierano spośród piasku baranim runem. Tę ziemię o pięknych górskich
dolinach usłanych czarownym, ognioodpornym krokusem, zdobyła bohaterskim czynem Gołaja.
Tu spotkała także Kołaka i zakochała się w młodym kaganie. Dlatego właśnie nazwano ową krainę
Gołgolidią albo Kołgolidią, a później Romaje nazwali ją Kolchidą (Kolholidią), czyli Ziemią Kołaka
i Kalji (Gołaji). Gołaja jako trzynasta Mazonka, zrodzona z Golemów, razem z Miodewą zyskała
przybranego ojca w Ojcu z plemienia Ojców-Osiów, którzy w tej ziemi i ziemicach sąsiednich
zamieszkali.
Królestwo Sis wróciło tutaj, do Ziemi Ojców, po czasach Pięciosiły, Pałomężów, Pawiolęgończyków,
Orojów, Kąpodachów i Parnów, dopiero w osobach władców z rodu Bagratydów. A działo się to
w roku 1686 czasu Królestwa Sis51, a więc po 1000 godach nieobecności i obcych rządów.

W żyłach Bagratydów płynęła krew Bogatyrsów i Mazonek, i oni dokonali zjednoczenia
Gołgolidii, Horusji-Gruzji, Swanetii i Oroji-Armenii oraz Ojcy-Osetii. Niech to wydarzenie będzie
przestrogą dla wszystkich, którym się wydaje, że Królestwo Sis może kiedykolwiek zaniechać
odwetu za jakiekolwiek wyrządzone mu krzywdy, lub zaniechać żądania zapłaty jakiejkolwiek
należności.
Miodewa okazała się zdrajczynią, pomocnicą Romaja Jędzona, który przybył do Horusji i Swanetii
po Złote Runo i dzięki niej je zdobył. Mimo że udało jej się wspólnie z Nurusami na krótko
podbić zbrojnie Ziemię Urartu (Oroję), to nie potrafiła nad nią zapanować. Za to Nurusowie
wracali tam niejednokrotnie, a władzę w Oroji w imieniu Wielkiego Królestwa Skołotów, Istów
i Słowian sprawowali ich wodzowie: Rusa I (65–87 NK), Rusa II (115–155 NK), Rusa III (195–202
NK) i Rusa IV (202–210 NK).
Miodewę zapamiętano wyłącznie jako zdrajczynię. Cóż, nie wszystkie Mazonki były niepokalane
i bohaterskie. Jednak, jak wszystkich zdrajców, wyrodnych synów i córy Wielkiej Skołotii
i Królestwa Sis, spotkała ją za jej sprzeniewierzenie kara boska. Jędzon ją porzucił dla jednej ze
swoich Wyrodomajek z Koryntu, a wtedy od zranionej dumy oszalała i wymordowała wszystkie
dzieci, które mu zrodziła.

Wiki

Tamar, Tamara I Wielka (gruz. თამარ) z rodu Bagratydów (1160–1213) – królowa Gruzji od 1184.

Była najstarszą córką króla Jerzego III i Burudukan, córki króla Alanii – Kuddana. W 1178 jej ojciec ogłosił ją współwładczynią i następczynią tronu Gruzji. Kiedy umarł w 1184 Tamara została samodzielnym królem (Tamar Mepe).

W 1185 grupa gruzińskiej szlachty wybrała dla Tamary męża – księcia suzdalskiego Jurija Bogolubskiego (znanego w Gruzji jako Giorgi RusiJerzy Rusin). Tamara i Jerzy nie mieli potomstwa, a królowa szybko zniechęciła się do męża – prawdopodobnie z powodu jego zachowania[1]. Para rozwiodła się w 1187, a królowa sama wybrała dla siebie drugiego męża. Jej wybrankiem został książę Dawid Soslan z Osetii, potomek gruzińskiego rodu królewskiego Bagratydów. Ich ślub odbył się w 1188. Dawid Soslan nosił tytuł króla tylko nominalnie, Tamara nie dzieliła się z nim władzą (nazywano ją Królem królów i królową królowych).

Genealogia Dawida Soslana

Pierwszy mąż Tamary – Jerzy razem z potężną partią szlachty gruzińskiej w 1191 dwukrotnie próbował przejąć władzę i dwukrotnie został pokonany.

Okres jej panowania uznawany jest za „Złoty Wiek” Gruzji. Na dworze Tamary wychowywali się prawdopodobnie jej siostrzeńcy, wnuki cesarza Bizancjum Andronika I Komnena – Aleksy i Dawid[2] . Tamara pomogła im w 1204 zająć Trapezunt i utworzyć na południowo-wschodnim wybrzeżu Morza Czarnego Cesarstwo Trapezuntu. Królowa zmarła w 1213 i według legend została pochowana w sekretnym miejscu w monastyrze Gelati, niedaleko Kutaisi, w zachodniej Gruzji. Historycy gruzińscy twierdzą, że pochowano ją w jednej w nisz klasztoru. Tamara jest świętą prawosławną i katolicką[potrzebne źródło].

Potomstwo

Tamara miała kilkoro dzieci, ale tylko dwoje przeżyło dzieciństwo:

  • Łasza Giorgi (1192-1223), przyszły król Gruzji – Jerzy IV,
  • Rusudan (ok. 1194-1245), przyszła królowa Gruzji, żona księcia seldżuckiego Muhammada Mughisa ud-din Turkan Szacha.

Strona o Oblicza Gruzji (fragment)

http://obliczagruzji.monomit.pl/reportaze/krolowa-tamar-jedna-z-najwiekszych-wladczyn-swiata

Miała 18 lat, gdy została współwładczynią potężnego kraju, a 24 lata, gdy objęła samodzielne rządy. Wszechstronnie wykształcona i piękna. Rozwiodła się z mężem, zwyrodnialcem i alkoholikiem. Drugiego męża poślubiła z miłości, jednakże zastrzegając, iż będzie tylko królem-małżonkiem, nie ingerującym w jej rządy. Kobieta dynamiczna, odważna i władcza…

Pomimo swojej silnej wiary w Boga potrafiła twardo negocjować z hierarchami kościoła oznajmiając im: “Wy słowem – ja czynem, wy kazaniem – ja prawem, wy wychowaniem – ja nauczaniem. Będziemy czynić starania o powierzone nam przez Boga dusze naszych poddanych”.

Cóż za wspaniała emancypantka, prawdziwa reprezentantka dzisiejszych idei kobiecych ruchów?!

Królowa Tamar urodziła się w 1160 r. w Mcchecie jako najstarsza córka króla Gruzji, Georgiosa III i królowej Gurandukht. Ojciec mianował ją w 1178 r. współwładczynią. Sześć lat później po jego śmierci objęła tron. Była o dziwo tytułowana “Tamar Mepe”, czyli król a nie królowa. Jej imię jest używane w dwóch formach: Tamara i Tamar.

Zaaranżowane przez radę możnowładców gruzińskich małżeństwo z ruskim księciem Jerzym Bogolubskim z Suzdala okazało się nieudane i bezpłodne. Mimo pięknie brzmiącego nazwiska Jerzy upodobał sobie bardziej pijaństwo i rozpustę, niż uwielbienie Boga. 27 letnia Tamar rozwiodła się z nim i kolejnego małżonka wybrała sama i jak mówią przekazy – z miłości. Został nim książę Dawid Soslani z Osetii, potomek gruzińskiej dynastii Bagratydów Widać już wtedy animozje do Rosji były silne i gruzińska królowa wolała krewniaka. Tamar dzieliła z wybrankiem łoże i pole bitwy, ale nie władzę. To ją nazywano “Królem Królów i Królową Królowych”. Urodziło im się dwoje dzieci, syn Georgios IV i córka Rusudan.

Tamar na wzór mitycznych amazonek sama stawała na czele swych wojsk i prowadziła je do walki, a przyszło jej stoczyć wiele bitew. Walczyła dwukrotnie przeciw byłemu małżonkowi i zbuntowanym gruzińskim arystokratom. Po ustabilizowaniu sytuacji w Gruzji wróciła do agresywnej polityki swego ojca i zaczęła podbijać sąsiednie kraje.

Złoty Wiek Gruzji, czyli wojny i budowanie

Mapa rejonu kaukaskiego z 1213 roku - okres końca panowania Królowej Tamar

Kolejne dwadzieścia lat upłynęły Tamar na wojnach i budowaniu. Mąż dzielnie jej towarzyszył jako dowódca wojsk i odniósł ogromne zwycięstwo nad armią Seldżuków, podobno liczącą 400 000 oddziałów. Wojny z Armenią i okrążającymi Gruzję muzułmanami, a w międzyczasie rozwój kultury, architektury, malarstwa, piśmiennictwa, filozofii neoplatońskiej, nauk przyrodniczych i medycyny. W okresie panowania Tamary Wielkiej Gruzja stała się największą potęgą liczącą się nie tylko na Kaukazie, ale na całym Bliskim Wschodzie. Zarówno polityczną, ekonomiczną jak i kulturalną. Okres ten jest nazywany „Złotym Wiekiem Gruzji”, a ona sama największym monarchą w historii tego kraju.

Podczas podróży po Gruzji mieliśmy wrażenie, iż czasy Tamar są bardzo niedawne. Pamięć o niej jest żywa, pojawia się w legendach, podaniach i w toastach na ucztach.

Ile kobiet chciałoby mieć odwagę i upór Tamar w dążeniu do celu? A ilu mężczyzn dorównałoby jej sile charakteru? Była wspaniałą kobietą, ale większość tych przymiotów zawdzięczała wychowaniu. Świadomemu kształtowaniu osobowości i poczucia własnej wartości przez jej ojca.

Królowa Tamar jest dowodem, iż kobieta nie upokarzana, nie szufladkowana jako “słaba płeć” może odnosić sukcesy równe mężczyznom, a nawet ich przewyższać. To, że o niewielu kobietach tamtych czasów mówi historia jest dowodem na patriarchalny i religijnie doktrynerski styl wychowania inny dla dziewcząt, a inny dla chłopców.

Most Królowej Tamar

Walka, miłość i wędrówka

To największe tematy zarówno w życiu jak i literaturze. Niejednokrotnie życie i literatura splatają się stając “życiopisaniem”, jak mawiał wędrujący poeta-bard Edward Stachura.

Portret poety gruzińskiego Szoty Rustaweliego

Historia Wielkiej Tamar splotła się z historią Wielkiego Poety, Szoty Rustaweliego. Miłość niezrealizowana i platoniczna, a dała dzieło przetłumaczone na podobno wszystkie języki świata. 1600 strof jednakowo rymujących się szesnastogłoskowych czterowierszy to alegoria Złotego Wieku Gruzji, gdzie czcigodny władca Arabii Rostewan zrzeka się tronu na rzecz córki Tinatiny. Tak jak król Georgios III na rzecz Tamary.

Mowa o “Rycerzu w tygrysiej skórze”, czyli poemacie nader aktualnym w dzisiejszych czasach, bo o przyjaźni, umiłowaniu prawdy, miłości i zdradzie, bohaterstwie, honorze i wierności.

Według legendy Rustaweli pobierał nauki w Atenach, podróżował po Azji, a potem zajmował wysokie stanowisko podskarbiego królowej Tamary. Podobno zakochany w niej do szaleństwa porzucił życie na dworze królewskim i wstąpił do gruzińskiego monasteru Świętego Krzyża w Jerozolimie. Legenda mówi, że wyznał na piśmie: “Dla niej, której posłuszne są niezliczone rzesze, straciłem głowę, umieram”.

I rzeczywiście umarł, ale wcześniej uwiecznił ją w poemacie. Pozostawił drobiazgowy i barwny opis życia na dworze, zwyczaje, etykietę, tajniki rycerskiego rzemiosła. Do tego dynamika gwarnych miast, ruchliwych portów i zmienność ludzkiego życia w rytmie fortuny kołem się toczącej…

Horusja-Hruszja-Gruzja w obiektywie

L1030621

L1030623

L1030638

L1030639

L1030653

L1030654

L1030656

L1030657

L1030664

Na tronie Tamary?

L1030666

L1030668

L1030673

L1030676

L1030682 smuga

L1030684promienie

L1030691

L1030694

L1030703

L1030709

L1030720

L1030723

L1030726

Wieża

L1030735

L1030736

L1030737

L1030738

L1030739

L1030745

L1030752

L1030764

Obrazki – Światło

L1030768slonce

Promienie

L1030788

L1030798

L1030805

L1030803

L1030800

L1030820

L1030822

L1030827

Polski zagon motorowy w horuskiej Swanetii

Przyroda

L1030843

Szczeciniaste wolne świnie – w normalnej ludzkiej hodowli nieprzemysłowej, zdrowe fizycznie i psychicznie

L1030857

L1030862swinki

Wolne, normalne świnki, prowadzące normalne świńskie życie

L1030870welburz

Welburz

L1030871wel

L1030875

L1030876

L1030886

L1030888

L1030889

L1030896

Wolne, normalne Krowy Karmicielki Człowieka

L1030902

Sprzęty, znaki solarne, swastyki, przedmioty

L1030905

L1030908

L1030910

L1030911

L1030917

L1030941

L1030942

L1030943

L1030946

L1030947

L1030948swastyka

L1030949swastyka

Swastyki na sąsieku

L1030952

Warsztat tkacki

L1030954krzyz rownoramienny

Krzyż Równoramienny – znak Pogańskiego Zodiaku Podstawowego (tzw Cztery Filary Świata)

L1030955patkowęzyce

Symbole Ptakowężycy- Kurki i Kąptorgi

L1030972

Pomnik Tamary i jego ornamentyka

L1030982

L1030986

L1040026tamara pomnik

L1040028

L1040030

L1040031

Pamiętajmy że pierwszą Wielką Kobietą była Ptakowężyca Kąptorga (Torgi-Taos, Boża Mać, Boska Matka) – Rodzicielka Scytów (Skołotów, Sokołów) Królewskich.

Scolotians (Scyths/Scythians) and the Sun (Sun-Swarożyc)

Posted in Mitologia Słowiańska, sztuka, Słowianie by bialczynski on 9 Sierpień 2013

© by Czesław Białczyński

© translated by Katarzyna Goliszek

How the Sun helped Scolotians enter the White Land

00 książniczka raz jescze i janosikowe czako-koronafot12

The costume of the queen or of the princess (kagan-prince’s wife) of Scolotians (Scyths) of Ryżanówka – the Archaeological Museum in Krakow. The shape of the coronation cap draws attention – the same shako (Polish czako) was worn by robbers near Kraków from the Mountains of Harowie-Harnasie – Karniosie, in other words Karopanowie – and among them was Janosik.

The article quoted by us below is very superficial because it was supposed to be popular. It was released long ago, in 2005, but it contains accurate (though too one-sided and narrow) justification for the rapid development of the region of Siberia – precisely by the example of the Valley of Tuva. One can agree with the proposition that the climate change of a global character in 850 BC caused the demographic development of the region of previously dry and semi-arid areas. However, we need to bring this text to constructive criticism, which at the same time will show how our Four-Volume Book and the Slavs’ Historic Tales (Baje) are being made.

00 Scytyjska Księżniczka wystawa Dsc00496

Preparing the Princess of Ryżanówka for an exibition in Bytom. Scolotian farmers looked so, the ploughmen recorded by Herodotus. The tomb and its treasures are dated to 400 BC.

Simple theses are made and simple sensational solutions are given in the article, so simple that they make the impression of being far-fetched and assigned to a premise adopted in advance.
If the authors of the article had not been looking so narrowly at the world – in terms of an exclusively adopted hypothesis and had not limited themselves to the point of view through the perspective of their specialisation in the “Scythian” subject, they – moving a step farther in their thinking – would have also had to state that it was all right that at the same time Celts from the coastal areas of the Netherlands emigrated to the east – where there was still a place, and that also Wędowie (Wenetowie – Veneti ) from the plains emigrated to the east and south – where the marvellous climatic conditions started to be.

00 skarby z grobu książniczki fot11

Few treasures from the tomb of the Princess

It was likely to have happened. As usual some of the Celts (Kiełtowie) stayed in place in these geographic areas where water did not reach – closer to the Alps (The White Mountains of Kaukowie, i.e. The Białoboże Mountains). Also the Veneti (Wędowie) settled in the higher regions where water did not reach – in The Łyskogóry (The Łysko Mountains) also called The Świętogóry (The Holy Mountains), i.e. around Łysica, near The Giant Mountains (Góry Karkonosza – The Mountains of Karkonosz – Krakonios – and the Mountains of Harowie (Horpątowie, or Kharpątowie) – in Harski (Hercynski) Forest. Perhaps this is the cause of the famous event described by Herodotus, who says that one year (and it happened around 800 BC) large quantities of Snakes (Węże) came onto the Land of the Nurowie tribe and the Nurowie had to run away from their land, and they moved to the country of the Budinoi (Budynowie). After a while, however, they returned to their homeland.

