białczyński

Ukraińska Nieć Baji według Haliny Łozko i Andrieja Klimenki

Posted in Mitologia Słowiańska, sztuka, Wiara Przyrody by bialczynski on 1 Lipiec 2010

Andrij Klimenko – Obwieszczenie cara Skilura (Sokołura)

copyright © by Halina Łozko , ® all rights reserved by Andrij Klimenko

Rodzima wiara ukraińska


Dedykuję mojej matusi
Marii Iwanownie, która
nauczyła mię ubóstwiania Przyrody

Halina Łozko

PRZEDMOWA AUTORKI DO WYDANIA POLSKIEGO

Religioznawstwo współczesne nareszcie znajduje właściwą drogę do wyraźnego sklasyfikowania wszystkich religii. Ani animizm, ani fetyszyzm bądź totemizm, a nawet politeizm czy monoteizm nie mogą być uważane za klasyfikacyjne wyznaczniki religii. Albowiem przy obiektywnej analizie religioznawczej wyjdzie na jaw, że i chrześcijaństwo posiada cechy fetyszyzmu (krzyże, relikwie „świętych”, cudowne obrazy itp.). Nadto w ciągu dwóch tysięcy lat swego istnienia chrześcijaństwo przeobraziło się w religię politeistyczną, aczkolwiek chrześcijańscy teologowie powiedzieliby o tym spostrzeżeniu, że jest bluźnierstwem. Z punktu widzenia obiektywnego religioznawcy chrześcijaństwo posiada: boga trójpostaciowego (ojca, syna i ducha), matkę bożą, setki „świętych”, wokół których dostrzegamy wszelkie oznaki kultu (modlitwy do „świętego”, dary wotywne, kultowe podobizny – posągi albo obrazy). Tak więc monoteizm chrześcijaństwa, jak go przedstawiają jego teologowie, pozostaje w gruncie rzeczy deklaracją. Bezpodstawne również okazują się roszczenia światowych religii do wyższości, jako że wyższość czy niższość danego zjawiska to sprawa subiektywna.

Niezawodnym wyznacznikiem jakiejkolwiek religii jest jej pochodzenie i sposób ekspansji. Dlatego wszystkie istniejące oraz już nie istniejące religie zaliczamy do dwóch wielkich grup: stanowią je religie etniczne (narodowe i rodowo-plemienne) i religie światowe (międzynarodowe, kosmopolityczne). Dzisiaj możemy jeszcze wyodrębnić trzecią grupę – neoreligie (nowe prądy religijne), które jednakże wykazują tendencję do przekształcania się w światowe, a to przez ich kosmopolityzm i misjonarstwo w różnych krajach. Przyjrzyjmy się bliżej każdej z takich religii.

1. Etniczne religie powstają z reguły żywiołowo i w sposób naturalny w granicach jednego etnosu i na jego etnicznym obszarze, poza który nie wychodzą. Religie te istniały i gdzieniegdzie istnieją nadal jako niezwykle aktywny i trwały czynnik samozachowania narodu, jego tożsamości oraz odporności na obce, wrogie etnosy. Tak więc rodzima wiara etniczna stanowi ochronę narodu, zapewnia mu istnienie we współczesnym świecie. Etniczne religie zachowały się dotąd w Chinach, Japonii, Indiach, Iranie i Izraelu. Utrata własnej narodowej religii zawsze jest następstwem zmagań ideologicznych i politycznych.

2. Światowe religie tworzą się w sposób sztuczny, powstając zwykle z objawienia jakiegoś proroka czy „nauczyciela” (założyciela), który poczyna głosić własną naukę wiary i własne rozumienie boga. Poczęte w łonie jednego etnosu religie wychodzą poza jego granice, często przy użyciu przemocy i agresji wojskowej (przykładowo: chrześcijaństwo i islam). Religie światowe są w pierwszym rzędzie odpowiedzialne za odchodzenie ludzkości od naturalnego sposobu bycia i myślenia, one dały początek dysharmonii między człowiekiem i przyrodą, dysharmonii, która w ciągu dwóch i pół tysiąclecia doprowadziła do powszechnego kryzysu ekologicznego i postawiła ludzkość przed wyborem: wrócić do przyrodzonej mądrości przodków – albo zniknąć z lica Ziemi (być może wraz z nią).

Chrześcijaństwo, zanegowawszy słowiańskie pojmowanie boga i widzenie świata, narzuciło naszym narodom obce im nakazy moralności: strach, pokorę, obłudne miłosierdzie, bierność, miłowanie nieprzyjaciół, pobłażanie dla zdrajców i złoczyńców; to stało się przyczyną rozkojarzenia ducha oraz utraty charakteru i doprowadziło do historycznych kataklizmów, bratobójczych wojen, zrodziło upodobanie w obcym sposobie bycia, wreszcie poważanie dla tak zwanego przez boga wybranego narodu.

Sprzeczności w chrześcijańskiej nauce wiary już od dwóch tysięcy lat nie dają spokoju myślącej części ludzkości. Mitologia zmartwychwstania osobnika czczonego jako syn boży to dziś już beznadziejny anachronizm. Człowiek pragnie łączności z kosmosem drogą naturalnych umiejętności i symboli, o jakich wiedzę posiadali nasi dalecy przodkowie, a jakie zostały nam przemocą odebrane. Naruszono ciągłość międzypokoleniowego przekazu wiadomości od dziadów-pradziadów dla synów-wnuków. Gdy naród zapomina, że jest potomkiem Boga (na przykład Rusicze – wnuki Dadźboga), to bez oporu godzi się zostać niewolnikiem bożym (z reguły niewolnikiem cudzego boga).

Tak więc religia światowa występuje w roli dobrze zamaskowanego narzędzia walki politycznej o stworzenie jedynego religijnego światowego imperium. W takiej walce politycznej dają o sobie znać dwa biegunowo przeciwne dążenia: pierwsze – wola narodów zachowania swej tożsamości, czyli walka o życie narodu; drugie – dążenie pewnych politycznych kół do dominacji w świecie, co pragnie się osiągnąć drogą niwelacji narodowych odrębności i upowszechnienia przez światowe religie międzynarodowych idei, tak zwanych wartości ogólnoludzkich.

Religijni imperialiści nie ustają w wymyślaniu coraz intensywniejszych metod zniwelowania narodowej duszy u wszystkich narodów. Na dwudziestym stuleciu legło już piętno różnych idei stworzenia jednej wszechświatowej religii na osnowie chrześcijaństwa (na przykład „Róża świata” Andriejewa i in.). Celem tych zabiegów jest wytworzenie jednolitej, bezkształtnej masy ludzi pozbawionych narodowej odrębności – takich biologicznych robotów posłusznych cudzej woli. Te zabiegi skazane są na niepowodzenie, dopóki narody posiadają w sobie dość sił zdrowych i myślących. Wierzymy w przyrodzoną mądrość potomków Słowian, co „stali się sławnymi sławiąc Bogów naszych” (Księga Wełesowa).

Andrij Klimenko – Amazonka skołocka (Mazonka skołocka – Lodowija?!)


Tysiącletnia niewola duchowa, jakiej poddana była Ukraina wraz z innymi bratnimi narodami słowiańskimi, nauczyła nas wielu rzeczy. Ale i chrześcijańskie imperium obrosło przez ten czas doświadczeniem i znacznym kapitałem. Siły obu stron są na razie nierówne, ale narodom oczy poczynają się już otwierać. Na Ukrainie zaczęło się to przed drugą wojną światową. W roku 1934 młody badacz folkloru Wołodymyr Szajan podczas pobytu w Karpatach zaobserwował starodawny obrzęd, zachowany z czasów pogańskich, a mianowicie święcenie ziarna przed zasiewem. Było to dlań olśnieniem, które stało się pobudką do dalszej pracy, do poszukiwań źródeł myśli religijnej Prasłowian i w ogóle Indoeuropejczyków.

W roku 1943 Wołodymyr Szajan zakłada Zakon Rycerzy Boga Słońca. Była to formacja o charakterze religijno-politycznym. Nieznane są jej losy powojenne, wiemy tylko, że wśród żołnierzy Ukraińskiej Powstańczej Armii znajdowała się i walczyła Powstańcza Grupa im. Peruna. Któż by nazwał swą grupę imieniem dawnego Boga Słońca, jeśli nie członkowie owej formacji?! W Księdze Wełesowej czytamy: „Chwała Bogu Perunowi płomiennokędzierzawemu, który miota strzały na wrogów i wiernie prowadzi naprzód! Jako że jest on dla wojów ich sędzią i dumą, i złotoruniem – miłościwy i wszechprawy jest!” Lecz z Księgą Wełesową zapoznaliśmy się dopiero w późniejszym czasie.

Zostawszy profesorem Wołodymyr Szajan nie porzucił swych marzeń o odrodzeniu etnicznej, starodawnej wiary Ukraińców. W tym właśnie widział drogę do wyzwolenia politycznego i duchowego, powrotu narodu do jego odwiecznych i szlachetnych wartości. W. Szajan, organizator i pierwszy przewodniczący Europejskiego Prezydium Ukraińskiej Wolnej Akademii Nauk, napisał szereg prac z zakresu religioznawstwa porównawczego, w tym studia nad Księgą Wełesową oraz Rigwedą. Pierwszy tom tych prac pod tytułem Wiara przodków naszych wydali w Kanadzie (Hamilton, 1987) jego uczniowie i następcy. Odwieczne pragnienie ludzkości – dążenie do poznania i miłości znalazło swój wyraz już w dawnej religii Indoeuropejczyków, jak to czytamy w pisemnych pamiątkach Rigwedy: „poznaj Boga i pokochaj Go”. Światowa religia przewraca wszystko do góry nogami: „na początek, bracie, przyjmij chrzest święty, a potem dopiero nauczymy się bojaźni boga i wypełniania jego woli”. Przez całe tysiąclecia chrześcijaństwo niszczyło każdą żywą myśl, bezwzględnie zwalczało objawy ludowej moralności i etnicznego pojmowania boga, piętnując je jako nikczemne, podłe i wstrętne. Jednakże mądrość ludowa żyje wiecznie – w naszych obrzędach i zwyczajach, w pieśniach i tańcach, w wyszyciach ręczników, w pisankach, korowajach, w ogniskach kupalnych i bożonarodzeniowych karnawałach.

Jak udowodnił w toku swoich badań profesor Szajan, wiara prasłowiańska nie była politeizmem. Posiadała szczególne pojmowanie bóstw, któremu odpowiada raczej termin „henoteizm”: Bóg jedyny, ale mnogi w swych przejawach; ma tyle imion, ile tych przejawów ukazuje się we Wszechświecie. Stąd rozmaitość imion bogów w Rigwedzie, stąd też – bogactwo słowiańskiego panteonu bogów; Ojciec Swaróg i synowie Swarożyce. Badacze dawnych religii przez długi czas pozostawali pod przemożnym wpływem chrześcijańskiego światopoglądu i nie potrafili wyzbyć się uproszczeń dogmatycznego sposobu patrzenia na religię naszych przodków. Niespodziewanie dwudzieste stulecie obdarzyło nas cudownie zachowaną pamiątką kultową, nazwaną Księgą Wełesową (V-IX wiek), która odsłoniła przed nami bogactwo duchowego życia dawnych Słowian, ukazała te aspekty ich religii, praktyki kultowej oraz fragmenty sakralnych tekstów, jakie dotąd nie były nauce znane i w jakich znajdują swe potwierdzenie domysły wybitnych myślicieli przeszłości. Wiara naszych przodków była i jest znaczącym wkładem w dorobek kulturowy ludzkości. Znajdujemy w tej wierze cały szereg podobieństw do Rigwedy, co świadczy bezspornie o dawnym pochodzeniu tych wierzeń z jednego praźródła.

Praojczyzna narodów słowiańskich to terytorium między Dnieprem i Odrą, gdzie lokalizuje się archeologiczny, lingwistyczny i etnograficzny masyw słowiański. Nie brak naukowych hipotez w dziedzinie złożonych procesów etnogenezy, jakie zachodziły na ziemiach Słowiańszczyzny, ale nauka współczesna coraz bardziej wysuwa na czoło teorie o autochtonicznym pochodzeniu i rozwoju plemion słowiańskich na ich odwiecznych terytoriach. Całkiem możliwe, że do największych sanktuariów przybywały pielgrzymki wiernych z całej Słowiańszczyzny. Za takie święte miejsca możemy uważać sanktuarium na Ślęży w pobliżu Wrocławia albo chrom* Świętowita w Arkonie na Rugii. Stały takie chromy i na Rusi – sanktuarium Rodeń nad brzegiem rzeki Roś, sanktuarium Roda-Świętowita na górze Bogit, chrom Busziwśkyj na Podolu i in.

Pierwotnie wspólne były prasłowiańskiej jednocie kulty Macierzy-Przodkini albo Mateńki-Ziemi i kult Bogini Płodności; pozostałości ich odnajdujemy dzisiaj w mitologiach ukraińskiej, bułgarskiej, polskiej, rosyjskiej, białoruskiej, a także ludów bałtyckich. Na uwagę zasługuje niezwykła postać Matki-Sławy, o jakiej dowiedzieliśmy się z Księgi Wełesowej. Na kult ptakopodobnej bogini zwróciła uwagę jeszcze w latach siedemdziesiątych Marija Gimbutas, ale nie znalazła poparcia u wybitnych archeologów (np. u Borisa Rybakowa), uważających, że istnienie takiego kultu w przeszłości nie jest udokumentowane. Dzisiaj mamy dowody na piśmie, wyryte na deseczkach Księgi Wełesowej: „To mówi Mać-Ptak nasza o nas i sławę rzecze nam”; „Macierz-Sława wybrała nas, byśmy śpiewali o zwycięstwie nad wrogami i wierzymy w to, bo to słowo o ptaku Wyżnim, co uleciało w niebo od nas”; „tak sława nasza przejdzie do Macierzy-Sławy i pozostanie w niej do końca wieków ziemskich i innych żywotów!” Obraz Macierzy-Sławy wiązał się z obrazem słonecznej światłości, której skrzydła-promienie wieszczą przyszłą sławę i zwycięstwo: „bije skrzydłami Macierz-Sława”.

Przyrodzona szlachetność słowiańskich narodów dawała pierwszeństwo wartościom duchowym przed materialnymi: „wolimy zniknąć, ale nigdy nie być nam niewolnikami i nie czcić cudzych bogów”. Kędyż więc się podziała ta duma i godność własna, jako że tysiącletnie panowanie obcej religii przemieniło nasze narody w posłuszną, pełną bojaźni bożej owczarnię chrześcijańskich popów i księży?! Setki i tysiące historycznych faktów chrześcijańskiego terroru, rozlewu krwi i bratobójstwa woła dziś do Słowian myślących, by zrzucili z siebie tysiącletnie jarzmo duchowej niewoli. Posiadamy świętą Wiarę naszych dalekich, mądrych przodków, która po stokroć jest wyższą, przyrodzoną, kosmiczną wiarą – tylko ona uratuje Słowian od samozagłady.

Dzisiaj trzeba nam połączyć wszystkie wysiłki na polu nauki zmierzającej do poznania, uporządkowania i wydania wszystkiego, co jeszcze można uratować, oczyścić z obcych naleciałości i zwrócić dziedzicom dawnych Sławnych. Korzystajmy z metod religioznawstwa porównawczego, które zalecał profesor Szajan! Wspólna słowiańska spuścizna duchowa daje możliwość wykrycia i najlepszego zrozumienia regionalnych osobliwości kultów i nauczania wiary. Mozaika kultów wiary rodzimej narodów słowiańskich nigdy nie zrodzi wrogości, bo jedynie przez cześć dla tego, co rodzime, wyrasta szacunek i tolerancja w stosunku do sąsiadów. My z jednakowym odczuciem sacrum oddamy cześć bogom w ukraińskim chromie Swaroga, jak i wtedy, gdy znajdziemy się na szczycie świętej góry Ślęży na Śląsku. To odczucie sacrum niechaj będzie zaprzeczeniem biblijnych nakazów: „ołtarze ich porozwalajcie”; „ich bogów spalcie ogniem”. Widzieliśmy już, czym może się stać walka wokół jednego Boga (Jezusa czy Jahwe). Reakcja łańcuchowa rozpadu – oto schemat rozwoju chrześcijaństwa. Setki sekt i wyznań, co różnie rozumieją jedną księgę, fanatyzm i nienawiść do drugiego człowieka zamiast głoszonej miłości bliźniego. Czyż nie czas nam rozglądnąć się dokoła i odpowiedzieć sobie na pytanie: Czy uczyniło nas lepszymi chrześcijańskie „światło” z Rzymu lub Bizancjum?!

Pora nam już na oczyszczenie się. Ruscy wołchwowie przepowiedzieli ten czas, gdy zebrali się przed tysiącem lat na Górze Zamkowej w Kijowie. Toż zdejmijmy swoje „różowe okulary” – druhowie polscy! Spójrzmy na naszą przeszłość i przyszłość jasnymi oczyma naszych praszczurów, którzy patrzą na nas z Wyraju w oczekiwaniu na tę chwilę, kiedy zaśpiewamy Sławę Wielką naszym rodzimym słowiańskim bogom!

Halina Łozko

* (Prawidłowa polska nazwa świątyni zamiast spopularyzowanej przez modernistów, niewłaściwej formy chram – za A. Brcknerem, Słownik etymologiczny języka polskiego, Warszawa 1957, hasło chram (przyp. red. pol.).

Andrij Klimenko – Dobrynia i Żmij

Przedmowa

Największym dorobkiem każdego narodu jest jego kultura duchowa. Jego własna, nie wprowadzona przez gwałt zniewolenia, nie narzucona przez jakieś imperium, nie importowana z zagranicy. Przez przyjęcie obcych wtrętów w miejsce tworzenia swojej kultury naród traci tożsamość. Tak było z Ukraińcami w „internacjonalistycznej rodzinie bratnich narodów”, gdzie kulturę sprowadzano do „zlania się wszystkich ludów i narodów” z jej uśrednioną duchowością. Tak było w imperium rosyjskim, kiedy za wzorzec dla Ukraińca uchodziła jedynie „wielkorosyjskość”. Tak było za Polski, kiedy znaczna część ukraińskich warstw wyższych, zapominając o swych rodzimych korzeniach, wyrzekała się swego narodu. Tak było i za Rusi Kijowskiej, kiedy z woli książęco-bojarskiej elity Ukraińców siłą zagnano pod bizantyjskie jarzmo duchowe.

Mimo to nawet tysiącletnie panowanie chrześcijaństwa nie zniszczyło sentymentu Ukraińców dla ich pradawnej wiary, chociaż wytworzyło pewien kompleks odnośnie do nazwy „pogaństwo”. Trzeba wreszcie zrozumieć, że ojczysta wiara Ukraińców (jak i inne wiary etniczne), nazwana w nauce „pogaństwem”, nie ma w sobie nic hańbiącego.

Greckie e,Jnio’ (etniczny) znaczy „plemienny, ludowy, pogański” i pochodzi od greckiego e,’Jo: zwyczaj. Stąd pierwotne znaczenie słowa „pogaństwo” – „wiara plemienia ludzi związanych wspólnym zwyczajem i wspólnotą pochodzenia”. Ukraińskie l.rTr�Zo (jazycznyctwo) to pradawna, narodowa wiara naszego ludu, zachowana w obrzędach i zwyczajach, przekazach, proroctwach, legendach, mitach, opisana przez etnografów i folklorystów; musi być obecnie poddana systematyzacji, rewizji znaczeń, oczyszczona z późniejszych naleciałości i przekazana naszym potomkom.
Co gotuje nam los dzisiaj? Zali historia niczego nas nie nauczyła? Zali mamy zniknąć jako naród, rozproszyć się w kołowrocie czasu?
Nie! Mamy BYĆ, żyć, istnieć jako jedna z nacji świata, nosicielka głębokiej, pradawnej kultury.

Andrij Klimenko – Ryton

Etniczna wiara Ukraińców

Chrześcijaństwo sadowiło się na Ukrainie przez szereg stuleci, cofając się od czasu do czasu przed pradawną wiarą etniczną (pogaństwem). Długo chrześcijaństwo pozostawało religią górnych warstw książęco-bojarskich, nie mając wpływu na masy. W ostatnich kilku wiekach popi mieli specjalne instrukcje nakazujące nawracanie ludzi na wiarę Chrystusa. Wszędzie drukowano sprawozdania z tej akcji. Na przykład w roku 1847 przymusowo ochrzczono 1002 mahometan, 1297 Żydów, 1522 pogan (Wiadomości o stanie i przyroście ludności prawosławnej). Jednakże pogaństwo na Ukrainie nigdy nie znikało, lecz istniało po kryjomu.

Najwyższa idea ukraińskiego pogaństwa to filozofia wiecznego życia, ubóstwianie przyrodniczego początku Wszechświata, radość istnienia na ziemi. Wierzono, że jednostka odchodzi na tamten świat taką, jaką była za życia: albo wolną i bogatą, albo nikczemnym rabem, jakim będzie już wiecznie. Dlatego każdy członek pierwotnego społeczeństwa dążył za życia do osiągnięcia najwyższych dostojeństw, szacunku, bogactw, do wyróżnienia się na polu bitwy czy w codziennej pracy. Stąd odwieczne pragnienia wojowników, w tym i ukraińskiego Kozactwa, nieograniczonej swobody. Stąd tradycyjne nieuznawanie zwierzchności i poważanie innej osoby. Stąd i żywotność idei „raczej śmierć niż niewola”, jaką już od tysiąca lat żywi się ukraiński patriotyzm.

Na ukraińskich ziemiach prawo zwyczajowe zasadzało się na wybieralności władzy i jej wymianie. Wspólnotowe tradycje przechowywano w silnych społecznościach terytorialnych, które cieszyły się samorządem aż do XIX wieku. Zwyczaj zabraniał wojen łupieskich. Tych, którzy nie przestrzegali zwyczajowych norm, wypędzano nawet wraz z całym rodem. Żercy i wołchwowie mieli większy wpływ na naród niż książę i w razie potrzeby mogli zmusić księcia do działania na korzyść całego plemienia, a także skazać go w wypadku naruszenia owych norm.

Taka ideologia zaczęła być nieporęczna dla książęco-bojarskiej elity X stulecia. O wiele piękniej wyglądała idea, że „wszelka władza pochodzi od boga, dlatego występowanie przeciw niej stanowi przestępstwo, bo sprzeciwia się woli bożej”. Tak tedy nowa wiara zjawia się wówczas, gdy jest na nią zapotrzebowanie. Chrześcijaństwu też właściwa jest wiara w żywot wieczny, ale podstawowe pojęcie pobożności sprowadza się do pokory, poddawania się cudzej woli, wzgardzenia dobrami doczesnymi, za które jednostka otrzymuje rzekomo kompensatę na tamtym świecie. Księciu i bojarstwu to imponowało, ale filozofia niesprzeciwiania się złu i miłowania nieprzyjaciół nie mogła się przyjąć na gruncie ukraińskim nawet po upływie tysiąca lat.

„Miłujcie nieprzyjacioły wasze, błogosławcie tym, którzy was przeklinają; dobrze czyńcie tym, którzy was mają w nienawiści, i módlcie się za tymi, którzy wam złość wyrządzają i prześladują was”1 – przyjęcie takich zasad moralności nie przysparza czci żadnemu narodowi mającemu poczucie godności własnej. Powszechnie wiadomo, że państwa, które pierwsze przyjęły chrześcijaństwo, nigdy nie kierowały się zasadami chrześcijańskiej moralności. Imperium rzymskie uczyniło z wiary niewolników religię światową po to, by umocnić swoje panowanie nad innymi narodami – i stać się imperium światowym, zniszczywszy wpierw dla nadnarodowych koncepcji kulturę antyku, pogańskie świątynie, ten bezcenny dorobek narodowych wierzeń. Proces anabiozy (okresowego zamierania w niekorzystnych warunkach) ukraińskiego pogaństwa już się skończył, podobnie jak i u innych Słowian. Proces powrotu narodów do ich etnicznych wierzeń należy rozpatrywać jako zjawisko prawidłowe na nowym skręcie spirali – jest to proces ekologizacji społeczeństwa, powrotu do symbiozy człowieka i przyrody, proces niemożliwy przy światopoglądzie synkretycznym. Odrodzenie etnicznych wiar już się zaczęło i nieuznawanie tego byłoby pomyłką. Wspólnoty pogańskie istnieją w niepodległym państwie ukraińskim, w Rosji, krajach bałtyckich, w Ameryce i gdzie indziej. Wiary etniczne mają ze sobą wiele wspólnego, lecz każda z nich pozostaje niepowtarzalna, gdyż nosi piętno narodowego światopoglądu i obrzędowości.

Rzeczywiście, nowa wiara się zjawia, gdy istnieje jej potrzeba. Dzisiaj nowe – to dawno zapomniane stare. Nic więc dziwnego, że dziś coraz częściej odczytujemy na nowo naszą historię oraz jej sens, zwracamy się do pamiątek przeszłości, by odkryć, cośmy stracili i czym wzbogaciliśmy się przez ostatnie tysiąclecie. Pełni podziwu odnajdujemy głębokie tradycje naszych przodków, ich przyrodzoną mądrość, harmonię jednoczenia się z kosmosem, jaką myśmy prawie utracili.
Czyż nie pora wrócić nam do ojczystych świątyń?

Andrij Klimenko -Przebudzenie carewny

I. WIERZENIA, MITOLOGIA, DEMONOLOGIA UKRAINCÓW


Naród kładzie na swych bogach
pieczęć swej narodowości.
[Iwan Neczuj-Łewycki]

Osobliwości ukraińskiej mitologii

W przekładzie z greckiego „mit” – słowo, przekaz – oznacza opowieść o dawnych wierzeniach ludu dotyczących pochodzenia ziemi, zjawisk przyrody, bogów, herosów, Wszechświata. Mitologia to zbiór mitów tego czy innego narodu. Mity należy oddzielić od baśni, które już w starożytności brano za wymysł, płód fantazji, podczas gdy mitom przypisywano rzeczywistość opisywanych zdarzeń. Mity różnią się również od legend, zwykle osnutych wokół rzeczywistych ludzi lub prawdziwych wydarzeń. Mity ukraińskie charakteryzuje ich szczególny naturalizm, powiązanie z rolniczym albo pasterskim trybem życia naszych przodków. Osoby występujące w tych mitach to przeważnie ojciec-gospodarz, matka-gospodyni, ich synowie i córki, chudoba ich i pola. Tematyka tej mitologii jest jaskrawo zabarwiona rodzimym sposobem życia doby książęcej. Jak pisze Iwan Neczuj-Łewycki: „Nie znajdujemy w fantazji ludu upodobań do brzydkich, nieestetycznych obrazów, do mitycznych wielkoludów, do tych potężnych i strasznych głowaczy, tych rogatych bohaterów o budzących strach nienaturalnych instynktach, w czym lubuje się niemiecka i wielkorosyjska mitologia”2.

W najdawniejszych kolędach i szczodrówkach znajdujemy sławienie gospodarza nie jakiejś konkretnej rodziny ludzkiej, ale raczej echo sławiące rodzinę niebieskich gwiazd oraz zjawiska przyrody: słońce, księżyc, zorzę, drobny deszczyk, wiatr i in.

Trudności badania ukraińskiej mitologii polegają głównie na tym, że wszystkie piśmienne wzmianki o starodawnych wierzeniach mają charakter krytyki i potępienia pogańskich bogów (biesów), których opisywanie każdy latopisiec uważał za zbędne i traktował je jako przeżytki prymitywnych zwyczajów, nie do przyjęcia przez chrześcijan.

Rozwój ukraińskiej mitologii został nagle przerwany. Apostołowie chrześcijaństwa zniszczyli mnóstwo utworów pogańskich, jakie pisywali wołchwowie dla potrzeb kultowych i życia codziennego. Człowiek żył w pełnej harmonii z przyrodą, z niej też wywodził bogów i inne mityczne istoty – były dlań przeto przyrodne. Mity bizantyjskie w początkach ery chrześcijańskiej były obce i niezrozumiałe dla starożytnych Ukraińców, przeto usiłowali oni zachować swe najbardziej tajemne wierzenia, chowając się zwykle po głuchych lasach i chaszczach niedostępnych dla misjonarzy nowej wiary. Niestety, nie zachował się u nas żaden pisemny utwór o ludowych wierzeniach (w ujęciu pozytywnym). Kto wie, jak by dziś wyglądała ukraińska mitologia, gdyby posiadała pamiątki na piśmie jak na przykład grecka, wszakże nasze wierzenia swą dawnością nie ustępują greckim.

Doszły nas przeważnie urywki pradawnych mitów, zwykle zaśmiecone późniejszym chrześcijańskim nalotem, trudnym dzisiaj do rozpoznania, niełatwo więc zbudować zwarty system ukraińskiej mitologii. Dlatego badacze przywiązują wielkie znaczenie do przekazów ustnych, zwyczajów ludowych, pieśni, w których odzwierciedliło się pojmowanie świata przez nasz lud w czasach przedchrześcijańskich. Próby uporządkowania materiału do ukraińskiej mitologii i sprowadzenia go do jakiegoś systemu zapoczątkowano dopiero w drugiej połowie XIX wieku. Wydano szereg naukowych prac o mitologii, monografii poszczególnych zagadnień, publikacji folklorystycznego materiału, jaki jeszcze zachował się w pamięci ludu. Jednakże systematycznego wykładu ukraińskiej mitologii nie posiadamy do dzisiaj. Prócz tego materialistyczny światopogląd XX wieku, szczególnie narzucany zakładom naukowym, ostatecznie zrujnował nie tylko zachowane jeszcze szczątki ludowych wierzeń, ale nadto zawęził do minimum wszelkie naukowe badania w dziedzinie mitologii, którą traktowano jako prymitywny, anachroniczny objaw kultury.

Charakterystyczną osobliwością ukraińskiej mitologii jest jej panteizm (z greckiego pan – wszystko, Teo’ – bóg), czyli religijno-filozoficzne twierdzenie, że bóg utożsamia się z przyrodą. Sakralizacja wszystkich zjawisk przyrody, ciał niebieskich, drzew, strumieni, czczenie mnóstwa bogów zwie się politeizmem, inaczej wielobóstwem.

U Ukraińców istniała swoista hierarchia bogów: na czele całego świata stali bogowie najstarsi, którzy kierowali całością życia, potem szli bogowie niżsi rangą oraz demony, posługujący starszym bogom; jeszcze niżej plasowali się ludzie obdarzeni wielką siłą, zdolni mierzyć się z demonami. Religia, w której wielu bogów podlega jednemu najwyższemu, zwie się henoteizmem.
Nie doszły nas, niestety, prawie żadne mity o rodowodach bogów, z wyjątkiem luźnych wskazówek, na przykład „wiatry – wnuki Strzyboga”; „Słońce-car – syn Swaroga, onże Dadźbóg” itp.
Tak więc ukraińska teogonia – zbiór mitów o pochodzeniu i rodowodach bogów – pozostaje zupełnie nie rozpracowana, przy czym w tej dziedzinie mamy materiałów najmniej.

Andrij Klimenko – Kyj pokonuje żmija

Ukraiński Olimp

Olimp – góra w Tesalii, gdzie mieszkają starogreccy bogowie. Nazwa ta, według językoznawców, sięga czasów indoeuropejskich i w zasadzie oznacza koło, czyli wskazuje na okrągły kształt szeregu szczytów w Grecji i Azji Mniejszej. W przenośni słowo to określa grono najznakomitszych artystów, poetów itp. My natomiast przypatrzymy się Olimpowi ukraińskich bogów tradycyjnej (przedchrześcijańskiej) wiary.

Rod i Rodzanice. Twórcą Wszechświata, Bogiem nad bogami był u Ukraińców Rod. On przebywa na niebie, jeździ na chmurach, jest dawcą żywota ludziom, zwierzętom, ptakom, zsyła deszcz na zasiewy żyta, wyznacza człowiekowi jego los. Rod – jedyny z bogów, który najdłużej pozostał w pamięci ludu – uchroniony w chaszczach i na wysokich górach przed chrześcijańskim klerem, był czczony przez niewielką już grupkę wiernych wyznawców aż do XIX stulecia. Rod uosabiał również potomków jednego przodka, czyli wiązał się z całym rodem w jego wspólnocie: zmarłych przodków, żywych potomków i przyszłych, nie narodzonych jeszcze pokoleń. Żeńskie bóstwa Rodzanice zajmowały się narodzinami i pozostawały w tajemnym związku z gwiazdami. Dusza ludzka ukazuje się jako iskra ognia niebieskiego – gwiazdeczka, jaką bóg zapala przy narodzinach dziecka i gasi, gdy człowiek umiera. Wołchwowie układali księgi, z których można było dowiedzieć się o swoim losie. Wśród książek zabronionych przez chrześcijaństwo znajdował się Rodzennik, w którym wymienione były dobre i złe dni i czasy oraz ich wpływ na losy rodzących się niemowląt. Rodowi i Rodzanicom składano ofiary z chleba, sera, miodu, kaszy (kutii). Przed przystąpieniem do spożywania na Narodzenie (Rodstwo) obrzędowej potrawy, kutii, ojciec rzuca pierwszą łyżkę w górę, w święty kąt – pokuć. Ten zwyczaj istnieje do dziś na terenach Ukrainy. Ma pochodzenie głęboko archaiczne i oznacza złożenie ofiary Rodowi i Rodzanicom, co ongiś wykonywał wołchw lub żerca. Ojciec rodziny utożsamiał się ze sługą kultu.

Święta Roda i Rodzanic obchodzono nawet we wczesnych chrześcijańskich chromach, gdzie ludzie znosili ofiarne potrawy. Tak w kijowskim soborze Św. Sofii w pierwszych latach jego istnienia gromadzili się poganie, by świętować swe starodawne Gody. Później przeszkadzało to bardzo klerowi i zostało surowo zakazane.

Rodowi i Rodzanicom, jako bóstwom najbardziej rodowym, składano tylko bezkrwawe ofiary w postaci produktów, jakie dawała sama przyroda (rośliny i bydło). Najdawniejsze wyobrażenia Roda i Rodzanic znajdują archeolodzy – są to niewielkie rzeźbione figurki, jakie prawdopodobnie miała każda rodzina. Zachowały się one również na wyszywanych ręcznikach. Są to powszechnie znane motywy drzewa życia (drzewa Rodu), stylizowane podobizny Wielkiej Bogini itp. Niektóre etnograficzne znaleziska umiejscawiają jeszcze w XX wieku wyobrażenia rodowego drzewa na drzwiach chat: mężczyzn przedstawia się na liściach tego drzewa, a kobiety – na kwiatach. Gdy człowiek umierał, obok jego imienia malowano krzyżyk, a gdy rodziło się dziecię – domalowywano nową gałązeczkę, listek lub kwiatek. Niektórzy badacze sądzą, że z czasem Rod przemienił się w Domowika chaty; wierzono, że żyje koło domowego ogniska, toteż stał się jego stróżem.

Kult Roda rozwinął się przypuszczalnie za czasów patriarchatu (epoka brązu), kiedy to Rodzanice, które zaistniały w matriarchacie, już wcielały się w obraz Łady i jej córki Leli. Tak więc można logicznie przyjąć, że Rodzanice – boginie płodności – pojawiły się u naszych przodków wcześniej, poprzedzając Roda. Przedstawiano Rodzanice parami (jak bliźnięta), co oznaczało najwyższą płodność i świętość. Lud do dzisiaj widzi w bliźniętach jakąś sakrę albo przynajmniej tajemniczy znak bogów. Lud utożsamiał Rodzanice (lub matkę Ładę i córkę Lelę) z gwiazdozbiorami Wielkiej i Małej Niedźwiedzicy.

Andrij Klimenko – Synowie Targitaosa (Kąptorgi)


Swaróg. Prabóg, pan świata, gospodarz ukraińskiego Olimpu. Nazwa boga pochodzi od sanskryckiego svarga, co oznacza niebo, wchód do nieba. Od Swaroga, Boga światła i ognia niebieskiego, pochodzą inni bogowie – Swarożyce. W pewnej czeskiej kronice znajdujemy wzmiankę, że Swaroga nazywano Zodiakiem. Kult Swaroga istniał też w dawnej Grecji. Dlatego że był bogiem jedynym, nigdzie nie stawiano mu posągów. Istniały posągi dwunastu bogów-gwiazdozbiorów. Tak więc niektórzy uczeni skłonni są uważać Swaroga nie za pojedynczego boga, lecz za cały panteon zodiakalny albo rok słoneczny. Możliwe, że w mitologii greckiej odpowiadało temu dwunastu tytanów. Jeden z nich zwie się Hyperion i jest tożsamy z ukraińskim Perunem albo zodiakalnym gwiazdozbiorem Strzelca. W bizantyjskiej kronice Joannesa Malali (VI-VII w.) są wzmianki o Hefajstosie i jego synu Heliosie; nasz latopisiec tłumacząc ten urywek nazywa Hefajstosa Swarogiem, a jego syna Heliosa Dadźbogiem.

Kult Swaroga zrodził się prawdopodobnie na przełomie epok brązu i żelaza. Znany był już Kimmerom i Scytom-oraczom. Liczne nazwy z rdzeniem Swar występują na znacznej przestrzeni Ukrainy: dawne grodzisko Sawarka albo Swarome (Kijowszczyzna), wieś Swarka u Rosi, wieś Swarycziw (Iwano-Frankiwszczyzna) i wiele innych. Są podobne nazwy w krajach sąsiednich: Swarcha i Swarawic w państwach nadbałtyckich, Swerechowa Góra na Bałkanach, Swarow w Czechach, Swarczec, Swarczów, Swarynie, Swarożyn, Swarzędz i Swaryszewo w Polsce.

Święty ogień zwano Swarożycem: „i do ognia się modlą nazywając go Swarożycem” – znajdujemy w Słowie pewnego chrystolubca. Czczenie ognia ma na Ukrainie dawne korzenie sięgające okresu trypolskiego, kiedy każda rodzina modliła się do swego Owina – ognia domowego. Owin była to nazwa nie tylko pieca, ale i kłuni, stodoły do suszenia ziarna, określała ona wreszcie samo ognisko, zapalane iskrą wywoływaną tarciem drewna o drewno (żywy ogień). Owinowemu Domowikowi składano ofiarę w postaci koguta. Miało to sprzyjać udanej młócce ziarna. Obrzęd dobywania żywego ognia zachował się u karpackich pasterzy z Ukrainy jako rytuał pierwszego zapalenia ognia na połoninie. Każda rodzina posiadała swoją własną świątynię i własny ofiarnik (pozostałość okresu trypolskiego). Miało to swoje odzwierciedlenie w przysłowiu: „Cerkwie – nie owiny, w nich obrazy wszystkie jednakie”. Wraz z przyjęciem chrześcijaństwa obojętne się stało, gdzie się modlić – w cerkwi swojej wsi czy sąsiedniej, bo ikony wszędzie były wspólne. Indywidualizm w naturze Ukraińca długo nie mógł się pogodzić z takim zjawiskiem: właśni rodowi bogowie i własne domowe ofiarniki jako bliższe uznawano za prawdziwsze. Dlatego nie zważając na tysiącletnie rozszerzenie się chrześcijaństwa, nasz naród jeszcze dzisiaj przechowuje niektóre resztki starodawnych wierzeń, często nie zdając sobie sprawy z ich znaczenia, ale trzymając się tradycji swych przodków.

Wyobrażeń Swaroga nie znaleziono, istnieją jednak podstawy do przyjęcia, że niektóre formy krzyża równoramiennego (pogańskie, kozackie) są symbolem Swaroga. Od niepamiętnych czasów za znaki Swaroga uchodziły różne formy swastyki-swargi, jakie znajdujemy na wyszywankach, pisankach, ceramice. Widnieją i na freskach soboru Sofijskiego w Kijowie – oto znak żywotności ludowych tradycji: między ikonami świętych chrześcijańskich znajdujemy dawne symbole pogańskie, bez których ów sobór nie mógłby powstać.

Na nieboskłonie odpowiadał Swarogowi Pług (gwiazdozbiór Oriona), co wiąże się ze scytyjską legendą o niebieskich darach, jakie spadły przed trzema synami Targitaosa (był wśród darów i pług). Ukraińskim reliktem kultu pługa są noworoczne obchodzenia chat z pługiem, kładzenie go pod świątecznym stołem itp. Według legend przekazywanych przez naszych kronikarzy Swaróg to Bóg kowalstwa i zaślubin, który wykonał ze złota pług i obrączkę. Opiewa się je szeroko w kolędach, szczodrówkach, wiośniankach i pieśniach żeńców. Ogień czci się powszechnie w wielu wiosennych i letnich obrzędach, zwłaszcza z okazji ślubu i oczyszczenia.

Andrij Klimenko – Bogini Nocy

Dadźbóg (Dażbóg, Dadbog). Bóg słońca, czczony w całym słowiańskim świecie, ma przejrzystą nazwę: dad’ – „daj” i bog, bliskie słowu „bogactwo”, czyli Dadbog – dosłownie dawca dobra, bogactwa. U południowych Słowian analogiczne bóstwo zwało się Dabog, Dajbog. W ukraińskiej poezji obrzędowej mamy mnóstwo zwrotów typu: „Oj, daj, Boże” albo „Daj, Boże, daj” (które szereg uczonych odnosi do pierwotnego pogańskiego „Oj, Dadźboże!”)3.

W ujęciu filozoficznym Dadźbóg występuje jako dawca bytu, czyli ducha i materii, które są bliźniętami. Chociaż Dadźbóg całkowicie związany jest z niebem jako syn Swaroga, to jednak pozostaje on również bogiem ziemskiego dostatku, symbolizowanego przez urodzaj żyta i pszenicy. Przez pewien czas istniała wśród naukowców koncepcja Dadźboga jako boga deszczu (Dad’boga), ale nie znalazła szerszego uznania. Zarówno słońce, jak i deszcz w równej mierze wpływają na urodzaj, dlatego nieuzasadnione byłoby całkowite odrzucenie tej koncepcji: w ukraińskiej mitologii jedynie połączenie tych dwóch elementów – niebieskiego ognia i niebieskiej wilgoci – daje życiodajne ziarno.

Najstarsze obrzędy i modlitwy do Dadźboga zawierają prośby o bogaty urodzaj. W czasie żniw żerzec unosił nad głową czaszę napełnioną ziarnem i wypowiadał modlitwę: „Panie, ty, który dajesz nam strawę! Daj nam jej teraz w pełnej mierze!” Niewątpliwie modlitwa ta już uległa późniejszym naleciałościom, nie wyklucza się więc, że bliskie jej jest chrześcijańskie Ojcze nasz: „…chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Bezsprzecznie najwięcej wezwań do Dadźboga wiązało się właśnie z obrzędami rolniczymi. Jego imię w swojej starodawnej postaci zachowało się w niektórych pieśniach obrzędowych:

Nie samże ja wyszedłem,
Dadźbóg mię wysłał
Z prawej rączki
I kluczyki wydał…
[pieśń wiosenna, mowa słowiczka]4

albo:

Tam spotkali się książę z Dadźbogiem, rano, rano,
Tam spotkał się książę z Dadźbogiem, raniusieńko5.

W obrzędach noworocznych, co dotrwały do naszych dni, zachował się Diduch – ostatni zżęty snop żyta; umieszcza się go w chacie i uważa się za przedmiot poświęcony, służy jako symbol obrzędu. Diduch – to Duch pola, Duch Żytni, Duch Dadźboga, który słusznie był uważany za Boga życia. Istnieje przesąd ludowy, że żniwiarka, która związywała ostatni snop żyta, powinna była w tym roku urodzić dziecko. Zawiązywanie snopa symbolizowało zawiązywanie pępowiny.
Na wiosnę Diducha młócono i ziarno z powrotem wysiewano w polu: wypuszczano na ziemię Ducha pól. W ten sposób urodzaj nabierał zdrowotnej, życiodajnej mocy. Z biegiem czasu symbolem Dadźboga stał się również kwiat słonecznika, który reaguje na ruch słońca na niebie, zwracając zgodnie z nim swoją główkę. Posąg Dadźboga znajdował się w panteonie kniazia Włodzimierza na Górze Starokijowskiej. Przed przyjęciem chrześcijaństwa Włodzimierz podjął ostatnią próbę usystematyzowania bóstw ruskiego narodu, zbliżając możliwie najbardziej ich hierarchię do chrześcijańskiej. W związku z tym B. Rybakow wysunął hipotezę, że Swaróg swoją pozycją miał odpowiadać Bogu-ojcu (Sabaothowi), Dadźbóg (Chors) Bogu-synowi (Jezusowi Chrystusowi), Mokosz (matka doli) zaś – chrześcijańskiej Bogurodzicy.

Chors. Był bogiem plemion południowych, prawdopodobnie jeszcze Roksolan, którzy czcili Chorsa podobnie jak Polanie Dadźboga. Chorsowi składano ofiary z chleba: pałanice, miodowniki, kołacze, kalitę6. Ukraina do dziś powszechnie zna rytualne korże, jakie obecnie nie mają już dawnego znaczenia jadła obrzędowego i uchodzą za pokarm codzienny. Słowo „korż” współbrzmi z „Chors”, ma rodowód indoeuropejski i znaczy „koło”.

Ze słowiańskich przekładów autorów starogreckich dowiadujemy się, że Chors był odpowiednikiem greckiego Apolla. Ukraina posiada dużo nazw geograficznych związanych z tym bogiem słońca: Chors, Churs, Korsuń, Chersoń. Są takie nazwy i w Bułgarii, Chorwacji, w Czechach.

Badający nazwę tego bóstwa w Słowie o wyprawie Igora E. W. Aniczkow wskazywał, że Chors oznacza tam nie Słońce, lecz Miesiąc. W tekście zabytku Wsiesław przebiega drogę Chorsowi w nocy, zatem mowa tu na pewno o nocnej gwieździe – miesiącu. W późniejszych badaniach wypowiadano myśl, że wyrażenie „przebiec drogę Chorsowi” mogło znaczyć kierunek z północy na południe, bo słońce zdąża ze wschodu na zachód7.

Opis postaci wyobrażającej Chorsa zawdzięczamy cudzoziemskiemu podróżnikowi, który widział dwa idole w okolicach Pskowa: Chors stał na ubitym smoku. Z pewnością Chors-Smokobójca wcielił się później w Jerzego Zwycięzcę z chrześcijańskich obrazów.

Andrij Klimenko –  Wojowie

Perun. Władca błyskawic i gromu, patron wojaków, w wieku X coraz częściej zjawia się w miejsce Swaroga. Jest odpowiednikiem greckiego Zeusa, rzymskiego Jupitera, skandynawskiego Odyna. Pełnił analogiczne funkcje – strzegł drużyny wojaków na wojnie, zawiadywał gromem i błyskawicą. Jego rolę przejął chrześcijański prorok Eliasz.

Słowo perun istnieje w ukraińskich dialektach jako synonim błyskawicy i gromu, na przykład w Karpatach mówią: „Bodaj cię Perun trzasł”. Tenże rdzeń widzimy w czasowniku: periszczyty, uperiszczyty: „deszcz poprószył”. Słowo „periszczyty” pierwotnie znaczyło „miotać kamienie”. Ten bóg również pozostawił na naszej ziemi niemało geograficznych nazw: „Perunowa Riń” (Naddnieprze), wieś „Perunowe”, wieś „Piorunowe”, uroczysko „Peruny” (w Czerkaskiem). Zachowało się nawet nazwisko Perun. W Bułgarii istnieją imiona: męskie – Perun, żeńskie – Perunika.
W traktatach Rusów z Grekami wojacy Askolda (Oskolda) przysięgali na Peruna jako patrona wojska, jemu też składali przysięgę drużynnicy knezia Igora: „I następnego dnia wezwał Igor posłów i udał się na wzgórze, gdzie stał Perun. I złożyli oręż swoją i tarcze, i złoto, i przysiągł Igor oraz mężowie jego i kilku pogan-Rusów”8.

Grom i błyskawice miały zarówno pozytywne (wywoływanie płododajnego deszczu), jak i negatywne znaczenie (strach przed śmiercią od pioruna). Dlatego istniało mnóstwo przesądów, jakie kojarzyły się z gromem i błyskawicą: podczas grzmotów nie wolno było gwizdać, śpiewać, jeść, spać. Nie należało chować się pod drzewem, podnosić do góry ostrych przedmiotów (spis, mieczy, noży itp.). Nie powinno się prędko biec – jak wiadomo, właśnie w takich wypadkach błyskawica najczęściej trafia w człowieka. Tak więc nasi przodkowie posiadali już tę wiedzę od bardzo dawnego czasu.

Wołchwowie korzystali z wróżbiarskich ksiąg („gromników”); podług nich wróżyli i przewidywali zdarzenia w zależności od fazy miesiąca, w której rozlegał się grom: na przykład jeśli zagrzmi w czasie rosnącego miesiąca, to „umrze wielki mąż”. Pierwszy grzmot wiosenny uważano za dobry na zdrowie, leczniczy. Lecznicze właściwości miały też „gromowe strzały” – kamyczki przedziurawione uderzeniem pioruna: woda przelana przez dziurkę utworzoną przez piorun traktowana była jako poświęcona i używano jej w lecznictwie. Takie kamyki nazywano w Karpatach „Perunowymi toporczykami” (zapisał Iwan Franko).

Grzmot i błyskawica w dniu Kupały – dobry znak. Nie bez powodu kwiat paproci poszukiwany w tę noc nazywał się „Perunowym kwiatem”. Powiada się, że nadzwyczajne napięcie w przyrodzie podczas grzmotów sprzyja zakwitaniu paproci9. Ażeby zerwać ten czarowny kwiat, trzeba zakreślić koło wokół paproci, a nie oglądaj się, póki nie zerwiesz. Perunowy kwiat, jak wierzono, daje człowiekowi mądrość, bogactwo, siłę, miłość i urodę.

Przedstawiano Peruna w postaci przystojnego mężczyzny z łukiem i strzałami w rękach. Z opisu Włodzimierzowego panteonu dowiadujemy się, że posąg Peruna miał postać ludzką: tułów z drewna, nogi z żelaza, srebrną głowę i złote wąsy. W Latopisie hustyńskim podaje się, że idol Peruna trzymał w ręku drogi kamień – rubin albo karbunkuł. Obok Peruna stale paliło się ognisko, podtrzymywane przez wyznaczoną do tego służbę. Ogień kultowy niecono tarciem drewna o drewno i to był tak zwany żywy ogień, który utrzymywał się wiecznie. Jeśli przez niedopatrzenie służby ogień zgasł, winowajcę karano śmiercią. Perunowi składano ofiary z wieprza, byka, czerwonego koguta, mocnego napoju. Za jego symbole uchodziły: dąb, kalina, kwiat paproci, siekiera, strzała, koń. Pomocnikami Peruna były znane do dzisiaj baśniowe postacie Waligóry i Wyrwidęba.

Istnieje przesąd, że drzewa, w które uderzył Perun, nie wolno używać w budownictwie, natomiast nadaje się ono do wyrobu instrumentów muzycznych. Chrom Peruna stał w Kijowie w tym miejscu, na którym dziś stoi budynek rządowy na placu Michajłowa.

Strzybóg. W panteonie Włodzimierzowym (wznosił się przy obecnej ulicy Włodzimierskiej nr 3) obok Peruna stał posąg Strzyboga, któremu oddawano cześć nie mniejszą niż Perunowi. W Słowie o wyprawie Igora wymienia się Strzyboga jako patriarchę wszystkich wiatrów. To jeden z najstarszych bogów plemion trypolskich, Etrusków, Rzymian. Rzymianie widzieli w nim boga-niszczyciela, boga wojny, okrutnej bitwy; znany był jako Saturn. Nazwa tego groźnego, niebieskiego Boga pochodzi, jak się sądzi, od słowa strata (striti – niszczyć). D. Szepping wysunął przypuszczenie, że Strzybóg jest jedną z hipostaz Peruna, jego wcieleniem w powietrzu. Jego, jak i Peruna, łączą ze Strzelcem te same atrybuty: łuk i strzały. Strzały Strzyboga lecą z wiatrem, stąd też i bóstwo stało się uosobieniem wiatru. Jednakże, nie bacząc na całą surowość wiatru, był on nie tylko sprawcą klęsk, ale też twórcą muzycznych melodii. Wszak właśnie „powiew wiatru” – oddychanie, dmuchanie w najprostsze instrumenty muzyczne (fujarki, dudki, rożki) – rodził muzykę.

Z czasem Strzybóg otrzymał nazwę Pośwista i funkcję zawiadowcy pogodą. Modlono się do niego, by dał dobrą pogodę na żniwa, na jakieś święto itp. Szczególnie ważny był Poświst dla wojska. Pantełejmon Kulisz zanotował przekaz ludowy modlitwy książęcej drużyny: „do swego boga Pośwista modlą się, by im dał pogodę i morza nie turbował”.

Boris Rybakow stawia Strzyboga w jednym rzędzie z Rodem, Światowidem, Swarogiem, greckim Uranosem, ale to wydaje się niezbyt wiarygodne. Strzybóg był raczej bliższy greckiemu Kronosowi, symbolowi nieubłaganego czasu, który pożera, uśmierca to, co sam porodził.

Imię Strzyboga zachowało się w nazwach siół Stryboż (Żytomierskie), Stryżawka i Stritiwka (Kijowszczyzna). Najwięcej nazw z rdzeniem Str spotyka się między Dniestrem a Dnieprem. W Polsce płynie strumyk Strzybóg.

Andrij Klimenko – Obrońca

Wełes (Wołos). To jeden z najstarszych bogów, który miany był za Boga dostatku. Znane jest jego drugie miano „skotij bog” (bóg bydła – przyp. tłum.), co staje się zrozumiałe, gdy się weźmie pod uwagę, że bydło w dawnych czasach oznaczało w ogóle bogactwo. Ponadto Wełes był opiekunem kupiectwa, handlu, podobnie jak rzymski Merkury. Aleksandr Afanasjew uważał Wełesa nie tylko za stróża bydła na ziemi, ale też za pasterza podniebnego stada chmur. Fakt, że Bojan w Słowie o wyprawie Igora jest nazwany „Wełesowym wnukiem”, wskazuje również na to, że Wełes był jeszcze i bogiem poezji i muzyki, czyli patronem artystów, podobnie jak Merkury.

Izmaił Sriezniewski porównał nawet Wełesa do Apolla, który u Greków był bogiem Muz. W traktatach z Grekami Wołos występuje jako Bóg złota, a Perun – jako Bóg zbroi. Jako opiekun bydła Wełes mógł przeciwstawiać się samemu Perunowi. Znany jest w całej Słowiańszczyźnie. U Skandynawów identyczny z Wełesem jest bóg Wolsi, u Czechów veles oznacza nieczystą siłę. Łacińskie vels znaczy „bies”, litewskie velis – nieboszczyk, vele – dusze zmarłych. To daje podstawę do przyjęcia, że pierwotnie Wełes był duchem przodków, opiekunem domowej trzody, dlatego otrzymał nazwę „boga bydła”. W obrzędach na związek Wełesa z Rodem i Dadźbogiem wskazuje zwyczaj ostatniego snopa, jaki zwie się także „wołosową brodą”.

Nazwa Wełesa, wedle niektórych hipotez, pochodzi od „wołoch” – włochaty. Sądzi się, że zjawił się on u naszych przodków w wieku kamienia, a symbolika Tura (Cielca) poświadcza, że najwyższy status osiągnął w dobach trypolskiej i potrypolskiej10. Istnieją też domysły, że rodowód Wełesa wywodzi się od włochatego niedźwiedzia, który – jak głosił przesąd – ma wpływ na polowania i szczęście myśliwskie. Dlatego myśliwi dbali o to, by udobruchać go przez uroczyste złożenie mu ofiary. Z czasem ten bóg dorobił się postaci ludzkiej. Posągi jego były i drewniane, i kamienne. Chrom Wełesa znajdował się na tym miejscu, na którym następnie postawiono cerkiew Św. Błażeja: w kronikach z roku 1187 opiekun bydła zwie się już św. Błażej. Ta cerkiew stała przy ulicy Nyżnij Wał (spaliła się w roku 1651). Zdaje się, że do chromu Wełesa wiodła ścieżka, znana obecnie jako ulica Wołoska. To, że Wełes był ustawiony w dzielnicy Podół, gdzie mieszkali przeważnie rzemieślnicy, lud prosty i handlowy, dodatkowo potwierdza, że Wełes był patronem rzemiosł, handlu, dostatku. By pokłonić się Wełesowi, ludzie często szli ze swymi stadami bydła, żeby przed wypędzeniem na pastwiska poświęcić je itp. Możliwe, że tym właśnie tłumaczy się nieobecność Wełesa w panteonie Włodzimierzowym, który znajdował się nie opodal książęcego dworu. Posąg Wełesa stał na brzegu rzeczki Poczajny; do niej go wrzucono, kiedy Włodzimierz burzył pogańskie świątynie.

Obrzędy noworoczne zachowały do dzisiaj echo dawnych „wołowych świąt” – wywrócone na wierzch kożuchy uczestników rytualnego karnawału symbolizują bogactwo: „Bądź bogaty, jak kożuch włochaty” – życzenia weselne i bożonarodzeniowe. Czasem uczestnicy karnawału zwani są wołchwami, bo włochate kożuchy upodabniają ich do Wełesa.
Po wprowadzeniu chrześcijaństwa Wełes wraz z innymi bogami trafił do kategorii „siły nieczystej”.

Z imieniem Wełesa (Wołosa) wiąże się nazwę zodiakalnej konstelacji Wołosożaru (Cielca), która, według Ołeksandra Znojki, znaczy „niebo Wołosa”. Syn Wełesa – Tur, względnie złotorogi Jeleń – również był czczony jako stróż dobrobytu rodziny.
Imię Wełesa zachowało się w licznych nazwach geograficznych: Wełesowy Jar (Winnickie), ulica Wełesowa (w Nowogrodzie), ulica Wołoska (w Kijowie), góra Wełesowe Żebro (niedaleko Rostowa), góra Wełes (w Bośni). Istnieją też przypuszczenia, że starodawna nazwa Mołdawii – Wołoszczyzna – pochodzi od imienia Wołosa. Wołosi i Wałachowie (Mołdawianie i Rumuni) byli wynalazcami wielu preparatów leczniczych stosowanych w chorobach bydła.

Andrij Klimenko –  Wódz Antów

Mokosza. Jedyna przedstawicielka bóstw kobiecych w panteonie księcia Włodzimierza. Mokosza (inne warianty: Mokosz, Moksza) wiąże się z kobiecą sferą działalności w gospodarstwie: rękodziełem, przędzeniem, tkactwem i in. Składano jej żertwy ze snopów lnu, wyszywanych ręczników. Mokosza, jak się zdaje, była bliską Rodzanicom (Dziewom Życia) patronką położnictwa, stróżką porodów. Stąd u kobiet kult Mokoszy przetrwał najdłużej: nawet w XVI wieku popi mieli obowiązek pytać kobietę, czy nie chodziła do Mokoszy. Na Nowogródczyźnie kult Mokoszy zachował się aż do XIX stulecia. Do Mokoszy na Górę Starokijowską (panteon Włodzimierza) przychodzili z pokłonem żercy, wróżki, znachorki. Chociaż uważano ją za opiekunkę kobiet, to jednak była czczona przez wszystkich, dlatego Włodzimierz wprowadził ją do swego panteonu. Według legend właśnie Mokosza przędła nić żywota, przeto upatrywano w niej także patronkę przędzenia. Inną funkcję Mokoszy stanowiła troska o wodę: deszcz, rzeczki, strumyki. Uwidoczniło się to w imieniu bogini. Badacze sądzą, że pochodzi ono od: „mokry”, „moknąć”. Rzecz ciekawa, że w języku litewskim występuje słowo maksi, co znaczy „wiązać, splatać”, a także słowo makasz – „pleciona portmonetka”. Otóż może to wskazywać na jedną z funkcji bogini, którą mieli również Litwini.

Pochodzenie Mokoszy wygląda na bardzo dawne: jak większość żeńskich bóstw znana była już w epoce trypolskiej. W obrazie Mokoszy widzimy ślad starodawnego kultu Wielkiej Bogini – Matki. Jej podobizny, w znacznej mierze stylizowane, doszły nas przeważnie na ręcznikach: bogini stoi pod odkrytą kopułą świątyni wznosząc ręce ku górze (postawa orantki), na głowie ma rogatą czapkę. Z obu stron Mokoszy – dwaj jeźdźcy na koniach. Na niektórych wyszywankach pod końmi widać swastyki, czasem ubiór głowy bogini przypomina kwitnący krzak. Statuetki scytyjskich bogiń (VII wiek p.n.e.) przypominają postawę Mokoszy i orantki z podniesionymi w górę rękami, jak w modlitwie. Przypuszczalnie również w kijowskiej Sofii wcześni chrześcijanie widzieli swą odwieczną boginię z rękami wzniesionymi ku niebu.

Mokosza pochodzi od jeszcze starszego kultu wody – bogini Dany. Zdaniem Nikołaja Marra, profesora Akademii Nauk, imię Dana składa się z dwóch części: da (śródziemnomorskie „woda”) i na („nenia”, „macierz”), czyli znaczyło Matka-Woda. Słowo „Dana” już w okresie scytyjsko-sarmackim przestało być imieniem bogini, a oznaczało po prostu rzeczkę. Takież znaczenie ma słowo don („woda”, „rzeka”) albo dunaj – nazwy ukraińskich rzeczek, opiewanych w wielu pieśniach.

Już Herodot zapisał przekaz o bogini Danie: niezrównanej piękności niepokalana dziewica i macierz wszystkiego, co żyje, bogini rozrodczości. Dniem jej poświęconym był piątek, w którym surowo sądziła tych, co naruszali zwyczaje. Do takich występków należało przędzenie i szycie w piątek, jak wspomniano wyżej – dzień świąteczny. Danie składano ofiary przez wrzucanie kosztowności do rzek i jezior, źródeł i krynic. Prawdopodobnie słowo danina pochodzi od żertw składanych bogini Danie. Ten zwyczaj i dzisiaj istnieje u wielu narodów, a mianowicie wrzucanie monet do wody, by móc powrócić do tych miejsc na naszej ziemi, w których jednostka czuła się szczęśliwa. Boginie identyczne z Daną istniały u wielu narodów: Duna, Dojna, Diana. Zdaniem Ołeksandra Znojki należy tu i Ma-Donna, czyli „matka-woda”, oraz Tana (Dana).

Przyśpiewem do wielu ukraińskich pieśni jest praindoeuropejska forma, jakiej już sam lud nie rozumie, ale wykonuje jako pewien element rytmu, po prostu tradycyjne:

Szidi ridi,
Szidi ridi,
Szidi ridi,
Dana!

Ołeksandr Znojko przypuszcza, że szi znaczy „ona”, di – „działa”, ri – „rzeczka”. Z tego wychodzi: „Ona działa, rzeczkę tworzy – Dana!”
Otóż istnieją podstawy pozwalające sądzić, że kult tej bogini rozwijał się od Dany do Mokoszy, a od Mokoszy do chrześcijańskiej Paraskiewy-Piątnicy, przy czym nierzadko czczono je równocześnie. Święta Paraskiewa również była opiekunką wody, rękodzieła, spraw kobiecych. Jej podobizny stawiano koło krynic (bliżej o tym patrz rozdział „Kultura religijna Ukraińców”).

O ile Dana pozostawiła swe imię w nazwach rzeczek, to Mokosza przeważnie w nazwach miejscowości: Makoszyne w Czernihowszyźnie, Mokoszyn w Czechach. Podobne nazwy istnieją u wszystkich ludów słowiańskich.

Andrij Klimenko – Lęda (Ljeda)


Kupajło. Bóg letniego słońca. Iwan Neczuj-Łewycki tłumaczy jego nazwę tak: „Jasne letnie moce niebieskie, słońce, błyskawica i grom wspólnymi siłami jak gdyby kąpią ziemię, darząc ją największą w czasie święta Kupajły siłą płodną, a może i tak, że w święto Kupajły ludzie kąpali się w wodzie, wierząc w jej cudowną moc”11.
Inni badacze przypuszczają, że nazwa ta jest bliska łacińskiej Cupido – Kupidyn, która znaczeniem swym zbliża się do indoeuropejskiego „kipieć”, „pałać”, „namiętnie pragnąć”. Kupalne ognisko zapalano „żywym ogniem” pozyskiwanym przez tarcie o siebie dwóch kawałków drewna i było symbolem niebieskiego ognia słonecznego, który rozpala miłość w sercach chłopców i dziewcząt, tworzy z nich pary w tę czarowną noc. W Latopisie hustyńskim mamy objaśnienie, że „Kupało to bóg obfitości jak u Hellenów Ceres”. Bogini Ceres u Etrusków, a później u Greków i Rzymian uważana była za boginię zaślubin, macierzyństwa, woli niebios. Żeńskie bóstwo Kupała jest tożsame z małoazjatycką Kybele, boginią miłości i Matką Bogów. Wszystkie obrzędy kupalnego święta są u tych narodów identyczne.

Posągów Kupale, jak się zdaje, nie stawiano, uważając, że jest ona nie tyle bóstwem, ile osobistością, uczestnikiem świątkowego rytuału obrzędowego ku czci letniego przesilenia dnia z nocą. Kupajłem zwano kukłę słomianą specjalnie zrobioną przez młodzież na to święto. Prócz Kupajły robiono jeszcze kukłę Marzeny: lalkę z mioteł, gałęzi itp., przybraną kwiatami i wstążkami. Zdaniem Iwana Neczuja-Łewyckiego Kupajło i Marzena – to dwa bóstwa odpowiadające dwóm żywiołom: ogniowi i wodzie (Słońcu i Chmurze). Takie wyjaśnienie rzeczy wydaje się całkiem przekonywające, o ile dotyczy tylko letniego solstitium. „Słoneczną” kukłę robi się ze słomy (por. sołn-ce i soł-oma), a Chmurze poświęca się kukłę Marzeny (por. Mar-ena i Ch-mar-a). Słońce utożsamia się z niebieskim ogniem, Chmurę z niebieską wilgocią.

Przed takimi „idolami” stawiano stół z różnymi potrawami, obok pałał święcony ogień, wokół którego młodzieńcy i dziewczęta weseląc się, tańcząc i śpiewając świętowali prażnik. Na jego zakończenie Marzenę topi się w rzece, czasem to samo robi się z Kupajłem. Dzisiaj relikty dawnych obrzędów są tak dalece poplątane, że nie zawsze rozumiemy ich sens. Gdyby iść za logiką objaśnionych wyżej symboli, to męskim początkiem jawi się tu Kupajło (niebieski ogień), a żeńskim – Marzena (żywioł wody). W obrzędach ustalono, że Marzenę przygotowują dziewczęta, o nią toczy się walka na niby między chłopcami a dziewczętami, chłopcy często wykradają kukłę i rozrywają ją, a gałązki z Marzeny dziewczęta zabierają ze sobą, żeby rozrzucić je po ogrodzie dla pobudzenia płodności. Niezależnie od tego dziewczęta szybko sporządzają nową Marzenę, którą jednak topią w rzeczce, w ten sposób zwracając ją wodnemu żywiołowi. Kupajłę zaś oddają ogniowi. Gdzieniegdzie zamiast kukły ze słomy robią koło omotane słomą, zapalają je i toczą z góry do rzeczki. Koło ogniste oznacza bezsprzecznie Słońce – ogień niebieski. O ile zmianę pór roku wyobrażali sobie nasi przodkowie jako zmagania Zimy z Latem, a ubytek siły Słońca i Gromu – jako cierpienia tych bogów kończące się śmiercią, to staje się oczywiste, że wiara chrześcijańska zapożyczyła swą filozofię właśnie z pogaństwa. Po śmierci następuje zmartwychwstanie – na wiosnę znów ożywa przyroda, a z nią jaśni bogowie słoneczni.

Andrij Klimenko –  Skołocka bogini


Jaryło. Z istoty swej bóstwo to bliskie Kupajle, jeno działające wiosną. Bóg miłości i namiętności, wiosennego rozkwitu przyrody. Jaryłę uważa się za symbol płodności. Nazwa jego ma w sobie rdzeń Jar (Jary) – co znaczy silny, zawzięty, namiętny, gniewny. To męski symbol zapładniającej siły. Pierwsze święto Jaryły wyznaczano na wiosnę, kiedy on się budzi, w lecie natomiast odbywał się symboliczny pogrzeb Jaryły, znany także pod nazwą: pogrzeb Kostrubońka; kobiety wśród żartów chowają kukłę Jaryły (Kostruba), który już wszystko zapłodnił i zamiera na zimę, by obudzić się znowu na wiosnę. Ten obrzęd oznaczał zamieranie słonecznej siły, bo po Kupajle „Słońce powraca na zimę”.

O Jaryle brak pewnych wiadomości. Wiadomo, że przygotowaniem jego kukły zajmowały się młode żonki, przy czym szczególną uwagę zwracano na jego dzieciorodny organ. Jedynie z przekazów dawnych podróżników dowiadujemy się, że posąg Jaryły stał w pobliżu miasta Kostromy (nazwa współbrzmiąca z Kostrubą). Na Białorusi na wiosnę oprowadzano Jaryłę – przystojnego młodzieńca z wieńcem na głowie, strojnego w jasne, uroczyste szaty.

U innych Słowian identyczny z Jaryłą był Jarowit, u Greków i Rzymian – Dionizos i Bachus. Święto Jaryły przypomina kupalne także w tym, że w czasie jego obchodzenia młodzieńcy podobnie wykradali dziewczęta na swe żony. Otóż Jaryło i Kostrubońko uosabiali triumf życia nad śmiercią. Bogowie ci zamierali na zimę i budzili się (zmartwychwstawali) na wiosnę.

Trojan. Bodajże najmniej zbadany ze wszystkich bogów. Prawdopodobnie był trójjednym bogiem. W szeregu źródeł są wzmianki o tym, że słońce postrzegano jako trójświatło. Ten epitet został też użyty przez autora Słowa o wyprawie Igora: „jasne i trójjasne słońce” – zwraca się doń Jarosławna. Hipotez odnośnie do Trojana jest wiele, aż do utożsamiania go z imperatorem rzymskim Markiem Ulpiuszem Trajanem. Ta hipoteza wydaje się całkowicie chybiona. Mogą być bliżej prawdy ci badacze, którzy pod Trojanem rozumieją trójjedność bogów: Jaryły, Kupajła i Dadźboga. Bóstwa te łączył zakres poczynań, jednakże każde z nich działało we właściwym dlań czasie. Jaryło budzi przyrodę na wiosnę, Kupajło osiąga apogeum w lecie, Dadźbóg zsyła swe dary od żniw do jesieni. Wszyscy są bogami słonecznymi. W najdawniejszych czasach nasi przodkowie dzielili rok na trzy części: wiosnę, lato i zimę. Na Podolu zachował się inny wariant imienia tego boga: Trygław. Tam stał chrom Trygława, mający postać słupów nakrytych daszkiem i obwieszonych kilimami. Na czas modlitwy kilimy podciągano i ludziom ukazywał się posąg.

Sporo nazw ukraińskich można uznać za pochodne od Trojana. W Słowie o wyprawie Igora wymienia się „ścieżkę Trojanową”. Są wsie: Trojany i Trojaniwka. Nazwy mogą też pochodzić od trojany – od trzech braci, jk i znaczyć trojan – trzeci syn.
Niektórzy badacze postrzegają troistość Trojana w trzech sferach: życie ziemskie, sfera ducha (królestwo niebieskie) i tamten świat (królestwo podziemi).

Andrij Klimenko – Odległy Szept z Wysokości

Symargł. Dotąd pozostaje bóstwem mało zbadanym. Niekiedy utożsamia się go z greckim Semiheraklesem (Wołodymyr Hnatiuk). Inne warianty imienia: Semurgł, Symaregł, Sym i Regł, Sym i Jergł. Według przypuszczeń O. Famincyna Jergł – Jerył – Jaryło: tak więc Semyjarył. Znaczenia tego bóstwa nie rozumiano już w dawnych czasach. Tak rocznikarz Nestor objaśnia je jako „sem'” i „jergła”. Taki sens ustalił też i Pamwo Berynda w swym Leksykonie (rok 1627).

Jak sądzi K. Triewier, postać trypolskiego psa skrzydlatego jest identyczna z wizerunkami irańskiego bóstwa Sajenomergła (opiekuna roślinności). Na trypolskich naczyniach glinianych widnieją malowane psy, a obok nich – kłos zbożowy albo źdźbło, co właśnie znamionowało patrona zasiewów.

Tak tedy są podstawy do uważania Symargła za patrona płodów ziemi, urodzaju, rolnictwa w ogóle. Jego podobizny znajdują się również na scytyjskich i sarmackich pamiątkach. Pochodzenie Symargła sięga czasów praindoeuropejskich; znany jest u wielu narodów: Scytów, Hindusów, w Iranie. Starożytne księgi bywają zdobione malowanymi miniaturami Symargłów oplatanych przez dziwaczne gałązki i liście. Jest to typowy motyw dekoracyjny, na którego tle Symargł już przyjmował się jako „stróż” drzewa życia. Być może w takiej roli wyobrażali go sobie budowniczowie soboru Borysa i Gleba w Czernihowie. Białe kamienne bryły z wyobrażeniem Symargłów znajdowały się na fasadzie soboru z XII wieku. Ale po pożarze roku 1611 mnisi, przypisując ogień podobiznom „pogańskich bogów”, zrzucili je na ziemię. Niektóre z płaskorzeźb uległy rozbiciu, jednakże część z nich udało się zakopać. Dzisiaj odnaleziono te pamiątki i zdobią one muzealne wystawy. W Kijowie nie opodal soboru Sofijskiego stoją kopie czernichowskich płaskorzeźb.

Wyobrażenia Symargłów były ulubionym motywem mistrzów-złotników. W Kijowie znaleziono srebrną bransoletę z XII wieku z podobnymi zwierzętami i ptakami, jakby zaplątanymi w gęstwinie spleceń ornamentu. Takie czysto pogańskie ozdoby-amulety były tradycyjnymi w ciągu wielu wieków. Ich magiczna rola polegała na tym, ażeby zaplątać złe, wraże siły i nie dopuścić, by szkodziły człowiekowi.
Oprócz głównych bóstw ukraińskiego panteonu istniały liczne duchy i demony. Należą do niższych sfer mitologicznego systemu. Gdy bogowie zajmują w hierarchii wysokie miejsce jako przejaw duchowej siły, to niższe duchy i demony zajmują się przeważnie samym człowiekiem, jego ciałem i przestrzenią życiową.

Andrij Klimenko -Latający dywan

Definicje: duch, demon, demonologia

Duch – bezcielesna, „niematerialna” siła oddziałująca na materialne, cielesne życie ludzi. W mitologii to przeważnie istoty niewidzialne, które jednak czasami mogą pokazywać się ludziom, o ile stale współdziałają z człowiekiem, kształtując jego duchową i psychologiczną postawę.

U niektórych narodów duchy dzielą się na złe i dobre. W ukraińskiej mitologii istnieje względna obojętność dla takiego podziału, jako że dobro i zło, przynoszone przez duchy, zależą nie tyle od natury samych duchów, co od ich roli w danej sytuacji. Dlatego nasi przodkowie składali ofiary różnym duchom, które mogły czynić zło, ażeby udobruchać je i odwrócić od siebie ewentualność niepożądanych zdarzeń lub zjawisk. Nawet po przyjęciu chrześcijaństwa jak dawniej, tak i w ciągu tysiąclecia Ukrainiec gotów jest hołdować zasadzie: „Boga kochaj, ale i Czarta nie gniewaj”.
Demon – przeważnie zły duch, który zjawia się błyskawicznie i wyrządziwszy jakąś szkodę znika bez śladu. Demony czasem przystają do ludzkiej doli, sprowadzają takie czy inne sny, nakłaniają do pewnych uczynków, popychają do katastrofalnych działań. Niekiedy mogą być dobroczynne. Tak na przykład istnieje legenda o ludziach „złotego wieku”, którzy przeistoczyli się w dobre demony i chronią ludzkość śledząc jej życie.
Demonologia dosłownie znaczy „nauka o demonach”. W opisach demonologii różnych ludów przyjęto podawać osoby z mitów, przekazów, wierzeń, które nie są bogami i w porównaniu z nimi mają niższą rangę.

Wobec faktycznej dwuwiary Ukraińców nie całkiem wyraźne staje się pojęcie Siły Nieczystej, gdyż z przyjęciem chrześcijaństwa jako wiary oficjalnej dawni bogowie i duchy przeszły do rzędu nieoficjalnych (pogańskich, wiejskich, babskich itp. zabobonów), zaś Cerkiew określiła je jako „siłę nieczystą”. Oto jak na ten temat pisze metropolita Iłarion w swej pracy Przedchrześcijańskie wierzenia narodu ukraińskiego: „Chrześcijaństwo usystematyzowało siły nieczyste. Z biegiem czasu na czele wszystkich sił złych stanął czart, który odtąd począł zwać się diabłem, szatanem czy demonem, i jemu stopniowo podporządkowały się wszystkie inne siły: włodarze chat i przyrody i szkodnicy życia – wszystkich ich zaczęto nazywać Ábiesami7 i wszyscy oni dla chrześcijaństwa stanowią siłę złą, nieczystą”12.
Oczywiście prosty lud daleki był od chęci zgłębienia istoty chrześcijańskich dogmatów, jednakże mocne przywiązanie do tradycji zmusiło go nie tylko do wykonywania wszystkich obrzędów Cerkwi chrześcijańskiej, ale i zachowania w znacznej mierze tego, co Cerkiew potępiała i z czym prowadziła nieustanną walkę.

Czart – istota antropomorficzna, okryta czarną sierścią, z rogami, ogonem i kopytami. Obraz czarta ma przedchrześcijańskie pochodzenie, z czasem jednak przyswoił sobie wszystkie ujemne rysy chrześcijańskiego Diabła (Szatana) jako włodarza piekła, przeciwnika Boga, inspiratora wiedźm na ziemi. Nie da się ustalić, jakimi żywiołami zawiadywał czart w czasach przedchrześcijańskich. Jeszcze w XVII wieku wyobrażano go sobie inaczej niż dzisiaj: „Kudes, Kudesnyk – czart albo czarownik” – pisał Pamwo Berynda w swoim Leksykonie. Tak więc mamy trzy synonimy, do których z pewnością możemy dodać inne, wprawdzie nie identyczne, to jednak bliskie treściowo: czakłun, widun, wiedźmak, charakternik i in. Ukraińcy, jak wiadomo, bez większych wyrzutów sumienia często korzystali z usług czarownika, nie widząc w tym ciężkiego grzechu. Prawdopodobnie dopiero pod wpływem Cerkwi zaczęto uważać, że czart za swoje usługi odbiera człowiekowi duszę. Czart jest tak samo śmiertelny jak człowiek, często ginie od pioruna, dlatego w czasie burzy chowa się za drzewami, za chatą, za człowiekiem. Czasem strzała proroka Eliasza uśmierca razem z czartem i człowieka. Dlatego stosunek chrześcijan do rażonych piorunem nie jest jednoznaczny. U ludów kaukaskich śmierć od pioruna czyni człowieka wybrańcem nieba, świętym.

Domowik – ten duch pochodzi prawdopodobnie od przodka i domowego ogniska. Nie bez powodu mieszka za piecem albo pod progiem chaty. Jest niewidzialny, ale czasem ukazuje się małym dzieciom. Przy przeprowadzce do nowej chaty jego też się zabiera, by chronił rodzinę. Zdarza się, że Domowik dusi śpiącego człowieka, kładąc się na niego; wtedy trzeba zapytać: „na dobro czy na zło?” Gdy jest on ciepły – na dobro, a gdy zimny – zapowiada chorobę. Jeśli Domowik pozostał w chacie, z której gospodarze się wynieśli, poczyna wyrządzać szkody nowym mieszkańcom: stuka w nocy, rozrzuca rzeczy. To samo się dzieje, gdy do chaty przypadkiem wpuszczono cudzego Domowika. Gdy między rodziną a jej Domowikiem panuje zgoda, to on nawet stara się pomagać w gospodarstwie. Czasami Domowik ma Domanię (Domasię, Domachę, Domcię), co oznacza „pani, gospodyni domu”. Bywa, że pomaga ona kobietom w przędzeniu. Domowiki lubią zwierzęta domowe, szczególnie kotkę i kozę, ale boją się sroki.

Lasowik – duch lasu, dziki mąż, pastuch troszczący się o leśną chudobę: jelenie, niedźwiedzie, wilki, zające. Dlatego prawdziwi pasterze zawierają z Lasowikiem ugodę, przynosząc mu ofiarę z jajka albo pieczywa z żytniego ziarna, i kładą na skrzyżowaniu leśnym lub na konarze drzewa. Wówczas ludzka chudoba będzie bezpieczna od dzikiego zwierza. Lasowika można poznać po tym, że on, przy całym swoim podobieństwie do człowieka, nie ma cienia. Lubi poigrać sobie z człowiekiem, zaprowadziwszy go w głębinę leśną i poplątawszy mu drogę. Żeby wydobyć się z tego, trzeba wdziać koszulę na lewą stronę albo włożyć but nie na tę nogę – wtedy człowiek odzyska pamięć. Lasowik boi się soli, ognia i lipowego polana. Mimo wszystko Lasowik znaczniejszych szkód człowiekowi nie robi, przeciwnie, gdy pozostaje on pod opieką Lasowika, nie zaczepi go żaden zwierz w lesie. Identyczny z Lasowikiem jest karpacki Czuhajster, który zmusza człowieka do tańczenia grając mu na fujarce. Z postaciami Lasowika i Czuhajstra kojarzy się grecki Pan, włochaty, koźlonogi i rogaty opiekun lasów, pól, bydła, grający na fujarce. W rosyjskiej mitologii odpowiada mu Łeszyj, znacznie bliższy jednak tatarsko-baszkirskiemu Szurali.

Wodnik – wcielenie żywiołu wody w postaci wodnego króla: długobrodego starca, pana rusałek. Jeśli człowiek nieostrożnie wtargnie do jego królestwa, Wodnik może bardzo zaszkodzić, nawet utopić, przewrócić czółno. Dlatego żeglarze i rybacy zawsze starali się ubłagać Wodnika: ofiarowywano mu czarne zwierzęta (koguta, kozła). Zwyczajowo trzymano na okrętach czarną kotkę – amulet, jaki sprawiali sobie także młynarze z wodnych młynów. Czasem Wodnikowi nieśli ofiary także i pasiecznicy, by zachował pszczoły od powodzi. Rzucano do rzeczki świeży miód i wosk, a gdzieniegdzie nawet pierwszy rój pszczeli (pierwszak). Wodnik mógł ukazywać się człowiekowi w postaci suma, szczupaka lub innej ryby. Nieodmiennym atrybutem Wodnika, jak i greckiego Posejdona i rzymskiego Neptuna, jest trójząb, którym wybija on z ziemi źródlaną wodę, by żywić nią roślinność.

Rusałki – to przeważnie duchy zmarłych przedwcześnie dziewcząt. Najgroźniejszymi dla ludzi były te, które zmarły obrażone lub miały zły charakter. Stąd rusałki zamieszkiwały nie tylko żywioł wodny: mogły też przebywać w lasach, na polach, stąd nie można uważać ich wyłącznie za duchy rzeczek. W najdawniejszych mitach ukraińskich widzi się pewien związek między rusałkami a kultem roślin, z kultem wody zaś związane są jedynie te, które się utopiły. Nazwa pochodzi od dawnych słowiańskich obrzędów pominkowych – Rusaliów. Rusałki ukazywały się jako piękne dziewczęta z rozpuszczonymi włosami, przystrojone kwieciem i różnym zielem. Ukraina zna je nadto jako mawki, niawki (od starodawnego naw’ – nieboszczyk). Od rusałek wodnych różnią się tym, że mieszkają w lesie na drzewach, huśtają się na gałęziach, mogą wabić chłopców i, jak wszystkie rusałki, załaskotać ich na śmierć. Dlatego od rusałek noszono amulety: piołun, czosnek itp. Święto Trójcy jest tygodniem pominek, kiedy składa się im ofiary. Mężatki przywiązują do drzew kawałki płótna, dziewczęta wieszają wianki.

Przeleśnik – duch latawiec, zwabia młode żonki i dziewczęta, kocha się z nimi w nocy i odbiera im siłę i urodę. Ukazuje się w postaci urodziwego, namiętnego młodzieńca „z rozwianymi jak wiatr włosami, ma czarne brwi i błyszczące oczy”, jak pisze Łesia Ukrainka w Leśnej pieśni. Czasami przyrównywano Przeleśnika do latającego węża, który odwiedza młode małżonki i za spędzone z nim noce obdarza kosztownościami. Nie wiemy, czy istniały jakieś amulety przeciwko takim uwodzicielom młodych żon, ale uważano za rzecz niebezpieczną robić żonie wyrzuty za związki z Wężem, bo rozgniewany mógł spalić chatę. Pod noc nie należało rozmawiać o Przeleśniku. O Przeleśniku poetycko i dobitnie pisze Łesia Ukrainka w wierszu Jak ja lubię te godziny pracy:

Do niej w nocy zjawiał się przeleśnik,
Nie diabłem się jawił, nie marą,
Wpadał do chaty lecącą zorzą,
A w chacie stawał się urodziwym młodzianem…

Rankiem, gdy śpiewały trzecie kury,
Znikał ten przeleśnik, a dziewczyna
Ukwiecona, przystrojona, zasypiała
Kamiennym snem. A potem cały dzień
Blada chodziła, jak jaka senna zjawa…

Ukraińska mitologia posiada bogactwo mitycznych istot, duchów i demonów. Wszystko w przyrodzie było nimi napełnione: w lesie – poleśny, w oczeretach – oczeretnik, w polu – polowy, w bagnach – błotnik, skarbów strzeże skarbnik, chorobę przynosi przepaśnica albo morowica.

Za momenty krytyczne uchodziły północ i południe. W południe zjawiała się południca, która mogła wyrządzić szkodę. W tym czasie nie wolno się było kąpać ani żąć na polu. Dlatego zwyczajem było przespać się po obiedzie w południe. Groźne były upiory (wampiry), co piły krew swoich wrogów. Upiory to nieboszczycy, których ciało nie uległo rozkładowi; żyją kosztem wypitej krwi, boją się przeto piania koguta. Sądzi się, że upiory zjawiły się u Ukraińców i Białorusinów z zachodniej Europy i są względnie późnego pochodzenia. U Rosjan upiory się nie przyjęły (Dmytro Zełenin).
Przemieńce i wilkołaki – ci, co mogli przybierać postać wilka, a następnie znowu wracać do ludzkiej postaci. W baśniach czarownik przemienia czasem w wilka człowieka, na którym ciąży jakiś grzech.

Pojęcia szczęścia, przypadku, powodzenia wcielały się w postać Doli, jaką Bóg dawał każdemu człowiekowi przy narodzinach jego. Dola może być dobra lub zła, przychylna ludziom lub okrutna. U Ukraińców wytworzyło się pojęcie Doli i Niedoli. Jeśli Bóg będzie łaskaw, wtedy da Dolę dobrą, jeśli nie – to życie człowieka będzie stracone. Nie na próżno się mówi: „Swej Doli i koniem nie objedziesz”. Mimo to wrodzony optymizm Ukraińca znajdywał drogi i sposoby wymodlenia u Boga szczęśliwej doli. I tak Prokopiusz z Cezarei opisuje zwyczaj Antów, którzy obiecują Bogu wielkie ofiary przed wojną, jeśli on zachowa ich przy życiu. Zdarza się, że wojak wychodzi cało z wojny, wówczas składa Bogu dziękczynne dary i powiada, że obłaskawił Dolę.
Dola jest identyczna z rzymską Fortuną, która pierwotnie była boginią urodzaju, macierzyństwa i kobiet, i dopiero później stała się boginią doli, szczęśliwego przypadku.

…”

Andrij Klimenko -Boża Krówka

Polecam zainteresowanym więcej na portalu: Eioba

Tutaj jeszcze kilka słów o autorce. Z jej myślą i wydawanym przez nią czasopismem Swaróg zapoznałem się jeszcze w roku 1995 dzięki Zielonym Brygadom. Publikowałem u nich wtedy artykuł o Święcie Wiosny i otrzymałem mnóstwo materiałów o odradzającej się Wierze Rodzimej na Ukrainie.

Prace Andrieja Klimenki zaprezentowałem częściowo w Rosyjskiej wizji Baji część 2, ale urodził się on na Ukrainie i widzę że Rodzimowiercy z Ukrainy mają go za swego chociaż bywa przedstawiany jako Rosjanin. Tutaj tylko kilka prac, których wcześniej jakoś nie znalazłem, a które są ważne jako ilustracje do Słowiańskiej Baji.

Andrij Klimenko -Duch Stepowy


Halina Łozko

Halina Łozko znana jako Zoresława, pierwsza po wiekach przerwy wołchwyni odradzającej się rodzimej wiary ukraińskiej, godnie nawiązuje do tradycji dawnych wierzeń i obyczajów Ukrainy.
Pochodzi z rodziny zachowującej pamięć o kulturowej odrębności tych ziem, podtrzymującej najlepsze osiągnięcia kultury ukraińskiej w całym ich bogactwie i różnorodności. Nie sposób sobie tego wyobrazić bez ciągłego kontaktu z przeszłością. Odwoływanie się do niej oznaczało również powrót do minionego, ale po części nadal żywego światopoglądu religijnego. Ponadto polegało też na odrzuceniu wszystkiego, co łączyło się z przymusem w sferze polityki, kultury czy obyczaju.

Halina Łozko to bez wątpienia osoba szczególnie predysponowana do pełnienia roli współczesnej kapłanki pradawnego kultu. Składają się na to z jednej strony wspomniane już tradycje rodzinne i zainteresowania, z drugiej zaś – tworząca ich podbudowę rzetelna wiedza naukowca. Formalne tego potwierdzenie stanowi praca na stopień kandydata nauk (odpowiednik naszej rozprawy doktorskiej), rozpatrująca dawną wiarę ukraińską jako żródło codziennego religijnego synkretyzmu. Problematyka tej rozprawy znalazła rozwinięcie i dopełnienie w innych publikacjach Autorki. Wystarczy wymienić pracę poświęconą zagadnieniom ukraińskiego ludoznawstwa (po wielu perypetiach wydano ją w 1995 r.), zbiorek modlitw do dawnych bóstw, współautorstwo Słownika religioznawczego, Historii religii Ukrainy, liczne artykuły w prasie fachowej i w pracach zbiorowych. Prócz tego Halina Łozko wydaje czasopismo „Swaróg”, którego łamy często goszczą interesujące artykuły o dziejach i wierze dawnych Ukraińców. Obecnie Autorka pracuje w Ukraińskim Instytucie Podnoszenia Kwalifikacji Kadry Kierowniczej Oświaty, jest także związana z Narodową Akademią Nauk Ukrainy.

Tak więc z całym przekonaniem da się powiedzieć, że Halina Łozko w pełni odpowiada takiemu obrazowi wołchwiyni, jaki potrafimy odtworzyć na podstawie źródeł. Siłą rzeczy musiała przeto podjąć próbę ogólnego, przy tym zarówno popularnego, jak i kompetentnego zaprezentowania wierzeń religijnych dawnej Ukrainy. Rezultat ma Czytelnik przed sobą. Udostępnienie tej książeczki polskim odbiorcom wypada uznać za pożyteczne z kilku powodów. Przedstawia ona w sposób interesujący problemy i fakty niezbyt dotąd spopularyzowane, właściwie nieobecne w świadomości przeciętnego Czytelnika. Opisuje zjawiska religijne wspólne wszystkim ludom słowiańskim, w tym i naszym przodkom. Pozwala poznać kształtujący się obecnie nowy model ukraińskiego patriotyzmu, świadomie sięgającego do swych pradawnych źródeł, umożliwia też lepsze zrozumienie nieprzypadkowej aktywności kobiet na tym właśnie polu. Należy wreszcie pamiętać o tym, że w rodzimej, ukraińskiej kulturze duchowej obecna jest świadomość wyrastania z przyrody, bardzo głębokiego w niej zakorzenienia, która to świadomość została zagubiona w kulturze polskiej.

