białczyński

Księga Tura: Taja Siódma – SŁOWO O DRZEWIE DRZEW (ilustrowana pracami Bogumiła Znicza)



I o czterech obliczach Swąta oraz o jego piątej postaci. Słowo o trzech obliczach Kauków, podwójnym obliczu Kirów oraz o czasie Ziemi, Weli i Nieba.

ilustrowana obrazami i rysunkami Bogumiła Znicza

Copyright © by Czesław Białczyński, ® all rights reserved by Bogumił Znicz

Według mików plemienia Wądletów z Czerwiszcza i Mogilska1 oraz podań wieszczek z Gardźca na świętej Rui2, z grodu Kruków i kapiszty zakrzowskiej w uroczysku Świętoborze3, jak również wołchwów z Turowa nad Prypecią4 w Ziemicy Budynów


Bogumił Znicz – Święte Drzewo

Słowo o Drzewie Świata, Nieba, Ziemi i Życia, czyli o Drzewie Drzew

Zwykło się uważać, że były cztery ważne Drzewa we wszym świecie, a każde z nich było inne i gdzie indziej rosło. Tobalarowie i toblaczki załabskiego plemienia Drzewian5, które zajmuje ziemicę zwaną Drawenją, powiadają jednak, że sprawa z Drzewem Drzew nie jest taka prosta. Według nich jest tylko jedno Drzewo Drzew i zawsze tylko ono jedno było. Ma jednak różne postacie i rośnie w różnych miejscach. Z jego gałęzi, liści, pnia, kory i korzeni, kwiatów oraz owoców pochodzić mają wszystkie drzewa i rośliny Ziemi, Weli i Nieba. Drzewem tym nie jest ani Gwózd, ani Stóżar, ani Ósica, ani welańska Wierżba. Według kapłanów i wróżek draweńskich był nim, i do dziś pozostaje, Wspór Swąta.

Drzewianie, jako mały lud (duże plemię) złożony z rozprzestrzenionych dziś po różnych miejscach wielu plemion, pochodzą wszyscy od wielkiego ludu Nurów. Dlatego wyznają pogląd, że Wspór był jeno prątem-prąćcem Światłoświatowym. Przeszywszy nim Głąb podczas miłosnych igraszek Bóg Bogów złamał go i Wspór się rozprysnął na Cztery Strony Świata. Z jego czterech wielkich członów zrodzili się Kirowie, z drzazg powstali ich pomocnicy Światłogońce, reszta zaś uleciała w Głąb. Tę resztę średnich i małych odłomków pieczołowicie pozbierał Swąt i zawił się z nimi w Kłódź.

Niektórzy prawią, że po tym nie do końca udanym wyczynie wstyd zagnał Boga Bogów w Kłódź, i że wtedy się onże Wstyd narodził. Są to tylko wraże bajania, bo nikt potem o takim bóstwie nie słyszał, a wstydliwość to wyłącznie wymysł ludzi.

Swąt przystąpił w Kłódzi do czynienia Trzeciej Rzeczy. Witungowie arkońscy z Rugii mówią, że Swąt nie mógł odżałować śmierci Strąprzy-Wspóry i pozbierawszy szczątki swej ukochanej córki zawił się w Kłódź, by je zeżglić i pochować na wieczność blisko siebie.

Oba Kościoły, nurski i wądyjski, są zgodne co do tego, że Swąt zmienił zdanie, poniechał zamiaru zeżglenia Wspóry, a ze szczątków zebranych po Głębi, zmieszanych z innymi składnikami, znanymi tylko sobie, ukształcił Bułę – Trzecią Rzecz z Rzeczy Pierwszych.

Źrzeb i wierg Wspóry-Strąprzy, a zapewne główne cechy jej budowy były jednak takie, że także jako Buła-Byta uległa rozerwaniu. Witungowie witowscy twierdzą, że Bóg Bogów nie ze słabości do córy zebrał jej strzępy z Głąbi, ale właśnie dlatego, że chciał wykorzystać jej przyrodzone cechy do stworzenia Buły, która mnożąc się we wtórne byty utrzymałaby blisko przy sobie Kauków- Dzięgli. Tym samym to, że za pierwszym razem nie udało jej się wesprzeć i spoić Głębi, targanej przez rozchodzących się Czarnogłowa i Białobogę, miało być przez nią teraz osiągnięte pod inną postacią.

Dokładnie tak się właśnie stało. Wspóra mająca być pierwotnie Drzewem Świata wspierającym Głąb i podtrzymującym w jedności wszy świat przerodziła się w Bułę-Bytę, a następnie w Ziemię, Welę i Niebiosa-Poświatło. Jak wiadomo z Tai Czwartej, Spor wydobył z głębin Matki Ziemi zanurzony w glinie zarodek, ziarno, które znalazł w dziwnie miękkim miejscu jej doliny, zanim ją zalały wody. Otulił ów zarodek własnymi dłońmi i ogrzewał oddechem, aż wypuścił się zeń kiełek. Zasadził go pod samym szczytem Trzygława w otoczeniu drzew ustrojonych6 przez Wiłów-Knów. Wyrosło zeń potężne Drzewo Ziemi, zwane inaczej Ósicą.

Draweńskie toblaczki twierdzą, że początkowo Drzewo Ziemi stało zupełnie samotnie na Górze. W jedną noc dorosło cudownie do swych pełnych rozmiarów, okryło się kwieciem i sypnęło ziarnem w takiej obfitości i różnorodności, że w mgnieniu oka dookoła wywił się wielki bór z wszystkimi roślinami i drzewami, jakie do dziś ozdabiają Ziemię. Wiłowie-Knowie brali stąd szczepki, Pędy oraz ziarno do obsiania nie tylko ziemskich niw, ale i Weli i Niebios7.

W tym samym czasie na Niebiosach, u wschodniego krańca Głębi, wyrósł sam z siebie w Niebieskim Borze Stóżar8 – Drzewo Świata, a na południowym krańcu w Niebieskiej Zagrodzie obok Niebieskiego Młyna Gwózd9 – Drzewo Nieba.

Mikowie z wenedyjskich grodów w Czerwiszczu i Mogilsku nad Łabą prawią znów, że z nasion Ósicy Wiłowie nasadzili tylko ziemskie bory. Niebieskie knieje miały wzróść z nasion Gwózdu, a welańskie z nasion Stóżaru.

Tym sposobem strzelista Wspóra-Strąprza ucieleśniła się ponownie w trzech postaciach i trzech nowych miejscach, dając życie roślinom całego świata.

Potem w bitwach Potworów Ósica i Stóżar uległy zupełnemu połamaniu, a Gwózd poważnie nadpękł i nie mógł utrzymać na sobie ciężaru wszystkich Niebios.

Bóg Bogów wychynąwszy z Kłódzi zabił Porusza-Światogora, którego cielsko bogowie Żywiołów i Mocy rozczłonkowali wydając na świat Przedstworzów. Szkielet i moszcze10 z Porusza zostały jednak wbite w Górę Gór-Wierch Weli, i od dotknięcia ręką Swąta okryły się złotą korą, listowiem i kwieciem, przeradzając się w Wierżbę. Na Wierżbie wsparło się Niebo Wysokie i stała się ona Drzewem Życia. Trup Światogora został przebity przez Swąta kołkiem ułamanym z Ósicy po to, by się jako potwór nigdy już nie odrodził.

Wspóra-Strąprza przetrwała w ciele Wierżby nie tylko w postaci ósicznego kołka, ale i jako ciało samego Porusza-Światogora. Jak mówi bowiem Taja Piąta, Porusz-Światogor urodził się z litych skał, zaczerpniętych z samego dna ziemi, z grudy welańskiej, a także z bocznego korzenia Ósicy wyrwanego rękami Leszy-Borany.

Gwózd, niezdolny do dźwigania nieboskłonu, ułamał się i pozostał już tylko Niebiańskim Słupem, wokół którego do dzisiaj kręcą się niebiańskie skrzyste11 zwierzęta.

Wierżba stała się więc jedynym Drzewem Świata. Na jej czterech wierzchołkach wsparły się wszystkie Cztery Niebiosa, czyli całe Niebo.

Według zaklinaczy ludu Serbów z południowego plemienia Raszan12 na Wierżbie wsparło się tylko Niebo Wysokie – Kopuła Weli i Niebo Głębokie, Powłoka wsparła się na Gwóździe, Niebo Niskie zaś opiera się do dzisiaj na wierzchołku Góry Trzygław.

Jakkolwiek by było, Wierżba, a właściwie Wspóra (albo Kłódź-Kłoda), jest Drzewem Drzew, od którego pochodzą wszystkie inne drzewa, jest jedynym Drzewem Świata, Drzewem Nieba i Drzewem Życia13.

Bardzo mądrzy wróżowie z ziemicy Ślęgów (wielkiego plemienia ludu Lęgów) z kościoła Leszy-Borany w Świętoborzu pod grodziskiem Zakrzów powiadają, że wszystkie Drzewa, a także Wspóra-Strąprza, pochodzą z jedynego prawdziwego Drzewa Drzew – Kłódzi-Kłody, ta zaś jest cząstką Swąta. Ostatecznie i tak wszystko jest jego, Swąta, częścią i odpryskiem. Tyle było, według nich, owych Drzew Świata, ile jest obliczy Swąta, a więc cztery i to piąte, najważniejsze, najtajemniejsze, ukryte, będące zwieńczeniem, źródłem i jednością – jądrem wszystkiego. Wierżba zrodziła się z Ósicy i Światogora, a także z gleb Weli. Ósica i Światogor powstali z Matki Ziemi. Ziemia, Wela oraz Niebiosa powstały z Buły. Buła zrodziła się ze Wspóry, Wspóra z Kłódzi, a Kłódź powstała z istu Swąta – wszystko od niego zawsze w końcu pochodzi.

Dzisiejsze Drzewo Drzew, Wierszba, czy jak ją inni nazywają Wierżba, Wiersznia, Wircha, Wiecha albo Świrżba, posiada pięć korzeni powstałych z członków Porusza wbitego po szyję w Wierch Weli. Dwa z korzeni sięgają w Nawie, jeden w Niwę Niw, a dwa kończą się w Górze Gór. Ma też ono jeden pień szczerozłoty, rozchodzący się w trzy potężne konary. Na samym zaś szczycie główny, środkowy konar, rozszczepia się na dwie wierchnie części i tym sposobem Drzewo Drzew jest zwieńczone czterema wierzchołkami. Drzewo Drzew jest wiecznie zielone Liśćmi Piękności, stale okryte Kwieciem Powodzenia, wydaje Owoce Mądrości i Nasiona Natchnienia. Kto posiądzie kawałek kory tego drzewa, ten osiągnie powszechne poważanie. Kto otrzyma Gałązkę, ten posiądzie niespożyte siły. Komu dostanie się choćby drobny kawałeczek korzenia, ten zyska wieczystą wiarę i moc przekonywania innych.

Wołchwowie w Grodzie Kija prawią, że ziemska wierzba jest jedynym drzewem powstałym wprost z Wierzchy, na jej wieczyste podobieństwo. Jako żywo, z pnia wierzby wyrasta głowa jak u Porusza, z onej głowy zaś gałęzie na kształt włosów tego potwora. Od „głowy” często też drzewo rozchodzi się w trzy główne konary.

Wieszczki z Grodu Kruków (Karoduny-Krakowa) powiadają, że drugim ziemskim odpowiednikiem Wierżby jest jemioła-imjela. Tę wyniósł z Wierchu Weli bóg Diw-Ładziw, a pochodzi ona z płonnej gałęzi Drzewa i dlatego nigdy sama nie rośnie ani się nie przerodziła w ziemskie drzewo. Nie chce też zejść na ziemię z wierzchołków innych drzew, na których wyrasta, lecz stara się być jak najbliżej nieba, skąd pochodzi i dokąd chciałaby wrócić. Opowieść o Jemiole-Starzęśli, czyli o ukaranej pysznej bogini Swątlnicy to jednak zupełnie inna taja.

Bogumił Znicz- Świętowit – 1

Słowo o czterech obliczach Swąta i jego piątej postaci

Bóg Bogów Swąt ma cztery twarze. Każda z nich odpowiada jednej jego Stronie – jednemu obliczu. Każda patrzy w świat szeroki, w jednym z czterech kierunków. Takie też są wszystkie przedstawienia Najwyższego z Bogów.

Jego pierwsze oblicze zostało objawione wraz z Pierwszym Dziełem, Pierwszym Działem i Pierwszą z Rzeczy Pierwszych. Ukazał je w pierwszym Dziewiątym (lub siódmym) Dniu Stwarzania Świata, ale przebywał w owej postaci od Początku (poczęcia) do owego Pierwszego Dzieła. Wiąże się ona z najwcześniejszym okresem jego bytu, czasem, który Pierwszy Dział wieńczy i zamyka. Chwila owego działu była jednocześnie chwilą Pierwszego Przepoczwórzenia (Przepotworzenia) Swąta. Odtąd osiągnął on nowy stan i inny poziom własnej istności – drugą postać.

Pierwszą postać i pierwsze oblicze ukazał również Bóg Bogów nieco później, opuszczając Kłódź po raz pierwszy, kiedy rozsądzał pierwszy spór i zabił Potwory na końcu Wojny o Bułę-Bytę. Jego działanie było wtedy stanowcze, lecz łagodne, a odpowiedź na wrogie światu działania bogów pobłażliwa i wyrozumiała.

To jego oblicze jest skierowane twarzą ku wschodowi, objawiło się o wschodzie stworzenia. Pierwsza twarz Swąta odpowiada pierwszemu okresowi – jego dzieciństwu, i pierwszej postaci, Światłowiłta (Światłowita). Jest ona okrągła, gładka, usta ma zamknięte, ale uśmiechnięte, a oczy szeroko otwarte, jakby w zadziwieniu. Rysuje się na niej wyraz radości i zachwytu. Bije z niej otwartość i łagodność. Ta postać objawia Swąta jako Światło Witalne (czyli żywe), Światło Wiłte, Łowcę Światła. Jest to oblicze Samozaródzi posiadającej możności stwórcze, moc samozalęgu, zdolności dowolnego przekształcania wewnętrznego oraz swobodnego kształtowania rzeczy zewnętrznych. Oblicze owo odpowiada stanowi Pierwni i jest związane z Niebem Dalekim, zaraniem Ziemi, jarunną porą Weli oraz Założną Nawią Zaświatów – skąd dusze wracają wcielone w kolejne postacie żywych istności. Pierwsza postać Swąta pokazuje drogę „ku sobie”, czas rozpoznawania samego siebie, wewnętrznego kształcenia, poznawania świata i własnych możliwości działania oraz dokonywania zmian.

Z powodu czworoistności Boga Bogów, a właściwie jego wszechobejmującego bytu, wszystkie wyobrażenia boskiej postaci wykonuje się jako czwórgraniaste, trójpoziomowe posągi lub słupy-kumiry (kapy). Cztery ściany kumirów odpowiadają czterem obliczom, twarzom i postaciom Swąta, zaś trzy poziomy trzem światom (Niebu, Ziemi, Zaświatom-Weli) obejmowanym wejrzeniem trzygłowych bogów Działu (Dzięgli-Kauków) – Białobogi i Czarnogłowa14. Wschodnia ściana posągów pokazuje na najwyższym poziomie pierwsze oblicze – gładkie, dziecięce, łagodne, niepłciowe. Postać obrócona w tym kierunku dzierży w dłoni Pierścień albo Jajo – Zalążek Świata. Na drugim poziomie tej ściany znajduje się figura kobieca, pierwsza z ludzkich postaci połączonych poprzez inne ściany w tańczący krąg – święte koło obrzędowego tanu. Postacie tego poziomu obrazują następstwo pór roku i bogów Kiru oraz życie Ziemi. Wschodnia jest Jaruną-Jaryłą. Na trzecim najniższym poziomie uwidaczniającym Welę – Zaświaty, przedstawieni zostali Kaukowie-Alkowie – Dzięgle, postacie Trzygłowych, którzy nie opuszczają Weli i sprawują nad nią nieprzerwanie pieczę. Ten poziom odzwierciedla Podziemne Moce związane z kręgiem księżycowym i świat zmarłych – Nawie. Postać podtrzymująca w Nawi Założy Ziemię i Niebo klęczy zwrócona ku południu – następnej Nawi, następnej porze roku, kolejnemu kierunkowi bytu niebieskiego, ziemskiego, zaświatowego.

Kiedy wraz z Pierwszym Dziełem dokonało się pierwsze z przepotworzeń Swąta, Bóg Bogów przerodził się w Światłoświata (Światłoświta) – Światło Świata (Światło Świtu). Ta jego postać trwała aż do Drugiego Działu. Dopiero podczas owego Działu Bóg Bogów ukazał ją światu – w drugim Dziewiątym (Siódmym) Dniu Stwarzania. Pokazał ją również potem, wychodząc po raz drugi z Kłódzi, kiedy rozsądzał spór wynikły z Wojny o Krąg.

Tak więc ujawnienie drugiego oblicza wiąże się z chwilą Drugiego Działu, powołaniem do życia bogów Kiru i Drugą z Rzeczy Pierwszych. Drugi Dział był drugim przepoczwórzeniem-prze(po)tworzeniem Swąta, chwilą, w której osiągnął on trzecią postać.

Podczas rozsądzania drugiego sporu działanie Swąta było nie tylko stanowcze, ale i surowe. Ukarał wielu bogów, wielu odebrał ich niwy, wielu zepchnął w Ciemności.

To jego oblicze jest skierowane twarzą w stronę południową i odpowiada drugiemu okresowi – jego młodości. Twarz ta ma rysy dorosłe, ale tak samo gładkie, jak poprzednia i owalny kształt nawiązujący do żeńskości lub młodzieńczości. Usta ukazują lekki uśmiech, ale spojrzenie jest czujne, zamyślone.

Rysuje się na niej wyraz uwagi i zastanowienia, chytrość i surowość. Ta postać pokazuje Swąta jako Światło Świata, Świt Świata, Leże-Łoże (Łożysko), Siedlisko, konieczne do wylęgli życia, Zewnętrze, Byt, Łono. Jest to oblicze żeńskiej strony Działu posiadającej moc płciowego pomnażania bytów i ich karmienia, powodowania wzrostu i rozwoju. Oblicze owo odpowiada stanowi Głębi i jest związane z Niebem Głębokim, południem Ziemi, rujną porą Weli oraz piekielną Nawią Zaświatów. Druga Postać Swąta pokazuje drogę „w sobie”, ku własnej głębi, całkowitemu opanowaniu i umocnieniu możliwości, ku zrozumieniu posiadanych mocy.

Południowa ściana kumiru pokazuje na najwyższym poziomie drugie oblicze – gładkie, młodzieńcze, żeńskie, przebiegłe, surowe. Postać obrócona w tym kierunku dzierży w dłoni Róg –Naczynie Płodności, napełnione życiodajnym płonem. Na drugim poziomie tej ściany znajduje się figura kobieca w tańczącym kręgu świętego koła. Obrazuje ona Ruję-Rajka i lato Ziemi. W górnym rogu, obok kobiecej postaci, znajduje się mała postać ludzka, dziecko – owoc płodności, nowe życie. Na trzecim poziomie postać Trzygłowa podtrzymującego w Nawi Piekła Ziemię i Niebo, klęczy zwrócona ku południowi swoją drugą twarzą.

Wraz z zakończeniem Drugiego Dzieła, kiedy dokonało się drugie przepotworzenie Swąta, przybrał on swoją trzecią postać – Światowida (Światowieda). Oblicze to ukazał Bóg Bogów wraz z Trzecim Działem na trzeci Dziewiąty Dzień Pierwszy. Swąt pokazał ją także wiele później, wychodząc po raz trzeci z Kłódzi, kiedy rozsądzał spór wynikły z Wojny o Taje.

Tak więc objawienie trzeciego oblicza wiąże się z Trzecim Dziełem, powołaniem do bytu Buły-Byty – trzecią z Rzeczy Pierwszych. Chwila dokonania Trzeciego Działu była jednocześnie czasem trzeciego przepotworzenia Swąta. Z tą chwilą osiągnął on ostatnią, czwartą postać.

Podczas rozsądzania trzeciego sporu działanie Boga Bogów było surowe, straszne, okrutne. Swąt zamierzał wtedy, wiedziony wielkim gniewem, zniszczyć bogów i ludzi, ale powstrzymał się, dając swemu światu jeszcze jedną możliwość ułożenia.

To jego oblicze jest skierowane twarzą ku zachodowi i odpowiada trzeciemu okresowi – jego dojrzałości. Twarz ta ma rysy stateczne, jest pobrużdżona i smagła, męska, okryta zarostem. Usta są zacięte, a wzrok gniewny. Jest to oblicze zatroskane i jednocześnie waleczne.

Na tej twarzy Swąta widać zdecydowanie, odwagę i męstwo, moc i gniew. Jest w niej ogień wojownika i okrucieństwo, a zarazem mądrość i zasmucenie. Pokazuje ona Swąta jako Wiodącego Świat, Wiedzącego i Widzącego Świat. To oblicze Wieszczego Dawcy Praw, Wojownika, Istności, Wnętrza i męskiej strony Działu posiadającej moc płciowego pomnażania bytów, zdolność nadania kształtu wyobrażeniom i przedmiotom oraz zdolność unicestwiania. Twarz owa odpowiada Wysokiemu Niebu – Kopule Niebios, zachodowi Ziemi, Jeszowej porze Weli oraz rajskiej Nawi Zaświatów.

Trzecia postać Swąta pokazuje drogę „ku pełni”, ku zewnętrznemu światu, który należy przekształcić własną mocą i zmusić do uległości, a gdyby to się nie powiodło, zmienić go mądrością tak, by nie zniszczyć ani jego, ani siebie. Jest to oblicze osoby pewnej swego działania i zdecydowanej.

Zachodnia ściana kumiru pokazuje na najwyższym poziomie trzecie oblicze – dojrzałe, męskie. Postać obrócona w tym kierunku dzierży w dłoni Miecz – Narzędzie Walki i Sądu i dosiada biegnącego wierzchowca – Wichrza, na którym Swąt przybywa rozdzielać walczących, rozstrzygnąć spór lub bitwę. Na drugim poziomie tej ściany znajduje się figura męska, w tańczącym kręgu świętego koła. Obrazuje ona Jesza i jesień Ziemi. Na trzecim poziomie postać Trzygłowa podtrzymującego w Nawi Raju Ziemię i Niebo klęczy zwrócona na południe swoją trzecią twarzą. Jest ona odwrócona plecami do północnej, czwartej ściany – ku życiu, tyłem do śmierci.

Zakończenie Bitwy o Bułę, czyli o panowanie nad Światem widzialnym, kończy okres powstawania Trzeciego Dzieła Światowida, czyli Trzeci Dział i rozpoczyna Dział Czwarty. Jest to chwila trzeciego przetworzenia Swąta, narodzin czwartej postaci Boga Bogów noszącej miano Światowita (Światuwiłt, Światuwit, Światpowit, Światłowiłt), jako że świat został wtedy ostatecznie uwity.

Narodzeni w owej chwili ludzie i Gałęzowie są uważani za czwarte Dzieło Swąta. W to Ostatnie Święto Stworzenia Światowit ulitował się nad Upadłymi Bogami, swymi synami Zniczami i odczarował ich, uwalniając z gwiazd Powłoki. Wtedy też przydzielił ludziom zmarłym Nawie Weli, zbudował trzemy, tumy i tyny boskie na welańskich niwach, przydzielił bogom Taje, a Umorom wyznaczył pracę polegającą na przewożeniu dusz zmarłych. Od tej chwili Moce są związane z Człowiekiem, tak jak Żywioły z Siedliskiem, Kirowie z Głębią oraz Czasem, zaś Kaukowie-Alkowie z Działami Pierwni.

Tego oblicza Swąt jeszcze nigdy nie pokazał światu. Kiedy to uczyni, wszystko zostanie zniszczone, znikną Ziemia, Niebo i Wela – to będzie koniec wszego świata i koniec wszelkiego życia. Ocaleje tylko Ostatnia Łódź uczyniona z Kłódzi, która wyniesie z pogromu jedynie ziarno tego, co było w tym świecie najlepsze.

Czwarte oblicze Boga Bogów jest skierowane twarzą ku północy i odpowiada czwartemu okresowi – jego starości. Twarz ta ma rysy starcze, jest poorana głębokimi zmarszczkami. Rysuje się na niej obraz obojętności i rezygnacji. W oczach Swąta widać smutek i ból. Usta są otwarte w ostatnim okrzyku. Dobyty z nich głos obróci świat w perzynę.

Jest to Oblicze Sędziego, Sędziwego Starca, Pełni (poprzedzającej upadek), Wiekowości, Wieczności oddalającej się od życia. To twarz osoby bez płci, bez pragnień, obraz schyłku. Twarz owa odpowiada Niskiemu Niebu – Sklepieniu Niebios, północy Ziemi, kostromnej porze Weli oraz otchłannej Nawi Zaświatów.

Czwarta postać Swąta pokazuje Pełnię, oddalenie od życia, stopienie się w jedność ze Światłem, śmierć, która jest wlaniem się w ciało Boga Bogów, ponownym zamknięciem Kręgu Przemian.

Północna ściana kumiru objawia na najwyższym poziomie czwarte oblicze – starcze, zniszczone. Postać obrócona w tym kierunku ma puste dłonie, nie posiada niczego, żadnej rzeczy ani narzędzia, bo nie są jej one potrzebne. Nic nie jest potrzebne, gdy nadchodzi śmierć. Na drugim poziomie tej ściany znajduje się figura męska w tańczącym kręgu świętego koła. Obrazuje ona Kostruba-Kostromę i zimę Ziemi. Na trzecim poziomie nie ma żadnej postaci. Znajduje się tutaj Krąg -Ośmioszprychowe Koło obrazujące Żywioły Świata. Krąg umieszczony jest w górnym rogu poziomu i sąsiaduje ze ścianą wschodnią, wiosenną, co jest znakiem nadziei na ponowne odrodzenie z bezistnienia, z Otchłani.

Jest jeszcze jedna, piąta postać Boga Bogów, której obraz stanowi, we wszelkich kumirach, wieńcząca je Kopuła-Kołpak-Czapa, obwiedziona jednoczącym Otokiem-Kręgiem. Ta postać to Jedń, w której zlewają się wszystkie cztery poprzednie oblicza, to całość, istota wszechrzeczy, prawda prawd, taja taj, piąta strona świata i piąty kir –Środek, Jądro – Bóg Bogów – Świętowit.

Czterem obliczom Swąta, czterem stronom Świata, czterem porom, czterem Kirom -kierunkom zalęgowi i dzieciństwu – Jarunie, młodości – Rui, dojrzałości – Jeszy, oraz starości i pełni –Kostromie) odpowiadają w świecie ludzi cztery stopnie dojrzewania, jak również cztery stany społecznego położenia, na jakie, wzorując się na boskim porządku, podzielili swe plemię Zerywanie.

Osiągnięcie wszystkich tych stopni, a także przyjęcie do stanów, czci się obrzędami będącymi odpowiednikiem i przypomnieniem boskich świąt wieńczących narodziny każdego z Dzieł Swąta.

Pierwszy okres ludzkiego żywota-dzieciństwo kończy się z chwilą osiągnięcia płciowej dojrzałości. Zerywanie, a za nimi kolejne pokolenia ludzi czczą je obrzędem Postrzyżyn chłopców i Siuda-Baby dziewczynek. Obrzędy owe kończą dzieciństwo i zaczynają młodość, która trwa aż do Zaślubin- Wesela. Obrządek Weselny oznacza przejście osoby do stopnia dojrzałości, chwilę, w której może ona założyć nową rodzinę i przejąć rolę gospodarza w nowym domu. Zaślubiny zawsze odbywano latem lub jesienią. Kolejnym stopniem jest objęcie roli głowy rodu, czyli przywództwa zadrugi lub plemienia – dojście do godności starosty. Obrzęd objęcia starostwa miał miejsce zawsze jesienią. Ostatni stopień nadchodzi z chwilą, gdy stary gospodarz i gospodyni usuwają się oddając gospodarstwo swym następcom, osiągają wtedy ostatni szczebel – starość. Jest to uroczysty dzień, który dawnymi wieki wiązał się z Odejściem Starców – szli oni w świat dokonać Żywota lub zostawali jako osoby bez prawa głosu (podobnie jak dzieci)15. Działo się to zawsze zimą. Ten krąg zamykają śmierć i obrzędy związane z ciałopaleniem oraz pogrzebem. W najdawniejszych zerywańskich czasach śmierć czczono najuroczystszymi obrzędami.

Stopniom dojrzałości i kolejnym obliczom Swąta odpowiadają w plemieniu ludzkim poszczególne stany. Pierwszemu obliczu przyporządkowano wolnych chłopów-gospodarzy, czyli wieśniaków (kmieci), których rolą jest karmienie plemienia. Drugiemu obliczu przypisano wojów (wytędzów, gardziców, bohatyrów), których rola polega na obronie plemienia i łowach. Trzeciemu obliczu odpowiadają wodzowie (królowie, książęta i guślarze-kapłani). Ich rolą jest rządzenie plemieniem. Czwarty stan to ludzie niewolni, ci, którzy nie przeszli obrzędów wtajemniczenia (postrzyżyn, wianowania, zaślubin, zakładzin gospodarstwa, powicia potomstwa, starostwa, przekazania), ci, którzy zostali pojmani jako wrogowie, a także starcy i dzieci. Ci wszyscy wykonywali różne czynności służebne – z nich pochodzą rzemieślnicy i słudzy.

Z przynależnością do odpowiednich stanów, zmienianych wraz z przekraczaniem odpowiednich progów dojrzałości i spełnianiem kolejnych obrzędów przejścia, wiążą się odpowiadające im przywileje plemienne. W każdej świątyni, dworze, grodzie są trzy wejścia, trzy bramy – jedna dla kniaziów i kapłanów, druga dla wojów, trzecia dla wieśniaków. Trzy są rodzaje sum zastawnych –tym niższa suma, im wyższy stan. Niewolnym nie przysługuje żadna brama do świątyni ani żadne z głównych wejść do dworu. Cztery są za to rodzaje napojów odpowiednich dla stanów: wino dla kniaziów i kapłanów, piwo dla wojów i miód dla wieśniaków, dla niewolnych zaś woda.

Cztery rodzaje narzędzi zrzucili z Nieba bogowie, a ten tylko mógł być zerywańskim królem, kto je wszystkie podniósł. Były to: Czara-Dzban (dla kniaziów i kapłanów), Topór-Siekiera (dla wojów), Pług-Radło (dla wieśniaków) i Jarzmo-Dyby (dla niewolnych). Czterech bogów przedstawia sobą cztery rodzaje praw, jakim podlegają ludzie, zależnie od stanu, w jakim się znajdują, i od stopnia dojrzałości, jaki osiągnęli. Swąt-Światowit ma dla kapłanów i królów prawa boskie – przed nim oni odpowiadają i przez niego tylko mogą być sądzeni. Perun daje swe prawa wojownikom i on ich sądzi ręką króla lub kapłana. Prowe daje swe prawa wieśniakom i sądzi ich ręką wojownika, króla albo kapłana. Przepląt panuje niepodzielnie nad niewolnymi i jest ich jedynym dawcą praw oraz sędzią, który karze ich ręką panów.

Cztery oblicza Boga Bogów odzwierciedlają również cztery rodzaje bytu (istnienia we wszechświecie): byt wyobrażony (potencjalny), byt zewnętrzny (przedmiotowy), byt wewnętrzny (podmiotowy) i byt pełny (duchowy, boski).

Boski Krąg (Koło Bogów) nie przedstawia też nic innego w swych zstępujących od środka ku dołowi szczeblach, jak właśnie owe cztery oblicza. Pierwszy Krąg zajmują w nim bogowie Działu Działów, Drugi Krąg bogowie Kiru, Trzeci Krąg bogowie Żywioły i ich dzieci Mniejsze Żywioły, Czwarty Krąg bogowie Mocy i ich dzieci Małe Moce. Dalsze kręgi to już byty półboskie, ludzkie i przedmiotowe.

Bogumił Znicz  – Trygław -1

Słowo o trzech obliczach Kauków-Dzięgli – według gardziców świątyń rujańskich i wołchwów turowskich

Jak wiadomo Kaukowie-Dzięgle mają w jednym ciele trzy przyrodzenia, a dwa z nich się nienawidzą. Wiedźmarowie, kapłani z Turowa nad rzeką Prypecią, twierdzą, że nad pierwszym –swarliwym i wojowniczym oraz trzecim – statecznym, milkliwym przyrodzeniem Kauków górę bierze zwykle przyrodzenie drugie – żądza i namiętność – płynące z cielesności prarodzicieli. Tak więc, nienawidząc się dążą ku sobie, bez siebie zaś nie potrafią istnieć.

Kaukom-Dzięglom odpowiadają trzy konary Drzewa Drzew, trzy poziomy posągów-kumirów Swąta i trzy postacie na najniższym poziomie owych kumirów. Owe postacie obrazują na posągach trzy głowy bogów Działu Działów i ich trzy przyrodzenia. Ku czemu zaś owe trzy oblicza Białobogi i trzy oblicza Czarnogłowa się kierują, zdania są między kątynami, chromami i kapisztami mocno podzielone.

Według jednych, na przykład żerców uroczyszcza z Góry Hyszowej16, pierwsza z nich ma mieć wzrok skierowany ku górze, w Niebiosa, i czuwa nad gwiazdami oraz tymi złyródziami i dobródziami17, które są wplatane w Materię Świata Baję, nadając znaczenie wyrokom i doli wszech światowych istności. Drugie oblicze ma patrzeć na wprost, to jest na Ziemię i dziejące się tutaj sprawy oraz działy. Trzecie oblicze patrzy ponoć w dół, na Welę, w Podziemne Zaświaty, czuwając nad tamtejszymi sprawami.

Według innych zaś, na przykład gardziców świątyń Działów-Dzięgli oraz Kirów z Gardźca, jedna głowa Trzygłowych patrzy na Ziemię, druga na Welę (czuwając nad sprawami dziejącymi się pośród bogów i Stworzów), a trzecia głowa patrzy w Podziemia-Zaświaty, czyli Nawie. Tam, w Nawiach, wiele się, zdaniem owych kapłanów-wojowników, dzieje. Czarnogłów i Białoboga toczą najzaciętszy i nieustający bój o ludzkie dusze, o zmarłych i o nienarodzonych. Wędrówka dusz po Zaświatach często przebiega zależnie od tego, czy dusza na swej drodze napotyka złyródzie, czy dobródzie. Czasem jedno dobre ziarno potrafi przed błąkającym się zmarłym otworzyć Bramę Raju, a jedno złe pchnąć go ku Nawi Piekielnej. Dobre ziarna, zbierane przez zmarłych na nawskich łąkach, mogą posłużyć okupieniu się od ciemnych mocy napotkanych na ścieżkach Podziemi (od zduszów i potworów). Ciemne moce karmią się dobródziami, pożerając je po to, by zmniejszyć siłę dobra, jakie się nachodzi w świecie. Modły i pamięć żywych o zmarłym są jako łuczywo rozświetlające jego wędrówkę po podziemnych bezdrożach. Każda dobra myśl poświęcona zmarłemu zbliża go do Raju Założy albo do osiągnięcia ponownego żywota ziemskiego, oddala zaś od Piekła i Otchłani.

Jak wykładają gardzińskie kapiszty, myśli łudzi żywych i ponawiane obrzędy ku czci zmarłych oraz bogów Zaświatów kierują ręką Czarnogłowa i Białobogi w ich nawskim siewie. Im częstsze, tym bliżej wędrowca pada dobródź, a dałej od niego złyródzie się sieją. Rzecz jasna, wielkiego trudu trzeba, by odmienić zaziemską dolę nikczemnika, a są wśród żywych i tacy zbójowie, którzy Żadną miarą nie wydostaną się z Piekła.

Według tej wykładni bajów żadna z głów Trzygłowych nie patrzy w Niebo, a wyroki, dola i przypadki w owym obszarze zależą od baczenia Smoków i Żnujów.

Trzygłowi bacząc na Welę, w Podziemie-Nawie i na Ziemię ani na chwilę nie przestają czuwać, bo ich oblicza zasypiają na przemian.

Jeszcze inni powiadają, że trzecie twarze Praoćca i Pramaci mają całkiem zamknięte oczy i nie patrzą w świat zewnętrzny, lecz tylko do wnętrza, w głąb siebie. Tak sądzą wróżowie z wielkiego plemienia Wiślan z ludu Nurów (spadkobiercy podań kątyn z Nurza-Nawaronu).

Kołoduni wielkoruscy prawią, że Kaukowie mają trzecie oblicza skierowane ku sobie i patrzą sobie prosto w oczy – tak bardzo się miłują.

Złośliwi kołbiowie wędzcy i istyjscy rozgłaszają, że Czarnogłów gapi się tak zawzięcie w Białoboże lico, a Białoboga nie spuszcza ócz z oblicza Czarnogłowskiego, bo sobie nie ufają, pilnują się i śledzą wzajem każdy swój ruch.

Obrazoburcy i burzyciele posągów odważają się nawet głośno krzyczeć, że trzecia głowa jest Trzygłowym niepotrzebna, bo nigdy nic nie mówi i ciągłe śpi. Ci nigdy nie wsiądą do Nawy – Łodzi Osta, a ich samych i wszelkie ich ziarno Świętowit wypleni ogniem i żelazem.

Trzy oblicza Białobogi i trzy oblicza Czarnogłowa oddają trójpodział Świata na Niebo, Ziemię i Zaświaty, na trzem boski (niebiańsko-welański, wysoki, duchowy), trzem ludzki (cielesny, ziemski, doczesny) i trzem dusz (podziemny, nawski, dusz zmarłych izduszów). Są to jednocześnie trzy konary życia i trzy drogi, którymi każda istota może podążać w swoim rozwoju.

Bogumił Znicz – Dwugłowy -1

Słowo o podwójnym obliczu Kirów-Godów oraz o czasie Ziemi, Weli i Nieba

Kirowie, przez pomieszczenie w jednym ciele dwóch przeciwnych przyrodzeń, nie potrafią dojść do zgody w sobie, choć łatwo im przychodzi godzenie innych zwaśnionych. Nieustannie też podążąją za sobą, jeden za drugim, i wciąż się z jednej strony odpychają, a z drugiej przyciągają. Podobno mieli być doskonalsi od wciąż skłóconych Kauków-Dzielnych i zdolni do pomnożenia boskiego potomstwa. Ale to się Swątowi nie udało, bowiem dwa przyrodzenia znalazłszy się w jednym ciele okazały się niemal bezpłodne. Kirowie wydali na świat wielu inogów, a także Miesiące, ale całe ich potomstwo nie posiada mocy umysłu ani siły ducha mogącej postawić je w rzędzie Bogów, a przy tym wszystkie ich dzieci mają dziwaczne kształty i usposobienie.

Według jednych, dwie głowy Kirów są zrośnięte potylicami, poza tym całe plecy mają wspólne, tak że nigdy się wzajem nie widzą. Według drugich, zrośnięci są jednym bokiem, lecz zwróceni w tę samą stronę, a jeszcze podług innych, zrośnięci są bokiem, ale w taki sposób, że jedno patrzy do przodu, drugie zaś do tyłu. To ostatnie stwierdzenie może być prawdziwe, bo kiedy Wiosna-Jaruna jedną ręką trzyma się jeszcze Zimy-Kostromy, to drugą już chwyta Ruję-Lato.

Na posągach i kumirach obrazuje Kirów środkowy poziom, gdzie przedstawione są dwie postacie żeńskie i dwie męskie, złączone rękami we wspólne koło. Obraz ten objawia ich dwupłciowość, dwie strony tej samej osoby, a jednocześnie zamknięty krąg następujących po sobie pór roku i zamknięte koło czasu.

Kirowie dawniej niepodzielnie władali czasem. Dziś, poprzez swoje Światłogońce, czuwają już tylko nad połową dorocznych dni świątecznych oraz nad różnymi rodzajami (kierunkami) upływających miar i nad ćwiartkami Koła Godów. Przez cały czas kształcą osobiście rozmaite pory mijającego roku i jego czas. W Wojnie o Krąg stracili Miesiące oraz poszczególne pory dnia na rzecz Żywiołów i Mogtów.

Tak więc kiedy jedna głównia Kostromy-Kostruba przygląda się wieczności, to druga chwili, gdy jedna twarz Jaruny-Jaryły zwraca się ku kołwiekowi18, druga widzi godziny, kiedy jedno oblicze Rui-Rajka baczy na gody (roki), to drugie sprawdza dni, a gdy pierwsze oczy Jeszy-Jesienia przypatrują się Miesiącom, drugie wyglądają niedzieli.

Dzień Niebiański jest najdłuższy, Dzień Welański Średni, a Dzień Ziemski jest najkrótszy. Pierwszy jest Dniem Swąta, drugi Dniem Bogów, a trzeci Dniem Człowieka.

Dzień Ziemski składa się z jasnego dnia i ciemnej nocy i jest pod opieką bogini Daby-Pani Dnia. Podług miary słonecznej ma 24 godziny19. Dni Ziemskie składają się na niedzielę (tydzień). W Miesiąc Ziemski wchodziły trzy niedziele po dziewięć dni i święto na koniec miesiąca lub cztery niedziele po siedem dni i święto (według miary księżycowej). Miesiąc Ziemski miał więc 28 dni i święto. God (rok) Ziemski tworzyło 13 miesięcy (trzynastu Braci Miesiąców), licząc wcześniejszą i starszą miarą księżycową. Teraz obejmuje on 12 miesięcy, a liczy się go miarą młodszą i późniejszą, słoneczną. Na Pełne Koło, czyli Wiek (Kołwiek), to znaczy jeden Obrót Ziemskich Lat, składa się 48 godów (roków). Jest to zatem 17 484 Dni Ziemskich albo 2496 Niedziel Siedmiodniowych (1872 Niedziele Dziewięciodniowe + 624 Święta), albo 624 Miesiące Księżycowe (576 Miesięcy Słonecznych). Dokładnie tyle czasu, według Miary Ziemi, czyli miary ludzkiej, zajmuje jeden Pełny Obrót Ziemskiego Koła Godów-Kołwiek. Każdy rok Kołwieku jest pod opieką jednego z czterdziestu ośmiu Małych Bogów – dzieci boskich Żywiołów i boskich Mocarzy.

Najdłuższą miarę tworzy Koło Kół (Koło Kołwieków). Wieki znajdują się pod opieką Białobogi i Czarnogłowa. 28 wieków (czyli 28×48 godów) to jeden pełny obrót tego Koła. Czternaście wieków znajduje się pod opieką Białobogi, a czternaście posiada Czarnogłów, ale rządzą oni wiekami w porządku naprzemiennym, przekazując sobie Buławę Czasu co siedem wieków. To ostatnie koło nazywa się też Kołoczasem – Wiecznością.

Według tej samej miary (ludzkiej, ziemskiej) jeden Dzień Welański trwa cały kołwiek Ziemi, czyli 48 ziemsich roków, albo 624 ziemskie miesiące, czyli 17472 dni ziemskie. Niedziela Welańska składa się odwiecznie z dziewięciu Dni Welańskich, a Miesiąc Welański z trzech Niedziel i jednego święta Welów, czyli z 28 Dni Boskich. Kołwiek, pełny obrót welańskiego Koła Wieków, trwa 48 Godów (roków) Weli. Zatem jedna Niedziela Bogów trwa 432 lata ziemskie, Miesiąc Weli obejmuje 1344 lata ludzkie, Rok Boski mierzy 17472 lata Ziemi, Kołwiek zaś, czyli jeden Wiek Welański, biegnie przez 838656 godów człowieka. Koło Kołwieków trwa zatem dla Welów 23 miliony 482 tysiące 368 godów czasu człowieka.

Z kolei jeden Dzień Niebiański trwa tyle co pełny obrót koła godów Weli, liczy więc on sobie 838 tysięcy 656 lat Ziemi. Jedna Niedziela Swąta trwa zatem 7 milionów 547 tysięcy 904 lata ludzkie. Jeden Miesiąc Swąta ma 23 miliony 482 tysiące 368 lat ziemskich. Jeden Rok Niebiański biegnie 305 milionów 270 tysięcy 784 lata Ziemi. Pełny Obrót Niebieskiego Koła Godów, czyli jeden Niebieski Wiek – Wiek Swąta, trwa 14 miliardów 625 milionów 997 tysięcy 632 lata człowieka.

Jak więc widać z najnowszych wyliczeń wędyjskiej świątyni Rujewita, dokonanych przez oglądy niebiosów w pomorskich Kamiennych Kręgach Nieba, a także z nurskich wyliczeń świątyni Jesse-Jesza, wykonanych dzięki baczeniu na ruchy Słońca, Księżyca i gwiazd na szczytach Kopców Mogilanów znad Wisły, zanim dokonał się Pierwszy Dział i Swąt na Pierwszy Dziewiąty Dzień ze swych Dni Stwarzania wyrzucił z Kłódzi Pierwszą Rzecz, upłynęło, podług miary ludzkiej, 7 milionów 547 tysięcy 904 lata. Kiedy zaś skończył tworzenie, wydając na świat Ludzi w ostatnich chwilach dwudziestego dziewiątego niebiańskiego dnia – dnia własnego odpoczynku i kąpieli, minęły 24 miliony 321 tysięcy i 24 lata20.

Ziemskie Koło Godów – Wiek – dlatego trwa tyle, co jeden Dzień Weli, że tyle czasu rosły na równi Swątowe Wiechcie, z których wylęgli się Zerywanie-Ludzie. Kolejnego dnia Weli Zerywanów strącono na Ziemię w ich ziemską Kolibę.

Tyle dokładnie czasu trwało stwarzanie Ludzi przez Swąta – czyli krótka chwila-mgnienie, gdy Bóg Bogów obtarł się Wiechciem i rzucił go za mury zamyku Kłódź 21.

Bogumił Znicz – Święte Koguty

Przypisy

1 Wądletowie – nazywani przez zachodnich kronikarzy Weltami, a także Wilkami lub Lucicami, są dużym plemieniem wywodzącym się z ludu Wędów-Wenedów. Wądletowie do końca II wieku n.e. zamieszkiwali nad Zatoką Wędzką (Wenedyjską – Ueneticos Colpos) w sąsiedztwie Wądów-Warów i Wądów-Węsówa. Wędrówka Gotów w I-III wieku n.e. ze Skandynawii spowodowała rozbicie ziemicy Wędów, bowiem Gotowie na blisko 100 lat zamieszkali wśród Słowian, sadowiąc się u ujścia Wiskły-Wądalub. Część Wędów-Warów wyruszyła wtedy na północny wschód i osiadła w ziemicy Kurzeme. Inni, z plemienia Wądów-Letów, Weletabowie, osiedli nad Pregołą. W późniejszych wiekach nazywano ich po prostu Letamic. Zostali wchłonięci przez ludność istyjską (Bałtów) i przekazali swą plemienną nazwę Letgalom (Łotygołom), którzy obrali sobie spośród Weletabów pierwszego króla (także nazwa Litwy może mieć związek z Wędami-Letami). Również pozostała część Wądów-Letów musiała opuścić swe tereny; ci ruszyli na zachódd. Weltowie przesunęli się znad zatoki Wenedyjskiej na środkowe Pomorze, a następnie podjęli wędrówkę, która w IV-V wieku dla części z nich (Wieletów, Lutyków, Wilców) zakończyła się na Połabiu. Tam zajęli ziemicę między środkową Odrą i Środkową Łabą. W VI wieku duża część Wądletów, całe plemię Wełtów, poszła razem z Obodrytami na południe. Wełtowie nie dotarli do Adriatyku, lecz osiedli nad Wełtawą, gdzie zmieszali się z Czechami króla Kroka. W skład dużego plemienia Weltów Nadłabskich wchodzili: Wełtowie, Wieleci, Lutycy i Wilcy. W IX wieku rozpoczął się niemiecki nacisk na ziemice Wieletów wyludnione z powodu wędrówek Serbów, Sysłów i Wełtówe. Na przestrzeni X wieku większość tych ziem Wieleci stracili. W wyniku powstania w roku 943 odzyskali niepodległość i utworzyli państwo zwane Związkiem Wieleckim, rządzone przez własnego króla. Prócz rdzennych Wądletów tworzyli je Chyżanie, Czrezpienianie, Dołężanie i Redarowie oraz Morzyczanie, Doszanie, Stodoranie, Sprewianie i Wkrzanief. Ich ziemica została ostatecznie opanowana przez Germanów w XIII wieku. Język połabski uległ zagładzie wcześniej niż drzewiański.

Nadłabskie Czerwiszcze i Mogilsko to grody małego plemienia Czerwów, odłamu Chorwatów-Mogilanów, którzy zawędrowali tu razem z Lęgami-Kolędzicami i dostali się pod panowanie Wieletówg.

a Wymienia ich w swoim dziele Ptolemeusz (w II wieku n.e.). Ptolemeusz pisze o Weletabach, czyli odłamie Wądletów, który pod naciskiem Gotów wyruszył na wschód i osiadł nad Pregołą [L. Niederle Slovanske starożitnosti, str. 131-135].

b PP t. I, 260-278.

c PP t. II,51.

d PP t. III, 195-222.

e O wędrówkach Wenedów-Wędów i ich odłamów Sysłów, Węsów, Warów, Wątów-Antów i innych patrz także przypisy do Tai Pierwszej, Drugiej oraz Piątej – hasła związane z Wędami. Także przypis 5 do tej Tai.

f MSKDS str. 402; T. Lehr-Spławiński Rozprawy i szkice…, str. 115.

g Zarówno Czerwowie jak i Czrezpienianie byli najprawdopodobniej odłamami nadwiślańskich Białochorwatów, małymi plemionami, które wywędrowały stąd na północny zachód. Świadczy o tym choćby nazewnictwo w Ziemicy Nadpieniańskiej zbieżne z małopolskim, np. Piana-Pieniny, Jezioro Krakowskie – Kraków, Mogiła – Mogilsko itp., a także miana samych plemion wywodzące się z rdzenia cer, kar [patrz także SSS – Czerwiszcze, Czrezpienianie].

2 Gardziec, leżący na południu Rugii, był świętym grodem plemienia Ranów. W nauce uznaje się tożsamość tego grodu z Korzenicą opisywaną przez niemieckich kronikarzy wczesnośredniowiecznych. Nie jest to jednak stwierdzenie do końca pewne. W grodzie znajdowały się trzy świątynie. Czczono tu bogów o imionach Rujewit, Porewit (Poreuithus) i Porenut. Według innego źródła, skandynawskiego, w Gardźcu czczono także Rinvita, Turupita i Puruvita. Bogowie mieli w Świątyniach wspaniałe posągi olbrzymich rozmiarów. Budowle były przykryte dachem i wsparte na kolumnach, słupach drewnianych. Oprócz tego w Arkonie miał swoją świątynię Światowit, a w Jasmundzie znajdowały się świątynie dwóch kolejnych bogów: Pizmara i Tiarnoglofiego (Czarnogłowa)a. W źródłach stwierdza się również, że na Rugii czczonych było jedenastu bogów i znajdowało się jedenaście cmentarzy.

Możemy mieć pewność, że siedmiu z tych bogów tworzyło najwyższy krąg – Krąg Wielogłowych (byli to bogowie Działu, Kiru i sam Bóg Bogów). Rujewit, Pizmar i Puruvit to odpowiedniki: Rui-Rajka, Kostromy-Kostruba i Jeszy-Jesienia. Poza tym w kronikach wymieniono Czarnogłowa, Światowita (o czym wspomniano wyżej) i Poreuitasa-Perunica. Trzech pozostałych, których imiona znajdujemy w zapiskach, to synowie Peruna (Poreuit, Porenut, Turupit). Jest oczywiste, że spośród nie wymienionych imiennie bogów musieli mieć na Rugii swoje świątynie Jarowit i Bela-Białoboga, a także pozostali Runowie – Perun i Perperuna. Rugia jako Święta Wyspa, rodzaj kościelnego państwa, musiała być siedzibą kultu wszystkich najwyższych bogów Kręgu. W skład czczonych tu bóstw musieli wchodzić więc także wszyscy Perunowie jako najwyższy ród Żywiołów. Świątyń i smętarzy powinno być zatem co najmniej dwanaście. Dla ludzi ówczesnych, kierujących się magicznym widzeniem świata, umieszczenie na Świętej Wyspie jedenastu świątyń nie miałoby żadnego sensu, byłoby po prostu nielogiczne. Przyjmujemy, że istniało na Rugii dwanaście świątyń. Być może wcześniej, gdy obowiązywał kalendarz księżycowy, było ich trzynaście, ale na pewno nigdy nie jedenaścieb. Rugia była siedzibą nie tylko zboru witungów, ale także gromady gardziców. Gardzice-gradzice mieli swoją siedzibę właśnie w Gardźcu i byli kapłanami-wojownikami związanymi ze świątyniami Kręgu Kirów – bogów Czasu, oraz Runów (w tym głównie Perperuny-Gardy, Pani Burz i Gradobicia). Specjalną umiejętnością gardziców było nawiązywanie bezpośredniego kontaktu z bogami przez wprowadzenie się w szał środkami odurzającymi. W tym stanie gardzice wieszczyli o przyszłości. Władcy Czasu (Pór i Stron) znają przyszłość najlepiej ze wszystkich bogów. Gardzice, korzystając ze znajomości środków wyzwalających wizje, używali tej umiejętności jako środka bojowego, wyzwalając u siebie tzw. szał bojowy. Szał znieczulał na ból i pozbawiał lęku. Stąd ich przysłowiowa po-garda dla śmierci i brawura w walce. Miano tych wojów-kapłanów z Gardźca stało się w późniejszych czasach synonimem bohatera, wojownika walczącego w szale, nie znającego strachu. Stosowanie podobnych sposobów dla wzmożenia dzielności i zaciekłości w boju było znane i innym grupom wojowników słowiańskich, zwanych Bractwem Wilkówc, czy germańskim Berserkom.

a Dane te są potwierdzone przez Knytlingsagę i Saxo Gramatyka [XIV-39].

b Gardziec został zanotowany po raz pierwszy jako Carentia (Karenz, Korzenica). Jest to jeden z typowych przykładów przekręcania nazw słowiańskich przez Germanów albo nieścisłości geograficznej, co było częstym grzechem wczesnośredniowiecznych kronikarzy piszących o Słowiańszczyźnie. Być może Karenz-Korzenica była innym grodem niż Gardziec, i tam znajdowały się świątynie nie wymienionych w Arkonie, Gardźcu i Jasmundzie bogów rugijskich. Obce źródła pisane przez duchownych chrześcijańskich niezorientowanych w systemie religii naturalnej pominęły istotne imiona ważnych w układzie hierarchicznym bogów pogańskiego kręgu. Poza trzema najwyższym i kręgami: Boga Bogów. Działu Działów (Kauków) i Kirów, w centrum religijnym Słowiańszczyzny północnej musiały się znajdować obiekty, gdzie oddawano cześć przynajmniej rodowi Perunów (w całości) albo poszczególnym bogom tego rodu. Najprawdopodobniej znajdowały się tutaj obiekty ubóstwienia wszystkich Ośmiu Żywiołów – a więc 15 świątyń, tyleż posągów i równa im liczba smętarzy-żalników. Brakujących do tej liczby czterech świątyń należałoby szukać zapewne w Korzenicy, która nie byłaby tym samym grodem, co Gardziec [na temat liczby cmentarzy i świątyń oraz bóstw na Rugii patrz: H. Łowmiański Religia Słowian i jej upadek. str. 197-200].

c Patrz L. P. Słupecki Wilkołactwo.

3 Nie ma dziś zgody między uczonymi co do położenia Wielkiego Swiętego Boru – „Sutibure” (Świętoborza)a.  Jedni podają, że znajdował się on całkiem na zachodzie, nad górnym Menem (Mieniem-Mohanem), inni uważają, że bardziej na północ, na ziemicach Pomorzan, o czym ma też świadczyć późniejsze przyjęcie przez książęcy ród pomorski, jako imion rodowych, mian Świętobór i Świętopełk. Władcy ci mieliby pochodzić z gromady kapłanów świętoborskich – Świętoborów.

Do spadku po owych kapłanach kandyduje także drugi ród książąt pomorskich, Świętoborzyceb, władający między dolną Odrą a jeziorem Miedwie. Niewykluczone, że Świętoborze znajdowało się jednak na Śląsku i otaczało gród Zakrzówc, gdzie istniała wielka kapiszta bogów Boru: Borowiła i Borany, a także ośrodek władców Lęgów podległych Języtomd. Najsławniejsza kątyna Boruty mieściła się w okolicach dzisiejszej Łęczycy.

Świątynia bogów Boru-Knu, czyli Wiłów, była posadowiona w całości na rogach turów, żubrów i kłach dzików. Główne miejsce w tamtejszym Kręgu zajmował Borowił, a otaczały go posągi czwórki pozostałych bogów rodu: Borany, Wilca, Rokity i Boruty. Świątyni strzegły niedźwiedzie, które rozszarpywały każdego, kto niepowołany przekroczył święty krąg. Tu myśliwi, łowcy i zbieracze, a także podróżnicy wędrujący często przez bory, składali ofiary owym bogom Boru, uważanym za pokrewnych władcom Zaświatów i Ciemnych Mocy. Innym uroczyskiem Wiłów-Knów była Góra Ślęża. Takie umiejscowienie świątyni, a zatem i gromady kapłanów-wojowników Świętoborzyców, mogłoby wiązać ich z wielkomorawskim rodem Świętopełków. Niewykluczone, że królowie ci wywodzili się z dawnej świętoborskiej gromady kapłanów.

a Opisanego przez kronikarza Thietmara.

b Świętoborzyce Zachodniopomorscy, spośród których pierwszym historycznym księciem był Wrocisław, to inny ród niż potomkowie Świętobora – książęta władający Pomorzem Wschodnim do czasów Bolesława Krzywoustego [SSS t. V, str. 583,586; MSKDS str. 380].

c Jest to koncepcja wynikająca z powiązania odkrycia archeologicznego świątyni, czy też świętego kręgu (będącego obiektem wiary przyrodzonej) i notatki kronikarza piszącego o wielkim uroczysku (obiekcie kultowym, miejscu świętym) związanym z Borowiłami, a zwanym z niemiecka Sutibure.

d Języci (Jazygowie) to plemię sarmackie, które objęło zwierzchnictwo nad Lęgami około II-III wieku. W Zakrzowie odkryto grobowiec władcy-kapłana, z bogatym wyposażeniem, uznawany za grób królewski [np. W. Hensel Polska starożytna; MSKDS str. 157].

4 Plemię Turówa, choć zamieszkuje ziemice ludu Budynów, ma pochodzenie burskie. Wędrując na zachód zatrzymało się nad Prypecią i tutaj osiadło. Głównym ich grodem był Turów, gdzie szczególnie mocno czczono Dażboga. Turów to ośrodek jednego z małych plemion, wchodzących w skład wielkiego plemienia Dregowiczów. Do XIII wieku istniało tu odrębne księstwo, jako że wciąż pamiętano, iż była to ziemica rodowa Turów.

a Turami, oprócz plemion słowiańskich, nazywano też cały wielki lud Turków, którego odłamem zaledwie są dzisiejsi Turkowie. Należeli do niego również dawni Protobułgarzy. O Turowie patrz np. MSKDS str. 391.

