białczyński

Dynia w polskiej kuchni

Posted in kuchnia, Słowianie by bialczynski on 30 Październik 2009

11 Cucurbita_pepo02

Super dynie – super smakują a nie tylko wyglądają, o czym wiedziały już nasze prababki

z Wikipedii

Dynia (Cucurbita L.) – rodzaj roślin jednorocznych z rodziny dyniowatych obejmujący około 20 gatunków. W stanie dzikim występują w strefach klimatu gorącego i ciepłego Ameryki.

Gatunkiem typowym jest Cucurbita pepo L.[1].

Łodyga

Płożąca się, wytwarza wąsy czepne.

Owoce

Duże nibyjagody, jadalne, osiągają masę do 200 kg. Rekord to 765 kg[2]

Gatunki flory Polski

  • dynia olbrzymia (Cucurbita maxima Duch.) – gatunek uprawiany

Ale_dynia_1935401Ależ olbrzymJan Styra, emerytowany ekonomista ze Zdzieszowic wyhodował olbrzymią dynię. Warzywo, odmiany Atlantic Gigant ma 355 cm obwodu – przy którym waży – według amerykańskich tabel przeliczeniowych – 300 kilogramów!/fot. K. Świderski

  • dynia piżmowa (Cucurbita moschata Duch.) – gatunek uprawiany
  • dynia zwyczajna (Cucurbita pepo L.) – gatunek uprawiany

Inne gatunki (wybór)

  • dynia figolistna (Cucurbita ficifolia Bouche.)

Cucurbita ficifolia Feigenblatt-Kuerbis 3Cucurbita ficifolia, czyli dynia figolistna

Zastosowanie

Sztuka kulinarna. Dynie często są spożywane jako warzywa. Tłuszcze zawarte w pestkach dyni zaliczają się do pełnowartościowych tłuszczów roślinnych. Około 80% kwasów tłuszczowych to kwasy nienasycone, z czego 50-60% to wielokrotnie nienasycone. Kwasy nienasycone są niezbędne dla organizmu, są niezbędnym elementem do budowy witaminy D, hormonów, a także błon komórkowych. Kwasy tłuszczowe spełniają funkcję transportową enzymatycznych reakcji.

  • Rośliny ozdobne. Niektóre gatunki są uprawiane dla ozdobnych owoców.

11 Cucurbita_pepo-1

Kto ma ogródek niech pamięta – ale nie w jesieni tylko na wiosnę, że część kwiatów dyni można zjeść w sałatkach – nie wszystkie bo z czegoś muszą dynie urosnąć

O dyni i potrawach z dyni w kuchni polskiej

W Europie dynia zdobyła uznanie i zaczęto ją powszech­nie uprawiać dopiero w XVI w., ale już w starożytności była smakołykiem np. podawano dynię smażoną w miodzie. Uczeni greccy uważali ją za środek przeciwko zaparciu (świeża, starta, zalana winem), stara medycyna arabska polecała sok z dyni jako lek nasenny. W Argentynie Indianie używali wyciągu z odmian ros­nących tam dyń, jako lekarstwa, wierzyli, że leczy on wszelkie choroby, pozwala zachować młodość i urodę.
Wera Sztabowa w Kuchni śląskiej, czyli krupnioki, makówki i moczka (1996 r., s. 94) opisując śląskie potrawy, wspomina: Nie mogło zabraknąć u śląskich gospodyń smakowitych kwaszonych ogórków: tu przepis nie różni się jednak od zwykle stosowanego. Warto natomiast przypomnieć receptę na (…) marynowaną dynię, ulubioną zaprawę gospodyń cieszyńskich.
Elżbieta Łabońska w Śląskiej kucharce doskonałej (1989 r., s. 20-21, 30-31) pisze: Wiele domów na Śląsku posiadało spiżarnie (…) Przetwory warzywne i owocowe w słojach „wecka”, czyli krauzach sporządzane były na słono, słodko lub kwaśno (…) wina i piwa domowe, ogromne żółte dynie stojące na podłodze, to wszystko wypełniało śląską spiżarnię.

Dynie sadziło się w ogródkach głównie dla pestek, bardzo smacznych, będących ulubionym przysmakiem dzieci. Samą dynię jadało się nieczęsto, głównie w postaci zupy na mleku – jako danie chłopskie oraz używało się jej na marynaty. W wielu śląskich książkach kucharskich znajdujemy przepis na potrawy przygotowywane z dyni.
Na Śląsku Cieszyńskim już od pokoleń znana i popularna jest dynia w winie.
Dokumentem potwierdzającym tradycję, pochodzenie i historię wytwarzania tego produktu jest Nasza kuchnia Walburgi Fójcikowej wydana w kwietniu 1937 r. (Czeski Cieszyn, s. 6). Fragment w słowie wstępnym mówi: Dzieło to jest pierwszą książką kucharską polską, u nas na Śląsku Cieszyńskim w Czechosłowacji. Zawiera przepisy, które zalecają przygotowywać pokarmy i według naszych zwyczajów polskich i według naszych smaków śląskich i odpowiedni do naszej zamożności.

Autorka podaje recepturę na dynię w winie, która w formie niezmienionej do dziś jest nadal przyrządzaną przez mieszkańców Śląska Cieszyńskiego (op. cit., s. 80).
Fragment tego przepisu brzmi następująco: Pokrojone dynie i oczyszczone, nakrajać ozdobnym nożem na 2 cm grubą i 3 cm długą kostkę, zalać octem winnym i zostawić 12 godzin w chłodnym miejscu. Następnie wyłożyć na czyste płótno i zostawić ociec. Zagotować cukier, wino, włożyć dynię i gotować powoli tak długo, aż jest przezroczysta. Następnie wybierać dynię do ogranych słoi, do soku dodać kawałek cynamonu, kilka goździków, kawałek imbiru i gotować do gęstości. Gorące lać na dynię, a gdy wychłodnie zawiązać pergaminem i gotować w parze (…).
Na 1 kg dobrze oczyszczonych dyni 1/2 kg cukru, 1/4 litra octu, 1/8 litra białego wina, 1 cytrynę, 3 cm cynamonu, 5 goździków, 2 cm imbiru.

11 800px-Pumpkins

PRZEPISY NA POTRAWY Z DYNI:

Dynia (po Śląsku bania) na winie po cieszyńsku

Przepis pochodzi ze strony:

http://www.gwara.zafriko.pl/kat/kultura_materialna/dynia_na_winie

Bania we winie po cieszyńsku to je jodło, kiere sie robi ze sdrzałych banii, a s wina. Banie sie kraje w różowe poski, grube na dwa cyntymetry, a długi na trzi centymetry. Ty poski sóm w postrzodku różowe a gładki, sóm też miynkki a lepki. Majóm szmak kwaśnawy, a wóniajóm octym. Sdrzało bania mo w sobie 4,37 – 7,85 % wynglowodanów. Mo kupa karotynu (prowitaminy A), a aji witaminy B1, B2, a C. Bania mo aji 20 mg wopna, 0,8 mg źielaza, 10 mg magnezu, a 140 mg fosforu. Odczyn mo zasadowy (+2). Banie sóm niskokaloryczne, a ni majóm fetu. Majóm w sobie aji pektyny, a kwasy organiczne. Bania je lepszo, jak mo w sobie godnie cukru, ale zoleży to od jeji odmiany, a aji od tego jak je sdrzało. Cukru w banii je pore procynt. W Europie banie zaczli sioć dziepro w szesnostym wieku, ale eszcze rychlij robili ś nij dobre jodło – baji banie smażónóm w miodzie. Grecy jóm jedli jak gdo mioł zatwierdzyni – świyżom banie zalywali winym. Araby pili sok s banii, jak nie poradzili spać. W Argyntynie Indyjanie pili wycióng s banii na wszelijaki nimoce. Wierzili, że to je lyk na młodojść, a na urode.


Bania we winie po cieszyńsku.

Gaździny na Cieszyńskim kisiły ogórki, a marynowały banie. W każdej chałupie na Cieszyńskij Ziymi była szpajska. Jarziny, a owoce dowało sie do słojików, a zawarzowało. Gaździny zawarzowały jich na słóno, lebo na kwaśno. We szpajsce były wina, piwa, a wielkucne banie, kiere leżały na dłaszke. Banie sie sioło w zogródkach gor na pestki, kiere sóm smaczne, a majóm jich rade dziecka. S banii sie robiło polywke na mlyku, lebo sie jóm marynowało. Je kupa rostomajtych recepisów na jodło s banii. Uż od downa na Cieszyńskim sie robi banie we winie. Recepis na banie we winie je taki: pokrote a opucowane banie pokroć w poski osdobiónym nożym, zaloć winnym octym, a niechać dwanost godzin we chłódku. Potym trzeja to dać na czystóm płóciynnóm chandre, a niechać to kapke aż to ociecze. Zawarzić cukier, wino, wrazić do tego banie, a warzić to pómału tak długo, aż wszecko bydzie przezroczyste. Potym trzeja wciepać koński banii do wygrzotych, wypucowanych słojików, a do soku wrazić kónsek skorzicy, pore goździków, kónsek zozworu, a warzić to aż sie to srobi gynste. Wrzawe loć na banie, a jak ochłódnie, to to zawiónzać pergaminym, a warzić na parze. Na jedyn kilo opucowanych banii trzeja dać pół kila cukru, sztwierć litra octu, achtlik biołego wina, jednóm cytróne, kónsek (trzi cyntymetry) skorzicy, piynć goździków, a kónsek (dwa cyntymetry) zozworu.

11 dynia w winie po cieszynsku

Purée z dyni

składniki

  • 1.5 kg dyni

sposób przygotowania

Rozgrzać piekarnik do 180 st. C. Dynię przekroić. Ułożyć połówki na blaszce. Piec, aż będzie miękka (50-60 min). Wyjąć z pieca, ostudzić. Łyżką zeskrobać pestki, miąższ oddzielić od skóry. Zmiksować, najlepiej w malakserze, na purée (1 minuta). Podawać z białym mięsem zamiast ziemniaków.
Można pociąć dynię na małe kawałki, udusić i używać do sosów lub lekko rozgotować, zmiksować na purée i dodawać przy pieczeniu ciast i chleba.
Dynia dobrze smakuje z innymi warzywami, dzikim ryżem i wędzonym boczkiem.

11 mixing-pumpkin-739018Ręczne miksowanie gotowanej dyni

Kolorowa sałatka z dyni

Doskonały dodatek do dań grillowych, a także innej smażeniny

SKŁADNIKI

  • 50 dkg dyni
  • 50 dkg pomidorów
  • kilka liści sałaty
  • 4 łyżki oleju
  • sok z cytryny
  • 2 łyżki posiekanej natki pietruszki lub (liści selera naciowego – uwaga niektóre osoby mogą być uczulone na seler)
  • sól
  • pieprz
  • cukier

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA

Pomidory umyć, sparzyć wrzącą wodą i obrać ze skórki. Pokroić w dużą kostkę lub na cienkie cząstki, wycinając przy tym twarde nasady ogonków. Dynię opłukać, grubo obrać ze skórki, przekroić na pół i wydrążyć nasiona. Miąższ dyni pokroić w dużą kostkę. Włożyć do rondelka, podlać niewielką ilością wody i gotować przez mniej więcej 10 minut pod przykryciem (dynia powinna być miękka, ale nie rozgotowana). Dokładnie osączyć, odstawić, by ostygła. lej ubić z sokiem wyciśniętym z cytryny, świeżo zmielonym pieprzem, szczyptą cukru i soli. Ucierać, aż cukier się rozpuści. Pokrojone pomidory oraz ugotowaną dynię przełożyć na półmisek, polać przygotowanym sosem i odstawić pod przykryciem na 20 minut. Liście sałaty opłukać, dokładnie osuszyć, ułożyć na półmisku. Dynię z pomidorami rozłożyć na liściach sałaty, posypać natką pietruszki. Podawać od razu. Do sałatki podaj świeżą bagietkę lub grzanki z razowego chleba tostowego z margaryną. Sos możesz też osłodzić miodem. Pomidory umyć, sparzyć wrzącą wodą i obrać ze skórki. Pokroić w dużą kostkę lub na cienkie cząstki, wycinając przy tym twarde nasady ogonków. Dynię opłukać, grubo obrać ze skórki, przekroić na pół i wydrążyć nasiona. Miąższ dyni pokroić w dużą kostkę. Włożyć do rondelka, podlać niewielką ilością wody i gotować przez mniej więcej 10 minut pod przykryciem (dynia powinna być miękka, ale nie rozgotowana). Dokładnie osączyć, odstawić, by ostygła. lej ubić z sokiem wyciśniętym z cytryny, świeżo zmielonym pieprzem, szczyptą cukru i soli. Ucierać, aż cukier się rozpuści. Pokrojone pomidory oraz ugotowaną dynię przełożyć na półmisek, polać przygotowanym sosem i odstawić pod przykryciem na 20 minut. Liście sałaty opłukać, dokładnie osuszyć, ułożyć na półmisku. Dynię z pomidorami rozłożyć na liściach sałaty, posypać natką pietruszki. Podawać od razu. Do sałatki podaj świeżą bagietkę lub grzanki z razowego chleba tostowego z margaryną. Sos możesz też osłodzić miodem. Pomidory umyć, sparzyć wrzącą wodą i obrać ze skórki. Pokroić w dużą kostkę lub na cienkie cząstki, wycinając przy tym twarde nasady ogonków. Dynię opłukać, grubo obrać ze skórki, przekroić na pół i wydrążyć nasiona. Miąższ dyni pokroić w dużą kostkę. Włożyć do rondelka, podlać niewielką ilością wody i gotować przez mniej więcej 10 minut pod przykryciem (dynia powinna być miękka, ale nie rozgotowana).

Dokładnie osączyć, odstawić, by ostygła. lej ubić z sokiem wyciśniętym z cytryny, świeżo zmielonym pieprzem, szczyptą cukru i soli. Ucierać, aż cukier się rozpuści. Pokrojone pomidory oraz ugotowaną dynię przełożyć na półmisek, polać przygotowanym sosem i odstawić pod przykryciem na 20 minut. Liście sałaty opłukać, dokładnie osuszyć, ułożyć na półmisku. Dynię z pomidorami rozłożyć na liściach sałaty, posypać natką pietruszki. Podawać od razu. Do sałatki podaj świeżą bagietkę lub grzanki z razowego chleba tostowego z margaryną. Sos możesz też osłodzić miodem.

Nasze rady:

Sałatkę podaj na ładnych, zdrowych liściach sałaty. Na wyjątkowe okazje radzimy wybrać najbardziej dekoracyjny gatunek sałaty, na przykład lollo bianco. Uwaga! Sałatka nie nadaje się do przechowywania.

Danie na: 4 osoby
Czas przygotowania: 40 min.

11 Tomatoes

//

Sałata z dynią i ricottą

ilość osób: 4
trudność: łatwe

Składniki
¼ szklanki pancetty albo zwykłego boczku, pokrojonego w kostkę
¼ szklanki pokrojonej w kostkę cebuli (np. szalotki)
1½ szklanki pokrojonego w małą kostkę miąższu dyni
1 ząbek czosnku, zmiażdżony
2 łyżeczki drobno posiekanej świeżej szałwii
¼ białego wytrawnego wina
2 łyżki białego octu winnego
½ szklanki wody
4 szklanki umytych liści szpinaku
2/3 szklanki ricotty
oliwa
sól i pieprz

Przygotowanie
Na dużej patelni, na średnim ogniu, podsmaż boczek, aż będzie chrupiący, a następnie osusz go na talerzu wyłożonym papierowym ręcznikiem. Odlej prawie cały tłuszcz z patelni, zostawiając ok. 1 łyżki. Podsmaż cebulę, aż się zeszkli i zmięknie (ale się nie zrumieni) i włóż na patelnię pokrojoną dynię. Dodaj czosnek, szałwię, wlej wino, ocet winny i wodę i gotuj 5-7 minut, aż dynia zmięknie. Dopraw do smaku. Ułóż umyty szpinak w głębokim półmisku, na wierzch nałóż kawałki dyni i posyp ricottą. Pokrop sałatę oliwą i oprósz solą i pieprzem. Natychmiast podawaj.

 

Dyniowe racuchy

Dyniowe racuchy

Pomysł na słodką potrawę z dyni, najlepiej smakują z owocami.

SKŁADNIKI

  • Kawałek dyni, ok. 50 dag
  • 10 dag mąki
  • 1 jajko
  • pieprz i sól
  • 30 dag mrożonych borówek
  • cukier
  • olej do smażenia
  • wiórki ze skórki pomarańczy

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA

Czas przygotowania: 30 minut

Dynię obrać, oddzielić pestki, zetrzeć na tarce, wymieszać z mąką i jajkiem, dodać do smaku soli i pieprzu. Na patelni rozgrzać olej, łyżką kłaść niewielkie placuszki, smażyć z obu stron na złoty kolor. Borówki rozgotować, dosłodzić, wymieszać z wiórkami ze skórki pomarańczy, podawać do placuszków.
11 salatazdynia

Zupa dyniowa

Zupa dyniowa jest po prostu wspaniała i piękna. Pomarańczowa, łagodna w smaku, cudowna na jesienne szarugi.
Ważne jest, aby przygotowywać ją w garnku o grubym dnie.

SKŁADNIKI

  • 4 łyżki masła
  • 1-2 ząbki czosnku (niekoniecznie)
  • 2 marchewki
  • ok 1,5-2 kg dyni
  • 1 szklanka wody
  • 0,5-0,75 mleka
  • Przyprawy: ociupina gałki muszkatołowej, natka pietruszki

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA
1. W garnku z grubym dnem roztapiamy 4 łyżki masła. Na to rozgrzane masło wrzucamy pokrojony w plasterki czosnek, jak się zrumieni wyjmujemy i wyrzucamy. Jeśli nie lubicie takiego delikatnego czosnkowego posmaku po prostu od razu…
2. wrzućcie na masło pokrojoną w talarki marchewkę, niech się dusi na małym ogniu. Tymczasem my bierzemy się za dynię, oczywiście lepiej ją przygotować wcześniej, ale jeszcze nigdy mi się to nie udało. Wybieramy ze środka włókna i pestki, obieramy ze skórki, tak aby został nam sam miąższ. Kroimy go w kosteczkę około 1-1,5 cm i wrzucamy do naszego garnka z – przypominam – grubym dnem.
3. Dolewamy szklankę wody, przykrywamy i dusimy na niewielkim ogniu (tak żeby zupa lekko bulgotała) około 30 minut. Możemy teraz dodać jakieś zioła np. oregano, albo tymianek, ale nie dużo, żeby nie zabić delikatnego smaku dyni.
4. Po pół godzinie miksujemy zupę na krem i dodajemy mleko. Dodajemy go tyle, żeby zupa miała konsystencję taką, jaką lubimy. Ja na przykład lubię bardzo gęstą zupę, więc dolewam mniej niż pół litra mleka.
5. Gotową zupę możemy posypać pietruszką, podprażonymi pestkami dyni i słonecznika, grzankami, tartym parmezanem. Te dodatki sprawdziłam, ale na pewno przyjdzie wam jeszcze coś fajnego do głowy.

11 Pumpkin_soupEnlargedpyszna dyniowa zupa

Zapiekany suflet z dyni (danie wegetariańskie ze starej kuchni polskiej)

Suflet z dyni zapiekany w małych dyniach

Jeśli ktoś lubi bardziej wyrazisty smak, może dynie zapiec z serem kozim.

SKŁADNIKI

  • 4 małe dynie
  • 30 dag miąższu dyni
  • 1/3 kostki masła
  • 3 łyżki mąki
  • 1/2 szklanki mleka
  • zmielona gałka muszkatołowa
  • sól
  • zmielony pieprz
  • cynamon
  • 1 serek mozzarella
  • 1 łyżka oliwy

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA

Obraną dynię, po usunięciu nasion, ucieramy na tarce o grubych oczkach. Przekładamy do garnka z wrzącą wodą i obgotowujemy około 10 minut. W tym czasie rozgrzewamy masło w garnku na bardzo małym ogniu, wsypujemy mąkę, mieszamy przez chwilę i zdejmujemy garnek z ognia. Powoli wlewamy mleko, tak by powstała jednolita masa, przypominająca budyń. Do powstałego sosu dodajemy obgotowaną dynię oraz przyprawy i wszystko dokładnie mieszamy.
Małe dynie dokładnie myjemy, odcinamy wierzchołki i wydrążamy środek, tworząc czarkę, do której nakładamy dyniowy krem, a na wierzch kładziemy plasterek sera mozarella. Dynie smarujemy na zewnątrz całe oliwą, by nie straciły koloru w czasie pieczenia. Układamy je na folii aluminiowej i wkładamy do rozgrzanego piekarnika. Jeśli któraś nie stoi prosto, to podcinamy lekko jej spód tak, aby się nie przechylała, gdyż w przeciwnym razie zawartość wypłynie w czasie pieczenia.
Pieczemy 30 minut, w temperaturze 180°C. Podajemy na ciepło. Ilość nadzienia uzależniona jest od wielkości dyni. Ta proporcja jest przewidziana na 4 dynie, każda wielkości zaciśniętej pięści. Jeśli ktoś lubi bardziej wyrazisty smak, może dynie zapiec z serem kozim.

112 giant_pumpkin

Pikantny dip dyniowy z kuchni polskich Żydów

Podaje się go z pieczywem i pokrojonymi w słupki świeżymi warzywami.

SKŁADNIKI

  • 3-4 łyżki (45-60 ml) oliwy z oliwek
  • 1 cebula, pokrojona w drobną kostkę
  • 5-8 ząbków czosnku, grubo posiekanych
  • 675 g dyni, obranej i pokrojonej w kostkę
  • 1-2 łyżeczki (5-10 ml) mielonego kminku
  • 1 łyżeczka (5 ml) mielonej papryki
  • 1/4-1/2 łyżeczki mielonego imbiru
  • 1/4-1/2 łyżeczki curry
  • 75 g krojonych pomidorów z puszki lub pokrojonych w kostkę świeżych pomidorów i 1-2 łyżki (15-30 ml) koncentratu pomidorowego
  • 1/2-1 papryczka chili, posiekana, lub pieprz cayenne, do smaku cukier, do smaku sok z 1/2 cytryny lub do smaku sól
  • 2 łyżki (30 ml) posiekanej kolendry, do przybrania

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA

Na patelni rozgrzać oliwę. Włożyć cebulę oraz połowę czosnku i smażyć, aż będą miękkie. Dodać dynię i smażyć pod przykryciem przez 10 minut, aż zacznie mięknąć.

Dodać przyprawy i smażyć przez 2 minuty. Dodać pomidory i papryczka chili, doprawić cukrem i solą. Gotować bez przykrycia, aż płyn odparuje i dynia będzie miękka.

Następnie dynię rozgnieść na mniejsze kawałki i dodać pozostały czosnek. Doprawić do smaku sokiem z cytryny. Posypać posiekaną kolendrą i podawać o temperaturze pokojowej.

Przepis pochodzi z książki Marleny Spieler „Kuchnia żydowska – 75 potraw na różne okazje”, wyd. Siedmioróg, 2005

11 pumpkinDynia w ogrodzie

Dynia makaronowa z brokułami

Składnik Ilość Czego
jogurt naturalny 0,25 szklanek
mleko 0,75 szklanek
mąka 1 łyżek stołowych
masło 1 łyżek stołowych
papryka czerwona marynowana 0,5 sztuk
cebula 1 sztuk
marchewka 1 sztuk
brokuł 1 sztuk
dynia makaronowa 2 kilogramów
musztarda 1 łyżek deserowych
sól według uznania

11 dynia makaronowaSpaghetti_Squash_cooked_and_prepared_1

Oto przepiękna dynia makaronowa – extra

Wykonanie:

Umytą dynię pokroić na ćwiartki i gotować w lekko osolonej wodzie, aż zmięknie. W osobnych naczyniach ugotować obraną marchew i podzielony na różyczki brokuł, odcedzić. Oczyszczoną cebulę posiekać i zeszklić na maśle, oprószyć mąką i wymieszać. Zdjąć z ognia i mieszając, powoli wlać mleko i jogurt, dodać musztardę. Gotować mieszając, aż sos nieco zgęstnieje. Włożyć brokuły i pokrojoną w cienkie plasterki marchewkę, chwilę razem gotować. Na końcu wymieszać z obraną ze skórki i pokrojoną w cienkie paseczki papryką. Z dyni wydrążyć widelcem paseczki miąższu, osączyć na durszlaku, włożyć na półmisek, polać gorącym sosem i od razu podawać.

11 cucurbita_pepo_11Cukinia to też prawie dynia i patisony także – choć mniej wyraziste w smaku

Dynia makaronowa zapiekana

1 dynia makaronowa (lub wiecej)

przekroic dynie na dlugosc i wydrazyc nasiona

I. wersja czosnkowa
1 zabek czosnku
1 galazka rozmarynu
sol, pieprz
oliwa z oliwek

dynie lekko posolic, popieprzyc, „posypac” rozgniecionym czosnkiem + rozmarynem
polac lekko oliwa
przykryc folia aluminiowa i piec w temp. 200° ok. godziny (max. 1,5)
zdjac folie w polowie pieczenia
po upieczeniu „skrobac” ja widelcem („na szerokosc”, nie na dlugosc… )

II. z szynka lub tunczykiem
do kazdej polowki wyczyszczonej z ziaren, przekrojonej dyni wlozyc kawaleczki szynki lub tunczyka
wymieszac ziola prowansalskie ze smietana, zalac szynke / tunczyka, doprawic

III. z serem (np. o smaku czosnku niedzwiedziego)
zetrzec ser, zmieszac z niewielka iloscia smietany, posypac rozmarynem

11 veggiesDynię można gotować w różnych zestawach z innymi warzywami pamiętając by nie gotowała się długo – np. z marchewką – tak samo jak marchewkę gotowaną z groszkiem, czy z rzodkiewką, kalarepą. Można ją też dodawać z powodzeniem do surówek.

Dynia z makaronem

Nie chciało mi się wychodzić z domu więc zrobiłem makaron po chorwacku – z dynią i ziołami. Miałem makaron spirale, kilka młodych ziemniaków Royal Jersey, dynię, czerwoną soczewicę, szalotki i trochę tymianku. W dwadzieścia minut takie danie jest gotowe do zjedzenia.
Składniki na 1-2  osoby:

 

250 g makaronu spirali (ja zwykle korzystam rurki lub tubetti – małe kształt makaronu zrobi)
2 szalotki, drobno posiekane
1 ząbek czosnku, drobno posiekane
4  ziemniaki koszulkę lub 2 duże ziemniaki, pokrojone w kostkę
Część samej dyni, pokroić w kostkę
500 ml wywaru z  warzyw
100g czerwona soczewica
pęczek tymianku  (lub rozmaryn, tymianek lub pietruszką liść)
Oliwa z oliwek do smażenia i do polania

Ten sos chorwacki do makaronu można tak zagęścić, że nadaje się jako pasta z tymiankiem do grzanek. Wtedy do zagęszczenia nalerży dodac ser żółty – najlepeiej parmezan, grana padano, pecorino lub podobne sery, albo sery owcze czy kozie – jeśli ktoś lubi.  Ser można też dodać do sosu do makaronu.

Sposób przygotowania:

Szalotkę zeszklić przez kilka minut – nie zbrązowić

Dodać czosnek i mieszać przez kolejne 2 minuty lub trochę dłużej.
Dodaj swój czas i soczewicy i doprowadzić do wrzenia. Gotować 5 minut.
Dodać ziemniaki i dynię i gotować 5 minut. W zależności od kształtu makaronu użyć możesz dodać swój makaron teraz.
Spiralny jedynie 5 minut, więc dodać je po 5 minutach po dyni i ziemniaków, rurki szybciej.
Kiedy makaron jest al dente potrawa jest gotowa. Dyni i ziemniaków nie powinno zająć więcej niż kilka minut gotować i powinien być zupełnie bzdurny.

 

Doprawić solą i świeżo mielonym pieprzem. Dodać ziół do smaku, zależnie od co się lubi. Dobre jest np. z tymiankiem, lubczykiem, oregano, rozmarynek, zieloną pietruszką, koperkiem.

To naprawdę jest świetne. Bawcie się dobrze.

11 makaron z dynią 529644173_d3cefa8948Dynia z makaronem – po chorwacku

Na koniec – żart – Dziecko z dyni

Prawdziwe to zdjęcie czy też nie – uroczy dzidziuś w dyni, cy ktoś rozwiąże tę zagadkę?

Teoretycznie możliwe.

11 małe dziecko w dyniprawda, czy fałsz – małe dziecko w dyni

I jeszcze coś na koniec października i początek listopada – choć to nie słowiańskie ale na wskroś pogańskie

Dynia Hallowenowa

Scary Pumpking

Skołoci (Scytowie) i Słońce (Sołńce-Swarożyc)

Posted in Mitologia Słowiańska, nauka, niesamowite zagadki, sztuka, Słowianie by bialczynski on 29 Październik 2009

Jak Słońce pomogło Skołotom wejść na Biały Ląd


00 książniczka raz jescze i janosikowe czako-koronafot12

Strój królowej czy też kniagini (zony kagana-kniazia) Skołotów (Scytów) z Ryżanówki – muzeum Archeologiczne w Krakowie. Zwraca uwagę kształt koronacyjnej czapy – czako takie same nosili zbójnicy spod Krakowa z Gór Harów- Harnasiów – Karniosów inaczej Karopanów – a wśód nich i Janosik.

Ten artykuł – cytowany przez nas poniżej – jest bardzo płytki ponieważ miał być popularny.  Ukazał się dawno, w 2005 roku, ale  zawiera trafne (choć zbyt jednostronne i wąskie) uzasadnienie gwałtownego rozwoju rejonu Syberii – konkretnie na przykładzie Doliny Tuwy. Można się zgodzić z tezą, iż zmiana klimatyczna o charakterze globalnym w 850 roku p.n.e. spowodowała demograficzny rozwój regionu dotychczas suchych i półpustynnych terenów. Musimy jednak ten tekst poddać konstruktywnej krytyce, co przy okazji pokaże w jaki sposób powstaje nasz Czwórksiąg Wielki i Bajne dzieje Słowian.

00 Scytyjska Księżniczka wystawa Dsc00496

Przygotowanie Księżniczki z Ryżanówki do wystawy w Bytomiu. Tak wyglądali Skołoci Rolnicy, ci oracze zapisani przez Herodota. Grobowiec i jego skarby są datowane na rok 400 p.n.e.

W artykule stawia się łatwe tezy i podaje sensacyjne proste rozwiązania, tak proste że stwarzają wrażenie naciąganych i podporządkowanych z góry przyjętemu założeniu.

Gdyby autorzy artykułu nie patrzyli tak wąsko na świat – pod kątem wyłacznie przyjętej hipotezy i nie ograniczyli się do punktu widzenia poprzez pryzmat  swojej specjalizacji w temacie „scytyjskim „, to musieliby idąc krok głębiej w swoim rozumowaniu stwierdzić również, że nic nie stało na przeszkodzie, aby w tym samym czasie celtycka ludność z terenów nadmorskich Holandii emigrowała na wschód  – tam gdzie było jeszcze miejsce, a także wędyjska (wenetyjska) ludność z nizin również wyemigrowała na wschód i południe – tam gdzie owe cudowne warunki klimatyczne zapanowały.

00 skarby z grobu książniczki fot11

Drobny ułamek skarbów z grobu Księżniczki

Tak zapewne się stało. Jak to zwykle bywa część Celtów (Kiełtów) została na miejscu w tych regionach geograficznych gdzie woda nie sięgała – bliżej Alp (Gór Białych Kauków, czyli Gór Białobożych), także Wenedowie (Wędowie) osiedli w wyższych regionach tam gdzie woda nie sięgała – w Łyskogórach zwanych też Świętogórami, czyli w okolicy Łysicy oraz w pobliżu Gór Karkonosza (Krakoniosa) i Gór Harów (Horpątów, czyli Kharpątów) – w Harskim (Hercyńskim) Lesie.  Być może to jest przyczyną słynnego, opisanego przez Herodota wydarzenia, który podaje, że pewnego roku (a działo się to około roku 800 p.n.e.  z północy naszły na Ziemię plemiena Nurów wielkie ilości Wężów i Nurowie musieli uciekać ze swojej ziemi, a przenieśli się do kraju Budynów. Po jakimś czasie jednak do siebie wrócili.

00 scytyjskie królewskie nakrycie głowy sevbrothers

Inne królewskie nakrycie głowy Scytów – Sokoło-Wenedów, czyli Soło-Wenów

Kim byli Węże? Być może Herodot miał wiadomości nie bezpośrednie, lecz  z którejś już ręki,  zbierane od różnych kupców i odkrywców, którzy słyszeli miejscowe opowieści i do końca ich nie rozumiejąc coś pokręcili. Może sam Herodot też sam coś pokręcił i wyszła z tego nieprawdopodobna, famtastyczna opowieść o wężach. Moim zdaniem – to interpretacja ale nie całkiem bezpodstawna – chodziło tutaj pierwotnie nie o węże czy Wężów , a o Wędów – czyli lud Wenedae znany z zapisów romajskich (greckich i rzymskich), pisanych też jako Venetoi (Unedoi) w nieco późniejszych dokumentach, których nazwę my byśmy wymawiali  Wenedawi.

Według nas i naszych bajnych dziejów, były to zmieszane plemiona uchodzacych z płaskich terenów nadbałtyckich Wędów (Wenedów) i Dawów (Dawian, Draków, Odraków) znanych potem jako Dakhowie Zadunajscy, Dahowie Mazjatyccy (Dahowie, którzy żyli też na wschodzie blisko Mazogątów, znanych znów z zapisów pod mianem Massagetae) oraz Draków i Odrysów (czyli późniejszych zapisanych przez Rzymian – Traków).

00 dobrze nam znane figurki kultowe wydobyte także w deszcznie i na woliniefot14

Jakże swojskie, dobrze nam znane z odkryć w Deszcznie czy Wolinie figurki kultowe – tutaj z Bilczy Złotej (kultura trypolska)

Istnieje też inna możliwa interpretacja podania o najściu Wężów. Według niej nazwa przekazana miała znaczenie blisko brzmiące znanemu Autorowi słowu serpen – wąż. Wtedy mowa by była w owym starożytnym podaniu (wieści podróżniczej) o Serbach z Wenedów, którzy opuściwszy Białą Serbię (a więc Wielkopolskę) naszli na Nurusów – czyli Nurów i Budynów zamieszkujących na wschód i na południe od nich.

Nasza hipoteza nie jest sprzeczna z hipotezą naukową z owego cytowanego poniżej artykułu.


Naszym zdaniem to wtedy mogło dojść do wymieszania się Skołotów i Wenedów (a może też Istów-Jątów o korzeniach bardziej iliryjskich) i do powstania nowego irano-słowiańskiego, a być może irano-bałto-słowiańskiego  ludu, ludu który utworzył Królestwo Sis sięgające od Kamczatki po Ren i Jezioro Bodeńskie, gdzie również stwierdza się osadnictwo Wenedów – Ludu, który znamy jako „genetycznych” Słowian.

Co więcej jest też potwierdzenie i archeologiczne i w kronikach, że nad Dniepr a potem do Azji Mniejszej (Małej Mazji) trafiły także szczepy Celtów – kórych my nazywamy Kumorami ( bo mieszkali blisko Mor-Rusów, na Mor-Rawie), a których Romaje (Grecy) zapisali jako Kimmerów. Zostali oni rozgromieni nad Dnieprem przez Skołotów (Scytów-Słowian) i wrócili na Morawy, gdzie wiedli byt obok słowiańskich (sokoło-wendawskich) Morusów, a w pewnym momencie urośli w wielką potęgę, która zaatakowała zarówno Rzym jak i północ Carodunę (okolice Krakowa, Harię). Tyle że migracja Celtów (Kiełtów) do Harii odbywała się bardziej pokojowo a Rzym był przez nich systematycznie, jako bogatszy – łakomy kąsek do złupienia-  napadany i grabiony.

Nie zamierzamy zastępować nauki, ani tym bardziej jej pouczać – przedstawiona powyżej interpretacja nowych odkryć nauki ma służyć nam wyłącznie na użytek Baji – i pomóc odtworzyć bajeczne (mityczne) dzieje Słowian. Tak też się dzieje i tak ją wykorzystujemy.

00 broń Guniów ot10

Broń Huńska (plemienia Guniów, którym w najlepszym okresie przewodził Hatiłła-Chytiłła, znany Zachodowi jako Atylla, ale my przecież znamy analogiczne nazwiska istyjskie – jak choćby Jagiełło, Dowgiłła i inne.

Przedstawiony przeze mnie w tym miejscu proces myślowy ilustruje zarówno skąd biorą się podstawy do odtworzenia Baji, jak i pokazuje jeden z ciągów myślowo-dowodowych lokalizujących i mocujących pewne fakty na mapie historycznej i geograficznej Świata.

Żadna z opowieści Czwórksięgu, nawet najdrobniejsza, nie jest tworem wyssanym z palca, każda ma taką co najmniej – jeśli nie o wiele solidniejszą – podporę w kronikach, archeologii, językoznawstwie, etymologii, etnografii, antropologii, genetyce i setkach innych dziedzin.

00 książniczka wystawa Dsc00497

Księżniczka pokazała się w Bytomiu

Tak właśnie powstało według naszej Słowiańskiej Baji (Słowiańskiej Mitologii) – Królestwo Sis – Królestwo Skołotów-Istów-Słowian, nazywane Wielką Skołotią, które graniczyło przez Syberię , Tuwę i tereny wokół Jeziora Orol (Aral), Bajkał i Bałchasz z Mążgołami-Mongołami (Mężami Bezwłosymi ale też Wielkimi – Golemami) oraz Kutajami (Chińczykami) – inaczej Kitajami, czyli znawcami Taj – zapisów, a przez Kaukaz i Welburz (Góry Czarnych Kauków, Czarnogłowskie i Elbrus) oraz poprzez Oroję (Ararat) i Morze Kosza (Koszpijskie, Kaspijskie) z Persami i Medami oraz Syrią i Egiptem (Melkomedirem).

Rozwinięcie tej i innych interpretacji odkryć ostatnich czasów znajdziecie w Dziejach odtworzonych w Księdze Ruty.

Wkrótce na stronach naszego BLOGU Starosłowiańskiej Świątyni Światła Świata udostępnimy Taję 19 Księgi Ruty i fragmenty mówiące o starciach Skołotów z Kumorami nad Dnieprem, a także o Kumorach w Harii. A teraz już wspomniany artykuł i jeszcze jeden który dowodzi genetycznych związków Scytów i dzisiejszych Słowian.

00 scytyjska królowa z ryżanówki MArch Kraków z2518254N

Czaszka księżniczki z Ryżanówki, diadem i naszyjnik

Słońce pomogło Scytom podbić wschodnią Europę

Andrzej Hołdys
2005-01-28, ostatnia aktualizacja 2005-01-29 00:00

W “Journal of Archaeological Science” ukazał się artykuł, którego autorzy postanowili wyjaśnić jedną z większych zagadek wczesnej historii Europy. Jest nią nagłe pojawienie się na wschodzie kontynentu Scytów. Jak wytłumaczyć inwazję tego azjatyckiego ludu?

00 wędrówka Scvytów m2518797

Archeolodzy tym razem poprosili o pomoc biologów i geologów. Grupa badaczy z Rosji, Niemiec i Holandii, którą kierował Bas van Geel z Uniwersytetu Amsterdamskiego, przez trzy lata zgłębiała tajemnicę prastarych kurhanów w południowej Syberii. Wyjaśnienie uczonych brzmiało: pochód Scytów został wywołany nagłą zmianą klimatu.

S Model i kultura trypolska 131491

Model „świątyni” – związanej z kultem prostokątnej budowli z dwuspadowym dachem, ustawiony na podpartej slupami platformie i ozdobiony motywami o kultowym i symbolicznym znaczeniu. Kultura Trypolska, glina.

Syberyjska Dolina Królów

Pierwsi Scytowie przybyli do Europy około roku 800 przed Chrystusem, mniej więcej na początku epoki żelaza. Przez wiele następnych stuleci byli główną siłą polityczną we wschodniej części kontynentu. Upodobali sobie stepy na północ od Morza Czarnego. Ich główne siedziby znajdowały się nad Donem i Dnieprem. Stąd podejmowali wyprawy na zachód i południe Europy, docierali też na Bliski Wschód. Nie dał im rady ani potężny król perski Dariusz I, ani największy wódz starożytności – Aleksander Wielki.

S 131494

Skarby grobowców Ukrainy, Kazachstanu i Syberii Wisiorek w kształcie rogatej owcy pamirskiej. IV w. p.n.e. złoto zdobione granulacją

To wszystko wiadomo od dawna, między innymi z relacji “ojca historii” Herodota oraz dzięki odkryciu w południowej Rosji i Ukrainie licznych kurhanów, w których przed tysiącami lat grzebano scytyjskich wojowników. Większość tych grobowców zniszczono i rozgrabiono, na szczęście do niektórych złodzieje nie dotarli. W tych archeolodzy znajdują zwykle setki ozdób ze złota, a także przedmioty codziennego użytku, w tym charakterystyczną broń i uprząż końską.

S 131493

Skarby grobowców Ukrainy, Kazachstanu i Syberii Ryton ozdobiony przednia częścią barana. IV w. przed Chr. złoto

Dlaczego jednak Scytowie w ogóle przybyli do Europy, jakie to wydarzenia sprawiły, że prawie trzy tysiące lat temu czarnomorskie stepy zadudniły nagle od kopyt koni niosących na swoich grzbietach koczowniczych jeźdźców ze Wschodu? Aby znaleźć odpowiedź na to pytanie, naukowcy udali się tam, gdzie wszystko się zaczęło – do Tuwy, autonomicznej republiki wchodzącej w skład Federacji Rosyjskiej, sąsiadującej z Mongolią.

S 131501

Zapinka do pasa. II- I w. przed Chr. , brąz złocony

Latem 2001 roku Konstantin Czugunow z petersburskiego Ermitażu i Hermann Parzinger z Niemieckiego Instytutu Archeologicznego odkopali w jednej z tuwiańskich kotlin scytyjski grobowiec, który nazwano Arzhan-2. W środku znaleziono szkielety mężczyzny i kobiety, a wokół nich ok. 5 tys. przedmiotów ze złota, w tym ważący półtora kilograma napierśnik, ozdobne szpile długości 30 cm z wyrzeźbionymi na ich powierzchni wizerunkami zwierząt, sztylety inkrustowane drogocennymi kamieniami. Łącznie w kurhanie było ponad 20 kg złota.

S 131499

Pyxis ( greckie puzderko na kosztowności), IV-III w. przed Chr. złoto

Podobnych pochówków jest w tej okolicy mnóstwo. Należą do dawnych władców tych ziem, niektórzy mówią więc o scytyjskiej Dolinie Królów. Kiedyś te grobowce były równie bogate jak Arzhan-2, lecz do większości z nich dawno temu dobrali się rabusie. Najstarsze pochodzą z IX wieku p.n.e., gdy koczownicy z południowej Syberii dopiero szykowali się do wędrówki na zachód. – Zanim wyruszyli w kierunku Europy, osiągnęli już wysoki poziom kultury materialnej. Zawartość grobowców z Tuwy tego dowodzi – podkreśla prof. Parzinger.

S 131508

Skarby grobowców Ukrainy, Kazachstanu i Syberii Figurka kobiety, kultura trypolska, 3 650 – 3 500 przed Chr., glina modelowana ręcznie

Tuwa – kraina obfitości

Ten awans cywilizacyjny był błyskawiczny i zaskakujący – wynika z badań, które przeprowadzili van Geel i jego koledzy. Wcześniej mieszkańcy tych ziem wiedli skromne życie na suchym stepie, a górskie doliny Tuwy – kraju wielkości połowy Polski – były przez nich omijane, bo była tu tylko niegościnna półpustynia. Naukowcy ustalili to analizując pyłki roślin, które zachowały się w warstwach osadów rzecznych i jeziornych z tego okresu.

Przełom nastąpił około roku 850 p.n.e. Niespodziewanie jak za sprawą czarodziejskiej różdżki wszystko się odmieniło. Temperatura powietrza spadła i zaczęły padać obfite deszcze, co sprawiło, że stepy porosły bujną trawą. To także można wyczytać z pyłków roślin. Jałowa Tuwa w ciągu paru dekad przeobraziła się w krainę obfitości. Do tego azjatyckiego raju przenosiły się kolejne grupy nomadów. Wkrótce potem nastąpiła eksplozja demograficzna i cywilizacyjna.

- Gdyby nie zmiana klimatu, Scytowie nigdy nie staliby się potęgą militarną i polityczną. Nigdy też nie wyruszyliby na zachód w poszukiwaniu nowych terytoriów. Pomogła im pogoda. Dzięki niej step, który ciągnie się od Syberii aż po Ukrainę, mógł wyżywić konie scytyjskiej armii i stada bydła. Droga do Europy była dla nomadów otwarta – mówi Bas van Geel.

S 131498

Skarby grobowców Ukrainy, Kazachstanu i Syberii Oinochoe (dzban) z uchwytem w kształcie pantery. II-I w. przed Chr. złoto

Słońce daje mniej ciepła

Dlaczego pogoda tak nagle się zmieniła? – To efekt działalności słońca, którego aktywność wyraźnie osłabła w tym czasie – twierdzi van Geel. Skąd o tym wiadomo? Bezpośrednich dowodów nie ma, przyznaje uczony, ale twierdzi, że łatwo można się tego dowiedzieć, analizując zawartość węgla C14 w materiale archeologicznym pobranym z tuwiańskich kurhanów. Ten radioaktywny izotop tworzy się w ziemskiej atmosferze pod wpływem promieniowania kosmicznego – im jest ono silniejsze, tym więcej atomów C14 powstaje. A dzieje się tak między innymi wtedy, gdy słońce zmniejsza swoją aktywność. Słabnie wówczas wiatr słoneczny, który zdmuchuje część kosmicznych cząstek pędzących ku Ziemi.

- Z pomiarów wynika, że jakieś trzy tysiące lat temu poziom węgla C14 w atmosferze zaczął prędko rosnąć. To dlatego, że słońce zaczęło wtedy słabiej grzać – mówi holenderski badacz. – Niedobór ciepła słonecznego szybko doprowadził do spadku temperatur i sprawił, że klimat stał się wilgotny. Wkrótce potem rozpoczął się pochód Scytów.

S 131502

Skarby grobowców Ukrainy, Kazachstanu i Syberii Głowa barana. Zakończenie dyszla wozu (?).V-III w. przed Chr. brąz

Potop w Biskupinie

Uczeni podkreślają, że gwałtowna zmiana klimatu, która zaczęła się w IX wieku p.n.e., miała zasięg globalny. Akurat Scytom wyszła ona na dobre, bo suchy step Azji Środkowej jak kania dżdżu potrzebował deszczu.

W Europie Środkowej i Zachodniej było jednak inaczej. Tu obfite deszcze doprowadziły do powodzi i podnoszenia się poziomu wody w jeziorach. Van Geel, który bada również historię klimatu w swoich rodzinnych stronach, twierdzi, że w tym czasie rolnicy z terenów dzisiejszej Holandii musieli opuścić domostwa i uciekać w kierunku wschodnim.

Podobny los spotkał mieszkańców naszego Biskupina, który został zbudowany około 750 roku. Wilgotny klimat sprawił, że już po kilkudziesięciu latach wnuki i prawnuki założycieli osady musiały się z niej wynosić, bo została zalana przez jezioro, na którym ją zbudowano. Przyroda bywa niesprawiedliwa. Kiedy uciekinierzy z Biskupina czy Niderlandów tułali się po Europie w poszukiwaniu kawałka suchego miejsca na postawienie domu, Scytowie – dzięki przychylności natury – właśnie rozpoczynali nad Dnieprem i Donem budowę swojego potężnego państwa.

S 131496

Skarby grobowców Ukrainy, Kazachstanu i Syberii Dwie scytyjskie apliki w kształcie panter. IV w. przed Chr. Złoto

I jeszcze kilka skarbów skołockich i romajskich z Ukrainy (Skrajiny)

Wyrwane z czarnego rynku

Skarby Ukrainy z kolekcji Platar po latach perturbacji trafiły na wystawę w Muzeum Narodowym w Warszawie. Nie obyło się jednak bez kontrowersji i atmosfery skandalu

SK ozdoby 2234pj_2008_05-15

Jeleń. Blaszka służąca do ozdoby scytyjskiej szaty. IV w. przed Chr , złoto

Zdobione granulacją, filigranem i szlachetnymi kamieniami naszyjniki, bransolety, kolczyki, pierścienie i zdobione przedmioty użytku codziennego to tylko część przedmiotów prezentujących osiągnięcia starożytnych i średniowiecznych złotników, zgromadzonych na wystawie Starożytne Skarby Ukrainy. Ukraina światu.

SK ozdoby 55667pj_2008_05-6

Kołtka (wisiorek skroniowy), Ruś Kijowska XII- XIII w., złoto emalia komórkowa

Złotnictwo przez wieki

W warszawskim Muzeum Narodowym można obejrzeć prawie 500 przedmiotów z czasów obejmujących 18 stuleci – od VI w p.n.e. do XII w n.e. Są tu kunsztowne arcydzieła starszej od egejskiej kultury trypolskiej, przedmioty pochodzące z czasów koczowniczych plemion Kimmerów, Scytów i lubiących przepych Sarmatów, a także Greków, Rzymian, Bizancjum i Rusi Kijowskiej.

SK ozdoby 223355pj_2008_05-19

Zachwycają zarówno pięknie zdobione naczynia trypolskie i przedmioty codziennego użytku, jak i złote klejnoty: arcydzieła złotnicze w typowym dla ludów stepowych stylu zwierzęcym, klasyczne i mistrzowskie klejnoty greckie, ozdoby i dewocjonalia bizantyjskie oraz ruskie precjoza, np. zdobione emaliami wisiory i kabłączki skroniowe.

Właśnie bogata kolekcja złotej biżuterii wyrabianej przez greckich złotników dla kolonistów i scytyjskich arystokratów robi największe wrażenie. Prof. Witold Dobrowolski, kurator zbiorów sztuki starożytnej w Muzeum Narodowym i komisarz wystawy podkreśla, że wiele z bransolet, naszyjników, wisiorów, kolczyków i pierścieni to dzieła najwyższej artystycznej próby. Nie ustępują przedmiotom zgromadzonym w światowych muzeach, a na ich przykładzie można prześledzić ewolucję form złotniczych i sposobów zdobienia.

Konflikt interesów

Ekspozycja jest pierwszą prezentacją kolekcji nieżyjącego już Sergieja Platara i Sergieja Taruty, dwóch przemysłowców i mecenasów ukraińskich, poza granicami ich kraju. Platar i Taruta zgromadzili w ciągu 10 lat kilkanaście tysięcy eksponatów. Kupowali je często na czarnym rynku archeologicznym, czego nie ukrywają ani oni, ani prof. Witold Dobrowolski. Tłumaczenie tworzenia kolekcji patriotycznymi pobudkami, ale w nie do końca uczciwy sposób, bulwersuje jednak archeologów i historyków sztuki.

SK ozdoby 2234Grecka Fibula w kształcie pszczoły, IV w. przed Chr.

Rynkiem wstrząsnęły kontrowersje: ratować dzieła za wszelką cenę, choć pokątne ich skupowanie sprzyja rozwojowi nielegalnego handlu, czy pozwolić na rozproszenie skarbów po ukrywanych zbiorach kolekcjonerów z całego świata. A dzieła kupować można nawet na zwykłych bazarach, np. w Sewastopolu lub w kijowskim Klubie Kolekcjonera, bo ukraińska milicja, choć o tym wie, nie reaguje. Historycy są również oburzeni kładzeniem nacisku przez kolekcjonerów tylko na wartość rynkową ich zbiorów. Najpiękniejsze i najcenniejsze przedmioty wydobywane ze starożytnych grobów trafiają bowiem do najbogatszych, pozostałe ulegają rozproszeniu, co uniemożliwia wzbogacanie wiedzy o starożytnych kulturach.

Spór naukowców

Część muzealników odmawia prezentacji zbiorów Platara i Taruta, bo ich przyjęcie oznaczałoby akceptację sposobów pozyskiwania dzieł. Zdaniem prof. Jana Chochorowskiego, dyrektora Instytutu Archeologii Uniwersytetu Jagiellońskiego, zorganizowanie takiej wystawy to nobilitacja przestępczej działalności i współudział w przestępstwie. Inni, jak prof. Michał Gawlikowski, przewodniczący Rady Naukowej Centrum Archeologii Śródziemnomorskiej UW, nie widzą w tym nic złego i podkreślają, że wprawdzie kolekcjonerzy odkupili przedmioty od rabusiów i pośredników, ale przynajmniej dzięki temu nie zostały one wywiezione poza granice Ukrainy.

Sk ozdoby pj_2008_05-3

Prof. Dobrowolski też uległ tym argumentom… i urodzie kolekcji. Muzeum Narodowe od kilkudziesięciu lat nie miało okazji prezentować osiągnięć złotników starożytnych. Starsze pokolenie mogły ponad 30 lat temu, w 1976 roku, obejrzeć Złoto scytyjskie z Ermitażu, a w 1962 roku Złoto starożytnej Italii. Mimo kontrowersji nie warto więc przeoczyć Starożytnych Skarbów Ukrainy, bo kiedy trafi się następna okazja poznania prac złotników z dawnych wieków… nie wiadomo.

Słowianie i Scyci to według genetyków jeden i ten sam lud

Kolebką Prasłowian były ziemie rozciągające się od Bałtyku po Karpaty i od Odry aż po środkową Desnę i górny Doniec.

Tak mówią językoznawcy: T. Lehr-Spławiński, M. Rudnicki, T. Milewski, S. Rospond i inni.