Andrij Klimenko – Córka Wichrów

Rosyjska wizja Baji Słowian – część 3 – Mikołaj Rerich (1874 – 1947)


Dolina Jaryły (Jarłu)

Zaczniemy nietypowo, od wpisu na pewnym blogu. ten wpis mówi więcej o Mikołaju Rerichu niż można to wyczytać z uczonych biografii na jego temat. Fragmenty tych biografii po polsku, angielsku i rosyjsku zamieścimy poniżej ale to tylko tak informacyjnie dla tych którzy o nim nic nie wiedzą.

Dobra (Daba-Dażboga) – Matka Mira (Światła, Świata, Pokoju i Chwały)

Dla mnie osobiście ( podobnie jak dla autora wpisu poniżej ) Mikołaj Rerich jest nie tylko wielkim malarzem i mistykiem, człowiekiem zakochanym w górach, fanatycznym wyznawcą Wiary Przyrody i człowiekiem składającym Przyrodzie hołd twórczością całego swojego życia. Ja za jego główne dzieło uznałbym dzienniki jego podróży Ałtaj – Himalaje , doskonałą literaturę, która w przemyślany sposób wzbudza wzruszenia surową przyrodą i oddaje nieziemskiego wręcz ducha tamtych gór, niesamowite surowe piękno, które niesie w sobie boskie tchnienie – niebywałą wspaniałość, wzniosłość, piękno trudno wyrażalne w słowach, ładność-harmonię dostępną tylko boskim dziełom    – tworom Matki Ziemi.

Bajan

Cytat z prywatnego blogu:

„….Rerichem zaraził mnie Sasza. Któregoś dnia zabrał mnie do jego muzeum przy małym Znamieńskim piereułku 3/5.
Rerich zafascynował mnie głęboko. Głównie jako malarz i wybitny podróżnik – namalował siedem tysięcy obrazów. Ale nie dlatego. Wiele obrazów poświęcił wysokim górom. Są dramatyczne, subtelne i piękne. Rerich przez całe życie poszukiwał Piękna, Prawdy i Mądrości, które były dla niego święte.

Dobra-Dażboga

W tych obrazach to jest widoczne. Emanuje z nich prostota. Osiemdziesiąt pięć lat temu ruszył w wielką podróż przez Ałtaj, chiński Turkiestan, Mongolię i Tybet. Zatrzymał się w Indiach. Jego celem były Himalaje. Podczas dwuletniej wędrówki prowadził badania lingwistyczne, etnograficzne, medyczne i malował. Namalował wtedy ponad 500 obrazów.

Kowale – kucie mieczy

Muzeum przy Znamieńskim zawiera niedużą ich kolekcję. Większość znajduje się w Nowym Jorku.
Rerich podbił mnie też jako pisarz. Po powrocie z Moskwy wyszperałam w antykwariatach jego dzienniki z podróży zebrane w tomie Ałtaj-Himalaje, wydane w Polsce w 1980 r.

Pani Ognia – Swara (Agni – Światłość i Oświecenie)

Barwna relacja i skarbnica wiedzy o Azji Środkowej.
Po zakończeniu swojej wielkiej ekspedycji, Rerich z rodziną osiedlił się w dolinie Kulu, na podgórzu himalajskim. Zmarł w 1947. Jego prochy spoczywaja na skłonie którejś z himalajskich gór i patrzą na ośnieżone szczyty.. .


Swarożyc

Polska biografia:

ze strony: Etnografia.org

W co się wierzy na Ałtaju?
(Paweł Krzyworzeka)

Strona: 2/2

Nikołaj Konstantinowicz Rerich (1874-1947)
Mikołaj Rerich jest postacią, która znacznie przyczyniła się do rozpowszechnienia „mistycznego” wizerunku tego regionu. Rosjanie znają Rericha głównie z jego twórczości malarskiej i pisarskiej. Zajmował się staroruską literaturą i sztuką. W latach 20. zorganizował wyprawę transhimalajską. Była spektakularnym przedsięwzięciem.

Zew Nieba – Błyskawica (Mołonija – Cicha Błyskawica, Ysk)

W trakcie dwuletniej wyprawy Mikołaj Rerich, wraz z członkami ekspedycji, prowadził badania lingwistyczne, etnograficzne, medyczne (lecznictwo tradycyjne). Szlak wyprawy był niekiedy bardzo trudny. Rerich opowiada o przejściu trzydziestu pięciu przełęczy górskich na wysokości od 4300 m do 6400 m.

Córka warjagi

Mikołaj Konstantinowicz czuł się stworzony do takich wyzwań: […]wierzę, że surowość gór pomaga człowiekowi znaleźć w sobie męstwo i rozwinąć siłę ducha.(M. Rerich, s. 132) Podczas wyprawy namalował pięćset obrazów. Jego prace przechowywane są m.in. w muzeum Rericha w Nowym Jorku.

Błogosławione Drzewo Piękna

Spuścizna pisarska Rericha obejmuje pamiętniki, pisma filozoficzne, wiersze. W Polsce wydano dzienniki jego podróży, zebrane w tomie Ałtaj – Himalaje (1980). Zafascynowanie twórczością Mikołaja Konstantinowicza było impulsem do powstania ruchu rerichowców, który postuluje zwrócenie się w kierunku tradycji i filozofii wschodu. Dzięki temu ma nastąpić przemiana światopoglądu zachodniego zorientowanego na konsumpcję dóbr.


Przemądrość – Mądrość


Wszyscy, których spotykałem w górach słyszeli o rerichowcach. Dowiedziałem się, że tam dokąd idę (jezioro Akkiem u podnóża Biełuchy), odbywa się konferencja rerichowców. Miałem nadzieję dowiedzieć się czegoś więcej o nich – niestety dotarłem tam za późno. W dziennikach Rericha Ałtaj jawi się nam jako niezwykłe miejsce, nazywa je „potężną pieśnią Syberii”.

Wiedunka

O niesamowitości rejonu świadczy na przykład to, że jest położony w równej odległości od czterech oceanów; w jeziorze Akkiem (u podnóża góry Biełucha, Oko – przyp. C.B.) woda jest mlecznobiała, ponieważ – jak twierdzi autor dzienników – dokładnie przez jego środek przebiega pięćdziesiąty równoleżnik.

Kwiaty-Ognie zwycięstwa Timura

Jak by sam Rerich malował
Kilka dni biwakowałem nad tym białym jeziorem. Jest to jedno z bardziej popularnych miejsc na Ałtaju, gdyż jezioro jest położone u podnóża najwyższej ałtajskiej góry. Namiot swój rozstawiłem na półce skalnej na zboczu, więc miałem stamtąd widok na Biełuchę i dolinę Akkiem.

Jutrzenka

Miejsce było wspaniałym punktem widokowym, każda osoba schodząca z góry zatrzymywała się tutaj na chwilę. Co wieczór natomiast, znad jeziora, przychodziło trzech chłopców popatrzeć na góry oświetlone pomarańczowym światłem zachodzącego słońca.


Znak

Stali nieruchomo, wpatrując się w krajobraz, dopóki słońce nie zaszło. Za każdym razem któryś wzdychał mówiąc przy tym: „Jak by sam Rerich malował”. Ulubionym punktem młodych turystów na tej panoramie były kolorowe wzgórza wokół doliny Jarłu. Wyglądały jak usypane z różnokolorowych kamieni (zaczynając od południa): różowych, pomarańczowych, rdzawych, fioletowych i srebrnych.

Bój ze Żmijem

W drodze do doliny Jarłu
Pierwszy raz o tej dolinie usłyszałem już w autobusie z Gorno-Ałtajska od siwowłosego Gruzina Gorana. Otóż Goran kilka lat temu wyjechał z rodzinnej wioski nad Morzem Czarnym w poszukiwaniu ludzi, którzy myślą podobnie jak on. Znalazł ich dopiero Niżnym Nowogrodzie, tam się przeprowadził i mieszka od siedmiu lat. Nie udało mi się jednak dopytać co miał na myli mówiąc, ze szukał ludzi o podobnych poglądach.

Żmijewna – Iworoda

Nie niektóre pytania odpowiadał bardzo enigmatycznie, np.: Kiedy pytałem kim jest z zawodu. Mówił, że każdym i jeśli się skupi, potrafi posiąść każdą wiedzę i umiejętność. W góry jechał, żeby napełnić się energią kosmiczną. Opowiadał mi o miejscach, gdzie taka energia jest w największym stężeniu.

Dzień Osta

To wtedy właśnie padła nazwa Jarłu. Goran zamierzał dotrzeć do energetycznego głazu w tej dolinie. Okazało się, że trasa Gruzina pokrywa się z moją dlatego, postanowił iść ze mną. Jeszcze w autobusie dołączył do nas Janusz – Węgier, samotny podróżnik, antropolog.

Dom Solveg

Gruzin bardzo dużo opowiadał, było to interesujące… tyle tylko, że przez pierwsze dwa dni, potem zaczęły nas nudzić jego historie i pouczenia, dlatego z Januszem rozważaliśmy zmianę trasy, tak by już nie było z nim „po drodze”. Goran starał się nas przekonać byśmy w pełni korzystali z możliwości czerpania energii zgromadzonej w tych górach. Kilka jego rad mocno wryło mi się w pamięć, np.: guma nie przepuszcza energii, dlatego podeszwy powinny być wykonane z innego tworzywa; osłoń łydki, przez nie wchłaniasz wiele energii; po postoju podziękuj miejscu, które udzieliło ci gościny.

Święty Gaj – Guga Czohan – indyjski kniaź z Kaukazu

Najwięcej uwagi poświęcał diecie, za najcenniejsze produkty uważał orzechy i suszone owoce. W czasie wędrówki tylko tym się żywił i nie szczędził uwag o naszych potrawach szybkiego przygotowania oraz mięsnych przekąskach. Pierwszą noc spędziliśmy w domku specjalnie wybudowanym dla turystów przy głównym szlaku. Tutaj spotkaliśmy grupkę turystów wracających z gór.

Drzewy (starodawny) Żmij

Z kilkoma z nich Goran przeprowadził następujący dialog (cytowany na wstępie tego artykułu):
– Kilka dni pracowaliśmy na lodowcu pod Biełuchą. Nie spotkałem się wcześniej z tak wielką mocą.
– Robiliście zdjęcia? – z zaciekawieniem spytał Goran – Na odbitkach będzie tam słup ognia. – dodał
– Tak… tak wiemy.
– A jak z pogodą?
– Wyśmienicie… jakie światło, jakie kolory… perełka, perełka. – westchnął jeden z grupki młodych.
– Mieliście czyste myśli, to dlatego. Tutaj gdzieś muszą być źli ludzie bo już od dwóch dni leje. Musimy nad tym popracować.
– Od jakiego mistrza jesteś?
– Afanasija. A wy?
– Jurija.
– Pozdrówcie go serdecznie – wypowiadając te słowa pochylił swą siwą głowę.
-Ty swego.- odpowiedzieli przyciszonym głosem.

Zaklinanie Ziemi

Do czasu tej rozmowy wydawało mi się, że wizja Ałtaju, którą przedstawił mi Goran była jego indywidualnym, oryginalnym wymysłem. Okazało się, że ci młodzi ludzie podobnie do niego postrzegali te góry. Spotykając kolejnych turystów umacniałem się w przekonaniu, że Mikołaj Rerich miał rację pisząc o spotkanych na Ałtaju ludziach: Gdzie jeszcze na świecie jest druga taka pograniczna komendantura, w której można porozmawiać o kosmosie i o ewolucji świata? (M. Rerich, s. 294)

Wieszczek Bieda

POLECAM STRONY WWW – POOGLADAJCIE OBRAZY RERICHA!!!!
http://www.roerich.org

http://agnijoga.fm.interia.pl/agni.htm

http://www.gildia.com/teksty/kormak/podziemia/podziemne_krolestwo_1

Witeż (witung, świtung)

A. Halemba W co najlepiej wierzyć? Religia jako czynnik „odrodzenia narodowego” Ałtajczyków, w: Wielka Syberia Małych Narodów, [red.] E. Nowicka, Kraków.
M. Rerich Ałtaj-Himalaje, Warszawa. 1980
Ł. Smyrski Procesy narodowościowe w południowej Syberii. Współczesność a tradycja – wpływ neotradycjonalizmu, na kształtowanie się tożsamości rdzennych mieszkańców republiki Ałtaj, Tuwa i Chakasja. Praca dokorska, maszynopis w IEiAK UW, Warszawa.

Żarzduszt (Zaratusztra)

Fragment biografii z Nowojorskiego Muzeum Rericha:

E A R L Y    Y E A R S

Nicholas Konstantinovich Roerich was born in St. Petersburg, Russia, on October 9, 1874, the first-born son of lawyer and notary, Konstantin Roerich and his wife Maria. He was raised in the comfortable environment of an upper middle-class Russian family with its advantages of contact with the writers, artists, and scientists who often came to visit the Roerichs. At an early age he showed a curiosity and talent for a variety of activities. When he was nine, a noted archeologist came to conduct explorations in the region and took young Roerich on his excavations of the local tumuli. The adventure of unveiling the mysteries of forgotten eras with his own hands sparked an interest in archeology that would last his lifetime.

Piękne konie

Through other contacts he developed interests in collecting prehistoric artifacts, coins, and minerals, and built his own arboretum for the study of plants and trees. While still quite young, Roerich showed a particular aptitude for drawing, and by the time he reached the age of sixteen he began to think about entering the Academy of Art and pursuing a career as an artist. His father did not consider painting to be a fit vocation for a responsible member of society, however, and insisted that his son follow his own steps in the study of law. A compromise was reached, and in the fall of 1893 Nicholas enrolled simultaneously in the Academy of Art and at St. Petersburg University.

Wielka Żertwa

In 1895 Roerich met the prominent writer, critic, and historian, Vladimir Stasov. Through him he was introduced to many of the composers and artists of the time — Mussorgsky, Rimsky-Korsakov, Stravinsky, and the basso Fyodor Chaliapin. At concerts at the Court Conservatory he heard the works of Glazunov, Liadov, Arensky, Wagner, Scriabin, and Prokofiev for the first time, and an avid enthusiasm for music was developed. Wagner in particular appealed to him, and later, during his career as a theater designer, he created designs for most of that composer’s operas.

Uwielbienie Nieba

Moreover, musical terms and analogies can appropriately be applied to Roerich’s painting. He frequently related music to the use of color and color harmonies, and applied this sense to his designs for opera. As Nina Selivanova wrote in her book, The World of Roerich: �he original force of Roerich’s work consists in a masterly and marked symmetry and a definite rhythm, like the melody of an epic song.�
The late 1890’s saw a blossoming in Russian arts, particularly in St. Petersburg, where the avant-garde was forming groups and alliances, led by the young Sergei Diaghilev,    who was a year or two ahead of Roerich at law school and was among the first to appreciate his talents as a painter and student of the Russian past.

Święta Wyspa

One of Diaghilev’s first achievements was the founding, with Princess Maria Tenisheva and others, of the magazine The World of Art. This magazine enjoyed a relatively short life but had an important influence in Russian art circles. The magazine declared itself the enemy of the academicians, the sentimentalists, and the realists. It introduced to its readership, which was made up mostly of the intelligentsia, the vital elements of Russian artistic circles, European post-impressionism, and the modernist movement. Roerich contributed to it and sat on its editorial board. Other Russian painters involved were Alexandre Benois and Leon Bakst, who later became Roerich’s co-workers in the early days of Diaghilev’s Ballets Russes.

Strażnik Pustyni

After finishing his university thesis, Roerich planned to set off for a year in Europe to visit the museums, exhibitions, studios, and salons of Paris and Berlin. Just before leaving he met Helena, daughter of the architect Shaposhnikov and niece of the composer Mussorgsky. There seems to have been an immediate mutual attraction, and they were soon engaged to be married. On his return from Europe their marriage took place.

Snieguroczka i Lelij

Helena Roerich was an unusually gifted woman, a talented pianist, and author of many books, including The Foundations of Buddhism and a Russian translation of Helena Blavatsky’s Secret Doctrine. Her collected Letters, in two volumes, are an example of the wisdom, spiritual insight, and simple advice she shared with a multitude of correspondents — friends, foes, and co-workers alike.

Bez Lęku – Niedźwiedź

Later, in New York, Nicholas and Helena Roerich founded the Agni Yoga Society, which espoused a living ethic encompassing and synthesizing the philosophies and religious teachings of all ages.
Prompted by the need to provide some income for his new household, Roerich applied for and won the position of Secretary of the School of the Society for the Encouragement of Art, later becoming its head, the first of many positions that Roerich would occupy as a teacher and spokesman for the arts.

Pomorzanie – Ranek

Roerich determined to overhaul the Society and rescue it from the academic mediocrity it had foundered in for many years. He instituted a system of training in art that seems revolutionary even by today’s standards: to teach all the arts — painting, music, singing, dance, theater, and the so-called �ndustrial arts� such as ceramics, painting on porcelain, pottery, and mechanical drawing — under one roof, and to give his faculty free rein to design their own curriculum.

Gołubina Kniga

The cross-fertilization of the arts that Roerich promoted was evidence of his inclination to harmonize, bring together, and find correspondences between apparent conflicts or opposites in all areas of life. This was a hallmark of his thinking, and one sees it demonstrated in all the disciplines he explored. He constantly sought to break down compartmentalization, and, indeed, even in his own art he defied categorization and created a universe uniquely personal. In his writings on ethics also, it can be seen that he constantly sought to connect ethical problems with scientific knowledge of the surrounding world.

Ucałuj Ziemię

It was Roerich’s gift that these �onnections�appeared so natural to him and presented themselves in all life’s manifestations. And it was this talent for synthesis, which he admired in others and encouraged in the young, that enabled him to correlate the subjective with the objective, the philosophical with the scientific, Eastern wisdom with Western knowledge, and to build bridges of understanding between such apparent contradictions.

Pochód Włodzimierza na Korsuń

He reminded us that these contradictions were often the result of man’s ignorance, and that an expanding consciousness, which each individual was duty-bound to pursue, would lead to eventual recognition of the illusoriness, or relativity, of things. As Garabed Paelian affirms in his book Nicholas Roerich: Roerich �..learned things ignored by other men; perceived relations between seemingly isolated phenomena, and unconsciously felt the presence of an unknown treasure.

Oczekująca

Perhaps it is this �nknown treasure�that in Roerich’s paintings speaks to the viewer who is attuned to that underlying meaning, and further explains the transcendental feelings that some experience through his canvases.

Ogień

In 1902, the Roerichs celebrated the birth of their first son, George, and in the summers of 1903 and 1904, they set off on an extended tour of forty cities throughout Russia. Roerich’s purpose was to contrast the styles and historical context of Russian architecture. The voyage was one of discovery, for wherever they went he was able to locate the remnants of Russia’s past — ancient monuments, churches, city walls, and castles. He found that these had, in many instances, been neglected for centuries. As an archeologist and art historian he was aware of what an important key they were to Russia’s cultural history. He determined to draw attention to the situation and somehow arrange to have them protected and preserved, and with this goal in mind painted a series of seventy-five works depicting the structures. The experience of this journey had a lasting effect, for on his return in 1904, Roerich promulgated the plan that he hoped would create protection everywhere for such cultural treasures, a plan consummated thirty-one years later in the Roerich Pact. This kind of thinking was not common in those days, and anticipated the importance that, today, most countries of the world place upon preservation of their cultural heritage.

Objawienie

In 1904 Roerich painted the first of his paintings on religious themes. These mostly dealt with Russian saints and legends, and included Message to Tiron, Fiery Furnace, and The Last Angel, subjects that he returned to with numerous variants in later years. The Treasure of the Angels was described by one writer: � host of angels in white garments stand silently row after row guarding a mysterious treasure with which are bound up the destinies of the world. It is a blue black stone with an image of the crucifix cut into it, glowing with emerald hues.�The angels are an early depiction of the hierarchical Masters that peopled the heart of Roerich’s belief in a Great Brotherhood, watching over and guiding humanity in its eternal journey of evolution. The �tone�pictured by Roerich is the representation of an image that recurs in different forms in his paintings and throughout his writings. The word �reasure�figures prominently in the titles of many of Roerich’s paintings, as, for instance, in The Treasure of the Mountain and Hidden Treasure. It is clearly not material wealth that he refers to, but rather the spiritual treasures that lie buried, yet available to those with the will to unearth them.

Nastazja Mikulczina

Meanwhile Roerich’s search for archeological treasures continued. The Stone Age particularly intrigued him, and he amassed a large collection of artifacts from that era. His paintings frequently reflected this interest, as in Three Glaives in which the subject matter is archeological in nature, and relates to an ancient legend. Roerich wrote about the unusual similarity of Stone Age techniques and methods of ornamentation in far-separated regions of the globe. In comparing these correspondences, he came to instructive conclusions as to the commonality of human expression and creativity.

Mikuła Sieljanowicz

T H E    T H E A T R I C A L     Y E A R S

In 1906, in the first of many entrepreneurial efforts that were to bring Russian art and music to the attention of Europeans, Sergei Diaghilev arranged an exhibition of Russian paintings in Paris. These included sixteen works by Nicholas Roerich. The next year, Diaghilev introduced Fyodor Chaliapin to Paris audiences, along with the music of Mussorgsky, Rimsky-Korsakov, Borodin, Rachmaninov, Scriabin, Glazunov, Stravinsky, and others. In 1909 he presented Chaliapin in Rimsky-Korsakov’s Ivan the Terrible, with costumes and sets designed by Roerich. In the Polovtsian Dances from Borodin’s Prince Igor, also designed by Roerich, and in other ballets, Diaghilev introduced a corps of Russian dancers that later became famous as the Ballets Russes, which included Pavlova, Fokine, and Nijinsky. Roerich’s designs furthered his reputation for the telling depiction of ancient cultures and their practices.
Diaghilev pioneered an art form that involved the collaboration of the designer as �uteur.�Thus Alexandre Benois influenced the creation of the ballet Petrouchka, and Nicholas Roerich was the prime mover and, with Igor Stravinsky, the co-creator of the ballet Le Sacre du Printemps, or, The Rite of Spring.
At first entitled The Great Sacrifice: a Tableau of Pagan Russia, the motif for the ballet grew out of Roerich’s absorption with antiquity and, as he wrote in a letter to Diaghilev, �he beautiful cosmogony of earth and sky.�In the ballet Roerich sought to express the primitive rites of ancient man as he welcomed spring, the life-giver, and made sacrifice to Yarilo, the Sun God. It was a story unlike that of any ballet before it. Stravinsky’s score and Nijinsky’s choreography were equally unexpected, and provoked controversy that was to continue for many years.
At the opening in Paris on May 29, 1913, one of the audience described the scene: �othing that has ever been written about the battle of Le Sacre du Printemps has given a faint idea of what actually took place. The theater seemed to be shaken by an earthquake. It shuddered. People shouted insults, howled and whistled, drowning out the music. There was slapping and even punching…the ballet was astoundingly beautiful.�

Stołp

Interpreting what could have been described as negative, barbaric behavior, Roerich later wrote: � remember how during the first performance the audience whistled and roared so that nothing could even be heard. Who knows, perhaps at that very moment they were inwardly exultant and expressing this feeling like the most primitive of peoples. But I must say, this wild primitivism had nothing in common with the refined primitiveness of our ancestors, for whom rhythm, the sacred symbol, and refinement of gesture were great and sacred concepts.�
Sacre represented the culmination of Roerich’s collaboration with Diaghilev. He recognized in the impresario a true champion of Russian art, and after Diaghilev’s death in 1929 wrote: �e may regard the…achievement of Diaghilev as that of a great individual, but it would be still more exact to regard him as the true representative of an entire movement of synthesis, an eternally young representative of the great moment when modern art shattered so many conventions and superficialities.�

Baczenie

T H E     C L O U D S     O F     W A R

In the years immediately preceding World War I, Roerich sensed an impending cataclysm, and his paintings symbolically depicted the awful scale of the conflict he felt descending upon the world. These works marked the birth of Roerich the �rophet.�
In Battle in the Heavens Roerich used the violent contrast of light and darkness to suggest the terrible events that would soon overtake Russia and all Europe.
By this time, in his depiction of both historical and natural themes, symbolism and the use of allegory had become essential ingredients in his work. As one critic wrote: �e populated his world not with participants in transitory dramas and comedies, but with spokesmen for the most steadfast ideas about the truth of life, the millennial struggle of good and evil, the triumphal procession of a bright future for all.�

Krzyk Żmija

T R A V E L     T O     O T H E R     S H O R E S

In 1915 Roerich became ill with pneumonia, and was sent by his doctor to recuperate with his family in Sortavala, Finland. This was a period of great unrest the world over, and no less so in the lives of the Roerich family. In Roerich’s paintings of the period, such as Karelia — Eternal Expectation and The Waiting Woman the cold, austere countryside of rocks and uninhabited shores of the north seems to express a sense of poignant longing. In The Waiting Woman, her gaze is fixed on the horizon as if she awaits some sign of the return of long-gone voyagers.
By 1917 the revolution was raging in Russia and returning there would have been dangerous. The family began making plans to visit India, whose magnetic appeal had been felt increasingly during these years. This became a possibility in 1918 when Roerich was invited by a Swedish entrepreneur to exhibit his paintings in Stockholm. From there the family proceeded to London, where Sir Thomas Beecham had invited Roerich to design a new production of Prince Igor for the Covent Garden Opera.

Całość na stronie: Nicholas Roerich Museum in New York

Gesar

A to ze strony Agnijoga (gdzie odsyłam po głębszą wiedzę o Szambali i Biełowodje) – Nie tylko o tym gdzie dotarł Mikołaj Rerich z żoną, ale i gdzie dotarła Bławacka:

LEGENDARNE BIEŁOWODJE

Legendy wielu narodów Świata opowiadają o tym, że gdzieś, w nieosiągalnym dla ludzi miejscu, na szczytach wysokich gór znajduje się cudowna kraina, gdzie króluje wieczna wiosna i młodość, gdzie jest święte źródło nieśmiertelności — mieszkają tam Wielcy Święci i Mędrcy. Różni ludzie nazywają to miejsce w różny sposób. Starowiercy Ałtaju nazywają go Biełowodjem, Hindusi — Kalapą, Tybetańczycy — Szambalą.

Kryszna – Wiosna w Kulutcie

Jeden ze Starowierców opowiada: “Wiele ludzi szło do Biełowodja. Nasi dziadkowie chodzili. Znikali na trzy lata i dochodzili do świętego miejsca. Ale nie pozwalano im tam zostać, należało wracać. Dużo cudownych opowiadań przynosili ze sobą stamtąd. Lecz o najcudowniejszych nie wolno było im opowiadać.”

Zachowała się jeszcze jedna legenda o Biełowodju, którą chroniono przez długie stulecia jak najbardziej poufną tajemnicę, dopiero po upływie tysiąclecia została odkryta dla wszystkich. Oto ta historia:

W roku 987 książę Kijowa Włodzimierz Czerwone Słoneczko, pragnąc zmienić panujące w swym księstwie wierzenia, wysłał sześciu posłańców do ościennych krajów, żeby poznać, jakie tam są wierzenia, by spośród nich wybrać najlepsze. Jednakże, siódmego posła potajemnie wysłał na Wschód do nieznanej krainy. Tym ostatnim posłańcem był mnich — Ojciec Sergiusz. O dalszych losach tej misji nic nie było wiadomo, dopiero w połowie XX wieku historia Ojca Sergiusza została ujawniona.

Wyprawa – włóki

W 1043 roku w Kijowie stary mnich, czując bliską śmierć, na spowiedzi objawił tajemnicę, która miała być od tego czasu przekazywana ustnie jako poufna wiadomość. Uprzedził on, że “legenda ta zostanie rozpoznana jako skarb przez ludzi na Ziemi dopiero wtedy, gdy przyjdzie Czas i nastąpi Nowa Era.” Mnichem tym był Ojciec Sergiusz, który 56 lat przed tym stanął na czele posłów księcia Włodzimierza, zmierzających do zagadkowej krainy na Wschodzie. Oto co powiedział:

“Kraina Biełowodje nie jest bajką, lecz rzeczywistością. W opowiadaniach różnych narodów ma różne nazwy. W jej cudownych siedzibach przebywają oświeceni, delikatni, cierpliwi, współczujący, miłosierni i jasnowidzący Wielcy Mędrcy — współpracownicy Świata Wyższego. Ci Wielcy Święci, łączący się w jedno z Bogiem i stanowiący jeden Duch z Nim, pracują bez przerwy w pocie czoła razem ze wszystkimi niebiańskimi Siłami Światła, dla pomyślności i dobra wszystkich narodów Ziemi. Miejsce to jest królestwem ducha czystego, piękna, cudownych ogni, wzniosłych czarujących tajemnic, radości, światła, pokoju oraz niedoścignionej wspaniałości.

Gwiazda Bohatera (Gieroja)

Ludzie ze wszystkich stron świata dążą do tej przepowiedzianej Krainy, lecz na każde sto lat trafia tam jedynie siedmiu powołanych, sześciu z nich powraca, przynosząc ze sobą otrzymaną tam poufną Wiedzę, rozwinięte nowe uczucia i rozjaśnione dusze i serca. Tylko jednemu z nich pozwala się tam pozostać.”

Niektóre legendy wskazują nawet geograficzne miejsce, gdzie znajduje się tajemna kraina: gdzieś w Himalajach. Wielu z mieszkających w pobliżu Himalajów, gdzie leży ta zagadkowa Kraina, wie o niej, lecz święcie chroni tę wielką Wiedzę i nie przekazuje jej pierwszemu lepszemu. Wspaniały artysta malarz, naukowiec, podróżnik i pisarz, urodzony w Rosji, sławny na całym świecie — Mikołaj Rerich, tak wspomina swoje spotkanie z Lamą (mnichem z Tybetu):

“Lama, opowiedz mi o Szambali.”

“Ale przecież wy, tam na Zachodzie, nie wiecie nic o Szambali i nie chcecie wiedzieć. Pytasz, prawdopodobnie, z ciekawości jedynie i nadaremnie wymawiasz to święte słowo.”

“Lama, ja nie przypadkowo pytam cię o Szambali. Wszędzie ludzie wiedzą o tym Wielkim Symbolu, jednakże różnie go nazywają. Mamy przeczucie, że pod świętymi symbolami kryje się Wielka Prawda.”

Nie było łatwo dowiedzieć się czegoś więcej na temat tej najbardziej poufnej wiedzy od Świętych Mędrców ze Wschodu (w naszych dniach bardzo mało jest takich ludzi). Należało wykazać, że nie kieruje tobą zwykła ciekawość, jedynie wówczas można było liczyć na zaufanie z ich strony.

Atlantyda w Głębinie

Przez dłuższy czas uważano, że te niezwykłe legendy są jedynie wymysłem i fantazją. Ale w końcu XIX stulecia do tej zagadkowej krainy dostała się rosyjska kobieta, słynna pisarka, Helena Bławacka, a w 1926 roku odwiedzili Szambalę — Mikołaj Rerich i jego żona Helena Rerich. Wszyscy oni nie tylko zwiedzili tę krainę, lecz również rozmawiali z mieszkającymi tam Wielkimi Nauczycielami Kosmosu — Himalajskimi Mahatmami, i otrzymali od nich Wielką Wiedzę. O czym ta Wiedza? O życiu Wszechświata i zamanifestowanego Kosmosu, o ścisłej więzi z tym Kosmosem i z naszą planetą, o śmierci i nieśmiertelności, o wielkim kosmicznym przeznaczeniu człowieka. W tej wiedzy zawarte są odpowiedzi na pytania, które w ciągu wielu stuleci zadawali ludzie, dorośli i dzieci, nasi przodkowie i nasi współcześni. Spróbujmy i my, chociaż częściowo, dotknąć tych WIELKICH TAJEMNIC ŻYCIA.

O czym więc dowiedzieli się Mikołaj i Helena Rerichowie przebywając w Szambali?

….

Światogor

I o Mikołaju Rarogu czyli Rerichu po rosyjsku:

Рерих, Николай Константинович

Материал из Википедии — свободной энциклопедии

Данная версия страницы не проверялась участниками с соответствующими правами. Вы можете прочитать последнюю стабильную версию, проверенную 13 июня 2010, однако она может значительно отличаться от текущей версии. Проверки требуют 13 правок.

Перейти к: навигация, поиск

Николай Константинович Рерих (Рёрих)
Николай Рерих (1940 - 1947 годы)
Николай Рерих (1940 – 1947 годы)

Никола́й Константи́нович Рéрих (в ряде источников — Рёрих, о фамилии см. подробнее) (27 сентября (9 октября) 1874, Санкт-Петербург — 13 декабря 1947, Кулу, Химачал-Прадеш, Индия) — русский художник, философ, мистик,[1] учёный, писатель, путешественник, общественный деятель,[2] масон.[3] Создатель около 7000 картин (многие из которых находятся в известных галереях мира) и около 30 литературных трудов, автор идеи и инициатор Пакта Рериха, основатель международного движения в защиту культуры.[источник?] Оказал особое влияние на развитие Нью-эйдж в России.[4] Широко распространена версия о том, что Рерих был агентом Коминтерна и ОГПУ.[5]

Жизнь и творчество

Российский период

Представители рода Рерихов со времён Петра Первого занимали видные военные и административные посты в России.[6] Его отец — Константин Фёдорович — был известным нотариусом и общественным деятелем. Мать — Мария Васильевна Калашникова, происходила из купеческой семьи. Среди друзей семьи Рерихов были такие видные деятели, как Д. Менделеев, Н. Костомаров, М. Микешин, Л. Ивановский и многие другие.

С детских лет Николая Рериха привлекали живопись, археология, история и богатое культурное наследие Востока.[7]

«Заморские гости». 1901 [Zamorscy goście]

В 1893 году по окончании гимназии Карла Мая Николай Рерих одновременно поступает на юридический факультет Петербургского университета (закончил в 1898 году) и в Императорскую Академию художеств. С 1895 года занимается в студии знаменитого художника Архипа Ивановича Куинджи. В это время он тесно общается с известными деятелями культуры того времени — В. В. Стасовым, И. Е. Репиным, Н. А. Римским-Корсаковым, Д. В. Григоровичем, С. П. Дягилевым. Уже в студенческие годы Рерих становится членом Русского археологического общества. Проводит многочисленные раскопки в Петербургской, Псковской, Новгородской, Тверской, Ярославской, Смоленской губерниях. Начиная с 1904 года, совместно с князем Путятиным, обнаружил несколько неолитических стоянок на Валдае (в окрестностях озера Пирос). Неолитические находки Рериха вызвали подлинную сенсацию в России и Западной Европе.[8]

В 1897 году Н. К. Рерих окончил Петербургскую Академию художеств. Его дипломная картина «Гонец» была приобретена знаменитым собирателем произведений русского искусства П. М. Третьяковым. Стасов В. В., известный критик того времени, высоко оценил эту картину: «Непременно вы должны побывать у Толстого… пусть сам великий писатель земли русской произведёт вас в художники».[9] Встреча с Толстым для молодого Рериха стала судьбоносной.[10] Обращаясь к нему, Лев Толстой сказал: «Случалось ли в лодке переезжать быстроходную реку? Надо всегда править выше того места, куда вам нужно, иначе снесёт. Так и в области нравственных требований надо рулить всегда выше — жизнь всё снесёт. Пусть ваш гонец очень высоко руль держит, тогда доплывёт!»[10]

«Гонец (Восстал род на род)». 1897 [Posłaniec]

Также духовным напутствием для Рериха стали слова о. Иоанна Кронштадского, часто посещавшего дом родителей Рериха: «Не болей! Придётся для Родины много потрудиться».[11]

Н. К. Рерих много работает в историческом жанре. В раннем периоде творчества создаёт полотна: «Сходятся старцы» (1898), «Плач Ярославны» (1893), «Начало Руси. Славяне»(1896), «Идолы» (1901), «Строят ладьи» и др. В этих работах проявляются самобытный талант художника и новаторский поиск в искусстве. «Уже в первых картинах вырисовывается своеобразный стиль Рериха: его всеохватывающий подход к композиции, ясность линий и лаконизм, чистота цвета и музыкальность, великая простота выражения и правдивость».[12] Картины художника построены на глубоком знании исторического материала, передают ощущение духа времени и насыщены философским содержанием.[13]

В 24 года Н. К. Рерих становится помощником директора музея при Императорском Обществе Поощрения Художеств и одновременно помощником редактора художественного журнала «Искусство и художественная промышленность». Через три года он занимает должность секретаря Императорского Общества Поощрения Художеств.

В 1899 году он знакомится в поместье князя Путятина с Еленой Ивановной Шапошниковой. В октябре 1901 года состоялась их свадьба. Елена Ивановна стала для Николая Рериха верной спутницей и вдохновительницей, всю свою жизнь они пройдут рука об руку, творчески и духовно дополняя друг друга. В 1902 году у них родится сын Юрий, будущий учёный-востоковед, а в 1904 — Святослав, будущий художник и общественный деятель.

В 1903—1904 годах Н. К. Рерих вместе с женой совершает путешествие по России, посетив более 40 городов, известных своими древними памятниками старины. Целью этой «поездки по старине» было изучение корней русской культуры. Результатом путешествия стала большая архитектурная серия картин художника (около 90 этюдов) и статьи, в которых Рерих одним из первых поднял вопрос об огромной художественной ценности древнерусской иконописи и архитектуры.

«Спас Нерукотворный и Князья Святые». Мозаика по эскизам Рериха. Троицкая церковь, Почаевская лавра, Тернопольская область, Украина

Как художник Рерих работал в области станковой, монументальной (фрески, мозаика) и театрально-декорационной живописи.

В 1906 году он создаёт 12 эскизов для церкви Покрова Богородицы в имении Голубевых в Пархомовке под Киевом (арх. Покровский В. А.), а также эскизы мозаик для церкви во имя Святых апостолов Петра и Павла на Шлиссельбургских пороховых заводах (арх. Покровский В. А.), для Троицкого собора Почаевской лавры (1910) , 4 эскиза для росписи часовни Св. Анастасии у Ольгинского моста в Пскове (1913), 12 панно для виллы Лившиц в Ницце (1914). В 1914 году им была оформлена церковь св. Духа в Талашкине (композиция «Царица Небесная» и др.).

Многогранный талант Николая Рериха проявился также в его работах для театральных постановок: «Снегурочка», «Пер Гюнт», «Принцесса Мален», «Валькирия» и др. Он был в числе ведущих идеологов и создателей реконструктивного «Старинного театра» (1907—1908; 1913—1914) — заметного и уникального явления в культурной жизни России первой четверти XX века, причём участвовал Н. Рерих в этом историко-драматургическом мероприятии и в качестве создателя декорации, и как искусствовед. Во время знаменитых «Русских сезонов» С. Дягилева в Париже в оформлении Н. К. Рериха проходили «Половецкие пляски» из «Князя Игоря» Бородина, «Псковитянка» Римского-Корсакова, балет «Весна священная» на музыку Стравинского.

Эпоха Серебряного века, в которой начал свой творческий путь Н. К. Рерих, была эпохой духовного подъёма, что, несомненно, оказало влияние на формирование личности художника. Плеяда выдающихся мыслителей: В. С. Соловьев, Е. Н. Трубецкой, В. В. Розанов, П. А. Флоренский, С. Н. Булгаков, Н. А. Бердяев и др. вносила в русскую культуру глубинную философскую мысль, насыщала её напряженными исканиями смысла жизни и нравственных идеалов. Особый интерес русская интеллигенция проявляла к культуре Востока.[14] В поисках ценностей, имеющих общечеловеческое значение, Н. К. Рерих, помимо русской философии, также изучал философию Востока, труды выдающихся мыслителей Индии — Рамакришны и Вивекананды, творчество Рабиндраната Тагора.

Знакомство с философской мыслью Востока нашло своё отражение в творчестве Н. К. Рериха. Если в ранних картинах художника определяющими сюжетами являлась древняя языческая Русь, красочные образы народного эпоса («Город строят», «Зловещие», «Заморские гости» и др.), то уже с середины 1905 года многие его картины и очерки были посвящены Индии («Лакшми», «Индийский путь», «Кришна», «Сны Индии» и др.). Древние культуры России и Индии, их общий источник, интересуют Рериха как художника и как ученого. В его исторической концепции важнейшее значение имеет соотношение временных категорий прошлого, настоящего и будущего. Он измеряет прошлое и настоящее будущим: «…когда зовем изучать прошлое, будем это делать лишь ради будущего».[15] «Из древних чудесных камней сложите ступени грядущего».[16]

С 1906 по 1918 года Николай Рерих является директором Школы Императорского Общества Поощрения Художеств, одновременно занимаясь преподавательской работой. С этого же времени художник постоянно участвует в зарубежных выставках. С его творчеством познакомились Париж, Венеция, Берлин, Рим, Брюссель, Вена, Лондон. Картины Рериха приобрели Римский национальный музей, Лувр и другие европейские музеи.

Примерно с 1906 года отмечается новый, более зрелый период в творчестве Рериха. Изменяется его подход к исторической теме: история, мифология, фольклор превращаются в источники, из которых художник черпает материал для метафорического изобразительного языка.[17] В его искусстве сочетаются реализм и символизм. В этот период усиливается поиск мастера в области цвета. Он почти отказывается от масла и переходит к темперной технике. Много экспериментирует с составом красок, использует метод накладывания одного красочного тона на другой. Самобытность и оригинальность искусства художника была отмечена художественной критикой. В России и Европе за период с 1907 по 1918 года было издано девять монографий и несколько десятков художественных журналов, посвященных творчеству Рериха.[18] Леонид Андреев образно назвал творимый художником мир — «Державой Рериха».[19]

В 1909 году Н. К. Рерих был избран академиком Российской Академии Художеств и членом Реймской Академии во Франции.

С 1910 года он возглавляет художественное объединение «Мир искусства», членами которого были А. Бенуа, Л.Бакст, И. Грабарь, В. Серов, К. Петров-Водкин, Б. Кустодиев, А. Остроумова-Лебедева, З. Серебрякова и др.

«Ангел Последний». 1912

«Величайший интуитивист века», по определению А. М. Горького, Н. К. Рерих в символических образах выразил накануне первой мировой войны свои тревожные предчувствия: картины «Пречистый град — врагам озлобление», «Ангел Последний», «Зарево», «Дела человеческие» и др. В них показана тема борьбы двух начал — света и тьмы, проходящая через все творчество художника, а также ответственность человека за свою судьбу и весь мир. Николай Рерих не только создаёт картины антивоенного характера, но и пишет статьи, посвящённые охране мира и культуры.[20]

В 1915 году Н. К. Рерих делает доклад Императору Николаю II и Великому князю Николаю Николаевичу (младшему) с призывом принять серьёзные государственные меры по всенародной охране культурных сокровищ.

В 1916 году из-за тяжёлой болезни лёгких Н. К. Рерих по настоянию врачей вместе с семьёй переезжает в Финляндию (Сердоболь), на побережье Ладожского озера. Близость к Петрограду позволяла заниматься делами Школы Общества Поощрения Художеств.

4 марта 1917 года, через месяц после Февральской революции, Максим Горький собрал у себя на квартире большую группу художников, писателей и артистов. Среди присутствовавших были Рерих, Александр Бенуа, Билибин, Добужинский, Петров-Водкин, Щуко, Шаляпин. На совещании избрали Комиссию по делам искусств. Её председателем назначили М. Горького, помощниками председателя — А. Бенуа и Н. Рериха. Комиссия занималась делами по развитию искусства в России и сохранению памятников старины.

Культурно-просветительская деятельность в Европе и Америке

После революционных событий 1917 года Финляндия закрыла границы с Россией, и Н. К. Рерих с семьёй оказался отрезанным от Родины.

«Песнь о Шамбале. Танг-ла». 1943 (Cudowne Góry Świata. Pieśń o Szambale.)

В 1919 году, получив приглашение из Швеции, Николай Рерих едет с выставками по странам Скандинавии. В том же году едет в Лондон, рассчитывая отправиться в Индию. Вместе с женой вступает в основанное Е. П. Блаватской Теософское общество.[21] Осенью того же года по приглашению С. П. Дягилева оформляет в Лондоне русские оперы на музыку М. П. Мусоргского и А. П. Бородина.

В 1920 году Н. К. Рериху приходит предложение от директора Чикагского института искусств организовать большое выставочное турне по 30 городам США. В числе 115 полотен художника экспонировались: «Сокровище ангелов» (1905), «Ангел последний» (1912), «Дочь викинга» (1917), «Зов солнца» (1918), «Экстаз» (1917), серии «Героика» и «Сны Востока» и др. Выставки имели большой успех. В Америке Рерихом были написаны серии картин «Санкта» (Святые), «Новая Мексика», «Сюита океана», «Мечты мудрости» и др.

В Америке Рерих заработал репутацию провидца, гуру и противника войны в особенности среди зажиточных людей, которые предоставляли ему средства и даже строили для него музеи, один из которых до сих пор стоит в Нью-Йорке.[22] За счет предоставленных средств Рерих среди прочего основывает корпорацию «Белуха», которая вела борьбу за приобретение горнодобывающей и земельной концессий в окрестностях горы Белухи на юго-западном Алтае.[23]. Также были основаны культурно-просветительские организации. В ноябре 1921 года в Нью-Йорке открылся Мастер-Институт объединённых искусств, главной целью которого было сближение народов через культуру и искусство. Определяя задачи Института, Рерих писал:

Искусство объединит человечество. Искусство едино и нераздельно. Искусство имеет много ветвей, но корень един… Каждый чувствует истину красоты. Для всех должны быть открыты врата священного источника. Свет искусства озарит бесчисленные сердца новой любовью. Сперва бессознательно придёт это чувство, но после оно очистит все человеческое сознание. Сколько молодых сердец ищут что-то прекрасное и истинное. Дайте же им это. Дайте искусство народу, куда оно принадлежит. (Рерих Н. К. Об искусстве)[24]

Почти одновременно с Институтом объединённых искусств в Чикаго было учреждено объединение художников «Cor Ardens» («Пылающие сердца»), а в 1922 году возник Международный культурный центр «Corona Mundi» («Венец Мира»). В ноябре 1923 года открылся нью-йоркский музей Николая Рериха, содержащий большую коллекцию картин художника.

Portret Mikołaja Rericha

Спиритические сеансы. «Автоматическое письмо»

В светской среде Петербурга было распространено увлечение спиритизмом,[25] и уже с 1900 годa Николай Рерих участвовал в спиритических опытах.[26][27] С весны 1920 года вся семья Рерихов была всецело поглощена спиритическими сеансами,[25] у них в доме часто устраивались спиритические сеансы, на которые приглашались друзья и высокопоставленные сановники.[27] Осваивался метод «автоматического письма»,[25] под которым в оккультно-мистической практике подразумевается контакт с некоторым духом, при котором сам человек находится в медитативно-полубессознательном состоянии, а карандаш пишет сам по себе, исполняя волю духа, вышедшего на «контакт».[27]

Непосредственные записи методом автоматического письма делал главным образом Н. К. Рерих, а отчасти и его сын Юрий.[28] Рерих сделал в трансе серию карандашных портретов, на которых изображены восточные Учителя — Будда, Лао-Цзы, Сестра Ориола, Учитель Рерихов Аллал-Минг и другие.[25] Статья Рериха «О свободе передвижения предметов искусства» дана автоматическим письмом.[27]

Вот как описывает В. А. Шибаев (впоследствии секретарь Рериха) их первый совместный спиритический сеанс:[25]

«Я был приглашен к художнику академику Н. К. Рериху вечером 2 июня 1920 года и, как обыкновенно, сидел с его сыном в комнате последнего, разговаривая о разных научных темах. Я не знал, что рядом Николай Константинович и его супруга вместе с младшим сыном занимались спиритическими опытами. Я также не знал, что они спрашивали своих руководителей позволить мне вступить в кружок. Но заручившись положительным ответом, меня попросили войти и сесть за столик. В комнате был полный свет, и я ясно видел, что всякая возможность обмана была исключена. Столик нервно вздрагивал и подскакивал, и когда его спросили, кто это (был условный стук: раз — да; два раза — нет; три раза — усиленное да), не Учителя ли, — то столик подскочил и ударил раз. Потом было последовательное сообщение букв. А именно, один из присутствующих называл в беспрерывном порядке алфавит и, когда буква была произнесена, то последовал стук. Так было собрано несколько фраз.»

О спиритических сеансах Рерихов известно также из их внутрисемейной переписки и дневниковых записей, где есть свидетельства того, что на сеансах со столом Рерихи вызывали души умерших людей.[27]

Во время спиритических сеансов «столоверчения», которые не были самоцелью,[25] Рерихи пытались установить контакт с Учителями (Махатмами), что, по их представлению, им удалось сделать со второй половины 1921 года.[28] Позже Рерихи стали запрещать своему окружению использовать спиритические сеансы, а для визуализации своих собеседников и для их слышания семье Рерихов уже не нужна была помощь стола.[27] Некоторые исследователи[25] [29] считают, что имели место реальные встречи Рерихов с Махатмами, действительное существование которых считается наукой недоказанным.[30] [31]

Droga na Kalję (Kailasz)

Центрально-азиатская экспедиция 1924-28 гг. Факты

Источники. Общая информация.

События первой Центральноазиатской экспедиции нашли отражение в дневниках Н. К. Рериха «Алтай-Гималаи» и Ю. Н. Рериха «По тропам Срединной Азии». В 1990-е годы были опубликованы дневники других участников Тибетского путешествия, в которых обращено внимание на особую «буддийскую миссию» экспедиции в Лхасу (Рябинин, Портнягин, Кордашевский).[32] В это же время были обнаружены материалы в Госархиве РФ, касающиеся деятельности Рерихов и их американских сотрудников в отношении концессий на Алтае в 1926-29 годах.[33] Имеется также ряд рассекреченых документов советской, английской и немецкой разведок о деятельности Рерихов в период экспедиции.[34] [35] [36]

2 декабря 1923 года Н. К. Рерих со своей семьёй прибывает из Америки в Индию. Маршрут экспедиции проходил через Сикким, Кашмир, Ладак, Китай (Синьцзян), Россию (с заездом в Москву), Сибирь, Алтай, Монголию, Тибет, по неизученным областям Трансгималаев. Экспедиция продолжалась с 1924 по 1928 год. Официально экспедиция была заявлена как американская.

Считается, что по уникальности маршрута и собранным материалам она по праву занимает особое место среди крупнейших экспедиций XX века. Были проведены археологические и этнографические исследования в неизученных частях Азии, найдены редкие манускрипты, собраны лингвистические материалы, произведения фольклора, сделаны описания местных обычаев, написаны книги («Сердце Азии», «Алтай — Гималаи»), создано около пятисот картин, на которых художник отобразил живописную панораму экспедиционного маршрута, начата серия полотен «Гималаи», созданы серии «Майтрея», «Сиккимский путь», «Его страна», «Учителя Востока» и др.[37][38][39]

Dar Światła i Ognia

Слияние буддизма с коммунизмом. Визит в Москву. «Махатма Ленин».

После октябрьской революции Рерих стоял в открытой оппозиции к Советской власти, писал обличительные статьи в эмигрантской прессе. Однако вскоре его взгляды неожиданно переменились, и большевики оказались в разряде идеологических союзников Рериха. Осенью 1924-го года он отправился из Америки в Европу, где посетил представительство СССР в Берлине, встретился с полпредом Н. Н. Крестинским и затем — с его помощником Г. А. Астаховым.[40]

Идеологическая близость к коммунизму проявилась у Рерихов в литературе. Монгольское издание «Общины» (1926), одной из книг Агни-Йоги, содержало частые упоминания о Ленине и проводились параллели между коммунистической общиной и буддийской. Впоследствии, когда Рерихи вновь отвернулись от коммунизма, все абзацы о Ленине были исключены из рижского переиздания книги в 1936 году.[41] Например, в параграфе 64 «Общины» 1936 года уже нет тех слов, которые были в издании 1926 года: «Появление Ленина примите как знак чуткости Космоса».[42]

В Хотане у Рерихов появилось знаменитое письмо Махатм для передачи Советскому правительству и ларец с гималайской землей на могилу «Махатмы Ленина». Все дары, включая несколько картин и «Общину» (1926), Рерих вручил лично наркому Чичерину в июне 1926 года, а тот передал их в Институт Ленина. Также в Хотане 5 октября 1925 года художник задумал картину «Гора Ленина», которая хранится сейчас в Нижегородском музее изобразительных искусств. На картине четко прорисован легко узнаваемый образ Ленина.[43] Позже Рерих переименовал картину в «Явление срока», однако в Москве она фигурировала под своим первоначальным названием, о чем в дарственной Рерих собственной рукой написал: «Гора Ленина».[40]

Гора Ленина высится конусом между двух крыльев белого хребта. Лама шепчет: «Ленин не был против истинного буддизма» [44]

Bitwa Niebieska

Предпринимательская деятельность. «Белуха». Визит на Алтай

В процессе подготовки экспедиции Рерихи совместно с американским бизнесменом Луисом Хоршем создали в Нью-Йорке две деловые корпорации — «Ур» и «Белуха», которые имели целью проводить широкое деловое предпринимательство на территории Советского Союза — в областях лесоводства, горнодобывающей промышленности, транспорта, строительства, сельского хозяйства и других.[45] В Москве американские сотрудники Рериха отстаивали интересы «Белухи» на приобретение концессий на Алтае, проводя встречи с чиновниками властных структур Б. Н. Мельниковым (Наркоминдел) и М. А. Трилиссером (ОГПУ).[46] Николай Рерих хотел добиться регистрации, в соответствии с советскими законами, корпорации «Белуха» для разработки месторождений.[47] Рерихи посетили Алтай с научно-разведывательной и этнографической экспедицией, проводя подбор мест под предполагаемые концессии и изучая возможность «организации в районе горы Белухи культурно-промышленного центра».[46]

Миссия в Тибет. «Глава западных буддистов»

Н. К. Рерих «Лхаса». 1947
Лхаса — город, в который экспедиция Н.Рериха не была допущена.

Первая Центральноазиатская экспедиция Н. К. Рериха проходила в несколько этапов. По прибытии в Монголию она переросла в самостоятельное Тибетское путешествие, известное теперь как Миссия Западных буддистов в Лхасу (1927-28гг.).[48] По своему характеру тибетская экспедиция являлась не просто художественно-археологической, но, по заявлению ее руководителя, Рериха, имела статус дипломатического посольства от имени «Союза Западных буддистов».[48] Своим окружением в экспедиции Рерих рассматривался в качестве «Западного Далай-ламы».[49] Однако в действительности в буддизм Рерих не обращался.

Во время семимесячной стоянки в Урге шла основательная подготовка к тибетскому походу.[50] Рерихи направили своим сотрудникам в Америку задание — изготовить орден «Будды Всепобеждающего», которым предполагалось наградить Далай-ламу. Эскиз для ордена нарисовал сам Рерих. Этот буддийский знак был заказан в лучшей мастерской Нью-Йорка, у потомственных ювелиров Тиффани. На фоне двойной ваджры выделялась рельефная золоченая фигура Манджушри с огненным мечом, а у его лотосовых стоп красовалась пятиконечная звезда.[50] Однако встреча с Далай-ламой не состоялась: осенью 1927 года экспедиция была задержана тибетскими властями на подступах к Лхасе и пять месяцев находилась в снежном плену высоко в горах на плато Чантанг,[51] где Рерих писал многочисленные письма тибетским властям, в том числе Далай-ламе, о том, как несправедливо встречено первое «буддийское посольство»:

«В нашей стране великой Америке даже самые тяжкие преступники получают условия жизни гораздо лучшие, нежели здесь, у вас, доброжелательное буддийское Посольство» (23.10.1927 Рерих пишет майору) [52]
«Ваше Святейшество! По избранию Буддийского Собора в Америке, я, как Глава Западных Буддистов, принял на себя поручение отправиться во главе первого Посольства Западных Буддистов, чтобы лично передать Вам Грамоту, Орден Будды Всепобеждающего» (28.10.1927 Рерих пишет Далай-ламе)[53]
«Все мы опасно больны; население, несмотря на нашу плату за продукты, не в состоянии их поставлять, и более двух третей каравана животных уже погибло. Эта жестокость противоречит Учению Благословенного Будды. <…> Теперь правительство Тибета жестоко оскорбило в лице нашей Миссии великую страну Америку и благородные намерения Западных Буддистов. Весть об этом громом пронесется по всему миру» (14.11.1927 Рерих пишет Далай-ламе)[54]

Экспедиция так и не была допущена в Лхасу и была вынуждена ценой неимоверных трудностей и потерь пробиваться в Индию.[48] По завершении экспедиции Рерих написал Буддистскому центру в Нью-Йорке письмо, в котором призывал отмежеваться от Далай-ламы и прервать с ним всяческие отношения.[55]

Kanczendzonga

Центрально-азиатская экспедиция. Версии и интерпретации

Существует несколько версий того, что являлось главной целью поездки Рерихов в Центрально-азиатскую экспедицию. Единства мнений нет, и идет информационная война между приверженцами различных версий.

Художественные и этнографические цели

Версия об исключительно художественных и этнографических целях центрально-азиатской экспедиции Рериха описана в работах Л. В. Шапошниковой[56] и П. Ф. Беликова,[37] который написал биографию Рериха в 1972 году, когда еще не были доступны дополнительные источники об экспедиции.[57]

Согласно этой версии возможность совершить научную экспедицию по Центральной Азии Рериху обеспечили продажа картин, гонорары за оформление театральных постановок, публикации многочисленных статей, доходы от деятельности американских общественных культурно-просветительских организаций.[37] Для подтверждения своей версии ее приверженцы апеллируют к словам самих Рерихов. Например, приводя слова Рериха: «Кроме художественных задач в нашей экспедиции мы имели в виду ознакомиться с положением памятников древностей Центральной Азии, наблюдать современное состояние религии, обычаев и отметить следы великого переселения народов. Эта последняя задача издавна была близка мне».

Что касается задержки экспедиции тибетскими властями на плато Чантанг, то в рамках рассматриваемой версии употребление Рерихом слов «Посольство», «Глава западных буддистов» объясняется исключительно дипломатической формой, не имеющей никакого специального содержания, а «содержание писем, которые направлялись Рерихами правителям Тибета, имели единственную цель — вырваться из опасного плена».[58]

Активную роль в распространении этой версии играет Международный центр Рерихов в Москве, ведя активную информационную войну против остальных версий.[59]

Выполнение агентурных заданий ОГПУ

Фотография с экспедиционного паспорта до Пекина, выданного китайским губернатором в Урумчи в 1926 году во время Центрально-Азиатской экспедиции Н. К. Рериха.

Версия о связи Рериха с ОГПУ была изложена Олегом Шишкиным в 1999 году в документальной повести «Битва за Гималаи», в которой он делает более 150 ссылок на документы различных архивов,[60] а также историком Максимом Дубаевым в монографии «Рерих», вышедшей в серии ЖЗЛ в 2003 году.[61] На основе теории О. Шишкина был написан целый ряд статей в СМИ[62] и книг, в том числе документально-историческая книга «Оккультные тайны НКВД и СС»[63] Антона Первушина, книга Игоря Минутко «Искушение учителя. Версия жизни и смерти Николая Рериха», а также сняты передачи и документальные фильмы, показанные по телеканалу «Культура» и «НТВ». В СМИ был опубликован ряд статей, авторы которых опровергают связь Рериха с ОГПУ.[34] [35] Однако версия Шишкина получила широкое распространение и используется как источник рядом профессиональных историков.[64] [65]

Согласно этой версии Николай Рерих был завербован ОГПУ и на деньги Советского Союза был отправлен в Америку с тем, чтобы способствовать экономическим и иным связям СССР. Вместе с завербованным советской разведкой американским бизнесменом Луисом Хоршем по кличке «Буддист», финансируемым Москвой, Рерихи организуют в Америке ряд компаний, в том числе и «Белуху». На деньги советской разведки была организована центрально-азиатская экспедиция, целью которой было свержение Далай-ламы XIII, добившегося в 1913 году независимости Тибета, и пригласившего для модернизации тибетской армии англичан. Это не устраивало Советские власти, поэтому был придуман план переворота в Тибете, с тем чтобы вызвать беспорядки и сместить неугодного СССР Далай-ламу XIII.

По мнению Шишкина одним из главных координаторов Тибетской миссии ОГПУ использовало Якова Блюмкина, который под видом буддийского монаха принимал участие в экспедиции. Однако миссия по свержению Далай-ламы потерпела фиаско, поскольку экспедиция вызвала подозрения не только у англичан, но и у Далай-ламы и его окружения. Впоследствии Блюмкина расстреляли, а Луис Хорш получил директиву от своего руководства разорить все учреждения Рериха в США, используя хранившиеся у него долговые обязательства, что и произошло во второй половине 1930-х годов.

Одним из доказательств участия Блюмкина в Центрально-Азиатской экспедиции Рериха Олег Шишкин считает фотографию с экспедиционного паспорта до Пекина, выданного китайским губернатором в Урумчи в 1926 году. В документальной повести Шишкина на этой фотографии первый слева лама с галстуком — Яков Блюмкин.[66] По мнению заместителя генерального директора Музея имени Н. К. Рериха А. В. Стеценко на фотографии изображен ладакец Рамзана, а не Блюмкин.[67]

Историк М. Л. Дубаев в своем исследовании[61] не ссылается на работы О.Шишкина, но также как и он считает, что Рерих был связан с ОГПУ и проводил экспедицию не без помощи Советов.[68] Исследователь Росов также отмечает, что во время экспедиции у Рериха «установились дружеские отношения с заместителем председателя ОГПУ Михаилом Абрамовичем Трилиссером»[69], а «экспедиция была в полном согласии с Красной Москвой — при каждом удобном случае Рерих выказывал лояльность Советам и даже сотрудничал с ними»[70]

Дубаев пишет, что Рерих проводил встречи с руководством ОГПУ,[71] а полпред П. Н. Никифоров, например, по началу даже не знал, что «художник находится в Урге по заданию советского правительства».[72] Отличным от Шишкина способом Дубаев описывает роль Я.Г. Блюмкина в экспедиции Н.К. Рериха:[68] «Неожиданно советский торгпред стал убеждать Н.К. Рериха как можно скорее покинуть Монголию, так как получил указание задержать экспедицию до прибытия из Москвы Я.Г. Блюмкина, а это могло означать только одно — арест Николая Константиновича»[73]

Oirot Burhan

Политические цели. Строительство «Новой Страны»

Версия предложена В. А. Росовым, который защитил по ней докторскую диссертацию.[74] Росов указал, что свое исследование провел, чтобы противостоять хаосу «интеллектуальных мародеров» типа О.Шишкина и А.Первушина, выставляющих Рерихов в ложном свете.[75] Согласно версии Росова, проанализировавшего Тибетскую и Маньчжурскую экспедиции, Рерих был вовлечен в большую политику, пытаясь осуществить утопическую мечту о «Новой Стране».

По утверждению Росова на встречах осенью 1924-го года Николая Рериха с Н. Н. Крестинским и Г. А. Астаховым в представительстве СССР в Берлине вырабатывался общий план «Единой Азии», главный тезис которого состоял в том, чтобы в государственном масштабе объединить учение буддизма с коммунистической идеологией.[40] Мировой план Рериха содержал в себе идею создания Новой Страны на просторах Азии. План строительства монголо-сибирского государства со столицей в Звенигороде на Алтае, основывался на культе Майтрейи.[41] Понятия Шамбалы и Майтрейи Рерихи напрямую связали с коммунистическими идеалами. «Шествие коммунизма нужно крепко сплести с именем Майтрейи». Таким образом закладывалось начало нового религиозного движения в Азии.[76]

По поводу визита в Лхасу Росов зявляет, что от имени западных буддистов художник намеревался предложить владыке Тибета, Далай-ламе XIII, союз для покровительства буддийскому миру.[77] Росов предполагает, что главным пунктом запланированных переговоров Рериха с Далай-ламой должен был быть тезис о слиянии буддизма и коммунизма.[50] Поскольку назревала необходимость реформирования буддизма в Азии, Н. К. Рерих намеревался учредить «Орден Будды Всепобеждающего» и договориться с Далай-ламой о самостоятельной параллельной ветви Западных буддистов. Это был бы завершающий шаг перед тем как приступить к созданию независимого государства, названного условно «Новой Страной». В этом, по мнению Росова, состоял Мировой План Рерихов, задуманный для того, чтобы перекроить карту Восточной Сибири и Дальнего Востока.[78] Однако из-за противодействия англичан Рерихам не удалось достичь столицы Тибета и встретиться с Далай-ламой,[79] буддийский поход на просторы Сибири и в монгольские степи был отложен, Мировой План претерпел изменения, и последовавшая Маньчжурская экспедиция сделалась необходимой и главной его частью.[78]

В. А. Росов является завотделом «Наследие Рерихов» Государственного музея Востока, где версия Рериха как политика была принята и, в частности, публикуется в брошюрах, издаваемых музеем.[80]

Wielki Jeździec – Władca Białowodzia (Graduszczyj Szambły)

Поиск Шамбалы

По одной из версий Рерихи отправились в центрально-азиатскую экспедицию, чтобы найти Шамбалу, а не изучать растения, этнологию и языки.[81] Предполагается также, что миссией Рериха было возвращение в Шамбалу таинственного камня чинтамани (санскр. «драгоценность, исполняющая желания»), вверенного ему Лигой Наций. Члены экспедиции были уверены, что Алтай — великий духовный центр, неким образом связанный с Шамбалой.

Предполагается, что Рериха на поиски Шамбалы вдохновил перевод «Путеводителя по Шамбале», написанного в середине XVIII века Третьим Панчен-ламой (1738—1780). Там описывалось, что путешествие в Шамбалу представляет собой внутренний духовный поиск. Однако это объяснение не удержало Рерихов от попыток достичь Шамбалы, попросту добравшись туда пешком или верхом.[81]

Лама, мы знаем величие Шамбалы. Мы знаем, что это неописуемое царство реально. Но мы также знаем о реальности земной Шамбалы. <..> Мы знаем рассказы о бурятском ламе, о том, как он был проведён через очень узкий тайный ход. Мы знаем, что другой пришедший видел караван горцев с солью из озёр на самой границе Шамбалы. Более того, мы сами видели белый пограничный столб одной из трёх границ Шамбалы.[82]

В работе «Шамбала: в поисках новой эры» (1930) Рерих описал Шамбалу как святой город к северу от Индии, где его правитель проповедует учения Будды Майтреи ради вселенского мира. Рерих также намекал на сходство между Шамбалой и Туле — страной, скрытой на Северном полюсе, которая вдохновила немцев на поиски тайной земли. Он также упомянул о связи Шамбалы с подземным городом Агарти, в который можно попасть через подземный тоннель под Гималаями.[81]

Институт Гималайских исследований «Урусвати»

Институт Гималайских исследований «Урусвати»

Обширный научный материал, собранный Рерихами во время экспедиции, требовал систематизации и обработки, и по окончании экспедиции в июле 1928 года в Западных Гималаях, в долине Кулу Н. К. Рерих основывает Институт Гималайских исследований «Урусвати», что в переводе с санскрита означает «Свет Утренней звезды». Здесь же, в долине Кулу, пройдёт последний период жизни художника. Директором Института становится Юрий Рерих, старший сын Николая Рериха, учёный-востоковед с мировым именем. Он же руководил этнолого-лингвистическими исследованиями и разведкой археологических памятников. В институте работали медицинская, зоологическая, ботаническая, биохимическая и многие другие лаборатории. Проводилась большая работа в области лингвистики и филологии Востока. Собирались и переводились на европейские языки редчайшие письменные источники многовековой давности, изучались полузабытые наречия. Приглашённые специалисты и временные сотрудники собирали ботанические и зоологические коллекции.[83][84]

Семья Рерихов (долина Кулу, Индия)

С институтом сотрудничали десятки научных учреждений Европы, Америки и Азии. Научные материалы он посылал в Мичиганский университет, Нью-Йоркский ботанический сад, Пенджабский университет, Парижский музей естественной истории, Гарвардский университет в Кембридже, Ботанический сад Академии наук СССР. Академик Н. И. Вавилов, известный советский ботаник и генетик, обращался в институт «Урусвати» за научной информацией, а также получал оттуда семена для своей уникальной ботанической коллекции. Сотрудничали с институтом и такие выдающиеся учёные как Альберт Эйнштейн, Л. де Бройль, Роберт Милликен, Свен Гедин и др. С 1931 года при институте издавался ежегодник, в котором публиковались результаты научной деятельности его сотрудников. В научных и периодических изданиях Азии, Европы и Америки выходили статьи по специальным вопросам, разрабатывающимся в «Урусвати».[85]

Dobra Trawa – Wasilisa

Маньчжурская экспедиция

Рерих разделял распространенные среди русской интеллигенции начала XX века идеи евразийской роли России и панмонголизма, и проанализировав тенденции мировой политики и собранные в Центральноазиатской экспедиции пророчества, приходит к выводу, что середина 1930-х годов может ознаменоваться разворачиванием процесса «единения Азии», который начнется с Монголии, Маньчжурии, северного Китая и южной и юго-восточной Сибири.[80] Желая по возможности принять участие в этом процессе, он организует через американский Сельскохозяйственный Департамент долгосрочную экспедицию в Маньчжурию и северный Китай.[80] В 1930 году Рерих подружился с Г. Э. Уоллесом, который, став министром сельского хозяйства в администрации Франклина Рузвельта, отправил Рериха в экспедицию с целью сбора семян растений, предотвращающих разрушение плодоносных слоёв почвы.[22]

Экспедиция была организована в 1934—1935 годах и состояла из двух частей. Первый маршрут включал Хинганский хребет и Баргинское плато (1934), второй — пустыни Гоби, Ордос и Алашань (1935). Эти маршруты проходили по территории Внутренней Монголии, расположенной в северной и северо-восточной части современного Китая. Художник написал много этюдов, проводил археологические исследования, собирал материалы по лингвистике и фольклору. Рерих в течение 17 месяцев написал 222 очерка для «Листов дневника», которые отражают экспедиционную работу, затрагивают научные и философские темы.[86] В результате экспедиции было найдено около 300 видов засухоустойчивых трав, собраны лекарственные растения. В Америку было направлено 2000 посылок семян. Министр сельского хозяйства Генри Уоллес, инициировавший экспедицию, впоследствии сообщил, что почти все найденные семена обладают либо низкой ценностью, либо вообще ей не обладают.[87]

Однако во время экспедиции Рерих, игнорируя по большей части порученную ему миссию, погрузился в азиатскую политику, тщетно побуждая буддийские массы к революции.[22] Первая деловая встреча Рериха после отъезда из США в экспедицию была в Японии с военным министром Хаяси Сэндзюро, и целью встречи было исследование возможностей создания нового государства на северо-востоке Азии.[88] Во время экспедиции Рерих и его сын Юрий не только формально сотрудничали с эмигрантскими организациями, такими как Военно-Монархический Союз, Военно-Казачий Союз, Легитимисты, но и предпринимали конкретные шаги, например, оказывали финансовую помощь Сибирскому Казачьему войску и купили газету «Русское Слово» для Российского Общевоинского Союза.[89]

Miejsce święte

Рерих вел самую активную деятельность среди многочисленной русской эмиграции, став заметным культурным лидером. Это вызвало недовольство властей США, от чьего имени и на чьи средства проводилась экспедиция.[90] Также это привлекло внимание белогвардейской контрразведки, которая, установив факт посещения Рерихом Москвы и его теософские увлечения, раздула скандал в прессе.[90] Японские власти, поддержанные прояпонскими кругами, были недовольны работой Рериха по объединению эмиграции на Дальнем Востоке и провели кампанию в харбинской прессе по дискредитации культурной миссии Рериха.[91] Японская цензура арестовала весь тираж отпечатанной в типографии книги Н. К. Рериха «Священный дозор».[92] После публикации скандальной статьи в газете «Чикаго Трибьюн» в июне 1935 года, где сообщалось о военных приготовлениях экспедиции у границ Монголии, министр Уоллес прервал отношения с Рерихами, поскольку они могли испортить ему репутацию в глазах избирателей.[93]

Экспедиция была досрочно прекращена в Шанхае 21 сентября 1935 года.[86] Лишение поддержки со стороны Г. Уоллеса и бизнесмена Л. Хорша в конце 1935 года привело к разрушению деятельности всех рериховских учреждений в США.[90]

Ałtaj

Więcej w rosyjskiej Wikipedii i rosyjskim internecie łącznie ze wspaniałymi galeriami jego malarstwa: Wikipedia Rosja

Księga Tura – Taja Szósta: O TYM JAK SWĄT DOPROWADZIŁ Czarnogłowa i Białobogę do pomnożenia oraz o Żywiołach i Mocach, ich tytułach, atrybutach i innych mianach.


Według Witungów arkońskiej świątyni Swąta ze świętej wyspy Rui1, wajdelotów z uroczyska Szwintoroga nad Wiliją2, oraz podań Weidełtojsów ze świątyni Swajstiksa w Truso, w ziemicy Brusów z ludu Istów3

© copyright by Czesław Białczyński

Drzewo Świata – Tim Lowly

Słowo o Białobodze i Czarnogłowie

Wszystkie rzeczy wtóre wynikają z trzech Rzeczy pierwszych, czyli trzech pierwszych Działów. Są jednak tacy, którzy twierdzą, że zło i dobro nie wynikają z żadnego działu ani rzeczy pierwszej, ale biorą się z ciągłych sprzeczek między Białobogą a Czarnogłowem. Witungowie rujańskiej świątyni Swąta z Arkony powiadają, że nie przez bitwę potworów, lecz z powodu kłótliwości prarodzicieli musiał Swąt opuścić Kłódź. Tych dwoje nie tylko nigdy nie zgadza się ze sobą, ale do tego trzymają się od siebie z daleka. Swąt godził ich wielokrotnie, łagodził swary, próbował ich zbliżyć na tyle, by się całkiem nie rozeszli, bo rozchodząc się rozdzierali Świat na dwoje. Jeszcze usilniej próbowali zbliżyć do siebie Kauków i załagodzić różnice między nimi Kirowie-Godowie.

Kapłani z uroczyska Kostromy nad Wielką Rzwą (Wołgą Rwą) mówią nawet, że miano Godów bierze się nie tylko z ich godności, opieki nad porami całego roku-godu i w ogóle nad godzinami-chwilami czasu, ale od ich działania jako łagodzących spory i godzących zwaśnionych. Wszyscy wiedzą, że po Kirach, których Swąt spłodził z własnych lędźwi jako trzecie swoje dzieci, Bóg Bogów stracił ochotę do dalszego osobistego pomnażania bogów4. Zniczowie całkowicie zawiedli Swątowe oczekiwania, zaś Kirowie okazali się niezdolni do pomnożenia ze względu na swoje przyrodzenie5. Ponieważ świat w zamierzeniu Swąta miał być tak rozległy, że tych sześcioro bogów nie dałoby rady objąć go w pełni swoją opieką, pomnożenie bytów boskich było konieczne.

Bóg Bogów umyślił w końcu sposób, żeby zmienić Kauków-Dzięgli na tyle, by nie doszło do nieszczęścia, i przymusić ich do pomnożenia. Dosyć miał już proszenia, grożenia i stałej troski, czy Kaukowie nie spowodują unicestwienia.

Wszyscy wiedzą też, że trzecią z Rzeczy Pierwszych wydanych na świat przez Boga Bogów była Buła-Byta i że z nią narodzili się Żywiołowie i Mocarze-Mogtowie. Mało kto wie jednak, dlaczego Buła w ogóle została ukształcona, że wcale nie była przypadkowym kaprysem Swąta i że musiała powstać w związku z zamysłem przymuszenia Kauków-Dzięgli do spłodzenia niższych bogów, wnuków Swąta.

Korzenie Drzewa Świata

Podstęp Swąta

Było to tak. Kiedy z pierwszej i drugiej rzeczy powstał bezlik rzeczy wtórnych, a spór o ich rozdzielanie osiągnął między Kaukami-Dzięglami szczyt, Światłowit ukształcił Bułę i pokazał ją tamtym obojgu. Znajdowali się wtedy już tak daleko od siebie, że cała Głębia trzeszczała w szwach. Białoboga i Czarnogłów natychmiast się zbiegli do owej Buły i zrobili z nią to, co wiemy – rozerwali na pół, czyniąc Ziemię i Welę. Było to dla Światłowita tylko potwierdzeniem, że jeżeli tych dwojga coś nie złączy mocniej, doprowadzą do unicestwienia boskich zamiarów rozrywając i dzieląc na pół wszystko, cokolwiek się pojawi. Budując Bułę Bóg Bogów miał zamiar, przy jej pomocy, doprowadzić cały świat do ładności i spoić go na zawsze. Wiedział, że sama Buła zbliży Kauków tylko na chwilę. Tak ją więc sprytnie ukształcił, żeby wydała z siebie jak najwięcej rzeczy wtórnych i żeby te rzeczy były z nią zawsze powiązane. Stało się dokładnie, jak sobie umyślił. Kaukowie rozerwawszy Bułę rzucali się nieustannie na powstałe z niej rzeczy wtóre: na Ziemię, na Welę i na Niebo. Narastały w nich wciąż nowe żądze, a zaspokojenie jednej nie przynosiło ulgi, lecz wzniecało drugą, jeszcze mocniejszą.

Kiedy Swąt osadził na Wierchu Weli swoją Kłódź, wybudował najpierw cztery tumy-wieżyce dla Kirów. Były to dwory pokaźnych rozmiarów, a całe wysadzane kruszcem i drogimi kamieniami wyjątkowej piękności. Potem zaś nakazał Czarnogłowowi i Białobodze stawić się na Równi. Najpierw po dobroci poprosił ich, by spłodzili potomstwo. Nie chcieli jednak o tym słyszeć. Wtedy wcielił w życie drugi plan. Oznajmił im, że w najskrytszym, najciemniejszym zakamarku tumu Jaruny ukrył właśnie czwartą z rzeczy pierwszych – Kład, skarb, jakiego jeszcze niczyje oczy nie widziały. Nawet nie czekali, aż dobrze skończy, tylko popędzili przetrząsać pałac Jaruny, bo żadne nie zamierzało pozwolić się ubiec we władaniu czwartą rzeczą. Swąt poszedł za nimi spokojnie. Przetrząsnęli cały tum od góry do podstaw, aż natrafili na Jamę, najmniejsze pomieszczenie głęboko w podziemiach. Wepchnęli się w wąskie wejście prawie równocześnie, bo coś tam migotało. Kiedy byli w środku, Swąt zatrzasnął drzwi i zamknął czarowną kłódką. Najpierw oboje prarodziciele pobili się w ciasnym wnętrzu, potem zaczęli wrzeszczeć na niego i wyklinać go od oszustów, wreszcie skamlać, by ich puścił z kłody. Wtedy tak do nich przemówił Swąt:

– Prawicie żem oszust, ale mylicie się. Znajdziecie w tej kłodzie skarb największy, bo takim skarbem jest mądrość i posłuszeństwo woli ojców, i takim, a nawet większym skarbem, będzie wasze wspólne potomstwo. Nie wyjdziecie stąd, póki nie spłodzicie Jednogłowych bogów, którzy będą moimi cząstkami, moim wnętrzem, wnukami. Oni powiążą świat tak, jak wam się nigdy nie uda. A kiedy to już zrobicie, wypuszczę was i otrzymacie blisko siebie, tu w welańskich górach, trzemy jeszcze okazalsze niż Kirowie i w nich zamieszkacie.

– Nie zrobimy tego! – krzyknęli wspólnym chórem, wszystkimi sześcioma gębami i zaraz zamilkli, zdając sobie sprawę, że po raz pierwszy od zarania świata zrobili coś razem.

– Zatem zostaniecie zamknięci do końca swoich dni – powiedział Bóg Bogów i odszedł.

Rodzą się Żywioły

Dzięgle rodzą Swątowe wnuki

Po krótkim oporze, załamani ciasnotą, głodem i ciemnością Kaukowie zrobili, co im kazał, spłodzili potomstwo. Wtedy to powstali z ich zbliżenia Piorun i straszliwa Chmura. Chmura zawisła na niebie Weli wprost nad szczytem tumu Jaruny, a złączywszy się z Piorunem wyrzuciła z siebie Grom, Błyskawicę i Mały Piorun. Tak zrodzili się Runowie: Perun, Perperuna, Turupid-Ciosno, Porenut-Łysk i Perunic.

A kiedy drugi raz Kaukowie zetknęli się miłośnie, z tumu strzeliły Płomienie i Żar i rozlały się po okolicy. Tak narodzili się Swarog i Swara-Żara.

Kirowie rzadko przebywają na Weli, wolą swoje niebiańskie dworce i stojące w nich trony albo lądy i morza Ziemi. Na Weli niewiele się dzieje i prawie nic nie wymaga ich pracy. Jednakże, nawet przy welańskim bezruchu, Kirowie czasami muszą tu przybyć i coś zrobić.

Ponieważ Jaruna, skończywszy czynić wiosnę na Ziemi, wróciła właśnie na Welę i tu zamierzyła poprawić coś na swojej niwie, Swąt musiał dobyć Kauków z tumu Jaruny. Nie wyzwolił ich jednak, bo robota nie była skończona. Przeniósł ich do tumu Rui.

Tam stało się trzecie zbliżenie, od którego zaduł Wicher, a cała Wela napełniła się Powietrzem. Tak narodzili się Strzybóg i Stryja. Zaraz objęli się i skłębili, a z tych kłębów przyszli na świat Pogwizd, Poświst i Dyj-Bełt, zwany Poświścielem. Wszyscy oni popędzili na Niebo duć w gwiazdy zimne i gorące.

Przy czwartym sparzeniu Praoćca z Pramacią blask straszny zaczął bić od tumu Rui. Tak powstało Światło Nieba i Światło Dnia – Dażbóg i Daboga-Daba. Dażbogowie (Sołowie) popędzili za Runami, Swarogami (Żgwiami) i Strzybogami (Świstami) nad Ziemię, gdzie od razu się o nią poczęli kłócić.

Wtedy wrócił Ruja i Kaukowie przenieśli się do tumu Jesza-Jesienia. Po kolejnym uścisku prarodzicieli tum Jesza cały się okrył zielonym runem i modrym kwieciem. Tak zrodzili się Knowie-Wiłowie, Borowił i Lesza-Borana. Zaraz potem trysnęły dookoła wieży i spod niej czyste wody. Oto narodzili się Wodowie: Wełm i Wąda.

Jeszcze raz Kaukowie się przenieśli, tym razem do Kostromy, pod jej szkliste kryształowe dachy. Tam wydali na świat Zaczyn i Zalęg – Spora i Śreczę oraz Skałę i Glebę, czyli Sima i Matkę Ziemię, zwaną też Siemią.

Obrócenie Weli i przysięga Dzięgli

Na chwilę Światowit pozwolił im spocząć, ale oni od razu wdali się w bijatykę, a szarpanina doprowadziła do tego, że Wela się cała obróciła pod ich stopami. Tum Kostromy znalazł się na północy, Jaruny na wschodzie, Rui na południu, Jesz a zaś na zachodzie. Pod tumem Jaruny siedzieli teraz Wodowie i Knowie, a pod tumem Rui Sporowie (Grubowie) i Simowie, u Jesz a zaś Żgwiowie i Runowie. Wszystko się pokręciło, więc zeźlony Swąt znów ich zamknął w komorze, tym razem na dnie tumu rujowego. Trzymał tam Kauków tak długo, aż obiecali, że zaniechają walki, na zawsze pozostaną na Weli i nigdy żadne nie przekroczy granicy posiadania drugiego. Na dowód prawdziwości przysięgi kazał im wydać na świat kolejnych dwanaście par, Mocarzy (Mogtów).

Sporowie –  Z-Bożowie

Dalsze narodziny

Czynili to znowu, zmieniając tumy w trakcie płodzenia. W tumie Rui poczęli więc Prawo i Cnotę (Prowego i Czstnotę-Pirwę) oraz Bożeboga i Ubożę-Domachę, zwaną Radogódzą (Gospodarstwo i Dom), a także Rgła z Reżą (Rolę i Łąkę). Potem u Jesz a powili Chorsa z Księżą – Chorsiną (Tajemnicę i Wiarę), Roda z Rodżaną (ci zrodzili się z białobożego laja) oraz Łada-Kołatę i Ładę-Łagodę. Potem, w tumie Kostromy, narodzili się Weniowie – Podag z Pogodą (Droga i Weń), Morowie – Mor z Marzaną (Zaraza i Starość-Zapomnienie) i Nawiowie – Weles z Nyją (Zaświat i Śmierć). Na koniec, w tumie larun, wywili z siebie bliźniacze pary Mokoszów-Źrzebów (Źrzeb i Wierg), Plątów (Zamęt i Niezgodę) oraz Dziewów (Żądzę i Miłość).

Wtedy dopiero ukontentowany Światłowit puścił Kauków-Dzięgli. Postawił im najokazalsze dwory-trzemy w górach, naprzeciw siebie. Z wysokich wieżyc owych trzemów jedno może widzieć dwór drugiego. Zamieszkali tam i od tamtego czasu, zgodnie z daną obietnicą, nie opuszczają Weli, i żadne nie waży się przekroczyć granicy, za którą się ciągnie niwa drugiego. Dlatego Pierwszych Ludzi musieli posadzić na Równi, a każde sadziło po swojej stronie, na własnej niwie.

Przynależność Żywiołów i Mocarzy-Mogtów do tumów i trzemów

Jak z tego widać, Perunowie są najstarsi wśród Żywiołów. Dlatego zostali władcami Żywiołów. Prowowie zaś, którzy się narodzili jako pierwsi z Mocarzy, władają wszystkimi Mogtami, to znaczy, rozsądzają wszelkie spory między nimi.

Każdy z Panów i każda z Pań Welańskich nosi w sobie część przyrodzenia po Pramaci i część po Praoćcu. Tak na przykład Dażbóg-Światło Nieba jest po ojcu męski, oślepiający, uśmiercający, a po matce ciepły i dający życie. Swarog zaś jest po ojcu palący, niszczący, uśmiercający i męski, a po matce ogrzewający, karmiący, dający życie. Swara jest po matce żeńska, ciepła, dająca życie, a po ojcu oschła, wysuszająca, swarliwa, uśmiercająca. I tak jest z każdym Żywiołem i z każdą Mocą.

Rody składają się z matki, ojca i dzieci. Żywiołowie mają po troje dzieci, a Mocarze po dwoje. Ojców i matki zwie się więc Dużymi Żywiołami lub Dużymi Mocarzami-Mogtami, a ich dzieci Małymi Żywiołami i Małymi Mocarzami (Mogtami).

Bogów poczętych na wschodzie Weli, gdzie stanął w końcu tum laruny i stała się strona jarunna, zwiemy po wsze czasy bogami larunowymi albo „z tumu laruny”. Są to, z Żywiołów, Wiłowie-Knowie i Wodowie oraz, z Mogtów, Źrzebowie-Mokosze, Plątowie i Dziewowie.

Poczętych na południu, gdzie strona rujna i gdzie dziś stoi tum Rui, zwie się bogami Rujnymi albo „bogami tumu Rui”. Są to Sporowie (Grubowie) i Simowie oraz Radogostowie, Prowowie (Czystowie) i Rgłowie (Rogale).

Poczętych po stronie zachodniej, gdzie stanął tum leszy, przez co strona ta stała się jesienną, nazywa się bogami leszowymi albo „bogami tumu leszy”. Są to Swarogowie (Żgwiowie) i Perunowie (Runowie) oraz Ładowie, Chorsowie (Ksnowie) i Rodowie.

Bogami Kostromowymi są Strzybogowie (Świstowie) i Dażbogowie (Sołowie) oraz Weniowie, Morowie i Nawiowie (Welesowie).

Bogami trzem u Białobogi nazywa się tych wszystkich, którzy wchodzą do tumów Jaruny i Rui oraz Jarunę i Ruję z Kirów (bo tumy tych dwojga Kirów stoją po tej samej stronie granicy, co trzem Białobogi).

Bogami trzem u Czarnogłowa zwie się tych wszystkich, którzy podlegają tumom Jesza i Kostromy, oraz oboje tych Kirów.

Brzozy

Słowo o tytułach, wtórych mianach i znakach Dużych Żywiołów i Dużych Mocy

Każdy ród z Żywiołów i Mogtów posiada nadane przez Swąta niwy, dobra welańskie, tytuły, znaki, nazwania i miana, związane z pracami, jakie wykonuje, obszarem, jakim włada, zakresem bytu, jakim się opiekuje, oraz cząstką Swąta, jaką w sobie nosi. Bogowie ci po- siadają, tylko sobie przypisane, maści, kamienie szlachetne, metale, rośliny, drzewa, zioła leczące i zioła wieńcowe, zwierzęta, ptaki, czerty, taje i narzędzia, którymi władają w sposób czarowny, posługując się nimi w pracy i w walce. Wszystkie te rzeczy są ich znakami i nazywamy je atrybutami owych bogów, jako że przynależą tylko do nich. Są też ofiary, które przyjmują chętniej niż inne.

Tylko narzędzia i przedmioty czarowne oraz tytuły i miana, czyli rzeczy świadczące o władaniu danego boga, przynależą jemu samemu, reszta zaś przedmiotów, istności i znaków związana jest z całym rodem, świadcząc o zakresie jego władania.

Tak więc ród Perunów (Runów) otrzymał: dąb jako drzewo6, żubra jako zwierzę, raka jako małe zwierzę, orła jako ptaka, rokitnik jako roślinę krzewną i rzepień jako roślinę małą, szakłak i bluszcz jako zioła (rośliny czarowne), rozchodnik i perunikę jako zioła wieńcowe (zioła ofiarne), kozioroga jako owada, biały diament jako kamień, srebro jako metal, skrzystoniebieską maść, miesiąc październik, czertę l, liczbę 19, taję oraz gramotę,  błysk-grzmot i brąz jako rzeczy, Niwę Błyskawicy i Dwór Gromowy na niej. To wszystko jest wspólne rodowi Perunowemu.

Sam Perun zaś, noszący trzy miana, pod którymi się go czci: Peruna-Tłuka, Peruna-Groma i Peruna-Derzkija (Dirżkyja), jest jedynym Panem Pioruna i Władcą Żywiołów, używającym Srebrzysto-Kamiennej Błyskawicy. Sam dla siebie ma też pomocników spośród Stworzów, bogunów zwanych Ogniami. Żadnego innego boga z ową Srebrobłyskawicą zobaczyć nie można, żaden inny nie umie nią władać i nie posiada tytułu Pana Pioruna. Perperuna posiada zaś berło-buławę w kształcie makówki, zwaną Berłomakiem i nią się posługuje w swoich pracach oraz czarach. Jest ona Panią Burzy, Władczynią Gradu i Chmur. Jej trzy miana to Perperuna-Runa, Perperuna-Garda i Perperuna-Chmarnica7. Jej pomocnikami są bogunowie Gradki. Perun nosi fioletową szatę, zaś Perperuna liliową (rudosiną).