5 Drzewianie Załabscy – od drzewa biorą swe miano, jako że wszyscy oni są potomkami króla Derwana, zrodzonego ze Świć-Gałęzy (która wszak wzięła się prosto z Drzewa Drzew). Inni prawią, że Drzewianie (Drewlanie, Derewlanie) stąd wywodzą swe nazwanie, że tylko „drewniane chaty i chyże stawiają, w drewnie rzeźbią, a nawet drewniane miecze mają miast żelaznych”. Są też tacy, którzy powiadają, że to najdawniejszy ród, czyli drzewy – prastary, i że są oni jedynymi pozostałymi przy żywocie Zerywanami. Najzłośliwsi zaś twierdzą, że ich miano płynie od tego, że po borach między drzewami się kryją, pól nie uprawiają i jeno pożytkami lasu się żywią. Ich władcy często noszą imię Derwan, a Derwan VII panował zarówno nad Drawenją, Wędią Wielecką i Obodrzycką, jak nad Łużycami. Potem jednak popadł w zależność od króla Franków Dagoberta. W 631 roku władca ten sprzymierzył się z Samonem, po klęsce Franków pod Wołgostem (Wogastisburgiem)a.

Ci załabscy Drzewianie byli najdalej na zachód wysuniętym ludem Sławian, a ich północna ziemica była zwana Drawenią.

Germanie cały kraj nadłabski zwali Wendlandem, czyli Krajem Wędów (Wenedów), ale prawdziwa Wenedia-Wędia sąsiadowała z Drawenią od wschodu i południowego wschodu. Na południu nadłabskim leżała Lęgia-Łużyce, a jeszcze dalej Sławja (Soławja), od której wszystkie te ziemice wzięły miano Sławji. Drugim mianem określającym słowiańskie ziemice nadłabskie jest, używana do dzisiaj, nazwa wzięta od Łużyc i rozciągnięta na wszystkie te tereny. Sławja graniczyła od wschodu z Czechami. Wszystkie wyżej wymienione kraje mają od zachodu Germanów, chociaż wcześniej, oddzielone od Macierzy, znajdowały się tutaj krainy nadrzecznych Radęców i Mieniów (nad Renem, Menem i Łabą), nadmorskich Windów z Białej Ziemi, wyspowych Wądalów czy górali Bodów i Lęchów, zwanych Durzyńcami, rozłożonych w dolinach zachodnich gór Kauków (w dzisiejszych Alpach austriackich i szwajcarskich). Drzewianie są częścią wielkiego plemienia Drewlan. W dawnych wiekach (III-IV w.) wywędrowali oni z ziemic ludu Nurów na zachód. Na wschodzie pozostała część plemienia Drewlan zwana Derewlanami, a jeszcze inna jego część odeszła na południe, wędrując z Wędami-Antami. Razem z Drzewianami wyruszyło też na północny zachód jedno z małych plemion Krywiczów, którego władcy uznali zwierzchność króla Drawenii. Po drodze przyłączyli się do tej grupy również nadwiślańscy Świnowie i Czerwowieb. Drzewianie osiedli na Załabiu już w wieku IV-VI.

Drzewianie Załabscy stanowili duże plemię i posiadali własnych królów panujących nad związkiem małych plemion o rodowodzie niekoniecznie drzewiańskim. Wspólnotę Draweńską tworzyły zamieszkujące w Drawenii z Górnodrzewianami i Dolanami (Drzewianami Dolnymi) plemiona: Krywiczów, Drogan, Zagoran, Gainów (zwanych też Chejnami), Wustrowian (Wustrów), Lemgowian (Lemgów) i Łucjan, a także Hajdanie, Bruckowie i Świnowie. Za koniec istnienia tego ludu uznaje się datę zaniku języka połabskiego (drzewiańskiego) w okolicy Wustrowa, w drugiej połowie XVIII wiekuc. Słowiańska krew tego plemienia, jak wszystkich zamieszkujących Nadłabie i Załabie, zlała się z krwią germańską (niemiecką), do dziś jednak całe wschodnie Niemcy noszą ślady kultury starosłowiańskiej zarówno w folklorze, podaniach, mitach, baśniach i pieśniach (uznawanych za niemieckie), jak i w samych nazwach miejscowych czy rzecznych, świadczących o prastarym słowiańskim rodowodzie tych ziem. Połabie (Nadłabie i Załabie) jako jedna z ziemic należących około 1500 lat p.n.e. do tworzących kulturę łużycką Prasłowian jest odwieczną ziemią sporną między Słowianami i Germanami, przechodzącą ustawicznie z rąk do rąk. Dziś całe Połabie jest już germańskie. Wyjątkiem są tylko Górne i Dolne Łużyce, gdzie żyje 100-tysięczna społeczność Serbów Łużyckich pozbawiona swojego państwad.

Duża grupa badaczy nie zgadza się z identyfikowaniem kultury łużyckiej jako prasłowiańskieje. Naukowcy ci nie potrafią jednak logicznie wykazać, w jaki sposób, między wiekiem VI a VIII, zdołali Słowianie podbić i zagospodarować 2/3 Europy. Według nich, Prasłowianie wyszli ze swej ojczyzny ulokowanej w dorzeczu Dniestru i Bohu w V-VI wieku, stanowiąc niezbyt liczne i słabo zorganizowane grupy plemienne, w dodatku zdominowane wpierw przez Hunów, a potem przez Awarów. Jeśli się przyjmie taką interpretację, niskiego ucywilizowania i organizacji Prasłowian dowodzą badania archeologicznef.

a O Derwanie patrz: SSS lub MSKDS str. 84.

b Fakt współistnienia Krywiczów z Drzewianami nad Łabą jest powszechnie znany w nauce. W kulturze Drzewian z Drawenii występuje wiele elementów wschodniosłowiańskich, które wskazują na wschodnie pochodzenie całego tego wielkiego plemienia. Czerwowie, którzy dołączyli do nich po drodze (w Małopolsce), rozdzielili się na dwa człony Czerwiszczów i Czrezpienian [patrz np. A. Fischer Etnografia słowiańska, zeszyt 1 – Połabianie].

c O języku Drzewian patrz np.: MSKDS – J. Nalepa Charakterystyka językowa dawnej Słowiańszczyzny, także T. Lehr-Spławiński Rozprawy i szkice str. 119-129.

d W xx wieku Połabie było już całkowicie germańskie.

e Np. prof. K. Godłowski i jego uczniowie.

f Badacze ci nie potrafią również wyjaśnić, jak to się stało, że Słowianie są obecnie najliczniejszą nacją europejską (ok. 300 milionów ludności), mimo że nieustannie przez całe tysiąclecie ponoszą największe straty ludnościowe w wojnach. Pomijają również bizantyjskie zapisy kronikarzy mówiące o dobrze zorganizowanych Antach-Wątach (Wędach Nadciemnomorskich) króla Boza w IV wieku. Pomijają też fakt utraty przez Słowian wielkich połaci ziem i ludności – zgermanizowanej, zhellenizowanej, zromanizowanej i sturczonej (w Nadłabiu, Austrii, na Śląsku i Pomorzu, w Rumunii, północnych Włoszech i na Sycylii, w Grecji), czy masowo uprowadzanej w strefie stepowej nad Morzem Czarnym i Azowskim przez Turków i koczowników pochodzenia tureckiego. Takich strat nie ponosili Germanie, Romanie ani Celtowie (Galowie).

6 Ustrojony – zbudowany, zrobiony, stworzony, uczyniony. Większość roślin i zwierząt Ziemi, Weli i Nieba została stworzona rękami Wiłów-Knów z materiałów danych przez Spora, Śreczę, Matkę Ziemię oraz jej córkę Obiłę.

7 Jeśli chodzi o rodowód drzew i w ogóle wszystkich roślin, a w tym świętych ziół, istnieje kilka różnych mitów o ich pochodzeniu. Niektórym roślinom przypisuje się pochodzenie od Wiechcia urwanego z Wierżby, inne miały powstać wtórnie z ludzi zaklętych w kształt roślin. Podobnie jest ze zwierzętami. Inne mity na ten temat podajemy w tai o stworzeniu Ludzi.

8 Stożar (Storzar) – podpora niebios. Miano to zawiera kilka znaczeń: storzący się – dumnie wzniesiony, wzwiedziony, sterczący – stojący, stępor – pałka, tłuk, stępołować – gnieść, odciskać, stąpel – podpora, storny – rozpostarty, storzący – dający przestrzeń, przestronie, stronny – będący po którejś (jednej lub drugiej) stronie (tutaj łączący dwie strony, górę i dół), strop – dach, słup, filar, stropy – srogi, upiorny, stróża – czuwanie, strażowanie (w sensie religijnym) – czuwania przy bóstwie, także straża – danina na rzecz świątyni, kapłanów i bóstw, stróż – słup strażniczy, storg – ostrzeżenie, strój – budowla, ubiór, ozdoba (także obrzędowa, świąteczna), strojny – bogaty, stroić – budować, przygotowywać, przybierać, struna-strona (struga) – płynąca, dźwięcząca (co odnosi się tutaj do światła-żaru płynącego w Stożarze i dźwięku, który niesie się od niego). Słowo to zawiera również znaczenie ustokrotnienia – stukrotny żar, a także blasku, światła, ognia – żara. Z tych wszystkich określeń rysuje się obraz Stożara jako drzewa rozgałęzionego, rozpostartego, strojnego, jaśniejącego stukrotnym blaskiem. Drzewa ognistego, którego pniem i konarami płynęło dźwięcząc prące światło (światło-prąd), Było to drzewo łączące i wspierające poszczególne Niebiosa, strzegące całości Światab.

a SEB str. 517-520.

b O Drzewie Drzew i innych drzewach istnieje w Słowiańszczyźnie wiele podań i mitów. Zebraliśmy je tu w spójną całość, odróżniając od siebie poszczególne rodzaje drzew ze względu na ich funkcje i, w związku z tym, ich miejsce w mitach [patrz: K. Moszyński Kultura ludowa Słowian, O. Kolberg Lud. A. Gieysztor Mitologia Słowian, R. Vulcanescu Kolumna Niebios. i R. Tomiccy Drzewo Życia, MNM, A. M. Kempiński Słownik mitologii ludów indoeuropejskich].

9 Gwózd – słowo to nawiązuje znaczeniem do gwiazd (gwiaździsty słup – świecący światłem gwiezdnym, sięgający wierzchołkiem gwiazd, mający kształt gwiazdy) oraz do pojęcia gwizdu – świstu (dźwięku, jaki się od słupa niesie). Pierwotne znaczenie tego słowa jest też identyczne z gwozd (gozd) – las, drzewo, gałąź zakończona ostro. Gwozd – kołek spajający, gwóźdź, klin. W wielu językach słowiańskich zachowało się to słowo na oznaczenie metalu, żelaza: słowackie hvozd, dolnołużyckie gózdź, górnołużyckie hózdź, serbochorwackie gvóde, rosyjskie gvozd’, ukraińskie hvizd’a. Zatem Gwózd był drzewem – słupem o gwieździstym kształcie pnia, nierozgałęzionym, jaśniejącym i gorejącym tak samo, jak Stożar, ale odlanym jakby z ciekłego żelaza. Od Gwózdu – spojnika Niebios – niósł się w dal silny gwiżdżący dźwięk prącego przez nie światła-mocyb.

a SES t. l, str. 387.

b Książki będące źródłem wiedzy o mitycznej i ludowej wizji drzewa oraz o poszczególnych drzewach mitologicznych wymieniono w przypisie 8b,

10 Moszcze – wnętrzności, wewnętrzne części ciała, które dają moc i moszczą – wypełniają ciało od środka.

11 Skrzysty – słowo to posiada dwa znaczenia: a) jaśniejący, migoczący, błyszczący, mieniący się, b) skrzydlaty. Nie istniejące już dzisiaj, wspólne dla wszystkich Sławian prasłowo skrzyć znaczyło latać, unosić się. Określenie to dotyczyło zresztą nie tylko unoszenia się w powietrzu, ale i przemieszczania się w wodzie, gdzie skrzelać (skrzeć) – pływać. Skriżyć znaczyło też ciąć, ciosać. Łotewskie skritulis –koło, skrit – piasta. Skrynja – otok, otwór, skąd skrzynia, skrytkaaprzedmiot otaczający, otwierany. Podwójne znaczenie bierze się z pradawnej mitologii mówiącej o jaśniejących, boskich, świecących zwierzętach skrzydlatych (wilkach, łosiach, niedźwiedziach, koniach, łaniach itp.), oraz Zniczach (skrytobójcach, ukrytych bogach) zamienionych w Umory, Potworach i inogach niebiańskich.

a Patrz SEB str. 497-498.

12 Raszanie, małe plemię serbskie, które po dojściu na Południe osiadło nad rzeką Raszką, obierając sobie na stolicę gród Rasza – jedną z późniejszych stolic Serbii Bałkańskiej.

a Patrz SSS Raszka lub MSKDS str. 325.

13 Dokładny opis samej Wierżby, jej porównanie z Wyrajem, omówienie właściwości życiodajnych tego drzewa oraz opisy innych drzew i krzewów welańskich znajdują się w tai poświęconej Weli.

14 Zbruczański Słup Boga Bogów – kumir Swąta-Światowita (Świętowita) zawiera w sobie wiele symboli i stanowi powiązane znaczeniowo przedstawienie słowiańskiej kosmogonii, wizji całego Wszechświata, wizji życia, cyklu rocznego i związków oraz następstw między poszczególnymi bóstwami słowiańskiego Kręgu. Posąg zawiera w sobie wiele znaków i przenośni, opis hierarchii Kręgu oraz wykład głównych założeń mitologii Słowian (Baju słowiańskiego). Posąg jest, jak przystało na wizerunek Boga Bogów, wzorem całości, pełnią, Tają Taj.

Jest to najpełniejszy i jedyny przetrwały tysiąclecia pomnik-zapis religii przyrodzonej (naturalnej, religii Przyrody), z którego można odczytać nie tylko główne linie ideowe owego kultu, ale także niektóre podstawowe mity. Wszystkie cztery ściany i zawarte na nich ryty przedstawia ilustracja po Tai Czwarteja. Podobnych zbruczańskiemu posągów odnaleziono więcej, lecz wszystkie uległy zniszczeniu.

a Patrz także A. Gieysztor Mitologia Słowian i L. E. Stefański Magiczny Krąg Świętowita.

15 W najdawniejszych czasach starców zjadano z chwilą, gdy stali się zniedołężniali. Był to obyczaj powszechny i zmienił go podobno dopiero Aleksander Macedońskia. Rzecz odbywała się oczywiście z zachowaniem odpowiednich obrzędów, po złożeniu ofiar bogom, podczas rytualnych uczt, kiedy to starców upijano i zabijano. W czasach późniejszych starcy usuwali się z gospodarstwa, by nie być ciężarem dla rodziny. Odchodzili i ruszali na wędrówkę. Żyli wtedy tylko tym, co znaleźli w lesie lub otrzymali od ludzi. W trakcie tej wędrówki powoli umierali z wycieńczenia albo zamarzali. Obrzęd odbywał się zawsze zimą. Obrzęd odejścia nie miał jednoznacznego związku z chwilą osiągnięcia dojrzałości przez ostatnie dzieci osoby przechodzącej w stan starczy. Był to moment przekazania gospodarstwa i władzy nad rodem przez starców już niedołężnych, niezdolnych do wypełniania swoich powinności. Zwyczaj ten podlegał najgłębszym przemianom na przestrzeni dziejów, inaczej niż pozostałe obyczaje związane z osiąganiem innych stopni dojrzałości. Bogactwo przekształceń należy wiązać z mocnym wpływem zmian gospodarczych na ten obrzęd. Dostatek pozwalał utrzymywać przy Życiu niedołężnych członków rodziny. Wpływ na ten zwyczaj miało również wydłużanie się życia jednostek, co powodowało rozluźnienie związku chwili przekazania władzy nad rodem i chwili niedołężności i śmierci.

a Patrz np. M. Składankowa Mitologia Iranu.. J. G. Frazer Złota gałąź i inni.

16 Góra Hyszowa w Sudetach to odwieczne uroczyszcze, w którym do XIX wieku urządzano tajemne zbory i odprawiano obrzędy. Góra składa się z dwóch szczytów, zwanych Małą i Wielką Hyszową (dzisiaj Mały i Wielki Szczeliniec). Są to najwyższe szczyty Gór Stołpowych (dziś Stołowych). W którejś z pobliskich wiosek zawsze zamieszkiwał żerca Strażnik Góry, należący najpewniej do gromady stróżya. Był on opiekunem tamtejszego uroczyszcza poświęconego Kaukom-Alkom – Czarnogłowowi i Białobodze. Wielka Hyszowa była miejscem kultu Czarnogłowa, zaś Mała Hyszowa ośrodkiem czci Beli-Białobogi. Mała Hyszowa mieści naturalny ukryty amfiteatr, sacrum pogańskie – miejsce kultu. Dostęp na szczyt Wielkiego Szczelińca, gdzie odbywały się spotkania – zbory Gromady Gromad – najwyższego kręgu kapłanów wiary przyrody, a potem adeptów i czcicieli dawnych bogów (w XIX wieku), był bardzo trudny. W roku 1804 górę powszechnie znaną z odbywanych tutaj mistycznych praktyk odwiedził osobiście królewicz pruski. Wtedy ostatni potwierdzony zapisem kronikarskim żerca-stróż sanktuarium, sołtys Pabel (znany jako uzdrawiacz i czciciel bogów pogańskich), wykuł kamienne schodyb wiodące na sam szczyt. Żeby potomnym zostawić niewątpliwy znak swojego wtajemniczenia i odwieczny ślad świętości Góry Hyszowej, wykonał dokładnie 665 stopni. Wtajemniczonym liczba ta mówi wszystko. 665 = 17 (bo 6 + 6 + 5) = 8 (bo 1 + 7) – czerta Pełni, znak skończonego Kręgu. Szóstki są czertami oznaczającymi Życie, lecz gdyby ich było 3×6, czyli 666 stopni, oznaczałoby to Śmierć (18 = 9). Uważając, że Góra Hyszowa jest i pozostanie zawsze sanktuarium żywym, tak jak żywa jest wiara przyrody, tę symbolikę – pełni i życia wiecznego – zawarł Pabel w swoich 665 stopniach wiodących na szczyt Świętej Góry.

a O gromadzie stróży patrz w przypisach do Tai Ósmej, gdzie także o wieszczkach jelonach z Pliski.

b H. Waniek Hermes w Górach Śląskich.

17 Więcej o złyródziach i dobródziach, czyli wszystkich ródziach będących we władaniu Kauków, mówi taja o Pracach Bogów. Tu warto wspomnieć, że tak zwany Czarny Pył to Czarna Mąka, która powstaje w Niebiańskich Młynach i jest mielona z ziaren złyródnych, zbieranych przez Czarnogłowa w jego Czarnogórach na Weli. Ziarna i Mąkę noszą Smoki, pomocnicy Czarnogłowa. Dobródzie w ten sam sposób tworzą Mąkę Siną – Niebieską, a rozsiewają ją po świecie Żnuje, wysłannicy Białobogi.

18 Kołwiek = 48 lat, co stanowi jeden pełny obrót ziemskiego Koła Godów, jednego z trzech powiązanych ze sobą mitycznych kół-kręgów czasu. Wszystkie przedstawione w Słowie o czasie wyliczenia są oczywiście współczesne, ale odpowiadają ściśle idei, na której zasadza się konstrukcja całego kalendarza. Odpowiadają też ściśle jego związkowi z realnymi wydarzeniami astronomicznymi i cyklami Nieba oraz wiążą oczywiście Miary Czasu z mitem o stwarzaniu Ludzi przez Swąta i o uprawie Ludzi na welańskiej Przełęczy Równi przez prarodziców – Kaukówa. Opis podziału roku pomiędzy Miesiące i inne szczegóły kalendarza Słowian znajdują się w rozdziale Bitwa o Miesiące w tai Wojna o Krąg.

a Podobnie rzecz wygląda w mitologii hinduskiej, chińskiej i innych. Np. w Egipcie długość pełnego cyklu wynosiła 28 lat – tyle ile przemawiał Ozyrys. Ta liczba lat odpowiadała liczbie dni w miesiącu księżycowym. Podziały roczne i miesięczne wyglądają bardzo podobnie w kalendarzu celtyckim.

19 Dokładne miary liczbowe godzin są produktem najświeższej daty. Najdawniejszą najkrótszą miarą były ćwiartki pełnej doby – przedpołudnie, popołudnie, północek (nocka) i przedświtanie (poranek, rano).

20 Znamienne, że ta liczba – 24 321 024 – składa się z trzech szóstek (24=6, 321=6, 024=6) czyli potrojonej cyfry symbolizującej życie. Znamienne jest również to, że suma magiczna trzech 6-tek (jak i ogólna magiczna suma całej liczby) = 18 , a to = 9, czyli stanowi symbol Śmierci (Welesa) i symbol boga Zagłady, Mora (czerta 18). Rzeczywiście, przez to, że „uprawę” Kauków na Równi Welańskiej podlał Czarną Wodą Mor, ludzie stali się śmiertelni. Możliwe również, że jest to wieszcza przepowiednia końca rodzaju ludzkiego, jego ostatecznej zagłady, czyli Czwartego Wyjścia Swąta z Kłódzi, i ukazania przezeń światu czwartego oblicza. Stworzenie ludzi nastąpiło w 1392 roku według miary Weli, ale narodzenie miało miejsce o dzień później według czasu Swąta, czyli w 1441 roku według miary Weli. Magiczna suma tej pierwszej liczby daje czertę 6. Suma drugiej liczby daje czertę 9. Był to 30. dzień Swąta (sam jego początek lub koniec 29 dnia), a zatem czerta 3 (30=3). Kombinacja 3×6 lub 3+6 także daje 9.

21 Stwarzanie ludzi, czyli ożywiające Wiecheć dotknięcie Boga Bogów trwało – według czasu Niebiańskiego (czasu Swąta) – mgnienie równe czasowi 5 niebiańskich sekund (gdyby do obliczenia zastosować znane nam dzisiaj dokładne miary i podziały czasu na godziny, minuty i sekundy). Jedno ziemskie Koło Godów, czyli ziemskie Koło Wieków (Kołwiek) trwa 5 sekund nieskończonego Niebiańskiego Czasu.

Bogumił Znicz – Kapiszcze -3

Mit odtworzono na podstawie ogólnej tradycji Słowian Północnych i Wschodnich, a szczególnie podań Rugian, Pomorzan, Połabian i Białorusinów.

Dobrosław Wierzbowski – Dekoracja starosłowiańskich pisanek, ich symbolika i znaczenie


Copyright © by Dobrosław Wierzbowski

Ponieważ artykuł Dobrosława Wierzbowskiego o symbolicznych wzorach na słowiańskich pisankach cieszy się olbrzymią popularnością a nigdy nie ukazał się jako wpis – przypominamy go tutaj z racji rocznicy publikacji na naszym blogu (jest też w dalszym ciągu dostępny w kolumnie po prawej – jako strona). W tym czasie przeglądało go bądź czytało ponad 2800 osób, czyli  około 8 osób każdego dnia. C.B.

Dobrosław Wierzbowski

Dekoracja starosłowiańskich pisanek,
ich symbolika i znaczenie


Irańskie motywy słoneczne  na Złotej Tarczy Słońca- Sassanid silver plate of a Simorgh (Sēnmurw), 7-8th c. CE  (Słoneczny Ptak)

xvar, xvarnah – to po irańsku „słońce” – słowiański bóg słońca Swar, Swarog, jego syn Swarożyc – słoneczny skwar

Wielkanocne pisanki i malowanki na jajach i wydmuszkach mają swoją genezę w starosłowiańskich (przedchrześcijańskich) kultach. Są jeszcze jedną pradawną tradycją, którą chrześcijaństwo w swojej mądrości przyjęło, by skuteczniej wiązać nową prawdziwą wiarę, z dawnymi świątecznymi obrzędami – zastępując niejako dawne ryty nowymi treściami. Jajo było powszechnym przedmiotem wotywnym dla bogów, jak i atrybutem świąt słowiańskich. Jajo – dar, jego symbolika dla Słowian, łatwość dekorowania twardej i jednocześnie łatwo chłonącej barwniki skorupki, było traktowane przez Słowian jako specjalne medium w kontaktach z duchami i bogami. Pospolitym ludowym zwyczajem było także lepienie wapiennych, bogato dekorowanych pisanek w kształcie jaja jeszcze w XIX w. Według starego perskiego mitu, jednego z wielu o stworzeniu świata, do dziś obecnego w mitologii Indii i Słowian, ze złotego słonecznego jaja narodził się Bóg najwyższy – nie było niewiasty, aby mogła porodzić. Jajo symbolizowało: początek wszechświata, elipsę słoneczną, życie, Drzewo Życia ( Drzewo Drzew, Drzewo Świata), witalność, wigor, długie życie. Zgodnie z niektórymi bajami – świat ma kształt złotego jaja i stoi na kurzej stopie. Zatem dekorowanie jaja miało specjalne miejsce w obrzędowości słowiańskiej, a sposoby dekorowania słowiańskich pisanek można podzielić na dwie kategorie:

1) symbole odnoszące się do kosmicznych sił i mocy przyrody
2) symbole zaklinające, odnoszące się bezpośrednio do kultu bogini (boga) losu i wyroków nieba
– Mokoszy-Makosza (Baby Jagi), lub lecznicze (Jagodowa Baba – Chorzyca).

Symbole odnoszące się do kosmicznych sił przyrody – składają się na nie: symbole kosmiczne, solarne, oraz personifikujące prawa, siły przyrody i jej atrybuty.
Tu należy poczynić pewne wprowadzenie. Religia słowiańska jest pochodną religii staroperskiej, zwłaszcza w jej scytyjsko-sarmackim wydaniu. Według religii staroperskiej bóstwo, Bóg najwyższy Ahura Mazda – odpowiednik słowiańskiego Boga Bogów, stwórcy świata – Swąta, był bogiem światła, światłości, świętości i czystości, zatem przedmiotem kultu u Persów, jak i Słowian, były przede wszystkim źródła światła: słońce, księżyc i „nigdy niegasnący” ogień.
U Zaratustran najwyższym kultem otoczone było światło, które w ciemności świeci – czyli księżyc i niegasnący ogień, ciemność bowiem u Persów symbolizowała piekło i podziemie. Złoty kolor jaja odsyła nas do kultu solarnego – Persowie, Scytowie i Sarmaci byli mistrzami i wielbicielami złota, właśnie ze względu na kult słońca.
Kapłani Zaratustry odziani są w białe święte czapki – biały kolor u dawnych Persów i Słowian uważany był za święty, też – kolor żałobny. Przed chrześcijaństwem Słowianie grzebali (spalali w „świętym ogniu”) swoich zmarłych, odziani w białe szaty pogrzebowe – welony – jak to do dziś czyni się w Indiach. Sama nazwa „welon” nawiązuje do słowiańskiego boga zaświatów
i podziemia, Welesa.

W czasie, gdy Słowianie z Ukrainy migrowali do Europy(kultura kijowska), w Persji panowała dynastia Sassanidów – jej godłem były słońce i księżyc. Jedna z dynastii perskich właśnie od kultu nazywała siebie księżycową – czciciele księżyca. W dawnym Iranie synowie królewscy zwani byli księżycami, dlatego w staropolszczyźnie „syn” to „księżyc”, imię Mieszko od księżyca pochodzi, tj. miesiąca.

Księżyc – syn, książę; Bożyc – syn Boży, syn Boga – bo się z życi narodzili: „żyć” to łono – daje życie.

Dalekie echo kultu lunarnego przejawia się w postaci specjalnego słowiańskiego upiora: Księżycowego Księcia Upiorów (Księżycowego Księcia Kurhanów); „Król Upiór, Król Kurhanów, (władca) nie wysłuchanego dotąd świata Upiorów…’’

Tej właśnie postaci poświęcił swój poemat „Król Duch” Juliusz Słowacki.

…Ja, Her Armeńczyk, leżałem na stosie
Trupem… przy niebios jasnej błyskawicy.
Kaukaz w piorunów się ciągłym rozgłosie
Odzywał do ech ciemnej okolicy;
Niebo sczerniało… ale świeciło się
Grzmotami… jak wid szatańskiej stolicy…
A ja, świecący od ciągłego grzmota,
Leżałem. – Zbroja była na mnie złota.
…I ucztowaliśmy w zamku wygodnie;
Swityna własne nam służyły misy,
Stągwie, kobierce, czary i pochodnie,
I krwią cuchnące wonnych ław cyprysy.
Czary nam do rąk podawały Zbrodnie –
Widma… w płaszczach z krwi, z zielonymi rysy,
Stojące z boku upiory czerwone,
Wyraźne… a gdyś spojrzał wprost – zniknione.
…Śpijże, mój kształcie pierwszy… z ducha zdjęty…
Świecący w dali jak księżyc na nowiu;
Upiorny… za krew wylaną przeklęty…
W koszuli z drutów i w czepcu z ołowiu.
Klątwa na ciebie! jak na dyjamenty,
Na bazaltowe kolumny w pustkowiu
Pierwszej natury – z ducha budowane,
W ciemność i w chmury, i w piorun ubrane…

Po tym wprowadzeniu możemy przejść do prezentacji słowiańskich motywów dekoracyjnych.
To przede wszystkim romb – częsty motyw na pisankach, jak i w całej dekoracji słowiańskiej; zgodnie z tradycją scytyjsko-sarmacką występował regularnie i często. Romb symbolizuje: właśnie jajo i to samo, co jajo – życie, Drzewo Życia ( Drzewo Drzew, Drzewo Świata), witalność, wigor, długie życie. Kształt jaja (rombu) symbolizuje elipsę – po której kroczy przez rok słońce; słowiańskie symbole kalendarza wpisywane były w romb. Jeśli proste rombu przedłużymy, otrzymamy podstawowy słowiański symbol solarny: słońce (przedłużone proste to słoneczne promienie). Poniżej przedstawienia solarnych symboli słowiańskich – symbole słońca, światła i bóstwa. Niektóre z nich bez problemu rozpoznamy w sztuce staroperskiej.


Słowiańskie symbole solarne: słońce i gwiazdy
– symbolizują słońce, Boga, boży blask.
Słowiańskie symbole solarne są tworzone na bazie rombu
– symbolu życia, kalendarzowego roku, Drzewa Życia.

A oto inna grupa motywów – kosmosu, sił i mocy przyrody; ich umieszczanie miało magiczną moc – symbole miały przenieść to, co symbolizują, na świętującego.


Słowiański symbol kosmiczny – u góry słońce (Niebo),
w środku ptak ( Ziemia), u dołu korzenie (Podziemie).


Słowiański symbol czasu – cztery pory roku
wpisane w romb – rok kalendarzowy, dwie
z nich dostatnie.


Słowiański znak “kurza łapka”
– symbol płodności i urodzaju.


Scytyjsko-sarmacki symbol płodności i urodzaju
– baranie rogi; dla irańskich pasterzy symbol oczywisty,
lecz u Słowian w Europie traci na znaczeniu
i przekształca się w „kurzą łapkę”.


Roślina – symbol odradzania się, zmartwychwstania,
nieśmiertelności.


Kłos – symbol bogatych, urodzajnych plonów,
pełnej spiżarni.


Promienie słoneczne padające na ziemię, także las
– znak bogów – Sima i Siemy – bogów Ziemi (siema – ziemia).

Symbol ziemi karmiącej i rodziny – siemja (rodu),
ciepła rodzinnego, domowego gospodarstwa, dobytku.
Siedem (siem) jest liczbą bogów Ziemi; znak składa się
z siedmiu elementów. Także symbol zasiewu, wysiewu.


Barwinek – symbol wiecznej miłości, stałości
w uczuciach, małżeństwa.


Gęsia stopa – uwaga! Znak ostrożności.


Jabłoń – symbol wiedzy, umiejętności, owoców trudu.


Sosna – symbol śmiałości, progresu, siły, zdecydowania.


Słonecznik – solarny symbol męskości, lata, ciepła,
uduchowienia, osiągnięcia wytyczonego celu.


Jeleń – symbol przywództwa, zwycięstwa, radości,
męskości, zwinności, gracji.


Kurza stopa – symbol dobrej rady, opieki nad potomstwem.


Niedźwiedzia łapa – symbol opieki, macierzyństwa,
ducha opiekuńczego, ducha rodzinnego.


Pszenica – symbol ogniska domowego, rodu
– klanu, ziemi, domu, ducha rodziny.


Wąż – symbol nagłych wypadków, transformacji,
zmian życiowych.


Koło – symbol dopełnienia, jedności, kontynuacji,
cyklów natury, zwycięstwa nad ciemnością.


Miandyr – symbol ukrytej drogi, ukrytych rzeczy,
ochrony, ogrodzenia.



Wszechświat – symbol cudu, ogromu, szacunku, pokory,
zaufania. Kropki u Słowian symbolizują gwiazdy.


Pies – lunarny symbol ochrony przed złem,
duch opiekuńczy dobytku.


Wierzba – symbol urody, piękna, seksualności,
bogactwa, zdrowia.


Róża – solarny symbol przeznaczenia, losu,
woli bożej, doskonałości, nadziei, słońca,
elegancji, męskiego działania.

Osobną grupę motywów dekoracyjnych stanowią motywy kultu bóstwa Makoszy.
Makosz lub Mokosza (gdzie indziej para Makosz-Mokosza), rus. Baba Jaga – bogowie Źrzebu – Losu i Wiergu – Wyroków Nieba. Od nich pochodzi mąka, mącenie-mieszanie, mokry-lepki. Makosz – ten, który przepowiada. Ten, który plącze i przeplata w mowie – mącenie, matactwo. Makosze pokazują ludziom ich los w sposób powikłany, niejednoznaczny. Wikłają też los w sposób dosłowny – bowiem wyplatają Materię Świata – Baję. Bogowie wyplatają Baję – los prawdziwy, ludzie plotą i fantazjują, nie mając wglądu w sprawy bogów – tworzą bajki. Makosze oprócz wieszczenia są w stanie odmienić ludzki los. Są opiekunami pająków, te bowiem są mistrzami przędzenia nici. Ulubieniec Mokoszy – Pająk Mokrzak – spoczywa na jej piersi i z jej polecenia zabija lub wraca życie, odwraca wierg (los-wyrok), sprowadza szczęście lub nieszczęście na człowieka. Współczesny przesąd, że zabijanie pająków przynosi nieszczęście, jest echem kultu Mokoszy. Wszak możemy narazić się na zemstę Mokoszy i jej pająka. Ludowe wyplatanie ozdobnych pająków z malowanego suszu – oprócz funkcji estetycznej – ma również funkcję magicznego zaklinania rzeczywistości – przypodobania się Mokoszy.
Od Makosza jest mak – halucynogenny, dobry do wieszczenia. Wierg – los – Wieszcz – przepowiadacz przyszłości; kosz – wyplatane naczynie, kosy – (rus.) warkocz pleciony. Do Mokoszy należy Drzewo Życia i pisanki ze względu na wspomniane powiązanie z losem. Baba Jaga-Makosza mieszka w domku (świątyni) na kurzej stopie. Scytyjski i sarmacki symbol płodności i urodzaju – jego rysunek przypomina wyglądem kurzą nogę, a pojawiał się często w towarzystwie graficznych symboli Mokoszy (persko-scytyjska Tabiti) lub jej świątyni; został przez Słowian nazwany właśnie kurzą nogą. Przesąd, że zły los można odwrócić kreśląc w powietrzu kręgi właśnie kurzą łapką – to echo kultu Mokoszy.

A oto dekoracyjne motywy kultu Makoszów – ich zadaniem jest przypodobanie się Mokoszy i zyskanie lepszego losu.


Wiosna – symbol odradzania się, pomyślnej przyszłości,
przebudzenia, nawrócenia, nowego życia.


Woda – symbol pozytywny – znów symbol płodności
i urodzaju – ma zapobiegać suszy,
a powodować życiodajne deszcze i wylewy.


Woda – symbol negatywny – głębokiej wody
światło nie przenika; symbol ostrożności
i unikania niebezpieczeństw, często umieszczany
na naczyniach, aby magicznie strzegł ich zawartości.


Wilcze Zęby – symbol siły i mądrości.


Krzyż przed chrześijaństwem u Słowian był zarezerwowany
dla Makosza-Mokoszy. Krzyż u Słowian symbolizował „życie”
i Mokoszę – boginię losu i życia – od niej zależało ludzkie życie,
jego długość i jakość. Mokosza wyplata nić żywota,
pająk krzyżak nosi na sobie znak Mokoszy – opiekunki pająków.

Istnieją też podania, według których Baba Jaga (Jagodowa Baba) nie jest bezpośrednio kojarzona z Mokoszą, lecz jest boginią – córką Chorsa, zimnego księżycowego boga (którego atrybutem jest srebro, w odróżnieniu od złota przynależnego Swątowi) i Marzanny (Mary), Pani Śmierci, Pani Starości i Zapomnienia. Córka Marzanny – Pani Starości od zawsze miała wygląd wstrętnej staruchy o ostrych i haczykowatych rysach. Baba Jaga (Chorzyca) to Pani Zdrowia i Choroby, Pani Gorączki i Bólu, Królowa Ziół, trucizn i leków, Pani Miłosierdzia – koi lekami i ziołami. Jej atrybutem jest magiczny kosz (Makosz!), pełen wszelakich ziół i jagód. Usługują jej boginki Jędze. Synem Baby Jagi jest Kościej Bezśmiertny – patron ciemności, zaćmienia, przesilenia dnia z nocą (gdy dzień jest najkrótszy), głębokiej wody i morza (tam światło nie przenika). Gdy ciemne, ciężkie chmury zasnuwają słońce, mroźny wiatr szepcze-świszczy imię Kościeja. Kościej Bezśmiertny to Pan Czarnej Magii, który właśnie za jej sprawą ukrył w skrzyni Zwiastuna własnej śmierci, przez co – choć bogiem nie był (żaden bóg nie połaszczył się na wdzięki Baby Jagi) – stał się nieśmiertelny. Wizerunki Kościeja Bezśmiertnego znajdujemy już w sztuce Scytów, a u Alanów (późnych Sarmatów) – często w towarzystwie bogini Argimpasy – jest przedstawiany jako rogaty wąż. Kościej zamieszkuje sam kraniec świata (gdzie jest mało światła).


Świątynia Makosza-Mokoszy (Baby Jagi)
– domek na kurzych nogach.


Świątynia Makosza-Mokoszy w kształcie krzyża.
W środku pięć ołtarzy ognia. Pięć jest liczbą ognia
i scytyjskiego boga Agni (ogień, agoń). Czasem zamiast
okręgów ołtarze rysowano jako romby lub trójkąty.


W niektórych ruskich podaniach Baba Jaga
ma dwie siostry, gdzie indziej dwie córki.
To ich pomniejsze świątynie umieszczone są
przy głównej świątyni Baby Jagi
na niektórych wizerunkach świątyni Makoszy.


Scytyjski rysunek z krypty (Krym, Ukraina)
– przedstawia ognistego konia, ognistą boginię
i domek na kurzych łapkach.


Oto domek na kurzej stopie Baby Jagi – Chorzycy. Umieszczanie tego rysunku na jajkach miało zapewne znaczenie lecznicze – do dziś na Ukrainie środkowej praktykuje się zabobon – toczenie jaja po ciele chorego w celu wywabienia choroby. Gospodarze toczą jaja po bydle, by było płodne.

…Księżniczka zapytała: „Czy to prawda, najdroższy mój przyjacielu, że nigdy nie umrzesz?” – “Tak, to prawda” – odpowiedział czarownik. “No, dobrze, a gdzież to znajduje się twoja śmierć?” – Kościej dał się oszukać i wyjawił jej całą prawdę: “Śmierć moja przebywa daleko stąd i trudno ją znaleźć, na rozległym oceanie. Jest na tym morzu wyspa, a na wyspie dąb zielony, a pod dębem jest skrzynia żelazna, a w skrzyni mały koszyczek, a w koszyczku jest zając, a w zającu jest kaczka, a w kaczce jajko; ten zaś, kto znajdzie jajko i stłucze je, spowoduje moją śmierć”.

Kaczka, podstawowy ptak wodny, był bliski dawnym pasterzom wędrującym od jednego źródła wody do następnego. Jej coroczne wiosenno-jesienne odloty i przyloty były najdawniejszą formą prymitywnego kalendarza; pamięć o tym przechowała się w pasterskim kalendarzu – i kaczce w jego centrum.


Świątynia Jagodowej Baby – Chorzycy (Groźnicy),
domek na kurzych łapkach; całość w kształcie kury.
Trójkąt symbolizuje ogień (ołtarz ognia), lub trójcę
– Baba Jaga z dwiema siostrami lub córkami.
U góry okrągły symbol zaćmienia i ciemności
tożsamy z Kościejem Bezśmiertnym, synem Baby Jagi.


Zaćmienie, Ciemność, Czarna Dziura (Otchłań)
– Kościej Bezśmiertny. Według niektórych podań
Kościej jest właśnie owym Księżycowym Księciem Upiorem.

 

Oto spisane na Ukrainie w XIX w., już schrystianizowane podanie, które tłumaczy, dlaczego należy pisanki malować:

…Bóg płynie w łodzi pośród pierwotnych wód. Rozglądając się wokoło widzi, że z ubitej falami morskiej piany wyłoniła się nieznana mu postać. „Kim jesteś?” – pyta Bóg. „Weź mnie do łódki, to ci powiem”. W pewnej chwili Diabeł zaczął mówić: „Dobrze by było, gdyby miejsce, na którym płyniemy, było twarde”. „Będzie – odpowiada Bóg. – Zejdź w morze i przynieś mi garść ziemi, mówiąc, że niesiesz w moim imieniu; przynieś, uczynię z tego piasku ziemię”. Diabeł poszedł, nabrał piasku w garście, mówiąc: „Biorę cię w imieniu moim”. Gdy wyszedł na wierzch, z piasku nie zostało ani ziarnko. Poszedł drugi raz, mówiąc: „Biorę cię w imieniu moim” i sytuacja się powtórzyła. Dopiero, gdy poszedł trzeci raz, mówiąc: „Biorę cię w imieniu Jego”, gdy wrócił, zostało mu trochę piasku za pazurami. Bóg wziął ten piasek, posypał na wodę i stała się z niego ziemia… (Później Bóg pokonuje Diabła, zamyka go w skale lub w piekle, zakuwa w łańcuchy i ustanawia zwyczaj, że będzie tam uwięziony tak długo, jak długo ludzie będą malować pisanki.)


Przejawy kultu solarno-lunarnego – formy odlewnicze.


Przejawy kultu Makosza-Mokoszy – naszyjnik i kolczyk
z krzyżem oraz biżuteria z bursztynu dekorowana
w krzyże i Kościeje, VIII-IX w.


Pisanka z podwójnym krzyżem Mokoszy-Makosza z X w.,
u góry słońce – promienie słoneczne.


Tkanina perska z VIII w. – koszula dekorowana w romby,
postać okolona ornamentem tasiemkowym.


Oprawy słowiańskie z IX w. – widoczny ornament
w romby oraz perski ornament tasiemkowy,
koniec oprawy dekorowany w „wilcze zęby”
(patrz wyżej) oraz w „Kościeje Bezśmiertne” (patrz wyżej)


O dekoracji słowiańskiej dalej – motywy typowe



Skrzynka słowiańska dekorowana w perski ornament
tasiemkowy, oraz dyski słoneczne z krzyżami Mokoszy.
Wszędzie symbole Kościeja – pojawiają się na skrzyni
nieprzypadkowo: to w skrzyni Kościej schował Zwiastuna
swojej śmierci ( w bajkach ludowych – kaczkę z jajem życia).


Nóż z Nowgorodu dekorowany w romby




Naczynie z symbolem wody – strażnika, Zawada – IX w.

Siła tradycji


Wczesnosłowiański ornament ognisty
– fragment szafki, XI w., Stara Russa.

Wczesnosłowiański ornament z Opola – łoże, X-XIII w.



Słonecznik – ten sam słowiański ornament;
okręg moskiewski, XIX w. Przedmioty dzieli przestrzeń
ponad tysiąca lat i tysiące kilometrów.



Awaro-Słowiańska sprzączka z grobu awarskiego – VI w.



Sarmacki kolczyk – Baktria, I w.



Irańska prowincja Baktria – groby z I w.
– masowo produkowane złote romby.




Wczesnośredniowieczne szyszaki słowiańskie (tzw. wielkopolskie)
w typie sassanidzkim – IX-X w. – dekorowane w romby,
na szyszakach widoczne ślady pozłoty – złotego pokrycia szyszaka.



Zbroje husarskie z XVII w., dekorowane w mosiężne romby
(symulacja złota), pochodzące z małopolskich warsztatów płatnerskich.
Używanie prastarych słowiańskich motywów jako ludowych
z Podhala odróżnia je od wyrobów innych ważnych ośrodków
płatnerskich w Polsce np. w Gdańsku, Lublinie, Lwowie czy Poznaniu,
gdzie ten motyw nie występuje.


Sanktuarium starosłowiańskie w Nowosielcach
na planie znaku Kościeja –prawdopodobnie sanktuarium Kościeja
lub Baby Jagi. Naokoło wyspy dwa kręgi wodne i wał procesyjny
– na wyspie stała niegdyś świątynia; chatka lub posąg.


Sassanidzki fryz z VI w. – kaczki mają na szyi królewskie labry,
symbolizujące promienie słoneczne.



Zielony Kaczy Staw w Tatrach w Kaczej Dolinie.
Z tym miejscem związana jest legenda,
że w noc świętojańską tutaj złota kaczka znosi złote jajo.

Wśród wielu zachowanych polskich legend o złotej kaczce znoszącej złote jajo (najbardziej znane to warszawska i z Chęcin) jest też legenda z toszeckiego zamku, która bezpośrednio odwołuje się do Świąt Wielkiej Nocy. Zacytujemy ją zatem za przewodnikiem:

Jest taka legenda, opowiadająca o bogactwach rodu Gaschinów, władających niegdyś toszeckim zamkiem.
Wśród licznych skarbów przez nich posiadanych wymienia się kaczkę, całą ze złota, siedzącą na dwunastu szczerozłotych jajkach wypełnionych dukatami. Taki oto prezent miał podarować hrabia Joachim von Gaschin swojej świeżo poślubionej żonie Gizeli, hrabiance z Kotliszowic. Było to wiosną 1811 roku. Hrabia wyjechał w interesach, żona spała w sypialni. U jej głowy na łóżku siedziała złota kaczka. Nagle na zamku wybuchł straszliwy pożar. Ogień ogarniał komnatę po komnacie. Zbudzona ze snu Gizela porwała kaczkę i tajnym korytarzem zbiegła do lochów. Tajemne przejście się zawaliło, a hrabina zabłądziła. Długo błąkała się po ciemnych piwnicach, wreszcie zmarła z wycieńczenia i głodu. Do dziś nikt nie odnalazł też złotej kaczki. Podobno pływa w podziemnym jeziorze, które powstało z łez Gizeli, a odnaleźć może ją tylko osoba urodzona w niedzielę, która na poszukiwania wybierze pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych.

Do dziś istnieje w wielu polskich domach wielkanocny zwyczaj podawania na stół kaczki upieczonej na „złoto”.

Słowiańska symbolika kolorów:

Żółty – kolor Swąta; światło, czystość, mądrość, szczęście, miłość, dobroć.
Pomarańczowy – kolor ognia; siła, wytrzymałość, pasja okiełzana przez mądrość, szlachetne
pobudki.
Czerwony – kolor ognia; czyn, magia, miłość, duchowe przebudzenie, jałmużna, radość.
Zielony – odnowa, pokonanie przeszkód, wyzwolenie, świeżość, nadzieja, płodność.
Czarny – absolut, wieczność, łono, śmierć, strach (czarno-białe jaja malowano dla zmarłych, tzw. jaja przejścia).
Biały – czystość, dziewiczość, niewinność, narodziny, odrodzenie.
Brązowy – kolor Ziemi (Siemy) – obfitość, ziemia karmiąca.
Fioletowy – wiara, cierpliwość, zaufanie, sumienność.
Niebieski – niebo, powietrze.



Pisanka „święty ogień” – wzór w trójkąty; kolory ognia
– czerwony i pomarańczowy oraz żółty – świętości.

Przy opracowywaniu tematu posługiwałem się często najlepszą wydaną do tej pory monografią Czesława Białczyńskiego
pt. Mitologia Słowiańska – Dobrosław Wierzbowski

Tajemnik Skołocki (Baja po Kaukazku): Dzielny Wojnach i Orstochojewcy-Nartowie


podanie czeczeńsko-inguskie

Diszak Murat – Opowieści o Wojownikach-Nartach

Miał pewien ojciec jedynego syna. Gdy syn dorósł zapytał ojca:
– Co to za wieże widać w oddali?
– W tych wieżach mieszka siedmiu nartów-Orstchojców [2] – odpowiedział ojciec.
– Pójdę do nich, żeby wypróbować swoją siłę – powiedział syn, wziął szablę i poszedł
Szedł, szedł, minęło trochę czasu, aż doszedł do wież. Matka nartów- Orstchojców zauważyła młodzieńca z oddali i powiedziała synom:
– Zbliża się do nas jakiś człowiek.
– Musi być widocznie bardzo silny. Co zrobimy? – zaczęli rozmyślać bracia.
– Napuśćmy na niego nasze psy, jeśli jest tchórzem, przegonią go. Jeśli to dzielny człowiek, poradzi sobie z nimi – powiedziała matka.
I nartowie-Orstochojcy wypuścili psy. Uderzeniami szabli kant przegonił wszystkie psy. Wówczas nartowie-Orstochojcy zdecydowali:
– To bardzo silny człowiek, niech zostanie naszym bratem i zamieszka z nami. Gdy kant [1] wszedł do wieży nartowie-Orstochojcy powitali go serdecznie:
– Kto nie miał brata, teraz go zyskał – powiedzieli i uściskali się z młodzieńcem.
Żeby umocnić sojusz wydali za niego za mąż swoją piękną i dobrą siostrę. Żyli zgodnie, a po upływie pewnego czasu młodzieniec zaczął się smucić. Powiedział kant:
– Dawno nie widziałem swojego ojca i matki. Stęskniłem się za domem i chciałbym ich odwiedzić.
– Jedź zatem – powiedzieli nartowie. Dali mu podarki dla rodziców i razem ze swoją siostrą usadzili na arbę [3], a potem odprowadzili zięcia w drogę.
– W drodze spotkacie wąską przeprawę, na które leży lustro. Lustro będzie was oślepiać, ale nie bójcie się i śmiało pogońcie dalej swoje konie. Jeśli zwolnicie, wpadniecie w otwór pod lustrem, który prowadzi do dolnego świata – przestrzegli ich nartowie-Orstochojcy.
Wyprawili się kant z żoną w drogę. Jechali, jechali aż dojechali do wąskiej przeprawy, na której leżało lustro. Blask lustra oślepił ich, ale kant śmiało pognał konie. Mimo to, konie oślepione blaskiem lustra, potknęły się o otwór w ziemi i razem z wozem, na którym siedziała żona Kanta wpadły w dolny świat. Kant zdążył chwycić za brzeg otworu i z trudem się utrzymał.
Gdy wyszedł na wierzch zaczął się rozglądać wokół. Dojrzał w oddali szałas i wszedł do niego. Po jakimś czasie do szałasu przybyło jego troje mieszkańców.
– Niech twoje przybycie okaże się dobrym! Bądź bratem dla tego, kto brata nie ma! – powitali przybyli kanta.
– I was niech dobro nie ominie! – odpowiedział kant i uściskali się.
Trzej mężczyźni i kant zamieszkali razem, polubili się i zostali przyjaciółmi. Pewnego dnia kant wybrał się na polowanie. W lesie zobaczył dziewczynę, która była bardo podobna do jego żony. Dziewczyna zniknęła pod otworem w ziemi. Gdy wrócił do szałasu opowiedział wszystko swoim przyjaciołom.
– Już dawno zauważyliśmy w lesie tę dziewczynę. Mieszka w dolnym świecie – odpowiedzieli mu bracia.

Sosłan – jeden z bohaterów Nartiady – Kaukaskiej wersji Baji Sistanu

- Nie zaznam spokoju póki nie dostanę się do niej – powiedział knat.
– Dostać się do dolnego świat przez ten otwór w ziemi nie jest łatwo. Kto próbuje się tam przedostać, płonie w ogniu – powiedzieli mu przyjaciele.
– Co by się nie działo, nie spocznę, jeśli tam nie pójdę – uparł się kant.
– Jeśli mimo wszystko chcesz tam pójść, pójdziemy w takim razie wszyscy razem – powiedzieli przyjaciele. – Jesteś naszym gościem, samego cię nie puścimy. Jako pierwsi wejdziemy w otwór pod ziemią.
Ruszyli przyjaciele do otworu, aby zejść do niższego świat. Pierwszy z nich obwiązał się sznurkiem i spuszczając się w dół powiedział:
– Jeśli zacznę krzyczeć: „Płonę!” – wyciągnijcie mnie.
Zaczął się spuszczać po sznurku, a po pewnym czasie poczuł ogień i krzyknął: „Płonę!”, a pozostali go wyciągnęli.
Spuścił się w dół drugi z przyjaciół i też po pewnym czasie krzyknął: „Płonę!” Pozostali wyciągnęli i jego na powierzchnię. To samo stało się z trzecim z przyjaciół. Wreszcie w dół zaczął spuszczać się dzielny kant. Poprosił pozostałych, żeby gdy krzyknie: „Płonę!”, przyjaciele nie wyciągali go, ale opuścili jeszcze niżej. Po jakimś czasie, gdy zaczął spuszczać się w dół krzyknął: „Płonę!, Płonę!”, a przyjaciele opuścili go jeszcze niżej.

W ten sposób dzielny kant znalazł się w dolnym świecie. Gdy dotarł na miejsce rozejrzał się wokół siebie i zobaczył złotą wieżę. W wieży stały stoły nakryte jedzeniem i piciem, przy których siedziały trzy piękne dziewczęta. Młodzieniec je powitał, a dwie z nich rzuciły się mu na szyję i powiedziały:
– Bądź bratem dla tych, które braci nie mają! Niech twoje przyjście okaże się dobrym!
Trzecia dziewczyna na widok kanta zasmuciła się i odwróciła do stołu plecami. Poznał w niej kant swoją żonę. Po powitaniu z mieszkankami złotej wieży kant powiedział:
– Jeśli chcecie poproszę moich przyjaciół i wyciągną was razem ze mną po linie do górnego świata.
– Podnieś się na linie najpierw ty. Potem wyciągniesz nas. Twoi przyjaciele mogą cię oszukać i nie wyciągnąć ciebie – zaczęły prosić go dziewczęta.
– Nie, nie, dobrze znam swoich przyjaciół. Nie zostawię was, żeby wyjść pierwszym – powiedział kant. I zaczął jedną po drugiej przywiązywać do liny dziewczęta i dawać znak przyjaciołom by ciągnęli linę do góry.
Gdy dziewczęta znalazły się na górze zadziwieni ich urodą przyjaciele rzucili sznur w dół, nie wyciągając druha. W ten sposób kant spadł jeszcze niżej i upadł w trzeci świat.
Gdy znalazł się na dole skoczył na równe nogi, obejrzał się wokół i zobaczył, że gdzieś w oddali pali się światło. Poszedł w jego stronę. Szedł, szedł, aż przyszedł do osady. Zobaczył w niej staruszkę i zaczął ją zagadywać. Ta mu powiedziała, że w osadzie wszyscy chodzą zamartwieni, bo u źródła położył się sarmak [4] , który nie pozwala nabierać wody ze strumienia.
– Nie martw się o to babciu, idź spokojnie do domu. Ukarzę ja tego smoka! – powiedział jej kant i poszedł w stronę źródła.
Sarmak leżał u źródła i zgrzytał zębami tak mocno, że wydawało się że gwiazdy spadają. Jak tylko zobaczył dzielnego kanta, wysunął swój długi na dwie arszyny [5] język i zaświszczał tak mocno, że zadrżała ziemia i rzucił się na dzielnego kanta. Dzielny kant uderzeniem szabli rozsiekł język sarmaka na dwie połowy. Od silnego bólu smok stanął na tylnych łapach i jeszcze zacieklej rzucił się na kanta.
– Umrę ja czy zostanę żywym, ale nie odpuszczę! – krzyknął kant i zaczął wymachiwać szablą tak mocno, że rozrąbał smoka na dziewięć części.
Pokonawszy smoka wrócił do domu i powiedział staruszce:
– Pozbawiłem smoka jego siedmiu dusz. Możecie teraz żyć swobodnie!
Uradowała się staruszka, a ponieważ nie miała dzieci usynowiła kanta. Zaczęli żyć razem w zgodzie, aż minął znowu jakiś czas i młodzieniec zaczął tęsknić za swoim ojcem i matką. Poprosił staruszkę:
– Stęskniłem się mocno za ojcem i matką, chciałbym do nich pojechać. Pokaż mnie drogę do górnego świata.
– Komuż poza tobą mogłabym tę drogę pokazać, nie wiedziałam do tej pory jak ci się odwdzięczyć, teraz ci pomogę. Za wsią wiedzie droga na górę. Stoją na niej trzy barany, jeden jest czarny, drugi biały, a trzeci szary. Jeśli dotniesz białego barana, poniesie cię on do górnego świata, jeśli dotkniesz któregoś z dwóch pozostałych, znajdziesz się jeszcze niżej – powiedziała staruszka.
Pożegnał się z nią młodzieniec i udał w drogę. Szedł, szedł, aż doszedł do drogi, która prowadziła do górnego świata. Nagle, nie wiadomo skąd, pojawiły się przed nim trzy barany – jeden czarny, drugi biały, trzeci szary. Skoczył on zwinnie między baranami i dotknął ręką białego barana. Ten szybko przeniósł go w górny świat.