00 scytyjskie królewskie nakrycie głowy sevbrothers

Another royal head cover of the Scyths – Sokolo-Veneti, i.e. of the Solo-Weni

 

Who were the Węże (Snakes)? Perhaps Herodotus had no direct messages but from other sources, collected from various merchants and explorers who heard local stories and not understanding them wholly they misinterpreted something. Herodotus himself might have misinterpreted something as well and improbable, fantastic tale about snakes came out of it. In our opinion, this is an interpretation but not really unfounded – primarily not snakes (węże) or Wężowie were meant here, but these were Wędowie – in other words the people of Weneade <pronounced: venedae> known from records of Romaiōi (from Greek and Roman records), also written as Venetoi (Unedoi) in slightly later documents, the name of which we would pronounce Wenedawi <venedavi>.

In our view and according to our historical tales, these were mixed tribes of peoples leaving flat plains near the Baltic Sea – Wędowie (Wenedowie) and Dawowie (Dawianie, Drakowie, Odrakowie) known later as Dakhowie of the Danube, Dhakowie of Asia Minor (the Dahowie who also lived in the east close to Mazogątowie, known from records under the name of Massagetae) as well as Drakowie and Odrysowie (i.e. recorded by the Romans later as Trakowie – Thracians).

00 dobrze nam znane figurki kultowe wydobyte także w deszcznie i na woliniefot14

How familiar, well known from the discoveries in Deszczno or Wolin worship figures – here from Bilcza Złota (Trypillian Culture)

There is another possible interpretation of the message about the invasion of Węże. According to it, the given name had the meaning close to the known word by the Author serpen – wąż. Then it would have been said in the ancient message (travel news) about the Serbs of Wenedowie (Veneti) who having left the White Serbia (so Wielkopolska) invaded the Nurusi – i.e. Nurowie and Budinoi (Budynowie) living in the east and south of them.

 

Our hypothesis does not contradict the scientific hypothesis from the article quoted below.

In our view, it could have been then that the Scolotians and the Veneti intermingled (and perhaps Istowie-Jątowie of more Illyrian roots) and the new Irano-Slavic, and perhaps Irano-Balto-Slavic people arose, the people who created the Kingdom of Sis ranging from Kamchatka to the Rhine and Lake Constance, where the settlement of the Veneti – people known as genetic Slavs – is also said to have existed.

 

Moreover, there is archaeological confirmation as well as information in the chronicles that also some tribes of Celts – whom we call Kumorowie (as they lived near Mor-Rus people, in Mor-Rawa) and who were recorded as Kimmerowie (Cimmerians) by the Romaiōi (Greeks). They were defeated by the Scolotians of the Dnieper (Scythian-Slavic and returned to Moravia, where they lived next to Slavic (Sokolo-Wendowie) Morusowie, and at one point rose to great power that attacked both Rome and North Caroduna (near Kraków, Haria). Except that the migration of the Celts (Kiełtowie) to Haria took place more peacefully and Rome as a richer and an attractive target to loot was systematically invaded and plundered by them.

 

We do not intend to replace the science, let alone teach it – the  interpretation of the new discoveries of science presented above  is to serve us only for the purpose of the Tale (Baja) – and help us restore legendary (mythical) history of Slavs. This happens so, and we use it  this way.

 

00 broń Guniów ot10

The Hun Weapon (of Guniowie tribe that in the best period was led by Hatiłła-Chytiłła, also known to the West as Attila, but we know Istia names by analogy, for example Jagiełło, Dowgiłła and others.

The thought process which I have presented here illustrates both where the bases for reconstructing the Tale come from and demonstrates one of the thought-proof sequences locating and fixing some facts on the World historical and geographical map.


None of the stories of the Four-Volume Book, even the slightest one, is just made up as each of them has at least – if not much stronger – a basis in the chronicles, archaeology, linguistics, etymology, ethnography, anthropology, genetics, and in hundreds of other topics.

00 książniczka wystawa Dsc00497

The princess showed up in Bytom

 
According to our Slavic Tale (Baja) (Slavic Mythology) came into existance Sis Kingdom – The  Kingdom of Scolotians-Istowie-Slavs, called the Great Skolotia which bordered through Siberia Tuva and areas around Lake Orol (Aral), Lake Baikal and Balkhash with Mążgołowie-Mongols (Hairless men but, on the other hand, the Great – Golems) and Kutaje (the Chinese) – in other words  Kitaje /pronounced: kitaye/, i.e. the experts of Taje /pronounced: taye/ (Mysteries) – records, and through the Caucasus and Welburz (The Mountains of Black Kaukowie, Czarnogłowskie and Elbrus) and by Oroja /pronounced: oroya/ (Ararat) and the Sea of Kosz (Koszpijskie, Caspian) with Persians and Medowie /pronounced: medovye/, and Syria and Egypt (Melkomedir).

The development of this and other interpretations of the discoveries of recent times can be found in the History (Dzieje) reproduced in the Book of Rue (Księga Ruty).
Soon on the pages of our BLOG of the Old Slavic Temple of Light of the World we will make ​​available Taja 19 of the Book of Rue and fragments talking about clashes of Scolotians with Kumorowie on the Dnieper as well as about Kumorowie in Haria. And now the already mentioned article and another one which proves the genetic relationships of Scyths/Scythians and today’s Slavs.

00 scytyjska królowa z ryżanówki MArch Kraków z2518254N

The Skull of the Princess of Ryżanówka, tiara and necklace

 

The Sun helped the Scyths to conquer Eastern Europe

Andrew Hołdys
2005-01-28, last modified 2005-01-29 0:00

An article the authors of which decided to explain one of the bigger mysteries of the early history of Europe was published in the “Journal of Archaeological Science”.  It says about sudden appearance of Scyths in the east of the continent.  How to explain the invasion of these Asian people?

MAPKA: Russia, Ukraine, Tuva – the home of the Scyths, Kazakhstan, Mongolia, China

 00 wędrówka Scvytów m2518797

This time archaeologists asked biologists and geologists for help. A group of researchers from Russia, Germany and the Netherlands, led by Bas van Geel from the University of Amsterdam, explored the mystery of ancient burial mounds in southern Siberia for three years. The explanation of the scholars was: The march of the Scyths was caused by a rapid climate change.

 
S Model i kultura trypolska 131491
The model of a  ”temple” – associated with the cult of the rectangular building with a gable roof, set on supported platform pillars and decorated with motifs of iconic and symbolic significance.  Trypillian Culture, clay.

Siberian Valley of the Kings

The first Scyths arrived in Europe around the year 800 BC, around the beginning of the Iron Age.  For many centuries they were  a major political force in the eastern part of the continent. They were fond of the steppes north of the Black Sea. Their main locations were on the Don and the Dnieper. From there, they would set off to the west and south of Europe, they also made ​​their way to the Middle East. Neither  the powerful Persian king Darius I, nor the greatest leader of antiquity Alexander the Great was able to defeat them.

S 131494

Treasures of the tombs of Ukraine, Kazakhstan and Siberia. Pendant in the shape of a Pamirian horned sheep . The fourth century BC, gold decorated with granulation

That all has been known for a long time including, among others, information from “father of history” Herodotus and thanks to the discovery of many mounds in southern Russia and Ukraine. In these mounds Scythian warriors were buried thousands of years ago. Most of the tombs were destroyed and looted,  fortunately thieves did not get to all of them.

In them, archaeologists usually find hundreds of ornaments made ​of gold as well as everyday items, including distinctive weapons and horse harness .
S 131493
Treasures of the tombs of Ukraine,  Kazakhstan and Siberia Rhyton decorated with the front part of a ram. The fourth century BC. Gold.

 

Why, after all, did the Scyths arrive in Europe, what were the events that made the Black Sea steppes suddenly pound with hooves of horses carrying on their backs nomadic raiders from the East nearly three thousand years ago? To find an answer to this question, the scientists went to the place where everything began – to Tuva, the autonomous republic included in the Russian Federation neighbouring with Mongolia.

S 131501
A belt clasp. The 2nd-1st century BC, gilded bronze

In the summer of 2001, Konstantin Czugunow from the St. Petersburg Hermitage and Hermann Parzinger from the German Archaeological Institute unearthed a Scythian tomb in one of the Tuva’s basins, which was called Arzhan-2. Inside of it, they found skeletons of men and women and about 5 thousand objects made of gold around them.  Among them, there was a breastplate weighing 1,5 kilograms, ornamental pins 30cm long with pictures of animals carved on their surface, daggers encrusted with precious stones. Altogether there was more than 20 kilograms of gold.

czara s-131499.jpg w=600&h=528

Pyxis (a Greek box for valuables), the 4th-3rd century BC. gold

There are a lot of similar burials in this area.  They belong to the rulers of these lands so some say about the Scythian Valley of Kings. Earlier, these tombs had been as rich as Arzhan-2, but thieves started to plunder most of them. The oldest date back to the 9th century BC, when the nomads from southern Siberia were preparing to migrate to the west. Before they moved in the direction of Europe, they had already gained a high level of material culture. The content of the tombs of Tuva is the evidence of that – emphasises professor Parzinger.

S 131508

Treasures of the tombs of Ukraine, Kazakhstan and Siberia. A figure of a woman, Trypillian culture, 3 650 – 3 500 BC, clay modeled by hand

Tuva – the land of plenty

 

The advancement of civilisation was instant and surprising – according to the study conducted by van Geel and colleagues. Earlier, the inhabitants of this land had lived a modest life in the dry steppe. Mountain valleys of Tuva – a country half the size of Poland – had been omitted by them because it had been just an inhospitable semi-desert. The researchers found that by analysing pollen that was preserved in the layers of the  river and lake sediments from that period.

The turning point came around the year 850 BC. Surprisingly, as if by magic everything changed. The air temperature dropped and heavy rains began to fall  making the steppe overgrown with lush grass. This can also be read from pollen.  Arid Tuva turned into a land of plenty within a few decades.  Groups of nomads, one after another, moved to this Asian paradise.  Had it not been for the climatic change, the Scyths would have never become the military and political power.  They would have never moved to the west in search of new territories. The weather helped them. But for the weather, the steppe that extends from Siberia as far as Ukraine, could feed horses of the Scythian army and herds of cattle. The way to Europe was open for the nomads.

S 131498

Treasures of the tombs of  Ukraine, Kazakhstan and Siberia Oinochoe (pitcher) with a handle in the shape of a panther. The 2nd-1st century BC. gold

The sun gives less heat

 

Why did the weather change so suddenly? – It was the effect of the sun activity which  weakened significantly during that time – says van Geel.  How do we know it? There is no direct evidence, the scholar says but he states that it is easy to find it out analysing the content of C14 coal in the archaeological material collected from Tuva’s mounds. This radioactive isotope is formed in the Earth’s atmosphere under the influence of  cosmic rays – the stronger it is, the more atoms of  C14 carbon are formed.  It happens so when, among others, the sun reduces its activity. At this time weakens the solar wind which blows off the part of cosmic particles rushing towards the Erath.

– The measurements show that some three thousand years ago the level of C14 carbon  in the atmosphere began to grow rapidly. This is because the sun started to heat less –  says the Dutch researcher. – The shortage of solar heat quickly led to a drop in temperatures and made the climate become wet. Soon after that began the march  of the Scyths.

S 131502

Treasures of the tombs of Ukraine, Kazakhstan and Siberia. Ram’s head. Completion of the car thill (?). the 5th-3rd century BC. bronze

 

Deluge in Biskupin

Scientists point out that the sudden change of the climate that began in the 9th century BC had a global reach. It was for the Scyths that the change turned out to be beneficial because the dry steppes of Central Asia desperately  needed rain.

In Central and Western Europe, however, it was different. Here, heavy rains led to floods and rise  of water levels in lakes. Van Geel who does research os the history of climate in his homeland said that at that time farmers from the area of ​​present-day Netherlands were forced to abandon homes and flee to the east.

A similar fate befell the inhabitants of our Biskupin which was built about 750 BC. The damp climate made ​​grandchildren and great-grandchildren of the founders of the settlement leave it after several years because it was flooded by the lake on which it was built. Nature can be unfair. When refugees from Biskupin or the Netherlands were wandering around Europe in search of a piece of dry space to build their home, Scyths – thanks to favourable nature – were just beginning to build their powerful state on the Dnieper and the Don.
 
S 131496
Treasures of the tombs of Ukraine, Kazakhstan and Siberia. Two Scythian applied ornaments in the shape of panthers. The 4th century BC. Gold
And some other Scolotian and Romaiōi  treasures from Ukraine (Skraina)

Taken out of the black market

Treasures of Ukraine from the collection of Platar. After years of commotion they were shown at the exhibition in the Warsaw National Museum. However, controversies and an atmosphere of a scandal were not omitted.

SK ozdoby 2234pj_2008_05-15

Deer.  A badge used for ornaments of Scythian garments.  The 4th century BC, gold

Necklaces decorated with granulation, filigree and precious stones, bracelets, earrings, rings and decorated everyday objects are only part of objects presenting achievements of ancient and medieval goldsmiths, collected at the exhibition of the Ancient Treasures of  Ukraine. Ukraine for the world.
SK ozdoby 55667pj_2008_05-6

‘Kołtka’ (temporal pendant), Kievan Rus the 12th-13th centuries, gold vitreous enamel

Goldsmithing throughout centuries

In the National Museum in Warsaw there can be seen masterpieces of Trypillian culture that are older than the Aegean culture. There can be seen almost 500 items from the time embracing 18 centuries – from the 6th century BC to the 12th century AD. They are artistic masterpieces of Trypillian culture that is older than the Aegean culture, the items coming from the times of nomadic tribes of Cimmerians, Scyths and Sarmatians who liked glamour, as well as Greeks, Romans, Byzantium and Kievan Rus.
SK ozdoby 223355pj_2008_05-19

Both the beautifully ornamented Trypillian vessels and everyday objects, as well as gold jewels: goldsmith masterpieces in the motifs of animals typical of steppe peoples, classical and  misterly Greek jewels, Byzantine decorations and devotional articles, and jewellery of Rus, e.g. pendants ornamented  with temporal bows delight the viewer.

It is the rich collection of gold jewellery made by Greek goldsmiths for collonists and Scythian aristocrats that makes the greatest impression. Professor Witold Dobrowolski, curator of the ancient art collection in the National Museum and chief of the exhibition

points out that many of the bracelets, necklaces, pendants, earrings and rings are the works of the highest artistic attempts. They are as gorgeous as objects collected in national museums and on the basis of them we can trace the evolution of forms and methods of ornamentation.

Conflict of interests

The exhibition is the first presentation of the collection of the late Sergei Platar and Sergei Taruta, two Ukrainian industrialists and patrons, outside of their own country. Platar and Taruta collected several thousand exhibits over 10 years. They often bought them on the black archaeological market, which neither they nor Professor Witold Dobrowolski conceal.  Explaining the creation of the collection using patriotic incentives, but not in a totally honest way upsets, after all, archaeologists and art historians.

SK ozdoby 2234
Greek Fibula in the shape of a bee, the 4th century BC.

The market was shocked by controversies: rescue works of art at any price, although purchasing them secretly gives rise to development of illegal trading, or allow for their despersion in hidden collections of collectioners from all over the world.  Pieces of art can be bought even at usual bazaars, after all. For example, in Sevastopol or in the Kiev Collectioner’s Club as though Ukrainian militia know about it, they do not react to it. Historians are also indignant at collectors’  focusing only on the market value of their collections. The most beautiful and the most valuable objects dug out of ancient graves go to the hands of the richest, the remaining ones become which makes it impossible to enrich knowledge about ancient cultures.

Scientists’ dispute

Some museum curators refuse to present Platar and Taruta’s collections as accepting  them would mean acceptance of the ways of getting masterpieces. In professor Jan Chochorowski’s view who is the head of the Institute of Archaeology of the Jagiellonian University, organising such an exhibition is ennoblement of criminal activity and complicity in the crime. Others, for example professor Michał Gawlikowski, chairman of the Scientific Board of the Centre of Meditteraneam Archaeology of the University of Warsaw, do not regard it as anything wrong emphasising that, as a matter of fact, the collectors bought the items from robbers and dealers, but that at least, thanks to that, they were not taken outside of the boundaries of Ukraine.

Sk ozdoby pj_2008_05-3

Professor Dobrowolski also agreed with these arguments … and with the beauty of the collection. The National Museum had not had a possibility to show the achievements of ancient goldsmiths for several decades. The older generations were able to see the Scythian gold from Hermitage, 30 years ago in 1976 as well as the gold of ancient Italy in 1962.  Despite the controversies one should not overlook the Ancient Treasures of Ukraine for we never know when there will be the next occasion to learn about the works of goldsmiths of the old centuries.