Genetycy w zasadzie to potwierdzają, gdyż na wspomnianym obszarze żyje ludność dość jednorodna genetycznie o dominujących znacznikach genetycznych, czyli haplotypach, słowiańskich. Brak jest natomiast haplotypów, które łączy się z plemionami italskimi, illirijskimi, czy germańskimi. Czyli Kossinę, Jordanesa i Kokowskiego można spokojnie odłożyć na półkę.Ich hipotezy głoszone niegdyś jako pewniki – nie  sprawdzają się.

Brak obcych wpływów językowych i genetycznych wskazuje na autochtoniczność Słowian na ziemiach między Odrą i Dnieprem. Genetyka wyklucza również teorie tzw. wschodniego pochodzenia Słowian – czyli wlewania się w większej ilości, która przeradzała by się w nową jakość,  ze wschodu w geny autochtonów obcego – pozasłowiańskiego – materiału genetycznego. Nie widać tego w DNA.

Jest więc bardzo prawdopodobne, że zarówno Wenetowie/Wenedowie, jak i Scytowie byli Słowianami.
Dotychczas przedstawiano Scytów – na podstawie rozpoznanych strzępków językowo-etymologicznych własnych (odkrycia archeologiczne) i zapisów znanych z greckich, perskich i innych przekładów – jako lud irański. Dopiero genetyka odkrywa, że nie byli Scytowie wcale Irańczykami, lecz ludem odmiennym, zamieszkującym olbrzymi obszar od Wisły i Dniepru po Bajkał i Bałchasz oraz po Morze Aralskie, Styr-Darię i Indie (Indus a nawet Ganges w pewnym okresie).

Niedawno zbadane starożytne DNA scytyjskie okazuje się jest bardzo bliskie słowiańskiemu zarówno pod względem haplotypu Y-STR (znaczników zawartych w chromosomie męskim Y) jak i też autosomalnie (tzn. w innych chromosomach). To oznacza bardzo bliskie pokrewieństwo biologiczne. Na mapach genetycznych Europy starożytne autosomalne DNA Scytyjskie plasuje się dokładnie tam, gdzie DNA współczesnych Polaków i Rosjan.
Obecnie kwestionuje się stary dogmat, że Scytowie mieszkający nad Morzem Czarnym byli ludem irańskim. Odkryto bowiem, że irańscy Osetyńczycy – do tej pory uważani za potomków Scytów – nie mają ze Scytami nic wspólnego (inne DNA). Nie ma w tej chwili żadnych dowodów na to, że Scytowie mówili dialektem irańskim. Nie ma też śladów występowania dialektów irańskich wśród ludności zamieszkującej te tereny w czasach historycznych. Niespotykana rzecz aby język tak nagle zupełnie zniknął. Bardzo prawdopodobny jest natomiast inny scenariusz, łączący Scytów i Słowian, przez co powstał język nowy – wspólny – czerpiący z obu poprzednich w takich proporcjach w jakich te ludy wnosiły coś nowego kulturowo i cywilizacyjnie we wspólne dziedzictwo.

Herodot pisał, że Scytowie Królewscy oraz inne plemiona „scytyjskie” mieszkające na północy (Neurowie, Budynowie, Gelonowie itp.), miały podobne obyczaje i mówiły tym samym językiem.
Do tej pory nauka nie może znaleźć odpowiedzi na pytanie, co się stało z olbrzymimi masami Scytów – bo nie mogło być ich mało skoro panowali nad olbrzymim obszarem mając za sąsiadów takie potęgi demograficzne jak Greków, Persów, Chińczyków i innych. Ze stepu na wschodzie podobno – według obecnie modnych koncepcji – przepędzili Scytów Hunowie.  Nie dajemy temu wiary – bo cóż ich nagle zatrzymało, że nie poswzli nad Don i Dniepr czy nad Wisłę? Nagła zmiana pomysłu na panowanie nad światem, lub inne widoki na łatwe łupy?

Co się zatem stało ze Scytami Naddnieptrzańskimi i Kaukaskimi czy Scytami Nadwiślańskimi, skoro Hunom się nagle odechciało ich wybijać?

Naszym zdaniem nic się z nimi nie stało „stepowcy” zostali wchłonięci przez Scytów-Słowian „leśnych”, bo Scyci Oracze i inni Scyci  wymieniani w pismach (Królewscy, Kocvzownicy, Budynowie, Gelonowie, Neurowie) to po prostu  byli „Scyci-Słowianie”. Powód, dla którego nie możemy dziś odróżnić Scytów od Słowian jest taki, że oni nie różnili się niczym istotnym między sobą. Mówili podobnym językiem, wyglądali podobnie, mieli podobne DNA, podobne obyczaje, religię itp.

Herodot pisze, że kiedy armia perska wkroczyła do kraju Scytów, ci wysłali wozy z dobytkiem, żonami itp. na północ, do sąsiednich plemion. To samo wydarzyło się zapewne, gdy Scytowie/Sarmaci byli atakowani przez Hunów ze wschodu i Rzymian oraz Greków z zachodu i od południa. Nie mogąc utrzymać danego terytorium wycofywali się w głąb posiadanych ziem, uciekając od atakowanego limesu, czyli bardziej na północ i wschód.  Oczywiście nie wszyscy ustępowali, część zostawała i poddawała się nowym władcom – Tak było z Trakami-Drakami, Dawanami, Odrysami, Dakami (Dahami). Na opuszczone tereny wkraczały miejscami – gdzie było wolne pole – nowe plemiona – na przykład wędrujący przez ziemie nadwiślańskie i nadodryjskie Skołotów-Słowian i potem wzdłuż trzebionego wojnami z Rzymem Dunaju plemiona germańskie.

Myślę, że to właśnie późniejsze walki wewnętrzne o panowanie pomiędzy poszczególnymi plemionami Scytów/Słowian i wojny z Rzymem oraz epidemie, czy niekorzystne zmiany klimatyczne, możliwe też załamanie się wytwórczości i handlu z Rzymem,  mogły przyczynić się do załamania gospodarczego i ogólnej biedy na terytoriach między Bałtykiem i Karpatami.

Podsumowując, na podstawie danych jakie dostarcza nam genetyka, językoznawstwo, archeologia i historiografia najbardziej prawdopodobne jest to, że prakolebką Słowian były tereny między Odrą i Dnieprem oraz Karpatami i Bałtykiem. Jest to teren wystarczająco duży aby pomieścić tak olbrzymi lud. Osobiście nie wierzę w eksplozje demograficzne i inne podobne bzdury – nikt nie dostarczył na to żadnych dowodów. Nie wierzę również w migracje i całkowitą wymianę wielkich rolniczych ludów. Migrują zawsze tylko grupy, a nie całe ludy.

Strażnicy Wiary Przyrodzoney Słowian – Stanisław Wyspiański i Władysław Ekielski – Projekt Wawel Akropol

Posted in Mitologia Słowiańska, Starosłowiańska Świątynia Światła Świata, sztuka, Słowianie by bialczynski on 28 Październik 2009

Wawelski projekt Stanisława Wyspiańskiego

Z tym projektem i z jego późniejszym odtworzeniem związanych jest bardzo wiele ciekawych historii. Widoczna poniżej na licznych  zdjęciach makieta wystawiana jest w Muzeum |Stanisława Wyspiańskiego. Robi ona na żywo niesłychane wrażenie. Sam projekt uważam za pełen polotu i rozmachu na miarę wyobraźni artystycznej i talentu oraz wrodzonego smaku Stanisława Wyspiańskiego.  Próżno dzisiaj szukać takiego rozmachu we współczesnych krakowskich budowlach.


Projekt odnowy, przebudowy i zagospodarowania urbanistycznego Wzgórza
Wawelskiego. Koncepcja: Stanisław Wyspiański i Władysław Ekielski.
Projekt makiety: Jacek Czubiński i Jerzy Porębski
Realizacja makiety: Pracownia Ireneusza Pudełko.

Makietę – jak dowiedziałem się od pani Magdaleny Czubińskiej (której niniejszym dziękuję za kontakt i udzielone ważne informacje) – zbudowano z wielkim nakładem czasu odtwarzając pieczołowicie szczegóły na podstawie ocalałych rysunków Zygmunta Ekielskiego. Pomysł wyszedł od profesora Mieczysława Porębskiego, kiedy organizował on powstanie muzeum Stanisława Wyspiańskiego. Aby mogła powstać makieta musiał wpierw powstać projekt architektoniczny osadzony w geograficznym miejscu, prawdopodobny konstrukcyjnie itp. Zaprojektowanie makiety powierzył profesor dwóm młodym wtedy architektom (tuż po dyplomie) – swojemu synowi Jerzemu Porębskiemu (obecnie prof. ASP w Warszawie) i jego przyjacielowi a zarazem  absolwentowi historii sztuki – Jackowi Czubińskiemu (obecnie adiunkt w Instytucie Historii Architektury i Konserwacji Zabytków Politechniki  Krakowskiej). Konkretyzacja wizji wymagała wiele zapału i odwagi (nad projektowaniem czuwał prof. Porębski).

Mogę sobie wyobrazić jak ekscytujące musiało być urealnienie tych rysunków i nadanie życia dawnemu projektowi – szkoda że tylko w postaci makiety, a nie w rzeczywistości. Jak się dowiedziałem prace nad projektem trwały ponad rok a makietę wykonano w pracowni
makieciarskiej Ireneusza Pudełko.


Tylko tych rozmiarów odwaga w wizjach artystycznych i projektach architektonicznych, a także niestety odwaga i wyobraźnia konieczna u włodarzy miasta Krakowa, byłyby w stanie uczynić ze współczesnego Krakowa miasto, które można by było porównywać bez kompleksów na przykład z  Barceloną, czy innymi cudami architektonicznymi tego świata.

Czy to naprawdę jest niemożliwe i pozostanie tylko naszym niespełnionym, krakowskim snem?

Zapraszam do obejrzenia animowanej wersji wizualizacji na stronę Muzeum Narodowego (tutaj)

C. B.

00 450x352 Wawel Wyspainski akropolProjekt odnowy, przebudowy i zagospodarowania urbanistycznego Wzgórza
Wawelskiego. Koncepcja: Stanisław Wyspiański i Władysław Ekielski.
Projekt makiety: Jacek Czubiński i Jerzy Porębski
Realizacja makiety: Pracownia Ireneusza Pudełko.

“Wawel narodowi przywrócony” – to tytuł otwieranej dziś wystawy; pierwszej z dwóch zaplanowanych monumentalnych ekspozycji jubileuszowych w 100-lecie opuszczenia wzgórza wawelskiego przez armię austriacką i powrotu pamiątki narodowej do swojej rangi, funkcji, charakteru.

Dokonane 100 lat temu przywrócenie Wawelu ma – jak zwracają uwagę kuratorki wystawy – dwojaki charakter. Była to tyleż likwidacja austriackiej cytadeli i zwrócenie narodowi jednej z najcenniejszych pamiątek historii, co rozpoczęcie przywracania wyglądu i funkcji – czyli proces odnowy angażujący wielkie emocje i pracę paru pokoleń. Wystawa opowiada o tym dokumentami, obrazami, rysunkami, obiektami przestrzennymi.

W pierwszej z pięciu zamkowych sal – wspomnienie Wawelu XVIII-wiecznego; królewskiego, choć podupadającego po przeniesieniu stolicy do Warszawy. Rewelacyjnym pomysłem było wystawienie makiety pokazującej, jak było zabudowane wawelskie wzgórze w XVIII wieku; zwłaszcza warto prześledzić zamek dolny, gdzie stały budynki służebne, często o dużej urodzie. Ta zabudowa została w XIX wieku wyburzona, ustępując miejsca koszarom, budynkom szpitalnym, placowi musztry. Wawel stał się austriacką cytadelą górującą nad miastem.

Odzyskiwanie Wawelu, fortele, jakimi posłużyli się posłowie na Sejm Galicyjski, aby uwolnić Wawel od armii austriackiej, to kolejny etap mający w tle niegasnącą nadzieję, która kazała przygotowywać naukowe podstawy przyszłej rewaloryzacji i wciąż wierzyć; Matejko ofiarował “Hołd pruski” przyszłemu Muzeum Narodowemu na Wawelu, w czasie gdy na wzgórzu wawelskim stacjonowała w najlepsze armia CK Austrii…

00 akropolis1

Długi proces odnowy oglądamy w rysunkach, planach, fotografiach, na krótkim filmie. Obok rejestracji konkretnych działań, mamy znakomity zapis emocji. Wizję tego, czym ma być Wawel i jaki powinien być, miało wielu wybitnych artystów; dokładnie możemy przyjrzeć się wizji Wyspiańskiego, zobaczyć wyeksponowany w odpowiedniej skali “Pochód królów na Wawel” – wielki cykl rzeźbiarski Wacława Szymanowskiego, usytuowany zgodnie z koncepcją artysty. Miał swoje wielkie wizje nawet Adolf Szyszko-Bohusz kierujący odnową od 1916 roku. Patrząc na projekty, które na wawelskim wzgórzu lokowały wszystko: parlament i “teatr grecki”, gigantyczny Panteon jako miejsce ostatniego spoczynku uznanych Polaków, miejsce dla wielkich uroczystości narodowych – możemy dziś odetchnąć z ulgą, że nie wszystkie pomysły zrealizowano…

W ostatniej sali ulokowano wypożyczony z Muzeum Historycznego ostatni krakowski fotoplastikon, który działał kiedyś (starsi pamiętają) przy ul. Szczepańskiej. Teraz będzie czynny podczas trwania wystawy.

wizualizacja 1

Autorami wystawy, pasjonującej wbrew ciężkiemu i mało ekspozycyjnemu tematowi, są Zdzisława Jakosz-Chojnacka i Jadwiga Gwizdałówna (autorki koncepcji i scenariusza), prof. Jacek Siwczyński (projekt plastyczny i nadzór autorski), Anna Michta, sprawująca m.in. pieczę nad tym, co pokaże nam fotoplastykon – plus jeszcze kilkanaście osób, które tworzyły zespół organizacyjny, wykonały liczne prace techniczne i konserwatorskie.

Wystawa zostanie otwarta dziś, ale już wczoraj obejrzeli ją dziennikarze podczas konferencji prasowej. Przedstawiono podczas niej również kolejne wydawnictwo jubileuszowe: “Zamek królewski na Wawelu – sto lat odnowy” Pawła Dettloffa, Marcina Fabiańskiego i Andrzeja Fischingera. Rekomendujemy Czytelnikom: to książka, po którą może sięgnąć specjalista, ale z zainteresowaniem przeczyta ją daleko szerszy krąg osób. (AN)
Dziennik Polski

00 akropolis2

Gdyby nie naciski społeczeństwa, to Austriacy nie zwróciliby nam Wawelu. I wtedy Wzgórze na pewno wyglądałoby inaczej niż dziś. 100-lecie odnowy zamku upamiętnia książka i wystawa

Jubileusz zaczął się na dobre. Wczoraj z tej okazji odbyła się w centrum konferencyjnym na Wzgórzu promocja książki “Zamek Królewski na Wawelu. Sto lat odnowy (1905-2005)”. To przystępnie napisana przez trzech historyków sztuki – Pawła Dettloffa, Marcina Fabiańskiego i Andrzeja Fischingera – historia zażartych sporów, potężnych ambicji, spełnionych i niespełnionych marzeń związanych z królewska siedzibą.

Projekt odnowy, przebudowy i zagospodarowania urbanistycznego Wzgórza
Wawelskiego. Koncepcja: Stanisław Wyspiański i Władysław Ekielski.
Projekt makiety: Jacek Czubiński i Jerzy Porębski
Realizacja makiety: Pracownia Ireneusza Pudełko.

Zaczyna się w roku 1897, kiedy to Galicyjski Sejm Krajowy podjął uchwałę, by w zrujnowanym zamku wawelskim urządzić rezydencję dla “Najjaśniejszego Pana”, przenosząc stamtąd koszary do mających dopiero powstać ośmiu budynków. Cała operacja kosztowała społeczeństwo polskie horrendalną kwotę 5,5 mln koron. Władze lokalne zdecydowały się na ten kosztowny krok ponieważ totalnie zdewastowany zamek był “ucieleśnieniem świetności dawnej Rzeczpospolitej i sanktuarium narodowym, któremu należało przywrócić blask”.

wizualizacja 2

I o tym właśnie jak przez 100 lat ten blask był przywracany, jakie niesłychane emocje temu towarzyszyły, gdy pojawiały się pomysły, aby przebudować wzgórze na Akropol, Panteon, postawić tam szklany sześcian albo ulokować wyrzeźbiony pochód królewski, mówi ta ciekawa książka. A jeśli ktoś nie lubi czytać, to zainteresuje go w niej może część ilustracyjna. Zestawiono tam kilkadziesiąt fotografii ukazujących Wawel zdewastowany i odnowiony. Tak naprawdę dopiero te zdjęcia dowodzą, jak wielką przemianę przeszła królewska siedziba.

Kolejne etapy metamorfozy Wawelu ukaże też, otwarta dziś w południe, w komnatach na II piętrze w skrzydle zachodnim zamku, ciekawie zaaranżowana, wystawa “Wawel narodowi przywrócony”. Zobaczycie tam m.in. obrazy, rysunki, projekty architektoniczne, zdjęcia archiwalne, makiety i modele. Nawet zabytkowy fotoplastykon, który opowie historię wzgórza.
Gazeta w Krakowie
i sugestywne “przedtem-potem”

00 akropolis3

dokładnie możemy przyjrzeć się wizji Wyspiańskiego, zobaczyć wyeksponowany w odpowiedniej skali “Pochód królów na Wawel” – wielki cykl rzeźbiarski Wacława Szymanowskiego, usytuowany zgodnie z koncepcją artysty. Miał swoje wielkie wizje nawet Adolf Szyszko-Bohusz kierujący odnową od 1916 roku. Patrząc na projekty, które na wawelskim wzgórzu lokowały wszystko: parlament i “teatr grecki”, gigantyczny Panteon jako miejsce ostatniego spoczynku uznanych Polaków, miejsce dla wielkich uroczystości narodowych – możemy dziś odetchnąć z ulgą, że nie wszystkie pomysły zrealizowano…

“Zachowały się plany monumentalnej rozbudowy i przebudowy wzgórza wawelskiego autorstwa Stanisława Wyspiańskiego i Władysława Ekielskiego; miał być to pomnik dziejów i potęgi Polski (1904–08).”

00 akropolis4Projekt odnowy, przebudowy i zagospodarowania urbanistycznego Wzgórza
Wawelskiego. Koncepcja: Stanisław Wyspiański i Władysław Ekielski.
Projekt makiety: Jacek Czubiński i Jerzy Porębski
Realizacja makiety: Pracownia Ireneusza Pudełko.

W Muzeum Wyspiańskiego na pl. Szczepańskim jest pokazywana makieta Wawelu wg Wyspiańskiego -czyli “polskie Akropolis”. Miał to być nie tylko pomnik Narodu, ale faktyczny ośrodek władzy w odrodzonej Polsce. Siedziba prezydenta, parlamentu, a także akademii nauk, muzeum narodowego.
Wszystko w monumentalnym stylu-ale z zachowaniem a nawet rekonstrukcja (2 kościoły zburzone przez Austriakow) historycznych zabudowań.

00 Projekt Ekielskiego Dom_Suskiego

Dom Suskiego – projekt Władysława Ekielskiego – róg Grodzkiej (nr 26) i Placu Dominikańskiego (nr 6) – co za przypadkowa zbieżność czert

Władysław Ekielski

Z Wikipedii

Schronisko Fundacji im. Aleksandra Lubomirskiego (Uniwersytet Ekonomiczny)

Władysław Ekielski (ur. 17 lutego 1855 w Krakowie, zm. 23 czerwca 1927 w Krakowie) – krakowski architekt; tworzył w duchu eklektyzmu i modernizmu.

W latach 1872-1876 studiował w Instytucie Technicznym w Krakowie, a w latach 1876-1880 na Wydziale Budownictwa Politechniki w Wiedniu. W 1882 wrócił do Krakowa i znalazł zatrudnienie w biurze projektowo-budowlanym Tadeusza Stryjeńskiego początkowo jako pracownik, później jego wspólnik. W 1886 uzyskał uprawnienia budowlane oraz rozpoczął działalność dydaktyczną jako wykładowca w Miejskiej Szkole Przemysłu Artystycznego. Po 1918 był wykładowcą na Wydziale Architektury krakowskiej ASP.

Wraz z Tadeuszem Stryjeńskim stworzył projekt domu przy ulicy Piłsudskiego 14, zaprojektował neorenesansowy gmach Schroniska Fundacji im. Aleksandra Lubomirskiego przy ulicy Rakowickiej (obecnie główny gmach Uniwersytetu Ekonomicznego). Przebudował pałac rodziny Pusłowskich przy ulicy Westerplatte 10. Projektował kamienice: przy ulicy Karmelickiej 42, Studenckiej 14, Szpitalnej 4, Grodzkiej 26 i dom własny przy ulicy Piłsudskiego 40 zwany domem o dwóch frontonach.

W 1895 rozpoczął współpracę przy restauracji kościoła OO Franciszkanów. W latach 1904-1906 wraz ze Stanisławem Wyspiańskim opracowywał projekt zagospodarowania Wzgórza Wawelskiego, znany jako Akropolis. W 1902 wraz z Antonim Tuchem założył zakład witraży. Był współtwórcą i wydawcą (od 1900) pisma “Architekt”.

00 akropolis5

[w innym miejscu pisałem wam o moim Dziaku Władysławie że to on remontował właśnie ten kościół ojców Franciszkanów z witrażami Wyspiańskiego, Julian II Pagaczewski był w tym czasie jednym z najważniejszych historyków sztuki w Polsce i profesorem UJ, a Wyspiański malował jego portret, który możecie zobaczyć na tych stronach. Przyjacielem Juliana II Pagaczewskiego był tez Stanisław Vincenz, a w Krakowie działał w tym czasie również Stanisław Szukalski i Rogate Serce oraz  Święte Koło Czcicieli Światowida, dodajcie sobie do tego jeszcze Wesele i spróbujcie je odczytać trochę inaczej   – wnioski na temat ciągłości Wiary Przyrodzonej i działalności Strażników Wiary Przyrodzonej zwanych też Strażnikami Kopców wyciągnijcie sami]

DOM WYSPIAŃSKIEGO, CZYLI WYZWANIE

Elżbieta Baniewicz pisze po obchodach “Roku Stanisława Wyspiańskiego” – w roku 2007 (zmarł 1907)
“Twórczość” luty 2008

00 wyspianski-autoportret2

Setna rocznica śmierci Stanisława Wyspiańskiego zmobilizowała, co zrozumiałe, przede wszystkim krakowskie instytucje: muzea, teatry oraz Uniwersytet i Akademię Sztuk Pięknych, gdzie odbyły się sesje naukowe: “Żywioły wyobraźni Stanisława Wyspiańskiego (8-9 listopada 2007) i “Stanisław Wyspiański. W labiryncie świata, myśli i sztuki” (14-17 listopada 2007). Muzeum Narodowe, depozytariusz najcenniejszych prac, pozyskanych jeszcze za życia artysty (projekty witraży do katedry wawelskiej), później od wdowy po nim (kartony do witraży dla kościoła Franciszkanów, dla katedry lwowskiej, pastele, rysunki, duża biblioteka) zorganizowało multimedialną wystawę-eksperyment “Stanisława Wyspiańskiego Teatr Ogromny, której celem jest pokazanie Wyspiańskiego jako artysty renesansowego z racji talentów w wielu dziedzinach, którym właściwy sens nadawała wizja ujmująca życie współczesne w mityczny porządek sztuki.

Teatr był dla Wyspiańskiego nie tylko instytucją użyteczności publicznej, lecz także – po młodopolsku – świątynią, Gontyną Sztuki. Teatrem był dla artysty także cały Kraków, ze szczególnym uwzględnieniem Wawelu, gdzie chciał wystawiać Hamleta i antyczne tragedie. Ale nie tylko. Projektował przebudowę całego wzgórza. Zamek Jagiellonów i Kaplica Zygmuntowska za jego życia były w ruinie, stacjonowały tam zaborcze wojska; przez cały wiek dziewiętnasty Wawel przemieniał się w cmentarz, ale także w muzeum tajne, nielegalne, dokumentujące w pamięci byt narodowy. Był Wyspiański “niewolnikiem myśli wielkiej”, pragnął wyburzyć z wawelskiego wzgórza budynki austriackich koszar i zbudować tam polski Akropol. Umieścić najważniejsze instytucje państwowe, sejm i senat, zwoływane w niepodległej Polsce zawsze poza Krakowem, Akademię Umiejętności skupiającą największe umysły narodu i zaprojektowany na wzór greckiego amfiteatru Teatr Narodowy. Wawel wedle jego wizji miałby stać się polską Walhallą (niemiecka istnieje w Regensburgu pod Ratyzboną), czyli

“miejscem, które skupia w sobie całą przeszłość narodu, ujawnia jego historyczne powołanie, powołanie to zaś przenosi w wieczność. Tym samym implikuje wspaniałą – i niedaleką już – przyszłość”

(jak pisze Jan Błoński w książce Wyspiański wielokrotnie). Poeta scala wszystkie sensy budowli wawelskich, w tym kilku zburzonych kościołów, łączy znaczenia i nadaje im wymiar wielkiego projektu: Polska Niepodległa.

Wizję przebudowy wawelskiego wzgórza artysta zaledwie naszkicował, a architekt Ekielski jej poszczególne elementy fachowo rozrysował. Na wystawie-widowisku w Muzeum Narodowym można ją zobaczyć jako film animowany, komputerową rekonstrukcję. Uzupełniono ją wyświetlanymi na ekranach fragmentami Nocy Listopadowej Andrzeja Wajdy, Akropolis Jerzego Grotowskiego, rozmów Wyspiańskiego z Żeromskim z 1905 roku nagranych przez Jerzego Trelę, by widz mógł, oglądając wielkie projekty witraży o tematyce religijnej i historycznej, połączyć je w wyobraźni z dziełami dramatycznymi Wyspiańskiego, czyli odczuć wielość talentów artysty i wielkość jego narodowo-artystycznej wizji.

W Kamienicy Szołajskich przy Szczepańskiej, gdzie mieści się muzeum poety, została pokazana wystawa “Sami złożycie stos… Pogrzeb Wyspiańskiego”, rekonstruująca na podstawie zachowanych fotografii i opisów (nakręcony wówczas film zaginął) ostatnią drogę poety z kościoła Franciszkanów na Skałkę.

W teatrach także zarządzono pospolite ruszenie pod nazwą Festiwal Stanisława Wyspiańskiego, organizowany przez Szkołę Teatralną pod kierownictwem Jacka Popiela. Przez cały listopad pokazywano inscenizacje sztuk powstałe w Krakowie i w innych teatrach kraju. W programie znalazły się cztery Wesela (Ryszarda Peryta z Łodzi, Anny Augustynowicz ze Szczecina, Michała Zadary z krakowskiego Teatru STU, Marka Chodaczyńskiego z Unii Teatru Niemożliwego w Warszawie), Albośmy to jacy, tacy… Piotra Cieplaka z warszawskiego Teatru Powszechnego, także inspirowane Weselem, trzy Klątwy (Anny Polony z krakowskiej PWST, Pawła Passiniego z Opola i Barbary Wysockiej ze Starego Teatru), dwa przedstawienia Sędziów (Jerzego Grzegorzewskiego z Teatru Narodowego i Marii Spiss ze Starego Teatru) oraz Wyzwolenie Mikołaja Grabowskiego, także ze Starego Teatru. Odbył się też koncert “Zaduszki-Wyspiański” w reżyserii Krzysztofa Orzechowskiego w Teatrze im. Słowackiego, złożony z fragmentów utworów i listów Wyspiańskiego oraz piosenek do jego tekstów.

Włożono w ten festiwal ogrom wysiłku organizacyjnego, ale trudno powiedzieć, by strawa duchowa była sycąca. Główną nagrodę zdobyło Wesele Anny Augustynowicz, chyba za pomysł. Polegał on na tym, by pokazać Wesele bez koloru, jak kiedyś pokazywano je bez muzyki. Wszyscy zostali ubrani na czarno, co w pierwszej chwili zaskakuje i wydaje się interesujące jako sposób na formę, przypominającą estetykę studenckiego teatru Pleonasmus z lat siedemdziesiątych. Po kilkunastu minutach wiadomo, że to nie interpretacja, tylko pomysł-wytrych, którym niestety tego skomplikowanego utworu otworzyć się nie da. Jego forma w sposób wyrafinowany łączy konwersacyjną sztukę salonową, seans psychoanalityczny badający podświadomość jednostki i zbiorowości, satyrę obyczajową, gorzką publicystykę i baśń wreszcie. Efekt jest taki, przynajmniej w moim odczuciu, że wizja nie sprostała fonii. Tekst mówiony jest dość schematycznie, co skutkuje brakiem ról, czyli napięć emocjonalnych pomiędzy postaciami. Zostaje w pamięci tylko Czepiec i zadziorna, pełna temperamentu Panna Młoda, niestety cały czas w tandetnej stylonowej halce i “zrobiona ekstrawaganckim kostiumem” Rachela (pod białym koronkowym szalem nosi spodnie z kieszeniami na udach i kamizelkę na gołe ciało).

WYS Fragment_witraza

Stanisław Wyspiański – Witraż – kościół o.o. Franciszkanów

Słuchając po raz nie wiem który tego tekstu, coraz wyraźniej rozumiemy jego genialność, mimo młodopolskiej maniery czujemy jego szlachetny, przejmujący ton. W tym czterogodzinnym przedstawieniu został on zagubiony wśród choreograficznych układów, aktorstwa polegającego na mówieniu postaci nie do siebie, lecz do widowni, co pewnie miało unaocznić naszą egzystencjalną pustkę, wzajemne niezrozumienie. Drugi akt, ze zjawami, zaczyna się fałszywie, bo od kabaretowej rozmowy Marysi i jej zmarłego narzeczonego. Widownia śmieje się z trupiego mrozu, czyli nie rozumie, że to pierwsze spotkanie z podświadomością bohaterów, bynajmniej nie śmieszne. I dalej też niewiele wynika z przypiętych białych skrzydeł Rycerza, skoro za chwilę czarne skrzydła założą wszyscy uczestnicy weselnej uczty. Nie wiem, czemu Rycerz i Wernyhora grani są przez kobiety, a Stańczyk przez tego samego aktora, co Widmo. Może jestem niesprawiedliwa, ale im dłużej oglądałam to przedstawienie, tym intensywniej myślałam o Weselu Grzegorzewskiego, które po tylu latach zachwyca mnogością sensów i znaczeń. Czuje się w nim nasze tu i teraz, bezrozumnie plątanie się w kole zatęchłych narodowych niemożności, ale i to, że wyrasta ono poza wszystkim innym ze swej epoki i, nie na końcu, z malarstwa Jacka Malczewskiego (Błędne koło, Melancholia). Malarstwa bardzo literackiego, pełnego postaci-symboli i przedmiotów-symboli ułożonych w wykreowane przez malarza sceny, z ironią i autoironią komentujące naszą narodowa mitologię, lub takie, gdy malarz mówi o Polsce serio, jak Wyspiański – ze smutkiem i nadzieją.

Podobnie niedoścignieni pozostali Sędziowie tego reżysera, spektakl sprzed wielu lat, a wciąż grany. Poruszający głęboko w swej warstwie metafizycznej prawdą przeżycia aktorskiego: wadzący się z Bogiem Samuel Jerzego Treli i Joas, genialne dziecko, które umiera za winy ojca i brata, Doroty Segdy. Spektakl fascynujący sposobem, w jakim wykreowana wyobraźnią reżysera rzeczywistość omija banał naturalizmu.

Sędziowie przygotowani przez młodą absolwentkę reżyserii, Marię Spiss, która dokonała adaptacji tekstu i wystawiła “małą” tragedię Wyspiańskiego tak, jakby stała się wczoraj, to droga odwrotna i znamienna. Nie ma tu zderzenia świata chasydzkiego i chrześcijańskiego, odczuwanego przez autora jako codzienne doświadczenie. Dom Samuela i jego synów to czarna pusta przestrzeń, przez którą przebiegają biało-czerwone taśmy, jakimi policja zabezpiecza miejsce zdarzenia. Nikt z bohaterów nie nosi znaków przynależności do diaspory. To zwykli, współcześni ludzie, mijani na ulicy.

Ten zabieg ma jednak swoją cenę: bohaterowie zredukowani zostają do rangi pospolitych przestępców, którzy omijają sprawiedliwość za pomocą łapówki. To ludzie, których Bóg opuścił albo którzy nigdy go nie potrzebowali. Interpretację tę umacnia postać Joasa (Piotr Cyrwus), człowieka dorosłego, a nie jak to jest w tekście i tradycji – dziecka. Nie ma więc lamentu Samuela nad śmiercią synka, tego wielkiego rachunku sumienia wobec niebios, które zesłały karę na przekór paragrafom ludzkiej sprawiedliwości. Jedyną postacią wykraczającą poza przedstawiony porządek jest Jewdoha w znakomitym wykonaniu Aldony Grochal. Zanim zginie z ręki Natana (Błażej Peszek), wysłucha z kamiennym spokojem jego rozmowy z Samuelem (Zbigniew Ruciński) o wyjeździe do Ameryki, która oznacza dla niej zdradę i poniżenie. Ważniejsze, że zdąży go błagać o śmierć; niczego innego po zabiciu ich dziecka nie pragnie. Zbrodnię, której nic nie zmyje, chce odkupić śmiercią, bo choć jest tylko sługą na łasce panów, nie wyzbyła się moralnego odruchu.

Podobnemu zabiegowi uwspółcześnienia Barbara Wysocka poddała Klątwę. W sali muzeum ustawiono rzędy krzeseł dla widowni, pozostawiając pod ścianą vis-à-vis wejścia pustą przestrzeń. Z boku na ławce chłopiec gra na akordeonie, w głębi na materacu śpiąca para, mężczyzna w średnim wieku pod filarem, na ekranie, umieszczonym w lewym kącie, przesuwają się fotografie sennej wioski na przemian z informacjami o zbrodni. Akcja zaczyna się niemrawo, młodzi ludzie, podobni do tych na widowni, uprawiają słowne przepychanki. Do chłopaka z akordeonem podchodzi dziewczyna z pretensją, że nie chce się z nią ożenić. Młodzi wstają z materaca, ona zakłada dżinsy i koszulkę, on komżę. Po chwili do Księdza podbiega Kaśka i prosi o chrzest dziecka. On odmawia, bo urodzone w grzechu, bez ślubu. Mężczyzna spod filaru dopowiada, że Ksiądz ma z Młodą dwoje dzieci i żyje w grzechu jeszcze większym. Z niewielu słów wyłania się obraz wiejskiej społeczności, która widzi grzech księdza, jego dostatek i swoją biedę. Dochodzi do starcia Młodej i Kaśki, rozegranego jak podwórkowa kłótnia z szarpaniem za włosy i wyzwiskami. Zwyciężczyni pojawia się z wózkiem i małą dziewczynką. Z Księdzem stanowią kochającą się rodzinę. Ale ich szczęście nie będzie trwało długo. Na wieś spada klęska suszy – to kara za grzech Księdza. Krąg niemej agresji zacieśnia się wokół Księdza i Młodej, która opowiada o bolesnej i krzywdzącej wizycie jego Matki; dla niej jest grzesznicą. Młoda w pewnym momencie przynosi drabinę i wspinając się na nią, mówi o wysłaniu dzieci na stos. Tylko ogień może odkupić jej winę. Gdy wraca do wioski, zostaje przez jej mieszkańców ukamienowana jako czarownica, która spaliła księżowskie dzieci.

WYS 6525.4

Stanisław Wyspiański – Witraż – kościół o.o. Franciszkanów

Młodzi aktorzy wracają niejako do pierwotnego zdarzenia – wiadomo, że Wyspiański napisał Klatwę po przeczytaniu w gazecie sądowej notatki o zbrodni w Gręboszowie pod Tarnowem – i analizują jego mechanizm, który, niestety, działa i dziś, choć niekoniecznie w odniesieniu do księdza i jego kobiety, gdyż zaniechanie celibatu spowszedniało. Metoda zaszczuwania odmieńców pozostała niezmienna, słowa nietolerancji, potępienia nadal działają jak kamienie. Nie tylko na prowincji; ten sposób myślenia, polegający na wykluczaniu obcych nosi się w sobie bez względu na adres.

Oba przedstawienia młodych reżyserek, grane jednego wieczoru, podkreślają współczesność Sędziów i Klątwy konwencją reportażu, relacji, ale tym samym odbierają im wymiar tragedii antycznych. Czy świadczy to o zaniku poczucia tragiczności w dzisiejszym świecie, czy bardziej o tym, że młodzi kochają w teatrze samą prawdę, której gwarantem ma być neonaturalizm?

Telewizja publiczna poświęciła Stanisławowi Wyspiańskiemu w ostatnich dniach listopada sporo miejsca, głównie w kanale Kultura. Można było zobaczyć Wyzwolenie i Sędziów w reżyserii Konrada Swinarskiego, Sędziów Grzegorzewskiego, filmy o pracach plastycznych autora Akropolis i miejscach Krakowa z nim związanych. Trudno tego nie pochwalić. Tak jak trudno nie docenić nowej wersji Wyzwolenia w reżyserii Macieja Prusa. Trwająca nieco ponad godzinę adaptacja zawierała główne sensy dramatu, rozegranego konsekwentnie w formie teatralnej próby. Zdjęcia kręcono w modnej wytwórni wódek Koneser na Pradze, która z powodzeniem tworzy surową przestrzeń sali teatralnej. Walorem spektaklu była niewątpliwie obsada. Piotr Adamczyk jako Konrad pokazał dojrzałe aktorstwo, jego zmagania z Polską współczesną wypadły przekonująco, choć kojarzyły się raczej z sytuacją polityczną sprzed kilku miesięcy, gdy słowa patriotyzm, bohaterstwo, przeszłość zostały zawłaszczone przez polityków do spektaklu narodowej tromtadracji, od którego Poeta chciał wyzwolić rodaków. Temu służyła gwałtowna rozprawa z Geniuszem (dobry Olgierd Łukaszewicz), który spętał nasze myślenie filozofią ofiary, narodu wybranego, czekającego na cud. Gustaw Holoubek słowami Starego Aktora – “mój ojciec był bohater, a my jesteśmy nic” – potrafił wyrazić wiele goryczy, zwłaszcza gdy pamięta się o jego niepowtarzalnym dorobku w rolach romantycznych i współczesnych. Maja Komorowska jako Muza była bardzo powściągliwa w wyrażaniu afektów gwiazdy, co tym bardziej podkreślało jej uczestnictwo w próbie tworzenia nowego dramatu narodowego. Pozostali aktorzy – Grzegorz Małecki, Ireneusz Czop, Mariusz Bonaszewski, Henryk Talar – sprostali postaciom występującym i w części Polska Współczesna, i w tej będącej dyskusją z Maskami. Nad wszystkim czuwał Jerzy Trela jako reżyser, jak zawsze oszczędny w gestach i mimice. Ale nie sposób było nie pamiętać o jego wielkich rolach Konrada z Dziadów i Wyzwolenia.

Tę ostatnią rolę mogliśmy obejrzeć dwa dni później raz jeszcze i przekonać się, że choć upłynęło ponad trzydzieści lat od premiery spektaklu Konrada Swinarskiego i ponad dwadzieścia od jego telewizyjnej rejestracji, zupełnie się nie zestarzał. Przeciwnie, można było naocznie stwierdzić, że nikt lepszego Wyzwolenia nie zrobił. Nikt precyzyjniej nie pokazał warstw teatralności, z jakich się ono składa (sytuacja próby na pustej scenie ich nie wyczerpuje). Przecież cała sekwencja Polski Współczesnej, którą dla Konrada inscenizują aktorzy, to wielki teatr narodowych gestów i póz, idei wciąż będących szczytnymi hasłami, ale nie sprawdzonych w czynie, czyli w życiu. Oto przy trumnie św. Stanisława stoi Muza i dyryguje narodowym przedsięwzięciem, czyli ucztą polskiej szlachty. Zastawione srebrem stoły uginają się od jadła i napitków, spożywanych przez Hołyszów i Karmazynów, Biskupów i Prymasa. Jedz, pij i popuszczaj pasa oraz kłaniaj się lepiej urodzonemu, bierz, gdy możni dają. Saskie obyczaje w pełnej krasie i przepychu nie zmieniają się przez pokolenia; towarzyszy, a raczej przypatruje się tym wystawnym ucztom lud w wiejskich sukmanach, powstańcy kościuszkowscy w rogatywkach, jeźdźcy z husarskimi skrzydłami, Piotr Skarga tudzież harfiarka-kusicielka. Dla nich Hołysz (Jerzy Radziwiłowicz) z Karmazynem (Wiktor Sadecki) odgrywają swe pańskie dusery, odsłaniając przy okazji tępe umysły i skarlałe dusze.

Stanisław_Wyspiański_-_Witraż

Stanisław Wyspiański – Witraż – kościół o.o. Franciszkanów

To oni przedzierzgną się w inteligentów Młodej Polski, przyswoją modne idee i jako Maski będą rozmawiać z Konradem. A raczej dręczyć jego umysł ideologiami, hasłami, a nade wszystko sarmackim myśleniem, którego nie ukryją ani współczesne stroje generalskie, zakonne, biskupie, ani modne filisterskie cylindry, ani nawet artystowskie peleryny. Konrad próbuje się ze swą myślą o Polsce przebić przez ten bełkot. Daremnie. Rzecznicy frazesu, zwłaszcza narodowego, uczynią go szalonym: w pewnym momencie Pielęgniarze-Maski wwożą szpitalne łóżko i zakładają Konradowi kaftan bezpieczeństwa, później podłączają do kroplówki. To, co mówi, musi być oznaką pomieszania zmysłów, więcej, demaskując puste hasła i sprzedajne interesy, staje się niebezpieczny, groźny, musi więc być odizolowany od społeczeństwa. Szaleństwo Konrada jest jego normalnością, należy do tych, co więcej cierpią, bo więcej czują. Dlatego jego czysta myśl o Polsce wolnej, narodzie niepodległym, sztuce szlachetnej nie może być zrozumiana.

Jerzy Trela jako Konrad mówi piękny wiersz (“chcę żeby w piękny letni dzień zżęto przede mną zboża łan”) sam na scenie. W samotności prawdziwe łzy na młodej twarzy aktora świadczą, jak głęboką, a zarazem liryczną sprawą może być prawdziwa miłość ojczyzny.

Napisałam, że nikt nie dotarł do tak wielu warstw Wyzwolnia, jak Swinarski, ale naprawdę pokazali je aktorzy. Każdy z nich gra po kilka ról jednocześnie: aktora na próbie w krakowskim Teatrze Słowackiego (Wyspiański chciał być tu dyrektorem), postać w widowisku Polska Współczesna, niektórzy są w nim widzami, czyli ludem, inni panami w rolach z komedii narodowej, którzy w akcie rozmowy z Maskami zagrają jedną lub kilka z nich, by powrócić do roli “prywatnego” aktora, po próbie opuszczającego teatr. Wszyscy aktorzy w tym Wyzwoleniu bardzo dokładnie akcentują, jaką w danym momencie postać grają i jak ją traktują (ironicznie, pobłażliwie). Ponieważ co chwilę zmieniają postacie, co chwilę przechodzą z jednego, by się tak wyrazić, wierzchołka roli na drugi, w każdym demonstrując swój prywatny ogląd sprawy. Bardzo to trudne, ale daje efekty olśniewające. Przedstawienie staje się nie tylko wielowarstwowe, lecz także w niezwykły sposób zmienia się w migotliwy strumień życia otaczającego Konrada, jego pamięć i wyobraźnię. Swinarski czytał dramat poprzez biografię autora, swoją, aktorów, by zrozumieć go także na planie ludzkiej egzystencji. Aktorzy w jego spektaklach ujawniali nie tyle swoją prywatność, choć tę także, ile własne rozumienie świata. Na tej płaszczyźnie odnaleźli głęboko szlachetny ton, prawdziwe zrozumienie sprawy Konrada, który jest w dużym stopniu alter ego autora. Sprawy, która uruchamia lepszą stronę człowieka, bo jest także jego sprawą jako obywatela i artysty. Piszę to wszystko z nadzieją, że Dom Wyspiańskiego, którego solidne fundamenty wzniósł w Narodowym Jerzy Grzegorzewski swoimi wybitnymi realizacjami, nadal będzie budowany przez artystów, którzy porzucą spetryfikowane formy jego dramatów, młodopolskie właściwości języka, dziś anachroniczne. Ale nadal będą zmagać się z pytaniami – o Życie, Polskę, Sztukę – jednego z największych artystów teatru. Pytania te bowiem nie uległy przedawnieniu.

Elżbieta Baniewicz
© by “Twórczość” 2008

wyspianski-portret-wandy

Stanisław Wyspiański – Portret Wandy Siemaszkowej jako Panny Młodej w Weselu

Harowie Nuruscy czyli Białochorwaci i Wielka Haria Nuruska

Posted in Mitologia Słowiańska, Słowianie by bialczynski on 28 Październik 2009

00 Małopolska historyczna clip_image002Pokazana tutaj Nurusja złożona z Nurii i Budynowi a w jej ramach Chrobacja Biała – czyli historyczna Małopolska  – ciągnęła się daleko na wschód, a tworzyły ją pierwotnie Wielka Haria, Wiślania, Ruś Czerwona i Wołyń. Potem doszły do tego ziemie zakarpackie Morawy i Uhorze oraz Wagowędia, Pokucie i Bukowina. Na koniec dołączyła Chrobacja Czerwona nad Morzem Sporów (Śródziemnym).

Skąd pochodzi nazwa Kraków?

- pyta na swoich internetowych stronach miłośnik Krakowa z Chorwacji.

Z Krakowem, pięknym miastem, w którym tak lubię przebywać, łączą się dwie moje wątpliwości, na które nie umiem znaleźć odpowiedzi.

Skąd pochodzi nazwa Kraków?

Co to jest Biała Chorwacja i czy rzeczywiście istniała?

Trzeba przyznać, że biorąc pod uwagę etymologię nazwy miasta, gubimy się w domysłach. Aleksander Bruckner w swoim „Słowniku etymologicznym” w jednym miejscu pisze (na stronie 264) „częste w całej zachodniej Słowiańszczyźnie, zdrobniałe „krakowiec”, od krak, tj. kruka, porównaj krakać, kraczę, powtarzającego się z tą lub inną samogłoską jako dźwiękonaśladowcze we wszystkich językach (lit. Krokti, łac. Crocire, niem Krähe), kraknąć”, a tymczasem na stronie 357 czytamy: „nazwa osobowa dzierżawcza, z przyrostkiem dzierżawczym –ów – Kraków tj. gród (rzeczownik zawsze się opuszcza) Kraka”. Istnieje – jak widać – kilka koncepcji wyjaśniających pochodzenie nazwy “Kraków”. Jedna z nich wywodzi nazwę miasta od słowa krak, oznaczające kruka, inna od imienia legendarnego księcia Kraka. Ale jest jeszcze wersja ze słowem „krzak”, chociaż dla mnie jest ona wątpliwa.

Drugą sprawą, o której właściwie nic nie wiem, to jest nazywanie Małopolski Białą Chorwacją. Mam w związku z tym pytanie do Krakusów, czy cokolwiek wiedzą na ten temat. Wielbiciele tego rozwiązania twierdzą, że tzw. Chorwaci Północni, zwani Białymi, mieszkali przed VI wiekiem na terenie dzisiejszej Małopolski, Górnego Śląska i części Rusi – i podobno cesarz bizantyjski Herakliusz (610-641) poprosił Białych Chorwatów o pomoc w obronie swego imperium przed najazdami Awarów. Siedem plemion białochorwackich pod przewodnictwem dwóch sióstr Bugi i Tugi oraz pięciu braci: Kluka, Lobla, Muhlo, Kosjenica i Horwata ruszyło w długą wędrówkę na tereny dzisiejszej Chorwacji. O Białych Chorwatach pisał również Nestor. Wielki Słownik Olgebrandta, któremu po sprawie Wita Stwosza cuś nie wierzę, pisze: „Prasiedzibą wszystkich tych plemion (Kroatów) są ziemie tatrzańskie, nazywane u Konstantego  Porfirogenety Wielką lub Białą Chorwacją czyli Krobacyją, od gór Karpackich czyli Cherbów”. Sagi skandynawskie nazywają Karpaty Chorwackimi Górami.

W pewnych amerykańskich dokumentach imigracyjnych  z 1911 r. znajduje się zapis, że około 100 tys. imigrantów przybywających do USA z okolic Krakowa deklarowało swą narodowość jako… Białochorwaci. Jako Białochorwatkę uważała się również matka Ojca Świętego.

Przeciwnicy tej teorii twierdzą, że to wszystko jest wymysł Austriaków, to oni zmuszali Polaków do przyjęcia tej fantazji i teraz siedzą i się cieszą. Ale u Kolberga znowu to samo. Według tego etnografa ludność wiejska z okolic Krakowa sama siebie określała nazwą „Biali Chorwaci”.

Sprawą, która od dawna fascynuje badaczy, jest powtórne zasiedlenie przez Słowian terenów Polski. Po wyjściu z leśnych terenów Rusi nasi przodkowie przeszli przez teren Polski i poszli na południe i zachód. Po pewnym czasie część z nich wróciła na północ i to byli nasi bezpośredni przodkowie. I żeby było śmieszniej, przypuszczalnie na terenie Wielkopolski byli Serbowie, którzy następnie poszli na zachód i południe.

Krakusy – wiecie coś na ten temat? To jest wszystko wymysł Austriaków, czy coś jest na rzeczy?

Dla zainteresowanych tematem dwa linki – pierwszy i drugi

Fragment dyskusji z WWW.historycy.org

witam forumowiczow i jako debiutant z gory prosze o wyrozumialosc. kwestia kraka i malopolskiej bialej chorwacji interesuje mnie nieco. stad pozwalam sie trzy grosze dorzucic…

jesli chodzi o to czy Krak to figura zmyslona, sklanialbym sie jednak do pogladu ze cos jest z nim na rzeczy i w jakis sposob musial on zaistniec w przeszlosci (moze jako bostwo jesli nie jako osoba?)

obszar chorwacji z przyleglosciami w bylej jugoslawii (czyli krotko chorwacji czerwonej, hehe) roi sie od nazw z ‚krak’, czy chocby krk w tle (jak znana z atrakcji turystycznych wyspa).
co wiecej, istnieje nawet Krakovski Gozg (czyli zdaje sie las lub gaj), akurat w chwili obecnej w Slowenii sie znajdujacy. jest tam rezerwat ptakow, ale nie krukow. na marginesie, przy pobliskiej drodze byla bitwa podczas wojny 10-dniowej o niepodleglosc Slowenii.

swoja droga Chorwaci coraz aktywniej przyznaja sie do wywedrowania z Iranu via Krakow wlasnie, ktory postrzegaja jak cos w rodzaju atlantydy kroackiej bo skoro tak, to wczesnosredniowieczne panstwo bialochorwackie byloby pierwszym panstwem chorwackim w europie, hehe.

oczywiscie jest w tym watek propodandowy typowy dla narodów świeżo wyemancypowanych. ale powoluja sie oni m in na amerykanski Atlas Ras i Ludow z 1911 roku, sporzadzony dla potrzeb senatu USA, ktory mowi o 100 tys (z pamieci) Bialochorwatach ktorzy w Ameryce byli zarejestrowani.
twierdza tez ze matka Karola Wojtyly w dokumentach chrztu miala wpisana narodowosc Bialochorwacka. Niestety sprawdzic tego nie moge. ale moze ktos z szanownych forumowiczow sprawdzal te chorwackie tropy?

Rzeczywiscie niektorzy w okolicach Krakowa poslugiwali sie nazwa Chrobacja, ale o genezie wiem niewiele?

00 Chrobacja mapa ORG clip_image001

Tak dla porównania: mapki lokalizujące Białą Chorwację według dwóch szkół.
Na początek „szkoła wiedeńska”, z Krakowem jako centrum Białej Chorwacji. Mapka pochodzi z „Atlas to Freeman’s Historical Geography”, 1903, 3rd edition (podaję za http://www.hr/darko/etf). Teren tej Białej Chorwacji prawie dokładnie pokrywa się z ziemiami zagarniętymi przez Austrę w 3-cim zaborze.

chrobat mapa 2

Chciałem tu dodać drugą mapkę, z Białą Chorwacją rozciągającą się od Wisły, przez Grody Czerwieńskie aż po Ruś Zakarpacką (szkoła „petersburska”), ale z nieznanych mi powodów technicznych nie otwiera się w podglądzie postu.
Dorzucę ją, jak rozwiążę ten problem.

Poniżej link do zespołu artykułów. Wyciąłem fragment by naświetlić sytuację Białej Chorwacji w VIIw. będącej na drodze i w okolicy >nowych Awarów<. Osobiście nadal uważam że prościej założyć że Biała Chorwacja była zamieszkała przez wojowników Chobrata. Konstantyn ma pisac o Chorwacji w połowie Xw. ale Ljudowit ze stolicą pod Zagrzebiem nie jest opisywany jako Chorwat. Chorwacja pojawia się wraz z nowym tworem zjednoczeniowym, nowa dynastią dopiero w połowie IXw – Trpimir (dux Chroatorum). Nazwa mogła być też skutkiem legendy.

http://mek.oszk.hu/03400/03407/html/45.html

CZY JESTEŚMY CHORWATAMI?