Po Perunach najważniejsi są Dażbogowie (Sołowie). Dażbóg posiada Złoty Płaszcz, świetlisty nasiek-pałę (Pał-nasiek), Złotą Koronę, którą otrzymał od Swaroga, gdy przyjął na Niebo jego syna Swarożyca, i złoty pierścień z błękitnym okiem, Pierścień Złotobłękitnooki. Jest on Panem Niebiosów, Władcą Światła Niebieskiego. Czczą go jako Dażboga-Darzboga, Dażboga-Dadźboga i Dażboga- Dagboga. Za pomocników ma bogunów Świtezie. Dabogę, jego żonę-siostrę, czczą jako Dabogę-Dobrą, Dabogę-Dabę i Dabogę-Łonę8, dając jej tytuły Pani Dnia, Pani Jasnego Nieba, Władczyni Jasności. Ma ona Błękitne Zwierciadło Niebios i Błękitną Koronę, oraz Błękitny Płaszcz. Wspomagają ją w jej pracach boginki zwane Dziennicami. Wszyscy Dażbogowie posiadają: lipę, tura, kreta, sokoła, szypszynę (dziką różę), bieluń, rumianek, świetlik, szafir, złoto, miesiąc brzezień (marzec), maść złotą, czertę 3, liczbę 3, taję D, gramotę d, słońce i deszcz – z rzeczy ziemskich, a Niwę Nieba i Dwór Świetlisty na Weli.

Dalej idą Swarogowie (Żgwiowie) ze swoimi posiadłościami: jaworem i świerkiem, baranem, myszołowem, janowcem, krokusem i żółcidłem, jaskrem i konwalią, ogniczkiem i oleicą pstrą, czerwonym diamentem i rubinem, krzemieniem, maścią ognistoczerwoną, miesiącem grudniem, tają F, czertą 3, liczbą 2, gramotą ż, szkłem i ogniskiem – z rzeczy ziemskich, Niwą Ognia i Ognistym Dworem na niej.

Swarog nosi tytuł Pana Ognia Ogni, Boskiego Kowala Welańskiego i posługuje się Świetlistym Młotem oraz Żelaznymi Kleszczami. Jest czczony pod imionami Swaroga-Gora, Swaroga-Kalina i Swaroga-Ogonija (Wary-Wrzosa). Jego pomocnikami są bogunowie Bogacze. Swara nosi miana Swary-Żary, Swary-Swory i Swary-Płoni9. Jest Panią Żaru, Władczynią Suszy. Nosi Świetlistą Złotą Koronę i Złoty Czerpak oraz Chustę Żaru złocisto-żółtej barwy. Wspomagają ją bogunki Swarki.

Dalej wśród Żywiołów są Strzybogowie (Świstowie). Ci posiadają: drzewo osikę, zwierzę zająca, ptaka żurawia, krzew konopi i trzcinę, ziele goryczki, pięciornik i kopelnik, ważkę modrą jako owada, diament różowy i koral jako kamienie, miedź jako metal, miesiąc styczeń (proswiet), maść skrzystobiałą, taję T, czertę 11, gramotę g, skrzydło, kość i dym z rzeczy ziemskich, Niwę Góry i Powietrza na Weli oraz Wietrzysty Tyn na tej Niwie. Wszyscy Strzybogowie odziewają się w strzępiaste szaty, porwane wichrem łachmany lub dziurawe, skłębione odzienie.

Sam Strzybóg jest czczony pod mianami Strzyboga-Śwista, Strzyboga-Szyba i Strzyboga-Flinsa (Fijnsa-Fijusa-Wijnsa). Jest on Władcą Czterech Wichrów, Panem Wichrów, a jego narzędziem jest Wór-Sak Wichrów oraz Skrzydlatoskrzysty Płaszcz. Pomagają mu bogunowie Latawce. Jego żona-siostra, Stryja, jest Panią Czterech Wiatrów, Władczynią Porywów, Panią Powietrza. W pracach posługuje się ona gołymi rękami. Dlatego na wizerunkach są one puste. Układa ona prawą dłoń w znak wiru-koła, nadając tym sposobem zamknięty obieg wiatrom i powietrzu (kciuk styka się z palcem wskazującym). Czczą ją, w kątynach i kapisztach, pod mianami Stryi-Stroi, Stryi-Dmy i Stryi-Smugi10. Jej pomocnikami są bogunowie zwani Zduchaczami lub Stuchami. Stryja ma szatę biało-przejrzystej barwy.

Te cztery rody Żywiołów są Żywiołami Górnymi związanymi z Niebem i Powietrzem, pozostałe cztery zwane są Ziemnymi, czyli Dolnymi.

Pośród Dolnych Żywiołów idą najpierw Sporowie (Grubowie ). Posiadają oni jako ród: gruszę i jabłoń, woła i krowę, groch i grzyby, stokrotkę i sporysz, srokę, żuka gnojnika i pszczołę, z rzeczy ziemskich skórę i futro, z kamieni diament żółty i jaspis, także sól – kamień jadalny, miesiąc lipień, maść złotoczerwoną (marchwianą), taję S, czertę 7, liczbę 7, gramotę n, Niwę Zaczynu (Bagna), a na niej Złoty Tyn.

Spor posiada nadto Wiecznie Sypiący Róg Obfitości. Jest Panem Dostatku i Bogactwa, czczonym pod mianami Spora-Tyi, Spora-Darza (Hejdaża) i Spora-Spóra. Jego pomocnikami są bogunowie Koboldy-Kubołtki. Jego żona, Sporza, nosi miana Sporzy-Śreczy, Sporzy-Spiechy i Sporzy-Cwetny (Cetny-Keltny)11. Ma tytuł Pani Powodzenia i Szczęścia, Władczyni Pomyślności. Posiada Samonapełniający się Kuferek-Kosz i Szczerozłote Ozdoby (naszyjnik, kolczyki, szpile, bransolety, opaski i pierścienie). Należą do niej bogunowie Sporysze.

Wiłowie (Kienowie-Knowie) posiadają: z drzew jodłę i sosnę, ze zwierząt niedźwiedzia, z ptaków dzięcioła, z roślin hubę-czyr, z krzewów borówkę czarną i czerwoną (brusznicę), z ziół czarownych podkolan i wiłe (???)grzyby, z ziół wieńcowych dyptam i kopytnik, z owadów trzyszcza i trzmiela, z kamieni zielony diament, z metali cynk, miesiąc kwiecień (trawień), maść żywozieloną, taję L, czertę 4, liczbę 4, gramotę h, z rzeczy ziemskich żywicę i miód, Niwę Lasu i Drzew na Weli oraz Drzewiany Tyn.

Borowił jest Panem Puszczy i Władcą Grubego Zwierza, posiadającym Kielich- Trąbitę z wielkiego turzego rogu i berło sosnowe zwieńczone wielką czarowną szyszką oraz trzema kitami białego lisa (Berłoszysz). Mieni się go Borowiłem-Darzborem, Borowiłem-Borzychem i Borowiłem-Srogim. Pomagają mu bogunowie Laskowce. Borowił nosi ciemnozieloną szatę.

Jego żona-siostra, Borana (Lesza), jest czczona pod mianami Leszy-Borany, Borany- Wiły i Borany-Pomiany12. Jest ona Panią Kniei, Władczynią Drzew i posługuje się berłem dębowym z poczwórnym złotym żołędziem i czterema złotymi listkami. Berło to nazywa się Czterożołędnym lub Złotodębym. Jej pomocnicami są boginki zwane Wiłami. Borana ma suknie w barwach jaskrawo-zielonych.

Simowie (Ziemowie) otrzymali dla siebie: wierzbę-witwę i wierzbę-iwę, dzika i ślimaka, bociana, tojeść, Żurawinę i borówkę bagienną, bobownik i bagno, jelonka rogacza, czarny diament i opal, granit, miesiąc sierpień (zarzew), maść czarną (brunatną), taję Z, czertę 8, liczbę 8, gramotę t, z rzeczy ziemskich kamień, skałę i ziemię, a także welańską Niwę Ziemi ze Skalnym Tynem.

Sim jest Panem Gór, Panem Skał, Władcą Szczytów i Źlebów, a posługuje się Czarowną Osełką-Brusem. Jest czczony jako Sim-Stołb, Sim-Skraj i Sim-Wirch (Magura). Ową osełką uderzył Sim kiedyś Bożeboga, przez co wylęgły się pszczoły. Sim zbudował na wysokiej górze porosłej gęstym borem wspaniały dwór-zamyk dla swojej żony Siemi (Matki Ziemi). Spod dworu trysnął wspaniały strumień żywej wody, którym jego żona karmiła żyzne doliny wokoło. Także, jak prawią liczne kapiszty wschodnie, dla niej, by się miała czym przykryć, wykuł z kamienia Sklepienie Niebieskie. Sim razem ze Skalnikiem był budowniczym Mostu Mostów – drogi wiodącej przez poszczególne Niebiosa i łączącej je w jedno lite Niebło, nazwane później Niebem. Pomocnikami Sima są bogunowie nazywani Piędzimężykami lub Pikulikami. Sim ma brunatnoczarne szaty.

Siem jest czczona jako Siem-Sjemia, Siem-Matka Ziemia i Siem-Lęga13. Jest tytułowana Matką Ziemią, Panią Zielonych Równin, Opiekunką Ludzi. Posługuje się Czarowną Czwórlistną Koniczyną, a wspomagają ją boginki Przypołudnice. Siemia posiada szarociemnozielone szaty.

Wreszcie ostatnimi z Żywiołów są Wodowie. Wodo zwany jest też imionami: Wodo-Wełm, Wodo-Bełt i Wodo-Głąb. Jest Panem Wielkiej Wody, Władcą Mórz. Posługuje się Tryzubem i Trygubicą. Pomagają mu boginki Topielice, a nosi szaty szmaragdowe, czyli niebieskozielone.

Wąda nosi miana Wądy-Wędy, Wądy-Wębory i Wądy- Nurty14. Jej narzędziami czarownymi są Webło (Tasiemnica) i Złota Wędka. Nosi tytuły Pani Jezior, Płytkowodzi i Pani Bagiennej. Jej pomocnikami są bogunowie Topieluchy. Jej szaty są ciemnoniebieskie.

Wspólną własnością Wodów są: sokora i webło (drzewo morskie ), łoś i żółw, czapla, rybitwa i mewa, sadziec, tatarak i mozga, niezapominajka, grzybienie i grążel, pływak żółtobrzeżek, niebieski diament i szmaragd, głoznoją tar (bursztyn), miesiąc maj (kwieteń), maść niebieska (niebiesko-zielona), taja W, czerta 5, liczba 5, gramota s, z rzeczy torf i woda, welańska Niwa Wody i Kryształowy Tyn na niej.

Dęby, bluszcze, azalie, porosty

Gdy chodzi o Mogtów, najpierwszymi są wśród nich Prowowie (Czystowie). Posiadają oni: brzost i brzozę białą, rysia, cietrzewia, powój, bratka, rutę, karabusa, magnetyt, kryształ górski, maść różową, taję C, gramotę b, czertę 1, liczbę 1, z rzeczy kwarc, na Weli Niwę Tronu i Kryształowy Tyn na niej.

Poza tym Prowe posiada żelazną Tarczę Trzykątną, a Czstnota trójkąt Trzyróg i Złoty Wieniec. Prowe jest Panem Zasad i Praw, Dawcą Praw, Panem Rozumu i Władcą Mocy. Pomocnikami Prowego są bogunowie Kraśniaki. Prowe nosi purpurową szatę.

Czstnota jest Panią Czci i Cnót, Panią Czystości i Oczekiwania, Panią Samotności, Panią Cierpliwą.

Prowe posiada miana: Prowe-Isto, Prowe-Praw, Prowe-Karb. Czstnota jest czczona jako Czstnota-Cna, Czstnota- Pirwa i Czstnota-Czela (Czołna-Chwała, czyli Matka Sława)15. Pomocnikami Czstnoty są bogunowie Dobrochoty. Nosi ona szatę barwy białej.

Rgieł nosi imiona Rgieł-Rogł, Rgieł-Owsień i Rgieł- Prosiń, Reża zaś jest czczona jako Reża-Ragana, Reża-Rża i Reża-Rzwa16. Narzędziem Rgła jest złoty łańcuch Łaniec i kopka zboża odziedziczona po Sporze, a zwana Sporoziarną Kopą lub Kopą Zbożosporzą. Jego tytuły to Pan Domowej Zwierzyny i Władca Hodowli. Pomagają mu bogunowie nazywani Polewikami. Rgieł pokazuje się w zielono-żółtej szacie. Reża posiada Złoty Oczkur i Złote Zdźbła. Jest ona Panią Łąk i Pastwisk, Opiekunką Zbóż, Panią Drobnej Domowej Zwierzyny. Reża odziewa się w brązowe szaty, a pomagają jej bogunki nazywane Bylicami-Ziemunami.

Wszyscy Rgłowie (Rogale) mają: trześnię (wiśnię) i orzech (włoski), borsuka, wróbla, chrabąszcza, trawę, pokrzywę, proso i żyto, łubin i grykę oraz dżdżownicę. Do tego kryształ solny, miesiąc wrzesień (werszeń), maść zielono-żółtą, z rzeczy – polewkę i chleb (placek-podpłomyk) oraz mąkę, taję Ż, czertę 8, liczbę 7, gramotę p, na Weli Niwę Kłosa i Solny Tyn na niej.

Bożowie (Radogostowie) posiadają razem: leszczynę i dzikie wino, węża i świnię, szpaka i jeżyka, winorośl i biedrzeniec, barwinek i bodziszek oraz muchomor czerwony, dzięgiel i zimowit, bożą krówkę i muchę. Mają także akwamaryn i beryl, olej, kaszę i pierze, maść brunatną (ciemny brąz), taję U, gramotę z, czertę 4, liczbę 13, Niwę Domu i Kamienny Tyn na niej.

Bożebóg jest zwany Radogostem-Domowitem, Bożebogiem-Bożyczem i Bożebogiem-Bodem. Jego żona-siostra, Uboża, nosi miana Uboży-Domachy, Uboży-Gostby i Uboży-Radogódzy17. Bożebóg posiada Leszczynową Laskę i Złoty Trójorzech, oraz Złoty Skobek. Uboża zaś ma Samonapełniający się Dzban. Bożebóg nosi tytuły Pana Gospodarstwa, Pana Spichrza, Opiekuna Ludzi i Wielkiego Pasterza Niebieskiego. Jego pomocnikami są Ubożęta-Bożęta. Domacha jest Panią Domu i Władczynią Ogniska Domowego, a pomagają jej Skrzęty zwane także Skrzatami.

Rodowie posiadają: buka i grab, wiewiórkę i żabę, wilgę (boguwolę) i gęś, wilżynę, macierzankę i paproć (narecznicę), bławatek i bieluń, świerszcza, agat, glinę, maść rudą, taję R, gramotę i, czertę 6, liczbę 5, z rzeczy – jajo i ziarno, Niwę Żarna i Agatowy Tyn na niej.

Rod posiada Złote Koło Czteroszprychowe i Złotą Trąbitę, a Rodżana Złote Tarło, Złote Gęśle, Złote Jajo i Złotą Pachalicę (Wachlarz). Rod nosi tytuły Pana Plemienia, Władcy Rodów i Zadrug (czyli Narodu) oraz Pana Słowa. Wspomagają go bogunowie Rodki-Rodżańce. Rodżana nosi tytuły Pani Przyrodzenia i Dawczyni Wieszczby, Pani Rodziny, Pani Rodu (pojedynczego) i Pani Pieśni. Wspomagają ją boginki Rodzanice. Rod jest czczony jako Rod-Narod, Rod-Kolada (Kułada) i Rod-Ród. Rodżana jest czczona jako Rodżana-Gąść, Rodżana-Przyroda i Mienia-Titra18. Ku czci Rodów każdego roku urządzane jest Święto Rodusiów.

Ładowie posiadają razem: jesion i cis, jelenia i łanię, kunę, łabędzia i kukułkę, wilczełyko, jemiołę i dziewięćsił, werbenę i dzięgiel, liszkarza tęcznika, topaz żelazo, głęboką zieleń, taję Ł, gramotę w, czertę 2, liczbę 11, z rzeczy – drewno i metal, Niwę Trzykąta (lub Rombu) i Potrójny Żelazny Tyn na niej.

Łado nosi miana Łada-Kołaty, Łada-Lędy i Łada-Kołuba. Posługuje się Mieczem-Rozrywem, nosi czarowny hełm i takąż zbroję, a w stu rękach trzyma Sto Rzeczy. Najważniejszą z tych rzeczy jest Kołatka-Trajkotka. Jest Władcą Porządku Rzeczy i Panem Wiadomości. Pomagają mu bogunowie Skrybki. Jego żona-siostra, Łada, nosi miana Łady-Łagody, Łady-Łaski i Łady-Ładnej (Łaby- Luby)19. Jest ona Panią Mądrości, Panią Ładności i Panią Łowów. Posługuje się Złotym Łukiem, Jemiołowymi Strzałami, Złotym Kołczanem i Gałęzią Owocującej Jemioły. Posiada też złotą skrzynię zwaną Ladą, której użycza do czarów Plątwie. Towarzyszą jej bogunowie zwani Szczekotunami.

Chors nosi miana Chorsa-Książa (Knysza), Chorsa-Chwara i Chorsa-Knysza (Mesinca). Wspomagają go boginki Czarcichy. Jego żona-siostra, Chorsina, nosi miana Chorsiny-Księży, Chorsiny-Kirsny i Chorsiny-Tchny20. Chors jest tytułowany Panem Wiary i Tajemnicy, Władcą Taj, Panem Wzburzenia i Władcą Krwi, a posługuje się Bębnem Srebrnoskórym (uczynionym z jego wasnej skóry) i Krakulicą. Chorsina jest nazywana Panią Możliwości i Zdolności, Panią Myśli i Przeczuć, Wielką Wróżką, a także Panią Wdzięku i Dźwięku. Posługuje się Dzwonkami, Nawęzami-Wielowęzłami, Srebrną Obręczą i Harcapem. Pomagają jej Czartowie.

Chorsowie (Ksnowie) posiadają jako cały ród: olchę i dereń (świdwę), łasicę i kota, kruka, dziurawiec, chrzan, dzwonki, pokrzyk i piołun, majkę pryszczel (kantarydynę), kamień księżycowy, cynę, miesiąc listopad, maść biało-błękitną, taję H, gramotę c, czertę 2, liczbę 20, z rzeczy -kadzidło i knysze (pierogi), na Weli Niwę Księżyca i Cynowy Tyn na niej.

Plątowie posiadają: chebd (bez czarny) i czeremchę, kozła, przepiórkę (przepierzycę) i jemiołuchę, fiołek, rosiczkę, oset przepłoch i kąkol, motyla preperugę, czarną perłę, piasek, wiklinę, maść szarą, taję E, gramotę f, czertę 2, liczbę 2, Niwę Splotu i Czarny Tyn na niej.

Przepląt posługuje się Złotą Siecią i Złotym Przepiórem-Wabikiem, a Plątwa posiada Złotą Puszkę i Złotą Rogalkę-Kołotuszkę. Przepląt jest Siewcą Niezgody, Panem Splotu, Władcą Przypadku. Pomagają mu boginki Zwodnice. Plątwa jest Panią Nieładu i Kłamstwa, Panią Podstępu i Wielką Kłótnicą. Pomagają jej boginki Męcice. Przepląt nosi miana Przepląta-Perepułta, Przepląta-Kusa i PrzepIąta-Kosa, zaś Plątwa (Pripegala) Plątwy-Przepigoły, Plątwy-Prekolichy i Plątwy-Kłóty (Perchty-Perchoty- Pergołoty)21.

Mokosze (Źrzebowie) mają dla siebie: wiąz i biało- drzew (białą topolę), wilka, jeża, sowę, konopie, len, miętę, mak, pająka, ametyst, bazalt, miesiąc swibań (świcień, przedmarczyk), maść mocną żółtą, taję A, gramotę k, czertę 5, liczbę 14, z rzeczy – przędzę, włókno i nić (nieć), Niwę Obręczy i Bazaltowy Tyn na niej.

Makosz nosi tytuły Pana Wyroków Świata, Pana Zrzebu-Zrębu i Pana Osądu-Przeznaczenia i posługuje się Złotą Trójgłową Makówką lub Srebrną Trójmakówką oraz Złotymi Nożycami. Wspomagają go boginki Mamuny. Mokosza jest Panią Bytu i Wiergu, Panią Wyroku, a posługuje się nieodłącznym Złotym Sitem-Przetakiem. Ma też Złotego Pająka, który spina szatę na jej piersi niczym brosza, ale jest żywy i wykonuje wszystkie polecenia bogini. Jej pomocnicami są boginki Odmienice. Makosz nosi miana Makosza-Mołwy, Makosza-Dodola i Usuda-Źreba. Mokosza nosi miana Mokoszy-Mokrzy, Mokoszy-Mąkszy i Mokoszy-Wiergi22.

Dziwień nosi miana Dziwienia-Kupały, Dziwienia-Kapały i Dziewienia-Wesela, zaś jego żona-siostra, Dziewanna, nosi miana Dziewanny-Dziewy, Dziewanny-Dziewuny i Dziewanny-Dziwy (Dywi)23. Kupała-Dziwień posługuje się Berłoczłonem, zwanym także Kapałką, i Piszczałką-Piszczelą (Pałąjącą lub Pieszczącą Piszczelką). Jest określany jako Pan Żądzy i Władca Połowu. Dziewanna zaś jest tytułowana Panią Miłości, Panią Uczucia lub Panią Łaski (Łaskawą), a posługuje się Złotą Obręczą (Obrączką) i Pąkiem Szypszyny (Złotej Róży). Na jej piersiach lub ramionach siedzą też zawsze dwa motyle pazie królowej – czarny i niebieski. Pierwszy jest posłańcem miłości płochej (chwilowej, nieszczęśliwej), drugi miłości dozgonnej (pełnej i szczęśliwej). Dziwień ma do pomocy Stworzów Kąpielników, a Dziewanna boginki Rusałki.

Dziewowie otrzymali od Swąta: brzęk (jarząb-brekinię) i jarzębinę, sarnę i psa (sukę), jaskółkę, dziewannę, kalinę i chmiel, bylicę i piołun oraz dyptam, pazia królowej, białą perłę, żywą wodę (sołwę), miesiąc czerwiec, maść krwistą czerwoną, taję K, gramotę m, czertę 6, liczbę 6, z rzeczy -napoje (piwo, miód i wino), Niwę Ścieżki i Perłowy Tyn na niej.

Weniowie otrzymali: wrzos i brzyn (modrzew), wydrę, gołębia, jaskółcze ziele, goździk, targownik, owada bogatkę, turkus, wapień, maść granatową (czarnoniebieską), taję P, gramotę j, czertę 7, liczbę 16, z rzeczy – powietrze i ścieżki, na Weli Niwę Fali oraz Turkusowy Tyn na niej.

Podag jest Panem Dróg i Kierunków, Panem Miru i Swobody oraz Panem Podróży. Nazywany jest Podagiem-Dragiem, Podagiem-Mirem i Podagiem-Wardęgą. Posługuje się Laską-Wekierą, Złotą Uzdą i Złotymi Strzemionami. Jego pomocnikami są bogunowie zwani Podrożnikami lub Kriksztosami. Pogoda posługuje się Złotą Pachalicą i Złotymi Miotełkami oraz Złotym Wróblem-Posłańcem. Jest tytułowana Panią Dobrego Powietrza – Weni i Woni (Zapachu), Panią Zgody oraz Władczynią Ptaków. Nosi miana Wedry-Pticy (Ptachy lub Ptaki albo Matki Pticy), Weni-Woniei i Ugody-Zgody24. Pomagają jej boginki Obłoczyce.

Mor nosi miana Mora-Muroma, Mora-Móra i Mora- Moroza, oraz tytuły Pana Zarazy, Pana Zagłady i Pana Klęski. Posługuje się Krzywym Nożem-Brzytem. Pomagają mu boginki Stworzyce, Upierzyce. Jego żona-siostra, Marzanna, nosi miana Marzanny-Morzy, Marzanny-Marmurieny i Marzanny-Maży (Marzy)25 oraz tytuły Pani starości i Zapomnienia, Władczyni Niemocy i Pani Rozkładu. Posługuje się Złotym Biczyskiem. Pomagają jej bogunowie Dusioły.

Morowie mają dla siebie: śliwę i morwę, jaszczurkę i mysz, ziębę i kosa, tarninę, dryjakiew i łubin, czosnek i ostrężynę, łochynię (morzybabę) i lubczyk, mrzyka i nadobnicę, granat, węgiel, miesiąc luty (sieczeń), maść białą, taję M, gramotę ł, czertę 9, liczbę 18, z rzeczy – zioła i wyciągi leczące oraz trujące, a poza tym na Weli Niwę Mroku i Granatowy Tyn na niej.

Welesowie (Nawiowie) mają: głóg (bojarysznik) i jałowiec, czarnego węża oraz żmiję, lelka, wronę oraz puszczyka, ciemiężycę i lulka, cebulę, nawrotek i przywrotek, ćmę trupiogłówkę, onyks, ołów, maść czarną, taję N, gramotę l, czertę 9, liczbę 9, z rzeczy – popioły, a poza tym na Weli Niwę Ciszy (Całunu) i Onyksowy Tyn na niej.

Weles posługuje się Niebieską Drabiną Siedmioszczeblową26, Złotą Czaszką Ludzką, Złotą Czaszką Końską i siekierą-wałem trzebiącym – Trebiną-Walachą, Nyja zaś, jego żona-siostra, Złotym Sierpem i Złotą Kosą. Weles nosi tytuły Pana Zaświatów, Władcy Weli oraz Pana Żywota po Śmierci. Jego bogunowie to Welesożary. Nyja ma tytuły Pani Śmierci i Władczyni Nawi oraz Władczyni Wcieleń. Weles nosi miana Welesa-Welana, Welesa-Wałsa i Welesa-Welgsa. Nyja nosi miana Nyi-Śmiertnicy, Nyi-Kostuchy i Nyi-Nawi27. Jej pomocnice to Nawki.

Oto wszystko, co trzeba wiedzieć o Wielkich Bogach Żywiołach i Wielkich Bogach Mocarzach, aby ich rozpoznać pod ich własną postacią, z narzędzi, jakie mają przy sobie albo ze świty zwierzęcej i szaty roślinnej. Oto wszystko, co konieczne, by ich dojrzeć pod postaciami zwierząt i roślin, jakie mogą i lubią przybierać, pod postaciami kamieni i przedmiotów, w które się wcielają. Wszystko, co trzeba wiedzieć o niwach, jakimi władają, o tajach, które otrzymali i o czertach będących ich znakami. Jest to tylko wstęp do głębokiej wiedzy pozwalającej kapłanom rozpoznać bogów w każdej rzeczy, jaka istnieje na świecie. Umieją oni powiedzieć wiele o wyglądzie owych bogów i ich pomocników (bogunów czy boginek), a także o ofiarach, jakie lubią przyjmować i o tym, co odrzucają. Kapłani wiedzą, jakimi czynami człowiek wyrządza szkodę, zarówno sobie, jak i wszemu światu. Jest to wiedza zamknięta w Księdze Tajemnej – Wielkim Tajemniku (zwanym też Wielkim Trebnikiem, Księgą Treby albo Księgą Wiedy). Wiedza ta nie jest dostępna dla każdego, lecz tylko dla gromad, zakonów i zborów. Swąt, nadając bogom taje, kazał ich pilnie strzec, potem ludzie wykradli taje, lecz bogowie odzyskali je i zostały one ukryte. Od tamtego czasu cała wiedza jest przed ludźmi zakryta, a wydzieranie jej bogom to sprawa trudna, mozolna, długotrwała i niebezpieczna. Przez długie wieki posługiwanie się tajami poza wtajemniczonymi gromadami28 było w ogóle zakazane. Każdy może ową wiedzę posiąść, lecz by ją posiąść w pełni, musi temu celowi podporządkować każdy swój krok w ciągu żywota.

Tak prawią o Żywiołach i Mocarzach oraz o prarodzicach Witungowie ze Świętej Wyspy Rui i Świętego Grodu Arkony, gdzie nachodzi się Świątynia Świątyń.

———–

Przypisy

1 Świątynia Swąta-Światowita znajdowała się na Świętej Wyspie Rui (Rugii), w grodzie Arkona. Rugia była rodzajem państwa kościelnego Słowian. Sam gród, od trzech stron otoczony morzem, mieścił się na skalistym wyniesieniu na cyplu zwanym Półwyspem Swątewita (dziś Półwysep Witowski). Od lądu był chroniony wałami i fosą. Do świątyni ściągali pielgrzymi z obszaru nie tylko całej Słowiańszczyzny, ale i Skandynawii i Germanii. Rują rządzili kapłani-wojownicy – witungowie, podlegający zwierzchności głównego kapłana świątyni. Działała tutaj wyrocznia, do której zwracano się z prośbami o wróżbę, zarówno indywidualnie, jak w imieniu całych plemion i ziemic. Składano bogate dary, często w kruszcach (srebrze, złocie), które przekazywano do skarbca świątyni. Gromada witungów liczyła 300 kapłanów-wojów. Wiele wiedzy o kulcie na Rui i zasadach organizacji państwa Rugian zawdzięczamy średniowiecznym kronikarzom. Przekazali oni opisy organizacji kultu, opisy posągu Swąta i wyglądu samej świątyni arkońskiej. Z ich relacji wiadomo, że ofiary składał tu nawet król duński, który darował drogocenny puchar. Kronikarze podali również opis obrzędu wróżbienia, dokonywanego przy pomocy świętego białego konia – wierzchowca samego boga. Wierzchowiec, w swoich kolejnych wcieleniach, nosił imię Wichrz (niektórzy wywodzą stąd nawet samą nazwę wierzchowiec). Świątynia arkońska była drewniana, a jej ściany pokryto płaskorzeźbami przedstawiającymi sceny bajów (sceny mitologiczne). Wewnątrz na czterech słupach zawieszono zasłony (chorągwie), za którymi znajdował się święty kumir bóstwa. Posąg był czterotwarzowy i miał głowy przystrzyżone na modłę słowiańską. Postać ubrana była w długą suknię, lewą rękę opierała o biodro, a w prawej trzymała róg z kruszców. Obok posągu znajdowały się „narzędzia” Swąta, jego symbole: uzda, siodło, ogromny miecz w rzeźbionej srebrnej pochwie i chorągiew-stanica. Z rytów na wydobytym w Zbruczu posągu Swąta możemy uzupełnić pewien szczegół. W opisie kronikarza brakuje Złotej Kuli-Jaja Świata, czyli Buły-Byty (być może kula znajdowała się w skarbcu). W innych świątyniach Boga Bogów chorągiew-stanicę mogła zastępować Złota Buława. Chorągwie zwykle otaczały sam posąg od czterech stron, chroniąc go przed niepowołanym wejrzeniem. Posąg zbruczański, który obecnie znajduje się w Krakowie, musi pochodzić ze wschodniej świątyni Swąta o nieznanym dziś dokładnie położeniu, znajdującej się jednak w ziemicy Gątów króla Swewładyczaa. Dynastia Swewładyczów (Svevladičów) wywodzi się z Gatów-Gątów, małego plemienia pochodzącego od Wątów-Antów, czyli Wędów Nadciemnomorskich. Synowie Swewładycza, Totił i Ostroił, poprowadzili Gątów nad Morze Adriatyckie i sprzymierzeni z Hunami panowali nad Wielkim Słowiańskim Królestwem Południowym. Ryty na posągu zbruczańskim nie pozostawiają wątpliwości, że jest to kumir najwyższego boga. Jego twórcami byli najpewniej właśnie witungowie Swąta z rodu Swewładyczów.

Doroczne święto i obrzędy wróżbiarskie w kącinie arkońskiej wiązały się z jesiennym przesileniem. Wróżby dotyczyły następnego roku, a czas dożynkowy sprzyjał obfitym daromb.

Nie można, rzecz jasna, mówić o jakiejś bezpośredniej zwierzchności witungów i świątyni arkońskiej nad innymi świątyniami czy gromadami kapłanów. Ich zwierzchność miała charakter duchowy. Wynikała ona z wielkiej powagi świątyni, z miru, jakim cieszyła się wyrocznia pomiędzy innymi ludami Sławian oraz z rozpowszechnienia wiary w istnienie Boga Bogów, czyli powszechności kultu Swąta w różnych ziemicach. Jest jednak prawdą, że spośród witunów Swąta wywodziło się wielu królów (np. Swewład, Śwatopulk, Maha, Madżak, Bogdal i inni). Do świątyni odprowadzano dziesięciny i część zdobyczy wojennych z całej Słowiańszczyzny Lechickiej. Tu decydowano o ważnych przedsięwzięciach politycznych, wyprawach wojennych, odbywano zgromadzenia i czyniono sądy. Generalnie, wszystkie świątynie pełniły funkcje skarbca plemiennegoc.

Trzeba zwrócić uwagę, że nie bez przyczyny w okresie chrystianizacji właśnie słowo święty (swęt) zostało użyte na określenie wszystkiego, co boskied.

XII wiek, z którego pochodzą opowieści kronikarzy, nie był wcale szczytem kultu Swąta, lecz okresem jego schyłku. Już w VII-VIII wieku część Sławian (zwłaszcza południowych) przestała składać mu daninye w Arkonie. Prawdziwą powszechność musiał ten kult posiadać wcześniej.

Istnieje wędzkie (wenedyjskie) podanie, które opowiada o upadku kraju Wenedów w związku z odwróceniem się jego mieszkańców od starej wiary, o zatopieniu wielkiej i bogatej legendarnej stolicy Wędów Pomorskich, Winety, o upadku Arkony, Szczecina i Kołobrzegu. Podanie to mówi, że Wędowie ulegną zagładzie, a ich imię zostanie wymazane z pamięci. Odrodzą się oni i przyjdą ponownie do świetności w chwili, gdy wrócą do swej starej wiary, Wiary Przyrody. Tak samo Arkona (zniszczona, zrabowana i na wieki osłabiona najazdem Duńczyków w 1168 roku) podźwignie się dopiero wtedy, kiedy wbudowany w ściany kościoła witowskiego w upokarzającym położeniu kamienny posąg Swąta stanie znów w godnym miejscu. Warianty tego podania przenoszą przez wieki echo ostrzeżenia związanego z odchodzeniem Pomorzan od wiary naturalnej (religii przyrodzonej). Wcześniej, nim powstała świątynia-kącina na Rui, istniało tu uroczysko.

W tym samym czasie, a może nawet wcześniej, działało nad Wiliją, Wilnią i rzeką Swiętą wenedyjsko-istyjskie uroczysko Swąta. Wiele jest w całej Słowiańszczyźnie (od Uralu po Alpy) miejsc noszących w nazwie rdzeń swęt lub wit, które mogły być połączone z obiektami wzniesionymi ku czci Swąta-Światowita. Jego świątynie z całą pewnością znajdowały się w Gnieźnie, Krakowie i Kruszwicy. Wszędzie tam, gdzie niegdyś istniały, stanęły chrześcijańskie kościoły Świętej Trójcy i Świętego Wita. Jest rzeczą powszechnie znaną, że chrześcijaństwo, wchłaniając wiarę przyrody, zawsze na terenie swej działalności wiązało stare kulty z nowymi i zastępowało starych bogów postaciami nowych świętych, bliskimi im znaczeniowo (etymologicznie). Wchłaniało również na swój użytek stare sakralne nazewnictwo pogańskief.

a Opisy świątyń rugijskich podają Helmold z Bozowa i Saxo Gramatyk. Z punktu widzenia nauki współczesnej nie można wykluczyć, że Swewładycze, nim przenieśli się na południe, byli wcześniej witungami w Arkonie. Jest także możliwe, że byli królami Gątów znanych z ziemicy Siedmiu Rodów [patrz SSS t. V, str. 493].

b Niektórzy uważają posąg Światowita Zbruczańskiego za wytwór Traków, Scytów, Scyto-traków lub nawet Germanów. Są to sądy nieuprawnione [patrz np. W. Szafrański Prahistoria religii na ziemiach polskich; A. Gieysztor Mitologia Słowian; L. E. Stefański Wyrocznia słowiańska; SSS t. V, str. 589-591].

c Saxo Gramatyk XIV-39, Thietmar VI-24, Herbord 11-32, Helmold II-108.

d Było to o tyle proste, że zarówno słowo święty – sanctus, jak i diews – deus ma ten sam indoeuropejski korzeń językowy. Jednakże nie swęt ani diew, ale bog obrano jako synonim najwyższego chrześcijańskiego świętego bytu. Stało się tak dlatego, że wymawianie imienia Swąta obejmował zakaz (tabu) i nazywając go mówiono po prostu Bóg lub Bóg Bogów. Powszechność stosowania przez prosty lud miana bog jako synonimu Najwyższego dała chrześcijaństwu możliwość takiego a nie innego użycia go w nowej religii. Tabuizowane miana swąt i diew (występujące w imionach bogów, takich jak Świętowit, Dziewanna, Dziwień, Dziw-Ładziw, Dejwa, Diewas), posłużyło przełożeniu na języki słowiańskie ogólnego pojęcia świętości (sanctus) i ułatwiło przypisanie go do wszystkiego, co religijne, a także objęcie nim postaci nowych „bogów” (proroków nowej wiary) – świętych, czy Świętej Dziewicy – Matki Boskiej.

e Proces oddalania się od świątyni arkońskiej zapoczątkowany został już w IV wieku, kiedy żywioł słowiański został rozdzielony przez Hunów. Cała południowo-wschodnia część Słowiańszczyzny znalazła się w ich zasięgu. Potem w VI wieku kolejna część Słowian ruszyła na południe razem z Awarami, tworząc Południową Słowiańszczyznę. Proces separacji północno-zachodniego kultu Swąta musiał się zdecydowanie nasilić w VIII wieku, gdy miały miejsce pierwsze próby bizantyjskiej chrystianizacji Małopolski, Czech i Moraw, aż wreszcie przybrał rozmiary katastrofy po Chrzcie Rusi. Czech i Polski, kiedy obszar panowania Swąta zmniejszył się do Nadłabia i Pomorza Zachodniego. Rzecz jasna prości ludzie z całego obszaru słowiańskiego, jak poświadczają kronikarze w wieku XII, składali nadal ofiary Światowitowi i innym bogom Przyrody.

f Powszechnie znane są przejątki elementów kultu Peruna (św. Ilija), Wołosa (św. Własij), Kupały (św. Jan Chrzciciel), Świętowita (św. Wit Korbejski), Marzany (św. Maria-Marsza-Morsawiena), litewskiej Gabii (św. Agata) i inne. Więcej śladów tego procesu i imion starych bóstw zachowało się u Rusinów, ponieważ prawosławie było bardziej tolerancyjne wobec dawnych obrzędów, nie niszczyło ich, lecz jeśli to tylko było możliwe, wchłaniało i przekształcało. Taki schemat działania Kościoła był typowy nie tylko dla Słowiańszczyzny, dotyczył wszystkich innych krajów nawracanych pod przymusem. Doskonałą ilustracją przekształcania starych wierzeń i ich wchłaniania może tu być przypadek dawnego boga greckiego Hyppolitosa-Virbiusa, czczonego w Górach Albańskich. Pogański mit o nim przekształcono w legendę o św. Hipolicie. Według legendy święty Hipolit miał być 13 sierpnia ciągniony i zabity przez rydwan. Dlatego ten dzień został mu poświęcony w kalendarzu chrześcijańskim. Tymczasem 13 sierpnia był w Grecji świętem Hyppolytosa, czczonego razem z Dianą. Hyppolitos, bóg-heros Greków, również zginął ciągniony przez rydwan. Tak oto przekształcono dawnego boga w świętego chrześcijańskiego [patrz J. G. Frazer Złota gałąź, str. 30].

2 Szwintorog to święte wzgórze położone w widłach rzek Wilii i Wilni. Od najdawniejszych czasów znajdowało się tutaj uroczysko (zapewne jeszcze wspólnoty wenedyjsko-istyjskiej – być może Zerywanów) poświęcone najwyższym bogom, którym palono tu wieczny ogień. W XII wieku uroczysko to znajdowało się pod opieką wajdelotów, wielkiej gromady świętych mężów, jednocześnie wieszczów i śpiewaków, kapłanów, którzy przechowywali w rytualnych pieśniach wiedzę o przeszłości, obrzędach i mitach. Wajdeloci stanowili istyjski odpowiednik sławskich (rujańskich) witungów. Być może w ogóle byli odłamem gromady witungów, a obie te gromady były kontynuacją znacznie starszego pierwotnego zboru. Zarówno wajdeloci, jak i wajdelotki tworzyli najwyższą gromadę kapłańską służącą najwyższemu bogu Istów, Bogu Bogów – odpowiednikowi Światowita. Bogiem tym był dla nich Occopirmas. Określenie to znaczy tyle co najpierwszy i jest przydomkiem – wtórym mianem – używanym po to, by nie wymawiać imienia najwyższego boga niepotrzebnie. Ukryte miano tego boga brzmiało Swaistiks i jest znane z kronik pruskich, czyli dotyczących ludu istyjskich Brusów.

Jak podają kroniki, przez długi czas, przez wiele pokoleń najwyższą władzę kapłańską wśród Istów sprawowali kriwejtisi, a wszystkimi nimi zarządzał kriwe ze świętego grodu Romowe. Kriwejtisi byli kapłanami Andaja, którego z jakichś powodów w tym czasie czczono bardziej niż Swaistiksa. Być może degradacja Swaistiksa, będącego najwyższym bogiem także Sławian, wiązała się z oddzieleniem się Istów od tych ostatnich i wytworzeniem pełnej odrębności, również na polu religii. Okolica mieniona Szwintorogiem była najpewniej miejscem kultu Swaistiksa na Litwie.

Zachowało się podanie mówiące o Szwintorogu, ojcu litewskich królów, który tutaj właśnie kazał swemu synowi Skirmontowi spalić na stosie swoje ciało i pogrzebać je w świętej ziemi. Mogło się to dziać w XIII wieku. Akt ten (jak i przybrane przez króla imię Szwintorog, nawiązujące do kultu Swaistiksa, Najwyższego Boga) trzeba rozumieć jako próbę nadania Litwie jedności w obliczu nadciągających wielkich zmian. Był to pogrzeb utrzymany w mitycznym rytuale, nawiązujący do zamierzchłej przeszłości Widewuta i Brutenosa, pogrzeb nie tylko Wielkiego Księcia, ale i Najwyższego Kapłana – wajdeloty. Legendarny władca połączył w swoim ręku rozdzieloną od czasów Brutenosa i Widewuta władzę. Swaistiks w jego zamierzeniu miał powrócić jako najwyższy jednoczący bóg, bardzo podobny do boga chrześcijańskiego. Tak też się stało, ponad Andaja znów wysunął się Najwyższy, Najpierwszy – Occopirmas-Swaistiksa. Jednakże walka o zwierzchność duchowną między wajdelotami i kriwejtisami trwała nadal. Lud zawsze cenił bardziej wajdelotów, których wędrowny, żebraczy tryb życia i śpiewane w zamian za jałmużnę dajny (pieśni mityczne) były mu bliższe. Tym sposobem, za pośrednictwem ludu i opowieści ludowych oraz śpiewek, przedstawiana przez wajdelotów wersja podań z przeszłości przetrwała do naszych czasów pełniej niż umarłe prawie natychmiast z rozbiciem i zniszczeniem gromady kriwejtisów ich wersje kosmogoniczne.

a Patrz także przypis 5 do Tai Pierwszej.

Tańcząca jarzębina

3 Waidełtojsowie to pruscy kapłani-wieszczowie, śpiewacy i przewodnicy. Zbór wajdelotów i świątynia Swaistiksa znajdowały się w IX wieku w pruskim grodzie nadmorskim – Truso. Tutaj miała swoją siedzibę przewodząca im wajdelotka, wieszcza kapłanka-olbrzymka Pogezana (Pagorzana). Świątynię otaczał dębowy święty gaj. Waidełtojsowie to pruskie miano wajdelotów podobnie jak ich mianem łotewskim jest vaidelisi, a mazurskim (może jaćwięzkim) wajdowie. Truso leżało w ziemicy plemiennej Pogezanów, którzy wchodzili w skład istyjskiego ludu Brusów, zwanych przez zachodnich (niemieckich, polskich) kronikarzy Prusami. Osada powstała w V wieku i przekształciła się w gród o charakterze eporium handlowego. W miejsce to, już od czasów rzymskich, wiódł Szlak Bursztynowy, ma ono więc starożytny rodowód sięgający I wieku n.e.a

a Wiadomości te zawdzięczamy dokumentom takim, jak np. Traktat dzierzgoński z 1249 roku, Agenda pruska z 1530 roku oraz wielu kronikarzom np. Janowi Maleckiemu (XV w), Piotrowi z Duisburga (XVI w.), Szymonowi Grunauowi (XVI w.), Janowi Długoszowi, Maciejowi Stryjkowskiemu, Antoniemu Łaszkowskiemu (Laskowskiemu), Teodorowi Narbuttowi i innym [patrz SLLB oraz M. Kosman Litwa pierwotna – mity, legendy, fakty].

Poranek

4 Niektórzy, zwłaszcza zaś kątyny Nurów będących zapalonymi wyznawcami i czcicielami Chorsa, mówią, że Swąt nie stracił wcale ochoty do płodzenia, tylko własne przyrodzenie. Podobnie zatem jak helleński mityczny Uranos, Swąt zostałby wytrzebiony, po nieudanych próbach spłodzenia potomstwa zdolnego do ułożenia świata w ładności i spokoju. Różnica między tymi dwoma Bogami Stworzycielami polega na tym, że Uranos został wykastrowany przez synówa, natomiast Swąt dokonał samookaleczenia. Większość sławskich kątyn i kościołów uważa, że stało się to w sposób zamierzony, to znaczy Swąt widząc, że nic dobrego nie wynika z takiego sposobu mnożenia boskich bytów, pozbawił sam siebie tej możliwości, by otworzyć swemu potomstwu drogę do samodzielnego pomnożenia. Świątynie Swąta nie wspominają w ogóle o wytrzebieniu. Mówią, tak jak w niniejszej tai, o zmianie zamysłu Boga Bogów. Wiele kątyn północnych Sławian podziela ten pogląd (Połabianie, Łużyczanie, Serbowie, Pomorzanie, Wielkopolanie, Mazowie), uznając tym samym istnienie Strąprzy-Wspóry, która pękła rodząc Kirów-Godów-Stronporów. Kątyny Sławian Wschodnich (wszystkich ludów wywodzących się z Budynów i Burów, więc także Mołdawian, Siedmiorodzian i Bułgarów) wyznają pogląd niejako wypośrodkowany, o zamierzonym samookaleczeniu Swąta. Tylko Sławianie Południowi, potomkowie Nurów, tj. Czesi, Słowacy, Słowianie Alpejscy, Słowianie Panońscy (Bołotońscy), Słoweńcy, Choruntanie, Czarnogórcy i Chorwaci (a z nimi ich dawni współplemieńcy Małopolanie oraz Ślązacy – Lęgowie Śląscy i Drzewianie Załabscy) twierdzą, że był to przypadek wynikły z nieopanowania żądzy przez Swąta. Inni uważają ten sąd za złośliwą zemstę wyznawców Chorsa, jako że Chors został pognębiony przez Swąta i zepchnięty do roli jednego z Dziewięciu Bogów Podziemib.

Spór o dowolność w działaniu Boga Bogów lub jego podległość prawom ustanowionym przez samego siebie znajduje odbicie także w innych miejscach tego tomu. Na przykład w Tai Trzeciej, gdzie Nica (zdaniem kątyn wywodzących się właśnie z ludu dawnych Nurów) musi zająć miejsce Zniczów w Niebycie, ponieważ raz ustanowione prawo nie może być zmienione bezkarnie nawet przez Boga Bogów.

a Robert Graves Mity greckie.

b Spór ten z pozoru może się wydawać nieistotny, ale sprowadza się do odpowiedzi na pytanie filozoficzne, czy Bóg Bogów może być niezależny od praw stworzonego przez siebie Wszechświata i zależeć jedynie od własnej woli, czy też podlega prawom Wszechświata ustanowionego przez siebie i nie może ich przekraczać bezkarnie.


Paprocie – Pąp Rudzie – Pąprudzie – Kwiat Rodów

5 Dwubiegunowa natura-przyrodzenie Kirów spowodowała idealną wewnętrzną równowagę i całkowitą rozbieżność zewnętrzną stawiającą ich przeciw sobie na Czterech Krańcach Świata. Godowie (Kirowie) nie wchodzili sobie nigdy w drogę i nigdy nie było między nimi sporów, ale też nie występowali razem przeciw innym (z nielicznymi wyjątkami). Wielokrotnie brali udział w godzeniu zwaśnionych.

6 Początkowo Perunowie posiadali na własność lipę, ale po gwałcie na Dabodze, w którym Perperuna i Perun odegrali niechlubną rolę, darowali jej to drzewo na znak pojednania. Dażbóg z kolei na znak przebaczenia darował im dąb, którym się osobiście dotąd opiekował. Od tego czasu zielona gałąź stała się znakiem pojednania i przebaczenia. Z czasem tę samą funkcję zaczęły też pełnić kwietne bukiety złożone z odpowiednich roślin i ziół. Niektóre gromady kapłanów twierdzą, że doszło również do wymiany skrzydlatych wierzchowców. Perunowie oddali Dażbogom swego tura, a otrzymali od nich żubra-byka.

Dąb Napoleon

7 PERUNa – Jest znany całej Słowiańszczyźnie pod bardzo zbliżonymi nazwaniami (Peryn, Periń, Porun, Piren, Parom, Piarun, Pieron, Perkun, Piorun). Jego odpowiednikiem u Istów jest Perkun (Parkuns, Perkons, Perkuns). Miano składa się z dwóch członów złączonych w jedno słowo. Człon pierwszy, per, wywodzi się ze wspólnego indoeuropejskiego rdzenia per (pir) – uderzać, płonąć, jaśnieć, iskrzyć, wybuchać, grzać, gorzeć. W związku z postacią boga Peruna rdzeń ten ma wielorakie odniesienia. Prać (perę, prę) to nie tylko – uderzać, napierać, nastawać, przeciwiać się, przeciwstawiać, ale także „czyścić” i „myć”, co wskazuje na związek Peruna z Wodą (widoczny w micie o wyzwoleniu Wądy z brzucha Siemi przez rozcięcie go błyskawicą Peruna) oraz z „oczyszczającym” działaniem gromu-błyskawicy, uderzenia w ogóle. Pranie bielizny odbywało się poprzez uderzanie materiału kijankami. Także kąpiel w pirci-łaźni (czyli miejscu pirącym – gorącym, czyszczącym) odbywała się nie tylko przez wejście do gorącej wody, lecz przez polewanie nią gorących kamieni (parówka) i dodatkowo przez oćwiczanie się, pranie – uderzanie miotełkami-wenikami. Użycie weników powodowało magiczne i fizyczne oczyszczenie ciała. Perun to także pierwszy z Żywiołów, czyli pierw (prasłowiańskie pry, pirw) i egzekutor prawa. Z tego samego rdzenia per-pir wywodzą się znaczenia prawy (pirw, prwy), pir – ofiara (żertwa), piróg – potrawa ofiarna, prędki (prasłow. prytkij), pryt’ (ruskie) – galop, prąd – żar, pry (prawiący, prący) i prąt-pręt – co nawiązuje z kolei do uderzania oraz jednocześnie do męskości bóstwa, a także perky – dąb (drzewo Peruna, w które pioruny często biją), łac. quercus. Również litewskie miano Perkun – Dębowiec, czy polskie słowa parać się, pracować (przeć) – działać, wywodzą się z tego samego rdzenia. Drugi człon miana, -run znaczy spaść, gwałtownie upaść, spadać szybko, upaść z hukiem, czyli tak jak spadają pioruny. Także runić – okrywać runią, zazieleniać się, ruń – porost zboża na wiosnę, co jak wiadomo bierze się z otwarcia nowego roku, rozcięcia ziemi i porodu jej płodów zapoczątkowanego przez Peruna jego błyskawicą-gromem. Człon ten zawiera również znaczenie ranić – rozcinać, uderzać, rana (czeskie i cerkiewne) – udar.

Ten sam rdzeń zawarty jest w mianach Perperuny, Perunica, Perkonsa, Perkunasa, Perepułta, Pergrubiusa, Pripegali (Przepigoły-Plątwy), Prowego, Czstnoty-Pirwy czy Spora i Sporzy. Człon per uległ zdwojeniu w mianie Perperuny. Zdwojenie takie symbolizowało niezwykłość opisywanego danym mianem bytu i było stosowane na określenie bóstwa (Dodola, Bożebog, Radorada, Gogołada, Lelij, Dzidzilela-Zizila).

Tłukb, czyli tłukący – uderzający, porażający łukiem, tlący się – czyli palący, spalający, łukowaty – wygięty. Tłuk to inaczej bóg Idący po Tle, czyli po podniebiesiech. Tłuk-tłuczek – maczuga, kołek do ubijania, tolek – osiłek, mocarz. Także litewskie tiltas – most, czyli ognisty most na niebie. W tym jednym słowie kluczu zawiera się wiele pojęć opisujących błyskawicę i podkreślających atrybuty męskości. Nacisk kładziony w nazwie na cechy płciowe jest częstym zjawiskiem w określeniach opisujących postacie bogów.

Grom, czyli ogromny – wielki, groźny, wygrażający, budzący grozę, pogrom – klęska, grzmiący (gromiący) – czyniący wrzawę, gniewny. Stąd ogień gromadny (grumadki) – ogień rozpalany pierwotnie od płonących drew zapalonych gromem, z miejsca uświęconego uderzeniem pioruna oraz gromnica – świeca chroniąca przed uderzeniem gromu.

Derzkij-Dirżkyj, czyli srogi, dzierżący władzę, kujący, uderzający, darzący kijami, dzierżący kij. Warto tu dodać, że słowo kij miało dawniej inne znaczenie niż obecnie. Prasłowiańskie kij – maczuga, ogromny młot żelazny (co zachowało się w języku dolnołużyckim, gdzie kyj – młot) lub wielki młot drewniany (zachowane u Słoweńców), buława, młot bojowy (używany jako broń ręczna).

Stąd pochodzi prasłowiańskie kuti – kuć, czyli „kować” – kształtować przez uderzanie młotemc. Kutja – potrawa bożonarodzeniowa, była niegdyś świętym obiadem (potrawą obiatną, ofiarą) przypisaną najprawdopodobniej rodowi Perunów.

Jak wiadomo, założyciel grodu, w którym szczególnie czczono Peruna, nosił imię Kij. Gród ten, zwany dawniej Grodem Kija, to późniejszy Kijów. Arabowie nazywali ten gród Al Dir – Gród Dira (Dirżkyja). Jeden z legendarnych władców tej stolicy Rusi nosił imię Dir. Miał opanować gród, gdy z polecenia Ruryka, razem z Askoldem, wyprawił się na Carogród (Konstantynopol). Jako uzurpator został zabity w roku 882 przez księcia Olegad.

W języku połabskim (dziś wymarłym, lecz znanym fragmentarycznie) przechowało się słowo „taj” oznaczające kij. Jak wiadomo, boskie taje zostały wykute ze złotae, a samo kowalstwo było zawodem magicznym związanym z tajemnicą, czarami i dawną wiarą.

PERPERUNA (Peperuna, Perperuda, Prperousza, Perunica). Jej istyjskim odpowiednikiem jest Perkunija.

Runa – od rdzenia run ma takie same znaczenia jak wyżej, ale także w obocznej postaci zachowanej u Bułgarów – Perperuda – kędzierzawa, bo ruda kosa – kędzierzawe włosy, kędziory, rudica – zbita wełna, rudina – niwa, rudy – czerwony, błotny, bagnisty (co wskazuje, podobnie jak u Peruna, na jej związek z wodą), pokryty rudą – czyli naleciałością żelazistą, barwy rdzawej. Z powyższego zestawienia wynika, że Perperuna musiała mieć kręcone, gęste, kędzierzawe włosy rudej barwy. Były cztery boginie o rudych włosach: Perperuna, Ruda-Ródź, Swara (o włosach płomiennych) i Krasatina (o włosach krasnych i krasnym licu).

Chmarnica (Szmarnica, Smura), czyli Przynosząca Chmury, Ciemnoszara (odziana w ciemnoszare szaty), chmurna – wiecznie nadąsana, zła, przynosząca smutek, ciemność – ćmicę. Chmarnica także dlatego, że narodzona z chmury. Chmarnica, czyli pokrywająca niebo wielką liczbą, mnóstwem, gęstwą –  chmarą chmur.

Garda (Grada), czyli garda – Dawczyni Żaru, garda – zasłona, okrywa, ogrodzenie. Także gardzina – dumna, pyszna, pogardliwa – wyniosła, harda – odważna. Według Słoweńców grdina – ohydna istota, szkarada budząca grozę. Jak widać Perperuna była zarazem wyniosła, budząca grozę, pyszna i szkaradna, ale i odważna. Do tego trzeba dołączyć również znaczenie garnąca – obejmująca, skupiająca garścią – przysuwająca do siebie (co nawiązuje do zachłanności Perperuny). Grada – to jest Sprowadzająca Grad, sypiąca gradem, uderzająca i karząca gradem. Grada znaczyło również – piersiasta (grędzia). Do jej opisu dołączyć więc wypada obfite piersi i ogólną zwalistość kształtów. Także gara – dziura, rowek, bruzda np. w desce, co w tym wypadku, bez wątpienia, podkreśla żeńskie cechy jej płcif.

a Wszystkie miana bogów w przypisach rozważono z punktu widzenia związków etymologicznych na podstawie słowników A. Brücknera i Fr. Sławskiego. Tam więc można znaleźć odpowiednie odniesienia. Dlatego nie podajemy za każdym razem numerów stron w owych słownikach. Czynimy to tylko wyjątkowo, kiedy zachodzi szczególna konieczność.

b Przydomki najmocniej podlegają dowolności interpretacyjnej, dlatego wszędzie tam, gdzie brakło danych historycznych (kronikarskich), elementów nazewniczych związanych z folklorem Słowian i podaniami baśniowymi czy mitologicznymi, zastosowano do ekstrapolacji zapomnianej nazwy wyłącznie narzędzia etymologiczne.

c SEB str. 158, 414, 435-436, 571; SES t. II, str. 159.

d Patrz np. SSS lub MSKDS: Askold i Dir

e Patrz Taja Piąta.

f SEB str. 135, 155, 467-468; SES t. 1,71, str. 258, 404.

8 DAŻBÓG i DABOGA – Władcy Nieba. Ich istyjskimi odpowiednikami są, również władający Niebem, bóg Diews-Diewas i bogini Dejwa-Diewa.

Miano DAŻBOGA jest znane z Rusi i z podań Słowian Południowych (tu pod postacią Dabog)a. Ma budowę dwuczłonową, jak wiele innych mian i imion słowiańskich. Drugi człon -bóg jest wywodzony z indyjskiego bagha – szczęście, pomyślność, udział, perskiego baga – gdzie oznacza identycznie jak u Słowian boga, pana udzielcę. Nazwa ta wyprzeć miała według językoznawców pierwotne miano boga-władcy diewas (łac. deus). Nie jest jasne, kiedy się to stało. Między Słowianami a Persami i Hindusami występują liczne związki, dotyczące nie tylko nazewnictwa z zakresu pojęć religijnych – wiary przyrodzonej (religii naturalnej), ale sięgające głębiej, łączące niektóre wątki mitologii Słowian i Indoirańczyków oraz postacie owych mitologii (dotyczy to wielu mian bogów i ich funkcji oraz postaci bohaterów-wytędzów i ich bajnych dziejów).

Słowianie od czasów najdawniejszych wchodzili w kontakty i przymierza ze Scytami, Sarmatami i ludami turskimi. Przez kronikarzy rzymskich z pocz. n.e. uważani byli za Sarmatów i łączono ich z Sarmacją Europejską.

Słowo bog, oprócz pojęć: pan udzielca, władca, szczęście, oznacza także pojęcia bogactwa i pomyślności. Tak więc Dażbóg, Pan Nieba, Władca Jasności był dawcą bogactwa, szczęścia i pomyślności. Pierwszy człon jego imienia daż – należy wywieść z indoeuropejskiego dou – dawać, dawca, jak i z dag – palić się, jaśnieć. Związek między dawać a dews (deus) – udzielca, bóg, dawca, jest oczywisty. Człon ten idealnie nadawał się na potrójny symbol, ponieważ zawarł w sobie aż trzy znaczenia: daw-dew – bóg (diews, deus), dawać – darować, darzyć oraz dag – płonąć, jaśnieć. Te trzy znaczenia potrajają się w trzech przydomkach boga, będących niczym innym, jak rozwinięciem i dopełnieniem jego miana. Dażbóg-Darzbog, Dażbog-Dadźbog (Daćbog-Dawbog) i Dażbog-Dagbog to po prostu spotęgowane wielokrotnie na różne sposoby pojęcia boga lub dawcy albo szczęścia. Taka koncentracja pozytywnych cech zawartych w imieniu nie zdarza się już w przypadku żadnego innego słowiańskiego bóstwa.

DABOGA, żona-siostra Dażboga, to bogini, której główne imię tłumaczy się tak samo jak imię Dażboga. Przydomki Pani Jasnego Nieba, czyli Dnia, to: Dobra (Debra), Daba i Łona (Łuna). Dobra – bo dzień (jasność) jest dobry, w odróżnieniu od nocy (ciemności). Dobra, czyli dająca odpowiednią do życia porę. Także oboczne Debra – wklęsłość, jama, wąwóz, parów, wgłębienie, otchłań, dolina, zarośla, gęstwina, co nawiązuje do jej żeńskości i ma związek z wilgocią, wodą (łotewskie dubra – bagno, litewskie duburys – wgłębienie wypełnione wodą). Podobne jest znaczenie przydomka Łona-Łuna, określającego jednocześnie pojęcia takie jak jasność, życiodajność, jama, lęgowisko i światło. Przydomek Daba nawiązuje nie tylko do doby – pory, czasu dnia i nocy, ale i do daby – ładny. Zachowało się ono w polskim nadobny – ładny, czy litewskim dabnus – ładny. Również w pokrewnych znaczeniach daby – dzielny (prasłowiańskie dobj – dzielny) i debeł – wielkib. Przydomek Daba nawiązuje również do dębu będącego pierwotnie we władaniu Dabogi. Daboga jest więc w symbolicznym wyobrażeniu słowotwórczym boginią dobrą, błogosławiącą (czyli dobrorzeczącą – używane jeszcze w XVI wieku), ładną, dzielną, dbającą, jasną, dzienną (słowo dzieli poprzez din wywodzi się również od deus – jaśnieć, błyszczeć), wielką i otchłanną. Jest dawczynią życia i szczęściac.

a Postać Dażboga zachowana w folklorze byłej Jugosławii przeszła pewne przekształcenia, które uczyniły tego boga władcą podziemnym i złym. Stało się tak pod wpływem bogomilizmu – chrześcijańskiej herezji rozwijającej się w X wieku w Bułgarii i wśród Słowian Południowych. Przechowanie przez folklor serbski, bułgarski oraz ruski (także w ruskich źródłach latopisarskich) postaci Daboga-Dadźboga, w połączeniu z faktami nazewniczymi ze Słowiańszczyzny północno-zachodniej, wskazuje na obecność postaci Dażboga jako wysoko usytuowanego bóstwa czczonego wśród całej przedchrześcijańskiej Słowiańszczyzny.

Patrz: H. Łowmiański Religia Słowian i jej upadek, str. 97; V. Jagic Mythologische Skizzen t.II; V. Čajkanowic O srpskom vrchownom bohu, str. 94-97.

b Zastanawiająco bliskie jest brzmienie prasłowiańskiego słowa debel – wielki i późniejszego symbolu zła dinbel, jak i bliski związek okleślenia diabel z mianem pogańskiej bogini Dabogi czy boga Dyja, którego imię wywodzi się wprost od deus – jasność.

c Patrz SES, t. I, str.138. 142, 150, 195: SEB, str. 33, 84,91.

9 SWAROG i SWARA byli czczeni w całej Słowiańszczyźnie. Sam Swarog jest znany źródłom kronikarskim wschodnim i zachodnim, a mnogość nazw miejscowych zawierających rdzeń swar potwierdza dużą liczbę ośrodków kultowych Swaroga, Swary i Swarożyca. Miano składa się z dwóch członów. Pierwszy, swar, łączy się z sanskryckim svar – blask, niebo, słońce, i wskazuje na pośrednictwo indo-irańskie. Jest to prasłowo wspólne ludom indoeuropejskim. Człon swar zawiera w sobie i inne znaczenia, takie jak polskie swarzyć się – kłócić się, litewskie sweriti – ważyć, swarus – ciężki, polskie śwarny – jasny (piękny, błyszczący), gockie swers – szanowany, swari – przykry, swaran – przysięgać, łacińskie sermo – mowa. Oboczna postać słowa to swora, sworność – zwarcie, zwora, złączenie, zgodność, także zwartość, zawieranie itp. (np. o przyjaźni, o małżeństwie, o gotowości ku czemuś), skwrzeć – nacierać, naskrzeć, naskwrziti (czeskie) – natrzeć, uderzać, naskrę – naganiam, skrzyć – gonić, czy swarch – gniew. W języku czeskim zachowało się również słowo swora w znaczeniu „narzędzie” (może od narzędzi kowalskich, jakimi posługują się Swarogowie). Z rdzeniem swar łączą się także takie pojęcia, jak żar, war, warzyć – gotować, zawarcie – zamknięcie (np. warownia czy nawiązujące do irańskich warów – pomieszczenia podziemne), wartość (ogień był pierwotnie wartością najwyższą), watra – ognisko, warta – nocna straż (od warować – strzec się, ale i war – ogień), wartkość – szybkość (porównywalna z ogniem), wart – prąd, wartny – wykrętny, kręcący się, war – gorąco (żar), wrzenie i jednocześnie pojęcia takie, jak wrzask i wrzawa – hałas, zamieszanie. Istnieje też związek między swar a sfora – gromada, liczna grupa, podążająca szybko przodem za wrogiem, zwierzem – szybka i mnoga. Drugi człon miana tego boga -rog, wiąże się z rogatością, zadziornością, kolącym, parzącym charakterem ognia lub, jeśli przyjąć końcówkę -og, po prostu z ogniem i ogonem. Do tych ostatnich określeń nawiązują przydomki Ogonij i Ogniobóg, ten ostatni znany ze starych kronik. Przydomek Ogonij wskazuje nie tylko na męskość boga, ale i na jego charakter Dawcy Ognia, goniącego (rozprzestrzeniającego) ogień i siejącego zagładę ogniem (końcówka nyj, nyjać uśmiercać). Z tych pojęć zawartych w prastarym indoeuropejskim rdzeniu swar wyłania się obraz boga Ognia Ogni, a także jego małżonki, jako bóstw kłótliwych, hałaśliwych, ruchliwych, nieuchwytnych, szybkich, czujnych, zwartych, mocno ze sobą związanych i bardzo ważnych. Przy tym Swarog byłby bogiem rogatym lub ogoniastym (co jest częste u dawnych bóstw religii naturalnej), siejącym ogień i pożary. Przydomek Ogonij nawiązuje bezpośrednio do czasów wspólnoty indoeuropejskiej i ma odbicie w postaci hinduskiego boga Ognia – Agniego.

Przydomek Swary: Swora, podkreśla jej rolę żony Ognia-Swaroga, Pani Żaru i Suszy, zwornika tego związku.

Żara, czyli gorąca, żarząca się, podkreśla również związek z żarem – ogniem ofiarnym (żertwą) i ogniem żarników – stosów grzebalnych. Znaczy też żarliwa i żałosna (może przez zdradę Swarogową), żarotna – żałująca, a jednocześnie żartoblirva, żartująca (jej śmiech i żart łatwo się w żałość i płacz przeradza), Żartka – dzielna i jednocześnie gderliwa, ale i piękna, jaśniejąca – śwarnaa.

Płoń oznacza płonna (czyli bezpłodna – może z powodu wydania na świat Watry i Dengi, dwóch słabowitych córek), płynąca – nieuchwytna, płonąca, płomienna – ognista, żarliwa, pełna wigoru (z powodu płomiennych kształtów i ognistej barwy włosów oraz gwałtownego, pożądliwego usposobienia).

Przydomki Swaroga to Gor, Kalin i Ogonij-Wara. Gor, imię zachowane w starych kronikach ruskichb, ma wiele znaczeń: górny – wysoki bóg (niebiański), gorący, gorzejący – płonący, także gorki (gorzki) palący, gorzawy – przynoszący nieszczęście, dający ugór – czyli spaloną ziemię, dający gorąco – upał, ogorzały – spalony (a więc o ciemnej skórze), zagorzały – zapalczywy, popędliwy, pełen wigoru – sił witalnych i mocy, gorkij – nieszczęsny, przynoszący nieszczęście (co podkreśla dwubiegunowe działanie ognia), również gorszy – niepełny, niedobry, rozgorzony – zagniewany, rozgorączkowany – niecierpliwy i gorący oraz gorzki – dający gorzkie doświadczenie, zgorzkniały (może z powodu utraty dziesięciu synów).

Kalin – czyli czerwony, jak kute żelazo, kujący i kałający-kłujący, rozkalony – rozpalony (często o rozgrzanym do czerwoności żelazie), roztłuczony, tłukący, kalący-rozpalający.

Wara to przydomek, który opisano wyżej, może z wyjątkiem znaczenia, które odpowiada Swarogowi jako strażnikowi strzegącemu niebiańskiego Ognia Ogni – warującemu, chowającemu go w warze-warowni, czyli Jaskini War, na dnie morza tam gdzie boginie wysiadywały swoje boskie dzieci i gdzie przechowywane są spory-zarodki wszystkiego, co żywe. Również  warch – gniewny, warczący – złoszczący się, warkoczący – furkoczący, wydający warczenie, warcholący – kłótliwy (co utwierdza miano Swarog), wariujący – czyli szalony, porywczy, gotujący się. Mamy tu również bliskie, z tego samego rdzenia, słowo warkocz – zamotany, splątany (jak są splątane płomienie ognia). Warkocz to nie była dawniej nazwa na splecione włosy, lecz na loki, falujące włosy. Splot nazywano powszechnie kosą. Stąd u Serbów zachowało się brk=wrk – wąsy, długie, faliste, a u Polaków brew. Również nazwa słowiańska gwiazdozbioru Warkocz Bereniki – Brczich (Wrczich). Pokrewne są takie znaczenia, jak wardęga – dobytek, czy warda – leworęki. Można więc wyobrażać sobie Swaroga jako długowłosego, o licznych warkoczach, z długimi wąsami, leworękiego, gniewnego, złego i kłótliwego, ruchliwego, zgorzkniałego, pełnego mocy boga – strażnika niebiańskiego ognia.

W mitologii Indii Swarog (Swarga, Suarga) to Niebo Indry na Górze Meru, miejsce, w którym przebywają bogowiec.

Istyjskimi odpowiednikami Swaroga i Swary są Gabis i Gabia – Ognichad.

a SEB str. 152, 214, 603.

b Zachowane w staroruskim zabytku – Welesowej knigie (Księdze Welesa), jako Gorin, a także Ogniobóg, pośród przekazanych przez to dzieło 72 imion (wariantów imion) przedchrześcijańskich bogów Rusi.

c J. Knappert Mitologia Indii str. 310.

d SLLB.

10 STRZYBÓG (Stribog) – jego miano wywodzone jest zarówno z języka słowiańskiego i irańskiego, jak indoeuropejskiego. Jest to imię dwuczłonowe. Drugi człon, bog – bogactwo, szczęście, został omówiony wyżej. Człon pierwszy, strzy- (stri-) ma znaczenia: piękny, wzniosły, godny czci (gdy go wywieść z irańskiego), bóg nieba lub przebywający na niebie (z indoeuropejskiego), a także bóg rozsiewający (sanskryckie, indyjskie stri – rozsiewać). Jeśli wywodzić go ze słowiańskiego, jawi się wiele znaczeń związanych z wiatrem, powietrzem i płynięciem. Tak więc byłby to bóg: strzybaty – skaczący (stribati –skakać), bóg strzępiący – rozrywający, strzębiasty, strzybaty – wysokolotny, zadziorny (od czego pochodzi również słynący z wysokiego lotu jastrząb), także strzybaty – rwący, rozrywający, strzępiający  – zabijający, straszny – przestraszający (strzych-strych-strach), strzełający – dający dobry lot strzałom, strzelisty – smukły, wysoki, streti (prasłowiańskie) – siekący, ziębiący, zlodowacający, stryjący (strojący) – rozpościerający, rozsiewający (tu z łac. sternere, hinduskie stri), struga – płynący, stary – leciwy, a także starki – sterczący, stark – oścień, pniak (prasłowiańskie strk, strczati – sterczeć), co wiąże się z jego męskością (stercze – członek), powodujący starnienie – cierpienie, zesztywnienie karku (częste w następstwie zawiania), strzący – rozścielający się po niebie, rozprzestrzeniony, rozpostarty, pędzący, stręczyciel – przynoszący coś, również przynoszący szkody – stradzę, straty, W języku ruskim ustrad – krzepki, strast’ – męka, striebnucyj – wysuszający, uśmiercający. Z powodu znaczenia słowa stryj – brat ojca, niektórzy próbują go stawiać jako najwyższego i najstarszego z bogów, jednak słowa „stryj” w takim znaczeniu zaczęto używać późno, wcześniej określało ono jedynie włóczęgę lub starcaa.

Strzybóg rysuje się zatem jako wychudły starzec o długich, splątanych siwych włosach i takiejż bielusieńkiej brodzie. Bóg ten nosi przydomki Strzyboga-Śwista, Strzyboga-Szyba i Strzyboga-Fijusa-Fijnsa (Flinsa).

Szyb to uproszczone w wymowie Strzybóg, gdzie człon strzy- przechodzi w szczy- i szszy-, wreszcie w szy- (Szybóg – Szyb). Określenie to zawiera wielkie bogactwo znaczeń nawiązujących niekiedy bezpośrednio do tych, które wynikają z omówionego już wyżej członu „strzy”. Szyb znaczy więc: szybujący – lecący, prędki – szybki, posługujący się świszczącym głosem-gwizdem – szypem (rus. szip, szipiet’ – syczący, syczeć, świszczeć), szypolący -zrywający (stpol. szypoleć – zrywać), Bóg-Strzała (szyp – strzała), także szyp – kolec (stąd róża szypszyna), szyp – kij, szybała – tłukący się, uwijający się, szalbierczy, nieuchwytny, szibaty – siekący, biczujący (z powodu lodowatych, śniegowych zawieruch jakie rozpętuje). Również chwiejący się, błądzący (oszibat’, oszibka – chwiejność, omyłka, błąd), kołyszący (litew. suboti – kołysać), chybający – skaczący, chybki – szybkib.

Świst ma takie samo znaczenie jak gwizd. Nawiązuje zatem do pojęć światła, świtu, świętości, a jednocześnie jest bezpośrednim określeniem wichru i burzy (stpol, świszcz – wicher, burza) i określeniem dźwiękonaśladowczym głosu wydawanego przez wiatr. Określenia te mają rzeczywiście bardzo bliski związek z zakresem znaczeniowym wyrazów Swąt i Światowit, a więc pojęciem najwyższej świętości.

Fijut-Fijns (Flins – w wersji zniemczonej, połabskiej, znanej z dawnych kronik) to złodziej, wietrznik, pustota, fiutający – gwiżdżący, lekceważący. Fijut to również określenie męskiego członka w stanie wzwodu, członka sterczącego (por. wyżej: sterczeć, stercze – moszna), czyli podkreślenie boskiej męskości. Flis – spływ, ślizg, płynięcie, zatem bóg płynący lub dający możliwość płynięcia w powietrzu, a stąd z kolei fujarka – flet (instrument dobywający dźwięk przez dęcie, powodujący rozprzestrzenianie się dźwięku), fluć – duć, dmuchać, dąć (łacińskie flatus). Warto pamiętać, że istnieją również zapisy jego imienia w brzmieniu Flunss. Fluja to kobieta przechodząca z rąk do rąk, włócząca się, „dmuchana”, słowo flink oznacza z kolei cięcie, raz, uderzeniec. Możliwe, że przekaz kronikarza niemieckiego należałoby sprostować na Wijs-Wlins-Wejus. Taki przekład prowadzi do rozległego kompleksu znaczeń związanych z wić i wiać, a więc pochodzących wprost od swęt. Tak jak wszyscy bogowie ciałem pochodzą od Boga Bogów, tak ich miana również pochodzą od jego imienia. Poprawność przełożenia słowa Flins w Wijns potwierdza w jakimś stopniu imię jego istyjskiego odpowiednika – Wijns, Wejpons i inne miano, prawdopodobnie jego syna, Wejopatis. Kaszubowie znają do dziś demoniczne miano wiatru – Wejst.

Ośrodkiem, gdzie znajdowała się kącina Flinsa, był Budziszyn na Łużycach. Jego górskie uroczysko znajdowało się w Górach Olbrzymów (paśmie Karkonoszy – czyli Gór Krakonosza) w miejscu zwanym Wieczornym Zamkiem. Miejsce to charakteryzuje się nieprzerwanym wianiem wiatru. Znajdował się tutaj ołtarz ofiarny, złoty posąg Flinsa-Wijnsa, trzymającego płonący znicz, a także skarbiec boga w ukrytych sztolniach góry. U boku Flinsa-Wijnsa strażował wykuty z kruszcu welański strasz Orzeł-Umor, mający postać inoga (chimery) i noszący miano Sołowiej-Rzepiór. Strasz Sołowiej-Rzepiór (Żarpiór) jest wcieleniem Znicza Wiłchmura. Posąg Wjinsa przeniesiono do Wieczornego Zamku z Budziszyna w czasie, gdy Niemcy wprowadzali chrześcijaństwo, ale niektórzy żercy twierdzą, że był tutaj zawsze. W pobliżu znajdował się szczyt górski Biały Flins i Góra Flinsa. Według podań śląskich, ulokowano też w Górach Olbrzymów świątynię Pana Wichrów, która składała się z wielu pieczar i jaskiń.

Inny ośrodek kultu Wijnsa przetrwał do dzisiaj na Suwalszczyźnie, nad jeziorem Jeziorak w miejscu zwanym Solnik, gdzie obok kamienia ofiarnego stoi drewniany posąg, zwany Białym Chłopem. Posąg ten odnawiają okoliczni wieśniacy z pokolenia na pokolenie, od niepamiętnych czasówd.

STRYJA – słowo stryj znaczyło też w staropolszczyźnie tyle co „pomyślny wiatr”, ale także stryk  – włóczęga, osoba zmieniająca miejsce, żebrak, a więc Stryja to bogini włócząca się, ruchliwa. Warto zaznaczyć, że słowo to nie miało pejoratywnego znaczenia, a żebraków i włóczęgów nazywano strykami, żeby ich nie urazić, nie spowodować obrazy. Stryja znaczy też stara (strujus – starzec ).

Jej przydomek Stroja ma wiele znaczeń: strojna i strojąca (sobie żarty), ztrojona – potrójna, trojąca się, starająca się – ruchliwa, pracowita, zapobiegliwa i sterana – zmęczona. Także stroj – rząd, stroićsposobić, sterować – kierować, strona – kierunek, strony – spadzisty (zatem bogini spadająca), strymit’ – pędzić, sztorm huragan na morzu, strom, także drzewo (bogini ukrywająca się w drzewach). Słowo stroli znaczy obok, zaś storzyć to sterczeć, storna – piersiasta, co podkreśla kobiecość bogini. Stradza – strata, czyli bogini przynosząca straty. Struna – dźwięcząca, powodująca płynięcie dźwięku, tak jak struga – płynąca (nie tylko woda). Istnieje bliski związek między strugą (st-rugać, st-rygać – rugować, płynąć), struną (st-runąć – uderzyć, opaść, spaść, płynąć), strzyc (st-ryc, st-rygat’ – scinać), strzec (st-regać strzec, spostrzegać widzieć) i stryją-wiatrem (st-ryć, st-rydz – drążyć, ciąć, uderzyć, opadać)e.

Zastanawia związek sznura – postronek, stryk i szubienicy – szybienicy ze Strzybogami. Istnieje przesąd mówiący, że mocny, nagły wiatr wiejący bez widocznego powodu oznacza zapowiedź powieszenia się przez kogoś albo wykonanie gdzieś w okolicy wyroku przez powieszenie. Równie zastanawiająca jest bliskość miana strzyga i pojęć takich, jak strzykanie czy strzyżenie. Te związki znaczeniowe sugerują istnienie jakiegoś uzasadniającego je w pełni mitologicznego podania.

Inne wtórne nazwanie Stryi to Oma, czyli podmuch wiatru, dmuchanie, dęcie, dmuch i jednocześnie dech, oddech, a za tym wywodzące się z tego samego rdzenia duch i dusza-tchnienie. Także więc Stryja to bogini dająca oddech i tchnąca życie.

Smuga znaczy między innymi: gładka, wysoka, strzelista (smukła) i pozostawiająca nieuchwytny ślad –smugę. Także smykająca – przesuwająca się, wkręcająca się (litew. smukati), wślizgująca się. Smuga to również – strefa, obszarf.

Istyjskimi odpowiednikami Strzyboga i Stryi byłby Pan Wichru Wejpons oraz Pani Wiatrów Wejdiewa.

a SEB str. 513, 517,520, 522.

b SEB str. 559, 561.

c Pierwsze wiadomości o Flinsie (Flunsie, Flynsie) pochodzą z kroniki, która uległa niestety zniszczeniu, napisanej w roku 1109, podczas wyprawy cesarza Henryka V na Polskę. Z niej zaczerpnął wiadomości kronikarz Conradus Bothos, który w 1490 roku napisał Kronikę Sasów. Używa on dwu imion boga: Flins i Fluns – być może oba należałoby sprostować na Wijns lub Wjuns-Wijuns. Obszernie o tym bogu pisze w doskonałej książce Hermes w Górach Śląskich Henryk Waniek – str. 37 i inne. Patrz też SEB str. 122, 124.

d Ostatnie odnowienie miało miejsce w 1974 roku. Wszystkie posągi zwane „białymi” są najprawdopodobniej postaciami bogów Wiatru, którzy jako sterujący „przejrzystym żywiołem” byli przedstawiani, czy też opisywani, jako biali, jaśni, świecący, przejrzyści. O kulcie Białego Chłopa nad Jeziorakiem patrz w czasopiśmie „Żywioł” nr 5 (1992).

e Patrz SEB str. 517-522.

f SEB str. 504.

Kwiat jabłoni

11 SPOR to określenie znaczące: duży, większy, rozkrzewiony, wydatny, obfity, ale i oszczędny (w polskim skrzętny). Określenie to ma związek z rdzeniem pry, od którego wywodzą się znaczenia prawy, prosty, prawiący, pierwy (omawiamy te odniesienia przy osobie Prowego i Czstnoty-Pirwy), a także, poprzez per, pir, znaczenia „piorunowe”, „ogniowe”, „świetliste”. Od tego samego rdzenia pochodzi również krąg znaczeń sprośny, proszący, prośny, prosię, prosiniec – wiążący się z indoeuropejskimi bóstwami obfitości. Miano to zawiera również odniesienie do sprys – drąg, promień, które podkreśla męskość bóstwa, oraz do sprychny – zwinny, prędki i sprych – skok.

Sporza, żona-siostra Spora, czyli Sporynia to znaczy mnoga, liczna, plenna, mnożna, również sprzyjająca (sprzać – sprzyjać), spożywająca, dająca pożywienie, sprzątająca i skrzętnaa.

U Istów odpowiednikami Spora i Sporzy-Sreczy są Jumis i Jumala – identyczne jak u Słowian uosobienia powodzenia i sporu.

Spor nosi przydomki (wtórne miana-imiona) Spora-Tyi (Gruba-Chrubacza), Spora-Darza (Hejdaża) i Spora-Spóra.

Przydomek Darz został omówiony przy osobie Dażboga. Pochodzące od niego słowo hejdaż podkreśla nadzwyczajną, niezwykłą obfitość, jaką Spor darzy wybranych, a także jego niebiańskie cechy i pochodzenie (dag – płonąć).

Miano Spór zawiera znaczenie wspór, co podkreśla właściwość wspierania ludzi w przedsięwzięciach przez tego boga i cechy męskie bóstwa. Także wywodzone z indoeuropejskiego rdzenia per (zawartego również w określeniu Peruna czy Prowego i Perepułta) oznacza upór, prę – siłę, zadzierzystość, ostrość (litewskie spirti – wierzgać, niemieckie spornen – wierzgać, sporen – ostrogi, pruskie spartis – siła), opór – zapierać się, opierać się, spierać się. Spór to także sąd i sądzenie (cerkiewne prja, rasprja – spór, proces, sąpir – przeciwnik, pirenja – debata). Oznacza również nacisk, napieranie, rozgrzewanie, rozgorzenie i dosięganie (serbskie dopirati), wzlatywanie, przekraczanie, przebijanie oraz to wszystko, co się wiąże z rdzeniem per w znaczeniu prać – uderzaćb.

Tyja, wymieniony jako bóstwo przez „Statuty gnieźnieńskie” i powtórzony słusznie przez Jana Długosza w jego „Kronice” (wbrew prześmiewkom A. Brucknera), to przydomek zawierający wiele znaczeń wywodzących się z rdzenia tyć, takich jak tować, tuczyć przychodzić do sił, podrastać, wzbierać, tyć – grubieć (tusza, tucha, tuk), dawać otuchę – przynosić nadzieję, pocieszać (bułg. raztusza – pocieszenie), stuchać – wróżyć, tuszyć – mieć przeczucie, nadzieję, życzenie.

Wszystkie te przydomki określają Spora na tyle, że można pokusić się o opis wyglądu i przyrodzonych cech tego boga. Nie jest on wcale bogiem łagodnym, lecz ostrym, walecznym, napierającym, zadzierzystym. Jest bez wątpienia gruby i wielki, ale przy tym szybki i zwinny. Przynosi czasem nadzieję, a czasem spór-sąd – jest więc kapryśny. Kiedy już jednak obdarzy kogoś powodzeniem i szczęściem, to zawsze bez umiaru. Jest prawy, silny i męski. Jest także sprośny, rozpierający (rubaszny) j tryskający siłami życiowymi, żywotny, życiodajny i szczęśliwy.

Żona Spora nosi wtórne imiona Sporzy-Śreczy, Sporzy-Cwetny (Cwty-Kwty-Cetny) i Sporzy-Spiechy. Spiecha znaczy pospieszna, szybka, równocześnie znaczy też dojrzewająca oraz dojrzała (rus. spjełyj –dojrzały), dająca powodzenie (dospieć dojrzewać, spiać – osiągać), przybywająca – to jest zarówno przychodząca, jak i przyrastająca (przyśpiać – przybyć, przyróść), przygotowująca, gotująca (dośpiałe –gotowe do zjedzenia, przygotowane, ugotowane) i sprzyjająca osiąganiu celu (sporzyjać sprzyjać).

Śrecza to przydomek podkreślający, że bogini ta daje powodzenie i szczęście płynące z dobrego spotkania, czyli od innych ludzi. Słowo śratać znaczyło witać, spotykać, wychodzić ku sobie, znajdować (sure –znachodzić, znajdować), śrecza – szczęśliwe spotkanie, szczęście, pośratać – pozdrowić, błogosławić. Słowo to ma bliski związek z wywodzącymi się z tego samego rdzenia pojęciami serca (srdce, sirdce), serdeczności i środka, a co za tym idzie, środkowego dnia tygodnia (środy – strzedy, sredy – będącej dniem święta bogini szczęścia na Rusi) oraz pośredniości, średniości i pośrednictwac. Pośrednictwo, pośredniczenie to słowa oznaczające wymianę, słowiańskie, niemal dzisiaj wyparte, odpowiedniki germańskiego wyrazu handel. Wyraz śrecza wiąże się ze staroindyjskim sarma – płynięcie, prąd, jak w śrem, srzem, sermas. Również ser – pokarm obrzędowy, uważany za ważny produkt ofiarny, nawiązuje nazwą do kręgu pojęć związanych z boginią Śreczą. Inne bliskie znaczeniem pojęcia to szreń – biały, zimny, siwy (na okrywę śniegową) i śreż – śnieg,

Cwetna (Kwta, Cwta, Cetna) – to przydomek podkreślający kobiecość bogini, jej siły rozrodcze, rozkwitłość i kwietność powiązaną z rozmnażaniem (cetno – parzystość, podwójność, szczęście), Jednocześnie przydomek ten, jak samo słowo kwiat-cwiet, jest związany organicznie z pojęciem jasności, światła i świętości. Także kwiel-kuwieka – wabik, głos kwilący, cichy płacz, piszczałka-wabik, kutająca –brojąca (kutati – broić) i uspokajająca, ozdobiona, okryta całunem, strojem, strojna kwiatamid.

Te przydomki określają Sporzę jako bardzo kobiecą, zapobiegliwą, radosną choć zmienną, mogącą też przywieść do płaczu, jasną, świetlistą, sprzyjającą ludziom, serdeczną, płodną, strojną, brojącą, wabiącą wdziękiem i głosem, kwitnącą, rozrastającą się i rozkrzewiającą, darzącą życiem i powodzeniem, pozwalającą odnaleźć szczęście i czułą. Jednym z głównych ośrodków jej czci był Śrem, zwany też Srzemem, nad Wartą, Uroczysko znajdowało się również na Litwie nad rzeką Sermas, dopływem Jurye. Na Załabiu wśród Drzewian, Milczan, a także wśród Durzywian (Durzyńców) i Bodynów znad Jeziora Body w Alpach bogini nosiła miano Keltnaf.

a 5EB str, 510,

b 5EB str, 441-442,

c 5EB str, 534.

d 5EB str, 286-288,

e Patrz 555 t, V, str, 569-570,

f Rudolf Gross Farbsymbolik im Wandel der Jahrtausende, str, 78,

Sosny

12 BOROWIŁ i BORANA to para bogów Boru i Dzikiej Zwierzyny przechowana pod różnymi postaciami przez całą Słowiańszczyznę. Ich istyjskimi odpowiednikami są Żworuna – Pani Dzikiej Zwierzyny i Medeinis Władca Lasu (odwrotnie niż u Sławian). Miano Borowił, ukształtowane dwuczłonowo, oznacza zarówno „ten, który bór uwił – uczynił”, jak i „ten, który bór zamieszkuje” (owitat’ – zamieszkiwać). Pierwszy człon bor poza znaczeniem bór – iglasta, pierwotna puszcza, zawiera również takie sensy, jak bara – torf, błoto (borowina), ber – ostry, kolczasty (brona), bor – walczący (borbiący), borba – walka (bróc), borykający się – zwalczający, zaboroło – ostróg, palisada (podkreślające dodatkowo męskość bóstwa), baru (litew.) – łajać, kłócić się, ale i borysz – korzyść, pokój, ugoda. Także z rdzenia bor wywodzą się nazwy: barszcz (borszcz) – potrawa, zupa (polewka) i roślina, z której ją robiono, boroszno –mąka (skąd pochodzi nazwanie drugiego rodzaju barszczu, białego, opartego na ukiszonej mące). Wypiekano również chleb ofiarny, zwany borysem. Pierwotnie był to specjalny chleb ofiarny poświęcony Borowiłom, robiony z mąki umielonej z ziarna leśnych traw zbożowych, dzikiego jęczmienia lub innych leśnych zbóż. Z czasem nazwa przeszła na chleb wysokiej jakości, pieczony ze zwykłej mąki, ale odróżniany wyraźnie od chleba zwykłego – czeladnego. Uroczyste jedzenie tego chleba w obrzędzie Jościa było symbolicznym spożywaniem ciała Borowiła i Borany. O świętości i mitycznych odniesieniach rdzenia bor świadczy zachowane na Łużycach archaiczne nazwanie Bożego Ciała Broszną. Miano Borowiła przechowały stare kronikia.