Slavs and Scyths/Scythians means one and the same people according to geneticists

The home of Pre-Slavs were the territories spreading from the Baltic Sea to the Carpathian Mountains and from the Oder as far as the central Desna and the upper Donet. Linguists: T. Lehr-Spławiński, M. Rudnicki, T. Milewski, S. Rospond and others say this. Generally, geneticists confirm this because people who live in the mentioned area are quite homogeneous genetically with dominant genetic markers, i.e. haplotypes which are Slavic. There are not, however, any haplotypes which are related to Italian, Illirian or Germanic tribes. Well, Kossina, Jordanes and Kokowski can be put aside on the shelf for sure. Their hypotheses claimed the other day as certainty do not work now.

No foreign linguistic and genetic influences indicate Slavs’ autonomy in the territory between the Oder and the Dnieper. Genetics also excludes the theories of so called eastern origin of the Slavs, which means arriving of a greater quantity which would change into a new quality, from the east into genes of the natives of the foreign – not Slavic – genetic material. This DNA does not exist.

Well, how much likely it is that both Veneti/ Venedi and Scyths were Slavs.

Until present the Scyths have been described on the basis of the own linguistic-etymological chunks (archaeological discoveries) and records known from Greek, Persian and other interpretations – as Iranian people. It is just genetics that discovers that the Scyths were not Iranians, but that they were different people living in a huge area from the Vistula and the Dnieper as far as Baikal and Balkhash and the Aral Sea, Styr-Daria and India (the Indus and even the Ganges at a certain period of time).

The recently studied ancient Scythian DNA turns out to be very close to the Slavic one both regarding the haplotype of Y-STR (markers contained in the masculine chromosome Y) as well as autosomally (i.e.  in other chromosomes). This signifies a close biological kinship. On genetic maps of Europe the ancient Scythian autosomal DNA is exactly in the same place as the DNA of today Polish and Russian people. At present the old tenet that the Scyths living at the black Sea were an Iranian tribe is undermined because it has been discovered that Iranian Ossetians – regarded as the descendants of the Scyths till that time – have nothing in common with the Scyths (a different DNA).  Now there is no evidence telling that the Scyths spoke an Iranian dialect. Moreover, there are no traces of any presence of Iranian dialects among the people living in these areas in the historical times. It is uncmmon for the language to have disappeared so suddenly. Yet,  another scenario is very probable.  This scenario joins the Scyths and the Slavs through which a new, concise language was developed, the language taking from the previous two in such proportions in which those peoples contributed something new in terms of culture and civilisation into the common heritage.

Herodotus wrote that Royal Scyths as well as other ”Scythian”  tribes living in the north (Neurowie, Budynowie – Budinoi, Gelonowie, etc.) had simmilar customs and spoke the same language.

Until now, science has not been able to find the answer to the question what happened to the huge masses of the Scyths – because there can not have been just a few of them as they ruled over a vast area with neighbours of such demographic powers as the Greeks, the Persians, the Chinese and others. According to the presently modern concepts it was the Huns that drove the Scyths away from the eastern steppe. We do not believe it because what could have stopped them suddenly from going to the Don or the Dnieper or to the Vistula? A sudden change of their idea of ruling the world or other views to getting easy  loots?

What happened then with the Scyths of the Dniepir and Caucasus or with the Scyths of the Vistula if the Huns suddenlt felt they would not kill them?

In our opinion, nothing happened with them. The people of the steppe were absorbed by the Scyths-Slavs ”of the forest” because the Scyths Ploughmen and other Scyths mentioned in the records (Royal Nomadic Budinoi, Gelonowie, Neurowie) were simply ”Scyths-Slavs”. The reason for which we can not distinguish the Scyths from the Slavs today is that they did not differ with anything special from one another. They spoke a similar language, they looked similar, they had a similar DNA, similar customs, religion, etc.

Herodotus writes that when the Persian army entered the country of the Scyths, they sent wagons with their belongings, their wives, etc. to the north, to the neighbouring tribes. Probably the same thing happened when the Scyths/Sarmatians were attacked by the Huns from the east and the Romans as well as the Greeks from the west and south. Unable to sustain the territory, they retreated deep into the possessed lands fleeing from the attacked limes, in other words more to the north and east. Of course, not all of them gave in, some of them stayed and gave in to the new rulers – Thracians-Drakowie, Dawanowie, Odrysi, Dakowie (Dahowie) did so. New tribes entered the abandoned territories to some places where there were free fields, for example Germanic tribes wandering through the Scolotians-Slavs’ territories of the Vistula and the Oder, and then along the Danube where wars with Rome were waged.

I think it was the subsequent internal fights for supremacy between the various tribes of the Scyths/Slavs and the war with Rome and epidemics, or adverse effects of climatic changes, it could also have been a collapse of manufacture and trade with Rome that caused the economic crisis and the general poverty in the territories between the Baltic Sea and the Carpathian Mountains.

All things considered, on the basis of the data that provides us with genetics, linguistics, archaeology and historiography, it is the most likely that the first home, the pre source of the Slavs were the territories between the Oder and the Dnieper as well as between  the Carpathians and the Baltic. This is a big enough area to house such a huge tribe. Personally, I do not believe in a demographic explosion or any other fibs – nobody has given any evidence for this. Neither do I believe in migrations and a total swap of great agricultural peoples. It is always some groups that migrate, not all peoples.

Tagged with: princess, archaeological discoveries, Ryżanówka, Scyths, Slavs

Wakacyjnie: Słowiański Światopogląd – Księga Światła? Wedy? Dysk z Festos (pismo Słowian i pagi-pągi), Artefakty Klausa Dony – Jak to było możliwe? – Czas Zmian!

Posted in Mitologia Słowiańska by bialczynski on 6 Sierpień 2013

Może to nie najnowsze ale są wakacje i fajnie przy tym się odpoczywa, zwłaszcza od zgiełku i bieżących  problemów, do których zaraz niestety wrócimy..

Księga Światła

bez komentarza

Słowiano-Aryjskie Wedy

bez komentarza

Artefakty Klausa Dony

Klaus Dona poświęcił wiele lat na podróże, podczas których dokumentował znaleziska, których oficjalna nauka nie potrafiła (czyt. nie chciała) wytłumaczyć. Piramidy, starożytne miasta zalane przez ocean, czaszki o nieludzkiej budowie, ogromne szkielety ludzkie, kryształowe czaszki, rzeźby i przedmioty, zawierające informacje, których nie powinny zawierać, mapy Antarktyki pod lodem i Antlantydy — fizyczne dowody na to, że ludzkość zaledwie uchyliła rąbka tajemnicy związanej z naszym dziedzictwem. Strona Klausa Dona:
http://www.unsolved-mysteries.info/
Forma tekstowa PL:
http://treborok.wordpress.com/about/k…

  • Kategoria

    Nauka i technika

  • Licencja

    Standardowa licencja YouTube

    Uporczywe szukanie Atlantydy na środku Atlantyku mija się chyba z celem. No, ale niech szukają, bo co będzie jeśli znajdą?! Zobaczycie tutaj słowiańskie runy i presanskryt – czyli prasłowiański – język scytyjski. Słowiańskiemu hełmowi brakuje po prostu szpica a nie anteny. No dobrze, może jestem zbyt sceptyczny.

    Tajemnice Słowiańskiej Cywilizacji PL – Dysk z Festos – pagi-pągi (pogańskie), pismo Słowian

02 08 2013 – Ruszył Slovianski Sklepik, gdzie można nabyć Księgę Ruty


Zgodnie z zapowiedziami uruchomiliśmy właśnie słowiański sklepik.

0_0_productGfx_5da8911b94449c6a28c769624b7c0559

Nazywa się on właściwie Slovianski Sklepik i funkcjonuje pod adresem: http://sklep1327616.home.pl/

Slowianic1

Na razie jest w nim tylko Księga Ruty i Kwartalnik Słowianić nr 1 – z czerwca 2013, ale będą też inne książki, a  we wrześniu Księga Tura i Słowianić nr 2.

0_0_productGfx_b09a8e4509a6dc1727b156854a459bd6

Będą się tutaj pojawiać kolejne książki wydawane przez Slovianskie Slovo, a także książki, i czasopisma o charakterze słowiańskim, a wydawane przez inne wydawnictwa.

0_0_productGfx_4c3067a8e8d46d0ced1d0a3338908dfe

Będą w nim też dostępne inne produkty słowiańskie i użyteczne obiekty związane z Nową Świadomością i Nowym Stylem Życia.

0_0_productGfx_f6c4e39f348c2e71a1e049b55bbd286c

SSSSS s-1553

Bazyliszek Warszawski czyli Ptakowężyca (Matka Scytów-Skołotów) oraz Kuroliszek, czyli (bałtyjska Kurke i polski Kur) – wizerunki i podania


bazyliszek Wenceslas_Hollar_-_The_basilisk_and_the_weasel

Wacław Hollar – bazyliszek

Lisz, liszek

– bogun służebnik , duch pomocniczy Bogini Licho – Tej Która Porywa i Ukrywa Rzeczy, jednej z Bogiń Plątu – Koszu Przeznaczenia i Przypadku i Żądzy

bazyliszek_2

Bazi (liszek)

baza – podstawa, czyli podstawowy los-kosz; włoskie: basta – starczy  (wystarczające), podstawa; bazia – koszka (odmieniacz bazy-koszu-losu), bazia – bagnię (badyl z koszkami), gałązka kotkowa – roślina symboliczna bogini Licho; basia – kot-koszka-basia,  kotka, bazia – owca, kot Bazyli – kosz – kot nosiciel losu-koszu, kot i owca zwierzęta symboliczne bogini Licho, bastara (baztara) – coś pośledniego, lichego, byle jakiego, bękart – spłodzony byle jak i byle gdzie, bas-tarma – suszone mięso wożone pod siodłem – podstawowa racja żywności wojownika, Bastarnowie (Biesotarnowie, Baz-Tarnowie)  – plemię słowiańskie uważane przez naukę XX wieku za celtyckie, bez (bes) – berz, biorący, odbierający, stąd bessa – utrata,  bies – zły, demon złego losu, Bies-skidy (Bies-kędy) – Ścieżki Biesów, Bieszczady – góry Biesów i Czadły (Oczadły). Bez-  roślina demonów (bez czarny – bas-tarny)

Bazyliszek_by_FanDragonBall

Kur-Kurka

Kurka to niby samica Kura, ale Kur to nie jest zwykły kogut tylko kogut magiczny – Kur czerwony – ogień, Kur szczerozłoty znosił po nocach skarby do domu gospodarza albo strzegł skarbów, pianie Kura jest związane ze wschodem słońca – Kurka to u Bałtów wręcz bogini: Kurke. Kurek to patron Bractw Strzelców – Bractwo Kurkowe – bractwo strzeleckie do obrony miasta powołane z cechów rzemieślniczych – Król Kurkowy to Sarmata który nosi przed sobą Złotego Kura na złotym łańcuch u piersi. Kura magiczna znosi złote jajka. Jajko jest święte itp.

Kurka to niby zwykła Biała tylko potężna Kura – Matka Istów (Bałtów, Jętów),  tak jak i Kruki – Ojcowie Słowiańskich Ludów,  są też Białe i Ptakowężyca Kąp-Torga (kap – kapła – kapłon – kapłan, kapalica – ofiara, kaplica – dom ze słupem-kapem pal-wanem boga zadaszonym, dom zwieńczony kurkiem).

Kurki zdobią szczyty ważnych budowli u Słowian, w folklorze Rusi to jest mocno zachowane, u nas domy straży pożarnej i kościoły drewniane czasami, u Łużyczan tzw świetlice – czyli domy gminne, wspólnoty wiejskiej, plemiennej Domowiny – jest to ptak światła, ognia, nieba, słońca. Współcześni warszawiacy nie wiedzą że ich bazyliszek to echo scytyjskiej Matki Kąptorgi (grecy podają mit późniejszy, o Torgi Taos  – męskim. Torga – to worek, torba, macica, miejsce przechowywania relikwii i amuletów. Kaptorga – to puzderko srebrne na łańcuszku lub skórzane wieszane na szyi z amuletem wewnątrz.)

słowo kur – znaczyło także członek. Według Brucknera wyraz przybył ze wschodu z Asyrii (Ozerii) i Babilonu (Wawlilonu), zatem z krajów o mieszanej ludności scytyjsko (ario-słowiańsko)- semickiej, i takimż mieszanym języku. Tak pisze Aleksander Bruckner: „Homer słowa kur wcale jeszcze nie zna, Grecy dopiero w 7 wieku przed Chrystusem go nazywają; tem dziwniejsze nadzwyczajne znaczenie, jakiego w obrzędach religijnych i przesadach nie tylko na całym Wschodzie, ale u nas i na Litwie ten „wieszcz dnia” i przepędzacz złych duchów nocnych zażywa.   Perskie (prascytyjsko-słowiańskie) churos -kur – kogut. Dlaczego? Bo on przepędza światło nocy i obwieszcza światło dnia; Hors – Chors odchodzi z nieba wraz z pianiem kura.

Kurig – drużba , a więc ma związek z obrzędem weselnym tak jak i nazwa członka męskiego (przyrodzenia) – kurac, kurzec, kurec. Kurasz – napój upajający odurzający, kurdesz, kurant – taniec obrzędowy, kurant – trel, śpiew, zaśpiew modlitewny, kurderstwo – braterstwo, kury palić – iść w konkury, kon-kury – zaloty, kurciański – wszeteczny, rozwiązły. Kurować i kuratela – związane ze zdrowiem i prawem – opieka, ochrona, troska.

Bazyliszek2222

Z Księgi Ruty:

strona 64:

Są trzy różne wykładnie korzeni ludu Mazów:
Jedni, zwłaszcza zaklinacze i znachorzy mazowscy z kącin w Szurpiłach przyznają się do przytoczonego
rodowodu plemienia – od Męża i Maży-Mażeny z Zerywanów. Nie uznają oni podania przekazywanego przez
Lęgów i Morawian, z którego wynika, iż pochodzą od zupełnie innego męża, króla zwanego Mądochem, który
uciekł od Łukomorzan ze swoją drużyną i założył nowe plemię Mądochów. Z tego to plemienia przez pąpy
miało się odrodzić plemię Mężogątów, a w nim miała się narodzić Maza-Mazja, od której pochodziły wojownicze
Mazonki i nazwa plemienia Mazi – Mazochy, Mazowie, a potem też Mazowszany.
Wydaje się możliwe, że spór bardziej dotyczy kwestii czy Mąż-Mądoch był Zerywanem czy Łukomorzanem,
bowiem ciągłość wszystkich plemion pozerywańskich (starokolibańskich) wywodzi się od Dwunastu Suk
i Dwunastu Odyńców, którzy uwili pępy-pąki w ziemskim Warze – Nowej Kolibie, a potem wzlecieli jako Kruki,
Kurka i Kąptorga.

…W ten sposób przedstawiają też sprawę
w Taji Siedemnastej Księgi Tura żercy Zagątów ze Slania. Powiadają oni mianowicie, że Mazonie pochodzą od
Maży Istyjskiej, córki Jisty odrodzonej przez pąpy w Kąptordze lub będącej wręcz odwieczną Kąptorgą, czyli
Wielką Wężycą Skołotów.

Część kapiszt łyskowickich twierdzi (za kudiesnikami skołockimi i sakijskimi), że Maża była Wielką Wężycą, znaną
pośród nich jako Wielowęda lub Kąptorga.
Postać Wielkiej Wężycy, w którą się miała Maża na koniec wcielić, występuje w każdej z pozostałych wersji
podań na temat rodowodu Mazów i odrodzonej Maży w Nowej Kolibie.

Basilisk_aldrovandi

strona 157

Powiadają też czarownicy skołoccy zwłaszcza z plemienia Szczytów z wyspy Szczytii i Oralów
od Gór Kamiennych (Uralu), że jedna stwolica Ptakowężyca, jako trzynasta istota zrodzona
z kaczanu, przetrwała żywa, a zwano ją Kąptorgą. Z niej mieli się w Nowej Kolibie narodzić
wszyscy Skołoci i pójść wszystkie rody królewskie Wielkiej Skołotii. Jednakże żadna inna kapiszta
Wiary Przyrody tego nie potwierdza.

