białczyński

Winicjusz Kossakowski – Mazurek i oberek

Posted in Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 29 Grudzień 2012

Naszej zagubionej religii, Joachim Lelewel radzi szukać w „mowie słowiańskiej”, wychodząc ze słusznego założenia, że wszystko musi być nazwane. Problem w tym że rozproszyły się nasze stare słowa po wielu językach, przybierając często inne znaczenie. Trzeba powrócić do gramatyki i słowotwórstwa. Świetnie radzi sobie z tym zagadnieniem autor KSIĘGI POPIOŁÓW. Idąc jego śladami można natrafić na ciekawe ścieżki, zboczyć nieco z drogi i trafić w inny świat.

Autor, którego zwał będę Duchem Księgi szuka, znanych z legend, potomków Obrów. W naszej kulturze natrafia na dwa tańce znane do dzisiaj – mazur i oberek.

„Skoro mamy Mazurów i taniec mazur to musimy mieć i Obrów – ponieważ jest oberek”. Oba tańce są do siebie podobne, z tego faktu wyciąga prosty wniosek: Mazurzy to dawni Obrzy – Olbrzymy.

-Droga słuszna, lecz wniosek przedwczesny.

Wypada zastanowić się nad znaczeniem słowa Obrzy – olbrzymy.

Porównajmy go ze słowami „wielcy” oraz „liczni”.

Naród wielki, olbrzymi, liczny – ma to samo znaczenie. A skoro chodzi o nazwę narodu, poszukajmy jej w słowach wielki i liczny.

Jedno ze słowiańskich plemion mieszkające pomiędzy Renem a Odrą nosiło imię Weleti, niewątpliwie od słowa wielcy – liczni. Jest również znane imię Wenetów. Ich granice na zachodzie Europy odnalazłem na mapce narysowanej przez obcych,  a konkretnie w pracy Larissa Bonfante „JĘZYK ETRUSKI”. Praca wydana przez RWT na licencji British Museum Press.

Powołuję się na pracę anglików, których można posądzać o wszystko, tylko nie o słowianofilstwo. Gdyby znali znaczenie słowa Weneci, wątpię czy ta mapka miała by ten kształt. Proszę zwrócić uwagę na północ. Tuż za granicami Italii (VIII – VI w. p. Chr.) rozciąga się państwo Wenetów.

Czy jesteśmy w stanie udowodnić, że to są plemiona słowiańskie?

Jeżeli tak – to w jaki sposób?

Zacznijmy od odszukania przynależności etnicznej Etrusków. Etruskowie to nazwa współczesna nadana przez „naukowców”. Jeszcze sto lat temu w literaturze przedmiotu używano nazwy TUSKI. Słowo tusk jest znane do dzisiaj w polskim języku a konkretnie, na kaszubszczyźnie i oznacza hytruska, lisa, cwanego kundelka. Tuskowie to Hytrusy – marynarze, zajmujący się handlem. Założyciele Rzymu i pierwszego państwa na półwyspie. Zatem pochodzili z narodu państwotwórczego. Ich sąsiedzi na północy mylnie zwani przez obcych Wenetami, w swoim języku nazywali się Welietami, od słowa – wiele, wielki. W alfabecie zachowanym na złotych i brązowych figurkach odnalezionych w Prilwicach występuje zrost  runy L z runą I, używany niejednokrotnie . Gdy w słowie występują runy L- I, zawsze są pisane łącznie. Znak podobny do łacińskiej literki N. Stąd mylnie zapisane imię Welietów.

Proszę zapamiętać nazwę miejscowości Pri-lwice. Był to ośrodek państwowy z wieloma kurhanami, które stawiano jedynie królom. Tam odnaleziono schowany przed najazdem skarb świątynny. Był to złoty kocioł wypełniony złotymi przedmiotami kultu, opisanymi polskimi runami, już odczytanymi. Nazwa „przy lwicach” łączy się z bóstwem i imieniem plemienia, parającego się wojną. Wrócimy jeszcze do tematu. Tymczasem dokończmy poszukiwania Obrów – Olbrzymów.

Chyba już każdy zorientował się, że olbrzym i wielki to inna nazwa tego samego. Czy chcemy czy nie, to Obrów musimy zaliczyć do Welietów – Wenetów, których państwo rozciągało się od Uralu do Italii w Europie. Ich inwazja poszła również na wschód w kraje późniejszego Babilonu i Indii. Zaświadcza o tym genotyp słowiański R1a1. Zatem było to państwo olbrzymie.

Aby inwazja była skuteczna, konieczna jest ideologia w większości wypadków zawarta w wierzeniach religijnych. Inwazyjna religia zawsze miała i ma tylko Jednego Boga – Pana świata. Napastnicy zawsze są przedstawicielami Boga.

Co wiemy o religii słowiańskiej?

Nieco materiału na ten temat zostawił nam Prokopios z Cezarei , żył w czasach Justyniana zmarł w 562 r. po Chr.

Oto jego relacja:

„… Albowiem te plemiona Sklawinowie i Antowie, nie podlegają władzy  jednego człowieka, lecz od dawna żyją w ludowładztwie i dlatego zawsze wszystkie pomyślne i niepomyślne sprawy załatwiane bywają na ogólnym zgromadzeniu. A także co się tyczy innych szczegółów te same mają, krótko mówiąc, urządzenia i obyczaje jedni i drudzy ci północni barbarzyńcy. Uważają bowiem, że tylko jeden bóg, twórca błyskawicy, jest panem całego świata i składają mu w ofierze woły i wszystkie inne zwierzęta ofiarne.

Mapa

O przeznaczeniu nic nie wiedzą, ani nie przyznają mu żadnej roli w życiu ludzkim, lecz kiedy im śmierć zajrzy w oczy, czy to w chorobie czy na wojnie, ślubują wówczas że jeśli jej unikną, złożą bogu natychmiast ofiarę w zamian za ocalone życie, a uniknąwszy składają jak przyobiecali i są przekonani, że kupili sobie ocalenie za tę właśnie ofiarę. Oddają ponadto cześć rzekom, nimfom i innym jakimś duchom i składają im wszystkim ofiary, a w czasie tych ofiar czynią wróżby.”

Jak widzimy religia słowiańska miała  tylko Jedynego boga, Boga świata i  inwazji. Naród, który stworzył taką religię musiał być narodem inwazyjnym, potwierdzają to jego geny rozsypane po świecie.

Znane nam wieści z innych źródeł w większości chrześcijańskich, zaprzeczają Prokopiusowi. Podają cały szereg bóstw o różnych imionach, a „naukowcy” zaliczają religię słowiańską do politeizmu – wielobóstwa, religii przyrody i tym podobne.

Aby cokolwiek zrozumieć, należy do myślenia używać własnej głowy. Zaznaczam własnej głowy a nie własnych uczuć. Myśleniem steruje świadomość, natomiast za uczucia odpowiada niemyśląca podświadomość. Społeczeństwo jest podzielone na ludzi rozumu 15% oraz ludzi uczuć 85%. Na tej zależności zbudowane są wszystkie ideologie i wszystkie religie. Ludzie podświadomości są w zasadzie bezradni i szukają pomocy u ludzi rozumu. Stąd życie gromadne.

Aby wyrobić sobie własny pogląd radzę zajrzeć do Księgi Welesa, która zaginęła w czasie Rewolucji w Rosji, ale pozostały kopie i odpisy. Autor księgi zabrania pod karą wyrzucenia ze społeczności mówienia, że Słowianie mają wielu bogów.Bóg jest jeden w wielości”.

Tłumaczy to samo również bóg nieba Kriszna.

Oto fragmenty ze świętej księgi Kriszny – „Bhagavad – gita”.

„Najwyższy Pan zstępuje zawsze, kiedy tylko następuje zanik zasad religijnych.Chociaż istnieje wiele trascedentalnych form Pana, są one jednym i tym samym Najwyższą Osobą Boga”. (Bg. 4,7)

„Najwyższa Osoba Boga, Śri Kriszna, objawił Arjunie Swą prawdziwą formę czteroramienną, a w końcu ukazał mu Swą postać dwuręką”. (Bg. 11.50)

Proszę zwrócić uwagę na pierwsze zdanie z pierwszego cytatu. Przecież to nic innego jak obiecana w chrześcijaństwie Paruzja. Powrót Boga na ziemię w ludzkiej postaci. Obiecuje ją również Zaratustra., który otrzymał religię od Obra – Olbrzyma ze złotymi włosami, którego uznał za boga. Rzecz działa się w czasie pokojowej inwazji na  Persję. Lud dostał religię i wiarę w bóstwo Obrów.

Proszę zwrócić uwagę na czteroramienną postać Kriszny. Czteroramienne bóstwo znajduje się na pomniku wyłowionym ze Zbrucza, rozpoznawane przez uczonych, jako WELES.

Nadszedł czas by poznać WELESA.

Imię boga zrodzone ze słowa WIELE, zatem nazwą zrozumiałą jest Wielobóg. Potwierdza to wiedza zawarta w „Księdze Welesa” jak i Kriszna, którego imię pochodzi od słowa krysz- krzyż, zapisane na urnie z Białej, a rozumianej jako niebo i bóstwo nieba. W tym wypadku są one tym samym, Najwyższą Osobą Boga.

 Wieloboga – Welesa  można śmiało połączyć z imieniem narodu Welieti – Weneti – Wielcy, który zamieszkiwał tereny od Kaukazu po Indie. (Kaukaz nazwa słowiańska. Kau – twardy. Kamień, ruda darniowa).

WELES – WIELOBÓG Bóg Słowian

 

Sama nazwa wskazuje, że Weles jest bóstwem idei, czyli pomysłu na opanowanie uczuć religijnych a za nimi na powiększanie granic państwa. Idea jest prosta, skuteczna i pokojowa. Skoro nasz Weles jest wielobogiem jedynym i każde bóstwo jest nim to wszyscy bogowie,  wszystkich ludów są emanacją naszego Welesa.

Zanikają wszelkie wojny religijne. Naród przyłączony dowiaduje się, że jego bóstwo jest najwyższym bogiem, o czym mógł nie wiedzieć, napełnia to dumą jego ego a naród który go uświadomił staje się jego najbliższym przyjacielem.

Problem w tym, że każdy kij ma dwa końce.

Nasz Bóg – jako idea polityczna,  poprzez wierzenia Zaratustry, (które mu ofiarowaliśmy), poprzez wierzenia w Krysznę – (też nasz), stał się cudzym bogiem, czyli narzędziem politycznym w cudzym ręku. Zatoczył ten bóg kółeczko i jako idea, czyli broń polityczna w obcym, zaborczym ręku trafia po tysiącach lat do nas. Bez trudu rozpoznajemy w nim swego Boga. Tylko, że to nie jest już nasz Bóg a oszust obcych, świetnie nadający się do podboju. Zostaliśmy chrześcijanami, czyli niewolnikami obcego – jak wykazała historia – wrogiego nam  boga. W ostatnich latach nastąpiła mimikra. Chrześcijański wielobóg zwany Trójcą Świętą przyjął imię Jednego z najkrwawszych bóstw świata, imię żydowskiego diabloboga Jahwe. Jego dzieci urządzili naiwnym Słowianom, raj, czyli Niebo na ziemi, przekształcając słowiańską Rosję w ZSSR. I zabrali się do dzieła nakazanego przez swoje bóstwo. Wymordowano w przeciągu pięćdziesięciu lat ponad sto milionów gojów, czyli nie żydów. Słowiański Weles – Wielobóg poniósł klęskę. Jego idea nie rozpoznawała wrogów. Okazało się że  dualizm, czyli bóstwo dobra i bóstwo zła – zwyciężył. Obecne bóstwo zła, przybrane w szaty bóstwa dobra pod nazwą  Judeo – chrześcijaństwa zawładnęło naszymi duszami i prowadzi ich prosto do żydowskiego raju, który narody słowiańskie już praktykowały.

Wracamy do Welesa i jego materialnego świadka dziejów, czyli idola wyłowionego ze Zbrucza.

Idol ten to słowiańska Oś Świata, słowiańskie mityczne drzewo życia.

Początek daję czwororęki Weles- wielobóg.  Stworzył on świat ludzi, którym się opiekuje. Świat ludzki na pomniku, wyrażony jest czterema figurami ludzkimi, trzymającymi się za ręce. Rozpoznajemy  cztery rasy: białą, żółtą, czarną i mieszaną.

Z ras ludzkich wyrasta świat bogów, przykryty jedną kopułą nieba.

W bóstwie trzymającym w ręku koło rozpoznajemy bóstwo prawa, czuwającego nad słońcem i prawem całej  przyrody. Jego imię to PERKUN, PIERKUN, PERKUNAS. Imię różnie wymawiane przez różne plemiona.

Bóstwo z Rogiem Obfitości czuwa nad łańcuchem pokarmowym. Poczynając od trawki a kończąc na człowieku. Słowiańscy kapłani z Rogu Obfitości przepowiadali urodzaj w następnym roku w dniu święta Dożynek. Aby magicznie spowodować urodzaj, uczestnicy święta musieli porządnie napełnić swoje brzuchy. Święta słowiańskie zawsze były połączone z ucztą, weselem i tańcami. Zwyczaj ten był kontynuowany jeszcze przez moich rodziców, chociaż w zmienionej formie. Bóstwem wesela i obżarstwa był dzień patrona parafii, zwany odpustem. Krewni z sąsiednich parafii zawsze zapraszali na obżarstwo zwane gościną. Z kolei rodzice gościli ich u siebie w dniu święta św. Rocha. Po poczęstunku goście szli na potańcówkę, która w tym dniu musiała być zorganizowana przez młodzież wioski. Wszystkie „odpusty” były ustawione tuż po zakończeniu żniw. Kapłani nowego boga podobnie jak kapłani Welesa – wieloboga, modlili się o urodzaj w przyszłym roku a parafianie napełniali żołądki, aby osiągnąć urodzaj w następnym. Za urodzaj musiały być wzniesione kielichy z wypowiedzeniem odpowiednich życzeń. „Odpusty” to kontynuowanie starych – słowiańskich obrządków religijnych.

W bóstwie obfitości uczeni rozpoznają boginie ziemi i urodzaju – Mokszę.

Bóstwo odpowiedzialne za obronę z krzywym, słowiańskim mieczem i koniem, nosi imię Świętowit, od słowa święty – silny, niepokonany. Drugie jego imię, niestety już zapomniane, wiąże się z armią nocy i bóstwem nocy o imieniu AN. Od niego armia zorganizowana w obóz wojenny nosiła nazwę Antowie.  Prokopios z Cezareii mylnie ich rozpoznał i zaliczył do plemienia.  Chociaż – obiektywnie mówiąc – mógł mieć rację. Obozy wojenne, były osadzane na granicach mocarstwa. Mogły być zorganizowane w rody z rodzinami.

Bóg nocy i wojny AN zostawił nam swoje oblicze wraz z opisem runami na złotym idolu odnalezionym w Prilwicach. Figurka po jednej stronie przedstawia brodatego mężczyznę o poważnym i pogodnym obliczu trzymającego coś w postaci księgi. Jego głowy opromienia  osiem złotych promieni. Na długiej sukni napis: PIERQ DN MA DDAĆI NAM  DLIŹI DNIĆŹ ON  We współczesnym języku czytamy Pierku dni ma oddawać nam. Zachowuje dnienie(wschód słońca) on.

Pierku, Perkun jest bóstwem prawa i słońca. Po drugiej stronie swojej osoby ma bóstwo nocy i przymusu. Prawo bez przymusu przecież nie może funkcjonować.

Bóstwo po przeciwnej stronie ma postać lwicy  a napis umieszczony na hełmie głosi: PIERQ DNI DLIT – Pierku dni zachowuje.  Na piersi napis AN  REŹOD – An zarzyna.

Wyznawcy ANA zorganizowani w armię zarzynają. Z innych źródeł wiemy, że Słowiańska armia działała nocą. Główna  bronią była zasada wywołania przerażenia u przeciwnika. Dysponowali destylowaną ropą, czyli naftą. Przeciwnik nią oblany i podpalony stanowił żywą pochodnię. Budził strach i przerażenie, powodował panikę. Nafta nabrana w usta i rozpylona nad  płonącą żagwią dawała wrażenie „Ziania ogniem”. Ten numer płoszył  konie a koń spanikowany nie pozwoli sobą kierować. Ucieka. Słowiańscy wojowie przed ostrzem mieczy i strzał, byli zabezpieczeni stalową zbroją płytkową. Przez przeciwników, którzy nocą nie byli w stanie rozpoznać z kim walczą, to ogniste wojsko postrzegano jako nadprzyrodzone stwory, węże, smoki, których zwykły człowiek nie był w stanie pokonać. Opis naszych wojsk zachował się w legendach ludów z nami walczących.

Miejscowość Przylwice, obecnie pod Niemcami, nosi nazwę niewiele zmienioną – Prilwitz. Nazwa od  bóstwa nocy Ana mającego postać lwicy, położona jest w naturalnym terenie obronnym. Dokładny opis można odnaleźć w pracy hr. Jana Potockiego „Podróże”.

Wyznawców Ana – Antów postrzegam jako kastę wśród wielkiego narodu Obrów – Welietów- Wenetów.

Perku

 pierkun  pierkuna

Po lewej PIERQ bóstwo prawa i dnia. Po prawej AN bóstwo nocy i patron Antów – siły militarnej Welietów – Obrów – Sklawenów.

 

SCYCI

 

Do kasty najwyższej zaliczyłbym Scytów czyli tych, którzy stali na najwyższych szczytach władzy. To Scytów stać było na wystawne pochówki wraz z końmi i złotymi skarbami. Człowiek należący do niższych warstw społecznych mógł sobie zafundować co najwyżej urnę i Kamień Pamięci. Napotykamy jeszcze do dzisiaj miejsca zwane smętnikami, z równo ułożonymi Kamieniami. Nie wszyscy rozpoznają pradawne cmentarze. Kamienie są wykorzystywane do budowy. Niszczy się w ten sposób naszą pamięć i naszą historię.

Na czwartej stronie idola ze Zbrucza mamy postać bez atrybutów. Postrzegam ją jako Perruna, boga stworzyciela. Mówi o tym jego imię. Per  Run Pierwszy Stworzyciel. Słowo zachowało się w podobnym znaczeniu i określa roślinki samostwarzające się, czyli runo leśne. Runo owcze to żywe włosy na owcy. Z chwilą ich obcięcia przestają rosnąć, stwarzać się i dostają nazwę – wełna od wałowania na filc lub wałowania w nici.

Idol ze Zbrucza to legendarna słowiańska Oś Świata, Drzewo Życia. Weles- Welobog. Konarami  Welesa to bogi, Orzechami – rody, liśćmi ludzie.

Ludzie jak liście, gdy nadejdzie ich czas – opadają. Ale z wiosną dzięki swym bogom odrastają, już w innym ciele.

Dokładniej  wyjaśnia to, napis ideograficzny zostawiony nam na urnie odkrytej w miejscowości Biała pod Łodzią. Przy odczytaniu skorzystałem z chińskiej idei tworzenia i czytania pisma ideograficznego. Poniżej zamieszczam cały artykuł.

Artykuł był wstawiony w pracę POLSKIE RUNY PRZEMÓWIŁY stąd jego tytuł i kierunek. W tej chwili interesuje nas wędrówka dusz – reinkarnacja, o której opowiada urna.

Miejsce przebywania duszy po śmierci. Rodzaj transportu w zaświaty. Co duszyczka w tych zaświatach ma do roboty? Kto jest twórcą duszy i jej relacja z bóstwem?

Przy okazji wstawiłem zabytki opisane runami tyczące zwyczajów pogrzebowych z okolic Poznania oraz z Przylwic. Są one odpowiedzią na stawiane pytania.

Pozostają do korekcji i usystematyzowania zapisy imion bóstw i ich obowiązków wobec ludzi, tyczące narodzin, śmierci, życia po życiu.

CZY POLACY ZNALI PISMO IDEOGRAFICZNE ?

Zachowały się do dzisiaj tylko dwa rodzaje pisma. Fonograficzne i ideograficzne. Europa używa pisma alfabetycznego w którym obowiązuje tylko jedna zasada – „Jedna głoska – jeden znak”.  Stworzono wiele alfabetów, ale tej zasady nikt nie może ominąć.

Jakie zasady obowiązują w piśmie ideograficznym?

Zawiłości pisma chińskiego przybliża nieco praca Chuangliang Al Hunga.

„Istnieją dwa główne rodzaje znaków – piktogramy i ideogramy. Gdy patrzycie na piktogram możecie dostrzec szkic czy obraz tego, co on przedstawia. Dla pojęć bardziej abstrakcyjnych trzeba tworzyć ideogramy, które przedstawiają daną myśl”.

Na podstawie ideogramu dla słowa „śmiecie”, autor wskazuje jakie obowiązują zasady przy tworzeniu i rozczytywaniu znaków.

ideogramychinskieIdeogram słowa – śmiecie.

Jak widzimy w jego skład wchodzi wiele rysunków, rozpoznawalnych nawet dla czytelnika polskiego.

1) Jest to rysunek drzewa, podobne można spotkać na polskich mapach terenowych, oznaczają one las iglasty. W wypadku ideogramu rysunek jednego drzewa oznacza liczbę pojedynczą. Aby zapisać liczbę mnogą musimy znak powtórzyć. Rysunkiem trzech drzew zapisuje się słowo las. W rozpatrywanym ideogramie w lewym górnym rogu mamy rysunek trzech drzew, czyli słowo – las.