Miano Borana także składa się z dwóch członów. Jest to zniekształcone przez uproszczenie Bor-runa, czyli oruniająca bór, mnożąca jego pożytki, dająca Życie roślinom i zwierzętom, powodująca zarojenie się lasów (runić – roić, ruja – runia). Borowił nosi przydomki Borowił-Darzbor, Borowił-Borzych i Borowił-Srogi.

Miano Darzbor ma pierwszy człon identyczny jak w imieniu Dażboga, darz – darujący, dawca, a jednocześnie jasny, świetlisty (od dag – jaśnieć, płonąć, co często określa istoty boskie i niebiańskie, jako pochodzące wprost od Swąta – Światła Świata). Może też znaczyć darzący w walce, w łowach (od borba, borc). Bór sprzyja prowadzeniu walki, jest schronieniem wyrzutków, także świętym miejscem wojowników w Zaświatach (Boski Rajec – Bór Walecznych w Raju Welańskim). Zwraca uwagę związek z określeniem borć (barć) – leśne miejsce dające miód, i burt-burtnik – czarownik mieszkający w borze, a także burtowanie – sposób wróżenia oparty na patyczkach, źdźbłach traw i ziół, polegający na obrotach obracaniu nimi.

Miano Borzych oddaje znaczenia: silny, krzepki, młody (orzy – jarzy – jary – bodry), jurny, płodny, waleczny, twardy i pełny, odradzający (orzech). Istnieje bliski związek bor z brać we wszyskich znaczeniach tego słowa: birać – nieść, zabierać – zajmować, rozbierać – obnażać, rozkładać, branka – wyłap do niewoli, a jednocześnie wybranie, zbir – napastnik, złodziej, zbiór – plon, ubiór odzienie, zbór gromada, zebranie (np. kapłanów lub bogów), zbór – danina, zabór – rozbój. Wszystkie te pojęcia związane są z pierwotnym borem i jego funkcjami oraz z osobą Borowiła – Władcy Lasu. Określają go one jako walecznego, bitnego, męskiego, a jednocześnie dawcę pokoju, ratującego uciekinierów i zbiegów chroniących się przed napaściąb.

Srogi ma w tym wypadku znaczenie: ostry, rogaty, groźny (co bierze się wprost z wyglądu tego boga, który jest rogaty, okryty szyszem – zbroją), posługujący się rogiem-trąbitą.

Żona-siostra Borowiła, Borana, ma przydomki Leszac, Wiła i Pomiana. Lesza, oprócz znaczenia Pani Leśna, określa również Dawczynię Drewna (budulca), Władczynię Drzew. Inne, pozornie odległe, ale związane znaczenie to lasa – krata, sito i lasowy – kraciasty, plamisty. Strój Borany, jej suknia, to plamista, kraciasta szata przetykana jasną i ciemną zielenią, jak wnętrze lasu złożone z plam zielonego światła i cienia.

Wiła, czyli owijająca się, wijąca się, uwijająca las-bór, owitająca (zamieszkująca) bór, świeża, młoda i silna, pogodna (witalna), widząca, wiedząca, ale i wikłająca. Wiła – szalona, oszukująca, rozpustna, lubieżna (co bez wątpienia oddaje wybujałość i rozbuchane cechy przyrodzenia Borany). Miano to łączy w sobie wszystkie znaczenia wyjaśnione przy okazji omawiania postaci Światowita w poprzednich tajach.

Pomiana, czyli przemawiająca, mówiąca, odpowiadająca na głosy ludzkie i w ogóle wszystkie głosy w lesie, przedrzeźniająca. Pomian to stare słowiańskie miano pogłosu, podźwięku, zwielokrotnienia, wyparte przez wzięte z mitologii Greków echo.

a Wymieniony przez Knytlingsagę (cap 122) jako czczony w Gardźcu Rugijskim pod mianem Puruvit, Również u Thietmara, jako bóg czczony w Sutibure Świętoborze [patrz, str. 50].

b SEB str. 36-38.

c Wymieniana przez Katalog magii Rudolfa z Rud (XIlI w.) jako Lachesis (Lasza). Dzieło to zniekształciło nazwy bóstw, których funkcja była już w XIII wieku na Śląsku zapomniana i przypisalo im odpowiedniki z mitologii greckiej, naginając do nich nazwy słowiańskie. Tym sposobem Leszę i Koladę połączono w parę jako Lachesis i Clotho, po czym dodano Atropos, czyniąc z nich trzy słowiańskie Mojry. Również Chochołdę-Hołdę (Chołodę) zamieniono na Holdę. Są to nieporozumienia wynikłe z nieuwzględnienia faktu wspólnego pochodzenia języków indoeuropejskich od dawnego pnia aryjskiego [patrz np. J. Drabina Religie na ziemiach Polski i Litwy w średniowieczu, str. 43].


Wierzba- Wierszba

13 SIM i SIEM to bogowie Ziemi, których dokładnym istyjskim odpowiednikiem są Żemepatys i Żemina. Ich miano jest wyjątkowo dawne, archaiczne i pierwotne – jednoczłonowe. Słowo to oznacza najbliższy ludziom świat zewnętrzny – Ziemię, to, po czym stąpają i co ich karmi – ziemię, najbliższą człowiekowi grupę ludzką – rodzinę, ród – siemia, a także gospodarstwo wraz z czeladzią i sługi – sjemia. Litwini zwą kobietę żmoną. Wyraz ten nie zachował się w Słowiańszczyźnie, ale od niego pochodzi słowo żena – kobieta i żona. Również (litewskie) żmonez – ludzie. Dodatkowo siem znaczy „siedem” (wyjątkowo szczęśliwa liczba, także szczęśliwa czerta w magicznym systemie słowiańskim).

Sim nosi przydomki: Sim-Stołb, Sim-Skraj i SimWirch (Magura-Magóra). Siem jest czczona jako SiemSjemia, Siem-Matka Ziemia i Siem-Lęga.

Skraj – czyli znajdujący się na krańcach Ziemi (szczyty górskie są miejscami, z których można się dostać do Nieba), skrzący się – świetlisty (przebywający zawsze w słońcu, powyżej warstwy chmur), jaśniejący, jak wszyscy bogowie, skryty – trudny do zobaczenia i spotkania, nieujawniający się (niechętny ludziom i innym bogom), osobny, zamieszkujący bezludną krainę.

Wirch – zwieńczający, przebywający na szczytach, górujący nad innymi (zwierzchność), wierzgający (wirzg) – co wiąże się z wrogiwyrzutek (osobny), rzucający (głazami, skałami, lawinami). Wirch – wyniosły, władający powierzchnią. Pojęcie wierch wiąże się też blisko z wierg – los, dola, wyrok płynący z góry, przeznaczenie. Te znaczenia otwierają cały wielki krąg związany z wiarą i wierzeniami. Wierzchowiem i wierzchowiną nazywano górskie źródła, tryskające u szczytów spod nagich skał. Sim-Wirch jest Władcą Gór i Górskich Źródeł. Miano to nawiązuje również do wichrów szalejących na szczytach. Wichory i sam Strzybóg są jedynymi chętnie widzianymi przez Sima gośćmi. Bywają u niego w gościnie także Perun, Perperuna oraz Dażbogowie, a Swarożyc skrywa się za górami, zapadając w Zaświaty albo topi się na dnie górskiego jeziora, gdzie śpi nocą. Bliskie jest też pojęcie wirów powietrznych i wodnych (strumienie górskie wirują i kręcą się identycznie jak Wichory). Należy również uwzględnić przydomek znany z Rusi Kijowskiej Magura, spotykany również w Polsce w wielu nazwach. Przydomek ten oznacza Posiadającego Górę, Będącego Górą, Górującego. Poprzez gorzeć - jarzyć się i grzać, nawiązuje do świetlistości tego boga jak w przypadku wielu innych bytów niebiańskich.

Stołb – czyli stojący, nieruchomy, także słup, co podkreśla męskość boga. Stlba – stopień, stuba – drabina, a więc bóg, ku któremu trzeba się wspinać, przebywający na szczytach. Góry Stołpowe (słupowe, stołowe) – nagie wyspowe wypiętrzenia górskie o płaskim wierzchołku (na tego rodzaju skałach składano temu bogu we wgłębieniach ofiary). Stołbami, stolpami lub słupami nazywano także wielotwarzowe posągi bogów. Bliskie znaczeniowo są wyrazy takie, jak stóg – stożek, stok – zbocze górskie, również iztok (rus.) – źródło (co koresponduje znaczeniowo z wierch, wierzchowie – szczyt górski i źródło). Również stołb – stułeby (stugłowy), co nawiązuje do wielogłowości górskich pasm złożonych z wielu pojedynczych łbów (głów) – szczytów. Wreszcie stoł ma pierwotne znaczenie tronu, stolim znaczy wielki, olbrzymi, zaś stakle – podpora (nawiązanie go góry Trzygław, na której wspiera się Niskie Niebo). Ogólnie rysuje się obraz Sima jako zastałego, nieruchomego, twardego, wyniosłego, silnego, samotnego, podpory i opoki Świataa.

Lęga, określenie wtórne Siemi, oprócz znaczeń związanych z glibielą, lgnięciem, lęgnięciem, zalęgiem, bagnem, mokradłami, błotem, gliną nawiązuje również do łąka (luka, lug – podmokła łąka, łęg). Podkreśla to kobiecość bogini, wiąże się z łonem i funkcjami rozrodczymi, łożyskiem, leżem i wieloma innymi znaczeniami takimi choćby, jak łażenie – krążenie, chodzenie (Matka Ziemia stale krąży po różnych okolicach dbając o ich dostatek), łęka – łuk (okrągłość), łąka – łączność (złączenie) czy łukawyj – krzywy, diabelski (co zawsze sprowadza się do dawnej, pogańskiej, przedchrześcijańskiej boskości). Ogólnie, żona Sima rysuje się jako odmienna niż on sam, bardzo przychylna ludziom kształcicielka i mnożycielka gleby-ziemi, karmiąca wszystko, co żywe.

a SEB str. 502, 517,618.

Lotos

14 WODO i WĄDA – bogowie Wód. Miana te są równie stare, jak miana Simów, jednoczłonowe i wywodzą się z czasów wspólnoty Ariów (jednakowe u wszystkich Indoeuropejczyków), a oznaczają u wszystkich to samo – wodę. Oprócz tego jednak w językach słowiańskich występuje inny związek woda – wid, czyli wodzić (wódz) – wiązać (więzić) – wieść (prowadzić) – wieszczyć (wiedzieć, widzieć). Te znaczenia określają boskie cechy Wodów i wiążą ich z innymi bogami – cząstkami Światowita-Swąta. Końcówka -da ( -do) jest jednocześnie nawiązaniem do dawać, oznaczającym bogów dawców, jak i do pojęcia głębiny, dołu, koryta rzeki zawierającej się w indoeuropejskim rdzeniu dou (dheu-b), od którego wywodzi się wiele nazw słowiańskich rzek (np. Dunaj, Dnieprz, Dniestrz, Brda-Dbra, Dunajec). Wodo zwany jest też imionami Wodo-Wełm, Wodo-Bełt i Wodo-Głąb.

Wełm czyli wielki, wełniasty – okryty runem, wełna – grzywiasty, falujący, wełm – morskie bałwany, fale morskie i miano ducha burz (wymieniane w starych psałterzach), również wełm – podziemny (oczywiste przez związek z Weles i Wela). Pojęcie wełm ma bliski związek z wiłn – wijący się, wilna – wijąca się, i całym szeregiem znaczeń w rodzaju: zawiły, wikłać, wić, uwijać, a więc znów uwić – stworzyć i owitat’ – zamieszkać. Inny ciąg znaczeniowy tworzą bliskie pojęcia wywodzone od wałs – własność, włość, władać. Wodowie są więc stworzycielami wód zamieszkującymi w ich głębinach i władającymi nimi. Sam Wodo-Wełm jest bogiem orunionym białymi włosami (wiłsami). Tak samo bliski jest związek z wywodzącym się z tego samego rdzenia wiła-wiły – szalony, nieobliczalny, rozbuchany. Wał – opoka, przegroda, wałs – uderzający, walący, wał – gładki, równający, wał – drąg (podkreślenie cech męskich bóstwa), także siekiera (czes. valaska, również imię legendarnej władczyni Czech, córki Kroka), wałaszący - trzebiący, wałęsający się – krążący (ruchliwy, poruszający wody )a.

Bełt, podobnie jak Wełm, oznacza rozkołysanie, rozfalowanie, kręcenie masą wód i mieszanie jej, czynienie mętną i spienioną. Odnosi się to miano do kolistego ruchu okrężnego typowego dla magii i świętych tanów. Błądzenie, błąkanie się (często powodowane przez Woda), błękitny – niebieski (maść Wodów), błąk i błogbłogi-bogi (odnosi się wprost do boskości) to inne pojęcia wyznaczające krąg Bełta. Także błoto – bagno, bolt – wir, bezdeń, bołozno – belka, bełt – grot, pocisk, strzała (dwa ostatnie pojęcia podkreślają męskość bóstwa). Wreszcie błona-błenia-błonie (płaszczyzna, rozległy płaski przestwór) i biel -biały (słowo to jednocześnie określa wielkość, biały – wielki, jak i maść-barwę białą oraz moczary, bagna -bielawy, i wypływa bezpośrednio z wizerunku Woda boga grzywiastego, białowłosego jak spienione fale).

Miano Głąb omówiono przy postaci Głąbi w poprzednich tajach. Tutaj warto jeszcze dodać znaczenie nawiązujące do wody – glibiel, głębina, czyli toń lub wsysający moczar, bagno chłonąceb.

Wąda nosi miana Wądy-Wędy, Wądy-Wębory i Wądy-Nurty. Ten ostatni przydomek, Nurta-Nura, nawiązuje do wspólnej indoeuropejskiej nazwy określającej rwący prąd wodny, bieg rzeki. Starożytni kronikarze znali ją jako boginię Nerthus (możliwe, że to najstarsza wspomniana nazwa osobowa bóstwa słowiańskiego – pochodzi ona z przełomu starej i nowej ery), co oznacza jednocześnie głębię, dół wodny i wszelki dół (nora, nura, nyrza, zanurzać, wynurzać, ponury). Oznacza boginię posępną, mrukliwą, odosobnioną w głębinach, narowistą. W zabytkach cerkiewnych mianem Pronoriw określa się diabła, co dowodzi uprzedniej świętości postaci Nurty-Nury w religii naturalnej. Także Nurów określano jako złych, diabelskich przez ich odmienianie się w wilkołaków, o czym pisał Herodot. Nurowie byli wielkimi czcicielami Wądy-Nury (Nertus) i Chorsa. Przy okazji omawiania mitów nurskich (neuryjskich, narwańskich) opisano też znaczenia związane z członem nur [patrz Taja Druga – przypisy].

Wąda-Wębora – czyli węba (od wębor ceber, ubor – ubywanie i przybór – przybywanie wód), także wabiąca i posługująca się webłem – tasiemnicą w celach czarownych. Wębora – wybierająca i wyborna – doskonała. Jest to bogini, która musi mieć wszystko, co najlepsze, sterująca przybieraniem i opadaniem wód. Drugi człon przydomku -bora nawiązuje do jej boskości (borza) i bliskiego związku z Boraną, krzewieniem się, rośnięciem drzew oraz ziół. Ma także związek z brać, jako że Wąda często zabiera płody ziemi, obrywa pola uprawne, pochłania ofiary.

Węda, czyli łowiąca i jednocześnie wędrująca. Od niej zależą połowy ryb. W przydomku tym jest zawarte znaczenie Dawczyni Wody (Węd-dawa). Człon -da mówi o jej boskości nawiązując zarazem do diews – miana złączonego przez Słowian z kobiecością. Także ponętna, nęcąca (przynęta – wnada, ponuta).

Królowa Wanda była kapłanką bogini Wądy, dlatego nie mogła poślubić żadnego księcia. Umarła jak prawdziwa kapłanka, łącząc się ze swoim bóstwem – wodą. Była córką króla Kraka i księżniczki z Północy. Niektóre podania mówią, że księżniczka, która została żoną Kraka, przybyła znad Gopła, możliwe jednak, że z Kraju Wędów. Pochodziła z królewskiego rodu Wenedów.

Istyjskimi odpowiednikami Wodo-Wełma i Wądy są Autrimpus bóg Morza i Audra bogini Rzek.

a SEB str. 600, 606, 608, 628.

b SEB str. 21, 24, 31.

Brzozy

15 PROWE – czyli pierwszy (prwy) z Mocarzy, stanowiciel prawa, strażnik praw, znający prawdę, prawiący – mówiący i kierujący, a także sądzący, przewodzący (prowadzący), prawy – czysty, szczery i jednocześnie prawy, właściwy (w odróżnieniu od lewego niewłaściwego, co się bierze z odwrotnego kierunku kołowania w tanach magicznych i czynnościach czarownych, jakby zawracania życia ku śmierci – ponieważ lewy jest związany z bóstwami podziemia, Zaświatów), także sprawiedliwy. Również sprawny, sprawujący sądy, dający prawidła. Jednocześnie miano tego boga wiąże się z całym kręgiem znaczeń wywodzonych od per – uderzać, prać, które zostały omówione przy osobach Spora i Peruna, a także Perepułta. Tam mieszczą się również podkreślające męskość boga odniesienia do pręt, prąd, napierający, prędki. Miano Prowe jest wbrew pozorom dwuczłonowe, a drugi człon -we jest skróconym -wed (wiodący, widzący, wiedzący, wieszczący, wiążący). Znaczenie tego rdzenia omawialiśmy już wielokrotnie wyżej i w poprzednich tajach.

CZSTNOTA pradawne miano bogini nie zostało zachowane ani u Sławian, ani u Istów. W formie skażonej, uchrześcijanionej czczono ją jako Jekatę-Dziewicę, której kult i obrzędy w prawosławiu nosiły wiele elementów religii naturalnej. Została zapisana przez ruskich kronikarzy jako Matka Sławaa. Jej miejsce w starosłowiańskim zborze i postać zostały odtworzone na zasadzie ogólnej prawidłowości, bowiem każdy męski Żywioł czy Mocarz Jednogłowy posiada swoje żeńskie dopełnienie. Jej miejsce w układzie Boskiego Kręgu u boku Prowego bierze się z lagiki ulokowania Cnoty obok Prawa. Kształt postaci odtworzono z obrzędów i podań Słowian Wschodnich, z ogólnosłowiańskiego, a szczególnie polskiego kultu Matki-Dziewicy oraz z podań i mitów, które odnoszą się do jej działania jako szczególnej cząstki-emanacji Swąta-Światowita. Czstnota to imię dwuczłonowe, gdzie pierwszy człon znaczy czystość, cnotę, cześć, chwałę i ckliwość – słodycz oraz ckliwość – tęsknotę, Drugi człon miana, -nota, nawiązuje do nyć – zawodzić, wyć, tęsknie śpiewać, nucić, umierać (nyja – śmierć).

Istyjskim odpowiednikiem Prowego może być spełniający funkcje boga Mądrości Bardoayts.

Przydomki Prowego to Prowe-Isto, Prowe-Praw, Prowe-Karb. Czstnota jest czczona także jako Czstnota-Cna, Czstnota-Pirwa i Czstnota-Czela (Czołna-Chwała, czyli Matka Sława).

Isto znaczy istotny – główny, wywodzący się ze Swątowego istu, prawdziwy i właściwy (jestojski – prawdziwy, istinnyj – prawdziwy, istina – prawda, isty – właściwy). Także idący, nadchodzący (iść), nieuchronny (znachodzący).

Karb, czyli trzymający w karności, w karbach, w posłuszeństwie, w prawie i prawdzie. Znaczący uczynki karbami i karzący – karciciel. W mianie tym zawarty jest rdzeń kar oznaczający maść zarówno czerwoną, jak i czarną – barwy krwi i żałoby, związane ze śmiercią, karą pośmiertną, krwią czy wymierzaniem powszechnych dawniej kar cielesnych.

O przydomku Czstnoty, Pirwa, warto tu powiedzieć ponad to, co powyżej powiedziano w związku z Prowem, że być może było to główne dawne miano tej bogini, ma ono bowiem także po prostu znaczenie: Prwa – żona Prowego.

Cna, czyli cnotliwa, tęskna, czysta, pusta – czcza (odnosi się do jej dziewictwa nigdy nie była zapłodniona, pełna), ckliwa – nudna, ckląca – czekająca, tęskniąca, zacna – godna szacunku, poważana, pełna czci i czczona.

Czela (Czołna-Chwała) wiąże się z jej pierwszeństwem (urodziła się przed Prowem jako Pirwa, a więc na czele wszystkich mocarzy, i razem z Prowem przewodzi im wszystkim) oraz czołzaniem – śliskością (co odkreśla kobiecość bogini). Jednocześnie jest to bogini czuła, ckliwa, a jej prawa są skierowane do ludzi (czel – człowiek, czeladź) do rodzaju człowieczego jako całości. Człon -łna (-la, -łzna) odnosi się zarówno do jej kobiecości (łona) jak i jaśnienia (łuna), czy płaczu i pustości – łonienia – ronienia, łzawienia. Chwała znaczy dokładnie cześć, sława, uwielbienie i podziękowanie, ale nie zwykłe, lecz dziękczynienie skierowane do bóstwa (np. „chwała ci, Panie”, „chwała Bogu”). Słowo to jest tożsame ze słowem Sławab i ma pochodzenie indoeuropejskie. Zachowało się w staroislandzkim skval – czcza paplanina, puste słowa, głośna mowa, wołanie. Z pojęciem chwały wiążą się także pojęcia chwat – dzielny, chwacki – zręczny, chybki – szybki, chwyt – chwytać, uchwyt, chwat – chwytający. Ten ciąg znaczeń nawiązuje bezpośrednio do mitu i postawy Czstnoty, bohatersko (chwacko) broniącej syna, Prawica. W słowie Sława zawiera się z kolei przebogaty ciąg znaczeń związanych zarówno z pojęciem słowa, jak i słońca, słania, posłania, posyłania, przesłania, błogosławieństwa, prawosławia – czyli prawowierności – prawdziwej, prawej wiary i wiernościc. Sławić znaczyło chwalić, wielbić. Sławny był ten, kto był wierny raz danemu słowu, przyrzeczeniu, wierze czyli prastarej, prawej religii.

a Przydomek Sława zachowal się w Księdze Welesowej, wczesnośredniowiecznym źródle z Rusi Kijowskiej [patrz np. Swarog, czasopismo „Runviry” Kijów, 1/1995].

b Powstalo przez metatezę slava=svala=chvala [patrz: SES t. l, str. 90].

c SEB str. 499.

Żyto

16 RGIEŁ i REŻA. Ich istyjskimi odpowiednikami są Rungis – bóg Ziarna i Sambaris – bóg Płodności Zbiorów. Miana Rgieł i Reża są jednoczłonowe, bardzo stare i wywodzą się bezpośrednio od reg – ziarno. U Słowian pierwotne -g w końcówce przeszło z czasem w -ż. Najstarsza forma z -g zachowała się w mianie boga Rgła i jego syna Rgiełca. Reża, żona Rgła (czyli Rglina), to już późniejsza forma, pierwotniejszy jest przydomek przechowany przez Litwinów, Ragana. Miana tej boskiej pary zawierają szereg znaczeń związanych z funkcją opiekunów zbiorów, hodowli oraz uprawy, jaką sprawują w Boskim Kręgu. Są to znaczenia takie, jak: reż, rży – żyto (czes., rus., serb., litew. – rugiai), rożasty – rogaty, rżnący – ostry, rżnący tnący (opiekun zbiorów, rzęcia i rzeńców tnących żyto, zboże), rohatyna – włócznia (podkreślające męskość), rzyć (podkreślające żeńskość), rogoza – zagroda pleciona z mat wiklinowych dla bydła, raugas – kwas, rugti – kwaśnieć, kisić (podstawowe pierwotne formy zagospodarowywania płodów i przechowywania pokarmów), riaugmi – czkanie się po obfitym posiłku, rżet’ (rżanie, rżawa, rżeć) – ryczeć, także rzwieć – o głosach wydawanych przez konie, łosie, jelenie podczas rui, wreszcie przestawione żreć – pożerać – jeść, żertwa – ofiara. Echo czci Rgłów zachowało się w miejscowych nazwach polskich Rgielsko, Rgilewo, czy połabskich – Rugiaa.

Rgieł nosi imiona Rgieł-Rogł, Rgieł-Owsień i Rgieł-Prosin, zaś Reża jest czczona jako Reża-Ragana, Reża-Rża i Reża-Rzwa. Wszystkie trzy przydomki Reży zostały w zasadzie już omówione powyżej: Rża, czyli rżąca i rżnąca (opiekunka rzeńców). Rzwa, czyli rycząca – opiekunka Rui, płodzenia i Ragana, regna – żytnia, opiekunka łanów.

Jeśli idzie o Rgła-Rogła, to trzeba dodać, że przedstawiono go nie tyle jako boga rogatego, ile jako boga o Żelaznych Zębach. Opis ten wiąże się z funkcją orki i bronowania ziemi uprawnej, którym to czynnościom Rogł patronuje.

Również z zasiewami zbóż i opieką nad nimi wiąże się drugi przydomek Rgła Owsień. Pamięć i cześć dla Owsienia przechowała się na Rusi, gdzie do niedawna obchodzono wielkie uroczystości i znano liczne obrzędy z nim związane. Nie należy mylić Owsienia z Tausieniem-Jesieniem (trzecim z Godów, bogów Kiru). Owies jest rośliną wschodzącą już na wiosnę stąd pochodzi właśnie jego nazwa wschodzący o wiośnie – owies, owes, owios. Jego nazwa wypływa w równej mierze z pojęcia wisu, wiszu – trawy, zwisających kiści, gałązek okrytych pękami ziaren. Kolejnym źródłem dla miana Owsienia i owsa jest wić – rosnąć, wijać, wywijać się – wyrastać, powijać, owitać – okwitać, kwitnąć, owocować, rodzić, jak też zamieszkiwać. Owsień to bóg zamieszkujący łany zbóż – ich strażnik, ten, który je powija, daje im wzrost oraz daje dobry urodzaj uprawom. Święta ku czci Jesienia-Tausienia zostały wchłonięte przez obrzędy Rgła-Owsienia i w końcu, na Rusi, obchodzić poczęto dwukrotnie w roku święto Owsienia (przy siewie jesiennym i przy wiosennym wzejściu zboża). W czasach notowanych przez etnografów (XIX wiek) święto to obchodzono już tylko na wiosnę.

Prosiń, ostatni przydomek Rgła, jest związany z innym zbożem – prosem, ale także z pojęciami prośby, proszenia – mnożenia się zwierząt gospodarskich, trzody (podobnie jak Owsień i owca, tak Prosień i prosię), chleba (proskur – chleb pszeniczny ofiarny). Zarówno uprawa prosa, jak i hodowla świń były bardzo mocno rozwinięte wśród Słowian, a słabiej znane gdzie indziej. Niektórzy twierdzą, że to za pośrednictwem Słowian wprowadzono hodowlę świń w Europie. W tym przydomku mieszczą się równiez dwa nawiązania do mitu poprzez skojarzenie z prosty – wyprostowany, stojący i wopros – pytanie. Rgieł bowiem stoi nieruchomo między zbożami zupełnie niezauważalny, a kiedy ktoś się na niego natknie, musi odpowiedzieć na zadane pytanie, jeżeli zaś nie odpowiada, zostaje rozszarpany przez Żelaznozębego Prosienia. Rgieł i Reża-Ragana często pokazują się w towarzystwie siedmiu czarnych psów, które pomagają im pilnować zbóż. Tych psów, podarowanych im przez Dziwienia było pierwotnie dziewięć (symbolika czert), ale dwa z nich Stawra i Gawrę Rgieł musiał oddać Welesowi.

a SES str. 460, 477-478.

17 BOŻEBÓG-RADOGOST i UBOŻA-DOMACHA to bogowie Domu i Gospodarstwa. Ich istyjskimi odpowiednikami są Jauczybaubis bogini Domu i Gardinis, Władca Zagrody oraz wszystkiego, co w niej jest. Miana nie zachowały się w swej pierwotnej postaci z powodu mocnego zakazu (tabu) wymawiania imienia bóstw, których przychylność była tak ważna dla gospodarstwa i domu. Przetrwały i zostały zapisane imiona wtórne, czyli przydomki będące w powszechnym użyciu, jak Bożycz (południowi Słowianie), Bożeniek, Uboż (północni Słowianie), Radogost, Bodo (Słowianie zachodni), Domacha (Słowianie południowi). Polacy przechowali również to miano, ale w formie: Ubożęta – słudzy u Boża, określającej bogunów będących pomocnikami Boża (Bożeboga). Ubożą była pierwotnie Domacha, żona-siostra Boża. Uboża znaczy dokładnie to samo, co Bożyna, czyli żona Boża. Imię to nie ma nic wspólnego z ubóstwem rozumianym jako bieda. Oznacza ono boginię szczególnie ubóstwianą, czyli czczoną, tę, o której względy zabiegano. Istotą miana Bożeboga jest zdwojony człon bog (udział, dawca, bogactwo, szczęście), który omówiony został przy osobie Dażboga.

Bożebóg jest zwany Radogostem, Domowitem, Bożyczem i Bodem. Jego żona-siostra, Uboża, nosi miana Uboży-Domachy, Uboży-Gostby i Uboży-Radogódzy.

Przydomki Radogost i Radogódza mają tożsamy zakres. Człon pierwszy rad- znaczy tyle co chętny, radosny, darzący, niosący zadowolenie (od zmienionego indoeuropejskiego ardh – darzyć, dawać zdrowie, radzić, zaradzać). Rdzeń ten jest bardzo bliski rod – rodzić, ród, rodzina. Także blisko związane znaczeniem jest radło – narzędzie orne (oradło-socha-pług), co dawniej obejmowało i sam proces orania (orkę zwano radłem). Rada – czyli zgromadzenie wydające prawa, sądzące, decydujące o wyprawach, bitwach, obronie, przenosinach plemienia, regulujące całe życie wewnętrzne wspólnoty. Rada była zebraniem najwyższych dostojników i miała charakter religijny. W jej skład wchodziła starszyzna (wodzowie, kniaziowie) i kapłani (żercy, czarownicy, wracze). Już zestawienie tych czterech rudymentarnych znaczeń musi powiedzieć wiele o ważności bóstwa. Drugi człon obu mian zawiera w sobie równie istotny krąg znaczeń. God, Got, Gost, Gódź – to indoeuropejskie określenia boga i ducha, godności i złączenia, a także czasu. W Polsce słowo to zachowało się w odniesieniu do czasu (Godowie, god – rok, godzina, dogodny – właściwy czas) i na określenie znaczności, ważności, godny – zacny, ważny. Zachowało się także w pojęciu ugoda, zgoda oraz pogoda. Germanie używają do dziś słowa Gott na oznaczenie boga wszechobejmującego. Także u Słowian Wschodnich i w dawnej Polsce było znane i stosowane określenie Gospodzin oznaczające boga. Radogost i Radogódza są więc radzi gościom, ale jako Rado-bogowie – radzi, godzący i godni, dawcy szczęścia.

Przydomek Domowit oznacza z jednej strony to samo co Radogost – rad gościom, witający w domu, ale z drugiej ma o wiele głębsze i wielorakie znaczenia wypływające z mnogich odniesień i nawiązań członu wit. Przede wszystkim owitat’ – założyć, zamieszkać, narodzić się, uwić – stworzyć, a więc Domowit to Dawca Domu, Założyciel Gospodarstwa, Opiekun Domu, Ten Który Tworzy Dom. Słowo dom nie jest pochodzenia łacińskiego (jak się zwykło sądzić), lecz praindoeuropejskiego. Pochodzi z okresu Wspólnoty i jest najstarszym słowiańskim określeniem stałej budowli zrobionej z drewna lub glinya.

Przydomek Uboży Gostba nawiązuje do znaczenia gospodziny – pani, władczyni (rus. gosudara, pol. gospodza, serb. gospa), a także do gości, gościny, gościńca. Gostba znaczy po prostu gościnna, ugaszczająca i dbała. Gostbą nazywano także uroczyste posiłki połączone z ofiarą dla przodków, złożone z pokarmu gotowanego. Były one przeznaczone nie tylko dla Dziadów (duchów przodków), ale i dla bogów, przy okazji gościny - przebywania na uroczysku, w świątyni, lub podczas goszczenia Dziadów i bogów w domu. Należy odróżnić ofiary w rodzaju gostby od obiaty połączonej z przyrzeczeniem, żertwy połączonej ze spaleniem czy innych jeszcze rodzajów ofiar. Wielkie rodziny słowiańskie budowały w ramach własnego gospodarstwa (terytorium) specjalny budynek zwany gospodą, który był przeznaczony na uroczystości, przyjmowanie gości, narady i sprawowanie religijnych obrzędów, w tym ofiar.

Domacha (Domasza, Domowicha), czyli Pani Domu, władczyni wszystkiego, co w nim jest. Słowo dom, jak już wspomniano wyżej, ma pochodzenie bardzo archaiczne i jest wspólne dla wszystkich Ariów (Indoeuropejczyków). Człon -macha ( -masza) pochodzi od mieć i oznacza posiadanie, władanie domem, lecz może też określać moszczenie, zagospodarowywanie (od moszyć, mościć, mochać – wykładać mchem). Istnieje też bliski związek znaczeniowy z mieszkać, a więc w mianie bogini zawiera się pojęcie Zamieszkująca Dom.

Przydomek Bożeboga Bożycz nie jest zdrobnieniem oznaczającym syna (jak w Swarog -Swarożyc), lecz określa jego funkcję udzielcy, czyli użyczającego życia, użyczającego dobry byt, opiekuna gospodarstwa – czyli darcy żywota, a także żyżcy – czyli rozpalającego każdego ranka ogień (żec, zażegać – palić, podpalać), opiekuna domowego ognia. Człon ten podkreśla związek z boskością – płonięciem, jaśnieniem.

Bodo – postać przydomka zachowana na Łużycach i w starych dokumentach czeskich (tu w odniesieniu do bogini Body – córki Bożeboga) oznacza boga dawcę (końcówka -do to skrócone -daw). Przydomek ten znaczy również budujący, opiekun budowli (od bud – budować), także bóg będący (stale obecny), strażnik bytu (od bud – byt). Oznacza ona również bodącego, strzegącego bodrego światła (Biedronki Bożej Krówki – Młodego Światła). Według mitu Bodo, wraz ze swoją córką Bodą, jest pasterzem owego młodego światła, opiekunem zaraz po jego dorocznym narodzeniu i aż do chwili Dzikich Łowów Zimowych (20-26 grudnia). Body to także ostry i kłujący (boda – ostroga), co podkreśla męskość bóstwa. Bliskie są również inne aryjskie nawiązania, jak np. gockie badi- leżę, niemieckie Bett – łóżko (pierwotnie legowisko było całym domem człowieka).

a SEB str. 92, 93, 152, 452.

18 RODa i RODŻANA to bóstwa o bardzo archaicznych mianach, które przetrwały wśród wschodnich i południowych Słowian. Miano Rod jest jednoczłonowe, a imię Rodżany znaczy po prostu żona Roda (żena – żona, kobieta, żeńszczyna – kobieta). Rod to bóg poczynający, dający żywot. Od rdzenia rod biorą się istotne znaczenia, takie jak: rodzić, narodzenie, rodzic, rodzina, rodiczka (krewna), rodowity, ród, rodak, rudy (czerwony, ognisty, rodzony), turodzic (tutaj narodzony, tuziemiec), rodzicowie – plemiennicy (współplemieńcy), naród (nad-ród), rodzaj (ród, pokolenie, potomstwo), urodzaj – plenność, rośnięcie, owocowanie, ród – szczęście, powodzenie, ród – przyrost. W cerkiewnym słowiańskim zachowały się liczne znaczenia związane z pojęciem rod – szczęście i dawca szczęścia: radiet’ – dbać, radit’ – raczyć, rodżić – chcieć, rad – trud, raditi – pracować. W Polsce zachował się strzęp starych uroczystości ku czci Roda w zniekształconej formie zwanej Rodusiami.

Istyjskimi odpowiednikami boskimi tej pary są Natrimp – bóg Płodności i Łauma.

Rod nosi przydomki Rod-Narod, Rod-Kolada (Kułada) i Rod-Ród. Dwa z tych przydomków już omówiliśmy. Przydomek Ród odpowiada jego funkcji Opiekuna Rodu -jednostki w dawnej społeczności większej niż Rodzina, lecz mniejszej niż Zadruga. Słowem ród określano właściwie i zadrugę. Drugi przydomek, Narod, dotyczy funkcji ogólniejszej – bóstwa ponadplemiennego, królewskiego, obejmującego swym panowaniem wszystkich podlegających zwierzchności władcy. Początkowo piecza ta obejmowała zadrugę, później pag czy pogost (okręg), potem plemię, wreszcie związek plemion i całą ojczyznę (rodinę, naród).

Przydomek Kolada-Kuładab oznacza, że Rod działa ku ładowi, porządkująco, jest blisko związany z Ładem – bogiem Porządku Rzeczy. Człon kol (kuł) ma dodatkowo dwa znaczenia. Pierwsze: kolić – kłuć, bóść kołem (kolcem), czyli kołkiem, co również podkreśla męskość i waleczność bóstwa. Drugie wiąże się z kołem – owalem, okręgiem, obręczą, podobnie jak w wypadku trzeciego przydomka boga Łada-Kołata, i nawiązuje bezpośrednio do mitu, do pojęcia Kręgu – Koła Bogów i koła jako tańca oddającego cześć bogom, stanowiącego część obchodów i obrzędów świątecznych.

Kolada jest to ten, który uderza Welesa kołem od Niebiańskiego Wozu, podczas gdy Rodżana, siedząca na wozie, ukrywa w fałdach swych sukien świeżo narodzone Niebiańskie Młode (bodre) Światło. Umożliwia on ucieczkę i ocalenie Światła, co pozwala zamknąć cykl słoneczny i wegetacyjny w kolejnym kole. Dzięki temu czynowi życie Roda (lub według innych wersji Łada, lub ich obu, według trzeciej grupy podań) może nadal trwać i Wielkie Łowy Zimowe (20-26 grudnia) kończą się każdego roku niepowodzeniem Sił Ciemności, bogów Zaświatów. Pasterze Bożej Krówki, Bożebóg-Bodo i Boda, mogą przejąć swe role opiekunów czuwających nad jej wzrostem i przemianą w potężną Białą Krowę (Białego Byka). Pamięć i obrzędy ku czci Kolady przetrwały na Rusi niemal do współczesności. Jest to grudniowe święto przesilenia będące połączonymi obchodami ku czci Rodów i Ładów, tak jak w letnie przesilenie (20-26 czerwca) odbywa się połączone święto Ładów i Dziwieniów (Kupałów).

Rodżana jest czczona jako Rodżana-Gąść, Rodżana-Przyroda i Mienia-Titra. Mienia czyli mieniąca się, świetlista, barwna, również zmienna. Także, a może przede wszystkim, Dawczyni Mian, czyli nazywająca rzeczy i dająca imiona przedmiotom oraz ludziom. Od tajemnego miana danego przez Rodżanę zależy wiele w życiu człowieka dokładnie całe jego przyrodzenie (ułożenie, charakter, płeć, konstytucja fizyczna, cechy budowy itp). Miano to jest związane z wiergiem-wyrokiem określanym przy narodzeniu przez Mokoszów i Rodów, a przynoszonym noworodkowi pod poduszkę przez Sądzenice, Rodżanice lub Narecznice (Udełnice). Ma ono postać wiergu-wiązki patyczków albo deszczułki z odpowiednim znakiem tajemnym lub wierguźdźbeł, wiergu-pajęczyny czy, zależnie od regionu, jeszcze inne postacie. Miano-imię powinno być okryte tajemnicą i nikomu niepowołanemu nie ujawniane, bowiem zawładnięcie tym imieniem przez wroga albo złego czarownika jest zgubne dla człowieka. Mienia znaczy także mówiąca, dająca dar mówienia, układania pieśni i wieszczenia, układania myśli w słowa. Pod przydomkiem Titra bogini była znana na Rusi Kijowskiejc, a określenie to znaczy dokładnie mianująca, Dająca Miano (tytuł, nazwanie, imię), ale ma także inne znaczenie: miara, a więc Dająca Miarę, Mierząca – co wskazuje na jej bliski związek z Chorsem, który począł jedną z jej córek.

Do funkcji mowy i pieśni oraz muzyki odwołuje się drugi przydomek bogini – Gąść. Mówi on o Rodżanie jako dawczyni gęśli – narzędzi wytwarzających pieśń – muzykę (skrzypiec, cytry, liry, piszczałek, skuduczy, dzwonków, bębnów, dud, trąbit, kobz), zdolności muzycznych (bardzo ważnych z obrzędowego punktu widzenia i zawsze mocno związanych z rytuałem), tanecznych i słownych pozwalających układać pieśni, modlitwy, opowieści, zaklęcia – czyli gędać (gadać – mówić, zaklinać, czarować). Hudba (gudźba, gązdba, gęśćba) to stare słowo określające muzykę, nim je zastąpiono pożyczką z greckiej mitologii: Muzą. Hudobnicy, koźlarze (kobziarze), gęślarze-guślarze, gajdowie (dudziarze i gadacze, zaklinacze) to dawne gromady kapłanów (czarowników) związanych ze sprawowaniem kultu. Gusła to obrzędy, zaklinanie, uroczyste modlitwy (gąstać – szeptać, szemrać, mówić cicho, jednostajnie, monotonnie, tak jak się wymawia zaklęcia szamańskie lub modlitwy). Te odniesienia wiążą Rodżanę z obchodem – jedną z wielu znanych naszym starożytnym przodkom form czczenia bóstwa i świętowania (do dziś „obchodzić” znaczy też świętować), czyli rodzajem procesji z chorągwiami, wózkami kultowymi, w przebraniach, w maskach, dookoła wsi lub terytorium wspólnoty – tak by koło uświęcone obchodem zamknęło owo terytorium przed złymi mocami. Ptakiem Rodów jest gęś i specjalne obrzędowe pieczywo w formie bułek wypiekane dla Rodów nazywano gąską. Przydomek ten mówi także o Rodżanie jako bogini gęstowłosej, okrytej splotami - gęstwą włosów, być może kędzierzawej.

Trzeci przydomek, Przyroda, oznacza Tę Która Stoi Przy Rodzie, czyli jego żonę-siostrę, tę, która decyduje o przyrodzeniu – czyli cechach związanych z przyjściem na świat, tę, która w każdą rzecz żywą wkłada zaródź i jest zawsze obecna przy porodzeniu każdego nowego bytu. Stąd wszystko, co żywe na Ziemi, nazwano Przyrodą (z grecka Naturą), bo we wszystkim, co żywe, co stworzone rękami boga, jest cząstka Rodżany.

a Miano Roda jest znane nie tylko z ruskich Latopisów z X-XI wieku, ale także zostało przechowane przez tradycję Drzewian Załabskich, gdzie postać Roda przetrwała przejęta przez germańskich Sasów. Sasi podbili ziemie Słowian w VII-VIII wieku, wchłaniając tamtejszą ludność i jej obrzędy. Ziemie Słowian, odziedziczone w dobie kultury łużyckiej ( 1300 lat p.n.e.) po Wenetach, obejmowały całe dorzecze Łaby (również na zachód od tej rzeki), a także sięgały na południu nad górny Ren i Men, w Alpy, gdzie nad Jeziorem Bodeńskim w dzisiejszej Szwajcarii archeologia współczesna lokalizuje jeden z ośrodków kultury łużyckiej (Wenetów). Ziemie te zostały utracone po raz pierwszy na rzecz Germanów w I wieku p.n.e., gdy ruszyli oni ze Skandynawii na podbój Europy. Odzyskano je w III-IV wieku, gdy zostały opuszczone przez Germanów osiadających wtedy w granicach rozbitego imperium rzymskiego. Nauka nazywa owych Słowian, osiadających tu od III wieku n.e., alpejskimi, a mitologia Durzyńcami, Bodzanami i Milingami (Miliczami). W podaniach rozpowszechnionych u ujścia Łaby, i dalej na zachód, nad brzegiem Morza Północnego, Rod do dzisiaj występuje w słowiańskim brzmieniu jako Rods albo zniemczonym Roods, Herodis. Podejmowane przez niemieckich etymologów próby wywiedzenia tej nazwy z języków germańskich są nieprzekonujące, zaś etymologia słowiańska jest jasna i przejrzysta. Bóg ten znany był także Celtom jako Rudianos. Wiele słowiańskich bóstw wiary przyrody wykazuje bliski związek z bogami Celtów. Zarówno Wenetowie (z którymi Słowianie zlali się etnicznie ok. 1300 lat p.n.e.), jak później sami Słowianie, przez długi czas sąsiadowali z Celtami, zajmującymi aż do początku nowej ery ziemię naddunajską.

Patrz SSS t. V, str. 285-295 Słowianie Alpejscy. Słowianie w Austrii, Słowianie w Danii oraz hasła: Bawaria, Frankonia, Turyngia. Sakfonia; także R. Gross Farbsymbolik im Wandel der Jahrtausende, str. 26-28.

b Przydomek ten jest imieniem boga znanym nie tylko z folkloru Rusi, Polski (kolęda – przetrwało jako nazwa obrzędowych pieśni, dawniej pełnych pogańskich, zapustnych motywów), Czech, Łużyc, krajów Istów, Serbów, Bułgarów i Chorwatów. Miano owo zachowało się również dzięki przekazowi Katalogu Magii Rudolfa z Rud, z XIII wieku, gdzie imię bóstwa podane zostało w zniekształconym brzmieniu jako Clotho Klodo (Koloda-Kołota) [patrz np. J. Drabina Religie na ziemiach Polski i Litwy w średniowieczu str. 43].

c Miano Titra podaje Welesowa Kniga – ruskie źródło średniowieczne.

Sekwoje – Drzewa Odwiecznego Ładu

19 ŁADO i ŁADA to wbrew pozorom miana dwuczłonowe, które zrosły się w jedność. Oznaczają Dawców Ładu (Ład-daw, gdzie daw – dawać jest związane z diews – bóg-dawca, udzielca). Są oni oboje władcami ładu-porządku, ładu-zgodności, ładu-ułożenia (uładzenia, ładności). Uładzenie-ładność zaczęto nazywać w Polsce przejętą z greckiej mitologii Harmonią. Sama ładność pozostała tylko jako określenie piękna. Tymczasem ładny nie znaczy piękny, lecz dobrze ułożony (mający wszystko na swoim miejscu, we właściwym składzie proporcji). Z tych boskich mian wywodzi się także pojęcie kład – ofiara (zakładzina - ofiara składana pod budowlami k-Ładu, dla-Ładów po to, by wszystko było w należytym układzie – ułożeniu, porządku). Od kładać – kłaść, wywodzą się znaczenia związane z zakładaniem – rozpoczynaniem czegokolwiek. Każde nowe przedsięwzięcie, aby się powiodło, powinno być podejmowane z myślą o Ładzie i rozpoczynane od ofiar dla tego boga. Zmarłym, w celu dobrego ułożenia pośmiertnego bytu, dawano kładki na drogę, wypiekano też obrzędowe pieczywo zwane kładziwem. Do kręgu pojęć związanych z Ładami przynależy także słowo ładować, kładać, ładać – pakować do skrzyni (dawniej zwanej ładą). Łada to mityczna skrzynia, którą kiedyś posiadała Perperuna, a która trafiła w końcu do Ładów. Łada-Łagoda i jej kapłanki pełniły rolę inicjacyjną, uładzania (doprowadzania do ładu) młódzi, co odbywało się w specjalnych obrzędach, zachowanych do niedawna w Lednicy Górnej, gdzie znajdowała się jej świątynia (znanych dziś jako Siuda-Baba). Oboje Ładowie byli opiekunami małżeństwa jako aktu wprowadzającego lad rodzinny, zakładającego nową rodzinę. Opiekunami tego aktu byli także Rodowie (rządzący rodem) i Dziwieniowie (władający miłością). Lędzianie, Ledzicy, Lęchowie, Ładzianie – czyli Polanie, byli czcicielami Ładów.

Łado nosi miana Łada-Kołaty, Łada-Lędy i Łada-Kołuba. Łada nosi miana Łady-Łagody, Łady-Łaski i Łady-Ładnej (Łaby-Luby).

Przydomek Kołata omówiliśmy przy osobie Roda. Tu warto dodać, że nawiązuje on również do kołatania – stukania, uderzania, i kołatek – obrzędowych narzędzi muzycznych, służących odpędzaniu Ciemnych Mocy. Znaczenie Kołaty wywodzi się również wprost z mitu, jako że Łado (Rod lub obaj bogowie) uderzywszy wpierw kołem Welesa, pobił innych napastników i rozpędził ich dzięki kołatce-trajkotce (jest ona jednym z nieodłącznych atrybutów Łada). Kłuł ich kołatką i przestraszał niesłyszanym nigdy dotąd jazgotem-terkotaniem. Warto zauważyć, że przydomek ten (podobnie w wypadku Roda) nawiązuje bezpośrednio do uświęconej Kłody Swąta (Kłódzi) i wszystkich wywodzących się stąd znaczeńa.

Lęda, czyli porządkujący nieużytki, opiekun zakładanych pól uprawnych – lęd, dawca pól (lęd-daw), dawca ziemi wolnej od lasu-puszczy, zwanej później lądem. O dawnej boskości Łada świadczy przeniesiona na diabła przez chrześcijanstwo nazwa Ljad na Rusi. Miano to wywodzi się od dawnego boga Łado-Lędy.

Przydomek Kołuba nawiązuje do wieszczenia – kołbienia, rytualnego tańca – Koła i zasady cyklu –kołowego obiegu wegetacji, porządku w Przyrodzie. Nawiązuje on również do funkcji opiekuna młodych małżonków, czyli nakładającego pannom łubek na głowę. Łubek był to obszywany, przetykany kwiatami okrąg, zdobiący czoło panny młodej. Pałuba (łubie) to szałas (najpierwotniejszy dom). Określenie to ograniczyło się potem wyłącznie do budy plecionej na wozie. Być może tak wyglądał dom w czasach pasterskich, koczowniczych. Człon -łub podkreśla również wojowniczość boga przez odniesienia do łupać, łupić. Podkreśleniem męskości jest człon koł=drąg.

Znaczenie przydomka Ładna omówiliśmy powyżej. Ta forma imienia bogini wzięła się z Ła-dań (dawczyni uładzenia, ładności). Warto tu wspomnieć o negatywnym odniesieniu do Łady-Ładani poprzez związek ze słowami lada – ladacznica i ladaco – byle kto, nicpoń. Obydwa te znaczenia biorą się z obscenicznej formy inicjacji kobiet prowadzonej przez kapłanki Łady-Ładani. Kapłanki chwytały nadające się do wyjścia za mąż dziewczyny i pasowały je na dorosłe kobiety, ukazując publicznie ich dojrzałą płeć, a następnie chłoszcząc rózgami po obnażonym ciele i przykładając na pośladki swoją pieczęć – odcisk umazanej w sadzy dłoni. Prawdopodobnie przeprowadzały też oddziewiczenie chłopców czyli oddawały się rytualnej rozwiązłości (w pojęciu chrześcijańskim).

Łagoda, czyli łagodząca, zażegnująca spory, łącząca. Oznacza opiekunkę małżeństwa (ładzenia i łączenia się). Także bliski związek semantyczny z wyrazem łagoda mają łakocie (czes. lahoudki) i jagody (jagoudki). Tego rodzaju przekształcenia językowe spowodowały przemianowanie boginek (służek) Łady-Łagody, Babałag (Babaład), na Babajagi, przez co je mylnie złączono z postaciami Jag-Jędz, Jędzon, służek Groźnicy-Chorzycy.

Łaska to przydomek oznaczający łaskawość – przychylność i przymilność łaszenie się. Po litewsku łoksznus – serdeczny. Łaskanie znaczyło również obiatę, czyli ofiarę połączoną z prośbą o łaskawość bóstwa. Łada byłaby więc boginią przychylną ludziom, serdeczną i łaskawą, uosobieniem ładności harmonii i akuratności.

a Patrz przypis 8 do Tai Trzeciej.

20 CHORS i CHORSINA to bóstwa księżycowe, przedstawiające tę cząstkę Swąta, która jest wiarą, natchnieniem, świętością, religijnością, wiedzą i kultem. Długo trwały, i trwają nadal, spory o to, czy Chorsowie (Chors) są bóstwami księżycowymi, czy słonecznymi.

Boski Krąg wskazuje wyraźnie miejsce Chorsa i nie ma wątpliwości, że należy go uznać za Władcę Pełnego Księżyca zwanego, w odróżnieniu od sierpu Księżyca-Nowiu, Książem lub Miesiącema.

Chorsina została zapisana w starych czeskich dokumentach i kronikach jako Krosina. Miano to ma związek z całym kręgiem znaczeń, poczynając od krosno – kołyska, przez samo pojęcie kręgu, a kończąc na prozaicznych krosnach – koszach do noszenia ciężarów na plecach. W łańcuch etymologiczny włączają się takie pojęcia, jak: krszenie – kruszenie, kruszec – kopalina (metal), kruchość – delikatność, słabość, kruża –obrzęd i kruż – kielich obrzędowy, krążyć, krągły i krąg-krug (trzy ostatnie pojęcia również łączą się z rytuałami i obrzędem). Miano Chorsów wywodzi się z horzeć-gorzeć (jaśnieć, pałać, świecić) i wiąże również z takimi znaczeniami, jak gorącość, gorączka, gorze, grzać, gorycz czy choroba. Imię Chors pochodzi na równi od słowa wycharsly – osłabły, wynędzniały, chory. Jednocześnie wiąże się ono z pojęciem kraszu – barwności, czerwieni, piękna (krasny – piękny, zdrowy) i kraszu – boskiego ichoru, krwi bogów. Chorsowie są związani z najdawniejszymi starożytnymi wzorcami wierzeniowymi z obrazami Księżyca i Krowy (Chorsina jest rodzicielką Czarnej Bożej Krówki – Światła Ciemności, a Czara-Chorsawa i Chors są pasterzami owej Czarnej Krowy) oraz Krwi. Są związani z pojęciem krzesania ognia (od nich otrzymali ogień ludzie). Imię to ma bliski związek z perskim pojęciem chwareny – boskiej mocy, ze słowem kchwar-kswar (hvare xsaetem, xurset) – jasność, światło, ogień, od którego wywodzi się także imię Swaroga. Chors to wycharsły Swarog, według mitu niegdyś identycznie jaśniejący, ale obdarty ze skóry, którego nietrudno powiązać ze „słońcem nocy” – Księżycem. Imię Chorsa niedwuznacznie łączy się z rdzeniem kar, od którego wywodzą się określenia: kary – czarny, czamy – czarny, karminowy – czerwony, czerwony – czerwony, kara – za występek, naruszenie praw, złamanie przysięgi, król – władca, kruk (ptak Chorsów), krak – król, gałąź, pień, Krak – imię legendarnego władcy Wiślanii, a także Krakowianie-Karodunowie – jedno z plemion ludu Chorwatów, czy miano całego owego wieloplemiennego ludu Charwaci-Chorwaci-Chrobacibludzie krewni (bliscy, pochodzący z tej samej krwi) i krewcy, krwawi (znani zresztą jako czciciele Chorsa). Czarownicy świątyni Chorsa w Krakowie twierdzą, że Krak był synem Chorsa. Miano tego ludu wiąże się z takimi znaczeniami, przypisanymi również Chorsom, jak: krou – lśniący, krov – menstruacja, kra, kry – skra, skrzący, ksznić – błyszczeć, kriwe – czarownik składający krwawe ofiary kapłan, krzw – krzak, krzew, chorągiew – emblemat i barwy bóstwa niesione na kiju-gałęzi przed wyobrażeniem bóstwa lub zamiast niego. Również bliskie są takie pojęcia, jak ichor – krew boska, i juchor, jucha – sok roślinny, krew zwierzęca, chory – brzydki (u Załabian, co nawiązuje do baju-mitu o Chorsie), prochyreł – podły, chiriti – nędznieć, chrast-chworost – chróst (krzak, dąb), chwarszczeć -szeleścić, czar, oczarowanie, czarowanie, czarodziejstwo, uroczenie – magia. Załabianie, po przyjęciu chrześcijaństwa, mieli też swoje określenie diabła – Choraw (co wskazuje, że poprzednio znali go jako boga). Z tego samego rdzenia wywodzi się słowo czart i czert (z którego z kolei wywodzi się ciąg znaczeń, takich jak czerchlić – obłupywać z kory, krajać, krótki, kroć, czersło – kora, kersle – siekiera, kertu – tnę, czerta – nacięcie, znak, liczba. Czarty i Czarcichy są zresztą Stworzami służącymi Chorsom. Bliskie są też pojęcia: chrobry – waleczny, chabry – siny, niebieski (nawiązuje wprost do mitu) i chromy – poraniony, kulejący, albo ochrona, schronienie, chrom-chram – świątynia. Ogólnie, krąg rysujących się tutaj znaczeń wskazuje na Chorsa jako boga upadłego, który skrył się w Podziemiach i związał z nocą (odpowiada to faktowi upadku archaicznych kultów księżyca jako wiodących na rzecz zwycięskich kultów słońca). Odpowiada to treści mitu, w którym Chors zostaje pojmany w pułapkę i musi wykonać bęben z własnej skóry, żeby przebłagać Czarnogłowa. Przegrywa w walce z Perunem i kryje się w Podziemiach.

Istyjskimi odpowiednikami Chorsów są Gaił i Gaiła patronujący, tak samo jak Chorsowie, wszelkiego rodzaju czarom. Ich imiona chrześcijaństwo związało z czarownicami. Chors nosi miana Chorsa-Książa (Knysza), Chorsa-Chwara i Chorsa-Knysza (Mesinca). Jego żona-siostra, Chorsina, nosi miana Chorsiny-Księży, Chorsiny-Kirsny i ChorsinyTchny.

Przydomki Chorsów, Książ i Książa, Ksienia (Kniaź, Knechini) oraz Knysz posiadają wspólne objaśnienie. Niektóre kościoły i modlnice łączą dwa przydomki – Knysz i Książ – w jeden, trzecim zaś przydomkiem Chorsa czynią Mesinc-Mesec (Miesiąc). Kniesiący znaczy mżący, świecący światłem chłodnym, srebrzystym, klśniący, lkśniący, k-niosący – niosący światło (sączący) i mieszający je (miesiący z ciemnością). Podobnie jest ze znaczeniami lśniący, łśniący, łskniący, łsknący, łsnący, łyszczący, łyskający, błyszczącyc. Kśniący-lkśniący-łkśniący – połyskujący, słabo świecący, mżący światłem zimnym. Książ-Ksiądz-Kniaź – pan, władca, ksiądz – kapłan księżyca, ksień (ksieniec) – wnętrzności (znaczenie to wypływa bezpośrednio z mitu o obłupionym ze skóry Chorsie), kuszeti – ruszać się, kusić, kisziet’ – roić się, ksyk – syknięcie z bólu, knysićbełtać, miesić (np. ciasto, ale i wody), knysać – kołysać, falować, wzburzać, poruszać (związane z przypływami), knysać – wzruszaćd, knieć, cknić – tęskny, tęsknić, wywołujący uroczną ckliwość, rozrzewnienie (melancholię), tęsknotę, Knyszami nazywano wielkie, trzykątne obrzędowe pierogi z serem, pieczone na ofiarne uczty dla Chorsów. Kno-kien to wreszcie pień, kłoda, knieja – ostoja, znaczenie to jednocześnie podkreśla męskie cechy bóstwae.

Chwar to, jak wyżej powiedziano, odniesienie do ichoru i chwareny – boskich płynów i mocy. Także przypomnienie związków Chorsa ze Swarogiem jego dawnego blasku, piękna i siły (chwały, śwarności) i obecnego waru – odniesienie do wszystkich znaczeń wypływających z pojęcia waru omówionych przy opisie postaci Swaroga.

Przydomek Mesinc-Mesec odnosi się do roli Chorsa jako władcy Miesięcy (będących dziećmi Godów-Kirów) po odebraniu ich Godom, a przed ich utratą na rzecz bogów Nieba i Ognia. Jest to miano dwuczłonowe, mesi-sinc (-sec), o rodowodzie sięgającym wspólnego języka praindoeuropejskiego. Mes łączy się z łacińskim mensis, greckim men (mensos), indyjskim mas, litewskim menuo (menesis), niemieckim mond (monad). Praaryjski rdzeń me znaczył mierzyć, miara. Czas mierzono początkowo, wśród wszystkich ludów, według Księżyca, on był jego miarą. Człon -sinc (-sec) zawiera w sobie znaczenia siec – ciąć, sięgać, słać – posyłać. Tak więc Mesec to Zsyłający Miarę, Dawca Miary, Sięgający po Miesiące, Zsyłający Miesiące lub Tnący Rok (god) na Miesiące (Miary). Człon sinc nawiązuje zarówno do świetlistości (sijac – świecić, siać światłem identycznie jak w nazwie grudnia Prosinec-Prosijac), jak również do siności Chorsa. Jednocześnie z miana tego boga, jako całości, wywodzą się takie znaczenia, jak mierzyć, miara, mierzwić – mieszać, miesić – wikłać, mieszać (Chors miesza wody mórz przez przypływy i odpływy), mieszkać (dawniej dbać, przebywać-bawić, żyć, bywać – czyli także przybywać i ubywać lub przychodzić i odchodzić [jak to ma miejsce z Księżycem], także zwlekać), mieść – rzucać (miotać), miotła, mięso (miotła i mięso zastanawiająco wiążą się z księżycem w micie Hucułów opowiadającym o wilkołactwie)f, mścić się (msta, zemsta, pomsta), most (kładka), mościć, mieszkiruchy (zamieszki), Misisznycy – Miesięcznicy (Zdusze-demony odmieniające się cyklicznie – miesięcznie, żyjące między ludźmi, jak ludzie; pewnym ich rodzajem są Wilkołaki). Z rdzeniem mes- również wiążą się pojęcia masłego – tłustego (odnoszone do Pełnego Księżyca, czyli Meseca-Książa), masłoku – odurzającego napoju powodującego ekstazę, maski – głównego elementu kapłańskiego stroju w religii naturalnej, i maszkary. Także z tego rdzenia wypływa imię pierwszego historycznego władcy Polski, dynastyczne imię rodu Piastów – Mieszko (zawiera ono odniesienia do Dawcy Miary, sięgającego po władanie miesiącami – może w związku z przeprowadzoną przezeń zmianą religii, powodującą zamieszki i zamieszanie –mieszającego to, co było dotychczas). Być może był on wyznawcą Chorsa i członkiem Bractwa Wilkołaków (Młodych Wilków). Jego imię Dago widniejące na dokumentach wiąże go również z pojęciami dawcy i ognia, blasku oraz jasności (dag).

Przydomek Chorsiny Kirsna tyczy się jej właściwości oczarowujących, władzy rzucania uroku. Kirsen to sen maligna, sen na jawie, omam, sen tak realny, jak samo życie.

Tchna to przydomek mówiący o Chorsinie jako dawczyni wiedzy, wiary, natchnienia, władczyni głębokiego umysłu, uczuć wysokich. Znaczenia tchnienie, oddech i duch, dusza wywodzą się właśnie z owego wspólnego rdzenia tch-dech. Bardzo bliskie są takie pojęcia, jak tknięcie i dotyk odnoszące się do przeczucia, intuicji, natchnienia-weny (weń powietrze górne, wieliczące).

a Patrz np. L. P, Słupecki Wilkołactwo, str. 126-128.

b Patrz także T. Lehr-Spławiński Rozprawy i szkice…, str. 99-111.

c SES t. V, str, 262-266.

d SES t. II, str 292.

e Patrz także przypis 9 do Tai Trzeciej.

f Patrz L. P. Słupecki Wilkołactwo str, 126. a także w dalszych tajach.

21 PRZEPLĄT-PEREPUŁT (Perepłut) – miano tego boga jest dwuczłonowe. Drugi człon -pułt nawiązuje do putat’ – plątać, wikłać, pętać, czyli przewikłujący, plątający, spętujący. Pierwszy człon imienia, pere-, jest identyczny jak w słowie Perun (uderzający, piorący, bijący nagle, spadający niespodzianie) i ma takie same ewentualne odniesienia – omówione także przy osobie Spora: ostry, silny, prący, napierający, skłócający, prawy, prawiący, sądzący. Gdyby przyjąć drugą wersję końcówki, -plut, wtedy plut’ – płynąć, perepluti – przepłynąć. Imię boga miałoby więc znaczenia: przepływający, niezauważalny, nieuchwytny. Także pląt – plączący, plotący, pełtający – pielący, wyrywający, karczujący, plewtający (rus. połowu – plewię), plutający – plujący. Z Przeplątem jest związany zwyczaj plucia przez ramię, plucia w kruż z miodem, jak i wiele przysłów czy powiedzeń, które wiążą plucie z przekleństwem i złym czarem, niepowodzeniem, splątaniem zamiarów, zepsuciem.

PLĄTWA-PRIPEGALA (Przepigoła), to znaczy Tworząca Pląt lub Plątowa Baba, czyli żona Przepląta. Miano bogini, Pripegala, pochodzi ze źródeł germańskich i jest zniekształcone. Należałoby je zrekonstruować jako Prepigala lub Przepigoła. Człon pierwszy wywodzi się z rdzenia pre, per, i ma znaczenia takie same, jak zawarte w mianach Peruna, Perperuny, Prowego, Czstnoty-Pry, Przepląta i Spora. Człon drugi, gala-gała-gola, zawiera kilka istotnych znaczeń określających funkcje tej bogini. Tak więc: gala – narośl na dębie (galas), galić – służyć, przygalić – przysłużyć się (specyficzne, np. galić na zgubę komuś, galić na dwie strony), galić – skakać, przegalać – przeskakiwać ze strony na stronę. Istnieje znany magiczny obrządek pierwotny, polegający na przeskakiwaniu bruzdy lub rowu z jednej strony na drugą z wypowiedzeniem zaklęcia odwracającego zły los – to właśnie jest galenie. Galenie (rus. nagalit’) – nagły okrzyk i przyśpiew (pod wpływem nieopanowanego impulsu, rozpierającej radości, bólu lub zadumy), halyty (ukr.) – napędzać, naganiać, haliti se (czes.) śmiać się bardzo głośno, gałuch-gałas –krzyk, hałas, gałować – zagłuszyć (krzyczeć, zakrzyczeć, zagłuszyć). Inne bardzo bliskie znaczenia to głuch, głuszec, głuchy. Także gał – czarny, gałki – kule (szczególnie o losowaniu przy pomocy czarnych i białych kulek-gałek, co odwołuje się do mitycznej funkcji Przeplątów Dawców Koszu-Przypadku (losu przypadkowego, nieprzeznaczonego). Również gała – ślipie, oko, galić – ślipić (patrzeć bardzo uważnie), przyglądać się (co wywodzi się wprost z mitu, jako że Plątwa galiła, podgalała – podglądała, śledziła-ślipiła za Przeplątem, gdy zakopywał Taje). Gałuszka – główka laski, narośl, pęcherz, orzech (znów wprost z mitu, gdyż Plątwa, która była boginią piękną i wesołą, została ukarana szpetotą po swoim uczynku wykradzenia Taj i jej ciało pokryło się całe bąblami, pęcherzami i naroślami). Wreszcie najprostsze znaczenie goła – naga, odkryta, ogołocona (oboje Plątowie stracili po Wojnie o Taje wszystko, co mieli, i zostali goli, także rola Plątwy w wykradzeniu taj została odkryta i tym samym jej podwójne zamiary obnażone – obgalone), progalit – przejaśniać, progalina – owalna polana w lesie (goła dziura w gęstwinie, litym borze), co nawiązuje do żeńskości i nagości bogini, gołać (godać) mówić, głogoł – mowa, głagolica – pismo, pierwszy alfabet słowiański (bezpośrednie nawiązanie do Taj oddanych ludziom przez Przepigołę), również głos – mowa, wołanie. W wielu językach słowiańskich (np. w czeskim, serbskim, słowackim) zachowała się specyficzna podwójność znaczenia haliti. Czeskie haliti – zakrywać, holiti – odkrywać. Nawiązuje to znowu wprost do postaci obojga Plątów, którzy odkrywają i zakrywają przed ludźmi jednocześnie tę samą rzecz, po prostu plączą obrazy rzeczy. Dalej golący – ogałacający, golemy – wielki, gałąź – pręt bez liści, góla – naga góra złożona ze skał, hala – polana trawiasta pośród gół (ewidentny symbol kobiecego łona). Od Przepigoły wzięło się zachowane u Polaków słowo gałgan określające szmatki, strzępki, ale i oszusta, szalbiercę, urwisa, przecherę. Dalsze znaczenia wiążą się z glić. Jest to ciąg takich pojęć, jak glina – kleista gleba, ślina – wydzielina, śluz – ciągnąca się wydzielina, ślozy – łzy, glibiel – błoto, klej, glibki – lgnący, kleisty, glna, gnila – gnić, zgnilizna, lgny – lgnący, lepki, gleń – błoto, bagno i uglenie – ubrudzenie, uczernienie, zwęglenie. Dalsze znaczenia wykazują związki z gładzią – pięknością, młodością, niedojrzałością i gładzią – zagładą, czyli zniszczeniem, trzebieniem, zacieraniem (głoda – zagłada, goła – śmierć, goła – wszelka pustka, próżnia, gołota (hołota)ludzie nic nie warci, nieosiadli i głód – nienasycenie, pragnienie, niespełnialna żądza, pożądanie)a. Z powyższych związków znaczeniowych, zawartych wyłącznie w głównym mianie bogini, można odczytać fragmenty mitu o jej wspaniałości, piękności, niedojrzałości, beztrosce i lekkoduchowatości, które ją przywiodły do upadku, czyniąc z niej szpetną, pokrytą naroślami, złą, prowadzącą do zguby i zagłady, przez co stała się Panią Nieładu, Kłamstwa, Władczynią Kłótni. Plątwa jest boginią nieszczęśliwą, która chciała być Dawczynią Głosu i Pisma (Taj), a straciła wszystko, niszcząc też przy okazji swego męża Przepląta Strażnika Taj. Inne szczegóły postaci wyłaniają się dodatkowo z pozostałych mian Plątwy: Plątwa-Prekolicha i Plątwa-Kłóta.

Prekolicha – znaczy kołująca, stawiająca się w poprzek (preko – poprzek, wprzeki, poprzeczny). Miano ma też związek z kłótnią, przeko – przeczyć, przekomarzać się – sprzeczać się, kołocić – kłócić, upierać się. Jest to bogini przekoślawiająca, przeinaczająca (prekosłowity – przeciwmówiący). Jednocześnie Prekolicha znaczy kołująca w przeciwną stronę (wiadomo, że koło to święta figura, a taniec w Koło był jednym z najważniejszych zbiorowych obrzędów religii naturalnej, służącym kontaktowi z bogami i wyrażającym porządek świata. Jednocześnie taniec ten wprawiał w ekstazę, stanowił wieszczy wzlot ducha. Perkolicha – bogini o zadartym, wydatnym nosie. Także Perkolicha – Matka Licha (Pierwolicha), kołująca ku Lichu. Zasługuje na uwagę także nazewniczy związek Przepigoły z przepiórką – plepielicą, plepielichą, prepelicą, ptakiem Plątów, który właściwie nie lata, ale polatuje (lata i nie lata). Przekobiała – przecięta białą smugą, białym pasem, bogini o dwu twarzach – jasnej i ciemnej, o dwu postaciach – dawnej i obecnej, o dwu przyrodzeniachb.

Miano Kłóty bierze się nie tylko z jej kłótliwości i zdolności wywoływania kłótni, ale i stąd, że jej atrybutem jest Złota Kłódka-Zatrzask, którą zamyka ofiary w sidłach kłamstw i żądzy, czyniąc spory nierozwiązywalnymi. Miano to ma związek zarówno z kłóć – kłuć (kolić, kolec, ukłucie), jak i kuć (kować, skować, zakuwać)c.

Przepląt oprócz omówionego miana Przepląta-Perepułta nosi imiona wtórne Przepląt-Kus i Przepląt-Kos.

Kus znaczy kuszący – podkuszający, kuszący – powabny, budzący zainteresowanie, dotykający delikatnie (kusznąć, kuszać – dotykać, całować), kęsający – pożerający, kąsający – gryzący, podgryzający, kąsający – próbujący, smakujący. Także szorstkoskóry.

Kos, czyli ukośny, krzywy, stający w poprzek drogi, długowłosy z warkoczem (kosa -warkocz pleciony, ale i w ogóle długie włosy), kosmaty – włochaty. Także kosiarz - posługujący się kosą-sierpem. Kosz – pułapka, zamknięcie, ale i kosz – przypadek, los, kosz – dotknięcie, czyli „dotknięcie losu” – przypadek. Kosz – plecionka, a więc bóg plotący, pętający, wikłający.

Kara kosza to kara średniowieczna, która polegała na zawieszeniu w koszu nad błotem. Aby wyjść, trzeba się było odciąć wpadając w błoto. Była to bardzo hańbiąca kara, stosowana zwłaszcza wobec nierządnic. Z kolei „dostać kosza znaczyło zostać opuszczonym, odtrąconym, zdradzonym (Plątwa zdradziła Przepląta ujawniając miejsce zakopania Taj). Z drugiej strony od rdzenia kos – dotykać, pochodzą pojęcia całować i kochać. Widać tutaj znowu typową dla Plątów dwoistość znaczeń i bezpośrednie nawiązania do mitu, bowiem oboje Plątów spotkała hańbiąca kara – zostali umazani swoim postępkiem i dosłownie unurzani w błocie (ocaliło ich ukrycie się na dnie bagna). Przepląt stał się od tamtej chwili bogiem Podziemnym.

Plątwa była znana Słowianom Alpejskim znad Jeziora Bodeńskiego, górnego Renu i Menu oraz Drzewianom Załabskim, Czechom i Słowakom jako Perchta, czyli Per-chota, Per-chołota (Pripegala)d.

Istyjskimi odpowiednikami Przepląta i Plątwy są Wajżgants (wiążący) i Raugupatis (bóg zakwasu-termentacji). Obydwaj mają męską postać, co jest późniejszą naleciałością. Postać żeńska nie została zachowana do czasów, kiedy zanotowali te miana kronikarze.

a SES str. 132-134, 142, 149.

b SES str. 443.

c SES str. 237.

d Patrz: Rudolf Gross Farbsymbolik im Wandel der Jahrtausende – gdzie znajduje się wiele informacji o Perchcie i rozmieszczeniu w Niemczech ośrodków jej kultu. Odpowiada ono dawnemu rozmieszczeniu Wenetów i Słowian. Tam także informacje o kulcie Roda w Wendlandzie i Hanowerze na Załabiu, Rucki – córki Roda, Keltny (Cetny), Holdy-Holle (Chołdy-Chochołdy) i Swetice (Swątlnicy).

22 MAKOSZ i MOKOSZA to bogowie Żrzebu (zrębu, losu) i Wiergu – Wyroków Nieba. Ich istyjskimi odpowiednikami są Moschel i Marsza (Masza). Ich miana są dwuczłonowe i zawierają w drugim członie wyraz kosz będący prastarym określeniem zbiorczym wszystkich rodzajów losu, właściwie przypadku niepowiązanego jeszcze wtedy z przeznaczeniem. Człon mok (mąk-, mak-) odnosi się do pojęcia mokrości, mącenia-mieszenia, mączenia-mieszenia (pomiechrać, pomąchrać – powikłać). Mokos – wyplot, przędzenie i przędza. Postać bogini Mokoszy znajdowała się w panteonie Włodzimierzowym i jest potwierdzona przez najstarsze latopisy. Jej pamięć przechowala się na Ukrainie do XIX wieku, kiedy obchodzono jeszcze jej święto jako Piatnicę. Wtedy też urządzano obchód z Mokoszą. Przedstawiano ją jako długowłosą, wielkogłową, długoręką boginię i wiedziono przez całą okolicę, zamykając obchodem święty krąg. Obrzędy te nazywano Mokridą. Mokrza to jeden z przydomków boginia. Słowo mąka znaczyło dawniej jednocześnie ciasto i mieszenie (męłcie), a nie sypką mąkę i wiązało się ze znaczeniem mokry, lepki. Motać (mołtać, moktać) znaczyło nie tylko nawijać, naplątywać, ale i mówić (mołwa – mowa). Mo(ł)kosz znaczy Ten Który Przepowiada Kosz (źrzeb-los). Właśnie od plątania przy pomocy mowy bierze się pojęcie matactwa, mętnych wywodów. Pojęcie mętności odnosi się także do wody, ma więc związek z mokrością i motaniem (męty, mąty). Mokosze pokazują ludziom ich los w sposób powikłany, niejednoznaczny. Wikłają też los w sposób dosłowny, wyplatając Materię Świata – Baję. Istotę wikłania i mieszania przez Mokoszów najlepiej oddaje przykład Pająka Mokoszy. Pająk Mokoszy spoczywa zawsze na jej piersi i z jej polecenia zabija lub wraca życie, odwraca wierg (los-wyrok), sprowadza szczęście lub nieszczęście na człowieka. Nigdy nie wiadomo, co w końcu przyniesie. Stąd wzięła się wiara w moc pająka, który napotkany o wieczorze ma przynosić nadzieję, a o poranku nieszczęście, i zakaz-tabu zabijania pająków, będących wszak wyplataczami Nieci Żywota (bytu, wiergu, źrzebu, doli) na Bańskich Łąkach Mokoszów. Człon mak- nawiązuje również do maku będącego atrybutem Makosza, rośliny, która jest znana z właściwości odurzających i była używana przez wieszczbiarzy w celu wieszczego wróżenia – przepowiadania przyszłych zdarzeń.

Makosz nosi miana Makosza-Mołwa, Makosza-Dodola i Żreba-Usuda. Mokosza nosi miana Mokoszy-Mokrzy, Mokoszy-Mąkszy i Mokoszy-Wiergi. Przydomek Mołwa zawierający znaczenia męłcia i mowy został już omówiony.

O przydomku „Mokrza” warto dodać, że oznacza on boginię Mokrokrzewiącą, Mokrokrzeszącą, co się odnosi do rozkrzewiania i krzesania Nieci Żywota na Bańskich Łąkach, skrapiania ich Żywą Wodą oraz rozczesywania. Z powodu owej ożywiającej właściwości wody z Bańskiej Łąki i studzien Mokoszów w razie suszy nie tylko składa się ofiary bogom Wód, ale i odprawia obrzędy mające zyskać przychylność Mokoszów (Mokoszy i Dodoli lub Makosza-Dodola), by woda, która spadnie, była dobra, ożywiająca zwiędłe rośliny.

Przydomek Mąksza został omówiony wyżej, tu trzeba dodać dwa znaczenia miękki i męka – obydwa wychodzące, tak samo jak mąka, z rdzenia mięk – oznaczającego ugniatanie, gniecenie, urabianie. Owo urabianie i miękczenie na mokro dotyczy Nieci powstających z włókien bańskich traw, obrabianych tak jak len czy konopie. Między kątynami i gromadami nie ma zgody co do tego, czy Nieci Żywota pochodzą wyłącznie od Bańskich Pająków, czy również są wyrabiane z Bańskich Traw. W pierwszym wypadku byłyby plecione w grube nici i sznury, a potem tworzyłyby Materię (materiał) Świata, w drugim włókna wplatano by w Baję, tak jak się je wplata w maty i kosze.

Zachowały się także wzmianki wskazujące na związek Mokoszy z kobiecym seksualizmem i onanizmem. W rosyjskim przeniesiono miano jej kapłanek mokoszij (Gromada Mokoszek lub Mokochanek) na nierządnice. Wiąże się to ze świętem Mokridy, czyli polskimi Prządkami, obrzędami zamkniętymi dla mężczyzn, świętem wyłącznie kobiecym, podczas którego miały miejsce różne zabiegi mające wzmocnić płodność, a więc rozbudzić pożądanie, przekazać kolejnemu pokoleniu kobiet tajemnice nie tylko opowieści prządkowych – bajów mitycznych, ale i inną tajemną wiedzę kobiecą.

Dodol oznacza Dawcę Doli, Ojca Doli, a także boga Dodającego – dokładającego i wplatającego coraz nowe Nieci w Materię Świata. Słowo to zawiera w sobie znaczenie dolina, dolny, dół, biorące się z dolnego położenia Niwy Mokoszów na Weli, w Dodolinie (Dolinie), pośrodku której leżą podmokłe Bańskie Łąki. Przydomek ten zachował się szczególnie mocno u Słowian Południowych.

Źreb-Źrzeb, a także Usud-Sud, to bóg tworzący źrzeb-los Wszego Świata, zwany inaczej sudem (sądem lub siudbą – przeznaczeniem). To dawca zrębu-sudu – podstawy dziejów Świata. Jednocześnie oznacza zrębującego, czyli odcinającego wplatane nieci, kończącego dolę, byt, decydującego o zerwaniu Nici Żywota. W bliskim związku ze źrzeb pozostają pojęcia żreć – jeść, ucztować, ofiarować, i żerca (żrec, żyrzec) – ofiarnik oraz źrebię – młode zwierzę (w polskim wtórnie ograniczone wyłącznie do młodych koni).

Wierga – znaczy zarówno Dająca Wierg (los-wyrok) Nieba, jak i wierna Makoszowi oraz wiergna – prawa, właściwa, wracająca (choć według mitu wielokrotnie odchodziła). Także wierzgająca – rzucająca się (wreszti, wrh – rzut), wróża – przepowiadająca (wróżąca), wroga, wróżdżąca – mściwa, wrożąca – krępująca, wiążąca powrozem losu, wiersznia – wysoka, wierzchnia – zapoczątkowująca (poczynająca), źródłowa, zawierszająca – kończąca, wiersza – łapiąca w sieć (wierszę) przeznaczeniab.

a Wymieniona w Powieści dorocznej w głównym panteonie stojącym na Wzgórzach Kijowskich. O obrzędach XIX-wiecznych i pamięci Mokoszy, nie tylko na Rusi, ale i w Czechach i byłej Jugosławii pisze S.A. Tokariew w Mity narodow mira t. II, str. 169 [patrz także A. M. Kempiński Słownik mitologii ludów indoeuropejskich str. 289; M. Filipović Zur Gottheit Moko bei den Slaven, w "Die Welt der Slaven"; H. Łowmiański Religia Słowian i jej upadek oraz wiele innych].

b SES str. 336, 616, 666.

Kwitnąca Lipa

23 DZIWIEŃ (KUPAŁA) i DZIEWANNA to piękna para bogów odpowiedzialnych za sprawy Miłości, Żądzy i Uczuć (które dziś określamy emocjami). Istowie także posiadali taką parę – Goniglisa-Kaupole i Łajmę. Dziwień nosi miana Dziwienia-Kupały, Dziwienia-Kapały i DziwieniaWesela, zaś jego żona-siostra, Dziewanna, nosi miana Dziewanny-Dziewy, Dziewanny-Dziewuny i Dziewanny-Dziwy.

Najpierw omówimy miana Dziwień i Dziewanna, bowiem są to pierwsze, najważniejsze imiona tej pary. Z nimi wiąże się też bezpośrednio objaśnienie wszystkich przydomków Dziewanny. Dziwień jest obecnie bardziej znany pod swoim przydomkiem Kupała niż pod głównym imieniem, Miano Dziwień łączy w sobie szereg pojęć wywodzących się od diews – bóg. To dwuczłonowe imię (Diw-weń) znaczy – bóg Wianujący (Wieńczący). Taką samą wymowę ma imię jego małżonki, Wenić znaczyło kupować, dobijać targu, kończyć. Wenią nazywano ogólnie dobry czas, dobrą, słoneczną pogodę, powietrze, a także zapach (woń), pojęcie wianowania wiąże się ze zwyczajem kupowania kobiety i dobijania targu małżeńskiego, bowiem w starożytności kupowało się żonę. Ten szczególny rodzaj kupna nazywano wianowaniem. Z czasem zasady wianowania i wiana uległy przemianom, ale echo tego zwyczaju jest obecne do dzisiaj w obrzędach weselnych. Weselu i małżeństwu patronowali Dziewowie (także Mokosze i Rodowie), a samym zaślubinom nawet Prowe – czuwający też nad tym, by nie łamać prawa, zwyczaju i przysięgi. Składano wtedy ofiary wszystkim bogom, jako że małżeństwo to inicjacja – akt wszechstronny i wszechobejmujący. Wesele, jako akt zdjęcia pannie wianka symbolizującego wolność, było drugim szczeblem plemiennej inicjacji, sankcjonującym dojrzałość młodych do założenia rodziny i nowego gospodarstwa. Pierwszym była dojrzałość rozrodcza – nabywana w obrzędzie Postrzyżyn chłopców i Siudów dziewczyn (po których dziewczyna nabywała prawo do noszenia wianka). Dziewowie, jako Opiekunowie Miłości i bogowie Żądzy, byli darczyńcami (dawcami) i opiekunami tego aktu zwieńczającego (a w sensie dosłownym odwieńczającego) miłość młodych. Z rdzenia diews wypływają trzy ważne rodzaje znaczeń wiążących się poprzez mit w jeden krąg. Mit ten nie dotyczy jednak bezpośrednio Dziewów, lecz syna Dziewanny i Łada – Diwa-Ładziwa [patrz w następnych tajach].

Pierwszy krąg znaczeń sprowadza się do określenia kobiecości w całym jej zakresie, od pojęcia dziewica poprzez dziewczyna, dziewka, dziewa, dziwa do dziwka (lubieżna, rozpustna) i znaczenia zawartego w pojęciach dzieci, dziatwy (rodzącej się z dziewek) czy dziewierza. Te wszystkie określenia zawarte są w przydomku Dziewanny Dziewuna,

Drugi rodzaj znaczeń sprowadza się do pojęcia dzikości, nieokiełznania, żądzy, nieopanowania, dziwy, dziwoki = dziki. Tu wchodzi także określenie dźwięk – krzyk, głos, dziki hałas, dzwonek (źwonek – narzędzie magiczne odstraszające złe moce) i wreszcie dźwiganie – ruch, walka, podnoszenie (dwiżiti, podwig – walka, dwiżenje – ruch). Ten rodzaj odniesień określa przydomek Dziwa.

Trzeci rodzaj sprowadza się do pojęcia dziwności, dziwu, zadziwienia wywodzącego się z diwiti – patrzeć i diewas – bóg (jaśniejący, objawiający się). Tu także należy włączyć blisko spokrewnione dzięki, dziękować, dziękczynić, wdzięczność – oddawanie czci. Tym znaczeniom odpowiada przydomek Dziewa.

Następna para przydomków to Kupała i Kapała. W obu zawarte są bliskie sobie znaczenia wywodzące się z rdzenia kup (kap, kąp) i pała, tylko że określają one (i akcentują) nieco odmienne funkcje boga. Jest to krąg takich znaczeń, jak kąpiel, kąpać się (rus. kupatsja), kuper (pośladek, wzgórek), kupa (skupienie, bycie razem w gromadzie, skupisko), kupno (kupować, zakup) – wymiana (związane z wianowaniem, a potem rozszerzone znaczeniowo na każdy zakup), kucia (pochwa), kop – kopiący, kop – dzida (męskość bóstwa), kopuła (Dziwień był współtwórcą Kopuły Niebios – Nieba Wysokiego), kopułowanie (kopulacja), kąp – szynka (kąper-kuper), kąpać, kąpiel, skąd Kupajła – obrzęd (jedna z głównych części Święta Kresu obchodzonego 20-26 czerwca). Inne znaczenia bliskie to: kępa – krzaczaste skupisko (Kupała jest bogiem obficie owłosionym w specyficzny kępiasty sposób, czyniący go także fizycznie Dziwieniem), kapać – kpić, kap – kpiarz, kap – cap, kacap – lubieżnik, rozpustnik, kapa – przykrycie odświętne, kapica – przykrycie, suknia, kapka – kropla, kapałka – serwatka, sperma, kapalica – napój obrzędowy (alkoholowy z domieszaną spermą i serwatką lub mlekiem) czy wreszcie kap – posąg bóstwa, kaplica, kapiszta – świątynia, kopiec – święte wzgórze (pojęcia związane bezpośrednio z budowlami kultowymi).

Ostatni przydomek Dziwienia, Wesel, jest bardzo ciekawy przez wyrażoną fizycznie w brzmieniu słowa (za pomocą odwrócenia sylaby) opozycję Dziwienia i Welesa (Wesel – Weles), dwóch odwiecznych wrogów ścierających się nieustannie w nierozstrzygniętych potyczkach. Raz zwycięża jeden, raz drugi. Niewątpliwie mamy tu do czynienia z nieprzypadkowym przestawieniem, które świadomie oddaje przeciwieństwo sensu.

WELES – miano Pana Weli, Władcy Zaświatów, boga Śmierci – rozkłada się na dwa człony wel- i -les. Pierwszy z nich oprócz pojęcia Władający Welą, Wel – mieszkaniec i król Welów (Zmarłych) znaczy także wielki (welmi – wielki). Człon -les określa władającego lasem (symbolem siedliska tajemniczych i ciemnych sił, bezładu i Zaświatów). Weles jest władcą Welańskiego Lasu – Rajca położonego w Nawi Raju -miejsca odpoczynku wojowników.

WESEL – miano Władcy Żądzy i Miłości, Siewcy Życia, Dawcy Rozkoszy rozkłada się na człony wes- i -sel. Człon pierwszy jest wywodzony od was – światło, wes – wesoły, wasara – dzień, wesna – wiosna, wasara (powasaris) – lato. Człon -sel stanowi wzmocnienie tego znaczenia: sol (soł) – słońce (sołnce) albo sel sła (posyłać, mościć, ścielić (posłanie). Oznacza więc Ślącego Wiosnę, Ścielącego Światło, wesołego i słonecznego Siewcę Rozkoszy i Radościa.

Warto też w tym miejscu dodać, że Welon, własność Welesa, został mu skradziony przez Dziwienia i stał się symbolem małżeństwa zamiast śmierci.

a SEB str. 113-114, 217, 282, 499-500, 607, 610.

24 PODAG i POGODA są ojcem i matką rodu Weniów. Cały ten ród to bogowie pośredniczący pomiędzy bogami na Weli oraz między bogami a całym pozawelańskim światem (w tym ludźmi). W mitologii Istów odpowiadają im postacie Algisa i Auski. Miana Podaga i Pogody są dwuczłonowe.

Imię Podag składa się z członów pod- i -dag. Człon -dag został już omówiony przy osobie Dażboga. Tak samo jak tam oznacza on Dawcę i Jaśniejącego (płonącego), czyli boga Darczyńcę. Człon po- (pod-) wyraża ograniczenie lub podłoże (ziemię, podeszwę). Tak więc w mianie tym znajduje odbicie mit o Podawcy Ognia, Nosicielu Blasku. Między kątynami i gromadami nie ma jednak zgodności, kto był podawcą ognia, niektórzy twierdzą, że Chors, Chorsiniec (Księżyc) albo Podagżyk. Imię Podag wywodzą oni od Przychodzący Po Dagach, czyli Dażbogach. Według tej wersji po Dażbogach mieliby się narodzić Podagowie-Weniowie, a potem na przemian inni Żywiołowie i Mocarze (Mogtowie). Część kątyn podaje wersję, według której miano Podaga znaczy po prostu Podający albo Padający z Nieba na Ziemię, czyli Posłaniec bogów. Posłaniec ten w zależności od potrzeby może przybierać różne postacie: promieni słonecznych, blasku, cienia, deszczu, wichru, dźwięku, zapachu, ciepła, chłodu, zwierzęcia czy człowieka. Może się też ukazywać we własnej postaci. Imię Podaga tłumaczy się również jako Będący Poniżej Dagów-Sołów, czyli bliżej Ziemi, dokładnie pomiędzy Niebem a Ziemią. Także Tworzący Podstawę albo Chodzący Po Drogach – Dający Drogę.