Znalazłszy się na górze wędrował kant dalej. Szedł, szedł, aż spotkał pewnego człowieka, który gonił za białym zającem. Jednym uderzeniem swojej szabli dzielny kant zabił zająca.
– Oj-oj-oj, dlaczego zabiłeś zająca! – zaczął lamentować napotkany człowiek.
– Chciałem ci pomóc go złapać. Mi zając nie jest potrzebny. Dlaczego tak się zmartwiłeś? – zapytał dzielny kant.
– Mi też zając nie jest potrzebny. Dawno temu straciłem swojego syna i teraz szukam go. Ktoś mi powiedział, że jeśli złapię białego zająca, znajdę swojego syna. Myślałem, że już-już go chwycę, gdy ty go zabiłeś. Nie masz litości! Teraz nie uda mi się znaleźć swojego syna! –zasmucił się człowiek.
Kant poznał w nim swojego ojca.
– Nie smuć się, znalazłeś swojego syna! To ja! – krzyknął i rzucił się w objęcia ojca.
Wspólnie wrócili do domu. Kiedy dotarli do swojej wsi, zdradliwi przyjaciele kanta właśnie urządzali swoje wesele z trzema dziewczętami, które kant odnalazł w dolnym świecie, a oni je wyciągnęli do góry, porzucając towarzysza w dole. Dziewczęta poznały młodzieńca i opowiedziały o wszystkim starszyźnie i zdradliwi przyjaciele kanta zostali wygnani z wioski. Wtedy jedna z trzech dziewcząt podeszła do młodzieńca.
– Czy pamiętasz jak wóz z końmi przewrócił się i wpadł w otwór prowadzący do dolnego świata? To ja, siostra nartów-Orstchojców. Jeśli mnie jeszcze kochasz, pójdę za tobą – powiedziała zasmucona.
Młodzieniec się nie zdziwił. W dolnym świecie wśród trzech dziewcząt w złotej wieży od razu poznał swoją żonę. Ale mężczyzna przy ludziach nie odkrywa swojego serca, dlatego nie zaczął z nią tam rozmawiać.
Odprawił kant swoją żonę wraz z resztą rodziny do domu, a dwie pozostałe dziewczęta wydał za znamienitych młodzieńców ze wsi. W ten sposób we wsi odbyły się tego dnia trzy wesela, które trwały trzy dni i trzy noce. Żyli potem szczęśliwie i zapomnieli o wszystkich trudnych doświadczeniach jakie ich spotkały. Dzielny kant nigdy bowiem nie traci, gdy przeżywa trudności. Gdy następuje porażka, mężnieje.

D.Sierko – Drzewo

[1] kant: Czeczeńskie i inguskie: młodzieniec, Wojnachowie – Czeczeńcy

[2] Nart: wojownik. Orstochojewcy: dawne plemię północnokaukaskie, znane ze swojej wojowniczości. Obecnie znany i liczny tejp w Inguszetii i Czeczenii.

[3] Zaprzęgany wóz dwukołowy.

[4] Sarmak (czeczeński, inguski)- smok.

[5] Arszyna – miara staroruska oznaczająca 0,7112 m.

Miał pewien ojciec jedynego syna. Gdy syn dorósł zapytał ojca:
– Co to za wieże widać w oddali?
– W tych wieżach mieszka siedmiu nartów-Orstchojców [2] – odpowiedział ojciec.
– Pójdę do nich, żeby wypróbować swoją siłę – powiedział syn, wziął szablę i poszedł
Szedł, szedł, minęło trochę czasu, aż doszedł do wież. Matka nartów- Orstchojców zauważyła młodzieńca z oddali i powiedziała synom:
– Zbliża się do nas jakiś człowiek.
– Musi być widocznie bardzo silny. Co zrobimy? – zaczęli rozmyślać bracia.
– Napuśćmy na niego nasze psy, jeśli jest tchórzem, przegonią go. Jeśli to dzielny człowiek, poradzi sobie z nimi – powiedziała matka.
I nartowie-Orstochojcy wypuścili psy. Uderzeniami szabli kant przegonił wszystkie psy. Wówczas nartowie-Orstochojcy zdecydowali:
– To bardzo silny człowiek, niech zostanie naszym bratem i zamieszka z nami. Gdy młody Wojnach, kant [1] wszedł do wieży nartowie-Orstochojcy powitali go serdecznie:
– Kto nie miał brata, teraz go zyskał – powiedzieli i uściskali się z młodzieńcem.
Żeby umocnić sojusz wydali za niego za mąż swoją piękną i dobrą siostrę. Żyli zgodnie, a po upływie pewnego czasu młodzieniec zaczął się smucić. Powiedział młody Wojnach:
– Dawno nie widziałem swojego ojca i matki. Stęskniłem się za domem i chciałbym ich odwiedzić.
– Jedź zatem – powiedzieli nartowie. Dali mu podarki dla rodziców i razem ze swoją siostrą usadzili na arbę [3], a potem odprowadzili zięcia w drogę.
– W drodze spotkacie wąską przeprawę, na które leży lustro. Lustro będzie was oślepiać, ale nie bójcie się i śmiało pogońcie dalej swoje konie. Jeśli zwolnicie, wpadniecie w otwór pod lustrem, który prowadzi do dolnego świata – przestrzegli ich nartowie-Orstochojcy.
Wyprawili się młody Wojnach z żoną w drogę. Jechali, jechali aż dojechali do wąskiej przeprawy, na której leżało lustro. Blask lustra oślepił ich, ale młody Wojnach śmiało pognał konie. Mimo to, konie oślepione blaskiem lustra, potknęły się o otwór w ziemi i razem z wozem, na którym siedziała żona Młodego Wojnacha wpadły w dolny świat. Młody Wojnach zdążył chwycić za brzeg otworu i z trudem się utrzymał.
Gdy wyszedł na wierzch zaczął się rozglądać wokół. Dojrzał w oddali szałas i wszedł do niego. Po jakimś czasie do szałasu przybyło jego troje mieszkańców.
– Niech twoje przybycie okaże się dobrym! Bądź bratem dla tego, kto brata nie ma! – powitali przybyli Wojnacha.
– I was niech dobro nie ominie! – odpowiedział młody Wojnach i uściskali się.
Trzej mężczyźni i kant zamieszkali razem, polubili się i zostali przyjaciółmi. Pewnego dnia młody Wojnach wybrał się na polowanie. W lesie zobaczył dziewczynę, która była bardo podobna do jego żony. Dziewczyna zniknęła pod otworem w ziemi. Gdy wrócił do szałasu opowiedział wszystko swoim przyjaciołom.
– Już dawno zauważyliśmy w lesie tę dziewczynę. Mieszka w dolnym świecie – odpowiedzieli mu bracia.
– Nie zaznam spokoju póki nie dostanę się do niej – powiedział knat.
– Dostać się do dolnego świat przez ten otwór w ziemi nie jest łatwo. Kto próbuje się tam przedostać, płonie w ogniu – powiedzieli mu przyjaciele.
– Co by się nie działo, nie spocznę, jeśli tam nie pójdę – uparł się młody Wojnach.
– Jeśli mimo wszystko chcesz tam pójść, pójdziemy w takim razie wszyscy razem – powiedzieli przyjaciele. – Jesteś naszym gościem, samego cię nie puścimy. Jako pierwsi wejdziemy w otwór pod ziemią.
Ruszyli przyjaciele do otworu, aby zejść do niższego świat. Pierwszy z nich obwiązał się sznurkiem i spuszczając się w dół powiedział:
– Jeśli zacznę krzyczeć: „Płonę!” – wyciągnijcie mnie.
Zaczął się spuszczać po sznurku, a po pewnym czasie poczuł ogień i krzyknął: „Płonę!”, a pozostali go wyciągnęli.
Spuścił się w dół drugi z przyjaciół i też po pewnym czasie krzyknął: „Płonę!” Pozostali wyciągnęli i jego na powierzchnię. To samo stało się z trzecim z przyjaciół. Wreszcie w dół zaczął spuszczać się dzielny młody Wojnach. Poprosił pozostałych, żeby gdy krzyknie: „Płonę!”, przyjaciele nie wyciągali go, ale opuścili jeszcze niżej. Po jakimś czasie, gdy zaczął spuszczać się w dół krzyknął: „Płonę!, Płonę!”, a przyjaciele opuścili go jeszcze niżej.
W ten sposób dzielny młody Wojnach znalazł się w dolnym świecie. Gdy dotarł na miejsce rozejrzał się wokół siebie i zobaczył złotą wieżę. W wieży stały stoły nakryte jedzeniem i piciem, przy których siedziały trzy piękne dziewczęta. Młodzieniec je powitał, a dwie z nich rzuciły się mu na szyję i powiedziały:
– Bądź bratem dla tych, które braci nie mają! Niech twoje przyjście okaże się dobrym!
Trzecia dziewczyna na widok kanta zasmuciła się i odwróciła do stołu plecami. Poznał w niej młody Wojnach swoją żonę. Po powitaniu z mieszkankami złotej wieży młody Wojnach powiedział:
– Jeśli chcecie poproszę moich przyjaciół i wyciągną was razem ze mną po linie do górnego świata.
– Podnieś się na linie najpierw ty. Potem wyciągniesz nas. Twoi przyjaciele mogą cię oszukać i nie wyciągnąć ciebie – zaczęły prosić go dziewczęta.
– Nie, nie, dobrze znam swoich przyjaciół. Nie zostawię was, żeby wyjść pierwszym – powiedział młody Wojnach. I zaczął jedną po drugiej przywiązywać do liny dziewczęta i dawać znak przyjaciołom by ciągnęli linę do góry.
Gdy dziewczęta znalazły się na górze zadziwieni ich urodą przyjaciele rzucili sznur w dół, nie wyciągając druha. W ten sposób młody Wojnach spadł jeszcze niżej i upadł w trzeci świat.
Gdy znalazł się na dole skoczył na równe nogi, obejrzał się wokół i zobaczył, że gdzieś w oddali pali się światło. Poszedł w jego stronę. Szedł, szedł, aż przyszedł do osady. Zobaczył w niej staruszkę i zaczął ją zagadywać. Ta mu powiedziała, że w osadzie wszyscy chodzą zamartwieni, bo u źródła położył się sarmak [4] , który nie pozwala nabierać wody ze strumienia.
– Nie martw się o to babciu, idź spokojnie do domu. Ukarzę ja tego smoka! – powiedział jej młody Wojnach i poszedł w stronę źródła.
Sarmak leżał u źródła i zgrzytał zębami tak mocno, że wydawało się że gwiazdy spadają. Jak tylko zobaczył dzielnego kanta, wysunął swój długi na dwie arszyny [5] język i zaświszczał tak mocno, że zadrżała ziemia i rzucił się na dzielnego kanta. Dzielny młody Wojnach uderzeniem szabli rozsiekł język sarmaka na dwie połowy. Od silnego bólu smok stanął na tylnych łapach i jeszcze zacieklej rzucił się na kanta.
– Umrę ja czy zostanę żywym, ale nie odpuszczę! – krzyknął młody Wojnach i zaczął wymachiwać szablą tak mocno, że rozrąbał smoka na dziewięć części.
Pokonawszy smoka wrócił do domu i powiedział staruszce:
– Pozbawiłem smoka jego siedmiu dusz. Możecie teraz żyć swobodnie!
Uradowała się staruszka, a ponieważ nie miała dzieci usynowiła kanta. Zaczęli żyć razem w zgodzie, aż minął znowu jakiś czas i młodzieniec zaczął tęsknić za swoim ojcem i matką. Poprosił staruszkę:
– Stęskniłem się mocno za ojcem i matką, chciałbym do nich pojechać. Pokaż mnie drogę do górnego świata.
– Komuż poza tobą mogłabym tę drogę pokazać, nie wiedziałam do tej pory jak ci się odwdzięczyć, teraz ci pomogę. Za wsią wiedzie droga na górę. Stoją na niej trzy barany, jeden jest czarny, drugi biały, a trzeci szary. Jeśli dotniesz białego barana, poniesie cię on do górnego świata, jeśli dotkniesz któregoś z dwóch pozostałych, znajdziesz się jeszcze niżej – powiedziała staruszka.
Pożegnał się z nią młodzieniec i udał w drogę. Szedł, szedł, aż doszedł do drogi, która prowadziła do górnego świata. Nagle, nie wiadomo skąd, pojawiły się przed nim trzy barany – jeden czarny, drugi biały, trzeci szary. Skoczył on zwinnie między baranami i dotknął ręką białego barana. Ten szybko przeniósł go w górny świat.
Znalazłszy się na górze wędrował młody Wojnach dalej. Szedł, szedł, aż spotkał pewnego człowieka, który gonił za białym zającem. Jednym uderzeniem swojej szabli dzielny młody Wojnach zabił zająca.
– Oj-oj-oj, dlaczego zabiłeś zająca! – zaczął lamentować napotkany człowiek.
– Chciałem ci pomóc go złapać. Mi zając nie jest potrzebny. Dlaczego tak się zmartwiłeś? – zapytał dzielny młody Wojnach.
– Mi też zając nie jest potrzebny. Dawno temu straciłem swojego syna i teraz szukam go. Ktoś mi powiedział, że jeśli złapię białego zająca, znajdę swojego syna. Myślałem, że już-już go chwycę, gdy ty go zabiłeś. Nie masz litości! Teraz nie uda mi się znaleźć swojego syna! –zasmucił się człowiek.
Młody Wojnach poznał w nim swojego ojca.
– Nie smuć się, znalazłeś swojego syna! To ja! – krzyknął i rzucił się w objęcia ojca.
Wspólnie wrócili do domu. Kiedy dotarli do swojej wsi, zdradliwi przyjaciele kanta właśnie urządzali swoje wesele z trzema dziewczętami, które młody Wojnach odnalazł w dolnym świecie, a oni je wyciągnęli do góry, porzucając towarzysza w dole. Dziewczęta poznały młodzieńca i opowiedziały o wszystkim starszyźnie i zdradliwi przyjaciele kanta zostali wygnani z wioski. Wtedy jedna z trzech dziewcząt podeszła do młodzieńca.
– Czy pamiętasz jak wóz z końmi przewrócił się i wpadł w otwór prowadzący do dolnego świata? To ja, siostra nartów-Orstchojców. Jeśli mnie jeszcze kochasz, pójdę za tobą – powiedziała zasmucona.
Młodzieniec się nie zdziwił. W dolnym świecie wśród trzech dziewcząt w złotej wieży od razu poznał swoją żonę. Ale mężczyzna przy ludziach nie odkrywa swojego serca, dlatego nie zaczął z nią tam rozmawiać.
Odprawił młody Wojnach swoją żonę wraz z resztą rodziny do domu, a dwie pozostałe dziewczęta wydał za znamienitych młodzieńców ze wsi. W ten sposób we wsi odbyły się tego dnia trzy wesela, które trwały trzy dni i trzy noce. Żyli potem szczęśliwie i zapomnieli o wszystkich trudnych doświadczeniach jakie ich spotkały. Dzielny kant nigdy bowiem nie traci, gdy przeżywa trudności. Gdy następuje porażka, mężnieje.

[1] Czeczeńskie i inguskie: młodzieniec.

[2] Nart: wojownik. Orstochojewcy: dawne plemię północnokaukaskie, znane ze swojej wojowniczości. Obecnie znany i liczny tejp w Inguszetii i Czeczenii.

[3] Zaprzęgany wóz dwukołowy.

[4] Sarmak (czeczeński, inguski)- smok.

[5] Arszyna – miara staroruska oznaczająca 0,7112 m.

Tajemnik Burowijski: Stworzenie Weli, Raju, Rajca, Swargi oraz Potworów


Stworzenie Weli, Raju, Rajca, Swargi oraz Potworów – według podań z Itilu

Andriej Klimenko – Swarog Prarodziciel (Swarog-Czarnogłów)

Z Wyżyn Niebieskich Wielki Kowal Niebiański (Swaróg-Czarnogłów), ze Swarożycem i Czarnym Żmijem zaprzężonym w pług, zstąpili w Dół – na Ziemię. I zobaczyli wszędzie ziemię zmieszaną z krwią, krew na każdym kamyczku, a góry rozrzucone w nieładzie. Tam gdzie w bitwie rozsypały się wronie, czarne pióra, wyrosły Góry Rwejskie (Rzwańskie, Ripejskie, Kamienne), a tam gdzie spadły pióra sokole, zaległy w górach kłady złotonośne i powstały Tajne Złote Góry (Załatoje, Załtaje, Ałtaj). Czarnogłów-Swarog i Swarożyc musieli więc owym pługiem rozorać Ziemię, żeby wchłonęła w siebie krew pozostałą po bitwie z Czarnym Żmijem. Czarny Żmij ciągnął pług a Swaróg i Swarożyc go poganiali. Gdzie odłożyła się bruzda tam natychmiast z Ziemi wyciekały Wody (Wąda i Wodyca) i tworzyły się rzeki – tak powstały wielkie rzeki Dunaj, Don i Dniepr (i Wisła, i Łaba, i Odra i Wołga-Rzwa), a z nich zrodziły się Morza (Wodo-Wełm). Tam gdzie spod Kamienia Ałatyrskiego (Skały Wierchu Świata) wyciekły, łzy i krew (i mleko i miód) rozpoczęła swój bieg Rzeka Ałatyrska (Rzeka Światyrska, Rzeka Świata, Rzeka Rzek).

Z Jądra wywił się wtedy i wzrósł spod owego Kamienia Kamieni także potężny Pień-Pleń, który strzelił w Niebo. W Niebo poszły jego wspaniałe konary, w Niebie skryła się jego Korona, a korzenie wrosły głęboko w Ziemię. Nie był to ani dąb, ani wiśnia, ani złotojabłczysta jabłoń. To było Drzewo Świata, Drzewo Wysznia, Drzewo Najwyższego Boga, Drzewo Roda-Swąta, Drzewo Drzew.

Mikołaj Rerich –  Drzewo Najwyższej Piękności i Błogości – Drzewo Świata

Drzewo Świata zapuściło korzenie zarówno w Ałatyr (u innych kącin Wierch Weli – Skała Skał) jak i w Matkę Ziemię i w ten sposób związało Ziemię Mateńkę z Ałatyrem (Welą, Skałą Skał), z Tronem Boga Bogów (Kłodzią) i z Boską Swargą (Istem).

Na wschodnim konarze Drzewa w jego witkach uwił gniazdo wieszczy ptak (światłogoniec) Alkonost Słońcolicy. Księżycolicy ptak wieszczy Sirin uwił sobie gniazdo na Zachodzie Drzewa Świata. Na wierzchołku Drzewa Świata usiadł wieszczy ptak Najwyższego – Gamajun (według innych kącin ptakiem Boga Bogów Swąta jest Biały Orzeł – Wostrogot, a Gamajun jest jednym z rujgońców Ruji-Gaja). Według kącin Południa Alkonost-Kołonios Słońcolicy na Wschodzie to jeden z jargońców Jaryły, a Sirin Księżycolicy na Zachodzie to jeszgoniec Yessy-Jeszy.

W korzeniach Drzewa Świata Żnuj się osiedlił, a u pnia, przeciw sobie, chodzą dookoła sam Swarog-Czarnogłów i Łada-Białoboga (Matka Boża Miłość). Wtedy też podniosły się w Niebo wierzchołki innych Drzew w Rajskich Górach. Na Górze Hwan wyrosło Drzewo Cyprysowe (Kiparys, Kiprianyj) – Drzewo Śmierci, Drzewo Nyjne (Nyji). A na Białej Górze wzrosła Wielka Biała Brzoza (Drzewo Czystości i Cnoty) – w górę korzeniami a w dół wierzchołkiem.

Na Górze Świata w jednej czarownej chwili wywił się Rajski (Irijski) Sad. Wyrosło tam Drzewo Świata, a z nim słoneczny Dąb (w górę korzeniami a w dół wierzchołkiem) i Złota Jabłoń z wieszczymi złotymi jabłkami – kto zerwie złote jabko ten zachowa wieczną młodość. Tak zrodził się Rajec w Rajskich Górach (Irij w Irijskich Górach). Brodzą w Rajcu dziwe zwierza, kołyszą się cudne trawy (czarowne), głagolą wieszcze ptaki. Srebrzą się kryształowe rzeczki, usłane drogocennymi kamieniami, w których pluszczą się złotopióre (skrzyste) ryby. W tym Sadzie były też zielone łąki okryte miękką, szeleszczącą trawą, usłaną krasnym kwieciem.

W te góry nie ma wejścia dla pieszego człeka ni dla konnych. Wszyskie drogi kluczą, wszystkie zakładzione kłodami (zakłodzone), wszystkie szlaki zaparte, wszędzie przegrody i przeszkody, wsze pącie splątane, każda ścieżka w rękach Mora. Góry pąć zastawiają, rzeki pąć przegradzają, strugi cieknące, cieki chluszczące pąć przecinają. Wszystkie drogi  do Rajca pilnowane są przez Miodoskrzydłe Wasiliszki (skrzyste bazyliszki, czyli Liszki Welesa – inaczej Weleso-Żary) i Miodorodne Gryfony.

Tak więc Swaróg-Czarnogłów razem ze Swarożycem pługiem poranili Matkę Ziemię, po to żeby z jej naskórka zeszła krew i żeby się jej powierzchnia oczyściła ze śladów wielkiej wojny Najwyższego z Czarnym Żmijem.

Potem w przepaście, w Podziemny Świat z woli Swaroga-Czarnogłowa  zstąpił przez pieczary i jaskinie na samo dno Żmij-Żnuj Powieliciel-Tworzyciel Ćmy – Jusz. W ślad za Żmijem w Żmijne-Ziemne Królestwo (Carstwo) zstąpiły wszystkie czarne siły – Czarnobóg (Badnyjak) i Czernawa – córka Czarnego Kamienia i Pramaci Syrej Ziemi (Glibieli-Ćmicy). I Gryfon i Wij – Podziemny Kniaź, syn Seduny i Czarnego Żmija. W trudnych wiekach pojawia się pomiędzy plemionami i ludami okrutne wojsko Wija, a jego straszny Zew obiega Ziemię.

Onże w nieprzeniknionej Ćmie wstąpił w sojusz z Macierzą, Pramacią Syrą-Glibką Ziemią (Wspórą, Strąprzą, Ćmicą). I zrodziły się w Pramaci-Ćmicy, wstrząsając powierzchnią Matki Ziemi, Potwory-Olbrzymy: Gorynicz Wijowy, Żnuj Gorynia i Dubynia (Wyrwidąb) z Usynią (Jasieniem Waligórą).

Wtedy to, po rozdzieleniu Roda-Swąta od Ciemnicy (Macierzy Ćmicy, Pramaci Syrej-Glibkiej Ziemi), wzniósł się wielki Słup – Drzewo Świata, po to aby podtrzymać Kamienne Niebo  i Niebo Wysokie i Niebo Dalekie i wtedy zrodził się też poprzez Roda (Roda-Rodzica) Światogor, dziw najdziwszy, cudo cudaczne i przecudowne – potwór niespotykany. Światogor był tak olbrzymi, że ledwo go jako dziecko Matka Ziemia nosiła. Nie mógł chodzić po miękkiej Ziemi a tylko po twardej skale, więc poszedł Światogor w Święte Góry bo tylko one mogły go utrzymać.

Temu to potworowi Światogorowi Rodowiczowi, sam Swaróg dał konia i zaprzągł go, żeby wokół Stołpa bieżał i dozorował go, i przez wieki wieków ochraniał.

Kiedy na Wierchu Weli, w Rajcu, u złotej Skały Skał (Ałatyra) wyrósł kwiat Ostry (Aster) zrodziła się też Złota Maja. Rod złotymi łukami gwiazd (swiest-zwiezd) złączył i ozorzył (rozjarzył) Rajskie Góry, w które się kwiat Ostry zapuścił. Bo to nie tylko kwiat Ostry (Aster) się rodził, lecz zaprawdę rodziła się Złota Maja (u kapiszt Zachodu Gaj-Ruja), z miłości Boga Bogów – Swąta i z Łuków-(k)Łączy Gwiezdnych.

W wysokich Rajskich Górach rozrósł się niespotykanie Cudowny Sad, a pośród niego rozpostarły się barwne połacie. Te złote połacie poczęła wyszywać swoją złotą niecią Złota Maja tworząc na nich wzory Baji. Wpierw wyszywała Pierwszy Godny Wzór – Słoneczny,  potem wyszyła Drugi Miesięczny Wzór – Księżycowy, a na koniec wyszywała Trzeci Godzinny Wzór  – Stutysiącogwiezdny.

Czarnogłów i Białoboga

Swaróg-Czarnogłów razem z Białobogą-Ładą, za pozwoleniem Roda-Świtoka obrócił się wtedy w ptaka Sławę (Sawę-Sułowę), a potem w drzewo Jesionu, a wreszcie w Biały Kamień. Aż na koniec spod Białego Kamienia oni oboje pociekli Białą Rzeczką – Rzeką Sławy (Suawy, Soławy) i Swaroga. Oni to w mlecznych wodach Dewy urodzili Gwiaździstą Azowkę (Mazowkę-Mazę).  A Azowka jako ta Biała Łabędzica popłynęła po mlecznych wodach Dewy – Mlecznej Rzeki, a z tych mlecznych wód w Sine Morze (Ciemne), a z tego morza prosto do Oceanu, gdzie się nachodzi Ostrów Bujan. Na tym ostrowiu zrzuciła ona skrzydła i pióra, zanurzyła się w czystych wodach i stała się Księżniczką Wód. Jasny Wielki Świat ona mgłą okrywa, ciemność nocy zaś rozświetla. Świetlisty Księżyc błyszczy pod jej kosą, a gwiazda rozjaśnia czoło.

Deszcz nadszedł i przelał Rajski Sad wodnymi śnitkami z Nieba. W strugach Niebiańskiego Deszczu zrodziła się Mokosz. Mokosz przędzie mokre śnitki, zwija je w motki. To nie są zwykłe nitki to nitki wieszcze, śnieci wołszebne. Z tych śnieci splecione jest nasze życie, żywot każdej istoty, dzieje każdego bytu – od zawiązku- urodzenia aż do ostatniego rozwicia – śmierci. A jej pomocnice Dola, Dodola i Niedola wiążą, w sobie tylko znanych miejscach, na tych śnitkach węzełki (uzełeczki) – na szczęście, na gorycz, na zwycięstwo, na przegraną – tylko Mokosz wie, gdzie i na co. Także bogowie skłaniają nisko głowy przed Mokoszą, bo nie tylko przyczyniają się oni do niewiadomego przebiegu wydarzeń, lecz sami podlegają mocy owych śnitek.

Co to za chmura wyszła na Niebo – to nie Chmura to Niebiańska Krowa zbliża się do Wierchu Weli i Rajca. Rod zrodził Krowę Zemunę po to by ona nasyciła bogów mlekiem, po to żeby jej mleko pociekło w Rajec i zebrało się w Śmietanowe Jezioro. Rozpostarło się owo Śmietanowe Jezioro na Wierchu Weli (u Słowian Zachodu, Wschodu i Południa – Jezioro Jezior – Modry Banior), aby chronić Świat przed żarem, skwarem i nieczystościami, aby napełnić Świat i Wsze Żywoty Czystymi Sokami.

To nie Chmura dźwiga się na Niebo, to nie Burza przybliża się ku Górze Świata, ku Wierchowi Weli, ku Drzewu Drzew – Wierszbie, to Zemuna – Krowa Niebiańska szybuje nad górami i dolinami welańskimi. Idzie Zemuna po niebiańskich polach, po niebiańskich łąkach, je niebiańską trawę i daje Mleko – I cieknie Mleko po Niebiańskich Włościach, po Niwach, po Wzgórzach i Jarach i skrzy się Mleko światłem czystych gwiazd.

To nie tak, że Krowa Niebiańska toczy się niebieskimi polami i równinami, to nadciąga Matka Gwiazdy Jesiennej, to Suri-Ra, to sama Bogorodzica Matka Ziemia, gwiezdne wcielenie bogini Pramaci Syrej Ziemi.

I zstąpiła Zemuna na Mateczkę Ziemię. Matka Ziemia zakołysała się od jej tupotu, wody mórz się rozpluskały, a gruda niebiańska w środku Ziemi zadrżała.

A chodzia też po Raju w tym to czasie i po rajskim sadzie Rajcu Łada, kołysała się i wysiewała Chmiel, a przy tym tak pięknie rzykała:

- Wznoś się Chmielu po tyczuszce na Wierch, rośnij zdrowo Chmieliczku – Głowo Wesoła. Z czegoś ty się Chmielu zrodził, od czegoś się ty do żywota wzbudził? Tyś  zrodzony z Pramaci Syrej Ziemi, wznosisz się ku Słońcu-Surji, po to żeby jak Słońce lśnił chmielny napitek – surja. Żeby suricę pito ku chwale bogów. Napełnijże Chmielu cały Świat swoją pienistą siłą. Bez ciebie Chmielu nie uwarzy się piwa, bez ciebie Chmielu nie bywa surji, bez ciebie Chmielu niewesoły jest pir.

Na koniec pozwolił Rod-Świtok Swarogowi-Czarnogłowowi zasiedlić podniebne królestwo: stworzyć ludzi, ryby, zwierzeta i ptaki, nasadzić lasy, trawy i kwiaty. Po to aby ptaki latały pod Obłucznią Nieba, żeby zwierz przedzierał się przez lasy, żeby ryby pławiły się w wodach.

Więc stworzył Swarog-Czarnogłów zwierzęta, ptaki i ryby. Nasadził lasy i zasiedlił morza. W niebo wypuścił sotnie śpiewających ptaków, a zwierzęta upchnął w ciemnych lasach, a w morza wpuścił mnóstwo małych skorupiastych istot, zaś węże i jaszczurki wrzucił w błoto.

Kiedy wszystko już było gotowe zaczął Swarog-Czarnogłów kształcić ludzi razem z Matką Miłością Bożą – Ładą (Białobogą). Podnosili oni kamyczki niebiańskie (zaródzie) i rzucali je za siebie. A gdzie spadł kamyczek Białobogi, tam stawała i mówiła do niego takie zaklęcie: – Rośnij, rośnijże biały gorzejący kamyczku i niech z ciebie będzie krasna dziewica. A kiedy spadł gorejący kamyczek rzucony ręką Czarnogłowa mówił on: – Rośnijże zdrów i niech z ciebie będzie dzielny woj, prawy czek, chłop na schwał.

Ale niektórzy wołchwowie kapiszt burowijskich z Siewierzy i z Bajanii i z Bujanii i znad Orzego Jeziora powiadają, że nie rzucali oni kamyków a poobłamywane gałązki z Drzewa Drzew, i że nie zostawiali ich tak sobie, ale sadzili je, troszczyli się o nie i podlewali wodami Rzeki Rzek. Lecz nie za bardzo spodobali się bogom ci Ludzie O Kamiennych Sercach i dlatego strącono ich z Raju na Ziemię.

Świątynie Światła Świata – Góra Bogit: Kult Świętowita na Ukrainie dawniej i dziś


БОГИТ

СВЯЩЕННАЯ ГОРА СЛАВЯН

Góra Bogit obecnie

Богит – гора на границе Тернопольской и Хмельницкой областей Украины, 417м . над уровнем моря, с ІХ по ХVII в.. была центром Славянского культового комплекса в Медоборах.

Впервые Богит исследовал археолог А. Киркор в конце 19 столетия. А вот то, что Богит в самом деле был одним из центров, при чем мощных, Славянской Веры после внедрения христианства в Киеве, было доказано экспедицией 1984 года под руководством И. Русановой и Б. Тимощука (сотрудники Института археологии АН СССР) и М. Ягодинськой (сотрудницы Тернопольского краеведческого музея).

Недалеко от Богита в реке Збруч в 1848 году нашли так называемого Збручянского Свентовита. В первых заложенных здесь шурфах была выявлена керамика скифов – святилище на горе Богит существовало со скифских времен (6-7 в. до н.э.).

На Богите зафиксировано восьмилепестковое капище, ритуальные наземные дома и временные углублены жилье для паломников. Погребение волхвов, которое учеными по ошибке трактовано, как жертвоприношение. Богит был окружен системой валов и рвов. В комплекс городища входили курганные и грунтовые могильники с телосожжением, поселения-спутники. Во время раскопок в жертвенной яме был найден перстень галичского князя Юрия I.

Położenie Góry Bogit nad Dnieprem – Centralne miejsce Światowita (Najwyższego – Swąta)w Kręgu

На самом высоком месте городища-святилища было сооружено капище-площадка значительных размеров (70х50 м). Центральным сооружением здесь был алтарь – возвышение поперечником 9 м, выложенное из камня. В центре его расчищена квадратная яма, окруженная плоскими камнями. Было установлено, что величина и конфигурация этого углубления в центре пьедестала полностью отвечает размерам нижней части Збручанского кумира (образ Свентовита).

Krąg stołpów na Górze Bogit

Вероятно, этот бог и дал название горе – «Боги», а конечная «т» появилась как результат развития местного диалекта, которому характерное придание конечной «т» в названиях населенных пунктов, которые заканчиваются гласной (например, село неподалеку от горы Богит – Скалат и прочие).
На городище также выявлен целый ряд небольших полуземлянок, длинное наземное жилище.

Вокруг пьедестала с четырехгранным образом Бога на горе Богит раскопано, как и на святилище Перын, под Новогородом, восемь жертвенных ям. А немного дальше выявлено еще одно культовое сооружение немного меньших размеров, чем пьедестал для идола Бога. Обложено это возвышение тоже камнем, а в середине большая яма, заполненная жертвоприношениями.

На горе Богит раскопано также две больших ямы площадью до 10 кв. м. Обе они высечены в скале, одна на глубине почти 5, а вторая больше 6 м. Здесь, как и в других культовых ямах-святилищах, выявлены остатки жертвоприношений – кости животных, фрагменты славянской керамики X-XII ст., а также украшения в виде обломков стеклянных браслетов и т.п..

Активное развитие святилища началась приблизительно в ІХ столетие на территории с целебными источниками, где сохранялись еще более древние культовые памятки: городища-хранилища Трипольской и других культур.

У подножие городища-святилища на горе Богит находился курганный могильник, а вокруг – несколько раннеславянских поселков.

Збручанские святилища взяли на себя функции главного центра Славянской Руси вместо ликвидированных Владимиром столичных храмов. Такой религиозно-культурный центр нормально функционировал только потому, что жизнь общины поддерживалась профессиональными волхвами и жрецами.


Дольмен на горе Богит

Согласно данным раскопок, на самому Богите в святыне Свентовита активная религиозная жизнь пришла в упадок приблизительно в ХІІІ столетии. Но ряд фактов, установленных при раскопках других святынь Медоборов (горы Рожаница, Баба, Тренога, Старый Кут, Баба, Высокий Камень) дают возможность датировать последние Славянские богослужение в Медоборах в 17 столетии, которое целиком вероятны, учитывая отдаленность храма Свентовита да и целого комплекса других галицко-подольских капищ от основных центров христианизации Славянских земель.

Именно на Богите состоялось просветление Духовных проводников Родового Огнища Родной Православной Веры. На зачине сурового солнцекресного очищение души и тела, года 7511, месяца июня, 15-го дня, на Священной для православных родноверов горе Богит, Коло Волхвов-Радетелей утвердило решение, что настало время возвратить Славянам Старую Веру Предков и те знания, которые принадлежат им по праву рождения.
С того времени и по сегодняшний день православные родноверы проводят праздники и обряды на горе Богит. А весной прошлого года в 7 км. от горы, Родовое Огнище Родной Православной Веры создало Духовный центр «Родосвет», где постоянно проживают волхвы и жрецы со своими семьями, проводятся многолюдные праздники Перуна, Водосвятья, Купала и другие.

Naszym zdaniem była to Światynia Światła Świata – poświęcona Najwyższemu (Swątowi – Świętowitowi), czyli Wszystkim Bogom Wiary Przyrodzonej Słowian

По новому Уставу Родового Огнища РПВ Богит объявлено Духовной столицей (главным местом паломничества) православных родноверов. Такой ход даст возможность родноверам, на законных основаниях, возродить святилище, слдеить за ним, ведь в последние годы священную гору начинают посещать экстрасенсы, эзотерики, разного рода биоэнергетики с подозрительными обрядами и намерениями. Их деятельность привела к тому, что в июле 2007 года государственные органы охраны памятников культуры пытались запретить родноверам проводить обряды на Богите.

Ныне с дирекцией заповедника «Медоборы» налаженные дружеские, приязненные отношения. Всякий раз когда православные родноверы поднимаются на гору, мы предупреждаем смотрителей святыни, ведь понимаем, что защита горы это общее дело родноверов и государства Украина.

Materiał ze strony Taraki (wyjątkowo ciekawy – fragment)

Grzegorz Niedzielski

Ogień i woda
Klucz do indoeuropejskiej mitologii Słowian

III. Koło czasu

Skoro udało się odtworzyć dramatis personae mitu, przyszła pora, by ukazać je w spójnej całości. Pierwszym narzędziem, jakim się w tym celu posłużę, będzie tzw. słup ze Zbrucza. Obiekt ten nie stał sam, ale był częścią większego zespołu sakralnego-kultowego kręgu na górze Bogit[1], składającego się również z wału ziemnego, dającego formę przerwanego w jednym miejscu koła. Wyłom w obwałowaniu skierowany jest na północ, gdzie znajduje się wejście. Na ziemnym wale rozmieszczonych było osiem palenisk, tak, jak to widać na rysunku. Słupów zresztą było więcej niż jeden, bo obok centralnego, wykonanego z kamienia, po bokach, stały dwa drewniane.


Razem, konstrukcja przybiera w rzucie bocznym
następującą postać:


W rzucie z góry zaś:

Liczba palenisk położonych na kręgu wału związane jest symbolicznie z Wenus, która przez osiem miesięcy pojawia się jako gwiazda poranna i przez następnych osiem jako gwiazda wieczorna. Dlatego ósemka związana była zawsze z Wielką Boginią. Sam wał, przerwany w jednym miejscu, odpowiada symbolicznie kształtowi joni, czyli używanemu w hinduizmie wyobrażeniu Bogini jako matki, macicy wszechświata, rodzącej wszelkie zjawiska i bogów. Ten sam kształt powtarzany jest przez tzw. kabłączki skroniowe, noszone przez słowiańskie kobiety, a u Celtów przez tzw. torques, również symbol bogini. Zauważmy jednak jeszcze jedną, istotną rzecz. Otóż, układ trzech pali kręgu odpowiada dokładnie Trzem Jutrzenkom, jak je nazywają Słowianie, czyli trzem gwiazdom Pasa Oriona. [2]

Gwiazdy te to, idąc od prawej: Mintaka, Alnilam i Alnitak. W magii ludowej Trzy Jutrzenki wzywane są zawsze przed wykonaniem czaru – „zamówienia”. Najjaśniejszą gwiazdą jest środkowa Alnilam, otoczona obłokiem mgławicy NGC 1990. Jej nazwa oznacza po arabsku „Sznur Pereł”, a u German są kądzielą bogini Freji. Perła w symbolice gnostyckiej to symbol jednoznacznie związany z boginią mądrości – Sophią, jak chociażby w słynnym „Hymnie o Perle”. Odnajdziemy w jej postaci nikogo innego, jak dobrze nam znaną, solarną Południową Jutrzenką, czyli mądrą boginię-wiedźmę. Po prawej (solarnej) stronie Alnilam, odnajdziemy położoną na wschodzie gwiazdę Mintaka, czyli w naszej terminologii, Poranną Jutrzenkę, a po lewej (lunarnej) Alnitak, Wieczorną Jutrzenkę. Razem, tworzą ciało potrójnej bogini, źródła życia, miłości i mądrości. Zanim Arabowie przeszli na islam, czcili ją w Mekce jako Al-lat, Al-Uzza i Manat, pod postacią trzech świętych drzew lub kamieni. Grecy wyobrażali Wielką Boginię przez trzy kamienne kolumny. Podobna, żeńska potrójność, powiązana z ogniem i blaskiem, pojawia się jako celtycka Brygit, późniejsza święta Brygida, patronka kowali, uzdrowicieli i poetów-wieszczów. Biorąc pod uwagę bogatą symbolikę drzewa, dwa boczne słupy kręgu na górze Bogit, to drzewo wiecznego życia (poranna Wenus) i drzewo poznania (wieczorna Wenus). Centralna, kamienna kolumna jest świętym kamieniem-betylem Bogini Matki.

Skoro dwa boczne słupy, umieszczone w obrębie wału i w ten sposób wplecione w symbolikę wenusjańskiej ósemki, przedstawiają Gwiazdę Poranną i Gwiazdę Wieczorną, to gdzie znajdziemy na centralnym obelisku Gwiazdę Południową? Sam słup ze Zbrucza to przecież skomplikowany zespół symboli, na którym odnajdziemy, w górnej części cztery boskie wyobrażenia, a w dolnej trzy, lub jedno potrójne. Przyjrzyjmy się dokładnie osobom na słupie.[3] Łatwo zauważyć, że pod trzema z nich, znajduje się na dole wyobrażenie wąsatej, męskiej postaci, pod jedną zaś – nie. Ta jedna, na rysunku – ostatnia, ma w dodatku wyraźnie szczuplejszą twarz i sylwetkę z zarysowanym wcięciem nad biodrami. Wiemy, po wcześniejszych rozważaniach, że każda z osób męskiej trójcy musiała umrzeć i po raz wtóry się narodzić, są oni, jak w hinduizmie, po dwakroć urodzeni. Przeszli rytualną inicjację, w której umarli jako istoty świata natury i narodzili się do kondycji boskiej. Troista postać na dole będzie wiec nikim innym jak potrójnym ogniem, żmijem o trzech głowach, Swarożycem. Centralnie należałoby umieścić „postać z rogiem”, czyli Boga Ojca, dysponującego cudownym naczyniem z napojem mądrości i nieśmiertelności, podobnego do wedyjskiego Twasztara, a później Brahmy. Co ciekawe, nad ramieniem kobiecej postaci, stojącej u stop boga w środkowej części słupa, widać dziecko. Jest więc on Rodem, dawcą dzieci, wespół z trzema Rodzanicami, czyli boginiami-rodzicielkami (nota bene, to one odradzają trójkę męskich bogów, są więc matkami w podwójnym, bo biologicznym i rytualnym sensie), podobnie jak czeski Krok i jego trzy córki – Kazi, Tetka i Libusza/Lubosza. W ten sposób, wzywano ich na Rusi jeszcze długo po wprowadzeniu chrześcijaństwa. Z centralną, męską postacią wiąże się jeszcze jedna ciekawa sprawa. Otóż, widać na słupie, że ma ona zarysowane… kobiece piersi! Czyżby więc nastąpiła pomyłka w identyfikacji? Twierdzić będę uparcie że nie, a to dlatego, że postać ta wyobraża kapłana, pierwotnie szamana, związanego z mocą ognia, a w standardowy zestaw męskiego, szamańskiego stroju wchodziły u ludów środkowoazjatyckich dwie wykute z metalu czasze – wyobrażenia kobiecych piersi, zakładane na czas obrzędu. Szaman-mężczyzna przejmował w ten sposób i wcielał w siebie żeńską moc solarno-ogniowej bogini. Można powiedzieć, że był androgynem, istotą męską i żeńską zarazem. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że po odwrotnej stronie słupa, widnieje postać Wielkiej Bogini Matki, to wtedy ujrzymy, że para ta wyraża zasadę obupłciowości bóstwa. Bóg jako jedność jest zarazem ojcem i matką.

Zidentyfikowaliśmy do tej pory dwie górne postacie i potrójną – dolną, co zatem z bocznymi? Przyjrzyjmy się podobnemu, troistemu układowi głównych bóstw buddyzmu mahajany. Centralna postać, Budda Amitabha,[4] związany jest z żywiołem ognia, co wyrażone zostało przez czerwień jego ciała. W dłoniach trzyma miseczkę, a gdy zwany jest Amitajusem – naczynie z nektarem nieśmiertelności. Nie muszę chyba tłumaczyć, z kim możemy go porównać, to odpowiednik Saturna-Swaroga.[5] Po prawej stronie Amitabhy znajduje się jego duchowy syn – bodhisattwa współczucia Awalokiteśwara, o białej barwie ciała. Symbolicznie powiązany jest z blaskiem Księżyca, co odzwierciedla się w pewnych, związanych z nim, rytuałach. Dla nas będzie to wieczorny Merkury – młody bóg, który umiera ofiarowując się dla wiosennego rozkwitu świata i obfitości pożywienia – zboża. Zabity zostaje przez ścięcie głowy lub uderzenie w nią maczugą – gromem. Co ciekawe, według pewnych opowieści i Awalokiteśwarze miała rozpaść się, na skutek niedotrzymania ślubowań, głowa. W tym samym miejscu, co Awalokiteśwara, czyli po prawicy centralnej postaci, umieszczany jest jednak czasami bodhisattwa mądrości Mańdziuśri, o złotym kolorze ciała. Złoto to barwa Słońca, a ze Słońcem związana jest postać porannego Merkurego, w kategoriach mitycznych boga-króla, znawcy kosmicznego prawa-dharmy, maat. W Egipcie umierający bóg był lunarnym Ozyrysem, łączonym z konstelacja Oriona, który ginął, by odrodzić się pod postacią solarnego Horusa. W Iranie znano identyczny mit, tam, księżycowego charakteru heros Sijawusz, ginie przez ścięcie głowy, po czym odradza się w postaci zwycięskiego, solarnego Keja Chosrowa.

Na słupie ze Zbrucza bóstwo po prawej, wschodniej (kierunek słoneczny) stronie trzyma pierścień, atrybut, który ma kilka znaczeń. Po pierwsze, krąg to symbol żeńskiej mocy. Oddanie go mężczyźnie oznacza poślubienie. Taka jest symbolika ślubnych obrączek, zawsze złotych, bo złoto oznacza prawo i poddanie się regułom, zrezygnowanie z całkowitej wolności na rzecz wybranej osoby. To samo znaczenie miała nawojka-chusta od wybranki, zawiązywana przez rycerza na głowie lub ramieniu. Złoty krąg to również symbol Słońca, a więc mądrości Południowej Jutrzenki. Jeżeli trzymasz go w dłoni, to znaczy, że znasz kosmiczne prawo bogini i dzięki temu możesz być dobrym królem i mężem. Jest to koło kosmicznego prawa, koło dharmy idealnego króla-czakrawartina, czyli „obracającego kołem”, kapitana okrętu (króla jak Lestek II) dzierżącego w dłoni ster (zespół praw) i prowadzącego okręt (kraj) według wskazówek Gwiazdy, czyli porannej Jutrzenki (intuicyjnej, gnostycznej mądrości). Buddyjskim uosobieniem idealnego władcy jest budda Maitreja, który widnieje na rysunku obok.[6] Na lotosach trzyma koło dharmy i naczynie z nektarem nieśmiertelności, barwionym zawsze w obrzędach na złoty kolor miodu. Jego wedyjskim odpowiednikiem pozostaje Mitra. Jeżeli umieścimy słup ze Zbrucza w kręgu, z „postacią z rogiem” frontem do wejścia, to „postać z kołem” znajdzie się po wschodniej, słonecznej stronie, mając u boku drewniany słup wyobrażający boginię porannej Wenus, jego jasnowidzącą żonę-wieszczkę, u Kosmasa córkę Kroka – Libuszę, do której należy, co ustaliliśmy, naczynie z miodem, napojem wiecznego życia.


Po lewej stronie „postaci z rogiem” widnieje sylwetka bóstwa z koniem i mieczem. Tutaj nie ma co spekulować, wiadomo że to symbole związane z męską mocą pokonywania wrogów i przeszkód. Analogicznie do układu słupa, u lewego boku buddy Amithaby widać bodhisattwę mocy Wadźrapaniego – „[Trzymającego] wadżrę w dłoni”, częściej ukazywanego jako otoczony płomieniami groźny wojownik z wadżrą, czyli diamentem-piorunem w uniesionej prawej dłoni i magicznymi, uczynionymi z węża, więzami do krępowania demonów w lewej (na rysunku obok).[7] Mamy tutaj archetypowy odpowiednik Lestka III, wielkiego władcę-wojownika ducha, o niezwyciężonej mocy, przede wszystkim magicznej, bo jak wedyjski Waruna, zajmuje się on przede wszystkim walką z demonami. Jest szamanem-zaklinaczem, zstępującym do zaświatów dla pokonania negatywnych mocy zagrażających ludziom i światu. Identyczne postacie odnajdziemy również w chrześcijaństwie, jako dwóch archaniołów – Michaela (patrona władzy królewskiej) i Gabriela (dowódcy hufców anielskich) stojących u tronu Boga Ojca. Wespół z nimi pojawiają się trzy Marie, a w buddyzmie trzy Tary (Gwiazdy/Wyzwolicielki). Spójrzmy na nie, na wizerunku poniżej.[8]

W środkowej części mamy centralną Tarę, białą (ale bywa i zielona), ponad którą widać buddę Amitabhę. Odpowiada ona centralnej, białej od blasku stojącego w zenicie Słońca, Południowej Jutrzence. Posiada siedem oczu (do dwojga zwykłych dodane są, po jednym, na każdej stopie i dłoni, oraz na czole), co wiąże się z symboliką bogini – siedmiu gwiazd Plejad, „Siedmiu Sióstr” jak je nazywano w starożytności. U jej stóp, po prawej stronie, stoi złota Marici – bogini związana z poranną zorzą i światłem wschodzącego Słońca. W dłoni trzyma naczynie z napojem nieśmiertelności, czyli dysponuje, jak Poranna Zorza słonecznym miodem. W rzeczywistości, nie jest ona ściśle żółta, gdyż łączy w sobie złoty kolor słońca i różowy blask zorzy. Dlatego w innych przedstawieniach pokazuje się ją również jako czerwoną. Po lewej stronie widać ciemnoniebieską, jak wieczorne niebo, Ekadżatę, panią mądrości, strażniczką mantr, zaklęć, mistycznej wiedzy. W dłoni trzyma kapalę – naczynie z czaszki z cudownym napojem mądrości. Odpowiada Wieczornej Zorzy, która jako pani wód, dysponuje naczyniem, z którego wylewa na ziemię wody natchnienia. W prawej dłoni trzyma nóż bogini – drigu, służący do cięcia zwłok, a opasana jest tygrysią skórą. Oto archetyp mądrej szamanki, bogini-wojowniczki, buddyjskiej postaci Ateny.

W ten oto sposób otrzymaliśmy grupę trzech bogiń i trzech bogów. Trzy boginie są postaciami jednej, żeńskiej mocy Bogini Matki, a trzej bogowie – Boga Ojca. Jak w hinduistycznej trójcy Brahma – Wisznu – Śiwa, tak i tutaj odnajdziemy stwórcę („bóg z rogiem”, Lestek I – mądry rzemieślnik), zachowawcę („bóg z kołem”, Lestek II – sprawiedliwy król) i niszczyciela („bóg z koniem i mieczem”, Lestek III – niezwyciężony wojownik). Łącznie, wyobrażeni są pod postacią centralnego słupa, stojącego w centrum kręgu, identycznie jak w przypadku hinduskiego symbolu lingamu (męskiego fallusa) i joni (żeńskiej pochwy). I podobnie jak w przypadku Indii, męski słup ma swoją żeńską stronę, ukazując nierozdzielność męskiego i żeńskiego aspektu bóstwa, z których miłosnego związku (jak Uranosa i Gai lub Samantabhadry i Samantabhadri) zrodzone zostają wszystkie żywe istoty i wszelkie zjawiska wszechświata. Słup ze Zbrucza zawiera znak, ukazujący symboliczną całość i jedność bóstw. Chociaż zatarty, odkryty został w podczerwieni na tylnej części słupa. Pierwszy rysunek poniżej pokazuje, jak wygląda w oryginale:[9]

Ów dziwny znak zajmował uwagę wielu badaczom, którzy odtwarzali jego kształt, jako sześcioszprychowe koło lub rozetę. Symbolika słupa, co ustaliliśmy, jest związana z Orionem, a przynajmniej jego trzema gwiazdami Pasa. Inna gwiazda Oriona, najjaśniejsza Betelgeza jest częścią tzw. Trójkąta Zimowego, złożonego prócz niej z Procjona i Syriusza w konstelacjach Mniejszego i Większego Psa. To jednak nie koniec, bo Zimowy Trójkąt stanowi część większego heksagonu sześciu najjaśniejszych gwiazd zimowego nieba. Składają się nań: Syriusz, Procjon, Rigel, Aldebaran, Capella i Pollux.[10] Porównamy układ owych sześciu gwiazd do znaku na słupie ze Zbrucza:

Łatwo zauważyć uderzające podobieństwo. Nic dziwnego, sześć konstelacji składających się na heksagon odzwierciedla mit zapisany w kronice Kadłubka. Zacznijmy od Capelli, czyli Kozy, w gwiazdozbiorze Woźnicy. Jest on wysunięty najdalej na północ, czyli związany z zimą i zimowym przesileniem. Obrazuje przez to mit związany z porą, gdy chodzi się z „kozą” lub „turoniem”, czyli młodym, narodzonym w zimowe przesilenie, wieczornym Merkurym, Hermesem, dającym płodność stad zwierząt. Będzie tak wędrował, aż do nadejścia wiosny, gdy zabity zostanie przez własnego, marsowego brata. O tym mówi następna konstelacja – Bliźnięta. Kastor i Polluks są braćmi, ale jeden pozostaje śmiertelny a drugi nie. W najstarszych mitach o takiej parze, podobnie jak w zachowanym przekazie Kadłubka, jeden z nich zabija drugiego, dokładnie biorąc: młodszy starszego. Dlaczego tak, a nie na odwrót? Bo wieczorny Merkury wychodzi na świat już w zimowe przesilenie, a jego marsowy, piorunowy brat pojawi się dopiero wraz z pierwszą, zapowiadającą wiosnę, burzą. Polluks nosił w astrologii arabskiej nazwę Rasalgeuse, czyli „Głowa Bliźniaka”, co dobrze oddaje fragment starego mitu, mówiący o ścięciu głowy umierającego wiosną boga. Wyjaśnia się przy okazji, z czyją głową jeździł po polach słowiański Jaryło. Idąc dalej, odnajdziemy Procjona i Syriusza, czyli Mniejszego i Większego Psa ścigających się na gwiezdnym polu. Procjon wznosi się znad horyzontu prosto, wiec jest szybszy, Syriusz biegnie w poprzek, jest wolniejszy, ale ostatecznie detronizuje swego brata. Oto, dlaczego Lestek II w wyścigach po koronę biegł w poprzek pola wyścigów, a jego rywal prosto i dlaczego zdyskwalifikowano zwycięzcę, a królem obrano jaśniejszego od Procjona Syriusza. Idąc dalej, napotkamy Rigel, gwiazdę konstelacji Oriona, której nazwa znaczy „Noga Olbrzyma”. To fatalna stopa, w którą ugryzł greckiego, mitycznego łowcę skorpion. Rigel łączy się bezpośrednio z konstelacją Eridan, wyobrażającą rzekę łez wylanych po śmierci Faetona, syna Heliosa. Zabity został przez Jowisza, który ratował tym sposobem przed spaleniem Gaję – Ziemię. Obrazuje to mit z przełomu lata i jesieni, kiedy ogniowy, młody bóg, suszący ziarno po zbiorach („Juliusz Cezar”) musi zostać pokonany przez jesiennego boga burzy (Lestka III), aby uwolnić wody, czyli rzekę Eridan, której gwiazdy układają się w kształt meandrującej rzeki.[11] Dochodzimy w końcu do Aldebarana w konstelacji Byka, „Postępującego za”. Za kim? Zapewne za Plejadami i Hiadami, przynoszącymi deszcz, gwiezdnymi boginkami. Skoro tak, to Aldebaran odpowiada Lestkowi III, pokonującemu poprzedzającego go, ogniowego boga, którego mit wiąże się z Eridanem i poprzedzanego przez boginię wód, wieczorną Wenus. Konstelacja ta u Greków przedstawia wyłaniającego się z wód byka, ale u Słowian z wód wychodził dzik. Zresztą nie tylko, bo i u Irańczyków moc boskiego wojownika łączono z dzikiem i nazywano Xoz – „Dzik”, chociaż łączono później z inną konstelacją – Heraklesa. Na dobrą sprawę, gwiazdy tej konstelacji równie dobrze można ułożyć w kształt rogatego byka, jak uzbrojonego w kły-szable dzika. W Indiach bóg burzy Indra znalazł sobie jeszcze potężniejszego, zdobnego w kły wierzchowca – słonia. Ponieważ byków, a dokładnie – wykastrowanych wołów, używano do orki, zachowują one te same, symboliczne konotacje, co ryjące ziemię dziki. Konstelacja Byka „atakuje” Oriona. Faktycznie, w micie, Lestek III zabija „Krassusa”, czyli starego, saturnicznego boga, stając się władcą jesiennej pory roku. Podobnie uczynił Zeus, zrzucając z niebios ojca – Kronosa. Następnie wracamy do Capelli, i opowieści, w której Popiel powstaje odmłodzony ze śmiertelnego łoża i jako młody koziołek/byczek wędruje po zimowym świecie.

Historia o odrodzeniu się w grudniowe przesilenie ogniowego boga obrazowana jest do dziś, na południu słowiańszczyzny, w obrzędzie palenia Badnjaka. Badnjak jest kłodą ściętego, starego drzewa, z której wyrośnie młode, wznoszące się ku niebiosom – przywracające łączność z zaświatami. Młode drzewko to Bożicz, „Młody Bóg”, któremu towarzyszą złotorogi jeleń i świnia. Ponieważ świnia, a dokładnie dzik, jest formą jowiszowego boga gromu, a jeleń o złotych rogach – porannego Merkurego, Bożicz uosabia młody ogień, przeciwstawiony staremu – Badnjakowi. Badnjak reprezentowany jest przez biały popiół, Bożicz – czerwony żar. Dlatego w dawnej terminologii „biały” znaczy również „stary”, a „czerwony” – „młody”, jak w przypadku Białej (starej) i Czerwonej (nowej) Chorwacji. Połączenie bieli i czerwieni będzie się potem przewijało przez tarcze herbowe i barwy państwowe, jak w przypadku flagi Polski. Alternatywną, równie często spotykaną, parę herbowych kolorów, daje zestawienie żółci i błękitu, jak we fladze Ukrainy.[12] Tym razem, związana jest ona ze słoneczną barwą porannego Merkurego i błękitem panującego nad wodami boga gromu. W godle Ukrainy, tryzubie, odnajdziemy również pozostałość znaku trzech kolumn kultowego kręgu.


Co ciekawe, jeśli przyjrzymy się dokładnie Orionowi,[13] to odnajdziemy w nim samym układ wszystkich postaci z kręgu i słupów na Górze Bogit.

Trzy gwiazdy pasa Oriona odpowiadają Trzem Jutrzenkom, czyli potrójnej Bogini. Powyżej, widać dwie bardzo jasne gwiazdy: Betelgezę i Bellatrix. Betelgeza, czyli „Pacha Kogoś Najważniejszego”, to najjaśniejsza gwiazda konstelacji, czerwony olbrzym. Biorąc pod uwagę, że po prawej stronie głównej postaci na słupie ze Zbrucza, widnieje trzymający w dłoni koło prawa bóg – król, to on jest owym „Kimś Najważniejszym”, obracającym kołem czakrawartinem, panem kosmicznych przemian. W rzeczy samej, koło zimowego heksagonu posiada swoją oś właśnie w Betelgezie. Po drugiej stronie, lewe ramię olbrzyma, tworzy gwiazda Bellatrix, czyli „Kobieta Wojownik”. Czyżby coś nie pasowało? Nie, gdyż nazwa ta powstała z błędnego, średniowiecznego tłumaczenia jej pierwotnej nazwy, Al-Najid, czyli „Zdobywcy”. Chyba nie ma lepszego miana dla gwiazdy mającej uosabiać wojowniczego Lestka III i patronującego mu boga. Głowę olbrzyma tworzą trzy gwiazdy, wyglądające jak troje oczu, zapewne nie bez znaczenia, bo w Indiach przedstawia się mądrość boga, jego oświeconą naturę, przez dodatkowe, trzecie oko na czole. Trzy gwiazdy nie są wprawdzie silne, ale za to otoczone pięknym obłokiem gwiezdnej materii, która tworzy świetlistą aureolę wokół głowy gwiezdnego olbrzyma. Co jednak z centralną postacią, wyobrażającą młodego boga ognia? Uosabiać ją będzie mgławica M42 w której widać obiekt zwany NGC2024, mgławicę gazowo-pyłową, odkrytą dopiero w XIX wieku na drodze fotograficznej. Kształtem przedstawia czarny, koński łeb. To bardzo ciekawe, bo w buddyzmie ogniowy Amitabha posiada groźną postać Hajagriwy – „Końskiej Szyi”, dokładnie Końskiej Głowy, w której ma schodzić do świata, broniąc go przed demonami. Również irański Tistrja, walczy z ogniowym demonem suszy, uosabianym przez czarnego konia, schodząc w głębię jasnych wód jeziora Wourukasza. Czyżby mgławicy M42? Ogniowy Swarożyc również miał poświęconego mu konia. Czyżby starożytni wiedzieli o wiele więcej niż nam się wydaje? Mgławica M 42, razem z Riglem i Saiph tworzą wyobrażenie trójgłowego boga z dolnej części zbruczańskiego słupa.