CZY JESTEŚMY CHORWATAMI?
www.muzeum.tarnow.pl/wydawnictwa/czytelnia/artykuly/kroacja.htm
Państwo polskie zaczęło się od Wielkopolski – to wie każdy uczeń. Ale kto
zamieszkiwał ziemie, które podbił Bolesław Chrobry, a które dziś nazywamy
Małopolską? Odpowiedź na to pytanie jest trudna nawet dla wybitnych znawców
przeszłości. Z całą pewnością nie byli to Małopolanie, takie plemię
słowiańskie nigdy nie istniało. Wielu historyków skłania się do stwierdzenia,
że w IX i X wieku dzisiejszą Małopolskę zamieszkiwali Wiślanie. Jedynym
źródłem historycznym, które sugeruje istnienie państwa Wiślan jest tzw.
Legenda Panońska, opowiadająca o dokonaniach św. Metodego.

00 mapa_polski_xi_wiek_chrobacja_biala_i_czerwona

Mapa polski XI-wiecznej z Chrobacją Biała i Czerwoną

[źródło: http://chrobacja.svasti.org/

Chrobacja - starożytna kraina słowiańska z pierwotną stolicą na Łysej Górze (Łysiec) (przez chrześcijan nazywana kłamliwie Świętym Krzyżem), rządzona przez Kagana(Cesarza Słowian), której istnienie negują współcześni historycy. Nie umiescza się jej na obecnie drukowanych mapach średniowiecza, jednak jeszcze 100 lat temu Chrobacja istniała w historycznej samoświadomości Polaków. Te mapy nie kłamią - kłamią za to historycy, którzy nie mogą uwierzyć, że do 999r Chrobacja istniała i była pogańska, a Mieczysław I (Mieszko) ochrzcił tylko Polan/Kujawian.]

WIELKA I MAŁA
Bolesław Chrobry

Na ogół panuje zgodność naukowców, że określenie „wielki” przy nazwie
geograficznej oznacza coś co jest pierwsze lub ważniejsze od tego, którego
nazwie towarzyszy określenie „mały”. W ten sposób ukształtowała się nazwa
historycznych krain, które utworzyły państwo polskie. Najpierw powstało
księstwo Polan, któremu nadano nazwę „Polska” , a kiedy przyłączono doń
kolejną dużą ziemię to dla odróżnienia od ważniejszej Wielkiej Polski, nazwano
ją Małą Polską.

Skoro więc kraina podbita przez Chrobrego dopiero w XI wieku zaczęła nazywać
się Małopolską, to czym była wcześniej?

Źródła historyczne, współczesne kształtowaniu się państwa polskiego, nawet nie
zauważyły mieszkańców tych ziem, choć dość szczegółowo wymieniają nazwy
plemion słowiańskich, położonych na Śląsku. Nawiasem mówiąc, nie ma w nich
żadnej wzmianki również o Polanach, którzy wówczas zapewne już zaczęli
kształtować swe struktury do budowania państwa.

Jedynym źródłem pozostanie nam zatem wspomniana hagiografia św. Metodego.
Opisujący jego poczynania w państwie morawskim autor przytacza przestrogę
wobec mocnego „księcia na Wiśle”, który niepokoił chrześcijańskie Morawy, a
sam nie chciał się ochrzcić. W końcu spotkała go zasłużona kara: dostał się do
niewoli i został pod przymusem nawrócony…

Według polskich historyków dowodzi to istnienia w IX w. dobrze zorganizowanego
państwa Wiślan, które obejmowało tereny dzisiejszej Małopolski. Według nich
stolicą tego księstwa nie mogła być Wiślica, bo nie ma tam śladów jakiegoś
grodziska, zatem stolicą Wiślan musiał być Kraków, którego wszakże legenda o
św. Metodym nie wymienia.

Jak jednak to możliwe, że przez następne stulecia nie zachowały się w
Małopolsce żadne ślady po Wiślanach, skoro mieli państwo wcześniej niż
Polanie? Tak łatwo przekonwertowali się na Małopolan?

LECH, CZECH I RUS

A może jest inne wytłumaczenie? Znana legenda o trzech braciach, którzy dali
początek narodom słowiańskim w tej części Europy zaczyna się tak: „Zstąpiwszy
z gór kroatskich bracia Lech, Czech i Rus…”. Jeśli jest prawdziwe
porzekadło, że w każdej legendzie tkwi ziarno prawdy, to trzeba sobie zadać
pytanie o „góry kroatskie”. Nazwa jest prosta do wyjaśnienia – chodzi o jakieś
góry chorwackie. Mało jednak prawdopodobne, aby protoplaści Polaków, Czechów i
Rosjan wędrowali aż znad Adriatyku….

Żyjący w latach 905 – 959 bizantyjski cesarz i pisarz Konstantyn Porfirogeneta
pozostawił zapiskę o państwie Biała Chorwacja, które zajmowało rozległy region
wokół stolicy w Krakowie i obejmowało część dzisiejszej Polski, Czech i Słowacji.

Podobno w VII w. Cesarz bizantyjski Herakliusz (610-641) poprosił Białych
Chorwatów o pomoc w obronie swego imperium przed najazdami Awarów. Siedem
plemion białochorwackich pod przewodnictwem dwóch sióstr Bugi i Tugi oraz
pięciu braci: Kluka, Lobla, Muhlo, Kosjenica i Horwata ruszyło w długą
wędrówkę do dzisiejszej Chorwacji. W VII w. przyjęli chrzest jako pierwsi
wśród Słowian.

Cesarz Konstantyn Porfirogeneta wspomina, że Chorwaci zawarli w 679 r. pakt z
papieżem Agatonem, w którym zobowiązali się do powstrzymania przed agresją
przeciw sąsiednim chrześcijańskim państwom. Podczas swej pielgrzymki
duszpasterskiej w Zagrzebiu, we wrześniu 1994 r. papież Jan Paweł II
przypomniał 13 wieków chrześcijaństwa Chorwatów.

Oczywiście można mieć wątpliwości, czy jeśli nawet Biali Chorwaci żyli w
dzisiejszej Małopolsce, to po exodusie siedmiu plemion w VII w. nie
pozostawili jej bezludnej, zwolniwszy miejsce późniejszym Wiślanom?

Niezwykle interesujące są w tym względzie dokumenty z 1911 r., znajdujące się
w Stanach Zjednoczonych (US Senate  – Reports of the Immigration Commission,
Dictionary of Races or Peoples, Washington DC, 1911, p. 40, 43, 105). Wynika z
nich, że około 100 tys. imigrantów, którzy przybyli do USA z okolic Krakowa
deklarowało swą narodowość jako… Białochorwaci
.

Zresztą wystarczy sięgnąć po tom „Krakowskie” monumentalnego dzieła
etnograficznego Kolberga, by znaleźć informację, iż okolice Krakowa nazywane
są Białą Chrobacją.

CHORWACKA ATLANTYDA

Fakty te są znane polskim historykom, choć przyjmują je oni z rezerwą i raczej
niechętnie szukają związków historycznych Małopolski z tą koncepcją rozwoju
Słowiańszczyzny. Tymczasem do dziś również niektórzy mieszkańcy Ukrainy
uważają się za Białych Chorwatów.

Najsłynniejszy ukraiński kronikarz Nestor z Kijowa napisał w swej „Powesti
wremiennych let” z 1113 r., że Biali Chorwaci przyczynili się do założenia we
wczesnym Średniowieczu Rusi Kijowskiej. Bardzo stara legenda mówi o trzech
braciach którzy założyli Kijów, jeden z nich nosił imię Horiw, które mogło
pochodzić od nazwy Horwat. Zastanawiające, że wiele legend, obyczajów i
toponimów na Ukrainie jest tak bardzo pokrewnych z dzisiejszą Chorwacją, iż
przypadek jest tu wykluczony. W historycznej Pagani, którą zasiedlili Chorwaci
na Bałkanach wiele jest nazw geograficznych podobnych jak w Zachodniej
Ukrainie, np.: Neretwa, Mosor, Ostorzac, Gat, Sinij, Kosinij, Kostrena, Knin,
Modrus…

Równie wiele paralelnych związków można odnaleźć na Słowacji i w Czechach! A w
Małopolsce?

CHROBACI SPOD KRAKOWA

Także na naszych terenach można spotkać nazwy bardzo podobne do chorwackich,
jak Trzebinia, Jawornik, Domosławice, Kłobuki, Koprzywnica, Łomnica, Odra,
Roztoka, Rybnik, czy Sielce. Wiele wskazuje na to, że toponimy związane z
Tarnowem i jego najbliższą okolicą noszą pokrewieństwo z językiem chorwackim,
ale to jest temat na oddzielne rozważania.

Są małopolanie których nazwisko wprost wywodzi się od „Chorwata”, jak Karwat,
Chrobot, czy Chrobak. Im głębiej jednak sięgniemy do zabytków języka
polskiego, a ściślej do dialektu małopolskiego, to tym częściej spotykamy
nazwy, słowa i określenia chorwackie.

Jest dość dowodów na potwierdzenie informacji cesarza Konstatntyna
Porfirogenety, że plemiona Białych Chorwatów rzeczywiście opanowały od VI w.
ziemie dzisiejszej Małopolski, a nawet znacznie większe terytorium.

Białym Chorwatem był … św. Wojciech, bo cały jego książęcy ród Sławnikowiców
miał chorwackie korzenie. Ich siedzibą był warowny gród Mulin koło Kutnej Hory
(na zachód od Pragi). Sławnikowice zaczęli w X w. jednoczyć chorwackie
plemiona budując zaczątki państwa ze stolicą w Libicy. Kiedy w 995 r. książę
Sobiesław Sławnikowic toczył walki obronne przed sąsiednimi plemionami
pogańskimi, został zaatakowany przez czeskiego księcia Przemysła, który
zburzył Libice i wyciął większość populacji Chorwatów. Echa tej tragedii
znajdujemy w „Żywocie św. Wojciecha”.

Budujące się państwo czeskie nie chciało mieć konkurencji. W podobny sposób
mógł opanować białochorwatów Bolesław Chrobry w dzisiejszej Małopolsce.

Chociaż prawdopodobny jest też inny scenariusz.

Historycy twierdzą, że Mieszko I, chcąc wyłączyć Bolesława z sukcesji do
władzy w swym gnieżnieńskim państwie, ożenił go z księżniczką węgierską i
osadził w Krakowie po uprzednim podbicu Małopolski w 989 r.

Wiślanie i Biała Chorwacja z Wikipedii

 

Wiślanie – plemię zachodniosłowiańskie z grupy plemion lechickich zamieszkujące we wczesnym średniowieczu tereny w dorzeczu górnej Wisły.

Źródła wymieniające Wiślan lub ich kraj:
Geograf Bawarski (843) – Uuislane – (48) na mapie,
„Opis świata” Alfreda Wielkiego (IX w.) – Visle Lond,
„Legenda Panońska” (ok.885) – „w Wiślech” tzn. kraj zwany: „Wisły”,

Historia od VI do VIII wieku

Nie sposób określić, kiedy przyjęła się nazwa Wiślanie dla wspólnoty osadniczej w dorzeczu górnej Wisły.

Konstantyn Porfirogeneta wymienia w dziele De administrando imperio Białą Chorwację jako miejsce skąd w VII wieku 7 plemion chorwackich miało wyruszyć na Bałkany (na terytorium dzisiejszej Chorwacji) na zaproszenie cesarza Bizancjum Herakliusza, by bronić granic cesarstwa. Według Konstantyna część plemion pozostała w swojej starej ojczyźnie.

Historycy wiodą spór co do umiejscowienia wymienionej przez Konstantyna Białej Chorwacji, nawet negując jej istnienie. Nie jest też wiadome czy Wiślanie pochodzą od Chorwatów[1], czy też napłynęli ze wschodu na ich terytorium, po przemieszczeniu się Chorwatów na zachód i południe. Nie ma też dowodów na to że opisywana Biała Chorwacja leżała na terytorium Wiślan.

Kraj Wiślan nie wyróżniał się szczególnym zaludnieniem na tle innych ziem polskich. Prawdopodobnie aż do połowy VIII wieku miejscowa ludność nie budowała grodów, co mogło wynikać z częstego przemieszczania się.

Terytorium i sąsiedzi w IX wieku

Obszar zamieszkany przez plemię Wiślan w IX wieku obejmował zapewne część ziem Małopolski zachodniej opierając się na północnym wschodzie o puszcze rytwiańską i szydłowską, być może sięgając źródeł Warty i Pilicy, a na południu o Karpaty. Na wschodzie prawdopodobnie obejmował dorzecze Dunajca, a na zachodzie dorzecze Skawy. Źródło Wisły mogło już leżeć na ziemi Gołęszyców, którzy sąsiadowali z Wiślanami od południowego zachodu. Pozostali sąsiedzi to: Opolanie (północny zachód), hipotetyczne plemię zamieszkujące ziemię sandomierską (północny wschód), Lędzianie (wschód). Nie jest jasne, jakie plemiona żyły na północ od Wiślan, na obszarze dzisiejszego województwa świętokrzyskiego.

Z tezami tymi polemizuje Przemysław Urbańczyk[2], który kwestionuje wiarygodność istnienia plemion Wiślan (a także Polan).

Grody Wiślan

Zespół w Stradowie na przedwojennej rycinie. „Zamczysko” być może pochodzi z okresu piastowskiego. Jego wały wznosiły się na wysokość do 18 metrów

Cechą charakterystyczną grodów małopolskich w okresie plemiennym była ich niewielka liczba i ogromne rozmiary, często przekraczające 10 hektarów. Koncentrowały się głównie na linii Podkarpacia, najczęściej wyżynnie, na stokach wzgórz. Dominował typ pierścieniowaty z wałem o konstrukcji skrzyniowej. Wielkie grody Wiślan znajdowały się m.in. w Krakowie, Stradowie, Demblinie, Naszacowicach, Stawach, Zawadzie Lanckorońskiej, Trzcinicy nad Ropą, na Bocheńcu i w Wiślicy. Największymi rozmiarami wyróżnia się grodzisko w Stradowie, które liczy sobie 25 hektarów, ale zapewne gród ten nigdy nie istniał w tej formie, gdyż część fortyfikacji powstała już w czasach piastowskich, gdy zniszczeniu uległ gród z epoki plemiennej.

Badania archeologiczne wykazały niewielki stopień zabudowy (lub zupełny jej brak) wielu z tych grodów, co wskazuje, że pełnić mogły funkcję refugialną, tzn. służyły za schronienie okolicznej ludności i ich dobytku w czasie wojny. Niemniej, nie można wykluczać, że niektóre z nich były ośrodkami administracyjnymi i wojskowymi.

Przypuszcza się, że głównym grodem Wiślan był Kraków. Wskazują na to rozmiary i stopień zabudowy wzgórza wawelskiego, monumentalne kopce Kraka i Wandy, późniejsze znaczenie tego ośrodka. Odkryty u podnóża Wawelu skarb grzywien siekieropodobnych bywa interpretowany jako dowód rozwiniętego fiskalizmu, a pojedyncze znaleziska dowodzą m.in. kontaktów ze strefą kulturową Madziarów.

Wielkie kopce krakowskie

Kopiec Krakusa

Cechą szczególną Małopolski na tle reszty ziem polskich są także wielkie kopce, o średnicy dochodzącej nawet do 50 metrów, które znajdują się m.in. w Krakowie, Krakuszowicach[3], Przemyślu i Sandomierzu. Z terenu Krakowa znane są trzy wielkie kopce – Krakusa, Wandy i nieistniejący już kopiec Esterki. Jedynym przebadanym przez archeologów jest kopiec Krakusa, usypany zapewne w VIII wieku. Wiele wskazuje na to, że celem jego powstania był pochówek nakurhanowy.

Istnieje wiele domysłów, kto został pochowany na szczytach tych konstrukcji. Wymienia się m.in. Awarów i Wikingów. Najbardziej prawdopodobna wydaje się hipoteza, że kopce krakowskie są pozostałością po pochówkach miejscowych władców, co wskazywałoby na Kraków jako ważne centrum władzy w Małopolsce i utwierdzało w przekonaniu, że gród ten był stolicą Wiślan.

Wiślanie w źródłach z epoki

Istnieją trzy przekazy źródłowe, które łączy się z plemieniem Wiślan. Najsłynniejszym z nich jest informacja z Żywotu świętego Metodego (zwanego też Legendą Panońską) o przepowiedni, której autorem miał być Metody:

Był zaś w nim [Metodym] także dar proroczy, tak że spełniało się wiele przepowiedni jego, z których jedną lub dwie opowiemy. Książę pogański, silny bardzo, siedzący w Wiślech [Wiśle ?], urągał wielce chrześcijanom i krzywdy im wyrządzał. Posławszy zaś do niego [kazał mu] powiedzieć [Metody]: Dobrze będzie dla ciebie synu ochrzcić się z własnej woli na swojej ziemi, abyś nie był przymusem ochrzczony na ziemi cudzej, i będziesz mnie [wtedy] wspominał. I tak też się stało.

Drugim źródłem, które zdaje się potwierdzać istnienie Wiślan jest tzw. Geograf Bawarski, którego autor wymienia plemię Vuislane. Trzecie źródło to powstała w IX wieku Germania króla angielskiego Alfreda Wielkiego, będąca przeróbką dzieła Orozjusza z V wieku. Zawiera ona wiadomość o Wisle lond, leżącym na wschód od Moraw i graniczącym z Dacją.

Tekst o księciu siedzącym w Wiślech w Żywocie świętego Metodego stał się powodem sformułowania hipotez o podboju państwa Wiślan przez Morawy, chrystianizacji Wiślan w obrządku wschodnim i stolicy ich państwa w Wiślicy, ale ostatnią z tych tez obaliły wykopaliska archeologiczne, a pozostałych dotychczasowe badania archeologiczne nie zdołały potwierdzić.

Historia polityczna

Praktycznie nic nie wiadomo o historii Wiślan do drugiej połowy IX wieku. Dopiero Żywot świętego Metodego zawiera opis wydarzeń, które tradycyjnie w historiografii wiąże się z tym plemieniem. Według autora Żywotu… potężny książę „wyrządzał krzywdy” chrześcijanom. Mogło się to objawiać w wyprawach łupieskich na terytorium Wielkich Moraw, a może tylko w prześladowaniu misji chrześcijańskich. Zgodnie z groźbą świętego Metodego (który mógł pełnić w tym konflikcie rolę dyplomaty władcy Państwa Wielkomorawskiego) został jednak pochwycony i zmuszony do przyjęcia chrztu. Wydarzenia te musiały mieć miejsce podczas drugiego pobytu Metodego na Morawach, w latach 873-885, a księciem, który zwyciężył władcę Wiślan był Świętopełk Wielki.
Żywot Metodego nie zawiera żadnych informacji o włączeniu ziem Wiślan do Rzeszy Wielkomorawskiej, jednak teoria taka kiedyś cieszyła się dużą popularnością. Zdaniem niektórych badaczy podparciem tej hipotezy jest odkrycie śladów zniszczenia w wyniku najazdów w końcu IX wieku parunastu grodów w południowej Małopolsce. Jednak nie sposób na razie udowodnić, że są to pozostałości akcji podboju kraju Wiślan przez Świętopełka, a nie np. walk Wiślan z Gołęszycami.

Nie ma dowodów na przyłączenie kraju Wiślan do Wielkich Moraw, ale okres do początku X wieku mógł być dla Wiślan okresem wpływów wielkomorawskich, jeśli nawet nie kulturowych (archeologia potwierdziła jedynie występowanie wielkomorawskiego płacidła – grzywien siekieropodobnych[4]), to politycznych. Nie można wykluczyć, że książę Wiślan był wasalem Świętopełka. Sytuacja polityczna w tej części Europy zmieniła się radykalnie w pierwszych latach X wieku, po opanowaniu Panonii przez koczowniczych Madziarów i upadku, w wyniku ich najazdów i kryzysu po śmierci Świętopełka, Państwa Wielkomorawskiego.

Wszelka (hipotetyczna) zależność Wiślan od potężnego sąsiada skończyła się wraz z jego upadkiem. Konsolidację „państwa” w następnych latach musiało jednak utrudniać sąsiedztwo Węgrów, którzy pojawili się na ziemi Lędzian i zapewne podporządkowali sobie przynajmniej część tego plemienia (podbitego następnie ok. 930-40 przez Ruś Kijowską). Nie wiadomo jak często Węgrzy najeżdżali terytorium Wiślan, ale pojedyncze znaleziska i fakt powstania nowych linii wałów wokół części małopolskich grodów w początku X wieku wskazuje na to, że takie najazdy mogły mieć miejsce.

W historiografii polskiej utarło się, że Wiślanie byli jednym z dwóch silnych plemion polskich, zdolnych dokonać zjednoczenia polskich ziem, ale splot różnych okoliczności sprawił, że osiągnięcie to stało się udziałem Polan. W rzeczywistości niewiele wiadomo o sile i możliwościach Wiślan w okresie przedpaństwowym, ale najczęściej uznaje się że osiągnęli znaczne sukcesy w budowie struktur plemiennych.

W roku 955 król niemiecki Otton I zadał Węgrom klęskę w wielkiej bitwie nad rzeką Lech. Być może po tym wydarzeniu, a może parę lat wcześniej, państwo Wiślan zostało przyłączone przez księcia Bolesława I Okrutnego do Czech. Okres przynależności do Czech zaowocował korzystnym rozwojem gospodarczym Krakowa, który stanowił ważny punkt na szlaku handlowym Praga-Kijów. Stolicę Wiślan wymienił jak uważają niektórzy uczeni w swojej relacji Ibrahim ibn Jakub, a fragmenty tej relacji wykorzystał w Księdze dróg i krajów Abu Abdullah al-Bakri:

Co się tyczy kraju Bolesława, to jego długość od miasta Faraga [Praga] do miasta [trkw]( bywa to odczytywane jako Krakwa bądź Karako czyli Kraków, ale pewności nie mamy) [wymaga] podróży trzech tygodni. Miasto Faraga [jest] najzasobniejsze z kraju w towary. Przybywają do niego z miasta trkw [Kraków?] Rusowie i Słowianie z towarami.

Do dziś kwestiami zagadkowymi pozostają czas i sposób przejęcia ziemi Wiślan przez Piastów. Badania archeologiczne nie doprowadziły do odkrycia żadnych śladów ewentualnej wojny o te terytoria – cała sieć wiślańskich grodów pozostała nietknięta. Według jednej z hipotez Bolesław Chrobry miał sprawować władzę nad krajem Wiślan z nadania swego dziadka Bolesława Okrutnego. Po śmierci ojca w 992 pokonał on swoich braci i odebrał im ich terytoria jednocząc tym samym Małopolskę z resztą państwa. Inna hipoteza mówi, że ziemię Wiślan przyłączył jeszcze Mieszko I, ale we współpracy z synem i miejscową elitą władzy.

Pod rokiem 999 w Kronice Czechów Kosmasa z Pragi jest napisane[5]:

Albowiem polski książę Mieszko, nad którego nie było podstępniejszego człowieka, wnet zabrał podstępem miasto Kraków, zabiwszy mieczem wszystkich Czechów, których tam znalazł.

Zdaje się tym potwierdzać okupacyjny charakter władzy czeskiej na tym terenie z garnizonem wojskowym w mieście[6]:

Jak dotąd nie znany jest żaden przedstawiciel plemienia Wiślan. Część badaczy podejrzewa, że księciem wiślańskim znanym z Żywotu Metodego był Wysz, ojciec Michała, który od 910 roku rządził Zachumlem. Jednak przeważa teoria, że Wysz pochodził z plemienia Lędzian. Jeszcze innym domniemanym księciem Wiślan jest Dobromir, ojciec trzeciej żony Bolesława Chrobrego – Emnildy. Ten z kolei najczęściej identyfikowany jest jednak z plemieniem Milczan.

Legenda

Historycy od dawna poszukują ziarna prawdy w legendach, należących do tzw. cyklu legend krakowskich. Część badaczy uważa, że podanie o smoku wawelskim jest echem obecności Awarów w Krakowie w VII wieku. Niektórzy sugerują, że bydło, które w kronice Wincentego Kadłubka miejscowa ludność oddawała smokowi na pożarcie to narzaz – podatek w rogaciźnie płacony Awarom. Są także zwolennicy teorii, że fragment o wojnie z Aleksandrem Wielkim w tejże kronice jest w rzeczywistości wspomnieniem walk Wiślan ze Świętopełkiem:

Gdy więc niezliczone wojska nieprzyjaciół zewsząd wdarły się do Polski, on sam, zmusiwszy wpierw Panończyków do uległości, wkracza jak przez tylne drzwi przez Morawy, rozwija skrzydła wojsk i podbiwszy zwycięsko ziemię krakowską i śląską, z ziemią zrównuje wiekotrwałe mury…

Według mistrza Wincentego założycielem Krakowa był Grakchus, który najczęściej występuje w kronikach pod imieniem Kraka. W istocie wielu badaczy uważa, że nazwa Krakowa pochodzi od człowieka o imieniu Krak. Według Jana Długosza miejscowa ludność usypała Krakowi kopiec.

Religia i miejsca kultu

SwiętoGór y wata

Świętogóry – Święte Miejsce ze Świętym Źródłem na Gołoborzu [patrz także artykuł o Górach Kólestwa Sis]

W okresie plemiennym Wiślanie – jak wszystkie plemiona polskie – oddawali kult bogom słowiańskim. Nie wiadomo nic o specyfice wierzeń Wiślan i ich ośrodkach kultu (liczne we wschodniej Małopolsce Żmigrody mogą wskazywać na znaczenie kultu Żmija w tej części kraju, ale jest to domysł oparty na słabych przesłankach).

Blisko domniemanych granic wspólnoty osadniczej Wiślan leży Łysa Góra i hipotetyczne miejsce kultu w Wapiennicy (zapewne na ziemi Gołęszyców), ale nie sposób ustalić zasięgu ich promieniowania. Być może miejscami kultu Wiślan były wielkie kopce krakowskie.

Przedmiotem żywej dyskusji wśród mediewistów jest od lat zagadnienie chrystianizacji Wiślan. Popularna kiedyś teoria o objęciu Wiślan misją Metodego, a więc początkach chrystianizacji w obrządku słowiańskim w końcu IX wieku jest dziś powszechnie krytykowana i nie doczekała się żadnego potwierdzenia w badaniach archeologicznych. Nawet gdyby Świętopełk podbił Wiślan to krótki czas trwania misji Metodego na Morawach i trudności jakie tam napotkała zapewne uniemożliwiłyby przeniesienie jej na peryferie państwa.

Chrystianizacja Wiślan rozpoczęła się więc w okresie rządów czeskich. Prawdopodobnie w tym czasie powstała przynajmniej jedna budowla sakralna na wzgórzu wawelskim (tzw. rotunda A), a możliwe że także kilka innych (rotunda B, rotunda C, tzw. budowla czworokątna). W roku 1000 dawna stolica państwa Wiślan stała się siedzibą biskupstwa.

Pochodzenie i losy nazwy Wiślanie

W dawnej polszczyźnie słowem Wisły określano wartko płynące rzeki w swym górnym biegu lub wręcz wody spadające z wodospadów. Tak się składa, że kraina Wiślan jest poprzecinana takimi spływającym z pobliskich Karpat ciekami wodnymi. Określenie z Legendy panońskiej mówiące o księciu siedzącym w Wiślech oznaczało nie nazwę miasta (np. Wiślica) ale nazwę kraju. Cały obszar od Gór Świętokrzyskich do Karpat nazywano Wisłami. Określenie w Wiślech jest analogiczne do określenia na Morawach” (nazwa kraju od rzeki Morawy).

Nazwa ta obecna w IX wieku jednak dosyć nagle i zagadkowo znika pod koniec tego stulecia, a w wieku X już nie funkcjonuje. Jest rzeczą charakterystyczną, że pojawia się wówczas nowa nazwa kraju Kraków i plemienia Krakowianie-Krakowiany. Nazwa Krakowian pojawia się w kronice Josippon z X stulecia. Nazwa Kraków oznaczała nie tylko gród, ale cały kraj od Karpat do Pilicy i Nidy.

Przypisy

  1. ↑ Artykuł Janusza Bogacza, Muzeum Okręgowe w Tarnowie: „Czy jesteśmy Chorwatami?”
  2. ↑ P. Urbańczyk, Trudne początki Polski, Wrocław 2008.
  3. ↑ Rozmowa z prof. Władysławem Góralem: „Tajemnice krakowskich kopców”
  4. ↑ K. Wachowski, Ślask w dobie przedpiastowskiej, Wrocław 1997, s.68-69
  5. ↑ Kosmasa Kronika Czechów, tłum. Maria Wojciechowska, Wrocław 2006, s. 155.
  6. ↑ G. Labuda, Studia nad początkami państwa polskiego, Poznań 1988.

Biała Chorwacja

Z Wikipedii

00 Chrobacja za Chrobrego Poland_under_Boleslaw_Chrobry

Mapa Polski z czasów Bolesława Chrobrego, obrazująca jedną z hipotez położenia Białej Chorwacji

00 mapa Slavic_peoples_9c_map

Słowianie na przełomie VIII i IX wieku – mapa obrazująca jedną z hipotez położenia Białej Chorwacji

00 Western_empire_verdun_843

Mapa Europy, co prawda, zachodniej, z okresu powstania Descriptio civitatum et regionum ad septentrionalem plagam Danubii – można dostrzec Chrobację (bez rozróżnienia na Białą i Czerwoną) na Bałkanach, oraz w regionie późniejszej Małopolski

00 XIX wiek mapa francuska Chorwacja Biała Polska_Rosja_Skandynawia_w_IX_w

XIX-wieczna francuska mapa, obrazująca m.in. tereny obecnej Polski w IX w., obszar dzisiejszej Małopolski opisany jest jako Belochrobate

00 mapa rok 1125 Chrobacia

Narody i państwa słowiańskie w 1125 r. – mapa z 1855 r. Od granicy z Węgrami, aż za Sandomierz rozciąga się Chrobacia

00 mapa Polska i Chrobacja w roku 1000 Heiliges_Römisches_Reich_1000

Polska ok. 1000 r.. Wg mapy krainę o nazwie Chrobatia zamieszkują Wislane

Biała Chorwacja – terytorium historyczne o dyskusyjnym położeniu, znajdujące się w Europie Środkowej.

Źródła pisane

Konstantyn Porfirogeneta wymienia w dziele De administrando imperio[1] Białą Chorwację (w oryginale Βελοχρωβάτοι i Χρωβάτοι)[2] jako miejsce skąd w VII wieku część plemion chorwackich miało wyruszyć na Bałkany (na terytorium dzisiejszej Chorwacji) na zaproszenie cesarza Bizancjum Herakliusza, by bronić granic cesarstwa. Reszta Chorwatów pozostała w swojej dawnej ojczyźnie mając oddzielnego władcę. Adam Naruszewicz tak przytacza ten fakt, w swym dziele Historya narodu polskiego:

„Nazwisko Chrobatów było znajome jeszcze w IX wieku za Konstantyna Porfirogenita, który o nich tak pisze w księdze de administrando Imperia w rozdziale XXX. i XXXI. Chrobaci mieszkali wtenczas, (to jest za Herakliusza) za Babigoreą gdzie teraz są Belo-Chrobaci, (i na drugiem miejscu mówi) inni zaś Chrobaci, od tych którzy do Dalmacyi weszli, mieszkali ku Francyi, nazywali się Belo-Chrobaci, to jest biali, mający własnego Księcia. Hołdują zaś Ottonowi W. panującemu nad Francyą, która jest i Saxonią; są oni poganie, a z Turkami[3] ligę i przyjaźń trzymają. Tenże na innem miejscu Chrobatowie, którzy w Dalmacyi siedzą, od Chrobatów białych niechrzczonych początek wiodą, którzy za Turcyą przy Francyi siedzą, a ze Słowianami Serbami graniczą. Nakoniec powiada: ‚wielka zaś Chrobacya, która się białą nazywa, do dnia dzisiejszego chrzczona nie jest, tak jako i sąsiedzi jej Syrbowie. Jazdy i piechoty nie ma tak wiele jak Chrobacya Chrześcijańska, dla częstych napadów od Franków”[4]

Według Nestora z Kijowa Biali Chorwaci byli protoplastami Lachów. Nestor opisuje w swojej Powieści minionych lat z 1113 roku w części drugiej „O narodach słowiańskich”, jak to we wczesnym średniowieczu Biali Chorwaci, Serbowie i Chorutanie[5] (zapewne chodzi tu o część tych plemion, a nie całość) w wyniku najazdu Włochów[6] przenieśli się ze swoich naddunajskich terenów i osiedli nad Wisłą przezwawszy się Lachami, a ci następnie przezwali się Polanami, Lucicami, Mazowszanami, Pomorzanami.

Po mnogich zaś latach siedli byli Słowianie nad Dunajem, gdzie teraz ziemia węgierska i bułgarska. I od tych Słowian rozeszli się po ziemi i przezwali się imionami swoimi, gdzie siedli na którym miejscu. Tak więc przyszedłszy, siedli nad rzeką imieniem Morawa i przezwali się Morawianami, a drudzy Czechami nazwali się. A oto jeszcze ciż Słowianie: Biali Chorwaci i Serbowie, i Chorutanie. Gdy bowiem Włosi naszli na Słowian naddunajskich i osiadłszy pośród nich ciemiężyli ich, to Słowianie ci przyszedłszy siedli nad Wisłą i przezwali się Lachami, a od tych Lachów przezwali się jedni Polanami, drudzy Lachowie Lucicami, inni — Mazowszanami, inni — Pomorzanami.

Pozostali autorzy już nie nazywają Chorwatów „Białymi”. Nie wymienia ich (podobnie jak i Polan) Geograf Bawarski (rok 845).

Na północ od Wielkich Moraw lokuje ziemie Chorwatów (horithi) Alfred Wielki[7] (rok 890).

W Powieści minionych lat Nestor wymienia też Chorwatów (nie nazywając ich „Białymi”) jako jedno z plemion ruskich. W 907 roku uczestniczyli oni (jako sojusznicy) w wyprawie Olega Mądrego na Bizancjum. Można też znaleźć wzmiankę, że książę kijowski Włodzimierz w 992 roku wyprawił się na Chorwatów.[8]

Dodatkowo nazwa „chrowati et altera chrowati” pojawia się w dokumencie praskim z 1086 jako rubież diecezji praskiej. Zostało to propagandowo wykorzystane przez Austrię do uzasadnienia pretensji do Galicji w czasach rozbiorów Polski – do tego stopnia, że urzędnicy austriaccy posługiwali się pojęciem narodowości białochorwackiej.

Kosmas z Pragi między rokiem 1110 a 1125, w Chronica Boëmorum tak opisuje obszar diecezji praskiej: „Granice zaś jej ku zachodowi są następujące: Tuhośt, który ciągnie się do połowy rzeki Chamb, Siedlczanie, Łączaniei, Dieczanie, Litomierzyće, Lemuzi, aż do środka lasu, którym są Czechy ograniczone. Następnie na północ te są granice: Pszowianie, Chorwaci i drudzy Chorwaci, Ślęzanie, Trzebowianie, Bobrzanie, Dziadoszanie, aż do środka lasu, którym otoczone są granice Milczan. Stąd na wschód te rzeki ma za granice: Bug i Styr z grodem Krakowem i prowincją, której nazwa jest Wag, z wszystkimi krainami należącymi do wspomnianego grodu Kraków. Stąd rozszerzona dołączonym pograniczem węgierskim ciągnie się aż do gór, których nazwa jest Tatry. Następnie w tej części, która zwraca się na południe, po przyłączeniu krainy morawskiej diecezja ta ciągnie się aż do rzeki, której nazwa jest Wag, i do środka lasu, którego nazwa jest Mure, i do takiej że nazwy góry, którymi odgraniczona jest Bawaria.”[9]

Piszący w XII wieku Pop Duklanin w swoim Latopisie używa określenia Białej Chorwacji w odniesieniu do północnej Dalmacji.

Wincenty Kadłubek, w Kronice Polskiej (ks. II, rozdz. 12), opisuje czyny Bolesława Chrobrego, który: podbił pod swe panowanie Selencję[10], Pomorze, Prusy, Ruś, Morawy, Czechy i pozostawił swym następcom jako [kraje] lenne. Miasto Pragę ustanowił drugą stolicą swego królestwa[11]. Poddał pod swe panowanie Hunnów, czyli Węgrów, Chorwatów i Mardów[12] szczep potężny[13]

Spór wokół położenia Białej Chorwacji

Historycy wiodą spór co do umiejscowienia wymienionej przez Konstantyna Białej Chorwacji, nawet negując jej istnienie. Z tekstu Konstantyna można się jedynie dowiedzieć że w połowie X wieku znajdowała się w kręgu wpływów Ottona I i leżała gdzieś pomiędzy Bawarią, Węgrami[14] a Białą Serbią. Ponieważ Konstantyn opisuje Białych Chorwatów jako pogan, to ich ziemie musiały leżeć poza zasięgiem chrześcijaństwa (w czasach Konstatyna to rubieże Polski i Rusi).

Nestor twierdzi że Biali Chorwaci osiedlili się nad Wisłą. Przy tym Konstantyn mówi o wędrówce na południe, a Nestor na północ – zapewne faktach odległych czasowo. Tak więc Białe Chorwacje Konstantyna i Nestora mogą nie mieć ze sobą nic wspólnego.

Ze względu na trudności w ustaleniu północnej granicy Wielkich Moraw trudno jednoznacznie interpretować zapisy Alfreda Wielkiego. Można jedynie na podstawie informacji że Wiślanie mieszkali na wschód od Moraw lokować ich bardziej na północ.

Natomiast interpretacje dokumentu praskiego wskazują na lokalizację w północnych Czechach lub na Śląsku.

Encyklopedyja Powszechna Samuela Orgelbranda z 1864 r. wywodzi nazwę Chorwatów od Karpat: Kroaci (Kroat, Kroata), właściwie Chorwaci, po czesku: Charwati, po chorwacku: Herwati (Hrwati), jest nazwą licznych plemion słowiańskich, po części już, ze zwyczaju wyszłą, a w części jeszcze się utrzymującą. Prasiedzibą wszystkich tych plemion są ziemie Tatrzańskie (przyległe górom zwanym Tatrami), nazywane (u Konstantego Porfyrogenita) Wielką lub Białą Chorwacyją czyli Chrobacyją, od gór Karpackich czyli Cherbów (grzbietów, garbów) [...] Pamiątka ich tylko utrzymała się w niektórych miejscowych, nazwach we wschodnim Haliczu (Chrewi, Charwin, Charzewice), oraz w ludowej nazwie Karpatów: Horby (Chryby, Cherby).[15] Również Adam Szelągowski (za Pawłem Józefem Szafarzykiem) wywodził ich nazwę od słowa chrb (góra) i dodawał: dziś jeszcze w Galicyi wschodniej nazwa dla Karpat (Chorby)[16]

Przez historyków najczęściej więc Biała Chorwacja bywa umiejscawiana w północnych Czechach, na Śląsku, w Małopolsce lub na Ukrainie. Istnieje np. hipoteza że centrum Białej Chorwacji znajdowało się obok obecnej wsi Stulsko [17] w rejonie mikołajewskim obwodu lwowskiego[18]. Pomimo, iż relacja Konstantyna wspominająca o frankijskim zwierzchnictwie na Białą Chorwacją nakazywałaby szukanie jej raczej w Czechach i na Śląsku[19] nie da się też wykluczyć hipotezy, że Chorwaci z upływem czasu przesuwali zajmowane przez siebie terytorium, co patrząc na np. dużo odleglejsze wędrówki Wandalów, nie powinno zaskakiwać.

Biali Chorwaci a Wiślanie

Prawdopodobne jest, że Chorwaci kryją się w dziele Geografa Bawarskiego pod nazwą Wiślan. Mogło się to stać za sprawą Morawian, którzy nazywali inne plemiona od miejsca ich osiedlenia, a nie od ich nazwy własnej. W wyniku ożywionych kontaktów handlowych kupców wielkomorawskich z państwem wschodniofrankijskim w IX w., nazwy plemion słowiańskich przekazywano na zachód, gdzie były spisywane przez niemieckojęzycznych skrybów, trafiając tym samym do sporządzonego dla Ludwika Niemca spisu plemion zachodniosłowiańskich.

Potwierdzeniem tej tezy może być fakt, iż w Powieści minionych lat Nestor wymienia większość plemion żyjących na ziemiach polskich (w tym Chorwatów), ale nie pada za to ani razu wzmianka o plemieniu Wiślan, które przecież było jednym z centrów wczesnej państwowości polskiej.

Tezie o tożsamości Białych Chorwatów z Wiślanami przeczy relacja Alfreda Wielkiego, który wymienia oba te plemiona.

Biali Chorwaci a Lędzianie

Obecnie przeważa pogląd, że plemiona te należy łączyć z Lędzianami. W XI wieku w kronice Nestora nazwa Lachy nie oznacza już jedynie Lędzian, od których się wywodzi, ale wszystkich Słowian Zachodnich z wyjątkiem Czechów i plemion słowackich. Oznacza to, że pamięć o związku plemiennym Lędzian i świadomość o jego znaczeniu zanikała na Rusi i już wtedy nie zdawano tam sobie sprawy z tego, że nazwa Lach pochodzi od słowa Lędzianin i lęda.

W latach 70. X wieku Lędzianie najprawdopodobniej zostali przyłączeni do państwa Mieszka. W 981 podbici przez Ruś, około 1018-1031 weszli w skład państwa piastowskiego w wyniku wyprawy Bolesława Chrobrego na Kijów, podobnie jak w latach 1077-1086, kiedy za zgodą władców Kijowa ziemie ich zaanektował Bolesław Szczodry. Następnie ulegli całkowitej rutenizacji, co nastąpiło w wyniku działalności Kościoła Wschodniego po roku 1054, znajdującego się w stanie schizmy wobec Kościoła Łacińskiego. Innym przejawem rutenizacji terenów Lędzian były akcje deportacyjne podobne do działań Jarosława Mądrego w roku 1031, kiedy przesiedlił on po wcieleniu ziem lędziańskich do Rusi znaczną część ludności nad rzekę Roś (Naddnieprze), gdzie długo zachowywała ona swą odrębność etniczną.

Przeczytaj też

  • Biała Serbia

Bibliografia

  • Nestor, Powieść minionych lat.
  • Jerzy Nalepa, Łemkowie, Wołosi i Biali Chorwaci : uwagi dotyczące kwestii genezy osadnictwa ruskiego na polskim Podkarpaciu, Acta Archaeologica Carpathica, T. 34 (1997/ 1998), s. 135-177.
  • Назар Олійник, „Білі Хорвати-2008″ (artykuł i audycja w formacie mp3, w języku ukraińskim)
  • Witold Chrzanowski, Kronika Słowian, tom. I: Rzesza Wielkomorawska i kraj Wiślan, Kraków 2008, ISBN: 978-83-7396-702-1
  • Ksiądz Wojciech z Zaleszan, Przemyśl i jego okolice, Nowy Sącz 1872 r.
  • O pograniczu Polski i Rusi w okolicy uyścia Wisłoku do Sanu. Przez Adama Kłodzińskiego, Tow. Naukow. Krakow. (w:) Rozmaitości naukowe nr. II, Kraków 1829 r., s.96
  • WIADOMOŚCI Historyczno-krytyczne do Dziejów Literatury Polskiey, o PISARZACH POLSKICH, także postronnych, którzy w Polscze albo o Polszce pisali, oraz o ich Dziełach; Z roztrząśnieniem wzrostu i różney kolei ogólnego oświecenia, jako też szczególnych nauk w Narodzie Polskim. Przez Józefa Maxymiliana Hrabię z Tęczyna Ossolińskiego tom. II, Kraków 1819 r.
  • Janusz Roszko, Pogański książe silny wielce, Warszawa 1970
  • Zbigniew Gołąb, O pochodzeniu Słowian w świetle faktów językowych, Kraków 2004, ISBN: 83-242-0528-4

Zdecydowałem się przytoczyć w całości artykuł ze strony http://www.svasti.org

ponieważ podzielam 95% jego tez, mimo nieco odmiennej wizji dziejów Słowian, Istów, Skołotów i Dawanów:

Chrobacja – kraina zapomniana przez „historyków”

źródło: http://chrobacja.svasti.org/

http://chrobacja.narod.ru/

Chrobacja – starożytna kraina słowiańska z pierwotną stolicą na Łysej Górze (Łysiec) (przez chrześcijan nazywana kłamliwie Świętym Krzyżem), rządzona przez Kagana(Cesarza Słowian), której istnienie negują współcześni historycy. Nie umiescza się jej na obecnie drukowanych mapach średniowiecza, jednak jeszcze 100 lat temu Chrobacja istniała w historycznej samoświadomości Polaków. Te mapy nie kłamią – kłamią za to historycy, którzy nie mogą uwierzyć, że do 999r Chrobacja istniała i była pogańska, a Mieczysław I (Mieszko) ochrzcił tylko Polan/Kujawian.

Więcej o Łysej Górze tutaj

mapa_slowianszczyzny_xi_wiek_chrobacja_biala_i_czerwona2

Mapy [ta i jeszcze wyżej - zamieszczona przeze mnie już w artykule tarnowskiego muzeum] pochodza z książki „Zarys Dziejów Polski od najdawniejszych do ostatnich czasów” autorstwa Stanisławy Pisarzewskiej. Data wydania nieznana jednak wnioskując ze starodawności języka i dopuszczenia cenzury książa musiała być wydrukowana jeszcze pod zaborami.Jeżeli dalej nie wierzysz w istnienie Chrobacji przeczytaj fragmenty z książki „Pieśni ludu Białochrobatów, Mazurów i Rusi znad Bugu” Kazimierza Władysława Wójcickiego z 1836 r.

00 lysa_gora00 lysa_gora_2Bolesław Chrobry (Chrobacki ?) zobaczył ruiny pałacu-świątyni intronizacyjnej Kagana Słowian, która została zniszczona przez Franków ok. 790r. Ślady obrzędu intronizacji Kagana można znaleźć w starych słoweńskich zwyczajach plemiennych, które nakazywały aby nowego księcia intronizować na kamiennym tronie. Ceremonia ta była kultywowana do XV wieku. Taki tron i pozostałości pałacu-świątyni na pewno znajdują się na Łysej Górze. Aby odkłamać historię Polski należałoby odebrać christolubskim czarownikom siedzibę Kagana i dokładnie ją przebadać archeologicznie.

00 Słovenja gosposvetsko polje kagana_kamienny_tron
Gosposvetsko polje – Słowenia

Innym legendarnym śladem istnienia świątyń na Łysej Górze jest ta oto christolubska legenda:”Bardzo dawno temu, na Łysicy i Łysej Górze stały dwie świątynie pogańskie. Dookoła rozciągały się ogromne bory jodłowo-bukowe. Oddziały wojowników stały na straży świątyń i kleryków, ponieważ już kilka razy zostały one rabowane przez Jaćwinów. Gdy w gontynach odbywały się uroczystości podbierania miodu, z południa podążał orszak książęcy. Mieszko I wiózł do kraju Dąbrówkę, młodą córkę króla czeskiego. Książę jechał na pięknie przybranym koniu, zaś córka króla czeskiego spoczywała w wygodnej karecie, którą ciągnęły białe rumaki. Rycerze, duchowni i służba towarzyszyli parze książęcej. Gdy zapadł wieczór, wyczerpani podróżni chcieli zanocować w jednej z okazałych świątyń, ale – jako obcych – nie wpuszczono ich do środka. Kiedy orszak odchodził, napadły na nich oddziały strzegące świątyń, Wywiązała się walka. Po obu stronach było wielu rannych. Jedna strzała raniła Dąbrówkę, inna zaś utkwiła w krzyżu niesionym przez zakonnika. W tym momencie nastąpił straszliwy huk i potężny wstrząs zniszczył obydwie świątynie, gruzy pochowały znajdujących się w nich pogańskich kapłanów. Na miejscu gdzie one stały, utworzyło się kamienne gołoborze. Przerażeni ludzie zaprzestali walki. Poganie wycofali się w głąb puszczy, a poturbowany orszak książęcy zatrzymał się pod szczytem Łysej Góry, gdzie rozbito namioty. W nocy rozpętała się straszliwa burza, zbudziła śpiących; słychać w niej było jakieś jęki, krzyki i przeraźliwy płacz. Obfite opady deszczu i huragan, trwały parę dni, uniemożliwiły dalszą podróż orszaku królewskiego. Dąbrówka, która bardzo przeżyła zdarzenie w puszczy poprosiła męża, aby w tym miejscu została wybudowana kapliczka, w której chciała podziękować bogu za ocalenia oraz prosić go o syna – przyszłego władcę narodu.

Rok później w Gnieźnie na świat przyszedł syn królewskiej pary Bolesław, zwany Chrobrym. Kapliczka zaś przetrwała całe wieki, aż wreszcie ze starości w proch się rozsypała. Na jej miejscu została postawiona nowa skromniejsza, która jest tam do dziś. „

Mamy zatem dwie legendy o chrystianizacji Chrobacji i obydwie mówią o istnieniu świątyń słowiańskich na Łysej Górze. Elementy chrześcijańskie tych legend są skrajnie naiwne i widać, że dodane na siłę. Zastanawiające jest po co orszak Mieszka I jechał przez Góry Świętokrzyskie z Czech do Wielkopolski, skoro to okrężna droga. Czyżby Mieszko postępował według zasady: Jehovie świeczkę, a starym Bogom ogarek i chciał zostać intronizowany na Kagana na Łysej Górze ?

Polakotolicy twierdzą, że prawie nic nie wiadomo o naszych dziejach sprzed 966 roku, a to co wiadomo to nic nie warte bajki, których nie należy traktować poważnie. Skoro nasze bajki wartości historycznej nie mają, to dlaczego katolicy mówiący po polsku wierzą w semickie podania o mesjaszu i jego koczowniczym narodzie ? Bliskowschodnie legendy znać musi każdy ! Nasze narodowe niekoniecznie – bo po co wiedzieć w co wierzyli przodkowie, jakie diabły wyznawali i jacy królowie im panowali ? – tak myślą czciciele syna boga Jehovy. Im zależy aby nasze starożytne dzieje całkowicie zginęły w pomroce krzyża. Na ich nieszczęście, nasz język i kultura przechowały fragmenty dawnej historii narodu Słowian.

Stanisław Samuel Szemiot (ok. 1657-1684) napisał wierszowaną historię władców Polski od 550 roku. Powiecie, że zmyślał. A ja wam mówie: przeczytajcie !

Książeta
fragment KOMPEDIUM KSIĄŻĄT I KRÓLÓW POLSKICH POCZĄWSZY OD ROKU 550
„Kiedy rok pięćdziesiąty pięćsetny bieg toczył
Swój, i Febus tylekroć w morzu koła zmoczył,
Pierwszym Orła polskiego książeciem nazwany
Lech, który żył fortunny i nieprzekonany,
W Gnieźnie sławną stolicę wprzódy ufundował
Gdzie długo z potomkami swymi rozkazował.
Wiszymir po nim księży majestat otrzymał,
A ten najpierw morzem wojować zaczynał.
Pierwszy zdrowia powierzać śmiał drzewu lichemu,
W czym dał met Sywardowi, monarsze Duńskiemu.
Sprzykrzyli się Polakom lub dobrzy panowie,
Po czym jęli rządzić źli wojewodowie,
Których dwanaście było, a ci lud gubili
I prawie do ostatniej toni dopędzili.
Obaczywszy się potem, Krakusa obrali,
Króla czeskiego temu miry powierzali,
Który Kraków założył i z Gniezna stolicę
Przeniósł do niego mocno obwiodszy granicę.
Smoka przy tym z porady szewca struł pod górą,
Która po dziś dzień widać w skale z dawną dziurą.
Lech wtóry, syn Krakusów, po ojcu panował,
Który tak się na państwie osiedzieć gotował,
Że nawet braterską krew tyrańsko wysączył.
Za co dosyć mizernie żyjąc, wiek swój skończył.
Siostra po nim fortunniej na tronie siedziała
Wanda, trzykroć niemieckie książę porażała.
Nawet czystości broniąc, pogańską manierą,
W Wisłę sama skoczyła z niestroskaną cerą.
Dwanaście wojewodów ponownie rządziło,
Co Polakom z nieznośnym utęsknieniem było,
Nie barzo jednak długo, bo Lestka obrali
Pierwszego i onego poddaństwo oddali,
Który nieprzyjaciela bił u Łysej Góry
I częstokroć kusił o warowne mury.
Trzydzieści lat fortunnie Polakom panował,
Morawiany pod swą wszystkie zawojował.
Leszko wtóry królestwa prędkim biegiem dostał,
Ale dla chytrej zdrady obnażony został.
Trzeci tego imienia książę pokój mając
Węgrom pomagał, a sam wieku dopędzając.
Dwudziestu synów swoich zostawił na potem,
Jako Kromer w swej księdze rządnie pisze o tem.
Za nim Popiel nastąpił, syn Leszka Trzeciego.
Ten Kruszwicę założył, dalej nic dobrego
Nie sprawiwszy odumarł. Żył rozkosznie prawie,
Delicyi szukając w każdej niemal sprawie.
Popiel wtóry w książecym honorze panował.
Ten dwudziestu trucizną stryjów pomordował,
Ale jawnie pokaran, bo go myszy zjadły.
W Kruszwicy, które z Wisły na zamek wypadły.
Po nim Piast, człek z Kruszwice narodu prostego
Rządził fortunnie państwo do czasu długiego.
Tego potomstwo, aż do Kazimierza trwało
Wtórego i szczęśliwie dosyć panowało.
Semowit w tym, syn Piasta, księstwo osiągł prawie,
Który Węgry potłumił wojennej rozprawie,
Nie odrodził się Leszko od ojca swojego
Semowita, choć obran był wieku młodego.
Bo cnotliwie panując, pokoju zażywał
I czujnie strzegł granic, lubo odpoczywał.
Zemomysła obrano, co syna ślepego
Miał, lecz w rok przejrzał, co Bóg dekretu swojego
Oznajmił, że te państwo miało przejrzeć potem
I wiarę świętą przyjąć. Jakoż zaraz o tem.
Polacy nic nie wiedząc wzięli Mieczysława,
Którego niechaj będzie wiekopomna sława,
Bo ten państwo do wiary prawdziwej nawrócił,
A pogańskie bałwany z odwagą ukrócił.”