Imię Pogoda zawiera drugi człon -god, który ma znaczenie godna – zacna, godziwa – dobra, godząca – łagodząca, goda – boska oraz godząca – uderzająca, godowa – rujna, godowa – roczna. Byłaby więc Pogoda Dawczynią Pokoju i Spokoju (Pogodzenia). Według innych, jako Dawczyni Dobrego Powietrza (Weni – klimatu) jest tą, która przejmuje działanie po Godach (Kirach) i łagodzi uczynione przez nich Pory Roku. Istnieje też pogląd, że Weniowie są jedynymi bogami nie pochodzącymi od Czarnogłowa i Białobogi, lecz zrodzonymi wspólnym wysiłkiem Godów, są więc potomkami Godów Po-Godami. W tym wypadku Weniowie musieliby być rodem zupełnie wyjątkowym, nie pochodzącym z Żywiołów ani Mogtów (Mocy-Mocarzy). W Kręgu Bogów zasiadają pośród Mogtów i spełniają funkcję Łączników. Milcze – kapłani kątyny Podaga w Płoni na Połabiu – twierdzą, że Podagowie przychodzą po Godach, czyniąc swoją robotę, i stąd ich miano. Wytyczają oni weń-klimat i układają drogę porom roku oraz Miesiącom. Podag nazywany jest Podagiem-Dragiem, Podagiem-Mirem i Podagiem-Wardęgą. Pogoda nosi przydomki Wedry-Pticy (Ptachy-Pachy, Ptaki lub Matki Ptaki-Pticy), Weni-Woniei i Ugody-Zgody.

Przydomek Weń został omówiony przy osobie Dziwienia. Zaznaczmy tylko, że jest to najpiękniej pachnąca spośród bogiń, łagodna i spokojna, dawczyni szczególnie lekkiego przyjemnego powietrza łączącego Niebo i Ziemię w jedność, ciepła wypełniającego przestworza. Jest dawczynią wszystkich zapachów Świata – pośredniczących między roślinami a zwierzyną, pomiędzy samymi zwierzętami, zwierzętami i ludźmi oraz między ludźmi i bogami. Zapachy łączą cały świat, całą Przyrodę, w jedność. Jako Weń i Ugoda jest uważana za opiekunkę kupców, bowiem wianować znaczy także płacić, a weń to zapłata.

Powyżej omówiliśmy w zasadzie także przydomek Ugoda, który ma trojakie znaczenie. Po pierwsze łagodzenia różnic, czyli łączenia przeciwieństw, łączenia ludzi będących w sporze, sprowadzania spokoju zewnętrznego i wewnętrznego. Po drugie dostrajania i doprowadzania do odpowiedniej ładności wszystkich składników pór roku, miesięcy, pór dnia, ukształconych przez Godów. Po trzecie zaś oznacza także ugadzanie-uderzanie, nagłe zmiany, sprowadzanie złej pogody.

Miano Ptica jest wymieniane w starych kronikach w kontekście: Matka Ptica, Matkoptaka, Bożoptica, Ptachaa. W starosłowiańskim pta (rus. potka, ptica, ptiniec)ptak. Przydomek ten bierze się z baju-mitu o porwaniu ptaków przez Pogodę i uwięzieniu ich na Wyspie Weń oraz z baju o tym, jakoby Pogoda była matką Miesięcy spłodzonych przez Kirów bądź Żar-Ptaków Światłogońców. Ptak to wyraz praindoeuropejski. Indyjskie pal znaczy latać i z tego znaczenia rozwinęło się słowiańskie określenie ptaków – latających. Także pautas (litew.) – jajo, putns (łotew.) – młode, ptak oraz pesna (pieśń) – śpiew ptaków, głos szybujący w powietrzu. Jednocześnie patha – znaczy droga, peto (łac.) – dążę, pat (grec.) – padać. Te znaczenia wiążą ową nazwę zarówno z mianem Pogoda, jak z funkcją „pogody zmiennej”, podążającej, wyznaczającej drogę – czyli tok zajęć, bieg żywota. Wyznaczanie drogi, podążanie to typowe działanie dla Niebiańskich Łączników, Wieczystych Wędrowców, jak się mówi o Podagach-Weniach. Zatem Ptica znaczy jednocześnie Wytyczająca (Tycząca) Drogęb. W archaicznym brzmieniu tego miana – Ptacha – zawierają się zarówno znaczenia latająca, poruszająca się w powietrzu, tworząca powietrze, jak i droga, ścieżka oraz pach zapach, zaduch, czy też puch – pióra ptasie, napuszony – dumny, puchnąć – nadymać się, pachać – ruszać, pachać – popychać, pycha – duma, pycha – okrągłość, pyszność – smakowitość, puszczać – poruszać, puszowati – całować, puska – pieszczota, pusz – czub, pąch – krągłość, pąk – pączek, zawiązek (jaja, owocu: greckie ovos, łacińskie avis – ptak i jednocześnie jajo, owoc), pag – okrąg, koło, pąg – wypukły, kolisty, opuszczać – pozostawiać, opadać, pustka i puszcza, rozpuczyć –rozprzestrzenić się, puha – bicz, puhać – wydawać straszne odgłosy nocą, straszyć, pucha – pojemnik (puszka), puhar – czara, czasza (nie z niemieckiego, lecz z praindoeuropejskiego). Dalej rozwija się ciąg znaczeń od rdzenia puk: pukiel, wypukłość, puk (Pukis), pukać, pęk, pęknięcie, pękaty, pęki czy pępek, pępowina. Jak widać, wypływające z prawyrazu ptach (pach, patch) znaczenia są tak rozległe, a jednocześnie powiązane, że bez trudu rysują postać bogini, jak i znaczną część baju-mitu. Przydomek Wedra prowadzi ku dwóm funkcjom: kształcenia pogody (wedro – pogoda, wąd-dra, czyli Wyznaczająca Drogi Wodzie, a więc Wiodąca Deszcze) oraz prowadzenia wędrowców, bo węd – wiodąca dra – drogą, czyli Wyznaczająca Drogi, Wędrująca, Opiekunka Wędrowców.

To drugie znaczenie zawarte w poprzednim przydomku jest motywem przewodnim i oddaje główną funkcję Podaga-Draga – Dawcy Drogi, zatem łącznika w przestrzeni ziemskiej, niebieskiej i welańskiej. W tym mianie zawarty jest synonim męskości boga drag – drąg. Są i inne odniesienia: drag – drogi, drogocenny, drug – przyjaciel, towarzysz podróży, drag – droga, ścieżka i wreszcie drugi – wtóry, co się odnosi zarówno do narodzenia Weniów jako drugich po Dażbogach, jak i do ich prac, które następują zawsze po robotach Godów. Rysuje się tu obraz boga Łącznika, tak samo łagodnego i przyjaznego, jak Pogoda, Opiekunka Podróżnych. Także wyznaczającego każdą drogę do każdego celu i prowadzącego nią Przewodnika po Drogach Żywota. Określenie Podaga jako drogocennego potwierdza drugi przydomek, Wardęga, który oprócz znaczenia podróż, wyprawa, włóczęga zawiera znaczenie Dawca Waru (Żaru, Ciepła) oraz Dawca Dobytku (wardęga – dobytek, wcześniej „zdobycz” albo „bydło”, stanowiące główny dobytek ludzi pierwotnych). Możliwe jednak, że przydomek ten w brzmieniu Wedr-denga oznacza jedynie Dawcę Pogody lub Wiodącego Tęczę. Zastanawia tu związek z Dengą (Tęczą), która jest blisko złączona z wodą (Śląkwą-Dżdżą). Być może Podag byłby tym, który przynosi złą pogodę, deszcz, chłód.

Ostatni przydomek Podaga, Mir, oznacza Dawcę Pokoju, Zsyłającego Cześć, Wskazującego Zasłużonych, poważnego i poważanego, Dawcę Przymierzy czuwającego nad ich wypełnieniem. Mir oznacza cały świat – jest to podkreślenie funkcji Podaga-Łącznika, bo cały Świat (Swąt) jest jednością – Mir (Podag, Pokój) i Świat to jedno, ponieważ Mir jako łącznik przenika sobą cały świat i jest cząstką Swąta.

a Np. w Księdze Welesowej, wczesnośredniowiecznym źródle z Rusi.

b SEB str. 446,447,449.

25 MOR i MARZANNA – para bogów Zagłady. On jest Władcą Zarazy, ona Panią Starości i Zapomnienia.

Ich odpowiednikami wśród Istów byli Patollo – bóg Zmarłych i Podziemia oraz Giltine – bogini Nieszczęścia i Śmierci. Oprócz nich występowała jednak, tak jak i u Sławian, druga para bóstw związanych ze śmiercią, Welns i Wielona. Tych dwoje odpowiadało za życie na Weli, życie po śmierci. U Sławian rolę tę pełnią Weles i Nyja. Nyja jest jednocześnie boginią Śmierci.

Miano tych bóstw jest jednoczłonowe, bardzo archaiczne. Marzanna (Marzana) znaczy po prostu Żona Mora, czyli Morowa. Praindoeuropejski rdzeń mar (mer), łączy się ze znaczeniem umierania, śmierci, martwoty, morzenia, marznięcia, marnienia, marnowania. Od tego rdzenia, a więc i od imienia Mora, pochodzą znaczenia zawarte, niemal bez wyjątków, w olbrzymim kręgu pojęć śmierci i umierania. Należą tu: marcha – padlina, ścierwo, mór – zaraza, marhać – trwonić, marnotrawić – marnić, mara – duch pośmiertny (zdusz, zjawa), marżyć (mar-rżyć – ucinać, zabijać), mordować (czyli mor dawać), morda (o pysku potwora lub zwierzęcia krwiożerczego mor dającego), marzyć (zapominać o życiu, marnować czas, być w półśnie, kirśnie), mrskati – rzucać, marszczka – fałda, bruzda, smuga, marzgać – smagać, biczować (mrskać), marszczka – zmarszczka (zgryzoty, starości), marszczyć – falować (marszczka – fala morska), moręga – siność, marski – mężny, markotny – smutny, markoczący – narzekający, marczący – mruczący, margający – mrugający, mruk -ponury, pomruk – groźny odgłos, martwota – bezruch, zmartwienie – zgryzota, mary – łoże zmarłego, zmarły – uśmiercony, zmora – męczący sen (także Zrodzona z Mora – jego córka Zmora), marzec (miesiąc marzący się i marznący, morzący wszystko, co wzejdzie), morusać – brudzić, maruszka – plama (stąd pochodzi miano boginek Maruch – plamistych, brudnych, odpowiadających u wielkorusów naszym Żyrom), mer mrzeć, mara – blask, mżenie – świecenie, blask, migotanie, mryganie, mer – miara, mrsza – wynędznienie, chudość, morzenie – ścinanie, mrożenie marznięcie, mróz, mierzwa – odpadki, nawóz, mur – ściana (dawniej ziemna, może ściana domu-ziemianki lub lepiona z gliny-błota-murasu), murawa – darń, trawa, murgi – czarny, murgaw – czerniawy, murdzaty – brudny, muras – błoto. Słowo morze, które również wchodzi w ten krąg, jest słowem wartym osobnego omówienia. Dawniej oznaczało ono najprawdopodobniej Rzekę Śmierci, którą trzeba przepłynąć, aby wejść do Świata Zmarłych, przestwór oddzielający Welę od Ziemi. Przemawia za tym dodatkowo fakt określania wypraw mitycznych bohaterów w Zaświaty jako podróży za trzy dziewięć mórz, czyli 3 razy po 9 mórz (czerta 9 to czerta śmierci, 3×9 to śmierć „trzech duszyczek człowieka” składających się na jego duszę-jedność, 3 x 9 = 27, a 2 i 7 = 9, co daje czwartą dziewiątkę – ową Duszę-Jedność i zarazem Zaświat).

Mor nosi miana Muroma-Mroka, Mora-Móra i MoraMoroza. Jego żona-siostra, Marzanna, nosi miana Marzanny-Morzy, Marzanny-Marmurieny i Marzanny-Maży (Marzy). Znaczenie tych wszystkich przydomków zawiera się w tym, co napisano wyżej i sprowadza do opisu funkcji bogów Zagłady (Mroku, Umierania), Zarazy, Zmorzenia i Zmartwienia (Starości), Pogrążenia, Zapomnienia (Marzy), Sprowadzania Ciemności i Maligny (Mroczenia).

Na uwagę zasługuje nazwa jednego z mórz – Marmara, co znaczyłoby Morze Morów, czyli Martwe (lub Morze Mar – Zjaw). Także nazwy plemienne Morawianie i Morzycy wskazują, że byli oni czcicielami Morów, być może były to pierwotnie naczelne bóstwa owych plemion.

26 Niebiańska, czy też Niebieska, Drabina Welesowa ma siedem szczebli i jest nazywana Siedmioszczeblową przez kątyny tradycji zachodniej (winetskiej). Według tradycji kapiszt Wschodu (gleńskiej) ma ona trzy razy po dziewięć szczebli i jest zwana Niebieską Drabiną Trzydziewiętną. Po tej drabinie schodzą dusze zmarłych do wnętrza Komory Sowiego ze szczytu Nawielnej Góry. Na drodze do Zaświatów czyha na dusze zmarłych wiele niebezpieczeństw. Pierwszym z nich jest czuwający pod Szklaną Górą Nawielną smok Wizunas, który dmuchnięciem spycha ze zboczy tych, którzy bluźnili przeciw bogom. Drugim jest możliwość usunięcia przez Welesa owej drabiny spod nóg człeka urągającego boskim prawom. Z tego powodu, aby zabezpieczyć zmarłego w welańskiej drodze, dołączano do jego ekwipunku prawdziwe kładki i drabiny, które razem z ciałem palono na stosie. Z czasem zastąpiono owe przedmioty wypiekanymi z ciasta lub czynionymi z gliny namiastkami. Drabiny i kładki jako pieczywo świąteczne poświęcone Welesowi wypiekano w każde święta Dziadów – cztery razy do roku.

27 WELES i NYJA – władcy Zaświatów, Weli i Nawi (dodatkowo Nyja jest Panią Śmierci). Miano Welesa omówiliśmy przy osobie Dziwienia-Weselaa i Wodo-Wełma. W mianie Nyi zawierają się takie znaczenia, jak: naktis, nyktis, noszt – noc, nykti – niknąć, marnieć, nikt, nic, nei – w dole, niż – dół, naw – głąb, dół, Nawie – miejsce przebywania zmarłych na Weli, nyju – płaczę (nyć – płakać, wyć), nucić – zawodzić. Stąd pochodzą też znaczenia nudzić i nędza, nękać i nęcić (ponuda – ponętna), ponuta – przymus, nuja (nautis) – bieda, nędza, nujan – tęskniący, po-nuda – tęsknota. Tak więc Nyja jest boginią Wiecznej Nocy, Zaświatów, Władczynią Dołu (Nawi), prowadzącą do niknięcia ludzi, do płaczu oraz tęsknoty. Miano Nyja nawiązuje bezpośrednio pierwszym członem ny- do Nicy – nicości, bezistnienia, pustki, Nyjąca znaczy zatem Sprowadzająca Nicość. Weles nosi przydomki Welesa-Welana, Welesa-Wałsa i Welesa-Welgsa (Wilksa). Nyja nosi miana Nyi-Śmiertnicy, Nyi-Kostuchy i Nyi-Nawi.

Welan to Władca Weli i Welów, czyli mieszkających na Weli. Welowie to nie tylko zmarli, ale Bogowie, Stworze, Zdusze i zwierzyna skrzysta (skrzydlata) – welańska. Welan oznacza też Władającego Welańskimi Łąkami, Lędami (welańskim lądem, czyli Niwą Niw).

Przydomek Wałs – znaczy przede wszystkim Wielki (wołos), męski (wał), włochaty (wołos), władyka (właściciel, niepodzielny pan Weli). To właśnie miano łatwo w okresie chrystianizacji połączono ze świętym Własijem i zmieszano kompetencje Welesa z Wołosem-Rogalcem, synem Spora, Opiekunem Bydła (wołów). Wszystkie związki wynikające z rdzenia wał i jego odmian omówiono przy opisie Wodo-Wełmab.

Przydomek Welgs (Wilks) nawiązuje zarówno do znaczenia wielki, jak do lśniący, połyskujący, a także do lgnąć i leżeć (legać, lec, polec). Oznacza to szczególną rolę Welesa w opiece nad zmarłymi – poległymi, czyli wojownikami. Jednocześnie jest to nawiązanie do bajumitu mówiącego o klęsce Welesa, który stracił całe skradzione bydło świata, a jedyne, co mu pozostało, to wilki, które od tamtej pory pasa, choć nie są nawet jego własnością. Słowa wilk (wołk) i wołek (wół) mają wspólne źródło w tym właśnie baju, który opowiada inna Taja w tym tomie.

Przydomek Nyi, Nawia, określa jej władztwo nad Nawią (Nawiami) – Dołem Weli i mieszkańcami tego Dołu, czyli Nawiami. Są to zarówno zmarli śmiertelnicy, jak i Zdusze – złe duchy (demony) zamieszkujące Nawie na Weli, a pojawiające się również na Ziemi, w świecie żywych. Nawiać znaczy ponawiać się, odnawiać się. Dotyczy to przechodzenia duszy do nowego ciała poprzez Nawie. Nyja-Nawia jest Opiekunką tego procesu, od niej zależą kolejne wcielenia i ruch zmarłych między czterema Nawiami: Założą – Otchłanią – Piekłem – Rajem. Tylko ta ostatnia Naw kończy proces kolejnych wcieleń i prowadzi do jedności z Bogiem Bogów. Założnicy powracają na Ziemię w innych postaciach: ludzi, zwierząt, roślin, kamieni, wody, ognia lub Zduszów-demonów.

Przydomek Śmiertnica jest trzyczłonowy: ś-miert-nica. Oznacza Przynoszącą Śmierć, Przynoszącą z Morem Nicę – czyli obracającą zmarłego w nicość (co ma miejsce z wejściem duszy w Otchłań, miejsce bezistnienia). Także kończącą morzenie – słabnięcie, umorzającą do nicy lub Tnącą Śmiertelnie – Uśmiercającą. Oznacza również boginię Uśmierzającą, tj. przerywającą mor – chorobę, ból, marnienie, umieranie.

Przydomek Kostucha składa się z członów kost-tucha – Tusząca Kos (los) – Wróżąca Śmierć, Wróżąca Kosę, Zamieniająca w Kości, Rzucająca Czar Śmiertelny.

a Przypis 23 do tej tai.

b Przypis 14 do tej tai.

28 Zakaz używania taj w piśmie, poza zamkniętymi gromadami kapłanów, został złamany dopiero z chwilą upadku dawnej wiary, czyli z nastaniem chrześcijaństwa. Ludzie zaczęli wtedy używać znaków pisma. Nie były to właściwie taje ani nawet gramoty – te mają swoje ukryte tajemne i boskie znaczenie. Ludzie posługiwać się zaczęli bukwami – literami, znakami, o których przyporządkowaniu magicznym do taj i gramot do dzisiaj nic nie wiedzą. Poza owym zakazem złamano też wtedy inną ważną zasadę – nakaz prostego, ascetycznego bytowania, który, jak i poprzedni, wynikał z nauki, jaką Zerywanie otrzymali od bogów podczas Wojny o Tajea.

a Patrz Taja Dziewiąta, przypis l.

Mit odtworzono na podstawie podań wszystkich ludów Sławian i Istów.

Słowacka wizja Baji Słowian – Karol Ondreicka i Ivan Hudec


Vesna (front cover) –  kolory biały, żółty i czerwony wydają się być związane z kolorami słońca czczonymi przez wszystkich Indoeuropejczyków. Kogut jako symbol Słońca (Ognia, Światła Dnia), zajmuje centrum  w przedstawieniu bogini wiosny Vesny i symbolizuje odwieczne przebudzenie.

Wydawnictwo wyszło w roku 2000 z inicjatywy Instytutu Słowacko-Amerykańskiego w celu popularyzacji w USA wiedzy o mitologii i pogańskich bogach Słowian. Zwracam uwagę na fakt, iż ta wizja powstała niezależnie, w tym samym czasie co Księga Tura (cztery lata później, bo Księga Tura leżała u wydawcy od 1996roku, ale książki wyszły jednocześnie w dwóch różnych zakątkach Świata, moja w Polsce po polsku, a ta w USA w języku angielskim). Obie książki wykazują istotną zbieżność wizji Baji – czyli Mitologii Słowian. Wizja słowacka jest niemal ideową kopią Wielkiego Tajemnika Słowian, zwłaszcza wizji z Księgi Tura mimo, że jest pisana z zupełnie innych pozycji – socjologiczno-antropologicznych.


Slavic myths / Ivan Hudec & Dusan Caplovic ; illustrated by Karol Ondreicka


general editor, Ladislaus J. Bolchazy ; english translation by Emma Nezinska & Jeff Schmitz ; with Albert Devine & Patric Romane

[tłumaczenie z angielskiego: © Czesław Białczyński]


Bogowie patrzą na nas z Góry – w dole alegoria słowiańskich dziejów od czasów prehistorycznych. Wojenne atrybuty i postacie zbrojne są symbolem licznych prób i wojen jakie musiała przejść Słowiańszczyzna broniąc swojej pozycji w dawnej i nie tak dawnej przeszłości.

Wszystkowidzące Oko – jest prastarym Indoeuropejskim pogańskim symbolem Słońca – Światła, Ciepła, Siły Ożywczej, Władzy i Suwerenności. Symbolika Wszystkowidzacego Oka nawiązuje też do pojęcia Sprawiedliwości.

Patrz Orlim wzrokiem – Trzy koncentryczne koła – granatowe, błękitne i złote przypominają Słońce. W większości światowych mitologii Oko jest symbolem kontroli, uwagi i nadzoru, podczas gdy Orle Oko jest potrójnym symbolem spostrzegawczości, boskiej powagi i królewskich prerogatyw (królewskiej wszechwiedzy).

Stara słowiańska moneta z motywem władcy na koniu i orła

Oślepiający i Oślepiony (Objawiający i Objawiony) – Swaróg: Władca Niebiańskiego Ognia – bóg o Dziewięciu Obliczach, Władający Dziewięcioma Boskimi Mądrościami. Promieniste nacięcia na całym jego ciele symbolizują ów Niebiański Ogień, którym włada i którego udziela Światu.

Wczesnosłowiańska pogańska ozdoba – zapinka – symbolizująca etniczne słowiańskie wielogłowe bóstwo.

Objawiający i Objawiony II – Swaróg, Bóg o Dziewięciu Obliczach, Władca Dziewięciu Mądrości jest Stwórcą Wszechświata – ważany był za posiadającego wyjątkową sprawność w palcach i władał Kowalskimi Szczypcami – symbolem technologicznego postępu.

Objawiający i Objawiony III – Swarożyc – Swarogowy Syn, który niezawiśle króluje nad Światem-Ziemią. Reprezentuje pełną gamę Żywiołu Ognia, ale przede wszystkim jest Panem Słońca i Ognia Ziemskiego. Jego atrybutami są Promieniste Miecze, Kogut-Ogniowy Kur i Koń ze Złocistą Grzywą.

[Koń ze Złocistą Grzywą - Złotys, którego śmierć opłakiwał Swarożyc, a z jego łez skapujących do Morza powstało głozno-bursztyn (głaza - oczy, głozy-śljozy - łzy- przypisek tłumacza].

Kogut Złotożar – Kur Złotożyr. Jest tym który każdego ranka oznajmia Światu nadejście Swarożyca. Zajmuje poczesne miejsce w Mitologii Słowian i Folklorze oraz we wszystkich podaniach o Swarożycu. Także Ognisty Kogut, wiariant Kura Złotożara – jako Żyr znoszący Bogactwa do Domu i Zagrody, ale i Ogniowy Kur – wywołujący pożary.

Starosłowiańskie okucie żelazne

Ładność Świata (Ład Świata): Swarożyc i Dażbóg pod postaciami Słonecznych Wierzchowców – Symbol Jedności Ziemskiego Ognia – Słońca i Światła Ziemi (Światła Dnia), symbol Pokoju i Ładu, symbol Ładności (Harmonii i Piękna). Słowianie od głebokich pradziejów przyznawali temu zwierzęciu wyjątkowe miejsce i przywiązywali wielką wagę do konia. Był nie tylko Skrzystym Wierzchowcem Bogów, nie tylko symbolem Słońca i Światła – Boga Najwyższego, ale i  męskiej siły (także sprawności wojennej), żywotności i płodności.

[Prasłowianie, Irańczycy i Indowie na Stepach Ukrainy udomowili konia i oddawali mu szczególną cześć wiążąc zarówno tytuł wojownika jak i władcy z określeniem Posiadający Konia - Aspa, Aspan, Waść, Waćpan, Wadźpan (pan i władca) - przypisek tłumacza].

Tysiąc Oczu – Pod opiekuńczym i bacznym spojrzeniem Bogów – Całej Przyrody, Ludzie sieją ziarno pośrednicząc w Zapładnianiu Matki Ziemi.

Ku Jasności: to przedstawienie Dażboga – u Słowian Boga Światła, Jasności i Ciepła. Trzyma Róg – w tle gałęzie Dębu. Obok niego Światowit  po lewej i Radogost z Perunem – zazdrosnymi o jego popularność wśród ludzi.

Metamorfozy: Wcześni Słowianie byli zaskoczeni i zafascynowani dwoistością Rzeczy -tym że są one Odmienne a jednocześnie, że się Dopełniają.

[Idea Działu i Bogów Działu - przypisek tłumacza]

Czarne i Białe – Podanie o Stworzeniu Świata: Według Dawnych Słowian Świat powstał z Gliny i Grudy (będących odchodami Złotysa – Swarożycowego Wierzchowca), a dwa Gołębie – Biały i Czarny biły się o niego i rozciągały go nadając mu kształt i odciskając na nim własne ślady. Zawsze : Wszechświat – Ziemia – Środowisko – Przyroda – są widocznym znakiem Boga, Jego Obecności i Jego Mocy związanej z Żywiołem Ziemi i Nieba.

Sieć-Nieć: Sieć Żywota – Baja, zawiera w sobie powiązane byty bogów, ludzi, zwierząt, roślin, duchów, bogunów i zduszów (demonów). Te ostatnie są trzymane przez Bogów w ryzach. Baja jest obrazem dziejów i związków całego Świata.

Matka Ziemia: Przepigoła – kobiece bóstwo Żywiołu Ziemi odpowiadające innym takim jak Kybele, Themis, Rea, Demeter. Uważana też za Matkę Ludzi. W Słowiańskiej Baji bóstwo to jest przedstawiane jako mocno związane ze światem zmysłowości i przyjemności zmysłowej.

[U nas jako Plątwa-Przepigoła, czarna Bogini - Kalia -  bogini, którą zmysłowość i przyjemność miłości z Czarodaną oraz chciwość Taj sprowadziły z właściwej drogi i sprowadziły na nią nieszczęście - gniew Swąta, karę - stała się symbolem Brzydoty i Złośliwości - Plątwą - przypisek tłumacza]

Siedząc na Drzewie Świata: Gigantyczny Dąb jest słowiańskim axis mundi, drzewem kosmicznym (może to być też lipa, jabłoń ze złotymi gałęziami, albo inne słowiańskie drzewo – np. wierzba) to Dom Bogów, ale także miejsce schronienia dla Ludzi, to przedstawienie całego Świata – z bogunami w gałęziach i z demonami u korzeni drzewa. Toczy się w nim życie ze wszystkimi jego aspektami – gonitwą, bitwami, ścieraniem się, ucieczką.

Dwoistość: Siem i Rgieł, jako Simargł – wcielenie zasady dualnej – opiekuńczości i świata podziemnego – podobnie jak Żywia i Weles oraz ich trzej synowie, bogowie wojenni: Rugiewit, Porewit i Porenut.

[Nie bardzo rozumiem tych trzech synów - zwłaszcza jako zrodzonych z Żywii i Welesa. U nas Rugiewit to Gaj-Gaik-Gaja albo Ruja-Roja-Rujewit - bóstwo Kiru Lata, Dojrzewania, Płodności - bóstwo dwugłowe, tak jak na obrazku. Z kolei Porewit i Porenut to: albo Borowił - Bóg Lasu, albo Porewit-Pizmarz - bóg Kiru Zimowego inaczej Kostroma-Kostrubonko-Kostrub, albo interpretuję go jako Porywistego lecz chybiającego syna Peruna razem z Porenutem - wtedy jako parę Perunic i Ysk-Łysk. - przypisek tłumacza]

Przyroda – czerwień, zęby i sierść: Człowiek wyszedłszy spod opiekuńczych konarów odwiecznego Dębu zanurza się w świecie ziemskiej przyrody, kreuje swój ludzki świat scierając się z roślinnoscią i zwierzętami w walce o byt (żywność i schronienie). Obraz codziennego dramatu śmierci i przetrwania.

Gieroj-Heros-Bohater: Słowiański bohater, podobnie jak Prometeusz wykrada strzeżony przez bogów i demony sekret. Lecz jest to ziarno wiedzy – Wiedzy o Ogniu, o Uprawie, o Kalendarzu – jest to mitologiczny motyw występujący pod różnymi postaciami w wielu indoeuropejskich obchodach i obrzędach sezonowych związanych ze zmianami pór roku.

Pogańskie ozdoby związane z kultem Wołosa – boga Bydła, Hodowli i Upraw

Wołos: Wołos – reprezentuje zgodnie z modelem mitologii indoeuropejskiej trzecią warstwę społeczną – wytwórców, rolników, rzemieślników – Jest zaangażowany w procesy wytwórcze i płodność. Złoty blask lejący się z jego oka symbolizuje promienie słoneczne.

Jasdne i Ciemne strony Życia: Skrzysty Wierzchowiec udaremnia ciemne zamiary demonów.

Chmarnik – demoniczne wcielenie sił zakłócających ład i porządek Świata. W mitach bywa pokonany przez boskiego lub śmiertelnego bohatera.

Zabicie Smoka: Swarożyc – Władca Nieba, pokonuje Chmarnika.

Figurka starosłowiańska- Swarożyc na boskim rumaku zdąża do boju.

Vesna – patronowała wiośnie, a ze swoimi falującymi włosami, przeplecionymi kwieciem, stanowiła poważną pokusę nawet dla Peruna.

Mokszysz – syn Mokoszy ze śmiertelnikiem był pierwszym kapłanem uczącym ludzi oddawać cześć Mokoszy i innym bogom. Z tyłu kamień ofiarny – krwawe ofiary często zaspokajały słowiańskich bogów.

Drzewa i Duchy Drzew: Kult drzew zajmował czołowe miejsce wśród Słowian tak jak wśród wszystkich Indoeuropejczyków.

[Wspaniale zachowany jest wedyjski kult drzew w Indiach - przypisek tłumacza]

Jaryło – Młodzieńczy Bóg: Jest bogiem Miłości Zmysłowej, Witalności i Zasiewu.Na Słowacji centrum kultu Jaryły był Dewin, który widać na obrazie.

[Na wiosnę odbywa się wielkie święto w którym biorą udział postacie Męska i Żeńska reprezentujące Jaryłę - Bóstwo Płodności uosobienie Wiosny w dwóch postaciach, w uroczystym pochodzie wiedzione orszakiem wokół terytorium plemienia - przypisek tłumacza]



Słowiańskie figurki przedstawiające motywy zwierzęce są dowodem Kultu Zwierząt


Róg był ważnym obiektem obrzędowym, jak również wieńce, ziarna, kłosy, owoce i korzenie – symbole płodności Wołosa – Boga Upraw i Hodowli.

Słodka Pizmara:Dziewczyna zza Modrego Dunaju, która zauroczyła swą dziewczęcością samego Swarożyca.

[U nas to Gogołada i jej córka Gogółka-Gółka ponieważ Pizmar - po pierwsze rodzaju męskiego,a po drugie znaczenie jest oczywiste i odwrotne niż w galić- gadać, śpiewać , grać. Piz-morzyć - rzucać mór, wytracać, zabijać szybkim, gwałtownym uderzeniem - piźnięciem. mamy też podanie o zakochanej w Swarożycu Sołnce-Sole].


Pizamara jako Bogini Muzyki (Gądźby): Dusze zmarłych – w słowiańskiej mitologii  – spod Wyraju, mogą się dostać do Nieba i złączyć z Bogami. Tam pędzą bezczynny żywot pełen przyjemności i rozrywek. Tutaj Pizamara przygrywa bogom ku ich uciesze.

Porenut, Rujewit i Porewit – jako wielogłowi Bogowie Wojny.


Dawni Słowianie czcili bardzo orły, a polowanie na orła przy pomocy łuku było częścią obrzędu przyjęcia do bractwa myśliwskiego. Waga tego motywu wiąże się z Wielkimi Bitwami i Dzikimi Łowami w trakcie których słowiańscy bogowie polują na Światło pod trzema postaciami: Świętej Krowy, Biedronki i Orła. Dlatego później, szczególnie Rosjanie i Polacy, element polowania na orła i polowania z sokołem związali mocno ze swoją tożsamością narodową.

Słowiański Pan: U Słowian tę samą funkcję spełnia Lesowik – rogaty, z nieobciętymi, dzikimi włosami bożek leśny.



Trzy pogańskie Gracje: Po lewej Wesna – uwodzicielka Peruna, w środku Żywia – Pani Lata, dawczyni żywotnych energii, po prawej Morena – związana z Zimą, Śmiercią i Zapomnieniem. Mogą one reprezentować trzy pory roku: Wiosnę, Lato i Zimę powiązaną z Jesienią.

Kobiece bóstwo Płodności Żywia – wciela w lato wszystkie energie życia.


Niepocieszona Chorsina – Chors to bóg Księżycowy, zachowany  w podaniach Kijowian. jest bardzo mało powieści na jego temat.

[Chors ma postać męską -Miesiąca-Księżyca, a także żeńską Łuny - Chorsiny, co przedstawiono na obrazie.]

Trójgłowy Wilk który pomaga Welesowi strzec Zaświaty, jego uprawy i hodowle – dziwne rosliny dające słodkie pożywne ziarno.


Obrzedy ogniowe

Bardzo głęboki archetyp we wszystkich kulturach. U Słowian najpierw brano ogień z miejsc rozpalonych przez pioruny, potem rozpalano go męskim trzonkiem, rodzajem wiertła ogniowego  – uczynionym z z twardej dębiny, które wwiercano w miękkie lipowe deseczki ogniowe .


Słupy słowiańskich idoli były formowane jako symbole wznoszące się do nieba ale też jako falliczne symbole płodności (back cover)




Stanisław Jakubowski – Bogowie Słowian i Święte Miejsca


Nadrabiamy tutaj zaległość wobec zasłużonego Strażnika Wiary Słowian Stanisława Jakubowskiego – bo mimo że w wielu innych słowiańskich miejscach w Sieci są jego galerie to tutaj po prostu musi ona być obowiązkowo.

Weles

Siemargł

Rujewit

Perun

Łada (niektórzy twierdzą że takiej nie było)

Białobóg i Czarnobóg (drzeworyt)

Czarnobóg i Białobóg

Arkona

Perepułt – Przepląt

Prowe

Radogoszcz

Śwaitowid

Słowiańskie bóstwo

Swarożyc i Dadźbóg oraz Swaróg

Swarożyc i Dadźbóg

Mokosz

Swarożyc

Swarog na Skrzystym Wierzchowcu


Radogost

Marzanna

Jarowit

Chors

Inne

Król Kruk

Żalnik

Wodospad

Stary dwór

Jeśli idzie o galerię motywów słowiańskich w architekturze odsyłam na doskonale opracowaną stronę przedstawiającą opracowanie Stanisława –  WWW: http://slowianie.republika.pl/drzeworyty.htm

Słowiańskie motywy architektoniczne

Słowiańskie motywy architektoniczne

Słowiańskie motywy architektoniczne

To bardzo ważne i piękne opracowanie.

Świątynia Światła Świata na Radhoszczu i dwaj czescy Strażnicy Wiary Słowiańskiej z Krainy Morawsko-Śląskiej – Albin Polaszek i Franciszek Palacki, a także Kaczawska Góra Radogosta, Radogoszcze polskie, łużyckie i wieleckie oraz smutny pomnik Radogosta w Łodzi


Statua Radogosta na Górze Radhoszcz w Beskidach, Kraina Śląsko-Morawska (Czechy)

Część zdjęć tej góry – wyjątkowo pięknych pochodzi ze strony: http://www.paveldobes.eu/galerie/vyber/

Polecam wiele innych ciekawych zdjęć na tej stronie.

Radohost - kolejne Sanktuarium Wiary Słowiańskiej Rodzimej – Góra od tysiącleci poświęcona Radogostowi zwanemu też inaczej Bożebogiem, Ubożem lub Stopanem – będącemu Bóstwem Domu – Bogiem gościnnym, radym gościom z całego serca, aler też Dażącym Domowi – Bożem Ubóstwionym (U-Bożem – co nie ma nic wspólnego z ubóstwem czyli biedą – choć biednie było u każdego kto go nie czcił w swoim domu należycie – jego Radogościny – jego siostry-żony emanacji tejże samej Mocy, która Gniazdem Rodzinnym, Zagrodą, Właścią i Posiadłością Rodu – Włada.

Beskidy Morawskośląskie

Beskidy Morawskośląskie są od roku 1973 chronionym obszarem przyrody. Najwyższą górą Beskidów jest Łysa Góra (1324m n.p.m.). Kolejnymi znanymi wierzchołkami są Radhoszcz (1129m n.p.m.) oplętany licznymi legendami oraz z posągiem Radegasta, Kněhyně (1257m n.p.m.) i Smrk (1276m n.p.m.). Udostępnienie Beskidów do celów turystycznych spowodowało wybudowanie licznych obiektów wypoczynkowych, hotelów czy schronisk.


Widok z Radohostu

To w Jawornikach miał się kryć syn Iwny Rodiny, kniagin Drak, który brał od Wędów trybut i pilnował ich aby na tron Caroduny po Wojnie Nurów z Wędami i Skołotów z Sargonem II z Ozerii, wrócił prawowity krak – kniagin z krwi Nurów lub Harusów – Żabikrak – Zober. Od owego Draka, wnuka Czarodany, ma się wywodzić cały wielki szczep ludów spokrewnionych ze Słowianami – Draków-Traków i Dachów-Daków, czyli Ludy Dawiańskie (Dar-Dawijskie, albo inaczej Tartarskie)

Jaworniki znajdują się na granicach Republiki Czeskiej oraz Słowacji. Najwyższym wierzchołkiem Jaworników jest Wielki Jawornik (1071m n.p.m.). Większa część Jaworników leży na Słowacji. Do turystycznie najbardziej atrakcyjnych miejsc należy tu na przykład Bumbalka czy Kohutka – Portasz. Do Jaworników nawiązuje kolejne graniczne pasmo górskie Białe Karpaty. Specyficzne warunki do życia w Białych Karpatach oraz odległość licznych siedlisk spowodowały utrzymanie się licznych tradycji folklorystycznych.


Ośrodek rekreacyjny PUSTEVNY znajduje się w Beskidach na obszarze wyżyny Radhoštkiej na wysokości od 620 aż do 1098 m n.p.m. Ośródek jest oddalony 6 km od Frenštátu pod Radhoštěm.

Ośrodek oferuje wiele możliwości spędzania wolnego czasu:

  • wycieczka górska na Radhošť
  • spacer na Skalikową Łąkę – restauracja (2km)
  • Skansem Wołoski (Muzeum Valašské) Rožnov pod Radhoštěm
  • wycieczki: Stramberk, Štramberské trúby, jaskinie Šipka
  • ruiny zamku Hukvaldy
  • Muzeum samochodów Kopřivnice
  • basen kryty i Aquapark Frenštát pod Radhoštěm
  • kąpielisko i autocamping Rožnov pod Radhoštěm
  • W Frenštácie pod Radhoštěm możliwość jazdy konnej – dla zaawansowanych i dla dzieci
  • Tarzánie – górski park linowy Ráztoka
  • skutery terenowe – Pustevny
  • i wiele innych

Pustevny – chata Libusza – wiele hoteli i domów willowych – pensjonatów zaprojektował tutaj Duszan Jurkowicz i wykonano je według jego planów

Dojazd
Autobusowe połączenie z Frenštátu pod Radhoštěm w kierunku na Trojanovice, końcowa stacja Roztoka (parking dla samochodów), następnie kolejką linową na Pustevny. Od strony Prostřední Bečvy możliwy dojazd autobusem CSAD lub samochodem do samego Pustevnego (parking na 200 aut).


Pustevny – projekt Duszan Jurkowicz

Kolejka linowa
Informacje o działaniu kolejki linowej Ráztoka-Pustevny można uzyskać pod nr. tel. (+420) 556 830 805. Więcej informacji na http://www.skialpin.cz, kamera internetowa na stronie http://www.holidayinfo.cz/leto.


Pustevny – projekt Duszan Jurkowicz

Ośrodek w zimie
W zimie Pustevny stają się chętnie odwiedzanym ośrodkiem narciarskim, gdzie stoki narciarskie odpowiednie są zarówno dla początkujących, jak i dla bardziej doświadczonych narciarzy. Ośrodek dysponuje 2-osobową kolejką linową, wyciągami narciarskimi, oferuje sztuczne dośnieżanie. W okolicy Pustevny są regularnie utrzymywane maszynowo trasy biegowe o długości 44 km dla narciarzy klasycznych jak i dla łyżwiarzy.


Pustevny – projekt Duszan Jurkowicz

Wybierzcie się na 4 km przechadzkę, podczas której można zobaczyć piękne domy Jurkovičove na Pustevnách, zróbcie sobie zdjęcie przy rzeźbie bożka pogańskiego Radegasta i rozglądnijcie się po okolicy z wierzchołka góry Radhošt.

Górska chata Pustevny (1018 m) należy do najchętniej odwiedzanych obiektów w Beskidach. Dawniej żyli tu pustelnicy, z których ostatni zmarł w 1874 r. Parę lat później członkowie spółki frenštátskiej Pohorska jednota Radhošť wybudowali tu dwie chaty (schroniska) Pústevňa i Šumna. W 1899 otworzono kolejne dwie chaty: Maměnka i Libušín. Ich projektantem był słowacki architekt Dušan Jurkowi. Wyposażeniem wnętrz zajął się Mikoláš Aleš.

Dalszy rozwój Pustevnego odbywał się po I wojnie światowej, gdy wybudowano hotel górski Tanečnica (1926). W czasie II wojny stacjonowały tu oddziały Hitlerjugend oraz węgierskie oddziały pomocnicze. W konsekwencji, budynki dostosowywały się do warunków wyjątkowych, aż działał już tylko hotel Tanečnica.

Chatom groziło całkowite zniszczenie, gdy osiemdziesięcioletni Jurkowič zaapelował o ich zachowanie. Valašské muzeum zaczęło je w 1995 r. rekonstruować. Przy okazji rekonstrukcji odkryto pierwotną technologię budowlaną, gdzie wszystko było robione ręcznie. Przy rekonstrukcji całe wyposażenie zostało zrobione według oryginalnych wzorów. Libušín wybudowany w stylu secesyjnym był uroczyście otwarty w 1999 r., a dziś funkcjonuje jako restauracja. Maměnka została odnowiona w 2003 i służy jako hotel. Obszar Pustevny został w 1995 r. uznany za zabytek narodowej kultury.


Rzeźba Radegasta

Radegast był czczony jako pogański bóg obfitości i żniw. Autorem pierwszej rzeźby był Albín Polášek, pochodzący Frenštátu pod Radhoštěm, pracujący w USA.

Radegasta tworzył w atelier w Pradze. Postać rzeźby jest bardzo majestatyczna. Radegast został ukończony w 1930 r. i darowany lokalnej społeczności. Rzeźba była z kamienia, wysoka na 320 m, ważyła 2 tony i została w 1931 r. zainstalowana na wysokości 1100 m n.p.m.

Wraz z upływem lat rzeźba niszczała na skutek warunków pogodowych i działania wandali. W 1982 rekonstrukcja dała jedynie tymczasowy efekt. Gdy groziło jej całkowite zniszczenie, podjęto decyzję o zrobieniu kopii. Zadanie dostali w 1996 r. Jan Sobek i Miroslav Zubíček z Leskovca przy Vsetinie. Pracę monitorował rzeźbiarz akademicki Miroslav Machala. Nowy Radegast jest zrobiony z naturalnego granitu, który jest odporny na ekstremalne warunki klimatyczne. Waży 7 ton. Kopia Radegasta została uroczyście odsłonięta 4 lipca 1998 r. Oryginał rzeźby stoi w ratuszu we Frenštácie.


Radhošť
Stare legendy mówią, że góra Radhošť (1129 m) jest miejscem, gdzie mieszkał bożek pogański Radegast. Na wierzchołku góry modlono się do niego. Jednak w IX w. Radegast został stąd wygoniony, gdy przybyli nawracać w te tereny lud św. Cyryl i Metody.

Na drodze z Pustevnych na szczyt jest około 10 tablic informujących o ciekawostkach tej trasy, życiu pustelników, o pseudokrasowych jaskiniach wapiennych, których w tym górskim masywie jest dużo. W lipcu odbywają się pielgrzymki Cyryla Metodego, w których bierze udział około tysiąca osób.

Na szczycie znajduje się kolejne dzieło rzeźbiarskie Albina Poláška: rzeźby św. Cyryla i Metodego. Są puste w środku, mają 260 cm, ważą 800 km i są z brązu. Stoją na granitowej podstawie, 160 cm i są ozdobione cytatem z Biblii: „Sprawiedliwi będą żyć wiecznie” (Księga Mądrości). Rzeźby symbolizują braterstwo i zjednoczenie. Leżący u ich stóp pogański bożek symbolizuje pokonanie pogaństwa. Św. Cyryl trzyma otwartą księgę, w której napisano: „Na początku było Słowo a Słowo było u Boga, a Słowo było Bogiem” (Ewangelia św. Jana). Św. Metody pokazuje na pismo, trzyma trójramienny krzyż.

Historyczne zapisy i mapy pokazują, że pierwsza kaplica na szczycie Radhošt stała w II poł. XVIII w. Była drewniana, nie wiadomo jednak jak wyglądała i w jakich latach dokładnie tu była. Na szczycie dominuje kaplica św. Cyryla i Metodego. Wybudowana w stylu bizantyjskim przez architekta Skibińskiego i wyświęcona 11.09.1898 r. przez ołomuckiego biskupa Theodora Kohna. Częściowo finansowana ze zbiorki publicznej. Ma napis: Valasi sobie.

Wewnątrz kaplicy znajduje się kilka dzieł artystycznych, m.in. marmurowy ołtarz Cyryla i Metodego rzeźbiarza Neumanna z Kroměřížu oraz Pieta (Matka Boska z Ciałem Chrystusa zdjętym z krzyża). Osiem okien kaplicy zdobi witraże ze scenami z życia świętych (Cyryla i Metodego, Jadwigi, Ludmily, Vaclava, Jana Nepomuckiego).

Ponieważ budynek wciąż był zalewany i trudno było go konserwować, w latach 1924-26 przeprowadzono jego rekonstrukcję. Kaplica była otynkowana i pokryta gontem, aby uodpornić ją na tutejszy klimat. Dodano także dzwonnicę w grecko-unitariańskim stylu (2000 r.)

Roznov pod Radhostem is a sort of miniature Wallachia, at least as far as it concerns the history of its settlement. It was founded in the period of the first farming colonization in the 13th century. From the 16th century clearings began to be made on the foothills and in the mountains around the town which then formed two separate settlements, Dolni and Horni Paseky, in the valleys near two mountain streams. And finally shepherds´ huts began to appear above Roznov on Mt. Radhost, Mt. Cerna and Baca´s hill.

Monumentalny Radohost Albina Polaszka

Roznov pod Radhostem

In the 19th century Roznov had only 3000 inhabitants and was notable perhaps only for the fact that the people kept in the strictly traditional way of life, determined by the poorness of the region and other factors. The original lay-out of the town square was preserved with its forty wooden two-storeyed houses decorated by picturesque arcades in the front.

Cyril and Method

It was also in the 19th century when the ancient wooden town of Roznov became a reputable spa. Its therapeutic meanings were the excellent climatic conditions which helped patients with “sick lungs” and warm sheep’s whey which was separated from the sheep cheese and produced in huts on the mountain sides. The sheep were milked in the evening and soon after midnight the shepherds from Radhost Mount, Baca´s hill and other places set out for their daily way, carrying from ten to twenty litres of sheep whey on their shoulders, to sell it in Roznov before daybreak.

Radogost Albina Polaszka

Radegast

Then the spa guests walked about the park with beakers of fresh sweet whey, taking deep breaths of the moist resined air. They came to Roznov from all over Central Europe, above all from the Austria-Hungarian Empire. There were famous people walking through the spa collonade, such as Sigmund Freud, the founder of psychoanalysis, or Johann Gregor Mendel, the founder of genetics.

Little Wooden Town

The spa brought a culture in the town. A large spa park was created and later a spa house, and a spa orchestra played in the park and on the square. In 1862 one of the first choir in Moravia, called the Tetrev chorus, was founded in there. Roznov townsmen became dissatisfied with their wooden houses and replaced them with stone buildings, luckily not all of them. There were people who could not bear destroying the old buildings, and thus the idea of the Wallachian Museum was originated.

Today Roznov pod Radhostem represents an important tourist district and vacation land in the Moravian-Silesian Beskydy Mountains. The town and its surroundings provide a lot of opportunities for tourist and sports activities – hiking, skiing, swimming with a wide range of accommodation and catering possibilities.

Roznov

Trasa rowerowa Na Pustevny na Radhošť

57,0 km | 2/3 | Doporučený typ kola: moutainbike

Wzgórza Beskidów, spoglądając z podgórza, sprawiają wrażenie wysokiego muru górskiego. Ale nas nie zastraszą i tak podążymy bezpośrednio do władcy i symbolu Beskid –Radegastem. Z Frenstatu pojedziemy do stóp imponujących zboczy góry Knehyne i Stolove. Wiemy dokąd zmierzamy, więc mądrze skręcimy w kierunku doliny Tisnav i dopiero w Podolánku podjazdem zdobędziemy Martinek. Przez ładne trawersy dojedziemy do Pustevny i Radhošta, w którym obejrzymy drewniany kościółek zrębowy i rzeźbę Cyryla i Metodego. Jeżeli uda nam się „sięgnąć“ do słońca i trzy razy obkrążyć na lewej nodze rzeźbę, wtedy władca Radegast spełni nam każde marzenie. Jeżeli tym marzeniem będzie długi zjazd zpowrotem do Frenstatu, to zbyt władcy to nie będzie kosztować zbyt wiele wysiłku.

Albin Polaszek – Cyryl i Metody na Radohoscie

Opis trasy

Trasa należy do średno trudnych.Podążamy z Frenstatu pod Radhostem przez osady Planiska i Na Bystrem, nawiążemy na zielony szlak turystyczny, na której po 1,5 km skręcimy w lewo na drogę wiodącą pod szczytami Velká Stolova i Mala Stolova. Następnie odbijemy w prawo na oznakowaną trasę rowerową nr. 46. Przejedziemy koło małych osad Raztoky, Skurecena i Bariny. Z Barin prowadzi 15-sto kilometrowa ścieża dydaktyczna „Radegast“ po grzbietowych piętrach zachodnich Morawsko – śląskich Beskidów. Jednak my podyżymy wciąż po tej samej trasie rowerowej i przejedziemy na trasę nr. 6046 aż na Pustevny, gdzie możemy odpocząć, zjeść coś smacznego, kupić jakąś pamiątkę a przy okazji delektować się pięknymi widokami, których będzie jeszcze sporo również na Radhosti, dokąd zmierzamy. Po obejrzeniu okolicznej krainy z Radhosta, wrócimy Pustevny i dalej możemy podążać albo po ścieżce wokół szczytu „Norici hora“ lub pojedziemy przez rezerwat przyrody „Norici“, następnie ostrym zakrętem skręcimy w lewo i po 3,5 km nawiążemy na niebieską trasę nr. 6016 – na tą trasę możemy wjechać już na Pustevnach – tą drogą również dojedziemy zpowrotem do Frenstatu pod Radhostem.

Na  Pustevny na Radhošť

Ciekawostki i zabytki kultury

Frenštát pod Radhoštěm

Miasto leżące w Frenstátskiej bruździe, baza letniskowa i turystyczny w Beskidy. W 1884 roku zostało tu założone I. Czeskie Stowarzyszenie Turystyczne „Pohorska jednota Radhost„, które stało się propagatorem turystyki i budowniczym górskich schronisk i kwater. Na ryneczku dominuje ratusz neorrenesansowy z . 1890 roku z tablicą pamiątkową poświęconą zwycięzcy w skokach narciarskich- tutejszego rodaka Jiriho Rasky (1941)- dziadka skoczka narciarskiego Mazocha. Barokowy Kościół z plebanią zbudowany na rzucie w kształcie krzyża z 1688 roku, którego ołtarz zdobi Madonna Wołoska (Valasska). Rynek miasta zdobi również szerg domków z historycznymi tynkami pochodzącymi z czasów niedawnych.

Pustevny – projekt Duszan Jurkowicz

Pustevny

Beskidzki ośrodek sportu, rekreacji i turystyki, którego nazwa pochodzi od zamieszkujących wcześniej te tereny „pustelników“. Obiekty turystyczne zaczęto tutaj budować pod patronatem Stowarzyszenia, Pohorskou jednotou Radhost już od roku 1891 (Pustevna), następnie Sumna (1894), Mamenka (1898), Libusin (1898) i Tanecnice (1926). Drewniane obiekty-schroniska (Pustevna, Mamenka, Libusin a zvonicka) zostały zaprojektowane przez architekta Dusana Jurkovica i dziś należą do zabytków pod ochroną. W salonie jadalnym „Libusina“ znajdują się obrazy malowane według kartonowych dzieł malarza Mikolase Alse. Widoki możemy podziwiać z altanki „Cyrilka“. Tutaj jest stacja docelowa wyciągu krzesełkowego z Raztoky.


Wyskowec – inna święta góra w okolicy

Radhošť

Jest to najbardziej znana góra w Beskidach (1129m n. m.), z której można zachwycać się pięknymi widokami. Legenda mówi, że miejsce to było kultowym punktem starych Słowian, którzy czcili boga Radegasta. W 1862 roku obóz ludzi (15 000) walczących o prawa narodowe. Stąd pochodzi jeden z pierwszych kamieni pod budowę Teatru Narodowego w Pradze (1868 r.). Typowym punktem dominancyjnym szczytu jest drewniany kapliczka św. Cyryla i metodego z lat 1896-1898, przy której stoji rzeźba św. Cyryla i Metodego autorstwa Albina Polaska z r. 1931. 2 km na wschód jest umieszczona rzeźba boga Radegasta również dzieło Albina Polaska z 1931 roku. Miasto, które wciągu całgo roku odwiedzają liczni turyści-magnesem jest głównie narodowy rezerwat przyrody o tej samej nazwie, w którym można podziwiać niespotykaną faunę i florę.

Radogost – jako butelka wody ognistej z Czech

Trojanovice

Rozległa gmina leżąca u podnóża gór, z rozsianymi po całym jej obszarze mieszkańcami. W gminie jest wiele różnych ciekawostek: obiekty architektury ludowej, cenna drewniana kapliczka na Bystrem z 1721 roku. Przed szkołą znajduję się rzeźba autora Jana Knebla z 1946 roku i pomnik poległym w I. i II. wojnie światowej. Wiele domków letniskowych, ośrodków zakwaterowania i hotele: Raztoka, Beskyd i U Kociana. Z Pustevnami gminę łączy droga „Knizeci” i wyciąg krzesełkowy z Raztoky.

Pustevny – współczesna rzeźba lodowa ku czci Radogosta (2004)

Lesy bez konce, sluncem prozářené louky, modré hory, lidová architektura, stráně vonící jalovcem a borůvčím – to je tvář Beskyd a Valašska, rázovité oblasti na severovýchodě České republiky. Harmonické tóny svěžích přírodních krás se tady mísí s pestrou škálou rekreačních aktivit pro každé roční období; pěší turistiku doplňuje hustá síť cyklostezek, krytých bazénů, letních koupališť a aquaparků, k dispozici jsou jízdárny, lanová centra, plachtění na rogalech a paragliding, golfová turistika.

Příznivci zimních sportů nedají na Beskydy dopustit díky vynikajícím sněhovým podmínkám – Pustevny, Bílá, Grůň, Malenovice, Morávka, Lysá hora nebo Soláň a Velké Karlovice jsou pro milovníky zimních radovánek opravdovými pojmy. Právě tak proslulé  je i Valašské muzeum v přírodě v Rožnově pod Radhoštěm a řada zajímavých míst v podhůří Beskyd  – Kopřivnice s muzeem historických automobilů Tatra, kloboučnické muzeum v Novém Jičíně, sklářské hutě v Karolince, malebný Štramberk nazývaný „Moravský betlém“, anebo mohutná zřícenina hradu Hukvaldy. Půvaby Beskyd a Valašska si můžete vychutnat i nad místními specialitami, které by vždy měla doprovázet pravá valašská slivovice.

Pustevny – projekt Duszan Jurkowicz

  • Vizovice – město proslulé výrobou destilátů a tradičního ozdobného vizovického pečiva. V pozdně barokním zámku expozice o pálení slivovice, u zámku francouzský a anglický park se sochami a vodními plochami. Možnost exkurzí v palírně.
  • Lukov – částečně rekonstruovaná zřícenina rozsáhlého románsko-gotického hradu. Rozsáhlé předhradí, most přes hluboký příkop, zbytky paláce, věží a obvodových hradeb.
  • Rožnov pod Radhoštěm – město na úpatí posvátné hory Radhošť. Ojedinělé Valašské muzeum v přírodě, nejrozsáhlejší skanzen ve střední Evropě s ukázkami tradičních zvyků a řemesel národa Valachů.
  • Pustevny – oblíbené letní i zimní turistické centrum relaxace a aktivního odpočinku s výraznými dřevěnými stavbami, postavenými v tradičním stylu lidové architektury (D. Jurkovič). Po hřebenové cestě kolem sochy pohanského boha Radegasta snadno přístupná hora Radhošť (1129 m).
  • Frenštát pod Radhoštěm – město na úpatí Beskyd, významné středisko sportu a turistiky. Sjezdařské, slalomové i běžecké tratě, areál skokanských můstků, letní aquapark a sedačková lanovka z Ráztoky na Pustevny. Nově otevřené muzeum.
  • Hukvaldy – rozsáhlá zřícenina středověkého hradu, z věže jedinečný výhled na pásmo Radhoštských a Moravskoslezských Beskyd a osady v podhůří. Amfiteátr hukvaldského hradu zve každoročně na hudební festival Janáčkovy Hukvaldy. Ve stejnojmenné městečku rodný dům hudebního skladatele L. Janáčka, muzeum historických kočárů.
  • Štramberk – dominantou města je 40 m vysoká gotická válcová věž zvaná Trúba, upravená jako rozhledna. Původní zástavba domů beskydského typu z 18. a 19. století, muzeum malíře a ilustrátora Zdeňka Buriana. Městský pivovar Štramberk.
  • Kopřivnice – průmyslové město vyhlášené výrobou automobilů. Technické muzeum Tatra s rozsáhlou sbírkou osobních i nákladních vozů Tatra, včetně legendárních tatrovek, které se účastnily závodu Paříž – Dakar. V Technickém muzeu Tatra rovněž expozice rodáka Emila Zátopka a jeho ženy Dany. V Šustalově vile najdete expozici malíře a ilustrátora Zdeňka Buriana. Na Bílé hoře (557 m) zajímavá spirálovitá rozhledna.
  • Nový Jičín – malebné historické město se čtvercovým náměstím s podloubími a renesanční budovou Staré pošty. V renesančním zámku unikátní expozice o historii a výrobě klobouků, částečně ztvárněná ve scénických celcích.
  • Lysá hora – nejvyšší vrchol Beskyd (1323 m) s nádherným výhledem do okolí. Symbol beskydské turistiky, několik pomníků a pamětních desek. Směrem na Hradovou kamenná mohyla Ivančena, připomínající památku skautů umučených za druhé světové války.
  • Čeladná – největší středoevropský sportovně-rekreační resort Prosper Golf  se dvěmi 18-jamkovými hřišti. Moderní jízdárna Prosper Horse Ranch. Beskydské rehabilitační centrum s Polariem – první celotělová chladová terapie v ČR.
  • Frýdek-Místek – nejvýznamnější historická památka frýdecký zámek ze 17. století, kde sídlí Muzeum Beskyd s rozsáhlou stálou expozicí představující beskydský a pobeskydský region. Rekreační zóna Olešná s krytým a venkovním aquaparkem.
  • Ostravice – podhorská obec pod přehradou Šance, výchozí bod na nejvyšší horu Moravskoslezských Beskyd – Lysá hora 1323 m. V části Hamrovice na tzv. Ďábelském ostrově se nachází přístupný srub Petra Bezruče z roku 1935. Dnes sloužící jako básníkovo muzeum.
  • Bílá – obec vyhledávána v letním i zimním období. Bohatý výběr turistických tras po horských hřebenech, údolími horských potoků i klidnými zákoutími. Vyhledávané lyžařské centrum SKI Vítkovice Bílá s první čtyřsedačkovou lanovkou v Beskydech.
  • Kozlovický skanzen – rekonstruovaný mlýn pod hradním vrchem Hukvaldy s plně funkčním mlýnským kolem. Kozlovický skanzen. Stálá expozice obecné školy přináší pohled do školství v dobách Rakouska-Uherska.
  • Morávka – malebná podhorská obec a vyhledávané místo odpočinku, turistiky, cykloturistiky a zimních sportů, součást CHKO Beskydy. Přehrada Morávka byla zbudována jako zdroj pitné vody pro obyvatele okolních měst.

Pensjonat w Pustevnach – projekt Duszan Jurkowicz

Загадочное Валашско (Rožnov po Radhoštěm, Pustevny)

  • Расстояние от Остравы – 70 км
  • Транспорт – на автомобиле (прокат)

Рожнов под Радгоштем является одним из центров Валашска, специфической этнографической области. На окраине города находится музей под открытым небом, который был основан в 1925 году и представляет традиционные народные произведения. В музее представлена жизнь в валашском городке (Деревянный город), на мельнице (Мельничная долина) и в деревне (Валашская деревня). В 10 км от Рожнова находится горная седловина Пустевны (Pustevny – 1000 м над уровнем моря), где Вы можете посетить горные деревянные избы Maменка и Либушин, построенные в стиле модерн со специфическим интерьером. В нескольких шагах на горе Радгошть находится скульптура языческого бога Радегаста и часовня святых Кирилла и Мефодия.

Pustevny – projekt Duszan Jurkowicz

Жемчужины Малопольска (Krakow, Wieliczka, Oswiecim)

  • Расстояние от Остравы – 220 км
  • Транспорт – на автомобиле (прокат), на поезде, на самолёте

На берегу польской реки Висла расположен центр Малопольска – Краков (Krakow), которому уже более 1000 лет. Первоначально Краков был столицей, с 1000 года епископской резиденцией. Сам город является жемчужиной, в которой доминирует Вавельский холм с собором, королевским замком и пещерой дракона, далее площадь Рынок с Мариацким костёлом и костёлом св. Войцеха, также башня ратуши и древний рынок Сукиеннице в центре площади. Известен и бывший еврейский район – Казимиерс. Недалеко от Кракова располагается город Освенцим (Oswiecim), в котором находятся печально прославленные концентрационные лагеря Аушвиц и Биркенау. Они открыты для посещения. В области города Кракова также можно посетить всемирно известные соляные рудники Виеличка (Wieliczka) с 300 км коридором (открыты в 13 веке), которые вошли в список Всемирного наследия ЮНЕСКО.

Albin Polaszek w pracowni


[Jak zwykle gdy idzie o Strażników Wiary Przyrodzonej Słowian są problemy ze znalezieniem o nich wiadomości w języku polskim, czy to Polacy, czy Słowacy, czy Czesi, czy Rosjanie - trudno trzeba się z tym pogodzić. Powoli zapełnimy te luki mam nadzieję, choćby po to by Słowiańska Wiara Rodzima odzyskała poczucie nienaruszonej ciągłości, bo ta ciągłość jest - przynajmniej na płaszczyźnie obrzędowości i tradycji ludowej wszystkich słowiańskich krajów. Alfons Mucha - bliski nam poprzez rodzinę matki mojej żony Janinę Pagaczewską z Olszowskich, która się urodziła na Morawach, Duszan Jurkowicz - który bywał w Krakowie i Ciężkowicach w domu Juliana II Pagaczewskiego, Albin Polaszek i Franciszek Palacki. Jak wiecie słowaccy i czescy (morawscy) Strażnicy Wiary Przyrodzonej Słowian są mi szczególnie bliscy ponieważ stamtąd wywodziła się mojas rodzina po kądzieli - babcia, prababcia ze strony matki (Zborzilowie, Kapustowie) a także z Harów Zakarpackich pochodzili Białczyńscy, jak i rodzina matki mojej żony - Olszowscy i Kapturowie. C.B.]


Albin Polaszek

po czesku, bo po polsku nic nie ma

Albín Polášek (14. února 1879, Frenštát pod Radhoštěm, Rakousko-Uhersko – 19. května 1965, Winter Park, Spojené státy americké) byl sochař české národnosti.

Winter Garden (Floryda) Muzeum i Ogród Rzeźb Albina Polaszka

Životopis

Narodil se 14. února 1879 ve Frenštátu pod Radhoštěm jako sedmý syn svých rodičů. V dětství pracoval na rodinném statku a v hostinci. Už tehdy se projevovaly jeho umělecké sklony. Na pastvě vyřezával dřevěné figurky, modeloval postavičky z hlíny a výborně kreslil. Ve škole však nepatřil – s výjimkou kreslení, zpěvu, krasopisu a tělocviku – mezi nejpilnější žáky.

Muzeum Rzeźby Albina Polaszka w Winter Garden (Floryda- USA)

Ačkoliv se se ve Vídni vyučil řezbářem a studoval v Římě, doma se pro něj práce nenašla, proto ve 22 letech odjel se svým bratrem Robertem do Ameriky. Zde začal pracovat jako řezbář. Byl přijat na Pensylvánskou akademii krásných umění ve Filadelfii, obor sochařství. Posléze se stal profesorem na prestižní Akademii umění v Chicagu, kde takřka třicet let vyučoval své studenty. Na své rodiště však nezapomněl a do Frenštátu jezdíval na dovolenou.

Muzeum Rzeźby Albina Polaszka w Winter Garden (Floryda- USA)

V roce 1950 se přestěhoval do města Winter Park na Floridě. Mnoho štěstí mu však nový domov nepřinesl, neboť byl záhy postižen mozkovou mrtvicí a zbytek života strávil na vozíku. Přesto se nevzdal tvůrčí práce a v 82 letech se po smrti své první manželky znovu oženil. Zemřel v roce 1965.

Pomnik Tomasza Masaryka

Dílo

Během svého působení v USA vytvořil celou řadu sochařských artefaktů – od medailí, přes sochy, až po monumentální sousoší, pomníky a náhrobky.

Pomnik Tomasza Masaryka

V Československu je autorem sousoší Cyrila a Metoděje a sochy Radegasta na Radhošti, pro Frenštát vytvořil sousoší Zápas dobra se zlem a sochu Ondráš, byl také autorem první československé medaile (Svoboda). Jeho největší dílo v Československu – socha presidenta Wilsona v Praze – bylo za okupace zničeno.

po angielsku

Albin Polasek (February 14, 1879 – May 19, 1965) was a Czech-American sculptor and educator. He created more than four hundred works during his career, two hundred of which are now displayed in the Albin Polasek Museum and Sculpture Gardens in Winter Park, Florida.

Winter Garden nad Jeziorem Osceola – otoczenie muzeum i ogrodu

Career

Born as Albín Polášek in Frenštát, Moravia (now Czech Republic), Polasek apprenticed as a wood carver in Vienna. At the age of 22 he emigrated to the United States and began formal art training at age 25 under Charles Grafly at the Pennsylvania Academy of the Fine Arts in Philadelphia. As a student, he first produced Man Carving His Own Destiny (1907) and Eternal Moment (1909). In 1909, Polasek became an American citizen and in 1910, won the Prix de Rome competition. At age 37, after periods of residence in Rome and New York City, he was invited to head the sculpture department at the Art Institute of Chicago, where he remained for nearly thirty years. Polasek was elected an Associate Member of the National Academy of Design in 1927, and full member in 1933.

In 1950, Polasek retired at age 71 to Winter Park, Florida. Within months he suffered a stroke that left his left side paralyzed; he subsequently completed eighteen major works with his right hand only. Towards the end of 1950, he married former student Ruth Sherwood who died 18 months later. In 1961, Polasek married Emily Muska Kubat. Upon his death in 1965, Polasek was buried beside his first wife in Winter Park’s Palms Cemetery, where his 12th Station of the Cross (1939) is his monument. Emily M. K. Polasek died in 1988.

Siewca (Winter Park)

Selected Works

Polasek’s better-known works include the Theodore Thomas Memorial (1924), the Masaryk Memorial (1941) in Chicago, the Wilson Memorial (1926), Radigast (1929) and Sts. Cyril and Methodius (1929) in the Czech Republic. His Mother Crying Over the World (1942) was a response to World War II, and his Victory of Moral Law (1956) to the Hungarian Revolution.

Cemetery monuments

Like many other sculptors of his era, Polasek created several cemetery memorials. Notable among those are The Pilgrim and The Mother (1927), both located in the Bohemian National Cemetery in Chicago, and the Pilgrim at the Eternal Gates in Lake View Cemetery in Cleveland. Pictures of all three are featured in both biographies listed in the sources section.

[Photography courtesy Albin Polasek Museum and Sculpture Gardens.]

Albin Polazek — The Man Who Carved His Own Destiny

In a residential subdivision a half-mile east of downtown Winter Park, a three-acre plot of land overlooks Lake Osceola. Here are the secluded grounds of the Albin Polasek Museum and Sculpture Gardens. Considered one of America’s top sculptors during his lifetime, the internationally acclaimed Albin Polasek (1879-1965) retired to Winter Park in 1950. Polasek (Poh-LAH-shek) worked in a variety of mediums – stone, bronze, plaster, wood, and painting. Today the Albin Polasek Museum and Sculpture Gardens displays works that span the entire career of the Czech-born artist, including childhood wood carvings from the 1890s through his final pieces of 1965. Of the 400 works attributed to Polasek, 200 are on the museum property.

Pasikonik w Ogrodzie Muzeum Albina Polaszka

Born in 1879 in Frenstat, Moravia, now part of the Czech Republic, Polasek’s talents were revealed at a young age. Throughout his life, Polasek expressed pride in his heritage and homeland. But in 1901, following in the footsteps of two brothers who were priests in Minnesota, Polasek immigrated to the U.S. to make his trade as a wood carver.

Matka płacząca nad Światem

In 1906 he studied at the Pennsylvania Academy of the Fine Arts under the instruction of Charles Grafly and won the Cresson Traveling Scholarship in 1907, 1908, and 1909. In 1910, Polasek’s sculpture Faith, Hope and Charity won the Prix de Rome, a three-year scholarship to study at the American Academy in Rome. In his final year in Rome, Polasek produced The Sower, which received an honorable mention at the 1913 Paris Salon. In 1916 Polasek went to Chicago, and at the age of 31, became head of the Department of Sculpture at the Art Institute – a position he held until retirement in 1943. For many years, Polasek was known as the „Chicago” artist because he created monumental sculptures associated with buildings and green spaces in the city that have become visual landmarks.

Ogród w Winter Park

Retiring to Winter Park in 1950, Polasek completed 18 major works during his retirement, despite suffering a paralyzing stroke shortly after his arrival. Polasek opened his three-acre estate to the public in 1961 in order to share his life works with his adopted community. He continued to produce artwork there until he died at age 86 in 1965.


Borana – detale

In 1961, Polasek established a private foundation committed to keeping his sculpture available for public display and requested that his studio, home and galleries be open to the public to encourage the study, appreciation, and furtherance of representational art.

Mythological

Svan­tovit

1933, Bronze

The Slavonic god Svan­tovit evokes holi­ness and wis­dom.  His four heads fac­ing north, south, east and west con­tain all of the knowl­edge that he has amassed to rule the four cor­ners of the earth.

Svan­tovit sits astride his horse, car­ry­ing a sword for jus­tice and a horn through which he utters prophesies.

Cycle of the Tree/Zivena

1945, Mixed Media

The Slavonic god­dess of life, Zivena was carved by Polasek at the age of 66, from a piece of apple wood taken from his home town in Moravia. The god­dess grows from the trunk of an apple tree; birds seek shel­ter in her boughs and fruit is plen­ti­ful. Zivena’s crown is life’s most rec­og­niz­able sym­bol, the sun. The crown is trans­formed in the rear, now depict­ing the moon and stars, while her hair resem­bles flow­ing water.

Pan

1920, Bronze

Polasek’s favorite mytho­log­i­cal char­ac­ter was the Greek god Pan, son of Her­mes and a nymph. Half goat and half man, Pan lived in the for­est play­ing a syrinx (pan­pipe) and mak­ing mis­chief.

Polasek cre­ated 26 small faces of Pan, which are hid­den through­out the Museum prop­erty in pedestals, foun­tains and doorways.

Allegorical

Aspi­ra­tion

1914, Bronze

Aspi­ra­tion was cre­ated in response to a dis­cus­sion Polasek had with another sculp­tor who believed that a com­po­si­tion should be made to present one side to the viewer, the other views being unim­por­tant.  Polasek felt that even though there is a dis­tinct “face” to most sculp­tures, all sides should and can be equally inter­est­ing to the viewer. A seated female holds musi­cal pipes in her right hand, while her raised left arm cir­cles a cherub head. As she kisses the cherub she drinks in a breath of musi­cal inspi­ra­tion. In 1915, Aspi­ra­tion won the Widener Gold Medal at the Penn­syl­va­nia Acad­emy of the Fine Arts’ annual exhibition.

For­est Idyl

Borana

1924, Bronze

After this lyri­cal sculp­ture was exhib­ited at the Art Insti­tute, art critic Eleanor Jew­ett of the Chicago Tri­bune wrote:  “This beau­ti­ful bronze group is one of the most per­fect and exquis­ite con­cep­tions in the exhi­bi­tion, in either oil or sculp­ture. The won­der­ful mod­el­ing of the deer and the fawn mark it for a mas­ter­piece. The ten­der union of the dryad and her wild for­est com­pan­ion is a beau­ti­ful achieve­ment. …”

Bogini Muzyki (Gędźby)

Theodore Thomas Memorial/ The Spirit of Music

1924, Bronze

The epit­ome of Polasek’s alle­gor­i­cal works, this orig­i­nal memo­r­ial on Michi­gan Avenue in Chicago, IL, was erected in honor of Theodore Thomas, founder of the Chicago Sym­phony Orches­tra. It is fully rep­re­sen­ta­tive of the majesty and sweep of a sym­phony.
A chal­leng­ing com­mis­sion, Polasek cre­ated sev­eral mod­els of the work. Of his final ver­sion Polasek stated, “… (the sculp­ture is) dig­ni­fied, yet sim­ple, assertive, but not too bold; a fem­i­nine fig­ure, yes, yet not too feminine.”

Bogini Muzyki – projekt



Perun

Triglaw


Pilgrim Mother by Albin Polasek

This unusual bronze sculpture by Albin Polasek (1879 – 1965) is located in Chicago’s Bohemian National Cemetery. According to Debbie Komanski, Executive Director of the Albin Polasek Museum, who kindly provided the information in the comments section, the piece „was commissioned in 1928 by the Stejskal-Fuchal family to create a memorial of the mother of the family who had recently passed away.

Matka Pielgrzymów – Nadchodząca Śmierć

The sculpture is formally named ‚Pilgrim Mother’ and she is depicted as a older woman whose face shows her aged benevolence and gentle wisdom.”

Matka Pielgrzymów

The statue is popularly known as „Walking Death” or „The Grim Reaper,” probably because people are more than ready to see something macabre in a graveyard. A closer study of the sculpture (even without the help of Ms. Komanski’s expertise)  should call that interpretation into question.

Although her face disappears into the shadows of her hood at a distance, it is serene, benign, motherly, even Madonna-like, at close quarters. The first two photos are by Matt Hucke, proprietor of the Graveyards of Chicago website, and the third is from Brainsnack, photographer not identified. Via Rob at FIU

The Albin Polasek Museum and Sculpture Garden

Author: David

Winter Park, Florida’s Albin Polasek Museum and Sculpture Garden is one of the most elegant and respected venues for the art in the American southeast. It is home to impressive collections of all kinds and beautiful, peaceful grounds. The museum is on the National Register of Historic Places.

Z ogrodu widok na Leśną Idyllę – Grupę Borany

Albin Polasek (1879-1965) is widely considered one of the most important American sculptors most of the 20th century. Celebrated in his own lifetime, Polasek strove to show the beauty of “movement,” the flow of one mass into another. Polasek’s ability to capture the spirit of his subject was a major influence on a generation of sculptors like Richmond Barthe and Ruth Sherwood.

Pielgrzym stukający do bramy

Upon his death in 1965, Polasek was buried alongside first wife Ruth Sherwood in Winter Park’s Palms Cemetery, where the 12th Station of the Cross (1939) is his monument. Albin Polasek was granted posthumously the honor of Great Floridian and inducted into the Florida Artists Hall of Fame in 2004.

Ogród – prawdziwe królestwo wspaniałej przyrody, którą tak kochał.

Born in 1879 in what is now the Czech Republic, Polasek apprenticed as a wood carver in Vienna before emigrating to the United States at the age of 22 and eventually became an American citizen. Polasek began his formal art training at the Pennsylvania Academy of the Fine Arts in Philadelphia. He produced Man Carving His Own Destiny (1907) and Eternal Moment (1909), two of his earliest well-known sculptures.

In 1961, the Albin Polasek Foundation was founded by Polasek and his wife. Polasek had a deep appreciation for an uncomplicated aesthetic, and as a result the gardens are quiet and subdued, utilizing gardening art in classic form.

Siewca – raz jeszcze – Stylistyka mitologii greckiej, ale idea świeża słowiańska. Dla mnie to Rgieł.

- The Foundation has added to the culture of Winter Park and Central Florida by donating sculptures like Forest Idyl and Emily Fountain to the City of Winter Park, Florida and loaning Man Carving His Own Destiny to the Winter Park Public Library long term. The Museum also provides art scholarships to the University of Central Florida, Rollins College and Crealde School of Art.

Rzeźba – Laskowce w ogrodzie

Przy pracy nad „Człowiekiem wykuwającym się ze skały”


Franciszek Palacki

František Palacký (14 czerwca 1798 Hodslavice, Czechy – 26 maja 1876) – czeski historyk, polityk, współtwórca i główny propagator austroslawizmu. Jeden z przedstawicieli czeskiego odrodzenia narodowego. Był jednym z organizatorów Zjazdu Słowiańskiego.

Autor wielotomowego dzieła „Dzieje narodu czeskiego w Czechach i na Morawach”, którego tom I wyszedł po niemiecku (1836), a dopiero piąty pisany był oryginalnie w czeskim języku (1867).

W Pradze znajduje się Most nazwany imieniem Palackiego. Imię Palackiego nosi Uniwersytet w Ołomuńcu. Jego portret znajduje się na banknocie 1000-koronowym.

František Palacký (14. června 1798 Hodslavice – 26. května 1876 Praha) byl český historik, politik, spisovatel a organizátor veřejného kulturního a vědeckého života v soudobé Praze. Je považován za zakladatele moderního českého dějepisectví, má přezdívku otec národa.

Biografie

Drewniany kościół w Hodslavicach

Raná léta

Pocházel z protestantské rodiny s dlouhou tradicí, jeho otec byl učitelem na místní škole. Nejprve se vzdělával u svého otce, poté (1807–1809) studoval v Kunvaldu (dnešní Kunín) u Nového Jičína. V letech 1809–1812 studoval latinskou školu v Trenčíně a následně i evangelické lyceum (do r. 1818) v Prešpurku (dnes Bratislava), kde se seznámil s P.J. Šafaříkem. Přestože si Palackého otec přál, aby se také z jeho syna stal evangelický učitel a kněz, nepokračoval dál ve svých studiích, ale působil v letech 1819–1823 jako vychovatel v uherských šlechtických rodinách, rok 1820 strávil se svými svěřenci (Csúzové) ve Vídni. Toto působení ve vyšších kruzích mu jednak umožnilo přístup do světa vyšší kultury, ale také měl dost příležitosti pokračovat ve svém sebevzdělávání, v této době ještě především ve filozofii a estetice (ovlivněn byl především I.Kantem, F. Schillerem a J.G. Herderem), získal také velký přehled o politice a politickém dění nejen v habsburských zemích a intenzívně studoval i cizí jazyky (během svého života ovládl latinu, řečtinu, němčinu, češtinu, maďarštinu, portugalštinu, angličtinu, francouzštinu, italštinu, ruštinu a staroslověnštinu). Z tohoto období pocházejí časopisecké studie o estetice (Přehled dějin krasovědy nebo O krasovědě) a společně s Šafaříkem napsaní Počátkové českého básnictví, obzvláště prozódie (1818). V mládí měl Palacký velké literární ambice, napsal několik nepříliš hodnotných básní (v češtině a němčině, časoměrným veršem), většinou k různým příležitostem, přátelům, nebo s filosofickou tématikou. Měl ale velké plány, začal psát tragédii o Kateřině Veliké, později o Janu Husovi, a rozsáhlý historický epos o Napoleonovi, ani jedno z těchto děl nedokončil. Pořídil velmi kvalitní český překlad Ossiana, podvržené básnické prosy z keltských dějin Anglie.

Pomnik w Pradze

Někdy v roce 1819 se s konečnou platností rozhodl nadále se věnovat především studiu českých dějin. Za tímto účelem kontaktoval Josefa Jungmanna, kterého žádal o poskytnutí základních historiografických informací a zasvěcení do techniky historikovy práce. V březnu 1823 napsal dopis podobného znění i Josefu Dobrovskému a nedlouho poté (11. dubna 1823) dorazil do Prahy osobně.

Pomnik w Pradze – detale

Začínající historik

Zde ho zaměstnal Josef Dobrovský a později František Šternberk na vytváření šlechtických rodokmenů. Šternberkové ho posléze zaměstnali jako rodinného archiváře. Spolupráce s Dobrovským měla do budoucnosti na Palackého značný vliv, naučil se od něj historiografickou kritickou metodu a získal i zkušenosti s filologicko-kritickou metodou. Určité napětí ve vztahu pak znamenal odlišný názor na pravost Rukopisu zelenohorského, kde se Palacký s Dobrovského kritikou neztotožnil.

V této době se již stal v Praze mezi vzdělanými a vlasteneckými kruhy známou osobností, o jejíž výrazném talentu a intelektuálních kvalitách se nepochybovalo.

V roce 1827 se oženil s dcerou velkostatkáře a advokáta Jana Měchury, Terezií Měchurovou. V tomto roce začal vydávat na nabídku hraběte Kašpara Šternberka muzejní časopisy (německý měsíčník Monatsschrift des böhmen Museums a český čtvrtletník Časopis Společnosti vlasteneckého muzea v Čechách). Je zajímavé, že mezi českými vlastenci bylo zpočátku značné množství sporů (především s F. L. Čelakovským), kterým se nelíbila forma a pravopis těchto časopisů. V těchto sporech se plně projevovala roztříštěnost českého vlasteneckého hnutí. Pro malý zájem o německý časopis byl roku změněn na čtvrtletník 1831 a o rok později (1832) zrušen úplně. Roku 1838 začal českou verzi redigovat Pavel Josef Šafařík. Vedle redaktorské činnosti se na chodu muzea podílel i jako člen muzejního výboru (od 1830) a od 1834 jako jednatel tohoto výboru.

Inny monument ku czci Franciszka Palackiego w Pradze

Stavovským historiografem

V roce 1827 s ním začaly vyjednávat české stavy, které jej chtěly po smrti Františka Pubičky jmenovat do pozice oficiálního stavovského historiografa. Pro určité komplikace byl opravdu jmenován až 1838, plat ovšem dostával již mnohem dříve s tím, že měl dokončit Pubičkovy Chronologische Geschichte Böhmens. Protože však toto dílo bylo v 30. letech metodicky i koncepčně zastaralé, začal Palacký usilovat o možnost sepsat české dějiny úplně nově, na základě pramenných fondů i diplomatického charakteru a s ohledem i na sociální, hospodářský, náboženský a kulturní vývoj státu. Stavy po usilovném přesvědčování svolily v březnu 1831. Výsledkem takto nově pojatých českých dějin se staly Geschichte von Böhmen (1836-1867).

V roce 1829 vytvořil projekt české encyklopedie, který po slibném začátku ztroskotal a z kteréhožto pokusu vznikla roku 1831 Matice česká, jejímž úkolem bylo financovat české knihy, které by nemohly jako nelukrativní vyjít u soukromých vydavatelů. Českou encyklopedii vydal až jeho zeť František Ladislav Rieger pod názvem Riegrův slovník naučný. V letech 1839–1844 byl sekretářem České královské společnosti nauk (do 1851)

V roce 1840 vyšel první díl Archivu českého, edice česky psaných historických pramenů, která obsahovala i podklady pro další díly Geschichte von Böhmen. Na tvorbě této edice se podíleli také V.V. Tomek a K.J. Erben, kteří pro Palackého prozkoumávali archívy a opisovali listiny. S Tomkem začal posléze Palacký počítat jako se svým zástupcem ve funkci stavovského historiografa.

V době, kdy připravoval k vydání třetí díl svých Geschichte von Böhmen (který měl obsahovat vývoj státu v době předhusitské a husitské), již během publikování dílčích prací a dále při schvalování konečné verze se dostal do konfliktu s rakouskou cenzurou, neboť ta jej obvinila, že podání počátků husitství je namířeno proti katolické církvi (a to i přesto, že se Palacký, byť protestant úzkostlivě snažil své náboženské cítění do vědecké práce nevměšovat).

Od roku 1844 pracoval na českém překladu tohoto díla, nicméně nejednalo se o čistý překlad, do značné míry v české verzi prohloubil historiografickou reflexi českých dějin a kladl větší důraz na české obyvatelstvo jako nositele českých dějin. Roku 1848 vyšel první díl jeho vrcholného díla Dějiny národu českého v Čechách a v Moravě.

Rok 1848

Do politiky vstoupil na straně českých liberálů v roce 1848, kdy byl zvolen do Svatováclavského výboru. V tomto roce byl předsedou slovanského sjezdu v Praze a v otevřeném dopise odmítl účast na německém sněmu ve Frankfurtu.

František Palacký (litografie, 1855)

V roce 1848 byl volen do říšského sněmu, v tomto roce dvakrát odmítl ministerstvo školství (z obavy, aby neurazil Němce). Účastnil se Kroměřížského sněmu, kde představil svůj návrh ústavy, který nebyl přijat. Palacký byl přesvědčen o správnosti existence Rakouska, které si představoval jinak (konstitučně) uspořádané, což považoval za dostatečnou záruku pro vývoj slovanských národů v rámci monarchie a vyřešení národnostní otázky (konstituční austroslavismus).

Po roce 1848

Roku 1850 se stal předsedou Sboru pro zřízení Národního divadla. V tomto roce začal být policejně sledován, proto se od něj odklonila spousta přátel a Palacký se stáhl do soukromí. Řadu let v tomto období strávil prací na zámečku Lobkovice (dnes součást Neratovic), který patřil jeho tchánovi J.Měchurovi.

Politicky se začal angažovat teprve roku 1860, kdy podepsal Riegerovo memorandum císaři – stížnost na bezpráví páchaném na českém národě (zejména v oblasti jazykové) s žádostí o povolení založit české politické noviny. Výsledkem bylo založení (1861) Času a Národních listů. V r. 1861 byl zvolen do českého sněmu. Roku 1863 vstoupili čeští poslanci (staročeši) do tzv. pasivní opozice, což byl krok, který F. Palacký schvaloval. Postavil se proti polskému povstání (1863), čímž se vzdálil nově nastupující generaci českých politiků (mladočechů).

V roce 1868 položil základní kámen ke stavbě Národního divadla.

Na vlastní přání byl po své smrti v květnu 1879 pohřben v Lobkovicích, kde má dodnes na již nepoužívaném malém hřbitově svůj hrob. Jeho syn později lobkovické panství prodal zpět potomkům rodu Lobkoviců.

Palackého filosofie dějin

Rozsáhlé Palackého historické dílo se stalo milníkem české historiografie. Celé nadcházející generace historiků se vlastně ve svém díle vůči němu a jeho pojetí musely nějakým způsobem vymezit. Jeho tvorba nebyla jen shlukem historických faktů, chronologicky seřazených. Podle Palackého historie představovala organický celek skutečností protknutý hlavní linií (ideou). Proto také jako jeden z prvních českých historiků detailně studoval nejen politické dějiny, ale i dějiny státoprávní (vliv polského historika W. A. Maciejowskeho), sociální, umění, vědy či dějiny každodennosti. Palacký pod vlivem Hegelovy dialektiky považoval za hlavní linií českých dějin neustálý zápas Slovanů a Němců. Těmto dvěma principům také přiřadil určité charakteristiky. Pro ten německý byla typická podnikavost, řemeslná dovednost, politická organizovanost, ale také výbojnost a náboženská agilnost. Naopak pro Slovany měla být typická rovnost, mírumilovnost, ale i sklon k anarchii. Na světové úrovni to pak byla polarita dvou sil, které se neustále ovlivňovaly a střetávaly (tyto síly mohou být vyjádřeny různě: svoboda – autorita, demokracie – feudalismus, věda – víra). Tento boj dvou sil ať již na národní či světové úrovni Palacký nepovažuje za neúrodný. Naopak neustálá konfrontace rozšiřuje obzor, je semeništěm nových myšlenek či může vést ke smiřování protikladů. Palackého výklad si takto ve své podstatě vznášel nárok i na pedagogické a poučné poslání. Myšlenka české státnosti, často v boji s německým elementem, byla závazkem, který se nesl napříč generacemi. Vrcholem českých dějin je pro něj beze sporu husitství, které tvoří páteř jeho hlavního díla. Především klade do popředí myšlenkový a sociální obsah husitství a to i radikálního křídla představovaného Žižkou, Želivským a tábority. Staví se tak do určitého kontrastu proti starší osvícenecké historiografii (Jungmann nebo Dobrovský), která se vůči husitství většinou vyhrazovala.

Dílo

Poezie

  • Na horu Radhošť – báseň
  • Má modlitba dne 26. července 1818 – hymnus
  • Ideál říše – óda

Vědecká literatura

  • Staročeský všeobecný kalendář
  • Život Jana Amose Komenského
  • Zběrky ze starožitnosti českoslovanské
  • Počátkové českého básnictví, obzvláště prosodie – vydáno anonymně (1818), dílo sepsal spolu s P. J. Šafaříkem a J. Benediktim (Blahoslav). Tímto dílem začíná roztržka mezi tzv. Jungmanovci a příznivci J. Dobrovského.
  • Krásověda čili o kráse a umění knihy patery – dílo zabývající se estetikou, původně chtěl napsat pět knih, napsal pouze dva a část třetího.
  • Okus české terminologie filosofické – snaha o vytvoření české filosofické terminologie, tato jím navržená terminologie se z větší části ujala.