Basilisk9

strona 197

Wtedy to romajskie zapisy, które do tej pory zwały Królestwo Sis Wielką Skołotią (czyli Wielką Scytią), zaczęły
używać nowej nazwy – od ludu panujących Serbomazów. W romajskim zniekształceniu zapisywano to jako
Sarmatia, Sauromatae, co miało oddawać Sermazja, Sarmazja, Sarmatja – czyli Sarmacja. Romaje, nie potrafiąc
sensownie wyjaśnić znaczenia tego słowa, próbowali wywodzić je od „Sauroma/thv,”, – Safromatis (Savromatis)
czyli „Jaszczuroocy”. Nie należy też ich miana wywodzić – jak to się współcześnie powszechnie, acz bezmyślnie
czyni – od staroperskiego (staroirańskiego) Sarumatah – Łucznicy, ponieważ używanie łuku było powszechne
w starożytności i nie mogło być nazewniczym wyróżnikiem spośród innych ludów i plemion również używających
łuków. Serbomazowie nie wynaleźli łuku, ani nie zaczęli go używać pierwsi na świecie, ani na większą skalę niż
na przykład Kutaje-Kitaje (Chińczycy) albo Monżgołowie (Mongołowie).
Herodot wywodził ich miano od Jaszczury i Jaszczuroocy, ponieważ miał w pamięci pochodzenie Skołotów
od Wielkiej Wężycy Kąptorgi, a potwierdzały to, jego zdaniem, używane przez nich chętnie na stanicach i
w herbach znaki węża – Żmija i Smoka. Już Herodot jednak w V wieku p.n.e. pisał, że pochodzą oni od
zmieszanych Skołotów i Mazonek (Scytów i Amazonek) znad Morza Mazowskiego. Miano to jest wzięte właśnie
od połączonych nazw ludów, które dały im początek: od ludu Skołotów-Serbów i plemienia Mazów – Mazonek
(zwanych przez Romajów Amazonkami). Oznacza ono szczep połączony, złożony z Serbów i Mazów, czyli szczep
ludu Serbomazowskiego i oznacza także nazwę ziemicy serbomazowskiej Serbomazowia. Ta ziemia i lud Serbo-
Mazów nazywane też były przez inne ludy i szczepy Królestwa Sis Serdomazami (od serdce – serce, środek),
Serdco-Mazami, Średcomazami i Sredomazami albo Sermazami. Tak więc ich ziemia pierwotna nad Morzem
Mazów nazywana była w Królestwie Sis Serbomazja lub Serdomazja, czyli też ziemia Serbów i Mazów albo
Ziemia Środka, Ziemia Serdeczna – bo była to ziemia ludzi serbych – pobratymców, krewnych i przyjaciół.
W późniejszym okresie ich siedziby leżały w Serbo-Mazowii, którą, gdy Serbowie odeszli, zaczęto nazywać
Mazowią – Ziemią Mazów i Mazonek.

basilisk_by_verreaux-d35v57q

strona 288 – 289

Sześciu Kruków, Kurka i Wielka Wężyca Kąptorga
W tym podaniu jest tylko jedno odmienne wydarzenie niż w Baju o Sześciu Krukach i Kurce.
Podanie niniejsze uznają zarówno potomkowie kapiszt Glenia, Winety, Nawaronu, jak
i guńskiego Sistu i skołocko-nurskiego Waru, a także i kątyn Szwintoroga znad Wilii, dawańskiej
Serbomazogątuzy i potomków Burów znad Ilmenia. Guniowie i Szczytowie, wnoszą do tej
wersji jeszcze jedną swoją poprawkę. Podanie to uznaje Sorobomazów za Słowian-Wenedów,
pochodzących od Kruków.
Zatem, według tej wersji, z pępów wylęgła się nie szczęśliwa siódemka bytów, a pełna ósemka.
Było pośród nich w rzeczy samej Szczęsnych Siedem Ptaków (Sześć Kruków i Jedna Łabędzica),
a prócz tego jedna dwukształtna wodna Ptako-Wężyca – Kąptorga. Wszyscy oni rozeszli się po
różnych ziemicach, a Ptako-Wężyca podążyła na wschód. Wszyscy oni złożyli też w zaczarowanych
gniazdach czarowne jaja-zaródy z wieloma żółtkami. Z jaj Kruków wylęgły się ludy Słowian-
Wenedów, z jaj Kurki Białej wylęgły się ludy Istów, zaś z jaj dwukształtnej Ptako-Wężycy Kąptorgi
wylęgli się Skołoci: Szczytowie-Kunowie, Pralęchowie i Orowie-Warowie. Tych zwano Mieczem
i Batem Wielkiej Skołotii
Tak więc ósma była Wężyca o imieniu Kąptorga, nazwana potem Straszną Matką lub Wielką
Matką Wężów-Warów, Kunów-Guniów, Pralęchów i Szczytów-Skołotów. Z tych to potomków
Wielkiej Wężycy wyrosły pierwsze rody królewskie Nowej Koliby – Lęgii. Miała ona bowiem
trzech synów: Lipoka, Karpoka i Kołaka.
Jeszcze inne pochodzenie Wielkiej Wężycy Kąptorgi, zwanej też Torgą i Trytoną
Kapłani Guniów i Szczytów ze Skołotów kategorycznie stwierdzają, że Ptako-Wężyca Kąptorga,
którą uważają za Wielką Matkę Nowej Koliby, nie pochodzi z Jaskini Lęgu. Ma ona być jedyną
przetrwałą jako inożyca potomkinią w prostej linii starodawnych Zerywanów.

Narodziła się z Kąpy, jedynej istoty żeńskiej ocalałej po zarodzie ze szczap Drzewa Świata,
dokładnie wtedy, kiedy narodzili się Stwolinowie. Dały jej początek te same szczapy, które ukradł
Kupała-Dziwień i od których pochodzą Stwolinowie. Kąpa była inożycą ptako-wężycą i miała za
męża Torgę, wróża z Zerywanów. Przetrwała ona napaść bogów na Zerywanów, podobnie jak
stwolin Urusłan, zagrzebana w błotach, tyle że w błotach pozostałych po Morzu Białym.
Według kapłanów Skrytów z Wyspy Szczytii i ze Skryty, Kąpa była wcieleniem Gaji-Ruji, a więc
jednego z dwupłciowych, dwugłowych Kirów lub światłogońcem Gaji. Stąd jej inożny wygląd ptasiowęży.
Dlatego Kąpa z Torgą miała tylko trzech synów, a nie mnogie ludy i ci synowie musieli się
poprzez owe ludy i ich księżniczki odrodzić. Tak się oto stało, że urodziła Lipoka, Karpoka, i Kołaka.
Od niej pochodzą więc wszyscy Skołoci, a Słowianie-Wenedowie pochodzą od Kruków, a Istowie
od Kurki, lecz poprzez królów i księżniczki oni wszyscy są ze sobą spokrewnieni i zmieszani.
Według burskich przekazów z Itilu – Czarnego Grodu Koszan-Koszerów – Wężyca Torga jest córką
samego Peruna i wodnicy Kąpy-Dany, władczyni Danapru, zwanej też Bojarysą. Stąd Danaper
dwie posiada nazwy, jedni zwą go Danaprem, a drudzy zaś zwą go Bojarytynem (zagrodą Bojary).
Powiadają też, że imię Kąptorgi było Trytonia, czyli Trójduna, co może również oznaczać „na trzy
sposoby poczęta i zrodzona”. Powiadają także kosezowie z Kosowego Pola, że jej ojcem nie
był Perun, lecz Wodo, a matką boginka wodna, morska żona Wodo, Pani Morza Mazowskiego,
wodnica Kąpa. Kąpa jest siostrą Dany i Bojarysy.

basilisk_by_artstain

strona 306

Z jaj dwukształtnej Ptako-Wężycy Kąptorgi narodzili się Skołoci. Wylęgło się z nich trzech tęgich
synów – Lipok, Karpok i Kołak. Jako że byli równie piękni i mocarni, co potomkowie Kruków
i Kurki, szybko znaleźli pośród nich swoje liczne kobiety i takoż się z nimi pomnożyli.

basilisk..strona 319

Pierwsze Wielkie Kłamstwo Romajów – Kąptorga
Bogowie od początku byli wielkimi wrogami Wyrodomajów, co widać po tym, jak boginie
prześladowały Perprzechwałę (nazywanego przez Romajów Wsławionym Przez Herę –
Heraklesem), Skarabeusza (Tezeusza), Wydrę (Fedrę), Wyrodną-Orodnę (Ariadnę), Kudaja-
Kadzimąża (Kadmosa), Miodewę (Medeę) i innych, którzy zdradzili Skołotię i zdecydowali się
wziąć udział w Wielkim Kłamstwie. Ciążyło na nich przekleństwo bogów, nie tylko z powodu
Wielkiego Kłamstwa i podjętej wojny przeciw Skołotom, ale z powodu samego ich wyrodnego
przyrodzenia. Całe swoje powodzenie zawdzięczali bowiem Romaje zawsze wyłącznie Ciemnym
Mocom.
Pierwsze Wielkie Kłamstwo Romajów, głoszone przez nich buńczucznie jako najprawdziwsza
prawda, a w istocie bluźniercze i oszczercze, jest takie, że to ich król z ziemi rodomajskiej,
właściwie zerywański wyrodek – Wyrodomaj, jeden z założycieli ich romajskiego zbiegowiska
wyrodków, osadzonego na pustynnych, wypalonych skałach na zachodnim brzegu Morza Rodów,
jest ojcem wszystkich Skołotów.
Według nich miał on napaść ptakowężycę Kąptorgę w jej własnym naddnieprzańskim gnieździe
i posiąść ją na jej usilne żądanie. Podług ich słów, z tego związku zrodziło się trzech synów:
Gelon, Agatyrs i Skytes. A było to w romajskich opowieściach tak:
Gdy Herakles (Perprzechwała) uprowadził woły Geriona (Gieroja), odwiedził także Scytię
(Skołotię), kraj wtedy wciąż bezludny. Zasnął tam, a kiedy spał, jego konie zniknęły. Kiedy się
obudził, wyruszył na ich poszukiwanie i zawędrował do kraju Hylaji (Kałużji-Helizji). Znalazł tam
w jaskini potworną Echidnę (Kąptorgę), którą spytał, czy wie, gdzie są jego konie. Kąptorga
odpowiedziała, że ma je ona sama, ale nie odda ich, jeśli Perprzechwała jej nie posiądzie.
Bohater zgodził się, ale Kąptorga zwlekała z oddaniem mu koni, bo pragnęła jak najdłużej
zatrzymać go przy sobie. Kiedy w końcu je zwróciła i odchodził, oświadczyła, że ma z nim
trzech synów. Spytała, co ma z nimi zrobić – osiedlić ich w bezludnej dotąd Skołotii czy odesłać.
Perprzechwała pozostawił jej swój pas ze złotą czarą i jeden z łuków, każąc osiedlić tego, kto
będzie umiał ich używać, odesłać tego, kto nie będzie tego potrafił.
Gdy dorośli, Kąptorga (Echidna) nadała synom, według Romajów, imiona – Agatyrsos, Gelonos
i Skytes. Jedynie Skytes potrafił używać łuku i pasa Perprzechwały, osiadł więc w Skołotii i został
jej pierwszym królem.

Romaje mieli paskudny zwyczaj wszystkie ludy świata wywodzić od siebie i wszystkim znanym
w świecie postaciom przypisywać po romajsku brzmiące miana, imiona i przydomki. Próbowali
też poprzekręcać imiona wszystkich bogów na własną modłę, a wiarę w ich istnienie oraz
umiejętność czynienia ku ich czci obrzędów i ofiar wyłącznie sobie przypisać.
Na szczęście dzisiaj wszyscy już wiemy, jacy z nich byli łgarze. Poznaliśmy też, jak to było
naprawdę, na przykład z Karpokiem, Lipokiem i Kołakiem (Osikoszem), dzięki innym niż
romajskie wieściom. Wiedzę na ten temat czerpiemy dziś prosto z ust samych Skołotów, a także
od Windów, Medirczyków, Persów i Hatów z Hattuzy. Dzięki temu nie musimy dawać wiary tym
romajskim wymysłom i potwarzom.
Jest w najwyższym stopniu żałosne, że wyrodki zerywańskie, Romaje, próbowali sobie
przypisać zasiedlenie Królestwa Sis własnymi potomkami. Widać, że nawet nie słyszeli o sporze
o starszeństwo, jaki wiedli Skołoci z Medirami, a który opisali Miodewowie (Medowie). Nie znali
też przestrogi zapisanej w księgach Jugów (Judów), by ci mieli się na baczności przed straszliwym
wrogiem – Skołotami, odwiecznym i walecznym ludem z północy. Nie wiedzieli też, że w świętej
księdze Jugów (Judów) zapisano imię księcia-kagana Kołaka, gdzie był on znany jako Ośkłóda
(co zapisywali po judejsku Aszkuza, po persku zaś – Oskudra, po ozieryjsku-asyryjsku – Skuda,
Skłóda), syn Jawana (Jawi, Jaweta, Jątwędy).
Z całej powyższej opowieści o Perprzechwale prawdą jest jedynie, że do Ziemi Gierusów przybył
złodziej z Rodomachaji, nieznany z imienia, a ponoć Wsławiony Przez Herę, czyli żonę Peruna
– a więc Perperunę. Zdaniem kącin skołockich, tego Heraklesa od urodzenia prześladowała
Perperuna, zatem powinien się on zwać Perprzechwałą. Perperuna wiedziała o nim, zanim się
jeszcze narodził, od Bogini Przędzy Żywota – Mokoszy, jak bardzo jego czyny będą w przyszłości
szkodliwe dla ludzi i sprzeczne z wolą Nieba.
Rzeczony Herakles-Perprzechwała przybył do Królestwa Sis zwabiony prawdziwymi
wiadomościami, że Gieroj, kagan Rusów Czerwonych, czyli Gierusów, posiada największe na
świecie stada świętych krów-karmicielek pochodzących wprost od Świętej Krowy Zemuny.
Wędrując ku rozległym pastwiskom Gieroja, Perprzechwała zatrzymał się w Ziemi Oraczy, Polanii,
gdzie z powodu słotnych dni obozował przez dłuższy czas.
Któregoś dnia, kiedy mocno przysnął, utracił konie. Zbudziwszy się biegał po okolicy, aż dotarł do
Ziemi Kałużji, gdzie pojmały go straże Kąptorgi. Skamlał i błagał, żeby mu oddała konie i puściła
go wolno. Ta powiedziała mu, że je otrzyma, jeśli zdradzi jej cel swojej podróży. W końcu jej
powiedział, a ona potraktowała go tak, jak zasłużył, niczym tchórzliwego, zniewieściałego
romajskiego złodzieja. Posiadła go na sposób męski, jak dosiada się klaczy, a potem wynagrodziła
go za tę usługę setką byków i setką białych jałowic.

Oddawszy mu zaś konie, przepędziła go z Ziemi Gierusów i nakazała, żeby uprzedził wszystkich
Romajów, iż przyłapany na kradzieży wolność dostał z łaski, bydło zaś jako zadośćuczynienie za
usługi miłosne, jakie przez czas niewoli świadczył tej, która go pojmała, zwykłej kobiecie skołockiej.
I jedno i drugie otrzymał zaś po to, iżby znał hojność Skołotów i nigdy więcej nie próbował kraść
czegokolwiek z ich Ziemi. Jeśli ktoś czegoś od Skołotów chce, niech przyjdzie i kornie poprosi,
prędzej wtedy dostanie. Jeśliby jednak mimo tego próbowali inni z Romajów, jako on, dokonać
jeszcze raz tejże sztuki, niech sobie wpierw pomyślą: skoro tak został potraktowany wielki romajski wojownik i bogatyr Perprzechwała przez zwykłą skołocką kobietę, co też mogą uczynić z nimi,
bardziej poślednimi nieproszonymi gośćmi, mężowie tak wojowniczych kobiet.
Kagan Gieroj nawet się o całej sprawie nie zdążył dowiedzieć, a już była ona skończona.
Jednak kłamliwy Romaj Perprzechwała najwyraźniej zapomniał o przestrodze i przysiędze i nie
zaprzestał przechwałek. Przechwalał się, jakimż to bohaterskim czynem nie zdobył wołów Gieroja
i jakichż to miłosnych podbojów nie dokonał w Kałużji. Dał tym samym pierwsze świadectwo
złych zamiarów Romajów względem Królestwa Sis i potwierdził w całej rozciągłości, iż opinia
Ludów Sis o potomkach Wyrodomajów z Czarnymi i Czerwonymi Ludami jest jak najbardziej
słuszna.
To pierwsze wielkie kłamstwo stało się powodem nieuniknionych dalszych zatargów. Dar Kąptorgi
niespodziewanie dla Skołotów uczynił Romajów bezczelnymi i zachęcił ich do wypraw po łatwe
łupy. Jednak cierpliwość Skołotów, Słowian, Istów i Mazonek, chociaż jest wielka i wydaje się być
nieskończona, to jednak nie jest niewyczerpana i w końcu musiało dojść do wojny z Romajami.
Uderzenie harmii Królestwa Sis było szybkie i niespodziewane. Przyszło od północy i wschodu,
niczym cios błyskawicy Peruna. Jedyną przeszkodę w szybkości podboju stanowiło to, iż Romaje
rozproszeni byli po setkach skalistych wysepek i zatok. Wykorzystano jednak łodzie Tugomiry
i Stolemęża oraz flotę Męża II ze Skryty i posiłki, jakie mu przysłał w dorocznej daninie z obwaru
Miłowąda, jego najmłodszy brat Serpęto.
Klęska Romajów była całkowita i nałożono na nich wielki trybut w złocie. Co bardziej
buntowniczym rodom królewskim i kapłańskim nakazano także każdego roku oddawać na Skrytę
siedem córek i siedmiu synów po mieczu, którzy w danym roku osiągnęli dorosłość i mogli stać
się niebezpieczni dla Skołotów jako kolejni buntownicy.

baz 53077-bazyliszek-katarzyna-malkowska-1

 Z Wiki

Bazyliszek (gr. basiliskos, łac. regulus), czasem nazywany królem węży – mityczne stworzenie, pojawiające się w legendach, podaniach i bajkach wielu narodowości (także w Polsce).