Utwór wygląda jakby był wzorowany na „Kronice Wielkopolskiej” z ok. 1377-1384r. W tekście przewija się motyw walk pod Łysą Górą z Niemcami. Dlaczego autor wspomina o walkach tam, a nie pod Krakowem czy pod Gnieznem ? Bo tam było serce Słowiańszczyzny ! To wtedy chrześcijańscy Frankowie i ich sojusznicy jednoczący Europę, zniszczyli świątynię, której kapłanką była Wanda. To te ruiny widział Bolesław Chrobry.

00 smierc_wandy
Śmierć Wandy – Aleksander Lesser (1814-1884)

Ciekawy jest motyw przyjaźni z Węgrami. Czyżby Kaganat Słowian sprowadził Madziarów (będących wtedy pod panowaniem Chazarów) do walki z Frankami, tak jak Konrad Mazowiecki sprowadził Krzyżaków do walki z Prusami, a oni poźniej obrócili się przeciwko nam? Być może. Jeszcze ciekawszy jest motyw zwycięskich walk ze Duńczykami.

O sławie starożytnej Chrobacji świadczy hinduskie podanie o powstaniu Wed – świętych ksiąg Indii. Według hinduskich wierzeń, przed wiekami przywędrował z Indii na Wawel jeden ze świętych „riszi” – wielkich nauczycieli. To właśnie riszi spisać mieli święte księgi Wedy. Słowo „weda” (porównaj weda-wiedza) oznacza w sanskrycie wiedzę lub objawienie. Hinduscy nauczyciele szukali w swoich wędrówkach wzgórz ponad wodami. A taka jest właśnie etymologia nazwy Wawel. Jeżeli legenda jest prawdziwa to znaczy, że w Chrobacji istniało centrum religijne promieniujące na cały ówczesny świat Ariów. Ariowie wywodzący się z Europy Centralnej podbili Indie ok. 1700 lat przed narodzeniem syna boga Jehovy, a Wedy powstały ok. 1000-700 lat p.n.s.J. Czyżby święci nauczyciele z Indii wiedzieli gdzie jest religijna stolica świata białych ludzi i pielgrzymowali do Chrobacji po oświecenie ? O związkach hinduskiego mitu z Wawelem wiedzieć miał ponoć premier Indii, Jawaharlal Nehru, który odwiedził to miejsce w latach 50. Wprawił on w konsternację oprowadzających go po zamku oficjeli, kiedy poprosił o pozostawienie go na kilka minut w samotności w jednej z komnat, aby mógł w tym świętym miejscu zagłębić się na chwilę w medytacji. Podobno potem stwierdził, że potęgi duchowe Wawelu były mu bardzo pomocne w rozwiązaniu pewnego problemu.

Potwierdzeniem obecności ludów bardzo blisko spokrewnionych ze Słowianami, na terenach północnych Indii są nazwy w królestwie Ladakh (Lada – Diabeł?): góry Stok i miasto Leh.

00 gory_stok
Góry Stok – Ladakh – północne Indie

Mały słownik polsko – hinduski
brama – dvara [dwór, drzwi]
bóg – devata, bhaga
wiedza – vidya
ciemny – bura [bury]
brat – bhrata
biały – śveta [świetlisty stąd świat]
stać – sthana
hala – kamara [komora]
ziarno – makka [mąka ?]
bohater – bahadura
wąż – sarpa [sierp-serb]
grób – guru [góra - kurhan]
leżeć – lagana
przebudzony – budda
ogień – Agni

1 – eka
2 – do
3 – tina
4 – chara
5 – pancha
6 – chhah
7 – sata
8 – ashta
9 – nau [devata - boska cyfra dziewięć]
10 – dasa

Mimo 4000 lat rozdzielenia obu języków niektóre słowa zachowały swoje znaczenie. Słowianie to naród odwieczny.

Ciekawostki:

Po pasztuńsku (Pakistan/Afganistan) słowo oznaczające cyfrę pięć(5) jest wymawiane jako…..”pięć”.
W tych samych okolicach grób to „mazar”. Mazur (Mazowsze) – strażnik grobów.

Czy Chrobacja została wymyślona ?
Niektórzy historycy twierdzą, że Chrobacja to wymysł Habsburgów, którzy chcieli odciągnąć mieszkańców Małopolski od sprawy polskiej i stworzyć z nich nowy etnos w wielonarodowym cesarstwie austro-węgierskim. Można się z tym częściowo zgodzić – Chrobacja, dzięki propagandzie i polityce austriackiej wyszła wtedy z zapomnienia, ale nie było to tworzenie czegoś nowego ex nihilo. Podobnie w czasie II wojny światowej postąpili Niemcy tworząć administracyjnie z górali podhalańskich tzw. „Goralenvolk”, akcentując różnice między folklorem polskim a góralskim. Nie da się zaprzeczyć, że górale różnią się od mieszkańców nizinnej Polski nie tylko strojem, ale także mową i kultura. Patrząc obiektywnie, górale polscy bardziej podobni są do górali słowackich, niż do Polaków czy Niemców, jednak mimo to zalicza się ich do narodu polskiego. Dlaczego ? Tylko dlatego, że długo byli pod władzą królów Polski i przez swoistą kulturową dyfuzje nasiąkneli polskością. Ogólnie rzecz biorąc, współczesne nacjonalizmy są całkowicie nieodpowiednie do opisu ludów, które kiedyś istniały. Chrobatowie byli jednym z plemion słowiańskich rywalizujących w ramach kaganatu z Polanami i tylko przez przypadek Polska nazywa się Polska, a nie Wielka Chrobacja, Kaganat Słowiański, Ruś, Serbia czy Rzeczpospolita Weletabska (Wilków). Ten sam lud i teren nazywa się różnymi słowami w różnym czasie. Na dowód tej tezy warto rozważyć problem nazwy „Ukraina”. Ukraina to nazwa młoda – oznacza coś co leży „u kraju”, na końcu, na granicy – z perspektywy Polaków to tereny gdzieś na skraju Rzeczpospolitej. Przez większość znanej historii nie było ani Ukrainy ani narodu ukraińskiego – była Ruś i Rusini czyli Słowianie ochrzczeni po bizantyjsku. Stopniowo Rusini z dawnej Chrobacji Czerwonej zaczynają nazywać siebie Ukraińcami, a swoją ziemię Ukrainą, przy czym nazwa ta przechodzi potem także na tereny tzw. Małorosji, czyli terenów zdobyty przez Rosję na Chanacie Krymskim. Podobnie mogło być z Chrobatami małopolskimi. Jeżeli carowie Rosji mogli nazwać Małorosją tereny zdobyte na Tatarach, tak samo Polanie mogli nazwać Małopolską tereny Wielkiej Chrobacji przyłączone do swego państwa. Austriacy w imię swoich interesów przywrócili tylko dawną nazwę tego terenu.

Historycznym źródłem wyminiającym nazwę „Biała Chrobacja” jest przekaz cesarza Bizancjum Konstantyna Porfirogeneta (913-959) w którym czytamy: „(…) Wiedzieć należy, że Serbowie pochodzą od nie ochrzczonych Serbów, którzy też nazywają się Białymi i mieszkają z tamtej strony Turkii [Węgier]w okolicy nazwanej u nich Boiki [Czechy ]. Z nimi graniczy kraj Franków [Niemcy], równie jak i Wielka Chrobacja nie chrzczona, czyli tak zwana Biała.” I dalej: „(…) Chorwaci zaś mieszkali wtedy [w czasach Awarów] z tamtej strony Bagibarei [Bawarii], gdzie teraz są Białochrobaci.” Chrobacja istniała na prawdę, jednak prawda o niej jest skrzętnie ukrywana !

Kto jest kim ?
Smutne jest to, że wszystko co odkrywa się w naszej świętej ziemi przypisuje się dorobkowi Germanów lub Celtów, a nikt przekonująco nie odpowiedział na pytanie: gdzie byli Słowianie gdy ich jeszcze na terenie Polski niby nie było?! Nasi wrogowie twierdzą, że Słowianie to urodzeni niewolnicy bez państwa ale mam dla nich małą zagadkę: skąd wzięły się słowa King i König na zachodzie i Khan-Chan na wschodzie ? – słowa oznaczające władcę – Kagana! Ignorantom wytresowanym w jednej słusznej wizji świata nawet przez myśl nie przejdzie, że język polski jest równie stary jak łacina i sanskryt, a wszystkie nowożytne, indo-europejskie języki Europy oprócz słowiańskich i bałtyjskich to języki kreolskie, w porównaniu z naszym starożytnym, bardzo młode. Aby tego dowieść wystarczy porównać ilość przypadków w językach germańskich (2-4) i słowiańskich. Język polski historycznie ma 8 przypadków (ten zapomniany przypadek to ablatyw, łac. ablativus comparationis; przykład: „gość nie w pore gorszy Tatarzyna”) – tyle samo co sanskryt i więcej niż łacina. Musiał kształtować się długo i trwać wsród ludzi prowadzących osiadły tryb życia. To pasuje do Słowian – rolników. Inaczej jest z Germanami, posługującymi się językami prostymi – kształtującymi się podczas mieszania różnych kultur. W tym prymitywiźmie wyróżnia się na plus język niemiecki. Jeżeli wierzyć „historykom” i uznać, że wszyscy przodkowie Niemców na prawdę przywędrowali ze Skandynawii to ich mowa powinna mieć tylko 2 (i to zredukowane) przypadki, tak jak języki: norweski, duński i szwedzki. W języku niemieckim zaskakuje ogromna ilość wyrazów oznaczających to samo – wygląda to jak zbieranina słów różnych ludów zmiksowana przez chrześcijaństwo w wydaniu Karła Wielkiego (takim mianem nazywa Karola Wielkiego Marcin Bielski w „Kronice Polskiej” z 1597r.). Dlaczego zatem niemiecki ma 4 przypadki ? Czyżby mroźny klimat Skandynawii sprzyjał prymitywizacji języka ? A może po prostu germańska prymitywna mowa została przez kogoś ucywilizowana ? Postawmy teze, że tym cywilizującym eliksirem była średniowieczna łacina. Ale tutaj pojawia się pytanie: dlaczego język francuski (romański przecież) jest równie prymitywny jak oryginalne języki germańskie, a niemiecki ze wschodnich rubieży państwa Karła Wielkiego ma tych przypadków więcej ? Historia milczy na ten temat, ale po to człowiek ma rozum by dociekać prawdy. 25 listopada 2007 niemiecka państwowa rozgłosnia radiowa Deutsche Welle podała wyniki badań nad genotypem Niemców, prowadzonych przez firmę Igenea. Okazało się, że statystycznie germańskich przodków ma tylko ok. 6%(!) Niemców. Przodków semickich ma ok. 10% mieszkańców Niemiec , słowiańskich ok. 30% (!!!) – reszta w większości celtyckich. [Naciśnij na obrazek w celu powiększenia]

niemcy_nie_sa_germanami

Podobne badania przeprowadzone w Polsce wykazały, że wbrew pozorom naród Polski jest bardzo homogeniczny i podobny genetycznie do ludów Iranu, Afganistanu, Pakistanu i północnych Indii, a więc terenów, które zostały zasiedlone przez Ariów ok. 1700 p.n.s.J. Zatem, kto jest w Europie centralnej gościem, a kto gospodarzem od tysiącleci ?! Potwierdzeniem dawnego zasiedzenia Słowian w Europie i najazdów ich przodków na Indie jest rozpowszechnienie w świecie haplogrupy R1a1. l
00 partyjski_ksiaze_wyglada_jak_slowianin
Czy to Piast Kołodziej ? Nie, to oblicze partyjskiego księcia. Iran – II wiek n.e.
Między bajki należy włożyć twierdzenie, o pierwotnym germańskim pochodzeniu takich ludów jak Wandale wywodzący się z Chrobacji i Słewowie (czy to jest germańska nazwa ?). Longobardowie (długobrodzi), Allemanowie (wszyscy ludzie – potomkowie Swewów), Sasi (Sax;sacks-worki? pierwotne siedziby Sasów umiejscawia się na półwyspie Jutlandzkim, który można uznać za pewnego rodzaju worek – czyli mieszkańcy worka. W staropolszczyźnie słowo „sak” = sieć, worek, klatka;), Goci (Guteje; Ostrogoci-Goci z wyspy, a nie jak kłamią Niemcy: wschodni Goci; słow. ostrów = wyspa), Burgundowie, Bawarowie (Bajuwarowie, Bayern, Bojavariorum; bojowi ? bojarzynowie ?; o dziwo w Pakistanie istnieje kraina Bajawar [Badżauar].) to ludy o mieszanym pochodzeniu. Zachowane zabytki języka gockiego, z późnej historii tego ludu, wskazują, że miał 4 przypadki i zbliżone do słowiańskich końcówki co tylko potwierdza, że był językiem kreolskim – słowiańsko-germańskim. Jeszcze jednym potwierdzeniem związków gocko-słowiańskich jest to, że Kazimierz Wielki, wznosząc na miejscu zrujnowanej za jego czasów bazyliki romańskiej w Poznaniu – katedrę gotycką, wystawił nowy okazały grobowiec dla swego wielkiego poprzednika – pogrzebanego w tej świątyni Bolesława Chrobrego. Na jego płycie kazał umieścić wierszowany napis głoszący sławę zmarłego oraz informujący że Bolesław Chrobry był królem „Regnum Sclavorum, Gothorum sive Polanorum” czyli „królem Słowian, Gotów czyli Polan” – władcą ponownie zjednoczonego państwa słowiańskiego. Pytanie: kim byli Frankowie, którzy zbudowali podwaliny pod Niemcy ? Karol Wielki wygląda mało europejsko. Ma bardzo długą, pociągłą, wąską twarz i haczykowaty nos spotykany raczej u ludów bliskiego wschodu. Niemiecka wikipedia twierdzi, że germańskie słowa związane z życiem społecznym i żeglarstwem mają pochodzenie nieindoeuropejskie. T. Marski w „Księdze popiołów” twierdzi, że jednym z substratów ludu określanego współcześnie jako „germanie” (to słowo pochodzenia celtyckiego !) mogli być uciekinierzy z Kartaginy podbitej przez Rzym, którzy osiedlili się na północy. Kartagińczycy opłyneli podobno Afrykę, więc żadnym problemem dla nich nie powinna była być wycieczka na wybrzeża obecnej Norwegii. Zadziwiające jest to, że w Skandynawii odsetek ludzi o cechach semickich jest wyższy niż w Polsce, co zdaje się potwierdzać tą teorię. Obrońcy germańskości twierdzą, że te fizyczne podobieństwo Skandynawów do mieszkańców Bliskiego Wschodu to przypadek, jednak ja nie wierze w takie przypadki.
Żydzi aszkenazyjscy to Aryjczycy?
Ciekawym przypadkiem są Żydzi aszkenazyjscy (biali Żydzi pochodzący z Europy, przede wszystkim środkowej i wschodniej, którzy prawdopodobnie pochodzą od Chazarów, ludu tureckiego, który przyjął judaizm w VIII wieku i miał państwo na wschód od Kijowa.) . Badania ich genotypu pokazują, że wsród nich odsetek mężczyzn posiadających haplogrupę R1A1 wynosi ponad 50%. Haplogrupa R1A1 prznoszona jest tylko w linii męskiej, zatem ich przodkami po mieczu musieli być Słowianie. Są 3 możliwości dlaczego tak się stało:1. Chazarowie byli potomkami Słowian, którzy wywędorwali z Ariany na wschód.
2. Żydówki były mało cnotliwe i zdradzały swoich żydowskich mężów ze słowiańskimi mężczyznami.
3. Żydzi/Chazarzy świadomie przyjmowali do swojej społeczności Słowian.

Rodzi się tutaj pytanie: jakie prawo mają zatem Żydzi aszkenazyjscy do Palestyny skoro nie są semitami? I kim tak na prawdę są ? Według mnie to pierwszy w historii naród stworzony przez virusa umysłu o nazwie Jehova. Drugim są Arabowie, opętani przez virusa Jehova 3.0 „Allah”.

Kilka słów o imionach.
Kłamcy spod znaku krzyża wmawiają Słowianom, że są ludem pokojowych eunuchów, którzy wojną brzydzą się od zawsze. Są jednak w naszym języku niepodważalne dowody zaprzeczające tym kłamstwom – to imiona naszych władców. Mieczysław (Mieszko) – Sławny Miecz, Kazimierz – ten co kazi mir – Niszczyciel Pokoju lub Niszczyciel Świata, Władysław – imię pochodzące z Bałkanów, oryginalnie Ladislav (liad – diabeł) – Sławny Diabeł, Bolesław – Sławny Ból lub Sławny Olbrzym (bolszy – duży). Oprócz tego jest jeszcze Wojciech – Pociecha Wojów i Włodzimierz – Władca Świata. Czy to są imiona ludu kochającego sielanki !?

Nowa krucjata ?

Oto: „Karl der Grosse, Vater Europas” – „Karzeł Wielki, Ojciec Europy”. Można dodać: fanatyczny chrześcijanin i pogromca wolnych ludzi. Jak widać Niemcy, mimo dwóch przegranych wojen w XX wieku, dalej na poziomie symboli kultywują swoje tradycje. Jak pisze Józef Szujski w „Dziejach Polski podług ostatnich badań” z 1862 r.: „Cesarstwo frankońskie z razu, później zaś niemieckie pojmuje walkę ze Słowiańszczyzną jako walkę idei katolicyzmu z pogaństwem, a następnie jako walkę hierarchiczną narodu wcześniej nawróconego o władzę nad później nawróconemi, w ostatniem zaś popularnem znaczeniu jako walkę Germanizmu z Słowiańszczyzną.” Trzeba to zrozumieć: Rzymski katolicyzm to owoc dawnego imperializmu, który przez kaprys historii rozrósł się w przestrzeni i czasie – tylko tyle ! Chrześcijaństwo kiedyś było takim samym narzędziem walki jak dzisiaj są tzw. „wartości europejskie” !

Jeżeli Niemcy pojmują Unię Europejską jako kontynuację działalności Karła Wielkiego, to tym samym stawiają siebie w roli mentora wobec nowych państw UE. W niemieckiej wizji Europy państwa te, grają rolę aborygenów, których koniecznie trzeba nawrócić na jedyny słuszny model społeczny. Dokładnie widać, że zjednoczeniowa krucjata przeciwko wolnym ludziom, rozpoczęta 1300 lat temu, dzisiaj przybrała postać europejskiej biurokracji, która chce zawłaszczyć i ujednolicić wszelkie pola działalności człowieka. Paradoksem historii jest, że ludy który kiedyś stały sie ofiarami chrześcijańskiego imperializmu Karła Wielkiego – dzisiaj są wyznawcami jego ideii. Sasi i Bawarowie podbici przez niego stali się Niemcami, a Polacy i Chorwaci uwierzyli, że są katolickimi narodami wybranymi. W Watykanie toczy się ponoć znowu proces kanonizacyjny „ojca Europy”. Nie zdziwiłbym się, gdyby po wyniesieniu na ołtarze, Karl der Grosse został patronem UE. Jego idee polityczne właśnie nabierają realnego kształtu. Religijne częściowo również, bo jak pisał św. Paweł w liście do Galatów: „Nie ma więcej ni Żyda, ni Greka, ni niewolnika, ni człowieka wolnego, ani mężczyzny, ani kobiety, ponieważ wszyscy jesteście jedno w Jezusie Chrystusie”. Teraz wszyscy jesteśmy jedno w ramach UE, promującej chorobliwą równość i totalne ujednolicenie. Oczywiście, jakże mogłoby być inaczej, wszystko jest pod czujną kontrolą największego państwa wspólnoty, które pilnuje, aby kurs okrętu Europa zawsze był zgodny z kursem wyznaczonym w Berlinie.

Specyficznym poczuciem humoru wykazali się Niemcy w 1950 roku, ustanawiając Międzynarodową Nagrodę Karola Wielkiego, przyznawaną corocznie wybitnym osobistościom i instytucjom za zasługi w promowaniu pokoju i jedności w Europie. Prawdopodobnie, gdyby Adolf Hitler wygrał wojnę i militarnie zjednoczył Europę, a przy okazji wymordował wszystkie niepokorne narody, to po 1000-cu lat byłby patronem podobnej nagrody. Jak sam mówił: „lud nie ma pamięci”.

Nie oskarżam tutaj pojedyńczych osób składających się na niemieckie społeczeństwo. Jak pokazuje historia, wielu etnicznych Niemców zostało polskimi patriotami na przekór swojemu pochodzeniu. Oskarżam niemieckie elity, które niezmiennie prowadzą politykę ekspansji, pewnego zespołu memów, całkiem innego niż ten, jaki można określić jednym krótkiem słowem – WOLNOŚĆ !

Polska = Wolność
Przez kilka stuleci Polska i Litwa związane unią uważane były za ostoję wolności i tolerancji w Europie i świecie. Synowie rzymskiego kościoła twierdzą, że wynika to z cudownej mocy jaką miał chrzest – dzikich barabrzyńców przemienił w tolerancyjne baranki. Wiadomo jak tolerancyjny był dla pogan Karol Wielki i jego następcy, zatem śmiało możemy tą teze odrzucić. Dlaczego zatem Polska była ostoją wolności i tolerancji ? Bo taka jest natura Słowian! Nazwa nasza „Słowianie”, jak twierdzą niektórzy badacze języka, pochodzić ma od wyrazu „słoboda” czyli wolność. Jak pokazują zachowane wiadomości o ustroju dawnych Słowian, naturalnym dla nas był republikanizm wyrażający się w woli wiecu, który powoływał władcę. Zbiorowa wola jednostek była zatem podstawą tego ustroju. Ludzie uważający się za wolnych nie bronią wolności także innym. U Słowian nie znano niewolnictwa ! Niewolni byli jedynie jeńcy wojenni, których zwycięzcy osadzali na swoich ziemiach jako „rabów” – czyli robotników. Ich dzieci były już jednak wolne. Naturalną kontynuacją tych słowiańskich obyczajów były zasady jakie panowały w Rzeczpospolitej Szlacheckiej. Chrześcijaństwo przyniosło co prawda ze sobą pewne niewolnicze elementy, nabyte jeszcze w Cesarstwie Rzymskim, jednak do kontrreformacji wyzysk najniższych klas społeczeństwa przez panów feudalnych był w Rzeczpospolitej bardzo niski, w stosunku do tego co działo się w Cesarstwie Rzymskim Narodu Niemieckiego. Wielu było wolnych chłopów oraz szlachty żyjącej jak chłopi, co wskazuje, że różnice stanowe nie były bardzo wyraźne i głębokie. Nasz etos wolnych ludzi załamał się dopiero wtedy, gdy rzymski katolicyzm przy pomocy jezuitów opanował szkolnictwo i w ciągu 50 lat z wolnych Słowian zrobił bezwolną masę katolików mówiących po polsku. Nie może tutaj dziwić fakt, że wraz ze zwycięstwem kontrreformacji wzmógł się w Polsce wyzysk feudalny i niechęć do mieszczan. To była naturalna konsekwencja wprowadzenia w życie rzymsko-katolickich, niewolniczych zasad społecznych, co znacząco odbiło się na dalszych losach naszego kraju. Historycy głównego nurtu z prezydenckimi profesurami, gotowi mnie ugotować w smole za to co napiszę jednak prawda jest gorzka: złota wolność szlachecka, mit Sarmaty-katolika to nie była odpowiedzialna wolność typu słowiańskiego – to była degeneracja słowiańskiego indywidualizmu przez rzymsko-katolicki personalizm. I jest na to jeden niepodważalny dowód ! Przed zwycięstwem kontrreformacji obrady parlamentu Rzeczpospolitej uchodziły wsród posłów z zachodu Europy za raczej spokojne i rozważne. Obowiązywała wtedy dość szczególna zasada jednomyślności, stanowiąca, że do podjęcia decyzji potrzebna była zgoda wszystkich posłów uczestniczących w obradach Sejmu. Długo przekonywano przeciwników do swoich racji i ostatecznie, ci którzy nie zgadzali się z większością, nie pojawiali się na głosowaniu. Ta jakże wysoka kultura obrad ulega nagłej zmianie w XVII wieku, gdy swoje tryumfy święciła kontrreformacja. Pojedyńczy poseł, naga katolicka dusza, mógł już powiedzieć „nie zgadzam się” i zerwać Sejm bez oglądania się na konsekwencje. „Nie sądźcie – bo sami będziecie sądzeni”,”Jezus kocha wszystkich” – to kwintesencja personalizmu. Personalizm katolicki na tyle wypaczył świadomość szlachty, że w pojęcie jednomyślności wyniesione ze słowiańskiego wiecu, została wpisana nowa treść – tak oto pojawia się Liberum Veto. Już nie dobro ogółu mieszkańców kraju jest ważne, lecz dobre samopoczucie i interesy pojedyńczego szlachcica. Oto wolność słowiańska zamieniła się w swoją katolicką karykaturę. Skutki wiadomo jakie były: w ciągu 100 lat z podmiotu polityki europejskiej staliśmy się jej przedmiotem. Jednak mimo katolickiej choroby, coś z tej dawnej indywidualistycznej wolności zachowało się w naszej narodowej nadświadomości. Na tle starczej, etatystycznej i pogrążonej w maraźmie Europy, młode pokolenie Polaków jest oazą indywidualnej przedsiębiorczości. Na szczęście dla przyszłości narodu, PRL na tyle osłabił kościół, że nie jest on już ostatecznym wyznacznikiem patriotyzmu i polskości, a Polacy nie powielają już dokładnie ideomatrycy wpisanej w katolicką „polskość”. Te dwa elemnty sprawią, że gdy wymrą niewolnicy wychowani w mentalnej komunie, tak bolszewickiej, jak i katolickiej, nastąpi coś, na co Polska czekała 400 lat. Już wkrótce nastąpi jakościowa zmiana elit zarządzających krajem, a Polska jak przed wiekami stanie celem wędrówki najbardziej wartościowych ludzi – bo POLSKA = WOLNOŚĆ !

Paradoks
Chrześcijanie twierdzą, że bez chrztu „barabarzyńców” nie byłoby nowoczesnej, rozwiniętej Europy. Odbijam piłeczkę i pytam: czy chrześcijaństwo wogóle by istniało gdyby nie siła i witalność „barbarzyńców” ?

Pieśń życia
Już wieczór teraz krótki,
Hej, zapalmy sobótki,
Dalej dziewki wyborne
Bylem w poły przepasane
Tancójcie na dworze
Aż do rannej zorze
Aże do switania
Ale nie bez grania

Dalej dudarzu teraz brzmiej
Niechajże nasze pole brzmi
A ty Włodarzu pilnuj dudarza
Boć to powinność pana Włodarza

A na mórawie stoi beczka piwa
Skaczże Kasiu, skaczże, pókiś jeszcze żywa
A wy chłopcy pożar palcie
I z dziewkami sobie skaczcie

Kładzcie sirkowe
Drzewa cisowe !
Niechaj w bęben przybijają
A wesoło wywijają
Boć wieczór krótki,
Palmy sobótki !

Warszawa – Warszowa
Warszawa, jaka jest każdy widzi. Ogólnie nic ciekawego ale to jednak tutaj zapadają najważniejsze decyzje dotyczące teraźniejszości i przyszłości Polski. Zadziwiające jest to, że odkąd król/rząd Rzeczpospolitej rezyduje w Warszawie, Polska nie potrafi na dłużej utrzymać pokoju na swoim terytorium ani zapewnić warunków powodujących wzrost bogactwa swoich mieszkańców. Dlaczego ? Jest na to pewne wytłumacznie. Jak twierdzą „historycy”, nazwa polskiej stolicy pochodzi od jakiegoś rycerza „Warsza”, który posiadał był wieś na terenie obecnego miasta w XII lub XIII wieku. Nawet jeżeli na prawdę istniał (nie ma na to żadnych dowodów !) kiedykolwiek jakiś „Warsz” to niewiadomo kiedy dokładnie żył. Ale jak twierdzą źródła, jeszcze w średniowieczu Warszawa była nazywana Warszowa. Takie same zaś miano nosi jeden z demonów z irańskiej mitologii ! Każdego dnia miliony ludzi wypowiadają imię sługi Arymana nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Może to przypadek, jednak wiele wskazuje, że te miasto jest po prostu przeklęte. Jeżeli władze urzędują w tak demonicznym miejscu nie dziwne jest, że ich działania kończą się zazwyczaj klęską. Czas obalić zmurszałe słupy czasu. Stolica powinna być w Górach Świętokrzyskich – tam gdzie wszystko się zaczęło.

Awestyjska legenda o dobrym pasterzu Jimie
„Pierwszym z krajów stworzonych przez Ahura Mazdę była Ariana, kraj Ariów na zachodzie. Ludzie żyli tam szczęśliwi, nad dobrą rzeką Anuhi Daitią, zasobną w słodkie wody, u stóp świętej góry Hara Berezaiti. Jedyną przykrą rzeczą w tym kraju była obfitość wężów. Władcą krainy był Jima Chszaeta, pasterz i opiekun sprawiedliwy ludzi i zwierząt. Pod jego opieką rozmnażały się zwierzęta i ludzi narodziło się tak wiele, że nie mogła ich pomieścić nadrzeczna dolina, ziemia była dla nich za ciasna. Ahura Mazda widząc to, wezwał do siebie Jimę, dobrego pasterza, i rzekł mu tak:

— Jimo, dobry pasterzu! Czy chcesz głosić słowo boże w kraju, który stworzyłem jako pierwszy, w Arianie błogosławionej?

Ale Jima nie czuł w sobie powołania kapłańskiego, bo interesował go dobrobyt doczesny jego poddanych. Więc wysłał Ahura ptaka Karsziptana do Ariany i on pierwszy głosił tam słowo boże. A Jimie dał złotą fujarkę i oprawny w złoto bat i pouczył go, jak ma ich używać. Gdy w dobrej krainie, kolebce Ariów, narodziło się tak wiele ludzi i tak wiele zwierząt, że ziemia nie mogła ich już pomieścić, wzłeciał Jima Chszaeta w górę, zadął w złotą fujarkę i opuścił się w dół, uderzając ziemię batem oprawnym w złoto. A jednocześnie modlił się:

— Święta Aramaiti, Matko Ziemio, powiększ się, by mogły pomieścić się na tobie zwierzęta duże i małe, by znalazły dość po żywienia.

A ziemia powiększyła się, spełniając prośbę Jimy pięknego. I znów rozkwitło na niej życie, zwierzęta duże i małe rozmnażały się i wychowywały swoje młode i rodziło się wiele ludzi. A wszyscy żyli szczęśliwie pod opieką Jasnego Jimy, dobrego pasterza. Po jakimś czasie znów było ich tyle, źe nie mogli się pomieścić na ziemi i za mało im było pożywienia. Więc Jasny Jima, pasterz dobry, ponownie wzlatując w górę dął w złotą fujarkę i opadając uderzał ziemię swym batem oprawnym w złoto, prosząc:

— Święta Aramaiti, Matko Ziemio, powiększ się, by wyżywić ludzi i zwierzęta.

A Święta Aramaiti, Matka Ziemia, powiększała się i znów ludzie i zwierzęta znajdowali na niej dość miejsca i pożywienia, by się rozmnażać i rosnąć. I po raz drugi stało się tak, jak bywało poprzednio, że zajęły całą ziemię, która ich mogła wyżywić, i nie było miejsca dla zwierząt dużych i małych, dla ludzi i dla roślin, którymi wszyscy mogliby się wyżywić. I po raz trzeci wzleciał ku niebu Jima Jaśniejący, dmąc w złotą fujarkę. Potem opadł na ziemię i uderzył ją oprawnym w złoto batem i modlił się do Świętej Aramaiti, Matki Ziemi, by zechciała się powiększyć i wyżywić zwierzęta i ludzi. A Dobroczynna Aramaiti powiększyła się i oddała swoje siły na podtrzymanie życia wszystkich stworzeń, które na niej się rodziły i rosły. Tak więc, jak mówi pismo, trzy razy wzlatywał ku niebu dobry pasterz, Jima Chszaeta, dmąc w złotą fujarkę, trzy razy opadał na ziemię i uderzał ją swoim oprawnym w złoto batem i modlił się do Matki Ziemi, a ona się powiększała.

Ale potem Ahura Przemądry przewidział zbliżanie się niszczyciela. Aryrnan, wróg życia, postanowił napaść z demonami zimna na dobrą krainę Arianę i przynieść do niej śmierć i zagładę dla roślin, zwierząt i ludzi. Wezwał więc Ahura Mazda Jasnego Jimę przed swoje oblicze i rzekł mu:

— Zbuduj schronienie dla ludzi i zwierząt, War podziemny, gdzie ukryć się będą mogły w czas zagłady. Umieść go pod ziemią, gdzie nie dosięgnie ich mróz. Ten War niech będzie długi na koński bieg, czworokątny. Trzy piętra w nim zbuduj, a na nich korytarze i pokoje zamknięte i otwarte. Środkiem puść strumień wody słodkiej, na brzegach jego osadź ptaki w wiecznej zieleni. Gdy gotowe już będzie podziemne schronienie, zanieś tam nasiona najlepszych, najdorodniejszych ludzi, zwierząt i roślin, i nasiona ogni, i ptaków, i psów. Wybieraj starannie, by znalazły się tam tylko nasiona zdrowe, zebrane z roślin, które są najlepiej wyrośnięte, najwonniejsze i najsmaczniejsze. Spośród zwierząt wybierz najdorodniejsze, najzdrowsze i najwięcej przynoszące pożytku, i ich nasiona umieść w podziemnym Warze. Podobnie postąpisz z ludźmi: wybierz nasiona z najszlachetniejszych i najpiękniejszych, zdrowych na ciele i duchu. I bacz, by nie znalazły się wśród nich zdeformowane z przodu czy z tyłu, z zębami wystającymi i skórą skażoną.

Wszystkie te nasiona roślin i zwierząt każdego gatunku i ludzi połącz w pary, by żyły i zdolne były się rozmnażać. I tak po dwa zanieś do Waru.

A na trzech piętrach Waru tak umieść nasiona ludzi: na pierwszym piętrze niech będzie ich trzydzieści, na drugim sześćdziesiąt, a na trzecim dziewięćdziesiąt.

Tak powiedział Przemądry do Jaśniejącego Jimy, a ten postąpił zgodnie z rozkazem boskim i zbudował w krainie Arianem Waedżo — co tłumaczy się jako „kolebka Ariów” — War czworokątny podziemny i zgromadził w nim nasiona roślin i zwierząt, i ludzi, w czasie gdy spodziewał się nadejścia zimy. Gdy już to uczynił, nadciągnął do Ariany smok zimy, wąż straszny, wcielenie Arymana.

Przyszedł ku ziemi i zmroził ją, rośliny wszystkie uschły i przemarzły, zamarzły wszystkie zwierzęta i wszyscy ludzie, którzy nie schronili się w Warze. Ziemia opustoszała i wymarło na niej wszystko, co żyto. A w Warze ludzie żyli i w ten sposób przechowało się życie przez czas, który był czasem panowania śmierci.

Opowiadają, że trzy takie zimy straszliwe przeżyły stworzenia w Warze, a potem wyszły na świat boży i znów szczęśliwie rozmnażały się pod opieką Jimy, dobrego pasterza.

Jima Chszaeta zapomniał jednak, w miarę jak płynął czas, że jest zobowiązany do opieki nad życiem, a nie do rządzenia nim. Wydało mu się, że to jego przezorności, a nie bożemu nakazowi zawdzięczały przetrwanie żywe istoty i on sam. Bluźnić począł niebu i jego siłom, mówił słowa kłamliwe i niegodne. Sprzymierzył się z Drudżą kłamliwą i niosącą śmierć przeciwko Aszy, opiekunowi porządku i ładu boskiego, który nakazuje każdemu wypełniać obowiązki. Wreszcie popełnił zbrodnię, grzech przeciwko swemu powołaniu opiekuna żywych istot, i zabił krowę. Wtedy opuściła go chwała, majestat królewski. Trzy razy odlatywała od niego pod postacią ptaka, a on pozbawiony owej mocy, która pozwala rządzić innymi dla bożej chwały, nie był już zdolny do sprawowania władzy i opieki nad światem żywych stworzeń.”

Ariana to Chrobacja. Wielka dobra rzeka Anuhi Daitia to Wisła. Góra Hara Berezaiti to Łysa Góra. Legenda opisuje eksapnsję Ariów/praSłowian z zachodu na Iran i Indie !

źródło: http://chrobacja.svasti.org/ oraz http://svasti.org/cd/Izwor/SpisXong.htm

Wawel i Zodiak – dalsze opowieści o różnych Kopcach

Posted in Mitologia Słowiańska, niesamowite zagadki, Słowianie by bialczynski on 27 Październik 2009

00 Wawel Kopce 15Wawel na rycinie z XVII wieku

Historia Wzgórza Wawelskiego,czyli jak na mokradłach zbudowano siedzibę królów

W Krakowie, na lewym brzegu Wisły znajduje się wzgórze o wysokości 228 m n.p.m. Utworzone jest z jurajskich wapieni (161-155 mln lat) wypiętrzonych w formie zrębu tektonicznego w miocenie (23 do 5 mln lat). Używane w średniowieczu słowo „wąwel” oznaczać miało wg jednych wąwóz dzielący wzgórze na dwie części, bądź wg innych „wyniosłość wśród mokradeł”. W obrębie skał występują liczne formy krasowe, jaskinie. O jednej z nich powstała średniowieczna legenda, mówiąca jakoby zamieszkiwał ją smok pokonany przez księcia Kraka.

Pierwsze budowle

Początki osadnictwa w tym rejonie zostały określone w czasie badań archeologicznych na 100 tys. lat p.n.e. Założona na przecięciu głównych szlaków handlowych osada stanowiła główny gród plemienia Wiślan. Wincenty Kadłubek wspomina w swoich XIII-wiecznych kronikach o Kraku i Wandzie – legendarnych władcach plemienia, żyjących na przełomie VII i VIII wieku.

Pierwsi historyczni władcy Polski z rodu Piastów – Mieszko I (960-992), Bolesław Chrobry (1025), Mieszko II (1025-1031) – wybrali Wawel na jedną ze swych siedzib. Był to wtedy drewniano-kamienno-ziemny gród. W 1000 roku powstało biskupstwo krakowskie, co wymagało wybudowania katedry. Jako pierwszy biskupstwo krakowskie objął biskup Poppon, a budowę katedry rozpoczęto w latach 20-tych XI wieku. Pomimo intensywnych badań archeologicznych nie udało się do tej pory zrekonstruować wyglądu tej pierwszej katedry wawelskiej, zwanej „chrobrowską”, która poświęcona była św. Wacławowi. Nie ma też zgodności co do czasu jej zniszczenia. Uważa się, że miało to miejsce w latach 40-tych XI wieku podczas najazdu księcia Brzetysława lub w latach 80-tych w czasie pożaru.

W czasie badań archeologicznych zidentyfikowano pozostałości także po innych budowlach jakie istniały na wzgórzu wawelskim. Najstarsze znalezione szczątki drewnianych budowli określono na wiek IX, zaś kamiennych na przełom wieków X i XI. Obecne są pozostałości takich budowli, jak: Rotunda Najświętszej Marii Panny (X i XI w.), Kościół B (X w.), Kościół św. Gereona, Kościół św. Jerzego, Kościół św. Michała, Sala o 24 słupach oraz czworokątna budowla o nieznanym przeznaczeniu (X i XI w.).

[Zwróćmy uwagę na liczbę posadowionych tutaj kościołów już w X wieku, które jako kamienne stanęły na miejscu odkrytych budowli drewnianych z VIII i IX wieku n.e., a co można by odkryć jeszcze gdyby nie mocno ograniczone działania archeologiczne – ograniczone, chociażby brakiem odpowiednich środków od 50 lat, oraz niechęcią do postawienia poważnych a jednocześnie odważnych hipotez i ich weryfikacji przez badania.]

Stanisław Wyspiański chciał by przebudowano częściowo Wawel po to by uczynić z niego polski Akropol – czy rozumiecie to zdanie tak samo jak ja? Kiedyś napiszę o tym zdecydowanie więcej tutaj tylko na początek i na zachętę makieta nowego pogańskiego Wawelu z amfiteatrem w stylu greckim i budynkiem Sejmu.

00 Wawel Akropol projekt WyspiańskiegoProjekt przebudowy Wawelu wykonany przez Stanisława Wyspiańskiego i Ekielskiego – miał to być Polski Akropol, pomnik Dziejów i Niepodległej Rzeczypospolitej

(J. Kotlarczyk, Celtyckie Święta i kopce małopolskie, [w:] „Z otchłani wieków”, 1979, nr 2, s. 142-148)

(…) po powyższym wstępie przystąpimy teraz do sedna sprawy. Dyskusja, jaka wywiązała się wokół przeznaczenia kopców przemyskich, naprowadziła piszącego te słowa na całkowicie odmienne i nie rozpatrywane wcześniej rozwiązanie. Otóż zwróciła uwagę dziwna zbieżność sytuacji tych kopców (Solca, Komarowice) i krakowskich (Krakusa i Wandy). Obie pary kopców wyróżniają się zdecydowanie od innych znajdujących się w bliższym i dalszym otoczeniu swoją wielkością bądź kształtem. Specjalnego podkreślenia wymaga ta odrębność wyróżnionych par kopców, gdyż niejednokrotnie, zwłaszcza kopce krakowskie, starano się połączyć w ciągi z innymi, np. rozmieszczonymi wzdłuż doliny Wisły, a pochodzącymi z różnych epok (od neolitu po czasy nowożytne), nie wyłączając nawet naturalnych tworów morfologicznych jak pagórek „Salve Regina” w Sandomierzu.
Kopce krakowskie należą niewątpliwie do najwyższych (…) w Małopolsce (pomijając kopce nowożytne) i mają kształt ściętych stożków. Kopce spod Przemyśla to ścięte stożki mniejsze od krakowskich, z wgłębieniami na szczycie. Podobieństwo budowy wewnętrznej (… blablabla, dużo o poodbieństwie – w skrócie- ta sama budowa wewnętrzna). Najdziwniejsze jednak podobieństwa polegają na tym że:
1) kopiec położony bardziej na wschodzie jest mniejszy od zachodniego;
2) odległość między kopcami jest bardzo zbliżona (8800 i 8700 m)
3) obie pary są zorientowane symetrycznie względem równoleżnika

Największa niespodzianka kryła się w wielkości azymutów prostych, łączących każdą parę kopców. Otóż, azymuty te wynoszące 66 stopni i 111 stopni zgadzają się prawie idealnie z wyliczonymi azymutami wschodów słońca dnia 1 maja ( w Krakowie) i 1 listopada (koło Przemyśla): 66 stopni i 30 minut oraz 112 stopni i 30 minut; obie pary zatem wyznaczają daty największych świąt celtyckich. Występujące niewielkie różnice są być może rezultatem błędnego wyznaczenia kierunku przez budowniczych (np. szczegółowe badania orientacji „obserwatorium astronomicznego” w halsztackiej świątyni w Libenicach wykryły błąd kilkustopniowy), ale można je także zinterpretować inaczej. Azymut kopców krakowskich odpowiada dokładnie wschodowi słońca w przeddzień święta majowego, skądinąd wiadomo, że Celtowie obchodzili uroczyści wigilie swoich świąt. Mogły zatem kopce służyć do wyznaczania tej daty. Nieco większa różnica w azymucie kopców przemyskich wskazuje datę ok. 30 października, odpowiada zaś ściśle wschodowi Słońca w wigilię Samhain, ale w rejonie środkowej Cisy. Można by przypuścić, że ludność celtycka, która najprawdopodobniej dotarła pod Przemyśl znad Cisy, mechanicznie przeniosła kąt azymutalny, nieodpowiedni już dla wyższej szerokości geograficznej. Odległość kopców od siebie, przeliczona na celtyckie miary długości wynoszą 4 mile, czyli leugi.

Powyższe dane zdają się zgodnie pokazywać, że kopce stanowiły dzieło Celtów i przeznaczeniem ich było, o ile nie mamy tu do czynienia ze zbiegiem przypadków losowych, wyznaczanie dat świąt (lub ich wigilii) i spełnianie związanej z tych funkcji kultowej. Ta nowa funkcja kopców wyjaśnia brak komory grobowej w kopcu Krakusa, kultowy charakter zabytków znalezionych na szczycie kopca, a wreszcie zgadza się z przeprowadzoną próbą datowania czasu usypania kopca. (…..

W omówionej wyżej orientacji par kopców może dziwić fakt, że datę największego święta Samhain, rozpoczynającego rok celtycki, wyznaczają tylko kopce przemyskie, a brak jest tej orientacji w Krakowie. Poszukiwania na obliczonym azymucie wschodu słońca w dniu 1 XI dla Krakowa, tj. 112 stopni 30 minut, obserwowane z kopca Krakusa, jakiegoś drugiego wyróżniającego się obiektu morfologicznego (…) umożliwiającego wyznaczenie tego azymutu, nie dały rezlutatu. Ku wielkiemu zdziwieniu stwierdzono natomiast, że azymut ten wyznacza prosta łącząca kopiec Krakusa z… kopcem Kościuszki. Można by wyprowadzić wniosek, że zgodność ta pojawiła się zupełnie losowo i w związku z tym taką samą wagę należy przypisać zgodności azymutu pary kopców Krakus-Wanda ze wschodem Słońca w dniu 1 V. Po bliższym zbadaniu problemu okazało się, że taka interpretacja jest tylko pozornie logiczna. Należało przede wszytskim wyjaśnić dlaczego kopiec Kościuszki usypano właśnie w tym miejscu i czy nie kryje się pod nim obiekt wcześniejszy. Przeprowadzona kwerenda źródeł pisanych i kartograficznych przyniosła następujące wyniki. Obecny kopiec nie przykrywa starszego. Miejsce wybrane pod kopiec naczelnika charakteryzowało się natomiast wyjątkowymi walorami morfologicznymi: „Góra Bronisławy, przyległa do starożytnej polskiej stolicy, wyższa i okazalsza nad inne, będzie miejscem na którym (…) dźwignie się pomnik (…)” pisał w swojej ustawie Senat Rządzący Wolnego, Niepodległego, Ściśle Neutralnego Miasta Krakowa i Jego Okręgu. Istotne, góra Bronisławy, zwana wcześniej Sikornikiem stanowi wyraźną elewację na płaskim równoleżnikowym wzniesieniu rozgraniczającym doliny Wisły i Rudawy i góruje nad Krakowem od strony zachodniej. Z wzgórza roztacza się piękny widok we wszystkich kierunkach, widoczne są też „mogiły” Wandy i Krakusa, do których kopiec Kościuszki miał być wdzięcznym uzupełnieniem. Na szczycie znajdowała się jednak kaplica pod wezwaniem św. Bronisławy (z 1702 r.) i pustelnia sięgająca tradycją XIII wieku, co zmusiło budowniczych do nieznacznego przesunięcia kopca ku wschodowi względem szczytu.
Interesujące wydaje się również spostrzeżenie, że na wschodnim przedłużeniu grzbietu znajduje się wzgórze wawelskie. Ściśle mówiąc azymut prostej łączącej omawiany szczyt góry Bronisławy i najwyższe wzniesienie wzgórza wawelskiego wynosi 90 stopni co odpowiada wschodom i zachodom Słońca w równonocy. Takie ułożenie naturalnych form morfologicznych sakralizowało je w mniemaniu starożytnych i skłaniało do zakładania w tych miejscach obiektów kultu. Warto wspomnieć, że na Wawelu znajdował się, co najmniej do końca XVIII wieku również kopiec niewiadomego przeznaczenia

Można zatem domniemywać, że na wzgórzu Bronisławy umieszczono obiekt kultowy, który z jednej strony służył do wyznaczania dni równonocy, z drugiej zaś obserwowano z niego wschód Słońca w święto listopadowe zza kopca Krakusa (ściślej w wigilię Samhain). Miejsce to, ze względu na jego wysokość nie zmuszało do wieńczenia go kopcem (…). Przedstawiona próba interpretacji usytuowania wzgórz i położenia kopców krakowskich względem siebie opiera się na założeniu, że wykryte kierunki solarno-kalendarzowe nie pojawiły się li tylko zwykłym zbiegiem okoliczności, udowodnienia wszakże tego jest w tej chwili niemożliwe (choć trzeba przyznać, że uznanie koincydencji wszystkich przypadków za zdarzenie losowe musi wydać się podejrzane). Mimo tego, omówioną hipotezę należy traktować jako jedną z prób wyjaśnienia istnienia samych kopców, ich funkcji, a także zagadkowych legend krakowskich, które znów, dziwnym trafem, łączą się z omówionymi obiektami (…).

Klasztor z Kopcem pieknie 1453545Salwator – widok na miejsce Mocy na Las Welski z tyłu za kopcem, Kopiec Kościuszki , czyli Nowy Kopiec Welesa  powstały na miejscu obok starego – zapewne nie wielkiego kopca z racji wysokości Wzgórza Broni Słowian – zwanego Kopcem Bronisławy – gdzieś między ośrodkami mocy – Gontyna Małgorzaty u Kościół Salwatora na tymże wzgórzu – których tu nie widać – to ten lasek za klasztorem Norbertanek widocznym na pierwszym planie – po prawej (szare drzewa) – do Wawelu stąd – wiadoma rzecz – nie daleko.

Ktoś gdzieś kiedyś napisał że niemożliwe aby był widok z wawelu na Krakuszowice i tamtejszy Kopiec czy też z Kopca Swaroga-Chorsa (Kraka) bo to 22,7 km – oświadczam że to jest możliwe i to bez kłopotu ponieważ z Nowego Kopca Matki Ziemi (czyli Niepodległości Ziemi Macierzystej – Piłsudskiego) bez trudu w pogodny dzień widać nawet Gerlach w Tatrach – a więc na ponad 101   kilometrów – co jest na zdjęciu w któryjmś z artykułów w dziale Wawel i Zodiak.

Kopce na ziemiach kresowych

…A czy znasz ty, bracie młody,

Twojej ziemi bujne płody?

Twe kurhany i mogiły

I twe dzieje co się śćmiły?…

pytał Wincenty Pol w swej Pieśni o ziemi naszej. To on jako pierwszy użył słowa Kresy, dla określenia ziem położonych ongiś na wschodnim obrzeżu Rzeczypospolitej. Ciekawymi pamiątkami minionej przeszłości tych ziem są liczne kurhany i kopce. Kurhany to sztuczne wzniesienia ziemne lub kamienno – ziemne, będące specyficzną formą grobów, charakterystyczną dla Europy począwszy od neolitu (młodszej epoki kamiennej) aż do wczesnego średniowiecza. O ile kurhany są pomnikami odległej przeszłości, tak kopce mają znacznie młodszą metrykę. Na przestrzeni minionych wieków sypano je dla utrwalenia pamięci o zmarłych, ważnych wydarzeń historycznych, a w ostatnich dwóch stuleciach dla uczczenia ludzi szczególnie zasłużonych dla kraju oraz upamiętnienia powstań i zrywów wolnościowych. Najbardziej znanym jest krakowski Kopiec Kościuszki, usypany w latach 1820 – 24. Warto jednak pamiętać, iż wiele podobnych obiektów powstało także na ziemiach kresowych dawnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów, czyli dzisiejszej Litwy, Białorusi i Ukrainy. Wzmianki o niektórych kopcach czy kurhanach spotkamy niekiedy w przewodnikach turystycznych lub starych wydawnictwach sprzed 1939 roku. By wypełnić tę lukę autor przedstawia poniżej kurhany i kopce na ziemiach kresowych dawnej Rzeczypospolitej, w oparciu o dostępną literaturę historyczną i krajoznawczą. Prezentowane są one chronologicznie, według dat powstania.

00 sk-ksiezniczkaSkołocka księżniczka z kurhanu w Ryżanówce – 800 r. p.n.e. – to wtedy tworzyło się Sokoło-Weneckie Imperium – Wielka Skołotia (Wielka Scytia) – Od Rynu-Grani (Ren), Bałtyku i Dunaju przez Morze Czarne w Białym Lądzie po Kamczatkę w Mazji i Mała Mazję (Azję) za Kaukazem.

Do najstarszych i najokazalszych należą kurhany ziemne, kryjące szczątki pradawnych mieszkańców tych ziem. Do najciekawszych należy grupa kurhanów scytyjskich w rejonie wsi Ryżanówka w pobliżu ukraińskiego miasta Czerkasy nad Dnieprem. Ponad dwa tysiące lat temu tereny pomiędzy Bohem a Dnieprem zamieszkiwały wojownicze plemiona Scytów. Obszary te niegdyś należały do I Rzeczypospolitej. Wznoszące się tu kurhany pochodzą z IV wieku p.n.e. Na szczególną uwagę zasługuje Wielki Kurhan Ryżanowski, w którego podziemnej komorze polski uczony Gotfryd Ossowski w roku 1887 odkrył grób młodej księżniczki z bogatym wyposażeniem, m.in. ozdobami ze złota, naczyniami, zwierciadłem z brązu. Kolejne badania kurhanu miały miejsce w latach 1995-96, prowadzone przez uczonych polskich i ukraińskich, którymi kierowali dr Jan Chochorowski i dr Siergiej Skoryj. W trakcie prac wykopaliskowych odkryto komorę grobową księcia scytyjskiego z jego nienaruszonym szkieletem, a przy nim m. in. broń, wiele przedmiotów ze złota, srebra i brązu, amfory z winem. W przedsionku grobowca napotkano szczątki wojownika oraz jego konia. Znawcy przedmiotu uważają, że odkrycia te dla dziejów Scytów są tak ważne, jak dla Egiptu odkrycie grobowca Tutenchamona.