Historická

  • Staří letopisové čeští od roku 1378 do roku 1527
  • Geschichte von Böhmen
  1. díl (do 1198)
  2. díl (1198 – 1306)
  3. díl (1306 – 1378)
    • online verze v projektu Google
  • Dějiny národa českého v Čechách i v Moravě – vycházelo jak česky, tak německy. Toto dílo je veliké rozsahem, Palacký se snažil vytvořit obraz českých dějin, lze říci, že některé pasáže (především husitství) jsou velmi idealizované.
  1. díl (do r. 1125)
  2. díl (1125–1403)
  3. díl (1403–1439)
  4. díl (1439–1471)
  5. díl (1471–1526)
  • Pomůcky ku poznání řádů zemských království Českého v druhé polovině XIII. století – pokus o shrnutí života v polovině 13. století.
  • Pomůcky ku poznání staročeského práva i řádu soudního
  • Přehled současných nejvyšších důstojníků a ouředníků zemských i dvorských v královstvím Českém, od nejstarších časův až do nynějška – vyšlo i německy.
  • Popis království Českého – soupis všech obcí v Čechách se základními údaji (vydáno 1848, data z let 1843-6).
  • Stručné dějiny Prahy (Skizze einer Geschichte von Prag)

Politická díla

  • Idea státu Rakouského – (1865) popis jeho představ o federálním uspořádání Rakouska, přeje si jeho zachování.

Dále se zachovala část jeho korespondence s významnými osobnostmi této doby a značné množství novinových článků.

Park Krajobrazowy Chełmy

Chełmy Wąwóz Myśliborski

Park Krajobrazowy Chełmy – obszar chroniony od 1992 r. znajduje się na terenie województwa dolnośląskiego w powiatach: jaworskim i złotoryjskim. Park jest położony we wschodniej części Pogórza Kaczawskiego w Sudetach Zachodnich. Obejmuje również niewielki skrawek Wschodniego Grzbietu Gór Kaczawskich. Na północnym zachodzie w obręb Parku wchodzi skrawek Równiny Chojnowskiej, należącej do Niziny Śląsko-Łużyckiej.

Las Chełmy

Był to pierwszy park krajobrazowy jaki powstał na terenie byłego województwa legnickiego. Liczne badania potwierdziły odrębność i wyjątkowość tego obszaru. Obszar ten posiada wybitne walory krajobrazowe z unikalnymi w skali europejskiej reliktami działalności wulkanicznej – staropaleozoicznej, permskiej oraz trzeciorzędowej. Teren parku częściowo znajdował się w przeszłości pod panowaniem Cystersów z Lubiąża oraz prowadziły przez niego liczne szlaki handlowe. Nazwa parku nawiązuje do prasłowiańskiego słowa CHOLMY, używanego jeszcze w średniowieczu, jako nazwa wzgórz wypełniających Park.

Chełmy – Wąwóz Siedmicki

  • Położenie geograficzne: 51°03′ N 16°03′ E

Niektóre z form geologicznych

  • lawy poduszkowe w okolicach Myśliborza i Jakuszowej,
  • piaskowce na Prusickiej Górze,
  • głazowisko na Muchowskich Wzgórzach,
  • słupy bazaltowe na Czartowskiej Skale, Górzcu, Bazaltowej, Mszanie, Rataju, Radogoście i in.

Chełmy – Wąwóz Koło Grobli

Rzeźba terenu

Parku Krajobrazowy Chełmy obejmuje północno-wschodnią część Pogórza Złotoryjskiego, zwane też Chełmami oraz wschodnią rowu świerzawskiego. Jest to najbardziej górzysta partia Pogórza Kaczawskiego. Od północnego wschodu opada stromą krawędzią uskoku brzeżnego sudeckiego ku Nizinie Śląskiej. Krawędź jest pocięta głębokimi, przełomowymi dolinami potoków. Pozostała część Parku jest pagórkowata i również pocięta dolinami potoków. Najwyższe wzniesienia Chełmów zbudowane są z trzeciorzędowych bazaltów.

Wody

Cały Obszar Parku leży w dorzeczu Kaczawy. Przez park przepływają potoki: Wilcza, Jawornik, Młynówka, a w jego południowej części Nysa Mała.

Rezerwaty

Na terenie parku znajdują się 4 rezerwaty przyrody:

  • rezerwat przyrody Wąwóz Myśliborski
  • rezerwat przyrody Wąwóz Lipa
  • rezerwat przyrody Wąwóz Siedmicki
  • rezerwat przyrody Nad Groblą

Flora

Lasy zajmują ok. 55% powierzchni parku.

Drzewa

  • dąb szypułkowy
  • dąb bezszypułkowy
  • klon pospolity
  • jawor
  • lipa drobnolistna
  • lipa szerokolistna
  • olsza czarna
  • olsza szara
  • buk
  • grab
  • jarząb brekinia
  • jesion wyniosły
  • jodła
  • świerk
  • wiąz górski
  • tulipanowiec amerykański (Sichów)

Widok z Radogosta

Pozostałe

  • gnieźnik leśny
  • buławnik mieczolistny
  • kruszczyk szerokolistny i inne storczyki
  • języcznik zwyczajny
  • paprotnik kolczysty
  • zanokcica
  • naparstnica zwyczajna
  • śnieżyca wiosenna
  • śnieżyczka przebiśnieg
  • wawrzynek wilczełyko
  • przylaszczka
  • pierwiosnka lekarska
  • jemioła jodłowa
  • śledziennica naprzeciwlistna
  • wyka leśna
  • ukwap dwupienny
  • kozłek bzowy
  • mieczyk dachówkowaty
  • pełnik europejski
  • kosaciec syberyjski
  • lilia złotogłów
  • wiciokrzew pomorski
  • miodownik melisowaty
  • zespół rojownika pospolitego

Fauna

  • dzik
  • pliszka górska
  • trzmielojad
  • minóg strumieniowy
  • salamandra plamista
  • derkacz
  • sóweczka
  • bocian czarny
  • dzięcioł zielonosiwy
  • krzyżodziób świerkowy
  • muchołówka białoszyja
  • muchołówka mała
  • zimorodek
  • muflon
  • traszka zwyczajna

Widok z wieży na Radogoscie

Radogost (Pogórze Kaczawskie)

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii

Radogost Stanisława Jakubowskiego

Współrzędne: 50°59’49″N 16°07’44″E / 50.99694, 16.12889

Radogost (niem. Janusberg) – wzniesienie o wysokości 398 m n.p.m. w południowo-zachodniej Polsce, na Pogórzu Zachodniosudeckim na Pogórzu Kaczawskim.

Wzniesienie położone jest na terenie Parku Krajobrazowego „Chełmy”, w południowo-wschodniej części Pogórza Kaczawskiego, na Pogórzu Złotoryjskim, około 3,2 km., na południowy wschód od Myśliborza, województwo dolnośląskie.

Widok z Radogosta na Czartowskie Skały

Niewielkie powulkaniczne wzniesienie, w kształcie ściętego stożka, o dość stromym północnym i wschodnim zboczu, z wyraźnie podkreślonym wierzchołkiem, wznosi się na wschodniej krawędzi Wzgórz Złotoryjskich. Wzniesienie o zróżnicowanej budowie geologicznej, zbudowane z bazanitu mioceńskiego, stanowiącego część dawnego wulkanicznego komina, z towarzyszącą mu pokrywą lawową. Bazanit budujący wzniesienie jest spękany, tworzy regularne słupy lub grube nieregularne pseudosłupy. Na zboczach występują skalne duże ostrokrawędziste głazy tworzące miejscami rumowiska skalne. Na północnym zboczu wzniesienia powyżej 340 m n.p.m., występuje grupa skał pochodzenia wulkanicznego. Niższe partie zbocza pokrywa warstwa utworów soliflukcyjnych, a u podnóża występują osady glacjalne, fluwioglacjalne. Wzniesienie w całości, porośnięte lasem liściastym z niewielką domieszką drzew iglastych. Na podłożu bazaltowym rośnie wiele rzadkich roślin, m.in. wawrzynek wilczełyko i przylaszczka.

Wzniesienia w trzeciorzędzie było wyższe od obecnego wzgórza. W okresie zlodowacenia, trakcie transgresji lądolodu wzniesienie było całkowicie przykryte lodem, wody topniejącego lądolodu, oraz silne procesy erozyjne, trwające przez kilka milionów lat, przyczyniły się do zdarcia grubej pokrywy otaczającej komin wulkaniczny. Z dawnego wulkanu zachowały się tylko neki, w postaci twardzieli wypełniających wnętrze krateru.

Wieża widokowa na Radogoście

Inne

  • Na szczycie znajduje się murowana z kamienia i cegły okrągła wieża widokowa o wysokości 12 metrów, zbudowana pod koniec XIX wieku, wyremontowana w latach 90. XX wieku. Z tarasu widokowego wieży rozciąga się panorama na Sudety oraz Przedgórze Sudeckie.
  • W okolicy wzniesienia ślady grodziska wczesnośredniowiecznego.
  • W bliskim otoczeniu wzniesienia rosną okazy jarzębu brekinii.
  • Na północno-wschodnim zboczu poniżej szczytu w pobliżu wiaty turystycznej znajdują się rosnące w szeregu daglezje.

Ciekawostki

  • Radogost to dawna słowiańska góra kultowa. Dawniej przez wzniesienie prowadził poniemiecki szlak turystyczny.
  • Wzniesienie przed 1945 rokiem nazywało się „Janus berg”. Janus to w rzymskiej mitologii bóg, czczony na równi z Jowiszem.
  • „Radogost” w mitologii słowiańskiej był bogiem plemion Słowian połabskich, Wieletów, czczony w Radogoszczy, oraz jak podaje Kronika Słowian „Chronica Slavorum” Helmolda, był również bogiem plemienia Obodrytów.

Radgoszcz Małopolska

Inne RADOGOSZCZE polskie

Radgoszcz – wieś w Polsce położona w województwie małopolskim, w powiecie dąbrowskim, w gminie Radgoszcz.

W latach 1975-1998 miejscowość położona była w województwie tarnowskim.

Miejscowość jest siedzibą gminy Radgoszcz.

Zalew

Zalew wodny znajdujący się w miejscowości Radgoszcz – Narożniki. Powierzchnia zalewu i terenu przyległego wynosi 45ha. Zalew powstały na naturalnych zasobach wodnych rzeki Dęba, posiada wodę I klasy czystości. W sezonie letnim można skorzystać z kąpieliska strzeżonego, plaży, małej gastronomii. Zwolennicy ciszy i spokoju mogą skorzystać z przyjemności łowienia ryb, gdyż zalew jest bogaty w różnego rodzaju ichtiofaunę. Zbiornik wodny w Narożnikach przyciągnąć może również miłośników sportów wodnych.

Kupała nad Zalewem w Narożnikach – niestety takie maluśkie zdjątko

Radgoszcz – wieś w Polsce położona w województwie mazowieckim, w powiecie ostrołęckim, w gminie Troszyn.

W latach 1975-1998 miejscowość położona była w województwie ostrołęckim.

Kamienne Kręgi – zdewastowane cmentarzysko z II-IV wieku

Rostki – wieś w Polsce położona w województwie mazowieckim, w powiecie ostrołęckim, w gminie Troszyn.

W latach 1975-1998 miejscowość należała administracyjnie do województwa ostrołęckiego.

Pod względem organizacji kościelnej Rostki należą do parafii Trójcy Przenajświętszej w Czerwinie.

Wieś powstała przez nadanie Gotardowi z Rostek, w ziemi zakroczymskiej, 20 włók ziemi zwanych Suchodół,

w puszczy koło Chrostowa, przez księcia Janusza I w XV wieku.[1]

W pobliskim lesie znajdują się, obecnie zdewastowane, kamienne kręgi. Były one cmentarzyskiem z okresu rzymskiego (II-IV wiek n.e.)

Radgoszcz – średniej wielkości wieś sołecka w Polsce położona w województwie wielkopolskim, w powiecie międzychodzkim, w gminie Międzychód, na skrzyżowaniu dróg wojewódzkich 160 oraz 198, 5 km na północ od Międzychodu.W latach 1975-1998 miejscowość położona była w województwie gorzowskim.

Radgoszcz -Międzychód – SPA

W 1976 r. w skład sołectwa wchodziła osada Kuźniak. Obecnie sołectwo jednowioskowe.

Także jezioro Radgoskie

Położenie geograficzne

Radgoszcz jest największą wsią w gminie Międzychód, położoną w Puszczy Noteckiej.

Wioska leży nad jez. Radgoskim, płytkim, liczącym około 46-48 ha jeziorem morenowym, stanowiącym główny walor turystyczny miejscowości. Współczesna wieś położona jest na wzniesieniach o wys. 54-56 m, stąd – zwłaszcza z południowego krańca wsi rozciąga się rozległy widok na dolinę Warty i Międzychód.

Agroturystyczne gospodarstwo Ledwożyw w Radogoszczy Osieckiej

Radogoszcz – wieś kociewska w Polsce położona w województwie pomorskim, w powiecie starogardzkim, w gminie Osiek w kompleksie leśnym Borów Tucholskich i nad zachodnim brzegiem jeziora Kałębie. Wieś jest siedzibą sołectwa Radogoszcz w którego skład wchodzą również miejscowości Okarpiec, Dębia Góra i Trzebiechowo

W latach 1975-1998 miejscowość położona była w województwie gdańskim.

Radogoszcz według wyobrażenia Stanisława Jakubowskiego

Radogoszcz Łużycka

Radogoszcz (niem. Wünschendorf) – wieś w Polsce położona w województwie dolnośląskim, w powiecie lubańskim, w gminie Lubań.

W latach 1975-1998 miejscowość położona była w województwie jeleniogórskim.

Radogoszcz wielecka, czyli Retra

Gross Raden (pol. hist. Radzim[1] lub Radomin[1]) – gród Słowian zachodnich z IX – X wieku n.e. odkryty w NRD przez profesora Ewalda Schuldta w latach 1973-1980. Leży w Meklemburgii na półwyspie jeziora Binnensee, obok małego miasta Sternberg, a więc na terenach zamieszkiwanych dawniej przez słowiańskie plemię Warnów.

Radogoszcz (gród)

Z Wikipedii, wolnej encyklopedii

Radogoszcz (Retra) wymieniana również jako Radegost, Riedigost (niem. Redigast, Radigast, Rethra) – główny ośrodek polityczny Redarów oraz centrum kultu Radogosta-Swarożyca [Jeżeli już to jednego i drugiego, bo to dwa różne bóstwa - jedno z ogniem słonecznym a drugie z dzbanem lub rogiem i kwiatami lub kłosami zboża - a że obydwa wyposażone w tamtych czasach w atrybuty wojenne to nie dziwi. C.B.] Zrównana z ziemią po podbiciu Wieletów przez cesarstwo niemieckie.

Rekonstrukcja kąciny

Na kompleks składa się gród o średnicy około 75 metrów i duża osada przygrodowa. Na terenie osady znajdowała się czworokątna świątynia słowiańska (kącina) o wymiarach 7×11 metrów i podwójnych ścianach.

Powstanie osady datuje się na przełom IX i X wieku. Istniała do początku XI wieku, kiedy to została zniszczona w wyniku pożaru, a jej mieszkańcy przenieśli się do nowej osady zbudowanej kilkadziesiąt metrów na północny zachód od Gross Raden.

Dokładne położenie miejscowości nie jest znane; najbardziej wiarygodne jest utożsamienie Radogoszczy z grodem i osadą słowiańską odkrytymi w wyniku badań archeologicznych w miejscowości Gross Raden w Meklemburgii, gdzie odkryto pozostałości świątyni pogańskiej. Inna koncepcja wskazuje na Alt Rehse – wieś w Niemczech k. Neubrandenburga (Meklemburgia-Pomorze Przednie), nad jeziorem Tollense.

Radogoszcz znana jest z opisów niemieckich kronikarzy:

  • w XI wieku – Thietmara z Merseburga i Adama z Bremy,
  • w XII wieku – mnicha Helmolda z Bosau (Slawenchronik – Kronika Słowian w oparciu o relacje Adama z Bremy).

Najdokładniejszy opis grodu, a przede wszystkim świątyni, pochodzi z kroniki Thietmara:

Jest w kraju Redarów pewien gród o trójkątnym kształcie i trzech bramach doń wiodących, zwany Radogoszcz, który otacza zewsząd wielka puszcza, ręką tubylców nie tknięta i jak świętość czczona. Dwie bramy tego grodu stoją otworem dla wszystkich wchodzących, trzecia od strony wschodniej jest najmniejsza i wychodzi na ścieżkę, która prowadzi do położonego obok i strasznie wyglądającego jeziora. W grodzie znajduje się tylko jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i spoczywająca na fundamencie z rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne zdobią różne wizerunki bogów i bogiń – jak można zauważyć, patrząc z bliska – w przedziwny rzeźbione sposób, wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w straszliwych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem. Pierwszy spośród nich nazywa się Swarożyc i szczególnej doznaje czci u wszystkich pogan. Znajdują się tam również sztandary (stanice), których nigdzie stąd nie zabierają, chyba że są potrzebne na wyprawę wojenną i wówczas niosą je piesi wojownicy. Do strzeżenia tego wszystkiego z należytą pieczołowitością ustanowili tubylcy osobnych kapłanów.

— Thietmar z Merseburga, thietmari merseburgensis episcopi chronicon

Kalendarium

  • 957 – cesarz Otton I prowadzi wyprawę przeciw Redarom,
  • 965 – pierwsza pisana wzmianka o okolicy,
  • 1002 – Thietmar, biskup merseburski w swojej kronice opisuje gród (Redigast lub Radigast), gdzie Redarowie oddawali cześć Swarożycowi,
  • 1018 – powstanie Obodrzyców pod wodzą kapłanów z Retry,
  • 1066 – zryw plemion Związku wieleckiego; rzekome złożenie w ofierze Radogostowi głowy schwytanego biskupa meklemburskiego Jana (Johannesa),
  • zimą 1067 na 1068 – biskup Burchard z Halberstadt prowadzi wyprawę wojenną przeciw Wieletom, zdobywa i pustoszy kraj Redarów (w tym Retrę) i powraca do Saksonii na świętym rumaku Swarożyca,
  • 1125 zburzenie grodu przez wojska króla niemieckiego Lotara III

Przypuszcza się, że może to być Radogoszcz. Obecnie dzięki całkowitej rekonstrukcji pełni rolę archeologicznego skansenu, stanowiąc jedną z ciekawszych atrakcji turystycznych Meklemburgii.

Radogoszcz w Łodzi

Inny, o wiele smutniejszy pomnik w miejscu dawnej czci Radogosta – Łódź Radogoszcz

Radegast – nieczynny już przystanek kolejowy Łódź Radogoszcz przy alei Pamięci Ofiar Litzmannstadt Getto (dawniej ulicy Stalowej), zbudowana w okresie II wojny światowej dla potrzeb łódzkiego getta, z której Niemcy hitlerowskie wywoziły do obozu Auschwitz-Birkenau obywateli narodowości żydowskiej.

Od 2005 roku, w budynku przystanku znajduje się muzeum. Pomnik upamiętniający martyrologię Żydów odsłonięto w tym miejscu 28 sierpnia 2005 roku

Radegast był przystankiem kolejowym łódzkiej zamkniętej dzielnicy żydowskiej. Leżał na północno-wschodnim krańcu getta, już poza jego granicami. Na przystanek ten docierało skąpe zaopatrzenie getta i odjeżdżały na śmierć kolejne transporty, na północny zachód do Kulmhof, pierwszego w Polsce obozu zagłady, i na południowy wschód do Auschwitz.

Radegast

Wywózki zaczęły się 16 stycznia 1942 roku. Pierwszy transport odjechał z przystanku Radegast w kierunku Chełmna. W ciągu czterech miesięcy, do 15 maja 1942 roku, z getta zostali wysłani wszyscy pobierający zasiłki, więźniowie i handlarze, a zaraz po nich Żydzi zachodnioeuropejscy. Kilka miesięcy później, we wrześniu 1942 roku z dworca Radegast odjechały do Chełmna transporty ze starcami i dziećmi. Tzw. „wielka szpera” miała przekształcić dzielnicę żydowską w wielki obóz niewolniczej pracy dla hitlerowskiego państwa.

W 1944 roku rozpoczęła się ostateczna likwidacja getta w Łodzi, ostatniego getta na ziemiach polskich. 29 sierpnia 1944 roku z przystanku Radegast odszedł do Auschwitz ostatni transport łódzkich Żydów.

Zachował się oryginalny drewniany budynek przystanku. Długi czas był jeszcze używany przez kolej jako element dworca Łódź Radogoszcz. W jego wnętrzu mieściły się magazyny. Obok przetrwały – dziś już nieczynne – dwa oryginalne torowiska. 29 sierpnia 2004 roku, w rocznicę odejścia z getta ostatniego transportu, odbyły się obchody 60. rocznicy likwidacji Getta w Łodzi. Jednym z kluczowych elementów tych obchodów była readaptacja przystanku Radegast i przekształcenie go w miejsce pamięci i ośrodek edukacyjno-naukowy. Inicjatorem utworzenia z byłego przystanku Radegast – miejsca pamięci ofiar getta łódzkiego jest Gmina Wyznaniowa Żydowska w Łodzi.

Relikwie Katynia w Muzeum Tradycji Niepodległościowych na Radogoszczu

Monday, 12 April 2010
W hołdzie dla tysięcy bohaterów zamordowanych w Lesie Katyńskim, Twerze, Charkowie i wielu innych miejscach kaźni na Wschodzie – w łódzkim Muzeum Tradycji Niepodległościowych na Radogoszczu otwarto wystawę „Prawda i pamięć – zbrodnia katyńska”. W wernisażu uczestniczył wiceprezydent Łodzi Łukasz Magin. Obecni byli również przedstawiciele województwa: wojewoda Jolanta Chełmińska i marszałek Włodzimierz Fisiak. Włodarze miasta i regionu złożyli kwiaty pod urnami z ziemią katyńską.
Zgromadzone na wystawie eksponaty ukazują m.in. funkcjonowanie Wojska Polskiego i Policji Garnizonu Łódzkiego przed 1939 r., napaść wojsk niemieckich na Polskę oraz wkroczenie Armii Czerwonej, a także losy polskich jeńców wojennych, po wzięciu ich w niewolę przez Sowietów. Zobrazowano również funkcjonowanie obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie wraz z tragicznym finałem ich likwidacji. Zbiór informuje o dramatycznej „drodze”, którą trzeba było pokonać, by prawda o zbrodni stała się powszechnie znana.

- Trzeba było dziesiątków lat, wielu przemian politycznych i społecznych w Europie i na świecie, aby prawda o wydarzeniach sprzed 70 lat mogła być ujawniona. Wśród tych, którzy podjęli trud, by w sposób wszechstronny ukazać problematykę katyńską było też Muzeum Tradycji Niepodległościowych ściśle współpracujące ze Stowarzyszeniem Rodzina Katyńska w Łodzi – mówił otwierając ekspozycję dyrektor muzeum.

Wyodrębnioną częścią ekspozycji jest prezentacja kilkudziesięciu sylwetek ofiar, które były związane z Łodzią lub naszym regionem. W tym dziale oglądać można osobiste pamiątki i dokumenty świadczące m.in. o ich życiu, aktywności, pasjach, chwilach szczęścia…

Przedstawione archiwalia i ikonografia to w dużym stopniu pamiątki i rodzinne relikwie członków Stowarzyszenia „Rodzina Katyńska” w Łodzi.

- Cały czas myślimy o tych, którzy spoczywają w grobach Katynia Charkowa, Miednoje i wielu innych nieznanych miejscach – mówił Janusz Lange, prezes Stowarzyszenia „Rodzina Katyńska” w Łodzi i syn jednego z zamordowanych oficerów. – Bez względu na to, jak dziś nazywa się tamte wydarzenia, dla nas zbrodnia pozostaje zbrodnią. My nazywamy ją zbrodnią ludobójstwa popełnioną na oficerach Wojska Polskiego i Policjantach, wykonaną za to tylko, że nosili polski mundur, bronili honoru Ojczyzny i byli wierni tradycji oręża polskiego zgodnie z zawołaniem, które nosili na sztandarach: Bóg, Honor, Ojczyzna.

(M.Ka.)

http://www.uml.lodz.pl/index.php?str=1847&id=18644

Widok ze Wzgórza w Łódzkiej dzielnicy Radogoszcz, które może być dawnym Wzgórzem Radogosta

Radogost trafił też do gier komputerowych, jako Radigast City

Polska – Rosja: z Księgi i Wiedzy Rymów (Księga IV Osądów)

Posted in Mitologia Słowiańska, nauka, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 8 Czerwiec 2010

Kontynuując wątek polsko-rosyjskiego pojednania, które w rozpoczętej Epoce Galaktycznej, czy też  – nazwijmy ten czas zgodnie z miarami Wielkiego Tajemnika Słowian -  w Czasie Ognistym, możemy budować (owo pojednanie i zgodę) na poziomie komórkowym, podstawowym, posługując się narzędziem niedostępnym w przeszłości – INTERNETEM (nie mylić z modnym do niedawna INTERNACJONALIZMEM), odsyłam dzisiaj wszystkich wprost do Księgi i Wiedzy Rymów, części zwanej Księgą IV Osądów.

Czynię to gdyż w pełni zgadzam się z wywodem  Autora jak i z wieloma sądami Księgi Popiołów T. S. Marskiego. Zgadzam się z nimi nie od dzisiaj, ale dotychczas głos mój, czy jego głos, czy głosy takich osób jak profesor Witold Mańczak (także Kostrzewski, Jażdżewski i wielu innych naukowców), były uważane za głosy skrajnych autochtonistów, których poglądy nie mają umocowania w faktach, a są tylko mitologią, albo nie opartą na faktach (a tylko na luźnych domysłach nienaukową, a więc nic nie wartą )  i nie popartą niczym poza intuicją oraz wyrywkowymi cytatami z kronik – megalomańską „polską” wizją przeszłości Słowian. Teraz ta wizja niespodzianie zyskała twarde dowody w postaci wyników badań genetycznych stawiając innych – tych którzy pohukiwali i naśmiewali się z garstki „oszołomów” – przed koniecznością wyjaśnienia faktów.

Profesor Jerzy Strzelczyk w roku 1998 we wstępie do swojej książki Mity, podania i wierzenia dawnych Słowian poświęcił obszerny cytat i dwie pierwsze strony wstępu  omówieniu mojej książki z 1993 roku Stworze i zdusze, czyli starosłowiańskie boginki i demony.

Napisał on tak:

WSTĘP

” Kiedy Bóg Bogów Światowit ulepił Trzecią z Rzeczy Pierwszych, Bułę, rzucił ją w Głąb. Bogowie Działów, zwani Kaukami albo Alkami – Czarnogłów i Białoboga – zapragnęli natychmiast ją posiąść. W krótkim przelocie rzecz owa błysnęła im prawdziwym pięknem, a zawsze jedno z nich pragnęło panować nad tym co miało drugie i swego panowania z nikim nie dzielić. Buła wpadła na samo dno Głębi.

Czarnogłów musiał zanurkować, żeby ją wydobyć. W przeciw­nym razie Buła znalazłaby się we władaniu Białobogi, mającej w mocy Głąb. Nurkował trzykrotnie nim wreszcie wydobył Bułę-Bytę na wierzch. Białoboga jednak nie zamierzała rezygnować z nowego nabytku i uczepiła się skrzącej Buły ze wszech sił. Roz­poczęła się walka.

Kaukowie bili się zajadle wezwawszy na pomoc Ażdahy, czyli oddane im na służbę Smoki i Żmijów-Żnuje. Szarpali Bułę w górę i w dół i ciągnęli od wieczności do nieskończoności. Wkrótce włączyli się także do bitwy Stronporowie, Bogowie Stron i Pór, zwani też Kirami, razem ze swoimi pomocnikami żar-ptakami Światło-gońcami…”

I tak dalej i dalej…, 360 stronnic formatu większego niż niniejsza książka. Czyż nie wspaniały to obraz świata „starosłowiańskich boginek i demonów”, konkretnie: początek rozdziału: „O narodzeniu Przestworzy i Przedstworzów” s.19, z książki, która kilka lat temu ukazała się na polskim rynku wydawniczym i – sądząc po tytule – wyczerpuje znaczną część tematyki, jaką ma zamiar poruszyć autor niniejszego opracowania.

Autor: Czesław Białczyński. Tytuł: Stworze i zdusze, czyli starosłowiańskie boginki i demony. Leksykon. Miejsce i rok wydania: Kraków 1993. Wydawnictwo: Kraina Księżyca. Książka, w której przedmowie autor dziękuje kilkudziesięciu osobom, od Adama Bremeńskiego po L. V. Zarubina, za „działalność , dzieła i duchowe wsparcie”, które ” umożliwiły powstanie tej pracy”; książka w nocie na obwolucie określona jako „prekursorska próba nadania kształtu literackiego prasłowiańskim wierzeniom. Porównywalna z tym co Tolkien stworzył w Silmarillionie. Oparta na wielu źródłach, poprzedzona starannymi badaniami (…) próba odtworzenia mitów i wierzeń – języka, za pomocą którego nasi przodkowie opisywali i pojmowali świat. Mitologia mało znana i często niesłusznie lekceważona”.

Książka – pisze dalej profesor Jerzy Strzelczyk – dodajmy, napisana z wielką pomysłowością i nie bez literackiego wdzięku… tyle tylko że to literacka fikcja tu i ówdzie odżywiająca się odległymi niezobowiązującymi reminiscencjami i, refleksami rzeczywistych świadectw dziejowych i dociekań naukowych…”

Na tym kończę cytat. W roku 1998 profesor nie mógł czytać jeszcze mojej Mitologii Słowiańskiej – Księgi Tura, która wyszła w roku 2000. Po tym wydaniu kilkukrotnie naukowcy w różnych swoich dziełach odwoływali się znowu do obydwu moich książek – żałując nieodmiennie że to fikcja literacka a nie prawdziwa mitologia dawnych Słowian. I tym razem zarzucając książce już nie brak źródeł w przypisach, czy podanych tekstów i wydań na które się powołuję, ale brak wyczerpującej bibliografii, skoro były już w mniej zawarte przypisy i odwołania, to pozostał jeszcze zarzut że nie ma indeksu i wykazu literatury. W wydaniu z roku 2007 pojawiły się jednak oprócz ilustracji Jerzego Przybyła także owe indeksy osobowe i pojęciowe, wykaz literatury i inne niezbędne uzupełnienia na które skromne wydanie z 2000 roku po prostu nie pozwalało. Ciekaw jestem co będzie dalej, jaka następna metoda zostanie zastosowana by nie przyjmować nowego, niewygodnego punktu widzenia, który rujnuje dotychczasowe „prawdy naukowe”.

Chcę podziękować mimo wszystko profesorowi Jerzemu Strzelczykowi, bo okazał się człowiekiem na tyle odważnym by wprost publicznie wyznać zachwyt taką wizją Mitologii Słowiańskiej jaką zaproponowałem. W jego wypowiedzi czuje się wyraźny żal, że z punktu widzenia nauki nie da się przedstawić takiej wizji wierzeń Słowian, bo brak na takie wizje dowodów naukowych. Mimo, że profesor Strzelczyk zrobił na drodze do rewizji tego zdania kilka ważnych kroków, między innymi akceptując kilka moich pomysłów rekonstrukcyjnych, to mógł pójść znacznie dalej. Nie jest to do końca tak, że się nie da. Gdyby się chciało – jak na przykład chce tego Borys Uspieński, albo jak chce tego w swojej pracy Andrzej Szyjewski – to można by się posunąć nieźle naprzód w rekonstrukcji nie tylko panteonu ale i całego systemu wierzeń. Trzeba by odważnie pójść za tezami Marii Składankowej z jej Mitologii Iranu – o scytyjskim i sarmackim pochodzeniu tejże mitologii, trzeba by się przyjrzeć Aweście (Obwieście) i Wedom, zaakceptować teorie genetyków którzy twierdzą, że istniał lud Słowiano-Indo-Aryjski, a nie istniał i to na 100% żaden dziwoląg Indo-germański, że Prasłowianie (Słowiano-Indo-Irańczycy) jako ethos i grupa językowa są wykształceni wcześniej niż Germanie, wreszcie że kultury archeologiczne od 5000 p.n.e. nad Łabą i Wisłą są słowiańskie. Niby nie daleko a tak daleko, tyle jeszcze trzeba by było zrewidować, żeby nasze drogi kiedyś się zeszły, a prawda stała się prawdziwsza niż jest,  i była możliwa do przełknięcia dla obu stron.

Dzisiaj mamy mimo wszystko rok 2010 i wiele się wydarzyło. Nie da się powtarzać jak mantry haseł z germańskiego snu o potędze i wciąż zaklinać rzeczywistość z pozycji siły nie popartej dowodem, twardym dowodem. Nie można już twierdzić że Słowianie wyszli dzicy z lasu i bagna w roku 600 n.e. i przy pomocy kija i dzidy do łowienia ryb, nie tylko podbili Cesarstwo Rzymskie Zachodnie i Wschodnie, ale na dodatek zagospodarowali 3/4 Europy, pozostawiając wolne tylko Wyspy Brytyjskie, obecne tereny Francji Hiszpanii i Italii – ale przecież nie do końca wolne i nie na pewno, jeśli się uwzględni bardzo prawdopodobne słowiańskie pochodzenie Gotów i Wandali.

Poniższy tekst, którego tutaj przytaczam tylko fragment, znajduje się w całości na stronie:

http://historiakurgany.republika.pl/apo_plik/upmic.htm

Proponuję wszystkim prześmiewcom teorii o pradawnym, starożytnym, wręcz prehistorycznym przebywaniu Słowian w Europie i nad Wisłą, wszystkim  Allochtonistom, którzy widzieli Słowian jako „prymitywny żywioł co wychynął z boru i bagna” w V wieku n.e. nad Dniestrem, aby się mocno zastanowili nie tylko nad tym tekstem, nie tylko nad jego przesłaniem, nie tylko nad zgromadzonymi na stronach historiakurgany „przyczynkami” i faktami, czy przedstawionymi tam cząstkowymi i mniej czy bardziej kompleksowymi teoriami, ale przede wszystkim by się zastanowili teraz jak i czym wypełnić – jakimi faktami, jakimi zdarzeniami, jakimi nazwami plemiennymi, jakimi artefaktami archeologicznymi  – te 10.000 lat obecności Słowian w Europie oraz te, co najmniej 6000 lat, obecności Słowian – Lugiów (Lęgów, Lachów) i Polugiów (Polęgów, Polachów) nad Wisłą, Odrą i Łabą.

Niech ten artykuł ze strony historiakurgany będzie też wstępem do opisu, który wkrótce zamieścimy – do opisu jednej z najważniejszych postaci  Strażników Wiary Przyrodzonej Słowian – osoby Adama Mickiewicza.

Oto cytat z powyższej strony, gdzie całość rzeczonego tekstu:

„…

KS Piotr

Módl się, bo strasznie Pańska dotknęła cię ręka.

Usta, którymiś wieczny Majestat obraził,

Oby ci policzone były za pokutę.

Obyś o nich zapomniał

KONRAD

Już są tam ~ wykute.

KS. PIOTR

Obyś, grzeszniku, nigdy sam ich nie wyczytał,

Oby cię o znaczenie ich Bóg nie zapytał ~

(….) widzenie ks. Piotra

(władca ~ namiestnik niebios, przymiotniki opis ~ mąż straszny, wskrzesiciel, obrońca narodu, krew jego to dawne bohatery, trójoki twórca kościoła sławy, atrybut to tajemnicza księga, podnóże to trzy stolice i stoi na trzech koronach, lecz jest bez korony, nad ludami i królami jest wyniesiony, życie jego trud trudów, tytuł lud ludów, imię 44, ślepy lecz ma trzy źrenice, trzy twarze, trzy oblicza (Trygław), prowadzony przez pacholę ~ bóg)

Patrz! ~ ha! ~ to dziecię uszło ~ rośnie ~ to obrońca!

Wskrzesiciel narodu, ~ Z matki obcej; krew jego dawne bohatery, A imię jego będzie czterdzieści i cztery.

(….)

Patrz oto żołdak Moskal z kopiją przyskoczył

I krew niewinną mego narodu wytoczył

Cóż żeś zrobił, najgłupszy, najsroższy z siepaczy!

On jeden poprawi się, i Bóg mu przebaczy.

(……)na koniec słychać: <<alleluja! Alleluja>>

Ku niebu, on ku niebu, ku niebu ulata!

I od stóp jego wionęła

Biała jak śnieg szata ~ Spadła, ~ szeroko ~ cały świat się w nią obwinął.

Mój kochanek na niebie, sprzed oczu nie zginął.

Jako trzy słońca błyszczą jego trzy źrenice,

I ludom pokazuje przebitą prawicę.

Któż ten mąż? ~ To namiestnik na ziemskim padole.

Znałem go, ~ był dzieckiem ~ znałem,

Jak urósł duszą i ciałem!

On ślepy, lecz go wiedzie anioł pacholę. Mąż straszny ~ ma trzy oblicza

On ma trzy czoła.

Jak baldakim rozpięta księga tajemnicza

Nad jego głową, osłania lice.

Podnóżem jego są trzy stolice, końce świata drżą gdy on woła.

I słyszę z nieba głosy jak gromy:

To namiestnik wolności na ziemi widomy! On to na sławie zbuduje ogromy; swego kościoła! Nad ludy i nad króle podniesiony, na trzech stoi koronach, a sam bez korony: A życie jego – trud trudów. A tytuł jego – lud ludów. Z matki obcej, krew jego dawne bohatery, A imię jego czterdzieści i cztery. Sława! sława! sława!(…)

Każdy zauważył, że z ”Dziadów” Adama Mickiewicza wypisaliśmy sobie pewien wątek, ten według nas najważniejszy, ponadczasowy i nawiązujący do pism-księgi którą Mickiewicz spalił, tak tajemniczą księgę która miała być Biblią-Koranem-Bhagawadgią Słowian spalił, bo przecież co chciał Adam M. to dość jasno wyłożył w tym zamieszczonym powyżej tekście, zamierzenia jego to stworzenie kościoła zbudowanego na sławie, oraz stworzenie teokratycznego państwa Słowian, kierowanego przez namiestnika o nadludzkich ~ boskich cechach.

Krew jego dawne bohatery, na czyjej sławie zbudować chciał Adam swój kościół? Co to za dawne bohatery? Na tej sławie która była choć przeminęła w naszej Słowiańskiej, Lachskiej przeszłości dlatego mamy tu Moskala (jedyna cecha która go odróżnia od Niemców i Austriaków to jego słowiańskość), istotna dla Polaka-Słowianina Mickiewicza, Moskal ten poprawi się, bo też będzie należał do kościoła zbudowanego na Sławie. Dlatego 1844r Towiańczycy wysłali list do Cara by ten zjednoczył Słowiańszczyznę. Datę tę Towiańczycy wybrali nie przypadkowo, 44 rok dziewiętnastego wieku nawiązuje do imienia wyżej opisanego proroctwem wskrzesiciela narodu ”czterdzieści i cztery”, a skąd Mickiewicz wziął tę liczbę? Wziął ją z naszej historii i nadjęzyka, czwartek to dzień Gromowładcy, Thursdey dzień olbrzyma, Słowianie byli w zasadzie monoteistami ”(…) Uważają bowiem, że jeden tylko bóg, twórca błyskawicy, jest panem całego świata i składają mu w ofierze woły i wszystkie inne zwierzęta ofiarne.(…)”pisał Prokop z Cezarei.

Więc czwórka to magiczna liczba Gromowładcy, jeśli otworzymy historię Polski to mamy takie daty jak (według datacji czasu chrystian), 1424r naro-dziny późniejszego Władysława Warneńczyka(1434r koronacja), co prawda 1444r ponosi klęskę pod Warną ale było to 10 listopada pod koniec roku, wcześniej po zwycięskiej kampanii zawarto korzystny pokój, a i IX i X miesiąca tego roku odniesiono wiele sukcesów militarnych, jednak sam sprzyjający czas nie załatwi za nas wszystkiego, obok króla Lediańskiego (polskiego) było tylko koło pięciuset Polaków, gdyby jak pisał później kardynał Oleśnicki, podesłano królowi pod Warnę kilkanaście tysięcy polskich kopijników, zwycięstwo było by po naszej stronie (i w domyśle nie mieli byśmy z Turkami problemów w następnych wiekach), był to jedyny wypadek od kilkuset lat by król Ledianin toczył walki na Bałkanie (od czasów najazdów Słowiańskich na Bałkany, kiedy to stworzono Słowiańszczyznę południową). Wyraźniej te znaki czasu występują w wojnie z heksoidalnym zakonem (krzyżackim), 1440r powstanie Związku Pruskiego, 1454r Związek Pruski poddaje Prusy Koronie Polskiej, wybucha tam antykrzyżackie powstanie, 22 II 1454r Polska ogłasza inkorporację ziem pruskich, jednak trzynastoletnią wojnę z Krzyżakami kończy pokój pod auspicjami heks z 19 X 1466r który ratuje Zakon Triheksa przed ostateczną klęską. Liczba 666 w nadjęzyku jest imieniem Boga Zła i heks – czarownic i był to czas sprzyjający jego sługom. Mówi się o znakach czasu ‚signum temporis’, czy to nie te znaki, są wydarzenia ludzie i dzieła zdaje się przypadkowo noszący te znaki, ale czy na pewno przypadkowo.

Jednak dla poety są one oczywiste i dlatego Mickiewicz użył tego znaku w swym dziele, czas wysłania listu 1844r do cara świadczy, że chodziło tu o znak czasu, jeśli zaczniemy liczyć czas Polski od 966r kiedy to Sędzia(iudex~tyran) Polski(Dagome) Mieszek I dokonał swego chrztu i tzw. chrztu Polski, rok tego chrztu nie był najlepszym (eufemizm) jego omenem, jednak niewątpliwie zaczął wtedy płynąć nowy czas dla Polski, gdy dodamy do 966r liczbę 44 otrzymamy 1010r miedzy 1007-1013r trwała druga wojna polsko-niemiecka zakończona odzyskaniem Łużyc przez Chrobrego więc korzystna dla Polski. Jeśli dodamy do 966r liczbę 66 otrzymamy rok 1032r osobistą klęskę Mieszka II jego okaleczenie, podział i upadek Królestwa są te wydarzenia wokół 66r czasu Polski licząc od chrztu, a były to wydarzenia korzystne dla Niemiec. Jeśli zaś dodamy do liczby 966r liczbę 444 czyli 444r czasu Polski otrzymamy datę 1410r, czyli rok bitwy pod Grunwaldem i rok ten przyniósł największą klęskę heksoidalnego zakonu, wydarzenie niekorzystne dla Niemiec. Znów jeśli do daty 966r dodamy liczbę 666 to otrzymamy rok śmierci Zygmunta Wazy 1632r (króla heksoidalnego urodzonego w 1566r), jest to też data obrania królem Władysława IV Wazy, króla który mówił, że wydaje więcej na kurwy niż na wojsko i jednocześnie szykował się do podboju Turcji, a który praktycznie sprokurował powstanie Chmielnickiego. Znów 06. 12. 1656 roku mamy tzw. pierwszy w dziejach traktat rozbiorowy Polski w Radnot na Węgrzech, 1666r mamy krwawą bitwę pod Mątwami, daty te są jak heksoidalny taniec wrogiej mocy o imieniu 666. Nie tylko u Mickiewicza mamy to nacechowanie czasu, mamy też u Słowackiego moment początkowy wieku kiedy to demony kreują tych którzy będą tworzyli historię nadchodzącego wieku.

To są znaki czasu, jest ich znaczne więcej związanych też z liczbą ‚999’ dziewięć to liczba nowa-dziewicza narodzin ale i śmierci (imię nawów-zmarłych np. 999r ustanowiono na soborze święto zmarłych, ‚999’ to imię Allacha, oraz też u indoeur. ‚9’ jest trójkrotnością trójki liczbą sakralną, doskonała doskonałość, liczba dewów-książąt), nie wiem czy to przypadkowa zbieżność dat i nacechowania wydarzeń (rachunek prawdopodobieństwa się kłania), czy też może świadczy to o interwencjach sacrum (jak i jego istnieniu) w historię.

Jednak tak czy inaczej dla poety jest to kod języka symbolicznego i podświadomego czyli nadjęzyka jest on subtelny niejednoznaczny, który niekiedy wprost kpi sobie z języka formalnego, para wyrazów król ~ królik, bóg ~ istota wszechpotężna, bug ang. insekt, robak), bog’ey ~ straszydło, bog’us ~ nieprawdziwy ~ zmyślony, choć wynika to pierwotnie z słowotwórstwa bóg ~ bóstwo ~ bożek.

Podsumowując z tego języka wziął imię 44 wskrzesiciela narodu Mickiewicz, jedyny z naszych poetów który coś rozumiał z naszej burzliwej historii Mardów, Mortuzów, HarWatów, Hormanów, Rusów, Morusów, Ledian, Ljadów, Lachów, zgłosił pretensje do spuścizny naszej bohaterskiej Słowiańskiej historii chciał naprawić co zniszczono i zepsuto, dotykał ”czegoś nie z tego świata, wadził się z tym” lecz przecież ostatecznie odstąpił od walki i spalił swą Księgę, zostawiając to proroctwo z swoich ”Dziadów”, wyznanie wiary, że Polska matka Ludów zmartwych-wstanie jako Słowiańszczyzna jednocząc ją ”Kościołem Sławy”.

Czego się Mickiewicz wystraszył, że spalił Księgę Kościoła Sławy? Dla tego, że rzucała wyzwanie niebu. Walka której chciał się podjąć musiała stać się walką nie tyle z ‚Bogiem’ co ‚Chrystanizmem’ to znaczy z jego ziemskim ”obszarem państw”, nie uzyskał pozwolenia-namaszczenia nieba, a bycie samozwańcem rodziło wątpliwość czy nie jest się bluźniercą-potępieńcem, a przecież według chrystian wszelka władza pochodzi od boga, nawet władza uzurpatorów, więc czegóż się bać, nie przesądza też tego zasada ”bunt który zwycięża ma rację który przegrywa nie ma racji”, bo kiedy się naprawdę przegrywa?

”Jeśli ja będę bluźnierca, Ja wydam Tobie krwawszą bitwę niźli Szatan… bo strzelę przeciw Twej naturze; Jeśli jej w gruzy nie zburzę, To wstrząsnę całym państw Twoich obszarem… (słowa prowokacji czy wypowiedzenia wojny) Usta, którymiś wieczny Majestat obraził… (słowa, groźby wojny) Już są tam ~ wykute… Obyś, grzeszniku, nigdy sam ich nie wyczytał, Oby cię o znaczenie ich Bóg nie zapytał…”

Bohaterowie buntu często przegrywają ponosząc często męczeńską śmierć, zwyciężają ich idee czy epigoni, choć czy prawdziwie zwycięża prawda kiedy przez całe wieki uznawany za prawdę był fałsz, ułuda, złoty cielec, fałszywe bóstwo, bożek, boguś (ang. bogus nieprawdziwy ~ zmyślony).

I mysi legnie zamknięta w duszy mojej cieniu, Jako dyjament w brudnym zawarty kamieniu.

(wstaje i pisze węglem z jednej strony:)

D.O.M. GUSTAVUS OBIT M.D CCC. XXIII CALENDIS NOVEMBRIS (z drugiej strony:)

HIC NATUS EST CONRADUS M.D. CCC. XXIII CALENDIS NOVEMBRIS (wspiera się na oknie ~ usypia)

Jaka to myśl spowodowała, jego powtórne narodziny, jako kogo? Buntownika, wojownika jakiej idei, jedna logiczna odpowiedz, idei imperium, etnicznie i językowo słowiańskiego, a którego matką była Polska, w jego wersach wyraźnie widać, że wiedział o przeszłości Lachów ~ MoRusów ~ Anteli z Empirium Heramu Świętych Gór czyli Upiornych Strażników Królewskich Grobów, miał problemy z pseudoawarską bandą czyli greckimi kłamstwami, ale na pewno zrekonstruował częściowo naszą historię w swych spopielonych księgach.

Dlatego wierzył w nawrócenie Moskala, dlatego Towińaczycy wystoso-wali swój list 1844r do cara, by ten zjednoczył Słowiańszczyznę pod swym zwierzchnictwem. Co wywołało w Moskwie zadowolenie ale i milczenie, trudno o inną reakcję w środowisku które było niedojrzałe do podjęcia tej idei, bo to był w najlepszym razie ”wielkorusko” ~ prawosławny zaścianek (Co oni tam wiedzą o Rusach), traktujący panslawizm instrumentalnie, choć założona przez Lachów Moskwa (rzeka Moskawa jest przecież w Poznańskim), jest też przecież Moskwa etnicznie wymieszanym przerośniętym miastem w lasku iglastym na granicy stepu i tajgi ze skłonnością do egoizmu, separatyzmu i wyprzedaży interesu słowiańskiego, podlanego sosem greckim, tatarskim i ikonodulstwem, jeśli w Moskwie nie uświadomią sobie tego, że państwo Moskiewskie to tylko połowa Słowiańszczyzny, to ich pansłowiańskie deklaracje będą zwykłym pustosłowiem.

Możliwe jest imperium tylko Słowiańskie, cóż nigdy małpowana po Bizancjum moskiewska idea trzeciego Rzymu, nie będzie dla prawdziwego Słowianina atrakcyjna, bo to Słowianie zniszczyli ten biurokratyczny niewolniczy więzień jakim był ten pierwszy Rzym, a co robiono w Petersburgu ówczesnej stolicy Rosji, ”papugę, parę pistoletów i dziesięciu chłopów (krestjan) sprzedam” (ogłoszenie z prasy petersburskiej), obłudne i perfidne Bizancjum ze swym duchem, ustrojem i wiarą przyszło, i zamieniło Krestojan w niewolników, Rosja była niewolniczym piekłem dla samych Rosjan ale czy mieszkańcy piekła mieli tego świadomość, raczej mieli stąd wielkie bunty i sukcesy Dymitrów, a samo niewolnictwo w Rosji zniosło przecież dopiero nasze powstanie styczniowe.

Powtórzmy tylko państwo mające na celu wspólny interes Polaków, Ukraińców i Rosjan ma rację bytu, Sowiety które masowo wysiedlały setki tysięcy Polaków na zatracenie na Syberii i Kazachstanie będą dla Polaków zawsze koszmarem i słowiańskim piekłem, a nie wymarzonym mlekiem i miodem płynącym ”wielkim silnym państwem słowiańskim”, że Sowiety bezrozumnymi decyzjami ekonomicznymi i nieudolnymi działaniami zbrojnymi wytraciły dziesiątki miliony Rosjan i Ukraińców świadczy, że rządy idiotów są zawsze zbrodnią z samej definicji i nie jest to dla nas żadnym wyjaśnieniem czy usprawiedliwieniem ich polityki czystek etnicznych wobec nas na ziemiach nam zabranych zbrojnie przez Moskali wspólnie z Niemcami, a które zostały przyłączone do Królestwa Polskiego przez ludność tych ziem w procesie demokratycznego wyboru ich sejmików w XVI wieku, a wcześniej wyzwalaliśmy Ruś z tatarskiego i litewskiego jarzma. Choć sama idea imperium Słowiańskiego jest jedyną rozumną ideą dla Słowian o tym świadczy cała nasza historia.

Największa różnica między językiem Polskim i Rosyjskim to różnica alfabetyczna, gdybyśmy pisali w tym samym alfabecie, to bez przygotowania moglibyśmy czytać rosyjskie teksty, rozumiejąc je tak jak rozumiemy gwary śląską czy kaszubską z którymi po prostu trzeba się osłuchać, jest więc to różnica dialektyczna, a nie językowa, jeśli ktoś uważa, że to inny język to niech spróbuje zrozumieć coś z fińskiego czy hiszpańskiego, rosyjski wystarczy transliterować na polski alfabet by bez trudu odczytać co w nim jest zapisane ”Sobranie drevnikh gramot i aktov gorodov minskoi gubernii, pravoslavnykh monastyrei, tserkvei i po raznym predmietam,” dla porównania wiersz polszczyzny sprzed 550 lat ”Ten yest dzen yenzse boog uczinil yest, dsisa boog nagabane luda sfego wesrzal yest, iposlal od kupene”, czyli eliminując różnicę alfabetyczną znosimy największe odpodobnienie miedzy dialektami języka Słowian, który bezsprzecznie jest, choć nie ma formalnego jednego języka literackiego, choć bezsprzecznie język Słowiański ma kilka sformalizowanych dialektów literackich.

Odczuwają to podświadomie wszyscy, ostatnio były głosy o jakichś projektach przejścia na alfabet łaciński na Ukrainie to pojawiły się też obawy przed polonizacją Ukrainy gdyby użyto polskiej wersji fonetycznej alfabetu łacińskiego, (a co by się stało gdyby Ukraińcy przeszli jeszcze na katolicyzm, ajaj hakanie by nie pomogło staliby się laszkami niedolaszonymi), same te dialekty użytkownicy ich postrzegają jako coś śmiesznego zależnie od tego jakiego dialektu używają na co dzień, bo Czesi uważają że Polacy mówią po czesku tylko seplenią jak małe dzieci, my słuchając Czecha zaczynamy się śmiać do rozpuku, bo dla nas język czeski jest śmiesznym językiem ale na pewno nie obcym, Ukraińcy hakają, a Rosjanie ajają i śpiewają zamiast mówić, dla nas język Słowacki jest podobny do Ruskiego, a dla Słowaków to Polski jest podobny do Ruskiego itd.

Rosjanie tak jak Tatarzy nazywają pogardliwe Ukraińców chochłami, tylko, że chochoły – strachy – lachy to my nie przez przypadek śpiewamy ”a Chahary żyją… z góry spoglądają…” (autocenzura unikamy z tu nawiązania do cechy normańsko ~ sklawińsko ~ ruskiej czyli pijaństwa), sami są nazywani przez Tatarów k’acapami od k azap – cep w znaczeniu warkocza Słewskiego choć sami się nazywają Rusami co od Chorwatów, nas nazywają Ljadami, Lachami. Widać z tego, że to pomieszanie z poplątaniem wynika z tego, że zapomniano już pierwotnego znaczenia tych imion my nazywamy ostry szyszak ruskim Rusini nazywają ten sam szyszak lackim bo to szyszak Chorwacki ~ Hormański, a termin ”ruski szyszak” pojawił się u nas w polszczyźnie z optyki wielkopolskiej, dla Weletabów czy Wielkopolan, Małopolanie byli do XIII wieku Rusami, a dla Polan Kijewskich ci sami Małopolanie byli Lachami bo te imiona Lach i Rus to synonimy stąd ten sam szyszak, nosi dwie nazwy zależnie od miejsca powstania frazeologii która odnotowała w swym słowotwórstwie fakt posługiwania się ostrym szyszakiem przez rycerstwo Chrobacji – Rhuteni czyli Białochorwackie.

Samo istnienie Chorwatów ~ Chrobatów którzy byli najczystszą etnicznie i najbardziej świadomą narodowo, populacją Słowińską jest kwestionowane i dziś w ogóle się jej nie pamięta, a nawet perfidnie neguje jej istnienie.

Czy istnieje Naród Słowiański? Jeśli konwersja prawosławnego Rusina na katolicyzm wywołuje jego polonizację, a przejście Polaka na prawosławie wywołuje jego zgreczenie, to dowodzi to tego, że konfesjonalizm przeważa tu nad poczuciem wspólnoty etnicznej, a w tym konkretnym przypadku działa jakiś dodatkowy mechanizm konwersji etnicznej i asymilacji, jest to świadomość narodowa słowiańska bo zmiana języka jest bardziej zmianą gwarową przekracza się granicę która jest płynna i nie jest to zmiana języka, a raczej pewnego zasobu słów, rodzaj żargonu, nabrania pewnej maniery językowej, a faktyczną narodowość Słowiańską podświadomie ją uznając, nazywa się dziś tylko Duszą Słowiańską.

Bo co jeszcze dla nas tragiczniejsze, a śmieszniejsze dla naszych wrogów, Rusin Jarema Wiśnowiecki syn prawosławnej dewotki Rainy i prawosławnego magnata kresowego Michała Wiśniwieckiego, potomek kniaźa-kozaka Dymitra-Bajdy(wajdy) Wiśniwieckiego który za Zygmunta Starego ufortyfikował i założył Sicz, a zginąć miał jak Janosik powieszony na haku w Stambule, więc potomek kniaźa-kozaka kniaź Jarema jest polskim bohaterem narodowym, a jego syn Michał Korybut Wiśniowiecki został naszym królem, Jarema który jest przezywany przez historyków ‚pograniczników’ ”niedolaszkiem zlaszonym” (Ukrainiec historyk o bardzo zlaszonym nazwisku Wacław Lipiński), za to mają ‚pogranicznicy’ bohatera Chmielnickiego (sądząc z wąsa półtatar), a który z powodu tego, że mu Laszki(?) za żonę odmówiono wszczął bunt kosztujący województwa ukrainne 50% strat ludności, głównie gentis Rusinów ok. 3000 000 (trzech milionów) ludzi, tyle kosztował nas Słowian ten bunt bo tzw. ”ruina” ziem ukrainnych trwała do ich podziału 1667 roku traktatem Andruszowskim.

Dialekt ukrainny jest leksykalnie dość bliski polszczyźnie gdyby nie brak w nim wymowy ‚g’ niewiele by się różnił w widmie dźwiękowym od gwary kaszubskiej, bo ‚polane kijowscy’ pochodzą od polan z pierwotnej Kujawii (Kujawy, Pomorze Gdańskie, Mazowsze) i to tylko kaprys słowotwórstwa ‚nadjęzyka’ i procesów polityczno religijnych nad Wisłą i Dnieprem sprawił, że ludzie ukrainni nie nazywają się dziś Poljakami, a my którzy w swej większej etnicznie masie jesteśmy pochodzenia przeworskiego czyli Białochorwackiego alias Morawskiego ~ Lachskiego ~ Obrskiego ~ Moruskiego więc pierwotnie Ruskiego, ironia losu i historii sprawia, że dziś pierwotnie nasze imię Rusin budzi negatywne skojarzenia z imperializmem Moskiewskim (Wielkoruskim), ale jak mówią Kroniki Ruskie Wiatycze i Radymicze którzy założyli Moskwę pochodzą od Lachów-Rute’nia co związane etymologicznie z laga-laska-ruzga.

Innym znanym faktem jest to, że w początkowym okresie unii Polski z Litwą ludność tej Unii składała się w 60% z ludności polskiej narodowości po 100 latach trwania Unii było w niej tylko 40% ludności polskiej, więc 20% ludności polskiej przeszło na prawosławie dlaczego? Chłopi prawosławni nie płacili dziesięciny, duży powód ekonomiczny by przejść na prawosławie, dodatkowo chłopi uprawiali tzw. zbiegostwo przy przesiedlaniu na Ukrainę więc siłą rzeczy musieli udawać zasiedziałych prawosławnych i zmieniać nazwiska by nie doszło do ich windykacji przez poszukujących zbiegów właścicieli, więc dzięki zwyrodniałemu i głupiemu w swej zachłanności feudalizmowi i katolicyzmowi, miliony Polaków się zgreczyło czyli ludność ruska (prawosławna) Unii szlacheckiej w 30~40% była pochodzenia polskiego i to tylko z najnowszej XV wiecznej kolonizacji, trudno więc mówić byśmy prowadzili jakąś politykę polonizacyjną wobec Rusi która jest w istocie pochodzenia polskiego narodowości prawosławnej (greckiej), bo nawet polanie ruscy którzy założyli Kijewo są od tych polan z Pomorza wokół Kijewa Królewskiego mieszkających, szlachta i kler katolicki prowadziła faktycznie politykę ruszczenia narodu polskiego co przy katolizacji szlachty ruskiej dało dwie antagonistyczne narodowości konfesjonalne szlachecką głównie katolicką i chłopsko-prawosławną.

Rusini coś tam marudzą o polskim imperializmie jakby naprawdę chcieli być konsekwentni w jego zwalczaniu to musieli by popełnić zbiorowe samobójstwo bowiem są efektem tego imperializmu Lachów (no nie wszyscy zostałoby tam coś niecoś finougrów i tatarów), a katolicyzmowi i szlachetczyźnie powinni grekoprawosławni stawiać pomniki bo gdyby nie złodziejskie przywileje ekonomiczne katolickiej szlachty i kleru czyli notorycznie zawłaszczane daniny przynależne Państwu polskiemu i wcześniejsza agresja Imperium Chrystianorum przeciwko Świętym Górom, nigdy by te krainy pobizantyńskiego uprzężenia nie powstały, jeszcze tragiczniejsze, że są w Polsce ludzie którzy ten antypolski ustrój fedalno-katolicki mają za narodowy oraz wielce światły i postępowy.

Jeśli zna się prawdziwą historię Słowian to dzisiejsze nacjonalizmy Ukraińców, Rosjan czy Polaków są śmieszne, Rosjanie mają imię od małopolskich Chorwatów-Rusów, przechowali legendy oraz imię Świętej Góry czyli Łysej Gory, za to zaciekle bronią półpołabskiej (Słewskiej) dynastii Rorika-Rerika od której przezywani są przez Tatarów Kacapami (od warkoczy słewskich), za to Polacy w większości gentis Chorwaci (patrz mapa dialektów polskich) przechowali legendy Słewskie o Wizymierzu i uważają historię Wielotów za historię Polski (co im się zresztą miesza z cyklem Chorwackim), Chachłacy czyli nazywani tak przez Tatarów Ukraińcy, co synonim Lacha czyli ‚upiornego wesołka ~ Jolly Roger’ mają za największego wroga właśnie Lachów czyli Chachłaków-Chochołów (strachy)….

Zwierzęce wcielenia bogów – część 2 – Święte i Dzikie

Posted in Mitologia Słowiańska, przyroda, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 30 Maj 2010

Tur – rysunek naskalny (Francja)

Dawne Królestwo Sis, które obcy kronikarze starożytności nazywali Wielką Skołotią (Wielką Scytią) , a potem Wielką Sarmacją (Azjatycką i Europejską), czy Wenedawą-Wenetią,  tworzyły  od około 20.000 lat przed naszą erą kraje, które zasiedlane były przez ludzi w zdecydowanej większości posiadających w swoich genach haplogrupę R1a oraz jej różne warianty i mutacje.

Jak olbrzymia była to grupa ludzi świadczy fakt, że zajęła ziemie obejmujące połowę Azji (Mazji) i ¾ Europy (Białego Lądu), a częściowo sięgnęła także do północnej Afryki (Czarnego Lądu).

Dzisiaj ludzie o tej haplogrupie w dalszym ciągu w sposób zwarty zajmują obszar dawnego Królestwa Sis (Królestwa Słowian, Istów i Skołotów). Do sojuszu i do Królestwa Sis przynależeli także Dawianie (Drakowie-Trakowie) będący stowarzyszonym z Sistanami ludem staro europejskim o haplogrupie I2, który połączył się z nimi już około 12.000 lat p.ne. nad Dunajem i Morzem Czarnym, żyjąc w symbiozie, pokoju i mieszając się w związkach małżeńskich, a więc wchodząc we wspólnotę rodową.

Gatunek wymarły – włochaty słoń syberyjski – mamut

Obie te grupy, tworzące od tamtego czasu genetyczną wspólnotę, liczą dzisiaj ponad miliard ludzi. Zamieszkują najdogodniejsze do życia tereny w Azji i Europie, tereny które obejmują długą listę współczesnych krajów.

Wymienimy je tutaj. Są to dzisiejsze państwa takie jak: Islandia, Irlandia, Szkocja, Norwegia, Dania, Niemcy (30%), Szwecja, Finlandia, Polska, Litwa, Łotwa, Estonia, Czechy, Austria, Słowenia, Słowacja, Chorwacja, Czarnogóra, Macedonia, Serbia, Albania, Kosowo, Grecja, Turcja, Bułgaria, Rumunia, Mołdawia, Węgry, Ukraina, Białoruś, Rosja, Gruzja, Armenia, Azerbejdżan, Turkiestan, Tadżykistan, Kirgizja, Kazachstan, Uzbekistan, część Chin, część Indii, Iran, Irak, Pakistan i Afganistan.

Są oni również na Nowych Kontynentach, dokąd emigrowali niedawno  – w Australii i Oceanii, w Ameryce Północnej i w starej, kochanej Czarnej Afryce.

Dlaczego piszemy o tym na wstępie artykułu o zwierzęcych wcieleniach bogów i zwierzęcych boskich emanacjach?

Dlatego, że jest to niezmiernie ważny fakt mający wpływ na to jakie zwierzęta i rośliny Słowianie, Istowie i Skołoci znali i jakie czcili, a także na to jakie rośliny i zwierzęta znają i czczą dzisiaj. W te bowiem znane im od dawien dawna rośliny i w te znane im zwierzęta wcielali się ich zdaniem Słowiańscy, Skołoccy, Dawiańscy i Istyjscy bogowie, bądź z nich emanowali. One stały się ich symbolami i totemami oraz zwierzętami i roślinami ofiarnymi i zakładzinowymi.

Gatunek wymarły – dzika krowa, czyli tur

W nich co za tym idzie – tych właśnie ożywionych przez Przyrodę formach roślinnych i formach zwierzęcych, byli przez Słowian, Istów, Skołotów i Dawian ubóstwiani, czczeni i fetowani  określeni bogowie. W nich byli oni obdarowywani żertwami i upraszani o pomoc. One też mogły stanowić ofiarę, czyli żywego ducha, którego oddawano bogom w dowód czci, ducha który łączył się z bogami w Zaświatach, którego oddawano im poprzez święty akt Przejścia do boskiego Świata na rytualnym kamieniu ofiarnym.

Należy pamiętać, że zwierzęta czy rośliny będące pod opieką bóstwa nie muszą być ofiarą dla niego – a więc emanacje i symboliczne stworzenia żywe nie pokrywają się z ofiarnymi wotami i wieńcami.

Jeżeli dzisiaj istnieje jakiś gatunek rośliny czy zwierzęcia,  który został stworzony ręką człowieka, to jest to tylko gatunek pośrednio wytworzony przez człowieka z boskich materii, które się w nim kumulują w określony sposób i w określonych proporcjach. Muł nie jest stworzeniem niczyim, nowe krzyżówki drzew owocowych czy zbóż, nie są poza kręgiem boskiego stworzenia. Użyliśmy swoich zdolności jedynie do przetworzenia czegoś co nie zostało przez nas powołane do życia, lecz zostało przez Bogów Dane.

Gatunek wymarły  – Moa (Nowa Zelandia)

Jest ono Boskim Darem, w równym stopniu wszystkich bogów bez których udziału nie miałoby szansy zaistnieć, a więc na równi: Matki Ziemi, Przyrody-Rodżany, Borany – Pani Lasów, Reży – Pani Łąk  i Chorsiny Pani Księzyca, Podaga – Pana Dróg, Dażboga – Władcy Nieba, Swaroga – Pana Ognia Niebieskiego, Przepląta – Pana Kosego Losu, czy wszystkich pozostałych.

Ludzie Wierzący nie tylko czcili bogów w postaciach zwierzęcych czy roślinnych, ale także przepraszali Bogów w związku z dokonanym przez siebie świętokradztwem.

Świętokradztwem zaś było każde pozbawienie życia zwierzęcia czy rośliny. Każde zabicie musiało być odkupione, krótkimi przeprosinami bóstwa, pod którego znakiem dana roślina czy zwierzę się znajdowało. Z tych powodów iż każdy akt zabijania był świętokradztwem, był on też tolerowany tylko jako akt najwyższej konieczności. Bezmyślne i niepotrzebne zabijanie było traktowane jak zbrodnia przeciw Przyrodzie i całemu ludzkiemu plemieniu.

Jak widać z zajmowanego w dziejach przez Królestwo Sis obszaru można powiedzieć, że Sistanom znana była niemal cała fauna i flora wielkiego kontynentu Eurazji.

Gatunek wymarły – Wilk workowaty

Jeśli dawniej Słowianie nie znali na przykład kangura, to znają go dzisiaj i nie jest tak, że jest on zwierzęciem poza słowiańskim pocztem bogów, poza Kołem Świata, poza boskim Kręgiem Stworzenia.

Zatem czcili oni w przeszłości i czczą także dzisiaj zarówno Święte Krowy w Indiach, Jaki w Mongolii, czcili Tury w Polsce i czczą dzisiejsze hodowlane Krowy Europejskie. Czczą Święte Słonie Indyjskie i Afrykańskie, a także te których już dzisiaj nie ma, Syberyjskie Słonie Włochate, czyli Mamuty. Czczą Syberyjskie Tygrysy i Indyjskie Tygrysy i Afrykańskie Lwy. Czczą Białe Niedźwiedzie w Arktyce i Niedźwiedzie Zgryźliny na Kamczatce czy Alasce oraz Brunatne Niedźwiedzie Europejskie. Czczą kangury i krokodyle, pancerniki i wszystko co żywe – bo w każdym żywym organizmie jest cząstka boga.

Dlatego w dziale o boskich emanacjach znajdziecie wszystkie gatunki zwierząt i roślin jakie kiedykolwiek istniały i jakie dzisiaj istnieją w każdym zakątku na Ziemi – wszystkie one były i są wcieleniem boskich sił. Wszystkie one są znane dzisiejszym Sistanom, nawet jeśli nie były znane w dawnej przeszłości.

Jeśli ktokolwiek twierdzi że Słowianie nie mogli czcić drzewa bukowego, czy palmy daktylowej, bo żyli poza obszarem buka i w związku z tym buk nie może być boskim symbolem w słowiańskim panteonie opowiada świętokradcze brednie, stawia tezy zupełnie nielogiczne. Słowianie dzisiaj znają buki i daktylowe palmy i dziobaki – i dzisiaj działa Słowiańska Wiara Przyrody z jej Drzewem Drzew (Drzewem Życia i Drzewem Świata) i Kręgiem KRĘGÓW. Żyjemy dzisiaj, czcimy Świat i Naszych Bogów Dzisiaj, Czcimy Siły, Moce i Żywioły które nim żądzą Obecnie, a nie wybrane Bałwany ze starożytności. Nie uprawiamy zabobonów, lecz wyznajemy Wiarę Nowoczesną, która przyjmuje całą Wiedzę Naukową – lecz tylko w jej części ZWERYFIKOWANEJ – niewzruszalnej. Religia nie może się opierać na niesprawdzonych doktrynach – takich na przykład jak teza o przybyciu do Europy Słowian w V wieku n.e., czy takiej która obowiązywała do końca XVI wieku że Ziemia jest Płaska, a Ameryka nie istnieje.

Przejdźmy jednak do zwierzęcych symboli, emanacji i wcieleń boskich. To już drugi artykuł na ich temat.

KROWA

Oto Krowa – boski znak, boski dar – zwierzę które pod żeńską swoją postacią lub postacią męską reprezentuje wszystkich Bogów Kiru. Krowa to gatunek rozgałęziony i występujący na Ziemi w wielu postaciach.

W Europie była w bardzo dawnych przedrolniczych czasach znana wyłącznie jako Tur.

Tur

Tur (Bos primigenius) był jednym z największych zwierząt, jakie kiedykolwiek zamieszkiwały Europę, dorosły samiec osiągał do 3 metrów długości i 2 metrów wysokości w kłębie, a ważył 800-1000 kg. Został udomowiony w Azji 608 tysięcy lat temu.

Przodkowie tura pojawili się w epoce pliocenu (2 mln lat temu) w Indiach., z czasem te roślinożerne zwierzęta rozprzestrzeniły się na terenach leśnych całej Azji i Europy oraz na północy Afryki. Zamieszkiwały zwarte i położone w nizinach puszcze, zapewniające obfitą bazę pokarmową w postaci roślin jednoliściennych (wszelkiego rodzaju traw i turzyc). Samice turów – krowy cieliły się corocznie po trwającej 9 miesięcy ciąży, rodząc przeważnie jedno cielę.

Ostatnie tury wyginęły w Polsce. Proces ich wymierania rozpoczął się już X wieku, ale później nastąpiło gwałtowne, skokowe zmniejszenia pogłowia, najpierw zwierzęta znikły z terenów Europy Zachodniej (w X wieku z Francji, na przełomie XI i XII z Niemiec). W XIV wieku żyły już tylko na Mazowszu, a w 1627 roku na terenie Puszczy Jaktorowskiej niedaleko Skierniewic doszło do padnięcia ostatniej krowy. Naukowcy uważają, że do przyczyn wymarcia turów należy zaliczyć m.in. polowania, utratę środowiska życia wynikającą z intensywnego rozwoju rolnictwa, zmiany klimatyczne oraz choroby przenoszone przez bydło.

Naukowcy na całym świecie usiłują odtworzyć wymarłe gatunki, walczą, aby znowu istniały:

W dniu 13 października 2006 roku powstała Polska Fundacja Odtworzenia Tura (PFOT). Organizacja ta, kierowana przez prof. Ryszarda Słomskiego z Akademii Rolniczej w Poznaniu i prof. Jacka A. Modlińskiego z Zakładu Embriologii Doświadczalnej Instytutu Genetyki i Hodowli Zwierząt PAN w Jastrzębcu pod Warszawą usiłują dzięki eksponatom muzealnym wymarłych przed wiekami zwierząt, a konkretnie materiałowi genetycznemu pobranemu z ich kopalnych szczątków przywrócić tura rodzimym lasom. W zachowanych kościach tych zwierząt pozostało bowiem DNA, które można sklonować. Polscy genetycy mówią: „”Jest to zwierzę kojarzone z Polską, z naszymi ziemiami. W pewnym sensie symbolizuje nasz kraj. To tutaj wyginęli ostatni przedstawiciele tego gatunku”.

Polowanie na tura – obraz Heinriha Hardera

Pierwszy etap prac został zrealizowany, polegał on na wyizolowaniu DNA. Krok drugi polegał na sprawdzeniu, na ile informacja genetyczna będzie “współdziałać” z naukowcami – czy podda się ich procedurom laboratoryjnym. To także genetycy mają już za sobą. Etap trzeci, aktualny, polega na poznawaniu DNA tura.

Na te zamierzenia i prace odpowiada Adam Wajrak, którego tak bardzo cenię: „Zarówno Panowie, jak i ja dobrze wiemy, że próba odtworzenia tura, zwierzęcia dawno wymarłego, jest tak samo prawdopodobna jak polski lot na Marsa. Sami Panowie to dziś przyznają, pisząc, że “nie wykluczamy również możliwości uzyskania zwierząt noszących geny tura”. To skąd ta nazwa Fundacji? A poza tym będzie to tur czy nie będzie? Czytelnikom postaram się udzielić prostej odpowiedzi. Coś, co nie ma stuprocentowego genomu tura, turem nie będzie. Wasz tur będzie jedynie dziwną krową, a powinniście zajmować się przede wszystkim ochroną przyrody i gatunkami jeszcze niewymarłymi”.

I przypomniał historię tura hitlerowskiego, zwanego bydłem Hecka.

Ten niemiecki nazista, ograbiający ogrody zoologiczne państw podbitych, usiłował „zrobić” tura na podstawie krzyżowania bydła szkockiego i hiszpańskich byków do corridy. Do dzisiaj sporo jest ich w Europie.

W dniu 12 września 2008 r. odbyła się w Turku promocja książki “Czy tur powróci do polskich lasów”, jej autorzy mieli ciekawe wykłady:
* prof. dr hab. Ryszarda Słomskiego z Instytutu Genetyki Człowieka PAN – Współczesne możliwości badania informacji genetycznej wymarłych gatunków
* prof. dr hab. Jacka A. Modlińskiego z Zakładu Genetyki i Hodowli Zwierząt PAN – Restytucje gatunków wymarłych – fakty i mity
* prof. dr hab. Mirosława Ryby – Dyrektora Polskiej Fundacji Odtworzenia Tura – Tur będzie chodził po polskich lasach!
stwierdzili jednoznacznie: „w przyszłości (nie aż tak odległej) powrót tura do polskich lasów jest pewny”.

Coś niesamowitego.

http://torlin.wordpress.com/2009/05/03/tur-w-puszczy-kampinoskiej/

Zasięg występowania tura

Z Wikipedii

Przodkowie tura pojawili się około 2 mln lat temu (pliocen) w Indiach, skąd rozprzestrzeniły się na obszary leśne Azji i Europy oraz na północy Afryki.[2] W czasach historycznych występował prawie w całej Europie (znane są formy kopalne z terenów Azji i Afryki).

Wygląd

Sylwetka

Dostępne źródła pisane oraz obserwacje powtarzających się dotychczas sukcesywnie atawistycznych cech, wzorów i odmastek w umaszczeniu, szczególnie u prymitywnych odmian bydła domowego, pozwalają na odtworzenie wizerunku dzikiego tura. Wyglądem ogólnym przypominał duże rasy prymitywne bydła domowego bezpośrednio wywodzące się od tura, takie jak np. węgierskie siwe bydło stepowe, bydło piemonckie itp. Wymiary podawane w literaturze (między innymi na podstawie pomiarów taksometrycznych szkieletów) oscylują dla byków wokół 3 m, maksymalnie do 3,2 m długości tułowia wraz z głową. Wysokość w kłębie byków wynosiła około 1,6, maksymalnie do 1,9 m. Przeciętna waga byków to 800-1000 kg. Wyraźnie zaznaczony był dymorfizm płciowy w wielkości samców i samic. Krowy były znacznie (do 1/4) mniejsze od byków zarówno pod względem wymiarów liniowych, jak i masy ciała. Ze względu na lżejszą niż u żubra budowę ciała w starych opisach tur był postrzegany przez naocznych świadków jako znacznie mniejszy od żubra.

Umaszczenie

Podstawową maścią dorosłych samic był kolor rdzawobrunatny w sezonie letnim lub szarobrunatny w okresie zimowym. Krowy pod koniec życia, wraz ze zmniejszającym się poziomem żeńskich hormonów płciowych, znacznie ciemniały (jednak nigdy nie osiągały barwy ciemniejszej niż 3-4 letnie byki). Dojrzałe byki (powyżej 7 roku życia) były czarne z odcieniem brunatnym w lecie i czarno-brunatne z odcieniem szarym w zimie.

U obu płci wyraźne były następujące „dzikie” znaczenia: rozjaśnione (zgodnie z ogólną tonacją maści podstawowej) wewnętrzna strona nóg, podbrzusze oraz okolice między pośladkami. Na przednich nogach na stawie koronowym, pęcinowym i napiąstku od przedniej strony znajdowały się przyciemnione plamy, przy czym plamę na pęcinie i napiąstku łączyła tej samej barwy przyciemniona pręga przebiegająca wzdłuż przedniej krawędzi nadpęcia.

Na tylnych kończynach podobnie lecz pręga na przedniej stronie nadpęcia rozmywała się i kończyła pod stawem skokowym. Głowa była nieco jaśniejsza, jednak przyciemniona charakterystycznym rysunkiem wyraźnie ciemniejszej od tła tzw. „maski”. Maska obejmowała czoło, przednią płaszczyznę pyska do śluzawicy oraz okolice wokół oczu. Pomiędzy rogami znajdowała się porośnięta dłuższym włosem, rozjaśniona, rdzawo ruda plama, która przechodziła w tej samej maści jaskrawą pręgę szerokości około 10 cm. przebiegającą wzdłuż szyi, karku i grzbietu, dochodzącą prawie do końca zadu. Wokół śluzawicy i na podbródku tzw. „sarni otok” czyli tego samego koloru co pręga grzbietowa pas rozjaśnionej sierści.

Tej samej barwy jasno rdzawa sierść we wnętrzu ucha, ostro kontrastująca z ciemną barwą jego zewnętrznej strony. Takie samo rozjaśnienie umiejscowione było na nogach, wzdłuż szpary międzyracicznej, na stawie koronowym. Dłuższe włosy na końcu ogona czarne. Cielęta rodziły się jasno-rdzawo rude, o wiele jaśniejsze niż ich matki. Przy tak jasnej maści opisane wyżej „dzikie znamiona” maści były prawie niewidoczne. Zachowało się w źródłach pisanych określenie „rude jak turzątko”. Barwę dorosłych krów cielęta przybierały przed pierwszą zimą wraz z pierwszą wymianą dziecinnej sierści.

Bardzo stare byki były prawie zupełnie czarne (w historycznych źródłach pisanych zachowało się określenie „czarny jako turu”). Przy prawie czarnej maści u samców, opisany wcześniej rysunek „dzikich znaczeń” był przez to jeszcze bardziej kontrastowy, wyrazisty i widoczny niż u samic. Jasno ruda kępa dłuższych włosów między rogami (w starych źródłach pisanych „turzy hyb”, „turzy czub”) oraz jasno rdzawa pręga przez grzbiet, „sarni otok” na pysku, jasno rdzawa sierść w uszach i w szparach międzyracicznych dużo bardziej niż u krów kontrastowały u byków na tle prawie czarnego umaszczenia całego tułowia. Sprawiało to, że tur był jednym z najładniej i najbardziej kontrastowo i kolorowo ubarwionych gatunków dzikich bydłowatych.

U dorosłych byków tzw. turza grzywka była bardziej obfita niż u krów i była kędzierzawa. Czarna, długa sierść na napletku byków tzw. „pędzel” kontrastowała z jasnym podbrzuszem. Młode byczki zaczynały ciemnieć w wieku 2,5 – 3 lat (osiągając „dorosłą” barwę w wieku 5-7 lat) ciemniejąc z wiekiem do prawie czystej czerni. W okresie letnim sierść była średnio długa, błyszcząca i gładko przylegająca. W okresie zimowym była bardziej obfita, nieco dłuższa i gęściejsza z wełnistym włosem podszyciowym, bardziej matowa. „Maska” na głowie i przyciemnienia na nogach u wszystkich osobników bardziej wyraziste i kontrastowe były w okrywie zimowej, a mniej kontrastowe i bardziej rozmyte w okrywie letniej.

Prawdziwą ozdobą turów były bardzo charakterystycznie gięte rogi. Rosły one na boki i do góry, a następnie wyginały się do przodu biegnąc na pewnym odcinku równolegle, po czym zakręcały się do środka ku sobie, a później do góry. Takie ukształtowanie powodowało, że rogi tura stojącego w normalnej pozycji, oglądanego z przodu, tworzyły bardzo charakterystyczną, poziomą elipsę otwartą od góry. Rogi oglądane u tura stojącego bokiem kierowały się do góry, a następnie wyginały do przodu i biegły szablasto wygięte do góry pod kątem około 65-80* w stosunku do linii czoła i pyska. U byków rogi były bardziej masywne niż u krów (bardziej grube w stosunku do swojej długości). Osiągały mierzone po krzywiźnie, zarówno u krów jak i byków, 70-80 cm. Rogi miały barwę kości słoniowej z ciemniejącymi w kolorze szarym końcówkami przechodzącymi w czarne groty.

czaszka tura

Tryb życia i rozród

Na podstawie zachowanych źródeł pisanych oraz obserwacji zachowań zdziczałego wtórnie bydła domowego odtwarza się zachowanie dzikiego tura. Tura można określić jako gatunek osiadły nie przejawiający wyraźnego terytorializmu. Podstawową jednostką socjalną poza okresem rui była grupa rodzinna tworzona przez kilka lub kilkanaście spokrewnionych ze sobą krów z cielętami, prowadzonych przez krowę alfa przewodzącą grupie. Różne grupy rodzinne na obszarze swojego występowania przemieszczały się dowolnie i pasły się często także razem, sprawiając wrażenie dużego jednorodnego stada.

Przynależność do grupy nie była ściśle przestrzegana. Poszczególne osobniki zmieniały grupy przechodząc z jednej do drugiej i wracając z powrotem do swojej grupy macierzystej. Młode 15-miesięczne byczki były w drugim w ich życiu okresie rujowym przeganiane z dotychczasowych grup rodzinnych przez dołączające do nich stare byki i pozostawały już na zawsze poza grupą, w której się urodziły, dołączając do tworzonych osobno większych grup socjalnych złożonych z około 20 do 30 samców młodocianych w wieku od 1,5 do 5 lat. Starsze byki tworzyły mniejsze zespoły składające się z 2-3 osobników, a bardzo stare prowadziły samotniczy tryb życia. W czasie rui przypadającej na przełomie sierpnia i września grupy rodzinne gromadziły się w większe stada, do których dołączały stare samce oraz najsilniejsze byki z grup kawalerskich. Byki wyczuwające u poszczególnych krów zbliżającą się ruję asystowały im (zachowanie charakterystyczne) znacznie wcześniej (dzień lub dwa) odganiając rywali i oczekując na właściwy moment i przyzwolenie do krycia. Kiedy konkurowały ze sobą byki równe siłą mogło dochodzić do walki i ostrych starć kończących się niekiedy śmiercią. Po okresie rui powracała zwykła struktura socjalna. Krowy cieliły się corocznie po trwającej 9 miesięcy ciąży, na przełomie maja i czerwca, rodząc przeważnie jedno cielę. Na czas porodu odłączały się od grupy rodzinnej szukając bezpiecznego, ukrytego miejsca i po porodzie dołączały z cielęciem z powrotem do swojej grupy po około tygodniu. Jałówki po raz pierwszy brały udział w rui w wieku około 27 miesięcy (w trzecim w ich życiu okresie rujowym) i cieliły się po raz pierwszy w wieku około 3 lat. Odchowane i pochodzące z wczesnych, wiosennych wycieleń jałówki mogły zacielać się już w drugim w ich życiu okresie rujowym, w wieku około 15 miesięcy. Wtedy po raz pierwszy cieliły się wyjątkowo w wieku około 2 lat, ale były to przypadki sporadyczne. Tury żyły około 20-25 lat. Przy normalnych ubytkach (choroby, drapieżniki i inne wypadki losowe), krowa w ciągu swojego życia mogła odchować do 10 lub kilkunastu sztuk potomstwa.

Pokarm

W przeważającym stopniu był trawożercą oraz gatunkiem typowo leśnym i zamieszkiwał tereny zwartych puszcz, nie występując poza ich obszarem. Ze względu na powyższe preferencje pokarmowe zasiedlał najczęściej tereny nizinne. Jako gatunek w przeważającym stopniu odżywiający się trawami wybierał jako niszę ekologiczną na terenie ówczesnych puszcz głównie charakterystyczne dla nizin obszary podmokłe i bagienne, w sposób naturalny odporne na sukcesję lasu, zapewniające obfitą bazę pokarmową w postaci roślin jednoliściennych (trawy, turzyce). Na podstawie obserwacji zdziczałego bydła domowego przypuszcza się, że posiadał, podobnie jak łosie, zdolność do pozyskiwania roślinności bagiennej i wodnej rosnącej poniżej poziomu lustra wody (zanurzając głowę). Jako bazę pokarmową wykorzystywał także podmokłe brzegi rzek i jezior oraz odradzające się i porastające nową roślinnością zielną wiatrołomy i pogorzeliska powstające sukcesywnie na terenie puszczy w sposób naturalny. Turowi do zapewnienia bezpiecznej i spokojnej ostoi spoczynkowej była niezbędna niedostępna puszcza z gęsto podszytymi młodnikami. W okresie śnieżnych zim uniemożliwiających dokopanie się do ukrytej pod śniegiem zielnej roślinności bagiennej odżywiał się młodymi, niezdrewniałymi pędami krzewów i drzew oraz ich korą.

Wyginięcie

Pomnik tura w Jaktorowie

W miarę rozwoju rolnictwa powierzchnia puszcz kurczyła się, a wraz z nią środowisko życia tura. Tury zniknęły najpierw z Europy Zachodniej, około X wieku z Francji, między XI i XII wiekiem z Niemiec. W XIV wieku żyły już tylko na Mazowszu, zaś przywilej polowania na tury był jedynie w rękach książąt. Od początku XV wieku główna ostoja turów, Puszcza Jaktorowska była specjalnie chroniona na mocy traktatów książęcych. Mimo tego, według inwentaryzacji z 1557 roku, w puszczy żyło zaledwie 50 turów, w 1559 roku – 24, w 1601 roku – tylko cztery. Ostatnia samica padła z przyczyn naturalnych w 1627 roku. Pierwotnie przypuszczano, iż przyczyną wyginięcia ostatniego, chronionego przez samego króla, stada turów była choroba, którą zaraziły się od bydła wypasanego w pobliżu puszczy przez miejscową ludność. Dzisiaj coraz częściej mówi się, iż potencjalna choroba, choć dla bydła wcale nie musiała być groźna, trafiła na podatny grunt: małą, odizolowaną populację, która straciła naturalne możliwości krzyżówek genetycznych i przez to możliwość adaptowania się do nowych warunków. Świadome próby czynnej ochrony tura jako gatunku zagrożonego, pomimo braku sukcesu, były pierwszymi podjętymi na świecie. Potrzebę takiej ochrony widział król Jagiełło i była ona kontynuowana przez wszystkich następców z dynastii Jagiellonów, a później także i Wazów. Już w drugiej połowie XVI wieku we wsi Kozłowice na skraju Puszczy Jaktorowskiej osadzono szesnastu „leśników” z rodzinami, których wyłącznym obowiązkiem była opieka nad turami i ich obrona przed kłusownikami. Jako przywilej królewski otrzymali ziemię pod uprawę, wolną od jakichkolwiek świadczeń. Za to mieli „turów doglądać, siana z Jaktorowa od poddanych odbierać, a tym sianem w zimie tury opatrywać, liczbę turów znać i panu staroście co kwartał oznajmiać”. W 1597 r. z kancelarii Zygmunta III Wazy wyszło pismo do starosty sochaczewskiego, w którym czytamy: „Skazujemy i znajdujemy, aby poddani wsi pomienionej, gdzie turowie bywają i pastwiska swoje albo stanowiska mają, bydła swego nie ganiali i trawy na pożytek swój nie kosili, gdyż ta wieś nie tak dalece dla dobytków ich, jako dla turów i takiego zwierza wczasów jest posadzona i wolnościami opatrzona. Starosta ma tego przestrzegać, aby puszcza nasza, gdzie tur przebywa, od poddanych przyrzeczonych pustoszona nie była; żeby turowie, zwierz nasz, mieli swe dawne stanowiska”[3].

Ciekawostki

Róg myśliwski

Z rogu jednego z ostatnich turów Europy, padłego w Puszczy Jaktorowskiej w 1620 r., wykonano róg myśliwski. Oprawiony w pozłacane srebro, opatrzony napisem „Róg turzy ostatniego turu z Puszczy Sochaczewskiej od wojewody rawskiego Stanisława Radziejowskiego na ten czas starosti sochaczewskiego r. 1620″ stanowił dar starosty sochaczewskiego Stanisława Radziejowskiego dla Zygmunta III Wazy. Przedmiot ten ze skarbca na Zamku Królewskim w Warszawie trafił podczas potopu do Szwecji. Obecnie znajduje się w Sztokholmie w Muzeum Arsenału (Livrustkammaren).

Rekonstrukcja fenotypowa tura

Od 1931 r. dyrektor berlińskiego zoo Lutz Heck oraz jego brat Heinz Heck, dyrektor zoo w Monachium, podjęli prace „hodowlane” nad odtworzeniem dzikiego tura. Zakładali oni, że z jednej strony domowe bydło pochodzi bezpośrednio od tura, jak również, że prymitywne rasy domowego bydła (jak np. wspomniana wcześniej rasa z węgierskiej puszty lub rasa z francuskiego Camargue) zachowały atawistyczne cechy swojego dzikiego przodka, choć poszczególne rasy zachowały je w różnym stopniu. Heckowie chcieli otrzymać, na drodze krzyżowania i selekcji, zwierzę posiadające sumę możliwie wszystkich pierwotnych cech typowych dla tura. Grupa zwierząt posiadających możliwie wszystkie wyselekcjonowane cechy tura miała być „zrekonstruowanym fenotypowo” wizerunkiem dzikiego gatunku (także pod względem dzikiego behawioru). Odtworzonego w ten sposób tura umieszczono najpierw w pruskim rezerwacie leśnym Rominsten, a w roku 1942 wypuszczono na wolność w Puszczy Białowieskiej. Według niesprawdzonych relacji polskich leśników wypuszczone tury zasiedliły obszary zza wschodniej granicy, na terenach dzisiejszej Białorusi i migrując na nasze tereny obserwowane były jeszcze po zakończeniu wojny w roku 1946. Zaobserwowano także, że posiadały one przychówki[potrzebne źródło]. Prawdopodobnie później zostały wybite przez głodującą, okoliczną ludność. Pod koniec wojny człowiek stracił kontrolę nad tą sztucznie stworzoną populacją, a pomimo braku jakiejkolwiek opieki potrafiły samodzielnie przetrwać i się rozmnażać. Po zakończeniu drugiej wojny światowej w niemieckich ogrodach zoologicznych (szczególnie w Berlinie i Monachium) utrzymywano grupy tzw. „turów”. Podobno utrzymywane są do dzisiaj w niektórych zwierzyńcach w Niemczech, Holandii, Francji i Belgii pod nazwą bydło Hecka (Heck-cattle)[potrzebne źródło].