Bazyliszek, wykluwający się z jaj, które składają siedmioletnie koguty, a następnie wysiadywany 9 lat przez ropuchy lub węże, może żyć wiele wieków. Według innych legend bazyliszek jest stworzeniem, które rodzi się raz na 100 lat z jaja złożonego przez koguta. Wyglądem przypomina olbrzymiego węża, kojarzony jest także z jaszczurką. Może osiągnąć do piętnastu metrów długości. Żywi się wszelkiego rodzaju ssakami, ptakami, a także większością gadów. Jest śmiertelnym wrogiem pająków. Do obrony służą mu kły oraz wręcz toksyczny oddech, przede wszystkim jednak znany jest ze swojego spojrzenia – kto spojrzy mu w oczy natychmiast zmienia się w kamień. Fakt ten w legendach był powszechnie wykorzystywany: bohater podstępem zmuszał bazyliszka, aby ten spojrzał w lustro lub w inny przedmiot, w którym może ujrzeć swoje odbicie, aby uśmiercić gada. Naturalnym czynnikiem, który może doprowadzić do śmierci bazyliszka jest pianie koguta. Zabić mogła go również łasica swoim zapachem[1].

Pliniusz Starszy w Historii naturalnej opisywał bazyliszka jako węża z jaśniejszą plamą na głowie w kształcie korony, później uważano również, że jest to czworonogi kogut, w koronie, o żółtym upierzeniu, ze skrzydłami, ogonem węża, zakończonym hakiem lub drugą kogucią głową[2].

Ponieważ bazyliszek zabijał wszystkie stworzenia, żył na pustyni. Pliniusz twierdził nawet, że jego spojrzenie rozsadza kamienie i wypala zieleń[1].

Bazyliszek w literaturze popularnej

Bazyliszka wykorzystała J. K. Rowling tworząc powieść Harry Potter i Komnata Tajemnic. W powieści potwór w postaci wielkiego węża atakował uczniów Hogwartu. Po zamku poruszał się za pomocą rur kanalizacyjnych. Jego siedzibą była – legendarna, jak wcześniej sądzono – Komnata Tajemnic, umieścił go w niej Salazar Slytherin przed opuszczeniem zamku. Potwór miał być uwolniony z Komnaty, gdy do zamku powróci prawowity dziedzic Slytherina, aby oczyścić szkołę ze szlam. Bazyliszek zaatakował szkołę dwukrotnie – w latach 40. XX wieku, kiedy to zginęła jedna osoba, i pięćdziesiąt lat później (kilka ofiar zostało spetryfikowanych). Zapanować nad stworzeniem mogły jedynie osoby posiadające niezwykle rzadki dar porozumiewania się z wężami, tzw. wężouści.

Bazyliszek występuje też w serii książek fantasy Zapomniane Krainy. Przedstawiony jest tam jako wielki gad, polujący za pomocą kłów, pazurów, trującego oddechu i petryfikacji za pomocą spojrzenia (za pomocą bezpośredniego spojrzenia może nawet zabić). Spotkać go można m.in. w rozległym Podmroku, gdzie jako jeden z nielicznych potworów nie musi ukrywać swojej obecności.

Pojawia się także w piątej części cyklu Świat Dysku Terry’ego Pratchetta – Czarodzicielstwo, gdzie ginie w wyniku spotkania z Bagażem.

O bazyliszku (w opowiadaniu Granica możliwości), a także kuroliszku (opierzonym stworzeniu mylonym z bazyliszkiem) („Saga o wiedźminie” tom 5 „Pani jeziora”) wspomina również Andrzej Sapkowski. W Sadze o wiedźminie bazyliszek jest jadowitym stworem o długim, jaszczurczym ogonie; posiada sierpowate szpony, błoniaste skrzydła, a także ptasi dziób. Tego straszliwego stwora boją się nawet smoki. Jego skóra jest bardzo dobrym i bardzo drogim materiałem służącym do produkcji obuwia. Istnieją mity mówiące o jego umiejętności zmieniania ludzi w kamień za pomocą spojrzenia oraz o tym, że bazyliszek rodzi się z jaja zniesionego przez koguta, a następnie wysiedzianego przez sto i jednego jadowitego węża.

We wrześniu 2009 ukazała się debiutancka powieść Tomasza Bukowskiego „OBIEKT R/W 0036”. Książka reprezentuje gatunek horroru historycznego. Ukazuje ona walkę Polaków i Niemców, w ogarniętej Powstaniem Warszawie, z mitycznym bazyliszkiem.

Jest jednym z potworów w serii gier komputerowych Heroes of Might and Magic.

Bazyliszek, obok syreny Sawy jest jednym z symboli Warszawy[potrzebne źródło]. Stwór został opisany, jako bestia niby podobna do koguta, a niby do węża. W „Legendach Warszawskich” Artura Oppmana, gad nie zamieniał w kamień, lecz zabijał ciekawskich, którzy próbowali kraść skarby. Z tym bazyliszkiem, jest ponoć związana jedna z warszawskich kawiarni[potrzebne źródło]. Na podstawie legendy, opisanej przez Oppmana, powstały liczne ilustracje oraz jeden odcinek, z cyklu animacji, pod tytułem „Bajki polskie”.

baz 180px-Bazyliszek

Bazyliszek – zwany także Regulusem; jadowity stwór; ma on długi, jaszczurczy ogon, sierpowate szpony, błoniaste skrzydła, a także ptasi dziób. Tego straszliwego stwora boją się nawet smoki. Jego skóra jest bardzo dobrym i bardzo drogim materiałem służącym do produkcji obuwia. Istnieją mity mówiące o jego umiejętności zmieniania ludzi w kamień za pomocą spojrzenia oraz o tym, że bazyliszek rodzi się z jaja zniesionego przez koguta, a następnie wysiedzianego przez sto i jednego jadowitego węża.

Bazyliszek w grze The Witcher Wizerunek z Gry Wyobraźni

u Sapkowskiego

-Co za czasy – westchnął grododzierżca. – Co za parszywe czasy! Jeszcze dwadzieścia lat temu, kto by pomyślał, nawet po pijanemu, że takie profesje będą? Wiedźmini! Wędrowni zabójcy bazyliszków! Domokrążni pogromcy smoków i utopców!
— Ostatnie życzenie, str. 11

Białowłosy, garbiąc się, wytaszczył z dziury dziwaczny kształt, cudaczne cielsko, utytłane w pyle przesiąkniętym krwią. Dzierżąc stwora za długi, jaszczurczy ogon, rzucił go bez słowa pod nogi grubego wójta. Wójt odskoczył, potknął się o zwalony fragment muru, patrząc na zakrzywiony, ptasi dziób, błoniaste skrzydła i sierpowate szpony na pokrytych łuskami łapach. Na wydęte podgardle, kiedyś karminowe, obecnie brudnorude. Na szkliste, wpadnięte oczy.
– Oto bazyliszek – rzekł białowłosy, otrzepując spodnie z kurzu.

— Miecz przeznaczenia, str. 7

Monsters

Kuroliszek

Kuroliszek – zwany także skoffinem, lub też kokatryksją; wielkością i wagą przypomina zwykłego indyka, z dwukrotnie większymi, karminowymi koralami. Rozpiętość skrzydeł dochodzi do czterech stóp ( ok. 120 cm ). Uczeni określili ten gatunek jako jedynego przedstawiciela Ornitoreptyli, które nie są ani gadami, ani ptakami. Atakuje zwykle od tyłu celując swym ostrym dziobem pomiędzy kręgi, czy też w samą aortę, mierząc w okolice tuż pod lewą nerką.

u Sapkowskiego

Potwór zaatakował z ciemności, z zasadzki, cicho i wrednie. Zmaterializował się nagle wśród mroku jak wybuchający płomień. Jak jęzor płomienia.
Geralt, choć zaskoczony, zareagował instynktownie. Wywinął się w uniku, ocierając o ścianę lochu. Bestia przeleciała obok, odbiła się od klepiska jak piłka, machnęła skrzydłami i skoczyła znowu, sycząc i rozwierając straszliwy dziób. Ale tym razem wiedźmin był przygotowany.
Uderzył z krótkiego zamachu, z łokcia, mierząc w podgardle, pod karminowe korale, wielkie, dwukrotnie większe niż u indyka. Trafił, poczuł, jak ostrze płata ciało. Impet ciosu zwalił bestię na ziemię, pod mur. Skoffin wrzasnął, a był to wrzask niemal człowieczy. Rzucał się wśród pokruszonych cegieł, tłukł się i trzepotał skrzydłami, bryzgał krwią, siekł dookoła biczowatym ogonem. Wiedźmin był pewien, że już po walce, ale potwór zaskoczył go niemile. Niespodziewanie runął mu do gardła, skrzecząc straszliwie, wystawiając szpony i klepiąc dziobem. Geralt uskoczył, odbił się barkiem od muru, ciął na odlew, od dołu, wykorzystując impet odbicia. Trafił, skoffin znowu runął między cegły, cuchnąca posoka bryznęła na ścianę lochu i ściekła po niej fantazyjnym deseniem. Strącony w skoku potwór nie miotał się już, dygotał tylko, skrzeczał, wyciągał długą szyję, nadymał podgardle i trząsł koralami. Krew wartko płynęła spomiędzy cegieł, na których leżał.
Geralt bez trudu mógłby dobić go, ale nie chciał nazbyt niszczyć skóry. Czekał spokojnie, aż skoffin się wykrwawi. Odszedł kilka kroków. Czekał spokojnie, aż skoffin się wykrwawi. Odszedł kilka kroków, odwrócił się do muru, rozpiął spodnie i wysikał się, pogwizdując tęskną melodyjkę.
Skoffin przestał skrzeczeć, znieruchomiał i ścichł. Wiedźmin podszedł, szturchnął go lekko sztychem miecza. Widząc, że już po wszystkim, chwycił potwora za ogon, uniósł. Trzymany za nasadę ogona na wysokości biodra, skoffin sięgał sępim dziobem ziemi, rozłożone skrzydła miały więcej niż cztery stopy rozpiętości.
– Lekkiś, kuroliszku – Geralt potrząsnął bestią, która faktycznie nie ważyła wiele więcej niż dobrze utuczony indyk. – Lekkiś. Na szczęście płacą mi od sztuki, nie od funta.

— Pani Jeziora, str. 56-57

- Pierwszy raz – Reynart de Bois-Fresnes zagwizdał cichutko przez zęby, co, jak Geralt wiedział, wyrażało u niego najwyższy podziw. – Pierwszy raz widzę coś takiego na oczy. Istne dziwadło, na honor, dziwadło nad dziwadłami. Znaczy się, to jest ten sławiony bazyliszek?
– Nie – Geralt uniósł potwora wyżej, by rycerz mógł się lepiej przyjrzeć. – To nie jest bazyliszek. To jest kuroliszek.
– A jaka różnica?
– Zasadnicza. Bazyliszek, zwany też regulusem, jest gadem, a kuroliszek, zwany też skoffinem albo kokatryksją, jest ornitoreptylem, to znaczy ni to gadem, ni to ptakiem. To jedyny znany przedstawiciel rzędu, który uczeni nazwali ornitopetylami, po długich dysputach stwierdzili bowiem…
– A który z tych dwóch – przerwał Reynart de Bois-Fresnes, nie ciekawy widać, motywów uczonych – spojrzeniem zabija lub zamienia w kamień?
– Żaden, to wymysł.
– Czemu więc ludzie tak się obu boją? Ten tutaj wcale nie jest aż taki duży. Naprawdę może być groźny?
– Ten tutaj – wiedźmin potrząsnął zdobyczą – atakuje zwykle od tyłu, a mierzy bezbłędnie między kręgi lub pod lewą nerkę, na aortę. Zwykle wystarcza jeden cios dzioba. A jeśli chodzi o bazyliszka, to wszystko jedno, gdzie ukąsi. Jego jad jest najsilniejszą ze znanych neurotoksyn. Zabija w ciągu sekund.
– Brrr… A którego z nich, powiedz, można ukatrupić za pomocą zwierciadła?
Każdego. Jeśli walnąć prosto w łeb.

cytat z „Pani Jeziora”

Kuroliszek jest niezwykle podobny do bazyliszka i często też oba te stworzenia są ze sobą mylone. Niewielki stwór wielkości indyka, w większej części pokryty jest pierzem, o nietoperzowatych skrzydłach, sępim dziobie, karminowych koralach i grzebieniu o takiej samej barwie. Zwykle zamieszkuje piwnice i lochy. Porusza się skokami, podlatując i machając skrzydłami. Skóra kuroliszka ma sporą wartość, tak jak i skóra bazyliszka, a pióra z ogona są wyjątkowo cennym materiałem piśmienniczym.

44_bazyliszek

Legenda o bazyliszku z Warszawy

Wiele wieków temu, za czasów królewskich do Warszawy zjeżdżało rycerstwo z całego kraju i wielu zagranicznych gości.

Z powodu wojen i różnorakich potyczek wielu rzemieślników znalazło pracę jako płatnerze. Warszawa była znana z mistrzowskiego kunsztu płatnerzy, często też rycerze powierzali swoje zbroje tym że rzemieślnikom. Płatnerze nie narzekali więc na brak pracy i od rana do wieczora naprawiali zbroje przywracając im dawny błysk i szlachetność. Szczególnie wielkim uznaniem cieszył się warsztat płatnerza Marcina, tak więc on i jego rodzina żyli w dostatku. Rzemieślnik całe dnie spędzał w pracy, cieszył się wiec z każdych odwiedzin swoich dzieci, córeczki Hanki i synka Maćka. Dzieci chętnie buszowały po warsztacie ojca, przyglądając się własnym odbiciom w wypolerowanej stali, swoim śmiechem wprawiały ojca w dobry nastrój.

Z biegiem lat, dzieci coraz częściej oddalały się od warsztatu, poznając największą atrakcję miasta, którą był  jarmark.  Było to miejsce jak zaczarowane, gdzie wiele się działo i gdzie można było znaleźć wszystko. Dzieci biegały między stoiskami ciesząc oczy kolorowym przepychem. Pewnego dnia spotkały swoich przyjaciół, dzieci chciały pobawić się na pobliskich łąkach. Zapytały więc ojca o pozwolenie. Marcin zgodził  się ale nakazał by nie zbliżały się do starej ruiny, która stoi pośród nadwiślańskich łąk.

Ludzie bowiem mówili, że od wielu lat tam straszy. Niektórzy mieszkańcy Warszawy sądzili nawet, że może to być  mityczny Bazyliszek ni to zwierzę, ni to diabeł, podobno przychodzi na świat raz na sto lat, a wykluwa się z jaja zniesionego przez koguta! Stwór miał być przerażający, głowę po swym ojcu odziedziczył kogucią, ale wielką, z olbrzymim, czerwonym grzebieniem, który opadał to na jedną, to na drugą stronę jego strasznego pyska. Jednak najstraszniejsze były jego oczy, straszniejsze nawet od wężowego ogona, który wił się na piętnaście metrów. Wystarczyło, że Bazyliszek spojrzał na swoją ofiarę, a ta z przerażenia w jednej chwili kamieniała i tak właśnie stwór miał wielu ludzi pozbawić życia.