2) Rysunek nr 2 przedstawia sylwetkę człowieka w rozkroku z rozkrzyżowanymi ramionami, ale bez głowy. Podobny zapis w Polsce sprzed kilku tysięcy lat zachował się w kopalni krzemienia, oraz na urnie glinianej odnalezionej w miejscowości Biała pod Łodzią. Nasze ludziki mają głowy a nawet palce. Znakiem tym zapisano słowo – człowiek.

3) Rysunkiem ludzika z ramionami ułożonymi jak przy trzymaniu dziecka,  zapisano słowo kobieta, matka.

4) Ludzikiem – mężczyzny z dodatkowym znakiem szachownicy pola ryżowego na dole znaku, zapisano słowo rolnik, chłop. Jak widzimy dodatkowy znak zmienia znaczenie poprzedniego i stanowi nowy ideogram.

5)  Po prawej stronie znaku –  śmiecie, widzimy rysunek trzech ptaków w locie. Według chińskiej mitologii dusza człowieka odlatuje ptakiem. Rysunki tych ptaków określają stan ludzików leżących pod lasem.

Dokładne znaczenie znaku – „Pod lasem leży dużo trupów”.

No dobrze. Znak w tym wykonaniu jest czytelny, ale gdzie tutaj słowo – śmiecie?

W ideogramach obowiązuje zasada: Trzeba stawiać nasuwające się pytania i szukać na nie odpowiedzi.

Jeżeli pod lasem leży dużo trupów, to co trzeba z nimi zrobić?

- Oczywiście pochować a teren posprzątać.

Jeżeli sprzątamy, to co wynosimy po sprzątaniu?

Śmiecie.

W ten sposób znak został zapisany i odczytany, a przy tej okazji poznaliśmy wiele innych ideogramów którymi możemy się już posługiwać i tworzyć nowe pojęcia.

Pan Chuangliang twierdzi, że tym samym znakiem można zapisać np. pole bitwy, czy inny kataklizm. Znaczenie całego ideogramu określają inne znaki w zdaniu.

To nie wszystko.

Odczyt ideograficzny nie jest ostateczny i zmienia się w zależności od kondycji psychicznej i fizycznej czytającego.

Jak wynika z tego przykładu obowiązują zasady:

1) Poszczególne rysuneczki muszą być rozpoznawalne.

2) Dodatkowe znaki określają już napisane i zmieniają znaczenie ideogramu. Powstaje nowy ideogram traktowany jako całość.

3)  Aby zrozumieć napisany ideogram należy zadawać sobie pytania wynikające z rozczytanego znaku i tworzyć odpowiedzi. Czyli: Musimy przy czytaniu myśleć. Jeżeli wyłączymy myślenie niczego nie będziemy w stanie zrozumieć.

***

Zaopatrzeni w chińską wiedzę spróbujemy odczytać napis na urnie sprzed wieków, odnalezionej w Białej pod Łodzią. Zakładam, że jest on wykonany pismem ideograficznym.

ideogramy

W pierwszej kolejności spróbuję rozczytać budowę ideogramu słońca zwanego swastyką, oraz zrozumieć drugi ideogram podobny do swastyki. Następnie cały znak uznany przez uczonych za „ Ręce Boga”. Ten znak, na dole wazy, pomaga zrozumieć górny zapis.

IDEOGRAM

Pod Nr 1, mamy zapis stron świata, a tak naprawdę – Stron Nieba, ponieważ wyznaczają je gwiazda polarna i słońce w czasie południa i równonocy.

Pod Nr 2, znakiem czterech stron nieba, czyli krzyżem równoramiennym, zapisujemy słowo – Niebo i od tego momentu jest to ideogram Nieba.

Pod Nr 3, zapisujemy pierwsze i najważniejsze światło na Niebie. Na ideogramie nieba zapisujemy tą wiadomość przez narysowanie jednej kreseczki na krańcach krzyża, co czyta się – Pierwszy na niebie. Sądzę, że zapis jest logiczny.

Mamy ideogram słońca.

Korzystając z chińskich technik budowy i czytania ideogramów, tym znakiem możemy zapisać również inne słowa. Gdy świeci słońce jest dzień i jest światło, zatem możemy tego ideogramu użyć do zapisu tych słów. Jeżeli zestawimy go z sylwetką człowieka, zapiszemy słowa – „człowiek oświecony, uczony”. Przejdźmy do odczytu następnego znaku.

Pod Nr 4,  zapisujemy drugie, pod względem ważności, ciało niebieskie, czyli księżyc. Na planie nieba, czyli krzyża równoramiennego, rysujemy po dwie kreski na końcach ramion. Stworzyliśmy w ten sposób ideogram księżyca. Proszę zwrócić uwagę na budowę tych znaków. Mamy zapis nieba a na nim ponumerowane pod względem ważności ciała niebieskie.

Przez analogie do poprzedniego ideogramu tym możemy zapisać słowo Noc, Ciemno.

Gdy zestawimy ideogram słońca i księżyca, czytamy 1) Słońce i księżyc. 2) Dzień i Noc.

Ponieważ dzień i noc jest dobą,  mamy ideogram dla doby oraz dla czasu. Aby zapisać współczesną godzinę  korzystamy z zasad  matematyki i ideogram doby dzielimy na dwadzieścia cztery.

Aby zapisać miesiąc do ideogramu księżyca dodajemy cyfrę, ta z przodu ideogramu wskazuje ile to miesięcy zapisaliśmy a  cyfra za ideogramem księżyca wskazuje kolejny miesiąc np. maj.  Wydaje mi się, że zapis jest czytelny. Teraz rozczytajmy jakie treści  niesie z sobą zapis „Ręce Boga”.

ideogram2

Ustaliliśmy wcześniej, że krzyż równoramienny jest ideogramem nieba, a dorysowywane kreseczki stanowią zapis ciał niebieskich, zatem mnóstwo kresek na ideogramie nieba może być ideogramem mnóstwa gwiazd. Ideogramem rozgwieżdżonego nieba. Ideogramem kosmosu.

Jak rozczytać wyżej skreślony znak?

W ideogram kosmosu wpisano, na przemian ideogramy słońca i księżyca. Czytamy: słońce, księżyc, słońce, księżyc, słońce księżyc itd. Znaki czyta się bez końca.

Co to może znaczyć?

1) Prawo kosmosu i prawo świata, czyli cykliczny ruch po kole, który trwa bez końca. W ruch ten zaklęte jest również prawo ciążenia. Ruch ten obowiązuje nie tylko kosmos, ale i atomy z których zbudowana jest materia.

2) Nie zdziwiłbym się, żeby to był również ideogram Boga. Takie pojęcie Boga jest  głęboko przemyślane. To nie jest, niezbyt rozgarnięty Jahwe z długą i siwą brodą, którego mądrzy rabini uczą rozumu.

Spodziewam się, że moje wątpliwości rozwieje zapis na górnej powierzchni naczynia.

Spróbujmy napis rozczytać tak jak jest narysowany a dopiero później sięgniemy do chińskich zasad zrozumienia znaku.

***

Z ideogramu księżyca wypada młodzieniec na koniu. Przebywa swoją drogę w czasie i zamienia się w ducha, który również ma swego konia i swoją drogę do przebycia. Z ducha rodzi się następny młodzieniec i po pewnym czasie znowu duch. Cała ta procesja zmierza w kierunku ideogramu kosmosu. Znak, który omawiałem poprzednio sugeruję, że to towarzystwo ma być wpisane w wolne pola krzyża, tak samo jak znaki słońca i księżyca na powyższym ideogramie.

Nie mam żadnych wątpliwości, że to jest już zapis wierzeń religijnych.

1) Człowiek na koniu, to człowiek w podróży, który ma do przebycia pewien odcinek drogi życia.  Można tym znakiem zapisać podróż i drogę. W tym wypadku mamy zapis: Człowiek od momentu narodzenia aż do śmierci ma  do przebycia swoją drogę. Następuje śmierć, jego dusza nie umiera, ale również ma do spełnienia swoje zadanie. Dusza człowieka jak ziarno, ma zaklęte w sobie życie. Gdy ziarno trafia w ciemność ziemi, puszcza korzenie i z niego rodzi się nowe życie.

Jak widzimy na rysunku – Dusza spełniła swoje zadanie i wyszła z ideogramu księżyca, czyli z ciemności, jako odrodzony człowiek. Po śmierci człowieka znowu wraca na księżyc, by dać życie następnemu pokoleniu.

Jest to zapis słowiańskiej wiary w reinkarnację, ale bez podtekstów politycznych jak w wierzeniach Hindusów.

Te obrazki wpisane w ideogram kosmosu są zapisem cykliczności życia nie tylko człowieka, ale  i życia całego kosmosu a zatem i życia niepojętego Ziarna Kosmosu, Ducha Kosmosu, Boga.

Tekst ten wyjaśnił więcej niż się spodziewałem i potwierdza spostrzeżenia niektórych polskich naukowców.

Pan królestwa Dusz  Nyja wywodzi swoje imię od słowa NYĆ – chudnąć, tak jak to czyni księżyc. Dolna postać ze „słupa” wyłowionego ze Zbrucza posiada trzy twarze. Jedna kwadra jest niewidoczna, sugeruje to, że Tryglaw jest bóstwem księżyca – może Nyjem, z którego wychodzą dusze dając życie ludziom i bogom. To On wykonuje najcięższą pracę i cały świat jest na jego  głowie a spełnia zadanie boskie podobne do zadań ludu, który bierze na siebie najcięższą pracę i żywi cały naród. To z ludu wyrośli ci co są na górze.

Staje się zrozumiała nazwa bóstwa z Prilwitz – Rżatro  – Potrójne Żyto związane z życiem.

***

 

Pragnę zwrócić uwagę na symbolikę.

Symbolem nieba jest krzyż równoramienny. Symbolem kosmosu rozbudowany krzyż, zwany „Rękami boga”. Symbol ten, to nazwa nieosobowego bóstwa Słowian. Z chwilą nadania mu cech osobowych, musiał przyjąć imię.

Jakie?

Może odpowiedzi należy szukać  w Wedach?

Krzyż, dawniej Krysz a uosobiony – Kryszna.

Proszę zwrócić uwagę w nazwie bóstwa mamy  słowo słowiańskie i gramatykę słowiańską.  Wyraz Kryszna, według polskiej gramatyki,  to rodzaj żeński.

W języku Słowian  Słońce i Ziemia i to co  związane z rodzeniem, dawaniem życia, jest rodzaju żeńskiego. Zatem Kriszna  powinna być boginią a nie bogiem. Niebieski kolor skóry Kriszny świadczy o tym, że jest uosobionym Niebem.

Pewnym jest, że wśród Słowian bóstwo żeńskie, do dzisiaj cieszy się czcią i poszanowaniem.

Nie ulega wątpliwości, że religia wedyjska jest najstarszą i najdokładniej zachowaną religią grupy R1a1. Zoroastryzm i buddyzm jest, w pewnym sensie, reakcją na stosunki społeczne ukształtowane przez Wedy, jednak z nich wyrasta, tak samo jak anglikanizm czy luteranizm z katolicyzmu. Oderwanie się od obcych i ukształtowanie się religii narodowych, jest reakcją bardziej polityczną niż religijną.   

Na urnie mamy zanotowany system wierzeń.

Wiara w posiadanie duszy. Która po wyjściu z ciała udaje się na księżyc, by ponownie wrócić i wcielić się w noworodka.   Ten system precyzują zabytki archeologiczne opisane runami słowiańskimi, jak i zachowane w tradycji byłe wierzenia, traktowane obecnie z przymrużeniem oka, jako bajdy dla małych dzieci. Jednak te bajdy skądś się wzięły.

Płaskorzeźba wykonana ze złota a odnaleziona razem z wieloma innymi w miejscowości Przylwice, nad rzeką Renem. Był to skarb świątynny ukryty w ziemi i w ten sposób  chroniony przed zagrożeniem. Czas ukrycia możemy ustalić dosyć dokładnie. Jest to najazd frankońskiego Karola Wielkiego, któremu udało się po raz pierwszy w historii, pokonać Słowian i przesunąć granice imperium, aż po Łabę. Karol Wielki , zbrojne ramię chrześcijaństwa, wyruszył z misją chrystianizacji. Przed nim wyruszyli misjonarze, którym udało się przekonać – ochrzcić, niektóre plemiona słowiańskie. Wykorzystano ich zdradę.

Sasi zawarli rozejm, dając nieostrożnie, jako gwarancję pokoju, dziesięć tysięcy młodzieży w ręce Frankom. Tego samego dnia Karol Wielki nakazał wszystkich wyrżnąć. Starszyznę przesiedlił w głąb imperium. Pozostała młodzież wcielona do armii Franków, odpłacała się rodakom, wcześniej ochrzczonym, za rozłam i zdradę.

Mamy tu klasyczny przykład wykorzystania religii chrześcijańskiej do ekspansji terytorialnej. Najpierw oferowana przyjaźń i głaskanie by  ostatecznie, wymordować całe plemiona i narody.

Wracając do tematu.

Czas ukrycia skarbów świątynnych opisanych runami, należy umieścić w latach 790 – 800 roku naszej ery. Początkowe datowanie  nauki niemieckiej na „zamierzchłą przeszłość”, znalezisko miało świadczyć o odwiecznych mieszkańcach tych ziem. Z chwilą, gdy się okazało, że napisy mogą być w języku Słowian, oskarżono miejscowego złotnika Sponholtza o produkcję falsyfikatów i zaskarżono do sądu. Proces się odbył. Śledztwo udowodniło, że złotnik skupował  figurki wykonane z brązu od tuziemców. Pisząc o tym naukowcy polscy cytują naukowców niemieckich, którzy zapominają wspomnieć o wynikach procesu. Umieszczając zabytki pisma wśród falsyfikatów. W 2000 roku udało mi się odczytać polskie runy. Napisy na figurkach są w języku słowiańskim, przeczy to twierdzeniom nauki niemieckiej..

W tej chwili interesuje nas rycina płaskorzeźby pod numerem  72 z pracy hr. Jana Potockiego pt. VOYAGE – podróże. Przedstawia ona proces kremacji zwłok.

 

potocki  Figura nr 72 z pracy hr. Jana Potockiego  pt. „Voyage  dans quelques parties de la basse Saxe”(Podróże), wydanej w roku 1795 w Hambourgu.

 

 

     Pozwolę sobie opisać ten zabytek,  odczytać i dać swój komentarz.

Jest to odlew wykonany z brązu, opisany dwustronnie. Mnie interesuje płaskorzeźba umieszczona powyżej, na której widzimy proces kremacji zwłok.

Piec do kremacji zbudowano prawdopodobnie z ciosanego kamienia. Na jednej stronie płyty pali się ogień, po drugiej stronie szczątki ludzkie. Obok pieca kłębki dymu.

Przy piecu człowiek obsługujący kremację.

Daje się zauważyć, że ważnym było, by tylko popioły z ciała trafiły do urny, stąd konieczność budowy specjalnego pieca.

Skąd  taka dbałość o skremowane szczątki ludzkie?

Czy nie wiąże się to przypadkiem z wierzeniami?

Jeżeli tak –  to jakimi?

Popiół nie psuje się, jest trwały i zdolny przetrwać w popielnicach przez tysiące lat.

Czy spopielone ludzkie ciało miało za zadanie przetrwać do czasu odrodzenia się z popiołów?

Nie zmartwychwstania, a odrodzenia z popiołów jak Feniks.

Idea zmartwychwstania znana jest z mitologii egipskiej, stąd konieczność konserwacji zwłok i zabiegi związane z ich przechowaniem.

Jak widzimy na rysunku, proces kremacji odbywa się pod kopułą nieba. Aby nie było wątpliwości, artysta umieszcza na nieboskłonie słońce i księżyc.

Dym unoszący się z kremowanych zwłok w postaci run idzie do nieba, a tam czeka na duszę  jedyny Bóg Słowian – zapisany runami –  o imieniu RODzIWOLIT  – [stwarzający siłą własnej woli]. Imię to jest tożsame z imieniem STWARÓG – stworzyciel czy PERRUN- Pierwszy Run -Pierwszy Stworzyciel.

Runy, powstałe z dymu, układają się w napis: ŹIEŹUL I –                                  

Zieźula dorobiła się u Słowian kilku imion, między innymi – gżegżółka i kukułka.

W tym wypadku, można się domyślać, zieźula pomaga duszy dotrzeć przed oblicze  Boga. To jej rysunek unosi się nad ołtarzem ciałopalnym.

Do czasów współczesnych przetrwał zwyczaj wykorzystania kukułki do wróżenia.

Przykład: „Kukułeczko miła, ile latek będę żyła?”.

- Skąd kukułka to wie?

Czy  wróżba nie sięga  do czasów pogańskich i ich wierzeń?

Nie wszystkie dusze używały kukułczego „środka transportu”. Duszyczki przodków Poznaniaków używały w tym celu świętego konika.

Wypada teraz zajrzeć do zabytków z Mikorzyna, opisanych runami.

 

 mikoryn

Kamienie Mikorzyńskie” są falsyfikatami  czy nie?

Już się na ten temat wypowiadałem.

W tej chwili muszę cofnąć  swoją poprzednią wypowiedź.

Jest mnóstwo przesłanek, by wyrobić sobie opinie o mistyfikacji, ale tylko przesłanek, nie dowodów.

1) W roku 1846 Joachim Lelewel publikuje swój alfabet, w którym jedna runa jest dla wielu głosek i jedna głoska zapisywana jest wieloma różnymi runami.

2)  W roku 1855 Piotr Droszewski u swego stryja odnajduje kamień, służący za poidło  dla źrebaków z rysunkiem i nieznanym pismem.

3)  W roku 1856 publikuje rycinę znaleziska w gazecie poznańskiej nr 158.

4)  Korzystając z alfabetu Lelewela, tekst odczytuje pan Józef Przyborowski i w  kilka dni po pierwszej publikacji podaje do publicznej wiadomości odczyt: PROWE – SBIR – K – BEL

5) W sierpniu 1856 roku Droszewski powiadamia Przyborowskiego o drugim kamieniu „w ręku Wężyka z Mroczenia pod Kępnem”. W miejsce postaci  ludzkiej  kamień ma wyobrażenie konika i opis runami. Odczyt: ZBIR – WOIN- BOGDAN – S – LNOWOI.

6) Dziennik Poznański nr 104 dnia 23 kwietnia podaje: „Jeden z takich kamieni znaleziono w Kamieńcu pod Grodziskiem, drugi w Zakrzewie pod Kłeckiem, trzy inne w Pawłówku w powiecie pleszewskiem, jeszcze jeden ma się znajdować w Kotwiecku u obywatela Józefa Morawskiego – wszystkie znalezione w miejscu gdzie i urny się znajdują wszystkie podobnie żłobione i z granitu”.

7) 26 marca  profesor archeologii przy Uniwersytecie Praskim z cesarstwa Austrii  Jan Erazm Wolc  podaje swój odczyt: SVIR  BOG  ODIN  VOIN  LUTUOI.

Alfabet J. Lelewela jest mocno „naciągany” i odczyty przy jego użyciu są wątpliwe.

Odczytów moich z „Kamieni Mikorzyńskich”  nie zrozumiałem, stąd przekonanie o fałszywce.

Po wróceniu do tematu, pod wpływem notatki pana Białczyńskiego i dokładniejszym badaniu,  muszę zmienić zdanie.

Runy zabytku z „figurką ludzką” czytają się: *                        -LIŹIRZ  KŹĆO * a z boku imię słowiańskiego bóstwa z zaświatów *                           -MRZĆDA*.

Na podobnej figurce nr 12 (J. Potocki) z Prilwitz jest napis: MRZĆDA ŁŚLAIEW – Mrzćda  łaskawa.

mrzćdaNapis informuje, że bóstwo  łaskawie wybiera duszyczki do swego królestwa.

Jak Słowianin wyobrażał sobie życie w tym królestwie i gdzie się ono znajdowało?

Na to pytanie odpowiada kamień grobowy z Mikorzyna – ten z konikiem.

Słowo „łaskawa” pojawia się przy imionach innych bóstw w Prilwicach i co ciekawe na „Medalu Krakowskim” opisanym runami –                                      –  BDĄ  ŁŚLIIEW.

Słowo „łśliew” jest różnie pisane, pismo zniekształcane.

 denar

Przypuszczam,że ci Słowianie, którzy nie potrafili  pisać a napisy uważali za magiczne, aby pomóc  krewnym w zaświatach, przepisywali je niezbyt dokładnie. Stąd zniekształcanie słów, podobnie jak to uczynił profesor Strzelczyk, kopiując napis runiczny do swej pracy.

Słowo LIŹIRZ  kojarzę ze słowem  LEZIESZ – idziesz, a słowo KŹĆO – kojarzę ze słowem KSIĄŻĘ   (ten, który każe, nakazuje) A może to imię w rodzaju Kazimierz?

Napis na tej płycie jest zgodny z jej przeznaczeniem, wierzeniami i miejscem znaleziska.

Napis na płycie z konikiem: *

LIŹIRZ DSZIN  * ĆSZ  SĄM  LN  *  LN   LA  DSZI* – na dole runa G.

Liźisz – idziesz powoli

Dszin  –  duszo

ćsz – cisza

sąm – jest

ln – lń -leń – leniuchowanie – odpoczynek

Cały napis: *IDZIESZ – ODCHODZISZ  DUSZO * CISZA JEST ODPOCZYNKIEM*

*ODPOCZYNEK  DLA  DUSZY*

W tym wypadku również treść napisu zgadza się z przeznaczeniem płyty i miejscem znaleziska.