  • 13 października 2006 roku zainaugurowała swoją działalność Polska Fundacja Odtworzenia Tura, której prezesem został dr hab. n. med. Mirosław Ryba. Obecnie nad odtworzeniem tura w oparciu o materiał genetyczny pobrany z kopalnych szczątków, pracują naukowcy z Katedry Biochemii i Biotechnologii Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu oraz Instytutu Genetyki Człowieka PAN[4].Polscy uczeni postanowili zająć się jego analizą, gdy dowiedzieli się, że podobne przedsięwzięcie planują laboratoria zagraniczne. Okazało się że materiału badawczego – rogów, kości, zębów – jest nawet więcej niż się spodziewali. Ekipa prof. Ryszarda Słomskiego z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu zsekwencjonowała już dość dużo odcinków DNA, w tym tego pochodzącego z jąder komórkowych, a to rzadko się zdarza w przypadku wymarłych organizmów. Na razie więc odtwarzanie tura odbywać się będzie wyłącznie na poziomie molekularnym. Badacze chcą ustalić, czy tur faktycznie był przodkiem bydła domowego, a jeśli tak, to których jego odmian, bo krowie „drzewo genealogiczne” do dziś jest zagadką. Jeśli jakieś fragmenty analizowanego DNA okażą się wyjątkowe, można będzie wyhodować krowę ze „starożytnymi” genami.

Toponimie i symbole

Tur znajduje się w herbach miast Sejny, Chojnice, Turek, Bielsk Podlaski i Tykocin, a także dawnego województwa kaliskiego. Herb Chojnic to czarna głowa tura ze złotymi rogami, złotym pierścieniem w nozdrzach oraz czerwoną różą między rogami. W starych legendach tego miasta widniał na tarczy słowiańskiego swarożyca. Herb Turku, podobnie jak herb Bielska Podlaskiego, to ukazany z profilu czerwony tur na białym tle. Herb Meklemburgii to czarna głowa tura w złotym polu.

Źródłosłów nazwy miasta Turek jest w sposób oczywisty powiązany z tym przechadzającym niegdyś się po naszych lasach zwierzęciem.

Turopodobny

O Turze

Tryb życia: tur był zwierzęciem stadnym. Stadu przewodziła stara doświadczona krowa. Dorastające byczki tworzyły własne stada, natomiast stare byki były samotnikami. Prawdopodobnie nie trzymały się tak ściśle określonych miejsc jak krowy. W rejonach o większej pokrywie śnieżnej tury przypuszczalnie odbywały zimą wędrówki. Były jednak w stanie znieść również dłuższe okresy niedoboru pokarmu dzięki zgromadzonym w korzystniejszej porze roku zapasom tkanki tłuszczowej. Jako przeżuwacze maksymalnie wykorzystywały pobrany pokarm. Zerwane wargami i długim językiem trawy i zioła trafiały do żwacza, w którym podlegały fermentacji, dzięki znajdującej się w nim florze bakteryjnej i pierwotniakom. Powtórnie przeżuty w czasie dłuższego spoczynku pokarm trafiał do pozostałych komór żołądka i w ostatniej z nich, trawieńcu, ulegał dzięki działaniu soku żołądkowego właściwemu strawieniu.

Pokarm: poza typowym dla wołowatych pożywieniem złożonym z traw i roślin zielnych także liście krzewów i drzew, na jesieni również żołędzie, a zimą ściółka liściasta.

Uwagi: pierwsze kopalne szczątki tura w środkowej Europie pochodzą sprzed 18-15 tysięcy lat, z początkowej fazy zlodowacenia bałtyckiego (wizerunki tura pojawiają się już jednak na najstarszych malowidłach naskalnych z Francji i Hiszpanii z epoki młodszego paleolitu, datowanych na 25-22 tys. lat wstecz). Po ustąpieniu lądolodu tur rozszerzył swój zasięg w Eurazji od zachodniej Europy do Morza Chińskiego. Przed około 8 tys. lat człowiek rozpoczął udomowienie tura, przypuszczalnie na terenie Azji Mniejszej. Tur jest więc jednym ze zwierząt, które najwcześniej uległy procesowi domestykacji. Udomowienie odbywało się prawdopodobnie niezależnie od siebie w różnych rejonach, przede wszystkim tam, gdzie tur nie występował łącznie z możliwym również do oswojenia żubrem. To, że żubr nigdy nie stał się zwierzęciem domowym wynika z faktu, że po domestykacji tura nie było już takiej potrzeby. Wszystkie współczesne rasy bydła domowego, tworzące bardzo szeroką gamę odmian zróżnicowanych zależnie od ich przeznaczenia użytkowego, pochodzą wyłącznie od tura.

http://kola.lowiecki.pl/plock/tur/tur.html

Tur Święte Zwierzę Dażbogów – odtworzenie gatunku

Tur jest Świętym Zwierzęcym symbolem i wcieleniem Dażbogów: Pani Dnia, czyli Jasnego Nieba – Daby-Dobrej (Dażbogi), Pana Światła – Dadźboga, Pana Nocy – Bożyca-Bodnyjaka, Pani Zorzy (Zarannej i Wieczornej) czyli Zmierzchnicy-Świtezi oraz Pana Gwiazd (Płanet) – Płanetnika.

Niech znów zaryczy tur

http://www.naleniucha.pl/exact-sciences/biology/1668063-niech-zn%C3%B3w-zaryczy-tur/

My, Polacy, czujemy do turów sentyment niemal taki, jak do orłów. Głównie dlatego, że to w Polsce, a dokładnie w Puszczy Jaktorowskiej, żył ostatni ich przedstawiciel. W roku 1627 padła ostatnia turzyca. Do dziś zostało nam po tych zwierzętach trochę kości, a w nich – sporo DNA. Dwa zespoły genetyków polskich – jeden w Poznaniu, drugi w podwarszawskim Jastrzębcu – pracują nad wykorzystaniem go do wskrzeszenia tego wspaniałego zwierzęcia.

Odtworzenie tura w postaci znanej nam z opisów w średniowiecznych kronikach byłoby możliwe tylko wtedy, gdyby uzyskano jego kompletne, dobrze zachowane DNA. Niestety, na razie nikomu to się nie udało. Został wprawdzie wyizolowany cenny materiał z zachowaną strukturą DNA, ale pochodzi on wyłącznie ze szczątków kostnych. Nie dysponujemy jednak żadną próbką tkanek miękkich tura. Stąd sekwencjonowane DNA jest zawsze niekompletne. Uzyskanie morfologicznie prawidłowego jądra z komórki tura jest uważane dziś za nierealne. Podkreślić należy to „dziś”, bo postęp w genetyce jest tak szybki, że może to się zmienić.

Równolegle są prowadzone prace nad klonowaniem międzygatunkowym. Można na przykład pobierać z komórek somatycznych żubra jądra i wprowadzać je do komórek jajowych bydła domowego. Zwierzę, które urodziłoby się w wyniku takiego zabiegu, byłoby niemal identyczne z żubrem. Stałoby się tak dlatego, że w DNA jądrowym zawarta jest niemal całość informacji genetycznej. Wprawdzie od bydła przejęte zostałoby DNA mitochondrialne, ale stanowiłoby ono nie więcej niż promil genomu. Przy użyciu tej metody można w przyszłości sklonować tura w postaci zwierzęcia bardzo podobnego do wymarłego, choć nie identycznego z nim.

Obie wymienione wyżej metody są czymś nowym. Do niedawna jedyną metodą odtwarzania wymarłych gatunków – a ściśle mówiąc tworzenia podobnych do nich – było krzyżowanie wsteczne, czyli taki dobór i hodowla zwierząt, aby w kolejnych pokoleniach zyskiwały coraz więcej cech ich nieistniejącego już przodka. W ten właśnie sposób w III Rzeszy odtworzony został przez braci Lutza i Heinza Hecków pragermański „tur”. Użycie przymiotnika jest o tyle zasadne, że zwierzę, którego Heckowie się dochowali, miało służyć ideologicznym celom III Rzeszy. Natomiast w rzeczywistości jego pokrewieństwo z domniemanym protoplastą jest nieznane i wątpliwe.

Dawni hodowcy, próbujący odtwarzać wymarłe gatunki, działali praktycznie po omacku. Nie mogli z całą pewnością określić pokrewieństwa między nimi a wybieranymi do krzyżowania różnymi liniami ich domniemanych potomków. Kierowali się zewnętrznymi podobieństwami, które – jak pokazują dziś badania genetyków – bywają mylące. Dopiero postępy genetyki i biotechnologii stworzyły nowe, nieznane wtedy możliwości. Badania polskich naukowców, zmierzające do odtworzenia tura, wpisują się w główny nurt dzisiejszych nauk biologicznych i w europejską politykę ochrony bioróżnorodności. Trwają też prace nad restytucją pirenejskiego koziorożca bucardo. Jednak gatunek ten wymarł kilka lat temu, a tur – blisko 400. O ile bardziej więc polskie prace poruszają emocje i wyobraźnię! Życzmy sobie ich powodzenia!

Tur reaktywacja?

Z regularnością godną wiosennych powodzi powracają pomysły na przywracanie do życia dawno wymarłych zwierząt. Tym razem włoscy naukowcy chcą wskrzesić tura – dzikiego przodka niektórych ras bydła domowego, który wymarł na początku XVII wieku.

Światowe portale informacyjne nieczęsto publikują informacje o kontynuacji projektu naukowego, który był oczkiem w głowie Hitlera i partii nazistowskiej. Sprawa nie dotyczy jednak – jak można sądzić – uzbrojenia czy nowych leków, ale odtworzenia wymarłego zwierzęcia, a konkretnie tura (Bos primigenius). Zanim jednak zastanowimy się, czy życie dogania filmową rzeczywistość rodem z „Jurrasic Park” warto prześledzić historię tego niezwykłe ciekawego gatunku ssaka.

Tur był pierwszym zwierzęciem, wobec którego podjęto próby ochronny czynnej, jako gatunku, który już w średniowieczu był zagrożony wyginięciem. Stosowny dekret wydał król Władysław Jagiełło – na tura nie wolno było nie tylko polować, ale planowano nawet stworzyć coś na wzór dzisiejszych rezerwatów. To królewskie zwierzę było przedmiotem zainteresowania kolejnych władców, a w XVI wieku na skraju Puszczy Jaktorowskiej osadzono kilkunastu „leśników” których wyłącznym zadaniem było jedynie doglądanie turów i zwalczanie kłusownictwa. Niestety to historia bez happy endu – ostatnia samica tura padła z przyczyn naturalnych we wspomnianej puszczy w 1627 roku.

Tu kończą się dzieje tego zwierzęcia… chociaż nie do końca. Tur swoja siłą, wielkością i „trudnym charakterem” imponował już starożytnym, a jego zabicie uznawano za akt odwagi. Tura upamiętniają nie tylko malowidła naskalne we Francji, ale i folklor Teutonów, czyli jednego z ludów germańskich. Nic dziwnego, że Hitler zafascynowany germańska mitologią i próbami stworzenia rasy panów postanowił wskrzesić dzikiego przodka bydła. Zadania tego mieli podjąć się na jego rozkaz bracia Lutz i Heinz Heck – znani zoolodzy, a zarazem dyrektorzy największych niemieckich ogrodów zoologicznych. W efekcie kojarzenia różnych ras bydła, po kilku latach powstało zwierzę „turopodobne” znane dzisiaj jako bydło Hecka. O ile jednak rasa ta wyglądem przypomina tura, o tyle genetycznie ze swoim dzikim przodkiem ma mało wspólnego. Bydło to jest dziś ozdobą kilkunastu safari parków i prywatnych hodowli w całej Europie.

Bydło Hecka (CC)

Czasy się zmieniły, idea pozostała, a nauka poszła znacznie do przodu. Obecnie znamy przynajmniej pobieżnie genom tura, wiemy zatem, które geny dzikiego przodka można znaleźć u współczesnych ras. Tym razem tura chce wskrzesić zespół włoskich naukowców z Konsorcjum Biotechnologii Eksperymentalnej z Benevento. Posiłkując się genomem rozpracowanym na podstawie DNA z kości tura, badacze chcą selektywnie krzyżować wybrane rasy bydła. Włosi mają nadzieję po kilku latach uzyskać zwierzęta niemal identyczne z turami zarówno pod względem ich wyglądu, jak i genów. Jak powiedział uczestniczący w badaniach Donato Matassino: „Zakończyła się już pierwsza tura krzyżówek między trzema wybranymi rasami bydła z Wielkiej Brytanii, Włoch i Hiszpanii. Teraz trzeba poczekać na efekt tych kojarzeń”. Sceptycy przypominają, że efektem eksperymentu będzie stworzenie kolejnej rasy bydła, które chociaż podobne do pierwowzoru, genetycznie jest od niego odległe. Tym bardziej, że niektóre geny tura mogą już nie istnieć w bydle, które zostało stworzone w oparciu o dziesiątki lat selektywnej hodowli.

Sprawa przypomina nieco próbę wyhodowania wilka, kojarząc ze sobą różne rasy psów. Oczywiście po kilku pokoleniach uzyskane psy będą wyglądem przypominały dzikiego przodka. Wspólna będzie też część zachowań, ale to o wiele za mało, by kolejnego wyhodowanego tak psa nazwać wilkiem. W przypadku przodka krów naukowcy mają podejście bardziej praktyczne: przekonują, że powstanie tur, no może „prawie tur”, który powinien dawać więcej mięsa i mleka i być bardziej odporny na choroby niż współczesne rasy. Sceptycy z kolei zastanawiają się co będzie, gdy nowa rasa odziedziczy po dzikim przodku temperament.

Jedno jest pewne: na produkcję zwierząt opatentowaną przez Spielberga w „Jurrasic Parku” w rzeczywistości przyjdzie nam poczekać jeszcze kilkanaście lat. Swój udział mogą mieć w tym też polscy naukowcy, którzy w ramach działalności Polskiej Fundacji Odtworzenia Tura próbują opracować kompletny genom tura.

Michał Kaczorowski

http://srodowisko.ekologia.pl/przyroda/Tur-reaktywacja,11763.html

Byki i Krowy (Bos Taurus)

Bydło, rogacizna – ogólna nazwa zwierząt hodowlanych z rodziny krętorogich. Hodowane są dla uzyskania z nich żywności (mleko, mięso, tłuszcz) oraz innych surowców (głównie skóra). Wiele z nich jest wykorzystywanych również jako siła pociągowa.

Bydło to udomowione formy, pochodzące od takich dzikich gatunków ssaków, jak: banteng, bawół, gaur, jak, tur, żubr. Europejskie gatunki bydła pochodzą od wymarłego tura, a udomowione zostały w Azji przed ok. 6-7 tys. lat. Bywają to także mieszańce międzygatunkowe (np. żubroń).

rasa węgierska szara

Dorosłe samce bydła nazywamy bykami, samice krowami, młode samice jałówkami, a młode samce cielakami.

Bydło zalicza się do przeżuwaczy, a co za tym idzie posiada charakterystyczną dla tego podrzędu budowę i fizjologię układu pokarmowego.

W węższym znaczeniu nazwa bydło odnosi się do przedstawicieli gatunku bydło domowe (Bos taurus[1]) pochodzącego od tura, oraz jego podgatunku (nieraz traktowanego jak osobny gatunek) – zebu (Bos taurus indicus albo Bos indicus), występującego w strefie klimatów gorących.

Liczbę bydła na świecie szacuje się na 1,3 mld sztuk. Głównym producentem są Indie – 400 mln, Brazylia i Chiny – po 150 mln, USA – 100 mln.

Zwierzęta gospodarskie mniejsze od bydła nazywamy trzodą.

Byki i Krowy


w kolorach białym i czarnym są symbolami zmieniających się pór roku, a wiec symbolicznymi wcieleniami i zwierzętami będącymi pod opieką Bogów Kiru, inaczej Stronporów – Bogów Stron i Pór.

Czarna Krowa – jest symbolicznym zwierzęciem Zimy – Kostromy


Biała Krowa – jest zwierzęciem reprezentującym Jaryłę-Jarunę (Jarowita) – Wiosnę

Biały Byk jest symbolem Ruji-Gaja (Rujewita)


Czarny Byk to zwierzę Yeszy – Jesieni.

Boża Krowa

Boża Krowa – Czarna i Biała jest także symbolem Nieuchwytnej Bogini – Pani Swobody (Swątbody), czyli ucieleśnionej Wolności – Swątlnicy, która ma jeszcze wiele innych nazwań i symboli zarówno zwierzęcych (Bedrik-Biedronka, Orzeł), jak i roślinnych. [Proszę przeczytać o niej na tym blogu w Poczcie Bogów Wiary Przyrod(zone)y Słowian. C.B.]


Byki herbowe

Herb Turka

Herb Kowna

Herb Wołowa

Leszno

Gmina Człuchów


Bielsk Podlaski


Herb szlachecki Ciołek

02-10-2009 19:25:00

Hinduscy fundamentaliści chcą uznania krowy za zwierzę narodowe Indii

Czerwona krowa indyjska

INFO: Ugrupowania hinduskich fundamentalistów rozpoczęły kampanię, której celem ma być skłonienie władz do uznania krowy za zwierzę narodowe, a co za tym idzie – zakazania zabijania krów na terenie Indii.

Przedstawiciele owych organizacji twierdzą, że postępująca modernizacja sprawia, że zmienia się stosunek społeczeństwa do krowy.

Kampania potrwa 108 dni, w trakcie której hindusi mają zamiar przemierzyć 20 tys. km.

Parada Krów

Parada Krów (ang. Cow Parade) – plenerowa wystawa sztuki współczesnej organizowana w miastach na całym świecie, polegająca na wystawieniu w metropoliach różnorodnie pomalowanych rzeźb krów. Pierwsza parada odbyła się w 1998 w Zurychu i od tej pory kolorowe krowy zawitały do ponad dwudziestu miast. W czerwcu 2005 stado krów zostało ustawione w Warszawie – na ulicach miasta (głównie w centrum) przez 90 letnich dni można było oglądać 60 rzeźb.

Model krowy przygotował w 1998 Pascal Knapp i przedstawia on krowę mleczną rasy Brown Swiss. Rzeźby przedstawiają krowę wielkości naturalnej (lecz trochę bardziej „płaskie”) i ważą około 60 kg. Są one malowane i dowolnie modyfikowane przez miejscowych artystów, a także przez dzieci. Po zakończeniu wystaw część krów pozostaje u sponsorów, ale większość jest licytowana na aukcjach, zaś dochód zostaje przekazany miejscowym organizacjom charytatywnym. Na pytanie dlaczego akurat krowy, organizatorzy odpowiadają, że te zwierzęta są ogólnie lubiane, a nikt nie spodziewa się ich spotkać w środku wielkiego miasta.

Parada cieszy się dużą popularnością w miastach, w których jest organizowana. Rzeźby są chętnie fotografowane przez mieszkańców i turystów, wiele osób stara się także odwiedzić i sfotografować wszystkie krowy.

Sukces Parady Krów, sprawił że znalazło się wielu naśladowców i na ulicach miast pojawiły się także kolorowe świnie, łosie, kucyki, delfiny, ryby, dinozaury, anioły, krzesła i wiele innych.

Miasta z Paradą Krów

Ameryki

  • Chicago, USA (1999)
  • Nowy Jork, USA (2000)
  • Stamford, USA (2000)
  • West Orange, USA (2000)
  • Houston, USA (2001)
  • Kansas City, USA (2001)
  • Las Vegas, USA (2002)
  • San Antonio, USA (2002)
  • West Hartford, USA (2003)(2007)
  • Atlanta, USA (2003)
  • Harrisburg, USA (2004)
  • Portland, USA (2005)
  • Guadalajara, Meksyk (2006)
  • Meksyk, Meksyk (2006)
  • Mexicali, Meksyk (2006)
  • Buenos Aires, Argentyna (2006)
  • Madison, USA (2006)
  • Boston, USA (2006)
  • Denver, USA (2006)
  • Belo Horizonte, Brazylia (2006)
  • São Paulo, Brazylia (2006)
  • Kurytyba, Brazylia (2006)
  • Guadalajara, Meksyk (2007)
  • Rio de Janeiro, Brazylia (2007)
  • San José, Kostaryka (2008)
  • Tijuana, Meksyk (2008)

Europa

  • Arnhem, Holandia (2000)
  • Ateny, Grecja (2006)
  • Barcelona, Hiszpania (2005)
  • Bratysława, Słowacja (2005)
  • Bruksela, Belgia (2003)
  • Bukareszt, Rumunia (2005)
  • Budapeszt, Węgry (2006)
  • Kopenhaga, Dania (2007)
  • Dublin, Irlandia (2003)
  • Edynburg, Szkocja (2006)
  • Florencja, Włochy (2005)
  • Genewa, Szwajcaria (2005)
  • Wyspa Man (2003)
  • Stambuł, Turcja (2007)
  • Lizbona, Portugalia (2006)
  • Londyn, Anglia (2002)
  • Luksemburg (2001)
  • Madryt, Hiszpania (2008)
  • Manchester, Anglia (2004)
  • Mediolan, Włochy (2007)
  • Monako (2005)
  • Moskwa, Rosja (2006)
  • Paryż, Francja (2006)
  • Praga, Czechy (2004)
  • Sztokholm, Szwecja (2004)
  • Telemark, Norwegia (2006)
  • Ventspils, Łotwa (2002)
  • Vigo, Hiszpania (2007)
  • Warszawa, Polska (2005)
  • Zurych, Szwajcaria (1998)

Afryka/Azja/Australia

  • Sydney, Australia (2002)
  • Tokio, Japonia (2006)
  • Republika Południowej Afryki (2004)
  • Auckland, Nowa Zelandia (2003)

Niebieska Krowa z Łotwy

Krowa łotewska niebieska, (łot. latvijas zilā, ang. latvian blue) – łotewska rasa bydła mleczno-mięsnego, która powstała prawdopodobnie w Kurzeme (pol. Kurlandia) na Łotwie. Wyhodowali ja ugrofińscy Liwowie około XII-XIII wieku[1]. Bydło uważane jest za unikatowa rasę ze względu na kolor, od siwo-niebieskiego do bardziej intensywnego niebieskiego umaszczenia.

Wysokość w kłębie jest od 135cm do 140cm. Krowy ważą do 450 kg, buhaje do 860kg. Krowa rocznie daje około 4671 kg mleka o zawartości tłuszczu ok 4,35% [2]. Rasie tej zagrażało całkowite wymarcie w czasach ZSSR. W roku 1990 żyło niespełna 100 osobników tej rasy[3]. Od 1994 roku podjęto starania mające na celu zachowanie i ochronę tej unikalnej populacji. Hodowana jest prowadzona głównie w gospodarstwach agroturystycznych jako atrakcja. Rasa cechuje się dużą odpornością na choroby, jest szczególnie odporna na choroby nóg i kopyt oraz łatwo dostosowuje się do rożnych warunków klimatycznych.

Istnieje kilka legend dotyczących pochodzenia niebieskiej rasy krów. Jedna z nich głosi, że żyły one początkowo w wodach morskich i wychodziły na ląd jedynie przed wschodem słońca, aby zaczerpnąć powietrza i pożywić się trawą rosnącą w pobliżu brzegu. Jednak pewnego dnia bogini Juras Mate (Matka Morza) darowała kilka krów rodzinom rybaków, którzy zginęli podczas sztormu [3].

Inne Krowy

Byk piemoncki

Byk polski

Węgierska siwa krowa stepowa

Woły robocze

Pomnik byka

Dzikie krowy współczesne

Krowy szkockie

Brązowa krowa szwajcarska

Czerwona krowa polska

Polska krowa biało-czerwona


Nie-ciele a jęzorem miele

Dwie szkockie – ale nie whisky – Piękne fryzurki

Krowa w kulturze

Słynny Obraz Pottera

Paulus Potter (1625-1654) urodził w zamożnej rodzinie się w Enkhuizen. Enkhuizen było wówczas zamożnym miastem; siedzibą VOC, floty rybackiej i handlowej, dużym i ważnym portem Holandii, prowadzącym handel z całym światem.

Fachu malarskiego nauczył się Potter od swego ojca, amsterdamskiego malarza. Podobnie jak ojciec Pieter malował Paulus tematy historyczne jednak szybko wyrobił swoją własną specjalizację; zwierzęta gospodarskie usytuowane w starannych pozach w płaskim krajobrazie.

W wieku 21 lat namalował Potter swój najsłynniejszym obraz: „Byk” (De Stier) z 1647 roku do podziwiania w Mauritshuis w Hadze.

W tamtych czasach obrazy przedstawiały głównie świętych, królów lub postacie biblijne w pompatycznych pozach, ale nie coś tak prozaicznego i wiejskiego jak krowy, konie i owce. Tym bardziej szokującym był bardzo duży obraz którego centralną postacią jest młody byk. Wokół byka inne zwierzęta gospodarcze, chłop na krawędzi obrazu, żabka pod nogami byka, nad nim śpiewa skowronek a na horyzoncie widać wierzę kościelną z Rijswijk czyli widać, że znajdujemy się pod Hagą.

Przysłowia krowie

Bierz/Łap/Chwyć Byka za Rogi – przysłowie polskie

Krowi gwiazdozbiór

Na najstarszych znaleziskach archeologicznych gwiazdozbiór Byka przedstawiany jest jako pierwszy gwiazdozbiór zwierzyńcowy. Znali go dawni Chaldejczycy i Egipcjanie, a później Celtowie czcili moment wejścia Słońca do tego gwiazdozbioru. Przed czterema czy też pięcioma tysiącami lat wiosna zaczynała się w dniu, w którym Słońce wstępowało w znak Byka.
Według greckiej mitologii wszechmocny Zeus chciał porwać Europę, piękną córkę króla fenickiego. Aby ją oszukać, zamienił się w śnieżnobiałego byka i wmieszał do królewskiego stada. Młodego i potulnego byczka Europa wkrótce polubiła. Pewnego razu wsiadła na niego, chcąc się nieco przejechać. Byk opuścił wówczas stado, wskoczył do morza i z Europą na grzbiecie popłynął do wyspy Krety. Z tego powodu na niebo dostała się tylko głowa i kark byka, pozostała bowiem część ciała zanurzona była w falach morskich.
Imię Europy nosi nasz kontynent i jeden z księżyców Jowisza. W Byku znajdują się dwa samodzielne ugrupowania gwiazd (gromady) noszące mitologiczne nazwy. Hiady były córkami Atlasa. Gdy ich brata podczas łowów rozszarpał lew, tak długo płakały, aż Zeus z litości wziął je do siebie na niebo. Drugą gromadą są Plejady, także córki tytana Atlasa. Pierwotnie były nimfami morskimi, które Zeus na ich własną prośbę zamienił w gołębice (po grecku „pelejades”).
Byka łatwo odnajdziemy nad Orionem. Jego najjaśniejsza, czerwonawa gwiazda Aldebaran (Oko Byka) otoczona jest otwartą gromadą gwiazd – Hiadami. Składa się ona z około dwustu gwiazd oddalonych od nas o sto dwadzieścia lat świetlnych. Wszystkie poruszają się w tym samym kierunku – ku gwieździe Betelgeuse. Takie gromady nazywamy gromadami ruchomymi.
Plejady znajdują się w odległości czterystu lat świetlnych t zajmują przestrzeń o rozmiarach dwudziestu lat świetlnych. Jeżeli macie dobry wzrok, zobaczycie sześć gwiazd tej gromady. Ludzie obdarzeni wyjątkowo dobrym wzrokiem rozpoznają jeszcze więcej, bo aż dziesięć. Przez lunetę możemy naliczyć ich ponad 100, a przypuszczalnie jest ich około pięciuset. Są one zanurzone w obłoku międzygwiazdowym, będącym pozostałością materii, z której przed pięćdziesięcioma milionami lat powstały.
W pobliżu gwiazdy z Tau znajduje się mgławica Krab widoczna przez teleskop jako słabo świecący obłoczek. Żaden jednak obiekt nie przyczynił się bardziej do poznania rozwoju Wszechświata niż ta mgławica, której w czasach Bolesława Chrobrego nie było jeszcze na niebie. Są to pozostałości po potężnym wybuchu gwiazdy (supernowej), obserwowanej w roku 1054 przez chińskich astronomów. W całej naszej Galaktyce dochodzi do takiego wybuchu raz na trzysta-czterysta lat. Są one obserwowane także w wielu innych galaktykach. Przyspieszone podczas wybuchu cząsteczki nazywamy promieniowaniem kosmicznym. Po eksplozji powstaje nie tylko mgławica, ale i szybko wirująca gwiazda neutronowa. Gwiazda neutronowa w mgławicy Krab obraca się prawie trzydzieści razy w ciągu jednej sekundy i przy każdym obrocie wysyła ku nam puls zarówno promieniowania radiowego, jak i widzialnego. Gwiazdy takie nazywamy pulsarami, a pulsar w mgławicy Krab ze wszystkich znanych obiektów tego typu pulsuje w najkrótszych odstępach czasu. Mgławica Krab jest również źródłem promieniowania rentgenowskiego.

Jak (krowa z Mongolii)

Jak (Bos grunniens lub Poephagus grunniens) – duży ssak łożyskowy z rodziny krętorogich, rzędu parzystokopytnych. Zamieszkuje Tybet, Indie i Chiny, gdzie żyje zarówno w stanie dzikim jak i udomowionym. Udomowione jaki są zwierzętami jucznym, poza tym dają mleko i wełnę. Jaki są przeżuwaczami, żyją samotnie lub w niewielkich stadach, w stanie dzikim na wysokościach do 6 tys. m n.p.m. Stada zazwyczaj składają się z samic z młodymi. Samce dołączają do nich w okresie rui. Stare samce żyją oddzielnie. Samice opiekują się potomstwem przez rok. Potomstwo pełną dorosłość osiąga po 6-8 latach. Zwierzęta mogą dożyć kilkudziesięciu lat. Znoszą niekorzystne warunki otoczenia (niedobór paszy na wysoczyznach górskich, niedostatek tlenu i niskie temperatury średnia wynosi tam ok. 0 °C, zimą temperatury spadają niekiedy nawet do -50 °C).

Cechy gatunku

Długość: do 3,3 m (do 4 m samiec)
Wysokość w kłębie: do 2 m (samce); 1,6 m (samice)
Ogon: 60 cm
Masa ciała: do 525 kg, samice znacznie mniejsze
Ubarwienie: sierść ciemnobrązowa do czarnej, długa, włosy okrywowe wyjątkowo długie, czasem sięgające ziemi
Pożywienie: trawy, byliny, mchy, porosty i zioła; zjada też śnieg, który dostarcza mu wody
Rozród: ciąża trwa 258 dni
Występowanie: zimne stepy Himalajów
Status: zagrożony
Długość życia: 25 lat

Jaki udomowione są o połowę mniejsze od dzikich, lecz nie zawsze. Spotyka się też stada krzyżówek jaków dzikich z jakami udomowionymi. Jaki domowe są formą jaka dzikiego (Bos mutus f. grunniens). Ze względów praktycznych wydzielone jednak zostały pod odrębną nazwą Bos grunniens

Zebu – Bydło Azjatyckie

Zebu, bydło domowe garbate – forma udomowionego w starożytności bydła domowego o charakterystycznym garbie położonym na grzbiecie i masywnych rogach, rozpowszechniona w krajach podzwrotnikowych jako zwierzęta użytkowe. W Indiach otaczane jest kultem, ma specjalny status jako święta krowa. Jako zwierzę odporne na gorący i wilgotny klimat oraz wiele chorób zebu jest krzyżowane z innymi rasami bydła.

Pochodzenie i domestykacja

Wywodzi się prawdopodobnie od podgatunku tura udomowionego w Indiach około 8000 p.n.e. Domestykacja zebu nastąpiła w starożytności, prawdopodobnie w Mezopotamii[2] i w Indiach[3].

Cechy charakterystyczne

Zebu charakteryzuje się podobnym do wielbłądziego garbem mięśniowo-tłuszczowym położonym w okolicy kłębu, workiem skórnym poniżej gardła oraz masywnymi, szeroko rozstawionymi rogami. Osiąga wysokość w kłębie do około 160 cm, długość ciała bez ogona wynosi około 240 cm, a masa – do 700 kg[3]. Ubarwienie płowe, jasnożółte, czerwone, szare lub czarne, również plamiste.

Znaczenie dla człowieka

Bydło typu zebu jest rozpowszechnione przede wszystkim w Indiach, gdzie znajdują się główne ośrodki hodowli. Są tam uważane za zwierzęta święte i użytkowane jako zwierzęta pociągowe i juczne. W wyniku hodowli wyselekcjonowano liczne rasy różniące się ubarwieniem, umięśnieniem m.in. kankaryjską, bahurską, dandżi, deonio, mizorską oraz najmniejsze – zebu karłowate[3]. Zebu jest przystosowane do życia w środowisku gorącym i wilgotnym, jest też odporne na wiele chorób. Cechy te spowodowały import tych zwierząt na wschodnie wybrzeże Afryki i Madagaskar. Na początku XX wieku zebu zostało również sprowadzone do Brazylii i skrzyżowane z francuską odmianą bydła (Charolaise). Otrzymana w rezultacie rasa Chanchim zawiera 5/8 cech rasy Charolaise i 3/8 cech zebu i charakteryzuje się lepszą jakością mięsa przy dobrej odporności na gorący i wilgotny klimat.

Pij mleko – czyli  haplogrupa R1 oraz I, a tolerancja na mleko u tych, którzy udomowili krowę

Opublikował/a migg w dniu Grudzień 13, 2006

Wszyscy ludzie w dzieciństwie potrafia trawić laktozę, czyli cukier mleczny. Odpowiedzialny za to jest enzym zwany laktazą, kodowany przez gen LCT. Ale u dorosłych dość często laktaza przestaje być produkowana – efektem jest nietolerancja laktozy. Kiedyś potrzebowaliśmy tego enzymu wyłącznie jako dzieci, wiec wytwarzanie go po odstawieniu od piersi było marnotrawstwem. Jednak po udomowieniu bydła możliwość trawienia laktozy u dorosłych stała się zaletą. I tak zostaliśmy chyba jedynym gatunkiem ssaków, którego dorosłe osobniki potrafią rozkładać laktozę.

Tolerancja laktozy występuje u większości mieszkańców północnej Europy (u >90% Skandynawów), ale pojawia sie rzadziej na południu kontynentu i na Bliskim Wschodzie (u ~50% Hiszpanów i Francuzów). U azjatyckich i afrykańskich populacji nie mających wśród przodków pasterzy jest bardzo rzadka (~1% Chinczykow, ~5%–20% rolników z zachodniej Afryki). Jednak u afrykańskich ludów pasterskich występuje częściej (u ~90% Tutsi i ~50% Fulani).

Niedwano poznano genetyczne podstawy tolerancji laktozy u Europejczyków (Enattah i in. 2002). Już wcześniej badając Finów zaobserwowano, że dziedziczenie tolerancji laktozy jest autosomalne, a allel tolerancji jest dominujący. Jednak w promotorze i sekwencji kodującej białko nie znaleziono żadnego polimorfizmu, którego występowanie korelowało z tolerancją laktozy. Dalsze badania genetyczne w Finlandii wykazały, że takie polimorfizmy (C/T-13910 i G/A-22018) istnieją, ale położone są odpowiednio ~14kb i 22kb (kb – kilobaza, czyli tysiąc par zasad) w górę od genu LCT, w 9 oraz 13 intronie innego genu (MCM6). Allele T-13910 i A-22018 u Finów wiążą się z tolerancją na laktozę. Również w innych europejskich populacjach stwierdzono wysoką korelację występowania allelu T-13910 i tolerancji na laktozę. Dodatkowe badania poziomu endogennego mRNA oraz testy wykorzystujące geny reporterowe potwierdziły, że zmiana pojedynczego nukleotydu z C na T w pozycji -13910 znacząco wpływa na transkrypcję LCT, czyli ta zmiana rzeczywiście odpowiada za uzyskanie przez Europejczyków tolerancji na laktozę.

Wydawałoby się, że to koniec zagadek. Ale okazało się, że ten allel występuje niemal tylko w Europie. U afrykańskich ludów pasterskich pojawia się rzadko lub wcale – znaleziono go tylko u Fulanów i Hausa. Rozwiązaniem tej zagadki zajęła się Sarah Tishkoff i jej międzynarodowy zespół (Tishkoff i in. 2007). Zebrali oni próbki krwi od 470 mieszkańców Afryki Wschodniej (Tanzania, Kenia i Sudan) należących do 43 grup etnicznych, których poddali testowi na tolerancję laktozy. Po zsekwencjonowaniu okolic genu LCT w pobranych próbkach udało się im znaleźć trzy nieopisane wcześniej allele (G/C-14010, T/G-13915 i C/G-13907) występujące u osób tolerujących laktozę. I znowu nie są to mutacje w sekwencji kodującej laktazę, tylko zmiany pojedynczych nukleotydów położone w intronie 13 genu MCM6. Także in vitro sekwencje te wpływają na działanie promotora dla genu LCT.

Naukowcy wyliczyli również, że najbardziej rozpowszechniony i dający najmocniejszy efekt spośród tych alleli (C-14010) powstał 3000 – 7000 lat temu – udomowienie bydła na tych obszarach nastąpiło około 4500 – 3000 lat temu – i bardzo szybko się rozprzestrzenił. A skąd to wiadomo? Jeśli mutacja jest korzystna, częstość jej występowania w populacji będzie szybko wzrastać, a razem z mutacją będą się rozprzestrzeniać sprzężone markery (czyli jej najbliżsi sąsiedzi). Tak samo często występujące mutacje neutralne będą starsze, a sekwencje w ich sąsiedztwie bardziej zróżnicowane. Z czasem rekombinacja i pojawianie się nowych mutacji spowodują, że nawet korzystne mutacje przestaną być otoczone identycznymi sekwencjami. Zatem zmierzenie częstotliwości występowania danego haplotypu i zakresu nierównowagi sprzężeń pozwala ocenić wiek korzystnej mutacji. Wygląda na to, że przewaga tolerujących laktozę dorosłych była olbrzymia – mleko jest znakomitym źródłem cukru, tłuszczu, białek i wapnia. Rozważano również rolę mleka w utrzymywaniu równowagi wodno-elektrolitowej na terenach suchych, ale zdania na ten temat są podzielone (Holden i Mace 1997). Sekwencje u ludzi, którzy nie mają nowego allelu, są identyczne wokół genu, ale tylko na obszarze 2 kilobaz (tysięcy par zasad). U tych z nowym allelem identyczne sekwencje ciągną się na obszarze 2 megabaz. Naukowcy skwitowali to krótko: “najwyraźniejszy podpis naturalnej selekcji, jaki do tej pory odnaleziono w naszym genomie”.

Zatem wyniki badań sugerują, że tolerancja laktozy u dorosłych ludzi wyewoluowała niezależnie co najmniej dwa razy w populacji europejskiej i afrykańskiej (konwergencja). Takie zmiany w ekspresji genu LCT okazały się bardzo korzystne w populacjach pasterskich, gdzie również dorośli moga pić mleko. Jest to kolejny przykład na ważne mutacje w sekwencjach regulatorowych w ludzkiej ewolucji. Niewątpliwie Afryka – gdzie mieszkają także tolerujące laktozę populacje, które nie mają allelu C-14010 – kryje jeszcze inne tajemnice genetyczne, także te związane z adaptacją ludzi do pasterskiego trybu życia.

I pomyśleć, że jednym z kandydatów na tajemniczą chorobę, która nękała Darwina od podróży HMS Beagle, jest właśnie nietolerancja laktozy….

http://migg.wordpress.com/2006/12/13/pij-mleko-bedziesz-mutantem/#more-107

Nietolerancja laktozy u różnych grup etnicznych

Normalnie ssaki tracą zdolność efektywnego trawienia cukru mlecznego (laktozy) mleka po zakończeniu okresu karmienia piersią (okres ten stanowi ok. 3% długości życia). U człowieka produkcja laktazy koniecznej do strawienia laktozy zwykle spada o 90% podczas pierwszych 4 lat życia, chociaż dokładny czas nastąpienia i przebieg tych zmian może się znacznie różnić u poszczególnych osób lub grup ludzkich. W pewnych populacjach ludzkich mutacja występująca w sekwencji regulatorowej genu kodującego laktazę położonego na chromosomie 2 chroni przed zanikiem produkcji laktazy u osób dorosłych, co pozwala na bezpieczną konsumpcję słodkiego mleka i produktów mlecznych przez okres całego życia. Mutacja ta występuje częściej w populacjach, które wcześnie udomowiły bydło.

Pomimo że większość ludzi pochodzenia północno-europejskiego wytwarza wystarczające ilości laktazy przez całe życie, niedobory laktazy są powszechne wśród ludzi pochodzących z Bliskiego Wschodu, Indii, części Afryki i ich potomków w innych częściach świata.

Blisko 70% dorosłych wykazuje w pewnym stopniu nietolerancję laktozy. W Europie, w większości państw niedostateczna produkcja laktazy występuje u 5% ludzi białych i znacznie więcej wśród innych grup etnicznych.

W Polsce nietolerancja laktozy występuje u 1,5% niemowląt i dzieci oraz u 20-25% osób dorosłych. Dla porównania w Danii występuje u 6% społeczeństwa, Grecji – 38%, Niemczech – 15%, Anglii – 6-34%. Inne grupy populacji przedstawiono w poniższej tabeli. Należy zaznaczyć, że różne źródła podają bardzo różne dane.

Populacje Procentz nietolerancją
Baskowie 0.3%
Szwedzi 2%
Europejczycy w Australii 4%
Szwajcarzy 10%
Amerykanie 6-25%
Finowie 18%
Tutsi 20%
Afroamerykanie 45-81%
Aborygeni 85%
Bantu 89%
Chińczycy 95%
Azjaci – Daleki Wschód 65-100%
Indianie 50-75%

Etiologia

Bez laktazy, laktoza zawarta w mleku pozostaje nie rozłożona i nie wchłonięta. Laktoza nie może przejść przez ścianę jelita do naczyń krwionośnych i pozostaje w jelitach, zatrzymuje wodę (prowadząc tym do biegunki), a przechodząc do jelita grubego, pod wpływem bakterii jelitowych ulega fermentacji beztlenowej i produkcji kwasów organicznych, głównie mlekowego z wytwarzaniem dużej ilości gazów (przeważnie dwutlenek węgla).

Diagnoza

Jeśli po spożyciu produktu zawierającego laktozę, po ok. 30 minutach do 2 godzin wystąpią objawy nudności, skurczów bólowych, wzdęcia oraz biegunka, to prawdopodobnie mamy do czynienia z nietolerancją laktozy. Intensywność objawów może być różna u wielu osób i zależy od ilości skonsumowanej laktozy. Zdolność wchłaniania laktozy przez układ trawienny można sprawdzić w warunkach domowych stosując prosty test: wypij dwie szklanki mleka na czczo i obserwuj czy nie wystąpią symptomy ze strony układu pokarmowego w przeciągu kilku godzin. Następnego dnia, zjedz ok. 50 g żółtego, twardego sera lub wypij dwie szklanki mleka wolnego od laktozy. Jeżeli objawy pojawią się tylko pierwszego dnia, to jest to nietolerancja laktozy. Jeżeli pierwszego i drugiego to mamy do czynienia z alergią na produkty mleczne.

Z metod diagnostycznych stosowanych przez medycynę stosuję się wiele technik badawczych, które zasadniczo dzielą się na bezpośrednie badania i pośrednie.

Najczęściej stosuje się nieinwazyjne metody pośrednie badania aktywności laktazy.

[Europa Środkowa - poza badaniami. C. B.]

Human groups↓ Individuals Examined↓ Percent Intolerant↓ Allele frequency↓
Basques 85 0.3%[7] N/A
Dutch N/A 1%[8] N/A
Swedes N/A 2%[9] 0.14
Europeans in Australia 160 4%[9] 0.20
Northern Europeans and Scandinavians N/A 5%[5][10] N/A
British N/A 5–15%[12] 0.184-0.302[13]
Swiss N/A 10%[9] 0.316
European Americans 245 12%[9] 0.346
Tuareg N/A 13%[12] N/A
Germans N/A 15%[12] N/A
Eastern Slavs (Russians, Belarusians, Ukrainians) N/A 15%[14] N/A
Austrians N/A 15–20%[12] N/A
Spaniards (non-Basque) N/A 15%[15] N/A
Northern French N/A 17%[12] N/A
Finns 134 18%[9] 0.424
Central Italians 65 19%[16] N/A
Indians N/A 20%[5][10] N/A
African Tutsi N/A 20%[9] 0.447
African Fulani N/A 23%[9] 0.48
Bedouins N/A 25%[12] N/A
Portuguese adults 102 35%[17] N/A
Southern Italians 51 41%[16] N/A
African American Children N/A 45%[5] N/A
Saami (in Russia and Finland) N/A 25–60%[18] N/A
Northern Italians 89 52%[16] N/A
North American Hispanics N/A 53%[12] N/A
Balkans N/A 55%[12] N/A
Mexican American Males N/A 55%[5][10] N/A
Cretans N/A 56%[5] N/A
African Maasai 21 62%[19] N/A
Southern French N/A 65%[12] N/A
Greek Cypriots N/A 66%[5][10] N/A
Jews, Mizrahi (Iraq, Iran, etc) N/A 85%[20] N/A
Jews, North American N/A 68.8%[5][10] N/A
Jews, Sephardic N/A 62%[20] N/A
Jews, Yemenite N/A 44%[20] N/A
Sicilians 100 71%[21][22] N/A
South Americans N/A 65–75%[12] N/A
Rural Mexicans N/A 73.8%[5][10] N/A
African Americans 20 75%[9] 0.87
Kazakhs from northwest Xinjiang 195 76.4% [23]
Lebanese 75 78%[24] N/A
Central Asians N/A 80%[12] N/A
Alaskan Eskimo N/A 80%[5][10] N/A
Australian Aborigines 44 85%[9] 0.922
Inner Mongolians 198 87.9%[23]
African Bantu 59 89%[9] 0.943
Asian Americans N/A 90%[5][10] N/A
Northeastern Han Chinese 248 92.3%[23]
Chinese 71 95%[9] 0.964
Southeast Asians N/A 98%[5][10] N/A
Thais 134 98%[9] 0.99
Native Americans 24 100%[9] 1.00

The statistical significance varies greatly depending on number of people sampled.

Lactose intolerance levels also increase with age. At ages 2 – 3 yrs., 6 yrs., and 9 – 10 yrs., the amount of lactose intolerance is, respectively:

  • 6% to 15% in white Americans and northern Europeans
  • 18%, 30%, and 47% in Mexican Americans
  • 25%, 45%, and 60% in black South Africans
  • approximately 10%, 20%, and 25% in Chinese and Japanese
  • 30–55%, 90%, and >90% in Mestizos of Peru[25][26]

Chinese and Japanese populations typically lose between 20 and 30 percent of their ability to digest lactose within three to four years of weaning. Some studies have found that most Japanese can consume 200 ml (8 fl oz) of milk without severe symptoms (Swagerty et al., 2002).[6]

Ashkenazi Jews can keep 20 – 30 percent of their ability to digest lactose for many years.[8][25][27] Of the 10% of the Northern European population that develops lactose intolerance, the development of lactose intolerance is a gradual process spread out over as many as 20 years.[28]

Przesada

Polska Wikipedia mówi o 20-25% nietolerancji u dorosłych. To dane przesadzone – w Europie nietolerancja jest rzędu 5-10%. W Szwecji np. nietolerancja w ogóle nie występuje. Spójrzcie na mapkę w podanym linku do Wikipedii anglojęzycznej.

Bardzo ważne jest, na czym nietolerancja polega: głównie na tym, że trochę zaburczy w brzuchu. Do tego – może 0.1% ludzi może mieć lekkie rozwolnienie po spożyciu dużej ilości mleka. Tyle. Zauważalne objawy, które powodują wykluczenie mleka z diety, ma może jedna osoba na kilkadziesiąt tysięcy.

Niebezpieczeństwo może się wiązać tylko np. z uczuleniem na białka mleka (u dorosłych prawie nie występują), jest też kilka niepotwierdzonych prac wiążących bardzo duże spożycie mleka (ponad 1.5 litra dziennie przez wiele lat) z chor. Parkinsona i nowotworem prostaty, i parę mętnych doniesień o kazeinomorfinie, oraz chorobie Crohna. Tyle.

O żadnym innym pożywieniu nie ma tak mało złych opinii.

Ze strony Fajne krowy:

http://www.fajnekrowy.cba.pl/ciekawostki.htm

Mleko prosto od krowy jest lepsze od mleka UHT
Nieprawda. Proces obróbki cieplnej niszczy znajdujące się w surowym mleku mikroorganizmy, co przedłuża jego przydatność do spożycia i sprawia, że mleko jest bezpieczniejsze. Zasadniczo nie ulega także zmianie wartość odżywcza mleka. W bardzo nieznaczny sposób wpływa na obniżenie zawartości witamin wrażliwych na wysokie temperatury. Są to głównie B12, B1 i kwas foliowy. Straty tych witamin zależą od temperatury ogrzewania: jest to 10% w przypadku pasteryzacji i 20% przy obróbce mleka w procesie UHT.

Zmniejsza się również zawartość witaminy C i kwasu foliowego, którego w mleku krowim jest i tak bardzo mało: o 15% w mleku pasteryzowanym i 25% w mleku UHT. Bez zmian pozostaje ilość witaminy A, B2 i D. Nie zmienia się również wartość biologiczna białka i składników mineralnych takich jak fosfor, wapń, potas, magnez i cynk.
Dobrze wiedzieć: W zależności od obróbki termicznej, jakiej poddane było mleko, rozróżnia się mleko pasteryzowane (w temperaturze 72-90 stopni C przez 2-25 sekund) i UHT (w temperaturze 135-150 stopni C przez 2-9 sekund). W sklepach można kupić prawie wyłącznie mleko UHT (dostępne m.in. w kartonikach). Mleko z folii, z butelki czy „prosto od krowy” należy przegotować, aby zniszczyć bakterie, które znajdują się surowym mleku. Proces gotowania ma niewielki wpływ na wartości odżywcze mleka.

Mleko krowie może wywoływać alergię
Prawda. Mleko krowie uważane jest za jeden z najsilniejszych alergenów. Mleko jest jednak dobrze tolerowane i łatwo przyswajalne przez organizm, zwłaszcza przez mieszkańców Europy Północnej i Słowian, którzy są genetycznie dobrze przystosowani do jego spożywania. Alergia na mleko krowie nie jest zjawiskiem powszechnym, częściej wśród Polaków alergię wywołują takie produkty, jak: białko jaja, wołowina, seler, ryby oraz orzechy, migdały, owoce cytrusowe, pomidory i czekolada.
W Polsce alergia na białko mleka krowiego występuje u 2,7% niemowląt karmionych sztucznie i u 1,8% karmionych naturalnie. Dziecięce alergie na mleko na ogół przemijają i nie ograniczają możliwości picia mleka w dorosłym życiu. Z wieloletnich obserwacji klinicznych wynika, że ok. 80% dzieci pozbyło się objawów nadwrażliwości na mleko krowie po 9-12 miesiącach jego eliminacji z codziennej diety, 15% nie tolerowało mleka w żadnej postaci do 2 lat, a 5% do 5 lat. Generalnie należy stwierdzić, że choć alergeny mleka krowiego są jedną z najczęstszych przyczyn alergii we wczesnym dzieciństwie, to jednak ponad 90% dzieci wyrasta z tej choroby po 5 roku życia.
Po 3 roku życia alergia na mleko krowie występuje coraz rzadziej, a tylko wyjątkowo dotyka osób sędziwych. Dorośli, u których we wczesnym dzieciństwie stwierdzono alergię na kilka białek mleka krowiego, w dojrzałym wieku mają prawidłową tolerancję białek serwatkowych, czasami źle znoszą pokarmowe źródła kazeiny, czyli sery. Wielu autorów sądzi, że jeżeli pierwsze objawy alergii na mleko krowie występują w wieku dojrzałym, to alergenem najczęściej bywa kazeina

Warto wiedzieć: Objawy uczulenia to wysypka, biegunka, wymioty, duszności lub katar. Mleko krowie zastąpić można mlekiem sojowym lub modyfikowanym.

Organizm wielu ludzi po prostu nie trawi mleka
Prawda. Blisko 70% dorosłych wykazuje w pewnym stopniu nietolerancję laktozy. Oznacza to, że nie trawi mleka. W Europie, w większości państw niedostateczna produkcja laktazy występuje u 5% ludzi białych i znacznie więcej wśród innych grup etnicznych. W Polsce nietolerancja laktozy występuje u 1,5% niemowląt i dzieci oraz u 20-25% osób dorosłych. Poniżej są przedstawione inne grupy populacji nietolerujących laktozę.

Populacja i procentowy udział populacji nietolerancją
Szwedzi – 2%
Europejczycy w Australii – 4%
Szwajcarzy – 10%
Amerykanie – 6-25%
Finowie – 18%
Tutsi – 20%
Afroamerykanie – 45-81%
Aborygeni – 85%
Bantu – 89%
Chińczycy – 71 %
Azjaci – Daleki Wschód – 65-100%
Indianie – 50-75%
Źródło: Wikipedia, 15.10.2007

Warto wiedzieć: Nudności, wzdęcia, oraz biegunka są objawami nietolerancji laktozy. Objawy te następują zazwyczaj po ok. 30 minutach do 2 godzin spożycia mleka. Ich intensywność może być różna u wielu osób i zależy od ilości skonsumowanej laktozy (mleka).

Mleko krowie tłuste zawiera mniej wapnia od mleka chudego
Nieprawda. Różnice pomiędzy tymi gatunkami mleka zależą prawie wyłącznie od zawartości tłuszczu. Mleko odtłuszczone zawiera tyle samo białka, wapnia i witamin B co mleko pełne, natomiast różni się zmniejszoną kalorycznością oraz zawartością witamin rozpuszczalnych w tłuszczach, tzn. A, D i E. Należy pamiętać, aby mleko chude wybierały przede wszystkim starsze osoby mające problemy z cholesterolem.

Warto wiedzieć: Mleko krowie jest najpopularniejszym mlekiem spożywczym. W zależności od zawartości tłuszczu dzieli się je na: odtłuszczone (0,05-0,5%), częściowo odtłuszczone (0,6-2,0%) i pełne (powyżej 2%).

Kobiety w ciąży i osoby starsze powinny unikać mleka
Nieprawda. Według Instytutu Żywności i Żywienia, aby pokryć dzienne zapotrzebowanie na wapń, kobiety ciężarne i karmiące powinny pić 5-6 szklanek a ludzie w podeszłym wieku 3 szklanki mleka (vide tabela niżej). Pamiętać jednak należy, że spożywamy również inne produkty nabiałowe, jak np. sery, kefiry czy jogurty i wówczas możemy pić mniej mleka. Dlatego zaleca się, aby codziennie spożywać co najmniej 2 pełne szklanki mleka lub tyle samo kefiru i jogurtu oraz 1-2 plasterki serów.
Według Instytutu Żywności i Żywienia gdyby mleko było jedynym źródłem wapnia, dzienne spożycie mleka w celu pokrycia jego dobowego zapotrzebowania powinno być następujące:

Grupy ludności (płeć i wiek) i dzienne spozycie mleka
Dzieci 1-3 lata – 850 ml (3,4 szklanki)
Dzieci 4-6 lat – 900 ml (3,6 szklanki)
Dzieci 7-12 lat – 950 ml (3,8 szklanki)
Młodzież męska 13-20 lat – 1150 ml (4,6 szklanki)
Młodzież żeńska 13-20 lat – 1100 ml (4,4 szklanki)
Mężczyźni 21-64 lat – 950 ml (3,8 szklanki)
Kobiety 21-59 lat – 900 ml (3,6 szklanki)
Ludzie w podeszłym wieku – 800 ml (3,2 szklanki)
Kobiety ciężarne – 1350 ml (5,4 szklanki)
Kobiety karmiące – 1500 ml (6 szklanki)
Źródło: Instytut Żywności i Żywienia

Mleko jest doskonałym źródłem wapnia
Prawda. Mleko to najbogatsze w ten cenny składnik. Ponadto wiele dzieci je lubi. Niekoniecznie w czystej postaci, ale równie dobre są kakao, budyń, lody czy jogurt. Jeśli dziecko wypija dostatecznie dużo mleka, jego zapotrzebowanie na wapń jest zaspokojone niemal w 100%. Mleko i jego przetwory rzeczywiście zawierają dużo wapnia, ale spore ilości tego składnika znajdują się również w brokułach, szczypiorku i fasolach. Poniżej przedstawiono zawartość wapnia w wybranych produktach:

Mleko 3,2% 1 duża szklanka (1/4 litra) – 295
Mleko 1,5% 1 duża szklanka (1/4 litra) – 300
Jogurt owocowy 1 opakowanie (175g) – 231
Kefir 1 opakowanie (175g) – 180
Ser żółty 1 plasterek (20g) – 106-173
Ser twarogowy 1 plaster (50g) – 48
Serek waniliowy homogenizowany 1 opakowanie (150g) – 127,5
Brokuły gotowane ½ szklanki – 50
Szczypiorek 1 pęczek (100g) – 97
Chleb pełnoziarnisty 1 kromka – 30g 24
Fasola 0,5 szklanki (80g) – 130,4

Źródło: Kunachowicz H. i inni: Tabele wartości odżywczej produktów spożywczych. Warszawa IŻŻ, 1998

Mleko kozie jest zdrowsze niż krowie
Nieprawda. Mleko kozie zawiera więcej tłuszczu i z powodu mniej zaawansowanej technologii dojenia może być bardziej zanieczyszczona bakteriologicznie niż krowie.

Mleczne ciekawostki:

  • U niektórych ludów mleko miało znaczenie ceremonialne – było składane bogom i duchom w ofierze. Taka tradycja istniała u dawnych Słowian, a jej pozostałością jest, praktykowany czasem i dziś, zwyczaj pozostawiania na talerzyku odrobiny mleka dla duszków opiekuńczych.
  • W czasach starożytnych i biblijnych duże ilości mleka były synonimem bogactwa, gdyż do ich wyprodukowania potrzebne były liczne stada bydła. Stąd biblijne określenie „kraina mlekiem i miodem płynąca”.
  • W starożytności wiele kobiet wierzyło, że kąpiel w oślim mleku pomaga zachować urodę. Należały do nich, między innymi, Kleopatra oraz żona Nerona, Poppea. Dbając o urodę, Poppea kąpała się codziennie w mleku 500 oślic. W Rzymie popularne było także nacieranie skóry chlebem namoczonym w mleku – był to jeden z pierwszych naturalnych ‘peelingów’ do ciała.
  • Wiara w upiększającą moc mleka przetrwała do czasów nowożytnych. W oślim mleku kąpała się George Sand, przyjaciółka Chopina, zaś Elżbieta Austriacka i Maria Antonina codziennie piły maślankę, by zachować urodę.
  • Najdroższe mleko to pozyskiwane do celów badawczych mleko myszy. Aby otrzymać litr takiego mleka, kosztującego 20’000 euro, trzeba „wydoić” 4000 gryzoni.

Polska wizja Baji – Stefan Żeromski „Wiatr od morza”

Posted in Mitologia Słowiańska, sztuka, Słowianie by bialczynski on 15 Maj 2010

Karta tytułowa pierwszego wydania „Wiatru od morza”(1922), il. Zygmunt Kamiński, wyd. J. Mortkowicza, Warszawa.

Stefan Żeromski – Wiatr od Morza

Napad Jutów

Ujrzeli nareszcie bielejące brzegi. Wśród nocy ciemnej śnili o tym widoku na dnie dwużaglowych statków obitych skórą fok i białych niedźwiedzi, jeleni, odyńców i byków — pośród tarcic napuszczonych smołą, gdy woda zamarzająca igłami kłuła golenie, a wicher morski zapierał oddech w gardzielach. W kolisku rozbestwionej burzy, gdy nagłe ryki i ponure łoskoty wybiegały z przepaści między wyniosłymi bałwany, jak gdyby łono ziemi, pod niewolą wiekuistą wód głębiny zawarte, przychodziło do głosu, śniła im się — której jeszcze nie deptali — garbata i od lasów rozchwianych falująca susza.

Gdy wały niezmierne, chytrze jak rozjuszone i z zemsty oszalałe zwierzęta, szły z nieskończonej oddali, ażeby pod burty z nagła się podsadzać i na płask rozpościerać czarne żagle po przepaścistej wodzie, nie drżało serce wojowników i ręka ich nie popuściła szuta, liny przywiązanej do żagla. Gdy wyspy trzęsły się w posadach od uderzeń jakoby młota stolemów, gdy huk i świst powietrza płoszył sen z oczu ludzi pod niskimi powały w ciemnych izbach rybackich, najezdnicy drzemali spokojnie na dnie łodzi, ukołysani od rzutów z góry na dół, od smaku soli i zapachu smoły. Uszy ich ogłuszone od huku zaczynały słyszeć teraz na nowo oczy przyuczone do barwy trupiobladej fali wchłaniały z niewysłowioną rozkoszą stałe smugi ziemi nad kątowiskiem zatoki — płuca ich, przywykłe do wchłaniania olbrzymiego powietrza w morskich przestworzach, oddychały z ulgą w niemych okręgach małego morza.

Radosny okrzyk fruwał teraz z łodzi do łodzi jak złowieszcza rybitwa. Pokazały się dalekie, płaskie doliny, żółte smugi urwisk wysokich, góry piaskowe, strome gliny, które odziewa porost prastarego lasu — i białe, gołe cyple wchodzące daleko w wody.

Chytrze chwytając w szaty żagli wiatry sprzeczne, szerokie i ciasne, na każdy nastawione podmuch, i ze wszech sił pracując paczynami, dotarli do lodu, co opancerza haki i niskie piachów osady. Dzioby korabiów worały się między lody, które rozgarnęła na strony słodka woda strumienia z lądu idącego zakosem i w zatory strzyży poskładanej przez północną flagę. Wydźwignąwszy czoła łodzi na lodozwały brzegowe, przywiązali je mocno do obmarzniętych pniów nadbrzeżnych linami z kręconego rzemienia. Wdziali hełmy wysokie. Forwali ze swych statków długie topory, przypasali naostrzone miecze, zawściągnęli pasy czerwonych puklerzów i ku lądowi pobiegli.

Dźwięczał nareszcie pod ich zdobywczym sandałem lód zasklepiający niziny! Pięta uderzała o grudę calizny! W prawo i w lewo słały się gliny rozmazane przez zawieje i pluty, oślinione przez piany bałwanów, a w czasie upału zeschłe w twarde skorupy. Badyle porostów i korzenie żarnowca wymarznięte do ziemi, krzaki głogu dzikiego, iwiny i tarek plątały się pod stopą pędzącą. Wysoko nad odpluczyska poziomem wznosiły się brzegi barwione żółtymi i śniadymi wstęgami uwarstwień. Strome pęknięcia rozdzierały tam, w górze, jednolitą wyniosłości caliznę. Pieczary i jamy, które morze w ciągu stuleci wyjadło, otwierały się w brzegów martwicy jako gościnne koleby. Na szczycie góry, tak wyniosłym, że szum morza do połowy osłabły ku niemu przypada, szamotały się w wichrze barwne sosny. Czerwone ich pnie były strzeliste i gładkie, czuby ubarwione najczarowniejszą zielenią. Zdawało się pędzącym wzgórę, że te puszcz czatownice i wysłanki cichych lasów śpiących w spokoju lądowej zimy podaje hasła na trwogę, że swe korzenie chcą wysiepać znad przepaści i że krzyk niemy szamoce się i wypływa :ku swoim w ich splątanych gałęziach.

Gdy napastnicy gromadą dzikich i ponurych atletów na stromy wierzchołek wypadli, szukali na wsze strony oczyma mieszkań ludzkich. Nienawidzili osiedzicieli tej strony, zanim ujrzeli dym ich ogniska. Nienawidzili ich pracy i ich snu pod odymionymi belkami i pod szczerniałym sosrębem, który praszczurów dzieciństwo, życie i zgon zamierzehły pamięta. Nienawidzili ich pokory i wybiegających z pokory względem ludzi — podstępów nieskończonych względem zwierząt, ryb, ptaków i owadów.

Ujrzeli widne z dala na cyplu Oksywia grodzisko.

Czuli pod zdyszanymi żebrami ssanie żądzy. Jak rude orły wlepili oczy chciwe rzezi i zwycięstwa w strze listy widok zamku, w drewniane wieże i strzechy, ostrokoły, ościenie i zasieki sterczące na kępy krawędziach, ponad morzem zielonym i ponad szeroko rozpostartym na tyłach moczarem. Oto pochwycili nareszcie oczyma cel swej drogi dalekiej poprzez wicher, mróz, deszcz i przez niezliczone morskie denegi. Otrok posłuszny, huragan zdradziecko wegnany i zagarnięty w żagle, przypchnął ich do przyciesi i dachów, które niewolnicza praca ścięła w boru, obrobiła i ku obronie dźwignęła. Jaskrawa północy gwiazda wskazywała im w mroku szlak prosty na morzu do tego urwiska klęski niechybnej leśnych łazęgów, rolników, pastuchów i rybaków.

Sprzymierzeńcy oceanu dzikiego już widzieli w pospólnym marzeniu wielobarwny ogień szybujący chorągwianymi przeguby ponad krzepią Oksywia.

Zapragnęli wraz wszyscy rozkoszy morderstwa i widoku męki pobitych, gdy można będzie ze śmiechem polować na uciekającą trzodę mieszkańców, dopadać mieczem dziadów struchlałych, jak prosięta zakłuwać dzieci, ciosem skracać płacz matek szpetnych, a może wlec za włosy — gdy na ofiarę północnym bogom będzie można zarznąć dziesiątą część jeńców, a złupiwszy wszystko, odpłynąć w łunie wspaniałego pożaru domostw i lasów, wśród pieśni tryumfalnej, ku innym, nowym, nieznanym wybrzeżom. Popadli w niszczycielskie rozjuszenie. Dali się porwać furu krwiożerczego instynktu. Pancerze z błota walki krwią obmywać! Wyrywać szponami wnętrzności z brzuchów nożem rozdartych! Wykłuwać starannie źrenice omdlałe, z lęku oślepłe, błagalne! Odłamywać żebra aż do bioder jako badyle, ażeby rana piersi tworzyła podobiznę rozpostartych skrzydeł orła! Mieczem płatać przyłbice i żywcem skalpy zdzierać z czaszek wojenników pojmanych!

Ostrym toporem odcinać prawice wzniesione do walki jako odszczepy drzewa w boru! Oszczepem z wątłego drzewa wiązu o grocie zatrutym otwierać rany kwitnące jak róże! Słuchać dzikiego pisku niedorosłych dziewcząt na ziemię między zdobywców rzuconych! Spać głucho w zapachu krwi gorącej, co zaleje podłogi i skrzepnie pod progami zdobytego grodziszcza, spać głucho na jęczących łonach kobiet z powiązanymi rękami! Gdy ze wzgórza w płaską dolinę runęli i przebiegli pażycę szeroką moczarem czarnym i grzęskim zalaną, rozległa się w ich szeregach saga skalda młodego.

Wrzało w tej piersi męstwo nieustraszone wszego wojska i pasja wszystkich wikingów, szukająca niebezpieczeństw najazdu i podboju, zwycięstw w śmiertelnych zapasach i samej nawet klęski. Pieniła się w jego pieśni nieposkromiona siła, dziko wyła rozpacz pokonanych i bezmyślnie szalała radość. Wyrywało się z jego pieśni ponad wszystko dumne piękno łamania wszelkiego zakazu, niweczenia przeszkody, imania nieulękłą prawicą wszystkiego, co istnieje. Słyszeli wszyscy w tej pieśni pochwałę wilka idącego po strawę na pole ludzkiej walki i pochwałę ptaka kruka, który za zdobywcami polata na pobojowiska pełne trupów bezwładnych, bezsilnych i śmiesznych.

Porywał, podniecał, unosił i gnał znowu pędzących Jutów, ni to bat świszczący, śpiew skalda młodego.

Wiekuista młodość i zawsze ta sama a nigdy nie ubywająca żądza w nim płonęła. Słyszeli z zewnątrz przylatującą a wewnątrz siebie samych na wezwanie zaczajoną furię, ażeby służyć wiernie rzemiosłu swemu, morderstwu, ażeby zwyciężać ludzi dla samego zwycięstwa, a klęskę dla samej klęski ponosić. Pili z tej pieśni nie napój, lecz samo nigdy nienasycone pragnienie widoku wiekuistej walki człowieka z człowiekiem.

Przyskoczywszy zaś do samego płaskowzgórza, stromymi taflami zlatującego w piany morza, ujrzeli ludzi zaczajonych nad urwiskiem. Wódz Rorik, utworzywszy, w oczach Słowian równy zastęp ze swych wojowników na płaskim brzegu, kazał na wroga uderzyć. Leżąc na skraju góry w zaszczycie swych tarcz skórą obciągnionych, obrońcy rzucili na zdobywców olbrzymie głazy, śniaty drzewa, wylewali wrzącą smołę i ukrop. Pod zasłoną puklerzów Jutowie ustąpili aż do rzeczki. Wtedy obrońcy, rozwarłszy bramy grodziszcza i wiszące mosty spuściwszy, rzucili się w pogoń za nimi. Lecz tu w gwałtownym natarciu pobici zostali na głowę.

Wtedy to jeden z Kaszubów wystąpił poprzed szeregi i wyzywał Jutów do walki jednego przeciw jednemu. Był to wróż czy czarownik, osobliwy wśród innych ze względu na wzrost. i budowę ciała. Włosy jego były w warkocz splecione. Na sobie miał białe skóry wy prawne, pancerz na piersi z rogów kopyt końskich jako łuska karaceny naszytych, a w ręku młot olbrzymi, kamienny. Wódz Rorik przystał na spotkanie z umową, że skutkiem zwycięstwa Słowianina będzie odstąpienic od zamku, a w razie zwycięstwa rycerza Jutów nastąpi oddanie grodu. Na spotkanie kaszubskie wyszedł najmężniejszy, najdzielniejszy, niezwyciężony młodzieniec Oleg, bohater.

Słowiański wróż czy czarownik podbiegł ku niemu, podniósł swój młot kamienny i od jednego ciosu zabił Dana. Słowianie przyczajeni na wałach grodziszcza gdzie za nasypami ludzką rzuconymi ręką taiła się woda wyniesiona aż do połowy urwiska — wydali okrzyk radości. Jutowie stojący na brzegu wokół wielkiej łodzi Rorika wydali okrzyk zgrozy i zemsty. Wśród wrzawy dwu wojsk, wyzwisk i zniewag czarownik przechadzał się tryumfując. Wówczas z zastępów Rorika wystąpi inny wojownik, Fortinbras znający czary. Wróż słowiański wyciągnął ręce i skinął przytakująco. Począł przed wojskiem swym tańczyć radośnie, tupać i skakać na miejscu, klaskając w dłonie. Wśród uwagi dwu hufców i wielkiej ciszy tam na górze i tu w dole, wojownicy rzucili się na siebie. Obaj potężni i obaj znający czary, rozdarli swe tarcze, zmiażdżyli szyszaki, zadali sobie nawzajem ciosy tak śmiertelne, że wkrótce obydwaj ranami okryci i krwią brocząc z głuchym łoskotem na ziemię runęli.

Wtedy wódz Rorik dał znak do zdradzieckiej napaści.

Syk mieczów normandzkich z pochew wyrwanych zagłuszył morskie szelesty. Blask mieczów waregskich jak błyskawica zamigotał. Mieliż morscy rycerze, których dzień upływał wśród boju a sen wśród gromu i błyskawic, których jedynym zajęciem była żegluga, wojna i rabunek, dochować wiary prostakom zgarbionym w pracy około zasiewów, doglądania żniwa i omłotu prosa, zabiegów około zbiórki jagód, orzechów i grzybów, otrząsania po lesie dzikich jabłek i gruszek, warzenia potrawy z tłuczonego owsa i leśnego miodu, podbierania jaj przelotnego ptactwa i łowienia ryby

Drużyna Rorika pomknęła na wroga, golą dłonią czepiając się kolców głogu i igieł tarniny, ostrych bylin charszczu ostrego i kłączów takrocznego żarnowca.

Wtargnąwszy na wał sypany junacy rzucili się wpław przez podmarzniętą kałużę rowu wydźwigniętego na połowę wysokości urwiska. Kto z niej wybrnąć i piąć się zaczął ku ścianom, węgłom i zaworom grodu, wszczepiał okrwawione palce w śliską powłokę prostopadłej szklanej góry, co wokół zamku z morskiego wypalona piasku podtrzymywała przyciesi szerokie i stromy częstokół. Krew wikingów kapała w wody rowu, na lodowisko fosy, ciekła długimi smugami po okrągłych bokach szklanej góry. Chmury strzał leciały z łuków słowiańskich na twarde szyszaki. Ciała nieulękłych bersekierów zlatywały w otrhlisko, gdzie kipi ciemne morze ze wściekłą potęgą, gdzie się ciska na hardy przylądek i gdzie czuby pian po zimnej chlaszcząc glinie wyśpiewują nieulękłych chwałę.

Arkona – Stanisław Jakubowski (Strażnik Słowiańskiej Wiary)

Smętek

Od majowego z południa powiewu morze stawało się bławe niby oczy kobiece. Wody jego snuły się same w sobie i bezwładem fal, ciężarem opadania wygładzały piaski wybrzeża poorane od lodów. Gorący oddech dalekich stron południa kołysał się w gęsiach tych i przybijał do wyziębłych brzegów. Piaski były nieustępliwe, niemal twarde jak skrzyżale kamienne. Miękka kidzena, zielonawa powłoka zwiędłych wodorostów, wypchnięta z toni rozpościerała się na wzór kobierca, żeby snadź ostre kamyki z głębokiego wymiecione odmętu bosej stopy nie skrzywdziły. Równe, powłoczyste, ciężkie morze, na rewach i mieliznach żółte, na głębinach ciemnomodre, w cieniu obłoków zielone, przeistaczało się w przystań cichą, w rozkosz spojrzenia. Wysnuwało się z błękitu niewidzialne dotychczas, dalekie, jasne pasmo międzymorza. Naprzeciwko niego miłościwym łukiem zaznaczał się szlak mierzei jeszcze mniej znaczny — ni to plama podłużna w źrenicy — ląd, który wielka rzeka z ziem swoich przez wieki wieków wynosi. Zataczały się ku sobie w źrenicy patrzącej te dwie krzywe linie, jak gdyby rzęsa górna i rzęsa dolna nad okiem niewysłowionej piękności. I otwierało się ku wiosennemu słońcu oko morza wiosenne, nieobjęte, nienapatrzone, samo w sobie doskonałe. Błękit niebieski i światło niebieskie przeniknęły wody i ziemie dalekie czyniąc z nich jedyną istność piękności. Nad ziemią sunęły białe i śniade obłoki. Gdy obłok płynął nad kolebskimi wzgórzami, wątły cień przesuwał się po zieleni lasów.

Tam, między jedną a drugą duną gajem sosnowym obrosłą, otwierała się cicha dolina. A za doliną wznosiła się duna osobna, którą od podnóża do szczytu pokrył żarnowiec sam jedyny. Witeczki jego, z korzeni twardych jak róg pędzące nagimi rózgami, nie miały jeszcze liści. Sam jeno jasnożółty, płomiennobarwny kwiat od korzenia do najwyższego pędu je okrył.

I wszystka góra od podnóża do okrągłego, najwyższego wierzchołka stała jako jeden krzak ognisty, jasnożółta, na wzór słońca płomieniejąc. Zapach traw młodych niósł się z poprzecznych łąk między górami, gdzie Kaczy Strumień po kamieniach z lasów spada, ażeby potem cichym błądzikiem zataczać się między wierzbami i niepostrzeżenie w żółtych piaskach przelewać swe leśne wody. Daleki odgłos morza uderzał w ciche doliny między górami. Jakby usiłując naśladować piękność i nieskończoną melodię morskiego szumu, zanosiły się od śpiewu słowiki i kosy, przelewając melodie w melodie swoje. A jak gdyby na skutek śpiewu kosów i słowików, wzruszała się śniada i żółta ziemia, gliny i piaski, a z łona jej wonne konwalie tryskały.

Arkona

Czarny łowiec, który jako skald z orszakami Normanów przybiegł był na tę ziemię, błąkał się w tych oto stronach. Mieszkał wśród tego plemienia. Na koźle lub dziku przebiegał niezbrodzone puszcze, polując na dzieciobójczynie. Widywali go drwale pod Budowem i pasterze pod Rzuszczem, gdy przychodził do ogniska w nocy, prosząc o pozwolenie upieczenia sarniego uda w głowniach sosnowych. Na przesmykach i polanach niezmiernych puszcz między Odrą i Wisłą, ponad wysokobrzeżnymi jeziorami, z których stężyczyńskiej głębiny czarownym wężem obok Babidołu Radunia się snuje, gdziekolwiek na wschód i zachód od Wieżycy mowa jednaka brzmiała pod dymem bud leśnych i checz na polanach, trwoga padała na ludzi przed czarnym myśliwym. Nadano mu wszędy Smętka imię.

Tropił bowiem chytrze młode dziewczyny ponad brzegami głębokich strumieni i nie przepuścił ani jednej, gdy się wśród bólu strasznego i w trwodze większej od bólu słaniała u stromych urwisk czarnego jeziora, szukając dogodnego odmętu, ażeby z kamieniem nieudżwignionym u kruchej szyjeczki cisnąć weń płód zrodzony sekretnie, wbrew prawom i na przekór ustawom, świadectwo hańby niezmytej, zbrodni największej, owoc miłości niezwalczonej i nieodpartej męskiej przemocy.

Chodził ślad w ślad — smętny tropiciel — za ojcobójcami gryzącymi w sobie na miejscach samotnych wiekuiście nie do zgryzienia zabójczy jad wspomnień o ciosie. Rozżarzał aż do szaleństwa oczywistości pamięć uczynku, podpowiadał fenomeny wydarzenia, po stokroć, po tysiąckroć przyprowadzał widzenie sprawy w to samo miejsce, w tę samą godzinę i wtedy sekretnym kluczem otwierał w duszy przeklęte drzwi jaskini nieposkromionej żałości, w której się wieczny ogień pali.

Stawał niewidoczny, a obecny — sam — nad legowiskiem synobójców. Na nowo rozdmuchiwał swym mieszkiem węgle piekielnego gniewu, od długości czasu perzyną okryte, przygasłe. Podnosił na nowo rękę, która w furii zamordowała, i łagodnie naciskał powieki, żeby oczy płakały straszliwym ponad wszystko, sennym płakaniem nad zaklęsłą, ohydną ziemią, w której leży syn sekretnie ojcowską ręką zabity.

Rozsypał z krzaków bzu, gdzie przebywał, podwładne mu krośnięta, karzełki na pół łokcia wysokie, z wielki mi głowami, czerwonymi nosy i w modrym obleczeniu, ażeby po nocy przy blasku księżyca zamieniały w kołyskach dzieci, podrzucając swe własne potwory matkom, co się wymykały skrycie poza węgły checz dla tajemnej, poksiężycowej rozpusty.

Sam zaś podrzucał mory w ciała bladolicych dziewcząt, które odtąd przy świetle księżyca wałęsać się musiały, błąkać się po brzegach wód, po dachach i płotach, po stajniach końskich i oborach, krów, po zaroślach tarniny, męczyć siebie i męczyć ciężkimi ponocnymi morzyskami ludzi, zwierzęta i rośliny. Sunęły tedy pod powiekami zdrowych i tęgich młokosów jako ciała nadobne, omdlałe z żądzy, jako rozkoszne nagie omony, widziadła wyciągające kusicielskie objęcia. Nie było ustawy, nie było zakazu, nie było prawa, które by przed ich pięknością zaporę postawić mogło. Mocniejsze było niezwalczone widzenie ich urody niż sam lęk przed śmiercią.

Podchodził skrycie pod progi i nastawiał miski z jedzeniem zaprawionym diablim pomiotem, ażeby baby chutliwe zjadały zadaną strawę i przeistaczały się w czarownice. Gdy zaś którą tak podstępnie zawładnął, gnał ją z checzy do checzy, by urzekała ludzi i zwierzęta, szkodziła na zdrowiu maleńkim dzieciom i uwodziła niewinnych młodzianków. Gdy księżyc ubywający odchodził w gorzki nocny mrok, w głuchą nicość, gdy wicher jesienny jęczał w gałęziach drzew prastarych, siadał przy posłaniach kobiet sehorzałych, ciężarnych, nie mogących spać, u łoża matek, co potraciły małe dziateczki wskutek zamachów przedziwnych i ciosów bezlitosnych tajnych chorób, rzucając z głębi nocy bez końca, nocy boleści, na ich łona łkające — wciąż nowe, nieudźwignione ciężary.

Jako chłopiec przecudnooki, jako knop pięknolicy przewijał się przed oczyma, w myślach i w pożądaniu, które nigdy nie gaśnie, rozkwitających dziewcząt i kwitnących kobiet, wabiąc je w tajne skrytki sekretnej miłości, ukazując poza wszystkimi ustawami świata i związkami rodu kwieciste i woniejące schadzki zacisze. Oplatały się wokół niego wszystkimi pomyśleniami, wszystkim czuciem, zachceniem i przyzwoleniem, zaprzedawały mu się po dniu i w nocy ciągłym uśmiechem, szukały go niechcący przez sen nagim ramieniem, wzdychającymi piersiami i bezwładem nóg rozchylonych. Gdy księżyc w pełni swym czarodziejskim światłem przenikał mgły wiotkie jezior i głębie lasów, gdzie mieszka trwoga — gdy daleki śpiew słowiczy napełniał bugaje, piękne jego przezgrzechy kusiły do marzeń o zakazanej miłości wszystkie serca kobiece, straszyły je widokiem szybkiego ubywania młodości, przygasania czaru, odchodzenia raz na zawsze miłosnego wdzięku — ukazywały niebezpieczeństwo zaniedbania w rzeczy szczęścia i ze wszech sił, wszelkimi sztukami pobudzały żądzę.

Arkona

Popędzał straszydła w skórze jeżowej, żeby o ciemnej nocy wpadały z sieni do niskich, czarnych izb, żeby naciskały odymione belki aż do trzaskania: trzask — trzask — trzask, żeby ciężkimi kopytami tupały po powale: tup — tup — tup — żeby chodziły popod okna i czaiły się za węgłami: szur — szur — szur — żeby, gdy spać nie można, zaglądały do pieca i wymiatały na ziemię rozżarzone węgielki. Nasycał się wówczas trwogą padającą na wycieńczone położnice, na młode mężatki, którym mężowie zgniłą jakowąś niemoc wtrącili do wnętrza, od czego gasły z dnia na dzień, z nocy na noc — na samotne dziewczyny za czymś własnym wciąż wzdychające w zaduchu kominów rozpalonych i wśród męczarni nocy nieskończonej.

Wcielał swych wupich, strzygoniów w ciała ludzkie i posyłał ich na chybił-trafił to tu, to tam między naród człowieczy. Wybierał między dziewczętami na chybił-trafił to tę, to ową i czynił z niej stworę wieszczą, upiora, który po śmierci cielesnej nie sztywnieje, lecz czerwony jest i miękki jak człowiek za życia. Patrzył z pociechą, jak rój wupich i wieszczych wyciąga ze świata i wlecze na cerkwiszcze rodzeństwo, braci, siostry, najbliższych krewnych i przyjaciół aż do najdalszego pokolenia, dopóki przerażeni ludzie nie wywleką trupa z mogiły, gdzie leży z otwartymi oczami, łypiąc chytrą źrenicą, z koszulą i wszelkim ruchnem po pas zżartym z głodu — ażeby mu głowę odrąbać wielkim toporem.

Sam zasię najchętniej przemieniał się w stolema, wielkoluda, który stojąc na Zamczatej Górze ponad Żarnowskim Jeziorem, ciska olbrzymi głaz o ćwierć mili w ludzkie siedziby. Nosił na łańcuchu niezmierną skałę z dalekich gór na drodze do Cząstkowa z zamiarem, żeby ją cisnąć w Gdańska bramy — gdyby go — ba! na tej to drodze pianie kura nie zastało. Tak tedy cisnął skrzyżal na lewą stronę drogi między chojaki i uciekł. Stojąc kędyś na kępie Oksywia miotał głazy w radłowskie góry, lecz chybiwszy trafił w morze, gdzie dotąd leżą w pobliżu brzegu, iżby się na nich rybackie łodzie roztrącały.

Mieszkał zasie to tu, to tam, w zamkach zaklętych na granicy między Lebkową a Kortoszeną, w Glincy pode wsią Korne lub w wielkim zamkowiszczu pod Gniewinem. Do ludzi ponad jeziorami, którzy starym obyczajem siedzieli w wysokich nad wodą paliszczach, przybywał w gości niosąc im pokusę, spustoszenie siły, złe i strach. Do dzikich i śmiałych karczowników, którzy z prapradziadowską brązową lub z cudzoziemską żelazną siekierą w dłoni rzucali się w tajne ostępy, ażeby je trzebić, a na polanach wyłuskiwać z ziemi kamienie, wyrywać pniaki, równać i do góry spodem leśną glebę odwracać — ażeby ziarno prosa i owsa zasiewać przychodził jako kupiec, obcokrajowy „gość”, czarno odziany w niewidziane i niesłychane suknie z tkaniny. Okryci dwiema skórami, zdartymi z zabitego barana, które łykiem lipy zeszywali, otwartymi z boków i z dziurą u góry dla wdziewania przez głowę, patrzyli jako na niezwalczoną pokusę, gdy się mienił przed nimi. Mienił się zaś i przewijał jak kuna, jak kraska, jak wiwilga, jak węgorz w głębinie od lśniącego chińskiego atłasu, którego używanie śmiercią było przez bogdychanów karane, a wartość ze złotem się równała poza chińskim murem. Lśnił od zielonego aksamitu, którego ojczyzną były Indie — od jedwabnego adamaszku z Damaszku i Babilonu rodem.

Stowarzyszał się z łowcami idącymi pod wrzesień ponurą i niezbadaną bytowską puszczą na rykowiska jeleni. Gdy trwożne łanie zbijały się w gromadki po osiem i dziesięć, kryjąc się w zaroślach przed krasnym trzydziestoletnim rogaczem ozdobionym koroną rogów rzeźbionych, co biegał wokół z nozdrzami spuszczony mi ku ziemi — czarny łowiec z rozkoszą śledził igrzysko: Zaczajony w zaroślach pękał ze śmiechu, gdy dwa najtęższe byki, walcząc samowtór o prawo dostępu do stadka cichych i nadobnych łań, spuściwszy łby, z szaloną wściekłością wieńcami na się trzaskały. Radował się doskonale, gdy każdy z zapaśników odtrącał ciosy przeciwnika z niewidzianą zręcznością, a uderzał w odwet z furią niesłychaną gałęziami ocznymi, ażeby wroga rozedrzeć. A rozkosz widza dosięgała zenitu, śmiech jego brzmiał na całą puszczę jakoby hukanie puchacza i jakoby pisk kani, skoro walczący rywale tak splątywali się wśród uderzeń wieńcami, iż żadna już na ziemi siła nie mogłaby rozwikłać i rozłączyć obłych odrośli pokrytych zahaczeniami drobnych pereł. Stojąc tak pod cieniem milczących dębów, bez możności schylania pysków do trawy, która u kolan ich pachniała, połyski wali na się ocznymi świecami miotającymi nienawiść za dnia i w nocy, walczyli rykiem, aż póki wycieńczenie zupełne po dniach i tygodniach nie zwaliło obydwu zalotników na ziemię i śmierć straszliwa z miłości i głodu nie zakończyła ich boju.

Czarny łowiec wdzierał się z towarzyszami w najgłębsze mateczniki, gdzie w mroku leśnym śniły wody posępnych wdzydzkich, sumińskich i kruszyńskich jezior, nad których brzegami, wśród ostrowów i długich zalewisk idących w kraj — w niskich zaroślach przebywały rogacze oczekujące na stwardnienie wieńców, karmiąc się bukwią i żołędziami, wrzosem, mchem i zieleniną pędów. Łanie, przewodniczki stada, i młode jelonki, które jeszcze nie widywały ludzi, nie uczuwały lęku na widok dwunogów o bladych twarzach. Zbliżały się ufnie i z ciekawością, spoglądając na przybyszów naiwnymi cud-oczyma. Dopiero gdy ostre zacięte pocioski nie chybiającą rzucone prawicą gasiły ich ufne oczy wykłuwając jasne płomienie podłużnych źrenic, a okrutna sulica przebijała grotem na wylot serce przeczyste, rzucały się znad Czarnej Wody do ucieczki zarówno stare, samotnie żyjące wielkorogi, jak białoplamiste cielęta i tkliwe matki, które zwykły na mocy wrodzonego im geniuszu bohatersko za potomstwo umierać. Gdy stado uchodziło co siły z rodzinnej ostoi, czarny łowiec pędził za nim na czele szczwaczów spuszczających srogie psy ze smyczy. Zawziętość jego rosła w biegu, gdy pędzący myśliwce mijali wzgórza i doliny, okrążali jeziora, w skok przebiegali lasy, przepływali rzeki i przesadzali strumienie. Ludzie przeistaczali się w psy zaciekłe, a psy zapożyczyły wściekłości od ludzi. Jedni i drudzy nie pierwej spoczywali, aż dymiące od żaru jelita i krwawe narogi wydarli z rozszarpanego brzucha wielkiego jelenia, a czarny łowiec potężnymi rękami wyszarpał serce łani, ażeby patrzeć w nie ze wzgardą, miłością do potomstwa nawet po skonie bijące.

Zimową porą, w tęgie mrozy, gdy stada turów po czterdzieści i pięćdziesiąt w gromadzie wychodziły z mokradeł na miejsca suche i bardziej wyniosłe, ażeby szukać paszy pod śniegiem, wygryzać korzonki roślin, głodzić pąkowie jesionów, korę i gałązki drzew liściastych — czarny łowiec sunął z cicha na łyżach za towarzyszami wyprawy, dla podpatrywania potężnych łowów zimowych. Czając się za pniakami lub ukryci w widłach i wśród konarów dębów i buków, trzymali kusze w pogotowiu. Otrok wstępował w strzemię kuszy z drżeniem serca, wciągał korbą lub hakiem cięciwę grubą na palec, skręconą z jelit baranich czy splątanego rzemienia, zakładał ją na chwyt i trzymał łoże w pogotowiu do strzału. Szły bowiem stadem niemałym płowe brodacze i potężne krowy, wstrząsając grzywami i wietrząc nieprzyjaciela. Ze drżeniem kładła dłoń łowcy bełt o grocie w widły rozdartym na osadzie kuszy i brała na oko cisowe łoże samostrzału. Gdy gruby byk, przodownik stada, zbliżył się na dwieście kroków, chciwe palce pociągały za spust kuszy i miotały w ślepia ukryte pod grzywą, w schylone łby i garb karków niechybny pocisk, który deskę na wylot przebijał. Trafione szeregiem pocisków zwierzęta tarzały się po ziemi, krwią zalewając jasne śniegi, albo z bólu szalone gnały oślep ku kryjówkom człowieczym.