Dzieci przyrzekły ojcu, że nie zbliżą się do strasznego miejsca i pobiegły w stronę czekających już na nie przyjaciół. Dzień był ciepły, jarmark mienił się kolorami towarów, dzieci wesołą gromadką rozbiegły się wśród zastawionych kramików, tym razem nie zatrzymywały się przy słodyczach i zabawkach, nie miały dziś na to czasu, pobiegły wąską uliczką wśród kamienic nad rzekę, aby pobawić się na łące. Dziewczynki zbierały kolorowe kwiatki, z których robiły wianki, a chłopcy oglądali pływające w przezroczystej wodzie ryby. Zabawa tak wciągnęła dzieci, ze nie zdawały sobie sprawy, że już dawno oddaliły się od miasta, które znikło za horyzontem. Dopiero gdy zaczynało się ściemniać ,dzieci pojęły, że nie znają drogi do domu. Nagle ich oczom ukazał się dom, a właściwie jedynie pozostałe po nim ściany.

Zanim dzieci zorientowali się, że może to być ta ruina, przed którą ostrzegał ich ojciec, znaleźli się już w jej piwnicach. Nie było w tej piwnicy nic strasznego, piwnica jak każda inna, trochę chłodna i ciemna. Jednak za jednymi drzwiami coś zaczęło migotać jasnym, światełkiem. Dzieci nie mogły oderwać od niego oczu. Jeden z chłopców otworzył tajemnicze drzwi i w jednej chwili upadł zamieniony w kamień. Oczy Bazyliszka połyskiwały złowrogo, zmieniając wszystkie dzieci w posągi.
Noc już zapadała a płatnerz Marcin z coraz większym przerażeniem myślał o swoich dzieciach, wychodził raz po raz przed warsztat, ale nie doczekał się powrotu dzieci. Przeczuwał, że stało się coś złego. Czuł, że  dzieci nie posłuchały go i poszły do starego domostwa. Wiedział, że musi ruszyć im na ratunek, jednak nie wiedział jak miałby się bronić przed Bazyliszkiem. Jego wzrok padł na wypolerowaną zbroję, w którą jeszcze tego ranka wpatrywały się dzieci. Była tak gładka, że wyglądała jak lustro. To był sposób na straszny wzrok bazyliszkowy.  Ubrał Marcin zbroję i biegiem ruszył w stronę ruin.

Gdy stanął pod tajemniczym domem, przeżegnał się i zszedł z trudem do piwnicy. Miał rację, Bazyliszek musi tu być, bo po drodze mijał kamienne ludzkie sylwetki. Nagle ujrzał swoje dzieci, które bardziej przypominały posagi niż ludzi. Coś ścisło go za serce, jednak nie mógł sobie teraz pozwolić na łzy. W jednej chwili ukazał mu się wielki ogon bestii, który mało co go nie przewrócił. Marcin szybko uskoczy w bok, w tym czasie stwór odwrócił swój wielki łeb w stronę zdeterminowanego płatnerza i zamarł. W tej bowiem chwili ujrzał swoje własne odbicie w jasnej zbroi i skamieniał.

Gdy tylko Bazyliszek zmienił się w kamień, w piwnicy zaczęły poruszać posągi ludzi. Maciek i Hanka ocknęli się jakby ze strasznego snu i zobaczyły przed sobą rycerza. Jakież wielkie było ich zdziwienie, gdy rozpoznały w nim własnego ojca. Ten szybko wziął dzieci na ręce i wyniósł z ciemnej piwnicy tak, by skamieniałe cielsko Bazyliszka nie ukazało się ich oczom. Tak oto płatnerz Marcin uratował swoje dzieci i inne ofiary Bazyliszka.

Czesław Białczyński „Słowiańszczyzna a Wielka Zmiana” – Harmonia Kosmosu , 29 06 2013, Niezależna Telewizja Warszawa

Just something more about the GOBLET (Polish: CZARA) – in other words about the broken and missing Divine Pitcher of Zerywani


© by Czesław Białczyński

© translated by Katarzyna Goliszek

Targitay

by bialczynski on 16 Maj 2012


Targi-Taos and Kołak (Targitaos and Kolaksais on the Goblet <Czara> coming from excavations) – truly Targitaos is a masculine equivalent of Kąp-Torga-Taja. What does it certify? The word torga – torba – is not a masculine attribute – the masculine are: the pole, club, baton, sword, pike. Taos – means god. Thus Kaptorgataja – the She Bird-Snake (Ptakowężyca) from the times when Women – Mazonkas (Mazonki) ruled – was the Carrier of the God’s Seed-Grain, the Carrier of God’s Mystery (Mysery – Taja), the Mystery – the Gods’ Message and mother of three sons – the creators of Scolotia – Kołak, Karpok and Lipok.

kaptorga 333Kaptorga from a graveyard in Opole Groszowice (according to E.Holc, 2005, page 106)

Later on, tiny copies similar to the Goblet (Czara) started to be made and they were hung on little chains around the neck. Inside of them were herbs, bird feathers and powdered incense sacrificed to proper gods. These little boxes made of thin metal, richly decorated with relievo were called kaptorgas (kaptorgi). As it is known, kap means wood sacrificed to god – his pal-wan – an image carved in proper wood – of the wood cut from the holy grove devoted to that god, torga-torba (bag) – koszyk (basket), and taja (mystery) – so herbs, powders, precious stones, materials which prove the complete sacrifice to the proper god – you need to know the Taja to make a kaptorga correctly so that it is effective.

Sistanie (people of Sistan) i.e. Slavo-Indo-Scolotians (Aryans or Pre-Slavs) are the rightful owners of the divine fascinating tools, the attributes of the power of gods which were thrown down from Heaven onto the Earth more than 30,000 years ago.

kaptorga_biskupinPagan Kaptorga from Biskupin – the settlement comes from about 1300 BC, and the kaptorga from the10th century

(photo: http://www.lucivo.pl)

KaptorgaKaptorga – probably Christian from the 11th century from Chełm – two deers at the Tree of the World are clearly seen here. Do this one and the previous one differ with something important from each other? It must be said that there has been the absolute Slavic continuity in these creations – but archaeologists find it hard to acknowledge this because dragons and deer are two different religious worlds to them. It is interesting where their defiance comes from – does it come from the German money for the research?

02_kaptorgaAnother early medieval kaptorga from Prabuty in Warmia – the 11th century. Christians adapted kaptorgas for their needs in the early Middle Ages, after 966 AD – it was, however, a brief phenomenon as the kaptorgas did not protect them effectively, which would have been difficult otherwise since they tried to protect themselves by keeping holy relics from Judea and Rome inside of them.

kaptorga ze starej korzimiKaptorga from Old Korzymia (Stara Korzymia) – Slavic masterpiece of gold smithery – early Middle Ages. I recommend an article about this

                            topic: http://www2.almamater.uj.edu.pl/99/46.pdf

kaptorga z indii wspólczesnaContemporary kaptorga from India – the proof of the belief and cultural community between India and the Slavs as well as its continuity of the Faith of Nature and the example of the proper  use of kaptorga and the proof of its pagan use.

It was to them – OUR ANCESTORS (Y-DNA R1a1a1) that gods addressed the message directing it to the place where Scolotians (Pre-Slavs – Scyths-Indo-Slavs) dwelt. Finding this place on Earth we can try to identify today the starting point of Zerywani, i.e the Old Koliba, not waiting till genetics does it.

eurazja-podboje-widnura-krainyENGAsia Minor and the Land (Black and White – the essential area of Sistan) [click magnify]

In order to do so we must show first the area of Sistan and its characteristic places with placing its people and tribes. It is an extremely difficult task due to the vastness of the area which extended up to Four Lands: Asia Minor, White Land, Black Land and Wędy-Ląd. In this article we will show you maps which will illustrate the Book of Rue (after necessary supplements and graphic processing). They will enable you to have a better image of the location of the most significant places of Sistan and the distribution of tribes in its territory in different periods of history.

S 131498
Why do we think that the Pitcher of Zerywani along with other objects being with it were addressed to Skołowie, i.e. Pre-Slavs? Not only because it was recorded so in chronicles basing on word of mouth. It is the Scyths-Scolotians that are the only people on Earth whose kings wore minatures of the Gold Goblet – the Pitcher of Zerywani at their gold belts. Thus we are the descendants of those who were anointed by gods also as receivers of the Gold Shackle-Ig (Kalia – Kolia – Koło-Koleso), Gold Oradło – Plowing Tool (Hoe – Hub – Thyrsus)  and Gold Bow (Hatchet – Sickle-Riding Whip-Scythe – Baton) and, of course,  the Gold Goblet (Pitcher – Cauldron-Ashtray – Kagan-Basket) as well.

Ląd Biały Miasta i Plemiona2Wyprawy WidnuraThe White Land of the Sistans – New Koliba [click magnify]

Other peoples living on Earth took the Goblet of the Sistans as the example of divinity and put it in their stories, in their Faith of Nature, in their books and records, in messages and also in rituals of coming to power – as the determinant of divinity and the tool symbolising a contact with Gods/Forces/Energies of the Universe (the Light of the World – Światło Świata). Only he who is able to carry the tools – so take them on with all the symbolic load they convey, it means taking on your own shoulders the load of knowledge (wieda) which they tell us as well as the burden of being a go-between of the People in the contact and dialogue with Gods – the burden of being a shaman, wizard, priest, an enlightened conveyor of Knowledge (of Wieda) – can be the Kagan-tiger or Kagan-side of the People.

 

Ark of the Covenant of the Jews or the Grail, or all the other royal and priestly cups filled during the coronation and the Mass with the wine which changes in god blood – red KRASZ – are the copies of the Aryan Goblet, the Goblet of the Great Skolotia, the Goblet of the Great Tartar, the Goblet of Jilmer-hiperboreja, the Goblet of Great Sarmatia, the Goblet of Wene-Dawa – the Great Dawania – the SORCERY OF SISTAN.

 

Can we find any clues that can show us the place on Earth where the individual episodes associated with these divine tools took place in the history of Zerywani ?

Yes, we can.

czarka xxddwSkylur and Palak rulers of Bytozwora and Krym-Kumoria on the Goblet

The history of the goblet – Dzieje (Cz)ARY) – on the basis of Mystery 23 annotation 67:

Goblet-Hara-Gara and Goblet-Hark is the same as Ara and Ark – the two Holy Pitchers of Zerywani. The story about breaking of the first Pitcher of Zerywani – Czara (Ara) and losing it (the same as about breaking the second Pitcher of kagan Mrukrza – Black Goblet (Kara Czara) was written in the Book of Aurochs – Mystery 17 as well as earlier in the apocrypha of Celestial Beings and demons, i.e. old Slavic little godesses and little gods (Stworze i zdusze, czyli starosłowiańskie boginki, bogunowie i demony). In place of the old pitcher, góryci of the holy castle of the Cave of Ark (Jama Ark: Czarkajama) made a much smaller third copy of the pitcher called Czarka-Harka-Garka.
The pitcher served not only as a storage of holy mead, but it was also used for heating the holy drink. It was resistant to fire and heat (żar-gar) was being constantly put under it so as to make the holy drink. Contrary to the old Goblet (Czara), the Little Goblet (Czarka) did not have patterns of the World left personally by Swąt. The patterns it had were made by the Arkajam people – góryci from memory.

(góryci – people who have knowledge, who are prophets – the same as guru which means: man ”knowing what is on top <na górze>, knowing the things and handling them – hara-góra (mountain / mount) – guru, Hare Kryszna – Krasna Góra , Góra Krasy which means Beautiful Mountain as well as Red / Ruddy Mountain).

A dish is called „Goblet (Czara)” because it is used for storing and making the magical drink of mead which was collected in it, „Hara” – because the old pitcher-Goblet (Czara) was as big as a mountain – Hara (Góra – Mountain) (Kara Mountain – Black Mountain). The material was transported to the top of the pitcher on ramps and carried by climbing stairs and ladders. „Gara” derives from the word żar (heat) – gar (a huge pot) and ogar – grzaniec (mulled) and gar – soot at the bottom of the underside as well as gor – gorzała (booze), and gor – fire (gorzeń, gorąco – hot). The first Pitcher of Zerywani – the Holy Goblet, the symbol of Hearth in Old Koliba during the reign of a king – kagan Pirst  (a gift from the gods). The second Pitcher of Zerywani – the Black Goblet (Kara Czara) – rebuilt by kagan Mrukrza Milicz and two following kings of the family of Bardzowie (Bard-Barz and Bogdar) in Stara Koliba, lost and broken after the marching of Śmierorz and killing Zerywani and expelling their survivors in the form of bitches and boars beyond the Vipers Shafts – to New Koliba – Lęg-War in Lęgia (Cave War, Lęgiel). The third Pitcher of Nowokolibańczcy (people of New Koliba) – Czarka-Arka (Little Goblet-Ark) was reconstructed in the Cave of Ark (Jama Arki – Arkajama) in the Old Times of New Koliba, and its copies were given to each of the Peoples (to Nine Peoples born from Ravens (Kruki), Kurka (Hen – the symbol of light, fire, the sky and the sun) and Kąptorga: Nurowie, Budynowie (Budinoi), Burowie-Czarnosiermiężni, Serbomazowie, Lęgowie, Wedowie, Istowie, Dawanowie and Skołoci). Some legends and some stories tell that the first kings of the Nine Nations in New Koliba received one page of the Gołub Book – containing deepest mysteries of  Wieda. Others believe that the mysteries were engraved on the walls of the Little Goblet – and previously the Goblet – the Pitcher of Zerywani and were passed on to Peoples together with copies (the Fourth Pitchers) of the Third Pitcher, already of New Koliba – The Little Goblet of Czarkajama (Czarka of Czarkajama). d

czara scytowa The Book of Aurochs edition of 2000, by Baran & Suszczyński, Kraków – Taja 17 ( Mystery 17): pages: 296-297, 303-308, The Book of Aurochs full edition from 2008, the Turlej Foundation , Kraków, Taja 17: pages: 432 – 438, 444 – 445, Celestial Beings and Demons Stworze i zdusze of the 1993 edition, Land of the Moon, Kraków – pages: 9-16.

b It was the rulers of the Scyths who wore the symbolic gold goblet at the gold belt. Belts with the gold goblet were also found in the tombs of the kings of the Scyths.
c The book of Aurochs published in 2000, Baran & Suszyński, Kraków – Taja 17 (Mystery 17): pages: 303-304,  The Book of Aurochs fully edited in 2008, the Turlej Foundation , Kraków, Taja 17: pages: 444 – 445.

d  A legend about divine royal gold tools of Scyths that fell down from the sky in the form of a lister, shackle, hatchet and goblet (czara) is passed on by Herodotus. That divine Goblet-Ara (Czara-Ara) is just Zerywani’s Pitcher. Its copy is the Little Goblet – Divine Little Goblet (Boska Czarka) – Divine Ark (Boska Arka). The Judah call it Ark of the Covenant with God in the Bible. They could have taken the legend from the Scolotians-Scyths who were inviding them repeatedly. The Jewish-Judah used the Aszkuza for Scolotians and claimed that they came from the son of Japheth Askeza. Aszkez is a distorted record of the name Kagantyrs Osiek or Orzekosz – Ore Kosz –  Koszerys-Kozyrys, the one who led Koszatyrsi to the East of Iran and India. Interestingly, it was the Jews that kept the memory in their historical messages that the Scyths-Scolotians are none other than the people called Slavs later, so of the Scolotian-Slavic genetic and cultural continuity. They called their kin Ashkenazic Jews who inhabited among the Slavs in Eastern Europe and on the Black Sea. [see: Wikipedia, password Scyths ( or Scythians)].
czara Kantharos.The Goblet of Kings – „Vol-„ “Cz-”Ara from “Cz”ARaRAt Mountain (CZ-ara Boga RA – the goblet: CZ-ara of God RA),  CZ_ARA_RAD. RA like in WIARA (Faith), RA-three kinds of fire in one war-ysk-żar [war-łysk-gor]! – also three letters, three letters like three stars of Orion’s Belt-K-OSI-ARZ-Weles, like War-Łysko-Żary, We-leso-żary, like RADA – Przekaz (Message) and Przykaz (Commandment),

 

aaam il-015-AmfkulPiatraNeamtCz-ARA (goblet) sited in “ARKA”-cave, (ARKA-JAMA), then transported in a copy on Lake ARAL, lost in the darkness of historical events in fights with gods for MYSTERY (TAJA), somewhere in Łukomorze, i.e. in AR(s)Kona,
amf a2129-81Cz-ARA (goblet) reconstructed and sited as an OVAL (OWAL) (image of Kłódź) on “L”ARK(hill),

image051CZ-ARA (goblet) – sunken twice in “CZA”RO-duna or Czara-chowo (H-ARA-chow),

czar dzban minojskie MuseAcrotiriItems-133-134-6645-2Cza-ARA – later on taught in the holy grove by word of mouth – i.e. as the third goblet – Czara ARA-Nyjaka (Czara Lost),

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA“Cz”ARKA (little goblet), which was worn by Scolotian kings at their waist – by C-ARowie (kaganowie) and no other. They wore it as “CZ”ARA – The Great Pitcher – one of the divine tools and stigmata of Heavenly power given by the gods of SISTAN – to nobody else but its kings. The third CZ-ARA-Njaka survived as Weda.

amf 0e3fd9c85cf8e750419c308f4aa9_1MThere is one more link in this continuity of the three Goblets and it was there that the third copy of the Goblet (Cz-ARA-OWA-l) was made and it is associated with Giza and the Nile Blue River Mlekomedir Ow-ARysz (UW-ARIs, Uvaris-Awaris) – the last place of intertwining (intertwining –  uwicie: UWicie) Ara by Rysowie. It is those Rysowie – a group of conveyors of Faith, after all, who are known in India-Windia as riśi-riszi. It is in India that our Rig-Weda and Od-Harwat-Weda has survived and it is there that it has been creatively developed throughout the centuries. 

czaraToday, we come back here to the Rig-Veda, Seeds and Roots of the Vedas, the Veda (Weda) in the Mother Earth zaRYTa-wyRYTA-zakRYTA (carved, covered) – to the Wieda of the Oder and the Vistula and the Dnepr – the Oldest Wieda – the Slavo-Ist-Scolotian Wieda. 

czara s-131499.jpg w=600&h=528However, the most important first goblet (CZARA)-Pitcher of Zerywani was given to them in Stara Koliba – at the foot of Kalja Mountain – the Mountain of the former goddess of knowledge – Plątwa and the Mountain of the new Goddess of Knowledge – Gogołada – The Mountain of Black and White Goddess, the Mountain of Brightness and Darkness, the Mountain of Light and Dark, the mountain at the foot of which lies lake MAN – S-AR – OW-AR – It is here that ARA was intertwined (UWITA), here it arose from heat (WAR), here it was given (DANA) and here it was captured (poj-MANA) (called and taken as theirs – for Mana – miano (name) and something that we have, what is ours).