Z okresu wczesnego średniowiecza pochodzi kopiec w Komarowicach położonych obecnie na terenie Ukrainy, zaledwie kilkanaście kilometrów od granicy polskiej (w pobliżu Przemyśla). Kopiec ma kształt ściętego stożka, jego wysokość sięga 9.4 m, a średnica podstawy 38 m. W zagłębieniu na szczycie znaleziono warstwy popiołu oraz fragmenty naczyń wczesnośredniowiecznych. Miał on (wraz z położonym obecnie po stronie polskiej Kopcem Tatarskim w Przemyślu i kopcem w Solcy) stanowić ochronę szlaku handlowego biegnącego doliną Sanu.

Kolejny stary kopiec powstał przy trakcie Stefana Batorego, prowadzącym z Wilna do Pskowa. Nazwę tę otrzymał po roku 1582, po wojnie z Rosją, tj. tzw. trzeciej kampanii inflanckiej, której celem było zdobycie Pskowa, najpotężniejszej twierdzy państwa moskiewskiego. Batory chciał w ten sposób odciąć od Rosji stacjonujące w Inflantach załogi rosyjskie i opanować tę prowincję. Pskowa nie udało się zdobyć, jednak na mocy traktatu Rosja zrzekła się Inflant, a ziemia połocka wraz z Pskowem przeszła w ręce polskie. Tuż przed wyruszeniem na wojnę Stefan Batory gromadził swe wojska w Świrze (dawny powiat święciański), miasteczku położonym około 20 km na zachód od jeziora Narocz. Według przekazów ponoć na polecenie samego Batorego w roku 1582 usypano w tym miejscu kopiec, zwieńczony w górze galeryjką widokową. Przez długie lata (do roku 1939 ) zaświadczał o zasięgu granic Rzeczypospolitej Obojga Narodów.

00 rejtan

Kopcami i kurhanami znaczyli Skołoci, a później Sarmaci, a później Słowianie – zasięg swego panowania. Stąd moje podejrzenia co do kopca Silbury Hill, a tutaj na obrazie Matejki Rejtan bo nie brak zdjęć Kopca w świrze, czy kopca w Lachowicach, Kopca komarowicach, czy kurhanu w Ryżanówce

W pobliżu Baranowicz w XIX wieku powstał kopiec związany ze znanym faktem historycznym okresu I rozbioru Rzeczypospolitej. Usypano go we wsi Lachowicze w pobliżu Hroszówki, w której mieszkał i zmarł w obłąkaniu poseł nowogródzki i konfederat barski – Tadeusz Rejtan (1741 – 1780). Do historii przeszedł dzięki desperackiemu czynowi, kiedy rzuciwszy się na ziemię starał się własnym ciałem zagrodzić drogę posłom udającym się do Sali Senatu, gdzie miano wyrazić zgodę na pierwszy rozbiór kraju. Scenę tę utrwalił Jan Matejko w 1866 roku na obrazie „Rejtan na sejmie warszawskim”. O Tadeuszu Rejtanie mówiono, iż był Polakiem, który „oszalał z miłości do Ojczyzny”. Miejscowa tradycja głosiła, że Tadeusz Rejtan po samobójczej śmierci miał być pochowany na rynku w Lachowiczach. W II połowie XIX stulecia dobrami tymi zarządzał Józef Rejtan – ostatni męski potomek tego rodu – i nie mogąc odnaleźć miejsca spoczynku swego przodka, postanowił dla jego upamiętnienia usypać w Lachowiczach kilkumetrowej wysokości kopiec. Na wierzchołku zamierzał postawić okolicznościowy pomnik, lecz przeszkodził temu wybuch powstania styczniowego. Doczesne szczątki Tadeusza Rejtana odnaleziono dopiero w roku 1930 w samotnej mogile w pobliżu Hroszówki, w miejscu zwanym „Pod Grabem”. Przeniesiono je wówczas do neogotyckiej kaplicy, przy której rodzina w roku 1939 postawiła pomnik. W roku 1941 władze radzieckie usunęły trumny z kaplicy, kości rozrzucono w lesie, natomiast pomnik Tadeusza Rejtana zniszczono.

KopiecUniiLubelskiejLwow

Przenieśmy się teraz do Lwowa. W północnej części miasta, na wzgórzu zwanym Wysokim Zamkiem (413 m n.p.m. ) w 300 – lecie zawarcia przez Polskę i Litwę historycznej Unii Lubelskiej (28 czerwca 1569 r.) postanowiono usypać pamiątkowy kopiec. Inicjatorem przedsięwzięcia był Franciszek Smolka. Do sypania kopca przystąpiono 11 sierpnia 1869 roku, a ukończono go ostatecznie w roku 1890. Jeszcze przed rozpoczęciem tych prac, w roku 1863 na północno-wschodnim krańcu wzgórza ustawiono głaz poświęcony Janowi III Sobieskiemu, natomiast w roku 1875 u stóp sypanego kopca umieszczono XVI – wieczną kamienną figurę lwa z ratusza lwowskiego. Z wierzchołka kopca, liczącego 29 m wysokości, roztaczała się wspaniała panorama Lwowa. Kopiec Unii Lubelskiej przetrwał do dzisiaj.

Lwów trzy Kopce-Góry Lwowa ryc5

Lwów miał swoje trzy Góry-Kopce

Kolejny kopiec spotkamy w Stanisławowie na Pokuciu. Usypany został w roku 1906 w parku miejskim, a upamiętniać miał Tadeusza Kościuszkę. Na jego wierzchołku ustawiono kamienny obelisk. Zachowany do dzisiaj kopiec ma wysokość około 6 metrów.

Przenieśmy się teraz nieco na południowy zachód. Otóż w Beskidach Wschodnich, pomiędzy pasmem Gorganów Środkowych a Czarną Połoniną oraz szczytami Sywuli (1836 m) i Pantyru (1125 m) spotkamy dwie przełęcze – Rogodze i Pantyrską. Ta ostatnia od roku 1914 nazywana była „Przełęczą Legionów”. W tym miejscu jesienią 1914 roku wojska legionowe przekroczyły Karpaty i w walkach z Rosjanami zdobyły w dniu 12 października wieś Rafajłową, położoną na północnym stoku Gorganów. Aby wykorzystać zdobyty przyczółek, wybudowano górską drogę z Tereszwa i Uszt Czorna (na Węgrzech) wiodącą przez Przełęcz Pantyrską do wsi Rafajłowa nad rzeką Bystrzycą Nadwórniańską. Drogą tą w dniach 21 – 23 października 1914 roku przemaszerowały oddziały głównych sił legionowych, co umożliwiło dalszą ofensywę. W miesiąc później dowódca przechodzącego tą przełęczą 3 Pułku Piechoty – ppor. S. Stark postanowił w tym miejscu usypać trzymetrowej wysokości kopiec, na którym ustawiono wysoki drewniany krzyż. Pod nim umieszczono tablicę z czterowierszem:

Młodzieży polska, patrz na ten krzyż!

Legiony Polskie dźwignęły go wzwyż,

Przechodząc góry, lasy i wały,

Do Ciebie Polsko i dla Twej chwały.

Beskidy Wschodnie Gorgany Sywula_01Gorgany – Czarnohora – Sywula – jest tam kopiec

Od tego momentu przełęcz nazywano Przełęczą Legionów, a ustawiony na kopcu krzyż – Krzyżem Legionów. W roku 1931 stanął tu krzyż żelazny i dwie kamienne tablice. Pierwsza zawierała powyższy czterowiersz, druga zaś informowała o okolicznościach jego powstania oraz o fundatorach nowego krzyża. Mimo zawieruchy II wojny światowej i zajęcia tych terenów przez ZSRR krzyż żelazny na kopcu ocalał.

Na Białorusi, w okolicach Bobrujska latem 1917 gen. Józef Dowbór-Muśnicki rozpoczął organizowanie I Korpusu Polski w Rosji, który był pierwszym po zaborach niezależnym wojskiem polskim, posiadającym wszystkie rodzaje broni. Korpus liczył ok. 30 000 żołnierzy. Jako że w roku 1917 przypadała 100 rocznica śmierci Tadeusza Kościuszki, polscy żołnierze postanowili uczcić tę rocznicę usypaniem pamiątkowego kopca w Bychowie Starym nad Dnieprem, w pobliżu Bobrujska i Mohylewa. Przy jego sypaniu wzorowano się na krakowskim kopcu Naczelnika. Miał on wysokość 8 metrów, a wierzchołek wieńczył kamienny obelisk z napisem: Tadeuszowi Kościuszce w setną rocznicę śmierci – Żołnierze I Dywizji Strzelców Polskich w Rosji – 1917 rok. Niezwykły był przebieg uroczystości poświęcenia kopca; po uroczystej mszy polowej odbyła się m. in. improwizacja bitwy racławickiej, całość zaś zakończyła defilada wojskowa.

00 Troki1a

Z Trok niestety tylko zamek Kiejstuta, ale malowniczy i ważny dla Istyjczyków- Jątów co wyszli tez przecież z lędźwi Golemów-Goljadziów, późniejszych Gołęszyców z Lęgii (Ślęgii) i Kolędziców  z Łużji (Łużyc)

Kolejne kopce powstały na ziemiach kresowych już w czasach odrodzonej Rzeczypospolitej. Pierwszy z nich wzniesiono w Trokach, dawnej stolicy Litwy. Usypano go z końcem lat dwudziestych XX wieku przy mogiłach bezimiennych żołnierzy polskich, poległych w roku 1920 w walkach z bolszewikami. Miał to być pomnik tych, którzy oddali życie w obronie kresów wschodnich odradzającej się po rozbiorach Rzeczypospolitej. Kopiec nazwano imieniem Marszałka Józefa Piłsudskiego.

00 Kopiec Mickiewicza Nowogródek mage010Jeśli myślicie że te nowo sypane kopce nie mają sensu to mylicie się tak samo jak w wypadku Kopców krakowskich – są dziełem Strażników Wiary Przyrody, nie ma w ich położeniu przypadkowości.

Przenieśmy się teraz do Nowogródka, miasta lat dziecinnych Adama Mickiewicza. W pobliżu Góry Zamkowej z ruinami XV – wiecznego zamku wznosi się wzgórze, zwane Małym Zamkiem lub Drugim Zamkiem, a przy nim Kopiec Adama Mickiewicza. Prace przy kopcu rozpoczęto w roku 1924 z inicjatywy Leona Doboszyńskiego, a ziemię zwożono z miejsc, w których przebywał Mickiewicz. W pracach tych uczestniczyło społeczeństwo Ziemi Nowogródzkiej, Wileńszczyzny, przedstawiciele innych ziem kresowych, wojsko, harcerze oraz liczne wycieczki szkolne. Kopiec ukończono w roku 1931. Ma on wysokość 15 m, a średnica podstawy sięga 30 m. U podnóża kopca wznosi się obelisk z napisem upamiętniającym intencje jego usypania; obecnie znajduje się tu tablica z napisem w języku białoruskim: Kurhan bjassmiertia nasypan na cześć polskaha paeta Adama Mickiewicza 1924 – 31.

00 najlepszy Kopiec mickiewicza Nowogródek 8035856

Piękny widok Kopca Adama Mickiewicza – jednego z największych w dziejach Strażnika Wiary Przyrodzonej Słowian

W Zadwórzu, małej wsi położonej 33 km od Lwowa, przy linii kolejowej do Tarnopola, spotkamy kopiec upamiętniający bohaterskich obrońców Lwowa 1920 roku. W czasie wojny polsko – bolszewickiej w dniu 17 sierpnia 1920 doszło pod Zadwórzem do krwawej bitwy kilkuset młodych ochotników z nacierającymi oddziałami Pierwszej Konnej Armii Siemiona Budionnego. Młodymi żołnierzami dowodził kpt. Bolesław Zajączkowski. Bitwa trwała 11 godzin, a zginęło w niej 318 młodych bohaterów. Zadwórze dzięki ich postawie zyskało miano „Polskich Termopil”, obrońców określano mianem kresowych rycerzy, zaś ich dowódcę „polskim Leonidasem”. Na zbiorowej mogile bezimiennych żołnierzy usypano ponad 20 – metrowej wysokości kopiec, na którym w roku 1927 ustawiono obelisk w kształcie słupa granicznego, zwieńczony krzyżem. W rok później na stoku kopca umieszczono spiżową tablicę z napisem: Orlętom poległym w dniu 17 sierpnia 1920 roku w walkach o całość ziem kresowych. Zwłoki siedmiu poległych, których udało się zidentyfikować, w tym kpt. B. Zajączkowskiego, przeniesiono na Cmentarz Orląt we Lwowie i złożono w symbolicznej kwaterze, zwanej „nadwórzańską”. Kopiec usypany w miejscu masowej mogiły przetrwał mimo burz dziejowych do dzisiaj.

00 obertynZ Obertyna na Pokuciu mamy tylko samą bitwę kopca nie mamy

Na ziemiach kresowych Rzeczypospolitej w czasie I wojny światowej stoczono wiele bitew, które przeszły do historii jako symbole męstwa i chwały Legionów Polskich, utworzonych przez Józefa Piłsudskiego. Począwszy od października 1915 roku w rejonie wsi Kostiuchnówka (w powiecie łuckim na Polesiu Wołyńskim) Legiony toczyły walki z wojskami rosyjskimi gen. Aleksieja Bułatowa. Największa bitwa rozegrała się w dniach 4 – 6 lipca 1916 roku, a uczestniczyły w niej trzy brygady Legionów wchodzące w skład austriackiego korpusu gen. Hauera. Najbardziej zacięty bój toczył się w rejonie umocnień „Lasku Polskiego”, „Polskiej Góry” i „Lasku Saperskiego”. Wobec odwrotu jednostek austriackich brygady legionowe musiały się wycofać nad rzekę Stachod. Tam pozostawały aż do października 1916 roku. Dla upamiętnienia tej bitwy w roku 1928 z inicjatywy Komitetu Opieki nad Pobojowiskami Legionów Polskich postanowiono usypać kopiec na tzw. „Polskiej Górze” koło Kostiuchnówki. Prace trwały 5 lat. Wznosił się on na wysokość 16 m, a na jego wierzchołku umieszczono bazaltowy monument z okolicznościowym napisem oraz orłem legionowym. U podnóża kopca otwarto muzeum bitwy, a nieco dalej ustawiono dwa pamiątkowe obeliski. Uroczystość poświęcenia kopca odbyła się w 20 – lecie bitwy – w lipcu 1936 roku. Po II wojnie światowej tereny te znalazły się w ZSRR, a kopiec uległ dewastacji. Obniżono go do wysokości 6 m, zbocza porosły drzewami i krzewami, a leżące w pobliżu kamienne bloki, to zapewne pozostałość legionowego monumentu. Czasy władzy radzieckiej przetrwały wspomniane dwa kamienne obeliski stojące w „Lasku Polskim” i w „Lasku Saperskim”.

00 Kopiec Polski w Kościuchnówce DSCN0339

A z Kostiuchnówka tyle zostało

Na Pokuciu, w pobliżu Kołomyi położona jest miejscowość Obertyn, niegdyś wchodząca w skład powiatu horodeńskiego. Jak wiadomo nam z historii, za panowania Zygmunta Starego pod Obertynem 22 sierpnia 1531 roku rozegrała się bitwa z wojskami hospodara wołoskiego Piotra IV Raresza, zwanego Petryłą. Zwycięskim wojskiem polskim dowodził hetman wielki koronny Jan Tarnowski. Tradycja głosi, że z armat zdobytych pod Obertynem odlany został słynny wawelski dzwon „Zygmunta”. Dla uczczenia 400 – lecia tej bitwy usypano w Obertynie kopiec wysokości 12 metrów, umieszczając na jego szczycie krzyż i obelisk z okolicznościowym napisem. Powstał on ponoć w miejscu pochówku poległych w tej bitwie. Po zajęciu tych terenów przez ZSRR kopiec pozostał nienaruszony, lecz usunięto krzyż i obelisk z tablicą. Jeden z mieszkańców Obertyna ukrył tablicę i przechował ją przez długie lata władzy radzieckiej. Należy żywić nadzieję, że wróciła na dawne miejsce.

00 Obertyn Herb 100px-POL_Obertyn_COAHerb Obertyna to litera W – najważniejsza słowiańska TAJA – a czemu właśnie tam kopiec ?

Taka jest historia kilkunastu kurhanów i kopców na dawnych ziemiach kresowych Rzeczypospolitej. Piszący te słowa przeglądając liczną literaturę znalazł jeszcze krótkie wzmianki o innych tego typu obiektach. Otóż na terenach dzisiejszej Ukrainy, w okolicach Beresteczka spotkamy tzw. Kopce Kozackie, w Tatarowie koło Nadwórnej na Pokuciu wznosi się Kopiec Tatarski, w pobliżu Obertyna spotkać można kurhany, nazywane przez mieszkańców Pokucia Kopcami Tatarskimi, zaś w Sokalu nad Bugiem (mieście położonym tuż przy granicy z Polską) usypano kopiec dla uczczenia powstańców 1863 roku. Natomiast w Lidzie, położonej obecnie na terenie Białorusi, w latach międzywojennych powstał kopiec upamiętniający żołnierzy polskich poległych w wojnie z bolszewikami w 1920 roku, usypany na ich mogiłach.

Opisane wyżej kurhany i kopce są niemymi pomnikami naszej dawnej przeszłości i symbolami narodowego trwania. Stąd należy się im szczególna pamięć. Jest niewykluczone, że być może gdzieś na ziemiach kresowych, czy to na dzisiejszej Litwie, Białorusi lub Ukrainie, zachował się jeszcze niejeden mało znany, a dziś zapomniany kopiec. A jeśli tak, to warto wydobyć je z mroków niepamięci i przypomnieć żyjącym!

Jerzy Sobczak

Rozmowa z prof. Władysławem Góralem z Wydziału Geodezji Górniczej i Inżynierii Środowiska AGH


- 21 czerwca kilkadziesiąt osób wstało przed świtem, by z kopca Krakusa obserwować wschód Słońca dokładnie nad kopcem Wandy.

Mieli szansę zobaczyć?

- Nie.

Tego dnia Słońce wschodzi dużo bardziej na północ, na lewo od kominów elektrociepłowni Łęg.

- Więc to tylko legenda, że wzajemne położenie kopców jest szczególne?

- Ależ nie.

Po prostu datę 21 czerwca podał ktoś, nie mający rozeznania w astronomii i odtąd bezmyślnie się ją powtarza.

W rzeczywistości wschód Słońca na tle kopca Wandy można obserwować z kopca Krakusa 2 maja i 10 sierpnia.

- A zachód nad kopcem Krakusa?

- 4 listopada i 6 lutego.

- Skąd Pan to wie?

- Jestem astronomem i geodetą.

W latach 90. wraz z kolegami z Zakładu Geodezji i Kartografii AGH, za pomocą pomiarów GPS, precyzyjnie ustaliliśmy współrzędne geograficzne krakowskich kopców.

To pozwoliło nam obliczyć wschody i zachody Słońca dla wybranych linii.

O dacie majowej pisał też w latach 70. profesor AGH Janusz Kotlarczyk.

- Trochę szkoda, że teoria z 21 czerwca się nie sprawdziła.

Letnie przesilenie, najkrótsza noc w roku…

- Cztery podane przeze mnie daty są jeszcze bardziej szczególne.

kopiec_krakaKopiec Kraka z Kamieniłomu Liban od strony Wzgórza Lasoty – czyli Czarodany- Czarnej Królowej  i Lasoty

Jeśli dobrze się przyjrzeć, okaże się, że dzielą rok na cztery, w przybliżeniu równe części.

Na dodatek, dokładnie pomiędzy nimi, odnajdziemy terminy niezwykle ważnych wydarzeń astronomicznych: 20 marca – wiosenne zrównanie dnia z nocą, 21 czerwca – letnie przesilenie Słońca, 22 września – równonoc jesienna i przesilenie zimowe 21 grudnia.

Te daty dzielą rok na osiem, w przybliżeniu równych części, a wyznacza je tylko jedna linia, łącząca kopiec Krakusa z kopcem Wandy!

I to jest prawdziwy fenomen.

- Powiedział pan: tylko jedna?


Czyżby takich linii było więcej?

- Szukając informacji w Internecie, natrafiłem na opis kopca Kraka w Krakuszowicach.

Legenda głosi, że pochowano w nim syna Krakusa.

Na zdjęciach satelitarnych nie mogłem dojrzeć owego kopca, więc pojechałem na miejsce.

Okazało się, że nie dość, że jest cały zarośnięty drzewami, to jeszcze dość dziwnie położony.

- Dziwnie?

- Nie leży na wierzchołku wzgórza, ale na jego zboczu.

Miejscowi tłumaczą, że w tym miejscu młody Krak miał zostać rozszarpany przez wilki lub zabity podczas polowania.

Zacząłem jednak szukać astronomicznych powiązań między położeniem kopcem legendarnego ojca, syna i córki.

- Znalazł Pan?

- I to nie byle jakie.

Tam dopiero zaczyna się ciekawa astronomia.

Po pierwsze: linia łącząca krakowski kopiec Krakusa i kopiec Kraka z Krakuszowic ma podobne własności, jak linia kopiec Krakusa – kopiec Wandy.

Jest do niej symetryczna i również dzieli rok na osiem równych części.

Pojawia się także ciekawa zależność między kopcem Kraka a Wandy.

Wiąże się ze szczególnym położeniem wschodu i zachodu Księżyca.

- Chwileczkę, przecież Krakuszowice są chyba dość daleko.

- Leżą w gminie Gdów, na północ od Niegowici.

W linii prostej od kopca Krakusa to jest 22,7 km.

Od Wandy – 18,4 km.

- To chyba zbyt daleko, by można je zobaczyć gołym okiem?

- Rzeczywiście.

Przy dobrej widoczności krakowskie kopce są ze swoich wierzchołków dostrzegalne.

Dzieli je dystans 8,63 km.

Krakuszowicki jest dalej.

Dlatego pomiędzy nimi musiały być punkty pośrednie.

Mamy już kandydatów na te punkty…

- Chce Pan powiedzieć, że wokół Krakowa takich punktów – kopców może być więcej?

- Tak, określają inne charakterystyczne linie astronomiczne i mamy naukowe podstawy, by tak twierdzić.

Myślę, że dawni mieszkańcy Krakowa już dwa, trzy tysiące lat temu dostrzegli, iż pewne miejsca są szczególne pod względem astronomicznym.

Niedawno na terenie Niemiec odnaleziono tzw. dysk z Nebry – krążek z brązu, o średnicy 32 cm, na którym, za pomocą złotych wstęg, zaznaczono zakres wschodów i zachodów Słońca w tej miejscowości.

Wiek dysku określono na 3,6 tys. lat.

Świadczy to o wysokim poziomie astronomii na terenie Europy Środkowej w początkowej epoce brązu.

- Więc krakowskie kopce byłyby…

Czym?

Kalendarzem?

- Z mojego punktu widzenia, mówiąc językiem współczesnym, są to znaki astronomiczno – geodezyjne.

W literaturze przypisuje się im różne funkcje: sygnalizacyjno – obserwacyjne, grzebalne, na pewno religijno – rytualne.

- Kto mógł je wznieść?

- Ja wiążę je z elitami, które wzbogaciły się na kopalniach w Bochni i Wieliczce.

Sól z solanek na skalę przemysłową pozyskiwano tam już w neolicie.

Z wielu miejsc w rejonie Wieliczki krakowskie kopce są świetnie widoczne.

Choć, oczywiście, siedzibą owych elit było zapewne wzgórze wawelskie.

- Wawel?

- Tak.

W Krakowie jest to miejsce pierwszorzędne.

Kopce są ściśle powiązane astronomicznie z jego wierzchołkiem.

Dla stojącego tam obserwatora, kopiec Krakusa i – nieistniejący już – kopiec Estery, wyznaczają ekstremalne położenia wschodu i zachodu Księżyca.

- Nie rozumiem.

- Ruch Księżyca na nieboskłonie jest bardziej skomplikowany niż ruch pozorny Słońca na niebie.

Wiąże się to z nachyleniem jego orbity do płaszczyzny, po której Ziemia okrąża Słońce.

Raz na 18,6 roku Księżyc wschodzi w najbardziej na południe wysuniętym punkcie horyzontu.

Patrząc z wierzchołka wzgórza wawelskiego, wypada to właśnie nad kopcem Krakusa.

Po 9,5 roku, czyli w połowie tego okresu, Księżyc zachodzi natomiast nad kopcem Estery.

- Czyli gdzie?

- Na miejscu trybun dzisiejszego stadionu ”Wawel”.

Powiem jeszcze, że linia wzgórze wawelskie – kopiec Estery jest prawie równoległa do linii kopiec Wandy – kopiec Kraka w Krakuszowicach…

- Ale jak ludzie sprzed kilku tysięcy lat mogli to wymierzyć?

- Nie wiemy, czy znali trygonometrię.

Starożytni Grecy znali.

Może zaimportowali jakiegoś naukowca?

Ta wiedza na pewno świadczy o ich wysokim poziomie.

Podobnie kunszt budowniczych – najlepszy dowód, że prehistoryczne kopce wciąż stoją, podczas gdy Piłsudskiego i Kościuszki po deszczach niemal się rozpłynęły.

- Daty, które podał Pan na początku pokrywają się z głównymi świętami kalendarza celtyckiego.

Może tam trzeba szukać twórców tego systemu?

- Może.

Celtowie dzielili rok na połowę: letnią i zimową.

Początek roku wypadał w ok. 1 listopada, czyli mniej więcej wtedy, kiedy z kopca Wandy zachód Słońca widać na tle kopca Krakusa.

Letnia połowa rozpoczynała się w maju, gdy wschód Słońca obserwowano na tle kopca Wandy.

Ale tego, czy te wzniesienia są dziełem Celtów, na tej podstawie nie można przesądzić.

- Czy jest szansa, że będziemy mieli w Krakowie własny, ”ziemny Stonehenge”?

- W kamieniach ze Stonehenge jest zapisanych wiele interesujących zależności, ale linia krakowska, określona przez kopiec Wandy i kopiec Krakusa, nie jest w nich tak wyrażnie zaznaczona.

Kopce i niektóre naturalne wzgórza wokół Krakowa i Wieliczki tworzą coś w rodzaju prehistorycznej sieci astronomiczno – geodezyjnej.

To jest wysokiej klasy ciekawostka.

Napisałem o niej już trzy artykuły naukowe i temat nie jest wyczerpany…

Udokumentujemy ją odpowiednio i nie chcę powiedzieć, że będziemy mieli krakowski Stonehenge, ale nie będzie to rzecz gorsza.

Tekst: Katarzyna Kobylarczyk
Żródło: ”Dziennik Polski” z dnia 2 lipca 2006 r.

Słońce złączy kopce.

Drugiego maja, a nie – jak się powszechnie uważa – 21 czerwca, z kopca Krakusa będzie można obserwować, jak słońce wschodzi dokładnie nad kopcem Wandy.O zależnościach astronomicznych między najstarszymi krakowskimi kopcami krąży wiele legend.

 

Najczęściej powtarza się w nich data 21 czerwca – letnie przesilenie.

Co roku tego dnia na kopcu Krakusa zbiera się grupa osób, które mają nadzieję dostrzec – jak słońce wstaje nad kopcem Wandy.

To jednak niemożliwe.

W rzeczywistości wschód słońca nad kopcem Wandy można obserwować z kopca Krakusa 2 razy w roku: 2 maja i 10 sierpnia.

Natomiast 6 lutego i 4 listopada, stojąc na kopcu Wandy, zobaczymy zachód słońca nad kopcem Krakusa.

Prawidłowe daty obserwacji astronomicznego fenomenu podał prof. Władysław Góral, astronom i geodeta z Wydziału Geodezji Górniczej i Inżynierii Środowiska AGH.

W latach 90., wraz z kolegami, za pomocą pomiaru GPS, oznaczył dokładne współrzędne geograficzne krakowskich kopców.

To pozwoliło obliczyć wschody i zachody słońca na łączącej je linii.

Ustalone przez prof. Górala daty są szczególne: dzielą rok na cztery, w przybliżeniu równe, części.

Dokładnie pomiędzy nimi znajdują się terminy ważnych wydarzeń astronomicznych: 20 marca – wiosennego zrównania dnia z nocą, 21 czerwca – letniego przesilenia słońca, 22 września – równonocy jesiennej i przesilenia zimowego 21 grudnia.

- To prawdziwy fenomen – uważa prof. Góral.

Skomplikowane zależności astronomiczne związane z ruchami słońca i księżyca na nieboskłonie łączą z krakowskimi kopcami także – leżący w Krakuszowicach – mniej znany kopiec Kraka (legendarnego syna Krakusa), nieistniejący już kopiec Estery (miał znajdować się na miejscu trybun dzisiejszego stadionu Wawelu) oraz wierzchołek wzgórza wawelskiego.

Takich charakterystycznych wzniesień jest prawdopodobnie więcej – kopiec z Krakuszowic nie jest z Krakowa widoczny gołym okiem, więc pomiędzy nim a krakowskimi powinny znajdować się punkty pośrednie.

- Kopce i niektóre naturalne wzgórza wokół Krakowa i Wieliczki tworzą coś w rodzaju prehistorycznej sieci astronomiczno – geodezyjnej – twierdzi prof. Góral.

Ich powstanie naukowiec łączy z działalnością elit, które zamieszkiwały wzgórze wawelskie i bogaciły się na kopalniach soli w Bochni i Wieliczce.

Podkreśla, że zaawansowana znajomość astronomii, pozwalająca określać wschody i zachody słońca, była dostępna mieszkańcom Europy Środkowej już od 3,6 tys. lat.

Zobacz materiał: Kopiec Krakusa

Tekst: (KK)
Żródło: ”Dziennik Polski” z dnia 30 kwietnia 2007 r.

00 kraków mury i fosy 4

Zamek zamkow

Piszac niedawno o Krakowie (dziekuje nowojorskim Krakusom, a zwlaszcza p. Jackowi Sciborowi za mile listy e–mailowe!) skrotowo potraktowalam wawelskie wzgorze z zamkiem krolewskim, katedra i innymi zabytkowymi budowlami. Ten prawdziwy Akropol i jednoczesnie Panteon polskiej historii trzeba opisac Panstwu osobno. Trzeba tez bedac w Krakowie poswiecic caly dzien na ten najbardziej polski z polskich zabytkow. Nie sposob na Wawel „wpasc” jak przyslowiowy japonski turysta, popatrzec, pofilmowac kamera wideo i pognac dalej. To swiatynia polskiej historii, podobnie jak Czestochowa jest swiatynia polskiej wiary. Stad czerpie sie sile i spokoj, plynace ze swiadomosci ponad tysiacletnich dziejow panstwa i narodu. Czym wobec tego sa pieciokrotnie krotsze dzieje USA? A czerpac z tej historycznej i duchowej krynicy tym łatwiej, ze polskie samoloty docieraja juz bezposrednio z USA na podkrakowskie lotnisko Balice. Wawelskie wieże – dzieki LOT-owi – zbliżyły sie do nowojorskich i chicagowskich drapaczy chmur.

MIEDZY KROLEM KRAKIEM, A SOLTYSEM Z WACHOCKA

Poczatki dziejow wawelskiego wzgorza gina w mroku wieloznacznych legend, albo nawet w bagnie. Doslownie! Zbieg Wisly oraz rzeczek Rudawy, Bialuchy i Wilgi zawsze byl bagnisty i grzaski. Dlatego od najdawniejszych czasow nasi przodkowie szukali obrony przed najazdami obcych i agresja dzikich zwierzat na wapiennych wzgorzach, niby wyspy gorujacych nad grzezawiskami. W dzisiejszym centrum Krakowa byly trzy takie miejsca: Wawel oraz niedalekie oden, mniejsze wzgorze, na ktorym wznosi sie dzis inna narodowa pamiatka – slynny Kosciol na Skalce, gdzie krol Boleslaw Smialy w roku 1079 okrutnie zabil biskupa Stanislawa Szczepanowskiego, pozniejszego swietego i patrona archidiecezji krakowskiej. Trzecie wzgorze jest najwieksze, to dzisiejszy Salwator ze sredniowiecznym klasztorem Norbertanek i pozniejszym Kopcem Kosciuszki. Wykopaliska potwierdzaja wszedzie istnienie prehistorycznych osad, a potem grodow. Jak to sie stalo, ze akurat wawelskie wzgorze stalo sie ogniskiem skupiajacym w jedno panstwo okoliczne plemiona? Czy rzeczywiscie mieszkal pod nim ziejacy ogniem smok, ktory pozeral tak owieczki, jak niewinne dziewice (ciekawe, czemu jako pokarmem gardzil mniej cnotliwymi niewiastami)? Czy rzeczywiscie krolewna Wanda nie chciala przebrzydlego Niemca i w obronie swej czci rzucila sie ze wzgorza w nurt Wisly, kt6ry to gest powtorzyla wiele wiekow potem na operowej scenie moniuszkowska Halka?

Prawdopodobnie nie bylo zadnego Wawelu, ale bardziej swojski „Wawel”, ktore to slowo oznaczajace wlasnie suche miejsce polozone wsrod wody uzywane bylo az do XVI wieku. Przechowalo sie ono do dzisiaj w takich nazwach miejscowosci jak Wawelnica, Wabrzezno, czy Wachock. Tak wiec od najszanowniejszego zabytku Polski do polozonego w Gorach Swietokrzyskich Wachocka droga jest blizsza nizby wynikalo z popularnych „dowcipow o Wachocku”, znanych takze w USA najpierw jako „Irisch jokes”, potem „Polish jokes”, a u nas praktykowanych jako „dowcipy o milicjantach” albo – bardziej neutralnie – „o Masztalskich”. Powiada sie na przyklad: „Co robi soltys z Wachocka, gdy dostanie w prezencie narty wodne?” Prawidlowa odpowiedz brzmi: „Szuka pochylego jeziora”. Swietokrzyska miescina zdobyla sobie bowiem slawe wzorca glupoty; calkiem nieslusznie zreszta, bo opactwo cystersow powstalo tu juz w XII wieku, a okolica pieknie zasluzyla sie tak podczas powstanie styczniowego, jak i walka w AK podczas ostatniej wojny.

Smoka mozemy od razu wlozyc miedzy bajki, chociaz nad sama Wisla u wejscia do groty zwanej „Smocza Jama” stoi jego rzezbiarska podobizna, a automat sprawia, ze co kwadrans zelazne gadzisko – ku uciesze dzieciarni – zieje ogniem z gazowego palnika. Nie lepiej z krolewna Wanda i jej ojcem Krakiem. Wedle kronikarza Wincentego Kadlubka jest ona corka Grakha przybylego z dzisiejszej Karyntii, co by wskazywalo na rzymskie pochodzenie. Od jej imienia nazwano podobno rzeke „Wandal” (stad Wisla) a lud Wandalami. Czy warto chlubic sie koligacjami z tym germanskim plemieniem, ktore potem tak okrutnie zlupilo Rzym, ze przeszlo do historii jako symbol niszczycielstwa? Dzisiejsza wersja legendy wywodzi sie z pozniejszych kronik Jana Dlugosza, zrobila zreszta kariere miedzynarodowa, poswiecil jej sztuke sam wielki Goethe, a opere Dworzak. Jednakze kurhan przez nie wiadomo kogo usypany w VIII wieku i uwazany za „kopiec Wandy” lezy daleko od Wawelu w dol Wisly w okolicy Nowej Huty. Wedlug „Kroniki Wielkopolskiej” – pierwszego pisanego zrodla, ktore wspomina o Wawelu – imie legendarnego krola czy ksiecia brzmialo swojsko – Kruk. Kurhan z VII wieku uwazany za jego kopiec znajduje sie dosc blisko, omalze po przeciwnej stronie Wisly ponad malowniczymi, wyeksploatowanymi kamieniolomami na Krzemionkach. Jeszcze wczesniej o Krakowie jako o znaczacym miescie handlowym wspomina przy okazji opisu swej podrozy w latach 960 – 965 zydowski kronikarz (w sluzbie arabskiej) Ibrahim Ibn Jakub. Prawdopodobnie na Wawelu miescila sie stolica poganskiego Panstwa Wislan; to o jego wladcy pisze w IX wieku autor „Zywota sw. Metodego”: Poganski ksiaze silny bardzo, siedzacy w Wisle, uragal chrzescijanom i krzywdy im wyrzadzal. W X wieku Wawel dostal sie pod panowanie ksiazat czeskich i zapewne wtedy – wczesniej niz w calej Polsce – zapanowalo na wawelskim wzgorzu chrzescijanstwo w obrzadku zachodnim. Mieszko I sila wlaczyl ten wazny grod do swego panstwa ze stolica w Gnieznie.

POLSKA MUROWANA

Mowi sie, ze dopiero krol Kazimierz Wielki, ktory zastal Polske drewniana, zostawil ja murowana. Wawelskie wzgorze nie potwierdza tej opinii. Boleslaw Chrobry rozpoczal tu w 1020 roku budowe katedry romanskiej, ale stalo juz na wawelskim wzgorzu kilka starszych kosciolow w ksztalcie rotund i rowniez kamienna siedziba wladcy. Biskupstwo istnialo tu najprawdopodobniej juz w X wieku, tylko podporzadkowane metropolii w Pradze, dopiero Chrobry poddal krakowska katedre wladzy Gniezna. Stolice Polski ustanowil tu dopiero w 1039 roku Kazimierz Odnowiciel, syn nieszczesnego krola Mieszka II, ktory tak wojowal ze wszystkimi sasiadami, ze tak roztrwonil potege Boleslawa Chrobrego.

Z krotka przerwa na panowanie Wladyslawa Hermana – ktory przeniosl stolice do Plocka – Wawel pozostaje az do XVII wieku siedziba polskich, a potem polsko-litewskich monarchow. Zawsze jednak, az do dzis w wawelskiej katedrze przechowywane sa krolewskie insygnia koronacyjne z kopia (oryginal pozostal w posiadaniu cesarzy niemieckich) slynnej wloczni sw. Maurycego, jaka w roku 1000 na zjezdzie gnieznienskim cesarz Otton III podarowal Boleslawowi Chrobremu. Zachowane slady tej najstarszej „Polski murowanej” mozna dzis ogladac po srodku wawelskiego dziedzinca miedzy katedra a zamkiem krolewskim. Biale kamienie na trawniku wyznaczaja obrys rotund wczesnoromanskich kosciolow. Tu modlono sie do Chrystusa juz wtedy, gdy reszta Polski tkwila w poganstwie. Pod polnocnym skrzydlem obecnego renesansowego zamku zachowaly sie resztki obszernej sali z 24 kolumnami, gdzie zapewne najwczesniejsi wladcy Wawelu (moze Krak z corka Wanda?) przyjmowali gosci. W kuchniach krolewskich sa fragmenty jeszcze przedromanskiej rotundy swietych Feliksa i Adaukta – najstarszego kosciola w Polsce. Pod obecna katedra odnaleziono tak fundamenty katedry Chrobrego, jak i resztki pozniejszej, jeszcze wiekszej katedry romanskiej. Kazimierz Wielki zaczal tu wznosic gotycki zamek na miejscu romanskiego, ale konczyli go Jagiellonowie. W 1499 roku gotycki zamek splonal, zostaly tylko masywne mury. Aleksander Jagiellonczyk i Zygmunt Stary wystawili w tym miejscu wspaniala rezydencje renesansowa, godna wladcow europejskiego mocarstwa i ten wlasnie palac krolewski mozemy dzis zwiedzac. Z gotyckiego zamku pozostala tylko slynna baszta z charakterystycznymi wykuszami zwana „kurza stopka” i „wieza dunska” nazwana tak na pamiatke rezydujacego w niej przez pewien czas krola tego panstwa – Eryka.

[To początek ze strony internetowej Polaków z USA gdzie tradycja Krakowa i pamięć o Polsce ma SWÓJ CAŁKOWICIE ODMIENNY NOSTALGICZNY WYMIAR – PIĘKNY, POCIĄGAJĄCY, SZKODA ŻE RZADKO SIĘ ICH GŁOSU SŁUCHA WNIKLIWIE I TRAKTUJE ICH PUNKT WIDZENIA NADAL Z POGARDĄ JAKĄ ICH OBŁOŻYLI NICZYM KLĄTWĄ Komuniści. Zwracam uwagę na czwarte wapienne wzgórze które autor opuścił na początku właśnie owo wzgórze Lasoty i czarnej Królowej złączone w jedność ze wzgórzami Swaroga i Chorsa gdzie stał już w tamtych czasach od dawna Kopiec Kraka]

Jest to tekst Jagody Szczurowskiej ze strony http://www.kurierplus.com/issues/1999/k250/kp250-14.htm

MIEJSCA MOCY – RELACJE CZYTELNIKÓW
Strażnicy Krakowskich Wzgórz

To wszystko zaczęło się w 2004 roku, gdy do mojego archiwum trafiło niezwykłe zdjęcie, ukazujące dziwny obiekt unoszący się pośród chmur ponad krakowskimi Bielanami. Zwykła ostrożność nakazywała spokojnie poczekać na rozwój dalszych wypadków. (…) Kilka miesięcy później (w kwietniu 2005 !!!) swoje archiwum uzupełniałem o kolejną niezwykłą fotografię. W kwietniu następnego roku Fundacja NAUTILUS, zamieściła na swej stronie internetowej informację o tym, iż 2.04.2006 r. o godzinie 15.09 wykonano zdjęcie obiektu o kształcie kuli, unoszącego się nad krakowskim Zwierzyńcem.

Przyszła pora na refleksje, potem poznawanie bogatej historii krakowskiego Zwierzyńca i Pasma Sowińca. Czego szukałem? Skoro od wielu lat wiadomo, że podobne obiekty szczególnie upodobały sobie prehistoryczne miejsca kultu, to znalezienie w starych kronikach informacji o położeniu takich miejsc w obrębie współczesnego Krakowa, wydawało się być tylko kwestią czasu. Wkrótce z mroku dziejów zaczął wyłaniać się spójny obraz obszaru obfitującego w liczne, pomniejsze (w porównaniu z pobliskim czakramem wawelskim) miejsca koncentracji pozytywnej energii Ziemi i Kosmosu oraz … dziwnych manifestacji. Aż kusi, aby nazwać ich strażnikami. (…)

Na kilka stuleci przed narodzeniem Chrystusa rzeka Wisła rozstawała się z ostatnimi skalistymi wzniesieniami Jury Krakowskiej. Z mokradeł Wisły i jej dopływów wyłaniały się niczym wyspy : wapienne wzgórze dzisiejszego Wawelu, wzniesienia Zwierzyńca oraz Skałki i Krzemionek. Wszystkie, bez wyjątku, porastały lasy. Właśnie te miejsca zostały jakby przez Naturę przeznaczone do roli miejsc świętych. Tym bardziej, że przenikała je niezwykła energia.
Nie wiemy czy Celtowie przybywszy na te ziemie zastali już wielkie usypiska, które obecnie zwiemy kopcami (Krakusa, Wandy), czy też byli ich pierwotnymi budowniczymi. Jedno jest pewne, że te, które pozostały, tworzą swoistego rodzaju system kalendarzowy pozwalający wyznaczać daty najważniejszych świąt wspólnych wszystkim Celtom. Może dlatego one właśnie przetrwały, gdyż zostały objęte szczególną opieką. Inne, pozostawione własnemu losowi, mogły nie oprzeć się działaniu czynników atmosferycznych.
W IV wieku kres egzystencji Celtów położył najazd Hunów. Dopiero w VII wieku pojawili się tutaj Słowianie. Nie wykluczone, że specjalnie się nie trudząc, zaadaptowali dawne miejsca kultu do własnych potrzeb, a kopce wyremontowali. Podczas prac mógł ktoś zgubić brązową zapinkę, tę, którą po 13. wiekach archeolodzy znaleźli u podnóża kopca Krakusa.

I wreszcie przyszedł czas, gdy na ziemie polskie zaczęło wkraczać chrześcijaństwo. Istnieją podejrzenia, że na początku tereny te znalazły się w zasięgu działalności misyjnej promotorów obrzędu bizantyjskiego. Prawdopodobnie aż do X wieku tutaj właśnie istniała metropolia tego obrządku. Gdzieś w połowie wspomnianego wieku najazd Czechów wprowadził biskupstwo podporządkowane obrządkowi łacińskiemu. W ramach walki z reliktami dawnych wierzeń m.in. ścięto rosnący na kopcu Krakusa trzystuletni święty dąb.

Pierwotny Kraków stanowiło kilka wysp o zwartej zabudowie drewnianej. Kolejne wieki zaczęły dodawać kamienne budowle. Przyjęcie chrztu oznaczało otwarcie na oścież bram kulturze zachodnioeuropejskiej. Wielkość świątyń miała za zadanie głosić wielkość nowej religii i Chwały Bożej. Choć zasięg chrześcijaństwa początkowo obejmował grody, to jego idee stopniowo przenikały poza umocnienia obronne. Wiara dawnych Słowian z wolna zaczęła ustępować pola chrześcijaństwu. W miejsce dawnych sanktuariów poczęły wyrastać inne, służące nowej religii.Na zachód od Wawelu przeglądała się w wodach Wisły skała norbertańska. Nad nią wznosiło się wzgórze nazywane pierwotnie Zwierzyńcem; w wiekach późniejszych Salwatorem – od romańskiego kościoła Najświętszego Salwatora. Stare legendy głoszą, że w czasach przedhistorycznych stała tu pogańska gontyna. Gdy w X wieku w te okolice przybyli misjonarze, postanowili zlikwidować to szczególne miejsce kultu. Pogańską świątynię rozebrali i wznieśli mały kościółek. Trzeba pamiętać, iż oprócz funkcji sakralnych kościółek spełniał także rolę strażnicy na przedpolu miasta.
Tuż obok niego obecnie możemy zobaczyć kaplicę św. Małgorzaty. Lokalna tradycja sugeruje, że i ją zbudowano w miejscu dawnej pogańskiej świątyni. Wzniesiona z drewna często płonęła, ale zawsze ją odbudowywano.

Ponad wspomnianymi obiektami górowało wzgórze bł. Bronisławy. Zdaniem Stanisława Duńczewskiego, autora XVIII-wiecznych kalendarzy, przed przyjęciem chrześcijaństwa na szczycie tego wzgórza stał posąg bożyszcza Pośwista. Stał w miejscu, gdzie dziś istnieje kaplica bł. Bronisławy. Wcześniej była tu – jak chce tradycja – pustelnia bł. Bronisławy. To tutaj miała owa święta chętnie się zaszywać, uciekając od życia zakonnego i doświadczając swoich wizji Jezusa Chrystusa. Przez pewien czas po śmierci świętej jej kult nie ustawał i powodował, że przybywali w to miejsce, szukający spokojnej przystani i chętni iść w jej ślady. Dlatego obok właściwej kaplicy stał niewielki domek. Kroniki wspominają o kilku jego mieszkańcach oraz o tym, że w wiekach minionych mieliśmy do czynienia z manifestacjami zjawisk niezwykłych w Paśmie Sowińca wielokrotnie. Pojawiało się coś, w czym ludowa tradycja kazała dopatrywać się postaci bł. Bronisławy w otoczeniu płomieni. Ówczesny człowiek po prostu nie mógł widzieć w tych zjawiskach czegoś więcej, a już na pewno nie strażników tych miejsc. Tak czy inaczej, ta informacja z przeszłości, ma swoją wartość.

Na zachód od wawelskiego wzgórza znajduje się tzw. Pasmo Sowińca. W pierwszej połowie XX wieku na szczycie dominującego wzniesienia usypano kopiec marszałka Józefa Piłsudskiego. Wokół, jak okiem sięgnąć, rozciąga się las. Wśród przepięknego drzewostanu kryje się niejedna tajemnica; owiane legendą z okresu najazdów tatarskich Panieńskie Skały, czy rezerwaty florystyczne Bielańskie Skały oraz Przegorzalskie Skały, wielka liczba wąwozów i polan. Ten wielki obszar leśno-parkowy, popularnie zwany jest Lasem Wolskim. W jego środkowej części znajduje się Ogród Zoologiczny. Gdy go zakładano, był on pierwszym polskim zwierzyńcem zlokalizowanym w warunkach naturalnych.
W obrębie Lasu Wolskiego istnieją trzy znaczne wyniesienia: Sowiniec (358 metrów n.p.m.), Pustelnik (352 m n.p.m.), Srebrna Góra (326 m n.p.m.). Południowy kraniec kompleksu leśnego, zwany Lasem Bielańskim, od XII wieku należał do klasztoru Norbertanów, znajdującego się na Zwierzyńcu. Na przełomie XVI i XVII wieku dzisiejszymi Bielanami władał Sebastian Lubomirski, który ich część ofiarował marszałkowi wielkiemu koronnemu, Mikołajowi Wolskiemu herbu Półkozic. Ten w dowód wdzięczności podarował Lubomirskiemu wszystkie srebra stołowe, z których skorzystano ucztując przy okazji pertraktacji. Szybko też górę, która była przedmiotem negocjacji, zaczęto zwać Srebrną. Marszałek wielki koronny obdarował nią Kamedułów.

W 1605 roku rozpoczęto budowę pustelni na Srebrnej Górze. Erem miał spełniać również rolę klasztoru. Obecnie na jego terenie znajduje się kilkanaście małych domków, skromnie wyposażonych, w których prowadzą życie pustelnicy. Składają oni śluby milczenia. Zgodnie z tradycją golą sobie głowy i zapuszczają długie brody. Rytm życia za murami wyznaczają godziny modlitwy i pracy fizycznej. Pustelnicy modlą się nie tylko za siebie, lecz także za innych. Klasztor, otoczony lasami, tworzy oddaloną od zgiełku cywilizacyjnego wyspę, a jego białe wieże zdają się koronować zielone wzgórze. Większość wymienionych tutaj obiektów, zdaniem Leszka Mateli, badacza krakowskich miejsc mocy, to miejsca koncentracji pozytywnej energii Ziemi i Kosmosu. Jedynie kopiec Marszałka Piłsudskiego na Sowińcu wydaje się nie mieć znaczenia geomantycznego.

Charakterystyczną cechą miejsc koncentracji pozytywnej energii (nazywanych inaczej miejscami mocy) jest to, że wydatnie przyspieszają osiąganie stanu głębokiej medytacji, skupienia potrzebnego w modlitwie i w pracy wewnętrznej. Od zamierzchłych czasów człowiek starał się wykorzystywać ich moc dla rozwoju duchowego. Czynił to, i nadal czyni w cieniu wawelskiego czakramu, na krakowskim Zwierzyńcu oraz wzniesieniach górujących ponad nim.

Pozostaje jeszcze odnieść się do problemu kulistych form energii coraz chętniej pozujących nam do zdjęć. Naturalnie dręczy nas problem pochodzenia i funkcji rejestrowanych zjawisk. Żadnego z tych obiektów nie uchwycił zmysł wzroku, a o ich obecności przekonaliśmy się dopiero po wywołaniu zdjęcia. Niestety, patrząc na nie, niewiele można o samych obiektach powiedzieć. Stanowią one zbiór pikseli przenikniętych szumem pochodzącym z elementów światłoczułych matrycy, elektroniki odpowiedzialnej za obróbkę obrazu, wreszcie zniekształceniami spowodowanymi metodą kompresji danych. Wydaje się jednak pewne, że przy takim postępie technicznym, jakiego jesteśmy świadkami, pojawienie się nowych, bardziej precyzyjnych danych, jest tylko kwestią czasu. Pozostaje tylko cierpliwie czekać.

Jak się zatem okazuje, klisze fotograficzne, matryce współczesnych cyfrowych aparatów fotograficznych potwierdzają, że przekonanie, iż świat jest taki, jakim go widzimy, jest bardzo naiwne. Przykład zdjęć z Krakowa doskonale pokazuje, jak długa i wyboista droga wiedzie do poznania fragmentu naszej rzeczywistości, związanego jedynie z tajemniczymi manifestacjami w pobliżu miejsc mocy. Targani licznymi wątpliwościami nie możemy jednak nie wierzyć, że prawda znajduje się na horyzoncie, do którego zmierzamy.
Robert Buchta
Kraków

zdjęcia z archiwum autora

00 Białe Morza kraków  z2786587G

Miejsce na którym miał stanąć Kopiec

Jeszcze o innych Kopcach które stały lub staną

Kopiec Jana Pawła Wielkiego w Krakowie – który my nazywamy Kopcem Dażboga czyli Kopcem Nieba, a którego Kuria nie chce za nic w świecie.