Muszę swą opinię zweryfikować i przyznać, że KAMIENIE MIKORZYŃSKIE NIE MOGĄ BYĆ FALSYFIKATAMI.

Warto zadać sobie pytanie: Czemu inne, znalezione w tym czasie podobne kamienie nie posiadają napisów i rysunków?

Może nie każdy z budowniczych grobów komorowych znał pismo?

Może na pisaną pomoc duszom zmarłych  mogli pozwolić sobie ludzie o wyższym statusie społecznym, znającym sztukę pisania?.

Pytanie następne.

Co miał oznaczać rysunek konika na płycie grobowej?

Nasuwa mi się skojarzenie z innym znaleziskiem z tego samego okręgu kulturowego.

Brakteat

W miejscowości Wapno pod Poznaniem odnaleziono złoty medal z napisem runami: GABARZ(słowiański urzędnik sądowy – S.E.J.P. Bruckner) i scenką: Na rumaku galopuje przez niebo ideogram słońca, nad nim unosi się głowa bóstwa słońca i prawa (Perkuna?). Dołem, po drugiej stronie ziemi, lwica(An?) odnosi  słoneczko na wschód.

Podobne wierzenia zdradzają nam  dwie rzeźby z Prilwitz opisane runami, a mianowicie –  figura 6, str. 110 z pracy Mascha,  i figura nr 7 z pracy Jana Potockiego.

Dowodzi to wspólnej kultury, a może i wspólnego organizmu państwowego. Kamień grobowy z wizerunkiem Mrzćdy powyższe spostrzeżenie tylko potwierdza i nie może być „dowodem” fałszerstwa.

Był okres w zwyczajach pogrzebowych Słowian, w którym urnę z prochami stawiano na słupie, na rozstajach dróg, by duszyczka łatwiej trafiła w zaświaty.

Czy przypadkiem wizerunek konika, którym podróżowało słoneczko, nie miał za zadanie dostarczenie duszyczki do Bozi w Niebie, podobnie jak „źieźula” z Prilwitz?

Do czego służyły kamienie podobne do Kamieni Mikorzyńskich ?

Stara się odpowiedzieć na to pytanie dr W. Cybulski, którego tekst podaje poniżej.

„Co się zaś w szczególności  wyżłobionych kamieni dotycze, miały one nadto, mojem zdaniem, przede wszystkiem i to przeznaczenie, że w wklęsłość ich zbierano popiół spalonych ciał; popiół z cząstkami kości zsypywano potem  do właściwych popielnic, i takowe w rzadszych, ważniejszych przypadkach kamieniami temi przykrywano, kładąc na nich niekiedy napisy i wizerunki. Prawdopodobnie kamienie tego kształtu, pokrywane innemi, służyły czasem za popielnice. Poświadcza to Hartknoch, który rozkopując między innemi starożytny kurhan pod wsią Plewiszkami ośm mil od Królewca nad Preglem, sam znalazł popielnicę tego   kształtu, drugim kamieniem pokrytą, nie dodając czy i ten był wydrążony lub nie.”

Inną podobną popielnicę znalazł Narbut i opisał .

W podsumowaniu warto zauważyć;

Wierzenia pogańskich Słowian tyczące życia pozagrobowego i modlitwy za zmarłych do naszych czasów przetrwały i niewiele się zmieniły.

No, może o dodanie hebrajskiego „amen” i greckiego Hadesu z czarną a  rogatą obsługą,  oraz  dodatkową poczekalnią do Nieba.

Wracam  do  przeznaczenia identycznych, płaskich kamieni z wydrążoną misą odnajdywanych w grobach na terenie słowiańszczyzny.

Wydaje mi się, że polemika nie jest konieczna, wystarczy przyjrzeć się rysunkowi pieca do kremacji.

Ten płaski kamień z wyżłobieniem  to nic innego jak blat. Stawiano go na kamieniach, pod spodem palono ogień i kawałeczkami spopielano ciało. Kamienie użyte do budowy pieca, czy jak kto woli – ołtarza, zużywano potem do budowy kamiennego grobu komorowego.

Starano się zebrać wszystkie spopielone szczątki, bez zanieczyszczeń, stąd konieczność kucia i polerowania wyżłobienia w głównej płycie.

Uzasadnione jest przypuszczenie, że Słowianie wierzyli w odrodzenie z popiołów, stąd ich wielka dbałość i trud związany z ostatnią posługą. Temat ten rozszerza napis na kobiecym sarkofagu etruskim.

W tym miejscu ukłon w stronę nauki polskiej. Proszę sprawdzić, czy na płytach z Mikorzyna nie zachowały się ślady ognia. Są  magazynowane w piwnicach Muzeum Archeologicznego w Krakowie.

 

 

 

Gdzie przebywa Weles – Welobog?

 

ideogram2
Ze względu na nazwę i funkcję ten ideogram przypisałbym Welesowi.

 

 Odpowiedź na to pytanie odnajdujemy nie tylko w zapiskach z wykopalisk. Nieco zmodyfikowaną formę  przechowało nam chrześcijaństwo.

Weles mieszka w niebie na ziemi i w każdym miejscu, które jego jest, ze szczególnym uwzględnieniem księżyca. To z księżyca, na skrzydłach bocianów, wracają na ziemię duszyczki, by wcielić się w nowo narodzone dziecko. Po śmierci ciała wracają tam skąd przyszli.

Jakie mają zadania w zaświatach możemy się tylko domyślać obserwując przyrodę.  Chmury, życiodajny deszcz, płatki śniegu rzeźbione misternie w gwiazdki. Wiosną pojawiają się na niebie groźne ryki, błyskawice i pioruny ciskane na ziemię. Wszystko po to by przepędzić Mroza, Zimę i wezwać Krzyżnę – Swaroga do powrotu. Bez niego drzewa nie puszczą soków, nie pojawią się liście i kwiaty. Śpiąca, przykryta kołderką śniegową Moksza – Matka Ziemia – Karmicielka, będzie spać nadal.  Lecz Perkuna, bóstwo prawa i słońca – czuwa. Czasami Wiosna się opóźni, ale musi nadrobić straty. Welobog dwoi się i troi, rozrasta w tysiące dusz i bogów by sprostać zadaniu – i cudowi życia.

Bóstwo rży-żyta  Rżatro, spokojnie mieszkający w oraczu budzi swego sługę. Przypomina o orce i innych pracach polowych. Pilnuje zasiewów, walczy z chwastami. Ma do pomocy wężopsa i inne stwory przeganiające ptaki i dzikiego zwierza. Musi dogadać się z Chmurnikiem, by podesłał życiodajne deszcze a przegonił chmury gradowe.

AN budzi swych Antów, bo widzi jak hordy zgłodniałych stepowców wyruszyli na mord i rabunek. Trzeba dać im odprawę i nie dopuścić do zniszczenia gospodarki Obrów – Welietów.

Radowolit – zilirz bóg chorujących, przywraca zdrowie. Pogania wykształcone w leczeniu i bogate w wiedzę Wiedźmy by nie ociągały się w swych obowiązkach.  Moksza nie może czekać, trzeba wyrobić się na czas.

Mamuna pilnuje szczęśliwych porodów. Matki nie mogą umierać a bociany z nowymi duszyczkami śpieszą się. Nie może być dzieci bez duszy, chociaż się zdarzają i takie wypadki.

Lesza – Boruta bóstwo borów i lasów, budzi niedźwiedzie. Wyrosły już pierwiosnki, ruszyły trawy i zioła. Czas nakarmić śpiące żołądki. W stawach i bajorach rechot żab. Cieszą się na czas godów.

Klępy łosia, jelenia i sarny – poczuły wolę bożą. Jelenie przygotowują się do walki o prawo do założenia rodziny. Słychać porykiwanie i starcia na rykowisku.

Wraz z powrotem Swaroga i ciepła, powróciły ptaki z zaświatów. W lasach słychać ich śpiew godowy  i krzątanie  przy budowie gniazd.  Lasy i bory ożyły. Budzi się nowe życie. Boruta zadowolony.

Na łąki i pastwiska  wyszło zgłodniałe bydło. Zajadają się świeżą, zdrową i pożywną trawą.

Będzie dobry udój.

Z odtajałej wierzby pastuszki strugają fujarki. Wpierw trzeba dobrze odbić korę by popuściła a potem zdjąć płaszcz. Można też sporządzić trąbkę. Idzie na nią większa gałąź. Korę nacina się wężowo i skręca w trąbkę. Co prawda na takiej trąbce nie pograsz, ale za to ma głos donośny i w razie biedy, można wezwać rodziców czy sąsiadów na pomoc – a nawet wilka odstraszyć.

W wypróchniałych dziuplach wierzb można napotkać Rokitę – Kusego. Nie straszne to bóstwo, przeważnie przeziębiony i zasmarkany. Leczy się gryząc korę wierzby i zapijając miodem. Z tego powodu opiekuje się pszczołami i barciami. Pszczelarze muszą z nim żyć w zgodzie, by odstraszał niedźwiedzie i pilnował, aby pszczoły szczęśliwie przezimowały.

Czasami nad brzegami jezior i stawów można spotkać Wodnika. Jest to karzeł z długą zieloną brodą z wodorostów. Gdy siedzi w tataraku lub łozach, przejdziesz obok i nie zauważysz. Ma on poważne zadanie. Musi doglądać swego gospodarstwa. Patrzeć by ikry nie pożarły inne ryby, by wody było dosyć a jeziora nie zamuliło. Powiadają, że przepycha stare studnie lub wierci nowe, aby dokopać się do źródła. Powiadają, że czasami ugania się za Syrenką. Muszą to być bajdy. Nasze Syrenki to przecie wojowniczki.

Za ludźmi nie przepada. Wybierają my ryby i raki. A kąpiąc się w czystej wodzie, czasami zanieczyszczają.

Borowy  również patrzy na ludzi krzywym okiem. Drzewa mu wycinają. Polują na zwierzęta. Zaśmiecają las. Straszą zwierzęta. Ale gdy ludziom zagraża niebezpieczeństwo, przychodzi z pomocą. W lesie ukryje. Swoich rozpozna. Powiadali, że wiewiórkom i srokom podpowiada jak zbudować ciepły domek. Gdy mróz i zawieje, przychodzi do nich w gości. Sroki widzą w nim postać ludzką i aby godnie ugościć kradną ludziom srebrne łyżki i widelce.

Domowy, Gumienny i Polowy ponoć z duszy dziadów pochodzą. Każdy pilnuje swego, od ognia i złego ducha. Dużo nie zje, Wystarczy mu to co zostało na talerzu. Wypić lubi. Wiadomo  –  nasz.   Należy strząchnąć kieliszkiem po wypiciu, spadnie kilka kropel na podłogę. To mu wystarczy.

Gumienny ma więcej roboty. Przywołuje koty, gdy się myszy pojawią. Przepędza Zmorę, gdy zechce nocą pohasać na koniu. Gdy się obcy, czy tchórz pojawi a pies zaśpi, to tak mu da w ucho, że budzi się od razu i szczeka, czasami nie wiedząc dlaczego.

Polowy ma inną robotę. Pilnuje zasiewu, Pomaga bóstwom roślin. Gdy susza – wzywa Chmurnika, by nieco pokropił. A gdy nadejdzie grad i burza, zwołuje Wiły, by rozgoniły chmury. Dobry gospodarz zawsze sadził dziką gruszę, na polnej drodze. Dzięcioły dłubały dziuple i przygotowywały Polowemu mieszkanie. Z wysokości gruszy, miał lepszy widok na pola. Dobre duszki pokazywały się zwierzętom i umiały się z nimi dogadać.

wiły

Wiły. Inspiracja do płaskorzeźby z zachowanych kolczyków.

About these ads
Tagged with: ,

Odpowiedzi: 58

Subscribe to comments with RSS.

  1. Mezamir said, on 29 Grudzień 2012 at 15:45

    Imię boga zrodzone ze słowa WIELE, zatem nazwą zrozumiałą jest Wielobóg.”-Może po prostu Bóg Różnorodności/Wielości?

    „Bóg jest jeden w wielości”.-Tzn,świadomość jest jedna,we wszystkim co żywe.
    Wielu bogów,wielu ludzi i cała reszta stworzenia,mają jedną świadomość.
    Zupełnie jak przestrzeń w której się znajdują.
    Nie ma kilku przestrzeni,nikt nie ma własnej przestrzeni.
    Każdy znajduje się w jednej i tej samej,razem.

    Rój jest jeden w wielości,tzn jeden rój=tysiąc pszczół.
    Rój tworzą pszczoły,rój bez wielości pszczół nie istnieje.
    Tak to widzę :)

    Krzyż, dawniej Krysz a uosobiony – Kryszna.”- воскресенье

    „Po śmierci człowieka znowu wraca na księżyc, by dać życie następnemu pokoleniu.

    Jest to zapis słowiańskiej wiary w reinkarnację, ale bez podtekstów politycznych jak w wierzeniach Hindusów.”

    „Zaś ci, którzy w wioskach czczą ofiarę, czyny i dary,

    Wchodzą w dym, z dymu w noc,

    Z nocy w połowę miesiąca o malejącym księżycu,

    ….Z tych miesięcy do świata przodków,

    Ze świata przodków w przestworza, z przestworzy na księżyc,

    ….Tam przebywają tak długo,

    Jak wielka jest pozostałość ich czynów,

    I tą samą drogą, którą tam przybyli, stamtąd powracają

    Wracają w przestworza, z przestworzy w wiatr,

    Stając się wiatrem, stają się dymem,

    Stając się dymem, stają się mgłą.

    Stając się mgłą, stają się chmurą,

    Stając się chmurą, spływają z deszczem”.
    http://kazwid.w.interia.pl/upaniszady.htm

    „Skoro nasz Weles jest wielobogiem jedynym i każde bóstwo jest nim to wszyscy bogowie, wszystkich ludów są emanacją naszego Welesa.”

    Proszę porównać Welesa z Waruną :)

    Słowo Waruna wywodzi się od wara znaczącego w sanskrycie rozległość.
    Jego imię oznacza tego który wszystko przykrywa i jest powiązane z niebem i wodą.
    Taka forma imienia jest etymologiczne tożsama z greckim imieniem Uran(os) (Oυράνος – niebo)
    lub tybetańskim/sanskryckim słowem Wawel-niebo.

    Ciekawe co oznacza słowo sanskryt,może sens skryty?

    „Literatura wedyzmu określa następująco Warunę: bogowie idą za jego wolą, bohater , czarodziej, hojny, król, król, łaskawy, mędrzec, mierzący przestrzenie, miłosierny, niezgłębiony, o cudownej mocy, o nieodpartej mocy, odsunął niebo i słońce, ogromny buhaj, pełen mocy , ponad wszystkim, poznaje ponad niebem i ziemią, przedziwny, przemądry władca, przemyślny, rozpostarł ziemię, rozsnuł podniebne przestworza, rozsnuł ziemię własnym prawem, sławny, spełniający prawo , strzeże prawa , surowy, syn nieskończoności, ugruntował dwa światy, umieścił na niebie słońce, utrwalił niebo, wielki mędrzec, wierny prawu , wieszcz nad wieszcze, włada ludem najświetniejszej rasy, władca ziemi, władca, władczy majestat , wymierza ziemię, wysnuł i dzierży obydwa światy, wyżłobił drogi dla słońca, złotolity, zna drogi wielkiego wichru, zna dwanaście miesięcy”

    Dziwne że zna 12 miesięcy skoro pierwotnie wedyzm dzielił rok tylko na 10 miesięcy.

    http://www.nama-hatta.pl/news.php?readmore=1674
    Od 2:15, 2:37!!!! do 3:24

    Waruna jest jednym z asurów, jego pochodzenie wywodzi się z okresu,
    gdy asurowie byli jeszcze postrzegani jako mniej demoniczne, a bardziej boskie istoty.

    Asura (także: assura, asaura, aszura; san. asu – „oddech Prajapati” lub as – „być”) – w hinduizmie i buddyzmie potężne i złe istoty, przeciwnicy dewów.

    W języku awestyjskim słowo ahura (odpowiednik indyjskiego asura) oznacza boga
    (np. irański Mitra czy Ahura Mazda), a demona określano terminem daeva.
    W zaratusztrianizmie to dewy byli źli, natomiast asurowie byli dobrymi bóstwami.

    Waruna jest powiązany szczególnie z Mitrą, mniej z Agnim, Somą i potworem Wrytrą.

    • bialczynski said, on 29 Grudzień 2012 at 19:01

      Słowo sans-skryt ma rzeczywiście znaczenie – sens skryty, ale także świętość – swęs skryt – idac dalej każdy język mówiony zawiera w głoskach wymawianych magiczną moc i modulowanym głosem stwarza się czary. Słowo skry – znaczy dla nas także labirynt a labirynt jest symbolem wiedzy tajemnej. Wyspa Skryta to kreta, na Skrycie ryto labirynt – skrynt, budował go Dedal który miał syna Ikara- I-Khara – IHarousa – inaczej Igora – a ich pelmieniem było plemie Bierygów – kopaczy Ryjnów – tych samych z których wywodzili sie Indyjscy bogacze Skrytowyrwowie z Kejkajem. Stąd skryt – znaczy też to samo co Skrzat – skrzysty, skrzętny, skryty – skrzynia itp. Dzisiaj z tego samego rdzenia mamy słowo schron – skron – podziemne ukryte miejsce. A więc sansskryt skrywa w sobie prawdę „ukrytą” w swoich głoskach i dźwiękach i w swoich kobalnych zapisach Dawanu gari – dawangari – Dawać Gar – ogień żer, ofiarny ogień , żar i wreszcie har – horzeć, gorzeć Dawan (jak w dywan splot – pleciona, kobalna mowa-zapis) Harów.

      natomiast to co mówi ten człowiek na temat wywodzenia się języków z siebie to wiedza na pewno nieaktualna w świetle genetyki, bo najbliższe wspólnego aryjskiego – sistańskiego języka skołocko-indo-słowianskiego sa te trzy właśnie. Kwestia zaczyna się powoli wyjaśniać właśnie obecnie – na pewno nie chodzi tutaj jednak o 5-6.000 lat temu czy nawet 6.000 pne. nasz wspólny język musiał powstać 25.000 lat temu.

      Jest kilka wskazówek które zdają się świadczyć jednak na pierwotną bliższość słowiańskich języków do tamtego wspólnego a nie sanskrytu. jedną z takich wskazówek są znaczenia słów – sens powiązany z głoską nie z zapisem ale z brzmieniem. Dla nich słowo Hara – przejrzysty, przezroczysty, czysty – ma ewidentnie „wtórne” konotacje w stosunku do jego zapewne najprosszego znaczenia hara – góra, łysy szczyt odbijający światło, pusty gorejący, jarzący się – czyli i góra i grzać i goreć – tak jak to ma znaczenie u nas. Czysty – także znaczy pusty, jak w czysty umysł, jak w czyste łono – czyli puste, pusty wierzchołek czyli czysty, ale ich pojęcie nie obejmuje także innych takich jak gorzeć, ger, jer, or – jądro, światło, blask.

      Nie chodzi w tej zabawie wcale o to żeby przypisac sobie czyli Słowianom praźródło – chodzi o to żeby ustalić prawdę dla samej PRAWDY.

      Nie musimy rozstrzygać starszeństwa, bo Haramein tak samo czyta magiczne sensy z hebrajskiego i z zapisów hebrajskiego a Rosjanie czytają z głosek cyrylicy i znaczeń wymowy słów rosyjskich.

      Jezyk zawiera w sobie podwójny znak – Pierwszy w Mowie a drugi w Znaku pisanym – obydwa nie są żadnym przypadkiem. Oto wielokrotnie omawiane przeze mnie słowo bog- którego odwróceniem jest celtyckie god – to lustrzane odbicie słowa bog i w wymowie i w zapisie. Jestem sceptyczny do rekonstruowania wyłącznie z zapisu. To może prowadzić do błędów, trzeba potwierdza miejsce bóstwa – a właściwie Mocy czy Żywiołu bo to przecież Wieda i Wiara Przyrody, na wszelkie możliwe sposoby – jednym z nich jest poza etymologią filozofia czyli WIEDA.

      Kolejna sprawa to pierwotność dźwięku w stosunku do zapisu – lepiej czytac z brzmienia i odtwarz\ać przeszłośc z mowy bo mowa była przed zapisem – mowa wyraża emocjonalny stan, przeżycie związane ze zjawiskiem. Dlatego war-gar-żar-har – jako gorący, ognisty, świetlisty – jest pierwotniejsze w stosunku do zapisu stąd miejsce Z-WAR-RAGARa – Z żaru Światła Gorzejący.

      Źródłem bezcennym jest dla nas Słowian rzeczywiście sanskryt i stary język pali i huno-awar – w którym zapisana jest Gathba-Gadka Zaratusztry Obwiesta-Awesta.

      Także zróżnicowanie języków hindi, wiedza nasza o tym że jest on zmieszany z drawidyjskim, i jednorodność jezyka słowiańskiego który nawet jaby się wysilić nie ma 32 gwar o których tutaj mowa jako o 32 odrębnych sanskryckich językach.