Ląd Biały Giza Mała Mazja głowna nazwy 1[click magnify]

Cz-ARA (goblet) and Wij-ARA (faith)

The record is significant but memory can not be reduced to the mark. Memory and tradition mean spoken language. So I emphasise that at this point you should forget the record, the way it was written in – our attention should not be focused on spelling of the words – they should be considered in phonetic terms. Of course Rus has kept this partly in the saved alphabet, and we do not have it in the Latin alphabet. We rather have little of it – as an echo of Slavic-Etruscan runes. The Polish word WIARA (faith) has preserved a significant component which has been lost in Russian and Ukrainian and in other languages of Slavs – phoneme ”ja” /pronounced: ya/ – the ”Ja” giving faith of Nature uniqueness, individuality, personality. „Ja” (”I”) – which contradicts community and mediation of professional priests.
Here are meanings contained in the word WIARA (faith):

 Wijara (faith) = Wieda (knowledge)

+


Wijara = Ja (I)


+


Wijara = Ra

+

Wija Ra = Future, intertwining of Ra

+

Jar – Or – Ar = grain (ziarno) – freshness – strength (siła) – power (moc) – beginning

+ AR = Aria

where ra – really signifies the synthesis of the Three Fires (in our language it is Blue Fire (Ogień Niebieski) – Sky/Heaven (Niebo) – Light (Światło) – Dażbóg + Chemical Fire (Ogień Chemiczny) – let’s call it ”genuine fire” – Flame (Płomień) – Swaróg + Plasmatic Fire (Ogień Plazmatyczny) – Perun.

It is Heaven Trinity to which the 4th Element comes – creating the Upper Four of the Elements – Wind – Strzybóg (Stribog) and all his  Holy place of Winds and Air.

Eight Elements make up 3 Trinities and at the same time two Fours.

We have
Heavenly Trinity – Fiery – representing Heaven and Prawia and Wela,
Bright Trinity – Lively or Alive (Lives) – Wind + Forest (tree for the Chinese) + Spore (egg, mud – Marsh for the Chinese) = Jawia
as well as
Earthly Trinity (Underground) which means Spore + Water + Earth = Nawias.

The Four of the Bottom Elements, Heavy, Dark make up: Forest + Spore + Water + Earth.

Ja (I) – means ja (I), i.e. Only I know, I know only what I know, faith is only mine, nobody else’s. Faith is not shared with others in the meaning of ”I am only with these and those because I profess this and that”. Community arises over Faith as the sum of beliefs. Faith is completely individual. It can not be different – only this gives it eternal life – Otherwise it becomes a doctrine – RELIGION.

Eurazja CZ-ARA miejsca Trzech Czar Trzech Tyrsówi Trzech Koron Trzech KaljiThree Goblets (Czary), Three Thyrsuses, Three Crowns, Three Kaljas of Earth

Other Slavic Goblets:

Goblet (Czara)

(Russian: Чара) – a river in Russia, in the Irkutsk area, Chita and Yakutia district, the left (and longest)  tributary of the Olyokma River. Length of 851 km; the basin surface is 87 600 km ²; the average annual flow at the river mouth is of 900 m³ / s.
Springs in the Stanovoy Mountains, in the range of Kodar; in the upper course a number of thresholds; in the middle course it flows through the valley separating the Patomskoye Upland from the Olyokma-Czarski Plateau; in the lower course it flows toward north-east direction parallel to the Lena River.

It freezes from October to May; snow-rain power.

The main tributaries: the Tokko (right) and the Zuya (left) Rivers.

(in Russian)

Ща́ра

(белор. Шчара, польск. Szczara) — река в Белоруссии, левый приток Нёмана. Длина — 325 км, площадь бассейна — 9990 км² [1]. Исток в пределах Белорусской гряды. Преобладает снеговое питание; с конца февраля по май половодье. Средний расход воды — 31 м³/сек. Ледостав обычно с января по март. Через озеро Выгонощанское соединена с рекой Ясельда (бассейн Днепра) Огинским каналом.
Нижнее и среднее течение шлюзовано, сооружено водохранилище Миничи.
Гидроним балтского происхождения, означает «узкая»
На Щаре расположены города Слоним и Ляховичи.

Czara.svg

Чара

(польск. Czara – Goblet) — польский дворянский герб.

Описание

В голубом поле с серебряною окраиною, змея, обвившаяся около золотой чаши и пьющая из неё; над змеёй серебряная шестиконечная звезда.
В навершии шлема три страусовые пера. Герб Чара Гинча внесен в Часть 1 Гербовника дворянских родов Царства Польского, стр. 207.

Герб используют

Выше изображенный герб Всемилостивейше пожалован вместе с потомственным дворянством Асессору фармации Люблинскому Аптекарю Карлу Фридрихову сыну Гинчу Высочайшею Грамотою Государя Императора и Царя НИКОЛАЯ I, во 2 (14) день Октября 1839 года данною, за непоколебимую верность Престолу.

Литература

* Часть 1 Гербовника дворянских родов Царства Польского, стр. 207

  • Tadeusz Gajl. Polish Armorial Middle Ages to 20th Century. — Gdańsk, 2007.


czara i czary Hexenszene_1700Goblet and sorcery (Czara i czary)

Sorcery (Czary), namely Magic (Magia – Mogtja) – Might (Moc), shamanism

Magic, sorcery, witchcraft, wizardry – general beliefs and practices based on the belief of the existence of the supernatural forces, which can be controlled with appropriate spells and actions[1].
Magician, socrerer, shaman – a person concerned with magic. He makes various gestures, spells, utters incantations and performs other rituals designed to give him power over the supernatural forces which, according to his beliefs will give him the power to change reality. Also, a person holding a religious function involving formalised and institutionalised ecstatic bond with superhuman beings, spirits of ancestors, demons or gods. Some magicians reject traditional rituals for the techniques inspired by psychology, or NLP (Neuro-Linguistic Programming). Lack of the possibility to state the bonds between the applied method and the possible effect, however, makes the effectiveness of the magical activities and existence of  supernatural forces postulated by it remain in the realm of faith.

Etymology

The word ‚magic’ comes originally from Magicians (in the Old Persian language maguš, in Greek μάγος), of astrologers-priests of Zoroastrianism of the Medes people. In the Hellenistic period, the Greek word μάγος (magos) could have been used as an adjective, but the adjective μαγικός  (magikos, and in Latin: magicus) is also proven to have been used in the first century (Plutarch), typically common in the feminine gender in the wording of μαγική τέχνη (magike techne, in Latn: ars magica) „magical art”. The word magic came into use in English at the end of the fourteenth century originating from the Old French word magique.

(in Russian)

Слово „магия» пришло в русский язык через латинский и греческий языки. Оно восходит к шумерскому или туранскому слову Imga (emga) („мудрый”), обозначавшего прото-халдейских жрецов. Впоследствии слово magic стало стандартным термином для зороастрийских (персидских) жрецов, от которых восточные оккультные искусства стали известны грекам, у которых слово magos (и родственные magikos, Mageia) стало названием человека, обладающего тайными знаниями и силой подобно персидским magus.[3]

SB_-_Altay_shaman_with_gongA female shaman with a drum – the Załtaje Mountains (Góry Załtaje) – the Mountains of Golden Mysteries

White versus black magic

There are many discrepancies in comprehending the difference between black and white magic. The majority of contemporary magicians, particularly those that belong to the western cultural group, do not attribute colours to any kind of magic stating that magic is merely a tool and the way of using it depends solely on the magician’s will (it is the magician that can be ”white” or ”black”, and not his tool). On the other hand, for example in Siberia there is a strict division between ”white” and ”black” shamans which is generally wholly determined by their origin. Strict as the division used to be in the part of medieval Europe, it was not so clear in other parts of the continent. Then, the aspect of magic understood as, for instance using demonic forces (which primarily were of an ambivalent character in the beliefs of, e.g. Greeks or Slavs) or divine ones also indicates a different aproach in the matter of its classification. Samely, we can not attribute the lack of distinguishing of the kinds of magic represented by some modern sorcerers barely to the character of contemporary western culture (ideas of individual freedom, liberalism, democracy).
In popular culture, white magic is usually the magic used for good purposes and by good ways, black magic, however, serves evil and is used for evil intentions and is usually related to performing it in dark ways. Similar attitude is applied in Wicca religion where magic is distinguished as black and white, according to the rule ”Do what you wish provided that Your actions do not hurt anybody” – actions which do not do harm to anybody are classified here as the white magic, but the black magic is the one that does harm. According to Alister Crowley, white magic means any actions of the magician that agree with his Will (which is not the same as doing what they wish, see: Thelema). All other magical activities that disagree with the Will were considered black magic by him. What is interesting, although Crowley was a proponent of (after all, his own) philosophy of Will and as a result he should not use any other magic than white. In his house in Scotland he had two separate rooms for the white and the black magic which he also used. As the distinctions made by the two notions were not always exact, a concept of grey magic signifying magic balancing on the border of these two occured.

Another czara (goblet) from India

1 – eka (jeden – one)
2 – do (dwa – two)
3 – tina (trzy – three)
4 – chara (cztery – four)
5 – pancha (pięć – five)
6 – chhah (sześć – six)
7 – sata (seidem – seven)
8 – ashta (osiem – eight)
9 – nau [devata - god's digit nine (boska cyfra dziewięć)]
10 – dasa (dziesięć – ten)

Well, as it can be seen, the word <in Polish> czar (singular) and czary (plural) – <in English both in singular and plural – sorcery> and czara (goblet) and ARA – have something in common with ”czerta”, and additionally with czerta 4, cztery – chara because chara is pronounced ”czara”.

Also pay attention to 9 – nau or devata – NAW or DEW, what is interesting, corresponds with German (nojn). It is associated not only with Nawia but also with Nyja – Death, whereas chhah – szhah – with six (szesć) – szczęść (bless) and część (part) as well as cześć (honour). Is not asta ósta – Osta Łodź (Osta Boat) – Oś Nieskończona (Infinite Axis)? Has not our science noticed this philosophical bond and profundity? Or Faith? Definitely not as far as Faith of Nature is concerned.


czary wiedźmy El_Aquelarre_(1797-1798)

Other Attributes of Gods

Czara (goblet) is the attribute of Greek Asklepios, the God of Herbs – the equivalent of our Gorzyca-Groźnica.

The bow is the attribute of Greek gods related to lust and love: of Apollo and Artemida as well as of Eros Aphrodite’s son – as it can be perceived the Greek counterparts of Kupała, Dziewanna who has both features of Aphrodite and Artemida as well as Krasatina – the feminine counterpart of Eros, came to like this weapon.

Scithians_Pectoral
Scythian Necklace (Kolia) – pectoral – Necklace (Kolia) associated with goddess Kalija –  Przepigoła – Plątwa – Holda – became the symbol of knowledge, a royal necklace worn by kings and queens as wiedunowie (people who have knowledge, prophets) tribe – the goddess of Kos-Przypadek (Kłótnica – the one that quarrels) lost to another meaningful goddess, the Ruler of Speech and Głagoł Scripture – Gogoł – Gogołada, Ład and Łada-Łagoda’s daughter. Łada-Łagoda (prettiness – Harmony of the World). This knowledge was partly transferred here from the Czara of the rulers of the World. 

 

t kailash-sunrise
Man-Sar-Owar – Lake and Mount Kalja (of OW-AR S-ARA, Syroj Ara War – Many = Dany – danej i pojmanej (given and captured): Kaljia Mountain – known today as Mount Kailash (Kalash) in the Himalayas – the holy mountain of Hindus and Buddhists, one of the centers of the Faith of Nature of Tibet. Kalja is also Immaculate – Black and White – dedicated to black Kali being the incarnation of Plątwa-Kala (Przepigoła – Golja, Punished Plątwa).

Mansarovar

Mansarowar – lake at the foot of Kalja – the Mountain of  black goddess (Przepia-Golia and White – Gogo-Łada). Since the mountain has both Divisions, it means that it is the Mount of Swąt – some say so. Indeed, it can be reckoned the appropriate Mountain of the World –  the Most Important Mountain because though not the highest, it is the Mountain of the Highest, the Mountain of Light (Knowledge and Englightenment).

 

Nurusja ziemie i ludy 2
Nurusja and neighboring lands – location of Mount Bogit [click magnify]

I wondered for a long time if I should correct a few issues with Polish reading – otherwise perfect (but it would involve gathering the whole dispersed knowledge. It all is about Bogit Mountain where stood Svetovid of Zbrucz. Taking this into consideration, I came to the conclusion that I would have to write a lengthy polemic article).

I would like you to have a look at the article on T-ARA or here at the third part which we re-printed (it is on the black strip in the section of the Light Temples of the World (Świątynie Światła) – it is just in this UNIT, not in any other – about the Great Mother Venus – though it  is a very significant reading and has important digits, I apologise to four (cztery) –  because they are magical digits of belief, meaningful and not just some digits – 3 and 6 resulting from the two threes in the centre) – and let’s understand, all of us, that the most important in Orion and in the Orion’s Belt – given at Bogit and not only at Bogit, as well as in the Three posts of Bogit – is that the central post is AXIS MUNDI – Svetovit of Zbrucz – the Light of the World (Światło Świata) – the Highest of the Highest ones – and the two remaining stars are the great Division (Wielki Dział) – In-Yang – Czarnogłów and Białoboga – and the 8 fires means 8 Elements. As soon as we fully comprehend that, all will be arranged differently for us – apart from one – WE must believe that Gods exist and that they really act – also at this moment.

For those who tell „fables”, I mean sleepy small talk that the connection between Arkona and Giza is coincidental and that Ślęża is on this line because it results so from a statistical account – I insert one more time the maps from that article – the maps which should show or give something to think – There Are four rivers here the ERIDANUS (Milky) – the Nile (the central river the MedirMilk, i.e. Egypt – if any Polish person still knows the forgotten name of this country, and has not sunk in the depths of ignorance like Persians who had not been able to read their Avesta till Ignacy Pietraszewski – a Pole – translated it into Persian and which an average Polish person has not learned although Pietraszewski translated it 150 years ago) – and the third river is the Oder flowing statistiacally (and maybe just  sedately?) next to the statistical (and maybe the final footing <Ostoja>) Ślęza, and the fourth river is of course the Zbrucz.

zbrucz bogit mapa
Mount Bogit and the Zbrucz River

podobieństwa orinon odra zbrucz erydan
The Oder, the Eridanus and the Nile
There are lots of pieces of evidence telling that our people did not fall down from the sky in 966 along with Incensory in Gniezno, though an incensory is also a kind of CZARA. 

Winicjusz Kossakowski –Slavs means the same as – ”they originate from Veneti.”