Rozpatrzmy teraz całość kręgu, biorąc pod uwagę jego umiejscowienie na Górze Bogit, koło rzeki Zbrucz. Oto jak wygląda:[14]

Wzgórze, na którym znajduje się kultowy krąg, wznosi się obok rzeki, której bieg wyznacza oś północ-południe. Zaznaczone zostało czerwonym krzyżykiem. Całość przypomina układ Oriona, położonego obok Drogi Mlecznej. Identycznie położona była słowiańska świątynia w Szczecinie, analogicznie zresztą do piramid w Gizie. Nie sądzę, by to był przypadek ,ale dokładne, ziemskie przeniesienie niebiańskiej symboliki. Wybierając w ten sposób święte miejsce, sakralizowano ziemię, czyniono ją tożsamą z niebiańską kraina bogów. Góra Bogit wznosi się jednak po prawej stronie rzeki, a nie lewej. Dlaczego? Bo Zbrucz płynie z północy na południe, ku Morzu Czarnemu, a nie jak Odra – do Bałtyku, w przeciwnym kierunku. Musimy to uwzględniać. Święte miejsce powinno się wznosić po lewej stronie nurtu rzeki, patrząc w kierunku jej ujścia.

W skład konstelacji Oriona wchodziły kiedyś gwiazdy, które dzisiaj łączy się z gwiazdozbiorem Królika (Lepus). Królik to „księżycowe” zwierzę,[15] którego wizerunek ma znajdować się na ziemskim satelicie. Poszczególne gwiazdy zimowego heksagonu, jeśli połączyć je liniami, dają sześcioramienną gwiazdę. Taką, jaką odnajdziemy w herbie Leliwa.[16] Pod sześcioramienną gwiazdą znajduje się w nim półksiężyc. Chodzi jednak w tym przypadku nie o Księżyc, jako ziemskiego satelitę, ale o kosmiczną łódź, którą podróżuje Orion. Jej kadłub utworzony jest z konstelacji Królika, zaś dziób i kil tworzą Syriusz i Aldebaran, na które wskazują trzy gwiazdy Pasa Oriona.[17] Stąd wzięła się łódź pojawiająca się w herbach i wierzenia ludowe, że jeżdżący na kogucie Twardowski, wraz z synami, znajduje się na Księżycu. Twardowski to tabuizowany Swarog, a święty znak religii naszych praprzodków jest Księżycem i sześcioramienną Gwiazdą, umieszczonymi na błękitnym polu niebiańskiego oceanu. Nawiasem mówiąc, antyczny symbol Saturna to właśnie heksagram. Gwiezdna łódź u stóp Oriona obrazuje Graala, kielicha lub kocioł, w którym następuje odrodzenie ze śmierci. W Egipcie, konstelacja Królika była tronem, na którym zasiadał Ozyrys.[18] Tron ów nosi na głowie bogini Izyda, odradzająca zabitego boga, dysponująca więc mocami magicznego kotła – kielicha. W podobny sposób zostaje odrodzony mistrz Twardowski, pocięty na kawałki i gotowany w kotle przez swego ucznia, Maćka. Mamy tutaj do czynienia z bardzo starym motywem szamańskiej inicjacji. Heksagram ma jednak o wiele bogatszą symbolikę, gdyż ukazuje jedność trzech postaci Boga i troistej Bogini, tworząc podstawową jantrę (na rysunku niżej),[19] magiczny diagram służący medytacji. W buddyjskiej wersji zwie się on dhamodaja, czyli „źródło dharm”, wszystkich zjawisk, całości świata. Heksagram otacza ośmiopłatkowy lotos, dając podobną symbolikę, co osiem palenisk kultowego kręgu Góry Bogit. Nie ma się co dziwić, gdyż symbolika lotosu wiąże się z kobiecym łonem, identycznie jak koła, joni i wenusjańskiej liczby osiem. Łącznie, dają one bardzo duże możliwości mistycznych spekulacji, dotyczących natury bóstw.

Mniej symboliczne, za to bardzo dokładne, odwzorowanie gwiazd zimowego heksagonu odnaleźć można w herbie Majdel. Zamieszczam go poniżej, dla porównania, wraz z mapą nieba ukazującą heksagon.[20]

Sześć gwiazd zimowego heksagonu rozmieszczonych jest w ten sposób, że trzy znajdują się po jednej, a trzy po drugiej stronie Drogi Mlecznej, przecinającej na pół całą, „niebiańską konstrukcję”. W taki sam sposób ukazuje to herb, w którym rzeka z trzema rybami przecina na ukos tarczę, odwzorowując bieg Drogi Mlecznej. Widać jednak i pewną niezgodność, bo gwiazd jest na tarczy nie sześć, ale siedem. Siódma jest dodana tam, gdzie w heksagonie znajduje się układ Kastor-Polluks w konstelacji Bliźniąt, ostatecznie więc wszystko się zgadza!

[Zainteresowanych głębiej zaprezentowanym tutaj odczytaniem znaczenia kręgu Słowiańskiej Wiary Przyrodzonej na górze Bogit odsyłam do całości materiału na stronę Taraki (rzadko kogokolwiek tam odsyłam, ze względu na skrajny allochton izm – którego i ta praca nie uniknęła dając Słowianom poczatki w Vwieku n.e. – co mną zawsze wstrząsa - ale tym razem serdecznie polecam, ponieważ jest to wyjątkowo wszechstronne i spójne ujęcie antropologiczne tematu. C. B.]:

http://www.taraka.pl/?id=oiw3

Przypisy

[1] Źródło ilustracji, schemat kręgu z Góry Bogit: „Człowiek, sacrum, środowisko. Miejsca kultu we wczesnym średniowieczu” – praca zbiorowa, Wrocław 2000, str. 174

[2] Źródło ilustracji, Pas Oriona: www.daviddarling.info/…

[3] Źródło ilustracji, słup ze Zbrucza: www.taraka.pl/reiki_swiatowida.htm (z Taraki).

[4] Źródło ilustracji, budda Amitabha: www.hsuyun.org/…

[5] Być może kogoś zdziwi odwoływanie się przeze mnie do symboliki buddyzmu mahajany. Należy jednak pamiętać, że mahajana i wadżrajana powstały i rozwinęły się nie we właściwych Indiach, ale w królestwie Gandhary. Kraju rządzonym najpierw przez królów greckich (potomków zarządców Aleksandra Wielkiego), a potem z dynastii Kuszan, czyli Białych Hunów, związku plemion pochodzenia scytyjsko-turecko-mongolskiego. Sutry Buddy Amitabhy i jego kult powstały, według niektórych religioznawców, prawdopodobnie w irańsko-mongolsko-tureckiej Azji Środkowej, a nie w Indiach. Mahajana wchłaniała postacie plemiennych bóstw, nadającym im nową, mistyczna interpretację. Odłamem Hunów byli również, nasi „bratankowie” Węgrzy. Słowianie przywędrowali do dzisiejszych siedzib wraz z grupami ludności irańskiej (Sarmaci-Alanowie) i huńskiej. W sakralnej terminologii Słowian pozostały ślady silnych, religijnych wpływów azjatyckiego, irańsko-tureckiego Wschodu.

[6] Źródło ilustracji, budda Maitreja: skan pocztówki ze zbiorów autora, wydanej w Kathmandu

[7] Źródło ilustracji, bodhisattwa Wadżrapani: www.buddhanet.net/…

[8] Źródło ilustracji, Biała Tara – bp2.blogger.com/…

[9] Źródła rycin: rozeta trzecia: commons.wikimedia.org/…; rozeta druga: pl.wikipedia.org/…; znak ze słupa ze Zbrucza: upload.wikimedia.org/…

[10] Źródło ilustracji, zimowy heksagon: pl.wikipedia.org/…

[11] Kształt „W”, „M” lub „S” licznie występujący w herbach, np. Abdank, Darewski, Miłowicz

[12] Źródła ilustracji, flaga Polski: pl.wikipedia.org/…; flaga Ukrainy: pl.wikipedia.org/…

[13] Źródło ilustracji, Orion: upload.wikimedia.org/…

[14] Źródła ilustracji, mapa Zbrucza i okolic Góry Bogit – z XIX-to wiecznej gazety, której zdjęcie było zamieszczone w prezentacji multimedialnej kraowskiego Muzeum Archeologicznego. Schemat rzek i Drogi Mlecznej: www.fotosik.pl/…

[15] Patrz w Tarace: Olga Drenda Uszaty trickster; Wojciech Jóźwiak Imię Luny

[16] Źródło ilustracji, herb Leliwa: pl.wikipedia.org/…

[17] Jak np. w herbach Bieliński, Hobgarski czy Gileczyńki, gdzie ponadto centralną wieżę – Oriona zastępuje strzała. Lepiej jeszcze symbolikę całości powiela herb Korab, tyle, że tam gwiazdy zostały zastąpione głowami lwów.

[18] Nasuwa się tu pytanie, na ile konstelacja Królika mogła się wiązać również z symboliką kamiennego tronu (uosobienia bogini) władców Słowian. Może to właśnie jest ów słynny Biały Kamień – Alatyr, na którym zasiadają boskie postaci. Morze zaś, w którym ma być pogrążony, to ocean kosmicznych wód.

[19] Źródło ilustracji, jantra: www.religiousworlds.com/…

[20] Źródło ilustracji, herb Majdel: A. W. Drągowski – „Herby szlachty polskiej i litewskiej”, De Facto, Warszawa 2005, str.100. Fragment mapy nieba z „Obrotowa mapa nieba Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii EMAPOL, Łódź 2007

Księga Tura Taja 5 – O narodzeniu Potworów i ich Bitwie o Niebo, Welę i Ziemię


O narodzeniu potworów, ich bitwie o Niebo, Welę i Ziemię, o zabiciu potworów i powołaniu do bytu Przedstworzów oraz nadaniu bogom taj


według wołchwów kapiszty w Rosi pod Biełogorodem nad Dnieprzem w ziemicy Rosomonów1, słów kołoduna Jura z uroczyska Biełyje Bogi w ziemicy plemiennej Wiatyczów ludu Burów2 oraz zinisów plemienia Kurów z ludu Istów chromu w Apuolu3.


Narodziny Potworów

Działo się to w czasie, gdy Światowit osadził już na Wierchu Weli Kłódź i obwarował ją nieopodal Źródła Źródeł. Stały też w Górach Czernobielskich wykute w drogich kamieniach trzykątne trzemy o strzelistych ścianach pnących się ku Kopule Nieba. Jeden, z kryształu, wznosił się między Górami Białymi – zwanymi też Gołogórami albo Górami Białogromnymi. Drugi, z czarnego granitu, wyrastał na stokach Czarnogór nazywanych Górami Łysymi albo Czarnogromnymi. Na wzgórzach kirowej Wozhorii, nazywanej inaczej Wozgrzą, wyrosły również strzeliste tumy: Jaspisowy Tum (Jaruny) na Wzgórku Wschodnim, Rubinowy Tum (Rui) na Pagórze Południowym, Złoty Tum (Jeszy) na Lachawie Zachodniej i wieżyca Srebrnego Tumu (Kostromy) na Gołoborzu Północnym.

Kaukowie i ich pomocnicy Ażdahy oraz Kirowie wraz ze swoimi Światłogońcami odpoczywali właśnie w nowych dworach po straszliwym trudzie walki i kształtowania Nieba, kiedy na Przełęczy Równi, tam gdzie zbiegają się czarne i białe pasma czarnobielskie, zebrali się bogowie Żywiołów i bogowie Mocy. Tu opodal Skały Grum rozpalili ognie, jako że nadciągała noc, i utworzyli wokół ognisk kręgi. Wkrótce w zapadającej czerni świeciło się na samotnej wyniosłości dziewięć ognisk. Przy każdym z nich zasiadło dziewięciu bogów4. O samym zmierzchu przybył posłaniec od Czarnogłowa, Żnuja Młona, zwana też Żmijułanem. Czarnogłów pragnąc, by bogowie nie posnęli, a prace posuwały się wartko, przysyłał im czarny napój – polewkę wzmagającą siły. Rzeczywiście, już łyk napoju pobudził stwórcze moce i boską myśl. Bogowie radzili nad ukształceniem Potworów oraz nad tym, jak i gdzie, w tajemnicy przed innymi, zabrać się do owej roboty. Myślano także o tym, w jakich miejscach zrodzone ich rękami Potwory powinny zaatakować.

Bogowie Dziewięciu Ognisk, Dażbog – Maksymilian Prjesniakow

Przy Dziewięciu Ogniskach

Przy Pierwszym Ognisku zasiedli Zorza-Jutryboga, Bożdnic-Bodnyjak, Płon-Płonetnik – wszystko dzieci Dażboowe, Rod i Rodżana-Przyroda z rodu Rodów, Strzybóg- Swist, Mokosz, Mąd-Kół oraz Chorsawa-Czara (Czur-Czuriłła).

Tu uradzono, by ukształtować okrutnego Poczara (Połoka, Obżercę, Poczariła) z tej samej materii, z której są zrobione dusza-duch i trzy duszyczki ożywiające każde ciało, jak i sama myśl. Postanowiono także cichym szeptem, że należy go skierować na Niebo.

Przy Drugim Ognisku siedzieli Rokita-Bugaj i Boruta z Wiłów-Knów, Wąda z Wodycą, Siem i Obiła z rodu Simów, Dziwień-Kupała i Dziewanna z Dziewów oraz Reża-Ragana.

Tu postanowiono porodzić straszliwą Poskrudę (Skrudź, Paskudę) z tej samej materii, z jakiej jest woda (czyli z płynnej płoni). Uradzono posłać ją, by się biła o Ziemię.

Przy Trzecim Ognisku skupili się: Perunic i Porenut- Ysk z rodu Peru na, Swarożyc, Denga i Watra-Wierta z rodu Swarogowego, Łada-Łagoda i Gogółada-Chichoła (Władyca) z rodu Łada oraz Daboga-Daba i Stryja.

Umyślono tutaj Poczwarę (Sołowieja, Oczara) z materii ognistej, takiej samej, jak tarcza Swarożycowa. Poczwarę-Sołowieja postanowiono posłać do bitwy o Ziemię.

Przy Czwartym Ognisku przykucnęli Dażbóg, Swara-Żara (Żarłuna), Perepułt-Przepląt i Licho z rodu Plątów, Łado i Ładziwc-Dziw z rodu Ładów oraz trójca Knyszów (Chorsów) – Chors-Książ, Chorsina-Księża i Chorsiniec-Książyc.

Tutaj uszeptano zdziełanie z materii świetlistnej Pożary (Smolichy) i wysłanie jej na Niebo, by tam zwyciężała.

Przy Piątym Ognisku rozłożyli się obozem Bożebogowie – Bożebóg-Bożę-Radogost i Radogódza-Uboża-Domacha, Wołos-Rogal ze Sporów, Dzieldzielija z Dziwieniów, Skalnik i Ziemiennik z Simów, Mor-Moroz i Zmora z rodu Morów oraz Lesza-Borana.

Ci zdecydowali wydać na świat olbrzymiego Porusza (zwanego też Pobójem, Podbójem bądź Światogorem). Postanowili tego potwora, zrobionego z takiej samej materii, jak skała i gruda, wysłać na Ziemię.

Przy Szóstym Ognisku zasiedli Sim, Wodo i Wodnik, Rgieł z Rgiełcem-Rogalcem, Borowił z synem Wilcem oraz Nyja i Sowic-Polel z rodu Welesa.

Tu pomyślano szóstego okrutnego potwora Połoza (zwanego też Wyrwijedlicą, Wyrwisosną lub Czerwionem). Umyślono ukręcić go z liści, ziemi i piasku, a potem wysłać w bój o Welę i jej zasoby.

Przy Siódmym Ognisku zdecydowano o powstaniu przerażającego Ponicza (Chryi, Chrapii, Chripouszy), którego mieli powołać do życia z materii poświetlnej Perperuna-Perperuda i Ciosno- Turupid z rodu Peruna, Podaga, Podagżyk-Posłaniec i Osidła-Siuda z rodu Weniów, Marzanna-Morena i Groźnica-Chorzyca z Morów, Śrecza-Pergrubia oraz Plątwa-Przepigoła (Pripegala).

Przy Ósmym Ognisku znaleźli miejsce Sląkwa-Dżdża z Wodów, Spor i Sporzyca-Rosza ze Sporów, Dyj-Poświściel, Poświst i Pogwizd z rodu Strzybogów (Swistów), Prawdziw i Czstnota z rodu Prowów oraz Pogoda.

Tu w boskich umach zrodził się Pokłon (Kręciciel, Jarzec), ukręcony z wichru i powietrza. Ten miał iść na Welę i tam walczyć w imieniu swych panów.

Nareszcie przy Dziewiątym Ognisku spotkali się Perun i Swarog oraz Makosz, Wid-Wij i Dodola z rodu Mokoszów-Źrzebów, a także Weles z Lelijem-Smętem z rodu Welesów i Prowe z Sądzą-Usudą-Karną z rodu Prowów.

Ci zamierzali stworzyć Pogrom a (Rozpuka, Pęka-Pukisa5), który miał być z materii niebieskiej i iść na Niebo, by nim zawładnąć dla nich.

Bogowie Dziewięciu Ognisk – Łada – Maksymilian Prjesniakow

Słowo o Pożarze

Zinisi apuolscy twierdzą, że ognisk było tylko osiem, a skład bogów przy nich nieco inny. Według nich Swara- Żara z zazdrości o synów Swarogowych, których miał z Dabą, namówiła ośmiu innych bogów, by razem z nią uczynili potwora. Potwór miał pożreć dzieci Swaroga. Działo się to wcześniej niż zbór na Równi przy Ośmiu Ogniskach. Wśród ojców Pożary byli ich zdaniem Chors i Chorsawa, Stryja (niezadowolona z tego, że rozporządzono bez jej zgody Wiatrem Południowym i Gorącym Powietrzem), i wszyscy pięcioro Wodowie, obawiający się gorejących synów Swaroga. Wpierw Pożarę puszczono na Welę, by wytropiła kryjówkę Daby. Ta zeszła do Nawi i w Piekle starła się z samym Welesem. Weles pokonał potwora i obciął mu ogon, który posiekał na siedem kawałków. Tym sposobem mieli się zrodzić najstarsi, najpierwsi Przedstworzowie, prabogunowie Welesożary, którzy poszli służyć nowemu ojcu i pilnowali komnat, gdzie przebywała brzemienna Daboga-Daba. Pokonana Pożara, rozwścieczona z bólu, ruszyła na Niebo i poczęła je w zatrważającym przyspieszeniu niszczyć.

Kiedy Swarog prowadził Drogą Ptasią swoich dziesięciu synów ku Ziemi, Pożara zapałała zemstą do zabójcy trzech Welesożarów, strażników w Nawi Wielodroży. Pożara pożarła dziewięciu z dziesięciu synów Swaroga i wtedy dopiero, odpędzona przez niego, uciekła. Ruszyła w Głąb i pustoszyła dalej Niebo. Inni bogowie, widząc siłę potwora urodzonego rękami Swary i jej sojuszników, zasiedli szybko na Równi, przy osobnych ogniskach, i uczynili to samo, po czym puścili potwory do boju.

Jednakże większość sławskich kątyn i kościołów potwierdza za Jurem, starszym kołodunów-samotników, co mieszkają wkoło bagnistego uroczyska Biełyje Bogi, że Pożara urodziła się razem ze wszystkimi innymi potworami, a synów Swaroga pożarła Nica lub Pomian, który jest widmem Potwora Potworów – Postracha6 i błąka się wiecznie po różnych kątach niebiańskich, roznosząc bojaźń, zmartwienia i lęki we wszy m świecie.

Kudiesnicy z kątyny Peruna w Grodzie Kija, tak samo jak mikowie Dażboga z Milska7 – w ziemicy połabskiej należącej do plemienia Łużyczan z ludu Lęgów – uważają podobnie jak kołoduni z Białych Bogów. Ich zdaniem jednak Daba została wyzwolona przez Dażboga, a nie Swaroga i prawią, że to on pożarł dzieci tego drugiego z wściekłości o gwałt zadany Dabie.

Bogowie Dziewięciu Ognisk – Daba-Dobra-Dobramyśl-Dobrośląca – Pani Światła, Pani Dnia

Z czego powstały Potwory

Tak więc według podania z Uroczysk Białobogi, nim rozstąpiły się ciemności, bogowie opuścili Welę i skierowali się każdy w swoją stronę. Wykonywali swoje zamierzenia w największej tajemnicy, a gdy wydobyli już z wnętrza Rzeczy składniki potrzebne do ukształcenia rodu Potworów, spotkali się w zawczasu umówionych tajnych miejscach, gdzie przystąpili do zmieszania owych składników i wydali potwory na światło świata.

Pierwsza urodziła się Pożara. Ładziw-Diw (Ładziwc-Dziw) podkradł się pod Kłódź Swąta i uszczknął odrobinę świetlistnego istu, Perepułt zabrał z gniazda Kostromy parę ździebek, Chors z Chorsiną dali srebro z dwóch przekutych łodzi swoich synów, a Licho z Dażbogiem przywlekli olbrzymi wór gwiezdnego pyłu – mąki niebieskiej z niebiańskiego Młyna i Żaren. Łado ugniótł to wszystko swymi stu rękami w jednolitą postać, a Swara-Żarłuna tchnęła ogień do wnętrza, który rozniecił Chorsiniec. Potwór ożył i zaraz począł wierzgać.

Następny zrodził się Poczar powstały z trzech kawałków Nieba – strzępu Powłoki wydartej pazurani Bożdnica-Bodnyjaka, calizny wydobytej z Głębi przez Płona oraz kawałka Sklepienia urwanego rękami Zorzy-Jutrybogi nad Ziemią, a także z poświatła zaczerpniętego przez Rodów z gwiezdnego Morza i nieci przywleczonych przez Mokoszę z jej welańskiej łąki – Moszelskiego Lauku Mąd splątał nieci Mokoszy, Chorsawa-Czara tchnęła ciepło w potwora, a Strzybóg przy pomocy wichrów puścił gc w ruch. Poczar od razu popędził jak szalony, tratując niebiański Bór.

Poskruda powstała w całości z ziemskich zaczynów – wód Przedmorza dobytych z samego dna Rowu przez Wądę i Wodycę, czarnej bryi z bagien Obiły i czerwonej gliny z Kotła Siemi, a także czarnej gleby Reży-Ragany i dwóch tajemnych rodzajów mchu zniesionych przez Borutę i Rokitę-Bugaja. Ożywili ją swoją gorącą żądzą Dziewowie (Kupała i Dziewanna).

Poczwara narodziła się z trzech rodzajów ognia: Ognia Ogni wykradzionego sprzed Kłódzi Swątowej przez Perunica z Porenutem, ognia niebieskiego danego przez Swarożyca i Dengę i ognia ziemskiego przyniesionego przez Dabogę i Watrę. Wszystkie te ognie zmieszały razem Łada-Łagoda ze swoją córką Gogóładą, a w ruch pchnęła Poczwarę Stryja mocnym podmuchem. Poczwara od razu poszybowała na Ziemię i tu ukryła się w gęstej koronie Ósicy na Trzygławiu.

Porusz-Światogor urodził się z litych skał zaczerpniętych z samego dna Ziemi przez Skalnika i Ziemiennika i z grudy welańskiej przywleczonej z trudem przez Mora i Zmorę, a także z bocznego korzenia Ósicy wyrwanego rękami Leszy-Borany. Pracowita Domacha-Radogódza układała kawałeczki skalne obok siebie, Bożebóg-Radogost łączył je własną śliną, po czym Wołos i Dzieldzielija tchnęli w Światogora spory żywotne. Potwór uchylił powieki, a potem dźwignął się powoli w górę, a wielki był jak sto gór złączonych razem.

Z kolei narodził się Połoz utkany z igieł i liści złotych krzewów Wiecznolasu welańskiego. Pączków drzewa Wyraju z Rajca i kory drzew Jasnożywiu z Jasnej Polany, zmieszanych z glebą Niw Weli oraz płonnym piachem Nawi, z Wrzących Gór Piekła.

Po nim ujrzał światło Ponicz, o ciele z nadwelańskich chmur wypełnionym wodami Pełnicy i złotem oraz kryształem z Wierchu, jak również pyłem-piachem z Otchłani Nyi i Pustek Polela-Sowińca.

Jako ósmy narodził się Pokłon ze złączonych w jedność oddechów Mocarzy i Żywiołów Ósmego Ogniska.

A na koniec rozpoczął swój krótki żywot Pogrom. Urobiony został z małego ułomka Byty (który jako nie rozdzielona na glinę i grudę całość przeleżał na dnie Głębi), wyciągniętego pospołu przez Źrzebów (Makosza, Wida-Wija i Dodolę), a także z ziaren żaru oraz czarnej wody zmieszanej z sadzą z włosów Nicy. Oną sadzą dawno temu Smoki i Żmijowie uczernili Powłokę po to, by nikt nigdy nie mu- siał już oglądać Nicy, a starł ją z Powłoki w jednym tajemnym zakątku i przyniósł do ognia Weles – Pan Zaświatów.

Wiele kątyn i kapiszt przychyla się do poglądu, że w każdym z Potworów znalazła się także Czarna Mąka, czyli Złyródzie Czarnogłowa, które przeniknęły do ichoru bogów z Czarnej Polewki przyniesionej przez Żnuję Młonę, Czarnogłów bowiem zamierzył zniszczenie bytów powstałych z Buły, skoro nie mógł nad nimi samodzielnie panować, i przyrządził podniecający czarny napój złyródny. Stąd ma się brać według nich znaczenie czarnej polewki podawanej wśród Sławian wyłącznie osobom niemile widzianym lub wrogom.

Potwory, w które prawie jednocześnie tchnięto żywot w różnych zakamarkach świata, natychmiast ruszyły do walki. Nie były nieśmiertelne, jak to zamierzyli bogowie, lecz były wieczne i wcale nie zamierzały słuchać swoich panów.

Bogowie Dziewięciu Ognisk – Śrecza – Pośrednicząca-Dawczyni Bogactwa

Kłótnia Porusza z Połozem

Simowie, Sporowie i Wiłowie-Knowie z całym hałasem osadzili Porusza-Światogora na Ziemi, stawiając go na Lachawie Biesogór. Stał tam, olbrzymi, i unosił ku niebu zaciśnięte pięści, a chełpił się swoją siłą. I stało się tak, że przez pomyłkę ciż sami Simowie z Wiłami i Wodami postawili obok niego Połoza-Wyrwijedlicę, bo długo nie mogli się zdecydować, którego dokąd posłać. Nim się bogowie obejrzeli, ci dwaj już się ze sobą starli. Gdy Porusz stąpał, góry zapadały się pod jego stopami, a gdy Połoz się posuwał, za jednym zamachem wyrywał z korzeniami setki drzew i ciskał nimi, wzbijając bryzgi ziemi. W jednej chwili zrobiło się naokoło nich szaro, choć Swarożyc świecił swą Tarczą-Słońcem na niebie.

Połoz rozgłaszał, że lekkim ruchem ogona znosi całe bory, rozpędza chmury z niebiosów, zasypuje koryta starych rzek i otwiera wądoły nowych. Porusz chełpił się, że jedną ręką przenosi całe góry i gdyby zechciał, mógłby Ziemię rzucić na Słońce niczym marny kamyczek. usłyszał to Połoz i przystanął przy Światogorze-Poruszu. Zaproponował, by połączyli siły. Ale Światogor nie chciał o niczym słyszeć, miał się za najsilniejszego na świecie. Tak to rozzłościło Połoza, że postanowił pokazać, kto tu jest silniejszy. Zaczął się pojedynek. Obaj szli obok siebie, a co jeden rzucił górę, rozłupując ją w kawałki, to drugi wyrwał pół lasu albo przeorał łąkę mocnym trzepnięciem pięści. Za nimi ciągnął się pas zniszczonej ziemi, a kiedy doszli już do końca, to skręcili w inną stronę i szli dalej. Było widać, że żaden nie jest silniejszy i że mogą przejść całą Ziemię wzdłuż i wszerz, niszcząc wszystko, co poczęli z trudem bogowie.

Ponieważ w owym przypadkowym zaniedbaniu największa była wina Knów, im przypadło odciągnięcie Połoza-Wyrwijedlicy z Ziemi. Zebrał się cały ród i poderwali potwora na Niebo, ale ten w pewnej chwili się wyswobodził, wyrwał wiekową jodłę i uderzył nią Borutę tak strasznie, że wybił mu oko i strącił go na skały. Boruta spadając z wysokości uderzył w głazy prawym bokiem i przetrącił sobie nogę.

Gadacze wędzcy z plemienia Kaszebów twierdzą, że od tamtego czasu zawsze już na nią utyka, po czym łatwo go poznać. Stąd ich zdaniem miało się wziąć miano tego boga: Boruta, czyli utykający.

Pozostali Knowie pojmali jednak Wyrwijedlicę i unieśli ku Weli, gdzie był przeznaczony.

Tymczasem Światogor nie ustawał, parł naprzód niszcząc wszystko, co miał na drodze. Rozglądał się buńczucznie za następnym chętnym do pojedynku i chełpił się jak na początku.

Pod osłoną nocy i deszczu, sprowadzonego przez Śląkwę, Wodowie z Simami osadzili w Krainie Jezior, na dnie jeziora Czarna Hańcza, Poskrudę. Wołchwowie z Rosi prawią, że chodziło tu o Morze Czarne, a nie o Czarne Jezioro, bo morze to leży blisko Czarnych Gór Kauków i tam znajdował się Trzygław oraz Ósica wyrastająca z wierzchołka tej góry.

Tej samej nocy Perunowie ze Swarogami w gęstej koronie Drzewa Ziemi – Ósicy, ukryli Poczwarę-Sołowieja. Blasku ognistej Poczwary nie było widać dzięki gęstym liściom Ósicy.

Bogowie Dziewięciu Ognisk – Borowił – Święty Dzik Korzeni

Bitwa Poskrudy, Porusza i Poczwary, czyli Paskudy, Światogora i Sołowieja, o Ziemię

Nad ranem Poskruda ocknęła się w głębinach wodnych i wystawiła swój złoto łuskowany pysk nad wełny. Między szczeciniastymi wargami błyszczały jej dwa wielkie kły podkręcone w górę i ostre jak szable. Od razu zobaczyła, że w konarach Ósicy coś się w słońcu błyszczy. Wzrok jej zapałał gniewem, jako że złość była Poskrudzie przyrodzona. Wysnuła się cicho na brzeg i otrzepała Żelazną szczeć, po czym ruszyła ku drzewu. Tylko na to czekał Poczwara-Sołowiej. Zaryczał ze swoich trzech paszcz i odsłonił się w całej swej potędze. Wszystkie liście z Ósicy opadły na ziemię. Z białych ócz sypnęła błyskawicami, które zabębniły na złotym karku Poskrudy. Rzuciły się na siebie potwory i sczepiły zębiskami, a potem przetoczyły przez równinę, rwąc ją kłami i rogami i drąc pazurami na strzępy. Zadudniła cała Ziemia, lądy zatrzęsły się i okryły kurzawą. Kawał jednej z południowych ziemic oderwał się i popłynął z potężną falą. Inna ziemica zatonęła nagle, przykryta rozkołysanymi wodami po tym, jak Poskruda wciągnęła Sołowieja do morza. Bryzgi wzniosły się pod samo Sklepienie. Już się zdawało, że ognisty potwór utonie, ale on wzniósł się na błoniastych skrzydłach, rozświetlił niebiosy błyskawicami, po czym spadł jak strzała na swego wroga. Skłębiły się i potoczyły dalej po kolejnym brzegu i następnym lądzie, a gdzie się przetoczyły, tam nic nie zostawało z tego, co było dawniej.

Tymczasem Światogor, który znudził się przechwałkami, przystąpił do czynu i zamierzał podnieść Ziemię. Za pierwszym razem udało mu się ją dźwignąć do kolan, ale ją puścił. Odgrażał się jednak, że następnym razem rzuci ją prosto w Słońce. Między bogami wybuchła panika, bo potwory, owszem, walczyły, jak je do tego stworzono, ale ich żądza kierowała się ku zniszczeniu zamiast ku zdobyczy. Bogowie bali się Światogora, taki był straszny, zagorzały i rozzłoszczony.

Bogowie Dziewięciu Ognisk – Plątwa – Pani Zamętu i Kłótni, Pani Kołowania

Podstęp Białobogi wobec Porusza-Światogora

Wodo-Wełm udał się na Welę, gdzie czym prędzej wdrapał się na Wierch. W owych czasach nikt jeszcze Wierchu Weli nie pilnował, bo Głęzowie jeszcze się nie narodzili. Stąd Wełm rozejrzał się uważnie i dostrzegł Czarnogłowa w żlebach rozłożystej góry Sierstnicy. Poszedł do niego i prosił o pomoc. Nie otrzymał jej jednak, bo to, co się działo, było po myśli Czarnogłowa. Czarny Bóg przegonił Wełma, ciskając weń skałami.

Udał się więc do Białobogi. Tu miał więcej szczęścia – został przynajmniej wysłuchany. Gdy skończył, wszystkie trzy oblicza Pramaci zapadły w głęboką zadumę. Kiedy już się zdawało, że i tutaj nic Wełm nie usłyszy, odezwało się pierwsze jej oblicze mówiąc, że istnieje pewna nadzieja. Drugie jej oblicze wyraziło powątpiewanie w powodzenie jakiegokolwiek działania. Trzecie oblicze Pramaci wyszeptało jednak na ucho Wełma plan, po czym ogłosiło, że Biały Bóg zajmie się rzeczą osobiście.

Białoboga poszła z Wełmem ponownie na Wierch. Leżały tam trzy głazy: Głaz Głazów, Skała Skał i Kamień Kamieni. Ten trzeci był najmniejszy, więc Białoboga i Wełm razem go dźwignęli. Przenieśli go w Białogóry welańskie, ale dalej już nie dali rady. Wełm musiał wezwać na pomoc wszystkich bogów białobożego trzemu i razem przedźwigali Kamień Kamieni na Ziemię.

Kiedy przybyli na Ziemię, od razu cisnęli Kamień w pierwszym lepszym miejscu, a było to nad brzegiem Bołotyku. Cała Ziemia się trzęsła, była spalona ogniem w wielu miejscach, a także zalana wodą. Poskruda i Poczwara sczepione ze sobą przetaczały się właśnie w pobliżu Trzygławia i lada chwila gotowe były zmieść górę z powierzchni lądu, wtedy zaś Ósica musiałaby się połamać, Sklepienie Niebieskie zawalić i cała Ziemia uległaby zniszczeniu.

Bogowie postanowili pokawałkować potwory i rzucili się je ciąć. Cięcia jednak zrastały się szybko, a skutek był tylko taki, że Poskruda z Poczarem przetoczyli się obok góry, nie naruszając jej podstawy. Światogor-Porusz w swoim marszu dotarł właśnie nad Bołotyk, więc Wełm razem z Mądem-Kółem (zwanym też Mikułą) pospieszył w tamtą okolicę. Stanąwszy naprzeciw olbrzyma, Wełm zaczął zeń szydzić. Rozeźlony Światogor po raz drugi złapał za Ziemię i tym razem uniósł ją do pasa. Mąd-Kół oblekł tymczasem workiem Kamień Kamieni. Wełm zażartował, żeby Światogor spróbował podnieść wpierw ten mały miech, który leży u jego stóp, nim przystąpi do trzeciej próby rzucania Ziemią. Chełpliwy Światogor nabrał się na ten podstęp i chwycił za worek. Nie mógł jednak nawet poruszyć Kamienia Kamieni. Tak był zawzięty, że nie chciał go puścić i coraz głębiej zapadał się w ziemię. Najpierw rozeszła się pod nim gleba i zapadł się po kostki, potem glina i zapadł się po kolana, wreszcie skały Pękły i Światogor zanurzył się po pas. Wtedy Ziemia zatrzęsła się bardzo mocno i poczęła Pękać w wielu miejscach.

Szalejąca Poskruda oraz Pożara uderzyły w Trzygław i złamały Osicę. Trzy wierzchołki trzymające Niebo upadły na Ziemię, a zaraz za nimi poczęły się osypywać odłamki ze Sklepienia. Wielka calizna niebieska pochyliła się i dotknęła gruntu. Przerażeni bogowie, mając w pamięci to, co się wydarzyło z Bułą, odskoczyli od Ziemi na Wysokie Niebo i stamtąd oglądali nieuchronną, jak się zdawało, zagładę.

Zapadły ciemności. I kiedy już się zdawało, że to koniec, a z Ziemi pozostanie tylko pył, ukazał się w całej potędze sam Bóg Bogów, Swąt-Światowid.

Bogowie dziewięciu Ognisk – który to z nich z Krukiem?

Bitwa Połoza, Ponicza i Pokłona, czyli Wyrwijedlicy, Chryi i Jarzca, o Welę

Odegnany od Ziemi Połoz przybrał wygląd wężyska o pierzasto-szczeciniastej skórze, rozciągniętego na pół Kopuły Niebieskiej. Z pyska wychodziły mu kły, zawijane, ostre niczym miecze, a naokoło głowy wiły się macki jadowite jak żmije. Ogonisko miał okryte kolcami jak nasiek i wywijał nim, tłukąc po gwiazdach. Połoz cichaczem sfrunął z Kopuły na Welę i zapadł w Nawie. A Ponicz-Chryja już tam był, w Otchłani i czaił się na każdego, kto by się ważył wejść. Miał potężne brzuszysko i łeb plugawy z długim ryjem-ssawą. Kiedy nabierał powietrza, wiatr się czynił nawet w górach Czarnobilskich, a wszystkie drzewa welańskie kłoniły się w jego stronę, sypiąc listowiem po niwach. Wreszcie zjawił się także Pokłon-Kręciciel, zwany Jarzcem, który miał tułów wpółprzejrzysty, a w wielu głowach kłapiących srogo pyskami jarzące oczyska. Jarzec spoczął na Równi i stamtąd bacznie oglądał każdy ruch podejrzany. Prowowie dźgali go po odgłówiach, chcąc pobudzić do walki. Podagowie i Morowie z niepokojem śledzili kroki Ponicza, który kręcił się przy Bramie Bram w Otchłani i wsadzał w nią swój długi ryj, badając chciwie, co też jest po drugiej stronie. Dokładnie w tym czasie, gdy na Weli potwory czaiły się przeciw sobie, na Ziemi trwał już bój.

Pierwszy ruszył do ataku Połoz, wydawszy ochrypły ryk. Ruszył z Piekła przez Założę, gdzie popłynął pod prąd jedną z odnóg Pętlicy i w górę przez błotospad Tapluszcze dobył się na Brzeg Niw. Tam przystanął i począł walić ogonem po równinnej Płaninie, która się od tego powyginała w pagóry. Dostrzegł go z Równi Pokłon-Jarzec i zaduł potężnie. Dym poszedł z jego wszystkich paszcz, grunt się poderwał do lotu niosąc okruchy skalne, kamienie uderzyły w drzewa welańskie i wszystko to razem spadło na Połoza. W tej chwili dołączył się Ponicz – sapnął i wciągnął w siebie powietrze. Skalny brzeg Niwy Niw i wody Pętlicy wzruszone w posadach runęły prosto ku jego paszczy. Gdy masy wodno-skalne sunące na niego były już blisko, odwrócił dech i zdmuchnął je prosto w Bramę Bram wiodącą do Pierwnicy, z której, jak wiadomo, nie ma już powrotu. Połoz skrył się między pagóry, które stworzył waląc własnym ogonem, ale wzgórza przy drugim wdechu Ponicza sfrunęły w Nawie niczym zabawki. Wessało i Połoza w otchłań, ale miał szczęście, bo wtedy uderzył stu wichrami Pokłon-Kręciciel. Uderzenie odepchnęło Ponicza od Bramy Bram, lecz byłby spadł całkiem z Weli, gdyby się nie uchwycił w porę jej Skraju. Cała Wela w tym jednym mgnieniu, pchnięta dwoma ciosami w tę samą stronę, obróciła się względem Nieba, co się wspierało na dachu Kłódzi. Tam gdzie dotąd była strona kostromna, naszła się strona jarunna, gdzie była rujna, znalazła się jeszowa, gdzie zaś była dotąd strona Jesza, przekręciła się strona Kostrom y z jej tumem. Połoz – Wyrwijedlica rwał bory jak trawę i sypał drzewami w pysk Ponicza. Ten obrócił ryj w górę i począł ściągać na siebie Góry Kauków. Zatrzęsły się szczyty białe i czarne i obaliły na bok. Jarzec zsuwał się z Równi w dół ku Nawiom, Otchłani i Bramie Bram, a przeorywał przy tym pazurzyskami grunty Weli do samego dna – tak się głęboko wczepił w ląd Niwy.

Wela wyglądała jak ostatnia ruina i do złudzenia przypominała Ziemię. Tam na Ziemi właśnie w tym samym czasie Światogor dźwigał w górę Swatyr-Kamień Kamieni.

Wyrwijedlica i Jarzec spadli w pewnej chwili w Otchłań na Chryję-Ponicza i skłębili się w zażartym boju. Tak skłębieni, przeciągali się wzajem to ku Bramie Bram, to w stronę Piekła, to znów w górę na Niwy, aż dotoczyli się do samego Wierchu, który jako jedyny z całych Gór Gór przetrwał do tej pory nienaruszony. W tym momencie bogowie rzucili się rozdzielać potwory, bo przerazili się, że zaraz runie Wierch, a z nim Kłódź Swąta i na to wszystko zwali się Kopuła Wysokiego Nieba. Rozdzielali je, zaklinali, a nawet zabijali, ale potwory nieczułe na zaklęcia i ciosy odradzały się i sczepiały ponownie w boju, jeszcze bardziej zapiekle zajadłe.

W tej potyczce bogów z potworami na czoło wysunął się Prowic-Prawdziw, syn Prowego i Dziewanny podszedł jednak za blisko paszczy Ponicza i byłby został przez niego połknięty, gdyby go w ostatniej chwili nie wyratowała Czstnota. Wyciągnięty przez nią z paszczy potwora, stracił jednak lewą rękę, którą gad odgryzł potężnym kłapnięciem. Czstnota, rzucona o żelazną niwę, popękała w sobie w tylu miejscach, że nie udało się jej nigdy przywrócić poprzedniej piękności i krzepy. Od tego czasu pozostała na zawsze krucha niczym bicz z piasku i nie mogła już rodzić dzieci.

Przerażeni bogowie odskoczyli od potworów, a te z łoskotem wyrżnęły w Wierch. Wierzchołek Weli zatrząsł się a w posadach, a Niebo nad nim spękało niczym sucha ziemia. Bogowie rzucili się do ucieczki. Zdawało się, że następny cios dokończy dzieła zniszczenia, lecz wtedy w całej okazałości wyłonił się ze swej Kłódzi Światowid, by położyć kres bitwie.

Bitwa Pogroma, Pożary i Poczara o Niebo

Pożarę zrzucili Chorsowie z Plątami nad brzegiem Głębi, a w miejscu tak ciemnym, że ani jeden promyk jej strasznego blasku nie mógł się stamtąd dobyć. Siedziała tam i gapiła się swoimi stu oczami po całym Niebie, łypiąc między gwiazdami za wrogiem. Poczar przybrał postać gwiezdnego wilka. Pozostawał w bezruchu poszukując dwóch pozostałych, ale ich nie widział. Pogrom spoczywał niedaleko, ale ukształcono go jako zupełnie niewidzialnego. Co chwilę potrącał coś i pożerał albo ciskał w niespodzianym kierunku z wielką siłą. Czynił to od niechcenia, dla żartu, a był chyba najniebezpieczniejszym ze wszystkich potworów. Ta zabawa go właśnie zdradziła, Pożara bowiem spostrzegła dziwne ruchy gwiazd naokoło niego i uderzyła prosto w jądro owego zamętu. Z kolei Pożarę zoczył Poczar i rzucił się za nią. Trzy potwory zderzyły się z wielkim hałasem. Tylko błyskawice rozeszły się od onego miejsca. Były sczepione tak mocno i tak splątane, że nie mogły się z owego uchwytu wypleść. Podobne do ognistej kuli toczyły się przez Niebo, łamiąc tęczowe mosty, burząc porządek między gwiazdami i dziurawiąc kolejne sklepienia. W jednej chwili rozburzyły kawał Ptasiej Drogi i powaliły Niebieski Las – wszystkie drzewa Lasu legły pokotem. Tocząc się, potwory uderzyły w Stóżar, który stanął w ogniu i rozpadł się spadając na nie żarzystymi odłomami. Głąb od razu nadpękła w tym miejscu. Zrobiła się w niej szczelina, taka sama, jak tam, gdzie ją poprzednio przebił połamany Wspór Swąta. Nica wetknęła w to miejsce swoje oko i chciwie patrzyła na dzieło zniszczenia. Rozczepione uderzeniem o Stóżar potwory odskoczyły w trzy różne strony. Poczuły wzajemną bojaźń, a lękając się siebie, rozpoczęły bój polegający na tym, który więcej Nieba pochłonie, więcej gwiazd pożre. Tym niszczycielskim sposobem chciały zawładnąć Niebieską Krainą. Upodobniony do wilka Poczar wpierw pożarł prawdziwego gwiezdnego Wilka. Pogrom rzucił się na Ciemne Niebiosa i zjadł je w dwu kawałkach. Pożara wchłonęła Niebiosa Żółte, Różowe i Szkarłatne8, a zaraz potem zabrała się za Welesowe Kłosy, z których wytrzęsła całe Ziarno. Poczar zjadł Ogniste Kręgi i Obręcz Koła Swarogowego, po czym zeżarł Niebiosa Bławatne i Zielone. Pogrom rzucił się na Niebiosa Srebrzyste i Szczerozłote, a na koniec zgryzł w kawałki Niebieskie Mury i Wieżyce. Pożara napychała sobie prosto do brzucha Ziarno aż do ostatniej plewy, a później pożarła też Kłosy do ostatniego włoska. Rozbiła Dzierzę i połamała Tłuczek, a cały zmielony w Niebieskim Młynie zapas Niebieskiej Mąki rozsypała po wszy m świecie. Poczar w odwecie połamał cały Boski Bór, po czym wessał go w swoją przepaścistą gardziel. Pożara na to zjadła Babki. Na chwilę potwory przerwały pojedynek. Bardzo się do siebie zbliżyły, wędrując przez Niebo i niszcząc, co się dało. Jeszcze tylko gwiezdna Łania, co chyłkiem chciała przemknąć ku Dziupli, padła ofiarą Pogroma, który ją wchłonął razem z Dziuplą, tak samo, jak wcześniej Niedźwiedzia, Dzika, Tura i Żubra z ich gniazdami. Zrujnowane Niebo było jednym wielkim pobojowiskiem.

Poczar uśmierca dzieci Chorsa, a Pożara dzieci Swaroga – według podania mików z Lipska i Kopanicy9

Wtedy oko Poczary spoczęło na pojedynczych gwiazdach, co się rozpierzchły z Ptasiej Drogi. Między tymi gwiazdami ukrył się cały ród Chorsów przerażonych rozpętaną bitwą. Kiedy Chors zobaczył, że Poczar w nich właśnie mierzy, nakazał wszystkim swoim dzieciom, by się rozpierzchły na różne strony. Poczar działał jednak błyskawicznie. Już pierwsze jego kłapnięcie pozbawiło żywota siedmiu synów Chorsa. Wyrywał gwiazdę po gwieździe, a z każdą pożerał jednego młodego Księżyca albo jedną Chorsawę. Na niedobitki rzuciła się Pożara, a Pogrom pognał za parą rodziców, Chorsem i Chorsiną umykającymi ku Weli. Tych dwoje wraz z dwójką dzieci (Księżycem i Czarą-Chorsawą) dopadło Wysokiego Nieba nad Zaświatami i chciało przemknąć przez dziurę wybitą w Kopule. Pogrom był jednak tak blisko, że prawie miał już w szczękach ostatnie dziatki Chorsowe. Na szczęście na Wierchu Weli przycupnęli Strzybogowie całym rodem i zobaczyli w porę, co się dzieje. Posłali naprzeciw potwora wszystkie wiatry, skupiając całą swoją moc. Uderzenie to powstrzymało Pogroma, ale otrząsnął się i kłapnąwszy potężnie złapał Czarę w pysk i wyżarł jej potężny kawał ciała. Wtedy Chorsina rzuciła się na niego. Czara czmychnęła na Welę, podczas gdy Pogrom walczył z jej matką. Widać złość musiała dodać jej sił, bo dobrą chwilę trwało one zmaganie, aż przyduszona pod łapskiem potwora Chorsina zrobiła się blada, a potem całkiem zsiniała. Chors zawrócił, chcąc ratować żonę. Byliby polegli oboje i zostali pożarci, ale zupełnym przypadkiem Prowowie – Prawic i Czstnota, znaleźli się w pobliżu. Prawic ruszył na potwora, który wypuścił zupełnie już siną Chorsinę, ale odgryzł rękę Prawicowi. Czstnota broniła syna, a Chorsawa także przyszła mu z pomocą. Czstnota została uderzona przez potwora i popękała na całym ciele, upadłszy na kamienie Weli10. Na szczęście z pomocą przybyli wtedy Simowie i Wodowie, i Mokosze. Wszyscy razem poszli za Chorsem. Pogrom musiał ustąpić -uciekł w pobliże gwiezdnego Młyna.

Od tego czasu, jak mówią mikowie z kątyny Chorsiny w Lipsku, Chorsina ma skórę błękitnoniebieską – siną, a Chorsawa-Czara ma wyżarty bok i nigdy nie może już być pełna11.

W tym samym czasie, według serbskich mików z Lipska, Swarog z Dabogą i dziesięcioma synami wracali z Zaświatów, gdzie ich Daboga ukryła przed gniewem swego męża. Według ich podania, które potwierdzają mikowie kątyny Swarożycowej w Kopanicy, Swarożyce przez cały czas aż do tej chwili przebywali razem z matką w Zaświatach, a główną rolę w przywróceniu równowagi na Ziemi odegrali Perunowie, którzy z tego powodu uzyskali później zwierzchność nad Żywiołami. To Perun ze swoimi synami Ciosną, Perunicem i Łyskiem-Porenutem odkowali z zamknięcia Siemię, tnąc mieczami, toporami i sztyletami wody zestalone w lód. Od ich roboty rozgrzane wody poczęły się unosić w górę, a tam Perperuna odciągała obłoki i zamykała je w swojej skrzyni. Tak więc dopiero kiedy narodziły się Potwory, w których ukształceniu ani Daboga, ani Swarożyce nie brali udziału, Swarog przybył na Welę, rozbił młotem dwór Welesowy w Założy i pokonawszy trzech Welesożarów, porwał Dabę z synami. Widząc, co się dzieje, jak rozszalałe są potwory, Swarog gnał co prędzej ku Ziemi, gdzie wszyscy zamierzali się ukryć. Pożara zoczyła ich ucieczkę i popędziła za nimi. Dopadła ich blisko Sklepienia i nim zdążyli się skryć, pożarła kolejno dziewięciu z synów Swaroga i Daby. Ocalał tylko jeden, najmocniejszy, najszybszy. Przy wrotach Sklepienia czekali już Perun i Perperuna. Zaraz wezwali też na pomoc Rodów i Ładów. Wspólnymi siłami odegnano Pożarę.

Trzy potwory rozsiadły się na krańcach gwiazd i rozglądały się pożądliwie za nowym łupem. Prawie już nic nie zostało z niebieskich budowli: ani jeden most, mur czy wieża. Stał ciągle Młyn i Gwózd opodal Młyna. Ich oczy jednocześnie spoczęły na tym łupie i w jednej chwili rzucili się ku zdobyczy. Gorejący Gwózd wyzywał ich swoim blaskiem. W Pędzie wyglądali jak trzy błyskawice: biała, czerwona i niebieska. Uderzyli w Gwózd z trzech stron. Drzewo Nieba zachwiało się i pękło. I kiedy już miało runąć i zdawało się, że cały świat za chwilę ulegnie zagładzie, zjawił się we własnej osobie Światowid. Potwory odsunęły się, by nabrać rozpędu, a kiedy ruszyły ponownie, Bóg Bogów na własnych barkach uniósł w górę Pęknięte drzewo, zaś Pożara, Poczar i Pogrom zderzyły się z olbrzymią siłą. U stóp Swąta potwory rozpukły się na tysiąc kawałków. Bóg Bogów wezwał wtedy na pomoc wszystkich Żywiołów i Mogtów.

O zabiciu Potworów i gdzie zostały ukryte ich głowy

Łeb Pogrom a potoczył się po zrujnowanej Ptasiej Drodze ku stojącym na jej krańcu Ślepcowi i Kostusze. Nim wpadł w niebiańską Bramę Bram, pożarł tych dwoje. Tam złączył się z Pierwnicą i nie ma go już na świecie. Światowid nakazał Żywiołom i Mocarzom rozkawałkować natychmiast ciała zabitych potworów, sam zaś popędził ułowić ich łby. Niedaleko Kosiarzy dopadł ognistego łba Pożary. Sam go połknął. Niektórzy mówią, że go zjadł, bo nie wiedział, co począć, ale gdyby tak było, zjadłby również pozostałe głowy potworów, a tak nie uczynił. Głowa Poczara szybowała ku Weli. Uderzywszy ją z całych sił, Swąt sprawił, że wbiła się w Otchłań. Po jej upadku powstał lej, który zarósł żelazną trawą. Miejsce to nazywa się Oczarowym Polem albo Łąką Oczaru. Tym sposobem Niebo zostało uratowane, a Gwózd pozostał jedyną osią, wokół której kręci się ono do dzisiaj. Następnie Bóg Bogów podążył na Ziemię i przybył w chwili, gdy Sklepienie Niebieskie już poczęło się na nią walić. Wtedy natychmiast podparł je na Górze Trzygław, na której się ono do dzisiaj opiera. Potem porwał pień złamanej Ósicy, wyostrzył go i w szarży oderwał głowę Poczwary-Sołowieja od tułowia, nabiwszy ją na tę pikę. Wolną dłonią zaciśniętą w pięść uderzył Swąt Poskrudę tak, że jej łeb pękł na sto kawałków. Głowę Poskrudy wrzucił do Morza Głoznowego (Bursztynowego), czyli Morza Wędów, a wody jego zakotłowały się, spieniły i zabełtały, na zawsze pozostając mętne. Od tamtego czasu nazywano owo morze Bołotykiem-Bełtykiem. Z łba Poskrudy zrodziło się sto potworów morskich, które rozpełzły się po wszych morzach Ziemi. Zęby Poskrudy rzucił Swąt w jezioro Czarne, a z nich narodziło się sto potworów zamieszkujących jeziora Ziemi i stamtąd przepełzły do innych jezior. Jezioro to od owego czasu zwie się Czarna Hańcza. Na szczęście te małe poczwary i paskudy w niczym nie równają się ze swoimi pierwowzorami. Teraz Swąt przystąpił do zanurzonego po szyję w rozpękającej Ziemi Porusza-Światogora, ucapił olbrzyma za włosy i wyciągnął z ziemi u brzegu Bołotyku. Kamień Kamieni -Swatyr spadł wtedy wypuszczony przez Porusza na samo dno morskie. Morze wlało się od razu w otwory po Poruszu i tam gdzie stały jego nogi, powstały dwie wielkie zatoki: Zatoka Wędów i Zatoka Istów. Bóg Bogów poniósł tymczasem Porusza na Welę. Przez całą drogę po Niebiosach bogowie rwali ciało Porusza na strzępy. Gdy przybyli na Welę, wyrwali też zębiska z łba Poczwary. Ten łeb Swąt cisnął w Naw Piekła. Wbił się on w bagno, które od razu zapłonęło ogniem. Owo miejsce nazywa się Bagnem Wrzawy i do dziś płonie niedaleko Gór Ruchomych ziejących wiecznie płomieniami. Ogień z onych gór spływa do Pętlicy, czyniąc na tym obszarze Rzekę Rzek Czerwienicą.

Bóg Bogów pociągnął Światogora-Porusza, a raczej szkielet, jaki z niego pozostał, na Wierch i tam potężnym uderzeniem wbił go w Górę Gór – tak powstała Wierżba, zwana tak dlatego, że szkielet Porusza werżnął się w górę. Wierżba pokryła się listowiem od istu Swąta i porosła złotą korą. Tym sposobem zrodziło się nowe Drzewo Świata. Wurszajci Swąta-Swaistixa z jego kościoła w Truso w ziemicy pochodzącego z Istów ludu Brusów (Prusów) mówią, że Wierżbą jest ono zwane przede wszystkim z tego powodu, iż wieńczy wierzchołek świata. Stąd pochodzi ich zdaniem powszechny wśród Sławian i Istów obrządek wieńczenia zakończonej budowli Wiechą.

Na Wierżbie wsparło się Niebo Wysokie – Kopuła Weli. Swąt przebił ciało Światogora kołkiem-piką z Osicy, żeby się potwór już nigdy nie odrodził12.

Wołchwowie z Rosi prawią, że stąd się bierze miano Światogor jako przydomek Porusza, że właśnie w Świętą Górę został wbity albo w Górę Swąta. Także Kamień Kamieni Swatyr stąd ma miano, że ze Swątej Góry, z Wierchu Weli pochodzi.

Wierżba wyrasta tuż opodal zamyku-tweru Kłódź, przy Źródle Źródeł, kilka kroków od Modrego Banioru (Jeziora Jezior). Nogi, ręce i członek Światogora-Porusza zamieniły się w pięć korzeni, szyja i głowa w pień owej Wierżby, z włosów zaś powstały konary skierowane ku czterem stronom świata.