      Kolejna rzecz wśród tego 1 miliarda Hindusów jest 420 milionów ludzi R1a1 – P4rasłowian pochodzenia Scytyjskiego – Koszetyrskiego – tego samego co Koszebe – Kaszubowie i Kosowianie Serbscy byli kiedyś i Jakoszanie i Rakoszanie – Małopolscy i Austriaccy. Półwysep rzeczywiście jest siedfliskiem starych kultur i mnóstwa ludzi, ale to R1a1 – o czym dopiero co pisałem ma na swiecie reprezentację 1 ,1 miliarda. Indie są óznoetniczne – 420 milionów z nich to R1a1 – Nie wiem dokładnie ile osób mówi językami które można zaliczyć do sanskryckiech – jeżeli miliard – to znaczyłoby że Koszetyrsi – Kasztrijowie narzucli tam język będąc w mniejszości. Wtedy liczba zbratanych z nami ludzi w tym samym języku bardzo by wzrosła.

      musza to postudiować ilu tam ludzi mówi w aryjskim czyli pochodzącym z sanskrytu i pali.

      • Mezamir said, on 29 Grudzień 2012 at 19:19

        Istnieją co najmniej trzy odmiany sanskrytu:

        Sanskryt wedyjski – używany ok. XV–VII w. przed Chr., m.in. w Wedach
        kiedy to był używany jako jedyny język

        Sanskryt klasyczny – z okresu kiedy był używany głównie przez warstwy wykształcone, czyli warny bramińską i rycerską (kszatrija), często jako drugi język; w wersji skodyfikowanej (uporządkowanej)
        przez Paniniego (IV w. p.n.e.) jest to właściwy język kultury indyjskiej, łacina Indii
        używany aż do czasów nowożytnych; to w tym okresie pojawiła się dopiero nazwa sanskryt

        Sanskryt poklasyczny mieszany (ang. Hybrid Sanskrit), w którym występują elementy (lub wpływy) starożytnych języków ludowych, mówionych języków Indii, prakrytów i palijskiego; odmiana ta występuje głównie w tekstach heterodoksyjnych religii Indii, buddyzmu i dżinizmu
        (istnieje też odmiana tzw. epigraficzna, np. z napisów naskalnych cesarza Asioki, III–II w. przed Chr.

        Gdy religie te wdały się w debaty z hinduizmem (III–XI w.), sanskryt ich tekstów zatracił cechy hybrydalne i również stał się sanskrytem klasycznym, choć zachowującym specyficzną terminologię techniczną.
        Różnice pomiędzy tymi odmianami są widoczne głównie w słownictwie, a w gramatyce nie są na tyle duże,
        by osoba władająca sprawnie jedną z nich nie była w stanie bez problemów czytać tekstów w obu pozostałych.

        Sanskryt jest językiem grupy satemowej – praindoeuropejskie miękkie k przeszło w nim w ś, podobnie jak w języku polskim w s.
        Jeśli grupa satem jest grupą genetyczną, oznacza to, że polski jest bliżej spokrewniony z sanskrytem niż np. z niemieckim czy francuskim.
        Hipoteza podziału języków indoeuropejskich na grupy satem i kentum jest jednak dzisiaj coraz bardziej podważana.

        http://pl.wikipedia.org/wiki/Sanskryt

      • bialczynski said, on 29 Grudzień 2012 at 19:42

        Wiki jak zwykle nie jest aktualna. Aktualna była dyskusja na HistMAGu ale tam zamknęli forum. Zastanawiam się czy dlatego że dochodziło do wniosków niepoprawnych politycznie z punktu widzenia grantów, z których jest opłacany Histmag?! Np właśnie o wtórności greki do języków słowiańskich i kreolizacji w łacinie, językach germańskich itp, no i oczywiście dyskusje genetyczne – mocno tam wrzało i bardzo nie po myśli propagandy niemieckiej, dobrze że to co ważniejsze przeszczepiliśmy do naszych artykułów, bo nie byłoby już po tym śladu! Obserwowałem tam ostre boje z takimi co to z klapkami na oczach bronili starszości Celtów i Germanów aż do ostatniego szańca, niczym Berlina w 2 Wojnie.

        Tam właśnie pisano o tym, ze kentumizacja jest wyrazem kreolizacji praaryjskiego w zetknięciu \ silnymi wpływami języka I1 który odcisnął mocny ślad na języku R1b1 podczas gdy język I2 nie zatarł satemów ze scytyjskiego i przetrwały do dzisiaj, tak samo jak duża liczba przypadków = temu co w sanskrycie.

        Ile sanskrytu jest w hindii ile aryjskości jest we współczesnych językach Indii? To ciekawostka.

      • bialczynski said, on 29 Grudzień 2012 at 19:49

        Z mapy pod tym linkiem :
        http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Indoarische_Sprachen_Gruppen.png&filetimestamp=20110617074320

        wynika że terytorialnie mówi Indoaryjskimi językami 2/3 kraju, czyli dużo więcej niż jest R1a1 – nawet może to być koło 700 mln ludzi. To by Ariów stawiało co do liczebności na równi z Chińczykami jako dwie najliczniejsze populacje na świecie. Nie znam jednak danych liczbowych dokładnych.

        Oczywiście mam już! 73% ludności mówi w językach indoeuropejskich – satemowych. Dane na Wiki są z roku 2001 – stareńkie. Z tego wynika ze tak jak szacowałem około 700 mln Hindusów na język narzucony przez Ariów. A Drawidyjskie jakimi mówi grupa R2 – pokrewna R1 to aż 24% – język bardzo bliski aryjskich. To oznacza razem 97% Hindusów w tych pokrewnych aryjskiemu językach.

        Do tego dochodzi Ceylon czyli Siel-Lanka, z czego ktoś się tutaj próbował naśmiewać ze ze Sri-Lanki robimy Sielankę ale tam właśnie jest takie brzmienie tej nazwy w wielu wymowach SRI tylko Śl.

        Pozostawałoby ustalić który jest bliższy pierwotnemu praindoeuropejskiemu – polski/rosyjski czy któryś z tamtych. Ponieważ Rosjanie są potomkami ludzi znad Wisły i odry to sądzę, że język polski jest tym nośnikiem kultury – słowotwórstwa i pierwotnych znaczeń religijnych i z dnia codziennego w stosunku do rosyjskiego, który musiał się zmiękczać i modyfikować w kontakcie z językami turecko-mongolskimi. To oczywiście nic nie znaczy w sensie źródła – bo w rosyjskim są takie archaiczne słowa jak np. żertwa i ono funkcjonuje sobie na co dzień. Dzisiaj oglądam materiał o katastrofie Tu 204 i leci na pasku także po rosyjsku i czytam, oczy przecieram – 11 na pokładzie a 3 żertwiennikow – czyli 3 ofiary.

        Zatem w moich artykułach niedoszacowałem tak naprawdę ludzi o bliskospokrewnionym ze słowiańskim języku – bo razem z hindusami i Ceylończykami to stwarza R1a1 – jako najliczniej reprezentowaną językowo grupę na świecie – liczniejszą niż Chińczycy. tyle tylko że my tutaj jesteśmy teraz na peryferiach tego centrum kulturowego – nie oddziałujemy na nie na pewno prawie w ogóle.

        Chociaż kto wie – elity hinduskie kształciły się po 1945 roku głównie w Moskwie i Anglii i USA, czyli po rosyjsku i angielsku.

      • Mezamir said, on 29 Grudzień 2012 at 19:20

        http://www.sanskryt.eu/pl/taxonomy/term/1

      • Mezamir said, on 29 Grudzień 2012 at 20:39

        San-wątpliwości.
        Sanatana, sanathana [sanAtana] — starodawny, odwieczny, bezpoczątkowy.
        Sandeśa [saMdesha] — przesłanie, nauka, pouczenie.
        Sandźiwa [saMjIva] — ożywiający; akt przywrócenia życia; nazwa góry, którą niósł Hanuman.
        Sanskara [saMskAra] — wrodzone skłonności związane z poprzednimi wcieleniami; obrzęd, ceremonia, sakrament

        Sanskriti [saMskRti] — kultura; doskonalenie, formowanie.
        [saMskRta] – wyrafinowany (np. język).

        Sankhja [sAMkhya] — jeden z systemów filozoficznych, na którym opiera się m.in. praktyka jogi.

        Sanjoga [saMyoga] — unia, połączenie, kontakt.

        San/wątpliwy,niejasny,skryty,sens utajony.

      • bialczynski said, on 29 Grudzień 2012 at 20:51

        Tutaj są pod koniec najstarsze zapisy związane praindoeuropejskimi Scytammi czy też prasłowianami – Kamiennaja Mogiła, Harappa i Vinca:

        http://www.youtube.com/watch?v=Dvt3sDRj17Y&feature=related

        Warto także na temat naszego kalendarza Słowiańskiego i roku 7520 zobaczyć to:
        http://www.youtube.com/watch?v=XSTISOChvcA

      • Mezamir said, on 30 Grudzień 2012 at 1:19

        „każdy język mówiony zawiera w głoskach wymawianych magiczną moc”

        Mnich Kūkai wierzył, że prawda (siunjata) może zostać wyrażona w słowach
        a mowa za pomocą praktyki mantr/zhenyan,posiada moc sprawczą.

    • zaganpolska said, on 29 Grudzień 2012 at 19:03

      To zaczyna wyglądać na ‚dyskusję’ w stylu „najmojszej racji”. A przecież autor wyraźnie pisze, że religie (ale i wiara) mają raczej wymiar polityczny niż jakikolwiek inny. Po co zatem się spierać o ilość cukru w cukrze?
      Co jest prawdziwym celem tej strony? Odnajdywanie prawdy czy tworzenie / powrót do około-religijnych idei politycznych?

      • Mezamir said, on 29 Grudzień 2012 at 21:54

        To zaczyna wyglądać na ‘dyskusję’ w stylu “najmojszej racji”.

        Jak zwykle przesadzasz :)

  2. zaganpolska said, on 29 Grudzień 2012 at 17:27

    Wszystko fajne ale prowadzi to póki co donikąd. Tj. dopóki będą rozczytywane tylko treści religijne/wiary. Prawdę przyniosłyby odkrycia typu, czy np. kraina zwana rzekomo w źródłach arabskich „Khojaby” czyli Kujawy były o dużo większym zasięgu terytorialnym niż dziś się uważa, i istniały jako jedne z 3 państw słowiańskich. Pochłonęły mnie informacje, że te duże lub skonfederowane Kujawy wiązały się z Pomorzem, Mazowszem, Ziemią Sieradzko-Łęczyńską a dalejnawet po Dniestr z Kijowem (na wzór Kijewa Królewskiego). Co zarazem jest trochę w opozycji do roli Krakowa (i tej strony?), no ale ja wiążę go z drugą z krain, tj. tak Kraków jak Śląsk (+dolny) wiążę z kulturą południową słowiańską – Czech, Słowaków, Chorwatów itd – Białą Chrobacją – krajem Białych Odważnych Mocarzy (hrabrost z serbskiego czy chorwackiego to odwaga). Trzecia kraina na dziś to wg. mnie Połabie, Łużyce itd. i być może Pomorze Zachodnie. Umniejszoną ziemię Polan (Wielkopolan) trudno mi na dziś umiejscowić.
    Mam osobiste interesy w rozwikłaniu takich tajemnic. Od strony ojca babcia z dziadkiem pochodzą z Konina i okolic. Od strony matki ze Lwowa i Ziemi Sieradzkiej (dziś w powiecie kłobuckim a więc już w przynależności śląskiej a wcześniej także przecież małopolskiej).
    Jakkolwiek nie narzekać na kościół to zachował on jednakowoż chyba podział odpowiadający przeszłości tych ziem. Bo tak Konin jak Sieradz podlega diecezji włocławskiej (kujawskiej) a przez pewien okres czasu drugą stolicą tej kujawskiej diecezji był Wolbórz – w powiecie piotrkowskim.
    Dziękuję za tekst ale z chęcią poczekam na bardziej świeckie dzieje Słowian.

  3. Mezamir said, on 29 Grudzień 2012 at 21:03

  4. Agnieszka "Agnessa" Wójcik said, on 30 Grudzień 2012 at 0:54

    Komentarz poza tematem, ale o czymś aktualnym : Otóż byłam wczoraj na seansie w kinie Imax : „Hobbit : Niezwykła Podróż”, czyli cz. 1 „Hobbita” (wersja 3D z napisami) i z początku filmu padło słowo „sobótka” w napisach w kontekście tego, że początek filmu dotyczył zarazem początku „Drużyny Pierścienia”, czyli urodzin Bilba i pokazu sztucznych ogni urządzanego przez Gandalfa właśnie w trakcie sobótki też. Nie mogę sobie przypomnieć czy w filmie nie było i więcej nawiązań słowiańskich, choć mam wrażenie, że coś jeszcze było, a w internecie na razie nie mogę znaleźć wersji do obejrzenia w internecie z napisami lub z dubbingiem, a jedynie angielskie i są na razie w internecie wersje nagrywane kamerami w kinach-jak to pierwsze wersje pirackie-lub są do obejrzenia za opłatami. Przyjdzie jeszcze poczekać na DVD trochę, a kolejne części „Hobbita” mają być w kinach co roku. Powiem tyle, że jak ktoś ma jak to niech pójdzie tyle razy ile potrzebuje-mi się świetnie ten film oglądało właśnie w Imax w 3D z napisami ze względu na oryginalne głosy, osłuchiwanie się z oryginalnymi językami używanymi w filmie-choć w wersji dubbingowej są napisy w przypadku języków Śródziemia (elfickich, orków)-no i wreszcie trafiłam na bardziej normalną widownię, bo widownię złożoną z osób w wieku 20-30 lat, fanów i miłośników Tolkiena :)
    Jestem zachwycona filmem i od razu wpłynął dobrze na moje życie. Do kina chodzę 1-2 razy w roku, bo mnie nie bardzo stać, ale wybieram filmy intuicyjnie i dzięki temu mnie nie zawodzą i jeszcze zmieniają moje życie i mnie na lepsze :)
    Ludzie narzekają, że ekranizacje nie są wierne książkom, ale wg mnie uwspółcześnianie nie jest złe, bo porusza tematy aktualne, o ile wręcz nie przyszłe bądź zdradza plany pewnych grup co do świata. Bądźmy czujni, bo ja wiem, że zmiany na lepsze bywają złudzeniami. Warto się odpowiednio na filmy nastawiać i zgłębiać treść i przekaz filmów :)
    Książkę czytałam lata temu, w podstawówce i chyba niecałą-jest okazja, by ją w końcu całą przeczytać.
    Na razie spisuję to, co jeszcze pamiętam, bo niestety nie mogłam od razu po obejrzeniu filmu, do mojego Filmwebowego bloga :)
    Ja jestem wręcz miłośniczką Tolkiena. Z filmu „Avatar” wyciągnęłam więcej aniżeli większość ludzi, która ten film oglądała. Co do anime „Czarodziejka z Księżyca” też jestem miłośniczką, która się skupia na tym, co ta anime w sobie niesie i przekazuje, a nie skupiam się na tym, na czym się fani skupiają. W ogóle staram się być miłośniczką, nie fanką, bo to miłośnicy są dojrzali i wiedzą to, czego fani nie wiedzą :)

  5. Mezamir said, on 30 Grudzień 2012 at 1:10

    :) W takim razie koniecznie zapoznaj się z tymi obrazami:

    Joi sun ho
    Sun Taam

    Natsume Yuujinchou
    Natsume Yuujinchou Shi
    Natsume Yuujinchou San
    Zoku Natsume Yuujinchou (kot jest nieziemski i gdyby nie on,film straciłby sporo :D )

    Serei no Moribito
    Inuyasha
    Kamisama Hajimemashita
    Sayuuki Reload
    Ginga-tetsudou
    Shounen Onmyouji
    Jigoku Shoujo
    Seirei no Moribito
    Inuyasha
    Nurarihyon no Mago: Sennen Makyou

    Bardzo nie na temat ale nie mogłem się powstrzymać.
    Agnessa prowokatorka ;D

    • Agnieszka "Agnessa" Wójcik said, on 30 Grudzień 2012 at 1:31

      A to nie wolno prowokować do dyskusji w ciekawych lub kontrowersyjnych tematach ? Z tego co wiem można, a wręcz należy :)

      • bialczynski said, on 30 Grudzień 2012 at 8:21

        Z jednej dobrej książki można by zrobić 20-30 filmów, a każdy miałby inny scenariusz i każdy będzie tylko interpretacją. Nawet sam autor ksiązki adaptując ją do filmu ma poważny problem z pełnym oddaniem jej przesłania. Przełożenie opowiadania na obrazy jest łatwe, ale sensu słow na sens obrazów nie. Tolkien wielki jest bez wątpienia i zrobił wielką wielką rzecz. Unifikował różne rzeczy w duchu mitologii celtów, którzy już praktycznie jako kultura wymarli, a odrodzili się w pewnym sensie z popiołów. Teraz mamy Wiarę Przyrody opartą na mitologii celtyckiej- to jedna z tych wiar które nie mają kanonu księgi i dogmatu – chociaż obserwuje się dogmatyzowanie Tolkiena, dogmatyzowanie Kalewali i w końcu dogmatyzowanie – zwłaszcza „od-rusińkie” i rosyjskie i ukraińskie mitologii Słowian. Temu nie wolno się poddać- żadnych wszechwiedzących w wicca i gdzie indziej nie tolerować. Tylko bezpośredni kontakt ze Świadomością Zbiorową Ludzkości, ze Świadomością Matki Ziemi i Świadomością Nieskończoną czyni człowieka WOLNYM i odpowiedzialnym.

  6. Agnieszka "Agnessa" Wójcik said, on 30 Grudzień 2012 at 21:04

    Szkoda, że tylko na chomikuj jest ten plik, ale może osoba, która to wstawiła będzie mi mogła przesłać…

    Nocą natknęłam się na jedną z mnóstwa gier online, konkretniej RPG-nie zaczęłam grać, ale, jak zwykle przejrzałam stronkę i znalazłam tam dwie ciekawe grafiki :
    http://www.niborea.com/galimg2.php?img=pic/media/Spiritual_Dragon_Niborea.jpg -duchowy smok… istnieją takie ? Wiadomo, że gra fantasy, ale pytam poważnie…
    http://www.niborea.com/galimg2.php?img=pic/media/Sea_Monster_Niborea.jpg -zapewne dziewicza ofiara dla smoka… czy istnieją smoki złe bądź takie, które wymagają ofiar bądź w sensie przeszłym, choć wiem, że tematy o smokach też bywały na tym blogu i to w poważnym sensie ?

    Na dodatek nazwa powyższego fantastycznego świata kojarzy się z Hyperboreą, o której się dowiedziałam z innej gry, w którą gram od przeszło 5 lat, w tym 4 aktywnych-Renesansowe Królestwa, która niby historyczna jest, a tak naprawdę to za mało prawdziwie historyczna-bardziej w kierunku oficjalnej historii, ale następuje tam przebudzenie np. powstaje coraz więcej religii; jest rodzimowierstwo; powstały kościoły wschodnie wzorujące się na realnych kościołach wschodnich, greckiej filozofii i rodzimowierstwie; jest druidyzm; ostatnio rozwinięto naukę medycyny, gdzie dodano tematykę, którą się zajmowała św. Hildegarda m.in. zielarstwo czy astrologię-w mechanikę niewiele to wnosi i w ogóle mechanika gry jest prosta za to ta gra żyje prawdziwie na forum… :) Szkoda tylko, że mało ludzi w nią gra i raczej wygi, ale to pewnie dlatego, że ludzie za dużo się tam nieraz kłócili i możliwe, że właśnie z powodu zbyt słabego urealniania gry w kierunku prawdziwej historii, choć gra ta skrywa w sobie wg mnie ogromny potencjał, bo to my, gracze, możemy ją tworzyć, przynajmniej na forum :)
    [Tak przy okazji... w pewnym sensie to reklama gry, ale dyskretnie potrafiłam tam promować ten blog ;)
    Jakby kto miał ochotę pograć sobie w takim wirtualnym świecie to w trakcie rejestracji jako mecenasa niech wpisze : Agnessailormoon -ja mam z tego marne 10 talarów i nie bardzo mam czas wprowadzać tam nowe osoby-za to stare wygi są w każdym mieście i pomagają chętnie nowym (jestem tam za to postrzegana, w Królestwie Polskim jako dosyć ciekawa, barwna i wręcz abstrakcyjna osoba, bo opieram się w wypowiedziach głównemu kościołowi (który poniekąd czerpie z KK, ale i z filozofii Arystotelesa, która jest też w tamtejszych kościołach wschodnich) i staram się być sobą, choć w praktyce uzewnętrznia się tam moje wnętrze i może dlatego też tak dobrze się tam czuję. Miło się czuję, jeśli w końcu dzięki mnie trafią do tej gry osoby, które coś dobrego w nią wniosą, a pole do działania tam jest nawet dla mnie samej zbyt ogromne. No i wg mnie ta gra to unikat :)
    No i można znaleźć na forum i w kontaktach z graczami wiele inspiracji i przemyśleń-tutejsza społeczność, choć niewielka, mogłaby tam wiele wnieść, choć to ryzykowne, ale zmiany, które tam zachodzą akurat na to zaczynają pozwalać. No i jakby tak jakieś młode osoby stąd się tam pojawiły... mogłoby tam jeszcze ciekawiej się zrobić... Średnia graczy wynosi tam 20-30 lat, choć jest sporo osób młodszych, a starszych raczej najmniej. Grę tworzą Francuzi, jeśli chodzi o mechanikę i zasady, natomiast jej historię i wydarzenia powodują już gracze... Jest to moja ulubiona gra online-prosta grafika, prosta mechanika, ale dzięki forum ogrom możliwości w kreowaniu swojej postaci i świata tej gry, a i myślę, że ma ona realny wpływ na osoby w nią grające, bo pobudza jednak ludzi do myślenia i własnych poszukiwań. Także jakby ktoś miał ochotę to zapraszam :
    http://www.krolestwa.com/ ]
    Przepraszam za tę reklamę, ale już nieraz czułam, że powinnam tutaj o takiej grze wspomnieć, a tym bardziej to czułam pod wpływem zmian, jakie w tej grze zachodzą… Dla większości tamtejszych graczy nadal ta gra jest zabawą, ale i wielu zaczęło zauważać jak bardzo ta gra rozwija i jaki ma potencjał i ten potencjał ma szansę tę grę rozwinąć i uratować przed odchodzeniem z niej ciekawych osób…

    • Agnieszka "Agnessa" Wójcik said, on 30 Grudzień 2012 at 21:48

      I jeszcze to : http://www.totalizm.pl/totalizm_pl.htm
      Już nieraz słyszałam o dr Pająku, ale dopiero wczoraj dokładniej przejrzałam stronę.