Lecz sława podniecała junaków do walki sam na sam ze starym turoniem, czterdziestoletnim pojedynkiem, w samotności zdziczałym, który sunął osobno, nie znosząc obok siebie tworów żywych. Samotrzeć wychodziły na byka młokosy z napiętymi kuszami, z oszczepem i zegadłem. Patrzyli spokojnie, gdy ryczał na smugu jasnobury a ciemny po boku, do graba i buka podobny, jak dąb obwieszony kudłami. Czekali w milczeniu, cierpliwie, gdy się jurzył, darł ziemię kopytem, a schylał w zagaju łeb gruby i rogi skrzywione nastawiał. Patrzyli spokojnie na brodę zwisającą z podgarla, jak trzęsła się w furii, na grzywę, co na piersiach, na łbie, na ramionach jeżyła się wściekle. Patrzyli, jak ciapał żuchwami i czarnego zadzierał ogona. Podnosili wraz kusze i wytrwale zmierzywszy miotali wraz groty ze świstem cięciwy w złe ślepia. A gdy runął z kopyta i gnał z rykiem w nich prosto, przecwałem, uchylali się skokiem za drzewa. Miotali weń oszczep z żelaznym na końcu dzirytem. Podbiegając doń z boku, uderzali go po łbie maczugą nabijaną krzemieniem. Gdy prawego doścignął w podskokach i zajechał po kożuchu porożem, gdy go wrzucił na siebie, w powietrzu zawinął, o siebie roztrącił z wysoka, gdy tratować go zaczął kopytem, kopać racią poślednią, podrzucać i znowu kości łamać deptaniem, a rogiem, rozdarłszy mu wnętrze, wywłóczyć jelita — jęk puszczę przeszywał. Lewy rzucał się skokiem, do boku turowi przylegał, szpony dłoni zapuszczał mu w kudły na karku garbatym, z nim razem pomykał w podskokach, lewą dłonią dziesięćkroć bił w serce zegadłem. Wlókł go turoń przy sobie po chrustach i dołach, o pnie buków rozbijał. Trzeci stał mu na drodze z rogaciną w grudę ziemi zabitą. Przyczajony za ostrzem niezłomnym, przyklękły, na skok czekał szalony, ostatni. Zjuszony od walki, narzucał się mężnie tur z wyższa. I wbijało się ostrze rogacze we włochatą pierś zwierza. Krew bujnymi wybuchy zalewała one śniegi, a wielkimi soplami oblepiała mu brodę prastarą. Wówczas lewy ostatnie po rękojeść zatapiał zegadło.


Arkona

Chwiał się turoń na widłach rogatych, motał głową w szaleństwie. Nie mogąc racicami ziemi dostać, nabijał się na ożóg coraz głębiej całym cielska ciężarem. Ślepia mu bielmem zachodziły. Umierał.

Z głębokich ostępów Smętek wychodził w puszczę ciepłą, pomiędzy bartniki, ż zasiewał wśród nich nie zgodę, kłótnię, swar, bitwę na śmierć, ucząc ich swoimi sposoby łamać prawa łączące ich od prawieku w społeczność. Przybywał jako bartnik wędrowny z obcej i dalekiej strony, posiadający jak się patrzy dłuto bart nicze, leziwo splecione z lipowego łyka, uzysk do siadania na bartnej sośnie i lęgło kształtu podkowy. Nikt z najwprawniejszych lepiej od niego nie pachał dookoła drzewa, nikt zmyślniej nie tworzył strzemion, w które nogą wstępując bartnik wznosi się w górę, nikt wprawniej nie zwisał na wbitym chmalu, nie zakładał kurzyska, nie wyrabiał doskonalej czterostopowej dzielni w stuletniej sośnicy — nie umiał celniej wygotować oka i snozy dla wejścia i wylotu pszczelnego owadu. Lecz nikt też, oprócz niego, nie śmiał i nie umiał złośliwiej ośmieszać prawa o nałożonych klejmach prastarych, herbach bartniczych, z ojca na syna nauką i zwyczajem idących a rytych na wypracowanych podkłodach. Kędy ten przeszedł prastarymi barciami, niszczyli sobie nawzajem znaki klejmowe, kradli robotę woskową, tajemnie psuli farbę dzieni, palili barci i mordowali same nawet czcigodne, pracowite roje.

Zadziwiająca to była sprawa — zdumienie prastarych wodzów rodowych — iż ów z końca świata przybłęda znajdował zawsze i wszędzie sojusznika w młodziaży. Umiał w szczególniejszy sposób trafić do ucha nadchodzącego po starym pokolenia. W ogień by byli szli za nim, gdy ich podszczuwał przeciwko starych powadze, przeciw prawom, zasadom, uchwałom, obyczajom, mądrym przepisom i wypróbowanym, stokroć sprawdzonym, zestarzałym przesądom. Nie było pomysłu przewrotności, którego by nie wmówił młodzieńcom. Nie było bluźnierstwa, świętokradztwa, głupstwa, którego by za nim nie powtarzali z zaciekłym uniesieniem, twierdząc, że to jest właśnie odrodzenie, nowina wyzwalająca ze starej zgnilizny. Uczył tych młodych bartników nowych sposobów omamiania bezgrzesznej pszczoły, pokazywał, jak wyrąbywać dzienie z kłód i umieszczać je na jasnych, miodem płynących łąkach w postaci stojaków lub leżaków. Uczył, jak na łako mego niedźwiedzia zastawiać dzwon, czyli samobitnię — gruby i ciężki kloc uwieszony na dębowej wici w tym miejscu, którędy niedźwiedź jedynie może się ku barci podbierać. Zaczajony z towarzyszami w gęstwinie, tarzał się ze śmiechu po ziemi, gdy niedźwiedź, wlazłszy na drzewo i chcąc zatwor odemknąć, odpychał kloc łapą jak najdalej, a to ciężkie drewno, wracając na swe miejsce z chyżością wzmożoną ku środkowi, waliło go po łbie i po łapach. Zabawa się zwiększała, gdy zwierz nie znający praw wychylenia i powrotu wahadła w ruch puszczonego pod działaniem siły ciężkości, walczył z natrętnym klocem coraz zacieklej, uparciej, gniewniej, odpychał go precz coraz mocniej i dalej, wreszcie z całej siły od siebie, a martwa kłoda, zapożyczywszy właśnie tyleż złości i potęgi ciosu od rabusia, ile on jej wyładowywał, coraz mocniej go prała w łeb, w kufę, w zębce wyszczerzone i w jarzące się ślepia. Aż nie mogąc pokonać szatańskiego prawa mechaniki, ze zwieruszonym mózgiem, wybitymi zębami i oślepiony na dobre, walił się łbem na dół nie skosztowawszy miodu.

Niemniej zabawne widowisko czynił bartnik Smętek zastawiając na niedźwiedzia kolebkę, to znaczy kosz lipowy, umocowany na silnym i sprężystym drągu, przygiętym tak do barci, ażeby kobiałka znajdowała się tuż przy zatworze. Niedźwiedź dolazłszy do barci siadał z uciechą w napotkanej, wygodnej koszałce, lecz skoro tylko zatwór odrzucił, drąg siłą sprężystości swej unosił go wysoko w górę i daleko od drzewa. Ponieważ grunt dookoła barci nabity był kołami zaostrzonymi, sterczącymi złowrogo, niedźwiedź nie widząc nigdzie miejsca do skoku siedział bezradnie, zawieszony wysoko w powietrzu, zastanawiając się nad łotrostwem bartniczym, aż go młodzieńcy uzbrojeni w ostre dzidy wydobywali z koszałki.

Smętek czynił to wszystko, ażeby między starszyzną i młodzieżą wytworzyć przepaść, ośmieszyć starych, którzy z rogaczem wychodzili starym obyczajem na śmiertelny bój z misiem — ażeby rozdąć pychę młokosów, złość i mściwość starców, ażeby zasiać burzę w rodach, która częstokroć na synobójstwie lub ojcobójstwie się kończyła. Sam szedł dalej.

W wielkich lasach pod cieniem niebotycznych drzew śniły błękitne powierzchnie wód, a beztrwożne ryby, jeszcze nie zaznawszy, co może znaczyć złowieszczy ponad brzegiem kształt dwunoga, wesoło pląsały w toni, nim śmiercionośne doświadczenie, strach i popłoch przed tym cieniem jako instynkt wrodzony potomnym przekazało. W strugach i potokach leśnych na nieprzemierzonych niecieczach i zasiąklach Noteci, gdzie drzewa z korzeniami wyrwane i w poprzek strychu wodnego rzucone — stawiska wieczne i nieprzerwane stworzyły, towarzystwa bobrów budowały pracowicie swe wymyślne żeromienia. Smętek podchodził, czaił się i podpatrywał ich pracę, ażeby je chwytać w żelaza i niewody. Nad nim zaś plamisty ostrowidz, ryś, przytulony do konara i upodobniony do pstrej kory drzewa, czyhał na wędrowne sarny i łanie jeleni pielęgnujące swe małe. Ciszę głuchą tych łowów przerywało ciapanie odyńców żrących żołędzie i bukiew w oparzeliskach i gozdach.

Podczas wietrznych dni marca zjawiał się w postaci wędrownego otroka na piaszczystym międzymorzu, gdy cały lud rybacki z żonami, dziećmi i niedorostkami uroczyście wyciągnął na strąd z toni wielki niewód kołowrotny. Ciągnął i on linę zarzuciwszy szlę przez ramię i podnosił wraz z innymi okrzyk radosny, gdy dwudziestofuntowe łososie rzucały się w ciężkim matni brzemieniu. Zajadlej niż ktokolwiek dobijał karkulicami wielkie ryby skaczące po piasku wybrzeża. Lecz gdy prastarym obyczajem następował podział rybitwy na party: rybak dorosły — cały part, niewiasta dostawiająca sieci — pół partu, dorosły chłopiec i dorosłe dziewczę — ćwierć partu, a dziecina — pół ćwierci, wdowy zaś, chorzy i starcy, którzy żadnego w połowie nie brali udziału również ich część połowu — otrok przychodni podnosił głowę, wyśmiewał stare, dziwaczne prawo i zwał je krzywdą tęgich chłopów, którzy całą rzecz wykonali. Podniecał chciwość ich, dziedziców toni na Wielkim i na Małym Morzu, ażeby dla siebie samych całki połów zagarniali.

Czerwcowe i lipcowe noce trawił z rybakami na czółnie w odległości morza dla połowu wielkich storni i mniejszych gładys, bańtek. Zapuszczał wraz z innymi włok z matnią po gruncie chodzącą. Gdy ciemne żagle leniwie zwisały, a w gwiaździstym niebie pawłoki nieruchome chmurek tkwiły niezmienione jak gdyby ucieleśnienia tchnień górnego powiewu, mówił tym zasłuchanym prostakom, ciemnym zjadaczom ryby, co życie trawią na swym jałowym, przez burze potarganym przylądku, o dalekich ziemiach, cesarstwach, ludach czarnych i żółtych. Mówił im o straszliwych oceanach, cichych fiordach, niebotycznych górach, na których wieczny lód leży i śnią czarujące, modrowode jeziora o gorących pustyniach, poprzez które brną karawany dwugarbnych zwierząt depcąc kości zasypane przez piaski latające. Mówił im o prastarych, wielkich miastach, o wojskach zakutych w żelazo, o bitwach tak straszliwych, iż rzeki krwi i z nich wypływają w niziny — o bogach wszechpotężnych i królach usiłujących boską władzę pozyskać.

Lecz oni, poczytując te gadaniny za baśnie wymyślone przez łgorza i mało sobie ważąc bogów albo i królów dalekich, pustynie i góry, dwugarbne zwierzęta i bitwy — pytali, co jest za tymi oto zamglonymi cyplami, co jest tam, za ostatnią smugą ziemi, czego już w najczystszy dzień jesieni oko ująć nie zdoła. Mówił im tedy o przecudnym ostrowisku Rany, które kredowymi ścianami spada w błękity morza. Mówił im o Stopnicy. kamiennej, górze podziurawionej przez ptactwo, które sobie w niej gniazda wykuwa: — białogłowe mewy, jaskółki i morskie wrony, normandzkie kaczki i rybne orlice. Opowiadał, iż tam, jak daleko wzrok zasięgnie, bałwani się wokół ptactwo i wszędy stoi w oczach ni to chmura — w uszach zaś trwa nieustanny pokrzyk, klangor, pisk i szelest ptasi jak gdyby odgłos morskiego przypływu. Tam to, wśród rojów pierzastych, na półwyspie witowskim, w dąbrowie świętej, od wieków stoi chram boga Swantowita, czterogłowego syna słonecznego. Ten ci to bóg daje przepowiednie, czy w listopadzie obfity będzie połów śledzi u brzegów, i głosi wyrocznie, kiedy z przystani na zbój szczęśliwy należy wypadać.

Rozpowiadał, iż tam daleko, za tamtą oto mgłą nadwodną leżą miasta prastare: Stargard w ziemi Wagrów, Weligrad i Raróg, prześwietny Wolin pełen Jutów, Słowian ze wschodu, modlących się żarliwie i czołem bijących przed złotolitymi ikonostasy, i rozmaitych barbarzyńców z południa świata. Tam leżą miasta: Dymin, Kamin, Szczecin, Kołobrzeg… Mówił im, iż za górami, za lasami, w południowej stronie urodzajnej Polan krainy, skąd przywożą zawżdy sól i chleb biały, stoją wzdłuż rzeki Wisły świątynie bogini Izydy i cerkwy bożyszcza Mithry, wzniesione przez rycerzy z południa przybyłych. Naszeptywał im wraz, tym pracowitym i ciemnym nędzarzom, dobre przyjacielskie rady, żeby samym te wszystkie cuda zobaczyć. Gdy burza zimowa na haki ich brzegu wyrzuci korab przejeżdżających barbarzyńców — rozbitków nie ratować, a jeśli wywłóczyć na strąd, to po to, żeby ich dobić, obedrzeć i wraz z ciężkim głazem u szyi na niezgłębione zepchnąć przepadlisko morza — samym sudno opanować, szaty jego potargane naprawić, dziury w kadłubie załatać, smołą zalepić, oręż przysposobić i na zbój morski bieżeć.

Gdy się najstraszliwsza z burz zimowych rozpęta, zachodnim wichrem gnana na piaski wysokie Helu, wzdęte morze w prysk pójdzie, stanie się jak żelazo i jak żelazo zbieleje — bałwan wielkości Jastrzębiej Góry za bałwanem pobiegnie poprzez cieśniny trójwyspu gdy siła niepojęta ode dna wody zacznie wymiatać, bełty zwierzchnie ponad brzegi podnosić, piaski denne wygarniać, skrętem wiry zawijać nad niedosięgłymi zdradami — wtedy właśnie cichaczem wyjechać. Płyną ze wschodu na zachód, od Nowgorodu do Stargardu i z Wolina do Gdańska kupieckie okręty pełne cudnych futer, srebrzystych i białych, niebieskich i czarnych kożuchów owczych, miodu, wosku, chmielu, wina, czarujących wyrobów ze złota i srebra, z żelaza i brązu, broni dziwnej i pieniędzy okrągłych, z rytym po dwu stronach obrazem — pełne koni i zwierząt — pełne najcudniejszych kobiet — na sprzedaż. Po nocy, w ślepą wichurę i nieszczędną ulewę na pokład się wedrzeć, straż milczkiem zasiec i wykłuć, płócienne skrzydła i szaty zdziurawić, żeby korab nie uszedł, i do swego brzegu wielki kadłub przyciągnąć.

Gdy rankiem w milczeniu rozmyślający wracali, żegnał ich skinieniem głowy, pewien, że nie zapomną nauki. Szedł do rozkopujących ławice piaskowe i brodzących wśród mielizn, żeby na bryłę bladego jantaru natrafić. Ludzie obleczeni w skóry brnęli po pas i po szyję z sieciami w kształcie czerpaków, łowiąc morską kidzenę, żeby ją pilnie przepatrywać, czy wśród traw i porostów nie widać cennej zdobyczy. Trafiali bowiem na różnoforemne, płaskie i podłużne bryły, wielkie jak dwie pięście dorosłego mężczyzny, a nawet na olbrzymie, o stopie średnicy — na okazy doskonałej formy, kształtu i rozmiarów dojrzałej gruszki-panny, lub na kule podobne do kropel stężałych na wzór owocu morela. Jedne z tych znalezisk miały na sobie powłokę, chropawy nalot z piasku czy gliny, przywarły na głucho, który dla przejrzystości wewnętrznej stanowił szatę złotawą — inne były całkiem nagie, jakby odłamane od znacznie większej calizny, a w złamaniu swym gładkie i aż do dna czyste, dające się przejrzeć na wylot. Barwa tych dziwotwornych darów morza była przerozmaita: wiśniowa jak przeczysty miód młody albo niemal czarna jako miód prastary — żółta niby wosk lub bława jako obar żywy, ciekący z sosen na wiosnę. Niektóre odszczepy i ułamki były w kolorze zamglone, mleczne, zielonkawe, brunatne — niektóre zaś miały w sobie niby naśladownictwo kłębów dymu. Jeszcze inne w nieskalanym swym przezroczu taiły nikłe, białawe żyłeczki, przypominające do złudzenia w szczególnym zmniejszeniu odnóżki i prążki kapuścianego liścia.

Smętek, dostawszy w swe ręce te lekkie kamienie, siadał na brzegu i przepatrywał ich wnętrza. Zawierały w swej głębi krynicznej komary, muchy, mole, skrzydełka ważek, nogi pajączków, mrówki, maleńkie nie widziane chrząszczki, ćmy, szczątki kory i gałązek, kwiatuszki, okruchy szyszek, igły przedziwnych sosen, jakich już nie posiada ta ziemia nigdzie na całym swoim obszarze, kępki mchu, krople wody, ziarenka piaskowe. Nabywca uśmiechał się patrząc w całkowitą postać łątki nadwodnej, tak nikłą i małą, iż w przezroczystym bursztynie na wskroś przezroczyste było jej subtelne ciałeczko, niczym obszar powietrza określony pewnym kształtem nadobnym. Dumał, iż oto od prawieku, od zamierzchłych dni tego globu mumia jej istnieje i istnieć będzie, łamliwa tak i krucha — aż do skończenia świata. Przemieniły miejsca swego pobytu łańcuchy gór, oceany i morza — przesunęły się do innych okolic moreny wiecznymi borami okryte — pędziły z gór w niziny rzeki nie istniejące już dzisiaj — przesunęły się wybrzeża potężne — lodowce pełzały w ciągu lat tysięcy w niże dalekie — a mała ważka przetrwała. Bystre potoki niosły bryłę bursztynu, tłukąc ją o głazy chropawe, obrabiając w kształt kuli, nurzając ją w glinach i iłach, każąc jej zwiedzać pokłady szlamów głębokich, płukać się w głębiach morza, ocierać o paszcze potworów i kołysać wiekami w burzach wielkiego Bałtyku. Mała bryła bursztynu szła może w popławach Prawisły, gdy ku zachodowi zmierzała, Odrą będąc zarazem i Wisłą, w żłobowisku ku Morzu Niemieckiemu zwróconym, które w miejscu Łaby dzisiejszej wywalało się w morze.

Mała bryła bursztynu kąpała się może w falach tych wielkich wód pradawnych, które przebiegały niezmierne polskie lasy i pola, rozdoły i niziny — w jeziorach podłużnych niby rzeki urwane, bez początku i końca, gdzie reszty przedwiecznych wiseł zostały. Mała bryła bursztynu wyciekła z łona sosny nie znanej nam i obcej, obok której rosły palmy wszelkiego rodzaju i kształtu, słodkie kasztany, eukaliptus i magnolia, dęby, jałowce i buki.

Gdy ciepła ojczyzna bursztynowej sosny z jej morza mi zastygła, zziębła i wymarzła pod lodowcem straszliwej grubości, on tylko sam ocalał, żywy płyn drzewa dawno zmarłego. Do obcej ziemi i do cudzych brzegów przybijał teraz oto rozbitek ze światów słonecznych, pogrzebionych na wieki. Smętek pozdrawiał wiecznotrwałość łątki małej. Lubował się postacią towarzyszki w nieskończonym trwaniu. Żałował jej, iż — tak urocza i zwiewna — nie ma prawa do ruchu, prawa do rozpostarcia skrzydełek, ażeby z więzienia wyfrunąć i na równi z nim samym przestwory wieczności przemierzać. Pocieszał ją jednak pewnym sekretnym wskazaniem. Mówił jej, iż w ludzkim plemieniu, co się za potężne poczytuje nad wyraz, mocarz niejeden — sam syn Kambizesa, król nad króle, Cyrus Wielki, który potęgę Persów ufundował i nad całą Azją skinienie swoje rozpostarł — sam król Dawid, pastuch i monarcha, znawca serca ludzi i wieszczbiarz — sam margraf Gero, nieubłagany plemion tępiciel i budowniczy nowej potęgi na gruzach — oddałby połowę państwa i połowę życia, gdyby mógł patrzeć tak oto w kształt najdroższy, nawet zagasły i znieruchomiały — ten umiłowanej małżonki Kassadany, a tamten w postać syna, przełożonego w miłości ojcowskiej ponad zdobycz i władzę, ponad złoty tron i prawo przemocy nad ludami — umiłowanego bardziej niż życie. Któryż z mocarzów nie odrzuciłby berła i korony, byleby mieć przed źrenicą cień nieruchomy skarbu duszy swojej, zamurowany a widoczny w przezroczystym polu czterech ścianek czarodziejskiego bursztynu?

Smętek zachwycał się nieskazitelnością pewnych rodzajów jantaru, która była tak niedościgła jak czystość wody morskiej w dalekich okręgach żywiołu — jak jasność słoneczna — która była tak nieposzlakowana jak miłość siostry rodzonej dla rodzonego brata, jak miłość sióstr Heliad dla Faetona rażonego piorunem. Sami to bowiem bogowie litością zdjęci przemienili siostry lamentujące po stracie w topole, a strumienie ich łez w sok płynny, z którego bursztyn się rodzi.

Ważąc na dłoni czułej ten obraz miłości serca siostry dla brata, Smętek kiwając głową pocieszał zewłok łątki małej, iż jeśli nie ona sama; to ten wiążący ją przedziwny kamień Bałtyku, ta niby to martwa bryła jest istotą żyjącą i czułą posiada duszę. Uśmiechał się, wrzucając do sakwy swej ten kamień bez wagi, ten martwy złom, obdarzony — jak mniemał grecki filozof — sercem czującym. ściskał w dłoni swej tajemniczy kamień Bałtyku, nie życząc sobie, ażeby ludzie posiedli go i poznali sekret jego duszy, nieznane „elektron bytu”. Nabywał za drogie pieniądze ten widomy znak zniszczonych lądów i zaginionych potoków wody, pamiątkę czasów, o których sama baśń zgasła, oczywisty i dotykalny płód tamtej ziemi — „genitum terrae” — którego nazwę oni po swojemu, w prostactwie swym, na swe własne słowo — jantar — przerobili. Jako kupiec z greckiej czy italskiej krainy Południa obdarzał tych ludzi narzędziem morderczym z brązu, połyskującą mieszaniną miedzi i cyny, do którego oczy ich śmiały się z radosnym pożądaniem. Płacił im również pieniądzem srebrnym, obrączkowym, z rytym obrazem wozu czterokonnego albo czoła okrętu, z postacią Janusa, Anetuzy, Mitrydatesa z Pontu, Jowisza, Apollina, Herkulesa. Pieniądze te chciwie chwytali i pracowicie, pod sekretem przed czyimkolwiek spojrzeniem zakopywali wnet w ziemię. A gdy pieniądze na miejscu jantaru w ziemi ukryli, poświęcali je czartu na przechowanie. Tedy strzegł pilnie srebrnych denarów, a ciemnymi nocami przesuszał je i przepalał. Kto zaś z ludzi ujrzał ogień przepalających się skarbów, rzucał nożem albo krypciem z prawej nogi, gdyż wtedy zostawały tuż pod wierzchem. Inaczej na siedem sążni zapadały się w ziemię i sam jeno czart mógł wiedzieć, gdzie się znajdują.

Teraz, w tym przecudnym dniu wiosny Smętek sam jeden wędrował. Brodził po kolana w trawach, w kwiatach się nurzał. Minął dolinę między dwiema siostrzanymi wydmami. Wszedł na wyniosły szczyt radłowski, gdzie jeszcze ziemia wywrócona Leżała na prastarym cerkwisku przy poszukiwaniu przez najeźdźców skarbu praszczurów. Zstąpił w dolinę zmierzającą ku morzu. Rosła tam iwa nad ponikiem, który z boku góry wyciekał pojąc brzozy, jaskry i sitowie. Smętek uciął pławinę wierzby młodocianej, oprawił ją, starannie ostukał i wykręcił fujarkę sponad sęczków przyciętych. Zagrał samemu sobie śpiewankę wiośnianą.

Słońce napełniło to najpiękniejsze uroczysko ziemi światłem życiodajnym i niknącymi cieniami polotnych obłoków. Równa łąka dno doliny zasłała. Przykre góry ze wszech stron ją obległy, a las ciemny, prastary rozpostarł się na górach. Tysiąc ptaków śpiewał w gajach, a nad trawami niby fruwające kwiaty polatywał tysiąc wielobarwnych motylów. Smętek miał za sobą żółtą górę żarnowca, płonącą jak gdyby stos ognisty przed sobą, jakby w objęciu dwu wyniosłych pagórów, miał lazurowe wody morza. Śmiały się migotliwym lśnieniem, mełgały się iskrami żywymi te fiołkowe przepaście.

Pochwycony przez melodię szczęśliwą, która z jego ligawki jak śpiew ze słowiczej gardzieli wionęła, zakołysał się, zaniósł od melodyjnego pląsania. Zatańczył. Od pobrzeża do pobrzeża lasu z prawej i lasu z lewej, w poprzek niewysłowionej doliny unaszał się w dźwiękach szczęśliwej piosenki, na sprężystych i giętkich kolanach.

Zakołysały się nie od podmuchu wietrzyków, lecz od toniki jego uniesionej melodii drzewa prastare — dęby i buki, graby i lipy — słały się w ślad jego pląsów poszumy sosen zielonych. Zakołysały się złote głowy brzóz białych, stojących rzędem na leśnym skraju, osnute zwieszonymi baziami. Pochylały się za nim głowiny różane i niebieskie młodocianych kwiatów i wysmukłych ziół. Rojem pofrunęły żółte i błękitne, białe i wielobarwne motyle. Tam się w swym locie rzucały ciężkie pszczoły, dźwigając w wolach przełykowych brzemiona woniejącej żywicy i pyłów zlizanych na dnie kwietnych kielichów, których subtelne narządy zdruzgotały nogami, gdzie doskonale piękny rzut jego stopy migał nad zielenią trawy rosą zmoczonej. Zatoczył nad nim strzeliście krąg doskonale okrągły — świszczący w czystym lazurze jastrząb płomykowany brunatno, który właśnie opił się był cieplej krwi i nażarł drgających piersi gołębicy, a teraz czuł szczęście siły niezwyciężonej, potęgę zasilonej dumy i moc szerzenia śmiercionośnego postrachu, łaskę panowania i prawo swe święte do mordu, dane mu w lenno z wyższa — jako wzmożoną doskonałość szponów i czarownie lekką, weselną moc skrzydeł. Wysunął się z pachnącego bugaju wilk rudy, który był właśnie dopadł kotnej zajęczycy ociężałej w ucieczce i pochłonął ją wraz z płodem, w smaku rozkosznym, drgającym od żaru matczynego łona. Syk uwielbienia posyłały mu ze swych dziupli jarzębiate sowy, morderczynie makolągw, dzierlatek, strzyżyków i sikorek. Wykrzykiwały na cześć jego tańca zgiełkliwe pochwały krasnopióre żołny, które w lot zabijają lekkoskrzydłe motyle i ociężałe żuki. Szybowały za nim jaskółki loty niedościgłymi dla spojrzenia, naśladującymi jego taniec, wesoło i wśród świegotu pożerając niewidzialny świat muszek i nikłych komarów. Wysunął się z nory lis rdzawy, który miękkimi kroki zaniósł był dzieciom matkę kuropatwę i potłukł ciepłe jej jaja. Wypełzła ze swej szczeliny śmiercionośna żmija, która dopiero co nacisnęła pęcherz podzębny o różane, opalone ciałko i z rozkoszą przedziwną nasączyła jadu w ranę nóżki dziewczyneczki radosnej, zrywającej żółte kaczeńce w tym czarującym rozdole. Płowa łasica wymknęła się na światło z wypróchniałego pnia wierzby, gdzie potargała piersi i przegryzła gardziołko świętobliwego skowronka, schwytanego w nieomylne pazury, gdy po ukończeniu natchnionej pieśni w niebiesiech przypadł do grudki zimnej ziemi, ciałeczkiem jego przygrzanej, aby uciszyć serce rozkoszą wznoszenia hymnu ponad miarę strudzone. Brunatny niedźwiedź bartnik podźwignął się na swych szerokich podstawach, stanął pionowo i na wzór Smętka zatańczył doświadczając wysokiej a rozkosznej złudy i najżywszej swojej radości, jakby w tej właśnie chwili pod osłoną gęstego kożucha, wpośród dzikiej podniety załamywania się w jego skórze zajadłych żądeł i kolców, wydzierał całkowitą barć, mieszał prawą łapą miód, wosk i rojące się pszczoły, a chciwie żywą, gorącą masę połykał.

Wzrok Smętka, tak straszliwie płomienny i zapamiętały, jakby w nim zawarła się w tej chwili moc wszystkich drapieżnych zwierząt, mordujących ptaków, zabójczych gadów, skorupiaków i ryb, jadowitych komarów, trujących jagód, roślin i grzybów w jedno zestrzelona, potęga trucicieli i morderców, gdy zdobycz swą rozszarpują, zabijają ukąszeniem, ciosem, podstępem lub zdradzieckim czyhaniem — miotał się w górę i na strony, po powierzchni ziemi i morza, padał w głąb utwierdzenia i w nadobłoczne wyżyny. Zewsząd niósł się ku niemu poklask tajemniczy, sekretna pochwała, hymn jednej jedynej zgody, zarazem czucia, myśli, żądzy wysiłku i dokonania w skutku śmiercionośnym. Łamanie stawów, chłeptanie krwi, rozkosz, gdy od zadanego ciosu lub jadu serce drży, szamoce się i przestaje uderzać, wzrok zagasa i moc życia się kończy — owiewało jego słuch we wszechistnienie wydany. Pląs jego stał się arcydoskonały w obliczu dokonywującej się śmierci. Lędźwie jego same się niosły wśród kwiatów zdeptanych. Ruch jego każdy był celowo nieomylny, jako rzut skrzydła jastrzębia rylcem doskonałości we wklęsłych cyrklowany niebiosach — jako uderzenie płetwy rekina w morzu — jako przebiegłe stąpanie gromady wilków, gdy na czyjąś nagłą śmierć dybiąc następny wkracza w ślady poprzednika tak umiejętnie, iż tylko jednego trop zostaje — jako świadomie trafne lisa pomknienie i jako prześliczne wywijanie się skrętów żmii.

Zniszczenie Arkony – symbol germańskiego zwycięstwa czy zbrodni?

Drang nach Osten

Długie i straszliwe wojny przepowiadało ukazanie się spienionego odyńca o białych kłach, który wychodził ze świętego jeziora, ażeby tarzać się w trzęsawiskach nadbrzeżnych.

Gdy od chłeptania i rzutów w kąpieli bryzgało bagno Doleńskiego Jeziora, którego wody przed każdą wojną obłóczyły się w powłokę krwi i popiołu — gdy kobiety, pełzając po ziemi, z trwogą i wśród szlochów rozchylały badyle trzcin i pędy sitowia, aby spojrzeć własnymi oczyma na dokładny obraz i wierną podobiznę, na tę okrutną zapowiedź wojny, Smętek cichymi i podstępnymi kroki okrążał jezioro, naciągał lekki łuk z gibkiego pędu jałowca i puszczał strzałę z trzciny, ażeby wściekłego dzika niechybnymi ciosy rozjątrzać i poganiać. Okrutna świnia, ze strzałami tkwiącymi w bokach i grzbiecie, parskając dźwigała się z wyleżanych kałuży, szła na oślep w inne, żeby ćpać napotkaną strawę, lochać się, babrać i nurzać, zmieniać miejsce zniszczenia i z radosnym chrząkaniem na odpoczynek się walić.

Powziąwszy od kobiet swych wieść o wyjściu wieprza wojny z niewidzialnych legowisk, wojownicy plemion weleckich — Ratary, Doleńcy, Chyżani, ci znad morza od Trawny, znad Warny, zza Pieny, znad Wkry — oraz inni między Łabą i Odrą — znad Winawy, Sprewy, Hoboli — wreszcie inni, dalecy — Byteńcy i Moraczany, Lutycy z lasów, Sosny i Dęby, Lipy i Lubuszanie od puszcz i błot, gdzie Warta do Odry potoki swoje wlewa, Łużyczanie z południa i Obodryty z północy wyprawiali posłów do świątyni Swarożyca w Radgaście.

Był bowiem gród pewien w ziemi Ratarów — Radgast — trójkątny, z trzema bramami, otoczony ze wszech stron borem wielkim, nie tykanym przez ludzi od wieków i głęboko czczonym. Dwie bramy świątyni stały otworem dla wszystkich pątników, trzecia, najmniejsza, wychodziła na ścieżkę wiodącą ku jezioru bliskiemu i straszliwemu nad wyraz. Nic nie było wewnątrz, jeno cerkwa z drzewa wystawiona przemyślnie, podtrzymywana u przyciesi rogami zwierząt dzikich. W głębi stał posąg Swarożyca ozdobiony złotem, o łożu szkarłatem pokrytym. Bożyszcze trzymało w lewej ręce topór dwusieczny, na głowie jego siedział ptak z rozpuszczonymi skrzydłami — na piersiach wyobrażone było godło narodowe: czarna tura głowa. Dookoła posągu stały święte chorągwie Weletów, godła i znaki plemion podległych wielkiemu wiecowi, wisiały zbroje, tarcze, miecze i kopie, rogi wojenne i wielki róg ofiarny. Ściany i słupy pokryte były rytymi w drzewie podobiznami zwierząt i ptaków o zabarwieniu jaskrawym, tworzącym obraz prastarych walk, prac, wierzeń, podań, wspomnień, przesądów, klechd, zabobonów. Pod dachem czerwonej barwy, wysokim, spadzistym, gołębie przelatywały swobodnie z miejsca na miejsce, z jednego krańca świątyni na drugi. Jaskółki gnieździły się bez trwogi w załamaniach belek i krokwi, w wieńcach węgłów i rysiów, ponad tkaninami zrabowanymi na wyprawach dalekich, a nawet lepiły swe gniazda u samych ust słonecznego bożyca, którego drewniane piersi wolno im było kalać smugami wydzielin. Wiatr niósł podczas zawiei tumany śniegu ku ścianom. Czasu letniej spiekoty do wnętrza pogrążonego w tajemniczym półcieniu poprzez szpary wstępowało światło przyćmione, wyróżniając na ciemnym tle występy belek, trzony słupów, zarysy wiązań i tajemniczą twarz świętej kłody.

A gdy którekolwiek z plemion weleckich miało rozpocząć jednę z zaczepnych czy obronnych wojen z Jutami czy Sasami, przede wszystkim pytało o wyrok Swarożyca Radgasta w ziemi Ratarów.

Po złożeniu ofiary z pachnących kwiatów, z róż, ruty, barwinku, rozmarynu — z wieńców, z owoców — ze zwierząt, ptactwa, a częstokroć krwawej ofiary z ludzi, z książąt, z biskupów na wojnie pojmanych — kapłan ustanowiony dla obsługi świętego miejsca, biało odziany, z włosami w warkocz długi zaplecionymi, wróż główny, koniądz, który sam jeden miał prawo zasiadać wobec bożyszcza, gdy wszyscy inni przychodnie stać musieli — zakopywał losy w ziemi.

Wymawiając zaklęcia tajemnicze, pośpiewując niewiadome dla nikogo strofy pieśni, wróże podwładni wykopywali z przerażeniem losy i przepatrywali je pilnie, ażeby coś niecoś pewnego o rzeczach tajemnych można było orzec. Po wtóre przykrywali losy darnią zieloną oraz zatykali w miejscu przed chramem trzy pary włóczni w jednakowym oddaleniu jedna od drugiej. Do każdej pary przywiązywali trzecią kopię na poprzek.

Koniądz najwyższy, odmówiwszy modlitwę sekretną, a spaliwszy kadzidło z wonności i jantaru, rozchylał w najpokorniejszej postawie barwiste zasłony i wyprowadzał z ciemnej sieni kontyny wielkiego czarnego rumaka, który za wyrocznię był poczytywany. Trzymając wodze uździenicy wróż wiódł ogiera świętego do kopii zagradzających dziedzinę.

Jeżeli koń przeskakując przez kopie poprzeczne podejmował najprzód prawą a potem lewą nogę, poczytywano to za szczęśliwą oznakę i wróżono radośnie o pomyślności wyprawy.

Jeżeli choć raz jeden lewą nogę najprzód wyrzucił, odrzucono sam nawet zamiar przedsięwzięcia. Porównanie orzeczeń losów zakopanych w ziemi z zapowiedzią wysnutą z kroków wieszczego rumaka dawało ostateczną wyrocznię. Tłum ojczyców nisko nachylony, przypadający do ziemi, ażeby przed osądem bóstwa czołem uderzać, odchodził z otuchą lub w głębokiej rozterce. Gdy wyrok boga wróżył wyprawę szczęśliwą, drużyny plemienne, pilnujące każda swojej chorągwi, godeł i znaków, wynosiły z bożnicy insignia i powierzały je wojskom na wyprawę idącym.

Ileż to razy w ciągu stuleci przed wielkimi wojnami święty koń najprzód prawą nogę wyrzucał!

Ileż to razy wielka rzeka słowiańska, Łaba, zakrwawiła się od zwycięstw Obodrytów w zapamiętałych bitwach z nienawistnymi Sasami!

Ileż to razy plemię chrobrych Wagrów w walkach z Danami, Normanami, Jutami na lądzie, na lodowiskach zatok i przesmyków, na łodziach piratów roznosiło postrach słowiański w dalekie półwyspy, mierzeje i ostrowiska!

Ileż to razy potężne związki Weletów wypadały z lasów swych, znad jeziora, z drewnianych grodów, z morskich zatok, przystani, wysepek, aby na lądzie i morzu mordować, palić i niszczyć!

Ileż to razy Ranowie ze swych białych przylądków i półwyspów — Mnichów, Jasmund, Witów, Wałów, Chełm i Zudar — z cienia świętej puszczy w Arkonie skaczą w setki korabiów, ażeby siwe morze na wschód, zachód i północ przemierzać!

Ileż to razy róg Swarożyca rozlegał się po tamtej, lewej, załabskiej stronie dla obrony krain osadzonych przez cesarza Karzeła!

Ileż to razy za czasów Pobożnego Ludwika płonęły nowo założone przez Sasów w słowiańskich lasach grody, twierdze, warownie, zamki, biskupie katedry, klasztory, księże parafie, puszczone z dymem przez zatwardziałe pogaństwo Lutyków!

Obodryci w długich, w ciągu stulecia toczonych zmaganiach z Sasami, zaprawieni do krwawej wyprawy, idą przeciwko niemieckiemu Ludwikowi, napadają na Hamburg, ażeby ujście Łaby ogarnąć.

Walecznie bronią się przeciwko zamachowi saskiego grafa Ottona, stróża nad Łabą, przekraczają tę rzekę, wpadają do Turyngii i straszliwie ją niszczą.

Gdy na tron cesarski wstąpił Ptasznik, zaciekły wróg słowiańskiego rodu, niezwalczony napastnik, po wielekroć skrwawiły się jego legiony w lasach prawego brzegu, po wielekroć znajdowały zgubę w głębokich jeziorach, u brzegu bystrych rzek, w bagien topielach.

Gdy graf Bernhard zażądał daniny od całego wiecu Weletów, ci wspólnie z innymi plemiony twierdzę jego oblegli i zburzyli, załogę wysiekli, a miasto puścili z dymem. Wówczas wszystkie słowiańskie plemiona porwały się do powstania.

Za wielkiego Ottona comes Herman Billing i krwi słowiańskiej nigdy nie syty margraf Gero od nowa podnieśli przeciwko Niemcom oręż wszystkich związkowców. Gero, do szczętu rozbity, musiał za Łabę uciekać. Porywają się do boju wszyscy — Obodryci, Welety, Doleńcy, Sosny i Lipy, wszystkie rody aż po Odrę, w obronie posad ojczystych, z wyjątkiem wyspiarzy Ranów.

We dwa lata później Ratary wynoszą z cerkwy wojenne chorągwie i na długie lata biorą na się przewodnictwo w najzaciętszych bojach, w krwawych walkach z Niemcami. Wokół Doleńskiego Jeziora i świętego Swarożyca lasu toczy się w ciągu lat szeregu bój bez końca.

Za Drugiego Ottona nowe powstanie słowiańskie ogarnie przestwór cały od Łaby aż do Odry. Przerzuciwszy się na lewy brzeg wielkiej rzeki ogarnie Turyngię i Saksy. Po wielekroć na nowo wybudowane kościoły i klasztory zostały przez Słowian na nowo zburzone, a ziemia miejsca, gdzie groziły, zaorana pługiem. Władze świeckie i kościelne wymordowano do nogi. Pogaństwo z całą potęgą odżyło. Róg Swarożyca rozlegał się nad rzeką Solawą. Powstańcy gnali Niemców przed sobą jako płoche, rozpierzchłe jelenie. Trzydzieści legionów słowiańskich, pieszych i konnych, czyli z górą sześćdziesiąt tysięcy ludzi, pod przewodem chorągwi świętych i przy odgłosie rogów wyniesionych z Radgasta przekroczyło Łabę i na wybrzeżu rzeki Tongery do krwawej stanęło bitwy.

Niemcy pod wodzą arcybiskupa Gizilera nie zdołali zbuntowanych pokonać. Panowanie niemieckie między Odrą i Łabą na długie lata runęło. Chrześcijaństwo znikło. Część bogów i gminna swoboda na nowo odżyła. W ciągu wielu lat, gdy Otto Drugi poszedł w kraje Południa i krwawe boje tam toczył, Obodryci i Lutycy czynią nieustanne na Saksy wyprawy.

Za małoletniego Ottona i za rządów jego matki Teofanu, w ciągu szesnastu lat Obodryci i Lutycy znad rzeki Łaby, którą obsadzili jako swoją bojową granicę, przedsiębiorą nieustanne napaści. I nadaremnie Niemcy usiłują odebrać choć część tego, co czasu wielkiego powstania za Ottona Drugiego między Odrą i Solawą stracili.

Ileż to razy w ciągu stulecia przed wielkimi wojnami święty koń najprzód lewą nogę wyrzucał!

Gdy na tron cesarski wstąpił Ptasznik, zaciekły wróg słowiańskiego rodu, niezwalczony napastnik — Merseburg, Kwedlinburg i wiele innych miast w Turyngu i Saksonii murem otoczył, niezdobytym dla kuszy. Na przedmieściach merseburskich udzielił przytułku wszystkim złodziejom i rozbójnikom, osiedlił ich w podegrodziu i uzbroił, z jedynym warunkiem, ażeby w każdej chwili byli gotowi do zbójeckiej na Słowian wyprawy. A wyćwiczywszy łotrów legiony Ptasznik podjął wojnę krzyżową przeciwko Stodoranom. Staczając z nimi krwawe boje na rozlewiskach Hoboli, oblegał gród ich Branibor. Napadł na ziemię Głomaczów, a po zdobyciu ich miasta zwanego Grona wydał je na łup swym żołnierzom. Wszyscy dorośli zostali wymordowani do nogi, a niedorostki poszły w niewolę. Za czasów plemiennego powstania związku Weletów legat cesarski Bernhard z grafem Thietrnarem oblegli warownię słowiańską Łączyn nad Łabą. Słowianie, w wielkich masach zgromadzeni w pobliżu, uderzyli na Niemców. Poległych na placu bitwy liczono już wielu, gdy graf Thietmar na czele jazdy z boku uderzył i odciął dostęp do twierdzy. Wepchnięta w jezioro piechota słowiańska zginęła, a tylko część jazdy ratowała się ucieczką. Wiarołomni Niemcy zgwałcili umowę, na której zasadzie łączyńska załoga im się poddała. Wszyscy wojownicy, na śmierć skazani, wymordowani zostali, kobiety, dzieci, służba i całe mienie stały się łupem niemieckim.

Klęska związku Weletów pod Łączynem, gdzie Słowian miało zginąć sto dwadzieścia tysięcy, podjudziła Ptasznika do nowych napaści.

Wyruszywszy przeciw Łużyczanom grody ich rzucił na pastwę płomieni. Wsie wyludnił. Bezkarnie ludzi zabijał, osady palił, kobiety i dzieci uprowadzał w niewolę, ludność całą z ojczyzny wywłóczył i Żydom sprzedawał na handel niewolnikiem,

W pustych i na poły dzikich połabskich wybrzeżach syn Ptaszników, Otto Pierwszy, wojenną swoją siedzibę na podwalinach Dziewina w Magdeburgu fundował.

Przed żelaznymi jego oczyma otwierało się kraiszcze słowiańskie bez granic, pełne ludzi i skarbów. Lud to był dorodny, krótkogłowy, orlonosy i czarnolicy, szczupły i smagły, kobiety kształtne, z pięknym twarzy zarysem, o drobnej ręce i nodze. Skarby były nieprzemierzone w roli, lasach, w wodzie i pod ziemią. Na tę równinę słowiańską wyszły długogłowe, białowłose z odcieniem czerwonym, bladookie z wyrazem srogości, wielkolice Sasy, o dłoni i stopie wielkiej, o ciałach tłustych, białych, poruszających się z wolna, żarłoczne na mięso i ser, skłonne do opilstwa i okrutne, z krzyżem, mieczem i powrozem, ażeby w pocie czoła nad ujarzmieniem pracować, potoki krwi wylać, ludy całe do nogi wyciąć, wygnać, wygubić, świat zbrodniami napełnić. Comes Herman Billing — mianowany dziedzicznym księciem saskim, comes Gero legatem serbskiego pogranicza od gór Harcu do rzeki Solawy. Wszystko, co było na wschodzie, miało odtąd przyrastać do dziedzictwa tych dwu władców. Tam to powstały dwie marki niemieckie: północna i wschodnia.

Na świątynię Radgasta w ziemi Ratarów i na wieszczego konia w świątyni zawziął się legat. Z Luneburga, stolicy swojej, Herman Billing rozpoczął grę z Lutykami, z Obodrytami, pełną oszukaństw i podejść. Nieprzebłagana nienawiść pobudzała go do okrucieństwa środków zagłady.

Margraf Gero zaprosi do siebie na ucztę trzydziestu władców słowiańskich, a po uczcie wszystkich trzydziestu każe wymordować. Wsparty przez Karola lotaryńskiego, cesarskiego zięcia, niespodzianie na Wkranów uderzy, rozbije ich i zabierze łupy olbrzymie.

Nad rzeką Raksą zwycięży książąt obodryckich, Nakuna i Stojgniewa. Gdy książę Stojgniew na polu bitwy polegnie, głowę jego wystawią na pokaz, a dookoła niej siedmiuset wojowników wziętych w niewolę mordują.

W walkach bez końca ulegli Niemcom Milczanie. Pamięta wieść, iż na górze Lubin zgromadzili się serbscy królowie, żeby radzić o walce z Niemcami. Uradzili, żeby się rzucić do boju. Rzucili się do boju i wszyscy polegli. Serbowie złożyli ich w ziemi ze czcią wielką na górze Lubin, każdego w złotej koronie pod jednym wielkim kamieniem. Mówi wieść, iż dotąd leżą pod wielkim kamieniem złote korony królewskie. Gdy Łużyczanie pokonani zostali, stanęła otworem południowa granica lutyckich powiatów. Tędy teraz iść będą z Magdeburga Niemców zastępy niszczące.

Biskupstwa życzańskie i miśnieńskie, czasu wielkiego Słowian rokoszu do gruntu zniszczone, odbudowały się znowu. Powstały nowe kościoły i klasztory, pełne zakonnic i mnichów. Za mnichami i księżmi ciągnęły z Niemiec szeregi służby biskupiej, poborcy podatków kościelnych i dziesięciny, szli koloniści pod zasłoną zbrojnych szeregów knechtów okutych w żelazo. Zaczęło się na nowo wydzieranie Słowianom własności na ziemi wykarczowanej przez nich i w puszczy wyoranej, zaczęły się na nowo sądy prawem gorącym. Obok nauki o miłości Boga i miłości bliźniego, o posłuszeństwie cesarzowi, comesowi i biskupowi stanął znowu za plecami szpieg i stanęła na placu szubienica. Kapłani z krzyżem w ręku wkraczali w ciemne lasy nad Sprewą, nad Hobolą, nad Winiewą, poprzedzając szeregi niemiłosiernych morderców. Misjonarze szli na czele zdrajców i katów, słodka wieść o miłości i odpuszczeniu winy łączyła się z nauką o prawie zdzierstwa, wywłaszczenia, wygnania i karze śmierci za uchybienie samowoli zdobywców. W miastach niemieckich, które na gruzach lub przyciesiach dawnych grodów słowiańskich powstały, królowi~, książęta i wielkorządcy nadawali klasztorom i kościołom dziedziny wydarte pokonanym. Chłopi i czynszownicy osób prywatnych, niewolnicy, dwunogie pociągowe zwierzęta bez prawa do niczego, poganie nędzni i wzgardzeni szli na handel w dalekie kraje Afryki i Wschodu albo jak przepłoszone stado jeleni uciekali dalej a dalej we wschodnie lasy, kryli się przed najeźdźcą w niedostępnych kniejach i w bagnach, których koń zgruntować nie mógł i wiosła nie imały. Inni, ograbieni ze wszystkiego, przyciśnięci przez posuchy, nieurodzaj, głód, nędzę, ciągnęli do nowo założonych miast, gdzie na błotnistych przedmieściach i w najuboższych izbach wolno im było walczyć jak najciężej o kawałek chleba, ażeby w twardej biedzie, ucisku, wzgardzie i ciemnocie zapomnieć z czasem o rodzie swym i języku.

Na miejscach pustych osiadali przybysze z zachodu i budowali nowe miasta, nowe wsi, chrzcząc je swoimi nazwami. Dopóki Słowianie byli poganami, traktowano ich jako barbarzyńców, niegodnych obcowania z chrześcijany. Skoro przyjmowali chrzest, i to nie było dostaieczne do porównania ich w prawie z Sasami. Musieli zostać Niemcami z mowy, obyczaju i ducha, musieli iść pospołu z legionami łotrów na wyprawy przeciwko swojemu rodowi, ażeby wzgardy uniknąć. Awanturnicy z całego świata biegli na ziemię słowiańską i zdobywali ją na modłę rozbójników. W czasie wyprawy rabowali i kradli bezkarnie, a gdy nastawał czas tak zwanego pokoju, bili się pomiędzy sobą i rozbijali po drogach. Metodą ich życia był rabunek, wypędzenie z ziemi, wydarcie mienia, zamordowanie, z którego za małą opłatą pieniężną łatwo było uniewinnienie wykupić.

Gdy margraf Gero Łużyczanów ujarzmiał, spotkał na swej drodze po raz pierwszy nowego nieprzyjaciela, Mieszka, sklawańskiego władacza. Pokonał go i do uznania cesarskiego zwierzchnictwa oraz do płacenia daniny aż po Wartę przymusił. Ale pierwszy to raz saskie niezwyciężone legiony spotkały za lasami już przemierzonymi potęgę nieznaną. Wychylała się z ciemnego, tajemniczego Wschodu, oparta o nieprzejrzane, niewiadome i niezliczone w lasach polany, zagrodzona niezbrodzonymi błotami, osnuta siecią rzek głębokich. Te nowe, nieznane ludy trzymał w żelaznej dłoni książę mężny, genialny i nad wszelki wyraz przebiegły.

Cesarzowi i jego margrafom, biskupom i opatom, którzy w świat Słowian nieśli chrześcijaństwo, a pod pozorem i za pośrednictwem chrześcijaństwa niemieckie ujarzmienie i wytępienie, zastawił drogę i wyrwał z ręki krzyż. Sam chrześcijaństwo przyjął. Nie od nich, lecz z poręki pobratymca.

Udawał, iż nie śmie w kierei wejść do domu, w którym się znajdował margraf Hodo, udawał, iż nie śmie na miejscu dosiedzieć, ilekroć on powstawał. Ale niepostrzeżenie, cichcem ujmował pod swą władzę ludy Kaszubów od Wisły do Żarnowskiego Jeziora i od ujścia Piaśnicy aż do Odry wylewu. Pod pozorem szerzenia chrześcijaństwa, na wzór Niemców, cały prawie brzeg tej rzeki zagarnął. Gdy zaś margraf Hodo z grafem Zygfrydem na Walbeku napadli nań niespodzianie, potulny lennik sprał ich u Cedna nad Odrą za ujściem

Warty, zmiażdżył na drzazgi, iż wszyscy niemieccy rycerze trupem na placu polegli, a sami tylko wodzowie Zygfryd i Hodo z podartymi chorągwiami uciekli.

Młodzieńcze ludy prawego Odry wybrzeża, zastawione mieczem i za tarczą polańskiego gardziny, otrzymały możność życia i swobodnego rozwoju, prawo spajania się w jedno słowiańskie ciało społeczne z nowym państwem potężnym, które pod imieniem Polski zajaśnieć pod słońcem miało.

Trzydzieści lat przepracował jako hołdownik cesarzów Ottonów, poniżał się i udawał wasala, ażeby pod swe państwo przyciesi położyć. Za pomocą Kościoła złączył się z krajami Południa i kształtował swą społeczność na modłę Zachodu. Powiększał dziedzinę, wyrywając Niemcom spod ręki pobratymcze plemiona. Dla zbytu produktów rolnych dobijał się swobodnej na morzu żeglugi.

Wielkiemu synowi tę przede śmiercią główną naukę naszeptał: wyrywać pobratymców pomorskich z rąk niemieckiego siepacza. Toteż gdy młody lew na świat wyszedł, przyłączył do Polski Pomorze i wziął Gdańsk pod swą władzę. Zagarnął pas ziemi po prawej Wisły stronie aż po linię południową Drużny, po rzekę Dzierzgonię, Żuławę Kwidzyńską i Zantyrską aż po Gdańska Mierzeję.

Zainteresowanych całością odsyłam na stronę:

http://pl.wikisource.org/wiki/Wiatr_od_morza

Świątynie Światła Świata – Czerna koło Krzeszowic


Czerna koło Krzeszowic – Sanktuarium Perunowe albo Dolina Trzech Bogiń: Perperuny – Władczyni Burz i Chmur, Mokoszy – Pani Wyroków Nieba i Wodycy-Śląkwy – Pani Wód Spadających

Klasztor w Czernej – Pierwsza Górna Studnia-Źródło Świętej Wody

Dlaczego tak? Jeśli porównacie poniżej zestawione teksty, a do tego dodamy fakt iż w samym klasztorze w Czernej w trzech specjalnych miejscach – oraz w dolinie na rzeczce Eliaszówce w trzech specjalnych miejscach –  znajdują się nad wodą kaplice oraz w dwóch miejscach tryskają Święte Źródła to jest oczywiste, że właśnie tak i na pewno nie inaczej. To jest Sanktuarium Wiary Przyrodzonej poświęcone Wodom Spadającym, Sanktuarium Deszczu – które dzisiaj poświęcone jest Świętemu Eliaszowi przez Katolików, ale przez Nas jest czczone nadal pod swoją dawną postacią. Nie przeszkadza nam że oni postawili tutaj swoje święte figury – ważne że to miejsce czczą i dopóki pozwalają nam uprawiać tutaj nasze Wierzenia Rodzime dopóty wszystko jest w porządku.



Czerna – Drugie Górne Święte Źródło w obrębie Klasztoru. Trzecie Święte Źródło na Górze tryska obok parkingu.

Perun a kult Baala i Aszery

Baal

w mitologii ugaryckiej najwyższy bóg, władca świata, który podstępem przejął władzę nad własnym ojcem, zdetronizował go i zepchnął na drugi plan. Jego imię znaczy „Pan”. Pojął za żony Anat i Aszerę.
Baal był personifikacją sił natury i zjawisk atmosferycznych. Nosił przydomek Hadad co oznacza „Pan piorunów”, w tej postaci był władcą sezonowych opadów deszczu.

Eliszówka – czyli Baalówka albo Perunówka

Aszera

(Atirat, Aszirat) w mitologii ugaryckiej bogini wybrzeża morskiego, utożsamiana z planetą Wenus i jej aspektem jako Gwiazda Poranna, początkowo żona najwyższego boga Ela, później żona Baala.
Przeszła także do mitologii hebrajskiej. W Biblii jest wymieniana 49 razy, raz z dużej litery jako bogini, innym razem z małej jako stela świątynna. Salomon kazał zbudować ołtarz Aszery, jedna z jego żon była wyznawczynią jej kultu.
Tysiące wotywnych figurek Aszery odkryto na terenie całego Kanaanu, co świadczy

o jej ogromnej popularności.

Czerna – Czwarte Święte Źródło – tym razem dolne w nurcie rzeczki Eliaszówki

Perun

ze Zgapa.pl

Perun – najwyższy bóg panteonu słowiańskiego, modelowy przykład Gromowładcy, według klasyfikacji G. Dumezila, bóg I funkcji (władza prawna) i II funkcji (siła fizyczna i militarna), klęli się na jego imię członkowie drużyn (rus.); atrybuty: góra, dąb, niebo (w językach indoeuropejskich łączące się z pojęciem kamienia – „kamienne sklepienie”), koń, wóz, broń kamienna potem metalowa (młot, topór, strzała), ogień.
Ssł. per-unъ „słow. bóg Perun, piorun” < *per-oun-os (gr. keraunós „t.s.”), imię „mówiące” (stanowiące jądro mitologicznego zespołu powstałego wokół pojęcia Gromowładcy), opisujące czynność dystynktywną dla tego bóstwa: „ciskanie skałą” (per- perun-a ?); ssł. pьr-a-ti < *per-a-ti „prać, uderzać, bić”; ssł. pьr-e-ti < *per-ti „przeć, popychać, naciskać silnie”; lit. per-ti „uderzać, bić, biczować”; trac. per(u) „skała”; het. peruna(š) „t.s., bogini Perunaš”.
Mit – odtwarzany na podst. danych folklorystycznych: walka Peruna z demonicznym przeciwnikiem (głównym – Żmijem ? Wołosem ? Smokami (Wijem) powietrznymi i czeredą pomniejszych duchów: biesów, czartów, latawców, porońców itp.) zawłaszczającym wody, bydło, partnerkę boga (patrz: Perperuna), kryjącym się przed gniewem Gromowładcy pod/w człowiekiem, koniem, krową, drzewem, kamieniem, w końcu w wodzie. W walce pomagają Perunowi płanetnicy, chmurnicy, obłocznicy (pol.), stuhy, zduhy, stuhače, zduhače, vjetrogonje, jedogonje (serb.) oraz, po przeniesieniu nazwy z demonicznego przeciwnika, zmaje, zmĕje (bułg.) i żmije (pol.) (duchy, ludzie żywi – duchem lub ciałem – wznoszący się ku niebu podczas burzy, a nawet zwierzęta) walcząc ze smokami (pol.), zmĕjami (rus.), aždahami (pdsł. z pers. Aži Dahaka), (ch)ałami (pdsł.).

Czerna pośród borów

Peruna przedstawiano ze srebrnymi włosami i złotymi wąsami (rus.). Bronią były: kamienie, kamienne strzały – ich pozostałościami wg wierzeń ludowych są fulguryty i belemnity, a czasem archaiczne narzędzia, wszystkie one występują jako: kamień piorunowy, gromowy, klin piorunowy, strzała piorunowa, piorunowiec, iskra pérunova, palec diabła, czarta, ale i palec Boży, a nawet palec Matki Boskiej (pol.) (por. żmudzkie: „palec Berkuna” – sic!) – potem także młot i topór. Kamienie piorunowe bywają przenoszone z powrotem do nieba (przez wiatr lub płanetników). Broń Perunowa chroniła przed nieszczęściem, złymi mocami, chorobą i samym piorunem.
Roślinną hipostazą bóstwa był dąb (o czym wspomniano wyżej), szczególnie wyróżniający się (nastarszy, największy, rosnący na wzgórzu) – powszechne miejsce kultu i składania ofiar (z byka, wołu, barana, koguta, jaj); dęby znaczone stały na granicach wiejskiej wspólnoty, „stacje” te obchodzono podczas święta wsi późną wiosną i latem (pdsł.) (por. Iupiter Quernus, patrz też: Perkunas). Z Perunem wiązano także inne rośliny o nazwach: perunika, perin (serb., rus.).
Przykłady toponimów: Perun, Perunac, Perunovac, Perunika, Perunićka Glava, Peruni Vrh, Perunja Ves, Peruna Dubrava, Perunuša, Perušice, Perudina, Perutovac (pdsł.), Prohn, Pronstorf (połab.; z Peron ?).Trudny do wyjaśnienia stopień pokrewieństwa (etymologicznego)z niemal identycznym: Perkūnas.

Prokopiusz z Cezarei uważa go za głównego boga Słowian w swoich kronikach pisze: Uważają bowiem, że jeden tylko bóg, twórca błyskawicy, jest panem całego świata i składają mu w ofierze woły i wszystkie inne zwierzęta ofiarne. O przeznaczeniu nic nie wiedzą, ani nie przyznają mu żadnej roli w życiu ludzkim, lecz kiedy śmierć im zajrzy w oczy czy to w chorobie, czy na wojnie, ślubują wówczas, że jeśli jej unikną, złożą bogu natychmiast ofiarę w zamian za ocalone życie, a uniknąwszy, składają ją, jak przyobiecali, i są przekonani, że kupili sobie ocalenie za tę właśnie ofiarę.

Czerna, okolica Piątego Świętego Źródła – na rzeczce Eliaszówce, Szóste znajduje się kawałek dalej po drugiej stronie szosy.

Perun i Eliasz oraz Dana i Mokosza

– ze strony Toporzeł: Ukraińska Wiara Rodzima, autor – Halina Łozko:

Perun/Eliasz i inni

„…Oczywiście, chrystianizacja wiązała się z nawracaniem przemocą, ogniem i mieczem jak chociażby pacyfikacja pogańskiego Nowogrodu przez miejscowego księcia Dobrynię i włodzimierzowego namiestnika Putiatę, przytoczona w „Latopisie joachimskim”. Także cerkwie zakładane były na miejscu dawnych pogańskich świątyń, np. cerkiew św. Eliasza na miejscu kapiszcza Peruna, św. Własija  na miejscu chramu Welesa, Bogurodzicy na miejscu świątyni Mokoszy itp.

Oprócz starych miejsc kultowych postacie nowej wiary przejmowały funkcje i atrybuty dawnych bogów. Bogurodzica i św. Paraskewia zajęły miejsce żeńskich bóstw- Mokoszy i Dany i to do niej wznoszono modły jak do niebiańskiej matki. Prorok Eliasz  wziął od Pioruna jego błyskawice i grzmoty, a święci Mikołaj, Własij i Jerzy przejęli funkcje Welesa -słowiańskiego Hermesa.

Pod Diabelskim Mostem, który jest Mostem Dyja opisanym w jednej  z Taj Księgi Ruty

Niniejsza praca nie ma za celu całościowej syntezy wskazanej w tytule problematyki. Stanowi jedynie próbę przybliżenia tematu, z uwzględnieniem najbardziej charakterystycznych postaci.

Szczególnie obecna w folklorze, legendach i opowieściach nie tylko Ukraińców ale i wszystkich Słowian Wschodnich jest postać św. Jerzego. Występuje on w dwóch, niewiele mających ze sobą wspólnego postaciach- jako wielki męczennik i ludowy święty o imieniu „Юрко”, „Юр”, „Юра”, „Юрай”, „Урай” czy wreszcie po prostu „Рай”.

W oficjalnej nauce cerkwi św. Jerzy był rzymskim żołnierzem, urodzonym w bogatej rodzinie w Kapadocji. Uwierzył w podczas wielkich prześladowań chrześcijan za cesarza Dioklecjana którego był przyjacielem i ulubieńcem. Rozdał swój majątek ubogim wypuścił na wolność wszystkich niewolników, a sam stanął przed cesarzem i potępił go. Poddano go ciężkim torturom (według niektórych trwały one aż siedem lat), które zniósł z honorem, nie wyrzekając się wiary. Rozwścieczony cesarz wydał rozkaz ścięcia Jerzego oraz swojej żony, chrześcijanki Aleksandry, odtąd czczonej razem ze św. Jerzym.[1]

Zygmunt Vogel – Diabelski Most w roku 1797

Ludowy św. Jerzy różni się od swojego kapadockiego pierwowzoru – przypisuje się wiele niekanonicznych, niemalże boskich funkcji W ludowej ikonografii przedstawiany jest jako jasnowłosy młodzieniec w pięknej białej szacie  na białym koniu, w otoczeniu trzech wilków lub psów. Dwa największe święta obchodzone w cerkwi na jego cześć to  tzw. Jerzy wiosenny 23 kwietnia starego stylu) i tzw. Jerzy jesienny (3 i 26 listopada starego stylu).

Tzw. Wiosenny Jerzy to wielkie święto wiosny, sięgające swoimi korzeniami czasów przedchrześcijańskich. Św. Jerzy to męska personifikacja wiosny – otwiera jałową ziemię na  deszcz, zapładnia ją życiodajną rosą. Rosa tego dnia miała cudowne właściwości- dawała zdrowie i urodę. [2] Jurija zwie się również klucznikiem, który na polecenie Boga otwiera nie tylko niebo, by świeciło na niej wiosenne słońce ale i ziemię by zazieleniła się trawą i przyjmowała deszcz i rosę. [3] W jednej z ludowych pieśni ukraińskich św. Jerzy nakazuje swojej matce:

„Ти подай матко ключі

Одімкнути небо

Випустити росу

Дівоцкую красу”[4]

Obrzędy ku czci wiosennego Jerzego miały pasterski charakter, wiązały się z pełnieniem przez świętego funkcji obrońcy trzody, patrona pasterzy. Na wiosennego Jerzego wypędzano bydło na pastwiska i hale[5] Obok tańców i świątecznych korowodów urządzanych tego dnia  na pastwiskach kropiono stada święconą wodą , a następnie cała wiejska gromada jadła wspólny obiad.[6] Na Łemkowszczyźnie w dzień „Святого Юри” wypędzanym na pastwiska krowom i wołom majono rogi wiankami ze święconych ziół. Po powrocie do zagrody okadzano je starannie dymem z palonej wielkanocnej paschy i wonnych ziół.[7]

Ale św. Jerzy to również ludowy symbol płodności, odpowiednik dawnego bóstwa Jaryły., którego imię zawiera w sobie rdzeń „jar”, mający znaczenie „silny” „męski”, „namiętny”.  Według starych łemkowskich zwyczajów do św. Jerzego dziewczyna sypiała w chyży z rodzicami, zaś po tym dniu sama w stodole lub pod brogiem, gdzie chłopiec mógł się z nią swobodnie spotykać. [8]

Widok ze Świętego Bukowego Boru na szczycie góry – z Królestwa Borany

Z kolei tzw. jesienny Jerzy to tzw. wilcze święto, wierzono bowiem ze święty Jerzy kieruje wilkami, jest „wilczym pasterzem” i do niego modlono się do o opiekę przed dzikimi watahami. Wilk, będąc w kulturach indoeuropejskich zoomorficznym wyobrażeniem demona był atrybutem dzikiego, nieprzewidywalnego bóstwa wojny – antycznego Aresa Marsa i skandynawskiego Odyna, w którego orszaku biegły dwa wilki- Geri i Freki , symbolizujące wściekłość i nienawiść towarzyszące wojnie[9]. Św. Jerzy, podobnie jak na Zachodzie św. Hubert,  jest opiekunem dzikiej zwierzyny, stąd z czasem uznany został za patrona myśliwych i myślistwa.

Św. Jerzy jest kolejnym po Eliaszu świętym walczącym ze smokiem (żmijem). Początki tej legendy sięgają w ikonografii i literaturze IX-X w….

Okolica VI Źródła – przy Diabelskim Moście

Dana/Mokosza

… Mokosza. Jedyna przedstawicielka bóstw kobiecych w panteonie księcia Włodzimierza. Mokosza (inne warianty: Mokosz, Moksza) wiąże się z kobiecą sferą działalności w gospodarstwie: rękodziełem, przędzeniem, tkactwem i in. Składano jej żertwy ze snopów lnu, wyszywanych ręczników. Mokosza, jak się zdaje, była bliską Rodzanicom (Dziewom Życia) patronką położnictwa, stróżką porodów. Stąd u kobiet kult Mokoszy przetrwał najdłużej: nawet w XVI wieku popi mieli obowiązek pytać kobietę, czy nie chodziła do Mokoszy. Na Nowogródczyźnie kult Mokoszy zachował się aż do XIX stulecia. Do Mokoszy na Górę Starokijowską (panteon Włodzimierza) przychodzili z pokłonem żercy, wróżki, znachorki. Chociaż uważano ją za opiekunkę kobiet, to jednak była czczona przez wszystkich, dlatego Włodzimierz wprowadził ją do swego panteonu. Według legend właśnie Mokosza przędła nić żywota, przeto upatrywano w niej także patronkę przędzenia. Inną funkcję Mokoszy stanowiła troska o wodę: deszcz, rzeczki, strumyki. Uwidoczniło się to w imieniu bogini. Badacze sądzą, że pochodzi ono od: „mokry”, „moknąć”. Rzecz ciekawa, że w języku litewskim występuje słowo maksi, co znaczy „wiązać, splatać”, a także słowo makasz – „pleciona portmonetka”. Otóż może to wskazywać na jedną z funkcji bogini, którą mieli również Litwini.
Pochodzenie Mokoszy wygląda na bardzo dawne: jak większość żeńskich bóstw znana była już w epoce trypolskiej. W obrazie Mokoszy widzimy ślad starodawnego kultu Wielkiej Bogini – Matki. Jej podobizny, w znacznej mierze stylizowane, doszły nas przeważnie na ręcznikach: bogini stoi pod odkrytą kopułą świątyni wznosząc ręce ku górze (postawa orantki), na głowie ma rogatą czapkę. Z obu stron Mokoszy – dwaj jeźdźcy na koniach. Na niektórych wyszywankach pod końmi widać swastyki, czasem ubiór głowy bogini przypomina kwitnący krzak. Statuetki scytyjskich bogiń (VII wiek p.n.e.) przypominają postawę Mokoszy i orantki z podniesionymi w górę rękami, jak w modlitwie. Przypuszczalnie również w kijowskiej Sofii wcześni chrześcijanie widzieli swą odwieczną boginię z rękami wzniesionymi ku niebu.
Mokosza pochodzi od jeszcze starszego kultu wody – bogini Dany. Zdaniem Nikołaja Marra, profesora Akademii Nauk, imię Dana składa się z dwóch części: da (śródziemnomorskie „woda”) i na („nenia”, „macierz”), czyli znaczyło Matka-Woda. Słowo „Dana” już w okresie scytyjsko-sarmackim przestało być imieniem bogini, a oznaczało po prostu rzeczkę. Takież znaczenie ma słowo don („woda”, „rzeka”) albo dunaj – nazwy ukraińskich rzeczek, opiewanych w wielu pieśniach.

Diabelski Most dzisiaj

Już Herodot zapisał przekaz o bogini Danie: niezrównanej piękności niepokalana dziewica i macierz wszystkiego, co żyje, bogini rozrodczości. Dniem jej poświęconym był piątek, w którym surowo sądziła tych, co naruszali zwyczaje. Do takich występków należało przędzenie i szycie w piątek, jak wspomniano wyżej – dzień świąteczny. Danie składano ofiary przez wrzucanie kosztowności do rzek i jezior, źródeł i krynic. Prawdopodobnie słowo danina pochodzi od żertw składanych bogini Danie. Ten zwyczaj i dzisiaj istnieje u wielu narodów, a mianowicie wrzucanie monet do wody, by móc powrócić do tych miejsc na naszej ziemi, w których jednostka czuła się szczęśliwa. Boginie identyczne z Daną istniały u wielu narodów: Duna, Dojna, Diana. Zdaniem Ołeksandra Znojki należy tu i Ma-Donna, czyli „matka-woda”, oraz Tana (Dana).
Przyśpiewem do wielu ukraińskich pieśni jest praindoeuropejska forma, jakiej już sam lud nie rozumie, ale wykonuje jako pewien element rytmu, po prostu tradycyjne:

Szidi ridi,
Szidi ridi,
Szidi ridi,
Dana!

Ołeksandr Znojko przypuszcza, że szi znaczy „ona”, di – „działa”, ri – „rzeczka”. Z tego wychodzi: „Ona działa, rzeczkę tworzy – Dana!”
Otóż istnieją podstawy pozwalające sądzić, że kult tej bogini rozwijał się od Dany do Mokoszy, a od Mokoszy do chrześcijańskiej Paraskiewy-Piątnicy, przy czym nierzadko czczono je równocześnie. Święta Paraskiewa również była opiekunką wody, rękodzieła, spraw kobiecych. Jej podobizny stawiano koło krynic (bliżej o tym patrz rozdział „Kultura religijna Ukraińców”).
O ile Dana pozostawiła swe imię w nazwach rzeczek, to Mokosza przeważnie w nazwach miejscowości: Makoszyne w Czernihowszyźnie, Mokoszyn w Czechach. Podobne nazwy istnieją u wszystkich ludów słowiańskich. …

Most i resztka domu – okolica Szóstego Źródła

Z witryny Krakowskiej Prowincji Karmelitów Bosych

Karmelici Bosi – Wzgórze Karmel i kult Eliasza jako następcy Peruna

http://www.karmel.pl/historia/baza.php?id=04

Prorok Eliasz i wzgórza Karmelu
Jerzy Zieliński OCD

W czasach biblijnych skaliste wzgórza Karmelu były niemymi świadkami pogańskiego kultu Baala i Aszery, kananejskich bóstw wegetacji. Byk, święte zwierzę Baala, symbolizował siłę męską, płodność i burze przynoszące deszcz. Kult Baala i Aszery sprawowano na „wyżynach”, a więc na wzniesieniach i pagórkach Karmelu, gdyż wierzono, że jest się wówczas bliżej bóstwa. Do takich kultowych wyżyn należały również ofiarne ołtarze, drewniane lub kamienne słupy, zwane odpowiednio aszerami (od imienia bogini) lub masebami oraz stare święte drzewa – symbol siły życia, trwalszej niż zmieniające się pory roku.

Historia narodu wybranego, po przybyciu do Ziemi Kanaan, pełna jest świadectw nieustannej walki proroków Eliasza, Ozeasza i Jeremiasza z praktyką składania ofiar na wyżynach. Szczególnie dramatyczny obrót przybrała ona za czasów proroka Eliasza w IX w. przed Chr. Wraz z kultem Baala, promowanym przez królów z dynastii Omriego, Izrael wkroczył w pełni w politeizm, wyrzekając się wiary w Jedynego Boga. Łatwo więc zrozumieć gwałtowną reakcję proroka Eliasza, jednego z ostatnich, którzy zachowali wiarę w Jahwe. Zgromadził on naród na wzgórzach Karmelu i wypomniał mu zdradę: „Dopókiż będziecie chwiać się na dwie strony. Jeżeli Jahwe jest prawdziwym Bogiem, to Jemu służcie, a jeżeli Baal, to służcie jemu!” (1Krl 18,21).

Szkaplerz Karmelitański
szata Maryi

Prorok Ognia

W czasach proroka Eliasza wyznawcy jedynego Boga doznawali ciężkich prześladowań. To właśnie Eliasz był tym, który podjął walkę w obronie prawdziwej wiary.
Ogień i deszcz
Częścią królestwa Izraelitów władał wtedy król Achab wraz z żoną Izebel. Królowa Izebel popierała szerzący się w państwie kult pogańskich bożków Baala i Aszery. Pewnego dnia na królewskim dworze zjawił się Eliasz. Przepowiedział, że Jahwe ześle na kraj karę – trzy lata suszy. Jego słowa się sprawdziły. W trzecim roku wielkiej suszy Eliasz zgromadził na Górze Karmel cały lud Izraela. Następnie zażądał, by wyznawcy Baala złożyli swemu bogu ofiarę z młodego cielęcia i prosili go, by ją przyjął. Fałszywi prorocy przez wiele godzin wzywali Baala. Nadaremnie! Nie było żadnej odpowiedzi. Wtedy Eliasz złożył ofiarę Bogu Jahwe. I wówczas – jak czytamy w Biblii – „spadł ogień od Pana” (1Krl 18,38) i ofiara została przyjęta. Po tym niezwykłym wydarzeniu na wyschniętą od dawna ziemię spadł obfity deszcz.

Czas próby

Jednak mściwa królowa Izebel się nie nawróciła. Pragnęła śmierci Eliasza. Prorok musiał uchodzić przed jej gniewem na pustynię. Był to dla niego czas wielkiej próby. Pan nie pozwolił jednak, by Eliasz umarł z głodu i pragnienia. Z Jego rozkazu pożywienie przynosił mu Anioł. Później pomocy Eliaszowi udzieliła pewna uboga wdowa. Przyjęła Proroka pod swój dach i żywiła go. I znów stał się cud. Dzban mąki i baryłka oliwy w cudowny sposób napełniały się po każdym posiłku. A kiedy syn wdowy ciężko zaniemógł i umarł, Pan na prośbę Eliasza przywrócił go do życia.

Pierwszy pustelnik

W końcu Bóg postanowił powołać Proroka do siebie. Pewnego dnia przysłał po Eliasza rydwan ognisty nad rzekę Jordan. W ten sposób, jak mówi Pismo Święte, „Eliasz wśród wichru wstąpił do niebios” (2Krl 2,11).
Zmuszony przez długie lata do ukrywania się i odosobnienia prorok Eliasz uważany jest za pierwszego pustelnika.
Niezwykła więź łączy Eliasza (który żył blisko 1000 lat przed narodzeniem Chrystusa) z Matką Bożą. Gdy Prorok oczekiwał na znak od Boga potwierdzający, że susza dobiegnie końca, ujrzał niewielką chmurkę. Karmelici uznali, że obłok symbolizował Maryję.

Czerna

Dolina Eliaszówki

Z Wikipedii

Klasztor w Czernej

Dolina Eliaszówki (Dolina Eliasza) – dolina na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej rozciągająca się pomiędzy miejscowościami Czerna i Paczółtowice. Nazwa doliny pochodzi od płynącego jej dnem potoku Eliaszówka. Druga nazwa doliny – Dolina Eliasza – pochodzi od imienia biblijnego proroka Eliasza, którego imię nosił ojciec duchowny Klasztoru w Czernej znajdującego się na zachodnich zboczach doliny. Dawniej na terenie doliny istniało kilkanaście pustelni, obecnie istnieje jeszcze odnowiona pustelnia św. Agnieszki i kilka ruin innych pustelni.

Jedną z większych atrakcji są ruiny przerzuconego przez głęboki jar tzw. Diabelskiego Mostu, łączącego klasztor w Czernej z wzgórzami siedleckimi, stanowiąc połączenie klasztoru z miejscowością Siedlec, która stanowiła uposażenie klasztoru. Wybudowany został w latach 1671-1691. Zbudowany został z kamieni i przypomina swoim wyglądem rzymskie akwedukty. Zaraz za mostem znajdowała się Brama Siedlecka, kapliczka, w której odprawiano nabożeństwa dla ludności oraz budynek z pokojami mieszkalnymi i pralnia. Od 1889 r. z powodu znacznego już uszkodzenia most przestał być używany. Powyżej mostu znajduje się (po wschodniej stronie) niewielka Grota Hieronima.

Dolina o powierzchni ok. 110 ha to wąwóz o przeważnie stromych zboczach, zbudowany z szarych wapieni z dolnego karbonu, w których skamieniałością przewodnią jest ramienionóg Productus cora. Jest całkowicie zalesiona. Występują w niej ciekawe ostańce skalne i groty (grota św. Hilarona i św. Onufrego). Dnem doliny płynie potok Eliaszówka. W dolinie kilka źródeł: ocembrowane źródło proroka Eliasza, źródło proroka Elizeusza, źródło św. Józefa. Walory krajobrazowe i przyrodnicze spowodowały, że dolina włączona została w obszar Parku Krajobrazowego Dolinki Krakowskie, a w 1989 r. utworzono tutaj leśny rezerwat przyrody Dolina Eliaszówki.

U wylotu doliny znajduje się duży (czynny) kamieniołom wapienia „Czatkowice”.

Szlaki turystyczne

– żółty szlak Dolinek Jurajskich. Prowadzi przez: Krzeszowice, Dolinę Eliaszówki, klasztor w Czernej, Dębnik, Dolinę Racławki, Paczółtowic, Żary, Szklary, fragment Doliny Będkowskiej, Dolinę Kobylańską, zabytkowy dwór z 3 ćw. XVIII w. w Karniowicach, Dolinę Bolechowicką, Zelków, Wierzchowie, koło Jaskini Mamutowej i Jaskini Wierzchowskiej Górnej, Murowni, następnie przez Ojcowski Park Narodowy (wezęł szlaków), potem przez Dolinę Sąspowską, Sąspów, Kalinów, Maczugę Herkulesa, a szlak kończy swój bieg przy zamku w Pieskowej Skale.

W Czernej znajduje się klasztor karmelitów bosych, w którym czczona jest Matka Boża Szkaplerzna i św. Rafał Kalinowski. Klasztor został ufundowany jako erem w 1629 roku przez Agnieszkę z Tęczyńskich Firlejową. Na dziedzińcu klasztornym znajduje się charakterystyczna studnia o głębokości 21,5 m, wykuta w skale.

Przy drodze do klasztoru widać ruiny arkadowego mostu eremickiego, wybudowanego przez pustelników. Miał on 18 metrów wysokości, 120 metrów długości i 9,5 metra szerokości, nazwano go „mostem anielskim”, zaś okoliczna ludność „diabelskim” z uwagi na wiele podań z nim związanych – taką nazwę nosi do dziś.

Kamieniołom Czatkowice/Czerna

Turystyka

Miejscowość położona jest na Wyżynie Olkuskiej wchodzącej w skład Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Ze względu na piękno krajobrazu i walory przyrodnicze tereny te włączone zostały do obszaru chronionego Parku Krajobrazowego Dolinki Krakowskie obfitującego w liczne doliny będące popularnym miejscem turystyki i rekreacji. Miejscowość znajduje się w Dolinie Czernki i u wylotu Dolinie Eliaszówki, w której utworzono rezerwat przyrody Dolina Eliaszówki.

Diabelski Most


Z Wikipedii

Skocz do: nawigacji, szukaj

Współrzędne: 50°09’57″N 19°38’05″E / 50.16583, 19.63472

Ruiny Diabelskiego Mostu, 2007

Diabelski Most pod koniec XVIII wieku. Akwarela Zygmunta Vogla, 1787

Diabelski Most – były most (obecnie ruiny) w miejscowości Czerna w Dolinie Eliaszówki w województwie małopolskim.

Przy drodze do klasztoru w Czernej i przy drodze z Krzeszowic przez Gorenice do Olkusza, widać ruiny arkadowego mostu eremickiego, wybudowanego przez pustelników. Miał on 18 metrów wysokości, 120 metrów długości i 9,5 metra szerokości. Nazwano go mostem anielskim, zaś okoliczna ludność – diabelskim ze względu na wiele podań z nim związanych – taką nazwę nosi do dziś.

Powstał w latach 1671-1691, stanowił dojście do klasztoru od drogi siedleckiej, prowadzącej do majątku karmelitów w Siedlcu. Na przeciwległym brzegu Eliaszówki zachowały się ruiny XVII-wiecznej furty klasztornej, kaplicy i bramy wjazdowej tzw. Bramy Siedleckiej. Na kamiennych filarach, dwumetrowej grubości, ponad głębokim jarem budowniczy przerzucił 11 arkad z kamiennymi balustradami i figurami świętych, przy wjeździe i u wylotu mostu.

Przy furcie za mostem znajdował się budynek, gdzie były pokoje gościnne oraz pralnia. Za mostem znajdowała się także kapliczka, w której była odprawiana msza św. dla ludności świeckiej i służby. Most przez wiele lat służył zakonnikom jak i osobom świeckim. Z biegiem lat budowla uległa powolnemu niszczeniu, już w 1843 roku most był środkiem uszkodzony. Od 1889 r. z powodu osunięcia się w części łuku środkowego i ogólnego złego stanu technicznego został wyłączony z użytkowania. Most Diabelski przypominający swoim kształtem rzymskie akwedukty jest unikatową tego typu budowlą na skalę europejskąPotrzebne źródło. Na początku XX wieku jego restaurację wyceniono na 80 000 koron.

Legendy

Jedno z podań głosi, że raz do roku odbywa się tutaj zjazd diabłów i wszystkich złych duchów, któremu przewodzi sam Lucyfer z pomocą Belzebuba. Obradom przysłuchują się czarownice. Inna legenda mówi, że pod mostem zakopany jest ogromny skarb, złożony ze złota, srebra i diamentów, którego pilnuje sam diabeł, a inny duch czyha na moście na największych grzeszników, a gdy którego złapie – leci nad Czarny Staw w Tenczynku i tam go topi[1].


Sanktuarium Trzech Bogiń Wód Spadających: Perperuny, Mokoszy i Wodycy

Dolina Czernki

Z Wikipedii

Skocz do: nawigacji, szukaj

Dolina Czernki – niewielka dolina na Wyżynie Krakowsko-Częstochowskiej, w której płynie Czernka, nad nią położona jest miejscowość Czerna. Po lewej stronie doliny znajduje się las na wzgórzach sięgajacych 440 m n.p.m. i ponad 100 m ponad dno doliny. Rozpoczyna się koło ostatnich zabudowań wsi (na północy), kończąc po 5 km na południu w krzeszowickim osiedlu Czatkowice Dolne, gdzie łączy się ze wschodnią Doliną Eliaszówki. W odgałęzieniach doliny znajdują się liczne wąwozy np. Wąwóz Krzyk, Wąwóz Zakopane, Wąwóz Wądole czy Wąwóz Buce.

Ołtarz Bogini Wodycy

Las Hrabski – fragment lasu położonego na obszarze południowej części Wyżyny Olkuskiej w gminie Krzeszowice na terenie Doliny Eliaszówki, którą płynie Eliaszówka. Las przecina droga z Krzeszowic do Olkusza.

Nazwa pochodzi od jego właścicieli hrabiów Potockich z pobliskich Krzeszowic.

Od 1815 do lata 1914 r., przez blisko 100 lat, jeśli nie liczyć krótkiego okresu formalnie niepodległej Rzeczypospolitej Krakowskiej, przy północnym skraju lasu przebiegała granica dwóch cesarzy – austriackiego i rosyjskiego. Oficjalnie te części imperiów Romanowów i Habsburgów nosiły nazwy Królestwo Kongresowe oraz Królestwo Galicji i Lodomerii. Popularnie zwano je po prostu Kongresówką i Galicją. Przez cały okres międzywojenny „granica dwóch cesarzy” była granicą województwa krakowskiego i kieleckiego, jeszcze do dzisiaj tędy przebiega podział obszarów diecezji krakowskiej i kieleckiej, a do 1975 powiatu chrzanowskiego i olkuskiego, a obecnie gminy Krzeszowice i gminy Olkusz oraz powiatu krakowskiego i powiatu oluskiego [1].

Ołtarz Bogini Wodycy-  inne ujęcie

Wokół Klasztoru w Czernej krążą liczne historie. Niektóre z nich sięgają jeszcze powstania miejsca kultu – czyli wieku XVII. Obchodzę pozostałości kamiennego muru otaczającego niegdyś teren klasztoru i szczerze mówiąc nie dziwię się. Ten kto był tu choć raz na pewno czuł atmosferę pełną niesamowitości unoszących się w powietrzu.

Pośród ciemnego lasu wije się asfaltowa droga. Przystajemy na moment przy ruinach Diabelskiego Mostu. Podobno raz do roku pod przewodnictwem Lucyfera odbywa się tu zlot przedstawicieli strony ciemności, którym przysłuchują się także czarownice. Inna legenda podaje, że pod mostem zakopany jest drogocenny skarb, pilnowany przez diabła, jeśli tylko jakiś śmiałek pokusi się by wydobyć go na światło dzienne – zostaje porwany nad Czarny Staw w Tenczynku i tam utopiony.

Figura Kapliczna Bogini Mokoszy – Pani Wyroków Nieba

Zespół klasztorny znajduje się w Dolinie Eliaszówki na zboczu góry, która liczy około 430 m n.p.m Ufundowany został przez rodzinę Tenczyńskich, których nazwisko doskonale znane jest mieszkańcom okolicznych wsi. Aż do roku 1805 miejsce to stanowiło pustelnię, bez możliwości wstępu dla wiernych.

Obecnie Czerna jest miejscem kultu Matki Boskiej Szkaplerznej i św. Rafała Kalinowskiego. Ogromne wrażenie na przybywających tu z różnych stron Polski i świata pielgrzymach robią czarne marmury dębickie, z których wykonane są ołtarze i portale wejściowe do kościoła, cisza odbijająca się echem od biało – czarnej posadzki, relikwie świętych obecne przy każdym ołtarzu i przestrzeń jaka otacza zalany słońcem plac klasztorny.

Święty Obraz – Matki Chmur i Burzy, Perperuny (przesz katolików nazywany Matką Boską SZKAPLERZNĄ – jak widać po czarnej skórze „spaloną” od ognia piorunów, czyli od bliskości swego męża Peruna-Eliasza-Baala)

Staram się ogarnąć wzrokiem każdy szczegół tego miejsca. Przy klasztorze cmentarz z kamiennymi krzyżami, oplecionymi kwitnącymi właśnie różami, na wzniesieniu stacje Drogi Krzyżowej wykute w kamieniu, liczne figury świętych spoglądające na nas z murów, ołtarzy, kapliczek i czarny ptak, który gotów jest wyczarować źródlaną wodę dla spragnionych wędrowców. Budynek klasztoru wyrasta delikatnie ponad korony drzew, owiany tajemnicą i milczeniem – o którym przypomina napis na portalu wejściowym. Schodząc ze zbocza góry natknąć się jeszcze można na źródło św. Eliasza. Woda przepływa w tym miejscu między kamieniami ułożonymi w ogromne serce. Tu jeszcze jedna legenda – wystarczy ponoć obejść serce dookoła, a spełni się marzenie o nieśmiertelnej miłości.

Info turystyczne:

… Dolina Eliaszówki – rezerwat leśny o pow.107,2 ha, obejmujący część doliny potoku Eliaszówka. Chroni skaliste zbocza zbudowane z wapieni dolnokarbońskich i jurajskich, porośnięte naturalnymi drzewostanami (buczyna karpacka, grądy, łęgi olchowo-jesionowe). W dolinie wypływa kilka źródeł krasowych, m.in.źródło św.Eliasza, które uznawane jest za zdrój o właściwościach leczniczych….

Dolina Eliaszówka, czyli Świętego Ilji-Peruna