Posted in Mitologia Słowiańska, nauka, Słowianie by bialczynski on 26 Czerwiec 2013

       Joe Mac Gown Vent
Joe A. MacGown – Vent

We present a slightly different reasoning sent by Winicjusz Kossakowski about the name Slavs (Słowianie) than we derive it, but basically it is remarkably consistent with our findings. The diversity of this reasoning lies in the fact that it is of a historical character. It supplements and complements the meanings which we already know. As it often happens, meanings of words which are very important for a group of people carry all the resources of different content and they often multiply. It happens so because other, diverse words take the course from the important word and like streams from one source they flow around in various directions. Yet, what is interesting, we too came to the three historic Slavic names which are additionally proven by genetics:

a) the first which we consider to be the oldest and certified as early as from the eighth century BC – Skołoci (Scolotians), Sokołoci – Sokodawijczycy, Sokodanowie (Sakowie and Scyci – The Saka and Scyths / Scythians) – coming, in our opinion, from the word Sokół (the Falcon) – The Bird of the Sun, of the Sun itself – Soł, as well as from Soki Życidajne (Life-Giving –          Życiodajne; Juices – Soki) which the Sun Dawa (Dawa – Gives). This etymology also contains the meaning of Dawca of Koło – TheGiver of The Circle or Sławca Koła – The One That Praises The Circle. As it can be perceived, it contains the origins of the later name – the very late name –  Sołwianie, Sołowianie, Sołowene, Słoweneti.

b) the second which we believe to be European and intermediate in time –       perhaps characteristic of the Western Slavs – those from the Adriatic (Wenetia – Venetia), the Danube and then the Elbe, the Oder and the Vistula Rivers –   Wenedawanie, Weneti (Veneti), Wenedowie – Wiano Dawanów (the Gift of Davanowie), Wenedakha (Dawianie, Dagowie, Dacians, Drakowie, Dachowie, Dacians) – i.e. the children of Old Europeans – of Dawanowie, Drzewianie or the children of the Tree of Trees (Wene Drewo), Dag – burning, the Children of the Gods (Dewowie’s Wena).

c)     the third which is contained in these two and is the foundation of them, and was from the beginning as well: Soło-Wene (from Soło-Słońce (Słońce – Sun), The Culmination of the Sun, the Gift of the Sun (Zwieńczenie Słońca Wiano Słońca), from soł-sołw juices of the Tree of Trees, i.e. again the children of the Tree of Trees, the descendants of Scolotians, and finally from the word (word – słowo) –  those who speak with a word, it is the human tribe of Sło (speech – mowa) from Weneti (Veneti) – Słoweneti (Sloveneti).

Or also, but very ancient, incomparably earlier than the name of the Slavs by Jordanes – but possibly also in-Venedi – because there are many indications that the Aryan Hindu Brahmins, however, came from the Vistula and the Oder Rivers and then they came to India. There, preserved in Rygweda (Rigveda) (Wiedzie Ziarna – Leads Grains, Wiedzy Ziarna – the Grains of Knowledge, because ryg means ziarno – grain, oriech - jądro = core, oryj – z jądra wywity = deriving from the core, jarzęca, świeży = fresh, orka which means plowing extracting from the depths, from the core of the earth) traces which Viraj started on Histmag.org in a very interesting way. I also recommend that website to those of you who are interested in the Slavic origin of the names of Greek gods – including the name of Dzeus, Dionizos, Okeanos Histmag-Słowianie, Hellenowie, Scytowie, Ariowie (Histmag-Slavs-Hellenes, Scyths / Scythians, Aryans).

Here is the excerpt of VIRAJ’s reasoning for the word which is interesting to us: sława fame, repute (chwała) (glory, praise)

Sława

The history of Vedic pronunciation is quite diverse, sometimes Slavic pronunciation is preserved, and sometimes phonemes ‚ł’ or ‚l’ are converted to ‚r’, as in the Vedic word ‚śravas’ meaning ‚fame': a fragment

http://www.sanskrit-lexicon.uni-koeln.de/cgi-bin/monier/serveimg.pl? file=/scans/MWScan/MWScanjpg/mw1097-zravas.jpg

However, we know that the original pronunciation sounded like Polish ‚sława’ /pronounced: swava/ because an older form of this word has been preserved in Rigveda, that is the sacred word ‚Svaha’. Aryans attached great importance to the proper pronunciation of sacred words relevant to the ritual and hence the well-preserved older forms. There are many archaic words in Rigveda denoting the names of gods or cries, which are no longer clear etymologically in the Vedic Sanskrit, but they are understandable among Slavic languages.

http://www.sanskrit-lexicon.uni-koeln.de/cgi-bin/monier/serveimg.pl?file=/scans/MWScan/MWScanjpg/mw1284-svAbhU.jpg

Ralph T.H. Griffith in „The Hymns of the Rgveda” explains „Svaha!” as a sacrificial call to the gods. The call means the same as: „Glory”, „Ave” „Hail!,” Blessing „. It is therefore the same meaning as in Polish: ”Sława” „Fame”, ”Chwała” „Glory”, etc.
The holy word ‚Svaha’ is also used in Buddhism in the meaning of ‚glory’, ‚sława’ ‚fame’ and its pronounciation can be easily found on the Internet. The following fragment of the known Buddhist mantra:
GATE GATE PARAGATE PARASAMGATE Bodhi SVAHA

In Sanskrit, ‚sva-‚ is pronounced like Polish. ‚sła’ /swa/ which means ‚v’ before the ‚a’ vowel after the ‚s’ consonant and it has a phonetic value similar to the Polish ‚ł’ /English pronunciation of the Polish ‚ł’ is ‚w’/.

There is no doubt that the Polish ‚sława’ is older and closer to the Pre-Indo-European (PIE) than the Vedic ‚śravas’ which seems to be the late innovation that developed on the basis of Pre-Indo-Iranian languages somewhere in Asia. In relation to this, there is something interesting:
3. Bolesław

I have recently discovered an interesting book, „Cognate Words in Sanskrit and Russian” written by Dr Indu Lekha from the University of Delhi. From the book, you will learn about 600 closely related Russian and Sanskrit words. There is no special revelation and these words have been known for a long time. Interesting, however, are the comments of the Hindu scholar. On page 1 Dr Lekha says:

Quote

„The historical-comparative analysis of Sanskrit and Russian, two important members of the large family of IE languages​​, Proves That beyond doubt in respect of common IE vocabulary, derivational suffixes and the ancient system of inflection of nouns, pronouns and adjectives, Russian is closer to Sanskrit than Latin or Greek. „
On page 224 she explains:
Quote

«The historical-comparative analysis of Sanskrit and Russian proves without any doubt that both the languages share quite a similar phonological, morphological and grammatical system and have a considerable number of cognate words, as confirmed by the etymological explanations. Interestingly, even the ancient pagan religion of Slavs, of which only scanty written records are known to have survived, shows some common traits with the ancient Indian religion. A particular characteristic of this religion is that it recognizes the existence of three worlds: jav „manifested, visible”; nav „invisible” and prav „righteous”, a concept very similar to Indian concept of „jagattraya”. The Slav word for good „bog” is clearly related with Sanskrit „bhaga” and so are the names their supreme deities: Svarog „The god of svarga (heaven)”, Perun „The god of thunder and lightning” (Parjanya) and Svetovid „Knower of the whole world” (viśvavid) all the three being part of a god, called „triglav” (cf. Skt trishirsha).
Another obvious similarity linking the Slavs and the Indo-Aryans may be seen in the word Slav „glorious” < slava „glory” derived from slyt’ „to hear”, a root akin to Skt śru „to hear” (cp. Skt śravas„glory, fame”). In both the languages these words are used as the constituent part of several personal names, such as, Russ Boleslav, Rostislav, Svjatoslav, Vratislav etc. as compared to Skt Bhurishrava, Uchchaishrava, Vriddhashrava, Satyashrava, and many others. The word „slav” used in Slavic personal names probably signifies their descent and hence is quite popular even today».

http://www.vedamsbooks.com/no55377/cognate-words-sanskrit-russian-indu-lekha

Here, after registering you can download pdf with the photocopy of the book:
http://www.uz-translations.net/?category=linguistics&altname=cognate_words_in_sanskrit_and_russian

We will mention, again and again, the similarity of Slavic and Vedic religion and especially the religious vocabulary in Vedic Sanskrit and in Slavic languages, and particularly in the Polish languge. Now I would like to pay attention to the similarity of names in Sanskrit and in Slavic languages, for example, the mentioned names Bhurishrava and Boleslav by Dr Lekha.

We found that the Polish ‚sława’ is older and closer to the PIE than the Vedic ‚Sravana’ denoting the same thing. This also signifies that the name with the Polish ending ‚sław’ is older than ‘-shrava’ with the Vedic ending. Thus, the name based on this ending, like Polish ‘Bolesław’ must be older than the analogical Vedic name based on the Vedic ending ‚-shrava’ like ‚Bhurishrava’. A similar situation is with the Vedic ending of the name ‚-mitra’ in names like Bhumitra, Sarvamitra. This corresponds to our Boromir and Sławomir.
It is therefore very likely that names such as Bolesław and Boromir were quite popular among Aryans in the Bronze Age migrating from Europe to Asia. If we add that, according to the findings of geneticists, those Aryans had autosomal DNA and Y-STR such as contemporary Poles and Russians, it gives rise to the obvious conclusions.

___________

In my view, in a variety of Slavic languages at different times there were and there are different realisations of articulation of the phoneme ‚l / ł’. The richness of allophones is obvious. Listen, for example, to the Russian pronunciation of ‚л’ in ‘Пожалуйста’. They pronounce ‚л’ totally differently in ‘Солнце’, and in another way in ‘колеса’, and again in a different way in ‘около’ or орел.
In the past, there could have been more ways of the pronunciation of the ‚l’ / ‚ł’ phoneme because there were probably more various Slavic dialects. The influence of the dominant language causes standardisation and vanishing of old features. Uniformity of languages and their mutual intelligibility does not preclude at all differences of articulation for different phonemes.
For instance, dialects of Wielkopolska, Małopolska, Silesia and most probably Pomerania (after all, Kashubians have ‚koło’ where there are in their dialect: Skała: skale, skalny: skaljisty, etc.) have had the archaic tripartite forms of ‘ł:l:lj (before ‚and’)’ since ancient times.

It seems that similar tripartite forms of ‚ł:l:lj’ existed among the dialects of Pre-Slavic tribes in the area of the Oder-Vistula and the Dnieper Rivers in the Bronze Age. We see this in loanwords in Greek or Vedic languages as ‘okeanos’, ‘leda/lada’, ‘ład-/ładu-‘ or ‘helios’, ‘svaha’ or ‘svadu’, etc. Without the presence of phoneme ‘ł’ in the language of the native population of the Oder-Vistula in the Bronze Age these words would not have existed at all because there is no etymology for them in any other languages but Slavic –  unless some aliens, i.e Celts and Germans of haplogroup R1a1 speaking the reconstructed PIE language had been in India before arriving in Europe, and then they swapped their languages for a trick.

Historical linguistics – as Wilmar has rightly pointed out – is not an exact science and there are no certain things in it. Glottochronology or phonology oscillate constantly on the brink of pseudoscience. As far as glottochronology is concerned, actually there is general agreement that this is pseudoscience. Thus, none of its findings have a scientific value.

Any linguistic reconstructions and determining the history of languages depend on the assumptions which are adopted and on the authorities that are recognised.

To completely different conclusion come those who accept – as the presumption –  migrations of Pre-Slavs speaking the Old Church Slavic language from the Pripyat marshes in the fifth century AD, as their ”authority” of NSDAP professor Vasmer posits, and to other conclusions come those who basing on the data provided by genetics, anthropology and serious linguistics – see the homeland of the Pre-Slavs in the area of the Oder-Vistula Rivers in the Bronze Age and who perceive clear similarities with the Vedic Sanskrit and the influence on the Greek language.

I think that the correct reconstruction of the Pre-Slavic language is still ahead of us and it can be really interesting because many of the new theories are fully confirmed by genetics.

«Last Edit: April 08, 2011, 11:54:00 p.m. sent by Viraj»

C.B.

C.B.

Joe dreaming_of_id
Joe A. MacGown – Dreaming  Id (Dreaming Unconsciousness)

Winicjusz Kossakowski

Slavs means the same as – they originate from Veneti.

1)    Helmets of Negau dating back to two hundred years before Christ, described with Etruscan runes are read in the Slavic language.

2)    A pitcher made of bronze and found in Botzen is described with the same runes in shape and meaning. Dating – the same as helmets.
At the edge of the pitcher an inscription in the Slavic language was engraved. It is a refrain of a banquet song.

3)    A stone described with runes found in an Etruscan tomb and located in one of the museums of Rome is also described in the Slavic language. Dating –  seven hundred years before Christ.

Writing what is above, I do feel a serious rasp.

At the times before Christ the word Slavs (Polish: Słowianie)was unknown. It appeared in the sixth century AD. It was recorded in Iordanis’s stories in ”Gothic History”.

What did it mean?
-”Inside of them is Dacia, in the shape of a tiara with the steep Alps and along their left slope which leads to the west, beginning from the source of the Wiskla River and farther on over the vast areas settled the numerous Veneti people. And although their names are changeable now, according to various tribes, they are called Sclaveni and Antes in general”.

The first mention of Veneti is found in Pliny (24 – 79 AD).
„Some say that these lands as far as the Wistla River are inhabited by Sarmatians, Veneti, Scirowie (of Szczecin), Hirrowie and that the bay is called Cylipenus (szczecińska), and at the entrance to it there is Latris (Wolin) island …” (Excerpts from work „The Oldest Evidence about the Slavs” developed by Marian Plezia).

I am interested in one of the largest Slavic tribes called Veneti (Polish: Wenedowie or Wenetowie). Their etymology can be found in the name of a small tribe deriving from the ancient Veneti with the name of Veleti (Polish: Weleci).

Weleci means the Great, large numbers.
Slavs used ”letter clusters” in their alphabet which is the opposite of diphthongs. „Cluster” means transcribing two phones with one sign. The most often used „cluster” consists of letter [L] somewhat similar to the Greek [L] with letter [I]. This gives a sign similar to the Latin letter [N], read as Li.
The conclusion is obvious in itself.
The name Veneti sounded Velieti, Veliedi in the Slavic language, with the same meaning as Veleti.
In the early Middle Ages two armies moved on the former state of Rome for the spoils. One of them was Avars and the other was Huns. The fighting force of the two armies was based on the peoples who called themselves with various names. They had only a common speech, the speech of the Veneti. Each tribe came from (pochodziło = went from = szło, sło from the Veneti. Hence the common name Słoweneti. The closest old name has been preserved till the present times in the name of Słowenti, in Polish Słoweńcy = Slovenes. Soon all the peoples speaking the language of the Veneti came to be called Słowianie = Slavs.

Not all the Slavs originated from the Veneti nation. Older names are found in the tribe of Tuskowie, deriving from the word chytrus – a sly person, przebiegły, mądry, chciwy – sly, smart, greedy.
Tacitus could not distinguish the Veneti from Germans. Emperor Porphyrogenitus says that Germans spoke the Slavic language.

Alexander Bruckner writes in the entry Veneti: „The Pre-Slavic means from the stem -węt (pronounced: vewt), -went (pronounced: ‚vent’), from wen (pronounced ‚ven’)- meaning everything nice, pleasant, glad …; the name meant „friendly, kind”. The name Veneti has a more peculiar meaning to the Slavs as the Germans had been calling them like that for centuries… .”
At this point, it is worth going to the Latin dictionary to look up a word. Under the entry „germanus” it reads: „a) fraternal, sisterly, b) right, true, real, honest.”
Are the Germans, by any chance, not the same as the Veneti just in the Latin translation?

„Today, the real Germans no longer exist.” Being under the control of the rebellious Roman army, they became the ground for new nations and the opposite of what is right, honest, friendly and nice. The Germans come in their mass from the conquered Slavs and the English come from the conquered Celts. Truly, some element from Scandinavia came to them but as late as in the ninth century.

There are people, however, who derive the word Slavs from ‚Sclaven'(?) – slave.

A slave is a social class, something similar to – worker. The difference is that the slave had a measurable value and every owner cared about his survival. The worker, however, does not present any value. His work is only bought. When the work is superfluous then the worker is superfluous as well. Out of work and with no possibility to survive, he dies of hunger and diseases like trash on the street or on a refuse heap.

Calling the nation slave or laborer is illogical and unethical.
It is true that the Polish language has been weeded with macaronic words to such an extent that you can cook soup with them so another new macaronic word will not be a problem. Nevertheless, let’s not get crazy and let’s start thinking on our own.

We reject the Latin etymology and consolidate the truth in our consciousness. Slavs means the same as – they originate from Veneti.Vinicius Kossakowski

Winicjusz Kossakowski

las szt joe a mac gown OrganicCosmicLockJoe A. Mac Gowen – Insight in the Organics of the Universe (Relationship of all meanings)


Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 637 obserwujących.