      A tu Polak mieszkający we Francji, który powołuje się na to, iż swoje korzenie ma w rodzie Merowingów : http://andrzejstruski.com/

      http://selectsmart.com/RELIGION/ – i zrobiłam sobie ten test, tak z ciekawości, z pomocą tłumaczenia-jakieś 2 miesiące temu, bez tłumaczenia, wyszedł mi Hinduizm najwyżej, ale robiłam na innej stronie, bez pełnej listy grup religijnych. W nocy wyszedł mi najwyżej, co ciekawe, Neo-Pagan (100%), Unitarian Universalism (92%) i Liberal Quakers (89%), za to trzy końcowe to : Eastern Orthodox (25%), Roman Catholic (25%) i Non-theist (12%)-ogólnie najwyżej prawie same religie i filozofie Wschodu, a najniżej prawie same religie i filozofie Zachodu-sama nie wiem co o tym teście myśleć, ale wynik bardzo ciekawy wyszedł i za dużo w nim co do mnie jest :P
      Jak odpowiadałam to już w sumie moja prywatna sprawa, bo test dotyczy poglądów, z tym, że co do tych grupowych wybrałam akurat takie, które uważam za swoje.
      Jest to chyba jeden z wielu testów, ale jak zauważyłam, krąży po internecie, tylko szkoda, że nie jest jeszcze bardziej rozbudowany-może znacie jeszcze jakiś bardziej rozbudowany test religijny, filozoficzny bądź poglądowy ? :)

    • Mezamir said, on 30 Grudzień 2012 at 22:12

      duchowy smok… istnieją takie ? Wiadomo, że gra fantasy, ale pytam poważnie…”- :D Wszystko jest duchowe a już w szczególności Smoki :)

    • Mezamir said, on 30 Grudzień 2012 at 22:26

      Jeśłi chodzi o symboliczne zestawienie smoka i dziewicy to chodzi w tym zestawieniu o energię seksualną która ma największy potencjał twórczy ,zwłaszcza kiedy człowiek nie jest jeszcze inicjowany w życie seksualne :)

      Złe,dobre Smoki,nie wiem,nie spotkałem.
      Są zwyczajne z tego co wiem,jak na byty duchowe to nie ma w nich niczego nadzwyczajnego.
      Lubią perły i wszelkie okrągłe kamyczki czy ozdoby :D a najbardziej arbuzy XD
      nie pytaj mnie dlaczego tak jest,ja nie wiem
      Nawet osoba która bywa po „tamtej stronie”i wchodzi z nimi w intrakcje
      nie wie tego :) po prostu tak mają.
      Arbuzy i kuleczki,głównie perły :D
      Z opowieści które poznałem,wyłania się obraz Smoka…hm…
      nie wiem do kogo można by porównać ten byt duchowy.

      To taki byt który sprawia wrażenie znudzonego,a kiedy coś mówi ogranicza się do minimum słów
      Krótko i na temat.
      http://opolczykpl.files.wordpress.com/2012/06/2.jpg
      http://opolczykpl.files.wordpress.com/2012/06/1.jpg

  7. Spokojny said, on 31 Grudzień 2012 at 0:46

    Agnieszka też zwróciłem uwagę na tę „sobótkę” dziś w kinie. Ciekawe jak to się pojawiło w tłumaczeniu. Zaraz po seansie fajny zbieg okoliczności bo nieplanowane knajpa i piwo ze spotkanymi znajomymi. Niemiec mieszkający na stałe w Holandii, Polak – katolik i Polka wykształcona nowoczesna Europejka. No i taka fajna dyskusja o świętach, gdzie tłumaczę koledze historię świąt 24 grudnia, kolejno rozbieram symbole, a co szczodre gody, a co sianko, a skąd suszone owoce, a skąd dodatkowe miejsce przy stole, a dlaczego mak, a dlaczego ta data, a czemu 12 potraw, a od kiedy choinka, a skąd dawanie prezentów, a co to Saturnalia i cała masa innych rzeczy bo zaczęło się od tego czemu ja nie chcę dziecka chrzcić i tak to poszło. Aż się zmęczyłem ile tego wykładu trzeba dać żeby to kolejno wszystko odkłamywać, tłumaczyć.. To by o samym 24 grudnia można przecież książkę napisać. Kolega oczywiście w oporze dużym, tu mu lektury i tam dalej.. Gieysztor, Janion, Krucjaty Północne.. Nawiasem mówiąc polecam fajną książeczkę co teraz wyszła Barbara Ogrodowska Polskie obrzędy i zwyczaje doroczne. Warto przejrzeć.

    On mi o dziesięciu przykazaniach, ja go pytam czy wie że to ma egipski pierwowzór, piwo leci, faza się podkręca.. W końcu tak patrzę na tego gościa z Niemiec i mówię „stary a co z tobą bo tak siedzisz słuchasz tyle czasu to w ogóle nadążasz? Nudzisz się? Jak ci się tego słucha?”. On mi na to „ja to jestem zachwycony tym co słyszę jako tą odmiennością.” Dlatego, że o Słowianach? Nie. Dlatego, że od tylu lat mieszkam w tej Holandii i tam nikt w ogóle o takich rzeczach nie rozmawia. W Niemczech to samo. Może trochę o muzułmanach czy są zagrożeniem czy nie, ale to tylko skinheadzi, a generalnie to nawet inteligentni ludzie maja na takie rzeczy wywalone. Kościoły stoją po prostu puste, przerabia się je na zakłady dentystyczne, nikogo to nie obchodzi. Ludzie w ogóle nie rozmawiają o takich tematach. A wy o tym dyskutujecie jakby od tego naprawdę sporo zależało. Jakby to była część realnego życia. Jak o jakiejś najważniejszej sprawie. Naprawdę poczułem, że jestem w obcym kraju.” Zabawne to było.

    • Agnieszka "Agnessa" Wójcik said, on 31 Grudzień 2012 at 2:45

      Pewnie się ten Niemiec nie spodziewał czegoś takiego ? :)
      A może usłyszał coś za czym wielu ludzi na świecie podświadomie tęskni ? Za prawdą, czasami przodków, żeby świat stał się lepszy… ?

      Te nawroty do pogaństwa w filmach… ale w czasie Olimpiady w Londynie też to było w pewnym sensie i o ile wiem to właśnie nawrót do pogaństwa się KK nie podoba :> I mnie to zainteresowanie KK tym tematem też się nie podoba, bo wystarczy ilu ludzi pozabijali ze strachu i ilu ludzi na świecie m.in. przez nich drży ze strachu przed zmianami, choćby miały być to zmiany na lepsze…

      Sama już nie wiem co o tym wszystkim myśleć… wiem tyle, że na świecie są zmiany i na lepsze i na gorsze, ale jest wyczuwalne, że budzi się to, co od wieków było uśpione i to właśnie to, co zmieni prędzej czy później świat na lepsze, bo ileż świat się może staczać… ?

      • Mezamir said, on 31 Grudzień 2012 at 10:05

        o ile wiem to właśnie nawrót do pogaństwa się KK nie podoba :>”- Dziwne nie?Sami są kryptopoganami i naśladują dawne zwyczaje a oficjalnie udają że są lepsi,inni i że z pogaństwem nie mają nic wspólnego,że pogaństwo to jakieś …nie wiadomo co :D Śmieszni ludzie.

      • Spokojny said, on 31 Grudzień 2012 at 12:10

        Czy ja wiem czy ten Niemiec za tym tęskni..? Ja nie miałem jakichś wybitnie szerokich kontaktów z ludźmi z zachodu, raczej sporadyczne. Jakbym się miał pokusić o sformułowanie jakichś punktów wspólnych, to w sumie jest pewne ogólne wrażenie. Otóż to co mi się u nich łączy, to zdrowy rozsądek i coś co ja bym określił jako trzeźwość. Są zdystansowani i w jakimś sensie właśnie trzeźwi. Oczywiście ta obserwacja nie aspiruje do jakiegoś ogólnego wniosku bo mała próba. Nie wydaje mi się, żeby oni tęsknili za zacietrzewieniem typowym dla Polski, które w gruncie rzeczy wynika własnie z wielkiej niepewności co do własnej wartości, co do tego kim się tak naprawdę jest, jakie ma się prawa itd. Dla nich religia jest sprawą bardzo prywatną. Mają duże wyczulenie właśnie na punkcie tego prawa do własnej prywatności. Wierzę w co chcę, płacę podatki, nie łamię prawa, nie jeżdżę po pijanemu – nikt nie może mnie ruszyć. A jak się szczuje jednych na drugich to się pogryzą i tyle. To w sumie chyba kwintesencja ich podejścia i nie wydaje mi się, żeby tęsknili za jakimś „my” które się przeciwstawi „im”. Zresztą akurat Niemcy już to przerobili dość dokładnie i tu też są wyczuleni.
        Co do zmian w świecie – trudno własną epokę oceniać obiektywnie. Mnie się zdaje, że dużo silniejszy intelektualny ferment był w tych kilkudziesięciu latach końca XIX i początku XX wieku. Komunizm, psychoanaliza, naprawdę nowatorskie zmiany w sztuce, tworzenie się nowej fizyki, wprowadzanie wątków wschodnich do zachodniego mistycyzmu.. To co mamy teraz mnie się wydaje raczej takim przeżuwaniem wszystkiego co już było powiedziane wcześniej. Takim tłumaczeniem tego na banał który się dobrze sprzeda, na pop-psychologię, właśnie na niuejdż który jest takim żerowaniem na dawno odkrytym materiale żeby go tak sprzedawać, by nawet ledwo umiejący czytać miał wrażenie, że się czegoś super hiper dowiedział.. Nie widzę żadnej „wielkiej zmiany”. Chyba najlepsze diagnozy współczesności jakie czytałem daje Bauman. W wielu miejscach w sieci można znaleźć fragmenty jego książek, albo rozmowy z nim. Na przykład o końcu świata rozmawiał z Tygodnikiem Powszechnym tutaj:
        http://tygodnik.onet.pl/36,0,78967,innego_konca_swiata_nie_bedzie,artykul.html
        i jest to całkiem niezła rozmowa. Ja jednak myślę, że ta fantazja o „wielkiej przemianie”, „końcu świata” i podobnych rzeczach pojawia się dlatego, że ludzie nie radzą sobie w tym świecie który jest. Jest on zbyt skomplikowany i wiele osób czuje się bezradnych wobec tej komplikacji. Dlatego pojawia się marzenie o zmianie reguł na prostsze. Stąd te filmy o zagładzie gdzie na przykład człowiek ucieka na koniu po opustoszalej ulicy NY przed stadem wampirów. Albo na innej ulicy NY poluje z samochodu w innym filmie. Sarny biegają między samochodami.. To jest takie marzenie, żeby wszystko było prostsze niż jest. Jak na wakacjach. Ale nie chce być prostsze.

      • bialczynski said, on 31 Grudzień 2012 at 20:10

        Do Agnieszki
        Ludzie z Zachodu i Wschodu kompletnie niczym się nie różnią. Są wśród nich jak i u nas bardziej uduchowieni i wrażliwi i mniej wrażliwi, bardziej “techniczni”, którzy mniej maja ochotę dyskutować o każdym drobnym odczuciu i filozofować – są konkretniejsi co nie znaczy, że mniej uduchowieni od tych “bardziej humanistycznie” nastawionych.

        W tej chwili nie utrzymuję bardzo bliskich kontaktów przyjacielskich z Niemcami, ale Niemcy których znam i z którymi się przyjaźniłem, nie różnili się niczym od Polaków, może dlatego że wielu z nich było artystami. Wielu było zwykłymi ludźmi jednak, tyle że hippisami (innych przyjaciół tam nie miałem), czyli ludźmi bardziej niż przeciętnie otwartymi na zmiany i “pragnącymi” wręcz zmian.

        Byli wśród nich ludzie kompletnie odjazdowi jak Nina Hagen, którą gościłem u siebie w Krakowie zanim zdążyła dać nogę na Zachód z DDR i zanim stała się tą sławną Niną. Opisałem jak się poznaliśmy pod Ratuszem na Rynku Krakowskim i jak ją stamtąd zabrałem w “Śmierci buntownika”. Ja ją znałem jako boską małą Ninę, przepiękną kruczowłosą dziewczynę o niebieskich oczach i mlecznej cerze, w której wszyscy się kochali, delikatną i kruchą. A nie jako scenicznego harpagona i szaleńca. Najliczniejsza grupa moich przyjaciół zagranicznych to Niemcy właśnie – sporo osób z Erfurtu i Berlina, z Kassel i Hamburga. MOJE CÓRKI TERAZ PRZEJĘŁY PAŁECZKĘ I WŁóCZĄ SIĘ PO EUROPIE I ŚWIECIE, WIĘC ONE KONTYNUUJĄ TE ZNAJOMOŚCI I ZWIĄZKI. Znamy blisko Szwajcarów, Finów, Szwedów, Holendrów i holenderskich Hindusów. U jednego z Hinduskich przyjaciół mieszkałem na barce przez jakiś czas w Amsterdamie. Mieszkałem też jakiś czas w Kassel u ludzi, którzy się uważają za Zniemczonych Słowian z Rostoka – rodzina Zastrow. Za czasów DDR Niemcy przyjeżdżali do nas do Krakowa, w góry, w Bieszczady, nad morze – na okrągło przez cały rok. Może to byli ludzie specyficzni, jeden był hippisem i pastorem jednocześnie, i przyjeżdżał z malutkimi dziećmi i żoną – też piękna dziewczyna. Stąd nauczyłem sie bardzo szybko stałej wychowawczej frazy niemieckiej: “Nikolaus macht A A!” – co jest zachętą nocnikową dla maluchów niemieckich. Można powiedzieć, że z braćmi Pawłowskimi, którzy o piętro wyżej w tym samym bloku tworzyli z nami “komunę” i ruch artystyczny kodystów (z drugim centrum artystycznym na 2-gim piętrze u sióstr Ryn), prowadziliśmy niemalże dom otwarty dla Niemców i innych nacji.

        Znam też oczywiście Anglików, Amerykanów – John Porter nie był nigdy moim przyjacielem,mimo że mieszkali u nas jakiś czas z Olą, powiedzmy że nazwałbym go bardzo dobrym znajomym, ale jego żonę Olę już bym określił przyjaciółką – to najbliższy hippisowski krąg- jedna grupa. To są więzy na całe życie.Nie muszę się z nią spotykać, ani z Psem, bo po prostu czuliśmy tak samo i znamy się “telepatycznie”. To samo z braćmi Piekarczykami – fajnie by się było spotkać, ale przecież ich ZNAM i oni mnie – to jeden sposób myślenia – Niezniszczalny i nie do KUPIENIA, ani do zmiany. Dlatego chyba jestem zaskoczony niemiło, że Kora pozwoliła się kupić. Naprawdę to jeden z nielicznych przypadków wśród tej wiary. Wiary złożonej z ludzi , którzy pierwsi UWIERZYLI w MOŻLIWOŚĆ ZMIANY, i po tej stronie Żelaznej Kurtyny “nadstawili karku” i nie dali się złamać komunie. Dlatego nikt mi nie powie że np. Pies – R. Terlecki nie wie co robi i że jest cynicznym graczem, albo oszołomem – takie kity można wciskać lemingom.

        Niemcy, którzy tu do nas przyjeżdżali byli zachwyceni tutejszą duchowością właśnie, wniebowzięci, no i dzikością przyrody na wschodzie i po słowackiej stronie. Wracali z gór napompowani jak dzicy ludzie, nabuzowani góralszczyzną, gadali o kapliczkach, o drewnianych kościołkach pełnych ludzi, o kobietach w strojach ludowych itp , itd. Chcieli drukować w Polsce swoje opowiadania i wiersze – moja żona tłumaczyła to z niemieckiego – to jednak nie było wcale możliwe, choć im się zdawało, że tu jest raj wolności.

        Ja osobiście bardzo lubię Niemców. Mam też znajomych Żydów, Chińczyków i Cejlończyków. Co śmieszne najmniej znam Czechów i Węgrów. Kontaktów rodzinnych z Czech nie uważam za czeskie bo to Polacy dla mnie. W kilkunastu grobach rodzinnych na Rakowicach jakie musimy co roku obejść w Dziady Jesienne leżą przedstawiciele rodziny z Czech, Moraw, Słowacji, Ukrainy, Armenii, są Austriacy i Niemcy – w jednym grobie z rodziną polską. Naprawdę – nigdy się niczym nie różnili od nas.

        To wszystko nie zmienia faktów z przeszłości, ani co do roli państw Niemieckich i armii niemieckich, ani co do roli ich władców sługów Post-Rzymu i feudalizmu. To nie zmienia faktów co do roli chrześcijaństwa – przecież większość z mojej rodziny to nadal formalnie chrześcijanie. Trzeba rozróżnić PRAWDĘ od SYMPATII i odróżnić “krąg rodzinny” od kręgu kultury narodowej. Państwo Niemieckie we wszystkich swoich wcieleniach było Antypolskie i nadal jest. Gdyby nie było, już dawno byłyby tam polskie szkoły i Polacy mieliby status mniejszości narodowej.

        Teraz nie jeżdżę do Niemiec, ale kiedy jeździłem za każdym razem zdarzało mi się spotykać z aktami, nazwijmy to “niemieckiej niechęci do Polaków”. Nigdy nie czułem się urażony chamskimi odzywkami, dowcipami czy wygłaszanymi sądami, albo złośliwościami. Doskonale znam mechanizm takich zachowań – one rodzą się z lęku, poczucia bezsilności, kompleksu niższości. “Biedny człowiek” – tyle miałem do pomyślenia i nic do powiedzenia. Moje dzieci dzisiaj nie mówią o niczym takim. One po prostu dzisiaj wróciły do czegoś czego ja i moja żona nie mieliśmy okazji poznać, ale co było znane naszym rodzicom sprzed 1945 roku – do wspólnoty Wolnych Ludzi i do normalności. Polska nienormalność od 1945 do 1990 i pewne jej elementy, które trwają do dzisiaj, to raczej zasługa Rosjan i ich polskich popleczników.

        Ale ja chyba nikogo, żadnej nacji, nie znam tak dobrze jak Rosjan. Żona mojego stryja z Warszawy to Polka z Rosji (po Syberii itp), ale Rosjan było zawsze pełno dookoła. Na ulicy Starowiślnej w Krakowie żyliśmy i mieszkaliśmy z rodziną polsko-rosyjską przez 10 lat, w 120 metrowym mieszkaniu pożydowskim. U Żydów kupowałem drewno do podpałki, cukierki, jarzynę, lody malinowe itp.Dorastałem z ich córkami i ich synem lotnikiem wojskowym, którego podziwiałem jako szczeniak, w otoczeniu zrujnowanego Kazimierza, bożnic zamkniętych i resztek Żydów. Wyobraźcie sobie,że matka Rosjanka nawiozła setki płyt rosyjskich,czarnych winyli na 78 obrotów, ojciec był milicjantem – przepoczciwym człowiekiem, nieskończenie łagodnym i dobrym. Tylko raz w życiu użył pałki – wlał swojej średniej córce – Teresce – na tyłek,po tym jak ją złapał na “gorącym” uczynku w chłopakiem w łóżku. Niedługo potem wyszła za tego chłopaka za mąż. Moje dzieciństwo od 1958 roku do 1968 to piosenki chóru Aleksandrowa, opowieści frontowe ze Wschodu, Katiusza, machorka w skrętach, martioszki, rosyjskie książki, spirit i tym podobne rzeczy.

        Tak było, to wszystko moje jedno krótkie życie!
        – Dlatego wierzę w Nieskończoną Świadomość, bo takie życie jak moje może tylko ktoś “wymyślić”, może tylko ktoś “wyśnić” – KTOŚ. Moje życie jest “niemożliwe”, wystarczy poskładać fakty z niego, ot choćby z życiorysu, który jakby KRZYCZY tymi faktami – co krzyczy?: “WYMYŚL CO CHCESZ a JA (KTOŚ) CI TO DAM. DOSTANIESZ WSZYSTKO CO SOBIE ZAMARZYSZ i NAWET WIĘCEJ – Tylko SIĘ ODWAŻ MARZYĆ i głośno MI to powiedz!”