Gdy już Swąt znalazł się na Weli, zrobił też porządek z trzema walczącymi tutaj potworami. Ucapił ich wszystkich pod Wierchem i cisnął w Otchłań. Tam roztrzaskał łeb Ponicza o skałę nad Jeziorem Martwym, po czym zanurzył go w mętnych wodach. Łeb odpadł od cielska, a jezioro pokryło się od razu czarnym lodem i takie pozostaje do dziś. Żywiołowie rzucili się na ciało potwora i zaczęli je rozszarpywać. Bóg Bogów ukręcił łeb Pokłona-Jarzca, a Połoz, widząc to, rzucił się do panicznej ucieczki. Swąt pobieżał za nim i dognał go na Ziemi, w czarnogłowskich stepach13. Tu posługując się łbem Pokłona niczym maczugą, zatłukł Połoza na śmierć. Łeb mu odciął toporem, ale jadowite kolce otaczające głowę Połoza poodłamywały się same.

Z tych kolców według wołchwów burskich mają pochodzić widywane przez ludzi do dziś pośród bezkresnych stepów małoruskich straszliwe węże-połozy, pokazujące się w Auksztocie czarne czworonożne ginwojty czy wielkopolskie trusie. Kudiesnicy Antów, czyli Wędów Nadciemnomorskich mówią jednak, że postać połoza-węża-olbrzyma przybierają na jakiś czas młode Ażdahory, to znaczy dzieci Smoków i Żmijów (Ażdahów-Spętów).

Łeb Pokłona-Jarzca zwanego też Kręcicielem rzucił Bóg Bogów w Morze Białe, które pokryło się białym lodem i od tego czasu bez przerwy jest lodem w owym miejscu skute14.

Wędowie, którzy są znanymi żeglarzami i obsiedli brzegi zarówno Bołotyku i Morza Białego, jak Czarnego, a także w najdawniejszych czasach przepłynęli wiele innych mórz15, prawią, że dawniej morze było łagodne jak baranek, a stało się złośliwe i niebezpieczne przez Potwory, a także z tego powodu, że ludzie obrazili niegdyś rabunkiem jątarowych skarbów Pana Mórz – Wodo-Wełma i bezczeszczą nieustannie morze nadmiernymi odłowami ryb.

Słowo o śmierci Światogora-Porusza  według wołchwów z kapiszty Rodżany w Rodni16

Wołchwowie z Rodni, gdzie na Górze Rodu Rodów wznoszą się cztery boskie kumiry, a spod ofiarnego głazu tryska święte źródło zwane Rodiszczem i cieknie święty strumień Rodnik, w którym kąpiel po spełnieniu ofiary daje płodność każdej kobiecie i każdemu mężowi oraz zwierzy- nie, przekazują inną opowieść o śmierci Światogora.

Według nich to Mor, bóg Zarazy i Zagłady, odwiedził swego ojca Czarnogłowa, jako że był zwyczajnie zazdrosny o to, że jest ktoś, kto potrafi bardziej spustoszyć Ziemię niż on sam. Czarnogłów nie chciał mu pomóc i wręcz zakazał jakiegokolwiek działania przeciw Poruszowi. Mor jednak nie mógł ustąpić i poprosił swoją matkę Białobogę o pomoc. Białoboga, widząc możliwość wystąpienia przeciw mężowi, poradziła Morowi, by z pomocą innych bogów przeniósł Głaz Głazów z Weli i położył go na drodze Porusza-Światogora, obok zaś wykopał wielki dół, który by potwora pomieścił. Mor wspólnie z całym rodem Wiłów przeniósł głaz. Sam własnoręcznie wykopał wielki dół, a Lesza-Borana wyścieliła go miękkimi liśćmi. Kiedy nadszedł Światogor roztrącając góry i łamiąc skały, Mor wyruszył naprzeciw potwora. Zaprosił go w gości. Światogor zgodził się dopiero wtedy, kiedy usłyszał, że tajemniczy gospodarz ma łoże, z którego po przespanej nocy wstaje się stokrotnie silniejszym. Po posiłku złożonym z całego stada krów i stada owiec Światogor chciał udać na spoczynek w owym łożu. Wtedy Mor pokazał mu dół wyścielony liśćmi. Światogor wszedł do dołu i zasnął. Wtedy Mor i Wiłowie nakryli go Głazem Głazów. Ponieważ sen miał czujny, obudził się od razu i usiłował odwalić kamienną płytę, żeby się wydobyć, ale im bardziej się wysilał, tym bardziej zapadał się w głąb ziemi pod niespotykanym ciężarem głazu. Światogor wierzgał i rozbijał się pod ziemią tak strasznie, że zaczęła ona Pękać i rozchodzić się na boki. W tym czasie Sołowiej i Poskruda starli się pod Osicą i złamali ją, a Sklepienie Niebios zaczęło się osuwać na Trzygław. Wtedy zjawił się Bóg Bogów we własnej osobie i przystąpił do robienia porządków. Kazał Morowi odsunąć głaz. Kiedy powstała szczelina, Światogor po trzykroć uderzył w Mora swym oddechem, usiłując go zabić. Trujący oddech Światogora, który dla wszystkiego, co żywe, byłby zabójczy, wzmocnił tylko Mora swoją morderczą mocą. Tym sposobem Mor stał się jeszcze silniejszy, bowiem od tej chwili posiadł również zabójczy oddech i każde jego tchnienie sieje śmiertelną zarazę. Swąt złapał Światogora-Porusza za głowę i wyciągnął go z ziemi, po czym przeniósł na Welę i wbił go w Górę Gór, czyniąc zeń Drzewo Drzew – Wierszbę, zwaną też Wierchą.

Skąd się wzięli Przedstworze

Kiedy już Niebo Głębokie zostało ponownie wsparte na Gwóździe, a Niebo Wysokie, czyli Kopuła, oparło się na Drzewie Drzew – Wierżbie, Sklepienie Niebieskie umocowano zaś na wierzchołku Trzygławia, Żywiołowie i Mocarze rozerwali na strzępy cielska Potworów. Chociaż Potwory nie były nieśmiertelne, to jednak zostały ukształcone z materii wieczystej i stały się wieczne. Nie można ich było zabić. Swąt widząc rozległość swoich włości, mnogość rzeczy wtórych i trzecich, które powstały przez ciągłe mieszanie się ze sobą Rzeczy Pierwszych, przyzwolił Żywiołom i Mocarzom, by posiedli pomocników tak samo, jak Kaukowie-Dzięgle i Kirowie. W tym celu nakazał im Bóg Bogów złączyć się w pary i podrzeć ciała Potworów, przez co ulegną one przepotworzeniu. Następnie zaś każda para powinna stworzyć po cztery lub trzy jednakowe postacie z przepotworzonej materii. Kiedy to już będzie gotowe, obiecał tchnąć w nowe boskie stwory skrę swojego istu, by stały się uleglejsze, a ich przyrodzenie współgrało ze światem. Bogowie rwali parami ciała potworów i potem parami w różnych zakątkach przestworzy niebieskich kształcili z owych strzępów nowe postacie. Tak narodzili się Przedstworze, zwani tak z powodu swego narodzenia w przestworzach, stworzenia boskimi rękami, przepotworzenia i krwi potworów, jaką w sobie noszą. Przedstworze stali się pomocnikami Żywiołów i Mocarzy – prabogunami i praboginkami – najniższymi bytami boskimi, bogami poronnymi. Poronnymi, to jest nie poczętymi z ciała swych rodziców, ale ukształconymi ich rękami, z materii martwej, choć wieczystej. Stąd bogunowie i boginki nie są nieśmiertelni, ale są wieczni. Kiedy przydarzy im się śmierć, odradzają się w tej samej postaci, ale nie tej samej osobie i po pewnym, niezbędnym do samoodtworzenia czasie.

Najwięcej najbardziej tajemnych wiadomości o Przedstworzach i powstałych z nich później Stworzach-Stwórokach posiadają gromady kapłańskie Guślarzy, Koźlarzy, Kudiesników, Czarowników, Toblacek, Czarownic, istyjskich Cereuninek i Żegnotów oraz Zaklinaczy, Wraczy, Znachorów i Czarodziejów.

Światowit tak to urządził, że każdy z 88 żyjących już wtedy bogów Żywiołów i bogów Mocy posiadł trzech lub czterech pomocników. Przy czym cały ród jako jedność miał do pomocy 15 lub 16 bogunów. Jako że rody Żywiołów składały się z ojca, matki i trojga Żywiołów Mniejszych, otrzymali oni możliwość stworzenia 5×3 Przedstworzów. Rody Mocarzy-Mogtów, gdzie prócz ojca i matki jest zawsze tylko dwoje Mniejszych Mocarzy, miały możliwość stworzenia 4×4 Przedstworzów, Tym sposobem Swąt zrównał siły mocniejszych dotychczas Żywiołów z młodszymi i słabszymi Mocarzami,

Z ciała Pokłona powstało siedem rodzin Przedstworzów: trzy Chały ze skrzydeł wyrwanych rękami Dyja i Chorsiny, trzej Stuhacze z trzech szyj obciętych rękami Strzyboga i Stryi, trzej Latawce z trzech ogonów Kręciciela obciętych również przez Stryję i Strzyboga, trzy Wichory z korpusu rozdartego przez Pośwista i Bożeboga, trzy Bełty z wnętrzności poszarpanych przez Dyja i Pogwizda, cztery Mątwy z potężnych łap obciętych przez Mąda i Mokosz oraz cztery Liszki z serca, wątroby, Żołądka i śledziony, wyciętych rękami Licha i Dodoli17,

Z poszczegółnych kawałków pociętego długaśnego cielska Połoza powstały trzy Kraśniaki, cztery Ubożęta, cztery Żyry, cztery Dobrochoty, trzy Spory, trzy Radunice, trzy Kłobuki, trzy Skotniki i trzy Mruki-Mrugi18. Było to więc dziewięć rodzin prabogunów i praboginek.

Z rozerwanego ciała Porusza-Światogora, którego szkielet, członek i głowa z szyją zostały przez Swąta zamienione w Wierżbę, powstało jedenaście rodzin Przedstworzów złożonych w sumie z 36 prabogunów i praboginek. Były to: Brzeginie, Niziołki, Polewiki, Piędzimężyki, Przypołudnice (Oprzypołudnie), Obiłuchy, Wilce-Sjeny, Wiły, Bugaje, Leśnice i Laskowce19.

Z ciała Poczwary-Sołowieja stworzono siedem rodzin liczących 28 Przedstworzów -Łojmy, Czarcichy, Czarty, Krasawki, Porońce, Zwodnice i Cmunki20.

Z Pożary zrodziło się 46 prabogunów i praboginek należących do trzynastu rodzin. Były to: Płanetniki, Zmierzchnice, Switezie, Welesożary, Swiczki, Jaskry, Skierki, Świetliki, Swarki, Żary, Ognie, Ognice i Owinniki21. Z Pogroma-Rozpuka stworzono rękami boskimi 34 prabogunów i praboginek należących do dziesięciu rodzin – Dziennice, Nocnice, Obłoczyce, Chmurniki, Gradki, Grzmotniki, Plonki-Puki, Wieszczyce, Odmienice i Południce22.

Z lochy Poskrudy Żywiołowie i Mocarze ukształcili dwadzieścioro siedmioro prabogunów i praboginek w ośmiu rodzinach: Kąpielniki, Rusałki, Męcice, Utopce, Brodzice. Tooielice. Wodniki i Bagienniki23.

Z ciała Ponicza powstało dziewięć rodzin Przedstworzów zamienionych w późniejszym czasie w Stworze, jak i wszyscy inni Przedstworze. Razem było ich na początku 36 prabogunów i praboginek. Były to Mary, Dusioły, Jagi Jędze, Upierzyce, Podrożniki (Poputniki), Mamuny, Lel- ki, Nawki i Popielnice24.

Z ciała dziewiątego Potwora Poczara powstało aż czternaście rodzin Przedstworzów, czyli 56 prabogunów i praboginek – Rodzanice, Rożańce (Rodki), Narecznice, Babajagi (Bobaki, Boby), Dziwożony, Bylice, Sądzenice, Prawki, Skarbki, Skrzęty, Skrybki, Chochołdy, Wojki (Dzicy Męże) i Szczekotuny25.

Wiadomości o ich wyglądzie znajdują się w kolejnych tajach. Tu należy jeszcze tylko zaznaczyć, że prabogunowie i praboginki rodzili się przez trzy dni i trzy noce welańskie w różnych okolicach Głębi, Ziemi, Weli, Nieba Dalekiego, Wysokiego i Niskiego.

W trakcie Wojny o Krąg Przedstworze zostali ustokrotnieni i pomniejszeni do rozmiarów porównywalnych z ludzkimi, dopiero te postacie zwane są Stworzami albo Stwórokami. Starsi Stworze, czyli 312 prabogunów i praboginek, którzy zrodzili się z Potworów na samym początku, prawie nigdy nie pokazują się ludziom i są zajęci bardzo mocno opieką nad poszczególnymi dniami roku.

Zakończenie Wojny o Bułę – nadanie bogom Taj przez Swąta

Kiedy już poćwiartowano Potwory, a z ich ciał narodzili się Przedstworze, Bóg Bogów nakazał Żywiołom, Mocarzom i wszystkim ich dzieciom przywrócenie we wszy m świecie takiego ładu, jaki był przed bitwami. Nie dało się tego uczynić do końca, ponieważ wiele rzeczy, które były na początku, zniknęło ze świata. Bogowie rzucili się do pracy pamiętając, jaki los spotkał nieposłusznych pierworodnych synów Swąta. Bóg Bogów nakazał im ze wszystkiego niepotrzebnego zrobić wielkie ognisko na Równi pod Skałą Gromu, a po wykonaniu zadania zebrać się przy tym ogniu. Mogtowie i Żywiołowie ułożyli na nowo Niebiosa złączywszy je nową Drogą Straszów na podobieństwo pierwotnej Ptasiej Drogi.

Tym sposobem przywrócono nowy ład niebiański z Gwózdem jako głównym miejscem Nieba, wokół którego do dziś kręcą się Woły niebieskie, Koń niebieski i niebieski Niedźwiedź, Kwoka z Pisklętami i ocaleli z pogromu Kosiarze. Niebo zostało bez Ślepca i Kostuchy, z jedyną Gwiazdą Welesową, bez Welesowych Kłosów i Łąki. Złożono je na powrót z czterech Niebiosów: Niskiego, Wysokiego, Głębokiego i Dalekiego. Powstało teraz jednak już tylko w siedmiu barwach ułożonych przez Zorzę – Jutrę. Niektórzy prawią więc o Siedmiu Niebach z powodu owych siedmiu maści niebiańskich.

Urządzono także nowy ład na Ziemi, którego kształt możemy do dzisiaj podziwiać. Na całej Ziemi było teraz siedem pasm gór. Na wschodzie uchowały się Góry Kauków poświęcone Czarnogłowowi, a w nich Trzygław, na którym spoczywa Sklepienie. Na zachodzie druga część owych gór zwanych Białymi, jako że poświęcone są Białobodze. Ze środka, onych dawniejszych rozległych Gór Kauków zrujnowanych przez Światogora-Porusza, zachowały się Góry Chorsa, nazywane potem Charwatami, Górami Krakowskimi lub Karpatami i Góry Sądzy-Osudy, zwane później Górami Sarmackimi albo Sudetami. Poza tym zostały Góry Łyska (Łysogóry), Góry Rod a (Rodopy) i Góry Sima (Siemana Ryle). Niektóre kątyny dodają Ósmą górę – Rawską, czyli Zerywańską, zwaną nieraz Ryfejską, gdzie miała się mieścić Koliba Zerywanów.

W nowym porządku płynęło przez Ziemię siedem wielkich rzek: Wołga-Rwa, Dunaj-Isty, Dunaper-Dnieprz, Dunaster-Dniestrz, Dziwna-Dźwina, Wiskła-Wądal i Odra- Gdera. I tu chrominy zachodnie dodają rzekę Łabę, czyli Białoboską.

Było też na niej siedem znacznych jezior, które niekoniecznie były wielkie, lecz bardzo ważne. Te jeziora to Jezioro Białe, Jezioro Czarne, Jezioro Ładów, Jezioro Cudów, Bołotoń, Jezioro Body i Jezioro Mokoszy.

Oblewało zaś Ziemię ze wszech stron siedem mórz: Morze Białe, Morze Wądy (Bołotyckie zwane też Bałatyrem lub Morzem Głoznowym), Morze Czarne, Morze Mora, Morze Mąda, zwane też Morzem Mazów oraz Wielkie Morze Południowe i Morze Północne.

Z tej pracy bogów powstała też Wela w dzisiejszym kształcie z jej siedmioma górami, siedmioma rzekami rozlanymi z jednej Rzeki Rzek – Pełnicy, z Wierchem i wieńczącą go Wierżbą, z siedmioma łąkami, siedmioma jeziorami, siedmioma czarnymi źródłami i siedmioma białymi studniami żywej wody27.

Kiedy już bogowie skończyli przywracanie ładu, zapalili ogień na Równi Welańskiej pod Skałą Gromu, skąd rozchodzą się Góry Ogromne i dzielą na Pasmo Białoboskie i Czarnogłowskie. Tu zasiedli w kręgu przy ognisku. wtedy przybył Swąt z Dzięglami-Kaukami oraz z Kirami-Godami w otoczeniu ich pomocników Ażdahów i Światłogońców.

Bóg Bogów dokonał podziału Niw między Żywiołów i Mocarzy zarówno na Weli i Ziemi, jak i na Niebie, i każdemu przydzielił pracę niezbędną, którą od tej pory miał wykonywać, aby nowy ład utrwalił się na wieczność. Tchnął też swój ist we wszystkich zgromadzonych przy ogniu bogunów i boginki. Każdej rzeczy dał znak tajemny – Taję, i każdemu z bogów taką samą Taję kutą w złocie, by nigdy nie pomylili, co do kogo należy. Dał im też piękne tyny – dwory na ich Niwach. Ostrzegł ich, że jeśli zmuszą go, by po raz kolejny opuścił Kłódź odrywając się od stwarzania, żeby ratować świat i ich samych od zagłady, nie będzie już tak wyrozumiały jak tym razem i surowo ukarze winnych. Nakazał im za każdym razem w sprawach grożących ładowi świata zbierać się przy tym ogniu i rozważać pospołu sposoby zaradzenia trudnościom. Zakazał toczenia walk, dopóki nie podejmie się w gromadnej radzie próby zażegnania sporu. Sędziami ustanowił Peruna z Żywiołów i Prowego z Mocarzy-Mogtów. Nakazał również, by każda rzecz stworzona ich rękami na Weli lub Niebie kropiona była Wodą Mora, czyli śmiertelną wodą, która zapewni, że nie powtórzy się im taka przygoda, jaka miała miejsce z Potworami. Kto by tego nakazu nie przestrzegał, ten narazi się na jego, Swątowy gniew.

Tak to po wielkiej wojnie i licznych bitwach dokonał się Trzeci Dział i Trzecie Dzieło Boga Bogów zostało ukończone. Wszech Świat, podzielony uprzednio między Dzięgli i Kirów, został teraz podzielony także między Żywiołów i Mocarzy.

Bóg Bogów otoczył Kłódź na Górze Gór – Wierchu warownymi murami. W ich obrębie znalazło się Drzewo Drzew – Wierżba, Źródło Źródeł, Jezioro Jezior – Modry Banior, Skała Skał, Głaz Głazów i Kamień Kamieni – Swatyr28. Tam się udał i po ciężkiej pracy usiadł na Głazie Głazów. Tak Kłódź stała się jego warownią i twierdzą.

Zakopanie Taj

Kaukowie-Dzięgle z Ażdahami i Kirowie-Godowie z Kuniczami udali się do swoich trzemów i tumów. Żywiołowie i Mocarze zostali przy Ognisku Ognisk, oglądając swoje nowe nabytki. Zapoznawszy się z Tajami, postanowiono złożyć je wszystkie w jednym miejscu i zakopać, by nikt nigdy nie mógł zawładnąć tajemnicą rządzenia niwami bogów i naznaczonymi im rzeczami. Sim ze Skalnikiem ukopali wielki kawał górskiego kryształu, który kryje i zamyka w swym wnętrzu każdą rzecz nie tylko przed wzrokiem. Swarog wykuł z niego kolejną skrzynię i piękne okucia do niej, Perun kłódę z żelaza, Perunic zaś z Makoszem klucz. Mokosza dała srebrne śnitki-nieci ze swej łąki uplecione przez pająki Złebytki. Wpleciono je w pokrywę skrzyni. Były to nieci złego bytu, które każdemu, kto tknąłby skrytkę, przyniosłyby samo zło. Zadanie zakopania skrzącej się blaskiem skrzyni w niedostępnym, nieznanym miejscu postanowiono powierzyć Przeplątowi i uczynić go Strażnikiem Tajemnicy. Nikt bowiem jak on nie potrafił splątywać śladów i zwodzić ciekawych.

Tak też się stało. Klucz zawiesił sobie Przepląt na szyi; miał się on stać jego czertą – zastępczym, wtórym znakiem.

Ogień wygasł i bogowie, zakopawszy wieczny żar w miejscu pierwszego zboru, rozeszli się do swoich tynów. Trzeci Dział się dopełnił.

Wołchwowie z Rodni utrzymują, że od tamtej pory na każdy boski zbór, który sobie Żywiołowie z Mocami wyznaczają w jakim bądź miejscu na Ziemi, Weli lub Niebie, bierze się żar z owego Ogniska Ognisk, miejsca pierwszego zboru, który się odbył na Równi Welańskiej u stóp Skały Gromu.

Postępują tak, by wypełniać wolę Swąta. Stąd też ludzie za przykładem kapłanów na pamiątkę owego wydarzenia w wielkie święta palą ognie zwane gromadnymi albo grumatkami, urządzając swoje ludzkie sobary29 i zbory. Zbory takie zwą też zgromadzeniami. Także kapłani różnych kościołów, kątyn, kapiszt i chromów tworzą zamknięte zbory zwane gromadami, które strzegą pilnie swoich tajemnic.

—-

Przypisy

1 Kapiszta w Rosi pod Biełogorodem w ziemicy Rosów była jedną z czterech wielkich świątyń bogini Roszy.

Ziemica Rosów, rozłożona w dorzeczu dunaju Roś, stała się zalążkiem historycznego państwa Rusów. Około I wieku n.e. dostała się pod panowanie Sarmatów. Swoje siedziby miało tutaj wtedy plemię Roksolanówa. Grupy bojowe tego plemienia składały się także ze słowiańskich, ruskich wojowników. Słowianie wchodzili od zarania swych dziejów w liczne związki z ludami tursko-irańskimi. Posiadają wiele wspólnych z Irańczykami nazw w obszarze słownictwa religijnego i nie tylko, jak również wiele pokrewnych mitówb. Udokumentowane są sojusze Słowian ze Scytami w VI wieku p.n.e.c, jak i z Sarmatami około I-II w n.e.d, czy w III-IV wieku z Hunamie. Wspólnie z Awarami opanowali w VI wieku południową i środkowo-zachodnią Europę, a wreszcie z turskimi Bułgarami, którzy zostali zasymilowani przez Słowian Naddunajskichf. współżyli przez 200 lat we wspólnym państwie historycznym. W IV-V wieku nad Rosią miało swe siedziby plemię zarówno słowiańskich Rosów, jak i alańskich Rosomonów. Niektórzy badacze twierdzą, że zarówno Roksolanie, jak i Rosomoni byli czysto słowiańskiego pochodzenia. Od tych plemion pochodzi miano rozciągnięte na całą późniejszą Ruś. W tym czasie w widłach Rosi, Dniepru i Teterewu istniało królestwo Rosów związane z władztwem Attyli. Późniejszemu rozszerzeniu tej nazwy sprzyjało kilka okoliczności. Po pierwsze fakt przejęcia jej i rozpowszechnienia na północy i zachodzie Europy przez drużyny wojenno-kupieckiego bractwa normańskich Waregów, którzy zajmowali się handlem na Wołdze w IX wieku (zaczęto ich wtedy nazywać pośród Germanów Rossmenami albo Rossokarlami – członkami Bractwa Żeglarzy)g. Drugim czynnikiem sprzyjającym było ulokowanie centrum państwa Rurykowiczów w Kijowie, czyli ziemicy Rosów, Rosomonów, a wcześniej Roksolanów. Po trzecie w okresie późniejszym, gdy Słowenowie znad Ilmenia ustanowili swoim władcą Ruryka z Rossokarlów, książęce drużyny zbrojne, stanowiące władzę Rurykowiczów wśród plemion północno-wschodnich Słowian, nazywano Rusami.

Rusowie nigdy nie nazywali Normanów inaczej niż Warjagami. Z kolei Nordowie nazywali Ruś zawsze Ostrogardemh.

Rosowie wywodzili się z ludu Budynów, a ich pierwszym władcą był Rus. Według podania wszyscy oni zrodzili się z krwi bogini Rossy, której synem był także Rusłan (Urusłan)i.

Druga ważna kapiszta Roszy-Sporzycy znajdowała się w ziemicy Istów, nad rzeką Wilją na wzgórzu Rossaj. Trzecie sanktuarium z Kopcem Roszy mieściło się w Charwacji Nadwiślańskiej – to dzisiejszy Rosiejów. Czwarta kapiszta leżała najpewniej w Roztoku w ziemicy Obodrzyców, nad rzeką Warnową (dzisiaj niemiecki Rostock).

a Według zapisów Ptolemeusza.

b Patrz: M. Składankowa Mitologia Iranu.

c Potwierdza to Herodot pisząc o wspólnej ich walce przeciw perskiemu królowi Dariuszowi [SSS – Scytia t. V, str. 101-122].

d Jedna z hipotez naukowych zakłada nawet istnienie wielkiego słowiańsko-alańskiego państwa plemiennego [SSS t. V. str. 5672].

e Znane są huńskie groby książęce zachowane na terenie Polski i szereg znalezisk archeologicznych, które wskazują na pokojowe współżycie Hunów ze Słowianami. Słowianie jednakże podlegali Hunom, którzy zdobyli przemocą ziemice Lęgów (Śląsk, zachodnią Małopolskę, Wielkopolskę aż po Kujawy), a inne stały się krajami wasalnymi Attyli. Słowianie występowali później zbrojnie u boku Hunów [patrz też W. Hensel Polska starożytna, str. 574-581].

f Współdziałanie części plemion wschodnich z Awarami, liczne sojusze np. Bułgarów, ale i zdrady (także np. Bułgarów), również opór morawsko-łużyckiego kraju Samona, rozbicie Awarów w Panonii przez Słowian – to epizody składające się na skomplikowane stosunki między Słowianami i Awarami. Nie ulega jednak wątpliwości, że fala słowiańska zalewająca południową Europę posuwała się najpierw wspólnie z Hunami, a potem z Awarami. Potwierdzają to liczne źródła kronikarskie z obszaru zwłaszcza Bizancjum, ale także np. bawarskie czy gockie. Jordanes na przykład pisze, że po zabiciu króla Antów (Wątów Nadczarnomorskich) Bozy przez króla gockiego Winitara (syna Hermanryka) Hunowie ruszyli na nich całą potęgą i pokonali ich, przepędzając z kraju nad Dunajem. Podobnych wzmianek jest wiele, np. w Powieści dorocznej, u Konstantyna Porfirogenety, Prokopa z Cezarei i innych [patrz SSS t. VII. str. 386-390].

g Kupcy i żeglarze normańscy (Waregowie) wchodzili w liczne kontakty ze Słowianami, przeważnie pokojowe. Stykali się z plemionami wywodzącymi się z bałtyjskiego ludu Istów oraz z potomkami Burów i Budynów – głównie Krywiczami, Wiatyczami, Rosami i Rosomonami – o pochodzeniu mieszanym alańsko-słowiańskim. W tym czasie w ich ojczyźnie skandynawskiej zaczęto ich nazywać Rosokarlami, podczas gdy Rusowie zawsze zwali ich Warjagami. Wniosek o wareskim pochodzeniu nazwy Ruś nie ma większego uprawnienia niż wniosek o rodzimym pochodzeniu tej nazwy od plemienia Rosów. Przypisywanie takiego rodowodu nazwie Rusi jest wyrazem megalomanii Zachodu. Trwa w nauce spór, który nie będzie miał chyba końca. Kompromisowe propozycje tłumaczą pochodzenie nazwy zbiegiem okoliczności, na który i my w przypisie do tej tai wskazujemy [patrz także PP].

h Patrz SSS np. t. V, str. 226 – Sklaweni (0strogard), hasła Ruś Rurykowicze, Waregowie – w innych tomach lub MSKDS.

i Rusłan jest wspólnym słowiańsko-irańskim bohaterem licznych podań o wątkach wyraźnie mitologicznych. [patrz: Taja Jedenasta przypis: Rosza, M. Składankowa Mitologia Iranu, str. 170-203].

j Dzisiaj znajduje się na tym wzgórzu wileński cmentarz.

2 Lud Burów jest jednym z siedmiu wielkich ludów Sławian lub, jak kto woli, ośmiu ludów sławsko-istyjskich, wywodzącym się podobnie jak pozostałe wprost od Zerywanów. Był to odłam Sławian najbardziej wysunięty na północny wschód. Od wschodu otaczały Burów ludy turańskie i irańskie. Obcy kronikarze starożytni nazywali ich Czarnosiermiężnymia. Wędrowali oni z Koliby tak jak wszyscy potomkowie Zerywanów. Osiedli nad Wołgą i Oką, Później przesunęli się także nad Berezynę. Od południowego zachodu sąsiadowali z Budynami, od zachodu z Istami, od północy z Fennami (Finami), Około I wieku n.e. duży odłam Burów przemieścił się w okolicę źródeł Wisły i Odry, na Śląskb. Tu zostali włączeni do wielkoplemiennego królestwa Lęgów, Utrzymywali żywe stosunki gospodarcze z naddunajskimi prowincjami Rzymu, dla których podobnie jak Charwacja Nadwiślańska stanowili zaplecze gospodarcze – hutnicze, górnicze, produkcji ceramicznej. Później zostali pobici przez wędrujących od północy Germanów i zmieszali się z nimi. W zbrojnych mieszanych słowiańsko-germańskich grupach wyruszyli na południe, atakując cesarstwo rzymskie w czasie wojen markomańskich. Marek Aureliusz zawarł z nimi przymierze. Wymienia ich w swoich relacjach Ptolemeusz. Główna część owego plemienia – poza wojownikami – pozostała na Śląsku. W VI wieku pod wodzą króla Wiatka powrócili do rodzinnych ziemic nad Oką i Donem. Wiatka pochodził z królewskiego rodu wędzkiego Wędtyczówc. Burowie śląscy uczynili go swoim władcą. Koronowanie władcy obcego pochodzenia było często praktykowane wśród Sławian. Jest wiele przykładów takiego postępowania, poczynając od Białochorwacji, gdzie królową uczyniono Wandę z rodu wędzkiego, przez Czechów, którzy w VI wieku wybrali na władcę Samona z plemienia Frankówd, Rusów, którym królował wareski Ruryk, aż po elekcyjnych królów historycznej Polski. Od imienia Wiatki okoliczni nadwołżańscy Burowie nazwali powracające plemię Wiatyczami.

Kołodun Jure z Uroczyska Biełyje Bogi był zwierzchnikiem wielkiej kapłańskiej gromady kołodunów. Kołoduni posiadali całą tajemną wiedzę na temat wody – jej pochodzenia, związków z Podziemiem i Niebem, źródeł świętych, boskich korzeni rzek, jezior i mórz. Potrafili wróżyć przyszłość z toni wodnej lub pojedynczych kropel, leczyć wyłącznie przy pomocy różnych rodzajów wód ze świętych źródeł wody wrzącej lub zamarzniętej. Znali w szczegółach cały rytuał związany z oczyszczającym działaniem wody i obmywaniem, które to czynności powiązane były z porami roku, przesileniami itp. Ślady tych obrzędów zachowały się w licznych opisach kronikarzy i praktykach świątecznych aż do XX wieku. Kołoduni umieli sprowadzać deszcz i powstrzymywać wylewy rzek. Znając odpowiednie miana, czerty, gramoty i taje, potrafili zakląć morze, by się wzburzyło, albo w środku lata zestalić jego powierzchnię w lód. Litwini przy pomocy kołoduna z Białoziera przeprawili się latem z całą armią przez Zatokę Ryską na Ozylię. Stare kroniki mówią wiele o tajemnej umiejętności przechowywania pokarmów w stanie świeżości przez Sławów białozierskich i Istów-Litwinów znad Dźwiny. Potrafili też oni przez kilka miesięcy przechowywać zwłoki zmarłego do czasu nadejścia właściwej daty ich pochówku. Zaklęcia kołoduńskie wypowiadano poruszając się ruchem kolistym w stronę przeciwną kierunkowi słońca. Przy pomocy kolistych tanów, czyli rytualnego tańca w zaklętym kole-kręgu (praktyki magicznej imitującej boski Krąg i Zbór, znanej i stosowanej powszechnie wśród wszystkich Sławian), kołoduni wprawiali się w wieszcze uniesienie. Surowe samotnicze zasady przestrzegane w Uroczysku Biełyje Bogi, będącym zborem gromady kołodunów całej Słowiańszczyzny, zabraniały im rozmów przez większą część roku, i korzystania z czyjejkolwiek pomocy. Nakazywały natomiast dokonywanie licznych oczyszczających kąpieli i obmywań. Zabraniały im również strzyżenia włosów, zwłaszcza w miejscu ich kolistego rozchodzenia się na czubku głowy, gdzie rodziła się osobista moc czarowna i zarazem wnikała w osobę cała magiczna moc wszego świata. Stąd wzięły się właśnie późniejsze wierzenia w zaklętą siłę i szaleństwo związane z powstałym z włosów na głowie kołtunem oraz posądzenia o zadawanie kołtuna czaramif. Ścięte włosy były traktowane jak część duszy i pilnie strzeżone przed obcymi, zbierane w woreczki albo zakopywane pod kamieniami z zachowaniem obrzędug.

Jur z Białoziera, usłyszawszy głos Białobogi, wyruszył na południowy zachód, by zbudować gród, który jej będzie poświęcony. Zbudował go własnymi rękami. Zwano go Grodem Jura albo Białym Grodemh. Blisko tego miejsca wybudowano potem późniejszą stolicę ziemicy Słowaków – Bratysławę.

a Hekataios i Herodot wymieniają ich nazywając Melanchlajnami – Czarnosiermiężnymi [patrz PP t. l, str. I 14].

b Być może znaleźli się oni nad Wisłą i Odrą dowodzeni przez Sarmatów, którym wcześniej podlegali. Nie wiadomo, czy nie był to jednak element wspólnej akcji zaprowadzania sarmackiego (słowiańsko-alańskiego) zwierzchnictwa nad ziemicami Sarmacji Europejskiej aż po linię Odry.

c O Wiatce pisze Powieść doroczna, widząc w nim założyciela plemienia Wiatyczów wywodzącego się z Lachów (Lęgów).

d Wielu uczonych uważa, że Samon był Chorwatem, a nie Frankiem. Byłby to więc władca słowiański pierwszego wielkiego państwa Morawy. Być może to jest właśnie okres świetności dynastii Swewładyczów, gdyż Morawa Samona objęła także Serbię Nadłabską (Łużycką), Karantanię i Słowian Panońskich oraz Chorwatów. Możliwe, że dalej na południowym wschodzie weszli w jej skład także Serbowie z Belgradu i Raszki [patrz SSS t. V, str. 39].

e Jur z Biełych Bogów jest postacią mityczną [patrz SSS t. V, str. 492].

f Patrz: MSiP; SLLB; M. Cetwiński i M. Derwich Herby, legendy, dawne mity; KLS i inne].

g O rozpowszechnionym wśród Słowian z Pomorza, Gór Karpackich i Rusi zwyczaju obrzędowego zakopywania włosów i innych magicznych praktykach dotyczących włosów pisze J. G. Frazer, Złota gałąź, str. 213-214. Zwyczaj ten był według niego także rozpowszechniony wśród germańskich Sasów, którzy, jak wiadomo, zajęli ziemie Drzewian-Durzywian (Durzyńców) na Załabiu.

h Chodzi o gród Svaty Jur w pobliżu Bratysławy [patrz SSS t. V, str. 492].

3 Kurowie są uważani za rdzennych mieszkańców ziemicy Kurzeme. Jednak ziemie te zajmowali także Wędowie, którzy zostali wchłonięci przez osiadłych tu i wciąż wypierających ich Istów, Także Wędowie-Sysłowie (Węsowie) podbijali ziemice północno-wschodnie aż po Jezioro Białe. Obok nich osiedlali się tutaj zdobywczy Wądletowie, których miano przejęli w końcu Oksztowie-Auksztotowie, nazywając swój kraj Litwą (Letuva), a także Łotygołowie – Letgale. Bez wątpienia na tym terenie przewagę ludnościową mieli jednak Istowie, którzy w końcu wchłonęli wszystkie inne ludy i plemiona. Ślady sławskich z pochodzenia Wędywarów przetrwały do dzisiaj w ziemicy Kurzeme w nazwach miejscowych i rzecznych.

Chrom w Apuolu był świątynią Gabii i Gabisa – istyjskich (później litewskich) odpowiedników Swary i Swaroga lub Paniksa (późniejszy pruski odpowiednik Swaroga). Apuole (Opole), znane w średniowieczu jako Apulia, było grodem o rodowodzie sięgającym I wieku, co potwierdzają badania archeologiczne. W roku 854 zostało zdobyte i zniszczone przez szwedzkich Wikingów króla Olafa (czyli Waregów). Odbudowane ponownie, jest dzisiaj niewielką osadą w Kuroniia.

a Patrz np.. SLLB str. 199 albo SSS - Apuole i inne hasła związane z Kurzeme, Łotwą i Prusami.

4 Dziewięć Ognisk, przy których rozsiadło się po Dziewięciu Bogów to nieprzypadkowa liczba, bowiem czerta ,,9″ jest w Tajemnym Trebniku związana z Zaświatami i we wszystkich tekstach występuje jako symbol śmierci (9 śledzion Sowiego, 9 drzwi z komory Polela, dziewięciu Ciemnych Bogów Podziemnych itp.). W tym przypadku mamy do czynienia ze zdwojeniem tego symbolu, co przepowiada wielkie zniszczenie, nagromadzenie śmierci i olbrzymi zamęt, jaki wyniknie z działań podjętych przez bogów Żywiołów i Mocy. 9×9 daje 81 bogów siedzących przy Ogniskach. 8+ 1 to trzecia dziewiątka – trzeci okres Stwarzania Świata przez Swąta, który zakończył się Trzecim Działem, ale także potrójne ostrzeżenie przed nieuchronną zagładą. Jak wiadomo, wszystkich Żywiołów i Mocy jest 88 – jeśli nie liczyć Swątlnicy-Strzęśli (Jemioły-Imieli), przepadłej w Kłódzi według jednych podań, a zaklętej w płonną gałąź Wierżby lub w Bodre Światło – Bożą Krówkę (Biedronkę), a potem strąconej z Niebios i wykreślonej z poczetu bogów, według innych wersji mitu. O losach Swątlnicy mówi zarówno mit (baj) związany z zerwaniem płonnej gałęzi przez Diwa-Ładziwa, jak i mit o Dzikich Łowach oraz walce Łada-Kolady z Welesem czy mit o oślepieniu Bożdnica-Bodnyjaka. Ani cyfra 88, będąca wszak czertą zastępującą taję „S” (88 składa się z czterech zwróconych do siebie i przeplecionych liter „S”), ani liczba pozostałych poza Ogniskami siedmiu bogów również nie są przypadkowe i obojętne. Szczęśliwa według wszelkich trebników siódemka składa się bowiem ze wszystkich uznawanych za wyjątkowo przychylnych ludziom bogów, a właściwie z samych bóstw żeńskich. Są to boginie: Krasatina, Boda, Warza-Cica, Żywia-Siwa, Radorada, Ruda-Ródź i Rada-Zboża. Wszystkie one są boginiami-Dziećmi Wielkich Żywiołów i Mocy. Sześć z nich (z wyjątkiem Rady-Zboży) to córki Mocy. Ta czerta, ,,6″, jest z kolei odwrotnością ,,9″, symbolem życia. Zwraca również uwagę występowanie w owym zestawie siedmiu szczęśliwych Trójcy Radzic (Radorada, Ruda-Ródź i RadaZboża) związanych z obrzędem narodzin ludzkich.

W tajach tłumaczy się ową nieobecność Siedmiu Bogiń na dwa sposoby. Według pierwszego tłumaczenia, tych siedmiu jeszcze nie było wtedy na świecie, co stoi w pewnej sprzeczności z poprzednimi tajami. Drugie mówi, że nie chciały one po prostu brać udziału w przygotowaniach do uśmiercenia Świata.

Wiedza na temat czert zawarta jest w Wielkim Trebniku Tajemnyma, a także częściowo w Tai Siódmej.

a Tajemny Trebnik lub inaczej Wielki Trebnik (zwany także Wielkim Trebnikiem Tajemnym) jest księgą obrzędową dostępną wtajemniczonym członkom Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata oraz wyznawcom wiary przyrody. Rodowód tego trebnika sięga czasów Powieści dorocznej (X w.) i sekt bogomilców oraz chłystów, uznanych za heretyków przez Kościół chrześcijański z powodu ich praktyk magicznych i nawiązywania do wiary przyrodzonej, czyli pogaństwa. Księga gołubia jest przechowanym w odpisach fragmentem tekstów trebnika. Trebnik miał zaginąć w XV wieku, ale wtajemniczeni twierdzą, że został współcześnie odtworzony i daje wykładnię wszystkich tajemnych sensów zawartych w symbolach i mitach Słowian oraz w całym systemie religii przyrody. Główny ośrodek kultu Światowita (Boga Bogów – Tao) ma się znajdować w Krakowie. Przedstawiony powyżej wywód został zaczerpnięty z Tajemnego Trebnika wiary przyrodzonej.

5 Pogroma nazywano różnymi zastępczymi mianami, podobnie jak wszystkie byty niebiańskie, po to, by nie wymawiać jego imienia właściwego. Tak jak inne Potwory był znany pod tymi mianami w różnych stronach ziemicy Słowian oraz Istów. Stąd pochodzą jego nazwania, takie jak Rozpuk, Pęk oraz przechowane przez Istów-Łotygołów – Pukis.

Zachowane zapisy świętych ksiąg wiary przyrody Łotygoły pozwalają dokładnie prześledzić, w jaki sposób przebiegał proces przepotworzenia Potworów i stworzenia Stworzów (Przedstworzów) z ich ciał, bowiem kapłańska gromada Wejunasów przechowała wśród Letgalów dokładny obraz Pukisa (znanego i dziś łotewskiemu folklorowi) jako wrogiego ludziom ognistego, latającego smoka-olbrzyma, zamieszkującego jednocześnie wody. Pukis przebywał zarówno w powietrzu, jak i w głębinach mórz i jezior. Z łotewskiej mitologii, Dzismy, znane są jednocześnie późniejsze duchy pomocnicze – bogunowie, powstali z ciała Pukisa Pukowie oraz żeńskie Pukieny. Ci Stworze (boginki i bogunowie) występujący pod postacią latającego ognia dostarczali gospodarzom bogactw, znosząc pożytki z całej okolicy. Pod wpływem chrześcijaństwa dołączono tu wątek o zaprzedaniu duszy diabłu w zamian za ich usługi oraz o tym, że sporzenie pożytku przez owe duchy odbywa się na zasadzie kradzieży. Na przykładzie wspólnego Słowianom i Istom Pukisa-Rozpuka-Pogroma, mitycznej postaci z rodu Potworów, można zaobserwować, jak przebiegała chrystianizacja, proces odrywania ludu od dawnej wiary i proces degradacji dawnych bóstw. Na tej podstawie w połączeniu z podobnymi sytuacjami dotyczącymi innych pokrewnych postaci (np. Puruszy) daje się odtworzyć w pewnym istotnym fragmencie ów mit o przemianie Potworów dokonanej rękami bogów w Stworze. Puki i Pukieny powstałe z Pukisa odpowiadają dokładnie słowiańskim Plunkom-Plonkom (Płonkom) powstałym z tegoż samego Pękaa.

a Patrz MSiP, SLLB.

6 Słowo pomian jest starym słowiańskim wyrazem oznaczającym echo, widmo-poświatę i pogłos. Było ono używane na określenie zjawiska echa, zanim erudyci odkryli pochodzącą od Hellenów boginię Echo. Pomian Postracha, Potwora Potworów jest widmem-poświatą i pogłosem-echem potwora Postracha, w jakiego zmienił się Swąt, gdy go napadli zbuntowani Zniczowie. Wtedy to okropny strach powalił buntowników i sprawił, że przegrali. Swąt wrócił do swojej postaci, ale widmo-poświata-pogłos (pomian) Postracha pozostało i rozpostarło się po wszym świecie.

Patrz: Taja Trzecia.

7 Gród Kija – Chodzi tu o Kijów naddnieprzański, a nie o Kijowiec naddunajski.

Twierdzenia mików połabskich – patrz Taja Czwarta.

8 Niebo składało się jako całość z Czterech Nieb sklepionych, każde zaś Niebo Sklepione zostało sklepane, tj. złączone, z Niebiosów różnej barwy. Potwory w pojedynku pożerały kawałki Nieba Dalekiego, Głębokiego, Wysokiego i Niskiego (Powłoki, Głębi, Kopuły i Sklepienia). W rezultacie w owych czterech Niebach zachowały się calizny niebieskie w siedmiu barwach. Niektórzy twierdzą w związku z tym, że istnieje siedem Nieb, a właściwie Niebios. Jest to pogląd równoprawny.

9 Chodzi tu o podania Łużyczan i Serbów Łużyckich z Lipska nad Sporawą-Sprewą i z Kopanicy, która była grodem położonym w miejscu, gdzie dzisiaj leży Berlin. Lipsk nazywa się obecnie Leipzig, zaś Kopanica jest dzielnicą Berlina i nosi nazwę Koepenick. Są to stosunkowo późne podania pochodzące z kątyn Chorsiny (Krosiny) w Lipsku i Dabogi w Kopanicy. Jedno z nich ma korzenie serbskie, drugie przechowano wśród Łużyczan.

10 Jak widać, istnieją dwie wersje wydarzeń związanych z odgryzieniem lewego ramienia Prawicowi oraz uderzeniem i spękaniem Czstnoty. Według mików Łużyczan Prawic i Czstnota ruszyli na ratunek Chorsinie i Pogrom był sprawcą ich okaleczenia. Według innych kącin to Ponicz w trakcie Bitwy o Welę zaatakował i uszkodził zbyt odważnego Prawica i stającą w jego obronie matkęa.

a Patrz wyżej w tej Tai.

11 Znajdują tutaj odbicie cztery okresy Księżyca: Chors – pełny, Chorsawa – sierp, Chorsina – nów oraz Księżyc, który później został przepołowiony przez Perunica -półksiężyc. Inne wersje mówią, że Chorsowie pozostali na Weli, poza jedynym Księżycem, który w swojej srebrnej łodzi jest widziany nocą na Ziemi jako łowca.

12 Do dzisiaj praktykuje się obrządek przebijania osinowym kołkiem tych ciał zmarłych, które nawiedzone przez Zdusza wychodzą z grobu, by nękać żyjących lub wcielić się w któregoś z nich. Kołek z Ósicy użyty po raz pierwszy przez Swąta okazał się najskuteczniejszym narzędziem unieruchamiającym potwory. Sztukę posługiwania się owym kołkiem w celach czarownych, a także różnymi innymi rodzajami kołków i narzędzi, gdy chce się unieruchomić w grobie potwora albo zapobiec uporczywym powrotom w to samo miejsce Upiorów, Poterczuków i innych Zduszów, poznali do najgłębszych tajemnic (???)ligasze, żegnoci i kołbiowie. Kołek osinowy (osika jest pozostałością dawnej Ósicy) jest szczególnie skuteczny przeciw Wampirom i Strzygoma.

a Garść szczegółów na ten temat można znaleźć np. w KLS i w popularnych opracowaniach o wampirach czy upiorach.

13 Stepy Czarnogłowa to stepy nadczarnomorskie. Z tamtego terenu podróżnicy donoszą najczęściej o pojawianiu się połozów i tam przechowano o nich najwięcej podań. Tam też w dwóch liniach znajdują się olbrzymie, ciągnące się setki kilometrów Żmijowe Wały, których powstanie jest różnie tłumaczone przez różne podania. Wołchwowie z Rosi uważają, że wały te powstały w wyniku walki Połoza ze Swątem albo w wyniku walki Połoza i Porusza-Światogora. Inne podania na temat Żmijowych Wałów łączą je jednak z zagładą życia po Wojnie o Taje i z ocaleniem ostatnich wygnanych z Koliby Zerywanów, którzy osiedli nad Dunajem za chroniącymi ich Żmijowymi Wałami. Według tej wersji Żmijowe Wały zostały ukształcone przez sprzyjającą zerywańskim uciekinierom Białobogę rękami jej Żmijów i powstrzymały ścigający wygnańców ogień oraz wodę na tyle, że udało im się ocaleć.

14 Morzem Białym określa się tu wielkie morze położone na północny wschód od Bołotyku. Chodzi więc o cały Ocean Arktyczny, który rzeczywiście jest skuty lodem w pobliżu bieguna przez okrągły rok, a nie o będące tylko jego zatoką morze, nazywane dzisiaj Białym.

15 Wielkiej wędrówce Wędów poświęcona jest osobna taja, która wiąże się również z zatopieniem Winety i podaniem mówiącym, iż Wędowie popadną w niepamięć i niewolę, w której będą pozostawać dopóty, dopóki nie uszanują ponownie i nie obdarzą należytą czcią swoich zapomnianych bogów. Podanie to zostało przechowane przez potomków Wędów – dzisiejszych Pomorzan zarówno Zachodnich, jak i Wschodnich. Mówiąc w tym miejscu o pamięci Pomorzan Zachodnich, mamy na myśli zarówno czysto słowiańskie, jak przechowane i wchłonięte przez Germanów podania Słowian Nadłabskich i Załabskich, pochodzących z ludu Wędów, w tym na przykład Rujan. Na Rugii do dziś opowiada się, że Arkona powróci do świetności wtedy, kiedy wmurowany w upokarzającej pozycji w ścianę kościoła Witowskiego posąg Światowita podźwignie się, rozsadzając wraże mury. Podanie to dotyczy całego owego wielkiego ludu (podobne pochodzą z okolic Szczecina czy Kołobrzegu, jak i od Kaszubów). Lud Wędów w swej wędrówce zakładał niewielkie kolonie na Półwyspie Jutlandzkim, u ujścia Renu, w Bretonii, na brytyjskim półwyspie Gwyned, u ujścia Loary, nad Adriatykiem – w miejscu gdzie leży dzisiaj Wenecja (która od nich właśnie wzięła swe miano) i dalej na wybrzeżu dalmatyńskim oraz nad Morzem Czarnym i Morzem Mora (Marmara), także w części półwyspu Azji Mniejszej. Tobalarowie Wodo-Wełma znad rzeki Piany opowiadają nawet, że słowa wędrówka, wędrować, wędka, wędzić, woda i kilka innych pochodzą nie tylko od bogów Wody i Drogi, ale również od ludu Wędów.

16 Kapiszta Roda i Rodżany znajdowała się na świętej Górze Rodu Rodów, z której wypływało źródło zwane Rodiszczem. Miejsce to nazwano Rodnią i później powstał tu gród. Wołchwowie kapiszty Roda twierdzą, że to tutaj w rozlewisku rzeki znajdował się Raby Bagr bogini Rudzi, córki Roda, opiekunki wszelakich zarodków, zwanych zaródziamia.

a Dokonane na górze Rodnia odkrycia archeologiczne potwierdzają istnienie ośrodka obrzędowego, a później zamku książęcego.

17 Miana tych Stworzów brzmią nieco inaczej w różnych krajach Słowiańszczyzny i u Istów, jako że bogunowie i boginki aż do naszych czasów przetrwali w ustnych przekazach ludu. Ich wizerunki i miana są mocno zakorzenione w tradycji i ciągle żywe. Stąd na stare nazwy i cechy osobowe Stworzów nałożyły się nowsze. Pamięć o bogunach i boginkach w różnych regionach przechowała różne szczegóły, dlatego po oczyszczeniu obrazu z naleciałości chrześcijańskich i innych odtworzono owe postacie, korzystając z bogatego materiału folkloru, w kształcie zbliżonym do pierwotnego. Ponieważ jednak miana owych najniższych bytów boskich pod różnymi nazwami (zależnie od regionu) kryją często tę samą treść, podajemy te wciąż żywe nazwy, by ułatwić orientację w systematyce Stworzów.

Chały (Ały, Hały), Stuhacze (Zduchacze, Zduchy, Zaduchy, Stuhy, Stjihy, Zdychy, Vjetrogonja, Jednogonja, Cugi), Latawce (Latańce, Letuny, Litony, Lituny, Lituonisy, Zmaje), Wichory (Wiry, Wichry, Wije, Wyje, Wiertki, Trąby, Kręćce, Wejumaty [gdzie maty – matki, macierze, od istyjskiego mate – matka]), Bełty (Błęty, Błudiczki, Błudy, Błędy, Dyjabłęty, Dyjaboły, Dyabołty, Dyjawołchy, Diawoły, Diaboły, Wiłowie, Wołchy), Mątwy (Pletuny) i Liszki (Chowańce, Odnogłazki, Triechgłazki, Jednoocze, Trójocze)a.

a Dużo wiadomości scalających wiedzę na temat Stworzów (a także zrodzonych dużo później Zduszów) zawierają prace: Oskara Kolberga Lud, KLS, B. Baranowskiego W kręgu upiorów i wilkołaków oraz liczne szczegółowe opracowania etnograficzne. Dokładne opisy poszczególnych postaci Stworzów występujących w Mitologii Starosłowian można także znaleźć w książce Cz. Białczyńskiego Stworze i zdusze.

18 Kraśniaki (Kraśnięta, Krośnięta, Krośniaki, Kroszęta, Krasnoludy, Krasnoludki, Krasołudki), Ubożęta (Domowiki, Domowe Dziadki, Detki, Didki, Bożęta, Ubożuchy, Chatniki), Żyry (Żyrowiki, Kikimory, Złydnie), Dobrochoty (Dobrochty, Dobroszęta, Dobrożiły, Dobrodzieje, Księżoludki, Pełniczki), Spory (Sporysze, Sparysze, Sporzce, Korgorusze, Kolowiersze, Rungitisy), Radunice (Radice, Jumisy, Jumaleńsze), Kłobuki (Hobołdy, Choboldy, Chobołdy, Chobardy, Koboldy, Kobołdki, Kubołcziki, Kubołtki, Stopany, Kauki), Skotniki (Chlewniki, Lopematy), Mruki (Mrugi, Łyski, Yskoty, Stralaczki).

19 Laskowce (Gajowce, Laskowiki, Leszy, Borowce, Puszczewiki, Lisowiki), Brzeginie (Beregyni, Berehynie, Panny Łąkowe, Przegińki, Prehynie, Meżamaty), Niziołki (Niziołkowie, Maliki, Ludki, Łutki, Darzamaty), Polewiki (Pokucie, Gospodarzyki, Susedki, Susediki), Piędzimężyki (Mężyki, Pikuliki, Pi kuły, Gorcóniky), Przypołudnice (Przipoldnice, Pśespolnice, Oprzypołudnie, Panny Polne, Panny Zbożowe, Baby Polne, Baby Zbożowe, Karakondżuły, Karakondżule, Laukamaty), Obiłuchy (Pilewice, Plewice, Piłowitze, Kłoczany, Kłokisy), Wilce (Wiłowie, Sjeny), Wiły (Samowiły, Samojudy, Samodiwy), Leśnice (Lisyvki, Gaiły), Bugaje (Szyszymory, Hihimory, Kikimory, Szyszaki, Szaszory, Bubacze).

20 Łojmy (Łamje, Ławmy, Laumy, Łamie, Łajmy, Łoskotnyce, Łoskotnichy, Kazytki, Lamie, Łaumy), Czarcichy (Czertowki, Judy, Samojudy, Czartodziwy), Czarty (Czorty, Anczutki – Czarty Wodne i Bagienne, Czartorogi), Krasawki (Krasawice, Peje, Pieje, Dejwy), Porońce (Dziedziły, Dzilele, Bezduki), Zwodnice (Uwodnice, Zwiedlice, Viedmy, Wiedźmy), Ćmunki (Ćmy, Ćmoki, Cienie, Cinie, Pościenie).

21 Płanetniki (Planitnyki), Zmierzchnice (Wieczernice, Wieczorki, Smrekawy, Szmerkawy, Smirkavy, Zarzycki, Brzazgi), Switezie (Zarzycki, Switezianki, Brzazgi, Diwswitsy), Welesożary (Włosożary, Wołosożary, Vlasożelisti, Vele, Stożary, Velinasy, Velnsy), Świczki (Światła), Jaskry-Bogacze (Bagatce, Bogacze, Jaskry, Bahacze, Bohacze), Skierki (Deszcz Słoneczny, Suonki, Słonki), Świetliki (Kwiat Paproci), Swarki (Swarzki), Żary (Żarki, Żarowniki, Żgielniki), Ognie (Ogonie, Aganioki, Ognieni, Vuki, Ognie Wije, Ogneniwije), Ognice (Ognichy, Ogniewichy, Ogniwiły) i Owinniki (Ogniki-Skierki).

22 Dziennice (Zagorkinje, Swietlice, Panny Niebieskie, Dejwe), Nocnice (Panny Niebieskie, Świetlice, Nócnice, Nóclicki, Noclice), Obłoczyce (Boginki Niebieskie, Oblakinie, Oblaknije), Chmurniki (Chmarniki, Obłoczniki, Poszmurniki, Smurniki), Gradki (Gradowniki, Grądki, Grudki, Lodowe Dziadki, Lódki, Lutki, Zimni Ludzie, Zimnoludy, Morozki, Mrózki, Mrózgi, Dziadki Mrozy), Grzmotniki (Gromowniki, Gromowiki, Grumadniki, Wołoty, Welety, Olbrzymy, Wielkoludy), Plonki (Plunki, Plujki, Aitwory, Atwory, Otwóry, Oćwiary, Otwiry, Puki, Pukieny, Aitwarasy), Wieszczyce (Wedi, Viedi, Wiedice, Wieszczychy, Wiedelnice), Odmienice (Dole, Dólki, Białoludy, Białoludki, Białogłówki) i Południce (Polednice, Połdnice, Poldnice, Miawki, Żytnie Baby, Żytnice, Rżane Baby, Rżanice, Reżnice, Żytnie Panny).

23 Kąpielniki (Kupałki, Wodni Męże, Balije, Banniki, Łaźniki), Rusałki (Rusauki, Rusawki, Rusłanki, Rusełki), Męcice (Pleciugi), Utopce (Topce, Utopki), Brodzice (Brodarice, Panny Wodne), Topielice (Wodnice, Panny Wodne, Undyny, Jurasmaty, Łobasty), Wodniki (Wodianniki, Wodjany, Wodjanoje, Wodelniki, Potopielniki, Topielce, Potopniki, Wirniki, Pływniki, Nyksy, Wódnykusy) i Bagienniki (Topieluchy, Trzęsawice).