Usypmy kopiec Jana Pawła Wielkiego

2005-04-07 00:01:00

Dwa lata temu profesor Wiktor Zin zaprojektował kopiec Jana Pawła II. Wówczas ów projekt nie miał ciągu dalszego. Jednym z argumentów, które wówczas padały, było to, że żywym się kopców nie sypie. Teraz profesor wrócił do pomysłu. Jako miejsce usypania kopca wskazuje „białe morza” pozostałe po fabryce Solvay – hałdy po zakładach sodowych. Wkrótce powstanie Ogólnopolski Komitet Sypania Kopca Jana Pawła II, który pracuje teraz nad szczegółami projektu.
– Podczas okupacji przyszły Papież pracował w Solvayu. Chodził po tych hałdach w drewniakach. Pracował tu. Teraz te hałdy mogłyby się zamienić w podstawę kopca ku czci wielkiego Polaka ? twierdzi prof. Wiktor Zin. Ojciec Święty powiedział przed laty do profesora: – Pomniki wznoszone są przez uzdolnionych artystów, ale brąz i marmur śniedzieją i kruszeją. Kopca nie usypie jeden człowiek. Zrobi to cały naród, bo to dzieło narodowe. I jest teraz szansa na to, by cały naród tego dokonał. Natychmiast, bez większych kosztów, projektów. Oczywiście najpierw do dzieła musieliby przystąpić fachowcy z Akademii Górniczo-Hutniczej, którzy określiliby, czy podstawa, czyli dawne hałdy Solvayu, utrzymają ogromny, największy w Krakowie kopiec z platformą widokową. Pod spodem hałd są skały wapienne. Nie obejdzie się bez pomocy władz miasta i pomocy logistycznej. Trzeba przecież wskazać trasy dojazdowe i zaplecze kopca. – Wykorzystajmy to, czego teraz doświadczamy. Cudów jakichś – bratania się kibiców krakowskich klubów. Wykorzystajmy ten entuzjazm ogólnonarodowy. To doskonały moment. Lepszego już nie będzie. Stwórzmy platformę porozumienia narodowego. Wierzę, że kopiec stanie. Jeśli nie w tej chwili, to niebawem. W końcu od zawsze Kraków przodował we wszelkich inicjatywach. I teraz jest czas, by dać dobry posiew krakowskiej glebie – twierdzi stanowczo profesor. Kopiec powinien być usypany z ziemi z całej Polski i nie tylko. Przywożonej w woreczkach, paczkach. Usypany ludzką, a nie „mechaniczną” ręką. Naukowcy z Akademii Rolniczej w Krakowie systematycznie monitorują posolvajowskie hałdy. Na dobre zagościła na nich dzika przyroda. „Białe morza” są oazą spokoju. Jednym z pomysłów na ich zagospodarowanie była budowa pola golfowego. Ostatecznie inwestorzy odstąpili od tego pomysłu. W mglistych planach jest budowa kolejnego hipermarketu lub centrum handlowego z lekkiej konstrukcji.

NIE DZIAŁAĆ W AFEKCIE

Wypowiadają się:

Jacek Majchrowski, prezydent Krakowa

Nie jestem przeciwny idei usypania kopca Jana Pawła II. Tereny dawnego Solvayu nie są jednak najlepszym miejscem. Komercyjne otoczenie, według mnie, nie koresponduje z rangą tego przedsięwzięcia. Z tego co wiem, sceptycznie nastawiony jest także kardynał Franciszek Macharski. Myślę, że do tego pomysłu można wrócić później, już po pogrzebie Ojca Świętego. Jego realizacją powinien jednak zająć się Urząd Miasta w porozumieniu z władzami kościelnymi. Jestem pewien, że wspólnie uda nam się znaleźć lokalizację stosowną do rangi kopca Jana Pawła II.

Tadeusz Pieronek, biskup

Ten zamysł pojawia się już nie po raz pierwszy. Z pewnością wymiar postaci Jana Pawła II na kopiec zasługuje, wymiar przerastający zresztą Kraka, Kościuszkę i Piłsudskiego. Nie jestem jednak zwolennikiem działania w afekcie. Nie teraz. Trzeba z tym poczekać na stosowniejszy czas. Obawiam się bowiem, że mogłoby to znów być wykorzystane politycznie. Spotkać by się mogło z pewnym oporem i to – jak sądzę – wcale nie tak małych grupek. Podziały są nadal głębokie, a emocje wysokie, co pokazała niedawno chociażby sprawa lustracji.

Zdobysław Milewski, szef biura prasowego urzędu
marszałkowskiego

Tradycja sypania kopców w Krakowie jest długa i dobra, trudno więc mieć z góry zastrzeżenia. Ale oficjalne stanowisko w tej sprawie będzie można zająć po konsultacjach z władzami kościelnymi.

Jerzy Adamik, wojewoda

Ojciec Święty na pewno zasługuje na każdą formę uczczenia. Byłbym za tym, żeby tego rodzaju inicjatywy łączyły się z obiektami o bardziej użytecznym charakterze, służącymi bezpośrednio ludziom.

Janusz Bielański, ksiądz infułat, proboszcz wawelski

Cenię pana profesora Zina, pozostajemy w bliskich kontaktach, ale jestem absolutnie, 100-procentowo przeciwny projektowi sypania kopca – i w Krakowie, i gdziekolwiek indziej. Po co? To kosztowne przedsięwzięcie, a dziś mamy tak wiele potrzeb ludzkich do zaspokojenia. Dom opieki, szpital, kuchnie dla biednych, coś co służyłoby potrzebującym. Ostatnie dni wyzwoliły z pewnością ofiarność ludzi. Można by potem uczcić pamięć Ojca Świętego, nadając Jego imię takiej placówce. Myślę, że On sam też by tak chciał.

[ to Kościół zabija ideę Kopca Jana Pawła II, uśmiercając tradycję Krakowa, zabiją w imię tego samego klaustrofobicznego lęku graniczącego z psychozą, z którego powodu zamyka Kościół Gereona dla ludzi, a nawet jego ścianę odgradza od nich żelaznymi barierami. Głupota ludzi malutkich duchem jest bezgraniczna, a przecież dopiero co przekonali się że terror nie prowadzi do dobrych wyników, bo rządy terroru zostały obalone w 1989 roku. |Ich inkwizycyjne metody osiągną zatem prędzej czy później ten sam skutek]

A oto potwierdzenie:

Z Gazety w Krakowie

”…Postanowione. W ciągu trzech lat na terenie dawnych Zakładów Sodowych „Solvay” powstanie Ośrodek Dokumentacji Pontyfikatu Jana Pawła II.

Wczoraj w kurii kardynał Franciszek Macharski, prezydent Krakowa Jacek Majchrowski oraz Marzena Piszczek, prezes Małopolskiej Agencji Rozwoju Regionalnego, podpisali list intencyjny o powołaniu fundacji Białe Morza – Fundacja Rewitalizacji i Zagospodarowania Terenów Poprzemysłowych. Zajmie się ona nadzorowaniem prac związanych z powstaniem ośrodka. Wykonawcy poszczególnych obiektów będą wyłonieni w przetargach.

Od śmierci Jana Pawła II Kraków zastanawiał się, w jaki sposób uczcić Jego pamięć. Spośród pomysłów, które napłynęły do urzędników (m.in budowa pomników, nazywanie placów, ulic czy obiektów Jego imieniem), największe uznanie zyskała idea budowy kopca. Kilkanaście dni temu, po spotkaniu z nowym metropolitą krakowskim abp Stanisławem Dziwiszem, prezydent Majchrowski stanowczo oświadczył, że nie kopiec, a centrum dokumentujące życie i nauczanie Papieża to najlepszy pomysł. Taką intencję wyraził ponoć sam arcybiskup.

Nie będzie to jednak ani klasyczne muzeum, ani archiwum. Jak zapewniał prezydent, miejsce to będzie łączyć w sobie funkcję edukacyjną, wychowawczą, naukową i kulturalną.

Kilkunastohektarowy teren będzie podzielony na kilka stref. Blisko dziesięć hektarów zajmą boiska sportowe i obiekty rekreacyjne, gdzie znajdą się place zabaw, ścianki wspinaczkowe i ścieżki zdrowia. Na ponad czterech hektarach staną galerie, sklepy, kawiarnie i muzea.

Na siedmiohektarowym terenie dawnych Zakładów Sodowych Solvay powstanie natomiast park medytacji, a w nim ścieżka Męki Pańskiej. Tam właśnie stanie centrum dokumentujące życie i nauczanie Papieża. Jego budową zajmie się inna fundacja, która powstanie przy współudziale województwa.

Władze miasta przekazały fundacji Białe Morza grunty o wartości 4,8 mln zł, MARR SA dołoży drugie tyle. Archidiecezja krakowska wniesie nieruchomości o wartości 1,8 mln zł. Gmina stworzy też nowe połączenie komunikacyjne. Kompleks rekreacyjno-parkowy ma być gotowy za trzy lata…”



00 Kopiec Jana Pawła II obecny u Braci Zmartwychstawńców image002

Obecny Kopiec Jana Pawła II u Braci Zmartwychwstańców w Dębnikach – naprzeciw Salwatora

Obecny Kopiec

Opis:

  • wymiary: 7 m (bez krzyż)
  • do części frontowej kopca prowadzi chodnik
  • kopiec jest repliką kopca „Tadeusza Kościuszki” w Olkuszu.

Napisy: -obok kamiennych schodów, na granitowej płytce umieszczono inskrypcje: „Kopiec Jana Pawła II wzniesiony na pamiątkę pielgrzymki do Ojczyzny 31.V-10.VI.1997, poświecony przez nuncjusza apostolskiego ks. Arcybiskupa Józefa Kowalczyka dnia 11.VI.1997 roku przy okazji 289 koferencji Eiskopatu Polski
w Centrum Resurrectionis w Krakowiei”.

Dzieje:

- Stan zachowania: wymagający prac konserwatorskich

Usypmy kopiec Jana Pawła Wielkiego
„Gazeta Krakowska” pisze o niezwykłej inicjatywie: w Krakowie, na hałdach sodowych pozostałych po fabryce Solvay, gdzie w czasie wojny pracował Karol Wojtyła, ma zostać usypany kopiec ku czci Ojca Świętego.

 

Pomysł kopca Jana Pawła II nie jest nowym pomysłem – dwa lata temu prof. Wiktor Zinn opracował projekt. Nie zrealizowano go, gdyż jednym z argumentów przeciw było stwierdzenie, że żywym nie sypie się kopców. Wkrótce powstanie Ogólnopolski Komitet Sypania Kopca Jana Pawła II, który pracuje teraz nad szczegółami.

Kopiec Jana Pawła II ma być największym w Krakowie kopcem z platformą widokową. Oczywiście, jego powstanie musi być poprzedzone dokładnymi badaniami fachowców z Akademii Górniczo-Hutniczej, którzy określiliby, czy podstawa, czyli dawne hałdy Solvayu, utrzymają konstrukcję.

Kopiec jest pomnikiem o większym znaczeniu niż wykute z brązu czy spiżu dzieło rzeźbiarza. Kopca nie stworzy jeden człowiek, lecz cały naród, będzie usypany z ziemi z całej Polski i nie tylko, przywożonej w woreczkach i paczkach. To dzieło narodowe, wykonane ludzką ręką.

„Wykorzystajmy to, czego teraz doświadczamy. Cudów jakichś ­ bratania się kibiców krakowskich klubów. Wykorzystajmy ten entuzjazm ogólnonarodowy. To doskonały moment. Lepszego już nie będzie.” – apeluje prof. Zinn.

Source: Gazeta Krakowska, ds 6.04.2005

Rozmowa z pomysłodawcą:
Kraków pięciu kopców

rozmowa z Jego Ekscelencją ALBINEM MAŁYSIAKIEM CM, emerytowanym biskupem pomocniczym archidiecezji krakowskiej

W zapiskach Księdza Biskupa z roku 1994 pojawia się pomysł uczczenia Jana Pawła II na wzór Kościuszki czy Piłsudskiego. Kiedy zrodziła się idea usypania kopca dla papieża-Polaka?

Ta myśl nurtowała mnie od dawna. Wydaje się, że w Krakowie, mieście czterech kopców, nawiązanie do tej tradycji miałoby szczególny sens. Taka forma w podwawelskim grodzie sama się narzuca. Natomiast potrzeby upamiętnienia postaci Jana Pawła II nie trzeba chyba szerzej uzasadniać.

Aż dziwne, że nikt jeszcze tego nie podjął.

Jakieś próby były. Grupa katolików świeckich, profesorów wyższych uczelni, chciała postawić wielki krzyż, gdzieś na tzw. słonecznym szlaku, między Kopcem Kościuszki a Kopcem Piłsudskiego. Poszli z tym do Kurii, do kardynała Franciszka Macharskiego…

Czyli jeszcze za życia papieża?

…tak, ale sprawa utknęła. Zresztą wcale nie dziwię się kardynałowi, bo takie decyzje wymagają wielkiego namysłu, dokładnego rozważenia lokalizacji.

Jesteśmy w innej sytuacji, papieża nie ma z nami już od trzech lat. Może warto wrócić do tego pomysłu?

Jeśli powstałaby jakaś prężna grupa inicjatywna, najlepiej mieszana, w której obok duchownych znalazłyby się także osoby świeckie… Oczywiście, trzeba by jeszcze zaproponować bardzo przemyślaną lokalizację i wskazać źródła finansowania projektu.

A gdyby tak inicjatywę wzniesienia kopca skojarzyć z ruchem pielgrzymkowym do Sanktuarium Miłosierdzia Bożego? Być może kopiec dla Jana Pawła powinny usypać z przyniesionej w woreczkach ziemi osoby pielgrzymujące do Łagiewnik?

Sama idea budowy kopca dla papieża wydaje się realna. Osobiście wierzę, że taki projekt zostanie prędzej czy później urzeczywistniony.

A co sądzi o sprawie kardynał Stanisław Dziwisz?

Nie rozmawialiśmy na ten temat. Ale pomysł opublikowany w książce przestaje być tajemnicą.

Kto najlepiej czuwałby nad realizacją projektu?

Może metropolita krakowski, a może ktoś świecki. Choć moim zdaniem, najlepszy byłby właśnie patronat mieszany.

***

Usypmy kopiec papieżowi!

Pożegnaliśmy Go trzy lata temu. Mamy jeszcze w pamięci wielkie poruszenie serc. I narodową żałobę. Ale także – za sprawą mediów – globalne rekolekcje. Trudne duchowe ćwiczenia przypominające, nie tylko wierzącym, wstydliwą we współczesnym świecie ars moriendi. Pamiętamy też tchnienie rzymskiego wiatru, zamykające na oczach ludzkości księgę życia papieża-Polaka. To było tak niedawno…”

[…Na razie zwycięża małość ducha, ale też pewna chytrość…]

Kopiec w Sandomierzu

Legenda o kopcu Salve Regina
(związana z okresem najazdu Tatarów na Sandomierz w 1260r.)

„Po wymordowaniu 49 dominikanów, wół klasztorny, wyrwawszy się z obory, pognał za oddalającymi się pohańcami, by ich choć rogiem ubóść, a nie mogąc ich dopędzić, ponad brzegiem Wisły, na wzgórku, zatrzymał się, jęknął boleśnie i grzebiąc nogami usypał kopiec (o ćwierć mili od miasta leżący), a na nim rogiem wypisał: Salve Regina! Napis ten do dziś dnia tam widny, nie zarasta trawą.”

(Czasopismo „Księga Świata”, Warszawa 1859)

00 Salve Regine wzgórze-kopiec sandomierz_0146

Druga wersja

Wedle tej legendy (opisanej w poemacie pt. „Błogosławiony Sadoch”) dominikanie w dzień najazdu Tatarów odczytali w księdze martyrologium przepowiednię o własnej męczeńskiej śmierci oraz o spełnieniu się tej przepowiedni w pół godziny później. Po męczeńskiej śmierci 49 dominikanów ogromny byk wyrwał się Tatarom i na zboczu kurhanu wyrył rogiem pierwsze słowa śpiewanej przez dominikanów podczas zadawanego im męczeństwa pieśni (Salve Regina).

Legenda o Henryku Sandomierskim i pięknej Judycie

[zwraca uwagę ta sama konfiguracja osoba władcy i piękna żydówka – co w kontekście Kopca Matki Ziemi zwanego Kopcem Estery w Krakowie]

Syn Bolesława Krzywoustego, Henryk, żyjący w XII w., otrzymał we władanie Ziemię Sandomierską, a jego rezydencją stał się zamek w nadwiślańskim grodzie sandomierskim. Był to pierwszy książę polski, który wyruszył na wyprawę krzyżową do Ziemi Świętej. Z dalekiej wędrówki przywiózł ze sobą kobietę, którą bardzo kochał. Nie była ona księżniczką ani też nie pochodziła z królewskiego rodu. Była jedynie prostą Żydówką. Książę obdarował ja klejnotami, a w zamku sandomierskim urządził dla niej wspaniałe komnaty. Piękna Judyta miała wielki wpływ na księcia i to spowodowało, że rycerze, duchowieństwo i możni zmusili Henryka do usunięcia dziewczyny z miasta. Wcześniej jednak książę wydał tajny rozkaz, aby niewolnicy pod kierunkiem arabskiego budowniczego wznieśli podziemny pałac w okolicy wzgórza Salve Regina. Dziewczyna opuściła Sandomierz udając, że odjeżdża, aby następnie zawrócić i ukryć się w podziemnym pałacu. Świadków budowy usunięto i tylko książę znał do niego tajemne wejście. Legenda głosi, że pałac miał sto komnat, a niektóre z nich wysadzone były szmaragdami i diamentami. Jedzenie podawano na złotych talerzach. Tajemnicza Żydówka zajęła się czarami, a Henryk odwiedzał ją często przebywając w pałacu całymi tygodniami. Pewnego dnia ogłosił, że udaje się na wyprawę przeciwko pogańskim Prusom. W drodze porzucił rycerzy i przybył do ukochanej Judyty. Dzięki jej czarom otrzymał wieczną młodość i do dnia dzisiejszego przebywa w podziemnym pałacu razem ze swoją wybranką.

Salve Regina — od ulicy prowadzącej w kierunku Krakowa, zwanej krakówką, prowadzi droga w kierunku do kopca zwanego Salve Regina. Różne legendy głoszą, że kopiec ten to grób pierwszego założyciela miasta, księcia, lub woja zwanego Sędomirem. Jedna z wielu legend wskazuje, że kopiec pochodzi być może z czasów kiedy na Sandomierz najeżdżali Tatarzy. Wówczas to wielki byk miał zerwać się i wybiec poza miasto rozwścieczony najazdem Tatarów. Usypał racicami wielki kopiec, a rogami wyrył napis “Salve Regina”

Mons Salve Regina
(łac. Mons – wzgórze, Salve Regina – Witaj Królowo)

Kopiec – kurhan, wzniesiony na Krakowskim Przedmieściu
w Sandomierzu i pochodzący przypuszczalnie z VIII wieku.
Ze wzgórzem tym wiąże się szereg podań i legend.

Aleksander Patkowski w pracy „Stary Sandomierz” pisze,
że kurhan ten stoi na tzw. Kątach vel Kęcinach, w pobliżu pola zwanego Wołyńcem. Jerzy Gąssowski uważa, że nazwa pola,
na którym stoi kopiec (Kąty) wiąże się z pojęciem kąta,
pojęciem równoznacznym domostwu, jak również
oznaczającym świątynię pogańską.

W świetle jednej z legend ma się tu znajdować kurhan
grzebalny, usypany ponad stosem ciałopalnym
(przypuszczalnie ze zwłokami założyciela osady) na wzór kopca Krakusa w Krakowie.
Kurhan w Sandomierzu należy do tej samej grupy kurhanów,
o tym samym charakterze ziemnych napisów

Kurhan zwany Salve Regina

to chyba największa tajemnica Sandomierza. Jego szczyt wieńczy XIX wieczny krzyż z figurą Matki Boskiej, pod którą wyryto napis „Salve Regina”. Legenda twierdzi, że:
„Po wymordowaniu 49 dominikanów (z kościoła p.w. Św. Jakuba), wół klasztorny, wyrwawszy się z obory, pognał za oddalającymi się pohańcami, by ich choć rogiem ubóść, a nie mogąc ich dopędzić, ponad brzegiem Wisły, na wzgórku, zatrzymał się, jęknął boleśnie i grzebiąc nogami usypał kopiec (o ćwierć mili od miasta leżący), a na nim rogiem wypisał: Salve Regina! Napis ten do dziś dnia tam widny, nie zarasta trawą.”
(„Księga Świata”, Warszawa 1859);
Inna legenda mówi, że to mogiła Sudomira – legendarnego założyciela Sandomierza, jeszcze inna, że wodza tatarskiego albo wręcz przeciwnie, że to zbiorowa mogiła ofiar jednego z najazdów tatarskich.

Jednak pochodzenie kopca jest ciągle niewyjaśnioną zagadką. Jego wysokość to około 11 a średnica – 40 metrów. Przeprowadzone badania potwierdziły, że jest to dzieło rąk ludzkich: naturalne wzgórze zostało podsypane i uformowane do obecnego kształtu. Dzięki sondowaniu wiemy, że kopiec zbudowany jest z innych materiałów niż występujące w jego najbliższym otoczeniu. Warstwy ziemne układają się poziomo i urywają na niższych partiach stoku, jakby zostały odcięte. Budowniczowie nadali mu kształt charakterystycznego ostroboku o podstawie trójkątnej. W obrzędowości dawnych plemion trójkąt łączony był z magią płodności. Być może wzgórze to pełniło funkcję kultową w czasach plemiennych, czy nawet wcześniej. Lokalna nazwa miejsca, na którym stoi kurhan to „Kąty”, co zdaniem profesora Jerzego Gąssowskiego wiąże się z pojęciem kąta – równoznacznym domostwu, ale również oznaczającym świątynię pogańską.

Charakterystyczne jest jego usytuowanie – z dala od osad ludzkich. Nie znaleziono, jak dotąd, żadnych artefaktów potwierdzających funkcję kopca. Nie jest to jednak wyjątek. W innym pogańskim miejscu kultu – Górze Grodowej koło Tumlina – wewnątrz wałów kultowych też nic nie znaleziono.

Dla wyjaśnienia, czym były kurhany, naiwnym wystarczają legendy. Ci mniej łatwowierni starają się dociec, a raczej dogrzebać, do prawdy historycznej. Ten obrośnięty legendami obiekt został jak dotąd przebadany jedynie metodą powierzchniową oraz przez nawierty. Ze względu na rozmiary kopca, nie przeprowadzono na nim prac wykopaliskowych. Kto wie, czy broniący do tej pory swojej tajemnicy kopiec pozwoli kiedyś ją sobie wydrzeć. Być może nie. A nam nadal pozostaną domysły i fantazje.

Katarzyna Gritzmann

Letnia rezydencja Kazimierza Wielkiego i Ogrody w Łobzowie krakowskim – post scriptum do sprawy Starego Kopca Matki Ziemi zwanego Kopcem Estery

Posted in Klan, Mitologia Słowiańska, niesamowite zagadki, Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 25 Październik 2009

Niniejszy tekst nawiązuje i uzupełnia stanowiąc może nie do końca post scriptum, ale kolejny krok w rozwiązaniu niesamowitej zagadki odwzorowania w przestrzeni geograficznej Krakowa i okolicy –  Zodiaku i systemu kalendarzowego, za pomocą wzgórz i kopców. Jest to rozwinięcie i inne ujęcie, a także potwierdzenie, pewnych tez i faktów z artykułów:

oraz wpisów

Wawel centrum Zodiaku – Odzwierciedlenie Nieba na Ziemi w Krakowie i niesamowite zjawisko pod Jerzmanowicami

a także wpis „Artykuł na temat Kopca Wawelskiego i innych kopców”

Poniższy artykuł pochodzi ze strony internetowej poświęconej dawnemu Krakowowi. Serdecznie polecam tę stronę wszystkim spragnionym wiedzy o przeszłości Krakowa – w ogóle jest piękna, przepyszna graficznie i posiada mnóstwo informacji.

Artykuł ze strony: http://dawny-krakow.blogspot.com

Świetny przybytku, gdzie przed laty wielowładne jaśniały królów majestaty…

Zamek lobzRezydencja króla Kazimierza Wielkiego na Łobzowie – To jest widok od zachodu, czyli od Bronowic w stronę Krakowa – w tle widać Wawel i Kościół Mariacki

„W roku 1367 r. Kazimierz Wielki nie chcąc się dalszemi przejażdżkami do Nicpołomskiego zamku od prac publicznych odrywać, kazał sobie zbudować w Łobzowie letnie z drzewa mieszkanie, i tam z upodobaniem przepędzał chwile od pracy i od królewskich trosków wolne.

Niektórzy twierdzą, iż w tem wiejskiem ustroniu, wytwarzał zbawienne pomysły do urządzenia państwa, a inni złośliwi, odsłaniając odwrotną stronę znakomitych wielkiego króla przymiotów, pomawiają go o naganne w Łobzowie miłostki z Rokiczanką a później z piękną żydówką Esterą, której mogiłę (jeżeli nią jest rzeczywiście) w środku ogrodu podanie dziś jeszcze wskazuje.”Kraków przed czterdziestą laty” Wielogłowski Walery, Kraków, 1871.

estera małach króla kazimierza W

Żydówka Estera Małach – wg. legendy w wielkiej rozpaczy spowodowanej
niestałością uczuć ukochanego popełniła samobójstwo, rzucając się z okna zamkowej wieży w Łobzowie. Pochowano ją na terenie parku w pobliżu zameczku. Z woli króla usypano na jej grobie kopiec. Kopiec ten, nazwany kopcem Esterki, miał wysokość około 8 m, a średnica prze ziemi wynosiła ok. 29 m.

Zamek Łobzowski - pod koniec XIV w. stanowiła trzy kondygnacyjna, ozdobna wieża mieszkalna, na rzucie kwadratu, opasana czworobocznym murem obronnym, otoczona fosą z przepływającą wodą doprowadzoną z Młynówki Królewskiej. Posiadłość Kazimierza Wielkiego była wielokrotnie rozbudowywana przez znakomitych architektów Santiego Gucciego i Giovanniego Trevano.

lobzow zamek

Otaczające ogrody, pośrodku których był Kopiec Esterki, początkowo utrzymane były w stylu gotyckim, później renesansowym, wreszcie barokowym, a sama królewska pałacowo-ogrodowa rezydencja była pierwszą tego rodzaju w ówczesnej Polsce. Z siedzibą w Łobzowie związana jest także romantyczna opowieść o królowej Jadwidze:

„W tym-tu mieyscu, lub w pobliskich cha­tach ukrywał się w r. i586 Wilhelm xiąże Austryacki, narzeczony Jadwigi krolowey polskiey, w czasie uroczystości wiazdu Wła­dysława Jagiełły do Krakowa, chrztu, koronacyi i zaślubienia królewskiego: a nawet w pewnym razie gdy go śpiegowie szukali, siedząc w kominie na zasadzoney tam belce, pilność ich omylił.”
„Kraków przed czterdziestą laty” Wielogłowski Walery, Kraków, 1871.

zamek łobzów ruiny11

Na szkicu widać ruiny zamku

W łobzowskim pała­cu urodził się syn królewski – Władysław IV. W wieku XVI i XVII z Łobzowa wyruszały paradne orszaki królewskie, by odbywać uroczyste wjazdy do miasta, związane z koronacjami, zaślubinami, pogrzebami lub sukcesami militarnymi.

Tu witano Bonę Sforza, Annę Austriacką i wiele innych znakomitych osobistości. Niestety, podczas potopu szwedzkie­go pałac został obrabowany i spalo­ny. Odbudował go król Jan III So­bieski. To tu właśnie był postawiony namiot Wiel­kiego Wezyra, gdzie Sobieski przed wyprawą na Wiedeń skoncentrował ponad 22 tysiące wojska.

To właśnie ten pałac posłu­żył mu za wzór dla rezydencji w Wilanowie.

zamek łobzów ruina9

Opis ogrodu z tamtego czasu podaje, że pełen był on nie tylko pięk­nych, drzew i krze­wów, ziół, a w altanach można było odpocząć przy fontannach i ko­lumnach. Za Sa­sów ogród wraz z pałacem był mocno zniszczony.
Pierwsze prace konserwator­skie zaczęła Akademia Krakowska, której pałac przekazał ostatni król Polski – Stanisław Au­gust Poniatowski. Otoczenie prze­kształcono w ogród botaniczny. Nieste­ty, po zaborach pałac popadł w ruinę.

Za czasów Rzecz­pospolitej Krakowskiej wyremon­towano skrzydło południowe kosz­tem rozbiórki pozostałych. Uporząd­kowano ogród, a jego część przekształcono w park. Stał się on mod­nym miejscem spacerów i wycie­czek. W odnowionym pałacu, nowy właściciel – Towarzystwo Strzelec­kie organizował nie tylko spotka­nia, ale i uczty królewskie.

łobzów podchorążówka6

I teraz przechodzimy do najsmutniejszej części

Po upadku Rzeczypospolitej Krakowskiej Austriacy zrobili tu najpierw magazyny, a potem w 1850 r. zbudowali Szkolę Kadetów ( wykorzystując pozostałości murów zrujnowanego pałacu).

Zachowali jednak park, który był także w międzywojniu. W tym samym czasie mieścił się tutaj także najpierw Korpus Kadetów, a później Szkoła Podchorążych Piechoty. Podczas okupacji niemieckiej były prowadzone prace przy bu­dowie nowej drogi przed pałacem, lecz nie doprowadziło do takiej dewasta­cji jaka miała miejsce później. Tutaj koniecznie muszę przytoczyć słowa ze spacerownika „Gazety Wyborczej”:

„W latach 50. ubiegłego wieku Ludowe Wojsko Polskie przystąpiło do budowy stadionu WKS Wawel. (świadectwo pochodzi z opowieści Ś.P. prof. Janusza Bogdanowskiego).

Oczywiście w tamtych czasach wszystko co wojskowe, nawet budowa stadionu, okryte było tajemnicą wojskową o stalinowskim rygorze.

Niemniej jednak wojewódzkiemu konserwatorowi zabytków (p. Dutkiewicz) udało się zmylić czujność strażników i wszedł na teren budowy jako osoba urzędowa:

- Panie pułkowniku? A co się stało z kopcem Esterki?

- Ten pagórek? Spychacze wyrównały. Ale jak pan chce, to ja panu taki kopiec zaraz usypię albo i dwa. Tylko niech Pan pokaże gdzie…”

Takim to sposobem zdewa­stowano bowiem nie tylko tajemniczy kopiec Esterki, ale także przepiękny ogród, zasy­pano XIV-wieczną Młynówkę Kró­lewską, doprowadzając zarazem do ginięcia grabowego starodrzewu.

Teraz na części parku znajduje na stacja benzynowa…..

To przykre, ale ja tylko dziś dowiedziałam się o tej smutnej historii i to za sprawą ciut ckliwego wierszu jakiegoś podrzędnego poety….

A przecież przez 4 lata mieszkania w akademiku „Piast” przechodziłam tam codziennie!!!

Smutne…..

Na koniec Kopiec Esterki rysunek F. P. Usenera z 1805 r.

Kopiec_Esterki

Projekt rekompozycji ogrodu w niezbyt zadowalającej jakości (1990 r. – chyba nic z tego ….)

łobzów rezydencja plan ogrod

I taki to przygnębiający widok (mapa z końca XVIII w.

lobzowik google obecnie

i google maps)

łobzów Przeskok nasza działka i ogród łobzów googlNa zdjęciu obecna ulica Przeskok od ulicy Kazimierza Wielkiego dochodzi dokładnie do bramy Ogrodu Łobzów, który widać między Młynówką a dwoma wieżowcami po lewej u dołu. Są to pozostałości majątku Uznańskich i Sułkowskich. Po lewej stronie u dołu zdjęcia (południowy zachód) widać dwa wieżowce mieszkalne – dolny stoi dokładnie w miejscu gdzie stał dom Białczyńskich – nasza działka ciągnęła się od rzeki Młynówki aż do tego wieżowca powyżej, czyli do zakrętu ulicy Przeskok, oraz wzdłuż muru istniejącego obecnie Ogrodu Łobzów.

O pradziadku Julianie I browarniku, pożarze Krakowa i jego dawnych dziejach oraz o pierwszej produkcji piwa porter w Polsce

Posted in Klan, kuchnia by bialczynski on 25 Październik 2009

Julian Pagaczewski I – krakowski browarnik – pierwszy producent piwa porter w Polsce

chmiel szyszki 1 7258_b

szyszki chmielowe

Julian Pagaczewski I (1830 – 1877) – był Radcą Miejskim w Krakowie i ojcem Juliana II Pagaczewskiego – historyka sztuki, profesora UJ. Był właścicielem browaru przy ulicy Basztowej, znanego z pierwszej produkcji polskiego piwa porter i nazywanego Browarem „Pod Maszyną”. W 1877 roku miał miejsce pożar Krakowa, w którym także spaliła się część browaru.

ch miel plantacja pict0051

Słowianie eksportowali chmiel do Germanii, Skandynawii, Rzymu i Grecji już w początkach pierwszego tysiąclecia Naszej Ery, ok. 50- 100 n. e.

Nie podźwignął się jako przedsiębiorca,  zbankrutował – a ponieważ był Rajcą Miejskim (okres prezydentury Józefa Dietla) – popełnił wtedy samobójstwo. Prasa przedstawiała jednak jego śmierć jako wynik choroby. Cóż były to czasy ludzi honoru i danego słowa, które miały swoją wagę, nie mniejsza niż wśród dawnego rycerstwa sarmackiego i skołockiego.

Narodowy Bank Polski Basztowa 4

Narodowy Bank Polski przy ulicy Basztowej 20 – stoi dokładnie w miejscu Browaru Pod Maszyną Juliana I Pagaczewskiego

1beecBank e5295aa431f124b500ad462e0f0dc5b4961

Vis a vis Barbakanu

Oto wypis ze Strony Browary Krakowa -Archiwum: http://www.browar.biz/forum/archive/index.php/t-25019.html

Chmielowe_zniwa_2797201

żniwa chmielne

Julian – pierwszy producent piwa PORTER w Polsce – ze strony Browary Archiwum

Powrócę jeszcze na chwilę do Juliana Pagaczewskiego, twórcy”Browaru pod Maszyną”. Odebrał on wykształcenie piwowarskie w Anglii i po powrocie do kraju a przed założeniem własnego browaru związany był z browarem w Tenczynku. Informują o tym ogłoszenia tego browaru, zamieszczane w krakowskiej prasie, podpisywane nazwiskiem Pagaczewskiego. Piwa tenczyńskiego można się było zresztą napić w Ogrodzie Strzeleckim, gdzie istniała „restauracja połączona z kawiarnią i składem słynnego tenczyńskiego piwa”.

chmiel warka10_4przygotowanie

Pagaczewskiego uważa się za prekursora w produkcji portera (nie dziwota z racji wykształcenia), który wyrabiał już w swoim browarze, choć „znakiem firmowym” było piwo owsiane, sprzedawane w kamionkowych butelkach, zresztą we własnym sklepie w sukiennicach. Kto ciekaw, może poczytać nieco o Julianie w książce jego wnuka Stanisława „z tobołkiem za Kraków”, oraz w artykule „Pagaczewscy” w którymś z numerów kwartalnika Kraków (chętnym mogę wyszukać nr i rocznik).

porter-grand06

efekt końcowy piwo porter

Oto opisy  pożaru miasta jakie znalazłem na stronach poświęconych historii i kilka obrazków Krakowa z czasów świetności browarnika Juliana I Pagaczewskiego, pradziadka mojej żony Anny, pierwszego producenta piwa porter w Polsce

fragment ze strony:http://dawny-krakow.blogspot.com/search/label/po%C5%BCar

…Nawet nie będę wyliczać wszystkich pożarów, paliło się często i wszędzie. Kalendarium dziejów Krakowa jest nimi przepełniony. A gdzie tam jeszcze Szwedzi, Moskale….

pozar

Pożar w Krakowie, znalazłem tylko na razie opis pożaru z 1850 roku, a ten który strawił browar był w 1877, ale warto poczytać i zobaczyć stary Kraków na zdjęciach z Narodowego Archiwum Cyfrowego

I tak to oto dochodzimy do najtragiczniejszego pożaru w 1850 r., kiedy to dzięki biurokratycznym zarządzeniom austriackim (w obawie przed rewolucją Austriacy nie pozwalały strażakowi na wieży Mariackiej bić w dzwon alarmowy) spłonęła trzecia część miasta. A stało się tak za sprawą orzechów włoskich (ciekawe, że po rosyjsku są to orzechy greckie, w przeciwieństwie do wszystkich innych języków słowiańskich… nawet Ukraińcy mają „woloski gorichy” :) )

KR pozar na rynku

Pożar w Rynku Głównym obok Kościoła Mariackiego, okres kiedy po Rynku jeździły jeszcze tramwaje

„Orzechy włoskie potrafią działać jak pociski zapalające i stać się przyczyną zniszczenia 160 domów, czterech kościołów, trzech klasztorów i dwóch pałaców. Właśnie one składowane były w sąsiedztwie tzw. Dolnych Młynów nad Rudawą, które zapaliły się 18 lipca 1850 r.
Niesione przez wiatr rozprzestrzeniły pożar, który przeszedł dalej przez ul. Krupniczą, Planty, ul. Wiślną, Bracką, Grodzką i wiele innych, nie oszczędzając Rynku. Z powodu drewnianej zabudowy miasta, braku straży pożarnej i małej liczby sikawek, krakowianie szybko zrezygnowali z akcji ratunkowej – skupili się na organizacji samosądów nad domniemanymi podpalaczami. „Dzisiejszej nocy sami tylko starozakonni i chłopi z wsi okolicznych ratują miasto” – pisała ówczesna prasa.”
„Austriackie gadanie czyli encyklopedia galicyjska”, M. Czuma

KR kawiarnia drobnera planty szewka db27_1

Kawiarnia Drobnera, róg Szewskiej i Plant 1927

Helena Modrzejewska w wyniku tego pożaru ( tak a propos’ czy ktoś już był w Krzysztoforach na wystawie o niej? jakieś wrażenia ?) jako mała dziewczynka przez długie tygodnie koczowała wraz z matką i innymi krakowianami na łąkach-mokradłach Św. Sebastiana, (teraz tam oczywiście łąk nie ma , ale za to biegnie ul. Sarego).
Szczegółowy przebieg pożaru jest cudnie opisany u przewodnikpokrakowie1 część, 2 część i 3 część. Nic dodać nic ująć :)

Teatr Bagatela róg Karmelickiej bydynek

Teatr Bagatela – róg ulicy Karmelickiej i Krupniczej przy Plantach

Kraków dawny strazacyy

Krakowscy strażacy przed II wojną

plan krakowa przedwojenny Młynówka tramwaje

Plan Krakowa przedwojenny, z Młynówką i liniami tramwajowymi

O pierwszym producencie piwa porter z czasopisma „Tradycje piwowarskie”

browar 943694

ABOUT BEER DRINKING TRADITION Nobody today knows who invented beer. Ancient Greeks and Romans drank beer and mentions of beer can be found in the Code of Hammurabi (1800 B.C.). Gallus Anonymus wrote about beer in his chronicle, Leszek Biały refused to take part in the crusade because of the lack of beer in hot countries. In Poland also, beer was a very popular beverage. „Wine is rarely used here, and wine growing is unknown. This Polish nation however, has the beverage called „piwo” [beer] in Polish, which is brewed from wheat, hops and water; and there is nothing more refreshing than its exquisite taste, that citizens and visitors savour more than anywhere else.” This is how a well-known chronicler named Jan Długosz wrote about beer. According to the law of 1667, beer could be brewed only in a formed guild. Brewers had already formed a guild in Cracow in 1423. Two Cracow towers erected in the place of the present Juliusz Słowacki Theatre were under the guild’s protection. It was the guild’s task not only to protect the towers, but also to maintain them. However, breweries were usually situated outside the city walls next to mills and tanneries. City breweries were run by the guild’s masters and those outside the city walls – by botchers. These are people not associated with the guild while pursuing their trade illegally. In the middle 16th century, many breweries were located on Saint John Street. The house „Under the Peacock” ["Pod Pawiem"], number 30, in the building of the present branch of the National Museum. The Czartoryskis Museum also housed a brewery. Cracow beer, called (double) strong beer, at that time, was like a miraculous medicine prescribed by physicians to the ill. In the 19th century, the most popular was the beer from Rudolf Jenny brewery built in 1840 on the corner of Strzelecka and Lubicz Street. In 1903, baron Götz-Okocimski, the owner of another brewery operating in Okocim since 1847, bought the brewery). In Strzelecki Garden, guests were served Julian Pagaczewski (1830-1877) beer, initially brought from Tenczynek. At that time, it was produced in the house „Under the Machine” ["Pod Maszyną"] in Kleparz, in the same place where today is location of the National Bank of Poland (corner of Basztowa Street and Matejko Square). Julian Pagaczewski studied brewery in London. He is the grandfather of Stanisław Pagaczewski, writer, and an author notable for his famous cycle of books for children about the adventures of Professor Baltazar Gąbka. He was the first to start the production of the „porter” beer brand in Poland. Pagaczewski ran his own shop in the Cloth Hall where he used to sell the beer of his own making. The material compiled by Joanna Szulborska-Łukaszewicz is based on a book by Jan Adamczewski, Cracow from A to Z [Kraków od A do Z] (KAW, III edition, 1992) and Oh Well, That’s My Cracow [Ech, mój Krakowie] (WL, 1980), and the Cracow Encyclopaedia [Encyklopedia Krakowa] (Polish Scientific Publishers PWN, 2000).

kufel-wolny-rynek-to-piw_7

O TRADYCJI PICIA PIWA

Nikt dziś nie wie kto wynalazł piwo. Pili je starożytni Grecy i Rzymianie, wzmianki o tym napoju znajdziemy w Kodeksie Hammurabiego (1800 r. p.n.e.), pisał o nim w swej kronice Gall Anonim, Leszek Biały zrezygnował z udziału w wyprawach krzyżowych, ze względu na brak piwa w ciepłych krajach. W Polsce było piwo trunkiem bardzo popularnym.

„Wino rzadko tu używane, a uprawa winnic nie znana. Ma jednak kraj polski napój warzony z pszenicy, chmielu i wody, po polsku piwem zwany; a nic nadeń lepszego do pokrzepienia ciała, jest nie tylko rozkoszą mieszkańców, lecz i cudzoziemców wybornym smakiem, więcej niż w innych krajach zachwyca.” Tak pisał o naszym kraju znany kronikarz Jan Długosz.

Zgodnie z prawem z 1667 roku piwo w mieście można było warzyć tylko w zrzeszonym cechu. Cech piwowarów w Krakowie istniał już w 1423 roku. Pod jego opieką znajdowały się dwie baszty krakowskie, stojące w miejscu zajmowanym obecnie przez budynek Teatru im. J. Słowackiego. Zadaniem cechu była nie tylko obrona ale i konserwacja obu baszt. Najczęściej jednak browary lokowano poza murami miasta, obok młynów i garbarni. Browary miejskie prowadzili mistrzowie cechowi, zaś poza murami miasta partacze, tj. osoby nie zrzeszone w cechu, uprawiające swój zawód nielegalnie.

W połowie XVI wieku wiele browarów znajdowało się przy ulicy św. Jana. Z piwa słynął dom „Pod Pawiem” pod numerem 30, w budynku obecnego oddziału Muzeum Narodowego – Muzeum Czartoryskich także prowadzono browar. Piwo krakowskie, zwane „dubeltowym” było wówczas – jako lek cudowny – zalecane chorym przez lekarzy.

W XIX wieku największą popularnością cieszyło się piwo z browaru Rudolfa Jenny’ego, zbudowanego w 1840 roku u zbiegu ulic Strzeleckiej i Lubicz (w 1903 roku odkupionego przez barona Götz-Okocimskiego, właściciela działającego od 1847 roku browaru w Okocimiu).

W Ogrodzie Strzeleckim piło się piwo Juliana Pagaczewskiego (1830-1877), początkowo sprowadzane z Tenczynka, potem zaś produkowane w domu „Pod Maszyną”, na Kleparzu, w miejscu gdzie dziś znajduje się budynek Narodowego Banku Polskiego (róg ulicy Basztowej i placu Matejki). Julian Pagaczewski (dziadek Stanisława Pagaczewskiego, pisarza, autora słynnego cyklu książek dla dzieci o przygodach profesora Baltazara Gąbki) uczył się browarnictwa w Londynie, jako pierwszy w Polsce rozpoczął produkcję piwa marki „porter”. Prowadził własny sklep w Sukiennicach, gdzie sprzedawał wyrabiane przez siebie piwo.

Chmiel_zwyczajny_-_szyszka


Materiał opracowany przez Joannę Szulborską-Łukaszewicz w oparciu o książki Jana Adamczewskiego „Kraków od A do Z” (KAW, wyd. III, 1992) oraz „Ech, mój Krakowie” (WL, 1980) a także „Encyklopedię Krakowa” (Wydawnictwo Naukowe PWN, 2000) .

Tan Mniejszy 5, czyli Swadźba i Nasze Dzieci – Nasza Siła – Nasza Przyszłość

Posted in Słowianie, Teksty społecznie zaangażowane by bialczynski on 24 Październik 2009

Nasze dzieci nasza siła – nasza przyszłość

SS 103883Słowiański ślub – czyli nasza Swaćba i Swadźba, a także jak widać  – nasze kolejne wcielenia i cała przyszłość – to co mamy tak naprawdę do zrobienia wżyciu to dawać życie

Z przyjemnością i satysfakcją obserwuję jak nowa, młoda nauka polska odrywa się od skostniałych poglądów „starców” i zbliża w efekcie w sposób z roku na rok coraz bardziej zasadniczy do mojej koncepcji Wiary Przyrodzonej i jej intuicyjnego obrazu jaki próbowałem odtworzyć.

Ten artykuł pokaże to zbliżenie tylko w części poświęconej tematowi dzieci – czyli kształtowania przyszłych pokoleń oraz tematowi narodzin i  wcielającego się w nowe życie losu-koszu.

Przed publikacją książki Andrzeja Szyjewskiego takie zbliżenie  wydawało się nieprawdopodobne, wręcz  zupełnie niemożliwe, bowiem Mitologia Słowiańska Księgi Tura stała na przebogatym brzegu pełnym wielowiekowych wytworów słowiańskiej kultury rozumianej holistycznie i opierała się na takimż holistycznym sposobie odtwarzania panteonu i zasad wiary, zaś na drugim brzegu za fundamentalną przepaścią aksjologiczną stały mitologie odtworzeń naukowych Brucknera, Strzelczyka, a nawet Gieysztora, chociaż ta ostatnia szła już lekko w stronę nowych metod.

Przytaczam tutaj obszerny fragment antropologicznego dzieła Andrzeja Szyjewskiego, bo w zasadzie zgadzam się z jego wnioskami w olbrzymiej większości. Rozumiem też jego krytyczną postawę tam gdzie ja mogłem sobie pozwolić na swobodne puszczenie wodzy fantazji  po to by zobaczyć jak coś mogłoby wyglądać gdyby nie zostało przerwane i w jaki sposób powinno się to przywrócić aby mogło się dalej rozwijać.

10E+Greg 1 2003Ewa i Grześ – jak widzicie Ewa nie była taką całkiem  młodziutką mamą – Wszystkie kłopoty zostały jednak przezwyciężone i poszło bez zarzutu. Widzimy tutaj dumną i szczęśliwą mamę i wspaniałego synka

Oto fragment dzieła Andrzeja Szyjewskiego „Religia Słowian”, Wydawnictwo WAM, grudzień 2003

poświęcony tematowi narodzin

Ciało i dusza – zarys antropologii

„W tradycyjnym światopoglądzie istnienie ludzkie jawi się jako pewna całość syntetyzująca przemiany wszechczasu. Ziemski i pozaziemski byt człowieka tworzą szczególny cykl w obrębie życia w ogóle”.
[A. Zadrożyńska, Powtarzać czas początku, cz. II: O polskiej tradycji obrzędów ludzkiego życia, Warszawa 1988, s. 8]

Dola

Zgodnie z opisanym w rozdziale 2 mitem kosmogo-nicznym człowiek, podobnie jak świat, jest wspólnym dziełem Boga i Diabła, przynależy i do rzeczywistości organizującej, i do sfery chaosu i śmierci. „Potrzebuje więc przewodnika, pomagającego mu w lawirowaniu między potęgami i żywiołami świata, prowadzącego go ku jego przeznaczeniu”. Wydaje się, że – wbrew słowom Moszyńskiego i Urbańczyka – Słowianie znali ideę przeznaczenia, indywidualnego losu, który wyznaczany był w momencie stworzenia. Światem nie rządził przypadek, ludzie mieli swoją dolę, której przyznawali życie i osobowość. Jej zawiązanie następowało w momencie narodzin, czyli przejścia z tamtego świata na ten. Wówczas przy kołysce zjawiały się postacie określane jako Rod i rodzanice i aby je ugościć, zostawiano im chleb, ser i miód z kaszą (kutię). Jeśli wierzyć źródłom wschod-niosłowiańskim, Słowianie składali ofiary Rodowi i ro-dzanicom, zanim złożyli je Perunowi. Słowa te natchnęły radzieckiego archeologa B. Rybakowa do postawienia bardzo ryzykownej hipotezy. Jego zdaniem Słowo św. Grzegorza Teologa opisuje rzeczywisty proces historyczny: Słowianie najpierw „kłaniali się upiorom i be-regyniom”, potem „Rodowi i rodzanicom”, w końcu zaś (przechodząc do henoteizmu) „Perunowi”. Kult duchów dobra i zła (animizm) Rybakow datuje na okres zbiera-czo-łowiecki, po czym aż do X wieku zaczęły dominować więzi rodowe, a ich ucieleśnieniem stał się kosmiczny, wszechogarniający bóg Rod (naturyzm). Idee i wizerunki Roda Rybakow widzi wszędzie, także w słynnym posągu zbruczańskiego Światowida. Jak pisze jedna z wyznawczyń tej teorii, a zarazem „wołchwyni Rodzimej Wiary” Halina Łozko: „Twórcą Wszechświata, Bogiem nad bogami był u Ukraińców Rod. On przebywa na niebie, jeździ na chmurach, jest dawcą żywota ludziom, zwierzętom, ptakom, zsyła deszcz na zasiewy żyta, wyznacza człowiekowi jego los”70.
W rzeczywistości Rod, określany też jako Sud, Usud, personifikuje idee pokrewieństwa rodowego jako symbol ciągłości duchowej (rodosłowie). On bowiem kieruje dystrybucją dusz należących do każdego rodu, wita tych, którzy po śmierci trafili do Zaświatu-Wyraju, po czym po jakimś czasie odsyła z powrotem do naszego świata w postaci grudek ziemi ciskanych w dół lub powierzanych ptakom (lelek, bocian).

foto_dzieci220920geddes204538Urocze dzieciaki z Albumu Anne Geddes – Dziecko pszczoła

Prawdopodobnie bardzo archaiczna jest koncepcja rodzanic. Demony te znane są na całej Słowiańszczyź-nie pod nazwami rożanic „rodzących”, sudjenic „wieszczących” czy „sądzących”, narecznic „określających”; łączą ze sobą koncepcję rodzenia, rodu i losu (od słow. rod „ród, rodzina”, z pie. *hordhu „wyrastać”). Istoty te w liczbie trzech pojawiały się przy kołysce, by wieszczyć przyszłość, szczęśliwe lub nieszczęśliwe życie danego dziecka, orzekać jego losy, czy będzie mu się darzyć, czy też ścigać go będą nieszczęścia, czy będzie bogaty czy ubogi, a wszystko to zapisują w postaci nie-zmy walnego znamienia na czole. Tego, co powiedzą, nikt nie jest w stanie zmienić. Zgodnie ze źródłami etnograficznymi rodzanice mieszkają na końcu świata, w pałacu Słońca. W towarzystwie Roda przybywają też na po-strzyżyny, kiedy należy poczęstować je ponownie posiłkiem i ofiarować włosy. U południowych Słowian niekiedy odróżnia się rodzanice (rojenice) od sudjenic (so-jenic), które zjawiają się przed śmiercią i przełomowymi momentami życia. Co ważniejsze, w ruskich zakli-naniach nad dojrzewającym chłopcem wymieniane są Trzy Marie lub Boże Matki: Paraskiewa, Anastazja i Barbara, a w bułgarskim folklorze Bogurodzica, Paraskiewa (św. Piatka) i Anastazja (św. Niedziela). Do ich za-chodniosłowiańskiego odpowiednika odnosi się wzmianka w Katalogu magii Rudolfa: „Składają ofiarę swym trzem siostrom, które poganie nazywaj ą Kloto, Lache-zis i Atropos, aby im użyczyły bogactwa”. Tym razem ta interpretatio romana jest najzupełniej słuszna, gdyż idea rodzanic ma głębokie korzenie indoeuropejskie, w antyku grecko-rzymskim odpowiadały im mojry-parki, w Skandynawii trzy norny – Urd, Wernandi i Skuld, u ludów celtyckich trzy wieszcze matrony bądź trzy Brygidy, u Bałtów Łajma {laime) w trzech postaciach.
We wszystkich tych przypadkach potrojenie bóstwa losu wiązane jest z personifikowaniem trzech jego czynności: zaplatania nici przeznaczenia, pilnowania jego właściwego przebiegu i przecinania. Mitoznawcy twierdzą, że za tymi trzema postaciami kryje się jedno prastare bóstwo losu (żeńskie – jako że przędzenie jest czynnością żeńską) w rodzaju pragermańskiej Urdhr i wcze-snogreckiej Mojry. Wydaje się, że analogiczny proces zaszedł u Słowian, dlatego też ucieleśnienie losu występowało u nich w postaci żeńskiej jako Dola. Imię to oznacza dosłownie „dział”, „udział”, dola bowiem to uosobienie szczęścia, powodzenia, indywidualnego losu, przeciwstawianego Niedoli albo Biedzie, personifikowane-mu złemu losowi. Prawdopodobnie dolę każdego człowieka uważano za dar bogów, siłę użyczoną do pokonywania trudności w życiu. Towarzyszy niezmiennie człowiekowi od narodzin do śmierci, można ją dziedziczyć po ojcu. Przybiera postać dziewczyny w stroju panny młodej, odpowiadając w ten sposób irańskiej daenie, niekiedy występuje w roli ducha domowego. Istnieje też, zwłaszcza w folklorze południowosłowiańskim, wyobrażenie ogólnoludzkiej Doli. Funkcjonuje to w opowieściach o gospodarzu, któremu mimo ciężkiej pracy nic się nie udawało. Wędrując w poszukiwaniu dawcy doli, trafił do domu, w którym najpierw objawia mu się Dola w postaci urodziwej i młodej bogatej dziewczyny (czasami Los jako piękny młodzieniec, albo sam Pan Bóg). Wszyscy, którzy się narodzili tej nocy, dostawali taką właśnie, szczęśliwą dolę. Następnego dnia dziewczyna była starsza, a jej bogactwo mniejsze, aż do przemiany w zaropiałą staruchę w łachmanach w starej chacie. Tak więc przyszły los zależny był od dnia urodzenia, wieszczyły go zgromadzone przy kolebce rodzanice, odtąd nieodmiennie w postaci kobiecej towarzyszył poczynaniom ludzkim. Inny symbol przyznanego losu wiąże się z ideą duszy ludzkiej jako ptaka i odwołuje się do archaicznych kosmologii euroazjatyckich. Dusze, zanim przyjdą na świat, pozostają w postaci piskląt w gniazdach, rozmieszczonych na gałęziach Drzewa Kosmicznego. Drzewo to, zwłaszcza jeśli miało dziuplę, było symbolem powszechnej matki. W analogicznych wierzeniach syberyjskich od wysokości umiejscowienia gniazda zależą możliwości i przyszły los człowieka.

Your-Child-s-Emotional-Health_full_article_verticalInna Ewa, czyjaś fantastyczna córka

Narodziny

Narodziny były niewątpliwie okresem progowym, doświadczeniem, w którym związek pierwiastków duchowych z ciałem dopiero się ustala i może łatwo ulec przerwaniu. Dlatego w folklorze słowiańskim porońcom (stradcze) i dzieciom zmarłym w czasie porodu przypisuje się potężną moc – skumulowany potencjał niezrealizowanego życia. Jednym ze sposobów zyskania sobie domowego kłobuka było pochowanie pod progiem po-rońcajako tzw. ofiarę założną (zakładzinową). Brzemiennej kobiecie nie wolno było, spośród wielu innych rzeczy, zaglądać do studni i czerpać wody, gdyż mogłaby wówczas poronić – rosnące w jej łonie dziecko zapragnęłoby powrócić do swego żywiołu. Świadczy to między innymi o uznaniu zaświatowej, demonicznej natury ducha. Z tego samego powodu w folklorze słowiańskim noworodki i ich matki podlegały wielu zakazom. Nie powinny w ogóle wychodzić, a zwłaszcza stąpać po polu, by nie zabrać mu płodności, nie powinny też odbywać stosunków płciowych. Katalog magii Rudolfa wylicza kilka z działań magicznych związanych z dzieckiem w tym czasie.
„Pytaj najpierw, co czynią przy porodzie dzieci, a przekonasz się, że: Dzieci jeszcze bardzo delikatne wsadzają do worka, aby spały. Chodzą z dzieckiem dookoła ogniska, podczas gdy inna idzie z tyłu i pyta: co niesiesz; a odpowiada głupia: rysia, wilka i śpiącego zająca. Kradną wiecheć słomy, którym czyści się piec, i w kąpieli myją nim dziecko. Uszy zajęcy, nóżki kretów i wiele innych rzeczy kładą do kołyski, a czynią to, aby dzieci nie płakały. Pytaj też pilnie o słowa, które przy tym wymawiają, a znajdziesz wiele podziwienia godnych rzeczy. Oprócz tego, gdy je [kobiety] prowadzą z miejsca porodu do łóżka, wymawiają jakieś niedorzeczne błogosławieństwa. Położne uderzają je w głowę siekierą. Naczynie, w którym się kąpią, obwiązują surowym sznurkiem. Układają kupki mąki i soli, które liżą, aby miały obficie mleka. Ojcu pokazują najpierw wielki palec nóżki dziecka, a nie twarz. Z błony porodowej dziecka odgryzają trzy kawałki, które zamieniwszy w proch, dają ojcu do pożywienia, aby kochał dziecko. I inne jeszcze odrażające praktyki wykonują z ową błoną porodową. Do pierwszej kąpieli dziecka wkładają jajko, które ojcu dają do spożycia. Wodę z tej kąpieli wylewają na ręce ojca. Dziecko błogosławią źdźbłem słomy, na którym zrobiły węzełek. Ognia nikomu z domu nie pożyczają i wiele innych bluźnierczych praktyk przy porodzie czynią.
Podobnie po chrzcie dziecka nóżkami jego dotykają gołego ołtarza, sznur dzwonu kładą mu na usta, rączkę kładą na księgę, aby się dobrze uczyło, a prześcieradłem z ołtarza głaszczą jego twarz, aby było piękne. Niosąc dziecko [z kościoła] do domu, rozdeptują na progu domu jajko pod miotłą. Do kąpieli po chrzcie wkładają dziewięć rodzajów ziarna, wszelkiego rodzaju żelastwo, a pod palenisko wsa-dzają czarną kurę, naprzeciw której tańczą zapaliwszy światła. Z koszulką dziecka robią czary, aby wszystko, co zgubi, znalazło. Wodę z kąpieli dziecka wylewają pod płot innej położnicy, aby tamto dziecko płakało, ich zaś było spokojne. Tym miejscem ciała, które jest bramą naszego wejścia na świat, pokładają się na dziecko, lecz nie tak jak to czynił Elizeusz71, aby je uzdrowić od wszelkich słabości i chorób. Wieczorem, trzymając dziecko na ręku, stoją z tyłu za drzwiami i wzywają leśną babę, którą nazywamy fauną, aby dziecko fauny płakało, a ich było spokojne, i jeszcze wiele innych środków pełnych niedorzeczności stosują wobec dzieci bądź aby było spokojne, bądź aby było mądre”.

fotografie dzieci - geddes - 13Anne Geddes – dzieciaki myszaki

Wiele z tych działań ma bardzo głębokie znaczenie, jak choćby odwołujące się do mitu antropogonicznego wycieranie dziecka wiechciem słomy, tłuczenie jajka czy równanie go ze zwierzętami leśnymi bądź zabezpieczenie przez „leśną babą”, prawdopodobnie postacią Baby Jagi. Niezmiernie ważne było to, z czym będzie się wówczas stykać dziecko i położnica, z kim rozmawiać i o czym, gdyż okres ciąży i następujący po porodzie kształtowałdziecko, nadawał mu piętno indywidualne i osobowość. Ten szczególny okres trwał do szóstego tygodnia życia dziecka, kiedy następował wywód: wyprowadzenie położnicy, „pokazanie dziecka Słońcu” i nadanie imienia (w kulturze ludowej święto Matki Boskiej Gromnicznej uważane jest za jej wywód). Od tego dnia bezimienny płód stawał się człowiekiem i członkiem wspólnoty. Jeśli zmarł wcześniej, „zwracano go ziemi”, wkładając głową w dół do odpowiadającego macicy glinianego naczynia i grzebiąc.
Podstawowym pytaniem dla zrozumienia antropologicznej strony religii słowiańskiej byłoby rozstrzygnięcie, skąd się biorą dzieci, a raczej kto wyposaża je w życiodajne elementy duchowe? Współczesny folklor widzi w tej roli Boga: „Bóg daje dziecko i Bóg zabiera”. Konieczność pokazania dziecka Słońcu wskazywałaby tu też na j ego rolę. Rybakow uznaj e wywyższonego Roda za odpowiedzialnego za przydział doli Rządcę Losu z serbskiego przekazu. Jednak przydział doli nie oznacza wyposażenia w ducha. Dusza w wierzeniach słowiańskich jest, zgodnie z jej źródłosłowem (prasł. *dm-, *duch-), „tchnieniem” utożsamianym z „oddechem”, wypełniającą ciało przejrzystą, subtelną materią, którą przy śmierci można wyzionąć (zwrot występuj ący we wszystkich językach słowiańskich). Z taką odlatującą duszą kojarzy się para oddechu albo wiry powietrzne. Od najwcześniejszego okresu, jak wskazuje jedna z płaskorzeźb drzwi gnieźnieńskich, widziana też była w postaci ptaka. Skojarzyć można z tym wspomnianą wyżej ideę dojrzewania dusz jako piskląt w gniazdach na gałęziach Drzewa Kosmicznego. Wówczas tym, kto je roznosi, jest także ptak, przybierający różne postaci. Naj-bardziej znana z nich to bocian, charakterystyczny dla nizinnego krajobrazu ptak łąkowy, który na dokładkę swym przylotem zapowiada (=sprowadza) wiosnę i jest wrogiem przynależnych sferze akwatyczno-chtonicznej gadów: węży i żab. Wiąże się z nim szereg ciekawych wierzeń, wskazujących na archaiczność jego symboliki. Bociany na zamorskim zimowisku przyjmują postać ludzką. Bocian w folklorze bułgarskim pierwotnie był człowiekiem, gdy zabije się bociana, krowy będą dawać mleko splamione krwią. „Zabicie bociana uważano za grzech śmiertelny, nigdy nie odpuszczony i odpuścić się nie mogący”. W Polsce ze względu na kolor dzioba i nóg jego obecność chroni gospodarstwo przed ogniem, odgania chmury, burze i pioruny, jest więc kolejną postacią domowego ducha opiekuńczego. Oczywiście należałoby zapytać, skąd się w takim razie biorą dzieci w zimie, kiedy bociany odlatują do ciepłych krajów? Zwykle za zastępcę bociana uważa się kruka bądź wronę, na przykład czeskie powiedzenie „wrona zastukała im do okna” oznacza narodziny dziecka w zagrodzie. Objęcie tej funkcji właśnie przez krukowate zostało prawdopodobnie umożliwione przez istnienie czarnych bocianów, czyli półkruków.
Innym ptakiem kojarzonym ze sferą duchową człowieka jest lelek, którym nie musi być lelek kozodój, lecz jakiś ptak mityczny czasami mylony też z nietoperzem. Sama jego nazwa nawiązuje do jednego z określeń duchów zmarłych i zarazem miej sca ich pobytu: lala. Na tej podstawie Włodzimierz Szafrański rozwija tezę o obecności słowiańskich „larów” w postaci lalek bądź łątek – drewnianych wyobrażeń przodków trzymanych w domkach72. Uważa za takowe trzy brodate figurki znalezione w Wolinie. Ibn Fadlan wspomina o takich przenośnych figurkach kultowych. W Kronice Kosmasa mowa jest też o stawianiu przodkom budek – domów dusz. Zdaniem Szafrańskiego motyw umieszczanego w kapliczkach przydrożnych Chrystusa Frasobliwego jest pozostałością tej formy kultu. Proponuje on też zrehabilitować wymienianą przez Długosza Dziedzilelę i włączyć do panteonu słowiańskiego jako „nosicielkę dzieci”. Można by zarazem rekonstruować nazwę lelka jako „ptaka dusz”. Dusz, których drewniane wyobrażenia przeistoczyły się po desemantyzacji w zabawki dziecięce. Duchy zmarłych nazywano od nich lalami albo, jak na Łużycach, lutkami. Po kolejnej desemantyzacji dały początek idei krasnoludków.
Ponieważ duszę u ludów słowiańskich widziano często w postaci ornitomorficznej, po śmierci ulatuje ona zapewne w postaci ptaka do Wyraju jako ojczystej krainy wszystkich ptaków. Tam przebywa czas jakiś pod władzą rządzącego nią bóstwa, by potem powrócić na ziemię i wkroczyć do łona kobiecego. Przenoszona jest wówczas przez powracające z Wyraju ptaki, dlatego w folklorze słowiańskim dominuje widzenie sprowadzania dzieci przez ptaki w rodzaju bociana czy lelka. Rekonstrukcję taką zdają się potwierdzać zapiski odnoszące się do obrzędów pogrzebowych. Duszę zmarłego unosi do nieba wraz z dymem stosu pogrzebowego wiatr (rus. irej). Tam musi przekroczyć Bramy Raju, pilnowane przez strażnika, w folklorze identyfikowanego na wschodzie ze św. Mikołajem (Wołos), na zachodzie z św. Piotrem bądź św. Jerzym (Jaryło/Jarowit?), w postaci zoo-morficznej zaś jest to Złoty Kur, Raróg bądź ptak drapieżny, dzierżący w szponach klucz do Wyraju.
Z tak zaznaczonej roli ptaków w pojawianiu się dzieci można by wnosić, że mają one całkowicie niebiańskie, boskie pochodzenie. Jednak przyglądając się zwyczajom i zaklęciom porodowym łatwo zauważyć, że w przyjściu dziecka na świat współuczestniczą też inne siły. Nadchodzący poród przepowiadało wypadnięcie i rozsypanie się węgli z domowego paleniska, podobne zdarzenie przepowiadać miało też przyjście niespodziewanych gości. Ognisko jest bowiem siłą scalającą rodzinę w jedną całość, na bieżąco jest poinformowane, co się dzieje w gospodarstwie. Ze względu na ścisły związek z rodziną nie wolno go było sprzedawać ani też pożyczać w okresie, kiedy coś w domu się urodziło. Mocno buzujące ognisko odstraszało złe siły, a jedną z postaci domowych duchów jest sypiący iskrami ptak. Bociany przynosiły dzieci z nieba i „wpuszczały je przez komin”, czyli powierzały duchowi domowego ogniska, który – niezadowolony – mógł cofnąć swoje błogosławieństwo. Wspomniane w Katalogu magii wytarcie dziecka słomianym pomiotłem do wygarniania popiołu jest zapoznaniem go z mieszkającym w popielniku duchem. Wreszcie w tymże Katalogu… mówi się, że po porodzie położnicę przenosi się na łóżko. To oznacza, że poród nie następował na łóżku, lecz na polepie, w bezpośrednim związku z ziemią, która – jak mówiliśmy – jest ciałem wszechrodzicielki i dawczynią życia.
Z połączenia więc reprezentacji żywiołów: powietrza (ptak), ziemi i ognia rodzi się dziecko, które musi być następnie obmyte w wodzie, by zadomowić się w świecie.
Wielość dusz

Grześ obrcone zd 12345012Grześ nie tak dawno,  2008

Wielość dusz

Brak bezpośrednich źródeł opisujących antropologię słowiańską zmusza do korzystania z ogólnych modeli kultur ludowych Słowiańszczyzny, spójrzmy więc, jaką wizję człowieka zawiera folklor. Ze względów kosmologicznych w człowieku mieszka zarówno życie i tężyzna, jak i choroby, wprowadzone do jego ciała na mocy „podwójnego stworzenia” i pozostające w stanie utajonym. To, w którą stronę będzie podążać jego ciało, zależy od „woli bożej”, czyli w istocie od jego doli, tego co mu wyznaczono. Dusza może także podlegać działaniom różnych sił, może się wzruszyć albo przestraszyć i odejść na jakiś czas, może zostać zaatakowana przez demony choroby, a w konsekwencji zostać z r a n i o n a i boleć, może też piszczeć. Dzięki działaniom magicznym i sztuce znachorskiej można skłonić siły kosmiczne do wygnania z ciała chorób, zaniedbania zaś w działaniach rytualnych prowadzą do ujawnienia się sił chaotycznych w całej okazałości. Ich synonimem na poziomie antropologicznym jest kołtun. Nie chodzi tu bynajmniej o skłębione, nieczesane włosy, jest to jedynie zewnątrzna oznaka kołtuna, który z reguły „siedzi wewnątrz” i sprawia, że wnętrzności stają się skręcone, powikłane i poplątane, łamie je i wykrzywia. Innym terminem na oznaczenie choroby jest postrzał, gdzie chodzi o nagły, kłujący ból, za którego przyczynę podaje się ukąszenie choroby (w postaci np. jadowitego węża). Przybrać mogą postać robaków, żab, jaszczurek i węży, ale też drobnych gryzoni (tzw. łaska – łasica). Choć choroby te mogą być leczone przez Boga lub jego przedstawicieli: św. Ilję czy Jerzego, są też choroby, najcięższe i najstraszliwsze, które zsyła Bóg jako dopust w charakterze klęski żywiołowej albo wskazania na danego człowieka. Dlatego ci, którzy zmarli z powodu epidemii, podobnie jak rażeni piorunem i kobiety zmarłe w czasie połogu, idą bezpośrednio do nieba.
Analizy semantyczne pokazują, że najczęstszym synonimem duszy jest serce i jemu najczęściej przypisuje się siedzibę duszy (np. mówi się, że 40 dni po śmierci rozpada się serce, dlatego tego dnia dusza ostatecznie odchodzi z tego świata). Rzadziej wspomina się żołądek, głowę, oczy i kości, sporadycznie – wątrobę, płuca, krew. Niekiedy utożsamia się duszę z siłą życiową, organy, które tracą duszę – zamierają (np. uschnięte palce, kończyny itd.). Zawsze jednak wyjście duszy następuje przez usta. O umierających mówi się, że mają ją na języku, w zębach, w gardle, w ustach czy nosie. Istnieje możliwość wyjścia odbytem, czyli odwrócenia normalnego układu, dotyczy to jednak albo sytuacji granicznej, straszliwego lęku, albo osób związanych z tamtym światem: czarownic, wiedźm, wilkołaków itd.
Thietmar stwierdza, że: „w przekonaniu Słowian ze śmiercią wszystko się kończy”, chodziło mu jednak prawdopodobnie o to, że nie ma u nich pojęcia pośmiertnej kary i nagrody. Wbrew Thietmarowi można być bowiem pewnym, że śmierć oznaczała u Słowian konieczność odejścia duszy, dechu w takie miejsce, z którego niegdyś przybyła ona „na ten świat”. Zdaniem autorytetów opisane przez podróżników arabskich obrzędy pogrzebowe Słowian wschodnich czynią wrażenie jakby nałożenia na siebie dwóch kompleksów wierzeniowych, z których jeden, wyraźnie zorientowany na moce chtoniczne, związany jest z pochówkiem w ziemi jako łonie kosmicznej matki, drugi zaś, wyrażający się w kremacji i obecności zwierząt solarnych (koń, kogut), odnosi się do idei niebiańskich zaświatów i pobytu we władzy Peruna. Idee te wiązane są przez archeologów z rozpowszechnieniem się obrządku ciałopalenia obecnego na wschodzie Europy od kilku tysięcy lat. Moim zdaniem można mówić o wielości pierwiastków duchowych, nierównomiernie związanych ze światem. Jeden jako cień stanowi zagrożenie dla żywych i jest odsyłany bądź odchodzi jak najwcześniej „do Matki-Ziemi”, by zjednoczyć się z zamieszkującymi Nawb przodkami, drugi jako iskra boża (Peruna?, Swaroga?) stanowi reinkarnowany element życia w puli rodu i powraca po słupie czy drzewie rodowym na ten świat. Pozostałością tego wierzenia jest tradycja nadawania wnukowi imienia dziadka.
Z tego układu wynika pewien, bardzo prawdopodobny, w świetle analogii antropologicznych, wniosek, że u Słowian elementów duchowych w człowieku było więcej niż jeden i ich losy pośmiertne były różne. Poniekąd jest to poświadczone w folklorze słowiańskim dotyczącym upiorów i wilkołaków. Ci, którzy przyszli na świat z zębami (bądź innymi oznakami odmienności), mają nie jedną, lecz dwie dusze (jedna z nich jest „ludzka”, druga „zwierzęca”) i dwa serca, stąd określani są przez Sło- wian wschodnich jako dwodusznyki, dwadusznie itd. Co ciekawe, dwie dusze (swoją i dziecka) ma także kobieta w ciąży, stąd szczególne traktowanie zmarłych w połogu i przed wywiedzeniem. Po śmierci pierwsza dusza idzie do nieba lub do piekła. Drugi duch pozostaje w ciele zmarłego i po jego pochówku wyprowadza ciało z mogiły, stając się strzygą, bubą, upiorem itp. Podobnie ci, którzy zginęli, zjedzeni przez dzikie zwierzęta, zwłaszcza wilka, nie mogli dostać się do nieba. W innej interpretacji ci, którzy zmarli w sposób naturalny, tworzą gru-pę przodków opiekuńczych, podczas gdy samobójcy, zamordowani lub zaginieni i zaczarowani, zmieniają się w duchy złe i zawistne. To, w którą stronę udawał się główny duch, zależne było od pozycji zwłok. Aby dusza dostała się do górnej sfery, niezbędne było ułożenie zwłok „plecami do ziemi, fujarą do nieba”. Aby ustrzec się wilkołaka, powinno się go pochować „odwrotnie”. Śladem myślenia o przemianie, jaką przechodzi nieboszczyk, jest podanie serbskie o zmianie płci tych, którzy „przeszli pod tęczą”.

Childs DressTamta Ewa kilka lat później

Często zastanawiam się sam nad sobą jak to się stało że miałem dzieci – bo kiedyś jak każdy młody człowiek myślałem o posiadaniu dziecka z pewnym przerażeniem, zdawało mi się że to ponad moje siły i że nie poradzę sobie z tym tematem.

Teraz kiedy moje dzieci są dorosłe i same niedługo będą miały dzieci – chociaż ich nie popędzam, uważam że sytuacja zmienia się dynamicznie na lepsze, żyjemy dłużej, człowiek jest „młody” znacznie dłużej niż za mojej młodości  i może później wydać na świat w pełni zdrowych i silnych potomków –  widzę oczywiście że moje lęki i rozważania były śmieszne. Przeważnie rodzenie i wychowywanie bywa prostsze niż się to przedstawia – musi być prostsze skoro dwieście lat temu, 80% społeczeństwa nie umiało czytać i pisać, a przecież dzieci się rodziło i chowało, a Słowianie rozwijali się demograficznie lepiej niż inni dookoła.

Kiedy  szczególnie zastanawiamy się nad dziećmi – jak dbać o ich zdrowie, aby rzadko chorowały, jak je wychować, aby wyrosły na mądrych ludzi, podchodzimy do tego dzisiaj nadmiernie „naburmuszeni” i „Nabzdyczeni”, bo znajdujemy się pod wielką presją literatury naukowej, fachowej medycznej, psychologicznej i setek różnych filmów, przekazów – nawet czysto artystycznych, które skupiają się na „złych” aspektach rzeczywistości – na tym głownie że coś może pójść nie tak jak trzeba i będzie problem.

Wielość opracowań na jakie trafimy siłą przypadku, filmy w telewizji, o deformacjach, nieszczęściach, chorobach genetycznych, negatywnym wpływie nikotyny i telefonów komórkowych oraz setek mniej lub bardziej wcale nie do końca potwierdzonych lecz głoszonych kategorycznie prawd  to musi nas to mocno stresować i frustrować.

Współczesne czasy, rzeczywiście niestety, nie sprzyjają dzieciom, ale z innych powodów niż zagrożenia cywilizacyjne i nasze własne nieumiejętności – powtarzam posiadanie i wychowywanie dzieci jest naturalne, przyrodzone – więc jest aż śmiesznie proste i wykonalne dla każdego w sposób łatwy i przyjemny.

Jednak zagrożeniem jest to, że w dobie komercji, powszechnego hedonizmu i rozwoju techniki często zapominamy, że dzieci to przyszłość każdego narodu. To, jakie będzie w przyszłości społeczeństwo – czy będzie zdrowe fizycznie i psychicznie – zależy od nas: rodziców, dziadków, opiekunów, wychowawców. Ważne jest, aby na każdym kroku dbać o ten powierzony skarb, dlatego jeszcze raz wracam do tematu dzieci, któremu poświęciłem artykuł o Kupaliach.

Oczywiście że odpowiednie nawyki, takie jak: właściwe odżywianie, aktywność fizyczna, higiena osobista i psychiczna, w okresie rozwojowym dziecka są podstawą dla późniejszego zdrowia gdy będzie już ono człowiekiem dorosłym, ale bez przesady. Radzę się częściej trzymać zdrowego rozsądku i nie ulegać fobiom. Przesadna czystość – czyli higien izm – prowadzi do wyjałowienia organizmu z bakterii co powoduje uczulenia na byle kontakt ze środowiskiem i to uczulenia ujawniające się zupełnie niespodziewanie. Nie namawiam rzecz jasna do jedzenia brudnymi rękami prosto z piaskownicy, który nie jest nawet elementarnie odgrodzona od np. psiej hałastry.

Grześ obrócone 012543011Zabawa rozwija i kształci – warto o tym pamiętać, zwłaszcza gdy chodzi o nasze własne dziecko

Odżywianie i zapobieganie chorobom
O tym, że aby być zdrowym, trzeba się właściwie odżywiać, wiedzą zapewne wszyscy. I znowu po prostu bez przesady.

Kiedy czyta się takie zdania: „…Rodzice mają szczególny obowiązek dbać o właściwie dobraną dietę dla swojego dziecka. Jedzenie ma dostarczać mu składników budulcowych dla wzrastającego organizmu. A żeby tak się stało, do prawidłowego funkcjonowania organizmu dziecka potrzebnych jest wiele składników. Nawet brak jednego z nich zaburza pracę całego układu. Na przykład niedobór żelaza powoduje zmniejszenie zdolności skupienia uwagi i umiejętności rozumowania…” to po prostu nóż się otwiera w kieszeni.

Wierzcie mi że pamięć dziecka będzie funkcjonować niezależnie od waszych wizyt u lekarza, a najbardziej ze wszystkiego powinno ono zapamiętać rzeczy przyjemne, do których na pewno nie należą takie wizyty i ciągłe kontrole stanu żelaza poprzez co – pobieranie krwi. To nie najlepsze wspomnienie z dzieciństwa.

Naprawdę tylko wtedy robimy takie rzeczy kiedy są one absolutnie, absolutnie i jeszcze raz absolutnie niezbędne.

Nie pozwólmy także lekarzom się straszyć – oni to robią nie specjalnie lecz jakoś podświadomie -, straszą tak jak telewizja – mają w głowie to co się może stać najgorszego, żadnych pozytywnych scenariuszy.

Tylko nasza twarda nieustępliwa postawa w czterech wypadkach doprowadziła do tego, że nasze dzieci zostały wyleczone z chorób w sposób nieinwazyjny, gdyby nie to byłyby osobami dorosłymi już po co najmniej dwóch operacjach chirurgicznych.

Oczywiście jedne dzieci są zdrowe inne mniej – my mieliśmy jedno dziecko zdrowe jak rydz i bezproblemowe – to pierwsze a drugie chore, urodzone z uczuleniem na mleko i obie nasdzw córki wyrosły na wspaniałe kobiety, które SA dzisiaj w miarę zdrowe, przeciętnie, jak wszyscy, ale przede wszystkim wspominają swoje dzieciństwo jako przeszczęśliwy wspaniały okres beztroski i zabawy.

Posłuchajcie co ktoś by wam powiedział dalej – jak należy wychowywać i co robić: „…Brak żelaza upośledza pamięć i zdolność uczenia się oraz ogólnie pogarsza wyniki w nauce dziecka. Dieta powinna być zatem urozmaicona, składająca się z różnorodnych składników w odpowiednich ilościach i proporcjach. Nieracjonalne żywienie dzieci, m.in. przekarmienie albo niedożywienie, powoduje częstsze infekcje, ale także kłopoty szkolne, np. trudności z koncentracją uwagi. Złe odżywianie może się stać także powodem wielu chorób, takich jak: nadwaga, otyłość, wady postawy czy inne…”

Zdrowy na umyśle człowiek nie pcha w dziecko jedzenia kiedy ono jeść nie chce. Jeśli sami jesteśmy w miarę normalni to będziemy mieli także w pamięci swoją własną przeszłość – zastanówmy się co z nami robiono takiego czego nie znosiliśmy i nie róbmy tego własnym dzieciom.

To wcale nie oznacza, że powinniśmy ulegać ich prostej ochocie na hamburgery i inne mackdonaldy

dzieci pilka sport talenty_d21f_pSport to zdrowie – to nie jest tylko głupie przysłowie ludowe, ale fakt. Od tego zależeć będzie stan fizyczny  następnego pokolenia Polaków

Aktywność fizyczna
Podobnie rzecz ma się z aktywnością fizyczną. Przykład rodziców, którzy czynnie wypoczywają, może przyczynić się do tego, że dziecko również tak będzie spędzać wolny czas. Ćwiczenia fizyczne i zajęcia sportowe to jedna z najkorzystniejszych dla zdrowia forma odpoczynku. Spacery, wycieczki, nauczenie dzieci podstawowych umiejętności takich jak pływanie, jazda na rolkach, rowerze, desce – to oczywiście zestaw podstawowy, którego nie wolno zaniedbać. Tak samo jak bezwzględne wymaganie trzymania prostej postawy – nie garbienia pleców – to ma znaczenie już nie tylko dla zdrowia i życia bez bólu w dorosłości, ale także postawa jest wyrazem głębszej kondycji psychicznej i pewności siebie, ma wpływ na postrzeganie przez innych i rzeczywiście może zmniejszać szanse sukcesu w przyszłości. Zwróćcie uwagę co jest charakterystycznego w postawie „chuligana” po prostu pokrzywienie, przygarbienie, ramiona podane do przodu, skulenie. To nie są postawy otwarte do świata – to postawa ludzi głęboko skrzywdzonych w dzieciństwie – skrzywdzonych przez kogo? Po prostu przez rodziców – niestety. Więc postawa – prosty kręgosłup i „otwarta” do przodu, to coś o co warto walczyć za wszelką cenę, no i ten podstawowy jakiś zestaw umiejętności sportowych, który pozwoli dziecku także dobrze czuć się w grupie rówieśników. Poza tym znowu bez przesady.

Na pewno jeżeli dziecko nie ma rzeczywistego – rzeczywistego czyli nie wyssanego z palca taty i mamy – talentu sportowego w jakiejś dziedzinie, to nie warto go męczyć treningami. Kariera sportowa to trudny kawałek chleba i często wyniszczający fizycznie, trzeba o tym pamiętać.

dzieci pilka sport1433I jeszcze sport – bo sport i zabawa rozwijają wszechstronnie więzi społeczne i uczą postaw rycerskich, pod warunkiem że wyplenia się z nich cwaniactwo

„Od urodzenia przez całe życie ruch fizyczny odgrywa ważną rolę w tworzeniu sieci komórek nerwowych, które stanowią istotę uczenia się. Aktywność dobrze wpływa m.in. na serce, płuca. Zdaniem psychologów, udział dziecka w zabawach i grach ruchowych zaspokaja również wiele jego potrzeb, takich jak: potrzebę samorealizacji i spełnienia się, potrzebę walki, rywalizacji i konfrontacji z innymi, przynależności i identyfikowania się z grupą, potrzebę utrzymywania stosunków emocjonalnych, potrzebę uznania, sukcesu, poczucia własnej wartości, ale również doświadczenie porażki i pogodzenie się z nią. Tak więc aktywność fizyczna wpływa zarówno na zdrowie fizyczne, jak i psychiczne”.

Słowem gry i zabawy rozwijają ogólnie dziecko – w przeciwieństwie do siedzenia za biurkiem i kucia formułek. To warto zapamiętać.

Tutaj zacytuję wam trochę lekarskiego „wymądrzalstwa”, które nie jest jednak tylko pustym ględzeniem, więc kto chce niech sobie przeczyta a kto nie to nie:

„…„Krzywe” plecy
Obecnie coraz częściej dzieci i młodzież ma różnorakie wady postawy. Przyczyny takiego stanu rzeczy to m.in. siedzący tryb życia, zbyt mała aktywność ruchowa dziecka i wykonywanie przez nie czynności dnia codziennego w niewłaściwych pozycjach, pochopne decyzje o zwolnieniu dziecka z lekcji WF, nieuczestniczenie w zajęciach z gimnastyki korekcyjnej mimo wskazań lekarza lub nauczyciela WF, niezdrowy tryb życia, tzn. niewłaściwa ilość snu, złe odżywianie powodujące nadwagę i otyłość, brak ruchu na świeżym powietrzu. Przyczyną może być również nieprawidłowa opieka i pielęgnacja dziecka w okresie wczesnodziecięcym, np.: noszenie dziecka przez matkę ciągle na tym samym ręku, chodzenie na spacer, trzymając je ciągle za tę samą rączkę, używanie chodzików, niewłaściwe obuwie, bagatelizowanie wczesnych symptomów nieprawidłowości w postawie ciała. Oczywiście wady postawy mogą wynikać również z przyczyn niezawinionych: wady wrodzone – z jakimi dziecko przychodzi na świat, np. jedna kończyna dolna krótsza – choroby przebyte w wieku dziecięcym, urazy kości nabyte wskutek wypadków komunikacyjnych itp.
Rodzice rzadko zwracają uwagę na kształt sylwetki dzieci i młodzieży, umykają im wczesne symptomy nieprawidłowej postawy. Tymczasem im wcześniej wykryta wada postawy, tym większe możliwości jej całkowitego wyleczenia. Postawa, która powinna zaniepokoić rodzica, to m.in. głowa dziecka wysunięta do przodu lub pochylona w bok, klatka piersiowa płaska, zapadnięta lub zniekształcona, barki wysunięte do przodu, brzuch wypukły, wysunięty do przodu lub zwiotczały, obwisły, plecy zgarbione, zaokrąglone, a miednica posiada zbyt duże nachylenie, co łącznie daje silne wygięcie krzywizn kręgosłupa w płaszczyźnie strzałkowej, nieprawidłowe wysklepienie stóp.
Wady postawy to według ortopedów odchylenia od ogólnie przyjętych cech postawy prawidłowej. Wyróżniamy m.in. wady kręgosłupa np. w płaszczyźnie strzałkowej: plecy okrągłe, plecy wklęsłe, plecy okrągło-wklęsłe, plecy płaskie, w płaszczyźnie czołowej: boczne skrzywienie kręgosłupa (skolioza), wady klatki piersiowej, np. klatka piersiowa lejkowata, wady kończyn dolnych, np. wady kolan: kolana koślawe, kolana szpotawe, wady stóp: płaskostopie, stopa koślawa, stopa szpotawa, stopa wydrążona.
Nieleczenie wad postawy ma różne konsekwencje, począwszy od defektu kosmetycznego, a skończywszy na poważnych dolegliwościach, takich jak: bóle w obrębie kręgosłupa i stawów kończyn, zmian zwyrodnieniowych stawów w późniejszym wieku. Zdaniem ortopedów, szczególnie ważne jest, by wcześnie wykryć symptomy wymienionej wyżej skoliozy. Ta wada polegająca na odchyleniu osi długiej kręgosłupa w jednym odcinku lub całości w płaszczyźnie czołowej (w bok), które pociąga za sobą wtórne zmiany w całym organizmie, nieleczona lub zbyt późno wykryta powoduje duże zniekształcenia w obrębie kręgosłupa i klatki piersiowej, co często prowadzi do trwałego inwalidztwa. Ponadto osoby z zaawansowanymi zmianami w obrębie klatki piersiowej i kręgosłupa mają małą wydolność układu krążenia i oddychania – szybko się męczą i często nie mogą normalnie uczestniczyć w życiu społeczeństwa.
Dlatego ważna jest profilaktyka wad postawy i jak najwcześniejsza interwencja w przypadku zaobserwowania nieprawidłowości w postawie ciała, gdyż to zminimalizuje późniejsze następstwa. Najlepszym sposobem zmniejszającym ryzyko powstawania u dzieci wad postawy jest zapewnienie im dostatecznej porcji ruchu w trakcie wychowania, ponieważ aktywność fizyczna sprawia, że mięśnie, więzadła i stawy są zdrowe, silne i w mniejszym stopniu podatne na złe czynniki powodujące deformacje w obrębie kręgosłupa i kończyn. W przypadku wykrycia wady pomocne mogą okazać się ćwiczenia korekcyjne, na które dziecko powinno uczęszczać systematycznie.

czeremosz3 Być może Grześ za kilka lat – Zespół Czeremosz

Nadwaga i otyłość
Coraz częstszym dostrzegalnym problemem zgłaszanym przez pediatrów jest nadwaga i otyłość wśród dzieci i młodzieży. Podobnie jak w przypadku wad postawy nękających młodych, przyczyny otyłości upatruje się w siedzącym trybie życia dzieci i młodzieży. Powszechna komputeryzacja i wizualne media zdominowały wolny czas spędzany przez nasze pociechy. Do nadwagi i otyłości przyczyniają się także m.in. fastfoodowe, przetworzone jedzenie, słodkie napoje. Aby stwierdzić, czy dziecko ma właściwą masę ciała, wystarczy posłużyć się siatkami centylowymi, które znajdują się w książeczkach zdrowia dziecka oraz na niektórych stronach internetowych. W przypadku stwierdzenia nadwagi czy otyłości dobrze jest skontaktować się z dietetykiem, który pomoże dziecku przezwyciężyć chorobę poprzez dobór właściwej diety i aktywność fizyczną. Nie bez przyczyny lekarze apelują także do rodziców, aby sami dawali przykład zdrowego żywienia i nie dopuszczali do nadwagi u siebie i swoich bliskich…”

Z innej beczki – Higiena Umysłu

Mając na uwadze higienę umysłu dziecka, trzeba zastanowić się, czy zapewniamy mu wystarczającą ilość snu, czy nie spędza zbyt długiego czasu przed telewizorem lub komputerem – jeżeli tak, wówczas należy pokazywać konkurencyjne sposoby spędzania wolnego czasu, stwarzać możliwości rozwoju różnych zainteresowań.

Bez przesady z czasem poświęcanym na naukę.
Chrońmy dzieci przed nałogami przede wszystkim w taki sposób żebyśmy im sami nie dawali złego przykładu, ale to nie znaczy że musimy być abstynentami, wystarczy naturalność i znów harmonia, równowaga. Walczmy z własnymi nałogami, ale przede wszystkim zapobiegajmy temu by dzieci poszły w nasze ślady jeżeli już te nałogi mamy, myślę tu głównie o papierosach.


Obserwujmy dzieci, ale nie wpadajmy w panikę, gdy zobaczymy coś niepokojącego u naszej pociechy. Swoje wątpliwości rozwiejmy u pediatry

„Psychologowie uważają, że dzieci w szczęśliwej rodzinie, gdzie jest więcej niż jedno dziecko, rozwijają się lepiej zarówno pod względem zdrowotnym, jak i emocjonalnym”

- podzielam ten pogląd, bo sam jestem jedynakiem i bardzo mnie zawsze to bolało że nie mam rodzeństwa, ale także jedynak – bo przecież nie wszyscy możemy i powinniśmy mieć więcej dzieci (np. może komuś nie pozwolić na to zdrowie, albo inne sprawy), zapewniam was także jedynak wyrośnie sobie spokojnie na zdrowego i normalnego dorosłego człowieka który spełni i wasze marzenia i swoje własne.

Czy to jedynak czynie ważne żeby ten pierwszy człon poprzedniego zdania był spełniony – żeby rodzina w której się chowa była szczęśliwa i zdrowa.

Ale powiem wam też coś innego – mój ojciec był alkoholikiem i walczył z alkoholizmem bezskutecznie przez wiele lat. Dopiero gdy sięgnął dna wyszedł z tego ale moja matka dużo wcześniej przerwała ten chory związek, rozwiodła się, zabrała mnie kiedy miałem 6 lat i wyszła za innego. Dom zrobił się spokojny, ale warunki były ciężkie. Jednak mimo wszystko jestem kim jestem, człowiekiem z normalną rodziną, który potrafił wychować dwoje dzieci, więc – i w tym wypadku da się wyjść na prostą- bo dziecko to strasznie silny mały człowiek – sto razy silniejszy od dorosłego – od momentu dojrzewania po prostu się starzejemy i słabniemy – trzeba o tym pamiętać, największe szanse na poradzenie sobie z chorobą i ciężką sytuacją, biedą innymi fatalnymi czynnikami – ma młody organizm.

Rodzeństwo – to jest to!

Gdy myślimy o zdrowiu dziecka, w głównej mierze bierzemy pod uwagę jego zdrowie fizyczne. Tymczasem równie ważne jest jego zdrowie emocjonalne. Zdaniem psychologów, dzieci, które wychowują się z rodzeństwem, są zazwyczaj zdrowsze pod względem fizycznym i emocjonalnym od swych rówieśników, którzy pozbawieni są brata czy siostry.
I znowu trochę lekarskich mądrości na temat funkcji rodziny – lektura dowolna:

„…W rodzinie prawidłowo funkcjonującej, w której panuje odpowiednia atmosfera emocjonalno-wychowawcza, dziecko uczy się właściwych postaw – rozwija w sobie życzliwość, sympatię, współczucie nie tylko w stosunku do swoich najbliższych, ale i do każdego napotkanego człowieka. W rodzinach zdrowych psychicznie i moralnie, w których rodzice kierują się rozumną miłością do dziecka, ma ono zapewnione warunki do zaspokojenia wszystkich potrzeb rozwojowych. W takich rodzinach realizacja macierzyństwa i ojcostwa daje wiele radości i pełne uznanie. Dziecko czuje się kochane i akceptowane, jest pewne siebie, ufa rodzicom. Zdaniem psychologów, dzieci otoczone mądrymi rodzicami, ale także rodzeństwem, są zazwyczaj zdrowsze pod względem fizycznym i emocjonalnym od swych rówieśników, którzy pozbawieni są brata czy siostry. W rodzinie z kilkorgiem dzieci są one włączone w prace i obowiązki domowe. Przez pomoc rodzicom zdobywają takie cechy charakteru, jak: pracowitość, uczciwość, obowiązkowość, dokładność, życzliwość, a także samodzielność. Według psychologów, możliwość codziennych bliskich kontaktów z rodzeństwem jest dla dziecka bardzo korzystna – są bardziej uspołecznione, przyjacielskie, serdeczne. W rodzeństwie lepiej widzi się bliźniego, co skłania dziecko do opanowania się, wyrzeczenia i ofiary, zamiera egoizm i egocentryczne patrzenie na otaczający świat. Wychowywanie się dzieci wśród licznego rodzeństwa stwarza także możliwości większej różnorodności charakterów, bardziej złożonych i bogatszych osobowości.
Ponadto dzieci, które wychowują się wśród braci i sióstr, są też częściej zdrowsze fizycznie, ponieważ ich system immunologiczny, stymulowany różnymi infekcjami „złapanymi” od bliskich, staje się odporniejszy. Towarzystwo rodzeństwa chroni przed nudą, zmusza też do większego ruchu, częstych zabaw, co przyczynia się do zdrowszego spędzania wolnego czasu. Takie dzieci rzadziej chorują na otyłość czy inne choroby spowodowane siedzącym trybem życia.
Oczywiście w rodzinach zdrowo funkcjonujących nie brak jest problemów i nieporozumień, m.in. wśród rodzeństwa, jednak zdarzają się rzadziej, rozwiązywane są zazwyczaj na bieżąco i nie osłabiają więzi uczuciowych…”

child dance DSC_189

Być może tamta Ewa za kilka lat – czy to nie największy cud świata?

Korzystne karmienie piersią   – potwierdzamy to z żoną z własnego doświadczenia.


„Karmienie piersią stanowi istotny zdrowotnie element rozwoju każdego dziecka. Mleko kobiece jest gatunkowo swoistym, aktywnym biologicznie pokarmem, który zapewnia prawidłowy rozwój psychofizyczny dziecka i zmniejsza ryzyko wielu chorób, nie tylko w okresie niemowlęcym, ale także w późniejszych etapach jego życia.

Pokarm matki jest nie tylko zwykłym pożywieniem dostarczającym składników potrzebnych do dalszej budowy i rozwoju narządów malucha, zwłaszcza mózgu, ale zwiększa m.in. odporność dziecka, a także może zapobiegać niektórym alergiom i chorobom. Dzieciom karmionym piersią w mniejszym stopniu zagrażają infekcje przewodu pokarmowego, dróg oddechowych i moczowych, zapalenia uszu i migdałków, a także cukrzyca. Osoby dorosłe, które były karmione piersią, mają mniejsze ryzyko zachorowania na tzw. choroby cywilizacyjne, a więc nadciśnienie, otyłość, zawał serca.
Najlepiej jest, gdy pierwsze przystawienie dziecka do piersi odbywa się zaraz po porodzie. Wyłączne karmienie piersią, bez dopajania i podawania innego pożywienia, pediatrzy zalecają utrzymywać przez sześć miesięcy życia maluszka. Nie należy także w tym czasie podawać smoczka, ponieważ, według lekarzy, zmienia on prawidłowy odruch ssania i może wywołać zaburzenia laktacyjne prowadzące do zaniku pokarmu. W pierwszych miesiącach życia dziecka powinno być ono karmione „na żądanie”, najczęściej jest to osiem i więcej karmień na dobę. Przerwa nocna nie może przekraczać sześciu godzin. Po pół roku można rozpocząć podawanie owoców, jarzyn, zbóż i ich przetworów, np.: kukurydzę, ryż, mięso. Około ósmego miesiąca można podać gotowane żółtko, a całe jajko pod koniec pierwszego roku życia. Każdy nowy produkt wprowadza się pojedynczo i w niewielkiej ilości, podając pierś przed każdym posiłkiem.

Podawanie piersi do końca drugiego roku życia zapewnia skuteczną ochronę przeciwinfekcyjną i przeciwalergiczną. Odstawienie od piersi, według pediatrów, nie powinno być nagłe, lecz stopniowe, rozłożone na kilka tygodni. Karmienie piersią przynosi także korzyści matce. Dzięki niemu następuje szybsze obkurczanie się macicy po porodzie, co zapobiega utracie krwi i infekcjom. Zmniejsza także ryzyko nowotworów piersi i jajników. Wpływa korzystnie na samopoczucie kobiety, zwiększa jej poczucie własnej wartości i zadowolenie z macierzyństwa…”.

Na koniec  tylko mały dekalog psychologiczny, który warto rozważyć a potem rozważnie go ewentualnie zastosować. Ma sens, ale jeżeli będziemy w stanie sami go sobie przyswoić.

Jeśli raz czy drugi nie postąpimy według tych idealnych rad to trudno – nie jest to powód do ciągłego frustrowania się i stresowania. Naprawdę trzeba być bardzo nieodpowiedzialnym i złym człowiekiem żeby trwale zaszkodzić dziecku. Normalny człowiek, a więc nie-sadysta, nie-zboczeniec, nie-dewiant psychiczny – po prostu nie popełni na tyle ciężkich błędów, żeby zaszkodzić zdecydowanie rozwojowi psychicznemu dziecka.

Zwracajmy bardziej uwagę na to żeby naszym dzieciom nie szkodziło środowisko – szkoła, otoczenie, to może być źródło nabytych kompleksów, urazów psychicznych – świat szkoły – o czym pewnie sami pamiętacie dobrze – jest światem szczególnie bezwzględnym, a rówieśnicy (czasami także nauczyciele) są najokrutniejszym przeciwnikiem dziecka – w wielu przypadkach –  tam naprawdę musimy być czujni. Ale także i z tym bez przesady, jak ze wszystkim – Przecież chcecie żeby dziecko miało koleżanki i kolegów, prawda?

W ogóle w życiu warto zakładać, że większość ludzi to przyzwoici, dobrzy ludzie, którzy chcą jak najlepiej.
Oto ten psychologiczny dekalog:

Niektórym dzieciom żyje się trudniej. Są bardziej wrażliwe, szybciej się męczą, mają mniej cierpliwości. Jeśli tak jest z waszym dzieckiem, pamiętajcie, że to nie wasza wina. Ale to właśnie wy możecie bardzo pomóc.

Wasze dziecko nie lubi zmian? Trudno adaptuje się do nowych warunków? Łatwo wpada w złość i do wszystkiego jest nastawione negatywnie? Być może przyszło na świat z temperamentem określanym jako „trudny”. Co dziesiąte dziecko ma tego rodzaju kłopoty. Oto kilka wskazówek, które pozwolą wam lepiej sobie radzić z codziennymi przeciwnościami.

1. Formułujcie jasno oczekiwania.

Nie pogrążajcie się w zawiłych tłumaczeniach albo usprawiedliwieniach. Powiedzcie dziecku jasno, o co wam chodzi (np. „w naszym domu nikogo się nie bije”).

2. Ustalcie, na czym wam najbardziej zależy.

Skupcie się na tworzeniu i pilnowaniu tych zasad, na których wam naprawdę zależy. Czy rzeczywiście założenie bluzki w groszki do spodenek w kratkę jest przestępstwem? Czy warto się o to kłócić? Małe dziecko nie jest w stanie zapamiętać, a potem respektować zbyt wielu reguł. Im bardziej szczegółowy i restrykcyjny jest domowy „regulamin”, tym więcej jest okazji do awantur.

3. Doceniajcie sukcesy dziecka.

A przede wszystkim stwarzajcie do nich okazje. Chodzi o kreowanie sytuacji, w której dziecko może coś zrobić samo. Np. kupcie glinę i wspólnie twórzcie z niej pierwsze „rzeźby”. Pokażcie dziecku, jak można zrobić miseczkę. Po wypaleniu w piekarniku będzie miało namacalny dowód, że umie stworzyć coś trwałego.

4. Unikajcie porównywania.

Nikt nie lubi, kiedy go się z kimś porównuje. Zawsze przecież będą ludzie, którzy są w czymś od nas lepsi.

To o niczym nie świadczy. Doceniajcie indywidualizm swojego dziecka, pamiętając o tym, co sprawia mu trudności. Jeśli będzie czuło, że jesteście po jego stronie, będzie mu łatwiej.

5. Dbajcie o wspólny czas.

Najlepiej taki, kiedy wasza uwaga jest skupiona tylko na dziecku. Bez włączonego telewizora. Nie musicie nic robić – po prostu słuchajcie, co ono ma wam do opowiedzenia.

6. Nie stosujcie kar fizycznych.

To naprawdę nie przynosi niczego dobrego. Co najwyżej wzmacnia negatywne reakcje malca – upór, zamknięcie w sobie albo agresję. Każdemu dziecku zależy na tym, by rodzice je kochali. Wasza dezaprobata jest więc karą najdotkliwszą. I zazwyczaj najskuteczniejszą.

7. Działajcie szybko, mówcie powoli.

Krzyk, strofowanie, poganianie, zawstydzanie tylko pogarszają sytuację. W sytuacji konfliktu trzeba działać – wyprowadzić dziecko z „miejsca zdarzenia”, zabrać sporną zabawkę, udaremnić akt agresji.

8. Skupcie się na mocnych stronach.

Zarówno własnych, jak i dziecka. Badania wykazały, że osoby, które potrafią koncentrować się na tym, co im się udaje, odnoszą w życiu większe sukcesy. Nie obwiniajcie się więc, nie rozpamiętujcie porażek wychowawczych, nie oskarżajcie się wzajemnie o rodzicielskie błędy. Nikt nie jest doskonały.

9. Kultywujcie zasadę złotego środka.

Czasem można negocjować, a czasem trzeba być stanowczym. Tylko wy wiecie, kiedy i co jest możliwe.

0. Bądźcie wyrozumiali dla dziecka.

Wyrozumiałość, a także współczucie i cierpliwość to znakomici doradcy rodzinni.

11. Szukajcie wsparcia u innych.

Rozmawiajcie z innymi rodzicami, pytajcie, jak sobie radzą. Nie poddawajcie się presji sukcesu. Wszyscy rodzice popełniają błędy i wszyscy mają czasem dość.

12. Dbajcie także o własne potrzeby.

Bezgraniczne poświęcanie się drugiej osobie nie prowadzi do niczego dobrego.

13. Pamiętajcie, że ruch to radość.

Stwarzajcie dziecku jak najwięcej okazji do zabawy na powietrzu. Ruch to endorfiny, które działają ożywczo na każdego marudę.

14. Pokazujcie, czym jest przyjaźń.

Delikatnie oswajajcie dziecko z rówieśnikami. Jeśli wasi przyjaciele mają dzieci, możecie spędzać wspólne popołudnia. Dziecko, patrząc na was i na inne dzieci, będzie próbowało przyjaźnić się po swojemu.

Najważniejsze nie urażać

Każdy z nas w prosty sposób może wzmocnić wiarę dziecka we własne siły. Najczęściej  wystarczy kilka zwyczajnych słów, a jeszcze częściej po prostu najlepiej ugryźć się w język.

Rzecz może nie być łatwa jeśli sami jesteśmy mało optymistycznie nastawieni do świata i uprawiamy czarnowidztwo, skupiamy  się na słabościach, wyrażamy często przesadny krytycyzm.

Tego typu postawa i wypowiedzi w tym duchu kierowane do dzieci podcinają im skrzydła, demobilizuje, obrzydza życie.

Bagatelizowanie uczuć albo zaprzeczanie im powoduje z kolei zamęt w głowie i nie pozwala dziecku na poznanie swoich mocnych i słabych stron. Niby wszyscy to wiemy, a jednak czasem w najlepszej wierze mówimy dziecku coś, co ma skutek odwrotny do zamierzonego.

Co zrobić gdy usłyszymy z ust dziecka

Nigdy nic mi się nie udaje!

Ugryź się w język, jeśli masz ochotę odpowiedzieć:

„No, rzeczywiście!”, „Nie przesadzaj!” albo „Jeszcze się taki nie narodził, któremu by się wszystko udawało”.

Takie ogólnikowe stwierdzenie na pewno jest nieprawdziwe.

Warto wniknąć w przyczynę, zapytać dziecko, co takiego się wydarzyło, i trzymając się konkretów, sprowadź rzecz do właściwych rozmiarów. Na przykład: „Aha, a więc dzisiaj w czasie meczu mogłeś strzelić gola, ale nie trafiłeś w bramkę? I coś takiego zdarzyło ci się już w zeszłym tygodniu?”. Albo: „Znowu próbowałaś narysować baranka, ale nie jesteś zadowolona z tego, co ci wyszło?”. Konkret jest zawsze łatwiejszy do ogarnięcia niż ogólnik. Konkret nie paraliżuje i pozwala na spokojnie poszukiwanie równie konkretnego rozwiązania („A może w sobotę poćwiczymy trochę strzały na bramkę? Czy masz jakiś inny pomysł?”, „Każdy rysuje trochę inaczej. Mnie się twój królik podoba. A twoim zdaniem czego mu brakuje?”). Konkretne działanie, pokonywanie trudności pozwala przezwyciężyć problem, a wspólne działanie z rodzicem wzmacnia więź.