        Świadomość kształtuje materię – bez wątpienia. To Oczywista Oczywistość.

        Kto jest otwarty i szuka duchowości ten szuka i znajduje i zmienia się bardzo. Kto nie, ten nie. Kto jest wyczulony na zmiany ten ich doświadcza. Wydaje mi się Agnieszko, że ty ich doświadczasz bo ich szukasz. Liczba , liczba zmian na minutę rośnie – tak w przeliczeniu od 1900 roku w 2000 to chyba musiało być tempo zmian – tak zupełnie na oko 10.000 razy szybsze. Od 1980 – 2000, chyba wzrosło z 1000 razy. No a wiadomo że ilość przechodzi w Jakoś więc szykuje się Wielkie BUMMM! Ostatnie wielkie Bum było w 1967, potem to już były tylko fale wtórne i “mielenie” tego samego. To co jest teraz to dla mnie już Wielka Zmiana – nowa jakość.

        Wczoraj padł mi telefon, poszedłem do punktu. Pani pogrzebała przy nim minutę i mówi że trzeba reklamować. Ja mówię: Niech pani jeszcze popróbuje, może ruszy?
        – Nie – ona na to – Ja to dobrze znam, ten nie jest pierwszy. Nie wiem co się dzieje, ale w tym miesiącu ludzie masowo zwracają telefony. Wszystkie zepsute. Nie wiem czy mam dla pana na stanie zastępczy. To nigdy się tak nie psuło. I to wszystkie marki!

        Jak mam to skomentować. Mój też się nie psuł, a fiksacje aparatu i komputera i internetu jakich doznaję od czerwca 2012 – to liczba porównywalna z tym co mi się wydarzyło przez poprzednich 5 lat.

        Kto zechce, ten zauważy naprawdę Bardzo Wielką Zmianę w 2013,zresztą nawet ślepi ją wreszcie zauważą i spróbują się zmienić.

      • zaganpolska said, on 31 Grudzień 2012 at 21:21

        Z tym psuciem telefonów to wina „softu”, z wysiadaniem zasilaczy to wina linii dosyłowych. Trochę na siłę próbujecie tu być „radzieckimi naukowcami”, z błędnymi wnioskami nad obserwacjami. A może po prostu zamiast obmyślać magiczne dźwięki przenoszące kamienne kolumny przypatrzeć się tejże przyrodzie – takim żukom co toczą kulki. Po co starożytni mieli by sunąć po drewnianych balach prostokątne bloki kamienne, jak mogli je na miejscu po wycięciu ociosać do kształtu walca lub kuli i po prostu toczyć, a na miejscu obrobić?
        Szczęśliwego 7521 roku kalendarza Słowian – wszystkim!

      • bialczynski said, on 31 Grudzień 2012 at 21:41

        Tylko spróbujmy przetoczyć kamienny blok o wadze 1200 ton! To byłby dopiero cud. Powtarzam tylko zdanie kobiety która tam siedzi w tych telefonach i czegoś takiego jeszcze nie widziała. Ona to ma na co dzień – cóż może to przypadek, ale moim zdaniem raczej energia. Polecam filmy o wodzie – pod artykułem „2012 in reviev” to mniej więcej jak obserwacja żuka.

        Szczęśliwego 7521 roku kalendarza Słowian – wszystkim!

      • zaganpolska said, on 31 Grudzień 2012 at 22:05

        Może. Nie chcę konfliktu, ale softem elektroniki czy sprzętu agd można z ukrycia sterować i sterować też „ruchem przemian”.
        Ponoć ktoś z elit new word order chce wprowadzić nową religię a tym samym nowe podatki – od oddychania na ten przykład. Obecnie wyśmiewa się wszystkie religie. Promuje new age’y – choćby Olimpiada, w sposób przedziwny informuje o zjawiskach Niezidentyfikowanych Obiektów Latających. Do niedawna informacji wyśmiewanych, dziś jak najbardziej „prawdziwych”. Podczas wyborów do PE w studiu wrażej telewizji z końcówką vn pokazano mechanizm „hologramu”. Więc całkiem możliwe, że powstanie nowa religia/wiara – w przybyszy z rzekomego kosmosu. Przybędą jako „hologramy” wytworzone bynajmniej na Ziemi. Postraszą (choć dzieje się źle -to niewątpliwe) zmianami klimatu itd. i wprowadzą dzienną porcję tlenu, a za nadmiar każą sobie płacić – jak dziś na tackę, czy na „zachodzie” wliczą w podatki.
        Pozdrawiam.

  8. Ktoś said, on 31 Grudzień 2012 at 14:40

    Obr -> Ogr [bo zamienność b-g] -> Ogrzy -> Ogorzali [spaleni słońcem]

    Ogorzali to nie Opaleni.

  9. Papa Mobile said, on 31 Grudzień 2012 at 15:53

    z okazji wątpliwości, http://www.youtube.com/watch?v=zlFbqtNjB0A

  10. Mezamir said, on 31 Grudzień 2012 at 22:21

    chce wprowadzić nową religię a tym samym nowe podatki – od oddychania na ten przykład.”

    Podatki od śniegu i deszczu już mamy.
    http://www.sfora.pl/Szykuj-sie-na-nowy-podatek-Kazdy-zaplaci-za-deszcz-a48312

    http://www.fakt.pl/Kaza-nam-placic-podatek-od-sniegu,artykuly,141096,1.html

  11. Dag said, on 31 Grudzień 2012 at 22:47

    “WYMYŚL CO CHCESZ a JA (KTOŚ) CI TO DAM. DOSTANIESZ WSZYSTKO CO SOBIE ZAMARZYSZ i NAWET WIĘCEJ – Tylko SIĘ ODWAŻ MARZYĆ i głośno MI to powiedz!”

    Coś mi to przypomina….

    Może to?:
    „”Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje””

    „GŁOŚNO MI to powiedz!”… ciekawe…… kto czytał Castanedę, ten wie o co chodzi….

    • bialczynski said, on 1 Styczeń 2013 at 9:06

      Nie upadaj i nie oddawaj żadnego pokłonu, nigdy i nikomu. Termin „Dam ci” oznacza w tym przypadku tylko i wyłącznie i bardzo precyzyjnie: „Skorzystaj z mego Daru-Dagu (światła i ognia, dag- ogień, d’ar – światło dane), który jest potencjałem zawartym w twoim wnętrzu”.

      To oznacza połącz się w jedność wewnątrz i na zewnątrz , sięgnij do głębi siebie i do Głębi Wszechświata (w dole i na górze),a osiągniesz co zechcesz, bo wszystko masz w sobie i od ciebie zależy.

      „…Potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę..”
      Potęga i wspaniałość tego Wszystkiego nie jest „poddana” Nikomu i nie można jej „odstąpić” bo Nikt nie jest jej właścicielem. Ta potęga to przyrodzone (naturalne) prawa zarządzające. Trzeba do nich dotrzeć czyli zdobyć wiedzę i posłużyć się nią precyzyjnie.

      Napisałem, że moje życie jest Dowodem istnienia Świadomości Nieskończonej. Jest nim dlatego, że jako człowiek bardzo długo zdobywałem Wiedzę o Prawach. Stąd widać na „życiowych zdarzeniach” data po dacie, jakimi meandrami moje życie przebiega (to efekt pośredni nieświadomości i nadświadomości – czyli nierozpoznanego wewnętrznego prawdziwego ukrytego pragnienia, czy też drogi jaka jest do wykonania) z jednej strony, a z drugiej jak spójnie zmierza do celu jaki się obecnie realizuje.

      Każdy z nas jest bardzo długo nieświadomy sam siebie i tego co ISTOTNE w jego wnętrzu a co jest manifestacją Świadomości Nieskończonej w nas samych. Ta nieświadomość prowadzi do życiowych meandrów. Czasami są to „zabójcze” zakręty i upadki z wysoka – bywa że nieodwracalne. Czasami są to działania samobójcze wynikające z nieświadomości i nierozpoznania Praw.
      Na szczęście bywa tak, że w porę „odkrywamy” to co ISTOTNE w nas, a także bywa tak że to co ISTOTNE prowadzi nas wbrew naszym intencjom, i to pozwala niejako dojrzeć nam do „odkrycia siebie i Tego w nas”.

      Nie wiem czy to jasne co tu chciałem przekazać.

  12. Agnieszka "Agnessa" Wójcik said, on 31 Grudzień 2012 at 23:02

    Właśnie podziały między ludźmi poza naturalną różnorodnością są sztuczne-choćby polska nienawiść do Niemców i Rosjan. Ja już jako dziecko czułam sympatię do Rosjan, Słowian, aż do plemion pierwotnych, od dziecka byłam sentymentalna i patrzyłam raczej w przeszłość i teraźniejszość niż w przyszłość, bowiem uważałam i w sumie nadal uważam, że przeszłość jest kluczem do przeszłości, a ostatnio, że … nie wiem czy to dobrze, ale uważam, że harmonia i spokój zapanują wtedy, gdy historia zatoczy koło i powróci do korzeni, do tego co dobre, ewentualnie dołączając to dobro, które pojawiło się w trakcie, bo jak na razie ludzkość pędzi, patrzy w przyszłość i tym samym coraz bardziej i głębiej wpada w chaos, ale… coraz silniej jest odczuwalna siła i najpewniej ona właśnie ludzi rozbudza, siła, która chce, by ludzkość powróciła do życia w harmonii-z sobą samą, z Ziemią, z Wszechświatem, tudzież także z Siłą Najwyższą/Najwyższym/Bogiem czy Miłością-jak kto nazywa to co stworzyło i stwarza wszystko :) Po prostu się czuje, że to doszło bądź dochodzi do punktu, w którym jeśli się to wszystko nie odwróci w dobrym kierunku to może być za późno… i oby się nie okazało, że koniec przed nami tylko, że już się odbiliśmy od dna… a to co może być wieszczone jako koniec świata to oby nie były zmiany na gorsze (złudzenie zmian na lepsze), ale tylko śmierć starego świata i odrodzenie nowego, a właściwie tego pierwotnego i powrót do harmonii i prawdziwego życia :)

    Tak, panie Czesławie, widocznie doświadczam, bo szukam i jestem tego świadoma-jako dziecko raczej to podświadomie czułam, choć… nie jestem taka pewna, ale czuję, że pamięć dzieciństwa do mnie wróci, bo jest kluczem do mnie samej, do tego, żeby moje życie zmieniło się na lepsze, bym mogła być wreszcie sobą w tym świecie, który nie pozwala na zdrowy egoizm, bo uważa go za zły, a to prawda, że poprzez zdrowy egoizm, samotność, zwrócenie się ku sobie, poznajemy siebie, powracamy do siebie, a także i do źródła, z którego pochodzimy…

    A jak to jest z najważniejszym przykazaniem, bo Dekalog prędzej ludzie znają, ale ja widzę, że zapomnieli o najważniejszym przykazaniu : przykazaniu miłości Boga i bliźniego, a szczególnie o przykazaniu miłości do bliźniego, gdzie jest wprost powiedziane, żebyśmy kochali/miłowali bliźnich (innych ludzi) jak siebie samych. Stąd wnioskuję, że powodem nienawiści wśród ludzi jest ciągły nacisk na socjalizację ludzi poprzez państwo, instytucje, szkoły, po rodziców-nacisk na jakby życie życiem innych, a nie życie własnym życiem-ludzie nie znają samych siebie, a nawet jak próbują (nazywa się to też samowychowywaniem, choć powinno się nazywać kochaniem siebie, bo wg mnie coś takiego jak wychowanie nie istnieje i nie powinno istnieć tylko istnieje i powinna istnieć miłość…) to są od tego siłą i przemocą odciągani, jeśli nie chcą „po dobroci”. Dlatego widocznie moje pokolenie i nie tylko, bo chyba między każdym kolejnym młodym pokoleniem a pokoleniem rodziców rośnie coraz większa przepaść, niezrozumienie, nienawiść i brak miłości :(
    Ludzie chcą coraz bardziej przebywać sami ze sobą, jeśli nie mają jak przebywać w grupach osób, w których się dobrze czują.

    Z urodzenia jestem introwertyczką, zostało mi to odebrane w procesie socjalizacji i wychowania, bo brakło miłości i wiem, że tylko powrót do samej siebie może mnie uratować-nie wiem czy mi to tak naprawdę zostanie dane w świecie, który pędzi już wręcz na oślep niszcząc takie wrażliwe osoby jak ja. Nawet nie pamiętam bym kiedyś w życiu na tyle odpoczywała, żeby rzeczywiście odpocząć. Wiem tyle, że coś się zmieniło na lepsze, choć życie nadal mi się sypie i nie z mojego powodu tylko rzeczywistości, środowiska, sytuacji, w której tkwię, bo w takim czymś się urodziłam i nie ma mi kto pomóc, choć szukałam pomocy i mówiłam jak mam tylko mi nikt nie wierzył i nawet jak próbowałam siebie ratować, rozwijać to było to niszczone przez moją rodzinę, która mnie uważała zawsze za dziwną… Wzięło mnie aż na zwierzenia :( Szkołę mogę stracić, jak kiedyś studia-mam tylko ukończoną specjalność zawodową z fizjoterapii, ale lekarze nigdy nie chcieli mnie porządnie przebadać, a jako dziecko przeszłam porażenie mózgowe i od lat choruję na układ oddechowy+miewam problemy, które wskazują, że porażenie mózgowe mogło przejść tylko w reemisję na lata, bo to jest w sumie choroba na całe życie-nie mam jak udowodnić swego stanu, bo nie byłam nigdy porządnie badana i cały czas pod kontrolą lekarzy nie byłam, a sporadycznie. Przez przemoc w domu, psychiczną głównie, czasem fizyczną i też emocjonalną, straciłam studia, a teraz mogę stracić szkołę, bo nie mogłam chodzić często na zajęcia z powodów zdrowotnych i przemocy. 26 lat skończę w maju i mam ukończoną specjalność zawodową, z którą raczej nie będę mogła pracować, żadnych dowodów na sytuację życiową, przemoc, kłopoty ze zdrowiem czy stan-potencjalny przypadek do dalszego wykorzystywania :( I nie to, że okrutnych rodziców, tylko raczej niedojrzałych-mama się budzi, ale za mało, od lat ją proszę o pomoc… gdybym jako niepełnoletnia miała tyle wiedzy co obecnie może bym siebie uratowała :( No i ojca niedojrzałego kompletnie, chorego m.in. na postępujący zanik mięśni i neuropatię, chodzącego o kuli, który sam sobie załatwiał w ZUS całkowitą niezdolność do pracy-a mnie rodzice nigdy nie chcieli pomóc, bo to wymagałoby wyznania prawdy-a mnie nikt w prawdę nie wierzył, bo jestem dzieckiem swoich rodziców, któremu się życie sypie i nie wiem czy jest jak cokolwiek jeszcze ratować… Na dodatek niesamodzielna, bo od dziecka wrażliwa i słaba. Co najwyżej z bagażem wielu trudnych życiowych doświadczeń dzięki którym wiem, że nie miałam prawdziwego dzieciństwa i młodości i szczerze to nie wiem czy odzyskam samą siebie… wiem, że kiedy byłam nieświadoma i dzieckiem póty byłam szczęśliwa, bo nie zdawałam sobie sprawy, że byłam dzieckiem zamienionym w dorosłego, które kochało się uczyć, rozwijać, ale której w tym ciągle przeszkadzano i kazano zajmować się porządkami, do których matka odczuwa przymus, ale rodziny nie potrafiła w porządku utrzymać, i zajmować się też rodzeństwem, podczas, gdy ja próbowałam w tym wszystkim zająć się sobą, bo nie miał kto i … wątpię w sprawiedliwość :(
    Przepraszam, ale po prostu już nie mogę, bo naprawdę nie wiem co robić-szkoły mogę nie ocalić, a w turystyce może i bym mogła pracować, choć z praktykami sobie raczej nie poradzę… nawet prac zaliczeniowych zaległych nie mam jak pisać, bo pamięć mi się blokuje, tracę także wspomnienia, bo ojciec non stop chce, bym słuchała jego narzekań, myśli i żyła jego życiem-trzyma mnie w niewoli-robi materialne rzeczy, ale niematerialnie nawet nie potrafi być wdzięczny i nie potrafi sam z siebie nic robić tylko ciągle chce czegoś w zamian-to nie miłość… Boję się, że już za niedługo wyląduję na bezrobociu bez pomocy-tak naprawdę nie chce mi się żyć, choć wiem, że muszę i chyba jeszcze trzyma mnie przy życiu tylko moja wola życia :(
    Nie chcę być dla nikogo obciążeniem-mam chłopaka wprawdzie, ale od dziecka marzyłam o życiu samotnym, byciu samodzielną, samostanowieniu o swoim życiu i pomaganiu innym bądź… obecnie marzę o związaniu się ze swoim chłopakiem i prowadzenia razem z nim takiego życia o czym on też marzy…
    Jeszcze raz przepraszam, ale, choć jest ze mną lepiej to wpadam w kompletną bezradność, bo jestem blokowana przez tych, którzy widocznie chcieli mieć ze mnie niewolnicę i nie chcieli bym była wolna, niezależna i samodzielna, bo gdyby mnie kochali to by tak nie było jak było i jak jest ze mną-tak bardzo bym chciała pomóc sobie, rodzicom, rodzeństwu, które mieszka samo, nie lubi mnie i nie są świadomi, że mogą być obciążeni, bo pewnie nie zdają sobie sprawy, że żyli w rodzinie dysfunkcyjnej. Dlaczego nikt nie potrafi uwierzyć w prawdę, jeśli nie ma na nią dowodów ? Przez to samo zginął Jezus i wiele innych niewinnych osób… A wystarczyłoby, gdyby ktoś mi uwierzył i na czas nie dał się manipulacjom moich rodziców-w tym chorym kraju za nic nie ma się dzieci, dorosłych dzieci też nie :(

    Przepraszam, ale nie mogę w sobie i nie potrafię już tego wszystkiego od ponad miesiąca szczególnie w sobie tłumić-tak jakbym łudziła się… a może podświadomie wierzyła, że może mi ktoś pomoże-niby jak jak psychologowie i inni chcą szczegółów, a ja mam pamięć poblokowaną, która reaguje na bodźce, jest przeładowana i nie ma w niej szczegółów… No i natychmiastową pomoc musiałabym uzyskać, i nic chaotycznego, żadnych ogromnych zmian i zmuszania, bo to mnie właśnie wykańcza…

    Na pewno pozostały mi wiara, intuicja, nadzieja podświadomie już raczej tylko… i może właśnie powracanie tych podstaw, tego co miałam w sobie pierwotnie wtedy, kiedy było lepiej, jakbym wracała automatycznie do dzieciństwa wewnętrznie, o czym w sumie marzyłam, ale… obawiam się, że to tylko ułuda, która mnie nie uratuje :(

    Nawet na forach psychologicznych pomocy nie można znaleźć, bo ci, którzy powinni pomagać-także ci w realu-znajdują się jakby też pod presją tego pędzenia świata i nie rozumieją, że ludzie dlatego nie mogą dojść do siebie, bo potrzebny im czas, spokój, cierpliwość, wsparcie itd. … Tak jakby świat nie potrafił uwierzyć i pomóc tym, którzy mówią prawdę, choć nie mają na nią dowodów, bo i skąd mają mieć…

    Jedynie, o dziwo, odzyskałam siłę do robienia, co w mojej mocy, choć nie wiem na jak długo… i może dlatego tutaj to napisałam, choć nie pierwszy już raz-jakbym miała nadzieję, że może tu ktoś mi coś poradzić, gdzie jeszcze szukać pomocy ?

    I może to dlatego, przez ten bagaż życiowych doświadczeń tak marzę i bym chciała, by świat stał się lepszy, wręcz jak najszybciej… ale to raczej przez tę moją wrodzoną wrażliwość na to co szkodliwe, krzywdzące, raniące, złe… na to, że ludzie nie znają siebie i dlatego nie potrafią nad sobą panować-tylko czemu tych, którzy znają siebie i poznają siebie tak odrzucają i krzywdzą ?

    • zaganpolska said, on 31 Grudzień 2012 at 23:14

      No to w duchu miłości odpiszę Tobie tak: przestań jęczeć. Zamiast obwiniać – pomóż swoim rodzicom. Wypnij pierś do przodu, nie siedź skurczona przed komputerem i podczas całego dnia. Po miesiącu zmieni Ci się psychika z psychiki ofiary na „zdobywcy”.
      Zdrowia!

      • Agnieszka "Agnessa" Wójcik said, on 31 Grudzień 2012 at 23:42

        zaganpolska, samodzielny nie zrozumie osoby, która jest niesamodzielna, i że może nie mieć sił, bo zostały jej odebrane-nawet jak próbuję je odzyskać to są mi odbierane, jakbym była otoczona przez wampiry-jest coś takiego jak wampiryzm-no i rodzice widocznie nie rozumieją, że im jest potrzebna i pomoc i takiej jaka im jest potrzebna przyjąć nie chcą-poza tym najpierw musiałaby wyjść prawda o rodzinie, rodzina moja musiałaby się obudzić.