24 Morawki (Mury, Mory, Morawy, Mary, Marki, Zmórki, Zmory), Dusioły (Dusze, Dusiołki, Gniotki, Gnieciuchy), Jagi-Jędze (Jędzony, Jagi, Jędze, Jendżibaby, Jeżibaby, Jendzibaby, Baby Jędze), Upierzyce (Upiriczi), Podrożniki (Błędne Ognie, Drożniki, Krzyżowniki, Kriksztosy, Putniki, Poputniki), Mamuny (Mamony, Mamicze, Mamaki, Płaczki, Szutowki, Sutnice, Suścice, Sytnice, Szuścice, Szustnice), Lelki (Lele, Zwiastuny Śmierci), Nawki (Mawki, Mauki, Stracze, Stradcze, Navje, Navaczi, Nauki, Zjemlanoczki, Ziemlanocki) i Popielnice (Żalne Żony, Żaligżeny, Żgielne Żony, Żglistnice, Żalnice, Płaczki, Dziady).

25 Rodzanice (Rożanice, Rożennice, Rodżanice, Rojennice), Rodżańce (Rodki, Rodjiczki, Lichoradki, Rodniki), Narecznice (Udełnice, Udawnice, Udzielnice, Urisnice, Orisznice, Źrzebnice, Zrębice), Babajagi (Baby Jagi, Baubisy, Bauby, Bobska, Bobaki, Boba, Bobo-Jagi, Bubaki, Buby, Jauczybaubisy, Baby Jagodowe, Drasznice, Drsznice, Drzaźnice, Drżnice), Dziwożony (Dziwy, Dziwe Baby, Dziwożonki, Dziwice, Divy, Samodivy, Żworunki), Bylice (Ziemuny, Zemuny, Kamienne Baby, Skalne Baby, Skałoludy, Wrosty), Sądzenice (Sojenice, Sjudenice, Siuda Baby, Sudenice, Sudennice), Prawki (Prawdki, Prowdki, Samoludy, Samoludki, Prat woruki, Prawiczki, Prawce, Prowydnyki), Skarbki (Skarbnicy, Skarboniki, Skarbolicy, Karliki, Karły, i Podziomki, Kładowniki, Krllżce), Skrzęty (Krzaty, Skrzaty, Skrzęta, Skrjenia, Skrytki, Skrzatki, Skrzaki, Szkraty, Szetki, Szpirki, Barstllki), Skrybki (Karzełki, Małoludy, Małoludki), Chochołdy (Chochoły, Chichoły, Chichółyki, Chichóły, Chocholiki, Chochołyki, Chochóły, Gogółki, Gogoładki, Gogołdy, Gżegżołdy, Gżegżllłki, Kuźniki, Kowalisy), Wojki (Dzicy Męże) i Szczekotuny (Dziwy, Dziwce, Dziwowie, Divllny, Diwy).

26 Chodzi o Alpy, zwane przez starożytnych Albis – Białe.

27 Według niektórych kątyn na Weli znajduje się trzydziewięć ważnych gór, odnóg Rzeki Rzek, jezior, borów, mostów i wszelkich innych ważnych obiektów.

28 Według niektórych kątyn Swatyr został na dnie Bołotyku. Według innych Światogor został nakryty płytą kamienną – Głazem Głazów, który potem Mor przeniósł z powrotem na Wierch Weli.

29 Sobary – ofiary składkowe odprawiane zbiorowo w wielkie święta. Cała gromada, wioska, plemię składało z poszczególnych domostw i rodów jedną wielką ofiarę, zbierając woły, kury, barany, owoce, sery, kołacze i inne pożytki, które po poświęceniu części bogom spożywano w czasie zgromadzenia na świętej liczcie.

Taję odtworzono na podstawie Bylin ruskich cyklu kijowskiego, latopisów, Zbornika południowosłowiańskiego i podań zebranych z całej Słowiańszczyzny oraz krajów bałtyckich. W szczególności skorzystano z podań Małorusów, Białorusów, Wielkorusów, Serbów, Połabian, Łotygołów i Litwinów.

Tagged with: ,

Kult skołocko-słowiańskich 7 Bogów Szczęścia na Świecie, czyli Szczęśliwa Siódemka


Chorzyca-Gorzyca-Jędzibaba-Jaga lub Mokosza – Pani Wyroków

Poprzednio w artykule Łódź Skarbów i Siedmiu Bogów Szczęścia poświęconym przenikaniu się Wiary Przyrody pomiędzy kulturami zdawałoby się odległymi od siebie i narodami bardzo różniącymi się kulturowo takimi jak z jednej strony Ariowie – Tokharowie (Harowie Toka Mogty [Takla Mahana - Toka Wielkiego Maga]), Sakowie  –  a więc Skołoci i Windowie (Hindusi Aryjscy) a Chińczykami oraz Japończykami przedstawiliśmy Siedmiu Bogów, którzy zdaniem autora artykułu weszli do kultury i wiary naturalnej Japonii z Chin i Indii.

Teraz pokażemy że ci bogowie dostali się do Chin i Indii, tak naprawdę z Wielkiej Scytii (Azjatycko-Europejskiej), czyli z Wielkiej Lądyjskiej i Mazjatyckiej Skołotii – Krainy naszych przodków, nazywanej w Słowiańskim Tajemniku Królestwem SIS, albo Sistanem – Królestwem Skołotów, Istów i Słowian.

Obecnie kult ten jest uprawiany nie tylko w Japonii, Indiach i Chinach, ale oczywiście wśród Zoroastran-Zaratusztrianów na całym świecie, zatem rozpowszechnił się dzięki Scytom-Skołotom czyli Prasłowianom wśród 2 i pół miliardów ludzi na Ziemi. Za to kult cyfry 7 jako cyfry Szczęśliwej – czyli Kult Szczęśliwej Siódemki obejmuje cały świat – 7 miliardów ludzi.

Czas do nich dołączyć i na nowo poznać to co kiedyś było nasze, a wyprano nam z mózgów przez 1000 lat uchrześcijaniania – To wszystko wyszło od naszych przodków z haplogrupą R1a1 – od nas wyszło – z Arkaimu, Arkony, Gołunia, Gonuru, Bałchu znad Orolu-Aralu i od Dachów i Saków znad Okoszy- Oxos i od Harów z Harpątii-Karpatii, a także Harów Toka – Tokharów. Oni rozpowszechnili wyrób chleba, pierogów (udoskonalonych bardzo przez Chińczyków) i makaronu, uprawiali zboża chlebowe pierwsi na świecie, wprowadzili hodowlę bydła, udomowili konia, zastosowali rydwany i wozy , i zastosowali żelazo w walce, ale także do wyrobu narzędzi – TO WASI PRZODKOWIE – jesteście krwią z ich krwi.

Prawość- Prawota-Prawda-Prawia, czyli Czstnota

Co reprezentowali sobą Nieśmiertelni Święci Zaratusztry zanim przekształcił ich w Śiedem Mocy Wiary Ognia – Żar Zdusz (Zaratusztra – Zorz Zduszt)?

Było to Siedem Sprzyjających Ludziom Mocy Wiary Przyrodzonej:

Święta Mania – Nawiedzenie, Boskie Opętanie – Chorsina albo Pogoda Pani Weni-Weny – jednocześnie nazywana Matką Sławą – czyli Sławiącą albo Błogo-Sławiącą i Błogo Ślącą a także Panią Ptaków,

Bogini Dobra (Daba- Dażboga)Dobromyśląca lub Dobro Śląca,

Bogini Prawa (Czstnota-Cnota) - Będąca Prawą – Prawdą i Prawotą,

Oddanie

Bogini Czucia-Uczucia – Dziewanna (zoroastryjskie Oddanie),

Opanowana Pożądliwość – Bogini Śrecza – Średnicząca, Średnia ale Śrecząca – czyli przysparzająca bogactw w sposób opanowany

Zdrowie, czyli Groźnica – Chorzyca: Pani Chorób Gorączki ale i Ziół i Ziołolecznictwa – znana do dzisiaj wszystkim słowianom jako Baba Jaga, Jędzibaba, Jadzica

i Długie Życie – czyli  Mokosza: Pani Ludzkiego Losu, czyli Wyroków w tym także tego który ztanowi długim życiu

Śreczność – Opanowane Pożądanie – Złoty Wizerunek Bogów Sporu (u nas Bogini Śrecza jest tą przychylną ale równie dobrze może to być Spor)

Tych Siedem Przychylnych Bogiń występuje w Słowiańskiej Baji i zostały opisane w Księdze Tura – ponad 15 lat temu, nie jest to żaden przypadek.

Siedem Spętanych Mocy – czyli Omszali Swętowie albo Niemiesięczni Mogtowie (a także Niemieszalni) – albo inaczej Nieśmiertelni Święci

Świątynia Ognia w Jeździe (Jazd jak w słowie Ujazdów i Jazda), a awestyjska  (czyli obwiestyjska) nazwa zoroastryzmu to Daena Waniuhi – Dany Wieniec – inaczej Boskie Wiano (bo Dana- Dawa – to to samo co dewa – bóg)

Zaratusztrianizm (Zoroastryzm, awest. Daēnā Vañuhi; pers. آيين زرتشتی Âjin-e Zaratoszt-i) – jedna z najstarszych, wciąż istniejąca religia monoteistyczna założona przez Zaratusztrę (jego życie różni badacze umieszczają gdzieś pomiędzy XIII a połową VI w. p.n.e., przy czym większość przyjmuje że żył on ok. 1000 r. p.n.e.[1]), w północno-wschodnim Iranie. Religia ta wywodzi się z pierwotnych wierzeń ludów indoeuropejskich, żyjących na terenach obecnego północnego Iranu. Muzułmanie nazywają jej wyznawców czcicielami ognia.

Dobro Ślący lub Dobromyślący

Świętą księgą zaratusztrian jest Awesta, której najważniejszą część tworzą Gaty, zgodnie z wierzeniami napisane przez samego Zaratusztrę.

Amesza Spenty

Information icon.svg

Ahura Mazda, pozostając jednością, posiada sześć Amesza Spentów (aw. amešanieśmiertelny, spentaposiadający moc) – emanacji tworzących duchową osnowę świata, zwanych także świetlistymi Istotami. Wraz z nimi tworzy tzw. „Świętą Siódemkę”. Ich imiona można rozumieć jako nazwy podstawowych atrybutów Ahury Mazdy i jednocześnie podstawowych cnót, którymi powinien cechować się każdy wyznawca:

Mokosza – Pani Wyroków lub Chorzyca-Gorzyca-Jędzibaba-Jaga

  1. Spenta Mainju –- Duch Święty, będący „podstawową substancją” Ahury Mazdy (Święta Mania – Boskie Natchnienie;
  2. Wohu Manah – Dobra Myśl;
  3. Asza Wahiszta – Najlepsza Prawość;
  4. Armaiti – Święte Oddanie;
  5. Chszatra Wairja – Panowanie nad pożądaniem;
  6. Haurwatat – Zdrowie (Doskonałość);
  7. Ameretat – Długie Życie (Nieśmiertelność).

Słowiańskie tłumaczenia tych boskich mian zawarłem w dwóch artykułach poświęconych Zar-zduszowi czyli Zaratustrze i Taji 23, której fragment poświęcony tak jemu jak i Dziwnyjuszowi – Dionizesowi znajduje się na tym blogu.


Oto artykuł o skołockich Siedmiu Bogach ze strony czasopisma Karawan – z Ziemi Twerskiej

Культ «семи богов»

Наши сведения о религии скифов основываются главным образом на сообщении Геродота: «Из божеств чтят скифы только следующих: Гистию – выше всех прочих божеств, потом Зевса и Землю (причем Землю представляют себе супругою Зевса), далее – Аполлона, Афродиту Уранию, Геракла и Арея. Эти божества почитаются у всех скифов, а так называемые царственные скифы приносят жертвы еще и Посейдону. По-скифски Гистия называется Табити, Зевс – Папаем; Земля называется Апи, Аполлон – Гойтосиром. Афродита Урания – Артимпасою, Посейдон – Фагимасадою».
Далее мы будем пользоваться трудами исследователя В.И. Абаева. Он обращает внимание на число скифских божеств. Если не считать Посейдона, который почитался не всеми скифами, а только теми, что жили на побережье моря и, вероятно, предпринимали морские походы, то скифских божеств оказывается семь. Геродот подчеркивает, что скифы чтили только этих семерых. Случайна ли эта цифра?
По-видимому, не случайна. Культ семи богов засвидетельствован, скажем, у алан. Город Феодосия в Крыму «называется на аланском, или таврском, языке Ардавда, что значит Семибожий, то есть «город семи богов». В среднем течении Дона до сих пор существует город Семилуки, что можно перевести как «семь жизней».
Даже беглого взгляда на скифский пантеон достаточно, чтобы убедиться, что он хотя и похож, но отличается от «семи богов» зороастризма. Зороастризм – это первая мировая религия, возникшая, скорее всего, в среде киммерийцев. Ее первым пророком был великий гуманист мира Заратуштра.

Зороастрийские божества – это абстракции: «Добрая мысль» (Vohu Manah), «Власть» (Xsavra), «Бессмертие» (Amdrdtat), «Целостность» (Haurvatat) и т.п. Вся религиозная система – продукт отвлеченного мышления. Скифские боги – совсем другой мир. Это олицетворение сил природы (небо, земля) или социальных категорий (домашний очаг, война).
Если на зороастризме лежит отпечаток индивидуальной религиозно-философской мысли, то скифская религия – типичный образец древних культов Араты. Скифская религия – религия «естественная»; зороастризм – религия, построенная на «откровении» (основанная на «откровении» пророков). Данные Геродота подтверждают то, что скифы остались чужды зороастризму, сохраняя верность религии древних арийцев страны Араты.
Интерес представляет свидетельство Геродота, что во главе скифского пантеона стояло женское божество. Это сообщение Геродота находит подтверждение в данных скифо-сарматской археологии. По словам М. И. Ростовцева, «археологические данные говорят за то, что высшим божеством, которому поклонялись скифы, была державная богиня…» Это Макоша первобытного мира!
«Особенностью племен Тамани, связывающей их с населением остального побережья Черного моря… является крупная роль, которую играл в их религиозной жизни культ верховного женского божества…» Эта черта характерна и для верований Боспорского царства. Здесь также «господствует, почти подавляя остальные, один культ – старый местный культ великой верховной богини».
Верховная богиня скифов носила, по Геродоту, имя Tabiti. Это имя сопоставимо с древнеиранским tapayati – «согревательница». Если так, то Геродот был близок к истине, отождествляя Tabiti с греческой Гистией, богиней домашнего очага.
Если во главе пантеона стоит богиня – покровительница домашнего очага, это несомненная матриархальная черта. Если же мы вспомним, что, помимо Tabiti, в скифский семибожный пантеон входили еще две великие богини: Api (Земля) и Artimpasa (Афродита), – то должны будем признать, что женское начало занимало в скифской религии более значительное место.
Между тем мы знаем, что общество причерноморских скифов было отнюдь не матриархальным. Во главе скифских племен и родов уже стояли мужчины, имена которых известны нам по Геродоту и другим авторам. Родство велось по отцовской, а не по материнской линии.

Приходится, стало быть, думать, что савроматы, жившие по левому берегу Дона, во многом определяли духовную жизнь скифов. Об исключительной роли женщины у савроматов сообщают Геродот, псевдо-Гиппократ и псевдо-Скилак. Последний определяет общественный строй савроматов как «гинекократию» – власть женщин.
Там, где женщина занимает господствующее положение в обществе, она занимает такое же положение и в пантеоне. В скифском пантеоне с его верховной богиней Tabiti и двумя другими богинями, с одной стороны, и богом «Зевсом» и тремя другими богами – с другой стороны, старый матриархальный мир как бы вступил в компромисс с новой патриархальной идеологией.
Отождествление Геродотом бога Зевса с верховным греческим богом Зевсом говорит о том, что этот мужской бог в какой-то мере приближался по значению к великой Tabiti. Его имя следует толковать как ласково-почтительное наименование «отец».
Культ «семи богов» был прочной религиозной традицией скифо- сарматских племен, прослеживаемой от геродотовских скифов через алан до современных осетин, то есть на протяжении почти 2500 лет. Но, вероятнее, он существовал и еще за несколько тысяч лет до Геродота.
Скифский семибожный пантеон не имеет ничего общего с зороастрийским; он унаследован независимо от последнего из древних времен. Скорее всего, зороастризм тоже унаследован от религии древней Араты, откуда, собственно, выходят и верования скифов.
По своему характеру и составу (соотношение «женского» и «мужского» элементов) скифский пантеон представляет своего рода компромисс между матриархальной идеологией савроматов и идеологией патриархальных отношений скифов.

Семь божков счастья

Семь божков счастья: интересную с точки зрения изучения символики комбинацию из семи персонификаций земного счастья следует наблюдать в японской народной религии. На первом месте стоит Хотей (толстопузый Будда), инкарнация бодрой радости жизни. Остальные — это Фукурокую — бог долгой жизни; Юропин — бог учености; Даикоку — бог питания; Диамон — богатство и счастье; Эбису — бог рыболовства и Бенцайтен — богиня музыки. Они выставляются как «Жихи фукуйин», или как отдельные фигурки, или на корабле с драгоценностями, или же часто носятся в форме амулета, как фигурки нэцке из дерева или слоновой кости, которые в первую очередь служат пуговицами для застегивания поясов кимоно. Сегодня же им придается (т.е. колокольчикам счастья) чисто декоративное значение.

Пять божков счастья знает и китайская иконография; их представляют как стариков в красных чиновничьих одеждах. Один из этих «Ву-Фу» воплощает долгую жизнь и имеет атрибутами журавля и цветы. Другие символизируют богатство, хорошее самочувствие (атрибут — ваза), добродетель и здоровье. Каждый из них представляется иногда полевой мышью, причем также и сами «пять полевых мышей» служат символом счастья.

Sziwa w Indiach – czterogłowa postać nawiązująca do słowiano-skołockiej Żywii – Siwej

Inna hinduska bogini nazywana Mogącą (Mogtą-Mocą)

Bagała-Wałga Mocy (Gogołada)


Багала Мукхи.

Слово багала является измененным словом валга из тантрических текстов. Валга – это ведическое имя Богини, оно означает „Могущественная”.

В „Шатапатха-брахмане” есть песнь, объясняющая характер могущества этой богини: волга означает способность сдерживать, усмирять. Валга обладает властью остановки речи. Она являет собой крийя-шакти – динамичный, или подвижный, аспект Шакти.

Таким образом, Багала-Мукхи представляет собой могущественную богиню, превращающую говорящего в молчащего, яростного – в спокойного, царя – в нищего, сопротивление – в сотрудничество, образованность – в невежество. По ее благоволению садхак способен обездвижить своих врагов, лишить их дара речи, остановить движение природных явлений (ветра или облаков), устранить со своего пути помехи, добиться победы в состязаниях и стать знаменитым.

В медитациях ее мысленно представляют в облике желтой богини в желтых одеяниях и украшениях с гадой (булавой) в правой руке и языком злобной, демонической препятствующей силы – в левой. Ее призывают, чтобы добиться победы над противодействующими силами, избавиться от преград и на какое-то время обездвижить силы природы. Она притупляет ощущения противника и потому призывается в целях истамбхан-кармы и видвешан-кармы. При этом садхаку следует облачаться в желтое (этот цвет очень распространен в большинстве форм поклонения и обрядов) и использовать четки, сделанные из халди (желтых корней куркумы). Желтый цвет является цветом полного жизни света и знания; кроме того, он обладает бактерицидными свойствами. Этот цвет предписывается брахмачари (практикующему воздержание, искателю знаний, ученику). Желтый цвет очень ярок и при сочетании с другими цветами усиливает их интенсивность.

При медитации на Багала-Мукхи рекомендуется обращать лицо к востоку – в том направлении, откуда на нашу планету приходит свет. Практикующий усаживается лицом к востоку в удобной асане и занимается пранаямой. Во время кумбхаки (приостановки дыхания в пранаяне) садхаку следует медитировать с биджа-мантрой ХРИМ.

Милость Багала-Мукхи приносит садхаку разнообразные сиддхи, благодаря которым он способен творить чудеса: избавляться от тех, кто ему мешает, и создавать себе комфортные условия. Поклонение Багала-Мукхи обеспечивает полную безопасность и гармонию, а также делает садхака уверенным в себе, смелым, независимым и непобедимым

(tłumaczenie na polski wkrótce – CB].


Ukraińskie Lato i inne obrazy lata z Królestwa Sis – część 3 (Kaukaz, Mazja, Rosja)


Mała Mazja

Zaczniemy od Turcji i Troi

W Turcji wciąż żyje wiele osób o sistańskich korzeniach – Ormianie, Kurdowie, Ozerowie i inne społeczności pozostałe po Królestwie Sis. Należy pamiętać, że cała Mała Azja (Mazja) w starożytności należała do skołockiego Sistanu, a Troja-Widłuża, o którą toczyła się wojna z Romajami (Hattykami i Machajami), była broniona przez wszystkie ludy Sistanu sprzymierzone ze Skołotami. Wenedyjskie wojska przybyły znad Dunaju i do walki pod Troją poprowadził je Pylajmen – Pałomąż I. Wojska te były słynne ze wspaniałej jazdy i doskonałego uzbrojenia w krzywe miecze – harapy.

Wenedyjskie konie były tak cenione i budziły taką chęć posiadania u romajskich wojowników, że organizowano łupieżcze wyprawy nad Dniepr, a Herakles (Perprzechwała) zagroził królowi Troi krwawą zemstą na mieście, jeśli mu nie da dwóch przyrzeczonych wędyjskich rumaków, które obiecał za uratowanie córki z paszczy morskiego smoka.

Obecnie uważa się, że Troja była miastem usytuowanym na Wzgórzu Hisarlik w dzisiejszej Turcji. Pierwsze badania na tym terenie przeprowadził w latach 1871-1894 niemiecki archeolog-amator Heinrich Schliemann z asystującym mu od 1882 Wilhelmem Dörpfeldem. Odkryli oni na wzgórzu pozostałości 9 miast zakładanych w tym samym miejscu.  Opisana w Iliadzie Troja była najprawdopodobniej szóstym lub siódmym miastem zbudowanym na wzgórzu Hisarlik. Została zburzona w połowie XIII wieku p.n.e, albo na początku XII wieku p.n.e., a przyczyną zburzenia mogła być nie wojna lecz trzęsienie ziemi.  Niektórzy uczeni identyfikują Troję z miastem zwanym przez Hetytów Wilusa. Ostatnie miasto (Troja IX) zostało założone przez cesarza rzymskiego Oktawiana Augusta w I wieku n.e. i upadło ostatecznie 300 lat później w czasach Bizancjum.


Nie jest prawdą, że Grecy zdobyli Troję. Dowody archeologiczne pokazują, że gród-obwar obronił się przed napaścią, ale uległ zniszczeniu niedługo potem, w trzęsieniu ziemi. Tak więc słynna opowieść starożytnych Romajów-Kłamców o ich wielkim tryumfie, jest kłamstwem nie mniejszym i nie większym, lecz dokładnie takim samym, jak ich wszystkie inne kłamstwa. Romaje na kartach swych plugawych ksiąg wciąż i wciąż wygrywali wojny i boje, a ich władcy popisywali się nieskończoną liczbą zwycięstw i dokonywali cudownych czynów. Jednakże to nie ich wrogowie przegrali i utracili cesarstwo, to Roma -Rzym i Roma-Carogród-Konstantynopol upadły, oddając wszystko co udało im się przez wieki zagrabić.

Pomidory królują w tureckiej, a przede wszystkim kurdyjskiej i ormiańskiej kuchni

Oto fragment artykułu Cała prawda o Troi ze strony Archeowieści (tam zapraszam wszystkich, tych którzy chcą się zapoznać z całością tego artykułu. Choć to może nie cała prawda, to z każdym rokiem wiemy coraz więcej o skołockim (scytyjskim) władztwie nad Mała Azją (Mazją) i scytyjskim udziale w tej wojnie po stronie Widłuży-Wilusy, a także o władaniu dwiema Trojami – Widłużą i Złotym Rogiem przez Dawanów (Draków-Traków) i Skołotów, współtworzących Królestwo Sis:

W tym filmie mamy oczywiście całą NIEPRAWDĘ o TROI spreparowaną przez Greków

Troja bez mitów

Opowieść o wojnie trojańskiej od blisko trzech tysięcy lat jest jednym z najważniejszych elementów zachodniej kultury. Ile w niej prawdy, a ile fantazji?

Wojna o piękną Helenę
Według greckiej mitologii wojna trojańska wybuchła, gdy Parys, syn króla Troi Priama, porwał z pomocą bogini Afrodyty przepiękna Helenę, żonę spartańskiego króla Menelaosa. By ją odbić liczni achajscy władcy wyprawili się pod wodzą króla Myken Agamemnona, brata Menelaosa, do Azji Mniejszej. Przez 10 lat atakowali leżącą tam Troję. W walkach obok ludzi uczestniczyli też wszyscy bogowie oprócz Zeusa. W końcu zmęczeni niekończącą się wojną Achajowie postanowili wziąć miasto podstępem. Zostawili pod jego murami drewnianego konia i odpłynęli. Rozradowani zwycięstwem Trojanie wciągnęli konia do miasta i świętowali cały dzień. Gdy w końcu zasnęli, z konia wyszli ukryci w nim wojownicy i otworzyli bramy miasta wojskom, które wróciły pod osłoną nocy.

Przypisywany Homerowi epos „Iliada” nie opisuje całej wojny, a jedynie ok. 50 dni w dziesiątym roku oblężenia Troi. Zawiera jednak dokładną charakterystykę miasta oraz wymienia w tzw. „Katalogu okrętów” miejsca, z których pochodzili wojownicy atakujący Troję. Tym samym w „Iliadzie” znalazł się całkiem dobry obraz Grecji z XIII-XII w. p.n.e.

Schliemann odkrywa Troję
Starożytni Grecy i Rzymianie uznawali wojnę trojańską za wydarzenie prawdziwe, choć np. historyk Tukidydes zarzucał Homerowi zbytnie fantazjowanie. XIX-wieczni Europejczycy też pasjonowali się dziejami Parysa, Ajaksa, czy Agamemnona, ale traktowali je już tylko jako mit.
Miał to zmienić Heinrich Schliemann (na zdjęciu) – niemiecki kupiec, który zbił ogromną fortunę handlując w Rosji. Zafascynowany „Iliadą” udał się na poszukiwanie Troi. Kierując się opisami Homera uznał, że ruiny miasta muszą się kryć we wzgórzu Hisarlik w północno-zachodnim skrawku Anatolii. Przed nim do podobnego wniosku doszedł Anglik Frank Calvert, ale dopiero pieniądze Schliemanna pozwoliły zacząć w 1870 r. wykopaliska na dużą skalę.

Wkrótce okazało się, że wzgórze kryje pozostałości aż dziewięciu miast zakładanych jedno na drugim (uproszczony plan ruin Troi, uproszczony przekrój przez wzgórze). Gdy w jednej z najniższych warstw (obecnie zwanej Troja II) Niemiec natrafił na pozostałości mocnych fortyfikacji, uznał je za mury homeryckiej Troi. Utwierdził się w tym poglądzie, gdy znalazł przy murach tzw. „skarb Priama” – kilka tysięcy różnych przedmiotów ze złota, srebra i miedzi. (zdjęcie części skarbu)

Idąc dalej śladami Homera Schliemann udał się do Grecji (po nielegalnym wywiezieniu znalezionych kosztowności nie mógł pozostać w Turcji) i odkopał achajskie zabytki w Mykenach, Orchomenos i Tyrynsie. (cytadela w Tyrynsie z lotu ptaka) Tym samym udowodnił, że świat opisany w „Iliadzie” nie był fikcją. O wiarygodności homeryckiego przekazu świadczyły nawet pojedyncze zabytki, jak np. pewien mykeński sztylet.

W późniejszych latach Schliemann ponownie kopał w Troi (uważnie obserwowany przez tureckie władze) razem z Wilhelmem Dörpfeldem. W latach 30. XX w. badania prowadził tam Amerykanin Carl Blegen, a od 1988 r. pracuje w Troi amerykańsko-niemiecki zespół, którym do śmierci w 2005 r. kierował prof. Manfred Korfmann z niemieckiego Uniwersytetu w Tybindze.

Równina trojańska

Dla Homera Ilios, dla Hetytów Wilusa
Schliemann i Blegen uważali, że Trojanie, podobnie jak Achajowie, byli Grekami. Obecnie dominuje pogląd, że byli oni częścią jednego z indoeuropejskich ludów, żyjących wówczas w Azji Mniejszej. Najsilniejszym z tych ludów byli Hetyci – twórcy potężnego imperium, którego stolica znajdowała się na północ od dzisiejszej Ankary, a granice obejmowały prawie całą Azję Mniejszą i znaczną część Syrii, o którą zażarcie walczyli z Egiptem. Ich inskrypcje wspominają o leżącym na zachodzie zamożnym królestwie Wilusa, które na początku XIII w. p.n.e. zawarło traktat z Hetytami, stając się ich wasalem. Zawarte w hetyckich tekstach informacje dość wyraźnie wskazują, że była to Troja.

Zdaniem Joachima Latacza, profesora filologii greckiej ze szwajcarskiego Uniwersytetu w Bazylei, w XIII w. p.n.e. mieszkańcy Grecji zwali najpewniej Troję Wilios, a zmiany w języku greckim doprowadziły do jej przekształcenia w używane przez żyjącego w VIII w. p.n.e. Homera Ilios i Ilion.

Grecy przegrali Wojnę Trojańską – taka jest prawda. Koń trojański to homeryckie baśnie.

Mykeńczycy – Wikingowie epoki brązu
Dużo więcej niż o Trojanach wiemy o Achajach, zwanych tez Mykeńczykami. Rozwinęli oni w Grecji bogatą kulturę. Dzielili się na wiele plemion, których królowie żyli w ufortyfikowanych pałacach. Największe znajdowały się na Peloponezie: w Mykenach, Pylos i Tyrynsie.

W XIII w. p.n.e. Achajowie byli znani innym ludom przede wszystkim jako morscy rabusie. Hetyckie kroniki wspominają o ludzie Ahhiyawa, który atakował wybrzeże Azji Mniejszej i Cypr. Ślad tych achajskich najazdów pojawia się również w „Iliadzie”, gdy Achilles chwali się Odyseuszowi, że złupił 23 miasta. Mykeńczycy najmowali się też do obcych armii i zajmowali handlem – ich kupcy pływali do Azji Mniejszej, Egiptu, Syrii, Italii i Sycylii. Podobne połączenie kupiectwa z piractwem i najemnictwem charakteryzowało średniowiecznych Wikingów.

Czarne Góry Kauków (Kaukaz)

Ozerowie, Gruzini (Horusini), Ormianie, Kurdowie i inne ludy żyją nie tylko w krajach kaukaskich ale także w Turcji, Iranie i Iraku.


Kaukaz - Góra Welburz  – Wielka Góra Burzańska – Wielki Kamień (brus – kamień po rosyjsku, ale kamień nie byle jaki, kamień z którego krzesze się iskry zapalające ogień – brus – to osełka)

Gruzja (Horuszja) latem

Gruzini, mieszkańcy Gruzji, nazywają samych siebie Kartvelebi (ქართველები), swój kraj Sakartvelo (საქართველო), a własny język Kartuli (ქართული). Zgodnie z legendą praojcem ludu Kartwelów (Gruzinów) był Kartlos, prawnuk biblijnego Jafeta.

Jaka jest etymologia nazwy kraju Sakartvelo (საქართველო)? Słowo to składa się z dwóch części. Rdzeń to kartvel-i (ქართველ-ი), który odnosi się do mieszkańca środkowo-wschodniego regionu Kartli, nazywanego w źródłach klasycznych i bizantyjskich Iberią. Do IX w. znaczenie nazwy Kartli objęło inne rejony średniowiecznej Gruzji, które jednoczyła religia, kultura i język. Gruziński cyrkumfiks sa-X-o to standardowa konstrukcja w nazwach geograficznych. Oznacza ‚obszar, gdzie mieszkają X’, przy czym ‚X’ to etnonim. Termin Sakartvelo zaczął oznaczać obszar ogólnogruzińskiej kultury i jedności politycznej już w XI w., a w XIII w. był już w regularnym użyciu.

Starożytni Grecy (Strabon, Herodot, Plutarch, Homer i in.) oraz Rzymianie (Tytus Liwiusz, Korneliusz Tacyt i in.) nazywali wschodnich Gruzinów Iberami (Iberoi w niektórych źródłach greckich), a zachodnich Gruzinów (zwłaszcza Mingrelian i Lazsów) Kolchianami.

Tblilisi

W języku angielskim Gruzję nazywa się Georgia. Nazwę tę – spokrewnioną z polską nazwą Gruzja/Gruzini – wyjaśnia się na kilka sposobów:

1. Być może pochodzi wprost od terminów greckich i łacińskich (czyli od γεωργος ‚rolnik’ i georgicus ‚rolniczy’);
2. Może pochodzi od imienia św. Jerzego (łac. Georgius). Kult tego świętego był tam zawsze bardzo popularny.
3. Za panowania perskiego (lata 536 przed Chr. – 638 po Chr.) Gruzinów nazywano Gurjhān (Gurzhan/Gurjan), czyli ‚lud Gurj/Gurzh’. We wczesnych źródłach muzułmańskich/arabskich spotykamy formy Kurz/Gurz, a cały kraj nazywa się Gurjistan. Być może te formy ewoluowały w kierunku nazwy Georigia.

Tblilisi

Tblilisi

Terminy Georgia i Georgiani pojawiają się w Europie Zachodniej w licznych średniowiecznych kronikach, w tym w pismach krzyżowców i w dokumentach oficjalnych florenckiego rodu Medyceuszy. Angielski podróżnik, Sir John Mandeville, twierdził, że Gruzinów nazywa się Georgianami z powodu ich czci dla św. Jerzego/Georgiusa. To dlatego kraj przyjął flagę z pięcioma czerwonymi krzyżami, czyli krzyżem św. Jerzego (znamy go też z flagi Anglii, której patronuje ten sam święty). Podobno flaga ta znana jest w Gruzji od V w.

Na drodze do Tuszeti

Gruzińskie brzoskwinie – tylko z drzewa smakują jak owoce bogów


Ozerowie – Azeria

Azerska kuchnia – sałatka z papryką ogórkiem i grzybami

Wybrzeże pod Baku

Planowane budowle nowego Baku

Kuchnia Azerska

Temat sam w sobie. Kuchnie kaukaskie są jednymi z ciekawszych w świecie. Sam opis tego, co się serwuje zająłby wiele stron. Sposób biesiadowania to kolejny temat sam w sobie. Obowiązkowo wznosi się toasty (to cała szkoła!) i nie do pomyślenia jest picie pod „no to cyk” czy „łykniem, bo odwykniem”.

Świątynia Ognia

Wznoszenie zaś toastu piwem jest traktowane gorzej niż herezja. Napój ten jest napojem dla pospólstwa. W sezonie bardzo tanie są warzywa i owoce. Wiele z owoców tu występujących jest w Polsce mało znanych jak: hurma, ezgil, fejhua. W kuchni używa się bardzo wielu ziół. Azerbejdżan posiada najtańszy i najlepszy czarny kawior w świecie. Bardzo duży jest wybór miejscowych alkoholi: wódki, wina, koniaku, szampana.

Wiele regionów słynie z wyrobu samogonu. Właściwie powinno się używać sformułowania – kuchnia Azerbejdżanu, gdyż oprócz kuchni azerbejdżańskiej istnieją też kuchnie narodów zamieszkujących Azerbejdżan – Udini, Lezgini czy Tałysze.

Wieża Zaratusztriańska w Baku

Potrawy miejscowej kuchni są pracochłonne w przygotowaniu i jest to przyczyna faktu, że na prowincji w wielu podrzędnych lokalach proponowane menu nie jest zbyt bogate i ogranicza się do tych potraw, które można szybko przygotować – np. szaszłyk. W takim wypadku wcale to nie oznacza, że do wyboru są tylko szaszłyki z baraniny. Pełną gamę miejscowej kuchni można poznać, na dzień dzisiejszy tylko z pomocą kuchni domowej – największe możliwości restauracyjne istnieją w Baku. W większości restauracji nie ma menu z cennikiem – cena podawana jest „na wygląd” klienta. Trzeba targować się w takich wypadkach i porównywać różne lokale.

Niestety trzeba również wiedzieć gdzie można dobrze i tanio zjeść. Są, bowiem lokale słynące w całym Azerbejdżanie mimo czasem niepozornego wyglądu i są takie, które nigdy nie grzeszą nadmiarem klientów. Jeśli nadarzy się okazja polecam spróbować np. takich potraw jak: Toyuq Levenqi – pieczona kura nadziewana farszem z orzechów, cebuli i rodzynek (bywa, że zamiast rodzynek używa się dereń lub stosuje się oba komponenty jednocześnie) czy Kutum Levenqi – pieczona ryba występująca tylko na płd-wsch Azerbejdżanu, bardzo ceniona ze względu na smak. Napełniana jest podobnym farszem jak wyżej opisana kura w Toyuq Levengi.

Janar Dag – słowo janar wiąże się dosyć blisko z pojęciem jar, jarzar – jarzyć i jarzęcy- dziewiczy, świerzy – orzy, dag – jak u Dażgogów – ogień, światło. Góra Ognia – Samopalące się ognie płoną w Baku nieprzrwanie od ponad 2000 lat. Być może z tego powodu stała się Ozeria ośrodkiem Zatusztrianizmu i Kultu Ognia

Obie potrawy są najsmaczniejsze jeśli są przygotowywane w specjalnym piecu tendyr opalanym węglem drzewnym. Plow to przygotowywany specjalną techniką długoziarnisty ryz zaprawiany szafranem z różnymi dodatkami. Najlepszą wersją plowu, którego są dziesiątki odmian, jest Nar Qovurma (specjalizują się mieszkańcy Baku) z mięsem kurzym lub baranim, kasztanami, cebulą, morelami, rodzynkami i śliwami. Jest to potrawa BARDZO pracochłonna i dostępna w nielicznych restauracjach. Na koniec o szaszłykach. Istnieją dwie podstawowe wersje szaszłyków z baraniny. Tike składa się z całych kawałków mięsa, które absolutnie nie muszą być twarde (wręcz przeciwnie), jeśli szaszłyk przygotowuje fachowiec. Smak zależy od wielu czynników.

Kaukaz – w dole widoczna słynna wioska o swojsko brzmiącej nazwie Lahicz

Z kolei Lule (Ljula) jest z mielonego mięsa (czasem jest zbyt solony). Na tym zestaw „barani” się nie kończy. Jest jeszcze wiele innych wariantów szaszłyków z baraniny. Szaszłyki przyrządza się także z kury, indyka, bakłażanów, ryb, ziemniaków czy świniny (tylko w niektórych regionach).

Szczególnie polecam szaszłyk z jesiotra (czy też w ogóle z ryb jesiotrowych) – miejscowa nazwa osietrina. Szaszłyk taki nazywa się Balyq Kababy i jest serwowany z sosem z granatów (Nar Szarab). Równie dobry jest szaszłyk z kaspijskiego łososia – Gyzyl Balyq Kababy.

Faszerowane warzywa – specjalność Azerska

Kultura

Azerbejdżan jest jedynym krajem na świecie gdzie zetknęły się trzy wielkie religie: zoroastryzm, chrześcijaństwo i islam wzajemnie się przenikając. Historia tego kraju jest niezwykle barwna i fascynująca.

Oprócz Azerbejdżan na terenie kraju żyją też m.in.: Lezgini, Udini, Cachurzy, Awarzy, Żydzi, Tałysze i każda z tych narodowości posiada bardzo ciekawą historię i kulturę. Azerbejdżanie są narodem wyjątkowo gościnnym (gość jest tu rzeczą świętą) i bardzo tolerancyjnym dla różnych kultur i religii. Najbardziej klasycznym tego przykładem jest istnienie tu bardzo prężnej koloni żydowskiej (Azerbejdżan ma doskonale stosunki z Izraelem) czy też szeroko rozpowszechnione kolonie rosyjskich molokanów.


Lahicz – powrót ze szkoły

Bardzo ciekawy jest miejscowy folklor i obyczaje. Na szczęście Azerbejdżan nie dołączył jeszcze do krajów obszaru kultury McDonalds’a. Zachował się barwny i żywy folklor. Oprócz obrzędów, tańców, obyczajów warte odnotowania są wyroby miejscowego rzemiosła:
• ręcznie tkane dywany – wielka specjalność Azerbejdżanu, przez wielu znawców uznawane za najlepsze w świecie (najlepsze perskie dywany powstają w Tebrizie, stolicy południowego Azerbejdżanu obecnie wchodzącego w skład Iranu),
• ręcznie kute naczynia miedzianie,
• hafty,
• ręcznie wykonywana złota srebrna biżuteria,
• witraże okienne,
• plecione kosze i maty i wiele innych.

Przy okazji zakupów – dla wielu przyjazd do Azerbejdżanu może się zwrócić. Niemcy, którzy tu przyjeżdżają kupują obowiązkowo kawior (najtańszy i najlepszy w świecie, kilogram kawioru z siewrugi – jest najtańszy – już od 110 USD za 1kg) i z rozmów z nimi wynika, że sprzedany kawior spokojnie zwraca większość kosztów imprezy.

Kawior



Armenia – kilka słów o ormiańskiej kuchni

Charakterystyczne dla tradycyjnej kuchni ormiańskiej są różne potrawy przeznaczone do długiego przechowywania, stanowiące zapasy na zimę. Wynika to naturalnych uwarunkowań Armenii.

Zima na Wyżynie Armeńskiej jest bardzo surowa i trwa kilka miesięcy. W kuchni ormiańskiej dużo jest potraw z baraniny, jagnięciny oraz bakłażanów. Ormiańska dolma to nasze „gołąbki”, ale zawijane w specjalnie przygotowane liście winogron. Podawany do niej jest zwykle macun – napój podobny do polskiego kefiru.


Orzechy z miodem

Kolejne specjalności tej kuchni to ryż z rodzynkami (na specjalne święta uformowany na kształt góry Ararat), gata-rodzaj placka przygotowywanego wg. bardzo starej receptury, na słodko dla dzieci, po wiejsku (czyli bez cukru) dla prawdziwych smakoszy, basturma – surowe mięso (polędwica) preparowane w solance i przechowywane przez jakiś czas pod ciężarem, przyprawione ziołami suszy się tygodniami, pasztet z ziołami i czosnkiem, midżurum – zapiekanka wołowa z dużą ilością czosnku, frykadelki megrińskie – kuleczki wołowe, przyprawione orzechami, rodzynkami i miętą, ormiański chleb niekwaszony – lawasz, dość często wykorzystywany jako składnik różnych ormiańskich potraw.

Starożytności armeńskie

Dla Polaka jest on czymś pomiędzy naleśnikiem a macą. Charakteryzuje się tym, że prawie nie ma w nim miękiszu. Lawasz wypieka się w piecu o nazwie tonir, którego część przeznaczona do pieczenia ma kształt cylindryczno-stożkowy o średnicy 1-1.6 m w najszerszym miejscu. Piec jest zagłębiony w ziemi na 0.8-1.2 m, a do dna doprowadzony jest specjalny kanał, którym w czasie spalania drewna dochodzi powietrze.

Jezioro Sewan – lato

Po spaleniu drewna kanał jest zakrywany, a pozostawione na dnie pieca zwęglone, żarzące się węgle stanowią źródło ciepła w czasie pieczenia.

Dywany o bardzo podobnych wzorach jak słowiańskie

Ponadto kuchnia ormiańska słynie z zupy chorutowej zwanej gandżabur. Zupa gotowana na wywarze z kości i włoszczyzny, przypomina z wyglądu zupę szczawiową, przy czym kolor ten uzyskuje się zaprawiając ją kwaśną śmietaną z roztartym chorutem, czyli ormiańskiej przyprawy, której podstawowym składnikiem jest nać pietruszki.

W zupie tej gotuje się uszka faszerowane zmielonym lub posiekanym surowym mięsem baranim lub wieprzowym z dodatkiem soli, pieprzu i drobno posiekanej cebuli.

W tradycji ormiańskiej stosowano zasadę, że im większa uroczystość i im dostojniejszy gość, tym uszka poswinny być mniejsze. Lepiono także jedno uszko specjalnie duże – „dołwat”.

Dwa wykrojone krążki ciasta łączono z nadzieniem w środku, a następnie łączono dwa przeciwległe brzegi ze sobą. Nie sklejone, prostopadłe dwa brzegi wyciągano tak, by możliwe było ich sklejenie z przeciwnej strony uszka.

Znalezienie „dołwatu” w swoim talerzu wróżyło szczęście, a dla osób stanu wolnego rychły ożenek.

Matki umiejętnie tak manewrowały chochlą, żeby dołwat trafił do talerza niezamężnej jeszcze córki lub syna.

Armeńskie oliwki


Oroja – Kraj Wanów i Suwanów oraz innych plemion (Armenia, Irak)



(Հայաստան – Hajastạn, Հայաստանի Հանրապետություն – Hajastani Hanrapetutjun) – państwo w Azji na Zakaukaziu. Armenia graniczy od północy z Gruzją, od południa z Iranem i z azerską eksklawą Nachiczewan, od wschodu z Azerbejdżanem, od zachodu z Turcją. Niepodległość uzyskała w 1991 r. w związku z rozpadem ZSRR.

Armenia nie ma dostępu do morza. Stolicą Armenii jest obecnie Erywań, który jest też największym miastem w kraju. Od 1991 roku Armenia należy do Wspólnoty Niepodległych Państw.

Armeńskie figowce

Szorja

Budownictwo podobne do rosyjskiego


Khor Virab – co nie znaczy nic innego jak Hor Virab – Góra Wirch – Wierzchowina, czyli święte miejsce Wiary Przyrodzonej, ze świętym źródłem i  z widokiem na Górę Orzą (Ararat). Tutaj pogański władca Oroji, Trdat III miał więzić świętego Grzegorza Oświeciciela przez 13 lat w głebokim lochu.Został za to zamieniony w dzika i dopiero święty Grzegorz go uzdrowił, co spowodowało zmianę jego stosunku do chrzescijaństwa i wprowadzenie go jako wiary państwowej. działo się to w 301 roku n.e.

Starożytne kamienie Sisianu (pozostałość Wielkiego Sistanu – Królestwa Skołotów, Istów i Słowian)

Kwietna ofiara pogranicze Iraku

Pogranicze Iraku

Kamienny tron królewski w górach zupełnie taki sam jak ten z Serbii, czy Chorwacji

Pogranicze z Turcją

Sistan (Afganistan, Iran, Pakistan)

Sistan (paszto: Sistān, farsi: سیستان Sīstān [siːˈstɒːn]) – kraina geograficzno-historyczna w południowej Azji, we wschodniej części Wyżyny Irańskiej, na terytorium wschodniego Iranu (ostan Sistan i Beludżystan), południowo-zachodniego Afganistanu (prowincje: Farah, Nimruz) i północno-zachodniego Pakistanu (fragment prowincji Beludżystan). Sistan zajmuje obszar liczący w przybliżeniu 15,5 tys. km²,[1] z czego ok. 40% przypada na Iran,[2] tak samo jak i większość liczącej ok. 300 tys.[1] osób populacji.

Kwitnący bukszpan

Sistan jest rozległą, pustynną, bezodpływową kotliną o płaskim dnie, wznoszącą się na wysokość 450–520 m n.p.m. Zachodnią jego część zajmuje pustynia Daszt-e Margo, wschodnią pustynia Registan. Znaczną część regionu zajmują bagna, solniska i słone jeziora, jak Hamun-e Helmand, będące pozostałościami wielkiego zbiornika wodnego istniejącego tu w plejstocenie. Na terenie Sistanu kończą swój bieg rzeki spływające z gór Hindukusz, m.in. Helmand i Farah Rod.

Sistan

Sistan, znajdujący się w strefie klimatu podzwrotnikowego kontynentalnego, skrajnie suchego, posiada prawidziwie pustynny klimat, z bardzo nieregularną, mniejszą niż 100 mm rocznie, ilością opadów, bardzo wysokimi temperaturami w lecie i przymrozkami w zimie. Nieustannie wiejące podczas lata wiatry, powodują znaczące erozje.

Sałatka z kolorowych pomidorów, po afgańsku – super (bez makowych dodatków)

Ludność Sistanu, zamieszkująca doliny i śródlądowe delty rzek, to przede wszystkim plemiona Tadżyków i Beludżów, zajmujące się koczowniczą hodowlą wielbłądów, kóz i owiec, także uprawą bawełny, zboża, sezamu i krzewów owocowych. Największym i najważniejszym miastem Sistanu jest Zabol, położony w części irańskiej i liczący ok. 130 tys. mieszkańców.

Teheran – Iran

W czasach prehistorycznych, prawdopodobnie już w III tysiącleciu p.n.e., cywilizacja Dżiroft obejmowała swym zasięgiem Sistan oraz część Kermanu.

Pakistan – Góry Sulejmańskie

W czasach późniejszych obszary te zajęły plemiona Ariów, należące do ludów irańskich. Później na obszarze tym zostało uformowane królestwo znane jako Arachozja, którego niektóre obszary do roku 600 p.n.e. podlegały władzy Medów. Państwo Medów zostało podbite w 550 p.n.e. przez Achemenidów, a pozostałą część Archozji podporządkowali sobie wkrótce potem.

Pakistan – Góry Sulejmańskie – kolumna ciężarówek

W III wieku p.n.e., Aleksander Wielki opanował te tereny podczas wyprawy przeciwko Persom i założył tu miasto „Aleksandrię w Arachozji” (współczesny Kandahar).

Pakistan – Góry Sulejmańskie

Imperium Aleksandra rozpadło się tuż po jego śmierci, a Archozja przeszła we władanie państwa Seleucydów, którego władca, Seleukos I Nikator, w 305 p.n.e. odsprzedał m.in. te tereny Ćandragupcie z dynastii Maurjów.

Pakistan – Góry Sulejmańskie

Malinowe

Pakistan – Góry Sulejmańskie

Beludżystan Quetta

Granica z Afganistanem

Afgańskie wielbłądy


Sobatan






Windja (Indie)

Stupa Pradesz

Indus (dewanagari सिन्धु नदी , trl. sindhu nadī ) – rzeka w Chinach, Indiach i Pakistanie. Wypływa spod góry Kajlas w Transhimalajach, ma długość 3180 kilometrów i uchodzi do Morza Arabskiego.

Jedna z najstarszych cywilizacji związana była z Indusem (starożytna nazwa rzeki to Sindhu), stąd też cywilizacja indyjska (spadkobierczyni tej kultury) przejęła tę nazwę. Jest ona także świętą rzeką hinduizmu.

Agni

Herbata specjalność Indii

Oto definicja encyklopedyczna na podstawie Wikipedii

Herbata – napar przyrządzany z liści i pąków grupy roślin, nazywanych tą samą nazwą, należących do rodzaju kamelia (Camellia). Rośliny te są do siebie podobne, traktowane jako odrębne gatunki lub odmiany jednego gatunku – herbaty chińskiej (Camellia sinensis). Dawniej zaliczano je do rodzaju Thea, różnią się od innych kamelii zawartością substancji swoistych i kilkoma drobnymi cechami morfologicznymi[1].

Polska nazwa herbata pochodzi od łac. herba thea. Rośliny uprawiane są w wielu krajach strefy zwrotnikowej, także poza Azją, dla pączków i liści, z których po uprzednim przygotowaniu (suszenie, czasami fermentacja) przyrządza się napar. Nazwą „herbata” określa się również napary z innych ziół, np. herbata rumiankowa, herbata paragwajska, herbata Rooibos.

[C.B. - Słowianie od dawien dawna znali ten napój i nie przyszedł on do nas z Anglii lecz ze wschodu. Jego słowiańska nazwa to czaj, a naczynie do parzenia herbaty - czajnik. Nazwą herbata określa się różne napoje z różnych roślin natomiast czaj to tylko i wyłacznie napój z rośliny rodzaju Camellia . W podaniu o Zar-zduszcie czyli Zaratustrze w księdze Ruty możecie przeczytać również w jaki sposób trafił do Królestwa Sis - czaj.]


Indus w Laddahu – Krainie Lodu na Dachu Świata

Herbata czarna otrzymywana jest w wyniku czterech procesów – więdnięcia, skręcania, fermentacji i suszenia. Legenda głosi, iż czarna herbata powstała przypadkowo, w wyniku zmoknięcia (powodującego fermentację) ładunku zielonej herbaty, przewożonej kliprem do Anglii.

Czarną herbatę zwyczajowo dzieli się na następujące kategorie:

  • Pekoe, Orange Pekoe, Flowery Orange Pekoe – różne rodzaje małych liści z górnej części krzewu; według miłośników herbaty to one umożliwiają zaparzenie najlepszego napoju.
  • Broken Pekoe, Broken Orange Pekoe – jak wyżej; liście mechanicznie łamane podczas produkcji.
  • Souchong – duże liście herbaciane, zbierane z reguły z dolnej części krzewu.
  • Pył herbaciany – najgorszy rodzaj „surowca”. Używany do produkcji herbaty ekspresowej.

Najbardziej popularne gatunki czarnej herbaty: assam, yunnan, darjeeling, ceylon.

[Jak widać z 4 najpopularniejszych herbat 3 pochodzą z Indii - bo Ceylon także. C. B.]

Indus przez Karkorum (Kare Hory)

Herbata zielona (绿茶) powstaje z liści nie poddanych fermentacji – natychmiast po zerwaniu przeprowadzany jest proces suszenia. Dzięki temu przechowuje ona więcej cennych składników od czarnej herbaty lub ulunga. Jest też delikatniejsza w smaku od czarnych herbat.

Najbardziej popularne gatunki zielonej herbaty: genmaicha, gunpowder, longjing (lung ching), sencha.

Indus przedziera się przez Dach Świata

Herbata biała powstaje z młodych pączków, które jeszcze nie zdążyły się rozwinąć. Zebranie takich pączków możliwe jest jedynie na wiosnę. Krzewy, z których powstać ma biała herbata, są czasami dodatkowo chronione przed słońcem – ma to zapobiec wykształceniu się chlorofilu. Pączki następnie więdną i są suszone. Herbata ta produkowana jest głównie w Chinach. Herbata biała ma odcień lekko srebrnawy, a po zaparzeniu ma kolor jasnosłomkowy. Jest to jeden z najdroższych rodzajów herbaty – ceny zależą od gatunku, niemniej w Polsce przeciętnie kosztuje ona od 30 zł do ponad 100 zł za 100 g.

Karakorum

Herbata żółta proces produkcji zbliżony jest początkowo do herbaty białej, ale pozwala jej się na dłuższe schnięcie, co powoduje, że w smaku różni się w sposób istotny zarówno od białej jak i zielonej herbaty. Kolor naparu jest zielonkawo-żółty. Określeniem tym nazywano także herbaty serwowane na Dworze Cesarskim. Obecnie uznawane za najszlachetniejszy rodzaj herbat.


Indus (Widjusz)

Herbata pu-erh (普洱茶) jest herbatą czerwoną, która przechodzi dodatkowy proces fermentacji i leżakowania. Pochodzi z prowincji Yunnan w południowych Chinach. O ile herbatę pozostałych rodzajów przechowuje się nie dłużej niż rok, o tyle herbata pu-erh może leżeć nawet 50 lat. Jej charakterystyczną cechą jest bardzo silny zapach i smak. Uważana jest za herbatę mającą bardzo korzystny wpływ na zdrowie. Z tego względu np. w czasach dynastii Tang picie herbaty pu-erh było przywilejem cesarza.

Delta – Pakistan

Herbata ulung (lub oolong, wersje fonetyczne od chińskiej nazwy Wulong, czyli „Czarny smok”[2] 烏龍茶, nazywana też niebieską) często jest nazywana „niedofermentowaną” lub „półfermentowaną”. Produkowana jest w Chinach kontynentalnych i na Tajwanie. Zbiór liści odbywa się w ściśle określonym czasie. Zaraz po zebraniu, liście pozostawiane są na słońcu. Kiedy zwiędną, zbiera się je i wytrząsa w bambusowych koszach w celu obtarcia brzegów liści. Czynności te (więdnięcie i wytrząsanie) powtarza się kilkakrotnie na przemian, do momentu, kiedy liście zyskają kolor żółtawy. Wtedy poddaje się je lekkiej fermentacji, która stanowi 12-15% fermentacji zwykłej (lub też średniej fermentacji 40% w przypadku Tieguanyin) i procesowi palenia. Na Tajwanie proces fermentacji trwa dłużej: 50 do 60%[3]. Liście tej herbaty nigdy nie są połamane przez skręcanie, są zawsze całe.

Herbaty aromatyzowane powstają przez mieszanie dodatkowych aromatów z liśćmi herbat – zielonej, czarnej, pu-erh, lub ulung. Czynność tę wykonuje się tuż przed pakowaniem, czyli po dokonaniu się wszystkich procesów związanych z produkcją herbaty. Najczęściej do herbat dodaje się płatki kwiatów (róży, jaśminu) lub owocowych esencji zapachowych. Nie należy mylić herbat aromatyzowanych z naparami ziołowymi, zwanymi „herbatkami ziołowymi”, które nie powstają na bazie herbaty i nazwę herbata noszą niesłusznie.

Najbardziej popularne gatunki herbat aromatyzowanych: Earl Grey, lapsang souchong.

Herbaty prasowane znane są od czasów panowania w Chinach dynastii Tang. Wytwarzano wtedy herbatę w formie twardych kulek, wystawiając liście pod działanie pary, następnie prasując je i dopiero wtedy poddając suszeniu. W takiej właśnie formie herbata dotarła do Japonii. Obecnie herbata jest prasowana hydraulicznie na kształt płytek, niewielkich kostek, kulek, gniazd lub miseczek.


Czterogłowe Aszury

Historia herbaty

Według jednej z legend początki herbaty sięgają 2737 roku p.n.e., w którym chiński cesarz Shennong przypadkowo zaparzył pierwszy napar z liści herbaty. Prawda jest trudna do ustalenia; wiadomo, że herbatę od dawna znali Chińczycy, jednak pierwsze zapiski na jej temat pochodzą dopiero z VIII wieku p.n.e.

W VIII wieku chiński poeta Lu Yu napisał Świętą księgę herbaty, zawierającą opis krzewu herbacianego, narzędzi do zbioru i selekcji liści, przyborów do ceremonii przyrządzania i picia herbaty. Zawierała również spis plantacji i wielbicieli tego napoju[4].

Herbata poza Chinami
Dopiero ok. 803 roku n.e. mnich Dengyo Daishi przywiózł z Chin pierwsze nasiona krzewu herbacianego do Japonii, gdzie rozpoczęto jej uprawę. Kultura związana z piciem herbaty przyjęła w obu krajach zupełnie odmienne postaci. Różnice wynikają głównie z odmiennego podejścia filozoficznego. W Japonii narodziła się ceremonia parzenia herbaty związana z ascetyczną filozofią i estetyką buddyzmu zen, zwana Cha-no-yu, Droga Herbaty, która do dzisiaj kultywowana jest w tym kraju. Jest to sztuka, która odznacza się umiłowaniem piękna. Okakura Kakuzo, autor monografii Księga herbaty, określa tę ceremonię jako kult oparty na adoracji piękna istniejącego pośród przyziemnych realiów codziennej egzystencji. Obrzędy chińskie natomiast, dużo starsze od japońskich, związane z taoizmem i konfucjanizmem oraz wierzeniami i praktykami różnych ludów zamieszkujących kontynentalne Chiny ulegały na przestrzeni wieków silnej regionalizacji. Dziś w całych Chinach można napotkać rozliczne ceremonie picia herbaty charakterystyczne np. dla różnych mniejszości narodowych. Herbata w Chinach darzona jest tak dużą estymą że stanowi nawet kluczowy element tradycyjnych chińskich zaślubin.

Herbata pojawiła się w Mongolii pod koniec V wieku n.e., a w Tybecie w 620 n.e., w Tybecie bardzo szybko stała się podstawowym (obok kumysu) napojem, a w Mongolii upowszechniła się w XII wieku. Jednakże, w odróżnieniu od Chin i Japonii nie wykształcono tam tak rozbudowanych ceremonii picia herbaty, zaś sam proces przyrządzania i smak herbaty znacząco się różnił od chińskiego wzoru.

Podróż do Europy
Po raz pierwszy z herbatą zetknęli się, w pierwszej połowie XVI wieku, Rosjanie, w czasie podboju Syberii i kontaktów dyplomatycznych z Chinami. Pierwsze w Zachodniej Europie informacje o herbacie pochodzą z końca XVI wieku (Marco Polo o niej nie wspomina). Podał je jezuita J.P. Maffei (1589) w dziele Historia Indii. Po nim o herbacie pisali Mikołaj Trigault (1615) i Alvaro Samedo (1643).

Po nich, znacznie większy zakres informacji podał polski misjonarz, podróżnik i przyrodnik Michał Boym, zauważając dwa rodzaje herbaty: zieloną i żółtą (tzw. kwiatową), oraz że liście suszy się również na ogniu, nie tylko na słońcu. W rękopisie Rerum Sinensium Compendiosa Descriptio, napisanym przed rokiem 1656, opisał herbatę w sposób następujący:

Krzew, z którego liści przygotowany jest słynny w całych Chinach napój, nazywany jest Cia. Zbierają liście na wzgórzach, suszą je na małym ogniu na żelaznych siatkach i zalewają wrzącą wodą, przez co jest zielony lub żółty. Zwykle rozkoszują się pijąc go w stanie gorzkim. Dodając do niego słodyczy, często częstują nim gości. Japończycy mieszają proszek z liści z wodą i piją. Jednostka wagi najlepszej herbaty kosztuje często bardzo drogo. Orzeźwia przy upałach, zapobiega tworzeniu się kamieni i senności[5].

Do Europy herbatę przywieźli Holendrzy na początku XVII wieku. Do Anglii herbata trafiła w 1658 za sprawą kupca Thomasa Garrawaya. W 1618 herbata pojawiła się w Rosji jako dar cesarza Chin dla cara Michała I Romanowa.

[W tej całej sprawie importu herbaty do innych krajów jest wiele zagadek - Oficjalna wersja przypomina dziurawy ser który nazywa się Szwajcarskim, choć nim nie jest - zupełnie w dziejach herbaty pomija się Indie i Scytów. Obawiam się, że znali ją jedni i drudzy wbrew chińskim legendom - także od co najmniej 4000 lat. Herbata została zapomniana w kulturze Zachodniej wraz z upadkiem Cesarstwa Rzymskiego, ale nigdy nie była zapomniana na Wschodzie i musiała być znana tamtejszym Ariom - zwłaszcza że jedwabny i makaronowy szlak przenosił kulturę kulinarną w obie strony. C. B.]

Mężogątia i Kraje dachu Świata

Kasztany jadalne

Kazahstan - Astana


Istnieje stara chińska legenda, mówiąca o pojawieniu się zielonej herbaty. Opowiada ona, że pewnego dnia cesarz odpoczywał pod drzewkiem herbacianym, którego właściwości jeszcze nie znał. Jak co dzień popijał dla zdrowia przegotowaną wodę. Niepostrzeżenie do filiżanki wpadł mu listek herbaty. Zorientował się dopiero gdy skosztował powstałego napoju. Tak zachwycił się jego smakiem i właściwościami, iż oznajmił o tym wszystkim rodakom.

Zielona herbata – właściwości:

Dziś nie wiadomo, czy legenda o odkryciu zielonej herbaty jest prawdziwa, istnieją jednak niezbite dowody, potwierdzające jej właściwości. Regularne picie naparu przynosi liczne korzyści dla naszego zdrowia:

  • Wszechstronnie chroni układ krążenia. Bezpośrednio zmniejsza ryzyko wystąpienia zawałów, skrzepów i choroby wieńcowej.

  • Zapewnia jasność i aktywność umysłu.
  • Ma działanie pobudzające i odprężające, nie wywołując przy tym efektów ubocznych, jak np. kofeina zawarta w kawie.

  • Przeciwdziała tworzeniu się złogów w naczyniach krwionośnych, w związku z czym zapobiega nadciśnieniu i miażdżycy.

Uzbekistan

Herbata:

  • Wykazuje działanie bakteriobójcze i wirusobójcze.

Khiva

  • Przeciwdziała gniciu i psuciu się, dlatego stosowano ją w zapaleniu dziąseł.

  • W Chinach świąd i pieczenie po ukąszeniu owadów leczy się za pomocą okładów z… zielonej herbaty.

  • Wpływa na naszą koncentrację, pomaga przeciwdziałać zmęczeniu.

Sogda – tkaniny uzbeckie

  • Prawdziwym skarbem stała się, gdy przypisano jej właściwości antynowotworowe.

Samarkanda

  • Stanowi dużą dawkę przeciwutleniaczy, zapobiega starzeniu się organizmu.

Placki chlebowe identyczne jak te wprowadzone za pośrednictwem Skołotów i Harów Toka Wielkiego do Kitaju-Chin

Uzbeckie pyszne żarcie

  • Pomaga w walce z nadwagą, ponieważ podkręca metabolizm.

Jezioro Aralskie zwane też morzem – ale niestety zdewastowane – Dawny Orol

Zatem nie pozostaje nam nic innego, jak… udanie się na popołudniową herbatkę.

Turkmenia – Mazogątia dzisiaj Turk-Mężja

Mapa z sąsiadami i Morzem Koszów (Koszanów ale i Bogów Kosych – Przepąlatów, Morze Koszpijskie)

Aszhabad

Darvaza Burning Gas Crater

Turkmenistan is very rich in natural resources. Currently a sovereign country, Turkmenistan was part of the Soviet Union until 1991. It was during rule of Soviet Russia, back in 1971 when geologists were conducting gas drilling in Kara-Kum desert and discovered an underground chamber close to the village of Darvaza (known in Turkmen as Derweze, but sometimes also referred to as Darvaz).

Darwaza – Brama Piekieł

The discovery of the chamber was accidental and resulted in drilling rig collapsing, leaving giant gas crater filled with poisonous gases exposed to the world outside. The concentration of gases within the crater was high so nobody dared to go down there. It was then when someone came with an idea to light the gas in the crater on fire so as to burn it before the poisonous fumes engulf the nearby town of Darvaza.

Brama Piekieł z bliska

The geologists thought the idea of burning the gas was smart and went ahead with lighting the crater on fire. As it turns out, the supply of quality natural gas below the crater is near infinite as the crater’s been burning since.

Starożytne ruiny w Merw

At the time of this post, on June of 2009 the gas crater in Darvaza is still burning and has been since 1971 without interruption. No one can even imagine how much quality natural gas was burnt throughout the 38 years of the crater being on fire. No one can estimate how much more gas there still is. When they first lit the gas crater on fire, they thought the fire would go out after a few days.

Gonur - starożytności

It’s been more than a few day, it’s been more than a few weeks or months. It’s been decades and the gas crater is burning just as it did the day it was first lit. Putting all economical loses from wasted natural gas aside, imagine the ecological impact this burning gas has cause during decades of non stop burning!

Haria Toka i Orol

Okolice Jeziora Aralskiego

Bawełna

Tadżykistan


Czerwona herbata Pu-Erh znana jest w Chinach od czasów dynastii Tang (od 1700 r p.n.e). Pochodzi z prowincji Yunnan w południowych Chinach.

Tadżyckie placki chlebowe są takie same

Wytwarzanie

Specyficzną recepturę jej wytwarzania do dziś utrzymuje się w tajemnicy. Herbata czerwona znana jest ze swojego charakterystycznego i niepowtarzalnego smaku i aromatu, uzyskanego w wyniku procesu podwójnej fermentacji dzięki czemu brzegi i koniuszki jej liści zyskują czerwony kolor. Dojrzewa w ciemnych grotach i wraz z upływem czasu nabiera swoich właściwości.

Woda w tadżyckich rzekach ma wiele pięknych barw

Najlepsze i zarazem najdroższe czerwone herbaty dojrzewają w tajemniczych grotach przez około 60 lat!
Pu-Erh istnienie swoje zawdzięcza przypadkowi – powodzi w czasie której zbiory zamokły. Przeniesiono je do górskich jaskiń do wyschnięcia i zapomniano o nich. Znaleziona po latach nie zachęcała do konsumpcji ale szybko odkryto jej walory dietetyczne.

Herbata

Związki biologicznie czynne

Herbata czerwona zawiera wiele związków biologicznie czynnych:

  • alkaloidy,
  • flawonoidy,
  • aminokwasy,
  • wapń,
  • magnez,
  • żelazo,
  • selen
  • witaminę E.

Najlepsza odmiana

Najlepszą herbatą czerwoną jest Pu-Erh liściasta(z liści drzewa Oingmao, które jest królem drzew herbacianych), która ma delikatny aromat i dużą wydajność. Ma ona smak bardziej gorzki niż czarna, przez co w krajach europejskich często dodaje się do niej aromaty, aby go złagodzić – najczęściej cytrynowy. Związki czynne herbaty Pu-Erh w wyniku różnych mechanizmów działania pomagają w redukcji wagi ale nie tylko. Herbata czewona ma wiele właściwości zdrowotnych. Powinna być parzona w odpowiedni sposób.

Przygrywka przed niesamowitymi Górami Fan – Rzeka Makowa

Pogromca tłuszczu

Chińska medycyna po wielu badaniach udowodniła, że szczególnie u ludzi w wieku 35 do 55 lat, których nadwaga spowodowana jest sposobem odżywiania się dzięki piciu czerwonej herbaty można w jednym miesiącu stracić od 3 do 9 kg, a efekt jest trwały.

Oczywiście podczas kuracji czerwona herbata jest jedynym napojem z wyjątkiem wody mineralnej. Szczupli nie muszą się obawiać o utratę wagi, gdyż czerwona herbata likwiduje tylko nadmiar tłuszczu.


Morwa jedwabniki i Szlak Jedwabny zwany też Makaronowym – tyle że umiejętność przyrządzania makaronu szła od Skołotów i Słowian do Chińczyków-Kutajów poprzez Harów Toka Mahana


W górach Fan – wioska

Tadżyczka

Góry Fan

Góry Fan – prawie jak w baśni


Niesamowite drzewo w górach Fan

Góry Fan

Kirgizja – dzisiaj niespokojny kraj – bardzo nam bliskich plemion

Szaleńcy na punkcie koni, tak jak my

Góry Tien-szan

Górska roślinność

Jak w całym Królestwie Sis – królują maki oraz…


…pomidory

Po chińskiej stronie – okolice Pustyni Toka Hary Mahy (Takla Makan)

Po chińskiej stronie – rosyjski typ zabudowy

Po chińskiej stronie – napisy w języku i alfabecie rosyjskim

Mazhuoli – Okolice Pustyni Harów Toka

Bajania i Bujania (Rosja)

Chmiel

Bajkał

Zbiornik irkucki

Droga na Kamień Czerskiego

Sołzan Puszcza

Sołzan (czyli Rzeka Soła – Słońca [sołnca])

Nad Sołzanem

Kamień Czerskiego – Święte miejsce Buriatów (Burów), położone 3000 metrów nad poziomem morza.

Sogszin Dcan – jedyny oficjalny ośrodek buddyjski z czasów Stalina

Nad Bajkałem

Młynki modlitewne w Sogszin

Okolica Bajkału

Nad Bajkałem

Wieś – Bajkał

Bajkał

Bajkał


Siewierz – Burowia (Rosja)

Rzeka Tajna

Święto Iwana Kupały – Kupalnocka – Pierwszy Dzień Lata

Zioła syberyjskie – kotownik

Rzeka Tajna – lato (lód)

Kotownik kokański

Abakan

Nizina Zachodniosyberyjska

Sajany

Syberyjska scenka

Rosja Lądyjska (Europejska)

Święto Iwana Kupały – Kupalnocka – Pierwszy Dzień Lata

Święto Iwana Kupały – Kupalnocka – Pierwszy Dzień Lata

Święto Iwana Kupały – Kupalnocka – Pierwszy Dzień Lata

Święto Iwana Kupały – Kupalnocka – Pierwszy Dzień Lata

Brześć

Brześć – cerkiew Świętego Mikołaja

Czerwona porzeczka

Wieś Pantieliejewo

Moskwa budowa najwyższego budynku w Europie – Federation Tower

czarna

Moskwa w Moskwie


Środkowy Ural

W słowiańskich barwach narodowych biało-czerwona

30 kilometrów od Moskwy – Stepanowskoje

Agrest to też porzeczka

Szczyt Kalickiego Kabardyno-Bałkaria

Z Rosji widok na Welburz (Elbrus) i Gruzję

Otagowano z:, , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Ukraińskie lato i inne obrazy lata z Królestwa Sis – część 1

Posted in Mitologia Słowiańska, przyroda, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 2 Lipiec 2010

Walery Busygin – Lato na Ukrainie

Jak o każdej porze roku tak i teraz, kiedy zaczęło się lato, pora Ruji-Rujewita, Gaika-Gaji oraz Bogów Czucia (czyli koszych Bogów Miłości) udamy się w przepiękną podróż przez wspaniałe ziemie Królestwa Sis.

Nie zaczniemy tym razem ani na wschodzie, ani na zachodzie, ani w Polsce, lecz po sąsiedzku na pięknej, żyznej ziemi Ukrainy – ziemi która niegdyś była spichrzem Wielkiego Kaganatu Skołotów, Istów i Słowian  – takim spichrzem powinna być znowu w przyszłości.

Zaczynamy od Ziemicy starodawnych Budynów, Skraińców-Skrzyńców i wielu innych szlachetnych plemion słowiańskich, skołockich i istyjskich, ziemi która była także domem Dawianów. Nic dziwnego że jest nam droga, że była droga od tysiącleci, ode zawsze – bo to nasza ziemia rodzinna.

Ziemia, w której udomowiono bydło i nauczono się pić mleko oraz spożywać dziesiątki jego przetworów. Ziemia na której osiodłano konia, ziemia która wydała bojowe rydwany i nauczyła się wykuwać żelazo a z niego broń i narzędzia. Ziemia, która wydała na świat i rozpowszechniła na całej ziemi pierogi, makaron i chleb, która karmiła wszystkich mlekiem i miodem – pokolenie za pokoleniem. Ziemia niezniszczalna – silna Duchem Przeszłości i głęboką Pamięcią Korzeni.

Ukraina

Świętogóra

To święte miejsce Słowian, Świętogóra, położone magicznie i objawione. Miejsce kultu Wiary Przyrody od 1500 roku p.n.e.

zacxhód, pola Światogorsk 3 img10242Łany – zachód, lato na Ukrainie okolica Świętogóry

Rośliny zbożowe – rośliny zbożowe to podstawa wyżywienia człowieka. Z tego powodu zajmują aż 70% powierzchni upraw na Świecie. Gatunków uprawianych zbóż jest kilkanaście ale tylko pszenica, ryż, kukurydza i jęczmień uprawiane są na całym świecie. Inne z roślin zbożowych czyli proso, sorgo, żyto i owies mają obecnie znaczenie bardziej lokalne. Obecnie rocznie zbiera się ponad 2 mld ton zbóż na świecie, czyli 2 razy więcej niż w roku 1960 (ledwie 50 lat temu – miałem wtedy 8 lat i pamiętam doskonale Olimpiadę w Rzymie w czarno-białym telewizorze – a ledwie 5 lat później byli już Beatlesi,  a dwa lata później po The Beatles, byli już hippisi w USA, a rok później w Polsce).

Zachód pod Światogorskiem img10234Łąki i pola uprawne – pszenica

Pszenica – roślina o dużych wymaganiach Potrzebuje ponad 100 dni okresu wegetacji i minimum trzech miesięcy z temperaturą powyżej 10 stopni. Duża różnorodność odmian sprawia, że jest uprawiana od południowej Skandynawii po RPA z pominięciem strefy równikowej deszczów zenitalnych. Występuje w uprawie nawet na wysokości 4000 metrów n.p.m. Największym miejscam uprawy jest Niż Europejski gdzie plony dochodzą nawet do 80 q/ha . W Europie uprawiana jest także na jej południu. W Azji jest uprawiana w rejonie Pogórza Kazachskiego, w południowej Rosji od Kazachstanu po jezioro Bajkał i na Nizinie Chińskiej.


Zachód lato Światogorsk 2 img10236Zielono

Jęczmień – ma niewielkie wymagania , charakteryzuje się krótkim okresem wegetacyjnym, uprawiany nawet w okolicach koła podbiegunowego. Używany głównie jako składnik pasz,  spożywany pod postacią kaszy i dodawany jako mąka do wypieków chleba, czy do wyrobu makaronu. Duże ilości jęczmienia wykorzystuje przemysł piwowarski. W Europie uprawy jęczmienia to głównie  Niemcy, Francja, Wielka Brytania, Polska i Ukraina. W Azji Chiny, Kazachstan, Turcja.

Kupalia – Lato

Pierwszy dzień lata na Ukrainie  – To przede wszystkim Kupalnocka, czyli swięto Ivana Kupały, albo Boga Miłości i Płodności – Kupały (Kupajły)

Święto Kupały – Ukraina

Pierwszy letni poranek po Nocy Świętorujańskiej

Świętogórsk

Swiatohirśk (ukr. Святогірськ, ros. Святогорск, Swiatogorsk) – miasto na Ukrainie w obwodzie donieckim, rejonie słowiańskim. Liczy 5 100 mieszkańców (2006). Ośrodek przemysłu spożywczego. Jest miejscowością letniskową oraz wczasową. Leży nad Dońcem.

W pobliżu miasta znajduje się prawosławna Ławra Świętogórska.

Svyatogirs'kaya_Lavra_21Sanktuarium Świętej Góry – miejsce święte Wiary Przyrody

Ławra Świętogórska

Ławra Zaśnięcia Bogurodzicy (ukr. Свято-Успенська Святогiрська Лавра) – duży monastyr męski, ważny ośrodek życia prawosławnego (ławra) należący do Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego. Jest usytuowany w pobliżu Świętogórska we wschodniej Ukrainie. Tytuł ławry otrzymał w 2004 r.

Dla nas to jedno z głownych miejsc pogańskiego kultu na Ukrainie. |Miejsce jakże podobne do na przykład Czrnej pod Krakowem, jakże podobne do Poczajowa no i nie bez powodu poświęcone Świętemu Mikołajowi – Mikule-Mądowi, jednemu z Bogów Przeznaczenia – z Tynu Koszów-Kosych (Plątów), a także postaci która przejęła część atrybutów Pana Zaświatów – Welesa. To żaden przypadek że ławra jest ławrą Zaśnięcia Bogurodzicy – tak Zaśnięcia Snem Wieczystym – przejścia do Welesowej Krqainy. Ta góra to miejsce dawnej czci – Wszystkich bogów Przeznaczenia: Plątów, Makoszów-Źrzebów, Dziewów-Koszów (Kupały i Dziewanny) i Panów Śmierci i Morzenia – Morów i Władców Weli – Welesów.

Svyatogirs'kaya_Lavra_1Świętogóra


Lato na Ukrainie okiem Aleksieja Zotowa

Karpaty, wspaniała góra Goweria

Karpaty – Goweria

Karpaty – Goweria

Ukraina wbrew pozorom to nie stepy, ale też lasy, przepiękne, góry i bory Zachodniej Ukrainy i Ukrainy południowej – tej Wołoskiej.

Karpaty Zachodnie – strumień

Karpaty – Goweria

Karpackie hospodarstwo

Owies – nie ma dużych wymagań, udaje się dobrze nawet na słabych glebach. Ma krótki okres wegetacji, najlepszym klimatem do uprawy jest umiarkowany chłodny z odmianą wilgotną. Służy głównie jako pasza dla koni, ale w dobie rozszerzającego się wegetarianizmu i weganizmu jako podstawa placków, bułeczek, ciasteczek, sałatek i setek innych potraw – głównie z płatków owsianych.

Żyto – nie wymaga szczególnie dobrych gleb. Cechuje się dużą tolerancją klimatyczną, odporność zboża na mróz. Jest to gównie zboże chlebowe. Otręby żytnie to dobra pasza. Europa Środkowa i Wschodnia to główne obszary upraw.

Bath – Wodo i Wodnice  pilnujące budynku łaźni-bani?

Ten portal na budynku żywcem z dawnej łaźni.

Kijów

Kijów – lato

Kijów – statua i fontanna

Dniepr w Kijowie

Inne ujęcie Dniepru w Kijowie

Katedra Włodzimierza – Kijów

Katedra Włodzimierza – wnętrze

Pomnik – Macierz – Matka Ziemia Rodzima – na wzór dawnych pogańskich stołpów dominująca nad Kijowem

Kijów w obiektywach innych fotografików

Park Zwycięstwa i wzgórze z jeszcze innym ujęciem statui Macierzy

Pełnia słodyczy – Wata cukrowa, symbol letniego spaceru i piękna Ukrainka.

Skoro o cukrze to buraki, słoneczniki i rzepaki

Burak cukrowy – potrzebuje dobrych nie zakwaszonych gleb, najlepiej rośnie w klimacie umiarkowanymi o dużym nasłonecznieniu. Uprawiany na obszarze europejskiego niżu – Polska, Ukraina, Rosja.

Słonecznik – wymaga dobrych gleb i ciepła, jego nasiona zawierają 40 – 50% tłuszczu. Mogą być spożywane na surowo. Uprawiany w całej Europie oraz w Chinach i Indiach.

Rzepak – jest to roślina, która zawiera ok. 40-45% tłuszczu; z niego wyrabia się olej: jadalny lub techniczny; stosowany jest też jako pasza dla zwierząt; rośnie na glebach dość żyznych i porowatych; występowanie: prawie cała Europa (głównie Niemcy, Francja, W. Brytania, Polska, Szwecja, Czechy).

I jeszcze pocztówkowy Kijów

Bliźniacze miasto Krakowa – starodawne bliźniacze ziemie Nurów i Budynów. Splecione w jedną sięgająca od granicy Śląska – tj od Małopolski, Moraw i dzisiejszej Słowacji, Uhorza i Wołoszy poprzez Karpaty po  Don na wschodzie – Ziemicę Nuruską (Nur-Ruską).

Sobór Michajłowski – Kijów

Monastyr Świętego Michała – Kijów lato

Wzgórze Włodzimierza – gdzie kiedyś stał Perun i inne stołpy b0gów Rusi

Kijów Wzgórze z Parkiem Wodnym (Hydropark)


Zachodnia Ukraina, albo Wschodnia Polskaale to Łącznik, a nie miejsce sporne.

Drewniany kościółek katolicki – Zachodnia Ukraina

Przyroda

Andrij Bartkiv – Dziki Bukiet

Robert Gruchała – Pitros w chmurach

Siergiej Osipow – Kamuflaż

Łuck

Młoda para na zamku Lubarta w Łucku



Łuck – późne lato w ogrodzie Oli


Łuck – Dom Rzeźbiarza

Przyroda

Andrij Bartkiv – Dniepr

Andrij Bartkiv – Lato

Andrij Bartkiv –  Maki

Andrij Bartkiv -Dzikie Pola

Andrij BartkivAndrij Bartkiv -Bociany


Winnica

Jak wskazuje nazwa dawniej miejsce słynne z uprawy winogron i winnej latorośli.

Vinnytsia is also known by a variety of other names, such as Vinnytsya, Vinnitsa (Russian: Винница), Vinnica (Polish: Winnica) and Romanian: Vinniţa.
All of the variations of the city’s name originate with the Slavic word for Vineyards, ultimately derived from Latin vīnea for the word vine. Some of these reflect names in foreign languages that have had historical influences on the city.

Ulica Michajliczenki z widokiem na Katedrę

Czy nie czas przywrócić tę chlubną tradycję winną Winnicy?

Winnica – Pomnik Ofiarom Czarnobyla


Zachód słońca – nad Bugiem, w Winnicy


Żytomierz

Starożytna osada słowiańskich Drewlan na wschodnim skraju Wołynia. Położona nad rzeką Teterew i  jej dopływem Kamionką. Jeden ze starszych grodów ruskich powstały w IX w. W 1320 r. Żytomierz przyłączono do Wielkiego Księstwa Litewskiego. Miasto wielokrotnie niszczyli Tatarzy. Od unii lubelskiej 1569 r. był częścią Korony.

Jak wskazuje nazwa był słynny z żyta i wymiany – czyli handlu zbożem

Zagrabiony przez Rosję po II rozbiorze Żytomierz już nie powrócił do Rzeczpospolitej. Intensywnie rusyfikowane miasto liczyło pod koniec XIX w. 70 tyś. mieszkańców w tym ok. 9 tyś. Polaków. Polsko – sowiecki pokój ryski z 1921 r. pozostawił poza Rzeczypospolitą około miliona Polaków w okolicach Żytomierza.

Święty Kamień Drewlan upamiętnia dzisiaj moment założenia miasta

Pomniki cmentarne

Kościoły i cerkwie


Lwów - Piękno bez komentarza


Odessa

Ulica Lecha Kaczyńskiego

Gmach Opery

Nowoczesny budynek mieszkalny


Hotel Odessa

Donieck

Don Kalmius


Kalmius


Bulwary nad Donem nocą

Krym

Przez długie wieki Skołocki, a potem plemienia Turów, wreszcie Tatarski – lecz zawsze Sistański.

Tauryga

Jaskółcze Gniazdo



Ukraińska Nieć Baji według Haliny Łozko i Andrieja Klimenki

Posted in Mitologia Słowiańska, sztuka, Wiara Przyrody by bialczynski on 1 Lipiec 2010

Andrij Klimenko – Obwieszczenie cara Skilura (Sokołura)

copyright © by Halina Łozko , ® all rights reserved by Andrij Klimenko

Rodzima wiara ukraińska


Dedykuję mojej matusi
Marii Iwanownie, która
nauczyła mię ubóstwiania Przyrody

Halina Łozko

PRZEDMOWA AUTORKI DO WYDANIA POLSKIEGO

Religioznawstwo współczesne nareszcie znajduje właściwą drogę do wyraźnego sklasyfikowania wszystkich religii. Ani animizm, ani fetyszyzm bądź totemizm, a nawet politeizm czy monoteizm nie mogą być uważane za klasyfikacyjne wyznaczniki religii. Albowiem przy obiektywnej analizie religioznawczej wyjdzie na jaw, że i chrześcijaństwo posiada cechy fetyszyzmu (krzyże, relikwie „świętych”, cudowne obrazy itp.). Nadto w ciągu dwóch tysięcy lat swego istnienia chrześcijaństwo przeobraziło się w religię politeistyczną, aczkolwiek chrześcijańscy teologowie powiedzieliby o tym spostrzeżeniu, że jest bluźnierstwem. Z punktu widzenia obiektywnego religioznawcy chrześcijaństwo posiada: boga trójpostaciowego (ojca, syna i ducha), matkę bożą, setki „świętych”, wokół których dostrzegamy wszelkie oznaki kultu (modlitwy do „świętego”, dary wotywne, kultowe podobizny – posągi albo obrazy). Tak więc monoteizm chrześcijaństwa, jak go przedstawiają jego teologowie, pozostaje w gruncie rzeczy deklaracją. Bezpodstawne również okazują się roszczenia światowych religii do wyższości, jako że wyższość czy niższość danego zjawiska to sprawa subiektywna.

Niezawodnym wyznacznikiem jakiejkolwiek religii jest jej pochodzenie i sposób ekspansji. Dlatego wszystkie istniejące oraz już nie istniejące religie zaliczamy do dwóch wielkich grup: stanowią je religie etniczne (narodowe i rodowo-plemienne) i religie światowe (międzynarodowe, kosmopolityczne). Dzisiaj możemy jeszcze wyodrębnić trzecią grupę – neoreligie (nowe prądy religijne), które jednakże wykazują tendencję do przekształcania się w światowe, a to przez ich kosmopolityzm i misjonarstwo w różnych krajach. Przyjrzyjmy się bliżej każdej z takich religii.

1. Etniczne religie powstają z reguły żywiołowo i w sposób naturalny w granicach jednego etnosu i na jego etnicznym obszarze, poza który nie wychodzą. Religie te istniały i gdzieniegdzie istnieją nadal jako niezwykle aktywny i trwały czynnik samozachowania narodu, jego tożsamości oraz odporności na obce, wrogie etnosy. Tak więc rodzima wiara etniczna stanowi ochronę narodu, zapewnia mu istnienie we współczesnym świecie. Etniczne religie zachowały się dotąd w Chinach, Japonii, Indiach, Iranie i Izraelu. Utrata własnej narodowej religii zawsze jest następstwem zmagań ideologicznych i politycznych.

2. Światowe religie tworzą się w sposób sztuczny, powstając zwykle z objawienia jakiegoś proroka czy „nauczyciela” (założyciela), który poczyna głosić własną naukę wiary i własne rozumienie boga. Poczęte w łonie jednego etnosu religie wychodzą poza jego granice, często przy użyciu przemocy i agresji wojskowej (przykładowo: chrześcijaństwo i islam). Religie światowe są w pierwszym rzędzie odpowiedzialne za odchodzenie ludzkości od naturalnego sposobu bycia i myślenia, one dały początek dysharmonii między człowiekiem i przyrodą, dysharmonii, która w ciągu dwóch i pół tysiąclecia doprowadziła do powszechnego kryzysu ekologicznego i postawiła ludzkość przed wyborem: wrócić do przyrodzonej mądrości przodków – albo zniknąć z lica Ziemi (być może wraz z nią).

Chrześcijaństwo, zanegowawszy słowiańskie pojmowanie boga i widzenie świata, narzuciło naszym narodom obce im nakazy moralności: strach, pokorę, obłudne miłosierdzie, bierność, miłowanie nieprzyjaciół, pobłażanie dla zdrajców i złoczyńców; to stało się przyczyną rozkojarzenia ducha oraz utraty charakteru i doprowadziło do historycznych kataklizmów, bratobójczych wojen, zrodziło upodobanie w obcym sposobie bycia, wreszcie poważanie dla tak zwanego przez boga wybranego narodu.

Sprzeczności w chrześcijańskiej nauce wiary już od dwóch tysięcy lat nie dają spokoju myślącej części ludzkości. Mitologia zmartwychwstania osobnika czczonego jako syn boży to dziś już beznadziejny anachronizm. Człowiek pragnie łączności z kosmosem drogą naturalnych umiejętności i symboli, o jakich wiedzę posiadali nasi dalecy przodkowie, a jakie zostały nam przemocą odebrane. Naruszono ciągłość międzypokoleniowego przekazu wiadomości od dziadów-pradziadów dla synów-wnuków. Gdy naród zapomina, że jest potomkiem Boga (na przykład Rusicze – wnuki Dadźboga), to bez oporu godzi się zostać niewolnikiem bożym (z reguły niewolnikiem cudzego boga).

Tak więc religia światowa występuje w roli dobrze zamaskowanego narzędzia walki politycznej o stworzenie jedynego religijnego światowego imperium. W takiej walce politycznej dają o sobie znać dwa biegunowo przeciwne dążenia: pierwsze – wola narodów zachowania swej tożsamości, czyli walka o życie narodu; drugie – dążenie pewnych politycznych kół do dominacji w świecie, co pragnie się osiągnąć drogą niwelacji narodowych odrębności i upowszechnienia przez światowe religie międzynarodowych idei, tak zwanych wartości ogólnoludzkich.

Religijni imperialiści nie ustają w wymyślaniu coraz intensywniejszych metod zniwelowania narodowej duszy u wszystkich narodów. Na dwudziestym stuleciu legło już piętno różnych idei stworzenia jednej wszechświatowej religii na osnowie chrześcijaństwa (na przykład „Róża świata” Andriejewa i in.). Celem tych zabiegów jest wytworzenie jednolitej, bezkształtnej masy ludzi pozbawionych narodowej odrębności – takich biologicznych robotów posłusznych cudzej woli. Te zabiegi skazane są na niepowodzenie, dopóki narody posiadają w sobie dość sił zdrowych i myślących. Wierzymy w przyrodzoną mądrość potomków Słowian, co „stali się sławnymi sławiąc Bogów naszych” (Księga Wełesowa).

Andrij Klimenko – Amazonka skołocka (Mazonka skołocka – Lodowija?!)


Tysiącletnia niewola duchowa, jakiej poddana była Ukraina wraz z innymi bratnimi narodami słowiańskimi, nauczyła nas wielu rzeczy. Ale i chrześcijańskie imperium obrosło przez ten czas doświadczeniem i znacznym kapitałem. Siły obu stron są na razie nierówne, ale narodom oczy poczynają się już otwierać. Na Ukrainie zaczęło się to przed drugą wojną światową. W roku 1934 młody badacz folkloru Wołodymyr Szajan podczas pobytu w Karpatach zaobserwował starodawny obrzęd, zachowany z czasów pogańskich, a mianowicie święcenie ziarna przed zasiewem. Było to dlań olśnieniem, które stało się pobudką do dalszej pracy, do poszukiwań źródeł myśli religijnej Prasłowian i w ogóle Indoeuropejczyków.

W roku 1943 Wołodymyr Szajan zakłada Zakon Rycerzy Boga Słońca. Była to formacja o charakterze religijno-politycznym. Nieznane są jej losy powojenne, wiemy tylko, że wśród żołnierzy Ukraińskiej Powstańczej Armii znajdowała się i walczyła Powstańcza Grupa im. Peruna. Któż by nazwał swą grupę imieniem dawnego Boga Słońca, jeśli nie członkowie owej formacji?! W Księdze Wełesowej czytamy: „Chwała Bogu Perunowi płomiennokędzierzawemu, który miota strzały na wrogów i wiernie prowadzi naprzód! Jako że jest on dla wojów ich sędzią i dumą, i złotoruniem – miłościwy i wszechprawy jest!” Lecz z Księgą Wełesową zapoznaliśmy się dopiero w późniejszym czasie.

Zostawszy profesorem Wołodymyr Szajan nie porzucił swych marzeń o odrodzeniu etnicznej, starodawnej wiary Ukraińców. W tym właśnie widział drogę do wyzwolenia politycznego i duchowego, powrotu narodu do jego odwiecznych i szlachetnych wartości. W. Szajan, organizator i pierwszy przewodniczący Europejskiego Prezydium Ukraińskiej Wolnej Akademii Nauk, napisał szereg prac z zakresu religioznawstwa porównawczego, w tym studia nad Księgą Wełesową oraz Rigwedą. Pierwszy tom tych prac pod tytułem Wiara przodków naszych wydali w Kanadzie (Hamilton, 1987) jego uczniowie i następcy. Odwieczne pragnienie ludzkości – dążenie do poznania i miłości znalazło swój wyraz już w dawnej religii Indoeuropejczyków, jak to czytamy w pisemnych pamiątkach Rigwedy: „poznaj Boga i pokochaj Go”. Światowa religia przewraca wszystko do góry nogami: „na początek, bracie, przyjmij chrzest święty, a potem dopiero nauczymy się bojaźni boga i wypełniania jego woli”. Przez całe tysiąclecia chrześcijaństwo niszczyło każdą żywą myśl, bezwzględnie zwalczało objawy ludowej moralności i etnicznego pojmowania boga, piętnując je jako nikczemne, podłe i wstrętne. Jednakże mądrość ludowa żyje wiecznie – w naszych obrzędach i zwyczajach, w pieśniach i tańcach, w wyszyciach ręczników, w pisankach, korowajach, w ogniskach kupalnych i bożonarodzeniowych karnawałach.

Jak udowodnił w toku swoich badań profesor Szajan, wiara prasłowiańska nie była politeizmem. Posiadała szczególne pojmowanie bóstw, któremu odpowiada raczej termin „henoteizm”: Bóg jedyny, ale mnogi w swych przejawach; ma tyle imion, ile tych przejawów ukazuje się we Wszechświecie. Stąd rozmaitość imion bogów w Rigwedzie, stąd też – bogactwo słowiańskiego panteonu bogów; Ojciec Swaróg i synowie Swarożyce. Badacze dawnych religii przez długi czas pozostawali pod przemożnym wpływem chrześcijańskiego światopoglądu i nie potrafili wyzbyć się uproszczeń dogmatycznego sposobu patrzenia na religię naszych przodków. Niespodziewanie dwudzieste stulecie obdarzyło nas cudownie zachowaną pamiątką kultową, nazwaną Księgą Wełesową (V-IX wiek), która odsłoniła przed nami bogactwo duchowego życia dawnych Słowian, ukazała te aspekty ich religii, praktyki kultowej oraz fragmenty sakralnych tekstów, jakie dotąd nie były nauce znane i w jakich znajdują swe potwierdzenie domysły wybitnych myślicieli przeszłości. Wiara naszych przodków była i jest znaczącym wkładem w dorobek kulturowy ludzkości. Znajdujemy w tej wierze cały szereg podobieństw do Rigwedy, co świadczy bezspornie o dawnym pochodzeniu tych wierzeń z jednego praźródła.

Praojczyzna narodów słowiańskich to terytorium między Dnieprem i Odrą, gdzie lokalizuje się archeologiczny, lingwistyczny i etnograficzny masyw słowiański. Nie brak naukowych hipotez w dziedzinie złożonych procesów etnogenezy, jakie zachodziły na ziemiach Słowiańszczyzny, ale nauka współczesna coraz bardziej wysuwa na czoło teorie o autochtonicznym pochodzeniu i rozwoju plemion słowiańskich na ich odwiecznych terytoriach. Całkiem możliwe, że do największych sanktuariów przybywały pielgrzymki wiernych z całej Słowiańszczyzny. Za takie święte miejsca możemy uważać sanktuarium na Ślęży w pobliżu Wrocławia albo chrom* Świętowita w Arkonie na Rugii. Stały takie chromy i na Rusi – sanktuarium Rodeń nad brzegiem rzeki Roś, sanktuarium Roda-Świętowita na górze Bogit, chrom Busziwśkyj na Podolu i in.

Pierwotnie wspólne były prasłowiańskiej jednocie kulty Macierzy-Przodkini albo Mateńki-Ziemi i kult Bogini Płodności; pozostałości ich odnajdujemy dzisiaj w mitologiach ukraińskiej, bułgarskiej, polskiej, rosyjskiej, białoruskiej, a także ludów bałtyckich. Na uwagę zasługuje niezwykła postać Matki-Sławy, o jakiej dowiedzieliśmy się z Księgi Wełesowej. Na kult ptakopodobnej bogini zwróciła uwagę jeszcze w latach siedemdziesiątych Marija Gimbutas, ale nie znalazła poparcia u wybitnych archeologów (np. u Borisa Rybakowa), uważających, że istnienie takiego kultu w przeszłości nie jest udokumentowane. Dzisiaj mamy dowody na piśmie, wyryte na deseczkach Księgi Wełesowej: „To mówi Mać-Ptak nasza o nas i sławę rzecze nam”; „Macierz-Sława wybrała nas, byśmy śpiewali o zwycięstwie nad wrogami i wierzymy w to, bo to słowo o ptaku Wyżnim, co uleciało w niebo od nas”; „tak sława nasza przejdzie do Macierzy-Sławy i pozostanie w niej do końca wieków ziemskich i innych żywotów!” Obraz Macierzy-Sławy wiązał się z obrazem słonecznej światłości, której skrzydła-promienie wieszczą przyszłą sławę i zwycięstwo: „bije skrzydłami Macierz-Sława”.

Przyrodzona szlachetność słowiańskich narodów dawała pierwszeństwo wartościom duchowym przed materialnymi: „wolimy zniknąć, ale nigdy nie być nam niewolnikami i nie czcić cudzych bogów”. Kędyż więc się podziała ta duma i godność własna, jako że tysiącletnie panowanie obcej religii przemieniło nasze narody w posłuszną, pełną bojaźni bożej owczarnię chrześcijańskich popów i księży?! Setki i tysiące historycznych faktów chrześcijańskiego terroru, rozlewu krwi i bratobójstwa woła dziś do Słowian myślących, by zrzucili z siebie tysiącletnie jarzmo duchowej niewoli. Posiadamy świętą Wiarę naszych dalekich, mądrych przodków, która po stokroć jest wyższą, przyrodzoną, kosmiczną wiarą – tylko ona uratuje Słowian od samozagłady.

Dzisiaj trzeba nam połączyć wszystkie wysiłki na polu nauki zmierzającej do poznania, uporządkowania i wydania wszystkiego, co jeszcze można uratować, oczyścić z obcych naleciałości i zwrócić dziedzicom dawnych Sławnych. Korzystajmy z metod religioznawstwa porównawczego, które zalecał profesor Szajan! Wspólna słowiańska spuścizna duchowa daje możliwość wykrycia i najlepszego zrozumienia regionalnych osobliwości kultów i nauczania wiary. Mozaika kultów wiary rodzimej narodów słowiańskich nigdy nie zrodzi wrogości, bo jedynie przez cześć dla tego, co rodzime, wyrasta szacunek i tolerancja w stosunku do sąsiadów. My z jednakowym odczuciem sacrum oddamy cześć bogom w ukraińskim chromie Swaroga, jak i wtedy, gdy znajdziemy się na szczycie świętej góry Ślęży na Śląsku. To odczucie sacrum niechaj będzie zaprzeczeniem biblijnych nakazów: „ołtarze ich porozwalajcie”; „ich bogów spalcie ogniem”. Widzieliśmy już, czym może się stać walka wokół jednego Boga (Jezusa czy Jahwe). Reakcja łańcuchowa rozpadu – oto schemat rozwoju chrześcijaństwa. Setki sekt i wyznań, co różnie rozumieją jedną księgę, fanatyzm i nienawiść do drugiego człowieka zamiast głoszonej miłości bliźniego. Czyż nie czas nam rozglądnąć się dokoła i odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy uczyniło nas lepszymi chrześcijańskie „światło” z Rzymu lub Bizancjum?!

Pora nam już na oczyszczenie się. Ruscy wołchwowie przepowiedzieli ten czas, gdy zebrali się przed tysiącem lat na Górze Zamkowej w Kijowie. Toż zdejmijmy swoje „różowe okulary” – druhowie polscy! Spójrzmy na naszą przeszłość i przyszłość jasnymi oczyma naszych praszczurów, którzy patrzą na nas z Wyraju w oczekiwaniu na tę chwilę, kiedy zaśpiewamy Sławę Wielką naszym rodzimym słowiańskim bogom!

Halina Łozko

* (Prawidłowa polska nazwa świątyni zamiast spopularyzowanej przez modernistów, niewłaściwej formy chram – za A. Brcknerem, Słownik etymologiczny języka polskiego, Warszawa 1957, hasło chram (przyp. red. pol.).

Andrij Klimenko – Dobrynia i Żmij

Przedmowa

Największym dorobkiem każdego narodu jest jego kultura duchowa. Jego własna, nie wprowadzona przez gwałt zniewolenia, nie narzucona przez jakieś imperium, nie importowana z zagranicy. Przez przyjęcie obcych wtrętów w miejsce tworzenia swojej kultury naród traci tożsamość. Tak było z Ukraińcami w „internacjonalistycznej rodzinie bratnich narodów”, gdzie kulturę sprowadzano do „zlania się wszystkich ludów i narodów” z jej uśrednioną duchowością. Tak było w imperium rosyjskim, kiedy za wzorzec dla Ukraińca uchodziła jedynie „wielkorosyjskość”. Tak było za Polski, kiedy znaczna część ukraińskich warstw wyższych, zapominając o swych rodzimych korzeniach, wyrzekała się swego narodu. Tak było i za Rusi Kijowskiej, kiedy z woli książęco-bojarskiej elity Ukraińców siłą zagnano pod bizantyjskie jarzmo duchowe.

Mimo to nawet tysiącletnie panowanie chrześcijaństwa nie zniszczyło sentymentu Ukraińców dla ich pradawnej wiary, chociaż wytworzyło pewien kompleks odnośnie do nazwy „pogaństwo”. Trzeba wreszcie zrozumieć, że ojczysta wiara Ukraińców (jak i inne wiary etniczne), nazwana w nauce „pogaństwem”, nie ma w sobie nic hańbiącego.

Greckie e,Jnio’ (etniczny) znaczy „plemienny, ludowy, pogański” i pochodzi od greckiego e,’Jo: zwyczaj. Stąd pierwotne znaczenie słowa „pogaństwo” – „wiara plemienia ludzi związanych wspólnym zwyczajem i wspólnotą pochodzenia”. Ukraińskie l.rTr�Zo (jazycznyctwo) to pradawna, narodowa wiara naszego ludu, zachowana w obrzędach i zwyczajach, przekazach, proroctwach, legendach, mitach, opisana przez etnografów i folklorystów; musi być obecnie poddana systematyzacji, rewizji znaczeń, oczyszczona z późniejszych naleciałości i przekazana naszym potomkom.
Co gotuje nam los dzisiaj? Zali historia niczego nas nie nauczyła? Zali mamy zniknąć jako naród, rozproszyć się w kołowrocie czasu?
Nie! Mamy BYĆ, żyć, istnieć jako jedna z nacji świata, nosicielka głębokiej, pradawnej kultury.

Andrij Klimenko – Ryton

Etniczna wiara Ukraińców

Chrześcijaństwo sadowiło się na Ukrainie przez szereg stuleci, cofając się od czasu do czasu przed pradawną wiarą etniczną (pogaństwem). Długo chrześcijaństwo pozostawało religią górnych warstw książęco-bojarskich, nie mając wpływu na masy. W ostatnich kilku wiekach popi mieli specjalne instrukcje nakazujące nawracanie ludzi na wiarę Chrystusa. Wszędzie drukowano sprawozdania z tej akcji. Na przykład w roku 1847 przymusowo ochrzczono 1002 mahometan, 1297 Żydów, 1522 pogan (Wiadomości o stanie i przyroście ludności prawosławnej). Jednakże pogaństwo na Ukrainie nigdy nie znikało, lecz istniało po kryjomu.

Najwyższa idea ukraińskiego pogaństwa to filozofia wiecznego życia, ubóstwianie przyrodniczego początku Wszechświata, radość istnienia na ziemi. Wierzono, że jednostka odchodzi na tamten świat taką, jaką była za życia: albo wolną i bogatą, albo nikczemnym rabem, jakim będzie już wiecznie. Dlatego każdy członek pierwotnego społeczeństwa dążył za życia do osiągnięcia najwyższych dostojeństw, szacunku, bogactw, do wyróżnienia się na polu bitwy czy w codziennej pracy. Stąd odwieczne pragnienia wojowników, w tym i ukraińskiego Kozactwa, nieograniczonej swobody. Stąd tradycyjne nieuznawanie zwierzchności i poważanie innej osoby. Stąd i żywotność idei „raczej śmierć niż niewola”, jaką już od tysiąca lat żywi się ukraiński patriotyzm.

Na ukraińskich ziemiach prawo zwyczajowe zasadzało się na wybieralności władzy i jej wymianie. Wspólnotowe tradycje przechowywano w silnych społecznościach terytorialnych, które cieszyły się samorządem aż do XIX wieku. Zwyczaj zabraniał wojen łupieskich. Tych, którzy nie przestrzegali zwyczajowych norm, wypędzano nawet wraz z całym rodem. Żercy i wołchwowie mieli większy wpływ na naród niż książę i w razie potrzeby mogli zmusić księcia do działania na korzyść całego plemienia, a także skazać go w wypadku naruszenia owych norm.

Taka ideologia zaczęła być nieporęczna dla książęco-bojarskiej elity X stulecia. O wiele piękniej wyglądała idea, że „wszelka władza pochodzi od boga, dlatego występowanie przeciw niej stanowi przestępstwo, bo sprzeciwia się woli bożej”. Tak tedy nowa wiara zjawia się wówczas, gdy jest na nią zapotrzebowanie. Chrześcijaństwu też właściwa jest wiara w żywot wieczny, ale podstawowe pojęcie pobożności sprowadza się do pokory, poddawania się cudzej woli, wzgardzenia dobrami doczesnymi, za które jednostka otrzymuje rzekomo kompensatę na tamtym świecie. Księciu i bojarstwu to imponowało, ale filozofia niesprzeciwiania się złu i miłowania nieprzyjaciół nie mogła się przyjąć na gruncie ukraińskim nawet po upływie tysiąca lat.

„Miłujcie nieprzyjacioły wasze, błogosławcie tym, którzy was przeklinają; dobrze czyńcie tym, którzy was mają w nienawiści, i módlcie się za tymi, którzy wam złość wyrządzają i prześladują was”1 – przyjęcie takich zasad moralności nie przysparza czci żadnemu narodowi mającemu poczucie godności własnej. Powszechnie wiadomo, że państwa, które pierwsze przyjęły chrześcijaństwo, nigdy nie kierowały się zasadami chrześcijańskiej moralności. Imperium rzymskie uczyniło z wiary niewolników religię światową po to, by umocnić swoje panowanie nad innymi narodami – i stać się imperium światowym, zniszczywszy wpierw dla nadnarodowych koncepcji kulturę antyku, pogańskie świątynie, ten bezcenny dorobek narodowych wierzeń. Proces anabiozy (okresowego zamierania w niekorzystnych warunkach) ukraińskiego pogaństwa już się skończył, podobnie jak i u innych Słowian. Proces powrotu narodów do ich etnicznych wierzeń należy rozpatrywać jako zjawisko prawidłowe na nowym skręcie spirali – jest to proces ekologizacji społeczeństwa, powrotu do symbiozy człowieka i przyrody, proces niemożliwy przy światopoglądzie synkretycznym. Odrodzenie etnicznych wiar już się zaczęło i nieuznawanie tego byłoby pomyłką. Wspólnoty pogańskie istnieją w niepodległym państwie ukraińskim, w Rosji, krajach bałtyckich, w Ameryce i gdzie indziej. Wiary etniczne mają ze sobą wiele wspólnego, lecz każda z nich pozostaje niepowtarzalna, gdyż nosi piętno narodowego światopoglądu i obrzędowości.

Rzeczywiście, nowa wiara się zjawia, gdy istnieje jej potrzeba. Dzisiaj nowe – to dawno zapomniane stare. Nic więc dziwnego, że dziś coraz częściej odczytujemy na nowo naszą historię oraz jej sens, zwracamy się do pamiątek przeszłości, by odkryć, cośmy stracili i czym wzbogaciliśmy się przez ostatnie tysiąclecie. Pełni podziwu odnajdujemy głębokie tradycje naszych przodków, ich przyrodzoną mądrość, harmonię jednoczenia się z kosmosem, jaką myśmy prawie utracili.
Czyż nie pora wrócić nam do ojczystych świątyń?

Andrij Klimenko -Przebudzenie carewny

I. WIERZENIA, MITOLOGIA, DEMONOLOGIA UKRAINCÓW


Naród kładzie na swych bogach
pieczęć swej narodowości.
[Iwan Neczuj-Łewycki]

Osobliwości ukraińskiej mitologii

W przekładzie z greckiego „mit” – słowo, przekaz – oznacza opowieść o dawnych wierzeniach ludu dotyczących pochodzenia ziemi, zjawisk przyrody, bogów, herosów, Wszechświata. Mitologia to zbiór mitów tego czy innego narodu. Mity należy oddzielić od baśni, które już w starożytności brano za wymysł, płód fantazji, podczas gdy mitom przypisywano rzeczywistość opisywanych zdarzeń. Mity różnią się również od legend, zwykle osnutych wokół rzeczywistych ludzi lub prawdziwych wydarzeń. Mity ukraińskie charakteryzuje ich szczególny naturalizm, powiązanie z rolniczym albo pasterskim trybem życia naszych przodków. Osoby występujące w tych mitach to przeważnie ojciec-gospodarz, matka-gospodyni, ich synowie i córki, chudoba ich i pola. Tematyka tej mitologii jest jaskrawo zabarwiona rodzimym sposobem życia doby książęcej. Jak pisze Iwan Neczuj-Łewycki: „Nie znajdujemy w fantazji ludu upodobań do brzydkich, nieestetycznych obrazów, do mitycznych wielkoludów, do tych potężnych i strasznych głowaczy, tych rogatych bohaterów o budzących strach nienaturalnych instynktach, w czym lubuje się niemiecka i wielkorosyjska mitologia”2.

W najdawniejszych kolędach i szczodrówkach znajdujemy sławienie gospodarza nie jakiejś konkretnej rodziny ludzkiej, ale raczej echo sławiące rodzinę niebieskich gwiazd oraz zjawiska przyrody: słońce, księżyc, zorzę, drobny deszczyk, wiatr i in.

Trudności badania ukraińskiej mitologii polegają głównie na tym, że wszystkie piśmienne wzmianki o starodawnych wierzeniach mają charakter krytyki i potępienia pogańskich bogów (biesów), których opisywanie każdy latopisiec uważał za zbędne i traktował je jako przeżytki prymitywnych zwyczajów, nie do przyjęcia przez chrześcijan.

Rozwój ukraińskiej mitologii został nagle przerwany. Apostołowie chrześcijaństwa zniszczyli mnóstwo utworów pogańskich, jakie pisywali wołchwowie dla potrzeb kultowych i życia codziennego. Człowiek żył w pełnej harmonii z przyrodą, z niej też wywodził bogów i inne mityczne istoty – były dlań przeto przyrodne. Mity bizantyjskie w początkach ery chrześcijańskiej były obce i niezrozumiałe dla starożytnych Ukraińców, przeto usiłowali oni zachować swe najbardziej tajemne wierzenia, chowając się zwykle po głuchych lasach i chaszczach niedostępnych dla misjonarzy nowej wiary. Niestety, nie zachował się u nas żaden pisemny utwór o ludowych wierzeniach (w ujęciu pozytywnym). Kto wie, jak by dziś wyglądała ukraińska mitologia, gdyby posiadała pamiątki na piśmie jak na przykład grecka, wszakże nasze wierzenia swą dawnością nie ustępują greckim.

Doszły nas przeważnie urywki pradawnych mitów, zwykle zaśmiecone późniejszym chrześcijańskim nalotem, trudnym dzisiaj do rozpoznania, niełatwo więc zbudować zwarty system ukraińskiej mitologii. Dlatego badacze przywiązują wielkie znaczenie do przekazów ustnych, zwyczajów ludowych, pieśni, w których odzwierciedliło się pojmowanie świata przez nasz lud w czasach przedchrześcijańskich. Próby uporządkowania materiału do ukraińskiej mitologii i sprowadzenia go do jakiegoś systemu zapoczątkowano dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Wydano szereg naukowych prac o mitologii, monografii poszczególnych zagadnień, publikacji folklorystycznego materiału, jaki jeszcze zachował się w pamięci ludu. Jednakże systematycznego wykładu ukraińskiej mitologii nie posiadamy do dzisiaj. Prócz tego materialistyczny światopogląd XX wieku, szczególnie narzucany zakładom naukowym, ostatecznie zrujnował nie tylko zachowane jeszcze szczątki ludowych wierzeń, ale nadto zawęził do minimum wszelkie naukowe badania w dziedzinie mitologii, którą traktowano jako prymitywny, anachroniczny objaw kultury.

Charakterystyczną osobliwością ukraińskiej mitologii jest jej panteizm (z greckiego pan – wszystko, Teo’ – bóg), czyli religijno-filozoficzne twierdzenie, że bóg utożsamia się z przyrodą. Sakralizacja wszystkich zjawisk przyrody, ciał niebieskich, drzew, strumieni, czczenie mnóstwa bogów zwie się politeizmem, inaczej wielobóstwem.

U Ukraińców istniała swoista hierarchia bogów: na czele całego świata stali bogowie najstarsi, którzy kierowali całością życia, potem szli bogowie niżsi rangą oraz demony, posługujący starszym bogom; jeszcze niżej plasowali się ludzie obdarzeni wielką siłą, zdolni mierzyć się z demonami. Religia, w której wielu bogów podlega jednemu najwyższemu, zwie się henoteizmem.
Nie doszły nas, niestety, prawie żadne mity o rodowodach bogów, z wyjątkiem luźnych wskazówek, na przykład „wiatry – wnuki Strzyboga”; „Słońce-car – syn Swaroga, onże Dadźbóg” itp.
Tak więc ukraińska teogonia – zbiór mitów o pochodzeniu i rodowodach bogów – pozostaje zupełnie nie rozpracowana, przy czym w tej dziedzinie mamy materiałów najmniej.

Andrij Klimenko – Kyj pokonuje żmija

Ukraiński Olimp

Olimp – góra w Tesalii, gdzie mieszkają starogreccy bogowie. Nazwa ta, według językoznawców, sięga czasów indoeuropejskich i w zasadzie oznacza koło, czyli wskazuje na okrągły kształt szeregu szczytów w Grecji i Azji Mniejszej. W przenośni słowo to określa grono najznakomitszych artystów, poetów itp. My natomiast przypatrzymy się Olimpowi ukraińskich bogów tradycyjnej (przedchrześcijańskiej) wiary.

Rod i Rodzanice. Twórcą Wszechświata, Bogiem nad bogami był u Ukraińców Rod. On przebywa na niebie, jeździ na chmurach, jest dawcą żywota ludziom, zwierzętom, ptakom, zsyła deszcz na zasiewy żyta, wyznacza człowiekowi jego los. Rod – jedyny z bogów, który najdłużej pozostał w pamięci ludu – uchroniony w chaszczach i na wysokich górach przed chrześcijańskim klerem, był czczony przez niewielką już grupkę wiernych wyznawców aż do XIX stulecia. Rod uosabiał również potomków jednego przodka, czyli wiązał się z całym rodem w jego wspólnocie: zmarłych przodków, żywych potomków i przyszłych, nie narodzonych jeszcze pokoleń. Żeńskie bóstwa Rodzanice zajmowały się narodzinami i pozostawały w tajemnym związku z gwiazdami. Dusza ludzka ukazuje się jako iskra ognia niebieskiego – gwiazdeczka, jaką bóg zapala przy narodzinach dziecka i gasi, gdy człowiek umiera. Wołchwowie układali księgi, z których można było dowiedzieć się o swoim losie. Wśród książek zabronionych przez chrześcijaństwo znajdował się Rodzennik, w którym wymienione były dobre i złe dni i czasy oraz ich wpływ na losy rodzących się niemowląt. Rodowi i Rodzanicom składano ofiary z chleba, sera, miodu, kaszy (kutii). Przed przystąpieniem do spożywania na Narodzenie (Rodstwo) obrzędowej potrawy, kutii, ojciec rzuca pierwszą łyżkę w górę, w święty kąt – pokuć. Ten zwyczaj istnieje do dziś na terenach Ukrainy. Ma pochodzenie głęboko archaiczne i oznacza złożenie ofiary Rodowi i Rodzanicom, co ongiś wykonywał wołchw lub żerca. Ojciec rodziny utożsamiał się ze sługą kultu.