Ale ze mnie idiota!

Ugryź się w język, jeśli masz ochotę odpowiedzieć:

„Za mądry to ty rzeczywiście nie jesteś”, „Kochany głuptasek!” albo „Co ty pleciesz?!”.

Zwykle taki okrzyk to spóźniona  i całkiem niesprawiedliwa reakcja na jakąś nietrafną decyzję. Wyjaśnij dziecku, że jego decyzje nie zawsze będą trafne, ale wszyscy uczymy się także na błędach.

Postarajmy się o krytykę konstruktywną, żeby w przyszłości nasze dziecko nie bało się podejmować inicjatywy.

Świetnie, gdyby udało ci się jednocześnie pochwalić dziecko,  bo każda decyzja jest lepsza od braku decyzji. Można zasugerować drogi wyjścia z podobnych sytuacji w przyszłości, np.: „Dobrze, że chciałeś sam zrobić ten kolaż na jutro do szkoły, ale zanim zacząłeś ciąć kolorowe czasopisma, mogłeś mnie zapytać, które można zużyć. Poszukaj w tej stercie, która jest na makulaturę, bo te są jeszcze do czytania.

Nikt nie chce się ze mną bawić!

Ugryź się w język, jeśli masz ochotę odpowiedzieć:

„A skąd ty to możesz wiedzieć?”, „Ależ oczywiście, że będą chcieli” albo „Głupie gadanie!”.

Dziecięce lęki i obawy – przed odrzuceniem przez rówieśników, ale także np. przed bólem – mogą wynikać z gry wyobraźni, ale i z jakiegoś doświadczenia z przeszłości. Walcząc z lękami, dobrze więc okazać zrozumienie dla uczuć dziecka i również odwołać się do rozumu i doświadczeń, np.: „Rozumiem, że się denerwujesz, że nie będziesz miał się z kim bawić. Ja też zawsze bardzo przeżywam wizytę w nieznanym miejscu. Ale tam będzie bardzo dużo dzieci, więc całkiem możliwe, że przynajmniej z jednym uda ci się znaleźć wspólny temat do rozmów i się pobawić”.

Nie pójdę na ten mecz, boi tak wszyscy są ode mnie lepsi!

Ugryź się w język, jeśli masz ochotę odpowiedzieć: „Są lepsi, bo z ciebie jest taka ciapa!”, „Jak nie będziesz ćwiczył,

to nigdy się nie nauczysz” albo „Już nie mam siły na to twoje marudzenie!”.

Czarnowidztwo bywa efektem skłonności do perfekcjonizmu, stawiania sobie zbyt wysokich wymagań i porównywania się tylko z lepszymi od siebie. Spróbuj pokazać dziecku jego mocne strony, ale i doceniaj postępy, jakie robi w tych sferach, które sprawiają mu trudność.

A konkursy, w których ma brać udział, dobieraj raczej tak, by mogło sobie w nich nieźle poradzić (to wcale nie znaczy, że ma zająć pierwsze miejsce!).

Na koniec jeszcze jedno zdanie o pieniądzach – Jakoś tak jest, że pieniądze – kiedy na przykład nasze dziecko jest owocem przypadkowego wzlotu namiętności  – zawsze jest w stanie człowiek jakoś zdobyć. To naprawdę nieliczne skrajne przypadki bezradności i biedy mogą spowodować, że tych pieniędzy nie znajdziemy. To akurat jest najmniejsze zmartwienie – liczy się zdrowie, zdrowie i jeszcze raz dużo, dużo zdrowia. Reszta to żadna kwestia, chociaż na świecie jest tak, że milionerów jest 1% a reszta ciężko haruje na chleb.

Zapytacie na koniec po co on to wszystko pisze. Czemu tyle zajmuje się tym tematem i co to ma do tego metafizycznego wstępu i gadki o losie-koszu, narodzinach według tradycji słowiańskiej i bóstwach opiekuńczych żywota ludzkiego ?

article005040113000005DC356_468x386Bo chodzi o to że tamta Ewa spotka się z Grzesiem tak jak oni się spotkali – więc żeby była pewna że sobie poradzi i wszystko będzie świetnie

Ano ma to tyle sensu, że powinniśmy zrobić wszystko co w naszej mocy żeby nasze Słowiańskie Drzewo rosło bujnie i pączkowało nieustannie – a te pączki – jedyne co nas i nasze trwanie przerzuca w przyszłość – to właśnie nasze dzieci.

Kuchnia Królestwa Sis – Polski bigos, pierogi ruskie (nuruskie) i kwaki po żywiecku oraz litewskie kołduny, sałatka po żmudzku i Trejos devynerios – czyli klasyczne dania Słowian i Istów

Posted in kuchnia, Słowianie by bialczynski on 23 Październik 2009

Brukiew po polsku i klasyczne dania kuchni istyjskiej, czyli litewsko-estońsko-fińsko-łotewsko-jąćwenedzkiej

Spring-Vegetable-Plants

Brukiew

Brukiew, (karpiel) (subsp. napobrassica (L.) O. Schwartz.) – odmiana dwuletnia. W pierwszym roku wegetacji powstaje wieniec liści odziomkowych oraz korzeń spichrzowy. W drugim roku wegetacji pęd nasienny. Uprawiana jest w strefach klimatów umiarkowanych i chłodnych warzywna i paszowa.

Finowie podają ją m.in. pieczoną z daniami mięsnymi (np. jako wypełniacz z mięsem mielonym), zmieszaną z pure ziemniaczanym, jako główny wzmacniacz smaku w zupach. Rozcierana jest razem z gotowaną marchewką i z ziemniakami z dodatkiem masła oraz śmietaną lub mlekiem. Czasami dodawana jest cebula. Powstała potrawa jest w Norwegii obowiązkowym dodatkiem do wielu świątecznych potraw.

brukiew Rutabaga-24

Duże spożycie może prowadzić do niedoczynności tarczycy. Jak inne warzywa zawierające cyjanoglukozydy (maniok, kukurydza, kiełki bambusa, bataty) uwalnia cyjanki przekształcane w tiocyjanki, które hamują transport jodu w tarczycy, a w wyższych dawkach współzawodniczą z jodem w procesie jego wbudowywania w związki organiczne. W drugim roku, gdy kwitnie, stanowi ważną roślinę miododajną. MTN – 1,5-4 g, kwiatostan – grono, owoc – łuszczyna. – 35-40 Mg/ha obornika, nawożenie mineralne – azot N 180 kg/ha, fosfor P205 – 70 kg/ha, potas K2O – 120-180 kg/ha; wysiew 2-3 kg/ha, głębokość siewu – 1-1,5 cm.

Karpiel spożywany jest z reguły na ciepło. Bulwy należy umyć, obrać, zdejmując grubą warstwę skórki, pokroić w słupki i dusić na małej ilości tłuszczu lub gotować 40-45 minut w bulionie. Przyprawiony gałką muszkatołową karpiel stanowi pyszną przystawkę do dań mięsnych.

brukiew yupa

[foto: shizuokagourmet.wordpress.com/...]

Zupa z brukwi – nie mylić z zupą z rukwii (wodnej)

brukiew, czyli po harsku – góralsku (biało-chorwacku) – korpiel albo kwacek, kwaczek, albo inacey kwak (jak powiedajo na Żywiecczyźnie). Roślina o jadalnym (lub pastewnym), bardzo smacznym zarówno na surowo jak i w innych postaciach, zgrubiałym korzeniu, zawierająca spore ilości  witaminy C, soli mineralnych i cukrów. Jeszcze kilkanaście lat temu była zwyczajowo uprawiana niemal w całej Polsce, dzisiaj stanowi prawdziwy rarytas zdobywany na placach warzywnych w wielkich miastach, albo w sklepach ze zdrową żywnością i żywnością ekologiczną..

Około 40 lat temu karpiele przechowywano w kopcach lub piwnicach, podobnie jak ziemniaki. Dzisiaj, kiedy o zimną piwnicę równie trudno, jak o prawdziwy piec chlebowy chcąc ”błysnąć” starą słowiańską kuchnią musicie przechowywać karpiele pocięte w plasterki, talarki lub kostkę w swoich zamrażarkach.

Brukiew smażona na blasze czyli korpielowa klasyka lat 60-tych XX wieku.
Nie ma nic prostszego a jednocześnie trudno o coś smaczniejszego. Brukiew (kwaczki) obieramy i kroimy w cienkie plasterki, solimy i układamy na dobrze rozgrzanej blasze, opiekając z obu stron.

bruk Rutabaga1Krasne korpiele zachodnioeuropejskie

Korpielówka – zupa z korpieli

Wykonujemy ją z następujących składników: korpiele, kasza i sól.

Korpiele należy obrać i pokroić w kostkę. Gotować około 10 minut od momentu, gdy woda zawrze. Do tak obgotowanych korpieli wsypać kaszę. Całość posolić i gotować aż kasza będzie miękka.

Kaszubska zupa krem z korpieli

Na Kaszubach jest jedną z bardziej ulubionych zup jesiennych. Bo bardzo pożywna! A poza tym, w zależności od roku, poluje się na tą brukiew żółtą, po bazarach.

Składniki! – proporcja na garnek 3l/:

Skórka z wędzonki, lub  2 gęsie skrzydła, względnie szyja

2 spore marchewki

2 duże ziemniaki

1 średnia brukiew

2-3 listki laurowe

5 ziarenek ziela angielskiego

majeranek, sól, pieprz, cebula

Do garnka wkładamy skórkę lub gęsinę, do tego wszystkie warzywa pokrojone w kostkę. Całość zalewamy gorącą przegotowaną wodą i solimy. Gotujemy do miękkości. Co jakiś czas wyrzucamy szumowiny po czym dodajemy przyprawy. Na koniec można zagęściczupę zasmażką na pokrojonej w kostkę skórce z boczku i cebuli.

Zawsze suto doprawiamy zupę majerankiem! Jest to potrawa aromatyczna i sycąca!

bruk rutabaga

KRUPY Z KORPIELAMI Z PODHALA

Składniki:
jeden średniej wielkości karpiel, szklanka pęczaku, 2 litry wody, kawałek – najlepiej wędzonej – słoniny (około 10 dag), sól i pieprz do smaku.

Wykonanie:
Do wrzącej wody wrzucić skórkę ze słoniny i pęczak. Gdy pęczak jest miękki, dodać korpiele pokrojone. Zagotować, bu karpiele były miękkie. Dodać do smaku soli i pieprzu oraz okrasić stopioną słoniną ze skwarkami.

brukiew rutabaga2

[foto: shizuokagourmet.wordpress.com/...]

ŻYWIECKA PRZECIERANKA Z KWAKÓW

Składniki:
Dwa średnie kwaki (korpiele), 4-5 średniej wielkości marchewek, dwa średniej wielkości jabłka (najlepiej szara reneta), 2 łyżki masła, 2 łyżki mąki, prawdziwa śmietana, sól, pieprz  i szczypta gałki muszkatołowej do smaku, a do posypania siekana nać pietruszki.

Wykonanie:
W 3 litrach wody gotujemy marchew i brukiew. Gdy już będą miękkie dodajemy kawałki pokrojonych jabłek. Gotujemy jeszcze chwilę. Wywar przecedzamy, łączymy ze starannie przetartymi przez sito kwakami, marchwią i jabłkami. Ponownie zagotowujemy na małym ogniu dodając masło i mąkę roztrzepaną ze śmietaną. Tuż przed podaniem doprawiamy do smaku.
Przecierankę podajemy z ziemniakami z wody, posypaną drobno siekana natką pietruszki.

Korpielowe kostki z Białego Dunajca (potrawa wigilijna)

Karpiela tniemy w grube plastry a następnie każdy plaster w duże kostki. Kostki wrzucamy na wrzątek i solimy, obgotowujemy z lekka, po kamczacku to znaczy niemalże nic. Następnie wyciągamy, odsączamy i wrzucamy na masło do obsmażenia. Posypujemy cukrem, a na koniec obsypujemy maką i podajemy podlane rosołem.
Pamiętam też smak

Korpiele duszone

Korpiele można przyrządzać jak grzyby duszone to jest z cebulą i prawdziwą wiejską śmietaną. Do smaku doprawiamy je solą i pieprzem. Danie niewiarygodnie proste, ale wprost proporcjonalnie do swej prostoty najzwyczajniej smaczne.

bruk raw rutabaga

Surówka z brukwi, marchwi i śliwek

  • brukiew 25 dkg
  • marchew 2 sztuki
  • śliwki 10 dkg
  • jogurt 1/2 szkl.
  • sok z cytryny
  • sól

Przygotowanie:

Jogurt wymieszać z solą. Warzywa i śliwki umyć. Brukiew i marchew obrać, opłukać i zetrzeć na tarce o średnich otworach. Ze śliwek usunąć pestki. Śliwki pokroić w kostkę. Warzywa i śliwki połączyć, zakwasić sokiem z cytryny. Surówkę wymieszać z jogurtem.

bruk rutabaga-fries

[foto: shizuokagourmet.wordpress.com/...]

Marchew duszona z brukwią – podobnie jak z groszkiem albo kalarepą

Skład:
– 4 średnie marchewki
– 1/3 brukwi
– 1 łyżka masła
– szczypta soli

przygotowanie:
Marchewkę i brukiew obrać i pokroić w słupki. Zalać zimną wodą, zagotować. Na małym gazie gotować przez 15 minut. Odcedzić, dodać masło, lekko osolić i lekko dodusić z masłem, przez 5 minut, delikatnie potrząsając garnkiem.
Jarzyny powinny być jędrne , nie rozgotowane
Smaczna jarzynka, dodatek do dania głównego pasujący do tego samego co marchewka z groszkiem czy duszona marchewka z kalarepą. Potrawa ta jest do dzisiaj jadana i popularna w uboższych rolniczo krajach Europy Zachodniej – jak Anglia. Jest tam nadal uprawiana i podawana na wiele sposobów.

brukiew4the best

Puree z brukwi i brukselki

Składniki

  • ½ niewielkiej brukwi ( lub ¼ większej )
  • 10 brukselek
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • 2 łyżki masła
  • pieprz mielony
  • koperek zielony

Doskonałe zestawienie smaków

Etapy przygotowania

Brukiew obrać i pokroić w słupki .Zalać osoloną ½ łyżeczki soli wodą ( tak by zakryła brukiew i ugotować do miękkości . W tym czasie oczyścić brukselki ( naciąć głąb na krzyż ) zalać osoloną ( ½ łyżeczki ) wodą tak by je zakryła i gotować minut. Odcedzić brukiew i brukselkę . Do brukwi dodać masło i zrobić z niej puree . Brukselkę pokroić na ćwiartki i delikatnie wymieszać z puree z brukwi. Doprawić mielonym pieprzem .Posypać drobno pokrojonym koperkiem .
Podawać jako samodzielne danie wegetariańskie , lub jako dodatek do dań mięsnych ( najlepiej do pieczenie wieprzowej lub wołowej z sosem ).

brukiew rutabaga-roasted[foto: shizuokagourmet.wordpress.com/...]

Gulasz z brukwią

SKŁADNIKI:

1 kg mięsa wołowego gulaszowego ( nie tłustego )
4 cebule
4 marchewki
½ brukwi
3 pietruszki
Sól
Pieprz mielony
Papryka mielona
4 łyżki oliwy
2 łyżki sosu mięsnego Gravy ( lub brązowa zasmażka z 2 łyżek mąki )

PRZYGOTOWANIE:

Cebulę pokroić w ,, piórka „ i zeszklić na oliwie . Mięso pokroić w kostkę ( ok. 2 cm średnicy ) , wrzucić do cebuli i podsmażyć na rumiano . Marchew pokroić w kawałki po 1 cm i dorzucić do mięsa , tak samo brukiew pokrojoną w słupki. Smażyć razem 20 minut. Przełożyć do rondla , zalać wodą tak by ,, na 2 palce „ zakryła mięso . Dusić 1,5 godziny tak by mięso było miękkie . Dodać pokrojoną w kostkę pietruszkę i gotować jeszcze 15 minut. Doprawić mieloną papryką i sosem Gravy . Na gotowy gulasz kłaść surowe kluski Dumpings Przykryć garnek pokrywką i gotować na małym ogniu nie mieszając przez 10 – 15 minut , aż podwoją swoją objętość i nasiąkną sosem . Kluski są gotowe gdy nóż wbity w nie pozostaje czysty i ciasto się do niego nie klei .Podawać po 1-2 kluski na porcję + gulasz .

brukiew Rutabaga-and-Turnip-Plantswschodząca brukiew

Sałatka Żmudzka

Składniki

  • marchew 3 szt.
  • jabłka 2 szt.
  • ziemniaki 3 szt.
  • ogórki kiszone 3 szt.
  • brukiew 1 szklanka
  • śmietana 1/2 szklanki
  • kminek 1 łyżka
  • sól 1 szczypta

Sposób przyrządzenia

Marchwie i jabłka umyć i obrać, utrzeć na tarce. Dodać pokrojone ziemniaki, ogórki i utartą brukiew. Zalać śmietaną, posolić, wymieszać, posypać kminkiem.

kaczka duck1

KACZKA NADZIEWANA PO ŁĄCKU

(4 porcje, czas wykonania 160 minut)

Marchew, pietruszkę, seler zetrzeć na tarce o dużych oczkach. Cebulę lub por pokroić w półkrążki. Owoce jałowca rozetrzeć. Dodać pozostałe zioła, olej i warzywa. Wymieszać. Tak przygotowaną zaprawą natrzeć tuszkę kaczki na 24 godziny. Przygotować nadzienie: chleb prądnicki pokroić w kostkę, podsmażyć na maśle. Oscypek pokroić w drobną kostkę, nać pietruszki posiekać. Połączyć wszystkie składniki dodając bryndzę i dokładnie wymieszać. Tuszkę wyjąć z zaprawy, usunąć nadmiar warzyw, nadziać farszem, spiąć wykałaczkami, włożyć do nagrzanego piekarnika i piec niecałą godzinę w temperaturze 200°C.

1500 g kaczki
250 g chleba prądnickiego
40-50 g masła
300 g oscypka
100 g bryndzy
pęczek zielonej pietruszki

Dodatki
Brukiew
Surówka z kiszonej kapusty
Surówka z czerwonej kapusty
Jabłka łąckie

Zaprawa warzywna do kaczki5-8 ziaren owoców jałowca
3 g soli wielickiej
150 g marchwi
100 g pietruszki
100 g selera
100 g cebuli lub pora
100 ml oleju
½ opakowania ziół prowansalskich

brukiew 20080305222906_rutabaga

Brukiew 800 g brukwi
500 g buraków ćwikłowych
300 g bryndzy
300 g oscypka
Brukiew i buraki pokroić w plastry o grubości ok. 3 mm. Brukiew obgotować ok. 5 minut. Smarować plastry brukwi bryndzą i nakładać na nie plastry buraka. Nałożyć na całość plaster oscypka o grubości ok. 2 mm i zapiec.

Surówka z kiszonej kapusty
500 g kapusty kiszonej
150 g marchwi
80 g cebuli
2 jabłka
80 ml oleju
300 g bundzu
100 g oscypka
½ pęczka zielonej pietruszki
¼ opakowania kminku
Marchew zetrzeć na tarce o małych oczkach, cebulę pokroić w kostkę, a jabłka zetrzeć nieco grubiej niż marchew. Bundz i oscypek pokroić w kostkę ok. 8 mm, nać pietruszki posiekać. Połączyć wszystkie składniki, doprawić i wymieszać.

Surówka z czerwonej kapusty
½ kapusty czerwonej
100 g cebuli
2-3 jabłka
300 g bundzu
100 g oscypka
sól wielicka, pieprz
Kapustę czerwoną poszatkować i zblanszować, cebulę pokroić w kostkę, a jabłka zetrzeć na tarce o grubych oczkach. Bundz i oscypek pokroić w kostkę ok. 8 mm. Połączyć wszystkie składniki, doprawić i wymieszać.

Jabłka łąckie
7 jabłek
150 g śliwek łukowickich
80 g cukru kryształu
100 ml śliwowicy łąckiej
Śliwki moczyć w śliwowicy ok. 1 godziny. 5 jabłek wydrążyć i włożyć do wody z kwaskiem cytrynowym. Miąższ z tych jabłek i dwa pozostałe jabłka poddusić i przetrzeć przez sito dodając cukier do smaku. Napełnić jabłka uzyskanym przecierem. Do środka jabłek nałożyć śliwki.

kaczka wi

Klasyka Kuchni Istów

Najbardziej znane potrawy

czeber97890238_a4a3720b1f_o

Čeburėkai

[foto: giedrius-v.livejournal.com/30220.html]
  • Čeburėkai – czebureki – smażone na głębokim oleju duże „pierogi”, nadziewane farszem. Podawane z gorącą zupą do popicia. Pochodzą z kuchni kaukaskiej.
  • Didžkukuliai lub Cepelinai (cepeliny, na Suwalszczyźnie znane jako kartacze) – „pyzy” lepione z ziemniaków i nadziewane farszem, najczęściej z mięsa z dodatkiem cebuli i przypraw, ale czasem też z innych składników. W północnych rejonach Polski są znane jako kartacze.
  • Kastinys – lekkie żmudzkie danie ze śmietany i masła z przyprawami.
  • Kibinai (kibiny) – rodzaj dużych pierogów nadziewanych farszem i pieczonych w piekarniku. Danie karaimskie rozpowszechnione głównie na Litwie. Najlepsze kibinai na Litwie zjeść można w Trokach.
  • Koldūnai – kołduny litewskie – małe pierogi (zbliżone do polskich uszek) nadziewane surowym farszem i gotowane w zupie, rozpowszechnione na całym terytorium dawnego Wielkiego Księstwa.
  • Kugelis (kugiel) – babka ziemniaczana ze skwarkami, zapiekana w piekarniku. Danie przywędrowało na Litwę z kuchni niemieckiej.
  • Skilandis (kindziuk) – tradycyjna wędlina.
  • Šaltibarščiai (chłodnik litewski) – zupa na zimno z buraków, ogórków, kwaśnego mleka, śmietany, jajek, koperku. Chętnie spożywana podczas upałów. Podawana z ugotowanymi ziemniakami posypanymi koperkiem.
  • Švilpikai – „kopytka”, wyłącznie smażone.
  • Vėdarai – kiszka ziemniaczana.
  • Žemaičių blynai – bliny żmudzkie – grube placki z ugotowanych ziemniaków, nadziewane mięsem lub grzybami.
  • Sery litewskie – białe, żółte, suszone, wędzone, a także słynny ser jabłkowy.
  • Wędzone świńskie uszy.

Napoje

„Trejos Devynerios“ czyli

Trzy dziewiątki

Legenda mówi, iż receptę na tę nalewkę opracowano przed wiekami, za czasów księcia Witolda (1350-1430).

Jednak na stronach internetowych Litewskiego Muzeum Historii Medycyny i Farmacji podano, iż „Trzy dziewiątki”, czyli „Trojanka” powstała w połowie XIX wieku na Żmudzi – w Palandze, wymyślona przez miejscowego aptekarza. Nieszczęśnik nie dorobił się jednak na tym „napoju” – zapił się na śmierć.

  • Napoje alkoholowe:
    • Litewskie miody pitne
    • Litewskie nalewki, zwane trauktinė, robione na miodzie lub owocach (żurawinie, wiśniach, jeżynach). Szczególnie znane są wyroby firmy Stumbras (lit. „bizon”), dostępne do kupienia również w Polsce.
    • Trejos Devynerios (Trzy dziewiątki – „999”) firmy Stumbras – nalewka na 27 leczniczych ziołach. Występuje w dwóch odmianach:
      • aptecznej – ziołowej nalewki zalecanej na wzmocnienie i oczyszczenie organizmu
      • sklepowej – gorzkawo-cierpkiej wódki ziołowej
    • Starka
    • piwo z browaru Švyturys (w Polsce do kupienia Švyturys Export i Švyturys Baltas (białe pszeniczne) jak również sztandarowy produkt – Švyturys Extra i Extra Draught)
  • Napoje bezalkoholowe:
    • Lietuviška gira – kwas chlebowy – orzeźwiający napój wytwarzany z czarnego żytniego chleba. Napój jest popularny do tego stopnia, że jedną z marek giry wykupiła Coca-Cola.Znany czasem z tego, że otrzeźwia.

Historia

Od początku osadnictwa na terenach współczesnej Litwy przeważały lasy. Upowszechnienie się rolnictwa we wczesnym średniowieczu spowodowało wzrost spożycia rozmaitych zbóż, zarówno w postaci kasz, jak i wypieków. Litwa jako kraj w przeważającym stopniu rolniczy stała się także jednym z czołowych konsumentów produktów mlecznych, o wiele trudniej dostępnych w Europie zachodniej. Dietę uzupełniały niektóre warzywa (z początku głównie dzikie), a także owoce leśne i grzyby.

Z powodu skomplikowanej historii kuchnia litewska niemal od samego początku była pod wpływem kuchni krajów ościennych, a także kuchni ludów zamieszkujących Wielkie Księstwo Litewskie: ukraińskiej, polskiej, tatarskiej, białoruskiej oraz żydowskiej. Po potopie szwedzkim w XVII wieku produkcja zbóż załamała się, a popularność zyskał przywieziony z Ameryki ziemniak.

Dzięki bliskim kontaktom handlowym z krajami Azji Środkowej cena rozmaitych przypraw na Litwie i w Polsce była wielokrotnie niższa niż w innych częściach Europy, dokąd trzeba je było sprowadzać za pośrednictwem Turcji. Stąd w kuchni litewskiej powszechne użycie przypraw takich jak pieprz, gałka muszkatołowa, kolendra. W powszechnym użyciu były także lokalnie rosnące zioła i przyprawy takie jak mięta czy kminek (dodawany do wielu potraw, od chleba przez zupy aż po suszone i wędzone sery białe). Początkowo, podobnie jak w kuchni polskiej, ostre przyprawy były używane do konserwowania potraw, co nadawało kuchni charakter wyjątkowo pikantny. W XIX wieku upowszechnienie się saletry oraz innych środków służących przechowywaniu żywności spowodowało jej złagodzenie.

Począwszy od XVIII wieku w okresie zaborów kuchnia Litwy znalazła się także pod wpływem kuchni rosyjskiej oraz niemieckiej.

knysza 2Knysz

Danie sistańskie

Knysz – danie wschodnioeuropejskie.

  • Kawałki strudla z nadzieniem z ugotowanej kaszy gryczanej wymieszanej ze zrumienioną na skwarkach cebulą. Podaje się jako dodatek do dań mięsnych lub jako samodzielne danie.
  • Rodzaj pieczonych pierogów z ciasta drożdżowego lub ziemniaczanego z różnego rodzaju nadzieniem (kapusta, cebula, mięso, grzyby, twaróg z kminkiem lub rodzynkami). Podaje się jako samodzielne danie lub (na słodko) jako deser. Potrawa była bardzo popularna na Białorusi, na Litwie i na Ukrainie.

Koldunai

 

przesłynne kołudny litewskie


Kołduny litewskie

mały lub średniej wielkości pieróg, robiony z mąki dobrej jakości, jajek i drożdży piekarskich lub piwnych, rozrobionych ciepłym mlekiem z odrobiną cukru. Tradycyjna potrawa kuchni litewskiej.

Często są one nadziewane rozmaitymi farszami. Najczęstszymi farszami są : mięso, cebula i grzyby, a także ser żółty. Są pieczone wyłącznie w piecu lub piekarniku, gdyż gotowane rozpadają się. Odmianą kołdunów są mniejsze od nich kołdunki.

Składniki

Ciasto:
40 dkg przesianej mąki pszennej
1 jajko
3/4 szklanki

wody
sól. Farsz:
45 dkg chudej wołowiny, jagnięciny lub mieszaniny tych mięs
25 dkg łoju lub szpiku wołowego
1 średnia cebula
2 łyżki oliwy
2 łyżeczki suszonego majeranku,
1/4 łyżczki mielonego ziela angielskiego
sól i pieprz do smaku
Ponadto:
1,5 l rosołu (może być z kostki),
do gotowania kołdunów

Kołduny litewskie

Mieso umyć, osuszyć i drobno posiekać Odstawić w chłodne miejsce. Łój zmielić w maszynce do mięsa. Cebule obrać i pokroić w bardzo drobną kostkę, lub również zmielić w maszynce do mięsa. Zeszklić na oliwie. Podlać kilkoma łyżkami rosoły zagotować. Składniki połączyć i dokładnie wymieszać. Podprawić solą, pieprzem, majerankiem i mielonym zielem angielskim. Z mąki jajka i wody zagnieść ciasto (jak na pierogi). Przełożyć na stolnicę i cienko rozwałkować. Szklanką wykroić krążki. Na każdy położyć łyżeczkę farszu. Złożyć na pół i dokładnie zlepić brzegi uważając aby w miejsca zlepiania nie dostał się farsz. Gotować w rosole do chwili wypłynięcia na powierzchnię. Odcedzić. Podawać jako dodatek do barszczu czystego, lub jako samodzielne danie, polane stopioną słoniną.

Przepis udostępniony przez bahus

Ooo

Zawsze kołduny gotuję w rosole i podaję w tym rosole, w którym się gotowały, w miseczkach, rosołu tylko tyle aby pokrył kołduny. Polecam.

Jeśli kołduny, to tylko w rosole. Rosołu tylko tyle, żeby kołduny ciut wystawały ponad. Na wierzch każdego nakładamy odrobinę ostrej musztardy, i tak nabieramy łyżką i zjadamy. I jeszcze jedno. Kołduny powinno się przyżądzać z polędwicy wołowej i oczywiście jgnięciny. Spora ilość czosnku do farszu również jest wskazana.

Ja kolduny robie z farszem z baraniny.

kołduny bez czosnku ?

Co racja- to racja. Jeśli kołduny to tylko z czosnkiem, tylko w rosole i zawsze z surowego mięsa,  a nie gotowanego.

kutia001bw2

Kutja

[foto: emigrantki-w-kuchni.blogspot.com/.../kutia.html]

 

 

Kutja

 

Kutia to tradycyjna potrawa ukraińskiej, białoruskiej, litewskiej i dawniej polskiej kuchni kresowej. Nazwa pochodzi od słowa ukraińskiego (z greki) kókkos ‘pestka’, ‘ziarno’. Jest jedną z 12 potraw tradycyjnie wchodzących w skład wschodniosłowiańskiej wieczerzy wigilijnej. Jada się ją głównie w okresie świąt np.: Bożego Narodzenia i Nowego Roku.

Zwyczajowo robiona jest z obtłuczonej pszenicy, ziaren maku, słodu lub miodu, i bakalii: różnorakich orzechów, rodzynek i innych dodatków. W wielu przepisach uwzględnia się mleko lub śmietankę, w oryginalnej kutii mlekiem było mleko z mielonego maku. Współcześnie używa się też składników, które niegdyś nie były tak popularne i dostępne, takich jak kawałki kandyzowanej skórki pomarańczowej czy migdały.

Przygotowanie pszenicy

Ziarna pszenicy otoczone są twardą łuską. Przed gotowaniem należy ją usunąć, co jest czynnością dość długą i trudną, tradycyjnie wykonywaną jednak na wsiach ręcznie. Ziarna, po lekkim zwilżeniu, wsypuje się do woreczka z lnianego płótna i zawiązuje. Drewnianą pałką tłucze się worek na twardym podłożu. Co kilka minut worek należy rozwiązać i zawartość skropić lekko zimną wodą, co sprawia, że łuski łatwiej odchodzą od ziarniaków. Ręczna obróbka ok. 1 kg zajmuje 15-30 minut. Po czym ziarna przepłukuje się wodą na rzadkim sicie, by oddzielić oderwane łuski.

Obecnie w handlu występuje pszenica ocierana mechanicznie już gotowa do użycia.

Przepisy

Weź równe ilości pszenicy i maku, względnie odrobinę więcej pszenicy (przykładowo po pół kilograma). Gotuj pszenicę na małym ogniu przez 3-4 godziny. Mak gotuj tak długo, aż będzie można go rozcierać palcami. Następnie odcedź i schłódź mak i pszenicę. Po odcedzeniu mak utrzyj w makutrze z braku makutry zmiel go trzykrotnie w maszynce do warzyw lub innym młynku (współcześnie można ułatwić sobie pracę kupując gotowy przemielony mak). Po wykonaniu tych czynności zmieszaj je ze sobą, dodaj płynnego słodu bądź miodu (odrobina ciepłej wody pomaga go upłynnić) rozpuszczonego w wodzie (10-20 dag według przykładowych stosunków ilościowych) oraz 30-50 dag bakalii do wyboru: orzechów, rodzynek, migdałów, kawałków pomarańczy, suszonych śliwek i innych.

Przepis 2

Poprzedniego dnia ugotować pszenicę, tak aby była miękka. Sparzyć mak i odcedzić. Dobrze odcedzony i przestygnięty mak zemleć dwukrotnie w maszynce do mielenia. Wziąć duże naczynie, wsypać do niego mak i pszenicę (w ilości pół na pół). Dodać rozpuszczony w gorącej wodzie miód z cukrem (całkiem sporo). Wymieszać. Po pewnym czasie dolać znowu wodę z miodem i cukrem (płyn wsiąka w mak i pszenicę), tak aby była półpłynna konsystencja. Dodać bakalie – ile się chce, ale nie żałować ich: sparzone rodzynki, migdały, pokrojone figi i daktyle, orzechy włoskie, orzechy laskowe, suszone śliwki. Unikać pomarańczy – ich smak jest zbyt gorzki i może popsuć potrawę. Kutię należy przechowywać w chłodnym miejscu.

Przepis 3

Kutia z ryżem zamiast pszenicy. Ugotować ryż na sypko tzn. zalać 2 szklanki ryżu 3 szklankami zimnej wody i mieszając, aby nie przywarł do dna garnka, gotować, aż wchłonie całą wodę. Następnie przełożyć przykryty garnek owinięty gazetą do zawiniątka z kołdry i poduszek (tzw:dogotowywacz) na 1 godzinę. W tym czasie zalać wrzątkiem osobno 20 dag rodzynek i 20 dag migdałów. Po ostygnięciu, rodzynki odsączyć z wody i wymieszać z ostudzonym ryżem. Migdały osączyć z wody, obrać ze skórek i zemleć w maszynce do orzechów, po czym ucierać je małymi partiami w moździerzu razem z cukrem, w stosunku około 1:0,5 , aż do uzyskania jednolitej masy, w której cukier nie chrzęści na zębach. Utarte migdały wrzucać do około 1 litra przegotowanej i ostudzonej wody. Po wymieszaniu otrzymujemy „orszadę”. Każdy z biesiadników ryż z rodzynkami, zalewa orszadą wg własnego upodobania.

Przepis 4

- szklanka ziaren łuskanej pszenicy – szklanka suchego maku – 4 łyżki płynnego miodu – mały kieliszek alkoholu – 10 dag rodzynek sułtanek – 3 kopiaste łyżki posiekanych orzechów – – suszone owoce (morele, daktyle, śliwki)

Opis przygotowania: Umytą pszenicę moczymy w letniej wodzie, odstawiamy na całą noc. Następnego dnia cedzimy, zalewamy świeżą wodą i gotujemy do miękkości, zmieniając w czasie gotowania trzykrotnie wodę. Gdy ziarna będą miękkie, odsączamy na sicie. Wypłukany mak zalewamy 2 szklankami wrzątku, trzymamy przez 20 min na niewielkim ogniu, odstawiamy do wychłodzenia. Rodzynki zalewamy alkoholem, odstawiamy do nasączenia. Miękki, chłodny mak odsączamy na bardzo gęstym sicie, przepuszczamy dwukrotnie przez maszynkę. Zmielony mak łączymy z miodem, odsączonymi rodzynkami, orzechami, całość łączymy z odsączoną pszenicą, układamy na okrągłym półmisku, kształtując zgrabny „kopczyk”, i wstawiamy do lodówki. Przed podaniem brzegi „kopczyka” otaczamy rozdrobnionymi, suszonymi owocami, a całość kropimy alkoholem, w którym moczyły się rodzynki.

Pierogi_frying

Pierogi że palce lizać

[foto:  commons.wikimedia.org/wiki/File:Pierogi_fryin.]

Pierogi

Pierogi — potrawa występująca w Polsce, Rosji, Białorusi, Ukrainie, Chinach i Japonii oraz we Włoszech. W innych językach ich nazwę zapisuje się również jako perogi, perogy, piroghi, pirogi, pyrohy lub Piroggen. Podobnymi potrawami są rosyjskie pielmieni i ukraińskie wareniki. Mamy także włoskie ravioli i tortellini, a w Chinach je się pierożki o nazwach: won ton i guo tie.

Używa się liczby mnogiej pierogi zamiast pieróg.

Słowo „pierogi” oznacza potrawę wykonaną z ciasta gotowanego, pieczonego lub smażonego na głębokim tłuszczu, cienko rozwałkowanego i wypełnionego różnorodnymi nadzieniami. W Polsce jako nadzienie najczęściej występują: mięso (mielone i wstępnie podsmażone, w kołdunach litewskich surowe), kiszona kapusta z grzybami (także razem przemielone), owoce sezonowe (jagody, truskawki itp.), kasza gryczana, twaróg – na słodko lub z ugotowanymi ziemniakami z dodatkiem podsmażonej cebuli (ruskie pierogi). We wschodniej Polsce bardzo popularną tradycyjną potrawą są pierogi z soczewicą. Lokalnie na wschodniej Lubelszczyźnie popularne są pierogi, których główny skład stanowią: ser, ziemniaki i suszona mięta, która nadaje pierogom lekko cierpki smak.

W innych krajach jako nadzienie stosuje się też: jaja na twardo, ryby, szpinak, marmoladę czy nawet czekoladę i miód. Uwaga: leniwe pierogi nie są pierogami, lecz kluskami.

Historia pierogów

Pierogi pochodzą pierwotnie najprawdopodobniej ze Skołotii czyli Wielkiej Scytii skąd trafiły do Chin. Do Europy Zachodniej, a właściwie do Włoch przywędrowały dzięki wyprawie Marco Polo, a tam ich forma i rodzaj farszu przybrały lokalnych cech (zob. ravioli, tortellini).

Historia pierogów w Polsce

Pierogi znane są w Polsce prawdopodobnie już od VIII w pne. Sprowadzone zostały przypuszczalnie z Dalekiego Wschodu poprzez Ruś. Podobno biskup Jacek Odrowąż zachwycił się ich smakiem podczas bytności w Kijowie i dzięki niemu zagościły w Polsce.  Wg Bańkowskiego słowo to i jemu podobne w innych językach słowiańskich jest zapożyczeniem z dialektów uralskich (por. est. piirag). Nie zgadzamy się z tym ponieważ znamy słowo pirć – horolskie, harskie czyli biaółochorwackie. Słowo ma staroruskie (nuruskie, a znane też od niepamiętnych czasów Polakom) pochodzenie od słowo „pir” –  uderzać – piorun, perun, Perun, tajkże święto piru – perunowe, strzałki perunowe i staro-cerkiewno słowiańskie „uroczystość piru”.

Kiedyś pierogi przygotowywane były wyłącznie z okazji świąt i każde święto miało swój różniący się farszem i kształtem pieróg, np.: „kurniki” – duże pierogi weselne z różnymi nadzieniami, zawsze z dodatkiem mięsa kurzego; „knysze” – pierogi żałobne, podawane na stypie; „koladki” – pieczone w styczniu, na pamiątkę pogańskiego święta „Kolady” (z ruskiego „koliada” – po polsku „kolęda”); „hreczuszki” – przyrządzane z mąki gryczanej; „sanieżki” i „socznie” – słodkie pierożki pieczone najczęściej z okazji imienin.

Przyrządzanie

Aby ugotować pierogi należy zagotować lekko posoloną wodę, a następnie wrzucić pierogi. Po wypłynięciu na wierzch i odcedzeniu z wody, pierogi są gotowe do spożycia. Niekiedy podaje się je po dodatkowym przysmażeniu, czy odsmażeniu.

Kształt pieroga

Charakterystyczny, tradycyjny kształt pieroga wywodzi się z czasów, gdy był on ciastem obrzędowym, wykorzystywanym w kulcie solarnym.

kibinas

kibinas

Kybyn (kibin, lit. kibinas, l.mn. kibinai) to rodzaj pieroga z ciasta drożdżowego, wielkości ok. 10-15 cm, z farszem mięsnym, tradycyjnie z baraniny, ostatnio coraz częściej z wieprzowiny.

Tradycyjna potrawa Karaimów, obecna także w kuchni litewskiej.

Kastinys

Kastinys

Kastinys to lekkie żmudzkie danie ze śmietany i masła z przyprawami. Najczęściej był spożywany w czasie postu i w dni intensywnych prac polowych z gorącymi gotowanymi ziemniakami lub chlebem.

Żmudzki kastinys (Kuchnia litewska)
- 1/2 l śmietany
- 1 łyżka masła
- 1/2 łyżeczki kminku lub innych przypraw
- sól
Do glinianej miski wkladamy masło, łyzkę śmietany i po wstawieniu miski do gorącej wody mieszamy drewniana łyżką. Po chwili (zanim jeszcze się odzieliła serwatka), dodajemy kolejną łyzkę śmietany, znów mieszamy, i tak, aż nie wyczerpie się cała śmietana. Gdy zaczyna gęstnieć, solimy, dodajemy opłukany i osuszony kminek i dokładnie jeszcze raz mieszamy.Podajemy z gorącymi ugotowanymi w mundurkach ziemniakami.

Bigos po siecieborzańsku

Tradycyjna dla kuchni polskiej i litewskiej potrawa z kapusty i mięsa. Ta specyficzna odmiana bigosu występująca w okolicach Szprotawy, przywieziona została po II wojnie światowej z Rosji przez imigrantów i polskich reemigrantów. Charakteryzuje ją obecność nietypowych odmian suszonych grzybów, aromatyzowanie owocami runa leśnego oraz obecność mięsa z dzikiej zwierzyny. Na przystawkę dodawany bywa tradycyjny chleb z dodatkiem żołędzi.

Dodatkowe składniki specyficzne dla tej odmiany nie występujące w tradycyjnym bigosie:

  • Suszone grzyby:
    • borowik ceglastopory (Boletus luridiformis)
    • borowik ciemnobrązowy (Boletus aereus)
    • maślak łagodny (Suillus placidus)
    • maślak pstry (Suillus variegatus)
    • podgrzybek brunatny (Xerocomus badius)
  • Owoce runa leśnego:
    • jagody
    • borówka brusznica (Vaccinum vitis-idaea)
    • suszony dziurawiec rozesłany (Hypericum humifusum)
    • żołądź (Quercus)
  • Mięsne:
    • dziczyzna
    • sarnina

bigos7

Polski bigos myśliwski (czyli siecieborzański) ale tego anglicy nie wypowiedzą więc jest to Polish Hunter’s Stew

Inne bigosy wspólne całemu Królestwu Sis

Bigos – tradycyjna dla kuchni polskiej, białoruskiej, rosyjskiej, ukraińskiej i litewskiej potrawa z kapusty i mięsa.

Pochodzenie słowa bigos, według Andrzeja Bańkowskigo, jest niejasne. Może być zapożyczeniem z niemieckiej formy imiesłowowej begossen albo beigossen czasowników begießen (oblać, polać) i beigießen (dolać). Może też wywodzić się od włoskiego bigutta (kociołek do warzenia rosołu). Niewykluczone jest połączenie obu zapożyczeń.

Pierwotnie tego słowa używano do określania sposobu siekania (siekać coś na bigos 1534), nieco później nazywano tak galaretę z siekanego mięsa (1588). W XVIII była to już potrawa z gotowanej kapusty i siekanego mięsa. Od XVII wieku słowo było używane również w szerszym znaczeniu jako siekanina, a w znaczeniu przenośnym mówiono: „bigosować” w bójce, czyli: siekać na drobne kawałki (np. szablą).

Bigos is considered the national dish of Poland. It’s a hearty, long-simmered meat-and-sauerkraut stew that goes back centuries. It was traditionally served at the start of the hunting season, from fall through Mardi Gras, or until the family’s supply of barrel-cured sauerkraut ran out! Today, it’s enjoyed year-round.

Any combination of game, beef, pork, poultry and vegetables works. This recipe is just one version. Bigos also is an excellent way to use up leftover cooked meats, and for the family hunter’s quota of venison.

Here’s What You’ll Need to Make Polish Hunter’s Stew – Bigos

  • 1 cup pitted prunes
  • 1/2 ounce dried Polish or porcini mushrooms
  • 2 cups boiling water
  • 1 tablespoon bacon drippings or vegetable oil
  • 1 medium onion, chopped
  • 1 small head fresh cabbage, chopped
  • 1 pound sauerkraut, rinsed well and drained
  • 1/2 pound smoked Polish sausage („kielbasa„), cut into 1-inch pieces
  • 1/2 pound cooked fresh Polish sausage („kielbasa„), cut into 1-inch pieces
  • 1 pound leftover meat, cut into 1-inch pieces
  • 3 large tomatoes, peeled and chopped
  • 1 cup dry red wine, preferably Madeira
  • 1 bay leaf
  • Salt and black pepper to taste
  • Place prunes and dried mushrooms in a medium bowl. Pour over boiling water and let steep 30 minutes or until mushrooms have softened. You may chop the mushrooms and prunes, but leaving them whole makes for a chunkier dish. Set aside with soaking liquid.
  • Meanwhile, in a Dutch oven or large pot with a lid, saute onion and fresh cabbage in bacon drippings or vegetable oil.
  • When cabbage has collapsed by half, add sauerkraut, meats, tomatoes, wine, bay leaf and reserved mushrooms and prunes and their soaking liquid, being careful not to pour off the sediment in the bottom of the bowl. Mix well.
  • Bring to a boil over medium heat. Lower heat and simmer covered for about 1 1/2 hours, stirring occasionally and adding liquid as needed to prevent burning.
  • When ready to serve, remove bay leaf and any bones from meats. Portion into heated bowls and garnish with a piece of „frisee” or other fancy greens to resemble the feather in a hunter’s hat. Accompany with whole, peeled and boiled potatotes.
  • The longer this cooks, the better it tastes, and it’s even better served the next day. It’s a natural for outdoors cooking in a cast-iron kettle winter or summer. The dish lends itself well to potlucks and tailgate parties, slow cookers and freezes well.

Bigos

Sposoby przyrządzania

Istnieje wiele sposobów przygotowywania bigosu i jego odmian. Wszystkie opierają się na tych samych, zasadniczych składnikach, różniąc się jedynie niektórymi dodatkami i kolejnością ich dodawania. Podstawowymi składnikami bigosu staropolskiego jest drobno szatkowana kapusta kiszona, kapusta świeża (niekiedy używa się tylko kiszonej), różne gatunki mięsa i wędlin, suszone grzyby, suszone śliwki, cebula i przyprawy.

Całość należy dusić możliwie długo (im dłużej, tym lepiej), najlepiej kilka dni. W czasie duszenia można podlewać wytrawnym czerwonym winem, co bardzo podnosi smak bigosu.

Potrawa po przyrządzeniu powinna mieć gęstą konsystencję i ciemnobrązowy kolor, po podaniu na talerz nie powinna z niej wyciekać woda. Powinna mieć pikantny, lekko kwaskowo-słodkawy (ale nie przesadnie) smak i mieć silną woń wędzonki, śliwek i ew. dziczyzny.

Zgodne z tradycją jest dodanie do bigosu w celu uszlachetnienia smaku niewielkiej ilości słodkiego, aromatycznego wina – np. malagi. Współcześnie bigos bywa również uszlachetniany dodatkiem miodu, czego nie podają jednak dawne książki kucharskie.

Smak bigosu zależy w dużym stopniu od ilości, jakości i różnorodności gatunków dodanych mięs i wędlin. W staropolskiej kuchni zużywano do bigosu pozostałe resztki szlachetnych pieczeni i wędlin, które bardzo podnosiły smak potrawy. Bigos staropolski przyrządzany był zawsze bez zasmażki i bez dodatku koncentratu pomidorowego, nieznanego w kuchni staropolskiej.

Niektórzy dodają też do bigosu kminek, majeranek, ziele angielskie, śliwki suszone lub śliwki wędzone, czerwone wino i koncentrat pomidorowy. Zgodne z tradycją jest dodanie powideł śliwkowych. Według wielu przepisów mięsa powinno być wagowo tyle samo, co kapusty. Bigos można też robić wyłącznie z kapusty kiszonej, bywa jednak wtedy często zbyt kwaśny. Aby temu zapobiec, należy kapustę kiszoną przepłukać pod bieżącą wodą lub nawet wstępnie obgotować.

koc_

Sposoby podawania

Bigos tradycyjnie serwuje się najczęściej jako przystawkę gorącą lub przekąskę, podaje się z pieczywem, często razowym oraz wódką czystą lub wytrawną ziołową (myśliwska, trojanka litewska, żubrówka).

Bigos, jako jedno z nielicznych dań, nie traci walorów smakowych przy wielokrotnym odgrzewaniu, a wręcz przeciwnie, po każdym kolejnym odgrzaniu jest coraz lepszy. Pomiędzy odgrzewaniami można bigos przemrozić, np. trzymając zimą za oknem, co również pozytywnie wpływa na jego smak. Odgrzewając bigos powinno się lekko podlewać czerwonym, wytrawnym winem, co wzbogaca jego winno-kwaskowe walory smakowe i aromat.

W kuchni staropolskiej, zwłaszcza na polowaniach, znany był bigos z wiwatem, polegający na ogrzewaniu przygotowanej wcześniej potrawy w garnku z pokrywką szczelnie przylepioną ciastem. Głośne ‚”wystrzelenie” pokrywki, pod wpływem ciśnienia, oznaczało gotowość potrawy do spożycia. Warto dodać, że każdy szanujący się szlachcic, wybierając się na kulig, polowanie czy też w odwiedziny do sąsiada zabierał ze sobą tenże kociołek z bigosem.

Warianty bigosu

  • Bigos litewski – zawiera kapustę z dodatkiem kwaskowych winnych jabłek.
  • Bigos hultajski – zawiera szczególnie dużo drobno krajanego mięsa i słoniny.
  • Bigos węgierski – doprawiany ostrą papryką i śmietaną.
  • Bigos myśliwski – z kawałki pieczeni z sarny, jelenia lub zająca i z dodatkiem niby-jagód jałowca.


[foto: www.panoramio.com/photo/17986283]

 

podstawa bigosu - kapusta

Święto Plonów ze Słowiańską Wiarą

Posted in Słowianie, Wiara Przyrody by bialczynski on 20 Październik 2009

Miedzy 20 a 26 września Związek Słowiańska Wiara zorganizował obchody święta Plonów – na Pomorzu w Otrębach a na Mazowszu w Zalesiu. pozwalam sobie przytoczyć relację ze strony Związku i kilka pięknych, barwnych zdjęć.

plony2009_01Chleb, rogi ofiarne, miód, czechół

Plony Mazowieckie – Relacja ze Święta. (Zalesie Górne, 19.09.2009)

Reprezentanci Mazowsza, Dolnego Śląska, Ziemi Opolskiej, Pomorza i Kujaw przybyli na teren niewielkiego leśnego amfiteatru w Zalesiu Górnym koło Warszawy, aby wziąć udział w Święcie Plonów.

plony2009_02Trąbita – rozpoczyna obrzędy

Większość członków ZZW SW przyjechała już kilka godzin przed Obrzędem, mając możliwość radowania się ciepłym dniem kończącego się lata. Sporo czasu poświecono na przygotowania, a samo Święto

plony2009_03Bębny wyznaczające rytm i odstraszające ciemności Zaświatów

rozpoczęło się z niewielkim opóźnieniem. Donośny odgłos bębna i dźwięk ligawki dał znak do stanięcia w kręgu i rozpoczęcia uroczystości. Reprezentanci wywoływanych przy ogniu przedstawicieli regionów, składali kolejno żertwę. Nie zabrakło obficie lanego do ognia miodu a także kołaczy, chleba, ziół, jaj i owoców.

plony2009_04Rozpalenie ognia przez żerców i guślarzy

Obrzęd prowadzony był przez pięcioro — Żerów i Guślarzy. Wspólnie, modlitwa i pieśnią, dziękowano za obfite tegoroczne plony. Po Obrzędzie swoje rzemiosło zaprezentowali wojowie a dziewczęta okiełznywały ogień. Sława bądź, członkowi mazowieckiego oddziału, który tak zapamiętale zionął ogniem, .e mu sie od tego zajęcia broda palić zaczęła i choć was osmalony nieco, to szczery uśmiech z twarzy nie zniknął.

plony2009_11Obrzędy ogniowe i spełnienie żertwy

Znalazło się paru śmiałków, którzy w chłodna noc spać postanowili pod namiotami, większość jednak, udała sie do odległego o parę kilometrów hotelu, gdzie w salce konferencyjnej odbyły się głośne dysputy i biesiady.

plony2009_12Święty ist Światła Świata w rogu – żertwa

W większej ilości zdjęcia ze Święta Plonów – na stronie www.slowianskawiara.pl/indexplony.html

plony2009_17

Święto Plonów w Otrębach (Pomorze)

plonypom2009_ (1)Pomorze 2009 – Święto Plonów 26 września

plonypom2009_ (6)Święto Plonów – żertwa – Pomorze, Otręby 26 września 2009

plonypom2009_(0)Otręby 2009

plonypom2009_ (20)Otręby, Światowit w zmierzchu


Barwne Święto Plonów z przeszłości

pl(0)Piękne miejsce, przyroda, współbrzmienie formy i treści

pl(4)Posąg Światowita, chorągiew – czyli święta stanica – rozpalenie Ognia

pl(10)Rozpoczęcie żertwy

pl(17)Pieczołowicie odtworzone słowiańskie stroje

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 637 obserwujących.