    • Agnieszka "Agnessa" Wójcik said, on 31 Grudzień 2012 at 23:15

      Ponadto moja mama jakby nie wierzyła w to jaki ojciec jest. Mieszkanie należy do niego-przynajmniej internet do mamy, ale lekarzy ma ojciec tutaj w Krakowie… ja już sama nie wiem co jest ułudą i czy nadzieja, że się mogę uratować rzeczywiście jest-jedynie w trakcie rozmyślań tudzież modlitwy ciągle słyszę-bardziej czuję-żebym nie poddawała się i robiła to cokolwiek mogę i że mam prawo żyć-Sylwestra i imprez nienawidzę, bo to też przejaw pędzenia tego świata na oślep…
      Tak mi brakuje kogoś od kogo mogłabym mieć pomoc i wsparcie, kto sprawiłby, że mogłabym przestać być zawieszona jakby między życiem i śmiercią, a naprawdę nauczyć się żyć tak, żeby wreszcie zacząć żyć i sobie radzić…

      Wychodzi na to jedynie, że mam dojrzałą duszę, że tylko coś ponadnaturalnego trzyma mnie przy życiu, żebym mogła pomóc sobie wreszcie i pomagać i ratować innych, uczyć się od i uczyć innych… dzielić się sobą nie tracąc siebie… wręcz, że moją misją na tym świecie jest rozwijanie siebie i innych… fakt, wtedy kiedy mogę się rozwijać i innych, czuję, że żyję… :)

      • Agnieszka "Agnessa" Wójcik said, on 1 Styczeń 2013 at 0:05

        I niestety można być ofiarą nie w cudzysłowiu i nie przez mentalność-kto nie był ofiarą ten będzie sądził, że to mentalność-bywa, ale prawdziwe ofiary też istnieją i bywa, że to one zmieniają się w sprawców, bo i im nie miał kto pomóc, ani nie były świadome tego, że pomocy potrzebują… dlaczego, gdy naprawdę potrzeba pomocy to jej nie ma ? I dopiero prawda, tragedie i trudne życie weryfikują i pokazują prawdziwą rzeczywistość-sama zauważyłam, że tylko osoby, które przeszły bądź przechodzą piekło na ziemi nie z własnej winy rozumieją, że nie tylko samemu można się w nie wpędzić, ale i zostać w nie wpędzonym nie z własnej winy… co dzieci nieświadome mogą być winne, skoro to rodzice są za nie odpowiedzialni ?

        Brakuje mi i w mediach i w internecie wpisów, które rzeczywiście próbują coś wnieść, budzić z tego letargu i niszczenia dzieci przez rodziców, ale jest tego tak niewiele i nie ma to odzwierciedlenia w realnym życiu-teoretyzować jest łatwiej niż praktykować…

        Na tym blogu pojawiały się różne tematy, ale jakoś mi brak tutaj tematu odnośnie stanu polskich rodzin i dlaczego nie ma w nich miłości i troski o wzajemny rozwój-jakie są tego powody i jak można uratować sytuację ? Nawet ofiarom nikt nie chce pomóc-ofiary są tylko coraz bardziej niszczone lub wpadają w sidła państwa, w system, choć tak chciały się z niego wyrwać, a co dopiero zapobieganie przemocy-ludzie musieliby się przebudzić !

        I nie dość, że dotknęło to mnie to jeszcze osłabia też to, że nie tylko ja cierpię, ale i wiele ludzi… Tych co cierpią z własnej winy, ale rzeczywiście z własnej pomijam tutaj, ale dlaczego ludzie do tego stopnia śpią, że nie są świadomi, że zadają cierpienia innym, którzy nierzadko próbowali ich ratować i siebie ? :(

        zagan nie wie jak bardzo mnie swoim wpisem zranił i zasmucił-jeśli chcecie odpisać… może lepiej nie odpisujcie, jeśli planujecie mnie pouczać czy zmuszać czy nawet radzić, bo i tutaj już widzę, że nie ma delikatności-nawet tutaj cierpię… a miałam dziś pisać, że bodaj tu się dobrze czuję… jednak nie ma dla mnie miejsca na tym świecie :(
        Czy ktokolwiek tutaj rozumie jak to jest być odrzucanym i nie mieć swojego miejsca ? Wiedzcie, że tak naprawdę ja już nie ufam ludziom, bo tylko w kółko mnie ranią…
        zagan, ty zadajesz ból, bo miłość potrafi pocieszać, a nie ranić… Ciekawe co by było, gdybyś to ty był bezradny i stał pod ścianą lub wiedział, że zapadasz się i nie możesz się uratować, ani nikogo kto by ciebie uratował…

        Wiem jednak, że jest tu współczucie i miłość na tym blogu-proszę, nie odbierajcie mi wpisami resztek nadziei :(

      • Agnieszka "Agnessa" Wójcik said, on 1 Styczeń 2013 at 0:21

        Było na tym blogu często o przemocy czy stanie Polaków jako narodu-a czy o stanie polskich rodzin też ?
        Jak wiele ofiar tego stanu jest, nie wiadomo… a lekarstwem jest miłość, a przynajmniej wsparcie-lekarstw brak… i boję się, że skończę jak reszta osób, o których się uważa właśnie, że mają mentalność ofiar, a nie są ofiarami-przecież dzieci nie są winne tego, że rodzice ich nie kochali, a potem za to płacą-gdyby była na tym świecie sprawiedliwość to by dzieci nie płaciły, tylko rodzice, albo przodkowie, bo jak daleko nieświadomość w danym przypadku sięga, nie wiadomo…

        Sytuacja jest moja taka, że abym mogła wreszcie pomagać, muszę wpierw uzyskać pomoc-co do pomagania sobie i rodzinie jestem u kresu, bezradna. Prawda musiałaby wyjść na jaw i ci, którzy mogą pomóc musieliby w końcu w nią uwierzyć-tylko gdzie jest ktoś kto mógłby pomóc w ujawnieniu prawdy ?
        Czuję, że jedynie Bóg mi wierzy, bo mnie zna najlepiej… dlatego już właściwie tylko Jemu, tak naprawdę ufam i jedynie o Nim myśląc, o Stwórcy wszystkiego i wszystkich światów, czuję spokój i ciepło w sercu… a propos : nie wiem czy dobrze czuję jakby to Jahwe władał Ziemią-jego odrzuciłam-a prawdziwy Stwórca był ponad wszystkimi wszechświatami, w tym poza naszym, czyli ponad wszystkim, co istniało, istnieje i zaistnieje… ?

      • Agnieszka "Agnessa" Wójcik said, on 1 Styczeń 2013 at 0:25

        No i może przez ten dzień mnie wzięło, bo ludzie się bawią jak gdyby nigdy nic… mało im, że się ciągle bawią choć nie powinni ? Bawić powinno się wtedy, kiedy naprawdę można-ja się nie bawię, bo nie mam po co, a poza tym zabawa mnie wytrąca z równowagi-za to radość, której tak rzadko doznaję zawsze dawała mi spokój, ulgę, pocieszenie, dodawała odwagi, nadziei…

      • bialczynski said, on 1 Styczeń 2013 at 9:30

        Agnieszko

        Dlaczego nie piszesz do mnie prywatnie jeśli dzieje się coś złego? Napisz = masz mój mail. Jestem blisko, w tym samym mieście i niedaleko Zakrzówka i pomogę ci, na tyle na ile TY zechcesz i na ile będziesz to uważała za stosowne.

        Bardzo często pisujemy tutaj o rodzinach rozdartych, to nie jest odosobniony problem. Niedawno pisałem o osobach, które maja problemy w relacjach z rodzicami będąc już dorosłymi zupełnie i mając w tej chwili prawie 40 czy nawet ponad lat i własne dzieci.
        Pozdrawiam

        CB

  13. Robert13 said, on 1 Styczeń 2013 at 23:00

    [Słowo LIŹIRZ kojarzę ze słowem LEZIESZ – idziesz]

    Do dzisiaj jest powszechnie używane w języku potocznym, przykładowo ‚gdzie lizie(sz/rz)’ z bardzo wyraźnym ‚sz’ lub ‚rz’, w innej gwarze brzmi to ‚gdzie lozie(sz/rz)’.
    ‚Lize” i ‚ide’ są używane równolegle, ale w nieco innych kontekstach sytuacyjnych. Może ma to wiele wspólnego z liściem, z jego obumarciem i charakterystycznym jesiennym spadaniem z drzewa?

    • bialczynski said, on 2 Styczeń 2013 at 8:08

      Może być kilka innych odczytań: liżesz, leżysz, lżysz czyli np. ulegasz, bo lżyć i ulżyć sobie od ulgi pochodzi. Myślę, że Winicjusz Kossakowski lepiej nam to wytłumaczy dlaczego tylko tak można to odczytać. A co jeśli tu nie ma samogłosek jak pisze Ktoś? Cały czas czekam też na opinie innych specjalistów, ale się nie doczekuję.

      CB

  14. Spokojny said, on 2 Styczeń 2013 at 1:46

    Agnieszko, ja po przeczytaniu tego co napisałaś myślę sobie, że naprawdę potrzebna Ci jest pomoc. I to pomoc konkretna, skierowana konkretnie na Twój problem z dokładną znajomością tego problemu. Najlepiej taka, która odbywa się w osobistej rozmowie. Na blogu można napisać w komentarzach to czy owo – że się Tobie dobrze życzy, że komuś przykro jak się męczysz itd. – i niniejszym ja to właśnie chciałem tu napisać. Przykro mi, że tak mają się sprawy u Ciebie i to nie z Twojej przecież winy. Myślę jednak, że to co napisałem nie wystarczy. W tym sensie, że to nie rozwiązuje sprawy. Potrzebujesz fachowej systemowej pomocy z kilku stron jednocześnie:
    – psychologa
    – prawnika
    – pracownika socjalnego
    Jest w Polsce całkiem sporo ośrodków które taką pomoc oferują. Można tam znaleźć tymczasowe zakwaterowanie jeśli ktoś chce, można też przychodzić i omówić swoją sprawę, przyłączyć się do grupy wsparcia dla osób które także doświadczają podobnych problemów, wymienić się doświadczeniami, co komu pomogło, co nie itd. Znaleźć zrozumienie ze strony żywych ludzi w realu którzy wiedzą o czym mówią bo znają temat który opisujesz albo jako fachowcy, albo z własnych doświadczeń a często jedno i drugie.
    Z tego co gospodarz bloga wspomniał wnioskuję, że jesteś w Krakowie albo w okolicy. No więc możesz zgłosić się pod któryś z tych adresów gdzie masz nieodpłatną pomoc fachowców, którzy właśnie tym tematem się zajmują na codzień:

    Kobiety Przeciw Przemocy

    ul. Chodkiewicza 17
    31 – 532 Kraków
    tel./fax 0 12 429 38 57

    – pomoc prawna i psychologiczna dla kobiet, bezpłatny transport dla ofiar przemocy,
    od poniedziałku do piątku w godz. 8 – 14, w czwartki w godz. 15 – 20.
    Stowarzyszenie Przeciw Przemocy w Rodzinie „Promyk”

    ul. Radziwiłłowska 8b
    31 – 026 Kraków
    tel: 0 12 421 82 42, fax 0 12 421 69 76

    – oferuje pomoc dla osób, które są ofiarami przemocy w rodzinie, prowadzi grupę wsparcia, poradnictwo
    prane i psychologiczne oraz psychiatryczne, przeciwdziała przemocy wobec kobiet, zajmuje się prawami kobiet
    celem spotkań jest pomoc kobietom tak, aby uniezależniły się psychicznie
    telefon zaufania czynny w środy i soboty w godz. 17.30 – 19.30
    Ośrodek Interwencji Kryzysowej

    ul. Radziwillowska 8b
    31 – 026 Kraków
    tel: 0 12 421 92 82

    – pomoc psychologiczna, prawna i socjalna ofiarom przemocy (czynny całą dobę).

    Towarzystwo Interwencji Kryzysowej

    ul. Piłsudskiego 13
    31 – 110 Kraków
    tel: 0 12 422 10 33 w. 1411

    – interwencja kryzysowa, próby samobójcze, przemoc wobec kobiet, prawa człowieka, uzależnienia

    Poza tym sugerowałbym wejść na jakieś forum poświęcone właśnie przemocy w rodzinie. Tam na pewno znajdziesz więcej zrozumienia ponieważ tam po prostu piszą osoby które sprawę znają z własnych doświadczeń i wiedzą o co chodzi. Takie forum jest na przykład tutaj:
    http://forum.gazeta.pl/forum/f,24028,Przemoc_w_rodzinie.html

    Założyły to osoby które same doświadczały podobnych problemów i działa to skutecznie od wielu lat. No to tyle na szybko co mogę pomóc. Mam nadzieję, że któryś z tych namiarów Ci coś dobrego wniesie.

  15. Spokojny said, on 2 Styczeń 2013 at 2:04

    P.S. Poza tym masz jeszcze namiar na Ośrodek Interwencji Kryzysowej w Krakowie
    http://www.oik.krakow.pl/
    oni też się fachowo zajmują tym tematem. No i ogólnopolskie pogotowie ws. przemocy w rodzinie Niebieska Linia
    http://www.niebieskalinia.pl
    a jeśli chcesz pogadać przez telefon to ze stacjonarnego masz telefon ogólnopolski dla ofiar przemocy w rodzinie gdzie jest dowolnej długości rozmowa w cenie jednego impulsu. Tu są wszystkie namiary, także na poradnię emailową gdzie odpisują psycholodzy:

    http://www.niebieskalinia.info/index.php?p=oferta

    Nie wiem czy oni to jeszcze robią, ale wiem, że jakiś czas temu były w paru ośrodkach takie możliwości, że raz albo dwa razy w tygodniu była też czatowa grupa wsparcia dla osób doświadczających przemocy w rodzinie. Musiałabyś poszukać. Ogólnie – dużo tego jest. Warto spróbować.

    • bialczynski said, on 2 Styczeń 2013 at 8:37

      Agnieszka otrzymała drogą prywatną wszelkie możliwe instrukcje i namiary. Dziękuję za telefony i adresy – są jej znane. Cały czas Agnieszka ma też kontakt do mnie. Pozdrawiam wszystkich.

  16. Bardzo cenię te językowe dociekania. W języku jak widać jest droga do poznania przeszłości. W jego konstrukcji jest zawarty sposób myślenia naszych przodków. Oni, jak sądzę byli inteligentniejsi od większości ludzi dzisiaj. Patrząc na płynność, piękno, szczegółowość naszego języka myślę, że musieli być super rozwinięci umysłowo.
    Gdyby język tworzyli (co próbują robić) dzisiejsi „dający świadectwo” byłby on prostacki, prymitywny, ubogi w niuanse i znaczenia. Gdyby nie to, że odziedziczyli (śmy) go po inteligentnych przodkach dzisiaj „gadalibyśmy” jak małpoludy a między „słowami” jeden rozmówca waliłby drugiego maczugą w głupi łeb.

    • Mezamir said, on 5 Styczeń 2013 at 21:39

      SKANDYNAWIA

      Scandinavia- Scanda (albo Skanda) jest wojownikiem Pana Siwy i Dowódcą Boskiej Armii ( armii półbogów). Sanskryckie słowo ,,naviya,, oznacza,,wyprawę morską w imieniu, ,, w tym przypadku odnosi sie to do Pana Scanda.

      W książce ,,Indie w Grecji,, – Edward Pococke zauważa że , Europejskie, Skandynawskie i indyjskie kasty wojowników tj; Kszatriya są identyczne. ( funkcja tej grupy jak i struktura itp).

      Słowo wiking (król) pochodzi od ,,Simha,,( lew) , Simha ( singa), W ,,singa,, „S” przechodzi w „K” to staje się King.( czyli ,,król,,) W ten sposób Wikingowie byli określani jako ,,lwi wojownicy,, , zupełnie tak samo jest w Pendżabie w Indii. Wojownicy są tam nazywani Singh – lew.

      NIEMCY

      Germany pochodzi od ,,sharman,,, te słowo jest stosowane przez wedyjskich uczonych w sanskryckiej terminologii. Takie imiona istnieją w Indiach,np, jako nazwiska: Sharma.

      Deutschland jest zniekształconym słowem ,,Daityasthan,,, oznacza ,,ziemia klanu Daitów,, (klan, naród) narodzonych z Matki Diti i Kashyapa Muni. Słowo w języku niemieckim ,,land,, oznacza ,,ziemia,,, ,,Kraj,, . Land pochodzi od ,,sthan,,. Natomiast Deutsh pochodzi od Daita. ( Prawdopodobnie naród Niemiecki pochodzi właśnie od rodu Daiów)

      Miasto Heidelburg, „burg” oznacza Fort. W sanskrycie jest słowo,, Haya – dal – durg,, – ,,fort obsadzony ( z ) kontyngentem wojskowej konnicy,,.

      Niemieckie słowo ,,dziękuje,, to ,, Danke,, pochodzi od Dhanya.

      Rammstein od Ram – sthan,,. „Stein” jest podobny Sthan -miejsce.

      WŁOCHY

      Italy. Włochy w sanskrycie to Etaly oznacza, że kraj umieszczony jest na dnie kontynentu (nazywanego teraz Europa).

      Rzym czyli Rome , Roma pochodzi od Imienia Pana Ramy. Litera ,,O,, zastąpiła sanskryckie ,,A,,.

      W tym miejscu z pewnoscią niektórzy z czytelników spytają: „- jak to od Pana Ramy? Przecież był Romulos i Remulus, i jeden brat zabił drugiego”. Tutaj właśnie mamy taką sytuację ,,zapominania,, skąd pochodziło i co oznaczało określone słowo. Ramayana wspomina o Panowaniu Ramaczandry na świecie. Mówi też o tym, że Pan Rama miał brata Lakshmana. Słowo ,,Rama,, a raczej ,,roma,, zaczęto używać jako imię legendarnego założyciela miasta. I dodano historię o bratobójczym morderstwie.

      Jest to dowód na to, że Rzym był częścią Imperium Pana Ramaczandry. Dodatkowym dowodem jest … data powstania miasta Rzymu: 21 kwietnia 753 przed nasza erą. W ten dzień wg obliczeń przypada Ramnavami…

      Nazwa miasta Ravena pochodzi od imienia demona Ravana który uprowadził Sitę. Ciekawostką jest to, że miasta Rzym i Ravena znajdują sie na przeciwnych brzegah rzeki. Symbolizować mogło to fakt, że Pan Rama walczył ze swym wrogiem Ravana.

      WATYKAN

      Vatican pochodzi od wedyjskiego ,,VATIKA,, czyli ,,pustelnia,,. A zazwyczaj wedyjscy mędrcy żyjący w Vatika byli nazywani ,,Paap-ha,, (jedna z funkcji kapłańskich przy administracji wedyjskiej). ,,Paap,, oznacza ,,grzech,,, natomiast ,,ha,, ,,przenosi się,,, czyli paap-ha oznacza osobę, mędrca który zmywa czyjeś grzechy. Obecnie skrócone do Papież. itd.

      ROSJA

      Nazwa ,,RUSSIA,, ( rosija) pochodzi od sanskryckiego słowa ,, Rishi,, czyli mędrzec. Nazwa kraju sugeruje że ta ziemia była kiedyś zamieszkana przez Mędrców. Rosyjski język zawiera wiele ciekawych śladów sanskrytu, np w imionach. Po rosyjsku synowa to Snoka, a w sanskrycie to jest Snusha. Imię Andropov oznacza ,,osobę , członka rodziny Indry,, (Słowo ,,Indra,, zostało zmienione na ,, andra,,).

      Imię Lebedev jest sanskryckim imieniem Lava – dev. Jak wiemy Lava deva był synem Pana Ramy ( Ramayana).

      – Moskwa , wymawiane w róznych językach jako Maskwa, Moskoł itp. być może pochodzi od sanskryckiego ,,Moksha,, co oznacza wyzwolenie ( najważniejszy cel Rishis).

      ,,Soviet,,( sowiecki) pochodzi od ,,Svet ,, oznaczające ,, biały region,,( ?). Ośnieżony.(?)

      Bolszewik brzmi tak jak sanskryckie ,,Bal-Sevik,, czyli oznacza osobę ,Rishis szukających duchowej czy to materialnej władzy.( siły, bala).

      Zazwyczaj w Rosji nazwy miast łączy się słowem ,,grad,, ( gród) podobnie w Indiach spotyka się nazwy miast , wsi jako ,,graam(a).

      -Syberia , wymawiane przez Rosjan jako Shibir( w tym regionie?) dokładnie odpowiada brzmieniowo sanskryckiemu ,,Shibir,, które oznacza ,,tymczasowe zamieszkanie lub obozowisko,,.

      http://www.nama-hatta.pl/articles.php?article_id=77

      • bialczynski said, on 6 Styczeń 2013 at 8:06

        Język to wielka siła i skarbnica wiedzy, ale to właśnie opracowanie pokazuje, że z samego języka dziejów się nie da odtworzyć, ani z samego języka nie da sie odtworzyć mitologii i wnioskować o źródle pierwotnym słów. To pracowanie dowodzi podobieństwa i tylko i wyłącznie podobieństwa między językami Słowian i Hindusów, a raczej między Słowiańskimi językami a sanskrytem.

        Żeby coś sensownie odtworzyć trzeba zastosować holistyczne podejście czyli wszystkie możliwe narzędzia: etymologia, językoznawstwo, religioznawstwo, antropologia, antropologia porównawcza, archeologia, genetyka, historia z uwzględnieniem wszystkich źródeł kronikarskich, mitologie innych ludów, kryptografia, heraldyka itp. To jest podstawa. Odtworzenie czegoś tylko na podstawie słów dowiedzie wyłącznie podobieństwa czyli „rodzinności” i bliskości – na pewno nie kto co i skąd.