Święta Roda i Rodzanic obchodzono nawet we wczesnych chrześcijańskich chromach, gdzie ludzie znosili ofiarne potrawy. Tak w kijowskim soborze Św. Sofii w pierwszych latach jego istnienia gromadzili się poganie, by świętować swe starodawne Gody. Później przeszkadzało to bardzo klerowi i zostało surowo zakazane.

Rodowi i Rodzanicom, jako bóstwom najbardziej rodowym, składano tylko bezkrwawe ofiary w postaci produktów, jakie dawała sama przyroda (rośliny i bydło). Najdawniejsze wyobrażenia Roda i Rodzanic znajdują archeolodzy – są to niewielkie rzeźbione figurki, jakie prawdopodobnie miała każda rodzina. Zachowały się one również na wyszywanych ręcznikach. Są to powszechnie znane motywy drzewa życia (drzewa Rodu), stylizowane podobizny Wielkiej Bogini itp. Niektóre etnograficzne znaleziska umiejscawiają jeszcze w XX wieku wyobrażenia rodowego drzewa na drzwiach chat: mężczyzn przedstawia się na liściach tego drzewa, a kobiety – na kwiatach. Gdy człowiek umierał, obok jego imienia malowano krzyżyk, a gdy rodziło się dziecię – domalowywano nową gałązeczkę, listek lub kwiatek. Niektórzy badacze sądzą, że z czasem Rod przemienił się w Domowika chaty; wierzono, że żyje koło domowego ogniska, toteż stał się jego stróżem.

Kult Roda rozwinął się przypuszczalnie za czasów patriarchatu (epoka brązu), kiedy to Rodzanice, które zaistniały w matriarchacie, już wcielały się w obraz Łady i jej córki Leli. Tak więc można logicznie przyjąć, że Rodzanice – boginie płodności – pojawiły się u naszych przodków wcześniej, poprzedzając Roda. Przedstawiano Rodzanice parami (jak bliźnięta), co oznaczało najwyższą płodność i świętość. Lud do dzisiaj widzi w bliźniętach jakąś sakrę albo przynajmniej tajemniczy znak bogów. Lud utożsamiał Rodzanice (lub matkę Ładę i córkę Lelę) z gwiazdozbiorami Wielkiej i Małej Niedźwiedzicy.

Andrij Klimenko – Synowie Targitaosa (Kąptorgi)


Swaróg. Prabóg, pan świata, gospodarz ukraińskiego Olimpu. Nazwa boga pochodzi od sanskryckiego svarga, co oznacza niebo, wchód do nieba. Od Swaroga, Boga światła i ognia niebieskiego, pochodzą inni bogowie – Swarożyce. W pewnej czeskiej kronice znajdujemy wzmiankę, że Swaroga nazywano Zodiakiem. Kult Swaroga istniał też w dawnej Grecji. Dlatego że był bogiem jedynym, nigdzie nie stawiano mu posągów. Istniały posągi dwunastu bogów-gwiazdozbiorów. Tak więc niektórzy uczeni skłonni są uważać Swaroga nie za pojedynczego boga, lecz za cały panteon zodiakalny albo rok słoneczny. Możliwe, że w mitologii greckiej odpowiadało temu dwunastu tytanów. Jeden z nich zwie się Hyperion i jest tożsamy z ukraińskim Perunem albo zodiakalnym gwiazdozbiorem Strzelca. W bizantyjskiej kronice Joannesa Malali (VI-VII w.) są wzmianki o Hefajstosie i jego synu Heliosie; nasz latopisiec tłumacząc ten urywek nazywa Hefajstosa Swarogiem, a jego syna Heliosa Dadźbogiem.

Kult Swaroga zrodził się prawdopodobnie na przełomie epok brązu i żelaza. Znany był już Kimmerom i Scytom-oraczom. Liczne nazwy z rdzeniem Swar występują na znacznej przestrzeni Ukrainy: dawne grodzisko Sawarka albo Swarome (Kijowszczyzna), wieś Swarka u Rosi, wieś Swarycziw (Iwano-Frankiwszczyzna) i wiele innych. Są podobne nazwy w krajach sąsiednich: Swarcha i Swarawic w państwach nadbałtyckich, Swerechowa Góra na Bałkanach, Swarow w Czechach, Swarczec, Swarczów, Swarynie, Swarożyn, Swarzędz i Swaryszewo w Polsce.

Święty ogień zwano Swarożycem: „i do ognia się modlą nazywając go Swarożycem” – znajdujemy w Słowie pewnego chrystolubca. Czczenie ognia ma na Ukrainie dawne korzenie sięgające okresu trypolskiego, kiedy każda rodzina modliła się do swego Owina – ognia domowego. Owin była to nazwa nie tylko pieca, ale i kłuni, stodoły do suszenia ziarna, określała ona wreszcie samo ognisko, zapalane iskrą wywoływaną tarciem drewna o drewno (żywy ogień). Owinowemu Domowikowi składano ofiarę w postaci koguta. Miało to sprzyjać udanej młócce ziarna. Obrzęd dobywania żywego ognia zachował się u karpackich pasterzy z Ukrainy jako rytuał pierwszego zapalenia ognia na połoninie. Każda rodzina posiadała swoją własną świątynię i własny ofiarnik (pozostałość okresu trypolskiego). Miało to swoje odzwierciedlenie w przysłowiu: „Cerkwie – nie owiny, w nich obrazy wszystkie jednakie”. Wraz z przyjęciem chrześcijaństwa obojętne się stało, gdzie się modlić – w cerkwi swojej wsi czy sąsiedniej, bo ikony wszędzie były wspólne. Indywidualizm w naturze Ukraińca długo nie mógł się pogodzić z takim zjawiskiem: właśni rodowi bogowie i własne domowe ofiarniki jako bliższe uznawano za prawdziwsze. Dlatego nie zważając na tysiącletnie rozszerzenie się chrześcijaństwa, nasz naród jeszcze dzisiaj przechowuje niektóre resztki starodawnych wierzeń, często nie zdając sobie sprawy z ich znaczenia, ale trzymając się tradycji swych przodków.

Wyobrażeń Swaroga nie znaleziono, istnieją jednak podstawy do przyjęcia, że niektóre formy krzyża równoramiennego (pogańskie, kozackie) są symbolem Swaroga. Od niepamiętnych czasów za znaki Swaroga uchodziły różne formy swastyki-swargi, jakie znajdujemy na wyszywankach, pisankach, ceramice. Widnieją i na freskach soboru Sofijskiego w Kijowie – oto znak żywotności ludowych tradycji: między ikonami świętych chrześcijańskich znajdujemy dawne symbole pogańskie, bez których ów sobór nie mógłby powstać.

Na nieboskłonie odpowiadał Swarogowi Pług (gwiazdozbiór Oriona), co wiąże się ze scytyjską legendą o niebieskich darach, jakie spadły przed trzema synami Targitaosa (był wśród darów i pług). Ukraińskim reliktem kultu pługa są noworoczne obchodzenia chat z pługiem, kładzenie go pod świątecznym stołem itp. Według legend przekazywanych przez naszych kronikarzy Swaróg to Bóg kowalstwa i zaślubin, który wykonał ze złota pług i obrączkę. Opiewa się je szeroko w kolędach, szczodrówkach, wiośniankach i pieśniach żeńców. Ogień czci się powszechnie w wielu wiosennych i letnich obrzędach, zwłaszcza z okazji ślubu i oczyszczenia.

Andrij Klimenko – Bogini Nocy

Dadźbóg (Dażbóg, Dadbog). Bóg słońca, czczony w całym słowiańskim świecie, ma przejrzystą nazwę: dad’ – „daj” i bog, bliskie słowu „bogactwo”, czyli Dadbog – dosłownie dawca dobra, bogactwa. U południowych Słowian analogiczne bóstwo zwało się Dabog, Dajbog. W ukraińskiej poezji obrzędowej mamy mnóstwo zwrotów typu: „Oj, daj, Boże” albo „Daj, Boże, daj” (które szereg uczonych odnosi do pierwotnego pogańskiego „Oj, Dadźboże!”)3.

W ujęciu filozoficznym Dadźbóg występuje jako dawca bytu, czyli ducha i materii, które są bliźniętami. Chociaż Dadźbóg całkowicie związany jest z niebem jako syn Swaroga, to jednak pozostaje on również bogiem ziemskiego dostatku, symbolizowanego przez urodzaj żyta i pszenicy. Przez pewien czas istniała wśród naukowców koncepcja Dadźboga jako boga deszczu (Dad’boga), ale nie znalazła szerszego uznania. Zarówno słońce, jak i deszcz w równej mierze wpływają na urodzaj, dlatego nieuzasadnione byłoby całkowite odrzucenie tej koncepcji: w ukraińskiej mitologii jedynie połączenie tych dwóch elementów – niebieskiego ognia i niebieskiej wilgoci – daje życiodajne ziarno.

Najstarsze obrzędy i modlitwy do Dadźboga zawierają prośby o bogaty urodzaj. W czasie żniw żerzec unosił nad głową czaszę napełnioną ziarnem i wypowiadał modlitwę: „Panie, ty, który dajesz nam strawę! Daj nam jej teraz w pełnej mierze!” Niewątpliwie modlitwa ta już uległa późniejszym naleciałościom, nie wyklucza się więc, że bliskie jej jest chrześcijańskie Ojcze nasz: „…chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Bezsprzecznie najwięcej wezwań do Dadźboga wiązało się właśnie z obrzędami rolniczymi. Jego imię w swojej starodawnej postaci zachowało się w niektórych pieśniach obrzędowych:

Nie samże ja wyszedłem,
Dadźbóg mię wysłał
Z prawej rączki
I kluczyki wydał…
[pieśń wiosenna, mowa słowiczka]4

albo:

Tam spotkali się książę z Dadźbogiem, rano, rano,
Tam spotkał się książę z Dadźbogiem, raniusieńko5.

W obrzędach noworocznych, co dotrwały do naszych dni, zachował się Diduch – ostatni zżęty snop żyta; umieszcza się go w chacie i uważa się za przedmiot poświęcony, służy jako symbol obrzędu. Diduch – to Duch pola, Duch Żytni, Duch Dadźboga, który słusznie był uważany za Boga życia. Istnieje przesąd ludowy, że żniwiarka, która związywała ostatni snop żyta, powinna była w tym roku urodzić dziecko. Zawiązywanie snopa symbolizowało zawiązywanie pępowiny.
Na wiosnę Diducha młócono i ziarno z powrotem wysiewano w polu: wypuszczano na ziemię Ducha pól. W ten sposób urodzaj nabierał zdrowotnej, życiodajnej mocy. Z biegiem czasu symbolem Dadźboga stał się również kwiat słonecznika, który reaguje na ruch słońca na niebie, zwracając zgodnie z nim swoją główkę. Posąg Dadźboga znajdował się w panteonie kniazia Włodzimierza na Górze Starokijowskiej. Przed przyjęciem chrześcijaństwa Włodzimierz podjął ostatnią próbę usystematyzowania bóstw ruskiego narodu, zbliżając możliwie najbardziej ich hierarchię do chrześcijańskiej. W związku z tym B. Rybakow wysunął hipotezę, że Swaróg swoją pozycją miał odpowiadać Bogu-ojcu (Sabaothowi), Dadźbóg (Chors) Bogu-synowi (Jezusowi Chrystusowi), Mokosz (matka doli) zaś – chrześcijańskiej Bogurodzicy.

Chors. Był bogiem plemion południowych, prawdopodobnie jeszcze Roksolan, którzy czcili Chorsa podobnie jak Polanie Dadźboga. Chorsowi składano ofiary z chleba: pałanice, miodowniki, kołacze, kalitę6. Ukraina do dziś powszechnie zna rytualne korże, jakie obecnie nie mają już dawnego znaczenia jadła obrzędowego i uchodzą za pokarm codzienny. Słowo „korż” współbrzmi z „Chors”, ma rodowód indoeuropejski i znaczy „koło”.

Ze słowiańskich przekładów autorów starogreckich dowiadujemy się, że Chors był odpowiednikiem greckiego Apolla. Ukraina posiada dużo nazw geograficznych związanych z tym bogiem słońca: Chors, Churs, Korsuń, Chersoń. Są takie nazwy i w Bułgarii, Chorwacji, w Czechach.

Badający nazwę tego bóstwa w Słowie o wyprawie Igora E. W. Aniczkow wskazywał, że Chors oznacza tam nie Słońce, lecz Miesiąc. W tekście zabytku Wsiesław przebiega drogę Chorsowi w nocy, zatem mowa tu na pewno o nocnej gwieździe – miesiącu. W późniejszych badaniach wypowiadano myśl, że wyrażenie „przebiec drogę Chorsowi” mogło znaczyć kierunek z północy na południe, bo słońce zdąża ze wschodu na zachód7.

Opis postaci wyobrażającej Chorsa zawdzięczamy cudzoziemskiemu podróżnikowi, który widział dwa idole w okolicach Pskowa: Chors stał na ubitym smoku. Z pewnością Chors-Smokobójca wcielił się później w Jerzego Zwycięzcę z chrześcijańskich obrazów.

Andrij Klimenko –  Wojowie

Perun. Władca błyskawic i gromu, patron wojaków, w wieku X coraz częściej zjawia się w miejsce Swaroga. Jest odpowiednikiem greckiego Zeusa, rzymskiego Jupitera, skandynawskiego Odyna. Pełnił analogiczne funkcje – strzegł drużyny wojaków na wojnie, zawiadywał gromem i błyskawicą. Jego rolę przejął chrześcijański prorok Eliasz.

Słowo perun istnieje w ukraińskich dialektach jako synonim błyskawicy i gromu, na przykład w Karpatach mówią: „Bodaj cię Perun trzasł”. Tenże rdzeń widzimy w czasowniku: periszczyty, uperiszczyty: „deszcz poprószył”. Słowo „periszczyty” pierwotnie znaczyło „miotać kamienie”. Ten bóg również pozostawił na naszej ziemi niemało geograficznych nazw: „Perunowa Riń” (Naddnieprze), wieś „Perunowe”, wieś „Piorunowe”, uroczysko „Peruny” (w Czerkaskiem). Zachowało się nawet nazwisko Perun. W Bułgarii istnieją imiona: męskie – Perun, żeńskie – Perunika.
W traktatach Rusów z Grekami wojacy Askolda (Oskolda) przysięgali na Peruna jako patrona wojska, jemu też składali przysięgę drużynnicy knezia Igora: „I następnego dnia wezwał Igor posłów i udał się na wzgórze, gdzie stał Perun. I złożyli oręż swoją i tarcze, i złoto, i przysiągł Igor oraz mężowie jego i kilku pogan-Rusów”8.

Grom i błyskawice miały zarówno pozytywne (wywoływanie płododajnego deszczu), jak i negatywne znaczenie (strach przed śmiercią od pioruna). Dlatego istniało mnóstwo przesądów, jakie kojarzyły się z gromem i błyskawicą: podczas grzmotów nie wolno było gwizdać, śpiewać, jeść, spać. Nie należało chować się pod drzewem, podnosić do góry ostrych przedmiotów (spis, mieczy, noży itp.). Nie powinno się prędko biec – jak wiadomo, właśnie w takich wypadkach błyskawica najczęściej trafia w człowieka. Tak więc nasi przodkowie posiadali już tę wiedzę od bardzo dawnego czasu.

Wołchwowie korzystali z wróżbiarskich ksiąg („gromników”); podług nich wróżyli i przewidywali zdarzenia w zależności od fazy miesiąca, w której rozlegał się grom: na przykład jeśli zagrzmi w czasie rosnącego miesiąca, to „umrze wielki mąż”. Pierwszy grzmot wiosenny uważano za dobry na zdrowie, leczniczy. Lecznicze właściwości miały też „gromowe strzały” – kamyczki przedziurawione uderzeniem pioruna: woda przelana przez dziurkę utworzoną przez piorun traktowana była jako poświęcona i używano jej w lecznictwie. Takie kamyki nazywano w Karpatach „Perunowymi toporczykami” (zapisał Iwan Franko).

Grzmot i błyskawica w dniu Kupały – dobry znak. Nie bez powodu kwiat paproci poszukiwany w tę noc nazywał się „Perunowym kwiatem”. Powiada się, że nadzwyczajne napięcie w przyrodzie podczas grzmotów sprzyja zakwitaniu paproci9. Ażeby zerwać ten czarowny kwiat, trzeba zakreślić koło wokół paproci, a nie oglądaj się, póki nie zerwiesz. Perunowy kwiat, jak wierzono, daje człowiekowi mądrość, bogactwo, siłę, miłość i urodę.

Przedstawiano Peruna w postaci przystojnego mężczyzny z łukiem i strzałami w rękach. Z opisu Włodzimierzowego panteonu dowiadujemy się, że posąg Peruna miał postać ludzką: tułów z drewna, nogi z żelaza, srebrną głowę i złote wąsy. W Latopisie hustyńskim podaje się, że idol Peruna trzymał w ręku drogi kamień – rubin albo karbunkuł. Obok Peruna stale paliło się ognisko, podtrzymywane przez wyznaczoną do tego służbę. Ogień kultowy niecono tarciem drewna o drewno i to był tak zwany żywy ogień, który utrzymywał się wiecznie. Jeśli przez niedopatrzenie służby ogień zgasł, winowajcę karano śmiercią. Perunowi składano ofiary z wieprza, byka, czerwonego koguta, mocnego napoju. Za jego symbole uchodziły: dąb, kalina, kwiat paproci, siekiera, strzała, koń. Pomocnikami Peruna były znane do dzisiaj baśniowe postacie Waligóry i Wyrwidęba.

Istnieje przesąd, że drzewa, w które uderzył Perun, nie wolno używać w budownictwie, natomiast nadaje się ono do wyrobu instrumentów muzycznych. Chrom Peruna stał w Kijowie w tym miejscu, na którym dziś stoi budynek rządowy na placu Michajłowa.

Strzybóg. W panteonie Włodzimierzowym (wznosił się przy obecnej ulicy Włodzimierskiej nr 3) obok Peruna stał posąg Strzyboga, któremu oddawano cześć nie mniejszą niż Perunowi. W Słowie o wyprawie Igora wymienia się Strzyboga jako patriarchę wszystkich wiatrów. To jeden z najstarszych bogów plemion trypolskich, Etrusków, Rzymian. Rzymianie widzieli w nim boga-niszczyciela, boga wojny, okrutnej bitwy; znany był jako Saturn. Nazwa tego groźnego, niebieskiego Boga pochodzi, jak się sądzi, od słowa strata (striti – niszczyć). D. Szepping wysunął przypuszczenie, że Strzybóg jest jedną z hipostaz Peruna, jego wcieleniem w powietrzu. Jego, jak i Peruna, łączą ze Strzelcem te same atrybuty: łuk i strzały. Strzały Strzyboga lecą z wiatrem, stąd też i bóstwo stało się uosobieniem wiatru. Jednakże, nie bacząc na całą surowość wiatru, był on nie tylko sprawcą klęsk, ale też twórcą muzycznych melodii. Wszak właśnie „powiew wiatru” – oddychanie, dmuchanie w najprostsze instrumenty muzyczne (fujarki, dudki, rożki) – rodził muzykę.

Z czasem Strzybóg otrzymał nazwę Pośwista i funkcję zawiadowcy pogodą. Modlono się do niego, by dał dobrą pogodę na żniwa, na jakieś święto itp. Szczególnie ważny był Poświst dla wojska. Pantełejmon Kulisz zanotował przekaz ludowy modlitwy książęcej drużyny: „do swego boga Pośwista modlą się, by im dał pogodę i morza nie turbował”.

Boris Rybakow stawia Strzyboga w jednym rzędzie z Rodem, Światowidem, Swarogiem, greckim Uranosem, ale to wydaje się niezbyt wiarygodne. Strzybóg był raczej bliższy greckiemu Kronosowi, symbolowi nieubłaganego czasu, który pożera, uśmierca to, co sam porodził.

Imię Strzyboga zachowało się w nazwach siół Stryboż (Żytomierskie), Stryżawka i Stritiwka (Kijowszczyzna). Najwięcej nazw z rdzeniem Str spotyka się między Dniestrem a Dnieprem. W Polsce płynie strumyk Strzybóg.

Andrij Klimenko – Obrońca

Wełes (Wołos). To jeden z najstarszych bogów, który miany był za Boga dostatku. Znane jest jego drugie miano „skotij bog” (bóg bydła – przyp. tłum.), co staje się zrozumiałe, gdy się weźmie pod uwagę, że bydło w dawnych czasach oznaczało w ogóle bogactwo. Ponadto Wełes był opiekunem kupiectwa, handlu, podobnie jak rzymski Merkury. Aleksandr Afanasjew uważał Wełesa nie tylko za stróża bydła na ziemi, ale też za pasterza podniebnego stada chmur. Fakt, że Bojan w Słowie o wyprawie Igora jest nazwany „Wełesowym wnukiem”, wskazuje również na to, że Wełes był jeszcze i bogiem poezji i muzyki, czyli patronem artystów, podobnie jak Merkury.

Izmaił Sriezniewski porównał nawet Wełesa do Apolla, który u Greków był bogiem Muz. W traktatach z Grekami Wołos występuje jako Bóg złota, a Perun – jako Bóg zbroi. Jako opiekun bydła Wełes mógł przeciwstawiać się samemu Perunowi. Znany jest w całej Słowiańszczyźnie. U Skandynawów identyczny z Wełesem jest bóg Wolsi, u Czechów veles oznacza nieczystą siłę. Łacińskie vels znaczy „bies”, litewskie velis – nieboszczyk, vele – dusze zmarłych. To daje podstawę do przyjęcia, że pierwotnie Wełes był duchem przodków, opiekunem domowej trzody, dlatego otrzymał nazwę „boga bydła”. W obrzędach na związek Wełesa z Rodem i Dadźbogiem wskazuje zwyczaj ostatniego snopa, jaki zwie się także „wołosową brodą”.

Nazwa Wełesa, wedle niektórych hipotez, pochodzi od „wołoch” – włochaty. Sądzi się, że zjawił się on u naszych przodków w wieku kamienia, a symbolika Tura (Cielca) poświadcza, że najwyższy status osiągnął w dobach trypolskiej i potrypolskiej10. Istnieją też domysły, że rodowód Wełesa wywodzi się od włochatego niedźwiedzia, który – jak głosił przesąd – ma wpływ na polowania i szczęście myśliwskie. Dlatego myśliwi dbali o to, by udobruchać go przez uroczyste złożenie mu ofiary. Z czasem ten bóg dorobił się postaci ludzkiej. Posągi jego były i drewniane, i kamienne. Chrom Wełesa znajdował się na tym miejscu, na którym następnie postawiono cerkiew Św. Błażeja: w kronikach z roku 1187 opiekun bydła zwie się już św. Błażej. Ta cerkiew stała przy ulicy Nyżnij Wał (spaliła się w roku 1651). Zdaje się, że do chromu Wełesa wiodła ścieżka, znana obecnie jako ulica Wołoska. To, że Wełes był ustawiony w dzielnicy Podół, gdzie mieszkali przeważnie rzemieślnicy, lud prosty i handlowy, dodatkowo potwierdza, że Wełes był patronem rzemiosł, handlu, dostatku. By pokłonić się Wełesowi, ludzie często szli ze swymi stadami bydła, żeby przed wypędzeniem na pastwiska poświęcić je itp. Możliwe, że tym właśnie tłumaczy się nieobecność Wełesa w panteonie Włodzimierzowym, który znajdował się nie opodal książęcego dworu. Posąg Wełesa stał na brzegu rzeczki Poczajny; do niej go wrzucono, kiedy Włodzimierz burzył pogańskie świątynie.

Obrzędy noworoczne zachowały do dzisiaj echo dawnych „wołowych świąt” – wywrócone na wierzch kożuchy uczestników rytualnego karnawału symbolizują bogactwo: „Bądź bogaty, jak kożuch włochaty” – życzenia weselne i bożonarodzeniowe. Czasem uczestnicy karnawału zwani są wołchwami, bo włochate kożuchy upodabniają ich do Wełesa.
Po wprowadzeniu chrześcijaństwa Wełes wraz z innymi bogami trafił do kategorii „siły nieczystej”.

Z imieniem Wełesa (Wołosa) wiąże się nazwę zodiakalnej konstelacji Wołosożaru (Cielca), która, według Ołeksandra Znojki, znaczy „niebo Wołosa”. Syn Wełesa – Tur, względnie złotorogi Jeleń – również był czczony jako stróż dobrobytu rodziny.
Imię Wełesa zachowało się w licznych nazwach geograficznych: Wełesowy Jar (Winnickie), ulica Wełesowa (w Nowogrodzie), ulica Wołoska (w Kijowie), góra Wełesowe Żebro (niedaleko Rostowa), góra Wełes (w Bośni). Istnieją też przypuszczenia, że starodawna nazwa Mołdawii – Wołoszczyzna – pochodzi od imienia Wołosa. Wołosi i Wałachowie (Mołdawianie i Rumuni) byli wynalazcami wielu preparatów leczniczych stosowanych w chorobach bydła.

Andrij Klimenko –  Wódz Antów

Mokosza. Jedyna przedstawicielka bóstw kobiecych w panteonie księcia Włodzimierza. Mokosza (inne warianty: Mokosz, Moksza) wiąże się z kobiecą sferą działalności w gospodarstwie: rękodziełem, przędzeniem, tkactwem i in. Składano jej żertwy ze snopów lnu, wyszywanych ręczników. Mokosza, jak się zdaje, była bliską Rodzanicom (Dziewom Życia) patronką położnictwa, stróżką porodów. Stąd u kobiet kult Mokoszy przetrwał najdłużej: nawet w XVI wieku popi mieli obowiązek pytać kobietę, czy nie chodziła do Mokoszy. Na Nowogródczyźnie kult Mokoszy zachował się aż do XIX stulecia. Do Mokoszy na Górę Starokijowską (panteon Włodzimierza) przychodzili z pokłonem żercy, wróżki, znachorki. Chociaż uważano ją za opiekunkę kobiet, to jednak była czczona przez wszystkich, dlatego Włodzimierz wprowadził ją do swego panteonu. Według legend właśnie Mokosza przędła nić żywota, przeto upatrywano w niej także patronkę przędzenia. Inną funkcję Mokoszy stanowiła troska o wodę: deszcz, rzeczki, strumyki. Uwidoczniło się to w imieniu bogini. Badacze sądzą, że pochodzi ono od: „mokry”, „moknąć”. Rzecz ciekawa, że w języku litewskim występuje słowo maksi, co znaczy „wiązać, splatać”, a także słowo makasz – „pleciona portmonetka”. Otóż może to wskazywać na jedną z funkcji bogini, którą mieli również Litwini.

Pochodzenie Mokoszy wygląda na bardzo dawne: jak większość żeńskich bóstw znana była już w epoce trypolskiej. W obrazie Mokoszy widzimy ślad starodawnego kultu Wielkiej Bogini – Matki. Jej podobizny, w znacznej mierze stylizowane, doszły nas przeważnie na ręcznikach: bogini stoi pod odkrytą kopułą świątyni wznosząc ręce ku górze (postawa orantki), na głowie ma rogatą czapkę. Z obu stron Mokoszy – dwaj jeźdźcy na koniach. Na niektórych wyszywankach pod końmi widać swastyki, czasem ubiór głowy bogini przypomina kwitnący krzak. Statuetki scytyjskich bogiń (VII wiek p.n.e.) przypominają postawę Mokoszy i orantki z podniesionymi w górę rękami, jak w modlitwie. Przypuszczalnie również w kijowskiej Sofii wcześni chrześcijanie widzieli swą odwieczną boginię z rękami wzniesionymi ku niebu.

Mokosza pochodzi od jeszcze starszego kultu wody – bogini Dany. Zdaniem Nikołaja Marra, profesora Akademii Nauk, imię Dana składa się z dwóch części: da (śródziemnomorskie „woda”) i na („nenia”, „macierz”), czyli znaczyło Matka-Woda. Słowo „Dana” już w okresie scytyjsko-sarmackim przestało być imieniem bogini, a oznaczało po prostu rzeczkę. Takież znaczenie ma słowo don („woda”, „rzeka”) albo dunaj – nazwy ukraińskich rzeczek, opiewanych w wielu pieśniach.

Już Herodot zapisał przekaz o bogini Danie: niezrównanej piękności niepokalana dziewica i macierz wszystkiego, co żyje, bogini rozrodczości. Dniem jej poświęconym był piątek, w którym surowo sądziła tych, co naruszali zwyczaje. Do takich występków należało przędzenie i szycie w piątek, jak wspomniano wyżej – dzień świąteczny. Danie składano ofiary przez wrzucanie kosztowności do rzek i jezior, źródeł i krynic. Prawdopodobnie słowo danina pochodzi od żertw składanych bogini Danie. Ten zwyczaj i dzisiaj istnieje u wielu narodów, a mianowicie wrzucanie monet do wody, by móc powrócić do tych miejsc na naszej ziemi, w których jednostka czuła się szczęśliwa. Boginie identyczne z Daną istniały u wielu narodów: Duna, Dojna, Diana. Zdaniem Ołeksandra Znojki należy tu i Ma-Donna, czyli „matka-woda”, oraz Tana (Dana).

Przyśpiewem do wielu ukraińskich pieśni jest praindoeuropejska forma, jakiej już sam lud nie rozumie, ale wykonuje jako pewien element rytmu, po prostu tradycyjne:

Szidi ridi,
Szidi ridi,
Szidi ridi,
Dana!

Ołeksandr Znojko przypuszcza, że szi znaczy „ona”, di – „działa”, ri – „rzeczka”. Z tego wychodzi: „Ona działa, rzeczkę tworzy – Dana!”
Otóż istnieją podstawy pozwalające sądzić, że kult tej bogini rozwijał się od Dany do Mokoszy, a od Mokoszy do chrześcijańskiej Paraskiewy-Piątnicy, przy czym nierzadko czczono je równocześnie. Święta Paraskiewa również była opiekunką wody, rękodzieła, spraw kobiecych. Jej podobizny stawiano koło krynic (bliżej o tym patrz rozdział „Kultura religijna Ukraińców”).

O ile Dana pozostawiła swe imię w nazwach rzeczek, to Mokosza przeważnie w nazwach miejscowości: Makoszyne w Czernihowszyźnie, Mokoszyn w Czechach. Podobne nazwy istnieją u wszystkich ludów słowiańskich.

Andrij Klimenko – Lęda (Ljeda)


Kupajło. Bóg letniego słońca. Iwan Neczuj-Łewycki tłumaczy jego nazwę tak: „Jasne letnie moce niebieskie, słońce, błyskawica i grom wspólnymi siłami jak gdyby kąpią ziemię, darząc ją największą w czasie święta Kupajły siłą płodną, a może i tak, że w święto Kupajły ludzie kąpali się w wodzie, wierząc w jej cudowną moc”11.
Inni badacze przypuszczają, że nazwa ta jest bliska łacińskiej Cupido – Kupidyn, która znaczeniem swym zbliża się do indoeuropejskiego „kipieć”, „pałać”, „namiętnie pragnąć”. Kupalne ognisko zapalano „żywym ogniem” pozyskiwanym przez tarcie o siebie dwóch kawałków drewna i było symbolem niebieskiego ognia słonecznego, który rozpala miłość w sercach chłopców i dziewcząt, tworzy z nich pary w tę czarowną noc. W Latopisie hustyńskim mamy objaśnienie, że „Kupało to bóg obfitości jak u Hellenów Ceres”. Bogini Ceres u Etrusków, a później u Greków i Rzymian uważana była za boginię zaślubin, macierzyństwa, woli niebios. Żeńskie bóstwo Kupała jest tożsame z małoazjatycką Kybele, boginią miłości i Matką Bogów. Wszystkie obrzędy kupalnego święta są u tych narodów identyczne.

Posągów Kupale, jak się zdaje, nie stawiano, uważając, że jest ona nie tyle bóstwem, ile osobistością, uczestnikiem świątkowego rytuału obrzędowego ku czci letniego przesilenia dnia z nocą. Kupajłem zwano kukłę słomianą specjalnie zrobioną przez młodzież na to święto. Prócz Kupajły robiono jeszcze kukłę Marzeny: lalkę z mioteł, gałęzi itp., przybraną kwiatami i wstążkami. Zdaniem Iwana Neczuja-Łewyckiego Kupajło i Marzena – to dwa bóstwa odpowiadające dwóm żywiołom: ogniowi i wodzie (Słońcu i Chmurze). Takie wyjaśnienie rzeczy wydaje się całkiem przekonywające, o ile dotyczy tylko letniego solstitium. „Słoneczną” kukłę robi się ze słomy (por. sołn-ce i soł-oma), a Chmurze poświęca się kukłę Marzeny (por. Mar-ena i Ch-mar-a). Słońce utożsamia się z niebieskim ogniem, Chmurę z niebieską wilgocią.

Przed takimi „idolami” stawiano stół z różnymi potrawami, obok pałał święcony ogień, wokół którego młodzieńcy i dziewczęta weseląc się, tańcząc i śpiewając świętowali prażnik. Na jego zakończenie Marzenę topi się w rzece, czasem to samo robi się z Kupajłem. Dzisiaj relikty dawnych obrzędów są tak dalece poplątane, że nie zawsze rozumiemy ich sens. Gdyby iść za logiką objaśnionych wyżej symboli, to męskim początkiem jawi się tu Kupajło (niebieski ogień), a żeńskim – Marzena (żywioł wody). W obrzędach ustalono, że Marzenę przygotowują dziewczęta, o nią toczy się walka na niby między chłopcami a dziewczętami, chłopcy często wykradają kukłę i rozrywają ją, a gałązki z Marzeny dziewczęta zabierają ze sobą, żeby rozrzucić je po ogrodzie dla pobudzenia płodności. Niezależnie od tego dziewczęta szybko sporządzają nową Marzenę, którą jednak topią w rzeczce, w ten sposób zwracając ją wodnemu żywiołowi. Kupajłę zaś oddają ogniowi. Gdzieniegdzie zamiast kukły ze słomy robią koło omotane słomą, zapalają je i toczą z góry do rzeczki. Koło ogniste oznacza bezsprzecznie Słońce – ogień niebieski. O ile zmianę pór roku wyobrażali sobie nasi przodkowie jako zmagania Zimy z Latem, a ubytek siły Słońca i Gromu – jako cierpienia tych bogów kończące się śmiercią, to staje się oczywiste, że wiara chrześcijańska zapożyczyła swą filozofię właśnie z pogaństwa. Po śmierci następuje zmartwychwstanie – na wiosnę znów ożywa przyroda, a z nią jaśni bogowie słoneczni.

Andrij Klimenko –  Skołocka bogini


Jaryło. Z istoty swej bóstwo to bliskie Kupajle, jeno działające wiosną. Bóg miłości i namiętności, wiosennego rozkwitu przyrody. Jaryłę uważa się za symbol płodności. Nazwa jego ma w sobie rdzeń Jar (Jary) – co znaczy silny, zawzięty, namiętny, gniewny. To męski symbol zapładniającej siły. Pierwsze święto Jaryły wyznaczano na wiosnę, kiedy on się budzi, w lecie natomiast odbywał się symboliczny pogrzeb Jaryły, znany także pod nazwą: pogrzeb Kostrubońka; kobiety wśród żartów chowają kukłę Jaryły (Kostruba), który już wszystko zapłodnił i zamiera na zimę, by obudzić się znowu na wiosnę. Ten obrzęd oznaczał zamieranie słonecznej siły, bo po Kupajle „Słońce powraca na zimę”.

O Jaryle brak pewnych wiadomości. Wiadomo, że przygotowaniem jego kukły zajmowały się młode żonki, przy czym szczególną uwagę zwracano na jego dzieciorodny organ. Jedynie z przekazów dawnych podróżników dowiadujemy się, że posąg Jaryły stał w pobliżu miasta Kostromy (nazwa współbrzmiąca z Kostrubą). Na Białorusi na wiosnę oprowadzano Jaryłę – przystojnego młodzieńca z wieńcem na głowie, strojnego w jasne, uroczyste szaty.

U innych Słowian identyczny z Jaryłą był Jarowit, u Greków i Rzymian – Dionizos i Bachus. Święto Jaryły przypomina kupalne także w tym, że w czasie jego obchodzenia młodzieńcy podobnie wykradali dziewczęta na swe żony. Otóż Jaryło i Kostrubońko uosabiali triumf życia nad śmiercią. Bogowie ci zamierali na zimę i budzili się (zmartwychwstawali) na wiosnę.

Trojan. Bodajże najmniej zbadany ze wszystkich bogów. Prawdopodobnie był trójjednym bogiem. W szeregu źródeł są wzmianki o tym, że słońce postrzegano jako trójświatło. Ten epitet został też użyty przez autora Słowa o wyprawie Igora: „jasne i trójjasne słońce” – zwraca się doń Jarosławna. Hipotez odnośnie do Trojana jest wiele, aż do utożsamiania go z imperatorem rzymskim Markiem Ulpiuszem Trajanem. Ta hipoteza wydaje się całkowicie chybiona. Mogą być bliżej prawdy ci badacze, którzy pod Trojanem rozumieją trójjedność bogów: Jaryły, Kupajła i Dadźboga. Bóstwa te łączył zakres poczynań, jednakże każde z nich działało we właściwym dlań czasie. Jaryło budzi przyrodę na wiosnę, Kupajło osiąga apogeum w lecie, Dadźbóg zsyła swe dary od żniw do jesieni. Wszyscy są bogami słonecznymi. W najdawniejszych czasach nasi przodkowie dzielili rok na trzy części: wiosnę, lato i zimę. Na Podolu zachował się inny wariant imienia tego boga: Trygław. Tam stał chrom Trygława, mający postać słupów nakrytych daszkiem i obwieszonych kilimami. Na czas modlitwy kilimy podciągano i ludziom ukazywał się posąg.

Sporo nazw ukraińskich można uznać za pochodne od Trojana. W Słowie o wyprawie Igora wymienia się „ścieżkę Trojanową”. Są wsie: Trojany i Trojaniwka. Nazwy mogą też pochodzić od trojany – od trzech braci, jk i znaczyć trojan – trzeci syn.
Niektórzy badacze postrzegają troistość Trojana w trzech sferach: życie ziemskie, sfera ducha (królestwo niebieskie) i tamten świat (królestwo podziemi).

Andrij Klimenko – Odległy Szept z Wysokości

Symargł. Dotąd pozostaje bóstwem mało zbadanym. Niekiedy utożsamia się go z greckim Semiheraklesem (Wołodymyr Hnatiuk). Inne warianty imienia: Semurgł, Symaregł, Sym i Regł, Sym i Jergł. Według przypuszczeń O. Famincyna Jergł – Jerył – Jaryło: tak więc Semyjarył. Znaczenia tego bóstwa nie rozumiano już w dawnych czasach. Tak rocznikarz Nestor objaśnia je jako „sem'” i „jergła”. Taki sens ustalił też i Pamwo Berynda w swym Leksykonie (rok 1627).

Jak sądzi K. Triewier, postać trypolskiego psa skrzydlatego jest identyczna z wizerunkami irańskiego bóstwa Sajenomergła (opiekuna roślinności). Na trypolskich naczyniach glinianych widnieją malowane psy, a obok nich – kłos zbożowy albo źdźbło, co właśnie znamionowało patrona zasiewów.

Tak tedy są podstawy do uważania Symargła za patrona płodów ziemi, urodzaju, rolnictwa w ogóle. Jego podobizny znajdują się również na scytyjskich i sarmackich pamiątkach. Pochodzenie Symargła sięga czasów praindoeuropejskich; znany jest u wielu narodów: Scytów, Hindusów, w Iranie. Starożytne księgi bywają zdobione malowanymi miniaturami Symargłów oplatanych przez dziwaczne gałązki i liście. Jest to typowy motyw dekoracyjny, na którego tle Symargł już przyjmował się jako „stróż” drzewa życia. Być może w takiej roli wyobrażali go sobie budowniczowie soboru Borysa i Gleba w Czernihowie. Białe kamienne bryły z wyobrażeniem Symargłów znajdowały się na fasadzie soboru z XII wieku. Ale po pożarze roku 1611 mnisi, przypisując ogień podobiznom „pogańskich bogów”, zrzucili je na ziemię. Niektóre z płaskorzeźb uległy rozbiciu, jednakże część z nich udało się zakopać. Dzisiaj odnaleziono te pamiątki i zdobią one muzealne wystawy. W Kijowie nie opodal soboru Sofijskiego stoją kopie czernichowskich płaskorzeźb.

Wyobrażenia Symargłów były ulubionym motywem mistrzów-złotników. W Kijowie znaleziono srebrną bransoletę z XII wieku z podobnymi zwierzętami i ptakami, jakby zaplątanymi w gęstwinie spleceń ornamentu. Takie czysto pogańskie ozdoby-amulety były tradycyjnymi w ciągu wielu wieków. Ich magiczna rola polegała na tym, ażeby zaplątać złe, wraże siły i nie dopuścić, by szkodziły człowiekowi.
Oprócz głównych bóstw ukraińskiego panteonu istniały liczne duchy i demony. Należą do niższych sfer mitologicznego systemu. Gdy bogowie zajmują w hierarchii wysokie miejsce jako przejaw duchowej siły, to niższe duchy i demony zajmują się przeważnie samym człowiekiem, jego ciałem i przestrzenią życiową.

Andrij Klimenko -Latający dywan

Definicje: duch, demon, demonologia

Duch – bezcielesna, „niematerialna” siła oddziałująca na materialne, cielesne życie ludzi. W mitologii to przeważnie istoty niewidzialne, które jednak czasami mogą pokazywać się ludziom, o ile stale współdziałają z człowiekiem, kształtując jego duchową i psychologiczną postawę.

U niektórych narodów duchy dzielą się na złe i dobre. W ukraińskiej mitologii istnieje względna obojętność dla takiego podziału, jako że dobro i zło, przynoszone przez duchy, zależą nie tyle od natury samych duchów, co od ich roli w danej sytuacji. Dlatego nasi przodkowie składali ofiary różnym duchom, które mogły czynić zło, ażeby udobruchać je i odwrócić od siebie ewentualność niepożądanych zdarzeń lub zjawisk. Nawet po przyjęciu chrześcijaństwa jak dawniej, tak i w ciągu tysiąclecia Ukrainiec gotów jest hołdować zasadzie: „Boga kochaj, ale i Czarta nie gniewaj”.
Demon – przeważnie zły duch, który zjawia się błyskawicznie i wyrządziwszy jakąś szkodę znika bez śladu. Demony czasem przystają do ludzkiej doli, sprowadzają takie czy inne sny, nakłaniają do pewnych uczynków, popychają do katastrofalnych działań. Niekiedy mogą być dobroczynne. Tak na przykład istnieje legenda o ludziach „złotego wieku”, którzy przeistoczyli się w dobre demony i chronią ludzkość śledząc jej życie.
Demonologia dosłownie znaczy „nauka o demonach”. W opisach demonologii różnych ludów przyjęto podawać osoby z mitów, przekazów, wierzeń, które nie są bogami i w porównaniu z nimi mają niższą rangę.

Wobec faktycznej dwuwiary Ukraińców nie całkiem wyraźne staje się pojęcie Siły Nieczystej, gdyż z przyjęciem chrześcijaństwa jako wiary oficjalnej dawni bogowie i duchy przeszły do rzędu nieoficjalnych (pogańskich, wiejskich, babskich itp. zabobonów), zaś Cerkiew określiła je jako „siłę nieczystą”. Oto jak na ten temat pisze metropolita Iłarion w swej pracy Przedchrześcijańskie wierzenia narodu ukraińskiego: „Chrześcijaństwo usystematyzowało siły nieczyste. Z biegiem czasu na czele wszystkich sił złych stanął czart, który odtąd począł zwać się diabłem, szatanem czy demonem, i jemu stopniowo podporządkowały się wszystkie inne siły: włodarze chat i przyrody i szkodnicy życia – wszystkich ich zaczęto nazywać Ábiesami7 i wszyscy oni dla chrześcijaństwa stanowią siłę złą, nieczystą”12.
Oczywiście prosty lud daleki był od chęci zgłębienia istoty chrześcijańskich dogmatów, jednakże mocne przywiązanie do tradycji zmusiło go nie tylko do wykonywania wszystkich obrzędów Cerkwi chrześcijańskiej, ale i zachowania w znacznej mierze tego, co Cerkiew potępiała i z czym prowadziła nieustanną walkę.

Czart – istota antropomorficzna, okryta czarną sierścią, z rogami, ogonem i kopytami. Obraz czarta ma przedchrześcijańskie pochodzenie, z czasem jednak przyswoił sobie wszystkie ujemne rysy chrześcijańskiego Diabła (Szatana) jako włodarza piekła, przeciwnika Boga, inspiratora wiedźm na ziemi. Nie da się ustalić, jakimi żywiołami zawiadywał czart w czasach przedchrześcijańskich. Jeszcze w XVII wieku wyobrażano go sobie inaczej niż dzisiaj: „Kudes, Kudesnyk – czart albo czarownik” – pisał Pamwo Berynda w swoim Leksykonie. Tak więc mamy trzy synonimy, do których z pewnością możemy dodać inne, wprawdzie nie identyczne, to jednak bliskie treściowo: czakłun, widun, wiedźmak, charakternik i in. Ukraińcy, jak wiadomo, bez większych wyrzutów sumienia często korzystali z usług czarownika, nie widząc w tym ciężkiego grzechu. Prawdopodobnie dopiero pod wpływem Cerkwi zaczęto uważać, że czart za swoje usługi odbiera człowiekowi duszę. Czart jest tak samo śmiertelny jak człowiek, często ginie od pioruna, dlatego w czasie burzy chowa się za drzewami, za chatą, za człowiekiem. Czasem strzała proroka Eliasza uśmierca razem z czartem i człowieka. Dlatego stosunek chrześcijan do rażonych piorunem nie jest jednoznaczny. U ludów kaukaskich śmierć od pioruna czyni człowieka wybrańcem nieba, świętym.

Domowik – ten duch pochodzi prawdopodobnie od przodka i domowego ogniska. Nie bez powodu mieszka za piecem albo pod progiem chaty. Jest niewidzialny, ale czasem ukazuje się małym dzieciom. Przy przeprowadzce do nowej chaty jego też się zabiera, by chronił rodzinę. Zdarza się, że Domowik dusi śpiącego człowieka, kładąc się na niego; wtedy trzeba zapytać: „na dobro czy na zło?” Gdy jest on ciepły – na dobro, a gdy zimny – zapowiada chorobę. Jeśli Domowik pozostał w chacie, z której gospodarze się wynieśli, poczyna wyrządzać szkody nowym mieszkańcom: stuka w nocy, rozrzuca rzeczy. To samo się dzieje, gdy do chaty przypadkiem wpuszczono cudzego Domowika. Gdy między rodziną a jej Domowikiem panuje zgoda, to on nawet stara się pomagać w gospodarstwie. Czasami Domowik ma Domanię (Domasię, Domachę, Domcię), co oznacza „pani, gospodyni domu”. Bywa, że pomaga ona kobietom w przędzeniu. Domowiki lubią zwierzęta domowe, szczególnie kotkę i kozę, ale boją się sroki.

Lasowik – duch lasu, dziki mąż, pastuch troszczący się o leśną chudobę: jelenie, niedźwiedzie, wilki, zające. Dlatego prawdziwi pasterze zawierają z Lasowikiem ugodę, przynosząc mu ofiarę z jajka albo pieczywa z żytniego ziarna, i kładą na skrzyżowaniu leśnym lub na konarze drzewa. Wówczas ludzka chudoba będzie bezpieczna od dzikiego zwierza. Lasowika można poznać po tym, że on, przy całym swoim podobieństwie do człowieka, nie ma cienia. Lubi poigrać sobie z człowiekiem, zaprowadziwszy go w głębinę leśną i poplątawszy mu drogę. Żeby wydobyć się z tego, trzeba wdziać koszulę na lewą stronę albo włożyć but nie na tę nogę – wtedy człowiek odzyska pamięć. Lasowik boi się soli, ognia i lipowego polana. Mimo wszystko Lasowik znaczniejszych szkód człowiekowi nie robi, przeciwnie, gdy pozostaje on pod opieką Lasowika, nie zaczepi go żaden zwierz w lesie. Identyczny z Lasowikiem jest karpacki Czuhajster, który zmusza człowieka do tańczenia grając mu na fujarce. Z postaciami Lasowika i Czuhajstra kojarzy się grecki Pan, włochaty, koźlonogi i rogaty opiekun lasów, pól, bydła, grający na fujarce. W rosyjskiej mitologii odpowiada mu Łeszyj, znacznie bliższy jednak tatarsko-baszkirskiemu Szurali.

Wodnik – wcielenie żywiołu wody w postaci wodnego króla: długobrodego starca, pana rusałek. Jeśli człowiek nieostrożnie wtargnie do jego królestwa, Wodnik może bardzo zaszkodzić, nawet utopić, przewrócić czółno. Dlatego żeglarze i rybacy zawsze starali się ubłagać Wodnika: ofiarowywano mu czarne zwierzęta (koguta, kozła). Zwyczajowo trzymano na okrętach czarną kotkę – amulet, jaki sprawiali sobie także młynarze z wodnych młynów. Czasem Wodnikowi nieśli ofiary także i pasiecznicy, by zachował pszczoły od powodzi. Rzucano do rzeczki świeży miód i wosk, a gdzieniegdzie nawet pierwszy rój pszczeli (pierwszak). Wodnik mógł ukazywać się człowiekowi w postaci suma, szczupaka lub innej ryby. Nieodmiennym atrybutem Wodnika, jak i greckiego Posejdona i rzymskiego Neptuna, jest trójząb, którym wybija on z ziemi źródlaną wodę, by żywić nią roślinność.

Rusałki – to przeważnie duchy zmarłych przedwcześnie dziewcząt. Najgroźniejszymi dla ludzi były te, które zmarły obrażone lub miały zły charakter. Stąd rusałki zamieszkiwały nie tylko żywioł wodny: mogły też przebywać w lasach, na polach, stąd nie można uważać ich wyłącznie za duchy rzeczek. W najdawniejszych mitach ukraińskich widzi się pewien związek między rusałkami a kultem roślin, z kultem wody zaś związane są jedynie te, które się utopiły. Nazwa pochodzi od dawnych słowiańskich obrzędów pominkowych – Rusaliów. Rusałki ukazywały się jako piękne dziewczęta z rozpuszczonymi włosami, przystrojone kwieciem i różnym zielem. Ukraina zna je nadto jako mawki, niawki (od starodawnego naw’ – nieboszczyk). Od rusałek wodnych różnią się tym, że mieszkają w lesie na drzewach, huśtają się na gałęziach, mogą wabić chłopców i, jak wszystkie rusałki, załaskotać ich na śmierć. Dlatego od rusałek noszono amulety: piołun, czosnek itp. Święto Trójcy jest tygodniem pominek, kiedy składa się im ofiary. Mężatki przywiązują do drzew kawałki płótna, dziewczęta wieszają wianki.

Przeleśnik – duch latawiec, zwabia młode żonki i dziewczęta, kocha się z nimi w nocy i odbiera im siłę i urodę. Ukazuje się w postaci urodziwego, namiętnego młodzieńca „z rozwianymi jak wiatr włosami, ma czarne brwi i błyszczące oczy”, jak pisze Łesia Ukrainka w Leśnej pieśni. Czasami przyrównywano Przeleśnika do latającego węża, który odwiedza młode małżonki i za spędzone z nim noce obdarza kosztownościami. Nie wiemy, czy istniały jakieś amulety przeciwko takim uwodzicielom młodych żon, ale uważano za rzecz niebezpieczną robić żonie wyrzuty za związki z Wężem, bo rozgniewany mógł spalić chatę. Pod noc nie należało rozmawiać o Przeleśniku. O Przeleśniku poetycko i dobitnie pisze Łesia Ukrainka w wierszu Jak ja lubię te godziny pracy:

Do niej w nocy zjawiał się przeleśnik,
Nie diabłem się jawił, nie marą,
Wpadał do chaty lecącą zorzą,
A w chacie stawał się urodziwym młodzianem…

Rankiem, gdy śpiewały trzecie kury,
Znikał ten przeleśnik, a dziewczyna
Ukwiecona, przystrojona, zasypiała
Kamiennym snem. A potem cały dzień
Blada chodziła, jak jaka senna zjawa…

Ukraińska mitologia posiada bogactwo mitycznych istot, duchów i demonów. Wszystko w przyrodzie było nimi napełnione: w lesie – poleśny, w oczeretach – oczeretnik, w polu – polowy, w bagnach – błotnik, skarbów strzeże skarbnik, chorobę przynosi przepaśnica albo morowica.

Za momenty krytyczne uchodziły północ i południe. W południe zjawiała się południca, która mogła wyrządzić szkodę. W tym czasie nie wolno się było kąpać ani żąć na polu. Dlatego zwyczajem było przespać się po obiedzie w południe. Groźne były upiory (wampiry), co piły krew swoich wrogów. Upiory to nieboszczycy, których ciało nie uległo rozkładowi; żyją kosztem wypitej krwi, boją się przeto piania koguta. Sądzi się, że upiory zjawiły się u Ukraińców i Białorusinów z zachodniej Europy i są względnie późnego pochodzenia. U Rosjan upiory się nie przyjęły (Dmytro Zełenin).
Przemieńce i wilkołaki – ci, co mogli przybierać postać wilka, a następnie znowu wracać do ludzkiej postaci. W baśniach czarownik przemienia czasem w wilka człowieka, na którym ciąży jakiś grzech.

Pojęcia szczęścia, przypadku, powodzenia wcielały się w postać Doli, jaką Bóg dawał każdemu człowiekowi przy narodzinach jego. Dola może być dobra lub zła, przychylna ludziom lub okrutna. U Ukraińców wytworzyło się pojęcie Doli i Niedoli. Jeśli Bóg będzie łaskaw, wtedy da Dolę dobrą, jeśli nie – to życie człowieka będzie stracone. Nie na próżno się mówi: „Swej Doli i koniem nie objedziesz”. Mimo to wrodzony optymizm Ukraińca znajdywał drogi i sposoby wymodlenia u Boga szczęśliwej doli. I tak Prokopiusz z Cezarei opisuje zwyczaj Antów, którzy obiecują Bogu wielkie ofiary przed wojną, jeśli on zachowa ich przy życiu. Zdarza się, że wojak wychodzi cało z wojny, wówczas składa Bogu dziękczynne dary i powiada, że obłaskawił Dolę.
Dola jest identyczna z rzymską Fortuną, która pierwotnie była boginią urodzaju, macierzyństwa i kobiet, i dopiero później stała się boginią doli, szczęśliwego przypadku.

…”

Andrij Klimenko -Boża Krówka

Polecam zainteresowanym więcej na portalu: Eioba

Tutaj jeszcze kilka słów o autorce. Z jej myślą i wydawanym przez nią czasopismem Swaróg zapoznałem się jeszcze w roku 1995 dzięki Zielonym Brygadom. Publikowałem u nich wtedy artykuł o Święcie Wiosny i otrzymałem mnóstwo materiałów o odradzającej się Wierze Rodzimej na Ukrainie.

Prace Andrieja Klimenki zaprezentowałem częściowo w Rosyjskiej wizji Baji część 2, ale urodził się on na Ukrainie i widzę że Rodzimowiercy z Ukrainy mają go za swego chociaż bywa przedstawiany jako Rosjanin. Tutaj tylko kilka prac, których wcześniej jakoś nie znalazłem, a które są ważne jako ilustracje do Słowiańskiej Baji.

Andrij Klimenko -Duch Stepowy


Halina Łozko

Halina Łozko znana jako Zoresława, pierwsza po wiekach przerwy wołchwyni odradzającej się rodzimej wiary ukraińskiej, godnie nawiązuje do tradycji dawnych wierzeń i obyczajów Ukrainy.
Pochodzi z rodziny zachowującej pamięć o kulturowej odrębności tych ziem, podtrzymującej najlepsze osiągnięcia kultury ukraińskiej w całym ich bogactwie i różnorodności. Nie sposób sobie tego wyobrazić bez ciągłego kontaktu z przeszłością. Odwoływanie się do niej oznaczało również powrót do minionego, ale po części nadal żywego światopoglądu religijnego. Ponadto polegało też na odrzuceniu wszystkiego, co łączyło się z przymusem w sferze polityki, kultury czy obyczaju.

Halina Łozko to bez wątpienia osoba szczególnie predysponowana do pełnienia roli współczesnej kapłanki pradawnego kultu. Składają się na to z jednej strony wspomniane już tradycje rodzinne i zainteresowania, z drugiej zaś – tworząca ich podbudowę rzetelna wiedza naukowca. Formalne tego potwierdzenie stanowi praca na stopień kandydata nauk (odpowiednik naszej rozprawy doktorskiej), rozpatrująca dawną wiarę ukraińską jako żródło codziennego religijnego synkretyzmu. Problematyka tej rozprawy znalazła rozwinięcie i dopełnienie w innych publikacjach Autorki. Wystarczy wymienić pracę poświęconą zagadnieniom ukraińskiego ludoznawstwa (po wielu perypetiach wydano ją w 1995 r.), zbiorek modlitw do dawnych bóstw, współautorstwo Słownika religioznawczego, Historii religii Ukrainy, liczne artykuły w prasie fachowej i w pracach zbiorowych. Prócz tego Halina Łozko wydaje czasopismo „Swaróg”, którego łamy często goszczą interesujące artykuły o dziejach i wierze dawnych Ukraińców. Obecnie Autorka pracuje w Ukraińskim Instytucie Podnoszenia Kwalifikacji Kadry Kierowniczej Oświaty, jest także związana z Narodową Akademią Nauk Ukrainy.

Tak więc z całym przekonaniem da się powiedzieć, że Halina Łozko w pełni odpowiada takiemu obrazowi wołchwiyni, jaki potrafimy odtworzyć na podstawie źródeł. Siłą rzeczy musiała przeto podjąć próbę ogólnego, przy tym zarówno popularnego, jak i kompetentnego zaprezentowania wierzeń religijnych dawnej Ukrainy. Rezultat ma Czytelnik przed sobą. Udostępnienie tej książeczki polskim odbiorcom wypada uznać za pożyteczne z kilku powodów. Przedstawia ona w sposób interesujący problemy i fakty niezbyt dotąd spopularyzowane, właściwie nieobecne w świadomości przeciętnego Czytelnika. Opisuje zjawiska religijne wspólne wszystkim ludom słowiańskim, w tym i naszym przodkom. Pozwala poznać kształtujący się obecnie nowy model ukraińskiego patriotyzmu, świadomie sięgającego do swych pradawnych źródeł, umożliwia też lepsze zrozumienie nieprzypadkowej aktywności kobiet na tym właśnie polu. Należy wreszcie pamiętać o tym, że w rodzimej, ukraińskiej kulturze duchowej obecna jest świadomość wyrastania z przyrody, bardzo głębokiego w niej zakorzenienia, która to świadomość została zagubiona w kulturze polskiej.

Andrij Klimenko – Córka Wichrów