        To wszystko co powyżej zostało przedstawione z http://www.nama-hatta.pl można wywieść ze słowiańskiego, nie potrzeba do tego sanskrytu, a Słowianie to znacznie bliższe sąsiedztwo Włoch i Germanii i do tego znacznie bardziej starożytne, bo jak wiadomo Ariowie zjawili się w Indiach razem z sanskrytem najprawdopodobniej w dwóch falach ok. 12.-10.000 p.n.e znad Aralu i Syberii – kiedy to część z nich poszła także do Europy nad Morze Czarne, Dunaj i Adriatyk i w latach 1900 – 1500 p.n.e. (II Wędrówka Ariów znad Wisły i Odry na południe i wschód).

        Sama mowa jak i sam zapis to za mało żeby ustalić chronologię i kierunki.

        Pozdrawiam

        CB

      • bialczynski said, on 6 Styczeń 2013 at 8:12

        Równie dobrze możemy powiedzieć że German pochodzi od Jerman – Jary Mąż, a to związane z irańskim Ormuzd. mamy nawet w kronikach zapisane bóstwo German – Jarowit, Jaryło, Jarmuż.

        Można ją też wywieść od HARA Bharat, Wharat – bo Garman – Gorejący Mąż Gory- Hary, ognisty, jaśniejący jarzący się i znów w tym wypadku ger- nawiązuje do jar, jarz. Oraz do har – góra, gorejąca, jarząca się. A jedno i drugie sprowadza się do ziarna or, jądra – czyli światła czyli cząstki dającej ogień wewnętrzny i energię i życie.

        To wszystko byłoby tylko i wyłącznie spekulacją i intuicją gdyby językoznawstwo nie potwierdzało możliwości przejścia jednych głosek w inne, i gdyby lingwistyka nie potwierdzała archaiczności głębokiej języka np. polskiego i jego bliskiego związku z sanskrytem, dużo bliższego niż języka niemieckiego. Do tego dochodzą dane genetyczne i inne z zapisów kronikarskich i mitów i opowieści dziejowych Greków, Hetytów, Asyryjczyków, Persów i dopiero coś mamy, coś co warte jest przedstawienia jako koncepcja.

        Navya to po prostu Nawia – nic dodać nic ująć – Zaświaty Skon-Dyn-Nawia – Koniec Dnia, Koniec Światła i Koniec Świata – wejście do Nawi. A Nawia owszem ma związek z Morzem – bo Morzyć to także umierać, uśmiercać, umorzać, morzyć, marnić – czyli wieść, prowadzić do Nawi. Skon i Iskon to po słowiańsku koniec i początek, w tym wypadku Dnia, Jasności, Światła, Nawi. Nawet dla Ludzi Lodu był to koniec świata.

        Za siedmioma Borami, za siedmioma Górami, za siedmioma Morzami są bajkowe (bajne) Zaświaty-Wela-Nawia. Stąd u Greków wiatr Boreasz północny i HiperBorejowie – Borzanie Północni, Ludzie Lodu i stąd u Słowian Morzanie, Morzykowie i Pomorze, i morze, i sama Mara-Marzanna [Mar-(n)Yja] i Mor-Moroz.

      • Mezamir said, on 6 Styczeń 2013 at 23:14

  17. Namysław said, on 4 Styczeń 2013 at 14:43

    A co do pytania Agnessy o stan Polskich rodzin to uważam, że jest on opłakany. W kraju widzę politykę antyrodzinną, nie jest to ta odległa polityka ale ta w punktach „pomocy” gdzie mężczyźnie nie udziela się pomocy w ochronie dzieci przed agresywną żoną, bo to facet. Cierpienie dzieci to dla niektórych nic.

  18. Adam Smoliński said, on 8 Styczeń 2013 at 7:42

    Dwa argumenty na poparcie tez pana Winicjusza Kossakowskiego:
    1. Wieles – Wielobóg, nie Weles.
    Do dzisiaj funkcjonuje stare imię słowiańskie – Wielisława – sławiąca Wielesa – Wieloboga.
    Mam znajomą o tym imieniu, a otrzymała je po dziadku Wielisławie.

    2. W zapisach historycznych, starych dziejopisów niesłowiańskich (greckich, rzymskich, bizantyjskich oraz wczesnochrześcijańskich), występuje zawsze pewien błąd obserwacyjny. Błąd ten wynikał ze sposobu wyciągania wniosków z obserwowanego zjawiska poprzez tylko własne doświadczenia i wiadomości. Dziejopisowie ci nie starali się zrozumieć obserwowanego zjawiska. Opisywali je wprost: u nas dane zjawisko ma taki schemat działania, więc to, co obserwuję jest takim a takim zjawiskiem.
    W opisach starych dziejopisów dotyczących ludów północy (za Dunajem)- Słowian, mamy mnóstwo wędrówek ludów. Ludy te, w ich opisach, – plemiona wiecznie wędrują, najczęściej w kierunku Imperium Rzymskiego.
    A to Wandalowie wędrowali w kierunku półwyspu Iberyjskiego i dalej do Afryki, a to Goci wyszli ze Skandynawii i poszli nad Dunaj, a to Antowie ruszyli się z nad Bohu i poszli nad Dunaj, a to Hunowie wyleźli gdzieś z Azji i poszli nad Dunaj, a to Awarowie wyleźli bóg wie skąd i poszli na Dunaj, a za nimi poszli Bułgarzy (Wołgarze) i Madziarzy.
    Wszystkie te „ludy” oczywiście szły aby łupić Imperium Rzymskie. Wszyskie te „wędrówki” odbyły się w przeciągu niecałych 200 lat. Co symptomatyczne; dopóki Rzymianie siedzieli za Dunajem, w zasadzie żadne ludy nie wędrowały w kierunku Rzymu. Były owszem drobne utarczki za Dunajem, ale Rzymianie dostawali tam baty i szybko wracali za Dunaj. Wiedzieli, że za Dunajem lud jest straszny, bitny i dziwnym językiem władający. Starzy Grecy, Scytami ich zwali. Oni sami siebie różnie nazywali, najczęściej z ich dziwnego języka wynikało, że są Wieloci, Weneci, Wenedzi. Kto oni są, jak wielu ich jest i gdzie się kończą, nikt właściwie nie wiedział?
    Rzymianie najwięcej rozrabiali na południu, w Judei, Małej Azji, północnej Afryce. Do Medów i Partów za bardzo nie podskakiwali. Całym basenem Morza Śródziemnego chcieli rządzić. Z Kartaginą zaczęli, to sobie Hannibala na łeb ściągnęli i kłopot był wielki przez parę lat.
    Aż przyszedł taki, co to się Juliusz Cezar nazywał i wymyślił sobie, że na Celtów pójdzie, i się zaczęło.
    Nad Łabą, Renem poszedł i tam Celtów pobił. Zdobył całą współczesną Francję. Za Ren, na wschód nie poszedł, bo jak próbował, to znowu dostał baty od tego samego ludu co za Dunajem siedzi. Germanami ich nazwał, że niby tacy mnodzy jak ziarno – germenus. Wysp Brytów już mu się nie udało zdobyć, bo tam Celtowie byli za silni, a i przeprawa przez morze niełatwa. Zdobył je dopiero sto lat później niejaki kulawy jąkała, Klaudiuszem zwany, czyli kulawym jąkałą – klau klau. Stąd i klaun – błazen (nazywajcie teraz swe córki i synów Klaudiami i Klaudiuszami, życzę powodzenia).
    Póki, co, Rzymianie, rad nie rad, zaczęli łupić zdobytą krainę. Za Ren i Łabę też próbowali się wybierać, aż wkurzyło to tamtych za Renem i Łabą. I tu jest sedno sprawy.
    Nie było żadnych wędrówek ludów. Jest to błąd obserwacyjny i opisowy obserwatora zjawiska, które widział lub o nim słyszał. Jest to nieznajomość realiów i zasad obserwowanego zjawiska społecznego. Z punktu widzenia tego obserwatora, oczywiście to, co widział było wędrówką ludu, ale to był błąd z niewiedzy.
    Kiedy następowały jakiekolwiek, prawdziwe wędrówki dużych plemion, to trwało to dziesiątki, a nawet setki lat. Takie zjawisko społeczne jest nie do zaobserwowania przez pojedynczego obserwatora. Jest to zjawisko trwające przez wiele pokoleń. Przetransportowanie tak ogromnej ilości ludzi w stosunkowo krótkim czasie, nawet w dzisiejszej dobie sprawia wielkie trudności logistyczne i mechaniczne, a co mówić o tamtych czasach. Trudności takich doświadczyli Hitlerowcy w transporcie swych armii oraz w transportach Żydów. Takich samych trudności doświadczyli Alianci. Dużo wcześniej, zęby połamał na logistyce i transporcie Cyrus oraz Kserkses, gdy chcieli wyciąć Scytów.

    Cóż, więc widział dziejopis – obserwator na granicach Imperium Rzymskiego, za Dunajem, za Łabą, za Renem?
    Przodem jechały konno i szły wielkie zastępy zbrojnych wojowników, za nimi ciągnęły wozy z dobytkiem, dziećmi i kobietami. Za wozami zaś szli słabiej uzbrojeni mężczyźni i młodzież. Starych ludzi, obserwator tam nie widział, więc myślał, że umarli po drodze lub ich ci barbarzyńcy po drodze zjedli.
    Wypisz, wymaluj, wędrówka barbarzyńskiego ludu, który z głodu przyszedł napaść na Rzym.
    No, bo gdzieżby to zjawisko nazwać marszem armii zbrojnej – „U nas, w Rzymie, armia, legiony wyglądają zupełnie inaczej. Za naszymi legionami, owszem, jadą wozy z bronią. Ciągnie się też trochę kobiet, ale to tylko zamtuz, dzieci wśród nich nie ma. Żywność, owszem, na wyjściu legiony trochę zabierają, ale później zdobywają ją na miejscowej ludności. Tu zaś, widać całe rodziny i żywność na wozach”.
    Pancerze przybyłych wojowników, może i obserwatorzy opisywali na początku, ale później to skrzętnie wymazano. Zostały tylko opisy półnagich dzikusów w skórach, którzy budzili przerażenie. Właśnie przez to przerażenie, opisy te się ostały.
    I to jest właśnie nieznajomość zasad obserwowanego zjawiska, a co za tym, zasad taktyki i strategii wojennej Słowian.
    Wyprawa wojenna Słowian to przedsięwzięcie logistyczne na miarę wielu tysięcy rodzin.
    Słowianie byli przyzwyczajeni do operowania na ogromnych przestrzeniach. Zajmowali przecież gigantyczny teren, o którym śmiesznym Romajom nawet się nie śniło. Na tak długich przemarszach armia słowiańska musiała być przygotowana na wszystko. To musiało być ogromne przedsiębiorstwo socjalno-bytowe.
    Żywności nie można było zdobywać na miejscowej ludności w czasie przemarszu, bo to przecież swoi. Owszem, miejscowa ludność zaopatrywała armię w ramach pomocy, ale były też bezludne stepy i ogromne puszcze, przez, które trzeba było przejść. Kilku tysięczna armia wymagała kucharzy, kowali, snycerzy, drwali, cieśli innych specjalistów.
    Lecz co jest największą zmorą, nawet współczesnych armii? Co powoduje najwięcej dezercji?
    Tęsknota za domem, za rodziną powodowały i powodują najwięcej frustracji w armiach świata. Słowianie już bardzo dawno to zrozumieli i na wyprawę wojenną ruszały całe rodziny z dziećmi.
    W opisach życia legionów rzymskich, aż się roi od kar chłosty i wyrokach śmierci za dezercję. Myślę, że gdyby ostały się opisy życia Harmii słowiańskiej, to o dezercji byłoby sporadycznie.
    W opisach życia legionów rzymskich jest jeszcze coś symptomatycznego. Coś, co odróżnia ich od sposobu działań armii słowiańskich. Rzymskie legiony, na zdobytych terenach zakładają zamknięte garnizony i w stosunku do miejscowej ludności zachowują się jak typowy najeźdźca. Łupią tę ludność ile się da, zawsze utrzymując swoją odrębność władcy. Wiązanie się z miejscową ludnością było raczej surowo karane. Żołnierze tych legionów, czasowo wracają do domu, na urlop, a potem powrotem do garnizonu, na kilka lat. Wojownicy słowiańscy po prostu osiedlali się na zdobytych terenach, wśród miejscowej ludności, często narzucając im swoją kulturę, ale raczej nie przymusowo. Kultura Słowian okazywała się atrakcyjna. Nie musieli oni wracać do domów, bo swoje rodziny mieli ze sobą.
    Nie było to do końca fortunne, bo dzięki temu na tereny Słowian łatwiej przedostało się chrześcijaństwo.
    Z punktu widzenia obserwatora rzymskiego taka armia słowiańska mogła wyglądać jak wędrujące jakieś zbrojne plemię. Tym bardziej, że nie można się było z nimi porozumieć, a każde ich podobne słowo przekręcano na własne bzdurne znaczenie. Co tu dużo szukać przykładów w przeszłości? Kiedy wielki, cywilizowany lud Angoli spotykał się z podbitymi, głupimi barbarzyńcami, powstawały idiotyczne nazwy, które są w języku angielskim do dzisiaj. Desert, to po egipsku – czerwona ziemia, dla Angola stało się pustynią – kupą piachu. Kiedy Angol zapytał Aborygena – co to jest, wskazując na zwierzę skaczące na dwóch łapach z mordą psa, ten odpowiedział w swoim języku – nie wiem – kanga ru. I tak teraz przez super inteligencję Angola mamy na świecie zwierzę o nazwie – NIE WIEM – czyli kangur. Aborygeni pękają ze śmiechu do dzisiaj.
    Wracając do tezy, że te „wędrujące ludy”, to po prostu armie słowiańskie atakujące Imperium Rzymskie.
    Nota bene – Słowianie nie mogli się tak bardzo wkurzyć tylko tym, że im Rzymianie, co jakiś czas włazili w graniczne grządki. I tak ich tam lali, co jakiś czas. Nie szli na Rzym dla samego rabunku. Nie zabija się dojnej krowy, której można sprzedać każdą ilość zboża, każdą ilość kamyków, garnków i broni. Musiało być coś jeszcze. Historia kołem się toczy. Popatrzmy na USA, to taki odpowiednik Rzymu. Rzym, wbrew pozorom był państwem konsumpcyjnym na ogromną skalę. USA to konsumpcyjny gigant światowy. Wszystko kupują, każdej ilości, i to na kredyt. Już się zapożyczyli na niespotykaną skalę i pewnie niedługo kredyt się skończy, i będziemy mieli gigantycznego bankruta, i trzeba będzie pójść i odebrać, co jest, komu winne. Czy aby tak nie było z Rzymem?
    Harmie słowiańskie różnie siebie nazywały, w zależności od specjalności, czczonych bogów. Stąd znamy armię Saków; armię Skołotów – sokolników; armię Scytów – Szczytów – wybrańców; armię Hetytów – łuczników; znamy armię Wandali – Wądali – Wielotów; armię Gotów – Gątów, armię Hunów – Guniów oraz armię Awarów – Obrysów – Obrów.
    Słusznie spostrzega pan Winicjusz Kossakowski, że Antowie to armia wojowników czczących boga wojny Ana. Anunaki to również bóg wojny Sumerów i Babilończyków. Anna to słowiańskie imię boga-bogini wojny i gwałtownej śmierci.
    Nazwy armii słowiańskich, które przetrwały do dzisiaj, znamy z opisów obcych dziejopisów, błędnie lub z premedytacją opisujących widziane zdarzenia. Są one oczywiście poprzekręcane w różny sposób, bo autor opisu nie potrafił wymówić tych nazw, więc pisał, co mu do głowy przyszło. Chrystianizacja zrobiła dodatkowo swoje. Jeszcze raz poprzekręcała, co się dało na swoją modłę, a co nie pasowało, to do śmieci. Wiele faktów zostało ukryte i wymazane. Niklota – księcia Obotrytów, już Niemcy sobie przypisują. Pewnie na wieczór zwykł mawiać – „Gute nacht”, z charakterystycznie podniesioną prawą łapką?
    Bo jak to, Rzym to cywilizacja, światłość świata; przyniósł światu chrześcijaństwo. Słowianie to tylko robactwo wylęgłe z bagien Prypeci. Mają oni szczęście, że światły Rzym i jeszcze światlejsi papierze pozakładali im państewka, inaczej do dzisiaj by w błocie tonęli i po drzewach skakali.
    A tak, jeden z ostatnich, najświatlejszych, może do nich powiedzieć – „Witam was Ciule”.
    Pomijając sarkazm.
    Kiedy się przyjrzeć czasom, od pierwszego wyjścia armii Wandali – Wieletów, do ataku armii Hunów i później Awarów, to wyraźnie widać dziwną systematyczność i strategię ataków tych armii na Rzym. Działania różnych armii słowiańskich są dziwnie zsynchronizowane w czasie i przestrzeni?
    Harmia Wandali przechodzi przez tereny obecnej Francji skutecznie łupiąc rzymskie legiony, jednocześnie wyzwalając Celtów. Dalej idzie na półwysep Iberyjski. Tam też robi porządek z legionami. Następnie przechodzi Gibraltar i uderza Rzym w samo podbrzusze. Odcina go od dostaw zboża.
    Teraz atak rozpoczyna harmia Gotów – Gątów. Przeprawia się przez Dunaj i łupie północ Imperium. Z pomocą przychodzi armia Antów. Atak Wandali na Rzym od południa oraz atak Gątów i Antów od północy jest wyraźnie zsynchronizowany. Jednak upadający Rzym na nowo podnosi łeb w postaci chrześcijańskiej. Teraz do akcji przystępuje Harmia Hunów – Guniów z kaganem Atillą – Hatiłłą na czele. To jest „Bicz boży dla chrześcijaństwa” i tak jak kagan Jagiełło z bratem Hatiłłą przydepnął Krzyżaków, tak nie wiele brakowało, aby kagan Hatiłła – Atilla zmiótł z powierzchni ziemi Rzym z jego nowymi władcami, papierzami – kombinatorami.
    Niestety otruto kagana Hatiłłę – Atillę. Harmia została bez wodza i morale zaczęło się sypać. Do akcji musiała wejść harmia Awarów – Obrów, która nigdzie się nie rozpłynęła, ani wtopiła w Słowian. Oni byli Słowianami, więc jesteśmy tu nadal.
    Czy we wszystkich działaniach tych armii słowiańskich nie widać jakiegoś centralnego zarządzania i planowania strategicznego? Ja widzę to zarządzanie, ale to może tylko moje widzi mi się.
    „Wielki Cywilizowany Rzym” dał światu właściwie tylko dwie najwredniejsze zasady, którymi do dzisiaj się on często posługuje. Zasady te to: „Divide et impera” – „Dziel i rządź” oraz „Si vis pacem para bellum” – „Chcesz mieć pokój, szykuj wojnę”. W połączeniu z chrześcijaństwem tworzy to morderczą i wybuchową mieszankę.

    Pozdrawiam wszystkich w Nowym 7521 Słowiańskim Roku
    A.S.

  19. Koss said, on 21 Styczeń 2013 at 3:43

    Nareszcie znalazł się ktoś, kto spojrzał na tak zwaną , „Wędrówkę ludów” z pozycji stratega. Wszystko się zgadza, Wstawić tylko daty.
    Mamy tutaj przykład odtwarzania wydarzeń historycznych na zasadzie „Przyczyny i skutku”. Skutek znamy a przyczyny są zazwyczaj, przez polityków i historyków zagmatwane i zależne „od potrzeb” aktualnej polityki. Znajomość zagadnień z okresu historycznego i logiczne rozumowanie prostuje załgane ścieżki. Nie wolno zapominać, że ideologia i religia jest bronią. Chrześcijaństwo zostało pomyślane jako kaganiec na umysły niewolników. Okazało się skuteczne.
    Są religie pomyślane jako idee dla władców. Taką religią jest judaizm. Jak widzimy – również skuteczny.
    Ostatnio lansowany pomysł „judeo – chrześcijaństwo” pomyślane jako Judeo – to władza a chrześcijanie – jako baranki do strzyżenia – jak widzimy – „chwycił”. Chwycił, trzyma i ……???

  20. zaciekawiony said, on 14 Styczeń 2014 at 23:38

    „Tylko spróbujmy przetoczyć kamienny blok o wadze 1200 ton! To byłby dopiero cud. Powtarzam tylko zdanie kobiety która tam siedzi w tych telefonach i czegoś takiego jeszcze nie widziała.” 1300 ton ważył głaz który stał się podstawą pomnika Piotra I w Petersburgu. Znaleziono go na bagnach sześć mil od miasta i caryca Katarzyna zażyczyła sobie, żeby go zaciągnąć do miasta.

    Podobieństwo postaci Bóstwa z kamieni Mikorzyńskich do wyobrażenia idola Prillwickiego opublikowanego przez Lelewela raczej podważa autentyczność, jeśli zważyć, że Lelewel przedrukował ryciny z dzieła Potockiego. Potocki odrysował Idole znalezione dwadzieścia lat po pierwszym znalezisku. W sprawie tej partii znalezisk (bo znajdowano figurki w trzech partiach) toczyło się w XIX wieku śledztwo sądowe, podczas którego znaleziono świadków odlewania tej właśnie, ostatniej partii znalezisk, przez spadkobierców pierwszego odkrywcy.


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 602 other followers

%d bloggers like this: